Obniżenie ratingu Polski w praktyce. Nie ma darmowych obiadów więc kto zapłaci za długi i „sprawiedliwy kurs” CHF? Kryzys z deflacją w tle. Przyjdzie czas na złoto.


Ciężar kredytu

Ciężar kredytu

Rynki finansowe i politycy to w pewnym sensie dwie frakcje, które ze sobą konkurują, ale nie mogą bez siebie żyć. Jedni wydają pieniądze, a drudzy to finansują i na tym zarabiają…

„Ryzyko kredytowe na średnim poziomie. Dobra wiarygodność finansowa i wystarczająca zdolność do obsługi zobowiązań. Podwyższona podatność na niekorzystne warunki gospodarcze.”

Jak widać z opisu, S&P nie obawia się o obecną sytuację gospodarczą Polski, tylko o pogorszenie sytuacji w przyszłości. Analitycy agencji w uzasadnieniu swojej decyzji, jako główny powód podają fakt, że w październiku w wyborach parlamentarnych zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, którego decyzje polityczne mogą doprowadzić do destabilizacji czołowych instytucji państwowych i w konsekwencji spowodować osłabienie naszej gospodarki, co w konsekwencji ma oznaczać problemy z obsługą zadłużenia.

Czego obawia się agencja Standard & Poor’s?
Jest kilka elementów, które zagrażają naszej sytuacji gospodarczej i mogą budzić pewne wątpliwości. Oto kilka z nich:

1. Destabilizacja polskiego sektora bankowego.

…Kursy Getin Noble, Alior Banku, BOŚ znajdują się obecnie w okolicy swoich historycznych minimów. Jednym z powodów przeceny jest oczywiście dyskontowanie wpływu nowego podatku, jaki wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość ,w kolejnych latachNiestety, nie jest to powód jedyny. Z czasem banki przerzucą nowy podatek na klientów, więc w długim terminie to nie będzie miało aż tak dużego znaczenia….

…W piątek Prezydent zaprezentował projekt kolejnej ustawy, która mocno uderzy w banki. Tym razem dotyczy ona kredytów w walucie zagranicznej, przede wszystkim we franku szwajcarskim. Według ustawy, każdy kredytobiorca ma uzyskać możliwość przewalutowania swojego zobowiązania po „kursie sprawiedliwym”.

…Pojawiają się pierwsze szacunki ze strony banków, że może to stanowić w sumie nawet 34 mld zł. Zysk całego sektora bankowego w 2015 roku to 10 mld zł. (…) Liczby pokazują, że nowa ustawa Prezydenta może całkowicie zdestabilizować sektor bankowy. W najlepszym wypadku doprowadzi do masowego podnoszenia opłat i wstrzymania akcji kredytowej, a w najgorszym nawet do kryzysu całego sektora bankowego i potrzeby masowego dokapitalizowania banków.

2. Dług Polski w obcej walucie.

…Jak wynika z oficjalnych danych Skarbu Państwa, dług w walucie obcej to około 35,3% całości zadłużenia. Wystarczy, że doświadczymy w najbliższym czasie mocniejszego osłabienia polskiej waluty, powyżej 10%, a pierwszy próg ostrożnościowy zostanie szybko aktywowany. Wtedy, zgodnie z konstytucją nie ma możliwości zwiększania wydatków, a więc plany dotyczące nowych ustaw staną pod znakiem zapytania. Sytuacja finansowa kraju znacznie się pogorszy. UE ponownie nałoży na nas procedurę nadmiernego deficytu.

3. Obniżenie wieku emerytalnego.

Po projekcie ustawy o „frankowiczach” nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Prezydent przygotuje ustawę obniżającą wiek emerytalny. Ta ustawa zwiększy wydatki budżetowe związane z finansowaniem ZUS i oczywiście przyspieszy rozbiór OFE. Przyspieszy zbliżanie się stosunku długu do PKB do okolic 55%.

4. 500 zł na dziecko

…w krótkim terminie Rząd nie ma pomysłu jak to sfinansować. W ekonomii nie ma darmowych obiadów i nowe podatki firmy przerzucą na nas konsumentów. Istnieje więc poważna obawa, że pomysł zostanie sfinansowany w inny sposób, np. poprzez NBP.

5. Zagrożenie niezależności NBP

Wkrótce wygasną mandaty członków Rady Polityki Pieniężnej. Nowych członków wybierze m.in Prezydent, Parlament i Senat. Po wydarzeniach z Trybunałem Konstytucyjnym chyba już nikt nie ma wątpliwości, że to będzie najbardziej upolityczniona Rada Polityki Pieniężnej w historii Polski. Nikt nie będzie zachowywał pozorów zatrudniania fachowców i obiektywnych specjalistów. Jeżeli nowa RPP będzie prowadzić ekspansywną politykę monetarną, zależną od Rząd, to polska waluta może zanurkować (czyli dotkną nas konsekwencje opisane w punkcie 2).

Co obniżenie ratingu Polski oznacza w praktyce?

…Inwestorzy instytucjonalni i finansowi z całego świata, którzy inwestują globalnie, zamiast zatrudniać własne sztaby analityków polegają na analizach agencji. W swoich strategiach inwestycyjnych zapisują, że inwestują przykładowo tylko w papiery o ratingu A+ i lepsze. Jeżeli rating Polski spada, to w tym momencie wszystkie firmy inwestycyjne zgodnie ze swoimi zapisami strategii muszą przebudować swoje portfele. Docelowo Ci inwestorzy w przyszłości już nie będą kupować polskich obligacji, przez co popyt się zmniejszy, a więc ich oprocentowanie wzrośnie. Będziemy musieli w związku z tym więcej zapłacić za swoje długi, przez co prawdopodobieństwo tego, że szybciej dojdziemy do progu ostrożnościowego jest większe.

Wpływ na współczynniki wypłacalności

…Im mniejszy rating tym większe ryzyko, a więc firmy ubezpieczeniowe i banki inwestycyjne mogą mieć w swoich portfelach mniej polskich obligacji i tutaj też nie ma dyskusji, tak po prostu jest. Przez to popyt jest mniejszy i oprocentowanie musi być wyższe.

…Prawda jest taka, że jesteśmy średnio zamożnym krajem na dorobku i nie stać nas na uszczęśliwienie wszystkich. Możemy się zgadzać z decyzją S&P lub nie, ale nie powinniśmy jej ignorować.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Standard & Poor’s tnie rating Polski. Co to oznacza w praktyce?

„…Standard and Poor’s (S&P) to najbardziej skorumpowana z kilku agencji ratingowych, przyłapana swojego czasu na procederze przekształcania scheissu w złoto, a konkretnie na przerabianiu nic nie wartych obligacji „subprime” w klejnoty z najwyższym rankingiem i najwyższą ceną. Za to Standard and Poor’s (S&P) zdrowo beknął płacąc karę. Nie jest jednak pewne czy wyciągnął z tego jakieś nauki.

Oczywiście myślący inwestor sam sobie szkodzi polegając w swoich prywatnych rachubach i poczynaniach na rankingach skorumpowanych agencji. Wierz własnym oczom i własnemu rozumowi, a ignoruj resztę. Nie znaczy to jednak aby ranking Standard and Poor’s (S&P) nie miał znaczenia. Ma znaczenie i to duże.

Wypuszczające obligacje rządy, główne banki czyli tzw. primary dealers w tych obligacjach, banki centralne oraz organizacje takie jak IMF czy Bank Światowy, tworzą jeden wielki ekosystem o charakterystykach organizacji mafijnej. Z jednej strony do mafii należeć musisz, na zasadzie sklepikarza w złej dzielnicy muszącego płacić comiesięczną „opiekę” miejscowemu gangowi. Mafia w zamian prowadzi coś w rodzaju ulicznego ATM – gdzie rząd może w każdej chwili podjąć potrzebną mu gotówkę. W ciepłej atmosferze wzajemnych kontaktów mafiosi znają się dobrze i przestrzegają pewnych reguł.

…Jak by się nie ustatkował to są na to inne metody, jak na przykład odcięcie mu dopływu tlenu, ergo dostępu do rynków kapitałowych, a/k/a do wspomnianego ATM. Do urabiania opornych służą m.in. właśnie rankingi długu Standard and Poor’s (S&P) i dwóch innych makerów. Rating gorszy oznacza ostrzeżenie i trudniejszy dostęp do rynków kapitałowych; kraj musi płacić wyższe odsetki czyli kredyt staje się droższy. Rating zły znaczy że jego obligacje mają status śmieciowy i że nikt, oprócz ryzykantów, ich nie kupi. A jak rząd nie dostanie dostępu do życiodajnego ATM to go mogą wywieźć na taczkach, na czym się jego kadencja skończy…

Tak jak niegdyś grupa targowickich zdrajców w Sankt Petersburgu tak i teraz mafia banksterska z aparatczykami unijnymi w Brukseli i ich pozujący na „obrońców demokracji” agenci w kraju knują obalenie legalnego rządu poprzez sprowokowanie kryzysu finansowego w Polsce. Kiedy dwie pozostałe agencje, Fitch i Moody’s, też zaczną obniżać polski rating, w sytuacji gdy nijak się to nie ma do realiów gospodarczych, to sytuacja może się szybko zaognić. Złoty spadnie głęboko a kraj wpaść może w kryzys jakiego nie widział od lat, zwłaszcza na tle globalnego spowolnienia i prawdopodobnej recesji.” (cynik9)

całość tu: Wojna polsko unijna. PLN pierwszą ofiarą podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.

…chodzi o to że sam rating (niezależnie od tego czy zrobiony na polityczne zamówienie czy nie) nie jest szkodliwy ani dla realnej gospodarki ani dla państwa jako instytucji, jeśli funkcjonują w sposób zdrowy/normalny w oparciu o własny, zaoszczędzony i wypracowany na rynku wewnętrznym kapitał. Nikt jeszcze od tego typu prowokacji nie zamknął firmy ani nie przestał uprawiać ziemniaków. Od takiego notowania nie zależy ani pomyślność firm ani budżetu państwa. Problem staje się realny kiedy państwo i gospodarka potrzebują kapitału z zewnątrz w postaci KREDYTU na inwestycje oraz na kosztowne zobowiązania budżetowe, które w wypadku deficytu są finansowane z długu (tym bardziej kosztownego im większy deficyt i zadłużenie). Wtedy zagrożenie jest jak najbardziej realne, ponieważ instytucje finansowe które udzielają kredytów inwestycyjnych/finansują deficyty państw, budują swoje portfele inwestycyjne na podstawie ratingów (niezależnie od tego czy są robione na polityczne zamówienie czy też nie) i mogą w związku z tym nie chcieć pożyczać, albo będą sobie życzyć większej „premii” za ryzyko (większych odsetek od udzielonej pożyczki).

Co to oznacza dla budżetu i gospodarki opartej o kredyt nie trzeba chyba wyjaśniać. Słaba gospodarka do tego sterowana centralnie (a taką jest Polska) nie jest w stanie sama udźwignąć kredytowania wydumanych wydatków państwa (a PIS ma tutaj dość ambitne plany), więc państwo zmuszone jest zadłużać się za granicą. Gdyby nie musiało, albo gdyby prowadziło zbilansowaną gospodarkę wydatkowania środków publicznych to mogłoby sobie na taki ranking (a co za tym idzie na kapitał zagraniczny) gwizdać. A tak to tylko patrzeć jak polski rząd zacznie tańczyć jak mu lichwiarze zagrają – rzecz jasna na własne pazerne/nieodpowiedzialne życzenie! (Odys)

Dla uzupełnienia jak zwykle ciekawy wywiad Trader21 dla dla NTV – Po co nam agencje ratingowe (27.01.2016) 

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? a także: PKB spada, dług względem PKB rośnie, deficyt w górę, OFE do „golenia” – perspektywa negatywna polecam również: Agencja ratingowa „Fitch” obniża perspektywę ratingów Polski. Ekonomiści: to sygnał dla rządu. i jeszcze: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

„…Dlaczego kredyty we franku szwajcarskim to problem dla całej gospodarki?
Może się mylę, ale nie słyszałem głosów na temat tego, że kredyty we franku szwajcarskim stanowią problem dla kredytobiorców, którzy brali je w 2004 roku, kiedy kurs CHFPLN wynosił 3 zł, a ceny nieruchomości były niskie. Problem odczuwają kredytobiorcy, którzy brali kredyt w 2007 i 2008 roku, gdy na rynku panowała odmienna sytuacja od tej z 2004 roku, czyli wysokie ceny nieruchomości i niski kurs CHFPLN.

Nieefektywne inwestycje
Kredytobiorcy we franku szwajcarskim z 2007 i 2008 roku mają klasyczny problem z finansowaniem nietrafionej inwestycji. Ich mieszkania nie są po prostu warte tej ceny, jaką zapłacili w 2007 i 2008 roku. Co prawda ich cena w PLN nie zmieniła się, ale w CHF drastycznie spadła. Każdy kto zrealizuje nietrafioną inwestycję musi ponieść straty z nią związane. W tym przypadku straty przyjmują charakter dużo wyższych rat kredytu w przyszłości, niż gdyby zaciągnęli dług w walucie polskiej.

Przeinwestowanie
Inną kwestią jest też to, że kredytobiorcy we franku szwajcarskim eksploatowali swoją zdolność kredytową do granic możliwości. Tutaj w grę wchodzi ekonomia behawioralna i wiele pułapek mentalnych, jakie nam zagrażają5. Zamiast kupić mieszkanie o powierzchni 60 m2, na które pozwalała im zdolność kredytowa w walucie krajowej, decydowali się na zakup mieszkania o wielkości 80 m2, w przypadku kredytu walutowego. To tylko potęguje koszty i skalę tego jak bardzo inwestycja okazała się nietrafiona i jak duże koszty kredytobiorcy muszą obecnie ponosić. W związku z tym około 250 tys. kredytobiorców w CHFPLN, którzy zdecydowali się na kredyt pomiędzy 2007-2009 rokiem musi płacić dużo wyższe, raty niż gdyby zaciągnęli zobowiązanie w krajowej walucie oraz ponosić koszt dodatkowo zakupionego metrażu, na który ich w rzeczywistości nie było stać.

Underwater mortgage
Problemem kredytobiorców we franku szwajcarskim nie są jedynie wyższe raty kredytu, ale też w wielu przypadkach tak zwane zjawisko hipoteki pod wodą, która odbiera zdolność kredytową. Przez to kredytobiorcy we franku szwajcarskim, którzy nie mają problemu z regulowaniem swoich zobowiązań i tak nie mają zdolności kredytowej, gdyby chcieli zaciągnąć dodatkowe zobowiązanie. Wartość ich kredytu w PLN, pomimo wielu lat spłacania, wciąż przekracza wartość nieruchomości, na którą kredyt był brany. To zmniejsza potencjał do dalszych inwestycji w naszym kraju i przez to obniża nasz potencjalny wzrost gospodarczy

…Jak to mawiał Milton Friedman, w ekonomii nie ma darmowych obiadów. Za finansowanie gospodarki z oszczędności zagranicznych, zbyt duże i nietrafione inwestycje musimy w jakiś sposób zapłacić

Teraz zostaliśmy ze zobowiązaniami, które musimy w jakiś sposób pokryć. Tutaj nie ma jednego dobrego rozwiązania. Najlepiej koszty borykania się z problemem rozbić po trochu na samych kredytobiorców, banki, budżet i być może NBP. Koszty są duże, ale w ten sposób rozłożony proces sprawi, że na pewno nie zdestabilizuje to gospodarki. Ryzyko systemowe jednak wreszcie zniknie i wtedy możemy jako kraj zabrać się za punkt pierwszy planu wyjścia z długów i przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Mam tu na myśli budowanie silnych polskich firm, które mogą konkurować na rynku globalnym.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kredyty we Franku Szwajcarskim – historia prawdziwa podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

„…Za rozwiązanie problemu z kredytami w CHF mogą zapłacić tylko trzy strony: kredytobiorcy, banki albo budżet państwa. Projekt ustawy Prezydenckiej zakłada, że ostatecznie to właśnie budżet państwa zapłaci za restrukturyzację kredytów. Banki, które poniosą straty na restrukturyzacji kredytu, będą mogły liczyć na 20% obniżkę podatku od aktywów. Skumulowana strata będzie mogła być odliczana przez wiele lat, aż zostanie w całości pokryta. Krótko mówiąc, to budżet zapłaci za restrukturyzację, ale koszt ten zostanie rozbity w czasie.

W krótkim terminie jednak to właśnie banki muszą same ponieść koszt restrukturyzacji i jednocześnie płacić 80% należnego podatku od aktywów bankowych. Tutaj nie trzeba być wielkim znawcą bankowości, aby domyślić się, że same będą zmuszone przerzucać wyższe koszty na klientów. Także podsumowując w długim terminie koszt restrukturyzacji kredytów poniesie budżet państwa poprzez mniejsze wpływy z nowo uchwalonego podatku od aktywów bankowych, ale koszt ten zostanie on rozbity w czasie. W krótkim terminie banki będą musiały nowe obciążenie pokryć same lub poprzez podwyżkę opłat dla klientów…” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kto właściwie zapłaci za „sprawiedliwy kurs” CHF? 

…no i właśnie to zawsze się tak kończy. Można udawać że jakiś „budżet” albo „państwo” spłaci za ludzi ich długi, ale prawda jest taka że to my obywatele zapłacimy za pazerność innych obywateli i „filantropię” tzw. państwa które będzie udawać że pomaga za swoje, choć swoich pieniędzy nigdy nie posiadało i nie posiada bo tylko żre. Więc ja w przeciwieństwie do autora nie podzielam poglądu o tym że należałoby rozłożyć czyjeś zobowiązania na innych (niby jakim prawem?). Kto ma długi niech je spłaca. Bez kary za pazerność ludzie i banki które im bezmyślnie tych kredytów udzielają, nigdy nie zmądrzeją i nie wyrwą się z pętli myślenia „róbta co chceta” (bezkarnie) bo przyjdzie św. Mikołaj „budżet” albo inny dobry wujek Duda i wszystko za was lekką rączką zapłaci. Bo w tym momencie to nie tylko długi kredytobiorców są spłacane ale jak można przeczytać spłacone będą również banki. Czemu społeczeństwo składające się głównie z ludzi którzy nie mają kredytów i całe życie uczciwie oszczędzają, ma ponosić koszta fanaberii jakichś dyletantów i jeszcze być szantażowane groźbą utraty depozytów jeśli banki nie zostaną spłacone?  (Odys)

podobne: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce).

„…Każde zaciągnięte zobowiązanie powoduje, że wydajemy pieniądze, których jeszcze nie zarobiliśmy. Dzisiaj konsumujemy nasze przyszłe przychody. Widzimy zatem, że konsumenci zaciągając długi, nakręcają teraźniejszy popyt kosztem przyszłego. Starając się sprostać wymaganiom rynku, firmy zwiększają swoje możliwości produkcyjne, zaciągając kolejne zobowiązania. Dzięki temu, pracownicy przedsiębiorstw zarabiają więcej pieniędzy, a będąc jednocześnie konsumentami, zaciągają dodatkowe długi. Dostali przecież podwyżkę, więc mogą sobie na to pozwolić. Trwa to do czasu, zanim skumulowane odsetki zdławią popyt, a wiele rodzin i firm straci płynność, i zbankrutuje.

Harry Dent ma zatem rację, wieszcząc nadchodzącą deflację. Objawi się ona z powodu bankructw na różnych poziomach, w zależności od rodzaju podmiotu. Dług rządowy zostanie odpisany, zmniejszając tym samym ilość i wartość obligacji w obiegu (jak będzie to miało miejsce w Puerto Rico). Korporacje przestaną spłacać swoje zobowiązania, a syndyk zlicytuje ich aktywa trwałe. Długi osobiste natomiast będą zaspokajane przez zajęcia komornicze dóbr i kont bankowych. Wtedy, ilość pieniędzy używanych przez społeczeństwo drastycznie się zmniejszy, gdyż zostaną „wessane” przez banki pod spłatę należności. To z kolei, spowoduje problemy z płynnością jeszcze większej liczby podmiotów.

Dzisiaj właśnie, dzięki nieustannemu przyrostowi długu, państwa i korporacje są w stanie rolować swoje zobowiązania. Nie będzie to jednak trwało wiecznie. Podaż nowych pieniędzy okaże się niewystarczająca, a sytuacja będzie się pogarszać z każdym dniem, zanim nastąpi odpis niespłacalnych długów...

Jeśli dodamy do tego rozrost sektora publicznego i dłuższy okres życia, mamy coraz większe obciążenia kosztów pracy dla mniejszej liczby młodych ludzi. Tendencja ta nie jest jednakowa na całym świecie. Kraje rozwijające się w Afryce i Azji mają dodatni przyrost naturalny i to dzięki nim populacja ludzi na świecie wzrasta. Rosnąca różnica między tymi krajami a Europą, będzie miała coraz większy wpływ na pogłębienie się problemu płynności finansowej krajów zachodnich w nadchodzących latach.

Postępujący proces starzenia się społeczeństw byłby zdecydowanie mniejszy, gdyby nie państwowy powszechny system emerytalny, który został wprowadzony w poprzednim stuleciu. Rozerwanie międzypokoleniowych więzi rodzinnych niszczy już nie tylko finanse publiczne, ale również cywilizację łacińską, na której Europa wyrosła ponad przeciętność.

Kończą się możliwości manewru banków centralnych

Wiemy już, że wzrost gospodarczy sponsorowany długiem jest silniejszy, ale pociąga za sobą nieubłagany kryzys. Deflacja jest pewna i to ona, prędzej czy później, kończy cykl kredytowy. Kryzys będzie tym głębszy, im większa ilość podmiotów gospodarczych i państw dopełni jednocześnie cykl. Mimo to, istnieją możliwości przedłużania degradacji bilansów firm i banków, gdy odsetki urosną do zbyt dużych poziomów. Większość z nich została już wykorzystana, na przykład przez: obniżenie stóp procentowych, gwarancje rządowe dla banków pod zabezpieczenie długów, luzowanie standardów przyznawania kredytów, czy drukowanie pieniędzy. Jedyne, czego banki centralne oficjalnie jeszcze nie zrobiły na dużą skalę, to rozdawanie banknotów obywatelom. W rzeczywistości, robią to „pod przykrywką” już od dawna. Przykładem na to są rządowe programy pomocowe w postaci food stamps, bądź zatwierdzany przez kongres duży deficyt budżetowy, który uzupełnia popyt przez zlecenia rządowe.

W normalnym państwie rozbuchane wydatki publiczne poważnie dławią wszelki rozwój gospodarczy, ale w USA jest inaczej. Proces ten zmienia międzynarodowy status dolara. Inflacja, która powstaje ze zwiększania bazy monetarnej przez zamówienia rządowe, jest eksportowana za granicę wraz z walutą. To właśnie ten mechanizm utrzymuje Stany Zjednoczone na powierzchni, pomimo około 30% deficytu budżetowego każdego roku. Z tego właśnie powodu udaje się tak długo odciągnąć w czasie nieunikniony krach, który przyjdzie, gdy skończą się możliwości rolowania długów.” (Trader21)

całość tu: Co nas czeka – wielka deflacja czy hiperinflacja

podobne: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz:  „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. a także: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) polecam również: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i jeszcze: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.

„…Dziać się mogą ciekawe rzeczy bo FED nigdy nie trzymał stóp procentowych na zerze przez aż tak długo. Nigdy też nie zaczynał podwyżek w sytuacji kiedy gospodarka w sposób widoczny zmierza ku recesji w której stopy raczej się redukuje, a nie podwyższa. Ale z czego tu redukować skoro są dalej praktycznie zero, bo 0.25% żadnej wiosny nie czyni. Jak widać, co krok to jakaś nowość…

Brak zainteresowania złotem wśród inwestorów kompensują na szczęście rządy, dzięki czemu jest zawsze o czym pisać… 😉

Rząd grecki na przykład wykazuje wprost nadzwyczajne zainteresowanie złotem swoich obywateli. Do tego stopnia nawet że od 2016 będą oni musieli składać szczegółowe zeznania majątkowe deklarując w którym materacu trzymają ile złota a który przeznaczony jest do trzymania wyłącznie gotówki. Najwyraźniej zdaniem greckich socjalistów bessa w złocie kiedyś się skończy (w czym mają rację) a wtedy listy obywateli i ich złotych posiadłości mogą dla polującego na każde euro reżimu okazać się nadzwyczaj pożyteczne. A że EU przejmuje właśnie nie tylko granice Grecji ale też i resztę kraju to adaptacja tego pomysłu na całą unię może być jedynie kwestią czasu.

Znamienne jest że kiedy dawno temu pisaliśmy o inwestowaniu w złoto nikt dobrze nie rozumiał po co nabywać je anonimowo… Obecnie Grecy przynajmniej to zrozumieli, choć dla niektórych poza Grecją jest to prawdopodobnie nadal greka. Tym bardziej że dyskusja przeszła raczej na temat po co w ogóle je nabywać. Przypuszczamy że temat ten z czasem okaże się równie oczywisty jak zakup anonimowy choć i tu dla wielu będzie za późno…” (cynik9)

całość tu: Zainteresowanie złotem wzmaga się choć w Europie na razie wśród rządów 

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. oraz: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? i to: Cypr. Precedens już jest… kto następny?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.


Po ośmiu latach rządów PO i PSL zwycięzcy najbliższych wyborów otrzymają w spadku największą w historii dziurę budżetową i rozdęty aparat urzędniczy, korzystający z luksusów za pieniądze podatników. Jeśli będą chcieli zreformować państwo, w pierwszej kolejności trzeba będzie naprawić system finansów publicznych.

Po nas choćby potop!

60 miliardów złotych – tyle rocznie kosztuje utrzymanie wszystkich polskich urzędników (prawie 900 tysięcy osób łącznie z pracownikami szczebla samorządowego). Na tę potężną kwotę składają się nie tylko pensje biurokratów (12 zwykłych plus obowiązkowa „trzynastka”), lecz również dziesiątki milionów złotych wydawane na ich przywileje: samochody służbowe (liderem jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z ponad 500 samochodami służbowymi, których utrzymanie kosztuje rocznie ponad 20 milionów złotych), wyjazdy zagraniczne pod pozorem szkoleń lub konferencji międzynarodowych (tutaj rekordzistą jest Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – jego pracownicy wyjeżdżali m.in. do Korei Południowej).

Praca armii urzędników przynosi skutki odwrotne od zamierzonych: problemy, z którymi mają walczyć biurokraci, nasilają się; patologii społecznych jest coraz więcej, a same urzędy coraz częściej znajdują się w zainteresowaniu prokuratury ścigającej afery. Zdrowy rozsądek i nieubłagane prawa ekonomii nakazują zwolnić natychmiast około 95-98% urzędników państwowych, jednak żadna z politycznych ekip nie odważyła się na to. Wszystko dlatego, że biurokraci i ich rodziny to betonowy elektorat rządzącej partii. Są zainteresowani jedynie utrzymaniem swoich „ciepłych posadek” i płynących z tego korzyści, a to może im zagwarantować jedynie partia rządząca. Dlatego więc w każdych wyborach armia urzędników karnie stawia się przy urnach i głosuje na swoich pracodawców. Ten klientelizm polityczny kosztuje podatnika 60 miliardów złotych rocznie plus kilkakrotność tej sumy z tytułu efektów działania aparatu urzędniczego – tj. angażowania czasu i energii podatnika na sprawy zupełnie niepotrzebne.

