Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak”


Gustave Dore – The Inferno, Canto 18. Ah! how they made them bound at the first stripe! Panderers and seducers – marching in opposite directions, whipped by demons

„…Justyna Kopińska, autorka cyklu reportaży o degeneratach i przestępcach. Jej postawa i dzieło mają zaktywizować różne dzielne dziewczyny, które marzą wieczorami, o tym, by poznać kogoś interesującego, kto we właściwy sposób będzie stymulował ich emocje. Na przykład za Mariusza Trynkiewicza, albo innego jakiegoś przestępce, co zakopywał swoje ofiary w lasku za stodołą. Dziewczyny te pragną z całej duszy przeżyć coś niezwykłego, co odmieni ich życie, jeśli nie na zawsze, to na pewno na jakiś dłuższy czas. Proza pani Kopińskiej ma jeszcze jeden cel, ona służyć temu, by zrównać hierarchie patologiczne z hierarchiami kościelnymi. To trzeba powiedzieć wprost, bo pani Kopińska mówi o tym wprost w różnych telewizyjnych programach. Gdyby nie było Kościoła nie byłoby patologii i morderców. Taki jest przekaz. Ktoś może się teraz zastanawiać co w takim razie ma być, skoro rodzina jest niedobra, wspólnoty religijne są niedobre, co pozostaje? Życie grupowe, a ponieważ to nie może się toczyć bezproduktywnie, coś się zaraz do zrobienia dla naszych dzielnych dziewczyn znajdzie. Ja wiem, że już zaczynam przynudzać, ale nie ma innego wyjścia, trzeba to powtarzać ile można, bo w pewnym momencie zabronią. Osoby takie, jak ta Kopińska, Szczuka i cała reszta tych istot służą temu jedynie by przygotować grunt na nastanie piekła na ziemi. Podobnie jak sto lat temu grunt taki przygotowywały wariatki-socjalistki, walcząc o lepsze jutro dla prostego ludu. To są rzeczy, których nie da się niestety wytłumaczyć inaczej jak siłą, stąd też jak mniemam organizacje reakcyjne były nieraz tak bardzo brutalne. To zostało w pewnym momencie zauważone i dokonano sprytnej podmiany prawdziwych organizacji reakcyjnych na fikcyjne, takie jak na przykład Zakon Rycerzy Kolumba, albo ONR. To są organizacje założone i prowadzone przez duchowych spadkobierców Egona Olsena, a służą one temu jedynie, by nasze dzielne dziewczyny miały dobre tło do występów…” (coryllus – Nasze dzielne dziewczyny?)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli

a oto przykład takiego występu

„….wywiad z żoną Trynkiewicza, pedofila i mordercy, który ma na sumieniu życie niewinnych dzieci. Pani ta wzięła z tym Trynkiewiczem ślub w więzieniu i teraz pisze do niego listy, a także promuje go gdzie może. No i środowiska postępowe z Gazetą Wyborczą na czele, bo autorka jest dziennikarką tam zatrudnioną, promują tę jej postawę…

„…najchętniej krzyczałabym o naszej miłości, gdybym tylko miała dużo pieniędzy i nie bała się, że stracę pracę. Ale muszę być odpowiedzialna, bo przecież utrzymuje siebie, Kasię i Mariusza. W Gostyninie podopieczni dostają tylko podstawowe wyżywienie, a mój mąż lubi sobie podjeść. Wysyłam mu różne serki, wędliny oraz nikoretki, bo nadal rzuca palenie. Jestem dumna z bycia panią Trynkiewicz. […]

      Jak wreszcie będzie wolny, to pojedziemy w podróż poślubną do tego lasu w Piotrkowie Trybunalskim, który Mariusz tak kocha. To ten sam las, w którym Mariusz spalił ciała dzieci, ale Mariusz ma wiele innych wspomnień związanych z tym miejscem. Tam dorastał, jeździł na pierwszym rowerku, spacerował. Jako dziecko bardzo lubił spokój, który daje natura. Kochał zdjęcia, fotografował las o różnych porach dnia. Dlatego to miejsce kojarzy mi się z takim małym Mariuszkiem, jeszcze zanim został skrzywdzony. Nie zdajesz sobie sprawy, jaki ból czuje człowiek, gdy usłyszy wyrok śmierci. Wiem, że później Mariusz uniknął tej kary. Ale przez kilka miesięcy musiał żyć ze świadomością, że zostanie zabity, to okropna krzywda, której już mu nikt nie wynagrodzi. […]

      Mariusz nie jest psychopatą, ludzie nie biorą pod uwagę, że po pierwsze te zabójstwa były dawno, a po drugie, nie wiadomo, kim obecnie byłyby te dzieci. Może by wyrosły na zabójców lub złodziei. Kto włóczy się samotnie przy rzece w wieku kilkunastu lat? To jest dopiero brak odpowiedzialności! […] To była ich decyzja, że nie żyją”.

…co by się stało, gdyby jakiś ksiądz katolicki oskarżony o pedofilię opublikował podobne wyznania w piśmie „Gość niedzielny” i zadeklarował to co ta nieszczęsna wariatka na końcu, że przecież nic się nie stało, bo te dzieci są same sobie winne, po co przychodziło na plebanię. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku biskupa Wesołowskiego, dziś już zmarłego, który próbował się bronić tym, że te nieszczęsne istoty same przychodziły i się do niego łasiły, a on ulegał pokusie. Wycie jakie rozległo się wtedy w całym internecie było nie do opisania. Biskup Wesołowski już dziś nie żyje i piekło jest spokojniejsze. No, ale pan Trynkiewicz żyje, ma się dobrze i właśnie planuje dziecko ze swoją żoną. Jedynym zaś sensem tekstu jaki napisała o nim dziennikarka Kosińska jest wzbudzenie współczucia wśród czytelników. Tylko to. Oni mają nienawidzić siostry Bernadetty i litować się nad Trynkiewiczem (…), albowiem odbiorca tego rodzaju treści nie jest wymagający, a tekst zrobi w jego umyśle jeszcze większe spustoszenia i skłoni go, jak to czasem mawiają w programach reklamujących książki, do myślenia

…Ja zaś mam pytanie takie – czy z rodzicami zamordowanych przez Trynkiewicza dzieci rozmawiał ktoś z Gazety Wyborczej i czy ktoś zapytał tych ludzi jak się czują, kiedy widzą takie książki, jak ta Kopińskiej, kiedy słyszą o nich, że są nagradzane? Czy oni sami nie wpadli kiedyś na pomysł, by załatwić tego Trynkiewicza i uwolnić od niego świat, a jeśli wpadli, to czy ktoś im wytłumaczył, że nie mogą tego zrobić, albowiem pan Trynkiewicz, seryjny morderca, gwałciciel dzieci, jest z socjologicznego punktu widzenia niezbędny w Polsce. Jest bowiem punktem odniesienia dla wielu rozważań, które „skłaniają ludzi do myślenia” i otwierają różne dyskusje na potrzebne i ważne tematy. Gdyby nie było pana Trynkiewicza, gdyby dosięgła go zemsta sprawiedliwa i okrutna, cóż poczęliby dziennikarze Gazety Wyborczej? Wokół czyich czynów budowali by swoje pozytywnie wibrujące narracje? Gazety Wyborczej nikt nie oskarży o to, że promuje postawy patologiczne i przyczynia się w ten sposób do wzrostu tolerancji dla zła. Oni to przecież publikują w imię wolności i w imię prawdy…” (coryllus – Na pohybel samotnym mścicielom)

podobne: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu

„W tej sprawie narzucają mi się dwa spostrzeżenia. Pierwsze to takie, że kiedy się spojrzy na dzisiejsze zdjęcie Trynkiewicza z więzienia: bezzębnego menela z mętnym wzrokiem, to widać, że te słodkie opisy słodkiej miłości i oczekiwania „jej konsumpcji” dokonywane przez laureatkę  m.in nagrody im. Kapuścińskiego i nagrody im. T.Torańskiej to produkt, mający „dźgnąć w oko znienawidzonych katoli”,żeby ujrzeli w całej krasie – swoją bezsilność. Jej teksty są tylko i wyłącznie prowokacją.

Druga sprawa to rola Gazety Wyborczej w kampanii PRO-pedofilskiej, jaka jest od dekad prowadzona w USA i krajach europejskich z  dyskretną życzliwością miejscowych władz.

W internecie jest lista organizacji lansujących zalegalizowanie pedofilii to znaczy zalegalizowanie seksu dorosłych mężczyzn z chłopcami w wieku od 12 lat. To się zaczęło już w latach 80-tych i na początku lat 90-tych  a nasiliło około roku 2006.

Na liście tych organizacji – legalnie rejestrowanych w sądach krajowych znajdują się m.in;

– NAMBLA -The North American Man /Boy Love Association, zarejestrowana w New Yorku i działająca w NY i w Kalifornii. Celem jest „zaprzestanie opresji wobec mężczyzn  i nieletnich chłopców, który WYBRALI  wspólnie ten rodzaj relacji”. W latach 80-tych organizacja miała 300 członków i była wspierana m.in przez Allana Ginsberga.

Na wiki jest lista tych organizacji wg krajów. Prym wiodą Niemcy, gdzie w różnym czasie działało lub działa obecnie łącznie 15 organizacji o charakterze stowarzyszeń czy fundacji lub „grup badawczych” promujących legalizację pedofilii, Belgia ma 5 organizacji a Holandia 4 ale za to jedna z nich – Vereniging MARTIJN, jest określana jako „najważniejsza organizacja pedofilska w Europie” a losy jej rejestracji wskazują na jakieś naciski na miejscowy wymiar sprawiedliwości, aby mimo wielkich oporów społecznych – takim organizacjom „ułatwiać życie”. Okazuje się, że grupa została zarejestrowana w 1982 r. a dopiero w 2012 r. jakiś sąd holenderski dopatrzył się jakiś nieprawidłowości co do zgodności statutu organizacji z przepisami i 27 lipca 2012 uznał organizację za nielegalną i nakazał natychmiastowe zaprzestanie działalności. Ale już w kwietniu 2014 r. sąd wyższej instancji uchylił wyrok sądu niższej instancji uzasadniając, że „klub nie dopuszcza się przestępstw i ma prawo korzystać z wolności zrzeszania się”. Dopiero Sąd Najwyższy uchylił wyrok sądu wyższej instancji. Ciekawe jest to, że nawet opublikowanie przez tę organizację na swojej stronie internetowej w roku 2007 pewnej ilości zdjęć księżniczki Amalii  of Orange wówczas lat 4 , córki ówczesnego następcy tronu Wilhelma Alexandra nie spowodowało jej delegalizacji natychmiastowej. Książę „poszedł do sądu’ i zażądał usunięcia zdjęć i odszkodowania w wysokości 50.000 euro a sąd się przychylił, ale karę ustalił na poziomie 5000 euro „jeżeli w przyszłości takie zdjęcia się ukażą”. Tyle mógł przyszły Król Niderlandów.

W Norwegii  są dwie organizacje: Norwegian Peadophile Group i „Amnesty for Child Sexuality”. W Szwajcarii jedna o nazwie Schweizerische Arbeitsgemeinschaft Pädophile.

Ponadto tego rodzaju organizacje działały lub działają po wyrokach w utajeniu w takich krajach jak: Austrialia -2, Kanada -2, Dania i Francja po jednej. Wszystkie walczą o „wolność dla pornografii dziecięcej”.
Zwracam uwagę, że granice Polski są otwarte a dzieci giną. W Polsce. Trynkiewicz ma troskliwą opiekę w więzieniu i ochronę „przed prawdziwymi zbrodniarzami’ i już szykuje się do „skonsumowania małżeństwa”.
Nie wierzę, że ta akcja gazowni jest „wyrwana z kontekstu”. Gazownia chce się wykazać i musi się wykazać. Jak zwykle te działania mają charakter długofalowy. Ta kobieta, która wspomaga bestię : mordercę i pedofila jest wpuszczana do Łazienek Królewskich jako „gość honorowy’, któremu wręczano (również Dariuszowi Rosiakowi) nagrodę im Kapuścińskiego. Na uroczystości w Łazienkach Królewskich był ówczesny wiceminister kultury Jacek Kurski. Na afterparty w Centrum Artystyczym Fabryka Trzciny w 2015 r. zrobił sobie z nią zdjęcie m.in pan Henryk Sawka.  Tak to wygląda. Kara śmierci i powszechny dostęp do broni to minimalny postulat wobec bezkarnego promowania bezkarności pedofilii przez tzw. elity kulturalne i polityczne „tenkraju”.” (pink panther 7 marca 2017)

..i nie tylko w naszym kraju, ale przede wszystkim w tzw. krajach „rozwiniętych”, często stawianych wyżej w hierarchii dorobku kulturowego i porządku prawnego od naszego „ciemnogrodu” i „zaścianka”, jak lubi Polskę przedstawiać „zagranico” środowisko skupione wokół Gazety Wyborczej, oraz inne podobne jej ośrodki opiniotwórcze…(Odys)

„Jak podaje na stronie portalu niemieckiego fakty24.pl reżyser Smarzowski, ulubieniec „patriotycznych mediów” miał powiedzieć, że :”.. że robiąc „Księdza”, chciał zwrócić uwagę na pedofilię w Kościele. – Kościół nie rozliczył się z pedofilią w swoich szeregach i to jest temat, który mnie uwiera. I że kompletnie nie zajmuje się ofiarami, co jest po prostu podłe. Wkurza mnie to…”.
Pan Smarzowski jest, jak zwykle tutejsza prowincjonalna nadwiślańska atrapa elit twórczych- mocno spóźniony, albowiem kiedy on się biedził nad 17 minutami o „księdzu”, to w 2016 r. były prawdziwe „żniwa policyjne” w zakresie likwidacji tzw. kółek pedofilskich w różnych krajach.
Po kolei: – Norwegia: aresztowanie 51 mężczyzn w ramach operacji „Dark Room’ oskarżonych o uczestniczenie w wielu różnorakich „kółkach pedofilskich” i zabezpieczenie 150.000 giga bajtów materiałów dotyczących pedofilli, wiadomość z 16 listopada 2016
– Europol wydał oświadczenie, że w ramach Operacji Rescue zostało aresztowanych 184 członków pedofilskiego kółka (raczej masowej organizacji, bo podejrzanych „członków internetowych” naliczono 70.000 !!! (słownie: siedemdziesiąt tysięcy) , w tym 5 Amerykanów i „uratowano 230 dzieci” w wieku lat 7-14. Europol podał, że podobne działania wykonują policje UK i Austrialii. Wśród 13 krajów, skąd mieli pochodzić pedofile – Polska NIE została wymieniona.
Dla odmiany dziennik The Telegraph z 3 października 2016 r. podał, że właśnie ujawniane są nazwiska wysokiej rangi policjantów brytyjskich, którzy opóźniali i utrudniali śledztwo przeciwko prominentnych polityków brytyjskich podejrzanych na okoliczność wykorzystywania seksualnego małych chłopców – i mordowania ich. Wiadomość pod tytułem „Review of VIP peadophile ring investigation could name individual police officers”.
Znaleziono też „paedophile ring” w Kościele Anglikańskim w Newcastle – wiadomość z 20 lipca 2016 r.
W The Guardian z 29 maja 2015 r. jest artykuł Symona Hilla pt. :”Protestans can no longer dismiss abuse as „Catholic problem”. ( Protestanci nie mogą już odsuwać wykorzystywania jako „problemu katolickiego”) I podaje na początek info o przeprosinach Kościoła Metodystów w Wielkiej Brytanii 1885 ofiar molestowania seksualnego. Wg docenta wiki kościół metodystów ma zaledwie wg różnych szacunków 200-500 tysięcy wiernych i 1500-200 pastorów. The Telegraph podał 22 października 2015 r., że prominentny biskup Kościoła Anglikańskiego niejaki reverend George Bell, Bishop of Chichester – wg zeznań osób podających się za ofiary molestowania – „aktywny przez 30 lat”. Inny biskup anglikański z diecezji Lewes poszedł siedzieć za molestowanie 19 chłopaczków. 11 września 2015 r. BBC News podał, że zostało aresztowanych i skazanych 7 członków „kółka pedofilskiego” w Wielkiej a jednym z ich pomysłów było zamówienie sobie od kobiet „urodzenia dziecka do adopcji” w celach wykorzystania go seksualnie. Policja była wstrząśnięta a BBC zdjęcia tych panów ujawniło.
Jak państwo wiedzą, żadna z tych informacji (wybrane tylko wysokonakładowe, wiarygodne pisma) nie została podana w Polsce. W Polsce reżyser Smarzowski kręci „prawdę czasu, prawdę ekranu” jak sowiecka propaganda o „polskich panach zaprzęgających chłopa do pługa” i „psujących dziewki”. (pink panther 22 marca 2017)

podobne: Wlk. Brytania: W reakcji na skandal ze zniknięciem akt świadczących o pedofilii wśród wysoko postawionych polityków aresztowano ponad 650 osób. Co począć z 10 tysiącami pedofilów?

„…e-maile Podesta-Clinton ujawnione przez WikiLeaks wskazują także na szereg niewymownie odrażających praktyk, jakich dopuszczali się Clintonowie i ludzie z ich najbliższego otoczenia. Chodzi m.in. o uczestnictwo w rytuałach satanistycznych organizowanych przez satanistyczną „artystkę” Marinę Abramovic. Chodzi wreszcie o powiązanie Clintonów i ich otoczenia z pedofilią. Istnieje między innymi ścisły związek Clintonów między innymi z miliarderem, szefem funduszy hedgingowych (skazanym za pedofilię) Jeffreyem Epsteinem, w którego rezydencji na Manhattanie i prywatnej nieruchomości na Karaibach odbywały się przestępcze praktyki z udziałem demokratycznych polityków, celebrytów. Bill i Hillary Clintonowie wielokrotnie odwiedzili „Sex Slave Island” pozostającą poza jurysdykcją władz. Więziono tam dzieci i nastolatki wykorzystywane seksualnie.

Śledztwo w sprawie kongresmena Anthony’ego Weinera i najnowsze rewelacje pochodzące z jego komputera wskazują, że na najwyższych szczeblach władzy w Waszyngtonie od wielu lat panuje przyzwolenie na seksualne wykorzystywanie dzieci przez polityków i ich wpływowych przyjaciół…” (więcej tu: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji)

„…Nikt nie podaje statystyk, ile dzieci i młodych dziewczyn ginie na drogach Pomorza Zachodniego i terenów przylegających do niemieckiej granicy ale warto pamiętać, że prowadzenie burdeli w Niemczech jest zwyczajną działalnością gospodarczą a w przeciwieństwie do placów budów – nie są to „biznesy” szczególnie kontrolowane „na okoliczność” przetrzymywania osób bez dokumentów. O dzieciach nie wspomnę, bo jest jeszcze „wątek organów’. Tyle lat działa już organizacja ITAKA i ci ludzie, którzy tam są to prawie święci, ale co oni mogą. Ciekawe, że żaden rząd po 1989 r. zupełnie nie analizował statystyk zaginięć dzieci i młodzieży – w tym kontekście. Znowu odwracają głowę od problemu a cały ten „satanizm -okultyzm” stojący za organizacjami pedofilskimi – panoszy się już wszędzie. Papierkiem lakmusowym są „listy poparcia dla Polańskiego”, który w USA jest zwyczajnie ścigany listem gończym.
Do dzieci zaginionych dodajmy polskie dzieci odbierane polskim rodzinom w takich krajach jak Niemcy, Norwegia czy Holandia, gdzie pedofile działają „tylko trochę w konspiracji”.
To wszystko zresztą pokazuje, jaką gangreną jest środowisko tzw. wymiaru sprawiedliwości, gdzie tajemnicze „ktosie” potrafią doprowadzić do tego, aby Trynkiewicz „żył jak król” a z drugiej strony 21-letni chłopak usiłujący pomagać matce wdowie w utrzymaniu 4 dzieci i kradnący wiadro węgla na torach (wraz z innymi, ale on dał się złapać) – chory na cukrzycę – nie otrzymuje w więzieniu elementarnej pomocy lekarskiej i zabrania się rodzinie podania mu lekarstw, w wyniku czego on UMIERA. Skazali go na rok czy dwa bezwzględnego więzienia. Polska to straszny i odrażający kraj. Wystarczy tylko lekko poskrobać te wszystkie „gale, żurnale, biennale, bale” tzw. elit. A tam widać potworną gębę bezzębnego Trynkiewicza.” (pink panther 7 marca 2017)

podobne: Palikot, czyli od „obrońcy krzyża” do…pedofila? oraz: W Kościele nie ma miejsca dla pedofilów. Ścigany za pedofilię Polański bezkarny i to: Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów  oraz: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji i jeszcze: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji)

„…Ktoś gdzieś powiedział, że my nie powinniśmy mieć pretensji do Kopińskiej o to, że ona oddaje głos żonie Trynkiewicza bez słowa komentarza, dlatego że na tym właśnie polega idealny reportaż – na tym, że między obrazem, a widzem nie ma jakiegokolwiek pośrednika, dzięki czemu my sami możemy najlepiej ocenić to co zobaczyliśmy, obiektywnie, a przez to prawdziwie. I ja oczywiście byłbym skłonny przyjąć tę perspektywę, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze, w książce, o której od paru dni rozmawiamy, reportaż o zakochanej w masowym mordercy kobiecie nie jest jedyny. Tam jest znacznie więcej i to nie mniej poruszających historii, z tym że z tego co zdążyłem zauważyć, jedynie ta dziwna kobieta może tu gadać do woli, bez ryzyka, że ktoś jej przerwie, lub choćby rzuci krótkim komentarzem, a zatem trudno się opędzić od wrażenia, że ta historia miała nas raczej zauroczyć, niż nami wstrząsnąć. W końcu, jeśli wolno mi powtórzyć swoją refleksję w odpowiedzi na jeden z komentarzy, czyż nie ma w tym swego rodzaju prawdy, że po cholerę się te dzieci tam kręciły, zamiast siedzieć w domu, pomagać mamie i odrabiać lekcje?
No i tu pojawia się kolejna kwestia. Oto w dalszej części książki Kopińskiej znajdujemy podwójny reportaż o piekle, jakie będącym pod ich opieką dzieciom zgotowały prowadzące ośrodek dla patologicznej młodzieży siostry zakonne, na czele z niesławną siostrą Bernadetą. I tam już jest zupełnie inaczej. Przede wszystkim tytuł: „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”. Proszę zwrócić uwagę, że Kopińska nie zastanawia się, czy Bóg wybaczy Trynkiewiczowi. Gdy chodzi o Trynkiewicza, ona oddaje głos zakochanej w nim kobiecie, która go zna i zaświadcza o jego wrażliwości, inteligencji, wewnętrznym cieple i cudownym spojrzeniu, a wszystko pod tytułem „Spokojny sen Anny”. No a skoro nie istnieje dylemat odnośnie tego, jak Bóg oceni dzieło Trynkiewicza, można też spokojnie odłożyć na bok ewentualną kwestię odpowiedzialności dzieci, jakim przyszło trafić pod karzącą rękę siostry Bernadety za to, że przez swoje lenistwo, złe zachowanie, czy zwykłą głupotę, zamiast się grzecznie prowadzić w domu czy w szkole, zgotowały sobie swój okrutny los. W reportażu na temat owego zdziczenia Kościoła Katolickiego, Kopińska ani jednym słowem nie sprowokowała nas do zadania sobie pytania: „A czy te dzieci przypadkiem nie są same sobie winne, że te siostry je skazały na takie cierpienia? Przecież jest mnóstwo dzieci, które żyją w biedzie, mają rodziców pijaków, a nie trafiają do ośrodków prowadzonych przez siostry zakonne”.
Nie. W ośrodku w Zabrzu w ogóle nie zadaje się pytań. Tam są wyłącznie historie, jakie Kopińskiej opowiedzieli pensjonariusze ośrodka, a owe historie są takie, że od nich lepszą być może – choćby przez to, że prawdziwą – mogłyby opowiedzieć jedynie zgwałcone i zamordowane przez Trynkiewicza dzieci. No ale nie opowiedzą, bo nie żyją, no a to co ewentualnie mieliby do powiedzenia ich rodzice, którzy z całą pewnością mogą wciąż żyć i mają swoje przemyślenia, Kopińskiej już nie interesuje…” (toyah – Czy Bóg wybaczy destabilizowanie umysłów?)

W związku z tym że zło nie przebiera w środkach, a ci którzy je popełniają podlegają na dodatek ochronie prawnej, zastanawiam się czy nas powinna w ogóle obchodzić motywacja zbrodniarzy i degeneratów, oraz to co mają na swój temat do powiedzenia. Albo co mają do powiedzenia na ich temat różni nawiedzeni ludzie? Komu i do czego poza rozbudzaniem emocji i zaspokojenia niezdrowej fascynacji jest to potrzebne? Miejmy świadomość że tego rodzaju reportaże, wywiady, książki, pisane w dodatku w taki sposób na jaki zwracają uwagę toyah i coryllus nie służą żadnej prawdzie. Jest to cyniczna i bezczelna próba (czy udana czy nie to już od przytomności odbiorców zależy) oswajania ludzi z patologią, i urabianie pod tolerancję dla zwyrodnień. Dlatego zastanawiam się czy pisanie czegokolwiek na ten temat, poza zwróceniem uwagi na cynizm i manipulację „promotorów” tych historii ma jakikolwiek sens. Czy w dzisiejszym świecie da się z podobnych historii wyciągnąć coś więcej jak „kontrowersyjny” temat do dyskusji? Czy opisywanie „przygód” ewidentnie chorych, ale działających z premedytacją ludzi, i babranie się w obleśnych szczegółach z ich życia jest w stanie powstrzymać mechanizm samej patologii? Czy jest w stanie „obudzić sumienia” (zwłaszcza tam gdzie go nie ma), jeśli nie idzie za tym zdecydowana i jednoznaczna reakcja PAŃSTWA, które jako jedyne dysponując legalnym mechanizmem przemocy, tj. ścigania i karania nie radzi sobie z „postępem”… No bo jak to się stało że wybudowano taki Gostynin? Co to w ogóle jest? Dlaczego tego rodzaju ośrodki wczasowe powstają z publicznych pieniędzy, i dlaczego zamiast pełnić rolę kary za zbrodnię, być postrachem-ostrzeżeniem dla innych potencjalnych zwyrodnialców, ewentualnie resocjalizować przez dokuczliwość odosobnienia, organizują kryminalistom beztroskie życie na koszt podatnika, urządzają „śluby”, oraz umożliwiają zrobienie kariery. To jest dopiero temat do dyskusji, a nie jakieś jałowe dywagacje nad „pięknem” relacji między kryminalistą i wariatką.

Mamamadzi, Trynkiewicz i kto tam jeszcze był przed nimi (a i po nich przyjdą kolejni) tak się wbił w masową „kulturę”, że jedyne co z tym można dziś zrobić to nie podejmować tematu. Dla mnie osobiście nie ma o czym dyskutować. Choć za każdym razem kusi żeby coś powiedzieć, szuka się w głowie argumentów by wytłumaczyć że tak nie można, albo chociaż krzyknąć „ludzie co wy wyrabiacie!”, to trzymam się obranej już jakiś czas temu innej taktyki. Kiedy ktoś przy mnie zaczyna rozmowę na podobny temat po prostu wychodzę, zwracając uwagę rozmówcom że ludzie normalni nie rozmawiają o g… i nie puszczają bąków w żadnym towarzystwie (nie tylko przy jedzeniu).

Najbardziej zaś powinno nas interesować, jakim cudem tego rodzaju historie stały się interesującymi publicznie tematami do dyskusji, a ich „bohaterowie” to celebryci budzący niezdrową sensację i fascynację publiki, oraz wyzwanie dla różnych wolnomyślicieli czarodziejów. Czemu historie kryminalistów nie kończą się za murami więzienia? Moim zdaniem współodpowiedzialni za ten stan rzeczy są rządni sławy i pieniędzy absolwenci studiów z tzw. psychologii i socjologii, oraz szerzona przez nich fascynacja i moda na grzebanie w cudzych głowach, sercach i duszach w poszukiwaniu jak najciekawszych przypadków, dzięki którym można stać się osobą znaną i uznaną jako „specjalista”, a „nauka” zyskuje możnych sponsorów i może się dalej rozwijać. Wygląda na to że pewna część ludzi kończących tego rodzaju szkoły, mogłaby spokojnie konkurować pod względem braku empatii i parcia na szkło z żoną Trynkiewicza, którą również zafascynował i wprawił w dumę „wyjątkowy” człowiek. Mamy do czynienia z mechanizmem wyprania i wypierania z ludzkich mózgów poczucia elementarnych zasad przyzwoitości, co w konsekwencji doprowadziło do zatarcia poczucia rzeczywistości – patologia przestała być tak oczywista jak była przed „diagnozą”. Wmawia się nam, że wspomniane branże to „nauka” i „dorobek intelektualny”, tymczasem to właśnie dzięki temu „dorobkowi” psychopaci i degeneraci zyskali miano „osobowości”, czego efektem jest zaistnienie tych ludzi jako bohaterów nie tylko w mediach, które są tu „tylko” bezmyślnym rezonatorem prymitywnej sensacji dzięki której jakiś naukowiec robi karierę, ale fascynują w niezdrowy sposób zwykłych ludzi…

I to jest ta prawda na której żerują tacy pisarze jak Kopińska, która chce oprócz tego zarobić na ludzkiej krzywdzie… (Odys)

„…jeśli idzie o wszystkich psy-, z którymi mam do czynienia, radzę sobie zupełnie dobrze. Gorzej jest, kiedy oglądam ich w telewizji, albo czytam to co mają do powiedzenia w gazetach. I nawet nie muszę wracać wspomnieniami do zmarłego już Andrzeja Samsona, ani do wszystkich bardzo elokwentnych jego oklaskiwaczy, żeby przedstawić swoją tu tezę. Nie muszę, dlatego że mam bardzo silne przekonanie, że w ciągu ostatnich lat nie było w naszej przestrzeni publicznej takiego wysypu pustego, niczym nie podpartego mądrzenia się, jak w przypadku właśnie psychologów. I również, w ciągu całej tej naszej najnowszej historii, nie udało mi się zauważyć grupy zawodowej, która miałaby tak nieprawdopodobne, a jednocześnie niczym nieusprawiedliwione parcie na ekran. Każdego dnia możemy oglądać co raz to innych socjologów, politologów, prawników, czy nawet jakichś trzeciorzędnych artystów. I każdego dnia możemy być świadkami pustki wręcz nieporównywalnej z niczym innym. Z jednym wyjątkiem. Zawsze jest szansa, że w tym całym tłumie zaplączą się jacyś psycholodzy i dopiero oni nas porażą.
Dowiadujemy się na przykład, że gdzieś w Niemczech, czy w Finlandii jakiś szaleniec zastrzelił 10 osób. Natychmiast pojawia się jakaś mądra pani psycholog, którą media poproszą, żeby nam opowiedziała, co to się stało w głowie tego nieszczęśnika. I oczywiście natychmiast usłyszymy odpowiednią diagnozę. Gdzieś ktoś zakatował na śmierć swoje dziecko. Natychmiast przed kamerą siada jakaś kolejna wystrojona pani i przedstawia analizę i duszy tego dziecka i duszy tych dziwnych rodziców. Co tam mordercy i sadyści! Spali się ludziom dom, a już mamy kolejnego psychologa, który nam opowie, co czują ludzie, którzy stracili dom. Okaże się, że gdzieś jakiś bank naciągnął kolejną rodzinę. Proszę bardzo – już mamy kolejkę psychologów chcących wyrazić opinie na temat stanu psychicznego owej rodziny. Przecież to jest zupełnie tak samo, jakby do telewizji zaprosili jakiegoś lokalnego kardiologa, pokazali mu moje zdjęcie i zapytali mnie, jak on by mi pomógł. Ja wiem, że przede wszystkim żaden porządny kardiolog nie przyszedłby do telewizyjnego studia, żeby stawiać diagnozy ludziom, których nawet nie widział na oczy. Ale jest przecież oczywiste, że nawet gdyby został jakoś w to wmanewrowany i otrzymał tego typu pytanie, to by się z całą pewnością popukał w czoło. Dlaczego? Bo jest lekarzem a nie czarownikiem. Tymczasem telewizyjne studia w ostatnich latach aż gotują się od najróżniejszych psychologów, często – jeśli wnioskować po wyglądzie – ledwo co po studiach, którzy mądrzą się na każdy możliwy temat, a biedni ludzie kiwają z podziwem głowami, że jacy to niektórzy potrafią być mądrzy…” (toyah – Puk, puk. Przyszliśmy po twoją duszę (repryza)

„…W opisach takich przypadków zawsze nachodzi człowieka wielka pokusa psychologizowania. Wyjaśniania tej ohydy poprzez Freuda, albo coś innego, jakieś kompleksy Edypa czy inne historie. Wynika to wprost z natury mediów, które chcą nam przez to powiedzieć: sprawdźcie sami, czy wy nie macie w głowie tego samego, co ten bydlak…

…No i wynajduje prawo, na którego końcu znajduje się dziwny fotel z kablami ustawiony w wykafelkowanym pokoju. Nic innego nie może zrobić. No i jeszcze poza dozbrojeniem funkcjonariuszy policji i rozdaniem broni obywatelom.
Ponieważ jak to już kiedyś ustaliliśmy, na świecie toczy się walka dobra ze złem, a temu drugiemu chodzi o to jedynie by płynęła krew niewinnych, owe środki zaradcze wywołują natychmiastową krytykę w innych państwach i innych systemach. Pomijam wszystkie inne poza tym jednym, dotyczącym bezpieczeństwa osobistego ludzi. Pojawiają się nowe koncepcje, nowe pomysły na to jak chronić życie niewinnych, a najważniejszy z nich jest taki, by tych niewinnych pozbawić całkowicie możliwości obrony. Mamy więc w jednym miejscu kradzież czasu, a w drugim kradzież godności, co oczywiście nazywane jest inaczej. W tym drugim systemie, właściwie z miejsca, wartości nabiera życie zbrodniarza. No, bo coś jednak musi mieć wagę, skoro odbiera się ją życiu niewinnych. No i mamy tego Breivika, który w USA, zostałby na miejscu położony trupem, albo w niedługim czasie skazany na krzesło elektryczne. Kraj zaś pogrążyłby się w żałobie po śmierci niewinnych ofiar, potem by z niej wyszedł i pozostał w stanie oczekiwania na wyczyn kolejnego zbrodniarza. Breivik jest jednak ciągle żywy i udziela ponoć nawet wywiadów w mediach. Ma się dobrze i oczy mu błyszczą, nie to co przerażonemu psychologowi Samsonowi, kiedy go pokazywali jak siedzi na sali sądowej. Od razu było widać, że w tym więzieniu nikt nie miał dla niego litości. Z Breivikiem jest inaczej. On ma się dobrze i system go chroni…” (coryllus – Świat na opak)

podobne: Durne lex – sed lex czyli… Prawa człowieka kontra Trynkiewiczowa rzeczywistość. oraz: Homoseksualizm przegłosowany, czyli jak nauka z demokracją przegrała i to: Raport Regnerusa. Charakterystyka dorosłych dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne a także: Międzynarodowy „Dzień Walki z Homofobią”, czyli kto komu na łeb wchodzi polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie  i jeszcze: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Michał Dziekan – Terapeuta białych kołnierzyków

Zbiór IPNu w POłowie zastrzeżony oraz polscy prawnicy na niemieckich stypendiach czyli… kłótnia w rodzinie i Bolek jako ofiara spiralnej teorii dziejów.


Adam Wycichowski niewolnik - proszę wstać

Adam Wycichowski niewolnik – proszę wstać

„…Do 31 marca trwa przegląd materiałów z udziałem przedstawicieli IPN oraz służb. Jeżeli służby zgłoszą jakieś wnioski, co do niektórych materiałów, że mają być one tajne, to dyskutować będzie nad nimi komisja w składzie m.in. wiceprzewodniczący kolegium IPN prof. Cenckiewicz, dyrektor Archiwum IPN Marzena Kruk. I albo przychyli się ona do tych sugestii ze strony służb, albo nie. Ostateczną decyzję czy utajnić dany materiał podejmie prezes IPN. I to się stanie najpóźniej do 16 czerwca tego roku, takie są ustawowe terminy. Jest jeszcze kwestia inwentarza archiwalnego, który znajduje się na stronie internetowej, a w ciągu najbliższego miesiąca zostaną rozszerzone opisy się w nim znajdujące. Opublikowanie tego inwentarza nakłada na nas ustawa z marca 2010 roku. On po części jest już opublikowany na naszych stronach, ale teraz znajdzie się tam jeszcze więcej informacji, dzięki którym każda osoba będzie mogła w łatwiejszy sposób dokonywać kwerend. Będzie w tym inwentarzu owo zamieszczony m.in. pełny tytuł teczki. Dotychczas w przypadku akt o charakterze osobowym podawano tylko dane identyfikacyjne, nie wykazywano rodzaju materiału archiwalnego…

…Pamiętajmy, że znaczna część materiałów byłej bezpieki została zniszczona w latach 1989-1990. Skala zniszczeń jest różna w zależności od regionu, największa w Gdańsku – ponad 90 proc. materiałów operacyjnych. Natomiast jeśli by się pojawiły to z pewnością najciekawsze byłyby te, które dotyczyłyby końca lat 80. i tego w jaki sposób dokonywano tego, co nazywamy transformacją. W jaki sposób ludzie systemu komunistycznego nie stracili swoich wpływów po 1989 roku, a wręcz zwiększyli je w niektórych sferach życia publicznego w Polsce.” (Czartoryski-Sziler • wpolityce.pl – Prezes IPN o zbiorze zastrzeżonym)

„…Czy to RAZWIEDUPR, czy to WSI – wszyscy oni pożądają informacji o określonym ciężarze gatunkowym, no i nie tylko informacji, ale i działań – bo agentura, to również agentura wpływu. Z tego powodu agentury raczej nie lokuje się w środowisku gospodyń domowych, tylko tam, gdzie rozmaite pomysły przekształcają się w obowiązujące prawo, a więc – w konstytucyjnych organach państwa, następnie tam, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, tam, gdzie decyduje się o śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu nie, tam, gdzie wydaje się wyroki, czyli w niezawisłych sądach i wreszcie tam, gdzie kształtuje się masowe nastroje, a więc w niezależnych mediach głównego nurtu, przemyśle rozrywkowym i innych środowiskach opiniotwórczych. Dysponując tak uplasowaną agenturą można nie tylko ręcznie sterować wszystkimi segmentami państwa, ale nawet wszystkimi segmentami życia publicznego. Skoro takie rzeczy wiemy nawet my, biedni felietoniści, to cóż dopiero bitne generały, które tymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi kierowały? Toteż jestem pewien, że podaną przez pana doktora Cenckiewicza (ostatnio Kukuńkowi wylęgła się w głowie kolejna „koncepcja” – że mianowicie Cenckiewiczów jest Legion – bo obwieścił, że jego syn popełnił samobójstwo za przyczyną „Cenckiewiczów”) liczbę 2500 agentów bez obawy przesady można pomnożyć co najmniej przez 10, a może nawet – przez 15. Ta agentura nie podlega już żadnej lustracji, bo nawet gdyby dokumenty dotyczące jakiegoś konfidenta znalazły się w Zbiorze Zastrzeżonym, to Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która ma ostatnie słowo w sprawie ich ujawnienia pod pretekstem dbałości o „bezpieczeństwo państwa”, z całą pewnością do ujawnienia tych dokumentów nie dopuści. Oczywiście „bezpieczeństwo państwa” to tylko taki pretekst, bo tak naprawdę chodzi o utrzymanie i umocnienie wpływu bezpieczniackich watah na struktury państwa, o utrwalenie okupacji państwa przez bezpieczniackie watahy…” (Stanisław MichalkiewiczOdgrzewane kotlety)

„…W kwestii lustracji i publikacji zawartości archiwów tajnych służb byliśmy zbyt długo wodzeni za nos, aby nie stawiać pytania, czy przypadkiem i tym razem nie jest to część jakichś zakulisowych rozgrywek. Odrzucenie lustracji i dekomunizacji na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, symbolizowane przez tzw. grubą kreskę, było integralną częścią planu George’a Sorosa wobec Polski, tak ochoczo zaakceptowanego przez komunistów. Stąd wszelkie próby dochodzenia prawdy i wymierzania choćby moralnej sprawiedliwości prześladowcom i ich kolaborantom spotykały się zarówno z bezpośrednim, jak i pośrednim bojkotem. Pamiętamy ostrzeżenia Lecha Wałęsy, że jakakolwiek próba rozliczeń doprowadzi do niepotrzebnych podziałów, a nawet do wojny domowej, oraz barwne morały Adama Michnika, że z lustracją jest jak z granatem wrzuconym do szamba, który jednych zabije, a drugich obryzga. Obaj panowie, i nie tylko oni, mieli w tym swój interes.

Pośrednio do zrażenia wielu Polaków wobec rozliczeń z komunistyczną przeszłością i jej skutkami przyczyniła się także chaotyczna publikacja tzw. listy Macierewicza, na której dane ofiar, ich katów i kolaborantów przeplatały się ze sobą bez żadnej różnicy. Ostatecznie doprowadziło to do zawiązania antylustracyjnej koalicji i obalenia rządu Jana Olszewskiego. Antoniego Macierewicza nie da się całkowicie usprawiedliwić, że działał pod presją czasu. Przykładem podobnej publikacji, także pod presją czasu i okoliczności. była tzw. lista Wildsteina. Umieszczenie choćby jednego sprawiedliwego na liście, która w odbiorze społecznym traktowana była jako lista hańby, odbierało tym, którzy ją publikowali, moralną słuszność. Dlatego i tym razem bez entuzjazmu podchodzę do publikacji spisu części odtajnionych materiałów, w których wyraźne rozróżnienie na winnych i pokrzywdzonych ma się pojawić dopiero za miesiąc. Do tej pory może powstać dużo ludzkiej krzywdy, a sama idea lustracji – ulec ostatecznej dyskredytacji…” (ks. Henryk Zieliński • idziemy.pl – Drugie dno)

„…Oczekujący na sensacje i rewelacje, porzućcie nadzieję, bo to się jeszcze może okazać, że zbiór zastrzeżony ustrzeli jakiegoś prawicowego księdza, tudzież podrzędnego działacza PiS i na tym chłamie zbuduje się „narrację”. Dlaczego w takim razie zastrzegli? Powodów może być wiele, od politycznej gry, czyli trzymania w niepewności i karności dawnych TW, po zwykłe lenistwo i brak środków, w końcu to trzeba było usystematyzować, poukładać w katalogach i tak dalej. Takie same wypieki i podniety towarzyszą aneksowi raportu o likwidacji WSI. Tutaj w ogóle bym sobie głowy nie zawracał i powiedzmy sobie szczerze, przy całej odwadze i ciężkiej pracy, jaką wykonał Antoni Macierewicz, jego inklinacje do wyolbrzymiania rzeczy podrzędnych są legendarne i nie pozbawione uzasadnienia. Ostatnią taką wielką akcją miał być żelazny dowód na zdradę Tuska, a skończyło się żałosnym filmikiem znanym od lat, na którym wyraźnie było widać, że nic nie widać, poza Tuskiem i Putinem, którzy wymieniają banały.

Wszystkie duże teczki leżą w Moskwie i jeśli kiedykolwiek wypłyną, to nie wcześniej niż za życia moich prawnucząt. Jedyny pożytek z produkowania straszaków w rodzaju zbiór zastrzeżony IPN i aneks WSI, to dostarczanie rozrywki i konsolidacja części elektoratu PiS, która to część niestety połyka każdą taką płotkę i przerabia na rekina. Szkodą natomiast jest to, że opiera się poważne projekty na bzdetach. Cały czas słyszę, że poradzimy sobie z postkomuną, bo zbiór, bo aneks. Proszę mnie nie rozśmieszać, jest o 25 lat za późno, żeby z tej amunicji ustrzelić grubego zwierza, a strzelanie do szaraczków z armaty przynosi wręcz odwrotne od pożądanych skutki. Nie, nie chcę powiedzieć, żeby w teczkach nie grzebać. Broń Boże, sam grzebałem i grzebał będę, zawsze na jakieś nowe ślady i inspiracje można natrafić. Piszę tylko i aż o tym, że nie będzie cudownego „sezamie otwórz się”, po czym całe zło po PRL padnie pokotem.

Zapomnijmy o takim prostym rozwiązaniu, czego się nie zrobiło ćwierć wieku temu, to się teraz samo nie zrobi i przede wszystkim najważniejsi do „zrobienia” albo już gryzą ziemię albo jak Bolek Wałęsa są żywymi groteskowymi trupami. Pozbyć się PRL możemy tylko w jeden sposób – budowaniem Polski. Nieustannie tematem numer jeden jest reforma sądownictwa, bez czego będziemy dreptać w miejscu…” (matka kurka • kontrowersje.net – Zbiór zastrzeżony to wydmuszka i tak samo wygląda aneks do raportu WSI)

„…Młody Zoll to członek wielu europejskich korporacji prawniczych i wschodząca gwiazda europejskiego prawa, wypromowana przez Niemców, nie pierwsza zresztą. W 2009 r. z inicjatywy von Bara uniwersytet w Osnabrücku uhonorował tytułem doktora honoris causa także prof. Irenę Lipowicz, która w 2010 r. (po śmierci Janusza Kochanowskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej) objęła stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Lipowicz w 2006 r. miała być z rekomendacji PO sędzią TK, ale jej kandydatura nie uzyskała wówczas wystarczającej większości. Gdy w 2007 r. PO doszła do władzy, Lipowicz została dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, oczywiście za przyzwoleniem strony niemieckiej. Ona również nie ma najmniejszych problemów z tym, aby zostać wykładowcą niemieckich uczelni czy uzyskać finansowe wsparcie ze strony którejś z potężnych niemieckich fundacji. Na pieniądze i zaszczyty od Niemców mogą liczyć także inni koledzy Rzeplińskiego z prawniczej branży. Przez lata otrzymywał je jego stary „kumpel” – prof. Witold Kulesza, z którym Rzepliński wspólnie stworzył w 1998 r. koślawą ustawę o IPN-ie, uzależniając jego funkcjonowanie od polskich służb (UOP, WSI), albowiem to one w praktyce decydowały o tym, jakie akta i komu mogą zostać udostępnione. Zanim Kulesza został szefem pionu śledczego IPN-u i zastępcą jego pierwszego prezesa – prof. Leona Kieresa, odbył w Niemczech wiele staży naukowych, będąc m.in. stypendystą Fundacji im. Alexandra von Humboldta. W 2004 r. wyszło na jaw, że w IPN-ie brakuje tysięcy dokumentów archiwalnych z prowadzonych kiedyś przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (poprzedniczkę IPN) śledztw w sprawach dotyczących zbrodni popełnionych w Polsce przez niemiecki Wermacht. Okazało się, że zostały one przekazane Niemieckiej Centrali Ścigania Zbrodni w Ludwigsburgu. Sprawę ujawnił wówczas tygodnik „Wprost”, wskazując jasno, że odpowiedzialnym za to jest właśnie prof. Witold Kulesza. Można było wówczas zadawać pytanie, czy przypadkiem ten „archiwalny dar” dowodzący niemieckich zbrodni w naszym kraju, których IPN nie mógł zbadać, nie był przypadkiem zapłatą za stypendia i granty, jakie Kulesza otrzymywał od Niemców. Na zaproszenia z Niemiec i publikacje w niemieckich wydawnictwach może również liczyć inny kolega Rzeplińskiego, wspomniany już przez nas prof. Leon Kieres, dzisiaj urzędujący sędzia TK.

…Profesorów prawa, którzy są opłacani i nagradzani przez Niemców, jest dzisiaj w Polsce znacznie więcej. Dotyczy to w szczególności tych, których w III RP mianowano prawniczymi autorytetami. Skutek tego jest jednak taki, że nie tylko reprezentują oni niemiecką filozofię prawniczą, ale i są emanacją niemieckich interesów w naszym kraju…” (Dr Leszek Pietrzak • warszawskagazeta.pl – Polscy profesorowie na niemieckim wikcie!)

„…nie chodzi o samego Wałęsę, który kimś ważnym jest już tylko w swojej imaginacji i laudacjach fagasów. Chodzi o to, z kim tak naprawdę zawierali komuniści dil w Magdalence, który na ćwierć wieku określił sposób dystrybuowania w „tym kraju” władzy, majątku i szacunku. Z reprezentantami narodu – czy z własnymi agentami, których wcześniej ogłupionemu narodowi do odegrania tej roli podstawili?
Można też zapytać – a kto na tym dilu wyszedł lepiej: naród, czy ci, którzy go zawierali? Poczęta w Magdalence elita III RP sama musiała odpowiadać sobie na to pytanie co najmniej jednoznacznie, skoro tak rozpaczliwie broniła i broni się przed prawdą o uwikłaniu Wałęsy w początkach lat siedemdziesiątych. Bo przecież, na zdrowy rozum, ta prawda, którą potwierdzili grafolodzy, nie musiała być wcale ustrojową tajemnicą, chronioną przez wszystkie „policje jawne, tajne i dwupłciowe”. Po co było palić teczki, czyścić archiwa pracownicze w stoczni i nawet dokumentację ze szkoły, do której chodził Wałęsa w dzieciństwie, po co było prowadzić „operacje specjalne”, z których jedna skończyła się najprawdopodobniej wysadzeniem przez UOP bloku, w którym mieszkał podejrzewany o przetrzymywanie zaginionych (jak dziś już wiemy, w istocie będących u Kiszczaka) donosów Wałęsy Adam Hodysz, wskutek czego zginęli przypadkowi ludzie?
To, co Wałęsa w kontekście zacierania śladów swej przeszłości wyprawiał u zarania III RP jako jej prezydent, obciąża go znacznie bardziej, niż tych czterdzieści parę donosów i wzięte za nie pieniądze, o których kłamał, że to wygrane w „totka”. I jeśli wierzyć, że sprawa „Bolka” naprawdę się skończyła w 1974, trudno jego postępowanie zrozumieć. Przecież gdyby powiedział o sprawie, przeprosił poszkodowanych, nie byłoby tematu – naród zobaczyłby w nim nawróconego Szawła, jak to dziś usiłuje mu wcisnąć zdychający agit-prop III RP, tyle, że wobec upartego trwania przez Wałęsę w kłamstwie daje to efekt żałosny. 

Widocznie więc na wyrejestrowaniu „Bolka” w roku 1974 się nie skończyło, drogi Watsonie...

Wałęsa został wyrejestrowany, ale „w zainteresowaniu służb” pozostał. Kilka lat później zaczęły na wybrzeżu powstawać Wolne Związki Zawodowe. I gotów jestem się założyć o pieniądze, że jakiś ważny esbek posadzony „na zagadnieniu” WZZ pomyślał sobie – jak na związki to oni tam mają za mało robotników, prawie sami inteligenci, inżynierowie albo baby… Podrzućmy im tam jakiegoś rzutkiego robola, może nawet zrobią go przywódcą. Co my tu mamy… o, „pieniądze przyjmuje bardzo chętnie”, wysokie mniemanie o sobie, zdolności przywódcze… Pogadajmy sobie z tym Wałęsą…

Potem ten esbek musiał być nieraz opierdzielany przez przełożonych, że wyhodował żmiję na esbeckim łonie, bo Wałęsa okazał się cwańszy, niż myślano. Grał na obie strony, jak sam Jewno Azef, a tak naprawdę na siebie. Podrzucili go do stoczni, żeby zgasił strajk, a on się nagle wylansował i wyrósł tak, że choćby SB wyciągnęła swoje haki, nikt by w nie nie uwierzył. Z drugiej strony, cwaniak się jednak bał, nie chciał skończyć jak śp. Tadeusz Szczepański, więc zapewniał komunistów, że tylko dzięki niemu mogą kontrolować sytuację, że muszą go zostawić w spokoju, a on stopniowo pousuwa radykałów i wykończy „ekstremę” – i rzeczywiście to robił…” (Rafał ZiemkiewiczWałęsa, wielki cwaniak)

„pojęcie kapuś w tym przypadku nie oddaje istoty więzi- gość biorąc kasę za określoną pracę stal się pełnoprawnym i pelnowartosciowym ogniwem w strukturze i dla struktury;- to dzięki Bolkowi cały aparat skarbowy III RP został zbudowany na funkcjonariuszach sb [szczegolnie na tych co nie mieli szans przejśc lustracji w innych segmentach] a jakie było uzasadnienie Bolka [zarejestrowane] „Polaków trzeba trzymać za twarz bo zawsze kombinują i tylko ten aktyw to zapewnia” to nie jest problem donoszenia na kolegow to jest problem identyfikowania się z potrzebami środowiska do ktorego go dopuszczono i dzięki któremu żył [od lodowki poczynając] i żyje nadal; to nie jest tylko prosta lojalność – on został awansowany w tych ‚strukturach’ i to wysoko w celu zapewnienia ochrony środowiskowych interesów i interesików; obejrzyjcie nagrania z Wołomina jak się zachowywał podczas bytności jako gość któremu kazano…” (qwerty 1 lutego 2017)

„…nikt poważny nie będzie sobie strzępił języka i przekonywał, że to bardzo źle, kiedy człowiek sprzedaje drugiego człowieka za pieniądze, a potem jeszcze uchodzi za bohatera. Takich rzeczy się zwyczajnie nie tłumaczy, takie rzeczy się po prostu wie, czy nawet czuje instynktownie…

…Bolek Wałęsa jest bardzo potrzebny Polsce, jego obecność w sposób naturalny wyznacza granice konieczne dla prawidłowego funkcjonowania narodu. Zazwyczaj trzeba się sporo napocić, aby poznać człowieka i się nie pomylić. Zdobywanie zaufania jest równie ważne, jak trzeźwość umysłu, która nie pozwala wpaść w łapy oszusta. Ludzie się dzielą, między innymi na godnych zaufania i oszustów, a całe to gderanie o „jedności Polaków”, to z oczywistych względów marksistowski resentyment i mam na myśli odniesienie nie do słownikowej urazy, ale do pojęcia, które sformułował Nietsche. Resentyment, czyli tworzenie fałszywego katalogu wartości i ocen moralnych jako rekompensaty dla własnej małości. Wszyscy mają być równi i jednakowi, dzięki czemu najpodlejsi i najgłupsi mogą się czuć dowartościowani.

Przekładając to na Bolka i naszą narodową dyskusję wraz z narodowymi podziałami, otrzymujemy doskonałe narzędzie. Wystarczy posłuchać i popatrzeć dla kogo Bolek jest bohaterem, a dla kogo zdrajcą i wszystko staje się jasne…” (Matka Kurka • kontrowersje.net – Niech Lech Wałęsa vel „Bolek” na zawsze pozostanie bohaterem, ale ich bohaterem)

„…Jeśli pominąć zwyczajnych idiotów, bo ich istnienia nie można wszak wykluczyć, to jest wyłącznie interes własny. Nie tylko prawda, ale i sam Wałęsa nic ich nie obchodzi. Oni Wałęsą pogardzali już wtedy, kiedy większość ludzi miała go za bohatera – wystarczy przypomnieć co jeden z tych „generałów” mówił już w 1980 roku o „sierżancie w okopach”. Oni bronią siebie, a nie jego, swojej fałszywej legendy, dla której on jest im potrzebny jako spinka, bez której wszystko się rozsypuje. Zwłaszcza Michnikowe „odpieprzcie się od Wałęsy” stawia tu kropkę nad i; znaczy to po prostu: odpieprzcie się od „świętego” Kuronia, Geremka, Mazowieckiego e tutti quanti bożków okrągłostowych, których pomniki macie okadzać po wieczne czasy, a nie bezczelnie zaglądać za kulisy historii i pytać jak było naprawdę. (valser 1 lutego 2017)

„…Dlaczego wywiad wojskowy upodobał sobie w wykreowaniu konfidenta na narodowego bohatera walki z komunizmem, to wydaje się oczywiste tym bardziej, że Lech Wałęsa ani przez moment nie zawiódł nadziei, jakie EAZWIEDUPR z nim wiązał. Podobnie wydaje się oczywiste, dlaczego inne, legendarne postacie, z taką determinacją bronią legendy Lecha Wałęsy. Otóż ta legenda jest jednym z najważniejszych mitów założycielskich III Rzeczypospolitej i na niej, jak na fundamencie, wspiera się konstrukcja pozostałych legend, przypominająca domek z kart. Wiadomo, że wyjęcie chociaż jednej karty powoduje natychmiastowe zawalenie całego domku, więc legendarne postacie muszą bronić legendy Lecha Wałęsy, bo na niej wspierają się ich własne legendy.

No dobrze; im to jest potrzebne, choćby dla dogodzenia miłości własnej, która w przypadku Lecha Wałęsy już dawno przekroczyła granice megalomanii; jak wiadomo, całkiem serio uważa się on za potomka rzymskiego cesarza Walensa – ale po co potrzebne były te legendy wywiadowi wojskowemu? To znowu można wyjaśnić tylko na gruncie mojej ulubionej teorii spiskowej, według której, po spotkaniu M. Gorbaczowa z prezydentem Ronaldem Reaganem w Rejkjaviku, kiedy okazało się, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej – otóż po tym spotkaniu, w ramach przygotowań do transformacji ustrojowej (bo dla bezpieki było jasne, że kiedy sowiecki się wycofają, to ten ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa ani dnia dłużej), rozpoczęła się selekcja kadrowa w strukturach podziemnych, której celem było wyłonienie takiej reprezentacji „społeczeństwa”, do której generał Kiszczak mógłby mieć zaufanie. A do kogo generał Kiszczak mógłby mieć największe zaufanie? A do kogóż, jeśli nie do osób zaufanych? Dlatego też do nowych władz „odrodzonej” Solidarności, tworzonej już prawidłowo, to znaczy – od góry do dołu, żeby wszystko, łącznie z Kukuńkiem, było pod kontrolą, nie weszli przedstawiciele „ekstremy”, tylko grono postaci „legendarnych”, a te „legendy” stanowiły bilet wstępu do elity. Dzięki temu ekonomiczne i polityczne interesy „strony rządowej”, czyli wywiadu wojskowego i jego agentury, zostały stosunkowo tanim kosztem skutecznie zagwarantowane – co, mówiąc nawiasem, w niepojętym przypływie szczerości ujawnił w latach 90-tych na lamach „Gazety Wyborczej” pan red. Stefan Bratkowski odpowiadając na list oburzonych AK-owców pod przywództwem Stanisława Jankowskiego „Agatona”…” (Stanisław Michalkiewicz – Psisko oddano do bydła)

„…Cenckiewicz który dostał w programie Pospieszalskiego olśnienia, że jak to sojusznicy amerykańscy dogadywali się z takim Czempińskim i on potem został szefem UOP. Tak jakby nie wiedział, że po spotkaniu 25 września 1985 roku – Jaruzelskiego z oddelegowana elitą państwa USA (z udziałem Brzezińskiego) – następowało przechodzenie na właściwą stronę (przy pełnej kontroli sojuszniczej i pod właściwym nadzorem i przy realizacji właściwego i jedynie słusznego programu Konsensusu Waszyngtońskiego), kto miał możliwości, to zapewne nosił do ambasad sojuszniczych, to co miał. Potem tylko trzeba było wystawić sztukę teatralną w pod tytułem – okrągły stół i magdalenka, aby motłoch uwierzył (w tym elity intelektualne), że uczestniczy w czymś ważnym i istotnym, wręcz historycznym (Michnik i tak był tępy, jak miał ciut więcej inteligencji, to 4 czerwca byśmy świętowali uroczyście – święto Polskiej Państwowości). Niektórzy wierzą w to po dzień dzisiejszy, a tam w salonach Moskwy i Waszyngtonu oraz Londynu, Paryża i Berlina – muszą solidnie zrywać boki ze śmiechu…” (andrzej 30 stycznia 2017)

„…o jakiej transformacji mówimy, skoro WSW (wcześniej Informacja Wojskowa – UB czy SB przy nich to mały pikuś) – czyli organ zajmujący się ochroną bezpieczeństwa – kontrolą organów państwa (marksizmu, w tym inwigilacją, werbunkiem itd.) w całości został przemianowany na WSI. Kluczowy organ posiadający prawo werbunku również towarzyszy z POP, czyli w każdej dziedzinie życia – gangsterów, prostytutki, prokuratorów, sędziów, sekretarzy partyjnych, rektorów, wykładowców, finansistów itd.

Natomiast SB zajmowała się kontrolą społeczną w państwie marksistowskim, a ponad 90% nich trafiła do UOP. Pozostali do innych instytucji kontrolnych, jak NIK czy Urzędy Skarbowe. Te ok. 10% to przeważnie funkcjonariusze wydziałów wewnętrznych w SB.

Kto wyjeżdżał na stypendia – sami amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi w latach 80 – proponowali władzom komunistycznym przygotowanie nowych elit, pod przyszły system. Oni doskonale wiedzieli, że to się wali, także towarzysze w służbach. Po stanie wojennym władza przechodzi z partii do służb wojskowych tzw. rewolucja w ramach marksizmu. To one decydują kto pojedzie – czyli jaką pozycję będzie zajmował w nowym systemie w strukturze społecznej. To nie wiedza i umiejętności ale bogata kartoteka stała z awansem społecznym. Selekcja negatywna.

Nawet taki Macierewicz proponował tylko wykonując uchwałę Sejmu – agentów SB i UB, ale Informacji Wojskowej i WSW oraz Wojska Ochrony Pogranicza (też posiadały prawo werbunku agentury) – nikt nie chciał ujawniać wówczas agentury. Siano propagandę o SB.

Protesty 1980 roku miały doprowadzić do zmian w kierownictwie, zapisanie się do związku ok. 10 milionów ludzi i budowę od dołu związku spowodowało pewne komplikacje dla władzy. Stan wojenny spowodował, że tzw. opozycja i Solidarność mogły być budowane odgórnie – pod pełną kontrolą.
Na pierwszym zjeździe było co najmniej 71 agentów SB (z czego 36 to delegaci), a ilu było Wojkówki? IPN chce nam powiedzieć (nie ujawnia danych WSW) – Ktoś chce nam powiedzieć, że WSW się tym nie interesowała. To są bzdury, jeżeli ktoś tak uważa. To nic wspólnego z transformacją nie miało miejsca.

Wiadomo było, że na czele protestu trzeba było postawić robotnika, a nie inteligenta. Sztuka teatralna mogła by się zakończyć nie powodzeniem. W 21 słynnych postulatach, nie ma żadnego postulatu dotyczącego odejścia od marksizmu, są socjalne i w ramach kodeksu pracy.” (andrzej 1 lutego 2017)

„…Co prawda – jak to niedawno ujawnił były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa, który najwyraźniej przypomniał sobie kolejną „koncepcję” – „Bolek”, to nazwa modelu urządzenia podsłuchowego, jakim posługiwała się SB, ale co to komu szkodzi nadać taki pseudonim konfidentowi? Szkoda, że Muzeum Szpiegów w Waszyngtonie nie ma takiego urządzenia, chociaż nasz nieszczęśliwy kraj został tam udelektowany specjalnym pomieszczeniem, w którym rezyduje Feliks Dzierżyński. Czy pan generał Czempiński, w dowód wdzięczności za wciągnięcie starych kiejkutów na listę „naszych sukinsynów” nie mógłby przekazać tam chociaż jednego egzemplarza tego modelu?Ale mniejsza z tym, bo ważniejszy jest przecież spiralny rozwój procesu dziejowego. Otóż kiedy w miarę postępów socjalizmu ponownie zacznie w naszym nieszczęśliwym kraju zaostrzać się walka klasowa, w ramach której rozbudowana w międzyczasie „klasa robotnicza” ponownie zacznie się buntować przeciwko swoim przedstawicielom, „Bolek” zostanie podwieziony motorówką Marynarki Wojennej pod płot, żeby go przeskoczył i „obalił komunizm”. Oczywiście nie od razu, bo najpierw „społeczeństwo obywatelskie”, zamiast „palić komitety”, zacznie zakładać własne, od czego wytworzą się w naszym nieszczęśliwym kraju dwa ośrodki władzy, w następstwie czego nie będzie innej rady, jak suwerenną decyzją wprowadzić stan wojenny. Pod osłoną surowych jego praw nomenklatura znowu zacznie uwłaszczać się na „majątku narodowym”, a w strukturach podziemnych zostanie przeprowadzona surowa selekcja kadrowa pod kątem eliminacji wszystkich przeciwników socjalizmu. Chodzi o to, że kiedy zostanie podana „dobra wiadomość”, iż oto znowu „upadł komunizm”, żeby od razu można było przystąpić do jego mozolnej odbudowy, zgodnie z koncepcją spiralnego rozwoju procesu dziejowego.” (Stanisław Michalkiewicz – Rozwijamy się spiralnie)

„…Ludzie, którzy dwadzieścia lat temu pluli na Wałęsę i opisywali go jako skończonego prymitwa aspirującego do władzy, która mu się nie należy, dziś bronią go i nazywają Kmicicem. Jak to zdiagnozować? Moim zdaniem bardzo prosto. Wszystko to, co od roku 1945 rozgrywa się przed naszymi oczami jest kłótnią w rodzinie. W dodatku w bardzo poważnej rodzinie, znacznie moim zdaniem poważniejszej niż rodzina Corleone ze znanego i lubianego filmu. Z tego powodu właśnie część rodziny chwyta czasami za siekiery i rąbie tych co zaczynają wykazywać odstępstwa od głównej linii. Po jakimś czasie ludzie ci się godzą między sobą, bo jest jakiś interes do ubicia i stawiają tym pomordowanym siekierami jakąś symboliczną lampkę na grobie. Tych zaś co przeżyli wciągają znów na listy płac i zabawa zaczyna się od początku…” (coryllus – Kiedy się wypełniły dni Lecha Wałęsy)

podobne: ☭ ★„Rosjanie mogą posiadać oryginalną teczkę pracy Lecha Wałęsy.” a także: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. i to: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. polecam również: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i jeszcze: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”

rys. Żukow

rys. Żukow

Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”)


Gustave Dore - St. Francis Of Assisi

Gustave Dore – St. Francis Of Assisi

„…Jakże wspaniałe jest świadectwo Franciszka, który udał się z krzyżowcami do Egiptu w 1219 roku i stanął przed sułtanem Melek-El-Kamelem. Franciszek, praktykujący prawdziwą miłość bliźniego, chciał nawrócenia dla niego i jego poddanych. Zaczął więc nauczać o Bogu jedynym, o tajemnicy Trójcy Świętej, o konieczności nawrócenia się na chrześcijaństwo. Nie widząc jednak reakcji słuchaczy, zaproponował sułtanowi, że potwierdzi prawdziwość swej wiary rzucając się w ogień. Do tego samego wezwał duchownych muzułmańskich. Jednak ci propozycji nie przyjęli.
Za to sułtan poddał naszego świętego innej próbie. Melek-El-Kamel chciał się dowiedzieć, jaka jest naprawdę wiara i cześć Franciszka dla Ukrzyżowanego. Polecił zatem przez całą salę, w której miał gościć zakonnika, rozciągnąć dywan ozdobiony na całej powierzchni licznymi krzyżami. Sułtan twierdził, że jeżeli Biedaczyna z Asyżu przejdzie po krzyżach, znieważy swojego Boga, jeżeli zaś nie przejdzie, będzie to oznaczało, że go obraża. Wezwany Franciszek, będąc pod natchnieniem Ducha Świętego, przeszedł po dywanie i zbliżył się do sułtana. Ten uradowany, iż złapał świętego na bezczeszczeniu symbolu swej wiary, rzekł: – Wy, chrześcijanie, czcicie krzyż jako szczególny znak waszego Boga. Jak zatem nie lękałeś się podeptać tego znaku? A Franciszek odparł: – Powinniście pamiętać, że razem z naszym Panem zostali ukrzyżowani dwaj łotrzy. My mamy krzyż Jezusa Chrystusa, naszego Boga i Zbawiciela i ten krzyż czcimy, i ten przyciskamy do serca z całą pobożnością. Krzyż Chrystusa przeszedł do nas, u was zostały krzyże łotrów i nie mam żadnego lęku, by te krzyże deptać. 
Zaraz potem sułtan, chcąc złapać Franciszka na niekonsekwencji, zapytał chytrze: – Wasz Bóg uczy w Ewangelii, by nie odpłacać złem za zło, by nie odbierać płaszcza od tego, kto go wam zabierze… Tym bardziej więc chrześcijanie – wierni tym przykazaniom – nie powinni nachodzić ziem przez nas zabranych. I tutaj święty Franciszek odpowiedział bez wahania: – Wy nie znacie całej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa, w której gdzie indziej czytamy: „Jeśli twe oko gorszy ciebie, wyłup je i odrzuć daleko od siebie”. Znaczy to, że każdy człowiek, nawet tak bliski i drogi, jak oko w naszej głowie, powinien być od nas oddzielony, jeśli usiłuje odłączyć nas od wiary i od miłości naszego Boga. Dlatego chrześcijanie sprawiają wam przykrości i biją się o ziemie, które niesłusznie zajmujecie, bluźniąc przez swój kult imieniu Chrystusa. Jeśli natomiast powstałoby w was pragnienie miłowania i wyznawania Stwórcy i odkupiciela świata, chrześcijanie miłowaliby was jak siebie samych.*
Po takich słowach, św. Franciszek zyskał podziw i uznanie. Melek-El-Kamel nie chciał, żeby Franciszek go opuścił. Kiedy jednak Biedaczyna z Asyżu stanowczo postanowił wrócić do swojego świata, sułtan chciał podarować mu złoto i drogie kamienie. Święty – wierny ubóstwu – nie wziął niczego. Jedynie na znak przyjaźni przyjął róg z kości słoniowej, by mógł nim wzywać swych braci.
Na pożegnanie sułtan prosił, by Franciszek nie zapominał o nim w swych modlitwach.

…14 września 1224 roku, w uroczystość podwyższenia Krzyża Świętego, podczas jednej z ekstaz Franciszkowi ukazał się Ukrzyżowany Chrystus w otoczeniu skrzydeł serafińskich. Doświadczenie Bożej obecności przeszyło ciało i duszę świętego. Ból towarzyszył szczęściu, a rozkosz – cierpieniu. Kiedy ekstaza się skończyła, Franciszek zauważył ślady krwi tryskające z ran na jego rękach i nogach. Były to rany z wyraźnymi śladami po gwoździach. Tak Król Wszechświata odbił na ciele swego umiłowanego sługi swoje rany…”

źródło: ŚW. FRANCISZEK Z ASYŻU – odważny świadek Chrystusa

podobne: „Wszystko zgodnie z księgą”… W słowach proroka słychać krzyk Boga o sprawiedliwość oraz: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan a także: Wiara to nie ozdoba a „judeochrześcijaństwo” nie istnieje (tak jak przemoc „w imię Boga”)

Gustave Dore - Krzyż

Gustave Dore – Krzyż

„Głównym zniekształceniem, jakiemu poddana została postać świętego Franciszka, jest ukazywanie go jako osoby sentymentalnej, głupkowatej, bez charakteru, zgodliwej i niezdolnej do stawienia czoła konfliktom. Ogólnie mówiąc: jako poczciwiny, czyli taki rodzaj człowieka, który w imię źle rozumianej i nieokreślonej miłości do tego stopnia sympatyzuje z błądzącymi i grzesznikami, że odrzuca potępienie grzechu i jego mężne zwalczanie (samego siebie czyniąc w ten sposób współwinnym, najpierw biernym, następnie zaś czynnym!). Uważa się, jakoby święty z Asyżu miał wynaleźć model apostolatu oparty na samym składaniu świadectwa, przy odrzuceniu nie tylko wszelkiej polemiki czy potępiania, ale też nakazów i zakazów, nawet motywowanych wymaganiami moralnymi czy religijnymi. Obecnie, w epoce odrzucającej wszelką formę krzywdzącej krytyki niepodlegającej dyskusji „godności ludzkiej”, a zatem pokojowego współżycia pomiędzy narodami, taki wzór miałby być jedynym dopuszczalnym .

Podobnemu wyobrażeniu Serafickiego Świętego całkowicie zaprzecza jego mężna i surowa postawa, jego żywiołowa i wymagająca nauka – słowem: całe jego konsekwentne i bezkompromisowe życie. Święty Franciszek wypowiadał się i postępował nie tylko w sposób łagodny, ale też surowy; potrafił harmonijnie łączyć lub równomiernie przeplatać oba style bycia, zgodnie z okolicznościami i możliwościami, wzbudzając nie tylko sympatię, ale też onieśmielenie i strach. Jego współcześni wspominali, że głosząc swoje nauki „Franciszek miał w sobie coś z budzącej postrach duszy świętego Jana Chrzciciela (…). Nigdy nie miał zahamowań, aby grozić swoim słuchaczom niezłomnym wyrokiem Bożym”.

„Nie milczał w kwestii ludzkich grzechów, które obrażały Boga i bliźniego. Bóg udzielił mu takiej łaski, że ktokolwiek, pokorny czy potężny, na sam jego widok lub zaledwie go słysząc, bał się jego świętości i żywił względem niego taką cześć, że nawet jeśli był przezeń upominany i czuł przed nim wstyd, to i tak napełniał się otuchą (…) i z czasem wracał do Pana” .

Franciszek ostrzegał na przykład, że „niewielu jest takich, którzy pragną przyjmować Pana i dostąpić przez Niego zbawienia” , ponieważ większość ludzi – łącznie z wiernymi! – nie wypełnia chrześcijańskiego obowiązku nienawiści względem wad i grzechów . Nie ograniczał się też do potępiania zła abstrakcyjnego, co często czyni się w dzisiejszych czasach, aby uniknąć krytyki i nieprzyjemności, lecz oskarżał i potępiał konkretne zło – czyli błądzących i grzeszników. Zwłaszcza jeśli były to osoby publiczne i stanowiły źródło skandali.

W istocie „uciekał przed kompromisem. Nie taił win innych ludzi, lecz bezlitośnie je obnażał; nie znajdował wytłumaczenia, lecz jedynie gorzkie wymówki dla tych, którzy żyli w grzechu (…). Nie bojąc się posądzenia o popadanie w sprzeczność, z całą szczerością głosił prawdę, tak, że nawet ludzi uczonych, znanych, o wysokiej pozycji społecznej, ogarniał w jego obecności zbawienny strach” .

Pewnego razu, gdy sprzeciwiło mu się kilku młodzieńców z Perugii, Franciszek ostrzegł ich, że ich arogancja i brutalność obrócą się przeciwko nim. Zakończył zaś swój atak następującą groźbą: „Nie ujdzie wam to płazem! (…) Ponieważ nie nauczyliście się niczego po dobroci, nauczy was gniew!”…

…Seraficki Ojciec usprawiedliwiał własny rygor twierdzeniem, że nie robi nic innego, jak tylko naśladuje Zbawiciela: w istocie Bóg karze tych, których miłuje, a zatem „kiedy Pan miłuje człowieka, nigdy nie waha się ukarać go w tym życiu”  w celu zachowania go od wiecznego potępienia. Dlatego też Franciszek zarysował surowość, jaką dobry przełożony powinien okazywać względem swoich braci: „Nie powinien nigdy odstępować od stanowczej normy sprawiedliwości; (…) powinien uważać, aby nadmierna ustępliwość nie powodowała nadużyć, ani zbytnia pobłażliwość nie skutkowała upadkiem dyscypliny. Słowem, powinien odwodzić braci od popełniania zła, jednocześnie pozwalając się miłować przez wszystkich” …”

Powyższy tekst jest fragmentem książki Guido Vignellego pt.: „Święty Franciszek odkłamany”. Włoski autor rozprawia się na jej łamach z mitami, które przez wieki narosły wokół postaci świętego. Oprócz rozdziału „Święty Franciszek nie był poczciwiną”, czytelnicy książki mogą dowiedzieć się, że nie był również między innymi: pacyfistą, ekumenistą, miłośnikiem islamu, propagatorem ekologizmu i nie występował przeciwko krucjatom.

źródło: Święty Franciszek nie był poczciwiną!

podobne: „Nie będzie lania wody. Kardynał Bergoglio nazywał rzeczy po imieniu!”  i to: Bóg to trzy filary: miłość Boga do człowieka, miłość człowieka do Boga, i strach człowieka przed Bogiem. a także: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?)  oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych i jeszcze: Posłuszeństwo w Kościele czyli… Katolicyzm zobowiązuje (a jeszcze bardziej Bóg)

Wykład o. Andrzeja Zająca „Skąd znamy św. Franciszka” wygłoszony 14 lutego 2017 roku w Krakowie w auli bł. Jakuba Strzemię przy klasztorze Ojców Franciszkanów. Z innym fałszywym mitem rozprawia się dr hab. Roman Konik na wygłoszonym w bydgoskim Sacre-Coeur wykładzie pt. W obronie Świętej Inkwizycji

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad

„…W Bogu jest prawo, ześrodkowanie wszystkich praw, w człowieku obowiązek ześrodkowania wszystkich obowiązków. Człowiek nazywa prawem swoim korzyść, jaka dla niego płynie z wypełnionego obowiązku obcego; wyraz prawo, na ustach jego błędnym orzeczeniem, skoro zaś posunie się on dalej i swoje błędne orzeczenie przemieni w teorię, teoria ta burze na świat sprowadza…

…Z katolicyzmem nie ma przejawu, któryby się nie wmieścił w porządek hierarchiczny przejawów, ani rzeczy któraby w porządek hierarchiczny rzeczy nie weszła. Rozum przestaje tam być racjonalizmem, bliżej mówiąc przestaje być ową latarnią świecącą sama przez się, a której nikt nie zapala i ukazuje się nam jako cudowna jasność zawierająca w sobie, razem wydająca poza siebie, wspaniałe światło dogmatu, najczystsze odbicie Boga, światła wiekuistego istniejącego samo przez się.

Co się tyczy wolności, wolność katolicka nie jest prawem sama w sobie ani też transakcją w kszałcie swoim zewnętrznym, nie zachowuje sie ona za pomocą wojny, nie powstaje z umowy, nie nabywa się podbojem. Wolność katolicka to nie bachantka pijana jako wolność demagogiczna; nie idzie ona pomiędzy narody przystrojona niby królowa jak wolnosć parlamentarna; trybunowie nie służą jej za dworzan; szmer tłumów jej nie usypia; nie ma armii stałych składających się z gwardzistów narodowych; na wozie triumfalnym rewolucji miękko rozpierać się nie lubi.

Przykazanie boskie są chlebem żywota. Tam gdzie katolicyzm włada, Bóg je podaje zarówno rzadzącym i rządzonym, sobie zostawiając prawo nie mogące być ustąpionym, do posłuszeństwa ze strony rządzących i ze strony rządzonych. Pod wezwaniem tudzież w obecności Boga panujący i poddany zawierają jakoby małżeństwo uświęceniem zbliżające się w istocie swojej do sakramentu raczej niż do umowy. Przykazania boskie wiążą obie strony. Poddany przyjmuje obowiązek słuchania z miłością panującego, którego Pan Bóg postawił, a postawiony panujący przyjmuje obowiązek władania z miłością i łagodnością poddanymi, których Bóg oddał w jego ręce. Kiedy poddani nie przestrzegają posłuszeństwa i miłości, Pan Bóg dopuszcza tyranię, kiedy panujący nie przestrzega miłości i łagodności, Pan Bóg dopuszcza rewolucję. Tyranie zwracają poddanych do posłuszeństwa, rewolucję zwracają panujących do łagodności. Oto podobnie jak człowiek wyprowadza złe z dobrego, które jest dziełem bożym, Pan Bóg wyprowadza dobre ze złego, które jest dziełem ludzkim. Dzieje nie są niczym innym, jak opowiadaniem o rozmaitych kolejach tej olbrzymiej walki między dobrem a złem, między wolą bożą, a wolą ludzką, między Bogiem najmiłosierniejszym a człowiekiem zbuntowanym.

Tam gdzie przykazania boże są ściśle wykonywane, gdzie książęta rządzą łagodnie, a ludy słuchają, łagodność i posłuszeństwo ożywiając miłością, to obopólne poddanie się rozporządzeniom bożym, wywiązuje się w pewien porządek społeczny, w pewiem ład towarzystki, w pewną pomyślność zarazem osobistą i wspólną, które nazywam stanem wolności. Stan to wolności rzeczywiście, bo sprawiedliwość tam panuje, a właśnie sprawiedliwość czyni nam wolnymi. Oto, na czym się zasadza wolność dzieci bożych, wolność katolicka. Wolność ta nie jest rzeczą określoną, szczegółową i konkretną, nie stanowi części składowej organizmu politycznego ani się liczy między rozmaite instytucje towarzyskie. Jest to coś innego a razem coś więcej; jest to przypadek ogólny dobrego rozporządzenia wszystkich instytucji, jakoby zdrowie ogólne organizmu, które więcej znaczy niż jeden członek zdrowy; jakoby życie ogólne ciała towarzyskiego i politycznego, droższe od życia jednej kwitnącej instytucji. Wolność katolicka równie jak dwie rzeczy, o których mowa, rzeczy wyśmienite między najwyśmienitszemi, znajdując się wszędzie, nie znajduje się wyłącznie w żadnej pojedynczej części. Wolność ta jest tak święta, że ją każda niesprawiedliwość rani, tak mocna a zarazem tak krucha, że z jednej strony wszystko ją ożywia, z drugiej najmniejsze nieporządne wstrząśnienie zachwiewa; tak kochająca że ludzi do miłości prowadzi; tak łagodna, że pokój między ludźmi czyni; tak cicha i skromna, że choć przyszła z nieba by zapewnić szczęście wielu, znana jest mało od kogo, niczyich oklasków nie wywołuje; sama ona nie wie jak się nazywa, a jesli wie to milczy i dzieje się, że świat nie zna jej imienia…

…Nic dziwnego, że tak sprzecznymi idąc drogami, katolicyzm i filozofizm tak odmienne dają owoce. Od osiemnastu wieków w katolicyzm na swój sposób dyskutuje, a ten sposób zapewnił mu zwycięstwo w każdej dyskusji. Wszystko wobec niego przemija, rzeczy czasowe i sam czas, on tylko jeden nie przemija. Katolicyzm pozostaje tam, gdzie go Pan Bóg postawił, niewzruszony wśród wielkich zawieruch, jakie sprawia życie ogólne. On jeden zyje życiem właściwym w świecie, w którym wszelkie życie jest do czasu. Na ciemnym padole, gdzie śmierć wszechwładna panuje, do niego jednego dostąpić jej nie wolno. By dać dowód sił swoich raz onn sobie powiedział: wybiorę wiek barbarzyński i cudami go moimi uświetnię; i wybrał trzynaste stulecie i ozdobił je czterema pomnikami najwspanialszymi z pomników, jakie wzniósł geniusz ludzki. Pomnikami, o których mówię były: Summa teologiczna Świętego Tomasza, Kodex de las Partidas Alfonsa Mądrego, Boska komedia Dantego i Katedra kolońska.

Racjonalizm od czterech tysięcy lat dyskutuje po swojemu, i cóż zostawił by unieśmiertelnił pamięć swoją? Oto zostawił dwa nieśmiertelne pomniki, Panteon, w którym leżą poobalane wszystkie filozofie i Panteon, w którym leżą poobalane wszystkie konstytucje.

Co się tyczy parlamentaryzmu, niepodobna mi o nim mówić. Zapytam się tylko, co by się z nim stało w narodzie prawdziwie katolickim, tam gdzie człowiek wie od swojego urodzenia, że winien jest Panu Bogu rachunek ze słów nieużytecznych?”

źródło: Juan Donoso Cortes – List do wydawcy dziennika Heraldo [1852]

podobne: Ks. Mariusz Sztaba: Jan Paweł II o wolności jako darze i zadaniu w życiu społecznym oraz: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? i to: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania  polecam również: Duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów czyli „Na tropie ukrytego Boga”… Niby, możesz… wszystko? a także: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości.

Jean Leon Gerome - Moses on Mount Sinai

Jean Leon Gerome – Moses on Mount Sinai

„…Nowożytna Anglia była pierwszym prawdziwie policyjnym państwem na świecie, a skutki działań owego państwa pierwsi odczuli na własnej skórze właśnie angielscy katolicy. Wobec odstąpienia króla Henryka od Kościoła, wobec pozwolenia na grabież mienia kościelnego i klasztornego, wobec całej tej ohydy spustoszenia, jaka przeszła przez Anglię ostatnich Tudorów, katolicy nie mogli zachowywać się biernie. A skoro nie mogli, okrzyknięto ich zdrajcami stanu i zmuszono do emigracji, tych zaś, którzy pozostali prześladowano w sposób, przy którym wszystkie szykany doświadczane przez innowierców na kontynencie, to bułka z masłem

…Wielu zostało złamanych, ale większość umierała za wiarę. Pamięć o nich została pogrzebana na kilka stuleci, w czasie których protestancka propaganda, podkreślała upiorną rolę jaką w dziejach odegrało Święte Oficjum, całkowicie pomijając prześladowania jakimi gnębiono katolików. Wspomnienia ojca Johna Gerarda, należą do nielicznych ocalałych relacji z tego czasu. Noszą one tytuł „Łowcy księży” i w zasadzie skupiają się na drobiazgowych opisach życia wspólnot katolickich w Anglii dobry elżbietańskiej, które żyły w ciągłym zagrożeniu. Co mogło spotkać katolika w Anglii za panowania dobrej królowej Elżbiety, katolika, który nie był księdzem, a jedynie zwykłym poddanym? Przede wszystkim konfiskata majątku ruchomego i nieruchomego, a gdyby uporczywie trwał przy swojej wierze – także śmierć. Mężczyzn zabijano podobnie jak księży, ale dla kobiet przygotowywano coś specjalnego….” (papug.pl coryllus – Łowcy księży)

„…Zaprowadzono mię więc pod jeden z ogromnych filarów drewnianych, wspierających szerokie sklepienie podziemia, i zaopatrzonych u góry w mocne obręcze żelazne. Włożono mi na ręce kajdanki, i kazano wstąpić na matę rusztowania, na dwa czy trzy stopnie wysokie. Potem mi podniesiono w górę ramiona, wpuszczono gruby drąg żelazny naprzód w obręcze kajdan moich w ręku, a następnie we wspomniane wyżej obręcze u góry filaru, i żelaznymi klinami takowy przymocowano. Dopełniwszy tych przygotowań, usunięto mi spod nóg stopień, na którym stałem, wskutek czego ciało moje pozostało zawieszone w powietrzu za ręce. Ponieważ jednak i tak jeszcze końcami palców u nóg lekko dotykałem ziemi, a nie było sposobu podnieść mię wyżej, innego przeto użyto środka, i ziemię spod nóg mi odgarniono…” (Fragment książki do kupienia tu: Księgarnia Coryllusa)

podobne: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  oraz: Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła i to: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).

Gustave Dore - The Christian Martyrs

Gustave Dore – The Christian Martyrs

Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą.


Adam Wycichowski niewolnik - konstruktywne wotum zaufania

Adam Wycichowski niewolnik – konstruktywne wotum zaufania

„…Układy wiążą ręce, spajają struktury korupcji zależnościami, hakami, zastraszaniem, wpływami i możliwościami. Pozwalają na karierę w świecie na pograniczu przestępstw i kuszą łatwymi ogromnymi zyskami. Manipulacje wciąż sączące się z niektórych mediów podają setki „słów-kluczy” paplanych potem w większości bezmyślnie przez uczestników wieców KOD. Gdyby któreś z tych zjawisk było przyczyną wciąż utrzymującego się poparcia dla postkomunistycznego obozu PO+KOD+N+SLD wystarczyło by zaproponować nowe skuteczne układy, albo wyjaśnić błąd w rozumowaniu. A tymczasem wyjaśnienia nic nie dają, możliwość uczciwej pracy nie jest atrakcyjna, a jeśli fakty przeczą przekonaniom to tym gorzej dla faktów. Obserwując poczynania tych ludzi, słuchając tego co wykrzykują ma się wrażenie uczestnictwa w jakimś absurdalnym wiecu paranoików.

Prawdziwą przyczyną, leżącą u podstaw tego stanu rzeczy jest mentalność. To głębokie poczucie, charakter w którym dobrze się czuje nasze własne „ja”, coś na czym sami budujemy swój światopogląd, a nawet przekonania religijne czy gust artystyczny.

Zastanówmy się dlaczego widzowie TVN na ogół oglądają doniesienia z tej stacji a czytelnicy Gazety Wyborczej czytają te doniesienia? Ludzie ci, słysząc np. o rozróbach pod Sejmem, wiedzą dobrze kogo chcą popierać i po jakiej stronie konfliktu chcą być. Brakuje im jednak jednej rzeczy – argumentów do potwierdzenia słuszności swojego wyboru. Nie szukają niezależnej obiektywnej oceny. Szukają argumentów poparcia stanowiska które zajmują ZANIM zorientują się w faktach. TVN, GW podają im takie „słowa-klucze” – jak łamanie demokracji, wolne media, itp. Nienawidzą „Kaczyńskiego”, ale gdyby go zabrakło nienawidzili by kogoś innego…

…Co więc zrobić aby sytuacja wreszcie zaczęła się zmieniać?

Trzeba pracować nad mentalnością. Nie jest to łatwe i niestety prawie nikt tego nie robi, z tej racji, że nawet często nie rozumie że takie zjawisko istnieje. To nie praca doraźna. To nie doraźny szybki zysk polityczny czy medialny. To praca na lata i pokolenia, bo tak, mentalność przechodzi z pokolenia na pokolenie. Chociaż każdy z nas jest wolnym, niezależnym człowiekiem, to jednak w ogromnej większości typ mentalności dziedziczymy po długiej linii przodków opowiadających się albo za istnieniem uniwersalnych wartości, albo ich brakiem i „samowolką” moralną.

Dlatego nasze dyskusje w mediach społecznościowych nie przekonują prawie nikogo, ani z jednej ani z drugiej strony. Zacietrzewiają nas tylko nawzajem. Dlatego 30% POstKODmuNy wciąż łącznie waha się koło takiej liczby. Partyjki te odbierają sobie trochę elektoratu, ale suma pozostaje niezmienna. To co się zmienia to postępująca od 30 lat radykalizacja. W latach 90-tych sporo ludzi nie opowiadało się tak zdecydowanie za jednym czy drugim obozem. Trochę osób, widząc koszmar poprzednich lat owszem zmieniło preferencje wyborcze i opowiada się za jaką grupą prawicową. Nie łudźmy się jednak że to się utrzyma. Te osoby jeszcze przez pokolenie nie będą pewne swoich przekonań. Gdy nadarzy się okazja powrotu do dawnej opcji szybko z niej skorzystają i niestety będzie to wtedy wielki radykalista. Możemy przypuszczać że właśnie takimi osobami są te, które miały chwilowy epizod bycia w partiach prawicowych a obecnie pojawiają się jako celebryci na wiecach KOD.

Zacznijmy więc wreszcie świadomie pracować nad mentalnością Polaków, nad odpowiedzialnością mądrością i uczciwością, aby stały się one na powrót, jak w czasach Pawła Włodkowica czy Kopernika naszymi narodowymi cechami. Obecne rozruchy pod sejmem są efektem tego, że przez rok nie zrobiono w tej kwestii praktycznie nic. Jeśli nie zaczniemy tego robić TERAZ to kolejne wybory przywrócą stan bełkotu gładkich słów Donalda Tuska, zarozumiałych pokrzykiwań Ewy Kopacz, prymitywnych wygrażań Stefana Niesiołowskiego, wymachiwania plastikowymi członkami Janusza Palikota i wielu, wielu szemranych interesów wąskiej grupy międzynarodowych cwaniaków.” (Marcin Niewalda • naszeblogi.pl – Dlaczego POstKODmuNa ma wciąż 30% poparcia?)

podobne: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

Nie wiem czy za czasów Pawła Włodkowica (czy Kopernika) naszymi narodowymi cechami były tak jak sugeruje autor artykułu mądrość i uczciwość, bo tych dwóch to za mało żeby całą populację tamtych czasów w owe cnoty przez aklamację ubierać, ale oczywiście jest dziś nad czym pracować w kwestii mentalności Polaków. Jednak nie tylko tych umownych 30% (ciekawe skąd taki właśnie przydział) ale można z całą pewnością powiedzieć że nad KAŻDYM, który wykazuje objawy ukąszenia socjalizmem. Choroby która usprawiedliwia rabowanie ludzi pod pretekstem „państwa opiekuńczego”. Bo to jest tak naprawdę główny problem tej całej komuny (Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?), a nie jakaś grupka ludzi która nie chce się pogodzić z tym że ich ukochana demokracja z nich zakpiła, i odsunęła od koryta dzięki któremu mogli sprawować (za odpowiednią dla siebie prowizję) nad narodem „opiekę” nazywaną również „sprawiedliwością społeczną”. Którą na dużo wyższym poziomie uprawia teraz ktoś inny kupując sobie vox populi za jego własne pieniądze. Ta gierkowska taktyka wzbudza największą desperację w głowach dzisiejszej opozycji, której zabrakło sprytu nie liczenia się z „procedurą nadmiernego deficytu”. PIS natomiast nie ma z tym żadnego problemu a przy okazji pokazuje komu służy, oraz o co naprawdę chodzi unijnym demokratom – wepchnięcie nas jeszcze głębiej w uzależnienie od banksterskiej lichwy (W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?)

Cytowana skarga dotyczy wprawdzie tylko jednej ze stron trwającego od ponad roku na polskiej scenie politycznej konfliktu, a w zasadzie od roku przybierającego na sile, gdyż w rzeczywistości konflikt ów trwa od bardzo dawna (od poróżnienia się Kaczyńskich z Wałęsą). Konfliktu między jak się ich nazywa (nie wiadomo czemu) „liberałami” czyli obecną opozycją wywodzącą się głównie z dawnej Unii Wolności/Demokratycznej, a tzw. „prawicą” (również nie wiadomo czemu) czyli obecnym rządem, którego korzenie sięgają dawnego Porozumienia Centrum. Skarga ta jest jednak na tyle tendencyjna i powierzchowna w swej opinii, że sformułowanych w niej pretensji i zarzutów wobec „opozycji” można równie dobrze użyć przeciwko stronie rządowej. Wystarczy w miejsce wymienionych partii i mediów opozycyjnych wstawić odpowiedniki drugiej strony a tekst będzie równie uczciwy i trafny… No może za wyjątkiem kultury której strona rządowa w owym konflikcie wykazuje jednak więcej, czego nauczyła się za czasów bycia wieloletnią opozycją nie licząc epizodu z AWS (który tworzyły kiedyś obie dziś zwalczające się strony) i dwuletnich rządów w koalicji z LPR i Samoobroną.

Co prawda zwolennicy rządu uważają że przyczyną awantury są legislacyjne pomysły PISu, ale jest to przekonanie w moim mniemaniu bałamutne. Wściekły opór „obrońców demokracji” nie jest podyktowany heroiczną walką „dobrej zmiany” z komuną i jej przywilejami, bo sama „dobra zmiana” wprowadziła już taką masę niebezpiecznych dla obywateli pomysłów rodem z manifestu komunistycznego, że poprzednicy mogą się schować. Sama też z przywilejów pośrednika „redystrybucji” (na kredyt) korzysta. Więc jak to mówi Pan Michalkiewicz „choć wiele się zmieniło to wszystko zostało po staremu”. Kolejne ekipy rządowe (rzekomo wrogo do siebie nastawione i o „innych tradycjach”) po sobie następują, ale „model kapitalizmu kompradorskiego nawet nie drgnął”. Polacy są coraz bardziej wyzyskiwani podatkami, zadłużani i coraz głębiej wpychani w niewolę babilońską u międzynarodowej lichwy. Nic z tego co sobie uchwalił w ostatnim czasie PIS, nie zasługuje na miano doniosłego dokonania, sprawiedliwości dziejowej, tudzież rozliczenia z poprzednim układem. Ani te pół miliarda zabrane UBekom (które i tak skonsumuje rząd a nie naród), ani ograniczenie swobody dziennikarskiej w Sejmie w niczym POprzednikom i KODomitom nie zagroziły. Nie zagroziły też „starej komunie”, bo obniżenie emerytur do poziomu 2 tys. zamiast osądzenia, zasądzenia więzienia i odszkodowania za popełnione zbrodnie (o ujawnieniu nazwisk i powiązań starej komuny z obecnym KODem nie wspominając), to naprawdę nie jest sukces na miarę zmiany jaką zapowiadał PIS zanim doszedł do władzy. Można się tu czarować że lepsze to niż nic, ale faktem jest że to wojny „polsko-polskiej” nie zakończy. Choć może i zakończy jak tylko narobi się odpowiednio dużo szumu żeby każdy niewtajemniczony nabrał przekonania jaka to wielka krzywda (a z drugiej strony prawo i sprawiedliwość) nareszcie po tylu latach się dokonała 🙂 Tak jak w przypadku wyroku sądu z Krakowa który postanowił w dość ciekawy sposób załatwić sprawę „polskich obozów zagłady” o czym można przeczytać tu: Mistrz pługa – Gdy kopanie w du*ę nie obraża

A teraz wszyscy do roboty bo ktoś musi zapłacić za kolejną kiełbachę w postaci „mieszkaniaplus”. Niech nikt nie myśli że te 0,5 mld PLN wytrzepane z takim bólem z kieszeni UBekrów (pod pretekstem ekonomicznym a nie żadnej „sprawiedliwości społecznej” o której bredzi Błaszczak), wystarczy na zadowolenie „nowej klasy średniej” – prawdziwego celu zrównoważonego niedorozwoju, do czego niedawno przyznał się głośno sam oberpremier Morawiecki. Niepokojące nie jest więc to co się dzieje między politykami, ale skutki podniecania ich wyznawców nieproporcjonalnie do tej żenującej sytuacji przez władzuchnę, która z grupki ewidentnie bezradnych frustratów ze śladowym poparciem nawet wśród swoich wyborców zrobiła „hybrydowy zamach stanu”. Po co? Obawiam się że po to aby usprawiedliwiać własną nieudolność póki co opartą o publiczne rozdawnictwo, choć doskonale wiedzą jak to się dla państwa (czyli dla nich) skończy kiedy kasy zabraknie. Bo ani „jednolity podatek” nie wystarczy ani te pół mld. żeby zaspokoić gierkowskie plany „dobrej zmiany”.

Za sukcesem tego typu ludzi jak Kijowski (innych skompromitowanych nie wspominając) kryje się zawsze safandulstwo władzy…. Bo ten BenyHil polskiej sceny rozrywkowej (a nie politycznej) został wywindowany na piedestał i jest nadmuchiwany głównie przez prorządową propagandę. Przecież nikt tego typa nie poważa na podstawie tego co pisze i mówi na jego temat prasa lewicowa, i to niezależnie od teorii kto go do czynu popycha (prócz własnych ambicji). Ten pan nie potrafi opowiadać o rzeczach ważnych, nie stoczył też ani jednej bitwy na argumenty z poważnym przeciwnikiem politycznym, a wszystko na co go stać to populistyczne oderwane od rzeczywistości emocjonalne kwiki do zbiegowisk które nazywane są „demonstracjami” KODu. Dlaczego więc PIS robi z kogoś takiego Brutusa, skoro to istny Dyzma. Czemu kreują to coś co łazi po ulicach (łącznie ze Schetyną i Petru) na siłą polityczną zdolną obalić rząd? I jak widać dobrze im to wychodzi, bo część zwolenników „dobrej zmiany” wpadła po ostatnich wydarzeniach w prawdziwą histerię. Co to za rząd który boi się garstki kabareciarzy, a jedyną reakcją obronną na jaką go stać to wywoływanie histerii? Ten kanapki przyniósł, a tamten telewizję wyłączył, jeszcze inny na ulicy się położył i udawał martwego. Po co robić z tego jakąś wojnę hybrydową? Dość spojrzeć zimnym okiem od czego się zaczęło – od dwóch durniów/prowokatorów i ich pogaduszki na mównicy. Bo do tanga trzeba DWOJGA. A teraz dołączają rzesze „zmartwionych” i „przestraszonych” (nie wiadomo czym) wyborców/sympatyków by przejąć pałeczkę po tych prowokatorach. I pompują balon do niewyobrażalnych rozmiarów. Ten kto przykłada do tego rękę sam będzie miał ewentualną krew na rękach… Proponuję wyborcom jednej i drugiej strony spojrzeć na to co się dzieje z dystansu, i nie dać się rozgrywać w tak prymitywny sposób.

Jeśli jednak mamy do czynienia z prawdziwym zagrożeniem (bo np. premier coś wie dzięki służbom) to ja nie rozumiem dlaczego ciągle istnieje coś takiego jak zastrzeżony zbiór w IPN. Dlaczego raport i aneks do raportu z „likwidacji WSI” wciąż jest tajny i gdzie są kwity z szafy Kiszczaka na tych z „aureolą”… O innych „miażdżących audytach”, „śledztwach” CBA, archiwach do których Kamiński (ten od skręcania afery gruntowej) ma klucze nie wspominając? PIS nas od dawna przekonuje że to są gotowe wyroki skazujące dla „zdrajców” więc czemu z tego nie korzysta, ale pozwala na ten cały cyrk urządzany dziś na ulicach i w Sejmie. Jeśli takowe kwity istnieję, to przecież władza ma uczciwy pretekst (ba! podstawę prawną) do osądzenia, spiskowców, oraz skazania, i nałożenia na ich mocodawców z dawnego systemu odszkodowania za popełnione zbrodnie. Dlaczego tego nie robi ale bawi się w podchody i prowokacje którym sam się podkłada, o ile specjalnie nie prowokuje rękami takich jak ten pożal się „marszałek” Kuchciński. Moim zdaniem chodzi o odwracanie uwagi od dużo ważniejszych problemów, które nie dotyczą ich (władzy) tylko nas (obywateli). Dlatego urządzają nam cyrk, którego najlepszym symbolem jest niejaki Diduszko który udawał że go zabili… Tylko się kłaść jak on… ze śmiechu…Dlatego najbardziej podobała mi się wypowiedź jednego z niewielu trzeźwo patrzących (bez podniecania się) komentatorów, który nazwał to coś jak należy – papierowym przewrotem. Wieloznaczność tego stwierdzenia i wątki z „wydarzeń” jakie do niego pasują wprost (kartki trzymane przez opozycję w Sejmie) i w przenośni (faktycznego ciężaru i siły ulicznego „puczu”) jest naprawdę szeroka 🙂 Swoją drogą to niesamowite ilu „poważnych” zdawałoby się ludzi naprodukowało bzdur do i na temat tego „dramatu”. Najlepsi są ci od opowieści „co by było gdyby”, i jaki to straszny zamach stanu się odbywa, próbując w ten sposób podniecać zgromadzony przed telewizorem naród, by potem posłać go na barykady w obronie demokracji, której każda ze stron używa jak jakiegoś zaklęcia od którego fanatycy dostają spazmów i histerii. Ludzie opanujcie się.

Myk z tzw. „mediami” to rzecz jasna kolejny już krok na drodze ku „wolności”… od niewygodnych i czasem wstydliwych dla władzuchny (ale dla obłudników z opozycji też) informacji. Pierwszym była ustawa inwigilacyjna pozwalająca odpowiednim organom śledzić i gromadzić bez podawania uzasadnienia dane na temat obywateli. Wprowadzono też przepisy zwiększające koszt prowadzenia blogów: „Koszty prowadzenia bloga już nie są dla fiskusa kosztami prowadzenia działalności gospodarczej. Resort finansów wydał interpretację podatkową, która może mocno uderzyć po kieszeni osoby zarabiające w ten sposób. Wolta ministerstwa w tej sprawie podaje w wątpliwość deklarację wicepremiera Morawieckiego o stabilności i przyjaznej interpretacji prawa, jakie złożył, prezentując Konstytucję dla biznesu..” (Jacek Bereźnicki – Mateusz Morawiecki uderza w blogerów. Gdzie obiecana stabilność prawa i przyjazna interpretacja przepisów?). Jakiś czas temu podjęto też decyzję o kontynuowaniu polityki POprzedników ograniczając prawo do „spontanicznych zgromadzeń publicznych”: „…Zgodnie z nowymi zasadami ustawy o zgromadzeniach, jako manifestacje „cykliczne”, będą one miały priorytet, mniej więcej taki sam, jak procesje w święto Bożego Ciała. To podobieństwo nie jest zresztą wcale przypadkowe, bo liturgia smoleńska jest elementem rodzącego się na naszych oczach kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego…” (Stanisław Michalkiewicz – Ku konfrontacji). Najnowszy pomysł tych co to niby budują społeczeństwo obywatelskie, to oczywiście „certyfikowany” dla dziennikarzy dostęp do widowiska pod nazwą „Sejm”. Błaszczak zaś przywraca obowiązek meldunkowy żeby było łatwiej odnaleźć prawdziwych wichrzycieli a nie tych pajaców łażących z flagami po ulicach i wykrzykujących dziwne hasła, albo przewracających się pod ciężarem własnej głupoty. Żeby było wiadomo pod jaki adres wysłać takie czy inne postanowienie/wyrok/egzekucję, a procedura wszczęcia ścigania/rabunku była skuteczna (reszta może się wszak odbyć zaocznie)… Jak ktoś nie widzi co tu się wyrabia to współczuję i dlatego uważam że w swoim czasie co niektórzy obecni apologeci tego „prawa i sprawiedliwości” obudzą się z ręką w nocniku… i będą bardzo źli na „swoich” (ale nie na własną naiwność). Przy okazji polecam odnaleźć wypowiedź doradcy Pana Dudy (niejakiego Zybertowicza zwanego profesorem od socjologii) dotyczącą internetu i nowoczesnych technologii komunikacyjnych, które uważa za ZAGROŻENIE. Na podstawie tego co z siebie wypluł można go uznać za wybitnego przedstawiciela neoluddyzmu (Wiki definicja trafnie to określa) czyli buntu przeciwko nowoczesnym narzędziom/maszynom.

Dziś takim narzędziem zagrażającym wszystkim szamanom i leśnym dziadkom „dobrej zmiany” ale nie tylko, bo Gazeta Michnika również przeżywa poważny kryzys monopolu na prawdę (i nie mam tu na myśli tylko naszego „nieszczęśliwego kraju), jest właśnie Internet, a wszelkiego rodzaju świry w nim istniejące są „tylko” ale wymarzonym pretekstem dla wszelkiego rodzaju ustaw „o bezpieczeństwie” oraz ACTA. Ostatnio wyczytałem (właśnie w internecie) że Chiny wystąpiły do USA z propozycją współpracy w zakresie kontroli internetu. Widocznie rządy i fejsbuk słabo się spisują, i ogłupianie ludzi nie idzie tak jak sobie zaplanowali „ci co wiedzą lepiej”. Wiedzą też jaką siłą jest internet, więc nie potrzebują tej jego części której nie są w stanie zneutralizować swoją propagandą czy kontrolować… A i w Niemczech ktoś ważny niedawno chlapnął że trzeba z internetem zrobić porządek. Ciekawe czy Gmyz będzie nam za jakiś czas również i w tej kwestii stręczył „zachodnie standardy” jak to zrobił odnośnie „dziennikarstwa politycznego”. Które nie tylko według niego wypadało ucywilizować w Polsce, a co stało się w rzeczywistości pretekstem opozycji do „obalenia rządu”. Jeżeli to „ucywilizowanie” ma doprowadzić do takiej „normy” jaka miała miejsce po sylwestrze w Kolonii to ja dziękuję. Lepiej nie kopiujmy z Niemiec żadnych standardów.

Atak na „Internety” trwa bo to jest ostatni bastion autentycznie wolnej myśli która stanowi zagrożenie dla rewolucji luddowej. Chodzi o zniszczenie konkurencji na każdym polu ludzkiej myśli i działalności, oraz o odcięcie od niezależnych od propagandy rządowej źródeł informacji, żeby korpo i rządy mogły nas strzyc do woli bez żadnego już tłumaczenia się przed ludźmi. Jak powiedział klasyk: „…Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu… Mmmm… Tak, nie… Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.”  (Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury)

Jak to powiedział Longinus Podbipięta do Rzędziana: „Dobrze, rybeńko ale ty nam powiadaj o Bohunie, nie o gruszkach…” 🙂 przejdę więc do konkluzji. Warto bowiem przyjrzeć się rzeczywistym skutkom tego cyrku poszukując przyczyn i celów które leżą gdzie indziej niż nam to próbuje przedstawić oficjalna propaganda jednej i drugiej strony.

Cyrk w Sejmie i na ulicach zdechnie z głodu natychmiast jak tylko rząd (celowo tudzież przypadkiem) SAM przestanie go karmić i pompować do absurdalnych rozmiarów. Bo tu nie ma żadnego zamachu stanu a jest zwykła walka o koryto między postmagdalenkowymi układami o to kto będzie doił podatników. Jako obywatele stojący na końcu łańcucha pokarmowego nie mamy żadnego interesu żeby podniecać się i uganiać na ulicach za prowokacjami jak jakieś psy za kością, tylko dlatego że obie strony są wyjątkowo bezczelne (Psy się gryzą na podwórzu a kruk krukowi oka nie wykole…). Jest więc straszno i śmieszno. Śmieszno bo dość spojrzeć chłodnym okiem na to jak ci dorośli i poważni ludzie się zachowują, a straszno dlatego że (tu powtórzę raz jeszcze)  „prawa strona” zwana dla niepoznaki „rządową” która stoi tam gdzie stoi (a nie tam gdzie mówi że stoi) spija póki co albo pianę z piwa którego naważyła tj. własnej nieudolności, albo śmietankę z celowego prowokowania cymbałów z komunistycznym rodowodem, po to żeby ich wybryki spędzały sen z powiek wyborcom, i żeby nie widzieli tego jak ich Pan Morawiecki wpycha w maszynkę (nie)zrównoważonego niedorozwoju. Póki co cały ten „zamach stanu” jak go niektórzy nazywają traktuję wyłącznie jako prowokację i okazję jednej i drugiej strony do antagonizowania społeczeństwa i próbę zaangażowania go w sposób bezpośredni (łącznie z fizycznym) w interes partyjny, żeby na ulicy polała się krew dając w ten sposób powód zarówno władzy jak i „opozycji” do ostatecznego rozstrzygnięcia bez ruszania archiwów i haków, które służą szantażom, układom, i trzymaniu na smyczy swoich UBeków, oraz wiecznej wojnie którą karmiony jest naród w imię zasady dziel i rządź (TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego).

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

„…aby człowiek szaleństwem, przed świętami
zaraził się i też pustym obłędem
aby nie wiedział co jest dobre
a co jest karygodnym błędem
i tak odwieczny wróg będzie krzyczał
kopytami po karkach będzie wierzgał
bruk będzie wyrywał, ludzkimi rękoma
flagami obcych machał, dla uciechy imperiów
wkraczał będzie w te niewidzialne sieci
w szklanych kulach, stworzonych ku kontroli
będzie mówił o utraconej wolności
samemu tą wolność dzień w dzień zabierając
bo od lat jego rodzaj walki nie zmienny jest
wpierw dzieląc mówi, że inni dzielą…”

Zczarny – “historyczne kopyta imperiów”

Osobiście z tego wszystkiego co się ostatnio u nas (i nie tylko u nas) wydarzyło oczekuję od władzy że nikogo nie będzie przepraszać ale zajmie się konkretnymi czynnościami sprawdzającymi i na ich podstawie podejmie stosowne decyzje. Zarówno w sprawie zamachu w Niemczech z udziałem polskiego kierowcy (czy nie była to prowokacja i przez kogo zaplanowana), jak też w sprawie KODu czy nie ma tam ludzi poważnie i praktycznie planujących zamach stanu. Oczekuję również że natychmiast poprawi regulamin Sejmu, a do tego czasu dopuści (wyszkolonego w prowokacjach) Szczerbę do głosu żeby mógł dalej udowadniać że regulamin trzeba zmienić. W mediach (podobno rządowych) zamiast pokazywać migawki z „męczeństwa” jednych i drugich, tudzież dziennikarzy którzy sami pchają się gdzie nie trzeba, wystarczy pokazywać uśmiechnięte ryje opozycji i piknikowy nastrój jaki panuje na ich demonstracjach oraz w sali Sejmowej. To po pierwsze rozładuje niepotrzebne napięcie w „narodzie” a po drugie pokaże prawdziwą twarz tego „męczeństwa”. Najbardziej z tych wszystkich wydarzeń interesuje mnie jednak co władza zamierza zrobić z tym, że nasza telewizja nie dysponuje swoim sygnałem. Bicie piany kto personalnie do tego doprowadził nie powinno przesłaniać w pierwszej kolejności przywrócenia stanu normalności i bezpieczeństwa w tej kwestii. Oczywiście warto sprawdzić pod kątem legalności i działania na szkodę bezpieczeństwa, kto personalnie za to odpowiada.

Do tego czasu zamiast łamania się pod publiczkę opłatkiem już na kilka dni przed Wigilią, zamiast obłudnego śpiewania kolęd, pieśni patriotycznych i „Murów” Kaczmarskiego (których treści ani intencji kompletnie  nie rozumieją), proponuję wszystkim spadkobiercom okrągłego stolca żeby zanucili sobie inną, bardziej adekwatną do tego skąd się wzięli i co wyrabiają balladę O ubocznych skutkach alkoholizmu. Życząc sobie (nie znaczy że naiwnie wierząc) że obecna władza zreflektuje się w końcu, i zrobi to co do niej należy. Przestanie kopać w klatkę licząc że małpa znowu zrobi coś śmiesznego, żeby ludzie nie nasiąkali atmosferą absurdu aż do obrzydzenia i agresji, a już tym bardziej żeby nie prowokowała małpy do rozlewu krwi. Bo choć polityką zawodowo się nie zajmuję, to wiem czego oczekuję od polityków, dzięki czemu potrafię odróżnić mężów stanu od klaunów, cwaniaków i agentury. Oczekuję tego co można wyczytać z fragmentu pamiętnika Pana Korwin-Milewskiego. Geniuszu retoryki, przenikliwości, dalekowzroczności, skuteczności i elegancji, ale nie kosztem czasu, pieniędzy a może i krwi Polaków. Dzisiejsze mężyki stanu to przy tym panisku pełną gębą co najwyżej liche tło… (Odys)

„…podczas zawieszenia posiedzenia zbliżyli się do mnie, stojącego we framudze drzwi prowadzących do sąsiedniego pokoju, dwaj wpływowi członkowie dumskiego Koła i zapytali o moje zdanie. Odpowiedziałem im prawie dosłownie: „Mnie daleko mniej interesuje treść waszego projektu niż metoda, którą będziecie go przedstawiali i popierali. Kiedy będziecie się trzymali metody układów i wzajemnej zgody, to proście sobie choć o oddzielne wojska i mundury napoleońskie jak przed 1830 rokiem, bo wiadomo, że układ jest to targ, gdzie każda strona ma w zapasie coś do ustąpienia. Lecz kiedy, jak powiadają; zamierzacie panowie stawić kwestię na ostrzu noża, w formie ultimatum, albo nadanie formalnej autonomii, albo odmowa przejścia do rozpatrzenia budżetu, to gracie grę nadzwyczaj niebezpieczną. Nie mogę wszystkiego powiedzieć, bo jestem związany obietnicą dyskrecji, lecz wiem, że obecnie rząd formalnej autonomii wam przyznać nie to, że nie chce, lecz nie może. Przejście zaś przez Izby budżetu jest mu niezbędne i odrzucenia go nie zaryzykuje. Zatem będzie to nieprzejednany konflikt. A w tym konflikcie spotkają się z jednej strony ogromne państwo z wojskiem, może nie ciekawym, lecz milionowym, a z drugiej strony tylko języki, może dzielne, lecz w liczbie trzydziestu czterech. Ja bym za nic na świecie na taki konflikt nie poszedł, targowałbym się, przyjąłbym to, co można wyrwać, i czekałbym nowej pomyślnej okoliczności.”

Na to jeden z moich słuchaczy, którego miałem i mam (bo jeszcze żyje) za bardzo roztropnego, odpowiedział mi: „Ale cóż możemy zrobić, kiedy Warszawa na nas wywiera nacisk, o którym pan pojęcia mieć nie może?” – „Przepraszam, ja o nacisku mogę mieć pojęcie, lecz nie pojmuję, żeby w tak żywotnej dla narodu kwestii można było jemu ulegać. Jestem sam wybranym przedstawicielem mojego wileńskiego społeczeństwa, ale nie uważam siebie za komisjonera, lecz jako zaufanego pełnomocnika. Gdyby mi postawiono wymagania, których sumiennie wypełnić nie mogę bez jawnej szkody dla sprawy to bym postąpił po swojemu, a potem powiedziałbym moim wyborcom: tak postąpiłem, bo tak mi nakazywało sumienie, a kiedy nie jesteście z mego postępowania zadowoleni, to obierzcie sobie mędrszego.” Na to mój pan poseł jakby z westchnieniem: „Łatwo panu tak mówić, panie Milewski, który możesz jak chcesz wyrzec się i mandatu, i polityki bez żadnej szkody dla pańskiej sytuacji światowej lub majątkowej, a my jesteśmy we wszystkim od naszej partii i naszych wyborców zależni.”

I to jest przekleństwo, które ciąży we wszystkich krajach, nawet daleko więcej od naszego rozwiniętych, nad tak zwanymi zawodowymi politykami; dla nich zajęcie się sprawami publicznymi stanowi nie ukoronowanie ich kariery, lecz samą karierę. Muszą w końcu nie dziś to jutro stać się nie kierownikami, lecz pokornymi sługami tego niepoczytalnego stada, jakim się staje w chwilach podniecenia wszelkie liczne zbiorowisko nawet wykształconych ludzi.

W takich warunkach rozwiązanie drugiej Dumy okazało się koniecznością nie mniej nieuniknioną niż rozwiązanie pierwszej; lecz Stołypin był zanadto mądry, żeby się doczekać formalnego odrzucenia dyskusji budżetowej i wobec stu kilkudziesięciu milionów mużyków przyznać się, że car rozwiązuje Dumę dlatego, że ona chce, żeby lud nie płacił podatków i akcyzy za wódkę. Daleko korzystniejsze było hasło: my rozwiązujemy Dumę dlatego, że część jej członków projektuje cara zamordować, a Duma ich nie wydaje.

Szczęśliwa gwiazda Piotra Arkadjewicza ten pretekst mu nastręczyła. Oczywiście uprzedzona przez jakiegoś zdrajcę policja przyłapała na gorącym uczynku całą paczkę spiskowców w trakcie, kiedy w konspiracyjnej kwaterze na Newskim Prospekcie z bibułą i wszystkimi potrzebnymi dowodami naradzali się nad rozpropagandowaniem i zbuntowaniem kilku w stolicy konsystujących pułków. W spisek było zamieszanych dwudziestu dwóch członków Dumy, między innymi wyżej wspomniany Cereteli1. Stołypin chwycił się tego, wymagał natychmiastowego wydania tych dwudziestu dwóch spiskowców i Duma by nie odmówiła, lecz bardzo słusznie jej komisja domagała się umotywowania podejrzeń na każdego oskarżonego poszczególnie. Stołypin to przyjął jako odmowę i pod tym pretekstem znienacka Dumę rozwiązał. Na posiedzeniu w sobotę 5/18 czerwca odczytano nam ukaz cesarski, odraczający zajęcie Izby Wyższej do l listopada 1907 r. A nazajutrz wyszedł słynny ukaz 6/19 czerwca, na mocy artykułu 87 praw zasadniczych wydany, zatem pozbawiony wszelkiego cienia legalności, który wnosił do ordynacji wyborczej Izby Niższej bardzo ważne zmiany, a mianowicie:

Co do Królestwa Kongresowego i Kresów jednym pociągnięciem pióra zredukowano ich przedstawicielstwo w Kongresówce z 34 posłów na dwunastu pod pretekstem do pewnego stopnia usprawiedliwionym przez postępowanie ostatniego Koła Polskiego, że „nie można dopuścić, aby grupa obcoplemieńców stała się arbitrem losów narodu rosyjskiego”…” (reszta u coryllusa tu: Hipolit Korwin Milewski o Dmowskim i posłach do Dumy)

podobne: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji. oraz: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. a także: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ.

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji)


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Piąty października 2016 roku przejdzie do historii polskiego parlamentaryzmu. Oto posłowie PiS, powołujący się niezmiennie na nauczanie Kościoła i twierdzący, że to za ich rządów „dumna Polska wstaje z kolan” sprzeciwili się naukom Jana Pawła II i wyraźnie przestraszyli się manifestacji wulgarnych aborcjonistek i europejskiej lewicy. Oszukali swoich wyborców i zdradzili skazywane na śmierć dzieci.

Każdemu, kto obserwował dzisiejsze wydarzenia w Sejmie towarzyszyć musi uczucie ogromnego niesmaku. Cała Polska widziała bowiem, jak poseł PiS – pełniący tego dnia obowiązki przewodniczącego komisji sprawiedliwości – Andrzej Matusiewicz, w trybie niezgodnym z przepisami wykonywał polecenia przełożonych, którzy nakazali mu szybkie odrzucenie projektu. Regulamin Sejmu wskazuje wyraźnie, że zwołanie komisji musi nastąpić na trzy dni przed posiedzeniem – uczestników dzisiejszego posiedzenia jednak wezwano SMS-em na kilka godzin przed jego rozpoczęciem. Był więc to wyraźny wybieg, niezgody z sejmowym regulaminem, zorganizowany tylko po to, by odciąć się od projektu ustawy pod którym podpisało się ponad pół miliona obywateli – w miażdżącej większości wyborców PiS.

Po co PiS-owi ten mini-zamach stanu? Po to, by w Polsce nadal obowiązywał krwawy kompromis aborcyjny, zgodnie z którym wolno zabijać nienarodzone dzieci. Dziś na niby-posiedzeniu komisji sprawiedliwości fani polityki doświadczali prawdziwej uczty – na ich oczach bowiem cyniczni kabotyni z partii rządzącej próbowali na siłę odrzucić projekt, a opozycja na siłę… chciała pozostawić go w Sejmie, wyłącznie po to, by przez media wciąż przetaczał się antypisowski walec. Ludzie, którym bardziej niż polityczne gierki odpowiada katolicka moralność otrzymali dziś cios w plecy. Od ludzi, którym – nierzadko bezgranicznie – zaufali.

Z jakiego powodu rządząca „prawica” zadała cios milionom polskich katolików? Mamy uwierzyć, że przestraszyła się „Gazety Wyborczej”? Przecież pismo to szkaluje PiSowców z każdego powodu, a żaden jego czytelnik nigdy na tą partię nie zagłosuje, zakaz aborcji niczego by tu nie zmienił. Czyżby więc PiS przestraszył się wściekłych aborcjonistek ubranych na czarno? A może debaty w Parlamencie Europejskim? Takie są teraz priorytety Prawa i Sprawiedliwości? To feministki i europejscy neo-komuniści są autorytetami partii rządzącej? Czym więc różni się ona od Platformy Obywatelskiej czy .Nowoczesnej?

Wygląda na to, że prezes PiS wolał kultywować ulubionego świętego niejednego polskiego naczelnego katolika wśród polityków. Jaki to święty? Święty spokój. Jest ważniejszy niż spokój własnego sumienia polityków pozwalających na mordowanie niewinnych dzieci w majestacie prawa. Jednak posłowie PiS zapowiadali podczas pierwszego czytania w Sejmie, że poprą projekt. Występowali na mównicy, oklaskiwali projektodawców, głosowali za tym projektem. Oczekujemy więc, że nie zmienią zdania w przeciągu zaledwie kilkunastu dni, i mimo wszystko – skierują projekt do dalszych prac.

Żenującym wręcz kłamstwem są wypowiedzi prominentnych PiS-owców mówiących o tym, że odrzucili projekt antyaborcyjnej ustawy ponieważ są przeciwni karaniu kobiet. Aby nie karać kobiet, ale prawnie zakazać aborcji wystarczyło na jednym posiedzeniu komisji odrzucić jeden punkt tego projektu, a nie całą ustawę! To obrzydliwa hipokryzja posłów, którzy nagle odkryli, że rzekomo nie chcą karania kobiet, które zleciły zabójstwo swojego dziecka.

Posłowie PiS zapowiadają również, że będą pracować nad własnym projektem zakazującym aborcji, ale tylko tej eugenicznej. Znając ich możliwości zamierzają pracować nad nim co najmniej osiem lat, wszak wydaje im się, że są dla Polaków tak ważni, iż będą rządzić w nieskończoność. Tymczasem każdego kolejnego dnia w polskich szpitalach będzie się rozszarpywać na strzępy niewinne ludzkie istnienia, statystycznie trzy dziennie. Posłowie-katolicy! Nie musicie być winni tej krwi! Wystarczy, że zagłosujecie w zgodzie z własnym sumieniem – nie przeciwko obywatelskiemu projektowi, ale przeciwko zabijaniu dzieci! 

W przeciwnym bowiem wypadku za butę i spektakularną zdradę przyjdzie politykom rządzącej partii zapłacić. Pan Bóg bowiem wynagradza za dobre i karze za złe nie tylko poszczególnych ludzi, ale i całe narody. A obóz rządzący na każdym kroku coraz bardziej przypomina uwielbianą przez siebie sanację. Oni też za nic mieli moralność, i uważali się za pomazańców narodu, którym wolno sprzeciwiać się Bożym prawom. Koniec sanacji okazał się dramatyczny. Co najgorsze, dramatyczny nie tylko dla klasy panującej, ale i dla całego kraju.” (Krystian Kratiuk)

żródło: pch24.pl – Kto będzie winny tej krwi?

…co w zamian?

„…4 tys. złotych to zapisana w ustawie „Za życiem” wysokość jednorazowego świadczenia z tytułu urodzenia chorego dziecka. Rodziny mają ponadto otrzymać bardzo potrzebne dodatkowe wsparcie medyczne, rehabilitacyjne i psychologiczne. Ze smutkiem trzeba jednak stwierdzić, że PiS nie decydując się na zakaz aborcji i jednocześnie wprowadzając takie finansowe wsparcie, de facto wycenia życie niepełnosprawnych. Rządzący zdają się mówić: „4 tysiące za życie. 4 tysiące albo śmierć. Nie zabij, to zapłacimy. Potem załatwimy lekarza czy rehabilitanta bez kolejki. Ale jeśli uważasz, że pomagamy i płacimy za mało, to możesz zamordować. W porządku. Nie staniemy ci na drodze. Nie kiwniemy palcem, by chronić życie”.

To prawdziwe oblicze Prawa i Sprawiedliwości, formacji, która swoim programem wyborczym, deklaracjami przywiązania do wiary katolickiej oraz głosowaniami w poprzedniej kadencji przekonywała, że zakaz aborcji jest oczywistością i jedynie kwestią czasu. Tymczasem minął rok rządów „dobrej zmiany”, a posłowie nie tylko nie podjęli własnej inicjatywy, ale jeszcze w skandaliczny sposób odrzucili inicjatywę obywatelską, zasłaniając się teraz programem mizernego wsparcia finansowego dla rodzin z chorymi dziećmi.

To zadowala sprzyjających władzy dziennikarzy, zwanych niekiedy, o zgrozo, prawicowymi. PiSowskie media trąbią teraz na prawo i lewo o sukcesie, na wszystkie strony donosząc o spełnieniu obietnicy. Rządzący – owszem – obietnicę spełnili, jednak tylko tę złożoną w trakcie drugiego czytania obywatelskiej projektu ustawy Stop Aborcji, gdy inicjatywę wyrzucono do kosza. Obietnicę wprowadzenia „programów” i „pakietów” PiS złożył jednocześnie odrzucając rozwiązania, które wprowadzałyby pełną ochronę życia, realizowałyby program partii oraz obietnice złożone w poprzednich latach, także przed wyborami z roku 2015.

Mamy więc nad Wisłą, ponad rok od wyborczego tryumfu formacji obiecującej „dobrą zmianę”, zmianę żadną. W mocy pozostaje krwawy „kompromis aborcyjny”, na mocy którego w majestacie prawa rocznie morduje się ponad tysiąc dzieci…” (Michał Wałach)

źródło: pch24.pl – Ustawa „Za życiem” czyli „Kompromis Aborcyjny Plus”

podobne: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki  i to: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim. Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci. oraz: Mamo nie zabijaj mnie! (ani siebie)… O „bezkarności” aborcji. Madryt – manifestacja przeciwników aborcji. a także: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. polecam również: Zabij „dzień po” bez recepty… „Nie o Mary Wagner” Dla Mary Wagner. i jeszcze: Zoll: propozycje zmian przepisów m.in. o aborcji przyjęto jednogłośnie

Istotą prawicy jest bowiem obrona naturalnego prawa moralnego, jako dobra wspólnego. Partia, która to odrzuca, przestaje być prawicowa, przechodząc na pozycje lewicowe.

PiS nie tylko stracił moralną wiarygodność, ale okazał się partią tchórzliwą, przestraszoną ulicznymi manifestacjami aborcjonistów. Okazał się partią niezdolną do walki z lewicowym zagrożeniem naszego kraju. Stracił polityczną i moralną wiarygodność. A posłowie, którzy zagłosowali za partyjną dyrektywą, udowodnili, że najważniejszym celem ich obecności w parlamencie nie jest dobro wspólne naszego narodu, a obrona własnych możliwości wyborczych. To partia, nie interesu narodowego, a interesu partyjnego, budowanego nawet za cenę życia dzieci nienarodzonych.

Jest rycerskim obowiązkiem bronić najsłabszych i bezbronnych. Dziś najbardziej bezbronną grupą są dzieci nienarodzone. I to ich zdradził PIS w imię utrzymania w przyszłości własnych mandatów poselskich. To obrzydliwe i tchórzliwe zachowanie jest niegodne przyzwoitych ludzi. Głosując za odrzuceniem projektu broniącego życia, stał się partią tchórzliwych i bezmyślnych obrońców systemu zezwalającego na mordowanie niewinnych dzieci. I dlatego PIS stracił rację swojego istnienia.” (Marian Piłka)

źródło: pressmania.pl – PIS stracił rację swojego istnienia

NIE ZABIJAJ i „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, czyli miłość względem bliźniego wyrażona w poszanowaniu każdego życia (począwszy od najbardziej bezbronnej jego fazy), to według środowisk lewicowych „szkodliwy radykalizm” i „fundamentalizm religijny”. Tymczasem to właśnie stosunek do życia pozwala określić z kim i z czym mamy w rzeczywistości do czynienia i nie da się tego zamazać „potrzebą/koniecznością polityczną”. Zwłaszcza kiedy ma się stosowną większość w parlamencie a naprzeciwko siebie jakiś lewacki margines, z którym jak pokazała praktyka obóz rządzący do tej pory nie liczył się w ŻADNEJ spornej kwestii, dopiero gdy przyszło do ochrony życia nienarodzonych władza postanowiła podkulić ogon i zwiać.
Mając do wyboru dotychczasowy „kompromis” i projekt który zakładał większą i uczciwie postawioną ochronę życia poczętego, obóz rządzący zdecydował się na polityczny „pragmatyzm” sprzeniewierzając się zasadom z którymi szedł do wyborów, oszukując tym samym tę część elektoratu który widział w nich partię katolicką. Odrzucając w „dziwnych okolicznościach” projekt Ordo Iuris z bandy zwykłych socjalistów (do niedawna „pobożnych”) PIS stał się bandą socjalistów bezbożnych. Bez szacunku już nie tylko do własności prywatnej, ale do czegoś o wiele ważniejszego – życia ludzkiego.
To są kwestie fundamentalne które ustawiają całą lewacką pragmatykę i ideologię w uprzywilejowanej pozycji jako „moralnych” zwycięzców. Kto nie szanuje życia w prostej konsekwencji wystawia się na konsekwencje braku poszanowania również w takich kwestiach jak zdrowie i własność. Na tzw. zachodzie widać te konsekwencje w całej ohydnej rozciągłości. Jeżeli ktoś uważa że ochrona życia ludzkiego to problem drugorzędny albo temat zastępczy, to powinien się mocno zastanowić nad swoim systemem wartości i po co/dlaczego jeszcze żyje… (Odys)

„…tzw. aborcja nie jest „tematem zastępczym”, jak tego znów próbowali ostatnio dowodzić niektórzy politycy i dziennikarze należący do „otuliny propagandowej” układu władzy. To jest kwestia pierwszorzędna – nie miejmy wątpliwości, że od stworzenia prawnej gwarancji bezpieczeństwa życia ludzkiego zależą losy naszego państwa. To jest, owszem, sprawa życia i śmierci, ale nie tylko tych najmłodszych z nas, jeszcze nienarodzonych, bezbronnych i niemogących nawet głosu zabrać w swojej obronie, to sprawa być albo nie być całego narodu. Dlaczego z wszystkich zdań wypowiedzianych kiedykolwiek przez Jana Pawła II do własnych rodaków to jedno okazuje się tak trudnie do zapamiętania: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”?

Nie, stosunek do aborcji nie jest kwestią „opinii” – to jest kwestia faktów. Doprawdy, ileż razy można te mrożące krew w żyłach fakty przytaczać? Zanim wdamy się z kimkolwiek w teoretyczną dysputę, upewnijmy się, że każdy z dyskutantów wie, o czym mówi. Jest XXI w., są kamery, ultrasonografy i inne cuda, każdy może to sobie przecież wyszukać i obejrzeć w sieci. Nie udawajmy, że nie wiemy – tu chodzi o rozrywanie na kawałki żywych ludzi, a nie o żadne „usuwanie produktów zapłodnienia” czy „tkanki ciążowej”. Zresztą nawet jeśli ktoś udaje, że są w tej sprawie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to przecież właśnie wątpliwości powinny przesądzać na korzyść życia…

Ten sławetny „kompromis”, przypomnijmy, plasuje nas na poziomie cywilizacyjno-prawnym Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera. Tam również nie wolno było z mocy prawa dowolnie i legalnie zabijać wszystkich nienarodzonych dzieci – tylko niektóre. Jakie? Ano te skazane zaocznie i arbitralnie na śmierć przez konsylium lekarskie, a więc nie wyrokiem sądu ani nawet nie w trybie decyzji administracyjnej. Jeśli już nie sam koszmar tzw. zabiegu, to czyż arbitralność i nieformalność tych wyroków powinna budzić sprzeciw każdego legalisty. Ale jakoś nie budzi…” (Grzegorz Braun)

całość tu: Prawo do życia dla wybranych?

podobne: Prawo do życia a sumienie narodu, czyli… Aborcja w przekroju dwóch prezydentów

Warto przy okazji przypomnieć dziś twarde stanowisko Kościoła, którym ta pseudo katolicka partia wyciera sobie czerwoną gębę – Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji i to „Ksiądz profesor Guz: bezkarność to droga do deprawacji”Kościół rozwiązuje to prosto – Bóg Cię rozliczy. Nie jest w stanie egzekwować/narzucać w tym zakresie prawa cywilnego (zakazów i kar) bo nie posiada takich kompetencji. Nie od tego jest Kościół. Może jedynie napominać (co bezustannie robi), ewentualnie kapłan może nie udzielić indywidualnego rozgrzeszenia mordercy dziecka. Granie w tej kwestii (i nie tylko tej) Kościołem przez tzw. państwo, które dziwnym trafem penalizuje każdy jeden przypadek zabójstwa/morderstwa, ale mordercom nienarodzonych dzieci daje pewne przywileje jest zwykłą obłudą. To demoralizujący relatywizm nie tylko etyczny ale również prawny. Mowa jest o projekcie prawa cywilnego a nie reformie przykazań, więc niech się obłudnicy z PISu nie podpierają stanowiskiem Kościoła który prawa w Polsce nie tworzy. Dlatego rzygać mi się chce kiedy politycy podpierają się nauką Kościoła za każdym razem kiedy na swoim poletku uprawiają relatywizm moralny, i jeszcze bezczelnie twierdzą że kościół to pochwala. Jego stanowisko na polu ochrony życia poczętego jest od wieków jasne i niezmienne (patrz V przykazanie).

Poza tym nie jest prawdą że ten projekt nakazywał karanie kobiet – dopuszczano możliwość odstąpienia od karania. Tak jak nie nakazywał kobietom poświęcania życia dla nienarodzonego dziecka – dawał kobiecie wybór gdyby na szali było jej życie.

Tym samym zasłanianie się Kościołem przez obłudników z PISu to tylko i wyłącznie pretekst (a nie przyczyna) odrzucenia w sposób skandaliczny projektu Ordo Iuris i to ze strachu przed tymi którzy nie mają ŻADNEJ WŁADZY poza wulgarnym kwikiem na ulicy. Więc warto w ten sposób o tym mówić. Zasłanianie się Kościołem jako przyczyną własnego tchórzostwa i braku kręgosłupa uwłacza inteligencji słuchacza i opowiadającego… (Odys)

podobne: Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. „Kult Świętego Spokoju” i „Kara śmierci za niezaradność” (o aborcji). oraz: Obłudnicy z „pseudoprawicy”

„…rewolucjoniści zaczęli rozgladać się za proletariatem zastępczym i ich argusowe oko padło na kobiety. Kobieta bowiem, wszystko jedno; ładna, czy brzydka, młoda, czy stara, mądra, czy głupia, biedna, czy bogata, kobietą być nie przestanie, a skoro tak, to trzeba tylko je oduraczyć, wmawiając im, że są nieszczęśliwe z powodu oprymowania przez męskie, szowinistyczne świnie, od których mogą wyzwolić je właśnie rewolucjoniści. Dlatego właśnie przed nimi trzeba rozłożyć nogi, dając przystęp do sanktuarium swego ciała – ale żeby potem nie odciągać ich od walki o świetlaną przyszłość, jakimiś burżuazyjnymi przeżytkami w rodzaju dzieci, czy rodziny, kobiety powinny uzyskać prawo mordowania własnych dzieci. W rezultacie rewolucjoniści będą mogli pławić się w pierwotnej niewinności, bo jużci – całe odium spadnie na wyzwolone panie, które w zamian dostaną makagigi w postaci „swobody wyboru”.

Część kobiet, zwłaszcza snobujących się na „postępowość”, temu duraczeniu chętnie się poddaje, dzięki czemu może być dodatkowo wykorzystana w charakterze mięsa armatniego. No i właśnie RAZWIEDUPR, który pracowicie wykonuje zadanie zlecone przez centralę BND, by dostarczyć Naszej Złotej Pani jak najwięcej argumentów uzasadniających zastosowanie wobec Polski przewidzianej w traktacie lizbońskim „klauzuli solidarności”, do spółki z żydowską gazetą dla Polaków, zmobilizował damską agenturę do proklamowania 3 października ogólnopolskiego „czarnego protestu” w obronie „wagin” i „macic” przed złowrogą penetracją ze strony nieubłaganego palca reżymu. Pani Krystyna Janda, która – jak się okazało – ma za sobą aborcyjne epizody, wyraża nadzieję, że „czarny protest” doprowadzi do sparaliżowania całego kraju, aż się reżym „zadziwi i zlęknie” i porzuci swoje zbrodnicze knowania. Dzięki temu kobiety będą mogły mordować nie tylko dzieci jeszcze nie narodzone, ale i wszystkie inne – bo dlaczegóż właściwie mielibyśmy sobie żałować? Im dziecko starsze, tym więcej miejsca zajmuje w naturalnym środowisku i w ogóle – sprawia więcej kłopotów, więc logika nakazywałaby nie zatrzymywać się w pół drogi, tylko za jednym zamachem pójść na całość. Jak słusznie zauważył wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, wyrywanie zęba po kawałku jest bez sensu; trzeba go wyharatać za jednym zamachem, a wtedy ból szybko mija i jest gites tenteges. On co prawda wspominał o tym przy okazji ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, ale to bez znaczenia, bo ważniejsze, że myśl raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Nieubłaganym palcem

„…Pretekstem jest – jakże by inaczej – „swoboda wyboru”, której jednak kobiety milcząco odmawiają ludziom bardzo małym. Ciekawe, że pan Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka, nawet nie ośmielił się pisnąć słówka protestu. Widać ktoś starszy i mądrzejszy musiał mu doradzić, by nie wtykał nosa w nie swoje sprawy, a wtedy , za uposażenie uzyskiwane z tytułu piastowania tej operetkowej synekury, będzie mógł spokojnie wypić i zakąsić jeszcze przez kolejna kadencję – być może aż do emerytury. Otóż zgłaszane ze strony tych kobiet żądanie przyznania im prawa decydowania o życiu i śmierci osób, które nie są oskarżane o żadne przestępstwa, a jedynym powodem zagrożenia ich życia jest okoliczność, iż ich egzystencja akurat koliduje z czyimiś projektami lub interesami, świadczy o gwałtownym wzroście skłonności zbrodniczych w środowisku tak zwanych „kobiet wyzwolonych”…

…zgłaszane obecnie przez część kobiet żądanie przyznania im prawa decydowania o życiu ludzi bardzo małych, na pewno nie jest z ich strony ostatnim słowem. Skoro prawdziwą przyczyną jest okoliczność, iż egzystencja tych bardzo małych ludzi staje w kolizji z projektami lub interesami kobiet, to przecież ludzie więksi, na przykład – już urodzeni albo nawet wyrośnięci, mogą zagrozić projektom lub interesom wyzwolonych kobiet w stopniu jeszcze większym, niż ludzie w fazie prenatalnej. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak wyzwolone kobiety zażądają przyznania im prawa decydowania o życiu również tych pozostałych kategorii osób. Skoro uważają za słuszne, sprawiedliwe i pożądane przyznanie im uprawnienia do pozbawiania życia osób bardzo małych, to w przypadku zgody na aborcję, trudno będzie odmówić zgody na mordowanie przez nie ludzi już urodzonych, a nawet dorosłych…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Czyżby Lombroso wszystko przewidział?

„…Obserwując zachowania i wypowiedzi uczestniczek „czarnego protestu” można by odnieść wrażenie, że nie potrafią one zauważyć związku przyczynowego między rozłożeniem nóg przed przygodnym partnerem, a późniejszą ciążą. Taki brak spostrzegawczości przypisywany był kiedyś Dajakom z wyspy Borneo, którzy nie potrafili uchwycić związku przyczynowego między spółkowaniem a narodzinami dziecka. Teraz, kiedy rewolucja seksualna dotarła już nawet pod takie strzechy, Dajakowie pewnie już takie rzeczy wiedzą – za to praktyczne wyzwolone panie – już chyba tę umiejętność zatraciły. Z zagadkowych powodów utrzymywane są w tej ignorancji przez wyszczekanych Żydów w rodzaju pana Jana Hartmana, który agitował je do uczestnictwa w „czarnym proteście” pod pretekstem, że Jarosław Kaczyński próbuje wkładać im rękę „w majtki”, by swoim nieubłaganym, faszystowskim palcem penetrować im „waginy”, a nawet „macice”. Jaki interes Żydzi mają w ekscytowaniu głupich gojek przeciwko nieubłaganym palcom – trudno zgadnąć – chyba, że przyjmiemy, że o głupie gojki chodzi im wyłącznie w tym aspekcie, by przerobić je na mięso armatnie, które będą mogli rzucić przeciwko bastionom znienawidzonej łacińskiej cywilizacji. Ta żydowska intencja wychodzi naprzeciw identycznemu pragnieniu ubeckich dynastii, które też nienawidzą, nie tylko łacińskiej, ale w ogóle każdej cywilizacji, jako że swoje korzenie wywodzą jeśli nie od bolszewików, to od bandytów, dla których wszelka cywilizacja jest zjawiskiem nienawistnym. Warto zwrócić uwagę, że z tego punktu widzenia Żydzi, ubowcy i wiele kobiet musi znajdować się na zbliżonym poziomie intelektualnego rozwoju, skoro najpierw uwijają się wokół destrukcji podstaw cywilizacji łacińskiej, a kiedy już doprowadzą do jej kryzysu, strasznie się dziwują, że pali się nimi w piecach, albo harapem zagania do haremów „pod czujną eunucha straż”. Ale skoro można ćwiartować ludzi bardzo małych, to dlaczego nie – dajmy na to – Żydów i to nawet już wyrośniętych?..” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Operacja polska przyspiesza

Zasady moralne są jak grawitacja, pozostają niezmienne od ludzkich podskoków. Oczywiście tylko dla tych co w nie wierzą i są gotowi stawać w ich obronie. Ci zaś co nie wierzą w uniwersalność i trwałość owych zasad mogą sobie reklamować relatywizm, kompromisy, „pośrodkuprawdę” (choćby środek w gównie leżał) i co tam jeszcze im „wolna wola” podpowiada. „Róbta co chceta”… a nawet więcej róbta, tylko nie mieszajta do tego Boga i katolicyzmu że „zawodzi”, bo tam nie ma miejsca inną ideologię i indywidualne poprawki. Tylko nie płaczta potem że się sodoma i gomora szerzy skoro „kompromis” jest wart tyle samo co wierność prawdzie. To jest właśnie rzeczywistość podeptania „nierzeczywistych” zasad. Od udawania że jest inaczej, i że każdy ma „prawo do swojej prawdy” nikt się lepiej nie poczuje, bo o człowieczeństwie i o zgodzie z samym sobą decyduje coś zupełnie innego. Dopóki ludzie sobie tego nie uzmysłowią będzie tylko narastała frustracja i kult „ludzkiej ułomności”, „kompromisu” dla „świętego spokoju”, aż wszyscy (każdy dla siebie) zaczną dla tego „spokoju” realizować swoje „pomysły na życie” nie oglądając się na innych.
Taki plan ma tzw. „lewica”, która „z ustawy” już od dawna wypina się na obiektywne zasady (jak prawo naturalne) wielbiąc „kompromis” i udając że każdy ma prawo do swojej „prawdy”. Skutki tej utopii widać gołym okiem. Najpierw sankcjonuje się brak szacunku (albo „warunkowy”) dla życia ludzkiego, gdzie wszyscy mają być zadowoleni ze „zgody” i „mądrego kompromisu”, a potem następuje ryk, kwik, oburzenie i zdziwienie kiedy ktoś siłą i bez pytania o zgodę głównych zainteresowanych wprowadza w życie inżynierie społeczne i biologiczne. Nie dziwcie się jeśli władza ma gdzieś waszą własność czy zdrowie skoro godzicie się na to by o życiu decydował „kompromis” ze śmiercią . Tam gdzie nie ma zasad, albo gdzie nikt ich nie broni nie oczekujcie sprawiedliwości, porządku ani nawet szacunku.

Połamanie zasad jest jak zniszczenie grawitacji. Człowiek przestaje mieć kontrolę nad swoim życiem i może tylko dryfować zgodnie z wolą tego komu tę kontrolę oddał…(Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS polecam również: Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską.

„…Skoro już zdecydowaliśmy się na śmiałe przełamywanie anachronicznych konwenansów, to trzeba by również zmodyfikować zakres ochrony innych wartości – na przykład – wolności i własności. Dlaczegóż to wolność, czy własność miałaby być bardziej chroniona prawem, niż życie? W końcu zarówno wolność, jak i własność są pochodnymi egzystencji, więc skoro wchodzimy na drogę likwidacji ochrony życia to nie ma co się trząść ani nad wolnością, ani nad własnością. Wyobraźmy sobie tylko, ileż cierpień, a być może nawet dolegliwości natury medycznej, powoduje niemożność natychmiastowego odbycia stosunku płciowego z upatrzoną damą tylko z powodu konieczności respektowania jej kaprysów, nie wiedzieć czemu awansowanych do rangi „prawa wyboru”? Skoro człowieka bardzo małego bez ceregieli takiego prawa pozbawiamy, to dlaczego mielibyśmy nabożnie respektować uroszczenia jakiejś klempy? Niech nie marudzi, tylko w podskokach rozkłada nogi. Podobnie z właścicielami. Któż to widział, by jeden miał całą fabrykę gwoździ, a drugi żeby nic nie miał? Jak jeden ma całą fabrykę gwoździ, to i drugi niech ma całą fabrykę gwoździ, a jak jeden nie ma nic, to i drugi niech nie ma nic. Tak właśnie tłumaczył mi zasady sprawiedliwości społecznej mój przyjaciel z dzieciństwa, pięcioletni Henio Zielski z Markuszowa. Za sprawą „czarnych dam” chyba się wreszcie tego doczekamy…” (Stanisław Michalkiewicz)

źródło: Cudna woń społecznej sprawiedliwości

podobne: przestroga feministki oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. a także: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

wopako85 grafika

wopako85 grafika

Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym.


Na poczatek materiał filmowy: Grzegorz Braun Przesądy polskiej inteligencji

„…Demokracja nie ma absolutnie żadnego udziału w gospodarce rynkowej, rozwoju przemysłu, podniesieniu poziomu życia, wynalazkach technicznych i odkryciach naukowych, wzroście produktywności – wszystko to nastąpiło wyłącznie dzięki temu, że nadal w demokracji istnieją prawa własności, choć gwałcone są w stopniu nieporównywalnie większym niż miało to miejsce w dawnych monarchiach

…Ponieważ , niezależnie od formy państwa, uczestnictwo w aparacie państwowym jest zawsze uczestnictwem w podziale cudzej własności, to im mniejsza konkurencja w dziedzinie władzy (monarchia dziedziczna), im węższa grupa rządząca (arystokratyczna oligarchia), im mniej ludzi ma prawa wyborcze (cenzus wyborczy) , tym lepiej, bo tym mniej aspirantów do uczestnictwa w podziale cudzej własności. Ogólna zasada brzmi zatem: „im bardziej demokratyczne jest państwo, tym gorzej”, albowiem każdy krok w kierunku większej demokratyzacji, to krok w kierunku większej redystrybucji dochodów i majątków…

…Król jako prywatny „właściciel” monopolistycznego „protection racket” opodatkowuje poddanych i narusza prawa własności, ale ma bodźce, aby te naruszenia ograniczać, aby „inwestować”, „akumulować kapitał”, aby poprawiać, a przynajmniej nie pogarszać, położenia swojego ludu. Jest bardziej racjonalnym homo economicusem, który troszczy się o swoją domenę, o wzrost jej wartości. U wybieralnych i wymienialnych władców demokratycznych ta motywacja jest słabsza, gdyż obiektywna sytuacja skłania ich do maksymalizowania dochodów w trakcie dość krótkiego czasu, kiedy uczestniczą we władzy. Jako tymczasowi zarządcy publicznej własności (państwa jako publicznej firmy) „przejadają kapitał”, trwonią go i marnotrawią, dokonują błędnej alokacji środków, powiększają deficyt budżetowy etc. Muszą tak robić, bo inaczej ryzykują, że jeśli nie skonsumują natychmiast , to nie skonsumują nigdy

demokracja jest największym wynalazkiem z zakresu techniki rządzenia i organizacji władzy mającym na celu poszerzenie obszaru państwowej przemocy i wyzysku, stworzenie jak największej przestrzeni dla działania władzy (opodatkowania i regulowania) a równocześnie zapewniającym stabilizację systemu politycznego. Demokratyczna struktura decyzyjna jest najlepszym ze znanych nam sposobów wyzyskiwania i wywłaszczania poddanych, wspaniale działającą maszynerią do zwiększenia dochodów państwa, utrzymywania ich na wysokim poziomie i rozdzielania przez aparat państwowy, który posługuje się metodą „dziel i rządź” w sposób tak doskonały, że dawni monarchowie, widząc to, mogliby tylko westchnąć z zazdrości[12]. Redystrybucja bogactwa i dochodów na skalę masową nie jest jakąś przypadłością demokracji , którą można wyeliminować, ale należy do jej istoty, jest nieusuwalną częścią jej definicji. Partie, grupy i frakcje zaangażowane w „demokratyczną konkurencję” rywalizują tylko w jednej dziedzinie: kto przechwyci więcej zasobów od poddanych i najsprawniej je podzieli. Aby ustabilizować poziom dochodów państwa na możliwie najwyższym poziomie, stosuje się takie metody redystrybucji, które można najlepiej „sprzedać” opinii publicznej np. metodę polegającą na oferowaniu poddanym coraz większej ilości dóbr takich jak edukacja, opieka społeczna, opieka zdrowotna, autostrady, etc. Ta funkcja producenta dóbr stanowi osłonę dla jeszcze wyższych podatków, jeszcze większej redystrybucji dochodów, jeszcze większej regulacji życia ekonomicznego.
Dlaczego demokracja okazała się tak doskonałą techniką wyzysku i wywłaszczania, i skąd bierze się jej stabilność polityczna? Dzieje się tak z kilku powodów. Przede wszystkim z powodu istnienia powszechnego prawa wyborczego, które daje każdemu poddanemu (każdemu z nas) prawo do wyciagnięcia ręki po własność każdego innego poddanego. Każdy z nas może mieć nadzieję, że wejdzie do jednej z większości zmieniających się u władzy, aby móc panować, wywłaszczać i wyzyskiwać. Państwo demokratyczne odwołuje się do istniejącego w naszej duszy pożądania, aby władać innymi ludźmi i dominować nad nimi, stwarza nam szansę zaspokojenia naszej osobistej żądzy władzy, jeśli nie teraz to następnym razem ( „ I ty zostaniesz prezydentem, premierem, ministrem, posłem”). Rozpatrując rzecz na płaszczyźnie bardziej wymiernej niż psychologiczna, możemy stwierdzić, że systematyczna polityka redystrybucji ma uczynić nas wszystkich wspólnikami w rabunku ewentualnie paserami. Hasło „demokratyzacji” to nic innego jak zaproszenie nowych ludzi do partycypacji w podziale łupu…

…Porównując oba ustroje Hoppe posługuje się zaczerpniętym z ekonomii pojęciem „preferencji czasowej” ( time preference), które odnosi się do stopnia, w jakim jednostka preferuje teraźniejsze dobra ponad przyszłe (wysoka preferencja czasowa) lub dobra przyszłe nad dobra teraźniejsze (niska preferencja czasowa). Oczywiście już samo powstanie państwa, jego struktura i zasady funkcjonowanie są wyrazem „wysokiej preferencji czasowej”, ale w monarchii, interpretowanej jako prywatna własność należąca do rodziny i przekazywana w spadku, istnieje instytucjonalna tendencja do obniżania „preferencji czasowej”, natomiast w demokracji, interpretowanej jako publiczna własność zarządzana i nieprzekazywalna spadkobiercom, tendencja jest odwrotna…

…demokracja jako rząd publiczny charakteryzujący się wyższą niż monarchia preferencją czasową i posiadający największą zdolność do podatkowego wywłaszczania i redystrybucji dochodów – pozwalają zrozumieć i wyjaśnić dlaczego przejście od monarchii do demokracji oznacza stały wzrost podatków, stały wzrost przepisów i regulacji, stały wzrost liczby urzędników a zatem wzrost „stopy wyzysku”[13].
Hoppe wskazuje na ważny fakt, że demokratyzacja przynosi podwyższenie poziomu „preferencji czasowej” nie tylko wśród rządzących, ale w całym społeczeństwie (ryba psuje się od głowy, ale w końcu psuje się cała), a tym samym przyczynia się do upowszechnienia postaw infantylnych (dzieci mają bardzo wysoką preferencję czasową) i hedonistyczno-konsumpcyjnych. Demokracja, zdaniem niemieckiego ekonomisty, promuje moralny relatywizm, potęguje negatywne zjawiska społeczne typu rozwody, nieślubne dzieci, przemoc dorosłych wobec dzieci, przemoc dzieci wobec rodziców, przemoc w małżeństwie, aborcja, homoseksualizm[14], powoduje pogorszenie się obyczajów i właściwych form zachowania. W demokracji rośnie także przestępczość, bo przestępcy mają niezwykle wysoki poziom „preferencji czasowej”, co harmonijnie współgra z ogólnosystemową tendencją. Obalenie monarchii, brzmi surowy werdykt Hoppego, przyniosło jedynie infantylizację i barbaryzację życia społecznego; demokratyzacja okazała się procesem „decywilizowania narodów”[15]

…W ładzie naturalnym wszystkie ideologie i koncepcje finansowane dziś przez państwo (np. przez państwowe uniwersytety) takie jak feminizm, kult homoseksualizmu, sekularyzm, moralny relatywizm, multikulturalizm, neomarksizm, etc. etc. będą mogły funkcjonować wyłącznie jako prywatne opinie sprzedawane na wolnym rynku. Cała kontrkulturowa superstruktura lewicy rozpadnie się w jednej chwili, jeśli pozbawiona zostanie bazy ekonomicznej zapewnianej jej dziś przez państwo. Rozwiązane zostaną kwestie rasowe, bo nie będzie ani przymusowej segregacji, ani przymusowej integracji rasowej. Przestanie istnieć problem imigracji[19] .
W ładzie naturalnym, przewiduje Hoppe, nastąpiłaby automatycznie odbudowa „kulturalnej i moralnej normalności”, choć oczywiście prawa własności ludzi „kulturalnie i moralnie nienormalnych” byłyby szanowane, ale wyłącznie oni sami ponosiliby koszty swojej „nienormalności”, dzisiaj finansowanej przez państwo…

…Hoppe zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że przejście od demokracji do „ładu naturalnego” nie jest czymś, co może dokonać się łatwo i bezboleśnie. Państwo demokratyczne opanowało wszak najistotniejsze z punktu widzenia utrzymania władzy dziedziny życia społeczno-ekonomicznego takie jak edukacja, komunikacja i propaganda oraz, co szczególnie ważne, zmonopolizowało w swoich rękach bankowość tworząc banki centralne, czyli Wydziały d/s Fałszowania Pieniędzy (terminologia profesora Hoppego – T.G.) , i emisję pieniądza. Weszło ponadto w strategiczny sojusz z bankierami prywatnymi i wielkim biznesem w celu sprawniejszego wyzyskiwania poddanych i lepszego kontrolowania ich politycznych zachowań.
Ideologii demokratycznego Lewiatana posługującego się sloganami typu „dobro wspólne”, „dobra publiczne”, „zapewnienie bezpieczeństwa” nikt dziś nie kwestionuje. Zlanie się w jedno państwa i społeczeństwa czyni władzę mniej widzialną, bezosobową, zdepersonalizowaną, ukrywa ją pod „rządami prawa”, „demokratycznym konsensusem” itp. , co osłabia szanse oporu poddanych; inaczej niż w monarchii, gdzie lud jest realną opozycją właśnie z tego powodu, że władza jest spersonalizowana i odpowiedzialna, istnieje jasno wytyczona granica pomiędzy nią a rządzonymi, co powoduje zachowanie bardziej wyrazistej „świadomości klasowej”. Opór wobec demokratycznej tyranii maleje też z powodu, wspomnianej wyżej, techniki przekształcania i kanalizowania oporu poddanych poprzez odblokowanie, via wybory powszechne, ujścia dla tkwiącej w nich (w nas) żądzy władzy.
Demokracja jest, zdaniem Hoppego, niereformowalna,[20] żadnego sensu nie mają próby opanowania na drodze wyborów lub rewolucji aparatu państwowego, gdyż niczego by to nie zmieniło. Ale Hoppe jest przekonany, że demokratyczne państwo czeka nieuchronny upadek, zatem ład naturalny musi być koncepcyjnie dopracowany jako teoretyczna i realna alternatywa. Po „końcu demokracji” nie będzie restauracji monarchii, ale nastanie Nowe Średniowiecze. Hoppe używa pojęcia „ład naturalny” właśnie ze względu na jego średniowieczno-scholastyczne konotacje. Historia rozpoczęła się od względnie bezpaństwowego ładu feudalnego i do tego ładu powróci…”

całość tu: Gabiś: Hoppe o monarchii, demokracji i ładzie naturalnym

podobne: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.  oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz. i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?

Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego. Bez racjonalnego oglądu świata – a to zapewnia jedynie nauka – nie ma logicznie podejmowanych decyzji. Zasadniczą rolę pełnią wtedy emocje, afekty, zabobony, demagogia i mitomaństwo. O upolitycznionym religianctwie nie wspominając.

Jak stwierdza prof. Stefan Opara (Tyrania złudzeń. Studia z filozofii polityki), „te przestrogi sprzed 2,5 tysiąca lat brzmią dziś dziwnie aktualnie. Elity Zachodu radzą sobie z wadami demosu poprzez coraz bardziej nachalną manipulację i teatralizację wyborów – cała bowiem władza ludu sprowadza się do sezonowego dziś udziału w głosowaniu referendalnym lub na kandydatów do parlamentu czy do samorządów. Manipulacja polega głównie na stosowaniu technik marketingowych i na presji wszechwładnych mediów wtłaczających ludowi dowolne opinie. Gdy brakuje faktów, fabrykuje się je w całości lub częściowo…” (więcej tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

podobne: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Czemu PIS broni demokracji? i to: Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

…patologiczny mechanizm epatowania obywateli wartością „demokratycznego państwa prawa”, zasadza się na nieuzasadnionym identyfikowaniu demokracji jako gwaranta/warunku wolności. A przecież w tym systemie chodzi o nic innego jak o narzucanie przez tzw. „ustawową większość” (kto liczyć potrafi ten wie że nie jest to żadna większość) całej reszcie czyli tzw. „mniejszości” swojej woli, którą obecnie kształtuje patologiczna ideologia centralnego zawiadowania gospodarką (tj. mieniem prywatnym) i ingerowanie w życie społeczne nie wykluczając spod kurateli państwa prywatnych relacji międzyludzkich (co się szumnie nazywa „opieką państwa nad obywatelem”). Pal licho gdyby prawo tworzone w tym systemie było sprawiedliwe, uczciwe i równe dla wszystkich, albo żeby w ulegało zmianom w tym właśnie kierunku. Niestety jest dokładnie na odwrót! Prawo tworzone w tym chaosie (gdzie odpowiedzialność za jego tworzenie rozmywa się na kilkuset „posłów” i setki tysięcy urzędników) jest tak naprawdę wynikiem widzimisię poszczególnych klik politycznych, reprezentujących „prywatne” grupy interesów dla zapewnienia sobie przewagi w terenie (czy to w formie władzy, czy w formie monopolu gospodarczego). „Demokratyczne państwo prawa” jest zatem emanacją realnej władzy „elit” wywodzących się z tych klik.

Tworzenie prawa w systemie „demokratycznego państwa prawa”, dokonuje się w zależności (i pod pretekstem) „społecznego poparcia” dla takich czy innych „interesów grup społecznych”, by być ostatecznie narzuconym w sposób całkowicie niedemokratyczny bo etatystyczny („nakazowo rozdzielczy”) przez aparat państwa który sprawuje REALNĄ władzę. Prawo to (a raczej lewo) jest więc często nie dość że wewnętrznie niespójne (bo różne kliki w różnym czasie mają chrapkę na różne rozwiązania pod SWÓJ interes polityczny), ale jest przede wszystkim sprzeczne z ideą „pożytku publicznego”, a to dlatego że cały ten system ma tylko jeden spójny cel i wspólny mianownik – dzielić społeczeństwo na uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych, oraz rządzić tymi drugimi (za ich pieniądze skumulowane w tzw. „budżecie państwa”) przez tych pierwszych (mieniących się ustawowymi przedstawicielami).

Na tym gruncie podziału społecznego dokonuje się BEZKARNIE (bo „zgodnie z prawem”) pospolity rabunek ludzi z tego na co sami ciężko (teraz już można powiedzieć że całe życie) pracują. Cała ta demokracja odbywa się więc wbrew podstawowym zasadom ekonomii, wbrew prawu naturalnemu, etyce i wbrew logice. To tak jak uczynić złodzieja wspólnikiem na własnym majątku. Przez to jest owa demokracja całkowitym zaprzeczeniem wolności, a mieni się być „ostoją” życia społecznego i gospodarczego. Nijak się taki układ nie opłaca, ale jeśli ktoś DOBROWOLNIE się na taki dil godzi, to niech się nie dziwi że ktoś za niego (i wbrew niemu) decyduje o wolnościach i prawach (zwłaszcza w sferze własności), bo właśnie sam się tego prawa zrzekł „dla dobra ogółu”, który to ogół ma jego indywidualne potrzeby gdzieś. Tym to sposobem mamy zakrojony na szeroką skalę konflikt milionów indywidualnych PRYWATNYCH interesów różnych grup zawodowych i społecznych (górników, stoczniowców, pielęgniarek, nauczycieli, urzędników, i wreszcie sektora prywatnego który za to wszystko płaci), które zamiast być załatwiane na gruncie prywatnym (dobrowolnej umowy miedzy usługodawcą a usługobiorcą), stają się (w zależności od potrzeb rozgrywki miedzy politykami) „interesem państwowym”, gdzie każdy z tych interesów dąży do wymuszenia u państwa pierwszeństwa swojego interesu przed interesem całej reszty. Jako że te interesy są ad hoc sprzeczne to państwo nimi w sposób sprzeczny zawiaduje, zaburzając tym samym naturalny proces rynkowy, przyczyniając się do pogłębiania niesprawiedliwości (bo żeby komuś dać to trzeba najpierw innemu zabrać), i do coraz większego zakresu reglamentacji „środków publicznych”. I to tyle na temat wolności w demokracji… (Odys – Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?)

do obejrzenia: Demokracja po polsku. (Historia Bez Cenzury)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Do przyjaciół narodowców. Naród a państwo czyli… Ile jest z narodowca w socjaliście? i to: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

„…Elita, to coś niezależnego, bo: wolna czyli w zupełnej pełni odpowiada za wszelkie własne czyny /aż do kary śmierci i przepadku całego mienia włącznie/, posiadajaca własność dzięki której nie musi chodzić przed nikim na zadnich nogach, no i ceniąca własne i cudze życie: dająca żyć innym i sobie.Politycy to nie są elity. Profesorowie to nie są elity. Etatyści to nie są elity. Elity nie mają pryncypałów i nie potrzebują autorytetów.

…gdy Rzeczpospolita była u szczytu swej potęgi, to w Polsce nie było partii politycznych…

Czemu służą politycy? Ano wyłącznie dwóm rzeczom. Po pierwsze mają nas dzielić byśmy byli wiecznie podzieleni i najlepiej gdy skłóceni. Po drugie mają nam / narastająco/ reglamentować – zgodnie z talmudem przysługujące nam jako niewinnym ludziom, nasze darowane nam przez Stwórcę Wszystkie Trzy Prawa Naturalne /Prawa Boże/: Prawo do Życia, Prawo do Właności i Prawo do Wolności. Na zachętę mogą nas bezkarnie skubać /chcą naszego dobra/.

Dlatego lepiej jest gdy jest dziesięć partii a nie sto. Lepiej pięć niż dziesięć. Lepiej trzy niż pięć. Lepiej dwie niż trzy. Lepiej jedna niż dwie. A najlepiej gdy jak niegdyś: wreszcie nie będzie żadnej. Sejmiki ziemskie i sejm walny starczą w zupełności. Z Intronizowanym Wiadomym Władcą i Jego Władającymi nad wszystkim Prawami

…już w Rzeczypospolitej szlacheckiej – władcy byli pierwszymi pośród równych, każdy szlachcic mógł był zostać „królem”, ale to Bóg był królem, Jezus Chrystus…

Intronizacja jest zaś potrzebna po to, aby nad wszelkimi przepisami wymyślanymi przez jakichkolwiek urzędników /zwanymi prawami stanowionymi/, nad wszelkimi takimi przepisami stały bezpośrednio w Konstytucji zapisane ich Wysokości Wszystkie Trzy Prawa Naturalne!
Władca może być duchowy, nieobecny cieleśnie w naszej fizycznej rzeczywistości, Prawa Mają Rządzić ! Nie teoretycznie. lecz naprawdę! Gdy niegdyś król jechał na wyprawę i opuszczał kraj, to kto rzadził? Jego Prawa, w pewnym uproszczeniu: prawa władcy.

Jeśli nie uda się nam podporządkować wszelkich urzędniczych przepisów Prawom Naturalnym zwanym Prawami Bożymi, to zginiemy na zawsze w oceanach ciągle wymyślanych wobec nas reglamentacjach Praw Naturalnych w wielomilionowych ilościach..
Te Wszystkie Trzy Prawa Naturalne, to Ich Wysokości:
– Prawo do Życia,
– Prawo do Własności,
– Prawo do Wolności.
Z nich się wywodzą wszelkie systemy wartości we wszelkich cywilizacjach i zawsze albo je szanują, albo naruszają.

Obecnie w polskim prawie cywilnym nie ma nawet definicji własności, więc z czym do ludzi /do Polaków/…
Prawo do Wolności, to nie samowolka /że „robię co chcę”/, przeciwnie, prawie niczego nie wolno… Prawo do Wolnosci, to inaczej nic innego jak to, że Każdy z Was odtąd w całej zupełności odpowiada za wszystkie swoje czyny, aż do utraty gardła i całego mienia. To czyni ludzi odpowiedzialnymi i dorosłymi. I poważnymi. To postawi Polskę na nogi, uczyni Was prędko milionerami bez specjalnego starania, a takich uporczywie pracowitych ludzi jak pan Gabriel zrobi prędko multimilionerami /aż strach pomyśleć, bo nadmiar kasy może niektórego właściciela kompletnie zdemoralizować, ale mogą równie dobrze być zaczynem wielkiego dobra wspólnego w swoich środowiskach!/..

Gdy w Polsce zaczną rządzić Prawa Naturalne, to Polska stanie na nogi w parę tygodni.
Żaden władca ziemski jak chce drogi pan Barun jest nam zaś niepotrzebny. Słudzy Polsce są potrzebni by tego dokonać, nie panowie. Panów mamy nadto: panowie to cały lud polski liczący obecnie niecałe 30 milionów w kraju, reszta na razie zwiała.
Żeby było dla każdego jasne, o co chodzi z Tymi Prawami Naturalnymi, to potrzebna jest rzecz jasna Intronizacja, jako wybór władcy przed którym warto się mocno pokłonić, azaliż przed byle kim nie warto padać na kolana…” (WJD – 18 czerwca 2016 o 01:22)

podobne: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków). oraz: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

„Bez Rycerstwa Niepokalanej nie będzie katolickiej Polski, nie będzie w ogóle Polski do dnia ostatecznego. Stabilny, mądry, Boży Naród – tylko taki może przetrwać wszystkie dzieje świata, aż do zamknięcia historii stworzenia. Jeżeli nie będzie tej wierności, to nie będzie Polski” (ks. prof. Tadeusz Guz – Konferencja cz. 1 – 28 maja 2016 r.)

Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).


Z teologicznego punktu widzenia każda praca wymaga przestrzeni wolności, gdyż jest ona ludzkim czynem podjętym w sposób wolny i świadomy. W podobny sposób na pracę patrzył austriacki ekonomista i filozof, Ludwig von Mises (†1973) . Praca według niego ma wszelkie znamiona działania jako dobrowolnej wymiany, w której człowiek próbuje zastąpić mniej satysfakcjonujący stan rzeczy stanem bardziej zadowalającym. W celu usunięcia odczuwalnego dyskomfortu działający człowiek porządkuje i stopniuje dostępne w świecie środki według nadanej im użyteczności.” (ks. Jacek Gniadek)

Tyle na temat uczciwych warunków pracy i płacy, a teraz o patologicznych (ale zgodnych z prawem) pomysłach tzw. władzy by żyć na koszt innych.

1.Tak Zwana „Średnia Krajowa”.

„Powiedzenie „istnieje kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka”, z powodzeniem można by zastąpić dziś „jest kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa”

GUS liczy średnią krajową zbierając dane od przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Jest to ok. 40% wszystkich zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę.

40% z 11,6 milionów to 4.64 mln ludzi.

Powróćmy do liczby wszystkich zatrudnionych – 15,5 mln.

4,64 mln branych pod uwagę przy wyliczaniu średniej krajowej spośród 15,5 mln wszystkich zatrudnionych. To nawet mniej niż 30%! Przyjmijmy błąd w szacunkach, niech sięgnie nawet 10% i weźmy ponad 5 mln z 15,5, otrzymamy idealne 33% czyli jedną trzecią społeczeństwa.

Zatem do obliczenia średniej krajowej w Polsce bierze się pod uwagę wynagrodzenia 1/3 pracujących tylko w największych firmach (oczywiście z budżetówką na czele).

To wiecie już skąd się wzięło 3,9 tys. złotych brutto.

„Średnia”

„Gdy idę z psem na spacer, to statystycznie średnio mamy trzy nogi” – to zdanie idealnie pasuje do świeżych rewelacji w sprawie wynagrodzeń w spółkach państwowych. Jak się dowiedzieliśmy, Prezes jednej z takich spółek zarabiał ok. 500 tys. złotych miesięcznie. Zatem gdy weźmiemy jego oraz owego człowieka pracującej za minimalne wynagrodzenie 1850 złotych – obaj średnio zarabiają 251 tys. złotych.

Zaś żeby z tym jednym tylko prezesem osiągnąć owe 3,9 tys. złotych „średnio” potrzeba dla równowagi, 236 osób z minimalnym wynagrodzeniem.

Tyle mniej więcej warte jest liczenie „średnich wynagrodzeń”.

No dobrze, to jak sprawdzić realne zarobki?

Istnieją jeszcze dwa pojęcia podawane przy sprawdzaniu zarobków. Mediana i dominanta.

Mediana to wskaźnik, który dzieli wszystkich pracujących na dwie połowy. 50% zarabia więcej niż dana kwota i 50% zarabia mniej. Dla Polski w roku 2014, mediana wynosiła 3,1 tys. zł brutto.

Dominanta zaś to wskaźnik który podaje najczęściej spotykane wynagrodzenie wśród zatrudnionych. Wg GUS w 2014 roku było to nieco poniżej 2,5 tys. złotych brutto

Podsumowanie

Mamy zatem średnią krajową liczoną z 33% zatrudnionych na poziome 3,9 tys. zł brutto

Medianę dzielącą nas na pół – 3,1 tys. zł brutto

Dominantę, najczęstsze wynagrodzenie – 2,5 tys. zł brutto.

Który z nich najlepiej odzwierciedla faktyczny stan zamożności społeczeństwa? Tego nie podejmujemy się ocenić. Jednakże warto znać zarówno wszystkie wskaźniki, jak i przede wszystkim dane wyjściowe i metodologię liczenia, która w sposób oczywisty odbiega od rzetelnego badania opartego na twardych danych dla całej populacji.

PS. Aha. To wszystko są kwoty brutto, zatem realnie zarabiamy ok. 70% z podanych kwot.”

źródło: Kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa

Pytanie. Co komu po średniej krajowej skoro możliwe jest obliczenie dominanty? Jak dla mnie chodzi o sianie propagandy i wywołanie w głowach obywateli iluzji bycia bardziej zamożnym niż się jest w rzeczywistości. Uśrednianie dochodów to jeden z  celów socjalistycznej utopii, który próbuje się osiągnąć przez tzw. redystrybucję („sprawiedliwy” podział), będącą w rzeczywistości kradzieżą własności jednych ludzi by dać ją innym… (Odys)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

2.Tak Zwana „Płaca Minimalna”.

„…Sieć Wendy’s zmuszona nagle do wypłacania kasjerowi stawki $15 za godzinę, zamiast $8, zostaje niejako zmuszona do szukania tańszej alternatywy – w tym przypadku będzie to robot kasowy. Jednak pamiętać należy, że choć robot będzie pracował taniej od kasjera – powiedzmy że koszt jego funkcjonowania wyniesie $10 za godzinę – to nadal wydatki poniesione przez przedsiębiorce będą wyższe, od dotychczasowych $8 wypłacanych kasjerowi.
Jedyna sytuacja, w której zatrudnienie robotów w miejsce kasjerów byłoby korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, to sytuacja w której dzięki rozwoju technologii i/lub spadku ceny i/lub kosztów eksploatacji robotów, godzina pracy maszyny okazałaby się tańsza od dotychczasowej ceny godziny pracy kasjera – czyli spadła poniżej $8. Wówczas mielibyśmy do czynienia z efektywniejszym wykorzystaniem czynników produkcji przez przedsiębiorcę, a ponadto uwolniono by pracę ludzką, którą można by skierować do innych przeznaczeń.
Aby podwyżka płacy minimalnej do $15 nie spowodowała redukcji zatrudnienia, kasjerzy musieliby być na tyle wydajni, aby przychód przedsiębiorcy wynikający z 1 godziny ich pracy przewyższał kwotę $15. W przeciwnym razie jest po prostu niemożliwością, aby pracownicy zachowali swoje stanowiska pracy. Identycznie sprawa ma się z zatrudnianiem maszyn – ich praca zostanie zatrudniona, gdy będą wytwarzały dobra/usługi warte dla konsumentów tyle, że zapłacą oni przedsiębiorcy więcej, niż wynosi koszt utrzymania maszyn.
W każdym przypadku więc, gdy rząd dekretuje sztuczny wzrost ceny jakiegoś dobra, np. pracy, generuje to nieodwracalne straty dla całej gospodarki. Wysokość tych strat wynikających z nieoptymalnego wykorzystania czynników produkcji, wynosi tyle, ile różnica w cenie nowych czynników zatrudnionych po zmianie, a starych, zatrudnianych przed nią...” (Rafał Trabski – Czy płaca minimalna sprzyja postępowi?)

O co chodzi z płacą minimalną? Im więcej pracodawca musi zapłacić pracownikowi tym wyższa składka/podatek trafia z tytułu tej „podwyżki” do Skarbu Państwa. Co się dzieje z miejscami pracy które nie są warte podwyższonych kosztów? Jeśli przestają się opłacać przedsiębiorcy są rzecz jasna likwidowane, albo przechodzą do tzw. „szarej strefy”. Ten naturalny mechanizm (wynikający z prawa tzw. „krzywej Laffera”) nie dotyczy oczywiście tych „miejsc pracy” które utrzymują się z owych podatków i składek (tu prym wiodą wszelkie urzędnicze etaty)… (Odys)

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem. oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy

polecam również: Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) „TO PAŃSTWO ŻYJE NA KOSZT WSZYSTKICH!” i to: Posłowie Kukiz’15 MASAKRUJĄ pomysł ZWIĘKSZENIA PŁACY MINIMALNEJ!

3. Rząd PISu pozwoli bankom ukraść Twoje oszczędności.

„Mija 3-cia rocznica rabunku deponentów na Cyprze, w akcji unijnej zwanej od tamtego czasu „cypryzacją”. Pamięć o tym wydarzeniu jest w narodzie dobra, ale niestety krótka. Świadczy o tym niedawna dyskusja na tym blogu w której dały się słyszeć głosy że może cypryzacja nie była aż takim skandalem jakim była, albo inne które dowodziły że skandal przycięcia depozytu bankowego ” średnio o 7-9%” jest znacznie mniejszy niż przycięcie go o 40%. To oczywiście jest wariantem syndromu sztokholmskiego wg którego należy dziękować rabusiowi za to że ci przestrzelił tylko kolano bo mógł przecież czaszkę. W pokrewnym rozumowaniu w innym wątku dotyczącym Brexitu drogi czytelnik nie widzi związku tego wydarzenia z Polską i domaga się aby zamiast tego pisać o osiągnięciach gospodarczych PiS.

Docenią ją dopiero wtedy gdy osiągnięcia gospodarcze PiS doprowadzą do cypryzacji banku na rogu. Względnie, w przypadku Brexitu, dopiero po niewczasie zrozumieją jaką szansę kraj stracił nie reagując na tektoniczne zmiany w strukturze EU jakie wydarzenie to może spowodować…

…Istotne w tym jest co innego. Nie ma żadnej gwarancji że w kolejnej cypryzacji, być może w wyniku sukcesów gospodarczych PiS-u, unijne gwarancje depozytów będą honorowane gdziekolwiek. Spodziewanie się tego przez niektórych jest skrajną naiwnością. To co wygląda dobrze na papierze w przypadku odizolowanego upadku jednego banku na skutek tzw. gromu z jasnego nieba nie ma zastosowania w wypadku systemowego kryzysu bankowego i seryjnego padu całego szeregu banków, jeden pociągający za sobą drugi. Nie bez powodu przecież EU wcisnęła w gardło opornym rządom dyrektywę „cypryzacyjną”, ustalającą kolejność strzyżenia w cypryzacjach, pardon me, „przymusowych restrukturyzacjach”. Po długim ociąganiu się polski rząd również przepchał mozolnie przez sejm swoje ustawy dostosowujące polskie ustawodawstwo do tego…” (cynik9 – Memento unijnego strzyżenia)

podobne: Informacja warta 3,7 mld Euro, czyli „cypryzacja depozytów bankowych” – DwaGrosze oraz: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze a także: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” 

„…20 maja br. Sejm 221 głosami Prawa i Sprawiedliwości uchwalił ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w której znajduje się między innymi art. 201 ust. 1, zgodnie z którym Bankowy Fundusz Gwarancyjny może „bez zgody właścicieli oraz wierzycieli podmiotu w restrukturyzacji dokonać 1) umorzenia lub konwersji zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji; 2) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych do instytucji pomostowej w celu wyposażenia jej w fundusze własne; 3) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych w ramach instrumentu wydzielania praw majątkowych; 4) umorzenia zobowiązań w ramach instrumentu przejęcia przedsiębiorstwa.” Ustęp 2 tego artykułu stanowi, że „umorzenie lub konwersja zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji jest dopuszczalna w przypadku, gdy w jej wyniku podmiot w restrukturyzacji spełni określone odrębnymi przepisami warunki prowadzenia działalności oraz istnieją uzasadnione przesłanki, że w wyniku restrukturyzacji o której mowa w art. 214, osiągnie długoterminowa stabilność finansową.”

Co z tego wynika? Ano to, że Sejm przeszedł do porządku nad art. 64 ust. 3 konstytucji, stanowiącym, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy I TYLKO W ZAKRESIE, W JAKIM NIE NARUSZA ISTOTY PRAWA WŁASNOŚCI.” (podkr. SM). Umorzenie lub konwersja wierzytelności bez zgody wierzyciela jest naruszeniem istoty prawa własności, do której należy plena in re potestas czyli pełne władztwo nad rzeczą, przysługujące WŁAŚCICIELOWI, z wyłączeniem innych osób. Regulacja te sprzeczna jest również z art. 508 kodeksu cywilnego, który stanowi, że zobowiązanie wygasa, gdy WIERZYCIEL zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. W tej czynności nikt nie może wierzyciela zastąpić i umorzyć wierzytelności w jego imieniu, nawet gdyby bankowi, co to znalazł się w finansowych tarapatach, było to bardzo na rękę. Tymczasem wspomniana ustawa idzie jeszcze dalej, stanowiąc w art. 105 ust. 3, że „prawomocny wyrok sadu administracyjnego stwierdzający wydanie przez Fundusz decyzji z naruszeniem prawa, nie wpływa na ważność czynności prawnych dokonanych na jej podstawie i nie stanowi przeszkody do prowadzenia przez Fundusz działań na jej podstawie, w przypadku gdyby wstrzymanie tych działań stwarzało zagrożenie dla wartości przedsiębiorstwa podmiotu, ciągłości wykonywania zobowiązań, których ochrona jest celem przymusowej restrukturyzacji, stabilności finansowej lub nabytych w dobrej wierze praw osób trzecich, w szczególności osób, które nabyły prawa majątkowe lub przejęły zobowiązania w wyniku decyzji Funduszu o zastosowaniu instrumentów przymusowej restrukturyzacji.”

Skąd ta skwapliwość Sejmu do ochrony interesów bankowych nawet kosztem ochrony własności i prawa obywateli do sądu? Okazuje się, że wynika to z konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej, a konkretnie – do dyrektywy z 15 maja 2014 roku, bo za opóźnienia w jej implementacji Unia Europejska „surowe głosi kary”. Mamy więc osobliwą sytuację, że za zasłoną spektakularnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, gdzie zarówno rząd, jak i prezes Jarosław Kaczyński ma możliwość pokazania całej Polsce, jak to stawia czoło unijnym mandarynom w rodzaju Fransa Timmermansa i broni suwerenności – otóż za zasłoną tego spektaklu rząd pani Beaty Szydło w podskokach realizuje banksterskie dyrektywy. W takiej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których, mimo gromkich pohukiwań o obronie suwerenności, jakoś nie słychać o uchyleniu podpisanej 24 stycznia 2014 roku przez prezydenta Komorowskiego ustawy nr 1066 o bratniej pomocy. Może ona przydać się jak znalazł, kiedy trzeba będzie konfiskować depozyty i otoczyć banki kordonem żandarmów, chroniących je przed naporem zdesperowanych wierzycieli.

Jakby tego było mało, to na deser warto przytoczyć relację ze spotkania pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami w Gorzowie Wielkopolskim 30 maja br., którą otrzymałem od pana Rafała Z. Pan Rafał podczas tego spotkania zapytał wicepremiera Morawieckiego o szanse przywrócenia ustawy o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i oto co usłyszał w odpowiedzi. „Pan premier był do bólu szczery. Zwrócił się do zebranych, aby pokazali mu kraj, gdzie wprowadzono podobne, wolnościowe prawo. Dodał, że takie rozwiązanie, jak to, które obowiązywało w Polsce od 1 stycznia 1989 roku, może działać tylko wtedy, gdy zachodzą rewolucyjne zmiany w warunkach „głębokiej transformacji”. Państwo, które musi zaaplikować sobie 70 procent legislacji z zewnątrz, czyli z Brukseli, nie może pozwolić sobie na ustawę o wolności gospodarczej. Poza tym, po 27 latach od ustawy Wilczka, po 12 latach w UE, w Polsce – kontynuował – jest dużo poukładane. Jest gąszcz sprzecznych interesów różnych grup, co wytwarza konflikt, jak w przysłowiu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Ponadto – podkreślił premier – Polska nie może wprowadzić ustawy o działalności gospodarczej, wzorowanej na Wilczku, bo wejdzie w głęboki konflikt z UE. Kończąc odpowiedź na moje pytanie, rzucił optymizmem i zadeklarował: „ale będziemy upraszczać”. Zapewne miał na myśli ulżenie przedsiębiorcom, czy coś w tym guście. Wcześniej mówił o tym, skąd Polska weźmie pieniądze na rozwój gospodarczy. No więc weźmie z nowych kredytów, które zaciągnie w zachodnich bankach. To jest tani pieniądz – zaznaczył – bo w zasadzie nieoprocentowany.”

Skoro tak, to lepiej rozumiemy skwapliwość rządu w spełnianiu najskrytszych marzeń banksterów, kosztem ochrony własności, podobnie jak gromkie pokrzykiwania pana prezesa Kaczyńskiego w obronie suwerenności. Tyle naszego, to znaczy – tyle tej całej „suwerenności”, co sobie pokrzyczymy. I na koniec nie mogę oprzeć się przypomnieniu, dlaczego w 2003 roku byłem przeciwko Anschlussowi. Otóż w 1990 roku na zaproszenie UPR przyjechał do Polski prof. Milton Friedman, który spotkał się z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Podczas tego spotkania udzielił rady, która i dzisiaj jest aktualna. Polska – mówił – nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, jakie bogate kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Święte słowa – ale w następstwie umowy stowarzyszeniowej ze wspólnotami europejskimi, Polska zaczęła dokonywać recepcji tzw. standardów, to znaczy – zachowywać się, jakby była bogatym krajem zachodnim. Warto porównać postępy w recepcji owych „standardów” ze zwiększaniem się corocznych deficytów budżetowych. Zależność bije w oczy.

Toteż w 2003 roku próbowałem przekonywać, że poza Unią też jest życie i jako przykład podawałem m.in. Szwajcarię. Moi oponenci powiadali wówczas, że Szwajcaria to zły przykład, bo to kraj bogaty. – Owszem, bogaty – odpowiadałem – ale przecież nie dlatego, że zapisał się do Unii, tylko z jakichś innych przyczyn, na przykład – że się mądrze rządzi. No to my też spróbujmy mądrze się rządzić, zamiast robić sobie iluzje, ze Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Warto to przypomnieć zwłaszcza dziś, kiedy to w ostatnim referendum Szwajcarzy większością prawie 79 procent głosów odrzucili komunistyczny pomysł wprowadzenia „dochodu gwarantowanego”, czyli 2500 franków miesięcznie „od państwa” dla każdego. U nas – odwrotnie; iluzja zwyciężyła i zwycięża, a deklaracja pana wicepremiera Morawieckiego w Gorzowie pokazuje, że rzeczywiście znowu może być, jak za Gierka – zwłaszcza pod koniec „przerwanej dekady”.” (Stanisław Michalkiewicz – Będzie jak za Gierka?)

podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych  i to: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Bezpiecznie „jak w banku”? Już nie! a także: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i jeszcze: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

4. Tak Zwany „Bezwarunkowy dochód gwarantowany”.

„…Szwajcarzy jako jeden z nielicznych narodów doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy wolny rynek (nie mylić z monopolami) oraz ograniczony udział rządu przekłada się na dobrobyt społeczny, dzięki czemu kilka miesięcy temu opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu płacy minimalnej. W zeszły weekend zagłosowali także przeciwko wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się świadomość, że jeżeli rząd ma Ci coś dać, to w pierwszej kolejności musi zabrać z podatków przynajmniej półtora raza tyle

…Wysokość zasiłków, szczególnie w przypadku licznej rodziny sprawia, że nikt z nich nie myśli o pracy, rozwoju czy o edukacji dzieci. Model rodziny żyjącej z socjału przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnych przykładów zresztą nie trzeba szukać daleko. W ostatnim czasie w polskich mediach aż huczy nt. rodziców przepijających zasiłki otrzymywane w ramach programu 500 +.

Zupełnie inaczej podchodzi się do pieniędzy zarobionych, a inaczej do tych otrzymanych od państwa. Jeżeli przez miesiąc ciężko pracujemy na nasze wynagrodzenie to szanujemy pieniądze. Zasiłki natomiast wielu traktuje na zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

…Nigdy, ale to przenigdy nie możemy zapominać, że na każde świadczenie, które otrzymujemy od rządu musimy się w pierwszej kolejności sami złożyć...

Największą patologią dzisiejszego świata jest wszechobecny socjalizm połączony z dyktaturą korporacji, z czego zdaje sobie sprawę mniej niż 5% społeczeństwa. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. W zbankrutowanej UE jest to astronomiczne 48%. Za połowę gospodarki odpowiada niewydolne i skorumpowane państwo. W Polsce odsetek ten jest trochę niższy, ale i tak wynosi 41,5%. Rozrośnięty rząd, zbędne regulacje oraz świadczenia socjalne sprawiają, że utrzymanie państwa jest niezwykle drogie. Efekt jest taki, że obywatele muszą oddawać państwu prawie połowę swoich dochodów. W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na 11 czerwca. Oznacza to, że w ujęciu rocznym na państwo pracujemy przez prawie pół roku! Dla porównania na początku XX wieku w USA dzień wolności podatkowej przypadał na koniec stycznia. Państwo mogło funkcjonować i funkcjonowało doskonale, utrzymując się z podatków 7-krotnie niższych niż obecnie.

Uzależnienie społeczeństwa od rządowej jałmużny jest jednocześnie tym, na czym politykom zależy. Otrzymując coś od państwa skazujemy się na łaskę i niełaskę rządzących, stając się nowoczesnymi niewolnikami. Władza korumpowała od zawsze. Nie zmienimy ludzkiej natury. Celem nadrzędnym polityków jak i prawdziwych architektów systemu jest kontrola, a tą zapewnia system dystrybucji kapitału…” (Trader21 – Bezwarunkowy dochód gwarantowany)

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

„Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą. No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę…

co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi…

…Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć…

Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!”…” (Stanisław Michalkiewicz – Czegoś biedny? Boś głupi!)

Wraz ze wzrostem wolności wzrasta poczucie odpowiedzialności – Stanisław Michalkiewicz

polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Trzecim filarem cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, jako podstawa systemu prawnego państwa. Podstawą tej etyki jest uznanie, że każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i sytuacji materialnej, przysługują naturalne prawa i pewne minimum godności, jako dziecku Bożemu – a prawo stanowione powinno to respektować. Jak łatwo przekonać się już na podstawie tego pobieżnego przedstawienia, cywilizacja łacińska opiera się na stabilnych podstawach, w przeciwieństwie do społecznych inżynierii. Dlatego też ideologie skoncentrowane na społecznych inżynieriach dążą do unicestwienia cywilizacji łacińskiej. W ulubionej kultowej piosence komunistów śpiewa się między innymi, że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. O jaki „ślad przeszłości” tu chodzi? A o jakiż by, jeśli nie o znienawidzoną przez komunistów łacińską cywilizację? Komunizm pozostaje w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności z łacińską cywilizacją. Nie uznaje bowiem obiektywnego charakteru prawdy, ponieważ kieruje się „mądrością etapu”. Nie uznaje zasad prawa rzymskiego, bo jest wrogiem własności. Wreszcie, nie uznaje etyki chrześcijańskiej, ponieważ forsuje walkę klas. Niektórzy durnie, również utytułowani, dopatrują się podobieństw między chrześcijaństwem i komunizmem. Ale żadnych podobieństw między chrześcijaństwem a komunizmem nie ma. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie podejścia do nierówności społecznych. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy komunizm judzi: „bierz!” Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy to bardzo wielu poczciwców duraczonych jest przez grandziarzy, uwijających się wokół ugruntowania w opinii publicznej przekonania o bezalternatywnym charakterze nieubłaganego postępu…

chociaż strategia się zmieniła, to cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił; jej celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, który tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. Z tego powodu człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie codziennie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów, a tej umiejętności on się nie tylko wyrzekł, ale nawet ją znienawidził. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono m.in. tym, ze nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, czy wreszcie – władzy właściciela nad rzeczą…” (Stanisław Michalkiewicz – Zielony i czerwony daje brunatny)

5. Moralność rządowych „programów socjalnych” (na przykładzie „500+”).

Moralność… „gr. ethos − obyczaj, zwyczaj; łac. moralitas – obyczajność – ogólny obowiązek, który narzuca się człowiekowi w jego relacjach z drugimi, z sobą samym i z przyrodą; wymaganie, które – w przeciwieństwie do prawa – jest wyzwaniem, a w odróżnieniu od obiegowego zwyczaju i społecznego obyczaju, nie obowiązuje jedynie ze względu na sankcje społeczne, ale z tej racji, że skierowuje się do człowieka jako bytu rozumnego i wolnego. Człowiek, stosujący się do tych wymagań, działa dobrze; gdy zaś wykracza przeciw nim, czyni zło. Jest on poddany uwarunkowaniom biologicznym, psychologicznym i socjokulturalnym; nie są one jednak jego determinacjami. W miarę jak je uobiektywnia, poznaje albo na nowo poznaje, osądza lub za nie odpowiada, odrzuca albo próbuje zmienić, realizuje się jako byt moralny.”

„…Nam dziś wszędzie wmawiają „nie oceniaj” . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w „nie potępiaj” – a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę … głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu „jesteś głupi” a „głupio postąpiłeś”. To pierwsze daje piętno na człowieka – dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie „głupio postąpiłeś” daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne „nie oceniaj”- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj knebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! „taki już jestem i mnie nie oceniaj”-  to się do cholery zmień!! Te kneble „nie oceniaj” stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

…osoby żądające od nas „nie oceniaj”chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie „wcinam” w jego/jej życie – chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się:”JAK TO???” ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a – jak można odrzucić takie „dobro”?) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie…” (michalxl600 – Nie oceniaj)

Jakiś czas temu toczyłem spór o ocenę moralną kradzieży (jakim jest program 500+ obecnej partii rządzącej) z ludźmi którzy uważają się za prawicowców poważających etykę chrześcijańską, ale nie widzą niczego złego w tym że ktoś (władza) pod pozorem „prawa” i pod przymusem grabi dobro jednych obywateli by dać je innym pod pewnymi warunkami, które według owej władzy uprawniają ją do tego rodzaju „interwencji”.

Dłuuuugo próbowałem „zmusić” dyskutantów do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy tego rodzaju kradzież (maskowaną pod różnymi szczytnymi hasłami jak „redystrybucja” albo „wyrównywanie szans”) jest złem czy też nie, i czy godzi się w jakimkolwiek wypadku ją usprawiedliwiać. Nikogo przy tym personalnie nie nazwałem złodziejem. Wobec jednej z osób użyłem natomiast określenia manipulant, kiedy zamiast odpowiedzieć mi na wyżej wspomniane pytanie wprost, osoba ta uwarunkowała prawo do oceny  moralnej programu „500+” od posiadania przeze mnie dzieci. Jakbym bez spełnienia tego „warunku” nie miał prawa nazywania patologii po imieniu. Najbardziej poraża fakt że ta osoba (i nie tylko ona) uważała jednocześnie konieczność istnienia zasad moralnych (takich jak nie kradnij, nie pożądaj cudzej rzeczy) jako obiektywnego dobra służącego prawidłowemu rozwojowi społecznemu. Pozostaje pytanie na co komu jakiekolwiek zasady (tudzież publiczne identyfikowanie się z nimi) skoro jednocześnie publicznie i z premedytacją relatywizuje się ich sens i cel. Nie rozumiem też dlaczego osoby uprawiające tego rodzaju „ekwilibrystykę ideologiczną” (zaprzeczające przy tym samemu sobie) obrażają się i czują się personalnie atakowane kiedy zwróci się im na to uwagę.
Uważam że pobłażanie i puszczanie oka do takich postaw (a nie samych ludzi bo człowiek zawsze może się zmienić – byle na dobre) w imię „dobrosąsiedzkich stosunków”, lub tzw.”pragmatyzmu” według którego „jeśli dają to trzeba brać” (co było m.in. jednym z „argumentów” mających usprawiedliwić wspomnianą inżynierię społeczną) to współudział w szerzeniu zła. Wyłapywanie i nazywanie po imieniu  tego rodzaju manipulacji to po prostu obowiązek każdego kto uważa się za osobę „moralną” i deklaruje konieczność istnienia w relacjach międzyludzkich pewnych elementarnych i obiektywnie dobrych zasad. Nie potępiam ludzi! Bo po pierwsze nie jestem w stanie nikogo skazać na takie potępienie, a po drugie nie wykazuję nawet takich aspiracji. Logiczne zestawienie słów/czynów z zasadami na które w końcu pewne osoby SAME się powołują to nie jest potępianie ani wywyższanie się… (Odys)

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją”  (Mahatma Gandhi)

PodziemnaTV – Robią nas w konia: Prezydent Duda o 500+ państwo coś wreszcie daje a nie zabiera #149 oraz: Niższe zarobki Polaków w Polsce niż za granicą #152 (czyli skąd się bierze bogactwo)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!

Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta.


Bassam Alemam - Koniec niewolni

Bassam Alemam – Koniec niewolni

„…Na wniosek prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych i Dyrekcji stadniny w Janowie Podlaskim skierowałem do Prokuratora Generalnego prośbę o objęcie tej bulwersującej sprawy osobistym nadzorem. Zależy mi na drobiazgowym i rzetelnym przeprowadzeniu śledztwa oraz wykryciu sprawców bądź sprawcy zgonów klaczy — napisał minister Jurgiel.

Prokurator Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie powiedziała PAP, że sprawa padłej klaczy Amry została dołączona do śledztwa prowadzonego przez tę prokuraturę, dotyczącego przestępstwa niegospodarności, jakiego miały się dopuścić poprzednie władze stadniny. Według dotychczasowych ustaleń, klacz została przewieziona do kliniki koni SGGWw Warszawie, tam poddana została operacji, ale nie udało się jej uratować. Prawdopodobną przyczyną śmierci była martwica jelit.

Dokładne przyczyny wyjaśni sekcja zwłok, która będzie zarządzona — zaznaczyła Kępka…”

źródło: Stadnina w Janowie Podlaskim: padła kolejna klacz. Minister Jurgiel zwrócił się z prośbą o nadzór nad sprawą do Prokuratora Generalnego

Na początek proste pytanie – W Janowie zdychają konie. Co ma do tego minister? – w temacie który powinien zakończyć się zaoraniem (prywatyzacją) tego żerowiska (funkcjonującego na koszt podatników w ramach „dobra publicznego” zwanego „Agencją Nieruchomości Rolnych”), i jako nieudolność grupki prywatnych fascynatów zostać wyśmiany za brak profesjonalizmu. Tymczasem coś co powinno być czyimś prywatnym problemem, zostało podciągnięte (przez główne media i część polityków) do rangi niemal tragedii narodowej, która wymaga jak się okazuje interwencji majestatu państwa:

„…Najsampierw padła klacz Pianissima, której wartość sięgała aż 3 miliony euro. Zatrzymajmy się chwilę nad tą sprawą, bo zadaje ona kłam rozpowszechnianej fałszywej pogłosce, jakoby największą wartość reprezentowało życie ludzkie. O ile mi wiadomo, życie żadnego nieboszczyka, nawet tak majętnego, jak „pana doktora Jana”, czyli pana doktora Jana Kulczyka nie zostało wycenione tak wysoko, jak życie klaczy Pianissimy. Zmusza to nas do rewizji propagandowej tezy, jakoby życie ludzkie stanowiło wartość najwyższą

Niestety rząd w swojej zatwardziałości zamyka oczy na fakty oczywiste i pan minister Krzysztof Jurgiel zawiadomił prokuraturę, by ta sprawdziła, czy seria tajemniczych zgonów klaczy nie jest przypadkiem efektem działania osób trzecich. Ciekawe, że pan minister Jurgiel nie domaga się od prokuratury sprawdzenia, czy te tajemnicze zgony nie są następstwem działania osób drugich, które potrafią nawywijać jeszcze bardziej, niż osoby trzecie. Gdyby się okazało, że w tych zgonach maczał palce seryjny samobójca, wszystko jedno, czy z grona „osób trzecich”, czy „osób drugich”, to byłoby rzeczą oczywistą, że mamy do czynienia z męczeństwem trzech klaczy rasy arabskiej, które padły ofiarą walki politycznej…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Męczeństwo klaczy Amry

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.  oraz: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK).  i to: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy.  a także: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko i jeszcze: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności

…Tymczasem to samo z jednej strony zatroskane o zdychające konie państwo, z drugiej strony zatruwa życie ludziom… 

„…Poszło o pomysł, który został dopisany do pierwotnego projektu po posiedzeniu Rady Ministrów, a polegający na tym, by samorządy miejskie lub gminne mogły bez przetargu zlecać odbiór i zagospodarowanie odpadów własnym jednostkom organizacyjnym. Przedsiębiorcy z branży zagospodarowania odpadów uważają, że taka regulacja doprowadzi do wyparcia z rynku prywatnych firm, a w konsekwencji – do ich likwidacji. Skoro tak, to trudno tę regulację uznać za formę wspierania przedsiębiorczości, chociaż z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę, że branża zagospodarowania odpadów nie zostanie zlikwidowana. Zlikwidowane zostaną firmy prywatne, a ich miejsce zajmą jednostki organizacyjne samorządów, czyli firmy należące do sektora publicznego. Trudno w tej sytuacji dziwić się rozgoryczeniu prywatnych przedsiębiorców i to nie tylko dlatego, że w ciągu ostatnich 20 lat w swoje firmy sporo zainwestowali, ale również dlatego, że ani pani Beata Szydło, ani żaden inny polityk Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami nie mówił, że wspieranie będzie dotyczyło jeśli nawet nie wyłącznie, to przede wszystkim firm państwowych lub samorządowych. No ale teraz już się wyjaśniło, dzięki czemu możemy utwierdzić się w przypuszczeniach, że ideałem gospodarczym obecnego rządu jest przedwojenna sanacja.

Sanacja była ruchem etatystycznym i dążyła do renacjonalizacji gospodarki, chociaż oczywiście nie tak brutalnie, jak robili to bolszewicy – bo bolszewicy nie tylko przejmowali prywatne przedsiębiorstwa, ale przy okazji mordowali przedsiębiorców wraz z rodzinami, podczas gdy sanacja tylko obezwładniała ich ekonomicznie w tak zwanym majestacie prawa. Ale chociaż metody się różniły to rezultat był podobny; coraz więcej prywatnych przedsiębiorstw przechodziło pod kontrolę państwa – i o to właśnie chodziło. Tak właśnie mówił 1 grudnia 1929 roku we Lwowie ówczesny minister przemysłu i handlu Eugeniusz Kwiatkowski: „Udzielanie licznym firmom olbrzymich sum w formie kredytu na cele inwestycyjne, a więc z pełną świadomością, iż firmy te nie będą w stanie kredytu tego spłacić, skutkować będzie tym, że w przeszłości przedsiębiorstwa te muszą przejść na własność banku, względnie pod kontrolę państwową.”

No dobrze, ale dlaczego właściwie sanacji tak zależało, żeby jak najwięcej firm przechodziło pod kontrolę państwową? Odpowiedź jest prosta – w takiej sytuacji można było takimi przedsiębiorstwami wynagradzać osoby zasłużone dla sanacji. Taki zasłużony zostawał dyrektorem, albo prezesem zarządu i żył sobie jak pączek w maśle tym bardziej, że wszelkie straty, mniej lub bardziej dyskretnie, pokrywane były ze środków publicznych. Oczywiście tego nie można było głośno mówić i dlatego głośno mówiło się o wspieraniu polskiej przedsiębiorczości – tak samo, jak teraz. Okazuje się jednak, że i wśród polskich przedsiębiorców są gorsi i lepsi. Ci gorsi – to przedsiębiorcy prywatni – bo takiemu prywatnemu wprawdzie też można wtrynić jakiegoś zasłużonego na utrzymanie, ale strasznie dużo z tym kłopotliwego zachodu. W przypadku przedsiębiorców gospodarujących na państwowym lub samorządowym sprawa jest znacznie prostsza i dlatego ta forma przedsiębiorczości jest tak faworyzowana. Prowadzi to wprawdzie do dysonansów poznawczych, ale mówi się: trudno. Nie ma rzeczy doskonałych.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Rząd w dysonansie poznawczym

Trzeba przyznać (za klasykiem) że „słuszną linię ma nasza władza…”

Po ustawie o zaborze ziemi (i zabezpieczeniu jej dla „związków wyznaniowych”) mamy kolejny „patriotyczny” wybryk czyli „nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych będącej adaptacją dyrektywy „inhouse” Unii Europejskiej, która spowoduje uwłaszczanie się na spółkach gminnych wybranych przez zarządy administracji lokalnych osób i podmiotów”. Jest to kolejna PRO monpolowa ustawa która skończy się tak jak to do niedawna wyglądało na Węgrzech, że „nasze” (polskie) śmieci będzie za jakiś czas obsługiwać kapitał zagraniczny a polski śmieciarz wyciśnięty z rynku przez „swój” rząd jak niegdyś Pan Kluska (ten od Optimusa) będzie wbijał zęby w stół.

To tak apropos bezrozumnego oburzenia tzw. „patriotów” na nadmierny wpływ kapitału zagranicznego, ale bez namysłu o to kto tak naprawdę stwarza ku temu warunki i głosuje za prawem która zabija zdrową dla polskich konsumentów konkurencję i polski prywatny kapitał, o czym więcej tu: „Socjalizm w każdej gminie, czyli inhouse po polsku – Jacek Wilk, KP KUKIZ’15, wiceprezes KNP”… Życzę wszystkim „dobrej zmiany”… (Odys)

podobne: Nacjonalizacja śmieci czyli jak działa komunizm i jak działają komuniści oraz: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? polecam również: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? a także: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm).

…i tu dochodzimy do istoty problemu którym nie są ci wszyscy pazerni na pieniądze publiczne ludzie (niezależnie od tego pod jakim sztandarem prowadzą „misję publiczną”), ale sam fakt istnienia czegoś takiego jak „własność państwowa”, czyli potocznie mówiąc koryto…

„…Nieważne jaka partia, zasada zawsze jest jedna – szefem telewizji, wojewodą, szefem radia czy innym …szefem robię zawsze kogoś kto na to nie zasłużył, kto w istocie jest zawodowo nikim, szaraczkiem – jednak od tej pory to właśnie takie średnie nic, wyniesione do poziomu czegoś dobrze będzie wiedziało komu to wszystko zawdzięcza.

I tak nie mamy już hierarchii dziobania, jeno hierarchię lizania – mało zdolne lizusy, wyniesione do dużych pensji i zaszczytów, pilnie liżą karmiące ich dłonie, odreagowują to jednak na swoich podwładnych, dając im solidnie w kość i wymagając rekompensaty za niedogodność lizania w postaci hołdów, pochlebstw i całej gamy świństw.

Tak to działa – tworzy się ekosystem miernot, które lokalnie panoszą się z sobie właściwym wdziękiem i inteligencją odbierając chęć do życia i optymizm wszystkim innym. Tak jest w Polsce lokalnej. Tak na niej odciska się system politycznych miernot.
PiS przyszedł do władzy, inaczej – daliśmy PiS – owi władzę!, nie po to, aby kontynuował ten smętny stan. PiS dostał od nas władzę, aby to zmienić – miał rozbić lokalne kliki, przetrzepać skórę miernotom, które okupowały naszą codzienną rzeczywistość.

O ile w Warszawie istotnie czuje się nowy świeży powiew wiatru, to jednak im głębiej wnika się w polski interior, tym bardziej śmierdzi starym, znajomym gnojem.

To właśnie te nieme kukły z sejmowych spektakli, te nieudaczne postaci, które kariery porobiły jedynie dzięki umiejętności podlizywania się komu trzeba, usiłują meblować rzeczywistość w polskich miastach i powiatach. Ich wyobraźni starcza jedynie na tyle, aby układ PO i PSL zastąpić własną, lokalną sitwą. W wielu wypadkach dochodzi nawet do swoistej konwergencji sitw i stare sitwy, pod nieco przemalowanymi szyldami, znów wygodnie rozpierają się w pierwszych lożach.

Spoglądam na przykład na port lotniczy w podkrakowskich Balicach (zaraz wylatuje z niego do Albionu) i co – ten sam pokraczny, karierowicz nadal jest prezesem – Jan Pamuła, historia krakowskich mętnych układów, były szef klubu parlamentarnego Kongresu Liberalno Demokratycznego nadal jest tam prezesem.

Zmieniło się tylko tyle, że do zarządu wsadzono mu byłego asystenta pani Beaty Szydło, a szefem rady nadzorczej został poprzedni prezes lotniska z ramienia PiS.

Nikt nikomu krzywdy nie robi…” (Witold Gadowski • stefczyk.info)

całość tu: „Bo potem nasi też nauczą się kraść…”

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.  oraz: Zamieszanie z delegacjami posłów. Krzysztof Gędłek: Hofman i spółka, czyli o ciemniakach i złodziejach. i to: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

…Całe szczęście że to całe towarzystwo to nie są żadni „nasi” (bo bym się chyba ze wstydu spalił za taką „dobrą zmianę”), a zwykłe „swojaki” (tacy sami jak POprzednicy). Niech się wstydzą (a najlepiej pójdą po rozum do głowy) ci którzy oddali swój głos na tę kolejną odsłonę komuny, bo jaki jest koń (i że zdycha jak te pod Janowem) każdy kto chce i wie na co patrzeć ten widzi. Można się co najwyżej dziwić takim „zdziwionym” jak Pan Gadowski, który przegapił tak w kampanii obietnic, jak i w samym programie gospodarczym i ideowym PISu zapisy rodem z czerwonej międzynarodówki, które tak jak za komuny tak i teraz kosztują i będą kosztować zwykłych obywateli. Łączą za to tzw. „elity” w jednym podstawowym celu – utrzymaniu koryta. Całą nieistotną resztą tak rząd jak i „opozycja” mogą się „pięknie różnić” i się różnią (ku chwale ojczyzny i wątpliwej rozrywce jej rezydentów)… (Odys)

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?


 „…w przeciwdziałaniu terroryzmowi niezwykle ważnym elementem jest akceptacja społeczna dla stosowanych form i metod. Wynika to z faktu, ze większość z nich łaczy się ze stosowaniem przymusu. O ile bowiem praca służb specjalnych na ogół nie jest (i być nie powinna z natury rzeczy!) bezpośrednio odczuwalna dla społeczeństwa, o tyle wszelkie przedsięwzięcia związane z fizyczną ingerencją są odczuwalne. Poziom zagrożenia, a dokładniej tzw. poczucie zagrożenia, w prosty sposób przekłada się na akceptację działań, które mają umocnić poczucie własnego bezpieczeństwa. Psychologiczny ale i czysto logiczny mechanizm polega na tym, iż im bardziej człowiek się boi, na tym więcej ograniczeń się godzi, by zmienić ten stan rzeczy.

…Przy wysokim poczuciu zagrożenia metody te nie są odbierane negatywnie, ale gdy zaczynamy czuć się bezpieczniej, akceptacja spada. W pewnym momencie zaczynają pojawiać się opinie negatywne, wreszcie opór i sprzeciw.

Tymczasem efektywny system bezpieczeństwa musi być wolny od wyjątków. Musi też być dostosowany do miejsca, czasu i sytuacji. Należy zawsze wyważyć decyzje o zabezpieczeniach tak, aby uniknąć wzmiankowanej powyżej krytyki, a co za tym idzie dopuszczenia do zaprzeczenia takiej konieczności. Brak społecznego poparcia w tej sprawie może prowadzić do sytuacji, w której strzegący bezpieczeństwa może zacząć być postrzegany bardziej negatywnie niż ten, który stworzył zagrożenie. To dlatego, że zagrożenie do momentu zamachu jest tylko potencjalne (nawet, gdy jest wysoce prawdopodobne), a tymczasem wszelkie czynności zabezpieczające są realne i namacalne…

…sprawą kluczową jest to, że żadna służba nie ma prawa do sprawdzania wszystkiego i wszystkich. Wszelkie działania są obwarowane wieloma zapisami ustawowymi, rozporządzeniami i aktami wewnętrznymi. Większą ilością niż zapewne w innych sektorach działań państwa. Ich przestrzeganie jest w każdej służbie ściśle pilnowane z prostego powodu – łamanie prawa byłoby nie tylko sprzeczne z istotą funkcjonowanie służby specjalnej, ale i podważałoby fundamenty jej istnienia.

…Inną kwestią jest to, że tzw. permanentna inwigilacja byłaby niekorzystna zwłaszcza z punktu widzenia służb specjalnych. Wynika to z faktu, że wiązałoby się to z potężnym rozproszeniem sił i środków. Ilość pozyskanych informacji zablokowałaby służbę, gdyż nie można byłoby tych informacji szybko i sprawnie przesiać i przeanalizować, bo wbrew pozorom komputerowe systemy analityczne nie załatwiają sprawy. W związku z tym powierzchowność takiej wiedzy świadczyłaby o jej niskiej użyteczności.

Instrumenty prawne umożliwiające zapewnienie bezpieczeństwa nie są wrogiem społeczeństwa, ale jego sprzymierzeńcem. Pozwalają zapobiec zamachowi, powstrzymać terrorystów, zlikwidować źródło zagrożenia, zapobiec jego odrodzeniu. Wymagając zapewnienia bezpieczeństwa, nie można jednocześnie ograniczać możliwości skutecznego działania. Odpowiedzią na obawy dotyczące wolności obywatelskich jest zbalansowany system organów bezpieczeństwa państwa oraz system kontroli i nadzoru.

Niestety, bywa, że stosowany jest też inny sposób postępowania, skuteczny jedynie na krótką metę. Tym sposobem jest takie operowanie informacjami dotyczącymi zagrożenia terrorystycznego, aby podtrzymywać podwyższone poczucie zagrożenia, gdyż ułatwia to aprobatę dla działań ograniczających wolności obywatelskie. Pomijając słuszność lub niesłuszność stosowania tej czysto socjotechnicznej sztuczki należy stwierdzić, że nie da się tak działać bez końca. Społeczeństwo prędzej czy później orientuje się, że „coś tu nie gra”.

Epatowanie zagrożeniem początkowo przynosi skutek, potem budzi wątpliwości, później męczy, a na końcu tylko śmieszy i nie wzbudza zainteresowania. Uczciwa komunikacja społeczna w kwestii zagrożeń terrorystycznych i adekwatne działania są najskuteczniejszym orężem w staraniach o społeczną akceptację stosowanych systemów bezpieczeństwa

…tzw. cyberterroryzm nie jest terroryzmem. Nie zawiera się w żadnej definicji terroryzmu, gdyż brakuje tu jednego zasadniczego elementu, a mianowicie przemocy. Jak bardzo by się nie starać, trudno uznać, że zaaplikowanie „wirusa” do oprogramowania, kradzież danych czy zakłócenie funkcjonowania danego urządzenia to przemoc. No chyba, że pendraive’a z „robakiem” wbije się młotkiem do gniazda usb w komputerze. Dawno temu ukuto sformułowanie właściwe dla zagrożeń bezpieczeństwa sieci komputerowych – czyli hackerstwo. W jakim więc celu epatować tutaj zjawiskiem terroryzmu?

Po drugie – trzeba odpowiedzieć na pytanie o realny, bezpośredni wymiar takiego zagrożenia. Jeżeli mówimy o terroryzmie, to – nie oszukując się – należy stwierdzić, że w większe poczucie zagrożenia wpędzi nas np. bomba w metrze, strzelanina na ulicy czy też dekapitacja porwanego niż awaria sieci komputerowej w banku.

Po trzecie (…) czynnikiem zagrożenia są tutaj sami użytkownicy sieci. Ekshibicjonizm sieciowy urósł do skali niebotycznej. Ludzie umieszczają w sieci informacje o całym swoim życiu, a z sieci giną tylko te informacje, które zostają tam umieszczone. Jeżeli natomiast mowa o kradzieży danych z sieci rządowych lub firmowych, to warto przytoczyć przypadek WikiLeaks. Zapomina się, że nie doszło tam do żadnej ingerencji w sieć. Młody żołnierz zgrał materiały na płytę CD i wyniósł je z bazy. Wszelkie problemy wynikają z faktu naruszenia zasad. Nie demonizujmy więc i nie twórzmy bezpodstawnej atmosfery globalnego zagrożenia” (Tomasz BIAŁEK)

całość tu: „Cyberterroryzm. Gra o duszę”

podobne: CIA ingerowało w prace nad raportem dotyczącym tajnych więzień oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” a także: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. polecam również: 10 chwytów ciemnych typów… i jeszcze: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”.

„Tak zwana ustawa inwigilacyjna weszła w życie na początku lutego 2016 roku. Pod względem prawnym nie jest to zupełnie nowy zestaw przepisów, ale nowela istniejących już kilku ustaw wymuszona przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego wydany w 2014 roku. Sędziowie zdecydowali wówczas, że część reguł dotyczących inwigilacji jest niezgodna z konstytucją i nakazali ich zmianę. Ostatecznie nowela dotyczy kilkunastu ustaw regulujących działania takich instytucji, jak Policja, Straż Graniczna, Żandarmeria Wojskowa, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu, Służba Kontrwywiadu, a także Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Służby Celnej i kontroli skarbowej.

Od początku rozpoczęcia prac nad wprowadzonymi obecnie zmianami budziły one poważne kontrowersje, a pojęcie ustawy inwigilacyjnej zostało wprowadzone przez opozycję oraz organizacje pozarządowe i miało zwrócić uwagę na skutki, które może wywołać nowela.

Eksperci zwracają uwagę na mało precyzyjne zdefiniowanie owych danych, nie wiadomo więc dokładnie, jakie informacje na temat internautów będą zbierane przez uprawnione służby. Co prawda w przepisach zastrzeżono, że na przykład wgląd w treść korespondencji e-mailowej będzie możliwy jedynie za zgodą sądu, jednak do dyspozycji pozostaje cały wachlarz innych informacji, które można czerpać, śledząc poczynania konkretnych internautów – między innymi to, jakich aplikacji używają, z jakich komunikatorów korzystają, do jakich usług i stron się logują i jak wiele czasu spędzają w konkretnych lokalizacjach w sieci. Poważne wątpliwości budzi również fakt, że stosując prewencyjną inwigilację, służby nie będą musiały informować o tym śledzonej osoby nawet wówczas, gdy okaże się ona zupełnie niewinna.

– Mitem jest twierdzenie, które pojawia się w debacie publicznej, że tak zwana ustawa inwigilacyjna (warto pamiętać, że naprawdę nazywa się inaczej!) przyznaje służbom zupełnie nowe uprawnienia, a policja i służby nie miały dotychczas dostępu do danych internetowych (…) Natomiast prawdą jest, że nowe prawo ułatwia policji i innym służbom dostęp do danych internetowych. Przede wszystkim dlatego, że policja będzie mogła sięgać po dane nie tylko w związku z konkretnymi, toczącymi się postępowaniami, ale też „w celu rozpoznawania, zapobiegania, zwalczania, wykrywania albo uzyskania i utrwalenia dowodów przestępstw”. Te kryteria są bardzo szerokie. W praktyce nietrudno sobie wyobrazić, że na przykład analizowanie ruchu na serwisach umożliwiających wymianę plików czy komunikatów przesyłanych przez sieć pod kątem konkretnych słów kluczowych będzie traktowane jako „zapobieganie przestępstwom”.

W wypadku ustawy inwigilacyjnej diabeł tkwi w szczegółach, jak to często bywa z podobnymi przepisami. Wcześniej dane dotyczące ruchu w internecie mogły być udostępnione przez określone podmioty na pisemny wniosek odpowiednich służb w przypadku konkretnych postępowań. Obecna nowela zmienia tę procedurę. Policja i inne instytucje będą mog­ły zawrzeć umowę z firmą (na przykład dostawcą internetu) i na jej podstawie uzyskiwać bieżące dane za pomocą specjalnego stałego łącza. W praktyce więc służby będą mogły wziąć na celownik każdego internautę i śledzić jego poczynania w sieci przez zastrzeżony w ustawie maksymalny okres 18 miesięcy.

…Wobec wszystkich wątpliwości i poczucia zagrożenia wśród internautów spowodowanym wejściem w życie ustawy inwigilacyjnej pojawia się pytanie o to, czy istnieją skuteczne sposoby na ochronę przed śledzeniem w sieci i ucieczkę przed wścibskim okiem służb. Eksperci pytani o to przez Komputer Świat wymieniają kilka możliwości. Zgodnie jednak podkreślają, że nie ma jednego narzędzia, które rozwiąże problem, konieczna jest stała czujność i zmiana nawyków dotyczących zachowań w internecie.

Kluczowe uprawnienia policji i służb, jeśli chodzi o inwigilację internetu, opierają się na dostępie do metadanych. Czyli nawet, jeśli szyfrujemy swoją korespondencję (co Panoptykon niezmiennie rekomenduje) i staramy się do poufnej komunikacji nie wykorzystywać szczególnie ryzykownych aplikacji czy serwisów, takich jak portale społecznościowe, trudno jest zamaskować sam fakt wysłania e-maila na dany serwer czy wejścia na stronę internetową…(Ustawa inwigilacyjna: czy jest się czego obawiać?)

Prawda jest taka że zbrodniarz (ten naprawdę niebezpieczny) bez względu na to czy obowiązuje taka ustawa czy nie nie zostawi po sobie ani więcej ani mniej śladów jak przed ustawą. Przestępca tak jak działał ostrożnie tak dalej będzie z równym pietyzmem uważał żeby nie zostawiać namierzonym, gdyż nie robił tego z powodu obowiązywania takiej czy innej ustawy, ale z powodu świadomości że służby mają swoje sposoby i narzędzia by działać nawet bez ustawy (niezależnie od uprawnień, o których nadużywaniu, łamaniu i przekraczaniu krążą nie tylko legendy ale i potwierdzone fakty). Ta ustawa nie poprawi zatem ani wykrywalności przestępstw, ani naszego bezpieczeństwa. Uchwalono ją tylko po to by służby mogły już całkiem legalnie robić to co do tej pory i tak robiły pod byle pretekstem (bo NIKt tego tak naprawdę nie kontrolował – Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów) czyli gromadzić na nasz temat informacje. Niekoniecznie takie które zagrażają „bezpieczeństwu narodowemu”, mylonemu z bezpieczeństwem państwa i jego aparatu które jakże często stoi w sprzeczności z interesem obywateli. Uważam że potoczna nazwa jaką obywatele nadali tej ustawie („inwigilacyjna”) doskonale oddaje jej cel i charakter.

I kilka wypowiedzi z internetu traktujących o istocie problemu (wygenerowanym z powodu mani bezpieczeństwa), tj. o fałszu jaki kryje się za szumnym hasłem „prewencyjnego zapobiegania zbrodni” dla „naszego bezpieczeństwa”, zwłaszcza jeśli ta prewencja dotyczy gromadzenia danych ludzi, wobec których nie toczy się żadne postępowanie. 18 miesięcy „gromadzenia danych” to jakby nie patrzeć o kilkanaście miesięcy za długo (zwłaszcza jeśli nie ma podstaw żeby w ogóle zaczynać taką „obserwację”)…  (Odys)

  • Naprawdę nie przeszkadzałoby Ci, gdyby na poczcie cała armia urzędasów otwierała, czytała i kopiowała na później wszystkie Twoje listy, nawet te prywatne, podsłuchiwała, kontrolowała i nagrywała wszystkie Twoje rozmowy telefoniczne, nawet te intymne z żoną, chociaż nie popełniłeś żadnego wykroczenia, nie jesteś o nic podejrzany, nie toczy się wobec Ciebie żadne śledztwo, czy postępowanie? Pamiętam takie rzeczy z PRL-u. Dzisiejsze maile i komunikatory internetowe to taka sama korespondencja i komunikacja jak wtedy zwykłe listy i telefony. Później bezpieka wykorzystywała te poufne dane, aby łamać „opornych” lub nakłaniać do współpracy, bo np. ktoś nie chciał aby się wydało, że ma kochankę, czy wstydliwą chorobę, itp…
  • twoje poglądy ideologiczne nie są spójne z ideologią partii rządzącej (nieważne której). Biorą Cię na celownik i zaczynają inwigilować. Nawet jak nie masz nic na sumieniu to nie mów mi, że nigdy nie wszedłeś na stronę pornograficzną, opisującą działanie narkotyków, nie szkalowałeś kogoś, czy przypadkiem nie otworzyłeś „nieodpowiedniego” zdjęcia itd. Za kilka lat stajesz się osoba znana czy publiczną lub chcesz wystartować w lokalnych wyborach samorządowych… a tu d..a bo partia rządząca ma na ciebie tzw. haki i robisz co chcą lub nie robisz wcale. To oczywiście jest wyolbrzymiony przykład ale zrobiłem to specjalnie bo najwyraźniej nie wiesz jakie ta ustawa może nieść konsekwencje.
  • wyobraźcie sobie np. taką sytuację: masz działalność gospodarczą i dobrze ci idzie. Ale ktoś ci zazdrości lub stanowisz dla kogoś konkurencję. Ten ktoś ma kogoś w policji czy prokuraturze. Robią ci nalot, zabierają komputery i cały sprzęt bez wyjaśnienia i nakazu, idziesz do tzw. aresztu wydobywczego, siedzisz tam 2 lata bez przesłuchań czy wyjaśnień. Po 2 latach wypuszczają cię z braku dowodów i sprawa umorzona. A ty nie masz już ani pracy, ani pieniędzy, ani dobrej opinii a często i żony, jesteś spalony. Fajnie?
  • pamiętajcie prywatność równa się wolność,a brak prywatności. No cóż, polecam citizen4. Ta ustawa nie powstała po to by nas inwigilować tylko by służby w majestacie prawa mogły grzebać w naszym życiu
  • Monitorowanie ma sens tylko wtedy, kiedy jest uzasadnione. Żadne prewencyjne inwigilacje nie mają na dłuższą metę sensu, bo przeczą prawu do prywatności, które i tak jest trochę naruszane. Zatem jeśli to monitorowanie ma swoje podstawy w ochronie większego bezpieczeństwa i nie wykracza poza moralne normy, to jestem za. Natomiast sprzeciwiam się bezpodstawnemu zaglądaniu ludziom do ich posunięć w sieci.
  • Obojętnie, czy mam coś do ukrycia czy nie, uważam, że tak być nie powinno. Coraz bardziej człowiek jest kontrolowany, to przez monitoring, internet, konta bankowe, a wszystko w imię tak zwanego pseudobezpieczeństwa.
  • Niebezpieczeństwo tkwi również w tym, że informacje w ten sposób zebrane przez „uprawnione służby” mogą „wycieknąć” do wiadomości publicznej, albo posłużyć do zupełnie innych celów niż prewencja przestępczości (np. szantaż, zwalczanie przeciwników politycznych itp.)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej  i to: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  a także: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle i jeszcze: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… oraz: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu.

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)


Albert Einstein (niebezpieczeństwo, zło dobro, ignorancja, bezczynność, ludzie)

„Prawo zdeprawowane! I policja, władza państwa zdeprawowana razem z nim! Prawo, twierdzę, nie tylko odwróciło się od swojego właściwego zadania, ale zostało zmuszone do osiągnięcia całkowicie przeciwnego celu! Prawo stało się narzędziem siły każdego rodzaju chciwości! Zamiast powstrzymywać przestępstwo, prawo samo jest winne przestępstwom, które mniema się, że powinno karać! Jeśli to jest prawdziwe, to jest to poważnym faktem i moralny obowiązek wymaga ode mnie by zwrócić uwagę na to moich współobywateli.”

„Jeden z najważniejszych tekstów Fryderyka Bastiata napisany na krótko przed jego śmiercią w 1850 r. Treść niezwykle aktualna również w dzisiejszych czasach. Czyta profesjonalny lektor p. Tomasz Agencki”. Źródło: bastiat.pl

podobne: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? oraz: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

Frédéric Bastiat – Prawo

„…Sprawiedliwość nie jest zemstą. Także nasze działania na rzecz lustracji nie miały nic wspólnego z zemstą czy odwetem. To była przede wszystkim próba zbudowania nowych struktur państwa i służby publicznej, także z udziałem byłych konformistów i byłych komunistów, aż do zdrajców włącznie. Podstawowym kryterium wykluczenia z nowych struktur służby publicznej był brak wiarygodności danej osoby, uniemożliwiający dalsze pełnienie przez nią wysokiej funkcji publicznej; dopiero w drugim rzędzie prawna kwalifikacja ich czynów z przeszłości.

Ci, którzy zostali wykluczeni ze służby publicznej w procesie lustracyjnym, nie mieli owej wiarygodności, ponieważ wcześniej za plecami swoich współobywateli pracowali przeciwko nim oraz czerpali ze swojej bez wątpienia uprzywilejowanej pozycji konkretne korzyści, których inni nie mieli. Można powiedzieć, że w wyniku podjętej współpracy z dyktaturą, ich sytuacja była nieporównanie lepsza od tej, w jakiej znajdowali się wszyscy pozostali. Jeśli mieli na przykład konflikt z prawem, mogli uniknąć procesu przed sądem i kary dzięki interwencji służby bezpieczeństwa. To była oczywista forma uprzywilejowania. Mogli być także faworyzowani w pracy zawodowej, mogli mieć ułatwioną drogę kariery i często też tak właśnie było. Jest dla mnie sprawą zupełnie oczywistą, że to właśnie ten element uprzywilejowania jest argumentem na rzecz bardziej surowego potraktowania tych ludzi dzisiaj.

Tutaj nie chodzi o dokładne rozstrzygnięcie, kto z nich był dobry, a kto zły, ale o stwierdzenie, kto z nich nadal nadaje się do pracy w służbie publicznej, a kto nie. Jest to motywowane pragnieniem wyrównania krzywd i odpowiedzialnością za ustanowienie nowych struktur państwa

…Zakładam, że także w Polsce były różne rodzaje nieoficjalnej współpracy. Byli więc tacy, których zmuszano do składania podpisów, inni podpisywali dobrowolnie, jeszcze inni byli po prostu gadatliwi i nieostrożni albo kierowali się jakimś rodzajem lewicowego idealizmu. Na pewno trzeba na te wszystkie przypadki patrzeć w sposób zróżnicowany i nie można każdego nieoficjalnego współpracownika uznać od razu za łajdaka i zdrajcę. Można natomiast powiedzieć, że oni wszyscy przekroczyli pewną granicę, na którą większość ich kolegów miała baczenie

…Jaspers powiada: wina nie jest tylko problemem karno-prawnym. Jeśli zdefiniujemy ją tylko w aspekcie prawa karnego, to jedyną odpowiednią instancją do jej oceny jest sąd. Wina ma jednak również kontekst osobisty, moralny, ale wtedy sąd przestaje być odpowiednią instancją do jej rozpatrywania. Taką instancją stają się inni, przede wszystkim ci, wobec których dopuszczono się niesprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze wymiar metafizyczny i teologiczny.

Kiedy więc chodzi o wykroczenia, wymierzone w innych ludzi, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z możliwości zdobycia realnej wiedzy o nich, z przeanalizowania ich charakteru, z poszukiwania prawdy. Taka postawa w istocie czyni ludzi bezbronnymi wobec zła. Jeżeli bowiem państwo nie podejmuje swojej roli w organizowaniu warunków sprawiedliwości, to tym samym daje wyraźny sygnał, iż w istocie nie wierzy w to, aby ludzie potrafili dokonywać właściwych wyborów w krytycznych moralnie sytuacjach. A przecież chodzi tylko o to, aby dać ludziom możliwość zdobycia wiedzy, dzięki której mogą ustalić swój pogląd i właściwą ocenę, trzeba tylko otworzyć archiwa, dostarczyć informacji i ustalić, jakie kryteria będą nas wszystkich obowiązywać w dążeniu do prawdy. Nie wystarczy mieć sędziów, potrzebne są także spisane reguły, które będą ich obowiązywać.

…Jeśli weźmiemy przykład Pańskiego kraju, to zobaczymy w jak paradoksalnej sytuacji znaleźli się dzisiaj byli opozycjoniści prześladowani przez służbę bezpieczeństwa. Mogą jedynie oszołomieni przyglądać się bezradnie, jak byli funkcjonariusze robią kariery na najwyższych szczeblach państwa, a jedyne, co im pozostaje, to tylko krzyczeć z wściekłości. (…) Tym ludziom pozostała tylko wściekłość, ponieważ państwo nie wykonało swojego obowiązku, swojego podstawowego zadania, jakim jest sprawiedliwość. I należałoby wprost zapytać, dlaczego państwo w Polsce uchyliło się od tego zadania. Chciałbym na koniec wrócić jeszcze do jednej bardzo ważnej kwestii. Mówiłem wcześniej o syndromie taniej łaski. To pojęcie pochodzi od Dietricha Bonhoeffera. W swoich teologicznych pracach zwracał uwagę na to, że nie należy minimalizować aspektu boskiej sprawiedliwości. Nie można traktować Boga jak dobrego wujka, który – chyba powiedział to Wolter – po prostu ma przebaczać, bo to w końcu jest jego zawód. I w tym teologicznym kontekście Bonhoeffer sformułował problem taniej łaski. Problem ten pojawia się zawsze wtedy, kiedy ludzie nie chcą znać prawdy, kiedy nie chcą jej dociekać. Dlatego uważam, że wybaczenie, pojednanie jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie posiadamy wiedzy na temat przeszłości lub mamy jedynie okruchy tej wiedzy…” (Joachim GAUCK)

całość tu: „Sprawiedliwość jako warunek pojednania”

„Gdy wybuchł ostatni skandal z Lechem Wałęsą i tzw. szafą Kiszczaka, prezes IPN wystąpił z apelem, aby ubecy pooddawali ukradzione dokumenty. Chyba sobie żartował. Ludzie, których przez ponad ćwierć wieku nie rozliczono za mordy polityczne popełnione podczas 45 lat trwania komuny mieliby odszukać przyzwoitość w swoich sercach i potulnie odnieść władzom kartony sprywatyzowanych raportów i teczek operacyjnych? Można się modlić, aby tak się stało, ale liczyć na to raczej jest naiwnością, być może oprócz paru wyjątków.

Ponadto, dlaczego niby tajni policjanci PRL mieliby pozbywać się źródła dochodu? Przecież wyniesione akta to źródło wiedzy o konkretnych ludziach. Ludzi tych się prowadziło i przed, i po 1989 r. Właściwie tylko garstka umoczonych miała odwagę cywilną publicznie przyznać się do swoich grzechów. To świetnie załatwiało sprawę, bo wszystko wyszło na jaw i nie było na nich już haków. Ale większość zataiła swoją współpracę, a to już ze wstydu, z nadzieją, że wszystko się skończyło (przecież „padła komuna”, nie?) czy z przyzwyczajenia brnąc nadal w kłamstwo. I najważniejsze: milczano, bowiem czerpano z tego brudnego układu wymierne korzyści. Nawet gdy umoczeni ludzie wzbili się na wyżyny finansowe dzięki brudnym układom i wydawało im się, że pieniędzmi wyemancypowali się z jarzma swych oficerów prowadzących, zwykle kupując sobie potężniejszych goryli-ochroniarzy, to i tak przecież funkcjonowali w ramach stworzonego w 1989 r. układu okrągłostołowego, czyli postkomunistycznego. I w tym sensie widmo przeszłej współpracy wlokło się za nimi. Byli nadal podatni na szantaż. Ich sukces opierał się na podłości, kłamstwie i złu…

Od 27 lat ten ten sam modus operandi, to ten sam swołocz transformacji.

…czyli zachowania z systemu komunistycznego jak najwięcej form, symboli i personelu na prominentnych stanowiskach w polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze. Co krok kłaniają się nie tyle zaniedbania czy nawet zaniechania, ale wręcz kryminalna bezkarność ubeków. Bezkarność ta wpisana była w proces transformacji systemowej. Trzeba z tym zerwać, trzeba ich w końcu rozliczyć. Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo. Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego…” (prof. Marek Jan Chodakiewicz – Rozliczyć ubeków)

podobne: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. oraz: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). i to: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

A oto przykład na żywym organizmie owego modus operandi transformacji…

„Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

Ojciec i syn specjalizowali się w stosunkach polsko-izraelskich. Jako to możliwe, że rząd Beaty Szydło pielęgnuje takiego dyrektora w tak ważnym resorcie? Chcemy wierzyć, że to jedynie wypadek przy pracy.

Biogramu Piotra Puchty darmo szukać w Internecie. Oficjalne notki biograficzne podają jedynie lakonicznie, że pracę w MSZ rozpoczął w… 1985 r. Jak ustaliliśmy przez wiele lat Piotr Puchta (syn wiceszefa Wojskowych Służ Informacyjnych) pracował w Izraelu i był oficerem spec służb wojskowych kierowanych przez gen. Kiszczaka w słynnej później z czasów WSI jednostce 3362 (pod takim samym numerem co Zarząd II funkcjonowały potem WSI). Teraz jest szefem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ kierowanym przez ministra Witolda Waszczykowskiego z PiS, co potwierdziło nam biuro prasowe ministerstwa.

Historia Puchty juniora, a tym bardziej jego ojca, zapisana na kartach w IPN balansuje pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co niedopowiedziane. Chociaż sam zainteresowany dla systemu IPN nie istnieje, „Warszawskiej” udało się go znaleźć tam, gdzie się jego biogramu spodziewaliśmy…

Dziennikarskie śledztwo „Warszawskiej Gazety” wprost od Ahmada Sameha Abu Mizera opisanego w tekście „Mossad na serwerach” doprowadziło do dzisiejszego dyrektora w MSZ.

W czasach PRL Piotr Puchta pomagał w Tel Awiwie niekryteryjnemu dla bezpieki Abu Mizerowi załatwić stały pobyt w Polsce Ludowej. Palestyńczyk rozpracowywany był zarówno przez polską jak i prawdopodobnie palestyńską służbę bezpieczeństwa pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Choć był „niepożądany” ze względu na „bezpieczeństwo państwa”, Puchta zdecydował, że napisze z prośbą w jego imieniu do polskich bezpieczniaków w PRL.

To właśnie w tych teczkach z zasobów IPN „Warszawska” po raz pierwszy natrafiła na obecnego podwładnego ministra Waszczykowskiego.

Materiały, do których dotarliśmy mrożą krew w żyłach. Podobnie jak w przypadku Ahmada Sameha Abu Mizera na podstawie tej historii może powstać dobry szpiegowski film. Cały materiał opublikujemy w wydaniu papierowym „Warszawskiej” 18 marca 2016 roku.” (Magdalena Myk, Robert Wit Wyrostkiewicz – Oficer wojskowej „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” oraz: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?

Ten „przypadek” (i dwa kolejne o których również będzie mowa) wPISuje się  dość jednoznacznie w to co od wielu lat powtarzam i na co zwracałem uwagę ostatnio pisząc, że o największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą trąbić z wielką egzaltacją, jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu (więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza i tu: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta). Wpisuje się to również bardzo „niefortunnie” w niedawną „dziwną” wypowiedź Pana Dudy odnośnie tajnych współpracowników. Tego Dudy co to prezydentem (to znaczy obrońcą) „wszystkich Polaków” został i chyba już wiem co to znaczy „wszystkich”… (Odys)

„…Prezydent Andrzej Duda skomentował sprawę teczki dotyczącej Jerzego Zelnika. Dokumenty na temat aktora miały zostać znalezione w IPN. Sam Jerzy Zelnik wydał w tej sprawie oświadczenie.

Prezydent pytany o sprawę Zelnika wypowiedział się w sposób dość zaskakujący.

Jaki był wpływ pana Jerzego Zelnika na rzeczywistość po 1989 roku? Bo nie o to chodzi, czy ktoś współpracował czy nie, bo było ich wielu. Można to spokojnie pominąć, ale problem polega na tym, jaki i który z nich miał wpływ na zmiany na polską rzeczywistość po 1989 roku i na ile przeszłość agenturalna była jawna. Na ile w związku z tym można było poprzez daną osobę wywierać wpływ na polską rzeczywistość polityczną

— ocenił prezydent. Dodając, że „w przestrzeni tego wpływu pan Jerzy Zelnik nie miał zasadniczo żadnej siły sprawczej”.

Niestety z takim sposobem stawiania sprawy nie można się zgodzić…

nieszczęśliwe słowa Prezydenta Dudy uderzają w bohaterstwo tych, którzy mimo represji, szykan, niszczenia itd. oparli się bezpiece, nie dali się złamać. A takich było przecież niemało. Jak w świetle ich bohaterstwa brzmią dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy? Jak w świetle historii bohaterskich postaw oceniać słowa prezydenta…

Przecież właśnie chodzi o to, że niektórzy dali się złamać – z bardzo różnych powodów – a inni nie. I dziś tylko jedna z postaw jest godna pochwały. Postawa tych, którzy się dali złamać nie. Nie chodzi o to, by ludziom współpracującym przekreślać na całe życie, chodzi o to, by piętnować postawy, które były de facto szkodzeniem innym ludziom i szkodzeniem wolnej Polsce. Próba wskazywania, że nie ma znaczenia, czy ktoś coś podpisał w PRL-u czy nie, jest przykładaniem ręki do niszczenia jasnych wartości – rozróżnienia dobra i zła. Bo jeśli współpraca z bezpieką PRL-owską nie będzie zła, jeśli nie będzie to jednoznacznie oceniane przez Polaków, nie uda nam się zbudować jasnego katalogu wartości.

Decyzja o uwikłaniu się we współpracę z bezpieką była zła. Sugerowanie, że dziś tamte decyzje nie mają wartości moralnych jest dla społeczeństwa szkodliwe…” (Stanisław Żaryn – Bardzo nieszczęśliwe słowa prezydenta Dudy)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? i to: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

…i kolejny kwiatek…

„Nie podoba mi się to, w jaki sposób Prezydent RP Andrzej Duda potraktował księdza Stanisława Małkowskiego, usiłującego spotkać się z nim i porozmawiać o przyszłości śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Na poniższym filmie ksiądz relacjonuje ten niemiły i dający do myślenia incydent. W moim odczuciu Kancelaria Prezydenta RP zabawiła się w “głuchy telefon” z kapłanem, który przeszedł już swoje w życiu i płacił przez długie lata wysoką cenę za Prawdę i swoją walkę o Wolną Polskę. Czy tak ma wyglądać zapowiadana przez PiS “dobra zmiana”?

Same frazesy pisane przez podrzędnych kancelistów Prezydenta i odsyłanie niechcianych “petentów”, oczekujących reakcji rządzących na tę ważną sprawę, do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, to moim zdaniem jakaś chucpa, a nie “dobra zmiana”.(Uparta • niepoprawni.pl – „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta)

„…Nie może być tak, że partia, której politycy mają gęby pełne patriotycznych frazesów, nie chce podjąć śledztwa w sprawie śmierci księdza Jerzego. Trzeba zmusić (podkreślam) tych ludzi do jednoznacznych decyzji i deklaracji. To nasz obowiązek. W tej kwestii nie interesuje mnie dobre samopoczucie pana prezydenta ani „racje polityczne” ludzi PiS. Jeśli – z jakichkolwiek powodów, nie podejmą sprawy zbrodni założycielskiej III RP, trzeba ich nazwać wspólnikami matactw i winnymi haniebnego przemilczenia” (Aleksander Ścios)

…Nie pierwszego haniebnego przemilczenia/zaniedbania/zdrady (Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską i to: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego). I kolejny kamyczek prosto z ogródka „dobrej zmiany”:

„Ostatnie zmiany kadrowe w kontrolowanej przez skarb państwa Giełdzie Papierów Wartościowych wskazują, że spółka ta może stać się bezpieczną przystanią dla ludzi Marka Belki, który za kilka miesięcy kończy kadencję szefa NBP.

Już teraz intratną posadę znalazł w niej Michał Kaszuba, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Belki. Kaszuba będzie dbał o PR i marketing tej spółki kluczowej dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa – w praktyce będzie decydował o krociowym budżecie marketingowym.

Przypomnijmy, Belka (były premier z ramienia SLD, zarejestrowany przez SB jako TW) był jednym z bohaterów afery taśmowej – wraz z Bartłomiejem Sienkiewiczem omawiał sposoby zabezpieczenia interesów rządzącej wówczas PO. A będąc w NBP, otoczył się dawnymi PZPR-owskimi aparatczykami, z których część widnieje w archiwum IPN-u jako współpracownicy służb PRL-u

źródło: Przystań dla ludzi Belki

…oraz:

„…PiS przed wyborami było głównym krytykiem Marka Belki, szczególnie po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” tzw. nagrań kelnerów w „aferze ośmiorniczkowej”. Teraz nastąpiła zaskakująca zmiana frontu:

– Powiedziałam w jednym z wywiadów prasowych, że Marek Belka będzie kandydatem polskiego rządu i zgłaszamy go oficjalnie

– potwierdziła informacje MF premier na konferencji prasowej, że Belka jest oficjalnym kandydatem rządu na szefa EBOiR.

Chodzi nie tylko o bardzo prestiżowe stanowisko. Prezes EBOiR, zawiadujący dobrze wyposażoną w kapitał, międzynarodową instytucją finansową, to bardzo wpływowa osoba na europejskich salonach. EBOiR (ang. The European Bank for Reconstruction and Development – EBRD) to międzynarodowa instytucja finansowa założona w 1991 r. w celu wspierania budowy nowego ładu w Centralnej i Wschodniej Europie po zakończeniu zimnej wojny. Udziałowcami tego banku są 64 państwa oraz Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny.

Jaką grę rozgrywa PiS profesorem Markiem Belką, że chce zapewnić mu nie tylko miękkie, ale i intratne lądowanie na europejskiej placówce? Czy to może jakieś „czynniki” europejskie oczekują, że właśnie Belka zastąpi na stanowisku kończącego także w czerwcu kadencję obecnego szefa EBOR Sumy Chakrabartiego?

Wielu wyborców PiS, a sądzić można, że nie tylko tej partii, może być w szoku. Rozmawiając z nimi, lub czytając ich opinie w internecie, można szybko zorientować się, że raczej mieli nadzieję, ze Belka zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, a może nawet stanie przed Trybunałem Stanu za domniemanie przestępstwa przeciwko Konstytucji RP (Art 220, 216). Że będzie ukarany, zgodnie z prawą i sprawiedliwą linią nowej władzy. O pociągnięciu do odpowiedzialności Marka Belki za pochopne deklaracje w „aferze ośmiorniczkowej”, wyrażające gotowość NBP dodruku pustego pieniądza na życzenie byłej, rządzącej koalicji PO PSL, mówił nawet we wrześniu 2014 r. Antoni Macierewicz.

– Sienkiewicz i Belka omawiali, jak złamać istotę ustroju RP. To jest sprawa dla komisji śledczej i Trybunału Stanu

– twierdził wówczas w programie „Dziś wieczorem” w TVP Info wiceszef PiS Antoni Macierewicz, m.in. tym uzasadniając konieczność powołania komisji śledczej dotyczącej sprawy podsłuchów.

Część analityków bankowych uważało też, że Marek Belka stojąc też na czele Rady Polityki Pieniężnej wydawał w 2011 i 2013 r. bezowocnie rezerwy dewizowe NBP na podtrzymywanie kursu złotego – na interwencje na rynku walutowym, które jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie przyniosły długoterminowych rezultatów w postaci zmiany trendu kursu złotego w stosunku do walut obcych.

Belka był też za podtrzymywaniem stałej gotowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego do utrzymywania otwartej, a nie wykorzystywanej tzw. elastycznej linii kredytowej (w wys. 33,8 mld dolarów), za którą budżet musiał zapłacić za tzw. gotowość do zaciągania zobowiązań ok. 114 mln dolarów.

Jest więc co najmniej dziwne i podejrzane, że PiS nie tylko nie odciął się od swoich antybohaterów raptem z przed dwóch lat, a jeszcze winduje ich do góry…”  (Robert Azembski – PiS popiera Belkę, a niedawno widział go przed Trybunałem Stanu)

…tak oto zamiast obiecanego kryminału, lub przynajmniej wywalenia na zbity pysk i blokady kariery w instytucjach zależnych od rządu polskiego, Pan Belka został  nagrodzony i awansował z ramienia tego samego ugrupowania, którego wierchuszka (Kaczyński, Kamiński i Macierewicz) obiecywała jeszcze nie tak dawno go rozliczyć. Jest to dla mnie przykład tej samej patologii, z jakiej słynął pogardzany przez obecny establiszment były obóz rządzący. Kolejny zresztą przykład, bo od tej strony zdążyłem już się na PISie poznać, o czym więcej tu: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? Wpisuje się to zresztą w strategię transformacji ustrojowej (zaplanowanej właśnie w Magdalence), która przewidywała że trzeba będzie wiele zmienić („by wszystko zostało po staremu” 😉 ). W takim wypadku „rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach” (jak mówi Pan Michalkiewicz). Myślę że „zesłanie” Pana Belki do EBOiR, (instytucji odpowiedzialnej za budowanie „nowego ładu” w Europie Środkowo Wschodniej) zasługuje na miano „odpowiedniego stanowiska” dla tego typu zdolniachy – gotowego utopić gospodarkę własnego kraju (z pominięciem prawa) w pustym pieniądzu. Sam EBOiR ma bowiem „wybitne” osiągnięcia na polu „odbudowy” Polski ze zgliszczy komuny, jak też w budowaniu „dobrobytu” innych krajów byłego bloku wschodniego. Dość popatrzeć na ogromny jakościowy dystans jaki dzieli gospodarki państw z tego rejonu od państw „zachodnich”. No ale trudno się dziwić tym wynikom, zważywszy na grono najważniejszych udziałowców tej „międzynarodówki”… (Odys)

 „…Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi.  
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.
Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.

Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą. Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP…

jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy?

Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów…(Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

„Jeśli uczynicie z Prawa stanowionego, obowiązującego wszystkich obywateli, strażnika wolności i własności, jeśli będzie ono tylko uporządkowaniem indywidualnego prawa do uprawnionej obrony – oprzecie na Sprawiedliwości rządy racjonalne, proste, zrozumiałe dla każdego, kochane przez wszystkich, użyteczne dla wszystkich, obarczone znakomicie zdefiniowaną odpowiedzialnością, wyposażone w trudno wzruszalną stabilność.

Jeśli, przeciwnie, w interesie jednostek lub całych klas uczynicie z Prawa stanowionego narzędzie Rabunku – każdy będzie chciał przede wszystkim tworzyć to Prawo, a następnie wykorzystywać je na swą korzyść. Powstanie wielki tłok przy drzwiach Gmachu Ustawodawstwa, nastąpi zażarta walka wewnątrz, anarchia w ludzkich umysłach, rozpad wszelkiej moralności, przemoc stosowana przez zainteresowane organy, zażarte walki wyborcze, oskarżenia, wzajemne pomówienia, zawiści, niegasnące nienawiści, wprzęgnięcie w służbę niesprawiedliwej chciwości czynnika państwowego, powołanego do jej ograniczania, pojęcia prawdy i fałszu wymazane zostaną z ludzkich umysłów, pojęcia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe znikną z ludzkiej świadomości, nastąpią rządy odpowiedzialne za wszystkich i upadające pod ciężarem tak wielkiej odpowiedzialności, będą polityczne konwulsje, nieustanne bunty, zostaną ruiny, na które przyjdą próbować swych sił wszelkiego rodzaju odmiany socjalizmu i komunizmu; takie są plagi, których nie omieszka uwolnić psucie Prawa.” (Frédéric Bastiat „Rabunek a Prawo” 1850 r. Tłumaczył Marian Miszalski 2015 r. )

Pytam zatem (po raz kolejny), gdzie się zapodziało elementarne poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialność i troska o profesjonalizm/wiarygodność państwa którym „nowa władza” zarządza? Co to za „prawo” które pozwala przymykać oko na niesprawiedliwość? Tzw. „dobra zmiana” (której włodarze zapowiadali rozliczenie z patologiami poprzedniego systemu), to żadna zmiana skoro idzie drogą wyparcia i lekceważenia powinności, zarówno względem obywateli (którym obiecała „prawo i sprawiedliwość”), jak i państwa którego stery z takim przytupem i szumnymi hasłami objęła. Zastanówmy się więc, i wyciągnijmy wnioski z tego co się rzeczywiście dzieje i czemu nie dzieje się właściwie a wręcz przeciwnie… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków? polecam również: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Kaczyński i Tusk

Kaczyński i Tusk

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie ziemii” w postaci ustawki o „ustroju rolnym”. Czy państwo działa na ślepo?


„(…) aby dwie wymieniane usługi miały tę samą wartość, aby wymiana była sprawiedliwa, musi być spełniony jeden warunek: wymiana musi dokonywać się w sposób wolny. (…) równowartość wynika z wolności. (…) rola państwa polega raczej na tym, by zapobiegać, a zwłaszcza przeciwstawiać się podstępom i oszustwom, to znaczy zagwarantować wolność, a nie tę wolność gwałcić.” (F. Bastiat)

Ostatnio na Węgrzech oprócz dobrych i korzystnych w wymierny sposób dla obywateli posunięć (o czym więcej tu: Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki), mają miejsce praktyki znane u nas pod historyczną i owianą czarną legendą nazwą „uwłaszczania się nomenklatury”.

Jakiś czas temu pisałem (tu: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim), że należy sobie zdawać sprawę z tego, iż Orban prawdopodobnie nie jest samodzielnym „władcą” Węgier, a został na takiego namaszczony (według teorii Pana Michalkiewicza do której się przychylam) przez rodzimą „razwiedkę”, która wyciśnięta z rynku lokalnego przez kapitał zagraniczny zaczęła wspierać „rewolucję węgierską” , a zwłaszcza jej myśl przewodnią która zakładała „nacjonalizację” kapitału gospodarczego na Węgrzech. Wsparcie jakiego udzielono Orbanowi by przekonać do niego opinię publiczną, zasadzało się (oficjalnie) na szczytnym celu – „zwrócić Węgrom Węgry”, ale nieoficjalnie chodziło rzecz jasna o to, by tamtejsze elity pozbawione możliwości żerowania na własnym narodzie odzyskały taką możliwość, poprzez uwłaszczenie się na znacjonalizowanym majątku.

Zwracałem uwagę na to, że Orban może mieć za jakiś czas z wynikającym z tego tytułu długiem wdzięczności kłopot. Jeżeli bowiem węgierska „razwiedka” okaże się takimi samymi pijawkami na państwowych posadach (jak swojego czasu w ramach „transformacji ustrojowej” nasze „bezpieczniackie watahy”), a do tego nie wykaże się ekonomicznym zmysłem by stworzyć mechanizmy gwarantujące węgierskiej gospodarce stabilny rozwój, z wymiernym dla zwykłych obywateli zyskiem, to Orban tak szybko jak został wywyższony może równie szybko z piedestału zlecieć. Bez odczuwalnej i trwałej dla zwykłych Węgrów poprawy warunków bytowych, patriotyczne uniesienie i radość z nadchodzących zmian, łącznie z poparciem dla „nacjonalizacji” gospodarki szybko się skończy, i zamiast spodziewanej odwilży na Węgrów zwali się hałda błota pośniegowego, w postaci ekonomicznie negatywnych konsekwencji nowego podziału majątku, który pozbawiony zagranicznego kapitału trzeba teraz będzie utrzymać WŁASNYM wysiłkiem. Oczywistą konsekwencją takiego obrotu sprawy może być gwałtowny wzrost ucisku fiskalnego i groźba pojawienia się kosztownych dla podatników monopoli w postaci powiększającego się sektora „usług” państwowych. Tymi wszystkimi kosztami zostanie obciążony nie kto inny jak węgierski podatnik, który zamiast swobody rozwoju i udziału w nim, dostanie najgorszy rodzaj ucisku i konkurencji bo od „swoich” i na rzecz „swoich” władz. Problemem było do czego Orban użyje swojej władzy, i co z tego w rzeczywistości narodowi przypadnie w udziale w ramach „dobrej zmiany”. No i stało się… (Odys)

„…Węgierska prasa gorączkowo szuka rzeczywistego celu wyprzedaży gruntów ornych przez rząd. Poszukiwania te są tym zasadniejsze, że zaledwie parę lat temu zostały one wydzierżawione aż na 50 lat. Poprawa relacji budżetowych nie wchodzi w rachubę, bo rząd nie ma prawa przeznaczyć wpływów ze sprzedaży ziemi na nic innego niż… na zakup (innej?) ziemi lub na zagospodarowanie gruntów już będących w posiadaniu państwa. Aby móc przeznaczyć te środki na jakiś inny cel, trzeba byłoby zmienić ustawę, co – z woli Fideszu – wymaga większości 2/3 głosów. Takiej większości parlamentarnej premier Orbán już jednak od paru miesięcy nie ma, bo jeden z posłów Fideszu zmarł, a w wyborach uzupełniających kandydat tej partii przepadł.

Krąży też nad Dunajem teoria z rodzaju spiskowych, że rzeczywistym celem całej operacji jest rozdanie ziemi ludziom stojących blisko władzy. Podejrzenie to wzmacnia fakt, że wedle ustawy o ziemi aby stać się właścicielem byłego państwowego gruntu, nie wystarczy wygrać przetarg. Potrzebna jest jeszcze zgoda miejscowych rad właścicieli gruntów rolnych, którzy mogą wyznaczyć inną osobę rekrutującą się z kręgu miejscowych chłopów. Szkopuł w tym, że rady takie nie zostały sformowane, a ich uprawnienia przeszły w związku z tym na prezesa krajowej izby rolniczej. Izba ta została zorganizowana i założona przez rząd Fideszu. Działa pod nazwą Narodowej Izby Gospodarstw Agrarnych, a członkostwo w niej jest obowiązkowe dla wszystkich rolników. Przyznanie prawa zakupu ziemi zależy zatem od decyzji prezesa izby, którego wyznacza Fidesz.

Inna teoria głosi, że drugim celem wyprzedaży jest pozbawienie wydzierżawionych gruntów byłego przyjaciela Viktora Orbána Lajosa Simicski, którego liczne spółki oraz przyjaciele dzierżawią łącznie od państwa kilkadziesiąt tysięcy hektarów. Simicska – przez ponad 25 lat najbliższy przyjaciel Orbána, jeszcze z czasów uniwersyteckich – w wywiadzie radiowym potraktował premiera wulgaryzmami. Przy pomocy Orbána Simicska zdobywał miliardowe zamówienia państwowe, stając się w krótkim czasie jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych przedsiębiorców Węgier. Przez jakiś czas był prezesem urzędu skarbowego, a jeszcze wcześniej długo zarządzał kasą Fideszu.

Simicska i jego z kolei przyjaciele obstawili dzięki Orbánowi wszystkie urzędy i instytucje, które dzieliły środki państwowe i jeszcze większe – unijne. Kiedy Fidesz był w opozycji, to w znacznej mierze właśnie Simicska napełniał partyjną kasę z własnych środków. Orbán zaczął jednak w 2014 roku odsuwać najpierw jego ludzi, a w końcu jego samego od wszelkich źródeł państwowych pieniędzy, znajdując sobie jednocześnie nowego przyjaciela w osobie wspomnianego burmistrza Felcsútu. Teraz to Lőrincz Mészáros, z wykształcenia hydraulik, wygrywa najwięcej miliardowych przetargów państwowych. W ciągu dwóch lat stał się jednym z najbogatszym przedsiębiorców na Węgrzech.

W świetle dokonanej przez rząd wolty i leżącego od niedawna w parlamencie projektu ustawy, trudno nie dawać wiary takim pogłoskom. Dzierżawcy żyli przecież dotychczas w przekonaniu, że mają przed sobą jeszcze niemal pół wieku, bo państwo nie mogło ani rozwiązać umowy, ani podnieść rzeczywiście niskiego czynszu, a w dodatku dzierżawca miał prawo pierwokupu. Wszystko to razem sprawiło, że na przetargach na grunty w dyspozycji pana Simicski i jego kolegów nie stawił się nikt (nie powinno chyba dziwić, że zostały one wystawione do sprzedaży jako pierwsze). Nowelizacja ustawy może całkowicie zmienić stan dzisiejszy, korzystny dla dzierżawcy. Przewiduje ona bowiem (i to z mocą wsteczną, co od chwili objęcia rządów przez premiera Orbána nie jest wielkim zaskoczeniem), że cenę dzierżawy będzie można aktualizować co pięć lat, a jeżeli nowa stawka się nie spodoba, to państwo ma prawo umowę wymówić.

Powód wyprzedaży ziemi chyba najtrafniej ujął minister János Lázár, szef kancelarii premiera. Podczas konferencji prasowej stwierdził on, że jest lepiej, kiedy państwowe grunty orne są w rękach osób prywatnych, ponieważ nie ma już PGR-ów i państwo już i tak na nich nie gospodaruje. Gdyby działały jeszcze państwowe gospodarstwa rolne – tłumaczył – to niezależnie od tego, czy pod rządami Fideszu, czy socjalistów, menedżerowie tak czy inaczej wykradliby z nich wszystko, co się da…

…Pod młotek idzie około 380 tys. ha gruntów ornych – niemal połowa ziemi będącej dotychczas własnością państwa. Całe Węgry spekulują, jaki jest cel tej akcji: rozdanie ziemi „swoim” czy po prostu rozliczenie rachunków premiera z byłym przyjacielem. Na pewno nie jest im oficjalnie głoszona chęć pomocy małym gospodarstwom….” (Zsolt Zsebesi – Na Węgrzech trwa wielka wyprzedaż gruntów ornych)

podobne: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?  oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu.

Dlaczego zwracam na to uwagę? Otóż okazało się że za podobny numer wzięła się nasza lokalna „dobra zmiana”… Na początek materiał filmowy – Z Wiplerem o gospodarce – część 4: ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego

„…Pod pretekstem ochrony ziemi PiS chce w ogóle zlikwidować wolny nią obrót. Ziemia zastrzeżona ma być tylko dla uprzywilejowanej kasty związanej z reżimem i chronionej zasiekami prawa pierwokupu. Prawo pierwokupu przysługiwać ma przede wszystkim dotychczasowemu dzierżawcy, a jeśli takiego nie ma to chłopu którego pole sąsiaduje ze zbywaną ziemią. Jak by i tego było mało to następnie prawo pierwokupu przypaść ma Agencji Nieruchomości Rolnych, jednej z najbardziej skorumpowanych agentur państwa. Jej władza rozciągać by się miała na każdy kawałek roli większy od 1 ha.

Negatywnego wpływu jaki odejście od wolnego rynku może mieć na ceny nieruchomości rolnych wyjaśniać nie trzeba. Jest to jedynie w interesie PiS-u i budowanego przezeń właśnie lokalnego zaplecza. Ze stalinowskim zacięciem próbuje się więc odgonić od ziemi nie tylko inwestorów, drobnych „obszarników” i innych nie-rolników ale także wrażych „kułaków” za to że mają jej zbyt dużo. Do grona tych ostatnich awansowali wszyscy poważni użytkownicy większego areału. Każdy farmer, plantator czy spółka uprawiająca ponad 300 ha ma więc przechlapane tak samo jak inwestor.

Na „rolnika” uprawnionego do kupna ziemi PiS chce namaścić tylko chłopa mieszkającego od lat w gminie gdzie grunt się znajduje i uprawiającego, albo i nie, parę hektarów za stodołą. W rezultacie szeroko zakrojonej krucjaty, obejmującej także restrykcje w dziedziczeniu majątku ziemskiego, polska własność ziemska przejść ma praktycznie w ręce kasty lojalnych gauleiterów partii od której przywileje te otrzymali. W warunkach zlikwidowanego wolnego rynku ziemi jej ceny spadną a utrzymane, a jakże, dopłaty unijne sprawią że posiadanie gruntu stanie się wyjątkowo atrakcyjną propozycją – ale tylko dla lokalnych klik… 

I pomyśleć że nikt z tzw. przedstawicieli narodu, w tym z tak zwanej opozycji, nie pomyślał nawet o prostym rozbrojeniu tego kroczącego PiS-owego zamachu stanu na wsi, w autentycznym interesie niemej większości. Wystarczyłoby włożyć w nową ustawę ten prosty paragraf:

Transakcje ziemią rolną w areale do 20 ha pomiędzy osobami fizycznymi legitymującymi się obywatelstwem polskim wyłącza się spod jakichkolwiek ograniczeń.

Dajcie się Polakom rządzić a wykończą się sami – miał zauważyć zgryźliwie żelazny kanclerz Otto von Bismarck. Wygląda na to że w sto parędziesiąt lat później, i w ponad ćwierć wieku po sławetnej „transformacji systemowej”, Polacy pod wodzą PiS-u zaczęli właśnie to robić.”  (cynik9)

całość tu: Antyreforma rolna PiS

podobne: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. oraz: Raport NIK. Efekt dopłat to wyłudzenia i bezprawne korzystanie z gruntów skarbu państwa. i to: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce.

Mając powyższe na uwadze pozostało zacytować to, na co zwraca uwagę Pan Michalkiewicz:

„…Dotychczasowe działania PiS polegają na wymianie kadr w aparacie biurokratycznym, natomiast nie widać żadnych oznak przynajmniej częściowego jego demontażu. Trudno się temu dziwić, bo i prezes Kaczyński, który obecnie jest kimś w rodzaju dyktatora Polski, wzorem ewangelicznego setnika, ma wprawdzie pod sobą żołnierzy, ale sam też jest „pod władzą postawiony”, jako zakładnik swego zaplecza politycznego. Niech no tylko przestanie je karmić, to natychmiast zostanie generałem bez armii. Wiadomo to od czasów starożytnych, kiedy Gajusz Grakchus wprowadził w Republice Rzymskiej tzw. „frumentacje” które początkowo polegały na rozdawnictwie zboża. Przetrwały one aż do dnia dzisiejszego, rozwijając coraz to nowe, niekiedy bardzo wyrafinowane formy – oczywiście dla dobra Rzeczypospolitej – no bo jakże by inaczej?…”

podobne: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”.

…Nie ma zatem ŻADNEGO przypadku ani pomyłki w tym że „reforma” rolna została tak na Węgrzech jak i w Polsce przeprowadzona w sposób korzystny dla państwa i jego popleczników, a ze szkodą dla zwykłych obywateli. Inaczej wyglądałaby tak:

„… Nowa wersja ustawy powinna gwarantować wszystkim Polakom swobodę transakcji ziemią do 10 ha, kropka. Stanowi to akurat średni areał pod uprawą w gospodarstwie rolnym obecnie w Polsce. Warunek jest jeden: obie strony transakcji muszą mieć obywatelstwo polskie. A może dodać do tego również że kupiec musi legalnie posiadać broń palną aby swojego nowego nabytku bronić? Bo przecież albo na poważnie bronimy czegoś albo nie. Najlepszą obroną ziemi polskiej jest uzbrojony Polak na niej urzędujący i mający w niej swój ekonomiczny interes.

Owszem, pewne ograniczenia w ustawie, takie jak wymagana zgoda lokalnej administracji kiedy jedna ze stron transakcji w nieruchomościach nie jest polska (rzecz znana w wielu krajach, m.in. w Szwajcarii), przeciwdziałanie zbytniej koncentracji gruntów, czy też kontrola państwa nad mega transakcjami powyżej 1000 ha są zrozumiałe i nie budzą większych kontrowersji. Kontrowersje wzbudza natomiast sama idea że nie każdy Polak w swoim własnym kraju może kupić sobie kawałek łąki, choćby poza rodzinnymi piknikami nic na niej nie robił. Jest to anty polski gniot sygnowany niefortunnie przez pro-polską podobno partię przy władzy.

#2 Mniej socjalizmu, nie więcej. Innym bezdennie głupim posunięciem PiS-u jest wylanie dziecka z kąpielą, czym jest praktyczne zlikwidowanie, a nie tylko rozumne ograniczenie, wolnego obrotu ziemią. Czym innym jest kontrola nad wykupem państwowej ziemi w tysiącach hektarów (ile takich kawałków zostało to inna sprawa) przez niezupełnie przejrzyste obce interesy. Zupełnie czym innym jest natomiast hurtowe ograniczenie potencjalnych kupców kawałków gruntu do namaszczonych przez PiS, wąsko rozumianych „rolników”, oraz narzucenie prawa pierwokupu przez państwo nawet na mikroskopijne kawałki gruntu już od 1 hektara. Jak się też ma do „obrony ziemi polskiej” praktyczny zakaz jej dziedziczenia przez polskie dzieci polskich rodziców, zastąpiony dowolnością decyzji lokalnego kacyka którym stać się musi namaszczony przez PiS gauleiter regionalnego oddziału ANR?

Nie ma to wszystko nic wspólnego z bronieniem ziemi polskiej przed „Niemcem” czy przed innymi zagrożeniami. Ma wszystko wspólne z obłędną wiarą rządzącej partii w to że niższe ceny gruntu rolnego są w czyimkolwiek interesie. Nie są, poza może czasowym wyjątkiem lokalnych sitw małorolnych liczących na tańsze dotarcie do dopłat w czasie jaki pozostał im do zmiany rządu. Ten socjalistyczny obłęd „korzystnych” niższych cen dzięki eliminacji wolnego rynku obróci się przede wszystkim przeciwko samym rolnikom, zwłaszcza poważnym gospodarzom zainteresowanym w ekspansji swoich gospodarstw na których powinno państwu specjalnie zależeć. Można spodziewać się że banki zakwestionują dużo tańszy i objęty ograniczeniami obrotu grunt jako zabezpieczenie kredytu przy dalszych transakcjach ziemią.

Że nie wspomnimy tutaj nawet o odnoszących sukces gospodarstwach rodzinnych ponad 300 ha, które w ramach rządzącej ortodoksji podpadną od razu pod paragraf o „kułactwie” i wrogiej spekulacji…” (cynik9)

całość tu: Pomysły na wieś

podobne: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

„…Dziwnym zbiegiem okoliczności ustawa, mająca chronić polską ziemię przed drapieżnym zagranicznym kapitałem, równie skutecznie ograniczyła go nam Polakom. A cóż to spowoduje? Ano ceny ziemi rolnej zapikują, niczym kamień rzucony w przepaść. Czyli będzie tanio…… Czujecie? A kto lubi tanio kupić? …. „Kompinujcie” jak mawia mój kolega. Tak dobrze „kompinujecie”. Dziwnym trafem dodana została poprawka o możliwości obrotu ziemi związkom wyznaniowym. Bingo! I zważcie, że jakoś, Lewactwo, wiedzione mediami, na pole aborcyjne nie wrzeszczy, że Kościół Katolicki wykupi polską ziemię!! Taka okazja, żeby Sukienkowym dokopać, a tu cisza? Tak Braciszkowie i cisza ma być, bo jeszcze Lud prosty by się dowiedział, że to nie dla KK ustawa uczyniona została, a dla tych co ich tu prawie nie ma, bo Synagogi puste, a jednak są! A choć Synagogi puste, to konta spuchnięte, a na południu gorąc coraz większy…… Dlatego Braciszkowie, pilnujmy dobrze, bo się okaże za chwilę, że i piędzi polskiej ziemi nie będzie, choć zakaz jest jak się patrzy….. A zakaz, to zakaz! Po to on, by maluczkim wpierw zabronić, a później majątku pozbawić!…” (piotruchg – Aborcja, czyli Panamskie Pampersy)

PS…

„…Państwo nie jest ślepym, przypadkowym, omylnym gigantem nie rozumiejącym, co czyni depcząc maleńkich obywateli na swojej drodze. Ono jest gigantem świadomym, działającym jak najbardziej celowo – świadomość ta jest wprawdzie utkana z najróżniejszych podszeptów wielu odmiennych grup interesu, różnych lobbystów i środowisk, a przez to dość chaotyczna, mnoga. Tak więc, gdy ustawa utrudnia życie małego przedsiębiorcy, można przewidzieć, że dzieje się to z korzyścią – i często za sprawą podpowiedzi udzielonej w stosownej komisji sejmowej – dużego przedsiębiorcy, który małego konkurenta nie chce i chętnie mu rządową nogę podłoży…

…Nie ma niczego szalonego w zapewnianiu sobie przewagi za pomocą państwowej przemocy – jest to działanie racjonalne w sytuacji, gdy każdy może po taką metodę sięgnąć. Szaleństwem jest zatem nie to jak państwo reguluje sprawy, ale już samo to, że ono cokolwiek jakkolwiek reguluje i się wtrąca.”  (źródło: Czy państwo działa na ślepo?)

podobne: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? i jeszcze: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?


„…Usiłuje się wbić i utrwalić taką teorię, że demokracja w Polsce równa się Trybunał Konstytucyjny i być może niedługo będzie się używać zamiennie tych pojęć czyli Trybunał będzie nazywać się demokracją…” (Mieczysław Ryba)

a przecież chodzi o to że…

„Powinniśmy mieć zasady gotowe do zastosowania w każdej okoliczności” (Epiktet z Hierapolis)

tymczasem…

„Ślepy i nierozważny jest ten, co zdaje się na łaskę przypadku” (Seneka)

Z natłoku bełkotu informacyjnego jaki wylał się przez ostatnie tygodnie na głowy zainteresowanych polityką Polaków (podkreślam, bo nie wszystkich to interesuje), warto wyłowić cztery (dosłownie) najistotniejsze (moim zdaniem) sprawy, które rzutują w dość konkretny sposób na jakość (standardy) rządów które już odeszły, oraz na rządy które będą nam towarzyszyć przez najbliższe lata. I nie jest to niestety wyłącznie towarzyszenie na zasadzie jakiejś fikcji rodem z programu rozrywkowego w TV. Nie chodzi tu bowiem o standardy jako pewnego rodzaju kulturę polityczną (to akurat najmniejszy problem, łatwy do załatwienia jednym kliknięciem pilota od telewizora), ale o uchwalane właśnie prawo (jak i to które ciągle obowiązuje), które należy jak najbardziej do świata realnego ze wszystkimi tego konsekwencjami i kosztami dla nas obywateli, na teraz i na przyszłość.

Przepychanki na temat kto, co i na kiedy „planuje”, kto komu przeszkadza, co psuje, i czy zrobi to rano czy w nocy, to wyłącznie element propagandowej walki obu stron mający mobilizować poszczególne elektoraty do większej aktywności w „kibicowaniu” swoim przedstawicielom ustawowym”. Informacyjnych konkretów wynikających z tych wszystkich „działań” dla poważnie podchodzącego do spraw państwowych (i obywatelskich) Polaka nie uświadczysz. Tego typu „wiedza” i niusy, choć niejednokrotnie zabawnie formułowane przez lekkopiórych komentatorów brzmią bowiem z obu stron histerii tak samo propagandowo. Dla szarego ludzia nic z tego nie wynika inie jest do niczego potrzebne. Służy to wyłącznie dworakom i fanatykom obu obozów, by mogli upuścić napięcia ze swoich nadętych/nakręconych głów, tudzież do wyprowadzania „niezadowolonych” na ulice w celu napuszczenia ich na siebie, a być może sprowokowania jakiejś ulicznej bitki.

Jakkolwiek nie przykładać wagi do większości komentarzy płynących z obu stron barykady poprzez tzw. „media głównego nurtu” (mocno zaangażowane każde w swoją rację – zgodnie z zapotrzebowaniem obozu któremu służą) należy sobie powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z wojną o interesy partyjne, a nie jak nam to każda ze stron próbuje przedstawić z walką o prawa obywateli. Obecna opozycja walczy o utrzymanie wpływów i bardzo ją boli odrywanie przysłowiowego „ryja od koryta”, zaś obecny obóz rządzący mocno wyposzczony po 8 latach bycia w opozycji, jako zwycięzca w „demokratycznych wyborach” dąży w sposób dla siebie naturalny do odzyskania (kosztem poprzedników) jak największej władzy, stołków, praw i przywilejów. Tymczasem retoryka tak jednych jak i drugich nie dotyczy istoty rzeczy, o której pisze Pan Michalkiewicz… (Odys)

„…dopiero konflikt, jaki w naszym nieszczęśliwym kraju rozgorzał na tle zagrożeń demokracji, pozwolił zobaczyć, ilu na świecie jest durniów, a przynajmniej – ilu jest hipokrytów. Rzecz w tym, że w demokracji – jak wiadomo – decyduje Większość, bo demokracja kieruje się zasadą: im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Jest to nic innego, jak tyrania Większości. Tymczasem banda idiotów, z jakich składa się zdecydowana większość tak zwanych elit politycznych, nie mówiąc już o konfidentach poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, udaje że tej prostej, niczym budowa cepa prawdy nie pojmuje, albo – co gorsza – nie pojmuje jej naprawdę i bredzi coś o konieczności poszanowania przez Większość praw Mniejszości. Tymczasem taka konieczność nie tylko nie ma nic wspólnego z demokracją, ale wprost zasadę demokratyczną podważa, bo albo przyjmujemy za demokratami, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja, albo uznajemy jakieś prawa Mniejszości, które trzeba respektować bez względu na Liczbę. Otóż ochrona praw Mniejszości nie wynika z zasady demokratycznej, tylko z zasady nomokratycznej (nomos to po grecku: prawo), z której wynika, że słuszność Racji nie zależy od Liczby – jak chcieliby demokraci – tylko od zgodności z nie poddającymi się żadnym głosowaniom zasadami…

…No dobrze – ale co jest praworządne, to znaczy – jaką treść powinny mieć akty prawne, by mogły być uznane za praworządne?

Na właściwy trop naprowadza nas sformułowanie języka potocznego, w jakim wspomniana ustawa byłaby skomentowana. Powiedziano by o niej, że owszem, może i jest demokratyczna, ale nie jest w porządku. To sformułowanie języka potocznego sugeruje istnienie jakiegoś porządku, który w dodatku ma charakter nadrzędny nad porządkiem demokratycznym. (…)  pierwszym warunkiem, jakiemu powinno odpowiadać stanowione prawo, to wykonalność. Prawo obiektywnie niewykonalne, nie będzie mogło wejść w życie…

prawo, żeby było wykonalne, nie może abstrahować od tego, jacy ludzie są, nie może abstrahować od naturalnych właściwości ludzi. Naturalnych – a więc takich, których nie ustanowiła żadna władza publiczna i żadna władza publiczna, nawet demokratyczna, nie jest w stanie ich uchylić. Jakie to są właściwości? Ano, ludzie mają naturalną zdolność do świadomego wybierania. Jest to bardzo ważna właściwość, nie tylko odróżniająca gatunek ludzki od innych gatunków przyrodniczych, ale będąca też warunkiem sine qua non wszelkiej odpowiedzialności. Inną ważną właściwością naturalną człowieka jest wrażliwość na piękno – z czego wynika cała kultura. Kolejną ważną właściwością natury ludzkiej jest zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim – z czego zrodziły się cywilizacje. Ale najważniejszą właściwością, z której wynikają wszystkie pozostałe, jest życie.

Mamy zatem katalog ważnych cech ludzkiej natury, które prawo stanowione powinno respektować, żeby w ogóle było wykonalne. Ale nie tylko respektować. Ponieważ są to właściwości bardzo ważne, prawo stanowione nie powinno również w nie godzić – jeśli ma dobrze służyć ludziom, a tak chyba powinno być. Skoro tak, to musimy przełożyć te właściwości natury ludzkiej na język prawa. Jeśli chodzi o życie, nie ma z tym problemu; prawo radzi sobie językowo z życiem bez trudu. Zdolność do świadomego wybierania w języku prawa nazywa się wolnością, zaś zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim nazywa się własnością. Ciekawe, że zdolność do odczuwania piękna nie daje się przełożyć na język prawa, chociaż takie próby były podejmowane, na przykład w postaci „socrealizmu”. Mamy zatem katalog praw naturalnych – bo żadnego z nich nie ustanowiła władza publiczna – w postaci życia, wolności i własności. Tworzą one porządek, z którym powinno być zgodne prawo pozytywne, by mogłoby być uznane za praworządne pod względem treści. Od razu widać, że jest to porządek niedemokratyczny, bo prawa naturalne z istoty nie poddają się żadnemu głosowaniu. Co więcej – przekonujemy się, że demokracja może być bezpieczna o tyle, o ile zakotwiczona jest w porządku niedemokratycznym, jakim jest porządek praw naturalnych. Widać zatem, że kwik, jaki podnosi się nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju i w wielu ościennych krajach w obronie demokracji w Polsce, to lament ignorantów…(Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Obrońcom demokracji pro memoria

podobne: Konwulsje zdychającej III RP w obronie „demokratycznego państwa prawa”  i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

A teraz przejdę do wspomnianych istotnych wg mnie kwestii, o których były jakieś wzmianki w mediach, ale nie pod tym kątem pod jakim powinny być komentowane i relacjonowane obywatelom, więc sam je skomentuję…

1. Wojciech Sumliński i wyrok na III RP.

„Wydarzenia, które do historii przejdą jako sprawa Sumlińskiego, rozpoczęły się wiosną 2008 r. Znany dziennikarz śledczy, wówczas zajmujący się przede wszystkim badaniem okoliczności mordu na ks. Jerzym Popiełuszce i niejasności związanych z późniejszym śledztwem, został poddany całej serii represji, które doprowadziły go do próby samobójczej…

Sprawa ciągnie się tygodniami, miesiącami, wreszcie – latami. Z dala od centrum Warszawy (sądy na ul. Kocjana znajdują się na dalekiej Woli, zaledwie trzy przystanki od granic miasta), a przede wszystkim z dala od zainteresowania mediów. Obserwując rozprawy od grudnia 2013 r., znam sytuacje, gdy ważne, choćby z racji problemów z pamięcią nadających się do podręczników medycyny, zeznania ministra Grasia bądź byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka odbywały się bez udziału choćby jednego dziennikarza. Przez wiele miesięcy jedynym źródłem informacji o przebiegu procesu był starannie prowadzony blog Andera, później dołączyły do niego relacje na kilku portalach, a także nadawane na żywo przez autora niniejszego tekstu korespondencje na Twitterze. Do lata 2015 r., kiedy odbyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego, media zainteresowały się sprawą chyba tylko raz – gdy w sądzie pojawił się Antoni Macierewicz.

Bronisław Komorowski, postać w sprawie Sumlińskiego kluczowa, czeka wciąż na wyjaśnienie swojej roli w tym zdarzeniu. Przesłuchanie, które zgromadziło większość ważnych mediów, lecz nie zostało przez nie praktycznie odnotowane, niewiele wyjaśniło.

Z zeznań świadków wiemy jedynie, że Komorowski był zainteresowany propozycją dostępu do tajnego aneksu, jaką miał mu złożyć Tobiasz. Tego, że był on centrum prowokacji wobec dawnej komisji weryfikacyjnej WSI, której ostatnim akordem jest proces Sumlińskiego, domyślać się możemy z zeznań innych osób, a przede wszystkim z wypowiedzi i książek samego Wojciecha Sumlińskiego.

Istotne dla pokazania dwuznacznej roli byłego prezydenta okazały się niedawne zeznania Krzysztofa Winiarskiego, który zeznał, że Komorowski podczas rozmowy dotyczącej spłaty zobowiązań państwa wobec powiązanego ze służbami biznesmena w zamian za przekazanie haków na polityków PiS u, pytał również o Wojciecha Sumlińskiego. W tym samym czasie zastępca szefa ABW Jacek Mąka miał proponować udział w prowokacji wymierzonej przeciwko dziennikarzowi, innemu ważnemu świadkowi – Tomaszowi Budzyńskiemu, emerytowanemu oficerowi tej agencji. Wkrótce potem doszło do zatrzymania, które stanowi oficjalny początek opisywanej sprawy…

…Wydany w środę wyrok zaskoczył. Zaskoczył z punktu widzenia praktyki sądowej Trzeciej Rzeczypospolitej. Sędzia Stanisław Zdun skazał Aleksandra L. na cztery lata więzienia bez zawieszenia, równocześnie uniewinniając Wojciecha Sumlińskiego. Wyrok był więc całkowitym przeciwieństwem oczekiwań prokuratury, uzasadnienie zaś całkowitym zaprzeczeniem jej narracji. Zdun powtórzył wszystkie pozapolityczne elementy z mów obrońców, wykazał całkowitą niewiarygodność zeznań L., a przede wszystkim nieżyjącego Leszka Tobiasza. Tobiasz jest tu głównym czarnym charakterem, autorem prowokacji, niemającym jednak żadnych dowodów. L. jest współwykonawcą, a w najlepszym razie ofiarą prowokacji Tobiasza, co jednak nie zwalnia go od odpowiedzialności za próby płatnej protekcji, jakie zostały udowodnione w postępowaniu. Na udział Sumlińskiego w tych samych próbach nie znaleziono natomiast żadnych dowodów. Czyn L. był haniebny – jak mówił sędzia Zdun – i zagrażał bezpieczeństwu kraju. Oprócz więzienia sąd zdecydował również o grzywnie, gdyż, jak zwrócił uwagę sędzia Zdun, L. nadal pobiera wysokie świadczenia. Z obawy o możliwość ucieczki skazanego za granicę zastosowano wreszcie środek zapobiegawczy w postaci odebrania paszportu…

…Jest to historyczny dzień dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. I nie tylko dla niego, przekonaliśmy się bowiem, że człowiek, mający do dyspozycji głównie własne zasady moralne, wiarę i determinację, a przy tym wsparcie kilku podobnych sobie zapaleńców (i oczywiście najbliższych), nie jest bez szans w starciu z niepokonaną machiną zakorzenionej w PRL u niesprawiedliwości.

Równocześnie jednak jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego, które przez lata próbowało sprawę zamilczeć. Obok patologii służb sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów. Rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznie – niech to będzie kolejny optymistyczny wniosek ze środowego wyroku.” (Krzysztof Karnkowski • Gazeta Polska Codziennie)

całość tu: Wyrok na III RP

podobne: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. oraz: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego… pisze bezczelnie Pan Karnowski, który reprezentuje dokładnie to samo środowisko, tylko z innej (rzekomo „prawej i sprawiedliwej”) mańki. Wystarczy sobie bowiem przypomnieć niedawne równie haniebne przemilczanie przez tzw. „media niezależne” (do których Pan Karnowski się samozwańczo zalicza) rozprawy na której zeznawał ważny świadek w procesie Sumlińskiego – niejaki Winiarski, którego zeznania uznano publicznie w owych mediach jako NIEWIARYGODNE:

„…Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej…” (całość tu: Parasol ochronny nad Komorowskim?),

…czy to nie jest wystarczający powód do tego żeby fala obrzydzenia zalała każdego przyzwoitego człowieka, jeśli ludzie wywodzący się ze środowiska tzw. „niezależnych mediów” wycierają sobie gębę procesem człowieka, do którego ułaskawienia przyczynił się świadek uznany przez tych samych ludzi za „niewiarygodnego”? Przyganiał kocioł garnkowi Panie Karnowski. Zgadzam się ze stwierdzeniem że sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów… i że rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznietyle że jak to się ma do „was”, którzy odegraliście w tej patologii również swoją niechlubną rolę… (Odys)

2. „Skandal w MON” i „nocne wtargnięcie do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”.

„…Decyzją ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza do dyspozycji szefa MON zostali przeniesieni płk Krzysztof Dusza i gen. Piotr Pytel. Całe przedpołudnie trwała medialna histeria na temat wejścia do pomieszczeń Centrum Kontrwywiadu NATO…

…Część kierownictwa miała mieć podpisane wieloletnie kontrakty opiewające na około 20 tys. zł miesięcznie. Okazało się również, że część kadry mają stanowić byli żołnierze Wojskowych Służb Informacyjnych.

…Mieliśmy utracić wiarygodność, a „sprawa odbije się szerokim echem” i „będą tego bolesne konsekwencje”. Minister Tomasz Siemoniak publicznie przepraszał Słowaków, którzy z nami współtworzyli CEK. Do wyrazów potępienia przyłączyli się politycy innych partii opozycyjnych.

I taka jatka medialna trwała do południa, kiedy to z kwatery głównej NATO nadszedł komunikat, że wszelkie decyzje w sprawie CEK należą do Polski, ponieważ Centrum nie jest w strukturach Sojuszu.

Warto zwrócić uwagę, że w nagonce na Służbę Kontrwywiadu Wojskowego umknęła najważniejsza kwestia – co było powodem nocnego wejścia do pomieszczeń CEK. Otóż odwołani szefowie CEK nie chcieli przyjąć swoich dymisji do wiadomości, nie zamierzali opuścić zajmowanych biur i nie chcieli przekazać dokumentów. Stąd nocna interwencja.” (niezalezna.pl)

źródło: Kompromitacja szczujni

„…Dufny w siłę swoich partyjnych opiekunów – nie podporządkował się aktualnym wojskowym przełożonym, a fizycznie odsunięty od urzędu – udał się na skargę do swoich rzeczywistych mocodawców.

To niespotykany ewenement – wysokiej rangi oficer wyznaczony na szefa Centrum Ekspertskiego Wywiadu NATO – nie zna podstawowych reguł obowiązujących w każdej armii świata od czasów babilońskich. Jeżeli płk Dusza poczuł się pokrzywdzony – miał do dyspozycji służbową drogę odwoławczą. Może zresztą z niej nie korzystać po odejsciu do cywila i dochodzić swoich praw w sądach poiwszechnych. Oczywiście w każdym razie obowiazuje go wojskowa tajemnica, zdradzenie której skutkuje poniesieniem kary do najwyższej włącznie. W chwili obecnej mamy stan buntu, który powinien powodować degradację oficera i szybkie wydalenie ze służby. Niezależnie od tego powinien ponieść karę za narażenie na szwank dobrego imienia polskich wojskowych służb specjalnych.

Jednakze większą jeszcze szkodę dla wizerunku tych służb i Wojska Polskiego wyrządzili byli ministrowie ON z ramienia PO, a szczególnie niejaki Siemoniak. Abstrahuję od tego, że razem z Tuskiem ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za doprowadzenie do znacznego osłabienia gotowości bojowej naszej armii (…) Odkładał w nieskończoność realizację projektu WISŁA, NAREW, czy śmigłowcowego. Teraz jednak Siemoniak dopuscił się – nie wacham się powiedzieć – zdrady interesów Polski. Nie sprawdził stanu faktycznego, tylko w mediach wygłasza bzdury, że Macierewicz zaatakował placówkę NATO zainstalowaną w Polsce. Tak może powiedzieć tylko nieuświadomiony dureń, a nie były minister ON…” (Janusz40 • blogpress.pl)

całość tu: Skandaliczne i kretyńskie wypowiedzi byłego szefa MON

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał „wojny na haki”. a także: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? i to: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”). i jeszcze: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega.

Po pieniądzach jakie miały się w tym paśniku przewalać, i po tym jak centrum dowodzenia NATO odcięło się od całego „projektu” nazwanego szumnie „Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”(?), jestem bardziej skłonny do wniosku że ten kwik (kolejny w ostatnich tygodniach) jest prędzej spowodowany bólem odrywania ryja od koryta poprzedniej władzy, niż ma cokolwiek wspólnego z troską o państwo przed jego „osłabianiem”, czy z „wstydem” przed naszymi sojusznikami, skoro najważniejszy organ (czyli wspomniane centrum dowodzenia NATO) jasno dał do zrozumienia że ma tę sprawę gdzieś, i że całe to CEK nie ma z NATO nic wspólnego (poza nazwą). Pozostaje zatem pytanie czy nowy MON nie powinien przypadkiem całe to towarzystwo (a nie tylko dwóch funkcjonariuszy) dyscyplinarnie i ze skutkiem natychmiastowym rozwiązać, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na konkretne cele wojska… (Odys)

„…Tylko w Republice Okrągłego Stołu było możliwe kooptowanie, korumpowanie, uwłaszczanie i dopuszczanie do zyskownych interesów, głównie kosztem majątku narodowego, części postsolidarnościowych elit. Tylko w takiej republice było możliwe wykreowanie ogromnej części elity biznesu i pieniądza w oparciu o fundusze i z pomocą tajnych służb – na początku tych peerelowskich, a potem tych z rodowodem III RP. Tylko w takiej republice autorytetami zostawały osoby dające legitymację, gwarancje i ideologiczne uzasadnienia pookrągłostołowemu porządkowi. Tylko w Republice Okrągłego Stołu możliwa była negatywna selekcja w nauce, kulturze czy głównych mediach.

Zakończenie istnienia Republiki Okrągłego Stołu byłoby nie tylko aktem historycznej sprawiedliwości, ale także pozbyciem się ogromnego brzemienia (tych wszystkich uprzywilejowanych kast i grup interesów) hamującego rozwój Polski i dobrobyt przeciętnych ludzi… 

Opór beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu jest oczywisty i był łatwy do przewidzenia. W innym systemie większość z nich byłaby po prostu nikim. Oni walczą o życie, o byt, o status majątkowy i prestiż społeczny, o uprzywilejowaną pozycję swoich dzieci, o wpływy i możliwości życiowe. Oceniam grupę beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu na około milion osób. Ale ona ma ogromne wpływy i możliwości, zarówno z powodu posiadania pieniędzy i innych zasobów, jak i znajomości, wpływu na media czy możliwości urabiania opinii publicznej i hodowania sobie uzależnionej klienteli. Oni wiedzą, że bój to jest ich ostatni. I odwrotnie, obóz zmiany skupiony wokół PiS też wie, że jeśli nie teraz, to Republika Okrągłego Stołu będzie trwać w Polsce przez kolejne dziesiątki lat. To jest naprawdę poważna sprawa. Znacznie poważniejsza niż wynikałoby z medialnego przekazu, który istotę i znaczenie tej gry próbuje ukryć albo rozwodnić.” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: To nie jest zwykła polityczna walka. Gra się toczy o likwidację Republiki Okrągłego Stołu

…więc ja z uporem maniaka będę zadawał to pytanie, które każdy myślący obywatel, a przede wszystkim płatnik na te wszystkie urzędnicze paśniki powinien sobie zadać. Panie Janecki (i reszto „rozliczaczy”) – czy wraz z usuwaniem osób o których bez przerwy słyszymy z ust polityków obecnie rządzącego obozu (mieniącego się być prawem i sprawiedliwością), obóz ten nie powinien zgodnie z Pańską intencją jednocześnie likwidować tych wszystkich szkodliwych i nikomu nie potrzebnych stanowisk/urzędów i „służb”, których to poprzednia władza niegospodarnie namnożyła? Czy też jako podatnicy (o których dobro i portfele tak bardzo Pan Janecki się troszczy) mamy się zadowolić tym, że kilku się wyrzuci a na ich miejsce zatrudni „właściwie myślących” z „jedynie słusznego” obecnie, politycznego klucza (wmawiając ludziom że „nowi” nie będą „partyjni”)? Co komu przyniesie zmiana na stanowisku jednej kosztownej świnki na drugą? Obywatelowi nic z tego powodu w portfelu nie przybędzie, zwłaszcza jeśli nowe władze wcale nie zamierzają zaciskać pasa państwowej hydrze, a wręcz przeciwnie. Retoryka  nowej władzy to typowo etatystyczny bełkot socjalistów z naciskiem na „uszczelnienie systemu fiskalnego” (do którego wiadomo kto wpłaca a kto korzysta), po to by móc się umościć na nowych włościach i dalej popuszczać pasa, co może okazać się w niedalekiej przyszłości bardzo kosztowne dla podatników… (Odys)

podobne: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę?

…Czy to właśnie z tego powodu PIS potrzebuje zniszczyć ideę (uprawnienia) Trybunału Konstytucyjnego – ostatniego bezpiecznika między zapisanymi w Konstytucji prawami własności i wolności obywateli, a zakusami pazernej władzy, po to by móc swobodnie się na nie zamachnąć jak już nowej władzy zabraknie do pierwszego?

Dlatego na koniec trzecia ważna informacja i najważniejsza moim zdaniem kwestia, bo naruszająca w sposób bezpośredni nasze obywatelskie prawa do bezpieczeństwa przed nieodpowiedzialnymi politykami. Bo to że dwa obozy polityczne się ścierają (nie robiąc sobie przy tym zbyt wielkiej krzywdy 🙂 ), nie jest aż tak istotne dopóki są zajęte sobą a obywatele nic na tym nie tracą (poza rzecz jasna finansowaniem tego zoo bo już nawet nie cyrku). Gorzej kiedy „przy okazji” tej walki naruszane są fundamentalne zasady chroniące nas – obywateli przed tą całą wścieklizną polityczną… (Odys)

3. Prokurator Generalny: TK nie ma prawa orzekać ws. uchwał Sejmu.

W uzasadnieniu, do którego dotarł portal Polityce.pl stwierdza, że TK przekroczyłby swoje kompetencje orzekając ws. uchwały Sejmu.

Zakwestionowane [przez grupę posłów wnioskującą do TK– red.) uchwały nie są aktami normatywnymi, lecz aktami stosowania prawa. Kompetencje kontrolne Trybunału Konstytucyjnego obejmują wyłącznie ocenę aktów normatywnych i nie rozciągają się na akty stosowania prawa, choćby wydawano je powołując się wprost na kwestionowane przepisy

— podkreśla Prokurator Generalny.

Przywołuje jednocześnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2001 roku:

Trybunał kilkakrotnie już podkreślał, iż jego właściwość rozciąga się na akty normatywne, nie obejmuje natomiast aktów indywidualno-konkretnych. Trybunał posługuje się przy tym materialną definicją aktu normatywnego, co oznacza, iż chodzi o akty zawierające normy generalne i abstrakcyjne, które charakteryzują się cechą powtarzalności. Nie mają tych cech akty adresowane do indywidualnego podmiotu, dotyczące konkretnej sprawy czy sytuacji, których stosowanie ma charakter jednorazowy.

W nawiązaniu do powyższego wyroku, Prokurator Generalny stwierdza, że TK nie ma prawa wyrokować w sprawie sędziów. Nie może więc stwierdzić, czy Sejm legalnie unieważnił wybór „platformerskiej piątki”, ani czy legalnie wybrał ich następców…”

źródło: wpolityce.pl

Ja tylko chciałbym zwrócić uwagę na wielce frapujący problem dotyczący (a jakże! bo to w końcu na czasie) „nieopatrznego” obrzydzania Polakom przez obecną władzę instytucji TK. Które jest prowadzone z rozmysłem na zdyskredytowanie, aby nikt po trybunale nie płakał kiedy zostanie zlikwidowany/zmarginalizowany/sparaliżowany. Ja doskonale rozumiem potrzebę czyszczenia wymiaru sprawiedliwości, służb bezpieczeństwa, i resortów administracji z wrażego (post)komunistycznego elementu bo jest on niewiarygodny i tu moja PEŁNA zgoda. Nie rozumiem tylko (a raczej rozumiem 🙂 ale o tym dopowiem tylko jak ktoś zapyta) dlaczego PIS wylewa dziecko z kąpielą którym jest właśnie instytucja TK (nie mylić z poszczególnymi sędziami) – tj. organ który został stworzony po to by stać na straży zgodności z Konstytucją (w której zapisane są również NASZE – OBYWATELI prawa i wolności) wszelkich aktów prawnych, na które mogliby wpaść kiedykolwiek (a nie tylko za obecnej władzy) jacykolwiek politycy.

Otóż zohydzenie tej instytucji w taki sposób w jaki to robi PIS, lekceważąc sobie jej postanowienia, bez merytorycznego uzasadnienia, a bazując wyłącznie na „niejasnych” procedurach prawnych, a przede wszystkim żerując na populizmie hasła „koniecznych zmian” (koniecznych dla kogo? w jakim wymiarze? i co w zamian?) jest bardzo niebezpieczne właśnie dla nas zwykłych obywateli. Oto właśnie nie Pan Prokurator „Genialny” zawyrokował że uchwały Sejmowe nie podlegają rozpatrywaniu przez TK pod względem ich zgodności z Konstytucją (pomimo tego że są aktami niższego rzędu od Konstytucji właśnie). Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego rozstrzygnięcia. Jeśli bowiem Konstytucja ma pozostać najwyższym z możliwych aktem prawa powszechnie obowiązującego, to odebranie TK prawa orzekania o zgodności z Konstytucją aktów niższego rzędu (a takim aktem prawa jest również uchwała Sejmu) umożliwia Sejmowi (tj. politykom) uchwalanie w przyszłości (całkowicie bezkarnie!) prawa niezgodnego z Konstytucją! I nikt już nie będzie w stanie powstrzymać posłów przed tego rodzaju zakusami. To oznacza że nasze wolności zapisane w Konstytucji mogą być BEZPRAWNIE i BEZKARNIE naruszane przez polityków jeśli tylko takie bezprawie będzie głosowane w formie uchwały Sejmu.

Jak dla mnie nie ma się z czego cieszyć. Broń nas teraz Panie Boże przed zachłannością i totalitarnymi zakusami polityków (w tej czy w przyszłej kadencji). Tymczasem władza sobie „pozwala” i nadaje kolejne uprawnienia przepalając bezpiecznik jakim między sejmem a obywatelami jest TK. To że ten Trybunał zachowywał się w wielu kwestiach nie jak obrońca naszych praw a raczej jak sługus polityków w niczym nie zmienia faktu że sama instytucja jest potrzebna. Wystarczy TYLKO zmienić sposób wybierania sędziów do tego organu w taki sposób by TK przestał być ciałem politycznym. Tymczasem nie widzę korzyści dla nas szarych obywateli z tego, że Kaczyński i sp-ka sparaliżują ten organ całkowicie. Jeśli ktoś takowe widzi to chętnie się dowiem jakie. Powinno się naprawić funkcjonowanie TK (bo to prawda że on źle funkcjonuje) ale nie można go paraliżować, robiąc jednocześnie furtkę dla samowoli polityków w postaci potencjalnych złych uchwał (mało jeszcze złego prawa krąży w obiegu? No to teraz hulaj dusza!). Czy ktokolwiek z wychwalających obecną władzę jest w stanie zagwarantować Polakom teraz (i na przyszłość) że żaden sejm nie naruszy naszych praw? Sędziowie przychodzą i odchodzą ale złe prawo i furtka dla chciwych polityków pozostanie.

Bo choć „prawo jest prawo”, to co zrobimy biedne żuczki jeśli ktoś kiedyś „zgodnie z prawem” uchwałą sejmową przepchnie pomysł że obywatel winien jest państwu cały swój dorobek? Na jakim prawie się wtedy oprzemy, i kto stawi opór pazerności polityków? Gdzie jest prezydent?! Czemu w tak ważnej sprawie nie wykazuje własnej inicjatywy, ale zachowuje się jak rezydent-marionetka (Kaczyńskiego), szkodząc zarówno swojemu wizerunkowi jak i powadze urzędu. Prezydent jako „obrońca obywateli” powinien stawiać tamę zbytnim zakusom władzy ustawodawczej, tymczasem po „ułaskawieniu” Kamińskiego ten człowiek wyświadcza (a raczej popełnia) kolejne „przysługi” obecnej władzy w imię partykularnych partyjnych interesów. Pomijając milczeniem takie kwiatuszki do kożucha jak palenie świec chanukowych przez tego „katolika”, czy firmowanie Owsiaka przekazaniem mu prezydenckich nart… (Odys)

„…największy koszt polityczny pierwszego okresu rządów PiS poniósł właśnie Andrzej Duda – przede wszystkim dlatego, że został zmuszony do wsparcia pacyfikacji Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy mógł w tej sprawie wystąpić jako choćby pozorny rozjemca, z jednej strony nie rezygnując z neutralizacji niechętnych nowej władzy tendencji w TK, ale z drugiej – promując dobre ustrojowo rozwiązania, takie jak choćby proponowany przez klub Kukiz ’15 wybór sędziów TK większością dwóch trzecich głosów. Zamiast tego bez oporów (na zewnątrz, bo wewnątrz pałacu takie były) podpisał błyskawicznie przygotowaną przez PiS i firmowaną przez posła Piotrowicza nowelizację, a następnie – co było gigantycznym błędem i prawdopodobnie przyklei się do wizerunku prezydentury na zawsze – zaprzysiągł nowych sędziów w środku nocy. Jeżeli Duda ma dziś problem z opinią prezydenta partyjnego (podkreślam: prezydent partyjny to co innego niż prezydent z wyrazistymi poglądami politycznymi, co jest całkowicie normalne), to właśnie z tego powodu. Tak więc szkody wizerunkowe, jakie poniósł Duda, były związane z poważnym sporem ustrojowym, w którym prezydent miał szansę odegrać rolę bynajmniej nie marionetkową…” (Łukasz Warzecha • wpolityce.pl) całość tu: Narty dla Owsiaka, czyli błąd prezydenta

podobne: TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego. oraz: Rola prezydenta RP

tymczasem na dniach…

4. TK powtórzył (potwierdził) stanowisko Prokuratora Generalnego ograniczając sobie samemu możliwość badania pod względem zgodności z Konstytucją Uchwał Sejmowych:

„…W piątek TK informował, że odwołał zapowiedzianą na 12 stycznia rozprawę w sprawie tych 10 uchwał Sejmu. W poniedziałek TK ujawnił zaś, że w czwartek, 7 stycznia, 10 sędziów TK umorzyło merytorycznie sprawę tych 10 uchwał. Skargę złożyła grupa posłów PO, do której przyłączył się RPO Adam Bodnar.
Oceniając uchwały o braku mocy prawnej wyboru 5 sędziów przez poprzedni Sejm, TK ustalił, że nie mogą być one uznane za akty normatywne. Trybunał uznał zatem, że postępowanie w tym zakresie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia.
Z kolei uchwały o ponownym wyborze 5 sędziów TK zaliczył do „kategorii uchwał nieprawotwórczych, przez które Sejm miałby realizować funkcję kreacyjną w odniesieniu do organów władzy publicznej”, wobec czego nie mogą one zostać uznane za akty normatywne. TK stwierdził, że również w tym zakresie postępowanie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia…”  (całość tu: Trybunał Konstytucyjny umorzył sprawę dot. powołania 5 sędziów)

…zanim to jednak nastąpiło, miała miejsce osobliwa rozmowa między Panem Dudą (prezydentem) a przewodniczącym TK prof. Rzeplińskim, który tak jak wcześniej odgrażał się że będzie stał na straży zgodności z Konstytucją prawa stanowionego przez PIS tak teraz zmienił gwałtownie zdanie. I tak jak on nie chce powiedzieć dlaczego mu się odwidziło tak Pan Duda nie chce zdradzić opinii publicznej czego dotyczyła wspomniana rozmowa:

„…Jeszcze nie minęło 48 godzin od godzinnej, poufnej rozmowy prezesa Trybunału Konstytucyjnego, pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego z panem prezydentem Andrzejem Dudą, a już Trybunał Konstytucyjny odroczył termin rozpatrywania skarg na uchwały sejmu dotyczące wyboru sędziów Trybunału. Posiedzenie, które miało rozpocząć się 12 stycznia, zostało odroczone, póki co, bez wyznaczenia następnego terminu. Ani pan prezydent, ani pan prezes Trybunału, którego przesłuchaniu I stopnia poddał mianowany na proroka mniejszego (i stąd ten tylko I stopień, bo do przesłuchań II i III stopnia trzeba mieć specjalne zezwolenie od RAZWIEDUPR-a), nie puścił farby, co właściwie spowodowało, że prześwietny, niezawisły – bo jakże by inaczej – Trybunał Konstytucyjny – jednak odroczył rozpatrywanie zasadności tych wszystkich skarg – bo przecież od strony konstytucyjnej żadna zmiana nie nastąpiła. Konstytucja jest cały czas taka sama, jak była i przedtem, podobnie jak teorie sławnych jurysprudensów – na przykład pana profesora Zolla, czy pani profesor Ewy Łętowskiej.

Inna rzecz, że ci jurysprudensi, owszem kombinują, ale w granicach wyznaczonych przez starszych i mądrzejszych. Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…

Ciekawe tedy, co zobaczył pan prof., Andrzej Rzepliński podczas godzinnej rozmowy za zamkniętymi drzwiami u pana prezydenta, któremu pan minister Antomi Macierewicz mógł przecież to i owo powiedzieć na temat zawartości Zasobu Zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej, w którym Wojskowe Służby Informacyjne zdeponowały dane swoich konfidentów w przekonaniu, że nigdy, a w każdym razie nieprędko ujrzą one światło dzienne. Ale co jeden człowiek zakrył, to drugi odkryje i pewnie dlatego i z pana prezesa Rzeplińskiego zaczyna uchodzić powietrze i Trybunał spuszcza z tonu…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ujrzał ducha?

…długo na reakcję samego Rzeplińskiego nie trzeba było czekać. Szybko okazało się że niewzruszalne zasady „demokratycznego państwa prawa” są jednak do obejścia, i że mogą one być przedmiotem „kompromisu”, choć wcześniej zapowiadano walkę o ich niewzruszalność do upadłego 🙂

„…Rzepliński podkreślił, że ws. TK czeka na ruch ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Zaprzysiężenie przez prezydenta jednego z trzech sędziów wybranych przez PO i objęcie przez niego urzędu, oznaczałoby, że prezydent zdecydował, że ci trzej wybrani 8 października przez PO zostaną sukcesywnie sędziami. To otworzyłoby mi drogę do działania – twierdzi prezes Trybunału…” (Rzeczpospolita, wpolityce.pl)

całość tu: Prof. Rzepliński: „To nie był skok na Trybunał, ale głupota. Posłom PO wydawało się, że będą bez wysiłku rządzić po wyborach”

…Powstaje pytanie – jakież to wynikły „równiejsze” okoliczności że nawet prawo okazało się wobec nich mniej równe? Trochę światła na tę tajemniczą i nagłą zmianę stanowiska o 180 stopni Pana Rzeplińskiego (i części Trybunału) może rzucić kwestia związana z zapytaniem jakie swojego czasu złożył z mównicy sejmowej Pan Zygmunt Wrzodak…

„…Zdaniem byłego już posła w ministerstwie sprawiedliwość są zeznania płk. Pietruszki, który miał w obecności prof. Rzeplińskiego zeznawać nt. zleceniodawców mordu bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz miał mówić kto chciał zabić biskupa Gulbinowicza!…

…Spisano na tę okoliczność odpowiedni dokument w obecności pana Rzeplińskiego i nieżyjącego już pana Nowickiego. Pan płk Pietruszka pokazuje cały mechanizm zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Pan płk Pietruszka mówi, kto z MSW zlecił zamordowanie i zamordował Piotra Bartoszcze. To przesłuchanie było w obecności pana Rzeplińskiego. Co zrobił z tą informacją pan prof. Rzepliński?

Następnie pan Rzepliński, słuchając wypowiedzi pana płk. Pietruszki, który mówił wprost, że generał Kiszczak kazał mu poddać się uwięzieniu, ponieważ on musi chronić pana gen. Jaruzelskiego i pana Kiszczaka. Pan Pietruszka zgodził się na więzienie, bo sąd był w tym momencie ustawiony i prokuratura ustawiona. I rzeczywiście taki wyrok, jaki ustawili przed rozprawą, dostał pan Pietruszka. Pan generał Kiszczak obiecał panu płk. Pietruszce stopień generała po wyjściu z więzienia.

Myślę, że tę informację posiada pan prof. Rzepliński. Pan prof. Rzepliński pod tymi zeznaniami pana esbeka Pietruszki podpisał się i te dokumenty są w Ministerstwie Sprawiedliwości…” (całość tu: Czy prezes TK, prof. Rzepliński ukrywa morderców ks. Popiełuszki?)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

…Pytanie jest proste. Czy Pan Duda i włodarze PISu dysponują taką wiedzą, a jeśli tak to czemu jej nie ujawniają skoro pragną sprawiedliwości a nie politycznych gierek? Tymczasem zamiast rozliczać poprzedni układ nowe władze same wchodzą w podejrzane „dile” i „kompromisy”, trzymając ciemne sprawki poprzedników pod kloszem w archiwach MSW, MON i IPN dla swoich politycznych interesów. Bawią się jak mafiozi szantażując i grając teczkami z ludźmi, którzy powinni ponieść za swoje czyny odpowiedzialność a nie zajmować intratne i odpowiedzialne stanowiska państwowe. Czym w związku z tym różni się PIS od PO którą wielu włodarzy z obecnej partii rządzącej nazywa „układem”, „mafią” tudzież „zdradą narodową”. W związku z powyższym należy sobie postawić kolejne pytanie…(Odys)

5. Kto tu w końcu jest postkomunistą i czy patriota może być socjalistą?

„…Bardzo wielu komentatorów biadoli nad upadkiem autorytetu Trybunału. Wydaje się jednak, że zamieszanie wokół TK może mieć pozytywne konsekwencje.

Pierwszą jest zauważalny dla dość szerokiego grona Polaków upadek mitu niezawisłości sądu konstytucyjnego. Okazało się bowiem, iż jest on wyłącznie „zawisły”, i to na wpływach korzeniami sięgających PRL. W tym gronie, które część żurnalistów propagandystów prezentuje jako „mędrców”, są ludzie czujący się jak ryba w wodzie w czasach braku wolności i sprawiedliwości, czyli w państwie komunistycznym. Ba, jest nawet doradczyni zbrodniarza komunistycznego Czesława Kiszczaka. To doprawdy niezwykła sytuacja – zgodność prawa z konstytucją ma w demokratycznym państwie oceniać prawnik doradzający politykowi odpowiedzialnemu za mordowanie ludzi. Ktoś, kto nie miał oporów przed usługiwaniem zleceniodawcy zabójstw i prześladowań, ma dzisiaj wyznaczać standardy praworządności! Jaka jest wiarygodność takiego przedstawiciela Temidy? Dokładnie taka, jaką miały sądy w PRL.

Po drugie: zaangażowanie polityczne sędziów Trybunału pokazało jak na dłoni jedną z największych patologii polskiego sądownictwa, czyli służalczość wobec grup interesu. W komunistycznej rzeczywistości sądy oddawały się komunistyczno-bezpieczniackim klikom, w rzeczywistości postkomunistycznej niektóre pozostawały wierne dotychczasowym panom, inne szukały nowych patronów. Nie przez przypadek to właśnie składy sędziowskie były najważniejszym i najskuteczniejszym wsparciem zbrodniarzy komunistycznych w unikaniu sprawiedliwości. Sam Kiszczak mógł się wykpić kserokopią zwykłego zwolnienia lekarskiego i latami drwić z tych, którzy próbowali doprowadzić go do poniesienia kary za zbrodnie.

Doprawdy, niewiele (a być może nic) dzieli słynnego sędziego na telefon z Gdańska od szefostwa dzisiejszego Trybunału, które przymykało oczy na łamanie prawa przez posłów ubiegłej kadencji wyłącznie dlatego, że beneficjentami tego procederu byli ich polityczni patroni. Nawet jeśli w najbliższych tygodniach prezes Rzepliński i jego ekipa rakiem wycofywają się z konfrontacji z parlamentem, sprawy nie można uznać za zakończoną. Większość rządząca musi przygotować kompleksową reformę czy wręcz sanację wymiaru sprawiedliwości, która obejmie również Trybunał.

Postkomunizm w polskich sądach wreszcie musi się skończyć. (Katarzyna Gójska-Hejke • Gazeta Polska)

źródło: Trzeba skończyć z postkomunizmem w sądach

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…no i ja się gorąco zgadzam z Panią Katarzyną. Potrzeba gruntownych i rzetelnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, przede wszystkim jego odpolitycznienia i urządzenia sądów na kształt służby cywilnej ODPOLITYCZNIONEJ (odpowiedzialnej przed lokalną społecznością, której służą), do tego kadencyjnej w swoim urzędowaniu i pozbawionej przywilejów nietykalności. Problem polega jednak na tym, że PIS wcale nie dąży do tego rodzaju regulacji, i nie chce walczyć z postkomunizmem a wręcz przeciwnie. Własnymi „rencyma” utrwala „znienawidzony” system dążąc do centralizacji władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej w jednym upolitycznionym i upartyjnionym ręku. Gwarantują to zmiany w prawie dotyczące poluzowania służbom specjalnym możliwości inwigilacyjnych, koncentracji prokuratury w ręku polityka (Ministra Sprawiedliwości), i paraliż TK który jak się okazuje nie może badać pod względem zgodności z konstytucją uchwał sejmowych (sic!), gwarantując potencjalną swobodę posłów w uchwalaniu prawa pod siebie. Dodając do tego na wskroś socjalistyczny program gospodarczy, wzrost ucisku fiskalnego, oraz dalsze zadłużanie państwa można to co robi PIS nazwać spokojnie postkomuną właśnie. Co to jest bowiem postkomunizm? Jest to właśnie zamordyzm, etatyzm, socjalizm a przede wszystkim tzw. demokracja, która dopóki istnieje ze swoją fasadą wyborów, to biednym ludziom się wydaje że są wolni, a zamordyzm etatyzm i socjalizm to dla nich coś pożytecznego a wręcz koniecznego jeśli tylko „nasi” stoją na czele, bo tylko nasi są w stanie w tym samym systemie zaprowadzić porządek, praworządność o sprawiedliwości nie wspominając. Patologia z którą rzekomo zamierzano się rozliczać jest więc utrwalana, i nie ma w związku z tym (przy okazji) co liczyć na pociągnięcie do odpowiedzialności poprzedniej ekipy (za dokładnie to samo), o czym pisałem tu: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

PIS demagogicznie gra na emocjach, wymachując podatnemu na czerwoną płachtę komuny ludowi, po to żeby go zmobilizować i zyskać poparcie dla tandetnie zamaskowanych pod płaszczykiem „reform społecznych” czysto partyjnych planów, których średnio rozgarnięty elektorat zwolenników/niewolników tej partii nie dostrzega (lub nie chce dostrzec). Póki co wystarczą mu bowiem pseudo patriotyczne hasła, i tępa satysfakcja z kwiku odrywanych od koryta, znienawidzonych politycznych przeciwników nazywanych ogólnie „III RP”. Kiedy już ci wszyscy biedni ludzie zorientują że zostali po raz kolejny oszukani i ograbieni (z zapisanych w konstytucji własności i wolności) będzie niestety za późno. Zaślepieni hasłem „zmiana” nie widzą że jedyna „zmiana” jaka się w związku z ordynarną walką o stołki dokonuje to wymiana „elit” które z tego systemu będą korzystać. Czy dzięki temu będzie już odtąd tylko „prawie i sprawiedliwie”? Śmiem wątpić (a dlaczego to już pisałem tu: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i tu: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?).

Tym to sposobem wpis zatoczył koło, bo o tym na czym powinna polegać zmiana i sprawiedliwy system rządzenia państwem pięknie opisał Pan Michalkiewicz we fragmencie który pozwoliłem sobie przytoczyć na początku tego przydługiego wpisu. Na koniec jeszcze fragment z „coryllusa”… (Odys)

„…Państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych. Czyli wokół problemów – ile komu, jak już wszystko się ukradnie. Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję.
(…) Nie mogą powiedzieć, że demokracja jest oszustwem, muszą kokietować wyborców i kłamać, że pozałatwiają wszystkie ich sprawy. Jeśli rozumieją ryzyko, będą bardzo ostrożni, jeśli nie ich działanie prędzej czy później doprowadzi ich do śmierci. W tym pierwszym przypadku – jeśli będą ostrożni – rozczarują tych wszystkich, którzy oczekują zmian, w drugim po prostu znikną. Jakby nie było, następna u steru będzie już prawdziwa lewica, z Zandbergiem na czele, a tego możemy zwyczajnie nie przeżyć. (…)
Problem socjalistów-patriotów polega na tym, że nie rozumieją oni iż są pewnym etapem. Tak jak małorolny chłop, którego obdzielili ziemią dziedzica nie rozumie, że jego gospodarstwo to tylko etap przejściowy pomiędzy latyfundium a polem golfowym, lub między latyfundium a nieużytkiem celowo nieużytkowanym. Z tymi małorolnymi jest kłopot, albowiem oni są najwierniejszymi sojusznikami socjalistów. Oni są zawsze przeciwko establishmentowi, bo ten w końcu musi zrozumieć, że dla państwa prawdziwego nie ma innej drogi jak obniżanie kosztów produkcji żywności, co wiąże się z komasacją gruntów. Z małorolnymi jest kłopot, bo człowiek musi jeść, w dodatku w każdych warunkach, nawet kiedy panuje realny socjalizm, czyli prawdziwa herezja. Małorolny wtedy ocaleje, pod warunkiem, że nie mieszka w Rosji, ocaleje, bo ktoś musi produkować żywność na rynek wewnętrzny. Żywność, która dystrybuowana jest nielegalnie rzecz jasna, ale za wiedzą i pozwoleniem władz. I to on będzie przekaźnikiem socjalistycznych złudzeń dalej w przyszłość. Identycznie jest z socjalistą patriotą, który będzie opowiadał o bohaterstwie tych co ginęli w kazamatach, a wcześniej rzucali bomby, będzie organizował rocznice, miesięcznice i co tam jeszcze, machał flagą i wznosił okrzyki, a jak dostanie jakieś ekstra pieniądze to postawi pomnik żołnierzy wyklętych przez banki. I co najgorsze i najważniejsze, będzie przygotowywał kolejne pokolenia do ponoszenia krwawych ofiar bez nadziei na sukces i nazywał to edukacją patriotyczną…” (coryllus)

całość tu: Czy socjalista może być dobrym patriotą?

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?


„…Orbán wytyka zachodnim elitom hipokryzję – także tą skrywaną za parawanem politycznej poprawności. Wzywa do przywrócenia tradycyjnych – jeśli kto woli chrześcijańskich – wartości, które stoją w sprzeczności z brutalną Realpolitik, chciwością prowadzącą do kolejnych kryzysów, przeciwstawiają się popkulturze promującej przemoc i obyczajowość pozbawioną hamulców moralnych. Padają retoryczne pytania: dlaczego mielibyśmy słuchać pouczeń na temat konieczności prowadzenia rozsądnej polityki budżetowej w czasie gdy połowa państw zachodnich jest bardziej zadłużona? Albo pouczeń o równym dostępie do rynku od Jean Claude’a Junckera, który sam kilka lat wcześniej szedł na rękę wielkim międzynarodowym koncernom uciekającym do Luksemburga w poszukiwaniu cichej przystani dającej ochronę przed podatkami w innych państwach Unii Europejskiej.

…Krytykowany za sławetną politykę „otwarcia na Wschód“, w ramach której Węgry poszukują kontaktów nie tylko z Rosją, ale także z niekoniecznie demokratycznymi państwami leżącymi w pasie od Turcji, przez Iran po Chiny sam Viktor Orbán (albo jego minister spraw zagranicznych Péter Szíjjártó) odpowiadał: przecież wy robicie to samo. Czy Angela Merkel albo Francois Hollande podczas zeszłorocznych wizyt w Chinach użyli terminu „prawa człowieka“? My kupujemy od Rosjan elektrownię atomową ale zachodnie koncerny budują bez wahania gazociągi przez Morze Bałtyckie (podpisując kolejne umowy w czasie obowiązywania nałożonych na Rosję sankcji!), a Francuzi chcieli sprzedać Putinowi najnowocześniejsze okręty desantowe. Dlaczego większym i silniejszym wolno więcej? A jeśli już chodzi o czysty biznes to zostawmy na boku moralizatorskie wykłady…

…Główny problem w relacjach Węgier z Zachodem polega jednak na w tym, że krytykując cynizm i naciąganie zasad przez zachodnie elity Orbán w swojej własnej praktyce politycznej naruszył kilka tabu. Chodzi o fundamentalne zasady zachodniej demokracji – jak trójpodział władzy czy niezawisłość wymiaru sprawiedliwości – których w okresie powojennym nie kwestionowały żadne siły polityczne, od lewicy po konserwatywną prawicę. Mimo wręcz rewolucyjnej retoryki za próbę zmiany porządku konstytucyjnego nie zabrały się ugrupowania nawet tak radykalne jak grecka Syriza.

Tymczasem podczas trwającej od 2010 r. „konserwatywnej rewolucji“ rząd Fideszu całkowicie zmodyfikował podstawy prawne funkcjonowania państwa, zmieniając w tym celu ponad 600 ustaw i kodeksów prawnych, łącznie z konstytucją. Węgierski premier przemawiając na letnim uniwersytecie w rumuńskim Baile Tusnad (węg. Tusnádfürdő) otwarcie zakwestionował konieczność trzymania się zasad liberalnej demokracji. Powiedział przy tym, że sukcesy mogą odnosić systemy inne niż zachodnie demokracje i wskazał jako pozytywne, a przynajmniej warte uważnej analizy przykłady owych „skutecznych systemów“ Rosję, Turcję czy Chiny.

Takie postawienie sprawy zirytowało już nie tylko zachodnich Europejczyków ale i Amerykanów, którzy od dawna wypominają rządowi Fideszu odchodzenie od kanonu demokracji, osłabianie trójpodziału władzy i utrudnianie życia niechętnym rządowi mediom. Po wciągnięciu na listę osób niepożądanych w USA kilku oskarżonych o korupcję wysokich rangą urzędników węgierskich i po niezwykle krytycznym przemówieniu ambasador USA w Budapeszcie Colleen Bell w relacjach Budapesztu z Waszyngtonem powiało dawno nieodczuwanym chłodem. Na listę krytycznych uwag pod adresem Budapesztu Amerykanie dopisują też wyjątkowo słabe zaangażowanie Węgier w zachodnią wspólnotę obronną (mimo oficjalnych zapewnień o udziale we wspólnych akcjach NATO państwo wydające na obronność poniżej 1 proc. PKB pozostaje słabym sojusznikiem).

Orbán – niezależnie od politycznych kontrowersji, które wzbudza – okazał się prekursorem rozlewającego się coraz szerzej fermentu. Co ciekawe drogą buntu przeciwko dyktatowi tradycyjnych elit polityczno-biznesowych Europy podążają dziś siły polityczne spod najróżniejszych sztandarów ideologicznych. W podobne tony uderzają działacze zarówno polskiego Prawa i Sprawiedliwości, jak i francuskiego Frontu Narodowego czy radykalnie lewicującej hiszpańskiej partii Podemos albo greckiej Syrizy

na przełomie roku 2014 i 2015 przez kraj przetoczyła się fala protestów w związku z kilkoma błędnymi i skrajnie niepopularnymi decyzjami rządu szukającego na gwałt dochodów. Najbardziej irytujący, zwłaszcza ludzi młodych okazała się pomysł opodatkowania ruchu w internecie. Były też i inne – jak wprowadzenie różnorakich opłat i quasi-podatków albo wyjątkowo niepopularna decyzja o zakazie handlu w niedziele. Wreszcie protesty związkowców wywołały problemy bytowe dużej części pracowników najemnych – niskie i wolno rosnące dochody a także zagrożenie ubóstwem dotykające prawie ćwierci Węgrów

Większość Węgrów akceptowała zmiany. Podobały się zwłaszcza działania rządu podkreślające podmiotowość państwa. Po fatalnych skutkach zadłużenia olbrzymiej rzeszy ludzi w obcych walutach z zadowoleniem powitano twardą politykę wobec banków (głównie zagranicznych), na które nałożono najwyższy w Europie podatek bankowy sięgający w przypadku największych instytucji finansowych 0,53 proc. sumy bilansowej. Nie tylko spodobało się to jego wyborcom ale co gorsza okazało się zaraźliwym przykładem także dla kilku innych państw. Innym znienawidzonym przez banki posunięciem stało się obligatoryjne przewalutowanie kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich (i to na krótko przed gwałtownym skokiem kursu szwajcarskiej waluty).

Równie zdecydowane posunięcia Orbán zastosował wobec wielkich sieci handlowych (choć z powodu sprzeciwu Unii Europejskiej będą one musiały zostać złagodzone), firm telekomunikacyjnych i przedsiębiorstw oferujących usługi komunalne. Zostały one obłożone „solidarnościowym“ podatkiem sektorowym. Do tego doszło wymuszona administracyjnie redukcja cen energii dla gospodarstw domowych. Propaganda rządowa na każdym kroku eksponowała „rozliczenie“ (obcego kapitału) i „obniżenie“ (kosztów życia). Hasłem przewodnim stał się eksponowany na reklamowych bilbordach slogan „Węgry działają lepiej“.

Nie oznacza to bynajmniej, że Orbán automatycznie stał się przeciwnikiem obcego kapitału jako takiego. Od dawna twierdził, że „gospodarce spekulacji“ przeciwstawia „gospodarkę opartą na pracy“, której istotą jest tworzenie realnej wartości a nie obracanie kapitałem. Dlatego rząd bez żalu przyjmował do wiadomości zapowiedzi wycofania się kilku zagranicznych banków (Citi, Erste, Sberbank, Raiffeisen), zaś z otwartymi ramionami witał inwestycje przemysłowe. Ich symbolem stała się najnowocześniejsza w Europie fabryka Mercedesa zbudowana w Kecskemét. Węgry stały się wielkim środkowo-europejskim zagłębiem przemysłu motoryzacyjnego (ma on 23 proc. udział w produkcji przemysłowej kraju i 13 proc. udział w eksporcie)…

…Zmianami odebranymi pozytywnie było wprowadzenie prorodzinnej polityki podatkowej (posiadające troje dzieci rodziny o przeciętnych dochodach praktycznie nie płacą podatków dochodowych) i obniżenie stawek CIT. Wprowadzono też 16 proc. podatek liniowy…

…Wyborcy z rosnącym krytycyzmem obserwowali bezwzględne egzekwowanie większości konstytucyjnej Fideszu, absolutną dominację w systemie sądowniczym, podporządkowanie mediów publicznych i systematycznie podkładanie nogi krytykującym posunięcia władz mediom prywatnym…

Równie krytycznie oceniane były także zbyt bliskie związki władzy z wpływowymi, majętnymi przedsiębiorcami budującymi swoją pozycję dzięki zamówieniom publicznym…

Ostatnim ogniwem serii błędów politycznych Fideszu okazała się polityka informacyjna. Zbyt uproszczona i jednostajna propaganda sukcesu prowadzona monotonnie w kontrolowanych przez rząd mediach publicznych zaczęła podważać ich wiarygodność. Do tego dochodzi niezrozumiała, chaotyczna polityka personalna (w grudniu po raz kolejny zwolniono dużą grupę dziennikarzy, w tym nawet autorów najpopularniejszych programów). Mimo finansowania przez państwo na poziomie 80 mld forintów (270 mln euro) łączna oglądalność wszystkich kanałów telewizji publicznej nie przekracza 15 proc. (dwie główne telewizje prywatne RTL Klub i M2 przyciągają prawie 30 proc. widzów).

Nic dziwnego, że rząd zaczął poszukiwać atrakcyjnej tematyki ilustrującej kontynuację swoich sukcesów… 

…W pierwszym kwartale 2015 r. w Budapeszcie z entuzjazmem odnotowano, że gospodarka węgierska odnotowała prawie najwyższe tempo wzrostu w Europie (chwilowo zbliżające się nawet do 4 proc.). Wyraźnie zmniejszyło się też bezrobocie (obecnie 6,5 proc.). Rosną płace, eksport i konsumpcja wewnętrzna. Poprawił się też stan finansów publicznych…

…Krytycy zaznaczają jednak, że obraz sytuacji nie jest aż tak różowy jak pokazują to oficjalne dane. PKB w rzeczywistości wciąż nie odzyskał jeszcze poziomu z 2008 r., a poziom zadłużenia państwa wciąż pozostaje wysoki (nieco poniżej 77 proc. PKB). Ponad 200 tys. miejsc stworzonych w ostatnich latach pracy to tylko słabo opłacane roboty publiczne. Także utrzymanie wysokiego tempa wzrostu będzie raczej niemożliwe – wzrost PKB na koniec roku zwolnił do 2,8 proc., a w przyszłym roku może zejść w okolice 2 proc. Nadal wysokie są obciążenia podatkowe (udział podatków w dochodach państwa to ponad 39 proc., a podstawowa stopa VAT na poziomie 27 proc. pozostaje najwyższa w Europie). Mimo skutecznego przyciągania zagranicznych inwestycji bezpośrednich ogólny poziom inwestycji w gospodarce jest zbyt niski. Prawdopodobnie nieco zmniejszy się też efekt transferów z funduszy europejskich, które w ubiegłych latach wykorzystywano szczególnie intensywnie.

To jednak na razie tylko dywagacje ekonomistów. Realnie pojawiające się pozytywne trendy w gospodarce zaczęły pomagać Fideszowi, którego notowania w pierwszych miesiącach roku ustabilizowały się. Zaś wszelkie rozważania o ekonomii i polityczne spory wewnętrzne zeszły na plan dalszy gdy wiosną na Węgry dotarł pochód uchodźców, czy też jak konsekwentnie nazywały ich rządowe media „osób nielegalnie przekraczających granicę“. Strach przed masową migracją okazał się tak silny, że w ciągu zaledwie kilku tygodni wszelkie inne problemy przestały się liczyć...

Naruszane standardy demokracji, skandale korupcyjne, zachłanni karierowicze w otoczeniu premiera, nadmierne sympatie prorosyjskie i szkodliwy konflikt z Amerykanami – wszystko to dla większości Węgrów przestało się liczyć. Przynajmniej do czasu gdy machina informacyjna władzy jest w stanie utrzymać ich w przekonaniu, że wobec zagrożenia najważniejsza jest narodowa jedność…” (Jarosław Giziński)

polecam lekturę całości tu: Budapeszt – studium przypadku

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i jeszcze tu: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim

„…Gdy w 2010 roku Orbán wygrał pierwsze wybory i przejął władzę na Węgrzech, dostał do zarządzania naprawdę zrujnowany kraj. W 2009 roku PKB spadł aż o 6,8 proc., a zadłużenie państwa przekraczało 80 proc. PKB i rosło. W tej sytuacji Orbán zrobił wszystko, aby ograniczyć wzrost zadłużenia, co mu się udało. Ale nie zrównoważył wydatków i Węgry wciąż mają deficyt budżetowy. W drugim roku jego rządów gospodarka zaliczyła regres w wysokości 1,7 proc. PKB. Pełzający wzrost gospodarczy w porównaniu do powolnego wzrostu to jednak ogromna różnica. Orbán zapewnił Węgrom stabilność, a także przekonanie, że rząd wie, dokąd zmierza.
Węgierski model zarządzania państwem oparty jest dziś na dużych transferach socjalnych (ulgi podatkowe na każde dziecko), wysokim VAT (stawka podstawowa to aż 27 proc.) i niskich podatkach dla ludzi (PIT 15 proc.) oraz małych i średnich firm (10 proc.). Selektywnie VAT jest obniżany na popularne produkty (np. wieprzowinę – 5 proc.). W ten sposób węgierski rząd chce zachęcać do oszczędzania, a nie do konsumpcji.

W 2016 roku właśnie w wielkiej obniżce podatków (PIT z 16 proc. do 15 proc., VAT na wybrane produkty) Orbán upatruje szansy na przejście do szybkiego wzrostu gospodarczego. Obniżono nawet podatek bankowy od aktywów z 0,53 proc. do 0,31 procent. W 2017 roku ma on spaść do 0,21 procent.

Węgrom nie udał się specjalnie plan skutecznego opodatkowania banków. Zagraniczne instytucje zaczęły wycofywać się z Węgier. Banki odkupywał rząd, który nie bardzo wiedział, co z nimi zrobić – i dziś z powrotem chce je prywatyzować. Posiadanie konta na Węgrzech, zwykłego rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego, zaczęło kosztować około 600 zł. Aby zapewnić darmowe wypłaty z bankomatów, trzeba było wprowadzić je ustawowo.

Także drugi sztandarowy pomysł PiS, wzorowany na węgierskim podatek od hipermarketów, nad Dunajem zakończył się fiaskiem. W listopadzie ubiegłego roku parlament zlikwidował ustawę wprowadzającą 6-procentowy podatek dla dużych sieci handlowych. Powodem były szybkie decyzje Unii Europejskiej, która uznała ów podatek za niezgodny z unijnym prawem i godzący w uczciwą konkurencję. Zresztą w warunkach węgierskich podatek ten miały zapłacić zaledwie dwie sieci: brytyjskie Tesco (około 350 mln zł rocznie) i holenderski Spar (połowę tej kwoty). W skali państwa, nawet węgierskiego, są to kwoty nie zmieniające sytuacji gospodarczej. Skończyło się na powszechnym podatku handlowym wynoszącym 0,01 proc. sprzedaży netto.

Polska – problem małej stabilizacji

Zupełnie inną sytuację gospodarczą dostał do zarządzania PiS. W 2015 roku polska gospodarka wzrosła o około 3,4 procent. Oficjalny poziom zadłużenia względem PKB to około 51 procent. Problemem naszej gospodarki jest to, że wzrost jest niewielki i w dużej części oparty na rosnącym zadłużeniu. W 2013 roku rząd Donalda Tuska znacjonalizował część zadłużenia (około 150 mld zł) względem OFE i na papierze poprawił wyniki. Polski rząd stoi jednak w obliczu zbankrutowanego systemu ubezpieczeń społecznych. Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest po prostu niewypłacalny. „Reforma” Platformy Obywatelskiej i PSL polegała na złamaniu umowy ubezpieczenia i podniesieniu wieku, od którego można pobierać emerytury. Było to rozwiązanie nie tylko niezgodne z prawem i przyzwoitością, ale również nie rozwiązujące problemu. Jak bowiem przyznał sam twórca reformy emerytalnej z 1999 roku, prof. Marek Góra, system zacznie się „spinać” tylko wtedy, gdy podniesiemy wiek pobierania emerytur do… 75 lat.

PiS wzięło na siebie obowiązek przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego, a to oznacza, że kłopot, który rząd PO-PSL wypchnął w przyszłość, wróci bardzo szybko. Na dłuższą metę nie da się go rozwiązać inaczej niż zmieniając system ubezpieczeń społecznych i otwarcie deklarując bankructwo bismarckowskiego systemu emerytur.

Kolejnym polskim problemem jest prymitywna gospodarka. Naszym głównym towarem eksportowym są owoce (jabłka, truskawki) i meble. Pozostałe przetworzone produkty to dzieło zagranicznych firm mających w Polsce tylko siedziby i montownie, a płacących prawdziwe podatki w macierzystym kraju. Polski wzrost gospodarczy to zasługa dużego rynku wewnętrznego, którego nie wykorzystujemy we właściwy sposób. Na skutek idiotycznej polityki dopłacania do zagranicznych inwestycji wyhodowaliśmy rodzimym przedsiębiorcom taką konkurencję, że nie mogą oni nawet zacząć działalności. Nie dość, że rynek okupuje duży, rozwinięty gracz, to jeszcze ma za sobą dotacje i pomoc państwa.

Władza ponad wszystko

Jeżeli PiS nie przystąpi do radykalnej zmiany systemowej w gospodarce, to będziemy mieli wzrost gospodarczy zbliżony do tego, który był w czasie rządów PO. Plan rozdania 500 zł na każde drugie i następne dziecko na pewno przyniesie wzrost poparcia dla PiS. Ale jego głównym celem nie jest bynajmniej gospodarczy wzrost, lecz stworzenie stabilnej bazy wyborczej dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Rodziny, które nagle otrzymają dopływ gotówki, zasilą w dużej części elektorat PiS. Redystrybucja i zmniejszenie różnic da rządowi chwilę wytchnienia, ale nie rozwiąże systemowych problemów gospodarki. To może pozwolić Prawu i Sprawiedliwości rządzić osiem lat, ale wskaźniki ekonomiczne w końcu dadzą o sobie znać.

Kaczyński jest bliski wizji Polski jako folwarku, a sam jest dziedzicem, który to nadzoruje – komentował w wywiadzie dla „Polska The Times” publicysta Rafał Ziemkiewicz. – To na pewno największa słabość PiS – jest Komendant, który jako jedyny wszystko wie i ogarnia, a hierarchia zależy od wierności Komendantowi – mówił Ziemkiewicz. Dosyć dobrze zobrazował obecną sytuację, w której PiS stara się rozwiązać problemy strukturalne doborem odpowiednich osób. Faktycznie jednak należałoby się skoncentrować nad takimi rozwiązaniami, wg których pomyślność gospodarcza i bezpieczeństwo państwa nie opierałoby się na jednostce, ale na procedurze…” (Jan Piński)

polecam lekturę całości tu: Kaczyński. PRAWIE jak Orbán

podobne: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński oraz: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.

…władza (niemal) absolutna posiada ten przywilej że przy jej zaprowadzaniu można (jeśli się jest dostatecznie zapobiegliwym i przewidującym) w dość łatwy sposób kupić sobie przychylność „podwładnych” dopuszczając ich, tudzież cedując na nich udziały w przejmowanych dobrach publicznych. Problem polega na tym, że aparat państwa nie jest w stanie wchłonąć na stałe dostatecznej liczby obywateli, żeby zaspokoić i zadowolić z urządzania państwa na nowo wszystkich (lub chociażby większość). Orbanowi się to udało bo nie szermował hasłami narodowymi wyłącznie w celu propagandowym by mieć społeczne poparcie na czas wyborów. Nie odcinał od koryta swoich poprzedników tylko po to by powtórzyć ich błędy. Nie zadowolił się przejmowaniem stanowisk w ramach „łupu wojennego” dla swoich, co jest rzecz jasna naturalną konsekwencją „wymiany elit” (i co jak czytamy zrobił). Orban i jego ekipa wsparli bowiem jednocześnie ową przemianę kilkoma autentycznie owocnymi GOSPODARCZO reformami/zmianami, które miały bezpośrednie przełożenie na korzyść samych obywateli i ich portfeli, znacznie i raczej trwale poszerzając w ten sposób grono zadowolonych.

Dziś już wiemy że władze Węgier idą dalej tą sprawdzoną drogą, cedując coraz więcej prywatności i własności na obywateli poprzez obniżanie kolejnych podatków (ostatnio VATu) i bilansując budżet by nie stanowił obciążenia dla zwykłych Węgrów. Dzięki temu obywatele czują się coraz bardziej właścicielami swojego kraju i mogą się zająć sobą. Nie przejmując się zbytnio „dyktatorskimi” zapędami Orbana i jego partii. Węgrzy w większości autentycznej (a nie jak to jest w wypadku PISu ograniczonej do elektoratu) chętnie identyfikują się ze swoim państwem, i jednoczą kiedy trzeba by solidarnie wspierać pomysły swojego „duce” kiedy tylko dobro Węgier tego wymaga lub jest ono zagrożone (nawet jeśli te decyzje są niepopularne na zachodzie).

Zwracam na te aspekty uwagę z oczywistego względu. W Polsce możemy bowiem obserwować jak nowe władze się „orbanizują”. PIS małpuje „antydemokratyczną” ścieżkę jaką poszedł Orban, i jest za to tak samo przez zachód krytykowany. Niestety podobieństwo kończy się (moim zdaniem) na kwestii zabezpieczania interesu politycznego i partyjnego w ramach przejmowania aparatu władzy (głównie konfitur z niej wynikających). Brakuje natomiast analogii w posunięciach na polu gospodarki, które byłyby tak perspektywiczne jak to obecnie wygląda na Węgrzech, tj. idące w kierunku bogacenia się obywateli a nie „elit” politycznych kosztem właśnie obywateli. U nas zamiast zbilansowania deficytu jest jego powiększenie, zamiast obniżenia podatków mamy ich podwyższanie a w kolejce do nałożenia już czekają nowe. „Składki” na ZUS i „zdrowotne” poszły do góry. To drugie zostało nawet zamienione wprost na podatek i tylko czekać kiedy to samo stanie się z ZUSem, na którego obsługę za jakiś czas również będziemy zmuszeni płacić specjalny „narodowy” podatek, bo inaczej system tzw. „ubezpieczeń społecznych” zbankrutuje). Podwyżki mają też dotknąć podatek od przedsiębiorców. I tak oto władza mieniąca się „narodową” zamiast pozostawić pieniądze w kieszeni owego narodu by było go stać na rodzinę, obiecuje mu jakieś zasiłki w postaci „500 zł na dziecko”, które najpierw każdy (który się zakwalifikuje) będzie musiał od państwa wyżebrać, a przy którego rozdzielaniu obłowią się w pierwszej kolejności urzędasy, zaś efekt tej „pomocy” ad hoc będzie taki że żeby ktoś dostał te pieniądze to najpierw „ktoś” musi „komuś” zabrać odpowiednią kwotę w podatkach…(Odys)…

i zabierze PodziemnaTV: Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

…Teraz nadszedł pierwszy moment, pierwszy papierek lakmusowy, który pokaże na ile silny i spójny wewnętrznie jest nowy rząd. To jednak tylko wprawki przed generalnymi porządkami.

Już powinna być przygotowana pierwsza wielka operacja antykorupcyjna!
Przez cały okres rządów PO i PSL czuliśmy jak pieniądze hulają bokiem, jak wielkie sumy z budżetu i z funduszy publicznych przelewają się do prywatnych kieszeni. To trzeba pokazać, nazwać. Wiem, ze czasem to nieestetyczne, czasem publiczność ogląda płaczące kobiety – niestety śmiertelną chorobę korupcji trzeba zacząć zwalczać, a nie pudrować. To naturalnie przyniesie sporo emocji, złodziejskiego jazgotu, ale przy okazji uzdrowi wiele publicznych relacji.

Potem przyjdą już najtrudniejsze, gospodarcze batalie: podatek obrotowy od sklepów wielkopowierzchniowych, podatek bankowy i odbudowa polskiego rynku finansowego. To wszystko musi być wykonywane w biegu, przy utrzymaniu płynności finansów publicznych. Operacja niezwykle trudna i bolesna. Będzie przebiegać przy wtórze rozmaitych protestów organizowanych za ogromne pieniądze korporacji.

Krok dalej to już pełne bagno – próba uporządkowania i odbudowania mechanizmów funkcjonowania powszechnej służby zdrowia – piszę powszechnej, bo mówienie o jej „bezpłatności” jest już tylko nużącą i irytującą hipokryzją.

No i wreszcie trzeba przygotować realny, dający się zastosować, projekt odbudowy systemu ubezpieczeń społecznych. 
To wszystko musi przebiegać przy nienawistnym warczeniu nieprzychylnych, polskich jedynie z nazwy, mediów.

A przecież musimy odbudować polską armię, polskie media, odzyskać energię do rodzenia dzieci, odbudować polska gospodarkę i stworzyć warunki do kreowania w Polsce marek rynkowych, które mogą być znane w Europie i na świecie.

Zwykły Polak na co dzień nie zajmuje sobie tym wszystkim głowy, jednak to właśnie od wymienionych przeze mnie działań zależy fakt, czy ten zwykły Polak lepiej się poczuje, odzyska wigor i chęć do życia…” (Witold Gadowski)

całość tu: Zwykły Polak spogląda na rząd PiS

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

…tymczasem jedyne czym PIS się zajmuje na poważnie (tzn. osiąga dokładnie takie efekty jak zakładał) to zagarnianie dla siebie coraz więcej realnej władzy, przez co „pierwsza wielka akcja antykorupcyjna” wygląda tak – „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Nie po to bowiem partia o etatystycznym poglądzie na państwo, mająca w planie stworzenie „silnego centrum zarządzania” sięga po władzę, żeby się nią dzielić ze zwykłymi obywatelami, a wiedza o agentach, układach i przekrętach to największa władza. Tym większa w im większej tajemnicy pozostaje, bo tylko tak można ludzi szantażować i nimi sterować.

Oczywistą zależnością jest, że im więcej tworzy się uprawnień i monopoli dla administracji (w tym nowe ministerstwa i urzędy) tym bardziej się ludzi uzależnia od urzędników, i tym mniej swobód oraz wolności pozostaje dla tych, których kompetencje zostaną przez ową administrację przejęte. Jeśli ktoś nie rozumie tej oczywistej zależności, albo myśli że to dla naszego dobra to współczuję – w pierwszym wypadku braku logicznego myślenia a w drugim naiwności. Z samej litery nowo uchwalonego w ostatnich tygodniach prawa można wszak wyczytać, że nowej władzy wcale nie chodzi o to żeby budować państwo obywatelskie, albo żeby je oczyszczać czy robić transparentnym. Państwa obywatelskiego nie buduje się bowiem w oparciu o zwiększanie uprawnień inwigilacyjnych dla organów bezpieczeństwa, ani na tym że zagarnia ono dla siebie coraz więcej naszych pieniędzy i coraz więcej kosztuje.

PIS buduje zatem coś w rodzaju międzywojennej „sanacji” (tu odsyłam do historii czym była sanacja dla szarych obywateli – podatników) tj. państwo stanowiące realną własność kliki partyjnej, na wskroś etatystyczne z kłopotami gospodarczymi na WŁASNE życzenie, i z coraz bardziej zubożałym (a przez to niezadowolonym) społeczeństwem. Za wyjątkiem rzecz jasna szeregu swojaków/cwaniaków, odcinających teraz kupony od tego że wcześniej stali wiernie po „właściwej stronie mocy”, klepiąc „biedę” bycia poza tzw. mainstreamem. Inni natomiast niczym „stary grandziarz” Leon Kunicki (vel Kunik) bohater książki Dołęgi-Mostowicza podczepią się jak zwykle pod kurki budżetowe, by wreszcie móc prowadzić swoje biznesy bez strachu o konkurencję ze strony tych, którzy nie mają znajomych wśród nowo wybranych „umiłowanych przywódców”… (Odys)

„…Oto II RP, państwo socjalistów utopistów, którego działalność wymierzona była wprost we własnych obywateli różnych narodowości. Także w Polaków, a może przede wszystkim w Polaków, szczególnie tych którzy coś mieli. Państwo wszechwładzy urzędów podatkowych i urzędników władz lokalnych, którzy bez mrugnięcia okiem potrafili doprowadzić do bankructwa zamożnych obywateli, przez co ci popełniali potem samobójstwa. II RP w nadziejach Polaków miała być kontynuacją Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Korony i Litwy, a w rzeczywistości stała się niespełnioną utopią oszalałych socjalistów-syndykalistów, którym zdawało się, że przyszłość świata należy do urzędników redystrybuujących podstawowe dobra w myśl zaleceń Marksa – żeby było sprawiedliwie. Ponieważ jednak większość urzędników, ze szczególnym wskazaniem na tych bardzo ideowych, to złodzieje, tak więc utopia pozostała do ostatniego dnia budowlą niedokończoną.
O tym, że II RP nie będzie żadną kontynuacją prawdziwej Polski wiadomo było już wtedy kiedy oddano sowietom Mińszczyznę. Potem zaś było jeszcze gorzej. Zniesiono herby, które i tak nie miały już znaczenia, żeby pokazać najgorszym chamom którędy wiedzie droga do sukcesu. I pokazano z wiadomym skutkiem. Litwa nie zniosła herbów uznając, że Litwini, naród mały, zależny od Niemców, zostanie jednak depozytariuszem tradycji królewskiej, magnackiej i prawdziwie demokratycznej na wschodzie Europy.
Do jakiej tradycji w takim razie odwołała się II RP budując niedoszły raj na ziemi. Do socjalistycznej, czyli do takiej co ją wymyślono dawno temu w Londynie, żeby za jej pomocą dewastować kontynentalne gospodarki i przebudowywać strukturę społeczną tak, by w koloniach i na Wyspie nigdy nie zabrakło taniej siły roboczej praz świrów gotowych do rzucania bomb. Polscy politycy z Józefem Piłsudskim na czele, ale także z endekami, żeby mi nie zarzucono jakichś uprzedzeń, traktowali to wszystko serio. Uważali ponadto, że preferowanie pewnych grup społecznych może im zapewnić sukces. Od dawien dawna wiadomo, że kokieteria, szczególnie finansowa nikomu nigdy nie zapewniła sukcesu. No, ale żeby to wiedzieć potrzebna jest znajomość prawdziwej historii, a nie historii, w której zapisano, że motorem dziejów jest postęp…” (coryllus –  O tradycji państwowej dostrzegalnej w propagandzie)

podobne: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP i to: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP

…i PIS postanowił dokończyć budowę tej utopii/satrapii. Rachunek w postaci coraz wyższych kosztów jej funkcjonowania, i niebezpiecznych na przyszłość precedensów w postaci rozsadzania pewnych obiektywnie dobrych zasad prawa (jak trójpodział władzy by żadna z nich nie zdominowała pozostałych), zapłacimy rzecz jasna my obywatele. Nie mówię tu o samej Konstytucji, bo też uważam że nadaje się ona w obecnym brzmieniu w sporej części na śmietnik, ale o powadze i kompetencji organów które mają stać na straży przestrzegania zapisanych w niej praw i wolności (NASZYCH obywatelskich) przed zakusami JAKIEJKOLWIEK władzy i chciwości polityków (a ni na odwrót!). Taka jest jednak kolej rzeczy i konsekwencja oddania władzy „dobrodziejom” zainfekowanym etatyzmem, uprawiającym zakamuflowany socjalizm pod płaszczykiem „misji narodowej” i „demokracji”… (Odys)

„Strzeżcie się przywódców, którzy bębnią w bębny w celu wprawienia obywateli w patriotyczny ferwor, bo patriotyzm jest w rzeczy samej mieczem obosiecznym. Zarówno zagrzewa krew jak i zawęża umysł. A kiedy bębny wojenne osiągają gorączkowe tempo i krew gotuje się od nienawiści, a umysł się zamyka, przywódca nie będzie miał potrzeby w przejmowaniu praw obywateli. To raczej obywatele, zaparzeni strachem i oślepieni przez patriotyzm, ofiarują wszystkie swoje prawa na rzecz przywódcy i uczynią to chętnie. Skąd to wiem? Bo ja to zrobiłem. I jestem Cezarem” (Juliusz Cezar)

Snucie pięknych i idealistycznych wizji rodem z Budapesztu nie ma póki co niczego wspólnego z polską rzeczywistością, poza analogią do bezwzględnego wobec oponentów politycznych przejmowania władzy, i radości z kwiku odrywania poprzedników od koryta. Jaki jednak z tej operacji ma być zysk dla „zwykłego Polaka” (poza specyficzną grupą wyborców PIS i ich potrzebą zaspokojenia prymitywnej chęci odwetu na rywalach), skoro na miejsce starych zasiądą nowe „świnie”? Które będą przecież funkcjonować w tym samym systemie, na tych samych zasadach i za te same pieniądze co poprzednicy, a więc będą tak samo uciążliwe i pazerne (bo jeszcze nienachapane). Te kilka żałosnych gestów „rozliczania” poprzedników, w postaci wyrzucenia z roboty w telewizji (zwanej publiczną), czy z szefostwa organów centralnych (służb i co ważniejszych urzędów), tudzież ze spółek Skarbu Państwa kilku płotek (czyt. głupich bo bezkrytycznie a wręcz nachalnie wysługujących się poprzedniej władzy aparatczyków), nie przywróci Polakom poczucia własnej wartości. Nie zapewni im pracy, perspektyw rozwoju, czy bezpiecznej emerytury, o prawidłowej opiece lekarskiej na którą płacą „składki” nie wspominając. Wspominając za to o tym że ludzie dalej będą tkwić w kolejkach jak za komuny, dopóki nie umrą uwalniając państwo od kosztów utrzymania tego, za co same bez pytania kogokolwiek o zgodę wzięło na siebie odpowiedzialność (i konkretne pieniądze)… (Odys)

„…Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów. Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

Więc dopóki kolejne pokolenia tzw. „elit” politycznych będą w dalszym ciągu sięgać obywatelom coraz głębiej do kieszeni, by marnować dobro z którego podstępem (pod pozorem tzw. „opieki”) ich uwalniają, to Polacy nigdy nie wybiją się na prawdziwą niepodległość i wolność. Będą do końca swoich dni niewolnikami przywiązanymi kredytami do mieszkań których nie mogą kupić za uczciwie zarobione pieniądze, ponieważ muszą się nimi dzielić z tzw. „państwem”, głównie na poczet obiecanej emerytury która będzie śmieciowa bardziej niż zmiażdżone kłamliwą propagandą socjalistyczną umowy cywilnoprawne. Wystarczy policzyć ile płacimy na ZUS (i zdrowotne) łącznie z tą częścią składki jaką płacą za nas pracodawcy, dodać do tego wszędobylski VAT, nie wspominając o akcyzie i innych opłatach czy para podatkach, i ile z tego dostajemy z powrotem w postaci „darmowych usług” by sobie uzmysłowić skalę rabunku.

W tym złodziejskim systemie który PIS przejął i kontynuuje po swoich poprzednikach (dokładając od siebie jak już wspomniałem ciężarów) zyskują wyłącznie „elity” polityczne, bo to one w pierwszej kolejności żrą to na co Polacy tak ciężko pracują, uzurpując sobie przedstawicielstwo narodu na mocy „demokratycznej woli” (tj. zaślepienia ideologicznego) jakiej grupy politycznych sympatyków w ramach „większości”, która nawet nie jest REALNĄ większością. „Zwykły Polak” powinien chcieć a przede wszystkim móc utrzymywać się za swoje pieniądze bez kosztownych pośredników w postaci „umiłowanych przywódców”, którzy dbają o nasze dobro w taki sposób że coraz bezczelniej nas go pozbawiają… (Odys)

podobne: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych. a także:„Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

Jerzy Wasiukiewicz

Jerzy Wasiukiewicz

Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność.


„Cóż robią państwowcy? Zaprzeczają nieustannie sami sobie. Najpierw bowiem stwierdzają, że nikt z nas – ludzi rozumnych – nie jest wcale na tyle rozumny, aby sam móc decydowac o sobie i swoim życiu, Zaprzęgają nas zatem w kieraty obracające wielką maszynerią państwa i jego instytucji redystrybuujących, kontrolujących i ścigających. Twierdza przy tym uparcie, że sami, bez tej całej maszynerii na plecach, bez biurokratycznej kuli uwiązanej łańcuchem regulacji u nogi, nie poradzilibyśmy sobie w życiu…”

całość tu: Wewnętrzna sprzeczność

Zgadzam że tego rodzaju sprzeczność w relacji władza – obywatel, a raczej bezczelność na którą autor zwraca uwagę,  występuje (tu można się pokusić o stwierdzenie: prędzej czy później) w mniejszym lub w większym stopniu w każdym państwie. Ale posługiwanie się przez ludzi sprawujących władzę (kiedy jest IM to potrzebne i „zasadne”) „argumentem” jakoby obywatele byli nieodpowiedzialni, przez co trzeba się nimi „zaopiekować” (oczywiście na ich koszt 🙂 ), jest oczywistą (praktykowaną dość nagminnie) – demagogią. Tak samo kiedy jest to władzy na rękę posługuje się ona argumentem wręcz odwrotnym, zwłaszcza jeśli demolód „z własnej woli” wybiera „jedynie słuszne” rozwiązania podsuwane mu przez władzę (gruntujące jej trwanie i poszerzanie). Wtedy to (według władzy) lód jest mądry i odpowiedzialny, choć w rzeczywistości WCALE nie wybrał dobrze dla siebie, tylko właśnie dla władzy. Tu mała dygresja, bo mam uzasadnione wątpliwości czy można tych ludzi nazywać państwowcami, skoro ewidentnie zatracili wiedzę na temat genezy i istoty istnienia takiego tworu jak państwo. Uważam że bardziej trafne określenie dla tego rodzaju postawy to etatyzm, który polega na tworzeniu mitów mających uzasadniać ciągłe rozbudowywanie w ramach państwa ZBĘDNEGO aparatu biurokratycznego. Który rzekomo ma być potrzebny obywatelom, a tak naprawdę potrzebny jest tylko tej części, która w owym aparacie funkcjonuje („pracuje”) czerpiąc z tego tytułu nieuzasadniony zysk, oraz korzystając z pewnego rodzaju przywilejów kosztem innych. W związku z powyższym czy to rzeczywiście państwo (albo państwowcy) są tu problemem?

Żyjemy w realnym świecie gdzie państwa/narody/plemiona i inne mniej lub bardziej sformalizowane (oficjalnie lub nie) skupiska ludzi po prostu istnieją. Pytanie dlaczego istnieją, i czemu w każdej takiej społeczności są „przywódcy stada” czy inna „rada starszych”. Czemu człowiek sam wykazuje skłonność/wolę do organizowania się w mniejsze lub większe grupy pod jakimś zinstytucjonalizowanym przywództwem cedując na nie pewne kompetencje czyli władzę? Odpowiedź jest bardzo prosta – dla gwarancji rozwoju, wspólnoty interesu i stabilizacji materialnej, ale przede wszystkim dla bezpieczeństwa (ochrony), którego każdy instynktownie prędzej czy później szuka (zwłaszcza kiedy się czegoś dorobił albo posiada coś wartościowego), a szuka bo ma oczy i widzi do czego są zdolni inni ludzie którzy nie potrafią (nie chcą) panować nad swoimi popędami i coraz bardziej chciwie spoglądają na to co posiadają inni, aż w końcu przestają tylko patrzeć.

Na tym głównie polega cały dramat „konieczności” istnienia mniej lub bardziej zinstytucjonalizowanej „państwowości”. Tego się nie da zawrócić czy odwrócić, bo to by wymagało zniszczenia w człowieku zazdrości, egoizmu, pożądliwości i innych złych cech którymi często się kierujemy (nawet najlepsi z nas!) będąc po prostu ludźmi (choć to podobno nieludzkie jeśli przyjmiemy że człowiek to istota rozumna a więc znająca pojęcie etyki i moralności). Zwalczmy więc najpierw zło które w nas potencjalnie drzemie a potem zlikwidujmy państwo – wracając tym samym do Edenu. Możliwe? Ja uważam że nie, więc dajmy spokój utopiom o powszechnej szczęśliwości i równości w jakichś enklawach (chyba że na innej planecie 🙂 z dala od starego świata i jego grzesznych implementacji – tylko na jak długo?), a skupmy się na dążeniu do w miarę normalnego porządku, który powinien być jak najbliższy powszechnemu (obiektywnemu) poczuciu sprawiedliwości.

Nawet jeśli znalazłaby się taka grupa ludzi, która żyłaby sobie w idealnej harmonii, nieuzbrojona w siłowe mechanizmy porządkowe czy obronne (bo po co skoro ani sobie ani innym nie zagraża), bogacąc się bez czynienia komukolwiek krzywdy, to choćby była wzorem do naśladowania dla reszty świata, to jednak ten świat zewnętrzny istnieje i może wcale nie być pokojowo nastawiony! Taka grupa nie będzie miała nigdy gwarancji że „inni” się do niej nie przypier… papier, by zagarnąć to na co w pocie czoła uczciwie pracowała. Ten oczywisty (dla ludzkiej natury) stan że nie wszyscy są „na równi” obdarzeni sprytem, kreatywnością, pracowitością i co NAJWAŻNIEJSZE – cnotami (by panować nad żądzami), wymusza w sposób naturalny stworzenie sobie przez taką grupę, mniej lub bardziej rozbudowanych mechanizmów bezpieczeństwa i obrony przed potencjalną przemocą. I teraz miej człowieku pretensje o to że jakaś grupa skupia się w mniej lub bardziej zinstytucjonalizowany twór zwany państwem. Swoją drogą to też jest niejako pewnego rodzaju łamigłówka, kiedy można w ogóle mówić że oto w tym czy w tamtym przypadku mamy do czynienia z „państwem”? Owszem istnieją definicje które to ściśle określają, ale jak należałoby nazwać taką grupę oderwaną od państwa i żyjącą „samopas”? Jak nazwać twór w ramach którego taka zorganizowana bądź co bądź grupa sobie istnieje?

Dlaczego zakładać ad hoc, że coś takiego jak państwo to zło wcielone? Ono owszem bywa w pewnych zakresach swojej działalności (nie kogo innego jak samych mieszkańców) złe, ale nie jest złe jako potrzeba organizowania się w „zgrany kolektyw”. Uważam zatem, że sam pomysł, (wynikający prędzej czy później z naturalnej potrzeby) organizowania się w państwo nie jest zły. Zło pojawia się wtedy kiedy dochodzi w takim państwie do etatyzacji działalności ludzkiej poza konieczną potrzebę obrony i bezpieczeństwa, a „administracja” powołana w tej dobrej wierze stania na straży bezpieczeństwa i porządku (czyli powszechnego DOBRA), zaczyna czerpać z tego tytułu niewymierne korzyści, z tendencją do nieuprawnionego zabezpieczania i poszerzania interesu samej instytucji (ponad dobro pierwotne) – i to jest moim zdaniem zadanie dla wolnościowców/libertarian(?) żeby pokazywać co i gdzie jest normą w państwie a co już jest patologią i dlaczego. Do największego wroga państwa zaliczyć należy zatem nie samą władzę, ale jej nadużycie oraz bezprawie, tudzież prawo niesprawiedliwe… (Odys)

„…Wróćmy tedy do spostrzeżenia kanclerza Jana Zamoyskiego, który powiada, że państwo, wszystko jedno – demokratyczne, czy nie – jest po to, „byśmy wolności naszych zażywali”. Z tego spostrzeżenia wynika, że państwo, jako monopol na przemoc, nie jest, a w każdym razie – nie musi być wrogiem wolności. Przeciwnie – Wolności musi towarzyszyć Moc, która by jej strzegła i ją gwarantowała. To właśnie dlatego anarchiści nie mają racji; państwo, jako monopol na przemoc jest potrzebne, a dodatkowym moralnym uzasadnieniem tego monopolu jest okoliczność, iż przemoc może być – i bywa – używana w służbie sprawiedliwości. Zatem celem państwa jest służenie wolności i sprawiedliwości. Czy jednak jest to możliwe, czy wolność jest do pogodzenia ze sprawiedliwością?

Wolność jest naturalnym stanem człowieka, polegającym na możliwości świadomego wybierania. Ta zdolność ma charakter naturalny, to znaczy, że nie wynika z nadania jakiejkolwiek władzy. W takiej sytuacji żadna władza nie powinna ograniczać wolności, chyba, że jakiś jej przejaw zagraża bezpieczeństwu powszechnemu, albo wolności innych ludzi. Na przykład – propagowanie sodomii. Jak wiadomo, syfilitycy nie są dopuszczani do prac związanych z przygotowywaniem żywności i nikt nie uważa tego za dyskryminację. Dlaczego? Bo dopuszczenie syfilityków do takich prac niosłoby za sobą ryzyko syfilitycznej pandemii, która mogłaby zagrozić gatunkowi ludzkiemu… 

…Zwrócił na to uwagę również Mikołaj Machiavelli definiując ucisk; ucisk ma miejsce wtedy, gdy ograniczenie wolności nie służy powszechnemu bezpieczeństwu.

Z kolei sprawiedliwość można rozumieć dwojako: po pierwsze – jako idealny stan stosunków społecznych – jak chcieliby marksiści, którzy zilustrowali ten ideał formułą „od każdego według jego możliwości, każdemu – według potrzeb”. Od razu widać, ze aby praktykować tak pojmowaną sprawiedliwość, musi być ktoś, czyje decyzje odnoszące się zarówno do możliwości i potrzeb, musiałyby być przyjmowane „powszechnie i bez zastrzeżeń”. Oznacza to, że jeśli nawet można by praktykować w ten sposób sprawiedliwość, to za cenę zamordowania wolności. Słowem – albo myć ręce, albo myć nogi. Na szczęście istnieje inny sposób rozumienia sprawiedliwości. Według rzymskiego prawnika Ulpiana Domicjusza, „iustitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi” (sprawiedliwość jest to niezłomna i stała wola oddawania każdemu co mu się należy). Nie jakiś wymuszony, idealny stan stosunków społecznych, tylko sposób życia, dla którego Ulpian dostarczał dodatkowych wskazówek: honeste vivere, alterum non laedere, suum cuique tribuere (uczciwie żyć, drugiego nie krzywdzić, każdemu należne oddawać). Tutaj też musimy odpowiedzieć na pytanie, kto ustala, co się komu należy? Na to pytanie może odpowiedzieć każdy człowiek, ale z ludźmi wiadomo; trzeba ufać i kontrolować. Toteż wszystko zależy od tego, czy istnieje jakiś sposób weryfikowania takich deklaracji, możliwy do zastosowania w skali masowej. Owszem, istnieje; takim sposobem weryfikowania deklaracji odnoszących się do oczekiwań są umowy. W nich właśnie ludzie komunikują sobie wzajemne oczekiwania i jeśli sami uznają je za uzasadnione, dochodzi do transakcji. Weryfikacja jest autentyczna, kiedy umowa jest dobrowolna, to znaczy – gdy nie towarzyszy jej żadna zewnętrzna przemoc. Zatem przy takim pojmowaniu sprawiedliwości nie zachodzi żadna sprzeczność między wolnością i sprawiedliwością. Przeciwnie – wolność jest warunkiem sine qua non praktykowania sprawiedliwości.

Skoro gwarantowanie wolności jest podstawowym celem państwa, to musi to znajdować odzwierciedlenie w konstytucji, która pełni role sui generis statutu państwa. W szczególności dotyczy to wolności gospodarczej, której niepodobna wyobrazić sobie bez poszanowania własności, która gwarantuje obywatelom autonomię również względem władzy publicznej…” (Stanisław Michalkiewicz – Po co nam państwo?)

i cytat z mojego ulubionego ekonomisty:

„(…) aby dwie wymieniane usługi miały tę samą wartość, aby wymiana była sprawiedliwa, musi być spełniony jeden warunek: wymiana musi dokonywać się w sposób wolny. (…) równowartość wynika z wolności. (…) rola państwa polega raczej na tym, by zapobiegać, a zwłaszcza przeciwstawiać się podstępom i oszustwom, to znaczy zagwarantować wolność, a nie tę wolność gwałcić. (Frederic Bastiat)

podobne: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna! oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. a także: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach. polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i jeszcze: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy? na koniec: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?

Jan Paweł II (naród, wolność, ucisk)

Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy.


„…koalicja PO-PSL, świadoma politycznej porażki, postanowiła pójść na skróty, dzięki siuchcie, do jakiej doszło wcześniej z udziałem pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego i jego zastępcy, którzy napisali „pod siebie” projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Skoro dzięki siuchcie z panem prezesem Trybunał Konstytucyjny wydawał się zblatowany tym bardziej, że pan prezes Rzepliński działał w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która tylko w roku bieżącym została wsparta milionem dolarów przez finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, za pośrednictwem Fundacji Społeczeństwa Otwartego. Finansowy grandziarz angażuje się finansowo w wspieranie nieubłaganego postępu. Co z tego ma – to osobna sprawa – ale nie ulega wątpliwości, że alimenty otrzymywane przez Helsińską Fundację od grandziarza, wystawiają na próbę również niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego.

Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Wprawdzie Trybunał wydawał się zblatowany, ale co to komu szkodzi, by był zblatowany jeszcze bardziej? Toteż koalicja PO-PSL rzutem na taśmę wcisnęła do Trybunału jeszcze dwóch sędziów – jestem pewien, że w przekonaniu, iż za to wciśniecie będą dozgonnie wdzięczni – oczywiście w granicach sławnej sędziowskiej niezawisłości, to jasne! Te rachuby nie były chyba bezpodstawne, jeśli się zważy, że ci sędziowie pozwolili się w takim trybie wybrać. Mając tedy Trybunał Konstytucyjny zblatowany aż do przesady, to znaczy – ponad konieczną potrzebę, koalicja PO-PSL była pewna, że mimo przegranej w wyborach, dzięki zblatowanemu Trybunałowi nadal będzie w pozycji wygranej, bo sławna niezawisłość sędziowska zawsze podpowie sędziom, jakie stanowisko powinni zająć, żeby było dobrze…

…jeśli ktoś po tym wszystkim będzie jeszcze wierzył w niezawisłość Trybunału, to mogę uważać go za wyjątkowo ciężkiego idiotę. Wyjątkowo ciężkiego – bo w sytuacji, gdy sędziów do TK wybiera Sejm – organ upolityczniony aż do przesady, to jakże z tej rozpanoszonej polityczności może się wyłonić apolityczny Trybunał? Ponieważ coraz częściej pojawiają się głosy wskazujące na potrzebę zmiany konstytucji, to de lege ferenda postulowałbym zmiany następujące. Po pierwsze – odejść raz na zawsze od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego. Prezydent już teraz jest wybierany w głosowaniu powszechnym, więc ma demokratyczny mandat znacznie silniejszy, niż jakikolwiek prezes Rady Ministrów. Tymczasem kompetencje rozdzielone są odwrotnie; prezydent prawie nie ma samodzielnych uprawnień władczych, w które autorzy konstytucji z 1997 roku wyposażyli premiera. Jeśli zatem wprowadzony byłby system prezydencki, to trzeba by też odstąpić od zasady, że sędziów Trybunału wybiera Sejm. Sejm bowiem w tej sytuacji występuje jakby sędzia we własnej sprawie, bo przecież Trybunał ocenia zgodność z konstytucją ustaw, które produkuje Sejm. Nie jest zatem wskazane, by Sejm wybierał sobie oceniacza swojej własnej działalności, no a poza tym – jakże z upolitycznionego Sejmu ma się wyłonić apolityczny Trybunał? Dlatego druga propozycja polega na tym, by Krajowa Rada Sądownictwa przedstawiała na każdy wakat w Trybunale trzy kandydatury prezydentowi, a ten dokonywałby wyboru – ale tylko spośród trójki przedstawionej mu przez Krajową Radę Sądownictwa.” (Stanisław Michalkiewicz – Obrońcy demokracji dostali w łeb?

podobne: Czy sądy czeka ręczne sterowanie?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Myślę że obecna koalicja rządząca zdaje sobie doskonale sprawę z tego że nawet jeśli postawią na swoim i „zgodnie z prawem” będą mieli w składzie TK „swoich” 5 sędziów, to i tak niczego nie zmienia jeśli w pozostałej części skład sędziowski zechce solidarnie zablokować którąś z ustaw PISu (arytmetyka jest tu nieubłaganie niekorzystna dla PIS). W tej sytuacji uważam że w „wojnie o trybunał” chodzi PISowi o zepsucie jego reputacji, czyniąc z niego niejasnymi posunięciami prawnymi ciało niekonstytucyjnie niekonstytucyjne, a więc pozbawione ewentualnej mocy prawnej tak blokowania jak ich przyklepywania (w zgodności z Konstytucją) czegokolwiek. Chytrzy stratedzy z PISu postanowili jak ten zazdrosny amant okaleczyć dziewczynę której posiąść w żaden sposób „PO dobroci” nie byli w stanie, albo jak kto woli postanowiono jednym bezprawnym ruchem wylać bękarta razem z kąpielą. Tym to sposobem im większy „gewałt”, czyt. im bardziej bezprawnie i zuchwale PIS „zamachuje” się na legalność TK tym (moim zdaniem) jest on coraz mniej uprawniony do decydowania o czymkolwiek, a z całą pewnością w umysłach obywateli zaczyna kiełkować społeczne poparcie dla natychmiastowego usunięcia tej patologii – nie tylko na poziomie ustawy ale przede wszystkim konstytucji. Osobiście nie widzę innej przyczyny dla której PIS miałby ryzykować całą tę awanturę o 5 czy 3 sędziów którzy przecież nie są w stanie „przegłosować” pozostałych. Dziwi mnie w związku z tym brak jakiegokolwiek odzewu konstytucjonalistów, prawników i tzw. „ekspertów” w całej tej właśnie sprawie. Bądź tu teraz mądrym czy taki trybunał ma w ogóle prawo orzekać o czymkolwiek czy też nie?

Wracając zaś do tematu „niezależności” i upolitycznienia TK uważam tak samo jak Pan Michalkiewicz. Kto twierdzi że ten organ będzie kiedykolwiek niezależny, skoro wybór jego „funkcjonariuszy” ZALEŻY od woli politycznej dwóch innych władz (niezależnie od tego kto akurat rządzi), ten sam sobie szkodzi, i nie ma o czym z kimś takim dyskutować. Rozsiewanie na ten temat kłamliwych informacji że TK będzie odpartyjniony tylko wtedy jeśli taka czy inna opcja będzie akurat u władzy jest typowym nielogicznym bełkotem dla… (nie dokończę 🙂 kogo). I tu właśnie dochodzimy do istoty problemu trwania tego rodzaju przekonań i wiedzy w umysłach poszczególnych wyborców, którzy z uporem maniaka jeden przeciw drugiemu (w zależności od opcji politycznej) wyrywają sobie nawzajem prawo do „niezależności” czy „niezawisłości”, prezentując bardziej lub mniej zajadłą typową moralność Kalego. Tego rodzaju „wymiany poglądów” podporządkowane wyłącznie partyjnym interesom, nie zasługują na nic innego jak (w najlepszym wypadku) uśmiech politowania… (Odys)

„…któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak…” (Stanisław Michalkiewicz – Co z konfidentami?)

Zasada trójpodziału władzy i ściśle z nią związana zasada niezależności sądów i niezawisłości sędziów stanowi niekwestionowany fundament współczesnego państwa. Przestrzeganie tej zasady jest wręcz warunkiem wstępu do społeczności międzynarodowej. Pomimo tego politycy tworzący władze ustawodawczą i wykonawczą nie ustają w wysiłkach, aby podporządkować sobie sądy, bądź przynajmniej uzyskać jak największy wpływ na sądy i sędziów. Na tym najbardziej tracą zwykli obywatele, których w ten sposób pozbawia się ochrony ich praw. Bo głównym zadaniem sądów i trybunałów jest dbanie o to, by pozostałe władze nie naruszały praw obywateli.

Problem utrzymania, a w zasadzie raczej uzyskania pełnej niezależności władzy sądowniczej od pozostałych dwóch władz (…) nie dotyczy tylko krajów dawnego bloku socjalistycznego, budujących dopiero swą demokrację, ale także takich krajów jak Niemcy, czy Włochy.

Porównanie doświadczeń w tym zakresie prowadziło do wniosku, iż metody stosowane przez polityków dla uzyskania wpływu na sądy i sędziów mają w zasadzie jedną wspólną cechę. Cechą tą jest przyznanie sobie przez polityków, w drodze wprowadzenia odpowiednich regulacji prawnych, prawa podejmowania decyzji w sprawach istotnych dla sędziów, bądź prawa do swobodnego, i nie poddanego żadnej realnej kontroli obsadzania stanowisk, z piastowaniem których wiąże się podejmowanie takich decyzji. To zaś prowadzi do sytuacji, w której podjęcie decyzji może być uzależniane od tego, czy dany sędzia postępuje w sposób oczekiwany przez podejmującego decyzję. Jest to bardzo poważne zagrożenie, ponieważ praktycznie każdy sędzia, w którymś momencie kariery znajdzie się w sytuacji, w której będzie mu zależało na uzyskaniu pozytywnej decyzji w jakiejś sprawie. Jeżeli zaś w rękach polityków (bezpośrednio bądź pośrednio) znajdują się instrumenty pozwalające zarówno „nagradzać”, jak i „karać” sędziów to oznacza to, że dysponują oni realnymi środkami pozwalającymi wywierać realny wpływ na sędziów. Cóż bowiem więcej, prócz „kija i marchewki” potrzeba by sprawować nad kimś kontrolę?…” (całość tu: CZY NAPRAWDĘ „TRZECIA WŁADZA”?

podobne: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia. oraz: Politycy jak hieny żerujące na tragedii ludzkiej. Tworzenie “prawa” pod wpływem emocji

Pojawia się też inne niebezpieczeństwo…

„…Partia Jarosława Kaczyńskiego sporą część czasu od objęcia rządów przeznaczyła na bezsensowny spór o Trybunał Konstytucyjny, zakończony nieskutecznym, bo uzależnionym od większości rządowej, przejęciu TK. Kiedy PiS straci władzę, a kiedyś to się stanie, bo nic nie trwa wiecznie, będziemy mieli do czynienia z tzw. demokratycznym wahadłem, bo każdy kolejny rząd, który przyjdzie po PiS-ie będzie mógł podważyć podstawy funkcjonowania obecnego składu TK i przeprowadzić podobną batalię, co PiS w pierwszym roku swoich rządów. W rezultacie zabezpieczenie konstytucyjnego porządku w Polsce będzie czysto teoretyczne. Zgadzam się z Markiem Jurkiem, że PiS „dał się wpuścić w pułapkę PO, która naruszyła prawo i udało jej się sprowokować działanie w przeciwnym kierunku”. Wystarczyło złożyć wniosek o unieważnienie wyboru dwóch sędziów, zgodnie z pierwotnym zamierzeniem PiS, a potem sukcesywnie wybierać nowych sędziów w momencie wygaśnięcia kadencji starych…” (Paweł Kubala • polskaniepodlegla.pl – PiS tchórzliwy i nieskuteczny!)

Całą histerię wokół TK nakręcają rzecz jasna nierzetelne i propagandowe media, które tak samo są „podzielone” na słuszne i słuszniejsze w zależności od opcji politycznej której się wysługują, gdyż tradycyjnie nie ma wśród nich ludzi samodzielnie myślących, tudzież odważnych by powiedzieć obywatelom co się naprawdę dzieje (i gdzie w tym wszystkim jest interes narodu – nie mylić z państwem 🙂 ). Nawet jeśli trafiają się takie rodzynki, to niestety natychmiast toną pośród całej reszty wezbranej fali nieobiektywnego bełkotu innych „ekspertów” i komentatorów, których twarze przewijają się codziennie przy różnych okazjach przez wszystkie „najważniejsze” stacje telewizyjne. Komentarzy i analiz obiektywnych jest w obiegu medialnym jak na lekarstwo. Dlatego z czystym sumieniem, jako uzupełnienie dla cytowanych komentarzy Pana Michalkiewicza, mogę polecić materiał Podziemnej TVRobią nas w konia: Wojna PARTII o TK (Trybunał Konstytucyjny) #137

Dlatego też jedną z kluczowych dla obywateli kwestii powinien być dostęp do WOLNYCH (czyt. niezależnych) i obiektywnych mediów/informacji, aby mogli prawidłowo odnajdywać tak siebie jak i swój interes pośród całego tego POPISowego bełkotu. Żeby oprócz dostępu do nachalnej propagandy jednej czy drugiej strony polityki, mogli odnaleźć niezależne od obu obozów informacje, fakty i opinie. Mają one bowiem zasadnicze znaczenie dla zgodnej z prawdą obiektywną oceny praworządności (w postępowaniu tak władzy jak i opozycji), oraz dla budowania u obywateli zdrowych podstaw właściwego i SAMODZIELNEGO orientowania się w poczuciu sprawiedliwości, oraz osobistych praw i wolności… (Odys)

„…Jeśli nowy rząd myśli poważnie nad zbudowaniem mediów publicznych i odkłamaniem przekazu medialnego, musi też znaleźć sposób na ograniczenie oddziaływania prywatnych nadawców i obcych koncernów wydawniczych. Błędne jest przeświadczenie, jakoby takie działania podważały pluralizm informacyjny lub godziły w niezależne dziennikarstwo. Te wartości są całkowicie nieznane pracownikom spółek medialnych i dawno zostały podporządkowane interesom establishmentu III RP lub interesom obcych mocarstw.

Najprostszym i powszechnie dostępnym narzędziem, byłby całkowity bojkot ich przekazu. Ośrodkom tym należy odebrać widzów i czytelników, skazać je na marginalizację i finansowe „zagłodzenie”.

Krok pierwszy – polegałyby na wycofaniu wszelkich reklam i ogłoszeń spółek Skarbu Państwa i instytucji rządowych oraz zaprzestaniu prenumerowania gazet i wydawnictw rozpowszechnianych przez prywatne spółki handlowe, typu Agora czy Axel Springer. Żadne kampanie reklamowe i informacyjne nie mogą odbywać się za pośrednictwem takich ośrodków. Jest to krok łatwy, zależny od decyzji poszczególnych ministrów i instytucji nadzorowanych przez państwo.

Krok drugi – to odmowa uczestnictwa przedstawicieli rządu i wyższych urzędników państwowych w audycjach i programach telewizyjnych oraz brak zgody na udzielanie wywiadów i wypowiedzi rozgłośniom i gazetom wydawanym przez obce koncerny. Nie ma żadnych powodów, by premier lub jej ministrowie zabiegali o uwagę wrogich, niechętnych Polakom mediów. (…) Ośrodki te, pozbawione udziału czołowych postaci życia politycznego i odcięte od dostępu do informacji, zostaną skazane na marginalizację. Nietrudno zrozumieć, że programy publicystyczne i informacyjne, w których wystąpią wyłącznie przedstawiciele PO-PSL-SLD, nie przyciągną widzów i nie będą uznawane za wiarygodne. Ponieważ znaczenie tych ośrodków wynika ze wskaźnika tzw. oglądalności, już kilkumiesięczny bojkot może okazać się zabójczy dla największych stacji telewizyjnych i radiowych.

Krok trzeci – to zaprzestanie nagłaśniania, rezonowania i propagowania treści prezentowanych w tych mediach oraz odmowa prowadzenia jakichkolwiek polemik i dyskusji z pracownikami prywatnych spółek medialnych. W tym procederze przodują dziś media zwane „wolnymi” i „niezależnymi”. Po upadku reżimu PO-PSL to one są głównym przekaźnikiem propagandy i nagłaśniają niemal każdy produkt TVN-u, GW czy Polsatu. Dość otworzyć portal internetowy braci Karnowskich lub nieopatrznie wejść na stronę niezalezna.pl., by dowidzieć się – co powiedział Michnik, jak chrząknął Żakowski lub co porabia T. Lis. Przeświadczenie, że są to informacje cenne, a ich nagłaśnianie jest formą walki z propagandą, jest wyrazem zabobonów i środowiskowych kompleksów. (…) Póki będą istniały takie praktyki, a na „niezależnych” łamach będzie prowadzona polemika z tezami zawodowych łgarzy, nie tylko nie ma szans na autonomię przekazu i pokonanie przeciwnika, ale nie sposób marzyć o stworzeniu prawdziwie wolnych mediów. Tam, gdzie aktywność dziennikarska odbywa się wyłącznie w kontrakcji do tzw. mainstreamu i polega na podglądactwie i naśladownictwie, nie ma miejsca ma obszary wolnej myśli i samodzielną wizję rzeczywistości…

…Polski rząd i społeczeństwo nie mają interesu we wspieraniu obcych agend medialnych i uleganiu dyktatowi spółek prawa handlowego. Jeśli chcą one nadal istnieć, muszą respektować polskie powinności i służyć sprawom Polaków. Jeśli odmawiają takiej służby – nie ma dla nich miejsca w społeczności ludzi wolnych. Jedynym medium, któremu Polacy mogliby zaufać, winny być narodowe media publiczne. Trzeba je stworzyć od podstaw i obdarzyć monopolem informacyjnym…(Aleksander Ścios – TRZY KROKI

podobne: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? i to: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. a także: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i jeszcze: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. polecam również: Tajne przez poufne: “Resortowe dzieci” czyli “Kto go rodził?”

…no i właśnie. Wśród propozycji całkowicie zdrowych i nieinwazyjnych (zwłaszcza w prawo obywateli do wielości źródeł informacji) – jak bojkot i nie karmienie trolli rodem z III RP (całkiem słusznie i natychmiast do zrobienia) – widać jednak kilka w moim przekonaniu całkowicie paranoidalnych i zupełnie niepotrzebnych, które grożą wraz z usunięciem niepożądanych i wrażych dla polskiej racji stanu elementów również tych, które stanowią o podstawie i sile rozwoju zdrowego i uczciwego dziennikarstwa. Przecież to właśnie ograniczenie możliwości powstawania konkurencji dla monopolu na „prawdę”, znajdującego się w rękach państwa i koncesjonowanych przez to państwo stacji komercyjnych (sami sobie koncesji nie przyznali), i pozostawienie w rękach tegoż aparatu całkowitej decyzyjności w sprawie nadawania koncesji, przyznawania grantów, i innego rodzaju zasilaniu finansowym jak wykup reklam czy prenumeraty, czyli de facto wynikającej z tego zależności finansowej, doprowadziło prostą drogą do niejasnych i patologicznych powiązań biznesowo-medialno-politycznych, oraz do pokusy używania przez władzę III RP propagandy medialnej dla swoich celów (z porównywalną do komunistycznej skalą), i zogniskowania jej w swoistym oligopolu/kartelu – TVP/TVN/Polsat/władza.

„…Weźmy na przykład niezależne media głównego nurtu. Zatrudnieni tam funkcjonariusze są o stan demokracji w naszym nieszczęśliwym kraju najboleśniej zatroskani i na każdym kroku dają temu wyraz. Czy jednak nie chodzi im przypadkiem o zmniejszenie wpływów finansowych, jeśli na przykład spółki Skarbu Państwa w nowej obsadzie personalnej przestaną futrować ich reklamami? Wprawdzie zmiany kadrowe w spółkach Skarbu Państwa rzeczywiście wiążą się z procedurami demokratycznymi, ale identyfikowanie finansowych korzyści z obroną demokracji wydaje się mimo wszystko naciągane…” (Stanisław Michalkiewicz – Cholewy wystają spod płaszcza)

Postulowanie w związku z powyższym jeszcze bardziej hermetycznego mechanizmu na monopol przy jednoczesnym „dożynaniu” konkurencji, obciążone jest ryzykiem, że KAŻDA kolejna władza będzie używać tego mechanizmu bez skrupułów, i bez cienia choćby pozornej przyzwoitości będzie mogła legalnie urabiać pod siebie (manipulować) opinię publiczną, a jedynym dla niej ograniczeniem będzie własna fantazja. Wycięcie z rynku informacji konkurencji w postaci mediów prywatnych, jest więc mieczem obosiecznym zarówno wobec samej władzy (zwłaszcza jeśli za kilka lat się zmieni – a wraz z nią punkt widzenia otaczającej Polaków rzeczywistości 🙂 tak jak to się dzieje obecnie), ale przede wszystkim wobec obywateli – którzy będą po prostu skazani na „jedynie słuszną” rację (i to pod przymusem bo innej opcji nie będzie) – póki co PISowską z całym dobrodziejstwem inwentarza, jak chociażby uprawianą przez tę partię ideologię narodowego socjalizmu i etatyzmu, z jego złodziejskimi tendencjami do ucisku fiskalnego, rozdętej biurokracji, i marnotrawstwa jakie towarzyszy modelowi państwa i prawa zbudowanego w oparciu o interwencjonizm gospodarczy i „sprawiedliwość społeczną”. W skrócie ludzie nie dowiedzą się nigdy że okradanie ich na rzecz budowania takiego modelu państwa to zakamuflowana komuna… a każdy kto będzie o tym informował zostanie przez „narodowe” media spacyfikowany, choćby mówił prawdę. Nie ma w tej ideologii niczego z prawicy, o czym więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I dziwi mnie tylko że pomysłodawcą tej satrapii jest ktoś (bloger), kto sam funkcjonuje na swego rodzaju rynku medialnym właśnie dzięki istnieniu pluralizmu (wielości źródeł informacji), oraz dzięki temu że władza (jakakolwiek by nie była) nie może mu zamknąć ust ani w sposób legalny (bez naruszania prawa do wolności słowa) ani też stygmatyzując go i zaszczuwając jako „wroga narodu”, „szpiega” czy innego „agenta” poprzez jedynie słuszną tubę informacyjną w postaci „narodowych mediów publicznych” (pomijając nazywanie etatystycznego państwowego tworu „narodowym”).

Prawda nie potrzebuje monopolu ani pozycji siły! Zawsze broni się sama bo jest prawdą, a zmiana u władzy której od niedawna jesteśmy świadkami dobitnie pokazuje że kłamstwo/manipulacja choćby obwarowane wielkimi siłami i środkami w końcu przestaje być opłacalne. I nie zrobiono tego ustawą, ani wielkim nakładem ze środków publicznych, bo zrobiła to głównie blogosfera i „internety” – niezależne tak od państwowego jak i korporacyjnego finansowania. Jeśli jednak „nowa” władza ma zamiar pójść drogą poprzedników, nie wyciągając z porażki „monopolu na rację” lekcji dla siebie, to skończy dokładnie tak jak ci, którym od lat zarzuca manipulację i zamordyzm medialny. Stworzy potwora od którego sama zginie, jeśli nie od własnej pychy, to od pychy tych którzy przyjdą po niej i użyją odlanych przez obecną władzę armat. Bez prawa do istnienia konkurencji PRYWATNEJ wobec państwowego monopolu, ludzie będą skazani na taką samą propagandę jak za znienawidzonej komuny. Jeśli nikt nie ma prawa patrzeć władzy na rękę bez obawy że nie zostanie „uciszony” za „zdradę” i przeszkadzanie w jej interesach, to można zapomnieć o wolności i prawie do informacji. Liczyć się będzie tylko to co władza ma nam (łaskawie) do przekazania i wiadomo że sama siebie nigdy krytykować nie będzie… (Odys)

cytat: „Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu… Mmmm… Tak, nie… Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.” (Rejs – krytyka!)

„…Kilka lat temu Piotr Lisiewicz w tekście „Salon. Przedpokój. Ulica” opisał, jak widzi podział poszczególnych sfer polskiej rzeczywistości. „Salon jest u nas najsilniejszy, jednak czasem zdarza mu się tracić wpływy. Wtedy do głosu dochodzi konkurencja, na którą składają się przedpokój i ulica” – pisał Lisiewicz. Dziś salon najbardziej boi się opisywanej ulicy, czyli środowiska ludzi, którzy chcą realnych zmian. Nie pudrowania, nie uników i dogadywania się. Wyborcy też oczekują swoistej „miotły” – działań, które przyniosą realną zmianę zarówno w polityce historycznej, kulturalnej, jak i w polityce zagranicznej, ekonomicznej oraz społecznej. Ten właśnie salon ze strachu zaczyna wyć. Zaczyna wmawiać obywatelom, że przerażenie elit III RP musi się również jemu udzielić. Tomasz Lis traci stołek w TVP i histeryzuje. Kowalski, histeryzuj i ty. Cóż, mają problem z Kowalskimi. Jak na razie do obrony pluszowych męczenników chętnych nie ma. Bo Kowalski rozumie, że gdy się świnki odrywa się od koryta – słychać kwik. On ten kwik zniesie pod warunkiem, że jemu, zwykłemu obywatelowi, zacznie się lepiej żyć. W tym tkwi największe wyzwanie dla Prawa i Sprawiedliwości oraz rządu Beaty Szydło.” (Samuel Pereira)

całość tu: Skowyt tracących koryto podobne:  Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi

…święte słowa Panie Pereira, ale proszę pamiętać że PIS już na etapie założeń (w samych tylko obietnicach) odróżnia interes partii/władzy od interesu Kowalskich dokładnie w taki sam sposób jak poprzednicy – przedkładając ten pierwszy nad drugim. Inaczej nie opierałby swojej polityki gospodarczej o rabunek i dalsze zadłużanie Polaków. Czyż nie? Na tej podstawie można uczciwie powiedzieć że świnia świni równa (ale jak Pan woli to niech będzie równiejsza 🙂 )

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Na skutek brutalnej RZECZYWISTOŚCI coraz większa rzesza obywateli naszego kraju zaczyna publicznie wyrażać swoje niezadowolenie i co gorsza (dla władzy i jej heroldów) nie da się już ich upchać do wora z napisem „PIS”. Ludzie zaczynają się bowiem organizować poza korytowym nurtem politycznym, którego mają dość. Mają dość partii, które podzieliły się sceną polityczną dla obopólnej korzyści „trwania przy korycie” w wiecznym uścisku nienawiści i permanentnej wojny (dla zajęcia umysłu wyborców). Władza jak i opozycja są zresztą po równi zaniepokojone tą „nową siłą”, która nie daje się wciągnąć do wojenki przez żadną ze stron. Ci ludzie nie chcą bowiem widzieć dłużej u władzy skompromitowanej magdalenkowym układem kliki. Coraz głośniej mówią, że chcą SAMI decydować o swoich pieniądzach, własności prywatnej, rodzinach. POstmagdalenkowy układ nie boi się tak PISu (którą to opcję polityczną i jej otoczenie uważa za „groźnych” ale SWOICH przewidywalnych oszołomów – w końcu ś.p. L. Kaczyński też brał udział w Magdalence), jak boi się właśnie tej części elektoratu, która do tej pory stała bezczynnie przyglądając się z niesmakiem temu co się w Polsce wyrabia. Kukiz jest tylko tego przedsmakiem. Nie zapominajmy że monopol PISu u władzy uratował cud nieprzekroczenia przez wolnościowców KORWiN’y progu wyborczego (stąd m.in. moje podejrzenia że „komuś” ze strachu przed formacją JKMa bardziej pasowała pełnia władzy PIS). Wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy uprawnionych do głosowania która pofatygowała się na wybory, więc nadużyciem jest podczepianie się tej partii pod reprezentowanie jakiejś „większości obywateli”, a zwłaszcza pod ludzi którzy mają ten cały POPIS gdzieś. Za jakiś czas może dojść do podobnej sytuacji jak w pewnym dowcipie:

Z pamiętnika młodego partyzanta
01.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
02.07 – niemcy nas pogonili z lasu
03.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
04.07 – niemcy nas pogonili z lasu
05.07 – gajowy się zdenerwował i wszystkich pogonił z lasu

Tak naprawdę to nie PISowcy, ale ten nowy (gajowy 🙂 ) ruch społeczny (jeszcze nie nazwany a jednak istniejący) tak nieboszczkę/POprzedniczkę przestraszył. Przestraszył ją do tego stopnia, że zaczęto „produkować” za pomocą służb POtencjalnych „zamachowców” (Brunonów K.), różnej maści „faszystów” i „zakłócaczy POrządku” (od których PIS też się stanowczo odcina – Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego), Trzeba było przecież jakoś zmobilizować własny elektorat pod parasolem strachu i permanentnego zagrożenia, ale nie tylko! Wszak w imię POkoju i dla potrzeby powstrzymania „wojny domowej” państwo wręcz MUSI(!) zacząć ograniczać pewne swobody obywatelskie takie jak wolność zgromadzeń, wolność słowa, dostęp do informacji publicznej jednocześnie nadając coraz większe uprawnienia „organom POrządkowym” i innym „tajemniczym” (cenzura w internecie – Nowa spec służba), żeby „państwo” mogło „zgodnie z prawem” zapanować nad „histerią oszołomów” (o czym więcej tu: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. i tu: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Komu to wszystko służy?). Obawiam się że nowe władze mają za zadanie dokończenie marszu ku zamordyzmowi rozpoczętego przez PO. Obecnie toczona ustawka o TK jest tylko kolejnym etapem/pretekstem w docelowym uchwyceniu PRAWDZIWEGO buntu za pysk żeby nigdy do niego nie doszło. Czas oczywiście pokaże dokąd zabrniemy, i tak jak dała się poznać PO tak i PIS po owocach poznamy.

To co do tej pory w kwestii ograniczania praw obywatelskich zrobiła platforma zwana niesłusznie „obywatelską” poraża totalitaryzmem, ale jeśli PIS pójdzie tą samą drogą, oszukując ludzi że tego wymaga „prawdziwy” patriotyzm, to kiedy jego polityka tak gospodarczo jak i ideologicznie zbankrutuje, będzie musiał odejść z dużo większym hukiem jak jego poprzednicy… (Odys)

PS. „…Smutne, że tzw autorytety, które milczały, gdy zamachu na TK dokonywała PO, a teraz krzyczą wniebogłosy, gdy prawo zmienia PiS okazują się tym samym być hipokrytami. Smutne, że tzw autorytety nie rozumieją, że 20% Pawła Kukiza to wcale nie jest „end of story”. Jeszcze trochę kompromitacji i hipokryzji i za 4 lata rządzić Polską będzie nawet nie Paweł Kukiz, ale Liroy do spółki z Dodą (i wówczas Panowie Profesorowie, Adwokaci, Sędziowie i inni zatęsknią jeszcze nawet nie do PO, ale nawet do PiS).

Mam wrażenie, że Polska stoi w obliczu dramatycznego wyboru. Gdy Prezydent Andrzej Duda wykonał kilka gestów wobec opozycji (np powołując do Rady ds. Rozwoju Adama Daniela Rotfelda, który otwarcie przecież poparł kandydaturę Bronisława Komorowskiego) tzw „salon” nawet tego nie zauważył. Miałem wrażenie, że i tu poczucie wyższości nie pozwalało nawet na odnotowanie gestu. Szkoda, bo była szansa, aby choć w zakresie polityki zagranicznej wnieść się na poziom dojrzałych państw.

Dlaczego tyle piszę o tych elementach psychologicznych? Ano dlatego, że to one – a nie żadne racje polityczne czy też prawne – zadecydują o kierunku w którym pójdzie polska polityka. W psychologii istnieją dwa podstawowe negatywne uczucia – nienawiść i pogarda. Nienawiść pomiędzy głównymi siłami politycznymi jest zapewne wzajemna, ale to nie ona niczym miecz Damoklesa zagraża Polsce. Dialog i kompromis uniemożliwia otóż pogarda…

…Polska znajduje się na rozstaju dróg. Wina leży po obu stronach. I tylko Polski żal. Polski bowiem nie stać na wojnę polsko – polską. Na tej zyska wyłącznie Władimir Putin…” (Witold Jurasz)

całość tu: Bawcie się tak Panie i Panowie dalej…

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Sejmowa
arytmetyka
silniejsza
niż moc
w językach!
Tryb,
banały
i uchwały.
Oszalały
liberały.
Hipokryzja.
Dwa?
Trzy?
Pięć???
Telewizjo!
Dalej kręć!

Marek Gajowniczek: „Moc w językach”