„New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą.


Banksterzy

„…W niniejszym eseju będącym fragmentem książki zatytułowanej Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu, Lawrence W. Reed, obala mit zbawiennej roli polityki New Dealu jako remedium na kryzys. Patrząc na dzisiejsze zakusy rządzących, którzy chcą doprowadzić do ogólnoświatowego programu wyjścia z kryzysu, tekst może być wielce pouczający.

W 1932 roku Franklin Delano Roosevelt wygrał wybory prezydenckie, uzyskawszy 472 głosy elektorskie w porównaniu do zaledwie 59 głosów, jakie zebrał urzędujący Herbert Hoover. Program wyborczy Partii Demokratycznej, na której czele stał Roosevelt, głosił: „Uważamy, że program wyborczy partii to umowa z ludem, i jej warunków partia, której powierzono władzę, ma wiernie przestrzegać”. Partia domagała się 25-procentowej redukcji wydatków federalnych, zrównoważonego budżetu, racjonalnego obrotu złotem, „aby zapobiec wszelkiemu ryzyku”, wycofania się rządu z obszarów, które przynależą raczej przedsiębiorstwom prywatnym, a także położenia kresu „ekstrawagancjom” programów Hoovera w zakresie polityki rolnej. Oto co obiecał kandydat na prezydenta, Roosevelt. Ale nie ma to wiele wspólnego z tym, czego późniejszy prezydent Roosevelt rzeczywiście dokonał

…Niefortunnie rozpoczął prezydenturę, potępiając w przemówieniu inauguracyjnym wielki kryzys za „niegodziwych handlarzy walutami”. Nie powiedział nic na temat niegospodarności FED i niewiele o szaleństwach Kongresu, które przyczyniły się do pogłębienia problemów. W rezultacie zaś jego działań gospodarka pogrążyła się w kryzysie na resztę dekady

W maju 1935 roku na Uniwersytecie Harvarda Douglas powiedział jasno, że Ameryka staje w obliczu doniosłego wyboru:

Czy wybierzemy podporządkowanie się nas samych – tego wielkiego kraju – despotyzmowi biurokracji, kontrolowaniu każdego naszego działania, zniszczeniu równości, którą osiągnęliśmy, wreszcie zredukowaniu nas do położenia zubożałych niewolników państwa? Czy też będziemy uparcie trwać przy wolnościach, o które człowiek walczył przez ponad tysiąc lat? Ważne jest, by zrozumieć wielkość problemu, jawiącego się przed nami. (…) Jeżeli nie wybierzemy bezwzględnej, despotycznej biurokracji, kontrolującej nasze życie, niweczącej rozwój, obniżającej standard życia (…) wówczas stanie się jasne, że funkcja rządu federalnego w warunkach demokracji ma polegać na ograniczeniu swojej aktywności do tych obszarów, których demokracja dotyczy, na przykład obrony narodowej, utrzymywania prawa i porządku, ochrony prawa i własności, zapobiegania nieuczciwości i (…) ochrony społeczeństwa przed (…) partykularnymi interesami poszczególnych środowisk.

Taryfy celne nałożone przez ustawę Smoota-Hawleya oraz niegodziwość opartej na wyzysku polityki monetarnej, prowadzonej przez FED, to główni winowajcy odpowiedzialni za powstanie warunków, które dały Rooseveltowi pretekst do tymczasowego pozbawienia deponentów ich pieniędzy, zaś urlop dla banków nie wpłynął na zmianę tych podstawowych zasad. „Ponad 5 tysięcy banków, które działały w momencie ogłoszenia „urlopu”, nie otworzyło ponownie swoich podwojów po jego zakończeniu, a ponad 2 tysiące z nich nie zrobiły tego już nigdy” – donoszą Friedman i Schwartz.

…”Prawie wszystkie upadłe banki stanowe przestrzegały praw systemu bankowego”, czyli praw, które zakazywały bankom otwierania nowych filii i tym samym różnicowania swoich ofert oraz zmniejszania ryzyka. Powell pisze: „Chociaż Stany Zjednoczone ze swymi prawami systemu bankowego zanotowały upadłość tysięcy banków, to w Kanadzie, gdzie pozwolono bankom na rozszerzanie ich działalności, nie upadł ani jeden bank…” Co ciekawe, krytycy kapitalizmu, którzy uwielbiają winą za wielki kryzys obarczać rynek, nigdy nie wspominają o tym fakcie.

Kongres najpierw udzielił prezydentowi władzy do przejęcia prywatnych zasobów złota należących do amerykańskich obywateli, a następnie do odgórnego ustalenia ceny złota. Pewnego ranka Roosevelt, jedząc śniadanie w łóżku, zdecydował wraz z sekretarzem skarbu państwa o zmianie stosunku złota do banknotów dolarowych. Po oszacowaniu swoich możliwości Roosevelt ustanowił 21-procentową podwyżkę cen, ponieważ „to szczęśliwa liczba”. Morgenthau w swoim pamiętniku napisał: „Gdyby ktoś wiedział, w jaki sposób w rzeczywistości ustalamy cenę złota poprzez kombinację szczęśliwych liczb, sądzę, że byłby przerażony”. W 1933 roku Roosevelt własnoręcznie storpedował konferencję ekonomiczną w Londynie, zwołaną na wniosek innych znaczących krajów w celu obniżenia wysokości taryf celnych i przywrócenia parytetu złota.

Do wczesnych lat trzydziestych XX wieku Waszyngton wraz ze swoim beztroskim bankiem centralnym starli na miazgę standard złota. Odrzucenie parytetu złota przez Roosevelta usunęło większość pozostałych czynników hamujących nieograniczoną ekspansję pieniądza i kredytów, co kraj w późniejszych latach przypłacił deprecjacją waluty. Senator Carter Glass ujął to dobrze, kiedy na początku 1933 roku ostrzegał Roosevelta: „To hańba, sir. Ten potężny rząd, mocny dzięki zasobom złota, łamie swoje obietnice dotyczące wypłacania owego złota wdowom i sierotom, którym sprzedał obligacje rządowe z zobowiązaniem zapłaty złotą monetą po aktualnym kursie wartości. Łamie obietnicę wykupienia rządowych banknotów przy pomocy złotych monet po aktualnym kursie ich wartości. To hańba, sir”…

…W pierwszym roku Nowego Ładu Roosevelt zaproponował, by przeznaczyć na wydatki 10 miliardów dolarów, podczas gdy dochody wynosiły zaledwie 3 miliardy dolarów. Pomiędzy rokiem 1933 a 1936 wydatki rządowe zwiększyły się o ponad 83 procent. Federalny dług gwałtownie wzrósł o 73 procent.

Franklin Delano Roosevelt namówił Kongres do powołania w 1935 roku rządowej agencji ubezpieczenia społecznego, Social Security Administration, oraz do ustanowienia w 1938 roku po raz pierwszy w kraju prawa do pełnej pensji minimalnej. Podczas gdy do dzisiaj ogół społeczeństwa wyraża pełne uznanie za te dwa posunięcia, wielu ekonomistów ma inny punkt widzenia. Prawo do pensji minimalnej wypiera z rynku pracy wiele osób niedoświadczonych, młodych, niewykwalifikowanych i społecznie upośledzonych. (Na przykład uchwalone w 1933 roku, jako część innej ustawy, klauzule płacy minimalnej spowodowały wyrzucenie z pracy około pół miliona czarnoskórych). Natomiast współczesne badania i oceny ujawniają, że agencja Social Security stała się tak strasznym i długotrwałym ubezpieczeniowym koszmarem, że albo będzie musiała zostać sprywatyzowana, albo i tak już wysokie podatki, potrzebne do utrzymywania jej na powierzchni, będą musiały wzrosnąć do kosmicznych rozmiarów.

Roosevelt przeprowadził uchwalenie Ustawy o pomocy rolnikom (Agricultural Adjustment Act, AAA), która ściągała z przetwórców rolnych nowy podatek, a następnie używała tego dochodu do nadzorowania masowego niszczenia wartościowych upraw i uboju bydła. Federalni przedstawiciele nadzorowali ponury spektakl niszczenia poprzez przyoranie zupełnie dobrych pól z uprawą bawełny, pszenicy i kukurydzy (trzeba było nakłaniać muły do tratowania plonów; przyuczono je przecież, by szły pomiędzy zagonami). Zdrowe bydło, owce i świnie były wybijane i grzebane w masowych dołach. Minister rolnictwa Henry Wallach osobiście wydał rozkaz uboju sześciu milionów prosiąt, zanim urosną do rozmiaru dorosłych świń. Po raz pierwszy administracja płaciła też rolnikom za to, aby nie podejmowali pracy. Nawet gdyby AAA pomogła rolnikom, zmniejszając dostawy i podnosząc ceny, mogłaby to zrobić jedynie kosztem milionów innych ludzi, którzy musieli płacić te ceny albo zadowalać się mniejszą ilością jedzenia.” (Lawrence W. Reed)

źródło: Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu

podobne: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił a także: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…analogia do dzisiejszych działań „dobrej zmiany” jest niemal 100% o czym więcej tu: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. i tu: Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz tu: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i jeszcze tu: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

…a to jeszcze nie koniec ponieważ…

Szykuje się kolejna „dobra zmiana” w Polsce, tym razem w podatkach. Dobro zmiany polega na dobrym przysoleniu podatkowym samo zatrudnionym, tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy. Socjalistyczne drony w rządzie chcą tym skorygować kapitalistyczną  anomalię  wprowadzoną  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samozatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.

Teraz wszystko to ma być połączone w jeden wysoki podatek „jednolity”.  Jak to dokręcanie podatkowej śruby pomóc ma nadpremierowi Morawieckiemu w realizacji jego dalekosiężnych planów „odpowiedzialnego rozwoju” i mobilizacji kapitału polskiego jasne nie jest.  Wolnego kapitału polskiego od tego nie przybędzie ani go to do niczego nie zmobilizuje.  Wręcz przeciwnie, będzie go mniej.  Bredząc o „finansowym uprzywilejowaniu najbogatszych” socjaliści PiS-u nie rozumieją że wypłaszają tym kapitał na dużą skalę, zubażając kraj w istocie a nie wzbogacając. Odpowiedzialnego rozwoju nie finansuje się nieodpowiedzialnymi posunięciami typu bolszewickiego. Ten kto zagranicą złożył jakiś kapitał i rozważał wykorzystanie go w kraju ma jeszcze jeden argument aby dać sobie spokój z myślą o powrocie

Rząd PiS-u najwyraźniej myśli że zwiększone obciążenia pozostaną bez wpływu na aktywność gospodarczą, że przedsiębiorca głębiej jedynie wciśnie czapkę i że zwiększone stawki będzie potulnie płacił. Nie rozumie że prowadzenie działalności gospodarczej jest delikatnym aktem równowagi między podejmowanym ryzykiem  a potencjalną nagrodą za to. Zmniejsz tę nagrodę a wielu podziękuje za ryzyko,  szukając bardziej zielonych połonin gdzie indziej albo przechodząc do podziemia…  

Za 20 lat namnożone jej rządowym programem 500+ zygoty przypomną to pakując manatki i udając się same na emigrację, byle dalej od jednolitego, socjalistycznego piekła… Dawno będzie wtedy po kaczyńskim rządzie i znowu w modzie będzie załamywanie rąk nad niedostatkiem „polskiego kapitału” i nad niepatriotyczną emigracją. Być może niedobitki PiS-u przypomną wtedy złotą myśl prezesa że “Polsce potrzeba nowych Gatesów“, najprawdopodobniej jako jednolitego wsadu do przekręcenia przez podatkową wyżymaczkę…” (cynik9)

źródło: Jednolity atak na przedsiębiorców

podobne: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„Przeczytałem wczoraj wywiad z ministrem Sasinem w Rzeczpospolitej. W zasadzie brak mi słów. Pan minister mówi bowiem o sprawiedliwości społecznej. O tym, że nowy system podatkowy powinien realizować elementarne zasady tej całej sprawiedliwości. Mam w związku z tym pytanie – kiedy, zdaniem ministra Sasina takie zasady były realizowane? Kiedy to było, ta cała sprawiedliwość społeczna, za której było wszystkim tak dobrze, że teraz musimy do tego wracać? Za Gomółki czy za Gierka? W swojej nieopisanej naiwności myślałem, że o sprawiedliwości społecznej nie usłyszę już nigdy w życiu, że teraz to będziemy już traktowani serio i nikt nam kitu wciskał nie będzie. Myliłem się. Jeden minister gada o sprawiedliwości, drugi buduje montownie niemieckich samochodów, w których zostaną zatrudnieni ukraińscy pracownicy, częściowo wykształceni w polskich technikach, tyrający za pół stawki, wypłacanej via niemiecka kasa przez polskiego podatnika. Pracownicy ci znajdą tę robotę poprzez pośrednika, który zedrze z nich wcześniej haracz i żegnani ze łzami w oczach przez swoje rodziny na Ukrainie, przyjadą na Dolny Śląsk. Pośrednikiem tym będą zapewne różne działające w Polsce fundacje, które deklarują, że jedyną ich misją jest przychylanie nieba biednym i potrzebującym. Trzeci zaś minister dostał nagrodę „Patriota roku”. Były kiedyś nagrody – człowiek roku. Nie wiem czy pamiętacie. Chyba Albin Siwak taką dostał. Ja, nie ukrywam, jestem poważnie zszokowany rozwojem wypadków. Aha, dodałbym jeszcze ojca jednego z ministrów, który wychodzi i świadom przecież zasobności własnej rodziny, mówi, że trzeba wprowadzić eutanazję, bo on nie chce być ciężarem dla dzieci.

Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość społeczna. To o czym mówi Sasin nosi inną zgoła nazwę i od sprawiedliwości jest niesłychanie odległe. To się nazywa „przerzucanie kosztów utrzymania”. Oni chcą przerzucić koszta utrzymania przemysłu na barki podatnika, a co za tym idzie zrównać wszystkich ludzi do poziomu brudnych proli, którzy piją dżin zwycięstwa i palą papierosy zwycięstwa. To jest numer ćwiczony od początku świata, albowiem od początku świata ludzkość boryka się dwoma tylko problemami – jak utrzymać tanią produkcję i kontrolę nad wszystkimi wartościowymi rzeczami na świecie. Wszystko inne to są didaskalia, którymi my się ekscytujemy zupełnie niepotrzebnie. Tym dwóm aspektom poświęcone są wszystkie publikacje ekonomiczne, historyczne, a niekiedy także religijne. I teraz kiedy słyszymy z ust ministra Sasina słowa „sprawiedliwość społeczna” to wiemy, że chodzi o to, by jedynym pracodawcą w Polsce było państwo i niemieckie koncerny wpuszczone tu przez Morawieckiego. Żeby ten horror najpierw stworzyć, a potem utrzymać wystarczy wręczać co roku nagrodę „patrioty roku” i kręcić filmu o patriotyzmie, a także o naszej skomplikowanej historii, oraz wydawać patriotyczne tygodniki, w których patriotyczni dziennikarze pisać będą o perspektywach rozwoju przemysłu tekstylnego produkującego patriotyczną odzież. Nie wygrzebiemy się z tego nigdy.

Sprawiedliwość społeczna nie jest kokieterią wobec ludu pracującego jak się wydaje osobom naiwnym i dotkniętym psychicznymi dysfunkcjami. Sprawiedliwość społeczna to kokieteria wobec wielkich inwestorów, którzy muszą gdzieś znaleźć miejsce dla ulokowania swojej produkcji. Ta zaś musi być tania. Tylko obszary i grupy upośledzone, zdewastowane i ubogie, a także permanentnie oszukiwane przez swoich zarządców nadają się do takiej operacji. Kłopot w tym jedynie, by to co jest katastrofą, przedstawić im jako szansę. I my taki właśnie spektakl oglądamy przed naszymi oczami. Socjalizm, czyli inaczej bandytyzm zapośredniczony, przechodzi kolejne przeobrażenie i nie jest to ostatnia faza jego istnienia. Nie ma się co łudzić…” (coryllus)

całość tu: Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą 

Warto tu wspomnieć kulisach sukcesu „dobrej zmiany” w ramach otwarcia Fabryki Mercedesa w Jaworze, która powstała dzięki „publicznemu wsparciu” czyli za NASZE pieniądze zrabowane w podatkach. PodziemnaTV: Robią nas w konia: PiS DA… NIEMCOM #158. I warto zestawić tę wiedzę z faktem, że ta sama władza od jakiegoś czasu ostro krytykuje działalność kapitału zagranicznego z Niemiec w Polsce… a wyjdzie Szydło z Morka (Odys)

i jeden uzupełniający komentarz. Pisze JK24 października 2016 o 10:20

Przy okazji Sasin powiedział, że dążą do zatrudnienia na umowę o pracę, by pracownicy nie zakładali własnej działalności gospodarczej. Wydaje mi się, że jak pracownicy zakładają własną działalność gospodarczą to widzą jak na dłoni jakie są obciążenia fiskalne (PIT, CIT, ZUS we wszelkich odmianach). Po co mają to wiedzieć. Jak mają umowę o pracę to nie będą sobie tym głowy zaprzątać i będą się interesować ile dostają „na rękę”. Że ich „na rękę” jest obłożone chorendalnym podatkiem to będzie problem pracodawców. A jak ci zaczną narzekać to się stwierdzi, że kapitalistyczni, zagraniczni, magnaccy, ziemiańscy czy jacy tam kolwiek krwiopijcy chcą przerzucić koszty na pracowników i po zawodach.

podobne: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i jeszcze: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. polecam również: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

Reklamy

Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).


Z teologicznego punktu widzenia każda praca wymaga przestrzeni wolności, gdyż jest ona ludzkim czynem podjętym w sposób wolny i świadomy. W podobny sposób na pracę patrzył austriacki ekonomista i filozof, Ludwig von Mises (†1973) . Praca według niego ma wszelkie znamiona działania jako dobrowolnej wymiany, w której człowiek próbuje zastąpić mniej satysfakcjonujący stan rzeczy stanem bardziej zadowalającym. W celu usunięcia odczuwalnego dyskomfortu działający człowiek porządkuje i stopniuje dostępne w świecie środki według nadanej im użyteczności.” (ks. Jacek Gniadek)

Tyle na temat uczciwych warunków pracy i płacy, a teraz o patologicznych (ale zgodnych z prawem) pomysłach tzw. władzy by żyć na koszt innych.

1.Tak Zwana „Średnia Krajowa”.

„Powiedzenie „istnieje kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka”, z powodzeniem można by zastąpić dziś „jest kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa”

GUS liczy średnią krajową zbierając dane od przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Jest to ok. 40% wszystkich zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę.

40% z 11,6 milionów to 4.64 mln ludzi.

Powróćmy do liczby wszystkich zatrudnionych – 15,5 mln.

4,64 mln branych pod uwagę przy wyliczaniu średniej krajowej spośród 15,5 mln wszystkich zatrudnionych. To nawet mniej niż 30%! Przyjmijmy błąd w szacunkach, niech sięgnie nawet 10% i weźmy ponad 5 mln z 15,5, otrzymamy idealne 33% czyli jedną trzecią społeczeństwa.

Zatem do obliczenia średniej krajowej w Polsce bierze się pod uwagę wynagrodzenia 1/3 pracujących tylko w największych firmach (oczywiście z budżetówką na czele).

To wiecie już skąd się wzięło 3,9 tys. złotych brutto.

„Średnia”

„Gdy idę z psem na spacer, to statystycznie średnio mamy trzy nogi” – to zdanie idealnie pasuje do świeżych rewelacji w sprawie wynagrodzeń w spółkach państwowych. Jak się dowiedzieliśmy, Prezes jednej z takich spółek zarabiał ok. 500 tys. złotych miesięcznie. Zatem gdy weźmiemy jego oraz owego człowieka pracującej za minimalne wynagrodzenie 1850 złotych – obaj średnio zarabiają 251 tys. złotych.

Zaś żeby z tym jednym tylko prezesem osiągnąć owe 3,9 tys. złotych „średnio” potrzeba dla równowagi, 236 osób z minimalnym wynagrodzeniem.

Tyle mniej więcej warte jest liczenie „średnich wynagrodzeń”.

No dobrze, to jak sprawdzić realne zarobki?

Istnieją jeszcze dwa pojęcia podawane przy sprawdzaniu zarobków. Mediana i dominanta.

Mediana to wskaźnik, który dzieli wszystkich pracujących na dwie połowy. 50% zarabia więcej niż dana kwota i 50% zarabia mniej. Dla Polski w roku 2014, mediana wynosiła 3,1 tys. zł brutto.

Dominanta zaś to wskaźnik który podaje najczęściej spotykane wynagrodzenie wśród zatrudnionych. Wg GUS w 2014 roku było to nieco poniżej 2,5 tys. złotych brutto

Podsumowanie

Mamy zatem średnią krajową liczoną z 33% zatrudnionych na poziome 3,9 tys. zł brutto

Medianę dzielącą nas na pół – 3,1 tys. zł brutto

Dominantę, najczęstsze wynagrodzenie – 2,5 tys. zł brutto.

Który z nich najlepiej odzwierciedla faktyczny stan zamożności społeczeństwa? Tego nie podejmujemy się ocenić. Jednakże warto znać zarówno wszystkie wskaźniki, jak i przede wszystkim dane wyjściowe i metodologię liczenia, która w sposób oczywisty odbiega od rzetelnego badania opartego na twardych danych dla całej populacji.

PS. Aha. To wszystko są kwoty brutto, zatem realnie zarabiamy ok. 70% z podanych kwot.”

źródło: Kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa

Pytanie. Co komu po średniej krajowej skoro możliwe jest obliczenie dominanty? Jak dla mnie chodzi o sianie propagandy i wywołanie w głowach obywateli iluzji bycia bardziej zamożnym niż się jest w rzeczywistości. Uśrednianie dochodów to jeden z  celów socjalistycznej utopii, który próbuje się osiągnąć przez tzw. redystrybucję („sprawiedliwy” podział), będącą w rzeczywistości kradzieżą własności jednych ludzi by dać ją innym… (Odys)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

2.Tak Zwana „Płaca Minimalna”.

„…Sieć Wendy’s zmuszona nagle do wypłacania kasjerowi stawki $15 za godzinę, zamiast $8, zostaje niejako zmuszona do szukania tańszej alternatywy – w tym przypadku będzie to robot kasowy. Jednak pamiętać należy, że choć robot będzie pracował taniej od kasjera – powiedzmy że koszt jego funkcjonowania wyniesie $10 za godzinę – to nadal wydatki poniesione przez przedsiębiorce będą wyższe, od dotychczasowych $8 wypłacanych kasjerowi.
Jedyna sytuacja, w której zatrudnienie robotów w miejsce kasjerów byłoby korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, to sytuacja w której dzięki rozwoju technologii i/lub spadku ceny i/lub kosztów eksploatacji robotów, godzina pracy maszyny okazałaby się tańsza od dotychczasowej ceny godziny pracy kasjera – czyli spadła poniżej $8. Wówczas mielibyśmy do czynienia z efektywniejszym wykorzystaniem czynników produkcji przez przedsiębiorcę, a ponadto uwolniono by pracę ludzką, którą można by skierować do innych przeznaczeń.
Aby podwyżka płacy minimalnej do $15 nie spowodowała redukcji zatrudnienia, kasjerzy musieliby być na tyle wydajni, aby przychód przedsiębiorcy wynikający z 1 godziny ich pracy przewyższał kwotę $15. W przeciwnym razie jest po prostu niemożliwością, aby pracownicy zachowali swoje stanowiska pracy. Identycznie sprawa ma się z zatrudnianiem maszyn – ich praca zostanie zatrudniona, gdy będą wytwarzały dobra/usługi warte dla konsumentów tyle, że zapłacą oni przedsiębiorcy więcej, niż wynosi koszt utrzymania maszyn.
W każdym przypadku więc, gdy rząd dekretuje sztuczny wzrost ceny jakiegoś dobra, np. pracy, generuje to nieodwracalne straty dla całej gospodarki. Wysokość tych strat wynikających z nieoptymalnego wykorzystania czynników produkcji, wynosi tyle, ile różnica w cenie nowych czynników zatrudnionych po zmianie, a starych, zatrudnianych przed nią...” (Rafał Trabski – Czy płaca minimalna sprzyja postępowi?)

O co chodzi z płacą minimalną? Im więcej pracodawca musi zapłacić pracownikowi tym wyższa składka/podatek trafia z tytułu tej „podwyżki” do Skarbu Państwa. Co się dzieje z miejscami pracy które nie są warte podwyższonych kosztów? Jeśli przestają się opłacać przedsiębiorcy są rzecz jasna likwidowane, albo przechodzą do tzw. „szarej strefy”. Ten naturalny mechanizm (wynikający z prawa tzw. „krzywej Laffera”) nie dotyczy oczywiście tych „miejsc pracy” które utrzymują się z owych podatków i składek (tu prym wiodą wszelkie urzędnicze etaty)… (Odys)

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem. oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy

polecam również: Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) „TO PAŃSTWO ŻYJE NA KOSZT WSZYSTKICH!” i to: Posłowie Kukiz’15 MASAKRUJĄ pomysł ZWIĘKSZENIA PŁACY MINIMALNEJ!

3. Rząd PISu pozwoli bankom ukraść Twoje oszczędności.

„Mija 3-cia rocznica rabunku deponentów na Cyprze, w akcji unijnej zwanej od tamtego czasu „cypryzacją”. Pamięć o tym wydarzeniu jest w narodzie dobra, ale niestety krótka. Świadczy o tym niedawna dyskusja na tym blogu w której dały się słyszeć głosy że może cypryzacja nie była aż takim skandalem jakim była, albo inne które dowodziły że skandal przycięcia depozytu bankowego ” średnio o 7-9%” jest znacznie mniejszy niż przycięcie go o 40%. To oczywiście jest wariantem syndromu sztokholmskiego wg którego należy dziękować rabusiowi za to że ci przestrzelił tylko kolano bo mógł przecież czaszkę. W pokrewnym rozumowaniu w innym wątku dotyczącym Brexitu drogi czytelnik nie widzi związku tego wydarzenia z Polską i domaga się aby zamiast tego pisać o osiągnięciach gospodarczych PiS.

Docenią ją dopiero wtedy gdy osiągnięcia gospodarcze PiS doprowadzą do cypryzacji banku na rogu. Względnie, w przypadku Brexitu, dopiero po niewczasie zrozumieją jaką szansę kraj stracił nie reagując na tektoniczne zmiany w strukturze EU jakie wydarzenie to może spowodować…

…Istotne w tym jest co innego. Nie ma żadnej gwarancji że w kolejnej cypryzacji, być może w wyniku sukcesów gospodarczych PiS-u, unijne gwarancje depozytów będą honorowane gdziekolwiek. Spodziewanie się tego przez niektórych jest skrajną naiwnością. To co wygląda dobrze na papierze w przypadku odizolowanego upadku jednego banku na skutek tzw. gromu z jasnego nieba nie ma zastosowania w wypadku systemowego kryzysu bankowego i seryjnego padu całego szeregu banków, jeden pociągający za sobą drugi. Nie bez powodu przecież EU wcisnęła w gardło opornym rządom dyrektywę „cypryzacyjną”, ustalającą kolejność strzyżenia w cypryzacjach, pardon me, „przymusowych restrukturyzacjach”. Po długim ociąganiu się polski rząd również przepchał mozolnie przez sejm swoje ustawy dostosowujące polskie ustawodawstwo do tego…” (cynik9 – Memento unijnego strzyżenia)

podobne: Informacja warta 3,7 mld Euro, czyli „cypryzacja depozytów bankowych” – DwaGrosze oraz: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze a także: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” 

„…20 maja br. Sejm 221 głosami Prawa i Sprawiedliwości uchwalił ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w której znajduje się między innymi art. 201 ust. 1, zgodnie z którym Bankowy Fundusz Gwarancyjny może „bez zgody właścicieli oraz wierzycieli podmiotu w restrukturyzacji dokonać 1) umorzenia lub konwersji zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji; 2) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych do instytucji pomostowej w celu wyposażenia jej w fundusze własne; 3) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych w ramach instrumentu wydzielania praw majątkowych; 4) umorzenia zobowiązań w ramach instrumentu przejęcia przedsiębiorstwa.” Ustęp 2 tego artykułu stanowi, że „umorzenie lub konwersja zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji jest dopuszczalna w przypadku, gdy w jej wyniku podmiot w restrukturyzacji spełni określone odrębnymi przepisami warunki prowadzenia działalności oraz istnieją uzasadnione przesłanki, że w wyniku restrukturyzacji o której mowa w art. 214, osiągnie długoterminowa stabilność finansową.”

Co z tego wynika? Ano to, że Sejm przeszedł do porządku nad art. 64 ust. 3 konstytucji, stanowiącym, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy I TYLKO W ZAKRESIE, W JAKIM NIE NARUSZA ISTOTY PRAWA WŁASNOŚCI.” (podkr. SM). Umorzenie lub konwersja wierzytelności bez zgody wierzyciela jest naruszeniem istoty prawa własności, do której należy plena in re potestas czyli pełne władztwo nad rzeczą, przysługujące WŁAŚCICIELOWI, z wyłączeniem innych osób. Regulacja te sprzeczna jest również z art. 508 kodeksu cywilnego, który stanowi, że zobowiązanie wygasa, gdy WIERZYCIEL zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. W tej czynności nikt nie może wierzyciela zastąpić i umorzyć wierzytelności w jego imieniu, nawet gdyby bankowi, co to znalazł się w finansowych tarapatach, było to bardzo na rękę. Tymczasem wspomniana ustawa idzie jeszcze dalej, stanowiąc w art. 105 ust. 3, że „prawomocny wyrok sadu administracyjnego stwierdzający wydanie przez Fundusz decyzji z naruszeniem prawa, nie wpływa na ważność czynności prawnych dokonanych na jej podstawie i nie stanowi przeszkody do prowadzenia przez Fundusz działań na jej podstawie, w przypadku gdyby wstrzymanie tych działań stwarzało zagrożenie dla wartości przedsiębiorstwa podmiotu, ciągłości wykonywania zobowiązań, których ochrona jest celem przymusowej restrukturyzacji, stabilności finansowej lub nabytych w dobrej wierze praw osób trzecich, w szczególności osób, które nabyły prawa majątkowe lub przejęły zobowiązania w wyniku decyzji Funduszu o zastosowaniu instrumentów przymusowej restrukturyzacji.”

Skąd ta skwapliwość Sejmu do ochrony interesów bankowych nawet kosztem ochrony własności i prawa obywateli do sądu? Okazuje się, że wynika to z konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej, a konkretnie – do dyrektywy z 15 maja 2014 roku, bo za opóźnienia w jej implementacji Unia Europejska „surowe głosi kary”. Mamy więc osobliwą sytuację, że za zasłoną spektakularnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, gdzie zarówno rząd, jak i prezes Jarosław Kaczyński ma możliwość pokazania całej Polsce, jak to stawia czoło unijnym mandarynom w rodzaju Fransa Timmermansa i broni suwerenności – otóż za zasłoną tego spektaklu rząd pani Beaty Szydło w podskokach realizuje banksterskie dyrektywy. W takiej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których, mimo gromkich pohukiwań o obronie suwerenności, jakoś nie słychać o uchyleniu podpisanej 24 stycznia 2014 roku przez prezydenta Komorowskiego ustawy nr 1066 o bratniej pomocy. Może ona przydać się jak znalazł, kiedy trzeba będzie konfiskować depozyty i otoczyć banki kordonem żandarmów, chroniących je przed naporem zdesperowanych wierzycieli.

Jakby tego było mało, to na deser warto przytoczyć relację ze spotkania pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami w Gorzowie Wielkopolskim 30 maja br., którą otrzymałem od pana Rafała Z. Pan Rafał podczas tego spotkania zapytał wicepremiera Morawieckiego o szanse przywrócenia ustawy o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i oto co usłyszał w odpowiedzi. „Pan premier był do bólu szczery. Zwrócił się do zebranych, aby pokazali mu kraj, gdzie wprowadzono podobne, wolnościowe prawo. Dodał, że takie rozwiązanie, jak to, które obowiązywało w Polsce od 1 stycznia 1989 roku, może działać tylko wtedy, gdy zachodzą rewolucyjne zmiany w warunkach „głębokiej transformacji”. Państwo, które musi zaaplikować sobie 70 procent legislacji z zewnątrz, czyli z Brukseli, nie może pozwolić sobie na ustawę o wolności gospodarczej. Poza tym, po 27 latach od ustawy Wilczka, po 12 latach w UE, w Polsce – kontynuował – jest dużo poukładane. Jest gąszcz sprzecznych interesów różnych grup, co wytwarza konflikt, jak w przysłowiu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Ponadto – podkreślił premier – Polska nie może wprowadzić ustawy o działalności gospodarczej, wzorowanej na Wilczku, bo wejdzie w głęboki konflikt z UE. Kończąc odpowiedź na moje pytanie, rzucił optymizmem i zadeklarował: „ale będziemy upraszczać”. Zapewne miał na myśli ulżenie przedsiębiorcom, czy coś w tym guście. Wcześniej mówił o tym, skąd Polska weźmie pieniądze na rozwój gospodarczy. No więc weźmie z nowych kredytów, które zaciągnie w zachodnich bankach. To jest tani pieniądz – zaznaczył – bo w zasadzie nieoprocentowany.”

Skoro tak, to lepiej rozumiemy skwapliwość rządu w spełnianiu najskrytszych marzeń banksterów, kosztem ochrony własności, podobnie jak gromkie pokrzykiwania pana prezesa Kaczyńskiego w obronie suwerenności. Tyle naszego, to znaczy – tyle tej całej „suwerenności”, co sobie pokrzyczymy. I na koniec nie mogę oprzeć się przypomnieniu, dlaczego w 2003 roku byłem przeciwko Anschlussowi. Otóż w 1990 roku na zaproszenie UPR przyjechał do Polski prof. Milton Friedman, który spotkał się z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Podczas tego spotkania udzielił rady, która i dzisiaj jest aktualna. Polska – mówił – nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, jakie bogate kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Święte słowa – ale w następstwie umowy stowarzyszeniowej ze wspólnotami europejskimi, Polska zaczęła dokonywać recepcji tzw. standardów, to znaczy – zachowywać się, jakby była bogatym krajem zachodnim. Warto porównać postępy w recepcji owych „standardów” ze zwiększaniem się corocznych deficytów budżetowych. Zależność bije w oczy.

Toteż w 2003 roku próbowałem przekonywać, że poza Unią też jest życie i jako przykład podawałem m.in. Szwajcarię. Moi oponenci powiadali wówczas, że Szwajcaria to zły przykład, bo to kraj bogaty. – Owszem, bogaty – odpowiadałem – ale przecież nie dlatego, że zapisał się do Unii, tylko z jakichś innych przyczyn, na przykład – że się mądrze rządzi. No to my też spróbujmy mądrze się rządzić, zamiast robić sobie iluzje, ze Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Warto to przypomnieć zwłaszcza dziś, kiedy to w ostatnim referendum Szwajcarzy większością prawie 79 procent głosów odrzucili komunistyczny pomysł wprowadzenia „dochodu gwarantowanego”, czyli 2500 franków miesięcznie „od państwa” dla każdego. U nas – odwrotnie; iluzja zwyciężyła i zwycięża, a deklaracja pana wicepremiera Morawieckiego w Gorzowie pokazuje, że rzeczywiście znowu może być, jak za Gierka – zwłaszcza pod koniec „przerwanej dekady”.” (Stanisław Michalkiewicz – Będzie jak za Gierka?)

podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych  i to: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Bezpiecznie „jak w banku”? Już nie! a także: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i jeszcze: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

4. Tak Zwany „Bezwarunkowy dochód gwarantowany”.

„…Szwajcarzy jako jeden z nielicznych narodów doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy wolny rynek (nie mylić z monopolami) oraz ograniczony udział rządu przekłada się na dobrobyt społeczny, dzięki czemu kilka miesięcy temu opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu płacy minimalnej. W zeszły weekend zagłosowali także przeciwko wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się świadomość, że jeżeli rząd ma Ci coś dać, to w pierwszej kolejności musi zabrać z podatków przynajmniej półtora raza tyle

…Wysokość zasiłków, szczególnie w przypadku licznej rodziny sprawia, że nikt z nich nie myśli o pracy, rozwoju czy o edukacji dzieci. Model rodziny żyjącej z socjału przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnych przykładów zresztą nie trzeba szukać daleko. W ostatnim czasie w polskich mediach aż huczy nt. rodziców przepijających zasiłki otrzymywane w ramach programu 500 +.

Zupełnie inaczej podchodzi się do pieniędzy zarobionych, a inaczej do tych otrzymanych od państwa. Jeżeli przez miesiąc ciężko pracujemy na nasze wynagrodzenie to szanujemy pieniądze. Zasiłki natomiast wielu traktuje na zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

…Nigdy, ale to przenigdy nie możemy zapominać, że na każde świadczenie, które otrzymujemy od rządu musimy się w pierwszej kolejności sami złożyć...

Największą patologią dzisiejszego świata jest wszechobecny socjalizm połączony z dyktaturą korporacji, z czego zdaje sobie sprawę mniej niż 5% społeczeństwa. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. W zbankrutowanej UE jest to astronomiczne 48%. Za połowę gospodarki odpowiada niewydolne i skorumpowane państwo. W Polsce odsetek ten jest trochę niższy, ale i tak wynosi 41,5%. Rozrośnięty rząd, zbędne regulacje oraz świadczenia socjalne sprawiają, że utrzymanie państwa jest niezwykle drogie. Efekt jest taki, że obywatele muszą oddawać państwu prawie połowę swoich dochodów. W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na 11 czerwca. Oznacza to, że w ujęciu rocznym na państwo pracujemy przez prawie pół roku! Dla porównania na początku XX wieku w USA dzień wolności podatkowej przypadał na koniec stycznia. Państwo mogło funkcjonować i funkcjonowało doskonale, utrzymując się z podatków 7-krotnie niższych niż obecnie.

Uzależnienie społeczeństwa od rządowej jałmużny jest jednocześnie tym, na czym politykom zależy. Otrzymując coś od państwa skazujemy się na łaskę i niełaskę rządzących, stając się nowoczesnymi niewolnikami. Władza korumpowała od zawsze. Nie zmienimy ludzkiej natury. Celem nadrzędnym polityków jak i prawdziwych architektów systemu jest kontrola, a tą zapewnia system dystrybucji kapitału…” (Trader21 – Bezwarunkowy dochód gwarantowany)

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

„Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą. No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę…

co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi…

…Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć…

Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!”…” (Stanisław Michalkiewicz – Czegoś biedny? Boś głupi!)

Wraz ze wzrostem wolności wzrasta poczucie odpowiedzialności – Stanisław Michalkiewicz

polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Trzecim filarem cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, jako podstawa systemu prawnego państwa. Podstawą tej etyki jest uznanie, że każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i sytuacji materialnej, przysługują naturalne prawa i pewne minimum godności, jako dziecku Bożemu – a prawo stanowione powinno to respektować. Jak łatwo przekonać się już na podstawie tego pobieżnego przedstawienia, cywilizacja łacińska opiera się na stabilnych podstawach, w przeciwieństwie do społecznych inżynierii. Dlatego też ideologie skoncentrowane na społecznych inżynieriach dążą do unicestwienia cywilizacji łacińskiej. W ulubionej kultowej piosence komunistów śpiewa się między innymi, że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. O jaki „ślad przeszłości” tu chodzi? A o jakiż by, jeśli nie o znienawidzoną przez komunistów łacińską cywilizację? Komunizm pozostaje w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności z łacińską cywilizacją. Nie uznaje bowiem obiektywnego charakteru prawdy, ponieważ kieruje się „mądrością etapu”. Nie uznaje zasad prawa rzymskiego, bo jest wrogiem własności. Wreszcie, nie uznaje etyki chrześcijańskiej, ponieważ forsuje walkę klas. Niektórzy durnie, również utytułowani, dopatrują się podobieństw między chrześcijaństwem i komunizmem. Ale żadnych podobieństw między chrześcijaństwem a komunizmem nie ma. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie podejścia do nierówności społecznych. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy komunizm judzi: „bierz!” Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy to bardzo wielu poczciwców duraczonych jest przez grandziarzy, uwijających się wokół ugruntowania w opinii publicznej przekonania o bezalternatywnym charakterze nieubłaganego postępu…

chociaż strategia się zmieniła, to cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił; jej celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, który tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. Z tego powodu człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie codziennie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów, a tej umiejętności on się nie tylko wyrzekł, ale nawet ją znienawidził. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono m.in. tym, ze nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, czy wreszcie – władzy właściciela nad rzeczą…” (Stanisław Michalkiewicz – Zielony i czerwony daje brunatny)

5. Moralność rządowych „programów socjalnych” (na przykładzie „500+”).

Moralność… „gr. ethos − obyczaj, zwyczaj; łac. moralitas – obyczajność – ogólny obowiązek, który narzuca się człowiekowi w jego relacjach z drugimi, z sobą samym i z przyrodą; wymaganie, które – w przeciwieństwie do prawa – jest wyzwaniem, a w odróżnieniu od obiegowego zwyczaju i społecznego obyczaju, nie obowiązuje jedynie ze względu na sankcje społeczne, ale z tej racji, że skierowuje się do człowieka jako bytu rozumnego i wolnego. Człowiek, stosujący się do tych wymagań, działa dobrze; gdy zaś wykracza przeciw nim, czyni zło. Jest on poddany uwarunkowaniom biologicznym, psychologicznym i socjokulturalnym; nie są one jednak jego determinacjami. W miarę jak je uobiektywnia, poznaje albo na nowo poznaje, osądza lub za nie odpowiada, odrzuca albo próbuje zmienić, realizuje się jako byt moralny.”

„…Nam dziś wszędzie wmawiają „nie oceniaj” . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w „nie potępiaj” – a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę … głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu „jesteś głupi” a „głupio postąpiłeś”. To pierwsze daje piętno na człowieka – dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie „głupio postąpiłeś” daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne „nie oceniaj”- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj knebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! „taki już jestem i mnie nie oceniaj”-  to się do cholery zmień!! Te kneble „nie oceniaj” stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

…osoby żądające od nas „nie oceniaj”chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie „wcinam” w jego/jej życie – chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się:”JAK TO???” ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a – jak można odrzucić takie „dobro”?) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie…” (michalxl600 – Nie oceniaj)

Jakiś czas temu toczyłem spór o ocenę moralną kradzieży (jakim jest program 500+ obecnej partii rządzącej) z ludźmi którzy uważają się za prawicowców poważających etykę chrześcijańską, ale nie widzą niczego złego w tym że ktoś (władza) pod pozorem „prawa” i pod przymusem grabi dobro jednych obywateli by dać je innym pod pewnymi warunkami, które według owej władzy uprawniają ją do tego rodzaju „interwencji”.

Dłuuuugo próbowałem „zmusić” dyskutantów do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy tego rodzaju kradzież (maskowaną pod różnymi szczytnymi hasłami jak „redystrybucja” albo „wyrównywanie szans”) jest złem czy też nie, i czy godzi się w jakimkolwiek wypadku ją usprawiedliwiać. Nikogo przy tym personalnie nie nazwałem złodziejem. Wobec jednej z osób użyłem natomiast określenia manipulant, kiedy zamiast odpowiedzieć mi na wyżej wspomniane pytanie wprost, osoba ta uwarunkowała prawo do oceny  moralnej programu „500+” od posiadania przeze mnie dzieci. Jakbym bez spełnienia tego „warunku” nie miał prawa nazywania patologii po imieniu. Najbardziej poraża fakt że ta osoba (i nie tylko ona) uważała jednocześnie konieczność istnienia zasad moralnych (takich jak nie kradnij, nie pożądaj cudzej rzeczy) jako obiektywnego dobra służącego prawidłowemu rozwojowi społecznemu. Pozostaje pytanie na co komu jakiekolwiek zasady (tudzież publiczne identyfikowanie się z nimi) skoro jednocześnie publicznie i z premedytacją relatywizuje się ich sens i cel. Nie rozumiem też dlaczego osoby uprawiające tego rodzaju „ekwilibrystykę ideologiczną” (zaprzeczające przy tym samemu sobie) obrażają się i czują się personalnie atakowane kiedy zwróci się im na to uwagę.
Uważam że pobłażanie i puszczanie oka do takich postaw (a nie samych ludzi bo człowiek zawsze może się zmienić – byle na dobre) w imię „dobrosąsiedzkich stosunków”, lub tzw.”pragmatyzmu” według którego „jeśli dają to trzeba brać” (co było m.in. jednym z „argumentów” mających usprawiedliwić wspomnianą inżynierię społeczną) to współudział w szerzeniu zła. Wyłapywanie i nazywanie po imieniu  tego rodzaju manipulacji to po prostu obowiązek każdego kto uważa się za osobę „moralną” i deklaruje konieczność istnienia w relacjach międzyludzkich pewnych elementarnych i obiektywnie dobrych zasad. Nie potępiam ludzi! Bo po pierwsze nie jestem w stanie nikogo skazać na takie potępienie, a po drugie nie wykazuję nawet takich aspiracji. Logiczne zestawienie słów/czynów z zasadami na które w końcu pewne osoby SAME się powołują to nie jest potępianie ani wywyższanie się… (Odys)

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją”  (Mahatma Gandhi)

PodziemnaTV – Robią nas w konia: Prezydent Duda o 500+ państwo coś wreszcie daje a nie zabiera #149 oraz: Niższe zarobki Polaków w Polsce niż za granicą #152 (czyli skąd się bierze bogactwo)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!

Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?


„…Orbán wytyka zachodnim elitom hipokryzję – także tą skrywaną za parawanem politycznej poprawności. Wzywa do przywrócenia tradycyjnych – jeśli kto woli chrześcijańskich – wartości, które stoją w sprzeczności z brutalną Realpolitik, chciwością prowadzącą do kolejnych kryzysów, przeciwstawiają się popkulturze promującej przemoc i obyczajowość pozbawioną hamulców moralnych. Padają retoryczne pytania: dlaczego mielibyśmy słuchać pouczeń na temat konieczności prowadzenia rozsądnej polityki budżetowej w czasie gdy połowa państw zachodnich jest bardziej zadłużona? Albo pouczeń o równym dostępie do rynku od Jean Claude’a Junckera, który sam kilka lat wcześniej szedł na rękę wielkim międzynarodowym koncernom uciekającym do Luksemburga w poszukiwaniu cichej przystani dającej ochronę przed podatkami w innych państwach Unii Europejskiej.

…Krytykowany za sławetną politykę „otwarcia na Wschód“, w ramach której Węgry poszukują kontaktów nie tylko z Rosją, ale także z niekoniecznie demokratycznymi państwami leżącymi w pasie od Turcji, przez Iran po Chiny sam Viktor Orbán (albo jego minister spraw zagranicznych Péter Szíjjártó) odpowiadał: przecież wy robicie to samo. Czy Angela Merkel albo Francois Hollande podczas zeszłorocznych wizyt w Chinach użyli terminu „prawa człowieka“? My kupujemy od Rosjan elektrownię atomową ale zachodnie koncerny budują bez wahania gazociągi przez Morze Bałtyckie (podpisując kolejne umowy w czasie obowiązywania nałożonych na Rosję sankcji!), a Francuzi chcieli sprzedać Putinowi najnowocześniejsze okręty desantowe. Dlaczego większym i silniejszym wolno więcej? A jeśli już chodzi o czysty biznes to zostawmy na boku moralizatorskie wykłady…

…Główny problem w relacjach Węgier z Zachodem polega jednak na w tym, że krytykując cynizm i naciąganie zasad przez zachodnie elity Orbán w swojej własnej praktyce politycznej naruszył kilka tabu. Chodzi o fundamentalne zasady zachodniej demokracji – jak trójpodział władzy czy niezawisłość wymiaru sprawiedliwości – których w okresie powojennym nie kwestionowały żadne siły polityczne, od lewicy po konserwatywną prawicę. Mimo wręcz rewolucyjnej retoryki za próbę zmiany porządku konstytucyjnego nie zabrały się ugrupowania nawet tak radykalne jak grecka Syriza.

Tymczasem podczas trwającej od 2010 r. „konserwatywnej rewolucji“ rząd Fideszu całkowicie zmodyfikował podstawy prawne funkcjonowania państwa, zmieniając w tym celu ponad 600 ustaw i kodeksów prawnych, łącznie z konstytucją. Węgierski premier przemawiając na letnim uniwersytecie w rumuńskim Baile Tusnad (węg. Tusnádfürdő) otwarcie zakwestionował konieczność trzymania się zasad liberalnej demokracji. Powiedział przy tym, że sukcesy mogą odnosić systemy inne niż zachodnie demokracje i wskazał jako pozytywne, a przynajmniej warte uważnej analizy przykłady owych „skutecznych systemów“ Rosję, Turcję czy Chiny.

Takie postawienie sprawy zirytowało już nie tylko zachodnich Europejczyków ale i Amerykanów, którzy od dawna wypominają rządowi Fideszu odchodzenie od kanonu demokracji, osłabianie trójpodziału władzy i utrudnianie życia niechętnym rządowi mediom. Po wciągnięciu na listę osób niepożądanych w USA kilku oskarżonych o korupcję wysokich rangą urzędników węgierskich i po niezwykle krytycznym przemówieniu ambasador USA w Budapeszcie Colleen Bell w relacjach Budapesztu z Waszyngtonem powiało dawno nieodczuwanym chłodem. Na listę krytycznych uwag pod adresem Budapesztu Amerykanie dopisują też wyjątkowo słabe zaangażowanie Węgier w zachodnią wspólnotę obronną (mimo oficjalnych zapewnień o udziale we wspólnych akcjach NATO państwo wydające na obronność poniżej 1 proc. PKB pozostaje słabym sojusznikiem).

Orbán – niezależnie od politycznych kontrowersji, które wzbudza – okazał się prekursorem rozlewającego się coraz szerzej fermentu. Co ciekawe drogą buntu przeciwko dyktatowi tradycyjnych elit polityczno-biznesowych Europy podążają dziś siły polityczne spod najróżniejszych sztandarów ideologicznych. W podobne tony uderzają działacze zarówno polskiego Prawa i Sprawiedliwości, jak i francuskiego Frontu Narodowego czy radykalnie lewicującej hiszpańskiej partii Podemos albo greckiej Syrizy

na przełomie roku 2014 i 2015 przez kraj przetoczyła się fala protestów w związku z kilkoma błędnymi i skrajnie niepopularnymi decyzjami rządu szukającego na gwałt dochodów. Najbardziej irytujący, zwłaszcza ludzi młodych okazała się pomysł opodatkowania ruchu w internecie. Były też i inne – jak wprowadzenie różnorakich opłat i quasi-podatków albo wyjątkowo niepopularna decyzja o zakazie handlu w niedziele. Wreszcie protesty związkowców wywołały problemy bytowe dużej części pracowników najemnych – niskie i wolno rosnące dochody a także zagrożenie ubóstwem dotykające prawie ćwierci Węgrów

Większość Węgrów akceptowała zmiany. Podobały się zwłaszcza działania rządu podkreślające podmiotowość państwa. Po fatalnych skutkach zadłużenia olbrzymiej rzeszy ludzi w obcych walutach z zadowoleniem powitano twardą politykę wobec banków (głównie zagranicznych), na które nałożono najwyższy w Europie podatek bankowy sięgający w przypadku największych instytucji finansowych 0,53 proc. sumy bilansowej. Nie tylko spodobało się to jego wyborcom ale co gorsza okazało się zaraźliwym przykładem także dla kilku innych państw. Innym znienawidzonym przez banki posunięciem stało się obligatoryjne przewalutowanie kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich (i to na krótko przed gwałtownym skokiem kursu szwajcarskiej waluty).

Równie zdecydowane posunięcia Orbán zastosował wobec wielkich sieci handlowych (choć z powodu sprzeciwu Unii Europejskiej będą one musiały zostać złagodzone), firm telekomunikacyjnych i przedsiębiorstw oferujących usługi komunalne. Zostały one obłożone „solidarnościowym“ podatkiem sektorowym. Do tego doszło wymuszona administracyjnie redukcja cen energii dla gospodarstw domowych. Propaganda rządowa na każdym kroku eksponowała „rozliczenie“ (obcego kapitału) i „obniżenie“ (kosztów życia). Hasłem przewodnim stał się eksponowany na reklamowych bilbordach slogan „Węgry działają lepiej“.

Nie oznacza to bynajmniej, że Orbán automatycznie stał się przeciwnikiem obcego kapitału jako takiego. Od dawna twierdził, że „gospodarce spekulacji“ przeciwstawia „gospodarkę opartą na pracy“, której istotą jest tworzenie realnej wartości a nie obracanie kapitałem. Dlatego rząd bez żalu przyjmował do wiadomości zapowiedzi wycofania się kilku zagranicznych banków (Citi, Erste, Sberbank, Raiffeisen), zaś z otwartymi ramionami witał inwestycje przemysłowe. Ich symbolem stała się najnowocześniejsza w Europie fabryka Mercedesa zbudowana w Kecskemét. Węgry stały się wielkim środkowo-europejskim zagłębiem przemysłu motoryzacyjnego (ma on 23 proc. udział w produkcji przemysłowej kraju i 13 proc. udział w eksporcie)…

…Zmianami odebranymi pozytywnie było wprowadzenie prorodzinnej polityki podatkowej (posiadające troje dzieci rodziny o przeciętnych dochodach praktycznie nie płacą podatków dochodowych) i obniżenie stawek CIT. Wprowadzono też 16 proc. podatek liniowy…

…Wyborcy z rosnącym krytycyzmem obserwowali bezwzględne egzekwowanie większości konstytucyjnej Fideszu, absolutną dominację w systemie sądowniczym, podporządkowanie mediów publicznych i systematycznie podkładanie nogi krytykującym posunięcia władz mediom prywatnym…

Równie krytycznie oceniane były także zbyt bliskie związki władzy z wpływowymi, majętnymi przedsiębiorcami budującymi swoją pozycję dzięki zamówieniom publicznym…

Ostatnim ogniwem serii błędów politycznych Fideszu okazała się polityka informacyjna. Zbyt uproszczona i jednostajna propaganda sukcesu prowadzona monotonnie w kontrolowanych przez rząd mediach publicznych zaczęła podważać ich wiarygodność. Do tego dochodzi niezrozumiała, chaotyczna polityka personalna (w grudniu po raz kolejny zwolniono dużą grupę dziennikarzy, w tym nawet autorów najpopularniejszych programów). Mimo finansowania przez państwo na poziomie 80 mld forintów (270 mln euro) łączna oglądalność wszystkich kanałów telewizji publicznej nie przekracza 15 proc. (dwie główne telewizje prywatne RTL Klub i M2 przyciągają prawie 30 proc. widzów).

Nic dziwnego, że rząd zaczął poszukiwać atrakcyjnej tematyki ilustrującej kontynuację swoich sukcesów… 

…W pierwszym kwartale 2015 r. w Budapeszcie z entuzjazmem odnotowano, że gospodarka węgierska odnotowała prawie najwyższe tempo wzrostu w Europie (chwilowo zbliżające się nawet do 4 proc.). Wyraźnie zmniejszyło się też bezrobocie (obecnie 6,5 proc.). Rosną płace, eksport i konsumpcja wewnętrzna. Poprawił się też stan finansów publicznych…

…Krytycy zaznaczają jednak, że obraz sytuacji nie jest aż tak różowy jak pokazują to oficjalne dane. PKB w rzeczywistości wciąż nie odzyskał jeszcze poziomu z 2008 r., a poziom zadłużenia państwa wciąż pozostaje wysoki (nieco poniżej 77 proc. PKB). Ponad 200 tys. miejsc stworzonych w ostatnich latach pracy to tylko słabo opłacane roboty publiczne. Także utrzymanie wysokiego tempa wzrostu będzie raczej niemożliwe – wzrost PKB na koniec roku zwolnił do 2,8 proc., a w przyszłym roku może zejść w okolice 2 proc. Nadal wysokie są obciążenia podatkowe (udział podatków w dochodach państwa to ponad 39 proc., a podstawowa stopa VAT na poziomie 27 proc. pozostaje najwyższa w Europie). Mimo skutecznego przyciągania zagranicznych inwestycji bezpośrednich ogólny poziom inwestycji w gospodarce jest zbyt niski. Prawdopodobnie nieco zmniejszy się też efekt transferów z funduszy europejskich, które w ubiegłych latach wykorzystywano szczególnie intensywnie.

To jednak na razie tylko dywagacje ekonomistów. Realnie pojawiające się pozytywne trendy w gospodarce zaczęły pomagać Fideszowi, którego notowania w pierwszych miesiącach roku ustabilizowały się. Zaś wszelkie rozważania o ekonomii i polityczne spory wewnętrzne zeszły na plan dalszy gdy wiosną na Węgry dotarł pochód uchodźców, czy też jak konsekwentnie nazywały ich rządowe media „osób nielegalnie przekraczających granicę“. Strach przed masową migracją okazał się tak silny, że w ciągu zaledwie kilku tygodni wszelkie inne problemy przestały się liczyć...

Naruszane standardy demokracji, skandale korupcyjne, zachłanni karierowicze w otoczeniu premiera, nadmierne sympatie prorosyjskie i szkodliwy konflikt z Amerykanami – wszystko to dla większości Węgrów przestało się liczyć. Przynajmniej do czasu gdy machina informacyjna władzy jest w stanie utrzymać ich w przekonaniu, że wobec zagrożenia najważniejsza jest narodowa jedność…” (Jarosław Giziński)

polecam lekturę całości tu: Budapeszt – studium przypadku

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i jeszcze tu: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim

„…Gdy w 2010 roku Orbán wygrał pierwsze wybory i przejął władzę na Węgrzech, dostał do zarządzania naprawdę zrujnowany kraj. W 2009 roku PKB spadł aż o 6,8 proc., a zadłużenie państwa przekraczało 80 proc. PKB i rosło. W tej sytuacji Orbán zrobił wszystko, aby ograniczyć wzrost zadłużenia, co mu się udało. Ale nie zrównoważył wydatków i Węgry wciąż mają deficyt budżetowy. W drugim roku jego rządów gospodarka zaliczyła regres w wysokości 1,7 proc. PKB. Pełzający wzrost gospodarczy w porównaniu do powolnego wzrostu to jednak ogromna różnica. Orbán zapewnił Węgrom stabilność, a także przekonanie, że rząd wie, dokąd zmierza.
Węgierski model zarządzania państwem oparty jest dziś na dużych transferach socjalnych (ulgi podatkowe na każde dziecko), wysokim VAT (stawka podstawowa to aż 27 proc.) i niskich podatkach dla ludzi (PIT 15 proc.) oraz małych i średnich firm (10 proc.). Selektywnie VAT jest obniżany na popularne produkty (np. wieprzowinę – 5 proc.). W ten sposób węgierski rząd chce zachęcać do oszczędzania, a nie do konsumpcji.

W 2016 roku właśnie w wielkiej obniżce podatków (PIT z 16 proc. do 15 proc., VAT na wybrane produkty) Orbán upatruje szansy na przejście do szybkiego wzrostu gospodarczego. Obniżono nawet podatek bankowy od aktywów z 0,53 proc. do 0,31 procent. W 2017 roku ma on spaść do 0,21 procent.

Węgrom nie udał się specjalnie plan skutecznego opodatkowania banków. Zagraniczne instytucje zaczęły wycofywać się z Węgier. Banki odkupywał rząd, który nie bardzo wiedział, co z nimi zrobić – i dziś z powrotem chce je prywatyzować. Posiadanie konta na Węgrzech, zwykłego rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego, zaczęło kosztować około 600 zł. Aby zapewnić darmowe wypłaty z bankomatów, trzeba było wprowadzić je ustawowo.

Także drugi sztandarowy pomysł PiS, wzorowany na węgierskim podatek od hipermarketów, nad Dunajem zakończył się fiaskiem. W listopadzie ubiegłego roku parlament zlikwidował ustawę wprowadzającą 6-procentowy podatek dla dużych sieci handlowych. Powodem były szybkie decyzje Unii Europejskiej, która uznała ów podatek za niezgodny z unijnym prawem i godzący w uczciwą konkurencję. Zresztą w warunkach węgierskich podatek ten miały zapłacić zaledwie dwie sieci: brytyjskie Tesco (około 350 mln zł rocznie) i holenderski Spar (połowę tej kwoty). W skali państwa, nawet węgierskiego, są to kwoty nie zmieniające sytuacji gospodarczej. Skończyło się na powszechnym podatku handlowym wynoszącym 0,01 proc. sprzedaży netto.

Polska – problem małej stabilizacji

Zupełnie inną sytuację gospodarczą dostał do zarządzania PiS. W 2015 roku polska gospodarka wzrosła o około 3,4 procent. Oficjalny poziom zadłużenia względem PKB to około 51 procent. Problemem naszej gospodarki jest to, że wzrost jest niewielki i w dużej części oparty na rosnącym zadłużeniu. W 2013 roku rząd Donalda Tuska znacjonalizował część zadłużenia (około 150 mld zł) względem OFE i na papierze poprawił wyniki. Polski rząd stoi jednak w obliczu zbankrutowanego systemu ubezpieczeń społecznych. Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest po prostu niewypłacalny. „Reforma” Platformy Obywatelskiej i PSL polegała na złamaniu umowy ubezpieczenia i podniesieniu wieku, od którego można pobierać emerytury. Było to rozwiązanie nie tylko niezgodne z prawem i przyzwoitością, ale również nie rozwiązujące problemu. Jak bowiem przyznał sam twórca reformy emerytalnej z 1999 roku, prof. Marek Góra, system zacznie się „spinać” tylko wtedy, gdy podniesiemy wiek pobierania emerytur do… 75 lat.

PiS wzięło na siebie obowiązek przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego, a to oznacza, że kłopot, który rząd PO-PSL wypchnął w przyszłość, wróci bardzo szybko. Na dłuższą metę nie da się go rozwiązać inaczej niż zmieniając system ubezpieczeń społecznych i otwarcie deklarując bankructwo bismarckowskiego systemu emerytur.

Kolejnym polskim problemem jest prymitywna gospodarka. Naszym głównym towarem eksportowym są owoce (jabłka, truskawki) i meble. Pozostałe przetworzone produkty to dzieło zagranicznych firm mających w Polsce tylko siedziby i montownie, a płacących prawdziwe podatki w macierzystym kraju. Polski wzrost gospodarczy to zasługa dużego rynku wewnętrznego, którego nie wykorzystujemy we właściwy sposób. Na skutek idiotycznej polityki dopłacania do zagranicznych inwestycji wyhodowaliśmy rodzimym przedsiębiorcom taką konkurencję, że nie mogą oni nawet zacząć działalności. Nie dość, że rynek okupuje duży, rozwinięty gracz, to jeszcze ma za sobą dotacje i pomoc państwa.

Władza ponad wszystko

Jeżeli PiS nie przystąpi do radykalnej zmiany systemowej w gospodarce, to będziemy mieli wzrost gospodarczy zbliżony do tego, który był w czasie rządów PO. Plan rozdania 500 zł na każde drugie i następne dziecko na pewno przyniesie wzrost poparcia dla PiS. Ale jego głównym celem nie jest bynajmniej gospodarczy wzrost, lecz stworzenie stabilnej bazy wyborczej dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Rodziny, które nagle otrzymają dopływ gotówki, zasilą w dużej części elektorat PiS. Redystrybucja i zmniejszenie różnic da rządowi chwilę wytchnienia, ale nie rozwiąże systemowych problemów gospodarki. To może pozwolić Prawu i Sprawiedliwości rządzić osiem lat, ale wskaźniki ekonomiczne w końcu dadzą o sobie znać.

Kaczyński jest bliski wizji Polski jako folwarku, a sam jest dziedzicem, który to nadzoruje – komentował w wywiadzie dla „Polska The Times” publicysta Rafał Ziemkiewicz. – To na pewno największa słabość PiS – jest Komendant, który jako jedyny wszystko wie i ogarnia, a hierarchia zależy od wierności Komendantowi – mówił Ziemkiewicz. Dosyć dobrze zobrazował obecną sytuację, w której PiS stara się rozwiązać problemy strukturalne doborem odpowiednich osób. Faktycznie jednak należałoby się skoncentrować nad takimi rozwiązaniami, wg których pomyślność gospodarcza i bezpieczeństwo państwa nie opierałoby się na jednostce, ale na procedurze…” (Jan Piński)

polecam lekturę całości tu: Kaczyński. PRAWIE jak Orbán

podobne: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński oraz: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.

…władza (niemal) absolutna posiada ten przywilej że przy jej zaprowadzaniu można (jeśli się jest dostatecznie zapobiegliwym i przewidującym) w dość łatwy sposób kupić sobie przychylność „podwładnych” dopuszczając ich, tudzież cedując na nich udziały w przejmowanych dobrach publicznych. Problem polega na tym, że aparat państwa nie jest w stanie wchłonąć na stałe dostatecznej liczby obywateli, żeby zaspokoić i zadowolić z urządzania państwa na nowo wszystkich (lub chociażby większość). Orbanowi się to udało bo nie szermował hasłami narodowymi wyłącznie w celu propagandowym by mieć społeczne poparcie na czas wyborów. Nie odcinał od koryta swoich poprzedników tylko po to by powtórzyć ich błędy. Nie zadowolił się przejmowaniem stanowisk w ramach „łupu wojennego” dla swoich, co jest rzecz jasna naturalną konsekwencją „wymiany elit” (i co jak czytamy zrobił). Orban i jego ekipa wsparli bowiem jednocześnie ową przemianę kilkoma autentycznie owocnymi GOSPODARCZO reformami/zmianami, które miały bezpośrednie przełożenie na korzyść samych obywateli i ich portfeli, znacznie i raczej trwale poszerzając w ten sposób grono zadowolonych.

Dziś już wiemy że władze Węgier idą dalej tą sprawdzoną drogą, cedując coraz więcej prywatności i własności na obywateli poprzez obniżanie kolejnych podatków (ostatnio VATu) i bilansując budżet by nie stanowił obciążenia dla zwykłych Węgrów. Dzięki temu obywatele czują się coraz bardziej właścicielami swojego kraju i mogą się zająć sobą. Nie przejmując się zbytnio „dyktatorskimi” zapędami Orbana i jego partii. Węgrzy w większości autentycznej (a nie jak to jest w wypadku PISu ograniczonej do elektoratu) chętnie identyfikują się ze swoim państwem, i jednoczą kiedy trzeba by solidarnie wspierać pomysły swojego „duce” kiedy tylko dobro Węgier tego wymaga lub jest ono zagrożone (nawet jeśli te decyzje są niepopularne na zachodzie).

Zwracam na te aspekty uwagę z oczywistego względu. W Polsce możemy bowiem obserwować jak nowe władze się „orbanizują”. PIS małpuje „antydemokratyczną” ścieżkę jaką poszedł Orban, i jest za to tak samo przez zachód krytykowany. Niestety podobieństwo kończy się (moim zdaniem) na kwestii zabezpieczania interesu politycznego i partyjnego w ramach przejmowania aparatu władzy (głównie konfitur z niej wynikających). Brakuje natomiast analogii w posunięciach na polu gospodarki, które byłyby tak perspektywiczne jak to obecnie wygląda na Węgrzech, tj. idące w kierunku bogacenia się obywateli a nie „elit” politycznych kosztem właśnie obywateli. U nas zamiast zbilansowania deficytu jest jego powiększenie, zamiast obniżenia podatków mamy ich podwyższanie a w kolejce do nałożenia już czekają nowe. „Składki” na ZUS i „zdrowotne” poszły do góry. To drugie zostało nawet zamienione wprost na podatek i tylko czekać kiedy to samo stanie się z ZUSem, na którego obsługę za jakiś czas również będziemy zmuszeni płacić specjalny „narodowy” podatek, bo inaczej system tzw. „ubezpieczeń społecznych” zbankrutuje). Podwyżki mają też dotknąć podatek od przedsiębiorców. I tak oto władza mieniąca się „narodową” zamiast pozostawić pieniądze w kieszeni owego narodu by było go stać na rodzinę, obiecuje mu jakieś zasiłki w postaci „500 zł na dziecko”, które najpierw każdy (który się zakwalifikuje) będzie musiał od państwa wyżebrać, a przy którego rozdzielaniu obłowią się w pierwszej kolejności urzędasy, zaś efekt tej „pomocy” ad hoc będzie taki że żeby ktoś dostał te pieniądze to najpierw „ktoś” musi „komuś” zabrać odpowiednią kwotę w podatkach…(Odys)…

i zabierze PodziemnaTV: Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

…Teraz nadszedł pierwszy moment, pierwszy papierek lakmusowy, który pokaże na ile silny i spójny wewnętrznie jest nowy rząd. To jednak tylko wprawki przed generalnymi porządkami.

Już powinna być przygotowana pierwsza wielka operacja antykorupcyjna!
Przez cały okres rządów PO i PSL czuliśmy jak pieniądze hulają bokiem, jak wielkie sumy z budżetu i z funduszy publicznych przelewają się do prywatnych kieszeni. To trzeba pokazać, nazwać. Wiem, ze czasem to nieestetyczne, czasem publiczność ogląda płaczące kobiety – niestety śmiertelną chorobę korupcji trzeba zacząć zwalczać, a nie pudrować. To naturalnie przyniesie sporo emocji, złodziejskiego jazgotu, ale przy okazji uzdrowi wiele publicznych relacji.

Potem przyjdą już najtrudniejsze, gospodarcze batalie: podatek obrotowy od sklepów wielkopowierzchniowych, podatek bankowy i odbudowa polskiego rynku finansowego. To wszystko musi być wykonywane w biegu, przy utrzymaniu płynności finansów publicznych. Operacja niezwykle trudna i bolesna. Będzie przebiegać przy wtórze rozmaitych protestów organizowanych za ogromne pieniądze korporacji.

Krok dalej to już pełne bagno – próba uporządkowania i odbudowania mechanizmów funkcjonowania powszechnej służby zdrowia – piszę powszechnej, bo mówienie o jej „bezpłatności” jest już tylko nużącą i irytującą hipokryzją.

No i wreszcie trzeba przygotować realny, dający się zastosować, projekt odbudowy systemu ubezpieczeń społecznych. 
To wszystko musi przebiegać przy nienawistnym warczeniu nieprzychylnych, polskich jedynie z nazwy, mediów.

A przecież musimy odbudować polską armię, polskie media, odzyskać energię do rodzenia dzieci, odbudować polska gospodarkę i stworzyć warunki do kreowania w Polsce marek rynkowych, które mogą być znane w Europie i na świecie.

Zwykły Polak na co dzień nie zajmuje sobie tym wszystkim głowy, jednak to właśnie od wymienionych przeze mnie działań zależy fakt, czy ten zwykły Polak lepiej się poczuje, odzyska wigor i chęć do życia…” (Witold Gadowski)

całość tu: Zwykły Polak spogląda na rząd PiS

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

…tymczasem jedyne czym PIS się zajmuje na poważnie (tzn. osiąga dokładnie takie efekty jak zakładał) to zagarnianie dla siebie coraz więcej realnej władzy, przez co „pierwsza wielka akcja antykorupcyjna” wygląda tak – „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Nie po to bowiem partia o etatystycznym poglądzie na państwo, mająca w planie stworzenie „silnego centrum zarządzania” sięga po władzę, żeby się nią dzielić ze zwykłymi obywatelami, a wiedza o agentach, układach i przekrętach to największa władza. Tym większa w im większej tajemnicy pozostaje, bo tylko tak można ludzi szantażować i nimi sterować.

Oczywistą zależnością jest, że im więcej tworzy się uprawnień i monopoli dla administracji (w tym nowe ministerstwa i urzędy) tym bardziej się ludzi uzależnia od urzędników, i tym mniej swobód oraz wolności pozostaje dla tych, których kompetencje zostaną przez ową administrację przejęte. Jeśli ktoś nie rozumie tej oczywistej zależności, albo myśli że to dla naszego dobra to współczuję – w pierwszym wypadku braku logicznego myślenia a w drugim naiwności. Z samej litery nowo uchwalonego w ostatnich tygodniach prawa można wszak wyczytać, że nowej władzy wcale nie chodzi o to żeby budować państwo obywatelskie, albo żeby je oczyszczać czy robić transparentnym. Państwa obywatelskiego nie buduje się bowiem w oparciu o zwiększanie uprawnień inwigilacyjnych dla organów bezpieczeństwa, ani na tym że zagarnia ono dla siebie coraz więcej naszych pieniędzy i coraz więcej kosztuje.

PIS buduje zatem coś w rodzaju międzywojennej „sanacji” (tu odsyłam do historii czym była sanacja dla szarych obywateli – podatników) tj. państwo stanowiące realną własność kliki partyjnej, na wskroś etatystyczne z kłopotami gospodarczymi na WŁASNE życzenie, i z coraz bardziej zubożałym (a przez to niezadowolonym) społeczeństwem. Za wyjątkiem rzecz jasna szeregu swojaków/cwaniaków, odcinających teraz kupony od tego że wcześniej stali wiernie po „właściwej stronie mocy”, klepiąc „biedę” bycia poza tzw. mainstreamem. Inni natomiast niczym „stary grandziarz” Leon Kunicki (vel Kunik) bohater książki Dołęgi-Mostowicza podczepią się jak zwykle pod kurki budżetowe, by wreszcie móc prowadzić swoje biznesy bez strachu o konkurencję ze strony tych, którzy nie mają znajomych wśród nowo wybranych „umiłowanych przywódców”… (Odys)

„…Oto II RP, państwo socjalistów utopistów, którego działalność wymierzona była wprost we własnych obywateli różnych narodowości. Także w Polaków, a może przede wszystkim w Polaków, szczególnie tych którzy coś mieli. Państwo wszechwładzy urzędów podatkowych i urzędników władz lokalnych, którzy bez mrugnięcia okiem potrafili doprowadzić do bankructwa zamożnych obywateli, przez co ci popełniali potem samobójstwa. II RP w nadziejach Polaków miała być kontynuacją Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Korony i Litwy, a w rzeczywistości stała się niespełnioną utopią oszalałych socjalistów-syndykalistów, którym zdawało się, że przyszłość świata należy do urzędników redystrybuujących podstawowe dobra w myśl zaleceń Marksa – żeby było sprawiedliwie. Ponieważ jednak większość urzędników, ze szczególnym wskazaniem na tych bardzo ideowych, to złodzieje, tak więc utopia pozostała do ostatniego dnia budowlą niedokończoną.
O tym, że II RP nie będzie żadną kontynuacją prawdziwej Polski wiadomo było już wtedy kiedy oddano sowietom Mińszczyznę. Potem zaś było jeszcze gorzej. Zniesiono herby, które i tak nie miały już znaczenia, żeby pokazać najgorszym chamom którędy wiedzie droga do sukcesu. I pokazano z wiadomym skutkiem. Litwa nie zniosła herbów uznając, że Litwini, naród mały, zależny od Niemców, zostanie jednak depozytariuszem tradycji królewskiej, magnackiej i prawdziwie demokratycznej na wschodzie Europy.
Do jakiej tradycji w takim razie odwołała się II RP budując niedoszły raj na ziemi. Do socjalistycznej, czyli do takiej co ją wymyślono dawno temu w Londynie, żeby za jej pomocą dewastować kontynentalne gospodarki i przebudowywać strukturę społeczną tak, by w koloniach i na Wyspie nigdy nie zabrakło taniej siły roboczej praz świrów gotowych do rzucania bomb. Polscy politycy z Józefem Piłsudskim na czele, ale także z endekami, żeby mi nie zarzucono jakichś uprzedzeń, traktowali to wszystko serio. Uważali ponadto, że preferowanie pewnych grup społecznych może im zapewnić sukces. Od dawien dawna wiadomo, że kokieteria, szczególnie finansowa nikomu nigdy nie zapewniła sukcesu. No, ale żeby to wiedzieć potrzebna jest znajomość prawdziwej historii, a nie historii, w której zapisano, że motorem dziejów jest postęp…” (coryllus –  O tradycji państwowej dostrzegalnej w propagandzie)

podobne: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP i to: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP

…i PIS postanowił dokończyć budowę tej utopii/satrapii. Rachunek w postaci coraz wyższych kosztów jej funkcjonowania, i niebezpiecznych na przyszłość precedensów w postaci rozsadzania pewnych obiektywnie dobrych zasad prawa (jak trójpodział władzy by żadna z nich nie zdominowała pozostałych), zapłacimy rzecz jasna my obywatele. Nie mówię tu o samej Konstytucji, bo też uważam że nadaje się ona w obecnym brzmieniu w sporej części na śmietnik, ale o powadze i kompetencji organów które mają stać na straży przestrzegania zapisanych w niej praw i wolności (NASZYCH obywatelskich) przed zakusami JAKIEJKOLWIEK władzy i chciwości polityków (a ni na odwrót!). Taka jest jednak kolej rzeczy i konsekwencja oddania władzy „dobrodziejom” zainfekowanym etatyzmem, uprawiającym zakamuflowany socjalizm pod płaszczykiem „misji narodowej” i „demokracji”… (Odys)

„Strzeżcie się przywódców, którzy bębnią w bębny w celu wprawienia obywateli w patriotyczny ferwor, bo patriotyzm jest w rzeczy samej mieczem obosiecznym. Zarówno zagrzewa krew jak i zawęża umysł. A kiedy bębny wojenne osiągają gorączkowe tempo i krew gotuje się od nienawiści, a umysł się zamyka, przywódca nie będzie miał potrzeby w przejmowaniu praw obywateli. To raczej obywatele, zaparzeni strachem i oślepieni przez patriotyzm, ofiarują wszystkie swoje prawa na rzecz przywódcy i uczynią to chętnie. Skąd to wiem? Bo ja to zrobiłem. I jestem Cezarem” (Juliusz Cezar)

Snucie pięknych i idealistycznych wizji rodem z Budapesztu nie ma póki co niczego wspólnego z polską rzeczywistością, poza analogią do bezwzględnego wobec oponentów politycznych przejmowania władzy, i radości z kwiku odrywania poprzedników od koryta. Jaki jednak z tej operacji ma być zysk dla „zwykłego Polaka” (poza specyficzną grupą wyborców PIS i ich potrzebą zaspokojenia prymitywnej chęci odwetu na rywalach), skoro na miejsce starych zasiądą nowe „świnie”? Które będą przecież funkcjonować w tym samym systemie, na tych samych zasadach i za te same pieniądze co poprzednicy, a więc będą tak samo uciążliwe i pazerne (bo jeszcze nienachapane). Te kilka żałosnych gestów „rozliczania” poprzedników, w postaci wyrzucenia z roboty w telewizji (zwanej publiczną), czy z szefostwa organów centralnych (służb i co ważniejszych urzędów), tudzież ze spółek Skarbu Państwa kilku płotek (czyt. głupich bo bezkrytycznie a wręcz nachalnie wysługujących się poprzedniej władzy aparatczyków), nie przywróci Polakom poczucia własnej wartości. Nie zapewni im pracy, perspektyw rozwoju, czy bezpiecznej emerytury, o prawidłowej opiece lekarskiej na którą płacą „składki” nie wspominając. Wspominając za to o tym że ludzie dalej będą tkwić w kolejkach jak za komuny, dopóki nie umrą uwalniając państwo od kosztów utrzymania tego, za co same bez pytania kogokolwiek o zgodę wzięło na siebie odpowiedzialność (i konkretne pieniądze)… (Odys)

„…Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów. Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

Więc dopóki kolejne pokolenia tzw. „elit” politycznych będą w dalszym ciągu sięgać obywatelom coraz głębiej do kieszeni, by marnować dobro z którego podstępem (pod pozorem tzw. „opieki”) ich uwalniają, to Polacy nigdy nie wybiją się na prawdziwą niepodległość i wolność. Będą do końca swoich dni niewolnikami przywiązanymi kredytami do mieszkań których nie mogą kupić za uczciwie zarobione pieniądze, ponieważ muszą się nimi dzielić z tzw. „państwem”, głównie na poczet obiecanej emerytury która będzie śmieciowa bardziej niż zmiażdżone kłamliwą propagandą socjalistyczną umowy cywilnoprawne. Wystarczy policzyć ile płacimy na ZUS (i zdrowotne) łącznie z tą częścią składki jaką płacą za nas pracodawcy, dodać do tego wszędobylski VAT, nie wspominając o akcyzie i innych opłatach czy para podatkach, i ile z tego dostajemy z powrotem w postaci „darmowych usług” by sobie uzmysłowić skalę rabunku.

W tym złodziejskim systemie który PIS przejął i kontynuuje po swoich poprzednikach (dokładając od siebie jak już wspomniałem ciężarów) zyskują wyłącznie „elity” polityczne, bo to one w pierwszej kolejności żrą to na co Polacy tak ciężko pracują, uzurpując sobie przedstawicielstwo narodu na mocy „demokratycznej woli” (tj. zaślepienia ideologicznego) jakiej grupy politycznych sympatyków w ramach „większości”, która nawet nie jest REALNĄ większością. „Zwykły Polak” powinien chcieć a przede wszystkim móc utrzymywać się za swoje pieniądze bez kosztownych pośredników w postaci „umiłowanych przywódców”, którzy dbają o nasze dobro w taki sposób że coraz bezczelniej nas go pozbawiają… (Odys)

podobne: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych. a także:„Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

Jerzy Wasiukiewicz

Jerzy Wasiukiewicz

Kryzys demograficzny w Polsce. Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny?


„…Problemów demograficznych nie rozwiąże samo prowadzenie kosztownej, chociaż często nieudolnie realizowanej polityki prorodzinnej. Charakteryzuje się ona bowiem brakiem spójności i koordynacji działań oraz stosowaniem nieodpowiednich „narzędzi”. Często więc pomoc ze strony państwa nie trafia do wielodzietnych rodzin, które najbardziej potrzebują tej pomocy. Przykładem mogą być ulgi na dziecko, z których korzystało w 2013 roku w pełni 76% rodzin z jednym dzieckiem, 68% z dwojgiem dzieci i już tylko 31% tych wychowujących troje lub więcej dzieci [13]. Innym przykładem jest becikowe oraz świadczenia na wspomaganie matek samotnie wychowujących dzieci, których samotność jest często fikcyjna. Ponadto niż demograficzny powoduje, że inwestycje w żłobki i przedszkola okazują się często nietrafione. Młodzi ludzie, którzy nie mają stabilnej pracy i godziwego wynagrodzenia, po prostu nie chcą mieć dzieci. Aby rozwiązać obecne problemy demograficzne należy więc jak najszybciej doprowadzić do radykalnego zmniejszenia bardzo wysokich w naszym kraju kosztów pracy. Są one bowiem głównym czynnikiem powodującym spadek dzietności w Polsce. Gdyby bowiem pracownik otrzymywał na rękę tyle, ile ze wszystkimi obciążeniami jego pensja kosztuje pracodawcę, to z powodzeniem mógłby utrzymać żonę i dwójkę dzieci, bez konieczności wysyłania żony do pracy i bez korzystania z różnych zasiłków z tytułu posiadania dwójki i więcej dzieci.

…Do młodych, w sporej części bezrobotnych, nie bardzo przemawiają argumenty o szybko starzejącym się społeczeństwie i groźbie deficytu za 20–25 lat rąk do pracy i załamania się systemu emerytalnego. Odnoszą się oni także dosyć obojętnie do niepokojących prognoz dotyczących spadku o 7 mln liczby Polaków w 2060 roku i raczej nie przejmują się jeszcze dramatycznie pogarszającą się strukturą demograficzną ludności naszego kraju. O ile bowiem w 1960 roku żyło w naszym kraju 7 mln dzieci w wieku do 10 roku i tylko 200 tys. osób powyżej 80 roku życia, to w 2060 roku dzieci będzie zaledwie 2 mln, a osób powyżej 80 roku życia aż 4 mln. Postępującego starzenia się polskiego społeczeństwa nie da się powstrzymać nawet poprzez prowadzenie bardzo szczodrej polityki prorodzinnej. Nie ma obecnie „cudownych recept na dzieci” [14]. Obok czynników materialnych, związanych z brakiem pracy oraz przede wszystkim brakiem perspektyw na uzyskanie dobrze płatnej pracy umożliwiającej zakup na kredyt mieszkania i zapewnienia godziwych warunków bytu swojej rodzinie, dzietność hamują także czynniki socjologiczne.

Coraz większa liczba kobiet korzysta z wolności wyboru między posiadaniem i nieposiadaniem dzieci. Coraz więcej też kobiet w wieku rozrodczym podejmuje pracę i odkłada na późniejsze lata założenie rodziny. Wreszcie spora część kobiet nie chce rodzić dzieci, bo stanowi to dla nich duże obciążenie psychiczne. W takich krajach jak Polska, a także w „prorodzinnej” Francji, większość obowiązków związanych z posiadaniem dzieci nadal spoczywa na kobietach. Nie można więc mieć pretensji do wielu kobiet, że nie chcą pomagać w zwiększaniu przyrostu naturalnego kosztem swoich karier zawodowych i życia osobistego. Wielu potencjalnych rodziców przestaje się także łudzić tym, że dzieci zmienią ich życie na lepsze. Dzieci dają szczęście, ale tylko do 6. roku życia. Pomimo faktu, że dzieci są przez Polaków wymieniane na drugim miejscu jako warunek udanego i szczęśliwego życia, to w praktyce te oczekiwania nie sprawdzają się, co szczególnie jest widoczne, kiedy dziecko rośnie. Wyniki badań socjologów z Instytutu Maxa Plancka potwierdzają fakt, że krzywa szczęścia rodziców radykalnie spada po ukończeniu przez dziecko kilku lat [15].

Minęły już czasy, kiedy w rodzinie liczyła się każda para rąk do pracy. Nie mają więc obecnie większego wpływu na liczbę posiadanych dzieci tzw. względy ekonomiczno-praktyczne. Coraz mniejsze znaczenie odgrywają też w wielu rodzinach względy emocjonalne, chęć przedłużenia życia poprzez przekazywanie swoich genów, wzrost statusu społecznego poprzez posiadanie większej liczby dzieci itp. Potencjalni rodzice, z wyjątkiem rodziców w niektórych krajach azjatyckich, nie decydują się na posiadanie dzieci głównie dla zabezpieczenia swoich potrzeb na starość. Model ten od wielu już lat nie sprawdza się w krajach europejskich, gdzie to nie dzieci pomagają starszym rodzicom, lecz najczęściej to rodzice pomagają dorosłym dzieciom. Z roku na rok w Polsce, przybywa dorosłych dzieci, często grubo po trzydziestce, którzy nadal mieszkają ze swoimi rodzicami i pozostają na ich utrzymaniu. Według danych GUS od 2005 roku liczba takich „wiecznych dzieci” zwiększyła się o 700 tys. W 2012 roku ze swoimi rodzicami mieszkało 44,5% młodych ludzi w wieku 25–34 lat (2,8 mln). Było to 8% więcej niż w 2005 roku [16]. Przyczynami tego stanu rzeczy jest słaba koniunktura gospodarcza w naszym kraju i brak pracy. Młodzi ludzie nie mogą się usamodzielnić, gdyż zdobycie pracy na etacie jest obecnie w Polsce zjawiskiem graniczącym z cudem. Na jedną ofertę zatrudnienia przypada bowiem średnio w kraju ponad 60 bezrobotnych, a w niektórych województwach nawet ponad 100. Jest to oczywiście wielkość „uśredniona”. Coraz częściej bowiem o jedno wolne miejsce pracy ubiega się nawet kilkuset bezrobotnych. Dotyczy to szczególnie tzw. stabilnych miejsc pracy w sferze budżetowej (na pełnym etacie) lub w spółkach skarbu państwa. Należy zaznaczyć, że bardzo wielu młodych ludzi pracuje znacznie poniżej swoich kwalifikacji za minimalne wynagrodzenie i to często na podstawie umowy na czas określony. Szacuje się, że na takich umowach pracuje już w naszym kraju prawie jedna trzecia młodych ludzi. Nic więc dziwnego, że mają oni ogromne trudności z uzyskaniem kredytu na zakup własnego mieszkania i siłą rzeczy zmuszeni są do mieszkania u rodziców. Taka sytuacja działa odstraszająco na potencjalnych rodziców, którzy coraz częściej odkładają decyzję o posiadaniu dzieci lub w niezbyt na szczęście jeszcze licznych przypadkach całkowicie rezygnują z ich posiadania.

Dzieci zapewniają swoim rodzicom różnorakie przeżycia i emocje, często z przewagą tych negatywnych, co niezbyt dobrze wpływa na samopoczucie szczególnie starszych rodziców, którzy chcieliby spędzić jesień swojego życia w spokojniejszym otoczeniu. Tego rodzaju doświadczenia zniechęcają także potencjalnych rodziców do posiadania większej liczby dzieci. Coraz częstszym więc wyborem jest posiadanie tylko jednego dziecka. Trzeba więc liczyć się ze stopniowym zmniejszaniem się populacji, co już ma miejsce w wielu krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych. Łatwiej wtedy będzie można zapewnić mniejszej liczbie ludności edukację i opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie oraz stymulować rozwój nowoczesnej gospodarki zapewniającej wysoko produktywne i dobrze płatne miejsca pracy. Samo więc skłanianie potencjalnych rodziców do posiadania możliwie jak największej liczby dzieci nie zawsze i nie w każdym kraju prowadzi tylko do pozytywnych następstw i wzrostu dobrobytu zarówno rodziców jak i dzieci. Czasami więc ograniczenie tempa przyrostu naturalnego, szczególnie w krajach biednych, mających problemy z wyżywieniem swojej ludności, odziedziczą więcej po swoich rodzicach i będą żyć w mniej „zatłoczonym” świecie.” (Adam Gwiazda: Kryzys demograficzny w Polsce)

„…Pomysły sypią się jak z rękawa; ulgi podatkowe, karty rodzin wielodzietnych, dłuższe urlopy macierzyńskie, na każde dziecko tysiąc złotych wypłacane co miesiąc aż do pełnoletniości, a teraz program 500+

…słyszymy nieustannie, że dzieci są potrzebne, bo nie będzie miał kto na nas pracować. Nic, ani słowa o tym, że dziecko jest wartością samą w sobie. Dzieci to, owszem, obowiązki, kłopoty, trudności, ale dzieci to przede wszystkim radość, miłość, realizacja samego siebie. I tu chyba jest klucz do całego problemu.

Naturalną rzeczą było do niedawna, że kobieta i mężczyzna nie czuli się spełnieni bez swojego potomka. Każdym z nich kierowały inne powody, inne przesłanki, ale posiadanie dziecka dopełniało ich samych i ich jestestwo. W tej chwili ta paleta możliwości jest znacznie większa, ale też i akceptowalna. Nikogo już nie oburza związek dwóch osób, które nie posiadają dzieci. Nacechowane negatywnie pojęcia, takie jak „stara panna” czy „stary kawaler” praktycznie wyszły z użycia. By zaspokoić swoje „ja” albo jak kto woli, ID, można się realizować w pracy, działalności społecznej i na wielu innych płaszczyznach. Potomek nie determinuje już tego, czy „coś po sobie pozostawimy”, co zdaniem kulturoznawców stanowi podstawę wszelkiej działalności człowieka. Jako człowieczeństwo, jako ludzie zatracamy naturalną potrzebę posiadania dzieci, które są naturalnym przedłużeniem naszego życia. Ważniejsze stają się kwestie, które można sprowadzić do pojęć mówiących o samorozwoju, osiągnięciu określonego statusu społecznego i materialnego, zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych, egzystencjalnych i wszelkich innych. Dzieci w tych pojęciach nijak się nie mieszczą. Pochłaniają czas, naszą uwagę, każą rezygnować z tak pojmowanego siebie…

…Jesteśmy właśnie świadkami zmiany kulturowego wymiaru naszej rzeczywistości. Takiego, który nakreśla nową epokę oraz nowe postrzeganie dzietności, związków i rodziny.

Bronisław Malinowski, opisując obowiązujący jeszcze nie tak dawno model życia społecznego, zauważał, że „dzieci muszą zawsze zwrócić w późniejszym życiu to, co otrzymały wcześniej. Sędziwi rodzice są zawsze na utrzymaniu swych dzieci, zwykle żonatych chłopców. Dziewczęta, wychodząc za mąż, często wnoszą swym rodzicom jakiś rodzaj wynagrodzenia, a potem nadal im pomagają i opiekują się nimi”. Prawda, że takie podejście wydaje się dziś archaiczne? A obowiązywało jeszcze nie tak dawno. Tyle że w wielu kwestiach, głównie tych materialnych, odpowiedzialność przerzuciliśmy na państwo. System emerytalny to, owszem, wielka zdobycz cywilizacyjna. Nikt jednak chyba nie myślał, że tak bardzo wpłynie to na status rodziny, konieczność posiadania dzieci jako polisy na życie, funduszu emerytalnego i zabezpieczenia trwałości nazwiska. Gdy pracujemy, pieniądze regularnie odkładamy na konto, prowadzimy bogate i rozległe życie towarzyskie i osiągamy sukcesy, to wizja starości bez wnuków nie jest wizją katastrofalną.

Dlatego bez zmiany myślenia, mentalności i podejścia do samych siebie żadna inicjatywa polityczna nie zmieni tego, że Polacy (zresztą nie tylko) coraz rzadziej decydują się na dziecko. Jeśli brać pod uwagę tylko względy ekonomiczne, logistyczne i techniczne, to nigdy nie ma dobrego czasu na to, by zdecydować się na dziecko. Ono w takich uwarunkowaniach zawsze jest nie w porę…” (Marek Kacprzak)

całość tu: „Dzieci rodzą się z miłości, nie z pieniędzy. I tym bardziej nie dla pieniędzy”

„Po wprowadzeniu rządowego programu Rodzina 500+ trudno znaleźć na ten temat krytyczny artykuł w katolickiej prasie. Ku mojemu zaskoczeniu tylko dwóch polityków znajdujących się po przeciwnej stronie sceny politycznej, Janusz Korwin-Mikke i Ryszard Bugaj (były przewodniczący Unii Pracy), ma odwagę mówić otwarcie o ubocznych skutkach moralnych tego projektu. Obaj obawiają się, że część wielodzietnych rodzin może przeznaczyć te pieniądze na alkohol.

Jest to bardzo realne zagrożenie, ale na myśli mam zupełnie coś innego. Program Rodzina 500+ stawia w niebezpieczeństwie ludzką wolność, a życie rodziny i dziecka zostaje uprzedmiotowione. Rządowy program jest brutalnym wejściem w najbardziej intymną sferę ludzkiego życia. Interwencjonizm państwowy w kontekście kryzysu imigracyjnego w Europie nie tylko dzisiaj nakazuje nam, kogo mamy u siebie przyjąć w własnym domu, ale za pieniądze podatników chce wpływać również na kształt naszych rodzin.

Ku mojemu zaskoczeniu w prasie katolickiej widzę zupełny brak teologiczno-moralnej oceny rządowego programu. Czy każdy człowiek nie ma prawa do tego, aby urodzić się w sposób godny, w wolnym „akcie miłości rodziców”, a nie dlatego że w dalszej perspektywie pojawia się rodzinny zasiłek?… 

Człowiek jest potraktowany jako niezdolny do wzięcia własnego życia we własne ręce i już w punkcie wyjścia pozbawiony jest ludzkiej godności. Ile jeszcze upłynie czasu, aby teologowie zrozumieli, że taki warunek spełnia tylko płaca wolnorynkowa, gdyż tylko ona ma w pełni charakter osobowy, ponieważ każdemu przysługuje prawo do rozporządzania własnymi zdolnościami i siłami.

„Świat bez wolności w żadnym przypadku nie jest światem dobrym”. To jest cytat i bynajmniej nie pochodzi on z książek Ayn Rand. Tak o wolności w swojej encyklice o nadziei Spe salvi pisał papież emeryt Benedykt XVI.” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Dziecko – najmniejsza mniejszość

więcej na ten temat w krótkim wykładzie Pana Konrada z Podziemna TV: Robią nas w konia: Pierwsze oszustwo nowego rządu PiS – 500zł na dziecko #138 i tu: Robią nas w konia: Minister rządu PiS o „Rodzina 500 plus” – uczciwy vs cyniczny rząd #143

Polecam również rzeczowa krytykę programu „500+” popartą analizą skutków podobnych programów „prorodzinnych” wprowadzanych przez POprzedników obecnej „dobrej zmiany”: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zmasakrowanie programu 500 plus i to: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zamiast 500 plus – przestać odbierać ludziom pieniądze!

…krótko – 500 zł na dziecko nie spadnie z nieba ale zostanie odebrane właśnie najbardziej „kreatywnym” rodzicom, bo pracującym na to żeby m.in. wychować i wykształcić swoje dzieci. To nie jest żadna polityka prorodzinna a zwykła redystrybucja zabranych wcześniej (właśnie rodzinom!) pieniędzy po to by opłacić w pierwszej kolejności urzędników którzy będą się zajmować „rozdawnictwem”, a to co zostanie przekazać tym wśród których nie zabraknie roszczeniowych dzieciorobów bez pomysłu na życie, by mogli dorzucić do rachunku podatników kolejny zasiłek i żyć na koszt m.in. tych, którzy przez kolejne obciążenie „socjalne” (będące oczywistym marnotrawstwem), być może nigdy nie założą własnej rodziny. Z tych pieniędzy nie urodzą się „nowe” dzieci. Zostaną one skonsumowane na bieżące potrzeby rodzin które sięgną po ten zasiłek wyłącznie po to, by ulżyć bieżącej trudnej dla nich finansowo sytuacji. Podstawowy cel – wzrost dzietności by zwalczyć kryzys demograficzny, z całą pewnością nie zostanie zrealizowany… (Odys)

podobne: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. i to: Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) a także: „Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej polecam również: Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). i jeszcze: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

I kolejny materiał godny wysłuchania: Samoobrona rodzinna. Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy.


„…koalicja PO-PSL, świadoma politycznej porażki, postanowiła pójść na skróty, dzięki siuchcie, do jakiej doszło wcześniej z udziałem pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego i jego zastępcy, którzy napisali „pod siebie” projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Skoro dzięki siuchcie z panem prezesem Trybunał Konstytucyjny wydawał się zblatowany tym bardziej, że pan prezes Rzepliński działał w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która tylko w roku bieżącym została wsparta milionem dolarów przez finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, za pośrednictwem Fundacji Społeczeństwa Otwartego. Finansowy grandziarz angażuje się finansowo w wspieranie nieubłaganego postępu. Co z tego ma – to osobna sprawa – ale nie ulega wątpliwości, że alimenty otrzymywane przez Helsińską Fundację od grandziarza, wystawiają na próbę również niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego.

Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Wprawdzie Trybunał wydawał się zblatowany, ale co to komu szkodzi, by był zblatowany jeszcze bardziej? Toteż koalicja PO-PSL rzutem na taśmę wcisnęła do Trybunału jeszcze dwóch sędziów – jestem pewien, że w przekonaniu, iż za to wciśniecie będą dozgonnie wdzięczni – oczywiście w granicach sławnej sędziowskiej niezawisłości, to jasne! Te rachuby nie były chyba bezpodstawne, jeśli się zważy, że ci sędziowie pozwolili się w takim trybie wybrać. Mając tedy Trybunał Konstytucyjny zblatowany aż do przesady, to znaczy – ponad konieczną potrzebę, koalicja PO-PSL była pewna, że mimo przegranej w wyborach, dzięki zblatowanemu Trybunałowi nadal będzie w pozycji wygranej, bo sławna niezawisłość sędziowska zawsze podpowie sędziom, jakie stanowisko powinni zająć, żeby było dobrze…

…jeśli ktoś po tym wszystkim będzie jeszcze wierzył w niezawisłość Trybunału, to mogę uważać go za wyjątkowo ciężkiego idiotę. Wyjątkowo ciężkiego – bo w sytuacji, gdy sędziów do TK wybiera Sejm – organ upolityczniony aż do przesady, to jakże z tej rozpanoszonej polityczności może się wyłonić apolityczny Trybunał? Ponieważ coraz częściej pojawiają się głosy wskazujące na potrzebę zmiany konstytucji, to de lege ferenda postulowałbym zmiany następujące. Po pierwsze – odejść raz na zawsze od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego. Prezydent już teraz jest wybierany w głosowaniu powszechnym, więc ma demokratyczny mandat znacznie silniejszy, niż jakikolwiek prezes Rady Ministrów. Tymczasem kompetencje rozdzielone są odwrotnie; prezydent prawie nie ma samodzielnych uprawnień władczych, w które autorzy konstytucji z 1997 roku wyposażyli premiera. Jeśli zatem wprowadzony byłby system prezydencki, to trzeba by też odstąpić od zasady, że sędziów Trybunału wybiera Sejm. Sejm bowiem w tej sytuacji występuje jakby sędzia we własnej sprawie, bo przecież Trybunał ocenia zgodność z konstytucją ustaw, które produkuje Sejm. Nie jest zatem wskazane, by Sejm wybierał sobie oceniacza swojej własnej działalności, no a poza tym – jakże z upolitycznionego Sejmu ma się wyłonić apolityczny Trybunał? Dlatego druga propozycja polega na tym, by Krajowa Rada Sądownictwa przedstawiała na każdy wakat w Trybunale trzy kandydatury prezydentowi, a ten dokonywałby wyboru – ale tylko spośród trójki przedstawionej mu przez Krajową Radę Sądownictwa.” (Stanisław Michalkiewicz – Obrońcy demokracji dostali w łeb?

podobne: Czy sądy czeka ręczne sterowanie?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Myślę że obecna koalicja rządząca zdaje sobie doskonale sprawę z tego że nawet jeśli postawią na swoim i „zgodnie z prawem” będą mieli w składzie TK „swoich” 5 sędziów, to i tak niczego nie zmienia jeśli w pozostałej części skład sędziowski zechce solidarnie zablokować którąś z ustaw PISu (arytmetyka jest tu nieubłaganie niekorzystna dla PIS). W tej sytuacji uważam że w „wojnie o trybunał” chodzi PISowi o zepsucie jego reputacji, czyniąc z niego niejasnymi posunięciami prawnymi ciało niekonstytucyjnie niekonstytucyjne, a więc pozbawione ewentualnej mocy prawnej tak blokowania jak ich przyklepywania (w zgodności z Konstytucją) czegokolwiek. Chytrzy stratedzy z PISu postanowili jak ten zazdrosny amant okaleczyć dziewczynę której posiąść w żaden sposób „PO dobroci” nie byli w stanie, albo jak kto woli postanowiono jednym bezprawnym ruchem wylać bękarta razem z kąpielą. Tym to sposobem im większy „gewałt”, czyt. im bardziej bezprawnie i zuchwale PIS „zamachuje” się na legalność TK tym (moim zdaniem) jest on coraz mniej uprawniony do decydowania o czymkolwiek, a z całą pewnością w umysłach obywateli zaczyna kiełkować społeczne poparcie dla natychmiastowego usunięcia tej patologii – nie tylko na poziomie ustawy ale przede wszystkim konstytucji. Osobiście nie widzę innej przyczyny dla której PIS miałby ryzykować całą tę awanturę o 5 czy 3 sędziów którzy przecież nie są w stanie „przegłosować” pozostałych. Dziwi mnie w związku z tym brak jakiegokolwiek odzewu konstytucjonalistów, prawników i tzw. „ekspertów” w całej tej właśnie sprawie. Bądź tu teraz mądrym czy taki trybunał ma w ogóle prawo orzekać o czymkolwiek czy też nie?

Wracając zaś do tematu „niezależności” i upolitycznienia TK uważam tak samo jak Pan Michalkiewicz. Kto twierdzi że ten organ będzie kiedykolwiek niezależny, skoro wybór jego „funkcjonariuszy” ZALEŻY od woli politycznej dwóch innych władz (niezależnie od tego kto akurat rządzi), ten sam sobie szkodzi, i nie ma o czym z kimś takim dyskutować. Rozsiewanie na ten temat kłamliwych informacji że TK będzie odpartyjniony tylko wtedy jeśli taka czy inna opcja będzie akurat u władzy jest typowym nielogicznym bełkotem dla… (nie dokończę 🙂 kogo). I tu właśnie dochodzimy do istoty problemu trwania tego rodzaju przekonań i wiedzy w umysłach poszczególnych wyborców, którzy z uporem maniaka jeden przeciw drugiemu (w zależności od opcji politycznej) wyrywają sobie nawzajem prawo do „niezależności” czy „niezawisłości”, prezentując bardziej lub mniej zajadłą typową moralność Kalego. Tego rodzaju „wymiany poglądów” podporządkowane wyłącznie partyjnym interesom, nie zasługują na nic innego jak (w najlepszym wypadku) uśmiech politowania… (Odys)

„…któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak…” (Stanisław Michalkiewicz – Co z konfidentami?)

Zasada trójpodziału władzy i ściśle z nią związana zasada niezależności sądów i niezawisłości sędziów stanowi niekwestionowany fundament współczesnego państwa. Przestrzeganie tej zasady jest wręcz warunkiem wstępu do społeczności międzynarodowej. Pomimo tego politycy tworzący władze ustawodawczą i wykonawczą nie ustają w wysiłkach, aby podporządkować sobie sądy, bądź przynajmniej uzyskać jak największy wpływ na sądy i sędziów. Na tym najbardziej tracą zwykli obywatele, których w ten sposób pozbawia się ochrony ich praw. Bo głównym zadaniem sądów i trybunałów jest dbanie o to, by pozostałe władze nie naruszały praw obywateli.

Problem utrzymania, a w zasadzie raczej uzyskania pełnej niezależności władzy sądowniczej od pozostałych dwóch władz (…) nie dotyczy tylko krajów dawnego bloku socjalistycznego, budujących dopiero swą demokrację, ale także takich krajów jak Niemcy, czy Włochy.

Porównanie doświadczeń w tym zakresie prowadziło do wniosku, iż metody stosowane przez polityków dla uzyskania wpływu na sądy i sędziów mają w zasadzie jedną wspólną cechę. Cechą tą jest przyznanie sobie przez polityków, w drodze wprowadzenia odpowiednich regulacji prawnych, prawa podejmowania decyzji w sprawach istotnych dla sędziów, bądź prawa do swobodnego, i nie poddanego żadnej realnej kontroli obsadzania stanowisk, z piastowaniem których wiąże się podejmowanie takich decyzji. To zaś prowadzi do sytuacji, w której podjęcie decyzji może być uzależniane od tego, czy dany sędzia postępuje w sposób oczekiwany przez podejmującego decyzję. Jest to bardzo poważne zagrożenie, ponieważ praktycznie każdy sędzia, w którymś momencie kariery znajdzie się w sytuacji, w której będzie mu zależało na uzyskaniu pozytywnej decyzji w jakiejś sprawie. Jeżeli zaś w rękach polityków (bezpośrednio bądź pośrednio) znajdują się instrumenty pozwalające zarówno „nagradzać”, jak i „karać” sędziów to oznacza to, że dysponują oni realnymi środkami pozwalającymi wywierać realny wpływ na sędziów. Cóż bowiem więcej, prócz „kija i marchewki” potrzeba by sprawować nad kimś kontrolę?…” (całość tu: CZY NAPRAWDĘ „TRZECIA WŁADZA”?

podobne: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia. oraz: Politycy jak hieny żerujące na tragedii ludzkiej. Tworzenie “prawa” pod wpływem emocji

Pojawia się też inne niebezpieczeństwo…

„…Partia Jarosława Kaczyńskiego sporą część czasu od objęcia rządów przeznaczyła na bezsensowny spór o Trybunał Konstytucyjny, zakończony nieskutecznym, bo uzależnionym od większości rządowej, przejęciu TK. Kiedy PiS straci władzę, a kiedyś to się stanie, bo nic nie trwa wiecznie, będziemy mieli do czynienia z tzw. demokratycznym wahadłem, bo każdy kolejny rząd, który przyjdzie po PiS-ie będzie mógł podważyć podstawy funkcjonowania obecnego składu TK i przeprowadzić podobną batalię, co PiS w pierwszym roku swoich rządów. W rezultacie zabezpieczenie konstytucyjnego porządku w Polsce będzie czysto teoretyczne. Zgadzam się z Markiem Jurkiem, że PiS „dał się wpuścić w pułapkę PO, która naruszyła prawo i udało jej się sprowokować działanie w przeciwnym kierunku”. Wystarczyło złożyć wniosek o unieważnienie wyboru dwóch sędziów, zgodnie z pierwotnym zamierzeniem PiS, a potem sukcesywnie wybierać nowych sędziów w momencie wygaśnięcia kadencji starych…” (Paweł Kubala • polskaniepodlegla.pl – PiS tchórzliwy i nieskuteczny!)

Całą histerię wokół TK nakręcają rzecz jasna nierzetelne i propagandowe media, które tak samo są „podzielone” na słuszne i słuszniejsze w zależności od opcji politycznej której się wysługują, gdyż tradycyjnie nie ma wśród nich ludzi samodzielnie myślących, tudzież odważnych by powiedzieć obywatelom co się naprawdę dzieje (i gdzie w tym wszystkim jest interes narodu – nie mylić z państwem 🙂 ). Nawet jeśli trafiają się takie rodzynki, to niestety natychmiast toną pośród całej reszty wezbranej fali nieobiektywnego bełkotu innych „ekspertów” i komentatorów, których twarze przewijają się codziennie przy różnych okazjach przez wszystkie „najważniejsze” stacje telewizyjne. Komentarzy i analiz obiektywnych jest w obiegu medialnym jak na lekarstwo. Dlatego z czystym sumieniem, jako uzupełnienie dla cytowanych komentarzy Pana Michalkiewicza, mogę polecić materiał Podziemnej TVRobią nas w konia: Wojna PARTII o TK (Trybunał Konstytucyjny) #137

Dlatego też jedną z kluczowych dla obywateli kwestii powinien być dostęp do WOLNYCH (czyt. niezależnych) i obiektywnych mediów/informacji, aby mogli prawidłowo odnajdywać tak siebie jak i swój interes pośród całego tego POPISowego bełkotu. Żeby oprócz dostępu do nachalnej propagandy jednej czy drugiej strony polityki, mogli odnaleźć niezależne od obu obozów informacje, fakty i opinie. Mają one bowiem zasadnicze znaczenie dla zgodnej z prawdą obiektywną oceny praworządności (w postępowaniu tak władzy jak i opozycji), oraz dla budowania u obywateli zdrowych podstaw właściwego i SAMODZIELNEGO orientowania się w poczuciu sprawiedliwości, oraz osobistych praw i wolności… (Odys)

„…Jeśli nowy rząd myśli poważnie nad zbudowaniem mediów publicznych i odkłamaniem przekazu medialnego, musi też znaleźć sposób na ograniczenie oddziaływania prywatnych nadawców i obcych koncernów wydawniczych. Błędne jest przeświadczenie, jakoby takie działania podważały pluralizm informacyjny lub godziły w niezależne dziennikarstwo. Te wartości są całkowicie nieznane pracownikom spółek medialnych i dawno zostały podporządkowane interesom establishmentu III RP lub interesom obcych mocarstw.

Najprostszym i powszechnie dostępnym narzędziem, byłby całkowity bojkot ich przekazu. Ośrodkom tym należy odebrać widzów i czytelników, skazać je na marginalizację i finansowe „zagłodzenie”.

Krok pierwszy – polegałyby na wycofaniu wszelkich reklam i ogłoszeń spółek Skarbu Państwa i instytucji rządowych oraz zaprzestaniu prenumerowania gazet i wydawnictw rozpowszechnianych przez prywatne spółki handlowe, typu Agora czy Axel Springer. Żadne kampanie reklamowe i informacyjne nie mogą odbywać się za pośrednictwem takich ośrodków. Jest to krok łatwy, zależny od decyzji poszczególnych ministrów i instytucji nadzorowanych przez państwo.

Krok drugi – to odmowa uczestnictwa przedstawicieli rządu i wyższych urzędników państwowych w audycjach i programach telewizyjnych oraz brak zgody na udzielanie wywiadów i wypowiedzi rozgłośniom i gazetom wydawanym przez obce koncerny. Nie ma żadnych powodów, by premier lub jej ministrowie zabiegali o uwagę wrogich, niechętnych Polakom mediów. (…) Ośrodki te, pozbawione udziału czołowych postaci życia politycznego i odcięte od dostępu do informacji, zostaną skazane na marginalizację. Nietrudno zrozumieć, że programy publicystyczne i informacyjne, w których wystąpią wyłącznie przedstawiciele PO-PSL-SLD, nie przyciągną widzów i nie będą uznawane za wiarygodne. Ponieważ znaczenie tych ośrodków wynika ze wskaźnika tzw. oglądalności, już kilkumiesięczny bojkot może okazać się zabójczy dla największych stacji telewizyjnych i radiowych.

Krok trzeci – to zaprzestanie nagłaśniania, rezonowania i propagowania treści prezentowanych w tych mediach oraz odmowa prowadzenia jakichkolwiek polemik i dyskusji z pracownikami prywatnych spółek medialnych. W tym procederze przodują dziś media zwane „wolnymi” i „niezależnymi”. Po upadku reżimu PO-PSL to one są głównym przekaźnikiem propagandy i nagłaśniają niemal każdy produkt TVN-u, GW czy Polsatu. Dość otworzyć portal internetowy braci Karnowskich lub nieopatrznie wejść na stronę niezalezna.pl., by dowidzieć się – co powiedział Michnik, jak chrząknął Żakowski lub co porabia T. Lis. Przeświadczenie, że są to informacje cenne, a ich nagłaśnianie jest formą walki z propagandą, jest wyrazem zabobonów i środowiskowych kompleksów. (…) Póki będą istniały takie praktyki, a na „niezależnych” łamach będzie prowadzona polemika z tezami zawodowych łgarzy, nie tylko nie ma szans na autonomię przekazu i pokonanie przeciwnika, ale nie sposób marzyć o stworzeniu prawdziwie wolnych mediów. Tam, gdzie aktywność dziennikarska odbywa się wyłącznie w kontrakcji do tzw. mainstreamu i polega na podglądactwie i naśladownictwie, nie ma miejsca ma obszary wolnej myśli i samodzielną wizję rzeczywistości…

…Polski rząd i społeczeństwo nie mają interesu we wspieraniu obcych agend medialnych i uleganiu dyktatowi spółek prawa handlowego. Jeśli chcą one nadal istnieć, muszą respektować polskie powinności i służyć sprawom Polaków. Jeśli odmawiają takiej służby – nie ma dla nich miejsca w społeczności ludzi wolnych. Jedynym medium, któremu Polacy mogliby zaufać, winny być narodowe media publiczne. Trzeba je stworzyć od podstaw i obdarzyć monopolem informacyjnym…(Aleksander Ścios – TRZY KROKI

podobne: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? i to: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. a także: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i jeszcze: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. polecam również: Tajne przez poufne: “Resortowe dzieci” czyli “Kto go rodził?”

…no i właśnie. Wśród propozycji całkowicie zdrowych i nieinwazyjnych (zwłaszcza w prawo obywateli do wielości źródeł informacji) – jak bojkot i nie karmienie trolli rodem z III RP (całkiem słusznie i natychmiast do zrobienia) – widać jednak kilka w moim przekonaniu całkowicie paranoidalnych i zupełnie niepotrzebnych, które grożą wraz z usunięciem niepożądanych i wrażych dla polskiej racji stanu elementów również tych, które stanowią o podstawie i sile rozwoju zdrowego i uczciwego dziennikarstwa. Przecież to właśnie ograniczenie możliwości powstawania konkurencji dla monopolu na „prawdę”, znajdującego się w rękach państwa i koncesjonowanych przez to państwo stacji komercyjnych (sami sobie koncesji nie przyznali), i pozostawienie w rękach tegoż aparatu całkowitej decyzyjności w sprawie nadawania koncesji, przyznawania grantów, i innego rodzaju zasilaniu finansowym jak wykup reklam czy prenumeraty, czyli de facto wynikającej z tego zależności finansowej, doprowadziło prostą drogą do niejasnych i patologicznych powiązań biznesowo-medialno-politycznych, oraz do pokusy używania przez władzę III RP propagandy medialnej dla swoich celów (z porównywalną do komunistycznej skalą), i zogniskowania jej w swoistym oligopolu/kartelu – TVP/TVN/Polsat/władza.

„…Weźmy na przykład niezależne media głównego nurtu. Zatrudnieni tam funkcjonariusze są o stan demokracji w naszym nieszczęśliwym kraju najboleśniej zatroskani i na każdym kroku dają temu wyraz. Czy jednak nie chodzi im przypadkiem o zmniejszenie wpływów finansowych, jeśli na przykład spółki Skarbu Państwa w nowej obsadzie personalnej przestaną futrować ich reklamami? Wprawdzie zmiany kadrowe w spółkach Skarbu Państwa rzeczywiście wiążą się z procedurami demokratycznymi, ale identyfikowanie finansowych korzyści z obroną demokracji wydaje się mimo wszystko naciągane…” (Stanisław Michalkiewicz – Cholewy wystają spod płaszcza)

Postulowanie w związku z powyższym jeszcze bardziej hermetycznego mechanizmu na monopol przy jednoczesnym „dożynaniu” konkurencji, obciążone jest ryzykiem, że KAŻDA kolejna władza będzie używać tego mechanizmu bez skrupułów, i bez cienia choćby pozornej przyzwoitości będzie mogła legalnie urabiać pod siebie (manipulować) opinię publiczną, a jedynym dla niej ograniczeniem będzie własna fantazja. Wycięcie z rynku informacji konkurencji w postaci mediów prywatnych, jest więc mieczem obosiecznym zarówno wobec samej władzy (zwłaszcza jeśli za kilka lat się zmieni – a wraz z nią punkt widzenia otaczającej Polaków rzeczywistości 🙂 tak jak to się dzieje obecnie), ale przede wszystkim wobec obywateli – którzy będą po prostu skazani na „jedynie słuszną” rację (i to pod przymusem bo innej opcji nie będzie) – póki co PISowską z całym dobrodziejstwem inwentarza, jak chociażby uprawianą przez tę partię ideologię narodowego socjalizmu i etatyzmu, z jego złodziejskimi tendencjami do ucisku fiskalnego, rozdętej biurokracji, i marnotrawstwa jakie towarzyszy modelowi państwa i prawa zbudowanego w oparciu o interwencjonizm gospodarczy i „sprawiedliwość społeczną”. W skrócie ludzie nie dowiedzą się nigdy że okradanie ich na rzecz budowania takiego modelu państwa to zakamuflowana komuna… a każdy kto będzie o tym informował zostanie przez „narodowe” media spacyfikowany, choćby mówił prawdę. Nie ma w tej ideologii niczego z prawicy, o czym więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I dziwi mnie tylko że pomysłodawcą tej satrapii jest ktoś (bloger), kto sam funkcjonuje na swego rodzaju rynku medialnym właśnie dzięki istnieniu pluralizmu (wielości źródeł informacji), oraz dzięki temu że władza (jakakolwiek by nie była) nie może mu zamknąć ust ani w sposób legalny (bez naruszania prawa do wolności słowa) ani też stygmatyzując go i zaszczuwając jako „wroga narodu”, „szpiega” czy innego „agenta” poprzez jedynie słuszną tubę informacyjną w postaci „narodowych mediów publicznych” (pomijając nazywanie etatystycznego państwowego tworu „narodowym”).

Prawda nie potrzebuje monopolu ani pozycji siły! Zawsze broni się sama bo jest prawdą, a zmiana u władzy której od niedawna jesteśmy świadkami dobitnie pokazuje że kłamstwo/manipulacja choćby obwarowane wielkimi siłami i środkami w końcu przestaje być opłacalne. I nie zrobiono tego ustawą, ani wielkim nakładem ze środków publicznych, bo zrobiła to głównie blogosfera i „internety” – niezależne tak od państwowego jak i korporacyjnego finansowania. Jeśli jednak „nowa” władza ma zamiar pójść drogą poprzedników, nie wyciągając z porażki „monopolu na rację” lekcji dla siebie, to skończy dokładnie tak jak ci, którym od lat zarzuca manipulację i zamordyzm medialny. Stworzy potwora od którego sama zginie, jeśli nie od własnej pychy, to od pychy tych którzy przyjdą po niej i użyją odlanych przez obecną władzę armat. Bez prawa do istnienia konkurencji PRYWATNEJ wobec państwowego monopolu, ludzie będą skazani na taką samą propagandę jak za znienawidzonej komuny. Jeśli nikt nie ma prawa patrzeć władzy na rękę bez obawy że nie zostanie „uciszony” za „zdradę” i przeszkadzanie w jej interesach, to można zapomnieć o wolności i prawie do informacji. Liczyć się będzie tylko to co władza ma nam (łaskawie) do przekazania i wiadomo że sama siebie nigdy krytykować nie będzie… (Odys)

cytat: „Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu… Mmmm… Tak, nie… Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.” (Rejs – krytyka!)

„…Kilka lat temu Piotr Lisiewicz w tekście „Salon. Przedpokój. Ulica” opisał, jak widzi podział poszczególnych sfer polskiej rzeczywistości. „Salon jest u nas najsilniejszy, jednak czasem zdarza mu się tracić wpływy. Wtedy do głosu dochodzi konkurencja, na którą składają się przedpokój i ulica” – pisał Lisiewicz. Dziś salon najbardziej boi się opisywanej ulicy, czyli środowiska ludzi, którzy chcą realnych zmian. Nie pudrowania, nie uników i dogadywania się. Wyborcy też oczekują swoistej „miotły” – działań, które przyniosą realną zmianę zarówno w polityce historycznej, kulturalnej, jak i w polityce zagranicznej, ekonomicznej oraz społecznej. Ten właśnie salon ze strachu zaczyna wyć. Zaczyna wmawiać obywatelom, że przerażenie elit III RP musi się również jemu udzielić. Tomasz Lis traci stołek w TVP i histeryzuje. Kowalski, histeryzuj i ty. Cóż, mają problem z Kowalskimi. Jak na razie do obrony pluszowych męczenników chętnych nie ma. Bo Kowalski rozumie, że gdy się świnki odrywa się od koryta – słychać kwik. On ten kwik zniesie pod warunkiem, że jemu, zwykłemu obywatelowi, zacznie się lepiej żyć. W tym tkwi największe wyzwanie dla Prawa i Sprawiedliwości oraz rządu Beaty Szydło.” (Samuel Pereira)

całość tu: Skowyt tracących koryto podobne:  Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi

…święte słowa Panie Pereira, ale proszę pamiętać że PIS już na etapie założeń (w samych tylko obietnicach) odróżnia interes partii/władzy od interesu Kowalskich dokładnie w taki sam sposób jak poprzednicy – przedkładając ten pierwszy nad drugim. Inaczej nie opierałby swojej polityki gospodarczej o rabunek i dalsze zadłużanie Polaków. Czyż nie? Na tej podstawie można uczciwie powiedzieć że świnia świni równa (ale jak Pan woli to niech będzie równiejsza 🙂 )

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Na skutek brutalnej RZECZYWISTOŚCI coraz większa rzesza obywateli naszego kraju zaczyna publicznie wyrażać swoje niezadowolenie i co gorsza (dla władzy i jej heroldów) nie da się już ich upchać do wora z napisem „PIS”. Ludzie zaczynają się bowiem organizować poza korytowym nurtem politycznym, którego mają dość. Mają dość partii, które podzieliły się sceną polityczną dla obopólnej korzyści „trwania przy korycie” w wiecznym uścisku nienawiści i permanentnej wojny (dla zajęcia umysłu wyborców). Władza jak i opozycja są zresztą po równi zaniepokojone tą „nową siłą”, która nie daje się wciągnąć do wojenki przez żadną ze stron. Ci ludzie nie chcą bowiem widzieć dłużej u władzy skompromitowanej magdalenkowym układem kliki. Coraz głośniej mówią, że chcą SAMI decydować o swoich pieniądzach, własności prywatnej, rodzinach. POstmagdalenkowy układ nie boi się tak PISu (którą to opcję polityczną i jej otoczenie uważa za „groźnych” ale SWOICH przewidywalnych oszołomów – w końcu ś.p. L. Kaczyński też brał udział w Magdalence), jak boi się właśnie tej części elektoratu, która do tej pory stała bezczynnie przyglądając się z niesmakiem temu co się w Polsce wyrabia. Kukiz jest tylko tego przedsmakiem. Nie zapominajmy że monopol PISu u władzy uratował cud nieprzekroczenia przez wolnościowców KORWiN’y progu wyborczego (stąd m.in. moje podejrzenia że „komuś” ze strachu przed formacją JKMa bardziej pasowała pełnia władzy PIS). Wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy uprawnionych do głosowania która pofatygowała się na wybory, więc nadużyciem jest podczepianie się tej partii pod reprezentowanie jakiejś „większości obywateli”, a zwłaszcza pod ludzi którzy mają ten cały POPIS gdzieś. Za jakiś czas może dojść do podobnej sytuacji jak w pewnym dowcipie:

Z pamiętnika młodego partyzanta
01.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
02.07 – niemcy nas pogonili z lasu
03.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
04.07 – niemcy nas pogonili z lasu
05.07 – gajowy się zdenerwował i wszystkich pogonił z lasu

Tak naprawdę to nie PISowcy, ale ten nowy (gajowy 🙂 ) ruch społeczny (jeszcze nie nazwany a jednak istniejący) tak nieboszczkę/POprzedniczkę przestraszył. Przestraszył ją do tego stopnia, że zaczęto „produkować” za pomocą służb POtencjalnych „zamachowców” (Brunonów K.), różnej maści „faszystów” i „zakłócaczy POrządku” (od których PIS też się stanowczo odcina – Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego), Trzeba było przecież jakoś zmobilizować własny elektorat pod parasolem strachu i permanentnego zagrożenia, ale nie tylko! Wszak w imię POkoju i dla potrzeby powstrzymania „wojny domowej” państwo wręcz MUSI(!) zacząć ograniczać pewne swobody obywatelskie takie jak wolność zgromadzeń, wolność słowa, dostęp do informacji publicznej jednocześnie nadając coraz większe uprawnienia „organom POrządkowym” i innym „tajemniczym” (cenzura w internecie – Nowa spec służba), żeby „państwo” mogło „zgodnie z prawem” zapanować nad „histerią oszołomów” (o czym więcej tu: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. i tu: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Komu to wszystko służy?). Obawiam się że nowe władze mają za zadanie dokończenie marszu ku zamordyzmowi rozpoczętego przez PO. Obecnie toczona ustawka o TK jest tylko kolejnym etapem/pretekstem w docelowym uchwyceniu PRAWDZIWEGO buntu za pysk żeby nigdy do niego nie doszło. Czas oczywiście pokaże dokąd zabrniemy, i tak jak dała się poznać PO tak i PIS po owocach poznamy.

To co do tej pory w kwestii ograniczania praw obywatelskich zrobiła platforma zwana niesłusznie „obywatelską” poraża totalitaryzmem, ale jeśli PIS pójdzie tą samą drogą, oszukując ludzi że tego wymaga „prawdziwy” patriotyzm, to kiedy jego polityka tak gospodarczo jak i ideologicznie zbankrutuje, będzie musiał odejść z dużo większym hukiem jak jego poprzednicy… (Odys)

PS. „…Smutne, że tzw autorytety, które milczały, gdy zamachu na TK dokonywała PO, a teraz krzyczą wniebogłosy, gdy prawo zmienia PiS okazują się tym samym być hipokrytami. Smutne, że tzw autorytety nie rozumieją, że 20% Pawła Kukiza to wcale nie jest „end of story”. Jeszcze trochę kompromitacji i hipokryzji i za 4 lata rządzić Polską będzie nawet nie Paweł Kukiz, ale Liroy do spółki z Dodą (i wówczas Panowie Profesorowie, Adwokaci, Sędziowie i inni zatęsknią jeszcze nawet nie do PO, ale nawet do PiS).

Mam wrażenie, że Polska stoi w obliczu dramatycznego wyboru. Gdy Prezydent Andrzej Duda wykonał kilka gestów wobec opozycji (np powołując do Rady ds. Rozwoju Adama Daniela Rotfelda, który otwarcie przecież poparł kandydaturę Bronisława Komorowskiego) tzw „salon” nawet tego nie zauważył. Miałem wrażenie, że i tu poczucie wyższości nie pozwalało nawet na odnotowanie gestu. Szkoda, bo była szansa, aby choć w zakresie polityki zagranicznej wnieść się na poziom dojrzałych państw.

Dlaczego tyle piszę o tych elementach psychologicznych? Ano dlatego, że to one – a nie żadne racje polityczne czy też prawne – zadecydują o kierunku w którym pójdzie polska polityka. W psychologii istnieją dwa podstawowe negatywne uczucia – nienawiść i pogarda. Nienawiść pomiędzy głównymi siłami politycznymi jest zapewne wzajemna, ale to nie ona niczym miecz Damoklesa zagraża Polsce. Dialog i kompromis uniemożliwia otóż pogarda…

…Polska znajduje się na rozstaju dróg. Wina leży po obu stronach. I tylko Polski żal. Polski bowiem nie stać na wojnę polsko – polską. Na tej zyska wyłącznie Władimir Putin…” (Witold Jurasz)

całość tu: Bawcie się tak Panie i Panowie dalej…

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Sejmowa
arytmetyka
silniejsza
niż moc
w językach!
Tryb,
banały
i uchwały.
Oszalały
liberały.
Hipokryzja.
Dwa?
Trzy?
Pięć???
Telewizjo!
Dalej kręć!

Marek Gajowniczek: „Moc w językach”

Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne.


„…w budżecie na 2016r. dziura budżetowa wynosi blisko 55 mld zł, a i tak została sztucznie niedoszacowana, dochody podatkowe zaś znacząco wyolbrzymione w przeciwieństwie do wydatków państwa, podobnie też zawyżono wpływy z dywidend od spółek Skarbu Państwa, które przeżywają ogromne kłopoty i będą mieć znaczące straty lub niższe zyski. Pytanie więc brzmi czy oba budżety, ten na kończący się 2015 rok i ten na wkrótce rozpoczynający się 2016r. przygotowali dyletanci, lekkoduchy czy też „polityczni dywersanci” ? Czy świadomość konieczności oddania władzy w kraju spowodowała tak znaczący rozjazd w wskaźnikach makroekonomicznych i wykonaniach budżetu w stosunku do planu finansowego państwa, jakim jest budżet? To coś więcej niż osobista kompromitacja twórców 8-miu budżetów w wykonaniu „profesjonalistów” spod znaku PO.

To prawdziwe pole minowe i wilcze doły, mające na celu utrudnić czy wręcz uniemożliwić skuteczne działanie nowemu rządowi, a zwłaszcza naprawę państwa polskiego. Tu właśnie pomocny miał być też Trybunał Konstytucyjny. I to wszystko stało się w sytuacji gdy zagarnięto blisko 150 mld zł z OFE, co umożliwiło ekipie PO – PSL odsunięcie decyzji o bankructwie. Warto przypomnieć, że łączny deficyt budżetowy na przestrzeni ostatnich 8-miu lat rządów koalicji PO-PSL wyniósł blisko 270 mld zł, a przedstawiciele tych samych partii lamentują i pytają dzisiaj skąd wziąć 20 mld zł na program PIS-u 500zł na dziecko…” (Janusz Szewczak)

Całość tu: Budżet państwa autorstwa PO-PSL i ministra Szczurka na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną

…Analiza jak to analiza – pokazuje jak jest. Jeśli jednak ta wiedza „jak jest” (i dlaczego tak jest) nie służy wyciąganiu należytych wniosków – tj. natychmiastowego ograniczania wydatków państwa! (a wręcz przeciwnie) to czym się różni nowa władza od starej? Owszem nowa władza twierdzi że wyda lepiej te pieniądze, ale to nie zmienia istoty problemu że obywatele tak jak płacili za poprzednie deficyty i długi tak DALEJ będą płacić skoro władza nie zamierza spuścić z tonu i wydawać jeszcze więcej, czyż nie? Więc czym się różni dyletantyzm, lekkoduszność czy „polityczna dywersja” poprzedników od ich następców? (Odys)

ano tym Robią nas w konia HIT! Budżetowe oszustwo na ponad 300 mld zł rocznie! #145 (Podziemna TV)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. i jeszcze: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. a także: Cukiernik: Brednie ministra finansów. Krzywa Rostowskiego nie działa! i to: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków polecam również: : Kacza “sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych. na koniec: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy.

„…tegoroczny budżet zamyka się deficytem sięgającym prawie 55 miliardów złotych, co oznacza, że dług publiczny będzie powiększał się w dotychczasowym, a może nawet jeszcze szybszym niż dotąd tempie, zwłaszcza, że nie widać żadnych działań zmierzających do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego. Został on skutecznie zablokowany z jednej strony przez fatalny ekonomiczny model państwa, ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych, który nazywam kapitalizmem kompradorskim, a z drugiej – przez narastającą biurokratyzację państwa.

Dotychczasowe działania PiS polegają na wymianie kadr w aparacie biurokratycznym, natomiast nie widać żadnych oznak przynajmniej częściowego jego demontażu. Trudno się temu dziwić, bo i prezes Kaczyński, który obecnie jest kimś w rodzaju dyktatora Polski, wzorem ewangelicznego setnika, ma wprawdzie pod sobą żołnierzy, ale sam też jest „pod władzą postawiony”, jako zakładnik swego zaplecza politycznego. Niech no tylko przestanie je karmić, to natychmiast zostanie generałem bez armii. Wiadomo to od czasów starożytnych, kiedy Gajusz Grakchus wprowadził w Republice Rzymskiej tzw. „frumentacje” które początkowo polegały na rozdawnictwie zboża. Przetrwały one aż do dnia dzisiejszego, rozwijając coraz to nowe, niekiedy bardzo wyrafinowane formy – oczywiście dla dobra Rzeczypospolitej – no bo jakże by inaczej?

Program „Rodzina 500 plus” jest rodzajem frumentacji potencjalnie wyjątkowo w skutkach dotkliwej. Rzecz w tym, że przy rosnącym długu publicznym rosną też koszty jego obsługi i w bieżącym roku wyniosą co najmniej 56 miliardów złotych. Jeśli kwotę tę podzielimy przez liczbę obywateli rzeczywiście mieszkających w Polsce (ok.35 mln), to na jednego obywatela przypada z tego tytułu 1600 złotych rocznie. Typowa, pięcioosobowa rodzina, będzie zatem musiała z tytułu obsługi długu publicznego oddać lichwiarskiej międzynarodówce co najmniej 8 tysięcy złotych rocznie. Tyle rząd będzie musiał odebrać rodzicom obdarowanych dzieci, a więc jedno dziecko tak naprawdę nie dostanie nic, a drugie pewnie też nic – bo przecież oprócz kosztów obsługi długu publicznego są w naszym nieszczęśliwym kraju jeszcze inne podatki, np. VAT, który na artykuły dla dzieci przewiduje stawkę w wysokości 23 procent.

Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera – mówi przysłowie – ale pani premier Beata Szydło najwyraźniej o nim zapomniała, bo pokazywała rządowy projekt z takimi oznakami czci, jaką ksiądz okazuje Najświętszemu Sakramentowi, a pani Henryka Krzywonos – konstytucji z 1997 roku, w mniemaniu, że to właśnie o nią walczyły pokolenia Polaków. Jeśli od tej frumentacji coś wzrośnie, to pewnie tylko liczba urzędników, bo rychło okaże się, że jest ich za mało, by zapewnić sprawiedliwy rozdział pieniędzy. Za darmo tego, ma się rozumieć, nie zrobią, co to, to nie – więc w rezultacie przez budżet państwa będzie przepływał coraz większy strumień pieniędzy odebranych uprzednio obywatelom – oczywiście dla ich dobra, bo przecież wiadomo, że pieniądze psują charakter…” (Stanisław Michalkiewicz – Prezenty z worka judaszowego)

PS… Od @Jacek Sierpinski

Nowy rząd zamierza obłożyć pełnymi składkami na ZUS każdą umowę o pracę, zlecenia, o dzieło, a także dochody uzyskiwane z samozatrudnienia. Efektem będzie zmniejszenie zarobków netto milionów ludzi, nierzadko z trudem „wiążących koniec z końcem”. Część z nich prawdopodobnie w ogóle straci pracę, bo przedsiębiorców nie będzie stać na płacenie dodatkowego haraczu, a samozatrudnienie przestanie się opłacać. A wszystko to po to, jak pisze „Rzeczpospolita”:

http://www.rp.pl/ZUS/312019859-ZUS-od-kazdej-umowy—prezydencki-projekt-obnizajacy-wiek-emerytalny.html

– by ZUS uzyskał dodatkowe kilka 5-8 mld zł. Wtedy będzie można mniej dopłacać do tej instytucji z budżetu państwa i będzie można dopłacić 500 zł miesięcznie na drugie i dalsze dziecko. Tylko co komu z dodatkowych 500 zł, jak zarobi 1000 zł mniej lub straci pracę? To jest draństwo. Wzywam wszystkich rozsądnie myślących ludzi ze wszystkich opcji politycznych (także z PiS) do przeciwstawienia się temu pomysłowi.”

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych. i to: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.


„…Obecny polski wymiar sprawiedliwości jest kontynuacją tworu, który powstał w 1943 r. w Związku Sowieckim. Po aresztowaniu przedwojennych sędziów, tzw. „grupy operacyjne” wkraczające z Rosjanami zakładały nowe sądy, których celem było wychowanie tzw. „sędziów nowego typu”, służących komunistom. To ich odziedziczyła III RP i przyjęła, że nadają się, by pełnić rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, by bez czekania na drugą instancję unieważnić jawnie niesprawiedliwy wyrok wobec Mariusza Kamińskiego, można odczytać jako demonstrację. Tego, że fikcja, zgodnie z którą narzędzie stworzone przez komunistyczny totalitaryzm do walki z Polakami, może ich sprawiedliwie sądzić, kończy się.

Środowisko sędziowskie nigdy po 1989 r. nie zostało poddane weryfikacji. Olbrzymie zło, wyrządzone obywatelom przez wielopokoleniową sędziowską sitwę, musi zostać rozliczone, a ci, którzy sprzeniewierzyli się zasadom niezawisłości, usunięci i ukarani. Tego chce większość Polaków – według sondaży ponad połowa z nich nie ufa wymiarowi sprawiedliwości.

Historia tego, jak powstawał i rozwijał się ów stworzony przez Związek Sowiecki twór, jest w III RP jednym z tematów tabu. Artykuł Piotra Lisiewicza z miesięcznika „Nowe Państwo” przerwał zmowę milczenia w tej sprawie. Poniżej zamieszczamy go w całości. (red.)

Skazał na śmierć „Nila” i szkolił elitę sędziów III RP

„Bierni i wrodzy”, „reakcyjne elementy w prawnictwie”, „usiłujący kompromitować młody aparat bezpieczeństwa” – tak mówiła o przedwojennych sędziach propaganda PRL, co skutkowało ich aresztowaniami i wyrzucaniem z pracy. Ich miejsce zajął wyszkolony w trybie przyspieszonym „młody narybek prawniczy”, potrafiący pokonać „skostnienie i formalizm” i „dojrzeć – gdzie czyha wróg”. Nowy wymiar sprawiedliwości wchodził do Polski, nierzadko dosłownie, na sowieckich bagnetach. Ale „walka o nowy typ sędziego” wymagała dziesięcioleci pracy ideologicznej nad świadomością narybku.

Ten narybek, wprawdzie inaczej niż w pierwszych latach PRL, mający już maturę, a nawet skończone studia, odziedziczyła III RP. I przyjęła, że „sędziowie nowego typu” nadają się do tego, by wypełniać rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Satyryk Bohdan Smoleń mawiał, że niezawisłość sędziowska polega u nas głównie na tym, że żaden sędzia jeszcze nie zawisł. Samo środowisko prawnicze w swej większości nigdy nie widziało potrzeby oczyszczenia się z ludzi wsadzających do więzień tych, którzy walczyli o wolną Polskę.

Do rangi symbolu urasta fakt, że uczniem prof. Igora Andrejewa, w latach stalinowskich głównego ideologa „walki o nowy typ sędziego”, jest prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego z lat 1998–2010, odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Andrejew teorię łączył z praktyką – był jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie.

Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast dla nikogo zorientowanego tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej „Duraczówką”, którą to nazwę ludowa mądrość połączyła z rosyjskim słowem „durak”, czyli głupek. To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów pod kierunkiem Andrejewa szkolono w ideologicznym zapale kadry kierownicze zbrodniczego stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano.

Mimo to po likwidacji skompromitowanej „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew wychowywał pokolenia sędziów na Uniwersytecie Warszawskim i w Polskiej Akademii Nauk. Zaś jego uczeń Gardocki nie widział przeszkód, by w 1988 r. jako redaktor naukowy opracować „Tom specjalny wydany dla uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.

Sądy i prokuratura – największa klęska III RP

W wyniku utrzymania tej ciągłości, którą symbolizują nazwiska Andrejewa i Gardockiego, mamy aparat sprawiedliwości niezdolny do bronienia honoru Polski po smoleńskiej tragedii. Od 26 lat niepotrafiący rozliczyć komunistycznych zbrodni. A na co dzień – nienadający się do skutecznej walki z przestępczością białych kołnierzyków. Za to nierzadko wsadzający do więzień i szpitali psychiatrycznych osoby niemające pieniędzy na adwokata, które popadły w konflikty z urzędniczymi sitwami.

Ubocznym skutkiem braku weryfikacji w wymiarze sprawiedliwości jest niechęć do rozmowy o jego historii. Owszem, o zbrodniach stalinowskich wiemy sporo. Natomiast nic lub prawie nic nie pisze się o tym, jak powstał aparat prokuratorski i sądowniczy zdolny do tych zbrodni. I jak przetrwał różne historyczne zakręty…” (Piotr Lisiewicz)

całość tu: Koniec bezkarności postsowieckiego wymiaru sprawiedliwości!

O tak! Z pewnością pewna część polskiego wymiaru sprawiedliwości nadaje się do wymiany, a być może powinna nawet trafić za kratki. Ale jeśli nowa władza chce tę niewątpliwą konieczność przeprowadzić z pozycji moralnej wyższości, z zachowaniem obiektywnego poczucia sprawiedliwości (i prawa), a nie dlatego że „większość się domaga”, to nie może równolegle dokonywać zamachu na istotę sądownictwa – jego niezależność. Co do „większości”, to czy wcześniej jej nie było? (tyle że wspierała innych) Co to w ogóle za argument? No i jaka to większość skoro wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy która w ogóle poszła na wybory. Nie może „nowa” władza która w szyldzie ma „prawo i sprawiedliwość” posługiwać się niejasnymi regułami i tworzyć niebezpieczne na przyszłość precedensy prawa dla politycznych celów. Gdyż mogą one zostać później wykorzystane w niecny sposób jako „praktyka prawna”, ze szkodą dla obiektywnego poczucia sprawiedliwości. Tę stajnię Augiasza należy wyczyścić a nie spalić do cna łącznie z fundamentami (ideą niezależności), robiąc miejsce dla jakiegoś potwora. Nieuczciwych sędziów trzeba „wycinać”, ale nie można jednocześnie razem z nimi wyciąć istoty wymiaru sprawiedliwości.

Dotyczy to również ułaskawiania przestępców (i to z naruszeniem prawa) po to żeby ich umieszczać na wysokich stanowiskach, jakim jest np. minister koordynator służb specjalnych. Nie ma to nic wspólnego z „poczuciem sprawiedliwości”. Bardzo źle świadczy o nowej władzy fakt że całą akcję przeprowadzono po to, by oddać resort służb specjalnych człowiekowi któremu udowodniono totalniackie zapędy. Mowa tu o ułaskawianiu (prawnym i moralnym) Pana Kamińskiego, który nadużywał władzy do bezprawnych działań polegających na fabrykowaniu sytuacji przestępczych, po to żeby wabić w nie ludzi i na sfingowanej przez siebie od początku podstawie ich zamykać. Taki człowiek powinien siedzieć a nie nadzorować służby specjalne w Polsce…

„…Kamiński – mimo braku uzasadnienia popełnienia przestępstwa w aferze gruntowej – zdecydował się przeprowadzić operację specjalną, a podległych mu funkcjonariuszy podżegał do przestępstwa. Polegało ono na kierowaniu niezgodnymi z prawem działaniami operacyjnymi – wręczenia łapówki Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. oraz „funkcjonariuszom publicznym”. Prokuratura uznaje to za „niedozwoloną prowokację”.
Według zarzutu, Kamiński działał ze „z góry powziętym zamiarem” i odpowiada karnie za działania całej nadzorowanej przez siebie instytucji – powinien był bowiem nie dopuszczać do nadużywania uprawnień przez podległych sobie funkcjonariuszy, co stanowi niedopełnienie obowiązków szefa CBA. „Za jego wiedzą i zgodą podlegli mu funkcjonariusze podrobili szereg dokumentów osób fizycznych i jednostek samorządowych” – głosi uzasadnienie zarzutu.
– W tej sprawie stwierdziliśmy kilka przypadków stosowania kontroli operacyjnej bez zgody prokuratora i sądu – podkreśliła rzeczniczka prokuratury Mariola Zarzyka-Rzucidło. Według prowadzących śledztwo Kamiński miał świadomość, że w oparciu o podrobione dokumenty zostanie wydana w ministerstwie rolnictwa decyzja administracyjna naruszająca prawa osób trzecich – właścicieli gruntu w Muntowie…” więcej na Szef CBA usłyszał zarzut. Nie przyznaje się podobne tu: „Z miłości do prawa łamać prawo”, czyli jeszcze raz o Sawickiej

Cała ta chucpa oraz przekonanie wyborców i dworaków PIS o słuszności posunięć Dudy, w niczym nie zmienia faktu że Pan Kamiński został słusznie przez sąd pierwszej instancji skazany. Cała ta „afera gruntowa” przypominała bowiem „zabawę” w którą czasem bawią się strażacy – sami podpalają by później mieć co gasić. Afera została bowiem od początku do końca zorganizowana i zrealizowana przez CBA, w dodatku z nadużyciem władzy (podobnie było w przypadku Beaty Sawickiej, innym zaś przykładem może być ABW i Brunon K.). Ostatecznie prowokatorom udało się wciągnąć tylko jedną osobę z zewnątrz (Pana Rybę). Drugi podejrzany (Pan Kryszyński) okazał się „byłym” funkcjonariuszem (skończył elitarną szkołę wywiadu w Kiejkutach i był oficerem UOP). A że ze służb nigdy się nie wychodzi, to tylko Ryba dostał odsiadkę, zaś Kryszyńskiego ukarano grzywną. To z kolei rodzi domysły że Kryszyński mógł pełnić w tej aferze rolę „tajniaka”, a jego zadaniem było prawdopodobnie sztuczne napędzanie całej afery, łącznie z prowokowaniem, kreowaniem i nakłanianiem do zachowań korupcyjnych „wspólnika” – Ryby. Jeśli CBA powołano do tego by wytwarzać sytuacje korupcyjne, to w tym kraju ŻADEN obywatel nie może czuć się bezpieczny. Jest to typowo ubecka metoda działania którą można podsumować słynnym cytatem „dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie”. Tego rodzaju „specjalne uprawnienia” stanowią też pokusę do pozbawionego ryzyka „zarobku” dla skorumpowanych funkcjonariuszy. Bo nawet jak wpadną to zawsze będą mogli się wytłumaczyć, że przecież to była taka specjalna akcja-prowokacja – całkowicie legalna!

Ludzi którzy uważają ten sposób postępowania za potrzebny i praworządny nie uważam za godnych prawa łaski, ani za właściwych kandydatów na funkcjonariuszy czy ministrów mających pełnić nadzór nad służbami. Są to zbiry najgorszego sortu, bo potrafią bez skrupułów wykorzystać powierzoną im władzę do szukania haków nawet na niewinnych ludzi (gdyby nie nakłanianie CBA to nie popełniliby sami z siebie przestępstw). To jest jakieś kuriozum, a wszczęcie procedury ułaskawienia kogoś, kto nie został jeszcze prawomocnie skazany jest przy tej okazji „piękną” konkluzją paradoksu z jakim mamy do czynienia. Być może drugorzędnym problemem (dla zwykłych obywateli), ale jednak pokazującym jak paskudnie zaczyna się bawić „nowa” władza, i jak potrafi wyzbyć się skrupułów żeby osiągnąć polityczny cel… I tę hucpę postanowił żyrować człowiek który skończył prawo i klęka na mszy w Kościele…tfuuuu. Prezydent „obrońca” – prywaty i partyjnych interesów.

Trochę innych standardów oczekiwałem od Pana Dudy (Rola prezydenta RP). Nawet Komorowski ze swoją WSIową oprawą (który ma sporo innych rzeczy na sumieniu) nie połasił się na to żeby przerywać sądom przed zakończeniem postępowania, by ułaskawić kumpla przeznaczonego na ministerialny stołek. Najgorsza w tym wszystkim jest premedytacja na określone polityczne zapotrzebowanie. Duda najprawdopodobniej wiedział że Kamiński zostanie skazany więc zdecydował się na „mniejsze zło” (w swoim mniemaniu), zanim do Kamińskiego przylgnie wyrok przestępcy skazanego prawomocnym wyrokiem. Wyręczył więc sąd drugiej instancji i postawił się w roli sędziego który lekkim ruchem ręki na podstawie własnego widzimisię ocenia kto jest słusznie sądzony a kto nie. To że złamał w ten sposób prawo miało w tym wypadku trzeciorzędne znaczenie. Bo „społeczne poparcie” wyborców PIS, jak i całego intelektualnego zaplecza tej partii, hurtem okrzyknęły że był to jedynie słuszny (i o zgrozo! sprawiedliwy) ruch. Zaś dla tej części która polityką się w ogóle nie interesuje był to kolejny nieinteresujący rozdział wojny na górze. Mało kto się zastanawia nad niebezpieczeństwem wynikającym z tego precedensu a w zasadzie bezprawia. Priorytetem ponad wszystko było to, żeby kandydat na ministra koordynatora służb specjalnych mógł tym ministrem zostać bez łatki „prawomocnie skazanego”. Nie mógłby bowiem w sposób nieskrępowany wykonywać swoich funkcji, bez dostępu do informacji tajnych i ściśle tajnych (nie daje się tego rodzaju uprawnień kryminalistom). Dlatego też dołożono wszelkich starań (łącznie z zamachem na praworządność) żeby Pan Kamiński nie został prawomocnie skazany.

Należy zwrócić uwagę również na to, że Pan Duda jednocześnie zdjął z lobby sędziowskiego (ukłon w stronę palestry z racji wyuczonego zawodu?) presję ewentualnej konieczności uchylenia pierwszego wyroku (który był jak najbardziej słuszny i nie do podważenia). Sąd po prostu nie mógłby uniewinnić Kamińskiego bez naplucia sobie w gębę gdyż nie miał do tego podstaw. Całe odium (nie)odpowiedzialności spadło więc na urząd prezydenta, który przerwał niewygodny impas. Sędzia do którego trafiło pismo o ułaskawieniu z rozbrajającą szczerością przyznał że nie wie co z tym fantem zrobić, ale jednocześnie zasugerował że dalszy proces jest bezcelowy. Tylko na jakiej podstawie?

Pozostaje pytanie – kim jest Pan Kamiński, że Pan Duda rzuca na szalę swoją reputację jako uczciwego człowieka, powagę urzędu prezydenta i porządek prawny, by w wielkim pośpiechu i bez uzasadnienia (poza subiektywnym odczuciem – SIC!) oddać przysługę człowiekowi który nie jest tego wart, bo naginał prawo dla politycznych celów (czy swoich czy kogoś innego to nie ma znaczenia), w związku z czym nie powinien pełnić ŻADNEJ funkcji publicznej, a co dopiero takiej władzy jaką posiada minister koordynator służb specjalnych. Dlaczego MUSIAŁ być to właśnie Kamiński? Myślę że PIS potrzebuje „sprawdzonej” osoby na tym stanowisku, która nie cofnie się przed niczym kiedy partia będzie tego potrzebować. Jeśli takie mają być standardy „prawa i sprawiedliwości” to ja dziękuję. Osobiście jako zwykły szary i nic nie znaczący obywatel mogę mieć to gdzieś, ale jako człowiek który przykłada wagę do porządku, sprawiedliwości i uczciwości w życiu publicznym, nie mogę udawać że nie widzę tego co się dzieje. Nie będę udawał z fałszywej sympatii dla „dobrych chęci” i „konieczności dania szansy” nowej władzy, że wolno im więcej kosztem elementarnych zasad stworzonych dla NASZEGO (obywateli) bezpieczeństwa właśnie przed potencjalną zbyt rozbuchaną chciwością władzy.

Analizując zaś sam proces „ułaskawienia” Pana Mariusza Kamińskiego przez Pana Andrzeja Dudę należałoby zacząć od wyjaśnienia co to takiego ułaskawienie. Dokładnie nazywa się to „prawo łaski” i wynika z art 139. Konstytucji RP, jednak sama konstytucja nie definiuje tego pojęcia w żaden sposób! Przepis ten stanowi tylko tyle że: „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu.” Z samej treści tego artykułu nie wynika absolutnie nic poza czysto semantycznym znaczeniem słów „stosuje prawo łaski” (zdanie pierwsze) i kogo ta łaska nie dotyczy (zdanie drugie). Co się przekłada „możesz iść, ale nie wolno Ci pójść w lewo”. Jednak mając na uwadze to, że na tej drodze nie jesteś sam, bo istnieją jeszcze inne organa władzy jak ustawodawcza a zwłaszcza sądownicza obwarowane tak samo ważnymi kompetencjami (w ramach tej samej konstytucji), to nie możesz sobie chodzić jak chcesz, bez uważania na innych! I o tym właśnie jakby część klakierów PISu zapomina.

Tymczasem z uwagi na nieprecyzyjność pierwszego zdania (na czym to prawo łaski miałoby konkretnie polegać) cała reszta dopowiedzeń, w jaki sposób i kiedy prezydent może, a w jaki sposób i kiedy nie może skorzystać z tego prawa, po prostu MUSI uwzględniać inne przepisy. Zwłaszcza zawarte w konstytucji (czyli tej samej rangi i powagi), mówiące o rozdziale władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej, oraz zawarte w aktach prawnych niższego rzędu (kodeksy, ustawy) w ramach – lex specialis (gdyż istnieją również takie). Przepisy te powinny zatem owo prawo łaski o ile nie definiować to przynajmniej precyzować, jednocześnie nie ograniczając jego sensu.

„Łaska” oznacza w praktyce prawniczej „darowanie kary”. A zatem sensem „prawa łaski” jest uwolnienie od KARY (dolegliwości) a nie winy (za popełniony czyn), która jednak musi być wcześniej udowodniona (w ramach procesu), żeby można było w ogóle mówić o ukaraniu (i jego podstawach). Ułaskawienie dotyczy więc skazanego, i to PRAWOMOCNIE – bo tylko takich osób dotyczy UKARANIE. Nie ma skazania (prawomocnego) – nie ma kary – nie ma ułaskawienia. Taki jest logiczny ciąg zależności. Osoba „nieprawomocnie skazana” nie podlega bowiem żadnej sankcji, którą można by jej w ramach „prawa łaski” darować. Więc każdy kto twierdzi że można ułaskawić kogoś (a nie uniewinnić! – uniewinnienie to nie jest to samo co łaska 🙂 ) kto nie został uprzednio skazany (a w związku z tym nie podlega karze) po prostu bredzi. O tym zresztą traktuje pośrednio drugie zdanie art. 139 konstytucji. Przyjmując na chwilę logikę Pana Dudy za dopuszczalną, (że prawo łaski nie wymaga skazania i że może być ono stosowane na każdym etapie postępowania sądowego SIC!) można byłoby łatwo obejść ograniczenie zawarte w zdaniu drugim, które swoją drogą nieprzypadkowo zestawia „łaskę” ze „skazanym” (tyle że w ramach ograniczenia). Wystarczyłoby bowiem, żeby prezydent nie czekał aż Trybunał Stanu kogoś skaże, tylko uruchomił procedurę ułaskawienia w trakcie lub natychmiast po wszczęciu takiego postępowania przed Trybunałem Stanu i już można sobie tym ograniczeniem podetrzeć d…udę 😉 I to samo na zasadzie analogii można byłoby stosować w sądach powszechnych. Jest to po prostu absurd i jawne bezprawie!

Nie można prawem łaski skracać postępowania karnego czy sądowego. To naruszałoby albo wręcz likwidowało prawo oskarżonego (pozwanego) zarówno do udowodnienia przed sądem swojej niewinności, jak i do skazania oraz ukarania przez sąd sprawcy czynu zabronionego któremu udowodniono winę. Byłoby to naruszenie elementarnych zasad prawa i poczucia sprawiedliwości w społeczeństwie. Zamykałoby bowiem możliwość ustalenia, kto jest winien (i dlaczego), poprzez jedną decyzję prezydenta. Taka ingerencja w wymiar sprawiedliwości byłaby niebezpieczna zwłaszcza w sprawach funkcjonariuszy państwowych związanych z władzą „panującego”. Skoro rzekomo Konstytucja (ani inne przepisy) nie mają prawa ograniczać prezydenta w stosowaniu prawa łaski, to równie dobrze można zlikwidować całą władzę sądowniczą bo jest niepotrzebna, a prawo łaski to żadne „prawo” a po prostu licencja na nieomylność prezydenta w sprawach sądowych. Nadawanie jednemu człowiekowi takiej władzy to faktyczne połączenie w jednym ręku władzy wykonawczej z sądowniczą (niemal absolutyzm). Skoro ułaskawienie jest dopuszczalne na KAŻDYM etapie sprawy, to co stoi na przeszkodzie żeby prezydent zażyczył sobie takiego „ułaskawienia” natychmiast po wniesieniu oskarżenia, przerywając cały proces na samym początku, tak żeby nikt nie dowiedział się żadnych faktów dotyczących oskarżenia takiego czy innego „kolegi prezesa” 😉 Bo zgodnie z „nowym prawem” prezydent nie musi czekać na to, aż cokolwiek będzie komuś udowodnione. Nie musi się też liczyć z argumentami skoro jeszcze żaden nie wybrzmiał! Sąd może się zatem nie wysilać w zbieraniu i rozpatrywaniu dowodów, przesłuchiwaniu świadków czy w innych czynnościach mających na celu dążenie do ustalenie prawdy obiektywnej, bo ona się nie liczy. Liczy się tylko „poczucie sprawiedliwości” Pana prezydenta – koniec kropka!

Dlatego najważniejszy w całej tej sprawie w zestawieniu z art. 139 konstytucji, jest art. 7, który mówi, że organy władzy działają nie tylko na podstawie, ale i w granicach prawa, a przede wszystkim art. 173. gdzie stoi jak wół napisane, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. Skracanie postępowania sądowego przez prezydenta (czyli inną władzę – wykonawczą) jest zatem działaniem poza granicami prawa, oraz naruszeniem odrębności sądu jak i niezależności toczącego się postępowania, gdyż dopiero wyrok (i to prawomocny) takie postępowanie kończy. Prezydent powinien ZACZEKAĆ na zakończenie postępowania, by dopiero od jego skutków (KARY ale nie od winy) móc swojego kolegę legalnie „zwolnić”. Jednak to by oznaczało że Pan Kamiński pozostanie winny popełnionego przestępstwa, a tylko nie wyląduje za to w więzieniu.

„…Zważywszy na to, że okazany przez prezydenta Dudę akt łaski godzi w elementarne poczucie sprawiedliwości i podważa fundamenty państwa prawa, wypada jedynie trzymać kciuki aby Sąd Okręgowy nie uległ presji większości doktryny prawa konstytucyjnego. Powinien uznać, że akt łaski zastosowany przez Prezydenta wykraczał poza jego prerogatywy, przez co był bezskuteczny. Skutkować to winno odmową umorzenia postępowania karnego i merytorycznym rozpoznaniem apelacji (o ile tylko, wobec ponownego wyboru Mariusza Kamińskiego na posła nie ma potrzeby ponownego uchylenia mu immunitetu, co już jest jednak zupełnie inną kwestią). A nuż w wyniku rozpoznania apelacji sąd w drugiej doszedłby do wniosku, że przestępstwo nie zostało popełnione i uniewinnił oskarżonego. Byłoby to z wielkim pożytkiem dla samego Kamińskiego (który mandat do sprawowania funkcji publicznych wywodziłby wówczas z oceny niezawisłego sądu, a nie z posiadania wpływowych kolegów), ale przede wszystkim dla budowy w Polsce państwa prawa.” (Tomasz Ludwik Krawczyk – Ułaskawienie nieskazanego Mariusza Kamińskiego a konstytucja)

…wypada więc powtórzyć za Panem Kokoszkiewiczem…

…Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo zagrażające każdej grupie rządzącej zwłaszcza, kiedy posiadła ono pełnię władzy. Mam na myśli triumfalizm, arogancję i przemożną pokusę spożywania zakazanych owoców, które takiej władzy często podtyka się jak na tacy. Bardzo ważne, aby media, które przez lata wspierały PiS nie poczuły się organami partyjnymi i nie przyjęły wraz z rządzącymi zasady TKM, czyli „Teraz K…a MY”.

I tu widzę bardzo ważne zadanie dla „Warszawskiej Gazety”, na której okładce nad winietą widnieją pisane drobną kursywą słowa: Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski-polskiej. Te dwa zdania zaczerpnięte zostały z ulotki kpt. Władysława Łukasiuka, „Młota” z 6 Brygady Wileńskiej AK.

Pamiętajmy, aby radość z tego, kto dzisiaj Polską rządzi nie przesłoniła nam nigdy czegoś o wiele ważniejszego, czyli tego jak rządzi i jakie cele stara się realizować. Powyższy cytat zapamiętajmy i traktujmy, jako wzornik i kopiał, który zawsze przykładać będziemy do każdej decyzji i poczynań nowej władzy. Jeżeli cokolwiek nie będzie pasowało do tego wzornika będziemy informować, a kiedy trzeba alarmować nie zważając, że komuś może się to nie spodobać. Trzeba pamiętać, że zawsze najłatwiej oszukać tych najbardziej i ślepo zakochanych. Dziennikarzom nie wypada tak na zabój kochać się we władzy bo utracą jakąkolwiek wiarygodność dołączając do Michnika, Lisa, Żakowskiego czy „Stokrotki” Olejnik.” (Mirosław Kokoszkiewicz)

źródło: Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę

… i liczyć na deklarowaną niezależność od nowej władzy by dać świadectwo owej wiarygodności o której jest mowa w cytacie. Tymczasem do tego co się wydarzyło jak ulał pasuje fragment z „Pana Tadeusza”:

„…Mistrz coraz takty nagli i tony natęża,
A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża,
Jak zgrzyt żelaza po szkle – przejął wszystkich dreszczem
I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem.
Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili,
Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli?…” 

Pora przejść do innej sprawy…

„Ledwo na cztery dni przed zwycięstwem PiS w wyborach parlamentarnych Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej, powołał na stanowisko rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa” – czytamy w serwisie Niezależna.pl.

Siemoniakowi nie przyszło do głowy, by skonsultować tę decyzję z Andrzejem Dudą, zwierzchnikiem sił zbrojnych. Ale gen. Pacek długo się stanowiskiem nie cieszył. Wczoraj odwołał go nowy minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Decyzja była jedną z pierwszych, które podjął.

To symboliczne. Tym samym w szeregi pozostałych w strukturach wojskowych pracowników, współpracowników i konfidentów komunistycznej bezpieki poszedł jasny sygnał:

„grubej kreski” nie będzie.

To samo dotyczy zapewne poukrywanych tu i ówdzie żołnierzy WSI, tak zaciekle zwalczających likwidatora „długiego ramienia Moskwy”.

Bez dokończenia procesu lustracji, bez wyeliminowania z życia publicznego ludzi zakorzenionych w PRL i ZSRS, nie ma możliwości przeprowadzenia sanacji życia publicznego.

Wiedzą o tym wszyscy, a najbardziej przeciwnicy nowego ministra obrony. Dlatego tak zaciekle go atakują.” (Wojciech Mucha)

źródło: Przegonić bezpiekę

Wiedzą o tym wszyscy… zauważa Pan Mucha pisząc o potrzebie lustracji (bardzo słuszna koncepcja) i odżegnując nowe władze od „grubej kreski” (do której nie powinno nigdy dojść). Na dowód realizacji tych potrzeb przywołuje odwołanie z funkcji rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa. Jednak mało kto wie, że ten gest nie ma po pierwsze nic wspólnego z lustracją, ani z likwidacją grubej kreski, a jest po prostu elementem polityki kadrowej w ramach zmiany u władzy. Jak ktoś nie wierzy niech się zapozna z podstawą prawną zwolnienia gen. Packa.

Jest to zapewne jeden z wielu gestów które jeszcze przed nami a które szumnie będzie się nazywać „sprawiedliwością dziejową” i oczyszczaniem aparatu państwa z wrażego elementu. W ilu wypadkach będzie to rzeczywiście podyktowane troską o kompetencje i uzasadnionym brakiem zaufania do delikwenta (z racji starych grzechów) to można będzie ocenić na podstawie ilości udowodnionych przed sądem przestępstw, niekompetencji i „zdrad” (nie spodziewam się zbyt dużo tego typu spraw). Z pewnością przypadek gen. Packa zmobilizuje prawdziwe szuje do samodzielnego ruchu w pożądanym przez nowe władze kierunku, i odejdą z zajmowanych stanowisk na własną prośbę, oszczędzając tym samym czasu i zachodu nowym pryncypałom – i tyle z tego będzie dobrego. O największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą się na ten temat rozpisywać, trąbiąc o tym jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu.

Ta „dekomunizacja” z pewnością zadowoli na jakiś czas część elektoratu PIS. Nic tak bowiem nie rajcuje najzagorzalszych fanatyków jak pozbawienie tłustych kotów i aparatczyków poprzedniej władzy funkcji i apanaży. Tylko co potem kiedy już chęć zemsty zostanie nasycona? Ilu Polakom ta odwilż da pracę, ułatwi prowadzenie działalności gospodarczej, ulży w fiskalnym ucisku, wyrwie z biedy albo pozwoli na powrót z emigracji? Ile stanowisk przez tę „falę rozliczeń” się zwolni, i komu przypadną? Dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo że szary obywatel (do tego nie związany z nową władzą) będzie mógł się na tego typu „miejsce pracy” tylko popatrzeć. Stąd właśnie radość z tego rodzaju „czystki” nazwałem jałową, bo żaden obywatel nie odniesie z tego tytułu żadnej wymiernej korzyści poprawiającej jego byt. Zwolnione przez jedne tłuste koty synekury przejmą inne tłuste koty, a naród dalej będzie musiał to wszystko utrzymywać. Co prawda PIS chce wprowadzić zmiany w kontraktach managerskich i zmniejszyć wysokość odpraw w spółkach Skarbu Państwa, które dzięki poprzedniej władzy przybrały wymiar po prostu rabunkowy, ale to jest również tylko gest. Bo cały ten majątek może być efektywnie zarządzany również w prywatnych rękach, a w wielu wypadkach (jak np. kopalnie) powinien być natychmiast sprywatyzowany (najlepiej oddany górnikom w zamian za część przyszłych zysków z przeznaczeniem na fundusz emerytalny) żeby nie obciążać więcej podatników kosztami jego (nie)funkcjonowania.

„…Prawo i Sprawiedliwość w projekcie ustawy chce ograniczyć długość okresu odprawy do 3 miesięcy, a tzw. zakaz konkurencji do 12 miesięcy jeżeli te okresy zawarte w już podpisanych umowach na zarządzanie i różnego rodzaju kontraktach managerskich są dłuższe, to wypłaty z nich wynikające będą opodatkowane 65% stawką podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Temu rozwiązaniu ma towarzyszyć także obniżka samych wynagrodzeń dla zarządzających w spółkach Skarbu Państwa, przy czym to rozwiązanie będzie dotyczyło tych nowo zatrudnionych. Zapowiadający wprowadzenie tych rozwiązań w Sejmie prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział, że w Polsce nie jest najlepiej z równością wobec prawa i obniżenie wynagrodzeń zarządzających w spółkach Skarbu Państwa i wysokiego opodatkowania odpraw będzie pierwszym przejawem wprowadzania tej równości.

W spółkach Skarbu Państwa po wygranych wyborach przez Prawo i Sprawiedliwość co oczywiste szykują się zmiany w szczególności powinni być wymienieni ci managerowie, którzy zostali nagrani na „taśmach prawdy”. Z tych rozmów bowiem bardzo często wynika, że podstawowym ich zajęciem wcale nie jest dobre zarządzanie powierzonym im majątkiem ale raczej tworzenie układów z politykami Platformy, aby jak najdłużej można się by było utrzymać na tym intratnym stanowisku. W takiej sytuacji likwidacja tzw. złotych spadochronów jest jak najbardziej na czasie i powinna być uchwalona w możliwie jak najszybciej…”

całość tu: Koniec „złotych spadochronów” podobne: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

Cała ta „wymiana” (za wyjątkiem usunięcia szubrawców i złodziei) jest narodowi potrzebna jak kolejny serial w TV. Co innego gdyby za tymi personalnymi czystkami szła jednocześnie likwidacja etatów, a pieniądze które rząd do tej pory wydawał na ich utrzymanie pozostały w całości w kieszeniach Polaków. To co proponuje PIS to żadna sprawiedliwość a zwykłe usprawiedliwienie dla istnienia urzędniczych paśników. Oczywiście zmiany jakościowe są potrzebne – zwłaszcza w organach kluczowych dla obronności i bezpieczeństwa, jak i w sądach czy prokuraturze. Jednak w pozostałych resortach i tzw. „administracji” należałoby po prostu zlikwidować etaty których poprzednia władza namnożyła, a sam proces zarządzania państwem (zwłaszcza gospodarką) powinien zostać zderegulowany. Tymczasem wcale się na to nie zanosi, bo zbyt łakomy to kąsek dla „nowych” co też chcą się nachapać.

Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

Niestety naród ten plan (swoim wyborem) przyklepał, gdyż władzy udało się mu wmówić że systemu nie trzeba reformować a wystarczy tylko zamienić świnie przy korycie na „bardziej uczciwe”.  A wtórują temu przekonaniu całe sztaby „specjalistów” i „autorytetów” zwanych „niezależnymi” i „niepokornymi”, które aż przebierają nogami żeby się wśliznąć na miejsca znienawidzonych poprzedników, po to by podczepić się pod różnego rodzaju kurki z publicznym szmalem.

Ta postawa pełnej ambicji pseudoelity tłoczącej się u podnóżka nowej władzy ma przełożenie na wyborców, których większość skłonna jest niewątpliwe polepszenie jakościowe rządów pod władzą PiS traktować jako cel sam w sobie.

Problem polega na tym, że to polepszenie nie jest wystarczające do załatwienia problemów. Sytuacja wygląda tak, jakby lekarz truciciel został odsunięty i zastąpiony przy łóżku chorego na nowotwór pacjenta przez niepodtruwającego już medyka, który zaczyna leczyć zapalenie spojówek, a na uwagi, że trzeba zająć sie rakiem, oskarża (ku akceptacji publiki i rodziny chorego) o radykalizm i ryzykanctwo. Finał jest do przewidzenia.

Dlatego wydaje mi się, że ,,radykalizm” będzie jednak niezbędny. Choroby nie wyleczono.” (Wojciech Miara)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

Jak się przedstawia stan świadomości części tego elektoratu (i nie tylko tego) również w kontekście znajomości historii, wydarzeń politycznych i wyciągania na podstawie tej wiedzy stosownych (a przede wszystkim prawdziwych) wniosków, które mogłyby prowadzić do odzyskiwania tożsamości narodowej (nie mylić z polityczną 🙂 ) i świadomości obywatelskiej niech opowie lektura: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

Pan Mucha mówi o tym że trzeba „dokończyć lustrację”. Prawda! Tyle że dziwnym trafem oczekuje – a w zasadzie jest przekonany o tym – że dokona tego środowisko, w którym tak jak w poprzedniej ekipie, nie brakuje ludzi z komunistycznym rodowodem i z socjalistyczno etatystycznym pomysłem na państwo. Pan Mucha zachowuje się jakby nie wiedział, że za uwalenie lustracji w przeszłości (kiedy była najlepsza na to pora) odpowiada m.in Pan Macierewicz, który wspomnianej uchwały lustracyjnej nie wykonał, choć został do jej wykonania przez Sejm zobowiązany….

„…nie przeprowadzil lustracji. Ujawnil tylko tych agentow, ktorzy juz nie pracowali. Czyli tych, ktorzy zakonczyli wspolprace z SB. Nie ujawnil natomiast tych osob, ktore pracowaly nadal dla UOP. Czyli ze rzucil nam ochlap w osobach Wieslawa Chrzanowskiego i Lecha Walesy, ktorzy z punktu widzenia tworcow Magdalenki byli tylko pionkami. Natomast nie ujawnil nikogo, kto dalej kontynuowal dzialalnosc w UOP, a ci agenci byli bardziej grozni od juz nieczynnych, poniewaz to oni podejmowali kluczowe decyzje. Przypominam chociazby sprawe Skubiszewskiego…” (całość tu: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”)

…Pisze też o poukrywanych tu i ówdzie jakichś bezimiennych żołnierzach WSI (dobre ma oko jeśli chodzi o płotki), podczas gdy grube ryby wydają się póki co pływać w mętnej wodzie niewiedzy całkowicie bezkarnie, choć przysłowiowych haków na których można by je powiesić nie brakuje… o czym przypomina Pan Sumliński:

„…Dziś, gdy w Pałacu Prezydenckim zasiada „nasz” prezydent, a pełnię władzy przejęła partia pana Kaczyńskiego, należałoby oczekiwać, że Polacy poznają prawdę o byłym lokatorze Belwederu. Trudno bowiem wyobrazić sobie tematykę bardziej „nośną” medialnie, jak informacje zawarte w zeznaniach świadka Winiarskiego. Usłyszeliśmy przecież o wielorakich kontaktach Komorowskiego ze służbami rosyjskimi i wschodnioniemieckimi, o poszukiwaniu „haków” na polityków PiS, o „ochronie” byłego prezydenta, mającej ścisłe powiązania z gangsterami, o przestępczych próbach zastraszania i zdobycia tajnego aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o związkach Komorowskiego z ProCivili i kilku innych sprawach, zdolnych wywołać polityczne trzęsienie ziemi i reakcje każdego wymiaru sprawiedliwości.

Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej.

Nazwanie takiej sytuacji zadziwiającą, byłoby zaledwie bladym eufemizmem. Uważam, że mamy do czynienia z ogromnym skandalem i niezwykle groźnym zjawiskiem. Jeśli dziś je przemilczymy, wkrótce możemy zapłacić za to wysoką cenę.

Bronisław Komorowski jest bowiem najciemniejszą postacią świata polityki III RP. Jest osobą, za którą rozpościera się cień wielu ponurych tajemnic i niewyjaśnionych spraw. Prezydentura tego człowieka była czasem hańby, destrukcji i nienawiści. To okres, w którym utraciliśmy poczucie bezpieczeństwa i zdolność do suwerennych działań, w którym znacząco osłabiono potencjał obronny państwa i skierowano polityczne priorytety na proces „zbliżenia” z putinowską Rosją. Nie chodzi tylko o obszar propagandy i nachalnej demagogii wylewającej się z ust polityków PO-PSL i hierarchów Kościoła. „Zbliżenie” z państwem Putina miało wymiar koncepcji bezpieczeństwa narodowego, w której Rosja miałaby stanowić „istotny gwarant bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”. [o czym więcej tu: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?) – Odys]

Z takiej perspektywy trzeba oceniać prezydenturę Komorowskiego oraz więzi łączące go z Rosjanami. Nigdy nie wyjaśniono okoliczności, w jakich człowiek ten kontaktował się z ludźmi Putina, tuż po 10 kwietnia 2010 roku. Chodzi m.in. o majową wizytę w Katyniu (wspólnie z Jaruzelskim), o spotkanie 21 czerwca 2010 roku z rosyjskimi wojskowymi w Erewaniu, o wspólny pobyt w Sopocie Komorowskiego i Patruszewa w lipcu 2011 roku, o spotkanie w Jekaterynburgu w grudniu 2011 z wysłannikiem Putina Aleksandrem Charłowem, o lądowanie w Irkucku na Syberii, w drodze do Chin, o „międzylądowanie” w Azerbejdżanie, 6 marca 2012 roku (dwa dni po wyborach prezydenckich w Rosji) i rozmowy z prezydentem tego państwa Ilhamem Alijewem – żarliwym zwolennikiem Putina. To zaledwie część tematów wymagających wyjaśnienia. Jest oczywiste, że nie tylko wcześniejszy życiorys Komorowskiego, ale czas jego prezydentury obfitują w rozliczne „białe plamy” i zagadkowe sytuacje.

Ponieważ ten człowiek jest nadal aktywny w życiu publicznym, posiada realny obszar wpływów oraz potencjał polityczny, który niebawem (jak sądzę) zostanie wykorzystany – należałoby uczynić wszystko, by Polacy poznali prawdziwe oblicze owego „katolika – konserwatysty”. Uważam to za rzecz priorytetową dla naszego bezpieczeństwa…

…Nie wyobrażam też sobie, by (jak ma to miejsce obecnie) środowisko „naszego” prezydenta mogło nadal ukrywać informacje na temat aneksu z Weryfikacji WSI i udzielało w tej sprawie tyleż nonsensownych, jak skandalicznych odpowiedzi. Mamy prawo wiedzieć – czy aneks znajduje się w tajnym sejfie prezydenta Dudy oraz – czy i kiedy zostanie ujawniona jego treść?…

…Jeśli nowa władza nie podejmie żadnych czynności weryfikujących informacje przekazane przez tego świadka i nadal będzie unikała prześwietlenia i rozliczenia prezydentury Komorowskiego, otrzymamy mocną przesłankę na istnienie parasola ochronnego nad byłym prezydentem.

Odpowiedź na pytanie – dlaczego taki parasol miałby istnieć, pozwoliłaby wówczas zrozumieć logikę „nowego rozdania”. (Aleksander Ścios)

całość tu: PARASOL NAD KOMOROWSKIM ? oraz: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

…jednocześnie człowiek odpowiadający za sporządzenie owego tajemniczego aneksu do raportu (za którego ukrywanie do politycznych rozgrywek być może zginął Lech Kaczyński) w jednej z wypowiedzi zapowiada (i nie zapowiada – taki myk) kolejne aneksy, choć pierwszego jeszcze nie opublikowano, za to poszukiwanie konfidentów ma się odbywać dalej (bo poufnych informacji nigdy dość)…

„…Macierewicz wskazuje, że gdy szefowie nowych służb natkną się na informacje, które zgodnie z ustawą weryfikacyjną wymagają napisania następnego aneksu, czyli kolejnego uzupełnienia do „Raportu z weryfikacji WSI”, to muszą to zrobić – czyli jest to ich ustawowy obowiązek.

„Mówię o tym dlatego, żeby była jasność: z punktu widzenia ustawowego istnieją wszystkie narzędzia, aby kontynuować proces weryfikacyjny” – podkreśla wiceprezes PiS.

Pytany czy będzie kolejny aneks Macierewicz wyjaśnia: „Nie zapowiadam żadnych kolejnych aneksów. Od razu chciałbym to powiedzieć tym komentatorom, którzy mogą podnieść histeryczne krzyki, że Macierewicz zapowiada następne aneksy. Przypominam jedynie, co mówi ustawa, i że przewidziano w niej taką sytuację, że wykryte przestępcze działania byłych żołnierzy WSI wymagają opublikowania następnego aneksu i wyciągnięcia z niego konsekwencji”…” (Antoni Macierewicz: Istnieje możliwość dokończenia weryfikacji)

…Bardzo to pasuje do dotychczasowej taktyki przemilczania o jakiej wspomina Pan Sumliński. I nie dziwota! Kto by się chwalił publicznie wiedzą na taki temat. Tylko ten który nie może już z niej zrobić użytku. Upublicznienie tego rodzaju danych to pozbycie się przysłowiowego „asa w rękawie” w postaci haków na poszczególne osoby (tak z władzy jak i jej oficerów prowadzących). Poza tym, to całe (prze)milczenie jakie gwałtownie zapanowało w obozie „płomiennych patriotów” wobec „naturalnego” wroga jakim jest Pan Komorowski, bardzo pasuje do resetu resetu pierwszego resetu (to nie jest powtórzenie, ponieważ kierunek wiatru dziejów zmienił się już dwukrotnie) kiedy to swojego czasu Barack Obama proponował Rosji sojusz w ramach tworzenia wspólnego międzynarodowego bloku „bezpieczeństwa”, czyli wspomnianego przez Sumlińskiego „nowego rozdania”.

Ktoś zapyta a co ma wspólnego taki czy inny dogawor USA i Rosji z tym co się akurat dzieje w „polskim piekiełku” polityki? Ano ma wiele wspólnego, jeśli tylko zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska nie jest podmiotem a przedmiotem w polityce międzynarodowej, i w zależności od tego jak akurat kształtują się relacje między mocarstwami, tak kształtuje się kierunek sympatii i antypatii „polskich” władz (a to na pro amerykańską, a to na pro rosyjską, a to na pro niemiecką). Więc jeśli nawet jakiś czas temu Putin i Rosja były beee (bo Gruzja, bo Ukraina, bo coś tam) to od jakiegoś czasu można zaobserwować jak nasi sojusznicy z USA kokietują Rosję (z wzajemnością) pod pretekstem walki z terroryzmem (a głównie ze strachu przed rosnącą potęgą Chin), i znowu ocieplają wzajemne stosunki. Z tego też powodu może wynikać zobowiązanie „nowych” polskich władz, do pewnych drobnych „gestów” wpisujących się w aktualną tendencję sojusznika z USA, czyli nie robienia krzywdy ludziom z obozu prorosyjskiego, z którym poprzez WSI (które podobno zostały zlikwidowane przez Macierewicza) identyfikowany jest Pan Komorowski.

Inne wytłumaczenie to oczywiste zaszłości wynikające z początków tzw. „transformacji ustrojowej”, gdzie protoplasta obecnego PISu (Porozumienie Centrum) było reprezentowane na rozmowach z komunistyczną bezpieką (również wojskową) w Magdalence przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Z uporem maniaka wypominam po raz kolejny tę słynną popijawę, bo to właśnie tam ustalono że „wy nie ruszacie naszych a my nie ruszamy waszych”. Stąd też m. in. wynikają pewne szczególne zobowiązania Pan Macierewicza, bo chociaż był „zawzięcie” ścigany przez „starą” władzę” za swoją „szkodliwą” dla państwa działalność, to jednak skończyło się tylko na ściganiu i nieprzyjaznej prasie (o czym więcej tu: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?)

Na koniec jeden z mocniejszych pozytywów ostatnich dni (taka kropla miodu w beczce dziegciu), choć będący póki co również w fazie gestu, bo czy cokolwiek wyniknie z tej sprawy w postaci ukarania odpowiedzialnych za to osób, to już od prokuratury będzie zależało. Mowa o raporcie Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy na temat nadużyć i defraudacji popełnianych przez poprzednich właścicieli „zamku”, a być może i samego byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego…

„…W raporcie zwrócono uwagę m. in. na niebywałe zmiany w strukturze zatrudnienia wprowadzane w ostatnich miesiącach urzędowania Bronisława Komorowskiego. Od 24 maja do 6 sierpnia 8 pracownikom zamieniano umowy terminowe na umowy na czas nieokreślony, zatrudniono 6 nowych pracowników, 14 osobom przyznano awans, w tym 4 zaraz przed rozwiązaniem stosunku pracy.

3 osoby rozwiązały umowy o pracę z Kancelarią, by przejść do pracy w sztabie wyborczym Bronisława Komorowskiego. Odprawy i ekwiwalenty za niewykorzystany urlop oraz dni nadpracowane wyniosły w sumie 57 tys. złotych. Wszystkie te osoby wkrótce zostały ponownie zatrudnione, jedna z nich otrzymała awans, dwie pozostałe – podwyżki. Nowe zasady funkcjonowania Kancelarii wprowadzono 31 lipca, czyli tydzień przed zakończeniem urzędowania prezydenta Komorowskiego.

„Trudno znaleźć obiektywne uzasadnienie dla tego typu zmian pod koniec kadencji Prezydenta, poza chęcią wypłaty wysokich odpraw bliskim współpracownikom ustępującego z urzędu Prezydenta” – stwierdza raport.

Łączna kwota wypłaconych odpraw wyniosła 587 tys. złotych, w tym najwyższa odprawa dla jednego pracownika – 81 tys. złotych. W czerwcu – a więc już po przegranych wyborach prezydenckich – Bronisław Komorowski utworzył aż 5 nowych stanowisk kierowniczych.

Jeszcze większa była suma nagród, jakie w ciągu omawianych niecałych czterech miesięcy otrzymali pracownicy Kancelarii. Nagrodzono finansowo 328 osób na łączną kwotę prawie 1,5 miliona złotych.

Na podobną kwotę składają się upominki wręczane przez byłego prezydenta w okresie od 1 stycznia do 6 sierpnia. Wydano 1 476 780 złotych, z czego większość (prawie milion) w ciągu ostatnich miesięcy urzędowania…

…To tylko niektóre elementy audytu z działania kancelarii Bronisława Komorowskiego. Pełna treść raportu jest do pobrania na stronie Prezydenta RP. 

– To, co się rzuca w oczy to brak szacunku dla pieniędzy publicznych. Brak planowania, chaos w zarządzaniu i wydawanie lekką ręką ogromnej ilości publicznych pieniędzy. Jest szereg przykładów tych rażących nieprawidłowości. Dla mnie najbardziej rażące przykłady to likwidacja 1246 składników majątkowych należących do Kancelarii na kwotę ponad miliona złotych – tylko w tym roku. Na przestrzeni ostatnich 7 lat w Kancelarii zlikwidowano 150 składników na kwotę 61 tysięcy. Jak należy nazwać coś takiego?!..”

źródło: Pełny raport podsumowujący szokujące działania kancelarii Bronisława Komorowskiego podobne: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

…Wszystko o czym tu tak długo ględziłem spisując przez kilka dni i układając w (jak sądzę) logiczną całość, przejrzyście, lekko i w sposób najprostszy z możliwych opisał w swoim stylu Pan Michalkiewicz, więc na koniec jego tekst jako synteza…

„Zaledwie tydzień mija od zaprzysiężenia rządu pani premierzycy Beaty Szydło, a już widać, że na podmiance przy rządzie przebudowa sceny politycznej w naszym nieszczęśliwym, a właściwie odtąd już szczęśliwym kraju się nie skończy. Z tym nieszczęśliwym krajem jest tak, że wielu Czytelników ma do mnie pretensję o to sformułowanie. Dotychczas na takie uwagi odpowiadałem pytaniem, czy uważają, że nasz kraj jest szczęśliwy. Ponieważ żaden tak nie uważał, dalej spokojnie używałem określenia „nieszczęśliwy kraj”, będącego zresztą cytatem z powieści Bolesława Prusa „Lalka”, w której tak właśnie o Polsce, a właściwie – o Prywiślińskim Kraju – mówi Książę. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, teraz Czytelnik nadesłał mi opinię, że kraj nasz może się wreszcie uważać za szczęśliwy, bo rządy objął pan prezes Jarosław Kaczyński ze współpracownikami w osobach pana prezydenta Andrzeja Dudy i pani premierzycy Beaty Szydło, żeby nie wspomnieć o pozostałych członkach rządu. Skoro tak, to co innego, chociaż z drugiej strony przezorność nakazuje nie chwalić dnia rano, tylko dopiero wieczorem, co przywódca SLD Leszek Miller wyraził w postaci wskazówki, po czym poznaje się prawdziwego mężczyznę – nie po tym, jak zaczyna, tylko po tym, jak kończy.

Otóż pan prezes Kaczyński ze swymi współpracownikami najwyraźniej dopiero zaczyna przebudowywać również kulisy politycznej sceny. Skoro bowiem przechodzimy pod kuratelę amerykańską, tym razem już chyba na dobre – chociaż któż może wiedzieć, jakie bajki będzie opowiadał wybrany w przyszłym roku nowy amerykański prezydent i z jakiego klucza będzie i nam wypadało ćwierkać, jeśli na przykład – na co się coraz bardziej zanosi – sojusznikiem naszych sojuszników zostanie zimny ruski czekista Putin – no to jest rzeczą oczywistą, że nasi sojusznicy („niech żyją nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy!”) muszą na tubylczej politycznej scenie zainstalować swoich sukinsynów, a wyeliminować sukinsynów jakichś takich nie swoich i to nie tylko od frontu, ale i od kulis. Toteż zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, co nastąpiło po expose pani premierzycy Beaty Szydło, w którym zapowiedziała ona dla naszego nieszczęś… – to znaczy – pardon – oczywiście szczęśliwego kraju „rozwój, rozwój i jeszcze raz rozwój”, dzięki bilionowi złotych, które przeznaczy się na inwestycje, rozpoczęła się energiczna kuracja przeczyszczająca.

Bilion, czyli tysiąc miliardów złotych, stanowi równowartość mniej więcej trzech rocznych budżetów państwa, więc trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób polska gospodarka, w której – mówiąc nawiasem – narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim zaledwie stopniu, miałaby wygenerować takie nadwyżki i to w ciągu najbliższych dwóch, a najwyżej trzech lat. Ten potencjał jest zablokowany z jednej strony przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model pastwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego, a z drugiej – przez rosnącą biurokratyzację kraju, z której korzystają Umiłowani Przywódcy i polityczne zaplecze wszystkich dotychczasowych kierunków politycznych. Najprawdopodobniej tedy opowieści o potrójnym rozwoju można będzie spokojnie włożyć między bajki, bo osobiście sądzę, że nowy rząd może – po pierwsze – poodkręcać zainstalowane u nas w poprzednich latach wynalazki politycznej poprawności w rodzaju genderactwa i temu podobnych bredni, a po drugie – że zacznie prowadzić politykę historyczną, w której będzie dawał odpór politykom historycznym niemieckiej i żydowskiej – oczywiście w granicach dopuszczonych przez naszych sojuszników, którzy i w tej sprawie mają przecież wiele do powiedzenia.

Więc zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, rozpoczął on kurację przeczyszczającą, dymisjonując szefów tajnych służb: Kontrwywiadu Wojskowego i Wywiadu wojskowego. Najwyraźniej oni też powiększą grono „żołnierzy wyklętych”, którym bohaterskie legendy będzie pewnie dorabiała niezawodna „Gazeta Wyborcza”, gdzie redakcyjny Judenrat takie umiejętności powysysał z mlekiem stalinowskich przodków, co to podobne legendy dorabiali „generałowi Walterowi” („ziemia spadła na ciało, zapachniała jak senny las, ale serce zostało na przedmieściach hiszpańskich miast, ale serce szło z wojskiem przez obszary Republik Rad, do wolności przez Polskę, a do Polski przez cały świat”) i innym.

Nocne posiedzenie komisji do spraw służb, podczas której kuracja została przeprowadzona, pan Biernacki z PO uznał za „zamach stanu”, ale to się tylko tak mówi, bo w posiedzeniu uczestniczył nowy minister-koordynator Mariusz Kamiński, który przez prezydenta Dudę właśnie został ułaskawiony, chociaż niezawisły sąd apelacyjny jeszcze nie zdążył wydać w jego sprawie prawomocnego wyroku. Ta decyzja pana prezydenta spowodowała powstanie w tubylczej jurysprudencji dwóch szkół: jedna szkoła utrzymuje, że pan prezydent może ułaskawić każdego delikwenta w każdym czasie. „W każdym” – a więc nawet ZANIM zdąży popełnić jakieś przestępstwo, podczas gdy druga twierdzi, że owszem – ale prawo łaski prezydent może zastosować dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocny wyrok skazujący. Ta druga szkoła powołuje się na to, że w kodeksie postępowania karnego procedura ułaskawienia jest omawiana w dziale zatytułowanym „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia” oraz na art. 7 konstytucji stanowiący, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” z czego wynika, że nie można domniemywać kompetencji organu władzy publicznej, np. pana prezydenta.

Ale jurysprudencja – swoją drogą, a wymagania wynikające z konieczności przebudowy sceny politycznej i jej bezpieczniackich kulis pod kątem potrzeb obecnej amerykańskiej polityki w Europie – swoją drogą i od razu widać, że sojusznicy chyba dłużej nie chcieli czekać. Tym bardziej, ze kuracja przeczyszczająca obejmuje również jurysprudencję – na razie w postaci Trybunału Konstytucyjnego, gdzie poprzedni Sejm rzutem na taśmę wybrał na zapas pięciu sędziów. Jednak prezydent Duda ich nie zaprzysiągł, a PiS w czwartek przepycha przez Sejm nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, dzięki której zamiast tamtych, wybierze nowych sędziów. Ciekawe, którzy sędziowie dali się wtedy wybrać i jacy dadzą wybrać się teraz – bo zarówno tamten rzut na taśmę w wykonaniu koalicji PO i PSL, jak i ten w wykonaniu PiS rzuca jaskrawe światło na sławną „niezawisłość” sędziów i trybunałów. Nikt chyba nie będzie miał już odtąd wątpliwości, że również i ją możemy spokojnie włożyć sobie między bajki, a bajki – wiadomo – zawsze są, a w każdym razie – zawsze mogą być piękniejsze od rzeczywistości, dzięki czemu im więcej bajek, tym szczęśliwszy będzie stawał się nasz, dotychczas nieszczęśliwy kraj.”

źródło: Na fasadzie i za kulisami

„…Ponieważ pan minister Kamiński nie został skazany prawomocnie, to w myśl zasady domniemania niewinności powinien być uważany za niewinnego również przez pana prezydenta.

Pan prezydent bowiem, podobnie jak inne organy władzy publicznej, zgodnie z art. 7 konstytucji, działa, a w każdym razie – powinien działać „na podstawie i w granicach prawa”. W przełożeniu na język ludzki oznacza to, że nie można domniemywać uprawnień organu władzy publicznej, której każdy krok powinien następować z wyraźnego upoważnienia. Tymczasem kodeks postępowania karnego umieszcza procedurę traktującą o ułaskawieniu w dziale zatytułowanym: „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia”, co interpretatorzy hołdujący potępianej za pierwszej komuny metodzie formalno-dogmatycznej uznaliby za argument, iż ułaskawić można tylko osobę prawomocnie skazaną. Podobno jednak nie można było czekać z ułaskawieniem pana ministra Mariusza Kamińskiego ani chwili dłużej i z tego powodu pan prezydent nie miał innego wyjścia, jak ułaskawić pana ministra Kamińskiego, niechby nawet z niewinności.

Może to stworzyć kłopotliwy precedens dla jurysprudencji, bo jaki właściwie jest status obywatela ułaskawionego z niewinności? Czy na skutek ułaskawienia z niewinności obywatel traci niewinność, czy przeciwnie – nie tylko jej nie traci, ale nawet uodpornia się na utratę niewinności w przyszłości, analogicznie jak w przypadku zaszczepienia ospy prawdziwej? W pierwszym przypadku pan prezydent swoją stachanowską decyzją wyświadczyłby panu ministrowi Kamińskiemu niedźwiedzią przysługę, natomiast w przypadku drugim pan minister Kamiński mógłby dokazywać jeszcze śmielej, niż w przypadku afery gruntowej, korzystając z nabytej odporności na winę, zgodnie z nazistowską jeszcze zasadą, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty”.

Na tym przykładzie widać, ile nowych zadań spadnie na naszą tubylczą jurysprudencję, w związku z kuracją przeczyszczającą, przeprowadzaną w naszym bantustanie dla potrzeb naszego sojusznika. Czy będzie ona w ogóle w stanie tym oczekiwaniom sprostać? To nie jest takie pewne tym bardziej, że w najtwardszym jądrze jurysprudencji, czyli Trybunale Konstytucyjnym zapanował zamęt nie do opisania. Najsampierw koalicja Platformy Obywatelskiej i PSL, rzutem na taśmę dokonała wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Ci sędziowie byli, ma się rozumieć, niezawiśli, podobnie jak wszyscy inni, ale co to komu szkodzi, jak niezawisłość będzie wzbogacona wdzięcznością za nominację? Takie rzeczy się zdarzały; któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak

…co z konfidentami? Wiadomo przecież, że agentura jest podstawowym narzędziem, przy pomocy którego RAZWIEDUPR utrzymuje okupację naszego nieszczęśliwego kraju. Ta agentura, którą można spokojnie liczyć w dziesiątkach tysięcy, uplasowana została w miejscach, gdzie podejmuje się decyzje, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, gdzie decyduje się o energicznych śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu na razie nie – gdzie wydaje się wyroki, no i gdzie wytwarza się masowe nastroje, a więc mediach i środowiskach opiniotwórczych. Ci konfidenci gotowi w zamian za synekurę, gotowi są służyć każdemu, więc z punktu widzenia naszego sojusznika kuracja przeczyszczająca nie jest tu potrzebna, no ale oprócz sojusznika, który na tubylcze synekury nie poluje, są jeszcze inni polujący, więc nie jest wykluczone, że kuracja przeczyszczająca obejmie również konfidentów. Czy jednak wtedy można będzie jeszcze rządzić naszym nieszczęśliwym krajem?” 

źródło: Co z konfidentami?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.


„Ostatecznie w niedzielnych wyborach parlamentarnych partia KORWIN otrzymała 4,76 procent głosów i nie przekroczyła 5-procentowego progu wyborczego, pozostając poza Sejmem.

Na partię KORWiN głosowało 722 999 Polaków, co oznacza, że zabrakło zaledwie 37 035 głosów. Ale i tak wolnościowcy Janusza Korwin-Mikkego otrzymali 217 413 głosów więcej niż rok temu w wyborach do Europarlamentu.

„W tych wyborach udało nam się pozyskać w okręgu [katowickim] o 9857 więcej wyborców niż w wyborach prezydenckich, to przyrost o 76 procent! Dostaliśmy też w tym okręgu o 5794 głosów więcej niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Coraz więcej ludzi w nas wierzy i popiera nasz program. Niestety, mimo tego gigantycznego wzrostu poparcia, nie udało mi się obronić mandatu poselskiego. Jednaj jestem optymistą – walczymy dalej. Musieliśmy w tych wyborach konkurować z ludźmi o zbliżonych do nas poglądach z komitetów, które nie miały szans na mandaty. Gdyby wyborcy, którzy oddali głosy na komitety Zbigniewa Stonogi, Grzegorza Brauna i KNP zagłosowali na nas, mielibyśmy reprezentację w Sejmie” – napisał na Facebooku poseł Przemysław Wipler z partii KORWiN.

„Wiem, że taka chwila jak teraz jest trudna. Szczególnie dla mnie, bo bardzo dobry wynik w Krakowie (6,35 proc. – 34 000 głosów) gwarantował mi mandat po przekroczeniu progu wyborczego przez KORWiN w całej Polsce (zabrakło 0,25 proc!). (…) Nie zawiodę 22 000 krakowiaków, którzy poszli wczoraj do urny, by na mnie zagłosować. Rozbudujemy struktury, wyszkolimy ludzi, przygotujmy strategię i mechanizmy. Zbudujemy najsilniejszą opozycję pozaparlamentarną w historii polskiej demokracji. I wrócimy – ze zdwojoną siłą” – napisał na Facebooku Konrad Berkowicz z partii KORWiN.

Ale do Sejmu dostali się wolnościowcy z innych list wyborczych. Z list Kukiz’15 posłami zostali: Tomasz Jaskóła, działacz Republikanów z Częstochowy, Jacek Wilk z KNP, Jakub Kulesza, działacz Stowarzyszenia KoLiber z Puław czy Bartosz Józwiak, prezes UPR.

Do Sejmu weszły także osoby związane z Ruchem Narodowym: Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego, Adam Andruszkiewicz, szef podlaskich struktur Ruchu Narodowego i prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Sylwester Chruszcz, szef zachodniopomorskiego Ruchu Narodowego, Tomasz Rzymkowski, członek rady politycznej Ruchu Narodowego.”

(Tomasz Cukiernik – Mamy wolnościowców w Sejmie!) podobne: Tomasz Cukiernik: KNP z poparciem 7.2 proc. wyborców wchodzi do PE. Misja Nowej Prawicy w Europie. Komentarz Michalkiewicza i cynika9 oraz: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i to: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Krzysztof Prendecki – Okiem Socjologa: Wolność

polecam lekturę: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

„Mogło być lepiej – obalenie systemu było naprawdę w zasięgu ręki. Gdyby nie nazbyt przerośnięte osobowości dwóch panów K – Korwina i Kukiza… Przysłowiowy szlag mnie trafiał, kiedy we wtorkowej debacie spijali sobie miód z dzióbków: „jak słusznie powiedział pan Janusz”, „zgadzam się całkowicie z panem Pawłem”. Trudno nie zakląć. Jak się tak ze sobą zgadzaliście, to dlaczego nie byliście w stanie wystawić jednej listy? Jak widać, dostałaby ona około 15 procent poparcia i sprawa zmiany systemu poprzez zmianę konstytucji, odbiurokratyzowanie, odblokowanie młodym mechanizmów awansu, rozbicie kast i korporacji – wszystko to byłoby do zrobienia paluszkiem, nawet gdyby PiS nie chciał, bo wtedy by musiał.

No cóż, liderioza, stara choroba prawicy – tu każdy wódz chce zabawienia Polski, ale tylko o tyle, o ile On ją zbawi. Bo jak miałaby zostać zbawiona niefachowo i przez osoby niepowołane, to nie. Głosy młodych, wkurzonych na system ludzi mogły wiele zmienić, ale przez niepowstrzymaną skłonność do ekstrawagancji jednego pana i emocjonalną labilność drugiego fala się rozmyje. Teraz widzicie, droga młodzieży, dlaczego – mimo wszystkich ich wad – warto jednak mieć profesjonalnych polityków, a nie watażków.
Cóż, z drugiej strony – gdyby nie szczęśliwe pojawienie się bata na postkomunistów w postaci partyjki neokomunistów, w obecnym Sejmie nadal straszyłby panświnizm Palikota i partyjno-mundurowa skleroza SLD. A opozycji zabrakłoby mandatów nie tylko, jak teraz, do zmiany konstytucji, ale także do stabilnego rządzenia.
Jak widać – wybory proporcjonalne z poprzeczką i systemem d’Hondta niewiele się różnią od loterii. Gdyby kilkaset tysięcy lemingów nie przeniosło głosów z PO na Nowoczesną, i ugrupowanie Petru wpadłoby pod wyborczy próg, to by PO miała kilkanaście mandatów więcej, ale PiS większość rządową z grubym okładem, a nie, jak teraz, na granicy…”

(Rafał Ziemkiewicz – Odliczanie Wyborcze Ziemkiewicza. Czas reprymendy) podobne: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. oraz: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Ktoś w jednym z komentarzy pod cytowanym wyżej artykułem poddał w „wątpliwość” istnienie/szkodliwość „systemu”, dworując sobie z potrzeby istnienia na polskiej scenie politycznej partii czy środowisk antysystemowych (choć ja wolę bardziej precyzyjne pojęcie – wolnościowcy). Pozwolę sobie skomentować tę postawę (moim zdaniem prowokacyjną).

Człowieku! System to są śmieciowe emerytury (o ile w ogóle jakąś dostaniesz). To kolejki do lekarzy na standardowe zabiegi i brak pieniędzy na leczenie trudniejszych schorzeń które „w XXI wieku” (to ulubione powiedzonko „nowoczesnych postępowców” kiedy chcą obsmarować religię 🙂 ) są uleczalne jeśli służba zdrowia funkcjonuje NORMALNIE (niestety nie w Polsce – podobno nowoczesnym kraju „drugiej Japonii” czy innej „zielonej wyspie”). To autostrady i stadiony budowane za „publiczne pieniądze” po kosztach nieadekwatnych do rezultatu „budowy”. To 5 mln. emigrantów (tylko z ostatnich 10 lat). To bezrobocie i niskie płace pomimo emigracji tej nie małej siły roboczej. To milionowa armia urzędników która nikomu nie jest potrzebna do czegokolwiek a TYLKO przeszkadza (i jeszcze za to kasę bierze). To wreszcie jawna niesprawiedliwość w sądach dla zwykłych obywateli i bezkarność ludzi ze świecznika polityki („mammimunitet”)  i różnych „dworów” powiązanych z polityką („mordotymoja”). To wreszcie cała masa innych „drobnych” rzeczy jak monopol państwa w wielu branżach gospodarki (gdzie siedzą kolesie, rodziny i kochanki polityków), nepotyzm, marnotrawstwo i cała ta „ruja i poróbstwo” za które TY „żalu” płacisz w podatkach, składkach, opłatach i innych daninach publicznych około 80% swoich dochodów przez co nie stać Cię na to żeby żyć na poziomie wielu krajów zachodnich… I tu przykra wiadomość dla Ciebie – bedziesz płacił nadal! NIC za to nie dostając w zamian albo dostając ochłapy w postaci zasiłków i zapomóg… Jeśli tego nie ogarniasz to sam sobie szkodzisz, i nikomu innemu bo to w końcu nie Twoja wina. Prawda „świadomy wyborco”?

Za Kukiza się nie wypowiadam, ale KORWiN (którego program i ideę znam od dawna!) wie co należy z tym fantem zrobić. I tu nie trzeba wielkiej filozofii, bo widać gołym okiem co i dlaczego nie działa tak jak powinno (KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii). Deregulacja prawna (likwidacja masy zbędnych często sprzecznych i rzucających kłody pod nogi przedsiębiorczości przepisów), wyprowadzenie państwa z gospodarki, odchudzenie i odbiurokratyzowanie aparatu władzy, i najważniejsze – zmniejszenie opodatkowania (słowem MINIMALIZACJA KOSZTÓW funkcjonowania państwa) oznacza że obywatel ma te zaoszczędzone na państwie pieniądze (na które to ON a nie państwo pracuje) w kieszeni, bo to system naczyń połączonych. Jeśli się ludziom nie zabiera to oni te pieniądze przeznaczą na konsumpcję czyli REALNĄ gospodarkę (a nie urzędnicze kretowisko, które tylko żre i ryje pod innymi doły). Taki stan rzeczy z AUTOMATU spowoduje potrzebę wzrostu produkcji, a co za tym idzie zatrudnienia i płac kiedy na rynku ubywa siły roboczej a firmy ze sobą konkurują. Jeśli rozumiesz drogi etatysto-socjalisto i zgadzasz się z tym co napisałem wyżej o „systemie”, to nie możesz nie rozumieć tego, że to co proponuje KORWiN (czyli ZMNIEJSZENIE kosztów funkcjonowania państwa) to OCZYWISTA (logiczna) konieczność, żeby system który polega na rabunku, nieefektywnej redystrybucji i marnotrawstwie odciąć od naszych pieniędzy. Jeśli chcesz być bogaty i wydawać zarobione pieniądze w pierwszej kolejności na siebie, to nie możesz jednocześnie przymykać oko na to że ktoś Cię okrada! Odchudzenie państwa to jest JEDYNY sposób na to żeby kosztowało mniej, a obywatele mieli więcej w kieszeni. Państwo powinno się zajmować TYLKO pilnowaniem porządku i bezpieczeństwa.

Jeżeli uważasz że partia która proponuje zostawić ludziom w portfelach większość ich dochodów „nie ma pojęcia jak to od strony praktycznej wygląda”, to znaczy że sam nie wiesz co to znaczy mieć w kieszeni 800 zł zamiast 200 (bo proporcje powinny być odwrotne – na państwo 20% a w kieszeni 80% zarobku)… Zaprzeczasz zdrowemu rozsądkowi i prostej matematyce udając że tego nie rozumiesz. Jeśli więc dalej jesteś za rabunkiem Polaków, to ja się tylko zastanawiam dlaczego i ile z tego masz dla siebie. Taki upór i zafiksowanie na etatyzm mogą prezentować tylko ludzie „systemu” (urzędnicy, politycy, płatni klakierzy) albo Ci którzy coś z tego pośrednio mają (korzystają w jakiś sposób z „publicznych” pieniędzy). Innej możliwości nie widzę.

Uwagi Pana Ziemkiewicza pod adresem Kukiza i JKMa uważam za trafne. Wielka szkoda… Łyżką miodu w beczce dziegciu jest spad „zlewu”, ale to Pomoże Polsce jak umarłemu kadzidło. Tymczasem po wyborach i lekturze podobnych komentarzy który pozwoliłem sobie skomentować, widać ewidentnie że dopóki „państwowa” kasa nie będzie pusta, a bankomaty nie wyświetlą swoim klientom komunikatu „nie mam pańskich pieniędzy… pocałuj mnie pan w d….” to „polactwo” (bardzo lubię się powoływać na tę właśnie książkę Pana Ziemkiewicza, przypominając mu nie bez kozery dlaczego PIS nie będzie lepszy od PO) nie wyciągnie nawet najmniejszego konstruktywnego wniosku ze swoich wyborów… (Odys)

„…Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego…” (Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

Piszę tak dlatego, ponieważ niemal cały „nowy” sejm, za wyjątkiem kilku wolnościowców którzy startowali z list Kukiza i póki co deklarujących wolnorynkowe poglądy Petrucjuszów (czas pokaże czy i jak bardzo kłamali) jest DALEJ (tak jak od 25 lat) zdominowany przez ludzi myślących w sposób lewicowy (etatystyczno – socjalistyczny) a to zapowiada kolejne lata dojenia i strzyżenia obywateli tego „nieszczęśliwego kraju”. Jeśli bowiem ktoś myśli, że jakakolwiek obietnica rozdawnictwa nic go nie będzie jako podatnika kosztować to się grubo myli. Z pustego i Salomon nie naleje a co dopiero PIS który jest tak samo „prawicowy” jak „zlew” który z Sejmu wyleciał. Dziurę w budżecie i bilionowy (oficjalnie) dług można zasypać tylko w jeden sposób i nie będzie to manna z nieba o czym Pan Ziemkiewicz doskonale wie 🙂

No to Polska będzie się dalej wyludniać….

Tylu ludzi związanych z byłym reżimem deklarowało przecież publicznie że opuści kraj jeśli PiS zwycięży. Szkoda że kraj nie ma czegoś w rodzaju kolektywnego kopa aby to teraz wyegzekwować.  No a bez tego składanie pustych deklaracji to tylko pieniactwo.

Pomijając to, rzadko kto pospieszył z wyjaśnieniem czemu właściwie skłania się ku tak drastycznej decyzji. Byłoby to w miarę zrozumiałe gdyby PO, dajmy na to, implementowała wolnorynkowy program Wilczka, pensje rosły jak szalone a kapitał walił do kraju szerokim strumieniem. A tu nagle,  jak grom z jasnego nieba, spada nieszczęście w postaci „trzech milionów mieszkań” i Kaczyńskiego w beciku. Ale przecież odkąd Tusk ogłosił że jest socjalistą nikt nie miał wątpliwości że obie okrągłostołowe mafie mają tyle wspólnego z wolnorynkowym kapitalizmem co Al Capone  z Watykanem.

Wątpliwe też aby ktoś, z możliwym wyjątkiem niektórych blogów o zacięciu antyklerykalnym,  deklarował opuszczenie kraju ze względu na grożącą falę fanatyzmu religijnego. PiS to w końcu nie Al Nusra. Zresztą kierownicze kadry obu ugrupowań i tak przechodziły fachowe amerykańskie przeszkolenie „leaderów”. Prymus takich kursów na leadera, pani Szydło, będzie teraz miała okazję zademonstrować to  czego się tam nauczyła obejmując pozycję szefa rządu. Gwarantuje to że jeśli PiS zacznie terroryzować Polaków ekonomicznie to będzie to terror jedynie umiarkowany. Tak jak podrzynanie gardła na raty i tylko tępym nożem…” (cynik9 – Zwycięstwo PiS

pis = po (gościnnie: podziemnatv)

podobne: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” a także: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

…Dlatego też drogi czytelniku, cały ten POPIS „sponsoruje” powiedzenie Publiliusza Syrusa: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym”. Tym czymś innym jest pozorny, deziformacyjny i głupkowaty podział stworzony w umysłach demoludu że PIS różni się od PO… Na koniec trochę humorystyczne ujęcie nowej rzeczywistości, dla niektórych bardzo niepokojącej . Oto najwięksi „zwycięzcy” wyborów parlamentarnych 2015 z punktu widzenia Żelaznej Logiki:

1.Adrian Zandberg Razem z Gazetą Wyborczą

Tak skutecznie promowali „nową lewicę”, że żadnej lewicy nie ma w Sejmie 🙂

2.Państwowa Komisja Wyborcza

Dzięki sondażom dającym Partii KORWiN 4,9%, będzie do ostatniej chwili trzymać środowisko Gazety w Wyborczej w dylemacie:

Czy lepsza jest większość bezwzględna dla PiS czy KORWiN-owcy w Sejmie? :]

3.Więźniowie

Prawdopodobnie ostatnia grupa społeczna w Polsce, wśród której zwyciężyła Platforma.

4.Linie lotnicze

Sądząc po obietnicach, zbiją majątek. Kupujcie ich akcje na giełdzie. Przecież te wszystkie obietnice „wyjeżdżam z Tegokraju”, z pewnością nie są puste.

5.Prawo i Sprawiedliwość

Prawdopodobnie będą mieć ułatwioną realizację swoich obietnic, dzięki masowo złożonym przez zaciekłych antagonistów deklaracjom: „nie wezmę 500 zł na dziecko” oraz „nie przejdę wcześniej na emeryturę”

6.Tomasz Lis, Jacek Żakowski, Adam Michnik, Dominika Wielowieyska i dziesiątki innych dziennikarzy.

Nareszcie spełnia się ich marzenie i po ośmiu latach odsuwania PiSu od władzy, będą mieli szansę faktycznie zacząć to robić.

7.Żelazna Logika.

Tak, z pewnością zaczyna się dla nas wspaniały okres. Najdalej za miesiąc dowiemy się wielu rzeczy o stanie Polski, które jeszcze wczoraj były herezją 🙂

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.

„…Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie nowe władze Platformy Obywatelskiej oddały Prawu i Sprawiedliwości władzę niejako na srebrnej tacy, „poległy na własne życzenie”, by zacytować Kaczyńskiego wprost ze studia wyborczego. Okazuje się, że cudu rządów jednopartyjnych można w Polsce dokonać w miarę łatwo – pod warunkiem że chce tego (tak!) również strona oddająca władzę. Bo cała platformiana kampania parlamentarna sprawia takie właśnie wrażenie – jakby nie tylko wyborcy zmęczyli się Platformą, ale i ona sama najwyraźniej miała już dość władzy – pisze w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW…”

…w nawiązaniu do ostatniego zdania Żelaznej Logiki i powyższego cytatu, pokuszę się o kontrariańskie podejście w kwestii określenia sukcesem zwycięstwa PISu nad PO, gdyż uważam je za Pyrrusowe. Moim zdaniem PO zdaje sobie od dawna doskonale sprawę w jak opłakanym stanie znajduje się państwo polskie (a przede wszystkim jego finanse) i po prostu nie chce brać za to co się dalej stanie odpowiedzialności. Zarówno kampania prezydencka (o której nieudolnym prowadzeniu pisałem wcześniej) jak i niedawna parlamentarna były według mnie prowadzona w sposób CELOWY nieudolnie. Tymczasem niemal wszyscy komentatorzy, politycy, „eksperci” a przede wszystkim wyborcy (oprócz nielicznych głosów na które udało mi się trafić tu i ówdzie) dali się nabrać na to że była to TYLKO nieudolność. Uważam że począwszy od przecieków afery podsłuchowej „kelnerów”, poprzez małpie wygłupy (bo tak należy nazwać publiczne wystąpienia pełne czystej desperacji, „wpadek” wizerunkowych i obciachu) czołowych polityków PO z Kopaczową i Komorowskim na czele trzęsących się „ze strachu” przed Kaczyńskim, były tak jawnie rażące że nie mogły być tylko dziełem nieudolności czy przypadku.

Moim zdaniem od dłuższego czasu (i pisałem o tym duuużo wcześniej) trwa wygaszanie projektu pod nazwą „Platforma Obywatelska”, by odpowiedzialność za państwo spadła z całym (nie)dobrodziejstwem inwentarza na kogoś innego. Padło rzecz jasna na PIS, który będzie miał do czynienia z ogromnym długiem i deficytem finansów publicznych, ale również z tym co sam sprowokował, tj. z roszczeniami grup zawodowych i społecznych którym naobiecywał gruszek na wierzbie. Nie da się tych obietnic spełnić bez dociśnięcia podatników, lub zwiększenia zadłużenia państwa (również na koszt obywateli). To oznacza że albo PIS dołoży swoją łapę do śruby fiskalnej żeby mieć za co nam „dogodzić” (zgodnie z obietnicami 🙂 ), albo zacznie się z tych obietnic wycofywać, co z kolei spowoduje natychmiastową reakcję tych środowisk które miały coś dostać w zamian za poparcie „zmiany”. To oznacza nową falę strajków „rozczarowanych” roszczeniowców na ulicach, a w konsekwencji może i nowe wybory w niedalekim czasie. Wtedy to dopiero sporej części ludzi może się odwidzieć mit „państwa opiekuńczego” (ile w końcu można płacić za byle jaką opiekę) a partie wolnościowe przeżyją swój prawdziwy renesans… Na to właśnie liczę i choć wiem że jest to życzeniowe myślenie (w dodatku oparte o katastrofę) to pokuszę się o taką prognozę z NADZIEJĄ na lepszą przyszłość już bez POPISu w sejmie (choć pewnie na podobny powrót w glorii i chwale liczą Ci którzy uratowali póki co platformę przed konsekwencjami jej rządów 🙂 )

Istnieje jeszcze inna ewentualność, baaardzo minimalna co prawda ale należy brać ją pod uwagę, że oto PIS zmieni całkowicie zaplanowaną strategię i zacznie realizować (zamiast podcinającego gałąź wypłacalności państwa socjalizmu) program wolnościowy, który będzie co prawda bardzo trudny w zrealizowaniu (bo wymagający niepopularnych decyzji) ale jako jedyny może w przyszłości zagwarantować PISowi dobre owoce jeśli zostanie obywatelom rzeczowo i logicznie wytłumaczony… Odys

podobne: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS. i to: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

POPIS biednie-czy-ubogoPrzeleciały wielkie sumy
poprzez partyjne rozumy,
tworząc dochód narodowy.
Produkowały się głowy.
Powstał obrót. Przyniósł zysk.
Nawet, gdy ktoś dostał w pysk,
to i tak się opłaciło,
bo kręciło się… kręciło.
Inwestowaliśmy w przyszłość,
ale chyba nic nie wyszło
i trzeba odłożyć w czasie
plan, na który dzisiaj da się.
Ten, co daje nieraz traci.
Nikt się szybko nie bogaci
wierząc w wynik totolotka.
Rzeczywistość nie jest słodka,
a ma gorycz soli ziemi.
Mimo wszystko coś się zmieni
przez następne cztery lata.
Popatrzymy po wypłatach,
potem porównamy ceny.
Płacimy, bo zmiany chcemy!
Przeleciały sumy wielkie.
Czy ktoś nabił nas w butelkę,
że cokolwiek trudno zyskać?
Albo chleb, albo igrzyska.

Marek Gajowniczek „Krótka rozprawka o igrzyskach i chlebie”

Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.


„Bankructwo Grecji ma wiele stron. Główną jest oczywiście sam kolaps greckiego socjalizmu który  w  spektakularny sposób dochodzi do ściany.  Wg danych Brookings Institute, na 3.8 miliona pracujących Greków w 2013  przypadał mniej więcej jeden milion osób które albo wisiały na rządowych fuchach albo pobierały rządowe emerytury.   I to całkiem  zdrowe emerytury…   Emerytura  55-letniego emerytowanego oficera policji  była na przykład rzędu €1650,  wobec €1200 netto dla wykładowcy uniwersyteckiego. Ciekawe czy to odbiega tak znacznie od realiów  polskich emerytur mundurowych i uposażeń uniwersyteckich… Tego typu patologie  socjalizmu mogą być przedłużane i sztukowane rozmaitymi bailoutami,  pożyczkami  i czym tam jeszcze, ale  w nieskończoność trwać nie mogą.  A ponieważ socjalizm nigdy się sam nie zreformuje  jedyną opcją jest dojście do ściany i rozbicie się o nią.   Cudza kasa na całe szczęście kiedyś się kończy  i  następuje twarde lądowanie  do życia  na koszt własny.

(…)

Jeśli Tsipras by się ugiął pod wywieraną na niego presją  to zdradziłby swoich wyborców i swoją własną partię która by szybko pokazała mu drzwi. Jeśli by się nie ugiął to doprowadziłby do bankructwa kraju, i drzwi by mu pokazali  wspomniani wyżej rozgoryczeni emeryci i sektor publiczny pozostawiony bez środków do życia. W obu przypadkach polityk bez odpowiedniego mandatu ochronnego byłby skończony.

Tsipras jednak  intrygę przejrzał  i ją  rozbroił.  Niespodziewanie ogłosił referendum na temat przyjęcia lub odrzucenia dyktatu „trojki”,   które właśnie taki mandat ochronny mu zapewni niezależnie od wyniku…  

(…)

Ale dlaczego hegemonowi tak miałoby zależeć na usunięciu Tsiprasa? Z kilku powodów z których głównym jest prawdopodobnie polityka gazowa i wojna hegemona i jego satelitów z Rosją. Wiedzą oni dobrze że Europa potrzebuje gazu rosyjskiego z odnogi południowej. Nie ma dla tego praktycznie alternatywy, włączając w to nawet alternatywne dostawy LNG, i nawet hegemon to z ociąganiem przyznaje. Odnoga południowa przejąć ma od 2019 transporty obecnie idące przez Ukrainę.

Europejscy wasale piętrząc na polecenie hegemona trudności na drodze rurociągu South Stream mającemu początkowo wylądować w Bułgarii i iść dalej przez Rumunię spowodowali anulowanie jego budowy. Rosja nie traciła czasu ogłaszając że gas dostarczony będzie teraz rurą Turk Stream, innym rurociągiem pod Morzem Czarnym i lądującym w Turcji. Walka obecnie idzie o to jaką drogą tranzytową zostanie on dostarczony dalej.

Najlogiczniejszą opcją jest „Balkan Stream”, trajektoria gazociągu przez Grecję, Macedonię i Serbię na Węgry. Z krajów tych Grecja pod Tsiprasem i Węgry pod Orbanem prowadzą relatywnie niezależną politykę zagraniczną  i nie dają się zdominować hegemonowi jak reszta EU,  a Serbia i Macedonia nie są w ogóle członkami EU.  Dochody z tranzytu gazu wzmocniłyby pozycję tych krajów, sympatyzujących z wizją multipolarną świata. Nitka Balkan Stream umożliwiłaby też partycypującym w niej krajom podpięcie się pod chińską inicjatywę „Silk Road”, handlową magistralę łączącą Chiny poprzez Rosję  z Europą, która jest największym importerem dóbr chińskich i zarazem wielkim eksporterem do Chin.

(…)

Balkan Stream byłby specjalnie atrakcyjny dla Grecji. Nie bez powodu Tsipras jeździł dogadywać się z Putinem, przewidując że intratny deal z Gazpromem, a kto wie czy i nie cenne pożyczki mu towarzyszące, będą stanowiły dla Grecji istotny czynnik w przechodzeniu przez turbulencje suwerennego bankructwa.” (cynik9)

całość tu: Referendum greckie – mistrzowski ruch Tsipras ominął pułapkę

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

„Dzisiejsza sytuacja Grecji jest bardzo poważnym strategicznym ostrzeżeniem dla Polski, bo jeżeli przyjrzymy się greckiej drodze do Europy, do tej wspólnoty różnych krajów, bogatszych i mniej bogatych, to dzisiaj widać, że ta droga nie była dobra. I prowadziła ona przez ogromne, według mnie, niepotrzebne zadłużenie, czasami gdzieś po drodze rozkradzione. To zadłużenie spowodowało, że w czasie światowego kryzysu finansowego, zadany był cios przede wszystkim w społeczeństwo. To jest droga wielu krajów peryferyjnych Europy. Grecja była przyjęta w 1981 roku, a Polska w 2004, czyli dwadzieścia kilka lat później, ale my niestety idziemy tą samą drogą. Tutaj jest poważne ostrzeżenie, żebyśmy nadmiernie nie uzależniali się od pożyczek, od pieniędzy Zachodu, które w czasie sytuacji kryzysowej, tak jak to było w latach 2007-2008, uderzają. Ci, którzy są zadłużeni mają potworne kłopoty. To jest bardzo poważne ostrzeżenie, co do strategicznej drogi rozwoju, którą Polska powinna iść. To po pierwsze.

Drugie poważne ostrzeżenie jest związane z ostatnią fazą kryzysu. Jeśli przyglądniemy się dokładniej warunkom, które ta trójka bogatych krajów stawia Grecji, to nasuwa się pytanie, o co w tej ostatniej fazie kryzysu chodzi i przed czym Grecy się bronią. To jest, przede wszystkim, liberalizacja i otwarcie wszystkich rynków. Czyli wejście wielkich firm z najbogatszych państw zachodnich na te rynki oraz ich przejęcie. A drugie żądanie to wyprzedaż wszystkich aktywów, które Grecja ma, czyli własności przemysłowej, infrastruktury, a także ziemi, wysp, które są w Grecji bardzo atrakcyjnym towarem. Są to dwie rzeczy, będące strategicznymi elementami stosunków między krajami bogatymi, między Zachodem, a krajami, które są dzisiaj peryferiami Europy, i które mają wspólne problemy…” (An­drzej Szczę­śniak)

całość tu: Polska Grecja dwa bratanki…

Owszem, teraz Grecy się bronią przed możliwością utraty kontroli nad własnym państwem, ale pamiętajmy o tym w jaki sposób doszło do tej sytuacji, i to nie tylko w Grecji bo problem długu dotyczy zdecydowanej większości krajów UE. Fakty są takie że nie ma obecnie kraju na Zachodzie, który realizując tzw. „cele społeczne” nie zadłużałby się z tej okazji. Gospodarki tych krajów nie są w stanie zarobić na potrzeby wynikające z realizacji wiekopomnych zdobyczy socjalnych, ale wcale nie myślą skończyć z rozdawnictwem. Pierworodny błąd jest w tym, że nie ma tu absolutnie żadnego namysłu w postaci mechanizmu obronnego – kagańca prawnego ZABRANIAJĄCEGO wydawania więcej niż otrzymuje się w podatkach. Jak to w ogóle możliwe, żeby pozwalać sobie na uchwalanie budżetów z deficytem? Skoro współczesne państwa mogą się bezkarnie zadłużać co roku bardziej, to jest tylko kwestią czasu kiedy wszystkie po kolei zbankrutują. Grecja jest tu tylko „pionierem” jako najbardziej doświadczona w bankrutowaniu, bo przez połowę swojego dotychczasowego niepodległego bytu była niewypłacalna (o czym wszyscy wiedzą bo nie jest to wiedza tajemna)… Odys

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii.

„…jeżeli bankructwo i powrót do waluty narodowej okażą sie lekarstwem skutecznym i po chwilowym załamaniu Grecja zacznie szybko odzyskiwać siły, wiara w skuteczność wspólnoty w jej obecnym kształcie zostanie podważona, a wraz z nią ucierpi też pozycja eurokracjizaczyna swój wpis Rafał Ziemkiewicz.

Podobnie (do Grecji – red.) patronowała Unia równie nieodpowiedzialnemu zadłużaniu Węgier przez Gyurcsany’ego i Polski przez Tuska. Ich nigdy nikt, tak jak dawnych przywódców greckich, nie nazwał w europejskich elitach „populistami”. Przeciwnie, byli dobrzy i popierani, bo zadłużając swoje narody, nakręcali zyski korporacjom i rządom głównych unijnych graczy – kontynuuje dziennikarz i przechodni do sedna.

W wypadku PO – robią to dalej. Jedną gębą bezczelnie oskarżając o populizm Dudę, PiS i Kukiza oraz strasząc, że zrobią oni w Polsce „drugą Grecję”, drugą gębą zapowia władza PO-PSL rozdawanie milionów i miliardów, bezwstydnie wykorzystując możliwości dalszego zadłużania kraju dzięki zdjęciu z nas unijnej procedury nadmiernego deficytu. I znowu, po raz kolejny wykorzystuje PO pojawiające się możliwości zaciągania pożyczek na wspieranie konsumpcji, a nie prorozwojowych czy proinnowacyjnych inwestycji.

Jest w tym cyniczna, bezczelna logika. Ta ekipa nie walczy już o władzę, walczy by być możliwie silną opozycją. Rozdając pieniądze emerytom, urzędnikom i właścicielom bramek na autostradach, rzucając je na różne „programy”, niby to dla Śląska albo dla młodych, świadomie działa na rzecz bankructwa, z góry oskarżając o jego spowodowanie tych, którzy cały ten gnój, jakiego PO z PSL narobiły przez prawie dziewięć lat, odziedziczą na jesieni.

Na koniec dziennikarz zamieszcza swoiste „rozwiązanie” całej tej fatalnej sytuacji. 

Jeśli Polska stanie się „drugą Grecją”, to na pewno nie będzie winą Dudy, Szydło ani nikogo innego, tylko przede wszystkim Tuska. To jego za skrajną nieodpowiedzialność w rządzeniu państwem należy powiesić na warszawskiej kolumnie Zygmunta – i wcale nie za szyję – czytamy.”

parezja.pl  źródło: Ziemkiewicz: Tuska należy powiesić na kolumnie Zygmunta

…no cóż. Nie da się nie dostrzec tego na co zwraca uwagę Pan Ziemkiewicz, ale jednocześnie zdumiewa mnie jego ograniczona do 8 lat rządów PO-PSL i wybiórcza pamięć w kwestii odpowiedzialności za stan polskiego państwa. Tak jakby PIS nie miał udziału w wepchnięciu nas do eurokołchozu, namawiając Polaków do głosowania w referendum akcesyjnym na tak i sankcjonując zapisanie nas do niewoli babilońskiej podpisem ś.p. Lecha Kaczyńskiego pod traktatem lizbońskim. Jakby środowisko tworzące dziś projekt pod nazwą PIS w ogóle nie procedowało prawa w Polsce (i nie uczestniczyło w magdalenkowym szwindlu) najpierw jako PC, a potem w ramach AWSu i nie miało udziału w dziurach budżetowych i w utrwalaniu ucisku fiskalnego (do dziś ekspertem PISu jest Pan Modzelewski – główny konstruktor VATowskiego wyzysku) czy uzasadnianiu piramidy fiskalnej zwanej ZUSem i całym etatystycznym marnotrawstwie. Tak jakby PIS nie uczestniczył w socjalistycznym szaleństwie wydawania publicznych pieniędzy (również na poziomie samorządów), łącznie z sięganiem po tzw. „środki unijne”, licytując się w tej kwestii z PO na ilość wyżebranej kasy idącej w parze z zadłużeniem.

Już dawno bowiem osiągnęliśmy w Polsce moment, gdzie zarówno lewica jak i prawica chcą być prawicą i deklarują że są obywatelskie, tudzież wolnościowe a nawet wolnorynkowe – patrzące jak tu ulżyć podatnikom, ale robiące faktycznie coś zupełnie przeciwnego. Tymczasem zarówno „prawica” jak i lewica są… lewicą i głosują za zwiększeniem socjalizmu, (bo tak są zaprogramowane: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie) ponosząc tym samym solidarną odpowiedzialność za zadłużanie Polaków (i ta współpraca nie dotyczy tylko ostatnich 8 lat! na co sam Pan Ziemkiewicz kiedyś zwracał uwagę: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?). Nie żebym nie rozróżniał i nie stopniował „zasług” jednych i drugich, bo tę różnicę „kto bardziej popsuł” oczywiście dostrzegam, ale jak już ostrzegałem tu: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI i tu: Nowy program PIS – populismus über alles PIS wcale nie będzie lepszy w tej kwestii od PO.

„…warto odnotować deklarację pani premierzycy Ewy Kopacz o prawdziwych przyczynach bankructwa Grecji. Pani premierzyca zwróciła uwagę pani Beacie Szydło, że Grecja zbankrutowała nie dlatego iż przyjęła euro, jako swoją walutę, tylko dlatego, że żyła ponad stan. Warto tedy zwrócić uwagę, że zadłużenie Grecji wynosi około 320 mld euro. Aktualny dług publiczny Polski szacowany jest – bo pan minister Rostowski podczas swego urzędowania trzykrotnie zmienił sposób liczenia długu publicznego, w związku z tym szacunki wahają się od biliona 100 mld złotych do 3 bilionów 700 miliardów, przy czym ta druga kwota wydaje się bliższa prawdy. Aktualny kurs euro w stosunku do złotego wynosi 4,1, a to oznacza, że zadłużenie Grecji odpowiada wysokości długu publicznego Polski i to w wersji najłagodniejszej – to znaczy 1312 miliardów złotych. Jeśli w dodatku przypomnimy, że przez ostatnie 8 lat nasi okupanci trzymali przy rządzie Platformę Obywatelską, to napuszone uwagi rozmaitych tamtejszych Zasrancen („mann kann singen, mann kann tanzen, aber nicht mit den Zasrancen”) budzą już tylko irytację…” (Stanisław Michalkiewicz)

Podziemna TV: Robią nas w konia: POPiS Kopacz i Szydło o bankrutującej Grecji #120

…apropos Grecji…

„…Naprawdę fascynują mnie przyczyny dlaczego państwo, które płaci m.in. za mycie rąk – 420 euro miesięcznie, 870 euro miesięcznie dla pracowników administracji – za wysyłanie faksów, korzystanie z darmowej stołówki (aby zwiększyć w niej ruch) – 120 euro miesięcznie padło na pysk. Już te 3 czynności powodują, że moja pensja wygląda śmiesznie. I wszyscy się na to zrzucamy. Cieszycie się?…” (dws24.pl 1 lipca 2015 roku)

Grecy nie tylko są tępymi leniami łasymi na cudze pieniądze, ale że „ktoś” jednocześnie wykorzystał tę sytuację by (prawdopodobnie) zrobić z tego kraju żebraka pod przyszły wykup masy upadłościowej (to oczywiście w ostateczności, bo póki co najważniejszy jest projekt euro) jest tylko konsekwencją pierwszego faktu… Prawdopodobieństwo wystąpienia drugiej możliwości w niczym nie usprawiedliwia pierwotnego źródła problemu i FAKTU że grecki dług został „wypracowany” przez samych Greków, bo nikt im na siłę pożyczek ani „ratunku” nie wciskał. Mogli już dawno temu zatkać sobie pazerną gębę i ogłosić UCZCIWE bankructwo odmawiając „pomocy” i wreszcie zacząć się dorabiać za swoje. Nikt Grekom nie broni zachować się jak swojego czasu Islandia – goniąc z kraju kijami tak swoje „elity” (które w końcu realizowały wyłącznie wolę ludu 🙂 „nie chcemy oszczędzać”) jak i międzynarodowych lichwiarzy.

Tymczasem Grecy wybrali sobie do władzy po raz kolejny populistów socjalistów, którzy uważają że będą dyktować warunki bezczelnie wyłudzając kolejną transzę cudzych pieniędzy (bo doskonale wiedzą że ten kolaps będzie miał inne negatywne skutki dla innych gospodarek przez ekspozycje ich banków na grecki dług), po które łatwo się sięga zwłaszcza kiedy ktoś skwapliwie je daje 🙂 W jakim celu to już jak wspomniałem inna zupełnie historia, ale to w niczym nie usprawiedliwia marnotrawstwa i głupoty samych Greków. Jeśli ktoś uważa za uczciwe „pomaganie” tego typu gospodarkom, które żyją ponad stan wydając więcej jak są w stanie sami zapracować to ja nie mam pytań a proponuję wyciągnąć z własnego konta ile się da i wysłać to Grekom w ramach solidarności 🙂 z ich „biedą”.

Dlaczego grecki rząd i politycy zamiast obniżać wydatki publiczne zwiększali je nie mając na ten cel uczciwie zarobionych środków we własnym budżecie pozostaje oczywistym skutkiem populizmu partii socjalistycznych które zafundowały Grekom różnego rodzaju bzdurne przywileje pracownicze (wręcz legendarne w swoim absurdzie!) i dodatki do pensji windując w górę wydatki państwa nie mając na ten cel pokrycia w dochodach z własnej gospodarki. Chodzi tu głównie o wydatki pracownicze sektora publicznego który rozrósł się do niemal 1/3 całego rynku pracy w Grecji co oznacza że co trzeci Grek nie produkuje niczego i nie wzbogaca budżetu ale na nim żeruje, tj. na tych którzy stanowią pierwotne źródło dochodu państwa. To są oczywiste fakty (obok rzecz jasna innych wydatków podobnych skutkiem do naszych rodzimych „programów rozwojowych” – będących inwestycyjnymi piramidami) których efektem był coraz większy deficyt sektora finansów publicznych.

Ten sam schemat marnotrawstwa (głównie na kredyt) został powielony również w Irlandii, Portugalii, Hiszpanii czy Włoszech (które są następne w kolejce do spektakularnego bankructwa) czyli pozostałych krajów z niesławnej grupy „świnek” (PIIGS). Mówienie o wypracowaniu w ostatnim czasie przez Grecję jakiejś „nadwyżki budżetowej” kiedy kraj jest zadłużony po uszy i co miesiąc żebrze u obcych o pieniądze na bieżące wydatki (nawet po kolosalnych cięciach emerytur – które mimo owych cięć dalej wyglądają o niebo lepiej jak w kilku innych krajach UE) jest nie tyle bredzeniem a zwykłym zakłamywaniem rzeczywistości – Grecja nie ma wystarczająco dużo własnych pieniędzy by pokryć wszystkie swoje wydatki… Długi z powietrza się nie wzięły 🙂

Odpowiedź na pytanie dlaczego Grecja jest po raz kolejny „zmuszana” do sięgnięcia po pomoc jest oczywista (już od co najmniej 2010r.) – chodzi rzecz jasna o to żeby Grecja spłacała swoich wierzycieli którzy sfinansowali pożyczki dla tego kraju, poprzez załadowanie się w jego śmieciowe obligacje (chodzi tu głównie o banki niemieckie, ale też innych krajów UE), bo kiedy największe banki w Europie przestaną być spłacane to dopiero zacznie się dym i już nie tylko Grecja ale cały projekt eurozony i UE stanie się niestabilny, co z kolei pociągnie za sobą kłopoty w gospodarkach które w Europie mają swój rynek zbytu. Grecja to problem globalny (dlatego sprawą zajął się MFW – ekspozytura gospodarki USA na świat) tylko nikt nie chce się do tego przyznać. Więc czy Grecja chce czy nie to „musi” być ratowana przynajmniej do momentu aż banksterka wymyśli jakiś inny myk by szatańskie koło długu kręciło się dalej (i tu jestem bardzo ciekaw co takiego wymyśli) bez większej szkody dla tych którzy na tym interesie zarabiają najwięcej, by mogli żerować bez końca na NIESTETY głupocie ludzkiej. Bo to ona jest przyczyną całej tej „tragedii” – jak świat światem nikt bowiem nikogo nie zmusza do tego by żył i konsumował ponad stan i wydawał pieniądze których nie ma – a od tego się właśnie wszystko zaczęło.

„Od roku 2010 znaczna większość greckich długów zmieniła właściciela – przeszła bowiem z instytucji i banków komercyjnych i prywatnych do instytucji i banków publicznych. Całkowite zadłużenie Grecji wynosiło w maju br. aż ponad 323 miliardy euro (ok. 176 proc. PKB tego kraju). Z tego jedynie ok. 80 mld euro pochodziło z finansowych rynków. Znaczna większość tej sumy (ok. 63 mld euro) to tzw. papiery wartościowe wyemitowane w samej Grecji. Właścicielami tej części greckiego długu są więc sami Grecy, ich fundusze inwestycyjne i banki.

Największa część całego greckiego długu to tzw. programy ratunkowe UE i MFW, w ramach których w latach 2010-2014 trafiło do Grecji w sumie aż ok. 240 mld euro. Tych pożyczek udzielały państwa strefy euro (prawie 53 mld euro), Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) oraz MFW. Prawie 31 mld euro greckiego długu należy jeszcze do MFW. Niemcy przekazały Atenom ponad 15 mld euro, Francja ok. 11 mld euro a Włochy ok. 10 mld euro. O przyszłych spłatach tych pożyczek Grecy mogą rozmawiać z każdym z tych państw oddzielnie, ponieważ opierają się one na umowach dwustronnych.

Najwięcej pożyczył Grecji EFSF – aż 141 mld euro. Największe udziały w tym funduszu mają Niemcy (29 proc.), Francja (21 proc.) i Włochy (19 proc.). Są to kredyty długoletnie. Ich okres spłaty przypada na lata 2041-2053. Według wyliczeń brytyjskiego Open Europe, aż ok. 60 proc. całego długu Grecji należy do państw waluty euro, niecałe 10 proc. do MFW, ponad 6 proc. do Europejskiego Banku Centralnego (jednak ten udział wzrósł znacznie wiosną br. w związku z ciągłym zasilaniem greckich banków przez EBC), 3 proc. do banków greckich, a już tylko nieco ponad 1 proc. do banków zagranicznych (a jeszcze w roku 2010 posiadały one w sumie blisko 2/3 całego długu Grecji!)…” (całość tu: Ile na bankructwie Grecji straciliby Niemcy? Struktura długów rozrzutnych południowców)

Pozostaje pytanie. Skoro Grecy chcą naprawdę zrzucić jarzmo międzynarodowej finansjery, to czemu ciągle negocjują z MFW jakieś „warunki” a nie zrobią tego co zrobiła Islandia czy chociażby Węgry (które są na dobrej drodze do niezależności od zagranicznych „inwestorów”) 😉 Ile jeszcze razy ten kraj ma zamiar „nabierać się” na pomoc i wierzyć w kredyt bez pokrycia w realnej sile własnej gospodarki. Ile jeszcze razy ta patologia musi zbankrutować żeby ludzie przestali żyć na koszt innych?

Dług publiczny jako proc. PKB w UE (2012)„Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.” (F. Bastiat)

Jak ktoś nie potrafił przewidzieć skutków leczenia alkoholika dostarczaniem mu jeszcze większej ilości wódy to już jego problem ale nie nasz. Interesuje mnie tylko czy inni (i w jakim stopniu) pojmują czym jest życie ponad stan i na kredyt. Reszta to NATURALNY i POTRZEBNY rezultat marnotrawstwa – bankructwo. Jeśli choć 1 na 10 to pojmie to warto o tym mówić (do znudzenia).

Jak najbardziej zgadzam się z diagnozą (sam o tym od dawna doskonale wiem) Ziemkiewicza że „oni” boją się nie kryzysu a efektu domina pt. „wychodzimy”, i tego że Grecja może sobie poza strefą EURo w końcu poradzić (po pierwszym szoku który musi nastąpić – finanse publiczne przestaną istnieć) a Grecy nauczą się w końcu żyć NORMALNIE, tj. na swój koszt a nie na kroplówce na którą cała reszta eurozony (i nie tylko bo i kraje spoza strefy finansowały po części programy pomocowe) płaci i „pożycza” kosztem własnych obywateli nie pytając ich nawet o zdanie. Solidarność z lamerami żeby dalej mogli dostawać rozbuchany socjal to czyste złodziejstwo. Czas ponieść konsekwencje swojej nieodpowiedzialności. Jestem jednak przekonany że eurokołchoźnicy będą szukać pretekstu żeby Grecję zatrzymać za wszelką cenę w tym chorym systemie. (Odys)

„…Za czasów Juliusza Cezara, na podstawie lex Clodia, wprowadzone zostało rozdawnictwo zboża, co pochłaniało około 20 procent wydatków państwowych, a ponadto skłaniało ludność wiejską do przeprowadzki do miast, gdzie mogłaby żyć na koszt państwa, a ściślej – na koszt prowincji, które musiały te wszystkie dobrodziejstwa sfinansować. Doprowadzało to do niewyobrażalnego zdzierstwa prowincji, bo dodatkowo magistraci rzymscy, którzy musieli sfinansować igrzyska i inne imprezy podczas swego urzędowania, ubiegali się potem o stanowiska namiestników prowincji, by odkuć się finansowo. Próby ograniczenia skali frumentacji nie przyniosły rezultatów, bo cesarze mieli wprawdzie władzę, ale byli też zakładnikami ludu rzymskiego, od którego nastrojów zależała nie tylko łatwość rządzenia, ale często i sama władza, toteż frumentacje stały się w Rzymie zjawiskiem trwałym, rodzajem naturalnych praw człowieka.

Od tamtych czasów nic się nie zmieniło i prawo do życia na cudzy koszt, zostało uznane za jedno z podstawowych praw człowieka, pod nazwą „prawa do godnego życia”. Może tylko zyskało bardziej skomplikowane i patetyczne uzasadnienie, bo w czasach starożytnych wiadomo było, że frumentacje, to forma przekupstwa i na przykład Senat pokonał Gajusza Grakcha jego własną bronią, podstawiając mu jako rywala demagoga w osobie Marka Liwiusza Druzusa. Druzus po prosu Grakcha przelicytowywał i kiedy ten na przykład proponował przydziały ziemi obciążonej nieznacznymi podatkami, to Druzus oferował ją za darmo. W rezultacie lud się od Grakcha odwrócił, jego kandydatura na trybuna przepadła, a w dwa lata później zginął na skutek wszczętych przeciw niemu rozruchów. Coś podobnego widzimy i teraz, kiedy przed wyborami nadszedł czas rozdawnictwa i ugrupowania parlamentarne prześcigają się w hojności by zyskać poparcie obywateli, którzy potem, kiedy etap rozdawnictwa zostanie zastąpiony przez etap rabowania, zostaną pozbawieni wszystkich korzyści i to z nawiązką. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć spostrzeżenie Franciszka ks. de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemie drugiego potopu, że przekonał się o bezskuteczności pierwszego…

…Obecnie nakazem chwili jest odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego. Bez tego nic się nie uda. W tym celu wystarczyłoby przywrócić moc obowiązującą ustawy o działalności gospodarczej z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i uchylić wszystkie akty prawne, sprzeczne z tamtą regulacją. Konsekwencją uchylenia aktów prawnych sprzecznych z ustawą o działalności gospodarczej, byłaby konieczność zlikwidowania znacznej liczby urzędów i instytucji, których racją istnienia jest blokowanie narodowego potencjału gospodarczego i produkowanie uzasadnień tego procederu. Dlatego też obawiam się, że odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego nie nastąpi, bo ścisłe kierownictwo zwycięskiej partii nie odważy się działać na szkodę własnego zaplecza politycznego, którego jest przecież zakładnikiem…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Frumentacje Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    3 lipca 2015

na koniec jeszcze jeden fragment (uważam że całkiem obiektywnego) komentarza Rafała Ziemkiewicza:

„… wszelkie rozmowy o greckiej winie, o rozrzutności i lenistwie mieszkańców tego kraju oraz populizmie jego rządów trzeba zaczynać od tego, że praprzyczyną problemu jest ideologiczny upór, aby siłami dyrektyw, dekretów i zarządzeń poskromić naturę, bo paru euromędrków wymyśliło argument, że jak się politycznie narzuci zróżnicowanym gospodarkom jedną wspólną walutę, to zmusi je ona do przyśpieszonej unifikacji. Klasyczne postawienie wozu przed koniem.

Nie ma sensu wdawać się teraz w rozsądzanie wywołanych kryzysem kłótni. Może mi Państwo wierzyć lub nie, ale obie strony mają rację. Niemieckie banki powiadają – przecież pożyczyliśmy wam pieniądze, nasze, dobre pieniądze, musicie je oddać! Grecy na to – już wam, lichwiarze, spłaciliśmy odsetek trzy razy tyle, ile pożyczyliśmy, i ciągle jesteśmy w długach! Oczywiście, banki mogą na to powiedzieć, że odsetki były w umowie, i widziały gały co brały – ale ci, co brali, brali przecież wiedząc, że niebawem ich kadencja się skończy, a potem to się będą martwić inni. Ale „korupcja, nepotyzm i polityczny klientyzm”, który jako przyczynę katastrofy greckiego państwa gromi dziś Zachód, rozwinąć się mógł właśnie dzięki temu, że grandziarze mieli nieograniczony, polityczny kredyt w Brukseli i Berlinie. Bankierzy też rozumują, jak politycy, w kategoriach swojej kadencji i własnego zysku z „opcji menadżerskiej”,  zależnego od tego, jak bardzo uda im się w tym czasie podbić kurs akcji. Nie wiedzieli, że Grecja padnie? Wiedzieli, że padnie kiedyś, a do tego czasu wyciągnie się z niej odsetek aż miło – więc naciskali jak mogli europolityków, żeby ci jak mogli popierali rządzących tą europrowincją grandziarzy, by przypadkiem ich jakiś patriotyczni i odpowiedzialni politycy nie odsunęli od władzy. Trudno nie dodać – dokładnie tak samo, jak to było z Polską i Tuskiem, Węgrami i Gyurcsanym i paroma innymi peryferyjnymi krajami Unii oraz ich „proeuropejskimi” przywódcami.

Niemieccy podatnicy mówią: nie będziemy finansować greckiego socjalu! Mają rację? Mają. Grecy na to: nie finansujecie naszego socjalu, tylko swoje banki! Też mają rację, pod hasłem „pomoc dla Grecji” kryje się pomoc w spłacaniu odsetek, a nie stawianiu greckiej gospodarki na nogi. Prawdą jest, że greckie rządy oszukiwały kredytodawców, fałszując statystyki i prognozy rozwoju, i prawdą jest, że dokładnie to samo robiły rządy państw-liderów strefy euro i europejski bank centralny, i banki komercyjne. Wszyscy się nawzajem oszukiwali, wszyscy doskonale wiedzieli, że są oszukiwani, ale mimo że wiedzieli, dawali się oszukiwać, bo chcieli wierzyć, no, może nie że wspólnie tworzona nierzeczywistość jest wieczna, ale że jeszcze jakiś przyzwoity czas wytrzyma.

Niestety, jako się rzekło – okazało się nagle…”

Czytaj więcej na fakty.interia.pl

polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński i to: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy a także: Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta? i jeszcze: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” oraz: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

Grecja, eurokołchoz, dług, Syzyf

„Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.


„…Sparaliżować działania Prezydenta A.Dudy, sparaliżować państwo polskie – oto co realizuje Bronisław Maria Komorowski od 24 maja i w co angażuje się rząd Ewy Kopacz. Dowody na to sypią się jak z rękawa.

Np. rząd zaraz po wyborach prezydenckich przepchnął przez Sejm i Senat ustawę o TK, włącznie z wstawką o „odwołaniu Prezydenta RP na podstawie nieustalonych przesłanek” i Bronisław Maria w podskokach ją podpisze. A żeby było weselej to podpisze 5 lub 6 sierpnia, w ostatniej chwili przed zaprzysiężeniem A.Dudy żeby mu zostawić swoich trybunalskich „kąstytócjonalistów”.

Np. pełną parą idą również prace w kierunku zostawienia A.Dudzie „komorowskiego” genproka i wszystko zależy od tempa kreatywności premiery Kopacz.

Jednocześnie w Pałacu odbywa się intensywny szaber. Wyprowadzający się prezydęt wyprowadzając umowy śmieciowe swych doradców intensywnie wyprowadza fundusz Kancelarii Prezydenta RP.

Andrzejowi Dudzie ma zostać w PO-komorowskim spadku pusta kasa, „komorowski” orszak doradców i innych pijawek. Jak ich nie chce mieć kabli – niech im płaci odprawy, a że Komorowski swemu bizantyjskiemu orszakowi nie szczędził grosza to wypłacenie mu odpraw pozostawi w kasie nowego prezydenta przysłowiowy ch…, d…. i kamieni kupę…

(…) Gangsterską politykę Komorowskiego na ten moment koronuje jednak skok na akta Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które 24 maja w tajemnicy „wyprowadziły się” w nieznanym kierunku z jego siedziby.

Kto może stać za tą inicjatywą ? Krasnoludki może ? Albo ministra Piotrowska ? Tylko Komorowski Bronisław Maria ! Plus jego WSI-oki ! Tylko on ma interes by schować gdzie słońce nie dochodzi dowody swych konszachtów z FSB i innymi organami Federacji Rosyjskiej z czasów swej prezydentury gdy leżał plackiem przed Kremlem, a szogun Koziej latał do Moskwy i podpisywał bumagi o „współpracy” z Rosją w dziedzinie obrony narodowej RP. Tylko Komorowski ma interes zatrzeć te ślady bo gdy dostaną się w „niepowołane ręce” nowego prezydenta to Komorowskiego czeka proces za zdradę stanu.

(…)Wśród wyprowadzonych z BBN papierów może być również aneks do raportu o WSI…

Jaki obrazek się wyłania ? Prezydent Duda będzie rządził w Pałacu i pozornie, Pałacem i w rzeczywistości będzie rządził Komorowski ze swymi WSI-okami !

Tak to sobie wykoncypował „zestresowany” i w „depresji” po wyborczej porażce Bronisław Maria. (…)”

contessa • niepoprawni.pl (całość tu: Bronisław K.– wczoraj prezydent, dziś polityczny gangster)

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. oraz: Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa. i to: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? a także: „Ktoś” chciał zniesławić całą branże SKOKów a wygląda na to że nie Bierecki tylko Platforma i kumple z WSI oberwą rykoszetem za Wołomiński skok na kasę.

…osobiście nigdy nie dałem się nabrać na wizerunek Pana Komorowskiego jako przaśnego safanduły, w którego kreacji wydatnie pomagały wszystkie media (od publicznych po rzecz jasna „niepokorne”) do przesytu podniecając się wpadkami słownymi i różnymi wstydliwymi obyczajowo epizodami kładącymi się cieniem na kurtuazji eks prezydenta RP. Tzn. może nie tyle że nie dałem się nabrać (bo przecież widzę te wszystkie jego wpadki) ale nie pozwoliłem żeby to safandulstwo przesłoniło mi główny problem. Zawsze uważałem Komorowskiego za niebezpiecznego człowieka. I to tym bardziej jeżeli był (prawdopodobnie) tylko narzędziem do sprawowania władzy przez mądrzejszych i jeszcze bardziej niebezpiecznych od siebie, bo tacy ludzie przez swoją służalczość i permanentną gotowość do oddawania przysług czystemu złu są gorsi od skur…. którym się wysługują. Niebezpieczeństwo polega na możliwości kreowania u sporej liczby przeciętnych wyborców fałszywego wizerunku takich ludzi, przez co cieszą się oni opinią „swojaków”, „miłych” i „ciepłych” do tego stopnia, że mogą sięgnąć po najwyższą władzę państwową. (Odys)

Najbardziej niebezpieczną cechą prezydenta Bronisława Komorowskiego jest jego pozorna niezdarność. Mało kto bowiem podejrzewa, że safandułowaty „wujek Bronek” ściska pod pazuchą nóż, by skierować go w dogodnym momencie przeciwko dotychczasowym politycznym współtowarzyszom.

Najważniejsze lata kariery Bronisława Komorowskiego – w sensie formacyjnym – przypadły na okres premierostwa Tadeusza Mazowieckiego. To wówczas, z nieoczywistych do dzisiaj przyczyn, ów zapiekły krytyk Okrągłego Stołu stał się nagle piewcą formującego się nowego ładu. Otrzymawszy stanowisko wiceszefa w Ministerstwie Obrony zaczął powoli zanurzać się w niebezpiecznych relacjach z pokomunistycznym wywiadem wojskowym (WSI). Obecnie to on jest jedynym politykiem na ważnym stanowisku, który maluje trawę na zielono, zapewniając przy każdej okazji, że słabe i rozbite państwo, jakim jest III RP, to nasz największy sukces.(…)

(…)Obudował się kordonem polityków związanych z Unią Wolności (Mazowiecki, Wujec, Lityński) oraz z postkomunistyczną lewicą (Tomasz Nałęcz, nominacja Marka Belki na szefa NBP). Wysłał tym samym wyraźny sygnał, że to on jest najbardziej eksponowanym obecnie strażnikiem „świętego ognia Okrągłego Stołu”. Wiele o jego funkcji mówią również relacje z byłymi oficerami komunistycznego wojska czy funkcjonariuszami WSI – postsowieckiej służby, którą bronił jako jedyny w PO opowiadając się przeciwko jej rozwiązaniu. Blisko mu jest do żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego czy ludzi związanych ze stowarzyszeniem Sowa (zrzesza ono m.in. byłych funkcjonariuszy rzeczonego WSI) rządzonego przez szefa pokomunistycznego kontrwywiadu wojskowego, gen. Marka Dukaczewskiego.

Zaplecze, któremu patronuje prezydent Komorowski, to więc nierzadko żołnierze wywiadu szkoleni przez GRU, albo ludzie pokroju prof. Romana Kuźniara – zarejestrowany niegdyś jako kontakt operacyjny SB i słynący z zapiekłej niechęci do transatlantyzmu. Całość przykryto barwną czapą eks-unitów wesoło patronujących tworowi nazwanemu przez nich samych „najlepszą Polską od czasów jagiellońskich”.(…)”

całość tu: pch24.pl a jeszcze więcej tu: Wojciech Sumliński – Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego

…a teraz o zapleczu politycznym Pana Komorowskiego które również ciężko pracuje na „odchodne” by wykorzystać swoje jak i prezydenta „ostatki”…

„…Niby to przypadkiem kamera uchwyciła, jak pani premier wita się z nowym ministrem zdrowia, profesorem Zembalą. „W imię Boże, zaczynajmy!” – powiedział pan minister do pani premier. „W imię Boże!” – zgodziła się pani premier i przybiła mu wobec milionów widzów piątkę.

Cóż to nowy-stary rząd tak „w imię Boże” zaczyna? Drażnieniem biskupów obietnicą refundowania in vitro, na której spełnienie i tak nie ma kasy? Wprowadzaniem pod pozorem „leczenia niepłodności” prawa do adopcji dla par homo (tak, zostało to sprytnie zawarte w ustawie, którą koalicja niebawem przegłosuje – odsyłam do analizy instytutu „Ordo Iuris”)? Przepychanie „związków partnerskich” albo  jakiejś kolejnej lewackiej „konwencji” pod pozorem chronienia Polski przed przemocą, ubóstwem i wszystkimi siedmioma plagami unijnymi?

(…) Rzecz wydaje się samobójcza, bo przecież jedyną emocją, która ożywia zwolenników PO, jest dziś emocja – taka zresztą typowo „murzyńska”, kolonialna – wrogości do Kościoła i religijności. Bo marzące o awansie na „europejczyków” tutejsze białe czarnuchy odruchowo uznają w nich istotę polskości, tego dławiącego ich „obciachu”, który chcieliby z siebie zmyć i wyrwać. Wystarczy poczytać tak modne ostatnio listy otwarte lemingów do Partii albo ich internetowe fora czy profile. Nie ma tam deklaracji „popieram PO, bo jest dobra” – wyłącznie „zagłosuję na PO, bo Duda chodzi do Kościoła, bo nienawidzę Rydzyka, bo jak wygra PiS to każe wszystkim biegać na pielgrzymki i będzie wsadzać do więzienia za seks”. Kiedy leming chce krótko zdefiniować wrogów albo naubliżać im, używa przymiotnika „katolicki”. Nawet Muzeum Powstania Warszawskiego (i same Powstanie) złe jest dlatego, że „katolickie”.

(…)Lenin powiadał, że aby być dobrym bolszewikiem, trzeba sobie uświadomić, na jak bezgraniczną pogardę zasługuje istota ludzka. Platformę Obywatelską w kształcie obecnym, czyli ten „miastowy peezeel”, w jaki „inicjatywę trzech tenorów” przekształcił Tusk, też cechuje bezbrzeżna pogarda dla wyborców. Trzeba naprawdę gardzić ludźmi, by wierzyć, że można ich kupić tak tanio. Że się powie „szacun” i już będą głosy młodzieży. Że się powie „w imię Boże” i już katolików się ma w kieszeni. Że po ośmiu latach wypychania całego pokolenia na śmieciowe umowy i śmieciowe dyplomy obieca się jakąś tam ustawę, program, dopłaty do miejsc pracy, i ciemny lud to kupi i będzie zachwycony. A jak się doda jeszcze kolejne nowe otwarcie, kolejną rewolucję legislacyjną i kolejne „nowe twarze”, to już w ogóle…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość na fakty.interia.pl

„…Jeśli ktoś z państwa, zamiast czuć wdzięczność dla władzy za okazywaną przez nią od kilku tygodni na każdym kroku łaskawość, zapyta, czy i skąd władza na to wszystko weźmie, to ja mogę wyjaśnić. Weźmie z tych pieniędzy, których nie ma na realizację populistycznych obiecanek Andrzeja Dudy i PiS. Bo tym się różnią realne obietnice od populistycznych, że te drugie składają populiści, a te pierwsze partia odpowiedzialna. No bo przecież „jesteśmy przede wszystkim odpowiedzialną partią” – mówi w cytowanym wywiadzie pani premier. Może to różnica jedyna, ale wystarczająca. Przynajmniej dla lemingów.

Ale jeśli komuś nie wystarcza, to ja chętnie wyjaśnię, dlaczego obietnice Dudy i Szydło mogą, jak wrzeszczą autorytety establishmentowych mediów, zrujnować budżet, a obietnice PO i PSL (emerytury poniżej sześćdziesiątki, przypomnijmy twórczy wkład tej drugiej partii) nie mogą zrujnować budżetu. Sprawa jest bardzo prosta: otóż Duda i Szydło są niebezpieczni, bo oni swoje obietnice naprawdę zamierzają realizować. A rządzące peezele, wszyscy wiedzą, obiecują tylko dla picu.

Ustawa o otwarciu bramek przeprocedowana została z tak rażącymi naruszeniami prawa, że oczywiście Trybunał Konstytucyjny uzna ją za nieważną, mimo ustawowego skoku na tenże Trybunał, jaki właśnie peezele wykonały (nawet „Wyborcza” tak to nazwała – skokiem na Trybunał, oczywiście drobnym druczkiem na 10 stronie).

Powstanie pewien zamęt ze zrodzonymi przez pic-ustawę skutkami finansowymi, bo Kulczyk et consortes będą się domagać tych 50 milionów za wstrzymanie poboru myta, ale to już będzie problem następnej ekipy rządzącej, i pani Kopacz się martwić nie musi.

Ustawę o in vitro przepchnięto pomimo negatywnych opinii Biura Analiz Sejmowych, licznych autorytetów prawniczych i nawet samego Sądu Najwyższego, więc ją też uzna Trybunał za niekonstytucyjną, ale ten bubel prawny nie jest po to, żeby funkcjonował, tylko żeby – znowu – wygenerować niusa. Jak się przy okazji zdąży przed wyrokiem Trybunału przepompować trochę kasy z NFZ do zaprzyjaźnionych prywatnych klinik dłubiących w gonadach i szkle, które miały na pisanie tego prawa decydujący wpływ, to oczywiście też fajnie – a generalnie, niech się martwi następna władza.

Projekt emerytur po czterdziestu latach stażu też wbudowany ma taki sprytny zapis, że w praktyce dotyczyć one będą tylko rolników, a innym te czterdzieści lat i tak wypadnie około 66. roku życia.

Horyzont pani Kopacz i pana Piechocińskiego zamyka się dziś bowiem w tym, żeby z jednej strony przez cztery miesiące zmobilizować maksimum frajerów, którzy pozwolą im nie wypaść z Sejmu, a z drugiej maksymalnie się jeszcze przez te miesiące pozostające do nieuchronnego odstawienia od koryta nafutrować. Dlatego wszelkie pozory przyzwoitości i skrupuły idą w kąt.

PSL bez żenady kładzie łapę na grafenie, mianując szefem Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych kolesia zamiast specjalistę, który wygrał konkurs, PO pcha lobbystom ustawy dające im wielomilionowe zyski (na przykład na rynku lichwiarskich pożyczek). Wyrwać co się da, naobiecywać i narozdawać w imieniu następców, i chodu w krzaki – to znaczy, jeśli wszystko dobrze pójdzie, w ławy sejmowej opozycji, dającej immunitety i wygodną trybunę do pryncypialnego krytykowania PiS-u i Kukiza za nieodpowiedzialność i łamanie dyscypliny budżetowej. Zresztą, nawet gdyby tych immunitetów zabrakło, nie będzie najgorzej, bo udało się w porę zmienić procedurę karna tak, aby nawet ewidentnym aferzystom wszystko się upiekło.

I – tego jednego zdania zabrakło mi w wywiadzie pani premier – co nam zrobicie?!” (Rafał Ziemkiewicz)

całość na fakty.interia.pl

„…jesteśmy przed wyborami, na co wskazuje wejście naszego nieszczęśliwego kraju w etap rozdawania. Właśnie rząd postanowił dać rodzicom, którym urodzi się dziecko, tysiąc złotych „becikowego”. Wprawdzie jakaś Schwein już obliczyła, że w związku z tym będzie musiał obrabować tych rodziców na sumę 1400 złotych w postaci różnych podatków i opłat, ale teraz jesteśmy na etapie rozdawania, zaś etap rabowania nastanie dopiero po wyborach. Jakby tego było mało, Sejm – wychodząc naprzeciw niecierpliwemu oczekiwaniu Salonu – uchwalił ustawę o zapładnianiu w szklance. Będzie można zapłodnić 6 jajeczek, a zarodki, jakie się z nich wylęgną, nie będą niszczone, tylko zamrażane na lat 20, a potem – ano, potem kto tam będzie o nich pamiętał? Z tej okazji telewizje pokazały dzieci, które urodziły się z zapłodnienia „pozaustrojowego” – że wszystko jest z nimi w jak najlepszym porządku. To było wiadome od początku, podobnie jak i to, że forsowanie tej ustawy nie wynika ze współczucia dla niepłodnych matek, tylko, że celem tych regulacji jest zmuszenie Kościoła katolickiego, do pogodzenia się z tą formą aborcji.

Przy okazji debaty nad tą ustawą biłgorajski filozof, który, mówiąc nawiasem, postanowił nie golić brody, dopóki Andrzej Duda i Paweł Kukiz będą mieli wpływ na politykę, stwierdził, że zarodek nie jest człowiekiem. Ale jaki mamy dowód, że zarodek, kiedy już wyrośnie z niego, dajmy na to, biłgorajski filozof, staje się człowiekiem? Takiego dowodu nie ma, a nie da się ukryć, że takie wyrośnięte zarodki sprawiają znacznie więcej kłopotów, niż zarodki niewyrośnięte. Z tego powodu trzeba będzie chyba uchwalić kolejna ustawę – mianowicie ustawę o warunkach dopuszczalności aborcji opóźnionej, dzięki której można by zalegalizować robienie porządku z takimi zarodkami wyrośniętymi, wśród których znajdują się też zarodki przerośnięte, jak np. pan Ryszard Kalisz. Ale to są postulaty de lege ferenda, którymi zajmie się, być może, kolejny rząd, jaki wyłoni się z powyborczej siuchty, a na razie mamy etap rozdawania.

Otóż Sejm uchwalił też ustawę o ochronie polskiej ziemi, którą poparły wszystkie kluby parlamentarne, by w ten sposób przynajmniej częściowo opóźnić skutki ratyfikowania traktatów unijnych, które od 1 maja 2016 roku przewidują zniesienie ograniczeń w obrocie gruntami. Chodzi o umożliwienie PSL-owi zaprezentowania się przed wyborami w roli obrońcy polskiej ziemi no i oczywiście – o ograniczenie uprawnień właścicielskich na rzecz urzędników państwowych i samorządowych, którzy już tam potrafią tę żyłę złota po swojemu wyeksploatować. Podobnym celom służy ustawa o Radzie Dialogu Społecznego, która ma zastąpić Komisję Trójstronną. Ta ustawa wychodzi naprzeciw ambicjom działaczy związkowych i związków pracodawców, tworząc z Rady coś w rodzaju „rządziku”. Ten „rządzik” prochu, ma się rozumieć, nie wymyśli, ale na forum Rady można będzie pozałatwiać rozmaite siuchty, no i ukręcić lody bez ryzyka podsłuchów – bo ze względu na protekcję samego prezydenta, Rada pewnie będzie objęta sławną ochrona kontrwywiadowczą…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Nadszedł czas rozdawania Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 28 czerwca 2015

…i tak dla przypomnienia jak wygląda „dogadzanie” które politycy obiecują swoim wyborcom – Podziemna TV Robią nas w konia: Co ukrywa Donald T. i Jarosław K. – POPiS obłudy.

Czego się po „platformie” można spodziewać to już czas pokazał i nie ma tu żadnych wątpliwości. Jednak na okoliczność „zmian” należy mieć świadomość tego co może zrobić PIS (jak i ciasteczkowy „ruch społeczny” który kuma się ze związkami zawodowymi), bo to nic innego jak socjalbanda w dodatku podpuszczona z gwałtownie reaktywowanego w Polsce stronnictwa amerykańskiego (do którego nawet w ostatnich dniach niemiaszki dołączyły bo zaczęły chwalić PIS – znać doszło do poważnych ustaleń wśród „krajów poważnych” co do Polski i jej tubylczego narodu). Duda był pierwszą nogą zwiastującą „zmiany” a drugą będzie PIS. Tym samym powiedzonko o mądry Polaku PO szkodzie można między bajki włożyć…

Socjalizmus pełną gębą się szykuje. Wyjdzie Szydło z wora (polecam, wygooglować tę Panią co ma do powiedzenia w kwestiach gospodarczych) na konwencji programowej, gdzie „narodowy program zatrudnienia” i nowinki podatkowe z nadania vaciaka Modzelewskiego (pisowskiego eksperta o którym też warto poczytać co za człowiek i że Balcerowicz to przy nim pikuś) to będzie tylko przygrywka. Bo niczego innego jak złodziejstwa na masową już skalę i to najbardziej bezczelnego bo odbywającego się pod płaszczykiem „patriotyzmu” (z ramienia posiadającego monopol na patriotyzm PISu) nie można się spodziewać po partii, która widzi piramidę w (nie)sławnym Amber Gold, ale wszelkimi możliwymi środkami uzasadnia istnienie innego osZUStwa i będzie go bronić do samego końca (swojego lub naszych pieniędzy). Nie można się spodziewać niczego dobrego po partii która w prywatnej własności węszy patologię największą (oczywiście nie tam gdzie uwłaszczyli się dawni aparatczycy z PC, AWSu czy teraz PIS przeflancowani wcześniej z PZPR).

Czas rzecz jasna pokarze na ile groźby Dudy czy PISu (zwane dla niepoznaki „obietnicami”) zostaną spełnione, ale podobno aparat skarbowy ma dostać broń gładkolufową. To się bardzo pokrywa z obietnicami partii która za sztandarowy problem państwa uważa „nieszczelność systemu podatkowego”. Tym sposobem PIS będzie miał do dyspozycji całą armię uzbrojonych urzędasów by „zadbać o nasze dobro” (rzecz jasna zabezpieczając je dla siebie).

Nie jest ŻADNĄ alternatywą czy „ruchem oporu” partia, która stanowi „prawą” nogę tego samego opasłego cielska łżeideologii zwanej „sprawiedliwością społeczną” czyli socjalizmu. PIS to ta sama idea rabunku obywateli jak ta hołota którą posługuje się obecna władza. To tylko dzięki temu że media i „ałtorytety” kreują tę partię w umysłach Polaków jako „naturalnych” wrogów PO, ludzie myślą że wystarczy zamienić te dwa ugrupowania miejscami a wszystko się zmieni. Otóż nic się nie zmieni! Zmienią się tylko ryje przy korycie a koryto (główny problem) pozostanie nietknięte. Co prawda pustoszeje ono w zastraszającym tempie, ale o to żeby nie wyschło do dna dbają takie instytucje jak UE i MFW z którego pełnymi garściami nasz (nie)rząd i opozycja czerpią pełnymi garściami (i na kredyt) – bo po to nas do tych „klubów” zapisały. Mało kto niestety kojarzy ten oczywisty i wynikający z prostego czytania ze zrozumieniem programów „gospodarczych” obu partii fakt, że między PISem a PO nie ma żadnej istotnej różnicy, poza (rzecz oczywista!) miejscem przy korycie.

Tymczasem jedni i drudzy bronią uparcie piramid finansowych takich jak ZUS czy KRUS i stawiają na coraz wyższe „oskładkowanie” dochodów z pracy by lepić dziury w obu systemach, i by móc zakładać kolejne urzędy dające „pracę” całej masie działaczy partyjnych niższego szczebla. Jedni i drudzy pospołu upaństwowili gospodarkę (w ramach Spółek SP) by móc obsadzić te synekury całymi klanami polityków i pociotków polityków. Polakom zaś zamiast zamiast uwłaszczenia zafundowali „tani kredyt” i „dopłaty” do konsumpcji (różne kosztowne programy pomocowe i „socjalne”) z pieniędzy wcześniej zabranych pod postacią podatków sektorowi prywatnemu. To oni pozadłużali nas za „fundusze unijne” i to oni wepchali nas do eurosojuza. To oni swoją pazernością w imię „państwa opiekuńczego” wydrenowali z nas biliony złotych żeby zatrzymać stan posiadania w postaci bankrutujących kopalń, hut, stoczni i innego przemysłu które obsiedli ich znajomi, rodziny, kochanki i kochankowie. To co rentowne sprzedali a pieniądze przejedli, ale resztę zatrzymali dla siebie i doją Polaków co jakiś czas na rzecz „ratowania” polskiego stanu posiadania, który jest tak samo polski jak nasze „składki” w ZUS.

Ten system zwany sprawiedliwością społeczną to jeden wielki kołchoz na którego straży stoi teraz PO, której idea co prawda pomału dogasa ale za chwilę nastąpi zmiana warty by wszystko zostało po staremu, bo po nich tej stajni pilnował będzie PIS. Partia jeszcze bardziej etatystyczna i socjalistyczna jak PO, która chodzi od czasu Magdalenki na takim samym sznurku „zobowiązań” co PO chodź nie na tym samym – właśnie po to żeby ludzie myśleli że mają do czynienia z dwoma niezależnymi tworami, podczas gdy one w rzeczywistości żyją od 25 lat (nawet po rozpadzie AWSu) w korzystnej (dla siebie) symbiozie.

Zastępowanie jednego socjalizmu innym (nie wiadomo czy nie gorszym) NICZEGO nie zmieni. Nic nikomu nie da „walec PISowski” który ma wymieść PO, skoro złodziejski system zostanie utrzymany a tylko nazwiska przy korycie się zmienią. Ba! Moim zdaniem obecny system, który kosztuje nas podatników coraz więcej będzie umacniany(!) – aż osiągnie najwyższe komusze stadium centralnego sterowania gospodarką i obywatelem pod butem urzędnika. Kto czytał propozycje PIS zawarte w programie zwanym szumnie „Narodowym Programem Zatrudnienia” (Ziemkiewicz dla Fronda.pl o konwencji PIS) ten wie co mam na myśli.

I choć szkoda mi tego państwa, ziemi i ludzi dla kolejnej bandy szakali (do której zaliczam również ciasteczkowe schetyniątka i dudkiewiczątka), to jednak nikt naszych obywateli nie zmuszał do tego (i nie zmusza) żeby w swej naiwności trwali przy kolejnych odsłonach „starego i dobrego” socjalizmu. „ludzie ludziom zgotowali ten los” i wszystko zostanie po staremu a nawet lepiej bo już po JOWialnemu na własne i donośne życzenie narodu (ustami „mendiów”, które usilnie promują ten „NEP”). Najważniejsze że demokracja ocaleje, bo jest ona „największą zdobyczą cywilizacyjną” naszego „młodego” państwa. I oto wszyscy jak jeden mąż poczujemy się w końcu wolni, tylko dlatego że zamiast PO będzie nas rabował PIS. Nadejdzie w końcu tak długo wyczekiwana przez niektórych IV RP z całym „dobrodziejstwem” inwentarza (nie obrażając „inwentarza”) z niestety przykrymi konsekwencjami dla nielicznych myślących po wolnościowemu i rzeczywiście patriotycznych czy prawicowych obywateli, którzy są niestety w mniejszości brzydzących się socjalizmem i tzw. „państwem opiekuńczym” (bo UMIEJĄ LICZYĆ i wiedzą jak są na poczet tych patologii okradani i dlaczego PIS niczym się w tej kwestii nie różni od PO).

Oczywiście na koniec tradycyjnie zaznaczam że wolałbym się mylić i chętnie odszczekam swoje czarnowidztwo jeśli nowe rządy okażą się „oświecone” i pro obywatelskie. (Odys)

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. i jeszcze: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. a także: „Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in. i to: Fenomen POpulizmu czyli… „NYT” o rosnących notowaniach Kaczyńskiego

rys. Buch

rys. Buch

Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.


Na temat „debaty” i poszczególnych kandydatów (w skrócie i moim zdaniem w miarę obiektywnie – wszak niewiele się działo) można przeczytać tu: Jeden z dziesięciu – debata kandydatów na prezydenta. Polecam również uwagi i komentarz Pana Konrada: Robią nas w konia: Debata w TVP, Jak głosować i Kontrola Wyborów! #113

polecam również: CBOS: Złe nastroje społeczne. Polacy krytycznie o instytucjach państwa. Sondażowy „Pic na wodę”.

Żeby móc dokonywać właściwych wyborów potrzebna jest wiedza. A wiedza wymaga jej POSZUKIWANIA. Problemem sporej liczby wyborców w Polsce – a w zasadzie świadomej części (która jest zmuszona ponosić koszty ignorancji pozostałej części obywateli) – jest zatem nie tyle brak wiedzy, co właśnie odrobiny chęci na jej SAMODZIELNE poszukiwanie. Nie wspominając już o wyciąganiu wniosków z owej wiedzy i zastosowaniu jej w praktyce.

Konsekwencją tej ułomności jest 5 milionów Polaków, którzy na przestrzeni ostatnich 10 lat „zagłosowali” i wyrazili swoją opinię na temat „zielonej wyspy” NOGAMI, uciekając z tego kraju niemożliwego do życia na poziomie XXI wieku bez tzw. znajomości i adaptacji do obecnego systemu gospodarczo politycznego kolesiów, który można bez kozery nazwać (jak ktoś się orientuje w teoriach ustrojów politycznych i ideach gospodarczych) PRL bis ergo. SOCJALIZMEM, który polega na redystrybucji wśród swoich tego co wcześniej zagrabiono szarym obywatelom z owoców ich pracy.

Mając na uwadze choćby ten fakt i tragedię jaka się do nas zbliża czyli: wyludnienie i starzenie się społeczeństwa, kilkuletnie kolejki do specjalistów lekarzy, załamanie w branżach rodzimego przemysłu od lat wykańczanego przez „prawodawstwo unijne” (hutnictwo, stoczniowy, a ostatnio górnictwo), wysokie opodatkowanie i oskładkowanie pracy która już niedługo będzie trwała do usranej śmierci (a kto dożyje tego czeka „gwarantowana” śmieciowa emerytura), ogromne zadłużenie które skończy się załamaniem finansów państwa (REALNY dług zwany „publicznym” to ok 3 bln. zł – głównie właśnie z powodu piramidy finansowej zwanej ZUSem), otóż w konsekwencji tego wszystkiego, wydaje się NATURALNĄ wręcz potrzeba wyrzucenia poza burtę sterowni państwem partii i ludzi, którzy od 25 lat rządząc na zmianę Polską doprowadzili nas do ruiny. Wydaje się, ale niestety nie jest!

Podpowiadam jednak zainteresowanym KONKRETNYMI zmianami, aby zagłosowali w swym życiu choć raz na kogoś spoza systemu już bez wykrętów że nie ma na kogo, bo jak nigdy właśnie w najbliższych wyborach można spokojnie dobrać do własnej wizji postrzegania świata właściwego kandydata, o ile się wie czego należy w takim człowieku szukać. Jest bowiem kilku kandydatów których można nazwać „antysystemowymi” po nazwisku wymieniając są to Panowie: Grzegorz Braun, Janusz Korwin-Mikke, Marian Kowalski, Jacek Wilk, oraz ewentualnie Paweł Kukiz i Paweł Tanajno.

Dla zbyt leniwych by samemu przestudiować sylwetki poszczególnych kandydatów polecam teksty do przeczytania: Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa. oraz: Braun, Korwin, Kukiz – finisz genialnej kampanii  życząc znalezienia dla siebie wyjścia z tej paskudnej sytuacji którą w naprawdę brawurowo skrótowym kontekście opisałem… Pozdrawiam wszystkim którym się chce zmian 🙂 (Odys)

a pozostałym dedykuję obrazek polityka, wybory, demokracja, głosowanie

podobne: Żeby nam się chciało tak jak nam się nie chce czyli… (nie)Wybory do parlamentu europejskiego i słówko do fejsbukowych „wolnościowców”.

oraz: System wyborczy to bubel bo źle przygotowano specyfikację przetargową. Nie wiadomo kiedy wyniki, ale PKW dostanie jeszcze więcej pieniędzy. Rekordowa liczba głosów nieważnych. Opozycja domaga się skrócenia kadencji nowych samorządów. Komorowski Broni. „códu nad órną”.

polecam również: CBOS: coraz więcej Polaków czuje się lekceważonych przez władzę, ale ponad połowa nie wie, co było ważne w 2013 roku.

a także: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

Kolejny temat to Kukiz i jego JOWy….

„…Korwin-Mikke stwierdził, że jednomandatowe okręgi wyborcze, wbrew opinii Kukiza, umacniają role wielkich partii. Jednocześnie nieoczekiwanie zadeklarował, że wycofa się z walki o prezydenturę, jeżeli w zbliżających się wyborach w Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązują JOW-y, Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa „dostanie nawet chociaż 20 mandatów” (co oznaczałoby, że w sprawie JOW-ów rację ma Kukiz).

W odpowiedzi oburzony Paweł Kukiz napisał na Facebooku, zwracając się do Korwina, że „w restauracji »Lotos« w Warszawie, w obecności Pańskiego syna, jeszcze przed wyborami umówiliśmy się, że tuż przed dniem wyborów ten z nas, który będzie miał niższy wynik sondażowy przekazuje głosy drugiemu. Potem zmienił Pan zdanie. I się nie sprzeciwiałem”, dodając, że Korwin jest nieobliczalny i że nie chce jego głosów bez względu na to, kto wygra wybory w Anglii.

W związku z tym Janusz Korwin-Mikke podczas specjalnie zwołanej konferencji wydał oświadczenie:

(…)

4) Wielokrotnie mówiłem, że zagłosuję za jednomandatowymi okręgami wyborczymi, bo jest to o wiele lepsze rozwiązanie od obecnej ordynacji wyborczej. JOWy figurują nawet w moim projekcie Konstytucji – tylko tam Sejm pełni inną rolę. Jednak wbrew temu, na co ma nadzieję Paweł Kukiz i wielu jego sympatyków, wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych może ostatecznie podzielić Polskę między PO i PIS – spoza tych dwóch partii będzie tylko kilku posłów.

(…)

7) Poczekajmy na wyniki wyborów w Anglii. Być może Paweł Kukiz ma rację. Jeśli jednak nie ma, to efekt sukcesu (wynik ponad 10%) p. Pawła mógłby być następujący: Sejm i Senat, gdzie PO i PiS mają większość konstytucyjną, zbiera się i w dwa miesiące uchwalają ordynację większościową – powołując się na wolę narodu (wyborcy panów Dudy, Komorowskiego i Kukiza stanowić mogą i 3/4 elektoratu!!). Po czym PO i PiS rządzą tak, jak w Zjednoczonym Królestwie konserwatyści z labourzystami.

8) Amicus Plato – sed magis amica veritas. Prawda i dobro Polski są dla mnie ważniejsze, niż to, że Pan Paweł się na mnie obrazi. Oczywiście podtrzymuję złożoną w debacie ofertę: jeśli Torysi lub labourzyści dostaną mniej niż 200 mandatów lub UKIP dostanie więcej niż 20 mandatów (w wyborach proporcjonalnych dostałby ok. 90!!) – wycofuję się z wyborów prosząc moich wyborców o poparcie Pawła Kukiza.

9) Jeśli jednak mam rację, jeśli te dwie wielkie partie uzyskają w UK miażdżącą przewagę, proszę Pawła Kukiza jego słowami: „Panie Pawle! »Polska jedyna na świecie. To zbyt wielki skarb« – by ryzykować, że wpadnie nieodwracalnie w ręce PO i PiSu. Elektorat Pana, mój, pp.Brauna, Kowalskiego i Wilka jest już porównywalny z elektoratem PO lub PiSu. Bez wprowadzenia JOWów potrafimy obalić ten system legalnie i konstytucyjnie. Przy ordynacji jednomandatowej może to być niemożliwe.

(…)”

całość tu: nczas.com

Minęły dwa dni i oto mamy potwierdzenie trafnej diagnozy JKMa. W Wielkiej Brytanii „dwie dominujące od dziesiątków lat partie (Partia Konserwatywna i laburzyści) zgarnęły przytłaczającą większość mandatów. UKiP z ogólnokrajowym poparciem sięgającym 15% dostał… dwa mandaty, natomiast Szkocka Partia Narodowa (SNP) z poparciem rzędu 4% ma ich 58, bo dominuje w jednym regionie.”

…Zatem jeżeli ktoś zamiast wyciągnąć wnioski woli się obrazić i dalej upierać przy niebezpiecznym (bo już nie tylko naiwnym) pomyśle na JOWy które utrwalają i sprzyjają oligarchizacji sceny politycznej również w terenie, ten niech przynajmniej nie robi z innych ludzi idiotów, i przynajmniej nie kłamie że JOWy coś zmienią.  Zmieni się tylko tyle, że i bez (oficjalnego) poparcia partii do władzy dostanie się ten kto trzeba 🙂 Lokalnie rządzą bowiem i tak w większości ludzie bezpośrednio powiązani z władzą centralną! BEZ WZGLĘDU na to czy występują pod szyldem partyjnym czy udają bezpartyjnych.

Nie wiem ile jeszcze demokratom „patriotom” (na dodatek mieniącym się antysystemowymi) potrzeba przykładów na to jak ta ich ukochana demokracja utrwala system z którym rzekomo walczą. Naprawianie demokracji – systemu z gruntu patologicznego za pomocą JOWów – to oszukiwanie przede wszystkim samych siebie (bo że wyborców to rzecz oczywista). Fakty wyraźnie pokazują, że JOWy ewidentnie pomagają sitwom partyjnym w utrwalaniu władzy, i to w sposób dla nich całkowicie bezkarny. Całe klany cwaniaków i starych wyjadaczy może i będzie pozostawać na usługach partii ukrywając się jednocześnie za bezpartyjnością 🙂 Za pomocą tej sztuczki można dużo łatwiej oszukać wyborcę w kwestii swoich rzeczywistych poglądów i „pochodzenia politycznego”. Wyborca który już teraz ma problem z ogarnięciem i przypisaniem programu politycznego do odpowiedniego szyldu i kandydata, będzie miał (dzięki JOWom) jeszcze większy mętlik w głowie. I teraz proszę mi powiedzieć jaki odsetek wyborców będzie świadomych swojego wyboru kiedy już dziś na poziomie partiokracji widać jak marnie to wygląda. Polska już została podzielona a do władzy nie dopcha się nikt spoza układu o ile nie odbędzie się to na skalę masową – w tym wypadku może się to odbyć wyłącznie pod ideologicznym/partyjnym sztandarem który ludzie będą potrafili zidentyfikować przy urnie wyborczej (JOWy tę możliwość utrudniają!)

I tu należą się słowa uznania dla Pana Mikke który publicznie obnażył patologię JOWów. Kukiz może się na to obrażać lub nie, ale niech nie rżnie głupa że nie rozumie o co chodzi. Chyba że nie jest głupi i wie co robi a zatem jest nową częścią starego układu która ma zebrać niezadowolony elektorat „by wszystko zostało po staremu”… (Odys)

Czy Paweł Kukiz prowadzony jest przez służby?

„…Gra toczy się o utratę władzy przez układ okrągłostołowy. Rozgrywają ją służby.

Ich strategia jest następująca:

„jeżeli udostępnimy media (TVN – Polsat) Pawłowi Kukizowi, to jego popularność automatycznie wzrośnie. Mówi z sensem, oskarża PiS, PO i cały układ okrągłostołowy, ale nie wyjawia nazwisk, tylko mówi ogólniki. Skupia się raczej na przyziemnych sprawach, jak: górnicy, rolnicy, matki z dzieckiem. Nie dotyka szczegółów, nie psoci żydom, nie rozumie gospodarki. Jest bezpiecznym kandydatem opozycyjnym”.(…)

(…)Nie ma możliwości, aby tak swobodny dostęp do mediów, wywalczył jego sztab. Media to służby, służby to media.

Pytanie tylko jakie służby rozgrywają politykę w Polsce?

Pan Kukiz jeszcze nie dawno był mocnym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej. Dziwnym trafem nie dostrzegał wtedy układu okrągłego stołu, w którym Donald Tusk siedział i siedzi zanurzony w nim po same uszy. Nie dostrzegał ustaw, które kawałek po kawałku sprzedawały Polskę.

Od jakiegoś czasu zmienił front polityczny. Mocno krytykuje PO i układ okrągłego stołu.

Gdyby okazało się, że jest dzieckiem służb i współpracuje z nimi, to byłby mocny sierpowy dla jego zwolenników. Uważam, Pawła Kukiza za patriotę i osobę, która wykonuje dobrą robotę dla Polski. Co nie znaczy, że służby nie wpływają na jego decyzje. W wyborach zrobi bardzo dobry wynik. Może zdobyć koło 15%, jak kiedyś Andrzej Lepper. Ma olbrzymie szanse wejść ze swoją partią do parlamentu w kolejnych wyborach.

Pytań jest kilka:

czy mają haki na niego?

czy da ograć się służbom, tak jak zrobił to Andrzej Lepper?

Czy jego patriotyzm jest szczery?

Czy jest na tyle bystry, aby przewidywać kilka ruchów do przodu doświadczonych strategów ze służb?

Jaką decyzje podejmie, kiedy w glorii chwały, nakażą mu sprzedać Polskę?

Powiem szczerze, że mam trochę dość powierzchowności dotykanych tematów przez Pawła Kukiza. Krzyczy, że należy górnikom pomóc, ale nie mówi o nakazie Unii Europejskiej, o wpływaniu Niemiec na polski rząd, w celu zniszczenia polskiego górnictwa. Podobna sprawa jest z rolnictwem.

Miałkość jego wypowiedzi coraz mocniej dotyka populizm. Nie widzę tu żadnego sensownego programu dla Polski i Polaków.”

całość tu: wiadomosci.robertbrzoza.pl

…a zatem albo Pan Kukiz jest pożytecznym idiotą, albo idzie na czyjejś smyczy. Innej opcji nie widzę. Jego lewicowe poglądy i upieranie się przy demokracji jako systemie rządzenia państwem, jak i pozostałe kwestie (nerwowa reakcja na uczciwe postawienie problemu JOWów przez JKMa) pomimo zadeklarowanej antysystemowości czynią z Pana Kukiza w najlepszym wypadku nieświadomą szalupę dla pogrobowców PO. Czas pokaże czy ta hipoteza jest prawdziwa. (Odys)

Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem – Grzegorz Braun dla Kresów.pl

„(…)

Wspomniał Pan w trakcie debaty, że niektóre osoby chętnie zaprosiłby Pan do swojej rady prezydenckiej. Kogo miał Pan na myśli?

Tych wszystkich, którzy spełniają kryterium państwowca – a więc są zwolennikami istnienia państwa polskiego, oraz tych spełniających kryterium wolnościowca – ze szczególnym uwzględnieniem wolności gospodarczej. Mogę współpracować z polskimi państwowcami, z tymi którzy rozumieją, że aby państwo polskie można było w ogóle naprawiać i przywracać mu blask adekwatny do naszej tradycji, to trzeba to państwo najpierw ocalić. Żeby móc je uczynić lepszym, bezpieczniejszym, sprawniejszym, trzeba najpierw zachować jego istnienie. Z polskimi państwowcami zawsze mogę o tym rozmawiać. No i z wolnościowcami, którzy rozumieją, jak ważna jest sprawa przywrócenia Polakom wolności, szczególnie tej gospodarczej. W niektórych sytuacjach jedno wchodzi w konflikt z drugim – i tutaj jako prezydent musiałbym pryncypialnie wkraczać. Bywają sytuacje, kiedy zwolennicy liberalnej utopii zapominają o uwarunkowaniach geostrategicznych Polski. I wówczas, będąc wolnościowcem, musiałbym powiedzieć „nie”. Na przykład w kwestii wyprzedaży polskiej ziemi. Czyniłbym to jednak jako zwolennik wolności gospodarczej, w poczuciu, że bronię Polaków przed nieuczciwą konkurencją, co przecież powinno być jednym z zadań państwa.

Jeżeli chodzi o kwestie prowadzenia polityki zagranicznej – szczególnie regionalnej – to czy w trakcie debaty telewizyjnej pojawiły się jakieś wątki, z którymi mógłby się Pan zgodzić?

Bardzo wyraźnie ujawniło się szersze grono realistów geopolitycznych, którzy rozumieją, że Polska musi przede wszystkim odnaleźć należne sobie miejsce w regionie, w najbliższym otoczeniu geopolitycznym, i że kluczem do polskiej geopolityki są dobre interesy z naszymi najbliższymi sąsiadami.

Gdyby jako prezydent miał Pan możliwość współtworzenia polityki zagranicznej, jaką linię polityczną prowadziłby Pan w odniesieniu do naszych sąsiadów na wschodzie i na południu?

Często powtarzam, że kluczem do polskiej geopolityki jest normalizacja stosunków z Białorusią. Gdyby tylko Warszawa zaczęła robić dobre interesy z Mińskiem, to zaowocowałoby to uzdrowieniem sytuacji także w stosunkach z Litwą, Ukrainą i promieniowałoby na całą Europę Środkową. Zresztą ze strony Mińska był do tego w perspektywie ostatnich kilkunastu lat szereg wyraźnych zaproszeń.

A inne ośrodki?

Inne stolice do których słałbym emisariuszy i z którymi szukałbym jak najpilniej roboczego kontaktu to oczywiście turecka Ankara i szwedzki Sztokholm, dalej Teheran i Pekin. W naszym najbliższym sąsiedztwie nie ma co wymyślać prochu: Budapeszt i Bratysława. Jeśli na tym kierunku ułożą się nasze stosunki i zintensyfikują się kontakty gospodarcze, to wtedy także Praga, Wilno i Kijów pójdą po rozum do głowy. Być może cały region zacznie prowadzić politykę bardziej samodzielną, a nie polegającą na klientelistycznym wieszaniu się klamki. Jestem przeciwnikiem klientelizmu bez względu na to, czy klamka ta jest umocowana w Moskwie czy w Waszyngtonie.

(…)

Czy Pana zdaniem w związku ze zmieniającą się obecnie sytuacją geopolityczną Polska powinna nawiązać bliższą współpracę z Chinami?

Wcześniej wymieniłem Pekin jako jedną ze stolic, dokąd wysyłałbym moich emisariuszy. W skrócie powiem tak: nie ma żadnego powodu, żeby imperium amerykańskie miało już w tej chwili gwarancję, że na III wojnę światową imperium amerykańskiego z imperium chińskim Polacy zawsze pójdą po stronie tego pierwszego. Po prostu do elementarza dyplomacji i polityki powinno należeć nie czynienie w tej kwestii przedwczesnych deklaracji. Polska po pierwsze nie powinna iść w pierwszym szeregu do tej wojny. Nie powinna powtórzyć błędu roku 1939 czy 1830. Nie powinniśmy dać się wypuścić w charakterze zająca, powinniśmy spokojnie „opuścić kolejkę” – poczekać na rozwój sytuacji. W tej chwili ważą się szale dziejowe. Jak słyszeliśmy, imperium rosyjskie zapowiedziało wspólne manewry z Chińczykami na Morzu Śródziemnym. Z jakie powodu już dzisiaj, za darmo, za poklepywanie po ramieniu mielibyśmy być gwarantowanym sojusznikiem USA?

A jak powinny kształtować się relacje Polski z Rosją w obecnym kontekście geopolitycznym?

Relacje Polski z Rosją nie ulegną zasadniczej zmianie tak długo, jak długo Polacy nie przejmą kontroli nad własnym państwem. Przecież Rosja znakomicie orientuje się w sytuacji Polski i wie, w jak bardzo opłakanym jest stanie. Co zresztą w znacznej mierze Rosji zawdzięczamy. To jej w dużej mierze zawdzięczamy aktualny stan polskich elit, które są zagenturyzowane już w kolejnym pokoleniu. W związku z tym trzeba to sobie jasno powiedzieć: Rosjanie będą prowadzili poważną politykę, kiedy państwo polskie zacznie samo siebie poważnie traktować. I jeszcze raz powtarzam: kluczem do polskiej geopolityki jest Mińsk. Uważam, że w myśleniu o polskiej polityce wschodzie nie należy ignorować Białorusi. Z Moskwą, w miarę możności, trzeba rozmawiać przez Mińsk. Trzeba go dowartościować w naszej polityce zagranicznej.

Zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że Rosja to obecnie kolos na glinianych nogach? Dużo słabszy, niż mogłoby się wydawać?

Ależ oczywiście. Jest faktem, że Rosja przegrywa wyścig z czasem, z własną demografią. Aborcja i alkohol poczyniły w narodzie rosyjskim tak straszliwe spustoszenie, że odwrócenie tego trendu okazuje się, jak dotąd, niemożliwe – nawet przy dużym zaangażowaniu władz moskiewskich. Ale cóż – te władze kadrowo dziedziczą przecież niemal wszystko po Rosji sowieckiej. A zatem Rosja jeszcze długo musiałaby się leczyć, by powrócić do swej formy dziejowej. Problem w tym, gdzie tej formy dziejowej ma szukać biedna schizmatycka Rosja, w której cezaropapizm jest dogmatem ustrojowym. To są problemy, na które powinniśmy patrzeć z powagą, posuniętą nawet do współczucia względem Rosji. Nie zapominajmy w naszej polityce wschodniej o orędziu fatimskim z 1917 roku. Pamiętajmy, że bynajmniej nie padło tam wezwanie do zniszczenia Rosji, ale do jej nawrócenia. To powinno być pytanie zadawane sobie przez polskie elity, polskich mężów stanu: czy i w jaki sposób Polacy mogą mieć udział w nawróceniu Rosji. Jednak aby to było możliwe Polska sama musi wrócić do swojej formy dziejowej. Lekarzu, ulecz się sam.

(…)

Widziałby Pan możliwość większego upodmiotowienia Polaków na poziomie gminnym, a może jeszcze bardziej lokalnym?

Oczywiście, jedno z drugiego w sposób logiczny wyniknie. Jeśli Polacy staną się gospodarzami we własnej gminie, jeśli poczują się na swoim we własnej parafii, to w krótkim czasie będą też zdolni zabezpieczać polskość na poziomie gminy, a może nawet regionu.

(…)” całość tu: kresy.pl

…Uważam że nie da się w dzisiejszym świecie (zresztą nigdy tak nie było) żeby lud był sprawnym narzędziem do rządzenia „Głupich jest zawsze więcej niż mądrych” to nie jest powiedzenie które ma na celu kogokolwiek obrażać ale takie są fakty!… Nie da się „wyhodować” świadomości obywatelskiej wśród stosownej większości ludzi na skalę całego kraju. Wybory – ich efekt i frekwencja obnażają mit demokracji najdobitniej. Nie dość że ludzie wybierają źle to na dodatek spora część w ogóle nie poczuwa się do takiego obowiązku. I nie uważam że w dobie internetu można to usprawiedliwiać winą mediów i tego że kłamią. Mało tego! Ludzie doskonale zdają sobie z tego sprawę że media kłamią a mimo to głosują tak jak w mediach usłyszą (sugerując się sondażami) i robią dokładnie to co w mediach usłyszą…

Nie jestem jednak całkowitym wrogiem demokracji. Wierzę że na skalę lokalną może ona zdać egzamin, z tego względu że porządni i uczciwi ludzie w skali mikro mogą oddziaływać na całą lokalną społeczność, gdzie każdy mieszkaniec gminy na własne oczy i po sąsiedzku widzi co władza wyrabia… Uważam jednak że w skali makro (całym państwem) powinien rządzić monarcha a władza powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie w ręce gruntownie wykształconego dziedzica… Tyrania nie jest synonimem systemu rządów a jest wypaczeniem monarchii (tudzież dyktatury). Tyrani owszem zdarzają się raz na jakiś czas, ale z uwagi na to że jest to JEDEN człowiek to łatwo się takiego pozbyć w ostateczności, natomiast władza ludu ze względu na swoją masowość jest nie do ogarnięcia! za wyjątkiem lokalnego jej charakteru. Lokalnie ludzie powinni się samo organizować (samorządzić) to pozwoliłoby im zachować realną kontrolę nad terenem i władzą którą sobie lokalnie wybierają (spośród siebie) i która ich bezpośrednio dotyczy… Nie chce mi się tu rozpisywać w temacie bardziej szczegółowo polecam link… KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii. 

…Odys

polecam również: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

Okiem Socjologa #01 – Krzysztof Prendecki – Wybory prezydenckie

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.


KREDYT

Od dawna, a zwłaszcza ostatnimi czasy, ludzie śnią o upowszechnieniu bogactwa poprzez upowszechnienie kredytu. Nie sądzę bym przesadzał mόwiąc, że od czasu rewolucji lutowej prasa paryska wydała ponad 10 tysięcy broszur gorąco zachwalających ten sposόb rozwiązywania “problemόw socjalnych”. Niestety rozwiązanie to opiera się na czystej iluzji. Zaczyna się od pomylenia pieniądza z towarami, następnie myli się papierowe banknoty z pieniędzmi i tymi dwoma błędami zamierza poprawić rzeczywistość. Rozważając ten problem należy stanowczo zapomnieć o pieniądzach i innych środkach pośredniczących w wymianie dόbr, a widzieć jedynie same dobra będące rzeczywistym przedmiotem kredytu.

Kiedy rolnik pożycza 50 frankόw na pług to faktycznie otrzymuje nie 50 frankόw lecz pług, a kiedy kupiec pożycza 20 000 frankόw na dom to otrzymuje dom na kredyt. Pieniądze pojawiają się wyłącznie po to, aby ułatwić wymianę między wieloma stronami. Piotr może nie chcieć pożyczyć pługu, a Jakub jest gotόw pożyczyć pieniądze. Co zatem robi Filip? Pożycza pieniądze od Jakuba i kupuje pług od Piotra. W rzeczywistości przedmiotem pożyczki nigdy nie są same pieniądze, ale dobra i w żadnym kraju nie może zmienić właściciela więcej produktόw niż się w nim znajduje. Jakakolwiek byłaby suma pieniędzy w obiegu, ogόł kredytobiorcόw nie może otrzymać więcej pługόw, domόw, narzędzi i surowcόw niż posiada ich ogόł potencjalnych kredytodawcόw. Musimy sobie dobrze uświadomić, że każdy pożyczkobiorca wymaga pożyczkodawcy, a sam kredyt zawsze jest długiem.

Do czego zatem służą instytucje kredytowe? Mogą one ułatwić spotkanie tych, ktόrzy posiadają, z tymi, ktόrzy chcą pożyczyć. Ale to, czego nie mogą, to zwiększyć ilości dostępnych dόbr. Tymczasem tego właśnie trzeba byłoby dokonać, by osiągnąć cel reformatorόw, bowiem pragną oni dać pługi, domy, narzędzia i surowce wszystkim, ktόrzy ich pożądają. W jaki sposόb chcą tego dokonać? Dając kredytom państwową gwarancję. Przyjrzyjmy się bliżej tej sprawie, gdyż są t u r z e c z y , k t ό r e w i d a ć i t a k i e , k t ό r y c h n i e w i d a ć .

Załόżmy, że Piotr jest właścicielem jednego pługu we Francji, a Jan i Jakub chcą go pożyczyć. Jan przez swą pracowitość, cechy charakteru i dobrą reputację jest wiarygodny – ma kredyt. Jakub nie wzbudza zaufania lub wzbudza go mniej. W tej sytuacji Piotr pożyczy pług Janowi. Ale oto wkracza socjalistyczne państwo i mόwi do Piotra: “Pożycz pług Jakubowi, ja gwaratuję ci spłatę, a gwarancja ta jest warta więcej niż Jana. On bowiem odpowiada sam za siebie, a ja, choć nie mam nic, to dysponuję majątkiem podatnikόw i w razie potrzeby ich pieniędzmi spłacę kapitał i odsetki.” W rezultacie Piotr pożyczy pług Jakubowi i t o j e s t t o , c o w i a d a ć . Socjaliści zacierają ręce mόwiąc: “Patrzcie, nasz plan się powiόdł. Dzięki interwencji państwa biedny Jakub ma pług. Nie musi dłużej używać radła, wkroczył na drogę do dobrobytu. To korzyść dla niego i społeczeństwa.”

Ależ nie, panowie! To żaden zysk dla narodu, bo oto t o , c z e g o n i e w i d a ć . Nie widać, że pług otrzymał Jakub tylko dlatego, że nie ma go Jan. Nie widać, że kiedy Jakub zamienił radło na pług, Jan nadal używa radła. To co uważalibyśmy za wzrost kredytu jest niczym innym jak tylko jego przemieszczeniem. Ponadto nie widać, że to przemieszczenie pociąga dwie głębokie niesprawiedliwości: 1. Względem Jana, ktόry zasłużył na kredyt, zdobył go przez swą uczciwość i aktywność i czuje się oszukany. 2.Względem podatnikόw narażonych na spłatę długu, ktόry ich nie dotyczy. Powiecie, że rząd oferuje te same ułatwienia Janowi i Jakubowi? Ale nie można pożyczyć dwόch pługόw ponieważ jest tylko jeden. Wraca tutaj ciągle to, że poprzez interwencję państwa nie przybędzie kredytu – pług reprezentuje ogόł dostępnego kapitału.

To prawda, że redukuję całą operację do jej najprostszego przypadku. jednak jeżeli przeanalizujecie podobnie najbardziej złożone rządowe instytucje kredytowe , przekonacie się, że mogą one tylko jedno: przemieścić kredyt, a nie zwiększyć jego ilość. W danym kraju i danym czasie suma dostępnego kapitału jest ograniczona i wszyscy do niego aspirują. Gwarantując niemożliwe państwo może zwiększyć liczbę kredytobiorcόw, podnieść stopę procentową (zawsze ze szkodą podatnika) ale nie może zwiększyć całkowitej ilości kredytu. Nie sugerujcie mi jednak wniosku, od ktόrego niech mnie Bόg broni. Mόwię, że prawo nie może sztucznie ułatwiać pożyczek, ale nie mόwię, że powinno je utrudniać. Jeżeli w naszym prawie hipotecznym lub gdzie indziej znajdują się przeszkody dla stosowania i upowszechnienia kredytu trzeba je usunąć – nic lepszego, nic bardziej słusznego. To jednak wszystko czego powinni domagać się od prawa godni swego Reformatorzy…”

poprzednio: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)

podobne: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.  oraz:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) a także: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

polecam również:

W oczekiwaniu na „Powrót Króla”: Oświadczenie Grzegorza Brauna – kandydata na Prezydenta RP oraz „Czas się zjednoczyć” Konrada Daniela (PodziemnaTV)


Z Grzegorzem Braunem, kandydatem na Prezydenta Rzeczypospolitej, rozmawia Jan Bodakowski

Jakie są korzenie pańskiej aktywności publicznej?

Jestem ciekaw świata, a moich spostrzeżeń nie trzymam w sekrecie – staram się dzielić z innymi tym, co mnie samemu zdaje się ważne, słuszne i piękne. Kiedy zacząłem robić filmy dokumentalne, szczęśliwie okazało się, że nie robię ich tylko dla siebie – choć na ogół nieobecne w mediach głównego ścieku, zyskały sobie nadspodziewanie szeroką widownię, a nawet oddanych fanów. A kiedy na spotkaniach autorskich padają pytania o polską historię i aktualności polityczne – staram się odpowiadać zgodnie z moja najlepszą wiedzą i jak mi serce dyktuje. Rad jestem, że moje hipotezy dotyczące przeszłości i przyszłości Polski, to są rzeczy, które się innym na coś przydają.

Czy była to tradycja rodzina?

Tak, owszem, w rodzinie są długie i bogate tradycje służby publicznej, którą moi przodkowie pełnili przede wszystkim jako ziemianie i prawnicy, ale także inżynierowie i artyści. Po mieczu: Braunowie, Millerowie, Szymanowscy, Żulińscy, Tymienieccy, a po kądzieli: Reklewscy, Wasiutyńscy, a także kuzyni Jasińscy, Romoccy i inni – są wśród nich konfederaci i powstańcy, politycy i konspiratorzy, zesłańcy i emigranci, więźniowie Gułagu, kacetów; są straceni i pomordowani – i przez Niemców, i przez komunistów. To nie jest dla mnie żadna legitymacja – tylko po prostu oczywiste, ogromne zobowiązanie.

Siłą rzeczy wcześnie zostałem „uświadomiony politycznie” – pomagały w tym osobiste doświadczenia moich najbliższych, a także emigracyjna literatura i podziemna bibuła. Już w dzieciństwie żywa była i we mnie pamięć i świadomość znaczenia tego, że np. na przełomie lat 40. i 50. wszyscy dorośli mężczyźni w rodzinie mojego ojca siedzieli po więzieniach. Już za mojej pamięci stryj został internowany za „Solidarność” – a ojciec za to samo pozbawiony możliwości pracy twórczej w kraju, znalazł się na emigracji. Ważna rzecz: w rodzinie nie było żadnych partyjnych – o ironio: pierwszym aparatczykiem już za III RP został właśnie stryj Juliusz [prezes TVP S.A.].

Jak biegła dotychczasowa droga pańskiej działalności publicznej?

Miałem okazję z dość bliska obserwować epokę „transformacji ustrojowej”, a nawet marginalnie samemu uczestniczyć w życiu politycznym końcówki PRL – wspierając kolportaż i wydawnictwa drugiego obiegu, różnym organizacjom użyczając lokalu („chata wolna”, bo rodzice za granicą), poznając bliżej ludzi z kręgu Solidarności Walczącej, angażując się dorywczo w akcje Pomarańczowej Alternatywy i Solidarności Polsko-Czechosłowackiej, uczestnicząc w ostatnich strajkach Niezależnego Zrzeszenia Studentów, a także inicjując bojkot studium wojskowego, jako ośrodka sowieckiej propagandy na wrocławskich uczelniach. To były wszystko niezmiernie ciekawe doświadczenia – dziś zresztą dostrzegam drugie dno tamtych wydarzeń.

Osobisty kontakt z szeregiem znamienitych osobistości życia publicznego i kulturalnego umożliwił serię stosunkowo szybkich rozczarowań do łże-autorytetów. Dzięki czemu w epoce „transformacji ustrojowej” przełomu lat 80. i 90. nie należałem już ani do najbardziej zaskoczonych, ani najgłębiej nabranych. Bezpośrednio poznane świadectwa hipokryzji i zakłamania takich ludzi jak np. Kuroń, Michnik, czy też Edelman, albo Frasyniuk – to w porę dało mi do myślenia.

W latach 90. zdawało się mnie naiwnemu, nie tyle że „historia się skończyła”, ile że skończyło się moje indywidualne w nią zaangażowanie. Kończyłem studia polonistyczne, a jednocześnie na dobre zajmowałem się już filmem, miałem bujne plany artystyczne. Owszem, sprawy publiczne interesowały mnie żywo – i bardzo intensywnie przeżywałem postępującą recydywę PRL-u. Jako okresowo bezrobotny reżyser-„wolny strzelec”, sporo czasu zainwestowałem w samokształcenie – zwłaszcza poszerzające nieco moje horyzonty historyczne i geopolityczne. Długo rezerwowałem sobie jednak dość komfortową pozycję niezaangażowanego komentatora, wiecznego malkontenta – bez ryzykowania własną opinią, czy wystawiania swojej osoby pod osąd innych. Paradoksalnie z czasem to moje filmy wciągnęły mnie na powrót w życie polityczne – przy czym ostatecznie przełomowe okazały się „Plusy dodatnie, plusy ujemne” o współpracy Wałęsy -„Bolka” z SB.

Czy jest coś z czego jest Pan na tej drodze dumny, albo coś czego się wstydzi?

Pan Bóg strzegł – w życiu politycznym nie zabrnąłem w sytuacje, które teraz przyprawiałyby mnie o rumieniec. Do żadnych zbrodniczych i złodziejskich organizacji nigdy nie należałem, nie stawałem po stronie silniejszego, nie mam wobec nikogo żadnych zobowiązań, które ograniczałyby moją niezależność. Co innego w życiu prywatnym – popełniłem wiele błędów i zaniechań, nie bez krzywdy najbliższych mi osób. Do najpoważniejszych grzechów należą wieloletnie zaniedbania w moim życiu rodzinnym i religijnym. Odwlekając męskie decyzje zawiniłem wobec Boga i ludzi, przez lata dałem z pewnością wiele powodów do zgorszenia. Na szczęście dostałem czas na poprawę i cudem otrzymałem wsparcie – w osobie mojej żony, Aleksandry. Czy mam z czego być dumnym – to się w swoim czasie okaże. Pracujemy przecież, Panie Redaktorze, nie na emeryturę, ale na nekrolog (śmiech).

Czytaj dalej: jan.bodakowski.salon24.pl

„Wielu polskich katolików, patriotów, antykomunistów, wolnościowców, i narodowców, widzi w Grzegorzu Braunie dobrego kandydata na prezydenta. Powodem tego powszechnego odczucia jest to, że zdaniem sympatyków Brauna poglądy głoszone przez Grzegorza Brauna łączą wszystko to co jest ważne dla Polaków – katolicyzm, konserwatyzm, patriotyzm, antykomunizm, antysocjalizm i realizm polityczny, który reprezentował przed II wojna światową ruch narodowy.

Według sympatyków Brauna, Braun odmiennie od swoich kontrkandydatów z prawicy reprezentuje całość tych bliskich Polakom poglądów, a nie tylko niektóre z nich. Grzegorz Braun jest, według swoich sympatyków, jedynym kandydatem, który zapewnia poparcie dla całości biotycznego nauczania kościoła – zakazu aborcji, eutanazji, in vitro i manipulacji ludzkimi genami. 

Grzegorz Braun jest też jednym z niewielu kandydatów mających bardzo zdrowe wolnorynkowe poglądy gospodarcze. Grzegorz Braun domaga się maksymalnej obniżki podatków, likwidacji szkodliwych przepisów krępujących swobodę działalności gospodarczych i tym samym uniemożliwiających budowę dobrobytu Polaków i bezpieczeństwa Polski, zniesienia barier w międzynarodowym obrocie gospodarczym, opuszczenia przez Polskę nieopłacalnej dla Polaków Unii Europejskiej, likwidacji biurokracji.

Nie da się ukryć, że szczerością, pogardą dla politycznej poprawności, i systematycznym łamanie narzuconego przez lewice tabu, Grzegorz Braun zyskał szerokie poparcie polskich patriotów. Grzegorz Braun, wbrew narzuconej lewicowej narracji, ukazuje fikcyjność sztuk ogłupiających obywateli odgrywanych przez polityków na scenie politycznej, zbrodniczość komunizmu, tyranie postkomuny, szkodliwą działalność Żydów i masonerii, świadome stworzenie przez rządzących patologicznego ustroju gwarantującego ich klikom nienależne zyski z pasożytowania na Polakach.

Sympatyków Brauna w przekonaniu o tym, że ich reprezentantem jest znany reżyser utwierdzają ataki na niego środowisk gloryfikujących rzeczywistość PRL i deklarujące swoją pro rosyjskość.”

Jan Bodakowski  (za Wirtualna Polonia)

O poglądach Grzegorza Brauna można przeczytać w tekście „Grzegorz Braun o wyzwaniach przed jakimi stoi Polska”

…Dzięki wielkie że zechciał Pan Braun odpowiedzieć na apel swoich sympatyków, by dać im szansę dokonania wyboru, dla niektórych być może pierwszego w swoim życiu, całkowicie zgodnego z własnymi przekonaniami. W końcu i ja mogę pierwszy raz w życiu powiedzieć że zagłosuję w 100% zgodnie z własnym sumieniem (dotychczas był to wybór „mniejszego zła”). Ma Pan mój głos i tych których uda mi się namówić…

Pan Braun jest prawicowcem pełną gębą, narodowcem, wolnorynkowcem, wolnościowcem, katolikiem i autorytetem w tych wszystkich „dziedzinach” jednocześnie. Łączy w sobie kulturę osobistą z niebywałą wiedzą, z realizmem politycznym i ugruntowanym na poszanowaniu historii i tradycji polskiej patriotyzmie. Chciałbym żeby wszystkich wyborców (anty systemowców), którzy obecnie mają do wyboru już 4 nazwiska (wykluczam tu kandydata PISu jako partii systemowej), połączył Pan Grzegorz Braun… Więc nawet jeśli reszta „uprze” się kandydować to apeluję do wyborców (bo to do was należy wybór), głosujcie ostatecznie na JEDNEGO i tego samego kandydata, który łączy w sobie wszystko to czym się między sobą różnimy – męża stanu wspólnego dla wszystkich środowisk Pana Grzegorza Brauna. Z prośbą wobec pozostałych kandydatur które również szanuję, aby ostatecznie scedowały swoich sympatyków na Pana Grzegorza. Osobiście postanowiłem zawiesić swój głos na Pana Janusza Korwin-Mikke z którym najbardziej sympatyzuję, po to właśnie by dać większą szansę człowiekowi który może nas wszystkich połączyć…(Odys)

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. oraz: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. i to: Grzegorz Braun o obradach Knesetu w Polsce, oraz o „patriotycznej prawicy” i „niezależnych dziennikarzach”. a także: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim polecam również: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym!

PS… Czas się zjednoczyć!

„Dziel i rządź!” – wg tej zasady działają wszystkie partie polityczne i cała obecna klasa polityczna. Cały ten chory system współczesnego wyzyskiwania i ekonomicznego niewolenia społeczeństw tworzony przez niegodziwych ludzi pociągających za sznurki opiera się na tej zasadzie wywoływania sztucznych podziałów między ludźmi i podburzania nas przeciwko sobie. Ich siłą i siłą obecnego systemu jest słabość PODZIELONEGO społeczeństwa.
Czas się zjednoczyć – bo to jedyna droga do zmiany tej chorej rzeczywistości.
Tylko razem możemy odsunąć obecny, pookrągłostołowy układ partyjny od władzy, co jest warunkiem koniecznym, żeby cokolwiek mogło się w Polsce zmienić na lepsze.
Albo razem zrealizujemy choć jeden wspólny cel, choć jeden fundamentalny postulat – albo nikt z nas osobno nie zrealizuje żadnego swojego celu czy postulatu.

Temu ma służyć ta strona, która pozwoli nam wszystkim połączyć siły, uzgodnić to co dla nas wszystkich oczywiste, że musi się w Polsce zmienić i wybrać spośród nas ludzi godnych zaufania, którzy będą nas reprezentować.

Tak odróżnimy ICH od NAS, naszych wrogów od naszych przyjaciół, dywersantów i sabotażystów od sprzymierzeńców: Wrogowie zawsze szukają i będą szukać różnic, żeby nas podzielić. Bo tak realizują swoje własne interesy (indywidualne lub partyjne) naszym kosztem – siejąc podziały.
I sprawa jest bardzo prosta: jeśli ktoś skupia się na tym co nas dzieli i co nas różni – zamiast szukać tego co nas łączy i widzieć to, że mamy wspólny interes w naprawie naszego państwa – to nie ma wątpliwości, że działa przeciwko nam, przeciwko społeczeństwu – i broni obecnego systemu realizując zasadę „dziel i rządź”
Co możesz zrobić?
Przede wszystkim zarejestruj się i „podaj dalej”…”

Konrad Daniel (PodziemnaTV)

polecam również: I powstanie prawica jak Feniks z popiołów! czyli…

Manuel Sanjulian - Król Conan

Manuel Sanjulian – Król Conan

Wirtualna Polonia

grzegorz-braun- kandydat na prezydenta

Szanowni i Drodzy Państwo – Członkowie i Sympatycy Społecznego Komitetu poparcia kandydatury niżej podpisanego w wyborach prezydenckich AD 2015,

Dziękuję za wyrazy poparcia i solidarności, jakich wiele otrzymuję zwłaszcza w ostatnich dniach. Naglące wiadomości od Was docierają do mnie za Atlantykiem – gdzie na zaproszenie naszych rodaków z Kanady i Stanów Zjednoczonych mam nie tak częstą ostatnio w kraju okazję prezentować efekty moich prac filmowych, a także dzielić się refleksją natury historyczno-politycznej. Nie mogąc zatem dziś osobiście uścisnąć Waszych dłoni – drogą listowną dziękuję za wyrażoną w tak szczególny sposób pozytywną ocenę mojej dotychczasowej aktywności publicznej. W istocie nie chodzi tu jednak ani o mnie – ani, z całym szacunkiem, o Was. Chodzi o tysiącletnie państwo i naród polski, których losy ważą się dziś po raz kolejny. Dlatego Wasz projekt traktuję z należytą powagą, Waszą propozycję przyjmuję jako zaszczyt – i niniejszym oddaję się w tej sprawie do Waszej dyspozycji. 

View original post 295 słów więcej

Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).


„Polityka społeczna, głupcze!”…???

A to nie macie ludzie już dość pchania łap przez tę „politykę” do rodziny? Jak ja bym chciał żeby państwo się właśnie wycofało! (niestety jest dokładnie na odwrót). A co ja tu czytam na „wolnościowym” (takie odnosiłem dotychczas wrażenie) portalu? Artykuł jakiegoś marksisty a w nim kwiatuszek jaki:

„…Bezpośredni wpływ państwa na zarobki jest ograniczony. Obniżanie składek i stawek podatków nakładanych na pracę spowodowałoby, że tylko część z tych środków trafiłaby do kieszeni pracownika, a część do pracodawcy (ponieważ pracodawca nie byłby zmotywowany do transferu korzyści ze zmniejszonych danin do zatrudnionego – wolałby zachować całość dla siebie…”

Koszty pracy

Koszty pracy

…lewicowy bełkot bez logicznego poparcia (bo takiego być rzecz jasna nie może), stawiający taką oto tezę że winny wszystkiemu jest ten kto DAJE PRACĘ (sic!) a nie ten kto nakłada na tę pracę podatki i „składki” (zarówno na przedsiębiorcę jak i na pracownika). Autor snuje w czerwonej malignie jakieś wyssane z palca „podejrzenia” względem przedsiębiorców (którzy według niego tylko czekają żeby okraść pracownika), podczas gdy każdy z nas ma przykład NAOCZNY (bądź ze słyszenia), ile nasi rodacy zarabiają u tych „krwiopijców” na zachodzie i że jest to CZTERY RAZY WIĘCEJ jak w Polsce. No popatrz Pan! Mają z czego rabować a nie rabują swoich pracowników. No durnie! Może autor powinien tam pojechać i przypomnieć tym kapitalistycznym świniom że powinni swoich pracowników bardziej rabować bo mu „teoria” nie sztymuje 🙂

Polecam zatem sprawdzić dlaczego tam można a u nas nie można (i jaki to ma związek m.in. z kwotą wolną od podatku, oraz z wielością miejsc pracy których ani państwo nie tworzy ani z nieba nie spadły) i tylko proszę bez konkluzji typu „bo płaca minimalna jest wysoka” bo na płacenie wysokiej płacy minimalnej trzeba mieć najpierw „skądś” pieniądze… Po prostu rzygać się chce, kiedy się czyta tego typu manipulacje… WSTYD!

Polecam więc na odtrutkę wykład Pana Skiby, który tłumaczy używając logiki i prawidłowego poglądu na przyczonowo-skutkową politykę „prorodzinną” jaką uprawia państwo, pewne oczywiste FAKTY! – do czego prowadzi „państwowa opieka” w rodzinie… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina?

Otóż niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu, to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość” jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną (Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm…), co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji, gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”. Słusznie pisał swojego czasu Pan Adam Doboszyński w swojej książce: „Gospodarka Narodowa”:

„…Zdrowe społeczeństwo opiera się na pracy i na rodzinie. Lecz najbardziej zwarta rodzina rozprzęga się szybko, o ile nie ma wsparcia we własności. Dopiero własność daje rodzinie możliwość trwania, pozwala jej wykształcić się w silną komórkę społeczną i nawiązać ciągłość tradycji rodzinnej. Rodzina nie może być przejściowym zrzeszeniem kilku osób, które żyją razem póki rodzice nie wymrą, a dzieci nie dorosną. Musi ona stanowić czynnik ciągły, musi liczyć swój wiek nie na lata, lecz na generacje. Ta ciągłość tradycji rodzinnej, której podstawowym warunkiem jest własność przekazywana sobie kolejno przez pokolenia, daje człowiekowi to poczucie godności osobistej i wrośnięcia w swój naród i w swą ziemię, które upodabnia chłopa do księcia, a którego brak czyni z miejskiego proletariusza ludzki atom zawieszony w próżni, poza ludzkością i jej historią. Rodzina i własność stanowią więc pojęcia nierozdzielne. Dopiero gdy uwłaszczymy każdą rodzinę, możemy zrealizować sprawiedliwy ustrój społeczny…” (inną kwestią jak podaje dalej autor jest zapanowanie nad potencjałem władzy jaką daje własność – tu potrzebne jest wychowanie ludzi w poczuciu dostrzeżenia wartości i poszanowania innego człowieka – w skrócie, bez etyki w biznesie każda własność i każda taka rodzina może stać się potencjalnym zagrożeniem dla reszty społeczeństwa, co jednak skutecznie zahamowane być może w warunkach WOLNEJ konkurencji)…

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Jawnych kłamstw, przeinaczeń i odwróconej logiki przyczynowo-skutkowej jest w tym artykule na który się wczoraj nadziałem wiele. W najbliższym (bądź w dłuższym) czasie punkt po punkcie przełożę te czerwone wywody na język logiki, która została w nim w sposób chytry i perfidny odwrócona (będę dopisywał akapity w miarę chcenia i natchnienia, bo przyznam się szczerze że czasem nie chce mi się kolejny raz pisać tego samego, a kto wie czego szukać i chce się dowiedzieć więcej na temat „zbawczej roli państwa” w życiu obywateli, może znaleźć setki innych i lepszych od mojego tekstów obalających ten marksistowski bełkot). Bo każdy kto wie (szkoda że większość nie zdaje sobie z tego nawet sprawy!) ile i w jakiej formie zabiera mu państwo pieniędzy, ten wie „przy okazji” doskonale jak bardzo przyczynia się ono do zubożenia obywatela w tym kraju. O ironio najwięcej właśnie zubaża tego biednego którym się rzekomo „opiekuje” (i to „za darmo” 🙂 ).

Nie jest bowiem tak jak się sugeruje w artykule że państwo „…formę „maksimum” przyjmuje tylko w sferze fiskalizmu…” – to kłamstwo. NAJGORSZY rabunek jakim się państwo wykazuje dotyczy właśnie sfery pozafiskalnej. Chodzi rzecz jasna o tzw. „ubezpieczenie społeczne”, „zdrowotne” i inne „fundusze” które nazywa się mylnie „składkami”, dzięki którym rabowane są nie tylko pieniądze (co do których państwo orzekło poprzez wyrok Sądu Najwyższego że nie są nasze!), by obiecać „coś” w przyszłości (która z każdym podniesieniem wieku emerytalnego się oddala, niektórzy jej po prostu nie dożyją a ich pieniądze znikną w państwowym brzuchu – cynik9 i „Liczenie na ZUS”), ale rabowane jest poczucie solidarności pokoleniowej w rodzinie. Bo oskładkowanie pracy uczy PRZEDE WSZYSTKIM właśnie EGOIZMU i liczenia na drapane od państwa, rugując ze świadomości potrzebę życia i myślenia o przyszłości tu i teraz.

Człowiek który ma coś obiecane od państwa „na starość” (jak dożyje 🙂 )mało przykłada wagę do tego, żeby kwitła w rodzinie prawdziwa solidarność międzypokoleniowa, bo jego „rodziną” i „wspólnikiem” jest państwo, któremu oddawał przez całe zawodowe życie swój majątek, więc to państwo jest jego opiekunem i „rodziną” na starość zamiast dzieci, które w „rewanżu” (konsekwencji!) nie muszą się martwić czy obchodzić rodziców skoro rodzic ma „emeryturę”. Co innego gdyby rodzic zamiast emerytury miał oszczędności (nieprawdaż?) wtedy nawet najgorszy prymityw będzie się rodzicem opiekował by coś po nim odziedziczyć. Niestety tak w większości przypadków NIE BĘDZIE! bo „dziedziczy” państwo, które temu człowiekowi wszystko zabrało! (dlatego m.in. „państwo opiekuńcze” postanowiło jeszcze bardziej ulżyć w życiu emeryta zezwalając na wprowadzenie kolejnej bankowej usługi zwaną „odwróconą hipoteką” by ludzie starsi nie musieli żyć z głodowych emerytur i by wyprzedali się do cna zanim umrą).

To co w większości zostało opisane w tym artykule to nie są skutki „liberalizmu” czy „kapitalizmu” w gospodarce, ale właśnie socjalizmu i etatyzmu państwowego. Już dziś realizują się (wbrew temu co autor napisał) KONSEKWENCJE tego bezhołowia i „wiary” w „misję społeczną” państwa, które ZAWSZE dba wyłącznie o siebie – aparat, i o „swoich” – czyli wybrańców którzy z nim współpracują w rabunku pozostałej reszty. Nie dlatego że nie realizuje swoich zadań (które na siebie wzięło i za które każe sobie słono płacić) jak trzeba, ale właśnie DLATEGO że je na siebie wzięło (kasując z góry stosowną opłatę) w zamian za nic nie warte „gwarancje”, które co jakiś czas zmienia. Pozbawiając tym samym rodzinę jednym ruchem długopisu pod taką czy inną ustawą JUŻ DZIŚ władztwa nad jej majątkiem, i prawa rodziców do bycia jedynym autorytetem i źródłem dobrobytu dla swoich dzieci. Konsekwencje możemy gołym okiem obserwować… Rodzina jest rabowana (i zadłużana na koszt tej „opieki”) jednym ciągiem na kilka pokoleń naprzód!

Największą głupotą w tym artykule jest stawianie sprawy z niską dzietnością w takiej oto zależności, że żeby zapewnić sobie przyszłość wystarczy urodzić dużo dzieci (niech sobie autor na Afrykę spojrzy!)… Niestety zależność jest taka, że nie wystarczy „mieć” dzieci. Trzeba jeszcze myśleć (zawczasu!) o tym za co je wychować, nakarmić, ubrać, znaleźć CZAS dla nich, żeby się nie chowały samopas. Na to wszystko trzeba mieć środki tu i teraz (a nie „na przyszłość”), żeby móc te dzieci odpowiedzialnie i po swojemu wychować. A nie oddawać je na wychowanie państwu i to coraz wcześniej. To tu i teraz potrzebne są rodzicom środki, by mogli wychowywać swoje pociechy w miłości i odpowiedzialności za przyszłość. Za przyszłość swoją i rodziców, którzy na to właśnie pracują żeby miał ich kto na starość obchodzić tak jak oni obchodzą swoje dzieci kiedy są bezbronne i niezaradne. Dzieci nie są państwową własnością, rodzice nie troszczą się o nie w celu wyhodowania parobków/podatników/dłużników i wyznawców państwowego „lewa”, ale DLA SIEBIE jako pociechę i opiekę na starość. Państwo socjalistyczne swoją pseudo „opieką” tę możliwość rodzicom odbiera a dzieci od małego uczy egoizmu!

Katastrofa demograficzna jest skutkiem socjalizmu a nie liberalizmu (chyba że ktoś ma na myśli „liberalizm” obyczajowy, ale to się nazywa wtedy libertynizm). W państwach zachodnich widać to najlepiej ale już w innym wymiarze. Bo tam biedy (jeszcze) nie ma, ale przyczyną niskiej dzietności jest z kolei „kultura” hedonizmu i chęć czerpania przyjemności z życia (czyli libertynizm właśnie) a nie stan zamożności (który jest tylko środkiem), bo gdyby było inaczej, to Polacy którzy wyjechali na zachód nie mnożyliby się w takim tempie a uprawialiby ten sam „styl życia” jak autochtoni. Część oczywiście już zasymilowała się z tym „stylem zachodnim”, ale zdecydowana większość ciągle jednak wie po co żyje i realizuje się w „konserwatywnym stylu” – rodzicielstwa. Trzeba więc pamiętać o tym, że kapitał to TYLKO środek a jak jest wykorzystywany to zależy od charakteru człowieka. Zgniły zachód wykorzystuje go do korzystania z życia nie licząc się z przyszłością, zaś Polacy jeszcze wiedzą czym jest rodzina i dzieci, więc wykorzystują ten sam kapitał po to żeby się realizować w tradycji jaką nasiąkli i zabrali ze sobą z Polski.

Polaków są na zachodzie MILIONY! Wystarczy więc (tylko!) przywrócić normalne warunki gospodarcze w Polsce by zła sytuacja demograficzna zniknęła w jednej chwili, za sprawą powrotu tych milionów naszych rodaków wraz z dziećmi pod polską strzechę… Jednak bez likwidacji „państwa opiekuńczego”, które dziś przeciętnego Polaka kosztuje około 80% jego dochodów (w postaci różnych podatków, „składek”, opłat i nie licząc innego rodzaju sposobów na wyciskanie podatników, jak np. „ratowanie” takich czy innych państwowych firm które przynoszą tylko straty, gdzie pousadzali się mężowie, żony, kochanki, córki, synowie, pociotki i przyjaciele królika) nikt do Polski nie będzie chciał wracać by tu wydawać i inwestować swoje ciężko zarobione na zachodzie pieniądze, żeby dorabiać obcych sobie ludzi… Tymczasem Polacy od 25 lat wybierają do władzy etatystów i populistów, którzy ciągle chcą się nimi „opiekować”, i są bombardowani podobnymi do gniota który pozwoliłem sobie skomentować ideami rodem z marksizmu leninizmu. Mamy więc to co mamy jako KONSEKWENCJĘ głupoty, więc nie dziwmy się że młodzi emigrują za chlebem pozostawiając swoich rodziców na pastwę „państwa opiekuńczego”.

Konkludując zatem w nawiązaniu do prowokacyjnego tytułu: „Czemuś głupi? Boś biedny! Czemuś biedny? Boś głupi!”. Jak ktoś nie lubi czytać to niech sobie posłucha tego: Dlaczego w Polsce nie ma pracy? i tego: Dlaczego niższe podatki oznaczają większe zarobki

…Odys

Polecam lekturę: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.  oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) polecam również: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Wirtualna Polonia

Liberalizm nas zabije

 +

.
+

Demografowie biją na alarm – do 2050 roku populacja naszego kraju zmniejszy się o przeszło 4,5 miliona osób. Równocześnie wśród Polaków szerzy się ideologia, która zakłada całkowite wycofanie się państwa z prowadzenia polityki społecznej. W czasie, gdy walka o naród oznacza przede wszystkim walkę o dzietność polskich matek, o niedopuszczenie do demograficznej i ekonomicznej katastrofy, jak wirus rozprzestrzenia się liberalne zaczadzenie.

Na rodziny ani złotówki!

View original post 2 537 słów więcej

POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Na początek materiał filmowy: Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa – Zatrzymanie dziennikarzy

Najpierw ad rem, tj o „wolności mediów”…

Rzecz oczywista całe to zamieszanie z dziennikarzami rozbija się jak słusznie zauważył jeden z członków posiedzenia o art. 14.Konstytucji RP czyli „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.” Jest to przepis tak oczywisty, że nie może być ŻADNYCH okoliczności łagodzących wobec zachowania się Policji w tej konkretnej sprawie o ile oczywiście dziennikarze nie zachowywali się w sposób uzasadniający zastosowanie wobec nich przymusu i aresztu. Na to są wymienione enumeratywnie w odpowiedniej ustawie konkretne zapisy, kiedy taki przymus łącznie z zatrzymaniem jest uzasadniony a kiedy jest to nadużycie władzy (patrz sprawa Wiplera). W moim przekonaniu (opartym o dotychczasowe zeznania świadków) nie było takich okoliczności które uzasadniałyby zastosowanie przez Policję zatrzymania i aresztu wobec niektórych (ta wybiórczość też daje do myślenia) dziennikarzy.

W związku z powyższym.

Niewątpliwie „ciekawa” jest ta wybiórcza (nie)logika jaką stosuje Pan komend(i)ant w asyście Pana (niedo)rzecznika (o którym ciekawe rzeczy ujawnia Pan Stonoga – Przebudzenie polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie Ziętary i ART-B. Zbigniew Stonoga czyli wróg publiczny „układu zamkniętego” w Polsce), w interpretacji wydarzeń jakie miały miejsce, gdzie najmniejszym problemem jest pójście w zaparte że „skoro sąd zastosował tryb przyspieszony to musiał mieć ku temu powód” (co implikuje taką oto zależność że COKOLWIEK władza uczyni to MUSI być zgodne z wszelkimi zasadami, bo inaczej by tego NO PRZECIEŻ! zrobić nie mogła 😉  „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia). Otóż zależność jednego od drugiego powinna być (w normalnym państwie) ODWROTNA! Gdyby więc nie był to tak jawny  zamordyzm, jakim się wykazuje ta żałosna imitacja „protect and serve”, to byłoby to całkiem zabawne. Nagroda Darwina gwarantowana 😉

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Niestety pukanie się w czoło jest w tym wypadku mocno nie na miejscu. Tak nieobiektywna postawa „strusia” prawa powinna się skończyć (w normalnym państwie) wywaleniem na pysk ze służby takiego funkcjonariusza z dożywotnim zakazem sprawowania jakiegokolwiek stanowiska publicznego, gdyż nie daje on swoją osobą rękojmi stania obiektywnie na straży nie tylko obowiązków, ale przede wszystkim gwarantowanych konstytucyjnie wolności obywatelskich… Czysty PRL („Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”). Ale dość spojrzeć na wyraz twarzy tego człowieka i ton w jakim przemawia do ludzi którzy mają prawo do konkretnych i rzeczowych wyjaśnień – buta, buta i jeszcze raz buta, która w połączeniu z poczuciem bezpieczeństwa (odgórnego – politycznego) pozwala mówić mu absolutnie wszystko bez względu na jakiekolwiek obowiązujące prawo i stan faktyczny z jakim przecież mamy do czynienia (są na to nagrania i zeznania licznych świadków). Tryb przyspieszony a oni dalej nie wiedzą za co skazać protestujących w PKW jak i samych dziennikarzy. Tzn. wiedzieć niby wiedzą, ale jak zamierzają to uzasadnić żeby to nie kolidowało ze stanem faktycznym (zeznaniami świadków i nagraniami gdzie nie widać uzasadnienia dla niektórych zachowań Policji) nie mam zielonego pojęcia. „Naruszenie miru domowego” w budynku instytucji publicznej gdzie nikt się nie awanturuje a ludzie po prostu siedzą sobie za stołem, rozmawiają czy się modlą? 🙂 Bierny opór jako podstawa do zatrzymania na dołku? „Really?!” Give me a break!

A teraz kwestia „poboczna”…

Irytuje mnie że na tym posiedzeniu typy w osobach Pana Sakiewicza i Terlikowskiego próbują ze swojej „TV Republika” zrobić głównego zatroskanego obrotem wydarzeń w tej sprawie.

Przecież wg. Pana Sakiewicza i Terlikowskiego w PKW protestowało „stronnictwo rosyjskie” więc jakby nie patrzeć zamordyzm Policji MUSIAŁ być w ich mniemaniu uzasadniony (podobnie jak Majdan w Kijowie) gdyż racja stanu została przez te „mendium” postawiona dość wysoko i jednoznacznie. Ci którzy nie słyszeli niech się zapoznają zanim zaczną Panu Sakiewiczowi przypisywać CUDZE zasługi: „Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” nazywa red. Ewę Stankiewicz ze smoleńskich „Solidarnych 2010″ i red. Grzegorza Brauna znanego m. in. z filmu o Jaruzelskim – „prorosyjskimi opozycjonistami” 

O co ta pretensja do Policji, skoro stało się dokładnie tak jak sobie „zażyczył” Pan Sakiewicz? Protestujący (o przepraszam! oczywiście „prorosyjscy opozycjoniści”) zostali przecież „przeliczeni”!

To samo „POświęcony” (tylko nie wiadomo komu) POrtal Pana Terlikowskiego, który pisał: V kolumna Putina zajmuje PKW. Gdzie jest państwo Polskie?… „Dlatego niniejszym wzywamy powołane do tego organy państwa Polskiego oraz liczące się siły polityczne do powstrzymania przed skutkami destabilizacji przez Ruch Narodowy, KNP – uzurpatorów reprezentacji narodu„. Fronda.pl

i inni…

„Okupacja nie jest rozwiązaniem, pogłębia chaos”. Oświadczenie PiS ws. akcji w PKW

Dodano: 20.11.2014 [21:20] 
"Okupacja nie jest rozwiązaniem, pogłębia chaos". Oświadczenie PiS ws. akcji w PKW  - niezalezna.pl
foto: twitter.com/

„Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanie negatywnie ocenia dzisiejsze wydarzenia pod siedzibą PKW. Wtargnięcie do instytucji państwa i jej okupacja nie są rozwiązaniem problemu i mogą  tylko pogłębić chaos, który jest związany z przedłużającym się procesem podania wyników wyborów samorządowych” – pisze w specjalnym oświadczeniu rzecznik PiS, Marcin Mastalerek. (niezalezna.pl)

…że zacytuję Pana Michalkiewicza… ZASRANCEN! I nie rzucam tego określenia w kierunku Państwa Policyjnego po którym od dawna niczego dobrego już się nie spodziewam, bo widzę wyraźnie komu służą służby i że nie jest to naród a co najwyżej jego tzw.”przedstawiciele” (o ile tańczą jak „starsi i mądrzejsi” zagrają). Zwracam się tym określeniem do hipokrytów Sakiewicza i Terlikowskiego (oraz do opcji politycznej którą reprezentują czyli PISu), którzy w dniu protestu WYRAŹNIE i gremialnie stanęli po drugiej stronie i odcięli się od protestujących. Mało tego! Legitymizowali interwencję Policji w budynku PKW nazywając protestujących „prorosyjskimi opozycjonistami” i „V kolumną Putina” wprost nawołując do „przywrócenia porządku” przez to samo państwo, na którego „brutalność” teraz się skarżą. Nawoływanie do zamordyzmu nie przeszkodziło też tym obłudnym „mendiom”, żeby samemu  się ogrzać w świetle protestującej „V kolumny Putina” bo z premedytacją wysłali tam swoich dziennikarzy żeby i oni zostali zaliczeni w poczet „męczenników”. Kuriozum i obłuda!
rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Terlikowski którego „POświęcony POrtal” jawnie nawoływał do interwencji Policji (nie wiadomo na jakiej podstawie poza wydumanym oszczerstwem o działanie protestujących na korzyść Rosji) w ogóle nie powinien zajmować głosu. Ale skoro już zabrał to nie powinien się też obnosić z „relacją” ze zdarzeń w TV, bo takich relacji NIE BYŁO (a jak były to lakoniczne więc nie mogły a wręcz nie pokazywały istoty tego co się działo), poza tymi źródłami które od początku towarzyszyły protestującym i nie była to TV Republika, ani żadna inna „nurtu korytowego” – WIEM bo sam szukałem relacji z tego zdarzenia w TV, ale nic takiego nie miało miejsca za wyjątkiem lakonicznych informacji na tzw. „pasku informacyjnym”. Żadne poważne medium nie było zainteresowane relacjonowaniem na żywo tego protestu (co też było znaczące). Na relację z protestu w PKW „na żywo” trafiłem dopiero w internecie za sprawą „STOP MANIPULACJOM WYBORCZYM!” „livestream”. Sam dziennikarz „Republiki” jawnie przyznaje się na tym posiedzeniu, że zanim wdarł się „przemocą wobec drzwi” (co podkreślił 🙂 ) do budynku już się w nim znajdowali akredytowani dziennikarze więc był tam wyłącznie na przystawkę. Terlikowski też się przyznaje że transmisję „na żywo” zaczęli od godz 11 o ile dobrze zrozumiałem, bo mętnie się do tego odnosił a tylko „zachwalał” jak to się „napracowali” w redakcji (jak się napracowali i nad czym pracowali to już podawałem wyżej).

Stawiam też „Sakiewkę” judaszowych srebrników (tudzież Ter-szekli) o to, że gdyby w tym dniu na ulicę wyległo więcej ludzi niż jak to miało miejsce, to ci hipokryci śpiewaliby z zupełnie innego klucza. Zabijaliby się o to żeby swoimi portalami, telewizjami i innymi „geszeftami” (a nawet osobistą obwisłą piersią – tak jak to miało miejsce w przypadku niektórych na Majdanie w Kijowie) firmować taki protest 24 godziny na dobę. Bo tylko kiedy oni dowodzą taki protest jest SŁUSZNY, legalny, spontaniczny i obywatelski (co zapowiedzieli i zaplanowali głośno i wyraźnie na 13 grudnia 🙂 ). Przez myśl nawet by im wtedy nie przeszło, żeby protest na którego czele sami stanęli nazywać „V kolumną Putina”. Ale że w tym wypadku nikt z nimi takiego ruchu nie ustalał i nie zaprosił to ich poniosło. Postanowili więc z czystej zawiści (nie wspominając o innych moich podejrzeniach wobec tej kliki) obrzucić błotem tych, którzy zjednoczeni w słusznym celu odrzucili wzajemne podziały (jak w wypadku KNP i RN) by z ludźmi spoza swoich środowisk (takich jak Pan Braun czy Pani Stankiewicz) zaprotestować przeciwko jawnej patologii jaka miała miejsce przy wyborach samorządowych, wypisując na ich temat bzdury wyssane z palca zamieniając główny motyw (PKW i jej nieudolność) na proruską działalność i sianie chaosu, oraz (to najlepsze 🙂 ) że ten protest ma na celu przesłonięcie problemu Ukrainy (sic!). Zero logiki, zero uzasadnienia takiego stawiania sprawy. Dlaczego? A dlatego, że problemem tych ludzi jest zawłaszczenie sobie przez nich miana JEDYNEJ opozycji wobec rządów PO. Ci ludzie przyznali sobie monopol na prawdę, oraz na „prawo i sprawiedliwość” a co za tym idzie monopol przewodzenia wszelkim protestom w Polsce. Dla tych ludzi liczy się tylko jedna opcja! – PIS. Reszta (skoro z PISem konkuruje) to faszyści i ruscy agenci. Czym proszę zauważyć naprzemiennie określa się tego typu organizacje jak KNP czy RN a teraz również Panią Ewę Stankiewicz i Pana Grzegorza Brauna, nie bacząc przy tym, że nie dość że te epitety nie mają merytorycznego uzasadnienia, to na dodatek są to określenia wzajemnie się wykluczające 🙂

Więc pamiętajcie drogie dzieci, że jak protestować to tylko pod sztandarem magdalenkowego PISu. Każdy zaś kto ośmiela się protestować pod innym sztandarem, musi się liczyć z tym że szkodzi Polsce a co za tym idzie jest godny pogardy a nawet pacyfikacji przez Policję (choćby była to platformiana Policja). Bo bycie „prorosyjskim stronnikiem”, w okolicznościach gdy „cały cywilizowany świat” (w tym również Polska) potępia agresję rosyjską na Ukrainę jest wystarczającym powodem do tego żeby oberwać lagą i wylądować w ciupie na długo. Łatka ruskiego agenta pali dzisiaj mocniej od łatki „antysemity” czy „homofoba” więc uważajcie drogie dzieci 😉

Wracając jednak do widowiska zwanego „posiedzeniem”, pragnę zauważyć że strony biorące w nim udział to tak naprawdę jedna i ta sama strona wydarzenia (poza drobnym „wypadkiem” a być może celowym zagraniem żeby uwiarygodnić pewne środowisko jako „antyrządowe” w oczach opinii publicznej). Koncesjonowana oPOzycja i strona „rządowa” kłócą się co prawda o jedną zasadniczą kwestię – wolność mediów, ale pragnę przypomnieć że pierwsi jawnie nawoływali do rozprawienia się z protestem (dla nich prorosyjskim) i jawnie się odcięli od protestujących a drudzy (stosując się pośrednio do tego żądania) protest wynieśli (dosłownie) z PKW tylko nie tak jak trzeba, albo właśnie tak jak trzeba a teraz tylko trzeba odstawić gawiedzi mały teatrzyk, żeby obie strony uwiarygodnić. „Zły glina i dobry glina” to stary numer ale ciągle wart zachodu kiedy gawiedź nie wie o co chodzi. 🙂

Co znaczące bowiem – interpretacja pewnych zdarzeń które miały miejsce, przedstawiana zarówno przez pierwszych jak i drugich stoi w wyraźnej sprzeczności z tym co mówił w sądzie Pan Braun. Mam tu na myśli słowa o „wdarciu się” do budynku i późniejsze niejasne sytuacje z nawoływaniem – przez uprawnione do tego osoby – do opuszczenia go. Według „Republikanów” którzy potwierdzają wersję Policji było jasne kto, kiedy i do czego wzywa protestujących – Pan Braun zeznawał w sądzie że nie było to tak oczywiste jak przedstawił to dziennikarz „Republiki”. I tu zasadnicze pytanie! Skoro było to tak oczywiste dla dziennikarza z „Republiki”, to czemu sami dziennikarze nie zastosowali się do tych poleceń i nie poinformowali przy okazji samych protestujących o tym że takie polecenie zostało wydane oficjalnie? Prowokacja? Głupota? Jeśli tak to czyja? Ktoś niewątpliwie nie ma tutaj racji, ale ewidentnie widać że obie „strony” próbują coś ugrać kosztem samych protestujących, rżnąc przy tym przysłowiowego głupa. Wszak obie strony racji mieć tutaj nie mogą. Ciekaw jestem jak sąd to rozstrzygnie, wobec tylu sprzeczności. Przynajmniej wiemy że włodarze tzw. „mediów niezależnych” idą tutaj w zasadniczych kwestiach pod rękę z Policją…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I dlatego to całe „posiedzenie” uważam za ustawkę polityczną. Siedzą sobie „męczennicy” z „OPrawcami” i obrzucają się nawzajem (ale z osobna) oskarżeniami, każdy we własnym dobrze pojętym interesie. Transmisja rzecz jasna odbywa się poprzez medium samych „męczenników” (TV Republika 🙂 ) a za stołem nie ma NIKOGO z tych którzy tam protestowali – co też jest znaczące. Magdalenkowcy starają się uwiarygodnić, ale moim zdaniem kto ma oczy oraz uszy, ten z pokrętnych wywodów Panów Sakiewicza i Terlikowskiego (zwłaszcza z perspektywy tego co i jak wygadywali wcześniej na temat tego protestu) wychwyci subtelną sugestię jednego i drugiego puszczających oko do Policji w takim tonie, że oto – jedyna krzywda jaka się tam wydarzyła to zatrzymanie „niezależnych” dziennikarzy. Z pominięciem rzecz jasna tych co to są „V kolumną Putina” – tych należy ukarać za „nielegalne wtargnięcie”, „nielegalny protest”, „sianie chaosu” i „prorosyjskie działanie”. Identyczną (niemal w 100%) narrację od tygodnia prowadzą inne „mendia” nurtu korytowego, które do „ofiar” zajścia w PKW zaliczają wyłącznie dziennikarza z PAPu i drugiego z TV Republika… Reszta do gazu!

W moim przekonaniu TV Republika była tam tylko po to żeby dać się „bezprawnie skuć” i zamknąć na dołku (wiadomo –  „sława” „represjonowanych przez reżim” piechotą nie chodzi). Więc ja dziękuję i nie kupuję waszego „męczeństwa” Panowie z „mediów niezależnych”. Z tego też tytułu przyznaję wam drugą część Nagrody Darwina. 🙂

…Odys

poprzednio: Protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym. Niestety na ignorancję nie ma paragrafu! Stanisław Michalkiewicz: Chaos kontrolowany podobne: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści” polecam również: Marek Gajowniczek: „Piana na rzece” do grafiki Andrzeja Krauze: „Wolnośc słowa” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. i to: Grzegorz Braun o obradach Knesetu w Polsce, oraz o „patriotycznej prawicy” i „niezależnych dziennikarzach”. a także: Dr Hanna Karp o promocji Telewizji Republika w lewicowych mediach na koniec: O „wolności słowa” w internecie…

Pisze Pan Stanisław Michalkiewicz:

„…Każde dziecko wszak wie, że PKW to pełny spontan i odlot, niczym w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy „Jurka Owsiaka” i jeśli nawet zdarzy się coś, co nasuwa wątpliwości, to tylko z gorliwości w służbie naszej młodej demokracji. Taki rozkaz najwyraźniej musiał paść nie tylko dla mediów niezależnych, ale również – dla mediów niepokornych, w których usadowiły się cyngielmany pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, demaskując każdego, kto ośmieliłby się naruszyć PiS-owską dzierżawę monopolu na patriotyzm, być może przydzieloną jeszcze w Magdalence przez generała Kiszczaka – bo tam przecież położono fundamenty ustrojowe III RP.

Skoro więc teraz sam prezes Kaczyński przestrzega przed próbami obalania tego ustroju, to trudno się dziwić, że każdy, kto się z tego rozkazu wyłamuje, musi być ruskim agentem. Jakże inaczej, skoro wśród demaskujących jest sam Dawidem Wildstein, który do ruskich agentów ma specjalnego nosa. Dlatego nie tylko „Gazeta Wyborcza”, ale i portal judeochrześcijańskiej sekty „Fronda” nie szczędziły słów potępienia dla uczestników demonstracji przed siedzibą PKW. Jużci – gdyby tak ich pochwalić, to dzierżawiony przez PiS monopol na patriotyzm zacząłby się wykruszać i wykruszać, podczas gdy kiedy grubą kreską oddzielimy ruskich agentów od zdrowych sił w partii, to od razu wiadomo, czego się trzymać.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

A trzymać się należy pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, w którym tkwi zaród zbawienia. I jeśli nawet jego poczynania wydają się do złudzenia przypominać groźne kiwanie palcem w bucie, to nic nie szkodzi, bo i palec słuszny i but – a w tej sytuacji, czegóż jeszcze chcieć więcej? Toteż cyngielmanów wcale nie konfunduje foedus Prawa i Sprawiedliwości z Sojuszem lewicy Demokratycznej, bo wiadomo przecież, że jeśli taką rzecz zrobiłaby Platforma Obywatelska, to tylko z wrodzonej predylekcji do zdrady i zaprzaństwa, podczas gdy PiS, jeśli nawet kombinuje z „Płatnymi Zdrajcami Pachołkami Rosji”, to robi to z płomiennego patriotyzmu. W SS mawiano, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty” – i to na naszych oczach się sprawdza.”

(całość tu: Cyngielmany wychwalają i potępiają Komentarz  •  serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)  •  24 listopada 2014)

„…nawoływania PiS i SLD do powtórzenia wyborów są całkowicie nieszkodliwe i właśnie dlatego się pojawiły. Teoretycznie istnieje możliwość zakwestionowania rezultatów wyborów w konkretnych przypadkach przez sądy okręgowe, ale liczenie, że niezawisły sąd odważy się podważyć ustalenia bezpieki, których nie śmią tknąć Umiłowani Przywódcy, graniczy z szaleństwem. Już tam takiemu niezawisłemu sądowi natychmiast przypomniano by, skąd wyrastają mu nogi – a skoro my o tym wiemy, to cóż dopiero – niezawisłe sądy? Przecież taki jeden z drugim wie, kto dał mu władzę („w Urzędzie dają broń i władzę, a wkoło kraj, jak zachód dziki!”), więc nie będzie tej szczodrej ręki kąsał.

Wyglądało zatem na to, że nawet takie ordynarne cwelowanie obywateli nie spotka się z żadną reakcją, ale Kongres Nowej Prawicy i Ruch Narodowy skrzyknęły się na manifestację przed PKW, która zakończyła się wtargnięciem do budynku i próbą okupacji. PKW skwapliwie uchwyciła się tego pretekstu, by „przerwać prace” czyli dodatkowo zyskać na czasie i odwlec moment ogłoszenia oficjalnych rezultatów wyborów, policja pod osłoną nocy wszystkich wygoniła, no a teraz niezawisłe sądy dostały rozkaz, by przysolić wszystkim piękne wyroki. I tak na pewno będzie tym bardziej, że okupację PKW natychmiast wszyscy „potępili” – i autorytety moralne i funkcjonariusze poprzebierani za dziennikarzy niezależnych mediów i Umiłowani Przywódcy – również Prawo i Sprawiedliwość, które w ten sposób po raz kolejny dowiodło, że jak przychodzi co do czego, to bezwzględnie respektuje ustalenia z Magdalenki…”

(całość tu: Okupanci testują Felieton  •  tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  28 listopada 2014)

podobne: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? oraz: System wyborczy to bubel bo źle przygotowano specyfikację przetargową. Nie wiadomo kiedy wyniki, ale PKW dostanie jeszcze więcej pieniędzy. Rekordowa liczba głosów nieważnych. Opozycja domaga się skrócenia kadencji nowych samorządów. Komorowski Broni. „códu nad órną”.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

PS. krótko…

Zamiast wymieniać świnie trzeba zlikwidować koryto… Kto uchwalał to „prawo”, które nie daje możliwości udowodnienia fałszerstwa? Otóż CAŁA obecna klasa polityczna łącznie z koncesjonowaną opozycją, która dziś drze szaty że wybory są (prawdopodobnie) fałszowane….Ordynacja wyborcza z założenia była tak zaprojektowana, by konserwować układ a PIS to prawo i wszelkie istotne zmiany POmógł tworzyć (również tą dzięki której PKW nie musi pokazywać dlaczego takie czy inne głosy zostały uznane za nieważne o czym mowa tu: Jak unieważnić wybory 2 – odpowiedź na krytykę – PROTEST przy urnach #89). Ani rząd ani opozycja od 25 lat nie są więc wiarygodne, i tak samo całe to ich „prawo” (bez sprawiedliwości). Potwierdza to fakt, że można nim manipulować w zależności od potrzeb „zainteresowanych” betonowaniem polskiej sceny politycznej (a zainteresowani są wszyscy okrągłostołowcy łącznie z PISem). Ci ludzie razem i w porozumieniu przy okrągłym stole (a wcześniej w magdalence) ustalili między sobą podstawy tego „ustroju”, w którym możliwe są takie czy inne zmiany w prawie pod siebie (z naruszeniem również takich zapisów w konstytucji jak „proporcjonalność wyborów„)… Poza tym problemem jak napisałem nie są świnie a koryto które sobie wystrugały za pomocą demokracji.

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze