Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.


Adam Wycichowski niewolnik - men in black

Adam Wycichowski niewolnik – men in black

„IPN przedstawił listę aktów oskarżenia, które prokuratorzy Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu skierowali w sprawie przestępstw i zbrodni popełnionych w czasie stanu wojennego. Łącznie skierowano 81 aktów oskarżenia przeciwko 136 osobom.

„Wielu z nich sądy jednak nie skazały, uznając, że część przestępstw jest przedawnionych, a niektórych sprawców objęła amnestia. Jeszcze inni – już nie żyją, a wielu przez lata skutecznie torpedowało próby wymierzenia im sprawiedliwości, choćby dostarczając zwolnienia lekarskie i nie stawiając się na rozprawy” – pisze IPN.

„Jerzy H. (…) działając wspólnie z dwoma oficerami SB znęcał się fizycznie i moralnie nad zatrzymanymi członkami Związku Zawodowego „Solidarność” w ten sposób, że bił ich pięściami i kopał po całym ciele, wykręcał ręce do tyłu, dusił zakładając na twarz maskę przeciwgazową z zablokowanym dopływem powietrza, porażał prądem elektrycznym, bił pałka milicyjną po rękach i stopach, groził pozbawieniem życia oraz znieważał słowami powszechnie uznanymi za obelżywe” – sąd pierwszej instancji uznał Jerzego H. winnym i skazał na 2 lata więzienia. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok w mocy.

„Jan D., Julian K., Mirosław T., Henryk N. (…) będąc funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa (…) w ramach postępowań karnych prowadzonych przeciwko członkom NSZZ Solidarność znęcali się psychicznie i fizycznie nad zatrzymanymi w ten sposób, że w trkacie wielogodzinnych przesłuchań znieważali ich słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe, demonstrując broń palną grozili pozbawieniem życia, zadawali uderzenia pięściami, pałką milicyjną oraz kopali po całym ciele, przykuwali kajdankami za ręce i nogi do kaloryfera oraz zmuszali do stania bez odzieży w otwartym oknie przy kilkustopniowym mrozie” – sąd w stosunku do Jana D. i Henryka N. zawiesił warunkowo wymierzone kary, a Mirosława T. i Juliana K. skazał na rok i 8 miesięcy więzienia.

„Roman S. (…) będąc funkcjonariuszem Komendy Miejskiej MO w Toruniu (…) zadał zatrzymanemu Cezaremu M. i Mariuszowi G. kilkanaście uderzeń pałką milicyjną po nogach i plecach” – sąd umorzył postępowanie przeciwko Romanowi S. na podstawie przepisów o amnestii z 1989 r.

Setka oskarżonych przez Komisję uniknęła kary.

Nienależyte ukaranie winnych zbrodni popełnionych w stanie wojennym owocuje teraz mówieniem o „pewnej kulturze” tamtych wydarzeń oraz poczuciem bezkarności i dobrze pełnionego obowiązku wśród osób, które w mniejszym lub większym stopniu tych zbrodni się dopuszczały.”

(ipn.gov.pl, telewizjarepublika.pl – IPN rozlicza zbrodnie stanu wojennego. Szczegóły śledztw mrożą krew w żyłach!)

podobne: Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów. a także: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny i jeszcze: 13 grudnia – Uśmiercona nadzieja bez winy, kary a więc i bez przebaczenia polecam również: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie) i to: Śledztwo w sprawie „śmierci nieustalonych osób” czyli… Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji ofiar zbrodni komunistycznych (uwaga!) na wniosek samego IPN. oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…zdemaskowano Kiszczaka. Okazało się, że był to donosiciel i zdrajca, który szpiegował polskich żołnierzy w Londynie i pisał na nich różne brzydkie rzeczy. W portalu niezależna są nawet zdjęcia tych donosów i każdy może się przekonać, jak piękny, dojrzały i wrobiony charakter pisma miał ś.p Kiszczak. Lektura tych donosów doprowadza do białej gorączki komentujących, którzy, reagując niczym psy Pawłowa, piszą wyłącznie o tym czy Kiszczak był czy nie był człowiekiem honoru. To jest reakcja, którą zawsze łatwo wywołać i nie sądzę, by ktokolwiek, kiedykolwiek oszczędził nam tego wstydu. Nie to jest jednak najlepsze – oto w tekście opublikowanym przez niezależną pojawia się zdanie: Portal niezalezna.pl dotarł do kopii raportów Kiszczaka. Zawarta jest w nim sugestia, że zdobycie tych kwitów dokonało się przy nieprawdopodobnym wysiłku dziennikarzy, co nie jest prawdą, bo oni je po prostu dostali od Sławomira Cenckiewicza. Nie wiem po co więc pisać – dotarł i mijać się z prawdą, podkreślać własną zasługę, której nie ma, skoro można napisać – otrzymaliśmy od…i pozostać uczciwym…

Wszyscy wiemy, że jak ktoś mówi o swojej szaleńczej miłości do Polski, albo wyciąga patriotyczne gadżety i wkłada je sobie na łeb, na rękaw czy w spodnie, to na 99,9 procent jest oszustem. Ta jedna dziesiąta procenta zaś to grupka frajerów. Jeśli zaś idzie o skalę nieprawdziwych emocji zawierającą się w wartościach od 1 do 10 osiąga ów człowiek wynik 12, 5.

Mam nadzieję, że wszyscy to rozumieją. Jeśli ktoś ma wątpliwości niech sobie przypomni na czym polega dziennikarstwo śledcze w praktyce. Polega ono na tym, że dziennikarze realizują polecenia tajniaków, od których dostają kwity i zdjęcia kompromitujące tego czy innego polityka. Można kompromitować martwych polityków – wtedy mamy do czynienia z dziennikarstwem śledczym tanim, albo żywych i wtedy mówimy o dziennikarstwie śledczym ekskluzywnym. Na takie właśnie wody chce się puścić Pacewicz, ale na razie ma 122, 5 tysiąca. W sam raz tyle, żeby przekupić Czuchnowskiego. Mówi nam pan Piotr, że na utrzymanie portalu OKO press potrzeba miesięcznie około 150 tysięcy…To jest poważna kwota i za pomocą jednej, dwukolorowej szmatki nie uda się jej zebrać. To jest jasne. Są jednak sposoby, które mogą pomóc w zebraniu takich pieniędzy. One już były wykorzystane z bardzo dobrym skutkiem, w czasach kiedy Piotr Pacewicz nosił swoją strajkową opaskę. Trzeba sobie, mianowicie, wpiąć w klapę maleńki wizerunek Matki Bożej, może być częstochowska, opcjonalnie Ostrobramska lub Kodeńska i latać z tym wszędzie, a także pokazywać się w telewizji i w nagraniach na YT. Sukces pewny. Zanim ludziska się zorientują, że coś jest nie tak, zdąży się uzbierać nowy zbiór zastrzeżony w IPN, no i forsa rzecz jasna. A potem znów będzie kogo demaskować. Okaże się – po latach – że ten Pacewicz to on wcale nie z miłości do Matki Przenajświętszej nosił jej wizerunek w klapie…że on chciał tylko te parę groszy uzbierać na swój portal OKO presss…Co za historia…całe szczęście, żeśmy go zdemaskowali i można wreszcie odetchnąć….Tak to szło, idzie i będzie szło nadal…Nie ma odwrotu. Nie ma siły, by ten obłęd zatrzymać. Nie ma też dobrej pointy…po prostu, na koniec, jak zwykle pozdrawiam wszystkich mocno i serdecznie.” (coryllus – Piotrek Pacewicz wpadł czyli dziennikarstwo śledcze)

podobne: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI a także: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie?

Andrzej Krauze - Zwycięstwo

Andrzej Krauze – Zwycięstwo

Ważne żeby się „pięknie różnić” poglądem na socjalizm z ludzką twarzą. Który z jednej strony reprezentuje legenda Kiszczaka z ekipą „ludzi honoru” (od mokrej roboty) a z drugiej legenda Gierka z ekipą „dobrej zmiany” (od ciężkiej roboty).
Mało kto kojarzy że druga ekipa bez zbrodni popełnionej przez tą pierwszą (co ustalono wspólnie w Magdalence) nie przetrwałaby na „rynku” ze swoją polityką społeczną. No i mamy kolejną odsłonę spektaklu. „Socjalizm tak, wypaczenia nie”. A że przy okazji ktoś oficjalnie i te parę groszy przytuli z dobrowolnej zbiórki to tylko utwierdzi zbiegowisko że widowisko jest AŁtentyczne. Zanim się zorientują że im obie grupy teatralne w tym czasie płaszcze w szatni przetrzepują będzie za późno. Bo to zawsze lepiej dla władzy rzucić pomiędzy ludzi jakąś niedogryzioną kość i patrzeć z bezpiecznej odległości jak się poszczególne gangi zabijają o pierwszeństwo, niż dać się złapać przez wściekły tłum na tym że się go łupie.
Sztuka pod tytułem „Bolek” już się przejadła, przez chwilę grany był Kiszczak, a ostatnio modni są UBecy (a w zasadzie ich emerytury). Za jakiś czas wyciągną innego bankruta albo trupa, i będą pomimo dzierżącej w rękach władzy absolutnej równie stanowczo jak dotychczas, ubolewać nad bezprawiem i niesprawiedliwością (oczywiście poprzedniego systemu) przy akompaniamencie skrywanego za wysokim kołnierzem chichotu tej dziś już tzw. „opozycji”. Jak śpiewał poeta:

„…nie pażywiosz lecz wiesz że Stalin był zły
i można już wszystko dziś zwalić na niego
A gdy dusza zatęskni do straconych dni
możesz o suchym pysku słuchać Wysockiego…”

Co się przy tym nieświadomi niczego wyborcy jednej i drugiej „strony” popodniecają to ich. Ważne żeby nikt się nie zorientował że popełnianie prawdziwych zbrodni na tym narodzie tak naprawdę niczym poważnym nie grozi, bo nie będzie innego finału dla „bijącego serca partii” jak kolejne nieudolne i od d… strony „rozliczanie”, w dodatku po raz kolejny na papierze (Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią). Liczy się spektakl i wywarcie jak największego wrażenia na widzu/uczestniku, do czego służy m.in. „pion śledczy” IPNu i tzw. „dziennikarstwo śledcze” któremu jak widać zawsze ktoś coś doniesie. Dlatego tzw. „opozycja” czyli Zielone Ludziki z poprzedniego systemu będą sobie maszerować po ulicach, z kwikiem że się ich krzywdzi ujawniając wiedzę którą każdy zainteresowany posiada od dawna, a druga strona będzie udawać że to najkrwawsza z komun podnosi łeb, podczas gdy sama będzie realizować punkt po punkcie swój manifest polegający na doprowadzeniu programu partii do każdego stanowiska pracy – żeby złupić ciężko pracującego Polaka tak jak to swojego czasu robiła „prawdziwa” komuna, po drodze każąc mu robić różne rzeczy których normalny człowiek nigdy by nie zrobił gdyby nie zmuszono go do tego „prawem”, jak np. przymusowe szczepienia i obowiązek posyłania dzieci do pralni umysłów zwanej „szkołą publiczną” żeby jak to powiedziała Pani minister od „edukacji” „dzieci z systemu nie wyciekały”, o płaceniu coraz wyższych podatków i składek na ZUS nie wspominając. Przy okazji zamiast rozliczyć tę „prawdziwą komunę” za zbrodnie obrabuje się pozostałych przy życiu UBeków żeby ze wspomnianego „Zakładu Ubezpieczeń Społecznych” za dużo nie wyciekało, czemu każdy „prawdziwy patriota” jeszcze przyklaśnie choć sam nie zobaczy z tego ani teraz ani kiedy sam przejdzie na tzw. emeryturę (o ile dożyje) złotówki. Bo tu nie chodzi o sprawiedliwość, ale o to z czego wygadał się Pan Błaszczak (cytuję): „Świadczenia funkcjonariuszy SB będą takie jak ich ofiar. To jest właśnie zasada sprawiedliwości społecznej.” A kto tego jeszcze nie zrozumiał tłumaczę – wszystkim po równo czyli g…. bo tym się właśnie różni tzw. „sprawiedliwość społeczna” od „zwykłej” sprawiedliwości. Ktoś kiedyś powiedział że nie można zgwałcić prostytutki i było wiele poczciwego oburzenia wokół tego stwierdzenia że nie można. Tymczasem dziś okazuje się że można obrabować bandytę i że jest to jak najbardziej sprawiedliwe i moralne.

Dziś zatem (w kolejną rocznicę 13 grudnia pamiętnego roku) znowu nie będzie „Teleranka” i to wcale nie dlatego że jest wtorek. Będzie za to „Wilk i Zając” czyli i straszno i śmieszno. Śmieszno dla tego o czym był łaskaw trafnie napisać coryllus tu: „Czy jutro będzie teleranek?, a straszno dlatego że „prawa strona” która stoi tam gdzie stoi (a nie tam gdzie mówi że stoi) będzie z zimną satysfakcją spijać śmietankę swoich nieudolnych rządów, które od roku polegają na prowokacji cymbałów z komunistycznym rodowodem do jałowych kwików i marszów. Po to żeby biedni ludzie, w większości wyborcy „dobrej zmiany” (bo inni się nie liczą – takie są niestety realia wynikające ze statystki chodzących na wybory) nie widzieli jak ich Pan Morawiecki wpycha coraz bezczelniej w maszynkę (nie)zrównoważonego (niedo)rozwoju. Może przy okazji manifestacji puszczą komuś nerwy i padnie jakiś trup? Wtedy znowu będzie można przez kolejne miesiące zająć się czymś innym. Któż to wie. Bo nie o to chodzi by złapać króliczka… ale żeby owce nie zorientowały się że są strzyżone.

Nu pogodi! w nowej odsłonie – Ну, постривай! – 3 серія(Odys)

podobne: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki oraz: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? i to:  Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. polecam również:: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. i jeszcze: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów  oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów a także: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i jeszcze: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Reklamy

O materii wynikającej z ducha (Stefan Oleszczuk i dr Jan Przybył) i sensie istnienia samorządów (coryllus)


Delawer Omar - Ratuj ich

Delawer Omar – Ratuj ich

„Dr Jan Przybył rozmawia ze Stefanem Oleszczukiem – byłym burmistrzem, który kierując gminą osiągnął gospodarczy sukces i przeszedł do historii polskiej samorządności.

Gdy w 1990 roku Stefan Oleszczuk (były działacz opozycji antykomunistycznej i więzień stanu wojennego) został burmistrzem Kamienia Pomorskiego, zadłużenie miasta wynosiło 40% planowanego budżetu i brakowało pieniędzy nawet na oświetlenie ulic i wypłaty dla pracowników. W wyniku reform podjętych przez Stefana Oleszczuka ograniczono biurokrację (z 57 do 27 urzędników w Urzędzie Gminy), spłacono lokalne długi, sprzedano lokale komunalne ich dotychczasowym użytkownikom za 5% wartości, obniżono wszystkie podatki i opłaty lokalne do najniższych dopuszczalnych prawem wysokości, pieniądze z gminnego budżetu inwestowano w rozbudowę lokalnej infrastruktury.

Rezultatem polityki realizowanej przez burmistrza Oleszczuka była nadwyżka w wysokości 70% planowanego budżetu.

Zmiany dokonywane przez Stefana Oleszczuka były podawane jako wzór lokalnej gospodarności a o sukcesie Kamienia Pomorskiego pisano w Polsce oraz w Europie Zachodniej, USA, Kanadzie a nawet w Australii oraz Indiach.

Sukcesowi Kamienia Pomorskiego poświęcono kilka prac magisterskich i jedną doktorancką.”

na argumentyCzłowiek człowiekowi Chrystusem (Stefan Oleszczuk, dr Jan Przybył)

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych i to: „I poznam wszystek rzeczy sens jakem poznany. Wybiorę miłość jak ja sam jestem wybrany”. Monika i Marcin Gajdowie o pracy nad sobą. a także: Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność. polecam również: Ks. Mariusz Sztaba: Jan Paweł II o wolności jako darze i zadaniu w życiu społecznym i jeszcze: Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu. Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności oraz: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną

„…samorządy są po to, by organizować rynki konkurencyjne dla sieci sklepów wielkopowierzchniowych. Samorządy dysponują powierzchnią handlową, którą mogą wynajmować lub udostępniać za darmo. Mogą organizować targi trwające dwa dni, albo dwa tygodnie jak się komu podoba, mogą specjalizować się w branżach, które nie dość, że dadzą coś zarobić to jeszcze nakręcą koniunkturę handlową i turystyczną. Ktoś powie, że to wszystko już jest. Oczywiście, jest ale nie na taką skalę o jakiej myślę. Mamy jakieś jarmarki, jakieś dożynki i okolicznościowe imprezy, ale tu chodzi o coś innego…

…Przyjeżdżamy, wystawiamy towar, płacimy placowe i handlujemy. To są targi…

…Żeby targi miały sens i każdy był z nich zadowolony muszą być dostępne dla wielu wystawców czyli muszą być tanie, dobrze promowane i powinny trwać długo. Tak jak Jarmark Dominikański, który co prawda nie spełnia tej funkcji, o której myślę, a jedynie próbuje ją naśladować. Na dobrych targach nie można handlować atrapami…

…Targi to dystrybucja, czyli obok produkcji żywności najważniejsza rzecz na świecie, nad którą wszyscy chcą sprawować kontrolę. To się odbywa za pomocą różnych narzędzi zwanych dawniej przywilejami, a dziś wolnym rynkiem, na którym rządzą sieci i producenci z tymi sieciami związani. Zestaw ten: producenci + sklepy wielkopowierzchniowe podpięty jest pod banki za pomocą agrafki kredytowej. Cały zaś system zasilamy my kupując i płacąc swoimi ciężko pożyczonymi z tego samego banku pieniędzmi, od których bank ów nalicza nam odsetki. I to mamy problem poważny, o wiele poważniejszy niż intencja organizatora targów. Może się bowiem okazać, że każdy najmniejszy ruch skierowany przeciwko temu systemowi zostanie zauważony i unieszkodliwiony już na samym początku. Tutaj jednak upatrywałbym tę szczególną rolę samorządów, które teoretycznie mają władzę w mieście lub województwie. Nie są bytami gospodarczymi, a w wyłaniane są – w teorii oczywiście – w wolnych wyborach. Tak naprawdę władza samorządowa wzmacnia się poprzez kooptację, tak jak w średniowieczu. I teraz uwaga, to co mówię jest tym do czego tęsknią i wzdychają wszyscy naiwni dziejopisowie od lat najdawniejszych, to jest owo sławetne wzmocnienie roli miast. Co się w praktyce sprowadza do wzmocnienia mafii miastami rządzących i niech mi się tu żaden urzędnik nie obraża, bo wszyscy wiemy jak jest. I teraz najważniejsza rzecz: czy nasze rodzime, lokalne mafie miejskie i wiejskie stać na to by zadbać o własne interesy? Czy stać ich na zorganizowanie czegoś na kształt ryskiego Bractwa Czarnogłowych, czy stać ich na samodzielne ściągnięcie z daleka kapitału, kredytu, na zorganizowanie targów trwających długo, targów tanich, na których zarobić mogliby ludzie spoza miasta, płacąc przy tym coś miastu? Jeśli nie to trzeba się zastanowić dlaczego tak jest. Dlaczego miasta polskie i polskie samorządy, zajmują się jedynie dystrybucją pieniędzy na mniej lub bardziej idiotyczne festyny, gdzie co prawda odbywa się jakiś handelek, ale to jest przeważnie sprzedaż waty cukrowej. Miasta polskie zajmują się – jeśli się temu dobrze przyjrzymy – organizowaniem rozrywek za nie swoje pieniądze. Rozrywek drogich i nie rokujących na przyszłość. Wszystko zaś to odbywa się pod szyldem „promocja”. To jest oczywiście potrzebne, ale trzeba się zastanowić do kogo promocja jest skierowana i co jest w ofercie…

…Handel zaś to konkurencja z sieciami, te zaś są emanacją banków. Pytanie brzmi: czy jest siła i odwaga, by się za to zabrać? Nie wiem. Wiem, że w każdym samorządzie znajduje się kilka etatów dla różnych osób, których istotne funkcje nie są do końca rozpoznane. Ja nie wiem czym się ci ludzie zajmują, ale sugestię mam taką: kiedy ktoś wpada na dobry pomysł, na przykład na pomysł ściągnięcia wszystkich drobnych, polskich producentów odzieży, na miesiąc do takiego miasta jak Brzeg, albo Żyrardów, od razu podnoszą się w górę ręce ludzi, którym ten pomysł się nie podoba. Nie podoba się, bo są ważniejsze sprawy. Jakie? Wydawanie pieniędzy na festiwale i książki o chlubnej przeszłości grodów?
Moje pytania brzmią: na ile polskie miasta są samorządne? Na ile są podporządkowane Warszawie, a na ile jakimś innym ośrodkom władzy, których nie rozpoznajemy do końca…” (salon24, coryllus – O sensie istnienia samorządów)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. i to: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego oraz: gigantomania chorobą samorządów a także: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność polecam również: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach i  jeszcze: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? a także: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

Rafał Zawistowski – Dwie Polski

Dajcie, bo będziemy kradli! czyli… PIS i PSL kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych.


„…Były to ustawy oczekiwane przez wielu obywateli, pragnących zmian w sposobie wydatkowania środków z notabene dziurawego budżetu Państwa. Wszyscy widzimy, że brakuje pieniędzy na podstawowe zadania, wystarczy spojrzeć na służbę zdrowia, czy szpitalne posiłki i oszczędności są niezbędne, a takie mogła przynieść zmiana sposobu finansowania partii politycznych.

Jednakże nic z tego, politycy PIS i PSL po raz kolejny dali czytelny przekaz “wara od naszych koryt”!…

…Grzegorz Schreiber z PiS w debacie stwierdził, że rozstrzygnięcia proponowane przez oba projekty przyczyniłyby się do destabilizacji życia publicznego w Polsce, gdyż zmuszałyby partie polityczne do “walki o życie”, czyli o środki finansowe w postaci darowizn, co w rezultacie wywołałoby permanentną kampanię wyborczą.

Jeżeli PIS do niedawna szczyciło się, że posiada tak duże poparcie społeczne (w sondażach) to czy mogłoby się obawiać projektu klubu Kukiz’15? Nawet nie powinno, gdyż kilkadziesiąt procent poparcia to przecież miliony osób, a od każdej potencjalnie powinno otrzymać 5 złotych. Odrzucenie projektów zmian demaskuje nikłość tego poparcia i jego jakość lub manipulowanie sondażami

Demaskujemy rzeczywiste przyczyny storpedowania zmian w finansowaniu partii politycznych!

Rzecz jest prostsza niż mogłoby się wydawać, a mianowicie finansowanie partii z darowizn, czy odpisów od podatku osób fizycznych dla większości z nich oznaczałoby po prostu ich koniec! …

…Partie boją się tego, że w końcu musiałyby mówić prawdę i realizować obietnice wyborcze, a tego ani umieją, ani chcą. Partie wolą szermować między sobą pustymi słowami i prześcigać się w tym, kto obieca więcej bez obawy o to, że będą musiały się z tego wywiązać. To jest główną przyczyną tego, że projekty zmian w finansowaniu partii politycznych zostały storpedowane!

Jestem politykiem za Twoje nie za Swoje – KORYTO pełne, bez starań

Uprawianie polityki to forma pracy, za którą wynagrodzenie stanowiłoby wspomniane 5 zł odpisu proponowane przez klub Kukiz’15. Czyli jeżeli dobrze pracujesz, wywiązujesz się z obietnic, robisz coś dla kraju i społeczeństwa, zostaniesz doceniony i odpowiednio wynagrodzony. Partia działa za Swoje, czyli za zarobione w ten sposób pieniądze. Jeżeli nie… kasa będzie świecić pustkami. Jak widać nasi politycy wolą jednak inne rozwiązanie, (pieniądze z budżetu) pozwalające im funkcjonować beztrosko, bez baczenia na wyborców, ich opinie, czy potrzeby.

Lepiej brać pieniążki ze skarbu państwa i oddawać się odwiecznym utarczkom międzypartyjnym, a w stworzonym sztucznie zamieszaniu zająć się szukaniem korzyści dla siebie, kolegów, czy rodziny niż zając się tym, do czego jest się powołanym…”

całość tu: Projekty zmian w finansowaniu partii politycznych odrzucone

Pretekstem do rozpoczęcia finansowania partii politycznych z budżetu był swego rodzaju szantaż – że mianowicie, jak nie dostaną forsy, to będą się korumpowały. Gdyby Polska była naprawdę państwem praworządnym, to prokuratura powinna posłów używających takiej argumentacji natychmiast postawić w stan oskarżenia pod zarzutem usiłowania kradzieży zuchwałej, ale oczywiście nic takiego nie nastąpiło i wkrótce parlamentarni szantażyści stworzyli sobie do tej kradzieży pozory legalności w postaci stosownej ustawy. Po 9 latach można spokojnie stwierdzić, że również tamten pretekst popadł w zapomnienie, a prawdopodobnie nigdy nie był traktowany serio, bo korupcja nic a nic się nie zmniejszyła. Przeciwnie – wygląda na to, że przybyło skorumpowanych, jak i filutów, ciągnących państwowe pieniądze pod pretekstem „walki z korupcją”…

…Wracając zaś do finansowania partii politycznych z budżetu, to jest ono, – obok systemu wyborczego, a zwłaszcza – wynikającego z tzw. klauzuli zaporowej faktycznego monopolu partii na tworzenie list wyborczych, oraz zastosowania systemu d’Hondta przy przeliczaniu głosów na mandaty – jedną z dwóch najważniejszych przyczyn postępującej oligarchizacji sceny politycznej. Oligarchizację tę najlepiej ilustruje fakt, że na politycznej scenie od 20 lat mamy grono tych samych osobistości, które od czasu do czasu zmieniają tylko polityczne szyldy. O żadnym programie oczywiście nie może być mowy nie tylko dlatego, że faktyczną władzę w państwie sprawuje razwiedka, ale również dlatego, że o kształcie ustawodawstwa tak naprawdę decyduje Bruksela, zasypująca członkowskie prowincje dyrektywami w liczbie więcej niż jedna dziennie.

Toteż partie polityczne wyżywają się we wzajemnym przezywaniu, co chętnie podchwytują konfidenci razwiedki poutykani w mediach tzw. głównego nurtu, udając, że to właśnie jest „życie polityczne”, zaś partiom polityczne programy zastępuje hasło wzajemnego „odsunięcia się od władzy”. Odsunąć od władzy zdrajców z PO! Odsunąć od władzy oszołomów z PiS! Odsunąć od władzy komuchów z SLD! Odsunąć od władzy solidaruchów z AWS! I tak – aż do końca świata, bo co to komu szkodzi, skoro zasilanie z podatkowych pieniędzy jest zapewnione, żeby tam nie wiem co? W tej sytuacji jedyną prawdziwą troską szefów poszczególnych partii jest – by z jednej strony wykazać swoją użyteczność trzymającej władzę razwiedce, a z drugiej – by nie dopuścić do pojawienia się jakiejś alternatywy. Oczywiście nie chodzi o polityczny margines. Ten nawet jest pożyteczny, bo swoim istnieniem i stawaniem do wyborów uwiarygodnia cały system, więc jest przez razwiedkę tolerowany – tylko o alternatywę rzeczywistą, polegającą zarówno na powrocie punktu ciężkości władzy do konstytucyjnych organów państwa, jak i na przewietrzeniu zatęchłej politycznej sceny. W tej sprawie, mimo pozorów walki na śmierć i życie, między razwiedką i partiami politycznymi panuje całkowita wspólnota interesów i dlatego system trwa bezpiecznie.

W imię tej wspólnoty interesów przechodzi się do porządku również nad moralnym aspektem sprawy. Czyż nie jest obrzydliwe zmuszanie podatników, by swoimi pieniędzmi wspierali partie wrogie np. ich światopoglądowi lub uważane przez nich za szkodliwe dla państwa? Niemoralna jest sama zasada, więc wszelkie próby jej doskonalenia skazane są na niepowodzenie. Ex nihilo nihil fit – co się wykłada, że z niczego będzie tylko nic…” (Stanisław Michalkiewicz – Roszada w ramach systemu)

podobne: POpulizm czy nie, ale finansowanie partii za nasze pieniądze może się skończyc! oraz: Człowieki honoru i standardy PO czyli…”Praca za głos” i „tylko jeden zegarek” Nowaka i to: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS. polecam również: Hofman i spółka, czyli o ciemniakach i złodziejach. i jeszcze: Miliony Serafina, czyli Kto rządzi Polską?

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.


„Inwazje barbarzyńców” to wyrażenie, po które chętnie sięgają włoscy i francuscy historycy, by opisać powszechne zjawisko lawinowego przemieszczania się heterogenicznej ludności kontynentu euroazjatyckiego w IV i V w. n.e., które zakończyło się jej osiedleniem na terytoriach w większości przypadków należących do Cesarstwa Rzymskiego, różniących się od obszarów, z których pochodziły owe ludy. Warto nadmienić, że w kulturze niemieckiej dla opisania tego zjawiska migracyjnego stosuje się natomiast bardziej neutralne i łagodne określenie: „wędrówka ludów” (Völkerwanderungen).

Biorąc pod uwagę wolę jednostek migrujących, należy rozróżnić tzw. migrację dobrowolną (gdy jednostka dobrowolnie podejmuje decyzję o przemieszczeniu, dążąc do poprawy własnych warunków ekonomicznych), a także przymusową (jako skutek ograniczeń politycznych lub prześladowań czy też działań wojennych lub katastrof naturalnych).

Czynniki wypychające tzn. skłaniające do emigracji, mogą być zatem różnorodne. Jednym z najważniejszych jest czynnik ekonomiczny, o którym mowa, gdy w miejscu pochodzenia możliwości zatrudnienia są nikłe, a standard życia jest niższy niż w miejscu przeznaczenia. Istnieją również tzw. polityczne czynniki wypychające: wojny, konflikty etniczne, prześladowania itp.

Wśród czynników sprzyjających ruchom migracyjnym należy wymienić czynniki społeczne, bazujące na istnieniu swego rodzaju sieci, która zapewnia wsparcie migrantom niedawno przybyłym do kraju przeznaczenia. Taką siecią stosunków społecznych może być społeczność rodaków, która już wcześniej osiedliła się w danym kraju…

…K. Greenhill wyróżnia trzy odrębne kategorie strategicznie zaplanowanych migracji: wywłaszczające, eksportowe i zmilitaryzowane. „Zaplanowanymi migracjami wywłaszczającymi są te, których głównym celem jest zawłaszczenie terytorium lub własności innej grupy/grup czy też eliminacja grupy/grup stanowiących zagrożenie dla etnopolitycznej i gospodarczej przewagi strony, która zorganizowała migrację (lub migracje); przypadek ten obejmuje zjawiska powszechnie znane jako czystki etniczne. Zaplanowanymi migracjami eksportowymi są migracje organizowane, by umocnić wewnętrzną pozycję polityczną (poprzez wydalenie politycznych dysydentów i innych wewnętrznych przeciwników) czy też usunąć lub zdestabilizować jeden lub więcej rządów zagranicznych. Wreszcie, zaplanowane migracje zmilitaryzowane to takie, które zwykle zostają zastosowane podczas konfliktu zbrojnego, by zyskać przewagę militarną nad przeciwnikiem – poprzez zdezorganizowanie lub zniszczenie jego centrum dowodzenia, infrastruktury logistycznej i zdolności operacyjnych – lub też celem umocnienia własnych struktur bojowych poprzez zdobycie dodatkowego personelu lub zasobów” [6].

Mówiąc o fali nielegalnej imigracji, która wstrząsnęła Europą w 2015 roku, prezydent Czech Milos Zeman posłużył się schematem stworzonym przez byłą asystentkę J. Kerry’ego. „Tak zwany kryzys migracyjny – powiedział M. Zeman podczas swojej oficjalnej wizyty w Pardubicach – jest zorganizowaną inwazją, która ma na celu niszczenie europejskich struktur społecznych, kulturowych, gospodarczych i politycznych. To jest dobrze zorganizowana inwazja, nie spontaniczny ruch. Dojdzie do tego, że czeskie wojsko będzie musiało interweniować, by bronić granic Republiki Czeskiej”.

Jak stwierdziła amerykańska profesor w komentarzu z dnia 11 grudnia 2000 r. dotyczącym wojny w Kosowie: „Zmieniła się sama natura wojny; teraz uchodźcy są narzędziem wojny” (“The nature of war itself has changed; now the refugees are the war”).

„Zaplanowane migracje przymusowe” (coercive engineered migrations) wykorzystują zatem niekonwencjonalną broń, która, podobnie jak inne niekonwencjonalne metody walki (terroryzm, manipulacja medialna, hakerstwo, zakłócenia na rynkach akcyjnych), jest stosowana w prowadzeniu wojny, zwanej przez dwóch znanych chińskich polemologów „wojną bez ograniczeń”. Niezwykle ciekawy i nie bez znaczenia jest fakt, że dwaj polemolodzy porównują George’a Sorosa do Osamy Bin Ladena [7]: o cieszącym się złą sławą „filantropie” wspomniał premier Węgier Viktor Orban w jednym z wywiadów w węgierskim radiu Kossuth Rádió, mówiąc o napływie tzw. uchodźców pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy: „Jego nazwisko – stwierdził V. Orban – jest prawdopodobnie najmocniejszym przykładem spośród osób, które popierają wszystko, co zaprzecza tradycyjnemu europejskiemu stylowi życia”, natomiast aktywiści jego organizacji, oferując praktyczną pomoc i wsparcie prawne nielegalnym imigrantom, „niezamierzenie stają się częścią międzynarodowej siatki zajmującej się przemytem ludzi”…” (Claudio Mutti)

całość tu: Migracje

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” i jeszcze: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…No i wreszcie zejdźmy na jeszcze niższy poziom tych piekielnych kręgów. Wędrówka ludów, której ofiarą padają najzamożniejsze państwa starej Europy, jest następstwem wypadku przy pracy, to znaczy – przy operacjach pokojowych, misjach stabilizacyjnych i wojnie o pokój i demokrację, jaką Stany Zjednoczone prowadzą tu i tam – przede wszystkim zaś w krajach, które w przeszłości, słusznie, czy niesłusznie, uważane były za zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wskutek pogrążenia tych krajów w stanie krwawego chaosu, potencjalne zagrożenie dla Izraela z ich strony zmalało do zera, zaś ubocznym skutkiem tego chaosu jest właśnie wędrówka ludów ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy. Co najmniej 70 procent „uchodźców” stanowią młodzi mężczyźni przed ukończeniem 30 lat – a więc najbardziej zdolni do walki. Ewakuacja setek tysięcy, a może nawet i miliona takich mężczyzn ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy jeszcze bardziej zmniejsza potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, ale zwiększa zagrożenie dla Europy. Czy to nie jest przypadkiem amerykańsko-żydowska odpowiedź zarówno na doktrynę „europeizacji Europy”, której wyznawcami po roku 1990 stały się Niemcy i Francja, jak i pogróżki Jakuba Delorsa z roku 1989, kiedy jako ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej odgrażał się, że celem UE jest wypowiedzenie Stanom Zjednoczonym „wojny ekonomicznej?” Czyżby Europa próbowała rozpocząć strategiczne przeciwnatarcie od sprowokowania mężczyzn „o wyglądzie…” – i tak dalej, do wsadzenia niemieckim panienkom rąk pod spódnice? I tego też wykluczyć nie można tym bardziej, że już starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, zauważyli, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom.” (Stanisław Michalkiewicz: Inter pedes puellarum)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

„…Ogromna armada rusza do ziemi obiecanej, do Europy, po swoją ostatnią szansę. Bramy raju – bramy Zachodu zostały dla nich otwarte… Droga wiedzie znad Gangesu w kierunku Sokotry i Suezu i dalej przez Morze Śródziemne do portów Zachodu… Ale Egipt zamyka Kanał Sueski, a salwa z torpedowca zawraca statki z uciekinierami na południe. To długa droga dookoła Afryki. Może pordzewiałe parowce armady zechcą zatrzymać się gdzieś w połowie drogi? Rząd RPA zapowiada, że żaden ciemnoskóry znad Gangesu nie postawi żywy nogi na afrykańskiej ziemi… Mimo to Afrykanerzy w poczuciu przyzwoitości dostarczają statkom paki z żywnością. Te jednak są wyrzucane do morza… Uciekinierzy nie chcą ich, płyną dalej. Nie Afryka jest przecież celem. A Europa? Europa dyskutuje. Media bezrefleksyjnie reagują bezwarunkowym odruchem humanitaryzmu. Pytania, co stanie się z nami, kiedy ten milion wyjdzie na brzeg, zagłuszane są dźwiękami koncertów i krzykiem celebrytów…

W latach siedemdziesiątych francuski pisarz Jean Raspail roztoczył wizję, co mogłoby się stać za trzydzieści lat (Obóz świętych)… Można rzec – wizję nie tyle futurystyczną, co profetyczną – i jakże niepokojącą.

Wtedy – w latach siedemdziesiątych książki nie przyjęto z aplauzem; i nic dziwnego, bo i dzisiaj głosy sprzeciwiające się przyjmowaniu uchodźców są oceniane jako nieprawomyślne, wręcz antyhumanitarne… W książce Raspaila – kiedy armada stała się faktem – to znaczy kiedy dzioby jej pordzewiałych statków zaryły w skały i piaski Lazurowego Wybrzeża, we francuskich nadmorskich kurortach nie pozostał już nikt, nie licząc pewnego profesora, garstki długowłosych dzieci-kwiatów, ortodoksyjnych lewicowców i kilku benedyktyńskich mnichów na granicy demencji… Francuzi po prostu uciekli na północ… Ci sami Francuzi, którzy codziennie przysłuchiwali się wywodom na temat konieczności i obowiązku przyjęcia uciekinierów znad Gangesu. Ci sami, którzy wywieszali transparenty: Wszyscy jesteśmy ludźmi znad Gangesu. I ci sami którzy, potępiali przejawy niechęci wobec każdego, kto mówił inaczej niż głos z telewizyjnych ekranów i codziennych gazet… Zapakowali swoje żony i dzieci do samochodów i w pośpiechu opuścili swoje jasne domy, tłumacząc, że tak trzeba i nie pamiętając, że gdy armada była jeszcze daleko ich dzieci pisały szkolne wtpracowania w rodzaju: Rodzina uciekinierów znad Gangesu prosi o gościnę w moim domu…

Wizja Raspaila sięga dalej – pisarz ujawnia prawdopodobny mechanizm społeczny – ilustruje zjawisko i… straszy.

Może rzeczywiście doczekamy czasów, że będziemy się bać we własnych domach, że przeinterpretujemy pojęcia: odpowiedzialności, miłosierdzia, braterstwa, słabości i siły; nasze rządy staną się bezsilne, a nasze armie nie będą w stanie reagować?

W końcu prognozy demograficzne przywołane przez Raspaila budzą nie tylko niepokój. Siedem miliardów ludzi, w tym tylko siedemset milionów białych, których trzecia cześć – przeważnie ludzi starych będzie zamieszkiwać Europę. I oni mają przeciwstawić się czterystu milionom przybyszów z Bliskiego Wschodu czekających po drugiej stronie Morza Śródziemnego?…” (Roland Maszka)

całość tu: „Prawomyślność i hipokryzja. Czytając Jeana Raspaila”

„…Kontrolowane media zachodnie stawały początkowo na głowie aby tylko nie ujawnić szczegółów. Najpierw chodzić miało tylko o „chuliganów” obmacujących parę dziewczynek tylko w Kolonii. Ani słowa o tym że nie byli to żadni „chuligani” ale Merkel Jugend najnowszej generacji. Podkreślano też że wśród zatrzymanych było aż dwóch Niemców a nawet jeden Amerykanin. Koloru skóry dla pewności nie ujawniono.

Ale potem mleko się rozlało. Zorganizowanych grup Merkel Jugend napastujących kobiety w szeregu miastach nie dało się zamieść pod dywan. Zaczęła w końcu mówić o tym miejscowa telewizja, choć rozdarcie lewackiego serca dalej trudno ukryć. I tak praktyczni Niemcy  chcą zwiększać zatrudnienie w policji na przykład. Bardziej humanitarni od nich Belgowie, których policja dalej nie może złapać sprawców masakry w Paryżu, stawiają przede wszystkim na lekcje wychowania seksualnego w obozach dla uchodzców. No kidding. Oto czego „uchodźcom” głównie potrzeba! Jako podręcznik proponujemy w takim razie Życie seksualne dzikich Malinowskiego, uzupełniony może zajęciami praktycznymi na dworcu w Kölln…

…Media i kosmopolityczna elita dobrze zna olbrzymie ryzyko związane z masową imigracją ale woli tego nie zauważać. Gdy tragedia się wydarzy, jak ostatnio w Paryżu, winny jest zawsze „represyjny klimat” we Francji.

Lewicowe elity sprowadziły na nas wszystkich olbrzymie niebezpieczeństwo wpuszczając zbyt wiele ludzi którzy nie mogą zostać zintegrowani. W odróżnieniu od popularnej opinii, ludzie nie zmieniają się emigrując, zabierają swój kulturalno-religijny bagaż ze sobą.

Współczesne elity utraciły łączność ze swoimi krajami i zostawiły swoje populacje z konsekwencjami narzuconego [przez siebie] multi-kulti i globalizmu…” (cynik9)

całość tu: Merkel Jugend świętuje Nowy Rok na dworcu w Kölln

„…głupek polski, który przyrównał rząd PIS-u do Państwa Islamskiego nawet nie zauważył, że strzelił swojej partii w kolano i przy okazji walnął w pysk całe polskie lewactwo i bojowniczki feminizmu na dodatek! Bo te właśnie środowiska najbardziej zabiegają o przyjęcie do Polski emigrantów islamskich, którzy ponoć uciekają przez Państwem Islamskim. Skoro Państwo Islamskie już mamy nad Wisłą, to jaki uciekinier zechce się tu osiedlić ?

Zapewne z tej przyczyny słowa głupka polskiego o Państwie Islamskim nad Wisłą nie są rozpowszechniane przez media niemieckie, którym zależy na tym, by jak najwięcej islamskich imigrantów upchać w Polsce. Szczególnie teraz – po upojnej nocy sylwestrowej, która dała Niemcom przedsmak kalifatu, który będzie ostatnim akordem polityki multi-kulti Angeli Merkel. Angela oraz inne kobiety ( w tym feministki) mogą jednak liczyć na wiele praw, które im kalifat przyniesie (link).

Na przykładzie Kolonii sami Niemcy zorientowali się, że poruszonej przez Angelę Merkel lawiny nie da się powstrzymać, jak i utworzenia Wielkiego Kalifatu Niemieckiego w samym centrum Europy. Oto w Kolonii hordy arabskich przybyszy dały pokaz „kultury”, która wkrótce zaleje Niemcy mimo prób cenzurowania wiadomości o gwałtach i rabunkach na kobietach, które znalazły się w pobliżu katedry Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny oraz dworca kolejowego. Watahy podpitej hołoty z Południa osaczały niemieckie kobiety molestując je, zdzierając odzienie i rabując. Na 120 zgłoszeń (do tej pory), dwa to gwałty. Inni wyznawcy Proroka bezcześcili w tym czasie średniowieczne sanktuarium, jedne z największych na świecie, załatwiając w jego pobliżu oraz na jego murach swoje potrzeby fizjologiczne. Policja oczywiście nie interweniowała, a niemiecka prasa milczała co dowodzi, że postępowa głupota dotarła do nas z Niemiec.

Mimo to, Niemcy nadal chcieliby nas pouczać o demokracji i o tym, jak walczyć z faszyzmem, ksenofobią oraz brakiem empatii dla zaproszonych przez Angelę Merkel gości. Nie byłem więc zaskoczony, gdy kolejny głupek rodzaju żeńskiego na łamach niemieckiego Newsweeka (ale wydawanego w języku polskim), zaczął nawoływać do cenzurowania informacji o wydarzeniach w Niemczech, gdyż nie tylko w Kolonii doszło do zderzenia postępowej kultury lewackiej z kulturą z Południa. Takie informacje, to byłaby woda na młyn dla całej prawicy, która tylko czeka na takie wiadomości – wyjaśnił głupek polski – zawodowa feministka, wspierająca multi-kulti na łamach polsko-języcznego Newsweeka. Wniosek z tego przekazu jest jeden: Trzeba bez rozgłosu pozwolić wyhasać się zdrowym i młodym wyznawcom Proroka, których przecież zaprosiła do Niemiec sama Angela Merkel ! Natomiast kobietom, które nie zamierzają brać udziału we „współżyciu kultur” (jak to okresliła Merkel) zaleca się chodzić w grupach i na odległość wyciągniętego ramienia od wyznawcy Proroka.

Za to już bez żadnej cenzury opublikowano w pro-niemieckich mediach wiadomość o ucieczce z Polski boksera Salety. Salecie bowiem tak obili mózg, że wybrał wolność w Tajlandii. A więc w kraju, gdzie władzę w 2014 roku przejęła junta wojskowa. Wiadomość o ucieczce Salety paradoksalnie najbardziej zaszkodzi planowi Angeli Merkel umieszczenia w Polsce 7 tysięcy imigrantów z Południa. Kto się bowiem zdecyduje na osiedlenie w kraju, gdzie panuje większy reżim niż w Tajlandii ? Tylko głupek kompletny…” (Kapitan Nemoniepoprawni.pl)

całość tu: Głupek polski po zderzeniu z PIS-em

„…I druga rzecz. Część Niemców nie akceptując medialnej propagandy zaczęła spontanicznie budować – wzorem polskiej prawicy – niezależny od głównego nurtu mediów drugi obieg. Dziś w niemieckim internecie nietrudno znaleźć memy z przekreślonym logiem ARD i ZDF. To wyraz sprzeciwu społeczeństwa. Media grały swoje, a ludzie wokół siebie widzieli co innego.

Niewygodnie dla władzy informacje i opinie zaczęły krążyć zwłaszcza po mediach społecznościowych. Być może nie jest to jeszcze poruszenie na miarę polskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale ciosy zaczęły padać. W odpowiedzi rząd Merkel pod pozorem walki z „mową nienawiści” wymusił na Facebooku, Twitterze i Google podpisanie kontrowersyjnego porozumienia. Podejrzane posty mają być usuwane w ciągu 24 godzin, a sama procedura ma ruszyć lada dzień. Łatwo się domyślić, co przede wszystkim będzie usuwane.

Na koniec nie sposób nie postawić pod adresem niemieckich mediów kilku pytań. Jak nazwać solidarne milczenie mainstreamu, kiedy na policję zgłaszały się setki kobiet molestowanych i zgwałconych przez mężczyzn „o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej”? Co takiego się stało, że te media milczały? Dlaczego milczały tak długo? Dlaczego dopiero masowe pojawienie się pokrzywdzonych kobiet na policji doprowadziło do ujawnienia tych informacji w mediach? Czy spóźniona reakcja mediów wynikała z nacisków władz państwowych, dla których gwałty w Kolonii są ostatnią rzeczą, na którą czekały? Pytania te są istotne, bo w gruncie rzeczy dotyczą powrotu cenzury, a tym samym stanu niemieckiej demokracji…” (Krzysztof Kunertwpolityce.pl)

całość tu: Nokaut dziennikarstwa w Niemczech

„…Ktoś nie poświęcający wiele uwagi otaczającemu go światu, zadowalający się potocznym wyobrażeniem postępu, demokracji i ogólnie pojmowanej „europejskości”, może się zdziwić – no, jak to możliwe? To tysiąc bandziorów szaleje po niemieckich miastach, rozpędzając bez wysiłku zniewieściałą policję, i bezkarnie gwałci oraz rabuje niczym Armia Czerwona po 1945 – i nic o tym nie mówią w telewizji, nie piszą w gazetach? No, przecież to Zachód, przecież wolność słowa, przecież nie ma tam cenzury?!
„Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle…” – chciałoby się zaśpiewać piosenkę ze starego kabaretu. Nie, media niemieckie wcale nie są wolne, rzetelne ani uczciwe, i co więcej, nie odbiegają pod tym względem od średniej europejskiej. Dla człowieka, który choć trochę interesował się w ostatnich latach sprawami publicznymi, to żadne odkrycie.
Ukrycie głęboko pod suknem takiego niusa, jak sylwestrowe napaści, nie jest żadnym precedensem. A czy zanim załamała się gospodarka Grecji, mógł się przeciętny Europejczyk dowiedzieć z gazet lub telewizji o nadchodzącej katastrofie, choć fachowcy widzieli ją już kilka lat wcześniej? Czy dotarły do niego jakiekolwiek wątpliwości co do wspólnej waluty? Czy jest uczciwie informowany o rzeczywistym wpływie ludzkiej działalności na klimat i o tym, kto i jakie biliony dolarów zarabia na rzekomej walce z ociepleniem? Czy mógł sobie kiedykolwiek na ten temat wyrobić własne zdanie?
Nie, w tych sprawach i w dziesiątku innych obywatel Zachodu poddany był i jest propagandowemu praniu mózgu dokładnie tak samo, jak obywatel PRL – karmiony dzień po dniu obrazami spuszczanej surówki, terkoczących na polach traktorów, kwitnącego dobrobytu i zadowolonych włókniarek (w latach siedemdziesiątych) albo, odwrotnie, wizjami szalejącego na ulicach bandytyzmu, chaosu i nędzy wywołanej ciągłymi strajkami rozwydrzonej „ekstremy Solidarności”, gdy ta sama telewizja urabiała grunt pod stan wojenny.
Rozciągnięcie tej samej medialnej osłony na cios imigracyjnym młotem, którym europejska oligarchia chciała skruszyć państwa narodowe, zwłaszcza w środkowej Europie, było może tym jednym krokiem za daleko. Euro czy klimat nie mogą prostemu obywatelowi dać po mordzie, a „uchodźcy” jak najbardziej, co sprawiło, że teraz nawet najgłupszy przeżuwacz medialnej papki odczuć musiał jakimś dyskomfort. Inna sprawa, czy na długo. Media w Europie pozostają wciąż w pewnych rękach i na pewno włożą wiele wysiłku w odbudowanie instynktów baraniego stada, dyrygowanego sprawnie z gabinetów polityków i szefów ponadnarodowych korporacji…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Wymacane Niemcy, wymacana wolność słowa.

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy.


„…koalicja PO-PSL, świadoma politycznej porażki, postanowiła pójść na skróty, dzięki siuchcie, do jakiej doszło wcześniej z udziałem pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego i jego zastępcy, którzy napisali „pod siebie” projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Skoro dzięki siuchcie z panem prezesem Trybunał Konstytucyjny wydawał się zblatowany tym bardziej, że pan prezes Rzepliński działał w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która tylko w roku bieżącym została wsparta milionem dolarów przez finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, za pośrednictwem Fundacji Społeczeństwa Otwartego. Finansowy grandziarz angażuje się finansowo w wspieranie nieubłaganego postępu. Co z tego ma – to osobna sprawa – ale nie ulega wątpliwości, że alimenty otrzymywane przez Helsińską Fundację od grandziarza, wystawiają na próbę również niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego.

Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Wprawdzie Trybunał wydawał się zblatowany, ale co to komu szkodzi, by był zblatowany jeszcze bardziej? Toteż koalicja PO-PSL rzutem na taśmę wcisnęła do Trybunału jeszcze dwóch sędziów – jestem pewien, że w przekonaniu, iż za to wciśniecie będą dozgonnie wdzięczni – oczywiście w granicach sławnej sędziowskiej niezawisłości, to jasne! Te rachuby nie były chyba bezpodstawne, jeśli się zważy, że ci sędziowie pozwolili się w takim trybie wybrać. Mając tedy Trybunał Konstytucyjny zblatowany aż do przesady, to znaczy – ponad konieczną potrzebę, koalicja PO-PSL była pewna, że mimo przegranej w wyborach, dzięki zblatowanemu Trybunałowi nadal będzie w pozycji wygranej, bo sławna niezawisłość sędziowska zawsze podpowie sędziom, jakie stanowisko powinni zająć, żeby było dobrze…

…jeśli ktoś po tym wszystkim będzie jeszcze wierzył w niezawisłość Trybunału, to mogę uważać go za wyjątkowo ciężkiego idiotę. Wyjątkowo ciężkiego – bo w sytuacji, gdy sędziów do TK wybiera Sejm – organ upolityczniony aż do przesady, to jakże z tej rozpanoszonej polityczności może się wyłonić apolityczny Trybunał? Ponieważ coraz częściej pojawiają się głosy wskazujące na potrzebę zmiany konstytucji, to de lege ferenda postulowałbym zmiany następujące. Po pierwsze – odejść raz na zawsze od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego. Prezydent już teraz jest wybierany w głosowaniu powszechnym, więc ma demokratyczny mandat znacznie silniejszy, niż jakikolwiek prezes Rady Ministrów. Tymczasem kompetencje rozdzielone są odwrotnie; prezydent prawie nie ma samodzielnych uprawnień władczych, w które autorzy konstytucji z 1997 roku wyposażyli premiera. Jeśli zatem wprowadzony byłby system prezydencki, to trzeba by też odstąpić od zasady, że sędziów Trybunału wybiera Sejm. Sejm bowiem w tej sytuacji występuje jakby sędzia we własnej sprawie, bo przecież Trybunał ocenia zgodność z konstytucją ustaw, które produkuje Sejm. Nie jest zatem wskazane, by Sejm wybierał sobie oceniacza swojej własnej działalności, no a poza tym – jakże z upolitycznionego Sejmu ma się wyłonić apolityczny Trybunał? Dlatego druga propozycja polega na tym, by Krajowa Rada Sądownictwa przedstawiała na każdy wakat w Trybunale trzy kandydatury prezydentowi, a ten dokonywałby wyboru – ale tylko spośród trójki przedstawionej mu przez Krajową Radę Sądownictwa.” (Stanisław Michalkiewicz – Obrońcy demokracji dostali w łeb?

podobne: Czy sądy czeka ręczne sterowanie?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Myślę że obecna koalicja rządząca zdaje sobie doskonale sprawę z tego że nawet jeśli postawią na swoim i „zgodnie z prawem” będą mieli w składzie TK „swoich” 5 sędziów, to i tak niczego nie zmienia jeśli w pozostałej części skład sędziowski zechce solidarnie zablokować którąś z ustaw PISu (arytmetyka jest tu nieubłaganie niekorzystna dla PIS). W tej sytuacji uważam że w „wojnie o trybunał” chodzi PISowi o zepsucie jego reputacji, czyniąc z niego niejasnymi posunięciami prawnymi ciało niekonstytucyjnie niekonstytucyjne, a więc pozbawione ewentualnej mocy prawnej tak blokowania jak ich przyklepywania (w zgodności z Konstytucją) czegokolwiek. Chytrzy stratedzy z PISu postanowili jak ten zazdrosny amant okaleczyć dziewczynę której posiąść w żaden sposób „PO dobroci” nie byli w stanie, albo jak kto woli postanowiono jednym bezprawnym ruchem wylać bękarta razem z kąpielą. Tym to sposobem im większy „gewałt”, czyt. im bardziej bezprawnie i zuchwale PIS „zamachuje” się na legalność TK tym (moim zdaniem) jest on coraz mniej uprawniony do decydowania o czymkolwiek, a z całą pewnością w umysłach obywateli zaczyna kiełkować społeczne poparcie dla natychmiastowego usunięcia tej patologii – nie tylko na poziomie ustawy ale przede wszystkim konstytucji. Osobiście nie widzę innej przyczyny dla której PIS miałby ryzykować całą tę awanturę o 5 czy 3 sędziów którzy przecież nie są w stanie „przegłosować” pozostałych. Dziwi mnie w związku z tym brak jakiegokolwiek odzewu konstytucjonalistów, prawników i tzw. „ekspertów” w całej tej właśnie sprawie. Bądź tu teraz mądrym czy taki trybunał ma w ogóle prawo orzekać o czymkolwiek czy też nie?

Wracając zaś do tematu „niezależności” i upolitycznienia TK uważam tak samo jak Pan Michalkiewicz. Kto twierdzi że ten organ będzie kiedykolwiek niezależny, skoro wybór jego „funkcjonariuszy” ZALEŻY od woli politycznej dwóch innych władz (niezależnie od tego kto akurat rządzi), ten sam sobie szkodzi, i nie ma o czym z kimś takim dyskutować. Rozsiewanie na ten temat kłamliwych informacji że TK będzie odpartyjniony tylko wtedy jeśli taka czy inna opcja będzie akurat u władzy jest typowym nielogicznym bełkotem dla… (nie dokończę 🙂 kogo). I tu właśnie dochodzimy do istoty problemu trwania tego rodzaju przekonań i wiedzy w umysłach poszczególnych wyborców, którzy z uporem maniaka jeden przeciw drugiemu (w zależności od opcji politycznej) wyrywają sobie nawzajem prawo do „niezależności” czy „niezawisłości”, prezentując bardziej lub mniej zajadłą typową moralność Kalego. Tego rodzaju „wymiany poglądów” podporządkowane wyłącznie partyjnym interesom, nie zasługują na nic innego jak (w najlepszym wypadku) uśmiech politowania… (Odys)

„…któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak…” (Stanisław Michalkiewicz – Co z konfidentami?)

Zasada trójpodziału władzy i ściśle z nią związana zasada niezależności sądów i niezawisłości sędziów stanowi niekwestionowany fundament współczesnego państwa. Przestrzeganie tej zasady jest wręcz warunkiem wstępu do społeczności międzynarodowej. Pomimo tego politycy tworzący władze ustawodawczą i wykonawczą nie ustają w wysiłkach, aby podporządkować sobie sądy, bądź przynajmniej uzyskać jak największy wpływ na sądy i sędziów. Na tym najbardziej tracą zwykli obywatele, których w ten sposób pozbawia się ochrony ich praw. Bo głównym zadaniem sądów i trybunałów jest dbanie o to, by pozostałe władze nie naruszały praw obywateli.

Problem utrzymania, a w zasadzie raczej uzyskania pełnej niezależności władzy sądowniczej od pozostałych dwóch władz (…) nie dotyczy tylko krajów dawnego bloku socjalistycznego, budujących dopiero swą demokrację, ale także takich krajów jak Niemcy, czy Włochy.

Porównanie doświadczeń w tym zakresie prowadziło do wniosku, iż metody stosowane przez polityków dla uzyskania wpływu na sądy i sędziów mają w zasadzie jedną wspólną cechę. Cechą tą jest przyznanie sobie przez polityków, w drodze wprowadzenia odpowiednich regulacji prawnych, prawa podejmowania decyzji w sprawach istotnych dla sędziów, bądź prawa do swobodnego, i nie poddanego żadnej realnej kontroli obsadzania stanowisk, z piastowaniem których wiąże się podejmowanie takich decyzji. To zaś prowadzi do sytuacji, w której podjęcie decyzji może być uzależniane od tego, czy dany sędzia postępuje w sposób oczekiwany przez podejmującego decyzję. Jest to bardzo poważne zagrożenie, ponieważ praktycznie każdy sędzia, w którymś momencie kariery znajdzie się w sytuacji, w której będzie mu zależało na uzyskaniu pozytywnej decyzji w jakiejś sprawie. Jeżeli zaś w rękach polityków (bezpośrednio bądź pośrednio) znajdują się instrumenty pozwalające zarówno „nagradzać”, jak i „karać” sędziów to oznacza to, że dysponują oni realnymi środkami pozwalającymi wywierać realny wpływ na sędziów. Cóż bowiem więcej, prócz „kija i marchewki” potrzeba by sprawować nad kimś kontrolę?…” (całość tu: CZY NAPRAWDĘ „TRZECIA WŁADZA”?

podobne: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia. oraz: Politycy jak hieny żerujące na tragedii ludzkiej. Tworzenie “prawa” pod wpływem emocji

Pojawia się też inne niebezpieczeństwo…

„…Partia Jarosława Kaczyńskiego sporą część czasu od objęcia rządów przeznaczyła na bezsensowny spór o Trybunał Konstytucyjny, zakończony nieskutecznym, bo uzależnionym od większości rządowej, przejęciu TK. Kiedy PiS straci władzę, a kiedyś to się stanie, bo nic nie trwa wiecznie, będziemy mieli do czynienia z tzw. demokratycznym wahadłem, bo każdy kolejny rząd, który przyjdzie po PiS-ie będzie mógł podważyć podstawy funkcjonowania obecnego składu TK i przeprowadzić podobną batalię, co PiS w pierwszym roku swoich rządów. W rezultacie zabezpieczenie konstytucyjnego porządku w Polsce będzie czysto teoretyczne. Zgadzam się z Markiem Jurkiem, że PiS „dał się wpuścić w pułapkę PO, która naruszyła prawo i udało jej się sprowokować działanie w przeciwnym kierunku”. Wystarczyło złożyć wniosek o unieważnienie wyboru dwóch sędziów, zgodnie z pierwotnym zamierzeniem PiS, a potem sukcesywnie wybierać nowych sędziów w momencie wygaśnięcia kadencji starych…” (Paweł Kubala • polskaniepodlegla.pl – PiS tchórzliwy i nieskuteczny!)

Całą histerię wokół TK nakręcają rzecz jasna nierzetelne i propagandowe media, które tak samo są „podzielone” na słuszne i słuszniejsze w zależności od opcji politycznej której się wysługują, gdyż tradycyjnie nie ma wśród nich ludzi samodzielnie myślących, tudzież odważnych by powiedzieć obywatelom co się naprawdę dzieje (i gdzie w tym wszystkim jest interes narodu – nie mylić z państwem 🙂 ). Nawet jeśli trafiają się takie rodzynki, to niestety natychmiast toną pośród całej reszty wezbranej fali nieobiektywnego bełkotu innych „ekspertów” i komentatorów, których twarze przewijają się codziennie przy różnych okazjach przez wszystkie „najważniejsze” stacje telewizyjne. Komentarzy i analiz obiektywnych jest w obiegu medialnym jak na lekarstwo. Dlatego z czystym sumieniem, jako uzupełnienie dla cytowanych komentarzy Pana Michalkiewicza, mogę polecić materiał Podziemnej TVRobią nas w konia: Wojna PARTII o TK (Trybunał Konstytucyjny) #137

Dlatego też jedną z kluczowych dla obywateli kwestii powinien być dostęp do WOLNYCH (czyt. niezależnych) i obiektywnych mediów/informacji, aby mogli prawidłowo odnajdywać tak siebie jak i swój interes pośród całego tego POPISowego bełkotu. Żeby oprócz dostępu do nachalnej propagandy jednej czy drugiej strony polityki, mogli odnaleźć niezależne od obu obozów informacje, fakty i opinie. Mają one bowiem zasadnicze znaczenie dla zgodnej z prawdą obiektywną oceny praworządności (w postępowaniu tak władzy jak i opozycji), oraz dla budowania u obywateli zdrowych podstaw właściwego i SAMODZIELNEGO orientowania się w poczuciu sprawiedliwości, oraz osobistych praw i wolności… (Odys)

„…Jeśli nowy rząd myśli poważnie nad zbudowaniem mediów publicznych i odkłamaniem przekazu medialnego, musi też znaleźć sposób na ograniczenie oddziaływania prywatnych nadawców i obcych koncernów wydawniczych. Błędne jest przeświadczenie, jakoby takie działania podważały pluralizm informacyjny lub godziły w niezależne dziennikarstwo. Te wartości są całkowicie nieznane pracownikom spółek medialnych i dawno zostały podporządkowane interesom establishmentu III RP lub interesom obcych mocarstw.

Najprostszym i powszechnie dostępnym narzędziem, byłby całkowity bojkot ich przekazu. Ośrodkom tym należy odebrać widzów i czytelników, skazać je na marginalizację i finansowe „zagłodzenie”.

Krok pierwszy – polegałyby na wycofaniu wszelkich reklam i ogłoszeń spółek Skarbu Państwa i instytucji rządowych oraz zaprzestaniu prenumerowania gazet i wydawnictw rozpowszechnianych przez prywatne spółki handlowe, typu Agora czy Axel Springer. Żadne kampanie reklamowe i informacyjne nie mogą odbywać się za pośrednictwem takich ośrodków. Jest to krok łatwy, zależny od decyzji poszczególnych ministrów i instytucji nadzorowanych przez państwo.

Krok drugi – to odmowa uczestnictwa przedstawicieli rządu i wyższych urzędników państwowych w audycjach i programach telewizyjnych oraz brak zgody na udzielanie wywiadów i wypowiedzi rozgłośniom i gazetom wydawanym przez obce koncerny. Nie ma żadnych powodów, by premier lub jej ministrowie zabiegali o uwagę wrogich, niechętnych Polakom mediów. (…) Ośrodki te, pozbawione udziału czołowych postaci życia politycznego i odcięte od dostępu do informacji, zostaną skazane na marginalizację. Nietrudno zrozumieć, że programy publicystyczne i informacyjne, w których wystąpią wyłącznie przedstawiciele PO-PSL-SLD, nie przyciągną widzów i nie będą uznawane za wiarygodne. Ponieważ znaczenie tych ośrodków wynika ze wskaźnika tzw. oglądalności, już kilkumiesięczny bojkot może okazać się zabójczy dla największych stacji telewizyjnych i radiowych.

Krok trzeci – to zaprzestanie nagłaśniania, rezonowania i propagowania treści prezentowanych w tych mediach oraz odmowa prowadzenia jakichkolwiek polemik i dyskusji z pracownikami prywatnych spółek medialnych. W tym procederze przodują dziś media zwane „wolnymi” i „niezależnymi”. Po upadku reżimu PO-PSL to one są głównym przekaźnikiem propagandy i nagłaśniają niemal każdy produkt TVN-u, GW czy Polsatu. Dość otworzyć portal internetowy braci Karnowskich lub nieopatrznie wejść na stronę niezalezna.pl., by dowidzieć się – co powiedział Michnik, jak chrząknął Żakowski lub co porabia T. Lis. Przeświadczenie, że są to informacje cenne, a ich nagłaśnianie jest formą walki z propagandą, jest wyrazem zabobonów i środowiskowych kompleksów. (…) Póki będą istniały takie praktyki, a na „niezależnych” łamach będzie prowadzona polemika z tezami zawodowych łgarzy, nie tylko nie ma szans na autonomię przekazu i pokonanie przeciwnika, ale nie sposób marzyć o stworzeniu prawdziwie wolnych mediów. Tam, gdzie aktywność dziennikarska odbywa się wyłącznie w kontrakcji do tzw. mainstreamu i polega na podglądactwie i naśladownictwie, nie ma miejsca ma obszary wolnej myśli i samodzielną wizję rzeczywistości…

…Polski rząd i społeczeństwo nie mają interesu we wspieraniu obcych agend medialnych i uleganiu dyktatowi spółek prawa handlowego. Jeśli chcą one nadal istnieć, muszą respektować polskie powinności i służyć sprawom Polaków. Jeśli odmawiają takiej służby – nie ma dla nich miejsca w społeczności ludzi wolnych. Jedynym medium, któremu Polacy mogliby zaufać, winny być narodowe media publiczne. Trzeba je stworzyć od podstaw i obdarzyć monopolem informacyjnym…(Aleksander Ścios – TRZY KROKI

podobne: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? i to: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. a także: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i jeszcze: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. polecam również: Tajne przez poufne: “Resortowe dzieci” czyli “Kto go rodził?”

…no i właśnie. Wśród propozycji całkowicie zdrowych i nieinwazyjnych (zwłaszcza w prawo obywateli do wielości źródeł informacji) – jak bojkot i nie karmienie trolli rodem z III RP (całkiem słusznie i natychmiast do zrobienia) – widać jednak kilka w moim przekonaniu całkowicie paranoidalnych i zupełnie niepotrzebnych, które grożą wraz z usunięciem niepożądanych i wrażych dla polskiej racji stanu elementów również tych, które stanowią o podstawie i sile rozwoju zdrowego i uczciwego dziennikarstwa. Przecież to właśnie ograniczenie możliwości powstawania konkurencji dla monopolu na „prawdę”, znajdującego się w rękach państwa i koncesjonowanych przez to państwo stacji komercyjnych (sami sobie koncesji nie przyznali), i pozostawienie w rękach tegoż aparatu całkowitej decyzyjności w sprawie nadawania koncesji, przyznawania grantów, i innego rodzaju zasilaniu finansowym jak wykup reklam czy prenumeraty, czyli de facto wynikającej z tego zależności finansowej, doprowadziło prostą drogą do niejasnych i patologicznych powiązań biznesowo-medialno-politycznych, oraz do pokusy używania przez władzę III RP propagandy medialnej dla swoich celów (z porównywalną do komunistycznej skalą), i zogniskowania jej w swoistym oligopolu/kartelu – TVP/TVN/Polsat/władza.

„…Weźmy na przykład niezależne media głównego nurtu. Zatrudnieni tam funkcjonariusze są o stan demokracji w naszym nieszczęśliwym kraju najboleśniej zatroskani i na każdym kroku dają temu wyraz. Czy jednak nie chodzi im przypadkiem o zmniejszenie wpływów finansowych, jeśli na przykład spółki Skarbu Państwa w nowej obsadzie personalnej przestaną futrować ich reklamami? Wprawdzie zmiany kadrowe w spółkach Skarbu Państwa rzeczywiście wiążą się z procedurami demokratycznymi, ale identyfikowanie finansowych korzyści z obroną demokracji wydaje się mimo wszystko naciągane…” (Stanisław Michalkiewicz – Cholewy wystają spod płaszcza)

Postulowanie w związku z powyższym jeszcze bardziej hermetycznego mechanizmu na monopol przy jednoczesnym „dożynaniu” konkurencji, obciążone jest ryzykiem, że KAŻDA kolejna władza będzie używać tego mechanizmu bez skrupułów, i bez cienia choćby pozornej przyzwoitości będzie mogła legalnie urabiać pod siebie (manipulować) opinię publiczną, a jedynym dla niej ograniczeniem będzie własna fantazja. Wycięcie z rynku informacji konkurencji w postaci mediów prywatnych, jest więc mieczem obosiecznym zarówno wobec samej władzy (zwłaszcza jeśli za kilka lat się zmieni – a wraz z nią punkt widzenia otaczającej Polaków rzeczywistości 🙂 tak jak to się dzieje obecnie), ale przede wszystkim wobec obywateli – którzy będą po prostu skazani na „jedynie słuszną” rację (i to pod przymusem bo innej opcji nie będzie) – póki co PISowską z całym dobrodziejstwem inwentarza, jak chociażby uprawianą przez tę partię ideologię narodowego socjalizmu i etatyzmu, z jego złodziejskimi tendencjami do ucisku fiskalnego, rozdętej biurokracji, i marnotrawstwa jakie towarzyszy modelowi państwa i prawa zbudowanego w oparciu o interwencjonizm gospodarczy i „sprawiedliwość społeczną”. W skrócie ludzie nie dowiedzą się nigdy że okradanie ich na rzecz budowania takiego modelu państwa to zakamuflowana komuna… a każdy kto będzie o tym informował zostanie przez „narodowe” media spacyfikowany, choćby mówił prawdę. Nie ma w tej ideologii niczego z prawicy, o czym więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I dziwi mnie tylko że pomysłodawcą tej satrapii jest ktoś (bloger), kto sam funkcjonuje na swego rodzaju rynku medialnym właśnie dzięki istnieniu pluralizmu (wielości źródeł informacji), oraz dzięki temu że władza (jakakolwiek by nie była) nie może mu zamknąć ust ani w sposób legalny (bez naruszania prawa do wolności słowa) ani też stygmatyzując go i zaszczuwając jako „wroga narodu”, „szpiega” czy innego „agenta” poprzez jedynie słuszną tubę informacyjną w postaci „narodowych mediów publicznych” (pomijając nazywanie etatystycznego państwowego tworu „narodowym”).

Prawda nie potrzebuje monopolu ani pozycji siły! Zawsze broni się sama bo jest prawdą, a zmiana u władzy której od niedawna jesteśmy świadkami dobitnie pokazuje że kłamstwo/manipulacja choćby obwarowane wielkimi siłami i środkami w końcu przestaje być opłacalne. I nie zrobiono tego ustawą, ani wielkim nakładem ze środków publicznych, bo zrobiła to głównie blogosfera i „internety” – niezależne tak od państwowego jak i korporacyjnego finansowania. Jeśli jednak „nowa” władza ma zamiar pójść drogą poprzedników, nie wyciągając z porażki „monopolu na rację” lekcji dla siebie, to skończy dokładnie tak jak ci, którym od lat zarzuca manipulację i zamordyzm medialny. Stworzy potwora od którego sama zginie, jeśli nie od własnej pychy, to od pychy tych którzy przyjdą po niej i użyją odlanych przez obecną władzę armat. Bez prawa do istnienia konkurencji PRYWATNEJ wobec państwowego monopolu, ludzie będą skazani na taką samą propagandę jak za znienawidzonej komuny. Jeśli nikt nie ma prawa patrzeć władzy na rękę bez obawy że nie zostanie „uciszony” za „zdradę” i przeszkadzanie w jej interesach, to można zapomnieć o wolności i prawie do informacji. Liczyć się będzie tylko to co władza ma nam (łaskawie) do przekazania i wiadomo że sama siebie nigdy krytykować nie będzie… (Odys)

cytat: „Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu… Mmmm… Tak, nie… Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.” (Rejs – krytyka!)

„…Kilka lat temu Piotr Lisiewicz w tekście „Salon. Przedpokój. Ulica” opisał, jak widzi podział poszczególnych sfer polskiej rzeczywistości. „Salon jest u nas najsilniejszy, jednak czasem zdarza mu się tracić wpływy. Wtedy do głosu dochodzi konkurencja, na którą składają się przedpokój i ulica” – pisał Lisiewicz. Dziś salon najbardziej boi się opisywanej ulicy, czyli środowiska ludzi, którzy chcą realnych zmian. Nie pudrowania, nie uników i dogadywania się. Wyborcy też oczekują swoistej „miotły” – działań, które przyniosą realną zmianę zarówno w polityce historycznej, kulturalnej, jak i w polityce zagranicznej, ekonomicznej oraz społecznej. Ten właśnie salon ze strachu zaczyna wyć. Zaczyna wmawiać obywatelom, że przerażenie elit III RP musi się również jemu udzielić. Tomasz Lis traci stołek w TVP i histeryzuje. Kowalski, histeryzuj i ty. Cóż, mają problem z Kowalskimi. Jak na razie do obrony pluszowych męczenników chętnych nie ma. Bo Kowalski rozumie, że gdy się świnki odrywa się od koryta – słychać kwik. On ten kwik zniesie pod warunkiem, że jemu, zwykłemu obywatelowi, zacznie się lepiej żyć. W tym tkwi największe wyzwanie dla Prawa i Sprawiedliwości oraz rządu Beaty Szydło.” (Samuel Pereira)

całość tu: Skowyt tracących koryto podobne:  Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi

…święte słowa Panie Pereira, ale proszę pamiętać że PIS już na etapie założeń (w samych tylko obietnicach) odróżnia interes partii/władzy od interesu Kowalskich dokładnie w taki sam sposób jak poprzednicy – przedkładając ten pierwszy nad drugim. Inaczej nie opierałby swojej polityki gospodarczej o rabunek i dalsze zadłużanie Polaków. Czyż nie? Na tej podstawie można uczciwie powiedzieć że świnia świni równa (ale jak Pan woli to niech będzie równiejsza 🙂 )

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Na skutek brutalnej RZECZYWISTOŚCI coraz większa rzesza obywateli naszego kraju zaczyna publicznie wyrażać swoje niezadowolenie i co gorsza (dla władzy i jej heroldów) nie da się już ich upchać do wora z napisem „PIS”. Ludzie zaczynają się bowiem organizować poza korytowym nurtem politycznym, którego mają dość. Mają dość partii, które podzieliły się sceną polityczną dla obopólnej korzyści „trwania przy korycie” w wiecznym uścisku nienawiści i permanentnej wojny (dla zajęcia umysłu wyborców). Władza jak i opozycja są zresztą po równi zaniepokojone tą „nową siłą”, która nie daje się wciągnąć do wojenki przez żadną ze stron. Ci ludzie nie chcą bowiem widzieć dłużej u władzy skompromitowanej magdalenkowym układem kliki. Coraz głośniej mówią, że chcą SAMI decydować o swoich pieniądzach, własności prywatnej, rodzinach. POstmagdalenkowy układ nie boi się tak PISu (którą to opcję polityczną i jej otoczenie uważa za „groźnych” ale SWOICH przewidywalnych oszołomów – w końcu ś.p. L. Kaczyński też brał udział w Magdalence), jak boi się właśnie tej części elektoratu, która do tej pory stała bezczynnie przyglądając się z niesmakiem temu co się w Polsce wyrabia. Kukiz jest tylko tego przedsmakiem. Nie zapominajmy że monopol PISu u władzy uratował cud nieprzekroczenia przez wolnościowców KORWiN’y progu wyborczego (stąd m.in. moje podejrzenia że „komuś” ze strachu przed formacją JKMa bardziej pasowała pełnia władzy PIS). Wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy uprawnionych do głosowania która pofatygowała się na wybory, więc nadużyciem jest podczepianie się tej partii pod reprezentowanie jakiejś „większości obywateli”, a zwłaszcza pod ludzi którzy mają ten cały POPIS gdzieś. Za jakiś czas może dojść do podobnej sytuacji jak w pewnym dowcipie:

Z pamiętnika młodego partyzanta
01.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
02.07 – niemcy nas pogonili z lasu
03.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
04.07 – niemcy nas pogonili z lasu
05.07 – gajowy się zdenerwował i wszystkich pogonił z lasu

Tak naprawdę to nie PISowcy, ale ten nowy (gajowy 🙂 ) ruch społeczny (jeszcze nie nazwany a jednak istniejący) tak nieboszczkę/POprzedniczkę przestraszył. Przestraszył ją do tego stopnia, że zaczęto „produkować” za pomocą służb POtencjalnych „zamachowców” (Brunonów K.), różnej maści „faszystów” i „zakłócaczy POrządku” (od których PIS też się stanowczo odcina – Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego), Trzeba było przecież jakoś zmobilizować własny elektorat pod parasolem strachu i permanentnego zagrożenia, ale nie tylko! Wszak w imię POkoju i dla potrzeby powstrzymania „wojny domowej” państwo wręcz MUSI(!) zacząć ograniczać pewne swobody obywatelskie takie jak wolność zgromadzeń, wolność słowa, dostęp do informacji publicznej jednocześnie nadając coraz większe uprawnienia „organom POrządkowym” i innym „tajemniczym” (cenzura w internecie – Nowa spec służba), żeby „państwo” mogło „zgodnie z prawem” zapanować nad „histerią oszołomów” (o czym więcej tu: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. i tu: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Komu to wszystko służy?). Obawiam się że nowe władze mają za zadanie dokończenie marszu ku zamordyzmowi rozpoczętego przez PO. Obecnie toczona ustawka o TK jest tylko kolejnym etapem/pretekstem w docelowym uchwyceniu PRAWDZIWEGO buntu za pysk żeby nigdy do niego nie doszło. Czas oczywiście pokaże dokąd zabrniemy, i tak jak dała się poznać PO tak i PIS po owocach poznamy.

To co do tej pory w kwestii ograniczania praw obywatelskich zrobiła platforma zwana niesłusznie „obywatelską” poraża totalitaryzmem, ale jeśli PIS pójdzie tą samą drogą, oszukując ludzi że tego wymaga „prawdziwy” patriotyzm, to kiedy jego polityka tak gospodarczo jak i ideologicznie zbankrutuje, będzie musiał odejść z dużo większym hukiem jak jego poprzednicy… (Odys)

PS. „…Smutne, że tzw autorytety, które milczały, gdy zamachu na TK dokonywała PO, a teraz krzyczą wniebogłosy, gdy prawo zmienia PiS okazują się tym samym być hipokrytami. Smutne, że tzw autorytety nie rozumieją, że 20% Pawła Kukiza to wcale nie jest „end of story”. Jeszcze trochę kompromitacji i hipokryzji i za 4 lata rządzić Polską będzie nawet nie Paweł Kukiz, ale Liroy do spółki z Dodą (i wówczas Panowie Profesorowie, Adwokaci, Sędziowie i inni zatęsknią jeszcze nawet nie do PO, ale nawet do PiS).

Mam wrażenie, że Polska stoi w obliczu dramatycznego wyboru. Gdy Prezydent Andrzej Duda wykonał kilka gestów wobec opozycji (np powołując do Rady ds. Rozwoju Adama Daniela Rotfelda, który otwarcie przecież poparł kandydaturę Bronisława Komorowskiego) tzw „salon” nawet tego nie zauważył. Miałem wrażenie, że i tu poczucie wyższości nie pozwalało nawet na odnotowanie gestu. Szkoda, bo była szansa, aby choć w zakresie polityki zagranicznej wnieść się na poziom dojrzałych państw.

Dlaczego tyle piszę o tych elementach psychologicznych? Ano dlatego, że to one – a nie żadne racje polityczne czy też prawne – zadecydują o kierunku w którym pójdzie polska polityka. W psychologii istnieją dwa podstawowe negatywne uczucia – nienawiść i pogarda. Nienawiść pomiędzy głównymi siłami politycznymi jest zapewne wzajemna, ale to nie ona niczym miecz Damoklesa zagraża Polsce. Dialog i kompromis uniemożliwia otóż pogarda…

…Polska znajduje się na rozstaju dróg. Wina leży po obu stronach. I tylko Polski żal. Polski bowiem nie stać na wojnę polsko – polską. Na tej zyska wyłącznie Władimir Putin…” (Witold Jurasz)

całość tu: Bawcie się tak Panie i Panowie dalej…

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Sejmowa
arytmetyka
silniejsza
niż moc
w językach!
Tryb,
banały
i uchwały.
Oszalały
liberały.
Hipokryzja.
Dwa?
Trzy?
Pięć???
Telewizjo!
Dalej kręć!

Marek Gajowniczek: „Moc w językach”

Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.


„…Wszyscy chyba się zgodzimy, że celem nadrzędnym obecnego układu sił – POPiS-u – jest skuteczne ugruntowanie podziału władzy między sobą, tak by bezpiecznie co kilka lat wymieniać się stołkami i nie martwić się o to, że w przyszłości pojawi się siła, która będzie w stanie realnie zagrozić układowi.

Ale jak tu zabetonować scenę polityczną bez oskarżeń o działanie na szkodę demokracji, bez narażania się na oskarżenia o chęć trwania przy korycie, bez oskarżeń o łamanie konstytucyjnych praw obywateli i odbieranie im podstawowych praw obywatelskich?

Bardzo prosto! Wystarczy przekonać ludzi, że sami tego chcą. Wystarczy sprawić, że społeczeństwo będzie tego wręcz żądać. Wystarczy – przy małej pomocy własnych mediów – wypromować patriotę, najlepiej znanego powszechnie celebrytę, który pod płaszczykiem antysystemowca przekona ludzi do rozwiązania, które utrwali władzę jego mocodawców (ewentualnie, który będzie robił to nieświadomie). Co tam przekona, przecież i tak 90% popierających Kukiza i JOW-y nie ma zielonego pojęcia czym one są i czym w rzeczywistości skutkują (bo w końcu je popierają w imię walki z systemem – fuck logic!). Nie ma to już jednak żadnego znaczenia bo dzięki „antysystemowemu” Kukizowi ogromna część Polaków JOW-y kojarzy z walką z obecnym obozem władzy i zgniłym systemem. Zadanie zostało zatem wykonane celująco.

Zauważcie, że przed „antysystemowym Kukizem”, na każdego kto wspomniał o JOW-ach patrzono jak na bezczelnego partyjniaka POPiS-u, który chce zabetonowania sceny politycznej w Polsce. Dzięki Kukizowi to się zmieniło i teraz tak Komorowski jak i Duda (tak PO jak i PiS) mogli się bezpiecznie stać gorącymi zwolennikami jednomandatowych okręgów wyborczych, które dadzą im władze na kolejne kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat…”

całość tu: pikio.pl

…O tym samym piszę od kilku dni i tak samo to widzę… Nikt z „ciasteczkowych” nie potrafi logicznie wytłumaczyć czego chce tak naprawdę jego środowisko poza JOWami, które zabetonują scenę polityczną (w jaki sposób o tym piszę tu: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.) na korzyść tych którzy w najbliższych wyborach wybiorą się znowu do władzy. I pal licho jeśli dostaną się tam wolnościowcy (wtedy machnąłbym ręką), ale obawiam się że gra idzie o utrącenie kręgosłupa tym którzy skrytykowali JOWy, a którzy przed „ciasteczkiem niespodzianką” mieli całkiem duże i ciągle rosnące poparcie nie rozczarowanych („zbuntowanych”) lemingów, ale przede wszystkim świadomego WOLNOŚCIOWEGO elektoratu (mówię tu o KORWiNie). Teraz sondaże pacyfikują wolnościowców na rzecz „zbuntowanych od Kukiza” (niektórzy nowo nawróceni mówią że „wkurwionych” 🙂 ) i „nowoczesnej” POd Balcerowiczowym okiem.

Kukiz tymczasem daje szansę układowi posypać głowę popiołem i urządza „debatę”, żeby się przekonać z kim mu będzie bardziej po drodze w nowym rozdaniu. I choć się zarzeka że nikogo nie reprezentuje, to już zaczął frymarczyć „elektoratem buntu” (do niedawna platformianymi a od niedawna już swoimi lemingami). Został oficjalnie mianowany i wyeksponowany jako „zmiana” we wszystkich reżimowych mediach, a że przypadkiem zaczął się rozmijać z elektoratem wolnościowym (od 25 lat merytorycznie a nie POrywem serca „zbuntowanym”), to tylko należy złożyć na karb tego, że „stara” władza tylko tego sobie życzy. Resztę demokratycznych zachcianek sama chętnie POmoże spełnić, byle pozbyć się i utopić w niekorzystnych sondażach elektorat skupiony wokół nieprzejednanego Janusza Korwin-Mikkego 😉 (który nadal pozostaje wrogiem nr. 1 „starego” układu).

W całej tej UStawce w zasadzie chodzi o uwiarygodnienie nowych właścicieli „buntu” lemingów w oczach społeczeństwa i ratowanie demokracji (dzięki której obecny układ rządzi już tyle lat). JOWy to tylko klucz wytrych do tego szkodliwy, ale to już mało kto rozumie. W Polskę poszła informacja że kto chce JOWów ten chce „zmiany” i na odwrót – kto JOWów nie chce i je krytykuje (i nieważne czy ma rację) ten jest „wrogiem lódu”. Już nikomu nie przeszkadza że tego samego chce teraz władza, bo ludzie POłknęli haczyk i będą się teraz zabijać o to że wierzą w coś autentycznego. Bo ta atrapa przy całej jej wyrafinowaniu jest jak najbardziej autentyczna, tyle że za nią nie czeka nic nowego (lemingi nigdy jednak nie wyglądają dalej poza atrakcyjną dla nich atrapę). To że realizuje się program socjalistyczno-populistyczny tego nikt nie jest w stanie ani zauważyć a co dopiero porównać ze „starym”. Dla większości tego elektoratu to pierwsze takie „doświadczenie” stąd wierzą że autentycznie doświadczają czegoś niezwykłego i nie chce im się szukać innego (wszak w telewizji wiedzą co mówią 🙂 a nawet jak nie mówią to już wystarczy za wiarygodne).

Zimna kalkulacja obecnej sytuacji…

Siły Kukiza nie można lekceważyć. W demokracji rządzi arytmetyka która jest bezwzględna więc trzeba zrobić wszystko żeby była bezwzględna dla starego a korzystna dla środowiska wolnościowego. JKM powinien w te pędy oficjalnie poprosić (ale nie wzywać czy wyzywać) Kukiza na ubitą ziemię i dążyć za wszelką cenę do kompromisu. Jeśli Kukiz chce robić nową Polskę a stare wyrzucić (jak deklaruje) to się zgodzi na współpracę. Jeśli jest inaczej to będzie robił uniki, czym pokaże z jakiej tak naprawdę gliny jest ulepiony (i z czyjego pieca wyszedł 😉 ). Postawić go przed propozycją (tak jak on postawił PIS i PO przed podobnym musem zadeklarowania się) i niech się wtedy poci w jaki to uprzejmy i nie wzbudzający podejrzeń sposób odmówić KORWiNie współpracy. Można się nawet zgodzić oficjalnie na te JOWy, bo teraz nie ma to już żadnego znaczenia skoro POPiS na wyścigi przekonuje i zapewnia że JOWy będą 🙂 Trzeba Kukizowi ustąpić i łączyć się z nim. Jeśli jest szczerze antysystemowy to będzie szukał pojednania ponad podziałami właśnie z innymi antysystemowcami a nie będzie puszczał oka do PISu czy PO urządzając im jakieś „debaty”. Niemniej jednak należy cały czas informować elektorat wolnościowy o ustaleniach i podziałach stołków – kto komu ustępuje i na jakiej podstawie. W ogóle należy budować szeroką antysystemową koalicję i wciągać do niej Pana Grzegorza Brauna, Narodowców, KNP i wszystkich którzy są spoza systemu – stworzyć jedną listę obywatelską (o co od dawna apeluje Pan Daniel Konrad z PodziemnaTV)… Odys

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom.


Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    12 października 2014:

„Świat odetchnął z ulgą, a jeśli nawet nie świat, bo świata to może specjalnie nie interesować, to nasz nieszczęśliwy kraj już na pewno. Chodzi mi o deklarację prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że gotów jest „służyć Polsce” nie tylko w roku 2015, ale również w latach następnych – aż do roku 2027 – a potem się zobaczy, bo wszystko w ręku Boga. Deklaracja ta była odpowiedzą na fałszywą pogłoskę, że w przypadku przegranych wyborów prezes Kaczyński zrezygnuje z przewodzenia Prawu i Sprawiedliwości. Na szczęście okazało się, że to nieprawda – po pierwsze dlatego, że PiS na pewno nie przetrzymałoby tego eksperymentu i nie wiadomo, kto by wtedy służył Polsce w charakterze dzierżawcy monopolu na patriotyzm, a po drugie – że nie ma u nas lepszego zajęcia, jak służenie Polsce. Umiłowani Przywódcy, którzy służą Polsce jak nie w obozie płomiennych szermierzy patriotyzmu, to w obozie zdrady i zaprzaństwa, a jak nie w obozie zdrady i zaprzaństwa, to – dajmy na to – w charakterze obdarzonego stuprocentową zdolnością koalicyjną języczka u wagi – załatwili sobie za tę służbę solidne wynagrodzenie.

Nie mówię o dietach poselskich i ministerialnych apanażach, bo to rzecz zwyczajna, ale o subwencjach dla partii politycznych. W ubiegłym roku przeznaczono na ten cel ponad 54 miliony złotych, z czego Platforma Obywatelska dostała ponad 17 mln, PiS – 16,5 mln, dziwnie osobliwa trzódka biłgorajskiego filozofa – ponad 7 milionów, a PSL i SLD – po ponad 6 milionów złotych. W takiej sytuacji można służyć Polsce nie tylko „mądrze i wesoło”, ale możliwie jak najdłużej – żeby przypadkiem nie znaleźć się wśród tych, którzy Polsce nie służą i z tego powodu Umiłowani Przywódcy obciążyli ich rozmaitymi haraczami na rzecz tych, którzy Polsce służą od rana do wieczora, a i w nocy też. I słuszna ich racja – bo kogóż wynagradzać w tych zepsutych i zmaterializowanych czasach, jeśli nie tych, którzy służą Polsce, a kogóż karać na kieszeni, jeśli nie tych, którzy Polsce służyć nie chcą? Więc nasz nieszczęśliwy kraj odetchnął z ulgą, nie tylko dlatego, że nie zostaniemy osieroceni, ale również dlatego, że uścisk ręki, jakim obdarzył był prezes Kaczyński Donalda Tuska nie oznaczał bynajmniej pojednania między obozem płomiennych szermierzy patriotyzmu z obozem zdrady i zaprzaństwa, tylko – właściwie nie bardzo wiadomo co. Tak w każdym razie wyjaśnił to pan poseł Hoffman.

Tymczasem, kiedy Donald Tusk wyjechał ma Maltę, gdzie intensywnie uczy się mówić językami, do Sejmu wtargnął poseł Sławomir Nowak, były minister transportu w rządzie premiera Tuska, znany również z upodobania do pożyczonych zegarków. Kiedyś premier Tusk publicznie oświadczył, że dopóki on jest szefem PO, to o żadnej współpracy z posłem Nowakiem mowy być nie może – ale kto wierzy premieru Tusku, ten sam sobie szkodzi. Jak starsi i mądrzejsi postanowią inaczej, to żaden premier nie będzie miał nic do gadania – toteż pani premierzyca Ewa Kopacz na pytania dziennikarzy co do dalszych losów posła Nowaka, który na poprzednim etapie obiecywał rezygnację z mandatu, udzieliła dyplomatycznej odpowiedzi, że na pewno podejmie on „właściwą decyzję”. A – powiedzmy sobie szczerze i otwarcie – jakaż decyzja może być lepsza od kontynuowania służby Polsce na poselskim fotelu? Gdzie poseł Nowak będzie miał lepiej, jeśli nie w Sejmie, tym bardziej, że nawet najpobożniejszy senator Platformy Obywatelskiej, Jan Filip Libicki życzy mu „powodzenia w sądzie”? Jestem pewien, że te życzenia się spełnią, bo skoro już wkroczyliśmy w nowy etap, to obowiązują na nim inne mądrości, o których skądciś dowiedział się nie tylko poseł Nowak, pojawiając się ponownie w Sejmie, ale i niezawisłe sądy, które – niczym ów policmajster z „Pana Tadeusza” – powinność swej służby na pewno zrozumieją. Zresztą nie tylko sądy – bo i niezależna Prokuratura Wojskowa na wszelki wypadek ponownie przedłużyła śledztwo smoleńskie? Wprawdzie ryzyko powrotu PiS do rządów nie jest duże, ale niezależna Prokuratura Wojskowa widocznie uważa, że na wszelki wypadek trzeba zabezpieczyć się na wszystkie strony.

Szczególnie od strony najważniejszej. Oto na Facebooku pan Tomasz Nowak, powołując się na poranną audycję radia Tok FM z 5 października br., cytuje wypowiedź ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, który wyraża gotowość ostatecznego rozwiązania kwestii majątku żydowskiego. „Polska jest finansowo przygotowana na zwrot nawet 60 mld dolarów w 2015 roku. Umiejętna polityka finansowa sprawi, że wyjdziemy z twarzą wśród narodów świata, a Polacy tego nie odczują”. Jeśli minister Schetyna rzeczywiście tak powiedział, to lepiej można zrozumieć przyczyny jego powrotu na stanowisko ministra spraw zagranicznych w rządzie pani premierzycy, które chyba traktuje jako trampolinę do wyższych grządek. Czy Polacy tego nie odczują? No pewnie, że nie; już tam „Gazeta Wyborcza” wszystkim wytłumaczy, że tak trzeba, dzięki czemu pan Rafał Betlejewski, co to zainicjował kampanię wypisywania na murach „Tęsknię za tobą, Żydzie”, będzie miał to, czego chciał. Przed tym co prawda przestrzegał dawno temu grecki filozof Platon: „Nieszczęsny! Będziesz miał to, czegoś chciał!” – ale – jak zauważył Franciszek ks. De La Rochefoucauld – tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, że przekonał się o bezskuteczności pierwszego.”

źródło: michalkiewicz.pl

…i dalej w związku z wizytą w Polsce prezydenta Izraela…. Kto, co i komu obiecał? (Felieton Radio Maryja  •  30 października 2014)

„…W tym kontekście lepiej rozumiemy, dlaczego prezydent Izraela uznał kwestię – jak się wyraził – „zwrotu mienia żydowskiego” za mniej ważną w stosunkach polsko-izraelskich, chociaż oczywiście poinformował, że sprawa ta będzie przedmiotem rozmów z polskimi Umiłowanymi Przywódcami. Przy okazji izraelski prezydent powiedział, że wie, jakie jest polskie stanowisko w tej sprawie, a także – że zna „obietnice i umowy, jakie zostały udzielone i zawarte”. To bardzo ważna deklaracja, bo polska opinia publiczna z jakichś zagadkowych przyczyn nie została poinformowana ani o polskim stanowisku w tej sprawie, ani o „obietnicach i umowach” które – jak się okazuje – „zostały udzielone i zawarte”. Myślę, że wszyscy Polacy chętnie by się dowiedzieli, kto i jakie obietnice w imieniu Polski złożył, no i jakie umowy i z kim pozawierał – bo finansowe konsekwencje tych obietnic i tych umów obciążą polskich podatników podobnie, jak wydatki związane z budową i funkcjonowaniem Muzeum Historii Żydów Polskich.

Warto w związku z tym przypomnieć, że żydowskie roszczenia wobec Polski szacowane są na 60, a może nawet 65 miliardów dolarów i nie od rzeczy będzie zwrócić uwagę, że środowisko, które na terenie Polski dysponowałoby takim majątkiem, z pewnością miałoby dominującą pozycję ekonomiczną, a co za tym idzie – również dominującą pozycję społeczną i polityczną. W tym kontekście deklaracja izraelskiego prezydenta, że „Polacy i Żydzi muszą na nowo zbudować wspólne życie obu narodów” brzmi nie tylko zagadkowo, ale – co tu ukrywać – również niepokojąco. Po pierwsze dlatego, że „muszą” – co wyklucza wszelki sprzeciw z którejkolwiek strony, a po drugie – że „wspólne”, co zakłada podjęcie wymuszonego współżycia. W tej sytuacji od razu pojawia się pytanie, gdzie to wymuszone współżycie będzie się realizowało. Ponieważ nie słychać, by Polacy nosili się z zamiarem masowej emigracji do Izraela, to nie można wykluczyć, że eksperymenty z budowaniem „wspólnego życia obu narodów” będą prowadzone na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Kto te eksperymenty będzie finansował i kogo obciążą koszty ewentualnych niepowodzeń – tego, ma się rozumieć, dzisiaj jeszcze nie wiemy, chociaż dotychczasowe doświadczenia z budową i funkcjonowaniem Muzeum Historii Żydów Polskich pokazują, że jak zwykle – polskich podatników…”

całość tu: michalkiewicz.pl

podobne: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART”.  oraz: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa. oraz: Człowieki honoru i standardy PO czyli…”Praca za głos” i „tylko jeden zegarek” Nowaka i to: Zmiana prawa pod Nowaka? a także: „Rząd spajania i zamiatania” podczas „dryfowania w płynności” czyli… Zmiany zmiany zmiany po wyKopkach na „platformie”, by wszystko zostało po staremu tyle że z nowymi gębami do wykarmienia. polecam również: POpulizm czy nie, ale finansowanie partii za nasze pieniądze może się skończyc!

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech.


Wykład: KOŚCIÓŁ A WOLNY RYNEK – o. Jacek Gniadek SVD – Szczecin, 29 listopada 2016

1. Fragment artykułu Karola Handzel: Kościół katolicki a wolny rynek

Podczas lektury Pisma Świętego nietrudno jest zauważyć liczne odniesienia do gospodarki, czy ekonomii. Widać to już na początku Księgi Rodzaju, później niejednokrotnie wątek ekonomiczny przewija się przez Stary Testament, by wreszcie znaleźć się w nauczaniu Jezusa Chrystusa, zwłaszcza w przypowieściach. I wreszcie u progu XX wieku Kościół Katolicki wyraził się stanowczo na ten temat w encyklice Leona XIII „Rerum Novarum”. Mimo to, wciąż wśród wielu środowisk nauka Kościoła jest postrzegana jako etatystyczna, w niektórych przypadkach wręcz komunistyczna. Najwyższa pora na rozprawienie się z tego typu mitami.

Dekalog - Mariusz Lewandowski

Dekalog – Mariusz Lewandowski

Na samym początku należy się jednak zastanowić, czy Pismo Święte można w ogóle traktować jako źródło wiedzy ekonomicznej, podobnie jak wątpliwości wzbudza wykorzystywanie go do zbierania wiedzy historycznej, geograficznej, a nawet kulinarnej. Jest to przede wszystkim księga stanowiąca źródło doktryny katolickiej mającej przyciągać ludzi do wiary w Boga po to, aby osiągnąć zbawienie. Należy jednak zauważyć, że Słowo Boże skierowane do człowieka w Piśmie Świętym często odnosi się do spraw ekonomicznych i bardziej przyziemnych. Zresztą, należy pamiętać, że ekonomia obejmuje jedną z najczęściej akcentowanych w Starym i Nowym Testamencie rzeczy, jaką jest stosunek do bliźniego, co powinno stanowić wystarczający dowód na konieczność zauważenia relacji Pismo Święte – Wolny rynek. Oczywiście, Kościół Katolicki nie tworzy jednolitej doktryny ekonomicznej, a jedynie może zwracać w swoim nauczaniu uwagę na sprawy gospodarcze, tak jak dokonywał tego św. Augustyn, Leon XIII pisząc encyklikę „Rerum Novarum”, czy Pius XI w encyklice „Quadragesimo anno” będącej przedłużeniem Rerum Novarum. Wykorzystał to Mateusz Machaj pisząc o roli Kościoła w gospodarce: „Jak zatem przedstawia się konfrontacja: Kościół katolicki a wolny rynek? Nie inaczej niż konfrontacja: rodzina Kowalskich a wolny rynek, albo: korporacja Apple a wolny rynek, albo: Uniwersytet Nowojorski a wolny rynek. To wszystko są specyficzne instytucje stworzone przez ludzi. Wewnątrz nich nie ma jedności ideologicznej i politycznej. Poszczególni członkowie mają różne poglądy na temat wolnego rynku.”[1]Mamy więc zwrócić uwagę na ekonomię zawartą w Piśmie Świętym, ale nie oznacza to, że jesteśmy zobowiązani do jej przestrzegania. Gdyby tak było, katolicy równie dobrze mogliby układać codzienne menu na potrawy, które jedzono w Izraelu, a sztuka wojenna pozostałaby niezmieniona przez kilka tysięcy lat.  Janusz Korwin-Mikke powiedział kiedyś, że w sporze pomiędzy gospodarką wolnorynkową, a kolektywistyczną być może finansowo rację ma ta druga strona, ale ta druga strona jest nie do zaakceptowania z powodów etycznych, z tego powodu, że socjalizm degeneruje społeczeństwo. I właśnie dlatego warto zastanowić się nad tą moralną kwestią gospodarki wolnorynkowej. 

Za pierwsze zaakcentowanie przez Pismo Święte wolności gospodarczej można uznać Dziesięć Przykazań. Warto zwrócić uwagę na przykazania siódme, dziewiąte i dziesiąte, gdyż to one informują o prawie własności. „Nie będziesz kradł. (…)Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego”.[2] Zostaje tutaj podkreślona własność prywatna – gdyby bowiem ekonomia Pisma Świętego była kolektywistyczna, tych trzech przykazań by nie było. 

Przykazanie „nie kradnij” samo w sobie oznacza, że istnieje własność prywatna, do której prawo posiada jej właściciel. I że jest ona nienaruszalna. W tej samej Księdze Wyjścia znajduje się prawo, głoszące że „Jeżeli przy włamaniu złodziej zostanie złapany i pobity tak, że umrze, to nie ponosi się winy za przelanie jego krwi.”[3]

Piekło Krąg VIII - czeluśc ze złodziejami - Gustave Dore

Piekło Krąg VIII – czeluśc ze złodziejami – Gustave Dore

Przykazanie IX i X można uznać za rozwinięcie przykazania VII. Ale moim zdaniem ostatnie z przykazań oznacza istnienie nierówności społecznych, a więc poddaje ono w wątpliwość wszelkie utopijne teorie mające wprowadzić system, w którym każdy człowiek będzie miał tyle samo dóbr. Wszystkie te przykazania można też odnieść do władz, która nie ma prawa zabierać obywatelom pieniędzy bez ich zezwolenia. Oznacza to akceptację przez obywateli podatków, które nakłada rząd, ale nie akceptuje sytuacji podobnych do tej, która wydarzyła się w ostatnim czasie na Cyprze – czyli próby zabrania obywatelom przez rząd pieniędzy z kont bankowych. Ale o podatkach wspomnę jeszcze nieco później…

Ludwig von Mises powiedział: „Jeśli ktoś walczy o wolny rynek i wolną konkurencję, nie staje w obronie tych, którzy są już bogaci, lecz zabiega o swobodę działania dla anonimowych ludzi, którzy niebawem zostaną przedsiębiorcami, a ich pomysłowość sprawi, że życie przyszłych pokoleń stanie się lżejsze.”… Celem liberalizmu jest pokojowa współpraca wszystkich ludzi, jak również pokój pomiędzy narodami. Jeśli wszędzie własność środków produkcji będzie się znajdowała w rękach prywatnych, a prawa, sądy i administracja będą traktowały obcokrajowców i obywateli na takich samych warunkach, to nie będzie miało dużego znaczenia to, gdzie przebiegają granice państw. (…) Nie będzie się już opłacało prowadzić wojen; nie będzie powodów do agresji.(…) Wszystkie narody będą mogły współistnieć w pokoju.”

…Słowa te świetnie się wpisują w retorykę autora artykułu i samej nauki Kościoła Katolickiego, którego najważniejszym zadaniem jest krzewienie pokoju i miłości wśród ludzi (na chwałę Bożą).

2. Fragment artykułu Łukasza Adamskiego: Wysokie podatki to grzech. 

Dziś doświadczamy właśnie fiskalnego ucisku, który przejawia się np. w progresywnym podatku dochodowym. Taki podatek polega przecież na karaniu zaradnych obywateli za ich talent i wysiłek, skoro muszą wpłacać do wspólnego budżetu większy procent swoich uczciwie zarobionych pieniędzy niż pozostali. Księga Kapłańska krytykuje to roziwązanie: „Nie będziesz stronniczy na korzyść ubogiego, ani nie będziesz miał względów dla bogatego” (19, 15). To brzmi niczym cytat żywcem wyjęty z nauk Miltona Friedmana. Gdyby współczesne rządy stosowały ową prostą, a zarazem sprawiedliwą zasadę, nie dochodziłoby do asurdalnych sytuacji, gdy po doprowadzeniu wysokimi podatkami firmy do ruiny, państwo obdarza dotychczasowego właściciela (obecnie bankruta) pieniędzmi (zasiłkiem) zebranymi od innych przedsiębiorczych obywateli. Ta oto władza sama produkuje ubóstwo po to, by potem… ubóstwo zwalczać. Jak zauważył Ronald Reagan: „Poglądy rządu na gospodarkę można podsumować krótko: jeśli coś żyje, opodatkuj to. Jeśli nadal ma się dobrze, ureguluj to. Jeśli przestanie funkcjonować, wprowadź subsydia”.  

Wróćmy jednak do autorytetów religijnych. Jan Paweł II ostrzegał w encyklice „Centesimus annus”: „Interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, państwo opiekuńcze powoduje utratę ludzkich energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których – przy ogromnych kosztach – raczej dominuje logika biurokratyczna”. Papieski pogląd odzwierciedla zasadę pomocniczości, która wcale nie polega, jak przekonują politycy Prawa i Sprawiedliwości, na opiece nad obywatelem od kołyski aż po grób. Tu chodzi o – by posłużyć się językiem teologii – umiłowanie człowieka przez traktowanie jak osobę odpowiedzialną, a nie bezbronne dziecię. Już Leon XIII w encyklice „Rerum Novarum” z 1893 r. głosił, że wysokie podatki to zamach na święte prawo własności. 

cytat: Socjaliści uważają prawo własności za ludzki wymysł nie dający się pogodzić z przyrodzoną równością ludzi i głoszą wspólnotę dóbr, a nie godząc się na znoszenie bez sprzeciwu niedostatku, uważają, że można bezkarnie naruszać własność i prawa bogatszych. Kościół natomiast o wiele przytomniej uznaje, że między ludźmi nie ma równości, gdyż w naturalny sposób różnią się pod względem sił i zdolności; uznaje także nierówność pod względem posiadanych dóbr i nakazuje, by prawo własności i zwierzchnictwa, pochodzące z samej natury, pozostawało dla każdego nietknięte i nienaruszone. Wiadomo bowiem, że kradzież i grabież tak bardzo zostały zakazane przez Boga, twórcę i mściciela wszelkiego prawa, że na cudze nie godzi się nawet spoglądać, a złodzieje i grabieżcy są wykluczeni z królestwa niebieskiego tak samo, jak cudzołożnicy i czciciele bożków (por. 1 Kor 6, 9).
rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Dobitną przestrogę przed niesprawiedliwym opodatkowaniem znaleźć można też w Pierwszej Księdze Samuela: „Oto jest prawo króla mającego nad wami panować: Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni, aby biegali przed jego rydwanem. (…)  Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze również najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje je swoim sługom. Zasiewy wasze i winnice obciąży dziesięciną i odda ją swoim dworzanom i sługom. (…)  Nałoży dziesięcinę na trzodę waszą, wy zaś będziecie jego sługami. Będziecie sami narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was wtedy nie wysłucha” (8, 11-18). Ten obraz, interpretowany z perspektywy człowieka XXI wieku, jawi się jako prorocze ostrzeżenie przed komunizmem. Ciekawe jednak, że nawet w tak apokaliptycznej wizji autor nie wyobrażał sobie podatku wyższego niż… dziesięcina….

…Trzeba sobie powiedzieć, że nauczanie Kościoła Katolickiego w kwestii etyki jest w dużym stopniu kompatybilne z doktryną gospodarki wolnorynkowej a całkowicie sprzeczne z ideologią socjalizmu. Obok treści wypływających wprost z Pisma Świętego wskazują na to encykliki Papieży, oraz dzieła ojców Kościoła. Gospodarka wolnorynkowa okazuje się więc nie tylko lepsza ekonomicznie, ale przede wszystkim etycznie…(Odys)

podobne: Ryan McMaken: Mity o libertarianach rozpowszechniane przez katolików. oraz: Szatanem nie jest kapitał. Szatanem jest Goldman i rząd. czyli krytyka „Evangelii Gaudium”

Jan Paweł II, cytat, socjalizm

Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem


Co to znaczy „1600 brutto” ? To taka myląca nazwa na sytuację, kiedy pracodawca płaci ok 1930zł (koszt pracodawcy) – a pracownik z tego dostaje ok 1181zł (zarobki pracownika) – z czego jeszcze musi zapłacić podatki VAT i akcyzę – z których głównie składa się budżet.

 
Proszę sprawdzić to samemu, wpisując w dowolną wyszukiwarkę 3 słowa: kalkulator płacowy pracodawcy (bardzo ważne żeby to był kalkulator wynagrodzeń dla pracodawcy właśnie) – i wpisać dowolną kwotę brutto.

Minister pracy mówi: „Oczywiście chcemy, żeby Polacy zarabiali jeszcze więcej. Musimy jednak pamiętać o odpowiedzialności za cały rynek pracy. Zbyt duża podwyżka płacy minimalnej mogłaby zwiększyć bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych (…)”

Skoro Pan minister nie ma pojęcia jak pogodzić zwiększe zarobki Polaków z mniejszymi kosztami dla pracodawców – i przedstawia to jako coś niemożliwego do pogodzenia – to ja Panu ministrowi powiem jak to zrobić. Bardzo prosto.

Wystarczy ludziom MNIEJ zabierać z tego co zarabiają (wypracowują) – czyli obniżyć obciążenia podatkowe.

Wówczas każdy pracownik będzie zarabiał WIĘCEJ – mimo, że każdy pracodawca będzie płacił MNIEJ (czyli ponosił mniejsze koszty) – co z dodatkowo zmniejszy bezrobocie.

To rozbieżność między tym co płaci pracodawca (kosztem) a tym co dostaje pracownik (zarobkami) jest najważniejszą przyczyną biedy Polaków we własnym kraju.

Chybe nie muszę dodawać – dlaczego tak prostego i oczywistego rozwiązania problemu biedy w Polsce władza nie bierze w ogóle pod uwagę: bo to by oznaczało, że co prawda Polacy, społeczeństwo byliby bogatsi – ale władza i politycy byliby „biedniejsi” i zabierali by nam mniej pieniędzy do swojej dyspozycji.

Zapraszam do obejrzenia i rozpowszechniania najnowszego nagrania na kanale PodziemnaTV:

Koszty pracy

Koszty pracy

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.


15.04. Kraków (PAP) – Tożsamość narodowa nie jest dana, nie rodzimy się z nią. Jest ona tworem, który człowiek sam kształtuje w ciągu życia – przekonywał w poniedziałek w Krakowie filozof i polityk prof. Zbigniew Pełczyński, obywatel Polski i Wielkiej Brytanii.

Spotkanie profesora z pasjonatami historii odbyło się przy okazji promocji anglojęzycznej książki „Zbigniew Pełczyński: A Life Remembered”, którą napisał Dawid McAvoy, były student Pełczyńskiego. „Sprawa polskości i patriotyzmu jest skomplikowana. Identyczność narodową człowieka kształtują doświadczenia, edukacja, przeżycia. Zawsze chciałem odgrywać jakąś rolę w Polsce” – powiedział profesor. Jak opowiadał, w młodości chciał udowodnić swój patriotyzm wstępując do Armii Krajowej, aby czynnie walczyć o wolność ojczyzny. Po wojnie jednak nie chciał żyć w Polsce rządzonej przez komunistów. „To nie był kraj, do którego duchowo się przygotowywałem i poświęcałem” – wyjaśniał przyczyny decyzji pozostania w Wielkiej Brytanii i przyjęcia obywatelstwa brytyjskiego. „Niektórzy emigranci uważali przyjęcie brytyjskiego obywatelstwa za zdradę” – dodał. Profesor mówił, że w Wielkiej Brytanii robił wszystko, aby działać na rzecz Polski, zwłaszcza po 1956 r. kiedy po wizycie w kraju zobaczył, że władza komunistyczna jest powierzchowna, a Polacy nie utracili tożsamości narodowej.

Profesor podczas wykładów na Uniwersytecie Oksfordzkim starał się m.in. przybliżyć Brytyjczykom obraz Polski, a potem uświadomić czym jest stan wojenny. O sytuacji Polski rządzonej przez komunistów rozmawiał także z dziennikarzami. Szczególną zasługą mieszkającego w Wielkiej Brytani profesora była działalność na rzecz polskich studentów i naukowców. To w wyniku jego rozmów z władzami Uniwersytetu Oksfordzkiego, Polacy mogli, głównie w latach 80., wyjeżdżać na staże i stypendia do Wielkiej Brytanii. Profesor przyznał, że najwięcej studentów przyjeżdżało z Krakowa. „Liczba zgłoszeń z Uniwersytetu Jagiellońskiego była równa sumie wszystkich aplikacji nadesłanych z innych polskich uczelni. Było to możliwe dzięki temu, że wszyscy studenci krakowskiej uczelni mogli ubiegać się o wyjazd – w przeciwieństwie do innych szkół wyższych, których władze ograniczały liczbę osób mogących ubiegać się o stypendium” – powiedział profesor.

Podczas wieczoru podkreślił też, że założona przez niego Szkoła Liderów ma dawać młodym ludziom nie tylko wiedzę, ale i uczyć ich praktycznych umiejętności, zwłaszcza przywódczych. „Polskie uniwersytety nie dają środowiska, w którym młody człowiek może się rozwijać. Szkola Liderów ma wypełniać lukę tych uczelni” – powiedział Pełczyński. Spotkanie w Krakowie zorganizowało Muzeum Historii Polski w Warszawie oraz krakowski Klub Jagielloński. Zbigniew Pełczyński urodził się w 1925 r. w Grodzisku Mazowieckim. Podczas II wojny światowej był członkiem Armii Krajowej. Uczestniczył w powstaniu warszawskim. Po wojnie studiował na brytyjskich uniwersytetach ekonomię, filozofię polityczną, politologię . Przyjął brytyjskie obywatelstwo. Doktor filozofii politycznej. Znawca filozofii Georga Hegla.

całośc tu: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona – Stooq.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Ciężko się z tym nie zgodzić o czym mówi Pan profesor. Zresztą każde jedne uczucie i poczucie z jakim człowiek się przez całe życie styka i którymi emanuje na innych jest zależne od pewnych oczywistych zewnętrznych bodźców, które weryfikują nasze sympatie i antypatie. Raz wprowadzając nas w euforię (tudzież patos) a innym razem pogłębiają niechęć a nawet budzą wstręt. Po pierwsze nie można nikogo kochać czy szanować wbrew sobie. Można sobie tłumaczyć że się to czy tamto powinno („ojczyznę kochać trzeba i szanować – Nie deptać flagi, nie pluć na godło” – jak śpiewał Muniek Staszczyk) ale na dłuższą metę człowiek ma wyczerpane zasoby cierpliwości. Jest dobrze kiedy w takich chwilach człowiek  zachowuje się z godnością, bez nadmiernego wylewania na wszystko wokół „żółci” (czyt. bezzasadnej złości). Dobrze kiedy niechęć i obrzydzenie do pewnych zjawisk nie przesłania takiemu człowiekowi prawdziwej ich przyczyny, i potrafi on dzięki tej trzeźwości trafnie zidentyfikować obiekt, ku któremu te antypatie powinny być kierowane.

Jak mawiał Józef Piłsudski: „Naród wspaniały tylko ludzie k…y!” Bo czyż nie jest w istocie prawdą, że to my sami zdecydowaliśmy pośrednio (odkąd bierzemy udział w demokratycznych wyborach) o tym jak dziś wygląda nasze państwo? Czy to nie na nas właśnie ciąży jarzmo odpowiedzialności? Czy to przypadkiem nie my wybieramy od ponad 20 lat te tzw. „elity”, które potem w naszym imieniu sprawują nad nami władzę? Czemu więc narzekamy, a na kraj (który niczemu nie jest winien jako podmiot) wylewamy pomyje własnej niekompetencji i głupoty? Odbudujmy więc w sobie polską tożsamość poprzez pracę nad samym sobą, bo nikt inny za nas tego nie zrobi. W jaki sposób? Według mnie należy spełnić trzy podstawowe warunki.

Pierwszym elementem jest pamięć historyczna, która jest bazą wszelkiego patriotyzmu. Pamięć o tym wszystkim co się narodowi przydarzyło na przestrzeni dziejów jest niezbędna do zaistnienia poczucia tożsamości narodowej. Wiedza to klucz do wszelkiego poznania, więc kto nie zna historii swojego kraju, ten nie będzie też miał prawidłowego poglądu na to z czym powinien się identyfikować (kultywować) a o czym tylko pamiętać. Tego kto doprowadził do zaniku nauki lekcji historii w polskiej szkole, można bez wahania nazwać rakiem na duszy narodu, gwałcicielem tożsamości (o ile nie dosadniej). Ale jeszcze gorszym patogenem jest nauka fałszywych, przeinaczonych, bądź wybiórczych faktów z historii.

Jelity przy pracy, orzeł, krew, zdrajcy, PolskaDrugim elementem nierozerwalnie związanym z pierwszym, dopełniającym go i rozwijającym, jest poszanowanie i kultywowanie pamięci o dawnych wydarzeniach poprzez tradycję, czyli konkretne ZACHOWANIE się. Jak istotny jest ten drugi element pokazało 120 lat niewoli Polski, która bez kultywowania i samokształcenia się narodu w „rytuale” tradycji (i bez dalszego przekazywania wiedzy o niej), nie przetrwałaby w kolejnych pokoleniach, i skończyła się wraz ze śmiercią pierwszego które historię tworzyło, zapisało i pamiętało, ale „zapomniało” przekazać potomnym.

Trzeci element bez którego w moim mniemaniu patriotyzm w ścisłym znaczeniu nie może być uznany za patriotyzm (wszak wrogowie  naszego państwa też znają historię i potrafią ją przekazywać kolejnym pokoleniom wrogów Polski, po to by z nią skutecznie walczyć i niszczyć w zarodku na hasła klucze) jest wyciąganie PRAWIDŁOWYCH wniosków z tej historii i nie powielanie błędów w trosce o prawidłowy rozwój tkanki narodu, która jest nośnikiem pamięci i jej przekaźnikiem na kolejne pokolenia. Chodzi o piętnowanie tego co w historii było błędem (pamiętanie dlaczego) i prowadziło nas ku upadkowi, a kultywowanie tego co nas umacniało, kształciło i ubogacało. I tu nie chodzi tylko o przyjmowanie do wiadomości takich czy innych postaw, ale reagowanie na to co się dzieje w czasie rzeczywistym (choćby poprzez nazywanie rzeczy po imieniu), i realizowanie pewnych postaw w teraźniejszości, która też kiedyś będzie historią. Słowem wprowadzanie w czyn słusznych wniosków. Ilu dziś tak robi? Ilu ludziom udaje się w codziennym życiu reagować na to co się dzieje wokół z ich państwem? W moim mniemaniu niewielu, bo błędy z historii wciąż są MASOWO (nie tylko przez (nie)odpowiedzialną władzę) powielane.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Pamiętajmy o tym, że nie jest ŻADNYM przejawem patriotyzmu „chodzić na wybory” po to tylko by skreślić krzyżyk. Zwłaszcza jeśli odbywa się to w sposób bezkrytyczny i bez namysłu czy aby prawidłowo wybieram. Nie jest też takim przejawem „płacenie podatków”, co starają się nam wmówić nasi „umiłowani przywódcy”. Są to wyłącznie obowiązki prawne wobec władzy, które równie dobrze mogłyby nie istnieć bez żadnej szkody dla poczucia patriotyzmu, a w pewnych wypadkach nawet wręcz przeciwnie. Bo czyż prawdziwy patriota musi być zmuszany do płacenia podatków, albo do wyboru swoich nadzorców? Nie ma nic patriotycznego w pozbawianiu ludzi ich dorobku i prawa do samostanowienia. Wybranie sobie kogoś kto nami ma kierować to przejaw niewolniczych skłonności a nie patriotyzmu. To samo dotyczy płacenia podatków, które po przekroczeniu pewnego rozsądnego poziomu mają znamiona zwykłego haraczu jaki się płaci mafii a nie ojczyźnie. Przejawem patriotyzmu jest życie SAMODZIELNE według takich zasad, które nie organizują nam życia a są wyłącznie elementem porządku, gdzie nikt nie musi nami kierować przy wytwarzaniu dobrobytu, ani przy dzieleniu się owocami swojej pracy z innymi obywatelami. Spontaniczna, oddolna i dobrowolna dobroczynność to przykład prawdziwego poczucia wspólnoty i tożsamości z rodakami. Przywódcy państwowi powinni stać na straży tego, by w kraju były odpowiednie warunki dla rozwoju SAMORZĄDNOŚCI, żeby ludzie sami chcieli identyfikować się ze swoim państwem a co za tym idzie z jego władzami. Zamiast zachowywać się jak łupieżcy, rządzący powinni dbać o to, by obywatele czuli się w państwie bezpieczni, mieli poczucie sprawiedliwości i własnej godności.

Niestety z tego powodu że „wybrańcy narodu” (dziś to się nazywa „przedstawiciel ustawowy”) mają nad nami coraz bardziej nieograniczoną władzę, to mogą w każdej chwili ściągnąć Polskę na dno. Dno gospodarcze, kulturowe i społeczne – co niniejszym robią podpierając się właśnie tym że „naród ich wybrał”. Gdyby ci ludzie nie mieli nad nami tej władzy (wystarczy uchwalić odpowiednią ustawę by to co bezprawne stało się „zgodne z prawem”), a mają ją niemal we wszystkim – od kwestii ekonomicznych poczynając (podatki, zadłużanie i przymusowy udział w piramidzie finansowej ZUS, oraz ograniczanie prawa własności), poprzez kulturowe („publiczna edukacja”, „publiczne media”, czyli propaganda ideowa na PUBLICZNE zamówienie i za nasze pieniądze), na czysto fizycznej kontroli kończąc (rozbudowany i pozbawiony obywatelskiej kontroli aparat przymusu, który zatracił zdolność służby narodowi a służy wyłącznie władzy czyli sobie) z wątpliwej jakości „służbą zdrowia”… więc gdyby ci ludzie nie mieli nad nami tej władzy to MUSIELIBY nam rzeczywiście służyć jako OBROŃCY naszych praw (a jednocześnie swoich), tj. wolności i własności prywatnej. Nie zachowywaliby się jak nasi właściciele, wykorzystując w sposób bezczelny dane im uprawnienia, rugując z tkanki narodu patriotyzm. Poczucie wspólnoty i identyfikacji z państwem przestanie istnieć, jeśli władza dalej będzie zafałszowywać historię (lub będzie traktować ją w sposób instrumentalny), jeśli będzie odcinać naród od jej źródeł, czy rugować z umysłów (ducha) Polaków chęć SAMOSTANOWIENIA o sobie w wymiarze ekonomicznym, społecznym, oraz kulturowym. Tego rodzaju polityka skutecznie zamazuje pamięć o tym co nas ukształtowało jako Polaków, tj. o umiłowaniu wolności osobistej i wynikającym z tego poczuciu godności jako istoty ludzkiej. Tego rodzaju czyszczeniem zajmował się marksizm kulturowy który „przywędrował” do nas razem z komunizmem. Była to idea stojąca w jawnej sprzeczności (i wrogości) wobec zasad „cywilizacji łacińskiej”, które swojego czasu uczyniły nasz naród (a co za tym idzie państwo) silnym gospodarczo, militarnie, kulturowo i duchowo….

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Tymczasem oddaliśmy władzę nad sobą, nad naszą wolnością i własnością tzw. „elitom”, które żadnej z tych zasad nie kultywują, a wręcz je zwalczają by zrobić z nas „ludzi sowieckich”, tj. potulnych wobec bezprawia, i by tym łacniej doić na własne potrzeby. Lata komuny i 25 lecie „socjalizmu z ludzką twarzą” zdołało wyprać umysły „większości” Polaków do tego stopnia, że dziś sami domagają się i wybierają takich „przedstawicieli” którzy im obiecują „opiekę” i że wszyscy będą mieli „po równo”. Patriotyzm zaś to przespacerowanie się po ulicy z okazji „Święta niepodległości” tudzież „Wojska Polskiego” i wywieszenie flagi na balkonie. Te piękne (bo publiczne) przyznanie się do państwa to niestety nic nie znaczące dla dalszego poprawnego biegu spraw w Polsce gesty. Ot rytuał jak inne. Polecam: Docent J. Kossecki o Marszu Niepodległości oraz katastrofie demograficznej w kontekście debaty sejmowej.

Patriotyzm z prawdziwego zdarzenia (tj. wyciąganie wniosków z przeszłości i kultywowanie w praktyce pozytywnych postaw i idei) reprezentuje na co dzień naprawdę znikomy odsetek naszego społeczeństwa (nie wiem czy jeszcze narodu). Zważywszy na system wyłaniania władz do rządzenia państwem (zwanym „demokracją”), gdzie decyduje większość (choćby i statystyczna) nie jest możliwe żeby ten odsetek kiedykolwiek ujął ster rządów. Żeby to nastąpiło mniejszość musiałaby stać się większością. Ludzie musieliby MASOWO chcieć zauważyć że coś jest nie tak, a po drugie musieliby się zmobilizować by coś z tym faktem zrobić, całkowicie zmieniając dotychczasowy sposób postrzegania otaczającej ich rzeczywistości i własną w tym wszystkim rolę. Wymagałoby to porzucenia drogi na której jest im w większości z jednej strony wygodnie, a z drugiej popadli w apatię (chocholi taniec) choć wiedzą doskonale że ich życie w tym kraju dalekie jest od normalności (wystarczy się porównać z krajami rozwiniętymi). Nie wystarczy jednak tylko „wiedzieć” że coś jest nie tak, ale należy coś z tym faktem zrobić i ZAREAGOWAĆ czynnie, tymczasem spora część Polaków tkwi w bierności, a inna część – ta najbardziej aktywna, reaguje emigracją (i trudno jej się dziwić).

Dlatego też ta garstka patriotów która widzi że Polska stacza się po równi pochyłej (za sprawą rządów samozwańczych elit rodem z postkomuny), nie powinna nigdy przestać wołać do ludzi i prosić ich o obudzenie się z maligny socjalizmu, libertynizmu i pogardy dla tego co wymaga pracy, poświęcenia i  odpowiedzialności czyli patriotyzmu właśnie. Czego każdemu szczeremu patriocie życzę. Oby ich nigdy nie dopadła apatia i beznadzieja tej trudnej (i niewdzięcznej) misji, zwłaszcza gdy przeciw nim staje skorumpowany władzą aparat państwa, który ma wszelkie siły i środki by swoją morderczą dla Polski praktykę kultywować bez przeszkód aż ku zupełnemu wytępieniu wszelkich przejawów polskości w kraju nad Wisłą…

Polska w łańcuchachDokąd Zmierzamy – Stanisław Michalkiewicz

„…Wróć nowej Polsce świetność starożytną

I spraw, niech pod Nim szczęśliwą zostanie

Niech zaprzyjaźnione dwa narody kwitną,

I błogosławią Jego panowanie

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie…

 Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie!

…Odys

cytat: „…Idea jest prosta. Prawica popiera zharmonizowane ze sobą wartości: wiarę, rodzinę, tradycję, własność prywatną i wolność jednostki. Wartości te kwitną najlepiej w systemie wolnościowo-konserwatywnym. Ponieważ jesteśmy Polakami, zajmujemy się głównie sprawami polskimi w polskim środowisku i w ramach obecnie istniejącego państwa polskiego (a robiliśmy to nawet jak go nie było, pod zaborami). W tym sensie jesteśmy nacjonalistami, chociaż naturalnie nacjonalistami jagiellońskimi. To nie krew, nie pochodzenie, a deklaracja przynależności i pozytywne podejście do pięciu wymienionych wyżej wartości determinują polskość.

Wiemy też, że człowiek jest wolny, a jeśli chce, to z wolnej woli poddaje się jedynie Chrystusowi. Jednocześnie bierze na siebie z wolnej woli odpowiedzialność za siebie i rodzinę, ale również za sąsiedztwo i naród. Narzuca sobie samemu obowiązki czy też siłą woli przyjmuje je z pokorą – wobec słabszych i bardziej potrzebujących. Bóg pobłogosławił nam bardziej, wobec tego mamy obowiązki wobec innych, musimy im pomagać – dając wędkę, a nie rybę. A naturalne jest, że staramy się też propagować wśród innych nasze wartości, szczególnie że doświadczenie historyczne jednoznacznie pokazuje ich potęgę i korzystny wpływ na rozwój narodu. Tak uzbrojeni przeszłością stąpamy twardo w teraźniejszości i patrzymy śmiało w oczy wyzwaniom przyszłości…” (całość tu: I powstanie prawica jak Feniks z popiołów! czyli…)

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Do przyjaciół narodowców… a także: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. polecam również: POtrioci o patriotyźmie, czyli… „Nie znam się ale się wypowiem”

Patriotyzm, młody