W błoto

Tyle samo, bo 60 miliardów złotych rocznie, kosztują odsetki od polskiego długu zagranicznego, którego historia sięga czasów Edwarda Gierka. Kwota rośnie z każdym rokiem, bo rządy Tuska i Kopacz zadłużyły państwo do granic nieznanych w historii…”

…do pouczającej lektury całości, gdzie autor zwraca uwagę również na marnotrawstwo tzw. „środków publicznych”, na ucieczkę za granicę polskiego kapitału przed nadmiernym fiskalizmem „własnego” państwa, oraz na chaos w systemie prawa i bezpieczeństwie Polski zapraszam tu: Leszek Szymowski – Spadek po Platformie

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.  i to: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

Tomasz Cukiernik – PO zawiodła przedsiębiorców.

PO naruszyła fundamentalne bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej. Wprowadziła do praktyki podatkowej pojęcie nagłej zmiany interpretacji bez zmiany prawa, co wiąże się z naliczaniem odsetek pięć lat wstecz. Tego nie było ani za AWS, ani za SLD, ani za PiS. Ten wynalazek wiceministra finansów Jacka Kapicy był głównym powodem, dla którego przedsiębiorcy odwrócili się od PO – powiedział w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Z kolei dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha powiedział w Polskim Radiu, że szkodliwe regulacje przynoszą „straty polskim przedsiębiorcom, idące w dziesiątki miliardów złotych rocznie”.

Dzisiaj polski przedsiębiorca, prawie dwa miesiące ze swojego życia poświęcać na obowiązki administracyjne, które nie służą ani administracji, ani jemu. Zamiast ten czas wykorzystywać do budowania firmy, zwiększać skalę swojej aktywności, to ją marnuje na czynności kompletnie nikomu niesłużące. Dlatego ciągle mamy tak duży dystans do innych gospodarek krajów Unii Europejskiej, ze względu na czas, który nieefektywnie wykorzystujemy – uważa Sadowski.

Prezes Kaźmierczak przypomina ponadto, że PO nie uprościła systemu podatkowego i nie ograniczyła biurokracji, a „w dodatku PO zapowiedziała, że obniży podatki, po czym je podwyższyła”. Wylicza też ofiary rządów PO.

– Tymi ofiarami są firmy zajmujące się skażaniem alkoholu na skalę przemysłową, które zaczęły padać, gdy wiceminister Kapica zmienił dopuszczalne metody skażania. W pułapkę wpędzono importerów samochodów z homologacją oraz przedsiębiorców zajmujących się montażem szaf. Przypuszczono atak na firmy szkoleniowe i badawcze – mówi Kaźmierczak w „Rz”. – Niszczenia firm nie przypominam sobie za rządów PiS. Za to obniżono wtedy koszty pracy i VAT na materiały budowlane, co było jedną z przyczyn boomu budowlanego – dodaje.” 

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? polecam również: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i jeszcze: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków

Trader21 – Czy obietnice wyborcze są realne czy raczej zbankrutują Polskę?

„Dwa dni temu w Polsce miały miejsce wybory parlamentarne. Wyniki zna większość z Was. Dla mnie sama idea demokracji parlamentarnej jest poważnie wypaczona. Wybieramy przedstawicieli, którzy mają w teorii nas reprezentować. Problem jest taki, że władza korumpuje, politycy obiecują cuda, byleby tylko zostać wybranym, a społeczeństwo w zasadzie nigdy nie rozlicza polityków z obietnic. Problemów z efektywnością systemu, w którym żyjemy, jest wiele. Ja odniosłem się zaledwie do kilku z nich, poświęcając więcej uwagi obietnicom wyborczym składanym przez największe partie.

Obiecuj, obiecuj, obiecuj…

Najważniejszym problemem demokracji parlamentarnej jest to, że do władzy najczęściej dochodzi ten, kto najskuteczniej sprzeda nam obietnice bez pokrycia. Im więcej nam się obiecuje, tym więcej środków niezbędnych jest na realizację obietnic. Skąd pochodzą te środki? Oczywiście: z naszych podatków, ale tego większość populacji, zaślepiona obietnicami prezentów wyborczych, już nie widzi.

Magiczne 90 dni

Jeżeli partie polityczne, które wygrywają wybory, rzeczywiście zamierzają przeprowadzić faktyczne zmiany – muszą to zrobić w ciągu pierwszych 90 dni od objęcia władzy. Jeżeli tego nie zrobią, zapomnijcie o ich realizacji. Skąd bierze się 90 dni? Otóż, część zmian (reform) wymaga niepopularnych decyzji. Im szybciej się je przeprowadzi, tym większa szansa, że przykre – aczkolwiek konieczne – konsekwencje zmian zostaną zapomniane (czy wybaczone) do kolejnych wyborów.

Największym problemem polityków jest to, że już w momencie objęcia władzy zaczynają myśleć o kolejnych wyborach. Taka sytuacja paraliżuje ich przed wprowadzeniem koniecznych (aczkolwiek niepopularnych) zmian – nawet jeżeli są one absolutnie konieczne.

Główny problem – nadmierny rząd

Ogromnym problemem, z którego nie zdajemy sobie sprawy, jest nadmierny udział rządu w życiu publicznym. Gdy tylko pojawia się problem, politycy od razu proponują rozwiązania, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie rozdmuchany rząd, czy zbędne regulacje – są głównym źródłem problemów.

W krajach o najwyższym poziomie wolności gospodarczej udział rządu w gospodarce (wydatki rządowe / PKB) jest minimalny i kształtuje się na poziomie między 5-15%. Dla porównania: w Polsce jest to 41%.

W krajach, które najszybciej się rozwijają – sektor rządowy jest minimalny i koncentruje się wyłącznie na zapewnieniu sprawnego sądownictwa, policji, straży pożarnej oraz odpowiada za infrastrukturę drogową czy energetyczną. Im wyższy jest udział rządu w relacji do stanu gospodarki, tym częściej rząd przejmuje funkcje sektora prywatnego, obniżając efektywność kraju i marnując kapitał.

Zwiększenie wydatków rządowych zawsze finansowane jest z naszych pieniędzy

Kiedykolwiek słyszymy, że: „rząd sfinansuje”…, „rząd przyzna”… itp. musimy zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy. Im więcej rząd zamierza wydać, tym więcej musi nam zabrać. Rząd nie ma pieniędzy sam z siebie. Ma tylko środki, które nam zabiera z podatków lub z dodruku waluty, co z kolei uderza w nas ukrytym podatkiem inflacyjnym.

W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na połowę czerwca. Oznacza to, że państwo zabiera nam ok. 44% naszych dochodów. Jeżeli przyjąć, że przeciętne gospodarstwo domowe dysponuje kwotą 4000 zł netto / m-c – okazuje się, że kolejne 3150 zł oddajemy państwu w postaci podatków, za które otrzymujemy wątpliwej jakości usługi. Czy są one rzeczywiście tyle warte? Oczywiście, że nie! Po prostu, państwo marnotrawi większość naszych pieniędzy.

Ocena obietnic wyborczych

Zważywszy na fakt, iż jestem apolityczny, odniosę się do najważniejszych propozycji wyborczych – zarówno partii, która wygrała niedzielne wybory, jak i do partii konkurencyjnych…

[zachęcam do pouczającej lektury szczegółów na stronie Tradera – Odys]

…Jak pokazały ostatnie wybory – wygrywa ten, kto więcej obieca. Nie liczą się konkrety. Jak to kiedyś słusznie określił jeden polityk: „Ciemny lud to kupi”. Problem z obietnicami jest taki, że część z nich powinno się zrealizować, a na to potrzeba środków.

Podatki są na tyle wysokie, że ich podnoszenie przyniesie skutek odwrotny do założonego. Na ich obniżkę – politykom nie znającym praw ekonomii – brakuje odwagi. Pozostaje zatem zwiększenie zadłużenia, które nie uderza w polityków personalnie, lecz jest ogromnie destruktywne dla gospodarki.

Politycy, którzy wygrali wybory, zapowiedzieli inwestycje warte 1,4 bln zł. Nie wiem, co mieli na myśli, gdyż kwota ta odpowiada 60% PKB. Jeżeli rządowe programy inwestycyjne mają opiewać chociaż na 10% wymienionej kwoty, to w połączeniu z innymi, obiecanymi wydatkami – deficyt dosłownie eksploduje.

NBP nie może wprost dodrukować złotówek, aby finansować deficyt. Rząd może jednak wyemitować obligacje, które skupi Bank Gospodarstwa Krajowego za pieniądze pochodzące z NBP. Formalnie, nie łamiemy Konstytucji, ale efekt jest ten sam: większa podaż pieniądza.

Problem jest jednak taki, że spora część polskiego zadłużenia jest w rękach zagranicznych instytucji finansowych. Jeżeli plany zwiększenia zadłużenia wzbudzą w nich obawy, to z dużym prawdopodobieństwem pozbędą się polskich obligacji, co podniesie koszt obsługi długu oraz doprowadzi do osłabienia się polskiej waluty. Aby temu przeciwdziałać, Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy procentowe, co w sytuacji ogromnego zadłużenia Polaków, doprowadzi do załamania gospodarczego. Efekt takich działań opisywałem w wywiadzie dotyczącym Ukrainy.

Źródło: www.finanse.mf.gov.pl

Przed nami pierwsze 90 dni rządu, w trakcie których okaże się, czy obietnice wyborcze były tylko narzędziem do kupienia głosów, aby przeprowadzić prawdziwe reformy, czy jednak politycy (podobnie jak ich poprzednicy) zamierzają pchać kraj w kierunku nieuchronnego bankructwa. Na koniec jeszcze raz podkreślam, iż powyższe poropozycje pochodzą od różnych ugrupowań politycznych od których się dystansuję. (Trader21)

podobne: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. i to: Papier wszystko przyjmie czyli… Po nierealnych założeniach krótkowzroczny budżet. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

Oczekując na „przełom” Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    7 listopada 2015

„…kiedy w roku 1997 wybory wygrała AWS i utworzyła koalicję z Unią Wolności, to okazało się, że nie ma jak wynagrodzić swego zaplecza politycznego. W tej sytuacji charyzmatyczny premier Buzek nie miał innego wyjścia, jak wprowadzić cztery wiekopomne reformy, których następstwem było skokowe zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, no i oczywiście – wzrost kosztów funkcjonowania państwa o prawie 100 miliardów złotych. Wśród tych wiekopomnych reform była reforma ochrony zdrowia, polegająca na stworzeniu 16 terytorialnych Kas Chorych i siedemnastej – „mundurowej”.

Synekury objęli swoi ludzie – oczywiście z prawnymi gwarancjami nieusuwalności, zwłaszcza na wypadek zmiany rządu. Toteż kiedy w roku 2001 rząd Leszka Millera chciał wepchnąć tam swoich ludzi, to nie było innego wyjścia, jak zreformować reformę; w miejsce Kas Chorych utworzony został Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terytorialnymi – i tak dalej. Była to instytucja całkiem nowa, toteż synekury obsadzili już właściwi ludzie. W tej sytuacji bez zdziwienia podczas kampanii wyborczej wysłuchałem deklaracji, że nowy rząd po raz kolejny zreformuje ochronę zdrowia; w miejsce NFZ przywróci Kasy Chorych – i tak dalej. No naturalnie, jakże by inaczej! Ale taka intencja to ogromny znak zapytania dla tych, którzy spodziewają się „przełomu” w postaci odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego. Wielu takich nie ma, między innymi dlatego, że większość obywateli wierzy, iż rząd bierze pieniądze z piwnic Narodowego Banku Polskiego, gdzie kocą się one, niczym w beskidzkich opowieściach o Ondraszkowych talarach i cała sztuka polega na tym, żeby rząd podzielił się tymi talarami z biednymi ludźmi.

Więc wielu zwolenników odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego nie ma, ale trochę ich jednak jest. Jeśli oni też spodziewają się „przełomu”, to mogą się go nie doczekać, bo przełom w tej dziedzinie mógłby polegać na przywróceniu ustawy o działalności gospodarczej w brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku, uchyleniu wszystkich regulacji sprzecznych z ta ustawą i rozmontowaniu znacznej części aparatu biurokratycznego, stworzonego w następstwie ustaw, które teraz byłyby uchylone. Obawiam się, że w tej akurat dziedzinie żadnego „przełomu” nie będzie, nawet gdyby nie było Unii Europejskiej z dyrektywami Komisji Europejskiej, które stanowią podstawę większości współczesnego polskiego ustawodawstwa. A przecież ona jest i żadna osobistość ze zwycięskiej formacji akurat tutaj nie przewiduje żadnej rewolucji.

W związku z tym naszły mnie wspomnienia z kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej w czerwcu roku 2003. Płomienni zwolennicy Anschlussu, wśród których było wielu działaczy PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, argumentowali, że jeśli nie dojdzie do Anschlussu, to wylądujemy „we Władywostoku”, a w najlepszym razie – w „Białorusi”. Zwracałem wówczas uwagę, że taka np. Szwajcaria nie jest w UE, bo nie chce, a cóż złego byłoby, gdyby Polska upodobniła się do Szwajcarii? No tak – słyszałem w odpowiedzi – ale Szwajcaria jest bogatym krajem, podczas gdy Polska – nie. – Owszem – odpowiadałem – Szwajcaria jest bogatym krajem, ale przecież nie dlatego, że zapisała się do Unii, tylko, że się dobrze rządzi. No to my też spróbujmy dobrze się rządzić, a nie łudźmy się nadziejami, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka. Stało się jednak inaczej, a co się stało, to się nie odstanie. W tej sytuacji oczywiście też można liczyć na „przełom”, ale taki – wedle stawu grobla.” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

…tymczasem okazuje się że można inaczej! a populizm o jaki jest oskarżane środowisko wolnościowe może być realnym programem naprawczym państwa. Oto bowiem Brytyjczycy postanowili prawnie usankcjonować jeden z pomysłów „szalonego Korwina”- Parlament UK przegłosował ustawowy zakaz deficytu budżetowego. Ktoś w końcu zrozumiał to o czym JKM i środowiska wolnościowe mówią w Polsce od lat – czym jest dług i że to właśnie zadłużanie się jest szaleństwem… nic nie szkodzi że dopiero w 23 lata po Korwinie, bo lepiej późno niż wcale 🙂

„Konserwatyści obiecywali, że po wyborach będą chcieli wprowadzić odpowiedzialność budżetową zabraniającą zadłużania państwa. Przegłosowana ustawa mówi, że od 2019 roku budżet będzie musiał wychodzić na 0, a w późniejszym czasie tworzyć nadwyżki.

Zakaz tworzenia deficytu budżetowego oznacza, że państwo odcina się od życia „ponad stan”. Całe funkcjonowanie państwa ma być pokrywane z przychodów, na trudniejsze czasy ma być tworzona rezerwa budżetowa. O chęć trwania w deficycie konserwatyści oskarżali głównie laburzystów – tymczasem nawet bardziej umiarkowani laburzyści nie sprzeciwili się wprowadzonym ograniczeniom. Pomimo dyscypliny partyjnej 21 posłów laburzystów wstrzymało się od głosu.

Zapisy ustawy mówią, że budżet ma zostać zrównoważony najpóźniej w 2019 roku, później wszystkie kolejne lata mają zamykać się nadwyżką lub przynajmniej zrównaniem wydatków i przychodów budżetowych.

Ustawa przewiduje możliwość rozluźnienia regulacji jeżeli Wielka Brytania znajdzie się w niezwykłej sytuacji. George Osborne mówił podczas wystąpienia dotyczącego dyscypliny budżetowej: „Prawda jest taka, że wieczny deficyt budżetowy to nie społeczne współczucie tylko ekonomiczne okrucieństwo i Wielka Brytania nie chce mieć z tym nic wspólnego”.

…u nas niestety nie wygląda to najlepiej, a zważywszy na wspomniane wyżej plany dalszego rozdawnictwa może być już tylko gorzej… Parodia (a wręcz bezczelność) takiego np. „500 zł. na dziecko” polega m.in. na tym że w tym samym czasie oprócz tzw. „becikowego”…

„…dziecko to przy narodzeniu otrzymuje obywatelstwo polskie – razem z zadłużeniem ok. 70.000 złotych. I dług ten rośnie. Rośnie dlatego, że rządzi nami Lewica. Rządzą (tfu!) Demokraci. Wszyscy ci z PiS, PO, SLD, PSWL, SP i RP – to Lewica. Oni powołują się na Wolę (tfu!) Ludu, na (tfu!): „społeczeństwo”. A „społeczeństwo” chce się zadłużać i bawić się, zadłużać i żreć, zadłużać i pić…

Prawica mówi o Narodzie. Naród to nasi Przodkowie, którzy przekazali nam Zasady. Np. „Pamiętaj rozchodzie żyć z przychodem w zgodzie”. To nasze dzieci. Nasze wnuki. Nasze prawnuki… To jest Naród!

Niestety: przodkowie, dzieci, wnuki i prawnuki nie mają prawa głosu. Więc „społeczeństwo” robi, co chce. Zadłuża bez cienia litości.
Kongres Nowej Prawicy broni praw naszych dzieci i wnuków. Już w 1992 roku w Sejmie domagałem się zakazu zadłużania Polski. Niestety – przegrałem, bo Prawica i Centro-Prawica miały w Sejmie raptem kilkunastu posłów.
Dziś ludzie zaczynają rozumieć absurd tego zbrodniczego systemu. Niech Dzień Dziecka Zadłużonego będzie okazją do uświadomienia sobie, że państwem powinny rządzić Zasady, a nie (tfu!) Wola Ludu.
Brońmy praw naszych dzieci – przed „społeczeństwem”!”  (Janusz Korwin-Mikke)

podobne: Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.  oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku


PAP – Biznes, 17 Sie 2015, 15:08 Łódź (PAP) – Polskie piwo, soki, woda mineralna i wyroby cukiernicze znalazły się w „eksportowym” pociągu, który w poniedziałek wieczorem wyruszy z Łodzi do chińskiego Chengdu. To inauguracja regularnej linii cargo, która do tej pory – od 2013 r. – obsługiwała głównie import z Chin.

„To początek regularnej linii, na której pociągi cargo pomiędzy Łodzią a Chengdu będą kursować dwa razy w tygodniu” – wyjaśnił w rozmowie z PAP Sławomir Knap, dyrektor ds. przewozów multimodalnych spółki Hatrans Logistic, będącej operatorem połączenia.

W pierwszym regularnym transporcie do położonego w prowincji Syczuan Chengdu znalazły się produkty spożywcze: piwo, soki, woda mineralna, wyroby cukiernicze i mleczarskie. Według Knapa, produkowana w Polsce żywność jest dla Chińczyków nie tylko atrakcyjna cenowo, ale także pod względem jakości. W 41 kontenerach wyjadą na Wschód wyłącznie polskie produkty; przede wszystkim znanych marek, choć nie jest to regułą.

Prezes spółki Hatrans Logistic Tomasz Grzelak podkreślił w rozmowie z PAP, że uruchomienie regularnego połączenia cargo, które nie byłoby jedynie „pociągiem w jedną stronę” nie było łatwym przedsięwzięciem. W ramach działającego od 2013 r. połączenia o wiele łatwiej było zorganizować wypełnienie kontenerów po stronie chińskiej niż polskiej. Wytypowanie polskich producentów, którzy byliby w stanie zapewnić regularne dostawy i spełnialiby wszystkie wymagania strony chińskiej, a także logistyczne opracowanie tego transportu zajęło blisko rok.

Poprzez terminal Łódź Olechów do Polski trafiło do tej pory ok. milion ton towarów z Chin, m.in. wyroby tekstylne, obuwie, sprzęt elektroniczny i AGD, gadżety reklamowe, elementy wyposażenia wnętrz i ogrodów czy sprzęt poligraficzny. Ok. 90 proc. produktów trafiało na rynek polski, reszta była transportowana do innych krajów UE. W tym samym czasie w drugą stronę udało się wyekspediować zaledwie pojedyncze kontenery z polskimi produktami.

Obecnie jednak – zdaniem Grzelaka – eksportowi polskich produktów spożywczych do Chin sprzyja rosnące tam zainteresowanie nabywaniem dóbr konsumpcyjnych wysokiej jakości. Zdaniem prezesa Hatrans Logistic, embargo rosyjskie oparte na zakazie wwozu produktów rolnych do Rosji i ich dalszej tam sprzedaży, nie stanowi obecnie przeszkody w wysyłaniu polskich produktów do Chin. Zaznaczył, że spółka ma zapewnienie ze strony swoich partnerów, że odpowiednio zabezpieczony – elektronicznie, nie tylko gwarancjami – pociąg będzie nienaruszony przejeżdżał przez Rosję.

Regularne, cotygodniowe połączenie kolejowe cargo z Chengdu do Łodzi, nazywane przez Chińczyków „Nowym Jedwabnym Szlakiem” ruszyło w kwietniu 2013 roku. Do dziś odbyło się ponad 100 regularnych połączeń oraz 50 przejazdów czarterowych. Na początku droga pociągu – wiodąca z Chin, przez Kazachstan, Rosję i Białoruś do terminalu Łódź Olechów – trwała 14 dni.

„Pracujemy wciąż nad skróceniem tego czasu i obecnie doszliśmy do 11 dni i kilku godzin w relacji Chengdu – Łódź” – wyjaśnił Knap. To trzykrotnie szybciej, niż dostarczenie kontenerów z Chin do Europy drogą morską, co zajmuje nawet do 45 dni.

Według prezesa Hatrans Logistic, rozwój połączenia kolejowego cargo jest korzystny dla strony chińskiej z powodów logistycznych. Jak zaznaczył, eksport i import do środkowo-południowych Chin przez porty morskie podraża koszty i obniża konkurencyjność, a zatem dla tych prowincji rozwój drogi kolejowej stanowi sposób na uniezależnienie się od transportu morskiego i rozwój.

Chengdu to stolica Syczuanu na zachodzie Chin, licząca 14 mln mieszkańców. Chińskie władze wyznaczyły miastu rolę centrum logistycznego, handlowego, finansowego, naukowego i technologicznego zachodniej części kraju. Jest to także jej główny węzeł transportowy.

Łódź intensywnie współpracuje ze stolicą Syczuanu. W czerwcu br. podpisano w Chinach umowę o współpracy między woj. łódzkim a Syczuanem, w Łodzi odbyło się natomiast Forum Regionalne Polska-Chiny, w czasie którego otwarto biuro miasta Chengdu. Podobne biuro – reprezentujące Łódź i region – działa w Chengdu od ubiegłego roku.(PAP)

agm/ mhr/ (za stooq.pl)

podobne: Polska na jedwabnym szlaku. oraz: Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). i to: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin.

„…Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku została po raz pierwszy przedstawiona publicznie przez prezydenta ChRL Xi Jinpinga we wrześniu 2013 roku w trakcie wizyty w Kazachstanie. Zaproponował on utworzenie Ekonomicznego Pasa Jedwabnego Szlaku (Silk Road Economic Belt). W październiku 2013 roku podczas podróży do Indonezji przedstawił równoległą inicjatywę Morskiego Jedwabnego Szlaku XXI wieku (21st Century Maritime Silk Road). Idea odnowienia Jedwabnego Szlaku stała się popularna w chińskich mediach i środowisku eksperckim pod hasłem: „jeden pas i jeden szlak” (One Belt and One Road).

W ciągu 2014 roku koncepcja stopniowo zyskiwała pozycję kluczowego hasła chińskiej polityki zagranicznej i, w nieco mniejszym stopniu, wewnętrznej. Początkowo pozostawała ona niedookreślona, nie przewidywała instytucjonalizacji działań. Jednak pod koniec 2014 roku władze ChRL stworzyły ramy finansowe Szlaku. Xi Jinping zadeklarował utworzenie Funduszu Nowego Jedwabnego Szlaku z kapitałem 40 mld dolarów. Dodatkowym źródłem finansowania będzie Azjatycki Bank Inwestycji w Infrastrukturę (AIIB), powołany w listopadzie 2014 roku przez Chiny i 20 innych państw azjatyckich. W styczniu 2015 roku zapowiedziano utworzenie prywatnego Funduszu Rozwoju Energetyki, który planuje przyciągnięcie dla realizacji koncepcji Szlaku inwestycji rzędu 20 mld dolarów.

Koncepcja lądowego i morskiego Nowego Jedwabnego Szlaku zakłada utworzenie sieci korytarzy transportowych, które połączyłyby Chiny z krajami Unii Europejskiej – partnerem handlowym ChRL numer jeden (w 2013 roku obroty z UE sięgnęły 559 mld dolarów). Oznacza to budowę bądź modernizację infrastruktury transportowej – kolejowej (w tym szybkiej kolei) i drogowej, portów lądowych i morskich oraz lotnisk, a także tworzenie infrastruktury przesyłowej (ropociągi, gazociągi) oraz telekomunikacyjnej…” (Marcin Kaczmarski)

całość tu: Nowy Jedwabny Szlak: uniwersalne narzędzie chińskiej polityki

20 stopień zasilania czyli, jak jest lato to musi być… bez prądu(?) Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW? Polityka energetyczna Polski.


1.Wprowadzili stopnie zasilania.

„W związku z upałami państwowa spółka, która nadzoruje 13 tys. km linii elektroenergetycznych, kolejny raz ogłosiła 19 i 20 stopień zasilania. „W związku z utrzymującą się falą upałów i sytuacją hydrologiczną w kraju wystąpiło obniżenie – poniżej poziomu wymaganego minimum – dostępnych rezerw zdolności wytwórczych, a tym samym nastąpiło zagrożenie bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej. Głównym powodem są ograniczenia zdolności wytwórczych elektrowni z uwagi na utrzymujące się, ekstremalne trudności w chłodzeniu elektrowni z otwartym obiegiem chłodzenia, ubytki na pracujących blokach, awaryjne odstawienia i przekwalifikowania na postoje awaryjne” – napisano w komunikacie.

PSE poinformowały o wystąpieniu zagrożenia bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej i o konieczności wprowadzenia ograniczeń w dostarczaniu i poborze prądu. Ogłoszone stopnie zasilania oznaczają, że duże zakłady, pod groźbą wysokich kar w wysokości do 15 procent rocznych przychodów, muszą ograniczyć pobór prądu, a tym samym zmniejszyć produkcję. Ograniczenie zużycia dotyczy około 8 tysięcy podmiotów.

W kraju brakuje prądu. Sytuacja jest ekstremalna. Fabryki przerywają produkcję, co będzie skutkowało miliardowymi stratami dla gospodarki. Będzie kolejna dziura do załatania, a gdzie kasa na obietnice polityków? Niektóre Nowosolskie fabryki dziś przerwały produkcję. 20-sty stopień zasilania, to dramat dla zakładów pracujących w ruchu ciągłym. Takie ogłaszane komunikaty o stopniach zasilania pamiętam ze stanu wojennego. Myślałem, że te czasy już nigdy nie wrócą. Kolejny dowód na nieudolność kolejnych rządów, a w szczególności ośmioletniego zarządzania gospodarką przez PSL. Polska energetyka leży” – napisał na Facebooku Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli (woj. lubuskie). „Jak ma się rozwijać polska gospodarka, gdzie mają powstawać nowe miejsca pracy? W fabrykach bez prądu? Co ja mam powiedzieć inwestorom, z którymi prowadzę zaawansowane negocjacje, kiedy zapytają mnie: „co to jest panie prezydencie 20-sty stopień zasilania”?” – pyta.”

źródło: nczas.com

 2. Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW?

„1. Pamiętacie jak na wyścigi lewicowi politycy i połowa mediów wyliczała ileż to PKB straci Polska przez wolne w Święto Trzech Króli? Albo 15 sierpnia tudzież 3 maja? Wyliczyli od 0,3% do nawet 0,7% mniejsze PKB za każden jeden taki dzień!

Jakież to niepowetowane straty dla Polski i budżetu! Tyle milyjardów przeszło koło nosa bo albo katole albo narodole zechcieli wszystkim dyktować, że dziś jest dzień wolny.

2. I gdzie teraz jesteście drogie misiaczki, skoro nie wskutek tego, że ludzie mają wolny dzień tylko bezpośrednio z powodu zaniedbań w zakresie energetyki dzisiaj wszystkie największe zakłady przemysłowe stanęły? I to nie na jeden dzień, lecz już trzeci z rzędu i nie wiadomo kiedy przywrócone zostaną do normalnego rytmu pracy.

No? Policzycie te liczby i rozedrzecie szaty jakież to straszne, gigantyczne, niemożliwe do odrobienia straty dla gospodarki?

To podpowiem wam.

1. PKB Polski to ok. 546 mld USD (dane za rok 2014).

2. Jeśli dzień przerwy to 0,3%, to licząc po dzisiejszym kursie dolara, dziennie PKB wynosi 5,6 mld zł.

3. Przemysł odpowiada za ok. 28% polskiego PKB, czyli 1,6 mld zł DZIENNIE.

4. Stanęło lub z dużym ograniczeniem pracuje 1600 największych zakładów produkcyjnych w Polsce. Ciężko to oszacować ale przyjmijmy, że dziennie sam tylko przemysł z powodu przestoju generuje o 1 mld zł PKB mniej niż zazwyczaj.

5. Koszt budowy nowego bloku elektrowni w Kozienicach to 6,4 mld zł

Zatem w dużym uproszczeniu można przyjąć, że tydzień ograniczenia dostaw energii do największych zakładów pracy kosztuje Polskę tyle ile kosztowałoby stado baranów z ulicy Wiejskiej w Warszawie postawienie nowej elektrowni o mocy 1000 MW. Przypomnijmy, że niedobory prądu obecnie to ok. kilkuset MW.”

źródło: zelaznalogika.net

3. To państwo winne jest brakom w dostawach prądu!

„…Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki, w rozmowie z RMF FM, wyjaśnił, skąd biorą się problemy z dostawami prądu. Jest to efekt wieloletnich opóźnień technologicznych, które swoje początki mają jeszcze w PRL-u.

Mamy bardzo wyeksploatowane [państwowe – TC] elektrownie o bardzo niskiej sprawności, to po pierwsze. Mamy niewydolne [państwowe – TC] górnictwo, które produkuje drogi węgiel. Mamy z trzeciej strony niewydolne [państwowe – TC] sieci elektroenergetyczne, niedoinwestowane – powiedział Chmal, dodając, że w energetyce „jest jeden wielki bałagan, nad którym, mam wrażenie, nikt nie panuje”.

Na tym przekładzie widać dokładnie, jak bezczelny i pozbawiony racjonalności jest argument niektórych polityków, którzy twierdzą, że energetyka musi pozostać w rękach państwowych, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju.

całość tu: nczas.com

4. Blackout w Polsce grozi nam od co najmniej 5 lat! Czyli „najlepsze czasy dla Polski” w praktyce.

„…Odpalasz tv i już wiesz o co chodzi. Ograniczenia w dostawie prądu, bo mamy „dwudziesty stopień zasilania”. Pan redaktor obraca sprawę w żart no bo „jak jest lato to musi być gorąco” i dodaje jeszcze, że to są sytuacje wyjątkowe i trudne do przewidzenia. Trzeba wytrzymać.

Kiwasz ze zrozumieniem głową, no bo faktycznie. Któż to mógł przewidzieć?

…O możliwości blackoutu w Polsce ja osobiście usłyszałem pierwszy raz gdzieś ok. roku 2009. Tę tajemnicę poliszynela sprzedał mi kiedyś zwykły pracownik jednej z dużych polskich elektrowni. Była to wiedza powszechna w świecie energetyków. Ale czy tylko wśród nich?…

…Dowiadujemy się też, że jedną z przyczyn pogłębiających ryzyko wystąpienia blackoutu są… unijne regulacje. Te same, które podpisał kilka lat wstecz Donald Tusk, a ostatnio potwierdziła Ewa Kopacz.

Na koniec w artykule czytamy jeszcze, że decyzje o budowie nowych bloków energetycznych są czysto polityczne i powinny być dla rządu łatwe do podjęcia, bo wszystkie największe spółki energetyczne są kontrolowane przez państwo.

PolskaKwitnie

Od kilku lat wiadomo, że prądu w Polsce zabraknie w okolicy roku 2015, a w 2016 te braki będą jeszcze większe.

Od kilku lat wiadomo, że rząd powinien coś z tym zrobić, bo bezpieczeństwo energetyczne jest jednym z jego podstawowych zadań.

Od kilku lat w spółkach podległych rządowi zasiadają ludzie skierowani tam przez Platformę.

I od kilku lat nie zrobiono kompletnie niczego aby zapobiec czemuś co musiało się wydarzyć i właśnie się wydarzyło…”

całość tu: zelaznalogika.net

podobne: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r  i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. a także: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa i jeszcze: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany oraz: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. polecam również: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom!

…ale niektórzy dalej uważają że oddanie energetyki w ręce prywatne jest niedopuszczalne, i że bezpieczeństwo energetyczne to zbyt poważna sprawa (właśnie widać 🙂 ) żeby ktoś poza państwem miał produkować prąd. I te brednie powtarzane są na żywca w okolicznościach które kolejny raz pokazują nieudolność a wręcz szkodliwość państwa na tym polu (podobnie dzieje się w innych sektorach jak chociażby ubezpieczenia społeczne, służba zdrowia, górnictwo i niemal wszędzie tam gdzie państwo posiada istotne wpływy albo monopol). Ze względu na tą kuriozalną sytuację gdzie widać ewidentnie że państwo nie potrafi zarządzać energetyką w sposób ani odpowiedzialny ani wydolny, do tego stopnia że jakiś upał potrafi ją wykończyć, tego typu uwagi że energetyka musi pozostać monopolem państwa są jak dla mnie absurdalne. Zwłaszcza ze względu na fakt podejmowania przez te same władze działań wręcz utrudniających i sabotujących funkcjonowanie polskiej energetyki o czym więcej tu: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? i tu: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. oraz tu: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą.

W związku z powyższym obawiam się że ten kryzys będzie tylko pretekstem do tego by kolejne miliardy zmarnować na państwową energetykę w ramach jej „naprawy” i „modernizacji”, zamiast stworzyć warunki dla rozwoju prywatnego sektora który nie kosztowałby podatników tyle ile kosztuje monopol państwowy (w dodatku niebezpiecznie upośledzony)

„…Mamy obecnie 20 lub 19 stopień zasilania. Klimatyzacje są wyłączne, podobnie jak schody ruchome czy windy. I wszystko inne. Część sklepów też pozamykana. Nawet IKEA. Strach pomyśleć, co musi czuć rodzina przyjeżdżająca do IKEI i odbijająca się od drzwi. Parę dni upałów wystarczyły żeby w złotym okresie historii naszego kraju uświadomić sobie jak niewiele wystarczy do całkowitego paraliżu...” (dws24.pl 11sierpnia2015roku)

…a myślałem że takie numery to tylko przy okazji powtórek serialu „Alternatywy 4” (odcinek V „20 stopień zasilania” 🙂 ). Tymczasem rzeczywistość postawiła przed rządem poważne zadanie – jak przekonać Polaków do tego, że w XXI wieku normą jest palenie świeczek zamiast świateł, i że zamiast używać wiatraków i klimatyzacji lepiej jest bardziej się pocić. Mamy lato więc niech ludzie korzystają ze słońca zamiast przesiadywać w domu czy pracy (szkoda na to prądu!). Myślę że najlepszym rozwiązaniem byłaby stosowna ustawa nakazująca oszczędność energii podczas upałów właśnie w taki sposób. Byłby to namacalny dowód „powagi” z jaką państwo „radzi sobie” z kolejnym kryzysem. Wygląda na to że stać nas na to żeby gospodarka ponosiła straty a nawet była nieczynna, jeśli tylko naszej waadzy oszczędzi to krytyki za nie wywiązanie się ze swoich energetycznych kompetencji. Zgodnie z taką ustawą wszystko będzie „pod kontrolą” a niedobór mocy nie będzie już problemem – tak jak zbicie termometru likwiduje problem gorączki 🙂 Nie powinno być żadnej rysy na ślicznym obrazku „zielonej wyspy„, która przecież przeżywa swój drugi w historii „złoty wiek„, nie może więc jednocześnie znajdować się jak twierdzą niektórzy („to nie ludzie – to wilki!”) w jakiejś tam ruinie, a co najwyżej w budowie 😉

Tylko jakim prawem w XXI wieku mamy rezygnować ze zdobyczy cywilizacyjnych, żeby jakieś bubki z rządu mogły patologię przedstawiać jako coś normalnego i  naturalnego? W końcu ludzie płacą za prąd to i mają prawo go używać w takiej ilości jaka im odpowiada i nie powinna władza z własnej niekompetencji szyć Polakom giezła z napisem „oszczędność”.

Tak oto natura pozbawiła ludzi nawet tej jednej absurdalnej obietnicy Tuska o „ciepłej wodzie w kranie”. Przyszedł upał i zamiast tę wodę podgrzać, to ją bezczelnie wychlał…(Odys)

PS… „…W dzisiejszym, stale rozwijającym się świecie energetyka i nierozerwalnie związane z nią surowce naturalne zaczynają często odgrywać ważniejszą rolę niż kwestie militarne czy nawet sama ekonomia. Temat jest niezwykle istotny dla Polski, która mimo uzależnienia (w pewnym stopniu) od Rosji, stara się szukać nowych dróg działania, podejmować inicjatywy, które jednak w ogólnym rozrachunku wydają się często nietrafione lub zaniechane. By móc poddać analizie kondycję polskiej energetyki należy pokrótce przyjrzeć się stanowi faktycznemu, temu co jest w tym wszystkim kluczowe, czyli surowcom energetycznym wykorzystywanym w Polsce…

…Jedno jest pewne – bez konkretnych modyfikacji w sposobie myślenia o bezpieczeństwie energetycznym Polski nie ma szans na rzeczywiste zmiany, które usprawnią naszą politykę. Polska nie może nadal tkwić w układzie, który najlepiej odzwierciedla stwierdzenie, iż „nasze partnerstwo energetyczne z Rosją to związek łączący alkoholika z jedynym w okolicy sklepem monopolowym”. (całość tu: Magdalena Zygmunt: Polityka energetyczna Polski czyli gra w POLITICAL FICTION) Polecam również: oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

PS… PRL – kontrola sklepu GS 🙂

Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu.


socjalizm, sanacja, Piłsudski

„Etatyzm był kamieniem węgielnym wmurowanym pod budowę gmachu odrodzonej Polski – II Rzeczypospolitej.

(…) 

Przykładów na potwierdzenie tej tezy jest aż nadto. Oto pierwszy z brzegu: carska Rosja nie pozwalała swoim poddanym wyjeżdżać za granicę bez paszportu i pobierała za jego wyrobienie wysokie opłaty; państwo niemieckie i austro-węgierskie nie stosowały takiego przymusu, a jeśli ktoś musiał wyrobić paszport, to wiedział, że opłaty będą minimalne. Na jakim państwie w polityce paszportowej wzorowała się II RP? Tak, zgadli Państwo bez pudła – Polska wzorowała się na Rosji.

Przejdźmy do innych przykładów. Spośród trzech państw zaborczych najwyższą taryfę celną miała Rosja – i właśnie takie rozwiązanie wybrała II RP. W Niemczech i w Austro-Węgrzech istniały przymusowe izby handlowo-przemysłowe – II RP rozciągnęła ten przymus na całe państwo. Warto przypomnieć, iż do zorganizowania tych izb, które zaczęły powstawać tak na dobrą sprawę po zamachu majowym, walnie przyczynił się jeden z czołowych sanatorów, Eugeniusz Kwiatkowski. Przedsiębiorcom te kosztowne instytucje były kompletnie niepotrzebne, albowiem pomimo ich wprowadzenia biznesmeni nadal opłacali działalność związków powołanych dla obrony ich interesów. Pomysłodawcom przymusowych izb handlowo-przemysłowych na sercu wcale nie leżało dobro przedsiębiorców – izby te stały się narzędziem, za pomocą którego państwo kontrolowało polski biznes, wywierało na niego różne naciski i tym samym utrudniało jego działalność.

Podobnie rzecz się miała z izbami rolniczymi. Przed I wojną światową były przymusowe tylko na ziemiach zaboru niemieckiego (pruskiego). Po wojnie nasze władze objęły tym przymusem terytorium całego państwa. Jedynie w monarchii austro-węgierskiej stosowano przymusowe ubezpieczenie urzędników – II RP oczywiście musiała skopiować to rozwiązanie (tzw. ubezpieczenie pracowników umysłowych). Również w Austro-Węgrzech funkcjonowały monopole tytoniowy i solny, nieznane w Rosji i w Niemczech. Polska przejęła te monopole i rozciągnęła na ziemie byłego zaboru niemieckiego i rosyjskiego. Za to Rosja mogła się „pochwalić” monopolem spirytusowym, który Polska wprowadziła i rozszerzyła na dawny zabór austriacki i niemiecki… itd., itp.

(…)

To m.in. wzorowanie się państw europejskich na systemie emerytalnym tzw. solidarności pokoleń, wprowadzonym w Niemczech przez żelaznego kanclerza Ottona von Bismarcka, jest jedną z przyczyn tego, że obecnie gospodarka starego kontynentu trzeszczy w szwach. Natomiast Rosji można zarzucić stosowanie w dziewiętnastym stuleciu prymitywnej, jakiejś zapóźnionej formy merkantylizmu. Kosztem rozwoju rolnictwa, po połowicznej i niepełnej reformie uwłaszczeniowej z 1861 roku, zaczęto w sztuczny sposób, przy pomocy protekcjonizmu celnego, pobudzać przemysł. Austria zaś, tak jak i carska Rosja, w ogóle nie przeszła przez etap liberalizmu gospodarczego – prosto z epoki absolutyzmu oświeconego przeskoczyła do gospodarki mocno biurokratycznej, z rozdętym budżetem i rozrośniętą machiną państwowo-biurokratyczną. I z takiej szkoły myślenia państw zaborczych rekrutowali się nasi działacze społeczni, politycy, urzędnicy.

(…)

I włościan, i ziemian, i urzędników, i inteligentów coś łączyło – tym czymś była pogarda dla zysku. Taka postawa nie wzięła się z sufitu; swymi korzeniami sięgała ona dziejów Polski w XVI i XVII wieku. To wtedy szlachta uwierzyła w dogmat spichlerza, tzn. uległa złudzeniu, że Europa Zachodnia nie może się obyć bez polskiego zboża; skoro tak – myślała szlachta – trzeba trzymać się gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej. Przywileje ekonomiczne król nadawał tylko szlachcie, względnie szlachta nadawała je sama sobie drogą ustaw sejmowych. Mieszczaństwo, czyli warstwa społeczna, której Europa Zachodnia zawdzięczała postęp i kapitalizm, u nas podlegało restrykcjom, np. mieszczanin polski od 1496 roku nie mógł kupić ziemi, a polski kupiec nie mógł od 1565 roku wyjeżdżać z polskim towarem za granicę. Szlachcic polski już wolał, żeby bogacił się Żyd (stąd w otoczeniu polskiej szlachty tylu Żydów arendarzy i faktorów), lecz nie polski kupiec. Do tego wszystko dorobiono ideologię pogardy wobec zysku, w myśl której zarobkowanie poprzez handel i rzemiosło stało się niegodne człowieka szlachetnego.

W konsekwencji w okres niepodległości w 1918 roku polskie społeczeństwo wchodziło ze słabą klasą średnią, hołdującą ideom szlachetczyzny…

(…)

Poza tym nie zapomnijmy, że sanatorów uformowało wojsko – byli wysokiej rangi oficerami, generałami; ci ludzie posiadali mentalność trepów, a to sprzyjało kultowi omnipotencji państwa, również w gospodarce. Większość z prominentnych polityków sanacyjnych należała do wolnomularstwa – organizacji grupującej ludzi chcących uszczęśliwiać społeczeństwo. A że ze skrzyżowania socjalisty z trepem i masonem na dokładkę nie może powstać nic dobrego, nie dziwota, iż powstał polityk sanacyjny, uszczęśliwiający innych na siłę. Jeśli jeszcze do tego dodamy chęć dorwania się sanatorów do żłobu, żądzę nachapania się (byłoby to niemożliwe w warunkach gospodarki wolnorynkowej), to przepis na nieszczęście mamy gotowy.”

całość tu: Skąd wzięło się zło w gospodarce II RP. Przyczyny etatyzmu

„JAK SANACJA BUDOWAŁA SOCJALIZM”. KSIĄŻKA SŁAWOMIRA SUCHODOLSKIEGO JAKO PIERWSZA NA RYNKU OBNAŻA PRAWDZIWĄ NATURĘ II RP. JEST DOSTĘPNA:
W WERSJI PAPIEROWEJ – TUTAJ (KLIKNIJ)
W WERSJI ELEKTRONICZNEJ (PDF) – TUTAJ (KLIKNIJ)

podobne: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP. oraz: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP. i to: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP a także: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu. polecam również: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną.

„…dlaczego polscy urzędnicy zachowują się w Polsce tak, jakby byli w kraju okupowanym? A ma to tradycję sięgającą roku 1918. Otóż dlatego, że oni są w kraju okupowanym. To był nawyk i sposób myślenia wyniesiony ze szkół rosyjskich głównie, bo w Poznańskiem ludzie zdaje się myśleli inaczej i stąd tacy mieszkańcy Kresów jak Edward Woyniłłowicz przenosili się z resztkami swoich majątków albo do Wielkopolski albo na Pomorze. Żeby było czym oddychać po prostu. Polski urzędnik, który przeszedł przez szkołę urzędowania rosyjskiego zachowywał się – co łatwo sprawdzić w stosownych wspomnieniach – jak okupant. Tyle tylko, że nie reprezentował władzy świętej uosobionej przez cara, ale władzę tajną uosobioną przez kolegów naczelnika państwa.

Przykład do takich zachowań dawali rzecz jasna sami liderzy najważniejszych politycznych ugrupowań w Polsce. Żeby nie flekować tak bez przerwy pana Romana, przypomnę co powiedział Witos, kiedy bolszewicy szli na Warszawę – że Kresów nie będzie się bronić. Ciekawe co też Witos rozumiał pod tym pojęciem? Józef Piłsudski zaś wprost mówił, że naród nie dorósł do tego co on temu narodowi proponuje, mówił też wyraźnie o nienawiści do księży. Na tym tle ja osobiście dostrzegam tylko dwie postaci, które ratują honor i przyzwoitość tej odzyskanej dla nie wiadomo kogo Polski. Mam na myśli generałów Hallera i Dowobor-Muśnickiego.

Plan Piłsudskiego na Polskę polegał na tym, żeby głodomorów nakarmić tym co się zrabowało posiadającym, a zubożonym po wojnie ziemianom…

jak zachowywali się urzędnicy w Wilnie po pierwszym i drugim najeździe bolszewickim? Jak bolszewicy. Kradzieże, konfiskaty mieszkań i dzikie parcelacje były codziennością. Bolszewicy zająwszy miasto opodatkowali wszystkich mieszkańców na spore kwoty, zebrali dużą sumę na różne swoje potrzeby, ale wydali – jak to legaliści – kwity tym wszystkim obrabowanym. Zaskoczeni nagle przez „naszych” uciekli z miasta a forsa została. Ludzie przyszli z kwitami, żeby odzyskać swoje pieniądze, ale im powiedziano, że to dla Polski. No właśnie, dla Polski czyli dla kogo? W tamtym momencie dziejowym akurat dla aktualnego zarządcy Wilna i okolic, który później został szefem spółki zajmującej się parcelacją zrujnowanych majątków. Te zaś były niszczone nie tylko przez czerwonego, ale także przez „naszych”, którzy z polecenia towarzysza Ziuka zachowywali się jak w kraju okupowanym, albowiem to oni narażając życie i przelewając krew wywalczyli Polskę. Reszta zaś musiała się im podporządkować. Wiele się pisało o magnetyzmie Piłsudskiego, ale z tego co przeczytałem wynika, że żadnego magnetyzmu tam nie było. To był pan, który z wielkim sprytem potrafił narażać życie i zdrowie innych, chroniąc przy tym bardzo przebiegle własne.

Echa tych ponurych postępków, w których czynny udział brali późniejsi bohaterowie wojenni, ho, ho, tak, tak, pozostały z nami do dziś. To tylko echa, ale wrażenie jest dość wyraźne. Przez długi czas nie można było krytykować nikogo i niczego (no może tylko Kaczyńskiego) bo ludzie tacy jak Wałęsa i Frasyniuk odzyskali dla nas Polskę. Teraz z kolei nie można krytykować PiS bo oni odzyskali dla nas Polskę. I tak w koło Macieju. Jak sobie czytałem te wszystkie książki, dziwiąc się wybrykom urzędników i oficerów rabujących nie swoją przecież własność w imię proletariackiej rewolucji narodowej i koncepcji takiego Witosa, który powiedział, że dwór chłopa denerwuje, miałem przed oczami twarze Sakiewicza i Targalskiego. Nie inaczej. To jest ten sam sznyt. Jeden jest partyzantem wolnego słowa, a drugi strategikiem politycznym, którego koncepcji zwyczajny człowiek nie rozumie, musi mieć odpowiednie przygotowanie. Koniec ich zaś będzie taki sam dokładnie jak koniec bohaterów odzyskanego w roku 1918 śmietnika – zostaną załatwieni przez innych socjalistów, u których szukają pomocy, zrozumienia i akceptacji. Nie kumając, że socjalizm z ludzką twarzą nie istnieje, że to są mrzonki, a oni są po prostu wynajętymi ludźmi, którzy mają realizować pewien plan. Jeśli tego nie czynią odsuwa się ich i wyrzuca na śmietnik. I tyle…” (coryllus)

całość tu: Czy Polacy są Europejczykami?

polecam również: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?  i to: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.  a także: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem  i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: „Pułapki tolerancji i dialogu”, czyli komunizm „z ludzką twarzą”.

Mirosław Dzielski

Mirosław Dzielski

 

 

Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?)


„…okazało się, że Centralne Biuro Antykorupcyjne kupiło sobie we Włoszech za bodajże ćwierć miliarda złotych program inwigilacyjny, przy pomocy którego italski producent podglądał CBA i jego czynności. Zawsze byłem przeciwny tworzeniu CBA, a zwłaszcza byłem przeciwny dawaniu takich dużych pieniędzy idiotom – a w CBA muszą pracować sami idioci, ponieważ tylko idiota może uważać, że korupcję można pokonać poprzez podglądanie, podsłuchiwanie i prowokowanie obywateli, a nie poprzez likwidowanie okazji do korupcji. Nawiasem mówiąc, przypuszczenie, że w CBA pracują sami idioci, jest przypuszczeniem uprzejmym, bo jeśli funkcjonariusze CBA nie są idiotami, to znaczy, że są łajdakami, którzy wiedzą, że przy pomocy stosowanych przez Biuro metod korupcji się nie zaszkodzi – bo któż upilnuje strażników – a zatrudniają się tam tylko po to, by po bratersku podzielić szmalec, wyłudzony od podatników pod pretekstem walki z korupcją.

Ale mniejsza o to, czy CBA zatrudnia idiotów, czy łajdaków; jedno przecież wcale nie musi wykluczać drugiego – bo ważniejsze są konsekwencje zakupu wspomnianego programu. Osobnik, który tego zakupu dokonał, najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy nie tylko z tego, że za pośrednictwem tego programu producent – a czy tylko producent – może podglądać CBA – bo to w końcu nie jest takie ważne – ale ponieważ CBA zbiera różne informacje o obywatelach, podejmowanej przez nich działalności gospodarczej i zawieranych transakcjach, to jest wysoce prawdopodobne, że producent – a czy aby na pewno tylko producent – za pośrednictwem CBA miał wgląd, w dodatku całkowicie darmowy, w polską gospodarkę. Banda idiotów, która teoretycznie miała chronić kraj przed korupcją, właśnie wystawiła go na wywiadowczą penetrację – uprzejmie zakładam, że z wrodzonej głupoty, bo każde inne podejrzenie byłoby mniej uprzejme. Jeśli to nie jest wystarczający powód, by te wszystkie bezpieczniackie watahy rozpędzić, no to już nie wiem, jakim jeszcze bęcwalstwem powinny się wsławić.

(…)

Skoro tedy poziom agentów systematycznie się obniża – czego jaskrawym dowodem jest choćby afera podsłuchowa, kiedy to pod nosem ABW, która według ustawy ma zapewniać „ochronę kontrwywiadowczą” państwowych dygnitarzy, nieznani sprawcy za pośrednictwem kelnerów, co to zawiązali straszliwy spisek na zgubę III Rzeczypospolitej, nagrali podobno aż 900 godzin pikantnych rozmów około setki ważniaków – to nic dziwnego, że musi też obniżać się poziom, zarówno intelektualny, jak i moralny – Umiłowanych Przywódców, których watahy, jak wiadomo, wystrugują wedle potrzeb z banana. Toteż bezpieczniacy musieli rozkazać konfidentom poprzebieranym za dziennikarzy zarówno mediów przejętych od bezpieki przez Amerykanów, jak i urzędówki z Woronicza, żeby ostentacyjnie w aferę podsłuchową „nie wierzyli”. Zatem nie tylko posłusznie „nie wierzą”, ale nawet na poczekaniu klecą „standardy moralne” – że mianowicie dawanie wiary rewelacjom pochodzącym z podsłuchów jest niegodne dżentelmenów. Toteż „dżentelmenów” od razu namnożyło się u nas tylu, że niepodobna nawet splunąć, by nie trafić w jakiegoś dżentelmena…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Bęcwalencja

podobne: Z „warszafki” do „wrocłafka” czyli… rewolucja Kukiza i afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?) i to: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. a także: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… polecam również: O korupcji i jej „zwalczaniu”

„18 czerwca odbyła się w Warszawie „Międzynarodowa Konferencja Naukowa Operacja MOSTY”, zorganizowana przez Organizację Byłych Oficerów Wywiadu. Międzynarodowa – bo obok ubeków tubylczych, uczestniczyli w niej również ubecy z Izraela. Tematem były wspominki, jak to ubecja, do spółki z szefami słynnej firmy ART-B, panami Gąsiorowskim i Bagsikiem, ochraniała transporty rosyjskich Żydów do Izraela. Konferencja nie spotkała się z zainteresowaniem niezależnych mediów głównego nurtu, chociaż uważam, że była najważniejszym wydarzeniem politycznym ostatniego półrocza, znacznie nawet ważniejszym, niż wybory prezydenckie. Zastanówmy się bowiem, dlaczego ubekom zrzeszonym w Organizacji Byłych Oficerów Wywiadu, zebrało się na wspominki akurat teraz? Pretekstem była oczywiście 25 rocznica pierwszego transportu, ale oprócz pretekstu były również przyczyny i to głębszej natury.

Zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową, Polską rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie. Na jednym etapie przewagę ma Ruskie, na innym – Pruskie, no a obecnie, w związku ze wznowieniem aktywnej polityki amerykańskiej w tej części Europy, gwałtownie rośnie przewaga Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. Ubecy – jak to ubecy. Na każdym etapie wysługują się każdemu, kto akurat ma w naszym nieszczęśliwym kraju ostatnie słowo i zapewnia im możliwość pasożytowania na historycznym narodzie polskim. Do niedawna tedy wysługiwali się Stronnictwu Ruskiemu i Stronnictwu Pruskiemu, co na scenie politycznej przekładało się na rządy Platformy Obywatelskiej w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym. Kiedy jednak Stronnictwo Ruskie w związku z amerykańską rozgrywką z Rosją na Ukrainie zostało zepchnięte do głębokiej defensywy, a Stronnictwo Pruskie zaczęło tracić wpływy na rzecz gwałtownie reaktywowanego Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, Platforma Obywatelska od razu weszła w fazę ostrego kryzysu, któremu nie są w stanie zaradzić rozpaczliwe personalne roszady, jakie przeprowadza pani premierzyca. Zresztą mniejsza o Platformę Obywatelską; jak będzie trzeba, to RAZWIEDUPR na poczekaniu wykreuje nową partię, podobnie jak w swoim czasie wykreował Platformę. Ważniejsze jest oczywiście przejście ubeków na służbę do rosnącego w siłę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. Wspomniana konferencja miała bowiem na celu nie tylko przypomnienie Amerykanom zasług położonych przez ubecję w przeszłości, ale również, a właściwie przede wszystkim – zaoferowanie usług politycznych na przyszłość. Obecność na konferencji ubeków izraelskich miała zapewne dodać – no i chyba dodała – tej ofercie wiarygodności.

Jest wysoce prawdopodobne, że Amerykanie tę ofertę przyjmą i to co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze – od dawna przyzwyczaili się politykować w Polsce przy pomocy swojej agentury. Jest to nie tylko mniej skomplikowane od nawiązywania jakichś stosunków partnerskich, zresztą nie bardzo wiadomo – z kim, a – po drugie – znacznie tańsze. Cóż to bowiem znaczy dla Stanów Zjednoczonych dać starym kiejkutom w Polsce 15 milionów dolarów napiwku? To dla Ameryki nic nie znaczy, natomiast u nas stare kiejkuty za te pieniądze wykonają każde zlecenie i to w podskokach. Drugi powód, to taki, by na wszelki wypadek zapewnić sobie polityczną alternatywę. Tylko idiota stawia wszystko na jedną kartę, to znaczy – na jedną partię. Roztropniej jest postawić na dwie – bo wtedy każda lepiej się stara, rywalizując ze sobą o względy szefa, który dzięki temu nie tylko realizuje swoje wpływy, ale i kontroluje sytuację. W tej sytuacji ciekawe, co ubecja zrobi na politycznej scenie. Czy wykreuje jeszcze coś nowego, czy też nadal będzie wspierać Platformę – oczywiście już przekierowaną na nową orientację.”  (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ubeckie umizgi do Ameryki.

podobne: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) oraz: Stanisław Michalkiewicz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy) i to: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega. a także: Przebudzenie polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie Ziętary i ART-B. Zbigniew Stonoga czyli wróg publiczny „układu zamkniętego” w Polsce.

„…Co tu dużo gadać; gołym okiem widać degrengoladę i schyłek, z czego wnioski musi też wyciągnąć razwiedka. Rzecz w tym, że jak tak dalej pójdzie, to już niedługo zostanie postawiona w obliczu alternatywy: albo powystrzelać młodych Polaków w ulicznych rozruchach, a resztę wygonić za granicę na emigrację, albo odblokować narodowy potencjał ekonomiczny, choćby w postaci NEP-u, urządzonego w swoim czasie przez ministra Mieczysława Wilczka. Od razu trzeba przy tym zwrócić uwagę, że wystrzelanie i emigracja nie jest z punktu widzenia naszych bezpieczniackich okupantów w gruncie rzeczy żadnym wyjściem. Kto bowiem w takim razie będzie tu pracował, umożliwiając bezpieczniackim watahom ciągniecie korzyści z okupacji Polski? A jeśli nie będzie miał kto tu pracować, to znaczy, że razwiedka zostanie z milionami emerytów z których przecież już niczego wycisnąć się nie da. Przeciwnie – to im trzeba będzie dawać, podobnie jak wyhodowanemu w międzyczasie politycznemu zapleczu systemu – no a z czego, pytam się ja was? Tak właśnie przemawiała do swoich generałów Caryca Leonida: „Nam nużno kuszat’, nużno brat’ – no sprasziwaju was – od kogo?”

Dlatego nadchodzi czas, gdy apelując do instynktu samozachowawczego razwiedki można będzie podjąć próbę przekonania jej do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego w następstwie nieustannych nowelizacji ustawy Wilczka i przechwytywania coraz większego zakresu władzy nad wytwarzanym przez ludzi bogactwem. Bo jeśli ludzi zabraknie, to i władza na nic się nie przyda…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Razwiedka w obliczu alternatywy

podobne: Podpatrzone na Interii: „Janusz Korwin Mikke to ostatnia deska ratunku komunistycznej bezpieki” (ale nie tak jak to sobie wyobrażają PISiaki). oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Bankructwa firm i żerowiska bezpieki.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnej. Niemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce. USA na „szybkiej ścieżce” negocjacyjnej TTIP i TTP. Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi.


1. KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnejNiemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce.

PAP – Świat 19 Maj 2015, 16:42 Bruksela (PAP) – Komisja Europejska wszczęła we wtorek procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Zdaniem KE przepisy te ograniczają swobodę świadczenia usług i przepływ dóbr na rynku UE.

Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, jeśli Niemcy nie usuną uchybienia.

W komunikacie KE zaznacza, że w pełni popiera wprowadzenie w Niemczech ustawowej płacy minimalnej. „Komisja uważa jednak, że zastosowanie ustawy o płacy minimalnej do wszystkich operacji transportowych na terenie Niemiec ogranicza w nieproporcjonalny sposób swobodę świadczenia usług i wolny przepływ dóbr” – poinformowała KE.

Komisja ocenia, że nieuzasadnione jest w szczególności wymaganie płacy minimalnej w przypadku przewozów tranzytowych oraz „niektórych operacji transportu międzynarodowego”, gdyż „tworzy to nieproporcjonalne bariery administracyjne, które uniemożliwiają właściwe funkcjonowanie rynku wewnętrznego”. „Komisja uważa, że dostępne są bardziej proporcjonalne środki, które zagwarantują ochronę socjalną pracownikom i zapewnią uczciwą konkurencję, a jednocześnie pozwolą na swobodny przepływ usług i dóbr” – oceniła KE.

Komunikat nie precyzuje, co dokładnie kryje się pod określeniem „niektóre operacje transportu międzynarodowego”. Według źródeł w przypadku kabotażu płaca minimalna może być wymagana.

W styczniu br., po interwencji Polski i kilku innych krajów, Komisja Europejska zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienia w sprawie nowych przepisów o płacy minimalnej, z których wynika, że także zagraniczni kierowcy ciężarówek przejeżdżający przez Niemcy tranzytem mają otrzymywać minimalne wynagrodzenie w wys. 8,5 euro za godzinę. Berlin zawiesił stosowanie swych przepisów do czasu wyjaśnienia sprawy z KE, utrzymuje jednak, że nowe regulacje są zgodne z unijnym prawem.

Polskę, która ma drugą największa flotę samochodów ciężarowych w całej UE, taka interpretacja niemieckich przepisów uderza szczególnie mocno. Firmy z naszego kraju, a także innych państw Europy Wschodniej, mogą konkurować ze swoimi zachodnimi odpowiednikami niższymi stawkami dla kierowców.

W marcu w Polsce oraz w Brukseli odbyły się protesty firm transportowych przeciwko niemieckim przepisom. Narzekają one nie tylko na wysokość stawek, które Niemcy chcą im narzucić, ale też na obciążenia biurokratyczne, wiążące się m.in. z tłumaczeniem dokumentów dotyczących pracowników na język niemiecki.

Komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska oceniła niedawno w Parlamencie Europejskim, że sprawa niemieckiej płacy minimalnej „mogłaby zniszczyć jednolity rynek”. „Tu nie chodzi o płacę minimalną, my w Komisji Europejskiej jesteśmy wielkimi zwolennikami płacy minimalnej. Ale ta sprawa dotyczy dodatkowych obciążeń biurokratycznych dla zagranicznych firm, które działają na niemieckim rynku w sektorze transportu. To sprawa dotycząca jednolitego rynku” – powiedziała Bieńkowska na spotkaniu z komisją PE ds. rynku wewnętrznego.

Z Brukseli Anna Widzyk (PAP) awi/ agy/ kar/

podobne: Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec) oraz: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny)

PAP – Biznes 23 Maj 2015, 9:50 Warszawa (PAP) – Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej. Z badania wynika, że 96 proc. niemieckich firm zainwestowałoby w Polsce ponownie – przekonuje szef Zrzeszenia Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (DIHK) dr Eric Schweitzer.

Schweitzer odwiedził Polskę w związku z obchodami 20-lecia Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jak mówił, od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej polsko-niemieckie relacje handlowe nabrały impetu, podobnie jak inwestycje. „Stabilne stosunki gospodarcze pomiędzy Polską a Niemcami są wyrazem dobrej współpracy obydwu krajów. W ubiegłym roku osiągnęły one nowy rekordowy poziom 87 miliardów euro. Polska zalicza się do dziesięciu czołowych rynków eksportowych Niemiec, z kolei Niemcy są zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Polski” – powiedział PAP.

Schweitzer podkreślił, że niemieccy inwestorzy są już obecni w Polsce od wielu lat. „Teraz do Polski wchodzą przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa niemieckie i są one zadowolone ze swoich decyzji inwestycyjnych. Przeprowadzona w Polsce ankieta Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej pokazuje, że 96 proc. firm zainwestowałoby w Polsce ponownie. Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej” – mówi.

Pytany, jaki wpływ na sytuację gospodarczą jego kraju będzie miało negocjowane obecnie Transatlantyckie Porozumienie Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) odpowiada, że Niemcy – jako kraj eksportujący – mają wysokie oczekiwania wobec tej umowy. „USA są dla Niemiec największym rynkiem eksportowym poza UE, z jeszcze większym potencjałem – zatem zniesienie barier handlowych da tu wyraźny efekt. TTIP powinno przy tym pomóc przede wszystkim średnim firmom. Podmiotom gospodarczym chodzi na przykład o zniesienie przymusu podwójnej certyfikacji pomimo jednakowego poziomu ochrony, czy też o uproszczenie procedur celnych. Poza tym USA są dla Europy strategicznie ważnym partnerem w kształtowaniu światowej gospodarki jutra” – mówił.

W ocenie Schweitzera obecnie sytuacja na niemieckim rynku pracy jest dobra – zatrudnienie wysokie, jak nigdy dotąd. „Płaca minimalna pozostawi wprawdzie swoje ślady. Jej wprowadzenie nastąpiło w czasie, w którym rynek pracy funkcjonuje dobrze. Dlatego nie zaobserwowaliśmy dotąd żadnych negatywnych efektów, które w większym stopniu wpływałyby na zatrudnienie. Szczególnym obciążeniem dla firm jest biurokracja i niepewność prawa. Odczuli to już również polscy przewoźnicy w odniesieniu do przejazdów tranzytowych przez Niemcy, chociaż Unia Europejska jeszcze bada tę sprawę” – wskazał.

We wtorek Komisja Europejska wszczęła procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Decyzję KE z zadowoleniem przyjął resort infrastruktury i rozwoju. Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Jeśli Niemcy nie usuną uchybienia, procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Jak dodaje, również Niemcy odczuły skutki konfliktu z Rosją. „W roku 2014 niemiecki eksport do Rosji spadł o około 18 procent, co wiąże się również z wprowadzeniem sankcji. Zresztą sama rosyjska gospodarka znajduje się w ciężkiej sytuacji z powodu braku modernizacji, słabego rubla, wycofywania się kapitału z Rosji i niskich cen ropy naftowej. Niemieckie przedsiębiorstwa próbują wyrównać te straty na innych rynkach świata” – powiedział.

Od 20 lat RFN pozostaje pierwszym partnerem handlowym Polski. Jak informuje polski resort gospodarki, udział Niemiec w polskim eksporcie ogółem przekroczył w 2014 r. 26 proc. i odpowiednio 22 proc. w imporcie. Obroty handlowe w 2014 r. rosły bardzo dynamicznie – polski eksport powiększył się o ponad 9 proc., osiągając historycznie najwyższą wartość. Polski import wzrósł odpowiednio o prawie 7 proc.

Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec eksport do Polski stanowił w 2013 roku 3,9 proc. niemieckiego eksportu, co sytuowało nasz kraj na 9 pozycji wśród głównych niemieckich odbiorców (za największymi gospodarkami UE, USA i Chinami, ale przed takimi dużymi gospodarkami jak Rosja, Hiszpania czy Turcja). Natomiast w łącznym imporcie niemieckim w 2013 r. import z Polski stanowił 4 proc., co dało nam 11. miejsce wśród głównych dostawców towarów do Niemiec.

Polska ma wysokie, dodatnie saldo handlu z Niemcami w wysokości ponad 6 mld euro. Warto zaznaczyć, że strona niemiecka wykazuje również w swoich oficjalnych danych dodatnie dla siebie saldo handlu z Polską, co wiąże się z zaliczaniem do swojego eksportu dostaw do Polski z krajów trzecich, odprawianych celnie na granicy UE w portach niemieckich.

W strukturze towarowej polskiego eksportu dominują części i akcesoria do pojazdów samochodowych, meble, silniki spalinowe, pojazdy samochodowe, miedź rafinowana, druty, aparatura odbiorcza dla telewizji, konstrukcje do budowy mostów i łodzie. Największy udział w imporcie mają maszyny i urządzenia mechaniczne, metale, pojazdy oraz tworzywa sztuczne, a w szczególności części i akcesoria do pojazdów samochodowych, pojazdy samochodowe, oleje ropy naftowej, części do silników, leki, wyroby walcowane i artykuły z żeliwa lub ze stali, okucia, maszyny i urządzenia mechaniczne. (PAP) luo/ son/

podobne: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji

…Trudno nie być zadowolonym z inwestycji w kraju który nie posiada konkurencyjnej gospodarki a jego siła robocza wyemigrowała głównie pracować na niemiecką gospodarkę. Wszystko dzięki „unijnym” regulacjom, które są narzucane wszystkim naokoło, ale Niemcy mają je gdzieś. Trudno się jednak temu dziwić, skoro UE to ich projekt uczynienia z otaczających Niemcy gospodarek peryferyjnymi (dostawcą surowców, bądź produktów nisko przetworzonych) aby tylko nie zdechły i były rynkiem zbytu dla niemieckiej produkcji (Deutschland über alles! oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców)… Odys

polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.

2. USA – Senat zgodził się na „szybka ścieżkę” w negocjacjach handlowych.

PAP – Świat 23 Maj 2015, 4:02 Waszyngton (PAP) – Mimo sporych zastrzeżeń Demokratów, Senat USA przyjął w piątek ustawę, która wyznacza administracji Baracka Obamy priorytety w negocjacjach handlowych z UE oraz krajami Azji i Pacyfiku i przewiduje tzw. szybką ścieżkę aprobaty umów handlowych przez Kongres.

Ustawa uchwalona stosunkiem głosów 62:37 jest dużym zwycięstwem administracji i osobiście prezydenta Baracka Obamy, który od dłuższego czasu apelował o jej uchwalenie.

Ustawa, pod warunkiem, że uzyska jeszcze poparcie Izby Reprezentantów (gdzie napotka najprawdopodobniej na silny opór), znacznie ułatwi Obamie prowadzenie negocjacji handlowych, które są jednym z priorytetów jego drugiego mandatu w Białym Domu. Tymczasem do końca nie było wiadomo, czy ustawę poprą Demokraci, których większość podziela obawy związków zawodowych, że umowy handlowe, a zwłaszcza liberalizacja handlu z Azją, są zagrożeniem dla krajowej produkcji i miejsc pracy w USA.

Przyjęta w Senacie ustawa, o którą Obama apelował od ponad roku, zakłada, że po zakończeniu przez administrację USA negocjacji handlowych, Kongres będzie mógł w głosowaniu zaaprobować lub odrzucić umowę, ale nie będzie mógł już wnosić do niej poprawek. Bez takich gwarancji administracja miałaby znacznie mniejsze pole manewru w negocjacjach. Partnerzy nie chcieliby bowiem iść na ustępstwa, obawiając się, że Kongres i tak zmieni później to, co zostało ustalono z rządem USA.

Administracja USA prowadzi obecnie negocjacje dwóch dużych umów handlowych. Pierwsza to Transatlantycka Umowa o Wolnym Handlu i Inwestycjach z Unią Europejską (TTIP), która jak oceniają unijni dyplomaci w Waszyngtonie, jest wciąż na etapie dość „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”.

Znacznie bardziej posunięte, praktycznie już na ukończeniu są negocjacje w sprawie Umowy o Partnerstwie Transpacyficznym (tzw. TPP), która obejmuje, poza USA, 11 krajów Azji i Pacyfiku – Australię, Brunei, Kanadę, Chile, Japonię, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur i Wietnam – ale bez Chin. I to na tej umowie skoncentrowały się w ostatnim czasie dyskusje w Kongresie na temat potencjalnych negatywnych konsekwencji umów handlowych dla amerykańskich pracowników. Demokraci wskazywali, że na skutek liberalizacji handlu i przenoszenia przedsiębiorstw za granicę amerykański sektor przemysłowy stracił 5 mln miejsc pracy od 1994 roku.

Ostatecznie, po intensywnych rozmowach w ostatnich dniach, administracji USA udało się przekonać Demokratów do poparcia ustawy o szybkiej ścieżce.

Obama obiecywał im, że „podpisze tylko taką umowę, która pomoże zwykłym Amerykanom”. Zgoda na „szybka ścieżkę”, nie daje mu jednak żadnych gwarancji, że uzyska niezbędną większość na akceptację już wynegocjowanych umów handlowych. Część parlamentarzystów domaga się, by w umowie TTP przyjąć zapisy umożliwiające karanie partnerów handlowych USA, którzy „manipulują walutami” (chodzi o rzekome sztuczne utrzymywanie niskiego kursu wymiany swojej waluty na dolary, by uczynić swój eksport bardziej opłacalnym).

Paradoksalnie Obama może w sprawie umów TTP,czy TTIP liczyć bardziej na opozycję, gdyż Republikanie są tradycyjnie partią bardziej prorynkową i przychylną umowom o wolnym handlu. Ale znacznie więcej uwagi, zarówno administracja jak i Republikanie, poświęcają umowie z Azją, a nie umowie z UE.

Wielu obserwatorów, w tym także unijni dyplomaci w Waszyngtonie, przyznaje, że prace nad umową TTIP z UE są wciąż na etapie „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”. Powątpiewali więc, by Obamie udało się do końca kadencji sfinalizować negocjacje z UE uwagi na piętrzące się trudności.

W UE wiele kwestii wywołuje społeczne wątpliwości, jak np. mechanizm rozwiązywania sporów na linii inwestor – państwo, czy sprawa żywności modyfikowanej genetycznie (GMO), w tym np. przemysłowych metod hodowli kurczaków i obecności hormonów wzrostu w wołowinie. Z kolei USA, które liczą na znaczny wzrost importu swych towarów rolnych, wykluczają, by umowa handlowa z UE mogła nie obejmować rolnictwa.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP) icz/ jm/

…Amerykanie przyspieszają wiązanie ze sobą gospodarczo Europy, bo Chiny również na tym kierunku przyspieszają (o czym więcej tu: Jacek Bartosiak i geopolityka: Niemcy-Chiny-Rosja-USA) w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Widać jednak że ważniejszy kierunek to Azja, gdzie USA umyśliła sobie oderwać od Chin ich naturalnych partnerów handlowych. Póki co Niemcy (w ramach UE) mają w czym wybierać 🙂 (Odys)

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO. i to: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Kolejny etap globalizacji. W 2014 r. zacznie powstawać projekt ws. strefy wolnego handlu UE-USA

3. OECD: Pogłębia się rozwarstwienie między biednymi a bogatymi.

PAP – Świat 21 Maj 2015, 15:37 Paryż (PAP/AFP,AP,Media) – Pogłębia się przepaść między biednymi a bogatymi – wynika z najnowszego raportu OECD. W 34 krajach członkowskich organizacji najbogatsze 10 proc. ludności posiada 9,6 razy więcej niż najbiedniejsze 10 proc. Takie rozwarstwienie zagraża wzrostowi gospodarczemu.

Według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), który opublikowano w czwartek w Paryżu, nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi osiągnęły rekordowy poziom.

„Osiągnęliśmy punkt krytyczny. Nierówności w krajach OECD, jeszcze nigdy od kiedy zaczęliśmy je mierzyć, nie były tak duże” – powiedział sekretarz generalny organizacji Angel Gurria, prezentując raport u boku komisarz UE ds. zatrudnienia Marianne Thyssen.

Standardowa miara nierówności nie istnieje, ale większość wskaźników sugeruje, że podczas kryzysu finansowego tempo pogłębiania się nierówności spadło, natomiast obecnie znowu się zwiększa. Według raportu dzieje się tak, ponieważ w krajach o największych nierównościach występuje jeszcze głębsza przepaść w poziomie edukacji, co skutkuje mniej wykfalifikowana siłą roboczą.

Jednym z czynników, które składają się na rosnącą nierówność jest wzrost tzw. pracy niestandardowej, obejmującej umowy śmieciowe i samozatrudnienie. Według OECD od połowy lat 90. do 2013 roku ponad połowa wszystkich tworzonych miejsc pracy w 34 państwach członkowskich dotyczyła pracy niestandardowej. Gospodarstwa domowe zależne od takiej pracy wykazują wyższy wskaźnik ubóstwa niż pozostałe i to właśnie prowadzi do narastania nierówności. Jednocześnie ponad połowa zatrudnionych na umowach śmieciowych to ludzie poniżej 30. roku życia.

Ponadto systemy podatkowe i zasiłków są coraz mniej skuteczne pod względem redystrybucji dochodu.

Według raportu jednym z nielicznych obszarów, na których nierówności nie pogłębiały się w ostatnich 30 latach, jest Ameryka Łacińska, mimo że wyjściowy poziom nierówności był tam o wiele wyższy.

OECD podkreśla, że największe znaczenie dla zahamowania rozwarstwiania się społeczeństw ma aktywność skierowana na podnoszenie standardów życia najbiedniejszych grup ludności, zwłaszcza 40 procent najuboższych – twierdzi BBC.

Profesor Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2001 roku za analizę rynków z asymetrią informacji, powiedział BBC, że nierówności nie są wynikiem braku edukacji. „W ostatnich 15 latach widzimy, iż dochody nawet tych, którzy ukończyli szkołę wyższą, stoją w miejscu. Prawdziwym problemem jest to, że zasady gry są ułożone dla monopolistów, prezesów korporacji”.

„Obecnie prezesi dostają z grubsza 300 razy więcej niż zwykli robotnicy, a ten mnożnik wynosił niegdyś 20, 30. Żaden wzrost produktywności nie usprawiedliwia takiej zmiany relatywnego wynagrodzenia” – podkreślił Stiglitz.

Jak pisze AFP, dla zmniejszenia nierówności i stymulowania wzrostu OECD zaleca rządom promowanie w pracy równości między płciami, zwiększenie dostępności stabilnych miejsc pracy i zachęca do inwestowania w edukację i szkolenie.

Najwyraźniejsze nierówności w krajach OECD, mierzone współczynnik Giniego, występują w Chile (0,50), Meksyku (0,48), Turcji (0,41), USA (0,40) i Izraelu (0,38), a najmniejsze w Danii, Słowenii, Słowacji i Norwegii (0,25) oraz w Czechach (0,26). W Polsce współczynnik Giniego wyniósł w 2012 roku 0,30 i był niższy niż średnia dla krajów OECD, wynosząca 0,32.

Nierówności widać wyraźnie w wielkich rozwijających się gospodarkach, ale w niektórych krajach są one skutecznie redukowane, zwłaszcza w Brazylii – zaznaczono w raporcie.

Redystrybucja poprzez opodatkowanie jest również skutecznym sposobem na zmniejszenie nierówności – głosi raport i dodaje, że skuteczność mechanizmów redystrybucji w ostatnich dziesięcioleciach zmalała w wielu krajach. (PAP) klm/ ap/

…co za lewacki bełkot usprawiedliwiający lewicowe podejście do gospodarki… Na początek trzeba sobie powiedzieć że same nierówności nie są niczym złym. To naturalny skutek różnic jakie występują między ludźmi w ich zdolnościach, predyspozycjach i efektywności w pracy fizycznej oraz umysłowej. Problemem nie są nierówności ale brak efektu zrównoważonego rozwoju na wszystkich poziomach społecznych. Spora część ludzi jest po prostu pozbawiona partycypacji w bogaceniu się i to nie ze względu na brak wykształcenia bo przecież nie brakuje ludzi wykształconych żyjących w biedzie.

Bardziej pracowity i lepiej przystosowany umysłowo do pracy człowiek ma nie tylko prawo zarabiać więcej, ale ma również większe prawo do zajmowania eksponowanego i odpowiedzialnego stanowiska na rynku pracy. To właśnie tacy ludzie napędzają gospodarkę ciągnąc innych za sobą i tworząc miejsca pracy. Przecież to właśnie bogaci tworzą miejsca pracy! Skoro potrafili się dorobić to stanowią doskonały przykład na to że samemu można się dorobić (wystarczy naśladować ludzi sukcesu). Problem nie leży w samym istnieniu nierówności ale właśnie w ich sztucznym niwelowaniu (tzw. redystrybucji) która jest jawną niesprawiedliwością a ponadto jest nieefektywna i szkodliwa dla gospodarki a najbardziej dla najuboższych, ponieważ zaniża poziom rozwoju zrównując zdolnych i pracowitych z mniej zdolnymi i mniej pracowitymi. Środki przesuwane z efektywnych do nieefektywnych grup pracowników są po prostu przejadane i marnowane. Na dodatek często odbywa się to w sposób przymusowy i kosztowny za pośrednictwem aparatu państwowego który wycina sobie (przy pomocy podatków i „składek” na różnego rodzaju przymusowe fundusze jak zdrowotny czy emerytalny) z tego tortu cudzej pracy spory kawałek dla siebie tylko dlatego żeby resztę oddać w swoim mniemaniu pokrzywdzonym ludziom. Główną przyczyną nie są „umowy śmieciowe” czy samozatrudnienie (co za bzdura! żeby zarabianie na siebie wskazywać jako problem). Problemem pogłębiających się nierówności jest rabunkowa polityka państwa które tak naprawdę zabrane na „redystrybucję” pieniądze obywateli w części przeżera (na administrację), a w drugiej marnuje (na państwowe często nikomu niepotrzebne „inwestycje”) lub po prostu kradnie (korupcja i defraudacja).

Jedyna uwaga z którą się zgadzam to nadmierny rozrost różnego rodzaju monopoli. Tyle że ich powstawanie nie ma nic wspólnego z istnieniem nierówności jako takiej, a jest spowodowane interwencjonizmem państwowym który tworzy prawo chroniące pewne grupy interesów przed konkurencją – często właśnie pod pretekstem „wyrównania” jakichś szans na rynku, albo pod pozorem ochrony „strategicznych interesów”, uniemożliwiając tym samym normalną konkurencję która jest naturalnym mechanizmem antymonopolowym… Za pogłębianie się nierówności odpowiadają rządy i ich niekompetencja w tworzeniu takich a nie innych warunków prawnych dla prowadzenia biznesu.

Proszę zauważyć, że choć wśród krajów rozwiniętych największy odsetek ich władz stanowią rządy socjalistów – teoretycznie walczących o „sprawiedliwy podział dóbr”, to efekt ich polityki jest dokładnie odwrotny od deklarowanego, bo tak właśnie działa tzw. „redystrybucja”. Jest to tylko pretekst dla ordynarnego złodziejstwa a wytworzone w ten sposób skrajne nierówności wykorzystuje się do napuszczania biednych na bogatych. Polecam lekturę ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli... (Odys)

podobne: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Szczyt (hipokryzji) w Petersburgu czyli… „G20″ o „stymulowaniu wzrostu gospodarczego” a także: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.  polecam również: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym.


1. Wojciech Jakóbik: Zanim problemy górnictwa rozleją się na inne sektory

W efekcie złej polityki informacyjnej rządu oraz eskalujących żądań górniczych związkowców doszło do katastrofy jaką były zamieszki pod siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Przyjmowane dotąd rozwiązania, jak stworzenie Nowej Kompanii Węglowej, nie dotykają w żaden sposób przywilejów górniczych, a część z nich daje im nowe gwarancje. Takie nieodpowiedzialne działanie sprawia, że w spór włączają się kolejne grupy a z górnictwa węglowego protesty mogą się rozlać na gazowe i naftowe, energetykę i koleje. Rząd ugina się przed szantażem strajkujących, więc można oczekiwać, że znajdą się kolejni chętni do wykorzystania sytuacji. Paradoksalnie więc, dalsze ustępstwa w kwestiach socjalnych mogą sprowokować nowe protesty. Alternatywą jest przecięcie wrzoda i usunięcie przyczyny problemu.

Z raportu Centrum im. Adama Smitha wynika, że część świadczeń i przywilejów górniczych może od górników wykupić państwo uwalniając spółki węglowe od konieczności ponoszenia takich kosztów (np. wartość skumulowana pięcioletnich świadczeń, które byłyby brane pod uwagę). Mogłyby to być np. deputaty węglowe i posiłki profilaktyczne (tzw. flapsy) – świadczenia archaiczne, które nie mają racji bytu w dzisiejszych realiach. Nie chodzi jednak o obniżanie pensji górnikom, a o sprawienie, by dzisiejsze 25 składowych wynagrodzenia uporządkować przy okazji pensji zasadniczej, a świadczenia dodatkowe powinny być powiązane z wynikami spółek węglowych. Nie może bowiem trwać sytuacji, w której przedsiębiorstwa górnicze nie są traktowane w kategoriach biznesowych – czytamy w raporcie.

Górnictwo nie może być obecnie konkurencyjne przy wysokich kosztach pracy i małej efektywności. Rząd odstąpił od postulatu sześciodniowego tygodnia pracy i innych rozwiązań, które miały uczynić pracę pod ziemią bardziej efektywną. Nie zniknęły przywileje górnicze. Jak podaje Dziennik Zachodni czternastki w Kompanii Węglowej to 289 mln złotych wydatków, stały dodatek do pensji to 350 mln złotych. Premie z Karty Górnika są warte 451 mln złotych. Suma wydatków Kompanii Węglowej na przywileje wyniosła 1,7 miliarda złotych czyli prawie tyle, ile wynosi budżet ministerstwa gospodarki odpowiedzialnego za górnictwo.

Pompowanie pieniędzy w dziurawy sektor nie przyniesie efektów. Dopiero po zmniejszeniu przywilejów dofinansowanie dla kopalni pozwoli na inwestycje w złoże i sprzęt, a nie na pokrywanie rosnących zobowiązań. Plan odbierania przywilejów musi być stonowany i długofalowy ale żadna z opcji politycznych nie podnosi dziś jego tematu.

Dlatego związkowcy mogą być coraz częstszymi gośćmi na ulicach polskich miast. W kolejce za górnikami z JSW ustawią się następni. Jeżeli rząd pójdzie na ustępstwa w ich przypadku, o podobne upomną się związkowcy z PGNiG, PKP Cargo i innych spółek. Wtedy nierozwiązane problemy górnictwa rozleją się na inne sektory, a porządek publiczny przywróci policja albo nowy, socjalistyczny rząd, który zamieni Polskę w Grecję. Tragedii z Jastrzębia można było uniknąć ale postęp zniweczył unik rządu przed trudnymi decyzjami. Jeżeli niezdecydowanie rządu wynika z walk frakcyjnych to szansa na śmiały plan jest tym mniejsza.

podobne: POrozumienie „górników” z rządem czyli „wiódł ślepy kulawego” a teraz „pretensje do garbatego że ma dzieci proste”. i to: Opieka socjalna niszczy branżę węglową. Część kopalń trzeba będzie zamknąć. Tomasz Cukiernik: „Czarny kłopot”.

2. Przez strajk w JSW ArcelorMittal zmienia dostawcę węgla (Reuters/Wojciech Jakóbik)

Ze względu na brak dostaw z Jastrzębskiej Spółki Węglowej, w której odbywa się strajk górniczy, największy klient spółki – ArcelorMittal rozpoczął sprowadzanie węgla drogą morską.

W rozmowie z agencją Reuters rzecznik firmy Sylwia Winiarek przyznała, że ceny na rynkach światowych są na tyle niskie, że zatrzymanie dostaw z JSW nie stanowi dla ArcelorMittal dużego problemu.

JSW poinformowało, że brak produkcji wiąże się z dzienną utratą zysków w wysokości 30 mln złotych.

Spisaniem protokołu uzgodnień i rozbieżności zakończyła się ponad piętnastogodzinna runda rozmów między Międzyzwiązkowym Komitetem Protestacyjno-Strajkowym JSW i zarządem spółki z udziałem mediatora. Na podstawie treści tego dokumentu pracownicy JSW zdecydują o kontynuowaniu lub zawieszeniu strajku – informuje NSZZ Solidarność.

Protokół uzgodnień i rozbieżności nie oznacza, że udało się dojść do pełnego porozumienia. Dokument ten trafi teraz do rady nadzorczej, która na jego podstawie podejmie ewentualne decyzje. Strona związkowa przedstawi zapisy protokołu pracownikom kopalń JSW, którzy następnie podejmą decyzję o kontynuowaniu lub zawieszeniu akcji strajkowej.

Po zakończeniu rozmów rzecznik MKPS JSW Piotr Szereda powiedział dziennikarzom, że związki zawodowe,  są gotowe do wielu ustępstw, aby doprowadzić do porozumienia. – Zgodziliśmy się wstępnie na zawieszenie kilku czynników płacowych, aby wyprowadzić firmę z problemów finansowych. Chodzi m.in. dopłatę do chorobowego, dodatek do urlopu, czy wypłatę tzw. „czternastki” w dwóch ratach – mówił Piotr Szereda.

Strajk w kopalniach JSW trwa już dziesiątą dobę. Początkowo protest był prowadzony wyłącznie na powierzchni. 4 lutego akcja strajkowa została zaostrzona. W części kopalń górnicy prowadzą protest pod ziemią – podaje związek zawodowy.

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa.

…tak walczyli o swoje że ucięli gałąź na której siedzieli. Chcieli mieć wszystko a nie będą mieli nic, bo utrata najważniejszego odbiorcy to poważne uszczuplenie wpływów do kasy spółki z tego tytułu. Teraz mogą sobie panowie związkowcy ten węgiel zjeść (zamiast „flapsów”) bo nie mają go komu sprzedać. Komu przysłużyli się strajkujący, skoro zaszkodzili bezpośrednio górnikom i ich miejscom pracy pogarszając już i tak tragiczną finansowo sytuację JSW? Przecież nawet nie sobie? Gdzie mają głowy sami górnicy? Komu potrzebni tacy związkowcy którzy przyspieszają bankructwo „własnego” zakładu pracy? Tymczasem końca protestów nie widać…

07.02.2015 (IAR) – Pracownicy Jastrzębskiej Spółki Węglowej są niezadowoleni z negocjacji i mówią o eskalacji strajku – pisze „Nasz Dziennik”. Według gazety, pierwsze opinie załóg nie pozostawiły suchej nitki na przedstawionym im protokole z negocjacji między związkami a zarządem spółki. Można spodziewać się zaostrzenia akcji strajkowej.

„To pseudoporozumienie jest nie do przyjęcia. Więcej jest treści w protokołach rozbieżności niż w tych niby-uzgodnieniach, na które zgadza się strona społeczna i zarząd. Załogi po przedstawieniu im tego dokumentu jednoznacznie opowiedziały się za kontynuowaniem strajku i nawet za jego zaostrzeniem i to w stopniu bardzo mocnym” – mówi „Naszemu Dziennikowi” Marek Płocharski ze sztabu protestacyjno-strajkowego w JSW.

Podpisanie protokołu uzgodnień i rozbieżności zakończyło wielodniowe negocjacje w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Mimo podpisania nie udało się zakończyć strajku. Wydobycie w kopalniach JSW jest wstrzymane.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)”Nasz Dziennik”/kry./dabr

podobne: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

Kłopoty w jakich znajduje się dziś górnictwo (nie tylko za sprawą przywilejów pracowniczych) można było przewidzieć już lata temu. Niektóre środowiska ostrzegały, napominały i prosiły o rozwiązania rynkowe w poszczególnych sektorach gospodarki znajdujących się pod pieczą państwową, tymczasem przez lata robiono coś zupełnie przeciwnego (nieraz ogromnym kosztem dla podatników w ramach rzecz jasna konstytucyjnego zapisu o gospodarce SPOŁECZNO-rynkowej) i teraz dla niektórych spółek tzw. Skarbu Państwa jest już za późno na w miarę bezbolesne dla pracujących w nich ludzi reform, o których jak słusznie zauważył autor artykułu najważniejsze ośrodki polityczne w Polsce po prostu boją się mówić (rok wyborczy przed nami a niepopularne społecznie decyzje kojarzone są z samobójstwem politycznym). Historia zatoczyła koło… (Odys)

„…Ustrój socjalistyczny w Polsce zawdzięczamy oczywiście Józefowi Stalinowi – ale w konkretnym kształcie pochodzi on od trójki Żydów, jakich Ojciec Narodów tutaj przysłał, żeby tresowali mniej wartościowy naród polski do komunizmu. Chodzi oczywiście o Jakuba Bermana, Romana Zambrowskiego i Hilarego Minca. Dyktatorem gospodarczym był właśnie ten ostatni. Nie tylko zniszczył wielką i drobną własność prywatną (niedawno czytałem folder przedstawiający historię młyna w Bełżycach koło Lublina, który w 1947 roku został skonfiskowany przez państwo, aż dopiero w roku 1989 wnuczka budowniczego i właściciela mogła swój majątek rodzinny o d k u p i ć od reprezentantów organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym – bo tym właśnie była Polska Rzeczpospolita Ludowa), ale miał też swój gospodarczy ideał w postaci planu doprowadzonego do każdego stanowiska pracy….

Za komuny nomenklatura ciągnęła zyski z nadzorowania gospodarki, zarówno sektora państwowego, jak i prywatnego, więc była zainteresowana jak najszerszym zakresem tej kontroli. Kiedy jednak sama się uwłaszczyła, żadnych kontrolerów nad sobą już nie potrzebowała i dlatego razwiedka pozwoliła Mieczysławowi Wilczkowi, pełniącemu w rządzie Mieczysława Rakowskiego funkcję ministra gospodarki, na odejście od gospodarczego ideału Hilarego Minca.

I Mieczysław Wilczek te oczekiwania spełnił, a nawet więcej – bo usunął ograniczenia blokujące swobodny dostęp do rynku nie tylko nomenklaturowcom, ale wszystkim obywatelom, likwidując ustrój socjalistyczny przy pomocy kilku prostych oczywistości, awansowanych do rangi norm prawnych. Najistotniejszym postanowieniem ustawy o działalności gospodarczej był przepis, według którego podmioty gospodarcze mogły „dokonywać czynności oraz działań, które nie są przez prawo zabronione”. To był właśnie ten cios rozcinający socjalistyczny węzeł gordyjski, dzięki czemu tysiące, a nawet setki tysięcy ludzi z dnia na dzień stały się samodzielnymi przedsiębiorcami. Władza zachowała prawo ograniczania dostępu do rynku w 11 przypadkach, z których większość była podyktowana ochroną przed ryzykiem sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego ( wytwarzanie i obrót materiałami wybuchowymi, amunicją i bronią, produkcja i obrót truciznami), chronienia tradycyjnych monopoli państwowych (produkcja wyrobów tytoniowych i spirytusu), czy wreszcie podyktowanych bezpieczeństwem publicznym (ochrona osób i mienia, usługi detektywistyczne).

Nigdy jednak nie jest tak dobrze, by nie mogło być jeszcze lepiej, przy czym należy zawsze pamiętać, że lepsze jest wrogiem dobrego. Kiedy setki tysięcy ludzi, w dodatku zahartowanych w „szarej strefie” za komuny, uzyskały swobodny dostęp do rynku, uwłaszczona nomenklatura poczuła się zagrożona, a dopuszczeni do zewnętrznych znamion władzy Umiłowani Przywódcy z opozycji demokratycznej zostali pozbawieni oczekiwanych konfitur w postaci łapówek od prywaciarzy. Dlatego przy pozorach wrogości, doszło do cichego porozumienia uwłaszczonej nomenklatury z „legendarnymi”, żeby za jednym zamachem zlikwidować obydwa zagrożenia. Dlatego bez względu na to, jaka ekipa tworzyła akurat rząd, ustawa o działalności gospodarczej była „nowelizowana” nawet kilka razy w ciągu roku. W rezultacie, w roku 1999, koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia ograniczające dostęp do rynku, zostały przywrócone aż w 202 o b s z a r a c h działalności gospodarczej. W ten oto sposób, w interesie uwłaszczonej nomenklatury oraz biurokracji pochodzącej ze środowisk „legendarnych”, skutecznie zablokowany został narodowy potencjał ekonomiczny, co jest podstawowym źródłem wielu, jeśli nie wszystkich naszych problemów. W tej sytuacji jedyny program wyborczy, to przywrócenie mocy obowiązującej ustawy o działalności gospodarczej w jej pierwotnym brzmieniu z 1 stycznia roku 1990. Historia bowiem zatoczyła koło i znowu znajdujemy się w punkcie wyjścia.”

Stanisław Michalkiewicz (całość tu: Najkrótszy program gospodarczy)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. oraz:  25 lat ustawy Wilczka – ostatniego cudu gospodarczego w XX wieku i to: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.


1. Koalicja protestujących przeciwko płacy minimalnej w NiemczechOPZZ oburzony działaniami władz w sprawie wynagrodzeń polskich kierowców.

23.01.2015 (IAR) – Coraz liczniejsza jest grupa państw, która protestuje przeciwko podwyższeniu płacy minimalnej w Niemczech. Dziś w Brukseli konsultacje przedstawicieli 10.krajów, w tym Polski, a zapowiadane są kolejne.

Przepisy, które mają objąć także zagranicznych kierowców przejeżdżających przez Niemcy, wywołują niepokój europejskich przewoźników. W Polskę uderzają szczególnie, bo ma ona drugą co do wielkości flotę samochodów ciężarowych w Unii.

Oprócz Polski, zastrzeżenia do niemieckich przepisów ma większość państw z grupy, która weszła do Unii w 2004 roku i później. To właśnie przedstawiciele tych krajów będą dziś ustalać wspólny front i przygotowywać się na kolejne spotkania z Komisją Europejską. Poparcie dla tej 10-tki sygnalizuje także pięć krajów Europy Zachodniej – Hiszpania, Portugalia, Grecja, Irlandia i Wielka Brytania.

Sprzeciw wywołuje nie tylko podwyższenie płacy minimalnej i objęcie przepisami także zagranicznych przewoźników, ale i nowe, biurokratyczne wymogi. Zaalarmowana protestami Komisja Europejska rozpoczęła przeciwko Niemcom postępowanie i sprawdza przepisy pod kątem zgodności z unijnym prawem. Władze w Berlinie dostały nie 70 dni jak to zwykle bywa, a 30 na przysłanie wyjaśnień.

O podjętych działaniach Komisja poinformowała wczoraj Polskę, która z Węgrami jako pierwsza zaprotestowała. Bruksela zapewniła w liście, że niemieckie przepisy zostaną uważnie przeanalizowane. W przyszłym tygodniu na rozmowy do Berlina lecą dwie unijne panie komisarz – do spraw transportu i kwestii socjalnych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/B.Płomecka,Bruksela/dyd

23.01.2015 (IAR) – Rząd niemiecki bardziej troszczy się o godziwe wynagrodzenia dla naszych pracowników niż władze polskie. Tak działania rządu w sprawie płacy minimalnej obejmującej kierowców komentują przedstawiciele związków zawodowych.

Od 1 stycznia stawka za godzinę, która dotyczy Niemców, ale też obywateli innych państw pracujących w tym kraju ma wynosić co najmniej 8,5 euro za godzinę. Zdaniem przewodniczącego OPZZ Jana Guza, to bardzo dobra wiadomość dla polskich kierowców i dlatego działania rządu w tej sprawie są dla związkowców niezrozumiałe. W rozmowie z IAR Guz zaznaczył, że jeśli Niemiec zarabia 8,5 euro to i Polak powinien zarabiać tyle samo. Dodał, że związki zawodowe są zbulwersowane staraniami polskiego rządu o to, by Polacy zarabiali w Niemczech mniej i jest to nic innego jak tworzenie z naszych rodaków ludzi drugiej kategorii. Według Jana Guza, prawa pracownicze w Europie powinny być jednakowe. Zgadzają się z tym niemieckie związki zawodowe i jak widać niemieckie władze.

Według interpretacji Berlina, nowe niemieckie przepisy mają zastosowanie także dla kierowców z firm transportowych spoza Niemiec. W praktyce, każda firma, której samochód przejeżdżałby tranzytem przez terytorium naszego sąsiada, musiałaby płacić kierowcom stawki obowiązujące w Niemczech.

Przedsiębiorcy zwrócili się o pomoc do pani premier Ewy Kopacz. Jak tłumaczą niemieckie przepisy oznaczają upadłość wielu polskich firm i zwalnianie pracowników.

Oprócz rządu polskiego o przyjrzenie się niemieckim przepisom poprosiły Komisję Europejską także władze Węgier, krajów bałtyckich, Rumunii a także Holandii i Wielkiej Brytanii. Stąd Bruksela zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienie przepisów o płacy minimalnej.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/dyd

podobne: Słabszy niemiecki przemysł. Merkel po raz 7. w Chinach. oraz: „Solidarnośc” i „sprawiedliwośc społeczna” Związkowców

…nie ma to jak piłowanie gałęzi na której się samemu siedzi… Proponuję właścicielom firm przewozowych pozamykać interesy, a związkowcom i kierowcom którzy uznali to bezprawie za świetna okazję do zarobku zapakować się na tiry i jechać do Merkelowej. Niech ich utrzymuje skoro tak im ciasno na polskim rynku pracy.

No niech mi ktoś powie że ci ludzie ze związków dbają o pracowników, skoro firmy w których pracują kierowcy mogą zbankrutować przez jeden głupi a do tego bezczelny przepis obcego państwa, które dyktuje płacę minimalną przedsiębiorcom z innych krajów! Jest to rzecz jasna „sprytny” zabieg mający na celu wykluczyć polskich przewoźników z konkurencji międzynarodowego transportu (zwłaszcza do Rosji, na który Niemcy nabierają coraz większej ochoty), a fala szkodliwej dla polskich pracowników związkokracji dokłada do tego sabotażu swoją czerwoną cegiełkę. Jak nie problemy z Rosją – której embargo przyczyniło się do kłopotów sektora przewoźników, to teraz „sojusznicy” z UE nam się „przysłużyli”…(Odys)

ale to jeszcze nie koniec „partnerskiej” polityki jaką Niemcy (zresztą nie tylko oni) uprawiają w stosunku do Polski na „wspólnym rynku”, ponieważ…

2. Czarne chmury nad polską wieprzowinąOpinie: W kontekście wieprzowiny Rosja nie jest najważniejsza.

21.01.2015 (IAR) – Znoszenie embarga na wieprzowinę tylko dla niektórych krajów to policzek dla polskich producentów – uważa Witold Choiński ze związku „Polskie Mięso”. Rosja zgodziła się na częściowe przyjmowanie wyrobów z Francji. Niebawem zielone światło mają uzyskać kolejni czołowi dostawcy: Niemcy czy Dania. Komisja Europejska zgodziła się bowiem na dwustronne rozmowy państw UE z Rosją w sprawie zniesienia zakazu.

Ekspert zauważa, że taka strategia Brukseli godzi w inne rynki, w tym Polskę. Za rozmowami dwustronnymi skutecznie lobbowali najwięksi eksporterzy. Brak solidarności Unii w tej sprawie embarga pokazuje, że nie można jej oczekiwać w trudnych sytuacjach w przyszłości. Choiński dodaje, że ewentualne rozmowy Polski z Rosją byłyby trudne. Na terenie naszego kraju wykryto bowiem przypadki Afrykańskiego Pomoru Świń. Ognisko tej choroby nie występuje co prawda w stadach trzody chlewnej, ale wśród dzików wykryto już 31 przypadków. W dodatku znajdujemy się w bliskim sąsiedztwie z Litwą, która nie radzi sobie z ASF. Wszystko to dzieje się kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Polską. Sytuację utrudnia również obecna napięta sytuacja polityczna między Polska i Rosją.

Wirus ASF pojawił się w krajach Unii właśnie z Rosji. Według nieoficjalnych danych, jest tam ponad 600 ognisk tej choroby. Pomór, przez teren Białorusi, przedostał się do Polski i Litwy.

Przed wprowadzeniem embarga, polska wieprzowina stanowiła 13 procent eksportowanego surowca z Unii Europejskiej do Unii Euroazjatyckiej. Zakaz sprzedaży obejmuje też rynki: Chin, Japonii i Korei Południowej.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/magos

podobne: Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na „solidarność” UE.

23.01.2015 (IAR) – Przyszłość polskich wyrobów mięsnych nie jest w Rosji, a w Chinach – twierdzi w rozmowie z IAR wiceszef Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP Piotr Ziemann. Jak dodaje, do zniesienia są tam podobnego rodzaju bariery.

O tym, że rosyjskie embargo nie musi oznaczać rynkowej stagnacji w handlu mięsem pokazują Niemcy. To oni paradoksalnie czerpią dziś największe korzyści z zakazu – zauważa ekspert. Wszystko dlatego, że obecnie wysyłają tam dziesięć razy więcej produktów niż przed wprowadzeniem blokady przez Moskwę. Dziś inne kraje Unii mogą im tylko pozazdrościć.

Ziemann zauważa, że zapotrzebowanie na kolejnych dostawców w Chinach stale się zwiększa. Wieprzowina jest też tam najchętniej konsumowanym mięsem. To mogłaby być duża szansa także dla polskich producentów i przetwórców. Wówczas nie mielibyśmy do czynienia z regresem cen zbytu surowca. Zapotrzebowanie byłoby na stałym poziomie. Przez obecną sytuację, w ostatnich miesiącach cena zmalała o prawie 40 procent – przypomina.

Rynek Chin jest dla Polski zamknięty z uwagi na występowanie wirusa ASF. Aby usunąć blokadę konieczne jest zaangażowanie najwyższych władz państwowych – mówi Piotr Ziemann. Tego wymaga bowiem tamtejsza kultura negocjacyjna. Sami przedstawiciele branży, związków spożywczych oraz minister rolnictwa to za mało. W mediacjach udział brać muszą dodatkowo: prezydent, premier i szef dyplomacji – uważa ekspert..

Podobnie jak Rosjanie, Chińczycy nie uznają w stosunku do Polski tak zwanej regionalizacji. Embargo nałożone jest więc na cały kraj, a nie obszar na którym faktycznie stwierdzono afrykański pomór świń.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/sk

podobne: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

3. Komisja ds. przemysłu PE odrzuciła raport ws. rezerwy stabilizacyjnejMastalerek: premier Kopacz powinna była zawetować pakiet klimatyczny.

22.01.2015 (IAR) – Komisja ds. przemysłu, badań i energii Parlamentu Europejskiego odrzuciła raport w sprawie utworzenia rezerwy stabilizacyjnej na europejskim rynku pozwoleń na emisję CO2. To zła wiadomość, bo dokument zawierał rozwiązania korzystne dla Polski.

Rezerwa stabilizacyjna na rynku pozwoleń na emisję doprowadzi do podniesienia cen uprawnień, co ma skłonić przemysł do realizacji unijnych celów energetyczno-klimatycznych. Obecnie trwają rozmowy w Parlamencie dotyczące tego, od kiedy taka rezerwa powinna obowiązywać. Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej, miałoby to nastąpić w 2021 roku, ale niektórzy europosłowie dążą do szybszego wprowadzenia mechanizmu , co byłoby niekorzystne dla naszego kraju. W raporcie komisji ds. przemysłu udało się co prawda przegłosować późniejszą datę, jak i rozwiązania osłaniające najbardziej energochłonne gałęzie przemysłu, ale cały dokument ostatecznie został odrzucony. „Komisja ds. przemysłu wstrzymuje się od całościowej oceny sytuacji, natomiast poszczególne głosowania cząstkowe są bardzo znaczące jeśli chodzi o efekt końcowy, czyli głosowanie na sesji plenarnej” – tłumaczył szef komisji Jerzy Buzek. Zanim jednak to nastąpi, decyzję w tej sprawie podejmie parlamentarna komisja ds. środowiska, która odgrywa tu główną rolę i która najprawdopodobniej opowie się za przyspieszeniem daty wprowadzenia rezerwy. Głosowanie na sesji plenarnej najpewniej w marcu.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

23.01.2015 (IAR) – Premier Ewa Kopacz powinna była zawetować pakiet klimatyczny – powiedział rzecznik prasowy PiS Marcin Mastalerek. Gość radiowej Trójki. dodał, że węgiel jest podstawą polskiego przemysłu i gospodarki, dlatego trzeba odrzucić „te wszystkie wymysły o emisjach CO2”.

Rzecznik PiS odniósł się tym samym do październikowego unijnego szczytu klimatycznego w Brukseli. Przywódcy państw i rządów UE uzgodnili wówczas, że do 2030 roku Unia ograniczy emisję CO2 co najmniej o 40 procent.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/PR3/esz/dabr

podobne: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

…co tu dużo mówić. Zarówno w kwestii przewoźników, jak i branży mięsnej a na energetyce węglowej skończywszy Polska przez ostatni rok sporo straciła. Rzecz jasna w to miejsce zyskuje ktoś inny – i to jest dopiero koszt jaki musi ponieść kraj który wyzbywa się możliwości samodzielnego decydowania o własnej gospodarce i polityce zagranicznej. Rzecz jasna na własne życzenie i za podpuszczeniem „krajów trzecich” zwanych poważnymi… (Odys)

4. EBC wydrukuje 60 mld euro miesięcznie. Ekspert o decyzji EBC

22.01.2015 (ISBnews) – Europejski Bank Centralny (EBC) poszerzy skup aktywów do wartości 60 mld euro miesięcznie, poinformował bank w komunikacie. EBC włączy do programu skup obligacji rządów i instytucji europejskich „Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego ogłosiła dziś poszerzony program skupu aktywów. Mając na celu wypełnienie funkcji stabilizacji cen, w ramach programu EBC będzie, oprócz prowadzonych już programów skupu aktywów sektora prywatnego, nabywać także obligacje rządowe, aby zredukować ryzyko zbyt długo trwającego okresu niskiej inflacji” – czytamy w komunikacie. Łączne miesięcznie kwoty nabycia wynosić będą 60 miliardów euro. Program będzie prowadzony przynajmniej do września 2016 lub do czasu, kiedy Rada Prezesów zaobserwuje trwałą korektę ścieżki inflacyjnej spójnej z celem jakim jest średniookresowa inflacja blisko, lecz poniżej, 2%. (ISBnews)

…Dziś w strefie euro notowana jest deflacja na poziomie 0,2 procent. Według części ekonomistów, spadek cen może być groźny dla perspektyw wzrostu gospodarki.

Nowy program zastąpi również obecnie funkcjonujące programy wsparcia krajów strefy euro, zagrożonych bankructwem, ale skup obligacji Grecji czy Portugalii będzie obostrzony dodatkowymi kryteriami.

Po decyzji, kurs euro spadł wobec głównych walut. Wobec dolara o pół procent. Umocnił się także złoty polski.

EBC poinformował dziś także o utrzymaniu podstawowej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 0,05 procent.

IAR/łp/magos

22.01.2015 (IAR) – …Analityk biura maklerskiego TMS, Bartosz Sawicki zwraca uwagę, że program pomoże zwiększyć popyt i zapewnić dostęp do taniego kredytu. Skorzystają na nim między innymi mocno zadłużone Włochy, które będą mogły taniej pożyczać pieniądze. Skup aktywów osłabi też wspólną walutę, a to, według eksperta, przełoży się na większą konkurencyjność produkcji na Starym Kontynencie. Nie znaczy to jednak, że Europa pożegna się z deflacją czyli spadkami cen. Tutaj decydującym czynnikiem, według Bartosza Sawickiego, są taniejące surowce.

Zdaniem rozmówcy IAR program skupu obligacji ogłoszony przez Europejski Bank Centralny Może nieco zaskakiwać. Bartosz Sawicki wskazuje na możliwość uczestnictwa w programie, od połowy roku, greckiego długu. Wcześniej nie brano tego pod uwagę. Drugą ważną sprawą jest podział ryzyka niewypłacalności. 20 procent długu będzie gwarantowane na skalę całej unii walutowej.

Spokojnie, przynajmniej na razie mogą spać ci, którzy zaciągnęli kredyt w szwajcarskiej walucie. Euro traci zarówno do franka, jak i do złotówki. Wzajemny kurs tych ostatnich walut jest stabilny.

EBC zacznie skupować obligacje kraje strefy euro w marcu. Autorzy planu mają nadzieję, że napędzi to ospałą koniunkturę eurolandu, a także doprowadzi do wzrostu inflacji, która była w ostatnich miesiącach niebezpiecznie niska.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/jj

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

…no i proszę jak się boją deflacji… A przecież spadek cen to ewidentna korzyść dla zwykłych ludzi, no i poza tym jest to konsekwencja dobijania gospodarki Europy, którą postanowiono właśnie dobić jeszcze bardziej… I czy przypadkiem nie mówiono już nam że kryzys został zażegnany a z gospodarką Europy wszystko jest w porządku? 🙂

Komentarz cynika9…

„Wiadomo teraz czego się Szwajcarzy obawiali

ECB wyszedł w końcu z programem druku papieru do oporu… Linię oporu wyznaczono daleko,  we wrześniu 2016,  po czym linia oporu będzie najpewniej  przesuwana dalej i dalej.   To jest,  o ile przynajmniej strefa euro nie rozpadnie się wcześniej.

Druk pieniędzy w strefie euro ma postać skupywania obligacji i innych krajowych instrumentów przez krajowe banki centralne,  a więc nie bezpośrednio przez ECB. Ma to nie dopuścić zbyt wcześnie do rozruchów ulicznych pytań Niemców z jakiej paki ich Bundesbank miałby niby skupywać scheiss papiery dłużne południowych bankrutów. Forsy na to nadrukują wystarczająco – €60 miliardów miesięcznie. To razy 18 miesięcy (początek w marcu) daje razem okrągłą sumę €1.1 biliona. Jest to po wyższej stronie przewidywań rynkowych.

Gdyby tak to wszystko rozrzucić z helikoptera raz a dobrze to przynajmniej wszyscy by mogli zaznać błogiego uczucia brodzenia w banknotach €500 po kostki. Tyle rzeczy by to rozwiązało! Wystarczyłoby trochę pozamiatać i już odłożone na emeryturę… 😉  Hipoteka na mieszkanie?  Niepotrzebna,  pozbierać z trawnika.  Nowy samochód?  Idem.  A tak pierwsza do wodopoju będzie jak zwykle banksterka i hedge funds które załadowały się w tańszy dług euro bankrutów przewidując że ECB go w końcu odkupi.   Teraz pozbędą się go po absurdalnie wysokich cenach  otrzymując w zamian „liquidity” do ręki.    Gdzie się podzieje ta liquidity?

Na giełdy by! Europejskie giełdy mogą mieć teraz run porównywalny z giełdami USA w czasie tamtejszego QE.  Startują jednak już z wysokiego poziomu,  nie tak jak za oceanem 4 lata temu.  Nigdy jeszcze jednak poziom giełd nie był tak wysoki aby nie mógł być jeszcze wyższy.  Tym bardziej że po niezłym 2013 zeszły rok w Europie był trochę skromniejszy.  Goniąc uciekające w górę akcje europejski inwestor będzie musiał tylko uważać  żeby nie wyjść na tym jak disneyowski pies Pluto na zakręcie. Pluto goni jak burza, aż się orientuje że w zasadzie stoi w miejscu. Kiedy popatrzy w dół co się dzieje  spada od razu w przepaść bo się nie wyrobił na zakręcie a nie zorientował się że nie ma gruntu pod nogami. Efektu gonienia i stania w miejscu jednocześnie dostarczyć mogą giełdy rosnąc w euro które jednak spada jak cegła w wodzie w stosunku do dolara i CHF.

Na efekt spadania przyjdzie czas później.”

źródło: dwagrosze.com

…póki co rynki finansowe będą dyskontować efekt luzowania, gdyż FED został „godnie” zastąpiony. A gdy już ci co „stoją za wszystkim” wymienią dostateczną ilość nic niewartego papieru (na tzw. górce) na prawdziwą własność to świat nawiedzi prawdziwy kryzys… Kiedy to nastąpi nie warto nawet spekulować, ważne że wiemy już dziś jak to się skończy, bo że się kiedyś skończy jest pewne „jak w banku” 😉 …Odys

Wojny walutowe wkraczają na nowy poziom
TMS Brokers – Biznes 23 Sty 2015, 16:55
Kontynuowana wyprzedaż euro w piątek musi wywoływać uśmiech na twarzy Mario Draghiego. Zapowiedziany wczoraj program skupu aktywów na kwotę co najmniej 1,1 bln euro spełnia swój główny cel. ECB nie ma co liczyć na efekty podobne do tych, jakie przyniosło luzowanie ilościowe Fed. W USA skup obligacji skarbowych miał poprawić warunki finansowania dla przedsiębiorstw poprzez zawężenie spreadów kredytowych, a także podbicie wyceny na rynku akcji. W Europie ten kanał będzie mniej skuteczny dla ożywienia gospodarczego, gdyż przedsiębiorstwa europejskie w mniejszym stopniu polegają na finansowaniu długiem (dominuje kredyt bankowy), a indeksy giełdowe są relatywnie wysoko. Jedyna droga, jaka została Europejskiemu Bankowi Centralnemu, to deprecjacja waluty, by podnieść konkurencyjność europejskiego eksportu i importować inflację.

Jednakże deflacja i gasnący wzrost gospodarczy to nie tylko problemy strefy euro. Dla gospodarek silnie powiązanych handlowo z Eurolandem aprecjacja ich walut względem euro nie będzie łatwo tolerowanym zjawiskiem. Narodowy Bank Szwajcarii wprawdzie poddał obronę minimalnego kursu wymiany euro za franka, ale stara się zatrzymać aprecjację swojej waluty poprzez ujemne stopy procentowe i naszym zdaniem nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Bank centralny Danii dwukrotnie w tym tygodniu obniżył główną stopę procentową do -0,35 proc., by zmniejszyć presję wywieraną na usztywniony kurs EUR/DKK. Następne w kolejności są Riksbank i Norges Bank. Ten pierwszy już w lutym może sprowadzić koszt pieniądza poniżej zera, a nawet pokusić się o własne QE. Norges Bank ma większe pole do działania z główną stopą na 1,25 proc. Rośnie też presja na Radę Polityki Pieniężnej, choć ostatnio przeszkodą dla dalszego luzowania stały się obawy o negatywny wpływ na złotego i niepogorszenie sytuacji kredytobiorców w CHF. Podsumowując, wojny walutowe wkraczają na nowy poziom.

NADCHODZĄCY TYDZIEŃ: NIEZŁOMNY FED

W przyszłym tygodniu posiedzenie FOMC (wt-śr) jest kluczowym wydarzeniem. W komunikacie po zebraniu (brak konferencji prasowej) oczekujemy podtrzymania dotychczasowych założeń polityki pieniężnej Fed, co wesprze nasze przekonanie o starcie podwyżek stóp procentowych w czerwcu. Rynek stopy procentowej pozostaje bardziej gołębi, więc jastrzębi komunikat powinien przełożyć się na wzmocnienie USD. Wśród danych poznamy pierwszy odczyt PKB za IV kwartał (pt), gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie solidnego ożywienia na poziomie 3,2 proc.

W Europie główną uwagę skupi wynik greckich wyborów parlamentarnych (nd). Wygrana Syrizy (ale bez bezwzględnej większości) będzie odebrana jako neutralna dla sentymentu rynkowego i w niewielkim stopniu negatywne dla euro. Unijna waluta będzie pozostawać jeszcze w szoku po decyzji ECB o QE, a EUR/USD (EURUSD,1.12105 -1.39%, News) pozostaje narażony na upłynnianie krótkich pozycji („kupuj plotki, sprzedawaj fakty” na jastrzębiości FOMC także stanowi ryzyko). Dane z Eurolandu (Ifo, podaż pieniądza, HICP) po uruchomieniu QE tracą na istotności.

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy pierwszy szacunek PKB za IV kwartał (wt), jednak przy całym pesymizmie uwzględnionym w wycenie funta, nawet odczyt zgodny z prognozą (2,8 proc. r/r) może wystarczyć, by podbić GBP. Wokół PKB z Kanady za listopad (pt) większe są szanse na negatywne zaskoczenia, a ujemny odczyt (prog. 0,1 proc. m/m) z pewnością pociągnie CAD w dół. Na Antypodach najważniejszą publikacją będzie CPI z Australii za IV kw. (śr) i potwierdzenie słabnącej presji cenowej umocni oczekiwania na cięcie stóp procentowych przez RBA, podtrzymując sprzedaż AUD. Po tym, jak po niespodziewanym cieciu ze strony banku kanady rynek zwiększył oczekiwania na obniżkę stóp procentowych w Nowej Zelandii, bardziej stonowany komentarz z RBNZ powinien wpłynąć na relatywną siłę NZD względem AUD. W Polsce GUS poda ostatnią porcję danych za grudzień (sprzedaż detaliczna, stopa bezrobocia) oraz wstępny szacunek PKB za cały 2014 r. (wszystko we wtorek). Dane o dynamice mogą mieć wpływ na złotego, jeśli wyraźnie będą odbiegać od konsensusu (3,3 proc.). Poza tym klimat wokół złotego jest pozytywny i EUR/PLN (EURPLN, 4.20078 -1.25%, News) powinien osuwać się w stronę testu 4,20.

(Konrad Białas – DM TMS Brokers SA)

podobne: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. oraz: Globalna gospodarka jedzie na niskim biegu. MFW o świecie i o Polsce. i to: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). a także: Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia. polecam również: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Michał Dziekan - down down down

Michał Dziekan – down down down

Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP.


fragment:

„Odradzająca się Polska – II RP – przejęła po państwach zaborczych wszystkie monopole, tzn. spirytusowy, solny, tytoniowy i loteryjny. Ponadto wprowadzono jeszcze monopol zapałczany, a w czasie wielkiego kryzysu gospodarczego planowano (na szczęście skończyło się tylko na planach) wprowadzić kolejne – herbaciany, kawowy – i rozszerzyć tytoniowy o fabrykację gilz do papierosów.

W budżecie państwa polskiego przychody z tytułu monopoli stanowiły ok. 30% wszystkich wpływów budżetowych, np. w roku budżetowym 1931/1932 – 30%, a w 1938/1939 – 31,9%. Dla porównania: w ówczesnej Francji wpływy z monopoli to zaledwie 1% wszystkich budżetowych przychodów, zaś w Niemczech niewiele więcej – 2,2%. Widzimy więc, jak ważną pozycją w budżecie II RP były wpłaty monopolowe; wobec tego warto przyjrzeć się funkcjonowaniu czterech z pięciu monopoli (nie będziemy brali pod uwagę monopolu loteryjnego).

Przekroczono punkt Cournota

…1 stycznia 1927 roku cenę 1 litra spirytusu stuprocentowego wyznaczono na 13 złotych i 50 groszy. Była to cena najwyższa w Europie. Mimo to jakaś „mądra głowa” w rządzie zaproponowała w 1930 roku (drugim roku kryzysu) podwyżkę ceny do 15 złotych! Efekt był taki, jaki mógł przewidzieć każdy w miarę rozgarnięty ekonomista; każdy, tylko nie sanacyjny minister. Oczywiście wpływy do budżetu państwa zaczęły gwałtownie maleć – z 420 milionów zł w roku budżetowym 1929/1930 do 201 milionów w roku 1932/1933. Przekroczono tzw. punkt Cournota, czyli punkt wyznaczający ekonomiczne optimum produkcji przedsiębiorstwa monopolistycznego; w punkcie tym monopol osiąga zysk maksymalny. Nie powinna to być żadna abrakadabra dla ówczesnego ministra skarbu płk. Ignacego Matuszewskiego, tylko ekonomiczne ABC. Na masową skalę zaczął się szerzyć przemyt spirytualiów z ościennych państw. Nielegalne gorzelnie wyrastały jak grzyby po deszczu – prasa ciągle informowała czytelników o likwidowaniu tysięcy bimbrowni; tylko w samym 1933 roku wykryto ich aż 3051 (wg danych Policji Państwowej, miały one wyprodukować 1,7 mln litrów spirytusu). W tej sytuacji informacje o tym, że Dyrekcja Państwowego Monopolu Spirytusowego podjęła decyzję o zatrudnieniu kolejnych urzędników (na 3814 pracowników w 1932 roku było ich aż 1599), co zaowocowało wzrostem kosztów administracyjnych, oraz o tym, że zaczęto ale nie ukończono budowy zakładów przemysłu spirytusowego, ponieważ w miejscu ich usytuowania nie było wody potrzebnej do produkcji spirytualiów (ktoś nie dopatrzył swoich obowiązków – normalna rzecz w Polsce), mają posmak skandalu. Rząd w końcu wyciągnął wnioski i w 1932 roku obniżył cenę 1 litra spirytusu do 12 złotych. Wpływy do budżetu zaczęły powoli rosnąć, by w roku 1938/1939 osiągnąć kwotę 294 milionów zł, jednak organom ścigania do końca istnienia II RP nie udało się zlikwidować ani przemytu alkoholu, ani bimbrownictwa.

Włoska pożyczka

…Po zaciągnięciu w 1924 roku pożyczki włoskiej, państwo zlikwidowało 83 prywatne wytwórnie tytoniowe, zatrudniające ok. 10 tysięcy osób (…) W działalności Polskiego Monopolu Tytoniowego uderza bardzo duży wzrost kosztów produkcji w latach 1927-1929, bo aż o 51%, i wręcz horrendalny wzrost kosztów administracyjnych w latach 1927-1931 – aż o 103%! Większa liczba urzędników i większe koszty administracyjne wcale nie oznaczały podejmowania przez monopol racjonalnych, ekonomicznie uzasadnionych decyzji. Na przykład w 1931 roku, czyli w okresie dekoniunktury, monopol rzucił na rynek cztery nowe marki papierosów, opracowane jeszcze przed kryzysem, w innych warunkach gospodarczych. Palacze uznali te marki za zbyt luksusowe (czytaj: zbyt drogie) i w 1932 roku wycofano je ze sprzedaży. Kwoty przekazywane do budżetu przez monopol tytoniowy od roku 1930/1931 (390 mln zł) były coraz mniejsze (np. w roku 1936/1937 – 322 mln zł). Nie dziwota, skoro palacze skarżyli się na wysokie ceny papierosów, które specjalnymi rozporządzeniami ustalał sam minister skarbu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej! Coraz częściej kupowano papierosy z przemytu; coraz większym popytem cieszyły się gilzy służące do ręcznego sporządzania papierosów w zaciszu domowym. Chłopi masowo zakładali nielegalne plantacje tytoniu; w 1933 roku zlikwidowano ich aż 22 tysiące (ciekawe, ile pozostało niewykrytych).

Co z tą solą?

…Monopol ten do 1932 roku administrowały: Ministerstwo Przemysłu i Handlu oraz Ministerstwo Skarbu (od 1932 już tylko to ostatnie). Być może nadzór aż dwóch ministerstw był powodem podejmowania dziwnych, niekiedy kuriozalnych decyzji, jak choćby tej z 1930 roku kiedy postanowiono wybudować w salinie państwowej w Wieliczce pralnię worków do soli. Kiedy budowę ukończono, raptem okazało się, że Biuro Sprzedaży Soli w następstwie umowy zawartej ze Związkiem Inwalidów otrzymywało worki… nie nadające się w ogóle do prania! Pralnia stała nieczynna przez trzy lata, zanim podjęto odpowiednie kroki. Ale co tam jakaś pralnia i wyrzucone w błoto pieniądze podatników! Zobaczmy, jakie piekło zgotowali urzędnicy rolnikom chcącym nabyć sól bydlęcą. Aby ją kupić, należało bezwarunkowo zaopatrzyć się w upoważnienie wydane przez Urząd Skarbowy Akcyz i Monopoli. Upoważnienie wydawano na podstawie szeregu zaświadczeń, które dostarczał petent, m.in. dokumentu potwierdzającego ilość bydła oraz świadectwa moralności (sic!). Z tym upoważnieniem należało udać się do Biura Sprzedaży Soli. Biuro sprawdzało dokumenty i po pozytywnej weryfikacji żądało należności za sól z góry, oczywiście w gotówce. Wówczas urzędnik dawał zlecenie wysyłkowe, po czym zawiadamiał Urząd Skarbowy i Oddział Kontroli Skarbowej. Nawet jeśli transport przybył na miejsce, nie wolno było wyładowywać z wagonu soli bez urzędnika Kontroli Skarbowej…

Król zapałek

…„Król zapałek”, szwedzko-amerykański finansista i potentat przemysły zapałczanego Ivar Kreuger, w zamian za zawarcie umowy oferował Polsce tzw. pożyczkę zapałczaną w wysokości 30 mln $, a tymczasem nasz rząd zadowolił się tylko 6 mln $. Trudno powiedzieć dlaczego nie starano się uzyskać wyższej kwoty, ale pewne poszlaki wskazują na to, że podczas rokowań wysoce podejrzaną rolę odgrywał dyrektor Departamentu Akcyz i Monopoli Ministerstwa Skarbu, Marian Głowacki. Marszałek Sejmu, Maciej Rataj, zapisał w swoim pamiętniku znamienne słowa odnoszące się do tej kwestii: „Sprawa monopolu zapałczanego i związanej z nim pożyczki budzi dużo zastrzeżeń. Chodziły głuche pogłoski o interesie, który przy tej sposobności zrobili różni ludzie (Głowacki?!)”. Ceny pudełka zapałek poszybowały w górę…

…Od razu po podpisaniu umowy (zwanej drugą pożyczką zapałczaną) koncern podwyższył cenę pudełka zapałek z 7 do 10 groszy (czyli o prawie 43%), jednocześnie zmniejszając liczbę zapałek w pudełku z 60 do 48 (o 20%). Po tej drastycznej podwyżce sprzedaż zapałek poleciała na łeb, na szyję. Jeszcze w roku 1930 statystyczny Kowalski zużywał 1127 zapałek, ale już w 1932 roku – 828, zaś w 1934 roku – 466. Dla wielu Polaków – to nie żart – zapałki stały się towarem luksusowym. To właśnie wtedy, w czasach wielkiego kryzysu, mówiono, że „polski chłop jest tak biedny, iż dzieli zapałkę na czworo”. Wpływy z monopolu zapałczanego do budżetu państwa ciągle spadały – z 16 mln zł w roku budżetowym 1929/1930 do 6 mln zł w roku 1931/1932. Aby zwiększyć sprzedaż zapałek, władze postanowiły wprowadzić wysokie opłaty stemplowe dla posiadaczy zapalniczek…

…Bilans 14 lat działalności szwedzko-amerykańskiej spółki w Polsce był katastrofalny: liczba zakładów zapałczanych zmalała z 19 do czterech, a liczba zatrudnionych w nich pracowników – z 2851 do 805; spadła także produkcja zapałek ze 170 tys. skrzyń w 1929 roku do 77 tys. w roku 1938; spadł również eksport – z 21,5 tys. skrzyń do niecałych 2 tysięcy. Tylko jeden wskaźnik związany z produkcją zapałek wykazywał tendencję wzrostu – ceny…

Pobieżny przegląd funkcjonowania na terenie II RP kilku monopoli skłania do konstatacji, że państwo bardzo często nie miało wyczucia, nie znało umiaru w ustalaniu cen monopolowych, co niejednokrotnie owocowało przekraczaniem tzw. punktu Cournota i spadkiem dochodów do budżetu państwa. Ceny rzeczywiście musiały być bardzo wysokie, skoro – jak słusznie zauważył prof. Adam Krzyżanowski: „opłaca się konsumentom kupować przemycane wyroby tytoniowe i wódki, których cena zawiera w sobie podatek ściągany przez władze państw ościennych, koszta przewozu, łapówek i zarobek przemytników”. W takich okolicznościach wzrastała przestępczość – przemyt, bimbrownictwo, nielegalny obrót towarami itd. W latach 1931, 1932 i 1933 wykryto odpowiednio przestępstw akcyzowo-monopolowych 67 tys., 95 tys. i 125 tysięcy. Źle to świadczyło o państwie, które swoimi zakazami, nakazami i monopolami generowało przestępczość.”

całość tu: nczas.com

podobne: „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP. oraz: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP i to: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry.


„…Boją się tego stwora biedni i bogaci. Biedni lękają się bezrobocia i niskich płac. Bogaci drzą przed utratą majątków w wyniku niestabilnośći politycznej chorego państwa. Ten polski Frankenstein jest rezultatem haniebnego układu „okrągłego stołu”, który przez 25 lat znęca się nad gospodarką i teraz podąża za jego twórcami żądny zemsty.

Ten twór żyje tylko dzięki temu, że w Polsce nie ma wolnych mediów, które by pokazały jego wrodzone wady. Te obłudne media nigdy nie dopuściły do rzeczowej dyskusji na temat przyszłości polskiej gospodarki i kryły zastępczymi tematami rozkradanie kraju oraz złodziejską prywatyzację. Redaktorzy ogólnopolskich periodyków, radia i telewizji sprzedali swoją moralność za garstkę srebrników i tym samym stali się współtwórcami tworu, który ze względu na swoją niedoskonałość nie ma racji bytu.

Ale to nie wszystko – winny jest też nasz polski naród za to, że do tej pory nie potrafił stanąć w opozycji do tego, co stworzyli niecni krętacze „okrągłego stołu pod osłoną służalczych im mediów. Wina spada na ludzi, którzy nie wierzą w możliwość zmiany na lepiej zorganizowane państwo, które będzie chronić swoich obywateli przed wszelkiego rodzaju nadużyciami prawa i grabieżą. Dzisiejsza Polska jest taką jaka była i jest mentalność wybranych liderów, niesłusznie zwanych „elitą”. Każdy naród ma takiego prezydenta i taki rząd na jaki zasługuje. Można powiedzieć, że ten polski Frankenstein to stwór sklecony z mentalności prezydentów Wałęsy, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego i Komorowskiego. Trudno znależć gorsze monstrum na świecie. Jakość ludzi ma jednak wielkie znaczenie.

Niestety pozostała „elita” ludzi z PO, PIS, PSL, SLD, etc. nigdy nie prowadziła interesów na wolnym rynku i stworzyła groteskowe państwo przyjemne dla siebie ale całkiem nieprzyjazne dla ludzi. Stało się tak, że wprowadzali ustawy w Sejmie według swojej wyobrażni oraz według dyktatu i nacisków ze strony ludzi, którzy cały czas chcą Polaków wykorzystać i zniewolić. Nigdy przez ostatnie 25 lat nie widziałem rzeczowej dyskusji na temat kierunków rozwojowych polskiej gospodarki, tylko dyskusje jak jej segmenty tanio sprzedać. Pewnie dlatego, ze ludzie, którzy dominują scenę polityczną potrafią tylko handlować, kombinować i kraść, a nie potrafią niczego dobrego zbudować. Taka jest ich kultura. Państwo polskie jest obecnie tworem mentalności miernot politycznych, gdzie każdego członka tzw. „elity” można oskarżyć o zdradę naszych ideałów, naszej Racji Stanu i naszej przyszłości.

Dotychczasowi włodarze Polski nigdy nie szukali dobrych pomysłów na rozwój kraju. Nie starali się zaangażować dobrych, doświadczonych Polaków jako swoich doradców, a to dlatego, że byli oni wykreowani i sfinansowani przez wrogich nam ludzi, którzy chcą złupić nasz kraj i biedą zmusić Polaków do niewolniczej pracy. Powstało więc  groteskowe państwo „trzeciego świata”, wiernie poddane interesom Zachodu i przez to ignorujące możliwości handlowe ze Wschodem. Nikt na świecie nie będzie traktował takiego państwa poważnie, wiedząc, że nie ma ono dobrej przyszłości, ponieważ zostanie zmarginalizowane i unicestwione. Taka też była dola Frankensteina, który z tego powodu szukał zemsty za swój los.

Nie można jednak stale płakać nad rozlanym mlekiem. Chęć zemsty nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. Jedynie dobry plan może przyczynić się do sukcesu. Plan oparty na ludziach, bo to ludzie, a nie rząd swoją pracą i umysłem tworzą sobie przyszłość taką, na jaką ich stać. Rząd nie może im w tym przeszkadzać, wręcz przeciwnie powinien im pomóc.

Pozostałością 25 lat rządów miernot i zdrajców są poważne długi, które ciążą na budżecie państwa, który jest tak naprężony, że nie ma za bardzo z czego ciąć kosztów. Dlatego jak najszybciej trzeba stworzyć takie warunki rozwoju aby Polacy nareszcie mieli szansy na sukces bez konieczności emigracji. Sukces rodzi sukces i nawet najwięksi sceptycy, którzy nie wierzą w możliwość poprawy swego bytu, mogą zostać nawróceni na drogę rozwoju i dobrobytu…” (Stanisław Tymiński)

Odpowiem więc za siebie w kontekście środowiska wolnościowców z którym sympatyzuję.

Otóż Polaków chcących zrzucić pęta socjalizmu i etatyzmu czeka długi marsz po władzę, i mam nadzieję że kiedyś realnie po nią sięgną. Jednak do tego czasu należy uczulać wszystkich a zwłaszcza niecierpliwe młode pokolenia na to, że to się nie stanie z dnia na dzień (tudzież w kolejnych wyborach). Nie należy nikogo mamić wizją szybkiego objęcia rządów i gwałtownej naprawy sytuacji bo do tego jest dziś (w obecnym „dupokratycznym” systemie) potrzebna WIĘKSZOŚĆ PARLAMENTARNA! Należy się więc nastawić na ciężką pracę, głównie ideologiczną. Bez zmiany mentalności u ludzi z myślenia socjalistycznego na wolnościowcy nic nam po nawet najśmielszych reformach, bo ludzie ich nie zrozumieją i nie będzie jak to się nieładnie mówi „społecznego poparcia” dla wolnościowych zmian, ponieważ ludziom słowa takie jak własność prywatna, wolny rynek czy prywatyzacja zostały doszczętnie obŻydzone (to jest właśnie ten efekt Frankensteina o którym wspomina Pan Tymiński). Należy się więc wzajemnie motywować by starczyło determinacji głównie na odkłamywanie pewnych pojęć, dla zrozumienia ich przez mniej zorientowanych rodaków.

Należy też mobilizować się wzajemnie do tego, żebyśmy SAMI chodzili na wybory głosując na partie antysystemowe, wolnościowe a przede wszystkim antysocjalistyczne. Dopóki mamy „dupokrację” to nie ma innego wyboru, tymczasem Polacy na wybory w sporej części nie chodzą, przez co pozwalają się wybierać od 25 lat temu samemu układowi! Łatwo jest narzekać na partię jedną czy drugą, pomijając już absurdalną wymówkę że „nie ma na kogo głosować”. Wystarczy nie wspierać obecnego układu i to już jest coś! Jednak każda partia choćby najbardziej antysystemowa, której wyborcy „sympatycy” nie chodzą głosować jest tylko nazwą na stronie internetowej. Tymczasem ludzie chętnie się udzielają na różnego rodzaju stronach, forach, grupach dyskusyjnych, by coś skomentować, ponarzekać albo żeby kliknąć w „lajka”, ale poza tym NIE ROBIĄ NIC!

Na koniec parę przemyśleń w kontekście właśnie tych „szarych” wyborców – zwłaszcza niezdecydowanych i rozczarowanych Polską, zobojętniałych ale jednak czujących że zmiany są potrzebne. Bo zanim wykształcimy w oparciu o działalność partii wolnościowych i ich sympatyków kolejne pokolenia wolnościowców, to należy się starać przemówić i dotrzeć do tej rzeszy Polaków. Gdyby bowiem któregoś pięknego dnia ta spora grupa zechciała dać się przekonać do głosowania na partie antysystemowe, to stanowiłaby realną siłę mogącą przesądzić o politycznych możliwościach na objęcie realnej władzy przez wolnościowców nawet w kolejnych wyborach.

Póki co nie uważam jednak by ktokolwiek w Polsce potrafił potrząsnąć Polakami na tyle mocno, żeby się masowo z dnia na dzień obudzili z chocholego tańca. Ludzie są przekonani że głosując od 25 lat tak samo (albo nie głosując) dobrze robią, i nie da się nikogo zmusić żeby wbrew swojej woli poszedł zagłosować RAZ W ŻYCIU inaczej. Uważam niestety tak jak to ktoś kiedyś napisał, że (z pamięci) „ludzie obudzą się dopiero wtedy gdy po włożeniu karty do bankomatu przeczytają napis POCAŁUJ MNIE W D…” i taka jest brutalna prawda, więc czas na poważne zmiany jeszcze nie nadszedł. Wolnościowców jest w społeczeństwie za mało żeby sami się wybrali, tak jak od lat wybierają się socjaliści. Jedyny czas jaki nadszedł, to czas na wyrugowanie z umysłów Polaków naiwnej wiary w demokrację, etatyzm i socjalizm. Jest czas na wskazywanie ludziom alternatywy, oraz sukcesywne gromadzenie wokół niej ludzi szczerych, nie bojących się konkretnych zmian w kierunku WOLNOŚCIOWYM, i gotowych tę ideę propagować bezkompromisowo wśród reszty Polaków. Do tego czasu wolnościowcy powinni aktywnie (organicznie) działać w terenie, zaś sympatycy którym brak zmysłu organizacyjnego (czy chęci na poświęcenie czasu polityce) zawsze mogą skutecznie działać nawet poza polityczną organizacją. To co każdy z nas może zrobić, to zwykła rozmowa z ludźmi z najbliższego otoczenia – w rodzinie, w towarzystwie kolegów, znajomych, współpracowników, na rzecz przekonania tych którzy chcą słuchać (nie musimy przekonywać wszystkich! to jest zresztą niemożliwe do wykonania 🙂 ) do wolnościowych poglądów i głosowania w jakichkolwiek wyborach na partie i ruchy które bezkompromisowo walczą z etatyzmem i socjalizmem.

Czas bardziej gwałtownych zmian nadejdzie moim zdaniem dopiero wraz z wojną (może być że domową) lub z kryzysem „bankomatowym”. Do tego czasu należy ludzi leczyć z demokracji i socjalizmu oraz modlić się (tak właśnie!) że polecę Grzegorzem Braunem, o nawrócenie moralne (albo chociaż o ROZUM i chęć dokonywania prawidłowych wyborów w życiu – nie tylko przy urnie) i o „króla” który zagwarantuje ludziom ich słuszne prawo do wolności, własności, praworządności, porządku i bezpieczeństwa… (Odys)

Prof. Marek Chodakiewicz. O istocie wolnosci…(własność prywatna)

podobne: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim i to: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). a także: Dwa badania… jeden wniosek – „Dupa blada” polecam również: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy. i to: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”. a także: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Tymczasem etatystyczna złodziejska pętla się zaciska! Lewiatan krytykuje władze.

„…Konfederacja Lewiatan krytykuje poselski projekt zmiany ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, który spowoduje, że Państwowa Inspekcja Pracy nie będzie musiała m.in. zawiadamiać przedsiębiorcy o zamiarze dokonania kontroli.

Zdaniem pracodawców, „zaproponowane zmiany w ustawie spowodują wyłom w systemowym rozwiązaniu dotyczącym kontroli stworzonym dla wszystkich funkcjonujących w kraju instytucji kontrolujących przedsiębiorców, przyznają Państwowej Inspekcji Pracy uprzywilejowaną pozycję względem innych instytucji kontrolnych, które w swojej kompetencji mają również uprawnienie do kontrolowania przedsiębiorcy, a także zniweczą dotychczasowy proces racjonalizowania sposobów kontroli oraz ograniczania nadmiernych obciążeń biurokratycznych”.

Jednocześnie Konfederacja Lewiatan przypomina, że przepisy o kontrolach znalazły się w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej ze względu na fakt, iż nadmierna ilość kontroli odbywających się na podstawie zróżnicowanych trybów uniemożliwiała albo w nadmierny sposób utrudniała prowadzenie działalności gospodarczej…”

podobne: „Puls Biznesu” Masowe kontrole prywatnych lecznic oraz: Dla złodziei figa z makiem – MISie mówią dośc! i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?

…ale to nie wszystko bo Mamy nowy podatek!  

Ceny paliw w Polsce spadają mniej niż wynikałoby to z ceny ropy naftowej na rynkach światowych, gdyż 1 stycznia br. wprowadzono nowy podatek na paliwa – tzw. opłatę zapasową.

Jak szacuje forbes.pl, opłata zapasowa powoduje wzrost cen paliw od 4 do 6 groszy na litrze. Oznacza to, że płacimy więcej za paliwo nie tylko w związku z utratą wartości złotówki względem dolara.

Warto przypomnieć, że każdy litr paliwa obciążony jest już akcyzą, opłatą paliwową oraz 23-procentowym podatkiem VAT…”

źródło: nczas.com

podobne: Akcyza na gaz… i PO obniżce! oraz: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

…no i żeby wszystkim (swoim) żyło się lepiej Składka na ZUS wzrosła o ponad 50 zł!

„W wyniku nowych wyliczeń urzędników tegoroczna minimalna składka na ZUS dla osób prowadzących własną działalność gospodarczą wzrośnie o 5,07% z 1042,46 zł do 1095,37 zł miesięcznie.

Z kolei preferencyjne składki na ZUS dla przedsiębiorców, którzy zaczynają prowadzić działalność gospodarczą, wzrosną z 431,18 zł do 446,88 zł miesięcznie, czyli o ponad 3,6%.

Wzrost składki ma m.in. związek z obliczeniami GUS dotyczącymi wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, od którego liczy się składkę zdrowotną, wzrostu prognozowanego średniego wynagrodzenia oraz płacy minimalnej, która również wzrosła.

Wzrost składki podstawowej, jak i preferencyjnej na ZUS jest znacznie wyższy niż poziom inflacji, która – zgodnie z danymi GUS – w 2014 roku wyniosła zero.

Od początku 2008 r. minimalna składka na ZUS dla przedsiębiorców wzrosła o 377,6 zł, czyli o 52,6%!

Źródło: http://www.forbes.pl

podobne: Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny? oraz: W OFE zyski i dywersyfikacja ryzyka. W ZUSie gnijące dokumenty i topniejące emerytury. i to: Znowu trzeba „odkładać” więcej. ZUS i składka zdrowotna w górę.

polecam również: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. Amerykanie częściowo znoszą zakaz eksportu ropy. i to: Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki

Jak dostrzec wolnościowca

Jak dostrzec wolnościowca

Wirtualna Polonia

frankesteinTragiczna jest historia naukowca-filozofa Wiktora Frankensteina usiłującego rozwikłać zagadkę śmierci. Efektem jego wieloletnich poszukiwań i badań naukowych jest odkrycie możliwości przywracania życia zmarłym, a nawet stworzenie idealnego człowieka. Jego eksperyment kończy się tragicznie − w miejsce ideału powstaje monstrum, wprawdzie inteligentne i wykazujące ludzkie odruchy, jednak nie potrafiące się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości (ze względu na jego wygląd ludzie się go boją i uciekają albo go atakują). Stwór, podążając i prześladując swojego stwórcę w imię zemsty, doprowadza w końcu do śmierci najbliższych Frankensteina i jego samego.

Podobnie jak Frankenstein działa gospodarka dzisiejszej Polski, która jest wynikiem 25 lat pracy miernot i nieudaczników, nie mających pojęcia o zasadach wolnego rynku. To także nieudany eksperyment, którego ludzie tak się boją, że miliony obywateli ucieka za granicę. Ten stwór prześladuje teraz w imię zemsty jego stwórców

View original post 913 słów więcej

„Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).


„…Socjalizm nie uznaje Boga, a człowieka uważa tylko za lepszy gatunek zwierzęcia.

Owocem, którego socjalizm się nie spodziewał, a który na drzewie socjalizmu dojrzał, jest bolszewizm.

Socjalizm jest jawny i tajny.

Jawny agituje, organizuje gazety, towarzystwa, jednem słowem, pracuje publicznie. Liczy się ze słowami, żeby ludzi do siebie nie zrażać. Mówi tylko o polepszeniu dobrobytu, mieszkań, zarobków, na co się i Kościół i każdy katolik godzi. Leon XIII papież, przed 29 łaty sam sprawę robotniczą światu przypomniał. Uczciwe starania o to wszystko każdy zrozumie i wspomoże.

Druga strona roboty socjalistycznej kryje się w tajnych towarzystwach (np. masoneria popiera także socjalizm) i z ukrycia rządzi jawnym socjalizmem. Wsuwa także potajemnie swoich ludzi do różnych organizacji nie socjalistycznych, żeby je w ten sposób dla siebie opanować. Tem się tłumaczy, że często jakaś organizacja zarobkowa, albo polityczna ma uczciwe, zacne nawet ustawy i zasady, a posługuje się socjalistycznemi sposobami agitacji. Może nawet najbliżsi członkowie jej zarządu o tem nie wiedzą, że stoją pod wpływem tajemnie wsuniętego socjalisty, albo co gorzej bolszewika.

I w tem tajemnem tumanieniu ludzi leży większe niebezpieczeństwo, aniżeli w jawnej agitacji.

Ostatecznym celem socjalizmu jest zniesienie odrębnych państw i narodów, oraz zniszczenie wszelkiej wiary, a mianowicie katolickiej.

Jeżeli zniszczy się dowództwo i oficerów, to tem samem rozprzęże się i zatraci wojsko całe. Chcąc więc zniszczyć Kościół Św. i wiarę, uderza się najpierw w księży, dalej w Biskupów, a na końcu, gdy ludzie już przywykli do tych zaczepek, w Ojca św. i Kościół.

I najlepszy kapłan może mieć ludzką jakąś ułomność. Rozdymając ją zniechęca się naród do niego, aby potem łatwiej Kościół wytępić.

Wre u nas zła robota! Około 3000 agitatorów socjalistycznych i bolszewickich przybyło do naszych dzielnic. Ze sobą babrali setki milionów marek, centnary broszur i druków; nie zapomnieli też o brauningach i zbrojnych bojówkach.

Rychło ich poznamy po owocach: będzie zwiększone szczucie jednych na drugich; wzniecanie nienawiści społecznej, bezroboci i strajków, a nade wszystko napłynie nowa fala podejrzeń, oszczerstw przeciw duchowieństwu.

Przyjdzie czas że po nazwisku się tych jawnych i tajnych działaczy wskazywać będzie…”

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. polecam również: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu. oraz: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy. i to: „Non possumus!” – odpowiedź biskupów na próby podporządkowania Kościoła komunistom. a także:  Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła – Najwyższy Czas! i jeszcze: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech.

…ale jak już ich rozpoznamy i zneutralizujemy to co dalej? Cytując klasyka „gospodarka głupcze!”. Cała siła ludu Bożego leży w  jego możliwościach ekonomicznych, oczywiście ściśle związanych z etyką chrześcijańską…

„…Uczucie posiadania nie trzymane na wodzy i nie kontrolowane stale przez rozum i sumienie, wyradza się niebawem i staje się rychło jedną z licznych odmian ludzkiego egoizmu. Z chwilą zaprzeczenia obowiązków moralnych związanych z wszelkim posiadaniem, budzi się pokusa by wykorzystać siłę którą daje. Skoro część posiadających zaczyna uważać własność po prostu za broń,  służącą do zdobywania możliwie dużych dochodów, staje się ona ośrodkiem władzy i wyzysku. Przy pomocy odsetek zaczyna drążyć społeczeństwo, i odbiera coraz liczniejszym rzeszom owoce ich pracy. Powoli rośnie w potęgę i koncentruje się w coraz to mniejszej ilości rąk. Wreszcie opanowuje państwo i zaczyna ściągać w formie monopolowych zysków, jeszcze tę część społecznego dochodu, której nie udało się wydusić przy pomocy procentu. Wszelkie ustawy i instytucje nagina się lub przekształca do tego celu. Ilość posiadanego majątku staje się wyłącznym kryterium wartości człowieka, a hałaśliwa propaganda przygłusza do czasu pomruk rozpaczy eksploatowanych mas.

 Teoretycznie biorąc mógłby się znaleźć silny rząd, który zgarnie władzę polityczną i zahamuje wyzysk skoncentrowanego kapitału, nie zmieniając struktury ustroju, lecz starając się łagodzić najjaskrawsze nadużycia. Można by w ten sposób stworzyć stan pewnej równowagi gospodarczej, system godziwego podziału dochodów w społeczeństwie. Ale byłby to stan niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę. Żaden kraj nie może liczyć na to że będzie miał stale rząd silny i światły, a wszelkie osłabienie władzy wyzwoliłoby ponownie zorganizowane siły wyzysku, trzymane przejściowo na uwięzi. Polityka gospodarcza nie może się więc ograniczyć do bieżącego unieszkodliwiania zapędów szkodliwych dla ogółu, lecz musi dążyć do stworzenia takiego ustroju, w którym naturalna gra sił i przyzwyczajeń gospodarczych przeciwdziałałaby ponownemu zwyrodnieniu struktury społecznej.

I tego celu nie da się inaczej osiągnąć jak przez uwłaszczenie mas. Pozwoli ono rozłożyć na ogół ludzi dobre strony posiadania, a zneutralizuje w dużej mierze pokusy związane z własnością, odbierając im obecne możliwości rozwoju. W kraju który będzie przestrzegał zasad chrześcijańskiego współżycia, dodatnie oddziaływanie własności będzie konsolidować strukturę moralną i gospodarczą ludności. Powoli wytwarzać się będzie psychika przywiązania człowieka do jego warsztatu, odpowiedzialności za własność rodzinną i dobro zbiorowe. W takiej atmosferze dojrzewa społeczeństwo, odporne na wybujałość indywidualnych egoizmów.

W ustroju bolszewickim wystarczy by 20 rządzących mężów, podzieliło między siebie 20 trustów państwowych i 20 najpiękniejszych kobiet – konferencja będzie trwała kwadrans, i w jej wyniku będziemy mieli z powrotem „kapitalizm”. Marks twierdzi że kapitaliści zagarniają „nadwartość” pracy robotników. Wiemy już że sprawa nie jest tak prosta, że skoncentrowany kapitał ściąga monopolowe zyski z całego społeczeństwa, że robotnik ponosi na ogół szkodę nie jako pracownik fabryki, ale w swym charakterze członka solidarnie eksploatowanego społeczeństwa [przede wszystkim traci jako konsument – Odys]. Przypuśćmy jednak na chwilę że Marks miał rację. W państwie kolektywistycznym „nadwartością” pracy robotniczej dysponowałby rząd. Skąd pewność, skąd nawet prawdopodobieństwo, że dysponowałby nią sprawiedliwie? Że nie używałby tej „nadwartości” na uprzywilejowanie pewnych kategorii pracowników w stosunku do innych? Przemysłu w stosunku do rolnictwa? Pracowników fizycznych w stosunku do pracowników umysłowych? Arystokracji partyjnej w stosunku do proletariatu partyjnego? Tam gdzie masy ludzkie żyją z pracy najemnej – czy to będzie kapitalizm prywatny, czy państwowy – rozdział dochodu między tego który dostarcza kapitał a tego który daje pracę będzie przeważnie krzywdzący a zawsze arbitralny. [dziś już nie musimy gdybać nad tym jak działa kolektywizm czy państwowy nadzór w gospodarce – jesteśmy bogatsi o 20 lat przedwojennej silnie zetatyzowanej gospodarki w Polsce i o ponad 50 lat „doświadczeń” komunizmu]

Natomiast ustrój w którym ogół rodzin opiera swój byt na własnych warsztatach, wszelka zmiana w rozłożeniu własności wymaga przełamania milionów oporów indywidualnych, zmowa staje się niemożliwa, a połączenie w tych samych rękach pracy i kapitału gwarantuje zdrowy podział dochodu społecznego, i zapobiega narastaniu nowych krzywd. Chcąc wprowadzić ponownie wyzysk do takiego ustroju, nie wystarczy paru zmian ustawodawczych ani chwilowego zagarnięcia władzy przez jednostki niemoralne – na to potrzeba wieków.

„Uwłaszczenie mas – czy się to komu podoba czy nie podoba – stanowi przeto naczelny postulat godziwej organizacji społeczeństwa. Wprowadzenie go w życie będzie naczelnym zadaniem rządów narodowych.”…

Adam Doboszyński „Gospodarka Narodowa”   

O tym wszystkim (a i jeszcze więcej) opowiada Pan Grzegorz Braun – Rok 2014 czyli Transformacji c.d. – Grzegorz Braun w Tarnowie, 27 X 2014 r

podobne: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Gospodarka narodowa…głupcze! i to: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” a także: Kobus: Czy własność może szkodzić? – Najwyższy Czas!

Zapisz.org

Budował się dotąd świat dobrym, poczciwym stosunkiem, panującym u nas między księdzem a społeczeństwem. Po utracie wolności naszej ukryła się polskość w kościele. Polscy biskupi i księża przytulili ją, rozgrzewali, podawali ludowi, służąc tern Ojczyźnie i Bogu, który miłość Ojczyzny nakazał.

Wywozili ich za to na Sybir, dręczyli Moskale; więzili i prześladowali Niemcy; a szedł naród ręka w rękę ze swoim księdzem, upatrując w nim swego towarzysza broni, doradcę, nauczyciela i często przewodnika w każdej zbożnej pracy.

Zdarzały się i nadal zdarzać się będą jakieś tam swary, zatargi, może usterki, ale ucierało się między swemi i znowu było dobrze; nie wdawały się w to żadne organizacje ani gazety. Najwyżej, jeżeli potrzeba było, wglądnął biskup w sprawę. Tak też jedynie być powinno. Prawy katolik nie zapomina nigdy o tem, że jeżeli ma jakie żale do księdza, to idzie z niemi do tego, który jest zwierzchnikiem i księży i wiernych, to jest…

View original post 838 słów więcej

Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim


To o czym mówi Pan Tymiński można określić krótko jako „realpolitik”, w centrum której zawsze umieszcza polską rację stanu…

Osobiście nie widzę aż takiej mocy sprawczej w funkcji prezydenta jak widzi to Pan Tymiński, ale coś w tym jest że odpowiedni człowiek na tym stanowisku (cieszący się druzgocącym poparciem narodu) mógłby zmusić pozostałe ośrodki władzy albo do przyłączenia się do jego wizji państwa, tudzież do ustąpienia mu z drogi, a może nawet wprost do samorozwiązania się tych ośrodków, ze strachu przed zwykłymi ludźmi którzy staliby murem za swoim „wodzem”. Taki człowiek mógłby przechylić dzieje historii kraju (w końcu) na korzyść polskiej racji stanu, a co za tym idzie i narodu (o ile nie zostałby po drodze ukatrupiony przez zainteresowanych by ruja i poróbstwo dalej trawiły Rzeczpospolitą).

Co do Orbana i stawiania jego wręcz spektakularnego dojścia do władzy za wzór, to mam jednak odmienne zdanie. Należy sobie bowiem zdawać sprawę z tego, że Orban nie jest samodzielnym „władcą” Węgier, a został na niego namaszczony dokładnie tak jak to Pan Michalkiewicz sugeruje – przez rodzimą „razwiedkę”, która wspiera nacjonalizację kapitału gospodarczego na Węgrzech, ale tylko po to by móc ją samemu obsadzić – i z tym za jakiś czas Orban może mieć niestety kłopot. Jeżeli bowiem węgierska „razwiedka” okaże się takimi samymi pijawkami na państwowych posadach jak nasze „bezpieczniackie watahy”, a do tego nie wykaże się ekonomicznym zmysłem by rozpędzić węgierską gospodarkę z zyskiem dla zwykłych ludzi, to Orban tak szybko jak został wywyższony może równie szybko z piedestału zlecieć. Bez odczuwalnej i trwałej dla zwykłych Węgrów poprawy warunków bytowych, chwilowe uniesienie zmianami i poparcie dla nacjonalizacji, zamiast spodziewanej odwilży zamieni się w zwały błota pośniegowego, w postaci ekonomicznie negatywnych konsekwencji nowego podziału majątku, który pozbawiony zagranicznego kapitału trzeba teraz będzie utrzymać WŁASNYM wysiłkiem. Oczywistą konsekwencją takiego obrotu sprawy może być gwałtowny wzrost ucisku fiskalnego i groźba pojawienia się kosztownych dla podatników monopoli w postaci powiększającego się sektora „usług” państwowych. Tymi wszystkimi kosztami zostanie obciążony nie kto inny jak węgierski podatnik, który zamiast swobody rozwoju dostanie najgorszy rodzaj ucisku(!) bo od „swoich” i  na rzecz „swoich”. Niemniej jednak jak pokazuje przykład Orbana, człowiek o wielkiej charyzmie i odpowiednio ukierunkowanym ideowo programie narodowym (pomijając już czy jest sterowanym czy nie) jest w stanie pociągnąć za sobą tłumy, dzięki którym może wywrzeć nacisk na całą resztę koterii partyjnych i ich wyborców by przynajmniej nie przeszkadzali w swobodnym działaniu cieszącego się poparciem stosownej „większości” obywateli lidera. W takim wypadku może on zrobić niemal to co chce (czy złego czy dobrego to już inna bajka). Problemem jest tylko do czego użyje swojej władzy i co z tego w rzeczywistości narodowi przypadnie w udziale.

Zgadzam się też w 100% z Panem Stanisławem co do tego, że Polsce rewolucji nie potrzeba. Byłby to wręcz tragiczny w skutkach błąd, a to ze względu na sytuację wyraźnego podziału w narodzie, jak i głęboko zakorzeniony w jego duszy  socjalizm, oraz ubezwłasnowolnienie wiarą w demokrację. Na rewolucjach w takich warunkach wygrywają bardzo łatwo populiści i demagodzy (obiecujący gruszki na wierzbie czyli ROZDAWNICTWO), którzy bez problemu są w stanie „kupić” sobie przychylność mas, które jak już wspomniałem są ogłupione socjalizmem. Polacy bez żadnego namysłu poszliby po prostu za kolejnym „Bolkiem” który obieca im po 100 milionów. Mielibyśmy powtórkę z rozrywki jak ta sprzed 25 laty a po niej to samo co teraz, tyle że poprzedzone terrorem wykańczania resztek wolnościowców. Czasy rewolucyjne to chaos, terror i rabunek a potem to już tylko „rządy hien nad osłami”.

Kończąc pragnę tradycyjnie pozdrowić Pana Stanisława, który świetnie czuje to co się dzieje i na Ukrainie i w Rosji w kontekście polskich interesów a którego niezmienne od tylu lat poglądy są mi osobiście niemal w 100% bliskie.

…Odys

podobne: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles oraz: W uściskach niedźwiedzia, czyli o „przyjaźni polsko-rosyjskiej” i PISowskiej „alternatywie” polecam również: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.

Charles Claude Lebayle - Proklamacja Imperatora

Charles Claude Lebayle – Proklamacja Imperatora

Wirtualna Polonia

„Polska może wyjść z kryzysu tylko przez eksport. Dlatego uważam za karygodne, że przez 25 lat odcinaliśmy się od Rosji, ogromnego rynku zbytu. Nad naszymi głowami wszyscy robią z Rosją interesy: Niemcy, Wielka Brytania, wreszcie Francja, która zbudowała dwie wielkie korwety dla Rosji. A my z cała premedytacją rezygnujemy z wielkich zysków” – powiedział w wywiadzie dla MP Stanisław Tymiński. 

View original post 2 172 słowa więcej

Embargo daje się we znaki Rosjanom i części polskich firm. Na horyzoncie kolejne sankcje, Finlandia protestuje, Rosja zapowiada reakcję (obiecuje pracę dla Ukraińców).


1. Miesiąc po embargu. Opinie: embargo zaczyna dawać się we znaki Rosjanom i części polskich firmPrzedsiębiorca o gospodarczych relacjach z Rosją„Puls Biznesu” Made in Poland już na 200 rynkach.

08.09.2014 (IAR) – Po miesiącu obowiązywania rosyjskiego embarga wiadomo, że będzie to bardzo trudny rok dla producentów żywności. Ceny owoców i warzyw drastycznie spadają, a rolnicy bezradnie rozkładają ręce.

Tymczasem minister rolnictwa Marek Sawicki w piśmie do komisarza Daciana Ciolosa prosi o zwiększenie środków na rekompensaty. Według szefa resortu rolnictwa, dotychczas złożone wnioski wskazują na potrzebę zwiększenia puli budżetowej na ten cel. Zwraca uwagę na trudną sytuację, w jakiej znaleźli się rolnicy. Według niego, ceny niektórych produktów na rynku krajowym spadły do nawet 60 procent.

Komisja Europejska przeznaczyła dotychczas 125 milionów euro na rekompensaty dla producentów owoców i warzyw, którzy ponoszą straty w wyniku rosyjskiego embarga. Minister Marek Sawicki przekonuje, że komisarz Dacian Ciolos ma jeszcze w rezerwie co najmniej 700 milionów euro, z czego 425 w rezerwie na kryzysy i około 300 w rezerwie ogólnej.

Jednak dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Andrzej Kowalski uważa, że nawet wysokie rekompensaty nie rozwiążą problemu w dłuższej perspektywie. „To może niwelować skutki, ale na krótki czas. Dlatego bardzo ważne jest zagospodarowanie produktów na naszym rynku i poszukiwanie nowych rynków” – mówi profesor.

Minister rolnictwa wciąż szuka kolejnych rynków zbytu. Jutro na Białoruś jadą polscy inwestorzy, aby uzgodnić szczegóły dotyczące eksportu mleka. Białorusini deklarują, że mogliby importować około 200 tysięcy ton mleka miesięcznie. Przygotowywana jest też misja gospodarcza do Kazachstanu. Kolejne punkty na mapie resortu to między innymi Turcja i Chiny.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ksenia Maćczak/wk

podobne: KE ogłosiła wsparcie dla rolników (będzie płacić za marnotrawstwo). Eksperci o eksporcie polskich owoców do USA. Reeksport polskiej żywności do Rosji. Białoruś zniosła zakaz importu bydła. oraz: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

…Według Sawickiego ceny niektórych produktów na rynku krajowym spadły do nawet 60 procent… To ja się pytam gdzie! Bo chcę sobie po takiej promocji kupić 🙂 Nie zauważyłem bowiem tego rodzaju spadków cen na żadnym z produktów dostępnych w sklepach i nic dziwnego skoro rząd walczy jak może by nie wpuścić na rynek krajowy nadwyżki pozostałej po niemożności eksportu… Chyba że ktoś zarabia na pośrednictwie nie zmieniając cen ostatecznych (pobiera dla siebie całą nadwyżkę) gdyż wie że polityka rządu dąży do utrzymania cen na wysokim poziomie a w związku z tym „oszust” postępuje dokładnie tak jak tego sobie życzy rząd, gdyż „dba” o to żeby ceny nie spadały a że do własnej kieszeni, to nie trzeba było „pomagać” – i to jest dopiero patologia a nie sam spadek cen jako normalny rynkowy mechanizm z okazji nadpodaży towaru (patologia którą mimo że sponsoruje podatnik, to i tak nic z tego nie ma bo taki spadek cen NIGDZIE nie nastąpił).

Jak słusznie zauważa ekspert, nawet wysokie rekompensaty nie rozwiążą problemu, bo jeszcze NIGDY z żadnego marnotrawstwa nie było pożytku (i nigdy nie będzie). „Najważniejsze jest zagospodarowanie produktów na naszym rynku i poszukiwanie nowych rynków” a jeszcze ważniejszy fakt że przedsiębiorcy potrafią się o to SAMI zatroszczyć i nie potrzebują zabiegów ministra żeby wiedzieć co mają zrobić w tak trudnej sytuacji którą sami politycy na przedsiębiorców ściągnęli mówiąc buńczucznie że „stać nas” na wojnę handlową. Jak Pan Sawicki chce pomóc to niech zaknebluje swoich kolegów z koalicji, którzy lekką ręką spychają interes Polski na boczny tor żeby popisywać się antyrosyjską retoryką na salonach Europy (robiąc z siebie pośmiewisko).

07.09.2014 (IAR) – Mija miesiąc od nałożenia przez Moskwę embarga na import produktów żywnościowych z państw zachodnich, które przyłączyły się do sankcji wobec Rosji. Wcześniej – według niektórych ocen – około połowy wołowiny, ryb, serów i owoców sprzedawanych w Rosji pochodziło z importu. Dlatego niektórzy eksperci zaczęli wieszczyć, że Rosji grozi niedobór niektórych produktów.

Na razie w moskiewskich sklepach większych problemów z kupnem żywności nie widać „Mam wrażenie, że sankcje objęły głównie jakieś drogie importowane produkty” -mówi Polskiemu Radiu mieszkaniec rosyjskiej stolicy.

W sklepach jest jendak wyraźnie mniej luksusowej żywności z zagranicy. Chodzi między innymi o francuskie sery pleśniowe czy włoskie i hiszpańskie wyroby mięsne. No i oczywiście nie ma polskich jabłek, które cenowo były dla rosyjskich klientów niezwykle atrakcyjne. Jednocześnie wzrosły ceny na mięso, ryby i nabiał. Wieprzowina już wcześniej była zresztą w Moskwie 2-3 razy droższa niż w Polsce. Jednak w stolicy, podobnie jak w całej Rosji, ludzie są przyzwyczajeni do drożyzny. Dlatego na razie ze spokojem przyjęli podwyżki cen.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Włodzimierz Pac/Moskwa/dabr

…Jeżeli chodzi o naszą gospodarkę, to jeszcze silnego spadku eksportu nie widać – mówi Paweł Cymcyk z ING TFI. Natomiast widać duże obawy naszych eksporterów i inwestorów co do dalszego rozwoju sytuacji Łukasz Bugaj z Domu Maklerskiego BOŚ zwraca uwagę na problemy polskich producentów żywności. W gospodarce jeszcze dużych skutków nie widać.

7 sierpnia Rosja wprowadziła embargo na żywność z krajów zachodnich, które zastosowały lub wsparły sankcje wobec niej w związku z wydarzeniami na Ukrainie.

IAR K.P. i wcześniejszeg/pbp

podobne: Sankcje w praktyce: w Kaliningradzie wstrzymano transport żywności. Drwina z Polskiej dobrej miny do złej gry. Rosyjskie media pytają o wzrost cen żywności, póki co drożeją akcje rosyjskiej spożywki. oraz: Rosyjscy kontrahenci zaniepokojeni decyzją rosyjskich władz w sprawie Mlekovity.

Jeżeli chodzi o naszą gospodarkę, to jeszcze silnego spadku eksportu nie widać… Czyżby? To skąd ten spadek cen o jakich wspomina Sawicki? Czyż nie jest to winą próby upchnięcia w kraju tego co nie dało się sprzedać za granicę? Czy w związku z tym można mówić o braku silnego spadku eksportu? Pewnie średnią mamy niezłą bo eksport polskiej żywności z roku na rok rośnie, ale w poszczególnych branżach spadek jest widoczny (zwłaszcza na kierunku wschodnim). Jak podał Zespół Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych (FAMMU/ FAPA) powołując się na dane Ministerstwa Finansów i analizy własne:

„Eksport wieprzowiny spadł o ponad 23% do 167,7 tys. ton w I poł. 2014 r., a jego wartość zmniejszyła się o blisko 20% do 338,7 mln euro. Spadek wywozu tego gatunku mięsa był wynikiem rosyjskiego embarga nałożonego na unijną wieprzowinę po wykryciu na Litwie i w Polsce afrykańskiego pomoru świń u dzików. Wstrzymany został także wywóz wieprzowiny z Polski do krajów azjatyckich, które w ostatnich latach stały się znaczącym odbiorcą mięsa wieprzowego z naszego kraju” – czytamy w raporcie.

podobne: Afrykański pomór świń (ASF) zbiera żniwo wśród polskich wędliniarzy i rolników. oraz: Ukraina też nie chce polskiego mięsa, woli kupować od Rosjan. Polska branża traci około 50 milionów złotych dziennie.

…mechanizm sankcji i embarga jako nienaturalne zaburzenie ekonomii handlu jest bardzo prosty i tak czy siak działa na gospodarkę w sposób niekorzystny…

08.09.2014 (IAR) – Dziś unijne kraje mają zatwierdzić decyzję o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji. Restrykcje, które uzgodnili w piątek ambasadorowie krajów członkowskich są kontynuacją i uzupełnieniem tych z 1. sierpnia.

Ryszard Florek, przedsiębiorca produkujący okna dachowe, ma oddział swojej firmy na Ukrainie. Jego zdaniem, zaostrzenie wojny handlowej między Rosją a zachodem może zaszkodzić interesom polskich firm działających w tym kraju. Jeżeli Władimir Putin zdecyduje, że Ukraina będzie podlegać takim samym restrykcjom jak kraje wspólnoty, to produkcja za wschodnią granicą może stać się nieopłacalna.

Właściciel przedsiębiorstwa dodaje, że wciąż opłaca mu się produkować na Ukrainie, ale cło na poziomie na przykład 20 procent spowoduje, że jego firma wypadnie z rosyjskiego rynku. Restrykcje mogą spowodować przeniesienie części lub całości produkcji do Rosji. Ryszard Florek dodaje, że jego Duński konkurent już teraz zlokalizował produkcje w Rosji.

Dziś, zgodnie z planem sankcje mają zatwierdzić rządy państw członkowskich UE. Jeśli do Brukseli nie wpłynie żaden sprzeciw, będzie to oznaczać, że zostały zaakceptowane. Jutro powinny zacząć obowiązywać po publikacji w unijnym Dzienniku Urzędowym.

Restrykcje przewidują ograniczenie dostępu do rynków kapitałowych.. Chodzi głównie o największe rosyjskie firmy energetyczne i z sektora obronnego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Karol Tokarczyk,wcześniejsze/dyd

podobne: Producenci papryki liczą straty wywołane embargiem. Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej. i to: Polska gospodarka: Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel. Górnicy chcą składów węgla, konsolidacji branży i embarga na rosyjski węgiel. Nowa fala emigracji zarobkowej do Wlk. Brytanii. a także: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel

…na szczęście polscy przedsiębiorcy radzą sobie nawet w trudnych warunkach i nie czekają na zmiłowanie polityków…

08.09.2014 (IAR) – Firmom udało się z niczego zbudować eksportową machinę – pisze „Puls Biznesu”. Gazeta pisze, że w ciągu ostatnich 25 lat polski eksport przeszedł daleką drogę.

Obecnie rocznie nasze firmy eksportują towary i usługi za blisko 800 miliardów złotych. W ubiegłym roku wysłały je do ponad 200 państw świata. Aktualnie polski eksport stanowi 47,8 procent PKB. To znacznie więcej niż w przypadku Włoch, Francji, czy Hiszpanii, które uzyskały udział około 30 procent. Z dużych państw Unii Europejskiej, Polskę wyprzedzają tylko Niemcy, które mają prawie 51-procentowy udział eksportu w PKB.

Ekonomista PKO BP Piotr Bujak twierdzi, że kondycja polskiego eksportu po 25 latach przemian z pewnością może cieszyć. Jego zdaniem, nasza gospodarka wytworzyła solidną, coraz bardziej zaawansowaną technologicznie bazę produkcyjną. Nie są to już tylko proste montownie telewizorów, ale mamy własne, dobrej jakości produkty – uważa ekspert.

Więcej na ten temat – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/kry

podobne: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. i to: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem.

2. Opinie: Księżopolski o sankcjach UEFinlandia chce wstrzymania nowych sankcji wobec Rosji.

08.09.2014 (IAR) – Zaostrzenie sankcji nie leży w interesie ani Unii Europejskiej ani Rosji powiedział w Polski Radiu 24 doktor Krzysztof Księżopolski z Zakładu Ekonomii Politycznej Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Większość państw Unii powiązanych jest z Rosją silnymi relacjami gospodarczymi. Chodzi zarówno o sektor energetyczny, finansowy oraz inwestycyjny – dodał ekspert. Pierwsze sankcje wprowadzono 1 sierpnia.

Jak podkreślił doktor Księżopolski, nałożone sankcje nie są na tym etapie zbyt dotkliwe. Zdaniem eksperta są to sankcje punktowe, pokazujące, że Unia Europejska i strefa euroatlantycka jest w pewnym stopniu zdeterminowana w swoich działaniach.

Zdaniem doktora Księżopolskiego, embargo jakie nałożyła Rosja na część towarów z Unii jest działaniem w głównej mierze propagandowym.

Jedynie wstrzymanie dostaw surowców energetycznych przez Rosję mogłoby spowodować faktyczne problemy w Europie – podkreślił ekspert. Zdaniem doktora Księżopolskiego, taki scenariusz jest dzisiaj mało prawdopodobny, dlatego, że Rosjanie potrzebują pieniędzy a nie mają innych towarów eksportowych, które mogli by zaproponować w zamian. Ich możliwości są pod tym względem w dużym stopniu ograniczone.

Dziś Unia Europejska ma podjąć decyzje o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji. Wczoraj szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy nie wykluczył zawieszenia sankcji, jeśli Rosja będzie przestrzegać warunków rozejmu na Ukrainie.

Zapowiadane przez Unię nowe sankcje mają objąć m.in. ograniczenie dostępu do rosyjskich firm energetycznych do rynków kapitałowym, zakaz świadczenia usług przez unijne firmy przy wydobyciu ropy ze złóż arktycznych oraz wstrzymanie eksportu towarów i nowoczesnych technologii. Dodatkowo rozszerzona zostanie lista osób z zakazem wjazdu do Unii.

Polskie Radio 24/JF/pbp/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: Rosyjska prasa dziękuje za sankcje, które mogą podzielić UE. oraz: Wojciech Jakóbik: Nowe sankcje uderzają w Rosnieft, omijają Gazprom. Rosja się nie obawia i zapowiada odwet, zaczynając od 1. VIII embargiem na polskie warzywa i owoce. Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego. Zachodni biznes w Rosji krytykuje sankcje. i to: Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty: Exxon i Rosnieft współpracują na Morzu Karskim, USA zwiększają import rosyjskiego węgla, Rosja kupuje statki na zachodzie. Unijne rekompensaty póki co tylko dla dla producentów brzoskwiń i nektarynek.

08.09.2014 (IAR) – Władze Finlandii chcą, by zawiesić wprowadzenie nowych sankcji przeciwko Rosji. Szef fińskiej dyplomacji minister Erkki Tuomioja powiedział, że dopóki trwa zawieszenie broni we wschodniej Ukrainie, nie ma podstaw do nasilania sankcji.

Jego zdaniem, zostały one przygotowane przez UE w reakcji na eskalację konfliktu. Tymczasem – jak twierdzi szef fińskiego MSZ – obecnie otwiera się perspektywa rozpoczęcia procesu pokojowego między Rosją a Ukrainą. „Nie jest więc dobry moment na wprowadzanie nowych sankcji” – powiedział Tuomioja.

Sankcje, wynegocjonowane w piątek, obejmują między innymi ograniczenie dostępu rosyjskich firm do europejskiego rynku kapitałowego. Rozszerzają też listę Rosjan i prorosyjskich działaczy z Półwyspu Krymskiego oraz Donbasu, których obejmie zakaz wjazdu na obszar UE oraz zamrożenie aktywów w bankach państw unijnych. Dzisiaj ma zapaść też formalna decyzja o terminie wprowadzenia tych decyzji w życie.

W odpowiedzi na nowe sankcje premier Rosji Dmitrij Miedwiediew zapowiedział działania odwetowe, między innymi zakaz lotów europejskich samolotów pasażerskich nad terytorium Rosji. Uderzyłoby to szczególnie mocno fińskie linie lotnicze „Finnair”, utrzymujące wiele długodystansowych połączeń nad obszarem Federacji Rosyjskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Michał Haykowski, Sztokholm/dw

podobne: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

3. Miedwiediew grozi Europie sankcjamiRosja będzie sama produkować samoloty. Praca dla Ukraińców.

08.09.2014 (IAR) – Rosja odpowie kolejnymi sankcjami na unijne sankcje. Taką zapowiedź przekazał dziennikarzom „Wiedomosti” szef rosyjskiego rządu. Dmitrij Miedwiediew ostrzegł przed eskalacją napięć politycznych w Europie i wyraził nadzieję, że wśród unijnych polityków „nie ma wariatów”.

Według premiera Rosji – odpowiedź Moskwy na kolejne zachodnie sankcje będzie dotkliwa. Najprawdopodobniej w pierwszej kolejności zostaną ograniczone przeloty zachodnich linii lotniczych nad rosyjskim terytorium. -„Wprowadzanie dodatkowych sankcji wobec Rosji nie pomaga w przywróceniu pokoju na Ukrainie” – stwierdził w wywiadzie dla „Wiedomosti” Dmitrij Miedwiediew. W jego opinii sankcje gospodarcze pociągają za sobą skutki polityczne, które mogą stworzyć groźny wyłom w systemie światowego bezpieczeństwa. -„Mam nadzieję, że nasi zachodni partnerzy nie chcą tego i liczę, że nie ma wariatów wśród ludzi podejmujących takie decyzje” – cytuje Miedwiediewa rosyjska gazeta. Szef rosyjskiego rządu przypomniał, że Moskwa w każdej chwili może cofnąć zakaz importu unijnych produktów spożywczych, ale czy tak się stanie, zależy tylko od samej Unii Europejskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dw

podobne: Dekret Putina. Rosyjska prasa: sankcje wobec Zachodu szansą na rozwój. Komentarze z zachodu: sankcje uderzą głównie w Rosjan. Rekompensaty dla Polski.

08.09.2014 (IAR) – Premier Rosji uważa, że w obliczu zachodnich sankcji powinna wzrosnąć krajowa produkcja samolotów i części zamiennych. Dmitrij Miedwiediew mówił o tym podczas spotkania ze swymi zastępcami..

„Nie wiemy, jak nasi partnerzy biznesowi zachowają się w przyszłości, ponieważ, niestety, są oni w pełni zależni od władz politycznych, a te władze nie zawsze zachowują się w sposób przewidywalny” – powiedział szef rządu Federacji Rosyjskiej. Przypomniał, że obecnie 80 procent samolotów i części w lotnictwie cywilnym w Rosji jest obcego pochodzenia.

„Oczywiście, powinniśmy nadal dążyć w kierunku zwiększenia liczby rosyjskich samolotów i części do nich. To nie znaczy, że odrzucamy produkty z zagranicy, ale powinniśmy zdwoić wysiłki na rzecz rozwoju krajowego sektora lotniczego” – mówił rosyjski premier.

Miedwiediewowi wtóruje jego zastępca. Dmitrij Rogozin zapowiedział, że w październiku zostanie podpisane porozumienie z Chinami o wspólnej produkcji samolotów dalekiego zasięgu. Moskwa planuje też podwoić produkcję maszyn Suchoj Superjet.

IAR/RIA & rtr/kl/dj

08.09.2014 (IAR) – Uchodźcy z Ukrainy dostaną pracę w Rosji. Odpowiednie rozporządzenie podpisał premier Dmitrij Miedwiediew. Według szefa rosyjskiego rządu, do tej pory 105 tysiącom Ukraińców przyznano azyl polityczny w Rosji.

Z raportów Federalnej Służby Migracyjnej wynika, że każdego dnia wnioski o azyl składa około 500 Ukraińców. Tak dzieje się od początku walk we wschodnich regionach Ukrainy. Wielu uchodźców z Donbasu zamierza już na stałe zostać w Rosji. -„Mamy nadzieję na znalezienie pracy i nowe, normalne życie”- opowiada Polskiemu Radiu uciekinierka z Krasnodonu. Rozporządzenie podpisane dziś przez szefa rosyjskiego rządu gwarantuje takim osobom nie tylko pomoc socjalną, perspektywy na mieszkanie, ale również pracę. Dmitrij Miedwiediew poinformował, że na pomoc uchodźcom Rosja przeznaczyła około 359 milionów rubli, to jest równowartość około 35 milionów złotych. Według raportów ONZ obecnie w Rosji przebywa prawie 800 tysięcy uchodźców z Ukrainy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dw

podobne: Poroszenko i Putin dogadali rozejm i wstępne warunki porozumienia. Federalizacja Ukrainy, autonomia dla Doniecka i Ługańska, wymiana jeńców. Mimo porozumienia UE nakłada sankcje a Rosja zapowiada odpowiedź. oraz: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem.

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać. Spadają wpływy z akcyzy na alkohol. Rząd oszczędził na ulgach.


1. Opinie: Łukaszenka chce wykorzystać sytuację w regionie, aby coś ugrać dla siebie.

28.08.2014 (IAR) – Białoruś chce skorzystać na wojnie handlowej Rosji z Unią – uważa Adam Balcer ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Dziś do Warszawy przybywa szef białoruskiego MSZ. Przedwczoraj w Mińsku, przy okazji szczytu Rosja-Białoruś-Ukraina-Kazachstan, gościła szefowa unijnej dyplomacji.

Ekspert podkreśla, że Białoruś chce wykorzystać sytuację związaną z wojną na Ukrainie i napięciem na linii Bruksela-Moskwa. Adam Balcer zaznacza, że Łukaszenka chce aby Białoruś odegrała rolę kraju tranzytowego europejskich produktów rolnych, które są obecnie przez Rosję blokowane. Również dla Polski Białoruś może być istotna ze względów tranzytowych – ocenia ekspert i dodaje, że stąd właśnie wizyta w Warszawie szefa białoruskiej dyplomacji Adam Balcer zaznacza, że raczej trudno mówić o możliwości zbliżenia Białorusi z zachodem, ponieważ Białoruś jest krajem za bardzo związanym z Rosją – zarówno pod względem gospodarczym, jak i wojskowym. Do tego, jak podkreśla, na Białorusi wciąż panuje autorytarny reżim.

Według informacji białoruskiej agencji prasowej Biełta, minister spraw zagranicznych Uładzimier Makiej przyjeżdża do Warszawy na zaproszenie „strony polskiej”. Oprócz spotkania z szefem polskiego MSZ Radosławem Sikorskim planowane są rozmowy z Januszem Piechocińskim – wicepremierem i ministrem gospodarki.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko / gaj

podobne: Reeksport polskiej żywności do Rosji. Białoruś zniosła zakaz importu bydła.

2. Rosjan nie niepokoją sankcje? Firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać.

28.08.2014 (IAR) – Rosjanie już odczuli zachodnie sankcje ale się nimi nie przejmują. Do takiego wniosku dochodzi gazeta „Wiedomosti” analizując najnowsze badania opinii publicznej przeprowadzone przez pracownię „Centrum Lewady”.

Z sondażu wynika, że zaledwie jedną trzecią Rosjan niepokoi międzynarodowa izolacja ich kraju. Jeszcze w marcu zaniepokojenie tą sprawą deklarowała ponad połowa badanych. Aż 78 procent Rosjan akceptuje embargo na zachodnie produkty spożywcze, jednak niemal dwie trzecie badanych nie odczuwa z tego powodu żadnych problemów. Jednocześnie trzy czwarte Rosjan uświadamia sobie, że należy liczyć się ze wzrostem cen.

Socjolog Aleksiej Grażdankin zauważa, że na tle konfliktu Moskwy z Zachodem Rosjanie sięgają do argumentów epoki radzieckiej : „nie takie problemy już przeżywaliśmy” . Inny ekspert Leontij Byzow zauważa, że ceny i tak cały czas rosną i na razie ludzie nie łączą tego z sankcjami, ale sytuacja może się zmienić za rok. „Ludzie myślą tak: jest Putin, niech on za nas decyduje. Ekspert porównuje taką postawę z zachowaniem dziecka, które jest zdania, że ważne sprawy powinni rozstrzygać rodzice.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Moskwa/zr

podobne: Rosyjska prasa dziękuje za sankcje, które mogą podzielić UE. oraz: Sankcje w praktyce: w Kaliningradzie wstrzymano transport żywności. Drwina z Polskiej dobrej miny do złej gry. Rosyjskie media pytają o wzrost cen żywności, póki co drożeją akcje rosyjskiej spożywki.

28.08.2014 (IAR) – Przedsiębiorstwa z Europy Środkowej mają się czego obawiać. Z najnowszego raportu firmy doradczej Deloitte wynika, że spowolnienie gospodarcze i zaostrzona sytuacja na Ukrainie stawiają pod znakiem zapytania rozwój tych spółek.

Mogą wskazywać ich ubiegłoroczne wyniki – przychody pół tysiąca największych przedsiębiorstw z naszej części Europy w 2013 roku były na poziomie roku poprzedniego. A to jest oznaką stagnacji i wyhamowania – wyjaśnia Paweł Darowski z Deloitte.

Rok wcześniej przychody te wzrosły o 3,3 procent.

Paweł Darowski zaznacza, że dobrze sobie w dalszym ciągu radzi przemysł wyrobów przemysłowych, a szczególnie motoryzacja, drugi rok z rzędu spadki odnotowało budownictwo.

Firma Deloitte po raz 8 przeprowadziła analizę największych przedsiębiorstw z 18 krajów Europy Środkowej i na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) K.P. / gaj

podobne: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy oraz: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. i to: Polacy lubią demokrację i są skłonni ponieść gospodarcze straty dla Ukraińców. oraz: Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty: Exxon i Rosnieft współpracują na Morzu Karskim, USA zwiększają import rosyjskiego węgla, Rosja kupuje statki na zachodzie. Unijne rekompensaty póki co tylko dla dla producentów brzoskwiń i nektarynek.

3. Puls Biznesu – Ważą się losy mocnych procentów„Dziennik Gazeta Prawna” Rząd oszczędził na ulgach.

25.08.2014 (IAR) – Pierwsze półrocze z wyższą akcyzą na alkohol to wpływy niższe o 64 mln niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Puls Biznesu pisze, że gdyby nie uwzględniać styczniowego rekordu, gdy sieci handlowe gromadziły zapasy przed podwyżką podatku, to wpływy byłyby niższe o ponad pół miliarda. Spada też produkcja alkoholu. Mimo tego, jak pisze gazeta, rząd rozważa kolejną podwyżkę wódczanej akcyzy. Tym razem o 5-9 procent. Resort finansów zapewnia, że nie prowadzi prac na zmianami stawek podatku, ale nie mówi nic o planach na przyszłość.

Więcej o sprawie w Pulsie Biznesu.    IAR/pb/łp/sk

podobne: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? oraz: POmysł PSLu: Amatorzy piwa załatają dziury w jezdniach (sic!).

27.08.2014 (IAR) – Liczba odpisów ulg na dzieci spadła o prawie 300 tysięcy. Z kolei podatnicy odliczyli z tego tytułu w ubiegłym roku ponad 5,5 miliarda złotych, o 3 procent mniej niż rok wcześniej. To dane, jakie „Dziennik Gazeta Prawna” zebrał w szesnastu izbach skarbowych.

Jak czytamy w nim, spadek liczby korzystających z ulgi nie dziwi, bo rząd świadomie ograniczył krąg uprawnionych, wykluczając z niego podatników z jednym dzieckiem i dochodami rocznymi wśród małżeństw powyżej 112 tysięcy złotych. Jednak – co zaskakujące – zmalała łączna wartość ulg, mimo że zwiększono kwotę odliczenia na trzecie i każde następne dziecko.

Zwiększenie limitu odliczenia niewiele daje, bo żeby w pełni go wykorzystać, trzeba mieć wysokie dochody – ocenia gazeta.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/vey/kry

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków polecam również:  Dzień wolności podatkowej. Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18%

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz