Kościół i Słowianie między wschodem i zachodem czyli… Bizancjum i Frankowie, Niemcy i Turcja, Wikingowie i Rusowie. Misje hurońskie


Gioacchino Pagliei – The Angel appears to Cornelius the Centurion

„… Brzegi Italii były najeżdżane i pustoszone przez Arabów. Arabskie obozy wojskowe istniały w miejscowości Fraxinetum w Prowansji, w Bari na południu Italii i w Garigliano w Kampanii. Papież nie mógł liczyć nawet na ludność Rzymu i jego świecką elitę. Rzymski plebs podburzany przez arystokrację często występował przeciw Następcy Apostołów. W początkach swojego pontyfikatu św. Leon III został przez rzymskich wielmożów uwięziony w klasztorze, a jego przeciwnicy próbowali go okaleczyć. Papież musiał się zwrócić do króla Franków Karola, który właśnie budował potęgę swojego państwa, podbijając Sasów i Bajuwarów, a także walcząc z Arabami w Hiszpanii. Trwał właśnie ostry konflikt między Karolem a Bizancjum o panowanie w Italii. Poza tym zarówno Karol, jak i cesarzowa Irena, próbowali sobie podporządkować głowę Kościoła i ingerować w ogłaszanie dogmatów. Papież znalazł się między dwoma kamieniami młyńskimi i poszukiwał mądrego wyjścia z sytuacji. Znalazł je w 800 r. po Chr., kiedy w Boże Narodzenie niespodziewanie koronował Karola na cesarza, uprzedzając działania Ireny. Jeszcze rok wcześniej Leon III został napadnięty i znieważony przez bandę zorganizowaną za sprawą Paschalisa i skarbnika Campulusa. Papież zapobiegł ślubowi Karola i cesarzowej Ireny i uratował swoją kruchą autonomię, ale jego pozycja nadal była słaba. Jego następcy podlegali podobnym naciskom i potrzebowali sojuszników, by przetrwać w okrutnym świecie wczesnego średniowiecza. Zaczęli się więc zwracać na północ i wschód, w kierunku obszarów zamieszkanych przez Słowian…

…Wiedzieli, że na wschodzie rośnie powoli nowa potęga, którą warto włączyć do Kościoła i zyskać nowego sprzymierzeńca, który stanowiłby przeciwwagę dla cesarzy z Akwizgranu i Bizancjum. W VIII wieku na Morawy zaczęli przybywać misjonarze z kraju Franków, Bawarii i z Konstantynopola. Na początku chrzest przyjęła słowiańska Karantania, położona na terenie dawnej rzymskiej prowincji Noricum. W 831 roku o chrzest poprosił władca Państwa Wielkomorawskiego, Mojmir I. Chrześcijańscy misjonarze z Passawy nawracali jego poddanych. Mojmir nawiązał przyjazne stosunki z cesarzem Ludwikiem I Pobożnym, synem i następcą Karola Wielkiego. Chrystianizacja Wielkich Moraw trwała długo i nie obyła się bez trudności. Państwo Mojmira stało się areną walki pomiędzy Rzymem i Konstantynopolem. Mojmir został obalony przez wspieranego z Bizancjum Rościsława. W 862 roku na Morawy przybyli dwaj greccy misjonarze: święci Cyryl i Metody. Obydwaj pochodzili z Tesaloniki. Byli, braćmi, synami Leona, wysokiego oficera bizantyjskiej armii i jego słowiańskiej małżonki Marii. Bracia poświęcili się służbie Kościołowi. Metody (właściwe imię Michał) został mnichem w klasztorze położonym na myzyjskiej górze Olimp w Azji Mniejszej. Cyryl (właściwe imię Konstantyn) został księdzem i wykładowcą w cesarskiej szkole w Konstantynopolu. Bracia brali udział w ważnych misjach kościelnych i dyplomatycznych. Wysłano ich do Syrii, gdzie spotkali się z kalifem Al-Mutawakkilem i dyskutowali z muzułmańskimi imamami o Trójcy Świętej. Cesarz Michał III wysłał ich do mieszkającego nad Morzem Czarnym plemienia Chazarów, by spróbowali nawrócić je na chrześcijaństwo. Po powrocie do Bizancjum podążyli na Bałkany, by nawracać na chrześcijaństwo Bułgarów. Bracia znali wiele języków i mieli bardzo duże doświadczenie w działalności misyjnej, kiedy przybyli do morawskich Słowian. Na polecenie cesarza i prośbę Rościsława zjawili się na Morawach. Zaraz po przyjeździe, w 863 r. po Chr. rozpoczęli dzieło tłumaczenia Pisma Świętego na język starocerkiewnosłowiański. Na potrzeby tłumaczenia i liturgii wynaleźli nowe pismo, za pomocą którego można było utrwalać dźwięki słowiańskiego języka. Była to tzw. głagolica, od której wywodzi się cyrylica. Język Słowian stał się językiem chrześcijańskiej liturgii. Misjonarze pomogli Rościsławowi w spisywaniu wielkomorawskiego kodeksu prawnego. Bracia wprowadzili obrządek słowiański, aby liturgia i prawdy wiary były zrozumiałe dla wielkomorawskich wiernych, którzy zostali ochrzczeni bardzo niedawno. Dzięki temu udało się nawrócić na chrześcijaństwo więcej Słowian, niż kiedykolwiek wcześniej. Św. Metody ochrzcił czeskiego księcia Borzywoja I. Ale nie wszystkim podobał się sposób ewangelizacji przyjęty przez św. Cyryla i Metodego. Biskup Salzburga, Dietmar oskarżał ich o herezję, bo nie podobało mu się wprowadzanie liturgii i języka słowiańskiego. Także w Wenecji bracia mieli wielu przeciwników. W 867 roku papież św. Mikołaj I wezwał Cyryla i Metodego do Rzymu. Bracia przybyli do stolicy chrześcijaństwa wraz relikwiami św. Klemensa, które odnaleźli wcześniej na Krymie. Bracia wzbudzali szacunek nie tylko swoją apostolską postawą, ale także mądrością. Papież wyświęcił na kapłanów słowiańskich towarzyszy Metodego. Chwila tryumfu braci nastąpiła, kiedy Namiestnik Chrystusa kazał złożyć słowiańskie księgi liturgiczne na ołtarzu jednego z rzymskich kościołów. Cyryl wstąpił do klasztoru i zmarł w Rzymie w 869 roku. Mikołaj I ustanowił Metodego biskupem Moraw i Pannonii. Po powrocie do diecezji rozgorzał na nowo konflikt Metodego z biskupem Salzburga. Niewiele pomogły Metodemu dobre stosunki ze słowiańskim władcą Pannonii, Kocelem. Kiedy przybył na synod w Ratyzbonie w 870 roku, biskup Adalwin kazał go aresztować i zamknąć w klasztorze. Dopiero papież Jan VII zdołał uwolnić Metodego i spowodować jego powrót na stolicę biskupią w Nitrze. Dodano mu jednak frankijskiego „pomocnika”, sufragana Wickinga. Św. Metody zdążył jeszcze uczestniczyć w misji pojednania Rzymu i Konstantynopola w 882 roku. Odwiedził w Carogrodzie cesarza i patriarchę Focjusza. o jego śmierci liturgia słowiańska została wprawdzie skasowana, ale nie ulega wątpliwości, że to dzięki Kościołowi powstała pierwsza słowiańska literatura i pismo. Dzięki temu Słowianie mogli zachować swój język i kulturę w obliczu burzliwych przemian politycznych. Uczniowie braci misjonarzy, św. Klemens Ochrydzki i św. Naum z Presławia, przenieśli się do Bułgarii i nauczyli jej mieszkańców pisma i liturgii słowiańskiej. Św. Klemens założył w Ochrydzie szkołę piśmienniczą, w której tłumaczono na język słowiański teksty greckie i łacińskie. Wymyślono w niej nowy rodzaj pisma, zwany cyrylicą. To właśnie w szkole św. Klemensa powstał w VIII w. po Chr. najstarszy znany tekst w języku słowiańskim, czyli „Fragmenty fryzyńskie”, zawierające modlitwy i terminologię religijną.

Tymczasem na północy pojawiło się nowe zagrożenie, nie tylko dla Słowian, ale także dla chrześcijańskiej Europy. Ze Skandynawii pod koniec okresu Wendel zaczęły wyruszać zbrojne wyprawy wojowników poszukujących łupów i łatwego zysku na bogatszym i bardziej cywilizowanym południu. Nazywano ich Wikingami. Słowo víking wywodzi się od określenia vik, oznaczającego zatokę, port, bądź faktorię handlową. Wikingowie byli więc wojownikami-handlarzami, którzy łupy zdobyte w jednym miejscu sprzedawali w portach i faktoriach. Na Bałtyku i Morzu Północnym rzeczywiście kwitł ożywiony handel. Ludzie z północy wozili na południe bursztyn, futra, wyroby z kłów morsa i niewolników, których porywano w różnych miejscach wybrzeża. W zamian za te towary kupowali wyroby szklane, ceramikę, miecze, albo inkasowali należności w zachodnioeuropejskiej i arabskiej monecie. Skandynawowie wozili na swoich szybkich statkach towary ze wschodu na zachód, a następnie na północ. Włączyli się do ruchu na szlaku handlowym przebiegającym wzdłuż rzek Rusi (szlak od Waregów do Greków), łączącym Morze Bałtyckie z Bizancjum i Bliskim Wschodem. Wikingowie docierali aż do Kalifatu Abbasydów i przywozili stamtąd duże ilości srebra, które docierało do Państwa Karolingów. Frankowie bili z niego duże ilości monet, co stymulowało ich gospodarkę. Ale około 830 roku walki Kalifatu z Bizancjum i niepokoje polityczne odcięły dopływ tego kruszcu do Europy. Wikingowie zaczęli poszukiwać nowych źródeł dochodu i szybko powrócili do najazdów i rabunków, od których tak naprawdę nigdy nie stronili. Symbioza Franków i Wikingów przestała istnieć. Już około 790 roku Karol Wielki i król Offa z brytyjskiej Mercji organizowali system obrony wybrzeża przed napadami ludzi północy. W samej Skandynawii możni, którzy w okresie Wendel opanowali poszczególne terytoria i zagłębia metalurgiczne, skupili wokół siebie drużyny doskonale uzbrojonych wojowników. Teraz poszukiwali nowych zysków, łupów, a czasem terenów do kolonizacji. W 793 roku rozpoczęła się czarna seria normańskich najazdów na wybrzeża Europy. Pierwszym celem stały się chrześcijańskie klasztory: Lindisfarne, Iona, Jarrow. Małe grupy rabusiów w kilku statkach przypływały do wybrzeża, rabowały klasztory z ozdobnych ksiąg, kosztowności i w ogóle wszelką własność ruchomą. Czasami porywali zakonników i ściągali od mieszkającej w pobliżu klasztoru ludności haracz za utrzymanie ich przy życiu. Na skutek najazdów wikińskich życie monastyczne zamarło, a mnisi ulegli rozproszeniu. Na początku rajdy wikińskie czyniły szkody jedynie w bezpośredniej bliskości wybrzeża. Ale już od lat czterdziestych IX wieku najeźdźcy zaczęli zimować na lądzie i budować warowne obozy. W 840 roku Wikingowie założyli osadę w Dublinie, a kilka lat później zaczęli zimować we Francji i na brzegach Brytanii. W 845 roku popłynęli w górę Sekwany i zaatakowali Paryż, którego mieszkańcy zdołali się okupić gigantyczną kwotą 7 tys. funtów srebra. Cesarz Lotar I zezwolił Normanom na założenie stałych osad u ujścia Renu. Założyli oni też stałe siedziby u ujścia Loary i Sekwany. W 866 roku wielka wikińska armia wylądowała we wschodniej Anglii i zajęła miasto York, odtąd zwane Jorwikiem. Normanowie nie tylko kolonizowali nowe terytoria, ale także zaczęli kontrolować ruch na europejskich szlakach handlowych. Imperium Karola Wielkiego rozpadło się, a zrabowane dobra trafiały do skandynawskich wielmożów. Wyprawy stawały się coraz większe i coraz lepiej zorganizowane. Handel i wytwórczość wikińska zyskiwały coraz większe znaczenie, a Normanowie opanowywali coraz to nowe rynki. Wikingowie docierali na Orkady i Szetlandy. Stamtąd dopłynęli do Islandii około 870 roku, a potem założyli kolonie na Grenlandii. Około roku 1000 Wikingowie dopłynęli do Ameryki Północnej i założyli na nowej Funlandii osadę L’Anse aux Meadows. Jeszcze ważniejsza, zwłaszcza z punktu widzenia Słowian, była ich aktywność we wschodniej części kontynentu. Normanowie ze Szwecji usadowili się w faktoriach na wschodnim wybrzeżu Bałtyku, a stamtąd docierali na szlaki leżące w głębi Rusi. Z Wielkiego Nowogrodu przemieszczali się zwykle rzekami do Kijowa, a stamtąd z biegiem Dniepru docierali do Morza Czarnego, a potem do Konstantynopola. W miejscach przeznaczonych do prowadzenia handlu spotykali się z bizantyjskimi, słowiańskimi i arabskimi kupcami. Na południe podążali nie tylko handlowcy, ale i wojownicy. Odkryte w Szwecji inskrypcje runiczne potwierdzają, że Wikingowie walczyli w bardzo odległych od ich północnej ojczyzny miejscach. Służyli w Gwardii Wareskiej cesarzy Bizancjum. Wielu z nich zapuszczało się jeszcze dalej na wschód i szlakiem wzdłuż Wołgi docierało nad Morze Kaspijskie, a niekiedy jeszcze dalej na południe, nawet do Bagdadu. Walczyli w armiach kalifów i ścierali się z Bułgarami i Chzarami. Wielu z nich nie powróciło już do kraju fiordów.

Arabski kronikarz tak opisywał w X w. wareskich Rusów, którzy obsługiwali handel na wschodnich szlakach: „Co się tyczy Rusów, to zamieszkują oni na wyspie otoczonej jeziorem. [Rozmiar] wyspy, na której oni mieszkają, wynosi trzy dni [drogi] [wiodącej] przez lasy i bagna pokryte drzewami. Jest ona niezdrowa i wilgotna [do tego stopnia, iż] kiedy człowiek postawi swą nogę na ziemi, ziemia ta trzęsie się na skutek podmokłego gruntu. Mają oni króla, który zwie się Hāqān-Rūs. Urządzają oni najazdy na Słowian. Podjeżdżają statkami, wychodzą ku nim [na ląd], porywają ich do niewoli i następnie wywożą do Chazarów i do Bułgarów (krymskich) i sprzedają ich tym ludziom. Nie posiadają oni pól uprawnych, lecz żywią się tylko tym, co wywożą z ziem Słowian. Kiedy któremu spomiędzy nich urodzi się syn, [ojciec] nowo narodzonego przynosi obnażony miecz, kładzie go przed nim i powiada doń: „Nie pozostawiam ci w spadku żadnego majątku, będziesz posiadał tylko to, co zdobędziesz sobie przy pomocy tego oto twego miecza”. Nie posiadają oni ani posiadłości ziemskich, ani wiosek, ani też pól uprawnych; ich jedynym zajęciem jest handel sobolami, popielicami i innymi skórkami (…).”

Wikingowie stworzyli na wschodzie ogromny obszar gospodarczy połączony szlakami handlowymi zarówno z zachodnią Europą, jak i Bliskim Wschodem. Panowali nad terenami dorzecza Dniepru i mieli niedługo utworzyć tu swoje państwo. W 862 roku, kiedy święci Cyryl i Metody rozpoznali swoją misję na Morawach, wikiński wódz Ruryk opanował Nowogród Wielki. 20 lat później jego następca Oleg (Helge) zdobył Kijów, zakładając podwaliny Rusi. Powstawało państwo rządzone przez wareską elitę. Słowianie byli poważnie zagrożeni. Ich tworzące się właśnie małe państewka mogły wpaść w ręce Franków, stać się łupem Normanów, albo w najlepszym razie bizantyjskim lennem. Jedynie Kościół Rzymski traktował ich podmiotowo i był autentycznie zainteresowany ich nawracaniem i podniesieniem poziomu ich kultury.

W tym samym czasie na ziemiach polskich zaczynały się formować pierwsze silniejsze władztwa. W IX wieku po Chr. nad górną Wisłą powstało państewko plemienia Wilanów… 

(…)” Wolin był gniazdem piratów wikińskich i słowiańskich, zwanych chąśnikami. Tutejsze drużyny wojowników były zdyscyplinowane i przygotowane do handlowej i politycznej ekspansji w głąb lądu, tak samo jak Skandynawowie przybywający na nasze ziemie wielkimi rzecznymi szlakami handlowymi. Istniało zagrożenie, że plemiona polskie przejdą pod władzę Normanów, tak jak to się stało z ludami Rusi. Dlaczego stało się inaczej i jak wyglądały początki państwa polskiego? O tym w następnym odcinku.” (Stalagmit)

całość do przeczytania tu: Słowianie i ziemie polskie we wczesnośredniowiecznym świecie

podobne: Tropem Wikingów. PAN zbada DNA polskich władców. Badania nad rewelacjami Paula Russella. Definicja IIIRP wg. Marka Stefana Szmidta. oraz: Unia z Litwą i „przedmurze chrześcijaństwa” czyli Polska między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?  polecam również: Mesjanizm i człowiek sowiecki w polskiej duszy. i jeszcze: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja. i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona a także: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny i jeszcze: Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? oraz: Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli polecam również: Światy równoległe czyli Wielka Polska której mam się wstydzić kontra „Wielki Projekt” z którego mam być dumny. O Krainie „upartych niepogód” a także: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski

Jan Matejko – Chrzest Litwy

„… Dlaczego polska państwowość nie istnieje bez Kościoła lub jest wtedy jedynie namiastką państwowości, jakimś protektoratem? Ponieważ kościół to dziś jedyna jawna organizacja o charakterze uniwersalnym, która głosi dobrą nowinę.

Państwo zaczyna się od doktryny. W czasach, które opisuję w II tomie Baśni, wszystkie prawie kraje w Europie próbowały uciec od doktryny Kościoła lub zawłaszczyć ją i zbudować własną doktrynę o takim charakterze. Państwo bez doktryny nie istnieje. Pamiętajmy o tym. Jeśli nie ma doktryny staje się łupem innych. W XVI wiecznej Europie trzy potęgi, prócz Kościoła miały doktrynę uniwersalną, imperialną, doktrynę nie tyle podboju, co objęcia opieką całego świata. Były to: Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Turcja i Moskwa, która rozpoczęła swoją karierę od zbierania ziem ruskich, ale wkrótce ją udoskonaliła i została III Rzymem. To są gracze najmocniejsi, nawet jeśli wydają się chwilowo słabi. Tak ich oceniamy po latach. Siłę czerpały owe organizacje właśnie z doktryny. Żeby dokonywać ekspansji wszystkie trzy musiały walczyć z Kościołem. Moskwa miała swój Kościół, więc początkowo jej wojna z doktryną Kościoła Katolickiego prowadzona była na poziomie najprostszym i najbardziej czytelnym. Była to wojna z Litwą po prostu. Turcy walczyli z papieżem, ponieważ, o czym mało kto pamięta, ich doktryna była doktryną cezariańską. Turcy już od czasów seldżuckich mówili od sobie – Rumi czyli Rzymianie. Sułtan zaś był cesarzem Rumu czyli Rzymu. Rzymem zaś był Konstantynopol. Turcy mówili o sobie w ten sposób jeszcze przed podbiciem Bizancjum, a więc ich doktryna i organizacja były celowo i dobrze zaplanowane. Turcja nie atakowała Europy z pozycji barbarzyńskich, ale z pozycji wyższej cywilizacji, która narzuca swoje prawa i obyczaje, słabszym i gorzej działającym organizacjom. Warto o tym pamiętać, bo oznacza to, że nie mogło być zgody pomiędzy papieżem a sułtanem. Nigdy i na żadnej płaszczyźnie. Papież dysponował bowiem konkurencyjnym w stosunku do sułtańskiego Rzymem, którego mógł nie utrzymać bez pomocy wojsk obcych. Tych zaś dostarczali Niemcy, ale robili to nieszczerze i mieli w tym zbożnym dziele konkurencję. Papieże, przynajmniej ci przytomniejsi zadawali sobie sprawę z tego, że walka pomiędzy cesarstwem niemieckim, a Rzymem nie skończyła się nigdy i każdy niemiecki cesarz, chce podporządkować sobie stolicę apostolską, a potem uzbrojony w dwie doktryny; świecką i religijną, obydwie obejmujące cały znany świat, przystąpić do rozmaitych korekt granic i rabunku mienia na niespotykaną dotąd skalę. Byli więc Niemcy ukrytymi, operującymi na bardzo głębokim poziomie sojusznikami Imperium Otomańskiego w walce z Rzymem. W I połowie XVI wieku, którą opisuję w II tomie Baśni polegało to na systematycznym niszczeniu dwóch królestw, które stanowiły dla papieża oparcie na wschodzie, królestw, które nie połączyły się w jedno, choć była taka szansa i przez to obydwa musiały ponieść klęskę. Węgry padły pierwsze, bo znajdowały się na pierwszej linii walki pomiędzy papieżem a sułtanem. Węgry były krajem papieskim, krajem, który swoją doktrynę opierał na łączności z Kościołem. Niemcy zaś chcieli Kościół podporządkować sobie. To się nie mogło udać bez zniszczenia i podziału Węgier. Cesarze gotowi byli dla tej idei podpisać pakty z diabłami siedzącymi w najgłębszych kręgach piekła, nie tylko z sułtanem. I to właśnie się dokonało. Na oczach zdumionej Europy…” (Coryllus – Zdejmijcie flagi, bo…)

polecam również: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a. i to: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja  podobne: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka

„…Tragedia, która dotknęła Huronów w latach – co za zbieg okoliczności – w latach 1648-1649 poprzedzona została misją ojca Izaaka Joguesa, który działał wśród Huronów kilka lat wcześniej. Dostał się do niewoli irokeskiej, w której stracił końce wszystkich palców, a także kilka innych jeszcze fragmentów ciała, ale zostawił listy, pisane do innych ojców, a także do gubernatora. Z listów tych możemy wnioskować o sytuacji i planach misjonarzy, a także polityków francuskich broniących Kanady przed protestantami. W tych kategoriach bowiem trzeba rzecz rozpatrywać. Brutalna i podstępna polityka Francuzów zetknęła się w Kanadzie z nie mniej brutalną i podstępną polityką Holendrów. To oni szczuli Irokezów na osiedla chrześcijańskich Indian leżące nad Wielkimi Jeziorami, a następnie zarazili ich ospą, która zdziesiątkowała populację, ale ułatwiła ojcom jezuitom zadanie. Indianie obawiając się śmierci od nieznanej choroby, chętniej słuchali tego co mówią misjonarze… 

…cała historia pogranicza kanadyjsko-amerykańskiego opowiadana jest dziś przez protestantów. Twierdzą więc oni, a można to usłyszeć w tak zwanych filmach dokumentalnych, że to jezuici zarazili Huronów ospą, że to przez nich populacja została zdziesiątkowana przez co łatwiej było Irokezom ją zlikwidować. O tym z czyjego polecenia działali ci ostatni, nikt się nawet nie zająknie. Tak jak nikt się nie zająknie słowem o męczeństwie jezuitów, którzy zginęli w latach – co za bieg okoliczności – 1648-1649. Oczywiście, wszyscy pamiętamy film „Czarna suknia”, opowiadający o wyprawie ojca Joguesa do położonych nad Jeziorem Górnym wiosek hurońskich, ale nic ponad ten film nie ma. Obraz ten jest ponadto przystosowany do wymogów dzisiejszego kina, a więc mamy tam seks i przemoc. W okolicznościach jakże malowniczych, ale nieco ujmujących owym wątkom autentyczności. Nie będę wchodził w szczegóły.

W narracji dotyczącej wydarzeń połowy XVII wieku w Kandzie, katolikom przypisuje się rolę czarnych charakterów, jeśli nie działających celowo, to na pewno ogłupiałych od nadmiaru emocji, jakie wywołuje ich dziwna religia, którą starali się narzucić Indianom. Protestanci zaś to ci, którzy starali się ucywilizować dzikich naprawdę. Co to znaczy? Jak to co? Chcieli im załatwić pracę w dobrej firmie, takiej jak Kompania Zachodnioindyjska na przykład, albo jakiejś innej. Chcieli także by dzicy pozostali przy swoich wierzeniach, albowiem to wyraźnie odróżniało ich od białych i nie stwarzało niebezpiecznych pokus, wśród których wyniesienie Indian do poziomu Europejczyków było sprawą najpoważniejszą. Nie można było do tego dopuścić…”  (Coryllus  Czym żydowski ubek różni się od Irokeza?)

podobne: Zabij Bura i porozmawiajmy o śluzie czyli za co lewica kocha Terlikowskich, i o tym jak świat (na przykładzie RPA) naprawiała oraz: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”)

Oświeceniowy mit o „szlachetnym dzikusie”

Reklamy

O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. Metale ziem rzadkich.


Michiel Versteegh – Scholars in their study, przełom XVIII i XIX w

„…ciemnota, powtarzamy, jest wielką biedą, ale owa bieda na epokę zniszczeń moralnych jaką jest dzisiejsza, to malum necessarium, to tarcza zasłaniająca społeczność od innej ciemnoty która jest największym nieszczęściem, sromotą i bólem tych na których padnie, a która jest następstwem oświaty bezbożnej kończącej się łunami i pożarami podsycanemi naftą w imię postępu i w imię wolności…” (ks. Zygmunt Golian)

„…W Akademii Krakowskiej nowe myśli nachodzą wielu zwolenników wśród jej profesorów. Obok teologii i scholastyki zaczynają się tu wspaniale rozwijać i nauki przyrodnicze, kwitnie astronomia. Poziom naukowy Akademii z czasem dochodzi do takich wysokości, szczególnie w ostatnim dwudziestoleciu XV w., że epokę tę można uważać za najświetniejszą w dziejach Krakowskiej Akademii. Do jej wrót po światło wiedzy spieszą już nie tylko swoi ale i obcy uczeni nawet. (Celtes, Kallimach – Niemcy, Ślązacy). Mimo reakcji bowiem od r. 1500 przemógł tu humanizm. Równocześnie jednak kwitną i tu nauki tajemne. W pierwszej mierze i jawnie, jak widzimy ze spisów wykładów profesorów Krakowskiej Akademii, kwitnie tu astrologia; przy niej także alchemia, chiromancja i magia. Te ostatnie jednak są oficjalnie zabronione a w aktach rektorskich zwie się je często „ars prohibita”.

Jak bardzo „nauki tajemne” były w Polsce rozpowszechnione świadczy o tym dobitnie „Pogrom czarnoksięskie błędy, Latawców zdrady, y Alchimickie fałsz, iako rozprasza za pozwoleniem zwierzchności spisany od Stanisława z Gór Poklateckiego na ochrone zbawienia ludzkiego wydany”. (Trzecie księgi Moyżeszowe położenia 19: Nie chodźcie do czarnoksiężników ani się o czym pytaycie od wieszczków, abyście się przez nie nie splugawili. Ja Pan Bóg wasz). W Krakowie z Drukarni Jakuba Siebeneychera 1595. Autor gromi tu błędy czarnoksięskie, występuje przeciwko wszelkiego rodzaju czarnoksięskim praktykom, tak w Polsce rozpowszechnionym, wołając ze zgrozą: „A co więtsza, iż fałsze czarnoksięskie y szaleństwo Alchemickie po wielkiej części, tak z pospolitego człeka iako y z przednie wysokich stanow, znaczney liczby poczet owichtało y siatkami czartowskimi okupieło” .A w przedmowie wierszowanej do Rzeczypospolitej mówi tak:

„Królowie ziemscy, y wysokie stany,
Jęli się błędów: poimał y Pany
Alchimist zdradą: Czarnoksiężnik baie.
Maskare sprośną, za Diannę daie”.

…Astrologia zakwitła w Akademii Krakowskiej przede wszystkim za czasów profesora astrologii Henryka Czecha (Bohemius) w r. 1424. Przepowiada on podówczas ludziom bardzo szczęśliwie przyszłe losy. Podług świadectwa M. Radymińskiego w r. 1427 np. przepowiedział on nawet królowej Zofii, żonie Władysława Jagiełły losy przyszłe jej trzech synów, a wróżba ta spełniła się co do istotnych okoliczności. Astrologię znał zresztą dobrze już Kopernik, jak to zaznaczył słusznie M. Curtze. (Inedita Copernicana)…

…O wpływie dzieł hiszpańskich uczonych z Toledo, Sewilli i Kordowy na profesorów Akademii Krakowskiej, który był bardzo znaczny, świadczy dobitnie „Instrukcya dla profesora astrologii tudzież zatwierdzenie powiększenia funduszu tej posady przez Macieja z Miechowa uczynionego. Maciej z Miechowa wyznaczając dzieła, z których miał wykładać przyszły profesor astrologii wymienia oprócz „Quadripartitum i Centiloquium” Ptolomeusza, traktujących o wpływie gwiazd i konstelacyj na los ludzi, także dzieła uczonych w Sewilli i Toledo a więc dzieła: Joannesa Hispalensis w Sewilli (który żył w XII w.)”Epitome totius astrologiae”, Alcabitiusa rodem z Toledo (astronoma arabskiego w XII w.), który napisał dzieło tłumaczone na język łaciński pt. „Libellus ysagogicus Abdilazi i. e. servigloriosi dei: qui dicitur alchabitius ad magisterium iudiciorumastrorum interpretatus a ioanne hispalensi”. Venetiis 1482. Almagestum Ptolemaei per Commentum Ceber, który znów pochodził z Sewilli itd. Wszystko to świadczy o duchowym pokrewieństwie uczelni – dość wielkim…

…Za czasów Zygmunta Augusta żyli tacy sławni astrologowie jak Szymon z Gincburga, wybitny znawca gwiaździarskiej sztuki, Profesor Akademii Krakowskiej Piotr Proboszczowicz Wiszniewski (Sołtykowicz Józef o. c. str. 246 mówi o nim: Zygmunt August słuchał prognostyków naszego matematyka i profesora Proboszczowicza tak dalece, że za jego radą i podróż swoją kilka razy odmieniał i wesele z Katarzyną odkładał, jako twierdzi Tadeusz Czacki w Tomie II o L. Pol. Prawach) autor Iudicium comoetis visi in horisonte Cracoviensi i Akademik krakowski Marcin Foxius, którzy mieli bardzo wielki wpływ na króla, ślepo ich we wszystkim słuchającego

…Nie darmo Podwórzecki broniąc iudiciów, zwalczał wszelakiego innego rodzaju przepowiednie astrologów i ludzi postronnych, w pierwszym rzędzie bab. O astrologu mówi, że gdy się go kto z ludzi zapyta o zgubę, szkodę, zysk, powód rzeczy albo o co takiego – nic nie powie, jeśli ma Boga, bo te rzeczy bardziej się do supersticiy pogańskich chylą niż do krześcijańskich. Baby ośmiesza „co w niebo patrząc, w rzeczy na planety, których nie znaiąc, ani wiedzą co to jest wróżą: woski y ołowynleią, co omywaią, kadzą y sprośne gusła wymyślają…” „co patrzą w kryształ w zwierciadło, albo śkło iakie” – „bo to są gusła szatańskie, bo także nie zawisły na żadnej nauce uczciwej”. A to wróżbiarstwo, rozpowszechniało się w Polsce polwiej części pod wpływem Akademji Krakowskiej. Fakty wspomniane stawały się źródłe­m plotek, przesądów i dziwnych opowieści, których nimb powoli okalać zaczął Akademię Krakowską. Wpływało na to i stanowisko kościoła, który zabraniał duchownym zajmowania się matematyką i astrologią jako pomocniczymi naukami czarnoksięskimi, będącymi w ścisłym związku z magią…

…Obok wróżb z gwiazd znana była i ulubiona w owych czasach także chiromancja, zgadywanie z ręki charakteru człowieka i wróżenie przyszłych jego losów. Że zaś w uniwersytecie trudniono się nią, tego dowód mamy z r. 1505, w którym dwóch scholarów Melchiora bakałarza i Marka z Gdańska ukarano przed sądem rektorskim „ob exercicium ciromancie”. Ten jednak sposób wróżenia polegający, jak mówi Podwórzecki Jan w swych „Wróżkach” z r. 1589 „po części na nauce a po części na natchnieniu dziwnym i tajemnym czasów teraźniejszych bardzo w lekkim jest poważaniu…” „iż go ludzie lekcy i Cygani sprośni używaią”.
Że chiromancja była na uniwersytecie zabroniona, świadczą o tym „Acta rectoralia”, w których czytamy pod rokiem 1505 zapisek 2052 „chiromantia, ars prohihita…”…

…Równie popularną jak astrologia była w XV i XVI w. Polsce także alchemia. Wedle wierzeń adeptów tej sztuki można przy jej pomocy:
1. ciała nie zawierające w sobie złota na prawdziwe, doskonałe i trwałe złoto zamienić. Istota, która tę zmianę sprawia, jest dziełem sztuki zwanym „kamieniem mędrców, lub filozoficznym”, „wielkim elixyrem” albo „czerwoną tynkturą”. Srebro, merkuriusz i nieszlachetne metale, przesiąknięte tynkturą zamieniają się na złoto a lotne stają się zarazem ogniotrwałemi (transmutacja albo uszlachetnienie).
2. ciała nie mające w sobie srebra można zamienić na srebro czyste i ogniotrwałe.
3. Tenże sam preparat sztuki na złoto zamieniający, przed zupełnym wykończeniem swym jest najużyteczniejszym a według wielu uniwersalnym lekarstwem, panaceum życia, (aurum potabile) odmładza, wzmacnia ducha, ożywia siły. Adepci tej nauki strzegą jej tajemnic pilnie, co jest zarazem powodem ciemności pism z dziedziny alchemii. Grzechem było wiadomości te rozprzestrzeniać a Arnold de Villanova grozi apopleksją temu, który by to zdradził i mówi w swym Rosarium „Qui revelatsecretum artis maledicetur apoplexia”. Rajmund Lullus zaś straszy za to piekłem. Dlatego też jest to „nauka tajemna”. Alchemia jest nauką bardzo starą.

Kwitła najpierw w Hiszpanii, gdzie jej reprezentantami byli Geber, Dzszafarem zwany z Sewilli, jego syn Abu Mussa Giabr Ben Hajiam al Sofi, uczeń, Gebera Rhases i wielu innych. Stąd przez Włochy .i Francję dostaje się ona w XIII w. do Niemiec a potem i do Polski. Wybitnymi alchemikami są Albertus Magnus, Michał Scotus, Tomasz Aquinus. Raymond Lulli, Roger Bacon. Gwiazdą na polu alchemii w Niemczech w XV w. jest Basilius Valentinus, Johannes Ticinensis. Johannes Trithemius, w XVI zaś Henryk Korneliusz Agrippavon Nettesheim (1486 -1535) i Philippus Aureolus Paracelsus Teophrastus Bombastus von Hohenheim (1493-1541), Jerzy Agricola (1494-1555) a w Anglii Dr. Dee i Kelley….

….zamożność Polaków w tych wiekach tudzież polska gościnność zwabiały do Polski różnego rodzaju i uczonych i szarlatanów, którzy te wiadomości i „nauki” na grunt polski przeszczepiali…” (Jan Kuchta – Nauki tajemne w Polsce w XV i XVI wieku, całość tu: szkolanawigatorow.pl)

podobne: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet? oraz: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) i to: Zniknęły zeznania dotyczące szajki pedofilów w brytyjskich władzach a na Uniwersytecie w Cambridge konferuje się o pedofilii jako „męskiej normie” a także: proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją i jeszcze: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

Jak ktoś ciekawy historii nekromancji tudzież czarnoksięstwa i innego rodzaju praktyk z piekła rodem ten sobie może doczytać pod załączonym linkiem. Tymczasem kontynuujmy wątek alchemii, gdyż stanowi on istotę dzisiejszego wpisu…

„…Najbardziej znana w Polsce anegdota dotycząca alchemików, to ta opowiadające o tym, że Michał Sędziwój, królewski alchemik o mało nie wysadził wierzy zamkowej na Wawelu, zwanej kurzą stopką. Szczegóły tej anegdoty nie są dla słuchaczy istotne, interesuje ich tylko, to że miało być złoto, a było wielkie bum. Sam zaś Michał Sędziwój doczekał się zasłużonej sławy i został przedstawiony cesarzowi Rudolfowi, wykonywał dla niego różne tajemnicze misje, których natura do dziś nie jest rozpoznana. Nie jest? Jest. Trzeba tylko spojrzeć na nią pod właściwym kątem.

Michał Sędziwój już w początkach XVII wieku rozpoczął wraz z Mikołajem Wolskim, kanclerzem królewskim, wielkim magnatem, budowę dużego okręgu przemysłowego pod Częstochową, tuż nad granicą, cesarskiego wówczas Śląska. Dlaczego tam właśnie produkować miano blachę, elementy stalowe potrzebne przy konstrukcji broni, drut stalowy i inne wyroby hutnicze? Ponieważ cesarstwo przygotowywało się do wojny. Wojna ta musiała wybuchnąć, albowiem zawarty w roku 1555 pokój pomiędzy katolikami a protestantami, zwany pokojem augsburskim nikogo nie satysfakcjonował…

…Ówczesna wojna, ba, każda wojna do połowy XIX wieku nie mogła się toczyć bez prochu. Ten zaś składa się, jak pamiętamy z trzech podstawowych komponentów: saletry potasowej, siarki i prochu strzelniczego. Od tego jakiej jakości saletra została użyta do produkcji prochu zależało jak daleko poleci kula wystrzelona z armaty. Skąd pozyskiwano saletrę? Zewsząd. Brytyjczycy wprowadzili specjalne prawo, które zmuszało obywatela do oddawania państwu zawartości wychodków oraz tego co zalegało pod nogami zwierząt w oborze. Z tych właśnie frakcji pozyskiwano saletrę. Na Ukrainie znajdowały się duże złoża saletry, stąd właśnie kozacy, byli w zasadzie samowystarczalni jeśli idzie o produkcję broni. Większość jednak państw Europy skazana była na import. Ciekawe skąd? Dociekliwi już zgadli. Tak, tak, z północnej Afryki. Tam, na wielkich przestrzeniach Sahary kryształy saletry, czystej jak łza, rosły po prostu jak grzyby. Czekały miliony lat na to, by człowiek wymyślił proch strzelniczy i użył ich do jego produkcji.

Dobre stosunki z Afryką północną były więc gwarantem dostaw saletry. Czy już wiecie teraz po co Henryk Twaroch przybył do Pragi? Miał załatwić kontrakt na dostawę tego surowca. Cesarz miał w zamian za to skłonić swojego kuzyna, króla Hiszpanii do wypuszczenia Berberów na Atlantyk. Habsburgowie podbili stawkę i wynegocjowali dodatkowo, że Berberowie będą atakować protestanckie konwoje płynące na Islandię. Ciekawe czy już zgadliście po co one tam pływały? Każdy kto był na Islandii wie, że są tam gorące, siarkowe źródła. Siarka zaś była drugim ważnym komponentem do produkcji prochu strzelniczego. Świat protestancki, wspomagany przez katolicką Francję szykował się do rozprawy z cesarstwem Niemiec, w całej Europie i na wybrzeżach Afryki trwał od roku 1555 wielki wyścig zbrojeń. Ludźmi zaś, którzy odgrywali w nim rolę kluczową byli alchemicy. Nie poszukiwacze kamienia filozoficznego bynajmniej, ale technologowie i menedżerowie zarządzający zasobami, ludźmi i fabrykami. Tacy jak Michał Sędziwój, zwany Polonusem i Mikołaj Wolski, powszechnie uważany za czarownika.

Ktoś podejrzliwie spojrzy na te rewelacje i zapyta – dlaczego w takim razie w relacji Daniela Vettera nie ma słowa o siarce? Dodam jeszcze jedną zagadkę – dlaczego jego tekst napisany w początku XVII wieku opublikowano dopiero pod koniec stulecia? Otóż dlatego, że tajnych materiałów szpiegowskich nie udostępnia się wszystkim naokoło. Czytelnicy ówczesnej literatury i prasy mieli wierzyć, że alchemicy to ludzie produkujący złoto z rtęci, a jedynym pragnieniem ich mocodawców jest powiększająca się stale góra złotych dukatów. Ten świat naprawdę niewiele się zmienia… iluzje zaś dzisiejsze nie obiegają wiele jakością od ówczesnych” (coryllus, źródło: papug.pl – O rozwiązywaniu zagadek historycznych : część 2 na 2)

podobne: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego  i to: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski a także: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem

„Alchemicy praktycznie od zawsze byli specjalistami od wytwarzania strategicznie ważnych produktów. Przykładem może być jeden z pierwszych alchemików, Zosimos z Panopolis, który opisał w III w. po Chr. sposób wytwarzania wysokogatunkowej stali w Indiach i odnotował, że była ona używana w Persji Sasanidów do wyrobu mieczy, które eksportowano m.in. do Imperium Rzymskiego. Nota bene handlem tym poszukiwanym i dorgim surowcem, zwanym w Talmudzie Babilońskim Hindnan (a w żródłach rzymskich ferrum Indicum), zajmowali się kupcy żydowscy, którzy stworzyli sieć szlaków handlowych pomiędzy Syrią i Mezopotamią a południowymi Indiami. Zosimos zajmował się poza tym produkcją kwasów, alkoholi i szeroko pojętą metalurgią. Jego umiejętności do dziś budzą podziw, dysponował już bardzo zaawansowanymi instrumentami laboratoryjnymi (kolby, destylatory itd.). Już w starożytności wiedza chemiczna była mocno rozwinięta, a opowieści o wytwarzaniu złota z innych metali to od początku była zasłona dymna. Alchemia to tak naprawdę zakonspirowana chemia służąco konkretnym celom strategicznym.na prawdziwą rolę alchemii wskazują prace starożytnych greckich alchemików żyjących w czasach hellenistycznych i w Cesarstwie Rzymskim. Zawsze mamy w tych dziełach pomieszanie mistycznego kamuflażu (fragmenty dotyczące świata duchowego, magii itp.) i bardzo konkretnych tekstów zawierających receptury wytwarzania substancji użytecznych w wytwarzaniu stopów metali, szkła, leków, kosmetyków i barwników. A samo słowo alchemia pochodzi od greckiego wyrazu chymeia (prawdopodobnie chodzi tu stop metalu, łączenie różnych metali, nie jest to do końca jasne), który później Arabowie zniekształcili i wyszło z tego słowo alchimia.” (Stalagmit 8 czerwca 2017)

W gnozie (bo alchemia to w pewnym sensie gnoza) chodzi o niedostępność/utajenie wiedzy/informacji (prawdy) i jej zmonopolizowanie w rękach „wybrańców”. Temu zabiegowi towarzyszą zazwyczaj „zagadkowe” i „oryginalne” rytuały, dzięki którym „wierzącemu” wydaje się że ma do czynienia z czymś wyjątkowym bo niepojętym (niedostępnym) dla zwykłego śmiertelnika. To mu imponuje, a przez to że został dopuszczony do „elitarnego” kultu „wtajemniczonych” postrzega samego siebie jako wyjątkową osobę… i to mu w zasadzie wystarcza za całą „wiedzę”. Do dziś wykorzystuje się ten mechanizm by manipulować ludźmi. Trochę magii tajemniczości i wszyscy są zadowoleni… a zyski wybrańców (kosztem „oczarowanych”) rosną. Bo czasem bardziej opłaca się zrobić wokół ważnej rzeczy wielopiętrowy i kosztowny (pełen strojów, rekwizytów i aktorów) cyrk. Zamiast oficjalnie zaprzeczać i wymazywać fakty (ostra polemika sprzyja zapamiętywaniu i promowaniu informacji) lepiej je zawczasu ośmieszyć, skompromitować. Ludzie początkowo ciekawi machną po jakimś czasie ręką na taką „sensację”, albo popukają się w głowę z niesmakiem i wrócą do swoich zajęć… Nikt przecież nie lubi żeby go nazywać oszołomem albo idiotą. Abrakadabra! Dotyczy to nie tylko surowców strategicznych i informacji. Dziś największą zasłoną dymną (działającą na tej samej zasadzie) jest tzw. demokracja…(Odys)

„Wszyscy wiemy jak wyglądają negocjacje przy podziale łupów pokazywane w filmach o piratach. To jest zawsze jeden z najlepszych momentów w takim filmie. Jeden drugiego próbuje oszukać, wszyscy mają noże w rękach, zaczyna się zwykle spokojnie, potem uczestnicy spotkania przechodzą do gróźb, zdarza się, że chwytają za kordelasy albo siebie nawzajem za tak zwany „wsiarz”. Jest przy tym kupa śmiechu, bo na koniec zawsze jakoś dochodzi do porozumienia i wszyscy rozchodzą się do swoich kajut zadowoleni. Warunek zadowolenia jest jeden i nie chodzi wcale o dobrą atmosferę przy stole, chodzi o to, że przedmiotem negocjacji są zwykle rzeczy wartościowe bezwzględnie: pieniądze, kobiety, mapa skarbu, albo dobra broń. Nie ma żadnych wątpliwości, że kłótnia wybuchająca przy podziale łupów jest autentyczna i świadczy o powadze oraz autentycznym zaangażowaniu negocjujących. My, oglądając taki film, śmiejemy się z tych scen, ale źle robimy, bo sceny te wmontowane są w produkcję rozrywkową celowo. Po to, by przekonać nas, że takie zachowania są niestosowne w dzisiejszym świecie. Otóż jest dokładnie na odwrót. Niestety powrotu do starych dobrych czasów, kiedy to rozdzielano dublony na pokładach zdobytych galeonów nie będzie…

…Profesjonalizm jest już nieważny, a liczy się tylko chemia spotkania…

…cała tak zwana kultura biznesu służy temu by zamaskować rzeczywistą wartość przedmiotu negocjacji, ukryć ją, a na jej miejscu zorganizować jakiś teatr kabuki. To jest jednak niemożliwe, bo wszyscy rozumieją sens tego oszustwa. Co więc jest u samego spodu? Myślę, że fakt iż prawdziwi kapitanowie okrętów pirackich nie mogą się ujawnić. Mapa, dublony, broń, wszystko nadal leży na tym samym stole, ale oni siedzą w innej kajucie i palą opium. Negocjacje zaś prowadzą trzeci oficer, bosman i cook. Dzieje się tak, ponieważ ich życie jest dziś o wiele cenniejsze niż w czasach Francisa Drake, cenniejsze niż mapa i dublony, i to o nie właśnie toczą się negocjacje. My zaś nie poznamy nigdy ani jego rzeczywistej wartości, ani ich nazwisk. Pozostanie nam jedynie wiara w to, że najważniejsza jest chemia spotkania.” (coryllus – Głęboki profesjonalizm zawodowy korsarzy morskich)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością

„…Dzięki etatyzmowi, w okolicznościach braku rozwoju, dzięki należymisiom otoczeni rudami żelaza Japończycy nie mieli ich jak kruszyć. W spiżarni umierali z głodu. Z powodu tego zapóźnienia w produkcji żelaza miało ono niezwykle wysoką cenę i w czasie, gdy podpisywali z jankesami umowę o szybkim handlu, za cztery stalowe gwoździe (kolejowe – używane przy budowie torów) Japończycy płacili jedną złotą monetę (o wadze około 4-4.15 grama). To tak na nasze dzisiejsze jest jakieś 150 pln od gwoździa. Jankesi ich wyssali z kruszcu, ze wszystkiego co mieli (nefryt, srebro, miedź) za kilka maszyn parowych. To jest właśnie rezultat tego, co robi Morawiecki – będą “gwoździe” po 150 pln, jak rozkręci program swojego odlotu kosmicznego. Ciekawe czy zostanie chociaż lokajem w BIS.

W Japonii było tak wesoło w ekonomii, że córkom powszechnie “szukano sponsora”, a nierząd, pijaństwo i hazard stały się podstawową działalnością w miastach. Chłopi podnosili bunty, a były wsie, gdzie zbiorowo popełniali samobójstwa po wykonaniu obowiązku podatkowego (dlatego nie należy płacić podatków – grożą śmiercią). Powstawały gangi polityczne, ale kupcy zorganizowali sobie grupę, która pomimo regulacji należymisiów kontrolujących handel z resztą świata sprowadzała już od początku XIX wieku do górskich, niedostępnych prowincji południa (od strony Chin) maszyny parowe, narzędzia, technologię. Samurajowie rezygnowali ze swojego ślacheckiego statusu i wstępowali do tej grupy. Dziś ta organizacja kupców bez barier znana jest pod tą samą nazwą co w XIX wieku – yakuza. I znana jest z tej samej działalności – przemytu, przemysłu i handlu nieruchomościami – cała reszta to widowiskowe dodatki. Grupy przestępcze powstają wokół fabryki Krupp’a i mają mundury od Hugo Bossa, a nie z tak zwanych pi… karmionych chłopców z miasta prowadzących ku… dołki. Co ciekawe, aby zachować pozory ścigania jakiejś przestępczości, to pokazuje się te płotki zajmujące się hazardem, nierządem i koksem, natomiast poważnych ludzi, zajmujących się korporacyjnym przemysłem i dysponujących agenturą wpływu i aparatem przemocy, nigdy się nie rusza – bo tam chodzi o poważne pieniądze i użycie prywatnej armii, aby uspokoić urzędasów, jest naturalnym odruchem. Zwróćcie uwagę, co się działo w Polsce, gdy niewolnicy w Wujku i na Wybrzeżu się pobuntowali i nie chcieli dla gangsterów robić tak tanio – od razu wjechały czołgi, od razu były ofiary – tak działa prawdziwa przestępczość…”  (zarobmy.se – Dygresja o żelazie)

podobne: Polska drugą Japonią, ale nie tą z „propagandy sukcesu”  oraz: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy i to: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.

„…W skład metali strategicznych wchodzą m.in.: ren, german, cyrkon, molibden, ind, gal, hafn, bizmut, tantal, tellur, kobalt czy wolfram.

Z kolei do grupy metali ziem rzadkich należą: skand, itr, lantan, cer, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, iterb czy lutet…

….Urządzenia stosowane w branży energetycznej, elektronicznej, medycznej, wojskowej czy motoryzacyjnej nie mogą obejść się bez metali strategicznych oraz metali ziem rzadkich. Przykłady? Europ (technologia jądrowa), iterb (płyty ogniw słonecznych), hafn (chipy komputerowe), tantal (smartfony, komputery, sprzęt medyczny), molibden (inżyniera lotnicza i kosmiczna) czy lantan (pojazdy o napędzie hybrydowym). To oczywiście tylko początek długiej listy, póki co nie ma dla nich substytutów…

…W 1990 roku globalna konsumpcja metali strategicznych i metali ziem rzadkich wynosiła 45 tys. ton. Rozwój nowoczesnych technologii doprowadził jednak do wzrostu popytu, który w 2013 roku wynosił już 124 tys. ton, natomiast w zeszłym roku – 155 tys. ton. Z kolei prognozy dla rynku zakładają 40% wzrostu popytu pomiędzy 2017 a 2020 rokiem…

…Dominacja Chin doprowadziła do sytuacji, w której ceny metali strategicznych są silnie uzależnione od polityki chińskich władz, jak również sytuacji geopolitycznej. Głównymi rywalami Państwa Środka na arenie międzynarodowej są dwaj najwięksi importerzy, czyli Stany Zjednoczone i Japonia. To jedna z głównych przyczyn, dla których Chiny chcą ograniczyć eksport metali do obu krajów. Ponadto, Państwo Środka stara się zachęcić największe przedsiębiorstwa, aby przeniosły swoją produkcję do Chin. Pozwoliłoby to przede wszystkim pozyskać nowoczesną technologię.

W przypadku USA sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sześć miesięcy temu na prezydenta Stanów Zjednoczonych zaprzysiężony został Donald Trump. Polityk już podczas kampanii wyborczej zapowiadał, że zamierza ściągnąć dobrze płatne miejsca pracy z powrotem do USA. Ponadto, Trump chce nakładać wysokie cła na produkty importowane z innych państw, w tym Chin. Jeżeli polityka amerykańskiego prezydenta zostanie wdrożona może to oznaczać wojnę handlową pomiędzy dwoma mocarstwami.

Państwo Środka może zdecydować się na podobną reakcję jak w 2010 roku podczas sporu z Japonią. Wówczas Chiny wstrzymały eksport dwóch metali: neodymu oraz dysprozu. Efekt? Ceny wspomnianych pierwiastków w ciągu 10 miesięcy wzrosły o 600-800%.

Warto zwrócić uwagę, że wówczas spór dotyczył kilku wysp skalistych na Morzu Wschodniochińskim. Dzisiejsza dominacja Chin w tej branży jest silniejsza niż miało to miejsce 7 lat temu. Potencjalna wojna handlowa pomiędzy USA i Chinami mogłaby doprowadzić do eksplozji cen metali ziem rzadkich oraz metali strategicznych.

Jeśli nie dojdzie do wojny handlowej, należy spodziewać się spokojniejszego wzrostu cen, do którego w ostatecznym rozrachunku musi dojść. Przecena metali strategicznych i metali ziem rzadkich była gigantyczna. Chiny osiągnęły swój cel i zdominowały produkcję. Teraz utrzymanie niskich cen metali nie jest już priorytetem chińskich władz.

Należy jeszcze wspomnieć o konflikcie na linii USA – Korea Północna, który ma drugie dno. Wartość złóż metali ziem rzadkich należących do komunistycznego kraju wynosi 6 bln dolarów. Ze względu na brak funduszy oraz technologii, Korea Północna nie jest w stanie wykorzystać swojego potencjału. Obalenie Kim Dzong Una pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym uzyskać dostęp do cennych minerałów, dzięki czemu mogliby uniezależnić import metali strategicznych z Chin… (Zespół Independent Trader – Metale ziem rzadkich – marginalizowane aktywo)

podobne: Japoński rząd zatwierdza nową strategię obronną w obliczu napięć z ChRL oraz: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie) i to: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach a także: Korea Północna grozi i prosi ONZ. Rywalizacja militarna Chin i USA polecam również: Mesko liderem w realizowaniu programów rakietowych dla wojska. I ty może zostać komandosem

Michael Cheval – Evolution

Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?


Co jest lepsze: równość czy hierarchia? Co jest lepsze: monarchia czy demokracja? Co jest lepsze: kościół protestancki czy katolicki? Co jest lepsze: rodzina patriarchalna czy nowoczesna?

Równość z hierarchią toczy bój od niepamiętnych czasów. Na te dwa sposoby ludzie mogą organizować stosunki między sobą. Ostatnimi czasy, zwłaszcza w wymiarze wyobraźni i tego co uważamy za słuszne, równość osiągnęła ostatecznie zwycięstwo.

To równość jest marzeniem i celem. To ona była odwiecznym pragnieniem wszystkich bohaterów barwnych opowieści, którymi karmiona jest świadomość mas. Powieści, produkowanych „w najlepszej wierze”, przez światowe (amerykańskie) media.

Czyżby? Czy rzeczywiście jest tak, że równość jest najlepsza? Czy powinniśmy do niej tęsknić i jej urzeczywistnienia oczekiwać? Czy jest to droga do spełnienia naszych marzeń, o życiu szczęśliwym i bezpiecznym.

Z pewnością tak, bo któżby chciał być podporządkowany innemu? Co innego przeciwnie. Być na górze to przyjemność. Ale tam miejsca jest mało. A gdy równi jesteśmy, to nikt nie jest gorszy. To każdy jest niezależny. To każdy może – wszystko! Każdy jest godny! To stan prawdziwie należny człowiekowi.

Więc z równością związane jest pewne oczekiwanie etyczne. W równości ludzie mają tę samą godność. Są w jakby większej albo prawdziwej mierze – ludźmi. Bo być człowiekiem to być człowiekiem – niezależnym. Ten właśnie – ukryty przed bezpośrednią świadomością pogląd – stoi u podstaw naszego pragnienia równości.

Często nie zauważamy, że pewne pierwotne założenia i pierwotne poglądy na najbardziej podstawowe sprawy, skutkują całymi lawinami późniejszych poglądów, postaw, zachowań i zdarzeń między ludźmi. Takim właśnie pierwotnym poglądem jest odpowiedź na pytanie: Co to znaczy być prawdziwie człowiekiem?

Źródła człowieczeństwa zatem upatrujemy w niezależności. W niepodporządkowaniu. W równości ludzi. Dlatego tęsknimy do tych wartości i zasad, dlatego pragniemy równości a w wymiarze politycznym i społecznym demokracji.

Tymczasem pobieżne spojrzenie na realne mechanizmy funkcjonujące w grupach ludzkich wskazuje, iż jest raczej przeciwnie. To hierarchia, czyli podporządkowanie i nierówność, jest kręgosłupem, elementem utrzymującym trwałe ludzkie struktury. W wojsku nie ma równości. W firmie nie ma równości. Na statku nie ma równości. Bo wojsko i firma i statek musi działać.

Równość jawi się tu jako luksus, na który grupy ludzkie mogą sobie pozwolić w bardzo rzadkich chwilach braku zagrożeń lub wymogów. Równość możemy mieć na imprezie u kolegi, na przypadkowych zebraniach i zgromadzeniach, w czasach gdy niewiele od efektów naszego działania zależy.

Czy jest więc nieporozumieniem oczekiwać by w trwałych ludzkich strukturach jak państwo czy partia polityczna, zapanowała równość?

Zwolennicy równości natychmiast wskażą – idąc za lordem Actonem – iż hierarchia deprawuje. Ludzie położeni wyżej wykorzystują swoją pozycję do poszerzania swojej władzy. Struktury zhierarchizowane, oparte na silnym podporządkowaniu są skostniałe i nieefektywne. Mają tendencję do zwykłego deprawowania się.

Jednym z ciekawych przykładów na prześledzenie efektów równości i hierarchii jest historia Kościoła Katolickiego. Organizacja ta założona przez Jezusa z Nazaretu, wpisała w swoją treść równość, jako podstawowe przesłanie. Równi w Kościele są wszyscy wobec Boga. Ale nie tylko. „kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym” – nauczał Jezus.

Kościół stał się jednak instytucją ściśle zhierarchizowaną. Obrzęd obmycia nóg wiernym przez Papieża, trudno traktować jak realizację zalecenia bycia niewolnikiem wszystkich innych. Hierarchia zapewniła Kościołowi trwałość i rozwój. Jego potęga stała się tak wielka, że niemal decydująca w sprawach losów ówczesnej ludzkości Zachodu.

Aż przyszła rewolucja. Bunt. Reformacja. Luter zbuntował się bo jasnym się stało, że hierarcha się popsuła od środka. Władza jaką daje hierarchia doprowadziła do sprzeniewierzenia się podstawowym zasadom dla których owa hierarchia istniała. Kościół zaczął handlować niebem i życiem wiecznym. Ci, którzy głosili, że człowiek nie może służyć Bogu i mamonie, sprzedawali odpusty od grzechów za pieniądze.

I tak oto w praktyce możemy zaobserwować skutki podziału kościoła. Na kościół hierarchiczny i na kościół zorganizowany na zasadzie równości. Jakie różnice i jakie efekty widzimy?

Już po powstaniu Kościoła Demokratycznego (Reformacji), okazał się on o wiele bardziej krwiożerczy aniżeli starsza od niego Hierarchia. Palenie czarownic tak barwnie implementowane w głowach współczesnych ludzi, swoje dzikie apogeum miało właśnie na terenach Reformacji. Katolicka Inkwizycja była w zestawieniu z tym co się działo na terenach Reformacji, przejawem umiaru i rozsądku.

Podobnie zestawić możemy losy ludów Ameryki poddanych panowaniu Katolików i Protestantów. Katolicy, którzy zajęli Amerykę Południową byli zapalczywi i chciwi. Ale byli hamowani przez Hierarchię Katolicką w tym sensie, że uznawali iż ich chciwość i okrucieństwo stoi w sprzeczności z postulatami Chrześcijaństwa. Protestanci zajmujący Amerykę Północną odwrotnie. Nie mieli od razu ambicji podbijania napotkanych ludów. Chcieli jedynie realizacji swoich niewielkich egoistycznych potrzeb: ziemi, przestrzeni. Nie byli jednak w tych egoizmach hamowani bo religia była demokratyczna tj. dostosowana do ich własnych potrzeb. W efekcie rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej podbitej przez Katolików stali się częścią tamtych społeczeństw i dziś ich potomkowie bywają prezydentami tamtych państw. Rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, zostali wytępieni, wymordowani i zapędzeni do enklaw, w których ich niedobitki wegetują dziś na poboczach cywilizacji.

Po setkach lat od rewolucji w Kościele, Kościół Hierarchiczny gromadzi na swoich spotkaniach miliony młodych ludzi, który modlą się razem. Kościół Równościowy nie ma szans na podobne zgromadzenia. Wykonuje usługi religijne dla swoich topniejących uczestników dostosowując treść przekazów do ich potrzeb.

Idee równości i hierarchii dramatycznie wpływają też na najmniejsze grupy ludzkie, na rodziny. Przez niemal całą historię do czasów dziewiętnastego wieku, rodzina była hierarchią. Hierarchią w której najważniejszy był ojciec, potem była matka, zaś dzieci winne były posłuszeństwo obojgu rodzicom. Dzisiaj ta hierarchia została zniesiona. Żona jest równa mężowi a dzieci są równe rodzicom. Który model jest trwalszy, efektywniejszy? Który daje ludziom więcej szans i sprawia, że więcej z siebie dają? Czy ta zmiana z hierarchii na równość, nie jest przyczyną obserwowanego dzisiaj rozpadu rodziny?

Doświadczenie zatem wskazuje, że zarówno hierarchia jak i równość może się „wyrodzić”. Może stać się mechanizmem niszczącym materię, którą organizuje.

Gdy między ludźmi nie ma z góry określonej hierarchii, wtedy o ich pozycji decyduje bezpośrednia siła. Kiedy nikt nie ma z góry określonego miejsca, wtedy zaczyna o to miejsce walkę, bo wszyscy inni rozpoczną walkę o swoje miejsce. Naturalny świat równości, to nie jest świat pokojowego idyllicznego współistnienia. Naturalny świat równości, to świat wojny wszystkich ze wszystkimi. To dzicz leśnych ostępów, gdzie zwierzę wolne, jest zawsze zagrożone i zawsze musi walczyć.

Naturalny świat hierarchii, to świat pokoju. Świat trwałości i przestrzeni do pracy. A jednak ma on nieusuwalne wady. Tendencję do deprawowania się tych co są w hierarchii wysoko, oraz pozbawianie perspektyw awansu w hierarchii tych co są w niej nisko. W efekcie braku elastyczności tj. pionowego awansu ludzi, oraz deprawacji tych co najwyżej w hierarchii są postawieni, hierarchie obracają się przeciw ludziom i wartościom, co koniec końców, wskutek mechanizmów samoregulacji, prowadzi do rewolucji.

Postawmy zatem na koniec zasadnicze pytania. „Jaka winna być hierarchia by była wartościowa dla ludzi? Jaka musi być równość, by była dla ludzi użyteczna?”

Otóż wydaje się nie od rzeczy, zwrócić swój wzrok w tym momencie, ponownie na Chrześcijaństwo. Jest ono bowiem u swej absolutnej podstawy, ścisłą hierarchią ale jednocześnie równością. Bóg wg. Chrześcijaństwa składa się bowiem z trzech osób. Jednak ta druga jest całkowicie podporządkowana tej pierwszej: ” Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał. (Jan 5,29)”. Ta trzecia pochodzi od dwóch pierwszych.

Chrześcijaństwo jest więc hierarchią. Kościół w czasach, w których wypaczenia są w nim w mniejszości jest hierarchią użyteczną. Co sprawia, że hierarchie są „do wytrzymania”, są „użyteczne dla wszystkich”? Co sprawia, że Bóg to hierarchia ale też równość? Otóż sprawia to miłość. To górnolotne słowo w świecie normalnych ludzkich postaw oznacza jedno: prawdziwą troskę i dbałość o innych. Celem osoby w hierarchii nie jest dobro tej osoby. To właśnie jest mechanizm deprawowania się struktur hierarchicznych. Egoizm. Celem osoby w użytecznej hierarchii jest dobro pozostałych osób. Celem ojca jest zapewnienie bytu rodzinie i wychowania i wsparcia dzieciom. Celem matki jest szczęście i życie jej dzieci oraz dobro męża i trwałość rodziny. Celem dzieci jest duma i radość rodziców. To rzecz jasna postulaty idealne, ale bez nich nie ma żadnej realizacji. Choćby w jakiejś mierze tylko zbliżonej do ideału.

A więc to miłość, zatem nastawienie na dobro pozostałych osób jest warunkiem niezbędnym do tego, aby hierarchia była dobrem dla wszystkich których obejmuje. Jest jednak niezbędny jeszcze jeden warunek. To postulat pionowego awansu w hierarchii. Talenty i zdolności są rozrzucone po ludziach losowo. Zatem nieodwołalne zamknięcie ludzi na pozycjach danych im przez hierarchię, prowadzi do organizmów nieefektywnych. Takie hierarchie w kontakcie z zagrożeniami zewnętrznymi – czy to w postaci innych efektywnych grup ludzkich, czy zdarzeń losowych – przegrywają. Nie wykorzystują bowiem ogromnego potencjału tkwiącego w osobach tworzących hierarchię.

Aby hierarchia była dobrem dla ludzi ją tworzących musi być zatem oparta na zasadzie miłości, zasadzie szukania dobra innych. Aby hierarchia zaś była efektywna, musi posiadać mechanizmy awansu pionowego.

Równość ze swojej strony zagrożona jest najbardziej w zakresie swojej trwałości. Pozostawiona samej sobie, szybko rozpada się w konflikcie lub generuje hierarchię, z tym że hierarchię czystej siły. To najsilniejszy monopolizuje mechanizmy grupy i tworzy hierarchię jawną bądź niejawną. Równość dla swego trwania, wymaga niemal całkowitego ujednolicenia poglądów i myślenia. To dlatego właśnie równość Aten zamordowała najmędrszego z Ateńczyków, bo podważał obowiązujące przekonania. To dlatego Islam jest trwały, pomimo braku hierarchii. To dlatego brak trwałych zasad państw współczesnych, tak zwana polityka otwartego społeczeństwa i wielokulturowości, okazała się drogą donikąd. Równość wymaga dominacji z góry ustalonych poglądów, inaczej rozpada się.

We współczesnym świecie mamy Państwa, które są hierarchiami. Hierarchie te są jawne, jak w przypadku państw realnie autorytarnych, albo niejawne jak w przypadku państw „demokratycznych”. Państwo wymaga hierarchii. Hierarchii trwalszej aniżeli na czas od wyborów do wyborów. Rzeczywistość nie znosi próżni. Wypełnia ją. Tym co widać lub tym czego nie widać.

Ludzie tkwią w zaczadzeniu holywoodzkim snem o równości. Marzą o byciu w pełni człowiekiem to jest byciu niezależnym od innych. Rwą w ten sposób więzi międzyludzkie, skupiają się na sobie, na własnym szczęściu, na swoim egoizmie, na walce z innymi. To dla nich jest teatr równości i demokracji. To na ich użytek wpaja im się, że poczucie godności wynika z niepodporządkowania, bo celem człowieka jest on sam. W takiej atmosferze miłość umiera lub degeneruje się w narcystyczne poszukiwanie doznań i akceptacji. Egoizm rozkwita. Ludzie zwracają się przeciwko ludziom. Dominować zaczyna żądanie narzucenia innym takiego samego myślenia a myślący inaczej stają się wrogami.

Nie bójmy się zatem hierarchii. Chyba, że skupieni jesteśmy na sobie i daliśmy się przekonać, tajemnemu głosowi szepczącemu zza kuli medialnej rzeczywistości, że żyjemy dla siebie. Pamiętajmy jednak, że hierarchia to najpierw obowiązek a nie prawo, że celem każdego jej elementu jest dobro pozostałych, i że „duch tchnie kędy chce”, i dlatego muszą w hierarchii istnieć mechanizmy awansu. Inaczej przychodzi gangrena deprawacji i rozkład rewolucji. Skostniała hierarchia staje się dla życia trumną a nie kręgosłupem. Tę trumnę rozsadzi życie. By od nowa. Budować. Organizować i wznosić się. Ku słońcu. Ku wolności. Ku prawdzie.

źródło: prawica.net

Folwark zwierzęcy - wszystkie zwierzęta są równe…Kluczem do przydatności, albo inaczej mówiąc do bliskości idealnego urządzenia relacji w danej społeczności, jest jak dla mnie stosunek owych modeli do idei wolności, bez której dążenie do prawdy (i jej zgłębianie) jest niemożliwe. Ponieważ prawda jako najwyższa wartość – bez której żaden porządek ani harmonia nie jest na dłuższą metę możliwy – jest nieustannie poddawana manipulacji zarówno w jednym jak i w drugim wydaniu modelu społecznego, to w zależności od tego jaki jest w nich stosunek do wolności, można zasady jakie w nich panują klasyfikować jako bardziej lub mniej pożyteczne (bliższe ideału). Najlepszą syntezę w kwestii relacji nierówność – wolność – równość z jaką się spotkałem sformułował Mikołaj Bierdiajew – Wolność jest przede wszystkim prawem do nierówności. Równość jest przede wszystkim zamachem na wolność. Zatem bliżej ideału jest jak dla mnie hierarchia. Oczywiście obwarowana jedyną równością jaką osobiście uznaję – równości przed SPRAWIEDLIWYM prawem, którego ideał zamyka się w Boskiej woli – 10 przykazaniach… Jako uzupełnienie mojej myśli komentarz który znalazłem pod artykułem. Pisze An z Kan:

„brakuje idei. Chodzi o pokazanie ideologii boskiej lub ludzkiej uzasadniającej istnienie hierarchiiHierarchia jest formą organizacji społecznej. Idea chrześcijańska mówi, że wszyscy jesteśmy równi względem Boga. To jest właśnie podstawa dla chrześcijanina do akceptacji hierarchii jako siły zdolnej do realizacji woli boskiej, a Bóg czuwa nad sprawiedliwością i ewentualne wypaczenia występujące w hierarchii zostaną przez Boga ocenione.

Hierarchia, a tym samym struktura Kościoła Katolickiego jest formą pełnienia obowiązkow wynikających z praw bożych, służbą dla wiernych i pomocą w ich doczesnym życiu. Obmywanie nóg jest symbolem, przypomnieniem tego faktu.

Pochodną ideologii chrześcijaństwa jest równość względem prawa. Stąd wynika założenie i przekonanie, że hierarchia spełni oczekiwania o równości i sprawiedliwości i prawo ogranicza strukturę hierarchiczną, nakłada obowiązki wymuszając odpowiednie zachowanie.

Monarcha jest namaszczany przez dostojników kościelnych i przysięga na Biblię. Jest monarchą z woli bożej. Demokratyczni notable składają przysięgi i przysięgają na Konstytucję. Mają władzę z woli ludu. W wojsku hierarchia pilnuje regulaminu wojskowego. W rodzinie od hierarchii oczekujemy równej i sprawiedliwej miłości.

Aby istniała hierarchia, musi istnieć wiara w równość względem Boga, czy względem prawa, zarowno przez hierarchię jak i warstwy dolne. Nie pomoże zaklinanie „Nie bójmy się zatem hierarchii”. Bez wiary w mechanizmy kontrolujące hierarchię, wiary zarówno od warstwy dolnej, jak i górnej, hierarchia się wali, jest anarchia. Właśnie nawet w dyskusji poruszony problem „równych szans” w sporcie, w nauce, jest też tym, że akceptuje się hierarchię po to, aby niesprawiedliwe dopingi, czy inne łamanie reguł, zostaną dostrzeżone i ukarane. Istnienie więc i trwanie hierarchii wymaga jasnych i akceptowalnych reguł: liderem jest ktoś kto jest w stanie spełnić nałożone na niego obowiązki i spełnia określone kryteria wynikające z obowiązującej ideologii, właśnie o równości i sprawiedliwości.”

Polecam jeszcze materiał filmowy gdzie Pan Sławomir Skiba rozpatruje system hierarchiczny na tle podstawowej komórki narodu – rodziny. Niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość”, jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną, co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”, czyli… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina? jak również – Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

…Odys

David Ho - Porządek Świata

David Ho – Porządek Świata

podobne: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność.

oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

polecam również: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!

i to: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii

a także: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.