Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

Reklamy

O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością


rys. Andrzej Krauze

„…dwa obecnie najważniejsze obszary dyskusji politycznej są ze swej istoty fikcyjne. I jak każda fikcja zwalniają do obowiązku myślenia oraz zastanawiania się naprawdę nad tym co robić, jak robić i jakie są okoliczności brzegowe. Animatorzy dyskusji barykadowej i lewicowo-prawicowej czuję się w swoich rolach świetnie, bo albo ze szczętem już zgłupieli, albo ktoś ich przekonał, że tak właśnie trzeba. Myślę, że nie pieniędzmi bynajmniej, ale dobrym słowem i równie fikcyjnym co owe dyskusje wyróżnieniem, jakimś takim mianowaniem na intelektualistę…

… Każdy członek organizacji „oddolnej” marzy o tym, by stać się członkiem organizacji „odgórnej”, bo dobrze wie, że w strukturach sprofilowanych i zaprogramowanych na osiągnięcie szybkiego sukcesu nic takiego jak tenże sukces nie nastąpi. Istotną bowiem funkcją organizacji oddolnej jest jej jak najszybsze podłączenie do jakiejś innej struktury mającej budżet i kierowanej przez kogoś „z pomysłem”.
Organizacja musi mieć lidera, a ten lider musi mieć cojones czyli jaja jak się mówi u nas w Polsce i to jest warunek powodzenia organizacji oraz jej wiarygodności…

W blogosferze głównym zajęciem „jastrzębi” wzywających lud na barykady jest właśnie szukanie ludzi z cojones, wręcz ich typowanie. (…) Oni zasypiając wyobrażają sobie jak pędza z mieczem na tłumy gorzej uzbrojonych i słabszych pod każdym względem wrogów, pierzchających przed nimi w popłochu. Oni wierzą w to, że można pokonać rząd przelewając cudzą krew na ulicach, wierzą w to, że ludzie zdesperowani miast milczeć i przeżywać swoje upokorzenie w samotności wyjdą na ulicę pełną prowokatorów i ruszą z kamieniami w rękach w kierunku siedziby Donalda Tuska. To są projekcje szkodliwe i po prostu zdradzieckie.
Konflikt pomiędzy lewicą i prawicą jest także konfliktem fikcyjnym. Został on dawno temu zbudowany wokół kwestii własności. Ci co mieli byli prawicą, a ci co nie mieli – lewicą. Chcieli oni ponadto zmiany stosunków społecznych tak, by było na odwrót – niech prawica nie ma, a lewica ma. Chcieli jednym słowem takiego prawa, które usankcjonuje rabunek. I to się im udało. Nazwano ten przekręt rewolucją – to była wersja hard, albo demokracją – wersja soft. I teraz prawica nie ma, a lewica ma. Własność jednak nie jest już tym wokół czego koncentrują się różnice polityczne. To jest złudzenie pracowicie utrzymywane w blogosferze i publicystyce. To jest złudzenie wprost przeznaczone dla aspirujących członków organizacji „oddolnych”. I dla nikogo więcej

W ogólnym rozrachunku chodzi o takie pojęcia, które zapewniają ideologiczną ochronę własności dużych i wpływowych grup, oraz – jednocześnie – kwestionują prawa do własności grup innych i czynią z tej ich własności balast ściągający członków tych grup na samo dno. To jest właśnie walka polityczna w wydaniu soft. Teraz spróbujmy sobie wyobrazić co się stanie kiedy ona się zaostrzy. Ona się już zaostrza a poznajemy to po coraz większym zadłużeniu, w które ludzie popadają z dnia na dzień. Kiedy już dług przekroczy masę krytyczną zacznie się – tak myślę – wielka windykacja. W skrócie WW. I wtedy dojdzie do prawdziwego kryterium ulicznego, na które bynajmniej nie czekają ci co głoszą jego potrzebę dziś. To będzie takie kryterium, którego oni nie chcieliby widzieć w najczarniejszych snach, ale może się zdarzyć, że zobaczą. I niestety nie dojdzie wtedy do zmiany władzy przez ludzi, ale do czegoś wręcz odwrotnego – do zmiany ludzi przez władzę…” (cdn.)

Czytaj dalej

Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”


rys. Andrzej Krauze

„…Polska odzyskała niepodległość 11 listopada 1918 r. Tego samego dnia w rewolucyjnej, bolszewickiej Moskwie doszło do wydarzenia, które wówczas wydawało się nieistotne, ale zaważyło fatalnie na naszej przyszłości. „Polscy” bolszewicy skupieni w Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) zebrali się, aby debatować nad… przyszłością Polski. Nie mogli pogodzić się z faktem, że powstaje polskie państwo jako organizm niepodległy, niepodlegający kontroli czy wręcz zwierzchności sowieckich komunistów. Usiłowali więc temu zaradzić przez stworzenie partii komunistycznej, która byłaby narzędziem propagandowym i ideologicznym „ojczyzny proletariatu”. Doszło do tego już 16 grudnia 1918 r. przez proklamowanie Komunistycznej Partii Robotniczej Polski jako zjednoczenia SDKPiL oraz PPS-Lewicy (w 1925 r. skrócono jej nazwę do KPP)…

Już w połowie 1919 r. KPRP została zdelegalizowana jako organizacja terrorystyczna, która jawnie występowała przeciwko strukturom państwa, prowadząc działalność szpiegowską, propagandową i sabotażową na rzecz bolszewików. Jawne wystąpienie przeciwko strukturom państwa polskiego podczas wojny z bolszewikami w 1920 r. spowodowało, że powszechnie postrzegano komunistów jako sowieckich agentów, a z racji bardzo silnego nasycenia ich instancji kierowniczych przez działaczy pochodzenia żydowskiego powstało pojęcie „żydokomuny”, co miało dodatkowo podkreślać niepolskie pochodzenie tej organizacji. Pewni swego zwycięstwa bolszewicy w lipcu 1920 r. utworzyli Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (Polrewkom), który miał być tymczasowym rządem dla podbitych terenów. W jego skład weszli m.in. Julian Marchlewski (przewodniczący), Feliks Dzierżyński, Feliks Kon i Józef Unszlicht. Polrewkom ogłosił formowanie tzw. Polskiej Armii Czerwonej, ale zgłosiło się do niej zaledwie 176 osób, co świadczyło o braku jakiegokolwiek faktycznego poparcia dla najeźdźców.

Liczebność partii nie była wówczas znaczna, a podstawowa kadra działaczy centralnych i terenowych składała się głównie z przedstawicieli mniejszości narodowych (Żydów, Ukraińców i Białorusinów). W 1923 r. utworzono dwie autonomiczne struktury: Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy (KPZU) i Komunistyczną Partię Zachodniej Białorusi (KPZB). Oprócz tego od 1920r. istniała Komunistyczna Partia Górnego Śląska (KPGŚ), a na Pomorzu i w Wielkopolsce komórki Komunistycznej Partii Niemiec (KPD).

Partia była bardzo mocno zhierarchizowana. Jej trzon składał się z funkcjonariuszy (zwanych po sowiecku „funkami”), którzy pozostawali na jej wyłącznym utrzymaniu. Trzeba przyznać, że za całkowitą dyspozycyjność i bezwzględne posłuszeństwo komuniści płacili więcej niż polskie państwo swym urzędnikom czy nauczycielom… Partia była też wewnętrznie bardzo rozbudowana, jej komórki organizacyjne miały za zadanie obserwować wszelkie dziedziny życia społecznego i politycznego. Najważniejsze były Wydziały Wojskowe (na szczeblu centralnym i okręgowym), których działalność skierowana była na szpiegostwo, sabotaż i ewentualną demoralizację szeregów armii, wyszukiwanie słabszych ideowo jednostek i werbowanie ich do zadań na rzecz Związku Sowieckiego, choć nie zawsze było to – ze zrozumiałych względów – ujawniane…

Jedną z pierwszych czynności było dostosowanie nazwisk do specyfiki kraju przeznaczenia. I tak, towarzysze żydowscy z Polski przybierali masowo nazwiska „słowiańskie”. Z tego samego kursu, w którym uczestniczyła wspomniana wyżej tow. Estera, „Lea Kantorowicz przeobraziła się w Jelenę Kamińską; jej mąż Icchak Gordon – w Aleksandra Leonowicza; Nechama i Józef Feigenbaum stali się Natalią i Osipem Krawczyńskimi; Chana Milsztajn jest tu Hanną Turską; Motke Hajman to teraz Mikołaj Wojnarowicz; z jednego Rapaporta zrodził się Krawiecki, z drugiego, częstochowskiego – Józef Karpiński”.

Po solidnych przeszkoleniach towarzysze rozsyłani byli dosłownie po całym świecie, aby propagować rewolucję jako lekarstwo na wszelkie zło i wspomagać miejscowe, na ogół rachityczne struktury konspiracji komunistycznej…” (Leszek Żebrowski, naszdziennik.pl za: wzzw.wordpress.com)

podobne: Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji? oraz: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena)

„…W samym Lublinie istniały trzy punkty filtracyjne NKWD plus obóz  NKWD na Majdanku. Czyli „polski PKWN” mógł odetchnąć pełną piersią i spać spokojnie. Bowiem 13 października 1944 r. słynny „polski rząd” w osobie niejakiego Berii wydał rozkaz nr 001266 o sformowaniu 64 Zbiorczej Dywizji NKWD, która tworzona była w owym Lublinie. Do 20 października 1944 r jak pisze pan Pietrzak :”… liczyła ona już 9574 żołnierzy, a w grudniu 1944 r. jej stan osobowy przekroczył 14 tys. W tym samy czasie cały aparat bezpieczeństwa PKWN liczył zaledwie 2,5 tys. funkcjonariuszy….”. W maju 1945 r. oddziały NKWD liczyły na terenie Polski już 35 tysięcy a w lecie 1945 r. odpowiednio 45 tysięcy funkcjonariuszy NKWD. W styczniu 1945 r. na rozkaz Berii sformowane zostały 2 dodatkowe dywizje NKWD.  
Zadania polegające na wyłapaniu oddziałów polskich i „zneutralizowaniu” polskich elementów patriotycznych ale też nadzór nad demontażem infrastruktury przemysłowej m.in. na Śląsku i zarządzanie obozami filtracyjnymi NKWD, obozami pracy i obozami rolnymi.  W maju 1945 było ich 16 a w pod koniec 1945 r. – 28.
 A przecież nie byli to jedyni Rosjanie uprawiający terror na terenach „wyzwolonej Polski” i „wyzwalanego Śląska”. Armia Czerwona kiedy ruszyła w styczniu 1945 r. znad Wisły, liczyła ok. 3,8 mln sołdatów. Oni byli doskonale poinformowani, kiedy mijają granicę niemiecko-polską z 1939 r. i co im wolno. W wolnej chwili oczywiście. Oni już obejrzeli filmy propagandowe o wyzwoleniu niemieckiego obozu na Majdanku w Lublinie a doskonale pamiętali „dokonania niemieckie” na terenach Białorusi i ogólnie ZSRR.  
Tak więc do tych 45 tysięcy funkcjonariuszy NKWD należy dodać codziennie jakieś 200 tysięcy sołdatów wałęsających się w „wolnych chwilach” kiedy nie było walk i poszukujących różnych fajnych przedmiotów, które chcieli wysłać jako podarki dla mamy i narzeczonej. Zazwyczaj „kolekcjonerstwo” obejmowało: zegarki, biżuterię, sukienki, pantofle ale też rowery a nawet piły. „W pakiecie” był samogon i gwałty…

…Mnie zainteresowało, ilu Polaków realnie kierowało Wojewódzkimi Urzędami Bezpieczeństwa , zwłaszcza na Śląsku w momencie „zero” i na samym początku.  No i okazuje się, że nawet docent wiki daje ciekawe dane o narodowości szefów tych WUBP, podlegających MBP.  Wybierając nazwiska tych, którzy kierowali takimi urzędami na początku czyli w latach 1945-1947 dochodzimy do ciekawych ustaleń.
Oto parę fiszek osobowych pokazujących, jak to „Polacy przejęli władzę na Śląsku” w 1945 r. Mamy już tego Pinka Mąkę w randzie kapitana i z tym „przebitkowym papierem z nadaniem”. Wiadomo, że on organizował pierwszą ekipę Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach i zatrudnił tam m.in. swoich 2 braci, jakieś żydowskie koleżanki z Będzina etc.
A teraz ciekawsze postacie:

1)      Bronisław Trochimowicz, Rosjanin, ur. 1904 r. w rejonie Krasnodarska. W latach 1918-1926 żołnierz Armii Czerwonej zwalczający oddziały „Białych”, w latach 1928-1941 r. kierownik elektrowni i szef budownictwa w Krasnodarze i Leningradzie. W 1943 r. odkomenderowany do Armii Polskiej z ZSRR. Od 22.11.1944 r. z-ca Komendanra Komendantury RBP w Lublinie, w latach 1945-1947 – Z-ca Kierownika UB na Okręg Dolny Śląsk!!! Od 1947 r. szef  WUBP w Gdańsku,

2)     Faustyn Grzybowski, Rosjanin, ur. 1913 w Mikołajewie k. Dnipra, od. 1933 aktywista KPZR i pracownik kołchozu, od 1935 Armia Czerwona, 1938 r. ukończenie szkoły podoficerskiej 64 Pułku NKWD, od 1943 oddelegowany do Armii Polskiej w ZSRR, 13.08.1944- 16.01.1945 – szef WUBP w Białymstoku, 16.01.1945- 30.11. 1945 r. szef WUBP w Lublinie, 06.12.1945- 15.04.1948 r. – szef WUBP we Wrocławiu. Pełne 3 lata.

3)      Józef Kratko  Żyd, ur. 1914 Pińsk, od 09. 1941 ochotnik w Armii Czerwonej, od 15.08. 1944 r. Komendant MO Miasta Stołecznego Warszawy, 1945 – Szef Inspektoratu KG MO w Warszawie, 1946-1947 szef WUBP w Katowicach, 1947-1953 Szef IV Departamentu MBP

4)     Józef Jungman (Jurkowski) Żyd,  ur. 1913 w Lublinie, w latach 30-tych w KZMP, od 1941 r. w Armii Czerwonej, od 1943 r. w Wojsku Polskim w ZSRR, od 1944 r. oficer do zadań specjalnych Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, od 23.01.1945 r. Szef Grupy Operacyjnej na Górny Śląsk, 23.12. 1945 r. szef. WUBP  w Bydgoszczy, 15.03.1948 r. szef WUBP – w Gdańsku, 15.08.1950-30.11.1951 r. w MBP Warszawa, w okresie 1.12.1951- 31.05.1955 r. szef WUBP w Katowicach,  najbliższy szef Pinka Mąki.

5)      Jan Wołkow, Żyd, ur. 1916 Ozdziutynach na Wołyniu, w latach 30-tych w KPZU, od 1939 3 lata w „aparacie partyjnym komunistycznym na Wołyniu”, w 1943 szkolenie w tzw. Polskim Batalionie Szturmowym, w 1944 zrzucony do Polski  w AL. U Grzegorza Korczyńskiego, w okresie 28.09.1945 -2.08.1947 – w WUBP w Gdańsku, śledczy , „prowadził” sprawę „Inki” oraz 5 Brygady Łupaszki na terenie Pomorza,

6)      Nachum Chmielnicki ur. 1914 Żyd, w Kamionce Rosja, w 1945 w WUBP w Katowicach, 1946-1947  z-ca szefa PUBP w Nysie, 1948 – szef PUBP w Bytomiu, 1949 szef PUBP w Lublincu, 1951-1954 – z-ca szefa WUBP w Katowicach,

7)      Beniamin Kanarek ur. 1917 w Tarnowie, Żyd, 1945 oficer śledczy WUBP w Katowicach, 01.01.1946 – kierownik MUBP w Chorzowie, 1946 – szef UBP w Gliwicach, 1948 – inpektor WUBP w Katowicach

8)      Leon Weintraub, ur. 1914 w Sosnowcu, Żyd, 05.03.1945- 31.01.1946 r. w I Wydziale WUBP w Katowicach, 01.02.1946 – 06,.1946 – zca szefa wydziału VII WUBP w Katowicach, 1948-1949 szef wydziału V w WUBP w Katowicach…

…oczywiście można starać się udowadniać, że Polacy samodzielnie i bez pomocy innych mścili się na Niemcach, ale widać, że to było dzieło komunistów, których ojczyzną był Związek Sowiecki a nie Polska…” (Pink Panther – John Sack, Mąka, Łuszczyna i NKWD czyli kto męczył Niemców po wojnie)

podobne: „Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród!”… Marek Jan Chodakiewicz – „O prawicy i lewicy” oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)

„…Logika panów „byłych oficerów” nie jest skomplikowana i sprowadza się do klasycznej manipulacji, w której pracę w organach okupanta sowieckiego nazywa się „pracą dla Polski”, zaś między „obroną socjalizmu”, a służbą na rzecz suwerennego państwa, stawia znak równości. Przez cały okres III RP, to ordynarne kłamstwo pozwalało ludziom bezpieki kreować się na polskich patriotów oraz znawców problematyki bezpieczeństwa narodowego…

…„Wiadomość” o braku lojalności państwa wobec byłych esbeków, nie musi nas interesować. Intryguje jednak, że tę samą „wiadomość” mają również odbierać „młodsi oficerowie, pozostający w służbie”

Naruszanie fundamentalnej w całym świecie zasady bezwzględnej lojalności oficera wobec Państwa i Państwa wobec oficera wiedzie do relatywizacji tej więzi. (…) Skoro Państwo może bywać lojalne lub nie według zasady „widzimisię”, to oficer wywiadu (lub inny funkcjonariusz Państwa) może zachować się co najmniej symetrycznie albo gorzej – spodziewając się „wystawienia do wiatru”, taki oficer może uprzedzająco się „do wiatru” ustawić. A znając inteligencję obecnie służących oficerów kontrwywiadu (tych w ABW i tych w AW), którzy także są bystrymi czytelnikami ustaw, przewidujemy, że ich gorliwość w tropieniu obcych szpiegów będzie umiarkowana.”

Jakby mało takich nieszczęść, b. funkcjonariusz Departamentu I SB MSW ostrzega rządzących, że „w tej ustawie widzimy ukryty komunikat rządu do służb specjalnych innych państw. Te mniej nam przyjazne uzyskały potężną dźwignię werbunkową wobec polskich funkcjonariuszy. Argument o państwie nielojalnym wobec własnego urzędnika, użyty w odpowiednim kontekście, może przekonać osoby nawet bardzo uparte i nieprzejednane. Wiemy co mówimy. Akurat w tym jesteśmy fachowcami.”

Można byłoby przejść do porządku na tym ahistorycznym i niedorzecznym wywodem i uznać go za wyraz frustracji środowiska byłych esbeków, gdyby nie fakt, że wielu z tych ludzi nadal posiada wpływ na służby III RP i jest aktywnymi uczestnikami życia publicznego. Lekceważenie takiego sygnału, byłoby tym bardziej pochopne, że sugestia o możliwej nielojalności „młodszych oficerów, pozostających w służbie” wpisuje się w szereg innych gróźb, próśb i deklaracji, które w normalnym państwie byłyby potraktowane z uwagą przez służby i prokuraturę…” (Aleksander Ścios – MY NIE WIEMY – RZECZ O GRANICACH)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?)

„…Rosja ma za to wyśmienitą dyplomację, biegłą w sztuce dzielenia i skłócania, co rozbija w porę wszelkie przeciwrosyjskie sojusze; ma chytrych i elokwentnych agitatorów, gotowych we wszystkich stolicach Europy z nieskończoną bezczelnością głosić jej trjumfy i wyższość jej racyj w chwilach największego Rosji poniżenia i klęski. I dzięki tej prowadzonej od pokoleń polityce zdołała zaszczepić kulturę nierozumnego moskalofilstwa nie tylko na salonach Paryża, Berlina, Wiednia, ale także wśród narodów własną jej ręką rzuconych w błoto i pod jej butem upodlonych: Czechów, Litwinów, Polaków. Oto jest zwycięstwo nad zwycięstwami: nie dość, że pobić, to zmusić pobitych – nie, nie zmusić – sprawić, że z własnej woli przyjdą całować knut gnębiciela.”[1]

Jako jedno z głównych wewnętrznych niebezpieczeństw wojennych Doktryna wskazuje na „działalność w zakresie oddziaływania informacyjnego na społeczeństwo, w pierwszym rzędzie na młodych obywateli, mająca na celu przerwanie historycznych, duchowych i patriotycznych tradycji w zakresie obrony Ojczyzny.” Z kolei wśród podstawowych zagrożeń wojennych Doktryna wymienia „zakłócanie pracy systemów państwowego i wojskowego zarządzania Federacją Rosyjską, naruszanie jej strategicznych sił jądrowych, systemów powiadamiania o ataku rakietowym, kontroli przestrzeni kosmicznej, obiektów magazynowania ładunków jądrowych, energetyki atomowej, przemysłu atomowego, chemicznego, farmaceutycznego oraz medycznego, jak również innych potencjalnie niebezpiecznych obiektów.”

Twórcy Doktryny polityki wojennej Federacji Rosyjskiej przywiązują szczególną wagę do walki w przestrzeni informacyjnej, stawiając ją na pierwszym miejscu przed innymi.

Charakteryzując współczesne konflikty wojenne Doktryna wyraźnie odwołuje się do koncepcji wojen hybrydowych oraz wojen „buntowniczych” …

…należy podkreślić fakt, iż przestrzeń informacyjna nie tylko została oficjalnie za piąte środowisko walki (po lądzie, morzu, przestrzeni powietrznej i kosmicznej), ale wręcz wymieniona na pierwszym miejscu, co dodatkowo podkreśla znaczenie, jakie twórcy Doktryny przywiązują do wojny informacyjnej. Konsekwencją takiego ujęcia jest kształt określonej w Doktrynie polityki wojennej Federacji Rosyjskiej. 

Wśród podstawowych zadań Federacji Rosyjskiej w zakresie odstraszania i zapobiegania konfliktom wojennym w omawianym dokumencie wymienia się m.in.:

• ocenę i prognozowanie rozwoju sytuacji wojskowo – politycznej na szczeblu globalnym i regionalnym, jak również stanu stosunków międzypaństwowych w obszarze wojskowo – politycznym z wykorzystaniem współczesnych środków technicznych i technologii informacyjnych;

• neutralizację potencjalnych niebezpieczeństw wojennych i zagrożeń wojennych przy pomocy środków politycznych, dyplomatycznych i innych środków pozamilitarnych;

stworzenie warunków zapewniających obniżenie ryzyka wykorzystania technologii informacyjnych i komunikacyjnych do celów wojskowo – politycznych w ramach realizacji działań sprzecznych z prawem międzynarodowym i skierowanym przeciwko suwerenności, niezawisłości politycznej, integracji terytorialnej państw oraz stanowiących zagrożenie dla pokoju międzynarodowego, bezpieczeństwa, stabilności globalnej i regionalnej.

Realizacji tych zadań służyć ma rozwój systemu wojennego, budowa i rozwój sił zbrojnych oraz innych wojsk i służb oraz zabezpieczenie wojskowo – gospodarcze obrony. W tym kontekście doktryna wymienia następujące zadania: doskonalenie systemu bezpieczeństwa informacyjnego sił zbrojnych oraz innych wojsk i służb; efektywne zapewnienie bezpieczeństwa informacyjnego sił zbrojnych oraz innych wojsk i służb; rozwój sił i środków walki informacyjnej; jakościowe doskonalenie środków wymiany informacyjnej na bazie wykorzystania współczesnej technologii i standardów międzynarodowych, jak również jednolitej przestrzeni informacyjnej sił zbrojnych oraz innych wojsk i służb jako części przestrzeni informacyjnej Federacji Rosyjskiej.

W „Długim Telegramie” z 22 lutego 1946 r. do Georga Marshalla Kennan stwierdzał: „u podłoża neurotycznego spojrzenia Kremla na sytuację światową leży instynktowne, rosyjskie poczucie braku bezpieczeństwa. (…) gdy Rosja zetknęła się z gospodarczo rozwiniętym Zachodem doszedł do tego strach przed bardziej kompetentnymi, potężniejszymi i lepiej zorganizowanymi społeczeństwami. (…) Przywódcy mieli bowiem nieustanne poczucie, że ich władza w swoim kształcie jest archaiczna, że opiera się na sztucznie wymyślonych podstawach psychologicznych, że jest krucha i nie wytrzyma porównania i kontaktów z systemami politycznymi Zachodu. Z tych powodów zawsze obawiali się penetracji obcokrajowców, obawiali się bezpośrednich kontaktów pomiędzy światem zachodnim a ich światem, obawiali się tego, co mogłoby nastąpić, gdyby Rosjanie poznali prawdę o świecie zewnętrznym, a obcokrajowcy prawdę o rosyjskim świecie zewnętrznym. I nauczyli się poszukiwać bezpieczeństwa jedynie w cierpliwej, ale zażartej walce, której celem jest zniszczenie przeciwnika, a nigdy ugoda czy kompromis”.[4] (Tomasz Aleksandrowicz – Informacja jako broń i cel ataku)

podobne: MON o korpusie szeregowych zawodowych. Wzrosną wydatki na zbrojenia. Ministrowie Obrony UE o wojnie informacyjnej i hybrydowej. oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze) a także: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach” i to: Nowe oblicze armii Putina. Udany test międzykontynentalnego pocisku balistycznego. USA-Rosja ponad podziałami (milcząca zgoda na interwencję w Syrii). Amerykański sprzęt wojskowy w Polsce polecam również: Mobilizacja do globalnej wojny informacyjnej – dr Rafał Brzeski

„…Dziś wiemy, że cały proces „transformacji ustrojowej” był kierowany i nadzorowany przez bezpiekę. Nim rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu, instrukcje SB wskazywały na potrzebę „wspierania zwolenników konstruktywnego nurtu opozycji w naszym kraju, kosztem wyhamowania najbardziej agresywnych inicjatyw podejmowanych przez ekstremistów”.
W ramach dyspozycji wydanych przez szefa bezpieki, inspirowano więc powstawanie nowych partii i środowisk politycznych. Udział w tym procederze brali ludzie powiązani z policją polityczną PRL, którzy po roku 1990 przemienili się w biznesmenów, bankierów i polityków. Jedną z partii, w której znalazły się takie postacie, był Kongres Liberalno Demokratyczny, z którego, w roku 2001 powstała Platforma Obywatelska…

…Zdaniem niektórych mediów, powołanie PO poprzedziło intrygujące wydarzenie. W styczniu 2001 roku, w warszawskim gmachu Intraco doszło do spotkania zorganizowanego przez byłego funkcjonariusza Departamentu I SB MSW Gromosława Czempińskiego. W latach 70. Czempiński był oficerem prowadzącym Andrzeja Olechowskiego (KO ps.”Must”, „Tener”). Zebranych wówczas „przyjaciół jednej służby”, pułkowników: Krzysztofa Smolińskiego, Romana Deryłę, Marka Szewczyka, Zygmunta Cebulę i Wojciecha Czerniaka, Czempiński miał namawiać do wsparcia Platformy i zachęcać do budowania wokół tej partii grupy doradców i specjalistów od służb specjalnych…

„Logika obecnej wojny hybrydowej nie jest zależna od tego, co zrobi lub czego nie zrobi PiS w ramach pokracznej „demokracji parlamentarnej”, bo żadne z dotychczasowych działań w niczym nie zagroziły decydentom III RP. Jest natomiast zależna od pragmatyki pracy służb specjalnych i metod operacyjnych, bo z takim mechanizmem i środowiskiem decydenckim mamy dziś do czynienia. Tzw. politycy „opozycji” oraz poszczególne indywidua wystawiane na widok publiczny, spełniają tylko rolę „słupów ogłoszeniowych” i nie posiadają żadnych właściwości sprawczych.”
Jest zadziwiające, że ludzie, którzy publicznie stawiają (słuszny) zarzut środowisku „opozycji”, iż broni ono i wspiera byłych esbeków i działa na rzecz interesów sukcesorów komuny, nie chcą jednocześnie przyjąć, że działaniami owej „opozycji” rządzą mechanizmy zaczerpnięte z arsenału policji politycznej PRL, a ona sama stanowi tylko „użyteczne, w dużym stopniu kontrolowane narzędzie realizacji ekonomicznych interesów”. Przyjęcie takiej tezy zrujnowałoby jednak mitologię demokracji III RP i zmusiło rządzących do zastosowania środków adekwatnych do skali zagrożenia. Łatwiej zatem posługiwać się efekciarską demagogią i stawiać publicystyczne zarzuty o puczu i próbie zamachu stanu, nie podejmując przy tym żadnych działań, niż powiedzieć Polakom, że mają do czynienia z elementami wojny hybrydowej, prowadzonej przez polityczną agenturę wpływu, pod dyktando wrogich ośrodków i „realnej grupy kierowniczej”…

…W tekście „NIEDYSKRETNY UROK REŻIMU PREZYDENCKIEGO” z października 2014 mogłem już napisać, że „Odsunięcie nadto skompromitowanego Donalda Tuska i kilku innych osób, szczególnie zaangażowanych w sprawę kłamstwa smoleńskiego, jest zabiegiem od dawna planowanym i korzystnym dla triumwiratu III RP. W tle obecnej kombinacji znajdziemy bez wątpienia interesy środowiska belwederskiego, ale ma ona również szerszy wymiar dotyczący interesów rosyjskich i niemieckich. (…) Mocnym preludium, zapowiadającym te roszady była tzw. afera podsłuchowa, w której ludzie bliscy kręgom belwederskim wystawili figurantów mających uwiarygodnić pochodzenie komprmateriałów…

kombinację zmierzającą do zdyscyplinowania grupy Tuska i wymiany ówczesnej ekipy, mógł podjąć tylko taki ośrodek władzy, który dysponował realnymi narzędziami wpływu i potrafił zapewnić mechanizmy bezpiecznego przeprowadzenia „nowego rozdania”. Bezpiecznego, a zatem takiego, które nie doprowadzi do niekontrolowanego upadku triumwiratu (politycy-oligarchowie-służby) i nie zagrozi fundamentom magdalenkowego tworu…” (Aleksander Ścios – MY NIE WIEMY – RZECZ O GRANICACH)

podobne: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju” i to: Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE). Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad.  i jeszcze: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? polecam również: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

„W książce „GRU. Radziecki wywiad wojskowy”, Wiktor Suworow opisywał poszczególne kategorie sowieckich agentów. Wymienił przy tym „kategorię najbardziej ze wszystkich obrzydliwą” i określił ją mianem „gawnojedów”…

…Przez szereg lat, ta najniższa kategoria rosyjskich paputczików obejmowała głownie osoby z kręgów lewackich i lewicowych – rozmaitych ekologów, liberałów i „postępowych demokratów”, piewców światowego „odprężenia” i ogłupiałych rzeczników „resetów”, traktujących państwo Putina niczym solidnego partnera w rozwiązywaniu globalnych problemów.
Ta ostatnia patologia – bodaj najpowszechniejsza we współczesnej polityce, jest pochodną sowieckiej idei zbieżności – zwanej teorią konwergencji. Uknuta w podziemiach Łubianki „doktryna” kazała wierzyć, że dwa rywalizujące za sobą i początkowo krańcowo odmienne systemy polityczne, w miarę rozwoju wzajemnych kontaktów, będą stopniowo upodabniały się do siebie i mogły nawiązywać bliższe kontakty. „Konwergencja” usprawiedliwiała więc wszelkie związki ze światowym komunizmem i rozgrzeszała zgraję łajdaków z paktowania z kremlowskimi bandytami. Dzięki uprawianiu tej hiper bredni, zalegalizowaniu partii i środowisk komunistycznych, sowieckie zniewolenie bez przeszkód torowało sobie drogę do zachodnich szkół i uniwersytetów, co wkrótce doprowadziło do sytuacji, w której znaczna część wpływowych środowisk opiniotwórczych znalazła się pod inspiracją „idei marksistowskich”. Tym samym – „konwergencja”, w wydaniu sowieckim, doprowadziła do „oswojenia” Zachodu z komunizmem i zainfekowania całej myśli politycznej błędnymi teoriami i wyobrażeniami…

Putin będzie więc socjalistą dla zaczadzonych socjalizmem i narodowcem, dla wyznawców idei narodowych. Stanie się gorliwym chrześcijaninem, gdy przyjdzie mu oszukać chrześcijan i pierwszy sięgnie po symbole wolnomularstwa, gdy sprzymierzy się z masonami. Dla Żydów założy jarmułkę, a muzułmanom zbuduje meczet. Nie ma takich idei, doktryn i religii, których „prawdziwy czekista” nie byłby w stanie wyznawać.
Odradzanie komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest on istotnie „nieśmiertelny” – w tym sensie, że wykorzystując rozmaite idee i pasożytując na zdobyczach myśli ludzkiej, dąży do zaspokojenia najbardziej zbrodniczych skłonności i pragnień…

…Przedstawiciele rosyjskiej Dumy, w wydanej wczoraj uchwale na temat polsko-ukraińskiej „Deklarację pamięci i solidarności”, zarzucili Polsce i Ukrainie „podważanie nienaruszalność własnych granic” i stwierdzili wprost – „Rosja, jako spadkobierczyni ZSRR, zwycięzcy w czasie drugiej wojny światowej, nie pozwoli na dokonanie rewizji jej historii”.
W ramach naszej, polskiej racji stanu, leży zatem ocena potencjalnych partnerów w kontekście ich relacji z Rosją. Nikogo nie zmusimy do zaniechania „normalizacji” stosunków z Putinem i izolowania kremlowskiego watażki, ale interes Polski wymaga, by dostrzegać i równoważyć to zagrożenie… 

2017 rok, przyniesie kolejną ofensywę „rosyjskiej siły”, wspartą na pomocy „konserwatywnej” agentury i życzliwości tysięcy „prawicowych” gawnojedów. Putin, kreując się na decydenta w sprawach terroryzmu i Bliskiego Wschodu oraz posługując się retoryką narodowo-konserwatywną, już zapewnił sobie nienależną pozycję „rabina – wybawcy”. To dziś najpoważniejsza broń Kremla…(Aleksander Ścios – KONSERWATYŚCI WSZYSTKICH KRAJÓW, ŁĄCZCIE SIĘ!)

podobne: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku? i to: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli

Tymczasem zachwyconych Putinem i jego metodami sprawowania władzy przybywa. Rośnie też grupa wyznawców panslawizmu i pogańskiej „słowiańszczyzny”, które stanowią ideologiczne (i religijne) zaplecze dla pro putinowskiej propagandy.
Równolegle neguje się i wyśmiewa tę części historii Polski (o której można przeczytać na samym początku wpisu), która nas tragicznie „łączy” z Rosją. Chętnie uznaje za prawdę że naziści byli Niemcami (tu paradoks, bo wbrew oficjalnemu stanowisku pupila – Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”), ale tej że komuniści byli Rosjanami już nie uznają. Dla nich winę za zbrodnie komunizmu ponoszą wyłącznie Żydzi, ale już samą okupację naszego państwa (i nie tylko naszego) przez ZSRR, do tej pory (na wszelki wypadek) uznają za wyzwolenie. Tak samo do dnia dzisiejszego powtarzają za komunistyczną propagandą że rządy „króla Stasia” i jego obiady czwartkowe (pod protektoratem Katarzyny II) to najbardziej światłe w historii naszego narodu dzieje, a rozbiory były potrzebne dla zachowania przy życiu (przez zaborców rzecz jasna) naszej „tożsamości narodowej”, którą według tych ludzi zaprzepaściła szlachta… a nie zaborcy.
Dla wykreowania odpowiedniego kontrastu i dystansu wobec komunizmu i polityki ZSRR, próbuje się nas epatować banderyzmem, tylko dlatego że był on bardziej brutalny i prymitywny od swoich braci (nazizmu i komunizmu). Logiczną konsekwencją takiego stawiania problemu, jest oczywiście próba wyrobienia w Polakach przekonania że to nie od Rosji a nawet nie od Niemców, ale od Ukraińców doznaliśmy największego w historii upokorzenia i krzywdy. Ma to przesłaniać wszystkie inne tragedie oczywiście bez zbytniego ich negowania, bo w tak tendencyjnym zestawieniu nie ma takiej potrzeby. Wielu się na tę nachalną i prostacką propagandę nabrało i ciągle nabiera, wystarczy rzucić na stół zdjęcie (obraz) wbitego na sztachetę/widły niemowlaka a doły Katynia i oświęcimska rampa mogą się schować. W tym m.in. celu nakręcono film „Wołyń”, którego nieprzypadkowym właścicielem jest Gazeta Wyborcza. Za kamerą zaś postawiono człowieka, który we wcześniejszych swoich filmach nie stroni od groteskowego eksponowania „naszych wad narodowych”.

W ten prymitywny sposób, podatne na emocje romantyczne polskie głowy, zostały zainfekowane jedynie słusznym kryterium rozliczania krzywd i tragedii narodowych, a jako obiektywne remedium na owe bolączki widzą zemstę. Nic dziwnego że wielu z nich upaja się wojną na Ukrainie, kibicując „separatystom” albo wprost Putinowi. Potakując narracji o „spontanicznym buncie ludności Donbasu” przeciw „rezunowym rządom”, i jakoby kawałkowanie Ukrainy odbywało się w naszym interesie (niektórzy piszą wprost o potrzebie przyłączenia się do rozbioru).

Zadziwiająca jest wiara tych ludzi w opozycję Putina wobec międzynarodowego żydostwa, kiedy on sam nawiązuje do chwały ZSRR i Armii Czerwonej, a wszystkich tych tzw. „Polskich Żydów” którzy przez niemal pół wieku „budowali” w Polsce komunizm, chowa sobie po archiwach (a nam figą przed nosem kiwa). Tymczasem kolejne pokolenia tamtej swołoczy do dziś kreują naszą rzeczywistość, i dalej jesteśmy traktowani jako „bliska zagranica”, bez prawa do prowadzenia własnej polityki – zgodnie z doktryną ZSRR, którego krytykowanie jest w Rosji zakazane prawem. To zadziwiające jaką sympatią ze strony Polaków cieszy się człowiek nawiązujący wprost do wrogiej Polsce imperialnej tradycji Moskali.

To jednak co po łebkach poruszyłem jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Fakty owe należą bowiem do tej sfery wiedzy do której każdy może dotrzeć sam bo ją widać najlepiej, i leży że tak powiem w zainteresowaniu. Największy jednak problem z Moskalem to jego całkowicie niekompatybilna do naszej duchowość… „W tym kształcie, który znamy, z tymi ich cerkwiami, popami, świeczkami i tym ich papieżem, który większość swego czasu spędza między Kremlem a centralą GRU, Rosja to wróg. I nie dajmy sobie wmówić, że tam się dzieje coś jeszcze, co daje nam szansę na choćby minimalną zmianę” (fragment artykułu z najnowszego numeru (14) „Szkoły Nawigatorów” pod roboczym tytułem „rosyjska”, którego lekturę gorąco polecam. Od recenzji u Magazyniera do zakupu tu: Księgarnia Coryllusa)

Wracając do wojny hybrydowej czyli rozgrywki propagandowej, chcę też zwrócić uwagę na inny problem. Kochani ludkowie „dobrej zmiany”! Nie można bez żadnego namysłu i umiaru nazywać ruskim agentem każdego, kto krytykuje polskie władze (zwłaszcza jeśli jest za co). Nic też nie da obarczanie Putina i jego służb odpowiedzialnością za każdą podejrzaną akcję. Urabianie tej postaci do rozmiarów wszechmocnej i wszechwładnej służy tylko i wyłącznie Moskwie. To nie rozwiąże problemu. Nie da się też w ten sposób zaszczepić obywatelom umiejętności krytycznego patrzenia i wyczulenia na obcą/wrogą propagandę. Politycy czy inni „eksperci” zatroskani o bezpieczeństwo narodowe, którzy w ten sposób „edukują” (mobilizują?) społeczeństwo, wywołują raczej efekt odwrotny od zamierzonego. Ile można słuchać o „agentach Putina”, gdzie to oni nie siedzą oraz do czego są zdolni, jeśli nie idą za tym zatrzymania i inne konkrety potwierdzające skalę zagrożenia, pokazujące w jaki sposób zamierzamy z tym walczyć. „Dobra zmiana” musi zmienić taktykę, i zacząć ludziom solidnie tłumaczyć „agenturalne” niuanse, albo skończy z jednej strony ze stadem paranoików węszących wszędzie agenturę, a z drugiej ze świadomymi lub nieświadomymi „gawnojedami”, którzy przez głupie gadanie jakichś ambicjonerów/paranoików poczują się obco we własnym kraju, zatracą poczucie wspólnoty, a w skrajnych przypadkach zaczną szukać jej gdzie indziej… Nazywanie ruskimi agentami ludzi po prostu ogłupionych (bo nieuświadomionych) nie jest mądre… za to może okazać się szkodliwe… Jest też odwracaniem uwagi od rzeczy/informacji dużo ważniejszych, będących jak najbardziej w zasięgu mocy decyzyjnych (potwierdzonych konkretną zgromadzoną wiedzą) obecnej władzy (Odys)

„…Państwo powinno docenić obywateli i im zaufać. U nas niestety panuje choroba, którą nazywam „ściśle tajnością”. Wszystko, o cokolwiek by zapytać, także w trybie dostępu do informacji publicznej, jest tajne. Za tym można ukryć każdą niekompetencję – i tak się u nas dzieje. A co w dzisiejszym świecie jest tajne? No, może konkretne obiekty, ale poza tym już nic. Niedawno na stronach FBI przeczytałem ostrzeżenie przed firmami rosyjskimi, które mogą być powiązane z wywiadem. Tak to działa w normalnym świecie: uczula się obywateli na zagrożenia, zachęca do współpracy, nie po to, żeby mieć całą masę agentów, tylko po to, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo…

służby należałoby sformować od nowa, mając na uwadze wiążące się z tym zagrożenia. Bo malowanie ruin jest zawsze malowaniem ruin. Ile się farby nie nałoży, zawsze będą pod tym zgliszcza…

w naszych służbach nie zmieniła się mentalność. Jako że gros funkcjonariuszy przeszła z jednej epoki do drugiej, to oni swoim myśleniem zainfekowali następnych. I to jest zabawne, jak szybko nowi przejmowali starą mentalność. Pamiętam takiego jednego, nieważne jego nazwisko, on rzeczywiście był represjonowany w latach 80. Kiedyś wchodzę do jego gabinetu i widzę portrety Lenina, Dzierżyńskiego, figurki, kupa tych rzeczy. Zbieranina pamiątek po PRL-u i po SB. Pytam: po co ci to? A on, że to jest fajne…

razem z tymi artefaktami mamy do czynienia z przejmowaniem pewnego rodzaju mentalności. Świat się zmienił, ale nie ludzie. Uważam, że wywiad, który jest bardzo drogą zabawką, powinien być o wiele mniejszy, zadaniowany. A główną polską służbą powinien być kontrwywiad, działający na wszystkie strony z odpowiednim rozłożeniem sił i środków. Ale na to i tak nikt nie zwróci uwagi, ponieważ każdy chce mieć służby specjalne, którymi będzie mógł się zabawiać…

…Praca w służbach uczy wrażliwości na drugiego człowieka, na jego zachowania, wyłapywanie momentów, kiedy ten panikuje. Pamięta pani moment, w którym premier Tusk zaczął mówić o tym, że scenariusz afery podsłuchowej pisany był cyrylicą? Szybko to ucichło, premier ewakuował się z kraju, podczas wielkiego kryzysu. Ja już wiedziałem, że to koniec tego rządu. Zwłaszcza że pojawiło się na tych nagraniach nazwisko pewnego biznesmena ukraińskiego, z rosyjskimi korzeniami, którego sprawę prowadziłem w latach 90. I mi ją zabrano, kiedy napisałem raport, że tego człowieka jak najszybciej powinniśmy się pozbyć z Polski. A potem ten człowiek pojawia się jako współwłaściciel kilku restauracji, w których przy ośmiorniczkach prowadzone są rozmowy – moim zdaniem – operacyjne, w których biorą udział najwyżsi funkcjonariusze państwa.

To poproszę konkretnie: kto za tym stał? Komu to przyniosło korzyść? Rosjanom, co wydaje się pan sugerować?

Nie wiem, czy za tym stali Rosjanie. A może Rosjanie z kimś, np. z Niemcami. Mogli stać nawet i Chińczycy. Niektórzy mówili, że to jakaś wojna między CBŚ a CBA, ale to bzdura totalna. Przypuszczam, że to była robota zewnętrzna. Poza tym za coś temu Falencie zapłacono. Bo ten wyrok jest zapłatą, jemu nic nie grozi. Bo my się użalamy nad nim, ale ile on dostał? Dwa i pół roku więzienia. A ile odsiedział? Za ile wyjdzie? Gdzie zniknie razem z pieniędzmi? Kolejna sprawa to Amber Gold. To przecież jest idealnie to samo – i ta sejmowa komisja śledcza niczego nie znajdzie, bo to trzeba rozpracować operacyjnie. Prokurator szpiega w życiu nie złapie…

choć rozumiem wolność prasy, to media powinny być monitorowane. Co nie ma nic wspólnego z cenzurą i zakładaniem knebla. Z amerykańskiej rozgłośni Radio Wolna Europa za komuny nie poszedł żaden przekaz, który nie zostałby wcześniej uzgodniony z centralą. Ale odejdźmy od czasów zimnej wojny, dziś także w krajach zachodnich, w Niemczech, USA czy Wielkiej Brytanii wszystkie media powiązane z obcym kapitałem są na celowniku. Na przykład w Niemczech media mogą mieć tylko 20 proc. obcego kapitału, bo więcej stanowiłoby zagrożenie dla państwa. A co zrobili Amerykanie? Wywalili ludzi związanych z pewnym think tankiem, czyli wywiadownią rosyjską. Bo Rosja to jest wróg. Z Rosją nie można być przyjacielem. Oni nie mają przyjaciół, oni mają niewolników. Z nimi można rozmawiać jedynie z pozycji siły. Albo wspólnych interesów: my wam tyle i tyle ton jabłek, wy nam tyle i tyle kasy. Bez tych pierdół pansłowiańskich, które niestety zyskują coraz większą akceptację w społeczeństwie…

…I to Rosjanie wykorzystują, uderzając w idealistów, którzy nie mają pojęcia, że według tej ideologii Słowianin to człowiek, który pisze cyrylicą. Słabe jest to, że ludzie nie myślą, łapią każdą głupotę, którą wyczytają w sieci. A jeszcze gorsze, że nie mają oparcia w państwowych służbach, które by im rozjaśniły w głowach. Więc zachwycają się sieciowymi trollami, jak np. Aleksander Jabłonowski, który lobbuje na rzecz naszych wschodnich sąsiadów. U nas nikt tego nie kontroluje, więc pewna gazeta, której nazwy nie wymienię, a której kapitał pochodzi właśnie ze Wschodu, z niewielkiego pisemka rozprowadzanego z ręki rozwinęła się w poważne wydawnictwo, które można kupić w każdym kiosku. To bardzo prawicowe pismo. Mogę powiedzieć, że środowiska związane z Macierewiczem i prawicą nie mogą na to patrzeć. Oni wręcz uważają, że to jest ruska impreza. Ale z Ruskimi tak jest, że oni uwielbiają antyrosyjskie organizacje, łatwo się za nimi schować.

To się nazywa dezinformacja.

Bezpieczeństwo cyberprzestrzeni, te ataki hakerskie, jest o wiele łatwiej wykryć niż dezinformację. Ostatnio czytałem kawałki Aleksandra Dugina, guru Putina. Jestem pod wrażeniem. Facet jest świetny. Nam brakuje specjalistów w tej dziedzinie. FSB założyło specjalny wydział hejterów do monitorowania sieci, odnoszą sukcesy, a my ekscytujemy się ochroną informatyczną, hasłami, bajerami. Nie rozumiemy, jak to działa. A wystarczy nieco psychologii…” (Mira Suchodolska, Kinga Król (wsp.) • gazetaprawna.pl – Służby skażone Dzierżyńskim)

podobne: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”. i to: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. oraz: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? a także: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.

„…Ludzie zwykle piją alkohol, cudzołożą, kradną i oszukują, a czasem jeden drugiego zabije. I to w zasadzie wszystko. Z czynów tych spowiadają się chętnie i w przeważającej liczbie przypadków uważają, że mogą być z nich dumni. Jeśli zaś ktoś brał udział w zabójstwie lub jakimś innym grubszym przestępstwie czuje się wręcz zobligowany do tego, by opowiadać w towarzystwie o wypadkach jakie były jego udziałem.

Wszystko przez to, że człowiek zatracił całkowicie poczucie wstydu i wie doskonale, że im więcej dynamicznych historii z własnego życia, a niechby i nieprawdziwych, opowie tym większe wzbudzi zainteresowanie innych. Jeśli dodatkowo ci inni, będą – przypadkiem zupełnie – redaktorami z telewizji lub jakiejś gazety może uda mu się nawet zarobić parę złotych, a potem je przepić…

…Jest jednak jeden rodzaj czynów, które każdy człowiek chowa tylko dla siebie, jest coś do czego nie przyzna się nigdy, coś co wyjawić może dopiero śledczym po najcięższych przesłuchaniach. Chodzi o współpracę z tajną policją czy jak kto woli o donoszenie na bliźnich, wpędzanie ich w kłopoty i czynienie z ich życia piekła. Tego żaden przestępca ani człowiek zwany przez siebie samego uczciwym, nie wyjawi nigdy i nikomu.

Wśród sprokurowanych w dzisiejszych czasach usprawiedliwień dla różnych brudnych czynów brakuje póki co tego najważniejszego, brakuje usprawiedliwienia za donoszenie i zdradę bliźniego swego wobec sił przemocy i zła. Usprawiedliwienia takie od lat funkcjonują w Rosji i widnieje na nich nadruk: dla dobra państwa. U nas jeszcze ich nie ma, dopiero się piszą. Przygotowywane są starannie przez teoretyków prawa i moralności, a wszystko po to, by ci, którzy na bliźnich swych donosili mogli utrzymać się u władzy

Stąd ten antylustracyjny szał. Oni doskonale wiedzą, że na to co czynili nigdy nie będzie usprawiedliwienia, bo system – ich system – nigdy go nie wyda. Zanegowałby sam siebie. To nie Rosja, gdzie pamięć wyciera się gumką umieszczoną na końcu ołówka oficera śledczego. Tutaj się pamięta długo i każdy kto ma władzę o tym wie. Stąd właśnie owa potrzeba dużego marginesu dyskrecji. Stąd również wściekłość i bezsilność różnych kapusiów, co teraz prowadzą tok szoły.

Usprawiedliwienia nie będzie nigdy. Potępienie zaś może przyjść w każdej chwili. Ono już jest, ale nie jest potwierdzone urzędowo. Będzie jednak, jeśli opresyjne państwo uzna, że leży to w jego interesie.

Jest oczywiście wyjście z tej skomplikowanej sytuacji – ekspiacja. I powiem wam, że osobiście sądzę iż wielu byłych i obecnych donosicieli ma na to wielką ochotę. Na zaworze bezpieczeństwa, którym zakręcona jest nasza kultura napisane jest bowiem słowo – przebaczenie, nie zaś – święta wojna – jak to ma miejsce na innych zaworach. Jest jednak coś, co ich powstrzymuje. Przede wszystkim strach przed siłą państwa opresyjnego. Ono bowiem nigdy nie darowałoby donosicielowi przejścia na drugą stronę, podobnie jak nie darowaliby mu tego inni donosiciele

Państwo opresyjne dopieszcza więc swoich kapusiów, by im do głowy nie przyszło kogoś tam przepraszać. Z drugiej jednak strony grozi palcem. Wielu jednak nie trzeba grozić, bo dobrze wiedzą, że utraciwszy pozycję, którą otrzymali za swoje usługi będą warci mnie niż roznoszone przez jesienny wiatr liście. Stąd właśnie bierze się wierność donosicieli wobec państwa oraz uparta wrogość wobec obywateli. Państwo opresyjne uczyniło z donosicieli wybrańców, którzy poprzez swoje ześwinienie doznali przeobrażenia w istoty nieziemskie...

…Czy uważacie, że grupa ludzi doświadczająca tak złożonych i kolorowych emocji, na każdym właściwie kroku, w dodatku w większości dobrze opłacanych, może tak po prostu zgodzić się na otwarcie archiwów IPN? Nigdy. I nie chodzi nawet o to, że stracą tę pozycję. Chodzi o to, że przestaną być wybrańcami we własnych oczach. Tego na pewno by nie znieśli.” (coryllus – O największych tajemnicach ludzkości)

podobne: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu oraz: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki. i to: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

„…Historyk zapytany o to, czyim jest żołnierzem, odpowiedział, że jest „żołnierzem prawdy historycznej”. Jego zdaniem prezes IPN powinien być „elastyczny, bo pełni funkcję w istocie polityczną”. Dodał, że nigdy nie był zwolennikiem swojej kandydatury na to stanowisko.

Cenckiewicz przyznał, że ma poczucie pewnej klęski, bo „uprawianie zawodu historyka i pisanie nie przekładają się na mądrość polityków i rodaków. Ileż ja napisałem tekstów o absurdzie lustracji sądowej, tym potworku ustawy lustracyjnej. Nieraz rozmawiałem na ten temat z Jarosławem Kaczyńskim. Jestem państwowcem i chciałbym, by państwo posiadało narzędzia eliminacji ludzi służących dawnemu reżimowi i tajnej policji. Mam poczucie, że wiem, jak powinno być, i że ktoś tego nie chce zrealizować. To jak walenie głową w mur”…” („Dziennik Gazeta Prawna”, tvp.info, fronda.pl – Sławomir Cenckiewicz wyjawia, dlaczego nie został prezesem IPN)

podobne:  Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów 

W świetle tego do czego przyznał się Pan Cenckiewicz, uważam że nazwa firmy w której pracuje jest adekwatna do pewnego powiedzonka o „dobrej pamięci”… ale nie tego o prawdzie. Gdyby było inaczej takiecoś jak IPN nie byłoby w ogóle potrzebne. Zatem z samego faktu jej istnienia powinniśmy wyciągać wnioski niestety przykre, a wobec wszelkich sensacji w postaci „raportów” i „list” z nazwiskami (firmowanych nazwiskami innych znanych i szanowanych), tj. wobec wszelkiego rodzaju POŚREDNICTWA między tym co „tajne” a publiczne powinniśmy zachować podwójną czujność. Z tego co nam oficjalnie podają do wierzenia, powinniśmy czytać nie tylko to co widać, ale również to czego ciągle brakuje. To samo dotyczy wiedzy „objawionej przypadkiem” jak ją nazywam, czyli wszelkich przecieków i wycieków informacji oficjalnie zastrzeżonych. Po owocach tego typu akcji widać że większość z nich została zaplanowana i wykonana na szczególne polityczne zamówienie.

Co innego wiedza znajdująca się w „szafach” prywatnych (o których kto chce ten wie), przy której nazwisko Wałęsa (którego po samych czynach już dawno można było odhaczyć) jest cienkie jak przysłowiowy Bolek. Zamiast tego próbuje się wyborców utrzymać w podnieceniu nad dywagacjami o tym, czy i na ile tzw. „zbiór zastrzeżony” IPNu powinien być dalej zastrzeżony. Dla dobra Polski rzecz jasna, żeby nikomu nie przyszło do głowy zamknąć otwartą z sensacji na oścież buzię i rozejść się do innych „obowiązków wobec ojczyzny”, albo nie daj Boże zapytać o jakieś ważne rzeczy zamiast wysłuchiwać kolejnego tysiącpięćsetpierwszego odcinka o tym „jak to było naprawdę”, z ust komiwojażerów po „tajnych dokumentach” którzy sobie tylko znanym sposobem „dotarli” (bez niczyjej wiedzy i zgody 🙂 ) do źródła.

Kiedy ktoś zakłada takie towarzystwo jak IPN, zamiast po prostu uczynić dokumenty dostępnymi powszechnie, a strażników postawić co najwyżej po to żeby papierów nikt nie wynosił/nie niszczył, otóż dla mnie osobiście urządzenie tego rodzaju (nie)dostępu do źródeł jest jednoznaczne… Nie będę też nazywał ludzi tam pracujących, z całym szacunkiem dla Pan Cenckiewicza i innych, którzy tym czymś zawiadują w zasadzie nie wiem po co, poza kreowaniem w oczach opinii publicznej własnego wizerunku, i poza służbą dla grupy z której się wywodzą i której zawdzięczają etat w instytucji… Taniej i ciekawiej wychodzi poczytać pamiętniki starych UBeków i aparatczyków (jeśli je wydają za własne pieniądze), niż czekać łaski „jaśnie oświeconego” pana i władcy na urzędzie.

Rzeczywistość jest taka, że wielu rzeczy się już nie dowiemy, bo choć „likwidacja zbioru zastrzeżonego IPN” niemrawo ruszyła z miejsca, to dla mnie jest to sygnał że w owym zbiorze nie pozostało już nic ważnego, co mogłoby wstrząsnąć polską sceną polityczną i tzw. „administracją publiczną”. Tak jak do tej pory będą się pojawiać co jakiś czas przecieki tudzież dziennikarskie „dotarcia do prawdy”, ale tylko i wyłącznie w celu podrażniania/mobilizacji opinii publicznej dla celów stricte politycznych. Tak jak do tej pory będzie się to odbywać bez żadnych poważnych konsekwencji dla osób „umoczonych”, choć będzie się to oficjalnie nazywać „rozliczaniem przeszłości”… (Odys)

polecam również: Sławomir Cenckiewicz: Wielu rzeczy się już nie dowiemy (referat w Doylestown, PA)

Andrzej Krauze

Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu.


„Sprawa Amber Gold śmierdzi na kilometr. Jak bowiem przez bite trzy lata na rynku Polskim mogła sobie bez skrępowania działać piramida finansowa bez licencji KNF, która oszukała zwykłych ludzi na 850 mln zł? (…) Czy możliwe jest, że to służby specjalne sprokurowały moment wybuchu afery?…

…Z opinii Marcina P. wynika, że młody Tusk mógł szpiegować dla ówczesnego rządu w sprawie sytuacji w OLT. Kontekstem dla całej sprawy miała być prywatyzacja LOT-u. Warto zauważyć, że po wejściu na rynek OLT – który wymusił drastyczne obniżenie cen krajowych połączeń lotniczych – rząd Tuska w sprawie prywatyzacji LOT-u poniósł spektakularną porażkę. Wycofał się bowiem jedyny chętny na zakup narodowego przewoźnika lotniczego – Turkish Airlines. Według „Rzeczpospolitej” – wartość LOTu mogła wynosić nawet około 2 mld zł. Do Skarbu Państwa należało 93,07% akcji tej spółki. Zakładając, że wejście na rynek OLT mogło spowodować, iż do znajdującej się w opłakanym stanie kasy państwowej nie wpłynęło blisko 2 mld zł (Turcy wystraszyli się bowiem tego, że LOT nie wytrzyma konkurencji z OLT), całkowicie nie przekreślałbym zeznań Marcina P., według których wywołanie przez rząd i podległe mu służby „afery Amber Gold” dopiero po 3 latach spokojnego funkcjonowania i łupienia klientów, jest zwykłą karą za inwestycje w OLT, która uniemożliwiła rządowi prywatyzację LOT-u.

Przypomnijmy, że wcześniej Marcin P. ujawnił dokument, rzekomo sporządzony przez ABW, z którego wynikało, że akcja wywołania afery Amber Gold była starannie przygotowana przez służby specjalne. Celem tej akcji było doprowadzenie do wypowiedzenia przez banki komercyjne rachunków bankowych prowadzonych przez Amber Gold, co przyczyniło się do powstania problemów firmy Marcina P. z terminowym spłacaniem lokat swoich klientów oraz wypłatą pensji pracownikom – zarówno Amber Goldu jak i OLT.”

źródło: Amber Gold: zmowa KNF i ABW?

Jako żywo przypomina mi się fragment jednego z nagrań „u Sowy”, na którym Belka wypowiada takie oto słowa: „Zadzwoniłem do Donalda i powiedziałem mu, że sprawa Amber Gold jest dość poważna, że jest to piramida finansowa, ale poważniejsza ze względu na to, że oni są właścicielami tego szybko rozwijającego się OLT Express”Myślę więc że jak najbardziej można przychylić się do tezy iż mniej palącą potrzebą „państwa” w tej sprawie było ukaranie „nielegalnych” mechanizmów w ramach których Amber Gold stwarzał zagrożenie dla prywatnych inwestorów (jak to do tej pory próbuje się wmawiać opinii publicznej), a kluczowym argumentem do chwycenia za pysk akurat tej firmy był fakt, że konkurencja na rynku przewozów lotniczych psuła „interes państwa” (czyt. ludziom establiszmentu), tj. opchnięcie LOTu w ramach prywatyzacji. Jest to standardowy przykład na to jak niebezpiecznym tworem jest państwo (w zasadzie jego chciwy aparat) jeśli dysponuje prawem do dysponowania „publiczną własnością”, i zarządzania nią bez konieczności liczenia się z interesem zwykłych obywateli. Nie mam tu na myśli dobra Pana Plichty, ale nieświadomych depozytariuszy i udziałowców jego biznesu, którzy dzieki „sprawnej interwencji” państwa stracili bezpowrotnie szanse na odzyskanie swoich oszczedności po tym jak zdelegalizowano całe przedsiewziecie. Nie wspominając już o tym jak sie kończy dla podmiotu prywatnego konkurowanie tam gdzie państwo widzi SWÓJ interes, choć to właśnie konkurencja leży jak najbardziej w interesie KAŻDEGO obywatela.

Dokładnie o tego rodzaju zagrożeniu (i że można w ten sposób zniszczyć nawet legalnie działającą firme) wspominałem na samym początku tej „afery” tu: Tusk ściga „Superwizjer” za „Amber Gold”. Polska rajem dla oszustów, kiedy niemal wszyscy byli zapatrzeni wyłącznie na proceder „oszukania inwestorów”, którzy przecież sami (dobrowolnie) zanieśli swoje pieniądze do AG licząc na złote góry (co dla niektórych rzeczywiście tak sie skończyło). Przy okazji należy pamiętać o tym, że ta „piramida finansowa” to tylko licha kupka piachu w porównaniu do PRZYMUSOWEGO wałku (na dużo większe kwoty i skalę rażenia) jakim jest ZUS (o czym więcej tu: Szewczak: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP… Jeśli tak to jak nazwać ZUS? Michalkiewicz podaje rozwiązanie). Natomiast co do innej studni bez dna (na pieniądze podatników) czyli wspomnianym wyżej LOT, polecam lekture: „Narodowa dojarka lotnicza”… (Odys)

„…W Polsce znakomita większość tajnych współpracowników służb PRL-u, zajmująca obecnie stanowiska w biznesie, mediach czy polityce, pozostała niezdemaskowana. Szacuje się, że w 1989 r. tylko ze Służbą Bezpieczeństwa współpracowało około 90 tys. tajnych współpracowników. Podobną liczbę współpracowników miały wojskowe służby PRL, które w znacznym stopniu zdążyły zniszczyć swoje archiwa. Dziś już wiadomo, że kopie niszczonych akt trafiały do ZSRR. Wiele wskazuje na to, że Rosjanie mają także kopie kompletu akt SB. W nadzorującym SB MSW rezydentura KGB miała łączników dla każdego pionu – tylko dla wywiadu (departamentu I SB) było ich przynajmniej trzech. Gdy SB zaczęła niszczyć w 1989 r. swoje archiwa (przede wszystkim zaczynając od tych dotyczących najbardziej wpływowych osób), kopie trafiały do ZSRR. Oczywiste jest, że tajne rosyjskie służby używały i używają zawartości tych akt do działań werbunkowych w Polsce. Dziś, aby dokonać pełnej lustracji, nie można robić organizacyjnych manipulacji i wyłączać części zbiorów archiwalnych z poszukiwań archiwalnych. Prawda o „autorytetach” III RP może być szokująca, ale powinna być Polakom znana. Bez tego przebywać będziemy w zakłamanej rzeczywistości. W której „pilota” do znanych i wpływowych osób mają zagraniczne służby.

całość tu: Prawda o „autorytetach” III RP może być szokująca

Prawo i Sprawiedliwość wycofuje się z ekspresowego ujawnienia zbioru zastrzeżonego zgromadzonego w Instytucie Pamięci Narodowej. „Zetka”, w której zgromadzone są do tej pory nieujawniane akta służb specjalnych PRL, będą sprawdzane przez maksymalnie rok, a nie ujawnione w ciągu trzech miesięcy. Z kolei minister Antoni Macierewicz (PiS) chciałby, aby „zetkę” zlikwidować jak najszybciej. Według szefa MON utrzymywanie tajności „zetki” „tworzy fikcyjną elitę ludzi” w życiu publicznym i biznesie.

W obozie PiS nie ma jednomyślności ws. „zetki”. – Czasami ktoś mógł z żyłki przygody współpracować ze służbami PRL, a potem już III RP go przejęła. Dlaczego mamy go pochopnie wywalać za burtę? Czymś innym jest oczywiście sytuacja, w której ktoś współpracował w złej wierze – mówi ważny polityk z kręgu PiS.”

źródło: PiS opóźnia ujawnienie „zetki” – najtajniejszych akt PRL

„…Zdaniem Jeglińskiego nowe przepisy znowu umożliwią, by to politycy i służby decydowały o tym, co zostanie ujawnione, a co nie. – To jest bardzo niepokojące. Każda służba stara się jak najwięcej materiałów zachować dla siebie. Z doświadczenia ostatnich dwudziestu pięciu lat wynika, wiadomo co się działo z tymi materiałami, ludzie dawnych komunistycznych służb mieli dostęp do tych akt, bo mieli ich kopie. Oni są beneficjentami zbioru zastrzeżonego i są najbardziej zainteresowani, aby były tajne – dodał.

Zdaniem opozycjonisty utrzymaniem dokumentów w zbiorze zastrzeżonym jest też po myśli Rosjan, którzy także posiadają tę dokumentację – zapewne nawet w szerszej wersji. Jak zauważył, tylko „całkowite odtajnienie tych zbiorów mogłoby pozwolić na porównanie, jakich materiałów brakuje”. Ponadto przyjęcie rozwiązania, że to komisja złożona ze służb i IPN będzie decydować, które materiały zostaną odtajnione, spowoduje że cały proces przeciągnie się na lata.

W opinii Jeglińskiego, takie przepisy powodują, że likwidacja zbioru będzie uznaniowa, a to w połączeniu z nowym, jeszcze niezniżanym prezesem IPN, stawia cały proces likwidacyjny pod znakiem zapytania. – Krążą różne kandydatury, decyzja o odtajnieniu zbioru będzie zależała od charakteru, woli i zdecydowania nowego prezesa. Jeżeli będzie to człowiek w rodzaju pierwszego szefa IPN, to będzie katastrofa – zauważył.

Jedynym dobrym rozwiązaniem – w ocenie opozycjonisty – będzie odtajnienie wszystkich akt z „zetki”. – To przetnie pępowinę z PRL. Myślę, że najbardziej tajne i delikatne materiały nigdy nie trafiły do zbioru zastrzeżonego. Znana jest praktyka wymyślona przez Kiszczaka, kiedy archiwum MSWiA przeniesiono do IPN, służby pisały w tym samym dniu protokół, że wypożyczają dany materiał. W ten sposób znaczna część materiałów nigdy nie trafiła do „zetki”, tylko dalej posiadały ją służby – wskazał. Stąd też odtajnienie powinno objąć nie tylko zbiór zastrzeżony, ale i te wypożyczone materiały…” (wpolityce.pl, pch24.pl)

źródło: Zbiór zastrzeżony IPN nadal tajny?

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku.

„…Za poprzednich rządów PiS poprzestała na ujawnieniu 9 dziennikarzy pracujących dla WSI. Dlaczego? Okazuje się, że pokusa, aby korzystać z takiej współpracy, jest za silna dla każdej obecnej władzy. Dodatkowe pytanie jest takie, czy współpraca z polskimi służbami dziennikarza zawsze jest naganna. Przykładem niech będzie tu „A”, dziennikarz, który był korespondentem w obcym kraju i podjął współpracę z pobudek patriotycznych z WSI (wynagrodzenie jednak pobierał…), jeszcze inny dziennikarz za pomaganie WSI zapłacił życiem na wojnie.

Dylemat pracy dziennikarzy dla służb jest trudny do rozstrzygnięcia. Przypomnijmy, że przed wojną duża część dziennikarzy (i polityków) pracowała dla słynnej „dwójki” (II zarząd sztabu generalnego, czyli wywiad wojskowy). Problemem jest raczej to, do czego agentura w polskich mediach jest używana. Problemem są także sposoby jej werbunku, które są takie same jak w PRL-u. Czytałem kiedyś notatkę WSI z 2006 r., na której napisane było o dziennikarzu, że ma żonę i dwójkę dzieci, a sypia ze studentką, więc jest na niego „wejście”. Krótko mówiąc: można go szantażować. Czyli mamy sytuację taką, jaką znamy z teczek SB. Oficerowie polskich służb kupują sobie dziennikarzy, płacąc za wystawne kolacje (wybierają celowo drogie lokale, tak aby rachunki wynosiły nie mniej niż 1000 zł), ułatwiając karierę itp. Tacy dziennikarze nie tyle pracują dla służb, co dla swoich prowadzących, a pokusie wykorzystania takiej siły trudno się oprzeć.

Zdarza się również, że mamy do czynienia z etatowymi funkcjonariuszami służb, zatrudnionymi w redakcjach lub stacjach telewizyjnych na stanowiskach dziennikarzy. Tak jest i tak było od lat w wypadku Agencji Wywiadu, która lubuje się w lokowaniu swoich ludzi w opiniotwórczych tytułach. AW ma pod swoją kontrolą jedną z większych gazet w Polsce. Z agencją współpracuje zarówno właściciel, jak i prezes, redaktor naczelny (od lat 80.), na szefie działu informatyki, śledzącemu, co piszą dziennikarze, kończąc.

Czasami mają w związku z tym miejsce zabawne historie. Tak było m.in. w redakcji pewnego tabloidowego dziennika, gdy doszło do poważnej sprzeczki między dwoma jej dziennikarzami, w czasie której obaj licytowali się, który jest wyższego stopnia oficerem i więcej może! Wyglądało to naprawdę komicznie! Warto jedynie zaznaczyć, że obaj wcale nie byli pod wpływem alkoholu podczas opisywanej sprzeczki. Współpraca dziennikarzy ze służbami skutecznie psuje jakość polskich mediów. Ale jest też przejawem brutalnego łamania ich niezależności.” (Jan Piński • warszawskagazeta.pl)

całość tu: Szpiedzy w naszych mediach

podobne: Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia oraz: Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI. i to: Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. polecam również: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski.

„…Swego czasu naczelny tygodnika „Wprost” Sylwester Latkowski, który wpuszczał w obieg stenogramy nagrań z „Sowa&Przyjaciele”, wiedziony obywatelskim obowiązkiem zdeponował w Prokuraturze całą kolekcję nagrań. Mówiło się też o taśmach z Pałacyku Sobańskich, a nawet z willi premiera, wtedy Tuska, na ulicy Parkowej. Podano nawet, że z „Sowa&Przyajaciele” jest ok. 900 godzin zarejestrowanych pogawędek przy ośmiorniczkach, a z pozostałych miejsc ok. 700 godzin.

W tamtym czasie, gdy te taśmy trafiły w ręce organów ścigania, można było przypuszczać, że celem tego zabiegu jest ukręcenie sprawie łba i zakamuflowanie zawartej tam wiedzy pod pozorem prowadzenia śledztwa. Ot, nagrywali kelnerzy, bo dostawali za małe napiwki, a napuścił ich PiS. Taką niewybredną wersję sporządzono dla ciemnego ludu, zahartowanego zresztą wiarą w „pancerną brzozę”. Z tym, że to była „niezależna” Prokuratura, zależna tylko od widzimisie premiera Tuska. I wiadomo, że działała usługowo, spełniając wszelkie kaprysy władzy.

Natomiast obecnie mamy już Prokuraturę podlegającą „dobrej zmianie”, czemu więc stykamy się z sytuacją jak za tej złej Prokuratury, czyli przeciekami, wrzutkami, odpaleniami. Co stoi na przeszkodzie by ujwanić te taśmy obanżające szemrany establishment III RP? A podobno były tam ciekawe sceny obyczajowe. Można zresztą przypuszczać, że istnieją także materiały filmowe, bo co to w tych czasach za problem umieścić kamerę, a nawet ze dwie.

Podobna sytuacja jest z publikacją aneksu do raportu o WSI. Znowu mnożą się niebywałe trudności, by ten raport ujrzał światło dzienne i widać taktykę „a może zapomną”. Zbiór Zastrzeżony w IPN, miał być udostępniony opinii publicznej, przynajmniej część podlegająca pod MON w lutym, a tu mija kwiecień i nic. Odtajniono teczkę Jerzego Zelnika, tak jakby ostrzegawczo i zapadła znana z III RP, lustracyjna cisza na przeczekanie. Zafundowano nam dziwaczny cyrk wokół teczki TW Bolka. Odgrzano sprawę znaną i wielokrotnie maglowaną. To plus parę nic nieznaczących listów, to niby całe archiwum Kiszczaka?

Nie po to głosowaliśmy na zmianę, by było po staremu. A na razie działania, jeśli chodzi o docieranie do prawdy o III RP są pozorowane. Co z tego, że dowiadujemy się o kolejnych bulwersujących faktach, jeśli odpowiedzialni za nie pozostają bezkarni, a co więcej opływają w luksusy na świetnych posadach…” (Ryszard Makowski źródło: Czas skończyć tasiemiec z taśmami)

podobne: Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? oraz: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i to: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów.

Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI, sprawa zabójstwa księdza Jerzego, strategia bezpieczeństwa narodowego, sądowe zeznania świadka Winiarskiego, publicystyka Wojciecha Sumlińskiego.

Co łączy te różne tematy i sprawia, że można dopatrywać się w nich wspólnego mianownika? Znajduję jedną, podstawową cechę – wszystkie są związane z osobą Bronisława Komorowskiego i z środowiskiem, któremu patronował były lokator Belwederu. Wszystkie też należą do spraw skrupulatnie przemilczanych i ignorowanych przez Andrzeja Dudę i układ rządzący…

…Publikacja Aneksu nie jest nam potrzebna dla rozbudzenia emocji lub zaspokojenia ciekawości pospólstwa, ale po to, by obnażyć i przeciąć patologiczne więzi łączące polityków, biznesmenów i ludzi megasłużb sowieckich. Ten przestępczy triumwirat jest fundamentem tzw. układu III RP. Ujawnienie tych relacji to najżywotniejsza kwestia bezpieczeństwa, która winna być priorytetem władzy deklarującej troskę o sprawy obywateli. Każdy dzień zwłoki oznacza kontynuację mafijnych związków i pozbawia Polaków prawa do wiedzy kształtującej wybory polityczne i świadomość społeczną. Dlatego ten, kto nadal ukrywa Aneks wyrządza Polakom ogromną krzywdę i podtrzymuje patologiczne układy. Przypomnę, że decyzja Andrzeja Dudy o odmowie udostępnienia kopii Aneksu na potrzeby prokuratury, spowodowała już umorzenie śledztwa w sprawie wycieku tajnych dokumentów. Oznacza to, że nie poznamy inspiratorów publikacji tygodnika „Wprost” i nie dowiemy się, kto „grał aneksem” przeciwko politykom ówczesnej opozycji.  

Prawda o męczeństwie świętego Jerzego nie jest nam potrzebna, by szukać sensacji. Nawet nie po to, by stawiać sprawców przed sądem, wznawiać procesy, oskarżać i ferować wyroki. Potrzebujemy jej dlatego, by z tej śmierci wyrosło dobro – takie, jakiego ksiądz Jerzy chciał dla Polski i Polaków.

Tym dobrem nie jest III RP – twór komunistycznej sukcesji, powstały na zaprzaństwie i depozycie zbrodniczej wiedzy. Wagę ujawnienia rzeczywistych okoliczności śmierci księdza Jerzego, można zrozumieć wyłącznie w perspektywie tzw. transformacji ustrojowej, u której źródeł leży mord założycielski. Logika tego procesu zakładała bowiem, że zabójstwo księdza, a następnie włączenie wyselekcjonowanej opozycji w proces fałszowania zdarzeń, otworzy drogę do układu „okrągłego stołu” i zbuduje fundament „nowego porządku”. Udział w tym zabójstwie ludzi służb wojskowych PRL oraz włączenie agentury w proces fałszowania prawdy,  do dziś stanowią najmocniejszą gwarancję obcych wpływów i wytyczają relacje życia publicznego i politycznego…” (Aleksander Ścios całość tu: CYROGRAF)

polecam: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną. oraz: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.

„…po sześciu miesiącach sprawowania władzy przez układ Prawa i Sprawiedliwości, nie tylko nie mamy informacji o kulisach rządów reżimu PO-PSL, ale nie doczekaliśmy się próby wyjaśnienia jakichkolwiek przestępstw, afer i matactw poprzedniej ekipy. Przez ostatnie pół roku rząd PiS nie przedstawił ani jednego audytu ministerialnego i nie sformułował żadnego zarzutu pod adresem przedstawicieli reżimu. Polacy nadal nie wiedzą o korupcji, nepotyzmie czy ustawionych przetargach. „Odzyskana” przez PiS prokuratura nie prowadzi postępowań w sprawie afery marszałkowej, stoczniowej, gazowej czy hazardowej, ani w żadnej z setek innych afer, o jakich słyszeliśmy w ciągu ostatnich lat. Nic nie słychać o odpowiedzialności karnej i politycznej za paktowanie z Putinem, o zarzutach zdrady dyplomatycznej, o szukaniu winnych represji i przestępstw sądowych, o rozliczeniu samowoli służb specjalnych, o ściganiu służalczych sędziów, prokuratorów i policjantów. Zadziwia też nonszalancja, z jaką prezydent Andrzej Duda traktuje sprawę Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI – dokumentu, który jest źródłem bezcennej wiedzy o funkcjonowaniu przestępczego układu III RP. „Ta sprawa nie jest w tej chwili najważniejsza” – orzekł następca B. Komorowskiego. „Mam znacznie poważniejsze sprawy, co do których zobowiązałem się względem wyborców” – uznał prezydent i do tej chwili odmawia nawet ujawnienia, czy jest w posiadaniu tajnego dokumentu.
Tylko dwie przyczyny mogą tłumaczyć taką sytuację – albo przez osiem lat popełnialiśmy kardynalny błąd, dopatrując się zła w rządach reżimu PO-PSL, albo obecna ekipa chce ukryć przed Polakami wiedzę o funkcjonowaniu „demokracji” III RP i zamierza uciec od obowiązku rozliczenia poprzedników…

…padła obietnica, że w najbliższą środę rząd dokona prezentacji audytów poszczególnych ministerstw. Przypuszczam, że jeśli w ogóle dojdzie do takiej prezentacji, zostanie ograniczona do rzeczy doskonale znanych, do ogólników i spraw podrzędnych.
Przedstawiciele PiS mogą czuć się bezpiecznie składając puste deklaracje i mamiąc wyborców wizją rozliczenia poprzedniej ekipy. Żadne „wolne” medium nie pozwoli sobie na krytyczną ocenę tej władzy i nie ośmieli domagać spełnienia obietnic (…) Oczekiwania wyborców na rzetelne podsumowanie rządów PO-PSL są częściowo zaspokajane przy pomocy kontrolowanych „przecieków”. Poszczególni żurnaliści „wolnych mediów” otrzymują dostęp do sprawozdań, by epatować odbiorców banałami lub „rewelacjami” o zakupach prezentów. Najbliższa (środowa) inscenizacja może również posłużyć do zwekslowania tematu rozliczeń i zastąpienia go jałowymi zarzutami. Wyborcy PiS cierpią zaś na zbyt głęboki deficyt odwagi i samodzielnego myślenia, by zdobyli się na krytyczną ocenę lub formułowanie żądań…

…W tekście „JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teorie”, z 22 lutego br. przedstawiłem kilka hipotez związanych z kombinacją operacyjną pt. teczki Kiszczaka. Omawiając jedną z nich napisałem – „Może się zatem zdarzyć, że celem obecnej kombinacji jest wprowadzenie do „obiegu publicznego” dokumentów/informacji niekorzystnych lub dyskredytujących układ rządzący. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy w odzyskanych przez IPN „zbiorach Kiszczaka” (bądź w prywatnym archiwum innego, prominentnego esbeka) zostaną znalezione dokumenty świadczące o współpracy agenturalnej któregoś z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości bądź informacje obciążające (kompromitujące) najważniejsze postaci „środowiska patriotycznego”. Jeśli wcześniej, z tego samego źródła uzyskano szereg wiarygodnych dokumentów, na jakiej podstawie można wykluczyć prawdziwość tego, konkretnego przekazu? Kto uwierzyłby, że esbek przechowujący oryginały dotyczące TW „Bolka” lub teczki niezwykle cennych agentów, kolekcjonuje w swoich zbiorach pospolite „fałszywki” i zbiera informacje pozbawione znaczenia? Takie „znalezisko” byłoby cennym elementem rozgrywki prowadzącej do rozpisania wcześniejszych wyborów lub przez długie lata pozwoliło eksploatować temat niewygodny dla PiS-u.”
Nietrudno zauważyć, że rozgrywka z tzw. teczkami Kiszczaka stanowiła swoistą cezurę i miała wpływ na decyzję o odstąpieniu od publikacji wyników audytów. I nie tylko, bo niemal w tym samym czasie wyciszono temat ujawnienia „zbioru zastrzeżonego” oraz zrezygnowano z nagłaśniania projektu ustawy ograniczającej emerytury esbeckie. Choć przeszkoda, w postaci obawy o „spowodowanie totalnego chaosu informacyjnego” wkrótce ustąpiła, PiS nie powrócił już do pomysłu ogłoszenia audytów i poprzestał na epatowaniu jałowymi obietnicami.
Ukrywanie wiedzy o stanie III RP i zaniechanie rozliczeń poprzedniego reżimu, jest oczywistym dowodem słabości grupy rządzącej. Świadczy o tym również kondycja sztucznie wykreowanych przeciwników i zakres spraw, jakie zostały narzucone PiS-owi w czasie ostatniego półrocza. Jeśli do miana „najgroźniejszych wrogów” partii pana Kaczyńskiego pretendują – średnio inteligentny sędzia i gromada jazgotliwych zamordystów, trudno się spodziewać, by taka formacja polityczna mogła przeprowadzić autentyczne zmiany lub potrafiła zerwać ze spuścizną III RP.
Skoro bez najmniejszego problemu narzucono PiS-owi nonsensownych „spór o Trybunał” i wepchnięto w zdradliwą „pułapkę demokracji”, nie wolno wierzyć, że partia pana Kaczyńskiego zechce osądzić bandytów i aferzystów lub podejmie jakąkolwiek „kontrowersyjną” sprawę…

…Nie wykluczam, że obecna ucieczka od „tematów trudnych” i brak woli rozliczenia układu III RP , może świadczyć o istnieniu zakulisowych ustaleń i koneksji, w których oportunizm, kunktatorstwo lub groźba użycia komprmateriałów stanowią ważną platformę porozumienia… (Aleksander Ścios całość tu: SPEKTAKL „DEMOKRACJI III RP” – CZY OSTATNIA MISJA AGENTA ?)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach  oraz: Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) 

…jednak to nie jest takie proste ponieważ…

„…ważniejszy jest program polityczny, jaki wyłonił się z przemówienia prezesa PiS. Można w nim wskazać trzy zasadnicze punkty: po pierwsze – wytarzanie Donalda Tuska w smole i pierzu, przy czym nie jest do końca jasne, czy ten zabieg ma poprzedzać egzekucję, czy być karą samoistną. Po drugie – wybudowanie na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wreszcie – po trzecie – przedstawienie w książkach i podręcznikach szkolnych pełnej prawdy o wspaniałych dokonaniach prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Oprócz tych trzech zasadniczych punktów jest również i czwarty, polegający na „dążeniu do prawdy” odnośnie smoleńskiej katastrofy. W tej ostatniej sprawie prezes Kaczyński pochwalił ministra Macierewicza za to, że wraz ze swą parlamentarną komisją „dokonał cudów”. To akurat prawda i sam mógłbym wskazać co najmniej dwa cuda. Otóż – po pierwsze – prezes Kaczyński cieszy się reputacją wirtuoza intrygi, a tymczasem minister Macierewicz, przejmując inicjatywę w sprawie „dążenia do prawdy”, owinął sobie prezesa Kaczyńskiego dookoła palca, zmuszając do podążania ku prawdzie szlakiem przez siebie wytyczonym. W rezultacie prezes Kaczyński nie może już z tego szlaku zboczyć bez narażenia się na ośmieszenie do końca życia… 

Mamy zatem program, który można by uznać za prywatny program prezesa Kaczyńskiego, gdyby nie to, że prezes pełni de facto funkcję Naczelnika Państwa, któremu podporządkowane są inne konstytucyjne organy w postaci prezydenta i rządu. W takiej sytuacji wspomniany program można uznać za program rządu, a nawet – całego państwa…

Skoro tak, to możemy porównać ten program z programem realizowanym na Węgrzech przez premiera Wiktora Orbana. Premier Orban zauważył, że aby zapewnić państwu węgierskiemu swobodę ruchów, trzeba wydobyć je z pułapki zadłużenia. Wymaga to przykręcenia finansowej śruby nie tylko zagranicznym korporacjom, ale również Węgrom – i premier Orban tę śrubę Węgrom przykręca. Mimo to jednak już dwukrotnie wygrał wybory z większością konstytucyjną, co jak dotąd żadnemu Umiłowanemu Przywódcy w naszym nieszczęśliwym kraju się nie udało. Czym wytłumaczyć to społeczne poparcie? Pewne światło rzuca na to sformułowanie zawarte w preambule nowej węgierskiej konstytucji: „korona Świętego Stefana”. Jest to inna nazwa terytorium węgierskiego sprzed traktatu w Trianon, narzuconego Węgrom 4 czerwca 1920 roku jako kary za uczestnictwo Węgier w I wojnie światowej po niewłaściwej stronie. Traktat w Trianon był dla Węgier traktatem rozbiorowym w następstwie czego utraciły one dwie trzecie terytorium państwowego. W tym kontekście program polityczny premiera Orbana jest bardzo czytelny: musimy wydobyć Węgry z pułapki zadłużenia, by państwo odzyskało swobodę ruchów. Wymaga to wprawdzie przykręcania śruby, ale popatrzcie tylko, jaki cel nam przyświeca! I Węgrzy to rozumieją i premiera Orbana popierają. Ale bo też program ten nie jest wyrazem jakichś dynastycznych urojeń, tylko skierowany ku potrzebom państwa, ku potrzebom narodu i ku przyszłości. I dopiero na tym tle możemy ocenić głębokość kryzysu przywództwa, w jakim pogrąża się nasz i tak już przecież nieszczęśliwy kraj.” (Stanisław Michalkiewicz całość tu: Cudowny kryzys przywództwa)

podobne: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?

„…tak samo jak nie powinny Polską rządzić trumny Piłsudskiego i Dmowskiego – tak też nie należy wysuwać do tej roli trumny (respective: sarkofagu) Lecha Kaczyńskiego. Na naszych oczach w tych miesiącach właśnie ujawnia się całkowite bankructwo jego polityki, której aksjomatem były trzy egzotyczne sojusze: wobec Waszyngtonu, wobec państwa i diaspory żydowskiej i wobec masonerii. Były to sojusze kompletnie egzotyczne – bo całkowicie jednostronne, pozbawione cech realizmu, czyli jakkolwiek pojmowanej wzajemności, która jest przecież podstawą każdej realnej dyplomacji.

Poza wspomnianym już aktem lizbońskiej abdykacji z suwerenności parę jeszcze jego decyzji i zaniechań pozostanie na zawsze czarnym memento dla każdego polskiego państwowca – ot, choćby: wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem; rozmontowanie (wspólne z bratem) większości parlamentarnej za życiem; zatrzymanie lustracji (poprzez autosabotaż ustawy o IPN i odłożenie ad acta aneksu do raportu o likwidacji WSI); socjalistyczna awersja do tzw. prywatyzacji, czyli zwrotu mienia zagrabionego polskim właścicielom; gołosłowna retoryka polityki jagiellońskiej połączona z fatalną praktyką izolowania Białorusi; deklarowanie na kredyt wiecznej lojalności sojuszniczej wobec Izraela i jednoczesne koncesjonowanie działalności jawnie antypolskich organizacji w rodzaju B’nai B’rith Polin etc., etc. Na czymże więc miałaby polegać owa tylekroć już deklarowana wola realizacji „politycznego testamentu” Lecha Kaczyńskiego? W naszej historii przypadnie mu miejsce bynajmniej nie monumentalne – między tragedią a groteską – między Sikorskim a Mikołajczykiem.

…Polska racja stanu wymaga dokładnego i szczegółowego wyjaśnienia sprawy Lizbony (2007–2009) – aby mechanizm międzynarodowego szantażu nie został znów bezkarnie zastosowany wobec tych, którzy dziś stoją na narodu czele i dzierżą stery nawy państwowej. To im właśnie, ludziom tak chętnie powołującym się na ów „testament Lecha Kaczyńskiego”, paradoksalnie najbardziej powinno zależeć na wyświetleniu sprawy lizbońskiej – nie mniej niż smoleńskiej…” (Grzegorz Braun • polskaniepodlegla.pl)

źródło: Grzegorz Braun: Pytajcie o naciski – zawczasu nie po fakcie!

podobne: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. oraz: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki.

Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta… bo stanowi nieodłączny element tego burdelu od tzw. „transformacji ustrojowej” którą firmował swoją osobą ś.p. Lech Kaczyński najpierw w Magdalence a później wspierając Wałęsę.

Wmawia nam się że PIS i „oPOzycja” walczą o jakieś zasady (demokratyczne), które mają na celu „dobro Polski”. Nikt jednak nie poczuwa się do obowiązku wytłumaczenia zwykłym ludziom na czym to rzekome dobro miałoby polegać. Nie przeszkadza też żadnej ze stron „sporu” fakt naginania owych zasad (i tzw. „prawa”) do swoich potrzeb. Jakimś „cudem” to co do tej pory (od 25 lat „wolnej polski”) było jednoznaczne i proste w interpretacji (dla wszystkich udziałowców polskiej sceny politycznej) przestało takie być.

Optykę zmieniła walka o polityczną dominację, z czym łączy się osiąganie konkretnych korzyści majątkowych, wynikających z „redystrybucji” środków zwanych „publicznymi”. Gra nie toczy się bowiem o żadne „dobro Polaków”, ale o miejscówki za stołem na którym owo dobro jest rozdzielane. Chodzi o to kto i ile będzie czerpał z tego „dobra nas wszystkich”… DLA SIEBIE i swoich politycznych kolegów.
„Dobra zmiana” która postanowiła zagarnąć wszystkie insygnia władzy dla siebie wywołała klasyczny konflikt interesów z POprzednią władzą (będącą obecnie w opozycji – czyt. z dala od głównego koryta) i o to właśnie toczą się te wszystkie boje zwane „obroną demokracji”. Rewizja dotychczasowego przepływu publicznych pieniędzy „w gospodarce” (czyt. do wyznaczonych przez władzę dworów/przyjaciół królika), przestraszyła POprzedników utratą pozycji i zysków jaką sobie przez lata wybudowali. To dlatego każda ze stron postrzega „interes państwa/obywateli” zupełnie inaczej, i ma na swoje (Sejmu lub Trybunału Konstytucyjnego) działanie zawsze jakieś prawno/proceduralne usprawiedliwienie, naginające przepisy w sposób dla siebie korzystny i przedstawiając to opinii publicznej jako jedynie słuszną wersję „prawa powszechnie obowiązującego” – bezprawną tylko w mniemaniu politycznego przeciwnika.

Tymczasem ani żadne „ale” (uzasadnienie), ani owe „zasady” (prawo) nie usprawiedliwiają tego co się w rzeczywistości dzieje. Tu nie chodzi o to kto był pierwszy (jajko czy kura) i kto bardziej naruszył „prawo” (czytaj interes partyjny sitwy która obecnie rządzi, bądź tej która zajęła jej miejsce w opozycji). Chodzi o to że tak ustawodawstwo jak i sądownictwo to DWA ODDZIELNE byty (o egzekutywie, i o tzw. 4 władzy nie wspominając). Nie po to bowiem ktoś wymyślił trójpodział władzy, żeby potem jedna z nich wykorzystywała przewagę w którymś ze swoich organów (Sejmie, tudzież w Trybunale) by narzucać swoją wolę pozostałym, sięgając tym samym po władzę absolutną. Na tym się bowiem zasadza ISTOTA BEZPIECZEŃSTWA NAS – OBYWATELI przed NIMI czyli władzą, że one się gdzieś jednak wzajemnie ograniczają i kontrolują. Jeśli zaś nie potrafią powstrzymać własnych ambicji, i nie potrafią obronić interesu obywateli przed zakusami swoich ustawowych rywali, to na co komu taki sejm czy sąd, tudzież prezydent? W takim momencie nie może być mowy o ŻADNYM „interesie obywateli”.
Pora zdać sobie sprawę z tego, że pomimo „walki” miedzy Sejmem a TK (czyli między jednym a drugim obozem władzy), tak naprawdę WSZYSTKIE kluczowe (w sposób zgubny dla narodu) ustawy już dawno obowiązują i działają, a kolejne ciągle są wprowadzane w życie. Więc nie dajmy sobie wmówić że ta „wojna na górze” toczy się o jakiś „narodowy interes” bo to jest nieprawda.
Osobiście od dłuższego czasu kibicuję temu, żeby Sejmowe gnioty sięgające coraz głębiej do kieszeni podatników nie mogły zostać opublikowane z racji swojej niekonstytucyjności. Nie interesuje mnie szanowny Sejmie twoje „prawo” do ustaw, jeśli sięgasz dzięki niemu coraz głębiej do kieszeni, zadłużając mnie i resztę obywateli tego „nieszczęśliwego kraju” na kolejne pokolenia. Tak samo nie interesują mnie twoje wyroki szanowny Trybunale Konstytucyjny jeśli dotyczą „spraw własnych”, podczas gdy bez sprzeciwu puszczane są w obieg sejmowe gnioty sankcjonujące złodziejstwo. Więc dopóki oba twory pracują wspólnie i w porozumieniu we WŁASNYM interesie kosztem Polaków, to ja się nie dam nabrać na propagandę jakoby któraś ze stron walczyła w moim interesie. Mam gdzieś „dwa porządki prawne” jakie z tego tytułu powstają (bo nie powstają), jeśli żaden z nich nie poprawia faktycznie sytuacji w której na dzień dzisiejszy czeka mnie przyszłość bez emerytury pomimo LEGALNEGO nabycia do niej praw. Co mnie obchodzi stołek jakiegoś urzędnika/figuranta z TK, „uciemiężonego” z tego powodu że nie może publicznie demonstrować swoich poglądów politycznych (obecnie na „zwolnieniu lekarskim” łazi po telewizjach jak jakiś męczennik i bohater), kiedy w tym samym czasie Polakom (którzy go utrzymują z podatków i „składek”) ciężko jest znaleźć godnie płatną pracę i muszą w jej poszukiwaniu tysiącami emigrować za granicę.

Jak dla mnie do tego kompletu „sparaliżowanych organów” (walczących tak naprawdę wyłącznie o SWÓJ interes) brakuje jeszcze władzy wykonawczej i tzw. czwartej którą PIS bezczelnie nazywa „narodową TV” – po to by biedni ludzie myśleli że coś się zmieniło w dotychczas serwowanej jakości informacji. Tylko ktoś totalnie zanurzony w propagandzie „nowej” władzy może uznać że „Bodo”, tureckie seriale, odgrzebana PRLowska poligramota w postaci „sondy”, „pegaza”, czy „teleranka”, tudzież małpowanie konceptu TVNowskiego „szkła kontaktowego”, a już szczególnie uchwalenie za te „ofertę” PRZYMUSOWEGO haraczu (czy ktoś „to” ogląda czy nie), jest tym co wyczerpuje wymogi tzw. „misji publicznej” (tj. wychowaniu społeczeństwa obywatelskiego). Jeśli tak ktoś myśli i uważa poparcie dla tego czegoś za przejaw patriotyzmu to współczuje.
Zamiast „sprawnego działania” tych szkodników życzę wiec sobie, by w końcu ONI wszyscy razem (i każdy z osobna) nie mogli nawet palcem ruszyć dla „dobra kraju”. Niech nareszcie Polacy staną się wolni od tej „opieki”… Może wtedy zacznie się ludziom chcieć żyć po swojemu a nie tak jak im Pan Kaczyński, Schetyna, Petru, Kosiniak Kamysz, czy inny Rzepliński (jedna wielka socjalbanda) każą, biorąc ze swoje „nieocenione usługi” niemałe pieniądze.

Propagandyści obu obozów oraz inni ściemniacze/uciekacze od istoty problemu polskiej biedy, epatujący nas codziennie tym żerowiskiem szczurów jako „racją stanu”, będą mieli dzięki tej orgii chaosu nieskończone źródło tematów dla swoich coraz bardziej pudelkowych felietonów, ale im dłużej trwa ten cały „impas” tym szybciej się znudzi NORMALNYM ludziom, którzy być może w końcu przejrzą na oczy i zaczną zadawać pytania nie o „wojnę na górze” (za którą płacą ciężkie pieniądze odbierane im POD PRZYMUSEM), ale o to gdzie jest do cholery ta cała „dobra zmiana” i „interes narodu”, i czemu bez względu na to kto pełni te rolę to i tak nic się dla przeciętnego obywatela nie zmienia. Dzięki temu cyrkowi (i im dłużej on trwa) jest szansa na to że chociaż część obecnych wyborców zniesmaczona tą małpiarnią, w kolejnych już wyborach odda swój głos na kogoś NORMALNEGO spoza tego układu POPIS/nowoczesna/PSL (czy ich ideowe przybudówki)… (Odys)

podobne: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

W jednej ze swoich książek („Milczące psy”) Waldemar Łysiak we fragmencie dotyczącym fikcyjnej instrukcji Katarzyny Wielkiej dla jej ambasadora w Polsce, trafnie odmalował to co sie dzieje obecnie zwracając uwage na istote problemu bezkarności władzy i wynikającej stąd szkody dla zwykłego obywatela, oraz w czym tkwi siła naszego narodu. Niezależnie od tego kto do tej pory rządził wygląda to tak:

„…Polacy. Nie można zaanektować ich państwa, bo trzeba byłoby dzielić się z Prusami, Austrią, Turcją i Bóg wie z kim jeszcze; narzuca to europejska równowaga sił.

…Należy raczej zdemoralizować ich do szpiku, zostawić im formalną swobodę, z całym teatrum nazw i symboli, które tak kochają, z całą honorową frazeologią, która jest ich narkotykiem, z konstytucyjnymi prawami o fałszywej wartości, i przytroczyć do siodła niewidzialną liną, której jeden koniec trzymasz mocno w dłoni, a drugi zakotwiczyłeś w sercach ,,milczących psów”, co sprawują tam władzę. Szarpniesz i kukiełki robią żądany ruch…

Stworzymy tam nową oligarchię, która będzie okradać własny naród nie tylko z godności i siły, lecz po prostu ze wszystkiego, głosząc przy tym, że wszystko, co czyni, czyni dla dobra ojczyzny i obywateli. Niższe szczeble tych krwiopijców będą uzależnione od wyższych w nierozerwalnej strukturze piramidy. Trzeba będzie starać się, by w piramidę wpasowany był każdy zdolny i inteligentny człowiek, by zechciwiał w niej i spodlał. Niedopasowywalnych szaleńców, nieuleczalnych fanatyków, nałogowych wichrzycieli i każdą inną wartościową jednostkę wyeliminujemy operacyjnie…”

„…Nie wiem czy wszyscy już to dostrzegli, ale ja właśnie zadałem pytanie o sens niepodległości bez własności. Oto kosztem niewyobrażalnych ofiar odzyskujemy niepodległość, czyli nasze państwowe dekoracje, po to, by w tym rzekomym państwie żyć jak niewolnicy, traktowani w dodatku wrogo przez urzędników tego państwa. To jest poważny paradoks wynikający z niezrozumienia tego czym jest państwo i jaka jest hierarchia organizacji. Już o tym pisałem, ale jeszcze powtórzę: większość tak zwanych niepodległych państw to dekoracja i fikcja mająca maskować interesy wielkich instytucji finansowych, które posługując się retoryką niepodległościową, załatwiają różne sprawy na rynkach światowych. Jeśli ktoś daję się w tę grę wciągnąć sam jest sobie winien. Czasem jednak nie ma wyboru. I my to doskonale wiemy. Nie wszyscy jednak, bo sięgające pod niebo piony formacji urzędniczych sądzą, że jest dokładnie odwrotnie, że to oni i ich dobrostan, jak sobie lubił czasem zażartować Migalski, są przedmiotem troski organizacji globalnych. Otóż spieszę z życzliwym wyjaśnieniem – nie jest to prawda…

Warto przy tym też zapytać kto chce zarobić dziś na tym, że ziemia w Polsce wolnej i niepodległej, w Polsce która oddaje hołd tym rzekomo niepodległościowym tradycjom, wyłączona jest w obrotu rynkowego

…Teraz pora wyjaśnić co jest istotą tak zwanych dojrzałych demokracji. Czy jest to prawo obowiązujące wszystkich poddanych, to jest, chciałem rzec obywateli? Nie, istotą dojrzałych demokracji są ukryte hierarchie, dla których prawo jest pretekstem do wyduszania pieniędzy z niewolników zwanych obywatelami oraz do ciągłej ich degradacji. Nie tylko finansowej, ale także moralnej

…Ktoś może powiedzieć, że doszedłem do ściany, bo kwestionuję sens odzyskiwania niepodległości. Nieprawda, ja tylko kwestionuję sens jej tracenia. Oto Polska w XVIII wieku, omamiona ideą postępu położyła głowę na pieniek. Potem zaś przez 122 lata próbowała sobie tę głowę nieudolnie przykleić do korpusu z powrotem w myśl zaleceń płynących z demokratycznych stolic. Kiedy się to w końcu udało okazało się, że głowa gada w jakimś niezrozumiałym języku o sprawach, które nie rokują za dobrze. Całość zaś przypomina trochę stwora, co go wyprodukował doktor Frankenstein w demokratycznej Szwajcarii, przytułku wszelkiej maści rewolucjonistów. I tak jest do dzisiaj.

Historia uczy nas, że państwo może upaść, ale naród zostaje. Jeśli jednak nasi ciemiężyciele, potomkowie carów i Wilhelmów porzucą swoją tradycję i zaczną małpować zasady dojrzałych demokracji, przy usilnym wsparciu ideologicznym ze stolic tychże demokracji płynącym, to może się okazać, że i naród nie przetrwa. Nic bowiem nie stoi w miejscu i nie ma już powrotu do pogodnych czasów Hakaty. Ludzie się uczą, a do tego pokładają jeszcze wiarę w tej nauce. I zgodnie z postępem zmieniają metody działania – patrz Hitler i Stalin.” (coryllus całość tu: Polacy i ich londyńskie banki)

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. a także: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii.

„…Niestety nie wszyscy ludzie są zdolni zrozumieć długookresowe skutki życia bez praw własności i opierania stosunków społecznych na rabunku.

Dlatego też mądre społeczeństwa obwarowały fundament swojego sukcesu – własność prywatną – bastionem prawa chroniącego ją i gwarantującego, że każdy, kto wyciągnie rękę po cudze mienie, ponosi ryzyko spotkania się z brutalną przemocą odwetową. Jeśli bowiem ktoś nie jest zdolny pojąć że rabunek w długim okresie czasu doprowadzi go do zguby, musi być uświadomiony, że zguba czeka go także w bliskiej przyszłości, a nawet, że nadejść może jeszcze w chwili, gdy podejmie próbę kradzieży. Tylko wtedy możemy zniechęcić niektórych przed sięganiem po owoce cudzej pracy i konsumowanie ich, mimo, że nie przyłożyli do ich wytworzenia ani odrobiny wysiłku i nie należą im się. Jeśli jakieś społeczeństwo decyduje się znieść groźbę przemocy odwetowej w przypadku rabunku, społeczeństwo takie podmywa fundament swojego własnego dobrobytu i stabilności społeczno-gospodarczej.

Gdy sąd ogłasza, że wolno kraść i złodziej nie poniesie konsekwencji, dla wielu ludzi znika motywacja do uczciwej pracy i handlu, gdyż rabunek jest prostszy i wymaga mniej wysiłku w stosunku do uzyskanej korzyści. Ludzie pozbawieni wewnętrznej moralności, niezdolni do odróżnienia dobra od zła, będą kierowali się właśnie takim prostym rachunkiem zysków i strat. Gdy tylko zauważą, że współczynnik profit/loss jest wyższy dla kradzieży, niż dla pracy i handlu, nic nie powstrzyma ich przed rozgrabieniem wszystkiego, co wypracowali uczciwi i moralni członkowie społeczeństwa.

Na marginesie warto też dodać, że z punktu widzenia etyki, nie ma zasadniczo żadnej różnicy, czy rabunku dokonuje głodny biedak osobiście wynosząc bułkę ze sklepu, czy też robi to w jego imieniu urzędnik skarbowy opodatkowując sklepikarza a następnie przekazując część tak zdobytych funduszy głodnemu biedakowi. Z punktu widzenia ekonomii druga sytuacja jest jeszcze gorsza, gdyż urzędnik musi zrabować nieco więcej sklepikarzowi, aby utrzymać, poza biedakiem, także siebie i swoją rodzinę. Tak czy inaczej, w obu przypadkach mamy do czynienia z legalizacją rabunku a więc z regresem społeczeństwa do stanu sprzed powstania cywilizacji i prawa. Jeśli ktoś ma wątpliwości, musi uświadomić sobie, że „prawo” dopuszczające kradzież to w istocie anty-prawo, to zaprzeczenie ludzkiej wolności i własności, a więc dwóch podstawowych zasad, w oparciu o które opiera się zaawansowana cywilizacja.” (Rafał Trabski)

całość tu: Koniec ludzkiej cywilizacji

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?

PS…

„Skoro każdy człowiek ma prawo bronić swojej osoby, swojej wolności i swojej własności – nawet używając siły – grupa ludzi ma prawo zorganizować i utrzymywać wspólną siłę, aby bronić tych praw stale.” (Frederick Bastiat – „Prawo” Paryż 1850)

Koncepcja oporu bez przywódcy została wysunięta przez pułkownika Uliusa Louisa Amossa, założyciela International Service of Information Incorporated z siedzibą w Baltimore w stanie Maryland. Amoss zmarł ponad piętnaście lat temu, ale w trakcie swojego życia był niezmordowanym przeciwnikiem komunizmu, a także wykwalifikowanym oficerem wywiadu…

Z upływem czasu nawet dla bardziej ograniczonych spośród nas będzie stawało się jasne, że głównym zagrożeniem dla życia i wolności ludzi jest rząd. Niewątpliwie ucisk, z jakim mamy dziś do czynienia ze strony rządu, wyda się dziecinadą w porównaniu z tym, co zaplanował on [rząd] na przyszłość.

Tymczasem istnieją ludzie, którzy wciąż mają nadzieję, że niewielu zdoła jakimś sposobem zrobić to, czego nie udało się dokonać wielu. Jesteśmy świadomi, że zanim rzeczy będą się miały lepiej, z pewnością będą się miały gorzej, jako że rząd demonstruje chęć użycia przeciw dysydentom coraz ostrzejszych środków państwa policyjnego…

…Z pewnością ta walka staje się w szybkim tempie i w znacznym stopniu kwestią indywidualnych działań; każdy z jej uczestników podejmuje w ciszy swojego serca decyzję, żeby się przeciwstawiać: przeciwstawiać się z użyciem wszelkich koniecznych środków. Trudno przewidzieć, co zrobią inni, bo żaden człowiek nie zna w pełni serca drugiego człowieka. Wystarczy wiedzieć, co zrobi się samemu. Wielki nauczyciel powiedział kiedyś: „Poznaj sam siebie”. Udaje się to niewielu osobom, ale niech każdy z nas obieca sobie, że nie przystanie potulnie na los, jaki zaplanowali nasi niedoszli władcy.

Wykorzystując koncepcję oporu bez przywódcy wszystkie poszczególne osoby oraz grupy działają niezależnie od siebie i nigdy nie zgłaszają się do żadnej kwatery głównej ani do żadnego przywódcy po rozkazy albo instrukcje, jak robiliby to ludzie należący do typowej organizacji o modelu piramidy.

…Nie jest to bynajmniej tak niepraktyczne, jak się wydaje, bo jest bezsprzecznie prawdą, że w każdym ruchu wszystkie zaangażowane w niego osoby mają takie samo podejście do najważniejszych spraw, znają tę samą filozofię, i generalnie reagują na dane sytuacje w podobny sposób. Historia komitetów korespondencyjnych podczas Rewolucji Amerykańskiej pokazuje, że tak właśnie jest.

Jako że ostateczny cel oporu bez przywódcy to zniesienie tyranii państwa (tym przynajmniej zajmujemy się w niniejszym opracowaniu), wszyscy członkowie ukrytych komórek albo poszczególne osoby będą mieli tendencję do reagowania na obiektywne wydarzenia w ten sam sposób – poprzez zwyczajną taktykę oporu. Powszechnie dostępne narzędzia dystrybucji informacji, takie jak gazety, ulotki, komputery itd., dają każdemu człowiekowi wiedzę o bieżących wydarzeniach, pozwalając na zaplanowaną reakcję, która przyjmie różne formy.

…Z punktu widzenia tyranów oraz niedoszłych potentatów federalnej biurokracji i agencji policyjnych nic nie jest bardziej pożądane niż to, aby ci, którzy się im sprzeciwiają, mieli ZJEDNOCZONĄ strukturę dowodzenia i aby każdy sprzeciwiający się im człowiek należał do grupy opartej na modelu piramidy. Takie grupy i organizacje łatwo zniszczyć…

ostatnią rzeczą, jakiej chcieliby rządowi szpicle, gdyby mieli w tej sprawie coś do powiedzenia, byłoby istnienie tysiąca rozmaitych małych ukrytych komórek sprzeciwiających się im [szpiclom]. Taka sytuacja to wywiadowczy koszmar dla rządu zdeterminowanego, aby dowiedzieć się wszystkiego, co możliwe, o tych, którzy mu się sprzeciwiają. Funkcjonariusze federalni, zdolni zgromadzić w dowolnej chwili olbrzymią ilość cyfr, ludzi, danych wywiadowczych oraz sił i środków, potrzebują jedynie centralnego punktu, w który skierują swój gniew. Pojedynczy przypadek infiltracji w organizacji typu piramidowego może doprowadzić do zniszczenia całości.

Tymczasem opór bez przywódcy nie daje funkcjonariuszom federalnym pojedynczej sposobności do zniszczenia znacznej części Ruchu Oporu.

…Jest zatem jasne, że czas już przemyśleć na nowo tradycyjną strategię i taktykę oporu wobec współczesnego państwa policyjnego. Ameryka w szybkim tempie stacza się w ciemną noc tyranii państwa policyjnego, w którym prawa uznawane teraz przez większość za niezbywalne znikną. Niech nadchodząca noc zostanie rozświetlona tysiącem punktów oporu. Opór wobec tyranii musi być jak mgła, która tworzy się w wymagających tego warunkach i znika, gdy ich nie ma.

całość tu: Opór bez przywódcy  wiecej tu: Dr Brzeski: Ruch oporu bez przywódców

podobne: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” a także: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. polecam również: 10 chwytów ciemnych typów… i jeszcze: „Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji. Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?

Kryzys przywództwa - rys. MAGIC

Kryzys przywództwa – rys. MAGIC

Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski.


„…Źle by się jednak stało, gdyby sprawa teczek Wałęsy i oddanie sprawiedliwości wszystkim tym, którzy przez minione lata wbrew różnym szykanom i naciskom stali po stronie prawdy, przesłoniły nam szerszy wymiar wydarzeń. Krótko mówiąc, nie wyobrażam sobie, by na archiwum Czesława Kiszczaka się skończyło. Raz – dlatego, że nawet nie przetrzepano willi generała, zadowalając się tym, co wręczyła wdowa, dwa – że pojawiają się kolejne doniesienia o przechowywanych tu i ówdzie dokumentach… 

Konieczne jest wszczęcie szeroko zakrojonego postępowania w sprawie „szaf III RP” – czyli dokumentów mogących być w posiadaniu byłych partyjnych i mundurowych dygnitarzy.

Tłumaczeń o braku podstawy prawnej do przeszukań w domach esbeków i peerelowskich prominentów zwyczajnie nie kupuję. Przypominam o Art. 276 Kodeksu Karnego definiującym jedno z przestępstw przeciw dokumentom: „Kto niszczy, uszkadza, czyni bezużytecznym, ukrywa lub usuwa dokument, którym nie ma prawa wyłącznie rozporządzać, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Proszę więc nie mydlić oczu „brakiem podstawy prawnej” – potrzeba jedynie woli działania. Tyczy się to również zbioru zastrzeżonego IPN oraz aneksu do raportu ws. rozwiązania WSI.

niezbędne są masowe rewizje, przejęcie i upublicznienie wszelkich znalezionych archiwów – niezależnie od tego, co zawierają. Nawet, jeśli – piszę hipotetycznie – okaże się, że znajdą się papiery na ludzi stojących dziś po „naszej” stronie barykady. Ważną lekcją i przestrogą winna być tu sprawa prof. Kieżuna – kreowanego na autorytet, którego uwikłanie zostało, przypomnijmy, ujawnione dopiero w ramach wojenki między dwiema redakcjami. Nie wolno dopuścić, by podobne sytuacje się powtórzyły – inaczej wciąż życiem publicznym będą trzęsły, ujawniane od przypadku do przypadku, różne esbeckie „szafy”.

Dosyć fałszywych proroków i samozwańczych strażników tajemnic, arbitralnie reglamentujących „maluczkim” dostęp do wiedzy. Trzeba z tym skończyć – natychmiast. A poza tym:
– kiedy zostanie ograniczona możliwość inwigilacji obywateli przez organy państwa?
– kiedy zostanie uchylona „ustawa 1066”?
– kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?” (Gadający Grzyb • rebelya.pl)

źródło: Ujawnić „szafy III RP”!

…śmiem twierdzić że te kwestie o jakie pyta Grzyb nie zostaną przez PIS szybko załatwione, a być może nigdy. Z zachowaniem niewielkiego marginesu na „nigdy nie mów nigdy”, bo jako partia populistyczna może się jeszcze zmobilizować dla wywołania pozytywnego wrażenia na swoich wyborcach. Jednak nie liczyłbym na nic innego jak symboliczne „wieszanie zdrajców”, żeby nie naruszyć kruchego magdalenkowego kompromisu. Pamiętajmy że transformację ustrojową czyli: magdalenkę, kanciasty stolec, „częściowo wolne” wybory, Wałęsa na prezydenta, firmował swoją osobą ś.p. Lech Kaczyński. I nawet jeśli nie proponował żadnych parszywych kompromisów, i nie negocjował szczegółów podwalin pod III RP (czekam aż ktoś ujawni wszystkie materiały z tamtego spotkania by można było wykluczyć tę hipotezę), to jednak z całą pewnością firmował swoją osobą powszechne przekonanie że oto mamy koniec komuny, i ani słowem nie napomknął opinii publicznej jak Zagłoba że „matkę tam mordują!”. I rzecz najistotniejsza, pamiętajmy że od PC, poprzez AWS a na PISie skończywszy, środowisko obecnej „dobrej zmiany”, jest, było i zamierza pozostać takim samym beneficjentem masy upadłościowej „wolnej polski” jak pozostałe ugrupowania partyjne. Czego dowód dało dymiące jeszcze świeżością głosowanie kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych.

Z tego też powodu uważam, że obecnej władzy nie zależy na uregulowaniu tych istotnych dla interesu państwa i obywateli kwestii o jakie pyta „grzyb”, w innym wypadku już byśmy kontestowali tego rodzaju posunięcia. Apel że: Konieczne jest wszczęcie szeroko zakrojonego postępowania w sprawie „szaf III RP” – czyli dokumentów mogących być w posiadaniu byłych partyjnych i mundurowych dygnitarzy, jakkolwiek słuszny jest już typową musztardą po obiedzie i tylko niepoprawny optymista może mieć jeszcze nadzieję na to, że uda się odzyskać cokolwiek wartościowego (zwłaszcza na osoby, które do tej pory mają wpływ na politykę, ustawodawstwo czy gospodarkę w tym kraju), po tym jak akcją u Kiszczaka ostrzeżono innych potencjalnych posiadaczy archiwów. Trzeba było uderzyć jednocześnie we wszystkie podejrzane miejsca (o których podobno było „od dawna wiadomo”), a teraz można co najwyżej popić wodą.

Wracając do pytań „Grzyba”. Już tylko ciężki naiwniak może wierzyć w to, że „dobra zmiana” potrzebuje więcej czasu żeby zająć się tak istotnymi (podobno dla niej samej) kwestiami, zwłaszcza po tym jak mogliśmy podziwiać jej szybkość w serii wymagających daleko bardziej skomplikowanych posunięć decyzji. Po tym jak urządzono nam spektakl pod tytułem paraliż TK, po tym z jaką determinacją przygotowano ustawę dającą uprawnienia do wymiany kadr na co wygodniejszych stołkach w urzędach i spółkach SP, po tym z jakim hukiem przejęto media zwane „publicznymi” obsadzając je swoimi (dotychczas „niezależnymi”) kolegami redaktorami, po tym jak szybko przepchnięto „ustawę inwigilacyjną” (co zdaje się jest wystarczającą odpowiedzią na pierwsze pytanie „grzyba”), po tym jak nieudolnie (ale znowu szybko) wprowadzono podatek „od marketów” (który uderzył we wszystkich handlowców, o klientach nie wspominając), i jak uchwalono „pińcet na (nie każde) dziecko”, oraz jak sprawnie powtórzono błędy poprzedników zwiększając deficyt budżetowy itd. itp. Jeśli po tym wszystkim ktoś jeszcze wierzy w wymówki że „to nie takie proste”, że „trzeba powoli i ostrożnie”, ten sam sobie uwłacza. Tym zaś którzy zachowali resztki instynktu samozachowawczego i zastanawiają się o co może chodzić polecam lekturę – Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz tego: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a jeśli moje uwagi są zbyt zawiłe tudzież nazbyt napastliwe to polecam artykuł Pana Aleksandra Ściosa – JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teoriei komentarze pod nim (mała próbka):

„…Dziś wiele osób podkreśla, że w „teczkach Kiszczaka” nie odnalazły nowej unikalnej wiedzy o genezie i funkcjonowaniu tego państwa. Należę do tych osób i nie widzę powodu, by efekty obecnej kombinacji miały doprowadzić do końca epoki OS. Nie zakończy jej również nasze pisanie ani roztrząsanie „dylematów” historii. Problem leży znacznie głębiej.
Dla mnie, koniec epoki OS, musi oznaczać koniec III RP.
Proszę zauważyć, że dziś nikt nie prezentuje takiej logiki i nie próbuje zmierzyć z taką konsekwencją. Na potrzeby partyjnej dogmatyki wystarczy epatowanie gawiedzi donosami „Bolka” i publikacja niektórych zdjęć z Magdalenki. Wystarczą wierszówki żurnalistów „wolnych mediów” i patriotyczne pogadanki pana prezydenta i pana prezesa.
Spróbujmy rozstrzygnąć – jeśli u podstaw III RP leżało tajne porozumienie między komunistami i ich agenturą, jaka jest norma legalizmu tego państwa?
Jaką wartość ma prawo stanowione przez esbeckich sługusów, przez prawników,sędziów-donosicieli?
Jaką wartość mają przeprowadzane tu wybory, skoro w latach 1989-1990 zostały one sfałszowane, a w kolejnych latach były nadzorowane przez służby i kreowane przez ośrodki propagandy?
Jeśli wyznacznikiem karier politycznych była wiedza esbeków i norma wysługiwania się wrogom Polski, jaka jest kondycja systemu politycznego III RP, jego „klasy politycznej” i elit?
Kto i kiedy wytyczył w tym państwie „kanciaste granice” – zdrajców nazywając zdrajcami, a obcym odmawiając miana Polaka?
Kto odważył się na dychotomię MY-ONI i zerwanie z zabójczą mitologią „pojednania narodowego?
I pytania najważniejsze – kiedyż to nastąpiła konwalidacja tego państwa, zamazanie jego „grzechu pierworodnego” i formalne zerwanie z państwowością komunistycznej hybrydy?
Kiedy ukarano sprawców zbrodni na Polakach, zadośćuczyniono ofiarom, wyznano winy i grzechy?” (Aleksander Ścios 27 lutego 2016 20:09)

„…„nowe rozdanie” nie sprawi żadnej niespodzianki. To ludzie wielce „koncyliacyjni” i całkowicie przewidywalni. Jeśli nasi rodacy jeszcze tego nie zrozumieli, muszą zaczekać kolejne trzy lata i doświadczyć nowych upokorzeń. (…) Okazuje się bowiem, że ten sam PiS, który zainicjował obchody Dnia Żołnierzy Niezłomnych ( za co mu chwała), wsparł dziś kandydaturę byłego sekretarza PZPR, współpracownika bezpieki (KO”Belch”) M.Belki. Można rzecz – Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, co w tym przypadku dowodzi silnego „pragmatyzmu” partii pana Kaczyńskiego. Nietrudno przecież zrozumieć, że pozostało jeszcze wielu chętnych na posady w gremiach EBOR itp. instytucji. 

…Często zapominamy, że łatwy optymizm niewiele różni się od pospolitej głupoty i tylko ludzie odważni potrafią zrozumieć słowa Mackiewicza – „optymizm nie zastąpi nam Polski”.
Jeszcze trudnej przyjąć, że prawdziwej wolności nie kupuje się za cenę „okrągłych stołów” i wódki wypijanej w Magdalence. Ona musi mieć swoją wartość, czasem mierzoną krwią i poświęceniem. Ta cena wzrasta tym więcej, im większą mamy świadomość, jakimi metodami wprowadzano w Polsce okupację sowiecką. Wierzyć, że po 50 latach odzyskaliśmy Polskę – bez ofiar, trudu i walki, jest więcej niż głupotą. Trudność ze zrozumieniem tej prawdy jest szczególnie widoczna, gdy wspominamy heroizm Żołnierzy Niezłomnych. Podziwiamy ich i czcimy, ale nie chcemy dostrzec, jaką cenę trzeba zapłacić za pokonanie komunistycznej hybrydy. Ci ludzie nie tłumaczyli sobie, że z kolaboracji ze złem wychodzi się zwycięsko, lub idąc z nim na ustępstwa, można ocalić dobro. Nie szukali „dróg kompromisu”, bo każda łatwa droga prowadziła do upadku i zaprzaństwa. Nie próbowali odnajdywać „zgody budującej”, bo mieli świadomość, że jednymi budowlami komunizmu były baraki obozów i miliony bezimiennych grobów. Dlatego próby odwoływania się do tego utraconego dziedzictwa, przy jednoczesnej negacji obowiązku wytyczenia „kanciastej granicy”, prowadzą do zafałszowania prawdy o polskich bohaterach i do zamazania naszej rzeczywistości.” (Aleksander Ścios)

…sam jestem ciekaw co by zrobili „Wyklęci” z obecną władzą, która jedną ręką sięga po ich legendę a drugą uprawia postkomunę, nie wspominając o innych kwiatkach (dla przypomnienia: Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską). Mydli nam się oczy Bolkami i KODami które przecież nikomu nie mogą zaszkodzić (ich protesty i POdskakiwanie nie ekscytują bowiem żadnej poważnej grupy obywateli poza samymi poszkodowanymi utratą wpływów i zysków), a nowa władza która w ciągu „studni” pokazała że potrafi działać kiedy i jak tylko chce, jakoś nie potrafi załatwić naprawdę kluczowych tak dla samego państwa, jak i obywateli kwestii. PIS ma pełnię władzy (oraz tzw. mandat społeczny), więc posiada wszelkie siły i środki do tego by rozliczać kogo chce, a zwłaszcza takich ludzi takich jak Pan Belka (zamiast ich nagradzać – Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie”). Casus tego człowieka jest dla mnie wystarczającym dowodem na to że „nowa władza” tylko udaje że chce walczyć z tzw. „postkomuną”.

Nie liczcie więc drodzy wyborcy PISu na to, że ktokolwiek poniesie nauczkę. Od medialnego zgiełku urządzanego wokół Pana Wałęsy prócz samego zainteresowanego nikt POważny nie ucierpi. Tymczasem system będzie nadal grabił swoje ofiary którymi nie jest PIS i jego aparatczycy, a prości ludzie którzy w kolejnym pokoleniu głosują nogami (a ich liczba idzie w miliony) za granicę. Nie liczcie też na to że poprzednicy obecnego rządu poniosą jakąkolwiek stratę od groźnego kiwania na nich palcem w bucie, w postaci jałowych wojenek wokół TK… (Odys)

„…dla czytelnika polskiego rzecz jest całkiem jednoznaczna i w żadnym wypadku nie nagła… Informanta komunistycznego reżimu nikt, komu przynajmniej oficer prowadzący nie naznaczył takiego zadania, bronić nie będzie i nie powinien. Wymaga tego elementarne poczucie przyzwoitości.  Żadne  manifestacje Nowoczesnych, Staromodnych, czy jak im tam jeszcze, tego nie zmienią.  Ale nie o to chodzi i nie nawet o byłego prezydenta.  Chodzi o bankructwo całego mitu założycielskiego IIIRP którym było i pozostaje kłamstwo, wzmacniane niedopuszczeniem do zbiorowego oczyszczenia się  w postaci lustracji oraz odcedzeniem ludzi reżimu komunistycznego od wpływu na przyszłość.  Chodzi o rabunek kraju jaki w wyniku tego nastąpił  i uwłaszczenie się na nim nomenklatury. Chodzi o to że kurs IIIRP wyznaczany był nie kompetencjami jej wybranych polityków ale  głównie tym kto na kogo miał haki i w jakiej ilości.  To jest najbardziej dewastujący  rezultat braku lustracji.

Szkielety zaczynają wypadać z szafy dopiero po odejściu jej właścicieli. (NB – ciekawe uwagi JKM n/t Wałęsy i  jak doszło do „transformacji ustrojowej” gen. Kiszczaka  Lech Wałęsa to jest zero kompletne! On donosił jak kradli akumulatory z wózków).” (cynik 9 – Czy Polacy bronią demokracji. Szkielety wypadają z szafy)

Od dawna powtarzam że głosowanie na środowiska powiązane z tamtymi wydarzeniami mija się z celem. Kiszczak nieprzypadkowo dobierał sobie ludzi do tej imprezy. Nie można też udawać że wszystko jest w porządku, kiedy dzieją się rzeczy rodem z III RP i PRLu. To że niektórzy z obserwatorów i sympatyków „nowego” rządu nie widzą nic podejrzanego w tym, że do tej pory nie otworzono archiwów (m. in. zbiór zastrzeżony IPN, o reglamentacji wiedzy z zajętych u Kiszczaka i Jaruzelskiego archiwów), nie napawa ich refleksją fakt że aneks do „raportu WSI” dalej cieszy się utajnieniem, i że akcją u Kiszczaka ostrzeżono podobnych posiadaczy, za to cieszą się jak dzieci z JEDNEJ teczki DAWNO ROZSZYFROWANEGO „Bolka” jest zadziwiające (a w niektórych wypadkach nawet podejrzane). Pisze „„:

„…Wydaje się, że kombinacja operacyjna „Szafa Kiszczaka” ma kilka strategicznych celów. Pierwszy z nich to stworzenie wrażenia, że bezpieczniacki układ słabnie wprost proporcjonalnie do wieku równie przysłowiowych, co realnych „starych komuchów” i „starych ubeków”. Słowem – że „porządek pookrągłostołowy”/magdalenkowy/III RP/PRL-bis” pewnie i istniał, ale wraz ze śmiercią Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz ujawnianiem ich archiwalnej spuścizny kończy swój żywot. Drugim celem wydaje się być „oczyszczenie przedpola” dla nowej politycznej agentury wpływu, nowych „słupów” grupy faktycznie trzymającej władzę. Elity, które umownie można określić jako okrągłostołowe – zarówno o genezie solidarnościowej, jak i komunistycznej – po prostu z czasem zużyły się i skompromitowały. Stopniowo zużywa się model pieriestrojkowego demobolszewizmu. Każdy system władzy musi trwać – w szczególności komunizm/neokomunizm – stąd niezbędna jest wymiana kadr co jakiś czas poprzez „spalenie” starej agentury, by ją wymienić na nową. Poza tym, stare trepy z WSI czy esbecy młodsi stopniem wcale nie są aż tacy starzy, a rolę ich słupów wcale nie muszą pełnić PO, UW, PSL, SLD, ani też Palikot czy ugrupowania lewackie…”

źródło: Hipoteza robocza

…do tej drugiej hipotezy PIS również pasuje jak ulał. Pomysł na Polskę tej partii odpowiada bowiem każdemu etatyście/socjaliście których w postkomunie nie brakuje, a to dlatego że najważniejszym celem „transformacji ustrojowej” było zachowanie „zdobyczy rewolucji”, tj. uwłaszczenie się komuny (i jej agentury w szeregach solidarności) na majątku państwowym, oraz zagwarantowanie sobie monopolu (z udziałem państwa) poprzez jednoczesne schłodzenie/pacyfikację konkurencji w postaci potencjału gospodarczego zwykłych ludzi. Do dziś wszyscy udziałowcy „transformacji ustrojowej” z tej „reformy” korzystają (niezależnie od barw partyjnych i deklarowanych idei). Dlatego jeśli chodzi o koryto i benefity płynące ze sprawowania władzy, obie strony pilnują „by żyło się lepiej WSZYSTKIM” (kosztem podatników) (Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. i to: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i “karny podatek” Kaczyński oraz: Dajcie, bo będziemy kradli! czyli… PIS i PSL kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych). A miało być tak pięknie bo PiS to niby nie PO a Kaczyński to nie Wałęsa. Z nazwy i nazwiska może nie, ale w pomysłach na rabunek Polaków oba środowiska idą łeb w łeb.

I jeszcze  jedna sprawa. „Prawdziwi patrioci” szczycą się legitymacją narodu, ale zapominają że ponad połowa narodu na te wybory nie poszła. Zapominają że tak naprawdę to nie oni wygrali a platforma przegrała. Przegrała bo robiła to od czego teraz zaczęła rządy „dobra zmiana” – od dziadostwa janosikowej jałmużny czyli rozdawnictwa pieniędzy których nie ma (stąd zwiększenie deficytu), lokowania swojaków na urzędach, i podnoszenia w ten sposób kosztów funkcjonowania niewydolnego molocha „administracji” oraz „usług publicznych”. Mało kto zauważył też, że ta wygrana była podyktowana potrzebami sojuszników zza oceanu, którzy tak jak w latach 90 znów mają w Polsce swój interes ze względu na imperialne zapędy Rosji (i przeszkadzanie interesom USA na bliskim wschodzie) na co zwracałem uwagę przy okazji wyborów tu: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. W tym też kontekście należy inaczej spojrzeć na aferę z podsłuchami u Sowy, która pomogła uwalić poparcie dla PO, a jej tajemniczy sprawcy do dziś pozostają nieznani (o czym więcej tu: afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski). To że nie nagrano na tych taśmach nikogo z PISu nie było żadnym przypadkiem, a jasno widocznym gestem w stronę „dobrej zmiany”.

Sytuacja wygląda zatem dla nas tak samo dobrze (i źle) jak za czasów pierwszej „transformacji ustrojowej”. I tak samo jak wtedy wiele zależy nie od tego, jak szybko wpływy rosyjskie zostaną w Polsce ograniczone, ale czy Amerykanie sobie w ogóle tego życzą, bo obawiam się że nie do końca tak jest. Na pewno nie patrzą na Polskę przez pryzmat naszej racji stanu ale raczej przez swój interes. Nasz kraj to od dość dawna karta przetargowa (używana pospołu przez UE/Niemcy, Rosję i USA) gdyby przyszła potrzeba uzyskać od Rosji jakieś ustępstwa w ważnych globalnie rozgrywkach (np. przeciwko Chinom). Amerykanie wolą mieć zatem w Polsce swój „pakiet kontrolny” aniżeli jakiś niezależny rząd… (Odys)

„…Kłamstwo biografii Wałęsy było istotnym zwornikiem układu władzy ostatniego ćwierćwiecza – a jednocześnie pozostawało narzędziem zewnętrznej kontroli nad Polską. To dlatego dziś o „dobre imię” Wałęsy upominają się zarówno architekci i beneficjenci III RP, jak i zagraniczni prominenci w rodzaju przewodniczącego Martina Schulza. Że akurat niemiecka prasa spieszy Wałęsie z odsieczą, nie dziwota – wszak to ledwie przed trzema laty Wałęsa wystąpił z pomysłem „zrobienia z Polski i Niemiec jednego państwa”. Kogo zdziwiło, że Wałęsa wygaduje takie rzeczy wykonując groteskowy ukłon w stronę Berlina, ten najwyraźniej zapomniał, jak dwie dekady wcześniej Wałęsa jako prezydent III RP gotów był oddać Moskwie eksterytorialne strefy zlokalizowane w opuszczanych właśnie bazach Armii Czerwonej. Nie ma w tym niczego dziwnego – najwyraźniej orientacja na silniejszego jest jednym z zasadniczych rysów patologicznego charakteru Wałęsy. Na grunie własnych doświadczeń wynikłych z kontaktu z Wałęsą (na planie filmu dokumentalnego, w korespondencji mejlowej i wreszcie przed kolejnymi sądami) mogę przypuszczać, że po porostu nie wierzy on w jakiekolwiek suwerenne działanie – ani na poziomie osobistym (jako człowiek na każdym etapie komuś zaprzedany), ani na poziomie państwowym (jako wieczny agent wpływu). Zarówno w relacjach międzyludzkich jak i międzynarodowych sądzi innych według siebie – przyjmuje, że cały zakres swobody ogranicza się do wyboru obróżki i smyczy, na której się chodzi…” (Grzegorz Braun – Lech Wałęsa – dla znajomych z Gdańska „Wałek”, a dla SB-eków „Bolek”)

„…Nasza obecność w UE i w NATO została okupiona istotnym warunkiem – Polska ma być krajem słabym i zależnym, państwem „drugiej kategorii”, podległym globalnym interesom światowej finansjery i największych mocarstw.
Taką Polskę chcieliby widzieć Niemcy – wierny sojusznik Putina i najsilniejszy gracz w Europie oraz USA – mocarstwo zainteresowane regułą „równowagi sił”, która w praktyce oznacza uleganie dyktatowi Moskwy.
Ponieważ Polsce wyznaczono rolę „państwa przechodniego” -łącznika” między Niemcami a Rosją (ja nazwałem to rolą „wycieraczki”) popierane są tu wszystkie rządy promoskiewskie lub proniemieckie. Jeśli zaś gwarantują słabość i uległość wobec dyktatu obcych, mogą liczyć na pełną akceptację. Obszernie na ten temat pisałem w tekstach „Nudis Verbis”. Jest oczywiste, że przynależność do takich organizacji nie daje nam gwarancji bezpieczeństwa. Polacy powinni to wiedzieć po lekcji z 1939, ale też po doświadczeniach roku 1989 i 2010. Niestety, dzięki dominacji mitologów III RP i tzw. georealistów – nie wiedzą…” (Aleksander Ścios)

„KODem Bolka” (chodzenia na obcym sznurku) nie jest więc skażone wyłącznie otoczenie Pana Wałęsy, ale również opozycyjny wobec obozu „zdrady i zaprzaństwa” (w skrócie III RP), obecny establiszment „płomiennych patriotów” (w skrócie IV RP). Bo tak samo niebezpieczną dla Polski przypadłością jaką swojego czasu była uległość naszych władz wobec ZSRR, jest wysługiwanie się innym obcym dzierżącym smycz. Zwłaszcza jeśli są oni skonfliktowani z naszym groźnym sąsiadem zza wschodniej granicy, o czym bliżej w szczegółach opowiada Pan Grzegorz Braun tu: Grzegorz Braun, San Jose, Kalifornia, część 3. Kto nie pamięta że w Jałcie obok Stalina był również Churchill i Franklin Delano Roosevelt (który 27 listopada 1943 roku w Teheranie, mieszkając ze swoją delegacją w ambasadzie radzieckiej zaproponował w rozmowie dwustronnej, aby granica Polska była przesunięta na zachód, a ówczesna wschodnia na Linię Curzona. Akurat ziemie żyzne, gdzie odbyła się produkcja żywności i dostatnie w bogactwa naturalne. Prezydent USA doskonale zdawał sobie sprawę co będzie oznaczało to w aspekcie społecznym, gospodarczym i politycznym – jak marksizm wyzwoli Polskę więcej tu: andrzej 2 marca 2016 o 10:55), tudzież nie pamięta że USA przez lata firmowało legendę Wałęsy i mit założycielski „wolnej (demokratycznie) Polski” temu polecam odrobienie tej lekcji z historii dawnej, oraz nie tak dawnej, która się dzieje na naszych oczach za wschodnią granicą na Ukrainie (Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję)… (Odys)

„…Wprawdzie w związku z ponownym objęciem Polski amerykańską kuratelą Stany Zjednoczone wciągnęły Prawo i Sprawiedliwość na listę swoich, powiedzmy eufemistycznie – faworytów, ale wciągnęły na nią również starych kiejkutów. Z punktu widzenia potrzeb aktywnej amerykańskiej polityki w Europie Wschodniej PiS jest znakomitym kandydatem na dywersanta, bo bardziej nie lubi Rosji, niż kocha Polskę, a z kolei stare kiejkuty są jeszcze wygodniejsze, bo za napiwek zrobią wszystko, co im się każe i nie trzeba wobec nich udawać nie tylko partnerstwa, ale nawet przyzwoitości. Ponieważ na liście faworytów Amerykanie umieścili i PiS i stare kiejkuty, mamy w Polsce polityczną wojnę, którą można nazwać II wojną o inwestyturę. Gdyby tak nie było, gdyby stare kiejkuty nie zostały wpisane na listę amerykańskich faworytów, żadnej wojny by nie było, a każdy ubek ratowałby skórę na własną rękę. Ponieważ jednak są, to Amerykanie przy pomocy dyscyplinowania rządu pałką Trybunału Konstytucyjnego utrzymują między swymi faworytami równowagę, zgodnie z zasadą divide et impera to znaczy – dziel i rządź.

Niestety Polska na tym traci, bo rząd zmuszony do rywalizacji ze starymi kiejkutami o względy Naszego Największego Sojusznika, nie jest w stanie uzyskać dla Polski korzyści w zamian za udostępnienie Stanom Zjednoczonym polskiego terytorium dla potrzeb amerykańskiej rozgrywki z Moskalikami. Ponieważ Polska w razie czego ryzykuje zniszczeniem swego terytorium, Stany Zjednoczone powinny jej za jego udostępnienie odpowiednio wynagrodzić. Ale stare kiejkuty gotowe są udostępnić terytorium Polski za napiwek, więc w tej sytuacji i rząd nie tylko musi zadowalać się błyskotkami w rodzaju „rotacyjnej obecności” symbolicznego amerykańskiego kontyngentu, ale w dodatku musi też cierpliwie znosić ciosy pałką z Trybunału Konstytucyjnego. To wszystko łatwiej nam zrozumieć dopiero na gruncie teorii spiskowej i dlatego właśnie jest ona potępiana przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu.” (Stanisław Michalkiewicz – Trybunałem w rząd)

podobne: Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. i to: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy

Nie doczekamy wolności jeśli będziemy rozmywać myślenie wolnościowe i prawdę w tego typu patologii jaką reprezentuje sobą PIS i Duda (o reszcie czyli PO, SLD, PSL nie mówiąc bo to oczywiste). Dawałem im kredyt łudząc się że zrobią coś dla Polaków, a nie tylko dla siebie. Pan Duda sprawiał wrażenie człowieka samodzielnego, więc liczyłem na to że jeśli Kaczyński pójdzie drogą etatyzmu, długu i rozdawnictwa, to jednak Duda zachowa jakiś dystans do tego, a być może przejmie w końcu pałeczkę nad państwem i stanie się obrońcą (prezydentem) Polaków a nie swojaków (na sznurku prezesa, tudzież podejrzanych interesów zza oceanu). Miałem cichą nadzieję na powtórkę z Budapesztu, ale nie tego co złego zrobił Orban – co PIS tak wiernie kopiuje w kwestii przejmowania stołków i utrzymania etetystycznej kurateli nad obywatelami zamiast zwrócić im możliwość samostanowienia, ale na kopię tego co Orban zrobił dobrego dla rodzimej gospodarki i podatników.

Zamiast pozytywnej i kreatywnej polityki mogącej zwiększyć poparcie Polaków dla nowej władzy, mamy epatowanie nas festiwalem fikcyjnych zagrożeń w postaci politycznych (partyjnych) przepychanek. Zamiast myśleć nad tym jak wyprowadzić kraj z kryzysu demograficznego, podnieść zamożność społeczeństwa i dźwignąć gospodarkę (czyli zadbać o podstawę siły każdego poważnego państwa), mamy utonąć w marazmie walki politycznej, rajcując się „Bolkiem”, „bojąc” się demonstracji KODów i oburzając na Komisję Wenecką (którą PIS sam na siebie ściągnął jak banda kretynów dając argumenty targowiczanom spod znaku PO, Nowoczesna i KOD). Mamy tańczyć wokół tych „ważnych spraw” jak jakieś klauny, ciesząc się że Rzeplińskiemu z tyłka iskry lecą, a to przecież jest teatr! Tymczasem najistotniejsze dla obywatela kwestie jak sprawne funkcjonowanie państwa, praworządność, gospodarka i finanse publiczne, zostały przez PIS w taki sam sposób POzamiatane jak to do tej pory robili POprzednicy… i takie są fakty.

Warto się zastanowić czy większości Polaków obchodzą te wszystkie „demokratyczne zabawki”. Czy może bardziej obchodzi ich dlaczego mają niskie emerytury, dlaczego muszą umierać w kolejce do lekarza na którego odkładali „składki”, i gdzie jest reszta pieniędzy z ich wypłat „brutto”. Pisząc ludzie mam na myśli elektorat który nie głosuje wcale. Fałszywą frazeologią jest nazywanie „narodem” tej części która popiera PIS – bo to tylko wyborcy/sympatycy tej partii. Zresztą taki sam rodzaj „narodu” stoi po stronie PO, nowoczesnej i KODu – kudzie całkowicie ŚLEPI na to co rzeczywiście ich dotyka (lub niedługo dotknie), a skoncentrowani na konfrontacji z przeciwnikiem politycznym, której efektem jest obrona wcale nie ich prywatnego interesu (praw, wolności i własności) ale interesu partyjnego swoich pupili. Obie strony POPISu nie chcą się przed sobą przyznać że dali się nabrać na to samo oszustwo, jakie już nam kiedyś zafundowano w Magdalence (w dodatku przez tych samych macherów urządzone)… (Odys)

Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)


Albert Einstein (niebezpieczeństwo, zło dobro, ignorancja, bezczynność, ludzie)

„Prawo zdeprawowane! I policja, władza państwa zdeprawowana razem z nim! Prawo, twierdzę, nie tylko odwróciło się od swojego właściwego zadania, ale zostało zmuszone do osiągnięcia całkowicie przeciwnego celu! Prawo stało się narzędziem siły każdego rodzaju chciwości! Zamiast powstrzymywać przestępstwo, prawo samo jest winne przestępstwom, które mniema się, że powinno karać! Jeśli to jest prawdziwe, to jest to poważnym faktem i moralny obowiązek wymaga ode mnie by zwrócić uwagę na to moich współobywateli.”

„Jeden z najważniejszych tekstów Fryderyka Bastiata napisany na krótko przed jego śmiercią w 1850 r. Treść niezwykle aktualna również w dzisiejszych czasach. Czyta profesjonalny lektor p. Tomasz Agencki”. Źródło: bastiat.pl

podobne: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? oraz: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

Frédéric Bastiat – Prawo

„…Sprawiedliwość nie jest zemstą. Także nasze działania na rzecz lustracji nie miały nic wspólnego z zemstą czy odwetem. To była przede wszystkim próba zbudowania nowych struktur państwa i służby publicznej, także z udziałem byłych konformistów i byłych komunistów, aż do zdrajców włącznie. Podstawowym kryterium wykluczenia z nowych struktur służby publicznej był brak wiarygodności danej osoby, uniemożliwiający dalsze pełnienie przez nią wysokiej funkcji publicznej; dopiero w drugim rzędzie prawna kwalifikacja ich czynów z przeszłości.

Ci, którzy zostali wykluczeni ze służby publicznej w procesie lustracyjnym, nie mieli owej wiarygodności, ponieważ wcześniej za plecami swoich współobywateli pracowali przeciwko nim oraz czerpali ze swojej bez wątpienia uprzywilejowanej pozycji konkretne korzyści, których inni nie mieli. Można powiedzieć, że w wyniku podjętej współpracy z dyktaturą, ich sytuacja była nieporównanie lepsza od tej, w jakiej znajdowali się wszyscy pozostali. Jeśli mieli na przykład konflikt z prawem, mogli uniknąć procesu przed sądem i kary dzięki interwencji służby bezpieczeństwa. To była oczywista forma uprzywilejowania. Mogli być także faworyzowani w pracy zawodowej, mogli mieć ułatwioną drogę kariery i często też tak właśnie było. Jest dla mnie sprawą zupełnie oczywistą, że to właśnie ten element uprzywilejowania jest argumentem na rzecz bardziej surowego potraktowania tych ludzi dzisiaj.

Tutaj nie chodzi o dokładne rozstrzygnięcie, kto z nich był dobry, a kto zły, ale o stwierdzenie, kto z nich nadal nadaje się do pracy w służbie publicznej, a kto nie. Jest to motywowane pragnieniem wyrównania krzywd i odpowiedzialnością za ustanowienie nowych struktur państwa

…Zakładam, że także w Polsce były różne rodzaje nieoficjalnej współpracy. Byli więc tacy, których zmuszano do składania podpisów, inni podpisywali dobrowolnie, jeszcze inni byli po prostu gadatliwi i nieostrożni albo kierowali się jakimś rodzajem lewicowego idealizmu. Na pewno trzeba na te wszystkie przypadki patrzeć w sposób zróżnicowany i nie można każdego nieoficjalnego współpracownika uznać od razu za łajdaka i zdrajcę. Można natomiast powiedzieć, że oni wszyscy przekroczyli pewną granicę, na którą większość ich kolegów miała baczenie

…Jaspers powiada: wina nie jest tylko problemem karno-prawnym. Jeśli zdefiniujemy ją tylko w aspekcie prawa karnego, to jedyną odpowiednią instancją do jej oceny jest sąd. Wina ma jednak również kontekst osobisty, moralny, ale wtedy sąd przestaje być odpowiednią instancją do jej rozpatrywania. Taką instancją stają się inni, przede wszystkim ci, wobec których dopuszczono się niesprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze wymiar metafizyczny i teologiczny.

Kiedy więc chodzi o wykroczenia, wymierzone w innych ludzi, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z możliwości zdobycia realnej wiedzy o nich, z przeanalizowania ich charakteru, z poszukiwania prawdy. Taka postawa w istocie czyni ludzi bezbronnymi wobec zła. Jeżeli bowiem państwo nie podejmuje swojej roli w organizowaniu warunków sprawiedliwości, to tym samym daje wyraźny sygnał, iż w istocie nie wierzy w to, aby ludzie potrafili dokonywać właściwych wyborów w krytycznych moralnie sytuacjach. A przecież chodzi tylko o to, aby dać ludziom możliwość zdobycia wiedzy, dzięki której mogą ustalić swój pogląd i właściwą ocenę, trzeba tylko otworzyć archiwa, dostarczyć informacji i ustalić, jakie kryteria będą nas wszystkich obowiązywać w dążeniu do prawdy. Nie wystarczy mieć sędziów, potrzebne są także spisane reguły, które będą ich obowiązywać.

…Jeśli weźmiemy przykład Pańskiego kraju, to zobaczymy w jak paradoksalnej sytuacji znaleźli się dzisiaj byli opozycjoniści prześladowani przez służbę bezpieczeństwa. Mogą jedynie oszołomieni przyglądać się bezradnie, jak byli funkcjonariusze robią kariery na najwyższych szczeblach państwa, a jedyne, co im pozostaje, to tylko krzyczeć z wściekłości. (…) Tym ludziom pozostała tylko wściekłość, ponieważ państwo nie wykonało swojego obowiązku, swojego podstawowego zadania, jakim jest sprawiedliwość. I należałoby wprost zapytać, dlaczego państwo w Polsce uchyliło się od tego zadania. Chciałbym na koniec wrócić jeszcze do jednej bardzo ważnej kwestii. Mówiłem wcześniej o syndromie taniej łaski. To pojęcie pochodzi od Dietricha Bonhoeffera. W swoich teologicznych pracach zwracał uwagę na to, że nie należy minimalizować aspektu boskiej sprawiedliwości. Nie można traktować Boga jak dobrego wujka, który – chyba powiedział to Wolter – po prostu ma przebaczać, bo to w końcu jest jego zawód. I w tym teologicznym kontekście Bonhoeffer sformułował problem taniej łaski. Problem ten pojawia się zawsze wtedy, kiedy ludzie nie chcą znać prawdy, kiedy nie chcą jej dociekać. Dlatego uważam, że wybaczenie, pojednanie jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie posiadamy wiedzy na temat przeszłości lub mamy jedynie okruchy tej wiedzy…” (Joachim GAUCK)

całość tu: „Sprawiedliwość jako warunek pojednania”

„Gdy wybuchł ostatni skandal z Lechem Wałęsą i tzw. szafą Kiszczaka, prezes IPN wystąpił z apelem, aby ubecy pooddawali ukradzione dokumenty. Chyba sobie żartował. Ludzie, których przez ponad ćwierć wieku nie rozliczono za mordy polityczne popełnione podczas 45 lat trwania komuny mieliby odszukać przyzwoitość w swoich sercach i potulnie odnieść władzom kartony sprywatyzowanych raportów i teczek operacyjnych? Można się modlić, aby tak się stało, ale liczyć na to raczej jest naiwnością, być może oprócz paru wyjątków.

Ponadto, dlaczego niby tajni policjanci PRL mieliby pozbywać się źródła dochodu? Przecież wyniesione akta to źródło wiedzy o konkretnych ludziach. Ludzi tych się prowadziło i przed, i po 1989 r. Właściwie tylko garstka umoczonych miała odwagę cywilną publicznie przyznać się do swoich grzechów. To świetnie załatwiało sprawę, bo wszystko wyszło na jaw i nie było na nich już haków. Ale większość zataiła swoją współpracę, a to już ze wstydu, z nadzieją, że wszystko się skończyło (przecież „padła komuna”, nie?) czy z przyzwyczajenia brnąc nadal w kłamstwo. I najważniejsze: milczano, bowiem czerpano z tego brudnego układu wymierne korzyści. Nawet gdy umoczeni ludzie wzbili się na wyżyny finansowe dzięki brudnym układom i wydawało im się, że pieniędzmi wyemancypowali się z jarzma swych oficerów prowadzących, zwykle kupując sobie potężniejszych goryli-ochroniarzy, to i tak przecież funkcjonowali w ramach stworzonego w 1989 r. układu okrągłostołowego, czyli postkomunistycznego. I w tym sensie widmo przeszłej współpracy wlokło się za nimi. Byli nadal podatni na szantaż. Ich sukces opierał się na podłości, kłamstwie i złu…

Od 27 lat ten ten sam modus operandi, to ten sam swołocz transformacji.

…czyli zachowania z systemu komunistycznego jak najwięcej form, symboli i personelu na prominentnych stanowiskach w polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze. Co krok kłaniają się nie tyle zaniedbania czy nawet zaniechania, ale wręcz kryminalna bezkarność ubeków. Bezkarność ta wpisana była w proces transformacji systemowej. Trzeba z tym zerwać, trzeba ich w końcu rozliczyć. Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo. Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego…” (prof. Marek Jan Chodakiewicz – Rozliczyć ubeków)

podobne: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. oraz: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). i to: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

A oto przykład na żywym organizmie owego modus operandi transformacji…

„Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

Ojciec i syn specjalizowali się w stosunkach polsko-izraelskich. Jako to możliwe, że rząd Beaty Szydło pielęgnuje takiego dyrektora w tak ważnym resorcie? Chcemy wierzyć, że to jedynie wypadek przy pracy.

Biogramu Piotra Puchty darmo szukać w Internecie. Oficjalne notki biograficzne podają jedynie lakonicznie, że pracę w MSZ rozpoczął w… 1985 r. Jak ustaliliśmy przez wiele lat Piotr Puchta (syn wiceszefa Wojskowych Służ Informacyjnych) pracował w Izraelu i był oficerem spec służb wojskowych kierowanych przez gen. Kiszczaka w słynnej później z czasów WSI jednostce 3362 (pod takim samym numerem co Zarząd II funkcjonowały potem WSI). Teraz jest szefem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ kierowanym przez ministra Witolda Waszczykowskiego z PiS, co potwierdziło nam biuro prasowe ministerstwa.

Historia Puchty juniora, a tym bardziej jego ojca, zapisana na kartach w IPN balansuje pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co niedopowiedziane. Chociaż sam zainteresowany dla systemu IPN nie istnieje, „Warszawskiej” udało się go znaleźć tam, gdzie się jego biogramu spodziewaliśmy…

Dziennikarskie śledztwo „Warszawskiej Gazety” wprost od Ahmada Sameha Abu Mizera opisanego w tekście „Mossad na serwerach” doprowadziło do dzisiejszego dyrektora w MSZ.

W czasach PRL Piotr Puchta pomagał w Tel Awiwie niekryteryjnemu dla bezpieki Abu Mizerowi załatwić stały pobyt w Polsce Ludowej. Palestyńczyk rozpracowywany był zarówno przez polską jak i prawdopodobnie palestyńską służbę bezpieczeństwa pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Choć był „niepożądany” ze względu na „bezpieczeństwo państwa”, Puchta zdecydował, że napisze z prośbą w jego imieniu do polskich bezpieczniaków w PRL.

To właśnie w tych teczkach z zasobów IPN „Warszawska” po raz pierwszy natrafiła na obecnego podwładnego ministra Waszczykowskiego.

Materiały, do których dotarliśmy mrożą krew w żyłach. Podobnie jak w przypadku Ahmada Sameha Abu Mizera na podstawie tej historii może powstać dobry szpiegowski film. Cały materiał opublikujemy w wydaniu papierowym „Warszawskiej” 18 marca 2016 roku.” (Magdalena Myk, Robert Wit Wyrostkiewicz – Oficer wojskowej „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” oraz: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?

Ten „przypadek” (i dwa kolejne o których również będzie mowa) wPISuje się  dość jednoznacznie w to co od wielu lat powtarzam i na co zwracałem uwagę ostatnio pisząc, że o największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą trąbić z wielką egzaltacją, jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu (więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza i tu: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta). Wpisuje się to również bardzo „niefortunnie” w niedawną „dziwną” wypowiedź Pana Dudy odnośnie tajnych współpracowników. Tego Dudy co to prezydentem (to znaczy obrońcą) „wszystkich Polaków” został i chyba już wiem co to znaczy „wszystkich”… (Odys)

„…Prezydent Andrzej Duda skomentował sprawę teczki dotyczącej Jerzego Zelnika. Dokumenty na temat aktora miały zostać znalezione w IPN. Sam Jerzy Zelnik wydał w tej sprawie oświadczenie.

Prezydent pytany o sprawę Zelnika wypowiedział się w sposób dość zaskakujący.

Jaki był wpływ pana Jerzego Zelnika na rzeczywistość po 1989 roku? Bo nie o to chodzi, czy ktoś współpracował czy nie, bo było ich wielu. Można to spokojnie pominąć, ale problem polega na tym, jaki i który z nich miał wpływ na zmiany na polską rzeczywistość po 1989 roku i na ile przeszłość agenturalna była jawna. Na ile w związku z tym można było poprzez daną osobę wywierać wpływ na polską rzeczywistość polityczną

— ocenił prezydent. Dodając, że „w przestrzeni tego wpływu pan Jerzy Zelnik nie miał zasadniczo żadnej siły sprawczej”.

Niestety z takim sposobem stawiania sprawy nie można się zgodzić…

nieszczęśliwe słowa Prezydenta Dudy uderzają w bohaterstwo tych, którzy mimo represji, szykan, niszczenia itd. oparli się bezpiece, nie dali się złamać. A takich było przecież niemało. Jak w świetle ich bohaterstwa brzmią dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy? Jak w świetle historii bohaterskich postaw oceniać słowa prezydenta…

Przecież właśnie chodzi o to, że niektórzy dali się złamać – z bardzo różnych powodów – a inni nie. I dziś tylko jedna z postaw jest godna pochwały. Postawa tych, którzy się dali złamać nie. Nie chodzi o to, by ludziom współpracującym przekreślać na całe życie, chodzi o to, by piętnować postawy, które były de facto szkodzeniem innym ludziom i szkodzeniem wolnej Polsce. Próba wskazywania, że nie ma znaczenia, czy ktoś coś podpisał w PRL-u czy nie, jest przykładaniem ręki do niszczenia jasnych wartości – rozróżnienia dobra i zła. Bo jeśli współpraca z bezpieką PRL-owską nie będzie zła, jeśli nie będzie to jednoznacznie oceniane przez Polaków, nie uda nam się zbudować jasnego katalogu wartości.

Decyzja o uwikłaniu się we współpracę z bezpieką była zła. Sugerowanie, że dziś tamte decyzje nie mają wartości moralnych jest dla społeczeństwa szkodliwe…” (Stanisław Żaryn – Bardzo nieszczęśliwe słowa prezydenta Dudy)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? i to: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

…i kolejny kwiatek…

„Nie podoba mi się to, w jaki sposób Prezydent RP Andrzej Duda potraktował księdza Stanisława Małkowskiego, usiłującego spotkać się z nim i porozmawiać o przyszłości śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Na poniższym filmie ksiądz relacjonuje ten niemiły i dający do myślenia incydent. W moim odczuciu Kancelaria Prezydenta RP zabawiła się w “głuchy telefon” z kapłanem, który przeszedł już swoje w życiu i płacił przez długie lata wysoką cenę za Prawdę i swoją walkę o Wolną Polskę. Czy tak ma wyglądać zapowiadana przez PiS “dobra zmiana”?

Same frazesy pisane przez podrzędnych kancelistów Prezydenta i odsyłanie niechcianych “petentów”, oczekujących reakcji rządzących na tę ważną sprawę, do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, to moim zdaniem jakaś chucpa, a nie “dobra zmiana”.(Uparta • niepoprawni.pl – „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta)

„…Nie może być tak, że partia, której politycy mają gęby pełne patriotycznych frazesów, nie chce podjąć śledztwa w sprawie śmierci księdza Jerzego. Trzeba zmusić (podkreślam) tych ludzi do jednoznacznych decyzji i deklaracji. To nasz obowiązek. W tej kwestii nie interesuje mnie dobre samopoczucie pana prezydenta ani „racje polityczne” ludzi PiS. Jeśli – z jakichkolwiek powodów, nie podejmą sprawy zbrodni założycielskiej III RP, trzeba ich nazwać wspólnikami matactw i winnymi haniebnego przemilczenia” (Aleksander Ścios)

…Nie pierwszego haniebnego przemilczenia/zaniedbania/zdrady (Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską i to: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego). I kolejny kamyczek prosto z ogródka „dobrej zmiany”:

„Ostatnie zmiany kadrowe w kontrolowanej przez skarb państwa Giełdzie Papierów Wartościowych wskazują, że spółka ta może stać się bezpieczną przystanią dla ludzi Marka Belki, który za kilka miesięcy kończy kadencję szefa NBP.

Już teraz intratną posadę znalazł w niej Michał Kaszuba, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Belki. Kaszuba będzie dbał o PR i marketing tej spółki kluczowej dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa – w praktyce będzie decydował o krociowym budżecie marketingowym.

Przypomnijmy, Belka (były premier z ramienia SLD, zarejestrowany przez SB jako TW) był jednym z bohaterów afery taśmowej – wraz z Bartłomiejem Sienkiewiczem omawiał sposoby zabezpieczenia interesów rządzącej wówczas PO. A będąc w NBP, otoczył się dawnymi PZPR-owskimi aparatczykami, z których część widnieje w archiwum IPN-u jako współpracownicy służb PRL-u

źródło: Przystań dla ludzi Belki

…oraz:

„…PiS przed wyborami było głównym krytykiem Marka Belki, szczególnie po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” tzw. nagrań kelnerów w „aferze ośmiorniczkowej”. Teraz nastąpiła zaskakująca zmiana frontu:

– Powiedziałam w jednym z wywiadów prasowych, że Marek Belka będzie kandydatem polskiego rządu i zgłaszamy go oficjalnie

– potwierdziła informacje MF premier na konferencji prasowej, że Belka jest oficjalnym kandydatem rządu na szefa EBOiR.

Chodzi nie tylko o bardzo prestiżowe stanowisko. Prezes EBOiR, zawiadujący dobrze wyposażoną w kapitał, międzynarodową instytucją finansową, to bardzo wpływowa osoba na europejskich salonach. EBOiR (ang. The European Bank for Reconstruction and Development – EBRD) to międzynarodowa instytucja finansowa założona w 1991 r. w celu wspierania budowy nowego ładu w Centralnej i Wschodniej Europie po zakończeniu zimnej wojny. Udziałowcami tego banku są 64 państwa oraz Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny.

Jaką grę rozgrywa PiS profesorem Markiem Belką, że chce zapewnić mu nie tylko miękkie, ale i intratne lądowanie na europejskiej placówce? Czy to może jakieś „czynniki” europejskie oczekują, że właśnie Belka zastąpi na stanowisku kończącego także w czerwcu kadencję obecnego szefa EBOR Sumy Chakrabartiego?

Wielu wyborców PiS, a sądzić można, że nie tylko tej partii, może być w szoku. Rozmawiając z nimi, lub czytając ich opinie w internecie, można szybko zorientować się, że raczej mieli nadzieję, ze Belka zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, a może nawet stanie przed Trybunałem Stanu za domniemanie przestępstwa przeciwko Konstytucji RP (Art 220, 216). Że będzie ukarany, zgodnie z prawą i sprawiedliwą linią nowej władzy. O pociągnięciu do odpowiedzialności Marka Belki za pochopne deklaracje w „aferze ośmiorniczkowej”, wyrażające gotowość NBP dodruku pustego pieniądza na życzenie byłej, rządzącej koalicji PO PSL, mówił nawet we wrześniu 2014 r. Antoni Macierewicz.

– Sienkiewicz i Belka omawiali, jak złamać istotę ustroju RP. To jest sprawa dla komisji śledczej i Trybunału Stanu

– twierdził wówczas w programie „Dziś wieczorem” w TVP Info wiceszef PiS Antoni Macierewicz, m.in. tym uzasadniając konieczność powołania komisji śledczej dotyczącej sprawy podsłuchów.

Część analityków bankowych uważało też, że Marek Belka stojąc też na czele Rady Polityki Pieniężnej wydawał w 2011 i 2013 r. bezowocnie rezerwy dewizowe NBP na podtrzymywanie kursu złotego – na interwencje na rynku walutowym, które jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie przyniosły długoterminowych rezultatów w postaci zmiany trendu kursu złotego w stosunku do walut obcych.

Belka był też za podtrzymywaniem stałej gotowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego do utrzymywania otwartej, a nie wykorzystywanej tzw. elastycznej linii kredytowej (w wys. 33,8 mld dolarów), za którą budżet musiał zapłacić za tzw. gotowość do zaciągania zobowiązań ok. 114 mln dolarów.

Jest więc co najmniej dziwne i podejrzane, że PiS nie tylko nie odciął się od swoich antybohaterów raptem z przed dwóch lat, a jeszcze winduje ich do góry…”  (Robert Azembski – PiS popiera Belkę, a niedawno widział go przed Trybunałem Stanu)

…tak oto zamiast obiecanego kryminału, lub przynajmniej wywalenia na zbity pysk i blokady kariery w instytucjach zależnych od rządu polskiego, Pan Belka został  nagrodzony i awansował z ramienia tego samego ugrupowania, którego wierchuszka (Kaczyński, Kamiński i Macierewicz) obiecywała jeszcze nie tak dawno go rozliczyć. Jest to dla mnie przykład tej samej patologii, z jakiej słynął pogardzany przez obecny establiszment były obóz rządzący. Kolejny zresztą przykład, bo od tej strony zdążyłem już się na PISie poznać, o czym więcej tu: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? Wpisuje się to zresztą w strategię transformacji ustrojowej (zaplanowanej właśnie w Magdalence), która przewidywała że trzeba będzie wiele zmienić („by wszystko zostało po staremu” 😉 ). W takim wypadku „rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach” (jak mówi Pan Michalkiewicz). Myślę że „zesłanie” Pana Belki do EBOiR, (instytucji odpowiedzialnej za budowanie „nowego ładu” w Europie Środkowo Wschodniej) zasługuje na miano „odpowiedniego stanowiska” dla tego typu zdolniachy – gotowego utopić gospodarkę własnego kraju (z pominięciem prawa) w pustym pieniądzu. Sam EBOiR ma bowiem „wybitne” osiągnięcia na polu „odbudowy” Polski ze zgliszczy komuny, jak też w budowaniu „dobrobytu” innych krajów byłego bloku wschodniego. Dość popatrzeć na ogromny jakościowy dystans jaki dzieli gospodarki państw z tego rejonu od państw „zachodnich”. No ale trudno się dziwić tym wynikom, zważywszy na grono najważniejszych udziałowców tej „międzynarodówki”… (Odys)

 „…Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi.  
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.
Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.

Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą. Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP…

jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy?

Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów…(Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

„Jeśli uczynicie z Prawa stanowionego, obowiązującego wszystkich obywateli, strażnika wolności i własności, jeśli będzie ono tylko uporządkowaniem indywidualnego prawa do uprawnionej obrony – oprzecie na Sprawiedliwości rządy racjonalne, proste, zrozumiałe dla każdego, kochane przez wszystkich, użyteczne dla wszystkich, obarczone znakomicie zdefiniowaną odpowiedzialnością, wyposażone w trudno wzruszalną stabilność.

Jeśli, przeciwnie, w interesie jednostek lub całych klas uczynicie z Prawa stanowionego narzędzie Rabunku – każdy będzie chciał przede wszystkim tworzyć to Prawo, a następnie wykorzystywać je na swą korzyść. Powstanie wielki tłok przy drzwiach Gmachu Ustawodawstwa, nastąpi zażarta walka wewnątrz, anarchia w ludzkich umysłach, rozpad wszelkiej moralności, przemoc stosowana przez zainteresowane organy, zażarte walki wyborcze, oskarżenia, wzajemne pomówienia, zawiści, niegasnące nienawiści, wprzęgnięcie w służbę niesprawiedliwej chciwości czynnika państwowego, powołanego do jej ograniczania, pojęcia prawdy i fałszu wymazane zostaną z ludzkich umysłów, pojęcia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe znikną z ludzkiej świadomości, nastąpią rządy odpowiedzialne za wszystkich i upadające pod ciężarem tak wielkiej odpowiedzialności, będą polityczne konwulsje, nieustanne bunty, zostaną ruiny, na które przyjdą próbować swych sił wszelkiego rodzaju odmiany socjalizmu i komunizmu; takie są plagi, których nie omieszka uwolnić psucie Prawa.” (Frédéric Bastiat „Rabunek a Prawo” 1850 r. Tłumaczył Marian Miszalski 2015 r. )

Pytam zatem (po raz kolejny), gdzie się zapodziało elementarne poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialność i troska o profesjonalizm/wiarygodność państwa którym „nowa władza” zarządza? Co to za „prawo” które pozwala przymykać oko na niesprawiedliwość? Tzw. „dobra zmiana” (której włodarze zapowiadali rozliczenie z patologiami poprzedniego systemu), to żadna zmiana skoro idzie drogą wyparcia i lekceważenia powinności, zarówno względem obywateli (którym obiecała „prawo i sprawiedliwość”), jak i państwa którego stery z takim przytupem i szumnymi hasłami objęła. Zastanówmy się więc, i wyciągnijmy wnioski z tego co się rzeczywiście dzieje i czemu nie dzieje się właściwie a wręcz przeciwnie… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków? polecam również: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Kaczyński i Tusk

Kaczyński i Tusk

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Dziś na kolejnej rozprawie procesu dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oskarżonego o rzekomą płatną protekcję podczas weryfikacji żołnierzy WSI wystąpił jako świadek Krzysztof Winiarski, biznesmen i były przyjaciel Bronisława Komorowskiego. Zeznania Winiarskiego, na które oczywiście należy patrzeć z dużą ostrożnością, są wstrząsające.

Na początek przypomnijmy, co w 2011 r. pisała o Winiarskim Dorota Kania w „Gazecie Polskiej Codziennie”: W archiwum Krzysztofa Winiarskiego znajdują się m.in. dokumenty i nagrania dotyczące jego kontaktów z posłem, a później marszałkiem Bronisławem Komorowskim. Biznesmen poinformował Komorowskiego, a następnie także Tuska o posiadanych dowodach, świadczących o działalności międzynarodowych grup przestępczych.

„GPC” dodawała: Winiarski w 2009 roku dwukrotnie odwiedził BBN. We wrześniu 2009 roku przekazał informację i materiały dotyczące propozycji złożonej mu przez ówczesnego marszałka Sejmu. Bronisław Komorowski miał mu zaoferować 100 tys. złotych i funkcję podsekretarza stanu za przyniesienie mu kopii fragmentu aneksu do raportu, w którym mowa o przestępczej działalności ówczesnego marszałka Sejmu.

Dziś na procesie Winiarski – wobec którego wiarygodności trzeba być rzecz jasna ostrożnym – powtórzył te informacje. Stwierdził m.in., że ludzie z ochrony Bronisława Komorowskiego chcieli kupić od niego tajny aneks z weryfikacji WSI. Ale dodał także, że w 2007 r. Komorowski chciał, by Winiarski znalazł „haki” na Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i Zbigniewa Ziobrę. „Mam zapis tej rozmowy” – zadeklarował Winiarski.

Biznesmen opowiadał też o swoich wcześniejszych kontaktach z Komorowskim. „Dotarło do mnie, że gdy Komorowski został szefem MON [było to w 2000 r.], rozpaczliwie szukał informacji o swoich kontaktach z Rosjanami i WSI” – powiedział Winiarski. W swoich zeznaniach zasugerował, że Komorowski wraz z współpracownikami chodził do agencji towarzyskiej dla Rosjan.

Winiarski wielokrotnie podkreślał, że obawia się o swoje życie. Mówił, że ochrona Bronisława Komorowskiego proponowała mu przez łącznika z mafii łapówkę za ujawnienie jego wiedzy o Komorowskim. Winiarski dowodził również, że służby specjalne zastraszały jego rodzinę, co miało być konsekwencją „zadarcia z Komorowskim”. Biznesmen zaznaczał, że ma materiały obciążające Komorowskiego, fundację Pro Civili i polityków PO, w tym nagrania rozmów z byłym prezydentem; mają być one zdeponowane za granicą. Jak zapewnił Winiarski – jeśli coś mu się stanie, światowe media będą miały o czym pisać. Świadek napomknął, że nie wie, czy powinien zeznawać w piątek, bo w Polsce jest to dzień samobójców.

Krzysztof Winiarski był też pytany przez Wojciecha Sumlińskiego o dawne relacje Bronisława Komorowskiego i Jadwigi Zakrzewskiej, posłanki PO, w 2001 r. będącej zastępczynią Komorowskiego w MON. Winiarski odmówił odpowiedzi na otwartej rozprawie, ironizując jedynie: „Zakrzewska była pod Komorowskim. W znaczeniu podwładna”.

Dzisiejsze zeznania Winiarskiego, podobnie jak wcześniejsze rozprawy, zostały całkowicie przemilczane przez mainstreamowe media. Co każe się zastanowić, czy Winiarski jest zwykłym mitomanem lub prowokatorem, czy może jednak nie…”

źródło: Komorowski i agencja towarzyska dla Rosjan

podobne: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. oraz: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI. i to: Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI. a także: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. i jeszcze: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

…dla przypomnienia Wojciech Sumliński o Bronisławie Komorowskim, WSI, Fundacji Pro Civili… (22.04.2015)

…można spokojnie powtórzyć za Krzysztofem Wyszkowskim…

„…Sławne nagrania dobrze pokazały z jakimi kadrami mamy obecnie do czynienia. Z jaką pogardą ci ludzie wypowiadali się na temat różnych aspektów życia gospodarczego, społecznego. Jak oni traktowali polskie interesy, swoją ojczyznę. Te kadry trzeba faktycznie wyczyścić. Słownik może nie oferować lepszego słowa, ale chodzi o wysprzątanie tej Stajni Augiasza. To jest konieczne, aby postawić to państwo na nogi. Korpus urzędniczy też trzeba przejrzeć, bo to nie tylko chodzi o „mianowańców” z Platformy, często rażąco niekompetentnych…”

…jest tylko jeden problem. Otóż nie wierzę w dokonanie czystki (a co dopiero porządku) przez środowisko, którego korzenie (tak jak PO) sięgają Magdalenki, Okrągłego Stołu a nawet zamierzchłego PRLu. Nazwiska takie jak Kryże czy Kaczmarek (i funkcje jakie Kaczyński im powierzał) są wystarczająco wymowne, a to tylko wierzchołek góry lodowej kard PISu. Czy można mieć zaufanie w kwestii „rozliczeń” do ugrupowania w którego szeregach ważną rolę pełni człowiek który uwalił Lustrację? Oto mamy rok 2015 i nie przez przypadek ŻADEN z dotychczasowych rządów (choć zmieniały się od lewa do lewa) nie zdołał nikogo ważnego ani za afery ani za inne POmniejsze zbrodnie rozliczyć. Poza rzecz jasna nielicznymi kozłami ofiarnymi będącymi płotkami i narzędziami w rękach „starszych i mądrzejszych”.

Oni wszyscy stanowią awers i rewers tej samej fałszywej monety – systemu opartego o etatystyczno-socjalistyczny model państwa który pozwala tak jednym (rządzącym) jak i drugim (opozycji) drenować kieszenie podatnika. Kłócą się ze sobą już tyle lat a tak naprawdę obie strony „konfliktu” są dla narodu tak samo pasożytnicze. Na dodatek potrafią się całkiem sprytnie i niewinnie wymieniać co jakiś czas tymi „skłóconymi” kadrami, gdyż ideowo wcale się od siebie nie różnią, gdyż ich wspólna idea to KORYTO. To jest tak naprawdę jedyna rzecz która ich interesuje i której pilnują wspólnie i w porozumieniu (jak mocno byliby ze sobą nie pokłóceni) by żadna ze stron nie zlikwidowała przypadkiem żadnego z urzędniczych paśników (za to pozwalają je sobie mnożyć), bo dzięki temu każdy członek układu może zamoczyć swój pysk w melasie publicznego grosza. To jest właśnie POkłosie magdalenkowego układu. Ugruntowane na niepisanej zasadzie „my nie ruszamy waszych wy nie ruszacie naszych”. Gwarantowane wiedzą „tajemną” jednych o drugich – hakami, kwitami, aktami, IPNami i innymi „wrażliwymi danymi” o których wspomina w zeznaniach Winiarski… (Odys)

„…Pytaniem zasadniczym, które powinien sobie zadać dziś każdy normalny Polak jest to: Czy akceptacja kolejnych, nowych wcieleń „socjalizmu” – „komunizmu” – „lewicy”, wynika z wolnego i świadomego wyboru, czy może jest rezultatem manipulacji i narzuconego stereotypu?

W praktyce „Negacja systemu” (opcja radykalna) wyklucza z życia politycznego nie tylko „rząd” PO, ale również innych przedstawicieli patologicznych opcji, a także tych, którzy w ramach operacyjnej przykrywki domagają się „wyborczej zmiany”. „Opozycja” (opcja umiarkowana) natomiast nie zwalcza lewicy, lecz konkuruje z jej przedstawicielami w demokratycznych wyborach, ponieważ akceptuje lewicę jako jedną z orientacji światopoglądowych. Tym samym politycy prawicy systemowej (m.in. PiS) jawią mi się jako konformiści niezdolni do przeprowadzenia zasadniczych zmian w Polsce, umożliwiających uwolnienie od lewicowej patologii.” (CzarnaLimuzyna • ekspedyt.org)

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

…pomijając nieuprawnione moim zdaniem przyszywanie PISowi miana „prawicy” zgadzam się w całości z konkluzją że PIS to systemowi konformiści. W związku z tym nie widzę z tej mąki chleba dla zwykłych Polaków, za wyjątkiem tych środowisk, które firmują i kontestują działalność partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”… (Odys)

„…Raz jeden dałem się porwać i włączyłem w wir działań na rzecz PiS licząc, że zaistniały realne przesłanki, na to aby Kaczyńscy odsunęli od koryta całą lewacką żulię bolszewicką rodem z czasów Bieruta i towarzysza Wiesława.

Pierwszym moim zdziwieniem był wybór na szefa lokalnych struktur PiS, dużego miasta powiatowego, największego kombinatora, człowieka wywodzącego się wprost z czasów słusznie minionych. Kandydowanie na posła pani doktor, która jeszcze dziś posiada legitymację i liczne dyplomy uznania za piastowanie ważnych funkcji w PZPR. Pani doktor weszła do Sejmu, pan przewodniczący szybko z pełnionej funkcji zrobił sobie kolejne źródło dochodu. Opisywałem te fakty jako publicysta i dziennikarz lokalnej prasy. W ostatecznym rozrachunku, aby nie przynudzać, struktury powiatowe dużego miasta na Wybrzeżu zostały rozwiązane.

Tamtym spektakularnym sukcesem PiS zawiodło się tysiące ludzi zaangażowanych w działania partii braci Kaczyńskich. Okazało się bowiem, że lista partyjnych funkcjonariuszy nieboszczki PZPR reprezentująca władze PiS jest tak długa, że… Zainteresowanych odsyłam do jednego ze źródeł: http://forum.gazeta.pl/forum/w,902,69711960,69727895,Czlonkowie_PZPR_w_szeregach_PiS.html

Dziś na tamten, że się wyrażę, wypadek przy pracy PiS-u patrzę przez pryzmat minionego czasu i zdarzeń jakie miały miejsce:
osiem lat rządów mafii politycznej PO & PSL, katastrofy prezydenckiego samolotu, szeregu niewyjaśnionych zgonów ważnych osób niewygodnych dla wspomnianej mafii politycznej układu rządzącego i tzw. wymiaru sprawiedliwości przez grasującego samobójcę. Wszystkie te „samobójstwa” noszą dwie cechy wspólne: piątek i brak udziału osób trzecich.

Napiszę wprost, nie w imieniu wszystkich, tylko w swoim i być może tych, którym mój pogląd na sprawę jest bliski: uważam, że w ramach rozliczeń – a nie rozrachunków – do aresztów w pierwszej kolejności powinni trafić czołowe figury PO i PSL z byłym i obecnym szefem Platformy na czele, prezesem banku centralnego, i wielu, wielu innych z ujęciem tych osób, które zostały nagrane przy ośmiorniczkach, złapane na kilometrówkach i zegarkach po kilkanaście kawałków za sztukę.

Taki sam los powinien spotkać popleczników układu rządzącego działających w obszarach biznesu, mediów i szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości. Urzędnicy? Powinni szybko odejść sami. Areszty mogą, że się znów wyrażę, być przewlekłe i mające charakter wydobywczy.

Kiedy kreślę te słowa to oczyma wyobraźni widzę taki areszt – nie ważne czy w Gdańsku, Wrocławiu, czy Krakowie – w którym siedzą, ale nie razem, same szychy: ważniacy z urzędów, wszystkich ze skarbowym na czele; kilku uznanych adwokatów, którzy nigdy nie przeszli weryfikacji; lekarzy poświadczających nieprawdę w dokumentach medycznych; sędziów i prokuratorów; lokalnych kacyków tej i tamtej partii; panów policjantów w mundurach, po cywilu i tych w ciemnych okularach z CBŚ, ABW i innych dużych literek. Widzę tam również panią i pana dyrektora mniejszej i większej placówki oświatowej oraz tych speców od przetargów, czyli literalnie czytając – swojaków otrzymujących zlecenia na naprawę krzesełka w przedszkolu, ławki w szkole, odnowienia katedry na uniwersytecie za odstępne, np. wyremontowanie domu, zaaranżowaniu i wykonaniu ogrodu lub trawnika posesji, otrzymane wczasy pod gruszą na Cyprze lub innym równie atrakcyjnie pogodowo miejscu. Widzę tam też tych, którzy dziś pilnują przebywających w aresztach i zakładach karnych od dyrektorów tychże zaczynając, a na klawiszach kończąc. Nie wszyscy oczywiście nie wszyscy. Są ludzie porządni, którym żadna posada ani żadna mamona rozumu nie odebrały. Zawsze tacy byli w każdych czasach są może mniej rzucają się w oczy, ale byli, są i zawsze będą bez względu na czasy, panujący system stan wojny czy pokoju.

Ja rozumiem, ja się nawet zgadzam, że rodzina, że bliscy są najważniejsi, że koszula .. ciału. Tylko, że naiwnie zapytam. Dlaczego ten pan i tamta pani z urzędu robi prywatny folwark?..” (Wiktor Smol)

całość tu: Rozrzucone bierki

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…dlaczego? Bo może! Żeby nie mógł, i żeby nie trzeba było z duszą na ramieniu pilnować każdego urzędnika/funkcjonariusza czy się wywiązuje ze swoich obowiązków uczciwie czy nie, pomijając fakt nieprzydatności pracy urzędniczej dla przeciętnego obywatela (bo i na co komu do wykonywania codziennych ludzkich spraw taki czy inny nadzorca poza rzecz jasna obroną praw osobistych i własnościowych?), trzeba po prostu te wszystkie „urzędy” (paśniki) zlikwidować. To okazja czyni złodzieja więc zlikwidujmy okazję a złodzieje/nieuczciwi/cwaniacy i cała ta masa „budżetowa” niech szuka uczciwej pracy na WŁASNY rachunek i żyje ze SWOJEJ pracy…

Krótko. Albo system wolnościowy, gdzie pracownicy/konsumenci decydują o sobie, albo niewolniczy (alias socjalistyczny, alias „opiekuńczy”) gdzie o pracownikach/konsumentach i ich „dobru” decydują ich „właściciele” zwani dla niepoznaki „przedstawicielami”. Tymczasem PIS jest tak samo żywo zainteresowany funkcjonowaniem etatystyczno socjalistycznego modelu zarządzania państwem jak ich POprzednicy. O czym m. in. opowiada Pan Wojciech Cejrowski – Wolne Głosy 2015-10-21. (Odys)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. oraz: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS i to: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. a także: Jak Kaczyński oszukuje Polaków ? polecam również: Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi.

Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?)


„…okazało się, że Centralne Biuro Antykorupcyjne kupiło sobie we Włoszech za bodajże ćwierć miliarda złotych program inwigilacyjny, przy pomocy którego italski producent podglądał CBA i jego czynności. Zawsze byłem przeciwny tworzeniu CBA, a zwłaszcza byłem przeciwny dawaniu takich dużych pieniędzy idiotom – a w CBA muszą pracować sami idioci, ponieważ tylko idiota może uważać, że korupcję można pokonać poprzez podglądanie, podsłuchiwanie i prowokowanie obywateli, a nie poprzez likwidowanie okazji do korupcji. Nawiasem mówiąc, przypuszczenie, że w CBA pracują sami idioci, jest przypuszczeniem uprzejmym, bo jeśli funkcjonariusze CBA nie są idiotami, to znaczy, że są łajdakami, którzy wiedzą, że przy pomocy stosowanych przez Biuro metod korupcji się nie zaszkodzi – bo któż upilnuje strażników – a zatrudniają się tam tylko po to, by po bratersku podzielić szmalec, wyłudzony od podatników pod pretekstem walki z korupcją.

Ale mniejsza o to, czy CBA zatrudnia idiotów, czy łajdaków; jedno przecież wcale nie musi wykluczać drugiego – bo ważniejsze są konsekwencje zakupu wspomnianego programu. Osobnik, który tego zakupu dokonał, najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy nie tylko z tego, że za pośrednictwem tego programu producent – a czy tylko producent – może podglądać CBA – bo to w końcu nie jest takie ważne – ale ponieważ CBA zbiera różne informacje o obywatelach, podejmowanej przez nich działalności gospodarczej i zawieranych transakcjach, to jest wysoce prawdopodobne, że producent – a czy aby na pewno tylko producent – za pośrednictwem CBA miał wgląd, w dodatku całkowicie darmowy, w polską gospodarkę. Banda idiotów, która teoretycznie miała chronić kraj przed korupcją, właśnie wystawiła go na wywiadowczą penetrację – uprzejmie zakładam, że z wrodzonej głupoty, bo każde inne podejrzenie byłoby mniej uprzejme. Jeśli to nie jest wystarczający powód, by te wszystkie bezpieczniackie watahy rozpędzić, no to już nie wiem, jakim jeszcze bęcwalstwem powinny się wsławić.

(…)

Skoro tedy poziom agentów systematycznie się obniża – czego jaskrawym dowodem jest choćby afera podsłuchowa, kiedy to pod nosem ABW, która według ustawy ma zapewniać „ochronę kontrwywiadowczą” państwowych dygnitarzy, nieznani sprawcy za pośrednictwem kelnerów, co to zawiązali straszliwy spisek na zgubę III Rzeczypospolitej, nagrali podobno aż 900 godzin pikantnych rozmów około setki ważniaków – to nic dziwnego, że musi też obniżać się poziom, zarówno intelektualny, jak i moralny – Umiłowanych Przywódców, których watahy, jak wiadomo, wystrugują wedle potrzeb z banana. Toteż bezpieczniacy musieli rozkazać konfidentom poprzebieranym za dziennikarzy zarówno mediów przejętych od bezpieki przez Amerykanów, jak i urzędówki z Woronicza, żeby ostentacyjnie w aferę podsłuchową „nie wierzyli”. Zatem nie tylko posłusznie „nie wierzą”, ale nawet na poczekaniu klecą „standardy moralne” – że mianowicie dawanie wiary rewelacjom pochodzącym z podsłuchów jest niegodne dżentelmenów. Toteż „dżentelmenów” od razu namnożyło się u nas tylu, że niepodobna nawet splunąć, by nie trafić w jakiegoś dżentelmena…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Bęcwalencja

podobne: Z „warszafki” do „wrocłafka” czyli… rewolucja Kukiza i afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?) i to: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. a także: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… polecam również: O korupcji i jej „zwalczaniu”

„18 czerwca odbyła się w Warszawie „Międzynarodowa Konferencja Naukowa Operacja MOSTY”, zorganizowana przez Organizację Byłych Oficerów Wywiadu. Międzynarodowa – bo obok ubeków tubylczych, uczestniczyli w niej również ubecy z Izraela. Tematem były wspominki, jak to ubecja, do spółki z szefami słynnej firmy ART-B, panami Gąsiorowskim i Bagsikiem, ochraniała transporty rosyjskich Żydów do Izraela. Konferencja nie spotkała się z zainteresowaniem niezależnych mediów głównego nurtu, chociaż uważam, że była najważniejszym wydarzeniem politycznym ostatniego półrocza, znacznie nawet ważniejszym, niż wybory prezydenckie. Zastanówmy się bowiem, dlaczego ubekom zrzeszonym w Organizacji Byłych Oficerów Wywiadu, zebrało się na wspominki akurat teraz? Pretekstem była oczywiście 25 rocznica pierwszego transportu, ale oprócz pretekstu były również przyczyny i to głębszej natury.

Zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową, Polską rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie. Na jednym etapie przewagę ma Ruskie, na innym – Pruskie, no a obecnie, w związku ze wznowieniem aktywnej polityki amerykańskiej w tej części Europy, gwałtownie rośnie przewaga Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. Ubecy – jak to ubecy. Na każdym etapie wysługują się każdemu, kto akurat ma w naszym nieszczęśliwym kraju ostatnie słowo i zapewnia im możliwość pasożytowania na historycznym narodzie polskim. Do niedawna tedy wysługiwali się Stronnictwu Ruskiemu i Stronnictwu Pruskiemu, co na scenie politycznej przekładało się na rządy Platformy Obywatelskiej w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym. Kiedy jednak Stronnictwo Ruskie w związku z amerykańską rozgrywką z Rosją na Ukrainie zostało zepchnięte do głębokiej defensywy, a Stronnictwo Pruskie zaczęło tracić wpływy na rzecz gwałtownie reaktywowanego Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, Platforma Obywatelska od razu weszła w fazę ostrego kryzysu, któremu nie są w stanie zaradzić rozpaczliwe personalne roszady, jakie przeprowadza pani premierzyca. Zresztą mniejsza o Platformę Obywatelską; jak będzie trzeba, to RAZWIEDUPR na poczekaniu wykreuje nową partię, podobnie jak w swoim czasie wykreował Platformę. Ważniejsze jest oczywiście przejście ubeków na służbę do rosnącego w siłę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. Wspomniana konferencja miała bowiem na celu nie tylko przypomnienie Amerykanom zasług położonych przez ubecję w przeszłości, ale również, a właściwie przede wszystkim – zaoferowanie usług politycznych na przyszłość. Obecność na konferencji ubeków izraelskich miała zapewne dodać – no i chyba dodała – tej ofercie wiarygodności.

Jest wysoce prawdopodobne, że Amerykanie tę ofertę przyjmą i to co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze – od dawna przyzwyczaili się politykować w Polsce przy pomocy swojej agentury. Jest to nie tylko mniej skomplikowane od nawiązywania jakichś stosunków partnerskich, zresztą nie bardzo wiadomo – z kim, a – po drugie – znacznie tańsze. Cóż to bowiem znaczy dla Stanów Zjednoczonych dać starym kiejkutom w Polsce 15 milionów dolarów napiwku? To dla Ameryki nic nie znaczy, natomiast u nas stare kiejkuty za te pieniądze wykonają każde zlecenie i to w podskokach. Drugi powód, to taki, by na wszelki wypadek zapewnić sobie polityczną alternatywę. Tylko idiota stawia wszystko na jedną kartę, to znaczy – na jedną partię. Roztropniej jest postawić na dwie – bo wtedy każda lepiej się stara, rywalizując ze sobą o względy szefa, który dzięki temu nie tylko realizuje swoje wpływy, ale i kontroluje sytuację. W tej sytuacji ciekawe, co ubecja zrobi na politycznej scenie. Czy wykreuje jeszcze coś nowego, czy też nadal będzie wspierać Platformę – oczywiście już przekierowaną na nową orientację.”  (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ubeckie umizgi do Ameryki.

podobne: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) oraz: Stanisław Michalkiewicz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy) i to: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega. a także: Przebudzenie polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie Ziętary i ART-B. Zbigniew Stonoga czyli wróg publiczny „układu zamkniętego” w Polsce.

„…Co tu dużo gadać; gołym okiem widać degrengoladę i schyłek, z czego wnioski musi też wyciągnąć razwiedka. Rzecz w tym, że jak tak dalej pójdzie, to już niedługo zostanie postawiona w obliczu alternatywy: albo powystrzelać młodych Polaków w ulicznych rozruchach, a resztę wygonić za granicę na emigrację, albo odblokować narodowy potencjał ekonomiczny, choćby w postaci NEP-u, urządzonego w swoim czasie przez ministra Mieczysława Wilczka. Od razu trzeba przy tym zwrócić uwagę, że wystrzelanie i emigracja nie jest z punktu widzenia naszych bezpieczniackich okupantów w gruncie rzeczy żadnym wyjściem. Kto bowiem w takim razie będzie tu pracował, umożliwiając bezpieczniackim watahom ciągniecie korzyści z okupacji Polski? A jeśli nie będzie miał kto tu pracować, to znaczy, że razwiedka zostanie z milionami emerytów z których przecież już niczego wycisnąć się nie da. Przeciwnie – to im trzeba będzie dawać, podobnie jak wyhodowanemu w międzyczasie politycznemu zapleczu systemu – no a z czego, pytam się ja was? Tak właśnie przemawiała do swoich generałów Caryca Leonida: „Nam nużno kuszat’, nużno brat’ – no sprasziwaju was – od kogo?”

Dlatego nadchodzi czas, gdy apelując do instynktu samozachowawczego razwiedki można będzie podjąć próbę przekonania jej do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego w następstwie nieustannych nowelizacji ustawy Wilczka i przechwytywania coraz większego zakresu władzy nad wytwarzanym przez ludzi bogactwem. Bo jeśli ludzi zabraknie, to i władza na nic się nie przyda…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Razwiedka w obliczu alternatywy

podobne: Podpatrzone na Interii: „Janusz Korwin Mikke to ostatnia deska ratunku komunistycznej bezpieki” (ale nie tak jak to sobie wyobrażają PISiaki). oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Bankructwa firm i żerowiska bezpieki.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy?


1. Zmiany w prawie karnym…

Moim zdaniem lobby adwokackie już i tak wyjątkowo wzmocnione skomplikowaniem prawa w Polsce dostało tą „nowelą” do ręki kolejne narzędzia ułatwiające poważnym przestępcom wywinięcie się „sprawiedliwości” (a tak naprawdę wyłącznie prawu). Jednocześnie zagwarantowano pewną i dobrze płatną pracę dla ludzi z tego środowiska (rzecz jasna na koszt wszystkich obywateli). Bo nie ma się co oszukiwać że w jakiś magiczny sposób prawo od tej pory będzie bardziej wspierać niewinnych. Dalej będzie wspierać tych których stać zapłacić na dobrego papugę. Czary goryczy dopełni ograniczanie roli sędziego wyłącznie do oceny tego co strony zaprezentowały (sędziowie mogą odtąd nie przejmować się prowadzeniem przewodu w sposób dociekliwy i z własną koncepcją na dotarcie do prawdy) – to w moim mniemaniu uczyni z sędziów „bezmyślnych” operatorów wagi.

Hit tej nowelizacji to ukonstytuowanie się pojęcia „nielegalny podsłuch”. Teraz tylko czekać zakazu „używania” naocznego świadka 🙂 Wszak każdy który jest świadkiem zbrodni jest dla zbrodniarza takim samym niewygodnym/nielegalnym źródłem faktów jak nagrana rozmowa. Nie ma to jak odbieranie wymiarowi sprawiedliwości narzędzia służącego jednoznacznie (bez względu na sposób w jaki dowód powstał bo jest to sprawa absolutnie wtórna jeśli mamy do czynienia z przestępstwem) dojściu do prawdy i faktów istotnych dla bezspornego egzekwowania prawa (nie obrażając sprawiedliwości). No ale sprawą gdzie nie ma świadków czy dowodów zbrodni sąd nie musi się zajmować dłużej niż wymaga jej umorzenie. Można więc odnieść wrażenie że ustawodawcy chodziło właśnie o to, by tak przestępcy jak i wymiar sprawiedliwości mogli się spokojnie (zgodnie z prawem) okopać na swoich stanowiskach. Szuje które knuły obejście konstytucyjnego zakazu drukowania złotówki mogą spać spokojnie tak jak sędziowie i prokuratorzy którzy musieliby takie przestępstwo (i swoich kolegów polityków) ścigać. Wszyscy zainteresowani mogą spać spokojnie będąc „w prawie”.

Tak się tylko zastanawiam co teraz będzie z mordercami, gwałcicielami, pedofilami i każdym jednym kryminalistą który zostanie nagrany „nielegalnie”. Moim zdaniem ten przepis to baaardzo niebezpieczny precedens i absolutne bezprawie.

Tymczasem ilość przepisów w Polsce rośnie z roku na rok w zastraszającym tempie… Jakby nie patrzeć skala tego procesu ewidentnie wspiera z jednej strony prawnicze żniwa, a z drugiej pogłębia już i tak znikomą znajomość prawa pośród szarych obywateli, którzy za to wszystko płacą i to podwójnie. Raz prawnikom a dwa instytucjom państwowym za błędy wynikające z konsekwencji nieznajomości prawa, którego to państwo w sposób niekontrolowany nadrukowało niczym legendarny FED dolarów. (Odys)

2. Padł rekord biurokracji w Polsce…

W Polsce w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa – wynika z obliczeń firmy Grant Thornton za 2014 r. To absolutny rekord.

Okazuje się, że ubiegłoroczny wynik jest o 11 proc. wyższy niż w 2013 r., 22 proc. więcej niż dekadę temu i aż 745 proc. więcej niż 20 lat temu. Gdyby przedsiębiorca chciał przeczytać wszystkie wchodzące w życie akty prawne, musiałby  na to poświęcać średnio 206 minut każdego dnia.

– Nasza publikacja przynosi bardzo smutne wnioski. Polskie prawo okazuje się jeszcze bardziej rozedrgane, niż się tego spodziewaliśmy. Ostatnio w życie wchodzi już ponad 20 tys. stron aktów prawnych rocznie, a rok 2014 był pod tym względem rekordowy – przyniósł aż 25,6 tys. stron nowego prawa. To kilkakrotnie więcej nawet niż w latach 90., kiedy zmienialiśmy cały ustrój państwa. O ile wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na to, aby śledzić tak potężne zmiany przepisów, o tyle mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa nie są w stanie poruszać się w tym legislacyjnym gąszczu. Do każdego przepisu, nawet najbardziej rygorystycznego i bzdurnego można się przystosować, jednak ciągłe zmiany w prawie potrafią sparaliżować firmy w ich działaniu i odebrać zapał do rozwoju. Na podstawie wyników ankiety przeprowadzonej wśród uczestników II Forum Przedsiębiorców Grant Thornton oszacowaliśmy, że przychody ich firm byłyby wyższe o 10%, gdyby nie musieli się zmagać z problemami biurokratycznymi. W skali całej gospodarki oznacza to, że biurokracja więzi przychody firm na poziomie 200 mld zł – komentuje Tomasz Wróblewski z Grant Thornton.

Co ciekawe, nawet reformatorski rząd Władysława Grabskiego produkował nieporównywalnie mniej nowych przepisów niż władze III RPWięcej o badaniu >>

źródło: pb.pl

3. Sejm przyjął zaproponowaną przez PSL poprawkę do Ordynacji podatkowej…

„…zgodnie z którą wszystkie wątpliwości skarbówka powinna interpretować na korzyść podatnika (zasada in dubio pro tributario).

Przeciwko poprawce głosowało 198 posłów PO, a mimo to zmiana została przyjęta przez izbę niższą.

Jak informuje rmf24.pl, posłowie PO tłumaczyli, że chcieli przyjąć, proponowany przez Ministerstwo Finansów, bardzo wąski zapis w tej sprawie, a propozycja PSL oznacza wprowadzenie generalnej zasady, że wszystkie wątpliwości, skarbówka powinna interpretować na korzyść podatnika.

Jednak teraz nowelizacją ustawy ma zająć się Senat, w którym większość mają senatorowie PO, więc poprawka może zostać utrącona.

Najciekawsze jest to, że jedno z trzech pytań we wrześniowym referendum, zaproponowanym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, ma dotyczyć właśnie rozstrzygania wątpliwości przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika. Gdyby ustawa w kształcie przyjętym przez Sejm weszła w życie, to to pytanie w referendum byłoby całkowicie bezpodstawne.

Źródło: nczas.com za www.rmf24.pl

„1. I tak oto sprawa, w której to Platforma w sprawie działania na korzyść obywateli(!), ze strachu przed wynikiem wyborów, zmienia zdanie o 180 stopni w przeciągu kilku miesięcy.

2. A największa polska gazeta informacyjna podaje, że zdanie zmieniła pod publiczkę największa partia opozycyjna, choć głosowała tak samo jak pół roku wcześniej.” (Żelazna Logika)

więcej tu: PO pod publiczkę zmienia zdanie? Napiszmy im, że zdanie zmienił PiS

…konkludując można spokojnie przytoczyć klasyka z filmu Pułkownik Kwiatkowski gdzie władza mówi nam głośno i wyraźnie: „Prawo jest dla nas (…) i stosujemy je wtedy kiedy nam wygodnie!” 😉

podobne: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. i to: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? polecam również: Organ rządu przeciwko prezydenckiemu projektowi zmian w ordynacji podatkowej.

„…W dziele Państwo Boże św. Augustyn wyjaśnia, że ludzkość dzieli się na dwie grupy: jedną należącą do państwa niebieskiego, drugą do ziemskiego. Państwo niebieskie składa się z tych, którzy kochają Boga ponad wszystko inne. państwo ziemskie natomiast, z tych, którzy kochają siebie samych, a ich działania są napędzane poprzez żądzę władzy.

Dwie miłości więc powołały dwa państwa: miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga, powołała państwo ziemskie; miłość Boga zaś posunięta aż do pogardzania sobą, powołała państwo niebieskie […]. Tamto [państwo ziemskie] w osobach władców swych lub ujarzmionych przez siebie narodach opanowane jest przez żądzę panowania; w tym [państwie niebieskim] wszyscy służą sobie w miłości wzajemnej: przełożeni sprawują pieczę, a poddani okazują posłuch.[14:28]

Podążając tym tokiem, Augustyn twierdzi, że prawdziwa sprawiedliwość, która „dzięki temu, że służy Bogu, dobrze rozkazuje wszystkiemu, co podlega człowiekowi” jest po prostu nieobecna na ziemi z powodu grzesznej natury ludzkiej występującej w państwie ziemskim.

Mając to na uwadze, św. Augustyn przyrównał państwo do przestępczej bandy złodziei i rabusiów:

Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników? Bo czyż i rozbójnicze bandy są czymś innym niż małymi państwami? Wszak i banda jest gromadą ludzi rządzących się rozkazami swe­go przywódcy, związaną przez ugodę o wspólności i rozdzielającą zdobycz wedle przyjętego przez się prawa. Gdy plaga ta przez napływ niegodziwych ludzi rozrasta się tak dalece, iż opanowuje niektóre okolice, zakłada swoje placówki, zagarnia miasta, ujarzmia narody, wówczas jawnie przyjmuje nazwę państwa, do czego się już cał­kiem wyraźnie przyczynia bynajmniej nie wyrzeczenie się chciwości, ale przydanie do niej bezkarności. Toteż udana i zarazem słuszna była odpowiedź jakiegoś pojmanego korsarza, udzielona sławnemu Aleksandrowi Wielkie­mu. Gdy bowiem król ten zapytał go, czym się powodował uprawiając rozbój na morzu, tamten z nieukrywaną zuchwałością odrzekł: „Tym samym, co i ty, uprawiając rozbój po całym świecie. Ponieważ jednak ja posługuję się przy tym małym okręcikiem, nazywają mnie rozbójnikiem, a że ty używasz do tego wielkiej floty, przeto zwą cię wodzem”. [4:4]

Oczywiście św. Augustyn nie był anarchistą. Pomimo tego, że polityki prowadzone przez państwa nie są doskonałe i brak w nich prawdziwej sprawiedliwości, wciąż mają, według niego, boski cel do wykonania. Ich podstawową funkcją jest zapewnienie odrobiny społecznego pokoju na ziemi, by zapobiec hobbesowskiej „wojnie wszystkich przeciwko wszystkim”…”

całość tu: Cheang: Pierwotna katolicka nauka społeczna – państwo jako rabuś

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

Z „warszafki” do „wrocłafka” czyli… rewolucja Kukiza i afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski.


fragment rozmowy z Grzegorzem Braunem:

„…Czy zaskoczyła Pana treść nagranych rozmów, czy wręcz przeciwnie – po rządzie Tuska trudno było oczekiwać czegokolwiek innego?

Zaskoczony treścią tych nagrań może być tylko ktoś, kto nie zdaje sobie sprawy, na jakim świecie żyje. Żyjemy w świecie demokracji, która właśnie w takich okolicznościach odkrywa swoje paskudne oblicze. Rządzi nami byle kto i nie wiadomo kto. Przecież ci ludzie, którzy nam się w tych rozmowach tak szeroko prezentują nie mogą być uważani za szczyt władzy w naszym kraju. To są amatorzy i gówniarze. Problem w tym, że nie jesteśmy w stanie się zorientować, kto ich zatrudnił w charakterze marionetek. Prawdziwi właściciele Tuska, Sikorskiego, Belki czy Grasia ciągle chowają się za kulisami tego teatru. Jednocześnie są zbyt profesjonalni, żeby się ujawniać. Chcę podkreślić – obecna sytuacja to nie jest kryzys demokracji, przeciwnie to jest norma demokracji.

(…)

O co więc chodzi?

Z jednej strony o wyizolownie państwa polskiego na arenie międzynarodowej, tak żeby było zdane na łaskę i niełaskę scenarzystów, którzy mają w ręku nasze losy, a z drugiej – o taką kompromitację Polski w oczach jej własnych obywateli, żeby – kiedy już przyjdzie (a przyjdzie niedługo) faza finalna instalacji na naszym terytorium zrębów alternatywnego tworu państwowego połączonego z odebraniem narodowi polskiemu suwerenności na jego własnym terytorium – żeby wówczas znaczna część obywateli zniechęconych do własnego państwa, rozczarowanych, pełnych goryczy i pogardy wobec tych, którzy tworzą tę atrapę fasady państwowości, przyjęła z ulgą, a może nawet z radością alternatywne rozwiązania polityczne, które w dodatku zostaną przedstawione jako scenariusz ratunkowy dla Polski.

(…)

kolejnym etapem będzie już niezadługo odpalenie tzw. kryzysu finansowego, bo i w finansach trzeba stwierdzić wyraźnie, że to nie żaden kryzys, tylko rezultat działań międzynarodowych lichwiarzy, będących w istocie właścicielami Polski. To dla nich i na nich obecnie pracują Polacy przywiązani niczym chłopi pańszczyźniani każdy do swoich kredytów. Ci lichwiarze w dowolnym momencie, według swego uznania proklamują po prostu bankructwo państwa polskiego, a co gorsza doprowadzą wcześniej do sytuacji, że Polacy nawet nie będą takiego państwa żałowali.

I co wtedy?

Wówczas pojawią się „dobroczyńcy” „zbawiciele” i „wielcy przyjaciele Polaków” którzy zaproponują programy naprawcze, restrukturyzację finansów państwa, będącą w istocie jeszcze mocniejszym uwikłaniem Polaków w piramidę finansową, w której zresztą już tkwimy. Myślę, że do zalegitymizowania tego wszystkiego będzie potrzebne jednoczesne odpalenie kryzysu politycznego o charakterze militarnym, może nawet wojennym. Chociaż pan minister Sienkiewicz i jego koledzy dawno już wylecą z roboty, ale szykowany przez nich aparat państwa policyjnego, z którym już mamy do czynienia, zostanie użyty do pacyfikacji resztek narodu.

To jest pewna ironia tej sytuacji, że wątek finansowy, który pojawił się w rozmowach pierwszoplanowych finansistów, reprezentujących w Polsce interesy owych lichwiarskich banków, mógł paradoksalnie przyczynić się do ujawnienia całej afery. Bo czy przypadkiem ci ludzie, posuwając się do prób emisji większej ilości papierowego pieniądza, czym usiłowali być może podreperować swoją bieżącą sytuację, nie popełnili największego grzechu, próbując dokonać tego bez porozumienia z gangsterami, którzy mają ich los w swoim ręku? W każdej mafii największym przestępstwem jest przecież okradanie swoich bossów. Być może do tego w Polsce doszło – może tych nowych banknotów wydrukowali nieco więcej niż starych – więc międzynarodowe konsorcjum lichwiarzy upomniało się po prostu o swoje.

(…)

Jaki jest więc cel tych nagrań?

Mają ostatecznie wytrącić polskiej polityce, ktokolwiek będzie nią kierował, możliwość prowadzenia poważnych rozmów z poważnymi partnerami. Z całego tego spektaklu ma wypłynąć jeden wniosek państwo polskie nie jest partnerem do jakichkolwiek poważnych rozmów i ustaleń, bo jeśli nawet zostaną zawarte, to prędzej czy później zostaną wypaplane i będzie można sobie o nich poczytać w prasie bulwarowej.

Ale nagrania te dają szansę opozycji. Notowania PiS rosną…

Być może istnieje też taki wariant scenariusza rozbiorowego, w którym mieści się nawet powierzenie na jakiś czas zewnętrznych znamion władzy politykom pełniącym obowiązki patriotów. Być może dlatego też ta akcja podsłuchowa została odpalona, że właśnie przychodzi na to pora. Może trzeba dopuścić patriotów do władzy po pierwsze po to, żeby w czasie kryzysu finansowego znalazły się kozły ofiarne, na które będzie można zwalić za niego winę, a po drugie -żeby to nie kompletnie skompromitowani gangsterzy i złodzieje z Platformy Obywatelskiej, tylko patrioci z Prawa i Sprawiedliwości wystąpili w charakterze żyrantów pewnych rozwiązań, które do finalizacji scenariusza rozbiorowego są również konieczne. Być może to właśnie patrioci są potrzebni do tego, żeby podżyrować zaangażowanie Polski w konflikt wojenny, w wyniku czego zostanie przeprowadzony jakiś np. transfer uchodźców do Polski na większą skalę, za którym pójdzie np. zmiana prawa.

(…)

Myślę więc, że rzeczywiście na polskiej szachownicy pionki przestawiają możni tego świata. Myślę, że równie dobra jest hipoteza, że mamy efekty przestawienia wajchy przez imperium amerykańskie, jaki i hipoteza, że to Rosjanie ze swojej strony wajchę przeciągają, żeby utrudnić życie Amerykanom. Wszystko to jest równie prawdopodobne. Oczywiście ten scenariusz rozbiorowy jest rozwojowy i ulega modyfikacjom niemalże „ze sceny na scenę” ale priorytety muszą być i będą zachowane. Natomiast jak ostatecznie przebiegnie, wiedzą tylko ci, którzy go piszą.

(…)

„Spisek kelnerów” czy nawet „baronów węglowych” – to są teorie tyle samo warte, co wersja, w której Oswald sam strzelał do Kennedy’ego, a Rywin działał na własną rękę. Ale oczywiście na poziomie lokalnym, krajowym, skoro okazuje się, że „dziennikarze śledczy” i „kelnerzy” znają się z pewnym „biznesmenem” z Legnicy – to trudno nie zastanowić się nad udziałem w tej kombinacji gangu Grzegorza Schetyny. Ja nie przypuszczam, żeby ktokolwiek na Dolnym Śląsku mógł od lat prosperować w interesach bez autoryzacji ze strony „układu wrocławskiego” Że ten układ jest przez międzynarodowych graczy wciąż poważnie obstawiany, to nie ulega wątpliwości. Przypominam, że w ostatniej dekadzie w warszawskiej prasie, także zwanej niezależną pojawiały się przymiarki Schetyny do roli„mocnego człowieka” który jaki jest, każdy widzi, ale on przynajmniej zrobi z tym wszystkim porządek. Więc może brany jest pod uwagę i taki wariant pośredni. [Grzegorz Braun o zapleczu intelektualnym Prawa i Sprawiedliwosci – przyp. Odys]

Jaki?

Wspomina się o tzw. rządzie fachowców. Ja nie wykluczałbym, że do takiej roli szykowani są ludzie właśnie z okolic Wrocławia. Proszę np. zwrócić uwagę na towarzystwo spod znaku Kongresu Obywatelskiego – to dość mglista inicjatywa, dość luźne forum, ale wiadomo np., że służy ono do lansowania się m.in. takich ludzi, jak Mateusz Morawiecki, szef Banku Zachodniego. Jego nazwisko już parę lat temu było wymieniane na giełdzie kandydatów do rządu. A zatem nie zdziwiłbym się, gdyby pojawił się on jutro przynajmniej w szeroko rozumianym zapleczu tzw. „rządu technicznego” On, a może jeszcze i pan Zbigniew Jagiełło z PKO? Takie zaplecze mogłoby gwarantować płynne przejście od „rządu technicznego” do „rządu fachowców”o silnie patriotycznym profilu. Co ci akurat finansiści mają wspólnego z „układem wrocławskim”? Otóż mają w biografiach – podobnie zresztą jak Schetyna – piękną kartę, tj. działalność w „Solidarności Walczącej”. To jest chyba ostatnia taka piękna, jeszcze niezgrana karta, którą nasi scenarzyści zdecydują się być może wreszcie włączyć do gry właśnie np. do zalegitymizowania Schetyny. Warto odnotować dyskretne lansowanie tej legendy, za pomocą np. świeżej publikacji książkowej o„SW” Problem w tym, że to jest legenda mocno załgana i jeśli ktoś zechce na niej budować nowe państwo, to warto żeby najpierw przenicował łżebiografie takich właśnie graczy jak Schetyna.

Naprawdę proszę zachować daleko posuniętą ostrożność w zachwycaniu się czymkolwiek, co pochodzi z Wrocławia i okolic. [polecam! Schetyna i układ wrocławski – przyp. Odys]

O historycznych uwarunkowaniach, o tym, że jest to teren najsilniej spenetrowany i najgłębiej nasycony agenturą jeszcze w czasach, gdy stacjonowały tam sztaby Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej. Tamtejsze elity – wyżej wymienionych nie wyłączając – były wyłaniane i selekcjonowane, a co najmniej bacznie monitorowane przez takich fachowców, jak np. tow. płk Putin, który stacjonując w pobliskim Dreźnie, patronował od tamtej strony, także po linii STASI narodzinom „układu wrocławskiego”

Nota bene – Wrocław przewidziany jest niewątpliwie na jedną ze stolic regionalnych owego „kondominium” o którym wyżej wspominałem. Co zresztą wcale nie wyklucza możliwości, że na jakiś czas wam tu w Księstwie Warszawskim może nawet zostawią trochę Polski – na miarę skansenu albo rezerwatu indiańskiego.

Może taki rząd, odwołujący się do legendy „Solidarności Walczącej” to nie taka zła perspektywa?

Może. Ja tylko stwierdzam fakt: i ten układ tworzą ludzie głęboko uwikłani i uzależnieni od centrów zawiadowczych zlokalizowanych poza terytorium Polski. I dlatego, obawiam się, nie będą w stanie nawet gdyby chcieli – odwrócić generalnego trendu. Mogą więc zostać wykorzystani jako pożyteczni żyranci na przejściowym etapie. Dają oni, z punktu widzenia naszych zewnętrznych scenarzystów, pełną rękojmię bezpieczeństwa – nie mają bowiem w gruncie rzeczy żadnych poważniejszych koncepcji antysystemowych. W każdym razie to właśnie wynika np. ze znanych mi wystąpień na forum Kongresu Obywatelskiego czy z lektury prasy związanej ze środowiskiem „SW” To są jakieś „republikanizmy” całkowicie niegroźne dla lichwiarzy – bo uznające etatystyczne status quo. Albo działania na niwie „polityki historycznej” – ważne i skądinąd sympatyczne – ale mieszczące się w granicach właśnie owego wyżej przywołanego rezerwatu dla Polaków…”

rozmawiała Aldona Zaorska (całość tu: Afera podsłuchowa to finalna faza scenariusza rozbiorowego)

„…Nim zagłosujecie na „nową” Polskę, dokładnie przyjrzyjcie się, jak wygląda stary Lubin, bo to jest Polska Kukiza w pigułce.

Niewielkie dolnośląskie miasto większości Polaków kojarzy się z trzema najbardziej charakterystycznymi znakami rozpoznawczymi: siedziba KGHM, sport (Zagłębie Lubin, piłka ręczna i nożna) i tragiczne wydarzenia z czasów stanu wojennego. W tym roku doszedł czwarty znak rozpoznawczy, którym jest hala miejska RCS Lubin, nieformalna siedziba niedoszłego prezydenta i lidera ciągle nieistniejącego ruchu Pawła Kukiza. W Lubinie Paweł Kukiz po wielu poszukiwaniach odnalazł swoje polityczne zaplecze i ludzi, którzy zapewnili mu pierwszy polityczny sukces, stanowisko radnego w dolnośląskim sejmiku wojewódzkim. Kukiz startował z KW Bezpartyjni Samorządowcy. Twórcą tego komitetu i szefem jest Robert Raczyński, lubiński baron powiązany z Grzegorzem Schetyną i Rafałem Dutkiewiczem, przez 20 lat sprawujący władzę w mieście. To dostateczne powody, by kolejny raz przedstawić skrajną patologię udającą antysystemowy ruch obywatelski. Ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, jaką Polskę chce budować Paweł Kukiz z lokalnymi klikami samorządowymi, niech się dokładnie przyjrzy jaki Lubin zbudował Robert Raczyński.

Zacznijmy od zaklęć propagandowych: JOW i zniszczyć system. Bez systemu, który rzekomo chce zniszczyć Kukiz, jego polityczny mentor Raczyński nie przetrwałby jednego dnia, natomiast JOW pozwolił Raczyńskiemu system zakonserwować i całkowicie zawładnąć nad wszelkimi przejawami lokalnego życia publicznego. W 2014 roku do rady Miasta Lubina dostało się 23 radnych, z tego 22 z listy KW Roberta Raczyńskiego, 23 radnym jest 75-letni emerytowany górnik, który został koalicjantem Raczyńskiego. Przyjrzyjmy się tej antysystemowej ekipie i jej zapleczu.

Prezydent miasta Lubina Robert Raczyński (premier)

Od początku lat 90 partyjny działacz w dwóch ugrupowaniach: Partia Chrześcijański Demokratów i AWS. Bliski kolega Grzegorza Schetyny i współtwórca „bezpartyjnego” komitetu Rafała Dukiewicza. „Bezpartyjnemu” prezydentowi przez wiele lat doradza niejaki Andrzej Pudełko, skazany prawomocnym wyrokiem za działania łamiące ustawę antykorupcyjną. Pudełko obsadzał te same osoby w kilku radach nadzorczych miejskich spółek. W elekcie jego działań 9 osób wyciągnęło z kieszeni podatnika ponad 594 tys. zł. Sam Pudełko zasiadał w czterech spółkach pobierając niebagatelną kasę i zapewniał wypłaty 9 innym osobom.

W tej sprawie z dziewięciu osób, które zasiadały w radach nadzorczych spółek, trzy osoby spełniały warunki, które pozwalały stosować wobec nich przepisy ustawy antykorupcyjnej. Tymi osobami są Pudełko, Dłubała i Zubko , oni byli naczelnikami w UM, mieli prawo wydawać decyzje w imieniu prezydenta z tego też powodu mogli zasiadać w dwóch radach nadzorczych. Jednak Pudełko w pewnym okresie czasu brał pieniądze za zasiadanie w trzech spółkach co jest bezprawne i sprzeczne z prawem. Pozostałe sześć osób również zostało powołane i pobierało wynagrodzenie z naruszeniem prawa…

(…)

Jak działa system Roberta Raczyńskiego, który Paweł Kukiz wziął sobie za wzór dla antysystemowej rewolucji w całej Polsce?

I. Na czele stoi baron Robert Raczyński, działacz partyjny z 25 letnim doświadczeniem, człowiek ustawiony politycznie, zaraz po dealu przy okrągłym stole.

II. Baron Raczyński dobiera zaplecze według znanego od 25 lat klucza, w ekipie pojawia się uwłaszczony esbek biznesmen i kilku prezesów z wyrokami lub podejrzeniem o korupcję. Pełne gwarancje dla barona i dla zaplecza, są związani i skazani na siebie, nikt nie może się wyłamać, bo polecą wszyscy.

III. Finansowanie odbywa się równie klasycznie, to zamach na publiczną kasę, miliony wyciągane ze spółek skarbu państwa i spółek miejskich. Wcześniej poustawiani na stołkach krewni królika spłacają długi i robią zrzutki na kampanie wyborcze, rzecz jasna z kasy, którą wypłacają podległe miastu spółki.

IV. Obstawianie wszystkich instytucji publicznych, kulturalnych, sportowych, oświatowych, administracyjnych i biznesowych przez swoich ludzi. Ciotki, szwagrowie, żony kochanki, całe klany i rodziny w radach nadzorczych, starostwie, itd., itp.

V. Zlecenia i przetargi dla lokalnych biznesmenów, zaprzyjaźnionych z ośrodkiem władzy.

VI. Pełna dyspozycyjność lokalnych mediów, których właścicielem jest miasto Lubin, a zatem prezydent Raczyński i jego ludzie dzielący kasę…” (Matka Kurka)

itd… polecam lekturę całości tego interesującego tekstu tu:  Potrafisz Polsko! – partyjny baron, złodzieje i esbek na czele antysystemowej rewolucji Kukiza a jako uzupełnienie to: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.

…życzę miłej „alternatywy” wszystkim pragnącym „zmiany” „zbuntowanym”, którzy ponad nienawiść do PO nie potrafią ruszyć głową. Wszak nic innego ich nie interesuje prócz JOWów (reszta programu może nie istnieć) i poczucia satysfakcji z pozbawienia kilkuset POSłów miejsca przy korycie. Być może liczą nawet naiwnie na rozliczenie któregoś z prominentów PO, ale ja już wam zapowiadam – nie doczekacie tego.

Polecam też namysł nad PISem (pamiętając równocześnie o magdalenkowskich korzeniach tej partii), który od dłuższego czasu podlizuje się Kukizowi ciepłymi komentarzami pod publiczkę, padającymi z ust prominentnych działaczy tej partii. Człowiekowi który został wypromowany przez te same „mendia” którym się nieudolnie odgraża (bo wcale się go nie boją a na konferencje tłumnie przybywają i są nawet życzliwie nastawione 😉 ), chociaż to właśnie reżimowe media lansują go na jedynie słuszną nadzieję „elektoratu buntu”, przez co z politycznego zera przeflancował się cudownie w milionera 😉 Cieszy się on popularnością w tych samych „mendiach”, które wcześniej zajadle zwalczały wszelkie przejawy antysystemowego myślenia i buntu przeciw „legalnej” władzy (w czym tzw. „opozycja” też miała swój udział). Wcześniej bezpardonowo atakowały i niszczyły takie organizacje antysystemowe jak RN, KNP (a teraz KORWiN) za ich „radykalny” program „wszystkich won!”, a teraz proszę jaka „siupryza” 😀

„Potrzebę zmian” ma gwarantować jakiś Kukiz, jakby to właśnie on od lat (i nikt inny) był jedynym wiarygodnym żyrantem (na przekór jego przygodom z PO i eurosocjalistycznemu zacięciu) „antysystemowej rewolucji”. I nic to nikomu nie wadzi że ten człowiek do tej pory sam nie wie czego chce (poza JOWami) do czego jawnie się przyznaje i jeszcze uważa że to jego atut i gwarancja „autentyczności” więc programu mieć nie musi. Czaicie „bazę” JOWingi? Koleś chce byście głosowali na niego w ciemno dla samej zmiany, a jego zaplecze (również finansowe) to ludzie właśnie z systemu. Pamiętacie może dlaczego komuchy tak gładko wylądowały w nowej rzeczywistości po 89 roku? Niee? To wielka szkoda więc polecę klasykiem:

„…ważniejszą rzeczą, od tego kto liczy głosy, jest to, kto przygotowuje wyborczą, polityczną alternatywę, a dobrą alternatywę można poznać po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane.

— Jeśli przyłożymy teraz tą zasadę do 23 lat naszej młodej demokracji, to widzimy, że zmieniały się ekipy, często nawet przeciwstawne, a model ustroju nawet nie drgnął. To oznacza, że za każdym razem alternatywa polityczna była przygotowana prawidłowo. Gdy na scenie pojawił się Janusz Korwin-Mikke uzyskując w wyborach 7% głosów, czyli ledwo ponad wymagany próg wyborczy, to wszyscy politycy zaatakowali go ponad podziałami. Ci, co faktycznie bronią starego ustroju, czyli SLD, trzódka Palikota, PSL, Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość – wszyscy, jak jeden mąż, się na niego rzucili. To powinno budzić wątpliwości: właściwie to czym oni się wszyscy tak naprawdę różnią?

— W sprawach istotnych dla państwa obydwie główne antagonistyczne partie PO i PiS postępują dokładnie w taki sam sposób. Chodzi o takie kwestie jak np. przyłączenie Polski do Unii Europejskiej czy ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego, który przesądza o losach naszego państwa być może na stulecia… Obie partie – PO i PiS – mówią w tych kwestiach jednym głosem…”

(polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą)

…i do tego „chóru wujów” dołączył (choć nie chce nic powiedzieć i nic dziwnego – po co ma się demaskować skoro jego elektorat wierzy mu ślepo i nie wymaga nawet deklaracji) Kukiz – jako szalupa dla wyborczych sierot po PO, i tej części prominentów „nieboszczki partii” którą zawiaduje Pan Schetyna. Jest mi niezmiernie przykro że tak niewielu Polaków ten oczywisty (jak dla mnie) fakt dostrzega.

PIS rzecz jasna podlizując się Kukizowi (i nie atakując jego sztandarowego „programu” – JOWów) cynicznie gra dla własnych celów politycznych. Bo jeżeli JOWy przejdą, to nowy system pomoże nie tylko ciasteczkowym POtworom ugruntować swoją cichą władzę lokalną, ale pomoże (a z całą pewnością nie zaszkodzi, więc nie ma się co bić) również PISowi jako pierwszemu biorącemu głosy. Stąd te wszystkie wyrafinowane umizgi i uniki konfrontacji z Kukizem w kwestii jego sztandarowego celu. Jest to również gra pod (prawdopodobnie) przyszłego koalicjanta dzięki któremu PIS może nawet doprowadzić do napisania nowej konstytucji (rzecz jasna pod siebie 😉 ). Dlatego PIS posługuje się pod publiczkę EWIDENTNYM kłamstwem na temat ruchu Kukiza uznając go ustami swoich prominentnych partyjniaków za „antysystemowca”. Cóż za ironia losu i jaka reklama dla Kukiza taki „komplement” od postmagdalenkowej partii.

Wszystko rzecz jasna w myśl zasady „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Nie jest bowiem tajemnicą jak wyglądają relacje na linii Schetyna – Tusk. Ten pierwszy właśnie dorzyna watahę tego drugiego by na trupie PO uwiarygodnić się że też chce zmian i że czas na porządek (na co zwrócił uwagę Pan Braun) i rękami ciasteczkowych sięgnąć (oczywiście zakulisowo) po władzę wchodząc dzięki ciasteczkowym w nowy POPIS (już bez Tuska i jego skompromitowanej ferajny). Kukizowa antysystemowość jako antytuskowość PISowi wystarczy i chętnie podzielą się z nowy POtworkiem tortem „waaadzy” (z pewnością  równolegle planując pożarcie koalicjanta, tak jak to dotychczas im wychodziło, żeby grał jak mu zagrają 😉 ) – wszak chodzi tylko o zamianę przy korycie a nie żeby koryto zlikwidować (tak jak tego chcą prawdziwi antysystemowcy) – co to to nie. Etatyści i socjaliści zawsze się dogadają. Ci farbowańcy chcą tylko zmiany pod siebie i tylko skończony dureń będzie w ciemno (z pominięciem oczywistych faktów o jakich pisze Matka Kurka) głosował na klikę Kukiza (bo w końcu oni nie są żadną partią ;P ) bez zapoznania się z programem bo przecież „program polityczny to kłamstwo”(sic!). Co myślę o głosowaniu na PIS – partię stojącą jeszcze bardziej na lewo od PO w kwestiach gospodarczych – powtarzał nie będę.

Obu obozom przyświeca zacne i bez kozery „teraz k… my!” i zabetonowanie przyszłej sceny politycznej pod siebie. Schetyna z Dudkiewiczem (i ci co ich „prowadzą”) już od dawna cichaczem na swoją część tortu pracują aż pojawiła się szansa by wyjść z cienia w glorii i chwale „zbuntowanych” żeby to klepnąć oficjalnie, a PIS cynicznie się na to zgodzi jako niezagrożony przyszły hegemon i monopolista na „prawo i sprawiedliwość” (i patriotyzm). Szykuje nam się kolejna „zgoda narodowa” pod płaszczykiem „walki z systemem” w postaci nowego POPISu – by rzecz jasna „wszystko zostało po staremu” 😉 (Odys)

podobne: Ruch JOW rozpoczyna kampanię na rzecz referendum. JOW-y nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie. Kieżun: gigantomania chorobą samorządów. i to: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. polecam również: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo wiemy czym jest wolność.

Czarna Maska - Master of puppets

Czarna Maska – Master of puppets

PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK).


NIK: ministrowie rolnictwa i finansów powinni rozważyć likwidację Elewarru.

PAP – Biznes 3 Cze 2015, 12:06, Warszawa (PAP) – NIK chce, by ministrowie rolnictwa i finansów rozważyli likwidację zbożowej spółki Elewarr, należącej do Agencji Rynku Rolnego. Zdaniem Izby Elewarr przestał pełnić kluczową rolę w stabilizacji rynku zbóż. O nadużyciach w spółce NIK powiadomiła prokuraturę.

P.o. rzecznika Agencji Rynku Rolnego Iwona Ciechan powiedziała w środę PAP, że „Agencja nie widzi i nie zna przesłanek, dla których spółka Elewarr powinna być rozwiązana”. „Dotychczasowe funkcjonowanie Elewarr spełnia oczekiwania Agencji, a podejmowane działania stwarzają dobrą perspektywę rozwoju w najbliższych latach” – zapewniła.

Sprawy nie komentuje resort rolnictwa. „Ministerstwo Rolnictwa nie udziela komentarzy nt. Elewarru” – podkreśliło w odpowiedzi na pytania PAP biuro prasowe resortu rolnictwa.

Z zarzutami NIK nie zgadza się wiceprezes Elewarru Marek Kluczyński i zapewnia w rozmowie z PAP, że spółka jest rentowna oraz przygotowana do żniw.

W opublikowanym w środę raporcie Najwyższej Izby Kontroli podkreślono, że NIK „ocenia negatywnie sprawowanie nadzoru właścicielskiego nad Elewarr sp. z o.o. przez prezesa Agencji Rynku Rolnego”. „Spółka Elewarr przestała pełnić kluczową rolę w stabilizacji rynku zbóż oraz w przechowywaniu zapasów interwencyjnych Unii Europejskiej” – głosi raport.

Zdaniem Izby zmalała też rola spółki w przechowywaniu rezerw strategicznych. „Przeprowadzone zmiany organizacyjne okazały się nieskuteczne. Prezes Agencji Rynku Rolnego (ARR) nie zapobiegł też pogorszeniu sytuacji ekonomiczno-finansowej spółki Elewarr” – podkreślono.

W poprzedniej kontroli – opublikowanej w 2011 roku – NIK stwierdziła, że członkom zarządu spółki przyznano wynagrodzenia przekraczające limity dozwolone w ustawie kominowej. Łączna kwota wynagrodzeń, pobranych niezgodnie z prawem, sięgnęła 1 mln 401,8 tys. zł.

„W kontroli sprawdzającej kontrolerzy Izby ustalili, że prezes Agencji Rynku Rolnego nie podjął działań w celu wyegzekwowania nienależnie pobranych w latach 2008-2010 wynagrodzeń przez członków rady nadzorczej, zarządu i głównego księgowego spółki. Tym samym prezes ARR dopuścił do przedawnienia roszczeń w kwocie 1 mln 401,8 tys. zł” – wyjaśniła Izba.

Dodatkowo – jak wskazuje NIK – prezes ARR ponownie, niezgodnie z ustawą kominową, zaakceptował wynagrodzenia dla członków zarządu spółki w wysokości 208 tys. zł.

„Stwierdzone przez NIK w kontroli sprawdzającej nieprawidłowości finansowe wyniosły tym razem 1 mln 129,6 tys. zł (suma nienależnie pobranych wynagrodzeń przez członków zarządu i członków rady nadzorczej spółki). Tak więc nieprawidłowości finansowe dotyczące nienależnie pobranych wynagrodzeń wyniosły łącznie (ustalenia z obu kontroli) 2 mln 531,4 tys. zł.” – dodała Izba.

Z kontroli NIK wynika ponadto, że utworzone w 2010 r. stanowisko dyrektora generalnego i zatrudnienie na tę funkcję byłego prezesa spółki miało na celu obejście ustawy kominowej.

„Ponadto NIK stwierdziła, że prezes ARR powołał prezesa zarządu Elewarr sp. z o.o. na okres od dnia 10 grudnia 2010 r. do dnia 18 maja 2011 r. bez przeprowadzenia wymaganego ustawą postępowania kwalifikacyjnego. Przyczyną naruszania ustawy kominowej przez spółkę jest pogląd prezesa Agencji Rynku Rolnego i zarządu spółki, którzy twierdzą, że Elewarr sp. z o. o. nie jest państwową osobą prawną i w związku z tym przepisy ustawy kominowej nie mają do niej zastosowania” – czytamy w raporcie.

Izba przypomniała, że właścicielem wszystkich udziałów spółki jest Agencja Rynku Rolnego, dlatego – jak podkreśliła – Elewarr to „państwowa osoba prawna, do której mają zastosowanie przepisy ustawy o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi (ustawy kominowej)”.

NIK zwróciła też uwagę, że udział spółki w rynku zbóż i rzepaku stale spadał. „Następowała dalsza dekapitalizacja jej majątku. W okresie 2010-2013 średnioroczne wykorzystanie pojemności magazynowej spółki wyniosło około 40 proc. W 2013 r. udział Elewarr sp. z o.o. w przechowywaniu państwowych rezerw zbóż zmniejszył się o 7 proc. w stosunku do lat 2010-2012. Istotnie zmalała też rola spółki w przechowywaniu zbóż stanowiących zapasy interwencyjne Unii Europejskiej” – napisano w raporcie.

Tymczasem w latach 2010-2012, mimo trudnej sytuacji ekonomicznej spółki, wzrosły wynagrodzenia na stanowiskach kierowniczych, w tym dyrektora generalnego i dyrektorów oddziałów aż o 30 proc.

„Mając na uwadze malejącą rolę spółki Elewarr w stabilizacji rynku zbóż i rzepaku oraz brak poprawy nadzoru prezesa Agencji Rynku Rolnego nad tą spółką, Najwyższa Izba Kontroli wnosi do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, aby w porozumieniu z Ministrem Finansów, rozważył przeprowadzenie postępowania likwidacyjnego i rozwiązanie Elewarr sp. z o.o. ” – wskazała Izba.

Najwyższa Izba Kontroli przesłała też zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawie niedopełnienia obowiązku zwrotu roszczeń w kwocie 1 mln 400 tys. zł i wyrządzenia spółce szkody majątkowej w „wielkich rozmiarach”.

Odnosząc się do zarzutów NIK, p.o. rzecznika Agencji Rynku Rolnego Iwona Ciechan zapewniła w rozmowie z PAP, że „Agencja Rynku Rolnego, jako właściciel, podtrzymuje swoje dotychczasowe oczekiwania wobec spółki związane z rozwojem i umocnieniem pozycji rynkowej w zakresie skupu i przechowywania zbóż, kukurydzy i rzepaku”.

„Ważnym celem spółki pozostaje zachowanie możliwości uczestnictwa w przechowywaniu rezerw państwowych oraz uczestniczenie w interwencji UE na rynkach zbóż. Realizowane przez spółkę działania postawiły ją w gronie dobrych, wiarygodnych partnerów rynkowych, przy jednoczesnej poprawie wyników finansowych (spółka wypracowuje zysk)” – zaznaczyła Ciechan.

Jak mówiła, „prezes ARR niezwłocznie po powołaniu zapoznał się wnikliwie z sytuacją spółki Elewarr i podjął kroki zmierzające do ustabilizowania sytuacji organizacyjnej i finansowej”.

„To z jego inicjatywy zarząd spółki został zmniejszony do jednoosobowego, a rada nadzorcza do trzech członków. Likwidacji uległo również stanowisko dyrektora generalnego. Prawidłowość zasad i wysokości wynagrodzeń były potwierdzane wielokrotnie w różnych opiniach prawnych i żadna z późniejszych kontroli nie zakwestionowała tych zasad” – podkreśliła Ciechan.

Z zarzutami NIK nie zgadza się wiceprezes Elewarru Marek Kluczyński. Zwrócił uwagę, że dotyczą one okresu, kiedy nie zasiadał we władzach spółki.

„Elewarr nie jest spółką Skarbu Państwa i nie podlega ustawie kominowej. 100 proc. udziałów w spółce ma Agencja Rynku Rolnego, a nadzór nad Agencją sprawuje minister rolnictwa. Nie jest to jednak nadzór właścicielski, ponieważ Agencja nie jest spółką prawa handlowego, reguluje ją ustawa o Agencji Rynku Rolnego” – zaznaczył Kluczyński.

Wiceprezes Elewarru zapewnił, że spółka jest rentowna. „W ciągu czterech pierwszych miesięcy tego roku wypracowała doskonały wynik – ponad 8 mln zł. Elewarr jest przygotowany do żniw” – podkreślił Kluczyński.

Latem 2012 r. ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki podał się do dymisji po ujawnieniu nagrania rozmowy szefa kółek rolniczych Władysława Serafina z byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem na temat możliwych nieprawidłowości w instytucjach związanych z resortem rolnictwa, m.in. w spółce Elewarr.

Rozmowę Serafina z Łukasikiem (tzw. taśmy PSL) ujawnił „Puls Biznesu”. Łukasik mówił w tej rozmowie, że dyrektor generalny Elewarru Andrzej Śmietanko traktuje Elewarr „jako swoją spółkę”; według Łukasika Śmietanko zamienił stanowisko prezesa tej spółki na funkcję dyrektora generalnego, żeby nie obowiązywały go zapisy tzw. ustawy kominowej ograniczającej zarobki we władzach spółek państwowych.

W lipcu 2012 r. ówczesny prezes Elewarru Bronisław Tomaszewski poinformował o odwołaniu Andrzeja Śmietanki z funkcji dyrektora generalnego spółki. (PAP)

dol/ par/ mag/

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? a także: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. polecam również: Miliony Serafina, czyli Kto rządzi Polską? i jeszcze: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?

Frederic Bastiat

Frederic Bastiat

T. Arabski zeznaje w procesie gen. Bielawnego. Kolejna odsłona „taśm Wprost”. PiS chce nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w związku z doniesieniami nt. Sienkiewicza. CBA: doniesienia ws. Wojtunika niedorzeczne, sprawiają wrażenie manipulacji.


T. Arabski zeznaje w procesie gen. Bielawnego.

19.05. Warszawa (PAP) – B. szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasz Arabski zeznaje we wtorek jako świadek w procesie b. wiceszefa BOR gen. Pawła Bielawnego, oskarżonego przez prokuraturę o nieprawidłowości przy ochronie wizyt VIP-ów w Smoleńsku w 2010 r.

Arabski, obecnie ambasador w Hiszpanii, miał zeznawać w tej sprawie przed Sądem Okręgowym w Warszawie w kwietniu, ale stawiennictwo uniemożliwił mu wtedy strajk na lotniskach. Wchodząc na salę, Arabski nie chciał się wypowiadać dla mediów.

Zaczynając zeznania, Arabski powiedział, że jako szef KPRM nadzorował przygotowania do podróży zagranicznych premiera. Dodał, że w ich ramach nie kontaktował się z BOR i nie miał wiedzy, kto w BOR organizuje ochronę podczas wizyt VIP-ów.

Jest on jednym z pięciorga urzędników KPRM i ambasady RP w Moskwie, oskarżonych w prywatnym akcie oskarżenia przez 11 członków rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r. Oskarżyciele prywatni (bliscy m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna) wnieśli akt oskarżenia po tym, gdy w ub.roku Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła śledztwo ws. organizacji lotów do Smoleńska.

Prokuratura oceniła, że choć były nieprawidłowości przy organizacji lotów, to nie wystarczają one do postawienia zarzutów. W śledztwie stwierdzono „poważne naruszenie” przepisów, m.in. Instrukcji HEAD z 2009 r. przez urzędników KPRM ws. dysponowania wojskowym specjalnym transportem lotniczym. Prokuratura ustaliła, że Arabski scedował na inne osoby z KPRM nałożone na niego obowiązki w tym zakresie.

Zdaniem prokuratury nieprawidłowości nie miały „bezpośredniego związku z przygotowaniem wizyt z 7 i 10 kwietnia 2010 r., natomiast dotyczyły szeregu czynności podejmowanych w okresie poprzedzającym katastrofę”. Polegały one m.in. na: niewywiązywaniu się z obowiązku ustalania limitów dysponowania wojskowym transportem lotniczym na potrzeby osób uprawnionych, nierzetelnego prowadzenia ewidencji czy bezpodstawnej odmowy skorzystania z wojskowego specjalnego transportu lotniczego przez podmiot do tego uprawniony.

W procesie, trwającym od ub.r., Bielawny nie przyznaje się do zarzutów, za które grozi do pięciu lat więzienia. Podstawą oskarżenia były opinie dwóch biegłych, według których m.in. sposób organizacji i realizacji działań ochronnych był niezgodny z zasadami BOR. Według nich Bielawny odpowiada m.in. za „świadome odstąpienie” od rozpoznania przez BOR lotniska w Smoleńsku; nieobecność BOR na nim oraz niesprawdzenie tras przejazdu prezydenta.

Sąd ma w czerwcu przesłuchać niejawnie autorów ekspertyz. W 2012 r. pojawiły się głosy, iż jeden z ekspertów, b. oficer BOR Jarosław Kaczyński jest w konflikcie prawnym z dawnym pracodawcą. Prokuratura zapewniała wtedy, że nie ma on „sformalizowanego sporu z BOR”, a śledczy dołożyli „wszelkich starań celem oceny bezstronności obu biegłych”.(PAP)

sta/ itm/

podobne: Dogmat nieomylności i jego konsekwencje dla prawdomówności oraz: Stanisław Michalkiewicz o przepychankach trzech stronnictw i wznowieniu śledztwa w sprawie zaniedbań w przygotowaniu podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego (z tajemniczą śmiercią świadka w tle). Lista śmierci by Krysztopa.

PiS chce nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w związku z doniesieniami nt. Sienkiewicza.

18.05. Warszawa (PAP) – Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak poinformował, że złożył do marszałka Sejmu wniosek o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w związku z doniesieniami nt. Bartłomieja Sienkiewicza. Radosław Sikorski zapewnił, że Prezydium Sejmu zajmie się wnioskiem PiS 26 maja.

Powodem wniosku PiS jest publikacja tygodnika „Do Rzeczy”. W poniedziałek pismo opublikowało fragmenty rozmowy, która miała zostać podsłuchana 5 czerwca 2014 roku w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Według tygodnika podczas spotkania ówczesnej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem miała paść sugestia, że to Bartłomiej Sienkiewicz zlecił policjantom spalenie budki przed rosyjską ambasadą. „Widzisz, ale facet nauczył ich (Sienkiewicz – PAP), że on dzwoni i on im rozkazuje. i tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką… wiesz z takiego…” – cytuje fragment wypowiedzi przypisanej Wojtunikowi przez „Do Rzeczy”.

„Pismo KP PiS ws. rewelacji red. Cezarego ‚Trotyla’ Gmyza zostanie rozpatrzone na najbliższym posiedzeniu Prezydium Sejmu t.j. 26 maja” – napisał Sikorski na Twitterze.

Potrzeby zwoływania dodatkowego posiedzenia Sejmu nie widzi PO. „To jest jakiś absurd, bzdura. Nie mamy pojęcia, o czym w ogóle rozmawiamy – czy o taśmach, czy o wyssanych z palca stenogramach. To nie jest żaden konkretny materiał do dyskusji” – powiedział PAP Mariusz Witczak (PO). Jak ocenił, publikacja „Do Rzeczy” to „wrzutka w kampanii wyborczej, w której odgrzewa się stary, nieświeży już kotlet”.

Z kolei SLD chce wyjaśnień od prokuratora generalnego i szefa CBA. Sprawą ma się zająć komisja ds. służb specjalnych, we wtorek chce uzyskać informacje od szefa ABW o tym, za tydzień od prokuratora generalnego i szefa CBA.

Błaszczak powiedział w poniedziałek na konferencji prasowej w Sejmie, że wyjaśnienia ws. podpalenia budki strażniczej przy ambasadzie rosyjskiej powinna przedstawić premier Ewa Kopacz i szef CBA. Zapowiedział też, że zwróci się o wznowienie śledztwa w tej sprawie.

Chodzi o incydent, do którego doszło podczas zorganizowanego w Warszawie przez środowiska narodowe 11 listopada 2013 r. Marszu Niepodległości. Podpalona została wówczas budka wartownicza przy ambasadzie rosyjskiej, śmietnikowa altana i m.in. instalacja „Tęcza” na pl. Zbawiciela. Zatrzymano wtedy ponad 70 osób. Po 11 listopada za „absolutnie skandaliczne” wydarzenia pod ambasadą rosyjską przeprosił prezydent Bronisław Komorowski, a głębokie ubolewanie w związku z incydentami wyraziło MSZ. Śledztwo ws. spalenia budki zostało ostatecznie umorzone z powodu niewykrycia sprawców.

„W związku z dzisiejszymi publikacjami tygodnika +Do Rzeczy+, w którym zaprezentowano dowody, uprawdopodabniające podejrzenie, że policjanci na polecenie ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza mogli dokonać nielegalnej prowokacji politycznej wobec obywateli, niezbędne jest zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu” – czytamy we wniosku klubu PiS.

We wniosku podkreślono, że treść publikacji „pozwala postawić tezę, że o bezprawnych działaniach wiedzieli inni funkcjonariusze państwowi, w tym obecny szef CBA Paweł Wojtunik”.

„Opinia publiczna musi uzyskać jak najszybsze wyjaśnienie w tej sprawie. Obywatele nie mogą pozostać w przekonaniu, że władza dla własnej korzyści politycznej stosuje wobec nich prowokacje” – czytamy we wniosku klubu PiS.

Błaszczak ocenił, że jeżeli doniesienia medialne są prawdziwe, to mamy dowód, że w imię walki politycznej Sienkiewicz doprowadził do „prowokacji politycznej, która skutkowała negatywnie w relacjach międzynarodowych naszego kraju”.

Szef klubu PiS zapowiedział też, że zwróci się do prokuratura generalnego, aby wznowiono śledztwo ws. podpalenia budki strażniczej przy ambasadzie rosyjskiej. „Śledztwo zostało umorzone, (ale) pojawiły się nowe okoliczności w tej sprawie, a więc prokuratura powinna śledztwo podjąć na nowo” – przekonywał Błaszczak.

Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński oświadczył w poniedziałek, że sugestia, jakoby szef CBA powiedział, iż policja na zlecenie Sienkiewicza miała podpalić budkę przy rosyjskiej ambasadzie, jest „niedorzecznością i sprawia wrażenie celowej manipulacji”. „Bzdurą i absurdem” informację tę nazwał Sienkiewicz. „Mam nadzieję, że to się okaże jakimś kompletnym nieporozumieniem. Aż mi się nie chce wierzyć, że szef służby opowiada takie androny” – powiedział b. szef MSW.

W związku z publikacją „Do Rzeczy” Ruch Narodowy poinformował PAP, że w imieniu stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” zawiadomił warszawską prokuraturę okręgową o możliwości popełnienia przestępstwa przez Sienkiewicza. (PAP)

mkr/ mrr/ kos/ ajg/ as/

CBA: doniesienia ws. Wojtunika niedorzeczne, sprawiają wrażenie manipulacji.

18.05. Warszawa (PAP) – Sugestia, że szef CBA powiedział, iż policja na zlecenie ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza miała podpalić budkę przy rosyjskiej ambasadzie, jest niedorzecznością i sprawia wrażenie celowej manipulacji – oświadczył rzecznik CBA. Bzdurą i absurdem informację tę nazwał Sienkiewicz.

W poniedziałek tygodnik „Do Rzeczy” opublikował fragmenty rozmowy, która miała zostać podsłuchana 5 czerwca 2014 roku w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Według tygodnika podczas rozmowy ówczesnej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem miała paść sugestia, że Sienkiewicz zlecił policjantom spalenie budki przed rosyjską ambasadą. „Widzisz, ale facet nauczył ich (Sienkiewicz – PAP), że on dzwoni i on im rozkazuje. i tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką… wiesz z takiego…” – cytuje fragment wypowiedzi przypisanej Wojtunikowi przez „Do Rzeczy”.

„Stanowczo oświadczam, że sugerowanie, jakoby szef CBA Paweł Wojtunik powiedział, że policja na zlecenie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza miała podpalić budkę przy ambasadzie, jest niedorzecznością, nadużyciem, nieprawdziwym twierdzeniem i sprawia wrażenie celowej manipulacji. Nieprzypadkowy jest też według mnie termin ukazania się tego artykułu. Odczytuję go jako próbę uwikłania CBA w bieżące wydarzenia polityczne. Stanowczo oświadczam, że Paweł Wojtunik nigdy nie twierdził, by ktokolwiek, a tym bardziej urzędujący minister, wydawał polecenia celowego podpalenia budki” – powiedział w poniedziałek PAP Jacek Dobrzyński.

Sienkiewicz w poniedziałek w Radiu ZET określił tę informację jako „bzdurę i absurd”. Według niego to „kolejna historia z taśmami nie wiadomo skąd wziętymi, których głównym oskarżeniem jest to, że niemal wręcz własnoręcznie spaliłem budkę pod ambasadą rosyjską. Szkoda, że nie ma infografiki, jak tam osobiście z hubką i krzesiwem idę, no ale to już jest taki poziom absurdu, że wolałabym tego nie komentować. Niedługo się dowiem, że czarną wołgą porywam dzieci, albo wywołałem wojnę rosyjsko-ukraińską. Jest pewien poziom absurdu, w którym można brać udział, i taki, w którym nie. Ja wolałbym w tym absurdzie nie brać udziału” – zastrzegł Sienkiewicz.

„Ja nie mam nic więcej do powiedzenia, oprócz tego, że to jest bzdura i absurd, i mam nadzieję, że to się okaże jakimś kompletnym nieporozumieniem. Aż mi się nie chce wierzyć, że szef służby opowiada takie androny” – dodał.

(…)

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak powiedział PAP, że wpłynęło zawiadomienie, o którym mowa, o „sprawstwie kierowniczym” podpalenia budki oraz nadużycia uprawnień. Dodał, że będzie prowadzone postępowanie sprawdzające (które poprzedza decyzję, czy wszcząć śledztwo, czy odmówić tego). „Będziemy weryfikować, czy tego rodzaju rozmowa się odbyła i czy miała taki przebieg” – dodał prokurator.

Poseł SLD Stanisław Wziątek ocenił, że informacje medialne na temat rozmowy Wojtunik-Bieńkowska mogą być kolejnym elementem gry wyborczej, dlatego – przekonywał – trzeba dokładnie wyjaśnić wszystkie aspekty sprawy. „We wtorek na wyjazdowym posiedzeniu komisji ds. służb specjalnych chcemy uzyskać informacje od szefa ABW o tym, na ile służby wewnętrzne państwa mają rozpoznany problem. W kolejną środę na posiedzenie komisji zostanie zaproszony prokurator generalny i szef CBA. Poprosimy prokuratora generalnego o informacje odnośnie przebiegu wyjaśniania wszystkich aspektów dotyczących afery taśmowej, a od szefa CBA (oczekujemy) ewentualnego potwierdzenia nieprawidłowości, które pojawiły się w rozmowie” – poinformował Wziątek.

Szef SLD Leszek Miller powiedział, że w rozmowie Bieńkowska-Wojtunik pojawiają się wątki, które świadczą o niegospodarności i szastaniu publicznymi pieniędzmi. „Dlatego klub SLD zwróci się do premier Ewy Kopacz, aby jak najszybciej Sejm mógł uzyskać wszechstronną informację na temat firm doradczych, które wykonują usługi dla spółek skarbu państwa, w tym tych najbardziej istotnych, jak PZU czy KGHM” – poinformował.

„Wystąpimy do +Do Rzeczy+ o udostępnienie nagrania” – powiedziała PAP prok. Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która prowadzi śledztwo ws. nielegalnego podsłuchiwania i nagrywania rozmów m.in. polityków w dwóch stołecznych restauracjach. „My tą rozmową nie dysponujemy; nie wiemy, co ma tygodnik; nas interesuje nagranie” – dodała.

Po południu Mazur poinformowała, że dziennikarz Cezary Gmyz stawił się w poniedziałek w PO Warszawa-Praga i wydał na żądanie prokuratora nośnik z nagraniem; został też przesłuchany w charakterze świadka. „Nagranie to będzie obecnie przedmiotem analizy ze strony prokuratora i biegłych. Na razie nie wiemy, co na nim jest, czy rzeczywiście przedstawia rozmowę między Elżbietą Bieńkowską a Pawłem Wojtunikiem i czy oddaje rzeczywisty przebieg tej rozmowy” – dodała prok. Mazur.

Ujawniła ona też, że w obecnej sytuacji Bieńkowska i Wojtunik zostaną ponownie przesłuchani w tym śledztwie i zapytani, czy chcą ścigania podsłuchujących. „Do tej pory gdy byli oni przesłuchiwani i nie wyrażali woli ścigania” – powiedziała.

Prokuratura na Pradze prowadzi śledztwo ws. podsłuchiwania od lipca 2013 r. w dwóch restauracjach kilkudziesięciu osób z kręgu polityki, biznesu oraz byłych i obecnych funkcjonariuszy publicznych. Część nielegalnie podsłuchanych rozmów została opisana w tygodniku „Wprost”. Prokuratura w czerwcu 2014 r. postawiła zarzuty biznesmenom Markowi Falencie i Krzysztofowi Rybce oraz Łukaszowi N. i Konradowi L. – pracownikom restauracji, w których dokonywano podsłuchów. Falenta nie przyznał się do tych zarzutów i zapewniał, że jest niewinny.

Z kolei w październiku 2014 r. prokurator generalny Andrzej Seremet mówił PAP, że prokuratura nie zajmuje się wątkiem rozmowy Bieńkowskiej z Wojtunikiem „z tego powodu, że prokuratura uzyskała oświadczenie obu tych osób, iż nie składają wniosku o ściganie, a tylko to mogłoby otwierać drogę do badania tej kwestii”.(PAP)

pru/ sta/ wkt/ amt/ wni/ mrr/ itm/ malk/

…No to teraz prokuratura będzie musiała zająć się wątkiem Bieńkowskiej i Wojtunika. Nie dziwię się też czemu żadne z „pokrzywdzonych” nie życzyło sobie ścigania sprawców nagrania. (Odys)

podobne: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku? Rosja odrzuca oskarżenia o zestrzelenie Boeinga. Podejrzany o morderstwo Litwinienki chce zeznawać. Niemcow zginął za pomoc USA? oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI.


1. Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego – prawomocne.

05.05. Warszawa (PAP) – Prawomocna jest już decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie o podjęciu procesu odwoławczego b. szefa MSW Czesława Kiszczaka ws. stanu wojennego. We wtorek SA oddalił zażalenie obrony Kiszczaka na wznowienie sprawy zawieszonej w 2013 r. z powodu jego złego zdrowia.

Prokurator IPN Bogusław Czerwiński liczy, że teraz SA bezzwłocznie wyznaczy termin procesu odwoławczego Kiszczaka. IPN będzie wnosił o utrzymanie wyroku skazującego sądu I instancji. Obrońca, który wnosi do SA o uniewinnienie, mówi o pozbawieniu Kiszczaka prawa do obrony.

„Wszystko wskazuje, że termin rozprawy będzie wyznaczony na 15 czerwca” – powiedział PAP sędzia Jerzy Leder, rzecznik SA ds. karnych. „To pierwszy wolny termin” – dodał.

2 kwietnia br. SA „odwiesił” proces odwoławczy 89-letniego Kiszczaka, skazanego nieprawomocnie na 2 lata więzienia w zawieszeniu w sprawie wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. SA wydał wtedy takie postanowienie w związku z najnowszą opinią lekarzy, którzy uznali, że stan zdrowia psychicznego podsądnego „znacznie utrudnia” jego uczestnictwo w czynnościach procesowych. Proces podjęto, bo biegli nie uznali, że stan zdrowia podsądnego to uniemożliwia, lecz tylko utrudnia, a pod pewnymi warunkami proces jest możliwy.

O podjęcie sprawy wnosił prok. Czerwiński. Obrońca Kiszczaka mec. Grzegorz Majewski złożył zażalenie na tę decyzję, bo jego zdaniem zdrowie Kiszczaka uniemożliwia proces apelacyjny.

Troje sędziów SA uznało, że zażalenie jest niezasadne. Jak mówił w jawnym uzasadnieniu postanowienia sędzia SA Marek Motuk, według biegłych zaburzenia u Kiszczaka procesów poznawczych są na średnim poziomie; rozumie on też przekazy werbalne. Według SA umożliwia to stanięcie oskarżonego przed sądem II instancji.

Obrona powoływała się w zażaleniu m.in. na to, że jeden z psychiatrów uznał, iż Kiszczak nie jest zdolny do udziału w rozprawie, a SA odmówił przesłuchania tego biegłego. Sędzia Motuk powiedział, że obrona odwoływała się do stwierdzenia wyjętego z kontekstu, bo kompleksowa opinia całego zespołu biegłych pozwala na sądzenie Kiszczaka.

Samo posiedzenie w sprawie było niejawne, bo dotyczyło danych wrażliwych o zdrowiu.

Prok. Czerwiński wyraził satysfakcję z decyzji SA. Podkreślił, że pion śledczy IPN nie godził się z zawieszeniem tej sprawy.

„Decyzja SA oznacza pozbawienie mojego klienta prawa do obrony” – skomentował dla PAP mec. Majewski. Podkreślił, że będzie to dla niego argument do wystąpienia o złożenie przez uprawnione podmioty kasacji do Sądu Najwyższego, po ewentualnym utrzymaniu wyroku skazującego przez SA (obronie nie przysługuje kasacja od wyroku w zawieszeniu; może ją zaś złożyć RPO, minister sprawiedliwości czy prokurator generalny).

Ocenił, że Kiszczak nie będzie w stanie powiedzieć w SA jednego słowa. „Nawet ze mną nie mógł ostatnio rozmawiać” – oświadczył adwokat. Nie zgodził się ze słowami sędziego co do wyrwania z kontekstu fragmentu opinii biegłych. „Ją trzeba podzielić na dwie części” – dodał, podtrzymując, że SA powinien przesłuchać psychiatrę.

Mec. Majewski podkreślił, że to SA zdecyduje, jak zrealizować wniosek biegłych, by na sali sądu była cisza i spokój, czego nie może zakłócać „ani szept rozmów, ani szum kamer”. Dodał zarazem, że chciałby aby proces był jawny dla mediów.

W 2012 r. Kiszczak został skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny.

W 2013 r. SA zawiesił badanie jego apelacji z uwagi na złe zdrowie Kiszczaka. Mec. Majewski mówił wiele razy, że od 20 lat badania pokazują zaawansowanie chorób Kiszczaka. Według obrony nasiliły się objawy neurologiczne wraz z utratą słuchu; jest też podejrzenie choroby Alzheimera. Sam Kiszczak mówił kilka lat temu sądowi, że „nie wie, co się dzieje na sali”.

W lipcu 2014 r. SA, na wniosek IPN, zlecił ponowne badania lekarskie b. szefa MSW. IPN domagał się badań m.in. po tym, jak prasa pokazała, że Kiszczak uczestniczył w maju w uroczystościach pogrzebowych gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W październiku ub.r. Kiszczak odmówił stawienia się na badania; twierdził, że zdrowie nie pozwala mu pojechać do Gdańska.

W grudniu ub.r. policja wykonała decyzję SA o doprowadzeniu Kiszczaka na badania do Gdańska, których unikał. B. szefa MSW zabrała z jego warszawskiego mieszkania karetka w asyście policji.

W 2007 r. pion śledczy IPN oskarżył dziewięć osób – członków władz przygotowujących stan wojenny oraz Rady Państwa PRL, która formalnie w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wprowadziła stan wojenny i wydała odpowiednie dekrety (do czego nie miała prawa podczas trwającej sesji Sejmu).

Proces ruszył w 2008 r.; kilku podsądnych zmarło; sprawy innych wyłączano wobec ich złego zdrowia. W 2011 r. sąd zawiesił sprawę 90-letniego wówczas Jaruzelskiego z powodu złego stanu zdrowia. Był on oskarżony o kierowanie tą grupą przestępczą oraz o podżeganie członków Rady Państwa do przekroczenia ich uprawnień.

W 2012 r. SO orzekł, że stan wojenny nielegalnie wprowadziła tajna grupa przestępcza o charakterze zbrojnym pod wodzą gen. Jaruzelskiego w celu likwidacji NSZZ „Solidarność”, zachowania ustroju komunistycznego oraz osobistych pozycji we władzach PRL. Kiszczaka skazano na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny. Od takiego zarzutu uniewinniono b. I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, bo – jak uznał sąd – „opowiadał się za politycznym rozwiązaniem sytuacji”. W 2013 r. SA prawomocnie oddalił apelację IPN od uniewinnienia Kani (wtedy badanie apelacji Kiszczaka zawieszono z powodu jego zdrowia).

W 1992 r. Sejm uchwalił, że stan wojenny był nielegalny. W 1996 r. Sejm, głosami ówczesnej koalicji SLD-PSL, nie zgodził się, by Jaruzelski, Kiszczak i inni sprawcy stanu wojennego odpowiadali przed Trybunałem Stanu. W 2011 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że dekrety o stanie wojennym przyjęto niezgodnie nawet z prawem PRL.

W 2013 r. SA prawomocnie utrzymał decyzję SO o zawieszeniu – z powodu złego stanu zdrowia – innego procesu Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni „Wujek” w 1981 r. SO, po zapoznaniu się z opinią psychologa i psychiatrów, uznał że uszkodzenia jego systemu nerwowego są „trwałe i postępujące”. Według biegłych Kiszczak nie rozumie pytań i nie może udzielać precyzyjnych odpowiedzi.

W poniedziałek oskarżająca Kiszczaka katowicka prokuratura podała, że wysłała do SO w Warszawie wniosek o podjęcie także i tego procesu. Powołano się na najnowszą opinię o zdrowiu Kiszczaka, przeprowadzoną w związku z procesem ws. stanu wojennego. Prok. Czerwiński ocenia, że nowa opinia „może otwierać drogę sądowi także i w tym procesie”. Mec. Majewski zapowiada, że zwróci się do SO o przesłuchanie autorów opinii.

Rzeczniczka SO poinformowała PAP, że w najbliższych dniach zostanie wyznaczony termin rozpoznania wniosku prokuratury. (PAP)

sta/ pz/

podobne: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. oraz: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny.

2. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały w połowie maja ma trafić do sądu.

09.05. Łódź (PAP) – W połowie maja do warszawskiego sądu powinien trafić akt oskarżenia ws. zabójstwa 17 lat temu b. szefa policji gen. Marka Papały. Jedynym podejrzanym o zbrodnię jest 40-letni Igor M. ps. Patyk, wówczas członek gangu złodziei samochodów. Grozi mu dożywocie.

Nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Prokuratura-ma-dowody-na-to-dlaczego-to-samochod-gen-Papaly-usilowa no-ukrasc.mp4

Według łódzkiej prokuratury gen. Papała zginął w wyniku napadu rabunkowego i był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy chcieli ukraść akurat jego auto. Śledczy utrzymują natomiast, że nie ma dowodów, aby było to zabójstwo na zlecenie, ani żeby w ogóle w tej sprawie było zlecenie zabójstwa gen. Papały.

Prowadzone od ponad pięciu lat przez łódzką prokuraturę apelacyjną (trwające w sumie 17 lat) śledztwo ws. zabójstwa gen. Marka Papały przedłużone jest do końca maja i w połowie tego miesiąca prawdopodobnie zostanie zamknięte. Śledczy w ostatnim czasie przesłuchali w Wielkiej Brytanii świadka, którego szukali od ponad dwóch lat – deklarował on, że złoży zeznania, ale nie przyjedzie do Polski. Jego zeznania miały służyć weryfikacji wyjaśnień jednego z podejrzanych.

„Świadek ten został przesłuchany, a jego zeznania były o tyle istotne, że umożliwiły nam dotarcie do kolejnego świadka, którego również przesłuchaliśmy” – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi i jeden z prowadzących śledztwo prok. Jarosław Szubert. Według prokuratury były to jedne z ostatnich dowodów zebranych w śledztwie. „Jesteśmy w trakcie pisania decyzji końcowej w tej sprawie. Prawdopodobnie będzie ona gotowa w połowie maja” – dodał Szubert.

Według łódzkiej prokuratury do zabójstwa b. szefa policji doszło w 1998 r. w wyniku napadu rabunkowego z użyciem broni palnej, a sprawcy zamierzali ukraść jego samochód Daewoo Espero. Podczas napadu Igor M. miał oddać do Papały śmiertelny strzał. Zdaniem śledczych były szef policji był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy prawdopodobnie nie wiedzieli, że auto należało do niego.

Według Szuberta prokuratura ma dowody, które wyjaśniają dlaczego złodzieje chcieli ukraść auto należące właśnie do b. szefa policji, dlaczego akurat ten samochód i w tym czasie był im potrzebny.

„Zgromadziliśmy materiał dowodowy, który zawiera odpowiedź na pytanie, z jakich powodów tego dnia, ten samochód te osoby usiłowały ukraść. W tym zakresie informacji znajduje się też odpowiedź na pytanie, z jakich powodów usiłowano dokonać kradzieży tego samochodu grożąc użyciem broni palnej” – powiedział w rozmowie z PAP Szubert. Zaznaczył jednocześnie, że prokuratura na tym etapie postępowania nie ujawnia tych informacji, bo najpierw musi się z nimi zapoznać sąd.

Z ustaleń śledztwa wynika jednak, że „Patyk” – jeszcze przed zabójstwem – w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

Igor M., który w chwili zdarzenia miał 24 lata, jest obecnie jedynym podejrzanym o zabójstwo b. szefa policji. Rok temu prokuratura – po uzyskaniu nowych dowodów – zmieniła zarzut wobec drugiego z zamieszanych w tę sprawę – 37-letniego obecnie Mariusza M. (w chwili zabójstwa miał 21 lat).

On także – według śledczych – był na miejscu zbrodni i brał udział w próbie kradzieży auta. Obecnie ma zarzut usiłowania rozboju na szkodę gen. Papały, ale nie jest już podejrzany o udział w zabójstwie. „Patykowi” grozi dożywocie, a Mariuszowi M. – do 15 lat więzienia. Obaj nie przyznają się do winy.

Oprócz nich w śledztwie podejrzani są jeszcze trzej członkowie gangu złodziei samochodów: Tomasz W. oraz bracia Robert i Dariusz J., którym zarzuca się kradzieże aut. Braciom J. również grożą kary do 15 lat więzienia, a Tomaszowi W. do 12 lat pozbawienia wolności.

Kamil Szubański (PAP)

szu/ bk/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01 hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Sprzymierzeńcem zbrodni (gen. Papały) jest czas, czyli… „Ciepło, ciepło…” (Stanisław Michalkiewicz)

3. Prokuratura odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów.

08.05. Warszawa (PAP) – Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów – poinformował w piątek PAP rzecznik prokuratury Przemysław Nowak. Odmówiono postępowania, ponieważ takiego czynu nie popełniono – zaznaczył.

Pod koniec lutego „Gazeta Wyborcza” napisała, że MSW rozważało, czy „afera podsłuchowa” nie była „spiskiem generałów” – działaniami byłych i obecnych szefów służb wymierzonymi w ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. „GW” pisała, że dochodzeniem zajmowała się wydzielona latem 2014 r. grupa policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji oraz oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W sprawie „spisku generałów” MSW, policja i SKW zaprzeczyły, aby podejmowały takie działania. Także ówczesny minister Sienkiewicz zaprzeczył, jakoby wiedział o działaniu grupy w MSW.

Prokuratura zajęła się sprawą sprawdzając, czy można podjąć śledztwo. W czwartek zdecydowano o jego niepodejmowaniu – poinformował w piątek PAP Nowak.

Rzecznik wyjaśnił, że w ramach postępowania w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego poprzez inwigilację bezpośrednią oraz kontrolę operacyjną Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, rzecznika CBA i byłych szefów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Biura Ochrony Rządu i SKW stwierdzono, że takiego czynu nie popełniono.

Prokurator przypomniał, że w gazecie wskazano, że to z inicjatywy byłego ministra Bartłomieja Sienkiewicza powołana została specjalna grupa złożona z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz SKW, której celem miało być ustalenie, czy za nielegalnymi nagraniami w warszawskich restauracjach stoi szef CBA oraz byli szefowie ABW, SKW oraz BOR.

Według gazety wobec tych osób stosowano pracę operacyjną, w tym bezpośrednią inwigilację, a zgoda na kontrolę operacyjną miała być uzyskiwana bez zachowania obowiązujących przepisów, np. wskazując ich numery telefonów, jako numery osób nieznanych.

Prokuratura wystąpiła do redakcji o materiały, na podstawie których napisano artykuł, ale redakcja ich nie ujawniła, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską – poinformował PAP rzecznik. Prokuratura zwróciła się z pytaniami w tej sprawie do Komendy Głównej Policji i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, BOR, ABW, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Prokuratury Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Komendy Stołecznej Policji i resortu spraw wewnętrznych.

Rzecznik prokuratury zaznaczył, że odpowiedzi tych instytucji są niejawne, ale ze zgromadzonego materiału dowodowego nie wynika, aby został popełniony taki czyn, polegający na podejmowaniu czynności operacyjno-rozpoznawczych wobec szefa CBA, rzecznika Biura i byłych szefów trzech innych służb przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP i SKW.

W tzw. aferze podsłuchowej praska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo dotyczące podsłuchiwania od lipca 2013 r. w dwóch stołecznych restauracjach w sumie kilkudziesięciu osób, w tym polityków i biznesmenów. Zarzuty współudziału w nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom przedstawiono dwóm biznesmenom: Markowi Falencie i Krzysztofowi R. oraz dwóm pracownikom restauracji, gdzie dokonano podsłuchów – Łukaszowi N. i Konradowi L. Za taki czyn grozi do 2 lat więzienia. Część podsłuchanych w warszawskich restauracjach rozmów prowadzonych przez polityków i biznesmenów została opisana w 2014 r. w tygodniku „Wprost”.(PAP)

ago/ jbr/

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: Państwo prawa: PKW łamanie przepisów, sfałszowany protokół wyborczy. Epilog „afery podsłuchowej”. Mariusz Kamiński przed sądem. Sprawa Ziętary: śledztwo w sprawie nacisków na świadków, Gawronik na wolności. Prawo o zawiązkach zawodowych do zmiany. i jeszcze: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?

4. W dodatku prokuratura umorzyła śledztwo ws. nieprawidłowości przy tworzeniu raportu z weryfikacji WSI przez Antoniego Macierewicza. Zdaje się że już po raz drugi.

podobne: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? a także: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? oraz: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku? Rosja odrzuca oskarżenia o zestrzelenie Boeinga. Podejrzany o morderstwo Litwinienki chce zeznawać. Niemcow zginął za pomoc USA?


1. Polskie służby chętnie i bez odpowiedniej kontroli sięgają po dane PolakówSpeckomisja o rosyjskiej wojnie propagandowej.

19.03.2015 (IAR) – Blisko dwa miliony dwieście tysięcy razy, swobodnie i bez większego nadzoru polskie służby sięgały po dane obywateli znajdujące się w posiadaniu firm telekomunikacyjnych– podała Fundacja Panoptykon. Informacja dotyczy ubiegłego roku.

Panoptykon- organizacja zajmująca się monitorowaniem działań państwa w sferze nowych technologii – zwraca uwagę, że inne dane na ten temat przedstawia Urząd Komunikacji Elektronicznej, a inne – większe – same służby.

Zapytań służb jest więcej niż w ubiegłych latach, a skala zainteresowania szeroka i systematycznie wzrasta – mówi, IAR Katarzyna Szymielewicz prezes Fundacji Panoptykon. Dwa lata temu było ich około milion siedemset siedemdziesiąt tysięcy.

Obawy fundacji budzi fakt, iż w Polsce służby nie muszą prawie w ogóle swoich żądań uzasadniać. Nie wiadomo, więc, czy pytania padają w sprawach najwyższej wagi, czy są wykorzystywane przy rzeczach błahych lub prewencyjnie – dodaje Katarzyna Szymielewicz: Padają pytania o billingi, dane na temat imienia i nazwiska, adresu i innych informacji podanych przez klienta w umowie z operatorem telekomunikacyjnym oraz zlokalizowanie samego urządzenia. Tak naprawdę nie ma znaczenia czy wykorzystywany jest podsłuch, czy pytanie o billing lub o lokalizację – wskazuje Katarzyna Szymielewicz. Jej zdaniem wszystkie te dane mówią o nas tak samo dużo. Dlatego wiedza jak się poruszamy i z kim rozmawiamy nie powinna być dostępna służbom bez kontroli zewnętrznej instytucji.

Panoptykon apeluje, aby szybko stworzyć odpowiednie prawo, które podda kontroli to, jakie informacje służby zdobywają od firm telekomunikacyjnych i ujednolici sposób raportowania o zbieraniu tych wiadomości. To nie skala zapytań jest najważniejsza, ale odpowiednia niezależna kontrola nad tym zjawiskiem – podkreśla Katarzyna Szymielewicz Oprócz policji z danych telekomunikacyjnych w Polsce ochoczo korzystają Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Straż Graniczna oraz instytucje kontroli skarbowej. Najwięcej pytań w tej kwestii zadaje policja około milion siedemset w ubiegłym roku. Policjanci tłumaczą, że mają swoją wewnętrzną kontrolę nad wykorzystaniem tych danych. Jednak to tylko kontrola wewnętrzna – zwraca uwagę Panoptykon.

Katarzyna Szymielewicz uważa, że zmiany trzeba wprowadzić szybko, a nadzorem nad służbami mógł by się zająć sąd.

W lipcu ubiegłego roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że cała sytuacja jest niezgodna z konstytucją. Dał ustawodawcom półtora roku na zmianę przepisów.

IAR/Grzegorz Maciak /buch

podobne: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów oraz: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

19.03.2015 (IAR) – Speckomisja o rosyjskiej wojnie propagandowej. Jej przewodniczący Marek Biernacki z PO powiedział, że rząd zamierza dofinansować służby specjalne, by mogły efektywniej tej wojnie przeciwdziałać. Podkreślił, że większośc z nas nie zdaje sobie sprawy z istnienia wojny propagandowej w cyberprzestrzeni. To widać po Ukrainie – powiedział. Dodał, że Rosja konsekwntnie działa w tej dziedzinie od 2012 roku.

Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, pułkownik Dariusz Łuczak też mówił o trwającej rosyjskiej wojnie propagandowej. Jego zdaniem, każdy sam powinien umieć ocenić, czy padł jej ofiarą. Dodał, że większość naszej społeczności nie zdaje sobie sprawy, iż przeciwnik stosuje tego typu metody.

Pułkownik Łuczak nie odpowiedział, jaką kwotą należałoby dofinansować nasze służby, by skutecznie przeciwdziałać wojnie propagandowej. Zasłonił się tajemnicą.

IAR/Naukowicz/tk

podobne: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem). i to: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle).

2. Jednak odczytano treść nośnika utopionego w Wiśle. Polaków czeka ogromny wstrząs. Zbliża się polityczne tsunami.

„Wiadomość o niemożliwości odczytania treści nośnika utopionego w Wiśle przez zatroskanych o swój los kelnerów okazała się nieprawdziwa. Czego nie mogli dokonać specjaliści wynajęci przez ABW, udało się trzem policjantom, zajmującym się na co dzień identyfikacją samochodów, na podstawie dźwięku ich silników. Często bowiem zapis obrazu zawodzi, ale piraci drogowi nie mogą się czuć bezpiecznie, ponieważ zostaną rozpoznani na podstawie analizy głosu motoru. I właśnie owi policjanci, na razie wciąż anonimowi, podjęli się rozwiązania umoczonej Wiśle zagadki i w znacznym stopniu rzecz im się udała.

Ich dokonanie może mieć wielką wagę dla dalszych losów państwa, albowiem odtworzono, prawie w całości kolejne rozmowy w znanej restauracji, w tym tak ważnych osób, jak Radosław Sikorski i Bartłomiej Sienkiewicz. Wprawdzie obaj już występowali w tym upiornym teatrzyku cenionego restauratora, ale były to duety z innymi jeszcze politykami. Poznane wczoraj treści pochodzą ze spotkania byłego ministra spraw wewnętrznych z byłym ministrem spraw zagranicznych. Na razie podajemy tylko nieliczne fragmenty odcyfrowanej rozmowy, zachowując resztę do wykorzystania w najbliższym czasie(…)

Bar. Sien. – A Ty, jak zaproponowałeś Araba do Madrytu? Też pękłeś. Donek wszystkim opowiadał, że to jego strzał w dziesiątkę. Bał się, że gdy Arab nie wyjedzie może wszystko spartolić. Wołodia proponował radykalniejsze rozwiązanie, ale tym razem Donek stchórzył. Już po śmierci chorążego Musia popadał w stany depresyjne. Tyle tych samobójstw! Nawet ruski ambasador się dziwił…

Rad. Sik. – Tym się nie przejmuj. Oni zawsze dziwią się programowo, ważne, że ich zdziwienia teraz stale pasują do naszych. Ktoś to, myślisz, koordynuje?

Bar. Sien. – Nie udawaj durnia, gdyby było inaczej, już dawno bylibyśmy tam, gdzie chciałby Jarek. Ale jego niedoczekanie!…”

całość tu: wpolityce.pl

podobne: Stanisław Michalkiewicz o przepychankach trzech stronnictw i wznowieniu śledztwa w sprawie zaniedbań w przygotowaniu podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego (z tajemniczą śmiercią świadka w tle). Lista śmierci by Krysztopa. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

3. Nowacka: Wyciek stenogramów pokazuje słabość państwaNiemcy: wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?

08.04.2015 (IAR) – Polskie władze nie stanęły na wysokości zadania w sprawie katastrofy smoleńskiej – uważa Barbara Nowacka z Twojego Ruchu. Córka Izabeli Jarugi Nowackiej, która zginęła 5 lat temu w katastrofie polskiego Tupolewa, skomentowała w ten sposób wyciek do mediów nowych ustaleń w sprawie katastrofy.

To pokazuje słabość państwa, które po raz kolejny nie stoi na wysokości zadania – powiedziała Barbara Nowacka w radiowej Trójce.

„Nie jest dobrze, że poważny dokument, jeśli go traktować poważnie, wycieka do mediów nie dając wcześniej możliwości dodatkowych ekspertyz” – powiedziała. Dodała, że samo dopuszczenie do wycieku przez prokuraturę pokazuje słabość państwa, bo – jak podkreśliła – sądy i służby chroniące bezpieczeństwa obywateli powinny być najszczelniejsze.

Barbara Nowacka krytykuje też władze za to, że nie informują rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o ważnych sprawach dotyczących śledztwa.

„Dostajemy informacje na przykład o tym, że powołano nowego tłumacza, nowego biegłego, natomiast o nowych zapisach z kokpitu dowiadujemy się z mediów” – powiedziała Nowacka.

Wczoraj radio RMF ujawniło nowe stenogramy z kokpitu Tu154M. Z zapisów czarnych skrzynek, które na nowo udało się odczytać biegłym wynika, że na pokładzie prezydenckiego samolotu mogło dochodzić do nacisków na pilotów, a w kokpicie do ostatniej chwili były osoby trzecie.

Prokuratura Wiojskowa zapowiedziała postępowanie w sprawie wycieku informacji do mediów.

Trójka/IAR/moc/nyg

podobne: Psy się gryzą na podwórzu a kruk krukowi oka nie wykole… oraz: Kolejna rocznica „katastrofy w Smoleńsku” – zimna wojna trwa.

08.04.2015 (IAR) – Niemiecki wywiad ma informacje o tym, że przyczyną katastrofy pod Smoleńskiem mógł być zamach przeprowadzony przez rosyjskie służby specjalne. Ujawnia to w swojej najnowszej książce niemiecki dziennikarz śledczy Juergen Roth. Publikacja pod tytułem „Verschlussakte S” trafia dziś do niemieckich księgarń.

Roth przytacza w książce depeszę sporządzoną w marcu ubiegłego roku przez agenta niemieckiego wywiadu BND. Czytamy w niej, że możliwym wytłumaczeniem katastrofy samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem jest, z dużym prawdopodobieństwem, zamach z użyciem materiału wybuchowego. Miał on zostać przeprowadzony przez działającą w Połtawie na Ukrainie komórkę Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej kierowaną przez Dymytra S. Komórka ta działała pod przykrywką ukraińskiej służby SBU.

Agent niemieckiego wywiadu powołuje się przy tym na dwa źródła. Jedno w polskim rządzie, a drugie w rosyjskich służbach specjalnych. W depeszy ma być także mowa o tym, że zlecenie zamachu mógł wydać wysoki rangą polski polityk, który kontaktował się w tej sprawie z moskiewskim generałem FSB Jurijem D.

W ocenie autora depeszy wniesienie ładunku wybuchowego na pokład rządowego Tupolewa nie było możliwe bez udziału polskich współpracowników. Opisując relacje świadków katastrofy pod Smoleńskiem, dziennikarzy, ekspertów i polityków, między innymi Antoniego Macierewicza, autor książki twierdzi, że wiele wskazuje na to, iż w rządowym samolocie doszło do eksplozji.

Juergen Roth ocenia jednak, że przedwczesne jest wyciąganie wniosku, iż był to zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jego zdaniem równie przedwczesne jest jednak także kategoryczne twierdzenie, że zamachu nie było.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/kry

…cyrk nie z tej ziemi… Na podstawie „wycieku” ze stenogramów z kokpitu już od wczoraj środowisko PO trąbi że zamachu nie było (swoją drogą „ciekawa” logika, w jaki sposób na podstawie jakiejś kopii zapisów nagrania z kokpitu komuś wyszło że przyczyna katastrofy była taka a nie inna 🙂 ), a dziś ktoś przywalił z grubej rury „danymi z niemieckiego wywiadu”, wprost oskarżając Rosjan o „sprawstwo kierownicze”… I bądź tu człowieku mądry ! Zwłaszcza że wrak i czarne skrzynki od kilku ładnych lat ciągle pozostają w Rosji – co jest największym skandalem i daje do myślenia bardziej niż spekulacje na temat stenogramów z kopii zapisu, czy „przeciek z niemieckiego wywiadu” 😉 (Odys)

4. Londyn – Podejrzany o morderstwo Litwinienki chce zeznawaćNiemcow mógł zginąć za pomoc USA. Rosja odrzuca oskarżenia o zestrzelenie Boeinga

20.03.2015 (IAR) – Niespodziewany zwrot w londyńskim śledztwie w sprawie zabójstwa Aleksandra Litwinienki. Jeden z głównych podejrzanych chce zeznawać. Dmitrij Kowtun – lub ktoś za niego się podający – napisał do prowadzących śledztwo i poprosił o szansę przedstawienia swojej wersji. Kowtun nie przyjechałby na Wyspy z Rosji. Wszystko miałoby to się odbyć dzięki technice wideo.

To Kowtuna i jego towarzysza Andrieja Ługowoja brytyjska policja oskarża o dodanie zabójczego polonu do herbaty Litwinienki. Badająca wypadki z 2006 roku policja domagała się ekstradycji obu mężczyzn, ale Rosjanie nie chcieli nawet o tym słyszeć. „Istnieje już wystarczająco wiele przesłanek, by powiązać ich z tą śmiercią. Chodzi szczególnie o radioaktywny szlak prowadzący z Moskwy do Londynu i z powrotem” – mówi Polskiemu Radiu dr Peter Duncan, specjalista od Rosji z University College London.

Wcześniej oskarżyciele przedstawili w Londynie dowody mają pokazywać, że ów szlak wiódł przez Niemcy. Kowtun, wyposażony w truciznę, miał przylecieć do stolicy Wielkiej Brytanii przez Hamburg. Tam spotkał się ze swoją byłą żoną.

Prawnik wdowy po Litwinience Ben Emmerson ma tymczasem wątpliwości. I pyta czy to nie będzie inscenizacja, w której Kowtun przeczyta po prostu okrągłe zdania, które napisali jego mocodawcy.

Publiczne dochodzenie trwa w Londynie od końca stycznia. Po latach kluczenia, brytyjski rząd dał w końcu na nie zielone światło w połowie zeszłego roku.

Większość komentatorów przekonana jest, że decyzja ta miała związek z wydarzeniami na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Adam Dąbrowski, Londyn/kry

08.04.2015 (IAR) – Rosyjski biznesmen chce złożyć zeznania w sprawie śmierci byłego agenta FSB. Dmitrij Kowtun jest poszukiwany listem gończym, przez brytyjski wymiar sprawiedliwości, pod zarzutem współudziału w zabójstwie byłego agenta rosyjskiej służby bezpieczeństwa Aleksandra Litwinienki.

Litwinienko uciekł w 2000 roku z Rosji do Wielkiej Brytanii. Przez kilka lat pobytu na emigracji dał się poznać jako zagorzały przeciwnik prezydenta Władimira Putina. Były pułkownik Federalnej Służby Bezpieczeństwa zmarł w listopadzie 2006 r. W jego krwi wykryto radioaktywny polon.

Prowadzący śledztwo brytyjscy policjanci twierdzą, że Litwinienkę zamordowano na polecenie rosyjskich służb. Dokonać tego mieli biznesmen Dmitrij Kowtun i deputowany Andriej Ługawoj. Obaj spotkali się z Litwinienką w Londynie, tuż przed jego śmiercią.

Według telewizji Rossija24, Kowtun jest gotów złożyć zeznania w tej sprawie, bowiem jak zaznacza -„byłego agenta FSB otruto do spotkania z nim”. Biznesmen podkreśla, że jeśli otrzyma w brytyjskim sądzie status jednego z uczestników procesu, to w krótkim czasie przygotuje wszystkie potrzebne dokumenty i wynajmie firmę prawniczą, aby móc wystąpić przed londyńskim wymiarem sprawiedliwości.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mg

podobne: Śmierc Petroniusza – zemsta Nerona? Borys Bieriezowski nie żyje

22.03.2015 (IAR) – Bliska współpraca ze Stanami Zjednoczonymi mogła być powodem zabójstwa Borysa Niemcowa – podaje niemiecka gazeta „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”. Opozycyjny polityk pomagał Amerykanom w opracowaniu listy Rosjan, którzy mieli zostać objęci sankcjami po aneksji Krymu.

Gazeta przypomina, że rosyjskie organy ścigania ogłosiły już sukces w sprawie zabójstwa Niemcowa. Zatrzymano kilku podejrzanych Czeczenów sugerując islamskie podłoże zbrodni. Ale – jak czytamy – motyw zabójstwa mógł być zupełnie inny. Gazeta, powołując się na źródła w aparacie bezpieczeństwa podaje, że Niemcow miał bliskie kontakty z Amerykanami i dzieląc się swoją wiedzą pomagał im tworzyć listy Rosjan objętych sankcjami. Chodziło o zakazy wizowe i zamrożenie kont w bankach. Jak czytamy, sankcje okazały się dla rosyjskich polityków bardziej dotkliwe niż przypuszczano. Otoczenie Putina obwiniało za to Niemcowa. Jego śmierć może mieć związek z tą sprawą – powiedział gazecie polityk rosyjskiej opozycji Władimir Milow. Gazeta przypominam, że Niemcow już wcześniej pomagał Amerykom i spotykał się z amerykańskimi politykami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/jp

podobne: Rosja: pogrzeb Niemcowa to pogrzeb epoki, tymczasem główny świadek zabójstwa opuścił Rosję. Michalkiewicz o męczeństwie za demokrację.

20.03.2015 (IAR) – Rosja odrzuca oskarżenia o udział w zestrzeleniu w lipcu zeszłego roku Boeinga 777. Moskwa nazywa „kłamstwem” doniesienia holenderskich dziennikarzy, którzy twierdzą, że na miejscu katastrofy znaleźli elementy rosyjskiej rakiety Buk.

Holenderska ekipa telewizji RTL w listopadzie odnalazła na miejscu katastrofy metalowe elementy. Z ekspertyz przeprowadzonych na zlecenie dziennikarzy wynika, że w samolot malezyjskich linii lotniczych trafiła rakieta Buk. Tego typu uzbrojenie znajduje się na wyposażeniu zarówno rosyjskiej, jak i ukraińskiej armii. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdzi, że nie ma nic wspólnego z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu, a fragmenty rakiety pokazane przez holenderskich dziennikarzy wskazują na pociski Buk – M1, które znajdują się na wyposażeniu armii Ukrainy.

„To kłamstwa” – tak odnosi się do publikacji holenderskich dziennikarzy rzecznik rosyjskiego resortu obrony Igor Konaszenkow.

Boeing, jak się przypuszcza został zestrzelony 17 lipca ubiegłego roku rakietą ziemia – powietrze. Maszyna spadła na terytorium Ukrainy, kontrolowane przez prorosyjskich separatystów. W katastrofie zginęło 298 osób.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dabr

podobne: Ukraina. Kto zestrzelił Boeinga? Pomyłka czy prowokacja? Czarne skrzynki w rękach separatystów. Gaza: Izrael rozpoczął ofensywę, Hamas grozi odwetem. oraz: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy?

źródło: stooq.pl

…widać duże ciśnienie pewnych środowisk (związanych z USA) w Polsce i za granicą by uderzyć w Rosję. Podgrzewa się i próbuje umiędzynarodowić „katastrofę smoleńską”, oraz wyciąga się inne domniemane a niewyjaśnione do tej pory tajemnicze zbrodnie rosyjskiego wywiadu. Problem z „katastrofą smoleńską” polega jednak na tym, że wrak i czarne skrzynki pozostają pod „opieką” rosyjskich władz, które nie zawahają się użyć tych dowodów przeciwko polskim władzom jeśli poczują się zagrożone (stąd powszechna mobilizacja we władzach PO by wykluczyć wersję o jakimkolwiek zamachu, nawet jeśli był inicjowany przez Rosję)… Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.


CEZARY GMYZ: Tykająca bomba podsłuchowa 

Lektura akt robi ogromne wrażanie. Z wyjaśnień kelnerów wynika, że zarejestrowali oni rozmowy czołowych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kelnerzy udzielili informacji obciążających nie tylko Marka Falentę, ale przede wszystkim czołowe postaci polskiego życia publicznego.

Na taśmach według wyjaśnień kelnerów znajdować się miały dowody m.in. na udział Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego  w aferze Rywina oraz w sprawie więzień CIA. Pisze o tym na swoich stronach internetowych tygodnik „Wprost”.

Najobszerniejsze informacje złożył Konrad L., sommelier z Amber Room. Wyjaśnienia jakich udzielił dotyczą najważniejszych osób w Polsce.

Fragment notatki CBŚ z rozmowy z Konradem L.

„Ważne spotkania jakie nagrałem dotyczyły:

Spotkania Jana Kulczyka z:

Pawłem Grasiem (kilka spotkań) – dotyczące przejęcia przez Jana Kulczyka firmy CIECH S.A. na warunkach stawianych przez Kulczyka

Ministrem Skarbu Państwa Pawłem Tamborskim (dwa lub trzy spotkania) dotyczące wywierania nacisku przez Jana Kulczyka za pośrednictwem Tamborskiego na Radę Nadzorczą CIECH S.A.

Janem Krzysztofem Bieleckim – dotyczącym możliwości dotarcia przez Jana Kulczyka do grona zaufanych ludzi premiera Donalda Tuska

Radosławem Sikorskim – dotycząca obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej na Ukrainie w perspektywie robienia interesów przez Jana Kulczyka na Ukrainie wspólnie z RP (Kulczyk miał być osobą inicjującą działania). Radosław Sikorski podczas tej rozmowy wyraża swoją przychylność propozycjom Kulczyka oraz dodatkowo wiąże z tymi planami własne plany tj. zamierza zostać Unijnym Komisarzem ds. Energetyki – aby mógł czuwać nad tymi inwestycjami i mieć z tego korzyści.

Spotkanie Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim (rozmowa opublikowana przez Wprost)

Spotkanie Jacka Rostowskiego ze Sławomirem Sikorą – prezesem Citibanku Handlowego dotyczących planów politycznych Sikory i rozwiązań, o których rozmawiał z Rostowskim dot. ekonomii i gospodarki.

Spotkanie Marka Dochnala ze swoimi doradcami – rozmowa dot. luk w prawie dzięki którym można zrealizować intratne inwestycje w branży transportu i energetyki z korzyścią dla Marka Dochnala.

Spotkanie Sławomira Nowaka z prezesem PKP Jackiem (naprawdę Jakubem – przyp. red.) Karnowskim odnośnie prywatyzacji PKP i zamieszania związanego ze składami Pendolino. Rozmówcy uzgadniali możliwości wytłumaczenia nieprawidłowości przy zakupie składów Pendolino oraz echa prywatyzacji PKP CARGO.

Spotkania Janusza (naprawdę Józefa przyp. red.) Wojciechowskiego prezesa JW. Construction z członkiem Rady Nadzorczej i jednym z doradców Wojciechowskiego, rozmowa na temat kopalni węglowych na terenie RP (w posiadaniu Wojciechowskiego oraz innych należących do Skarbu Państwa). Dotyczy możliwości kupna-sprzedaży państwowych kopalni oraz ich rentowności;

Spotkania prezesa KGHM Huberta (naprawdę Herberta – przyp. red.) Wirtha z jedną z osób zarządzających grupą KGHM w obecności asystenta Huberta Wirtha – Łukasza Kowalika. Rozmowa dotyczy planów inwestycyjnych KGHM oraz ewentualnych rozgrywek personalnych i inwestycyjnych z negatywnymi skutkami dla Skarbu Państwa;

Spotkania ministra sportu Marka (w rzeczywistości Andrzeja – przyp. red) Biernata – rozmowa dotycząca sytuacji w polskim sporcie, okraszona dużą ilością anegdot – treść rozmowy mogłaby ośmieszyć rozmówców przy upublicznieniu;

Spotkanie Krzysztofa Kwiatkowskiego prezesa NIK z Janem Kulczykiem – podczas rozmowy Jan Kulczyk sonduje możliwość uzyskania preferencyjnych rozwiązań prawnych dla spółek, których jest właścicielem przy czym słychać wyraźny nacisk ze strony Kulczyka, aby interpretacja przepisów przez NIK była korzystna dla Kulczyka. Kwiatkowski poleca konkretne osoby, które mogą udzielić pomocy w tej sprawie. Sprawa dotyczy prawdopodobnie przejęcia firmy CIECH przez Jana Kulczyka. Kwiatkowski powołuje się na jakąś sprawę na terenie Ukrainy, w której wykorzystując swoje możliwości rozwiązał ją w podobny sposób na korzyć zainteresowanego” – czytamy w notatce CBŚ.”

źródło: dorzeczy.pl

No i proszę… A przecież wszystko miało pozostać w Wiśle (Epilog „afery podsłuchowej”)… Jednak prawdą jest że trupy nienależycie obciążone po jakimś czasie wypływają na powierzchnię 😉

podobne: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

Afera taśmowa zatacza coraz szerszy krąg„PB”: House of Cards po polsku – Schetyna jak Underwood? PO o aferze podsłuchowej.

16.03.2015 (IAR) – Kolejne doniesienia prasowe w sprawie afery taśmowej i decyzja praskiej prokuratury, która nie chce zajmować się kolejnymi wyciekami, a decyzję w sprawie śledztwa, pozostawia Prokuraturze Apelacyjnej.

Nowe fakty ujrzały światło dzienne w „Gazecie Wyborczej” i „Wprost”. Chodzi o zeznania kelnerów, którzy nagrali Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego rozmawiających o więzieniach CIA w Polsce. Obaj politycy mieli na tych taśmach ustalać wspólną wersję zdarzeń i zdecydować że będą zasłaniali się niepamięcią w tej sprawie.

Rzecznik praskiej prokuratury Renata Mazur poinformowała, że śledczy skierowali wniosek do Prokuratury Apelacyjnej o podjęcie decyzji w sprawie ewentualnego śledztwa. „Chcemy zachować bezstronność. Te akta są w naszej prokuraturze. Znaczny krąg osób może mieć do niech dostęp a nie ulega wątpliwości, że przynajmniej część materiałów, która została opublikowana na pewno pochodzi z akt sprawy” – powiedziała IAR prokurator Mazur.

Zeznania złożone przez kelnerów w CBŚ ujawniają kulisy nagrywania ważnych osobistości w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Łukasz N. i Konrad L. przyznali, że nagrywali na zlecenie biznesmena Marka Falenty, a nagrania przekazywali mu na kodowanych pendrivach.

Początkowo te materiały miały być wykorzystywane jedynie w celach biznesowych. Jednak, jak twierdzi podejrzany, później chodziło o polityczny szantaż i próbę obalenia rządu Donalda Tuska.

Po wybuchu afery podsłuchowej Falenta miał uspokajać kelnerów, że „dostaną nagrodę od PiS, bo ma tam dobre kontakty a partia ta przejmie władzę po spodziewanej zmianie władzy” – to ustaliła „Gazeta Wyborcza”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Ksenia Maćczak/dyd

podobne: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? oraz: Raport o CIA – tajne więzienia i tortury. To nie Polska dała CIAła za kiejkutowe miliony i o POufnym (nie)bezpieczeństwie słów kilka. i to: „Wprost” donosi: „Polski syf i folklor”oraz „murzyńskość” relacji Polska – USA czyli… miś który sobie zgnije na świeżym powietrzu.

16.03.2015 (IAR) – House of Cards po polsku. „Puls Biznesu” sugeruje w okładkowym tekście, że obecny szef MSZ Grzegorz Schetyna mógł stać za ponownym wypłynięciem afery podsłuchowej.

Dziennik łączy kilka ostatnich wydarzeń z pogranicza nielegalnych podsłuchów, akcji służb specjalnych, kontrolowanych przecieków do mediów z próbą pozycji w PO przez Grzegorza Schetynę. „Puls Biznesu” wspomina tu o niedawnym raporcie NIK w sprawie nieprawidłowości przy budowie gazoportu, ujawnieniu zeznań kelnerów w aferze taśmowej, wejścia CBA do PZU w kontekście wyboru nowych władz w spółce. Podobnie jest w przypadku wyborów zarządu w kontrolowanej przez Skarb Państwa KGHM. Dziś zbiera się rada nadzorcza miedziowej spółki. Inspiratorem tego ciągu zdarzeń miał być – według „Pulsu Biznesu” – Grzegorz Schetyna, chcący uderzyć w ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego.

„Według naszej wiedzy, minister mógł posunąć się o krok dalej. Wiemy o naciskach dotyczących zmian w zarządzie KGHM. (…) Słyszymy o jego doskonałych relacjach z szefami CBA i Służby Wywiadu Wojskowego. Bez trudu znajdujemy też informacje, że najbliżsi współpracownicy ministra spraw zagranicznych są dobrymi znajomymi Marka Falenty” – pisze gazeta, sugerując polityczne inspirowanie wypłynięcia kolejnych wątków afery podsłuchowej, a także próbę odbudowywania wpływów poprzez zmiany w zarządzie KGHM.

Dziennik zastrzega jednocześnie, że tekst to próba połączenia w logiczną całość kilku wątków. „Kiedy można je poprzeć informacjami z wielu źródeł i kiedy bez nadmiernego przerostu wyobraźni łączą się w logiczną całość czas na komentarz” – przekonuje zastępca redaktora naczelnego Marcin Goralewski.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Puls Biznesu”/kd /buch

…Tuska nie ma już na pokładzie tzw. Platformy więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oczyścić tę formację z niepożądanego i skompromitowanego elementu, dozując społeczeństwu „szok” (który i tak musi nastąpić, bo taśm z tego co widać jeszcze trochę ocalało) adekwatnie do pamięci zbiorowej naszej „młodej demokracji”, która zdążyła już niemal zapomnieć o pierwszej edycji prawdziwego programu wyborczego PO, który cały czas się realizuje a brzmi „ch…d… i kamieni kupa”. Strach przed kolejnym „niekontrolowanym wyciekiem” był tak wielki, że tym razem posłużono się „sprawdzonym” medium (bez konsekwencji siłowego forsowania pomieszczeń redakcyjnych) by choć w pewnym stopniu uprzedzić wydarzenia i nadać im kontrolowany bieg teraz, by elektorat zdążył po raz kolejny zapomnieć o tzw. „aferze podsłuchowej”. Zresztą patrząc na konsekwencje jakie spotkały główne postaci pierwszej edycji „tańca z taśmami”, można było dojść do wniosku że nie ma czego się bać, i że można sprawę dalej załatwiać w trybie „nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi?”.

Więc jeśli rzeczywiście za tym „come back’iem” stoi Pan Schetyna (który zawsze miał w PO opinię szarej eminencji i człowieka od „mokrej roboty”) to wybrał on dobry czas na dorżnięcie resztek dworu Tuska, by projekt pod nazwą Platforma Obywatelska ostatecznie ocalał i miał szansę powalczyć o kolejną kadencję w następnych wyborach parlamentarnych jako partia oczyszczona z „elementu”. A wszystko to bez wyrządzenia krzywdy największemu kapitałowi tej formacji – Panu Donaldowi Tuskowi (o czym już kiedyś wspominałem tu: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.) i by „władzy raz zdobytej nie oddać już nigdy”… Odys

podobne: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?  oraz: PWPW pod nadzorem MSW (Sienkiewicz dopiął swego). Życie po życiu Prokom Investments

16.03.2015 (IAR) – Próba odwrócenia uwagi od kwestii SKOK-ów. To odpowiedź Platformy Obywatelskiej na postulat Prawa i Sprawiedliwości dotyczący sejmowej debaty o aferze podsłuchowej. Mówił o tym prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. W jego opinii, istnieją poważne przesłanki, by sądzić, że rządzący oraz część opozycji nie powinni w ogóle uczestniczyć w życiu publicznym.

Poseł PO Mariusz Witczak mówił na konferencji prasowej, że sprawą podsłuchów zajmuje się prokuratura. „Nikt niczego w tej kwestii nie chce zamiatać pod dywan” – zapewnia. Dodaje, że politycy różnych opcji mają w sprawie status pokrzywdzonego, a nie stawia się im zarzutów. W ocenie Witczaka, mówienie o komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowej to odwracania uwagi od prawdziwego problemu, jakim jest sprawa SKOK-ów.

Poseł Marcin Święcicki przypomniał, że Spółdzielcze Kasy, które miały służyć ludziom obrosły prywatnymi spółkami oraz fundacją, która się na majątku SKOK-ów wzbogaciła. Dodał, że jej prezes – Grzegorz Bierecki – mieszał funkcje nadzorcze z właścicielskimi. „To oczywisty konflikt interesów” – przekonywał Święcicki. Jego zdaniem, prezes Bierecki zapewniał sobie ochronę PiS-u pośrednio finansując kampanię i różnego rodzaju imprezy oraz przychylne partii Kaczyńskiego media. Trzeba ten układ odsłonić, nie damy się zastraszyć jakimiś innymi komisjami śledczymi – powiedział.

Sprawą SKOK-ów w najbliższą środę zajmie się sejmowa komisja finansów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Naukowicz/dyd

podobne: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?). i to: Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone.

Prezydent kieruje ustawę o sądach do Trybunału Konstytucyjnego.

16.03.2015 (IAR) – Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o sądach powszechnych. Bronisław Komorowski zrobił to w trybie kontroli prewencyjnej – czyli przed podpisaniem ustawy.

Wcześniej Krajowa Rada Sądownictwa apelowała do prezydenta właśnie o skierowanie ustawy do Trybynały w obawie o konstytucyjność nowych przepisów.

Sędziowie twierdzą, że ustawa jest niezgodna z konstytucją i daje zbyt duże uprawnienia ministrowi sprawiedliwości – między innymi praktycznie nieograniczony dostęp do akt.

Zwolennicy nowej regulacji przekonują, że dzięki przyjętym przez parlament przepisom minister będzie miał większą kontrolę nad sędziami, przede wszystkim tymi odpowiedzialnymi za przewlekłość spraw.

Odesłania ustawy o sądach do Trybunału Konstytucyjnego domagała się też Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

IAR/mitro/dabr

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…nie żebym był wierzącym w apolityczność sądów (nie chcę generalizować, ale czasem to po prostu widać i czuć), niemniej jednak mają one obecnie podstawę prawną do tego by być niezawisłymi i apolitycznymi instytucjami (w jakim wymiarze z tego prawa korzystają to już inna bajka). Oddanie ich działalności pod kontrolę polityka jakim jest Minister Sprawiedliwości, to byłby bardzo niedobry „prezent” od władzy dla obywateli (choć pewnie ci drudzy i tak by tego nie zauważyli o wyciąganiu wniosków nawet nie wspominając)… (Odys)

„Dekretowiec”: ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta

16.03.2015 (IAR) – Byli właściciele warszawskich nieruchomości odebranych im w 1945 roku dekretem Bieruta – przeciwni tak zwanej małej ustawie reprywatyzacyjnej, która przygotował Senat. Na specjalnie zwołanej konferencji przekonywali, że projektowane przepisy są bardziej represyjne niż sam dekret.

Ewa Wierzbowska ze stowarzyszenia Dekretowiec powiedziała IAR, że projekt jest aktem komunistycznego prawa, represyjnego wobec obywateli warszawskich. W jej ocenie, projekt zabiera wszystkie nieruchomości, które jeszcze są do oddania, nie zapewniając żadnych odszkodowań. „Pod hasłem ustawy reprywatyzacyjnej robi się ustawę antyreprywatyzacyjną” – powiedziała Ewa Wierzbowska.

Przygotowany w Senacie projekt przyznaje Skarbowi Państwa lub miastu stołecznemu Warszawa prawo pierwokupu nieruchomości objętych roszczeniami, na których znajdują się instytucje użyteczności publicznej. Zdaniem mecenasa Ireneusza Ratko, projekt ma szerszy zasięg i przewiduje możliwość zabrania nieruchomości w bardzo wielu przesłankach wskazujących zarówno na cel publiczny, jak i na cel niepubliczny.”Projekt operuje uznaniem administracyjnym, co oznacza, że urzędnik będzie mógł swobodnie decydować o tym, czy daną nieruchomość zwróci czy jej nie zwróci. Nie przewiduje się w nim żadnych rekompensat ani gruntów zamiennych dla byłych właścicieli – mówi mecenas Ratko.

Nowe przepisy dotyczące reprywatyzacji zawarte są w nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz w zmianie Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Przygotowali je warszawscy politycy Platformy Obywatelskiej. Pierwsze czytanie projektu odbędzie się podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, które rozpoczyna się w środę.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Danuta Zaczek/dabr

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy. i to: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze