Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze”


Adam Wycichowski niewolnik – doktryna dla każdego

„W popularnej i cenionej przez polskich czytelników książce doktor Ewy Kurek zatytułowanej Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945 znajdujemy ciekawą typologię win. Podczas badania reakcji poszczególnych grup narodowościowych na zagładę Żydów w czasie II wojny światowej, Karl Jaspers wyłożył nam, jakie i ile rodzajów winy możemy wyodrębnić, kiedy człowiek postawiony jest wobec sytuacji niedającej się objąć ani rozumem, ani sercem…

żyjemy w czasach permanentnego kwestionowania praw naturalnych, w czasach, w których prawa narodów są jedynie parawanem dla realizacji celów globalnych. Okazuje się bowiem, że to ujęcie winy politycznej dane nam przez Jaspersa czyni zbrodniarzami jedynie kacyków lokalnych, zmanipulowanych lub wręcz podpuszczonych ku czynom niegodnym. Całkowicie zaś pozostawia poza winą przywódców organizacji globalnych, którzy nie przewodzą narodom, ale scentralizowanym i hierarchicznym strukturom, które – w większości – zajmują się dystrybucją. Nikt przecież nie obarcza polityczną winą producentów i handlarzy broni, ani firm farmaceutycznych produkujących środki wczesnoporonne. Nikt nie stawia ich przed sądem i nie skazuje. To jest w ogóle wykluczone z zakresu odpowiedzialności, jaki wyznaczony został przez Jaspersa w obszarze winy politycznej…

Czynnikiem dyscyplinującym człowieka w zakresie winy moralnej jest sumienie. Nie usprawiedliwia go zaś od niej w zasadzie nic. Jeśli czyni źle i popełnia zbrodnie, nie może być wytłumaczony w żaden sposób, a kiedy próbuje się tłumaczyć, jego sumienie zapuszcza jadowite zęby w krtań nieszczęśnika i przypomina mu o jego podłych postawach. Przyjaciele zaś lub wspólnota, do której należy, pilnują, by sumienie wgryzło się dostatecznie głęboko i mocno. Książka Ewy Kurek poświęcona jest relacjom pomiędzy Polakami i Żydami i wynika z niej jasno, że tylko Polacy jednoznacznie stawiali kwestię winy moralnej za zbrodnie popełnione na Żydach. Ci zaś relatywizowali swoją moralną winę jak mogli. Mieli potrzebne do tego narzędzia i pojęcia, których skuteczność jest po prostu miażdżąca. Żyd wydający innego Żyda Niemcom na śmierć, nie ponosi winy moralnej. Być może ponosi winę kryminalną, z której jednak opowiadał się będzie przed sądem, a nie przed społecznością złożoną z jakichś przybłędów nierozumiejących ani głębi, ani celowości rozważań dotyczących winy. Być może ponosi winę polityczną, ale wtedy można ukazać jego postawę na tle innych postaw, nierzadko gorszych, nierzadko bardziej jednoznacznych i podłych i w ten sposób zrelatywizować jego winę polityczną. Winy moralnej jednak nie ponosi z całą pewnością i Ewa Kurek wyjaśnia nam tę kwestię już na samym wstępie. Otóż historia Żydów sięga tak daleko w przeszłość, mechanizmy rządzące tą społecznością są tak trwałe, dojrzałe, precyzyjne i pewne, że żadne, a już z pewnością moralne ich kwestionowanie nie wchodzi w grę. Moralność i wypływająca z niej wina przynależą do rzesz aspirujących dopiero ku posiadanym przez Żydów od dawna urządzeniom narodów. To jest rzecz przypisana Niemcom, którzy muszą się z nią mozolić, bo wpadli w pułapkę pychy i fascynacji siłą. To jest rzecz przypisana Polakom, którzy są jak dzieci i lubią, kiedy się ich nagradza, a czasem strofuje za wyimaginowane przewinienia. Nie jest to jednak w żaden sposób rzecz, która stosuje się do Żydów, narodu posiadającego najstarszą, najgłębszą i najmocniejszą na ziemi tradycję.

Wymieńmy jeszcze jeden rodzaj winy wyszczególniony przez Jaspersa i powróćmy do rozważań na temat winy moralnej.

Jaspers wyszczególnia jeszcze winę metafizyczną, która wynika z prostej solidarności między ludźmi, a jedynym jej sędzią jest Bóg. Jak to się ma do winy moralnej, ocenianej przez plemię za pomocą narzędzia zwanego sumieniem? O jakiej solidarności między ludźmi pisze niemiecki filozof? Jest tylko jeden system religijny, który wprost mówi o tej solidarności, a deklaracja ta zwarta jest między innymi w słowach pieśni – przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowaliTylko chrześcijaństwo nie stawia żadnych barier i warunków wstępnych, które trzeba spełnić, by zasłużyć na szacunek i miłość bliźniego. Ta bowiem wypływa wprost z miłości Boga do każdej istoty ludzkiej…

…Mamy oto tę typologię win. Czemu ona służy poza dyscyplinowaniem Niemców? Zapewne temu, by lekceważyć winę metafizyczną, umieszczoną na samym końcu, a podnosić znaczenie winy moralnej, obecnej w życiu ziemskim na każdym kroku. Czy przed Jaspersem pojęcie winy moralnej nie było znane? Oczywiście, że było, a prasa, szczególnie ta brukowa, szermowała nim nie gorzej niż ulicznicy kamieniami rzucanymi w powozy nielubianych polityków. Skoro jest moralna wina, to musi być i moralny sprawca. A jeśli jest wyszczególniony sprawca moralny, to jest pewne, że nie jest on tożsamy ze sprawcą faktycznym, czyli kryminalnym. Tak więc na długo przed Karlem Jaspersem brukowa prasa zdemaskowała istotny sens pojęcia winy moralnej, który nie jest bynajmniej piękny i głęboki, ale praktyczny i dwoisty

…Napiszę wprost – zwolennicy winy metafizycznej, czyli solidarności międzyludzkiej, są w tym przypadku od razu na pozycji straconej. Jeśli obarczy się ich winą moralną, to po to właśnie, by wybielić i ochronić sprawcę faktycznego, będącego najczęściej elementem jakiejś gry prowokacyjnej. Zwolennicy zaś hierarchii win nakreślonej przez Jaspersa – kiedy się ich obarcza winą moralną – z miejsca zostają uniewinnieni. Jeśli ciekawią Was szczegóły tych rozgraniczeń, musicie niestety zmierzyć się z objętością trzech tomów tej książki. Nic nie poradzę. Mam nadzieję, że uda mi się zamknąć jej treść tymi dwoma klamrami – uniewinnieniem moralnego sprawcy i jego potępieniem. Do dzieła więc. Zaczynamy od głośnej w początkach XX wieku sprawy hrabiego Bogdana Ronikiera.” (coryllus – Moralna wina, moralni sprawcy)

podobne: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. oraz: Holokaust jako przedsiębiorstwo zakłamywania historii, pedagogiki wstydu i wyłudzania pieniędzy od Polaków i to: Robert Cisek: Pokłosie czyli… inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty a także: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena) i jeszcze: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART” polecam również: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Andrzej Krauze

„…Polską rządzą i doją ją cwaniacy, którzy najsprawniej zdołali się skomunikować z pańszczyźnianą mentalnością tak zwanych „mas”. Skuteczność tych rządów opiera się na odwołaniu do najniższych emocji polactwa: pazerności (na unijna kasę – naiwnie postrzeganą jako bezinteresowny dar), pogardzie (dla tej drugiej, gorszej Polski – moherów, patriotów i innych „zakompleksionych”), pysze (że się przynależy do „lepszych”, bardziej „europejskich”) i strachu (że się ta stabilizacja na kredyt skończy, i że przyjdą straszni inkwizytorzy i zaczną za popełnione świństwa karać)…

…Co nie znaczy, że przyzwoitość jest w polityce tak zupełnie nic nie warta. Przeciwnie, jest towarem bardzo pokupnym. Zgodnie bowiem z powszechnie znaną maksymą markiza de la Rochefoucauld, występek zmuszony jest składać cnocie hołd, zwany hipokryzją. Ludzie chętniej kierują się niskimi pobudkami niż się do nich przyznają – dlatego zawsze dobrze jest cwaniactwo, judzenie i inne podłe sprawy ubrać w szaty cnoty. A nic lepiej temu nie służy niż mieć w swojej szajce kogoś niekwestionowanej prawości, kogoś o wielkich zasługach, kogoś nader szacownego. Warto takiemu zapłacić każdą żądaną przez niego walutą, aby zechciał nas podżyrować i stanowić alibi dla wszystkich naszych świństw, gdyby przypadkiem miały one komuś przeszkadzać.
Jeśli kogoś to, co tu piszę, razi cynizmem i bezceremonialnością – to proszę, niech sam sobie zada pytanie: kiedy właściwie dowiedział się, że Władysław Bartoszewski jest tak wielki i czcigodny, jak jest? Czy wtedy, kiedy był on współpracownikiem i członkiem komitetu honorowego Lecha Kaczyńskiego? Czy wtedy, gdy był ministrem u Krzaklewskiego? Podejrzewam jednak, że później. Dopiero wtedy, gdy przeszedł na ciemną (czy, inaczej patrząc, „jedynie słuszną”) stronę mocy, gdy jednoznacznie opowiedział się po stronie PO i obsypał jej przeciwników inwektywami, z nieszczęsnym „bydłem” na czele…

Dopóki Bartoszewski starał się być autorytetem ponadpartyjnym, nikt jego ogromnych zasług nie kwestionował, ale też nikt ich nie promował ani nie podkreślał. Dopiero gdy zaangażował się wyraźnie, zabrała się do tej promocji ogromna maszyna propagandowa, dopiero wtedy zaczęły się wywiady, okładki kolorowych pism, nagrody rozmaitych Gali i Viv, zachwyty… Zasłużone, nie przeczę – ale jednak samo w sobie świadczy to, że przyzwoitość na tym łez padole wartości nabiera dopiero wtedy, gdy zostanie umiejętnie zmonetyzowana.

…Bartoszewski znał swoją cenę i uważał, że świat powinien też ją znać i zapłacić, a jak już pisałem – dopóki kojarzono go z obozem Kaczyńskich, był w debacie publicznej wyciszany. (…) Myślałem wtedy i myślę do dziś – jakiż skarb mieli Kaczyńscy w jego osobie! Wystarczyłaby tylko odrobina celebry, odrobina docenienia i okazania szacunku, powierzenie mu spraw polsko-niemieckich i polsko-żydowskich, na czym się przecież znakomicie znał i na czym mu zależało. Ale nie – nie tylko, idioci, nie umieli takiego człowieka politycznie wykorzystać, ale jeszcze głupio go do siebie zrazili. Bartoszewski bardzo przeżył wypowiedź Antoniego Macierewicza, że wszyscy ministrowie spraw zagranicznych przed Anną Fotygą służyli interesom obcych mocarstw, a nie Polski – a nie była to jedyna zniewaga, jakiej z tej strony doznał. Tu jest przyczyna, dla której tak mocno, jak nigdy wcześniej, zaangażował się w partyjną nawalankę, i zyskaną medialną oprawę dla swego autorytetu wykorzystał do dość niskich połajanek czy wręcz bluzgów.
Akcja powoduje reakcję. Nikt nie lubi, gdy się go nazywa bydłem, więc Bartoszewski po stronie, którą atakował, zaczął budzić silną niechęć. (…) No, ale właśnie te nieżyczliwe mu głosy i zachowania były prawdziwym zyskiem dla środowiska, które zrażonego do prawicy Bartoszewskiego pozyskało i używało. I które nadal go używa(Rafał Ziemkiewicz całość tu: Bartoszewski, czyli przyzwoitość zmonetyzowana)

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? a także: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). polecam również: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

„…Władysław Bartoszewski został zatrzymany na Żoliborzu 19 września 1940 roku w masowej obławie zorganizowanej przez Niemców. Przypadkowo dostał się do Oświęcimia w tym samym transporcie co Witold Pilecki. 21/22 września 1940 roku obaj stali się więźniami niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (Konzentrazionlager Auschwitz I, numer obozowy 4427, natomiast Witold Pilecki, który do obozy poszedł z własnej woli miał nr 4859).

Ewenementem jest to, że Bartoszewski został zwolniony z obozu został 8 kwietnia 1941 roku, ponoć przez zły stan zdrowia. Jego wersja wydarzeń jest taka, że stało się to możliwe dzięki działaniom Polskiego Czerwonego Krzyża.

Jednak więźniowie Auschwitz wspominali, że z tego piekła na ziemi wychodziło sporo osób, które zdecydowało się na kolaborację z Niemcami i na donoszenie na Polaków. To, że Bartoszewski donosił potwierdzają liczne relacje osób, które miały z nim styczność. Mimo to elitom III RP nie przeszkadzała niejasna przeszłość rzekomego „profesora”, który został wylansowany jako jeden z „autorytetów moralnych”.

To właśnie ten „autorytet”, wraz z Geremkiem i Mazowieckim, był przeciwny odznaczeniu jednego z najbardziej odważnych Polaków, Witolda Pileckiego, Orderem Orła Białego…” (źródło: 8 kwietnia 1941 r. Bartoszewski został wypuszczony z Auschwitz ze względu na „zły stan zdrowia”)

Ś.p. Bartoszewski (cytując Słonimskiego) powiedział kiedyś że: „warto być przyzwoitym”. Nie wiem co sam przez to rozumiał, ale szkoda że akurat jemu przyzwoitość nigdy nie podpowiedziała żeby zakazać innym nazywania go „profesorem”, i żeby nie wykorzystywać tego że był w Auschwitz jako swoistego immunitetu nietykalności, tudzież licencji na bezkarność w bezczelności odmawiania honoru ludziom takim jak Pilecki. To musiało być prawdziwe nieszczęście dla tego ulubieńca fortuny. Podobnie jak wynoszenie rzekomego zagrożenia ze strony Polaków ponad dokonania niemieckiego okupanta, i nazywanie Polaków „ochrzczonym motłochem”, z których to opinii nigdy się nie wytłumaczył ani nie przeprosił. Więcej na jego temat można wyczytać guglując „epitafium dla profesora bydłoszewskiego”, a stanie się jasność że słowa o przyzwoitości w ustach tego człowieka to czysta kpina (oczywiście z niego samego), co można skwitować cytatem: „Zestarzałeś się w przewrotności i teraz wychodzą na jaw dawne twe grzechy” (księga Daniela 13, 52).

Z racji tego że Pan Bartoszewski jest dziś już po drugiej stronie, to od ludzi nic mu w zasadzie nie grozi poza opiniami rzecz jasna. Z całą pewnością Bóg zważy go sprawiedliwie w swej mądrości. Wracając jednak do historii to tu nie ma świętych krów. Prawda o dokonaniach tego człowieka powinna być odkrywana i podawana do powszechnej wiadomości, zwłaszcza tam gdzie jest zafałszowana, więc tak czy siak wisi na pamięci o nim jak młyńskie kamienie, o co sam zadbał nie poczuwając się do jakichkolwiek wyjaśnień.

Niezmiernie ważne jest bowiem na jakiej podstawie, i jakie argumenty Pan „profesor” zważył w swej „przyzwoitości”, aby wysunąć ową tezę o większym strachu przed Polakami jak Niemcami… Jakby w ogóle nie był w Auschwitz, nie słyszał o gettcie, powstaniach i pacyfikacji, holokauście Żydów i Polaków, ani o ludziach takich jak Reinefarth, czy Dirlewanger… Nawet jeśli nie słyszał to przyzwoitość byłego więźnia i „profesura” nakazywała dowiedzieć się czegoś na ten temat, by nie opowiadać głupstw i nie szargać dobrego imienia Polaków „en masse”… (Odys)

polecam wysłuchać: Powstanie Warszawskie: Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński (czyta G. Braun)

i jeszcze: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski a także: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości” polecam również: Szwagrzyk i „Wyklęci”, romantycy czy realiści? Czy postokrągłostołowe rozbójnicze elity to jest to o co walczyli? Legenda NSZ i próba jej oczernienia przez PRL. Brygada Świętokrzyska.

rys. Arkadiusz Gacparski

Ciekawe czy słyszał też cokolwiek o dokonaniach jednego z naszych sojuszników na polu pracy przymusowej… (Odys)

„…Rozmawiamy więc dziś o czymś, co jest znane powszechnie pod nazwą workhouse, która oczywiście w języku polskim nie występuje, a którą by można chyba najbardziej sensownie przetłumaczyć, jako dom, czy obóz pracy. Otóż początki owych workhouses sięgają jeszcze roku 1388 , kiedy to na Wyspach wprowadzono ustawę pod nazwą Statute of Cambridge, a której oryginalnym celem było zapewnienie Koronie rąk do pracy, tak bardzo potrzebnych od czasu, gdy wielka zaraza znana powszechnie jako „Czarna Śmierć” wybiła niemal połowę mieszkańców kraju. Myśl była taka, by tych którzy wyrwali się z rąk śmierci i z różnych przyczyn, zamiast siedzieć na miejscu, porzucali swój dom, swoją wieś, czy w ogóle swoją okolicę, i snuli się po świecie, zatrzymać na miejscu i zmusić do pracy. Niektórzy Brytyjczycy dziś nawet jeszcze uważają, że to właśnie tamta ustawa pomogła zdefiniować coś, co mimo że w owych latach mogło jeszcze takiego akurat wrażenia nie robi, setki lat później przybrało kształt państwa opiekuńczego, a więc państwa, któremu los człowieka nie jest obojętny.

Pierwsze jednak workhouses pojawiły się dopiero za czasów Elżbiety I. W średniowieczu brytyjska biedota otrzymywała naturalną pomoc ze strony Kościoła, który ową pomoc traktował jako część swojego naturalnego chrześcijańskiego obowiązku. Jednak po tym, jak w latach 30-tych XIV wieku Henryk VIII kazał zburzyć i spalić wszystkie klasztory, a mnichów wymordować, biedni i bezradni zostali wydani na łaskę losu…

…w roku 1834 wprowadzono nową ustawę, a raczej poprawkę do ustawy wcześniejszej, która zafunkcjonowała pod nazwą New Poor Law, a której podstawowy pomysł sprowadzał się do tego, by każdego, kto nie zgodzi się zamieszkać w workhousie, pozbawić wszelkiej publicznej pomocy.  Pojawił się też pomysł, by owe, jak je tu nazwaliśmy, „domy pracy”, a więc z praktycznego punktu widzenia, jak najbardziej klasyczne obozy koncentracyjne, były prowadzone z bardziej biznesową perspektywą, co oczywiście musiało się sprowadzać do tego, by – użyjmy tego słowa – osadzeni świadczyli pracę jedynie za jedną miskę chudego mleka z minimalną ilością płatków owsianych. (Gdyby ktoś miał pewne skojarzenia, to owszem, tę właśnie dzienną porcję płatków miał na myśli Oliver Twist Dickensa, gdy wygłosił swoje słynne zdanie: „Please, Sir, I want some more”). Większość z osadzonych zresztą była zatrudniona przy pracach nie wymagających żadnych zdolności poza odpornością na śmierć z wyczerpania, a więc takich jak rozbijanie kamieni, ekstrakcja pakułów, czy wreszcie kruszenie kości do produkcji nawozu. Ta ostatnia praca została zresztą ostatecznie mieszkańcom workhousów odebrana, kiedy władze dowiedziały się, że podczas kruszenia gnijących kości dochodzi między robotnikami do ciężkich walk o zdobycie choćby szczypty szpiku…

…Wciąż pojawia się tu i ówdzie opinia, że faktycznie na klasyczny workhouse należy patrzeć jak na swego rodzaju przytułek, gdzie wszyscy ci, którzy inaczej by niechybnie zmarli z głodu, mogli znaleźć schronienie, a zatem wypada nam je też traktować, jako jednak bardziej wybawienie, niż przekleństwo. Są jednak co najmniej dwa powody, by tę opinie odrzucić, jak najgorszą zarazę. Przede wszystkim, jeśli przyjrzymy się całej historii Brytyjczyków, ostatnią rzeczą, jakiej się po nich można spodziewać, będzie współczucie dla ludzi biednych i bezradnych. Wręcz przeciwnie, oni akurat dali wielokrotnie dowody na to, że dla nich człowiek biedny i bezradny nadaje się wyłącznie do tego, by go wykorzystać do końca, a następnie pozwolić mu zdechnąć gdziekolwiek…

…W relacjach historyków powtarza się wielokrotnie uwaga, że życie jakie oferował workhouse było tak ciężkie, po to, by ono dla tych co żyli jeszcze na ulicy stanowiło demonstrację tego, co ich czeka, jeśli się za siebie nie wezmą. Z drugiej jednak strony istnieją wciąż spisane wspomnienia ludzi, żyjących w tamtych czasach, i z tego co oni opowiadają, wynika, że było wielu, którzy woleli umrzeć, niż trafić w to straszne miejsce, a jednak trafiali, wyciągani z domów, zbierani z ulic, często w ramach klasycznych łapanek.

I wcale nie trzeba było być biednym, by się tam znaleźć…

…o tym, co się tam działo można opowiadać bardzo długo, jednak dziś dla nas najważniejsze są dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że w tych czystych i zadbanych celach, czy to z głodu czy z przepracowania, czy wreszcie od ran zadanych przez „opiekunów”, umierało się niemal równie często, jak w kupie ludzkich odchodów na ulicy. Po drugie, każdy workhouse zaprojektowany był w taki sposób, by od samego początku zwożone tam rodziny były rozdzielane i to rozdzielane tak, że mężczyźni, kobiety i dzieci, choćby i niemowlęta, mieszkali w osobnych częściach kompleksu, i nierzadko owo rozdzielnie było tak skuteczne, że wiele z tych rodzin już do śmierci nie miało okazji się spotkać ponownie: wspomniana wcześniej Jennifer Worth opowiada historię młodej prostytutki zabranej z ulicy z zaawansowaną ciążą, której tuż po rozwiązaniu dziecko odebrano, jako własność Korony, a ja samą wypuszczono w świat, gdzie ostatecznie z rozpaczy straciła rozum. No i może przede wszystkim – i to jest również fakt potwierdzony wielokrotnie – należy pamiętać, że wiele z dzieci tam umieszczanych, było następnie wysyłanych za granicę do kolonii, by tam już na służbie Imperium budować jego potęgę…” (Krzysztof Osiejuk, więcej tu: szkolanawigatorow.pl – Workhouse, czyli jak Imperium budowało Auschwitz)

Warto tu wspomnieć o tym że ten pomysł znajdował później wielu naśladowców…

„Prawny zakaz „włóczęgostwa” odegrał ogromną rolę w kształtowaniu się amerykańskiego społeczeństwa. Na Południu pozwolił on de facto zachować de iure zniesione niewolnictwo – Afroamerykanie zyskali wolność, ale gdy próbowali opuścić plantację swojego pana, natychmiast popełniali przestępstwo „włóczęgostwa”, za które w majestacie prawa można ich było ukarać np. niewolniczą pracą.
Sąd Najwyższy uznał w 1972 roku zakaz włóczęgostwa za mętny i jako taki gwałcący prawo obywateli do uczciwego procesu. Zamiast tego zaczęto więc używać innego, tym razem już bardzo precyzyjnego pojęcia, którego znowu nie da się chyba przełożyć na polski. To „loitering”, czyli „remaining in place for no apparent purpose”. źródło: http://wo.blox.pl/2008/08/Land-of-the-imprisoned.html

(autor wspomina, że pojęcie włóczęgi w powyższym kontekście wywodzi się z Anglii)

Polska też podjęła próbę karania włóczęgów – pojawia się w polskim (II RP) ustawodawstwie pojęcie domu pracy (czyż to nie workhouse?) – z rozróżnieniem na domy pracy przymusowej i dobrowolnej.

Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 14 października 1927 r. o zwalczaniu żebractwa i włóczęgostwa.

Stara, dobra Anglia, ileż ona dała Światu…” (Wolfram)

…gdy się zestawi wyżej wymienioną historię z tym że ktokolwiek mógł w ogóle opuścić Auschwitz (nie wnikając już z jakiego powodu gdyż jest to wystarczająco podejrzane), to ciężko nie zrewidować poglądów na temat lepszych i gorszych „nacji”, bez uwzględnienia w tej historii swoistego „kamienia węgielnego” w postaci „domów pracy” rodem z Imperium Brytyjskiego. Trzeba też być dalece „niedoinformowanym” próbując ustawiać Polskę wyżej w tym konglomeracie oprawców i wyzyskiwaczy o dość „zasłużonej” w tej kwestii „tradycji”. Wobec zaistniałych faktów byłoby to wręcz skrajnym cynizmem i podłością… A przecież „warto być przyzwoitym” a przynajmniej starać się zachować obiektywizm i właściwe proporcje… (Odys)

oraz: Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy i to: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł)  a także: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem polecam również: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji

i jeszcze: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady

Kajko i Kokosz

Reklamy

Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli


Paweł Kuczyński

„Któż widok ten opisać zdoła? Fiedin, Simonow, Szołochow? Ach, któż w ogóle go wytrzyma!?”

Mowa o kobietach z tzw. „Manify”, które nagrały spot reklamowy pod szumnie brzmiącym hasłem „Dość Kompromisów”, jako zapowiedź protestu tegoż środowiska przeciwko „przemocy władzy”. Linku do filmu nie zamieszczę, jak ktoś chce to sam znajdzie. Jest to bowiem materiał dla ludzi o naprawdę mocnym żołądku. Nie polecam… ale z drugiej strony trochę jednak polecam, jako skuteczne antidotum na ten cały ruch „praw kobiet”. Niech każdy zobaczy z jakimi ludźmi mamy do czynienia, i co takiego z okazji „dnia kobiet” chcą nam wcisnąć. Nie chodzi tu rzecz jasna ani o wolność anim tym bardziej o opresję, ani nawet o estetykę czy higienę osobistą. To są tylko narzędzia służące dużo głębszemu ale i prostemu jak przysłowiowy cep zamysłowi. O tym kto i ile pieczeni zamierza na tym smrodzie (bo tak to trzeba nazwać) ugotować pisze coryllus i Pan Michalkiewicz… (Odys)

…Ten film atakuje już nie tylko emocje, ale po prostu zmysły i łatwo przez to udowodnić jak jest kłamliwy, bezczelny i chamski. Twórcom tego oszukańczego manifestu wolności wydaje się, że zdewastują ludziom mózgi poprzez zmysł wzroku. I tu są w błędzie. To jest przekaz adresowany przede wszystkim do powonienia. I choćbyście nie wiem jak długo namawiali kobiety do chodzenia przez tydzień z tą samą podpaską, do niegolenia pach i nóg, do grzebania sobie w majtkach i temu podobnych ekstrawagancji, choćbyście zwyciężyli na wszystkich możliwych frontach, wystarczy potem raz jednej z drugą powiedzieć prosto w oczy, że śmierdzi i jest pozamiatane. Pójdzie się grzecznie umyć, nie zapomni o zębach, nie będzie grzebać w majtkach i kupi sobie coś ładnego, żeby wyglądać może nie jak dama, ale jak miła i sympatyczna koleżanka…

…To jest regularna promocja brudu, ten zaś degraduje każdą istotę. Sens zaś takiej degradacji nie jest bynajmniej powierzchowny i nieważny. Sens degradacji higienicznej ma wymiar religijny i jest związany z miejscem w hierarchii. Wie o tym każdy kto otarł się o kulturę więzienną. Oto przed nami adeptki nowych kultów, które zaczną zaraz namawiać dziewczyny do kąpieli w szambie. Po co bowiem włazić do tego zanieczyszczonego chlorem basenu? Jest tyle naturalnych akwenów pełnych rojącego się życia. Bratajmy się z nim!

Oczywiście, tak daleko się ci ludzie nie posuną. Chodzi przecież w istocie o sprzedaż. O nowy kanał dystrybucji. A co się będzie sprzedawać to wkrótce zobaczymy. Według mnie ciuchy, może jeszcze filmy i……tak, tak, to nie żart…..kosmetyki. Oni bowiem doskonale wiedzą, że ze smrodem przegrają. Wszystko można wybaczyć, ale wydzielania przykrego zapachu nie. Promowanie smrodu spowoduje, że ze swoich nor wylezą takie monstra, przy których narzeczony Marii Peszek wyda się motylem z gatunku Papilio machaon…

…Jeśli ktoś usiłuje zmienić obyczajowość kobiet, to znaczy nakłonić je do zwiększenia swojej wolności osobistej, do łamania stereotypów i wyzwolenia się spod jakiejś tyranii, zawsze ma taki sam plan. Ten plan nie różni się niczym od planów jakie mieli wobec kobiet herezjarchowie zebrani w 1167 roku w Saint Felix. Chodzi o zapędzenie ich do roboty, zdegradowanie do roli psa podwórzowego w jakimś nowym całkiem systemie, a także o dopuszczenie na rynek tekstyliów nowych wzorów odzienia, najczęściej skrajnie uproszczonego, produkowanych przez nowych nakładców. To się nie zmienia od stuleci, albowiem oszukiwanie kobiet, tak indywidualne jak i masowe to jest profesja…” (coryllus – Kobiety czy woły? Wybór należy do ciebie!)

No właśnie… Po ile dziś chodzi kilogram wołowiny? Feministkom i ich mocodawcom chodzi bowiem o to, żeby kobieta oprócz pełnienia roli woła roboczego (nazywanej dla niepoznaki „karierą kobiety sukcesu”), wyglądała jeszcze jak ten wół tj. jak te panie ze spotu którym nie chce się o siebie zadbać. Nieogolona, śmierdząca, i jeszcze tę obleśność manifestująca. Żeby sama siebie poniżała w hierarchii (które ZAWSZE będą istnieć, tak jak ambicja), jak współwięzień który się nie myje. Stanie się przez to łatwa, prosta i potulna w eksploatacji/konsumpcji, nie tylko dla różnych alfonsów drobniejszego płazu jak wspomniany Papilo machaon, ale zwłaszcza dla tych którzy dziedziczą tradycje zapisane w pewnym manifeście (o którym więcej tu: O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli).

„Męska” część tej promocji liczy z pewnością na to, że dzięki tak urządzonemu światu mniej zdecydowani mężczyźni uciekną od wstrętnych kobiet do „ślicznych chłopców”, a zdesperowane kobiety ustawią się w kolejce do tych na których wcześniej nawet by nie spojrzały… Dwie pieczenie na jednym ogniu…Wszyscy przegrywają… poza kasynem.

Mam nadzieję że nigdy do tego nie dojdzie, a świat kobiet będzie nienachalnie piękny i pachnący, świadomy swej wyjątkowej roli (która jest jednocześnie władzą), przez co nie musi niczego manifestować ani nikomu dorównywać, bo samą swoją obecnością w naturalny sposób panuje nad sytuacją. Nie koniecznie rządzi 🙂 bo od czego „ma” mężczyznę? To jest dla mnie (i podejrzewam że nie tylko dla mnie) „Zapach kobiety” ala Carlos Gardel, w myśl pewnej prawdy że Piękna ko­bieta po­doba się oczom, dob­ra ko­bieta – ser­cu. Pier­wsza jest klej­no­tem, dru­ga – skar­bem…  (Odys)

podobne: Przeznaczenie czyli… o Kobiecie i jej sercu oraz: dobrze że jesteś… kobietą i fragment z pamiętnika Adama i to: Posiąść kobietę a także: W jedności siła. Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się i uzupełniają

„W filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru” jest scena rozmowy Agnieszki z ubekiem, który w swoim czasie „opiekował się” Mateuszem Birkutem, a obecnie działa w branży rozrywkowej, to znaczy – prowadzi stadko striptiserek. Myślę, że Andrzej Wajda nie bez kozery powierzył filmowemu ubekowi akurat takie zajęcie. Najwyraźniej wiedział, że bezpieczniacy mają do kurewstwa jakąś charakterologiczną predylekcję. W przeciwnym razie nie zostaliby bezpieczniakami – bo kurewstwo jest nie tylko charakterystyczną, ale integralną częścią tego zawodu, która z czasem schodzi do poziomu instynktów. Bezpieczniak gotów jest służyć, to znaczy – nadstawić się każdemu, kto pozwoli mu umoczyć pysk w melasie – no a kurwa – tak samo. Toteż wreszcie doszło do tego, do czego w tej sytuacji dojść musiało – że Wojskowe Służby Informacyjne, które na zlecenie zagranicznych central wywiadowczych przygotowują w naszym nieszczęśliwym kraju polityczny przewrót, a być może nawet kolejny rozbiór Polski w nadziei, że mocodawcy zagwarantują im możliwość dalszego pasożytowania na mniej wartościowym narodzie tubylczym, w charakterze proletariatu zastępczego zmobilizowały sobie kobiety. Oczywiście nie wszystkie, tylko te głupsze – bo te mądrzejsze na takie plewy złapać by się nie dały. A na jakie plewy? Ano – że są oprymowane przez „męskie szowinistyczne świnie”, od dominacji których uwolnią je dopiero płomienni rewolucjoniści w typie Sławomira Sierakowskiego, który rzeczywiście sprawia wrażenie osoby bezpiecznej. Co z tego płomienni rewolucjoniści będą mieli – to jedna sprawa, bo co będą mieli bezpieczniacy z Wojskowych Służb Informacyjnych – tej gangreny na ciele naszego narodu – to jasne. Będą mieli mięcho armatnie, czyli tak zwany proletariat zastępczy, którego potrzebowali w sytuacji, gdy tradycyjny proletariat, czyli pracownicy najemni, stracił cały smak do rewolucji pod ubeckim przewodem.

Poprzednio bowiem żydokomuna, będąca przewodnią siłą rewolucji, stawiała na wyzwolenie proletariatu, to znaczy – pracowników najemnych. Służyć miała temu gwałtowna zmiana stosunków własnościowych, to znaczy – likwidacja własności prywatnej. Własność prywatna bowiem dostarczała ludziom autonomii względem władzy publicznej. Likwidacja własności prywatnej sprawiła, że wszyscy zostali władzy ;publicznej podporządkowani podwójnie – jako obywatele i jako ludzie zmuszeni do korzystania z rzeczy przez tę władzę przejętych. Na tym między innymi polega totalitaryzm – że jednostka jest pozbawiona wszelkiej przestrzeni wolności. Władzę publiczną zaś obsiadła żydokomuna, przypisująca sobie znajomość nieubłaganych praw historii. Z tej racji miała „winka i pieczyste, sosy i smaki zawiesiste, jajca kładzione, z octem, świeże…” – jak to opisywał poeta Franciszek Villon dodając, że „nie są podobni do mularzy, którzy mur wznoszą w wielkim trudzie. Tu się pomocnik nie nadarzy; sami se zżują, dobrzy ludzie”. Toteż nic dziwnego, że tradycyjny proletariat wkrótce się na tej całej rewolucji poznał i odwrócił od niej plecami. Inna rzecz, że zawsze był dla żydokomuny sojusznikiem nieszczerym. O czym bowiem marzył proletariusz? Żeby jak najszybciej przestać być proletariuszem, to znaczy – żeby się czegoś dorobić. A kiedy mu się to udało, to natychmiast stawał się nieprzejednanym wrogiem żydokomuny, nie bez przyczyny podejrzewając, ją, że chce mu odebrać to, czego z takim trudem się dorobił. I żydokomuna szóstym zmysłem to wyczuwała, bo na nikogo nie ziała taką nienawiścią, jak właśnie na „drobnomieszczanina”, czyli wzbogaconego proletariusza. Ale ponieważ żydokomuna bez proletariatu funkcjonować nie może, bo bez przerwy musi kogoś „wyzwalać”, to na proletariat zastępczy upatrzyła sobie kobiety – im głupsze – tym lepiej. Nic zatem dziwnego, że Wojskowe Służby Informacyjne, ta gangrena na ciele naszego narodu, idąc ręka w rękę z żydokomuną, podburzają te żałosne istoty do buntu – właściwie nie bardzo wiadomo, przeciwko komu.

Warto zwrócić uwagę, kim są najbardziej aktywne feministki, jak np. pani Kinga Dunin, Manuela Gretkowska, czy Paulina Młynarska. To osoby w gruncie rzeczy nieszczęśliwe, którym życie się nie ułożyło, prawdopodobnie na skutek podporządkowania go postępackiemu doktrynerstwu. Każda z nich jest kobietą – jak to się kiedyś mawiało – „z przeszłością”, to znaczy – z nieudanymi związkami z rozmaitymi nieudacznikami, których najwyraźniej musiały dobierać sobie w korcu maku. Cóż dobrego może wydać z siebie związek łajzy z łajzą? Nic – tylko katastrofę…” (Stanisław Michalkiewicz – Alfonsi z Wojskowych Służb Informacyjnych)

podobne: Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? a także: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. i jeszcze: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz) oraz: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja „publicznej TV” i zdrada „Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki. i to: „Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY”

WSI wyprowadzają kobiety na ulice w „czarnych marszach”, alfonsi zawsze to robili! – Michalkiewicz

…a teraz o innej śmierdzącej sprawie której próbowano przyprawić gębę walki z naturą

„…Ekolog, jak sama nazwa wskazuje, to naukowiec, ktoś, kto skończył ekologię – dział biologii – obronił pracę dyplomową i może się wylegitymować wiedzą, a nie tylko dobrymi chęciami. Nazywanie „ekologami” maniaków, którzy przykuwają się do drzew albo odprawiają różne uliczne rytuały religijne „klimatyzmu” to coś takiego, jakby anarchistów robiących zadymy podczas szczytów G-20 nazywać „ekonomistami”.
Fałsz, ale powszechny, ugruntowany – jak nazywanie narodowych socjalistów „skrajną prawicą”. Na dodatek ta „ekologia” dziwnie przyciąga w pierwszej kolejności ten szczególny typ osobników, którzy „kochają ludzkość, ale ludzi nienawidzą”. Takich, którym czułe serca każą „adoptować pszczołę”, roztkliwiać się na cierpieniem wigilijnego karpia etc., ale zabicie dziecka tylko dlatego, że mamie-celebrytce nie chce się przeprowadzać do większego mieszkania, nie budzi w nich już najmniejszego sprzeciwu, a wręcz entuzjazm.
Trudno nie przypomnieć w tym kontekście, że bardzo zagorzałym „ekologiem” był także wybitny socjalista, Adolf Hitler. Nie tylko on sam w sensie osobistych nawyków – nienawidził „mięsożerców”, co okazywał im boleśnie, i nawet swoją sukę, chwalił się, nauczył wegetarianizmu (w istocie biedną Blondie dokarmiały ukradkiem sekretarki), ale także jego partia. Ustawa o ochronie zwierząt przyjęta przez NSDAP w połowie lat trzydziestych do dziś pozostaje dla „ekologów” wzorcową, i, powiedzmy sobie szczerze, była istotnie pełna autentycznej troski o komfort zwierząt hodowlanych czy np. koni. Zresztą była w tym jakaś diabelska logika – pies czy koń na pewno nie jest Żydem, a z ludźmi to nigdy nie wiadomo.
Toteż gdy zieloni rozpoczynają jakąś histerię, że matka ziemia płacze, bo coś tam, od razu się najeżam i sprawdzam, czy aby nie jest to kolejna piramidalna bzdura. Zwykle przeczucie mnie nie myli. Ot, jak choćby teraz z tym cyrkiem o rzekomym wycinaniu drzew przez PiS. Kto rozsądny, od razu się domyśli, że jeśli histerię nakręca michnikowszczyzna, ringiery-szpringiery i tefałeny, a za autorytety robią tak tęgie mózgi jak p. Korwin-Piotrowska, to musi to być ściema. I oczywiście. Zadałem sobie trud prześledzenia, o co konkretnie chodzi w tym czy innym przypadku latających po internecie zdjęć wyciętych drzew – za każdym razem okazywało się, że „dowód”, mający szarpać serce naiwnych, nie ma nic wspólnego ze sprawą. Symbolem ściemy – bo powiedzmy wyraźnie, że to propagandowa ściema, taka sama jak „Ziobro zabiera dzieciom internet” – służyć może zdjęcie tulącej się do urżniętego pniaka wiewiórki, która przez złego Kaczora i jego „szyszkodnika” straciła domek. Chlip, chlip, serce pika jak klapa u śmietnika…

…wyobraźmy sobie, że stosowne ministerstwo upraszcza przepisy dotyczące utylizacji zajeżdżonych samochodów. Czy ktoś na poważnie twierdzi, że ludzie dotąd zadowoleni ze swych samochodów nagle rzucą się je prasować na złom – bo można? Twierdzenie, że ktoś nagle zacznie na swojej działce rżnąć zdrowe drzewa, nie zagrażające zwaleniem się na dom czy innym nieszczęściem, tylko dlatego, że PiS pozwolił, jest przecież równie głupie. Ludzie, ogarnijcie się, na litość Boską – jak można być tak naiwnym, by dawać się tefałenom wkręcać w tę histerię z du… powiedzmy, z dużego palca wyssaną?…(Rafał Ziemkiewicz – Oszuści z klubu wiewiórka)

podobne: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać. i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS.

…i o jeszcze jednej historii związanej z instrumentalnym traktowaniem kobiet, która niewiele różni się od tragedii wiewiórki, tyle że jest mniej zabawna… (Odys)

„…Pora na omówienie innego rodzaju dzielnych dziewczyny, bo niech się Wam nie zdaje, że siedzą one tylko w Gazecie Wyborczej i okolicach, a także po więzieniach, czekając na jakąś prawdziwą przygodę. Oto Onyx przesłał mi dziś z rana http://film.onet.pl/portrety-wojenne-kobiety-zwiastun-serii/qmwsxf

…Patrzę na to i zastanawiam się, co myśmy, po tylu latach zrozumieli z II wojny światowej? Co zrozumieliśmy z poświęcenia ludzi, którzy oddawali życie za nie swoją sprawę łudząc się, że w ten sposób wywalczą wolność, a także co zrozumieliśmy z postawy i wściekłości okupantów, którzy zwalczali dzielne dziewczyny nie dając im żadnej szansy. Myślę, że nic. Absolutnie i dokładnie nic, a widzę to w tym filmie, a także w zapowiedzi nowego Teleranka, w którym dzieciaki ubrane w koszulki z wizerunkiem jakiegoś zamordowanego przez UB żołnierza entuzjazmują się nową formułą programu. To wszystko służy jedynie przygotowaniom pod kolejną wielką dewastację naszej wspólnoty. Niczemu więcej. A mało tego – jest ściśle sprzęgnięte z poczynaniami dzielnych dziewczyn co marzą o poślubieniu seryjnego mordercy. Oszuści bowiem, poważni oszuści, nie mogą sobie pozwolić na działania w jednym tylko paśmie emocji, muszą obstawiać wszystkie opcje. Wszystkie to znaczy tak naprawdę dwie i one obydwie mają jedną rzecz wspólną – dzielne dziewczyny nie mają prawdziwych rodzin. I nie zamierzają się dla nich poświęcać. Lepiej wyjść za mąż za bandytę, albo dać się zakatować w więzieniu. To są postawy właściwe i godne szacunku. Ah, przepraszam, to nie wszystko – dzielne dziewczyny nie interesują się także polityką. Ona jest brudna, podła i mało ma wspólnego ze światem autentycznych kobiecych emocji…” (coryllus – Nasze dzielne dziewczyny?)

podobne: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.

Korzystając z okazji chciałem życzyć wszystkim naszym dzielnym Paniom w dniu ich święta (i na dalsze dni też), żeby nie musiały nigdy ponosić takich ofiar, i żeby nie dawały się jak ofiary traktować. Żeby rezolutnością i szlachetną kobiecością porywały męską rycerskość, ku swojej obronie, wsparciu, i na pociechę w codziennych zmaganiach z życiem (a nie umieraniem) związanych. Niech wam dobry Bóg darzy.

Na koniec (żeby za ciężko nie było 🙂 ) życzę również by nie zabrakło wam i wokół was tego wszystkiego co podkreśla waszą wyjątkowość… Zostawiam z Poświatowską

„Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz an mnie tak poważnie, jakbyś w moich
oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem
żadną świątynią, tylko lasem i łąką – drżeniem liści,
które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu szumi
potok, to jest czas, który ucieka, a ty pozwalasz mu
przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu.
I kiedy cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają
nie tknięte, a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd
wiem, że masz bardzo piękne usta”

Pamiętajcie żeby zawsze nosić w sercu szminkę, bo nigdy nie wiadomo kiedy zajdzie wam drogę jakiś miś z godnym naręczem kwiatów 🙂

Szwagrzyk i „Wyklęci”, romantycy czy realiści? Czy postokrągłostołowe rozbójnicze elity to jest to o co walczyli? Legenda NSZ i próba jej oczernienia przez PRL. Brygada Świętokrzyska.


Żołnierze Wyklęci

Wirtualny pomnik Żołnierzy „Wyklętych”

„…Płot wciąż stoi. Ran nie goi. Nie ma już sołdata.
Rembertów jest w metropolii. Przeminęły lata.
W lesie cicho. Gdzieś śpi licho. Nie śpią dawne siły.
Przywróćcie wielkość pomnikom, gdzie nasze mogiły!

Wywiezionych z Rembertowa nikt nie odnotował.
Ten, co wrócił, pieśń zanucił. Słowa w duszy schował.
Nie opowie nic o sobie. Nigdy nie zapomni.
Świat się jednak kiedyś dowie, że byli Niezłomni!”

fragment wiersza Marka Gajowniczka – Niezłomni

„…Prawdziwe oburzenie wywołują zakulisowe informacje. Jak bowiem wynika z zasłyszanych wieści, Prof. Szwagrzyk ma zostać poświęcony. Okazuje się bowiem, że dla wysokich rangą polityków „dobrej zmiany” ważniejsza jest partyjna walka klanów niż szybka identyfikacja szczątków Żołnierzy Wyklętych. Jeśli przecieki okażą się prawdziwe, to 1-go marca, o godz. 18-ej być może po raz ostatni (oby nie) będziemy mogli zobaczyć i wysłuchać prawego Człowieka…

…Do dymisji Profesora doszło, po pierwsze w wyniku trudności we współpracy z prokuraturą IPN (sezon „wykopkowy” zgłoszony do prokuratur, ale nie ma decyzji). Przecież dla nikogo nie jest tajemnicą, że dopiero po decyzji można robić przetargi na np. koparkę a wiosna już blisko. Druga sprawa to Szczecin i identyfikacje, od lat leżą szczątki na Wólce a identyfikacji nie robią, a z te z Białegostoku jakoś można wykonać. A także obecne działania pionu śledczego IPN, którego prokuratorzy zachowują się jak słoń w składzie porcelany.

Naukowiec nie ukrywa rozgoryczenia. – Dziś w naszych pracach jesteśmy całkowicie sparaliżowani . Dziś o tym gdzie i jak pracować decydują politycy, prokuratorzy i urzędnicy państwowi, którzy nie rozumieją, że poszukiwanie szczątków naszych bohaterów to sprawa honoru, sprawa święta dla nas wszystkich – powiedział w programie „Warto Rozmawiać” Krzysztof Szwagrzyk. Wskazuje to na konflikt między prof. Szwagrzykiem a prokuratorami IPN-u.

Musimy mieć świadomość ciągle trwającego konfliktu. – Pamiętajmy, że mimo, że dymisja prof. Szwagrzyka nie została przyjęta, problem nie został wciąż rozwiązany, a tylko zawieszony. Misja prof. Szwagrzyka może się drastycznie zakończyć…” (pressmania.pl – prof. Krzysztof Szwagrzyk musi w IPN zostać!)

podobne: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku. oraz: Dwunastu polskich bohaterów, ofiar terroru komunistycznego odzyskało nazwiska. a także: Przywrócmy ich pamięci! Żołnierze Wyklęci i to: Pamięci Danuty Siedzikówny „Inki”, która zachowała się jak trzeba.

„…Mieczysław Moczar – były partyzant komunistycznej Gwardii Ludowej, a później dygnitarz PRL – w swoich pamiętnikach napisał, że NSZ „to kilka najpotworniejszych kreatur reprezentujących czarną reakcję współpracującą z Niemcami, banda krzyżaków, płatnych sługusów pozostających na żołdzie pruskim”. W całej „czarnej legendzie” NSZ tylko zarzut, że walczył on, nie przebierając zresztą w środkach, z komunistycznymi oddziałami i bandami jest bez wątpienia prawdziwy…

…Do baraku, w którym do posiłku zasiadał komendant obozu wraz z innymi strażnikami, wpadł starszy strzelec Robert Ćwikło. „Przy stole siedziały również dozorczynie SS-manki – są jeszcze w szlafrokach! Na nasz widok wszyscy osłupieli z przerażenia. Rozbrajamy wszystkich i wyprowadzamy przed barak, na główną ulicę obozu. Stoją pokorni w dwuszeregu, z rękami w górze… – wspomina Ćwikło. – Z sąsiedniego baraku wybiega ze szmajserem wachman, ale seria z pepeszy łamie go w pół. Obstawiamy pozostałe baraki. Są zadrutowane. Idą w ruch kolby karabinów. Po chwili drzwi baraków zostają wyrwane z zawiasów. Z wnętrza bije w nozdrza okropny smród – mieszanina ludzkiego kału i moczu. Wewnątrz ciasno stłoczone kobiece szkielety, okryte łachmanami, z wyrazem obłąkania w oczach. Były to Żydówki. Kobiety polskie, słysząc mowę ojczystą, widząc polskie mundury i orzełki na czapkach, pierwsze rzuciły się do drzwi z okrzykiem: Wojsko polskie!”. Skąd w czeskim Holeszowie, gdzie znajdowała się jedna z filii obozu koncentracyjnego Flossenbürg, wzięli się polscy żołnierze, którzy uwolnili prawie tysiąc więźniarek, przede wszystkim Francuzek, Żydówek i Polek? Żołnierze, którzy wyzwolili więźniarki, należeli do Brygady Świętokrzyskiej, jednej z największych formacji partyzanckich działających na ziemiach polskich. Była to ostatnia akcja zbrojna Brygady. Brygada Świętokrzyska była jednostką Narodowych Sił Zbrojnych, konspiracyjnej organizacji wojskowej obozu narodowego.

Proces formowania NSZ rozpoczął się w 1942 r. w wyniku rozłamu w podziemnej Narodowej Organizacji Wojskowej i Stronnictwa Narodowego. Tylko część członków tych formacji podporządkowała się późniejszym decyzjom o scaleniu z Armią Krajową. Reszta obawiała się zdominowania armii podziemnej przez czynniki sanacyjne. Uznała, że chcą walczyć o Polskę samodzielnie, uznawała rząd w Londynie, ale znajdowała się w opozycji wobec polityki premiera Sikorskiego.

Podziemie nie było monolitem

Działający samodzielnie NSZ nie mógł oczekiwać wsparcia, także finansowego, ze strony rządu i aliantów takiego jak AK. Komenda Główna NSZ i władze polityczne organizacji sprzeciwiały się wywołaniu powstania w Warszawie, uważając, że nie ma ono szans powodzenia. Jednak po jego wybuchu sformowane oddziały wzięły w nim udział. NSZ zajmował inne niż AK stanowisko w sprawach politycznych. Walczył z Niemcami i komunistycznymi bandami, ale kiedy było jasne, że Niemcy przegrywają wojnę, za głównego wroga uznał Sowietów. Sprzeciwiał się też lansowanej przez rząd w Londynie koncepcji ujawniania się przed Sowietami. Ta formacja nigdy nie uwierzyła, że Stalin jest „sojusznikiem naszych sojuszników”. Jednak obie podziemne organizacje współpracowały w sprawach akcji zbrojnych. „NSZ było zdania, że nie jest głównym zadaniem organizacji oporu pomóc naszym aliantom zachodnim przez walkę z okupantem. Zadanie to przypadło naszym oddziałom na Zachodzie… Naszym zadaniem w Polsce była przede wszystkim obrona społeczeństwa polskiego przed barbarzyństwem zarówno okupanta, jak i band komunistycznych i nieraz po prostu band rabunkowych” – charakteryzuje postawione sobie przez NSZ cele Władysław Marcinkowski ps. „Jaxa”, zastępca dowódcy Brygady Świętokrzyskiej…

…Skutecznie urabiana w PRL czarna legenda NSZ pokutuje do dzisiaj, co wynika z niewiedzy. Mimo znacznej liczby wydanych w ostatnich latach poważnych opracowań historycznych, prawda o NSZ i Brygadzie Świętokrzyskiej z trudem przebija się do świadomości społecznej. Mało kto czyta poważne naukowe publikacje. Jest szansa na zmianę, bo coraz częściej żołnierze wyklęci, w tym członkowie NSZ, stają się bohaterami dokumentów filmowych, popularnych opracowań, a także powieści i filmów fabularnych. Z pewnością wielki marsz Brygady Świętokrzyskiej należy do najmniej znanych, a godnych spopularyzowania tematów. Tym bardziej, że historia marszu to prawdziwie filmowy scenariusz.” (Edward Kabiesz • gosc.pl –  ■■ WIELKIE KŁAMSTWO ■■)

„…Gdy front wschodni sypnął się, dowództwo Brygady improwizowało. Po walkach z Niemcami i ostrzale Sowietów, jednostka wycofała się na Zachód. Początkowe umowy lokalne z Wehrmachtem, które posłużyły wstępnie za przepustkę, zostały potem zastąpione innymi formami współpracy. Ponieważ Brygada odmówiła walki po stronie niemieckiej, poszła na ustępstwa i zgodziła się wysłać spadochroniarzy do Polski oraz patroli pieszych. Żadne niemieckie rozkazy emisariuszy nie obowiązywały. Dlaczego Niemcy na to się zgodzili?

Oficerowie wywiadu padającej III Rzeszy, po pierwsze, kontynuowali swoje działania instytucjonalne, szczycąc się rzekomymi sukcesami zza biurka, a w tym polskimi spadochroniarzami (i tym sposobem unikali zesłania na front wschodni); po drugie – tworzyli alibi u anglosaskich zwycięzców, że polskiej jednostki nie zniszczyli, a ocalili (a na dodatek pozwolili wyciągać jej ludzi z obozów koncentracyjnych, w tym i żonę premiera Mikołajczyka); a po trzecie – tworzyli legendę potężnej siatki współpracowników w sowieckiej zonie okupacyjnej. Stąd oprócz Polaków z BŚ na spadochronach spadli Ukraińcy, Białorusini, Chorwaci i inni. Niemcy, którzy decyzje o takich lotach podjęli, wnet otwarcie chwalili się Amerykanom (z którymi od jakiegoś czasu utrzymywali tajne kontakty) o swych rzekomo niesamowitych wpływach na Wschodzie. Tym samym stali się Anglosasom potrzebni i nie ponieśli kary za swoje przestępstwa.
W tym sensie Brygada była pionkiem w większej grze. A dziewczynom i chłopakom z NSZ chodziło o walkę o Polskę, przygotowanie się na wojnę z nowym, komunistycznym okupantem…” (Marek Jan Chodakiewicz, Waszyngton, www.iwp.edu – „Wyborcza” kontra Sienkiewicz w spódnicy)

podobne: Rosyjska Gazeta: „AK zabijała czerwonoarmistów” (publikacja dokumentów o AK). IPN odpowiada na rosyjską prowokację. Żołnierze Wyklęci i ostatnie polskie powstanie oraz: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. a także: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków!

„Jak pogodzić, z jednej strony krytykę insurekcyjną (…) z jednoczesną pochwałą działania Żołnierzy Niezłomnych/Wyklętych? Bo wydaje się (…), że zbrojna walka z komunistami w roku 1945 była z militarnego punktu widzenia jeszcze bardziej bezsensowna niż walka zbrojna w 1944 roku z Niemcami”.

Zdaniem Rafała Ziemkiewicza ta sprzeczność jest pozorna. Krytyka dotyczy bezsensownych i nieodpowiedzialnych decyzji podejmowanych przez polityków szafujących życiem podległych im żołnierzy w 1944 roku. Czym innym natomiast jest walka żołnierzy, którzy wypełniali swój obowiązek i byli wierni złożonej przysiędze. Poza tym, po 1945 roku wciąż istniała nadzieja na realizację planu konfrontacji z ZSRR autorstwa Churchilla („operation unthinkable”). Wówczas utrzymanie oddziałów siły zbrojnej było jedynym sensownym działaniem. Później, gdy było wiadomo, że takiej konfrontacji nie będzie, żołnierze nie mieli już drogi odwrotu. „Pozostało tylko walczyć i to nie była walka bezsensowna, ponieważ opóźniła postępy stalinizacji w Polsce… 

Piotr Zychowicz również potwierdził, że nie ma sprzeczności pomiędzy krytykowaniem decyzji polityków i dowódców wysokiego szczebla, a pochwałą żołnierzy wypełniających swój obowiązek w stosunku do obydwu wrogów – Niemców i Sowietów. Stosunek Żołnierzy Wyklętych był taki sam do obydwu wrogów. To Komenda Główna AK zrezygnowała z koncepcji dwóch wrogów po 1941 roku, a ujawnianie się żołnierzy AK wobec Sowietów skończyło się katastrofą. „Koncepcja Żołnierzy Wyklętych była dokładnie odwrotna. Oni uważali, że bolszewicy są okupantem i z okupantem nie ma co się dogadywać, tylko trzeba do niego strzelać (…) Jasnym jest to, że te grupy, które walczyły w lasach nie miały szansy pokonać całego imperium sowieckiego i wyzwolić Polski. Ci ludzie stali przed wyborem, że albo pójdą do lasu, albo zostaną zamordowani przez ubecję, trafią do kazamatów, zostaną być może tam zamordowani, albo złamani przez aparat sowiecki (…) Olbrzymim podziwem darzę tych ludzi – wbrew wszystkiemu z bronią w ręku wystąpili przeciwko nowemu okupantowi”.

(…) Byli wychowywani w przeświadczeniu, że żadna krew się nie marnuje (…). Istniało przekonanie, że nie tylko nadzieja na wojnę, utwierdzana przez kurierów z Zachodu, na Wielką Wojnę ludów (mickiewiczowską), która znowu da Polsce szansę wybicia się na niepodległość, ale również ta świadomość odpowiedzialności za przyszłe pokolenia, potrzeby ocalenia honoru istniała. Oni w jakimś sensie świadomie tę ofiarę składali”.

Drugim wątkiem podjętym przez Pawła Lisickiego była kwestia „cienia” – przypadków, które trudno nam dziś bronić – w działalności Żołnierzy Wyklętych, i na ile mogą one zaważyć na ocenie ich bohaterstwa.

…po naszej stronie pojawia się czasami chęć tworzenia lukrowanej historii Żołnierzy Wyklętych, tzn. pokazywania ich jako chodzące anioły i istoty uduchowione, myślące wyłącznie o obronie ojczyzny. A byli to przecież ludzie z krwi i kości, „wśród nich zdarzali się również ludzie, którzy mieli na swoich pancerzach rysy, często mniej lub bardziej głębokie. (…) Natomiast chciałbym z całą stanowczością podkreślić, że był to absolutny margines. (…)

„… wielu młodych ludzi uwierzyło w tę tradycję solidarnościową podaną przez „Gazetę Wyborczą”, czyli rolę pojedynczych osób: Wałęsy, Michnika, Kuronia, Mazowieckiego, Geremka czy Baumana. I gdy po powstaniu IPN-u zaczęły się pojawiać artykuły na temat tych osób i ich roli w latach 40-tych czy 50-tych, to ta propagandowa tradycja solidarnościowa została przez młodych odrzucona. Bardziej przemówiła do nich postawa pełnego buntu antykomunistycznego z lat 40-tych i 50-tych...” (całość tu: Żołnierze Wyklęci – romantycy czy realiści?)

podobne: 70. rocznica zdobycia Wilna w operacji „Ostra Brama”. oraz: „Musimy zerwać z poprawnością patriotyczną”. Powstanie Warszawskie prowokacją (z ukraińskim kryzysem w tle). i to: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć” a także: Powstanie Styczniowe. Cześć i chwała bohaterom! Hańba na nieodpowiedzialnych prowodyrów. Socjalistyczne korzenie zrywu z podpuszczenia i analogia do Ukrainy. polecam: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy

szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać

już nie zostanie agronomem
,,Ciemny” a ,,Świt” – księgowym
„Marusia” – matką ,,Grom” – poetą
posiwia śnieg ich młode głowy

nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać

przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować – gryzipiórkom
i gładzić ich zmierzwioną sierść

ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy

„Wilki” – Zbigniew Herbert (Marii Oberc)

„…Od pewnego bowiem czasu w toczącej się w naszym kraju politycznej wojnie pojawiły się również głosy szkalujące pamięć najwierniejszych żołnierzy Rzeczypospolitej. Nietrudno domyślić się, z jakich kręgów te głosy dochodzą. Z przedstawicieli kolejnych generacji moskiewskich psiaków, które pragnęłyby kontynuować proces wdeptywania w ziemię już nawet nie samych bohaterów, ale nawet pamięci o nich. Jest to reakcja III pokolenia UB na zmianę pokoleniową. Młodzi ludzie zaczęli rozgarniać śmietnik historii i odrzucając zaśmierdziałe „legendy”, spreparowane przez żydokomunę na użytek mniej wartościowego narodu tubylczego, natrafili na kości bohaterów, pochylili się nad nimi z zainteresowaniem i miłością. Wzbudziło to żywe zaniepokojenie III pokolenia UB, które poczuło się zagrożone, czy aby nie zbliża się kres dobrego fartu. Próbuje zatem zohydzać pamięć najwierniejszych żołnierzy Rzeczypospolitej, oskarżając ich o zbrodnie, między innymi – na „cywilach”, a wtórują im rozmaite półgłówki, których przypadek wyniósł najwyraźniej zbyt wysoko. Warto zatem zarówno gwoli prawdy, jak i gwoli pouczenia, rozszyfrować tych „cywilów” – co oni za jedni. Otóż większość tych „cywilów” to po prostu konfidenci, tajni współpracownicy NKWD i UB, których likwidowanie było ze strony Żołnierzy Wyklętych realizowaniem prawa do obrony koniecznej. Charakterystyczne jet to, że w tej kampanii szkalowania „Żołnierzy Wyklętych” przoduje żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika, który od lat wyłazi ze skóry by podtrzymać zatęchłą „legendę” byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsy.” (Stanisław Michalkiewicz – Żołnierze Wyklęci to następstwo Jałty)

„…Już się wydawało, że wszystko załatwione; sierżant Śmietański i inni bojownicy o wolność i demokrację rozstrzelali wszystkich skazanych prawomocnie przez niezawisłe sądy, inni zginęli podczas próby ucieczki albo zostali zgładzeni na gorącym uczynku. Reszta gniła w więzieniach, a jeśli nawet ten i ów został wypuszczony, to przecież czekiści ani na chwilę nie spuszczali ich z oczu, dając na różne sposoby do zrozumienia, że jeden fałszywy ruch i znowu wracają do turmy. Słowem: „krok w bok, krok w przód, krok w tył – konwój otwiera ogień”. Dzięki temu można było bez przeszkód spreparować prawidłową wersję procesu dziejowego, według którego bojownikom z reakcyjnym podziemiem nie tylko Historia przyznała rację, ale również obdarowała trofeami wydartymi reakcyjnej hydrze. Jak bowiem zauważył poeta, bojownicy o wolność i demokrację „kiedy zwycięskie toczą boje ze straszną reakcyjną hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą”. Pierwsze pokolenie jeszcze nie bardzo umiało te możliwości wykorzystać, ale już drugie, które najlepiej personifikował Aleksander Kwaśniewski, używało już życia całą paszczą, nosiło garnitury, mówiło językami, chorowało na wykwintne, filipińskie choroby, a ich małżonki do tego stopnia się wyrobiły towarzysko, że nawet umiały jeść bezę. Nic więc dziwnego, że nowa szlachta szybko dogadała się ze szlachtą jerozolimską, która wprawdzie „z miszpuchy cycełesowatej”, ale nieomylnym tropizmem kieruje się zawsze we właściwą stronę: „Nasi wygrywają! Jacy »nasi«? No ci, co wygrywają!”.

Chodzi o to, że interes, jaki jest do zrobienia, ma taką specyfikę, iż mniej wartościowemu narodowi tubylczemu trzeba przyprawić wizerunek narodu morderców, a właściwie nie tyle narodu, co dzikiej hordy. W tym celu u Jana Tomasza Grossa, w międzyczasie awansowanego do rangi „historyka”, i to od razu „światowej sławy”, obstalowano makabryczne seriale, którym urządzono prawdziwy festiwal na całym świecie. Zachęceni przykładem tak oszołamiającej kariery tubylczy ludzie chałtury na wyścigi rzucili się do kręcenia filmów, czy to o pokłosiu, czy to o (GN)Idzie, a za to obs…ywanie mniej wartościowego narodu tubylczego obsypywani są nagrodami i pochwałami. Niektórym – jak na przykład młodemu Szczurowi – takie rzeczy uderzają do głowy, więc z małpią zręcznością wspina się na piedestał autorytetu moralnego i z tej wysokości próbuje mniej wartościowy naród tubylczy moralizować.

W tej sytuacji, gdy tak skomplikowany biznes zaczął kręcić się na pełnych obrotach, ni z tego, ni z owego, jak z podziemi wypełzli Żołnierze Wyklęci, a ich pojawienie się zaczęło wzbudzać entuzjastyczne zainteresowanie części młodzieży. Młodzi ludzie nie tylko się z nimi identyfikują, nie tylko otaczają kultem ich pamięć, nie tylko urządzają historyczne rekonstrukcje, ale w dodatku, jakby już nie mieli nic lepszego do roboty, zaczynają dociekać, co to się z nimi stało, kto ich o śmierć przyprawił i dlaczego, a wreszcie – co też dzisiaj robią potomkowie ich katów. Czyż trzeba tłumaczyć, jakie zagrożenie niesie to nie tylko dla znakomicie rozkręconego biznesu, nie tylko dla pedagogiki wstydu, ale również, a może nawet przede wszystkim – dla „legend”, z mitem założycielskim III RP na czele?…” (Stanisław Michalkiewicz – Kawał mokrej roboty)

podobne: Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom. oraz: Holokaust jako przedsiębiorstwo zakłamywania historii, pedagogiki wstydu i wyłudzania pieniędzy od Polaków. i to: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa polecam również: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego a także: Zamordowanie generała Fieldorfa było manifestacją siły. Młodzi pamiętają o Żołnierzach Wyklętych.

„…historyczny naród polski od 1944 roku zmuszony jest dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która nie tylko reprodukuje się w kolejnych pokoleniach moskiewskich psiaków, ale już raz, to znaczy 13 grudnia 1981 roku, zbrojnie wystąpiła przeciwko niepodległościowym aspiracjom historycznego polskiego narodu, a obecnie próbuje realizować scenariusz zmierzający do poddania Polski po raz kolejny obcej okupacji za cenę zagwarantowania wspólnocie rozbójniczej przez okupanta możliwości dalszego pasożytowania na historycznym narodzie polskim.

Początki wspólnoty rozbójniczej tkwią w mrokach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Kiedy we wrześniu 1939 roku władze rozpadającego się państwa polskiego nakazały otwarcie więzień, opuściły je masy kryminalistów, którzy niemal natychmiast powrócili do swoich ulubionych zajęć, to znaczy – rabunku. Ponieważ Niemcy raczej rzadko zaglądali na wieś, ludność wiejska w Generalnej Guberni została wydana na łup bandytyzmu. Wspomina o tym w swoich pamiętnikach Adam hr. Ronikier, podczas okupacji prezes Rady Głównej Opiekuńczej – drugiej po PCK polskiej organizacji oficjalnie działającej w Generalnym Gubernatorstwie. Na terenie okupacji sowieckiej kryminaliści, podobnie jak znaczna część ludności żydowskiej, zasilili sowieckie organy władzy, w charakterze milicjantów i konfidentów. Kiedy rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka, ludność żydowska jeśli nie uciekła z Armią Czerwoną w głąb Rosji, została izolowana od ludności polskiej i w znacznej części wymordowana. Los kryminalistów na Kresach był zgoła odmienny. Albo zasilili niemieckie formacje pomocnicze, albo działali w bandach rabunkowych, albo i jedno i drugie.

…W miarę zajmowania polskiego terytorium przez Sowieciarzy, bojownicy Armii Ludowej zasilali aparat terroru i aparat władzy, zwłaszcza na niższych szczeblach, bo na wyższych Stalin wolał umieszczać Żydów – absolwentów komunizmu z ulicy Gęsiej, czy Smoczej, których też nie trzeba było uczyć pasożytowania na narodzie polskim, dodatkowo jeszcze znienawidzonym i pogardzanym. To towarzystwo spod ciemnej gwiazdy porozdzielało między siebie dygnitarstwa, poawansowało się na generałów i dyrektorów, słowem – utworzyło „elitę”, którą Sowieci przyprawili historycznemu narodowi polskiemu w miejsce wymordowanej, zdegradowanej i rozpędzonej elity organicznej. Po likwidacji elity organicznej, wspólnota rozbójnicza rozpoczęła odcinanie historycznego narodu polskiego również od duchowieństwa katolickiego, w którym Sowieci upatrywali elitę zastępczą. Towarzyszyła temu intensywna ateizacja, zmierzająca do wykorzenienia wszelkich śladów chrześcijańskiej przeszłości i chrześcijańskich składników tożsamości.

…W dodatku ci, na których przywództwo historyczny naród polski mógłby i powinien liczyć tym bardziej, że do tego przywództwa pretendują, albo nie potrafią stanąć na wysokości zadania – niekiedy ze względu na agenturalną przeszłość – albo – co gorsza – wodzą naród na manowce idiotycznych „dialogów z judaszyzmem”. W rezultacie historyczny naród polski w obliczu świetnie zorganizowanego i świadomego swoich celów wroga cierpi na chroniczny kryzys przywództwa…” (Stanisław Michalkiewicz – Moc, czy tylko narkoza?)

„… prawdziwej wolności nie kupuje się za cenę „okrągłych stołów” i wódki wypijanej w Magdalence. Ona musi mieć swoją wartość, czasem mierzoną krwią i poświęceniem. Ta cena wzrasta tym więcej, im większą mamy świadomość, jakimi metodami wprowadzano w Polsce okupację sowiecką. Wierzyć, że po 50 latach odzyskaliśmy Polskę – bez ofiar, trudu i walki, jest więcej niż głupotą. Trudność ze zrozumieniem tej prawdy jest szczególnie widoczna, gdy wspominamy heroizm Żołnierzy Niezłomnych. Podziwiamy ich i czcimy, ale nie chcemy dostrzec, jaką cenę trzeba zapłacić za pokonanie komunistycznej hybrydy. Ci ludzie nie tłumaczyli sobie, że z kolaboracji ze złem wychodzi się zwycięsko, lub idąc z nim na ustępstwa, można ocalić dobro. Nie szukali „dróg kompromisu”, bo każda łatwa droga prowadziła do upadku i zaprzaństwa. Nie próbowali odnajdywać „zgody budującej”, bo mieli świadomość, że jednymi budowlami komunizmu były baraki obozów i miliony bezimiennych grobów. Dlatego próby odwoływania się do tego utraconego dziedzictwa, przy jednoczesnej negacji obowiązku wytyczenia „kanciastej granicy”, prowadzą do zafałszowania prawdy o polskich bohaterach i do zamazania naszej rzeczywistości.” (Aleksander Ścios)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. i to: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”

…mam więc spore wątpliwości czy żołnierze „wyklęci” którzy poświęcili swoje życie na organizowanie oporu przeciw komunie, czuliby się spełnieni i nie mieliby nic przeciwko temu, że tak często powołują się na nich i nawiązują do ich ofiary elity mieniące się „patriotycznymi”, a będące w rzeczywistości przez tzw. „zdobycze demokracji” tejże komuny kontynuacją (oczywiście bez kazamatów, wyrywania paznokci i strzelania w tył głowy). Wracając do żołnierzy podziemia antykomunistycznego polecam profesjonalny wykład pod linkiem Narodowe Siły Zbrojne 1942 – 1947 – Michalkiewicz i Żebrowski promują książkę Gniadka-Zielińskiego

Tej historii nie wymyślił żaden wieszcz
krwi inkaustem została spisana
(nie)żołnierska ścigała was śmierć
wróg wolności czerwona zaraza

Na nich były polowania z nagonką
dla nas czarnej legendy ballady
a gdy to nie pomogło jej zgnieść
„amnesti” stawiano sidła zdrady

Z wolna milkło groźne wycie w UBojniach
gdy wyrwano im kły skórę zdarto
kręgosłupy złamano i cześć
w końcu sznur, kula w łeb, dół z pogardą

Czekaliście przed światem schowani
białe plamy w bezimiennych grobach
na podwójne milczenie skazani
aż ktoś w końcu o prawdę zawoła

Dziś czas prochom tych niezłomnych kości
powstać z dumnie postrzeloną głową
i odkurzyć zakazane pieśni
a historię przepisać na nowo

Czas dokładnie wsłuchać się w wasz zew
treść właściwą nadać złej pamięci
zebrać plon z tego co zasiała krew
i wyjść z lasu… jak wychodzą „wyklęci”

„Chłopcy wychodzą z lasu” Odys, 1 marca 2015

podobne: Dawid Hallmann “Chłopcy z lasu”… National Armed Forces (NSZ) polecam: Żywe kamienie i to: „Królestwo Bez Kresu”.

Żołnierze Wyklęci De Press – Piosenka ludzi bez domu

Zbiór IPNu w POłowie zastrzeżony oraz polscy prawnicy na niemieckich stypendiach czyli… kłótnia w rodzinie i Bolek jako ofiara spiralnej teorii dziejów.


Adam Wycichowski niewolnik - proszę wstać

Adam Wycichowski niewolnik – proszę wstać

„…Do 31 marca trwa przegląd materiałów z udziałem przedstawicieli IPN oraz służb. Jeżeli służby zgłoszą jakieś wnioski, co do niektórych materiałów, że mają być one tajne, to dyskutować będzie nad nimi komisja w składzie m.in. wiceprzewodniczący kolegium IPN prof. Cenckiewicz, dyrektor Archiwum IPN Marzena Kruk. I albo przychyli się ona do tych sugestii ze strony służb, albo nie. Ostateczną decyzję czy utajnić dany materiał podejmie prezes IPN. I to się stanie najpóźniej do 16 czerwca tego roku, takie są ustawowe terminy. Jest jeszcze kwestia inwentarza archiwalnego, który znajduje się na stronie internetowej, a w ciągu najbliższego miesiąca zostaną rozszerzone opisy się w nim znajdujące. Opublikowanie tego inwentarza nakłada na nas ustawa z marca 2010 roku. On po części jest już opublikowany na naszych stronach, ale teraz znajdzie się tam jeszcze więcej informacji, dzięki którym każda osoba będzie mogła w łatwiejszy sposób dokonywać kwerend. Będzie w tym inwentarzu owo zamieszczony m.in. pełny tytuł teczki. Dotychczas w przypadku akt o charakterze osobowym podawano tylko dane identyfikacyjne, nie wykazywano rodzaju materiału archiwalnego…

…Pamiętajmy, że znaczna część materiałów byłej bezpieki została zniszczona w latach 1989-1990. Skala zniszczeń jest różna w zależności od regionu, największa w Gdańsku – ponad 90 proc. materiałów operacyjnych. Natomiast jeśli by się pojawiły to z pewnością najciekawsze byłyby te, które dotyczyłyby końca lat 80. i tego w jaki sposób dokonywano tego, co nazywamy transformacją. W jaki sposób ludzie systemu komunistycznego nie stracili swoich wpływów po 1989 roku, a wręcz zwiększyli je w niektórych sferach życia publicznego w Polsce.” (Czartoryski-Sziler • wpolityce.pl – Prezes IPN o zbiorze zastrzeżonym)

„…Czy to RAZWIEDUPR, czy to WSI – wszyscy oni pożądają informacji o określonym ciężarze gatunkowym, no i nie tylko informacji, ale i działań – bo agentura, to również agentura wpływu. Z tego powodu agentury raczej nie lokuje się w środowisku gospodyń domowych, tylko tam, gdzie rozmaite pomysły przekształcają się w obowiązujące prawo, a więc – w konstytucyjnych organach państwa, następnie tam, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, tam, gdzie decyduje się o śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu nie, tam, gdzie wydaje się wyroki, czyli w niezawisłych sądach i wreszcie tam, gdzie kształtuje się masowe nastroje, a więc w niezależnych mediach głównego nurtu, przemyśle rozrywkowym i innych środowiskach opiniotwórczych. Dysponując tak uplasowaną agenturą można nie tylko ręcznie sterować wszystkimi segmentami państwa, ale nawet wszystkimi segmentami życia publicznego. Skoro takie rzeczy wiemy nawet my, biedni felietoniści, to cóż dopiero bitne generały, które tymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi kierowały? Toteż jestem pewien, że podaną przez pana doktora Cenckiewicza (ostatnio Kukuńkowi wylęgła się w głowie kolejna „koncepcja” – że mianowicie Cenckiewiczów jest Legion – bo obwieścił, że jego syn popełnił samobójstwo za przyczyną „Cenckiewiczów”) liczbę 2500 agentów bez obawy przesady można pomnożyć co najmniej przez 10, a może nawet – przez 15. Ta agentura nie podlega już żadnej lustracji, bo nawet gdyby dokumenty dotyczące jakiegoś konfidenta znalazły się w Zbiorze Zastrzeżonym, to Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która ma ostatnie słowo w sprawie ich ujawnienia pod pretekstem dbałości o „bezpieczeństwo państwa”, z całą pewnością do ujawnienia tych dokumentów nie dopuści. Oczywiście „bezpieczeństwo państwa” to tylko taki pretekst, bo tak naprawdę chodzi o utrzymanie i umocnienie wpływu bezpieczniackich watah na struktury państwa, o utrwalenie okupacji państwa przez bezpieczniackie watahy…” (Stanisław MichalkiewiczOdgrzewane kotlety)

„…W kwestii lustracji i publikacji zawartości archiwów tajnych służb byliśmy zbyt długo wodzeni za nos, aby nie stawiać pytania, czy przypadkiem i tym razem nie jest to część jakichś zakulisowych rozgrywek. Odrzucenie lustracji i dekomunizacji na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, symbolizowane przez tzw. grubą kreskę, było integralną częścią planu George’a Sorosa wobec Polski, tak ochoczo zaakceptowanego przez komunistów. Stąd wszelkie próby dochodzenia prawdy i wymierzania choćby moralnej sprawiedliwości prześladowcom i ich kolaborantom spotykały się zarówno z bezpośrednim, jak i pośrednim bojkotem. Pamiętamy ostrzeżenia Lecha Wałęsy, że jakakolwiek próba rozliczeń doprowadzi do niepotrzebnych podziałów, a nawet do wojny domowej, oraz barwne morały Adama Michnika, że z lustracją jest jak z granatem wrzuconym do szamba, który jednych zabije, a drugich obryzga. Obaj panowie, i nie tylko oni, mieli w tym swój interes.

Pośrednio do zrażenia wielu Polaków wobec rozliczeń z komunistyczną przeszłością i jej skutkami przyczyniła się także chaotyczna publikacja tzw. listy Macierewicza, na której dane ofiar, ich katów i kolaborantów przeplatały się ze sobą bez żadnej różnicy. Ostatecznie doprowadziło to do zawiązania antylustracyjnej koalicji i obalenia rządu Jana Olszewskiego. Antoniego Macierewicza nie da się całkowicie usprawiedliwić, że działał pod presją czasu. Przykładem podobnej publikacji, także pod presją czasu i okoliczności. była tzw. lista Wildsteina. Umieszczenie choćby jednego sprawiedliwego na liście, która w odbiorze społecznym traktowana była jako lista hańby, odbierało tym, którzy ją publikowali, moralną słuszność. Dlatego i tym razem bez entuzjazmu podchodzę do publikacji spisu części odtajnionych materiałów, w których wyraźne rozróżnienie na winnych i pokrzywdzonych ma się pojawić dopiero za miesiąc. Do tej pory może powstać dużo ludzkiej krzywdy, a sama idea lustracji – ulec ostatecznej dyskredytacji…” (ks. Henryk Zieliński • idziemy.pl – Drugie dno)

„…Oczekujący na sensacje i rewelacje, porzućcie nadzieję, bo to się jeszcze może okazać, że zbiór zastrzeżony ustrzeli jakiegoś prawicowego księdza, tudzież podrzędnego działacza PiS i na tym chłamie zbuduje się „narrację”. Dlaczego w takim razie zastrzegli? Powodów może być wiele, od politycznej gry, czyli trzymania w niepewności i karności dawnych TW, po zwykłe lenistwo i brak środków, w końcu to trzeba było usystematyzować, poukładać w katalogach i tak dalej. Takie same wypieki i podniety towarzyszą aneksowi raportu o likwidacji WSI. Tutaj w ogóle bym sobie głowy nie zawracał i powiedzmy sobie szczerze, przy całej odwadze i ciężkiej pracy, jaką wykonał Antoni Macierewicz, jego inklinacje do wyolbrzymiania rzeczy podrzędnych są legendarne i nie pozbawione uzasadnienia. Ostatnią taką wielką akcją miał być żelazny dowód na zdradę Tuska, a skończyło się żałosnym filmikiem znanym od lat, na którym wyraźnie było widać, że nic nie widać, poza Tuskiem i Putinem, którzy wymieniają banały.

Wszystkie duże teczki leżą w Moskwie i jeśli kiedykolwiek wypłyną, to nie wcześniej niż za życia moich prawnucząt. Jedyny pożytek z produkowania straszaków w rodzaju zbiór zastrzeżony IPN i aneks WSI, to dostarczanie rozrywki i konsolidacja części elektoratu PiS, która to część niestety połyka każdą taką płotkę i przerabia na rekina. Szkodą natomiast jest to, że opiera się poważne projekty na bzdetach. Cały czas słyszę, że poradzimy sobie z postkomuną, bo zbiór, bo aneks. Proszę mnie nie rozśmieszać, jest o 25 lat za późno, żeby z tej amunicji ustrzelić grubego zwierza, a strzelanie do szaraczków z armaty przynosi wręcz odwrotne od pożądanych skutki. Nie, nie chcę powiedzieć, żeby w teczkach nie grzebać. Broń Boże, sam grzebałem i grzebał będę, zawsze na jakieś nowe ślady i inspiracje można natrafić. Piszę tylko i aż o tym, że nie będzie cudownego „sezamie otwórz się”, po czym całe zło po PRL padnie pokotem.

Zapomnijmy o takim prostym rozwiązaniu, czego się nie zrobiło ćwierć wieku temu, to się teraz samo nie zrobi i przede wszystkim najważniejsi do „zrobienia” albo już gryzą ziemię albo jak Bolek Wałęsa są żywymi groteskowymi trupami. Pozbyć się PRL możemy tylko w jeden sposób – budowaniem Polski. Nieustannie tematem numer jeden jest reforma sądownictwa, bez czego będziemy dreptać w miejscu…” (matka kurka • kontrowersje.net – Zbiór zastrzeżony to wydmuszka i tak samo wygląda aneks do raportu WSI)

„…Młody Zoll to członek wielu europejskich korporacji prawniczych i wschodząca gwiazda europejskiego prawa, wypromowana przez Niemców, nie pierwsza zresztą. W 2009 r. z inicjatywy von Bara uniwersytet w Osnabrücku uhonorował tytułem doktora honoris causa także prof. Irenę Lipowicz, która w 2010 r. (po śmierci Janusza Kochanowskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej) objęła stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Lipowicz w 2006 r. miała być z rekomendacji PO sędzią TK, ale jej kandydatura nie uzyskała wówczas wystarczającej większości. Gdy w 2007 r. PO doszła do władzy, Lipowicz została dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, oczywiście za przyzwoleniem strony niemieckiej. Ona również nie ma najmniejszych problemów z tym, aby zostać wykładowcą niemieckich uczelni czy uzyskać finansowe wsparcie ze strony którejś z potężnych niemieckich fundacji. Na pieniądze i zaszczyty od Niemców mogą liczyć także inni koledzy Rzeplińskiego z prawniczej branży. Przez lata otrzymywał je jego stary „kumpel” – prof. Witold Kulesza, z którym Rzepliński wspólnie stworzył w 1998 r. koślawą ustawę o IPN-ie, uzależniając jego funkcjonowanie od polskich służb (UOP, WSI), albowiem to one w praktyce decydowały o tym, jakie akta i komu mogą zostać udostępnione. Zanim Kulesza został szefem pionu śledczego IPN-u i zastępcą jego pierwszego prezesa – prof. Leona Kieresa, odbył w Niemczech wiele staży naukowych, będąc m.in. stypendystą Fundacji im. Alexandra von Humboldta. W 2004 r. wyszło na jaw, że w IPN-ie brakuje tysięcy dokumentów archiwalnych z prowadzonych kiedyś przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (poprzedniczkę IPN) śledztw w sprawach dotyczących zbrodni popełnionych w Polsce przez niemiecki Wermacht. Okazało się, że zostały one przekazane Niemieckiej Centrali Ścigania Zbrodni w Ludwigsburgu. Sprawę ujawnił wówczas tygodnik „Wprost”, wskazując jasno, że odpowiedzialnym za to jest właśnie prof. Witold Kulesza. Można było wówczas zadawać pytanie, czy przypadkiem ten „archiwalny dar” dowodzący niemieckich zbrodni w naszym kraju, których IPN nie mógł zbadać, nie był przypadkiem zapłatą za stypendia i granty, jakie Kulesza otrzymywał od Niemców. Na zaproszenia z Niemiec i publikacje w niemieckich wydawnictwach może również liczyć inny kolega Rzeplińskiego, wspomniany już przez nas prof. Leon Kieres, dzisiaj urzędujący sędzia TK.

…Profesorów prawa, którzy są opłacani i nagradzani przez Niemców, jest dzisiaj w Polsce znacznie więcej. Dotyczy to w szczególności tych, których w III RP mianowano prawniczymi autorytetami. Skutek tego jest jednak taki, że nie tylko reprezentują oni niemiecką filozofię prawniczą, ale i są emanacją niemieckich interesów w naszym kraju…” (Dr Leszek Pietrzak • warszawskagazeta.pl – Polscy profesorowie na niemieckim wikcie!)

„…nie chodzi o samego Wałęsę, który kimś ważnym jest już tylko w swojej imaginacji i laudacjach fagasów. Chodzi o to, z kim tak naprawdę zawierali komuniści dil w Magdalence, który na ćwierć wieku określił sposób dystrybuowania w „tym kraju” władzy, majątku i szacunku. Z reprezentantami narodu – czy z własnymi agentami, których wcześniej ogłupionemu narodowi do odegrania tej roli podstawili?
Można też zapytać – a kto na tym dilu wyszedł lepiej: naród, czy ci, którzy go zawierali? Poczęta w Magdalence elita III RP sama musiała odpowiadać sobie na to pytanie co najmniej jednoznacznie, skoro tak rozpaczliwie broniła i broni się przed prawdą o uwikłaniu Wałęsy w początkach lat siedemdziesiątych. Bo przecież, na zdrowy rozum, ta prawda, którą potwierdzili grafolodzy, nie musiała być wcale ustrojową tajemnicą, chronioną przez wszystkie „policje jawne, tajne i dwupłciowe”. Po co było palić teczki, czyścić archiwa pracownicze w stoczni i nawet dokumentację ze szkoły, do której chodził Wałęsa w dzieciństwie, po co było prowadzić „operacje specjalne”, z których jedna skończyła się najprawdopodobniej wysadzeniem przez UOP bloku, w którym mieszkał podejrzewany o przetrzymywanie zaginionych (jak dziś już wiemy, w istocie będących u Kiszczaka) donosów Wałęsy Adam Hodysz, wskutek czego zginęli przypadkowi ludzie?
To, co Wałęsa w kontekście zacierania śladów swej przeszłości wyprawiał u zarania III RP jako jej prezydent, obciąża go znacznie bardziej, niż tych czterdzieści parę donosów i wzięte za nie pieniądze, o których kłamał, że to wygrane w „totka”. I jeśli wierzyć, że sprawa „Bolka” naprawdę się skończyła w 1974, trudno jego postępowanie zrozumieć. Przecież gdyby powiedział o sprawie, przeprosił poszkodowanych, nie byłoby tematu – naród zobaczyłby w nim nawróconego Szawła, jak to dziś usiłuje mu wcisnąć zdychający agit-prop III RP, tyle, że wobec upartego trwania przez Wałęsę w kłamstwie daje to efekt żałosny. 

Widocznie więc na wyrejestrowaniu „Bolka” w roku 1974 się nie skończyło, drogi Watsonie...

Wałęsa został wyrejestrowany, ale „w zainteresowaniu służb” pozostał. Kilka lat później zaczęły na wybrzeżu powstawać Wolne Związki Zawodowe. I gotów jestem się założyć o pieniądze, że jakiś ważny esbek posadzony „na zagadnieniu” WZZ pomyślał sobie – jak na związki to oni tam mają za mało robotników, prawie sami inteligenci, inżynierowie albo baby… Podrzućmy im tam jakiegoś rzutkiego robola, może nawet zrobią go przywódcą. Co my tu mamy… o, „pieniądze przyjmuje bardzo chętnie”, wysokie mniemanie o sobie, zdolności przywódcze… Pogadajmy sobie z tym Wałęsą…

Potem ten esbek musiał być nieraz opierdzielany przez przełożonych, że wyhodował żmiję na esbeckim łonie, bo Wałęsa okazał się cwańszy, niż myślano. Grał na obie strony, jak sam Jewno Azef, a tak naprawdę na siebie. Podrzucili go do stoczni, żeby zgasił strajk, a on się nagle wylansował i wyrósł tak, że choćby SB wyciągnęła swoje haki, nikt by w nie nie uwierzył. Z drugiej strony, cwaniak się jednak bał, nie chciał skończyć jak śp. Tadeusz Szczepański, więc zapewniał komunistów, że tylko dzięki niemu mogą kontrolować sytuację, że muszą go zostawić w spokoju, a on stopniowo pousuwa radykałów i wykończy „ekstremę” – i rzeczywiście to robił…” (Rafał ZiemkiewiczWałęsa, wielki cwaniak)

„pojęcie kapuś w tym przypadku nie oddaje istoty więzi- gość biorąc kasę za określoną pracę stal się pełnoprawnym i pelnowartosciowym ogniwem w strukturze i dla struktury;- to dzięki Bolkowi cały aparat skarbowy III RP został zbudowany na funkcjonariuszach sb [szczegolnie na tych co nie mieli szans przejśc lustracji w innych segmentach] a jakie było uzasadnienie Bolka [zarejestrowane] „Polaków trzeba trzymać za twarz bo zawsze kombinują i tylko ten aktyw to zapewnia” to nie jest problem donoszenia na kolegow to jest problem identyfikowania się z potrzebami środowiska do ktorego go dopuszczono i dzięki któremu żył [od lodowki poczynając] i żyje nadal; to nie jest tylko prosta lojalność – on został awansowany w tych ‚strukturach’ i to wysoko w celu zapewnienia ochrony środowiskowych interesów i interesików; obejrzyjcie nagrania z Wołomina jak się zachowywał podczas bytności jako gość któremu kazano…” (qwerty 1 lutego 2017)

„…nikt poważny nie będzie sobie strzępił języka i przekonywał, że to bardzo źle, kiedy człowiek sprzedaje drugiego człowieka za pieniądze, a potem jeszcze uchodzi za bohatera. Takich rzeczy się zwyczajnie nie tłumaczy, takie rzeczy się po prostu wie, czy nawet czuje instynktownie…

…Bolek Wałęsa jest bardzo potrzebny Polsce, jego obecność w sposób naturalny wyznacza granice konieczne dla prawidłowego funkcjonowania narodu. Zazwyczaj trzeba się sporo napocić, aby poznać człowieka i się nie pomylić. Zdobywanie zaufania jest równie ważne, jak trzeźwość umysłu, która nie pozwala wpaść w łapy oszusta. Ludzie się dzielą, między innymi na godnych zaufania i oszustów, a całe to gderanie o „jedności Polaków”, to z oczywistych względów marksistowski resentyment i mam na myśli odniesienie nie do słownikowej urazy, ale do pojęcia, które sformułował Nietsche. Resentyment, czyli tworzenie fałszywego katalogu wartości i ocen moralnych jako rekompensaty dla własnej małości. Wszyscy mają być równi i jednakowi, dzięki czemu najpodlejsi i najgłupsi mogą się czuć dowartościowani.

Przekładając to na Bolka i naszą narodową dyskusję wraz z narodowymi podziałami, otrzymujemy doskonałe narzędzie. Wystarczy posłuchać i popatrzeć dla kogo Bolek jest bohaterem, a dla kogo zdrajcą i wszystko staje się jasne…” (Matka Kurka • kontrowersje.net – Niech Lech Wałęsa vel „Bolek” na zawsze pozostanie bohaterem, ale ich bohaterem)

„…Jeśli pominąć zwyczajnych idiotów, bo ich istnienia nie można wszak wykluczyć, to jest wyłącznie interes własny. Nie tylko prawda, ale i sam Wałęsa nic ich nie obchodzi. Oni Wałęsą pogardzali już wtedy, kiedy większość ludzi miała go za bohatera – wystarczy przypomnieć co jeden z tych „generałów” mówił już w 1980 roku o „sierżancie w okopach”. Oni bronią siebie, a nie jego, swojej fałszywej legendy, dla której on jest im potrzebny jako spinka, bez której wszystko się rozsypuje. Zwłaszcza Michnikowe „odpieprzcie się od Wałęsy” stawia tu kropkę nad i; znaczy to po prostu: odpieprzcie się od „świętego” Kuronia, Geremka, Mazowieckiego e tutti quanti bożków okrągłostowych, których pomniki macie okadzać po wieczne czasy, a nie bezczelnie zaglądać za kulisy historii i pytać jak było naprawdę. (valser 1 lutego 2017)

„…Dlaczego wywiad wojskowy upodobał sobie w wykreowaniu konfidenta na narodowego bohatera walki z komunizmem, to wydaje się oczywiste tym bardziej, że Lech Wałęsa ani przez moment nie zawiódł nadziei, jakie EAZWIEDUPR z nim wiązał. Podobnie wydaje się oczywiste, dlaczego inne, legendarne postacie, z taką determinacją bronią legendy Lecha Wałęsy. Otóż ta legenda jest jednym z najważniejszych mitów założycielskich III Rzeczypospolitej i na niej, jak na fundamencie, wspiera się konstrukcja pozostałych legend, przypominająca domek z kart. Wiadomo, że wyjęcie chociaż jednej karty powoduje natychmiastowe zawalenie całego domku, więc legendarne postacie muszą bronić legendy Lecha Wałęsy, bo na niej wspierają się ich własne legendy.

No dobrze; im to jest potrzebne, choćby dla dogodzenia miłości własnej, która w przypadku Lecha Wałęsy już dawno przekroczyła granice megalomanii; jak wiadomo, całkiem serio uważa się on za potomka rzymskiego cesarza Walensa – ale po co potrzebne były te legendy wywiadowi wojskowemu? To znowu można wyjaśnić tylko na gruncie mojej ulubionej teorii spiskowej, według której, po spotkaniu M. Gorbaczowa z prezydentem Ronaldem Reaganem w Rejkjaviku, kiedy okazało się, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej – otóż po tym spotkaniu, w ramach przygotowań do transformacji ustrojowej (bo dla bezpieki było jasne, że kiedy sowiecki się wycofają, to ten ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa ani dnia dłużej), rozpoczęła się selekcja kadrowa w strukturach podziemnych, której celem było wyłonienie takiej reprezentacji „społeczeństwa”, do której generał Kiszczak mógłby mieć zaufanie. A do kogo generał Kiszczak mógłby mieć największe zaufanie? A do kogóż, jeśli nie do osób zaufanych? Dlatego też do nowych władz „odrodzonej” Solidarności, tworzonej już prawidłowo, to znaczy – od góry do dołu, żeby wszystko, łącznie z Kukuńkiem, było pod kontrolą, nie weszli przedstawiciele „ekstremy”, tylko grono postaci „legendarnych”, a te „legendy” stanowiły bilet wstępu do elity. Dzięki temu ekonomiczne i polityczne interesy „strony rządowej”, czyli wywiadu wojskowego i jego agentury, zostały stosunkowo tanim kosztem skutecznie zagwarantowane – co, mówiąc nawiasem, w niepojętym przypływie szczerości ujawnił w latach 90-tych na lamach „Gazety Wyborczej” pan red. Stefan Bratkowski odpowiadając na list oburzonych AK-owców pod przywództwem Stanisława Jankowskiego „Agatona”…” (Stanisław Michalkiewicz – Psisko oddano do bydła)

„…Cenckiewicz który dostał w programie Pospieszalskiego olśnienia, że jak to sojusznicy amerykańscy dogadywali się z takim Czempińskim i on potem został szefem UOP. Tak jakby nie wiedział, że po spotkaniu 25 września 1985 roku – Jaruzelskiego z oddelegowana elitą państwa USA (z udziałem Brzezińskiego) – następowało przechodzenie na właściwą stronę (przy pełnej kontroli sojuszniczej i pod właściwym nadzorem i przy realizacji właściwego i jedynie słusznego programu Konsensusu Waszyngtońskiego), kto miał możliwości, to zapewne nosił do ambasad sojuszniczych, to co miał. Potem tylko trzeba było wystawić sztukę teatralną w pod tytułem – okrągły stół i magdalenka, aby motłoch uwierzył (w tym elity intelektualne), że uczestniczy w czymś ważnym i istotnym, wręcz historycznym (Michnik i tak był tępy, jak miał ciut więcej inteligencji, to 4 czerwca byśmy świętowali uroczyście – święto Polskiej Państwowości). Niektórzy wierzą w to po dzień dzisiejszy, a tam w salonach Moskwy i Waszyngtonu oraz Londynu, Paryża i Berlina – muszą solidnie zrywać boki ze śmiechu…” (andrzej 30 stycznia 2017)

„…o jakiej transformacji mówimy, skoro WSW (wcześniej Informacja Wojskowa – UB czy SB przy nich to mały pikuś) – czyli organ zajmujący się ochroną bezpieczeństwa – kontrolą organów państwa (marksizmu, w tym inwigilacją, werbunkiem itd.) w całości został przemianowany na WSI. Kluczowy organ posiadający prawo werbunku również towarzyszy z POP, czyli w każdej dziedzinie życia – gangsterów, prostytutki, prokuratorów, sędziów, sekretarzy partyjnych, rektorów, wykładowców, finansistów itd.

Natomiast SB zajmowała się kontrolą społeczną w państwie marksistowskim, a ponad 90% nich trafiła do UOP. Pozostali do innych instytucji kontrolnych, jak NIK czy Urzędy Skarbowe. Te ok. 10% to przeważnie funkcjonariusze wydziałów wewnętrznych w SB.

Kto wyjeżdżał na stypendia – sami amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi w latach 80 – proponowali władzom komunistycznym przygotowanie nowych elit, pod przyszły system. Oni doskonale wiedzieli, że to się wali, także towarzysze w służbach. Po stanie wojennym władza przechodzi z partii do służb wojskowych tzw. rewolucja w ramach marksizmu. To one decydują kto pojedzie – czyli jaką pozycję będzie zajmował w nowym systemie w strukturze społecznej. To nie wiedza i umiejętności ale bogata kartoteka stała z awansem społecznym. Selekcja negatywna.

Nawet taki Macierewicz proponował tylko wykonując uchwałę Sejmu – agentów SB i UB, ale Informacji Wojskowej i WSW oraz Wojska Ochrony Pogranicza (też posiadały prawo werbunku agentury) – nikt nie chciał ujawniać wówczas agentury. Siano propagandę o SB.

Protesty 1980 roku miały doprowadzić do zmian w kierownictwie, zapisanie się do związku ok. 10 milionów ludzi i budowę od dołu związku spowodowało pewne komplikacje dla władzy. Stan wojenny spowodował, że tzw. opozycja i Solidarność mogły być budowane odgórnie – pod pełną kontrolą.
Na pierwszym zjeździe było co najmniej 71 agentów SB (z czego 36 to delegaci), a ilu było Wojkówki? IPN chce nam powiedzieć (nie ujawnia danych WSW) – Ktoś chce nam powiedzieć, że WSW się tym nie interesowała. To są bzdury, jeżeli ktoś tak uważa. To nic wspólnego z transformacją nie miało miejsca.

Wiadomo było, że na czele protestu trzeba było postawić robotnika, a nie inteligenta. Sztuka teatralna mogła by się zakończyć nie powodzeniem. W 21 słynnych postulatach, nie ma żadnego postulatu dotyczącego odejścia od marksizmu, są socjalne i w ramach kodeksu pracy.” (andrzej 1 lutego 2017)

„…Co prawda – jak to niedawno ujawnił były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa, który najwyraźniej przypomniał sobie kolejną „koncepcję” – „Bolek”, to nazwa modelu urządzenia podsłuchowego, jakim posługiwała się SB, ale co to komu szkodzi nadać taki pseudonim konfidentowi? Szkoda, że Muzeum Szpiegów w Waszyngtonie nie ma takiego urządzenia, chociaż nasz nieszczęśliwy kraj został tam udelektowany specjalnym pomieszczeniem, w którym rezyduje Feliks Dzierżyński. Czy pan generał Czempiński, w dowód wdzięczności za wciągnięcie starych kiejkutów na listę „naszych sukinsynów” nie mógłby przekazać tam chociaż jednego egzemplarza tego modelu?Ale mniejsza z tym, bo ważniejszy jest przecież spiralny rozwój procesu dziejowego. Otóż kiedy w miarę postępów socjalizmu ponownie zacznie w naszym nieszczęśliwym kraju zaostrzać się walka klasowa, w ramach której rozbudowana w międzyczasie „klasa robotnicza” ponownie zacznie się buntować przeciwko swoim przedstawicielom, „Bolek” zostanie podwieziony motorówką Marynarki Wojennej pod płot, żeby go przeskoczył i „obalił komunizm”. Oczywiście nie od razu, bo najpierw „społeczeństwo obywatelskie”, zamiast „palić komitety”, zacznie zakładać własne, od czego wytworzą się w naszym nieszczęśliwym kraju dwa ośrodki władzy, w następstwie czego nie będzie innej rady, jak suwerenną decyzją wprowadzić stan wojenny. Pod osłoną surowych jego praw nomenklatura znowu zacznie uwłaszczać się na „majątku narodowym”, a w strukturach podziemnych zostanie przeprowadzona surowa selekcja kadrowa pod kątem eliminacji wszystkich przeciwników socjalizmu. Chodzi o to, że kiedy zostanie podana „dobra wiadomość”, iż oto znowu „upadł komunizm”, żeby od razu można było przystąpić do jego mozolnej odbudowy, zgodnie z koncepcją spiralnego rozwoju procesu dziejowego.” (Stanisław Michalkiewicz – Rozwijamy się spiralnie)

„…Ludzie, którzy dwadzieścia lat temu pluli na Wałęsę i opisywali go jako skończonego prymitwa aspirującego do władzy, która mu się nie należy, dziś bronią go i nazywają Kmicicem. Jak to zdiagnozować? Moim zdaniem bardzo prosto. Wszystko to, co od roku 1945 rozgrywa się przed naszymi oczami jest kłótnią w rodzinie. W dodatku w bardzo poważnej rodzinie, znacznie moim zdaniem poważniejszej niż rodzina Corleone ze znanego i lubianego filmu. Z tego powodu właśnie część rodziny chwyta czasami za siekiery i rąbie tych co zaczynają wykazywać odstępstwa od głównej linii. Po jakimś czasie ludzie ci się godzą między sobą, bo jest jakiś interes do ubicia i stawiają tym pomordowanym siekierami jakąś symboliczną lampkę na grobie. Tych zaś co przeżyli wciągają znów na listy płac i zabawa zaczyna się od początku…” (coryllus – Kiedy się wypełniły dni Lecha Wałęsy)

podobne: ☭ ★„Rosjanie mogą posiadać oryginalną teczkę pracy Lecha Wałęsy.” a także: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. i to: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. polecam również: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i jeszcze: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”

rys. Żukow

rys. Żukow

Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy.


Zaczęło się od „kontrowersyjnego” do dziś meldunku „Montera” o którym można przeczytać na portalu Historycy.org tu Czy Powstanie Warszawskie było potrzebne? Na zachętę fragment z dyskusji:

„…Meldunki zawierające ocenę sytuacji z dnia nawet jeszcze 27 lipca są o tyle nieistotne, że ostateczna decyzja zapadła dopiero 31 lipca, i to w sposób nagły – najwyraźniej na podstawie oceny dokonanej samodzielnie przez Montera, tylko pytanie – na podstawie jakich meldunków? Skąd? Z jakiego czasu? Jest relacja, jakoby Monter sam pojechał na Pragę (nie do Falenicy czy Miłosnej, tylko na Pragę, czyli w ówczesnych realiach całkiem blisko) i miał usłyszeć (od kogo?) że „niedaleko widziano sowieckie czołgi”. Ale tak naprawdę konkretów brak…” (Darth Stalin)

„…Skutki, jakie spowodował ten meldunek oraz ich zrozumienie, to zagadnienia nieporównanie istotniejsze niż zastanawianie się, co w danym momencie robił ten bądź inny sowiecki batalion. Ten meldunek stał się przysłowiowym języczkiem u wagi i składając go Monter przesądził o losie miasta i jego mieszkańców. I z tej odpowiedzialności nic go nie zwolni. Zatem proszę jednak o odpowiedź: dlaczego Monter złożył swój meldunek na półtorej godziny przed planowanym zebraniem, w obecności dwóch innych ludzi najmocniej nalegających na przyjęcie rozwiązania zbrojnego, a w nieobecności tych, którzy mogliby znowu zasiać u Bora wątpliwości w tej kwestii. Dlaczego Monter, co nie było ani jego obowiązkiem ani zadaniem, opatrzył meldunek komentarzem, że „jeśli nie przystąpimy do walki, to będzie za późno”? To są momenty kluczowe i warto się nad nimi zastanawiać…

…co rozegrało się w kluczowych chwilach pomiędzy akowskimi decydentami, bo to jest najistotniejszy moment i zastanawiam się przede wszystkim, jak ocenić postępowanie tych ludzi. Bo można to widzieć na kilka różnych sposobów:

1. Dokonali oni niewłaściwej oceny sytuacji
2. Dokonali oceny właściwej, ale uznali, że i tak trzeba działać (osobiście uważam, że tak właśnie było)

…interesują mnie okoliczności podjęcia decyzji o wybuchu powstania oraz o rozpoczęciu tej akcji w określonym terminie i dążę do uzyskania odpowiedzi na pytanie: czy Bór uległ manipulacji oficerów, którzy dążyli do rozpoczęcia działań zbrojnych.

…Wątek ten (nacisków ze stronu Okulickiego, Pełczyńskiego i Montera) przewija się w zbyt wielu relacjach i opracowaniach, by przejść nad nim do porządku dziennego. Ja osobiście sądzę, że rzeczywiście w KGAK ścierały się różne koncepcje co do dalszego postępowania wobec sukcesów sowieckich i szybkiego zbliżania się Armii Czerwonej do Warszawy…

…Okulicki, Pełczyński i Chruściel byli zdecydowani działać bez względu na pewne konsekwencje, bowiem uważali, że samo powstanie jest konieczne (rezultat bezpośredni powstania jest mniej istotny, liczy się jego wydźwięk propagandowy). Według mnie był to ciężki błąd i zachowanie irracjonalne. Jak słusznie zauważyłeś, decyzja bezpośrednio nie należała do nich, ale oni decydowali o tym, kiedy powstanie zacząć. W moim przekonaniu, gdyby kierowali się przesłankami racjonalnymi (nie powstanie dla demonstracji, lecz powstanie mające konkretne cele), być może dokonaliby właściwszej oceny co do właściwego terminu rozpoczęcia walk. Trudno powiedzieć, na ile to było możliwe, wysuwam to tylko jako pewną supozycję. I pozostaję przy mojej ogólnej ocenie, że ci trzej oficerowie zachowali się tu nieodpowiedzialnie. Zastanawia mnie natomiast, na ile był w to umoczony Bór-Komorowski. Osobiście wydaje mi się, że odpowiedzialność rozkłada się bardziej na wymienionych trzech oficerów, choć sam Bór szlachetnie podkreślił w wywiadzie, że decyzja należy do dowódcy i dowódca ponosi odpowiedzialność. Jeśli się z tym zgodzić (a w zasadzie wypada się zgodzić) to winą Bora było to, że uległ naciskom…” (adso74)

a teraz o skutkach tego zrywu….

„Film dokumentalny (2008) o niemieckich zbrodniach popełnionych na Polakach w czasie Powstania Warszawskiego na Woli. W filmie m.in. fragmenty niemieckich kronik propagandowych nakręconych w czasie Powstania, wypowiedzi nieosądzonego zbrodniarza – H.Reinefartha – kata Warszawy, wspomnienia kobiety która przeżyła swoją egzekucję będąc w 9 miesiącu ciąży (trójka pozostałych jej dzieci została zamordowana), oraz wspomnienia innych świadków i uczestników wydarzeń.”

12 ton – Oni tam wszyscy są. (Powstanie Warszawskie)

Od 40 do 60 tys. mieszkańców warszawskiej Woli zginęło w dniach 5-7 sierpnia 1944 r. w masowych egzekucjach dokonywanych przez oddziały niemieckie na rozkaz Hitlera w celu „oczyszczenia Warszawy z ludności cywilnej”. W tym roku mija 69 lat od tamtych wydarzeń. Poniższe relacje to fragmenty zeznań osób, które „rzeź Woli” przeżyły. Zeznania zostały złożone przed prokuratorami Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.

Władysław Pec, kontroler MZK, ur. 23 stycznia 1900 r.
Zeznanie z dnia 29 IV 1947 r.

W dniu 5 sierpnia 1944 r. około 12-tej Niemcy podpalili fabrykę makaronów, zaczęło w piwnicy robić się zbyt gorąco, ludność cywilna wyszła w liczbie 57 mężczyzn i nieco więcej kobiet z dziećmi. Ja i 10 mężczyzn ukryliśmy się jeszcze w piwnicy, po chwili jednak żandarmi przeszukujący piwnicę wykryli nas przy pomocy psa i wyciągnęli na podwórze. (…) Po odejściu kobiet z podwórza nam mężczyznom kazano stanąć pod parkanem murowanym z rękoma podniesionymi do góry, potem nastąpiły salwy z karabinu maszynowego. Strzelający celował w głowę. Otrzymałem postrzał w rękę, w okolicy kostki. (…) Zalała mnie krew z podniesionej ręki i upadłem. Gdy salwy i jęki ucichły, usłyszałem pojedyncze strzały. Żandarmi chodzili pomiędzy trupami, trącali leżących nogą, sprawdzając, czy kto jeszcze żyje, po czym dobijali pojedynczymi strzałami.
Po pewnym czasie leżąc z twarzą zakrytą okrwawioną ręką usłyszałem gwar od strony ulicy, potem salwy, jęki, błagania o litość i pojedyncze strzały. Zorientowałem się, że przybyła nowa grupa do rozstrzelania. Potem przyprowadzono jeszcze pięć razy grupy do rozstrzelania, przywaliły mnie dwa trupy. Egzekucja trwała do godz. 18-tej z przerwami na dobijanie i doprowadzenie coraz nowych grup.
(…) Leżałem pod trupami bez ruchu (bojąc się dobicia) aż do godz. 12 w nocy. Potem, ze względu na to, że panowała cisza, wyczołgałem się z fabryki makaronów do domu przy ul. Płockiej 25, który stał w płomieniach.

Ks. Bernard Filipiuk, ksiądz.
Zeznanie z dnia 20 III 1946 r.

5 sierpnia Niemcy znowu wkroczyli do Szpitala Wolskiego już w większej liczbie (…) rozeszli się po całym szpitalu i pod groźbą karabinów zaczęli z łóżek wyrzucać chorych, kobiety, mężczyzn, wszystkich bez wyjątku.
(…) Na dziedzińcu fabrycznym ustawiono nas po 12 osób. Takich dwunastek naliczyłem sześć w tej partii ludzi, w której ja byłem. (…) Padła salwa, a ja przewróciłem się razem z ks. Żychoniem, który mnie słabego po operacji trzymał cały czas pod rękę – on mnie też za sobą pociągnął.
Od razu zorientowałem się, że żyję i nie jestem ranny, ale zacząłem udawać trupa, wiedząc, że gestapowiec dobija żyjących. Gdy do mnie podszedł, kopnął mnie w kolana, zaklął i strzelił do głowy z rewolweru – kula przeszła koło ucha. Byłem więc uratowany. Po tym stale rozstrzeliwano następne dwunastki ludzi.
(…) Muszę podkreślić, że nie tylko sami mężczyźni zostali rozstrzelani przy ul Górczewskiej ze mną, ale też były i kobiety, choć zasadniczo gestapowcy wybierali z fabryki samych mężczyzn. Myślę, że były to żony, matki i córki, które przyłączyły się same do swych najdroższych – najbliższych, prowadzonych na śmierć. Chciały widocznie zginąć razem ze swymi ukochanymi. W mojej dwunastce razem ze mną była kobieta. Na ręku trzymała dziecko małe, które mogło mieć rok. Z tym dzieckiem została rozstrzelana. Prosiła gestapowca, aby najpierw zabił dziecko, a potem ją. Uśmiechnął się tylko i nic nie odrzekł. Dziecko to długi czas po rozstrzelaniu kwiliło i płakało, słyszałem to, a jego kwilenie krew mi w żyłach mroziło.

Janina Józefa Mamontowicz, lat 26, zam. ul. Wolska 59, m. 9
Zeznanie z dnia 15 I 1946 r.

W dniu 5.VIII.1944 r. wpadł do naszego domu oddział około 6 uzbrojonych żołnierzy niemieckich rzucając granaty do mieszkań i wołając, by mieszkańcy wychodzili (raus). Wyszłam prowadząc dwóch moich synków, Zygmunta lat 9 i Tadeusza lat 6. (…) Żołnierze zapędzili naszą grupę pomiędzy mieszkaniem dozorczyni a trzepakiem otaczając ja dookoła, ograbili nas z kosztowności. Na środku podwórka ustawili karabin maszynowy, dali do nas salwę. (…) Gdy strzały seryjne umilkły, posłyszałam pojedyncze strzały z pistoletu.
Zobaczyłam, iż żołnierze chodzą pomiędzy zwłokami dobijając z pistoletu lub kolbą karabinu żyjących jeszcze, którzy poruszali się lub jęczeli. Syn mój Zygmunt musiał się poruszyć, ponieważ, już odchodząc od miejsca, gdzie leżeliśmy, żołnierz niemiecki strzelił mu dwa razy w skroń, po czym syn mój skonał.
Zaraz po odejściu żołnierzy podniosłam się razem z synem Tadeuszem, który także żył i nie był ranny. (…) W grupie ocalałych po egzekucji przeszłam na II piętro naszego domu nr 23 przy ul. Płockiej. Znajdowało się tam w pewnej łazience okno wychodzące na teren sąsiedniej posesji fabryki makaronów i cykorii, mieszczącej się przy ul. Wolskiej 60. Wyskoczyłam oknem pierwsza prosząc siostrę, by mi wyrzuciła dziecko. Jednakże siostra zdenerwowana przeżyciami wyskoczyła sama, a za nią Kołaczówna i Biernacki, zostawili mojego synka, który pomimo nawoływań wyskoczyć nie chciał i pozostał sam w płonącym domu.”

źródło: „Zbrodnie okupanta hitlerowskiego na ludności cywilnej w czasie powstania warszawskiego w 1944 roku (w dokumentach)”, Wydawnictwo MON

Dominik Tomczyk - Pomnik Powstania Warszawskiego (1944)

Dominik Tomczyk – Pomnik Powstania Warszawskiego (1944)

W roku 1944, po konferencji i układzie w Teheranie, sprawa Polska była już przegrana definitywnie, a utrata suwerenności na rzecz ZSSR – przesądzona. Polska została uznana za część ceny, jaką Zachód godzi się zapłacić Stalinowi za pomoc w pokonaniu Niemiec. Oficjalnie ustaleń konferencji polskiemu rządowi nie przekazano aż do listopada, ale istnieją relacje dowodzące, że kanałami prywatnymi i wywiadowczymi rząd londyński szybko zyskał wiedzę o sytuacji.
W związku z ubitym w Teheranie dilem zmienił się znacząco stosunek do sojuszniczej Polski zachodnich polityków i prasy. Nie było już mowy o wyrazach podziwu, zachwytach nad bohaterstwem ani duserach o „wzorcu dla wolnego świata”, jakimi karmiono Polaków do czasu agresji Hitlera na Sowiety. Nieustannie pojawiały się za to oskarżenia, że Polacy uchylają się od walki z Niemcami, że są cichymi sojusznikami Hitlera i piątą kolumną w antyniemieckiej koalicji… 

…Po Teheranie i Katyniu każdy odpowiedzialny polski rząd powinien, w imię żywotnych polskich interesów, wygasić w kraju walkę z Niemcami, ograniczając ją do ochrony ludności cywilnej. W sposób oczywisty narzucało się zawarcie z Niemcami, na poziomie np. wywiadowczym, cichego porozumienia, na mocy którego AK powstrzymałaby się od ataku na niemieckie zaplecze, a Niemcy w zamian – od eksterminowania Polaków. Oczywistym interesem Polski było w tej sytuacji powstrzymanie się od sabotowania frontu wschodniego, aby obaj nasi wrogowie wykrwawiali się tam wzajemnie jak najdłużej…

Nie miał oczywiście, bo wobec sytuacji geostrategicznej nie mógł mieć znaczenia fakt, iż polscy przywódcy do samego końca dochowywali lojalności swym sojuszniczym zobowiązaniom oraz trzymali się stanu prawnego, zgodnie z którym Polska nie znajdowała się w stanie wojny z ZSSR, atak dokonany 17 września 1939 był „wkroczeniem” mającym na celu ochronę ludności polskiej przed Niemcami, a oczywiste zbrodnie sowieckie na Polakach oficjalnie nie miały miejsca. Z tego samego powodu polskie Państwo Podziemne nie prowadziło żadnych zorganizowanych akcji przeciwko komunistycznej agenturze.
Nie do końca jest prawdą, że polski rząd nie miał żadnego pomysłu. Miał, tylko że był to pomysł krańcowo naiwny. Nadal realizowaliśmy naszkicowaną przez generała Sikorskiego koncepcję „kapitału krwi”, zakładająca, że po pokonaniu Niemiec państwa koalicji antyhitlerowskiej wynagrodzone zostaną w proporcji do wysiłku włożonego w wojnę, mierzonego poniesionymi ofiarami. Polacy starali się więc wzmożonym wysiłkiem i spektakularną ofiarnością (Monte Cassino) przekonać sojuszników, że ich oskarżenia o wycofywanie się Polski z walki z Niemcami są bezpodstawne. Do tych samych argumentów odwoływali się także inicjatorzy powstania w Warszawie. Krańcowe poświęcenie okazane w walce z Niemcami miało wzruszyć zachodnią opinię publiczną i skłonić zachodnie rządy, żeby jakoś wzięły nas w obronę przed Sowietami…

…Z kolei, by poprawić postrzeganie Polski przez „sojusznika naszych sojuszników” i zademonstrować mu dobrą wolę, podjęto akcję „Burza”, nakazując Armii Krajowej i strukturom państwa podziemnego na obszarach zajmowanych przez Armię Czerwoną udzielanie jej zbrojnej pomocy przez atak na tyły niemieckie, połączony z całkowitą dekonspiracją i ujawnieniem „wyzwolicielom” wszystkich struktur. Dowódcom i przedstawicielom cywilnym Delegatury Rządów nakazano witanie wkraczających „w roli gospodarzy”. Pierwsze doświadczenia akcja „Burza” przyniosła na Wołyniu – wszyscy „witający” zostali przez sowietów aresztowani i wywiezieni w nieznanym kierunku (do dziś miejsca ich kaźni i pochówku nie są znane), odziały AK rozbrojone i częściowo wymordowane na miejscu, częściowo wywiezione – incydentalnie część szeregowców wcielano do tzw. ludowego wojska względnie bezpośrednio do Amii Czerwonej. Wiedząc o tym, Komenda Główna AK ponowiła rozkaz do wykonania „Burzy” na Wileńszczyźnie, potem w Małopolsce Wschodniej, na Lubelszczyźnie – wszędzie z takim samym skutkiem.
W ten sposób, wyjąwszy kilka oddziałów, których dowódcy łamiąc dyscyplinę wojskową odmówili wykonania rozkazu, budząca taki niepokój Stalina AK na większości obszaru kraju praktycznie przestała istnieć jako zorganizowana siła – w lesie pozostały jej rozproszone szczątki, dając początek drugiej konspiracji, zwanej dziś „żołnierzami wyklętymi”…

…Pułapka zastawiona przez Stalina i Zachód była prosta i nawet niektórzy politycy w Londynie zdawali sobie z niej sprawę. Jeśli w Warszawie nie wybuchnie powstanie, a oddziały AK wyjdą z miasta, to Sowieci w chwili wkroczenia nakażą demonstrację zbrojną swojej komunistycznej partyzantce, nazwą to wyzwolicielskim powstaniem ludowym i przed całym światem ogłoszą niezbity dowód, że, jak to od dawna wszyscy podejrzewali, faszystowski rząd w Londynie i AK po cichu współpracują z Niemcami. Jeśli natomiast Londyn i AK dadzą hasło do przeprowadzenia „Burzy” także w stolicy, to Armia Czerwona wskutek skomplikowanej sytuacji operacyjnej i konieczności podciągnięcia odwodów będzie zmuszona wstrzymać ofensywę na czas potrzebny Niemcom do pacyfikacji miasta i po zajęciu ruin dorżnie ewentualnie pozostające tam niedobitki.
Wobec takiego dylematu w Londynie postanowiono nie podejmować żadnej decyzji, de facto cedując ją na lokalnych dowódców w Warszawie. Wódz naczelny, Kazimierz Sosnkowski, zalecił, by powstania nie rozpoczynać, i z tym zaleceniem wysłano jako kuriera do kraju Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który jednak, jak sam wspominał, na miejscu poddał się ogólnemu entuzjazmowi i stwierdził, że powstanie wybuchnąć musi, bo zbyt długo się do niego przygotowywano i nie tylko żołnierze, ale cała ludność oczekuje odwetu na Niemcach.
Daty wybuchu powstania, wyznaczonego na godz. 17.00 1 sierpnia 1944 roku nie udało się utrzymać w tajemnicy. Niemcy przygotowali się do niego doskonale, zajmując i fortyfikując wszystkie strategiczne punkty w mieście. Nie udało się także dozbroić oddziałów szturmowych, których wyposażenie było symboliczne – generał Chruściel poradził żołnierzom, żeby kto nie ma broni brał „siekierę, łom albo kamień” i zdobył ją na wrogu.
Wieczorem 1 sierpnia nie było już wątpliwości, że próba powstania zakończyła się masakrą pierwszego rzutu, żadnego z wyznaczonych celów natarcia nie udało się zrealizować, a straty przekraczają najgorsze obawy. Zgodnie z planem, należało w tej sytuacji oderwać się od nieprzyjaciela i wyprowadzić pozostałe siły z miasta, co komendanci poszczególnych okręgów zaczęli robić, a komendant Żoliborza zdołał nawet wykonać całkowicie. Komenda Główna nakazała jednak kontynuować Powstanie, mimo braku szans, sił i perspektyw, motywując to potrzebą zademonstrowania światu niezłomnej polskiej woli walki.
Ponieważ Stalin odmówił samolotom zachodnich aliantów korzystania z lotnisk i tankowania w zajętej przez Sowietów strefie, możliwości zrzutu broni dla Powstania z Zachodu były czysto symboliczne – niemniej, sam Stalin, mimo ogłoszenia powstania akcją wymierzoną przeciwko ZSSR, zadbał, aby trawiący Warszawę płomień nie wygasł za wcześnie, podsycając go ograniczonymi zrzutami broni i samobójczym desantem części 1 Dywizji LWP. (Desant ten przedstawiano potem jako rzekomą samowolę dowódcy dywizji, Berlinga – jest to oczywisty fałsz, dywizja nie miała w ogóle środków przeprawowych, przydzieliło je dowództwo sowieckie.)
Niemcy likwidowali otoczone i podzielone ich pozycjami miasto dzielnica po dzielnicy, wykorzystując brak koordynacji działań i słabość powstańców.
Prowadzona z bezprzykładnym bohaterstwem, beznadziejna walka trwała 63 dni, do wyczerpania ostatnich możliwości oporu. Rozmiary oczekiwanego odwetu określa liczba strat niemieckich, według różnych szacunków, od tysiąca do 1,5 tysiąca żołnierzy i esesmanów. Straty powstańców wyniosły od 15 do 18 tysięcy zabitych, zginęło też ok. 180 tysięcy cywilnych mieszkańców miasta, z czego co najmniej 50 tysięcy wymordowanych w ramach wielkich akcji eksterminacyjnych (m.in. „rzeź Woli”). Pół miliona ocalałych cywili wypędzono. Historyczna stolica Polski uległa prawie całkowitemu zniszczeniu wraz z zabytkami i skarbami kultury narodowej – ocalałe resztki zniszczyli po 1945 roku komuniści w ramach tzw. odbudowy miasta, wyburzając resztki „burżuazyjnej” zabudowy pod nowe, stalinowskie założenia architektoniczne…

…Polska utraciła w II wojnie światowej 12 proc. obywateli – nieporównanie więcej niż którekolwiek z innych biorących w niej udział państw. Zwycięskie mocarstwa, ustalając powojennym porządek, nie wzięły pod uwagę „kapitału krwi” i potraktowały nas dokładnie tak samo, jak pozostałe państwa regionu, walczące po stronie Hitlera lub nie biorące udziału w konflikcie.
Powstanie Warszawskie pozostaje do dziś epizodem historii praktycznie nieznanym na Zachodzie i notorycznie mylone jest z rozpaczliwą próbą stawienia zbrojnego oporu podjętą przez Żydów przeciwko likwidacji warszawskiego getta w 1943.
Tak wyglądają w największym skrócie fakty dotyczące rocznicy obchodzonej z roku na rok coraz huczniej i coraz bardziej ustawianej w centrum polskiej narracji historycznej jako wzorzec dla przyszłych pokoleń. Staram się nie dodawać do nich żadnego komentarza. Wnioski pozostawiam czytelnikom.
—–
PS. Zainteresowanym pozwolę sobie przypomnieć, że więcej na ten temat znaleźć mogą w mojej książce „Jakie Piękne Samobójstwo”. (Rafał Ziemkiewicz)

źródło: Interia (całość tu: PUŁAPKA 1944)

„…Powstaje bowiem serial o żołnierzach wyklętych. Mamy już trailer. Możemy się z tego trailera dowiedzieć, że to będzie dokładnie taki sam fajans, jak to Miasto 44, ze wszystkimi standardowymi widokami, przeznaczonymi dla młodej wrażliwości, którą trzeba oswajać z myślą o bohaterskiej śmierci na jakimś śmietniku. Widzimy zadzierżystego oficera, jego podwładnych, widzimy zmontowane komputerowo niebo pełne niemieckich samolotów, a także bohaterską walkę kończącą się uwięzieniem. Potem jednak przychodzi wolność i mamy znowu bohaterską walkę oraz równie bohaterskie przedzieranie się do krainy wolności czyli na zachód. Śnieg nas przysypie z takimi narracjami….Te filmy są dokładnie takie jak przed II wojną światową. Tak samo fałszywe, tak samo płaskie i tak samo beznadziejne. I tak samo chwalone przez gromadę podnieconych histeryczek, które muszą oglądać tych żołnierzyków, bo to je wprowadza wprost w stan nirwany. Porzućmy to, bo doprowadzimy się w ten sposób do kolejnej katastrofy. Propaganda filmowa jest ściśle związana z polityką i zdradza, wprost, albo ogródkami, cele tej polityki. Celem polityki realizowanej przez serial o wyklętych jest zdewastowanie kolejnego pokolenia i odebranie mu szansy.

…Czego ty znowu chcesz – zapyta ktoś. Mamy wreszcie prawdziwe, patriotyczne filmy upamiętniające naszych bohaterów. Już mówię czego chce. Propaganda nie ma charakteru obronnego, jest to za każdym razem akcja zaczepna wymierzona w kogoś. Jeśli chcecie mi powiedzieć, że serial o wyklętych jest wymierzony w Rosjan, to już teraz możecie położyć sobie kompres na głowę. Jeśli tak jest, to z miejsca fakt ów zostanie wykorzystany przeciwko nam. To jasne. A czego ja chcę? Filmu o Rettinegrze na przykład. Chcę filmu o tym dlaczego Monter przyszedł do kwatery głównej z wiadomością, że widział ruskie czołgi, choć ich wcale nie widział. Chcę filmu o zerwaniu rokowań z von dem Bachem wskutek otrzymania informacji z Londynu, że nadchodzi pomoc i uruchomiony będzie most lotniczy. Chcę filmu, w którym mordercy polskich dzieci nie będą jakimiś nołnejmami, ale wymieni się ich z nazwiska i oskarży wprost o spowodowanie tej zbrodni. Tego się jednak nie doczekamy, bo byłoby to oskarżenie przeciwko polityce łatwej. Ta zaś jest wiecznie żywa. I nie ma nic prostszego dla polityka niż przeznaczyć na śmierć jedno czy dwa pokolenia młodzieży. (coryllus)

całość tu: Propaganda żydowska i polska

 

podobne: Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki. oraz: „Musimy zerwać z poprawnością patriotyczną”. Powstanie Warszawskie prowokacją (z ukraińskim kryzysem w tle). i to: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć” a także: Powstanie warszawskie: Polemika trzech Piotrów (Gursztyna i Gontarczyka z Zychowiczem)

Pomnik Powstania Warszawskiego 1944

Pomnik Powstania Warszawskiego 1944

Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.


„Inwazje barbarzyńców” to wyrażenie, po które chętnie sięgają włoscy i francuscy historycy, by opisać powszechne zjawisko lawinowego przemieszczania się heterogenicznej ludności kontynentu euroazjatyckiego w IV i V w. n.e., które zakończyło się jej osiedleniem na terytoriach w większości przypadków należących do Cesarstwa Rzymskiego, różniących się od obszarów, z których pochodziły owe ludy. Warto nadmienić, że w kulturze niemieckiej dla opisania tego zjawiska migracyjnego stosuje się natomiast bardziej neutralne i łagodne określenie: „wędrówka ludów” (Völkerwanderungen).

Biorąc pod uwagę wolę jednostek migrujących, należy rozróżnić tzw. migrację dobrowolną (gdy jednostka dobrowolnie podejmuje decyzję o przemieszczeniu, dążąc do poprawy własnych warunków ekonomicznych), a także przymusową (jako skutek ograniczeń politycznych lub prześladowań czy też działań wojennych lub katastrof naturalnych).

Czynniki wypychające tzn. skłaniające do emigracji, mogą być zatem różnorodne. Jednym z najważniejszych jest czynnik ekonomiczny, o którym mowa, gdy w miejscu pochodzenia możliwości zatrudnienia są nikłe, a standard życia jest niższy niż w miejscu przeznaczenia. Istnieją również tzw. polityczne czynniki wypychające: wojny, konflikty etniczne, prześladowania itp.

Wśród czynników sprzyjających ruchom migracyjnym należy wymienić czynniki społeczne, bazujące na istnieniu swego rodzaju sieci, która zapewnia wsparcie migrantom niedawno przybyłym do kraju przeznaczenia. Taką siecią stosunków społecznych może być społeczność rodaków, która już wcześniej osiedliła się w danym kraju…

…K. Greenhill wyróżnia trzy odrębne kategorie strategicznie zaplanowanych migracji: wywłaszczające, eksportowe i zmilitaryzowane. „Zaplanowanymi migracjami wywłaszczającymi są te, których głównym celem jest zawłaszczenie terytorium lub własności innej grupy/grup czy też eliminacja grupy/grup stanowiących zagrożenie dla etnopolitycznej i gospodarczej przewagi strony, która zorganizowała migrację (lub migracje); przypadek ten obejmuje zjawiska powszechnie znane jako czystki etniczne. Zaplanowanymi migracjami eksportowymi są migracje organizowane, by umocnić wewnętrzną pozycję polityczną (poprzez wydalenie politycznych dysydentów i innych wewnętrznych przeciwników) czy też usunąć lub zdestabilizować jeden lub więcej rządów zagranicznych. Wreszcie, zaplanowane migracje zmilitaryzowane to takie, które zwykle zostają zastosowane podczas konfliktu zbrojnego, by zyskać przewagę militarną nad przeciwnikiem – poprzez zdezorganizowanie lub zniszczenie jego centrum dowodzenia, infrastruktury logistycznej i zdolności operacyjnych – lub też celem umocnienia własnych struktur bojowych poprzez zdobycie dodatkowego personelu lub zasobów” [6].

Mówiąc o fali nielegalnej imigracji, która wstrząsnęła Europą w 2015 roku, prezydent Czech Milos Zeman posłużył się schematem stworzonym przez byłą asystentkę J. Kerry’ego. „Tak zwany kryzys migracyjny – powiedział M. Zeman podczas swojej oficjalnej wizyty w Pardubicach – jest zorganizowaną inwazją, która ma na celu niszczenie europejskich struktur społecznych, kulturowych, gospodarczych i politycznych. To jest dobrze zorganizowana inwazja, nie spontaniczny ruch. Dojdzie do tego, że czeskie wojsko będzie musiało interweniować, by bronić granic Republiki Czeskiej”.

Jak stwierdziła amerykańska profesor w komentarzu z dnia 11 grudnia 2000 r. dotyczącym wojny w Kosowie: „Zmieniła się sama natura wojny; teraz uchodźcy są narzędziem wojny” (“The nature of war itself has changed; now the refugees are the war”).

„Zaplanowane migracje przymusowe” (coercive engineered migrations) wykorzystują zatem niekonwencjonalną broń, która, podobnie jak inne niekonwencjonalne metody walki (terroryzm, manipulacja medialna, hakerstwo, zakłócenia na rynkach akcyjnych), jest stosowana w prowadzeniu wojny, zwanej przez dwóch znanych chińskich polemologów „wojną bez ograniczeń”. Niezwykle ciekawy i nie bez znaczenia jest fakt, że dwaj polemolodzy porównują George’a Sorosa do Osamy Bin Ladena [7]: o cieszącym się złą sławą „filantropie” wspomniał premier Węgier Viktor Orban w jednym z wywiadów w węgierskim radiu Kossuth Rádió, mówiąc o napływie tzw. uchodźców pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy: „Jego nazwisko – stwierdził V. Orban – jest prawdopodobnie najmocniejszym przykładem spośród osób, które popierają wszystko, co zaprzecza tradycyjnemu europejskiemu stylowi życia”, natomiast aktywiści jego organizacji, oferując praktyczną pomoc i wsparcie prawne nielegalnym imigrantom, „niezamierzenie stają się częścią międzynarodowej siatki zajmującej się przemytem ludzi”…” (Claudio Mutti)

całość tu: Migracje

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” i jeszcze: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…No i wreszcie zejdźmy na jeszcze niższy poziom tych piekielnych kręgów. Wędrówka ludów, której ofiarą padają najzamożniejsze państwa starej Europy, jest następstwem wypadku przy pracy, to znaczy – przy operacjach pokojowych, misjach stabilizacyjnych i wojnie o pokój i demokrację, jaką Stany Zjednoczone prowadzą tu i tam – przede wszystkim zaś w krajach, które w przeszłości, słusznie, czy niesłusznie, uważane były za zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wskutek pogrążenia tych krajów w stanie krwawego chaosu, potencjalne zagrożenie dla Izraela z ich strony zmalało do zera, zaś ubocznym skutkiem tego chaosu jest właśnie wędrówka ludów ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy. Co najmniej 70 procent „uchodźców” stanowią młodzi mężczyźni przed ukończeniem 30 lat – a więc najbardziej zdolni do walki. Ewakuacja setek tysięcy, a może nawet i miliona takich mężczyzn ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy jeszcze bardziej zmniejsza potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, ale zwiększa zagrożenie dla Europy. Czy to nie jest przypadkiem amerykańsko-żydowska odpowiedź zarówno na doktrynę „europeizacji Europy”, której wyznawcami po roku 1990 stały się Niemcy i Francja, jak i pogróżki Jakuba Delorsa z roku 1989, kiedy jako ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej odgrażał się, że celem UE jest wypowiedzenie Stanom Zjednoczonym „wojny ekonomicznej?” Czyżby Europa próbowała rozpocząć strategiczne przeciwnatarcie od sprowokowania mężczyzn „o wyglądzie…” – i tak dalej, do wsadzenia niemieckim panienkom rąk pod spódnice? I tego też wykluczyć nie można tym bardziej, że już starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, zauważyli, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom.” (Stanisław Michalkiewicz: Inter pedes puellarum)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

„…Ogromna armada rusza do ziemi obiecanej, do Europy, po swoją ostatnią szansę. Bramy raju – bramy Zachodu zostały dla nich otwarte… Droga wiedzie znad Gangesu w kierunku Sokotry i Suezu i dalej przez Morze Śródziemne do portów Zachodu… Ale Egipt zamyka Kanał Sueski, a salwa z torpedowca zawraca statki z uciekinierami na południe. To długa droga dookoła Afryki. Może pordzewiałe parowce armady zechcą zatrzymać się gdzieś w połowie drogi? Rząd RPA zapowiada, że żaden ciemnoskóry znad Gangesu nie postawi żywy nogi na afrykańskiej ziemi… Mimo to Afrykanerzy w poczuciu przyzwoitości dostarczają statkom paki z żywnością. Te jednak są wyrzucane do morza… Uciekinierzy nie chcą ich, płyną dalej. Nie Afryka jest przecież celem. A Europa? Europa dyskutuje. Media bezrefleksyjnie reagują bezwarunkowym odruchem humanitaryzmu. Pytania, co stanie się z nami, kiedy ten milion wyjdzie na brzeg, zagłuszane są dźwiękami koncertów i krzykiem celebrytów…

W latach siedemdziesiątych francuski pisarz Jean Raspail roztoczył wizję, co mogłoby się stać za trzydzieści lat (Obóz świętych)… Można rzec – wizję nie tyle futurystyczną, co profetyczną – i jakże niepokojącą.

Wtedy – w latach siedemdziesiątych książki nie przyjęto z aplauzem; i nic dziwnego, bo i dzisiaj głosy sprzeciwiające się przyjmowaniu uchodźców są oceniane jako nieprawomyślne, wręcz antyhumanitarne… W książce Raspaila – kiedy armada stała się faktem – to znaczy kiedy dzioby jej pordzewiałych statków zaryły w skały i piaski Lazurowego Wybrzeża, we francuskich nadmorskich kurortach nie pozostał już nikt, nie licząc pewnego profesora, garstki długowłosych dzieci-kwiatów, ortodoksyjnych lewicowców i kilku benedyktyńskich mnichów na granicy demencji… Francuzi po prostu uciekli na północ… Ci sami Francuzi, którzy codziennie przysłuchiwali się wywodom na temat konieczności i obowiązku przyjęcia uciekinierów znad Gangesu. Ci sami, którzy wywieszali transparenty: Wszyscy jesteśmy ludźmi znad Gangesu. I ci sami którzy, potępiali przejawy niechęci wobec każdego, kto mówił inaczej niż głos z telewizyjnych ekranów i codziennych gazet… Zapakowali swoje żony i dzieci do samochodów i w pośpiechu opuścili swoje jasne domy, tłumacząc, że tak trzeba i nie pamiętając, że gdy armada była jeszcze daleko ich dzieci pisały szkolne wtpracowania w rodzaju: Rodzina uciekinierów znad Gangesu prosi o gościnę w moim domu…

Wizja Raspaila sięga dalej – pisarz ujawnia prawdopodobny mechanizm społeczny – ilustruje zjawisko i… straszy.

Może rzeczywiście doczekamy czasów, że będziemy się bać we własnych domach, że przeinterpretujemy pojęcia: odpowiedzialności, miłosierdzia, braterstwa, słabości i siły; nasze rządy staną się bezsilne, a nasze armie nie będą w stanie reagować?

W końcu prognozy demograficzne przywołane przez Raspaila budzą nie tylko niepokój. Siedem miliardów ludzi, w tym tylko siedemset milionów białych, których trzecia cześć – przeważnie ludzi starych będzie zamieszkiwać Europę. I oni mają przeciwstawić się czterystu milionom przybyszów z Bliskiego Wschodu czekających po drugiej stronie Morza Śródziemnego?…” (Roland Maszka)

całość tu: „Prawomyślność i hipokryzja. Czytając Jeana Raspaila”

„…Kontrolowane media zachodnie stawały początkowo na głowie aby tylko nie ujawnić szczegółów. Najpierw chodzić miało tylko o „chuliganów” obmacujących parę dziewczynek tylko w Kolonii. Ani słowa o tym że nie byli to żadni „chuligani” ale Merkel Jugend najnowszej generacji. Podkreślano też że wśród zatrzymanych było aż dwóch Niemców a nawet jeden Amerykanin. Koloru skóry dla pewności nie ujawniono.

Ale potem mleko się rozlało. Zorganizowanych grup Merkel Jugend napastujących kobiety w szeregu miastach nie dało się zamieść pod dywan. Zaczęła w końcu mówić o tym miejscowa telewizja, choć rozdarcie lewackiego serca dalej trudno ukryć. I tak praktyczni Niemcy  chcą zwiększać zatrudnienie w policji na przykład. Bardziej humanitarni od nich Belgowie, których policja dalej nie może złapać sprawców masakry w Paryżu, stawiają przede wszystkim na lekcje wychowania seksualnego w obozach dla uchodzców. No kidding. Oto czego „uchodźcom” głównie potrzeba! Jako podręcznik proponujemy w takim razie Życie seksualne dzikich Malinowskiego, uzupełniony może zajęciami praktycznymi na dworcu w Kölln…

…Media i kosmopolityczna elita dobrze zna olbrzymie ryzyko związane z masową imigracją ale woli tego nie zauważać. Gdy tragedia się wydarzy, jak ostatnio w Paryżu, winny jest zawsze „represyjny klimat” we Francji.

Lewicowe elity sprowadziły na nas wszystkich olbrzymie niebezpieczeństwo wpuszczając zbyt wiele ludzi którzy nie mogą zostać zintegrowani. W odróżnieniu od popularnej opinii, ludzie nie zmieniają się emigrując, zabierają swój kulturalno-religijny bagaż ze sobą.

Współczesne elity utraciły łączność ze swoimi krajami i zostawiły swoje populacje z konsekwencjami narzuconego [przez siebie] multi-kulti i globalizmu…” (cynik9)

całość tu: Merkel Jugend świętuje Nowy Rok na dworcu w Kölln

„…głupek polski, który przyrównał rząd PIS-u do Państwa Islamskiego nawet nie zauważył, że strzelił swojej partii w kolano i przy okazji walnął w pysk całe polskie lewactwo i bojowniczki feminizmu na dodatek! Bo te właśnie środowiska najbardziej zabiegają o przyjęcie do Polski emigrantów islamskich, którzy ponoć uciekają przez Państwem Islamskim. Skoro Państwo Islamskie już mamy nad Wisłą, to jaki uciekinier zechce się tu osiedlić ?

Zapewne z tej przyczyny słowa głupka polskiego o Państwie Islamskim nad Wisłą nie są rozpowszechniane przez media niemieckie, którym zależy na tym, by jak najwięcej islamskich imigrantów upchać w Polsce. Szczególnie teraz – po upojnej nocy sylwestrowej, która dała Niemcom przedsmak kalifatu, który będzie ostatnim akordem polityki multi-kulti Angeli Merkel. Angela oraz inne kobiety ( w tym feministki) mogą jednak liczyć na wiele praw, które im kalifat przyniesie (link).

Na przykładzie Kolonii sami Niemcy zorientowali się, że poruszonej przez Angelę Merkel lawiny nie da się powstrzymać, jak i utworzenia Wielkiego Kalifatu Niemieckiego w samym centrum Europy. Oto w Kolonii hordy arabskich przybyszy dały pokaz „kultury”, która wkrótce zaleje Niemcy mimo prób cenzurowania wiadomości o gwałtach i rabunkach na kobietach, które znalazły się w pobliżu katedry Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny oraz dworca kolejowego. Watahy podpitej hołoty z Południa osaczały niemieckie kobiety molestując je, zdzierając odzienie i rabując. Na 120 zgłoszeń (do tej pory), dwa to gwałty. Inni wyznawcy Proroka bezcześcili w tym czasie średniowieczne sanktuarium, jedne z największych na świecie, załatwiając w jego pobliżu oraz na jego murach swoje potrzeby fizjologiczne. Policja oczywiście nie interweniowała, a niemiecka prasa milczała co dowodzi, że postępowa głupota dotarła do nas z Niemiec.

Mimo to, Niemcy nadal chcieliby nas pouczać o demokracji i o tym, jak walczyć z faszyzmem, ksenofobią oraz brakiem empatii dla zaproszonych przez Angelę Merkel gości. Nie byłem więc zaskoczony, gdy kolejny głupek rodzaju żeńskiego na łamach niemieckiego Newsweeka (ale wydawanego w języku polskim), zaczął nawoływać do cenzurowania informacji o wydarzeniach w Niemczech, gdyż nie tylko w Kolonii doszło do zderzenia postępowej kultury lewackiej z kulturą z Południa. Takie informacje, to byłaby woda na młyn dla całej prawicy, która tylko czeka na takie wiadomości – wyjaśnił głupek polski – zawodowa feministka, wspierająca multi-kulti na łamach polsko-języcznego Newsweeka. Wniosek z tego przekazu jest jeden: Trzeba bez rozgłosu pozwolić wyhasać się zdrowym i młodym wyznawcom Proroka, których przecież zaprosiła do Niemiec sama Angela Merkel ! Natomiast kobietom, które nie zamierzają brać udziału we „współżyciu kultur” (jak to okresliła Merkel) zaleca się chodzić w grupach i na odległość wyciągniętego ramienia od wyznawcy Proroka.

Za to już bez żadnej cenzury opublikowano w pro-niemieckich mediach wiadomość o ucieczce z Polski boksera Salety. Salecie bowiem tak obili mózg, że wybrał wolność w Tajlandii. A więc w kraju, gdzie władzę w 2014 roku przejęła junta wojskowa. Wiadomość o ucieczce Salety paradoksalnie najbardziej zaszkodzi planowi Angeli Merkel umieszczenia w Polsce 7 tysięcy imigrantów z Południa. Kto się bowiem zdecyduje na osiedlenie w kraju, gdzie panuje większy reżim niż w Tajlandii ? Tylko głupek kompletny…” (Kapitan Nemoniepoprawni.pl)

całość tu: Głupek polski po zderzeniu z PIS-em

„…I druga rzecz. Część Niemców nie akceptując medialnej propagandy zaczęła spontanicznie budować – wzorem polskiej prawicy – niezależny od głównego nurtu mediów drugi obieg. Dziś w niemieckim internecie nietrudno znaleźć memy z przekreślonym logiem ARD i ZDF. To wyraz sprzeciwu społeczeństwa. Media grały swoje, a ludzie wokół siebie widzieli co innego.

Niewygodnie dla władzy informacje i opinie zaczęły krążyć zwłaszcza po mediach społecznościowych. Być może nie jest to jeszcze poruszenie na miarę polskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale ciosy zaczęły padać. W odpowiedzi rząd Merkel pod pozorem walki z „mową nienawiści” wymusił na Facebooku, Twitterze i Google podpisanie kontrowersyjnego porozumienia. Podejrzane posty mają być usuwane w ciągu 24 godzin, a sama procedura ma ruszyć lada dzień. Łatwo się domyślić, co przede wszystkim będzie usuwane.

Na koniec nie sposób nie postawić pod adresem niemieckich mediów kilku pytań. Jak nazwać solidarne milczenie mainstreamu, kiedy na policję zgłaszały się setki kobiet molestowanych i zgwałconych przez mężczyzn „o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej”? Co takiego się stało, że te media milczały? Dlaczego milczały tak długo? Dlaczego dopiero masowe pojawienie się pokrzywdzonych kobiet na policji doprowadziło do ujawnienia tych informacji w mediach? Czy spóźniona reakcja mediów wynikała z nacisków władz państwowych, dla których gwałty w Kolonii są ostatnią rzeczą, na którą czekały? Pytania te są istotne, bo w gruncie rzeczy dotyczą powrotu cenzury, a tym samym stanu niemieckiej demokracji…” (Krzysztof Kunertwpolityce.pl)

całość tu: Nokaut dziennikarstwa w Niemczech

„…Ktoś nie poświęcający wiele uwagi otaczającemu go światu, zadowalający się potocznym wyobrażeniem postępu, demokracji i ogólnie pojmowanej „europejskości”, może się zdziwić – no, jak to możliwe? To tysiąc bandziorów szaleje po niemieckich miastach, rozpędzając bez wysiłku zniewieściałą policję, i bezkarnie gwałci oraz rabuje niczym Armia Czerwona po 1945 – i nic o tym nie mówią w telewizji, nie piszą w gazetach? No, przecież to Zachód, przecież wolność słowa, przecież nie ma tam cenzury?!
„Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle…” – chciałoby się zaśpiewać piosenkę ze starego kabaretu. Nie, media niemieckie wcale nie są wolne, rzetelne ani uczciwe, i co więcej, nie odbiegają pod tym względem od średniej europejskiej. Dla człowieka, który choć trochę interesował się w ostatnich latach sprawami publicznymi, to żadne odkrycie.
Ukrycie głęboko pod suknem takiego niusa, jak sylwestrowe napaści, nie jest żadnym precedensem. A czy zanim załamała się gospodarka Grecji, mógł się przeciętny Europejczyk dowiedzieć z gazet lub telewizji o nadchodzącej katastrofie, choć fachowcy widzieli ją już kilka lat wcześniej? Czy dotarły do niego jakiekolwiek wątpliwości co do wspólnej waluty? Czy jest uczciwie informowany o rzeczywistym wpływie ludzkiej działalności na klimat i o tym, kto i jakie biliony dolarów zarabia na rzekomej walce z ociepleniem? Czy mógł sobie kiedykolwiek na ten temat wyrobić własne zdanie?
Nie, w tych sprawach i w dziesiątku innych obywatel Zachodu poddany był i jest propagandowemu praniu mózgu dokładnie tak samo, jak obywatel PRL – karmiony dzień po dniu obrazami spuszczanej surówki, terkoczących na polach traktorów, kwitnącego dobrobytu i zadowolonych włókniarek (w latach siedemdziesiątych) albo, odwrotnie, wizjami szalejącego na ulicach bandytyzmu, chaosu i nędzy wywołanej ciągłymi strajkami rozwydrzonej „ekstremy Solidarności”, gdy ta sama telewizja urabiała grunt pod stan wojenny.
Rozciągnięcie tej samej medialnej osłony na cios imigracyjnym młotem, którym europejska oligarchia chciała skruszyć państwa narodowe, zwłaszcza w środkowej Europie, było może tym jednym krokiem za daleko. Euro czy klimat nie mogą prostemu obywatelowi dać po mordzie, a „uchodźcy” jak najbardziej, co sprawiło, że teraz nawet najgłupszy przeżuwacz medialnej papki odczuć musiał jakimś dyskomfort. Inna sprawa, czy na długo. Media w Europie pozostają wciąż w pewnych rękach i na pewno włożą wiele wysiłku w odbudowanie instynktów baraniego stada, dyrygowanego sprawnie z gabinetów polityków i szefów ponadnarodowych korporacji…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Wymacane Niemcy, wymacana wolność słowa.

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.


„Ostatecznie w niedzielnych wyborach parlamentarnych partia KORWIN otrzymała 4,76 procent głosów i nie przekroczyła 5-procentowego progu wyborczego, pozostając poza Sejmem.

Na partię KORWiN głosowało 722 999 Polaków, co oznacza, że zabrakło zaledwie 37 035 głosów. Ale i tak wolnościowcy Janusza Korwin-Mikkego otrzymali 217 413 głosów więcej niż rok temu w wyborach do Europarlamentu.

„W tych wyborach udało nam się pozyskać w okręgu [katowickim] o 9857 więcej wyborców niż w wyborach prezydenckich, to przyrost o 76 procent! Dostaliśmy też w tym okręgu o 5794 głosów więcej niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Coraz więcej ludzi w nas wierzy i popiera nasz program. Niestety, mimo tego gigantycznego wzrostu poparcia, nie udało mi się obronić mandatu poselskiego. Jednaj jestem optymistą – walczymy dalej. Musieliśmy w tych wyborach konkurować z ludźmi o zbliżonych do nas poglądach z komitetów, które nie miały szans na mandaty. Gdyby wyborcy, którzy oddali głosy na komitety Zbigniewa Stonogi, Grzegorza Brauna i KNP zagłosowali na nas, mielibyśmy reprezentację w Sejmie” – napisał na Facebooku poseł Przemysław Wipler z partii KORWiN.

„Wiem, że taka chwila jak teraz jest trudna. Szczególnie dla mnie, bo bardzo dobry wynik w Krakowie (6,35 proc. – 34 000 głosów) gwarantował mi mandat po przekroczeniu progu wyborczego przez KORWiN w całej Polsce (zabrakło 0,25 proc!). (…) Nie zawiodę 22 000 krakowiaków, którzy poszli wczoraj do urny, by na mnie zagłosować. Rozbudujemy struktury, wyszkolimy ludzi, przygotujmy strategię i mechanizmy. Zbudujemy najsilniejszą opozycję pozaparlamentarną w historii polskiej demokracji. I wrócimy – ze zdwojoną siłą” – napisał na Facebooku Konrad Berkowicz z partii KORWiN.

Ale do Sejmu dostali się wolnościowcy z innych list wyborczych. Z list Kukiz’15 posłami zostali: Tomasz Jaskóła, działacz Republikanów z Częstochowy, Jacek Wilk z KNP, Jakub Kulesza, działacz Stowarzyszenia KoLiber z Puław czy Bartosz Józwiak, prezes UPR.

Do Sejmu weszły także osoby związane z Ruchem Narodowym: Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego, Adam Andruszkiewicz, szef podlaskich struktur Ruchu Narodowego i prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Sylwester Chruszcz, szef zachodniopomorskiego Ruchu Narodowego, Tomasz Rzymkowski, członek rady politycznej Ruchu Narodowego.”

(Tomasz Cukiernik – Mamy wolnościowców w Sejmie!) podobne: Tomasz Cukiernik: KNP z poparciem 7.2 proc. wyborców wchodzi do PE. Misja Nowej Prawicy w Europie. Komentarz Michalkiewicza i cynika9 oraz: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i to: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Krzysztof Prendecki – Okiem Socjologa: Wolność

polecam lekturę: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

„Mogło być lepiej – obalenie systemu było naprawdę w zasięgu ręki. Gdyby nie nazbyt przerośnięte osobowości dwóch panów K – Korwina i Kukiza… Przysłowiowy szlag mnie trafiał, kiedy we wtorkowej debacie spijali sobie miód z dzióbków: „jak słusznie powiedział pan Janusz”, „zgadzam się całkowicie z panem Pawłem”. Trudno nie zakląć. Jak się tak ze sobą zgadzaliście, to dlaczego nie byliście w stanie wystawić jednej listy? Jak widać, dostałaby ona około 15 procent poparcia i sprawa zmiany systemu poprzez zmianę konstytucji, odbiurokratyzowanie, odblokowanie młodym mechanizmów awansu, rozbicie kast i korporacji – wszystko to byłoby do zrobienia paluszkiem, nawet gdyby PiS nie chciał, bo wtedy by musiał.

No cóż, liderioza, stara choroba prawicy – tu każdy wódz chce zabawienia Polski, ale tylko o tyle, o ile On ją zbawi. Bo jak miałaby zostać zbawiona niefachowo i przez osoby niepowołane, to nie. Głosy młodych, wkurzonych na system ludzi mogły wiele zmienić, ale przez niepowstrzymaną skłonność do ekstrawagancji jednego pana i emocjonalną labilność drugiego fala się rozmyje. Teraz widzicie, droga młodzieży, dlaczego – mimo wszystkich ich wad – warto jednak mieć profesjonalnych polityków, a nie watażków.
Cóż, z drugiej strony – gdyby nie szczęśliwe pojawienie się bata na postkomunistów w postaci partyjki neokomunistów, w obecnym Sejmie nadal straszyłby panświnizm Palikota i partyjno-mundurowa skleroza SLD. A opozycji zabrakłoby mandatów nie tylko, jak teraz, do zmiany konstytucji, ale także do stabilnego rządzenia.
Jak widać – wybory proporcjonalne z poprzeczką i systemem d’Hondta niewiele się różnią od loterii. Gdyby kilkaset tysięcy lemingów nie przeniosło głosów z PO na Nowoczesną, i ugrupowanie Petru wpadłoby pod wyborczy próg, to by PO miała kilkanaście mandatów więcej, ale PiS większość rządową z grubym okładem, a nie, jak teraz, na granicy…”

(Rafał Ziemkiewicz – Odliczanie Wyborcze Ziemkiewicza. Czas reprymendy) podobne: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. oraz: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Ktoś w jednym z komentarzy pod cytowanym wyżej artykułem poddał w „wątpliwość” istnienie/szkodliwość „systemu”, dworując sobie z potrzeby istnienia na polskiej scenie politycznej partii czy środowisk antysystemowych (choć ja wolę bardziej precyzyjne pojęcie – wolnościowcy). Pozwolę sobie skomentować tę postawę (moim zdaniem prowokacyjną).

Człowieku! System to są śmieciowe emerytury (o ile w ogóle jakąś dostaniesz). To kolejki do lekarzy na standardowe zabiegi i brak pieniędzy na leczenie trudniejszych schorzeń które „w XXI wieku” (to ulubione powiedzonko „nowoczesnych postępowców” kiedy chcą obsmarować religię 🙂 ) są uleczalne jeśli służba zdrowia funkcjonuje NORMALNIE (niestety nie w Polsce – podobno nowoczesnym kraju „drugiej Japonii” czy innej „zielonej wyspie”). To autostrady i stadiony budowane za „publiczne pieniądze” po kosztach nieadekwatnych do rezultatu „budowy”. To 5 mln. emigrantów (tylko z ostatnich 10 lat). To bezrobocie i niskie płace pomimo emigracji tej nie małej siły roboczej. To milionowa armia urzędników która nikomu nie jest potrzebna do czegokolwiek a TYLKO przeszkadza (i jeszcze za to kasę bierze). To wreszcie jawna niesprawiedliwość w sądach dla zwykłych obywateli i bezkarność ludzi ze świecznika polityki („mammimunitet”)  i różnych „dworów” powiązanych z polityką („mordotymoja”). To wreszcie cała masa innych „drobnych” rzeczy jak monopol państwa w wielu branżach gospodarki (gdzie siedzą kolesie, rodziny i kochanki polityków), nepotyzm, marnotrawstwo i cała ta „ruja i poróbstwo” za które TY „żalu” płacisz w podatkach, składkach, opłatach i innych daninach publicznych około 80% swoich dochodów przez co nie stać Cię na to żeby żyć na poziomie wielu krajów zachodnich… I tu przykra wiadomość dla Ciebie – bedziesz płacił nadal! NIC za to nie dostając w zamian albo dostając ochłapy w postaci zasiłków i zapomóg… Jeśli tego nie ogarniasz to sam sobie szkodzisz, i nikomu innemu bo to w końcu nie Twoja wina. Prawda „świadomy wyborco”?

Za Kukiza się nie wypowiadam, ale KORWiN (którego program i ideę znam od dawna!) wie co należy z tym fantem zrobić. I tu nie trzeba wielkiej filozofii, bo widać gołym okiem co i dlaczego nie działa tak jak powinno (KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii). Deregulacja prawna (likwidacja masy zbędnych często sprzecznych i rzucających kłody pod nogi przedsiębiorczości przepisów), wyprowadzenie państwa z gospodarki, odchudzenie i odbiurokratyzowanie aparatu władzy, i najważniejsze – zmniejszenie opodatkowania (słowem MINIMALIZACJA KOSZTÓW funkcjonowania państwa) oznacza że obywatel ma te zaoszczędzone na państwie pieniądze (na które to ON a nie państwo pracuje) w kieszeni, bo to system naczyń połączonych. Jeśli się ludziom nie zabiera to oni te pieniądze przeznaczą na konsumpcję czyli REALNĄ gospodarkę (a nie urzędnicze kretowisko, które tylko żre i ryje pod innymi doły). Taki stan rzeczy z AUTOMATU spowoduje potrzebę wzrostu produkcji, a co za tym idzie zatrudnienia i płac kiedy na rynku ubywa siły roboczej a firmy ze sobą konkurują. Jeśli rozumiesz drogi etatysto-socjalisto i zgadzasz się z tym co napisałem wyżej o „systemie”, to nie możesz nie rozumieć tego, że to co proponuje KORWiN (czyli ZMNIEJSZENIE kosztów funkcjonowania państwa) to OCZYWISTA (logiczna) konieczność, żeby system który polega na rabunku, nieefektywnej redystrybucji i marnotrawstwie odciąć od naszych pieniędzy. Jeśli chcesz być bogaty i wydawać zarobione pieniądze w pierwszej kolejności na siebie, to nie możesz jednocześnie przymykać oko na to że ktoś Cię okrada! Odchudzenie państwa to jest JEDYNY sposób na to żeby kosztowało mniej, a obywatele mieli więcej w kieszeni. Państwo powinno się zajmować TYLKO pilnowaniem porządku i bezpieczeństwa.

Jeżeli uważasz że partia która proponuje zostawić ludziom w portfelach większość ich dochodów „nie ma pojęcia jak to od strony praktycznej wygląda”, to znaczy że sam nie wiesz co to znaczy mieć w kieszeni 800 zł zamiast 200 (bo proporcje powinny być odwrotne – na państwo 20% a w kieszeni 80% zarobku)… Zaprzeczasz zdrowemu rozsądkowi i prostej matematyce udając że tego nie rozumiesz. Jeśli więc dalej jesteś za rabunkiem Polaków, to ja się tylko zastanawiam dlaczego i ile z tego masz dla siebie. Taki upór i zafiksowanie na etatyzm mogą prezentować tylko ludzie „systemu” (urzędnicy, politycy, płatni klakierzy) albo Ci którzy coś z tego pośrednio mają (korzystają w jakiś sposób z „publicznych” pieniędzy). Innej możliwości nie widzę.

Uwagi Pana Ziemkiewicza pod adresem Kukiza i JKMa uważam za trafne. Wielka szkoda… Łyżką miodu w beczce dziegciu jest spad „zlewu”, ale to Pomoże Polsce jak umarłemu kadzidło. Tymczasem po wyborach i lekturze podobnych komentarzy który pozwoliłem sobie skomentować, widać ewidentnie że dopóki „państwowa” kasa nie będzie pusta, a bankomaty nie wyświetlą swoim klientom komunikatu „nie mam pańskich pieniędzy… pocałuj mnie pan w d….” to „polactwo” (bardzo lubię się powoływać na tę właśnie książkę Pana Ziemkiewicza, przypominając mu nie bez kozery dlaczego PIS nie będzie lepszy od PO) nie wyciągnie nawet najmniejszego konstruktywnego wniosku ze swoich wyborów… (Odys)

„…Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego…” (Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

Piszę tak dlatego, ponieważ niemal cały „nowy” sejm, za wyjątkiem kilku wolnościowców którzy startowali z list Kukiza i póki co deklarujących wolnorynkowe poglądy Petrucjuszów (czas pokaże czy i jak bardzo kłamali) jest DALEJ (tak jak od 25 lat) zdominowany przez ludzi myślących w sposób lewicowy (etatystyczno – socjalistyczny) a to zapowiada kolejne lata dojenia i strzyżenia obywateli tego „nieszczęśliwego kraju”. Jeśli bowiem ktoś myśli, że jakakolwiek obietnica rozdawnictwa nic go nie będzie jako podatnika kosztować to się grubo myli. Z pustego i Salomon nie naleje a co dopiero PIS który jest tak samo „prawicowy” jak „zlew” który z Sejmu wyleciał. Dziurę w budżecie i bilionowy (oficjalnie) dług można zasypać tylko w jeden sposób i nie będzie to manna z nieba o czym Pan Ziemkiewicz doskonale wie 🙂

No to Polska będzie się dalej wyludniać….

Tylu ludzi związanych z byłym reżimem deklarowało przecież publicznie że opuści kraj jeśli PiS zwycięży. Szkoda że kraj nie ma czegoś w rodzaju kolektywnego kopa aby to teraz wyegzekwować.  No a bez tego składanie pustych deklaracji to tylko pieniactwo.

Pomijając to, rzadko kto pospieszył z wyjaśnieniem czemu właściwie skłania się ku tak drastycznej decyzji. Byłoby to w miarę zrozumiałe gdyby PO, dajmy na to, implementowała wolnorynkowy program Wilczka, pensje rosły jak szalone a kapitał walił do kraju szerokim strumieniem. A tu nagle,  jak grom z jasnego nieba, spada nieszczęście w postaci „trzech milionów mieszkań” i Kaczyńskiego w beciku. Ale przecież odkąd Tusk ogłosił że jest socjalistą nikt nie miał wątpliwości że obie okrągłostołowe mafie mają tyle wspólnego z wolnorynkowym kapitalizmem co Al Capone  z Watykanem.

Wątpliwe też aby ktoś, z możliwym wyjątkiem niektórych blogów o zacięciu antyklerykalnym,  deklarował opuszczenie kraju ze względu na grożącą falę fanatyzmu religijnego. PiS to w końcu nie Al Nusra. Zresztą kierownicze kadry obu ugrupowań i tak przechodziły fachowe amerykańskie przeszkolenie „leaderów”. Prymus takich kursów na leadera, pani Szydło, będzie teraz miała okazję zademonstrować to  czego się tam nauczyła obejmując pozycję szefa rządu. Gwarantuje to że jeśli PiS zacznie terroryzować Polaków ekonomicznie to będzie to terror jedynie umiarkowany. Tak jak podrzynanie gardła na raty i tylko tępym nożem…” (cynik9 – Zwycięstwo PiS

pis = po (gościnnie: podziemnatv)

podobne: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” a także: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

…Dlatego też drogi czytelniku, cały ten POPIS „sponsoruje” powiedzenie Publiliusza Syrusa: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym”. Tym czymś innym jest pozorny, deziformacyjny i głupkowaty podział stworzony w umysłach demoludu że PIS różni się od PO… Na koniec trochę humorystyczne ujęcie nowej rzeczywistości, dla niektórych bardzo niepokojącej . Oto najwięksi „zwycięzcy” wyborów parlamentarnych 2015 z punktu widzenia Żelaznej Logiki:

1.Adrian Zandberg Razem z Gazetą Wyborczą

Tak skutecznie promowali „nową lewicę”, że żadnej lewicy nie ma w Sejmie 🙂

2.Państwowa Komisja Wyborcza

Dzięki sondażom dającym Partii KORWiN 4,9%, będzie do ostatniej chwili trzymać środowisko Gazety w Wyborczej w dylemacie:

Czy lepsza jest większość bezwzględna dla PiS czy KORWiN-owcy w Sejmie? :]

3.Więźniowie

Prawdopodobnie ostatnia grupa społeczna w Polsce, wśród której zwyciężyła Platforma.

4.Linie lotnicze

Sądząc po obietnicach, zbiją majątek. Kupujcie ich akcje na giełdzie. Przecież te wszystkie obietnice „wyjeżdżam z Tegokraju”, z pewnością nie są puste.

5.Prawo i Sprawiedliwość

Prawdopodobnie będą mieć ułatwioną realizację swoich obietnic, dzięki masowo złożonym przez zaciekłych antagonistów deklaracjom: „nie wezmę 500 zł na dziecko” oraz „nie przejdę wcześniej na emeryturę”

6.Tomasz Lis, Jacek Żakowski, Adam Michnik, Dominika Wielowieyska i dziesiątki innych dziennikarzy.

Nareszcie spełnia się ich marzenie i po ośmiu latach odsuwania PiSu od władzy, będą mieli szansę faktycznie zacząć to robić.

7.Żelazna Logika.

Tak, z pewnością zaczyna się dla nas wspaniały okres. Najdalej za miesiąc dowiemy się wielu rzeczy o stanie Polski, które jeszcze wczoraj były herezją 🙂

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.

„…Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie nowe władze Platformy Obywatelskiej oddały Prawu i Sprawiedliwości władzę niejako na srebrnej tacy, „poległy na własne życzenie”, by zacytować Kaczyńskiego wprost ze studia wyborczego. Okazuje się, że cudu rządów jednopartyjnych można w Polsce dokonać w miarę łatwo – pod warunkiem że chce tego (tak!) również strona oddająca władzę. Bo cała platformiana kampania parlamentarna sprawia takie właśnie wrażenie – jakby nie tylko wyborcy zmęczyli się Platformą, ale i ona sama najwyraźniej miała już dość władzy – pisze w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW…”

…w nawiązaniu do ostatniego zdania Żelaznej Logiki i powyższego cytatu, pokuszę się o kontrariańskie podejście w kwestii określenia sukcesem zwycięstwa PISu nad PO, gdyż uważam je za Pyrrusowe. Moim zdaniem PO zdaje sobie od dawna doskonale sprawę w jak opłakanym stanie znajduje się państwo polskie (a przede wszystkim jego finanse) i po prostu nie chce brać za to co się dalej stanie odpowiedzialności. Zarówno kampania prezydencka (o której nieudolnym prowadzeniu pisałem wcześniej) jak i niedawna parlamentarna były według mnie prowadzona w sposób CELOWY nieudolnie. Tymczasem niemal wszyscy komentatorzy, politycy, „eksperci” a przede wszystkim wyborcy (oprócz nielicznych głosów na które udało mi się trafić tu i ówdzie) dali się nabrać na to że była to TYLKO nieudolność. Uważam że począwszy od przecieków afery podsłuchowej „kelnerów”, poprzez małpie wygłupy (bo tak należy nazwać publiczne wystąpienia pełne czystej desperacji, „wpadek” wizerunkowych i obciachu) czołowych polityków PO z Kopaczową i Komorowskim na czele trzęsących się „ze strachu” przed Kaczyńskim, były tak jawnie rażące że nie mogły być tylko dziełem nieudolności czy przypadku.

Moim zdaniem od dłuższego czasu (i pisałem o tym duuużo wcześniej) trwa wygaszanie projektu pod nazwą „Platforma Obywatelska”, by odpowiedzialność za państwo spadła z całym (nie)dobrodziejstwem inwentarza na kogoś innego. Padło rzecz jasna na PIS, który będzie miał do czynienia z ogromnym długiem i deficytem finansów publicznych, ale również z tym co sam sprowokował, tj. z roszczeniami grup zawodowych i społecznych którym naobiecywał gruszek na wierzbie. Nie da się tych obietnic spełnić bez dociśnięcia podatników, lub zwiększenia zadłużenia państwa (również na koszt obywateli). To oznacza że albo PIS dołoży swoją łapę do śruby fiskalnej żeby mieć za co nam „dogodzić” (zgodnie z obietnicami 🙂 ), albo zacznie się z tych obietnic wycofywać, co z kolei spowoduje natychmiastową reakcję tych środowisk które miały coś dostać w zamian za poparcie „zmiany”. To oznacza nową falę strajków „rozczarowanych” roszczeniowców na ulicach, a w konsekwencji może i nowe wybory w niedalekim czasie. Wtedy to dopiero sporej części ludzi może się odwidzieć mit „państwa opiekuńczego” (ile w końcu można płacić za byle jaką opiekę) a partie wolnościowe przeżyją swój prawdziwy renesans… Na to właśnie liczę i choć wiem że jest to życzeniowe myślenie (w dodatku oparte o katastrofę) to pokuszę się o taką prognozę z NADZIEJĄ na lepszą przyszłość już bez POPISu w sejmie (choć pewnie na podobny powrót w glorii i chwale liczą Ci którzy uratowali póki co platformę przed konsekwencjami jej rządów 🙂 )

Istnieje jeszcze inna ewentualność, baaardzo minimalna co prawda ale należy brać ją pod uwagę, że oto PIS zmieni całkowicie zaplanowaną strategię i zacznie realizować (zamiast podcinającego gałąź wypłacalności państwa socjalizmu) program wolnościowy, który będzie co prawda bardzo trudny w zrealizowaniu (bo wymagający niepopularnych decyzji) ale jako jedyny może w przyszłości zagwarantować PISowi dobre owoce jeśli zostanie obywatelom rzeczowo i logicznie wytłumaczony… Odys

podobne: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS. i to: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

POPIS biednie-czy-ubogoPrzeleciały wielkie sumy
poprzez partyjne rozumy,
tworząc dochód narodowy.
Produkowały się głowy.
Powstał obrót. Przyniósł zysk.
Nawet, gdy ktoś dostał w pysk,
to i tak się opłaciło,
bo kręciło się… kręciło.
Inwestowaliśmy w przyszłość,
ale chyba nic nie wyszło
i trzeba odłożyć w czasie
plan, na który dzisiaj da się.
Ten, co daje nieraz traci.
Nikt się szybko nie bogaci
wierząc w wynik totolotka.
Rzeczywistość nie jest słodka,
a ma gorycz soli ziemi.
Mimo wszystko coś się zmieni
przez następne cztery lata.
Popatrzymy po wypłatach,
potem porównamy ceny.
Płacimy, bo zmiany chcemy!
Przeleciały sumy wielkie.
Czy ktoś nabił nas w butelkę,
że cokolwiek trudno zyskać?
Albo chleb, albo igrzyska.

Marek Gajowniczek „Krótka rozprawka o igrzyskach i chlebie”

Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.


„W jednym ze swoich opowiadań Stanisław Lem wspomina o wojnie między dwoma mocarstwami, która trwała 10 lat, a potem jeszcze dodatkowo dwa – o to, kto wojnę wygrał. Całe szczęście, że do wyborów pozostało już tylko kilka dni, bo w przeciwnym razie spór o to, kto wygrał poniedziałkową debatę, zdominowałby dyskurs publiczny na długie miesiące. Wysokie Debatujące Strony przedstawiły projekty wielu wiekopomnych reform, których celem jest oczywiście przychylenie nam nieba. Niebo bowiem, czyli „tamten świat”, ma zdecydowanie lepszą reputację od tego świata. O „tamtym świecie” wiemy raczej niewiele, prawdę mówiąc – tyle, co nic – ale jedno wiemy o nim na pewno: że na „tamtym świecie” nigdy nie było, nie ma i nie będzie żadnych reform. Tymczasem ten świat co i rusz wstrząsany jest jakimiś wiekopomnymi reformami i kto wie, czy to nie w tym właśnie tkwi przyczyna takiej różnicy między obydwoma światami. Stąd dla żuka jest nauka, żeby z reformami poczynać raczej ostrożnie, chociaż z drugiej strony trudno wyobrazić sobie rządy, a zwłaszcza – kampanie wyborcze – bez inicjowania rozmaitych reform. Na szczęście już 26 października Umiłowani Przywódcy o większości pomysłów szczęśliwie zapomną i nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości.

Bolesny tym bardziej, jeśli nie uda się odblokować narodowego potencjału ekonomicznego, który od 25 lat blokowany jest przez dwa czynniki: przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego i przez postępującą biurokratyzację państwa. Kapitalizm kompradorski polega na tym, że o ostępie do rynku i możliwości działania na rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem.

Wszyscy, którzy do sitwy nie należą, wyrzucani są poza główny nurt życia gospodarczego z sektorami: finansowym, paliwowym, energetycznym i tym podobnymi – na margines, gdzie każdy może sobie coś tam dłubać, żeby przeżyć. W rezultacie narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim stopniu, ze wszystkimi tego skutkami dla narodu i państwa. Biurokratyzacja z kolei polega na mnożeniu nakazów i zakazów, na straży których ustanawia się urzędy, które z pilnowania zakazu lub nakazu muszą się utrzymać. Im więcej nakazów i zakazów, tym mniejszy zakres wolności, zwłaszcza gospodarczej, no i tym wyższe koszty funkcjonowania państwa – bo biurokraci byle czego przecież nie zjedzą. Jeśli tedy nie odblokujemy narodowego potencjału ekonomicznego, to nic nam się nie uda, bo herbata nie robi się słodsza od samego mieszania…” (Stanisław Michalkiewicz – Zanim wrócimy do rzeczywistości)

…a dlaczego herbata nie robi się słodsza? Bo parafrazując słynną wypowiedź B. Smolenia w jednym ze skeczy o pożeraniu masła, ktoś się do nas (to znaczy do obywateli) dosiadł i nam go wyżera, w zamian za to intensywnie mieszając… (Odys)

a wygląda to mniej więcej tak… Spot Partii KORWiN – Minuta PO-PiSu

„…Wśród spiżowych sentencji, jakie Józef Stalin wygłaszał na temat demokracji jest i ta, że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy jest przygotowanie wyborczej alternatywy. Prawidłowo przygotowaną alternatywę możemy poznać po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. Patrząc z tego punktu widzenia na tegoroczną polityczną alternatywę możemy powiedzieć, że została ona przez reżysera politycznej sceny przygotowana prawidłowo – podobnie zresztą, jak alternatywy polityczne w wyborach poprzednich…

…ustanowiony w naszym nieszczęśliwym kraju przez generała Kiszczaka w gronie osób zaufanych, które zaprosił on do Magdalenki ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego nawet nie drgnął, chociaż odbywały się u nas wybory w następstwie których u steru rządów zmieniały się polityczne ekipy? Może nie jest to informacja użyteczna dla niezależnej prokuratury, ale czyż tylko prokuratura ma prawo wyrabiać sobie pogląd na różne sprawy? Myślę, że nie tylko, że własny pogląd na różne sprawy mogą wyrabiać sobie również rozmaici cywile, również na podstawie łańcucha poszlak, a czyż to nie jest poszlaka wskazująca, że za każdym razem alternatywa polityczna została przygotowana prawidłowo?

Tak jest i teraz, kiedy Prawo i Sprawiedliwość, udrapowane w kostium płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, rozpiera się na prawej stronie politycznej sceny, skutecznie blokując dostęp formacjom narodowym. Platforma Obywatelska, utworzona w celu blokowania dostępu do politycznej sceny ugrupowaniom wolnorynkowym i zarazem konserwatywnym, zdążyła się zdegenerować w bezideową, skorumpowaną do szpiku kości partię władzy i jej użyteczność w tym względzie znacznie zmalała, toteż reżyser politycznej sceny na poczekaniu wykreował partię – jakże by inaczej! – „Nowoczesną” pana Ryszarda Petru, klonie pana prof. Leszka Balcerowicza. Pan prof. Balcerowicz kiedy pisał felietony, prezentował tam nieubłaganie wolnorynkowy punkt widzenia – ale kiedy zostawał ministrem finansów i wicepremierem, albo prezesem NBP, natychmiast o tamtym zapominał i rządził zgodnie z oczekiwaniami beneficjentów kapitalizmu kompradorskiego.

Tym też tłumaczę sobie fakt, że zanim jeszcze pan Petru zdążył otworzyć usta, jego partia już cieszyła się wśród ludu pracującego miast i wsi popularnością na poziomie 11 procent – a i jej szeregi napęczniały w błyskawicznym tempie. Pewne światło na to stachanowskie tempo rzuca audycja radiowa, jakiej przypadkowo wysłuchałem, z udziałem członkini tej partii. Elokwentna i rezolutna pani pochwaliła się, że w poprzednim wcieleniu należała do „Twojego Ruchu”, czyli dziwnie osobliwej trzódki biłgorajskiego filozofa, a w jeszcze wcześniejszym etapie reinkarnacji była ozdobą Samoobrony. Domyślam się tedy, że konfidenci RAZWIEDUPR-a musieli dostać rozkaz: „W prawo zwrot! Do Nowoczesności – odmaszerować!” – podobnie jak bywało w okresach poprzedzających poprzednie kampanie wyborcze. Dochodzi do tego ZLEW, w który zlały się popłuczyny po poprzednich wynalazkach, no i nieśmiertelne Polskie Stronnictwo Ludowe, które w poświęcaniu się dla Polski nie zna granic ni kordonów. Oprócz tego są stachanowcy z Partii Razem („precz z rządem, wiwat KPP i półgodzinny dzień roboczy!”), skupiającej i panią Agatę Kuleszę, znaną z filmu (GN)Ida, tłumacza z hebrajskiego i panią zajmującą się „tworzeniem zapachów” – cokolwiek miałoby to znaczyć, no i Wolność i Równość – stworzona na poczekaniu w odpowiedzi na sukces Pawła Kukiza, o którym jeszcze może nie wiedziano, że jest wypadkiem przy pracy, a jeśli nawet wiedziano, to pamiętano, że i wypadki mogą zacząć żyć własnym życiem. Tedy na wszelki wypadek, jako że strzeżonego Pan Bóg strzeże, zmobilizowani zostali nawet professores w charakterze „antysystemowców”.

W rezultacie autentyczna formacja antysystemowa, KORWIN, została zmarginalizowana i desperacko poszukuje czy nie udałoby się jej wcisnąć w jakaś szczelinę. Wygląda na to, że i tym razem system się obronił, podobnie, jak i na Białorusi, gdzie prezydentem po raz kolejny został Aleksander Łukaszenka. Wprawdzie Aleksander Łukaszenka ma w środowiskach postępowych reputację sukinsyna, w dodatku jakiegoś takiego nie naszego, ale nie da się ukryć, że jest politykiem skutecznym, tak samo, jak zwycięzcy wyborów w naszym nieszczęśliwym kraju.” (Stanisław Michalkiewicz – System się obroni)

…system broni się nie tylko w ten sposób że przygotowuje jedynie słuszną alternatywę. Bo czymże byłaby ta alternatywa bez uzasadnienia takiego a nie innego wyboru, tj. bez próby uspokojenia sumień wyborców którzy pójdą kolejny raz zagłosować (nabrać się) na TO SAMO co już od 25 już lat „wybierają” myśląc że wybierają inaczej. Problem w tym że „system” nie może kolejny raz obiecać tego samego co już tyle razy obiecywał (a spełnił tylko wobec „swoich”) więc robi to z pewną nieśmiałością, uderzając raczej w nutę że ci co teraz obiecują kłamią (tak jakby sami nie obiecywali niczego 🙂 ) bo przecież deficyt, dziura budżetowa itd. zapominając że to właśnie ich rządy ten brak kasy w kasie spowodowali. Skoro więc nie można bezczelnie po raz kolejny obiecywać gruszek na wierzbie (bez konkretnych wyliczeń – to akurat dobry zwyczaj 🙂 ), to trzeba przynajmniej obrzydzić fakty jakimi śmie się posługiwać polityczna konkurencja w ramach kampanii wyborczej/informacyjnej… (Odys)

„…Ci sami ludzie, którzy rozdzierali szaty i uciekali się do epitetów, zakrzykiwali prawdę i wydzierali dowody z ręki – bo nie wolno straszyć! – całymi dniami… uprawiają virtual reality, czy też raczej, Virtual Insanity, w którym odwołują się tylko i wyłącznie do ludzkiego strachu.
Bo jak wiadomo, strach jest emocją najsilniejszą, a coś czego nie da się obronić argumentami – należy skierować na tory emocjonalne.

No i tym samym dowiadujemy się takich rewelacji, że „demokracja jest zagrożona”, że „będzie wojna z Rosją”, że będzie „wsadzanie do więzień i pobudki o szóstej rano” i tak dalej.

Z portalu natemat.pl dowiedzieliśmy się nawet, że… giełda spada od kilku miesięcy bo Inwestorzy boją się że PiS dojdzie do władzy. I nic to że spadają wszystkie giełdy świata, a podobne akcje w przeszłości były jedynie „reakcją na rynki światowe” – link

Od jednej z dziennikarek Newsweeka dowiedzieliśmy się, że zakazane będzie czytanie i wydawanie niektórych książek. I nic to, że jak dotychczas najsłynniejsza książkowa cenzura to sprawa Pawła Zyzaka i jego książki o Lechu Wałęsie, wydanej w 2009 roku, czyli za rządów Platformy.

Od jednego z tzw. autorytetów dowiedzieliśmy się, że będą „mnożone pomniki Lecha Kaczyńskiego i zmiany nazwy ulic i oby tylko nie doszło do zmian nazw miast”. Już nawet nieważne, że facet boi się własnej wydumanej z palca hipotezy. Zabawne jest to, że jednocześnie wielu z powtarzających te tezy ludzi jest zachwyconych pomysłem zmian nazw ulic w Słupsku, bo… nie zachowany jest parytet płciowy.

Od innych dowiadujemy się, że wprowadzona zostanie inwigilacja na skalę dotychczas niespotykaną. I nic to, że to za rządów Platformy, Polska stała się europejskim liderem w dziedzinie podsłuchów i sprawdzania billingów telefonicznych, wyprzedzając np. Niemcy ponad dziesięć razy.

Wciąż słyszymy o zagrożeniu mową nienawiści, z ust ludzi, którzy na co dzień obrażają miliony Polaków swoimi twittami, tekstami czy też występami w radiu i telewizji.

W TOK FM doszło nawet do fantastycznej wymiany zdań, pomiędzy dziennikarzami. Gdzie jedna z tych osób wystraszonych i przerażonych tworzoną Virtual Insanity, wypaliła „skończy się wolność prasy!„. Na co trochę przytomniejsza dziennikarka „Do Rzeczy” dyskretnie wróciła uwagę, że to za rządów Platformy, ABW weszła do siedziby redakcji „Wprost”

Takich przykładów są setki. W najnowszym spocie, Platforma straszy wypowiedziami anonimowych internautów, gdzie wystarczy pięciominutowy research aby znaleźć podobne wypowiedzi, bynajmniej nieanonimowych czołowych polityków Platformy.
No i taki komentarz w internecie może napisać każdy, również osoba podstawiona. A pamiętać należy jak wyglądała sprawa Andrzeja Hadacza.

Wciąż słyszymy o „dusznej atmosferze”, „powszechnej inwigilacji”, „rozliczaniu”, „mowie nienawiści” i tak dalej. Za tymi sloganami, straszeniem społeczeństwa i kreowaniem Wirtualnego Szaleństwa kryje się jednak rzeczywisty strach.

Czego się boicie?

No więc kto i czego tak naprawdę się boi?

Kto i dlaczego boi się swoich ośmioletnich rządów tak bardzo, że dziś potrafi jedynie wykreować atmosferę strachu przed nadchodzącymi wyborami?

Kto i dlaczego boi się relacji z tych ośmioletnich rządów tak bardzo, że powiela i potęguję ową Virtual Insanity, po to żeby wszyscy dookoła bali się razem z nimi?

Kto i dlaczego „boi się PiS” na okładce tygodnika?

Kto i dlaczego boi się Korwina i Kukiza w Sejmie?

Odpowiadam.

Wy nie boicie się Prawa i Sprawiedliwości.

Wy boicie się prawa i sprawiedliwości.

Wy nie boicie się „prawdziwych Polaków”.

Wy boicie się zwykłych Polaków.”

całość tu: Straszenie fikcją

„…Platforma nie mogła w tych wyborach narzekać na brak wpływowych stronników, którzy bardzo chcieli jej pomóc. Niektórzy naprawdę bardzo się starali. Niestety, chęć przysłużenia się władzy za wszelką cenę odebrała im rozum, może zresztą nie było wiele do odbierania – w każdym razie bardzo chcąc pomóc, bardzo zaszkodzili. W kampanii prezydenckiej niewątpliwie na honorowe odznaki PiS zasłużyli Adam Michnik za „nie oddamy Polski gówniarzom” i Tomasz Lis za uderzenie w córkę Andrzeja Dudy twittami z fałszywego konta. Co zabawne, obu panów nic te przygody nie nauczyły, i obaj podobnie zasłużyli się także w wyborach parlamentarnych.
Jeśli bowiem „straszenie PiS-em”, które było podstawą strategii wyborczej PO, przestało działać – a że przestało nie ma już chyba wątpliwości – to w znacznym stopniu za sprawą medialnych „autorytetów”, które gorliwie, chcąc podtrzymać władzę, przekroczyły w tym straszeniu granice śmieszności. Stary skecz „Kabaretu Moralnego Niepokoju” „Jak PiS dojdzie do władzy, to…!” był niczym w porównaniu z bredniami o faszyzmie, zmienianiu nazw miast i państwie wyznaniowym, recytowanym przez histeryków pokroju Tomasza Wołka, Waldemara Kuczyńskiego czy Ireneusza Krzemińskiego.
Pewnie będę do tematu wracał, bo Bóg jeden raczy wiedzieć, co tego rodzaju wariaci zaczną wyprawiać od poniedziałku. Z jednej strony, oczywiście, każda władza może tylko marzyć, aby wizerunek opozycji tworzyły kompletne oszołomy, ośmieszające antyrządowy dyskurs – w tym sensie salony michnikowszczyzny nadal będą dla PiS pożyteczne. Z drugiej, jakaś grupa ludzi, drobny ułamek elektoratu, ale w liczbach bezwzględnych sporo, temu wariactwu ulega. Naprawdę wierzy, że po 25 października nie będzie można w Polsce głośno rozmawiać, naprawdę gotowa zamykać się w piwnicach i umrzeć ze strachu, jeśli nie daj Boże ktoś rano zapuka im do drzwi. Jest kwestią statystyki, czy znajdzie się w nich kolejny Ryszard Cyba, który naładowany tą potworną nienawiścią i histerią targnie się na czyjeś życie, w przekonaniu, że broni w tej sposób „wolności”.
Dzisiejsza w założeniu antypisowska, a w istocie antydemokratyczna proklamacja „Gazety Wyborczej” (no tak – jeśli złem jest to, że większość może przegłosować „oświecone elity”, to ostatnie hasło, do jakiego te „elity” mają prawo, to demokracja) pokazuje, że wielu szacownym idiotom naprawdę przydałby się zimny prysznic. Takowy się niewątpliwie szykuje już w niedzielny wieczór, ale pewnie będzie go jeszcze za mało. Mam nadzieję, że wystarczy „chłosta śmiechu” i spadki nakładu samoośmieszających się gazet. Jeśli i to nie, doprawdy, czeka nas ze strony salonów czas żenady…” (Rafał Ziemkiewicz – Game Over)

JKM likwiduje koryto

JKM likwiduje koryto

…nie ma nad czym się rozwodzić bo ta cała spirala nienawiści i strachu do której nikt się nie chce przyznać (zwana dla niepoznaki „dialogiem” tudzież „językiem miłości”) jest godna wyłącznie śmiechu z politowaniem. Kto się chce bać niech się boi – wolna wola! Na koniec wróćmy do sedna problemu… Tym sednem jest ODEBRANIE KORYTA ŚWINIOM (i ja tu nikogo nie „nazywam”, bo to tylko taka analogia do znanego dzieła G. Orwella… Odys)

„…Nie dajmy się podzielić na elektoraty partyjne! Wybór mamy tylko jeden – albo te same partie i środowiska w sejmie czyli status quo – albo nowi ludzie spoza sejmowego układu władzy i szansa na prawdziwe zmiany na lepsze…” (Podziemna TV)

Robią nas w konia: Wybory, partie, szyldy – podziały, zmyłki, podziały #133

PS… żeby z przytupem zakończyć ostatni dzień przed „wyborami” 23. 10. 2015 w subiektywnym skrócie

„…Dzień zaczął się od histerycznego artykułu w GóWnie podpisanego „redakcja GóWna”. Histeria porównywalna jedynie z tą znaną z Korei Północnej po śmierci któregoś z tamtejszych Kimów. A rozchodzi się o to, że jak PiS wygra demokratyczne wybory to będzie rządziła większość. Bo jak wiadomo demokracja jest dobra gdy wygrywają nasi. Znaczy ich. Bo ci nowi pewnie reklam nie będą chcieli umieszczać, urzędy nie będę tego prenumerować [Żelazna Logika: Obieg zamknięty III RP – Odys]. Zostanie McDonald’s i darmówki na przystankach. Przykra sprawa. Michnik umierający z głodu… Kusząca wizja. Choć nierealna.

Pani wiceminister sprawiedliwości osiągnęła całkiem niezły wynik. 2 promile. Tyle miała w organizmie, gdy jeździła sobie samochodem po Łodzi. Wylądowała w najbardziej luksusowych hotelu w mieście włókniarzy (dzisiaj to chyba ironiczne określenie). Najważniejsze jest godne pożegnanie ze stanowiskiem.

Moja ulubienica Marcelina z bolszewików o nazwie Razem miał dzisiaj wystąpić w Superstacji. Miała, bo stacja zaprosiła do tego samego programu Kukiza. Co więc zrobiła moja idolka? To samo co w zwyczaju miał Sir Robin z filmu „Monty Python i Święty Graal”. Nasrała w zbroję i uciekła. A teraz wyobraźcie sobie, że jest szefem MSZ i jedzie na ciężkie negocjacje np. w sprawie Ukrainy. Albo ma negocjować z rozsierdzonymi górnikami. Ładną przyszłość chcieliby nam zgotować? Na szczęście wciąż są i pozostaną błędem statystycznym.

Islamscy imigranci po przybyciu do Polski będą mieć zagwarantowane pełne świadczenia medyczne. Poza kolejności i bez składek zdrowotnych. Zapłaci za to fraje… wróć, polski podatnik. Można by o tym merytorycznie podyskutować, ale za sam fakt wspomnienia o tym byłby ktoś obwołany faszystą. W końcu wszystko w imię tolerancji. Nawet śmierć. Oczywiście śmierć własnych obywateli, bo imigrantów trzeba kochać.

Z kolei Waldek Pawlak ma ochotę chce ich imigrantów zbroić. Gdyż niewątpliwie jak dostaną broń, wrócą do siebie walczyć. Mógłby go obrzucić inwektywami, ale przecież to Pawlak z PSL. Cóż gorszego mógłbym wymyślić? Najśmieszniejsze jest to, że mówi to polityk państwa, które najchętniej odebrałoby broń własnym obywatelom. Fascynująca jest ta troska o dobre samopoczucie imigrantów kosztem własnych wyborców.

A propos. W niedzielę wybory. Dzisiaj Prezydent i premierzyca w telewizji apelowali o udział. Ja również apeluję. Idźcie i wybierzcie mądrze i w zgodzie z własnym sumieniem. Choćby po to żeby w niedzielę o 21:00 usiąść przed TVN24 i obejrzeć miny tych wszystkich Kopaczek, Kuźniarów, Hołdysów i reszty tych, którzy przez ostatnie 8 lat pluli nam w twarz i wyzywali od faszystów, kiboli i pisiorów pod hasłem „tolerancji i miłości dla wszystkich”. Osobiście już się szykuję na poniedziałek w pracy. Bo przecież „Pisiory wyłączą ci internet” i „Nikt z nami w Europie nie będzie rozmawiał”. Jakby fakt, że ktoś premierzycy powie od czasu do czasu „zrób kawę” był rozmową.

Wielkie oburzenie zapanowało, bo ktoś zadenuncjował Roberta Lewandowskiego, że po awansie na Euro pił szampana na boisku. Czyli wszystkie media w IIIRP oburzyły się bo ktoś domaga sie ścigania osoby łamiącej ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych. Czymże on różni się od innego jej uczestnika, tego z trybun? Przecież konstytucja – która, według przekazów z ostatnich tygodni, jest tak świetna, że nie wymaga żadnych zmian – mówi o równości wszystkich wobec prawa. A przecież kibice bezwzględnie karani są za mniejsze przewinienia. Wtedy te same media biją brawo. A, że ustawa jest bez sensu? Z kosmosu z Nazistami nie zleciała. Ktoś ją uchwalił. Hm… może koalicja rządząca?…”

…i tym optymistycznym akcentem świadczącym czarno na białym do dnia „ostatniego” w jak popapranej rzeczywistości żyjemy zaczynamy ciszę wyborczą 🙂 …przed iluzją zwaną „świętem demokracji”. Kosztowne show, dzięki któremu wmówiono „biednym ludziom” że mają jakiś wpływ na to co się dzieje ze sporą częścią ich dochodu a nawet życia. Mało kto się orientuje że jedyne co w ten sposób wybieramy to swoich (rzeczywistych!) panów życia i śmierci, którzy decydują na co wydać nasze pieniądze, czego uczyć nasze dzieci, co wolno nam a czego nie wolno mówić, co jest zdrowe a co nie, co jest dobre a co złe itd. itp… Prawda jest bowiem taka, że nasza wolność to mit i ten mit ma uwiarygodnić demokracja 🙂 ta sekunda w której podejmujemy „decyzję” kto przez następne lata będzie nam dyktował tempo życia i będzie jeszcze za to brał pieniądze (z naszych portfeli). O czym więcej tu: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni... Odys

a3„…Legitymacja władzy politycznej bierze się z przekonania społeczeństwa, że władza jest sprawowana zgodnie z interesem narodowym i obowiązującymi normami społecznymi. To przekonanie praktycznie już nie istnieje, gdyż nie tylko polskie społeczeństwo, lecz również „klasa polityczna” takiego przekonania nie podzielają. Przeciwnie, interes społeczny nie jest kategorią niekwestionowaną, a nawet traktowaną poważnie, zaś normy społeczne uległy znacznemu rozchwianiu. W tej sytuacji konieczne było „zawężenie” pola legitymizacji władzy do zgodności z normami prawnymi, które w istocie rzeczy są regulatorami na użytek władzy politycznej. Oznacza to, że jedynym czynnikiem legitymizacji pozostało prawo wyborcze.

Najważniejszy jednak jest problem ignorowania interesu narodowego. Zmienia on bowiem zasady ustroju politycznego, wprowadzając na miejsce służby społeczeństwu, bardziej lub mniej otwarty antagonizm władzy i społeczeństwa. Jest to fenomen niezwykle groźny i niszczący dla bytu narodowego. Jest to istota braku suwerenności narodowej.

Wtedy wybory są „grą o legitymizację” władzy zantagonizowanej ze społeczeństwem. Przykre to, ale prawdziwe…

…Sygnalizowana korozja legitymizacji władzy politycznej w Polsce jest procesem równoległym do utraty suwerenności politycznej, ekonomicznej i finansowej. W tej sytuacji konieczne jest tworzenie kolejnych scenariuszy „demokratycznych wyborów”, które miałyby na celu z jednej strony „rozgrzeszenie” dotychczasowej władzy politycznej, a z drugiej zaś odnowienie jej zniszczonego wizerunku politycznego…” (Prof. dr hab. Artur Śliwiński – Mit demokratycznych wyborów w Polsce)

podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. oraz: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i jeszcze: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i na koniec: Żeby nam się chciało tak jak nam się nie chce czyli… (nie)Wybory do parlamentu europejskiego i słówko do fejsbukowych „wolnościowców”.

Przegrany kontra zamordowany. Czy między Komorowskim a Narutowiczem można postawić znak równości?


„…Demokracja polega również na tym, że w imię wolności słowa i prawa do krytyki władzy godzić się trzeba z faktem, iż niektórzy korzystają z tego prawa nieelegancko, łamiąc normy dobrego smaku, wulgarnie. Nie ma w demokracji polityka, na którego ktoś by kiedyś nie zabuczał, nie wygwizdał, nie rzucił jajem czy butem, nie wypisywał obelg albo nie robił sobie z niego chamskich żartów. Ale świat nie słyszał o przywódcy, który by się ośmieszał publicznym jojczeniem – oj, sponiewierali, panie, naurągali, a ja taki dobry, a te ludzie takie podłe, buuuu… To żałosne. Szczególnie, gdy obłudnie leje krokodyle ślozy polityk, który celował w kampanii negatywnej i całe swe polityczne istnienie opierał na ugruntowywaniu nienawiści i pogardy jednej części społeczeństwa wobec drugiej, w przekonaniu, że wybrał tę liczniejszą. 

A porównywać wyborczą przegraną z politycznym mordem może tylko skrajnie cyniczny propagandysta albo skończony idiota.

(Na marginesie zostawmy już fakt, że legenda śmierci Narutowicza, do której z zamiłowaniem odwołuje się Michnik i cała lewica, jest zwyczajnie fałszywa. Narutowicz nie został zamordowany przez politycznego przeciwnika, tylko przez wariata, w imię szalonego planu „wstrząśnięcia narodem”. Morderca, wbrew tej legendzie, nie miał afiliacji politycznych, jeśli już, był raczej piłsudczykiem niż endekiem, i to właśnie Piłsudskiego zamierzał zabić, na Narutowicza zdecydował się ostatecznie wskutek przypadku. Brutalna kampania prowadzona przeciwko prezydentowi, na tle swych czasów nie będąca niczym szczególnym, nie miała na niego wpływu.)

Bronisław Komorowski odchodzi bez klasy. Już po przegranych wyborach zatrudnił w swej kancelarii dodatkowych 70 osób, czyszcząc w ten sposób budżet przeznaczony na cały rok, tak, że następca musi zaczynać od zadłużania się. Potem zwolnił wszystkich swoich protegowanych w ramach zwolnień grupowych, co nie tylko pozwoliło rozdać im wyższe odprawy, ale zgodnie z prawem uniemożliwia nowemu prezydentowi zatrudnienie na ich miejsce kogokolwiek przez najbliższy rok, poza objętymi zwolnieniem ludźmi Komorowskiego. Nie zwolnił też w porę mieszkania, tak, że nowy prezydent z rodziną mieszkać musi w hotelu. No i rzecz najbardziej skandaliczna – przed odejściem z urzędu polecił Komorowski za publiczne pieniądze wynająć dla siebie i swej rodziny mieszkanie na rok, a docelowo na pięć lat, mimo, iż oprócz domu w Budzie Ruskiej jest właścicielem dwóch lokali w Warszawie – jeden z nich wynajął na biuro kancelarii prawniczej, a w drugim mieszka jego dorosły syn, któremu z jakiegoś powodu nie poradził, żeby wziął kredyt, zmienił pracę i sam się o własne lokum zatroszczył.

(…)

Bronisław Komorowski przegrał, bo jest politycznym nielotem, pozbawionym charyzmy, samodzielności i niezbędnych prezydentowi talentów – pięć lat temu zawdzięczał wyniesienie ponad poziom swych kompetencji Tuskowi, który wybrał osobę najmniej zdolną mu zagrozić, oraz Kaczyńskiemu, który zamiast wystawić do wyborów kogokolwiek innego, kandydował sam, nie przyjmując do wiadomości, jak wielki ma elektorat negatywny. Przegrał, bo był prezydentem PO, partii, która naobiecywała i żadnych obietnic nie dotrzymała, a teraz brnie w zaprzeczanie oczywistym faktom i szydzenie z niedożywionych dzieci, choć zawstydzającą skalę polskiej biedy potwierdzają wszelkie możliwe statystyki, od GUS i PCK po Eurostat (nawiasem – czy już potępiono należycie i wyszydzono panią Ochojską za prowadzoną od lat wspirającą propagandę Putina akcję „Pajacyk”?). Przegrał, bo uparł się wmawiać ludziom, że żyją w „złotych czasach” i że są zadowoleni. Bo wymyślił zupełnie idiotyczne referendum z bezsensownymi, pisanymi na kolanie, w nocy (jak właśnie wysypał go Henryk Wujec) pytaniami, z którego nie wynika nic, poza wsadzeniem kolejnych stu milionów złotych z publicznej kasy przysłowiowemu psu pod ogon. W najmniejszym stopniu dlatego, że prowadził nieudolną kampanię, podkreślającą wszystkie jego wady i bufonowate zachowania, a nie eksponującą nawet tych nielicznych osiągnięć, którymi by się mógł pochwalić.

Ale, oczywiście, milej jest sobie wmawiać, że się padło ofiarą przemocy, zorganizowanej fali nienawiści, i w ogóle że winny jest cały świat. W sumie normalny ludzki odruch, uczciwość każe przypomnieć, że politycy PiS, na czele z samym prezesem, też po przegranych nie umieli się przed takimi żałosnymi zachowaniami powstrzymać. Tyle, że wtedy i Komorowski, i PO, i wszyscy funkcjonariusze TVN, „Polityki” czy „Wyborczej” widzieli, że to żałosne. A teraz z poważnymi minami próbują wmówić swoim targetowym lemingom, że Komorowski jest męczennikiem i trzeba nad nim ronić łzy współczucia. Gdyby naprawdę byli przyjaciółmi byłego prezydenta i dobrze życzyli jego partii, powinni go raczej namawiać, by się ze swym rozgoryczeniem, obrażeniem na wyborców i brakiem klasy dobrze ukrył, zamiast jeszcze podbijać mu bębenka pochlebstwami o podobieństwie jego gorzkiego losu do Narutowicza.” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Były prezydent Bronisław Komorowski nie umie odejść z klasą.

„…Niewiadomski był przypadkiem analogicznym do Andreasa Breivika, a nie do Ryszarda Cyby. Ale przypadkiem dla polskiej lewicy i lewicy w Polsce niezwykle korzystnym, dosłownie darem z niebios. Gdyby nie zbrodnia, dokonana przez wariata, Narodowa Demokracja, popierana i przez większość społeczeństwa, i mająca najlepsze, najbardziej fachowe kadry dla nowego państwa, jak nic sięgnęłaby po władzę. Nie byłoby tak łatwo usprawiedliwić w oczach społeczeństwa Zamachu Majowego, terroru „oficerskich” bojówek, dławienia wolności słowa i rozmaitych zbrodni piłsudczyków. Zbrodnia w Zachęcie dała zaś propagandzie lewicy niewyczerpaną pożywkę, którą usiłuje się ona posilać jeszcze nawet dziś, po prawie stuleciu – nawet gdyby legenda o „fanatycznym endeku” była prawdą, mieszanie jej do bieżącej polityki i tak miałoby tyle samo sensu, co oskarżanie Mitta Romneya o masakrę w Mountain Meadows.

Tak naprawdę więc nikt nie ma większych powodów dziękować Temu, w Którego Gorliwie Nie Wierzy, za zesłanie jej w porę Niewiadomskiego niż lewica we wszystkich swoich nurtach. I dziękuje – co prawda w sposób szczególny.

Kilka lat temu przypomniał sobie o Narutowiczu, w programie u Lisa, redaktor Michnik. Przypomniał sobie, by walkę z „tymi, którzy zamordowali pierwszego prezydenta”, uczynić legitymizacją III RP ze wszystkimi jej aferami, podłościami i nikczemnością przyssanych do koryta elit. Zabrzmiało to tak głupio, że przez dłuższy czas nikt wątku nie podjął, ale nie ma takiego dna, którego debata publiczna III RP w końcu nie przebiła – więc oto Narutowicz znalazł kolejnych czcicieli w osobach Palikota i Millera.

Ochotniczo przyłączył się do nich jeszcze pajac, który z transparentem oskarżającym o tę zbrodnię narodowców włączył się w ich manifestację z wielką nadzieją, że ktoś mu da w zęby i będzie mógł robić za męczennika. Niestety, narodowcy nie potraktowali prowoka tak, jak sobie założył, co i tak nie przeszkodziło mu paradować po mediach w nimbie męczeństwa uzasadnionego tym, że mu ów transparent uprzejmie wyrwano, a jego samego wystawiono za policyjny kordon (w pełni realizując w ten sposób postanowienia ustawy o zgromadzeniach publicznych, która nakłada na organizatorów obowiązek kontrolowania niesionych banerów i odpowiedzialność za nie).

Miller i Palikot są od Michnika skromniejsi – do walki z dawno powieszonym Niewiadomskim zabrali się nie w imię usprawiedliwienia magdalenkowego dilu, ale dla ratowania swoich więdnących partyjek. Pijarowcy Tuska rzucili hasło „walka z nienawiścią”, jego lewicowe przystawki podchwyciły więc i próbują się nagle wykreować na jedyną obronę przed zagrożeniem, jakie stanowić ma dla III RP organizujący się dopiero ruch narodowy…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Pośmiertne życie prezydenta

Między prawdziwym morderstwem a polityczną porażką jest tak głęboka przepaść, że żaden nawet najbardziej wymyślny absurd nie jest w stanie jej zasypać…

Odnoszę wrażenie, że w całym tym klangorze chodzi o to, że współczesne nam środowiska lewicowe (dla których w tamtym czasie zabójstwo Narutowicza spadło jak manna z nieba przynosząc nieocenione korzyści polityczne), wprost żałują że dla nich w obecnym czasie nie trafiła się taka gratka. Ci ludzie (nie tylko z GW) popadli już w takie odmęty szaleństwa i strachu przed nowym rozdaniem, że wręcz modlą się o jakiś „cód” (choćby mały zamach) który zrobi z ich „kochanego prezydenta” męczennika. A tu klops! Jak na złość nikt nie chciał tego człowieka zabić (nie licząc incydentu z krzesłem i gościa który się „zamachnął” na niego ręką, ale nie na życie 🙂 ) więc GW z braku laku wymyśliła sobie że „tak na prawdę” to zabito go w inny sposób.

Tego rodzaju taktyka wykręcania kota ogonem, oprócz oczywistej głupoty ma rzecz jasna jeden całkiem logiczny cel. Jest nim dalsze, celowe antagonizowanie obu środowisk politycznych i mobilizowanie elektoratu negatywnego (i to po obu stronach) do sypania coraz większych szańców, by tą „odwieczną walką” zła z mniejszym złem odwrócić uwagę obywateli od ZASADNICZYCH dla nich problemów. Zasada dziel i rządź jest sprawdzona na naszym politycznym podwórku jak żadna inna polityczna maksyma. Wystarczy poczytać wpisy które się pojawiły pod artykułem Pana Ziemkiewicza i które się jeszcze pojawią (zarówno z jednej jak i z drugiej strony tego samego cyrku na kółkach), żeby dostrzec że „to działa”.

Show must go on! Tymczasem tak jeden jak i drugi obóz niczym się od siebie nie różnią. Jedni i drudzy od niesławnego rozdania w „Magdalence”, bacznie stoją na straży socjalizmu i etatyzmu państwowego który nas (obywateli, konsumentów, podatników) wyciska co dnia od 25 lat jak cytrynę. Czasem tylko przed tym „ściskaniem” rżnąc (nie powiem w co) a czasem blendując mózgi co bardziej podatnym na propagandę wyborcom, którzy od 25 lat wybierają sobie do rządzenia (sobą) TYCH SAMYCH dobro(zło)dziejów… tylko inaczej przebranych, żeby pod wpływem tego prania mózgu nie czuli „bulu” jaki z owego „ściskania” wynika. Znieczulenie działa prawidłowo a największym jego stymulantem jest wzajemna nieskrywana nienawiść (i chęć odwetu) podzielonych jak nigdy dotąd Polaków – na wyraźne życzenie i za sprawstwem kierowniczym ich politycznych i medialnych idoli.

Wracając do motywu „zamachu” na Pana Komorowskiego można śmiało powtórzyć słowa byłego już prezydenta które jak bumerang w tej sytuacji wracają do niego – „jaki prezydent taki zamach”… (Odys)

podobne: „Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in. a także: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. i to: Psy się gryzą na podwórzu a kruk krukowi oka nie wykole… oraz: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i jeszcze: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści”

Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki.


„…Kiedy w Teheranie, Roosevelt z Churchillem i Stalinem podzielili się strefami wpływów jesienią 1943r., Polska w sensie politycznym wojnę już przegrała. Z powodów geograficznych Polska znalazła się w strefie sowieckiej. Przywódcy Narodu, tak spiskujacy w podziemiu, jak i ci w Londynie i w szeregach wojska na obczyźnie wiedzieli, czego można się było spodziewać od Sowietów. Katyń, Syberia, zdradzieckie aresztowania współdziałających z Armią Czerwną jednostek AK i ujawniajacych się podziemnych władz nie pozostawiały niedomówień. W tradycji naszych zachodnich sojuszników (wcześniej Francja, później Anglia i Ameryka) było przedmiotowe traktowanie Polski, jako pozostawionego w sowieckiej sferze wpływów sprzymierzonego elementu, do rozgrywania na europejskiej szachownicy.

(…)

W październiku 1943 roku w Londynie, Min. Obrony Narodowej gen. M.Kukiel zaproponował by wobec odwrotu Niemców, opanować stolicę i utworzyć władze legalne, zanim Sowieci zainstalowaliby jakiś rząd komunistyczny, ale już w lipcu 1944 Kukiel mówił o opanowaniu tylko pewnego obszaru, nie całego miasta. Jeszcze w listopadzie 1943 roku Delegat Rządu Jankowski i dowódca A.K. gen. Bór rozpoczynają „Burzę” na terenach wschodnich. Poza pozytywnym początkowym współdziałaniem bojowym z Armią Czerwoną przeciwko Niemcom, „Burza” kończyła się w najlepszym przypadku aresztowaniami dowódców i rozbrojeniem żołnierzy A.K. (Wilno, Wołyń, Lwów). Niestety klęska planu „Burza”, przy jednoczesnym złośliwym pomawianiu A.K. przez Stalina, o neutralność a nawet ciche sprzyjanie Niemcom, gwałtowne zbliżanie się Sowietów do Warszawy, masowa ucieczka przez stolicę pobitych oddziałów niemieckich, zmuszało kierowników podziemia do szukania wyjścia z tej sytuacji.

(…)

…Napięcie rosło. Niemcy uciekali w pośpiechu z Warszawy. Jednak 26 i 27 lipca sytuacja radykalnie się zmieniła, koniec paniki, zdyscyplinowane już jednostki niemieckie przemieszczały się przez Warszawę w kierunku wschodnim…

(…)

29 lipca ukazała się odezwa płk. Juliana Skokowskiego (dowódca lewicowego PAL-u), mówiąca o (!) ucieczce gen. Bora wraz ze sztabem z Warszawy, informująca, że wobec tego on obejmuje dowództwo nad wszystkimi podziemnymi oddziałami w stolicy.

Wieczorem nastepnego dnia radio Moskwa, a dzień póżniej radiostacja polskich komunistów -Zwiazku Patriotów Polskich „Kościuszko” wzywają ludność Warszawy do walki: „Ludu Warszawy. Do broni.” Manifest PKWN określał komunistyczną KRN, jako jedyne legalne źródło władzy w Polsce, nazywając Rząd Emigracyjny w Londynie i jego Delegat w kraju władzą samozwańczą i nielegalną. Niemcy spodziewali się powstania z 29 na 30 lipca i podjęli działania wzmacniające.

30 lipca przybył do gen. Bora emisariusz Jan Nowak-Jeziorański z pesymistycznymi wieściami o niemożliwości zrzucenia brygady spadochronowej, większych zrzutów broni, porozumienia z Sowietami, dodając, że Polska jest w rosyjskiej strefie wpływów i będzie okupowana przez Armię Czerwoną. Szybko jednak zrozumiał, że przybył za późno. Zastanawiano się już tylko, kiedy zaczynać…

(…)

Jaki jest naprawdę bilans Powstania wywołanego przecież w istotnie tragicznej sytuacji geopolitycznej dla Narodu Polskiego? Na pewno z jednej strony to obłęd podejmujących decyzję o jego wybuchu, połączony z niezwykłym heroizmem żołnierzy AK i w konsekwencji okrutną masakrą ludności cywilnej i zburzeniem zabytków kultury miasta, nazywanego Paryżem wschodu. Przecież podejmujący decyzję powinni być świadomi swojej odpowiedzialności za gospodarowanie posiadanymi zasobami materiałowymi i ludzkimi i porównania ich z możliwościami przeciwnika. Tego właśnie zabrakło. Decyzje polityczne przejęli wojskowi.

Ja nie mam problemu z decyzją pojedynczego człowieka o bohaterskim poświęceniu, a nawet szaleńczym, ale mam problem z podjęciem decyzji skazującej zależnych od decydentów współobywateli, szczególnie cywili na takiż los i konsekwentnie rzucenie bezbronnej patriotycznej młodzieży w niemiecką maszynkę do mięsa. Rozpoczęcie powstania mogło rozpocząć się dopiero po zajęciu Pragi przez wojska sowieckie. Dlaczego? Dlatego, że uzbrojeni jedynie w 10% powstańcy (ok. 35,000) posiadali zapas amunicji jedynie na 2-3 dni walki…

(…)

Powstanie było ostatnim wielkim bojem o Niepodległość szaleńczym aktem rozpaczy i zarazem krwawą i rozpaczliwą lekcją przestrogi dla przyszłych pokoleń z apelem o większy rozsądek w podejmowaniu ważnych decyzji dla Narodu Polskiego, czy też pokładaniu zbytnich nadziei w sojusze. Było szalenie kosztownym teatrem ukazującym jak to Polak dzielnie walczy i umiera.

(…)

Postępowanie Rosjan wobec powstania, odsłoniło wreszcie aliantom ich oblicze, Churchill nazwał to początkiem „zimnej wojny”. Potwierdza to niemiecki historyk, Hans von Krannhals, pisząc o powstaniu Warszawskim: „Tu i nie gdzie indziej rozpoczeła się „Zimna Wojna” między wschodem a zachodem.” Niestety już znacznie wcześniej miała miejsce gra wśród wielkiej trójki. Churchill chciał uderzeniem przez Bałkany walczyć w Europie o wpływy ze Stalinem, Roosevelt sprzyjał apetytowi Stalina wstrzymując pochód na Berlin tak, aby dotarli tam pierwsi Rosjanie. Gen. G. Patton był wściekły: jak można nie wykorzystywać sytuacji i przeć do przodu…

(…)

Powstanie paradoksalnie zamiast przeszkodzić, pomogło komunistom z PKWN w przejęciu władzy w Polsce. Stalin dokonał tego przy milczącym przyzwoleniu Londynu i Waszyngtonu. To, że Hitler wykonał mokrą robotę Stalina w Warszawie, nie zmienia imperialistycznego sowieckiego postępowania i tragizmu powstań: berlińskiego 1953, węgierskiego 1956, czy praskiego 1968. Może ta krwawa ofiara warszawska sprawiła, że dlatego nie było powstania w 1956 r w Warszawie i był bezkrwawy sierpień’80? Czy utrata narodowej elity upodobniła nas na dziesięciolecia do Czechów, którym wyrżnięto elitę w bitwie pod Białą Górą w 1620 r.?

(…)

To okrutne mieć do wyboru: żyć jak bity i zaszczuty strachem pies, albo walcząc heroicznie zginąć w obronie wpojonych wartości…

(…)

OPINNIE LIDERÓW I UCZESTNIKÓW

Gen. Anders, d-ca II Korpusu, (p.o. N.W. od 26 II’45 do 28 V’45):
”Jestem na kolanach przed powstaniem, ale to było nieszczęście. Wojskowo powstanie nie miało znaczenia. Niemcy już przegrali wojnę. Trzeba było porozumieć się z aliantami naprzód, przed powstaniem. (…) wywołanie powstania w Warszawie w obecnej chwili było nie tylko głupotą, ale wyraźną zbrodnią.”

Bolesław Biega-„Sanocki” (sekretarz Rady Jednosci Narodowej w podziemiu):
”Została podjęta otwarta wojna, otwarta walka z wrogiem uzbrojonym po zęby, nikłymi siłami, bez należytego ekwipunku, no, a co najważniejsze bez jakichkolwiek gwarancji, że będzie poparcie. Ostatni tydzień to był okres zbliżania się wojsk sowieckich, wycofania się właściwie, wojsk niemieckich i to prawdopodobnie wytworzyło w największym stopniu atmosferę wybuchową.”

(…)

Kpr.pchor. Janina Pierre-Skrzyńska, łączniczka Zgrupowania „Sosny”
, wrażenia z końca powstania: „Napotykałyśmy wszędzie przeraźliwie smutne obrazy. Niewypowiedziana nędza otaczała nas zewsząd. Nędza tych ludzi brudnych, przerażonych, wrogich, którym pozostało tak mało człowieczeństwa. Słyszałyśmy coraz częstsze narzekania, skargi, liczne przekleństwa rzucane w naszą stronę, bo to przez nas stało się to ogólne nieszczęście”.

Heinrich Himmler, d-a Armii Rezerwowej III Rzeszy, (21 wrzesnia’44-przemówienie do d-ców i komendantów szkół oficerskich:
„Od pięciu tygodni toczymy walkę o Warszawę(…)Jest to najcięższa walka, jaką prowadziliśmy od początku wojny. Porównywalna jest tylko z walkami w Stalingradzie. Tak jest ciężka.” Dalej powoływał się na „walkę w Warszawie pod dowództwem Polaka Bora (…) której przykładem moglibyśmy się sami podbudować i w tej postawie nieulegania nigdy, nawet w najcięższych warunkach i niezłomnej wiary w zwycięstwo powinniśmy wychowywać naszą młodzież”.

George Kennan, Minister-radca ambasady USA w Moskwie:
”Paradoksalnym powodem, dla którego alianci odnosili się z niechęcią do Polaków, był fakt, że Polacy tak bardzo chcieli obronić swoją niepodległość. Chcieli żeby Polacy stawiali opór Niemcom, ale poddali się Rosjanom. Sądziłem, iż zamiast nakłaniać biednego Mikołajczyka, żeby zrobił coś, co byłoby haniebnym sprzedaniem własnej ojczyzny Rosjanom, powinnyśmy zatrzymać im pomoc i wyrzec się odpowiedzialności”

całość tu: Jacek K. Matysiak: POWSTANIE WARSZAWSKIE – GENEZA I KONSEKWENCJE

Prof. Bogusław Wolniewicz: Powiem krótko: to był dramatyczny zryw narodowy, w którym zabrakło rozwagi. Dowódcy myśleli, że w ten sposób odwróci się rezultaty II wojny światowej. To było jednak całkowitym złudzeniem.

To wiemy dopiero dziś.

W mojej ocenie i wtedy było to wiadome i zupełnie jasne. Powstanie robiono przecież po kryjomu, w ukryciu przed Aliantami.

Czyli krytykować Powstanie, ludzi, którzy walczyli o wolność?

Trzeba mówić o bohaterstwie i waleczności żołnierzy AK, ale jednocześnie wskazywać na nieodpowiedzialność polityczną dowództwa. Od Mikołajczyka poczynając.

Jednak słyszymy, że w Warszawie była chęć walki, wyrzucenia Niemców, że nie udałoby się i tak utrzymać żołnierzy…

Jak to nie dałoby się utrzymać żołnierzy? To przecież było wojsko, a nie hołota, która robiła co chce. Takie stawianie sprawy mówi źle o AK. To sugeruje, że mamy do czynienia z bandą watażków, którzy zrobiliby Powstanie. To była przecież zdyscyplinowana armia, że gdyby nie było rozkazu, to by nie było Powstania. Jednak rozkaz był.

Brak Powstania coś by zmienił? Co mogłoby się dziać, gdyby 1 sierpnia nie wybuchły walki? Co zrobiliby Rosjanie?

Rosjanie zrobiliby to samo, zajęliby Polskę, jak zrobili to przedtem. Jednak gdyby nie Powstanie nie wyginęłoby 30 tysięcy najbardziej ideowej młodzieży, nie zniszczonoby stolicy, którą odbudowywaliśmy przez 40 lat.

Polityka historyczna Polski powinna się zatem opierać na Powstaniu i wydarzeniach sprzed 71 lat?

Oczywiście, Powstanie powinni być w centrum polskiej polityki historycznej. Jak pisała poetka Anna Świrczyńska, która walczyła w Powstaniu, „Powstanie Warszawskie powinno byś ostatnim polskim powstaniem”. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki. Tak na to patrzę.

źródło: Prof. Wolniewicz: Powstanie to dramatyczny zryw

„…Opowiadanie dzisiaj, że Powstanie Warszawskie było zwycięstwem po 40 latach, to nieporozumienie. W 1989 roku wolność odzyskały bowiem również Czechy, Rumunia, Węgry, Litwa, Ukraina, Łotwa, Bułgaria i szereg innych krajów, w stolicach których nie było wielkich antyniemieckich powstań. Również Polska odzyskała swoją niepodległość w 1989 roku nie dlatego, że 40 lat wcześniej zburzona została Warszawa, ale dlatego, że prezydent Ronald Reagan zarżnął Związek Sowiecki wyścigiem zbrojeń i obniżeniem światowych cen ropy. To konstatacja przykra dla Polaków, ale takie są fakty. Gdyby nie było Powstania Warszawskiego, Polska nie odzyskałaby niepodległości ani o minutę wcześniej, ani o minutę później niż w rzeczywistości. Wymordowanie 200 tysięcy Polaków, w tym kilkudziesięciu tysięcy przedstawicieli elit, zburzenie stolicy – ze wszystkimi jej zabytkami, bibliotekami i bezcennymi dziełami sztuki – stało się zaś gigantycznym uszczerbkiem w polskim potencjale. Nasz naród został okaleczony. Ta rana nie zabliźni się nigdy. Polska odzyskała więc niepodległość nie dzięki Powstaniu Warszawskiemu, ale mimo tego, że do Powstania Warszawskiego doszło. Jako naród trwamy pomimo naszych klęsk, a nie dzięki nim. Tak zawsze uważali polscy konserwatyści – począwszy od historycznej szkoły Stańczyków, poprzez obóz zachowawczy II RP – którzy byli zdecydowanymi przeciwnikami tradycji powstańczo-mesjanistycznej, widząc w niej tendencje samobójcze…” (Piotr Zychowicz)

całość tu: Polska jest mimo Powstania, a nie dzięki niemu.

„…Przecież to proste jak drut. Dla Anglosasów było oczywiste, że jeśli Stalin chce Polski wraz z całą Środkową Europą, to mu ją należy dać. Dla Stalina – że im więcej Polaków zginie z rąk Niemców, tym mniej będzie miał potem z nimi kłopotu. Dla Zachodu też najwygodniejsze było, żeby Polacy wyginęli i o nic się potem nie mogli upomnieć. Stąd to nieustanne szczucie, które ówczesnych Polaków doprowadzało i w końcu doprowadziło do szaleństwa. Jednocześnie, przypomnijmy, alianci do minimum przykręcili pomoc dla polskiego podziemia i zrzuty broni (nie zdołano do Polski wysłać nawet połowy przeszkolonych „cichociemnych”, bo RAF nie dawał nam samolotów, nawet tych, na których latały nasze załogi) zakładając, że Polacy wykorzystywać ją będą przeciwko sowietom.
Słowa Karskiego są świadectwem, że Stalin wspólnie z Churchillem i Rooseveltem założyli Polsce tak zwanego, jak zwą to zapaśnicy, nelsona. Jeśli nie rzucicie wszystkich sił do walki z Niemcami i nie wyginiecie w niej do ostatniego, to was oskarżymy, że sprzyjacie Hitlerowi i wykluczymy z obozu zwycięzców jako fałszywych sojuszników. A jeśli dacie się podjudzić, no to was Niemcy wytłuką, więc też się pozbędziemy problemu.
„Polacy, czuły naród, dali nabrać się” – jak to ujął w sławnej piosence Kaczmarski. Rządzący w Londynie, widząc beznadziejną sytuację, nie zrobili nic, uciekli przed decyzją i scedowali ją na niskiej rangi dowódców lokalnych. A ci, nie mając pojęcia o całej tej politycznej grze, w której Churchill, Roosevelt, Stalin i Hitler zgodnie, choć nie w porozumieniu, dążyli do biologicznej zagłady Polaków, poddani wielomiesięcznej presji stalinowskiej gadzinówki „Kościuszko”, judzącej, że AK nie chce walczyć i jest w porozumieniu z Hitlerem – ochoczo spełnili oczekiwania całej czwórki (bo i dla Niemców, dodajmy, powstanie w Warszawie było optymalnym rozwiązaniem problemu „polnische banditen”).
Straszna historia, gorzka, wieńczącą pasmo polskiej naiwności i nieodpowiedzialności, rozpoczęte szaloną decyzją, by obronić przed Hitlerem Francję i Anglię biorąc jego agresję na siebie, w idiotycznym przekonaniu, że mocarstwa się za to odwdzięczą…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Powstanie Warszawskie a Bitwa Warszawska

….Siłą każdego narodu są jego elity i ich zdolność poczucia odpowiedzialności za całą słabszą duchowo resztę. Spacyfikowanie naszych elit w powstaniu warszawskim przypieczętowało zatem w dalszej perspektywie los całego narodu polskiego, czego skutki odczuwamy po dziś dzień, kiedy to odradzająca się w kolejnych pokoleniach chamokomuna wraz z jej kłamliwą ideą socjaldemokracji praktycznie nie ma politycznej konkurencji(!) i pełni dziś samozwańczą rolę elity (sprawując faktyczną władzę) w miejsce nieobecnego, bo wymordowanego w powstaniu warszawskim (a później przez 50 lat powojennej okupacji) kwiatu polskiej młodzieży i patriotycznej inteligencji. Część tych którzy przeżyli klęskę powstania zbrojnego, nie dość że dźwigała na sobie gorycz nieproporcjonalnej wobec „moralnego zwycięstwa” w stratach ludzkich porażki, to musiała zmagać się z ogromnym poczuciem winy za skutki swojego buntu, oglądając na własne oczy hekatombę odwetowego działania hitlerowców w postaci mordów, rabunku i gwałtów na bezbronnej ludności cywilnej… a to było dopiero preludium do jeszcze gorszej w skutkach okupacji.

Inną bowiem konsekwencją bezpowrotnej utraty owej esencji polskości, była łatwość z jaką sowieci poddali jej resztki (i kolejne pokolenia pozbawionych przywództwa Polaków) sowietyzacji… (Odys, całość tu: „Musimy zerwać z poprawnością patriotyczną”. Powstanie Warszawskie prowokacją (z ukraińskim kryzysem w tle)

podobne: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć”

Czekamy na ciebie czerwona zarazo, byś wyzwoliła nas od czarnej śmierci” – napisał pod koniec sierpnia 1944 roku Józef Szczepański…

Mimo nieprzejednanej wrogości między Hitlerem i Stalinem, w Warszawie doszło między nimi do pewnego rodzaju współdziałania. Stalin nie przeszkadzał Hitlerowi w dobijaniu Powstania. Przeciwnie – starał mu się to ułatwić na wszelkiej sposoby, między innymi odmawiając zgody na lądowanie na sowieckich lotniskach alianckich samolotów, dokonujących zrzutów zaopatrzenia dla walczącej Warszawy.

Snop światła na przyczynę takiego zachowania rzucił rosyjski premier Włodzimierz Putin w przemówieniu wygłoszonym 1 września 2009 roku na Westerplatte, gdy powiedział, iż przyczyną II wojny światowej był Traktat Wersalski, który „upokorzył dwa wielkie narody”. W jaki sposób „upokorzył”? Ano w taki, że w obszarze między Niemcami i Rosją zatwierdził istnienie niepodległych państw, m. in. Polski. A ponieważ politycznym celem Powstania Warszawskiego miało być zademonstrowanie przed światem naszej woli odbudowy Polski niepodległej – ówcześni przywódcy obydwu „wielkich narodów”, mimo nieprzejednanej wrogości i prowadzonej między sobą wojny, przecież znaleźli sposoby, by do tego „upokorzenia” nie dopuścić, a wszystkich, którzy do niepodległości Polski dążyli, wszystkich, którzy o nią walczyli – zetrzeć z powierzchni ziemi.

Dopiero na tym tle lepiej rozumiemy cały dramatyzm wiersza Józefa Szczepańskiego o oczekiwaniu na „czerwoną zarazę”. Warto dodać, że również alianci, pod wpływem dramatycznych doniesień o mordowaniu wziętych do niewoli AK-owców i ludności cywilnej w Warszawie, dopiero 30 sierpnia ogłosili komunikat o uznaniu żołnierzy Armii Krajowej za integralną cześć Polskich Sił Zbrojnych a więc – za kombatantów. Dlatego niepodobna odmówić racji Janowi Pawłowi II, kiedy podczas swojej pierwszej podróży do Polski powiedział, że Warszawa została „opuszczona przez sprzymierzone potęgi”. Tak rzeczywiście było i to jest dla nas jeszcze jeden dowód, że światu nie jest wcale potrzebna Polska niepodległa. Świat bez niepodległej Polski może istnieć i nawet nie zauważy żadnego braku. Polska niepodległa jest potrzebna wyłącznie nam, Polakom – a jak się okazuje – i to nie wszystkim…

jest ważny powód, byśmy jako naród do Powstania Warszawskiego i do postawy Żołnierzy Wyklętych nawiązywali. Bo zarówno Powstanie Warszawskie, jak i oni dają naszemu narodowi rzecz bezcenną – dają nam poczucie miary, dzięki któremu w sytuacjach wątpliwych możemy bez trudu odróżnić dobro od zła, patriotyzm od zdrady, polityczny realizm od kolaboracji. Trudno doprawdy to przecenić zwłaszcza dzisiaj, kiedy w imię jedności narodowej tylu łajdaków nastręcza się nam ze swoją amikoszonerią. Czyż to nie jest wystarczający powód, byśmy i Powstanie Warszawskie i Żołnierzy Wyklętych zachowali we wdzięcznej pamięci?” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Dlaczego warto uczcić Powstanie

Czemu smutne masz oczy Warszawo?
Skąd w nich tyle wzruszenia i łez?
Nie liczyłaś na świata łaskawość.
Sprzeciw w Tobie był zawsze i jest.

Polityce wciąż nie chcesz bić brawo.
Propagandzie pokazujesz gest.
Dyplomacji pozostawiasz słabość
Masz w pamięci wciąż sierpniowy chrzest.

Wciąż rysujesz na murach Kotwicę.
Dobrze wiesz, co znaczyło Podziemie
Zakwitają flagami ulice,
a ryk syren Cię dławi wzruszeniem.

Tacy sami to byli chłopcy
i tak samo się śmiały dziewczęta.
Chciał Cię z mapy wymazać obcy,
a Ty rośniesz i wszystko pamiętasz.

Gdy jedynie Amerykanie
w beznadziejne wyruszali loty,
kiedy tu umierało Powstanie.
Ty to wiesz i pamiętasz o tym.

Do dziś szukasz tych śladów i grobów,
po późniejszych katowniach UB,
ukrywanych na wiele sposobów.
Świat Twą pamięć zawłaszczyć chce.

To nie smutek błyszczy w Twoich oczach,
tylko blaskiem zapala się złość.
Tamtych dni wciąż w nich widać przeźrocza,
gdy fałszerstwom chcesz powiedzieć: – Dość! 

„Przeźrocza” Marek Gajowniczek

polecam również: Jacek Kaczmarski: „Barykada” (Śmierć Baczyńskiego) oraz: „Czołg” i to: „Burza”

Powstanie Warszawskie 1

Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.


„Bankructwo Grecji ma wiele stron. Główną jest oczywiście sam kolaps greckiego socjalizmu który  w  spektakularny sposób dochodzi do ściany.  Wg danych Brookings Institute, na 3.8 miliona pracujących Greków w 2013  przypadał mniej więcej jeden milion osób które albo wisiały na rządowych fuchach albo pobierały rządowe emerytury.   I to całkiem  zdrowe emerytury…   Emerytura  55-letniego emerytowanego oficera policji  była na przykład rzędu €1650,  wobec €1200 netto dla wykładowcy uniwersyteckiego. Ciekawe czy to odbiega tak znacznie od realiów  polskich emerytur mundurowych i uposażeń uniwersyteckich… Tego typu patologie  socjalizmu mogą być przedłużane i sztukowane rozmaitymi bailoutami,  pożyczkami  i czym tam jeszcze, ale  w nieskończoność trwać nie mogą.  A ponieważ socjalizm nigdy się sam nie zreformuje  jedyną opcją jest dojście do ściany i rozbicie się o nią.   Cudza kasa na całe szczęście kiedyś się kończy  i  następuje twarde lądowanie  do życia  na koszt własny.

(…)

Jeśli Tsipras by się ugiął pod wywieraną na niego presją  to zdradziłby swoich wyborców i swoją własną partię która by szybko pokazała mu drzwi. Jeśli by się nie ugiął to doprowadziłby do bankructwa kraju, i drzwi by mu pokazali  wspomniani wyżej rozgoryczeni emeryci i sektor publiczny pozostawiony bez środków do życia. W obu przypadkach polityk bez odpowiedniego mandatu ochronnego byłby skończony.

Tsipras jednak  intrygę przejrzał  i ją  rozbroił.  Niespodziewanie ogłosił referendum na temat przyjęcia lub odrzucenia dyktatu „trojki”,   które właśnie taki mandat ochronny mu zapewni niezależnie od wyniku…  

(…)

Ale dlaczego hegemonowi tak miałoby zależeć na usunięciu Tsiprasa? Z kilku powodów z których głównym jest prawdopodobnie polityka gazowa i wojna hegemona i jego satelitów z Rosją. Wiedzą oni dobrze że Europa potrzebuje gazu rosyjskiego z odnogi południowej. Nie ma dla tego praktycznie alternatywy, włączając w to nawet alternatywne dostawy LNG, i nawet hegemon to z ociąganiem przyznaje. Odnoga południowa przejąć ma od 2019 transporty obecnie idące przez Ukrainę.

Europejscy wasale piętrząc na polecenie hegemona trudności na drodze rurociągu South Stream mającemu początkowo wylądować w Bułgarii i iść dalej przez Rumunię spowodowali anulowanie jego budowy. Rosja nie traciła czasu ogłaszając że gas dostarczony będzie teraz rurą Turk Stream, innym rurociągiem pod Morzem Czarnym i lądującym w Turcji. Walka obecnie idzie o to jaką drogą tranzytową zostanie on dostarczony dalej.

Najlogiczniejszą opcją jest „Balkan Stream”, trajektoria gazociągu przez Grecję, Macedonię i Serbię na Węgry. Z krajów tych Grecja pod Tsiprasem i Węgry pod Orbanem prowadzą relatywnie niezależną politykę zagraniczną  i nie dają się zdominować hegemonowi jak reszta EU,  a Serbia i Macedonia nie są w ogóle członkami EU.  Dochody z tranzytu gazu wzmocniłyby pozycję tych krajów, sympatyzujących z wizją multipolarną świata. Nitka Balkan Stream umożliwiłaby też partycypującym w niej krajom podpięcie się pod chińską inicjatywę „Silk Road”, handlową magistralę łączącą Chiny poprzez Rosję  z Europą, która jest największym importerem dóbr chińskich i zarazem wielkim eksporterem do Chin.

(…)

Balkan Stream byłby specjalnie atrakcyjny dla Grecji. Nie bez powodu Tsipras jeździł dogadywać się z Putinem, przewidując że intratny deal z Gazpromem, a kto wie czy i nie cenne pożyczki mu towarzyszące, będą stanowiły dla Grecji istotny czynnik w przechodzeniu przez turbulencje suwerennego bankructwa.” (cynik9)

całość tu: Referendum greckie – mistrzowski ruch Tsipras ominął pułapkę

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

„Dzisiejsza sytuacja Grecji jest bardzo poważnym strategicznym ostrzeżeniem dla Polski, bo jeżeli przyjrzymy się greckiej drodze do Europy, do tej wspólnoty różnych krajów, bogatszych i mniej bogatych, to dzisiaj widać, że ta droga nie była dobra. I prowadziła ona przez ogromne, według mnie, niepotrzebne zadłużenie, czasami gdzieś po drodze rozkradzione. To zadłużenie spowodowało, że w czasie światowego kryzysu finansowego, zadany był cios przede wszystkim w społeczeństwo. To jest droga wielu krajów peryferyjnych Europy. Grecja była przyjęta w 1981 roku, a Polska w 2004, czyli dwadzieścia kilka lat później, ale my niestety idziemy tą samą drogą. Tutaj jest poważne ostrzeżenie, żebyśmy nadmiernie nie uzależniali się od pożyczek, od pieniędzy Zachodu, które w czasie sytuacji kryzysowej, tak jak to było w latach 2007-2008, uderzają. Ci, którzy są zadłużeni mają potworne kłopoty. To jest bardzo poważne ostrzeżenie, co do strategicznej drogi rozwoju, którą Polska powinna iść. To po pierwsze.

Drugie poważne ostrzeżenie jest związane z ostatnią fazą kryzysu. Jeśli przyglądniemy się dokładniej warunkom, które ta trójka bogatych krajów stawia Grecji, to nasuwa się pytanie, o co w tej ostatniej fazie kryzysu chodzi i przed czym Grecy się bronią. To jest, przede wszystkim, liberalizacja i otwarcie wszystkich rynków. Czyli wejście wielkich firm z najbogatszych państw zachodnich na te rynki oraz ich przejęcie. A drugie żądanie to wyprzedaż wszystkich aktywów, które Grecja ma, czyli własności przemysłowej, infrastruktury, a także ziemi, wysp, które są w Grecji bardzo atrakcyjnym towarem. Są to dwie rzeczy, będące strategicznymi elementami stosunków między krajami bogatymi, między Zachodem, a krajami, które są dzisiaj peryferiami Europy, i które mają wspólne problemy…” (An­drzej Szczę­śniak)

całość tu: Polska Grecja dwa bratanki…

Owszem, teraz Grecy się bronią przed możliwością utraty kontroli nad własnym państwem, ale pamiętajmy o tym w jaki sposób doszło do tej sytuacji, i to nie tylko w Grecji bo problem długu dotyczy zdecydowanej większości krajów UE. Fakty są takie że nie ma obecnie kraju na Zachodzie, który realizując tzw. „cele społeczne” nie zadłużałby się z tej okazji. Gospodarki tych krajów nie są w stanie zarobić na potrzeby wynikające z realizacji wiekopomnych zdobyczy socjalnych, ale wcale nie myślą skończyć z rozdawnictwem. Pierworodny błąd jest w tym, że nie ma tu absolutnie żadnego namysłu w postaci mechanizmu obronnego – kagańca prawnego ZABRANIAJĄCEGO wydawania więcej niż otrzymuje się w podatkach. Jak to w ogóle możliwe, żeby pozwalać sobie na uchwalanie budżetów z deficytem? Skoro współczesne państwa mogą się bezkarnie zadłużać co roku bardziej, to jest tylko kwestią czasu kiedy wszystkie po kolei zbankrutują. Grecja jest tu tylko „pionierem” jako najbardziej doświadczona w bankrutowaniu, bo przez połowę swojego dotychczasowego niepodległego bytu była niewypłacalna (o czym wszyscy wiedzą bo nie jest to wiedza tajemna)… Odys

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii.

„…jeżeli bankructwo i powrót do waluty narodowej okażą sie lekarstwem skutecznym i po chwilowym załamaniu Grecja zacznie szybko odzyskiwać siły, wiara w skuteczność wspólnoty w jej obecnym kształcie zostanie podważona, a wraz z nią ucierpi też pozycja eurokracjizaczyna swój wpis Rafał Ziemkiewicz.

Podobnie (do Grecji – red.) patronowała Unia równie nieodpowiedzialnemu zadłużaniu Węgier przez Gyurcsany’ego i Polski przez Tuska. Ich nigdy nikt, tak jak dawnych przywódców greckich, nie nazwał w europejskich elitach „populistami”. Przeciwnie, byli dobrzy i popierani, bo zadłużając swoje narody, nakręcali zyski korporacjom i rządom głównych unijnych graczy – kontynuuje dziennikarz i przechodni do sedna.

W wypadku PO – robią to dalej. Jedną gębą bezczelnie oskarżając o populizm Dudę, PiS i Kukiza oraz strasząc, że zrobią oni w Polsce „drugą Grecję”, drugą gębą zapowia władza PO-PSL rozdawanie milionów i miliardów, bezwstydnie wykorzystując możliwości dalszego zadłużania kraju dzięki zdjęciu z nas unijnej procedury nadmiernego deficytu. I znowu, po raz kolejny wykorzystuje PO pojawiające się możliwości zaciągania pożyczek na wspieranie konsumpcji, a nie prorozwojowych czy proinnowacyjnych inwestycji.

Jest w tym cyniczna, bezczelna logika. Ta ekipa nie walczy już o władzę, walczy by być możliwie silną opozycją. Rozdając pieniądze emerytom, urzędnikom i właścicielom bramek na autostradach, rzucając je na różne „programy”, niby to dla Śląska albo dla młodych, świadomie działa na rzecz bankructwa, z góry oskarżając o jego spowodowanie tych, którzy cały ten gnój, jakiego PO z PSL narobiły przez prawie dziewięć lat, odziedziczą na jesieni.

Na koniec dziennikarz zamieszcza swoiste „rozwiązanie” całej tej fatalnej sytuacji. 

Jeśli Polska stanie się „drugą Grecją”, to na pewno nie będzie winą Dudy, Szydło ani nikogo innego, tylko przede wszystkim Tuska. To jego za skrajną nieodpowiedzialność w rządzeniu państwem należy powiesić na warszawskiej kolumnie Zygmunta – i wcale nie za szyję – czytamy.”

parezja.pl  źródło: Ziemkiewicz: Tuska należy powiesić na kolumnie Zygmunta

…no cóż. Nie da się nie dostrzec tego na co zwraca uwagę Pan Ziemkiewicz, ale jednocześnie zdumiewa mnie jego ograniczona do 8 lat rządów PO-PSL i wybiórcza pamięć w kwestii odpowiedzialności za stan polskiego państwa. Tak jakby PIS nie miał udziału w wepchnięciu nas do eurokołchozu, namawiając Polaków do głosowania w referendum akcesyjnym na tak i sankcjonując zapisanie nas do niewoli babilońskiej podpisem ś.p. Lecha Kaczyńskiego pod traktatem lizbońskim. Jakby środowisko tworzące dziś projekt pod nazwą PIS w ogóle nie procedowało prawa w Polsce (i nie uczestniczyło w magdalenkowym szwindlu) najpierw jako PC, a potem w ramach AWSu i nie miało udziału w dziurach budżetowych i w utrwalaniu ucisku fiskalnego (do dziś ekspertem PISu jest Pan Modzelewski – główny konstruktor VATowskiego wyzysku) czy uzasadnianiu piramidy fiskalnej zwanej ZUSem i całym etatystycznym marnotrawstwie. Tak jakby PIS nie uczestniczył w socjalistycznym szaleństwie wydawania publicznych pieniędzy (również na poziomie samorządów), łącznie z sięganiem po tzw. „środki unijne”, licytując się w tej kwestii z PO na ilość wyżebranej kasy idącej w parze z zadłużeniem.

Już dawno bowiem osiągnęliśmy w Polsce moment, gdzie zarówno lewica jak i prawica chcą być prawicą i deklarują że są obywatelskie, tudzież wolnościowe a nawet wolnorynkowe – patrzące jak tu ulżyć podatnikom, ale robiące faktycznie coś zupełnie przeciwnego. Tymczasem zarówno „prawica” jak i lewica są… lewicą i głosują za zwiększeniem socjalizmu, (bo tak są zaprogramowane: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie) ponosząc tym samym solidarną odpowiedzialność za zadłużanie Polaków (i ta współpraca nie dotyczy tylko ostatnich 8 lat! na co sam Pan Ziemkiewicz kiedyś zwracał uwagę: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?). Nie żebym nie rozróżniał i nie stopniował „zasług” jednych i drugich, bo tę różnicę „kto bardziej popsuł” oczywiście dostrzegam, ale jak już ostrzegałem tu: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI i tu: Nowy program PIS – populismus über alles PIS wcale nie będzie lepszy w tej kwestii od PO.

„…warto odnotować deklarację pani premierzycy Ewy Kopacz o prawdziwych przyczynach bankructwa Grecji. Pani premierzyca zwróciła uwagę pani Beacie Szydło, że Grecja zbankrutowała nie dlatego iż przyjęła euro, jako swoją walutę, tylko dlatego, że żyła ponad stan. Warto tedy zwrócić uwagę, że zadłużenie Grecji wynosi około 320 mld euro. Aktualny dług publiczny Polski szacowany jest – bo pan minister Rostowski podczas swego urzędowania trzykrotnie zmienił sposób liczenia długu publicznego, w związku z tym szacunki wahają się od biliona 100 mld złotych do 3 bilionów 700 miliardów, przy czym ta druga kwota wydaje się bliższa prawdy. Aktualny kurs euro w stosunku do złotego wynosi 4,1, a to oznacza, że zadłużenie Grecji odpowiada wysokości długu publicznego Polski i to w wersji najłagodniejszej – to znaczy 1312 miliardów złotych. Jeśli w dodatku przypomnimy, że przez ostatnie 8 lat nasi okupanci trzymali przy rządzie Platformę Obywatelską, to napuszone uwagi rozmaitych tamtejszych Zasrancen („mann kann singen, mann kann tanzen, aber nicht mit den Zasrancen”) budzą już tylko irytację…” (Stanisław Michalkiewicz)

Podziemna TV: Robią nas w konia: POPiS Kopacz i Szydło o bankrutującej Grecji #120

…apropos Grecji…

„…Naprawdę fascynują mnie przyczyny dlaczego państwo, które płaci m.in. za mycie rąk – 420 euro miesięcznie, 870 euro miesięcznie dla pracowników administracji – za wysyłanie faksów, korzystanie z darmowej stołówki (aby zwiększyć w niej ruch) – 120 euro miesięcznie padło na pysk. Już te 3 czynności powodują, że moja pensja wygląda śmiesznie. I wszyscy się na to zrzucamy. Cieszycie się?…” (dws24.pl 1 lipca 2015 roku)

Grecy nie tylko są tępymi leniami łasymi na cudze pieniądze, ale że „ktoś” jednocześnie wykorzystał tę sytuację by (prawdopodobnie) zrobić z tego kraju żebraka pod przyszły wykup masy upadłościowej (to oczywiście w ostateczności, bo póki co najważniejszy jest projekt euro) jest tylko konsekwencją pierwszego faktu… Prawdopodobieństwo wystąpienia drugiej możliwości w niczym nie usprawiedliwia pierwotnego źródła problemu i FAKTU że grecki dług został „wypracowany” przez samych Greków, bo nikt im na siłę pożyczek ani „ratunku” nie wciskał. Mogli już dawno temu zatkać sobie pazerną gębę i ogłosić UCZCIWE bankructwo odmawiając „pomocy” i wreszcie zacząć się dorabiać za swoje. Nikt Grekom nie broni zachować się jak swojego czasu Islandia – goniąc z kraju kijami tak swoje „elity” (które w końcu realizowały wyłącznie wolę ludu 🙂 „nie chcemy oszczędzać”) jak i międzynarodowych lichwiarzy.

Tymczasem Grecy wybrali sobie do władzy po raz kolejny populistów socjalistów, którzy uważają że będą dyktować warunki bezczelnie wyłudzając kolejną transzę cudzych pieniędzy (bo doskonale wiedzą że ten kolaps będzie miał inne negatywne skutki dla innych gospodarek przez ekspozycje ich banków na grecki dług), po które łatwo się sięga zwłaszcza kiedy ktoś skwapliwie je daje 🙂 W jakim celu to już jak wspomniałem inna zupełnie historia, ale to w niczym nie usprawiedliwia marnotrawstwa i głupoty samych Greków. Jeśli ktoś uważa za uczciwe „pomaganie” tego typu gospodarkom, które żyją ponad stan wydając więcej jak są w stanie sami zapracować to ja nie mam pytań a proponuję wyciągnąć z własnego konta ile się da i wysłać to Grekom w ramach solidarności 🙂 z ich „biedą”.

Dlaczego grecki rząd i politycy zamiast obniżać wydatki publiczne zwiększali je nie mając na ten cel uczciwie zarobionych środków we własnym budżecie pozostaje oczywistym skutkiem populizmu partii socjalistycznych które zafundowały Grekom różnego rodzaju bzdurne przywileje pracownicze (wręcz legendarne w swoim absurdzie!) i dodatki do pensji windując w górę wydatki państwa nie mając na ten cel pokrycia w dochodach z własnej gospodarki. Chodzi tu głównie o wydatki pracownicze sektora publicznego który rozrósł się do niemal 1/3 całego rynku pracy w Grecji co oznacza że co trzeci Grek nie produkuje niczego i nie wzbogaca budżetu ale na nim żeruje, tj. na tych którzy stanowią pierwotne źródło dochodu państwa. To są oczywiste fakty (obok rzecz jasna innych wydatków podobnych skutkiem do naszych rodzimych „programów rozwojowych” – będących inwestycyjnymi piramidami) których efektem był coraz większy deficyt sektora finansów publicznych.

Ten sam schemat marnotrawstwa (głównie na kredyt) został powielony również w Irlandii, Portugalii, Hiszpanii czy Włoszech (które są następne w kolejce do spektakularnego bankructwa) czyli pozostałych krajów z niesławnej grupy „świnek” (PIIGS). Mówienie o wypracowaniu w ostatnim czasie przez Grecję jakiejś „nadwyżki budżetowej” kiedy kraj jest zadłużony po uszy i co miesiąc żebrze u obcych o pieniądze na bieżące wydatki (nawet po kolosalnych cięciach emerytur – które mimo owych cięć dalej wyglądają o niebo lepiej jak w kilku innych krajach UE) jest nie tyle bredzeniem a zwykłym zakłamywaniem rzeczywistości – Grecja nie ma wystarczająco dużo własnych pieniędzy by pokryć wszystkie swoje wydatki… Długi z powietrza się nie wzięły 🙂

Odpowiedź na pytanie dlaczego Grecja jest po raz kolejny „zmuszana” do sięgnięcia po pomoc jest oczywista (już od co najmniej 2010r.) – chodzi rzecz jasna o to żeby Grecja spłacała swoich wierzycieli którzy sfinansowali pożyczki dla tego kraju, poprzez załadowanie się w jego śmieciowe obligacje (chodzi tu głównie o banki niemieckie, ale też innych krajów UE), bo kiedy największe banki w Europie przestaną być spłacane to dopiero zacznie się dym i już nie tylko Grecja ale cały projekt eurozony i UE stanie się niestabilny, co z kolei pociągnie za sobą kłopoty w gospodarkach które w Europie mają swój rynek zbytu. Grecja to problem globalny (dlatego sprawą zajął się MFW – ekspozytura gospodarki USA na świat) tylko nikt nie chce się do tego przyznać. Więc czy Grecja chce czy nie to „musi” być ratowana przynajmniej do momentu aż banksterka wymyśli jakiś inny myk by szatańskie koło długu kręciło się dalej (i tu jestem bardzo ciekaw co takiego wymyśli) bez większej szkody dla tych którzy na tym interesie zarabiają najwięcej, by mogli żerować bez końca na NIESTETY głupocie ludzkiej. Bo to ona jest przyczyną całej tej „tragedii” – jak świat światem nikt bowiem nikogo nie zmusza do tego by żył i konsumował ponad stan i wydawał pieniądze których nie ma – a od tego się właśnie wszystko zaczęło.

„Od roku 2010 znaczna większość greckich długów zmieniła właściciela – przeszła bowiem z instytucji i banków komercyjnych i prywatnych do instytucji i banków publicznych. Całkowite zadłużenie Grecji wynosiło w maju br. aż ponad 323 miliardy euro (ok. 176 proc. PKB tego kraju). Z tego jedynie ok. 80 mld euro pochodziło z finansowych rynków. Znaczna większość tej sumy (ok. 63 mld euro) to tzw. papiery wartościowe wyemitowane w samej Grecji. Właścicielami tej części greckiego długu są więc sami Grecy, ich fundusze inwestycyjne i banki.

Największa część całego greckiego długu to tzw. programy ratunkowe UE i MFW, w ramach których w latach 2010-2014 trafiło do Grecji w sumie aż ok. 240 mld euro. Tych pożyczek udzielały państwa strefy euro (prawie 53 mld euro), Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) oraz MFW. Prawie 31 mld euro greckiego długu należy jeszcze do MFW. Niemcy przekazały Atenom ponad 15 mld euro, Francja ok. 11 mld euro a Włochy ok. 10 mld euro. O przyszłych spłatach tych pożyczek Grecy mogą rozmawiać z każdym z tych państw oddzielnie, ponieważ opierają się one na umowach dwustronnych.

Najwięcej pożyczył Grecji EFSF – aż 141 mld euro. Największe udziały w tym funduszu mają Niemcy (29 proc.), Francja (21 proc.) i Włochy (19 proc.). Są to kredyty długoletnie. Ich okres spłaty przypada na lata 2041-2053. Według wyliczeń brytyjskiego Open Europe, aż ok. 60 proc. całego długu Grecji należy do państw waluty euro, niecałe 10 proc. do MFW, ponad 6 proc. do Europejskiego Banku Centralnego (jednak ten udział wzrósł znacznie wiosną br. w związku z ciągłym zasilaniem greckich banków przez EBC), 3 proc. do banków greckich, a już tylko nieco ponad 1 proc. do banków zagranicznych (a jeszcze w roku 2010 posiadały one w sumie blisko 2/3 całego długu Grecji!)…” (całość tu: Ile na bankructwie Grecji straciliby Niemcy? Struktura długów rozrzutnych południowców)

Pozostaje pytanie. Skoro Grecy chcą naprawdę zrzucić jarzmo międzynarodowej finansjery, to czemu ciągle negocjują z MFW jakieś „warunki” a nie zrobią tego co zrobiła Islandia czy chociażby Węgry (które są na dobrej drodze do niezależności od zagranicznych „inwestorów”) 😉 Ile jeszcze razy ten kraj ma zamiar „nabierać się” na pomoc i wierzyć w kredyt bez pokrycia w realnej sile własnej gospodarki. Ile jeszcze razy ta patologia musi zbankrutować żeby ludzie przestali żyć na koszt innych?

Dług publiczny jako proc. PKB w UE (2012)„Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.” (F. Bastiat)

Jak ktoś nie potrafił przewidzieć skutków leczenia alkoholika dostarczaniem mu jeszcze większej ilości wódy to już jego problem ale nie nasz. Interesuje mnie tylko czy inni (i w jakim stopniu) pojmują czym jest życie ponad stan i na kredyt. Reszta to NATURALNY i POTRZEBNY rezultat marnotrawstwa – bankructwo. Jeśli choć 1 na 10 to pojmie to warto o tym mówić (do znudzenia).

Jak najbardziej zgadzam się z diagnozą (sam o tym od dawna doskonale wiem) Ziemkiewicza że „oni” boją się nie kryzysu a efektu domina pt. „wychodzimy”, i tego że Grecja może sobie poza strefą EURo w końcu poradzić (po pierwszym szoku który musi nastąpić – finanse publiczne przestaną istnieć) a Grecy nauczą się w końcu żyć NORMALNIE, tj. na swój koszt a nie na kroplówce na którą cała reszta eurozony (i nie tylko bo i kraje spoza strefy finansowały po części programy pomocowe) płaci i „pożycza” kosztem własnych obywateli nie pytając ich nawet o zdanie. Solidarność z lamerami żeby dalej mogli dostawać rozbuchany socjal to czyste złodziejstwo. Czas ponieść konsekwencje swojej nieodpowiedzialności. Jestem jednak przekonany że eurokołchoźnicy będą szukać pretekstu żeby Grecję zatrzymać za wszelką cenę w tym chorym systemie. (Odys)

„…Za czasów Juliusza Cezara, na podstawie lex Clodia, wprowadzone zostało rozdawnictwo zboża, co pochłaniało około 20 procent wydatków państwowych, a ponadto skłaniało ludność wiejską do przeprowadzki do miast, gdzie mogłaby żyć na koszt państwa, a ściślej – na koszt prowincji, które musiały te wszystkie dobrodziejstwa sfinansować. Doprowadzało to do niewyobrażalnego zdzierstwa prowincji, bo dodatkowo magistraci rzymscy, którzy musieli sfinansować igrzyska i inne imprezy podczas swego urzędowania, ubiegali się potem o stanowiska namiestników prowincji, by odkuć się finansowo. Próby ograniczenia skali frumentacji nie przyniosły rezultatów, bo cesarze mieli wprawdzie władzę, ale byli też zakładnikami ludu rzymskiego, od którego nastrojów zależała nie tylko łatwość rządzenia, ale często i sama władza, toteż frumentacje stały się w Rzymie zjawiskiem trwałym, rodzajem naturalnych praw człowieka.

Od tamtych czasów nic się nie zmieniło i prawo do życia na cudzy koszt, zostało uznane za jedno z podstawowych praw człowieka, pod nazwą „prawa do godnego życia”. Może tylko zyskało bardziej skomplikowane i patetyczne uzasadnienie, bo w czasach starożytnych wiadomo było, że frumentacje, to forma przekupstwa i na przykład Senat pokonał Gajusza Grakcha jego własną bronią, podstawiając mu jako rywala demagoga w osobie Marka Liwiusza Druzusa. Druzus po prosu Grakcha przelicytowywał i kiedy ten na przykład proponował przydziały ziemi obciążonej nieznacznymi podatkami, to Druzus oferował ją za darmo. W rezultacie lud się od Grakcha odwrócił, jego kandydatura na trybuna przepadła, a w dwa lata później zginął na skutek wszczętych przeciw niemu rozruchów. Coś podobnego widzimy i teraz, kiedy przed wyborami nadszedł czas rozdawnictwa i ugrupowania parlamentarne prześcigają się w hojności by zyskać poparcie obywateli, którzy potem, kiedy etap rozdawnictwa zostanie zastąpiony przez etap rabowania, zostaną pozbawieni wszystkich korzyści i to z nawiązką. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć spostrzeżenie Franciszka ks. de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemie drugiego potopu, że przekonał się o bezskuteczności pierwszego…

…Obecnie nakazem chwili jest odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego. Bez tego nic się nie uda. W tym celu wystarczyłoby przywrócić moc obowiązującą ustawy o działalności gospodarczej z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i uchylić wszystkie akty prawne, sprzeczne z tamtą regulacją. Konsekwencją uchylenia aktów prawnych sprzecznych z ustawą o działalności gospodarczej, byłaby konieczność zlikwidowania znacznej liczby urzędów i instytucji, których racją istnienia jest blokowanie narodowego potencjału gospodarczego i produkowanie uzasadnień tego procederu. Dlatego też obawiam się, że odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego nie nastąpi, bo ścisłe kierownictwo zwycięskiej partii nie odważy się działać na szkodę własnego zaplecza politycznego, którego jest przecież zakładnikiem…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Frumentacje Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    3 lipca 2015

na koniec jeszcze jeden fragment (uważam że całkiem obiektywnego) komentarza Rafała Ziemkiewicza:

„… wszelkie rozmowy o greckiej winie, o rozrzutności i lenistwie mieszkańców tego kraju oraz populizmie jego rządów trzeba zaczynać od tego, że praprzyczyną problemu jest ideologiczny upór, aby siłami dyrektyw, dekretów i zarządzeń poskromić naturę, bo paru euromędrków wymyśliło argument, że jak się politycznie narzuci zróżnicowanym gospodarkom jedną wspólną walutę, to zmusi je ona do przyśpieszonej unifikacji. Klasyczne postawienie wozu przed koniem.

Nie ma sensu wdawać się teraz w rozsądzanie wywołanych kryzysem kłótni. Może mi Państwo wierzyć lub nie, ale obie strony mają rację. Niemieckie banki powiadają – przecież pożyczyliśmy wam pieniądze, nasze, dobre pieniądze, musicie je oddać! Grecy na to – już wam, lichwiarze, spłaciliśmy odsetek trzy razy tyle, ile pożyczyliśmy, i ciągle jesteśmy w długach! Oczywiście, banki mogą na to powiedzieć, że odsetki były w umowie, i widziały gały co brały – ale ci, co brali, brali przecież wiedząc, że niebawem ich kadencja się skończy, a potem to się będą martwić inni. Ale „korupcja, nepotyzm i polityczny klientyzm”, który jako przyczynę katastrofy greckiego państwa gromi dziś Zachód, rozwinąć się mógł właśnie dzięki temu, że grandziarze mieli nieograniczony, polityczny kredyt w Brukseli i Berlinie. Bankierzy też rozumują, jak politycy, w kategoriach swojej kadencji i własnego zysku z „opcji menadżerskiej”,  zależnego od tego, jak bardzo uda im się w tym czasie podbić kurs akcji. Nie wiedzieli, że Grecja padnie? Wiedzieli, że padnie kiedyś, a do tego czasu wyciągnie się z niej odsetek aż miło – więc naciskali jak mogli europolityków, żeby ci jak mogli popierali rządzących tą europrowincją grandziarzy, by przypadkiem ich jakiś patriotyczni i odpowiedzialni politycy nie odsunęli od władzy. Trudno nie dodać – dokładnie tak samo, jak to było z Polską i Tuskiem, Węgrami i Gyurcsanym i paroma innymi peryferyjnymi krajami Unii oraz ich „proeuropejskimi” przywódcami.

Niemieccy podatnicy mówią: nie będziemy finansować greckiego socjalu! Mają rację? Mają. Grecy na to: nie finansujecie naszego socjalu, tylko swoje banki! Też mają rację, pod hasłem „pomoc dla Grecji” kryje się pomoc w spłacaniu odsetek, a nie stawianiu greckiej gospodarki na nogi. Prawdą jest, że greckie rządy oszukiwały kredytodawców, fałszując statystyki i prognozy rozwoju, i prawdą jest, że dokładnie to samo robiły rządy państw-liderów strefy euro i europejski bank centralny, i banki komercyjne. Wszyscy się nawzajem oszukiwali, wszyscy doskonale wiedzieli, że są oszukiwani, ale mimo że wiedzieli, dawali się oszukiwać, bo chcieli wierzyć, no, może nie że wspólnie tworzona nierzeczywistość jest wieczna, ale że jeszcze jakiś przyzwoity czas wytrzyma.

Niestety, jako się rzekło – okazało się nagle…”

Czytaj więcej na fakty.interia.pl

polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński i to: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy a także: Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta? i jeszcze: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” oraz: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

Grecja, eurokołchoz, dług, Syzyf

„Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.


„…Sparaliżować działania Prezydenta A.Dudy, sparaliżować państwo polskie – oto co realizuje Bronisław Maria Komorowski od 24 maja i w co angażuje się rząd Ewy Kopacz. Dowody na to sypią się jak z rękawa.

Np. rząd zaraz po wyborach prezydenckich przepchnął przez Sejm i Senat ustawę o TK, włącznie z wstawką o „odwołaniu Prezydenta RP na podstawie nieustalonych przesłanek” i Bronisław Maria w podskokach ją podpisze. A żeby było weselej to podpisze 5 lub 6 sierpnia, w ostatniej chwili przed zaprzysiężeniem A.Dudy żeby mu zostawić swoich trybunalskich „kąstytócjonalistów”.

Np. pełną parą idą również prace w kierunku zostawienia A.Dudzie „komorowskiego” genproka i wszystko zależy od tempa kreatywności premiery Kopacz.

Jednocześnie w Pałacu odbywa się intensywny szaber. Wyprowadzający się prezydęt wyprowadzając umowy śmieciowe swych doradców intensywnie wyprowadza fundusz Kancelarii Prezydenta RP.

Andrzejowi Dudzie ma zostać w PO-komorowskim spadku pusta kasa, „komorowski” orszak doradców i innych pijawek. Jak ich nie chce mieć kabli – niech im płaci odprawy, a że Komorowski swemu bizantyjskiemu orszakowi nie szczędził grosza to wypłacenie mu odpraw pozostawi w kasie nowego prezydenta przysłowiowy ch…, d…. i kamieni kupę…

(…) Gangsterską politykę Komorowskiego na ten moment koronuje jednak skok na akta Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które 24 maja w tajemnicy „wyprowadziły się” w nieznanym kierunku z jego siedziby.

Kto może stać za tą inicjatywą ? Krasnoludki może ? Albo ministra Piotrowska ? Tylko Komorowski Bronisław Maria ! Plus jego WSI-oki ! Tylko on ma interes by schować gdzie słońce nie dochodzi dowody swych konszachtów z FSB i innymi organami Federacji Rosyjskiej z czasów swej prezydentury gdy leżał plackiem przed Kremlem, a szogun Koziej latał do Moskwy i podpisywał bumagi o „współpracy” z Rosją w dziedzinie obrony narodowej RP. Tylko Komorowski ma interes zatrzeć te ślady bo gdy dostaną się w „niepowołane ręce” nowego prezydenta to Komorowskiego czeka proces za zdradę stanu.

(…)Wśród wyprowadzonych z BBN papierów może być również aneks do raportu o WSI…

Jaki obrazek się wyłania ? Prezydent Duda będzie rządził w Pałacu i pozornie, Pałacem i w rzeczywistości będzie rządził Komorowski ze swymi WSI-okami !

Tak to sobie wykoncypował „zestresowany” i w „depresji” po wyborczej porażce Bronisław Maria. (…)”

contessa • niepoprawni.pl (całość tu: Bronisław K.– wczoraj prezydent, dziś polityczny gangster)

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. oraz: Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa. i to: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? a także: „Ktoś” chciał zniesławić całą branże SKOKów a wygląda na to że nie Bierecki tylko Platforma i kumple z WSI oberwą rykoszetem za Wołomiński skok na kasę.

…osobiście nigdy nie dałem się nabrać na wizerunek Pana Komorowskiego jako przaśnego safanduły, w którego kreacji wydatnie pomagały wszystkie media (od publicznych po rzecz jasna „niepokorne”) do przesytu podniecając się wpadkami słownymi i różnymi wstydliwymi obyczajowo epizodami kładącymi się cieniem na kurtuazji eks prezydenta RP. Tzn. może nie tyle że nie dałem się nabrać (bo przecież widzę te wszystkie jego wpadki) ale nie pozwoliłem żeby to safandulstwo przesłoniło mi główny problem. Zawsze uważałem Komorowskiego za niebezpiecznego człowieka. I to tym bardziej jeżeli był (prawdopodobnie) tylko narzędziem do sprawowania władzy przez mądrzejszych i jeszcze bardziej niebezpiecznych od siebie, bo tacy ludzie przez swoją służalczość i permanentną gotowość do oddawania przysług czystemu złu są gorsi od skur…. którym się wysługują. Niebezpieczeństwo polega na możliwości kreowania u sporej liczby przeciętnych wyborców fałszywego wizerunku takich ludzi, przez co cieszą się oni opinią „swojaków”, „miłych” i „ciepłych” do tego stopnia, że mogą sięgnąć po najwyższą władzę państwową. (Odys)

Najbardziej niebezpieczną cechą prezydenta Bronisława Komorowskiego jest jego pozorna niezdarność. Mało kto bowiem podejrzewa, że safandułowaty „wujek Bronek” ściska pod pazuchą nóż, by skierować go w dogodnym momencie przeciwko dotychczasowym politycznym współtowarzyszom.

Najważniejsze lata kariery Bronisława Komorowskiego – w sensie formacyjnym – przypadły na okres premierostwa Tadeusza Mazowieckiego. To wówczas, z nieoczywistych do dzisiaj przyczyn, ów zapiekły krytyk Okrągłego Stołu stał się nagle piewcą formującego się nowego ładu. Otrzymawszy stanowisko wiceszefa w Ministerstwie Obrony zaczął powoli zanurzać się w niebezpiecznych relacjach z pokomunistycznym wywiadem wojskowym (WSI). Obecnie to on jest jedynym politykiem na ważnym stanowisku, który maluje trawę na zielono, zapewniając przy każdej okazji, że słabe i rozbite państwo, jakim jest III RP, to nasz największy sukces.(…)

(…)Obudował się kordonem polityków związanych z Unią Wolności (Mazowiecki, Wujec, Lityński) oraz z postkomunistyczną lewicą (Tomasz Nałęcz, nominacja Marka Belki na szefa NBP). Wysłał tym samym wyraźny sygnał, że to on jest najbardziej eksponowanym obecnie strażnikiem „świętego ognia Okrągłego Stołu”. Wiele o jego funkcji mówią również relacje z byłymi oficerami komunistycznego wojska czy funkcjonariuszami WSI – postsowieckiej służby, którą bronił jako jedyny w PO opowiadając się przeciwko jej rozwiązaniu. Blisko mu jest do żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego czy ludzi związanych ze stowarzyszeniem Sowa (zrzesza ono m.in. byłych funkcjonariuszy rzeczonego WSI) rządzonego przez szefa pokomunistycznego kontrwywiadu wojskowego, gen. Marka Dukaczewskiego.

Zaplecze, któremu patronuje prezydent Komorowski, to więc nierzadko żołnierze wywiadu szkoleni przez GRU, albo ludzie pokroju prof. Romana Kuźniara – zarejestrowany niegdyś jako kontakt operacyjny SB i słynący z zapiekłej niechęci do transatlantyzmu. Całość przykryto barwną czapą eks-unitów wesoło patronujących tworowi nazwanemu przez nich samych „najlepszą Polską od czasów jagiellońskich”.(…)”

całość tu: pch24.pl a jeszcze więcej tu: Wojciech Sumliński – Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego

…a teraz o zapleczu politycznym Pana Komorowskiego które również ciężko pracuje na „odchodne” by wykorzystać swoje jak i prezydenta „ostatki”…

„…Niby to przypadkiem kamera uchwyciła, jak pani premier wita się z nowym ministrem zdrowia, profesorem Zembalą. „W imię Boże, zaczynajmy!” – powiedział pan minister do pani premier. „W imię Boże!” – zgodziła się pani premier i przybiła mu wobec milionów widzów piątkę.

Cóż to nowy-stary rząd tak „w imię Boże” zaczyna? Drażnieniem biskupów obietnicą refundowania in vitro, na której spełnienie i tak nie ma kasy? Wprowadzaniem pod pozorem „leczenia niepłodności” prawa do adopcji dla par homo (tak, zostało to sprytnie zawarte w ustawie, którą koalicja niebawem przegłosuje – odsyłam do analizy instytutu „Ordo Iuris”)? Przepychanie „związków partnerskich” albo  jakiejś kolejnej lewackiej „konwencji” pod pozorem chronienia Polski przed przemocą, ubóstwem i wszystkimi siedmioma plagami unijnymi?

(…) Rzecz wydaje się samobójcza, bo przecież jedyną emocją, która ożywia zwolenników PO, jest dziś emocja – taka zresztą typowo „murzyńska”, kolonialna – wrogości do Kościoła i religijności. Bo marzące o awansie na „europejczyków” tutejsze białe czarnuchy odruchowo uznają w nich istotę polskości, tego dławiącego ich „obciachu”, który chcieliby z siebie zmyć i wyrwać. Wystarczy poczytać tak modne ostatnio listy otwarte lemingów do Partii albo ich internetowe fora czy profile. Nie ma tam deklaracji „popieram PO, bo jest dobra” – wyłącznie „zagłosuję na PO, bo Duda chodzi do Kościoła, bo nienawidzę Rydzyka, bo jak wygra PiS to każe wszystkim biegać na pielgrzymki i będzie wsadzać do więzienia za seks”. Kiedy leming chce krótko zdefiniować wrogów albo naubliżać im, używa przymiotnika „katolicki”. Nawet Muzeum Powstania Warszawskiego (i same Powstanie) złe jest dlatego, że „katolickie”.

(…)Lenin powiadał, że aby być dobrym bolszewikiem, trzeba sobie uświadomić, na jak bezgraniczną pogardę zasługuje istota ludzka. Platformę Obywatelską w kształcie obecnym, czyli ten „miastowy peezeel”, w jaki „inicjatywę trzech tenorów” przekształcił Tusk, też cechuje bezbrzeżna pogarda dla wyborców. Trzeba naprawdę gardzić ludźmi, by wierzyć, że można ich kupić tak tanio. Że się powie „szacun” i już będą głosy młodzieży. Że się powie „w imię Boże” i już katolików się ma w kieszeni. Że po ośmiu latach wypychania całego pokolenia na śmieciowe umowy i śmieciowe dyplomy obieca się jakąś tam ustawę, program, dopłaty do miejsc pracy, i ciemny lud to kupi i będzie zachwycony. A jak się doda jeszcze kolejne nowe otwarcie, kolejną rewolucję legislacyjną i kolejne „nowe twarze”, to już w ogóle…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość na fakty.interia.pl

„…Jeśli ktoś z państwa, zamiast czuć wdzięczność dla władzy za okazywaną przez nią od kilku tygodni na każdym kroku łaskawość, zapyta, czy i skąd władza na to wszystko weźmie, to ja mogę wyjaśnić. Weźmie z tych pieniędzy, których nie ma na realizację populistycznych obiecanek Andrzeja Dudy i PiS. Bo tym się różnią realne obietnice od populistycznych, że te drugie składają populiści, a te pierwsze partia odpowiedzialna. No bo przecież „jesteśmy przede wszystkim odpowiedzialną partią” – mówi w cytowanym wywiadzie pani premier. Może to różnica jedyna, ale wystarczająca. Przynajmniej dla lemingów.

Ale jeśli komuś nie wystarcza, to ja chętnie wyjaśnię, dlaczego obietnice Dudy i Szydło mogą, jak wrzeszczą autorytety establishmentowych mediów, zrujnować budżet, a obietnice PO i PSL (emerytury poniżej sześćdziesiątki, przypomnijmy twórczy wkład tej drugiej partii) nie mogą zrujnować budżetu. Sprawa jest bardzo prosta: otóż Duda i Szydło są niebezpieczni, bo oni swoje obietnice naprawdę zamierzają realizować. A rządzące peezele, wszyscy wiedzą, obiecują tylko dla picu.

Ustawa o otwarciu bramek przeprocedowana została z tak rażącymi naruszeniami prawa, że oczywiście Trybunał Konstytucyjny uzna ją za nieważną, mimo ustawowego skoku na tenże Trybunał, jaki właśnie peezele wykonały (nawet „Wyborcza” tak to nazwała – skokiem na Trybunał, oczywiście drobnym druczkiem na 10 stronie).

Powstanie pewien zamęt ze zrodzonymi przez pic-ustawę skutkami finansowymi, bo Kulczyk et consortes będą się domagać tych 50 milionów za wstrzymanie poboru myta, ale to już będzie problem następnej ekipy rządzącej, i pani Kopacz się martwić nie musi.

Ustawę o in vitro przepchnięto pomimo negatywnych opinii Biura Analiz Sejmowych, licznych autorytetów prawniczych i nawet samego Sądu Najwyższego, więc ją też uzna Trybunał za niekonstytucyjną, ale ten bubel prawny nie jest po to, żeby funkcjonował, tylko żeby – znowu – wygenerować niusa. Jak się przy okazji zdąży przed wyrokiem Trybunału przepompować trochę kasy z NFZ do zaprzyjaźnionych prywatnych klinik dłubiących w gonadach i szkle, które miały na pisanie tego prawa decydujący wpływ, to oczywiście też fajnie – a generalnie, niech się martwi następna władza.

Projekt emerytur po czterdziestu latach stażu też wbudowany ma taki sprytny zapis, że w praktyce dotyczyć one będą tylko rolników, a innym te czterdzieści lat i tak wypadnie około 66. roku życia.

Horyzont pani Kopacz i pana Piechocińskiego zamyka się dziś bowiem w tym, żeby z jednej strony przez cztery miesiące zmobilizować maksimum frajerów, którzy pozwolą im nie wypaść z Sejmu, a z drugiej maksymalnie się jeszcze przez te miesiące pozostające do nieuchronnego odstawienia od koryta nafutrować. Dlatego wszelkie pozory przyzwoitości i skrupuły idą w kąt.

PSL bez żenady kładzie łapę na grafenie, mianując szefem Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych kolesia zamiast specjalistę, który wygrał konkurs, PO pcha lobbystom ustawy dające im wielomilionowe zyski (na przykład na rynku lichwiarskich pożyczek). Wyrwać co się da, naobiecywać i narozdawać w imieniu następców, i chodu w krzaki – to znaczy, jeśli wszystko dobrze pójdzie, w ławy sejmowej opozycji, dającej immunitety i wygodną trybunę do pryncypialnego krytykowania PiS-u i Kukiza za nieodpowiedzialność i łamanie dyscypliny budżetowej. Zresztą, nawet gdyby tych immunitetów zabrakło, nie będzie najgorzej, bo udało się w porę zmienić procedurę karna tak, aby nawet ewidentnym aferzystom wszystko się upiekło.

I – tego jednego zdania zabrakło mi w wywiadzie pani premier – co nam zrobicie?!” (Rafał Ziemkiewicz)

całość na fakty.interia.pl

„…jesteśmy przed wyborami, na co wskazuje wejście naszego nieszczęśliwego kraju w etap rozdawania. Właśnie rząd postanowił dać rodzicom, którym urodzi się dziecko, tysiąc złotych „becikowego”. Wprawdzie jakaś Schwein już obliczyła, że w związku z tym będzie musiał obrabować tych rodziców na sumę 1400 złotych w postaci różnych podatków i opłat, ale teraz jesteśmy na etapie rozdawania, zaś etap rabowania nastanie dopiero po wyborach. Jakby tego było mało, Sejm – wychodząc naprzeciw niecierpliwemu oczekiwaniu Salonu – uchwalił ustawę o zapładnianiu w szklance. Będzie można zapłodnić 6 jajeczek, a zarodki, jakie się z nich wylęgną, nie będą niszczone, tylko zamrażane na lat 20, a potem – ano, potem kto tam będzie o nich pamiętał? Z tej okazji telewizje pokazały dzieci, które urodziły się z zapłodnienia „pozaustrojowego” – że wszystko jest z nimi w jak najlepszym porządku. To było wiadome od początku, podobnie jak i to, że forsowanie tej ustawy nie wynika ze współczucia dla niepłodnych matek, tylko, że celem tych regulacji jest zmuszenie Kościoła katolickiego, do pogodzenia się z tą formą aborcji.

Przy okazji debaty nad tą ustawą biłgorajski filozof, który, mówiąc nawiasem, postanowił nie golić brody, dopóki Andrzej Duda i Paweł Kukiz będą mieli wpływ na politykę, stwierdził, że zarodek nie jest człowiekiem. Ale jaki mamy dowód, że zarodek, kiedy już wyrośnie z niego, dajmy na to, biłgorajski filozof, staje się człowiekiem? Takiego dowodu nie ma, a nie da się ukryć, że takie wyrośnięte zarodki sprawiają znacznie więcej kłopotów, niż zarodki niewyrośnięte. Z tego powodu trzeba będzie chyba uchwalić kolejna ustawę – mianowicie ustawę o warunkach dopuszczalności aborcji opóźnionej, dzięki której można by zalegalizować robienie porządku z takimi zarodkami wyrośniętymi, wśród których znajdują się też zarodki przerośnięte, jak np. pan Ryszard Kalisz. Ale to są postulaty de lege ferenda, którymi zajmie się, być może, kolejny rząd, jaki wyłoni się z powyborczej siuchty, a na razie mamy etap rozdawania.

Otóż Sejm uchwalił też ustawę o ochronie polskiej ziemi, którą poparły wszystkie kluby parlamentarne, by w ten sposób przynajmniej częściowo opóźnić skutki ratyfikowania traktatów unijnych, które od 1 maja 2016 roku przewidują zniesienie ograniczeń w obrocie gruntami. Chodzi o umożliwienie PSL-owi zaprezentowania się przed wyborami w roli obrońcy polskiej ziemi no i oczywiście – o ograniczenie uprawnień właścicielskich na rzecz urzędników państwowych i samorządowych, którzy już tam potrafią tę żyłę złota po swojemu wyeksploatować. Podobnym celom służy ustawa o Radzie Dialogu Społecznego, która ma zastąpić Komisję Trójstronną. Ta ustawa wychodzi naprzeciw ambicjom działaczy związkowych i związków pracodawców, tworząc z Rady coś w rodzaju „rządziku”. Ten „rządzik” prochu, ma się rozumieć, nie wymyśli, ale na forum Rady można będzie pozałatwiać rozmaite siuchty, no i ukręcić lody bez ryzyka podsłuchów – bo ze względu na protekcję samego prezydenta, Rada pewnie będzie objęta sławną ochrona kontrwywiadowczą…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Nadszedł czas rozdawania Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 28 czerwca 2015

…i tak dla przypomnienia jak wygląda „dogadzanie” które politycy obiecują swoim wyborcom – Podziemna TV Robią nas w konia: Co ukrywa Donald T. i Jarosław K. – POPiS obłudy.

Czego się po „platformie” można spodziewać to już czas pokazał i nie ma tu żadnych wątpliwości. Jednak na okoliczność „zmian” należy mieć świadomość tego co może zrobić PIS (jak i ciasteczkowy „ruch społeczny” który kuma się ze związkami zawodowymi), bo to nic innego jak socjalbanda w dodatku podpuszczona z gwałtownie reaktywowanego w Polsce stronnictwa amerykańskiego (do którego nawet w ostatnich dniach niemiaszki dołączyły bo zaczęły chwalić PIS – znać doszło do poważnych ustaleń wśród „krajów poważnych” co do Polski i jej tubylczego narodu). Duda był pierwszą nogą zwiastującą „zmiany” a drugą będzie PIS. Tym samym powiedzonko o mądry Polaku PO szkodzie można między bajki włożyć…

Socjalizmus pełną gębą się szykuje. Wyjdzie Szydło z wora (polecam, wygooglować tę Panią co ma do powiedzenia w kwestiach gospodarczych) na konwencji programowej, gdzie „narodowy program zatrudnienia” i nowinki podatkowe z nadania vaciaka Modzelewskiego (pisowskiego eksperta o którym też warto poczytać co za człowiek i że Balcerowicz to przy nim pikuś) to będzie tylko przygrywka. Bo niczego innego jak złodziejstwa na masową już skalę i to najbardziej bezczelnego bo odbywającego się pod płaszczykiem „patriotyzmu” (z ramienia posiadającego monopol na patriotyzm PISu) nie można się spodziewać po partii, która widzi piramidę w (nie)sławnym Amber Gold, ale wszelkimi możliwymi środkami uzasadnia istnienie innego osZUStwa i będzie go bronić do samego końca (swojego lub naszych pieniędzy). Nie można się spodziewać niczego dobrego po partii która w prywatnej własności węszy patologię największą (oczywiście nie tam gdzie uwłaszczyli się dawni aparatczycy z PC, AWSu czy teraz PIS przeflancowani wcześniej z PZPR).

Czas rzecz jasna pokarze na ile groźby Dudy czy PISu (zwane dla niepoznaki „obietnicami”) zostaną spełnione, ale podobno aparat skarbowy ma dostać broń gładkolufową. To się bardzo pokrywa z obietnicami partii która za sztandarowy problem państwa uważa „nieszczelność systemu podatkowego”. Tym sposobem PIS będzie miał do dyspozycji całą armię uzbrojonych urzędasów by „zadbać o nasze dobro” (rzecz jasna zabezpieczając je dla siebie).

Nie jest ŻADNĄ alternatywą czy „ruchem oporu” partia, która stanowi „prawą” nogę tego samego opasłego cielska łżeideologii zwanej „sprawiedliwością społeczną” czyli socjalizmu. PIS to ta sama idea rabunku obywateli jak ta hołota którą posługuje się obecna władza. To tylko dzięki temu że media i „ałtorytety” kreują tę partię w umysłach Polaków jako „naturalnych” wrogów PO, ludzie myślą że wystarczy zamienić te dwa ugrupowania miejscami a wszystko się zmieni. Otóż nic się nie zmieni! Zmienią się tylko ryje przy korycie a koryto (główny problem) pozostanie nietknięte. Co prawda pustoszeje ono w zastraszającym tempie, ale o to żeby nie wyschło do dna dbają takie instytucje jak UE i MFW z którego pełnymi garściami nasz (nie)rząd i opozycja czerpią pełnymi garściami (i na kredyt) – bo po to nas do tych „klubów” zapisały. Mało kto niestety kojarzy ten oczywisty i wynikający z prostego czytania ze zrozumieniem programów „gospodarczych” obu partii fakt, że między PISem a PO nie ma żadnej istotnej różnicy, poza (rzecz oczywista!) miejscem przy korycie.

Tymczasem jedni i drudzy bronią uparcie piramid finansowych takich jak ZUS czy KRUS i stawiają na coraz wyższe „oskładkowanie” dochodów z pracy by lepić dziury w obu systemach, i by móc zakładać kolejne urzędy dające „pracę” całej masie działaczy partyjnych niższego szczebla. Jedni i drudzy pospołu upaństwowili gospodarkę (w ramach Spółek SP) by móc obsadzić te synekury całymi klanami polityków i pociotków polityków. Polakom zaś zamiast zamiast uwłaszczenia zafundowali „tani kredyt” i „dopłaty” do konsumpcji (różne kosztowne programy pomocowe i „socjalne”) z pieniędzy wcześniej zabranych pod postacią podatków sektorowi prywatnemu. To oni pozadłużali nas za „fundusze unijne” i to oni wepchali nas do eurosojuza. To oni swoją pazernością w imię „państwa opiekuńczego” wydrenowali z nas biliony złotych żeby zatrzymać stan posiadania w postaci bankrutujących kopalń, hut, stoczni i innego przemysłu które obsiedli ich znajomi, rodziny, kochanki i kochankowie. To co rentowne sprzedali a pieniądze przejedli, ale resztę zatrzymali dla siebie i doją Polaków co jakiś czas na rzecz „ratowania” polskiego stanu posiadania, który jest tak samo polski jak nasze „składki” w ZUS.

Ten system zwany sprawiedliwością społeczną to jeden wielki kołchoz na którego straży stoi teraz PO, której idea co prawda pomału dogasa ale za chwilę nastąpi zmiana warty by wszystko zostało po staremu, bo po nich tej stajni pilnował będzie PIS. Partia jeszcze bardziej etatystyczna i socjalistyczna jak PO, która chodzi od czasu Magdalenki na takim samym sznurku „zobowiązań” co PO chodź nie na tym samym – właśnie po to żeby ludzie myśleli że mają do czynienia z dwoma niezależnymi tworami, podczas gdy one w rzeczywistości żyją od 25 lat (nawet po rozpadzie AWSu) w korzystnej (dla siebie) symbiozie.

Zastępowanie jednego socjalizmu innym (nie wiadomo czy nie gorszym) NICZEGO nie zmieni. Nic nikomu nie da „walec PISowski” który ma wymieść PO, skoro złodziejski system zostanie utrzymany a tylko nazwiska przy korycie się zmienią. Ba! Moim zdaniem obecny system, który kosztuje nas podatników coraz więcej będzie umacniany(!) – aż osiągnie najwyższe komusze stadium centralnego sterowania gospodarką i obywatelem pod butem urzędnika. Kto czytał propozycje PIS zawarte w programie zwanym szumnie „Narodowym Programem Zatrudnienia” (Ziemkiewicz dla Fronda.pl o konwencji PIS) ten wie co mam na myśli.

I choć szkoda mi tego państwa, ziemi i ludzi dla kolejnej bandy szakali (do której zaliczam również ciasteczkowe schetyniątka i dudkiewiczątka), to jednak nikt naszych obywateli nie zmuszał do tego (i nie zmusza) żeby w swej naiwności trwali przy kolejnych odsłonach „starego i dobrego” socjalizmu. „ludzie ludziom zgotowali ten los” i wszystko zostanie po staremu a nawet lepiej bo już po JOWialnemu na własne i donośne życzenie narodu (ustami „mendiów”, które usilnie promują ten „NEP”). Najważniejsze że demokracja ocaleje, bo jest ona „największą zdobyczą cywilizacyjną” naszego „młodego” państwa. I oto wszyscy jak jeden mąż poczujemy się w końcu wolni, tylko dlatego że zamiast PO będzie nas rabował PIS. Nadejdzie w końcu tak długo wyczekiwana przez niektórych IV RP z całym „dobrodziejstwem” inwentarza (nie obrażając „inwentarza”) z niestety przykrymi konsekwencjami dla nielicznych myślących po wolnościowemu i rzeczywiście patriotycznych czy prawicowych obywateli, którzy są niestety w mniejszości brzydzących się socjalizmem i tzw. „państwem opiekuńczym” (bo UMIEJĄ LICZYĆ i wiedzą jak są na poczet tych patologii okradani i dlaczego PIS niczym się w tej kwestii nie różni od PO).

Oczywiście na koniec tradycyjnie zaznaczam że wolałbym się mylić i chętnie odszczekam swoje czarnowidztwo jeśli nowe rządy okażą się „oświecone” i pro obywatelskie. (Odys)

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. i jeszcze: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. a także: „Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in. i to: Fenomen POpulizmu czyli… „NYT” o rosnących notowaniach Kaczyńskiego

rys. Buch

rys. Buch

„Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in.


fragment:

„…Lis raczył stwierdzić, że Dekoder przerżnął wybory bo miała miejsce „najbardziej zmasowana operacja zniesławiania i demolowania czyjegoś wizerunku”. Ciężko się nie zgodzić. Zarówno Dekoder jak i jego sztab zrobi wszystko żeby tych wyborów nie wygrać demolując jego wizerunek.

Dekoder podobno wpadł w depresję. Martwi się o przyszłość swoją i współpracowników. Całkiem niepotrzebnie przecież. Mogą zmienić pracę i wziąć kredyt…

Premierzyca zapowiedziała przyjęcie 10 nowych ustaw gospodarczych do końca kadencji. A kto za to zapłaci? Bo jesienią już nie PO. Ale to tylko złośliwość z mojej strony. Przecież robią to wyłącznie dla naszego dobra. A, że dopiero po 8 latach? Pośpiech przecież skazany jest jedynie przy łapaniu pcheł…”

całość tu: 8 czerwca 2015 roku

Zamiast własnego, gościnnie komentarz znajomego RF1 -05.06 (15:07)

„POSZŁA BABA PO ROZUM DO GŁOWY, A TAM PUSTO, jak w mięsnym za komunizmu- same haki. I co ciekawsze, te haki to tak bardziej pod PO-wskie żebra podchodzące, jakby dla murgrabiów, a nie Janosików, naszykowane- co ich baba chce na wrogów użyć, to się sama nimi w paluchy zacina, a potem krzyczy, że boli, a ona nawet nie wie, dlaczego- przecie haki ze szczerego złota kute, nikt na kowalach nie oszczędzał, wieszatieli chętnych do odpowiedzialnej roboty też dostatek, a tu, cholera, nie działa, no niedziała i już. Więc co robi baba? Zamiast na hakach polędwicę powiesić w ramach przynęty, albo salceson jakiś przynajmniej, ona nowych rzeźników chce zatrudniać, takich od wykręcania ofiarom rąk i umysłów, jakby jej od tego miało przybyć. Ech, chyba czas tej babie przerzucić się na oleum, korzystając z rad imć Zagłoby, bo od tego, co jej teraz w rządowej stołówce różne kucharki- psiapsiółki podają, to jej się tylko wapno na zwojach odkłada, dostęp nowych pomysłów blokując. A oleum teraz będzie najlepsze, z pierwszego wyborczego Platformy tłoczenia, wystarczy resztki po bronkach zbożowych na gęstym sicie odcedzić, precz odrzucić, oleum przepakować w nowoczesne.pl butelki, kiedyś PET- ami, a dziś PETRU- ami zwane, i używać do woli, tak długo jak się da, czyli do jesiennego grillowania całej tej przeklętej hell kitchen, która nam już osiem bez mała lat serwuje same nadpsute i odgrzewane ruskie pierogi nadziewane różnymi conchitami wurst porośniętymi sierścią, od czego tylko zgaga i womity w prostym narodzie powstają. Ale czy baba tak postąpi? Czy jadłospis zmieni?
Śmiem wątpić, wszak ona z tych, co to najlepiej- w mniemaniu własnym- wiedzą, co dla ogółu konsumentów najlepsze, ona taka bardziej nowoczesna pani domu, która, sama nic ze smakiem nie potrafiwszy ugotować, innym przypraw też dla smaku dodawać nie pozwala- nie będzie prostactwo pozaukładowe podniebień swoich niewyrobionych darmowym kminkiem rozpieszczać, dla nich tylko sól w rany i pieprz… .enie codzienne z telewizyjnych fast foodów.
Tedy nie trzeba współczuć babie i jej podkuchennym, że im się w garach przypala, bo pojęcia o polskich smakach nie mając żadnego, nawet nie próbowały się ich, zdjęte „jewropejskim” snobizmem, nauczyć, nadal nam uparcie serwując zalatujący „perfumą” kotlet z osła, żaden jej Balceron w menu już nie pomoże, choćby sobie nie wiem jak długie blond- kudły na głowie dla niepoznaki wyhodował- gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, tym bardziej, że kucharki też takie bardziej „zaradne”, dnia nie ma, żeby pełnych toreb do domów nie ciągnęły, a lodówka już pustawa, niedługo już tylko samo światło zostanie, do zgaszenia dla ostatniego uciekającego z kuchni chytrego kuchcika.
Chociaż, jak tych kuchcików znam, to ten ostatni odchodzący jeszcze po drodze żarówkę wykręci, wzorem Ferdka Kiepskiego, co to jeszcze tak niedawno publicznie chwalił się, że będzie głosował na pieczeniarza ze WSI, który, jak przyszło do szykowania menu na następne pięć lat, to 70% nalewkę, którą się w pałacowej kuchni dostojnie raczył, rozwodnił do 17% „berbeluchy”, popijanej nerwowo przez całą ekipę gdzieś na zapleczu sejmowej garkuchni, grzech czyniąc w polskiej kuchni politycznej niewybaczalny.
A i klienci też się jacyś tacy pyskaci porobili, już sanepidem straszą, już nowych mistrzów kuchni, co to bez strachu łamią przepisy, za „wydawką” chcą stawiać, licząc, że i im w końcu trochę tej ciężko wypracowanej okrasy przypadnie, już burczą, że żadne modyfikowanie pijarowsko-genetyczne tym razem kuchtom nie pomorze, bo zapamiętają sobie te upasione facjaty i taki im w październiku „posiew” zrobią, że się żaden Gronkowiec nie uchowa, choćby i waltza na szkiełku kontaktowym w rytm ody do radości odtańczył…Tedy szykować nam trzeba, Kochani, noże i widelce, żeby jesienią wyciąć z naszego jadłospisu te wszystkie nieświeże kawałki, i to wyciąć skutecznie, bo jak nam się nie uda, to później będzie nam się zgnilizną przez kolejne lata odbijać.”

Czytaj więcej na : Rafał Ziemkiewicz: Platforma Hejterów

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. oraz: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.


Z Rafałem Ziemkiewiczem rozmawia Rafał Pazio.

„…Dokonało się zjawisko odwrócenia od Platformy Obywatelskiej przedstawicieli świeżego awansu społecznego, na którym się opierała. Siłą wynoszącą Platformę do władzy była nadzieja na spełnienie rozbudzonych aspiracji życiowych przez ludzi z fali awansu społecznego, która w połowie pierwszej dekady XXI wieku bardzo wezbrała. Kiedy porównamy dane socjologiczne, zobaczymy, że liczba osób, które się wtedy przeniosły do dużych miast ze wsi, jest porównywalna z migracjami wewnętrznymi, jakie pojawiały się w PRL-u. Wtedy awans społeczny władza ludowa uważała za swój oczywisty target, swoje społeczne zaplecze.

Co z tego wynikało?

Mówiono, że to są ludzie, którzy wszystko zawdzięczają socjalizmowi. Siedzieliby gdzieś w chałupie na polepie, a teraz mieszkają w blokach, mają M3 i małego fiata w przedpłatach, dlatego będą za socjalizmem. W którymś momencie się odwrócili i poparli „Solidarność”, chodzili na pielgrzymki papieskie, a w 1989 roku, wbrew wszelkim sondażom, posłali PZPR na emeryturę, a właściwie na śmietnik historii.

Tak będzie z Platformą?

Nie ma tu dokładnej analogii, ale mieliśmy do czynienia z tym samym mechanizmem w ostatnich latach. Platforma Obywatelska wypatrzyła po 2005 roku elektorat, który Prawo i Sprawiedliwość przegapiło. PiS mówił w kółko o rozliczeniu i o tym, że Balcerowicz musi odejść, a Tusk zauważył, że jest nowa siła społeczna, którą tworzą ludzie oczekujący nowego życia – i mówił językiem, którego oczekiwali. Przekonywał o „zielonej wyspie” i mówił, że będzie lepiej. Obietnice zostały zauważone, dano im wiarę – i teraz, po dziesięciu latach, ludzie są, delikatnie mówiąc, wkurzeni, ponieważ okazało się, że te obietnice zostały spełnione w sposób bardzo powierzchowny, pozorny.

Ludzie, którzy poparli Pawła Kukiza?

Największa grupa w elektoracie Pawła Kukiza to ludzie z wykształceniem mieszkający w małych miastach. To najlepiej mówi o sytuacji. Ci ludzie ciężką pracą, często płacąc za to, zdobyli dyplomy w przekonaniu, że otwierają im drogę do znakomitego życia. Okazało się, że dyplomy nie mają wartości. Z nimi czy bez nich mogą pracować w McDonaldzie albo sprzątać toalety czy wyjechać na Zachód i zaczynać wszystko od nowa, tak jakby tych dyplomów nigdy nie było. To właśnie ta siła sprawiła, że w elektoracie poniżej 25 lat Bronisław Komorowski był trzeci albo czwarty. Doszło do załamania, którego Platforma nie przewidziała. (…) Załamało się Platformie przede wszystkim na rzecz Kukiza, który wystąpił jako człowiek nowy, spoza podziału kulturowego, na którym opierała się dychotomia Platformy i PiS-u. (…) Zgadzam się z diagnozą Andrzeja Stankiewicza. Stwierdził, że ludzie którzy głosowali na Kukiza, nie mówiąc o tych, którzy głosowali na Korwina, Brauna, czyli 27 procent elektoratu antysystemowego, nie głosowali na recepty, tylko na diagnozę. (…)

(…) Byłoby mądrze ze strony Pawła Kukiza, gdyby próbował znaleźć jakieś rozwiązanie w postaci rozważnego sojuszu z istniejącymi strukturami antysystemowymi.

Na przykład?

Nawiązać współpracę z Korwinem, KNP, narodowcami, co jest niełatwe. Tutaj ma jednak gwarancję, że oprze strukturę na ludziach, którzy nie przyszli się nachapać i mają sprawne szeregi. Wszystkie organizacje zdołały zebrać podpisy, a w przypadku narodowców i KNP pod kandydatami nikomu nieznanymi. To dowodzi, że są to struktury sprawne, ale nie utworzone z cwaniaczków, którzy idą do koryta. Jeszcze parę miesięcy temu nikomu o zdrowych zmysłach, kto chciałby zrobić karierę, nie przyszło do głowy, że zrobi ją z antysystemowcami. Teraz zacznie się oblężenie ze strony rozmaitych pieczeniarzy, którzy będą garnąć się do Kukiza i obiecywać, że zawsze byli antystystemowi i chcą JOW-ów. Kukiz jest świeży w polityce i pojawia się pytanie, na ile okaże się zdolny. To egzamin, w którym nikt mu nie pomoże. Musi go sam zdać.(…)

(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?

Pawła Kukiza osobiście oceniam jako człowieka bardzo uczciwego i nieprzekupnego. Z doświadczeń współpracy z tygodnikiem „Do Rzeczy” powiedziałbym, że trochę emocjonalnego i skłonnego do podejmowania nieprzemyślanych decyzji pod wpływem jakichś tam emocji w danej chwili. To nie jest dobra kwalifikacja dla polityka. Z drugiej strony jest człowiekiem zdolnym; chyba wie, gdzie wszedł; zadeklarował, że jest zdecydowany, więc może się polityki nauczy. Ja mniej więcej wiem, jacy ludzie byli z nim na początku. To akurat nie wróży najlepiej. Ci ludzie pochodzą z kręgu Grzegorza Schetyny i Rafała Dutkiewicza, ale od czegoś trzeba zacząć. Nie jestem jednak w stanie przewidzieć, co się teraz stanie. Być może Paweł Kukiz zbuduje jakąś nową siłę, która dużo zwojuje, a być może skończy jak Stan Tymiński. Trudno w tej chwili przewidzieć.”

całość tu: Kukiz wykazał się polityczną mądrością. Od PO odwrócili się przedstawiciele świeżego awansu społecznego RAFAL ZIEMKIEWICZ

…No właśnie! Ludzie nie głosowali za Kukizem dlatego że ma dobry program naprawy RP, ale dlatego że są „wkurzeni” i skojarzyli go jako osobę która głośno krzyczy że też jest wkurzona i że „chce obalić system”. A przecież takich co chcą tego co Kukiz, a na dodatek mają od lat dość konkretny program na zmiany (którego Kukiz nie ma) któremu są wierni dłużej niż trwała kariera muzyczna Pana Kukiza (i nie mają na sumieniu konszachtów z PO) w Polsce nie brakuje. Więc czemu akurat Kukiz cieszy się tak wielką sympatią skoro ani nie jest pierwszy ani oryginalny a i za uszami trochę ma? Polecam ciekawą lekturę… (Odys)

„(…)W 2014 roku egzystencjalnie przyciśnięty artysta robi na dwóch frontach, angażuje się w przeróżne, całkowicie sprzeczne ideologicznie projekty polityczne, najpierw przykleja się do Piotra Dudy i Solidarności, potem flirtuje z Ruchem Narodowym i KNP, po drodze są jeszcze chłopi z Samoobrony i zmieleni.pl. Drugi front to działalność muzyczna, bezwzględnie podporządkowana polityce. Powstaje płyta „Zakazane piosenki”, a w niej komentarze do bieżącej sytuacji politycznej, krytyka Michnika, dialogi z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Żaden kawałek nie staje się przebojem, ale śpiewak nie jest sam, zyskuje sympatię radykalnego skrzydła prawicy i na tej nucie będą też grać podrzędni aktywiści Ruchu Kukiza.

Po konflikcie z Piotrem Dudą, Kukiz rzuca wszystkie majdany i wiece związkowe, by związać się z dolnośląskimi baronami samorządowymi, wiecznymi działaczami „bezpartyjnymi”, którzy od 15 lat zaliczają kolejne komitety. Od tego miejsca zaczyna się kariera jeszcze nie istniejącego Ruchu Kukiza i samego marionetkowego przywódcy starej kliki. Rzutem na taśmie pod koniec sierpnia 2014 roku, na dwa miesiące przed wyborami samorządowymi, powstaje KW Bezpartyjni Samorządowcy. Bezpartyjność i „ruchowość społeczna” to są znaki firmowe tego towarzystwa, które od zawsze posiadało legitymacje kilku partii, a spora część od lat 90-tych żyje z kasy podatnika. Bezpartyjni Samorządowcy wywodzą się z byłego Komitetu Rafała Dutkiewicza, który opuścili po tym jak Dutkiewicz postanowił pójść na wybory razem z PO. Członkowie założyciele KW Bezpartyjni Samorządowcy to: Robert Raczyński, prezydent Lubina, Piotr Roman, prezydent Bolesławca i Patryk Wild, dolnośląski radny wojewódzki. Paweł Kukiz, jak na lokalnego działacza JOW przystało, rezygnuje z zameldowania na Opolszczyźnie, gdzie mieszka od 52 lat i zostaje Wrocławianinem. Trafia na 14 miejsce listy KW Bezpartyjni Samorządowcy i zostaje radnym. Proszę zapamiętać ten model JOW w pigułce, bo to jest właśnie projekt macherów stojących za Kukizem. Za kasę lokalnych klik urządzonych w miejskich spółkach wystawia się artystę spadochroniarza, którego gawiedź zna z TV, potem melduje w wybranym mieście i tak się „walczy z systemem” przejmując okręg po okręgu. Z całego KW Bezpartyjni Samorządowcy do dolnośląskiego sejmiku wojewódzkiego trafia 4 radnych: Patryk Wild, Aldona Wiktorska-Święcka, Paweł Kukiz, Tymoteusz Myrda. Dodatkowo ponownie prezydentami zostają Robert Raczyński w Lubinie i Piotr Roman w Bolesławcu.

Czas przedstawić całe towarzystwo, które ponoć nie ma nic wspólnego z 25 latami przy korycie, te „nowe twarze”, tę młodość nie uwikłaną w partyjniactwo i przede wszystkim tych samodzielnych, co to ich wódz nie wybiera. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że ktoś musiał za to zapłacić i na tym zarobić. Zacznijmy zatem od wybranych sponsorów KW Bezpartyjni Samorządowcy, którzy na początek zrobili z Kukiza radnego i proponuje zwrócić uwagę na bardzo charakterystyczne prawidłowości publiczno-rodzinno-biznesowe (…)

(…) Cały ten projekt cuchnie na hektary i kilometry prymitywnym biznesem politycznym firmowanym przez lokalne kliki i cwaniaków partyjnych praktykujących przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Całkowitą groteską jest formuła JOW w wykonaniu radnego Kukiza, spadochroniarz z Opola, bankrutująca gwiazdeczka rockowa, opłacona z publicznej kasy, którą taczkami wywożą nepotyczne koterie. (…) Czemu to wszystko ma służyć? Główny macher Raczyński nawet nie ukrywa, że to jego trzecia, czy czwarta próba przejęcia biznesu w całej Polsce. Na nazwisku Dutkiewicz się przejechał, dlatego nazwiskiem Kukiz w wyborach prezydenckich przygotował sobie grunt pod:

Chcemy wejść do Sejmu jako ruch obywatelski. Przeprowadzić reformę ordynacji wyborczej i doprowadzić do rozwiązania parlamentu. Tak, by nowe wybory mogły odbyć się już według ordynacji większościowej, w jednomandatowych okręgach wyborczych

Raczyński przetrenował JOW-y na Dolnym Śląsku z oszałamiającym skutkiem i doskonale wie, co się sprawdza, a sprawdzają się stare jak świat metody opakowane w ładne „bezpartyjne i obywatelskie” hasełko(…)”

polecam lekturę całości tu: Zacznijcie się śmiać z „antysystemowego” Kukiza, bo za chwilę będziecie płakać! podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Jak ponurą prawdę (i samospełniającą się przepowiednię że znowu jesteśmy robieni w bambuko) należy przypomnieć i odpowiedzieć twierdząco na pytanie Pana Pazio: „(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?”… ZAWSZE ktoś stoi a my często nie widzimy nawet jak się nam podsuwa pod nos oczywiste fakty i logiczną ich konstatację. Tymczasem…

…Wybory zawsze się wygrywa na populizmie „buntu” obywateli przeciw aktualnej władzy, i każda opcja polityczna (łącznie z samą władzą) będzie zainteresowana zagospodarowaniem go dla siebie. Inaczej jednak podchodzi się do buntu niesprecyzowanego w swoich deklaracjach, a inaczej do buntu który wie czego chce poza samym „obalaniem”. Nieukształtowany w zasadniczych sprawach bunt jest nie do pogardzenia dla cynicznych politycznych wyjadaczy. Oni doskonale wiedzą jak przemawiać do takiego tłumu, żeby myślał że uczestniczy w czymś wyjątkowym, i że mu się opłaci. Grupa ludzi kierująca się emocjami to łakomy kąsek do przygotowania „właściwej alternatywy”, która odpowiednio karmiona i prowadzona posłuży wbrew wiedzy i woli samych zaangażowanych do utrwalenia starych zasad.

Bunt dla buntu nie jest wartością na której można by było wybudować lepszy świat. Burzymy stare, ale co dalej? Zdroworozsądkowe podejście do zmian to niestety przywilej nielicznych. I właśnie w tym cały problem. Nie wystarczy pozbyć się samych „elit” („układu”, „sitwy”, „złodziei” itd.) tj. ludzi. Jeśli podstawy prawne systemu prawno-gospodarczego nie ulegną zmianie, to niezależnie od tego ile nowych twarzy pojawi się w przyszłym sejmie to i tak „wszystko zostanie po staremu”.

Kiepskim argumentem dla odsunięcia od władzy tego czy innego polityka są jego wybryki „obyczajowe” czy brak ogłady (wchodzenie na krzesło i innego rodzaju „obciach”) bo to w sumie wstyd dla takiej osoby, z drugiej zaś strony nie można się nabierać na gładką gadkę i obietnice zupełnie bez pokrycia (mało tego że bez pokrycia to tak naprawdę skrajnie szkodliwe dla portfeli wyborców – no bo kto za te wszystkie obietnice zapłaci jak nie sam obywatel 🙂 ). Jest to sytuacja patologiczna i mało obiecująca (a wręcz niepokojąca) jeśli elektorat sugeruje się tylko i wyłącznie wizerunkiem medialnym kandydata czy formacji politycznej. Nie zapominajmy też o tym, że podział na „my – oni” też jest poniekąd sztuczny. Bo skoro ci „oni” zostali wybrani z wolnej woli przez tych „my” to w zasadzie żadnego podziału nie ma, bo „oni” to właśnie „my”. Owszem coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę że „oni” ich oszukali, ale pozostaje pytanie czy i jakich starań szanowny elektorat dołożył żeby nie dać się nabrać (zwłaszcza że nie wszyscy się nabrali a część lojalnie ostrzegała czym się skończy wybór socjalistów do władzy). A zatem jeśli zamiast na receptę ludzie znowu zagłosują na diagnozę to żadnych zmian nie należy się spodziewać. Nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć że jest źle, to sobie każdy za przeproszeniem głupi wykoncypuje – trzeba wiedzieć co jest tego przyczyną i jak ją wyeliminować.

Szyba o której traktuje podlinkowany na samym dole wpisu artykuł, to właśnie taka diagnoza i do tego moim zdaniem niekompletna. Receptą jest natomiast odzyskanie wpływu nad tym co jako naród wypracowujemy a „ktoś” inny wydaje. Problemem jest więc etatyzm i socjalistyczny model „gospodarki rynkowej”, które to mechanizmy skutecznie ugruntowały władztwo „elit” politycznych nad grubymi pieniędzmi. Więc nie zmieni (nie poprawi) sytuacji wygrana w kolejnych wyborach partii „buntu”, jeśli owa partia będzie miała dokładnie TEN SAM pomysł na państwo jak obecny etatystyczny „układ”. W takim wypadku szyba pozostanie na swoim miejscu nawet nie draśnięta (tak jak to się dzieje od 25 lat w „wolnej Polsce”). (Odys)… Tymczasem klucz jaki powinniśmy zastosować przy tego rodzaju wyborach jest prosty…

„…zmiana powinna polegać przede wszystkim na odblokowaniu narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych wadliwy ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego. Polega on na tym, że o dostępie do rynku i możliwości działania na nim, decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem, czyli nasi okupanci. W rezultacie wszyscy, którzy do sitwy nie należą, muszą być i są wyrzucani poza główny nurt życia gospodarczego gdzieś na margines. Wskutek tego narodowy potencjał ekonomiczny wykorzystywany jest w niewielkim stopniu, ze szkodą dla narodu i państwa. Jeśli zatem chcemy tę złą sytuację odwrócić, to musimy narodowy potencjał ekonomiczny odblokować.

Jak to zrobić? Wskazówką może być przypomnienie, w jaki sposób do zablokowania narodowego potencjału ekonomicznego doszło. Otóż w drugiej połowie lat 80-tych, kiedy sławny drugi etap reformy gospodarczej skończył się takim samym fiaskiem, jak pierwszy, doniesiono generałowi Jaruzelskiemu, że jest taki Mieczysław Wilczek, który ma jakiś pomysł na rozruszanie gospodarki. Generał Jaruzelski nie chciał słuchać o żadnych szczegółach tego pomysłu, tylko postawił warunek, żeby nie było tam nic przeciwko socjalizmowi. Tak w każdym razie opowiadał o tym sam Mieczysław Wilczek. Toteż bez użycia słowa „socjalizm” rozmontował on ustrój socjalistyczny w gospodarce. Uczynił to przy pomocy ustawy o działalności gospodarczej, w której najważniejszy zapis głosił, że prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu oraz, że podmiot gospodarczy może dokonywać działań, które nie są zabronione przez prawo. Nietrudno się domyślić, że ta ustawa wychodziła naprzeciw potrzebom uwłaszczonej nomenklatury.

Za pierwszej komuny nomenklaturą ciągnęła zyski z tego, że każdą działalność gospodarczą drobiazgowo kontrolowała. Kiedy jednak sama się uwłaszczyła, żadnych kontrolerów nad sobą mieć już nie chciała. Mieczysław Wilczek wykorzystał to, by przywrócić swobodę gospodarczą nie tylko nomenklaturze, ale każdemu i na tym właśnie polegało rozmontowanie socjalizmu bez użycia tego słowa. Koncesje obowiązywały tylko w 11 przypadkach, których wspólnym mianownikiem było albo ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (produkcja i obrót materiałami wybuchowymi i amunicją, czy wytwarzanie i obrót truciznami), albo bezpieczeństwa państwa (usługi detektywistyczne). W ten sposób odblokowany został narodowy potencjał ekonomiczny, z czego natychmiast skorzystały setki tysięcy, a może nawet miliony ludzi. Polska zmieniła się w jeden wielki bazar – ale bo też handel jest najprostszym sposobem akumulacji kapitału…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Jak naprawić zegarek? Felieton • Radio Maryja • 4 czerwca 2015

…więc jeśli „elektorat buntu” chce żeby się cokolwiek zmieniło tak w gospodarce jak i na polskiej scenie politycznej, to musi zmusić się do wysiłku intelektualnego żeby nie dać się po raz kolejny wpuścić w niewolnicze maliny socjalistycznego populizmu. Zamiast sugerować się głośnym „buntem” (o którym bez przerwy nadają wszystkie reżimowe media przymilając się owemu elektoratowi i sugerując tym samym w sposób zawoalowany alternatywę po nieboszczce partii) powinni kierować się programem formacji na którą zamierzają głosować, który powinien być wolnościowy zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. Wyborcy powinni też dołożyć ze swojej strony należytych starań by poznać historię działalności i kadrę danej formacji. Powinni też znać ideę (i implikacje z niej wynikające) na jakiej dana formacja planuje odbudowę kraju. Bez tej pracy cały bunt jest zwykłą parą w gwizdek, i kończy się zazwyczaj zamianą siekierki na kijek… (Odys)

………………………………………………………

Z Grzegorzem Braunem rozmawia Rafał Pazio:

„…Decyzja o formie startu powinna zapaść w czerwcu. Czy kandydaci, którzy tworzyli komitety antysystemowe, mogą iść razem do wyborów parlamentarnych?

Myślę, że sytuacja jest pod pewnymi względami sprzyjająca. Dla co najmniej kilku kandydatów i stojących za nimi formacji margines czy pole do dyskusji programowej, czy istotnego sporu jest tak zminimalizowane, jak jeszcze nigdy w historii III RP. Między programami tych z nas, którzy wystąpili jako polscy państwowcy, a nie eurofederaści, którzy wystąpili jako wolnościowcy, a nie pobożni czy bezbożni socjaliści, nie byłoby sporu co do pryncypiów ustrojowych. Jeśli tej sytuacji nie wykorzystamy, to tym większa będzie nasza odpowiedzialność, ba! – wina wobec historii i naszych rodaków.

Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że kandydaci i ich pryncypia ustrojowe to jedno, ale politbiura i ich pryncypia organizacyjne to drugie. Rachuby partyjne już nieraz przeważały nad wydawałoby się oczywistym dobrem, jakim byłoby synergizowanie wysiłków. Przy czym jak zwykle godzina prawdy wybiłaby w momencie decydowania o personaliach we wspólnym komitecie wyborczym, ze szczególnym uwzględnieniem decyzji o tym, kto byłby tego komitetu pełnomocnikiem – i, co już całkiem trywialne, w momencie ostatecznego dzielenia skóry na niedźwiedziu, to jest układania list wyborczych. Wtedy okazałoby się, czy uczestniczymy w kolejnym „konwencie św. Katarzyny”, czy też rzeczywiście nauczeni doświadczeniem jesteśmy w stanie zdobyć się na poważny ruch, na politykę – w odróżnieniu od polityczki.

Ma Pan wrażenie, że Paweł Kukiz otwarty jest na wspólny projekt?

Nie mam zielonego pojęcia, czy i na co mój Szanowny Kontrkandydat okaże się otwarty. Nie chcę psuć w tej chwili jakichkolwiek konstruktywnych prac, dobrych zamiarów nie chcę sabotować. Skoro jest okazja, nie mogę szczerze nie powiedzieć, że akurat jeśli idzie o ten obóz, ruch stojący za tym kandydatem; tu najmniejsze zastosowanie ma diagnoza, którą wyżej postawiłem, o bliskości programowej. Może to jest i bardzo dobrą wiadomością, ale stosunkowo niewiele wiadomo o programie tej formacji. Zachodzi obawa, że jest to formacja w dużej mierze amorficzna programowo i być może właśnie dlatego system – co mówię z szacunkiem i podziwem dla wyniku wyborczego samego Kandydata – ewidentnie udzielił jej wsparcia. Niewątpliwie na ostatniej prostej kampanii wyborczej system postawił na tę formację. Zrobił to być może dlatego, że jest to formacja, którą będzie można napełnić rozmaitą treścią, zależnie od okoliczności. Moment wielkiej szczerości systemu to był moment, w którym jako sympatycy kandydatury pana Pawła Kukiza zadeklarowali się z jednej strony pan „Kupa” Wojewódzki, a z drugiej pan Grzegorz „Zniszczę Cię” Schetyna. Bardzo wyraźnie podkreślam całą sympatię dla samego pana Pawła Kukiza, ale cała ta sytuacja i sukces wyborczy w sposób modelowy uzupełnia, idealnie wręcz pasuje do mojej hipotezy badawczej „układu wrocławskiego”.

To, że akurat Dolny Śląsk, kombinat miedziowy, zaplecze Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia, okazały się tak życzliwym matecznikiem dla sukcesu pana Pawła Kukiza, traktuję jako poważne zagrożenie dla jego politycznej suwerenności. Bardzo jestem ciekaw, jak się sytuacja rozwinie. Widzimy już, że ta suwerenność nie jest wykluczona. Traktuję jako bardzo dobry prognostyk to, że za niezachowanie życzliwej neutralności wobec prezydenta-rezydenta Komorowskiego pan Paweł Kukiz został natychmiast skarcony radykalną obniżką notowań w najnowszym sondażu. Traktuję to jako sygnał ostrzegawczy wobec niego i mam nadzieję, że biorąc pod uwagę te okoliczności, pan Paweł Kukiz postawi na autentyczną niezależność i nie będzie niewolnikiem tych sondaży.

Do kiedy powinna zapaść decyzja o tym, jak startować w jesiennych wyborach?

Powiem o sobie. Zaangażowania w prawdziwie szeroki, nowy dla polityki postokrągłostowej front państwowców, wolnościowców i katolików nigdy bym nie wykluczał. Wspólną platformę jest łatwo określić. Dla mnie to byłyby, zgodnie z moim programem, gwarancje dla życia ludzkiego, dla własności Polaków i gwarancje neutralności w wojnie państwa polskiego. Do tych punktów sprowadza się cała reszta. Nie wykluczam tego zaangażowania. Natomiast trudno mi wyobrazić sobie to zaangażowanie przez mój akces do jakiejkolwiek już istniejącej partyjnej formacji. Z drugiej strony wykluczam działanie polityczne, które miałoby sprowadzać się do polityki samej. Wykluczam udział w akcji wyborczej bez jednoczesnego zaangażowania w pracę organiczną. Stąd moja inicjatywa „BUDZENIA ŚPIĄCYCH RYCERZY” (patrz: http://www.pobudka.org). Mam nadzieję, że owoce tej akcji będą miały dłuższy termin ważności niż jakiekolwiek działania, których horyzont zakreślają jesienne wybory…”

całość tu: Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii GRZEGORZ BRAUN

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

Demokracja, kukła, wilk, owce

Zapisz.org

glasswall

Prof. Marek A. Cichocki w opublikowanym na internetowych łamach „Teologii Politycznej” tekście pt. „Kategoria” trafnie diagnozuje stan umysłów wielu młodych ludzi w Polsce, szukając m.in. w nich jednej z przyczyn nadspodziewanego sukcesu Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. „Dzisiaj dla wielu młodych ludzi w Polsce apologia reaktywności i zachowania status quo za wszelką cenę jako najwyższego dobra najwyraźniej nie wystarcza” – pisze prof. Cichocki. „Mają większe aspiracje, a groźbę powrotu do władzy PiSu traktują jako niepoważny szantaż, który ma utrzymać ich w bezruchu. Znają świat, mają własne doświadczenia i wiedzą również, że jeśli dzisiaj nie będziemy budować w Polsce własnych mechanizmów rozwoju, ich przyszłość będzie niewesoła. Chcieliby mieć w Polsce swoje miejsce, móc realizować nie tylko bieżące materialne cele, ale sprawdzać nabytą wiedzę, zdolności i pomysły w poczuciu, że przyczyniają się w ten sposób także do jakiś ogólnych celów. Potrzebują poczucia przydatności i sensu. Chcieliby więc wiedzieć w jaką…

View original post 1 182 słowa więcej

Do Polski Racjonalnej: Zatrzymajmy ich bieg! „Majestat” prezydenta idzie na całość – za duży na debatę, w sam raz na wojewódzką żenadę. Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 466.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„BIEGLI PO WŁADZĘ PEWNIE I RADOŚNIE,
W ICH RĘKACH DRŻAŁY FLAGI I BALONY,
skrzydła flankował wyjący muchołap,
drogę torował CBOS przekupiony.

Okrzyki „vivat” i „niech żyje władza”
wznosili wespół najemni pismacy,
przestając tylko by wziąć nowy medal
za ćwierć już wieku przymilnej współpracy.

Biegli ze swadą po głowach Narodu,
kopiąc i depcząc kark jego schylony,
niepomni krzyków, niepomni protestów,
kulami łamiąc prawo do obrony.

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

Oślepli siłą, zaczadzeni władzą,
pewni zwycięstwa, „bo ważne, kto liczy”,
wszelkie wahania pacyfikowali,
strasząc czołgami zauralskiej dziczy.

Precz przeganiali, pchając na margines,
młodych co dość już mieli nepotyzmu,
wujaszków, ciotek, Mirów, Krzychów, Zdzichów,
raka wrosłego w serce organizmu.

Machali pięścią, zaklejali usta,
do „psychiatryka” zamykali wrogów,
ze zdrajców kraju za srebro kupionych,
ze łzami w oczach robili półbogów.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Lecz w dzikim pędzie po „zielonej wyspie”
i jej kredytem podlewanej trawie,
czujność stracili- nie patrząc pod nogi,
z impetem wpadli na ukryte grabie.

I w łeb dostali, prosto między oczy,
w ryje opasłe i mordy zhardziałe,
i huk się poniósł, huk niespodziewany,
nad zadziwionym i zdębiałym krajem.

I przystanęli z minami głupimi,
i przystanęli ze strachem w odbytach,
w biegu, w pół kroku, niczym wbici w ścianę,
nie mogąc myśleć, nie mogąc oddychać.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I zgroza dzika padła na złodziejów
trupią bladością pokrywając pyski,
bo zrozumieli, że ci pogardzani
już im sprzed ryjów wyciągają miski.

I kwik się wściekły poniósł po gazetach,
już z telepudeł leją się pomyje,
bo ci deptani wreszcie zrozumieli,
że nie każdemu się tu lepiej żyje.

Już im nie wierzą, już ich nie słuchają,
już za nic mają ich „prawdy” fałszywe,
które na siłę im w dusze wciskają
ci, którzy mają sumienia parszywe.

Już ich nie kupią „wiekiem szczerozłotym”,
co się milionom okazał tombakiem,
już ich nie zmamią kłamstwem obelżywym,
że wstyd na świecie nazwać się POLAKIEM.

Źródło: wojtek-art.pl

Źródło: wojtek-art.pl

Lecz wycie rośnie, rośnie złości fala,
już się zastępy roją pomagierów,
już wyciągają z drugiego szeregu
nowe kohorty kupionych klakierów.

Gwiazdy przybladłe i upadłe mity,
autorytety z niesławnej przeszłości,
z pianą na ustach i wściekłością w oczach
przed kamerami bredzą o „jedności”.

I chcą zakrzyczeć, licząc na niepamięć,
i chcą zagadać, licząc na głupotę,
nie wierząc jeszcze, że tu WSTAJE NARÓD,
ciągle się łudząc, że mamią hołotę.

I grzech śmiertelny razem popełniają,
grzech, co im będzie obciążać sumienia,
bo się szykuje za ich zdradę kara,
kara surowa- KARA ROZLICZENIA.

LECZ TRZEBA JESZCZE RAZ ZEBRAĆ SIĘ RAZEM, RAZ JESZCZE POWSTAĆ, RAZ JESZCZE WYSILIĆ, BY NIE UCIEKLI, BY SIĘ NIE WYŁGALI, BY SIĘ OD KARY ZNÓW NIE UCHYLILI. I ICH OBALIĆ, STRĄCIĆ Z PIEDESTAŁU, KARTĄ I PIÓREM, WYBORCZYM KRZYŻYKIEM, BO JEŚLI TEGO JUTRO ZANIECHAMY, TO SIĘ POJUTRZE ZNÓW OBUDZIM- NIKIM….”

Napisał(a): RF1 – Wczoraj, 19 maja

……………………………………………………

Tymczasem…

Po publicznych kłamstwach Komorowskiego (na żywo w telewizji publicznej w trakcie tzw. „debaty”) w sprawie rzekomego „blokowania etatu” przez Dudę na jednej z uczelni, dzień później w programie „funkcjonariusza” Lisa niejaki Karolak (mocno zaangażowany w kampanię frustrat) posłużył się innym kłamstwem, by zaatakować personalnie córkę Pana Dudy… Oto standardy „sztabu wyborczego” środowiska mieniącego się „racjonalnym” i budującym na „zgodzie” majestat prezydenta, o czym (jak i o innych chłiiiitach kampanijnych) Rafał Ziemkiewicz w ramach „Odliczania Wyborczego”:

„Nie wytrzymałem wizyty Bronisława Komorowskiego w programie „Głupi i głupsi”, zwanym popularnie „Kuba Wojewódzki show”. Sorry, żenua powinna mieć jakieś granice, a skoro ich nie ma – to ma granice moja wrażliwość. Nie mogłem zapomnieć, że ten człowiek, cokolwiek się teraz o nim w kampanii wyborczej dzień po dniu okazuje, dźwiga na sobie majestat głowy państwa. Ten majestat, jak sugerował, nie pozwalał mu się pospolitować w debacie z dziesięcioma kontrkandydatami do urzędu, mimo że za każdym z nim, nawet tymi szerzej nieznanymi i przez wielu lekceważonymi, stało co najmniej sto tysięcy obywateli, a często więcej.

Teraz majestat usadził się jako spoko kolo u zawodowego pajaca i półgołej wodzianki (którą pono można rozebrać na swoim smarciaku, jeśli się zapłaci za specjalną aplikację) i dowcipkując o wypchanej kaczce obiecał młodzieży legalizację marihuany. A pajac udający małolata zaagitował, elo, ziomale, ja też chrzanię politykę, jak wy, i polityków wszystkich jak leci, ale głosujcie, kwa-fa, na Brąka, bo nie jest z PiS, a ja go, kwa-fa, dopilnuję, i siemka.

Nisko, kwa-fa, tak zwane elity oceniają młode pokolenie.

Żałowałem tylko jednego, że jego bronisławowski majestat nie poszedł krok dalej i nie przyprowadził swojej małżonki, żeby to ona w przyjętym w programie stroju podawała wodę. Wiem, to już półka „special interest”, ale skoro majestat idzie na całość, to na całość. 

Prezydent naprawdę idzie na całość. Po miesiącu jechania przez cały agit-prop po Dudzie, według strychulca: „Nieodpowiedzialne obietnice obniżenia wieku emerytalnego”! „Skąd on chce na to wziąć”!, po setkach tłitów i wywiadów Balcerowicza i Petru, PBK nawiedził związkowców z OPZZ i obiecał, że tak jak zawsze był za JOW, tak też zawsze był za obniżeniem wieku emerytalnego.(…)

(…)Rozpaczliwe obiecywanie wszystkiego i podlizywanie się własnym wyobrażeniom o elektoracie Kukiza i lewicy to jedna linia tej kampanii. Druga to straszenie „państwem wyznaniowym” PiS. A trzecia, chyba najważniejsza – szerzej opisywana wczoraj medialna gangsterka.

Włodarze telewizji też poszli na całość i z bezczelnością zupełnie już białoruską odwołali czwartkowy program Pospieszalskiego – ostatnie „okienko” opozycji w jednolitej medialnej tresurze. Powody – oczywiste.

Po pierwsze, miał być Kukiz, który po ostatnich brudnych zagraniach władzy zakipiał i ogłosił na fejsbuku, że to, co rządzący wyrabiają, „to już jest wojna” – można się spodziewać, że na pewno nie zaapelowałby do swoich antysystemowych wyborców o głosowanie na urzędującego prezydenta. Po drugie: miała być nagrana przez kelnerów taśma Bieńkowskiej z Wojtunikiem. Taśma jak nic innego pokazująca, do jakiego stopnia zdegenerowana, prymitywna i cyniczna jest po ośmiu latach rządów absolutnych ta władza, którą uosabia, i której daje ochronny parasol Komorowski.

Cynicznej i chamskiej akcji Lisa (kłamliwy atak personalny na córkę Pana Andrzeja Dudy) – głupio tłumaczącego się, że „podłożyli mu kartkę współpracownicy” (zakład, że gdyby współpracownicy podłożyli mu kartkę „Bronisław Komorowski osłaniał dopuszczających się nielegalnych, przestępczych działań byłych agentów WSI skupionych wokół fundacji Pro Civili”, to Lis by tak skwapliwie tej kartki nie przeczytał?) broni zarząd TVP w taki sposób, że nieuniknione przeprosiny połączył z przeprosinami za Pospieszalskiego. Za to, że Pospieszalski właśnie o związkach prezydenta z WSI ośmielił się mówić, zresztą w czwartek, i wcześniej nikt żadnych przeprosin od niego nie żądał. I za karę za kłamstwo Lisa zdjęto z anteny Kukiza. Jeśli ktoś nie widzi w tym logiki, to widocznie za długo mieszkał w Irlandii. 

A sam Lis obłudnie zaczaił się na Andrzeja Dudę, by go przeprosić („Kto to jest dziennikarz? Człowiek, który prywatnie przeprasza nas za oszczerstwa, które rozpowszechnił w setkach tysięcy egzemplarzy” – to bodajże Mark Twain)…” 

całość tu: fakty.interia.pl

podobne: O „Lisie łańcuchowym” i innych „hienach” oraz: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”. a także: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. polecam również: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. i jeszcze: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”. oraz: „Do 12 mediów – tajemniczy wieszcz anonim” Part II (spektrum patologii gospodarczo społecznej państwa polskiego)

Na koniec Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 466: Debata z Kukizem

Zapisz.org

Racjonalna moja Polsko,
jak Cię głowa Twa nazwała,
czemu znowu, moja Polsko,
tak się dajesz robić w wała?

Czemu znów się dajesz zwabić
Na lep pustych słów, tak słodkich,
czy nie widzisz, że ktoś robi
Z Was idiotów i idiotki?

W tych obietnic rewolucję
nie wierz, zwłaszcza – o, horrendum!
W tydzień zmienić konstytucję
I ogłosić referendum?

Czy naprawdę, moja Polsko
chcesz, by głową ten, kto chrapie
w Sejmie Twoją był, i bredzi
u pajaca na kanapie?

Kiedy znów przestaniesz wierzyć
W polityczną brać aktorską?
Nie daj znowu się oszukać
Racjonalna moja Polsko.

View original post