Ruch JOW rozpoczyna kampanię na rzecz referendum. JOW-y nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie. Kieżun: gigantomania chorobą samorządów.


1. Ruch JOW rozpoczyna kampanię na rzecz referendum. Debata – JOW-y nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie

PAP – Kraj, 8 Cze 2015, 20:23, Wrocław (PAP) – Uświadomienie jak ważne będzie opowiedzenie się w referendum za jednomandatowymi okręgami wyborczymi – to główny cel zwolenników i współpracowników Pawła Kukiza. Przez najbliższe tygodnie będą zachęcać do udziału we wrześniowym referendum. 27 czerwca odbędzie się konwencja programowa ruchu.

W referendum, które odbędzie się 6 września, Polacy odpowiedzą na trzy pytania, dotyczące wprowadzenia JOW-ów w wyborach do Sejmu, likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz ustanowienia zasady rozstrzygania przez urzędy skarbowe wątpliwości na rzecz podatnika.

Patryk Hałaczkiewicz, szef sztabu wyborczego Pawła Kukiza w walce o prezydenturę, powiedział PAP, że w najbliższych tygodniach głównym celem jego zwolenników i współpracowników będzie uświadomienie wyborcom, jak istotne będzie referendum na rzecz JOW. „Będziemy w różny sposób przekonywać do głosowania, ale również i do zaangażowania się w propagowanie tej idei. Ruszyła nasza kolejna strona internetowa, lecz stawiamy również na bezpośrednie spotkania z mieszkańcami. Będą też ulotki i pojawimy się również w mediach” – podkreślił Hałaczkiewicz.

Jak zaznaczył, kampania referendalna to okres „gdy wszystkie ręce zostaną rzucone na pokład”. „Na układanie list do wyborów parlamentarnych mamy jeszcze sporo czasu, dlatego teraz koncentrujemy się na ruchu na rzecz JOW” – dodał Hałaczkiewicz. Jego zdaniem, ruch na rzecz JOW może spowodować wystarczającą frekwencję, by wrześniowe referendum było ważne i wiążące.

Pytany przez PAP, czy zwolennicy referendum i JOW nie obawiają się, że może się ono okazać niekonstytucyjne, Hałaczkiewicz wykluczył taki scenariusz. „Nie wyobrażamy sobie, by np. prezydent elekt Andrzej Duda, który w kampanii prezydenckiej często mówił, że chce słuchać głosu Polaków i wskazywał m.in. na instytucję referendum, teraz miałby negować jego potrzebę, czy twierdzić, że jest ono niezgodne z konstytucją” – mówił Hałaczkiewicz.

Hałaczkiewicz, który w poniedziałek wieczorem w Warszawie wziął udział w debacie „Dokąd zmierza Trzecia Siła” zapowiedział, że 27 czerwca w Lubinie odbędzie się konwencja programowa ruchu związanego z Pawłem Kukizem. Jak dodał, na konwencji zostaną przedstawione najważniejsze tezy programowe ruchu. Prezydent Lubina Robert Raczyński zapewnił, że program nie będzie miał 100 stron i że będzie go można przeczytać w 15 minut.

Wśród tez programowych są – według liderów ruchu – m.in.: wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, walka z biurokracją, w tym likwidacja 1,5 tysiąca „zbędnych” urzędów i agend, likwidacja finansowania partii z budżetu, walka z „niechlujnym prawem”, reorganizacja systemu sądownictwa, zniesienie wszystkich przywilejów emerytalnych oraz wprowadzenie emerytur obywatelskich.

Liderzy ruchu przekonywali, że Polska potrzebuje radykalnej zmiany, ponieważ politycy nie identyfikują się z wyborcami, ani ze swoim regionem. „System wyborczy w Polsce jest fikcyjny, tworzy klany polityczne” – stwierdził Hałaczkiewicz. „Chcemy przełamać niemoc w Polsce” – dodał Raczyński. Ich zdaniem, ponad połowę Polaków nie interesuje kwestia aborcji, czy dostępności in vitro. „Polska ma znacznie ważniejsze problemy” – ocenił Hałaczkiewicz. Zadeklarował też, że ruch Kukiza nie będzie zamykał się na lewicę.

Radny sejmiku dolnośląskiego i bliski współpracownik Kukiza Tymoteusz Myrda ocenił w rozmowie z PAP, że najbliższe tygodnie mogą się okazać kluczowe dla ustroju RP. „My na pewno nie będziemy stali z boku w tym okresie, a dyskusje o konstytucyjności referendum na rzecz JOW, czy np. bojkot tego plebiscytu zostawiamy tym partiom i ugrupowaniom politycznym, którym nie zależy na zmianie w Polsce” – podkreślił Myrda.

Prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział zwrócenie się z wnioskiem ws. referendum w poniedziałek 11 maja, dzień po pierwszej turze wyborów prezydenckich, w której minimalnie przegrał z kandydatem PiS Andrzejem Dudą.

Komorowski uzasadniał złożenie wniosku tym, że ponad 20-proc. poparcie dla Pawła Kukiza – który za jeden ze sztandarowych postulatów ma wprowadzenie JOW-ów – to ważny sygnał mówiący „o oczekiwaniu liczącej się części opinii publicznej na zmiany dotyczące relacji między obywatelem a państwem i wzmocnienia mechanizmów, które pozwalają obywatelom wpływać bezpośrednio na bieg spraw w Polsce”.

21 maja Senat wyraził zgodę na zarządzenie przez prezydenta Komorowskiego referendum ogólnokrajowego.

Zgodnie z art. 125 konstytucji, wynik referendum ogólnokrajowego jest wiążący jeżeli wzięło w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania.

Na mocy obowiązywania obecnej ustawy zasadniczej w Polsce przeprowadzono do tej pory tylko jedno referendum, dotyczące przystąpienia do Unii Europejskiej. Zagłosowało w nim 58,85 proc. uprawnionych, z czego 77,45 proc. powiedziało „tak” akcesji Polski do UE. (PAP)

ros/ mrr/mok/

…Tymczasem praktyka dotycząca JOWów jasno pokazuje co za tą „zmianą” idzie…

PAP – Kraj, 26 Maj 2015, 18:59, Warszawa (PAP) – Jednomandatowe okręgi wyborcze deformują wynik wyborczy, nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie – uważają uczestnicy wtorkowej debaty na Uniwersytecie Warszawskim pt. „JOW-y: szansa czy zagrożenie?”.

Prowadząca debatę dr Anna Materska-Sosnowska zastrzegła, że dotyczy ona systemu większościowego proponowanego przez Pawła Kukiza, który osiągnął trzeci wynik w I turze wyborów prezydenckich. Chodzi więc o najprostszy system wyborczy, w którym w każdym jednomandatowym okręgu wyborczym (na które podzielony jest kraj) jest jeden zwycięzca, który uzyskuje największa liczbą głosów – on zdobywa mandat, a głosy oddane na pozostałych kandydatów (którzy zdobyli mniej głosów) nie mają znaczenia przy podziale mandatów.

Dr Małgorzata Kaczorowska (UW) podkreślała, że w wynik głosowania w JOW-ach wpisana jest „genetyczna deformacja wyborcza”. Przywołała wybory, które 7 maja odbyły się w Wielkiej Brytanii. Partia Konserwatywna zdobyła w nich 36,8 proc. głosów i jednocześnie 50,8 proc. mandatów w parlamencie – jest to 331 mandatów w 650 osobowym parlamencie. Z kolei laburzyści otrzymali 30,4 proc. głosów – 35,7 proc. mandatów, czyli 232.

Kaczorowska zaznaczyła, że gdyby głosy przeliczono w skali kraju w systemie proporcjonalnym – Partia Konserwatywna zdobyłaby jedynie 239 mandatów, a Partia Pracy 198 mandatów. Partia UKIP, która zdobyła 12,6 proc. głosów i tylko jeden mandat, uzyskałaby 82 mandaty gdyby głosy przeliczono proporcjonalnie.

Ekspertka uważa, że to jak zadziała system większościowy w danym kraju zależy od wielu czynników: liczby partii politycznych, ich siły, charakterystyki ideowej, wielkości okręgów. Jednak – zaznaczyła – deformacja wyniku w Wielkiej Brytanii nie jest przypadkiem odosobnionym. Według niej, skutki wprowadzenia JOW-ów to m.in. brak szans dla nowych prądów i ruchów politycznych, brak sprawiedliwej reprezentacji, ale to także możliwość przypisania odpowiedzialności wybranemu w okręgu politykowi oraz stabilne rządy.

Dr Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że wynik wyborów przeprowadzonych w JOW-ach byłby sztuczny m.in. ze względu na stabilną geografię polityczną w Polsce oraz możliwość manipulowania granicami okręgów wyborczych.

Przekonywał, że wprowadzenie JOW-ów nie musi oznaczać zmiany zachowań wyborców. „Z całym szacunkiem dla tęsknot za lepszą polityką, którą miałyby przynieść JOW-y, za piękną ideą, za opowieścią jak +Władca Pierścieni+, może kryć się rzeczywistość tak okrutna jak w +Grze o Tron+” – powiedział.

Według Flisa w Polsce bardzo silny jest podział terytorialny wynikający z historii, który przekłada się na preferencje wyborcze. Oznacza to, że po wprowadzaniu JOW-ów np kandydaci PiS nie mieliby szans na Pomorzu Zachodnim, kandydaci PO na Lubelszczyźnie, a prowadzenie kampanii wyborczej miałoby sens jedynie w okręgach niestabilnych. Jak powiedział, przykłady z innych krajów pokazują, że w takich stabilnych okręgach niezależnie od wystawionego kandydata, wynik jest przesądzony jeszcze przed wyborami.

Zwrócił też uwagę, na zróżnicowanie Polski pod względem frekwencji. PO – jak mówił Flis – wygrywa niedużą różnicą głosów na dużych obszarach o niskiej frekwencji, z kolei PiS większą przewagą głosów na obszarach o większej frekwencji. W rezultacie – jak wynika z wyliczenia Flisa – gdyby za jeden okręg wyborczy uznać powiat, na JOW-ach skorzystałaby PO.

Flis ocenił, że nawet przy założeniu uczciwości przy wyznaczaniu jednomandatowych okręgów wyborczych, w dalszym ciągu podział rodziłby kontrowersje. Podał przykład powiatu słupeckiego, powiatu konińskiego i miasta Konin. Flis uważa, że ze względu na liczebność mieszkańców powiatów i miasta, podziału na okręgi wyborcze można by dokonać przynajmniej na cztery sposoby, a w zależności do przyjętego podziału: PO, PiS i PSL otrzymałyby po jednym mandacie lub: 2 – PiS i 1-PO, lub: 2- PO i 1 – PiS lub: 1-PSL i 2- PiS.

Flis uważa przy tym, że aby wprowadzić JOW-y w wyborach do Sejmu, musiałoby się w nim „znaleźć sporo samobójców”, którzy głosowaliby za pozbawieniem siebie pracy (utrata mandatu w przyszłych wyborach w związku ze startem w z góry przegranym okręgu).

Podał także przykład Lubina, w którym w ubiegłorocznych wyborach samorządowych wprowadzono jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do rady miasta. Komitet urzędującego burmistrza zdobył 55 proc. głosów i jednocześnie 22 mandaty w liczącej 23 członków rady. Opozycja zdobyła poparcie 22 proc. wyborców, ale nie zdobyła mandatu. Ostatni mandat przypadł samodzielnemu kandydatowi.

M.in. o to, czy są wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, Polacy odpowiedzą 6 września w ogólnokrajowym referendum. (PAP)

kno/mok/

…na temat JOWów pisałem już sporo więc zamiast się powtarzać polecam lekturę: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. oraz: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.

Mimo tego co napisałem polecam w pierwszej kolejności wyciągnięcie samodzielnych wniosków z tego co już wiemy na temat JOWów (o których to faktach informują cytowane komunikaty prasowe) i zastanowienie się komu są one tak naprawdę potrzebne, skoro nie wymienią już zasiedziałych od kilkunastu lat lokalnych klik, rządzących na zmianę ze wszystkich opcji politycznych, które w celu dojenia podatników dogadują się ze sobą bez problemu i zadłużają nas również lokalnie na nie małe kwoty (o czym więcej w dalszej części postu).

JOWy tylko zabetonują dla nich ciepłe posadki, na które będą się wspólnie i w porozumieniu wybierać dożywotnio (tak jak to ma miejsce do tej pory). Stworzą również okazję innym cwaniakom przeflancowanym w „bezpartyjność” (których stać na prowadzanie kosztownej kampanii) dopchać się do lokalnych układów i koryta. Na tym kierunku polecam lekturę o kadrach które stoją za Panem Kukizem w jego „walce z systemem” 😉 czyli artykuł „Matka Kurka”:  Zacznijcie się śmiać z „antysystemowego” Kukiza, bo za chwilę będziecie płakać! że zacytuję fragment (na zachętę):

„…Po konflikcie z Piotrem Dudą, Kukiz rzuca wszystkie majdany i wiece związkowe, by związać się z dolnośląskimi baronami samorządowymi, wiecznymi działaczami „bezpartyjnymi”, którzy od 15 lat zaliczają kolejne komitety. Od tego miejsca zaczyna się kariera jeszcze nie istniejącego Ruchu Kukiza i samego marionetkowego przywódcy starej kliki. Rzutem na taśmie pod koniec sierpnia 2014 roku, na dwa miesiące przed wyborami samorządowymi, powstaje KW Bezpartyjni Samorządowcy. Bezpartyjność i „ruchowość społeczna” to są znaki firmowe tego towarzystwa, które od zawsze posiadało legitymacje kilku partii, a spora część od lat 90-tych żyje z kasy podatnika. Bezpartyjni Samorządowcy wywodzą się z byłego Komitetu Rafała Dutkiewicza, który opuścili po tym jak Dutkiewicz postanowił pójść na wybory razem z PO…”

i jako trafne podsumowanie tego chytrego planu jeszcze jeden fragment z tego samego blogera:

„…Przy tym projekcie wszystkie prywatyzacje, i NFI i OFE wydają się skokami na skarbonkę dziecka, bo mówimy o zmianach konstytucyjnych przygotowujących grunt pod aksamitną rewolucję, która zdmuchnie ze sceny politycznej każdą opozycję nie zgadzającą się na układ z jedną, czy drugą sitwą. I tak pod naiwnymi hasełkami trafiającymi do serduszek, ale już nie do rozumku nawianych obywateli, najwięksi polityczni cwaniacy usiłują oddać władzę w ręce ludu. Starsi pamiętają, że taki ustrój nazywa się wprawdzie demokracją, ale z dodatkiem ludowa…”

JOW – krótko i na temat:

„…W Polsce, po wprowadzeniu JOW, kandydat zdobywający największą liczbę głosów w okręgu, zdobywa 1/460 władzy ustawodawczej. Do rządu, tym bardziej jednoosobowego, w Polsce nie kandyduje nikt. W JOW zwycięzca bierze jedną czterystasześćdziesiątą część możliwości wybrania premiera i jego ministrów, których sam nie może wskazać, bo robi to ten premier.

Pomysł, że w sytuacji Polski może to cokolwiek zmienić, zaliczam do innowacji w stylu dodawania szafranu do szamba, z nadzieją, że domowników czeka biesiada, jak u mamy.

JOW jest receptą na sukces. Sukces chwilowy Pawła Kukiza, żaden inny. Z pewnością zaś, przypomina liberum veto, czy też celowe rozczłonkowanie polityczne Polski przed zaborami.

Dużo by jeszcze mówić, ale po co? Zaprzeczcie jednej czterystasześćdziesiątej możliwości wybrania prezesa rady i jego ministrów, to będziemy rozmawiali dalej…”

PMKudlicki • naszeblogi.pl 

…o tym jak się sprawuje demokracja w terenie wszystkim nam najbliższym („samorządnym”) opowie prof. Kieżun… (Odys)

2. Kieżun: gigantomania chorobą samorządów.

PAP – Kraj, 26 Maj 2015, 7:00, Warszawa (PAP) – Od lat obserwujemy w samorządach gigantomanię: niekontrolowane mnożenie etatów i rozrastanie jednostek organizacyjnych – mówi PAP ekonomista prof. Witold Kieżun. „To jest całkowicie nieuzasadnione rozwojem gospodarczym” – podkreśla ekspert. I postuluje likwidację powiatów.

Przy okazji 25. rocznicy pierwszych wyborów do rad gmin prof. Kieżun ocenia, że samorządu nie udało się uchronić przed tym, na co cierpi cała polska administracja – przed gigantomanią, czyli – według niego – nadmiernym rozrastaniem się jednostek organizacyjnych.

Jednym z przejawów owej gigantomanii – zdaniem eksperta – był powrót do idei powiatów. Dla przywrócenia tych jednostek samorządu w 1999 roku nie było innego uzasadnienia innego niż polityczny – mówi Kieżun. „To miała być – i jest – struktura służąca zapewnieniu stanowisk ludziom władzy i budowaniu podstaw elektoratu w terenie. Wówczas mówiono mi o tym otwarcie: budujemy powiaty, to będzie nasz teren wyborczy, tam będziemy mieć swoich ludzi” – zaznaczył.

Jak mówił, odbudowanie powiatów było działaniem „wbrew zdrowemu rozsądkowi i ogólnoświatowym trendom”. „Likwidację średnich szczebli samorządu obserwowałem w latach 80. jako ekspert ONZ w Burundi. A potem przyjechałem do Polski i z przerażeniem zobaczyłem, że odbudowujemy powiaty” – powiedział. W jego ocenie gminy i województwa wystarczyłyby dla decentralizacji państwa.

„Stworzono też – równolegle do państwowych urzędów wojewódzkich – samorządowe jednostki tego szczebla” – zaznaczył profesor. Jak tłumaczył, w wyniku tej reformy funkcjonują państwowe urzędy wojewódzkie kierowane przez mianowanego przez premiera wojewodę i samorządowe wojewódzkie urzędy marszałkowskie. „To jest fenomen w skali światowej” – podkreślił.

„Jak się spojrzy z kolei na strukturę wewnętrzną obu urzędów, to na każdym szczeblu są wydziały, które zajmują się tym samym i nikt nie wie, jakie są odrębne kompetencje” – mówił.

Według niego zatrudnienie w administracji samorządu terytorialnego między 1990 r. a 2007 r. wzrosło o ponad 250 proc. „I ta liczba po każdych wyborach się zwiększa” – przekonuje. „W tych jednostkach zatrudnionych jest bardzo wielu pracowników i oni, by zachować pracę, szukają sobie zajęcia. To powoduje np. masę zmian przepisów szczegółowych, one co roku się zmieniają” – mówił.

Prof. Kieżun uważa, że walkę z gigantomanią należy zacząć od likwidacji powiatów. Co jednak ze zwolnionymi pracownikami? „To bardzo proste” – odpowiada Kieżun. „Wystarczyłoby czerpać z pozytywnych doświadczeń innych państw. W Kanadzie w ramach reformy administracji zwolniono 45 tysięcy pracowników. Nie pozostawiono ich jednak samym sobie. Dano im dwukrotnie tańsze kredyty na rozwinięcie własnej działalności albo możliwość współuczestniczenia w już istniejącej działalności. To kapitalnie zdało egzamin” – mówił. Dodaje jednak: „U nas to jest o tyle niemożliwe, że nawet gdybyśmy chcieli dać kredyty, to nie mamy banków, które mogłyby je dać. Są raptem trzy banki polskie, a żaden bank zagraniczny nie da dwa razy tańszego kredytu”.

Ekspert proponuje, by kompetencje powiatów przekazać gminom. „To wszystko w myśl generalnej zasady, że najważniejszym ośrodkiem władzy jest ten, który jest najbliższy obywatelowi. Po przejęciu kompetencji powiatów gminy powinny zostać odpowiednio rozbudowane. Dlaczego po prawo jazdy mamy jechać do powiatu? Czy nie możemy załatwić tego we własnej gminie?” – mówił Kieżun.

Prof. Kieżun podkreśla, że samorządy obciąża także dominacja partii w życiu publicznym. Profesor uważa, że w wyborach samorządowych nie powinny być wystawiane listy partyjne. „Na listach powinny być osoby mające realne kompetencje do zarządzania gminą czy województwem” – zaznaczył. Ekspert jest za wyłanianiem osób zarządzających gminą i województwem w wyborach bezpośrednich, w jednomandatowych okręgach wyborczych; dotyczy to także wojewodów.

„Administracja jest pełna ludzi bez kwalifikacji” – mówił profesor. „Wprowadzenie racjonalnego systemu doboru kadr wymaga przede wszystkim zmiany myślenia i podwyższenia poziomu etyki. Na wszystkich poziomach, nie tylko tym samorządowym. Nie do akceptacji jest powierzanie funkcji ministrów czy wiceministrów osobom bez żadnej wiedzy, którzy nigdy w administracji nie pracowali. Najważniejsze jest, by byli lojalni wobec swojego przełożonego, reszty się nauczą. I potem wchodzi minister do gabinetu i nie wie, co ma robić. Prosi sekretarkę, by mu powiedziała” – mówił.

„Jesteśmy też niesłychanie zapóźnieni. W 2015 r. administracja w Polsce jest minimalnie zinformatyzowana, co sprawia, że wszystko trzeba załatwiać osobiście w urzędzie” – dodaje.

Profesor podkreśla, że reforma samorządu wymaga dokonania szczegółowej analizy przez specjalistów od teorii zarządzania.

Kieżun jest zdania, że błędem było powierzenie reformy samorządowej wyłącznie prawnikom, bez zaangażowania teoretyków zarządzania. Według niego skutkiem tego jest m.in. nadmierne obciążanie samorządów zadaniami. „Jedną z podstawowych zasad teorii zarządzania publicznego jest dostosowanie zadań do możliwości. To oznacza, że na wszystkie obciążenia muszą być odpowiednie środki pieniężne. Tymczasem stale do samorządów przychodzą zarządzenia, że trzeba coś zrobić, ale nie daje się na to pieniędzy” – mówił.

Rozmawiała Magdalena Cedro (PAP)

mce/ as/

PS… „Zachodniopomorskie Ostrowice mogą być pierwszą gminą w Polsce, która zostanie zlikwidowana z powodu bardzo wysokiego zadłużenia. Jej tereny mogą zostać włączone do Drawska Pomorskiego. Takie rozwiązanie proponuje rządowi wojewoda Marek Tałasiewicz (…) By mieć pieniądze na spłaty rat kredytów w 2013 r., wójt Ostrowic sprzedał prywatnej firmie na zasadzie leasingu jeden wodociąg, urządzenia kanalizacyjne i oczyszczalnię ścieków. Regionalna Izba Obrachunkowa oceniła to jako działanie niegospodarne. Gmina sprzedała urządzenia, a później za ich dzierżawę musiała dużo płacić (już je odkupiła). W połowie ubiegłego roku RIO, która badała finanse gminy za lata 2011-2013, stwierdziła: „gmina nie posiada finansowej racji bytu”, „nie ma pieniędzy na podstawową egzystencję”, „nie jest w stanie samodzielnie realizować zadań własnych”. Izba krytycznie oceniła fakt, że na bieżące potrzeby Ostrowice zaciągały drogie pożyczki w parabankach…” 

…i w podobnej sytuacji jest wiele gmin w Polsce (których włodarze jeszcze się chwalą że „inwestują” – co z tego że na kredyt który przekracza możliwości finansowe podmiotu), tyle że to póki co tajemnica RIO i innych instytucji „nadzorujących” budżety samorządów, które przez lata przymykają oko na lokalnych „gospodarzy” zamiast od pierwszych sygnałów niegospodarności ostro reagować wprowadzając chociażby zarząd komisaryczny… Nie(samo)rządem Polska stoi!  (Odys)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. i to: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Reklamy

Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią.


1. Londyn: Ministrowie za wystąpieniem z UECzy jest przyszłość dla Londynu w UE.

30.12.2014 (IAR) – Część ministrów w rządzie premiera Davida Camerona chce prowadzić otwartą kampanię na rzecz wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przed referendum w tej sprawie zapowiedzianym na koniec 2017 roku. Sam premier opowiada się za pozostaniem w Unii, obiecując, że uzyska od Brukseli daleko idące zmiany w warunkach brytyjskiego członkostwa.

Referendum nie jest jeszcze bynajmniej pewne. Aby je rozpisać, David Cameron musiałby najpierw wygrać wybory 7 maja przyszłego roku. Ale jeśli do tego dojdzie, premier zapowiada, że nie będzie zmuszał działaczy i posłów konserwatywnych do zachowania dysypliny partyjnej i głosowania tak jak on.

Tymczasem dzisiejszy „Times” ujawnia, że grono co najmniej dziewięciorga konserwatywnych ministrów w obecnym rządzie koalicyjnym domaga się zdjęcia dyscypliny partyjnej również z nich – wbrew zasadzie jedności i kolektywnej odpowiedzialności gabinetu. „Times” przypomina, że w poprzednim referendum, w 1975 roku, zdecydował się na to ówczesny premier Harold Wilson, unikając rozłamu w rządzie, a kraj opowiedział się za pozostaniem we Wspólnym Rynku. Premier David Cameron unika dotychczas otwartej deklaracji, jak postąpi, jeśli w ciągu dwóch lat nie uda mu się uzyskać od Unii zadowalających ustępstw. Część jego obecnych ministrów, w tym szef dyplomacji Philip Hammond, zapowiada jednak, że zagłosuje wówczas za wystąpieniem.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/ab

03.01.2015 (IAR) – Ten rok zdecyduje o relacjach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Na Wyspach w maju odbędą się wybory parlamentarne i od ich wyniku zależy czy za dwa lata zostanie zorganizowane referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty.

Powszechne głosowanie odbędzie się, jeśli majowe wybory wygrają konserwatyści. Zapowiedział to obecny premier David Cameron, który domaga się poluzowania więzów Wielkiej Brytanii z Unią i wyłączenia z części europejskich przepisów. Wraz z jego zwycięstwem zaczną się zabiegi w Brukseli, by odwieźć Brytyjczyków od pomysłów wystąpienia z Unii. „Będą padały obietnice dotyczące zmiany traktatów i przepisów, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom Davida Camerona” – powiedział Polskiemu Radiu Bruno Waterfield, brukselski korespondent brytyjskiej gazety „Daily Telegraph”.

David Cameron już zapowiedział, że chce wyłączenia Wielkiej Brytanii z przepisów dotyczących wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Brytyjski premier wziął na celownik imigrantów, którym chce ograniczyć przywileje.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/jp

podobne: Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? oraz: „To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE i to: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce

2. Prasa w Niemczech zaniepokojona GrecjąNiemcy już nie boją się wyjścia Grecji ze strefy euro„Sueddeutsche Zeitung”: nie panikować w sprawie Grecji

30.12.2014 (IAR) – Prasa w Niemczech z zaniepokojeniem przyjęła wiadomość o przedterminowych wyborach parlamentarnych w Grecji. Komentatorzy piszą o bolesnej porażce premiera Antonisa Samarasa.

Po ogłoszeniu przedterminowych wyborów Grecja wchodzi w fazę politycznej i gospodarczej niestabilności – czytamy w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dziennik dodaje, że nikt nie może być z tego zadowolony. Parlament zniweczył plan premiera Samarasa, który chciał zawczasu wybrać nowego prezydenta, aby potem móc spokojnie kończyć negocjacje z tak zwaną Trojką. Samaras się przeliczy – ocenia „FAZ”.

Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” dodaje, że grecki premier zagrał i przegrał. Chciał ratować swój rząd, a teraz został z pustymi rękami. Przyszłość Grecji znowu jest niepewna. Gazeta ostrzega, że przedterminowe wybory mogą oznaczać koniec polityki zaciskania pasa w Atenach. W Berlinie i Brukseli zbyt szybko radowano się z uratowania Grecji – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/ab

04.01.2015 (IAR) – Niemcy już nie boją się ewentualnego wyjścia Grecji ze strefy euro – tak przynajmniej podaje niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Pod koniec miesiąca w Grecji odbędą się wybory od których wyniku może zależeć czy kraj pozostanie w eurolandzie.

W najgorętszej fazie kryzysu Niemcy robiły wszystko, aby nie dopuścić do wyjścia Grecji ze strefy euro. Władze w Berlinie obawiały się, że doprowadzi to do rozlania kryzysu na pozostałe kraje i do rozpadu eurolandu. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Jak podaje „Der Spiegel” kanclerz Angela Merkel i jej minister finansów Wolfgang Schaeuble uważają, że strefa euro wytrzymałaby ewentualne wyjście Grecji. To dlatego, że inne kraje jak Irlandia czy Portugalia są już w dużo lepszej kondycji, a poza tym działa już Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. „Der Spiegel” dodaje, że władze w Berlinie uznają wyjście Grecji z eurolandu za nieuniknione jeśli władze w Atenach przejmie ugrupowanie Syriza i zgodnie z zapowiedziami przestanie spłacać zagraniczne kredyty i zerwie z polityką oszczędności. Syriza prowadzi w sondażach przed zaplanowanymi na 25 stycznia wyborami parlamentarnymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/łp

05.01.2015 (IAR) – Nie ma powodu do paniki w związku z sytuacją w Grecji – przekonuje niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Zdaniem komentatora gazety, reakcje na ostatnie wydarzenia polityczne w Atenach są przesadzone.

Jak czytamy, wcale nie jest pewne, że przyspieszone wybory w Grecji wygrają rebelianci z partii Syriza. A nawet jeśli tak, to wcale nie jest powiedziane, że rzeczywiście zrealizują swoje przedwyborcze obietnice, czyli zerwą z polityką oszczędności narzuconą przez Unię Europejską. Komentator gazety pisze, że nawet gdyby do tego doszło, nie musiałoby to mocno dotknąć strefy euro, ani międzynarodowych rynków finansowych, które mają już dostatecznie dużo kryzysowego doświadczenia. Jak czytamy, oznacza to także, iż nie ma powodu aby wychodzić Grekom na przeciw, jeśli ci zaczną łamać porozumienia. Strefa euro nie jest już podatna na szantaż i może obstawać przy zasadzie kredyty w zamian za reformy – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.

25 stycznia w Grecji odbędą się wybory parlamentarne, które może wygrać lewicowa Syriza. Partia nie chce spłacać zagranicznych kredytów i odrzuca unijne plany reform. W Niemczech coraz głośniej mówi się, że jeśli do tego dojdzie, Grecja będzie musiała opuścić strefę euro.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Szymański,Berlin/dyd

podobne: EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę! oraz: Grek mądry po szkodzie? i to:  MFW: Grecja zapewne będzie potrzebować dalszej pomocy polecam również: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

3. Słabsze euro – pomoc dlagospodarki eurostrefy?

02.01.2015 (IAR) – Znów spadek wartości euro. Europejska waluta jest najsłabsza w stosunku do dolara od 2010 roku. Zdaniem obserwatorów to konsekwencja sugestii szefa Europejskiego Banku Centralnego, który zapowiedział, że możliwe będzie tak zwane luzowanie ilościowe.

Luzowanie ilościowe, czyli – jak mówią bardziej bezpośredni ekonomiści – dodruk pieniędzy. O takiej możliwości mówił prezes banku, Mario Draghi w rozmowie z niemiecką gazetą „Handelsblatt”. Cel takiego wpompowania pieniędzy w system bankowy to zahamowanie spadku cen i pobudzenie gospodarki. Po komentarzach Draghiego wartość euro spadła o siedem dziesiątych procent, za dolara płacono niewiele ponad jedno euro i dwadzieścia centów. Jednak, jak mówi IAR szef Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Ryszard Petru, luzowanie ilościowe to rozwiązanie na krótką metę. „Słabsze euro to perspektywa trochę bardziej konkurencyjnego eksportu. Pamiętajmy jednak, że żaden kraj w długim okresie nie jest w stanie budować swojej konkurencyjności na słabej walucie”.

Jednocześnie znów potaniała ropa. Dziś w Europie za baryłkę płacono niecałe 57 dolarów -najmniej od ponad pięciu lat.

InformacyjnaAgencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami oraz: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

4. Francja: ponure perspektywy przed francuską gospodarką.

03.01.2015 (IAR) – Fatalne prognozy snują ekonomiści przed francuską gospodarką na 2015 rok. Zastój w rozwoju i zwiększające się w zastraszającym tempie zadłużenie państwa – nie skłaniają do optymizmu w nowym roku.

Gospodarka jest sparaliżowana, drepce w miejscu, a władze nie maja pojęcia jak się wydostać z ideologiczno-ekonomicznej uwięzi państwa opiekuńczego by ją ożywić. Takiego zdania są francuscy eksperci, których prognozę w ostatnich dniach starego roku potwierdził premier Manuel Valls. Jego zdaniem na poprawę sytuacji ekonomicznej i wypchnięcie francuskiej gospodarki z letargu trzeba będzie poczekać co najmniej rok. Władze mają nadzieję, że wzrost gospodarczy będzie odrobine większy od notowanych w ostatnim kwartale ubiegłego roku, ale te prognozy nie opierają się na optymizmie związanym z dynamicznym rozwojem gospodarki, lecz ze spadkami cen na światowych rynkach paliwowych.

Sceptycy twierdzą, że wprowadzenie przez socjalistyczny rząd tak zwanego „Paktu Odpowiedzialności” nie przyniesie spodziewanych efektów. Chodzi o obcięcie firmom o 40 miliardów euro kosztów na cele socjalne w zamian za stworzenie do 2017 roku pół miliona nowych miejsc pracy. Według ekspertów z Krajowego Instytuty Statystycznego INSEE liczba bezrobotnych będzie wzrastała, co najmniej do połowy tego roku.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/jp

podobne: Francja prognozuje spowolnienie gospodarki. Ponad jedna trzecia Francuzów nie może związać końca z końcem. Laffer – Europa powinna postawić na decentralizację. oraz: Francuscy pracodawcy chcą reform. 47 proc. mieszkańców Francji korzysta z jakiejś formy zasiłków.

polecam również: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

5. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią.

06.01.2015 (IAR) – Jednym z pierwszoplanowych celów naszego rządu jest powrót do negocjacji z Unią Europejską – oświadczył premier Islandii Sigmundur Davíd Gunnlaugsson. Jest to zaskakująca deklaracja, bo od czasu objęcia władzy w 2013 r. przez obecną liberalno- konserwatywną koalicję. mimo zapowiedzi, nic w tej dziedzinie nie uczyniono.

Rozmowy z Brukselą rozpoczął poprzedni lewicowy rząd premier Johanny Sigurdardottir w 2009 r. Działo się to w sytuacji dramatycznej zapaści finansowej kraju. Członkostwo we Wspólnocie miało pomóc wydostaniu się z tej pułapki. Zapowiadano rekordowo szybkie, półtoraroczne negocjacje. Otwarto wówczas 27 z 33 rozdziałów negocjacyjnych a 11 zamknięto porozumieniami. Nie ruszono jednak najważniejszych dla wyspiarzy problemów: rybołówstwa i rolnictwa. Islandia chciała w tych dziedzinach otrzymać prawie wolną rękę, nie godząc się między innymi na ograniczenie połowów wielorybów.

Obecny rząd zamroził negocjacje obiecując szybkie przeprowadzenie powszechnego referendum na temat przystąpienia wyspy do Unii. W ocenie obserwatorów znając antyunijne nastroje premier Gunnlaugsson jest przekonany, że dzięki referendum uzyska poparcie do ostatecznego odrzucenia koncepcji członkostwa Islandii w UE.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Michał Haykowski, Sztokholm/mcm/

podobne: 75 proc. Europejczyków obawia się pogłębienia kryzysu w ich krajach oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

źródło: stooq.pl

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

„Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.


„Wygląda na to, że po Niemcach kolejny europejski kraj zamierza wejść na ścieżkę wojenną z Europejskim Bankiem Centralym.  W ekstremalnie zadłużonych Włoszech rozpoczęło się właśnie zbieranie głosów za przeprowadzeniem referendum, w którym obywatele mieliby się opowiedzieć za porzuceniem wspólnej waluty oraz powrotem do lira.

Inicjatorem referendum jest Beppe Grillo lider eurosceptycznej partii Five Star Movement, drugiej siły politycznej we Włoszech. Beppe zamierza zorganizować referendum podobne do przeprowadzonego w 1997 roku, kiedy to Włosi zgodzili się na wprowadzenie euro. Nieoficjalnie mówi się, że inicjatywa ma poparcie 2/3 parlamentu.  Poparciem parlamentu raczej bym się nie ekscytował, bowiem gdy przyjdzie do głosowania siły stojące za euro zrobią wszystko, aby do referendum w ogóle nie dopuścić lub je zmarginalizować.

Na razie, póki co trwa zbieranie głosów i, co ważne inicjatywa ma spore poparcie wśród społeczeństwa. Odnośnie obecnej sytuacji gospodarczej Grillo nie przebiera w słowach. 

„Opuścimy strefę euro niszcząc system bankowy stworzony przez szumowiny. Umieramy jako kraj. Potrzebujemy planu B dla Europy, która przeobraziła się w koszmar. Stworzymy go i wdrożymy w życie. Naszym wrogiem nie jest Rosja, czy ISIS. Jest nim Europejski Bank Centralny.

Wyjście Włoch ze strefy euro zakończy wywłaszczanie z narodowej suwerenności w całej Europie. Suwerenność należy do ludzi, nie do EBC, Trojki (MFW, Komicja Europejska i EBC), czy Niemieckiego Banku Centralnego. Narodowe waluty muszą wrócić pod kontrolę rządów. Nie powinny one być kontrolowane przez banki komercyjne.

Nie pozwolimy na niszczenie naszej gospodarki, ani aby włoscy robotnicy stali się niewolnikami europejskich banków. Euro niszczy włoską gospodarkę. Od 1997 roku włoska produkcja skurczyła się o 25%. Setki włoskich firm zostało sprzedanych zagranicznym koncernom.”

Od rozpisania referendum do ewentualnego powrotu do lira jeszcze daleka droga, ale to co się dzieje we Włoszech doskonale obrazuje nastroje w Hiszpanii, Portugalii, Grecji czy Francji. W każdym z tych krajów coraz większe poparcie zyskują partie eurosceptyczne.

We Francji Marie Le Pen właśnie zażądała sprowadzenia do kraju całego francuskiego złota. Poza tym całe środowisko francuskie zbulwersowane jest naciskami Brukseli oraz  Waszyngtonu nakazującymi wstrzymanie wydania Rosji drugiego okrętu typu Mistral. W całej sprawie nie chodzi wyłącznie o ewentualne kary, jakie Francja musiałaby zapłacić tytułem odszkodowań. Prawdziwą ceną byłoby zniszczeje francuskiego sektora zbrojeniowego stanowiącego znaczną część gospodarki. Jaki kraj związałby się kontraktami z krajem, który bez specjalnego wyjaśnienia nie wywiązuje się z umowy?

O karze, jaką nałożono na bank BMP Paribas oraz tajemniczej śmierci Prezesa Total opowiadającego się za odejściem od dolara także nie zapomniano. Nowo mianowany prezes koncernu petrochemicznego Total zaczyna wypowiadać się w równie ostrych słowach przeciwko systemowi  petrodolarowi, co jego zmarły poprzednik.

Nawet w przypadku Niemiec, które utrzymują spójność Europy oraz strefy euro coraz więcej na znaczeniu zyskują partie eurosceptyczne. Tendencja ta narosła po wprowadzeniu sankcji przeciwko Rosji. Niemcy są największym globalnym eksporterem i na sankcjach gospodarczych kraj ten traci ogromne kwoty.

Wielki biznes nie jest zainteresowany utrudnieniami w handlu, zwłaszcza że 300 tys. miejsc pracy uzależnionych jest od współpracy handlowej z Rosją. W zeszłym tygodniu Henrich Weiss Prezes Rady Nadzorczej SMS, firmy telekomunikacyjnej zatrudniającej 13 tys. pracowników zerwał sojusz z Angelą Merkel i jej CDU otwarcie popierając eurosceptyczną partię AFD opowiadającą się za odłączeniem się od Brukseli i przede wszystkich zakończeniem wojny na sankcje narzuconej przez USA.

Nie jest to odosobniony przypadek. W zeszłym miesiącu z Premierem Miedwiediewem spotkała się delegacja prezesów niemieckich firm m.in. BASF, Bayer, EON oraz wielu innych. Głównym tematem rozmów było zakończenie sankcji.

W obecnej sytuacji albo niemieckie władze zaczną dogadywać się z wielkim biznesem i skończą wojnę na sankcje wymuszoną przez USA albo po kolejnych wyborach władzę przejmą ugrupowania antyeuropejskie.

Generalnie mamy do czynienia z powolnym rozpadem UE. Im bardziej władze UE próbują wdrażać rozwiązania sprzeczne z interesami obywateli, tym silniejszy rodzi się opór w poszczególnych krajach.

Gdyby w referendum we Włoszech obywatele opowiedzieli się za powrotem do lira, politycy zrobiliby co w ich stanie, aby odwlec zmiany w czasie.  Otwarcie jednak należy powiedzieć, że gdyby Włochy porzuciły euro natychmiast stałyby się celem ataku finansowego. Doszłoby do skokowej dewaluacji lira, inflacja osiągnęłaby wynik dwucyfrowy a gospodarka skurczyłaby się o kilka, kilkanaście procent w ciągu pierwszego roku. Po okresie problemów i resecie ogromnych długów, kraj ten wróciłby na ścieżkę zdrowego wzrostu gospodarczego.

Patrząc z szerszej perspektywy, wyjcie choćby jednego kraju ze strefy euro doprowadziłoby do reakcji łańcuchowej, definitywnego końca euro i być może UE w obecnej formie. Tzw. twardy trzon Unii, czyli Niemcy, Austria, Holandia, Luxemburg oraz Finlandia najprawdopodobniej utworzyłyby pewien blok silnych krajów posługujących się wspólną walutą.

W mojej ocenie, wszystkim krajom strefy euro takie rozwiązanie wyszłoby na dobre. Im większe uprawniania, szczególnie monetarne zyskuje EBC, tym z większym marnotrawstwem kapitału mamy do czynienia. Nie bez przyczyny najbogatsze kraje w Europie, czyli Szwajcaria oraz Norwegia pozostają poza UE czy strefą euro. Krajem małym można w miarę efektywnie zarządzać zgodnie z potrzebami społeczeństwa. Im większy kraj, tym większa siła rządu przekładającego interes korporacji nad interes jednostki.

Kluczowe dla najbliższej przyszłości okaże się referendum w Szwajcarii. Sondaże jednoznacznie wskazują, że wynik referendum będzie negatywny. Osobiście, mam jednak nadzieję, że zwycięży szwajcarski pragmatyzm i ostatecznie kraj Helwetów zapoczątkuje odwrót od papierowych walut niszczonych zgodnie z wolą polityczną.

„Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność. Gdy ludzie boją się rządu mamy tyranię” – Thomas Jefferson

Trader21

źródło: independenttrader.pl

podobne: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce. oraz: Ruch „5-ciu gwiazdek” na scenie politycznej Włoch… i to: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami, ale Le Pen i Korwin-Mikke nie będą razem. a także: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

02.12.2014 (IAR) – Szwecji grozi upadek rządu. Opozycyjna, populistyczna partia Szwedzkich Demokratów zapowiedziała odrzucenie na jutrzejszym posiedzeniu parlamentu rządowego projektu budżetu. Jeśli tak się stanie, to upadnie mniejszościowy, czerwono-zielony rząd.

Jutro na tym samym posiedzeniu parlamentu liberalno-konserwatywna opozycyjna koalicja czterech partii, zwana aliansem, ma zaprezentować własną wersję budżetu. Koalicja ta rządziła w Szwecji przez minionych osiem lat i utraciła władzę po wrześniowych wyborach. Niespodziewanie okazało się jednocześnie, że dotychczas marginesowa, ultraprawicowa i populistyczna partia Szwedzcy Demokraci otrzymała spore poparcie, stając się trzecią siłą polityczna w kraju. Nie przyjęta do aliansu z racji antyimigranckich, a nawet neonazistowskich poglądów części jej członków pozostała osamotnionym ugrupowaniem, mogącym jednak odgrywać rolę języczka u wagi podczas parlamentarnych głosowań.

Tak się właśnie obecnie dzieje. Szwedzcy Demokraci zapewniają, że poprą budżet aliansu, jeśli nie będzie on proimigrancki. W przeciwnym razie też go odrzuci.

Socjaldemokratyczny premier Stefan Loefven późnym popołudniem wezwał partie aliansu do rozpoczęcia natychmiastowych rokowań, by odsunąć groźbę kryzysu rządowego i sukcesu ultraprawicy. Premier oświadczył, że Szwecja znalazła się w najtrudniejszej politycznie sytuacji w swej całej powojennej historii.

Jeśli negocjacje nie dadzą efektu, niewykluczone, że jutro rząd Loefvena poda się do dymisji.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Michał Haykowski/Sztokholm/dabr

źródło: stooq.pl

…oczywiście dla pismaków każda partia która chce NORMALNOŚCI jest populistyczna. Populistyczne nie są tylko te gnioty polityczne które swoimi NIEREALNYMI pomysłami na gospodarkę doprowadziły poszczególne kraje Europy do rachitycznego „wzrostu” gospodarczego (w rzeczywistości do REALNEJ recesji), ogromnego zadłużenia, nałożyły na Europę horrendalne koszta walki z emisją CO2, doprowadziły do kilkudziesięciu procent bezrobocia wśród młodych ludzi w takich krajach jak Włochy, Hiszpania, Portugalia (a już niedługo inne kraje)  i do kilku innych jeszcze pomniejszych skutków jak chociażby ucieczkę kapitału za granicę przed złodziejskim opodatkowaniem (Francja – 75% podatek dla najbogatszych)… te partie i środowiska lewicowe które do tego doprowadziły (i ciągle im mało!) nie są rzecz jasna populistyczne, a są nimi według pismaków te które się temu sprzeciwiają… Boże widzisz i nie grzmisz.

Nazywanie neonazistami ugrupowania które chce normalizacji polityki imigracyjnej (zakończenia morderczego dla szwedzkiej gospodarki rozdawnictwa dla przyjezdnych – Bankrutujący „raj” Szwecji) jest kłamstwem daleko wykraczającym poza uczciwość, nawet wobec nieznajomości przez pismaków i polityków znaczenia takiego pojęcia jak populizm. Do wiadomości nieuków nacjonalizm to nie jest neonazizm i tak samo nie jest nim polityka antyimigracyjna oparta o likwidację socjalu dla przyjezdnych.

…Odys

Eurokajdany

Test Mistrali – czy Francja ominie sankcje? Słowacja nie chce baz NATO u siebie. Ukraina: rosyjski konwój, OBWE informuje o naruszaniu rozejmu. Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie.


1. Francuzi omijają sankcje na Rosję

13.09.2014 (IAR) – Europa i Stany Zjednoczone nakładają na Rosję kolejne sankcje, ale Francuzom to nie przeszkadza w realizacji kontraktu na Mistrale. Z portu St Nazaire wypłynął w morze pierwszy zamówiony przez rosyjską marynarkę statek Władywostok. Na pokładzie jest 200 rosyjskich marynarzy.

Co prawda jest to jedynie próbny rejs, to jednak bez wątpienia Francuzi nie zawiesili współpracy wojskowej z Rosją. Mimo wcześniejszych zapowiedzi kontrakt na dostawę dwóch statków desantowych klasy Mistral nie został zawieszony. Rosyjscy marynarze przez kilka najbliższych dni będą testować „Władywostok”. Co będzie dalej – nie wiadomo. Oficjalnie przedstawiciele francuskich władz nie chcą wprost przyznać, że mają zamiar wywiązać się z kontraktu. Przed szczytem w Newport padły zapewnienia, że statki nie zostaną przekazane Rosjanom w związku z sytuacją na Ukrainie. Wcześniej Francuzi rozważali zablokowanie przekazania tylko drugiego statku.

Według kontraktu do końca tego roku statek „Władywostok” zostanie przekazany marynarce rosyjskiej. Kolejny „Sewastopol” w przyszłym roku. Kontrakt francusko-rosyjski został podpisany w 2011 roku.

Okręty tego typu pozwalają na przeprowadzenie duzej akcji desantowej. Na pokładzie mogą przenosić do 450 żołnierzy, do 70 wozów bojowych i 16 śmigłowców. Okręty mogą przenosić też barki desantowe lub poduszkowce, a na pokładzie jest lądowisko dla 8 śmigłowców. Każdy statek ma też swój szpital polowy.

RIA/IAR/jp

podobne: Wizyta Obamy w Europie: Niemiecka prasa o Obamie. Krytyka Francji za Mistrale. Obama ostrzega Putina a rosyjskie media kpią z Obamy. W USA kontrowersje wokół jeńca.

2. Słowacja nie chce baz NATO u siebie.

13.09.2014 (IAR) – Premier Słowacji rozważa rozpisanie referendum w sprawie bazy NATO. Robert Fico powiedział to w obszernym wywiadzie dla tygodnika „Nowy czas”.

Bazy NATO na Słowacji mogłyby powstać jedynie gdyby doszło do nacisków na słowacki rząd ze strony Zachodu – powiedział Robert Fico. Jednocześnie premier zagroził, że gdyby do nich doszło jest gotów odejść z polityki.

W wywiadzie dla tygodnika „Nowy czas” Fico podkreślił, że „to bardzo źle jeśli ktoś chce wciągnąć tak mały kraj jak Słowacja w duże geopolityczne pojedynki”. Według Roberta Fico fakt, że Słowacja jest członkiem NATO nie oznacza, że musi mieć na swoim terytorium bazy z obcymi wojskami. Słowacki rząd nie rozważa takiej możliwości. Uważa, że NATO powinny wystarczyć magazyny logistyczne w pobliżu Popradu.

Jednocześnie szef słowackiego rządu poparł umowę stowarzyszeniową Ukrainy z Unią Europejską. Ostatnie sankcje wobec Rosji uznał za „bezmyślne”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Paweł Szukała/Praga/jp

podobne:  Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.

3. Rosyjski konwój opuścił Ukrainę. Ławrow: ukraińskie ugrupowania zbrojne chcą zerwać rozejmUkraina: sytuacja na froncieOstrzelane OBWE.

13.09.2014 (IAR) – Rosyjski konwój humanitarny opuścił Ukrainę. Ponad 200 samochodów w ciągu doby pokonało trasę od rosyjskiej granicy do Ługańska na Ukrainie i z powrotem. Samochody przekroczyły ukraińską granicę bez zgody władz w Kijowie.

Białe ciężarówki przewiozły 2 tysiące ton żywności i lekarstw. Jak poinformowały rosyjskie agencje konwój pilotowali prorosyjscy separatyści, czuwając nad jego bezpieczeństwem. Wszystkie produkty zostały wyładowane w Ługańsku i kolumna aut wróciła do Rosji. Za przygotowanie pomocy humanitarnej i jej dostarczenie mieszkańcom Donbasu odpowiedzialne było rosyjskie ministerstwo do spraw nadzwyczajnych sytuacji. To już drugi rosyjski konwój, który wjechał na Ukrainę bez zgody tamtejszych władz.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/jp

podobne: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją.

13.09.2014 (IAR) – Rozejm w Donbasie może zostać zerwany. Takie obawy wyraził w programie rosyjskiej Telewizji „Centrum” szef dyplomacji Siergiej Ławrow. Dyplomata stwierdził, że zainteresowane w zerwaniu zawieszenia broni są uzbrojone grupy, niekontrolowane przez Kijów i związanych z ukraińskimi oligarchami.

W opinii Ławrowa, rozejm wciąż obowiązuje, choć zdarzają się incydenty.

„Od czasu, do czasu słychać strzały z obu stron, ale proces ustanowienia długoterminowego pokoju na razie nie został zerwany” – twierdzi rosyjski minister. Szef rosyjskiego MSZ dodał, że są ludzie którym zależy na zerwaniu tego procesu i powrocie do wojennego scenariusz. Według Siergieja Ławrowa, chodzi przede wszystkim o uzbrojone formacje, opłacane przez oligarchów.

W tym samym programie rosyjskiej Telewizji „Centrum”, szef dyplomacji odniósł się także do holenderskiego raportu w sprawie przyczyn katastrofy malezyjskiego samolotu. Jego zdaniem, ton raportu, :”nie zważając na szum wokół tej sprawy, był jakiś taki spokojny”. „Mam nadzieję, że poznamy prawdę, a Rosja będzie przypominać o tym”– stwierdził Ławrow.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Maciej Jastrzębski,Moskwa/dyd

podobne: Słowo o ukraińskich oligarchach. i to: Gdzie są czarne skrzynki i dlaczego cywilny samolot leciał nad terenem działań zbrojnych? Amerykanie i OBWE włączają się w śledztwo na Ukrainie. Na co liczy Izrael wkraczając zbrojnie do Strefy Gazy?

15.09.2014 (IAR) – W ciągu weekendu separatyści 40 razy ostrzeliwali pozycje ukraińskiej armii – donoszą ukraińskie media. Najbardziej zaciekłe walki toczą się o lotnisko w Doniecku, które jest jedynym miejscem w tym mieście wciąż kontrolowanym przez Ukraińców.

W czasie walk o port lotniczy zginęło co najmniej trzech ukraińskich żołnierzy, kilku zostało rannych. Terroryści szturmują też miejscowości Karliwka i Pieski. Jeśli padnie ta ostatnia, to załamie się cała linia ukraińskiej obrony.

Strzały słychać także w okolicach Ługańska, Debalcewa i Popasnej. Ostrzeliwane są nie tylko pozycje ukraińskiej armii, ale także budynki mieszkalne. Jak informuje ekspert wojskowy Dmytro Tymczuk, napięta sytuacja jest też w rejonie Mariupola.

Według niego, w całym Zagłębiu Donieckim zdarzają się przypadki potyczek, w tym z użyciem artylerii, między grupami separatystów, samymi bojówkarzami i rosyjskim wojskiem. Prawdopodobnie przyczyną jest niski stopień samoorganizacji oddziałów i kłopoty z komunikacją między nimi.

Formalnie od 10 dni na wschodzie Ukrainy obowiązuje zawieszenie broni.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Piotr Pogorzelski/Kijów/dabr

podobne: Rozejm działa, ale UE/USA i tak wprowadzają sankcje.

15.09.2014 (IAR) – Obserwatorzy OBWE w Zagłębiu Donieckim dwukrotnie znaleźli się w miejscu, w którym dochodziło do ostrzału moździerzowego. Nie wiadomo, kto dopuścił się ataków i czy byli oni ich celem. Do ataków doszło wczoraj, ale przedstawiciele OBWE poinformowali o tym dopiero dziś.

Sześciu obserwatorów patrolowało specjalnie oznakowanymi białymi samochodami okolice miejscowości Kirowske, 80 kilometrów od Doniecka. W pewnym momencie doszło do ostrzału. Nie wiadomo, czy auto było celem. Wokół niego eksplodowało co najmniej 19 pocisków. Nikt z obserwatorów nie został ranny. Na jednym z samochodów widać liczne ślady po odłamkach.

Do podobnego incydentu doszło w Doniecku. Obserwatorzy znaleźli się w okolicach jednego z bazarów na przedmieściach, gdzie akurat doszło do ataku moździerzowego. Koło nich eksplodowało co najmniej 5 pocisków. Przedstawiciele OBWE natychmiast opuścili okolice.

Misja nie ma zamiaru jednak wyjeżdżać z Doniecka. Nadal będzie kontrolować przestrzeganie zawieszenia broni, które zostało ogłoszone 5 września. Obserwatorzy zajmują się też sytuacją na granicy rosyjsko-ukraińskiej. W najbliższym czasie misja ma otrzymać samoloty bezzałogowe.

IAR/pogorzelski/kijów/em/

3. Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działańMSW wesprze UkrainęSiemoniak: nie dozbrajamy Ukrainy, ale nie mamy nic przeciwko.

15.09.2014 (IAR) – Ukraina oczekuje do Unii Europejskiej i NATO pomocy w doposażeniu armii.

Trzeba rozważyć jakie cele ma Polska i z jakimi konsekwencjami powinna się liczyć w wypadku dostawy broni dla ukraińskiej armii – powiedział doktor Andrzej Szeptycki, politolog z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem gościa Polskiego Radia 24, decydując się na czynną pomoc, trzeba pamiętać o bezpieczeństwie Polski, prestiżu międzynarodowym oraz aspektach ekonomicznych.

Jak podkreślił doktor Szeptycki, „dostarczanie broni Ukrainie, o ile nie będzie miało charakteru symbolicznego zaowocuje ze strony rosyjskiej zwiększonym zaangażowaniem i eskalacją działań”.

Zdaniem Janusza Onyszkiewicz, byłego ministra obrony narodowej, armia ukraińska ma broń, choć nie wiadomo w jakim stanie. „Na Ukrainie jest dużo broni, będącej pozostałością po czasach radzieckich. Ta broń jest „zapuszczona” ponieważ nie była konserwowana. Z 10 czołgów, choć częściowo rozgrabionych, jeden można złożyć – podkreślił.

Jak zauważył Onyszkiewicz, armia ukraińska została w sposób całkowicie świadomy osłabiona.

Istotne znaczenie ma pomoc dowódcza i szkoleniowa – powiedział Artur Kacprzyk, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Chodzi o reformę systemu dowodzenia i systemu komunikacji. Zdaniem Kacprzyka, dostawy broni wspomogą Ukraińców i wzmocnią ich w stosunku do Rosjan, ale same w sobie niczego nie rozwiążą.

Zdaniem doktora Szeptyckiego, pomoc dla Ukrainy powinna uwzględniać zarówno uzupełnienie niektórych elementów uzbrojenia, pomoc w zaopatrzeniu medycznym oraz dostarczeniu ciepłej odzieży przed nadchodzącą zimą. Trzeba również pamiętać o pomocy doradczej i szkoleniach specjalistycznych dla dowódców i żołnierzy obsługujących specjalistyczny sprzęt wojskowy – podkreślili zgodnie goście debaty Polskiego Radia 24.

Polskie Radio 24/JF/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

15.09.2014 (IAR) – Polski sprzęt policyjny trafi na Ukrainę. Kijów dostanie go bezpłatnie, pokryjemy nawet koszty transportu – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Polskie MSW przekaże sprzęt nieodpłatnie ukraińskiemu resortowi spraw wewnętrznych. Nie ujawnia jednak jaki o jakie wyposażenie policyjne chodzi. Gazeta zauważa, że na podstawie umowy, której projekt powstał już w resorcie, można przekazać także broń.

Wyłącznym użytkownikiem mają być służby podległe tamtejszemu resortowi spraw wewnętrznych. Wśród nich jest Gwardia Narodowa, która bierze udział w walce z terroryzmem i obronie granic.

Dziennik dodaje, że analogiczną umowę MSW ma zamiar podpisać z Mołdawią.

Więcej szczegółów – w „Rzeczpospolitej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Rzeczpospolita”/kry

15.09.2014 (IAR) – Polska nie dozbraja Ukrainy, ale minister obrony nie widziałby w tym nic złego. Tomasz Siemoniak mówił w radiowej Jedynce, że niebawem będzie między innymi o tym, rozmawiał ze swoim ukraińskim odpowiednikiem.

O tym, że NATO sprzedaje Ukrainie broń poinformował wczoraj jej minister obrony Walerij Heletej. Minister Siemoniak mówił, że dotyczy to jednego kraju Sojuszu, i nie jest nim Polska. Dodał jednak, że w dozbrajaniu Ukrainy nie ma niczego złego, a Polska jest na to otwarta. Między innymi o tej sprawie Siemoniak ma rozmawiać z Heletejem, który za kilkanaście dni przyjedzie do Polski.

Tomasz Siemoniak zapewniał też, że na ostatnim szczycie NATO w Newport nie podjęto żadnych decyzji w sprawie dozbrajania Ukrainy. Sekretarz generalny Sojuszu dał jednak wolną rękę państwom członkowskim w sprawie dwustronnych uzgodnień w tej sprawie z Ukrainą. Minister Siemoniak dodał, że ewentualna sprzedaż broni musiałaby być poprzedzona sprawdzeniem czy jest to możliwe i czy oczekiwania Kijowa pokrywają się z naszymi możliwościami.

Wcześniej o dostarczaniu przez Polskę Ukrainie mówił doradca prezydenta Poroszenki, Jurij Łucenko. Później wycofał się z tych słów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Jedynka/to/nyg

polecam również: Szef MON na Ukrainie o współpracy wojska i przemysłu obronnego… Wkrótce zawarcie umów na niszczyciele i patrolowiec. podobne: Polski sprzęt dla „szpicy” NATO. Broń dla Ukrainy na własną rękę. Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność. Rosja zbuduje własne „Mistrale”.  oraz: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Putin i Poroszenko zadowoleni z rozejmu. Kijów nie cofnie procesów autonomizacji Donbasu. Kolej na Naddniestrze? i to: Ukraina: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych? a także: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej. podobne: Ostrzał cywilów na Ukrainie bez konsekwencji prawnych. Putin rozgrywa Unię Europejską. Siły Ukraińców słabną, a Rosja będzie podsycać konflikt. Gen. Pacek o militarnym wsparciu Ukrainy. Niemiecka gazeta nie chce wojsk NATO na wschodzie.

źródło: stooq.pl

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Secesja Szkocji ciąży Wlk. Brytanii. Komu niepodległa Szkocja bardziej potrzebna: Szkotom czy może Rosji?


1. Coraz większe prawdopodobieństwo rozpadu Wielkiej Brytanii. Salmond: Szkocja zagłosuje za niepodległością

8 Wrz 2014, Coraz więcej emocji wzbudza zaplanowane na 18 września referendum niepodległościowe w Szkocji. Ostatnie tygodnie to ciągła redukcja przewagi pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami separacji. Jeszcze miesiąc temu w sondażu YouGov aż 55% Szkotów chciało pozostać w Zjednoczonym Królestwie, a jedynie 35% popierało utworzenie oddzielnego państwa. Jednak z tygodnia na tydzień ten dystans się zmniejszał, by osiągnąć jedynie 6% na początku września. Wtedy ta sytuacja zaczęła wpływać na notowania funta, który z dnia na dzień tracił do dolara (co dodatkowo było wspomagane przez ogólny wzrost wartości „zielonego” na globalnym rynku).

Jeszcze więcej niepokojów co do przyszłości Wielkiej Brytanii wzbudził sondaż z minionego weekendu. Pierwszy raz według badań YouGov zwolennicy niepodległości zdobyli przewagę wynoszącą 2 punkty procentowe. Spowodowało to, że na otwarciu rynku walutowego GBP/USD (GBPUSD, 1.61225 +0.11%, News) spadł aż o 150 pipsów w porównaniu z piątkowym zamknięciem i osiągnął wartość 1.6170, co jest jednocześnie najniższym poziomem od listopada 2013 roku.

Tak znaczna przecena „szterlinga” ma związek z faktem, że Wielka Brytania może utracić około 30% powierzchni oraz 10% PKB. Nie do końca także wiadomo, co stanie się z państwowym długiem – czy mimo separacji całość długu pozostanie w UK, czy też pewną część weźmie na siebie Szkocja. Również więcej pytań niż odpowiedzi mamy w sprawie statusu między innymi banku RBS, którego znacznym udziałowcem jest Wielka Brytania (efekt ostatniego kryzysu). Bardzo trudno także powiedzieć, czy Szkocja utrzyma funta jako walutę rozliczeniową. Sugestie, które wysyła Londyn, dają do zrozumienia, że nie jest to możliwe. Jeżeli Szkocja chciałaby się posługiwać swoją walutą, musiałaby utworzyć swój bank centralny. Biorąc jednak pod uwagę to, jak FX potrafi być bezwzględny w wykorzystywaniu różnych słabości, spowodowałoby to znaczne ryzyko destabilizacji. Nie bez znaczenia są także problemy polityczne w UK. Dopiero od kilku dni Londyn tak naprawdę poważnie zaczął rozważać realną szansę odłączenia się północnej części kraju. Główne banki inwestycyjne prześcigają się w nowych prognozach dla „kabla”. W wypowiedzi dla dzisiejszego „Financial Times” Valentin Marinov strateg z CitiFX stwierdził, że „ruch w kierunku 1.5600 lub niżej nie może być wykluczony, jeżeli Szkocja opuści unię” Do 18 września (a jeżeli separacja dojdzie do skutku to znacznie dłużej) kwestia odłączenia będzie grała „główne skrzypce” w wycenie GBP/USD (również GBP/PLN (GBPPLN, 5.25129 +0.48%, News)) i rynek będzie się poruszać w rytm napływających sondaży.

W kwestii niepodległości wiele miejsca zajmuje kwestia przychodów z wydobycia ropy naftowej i gazu z Morza Północnego. Dzisiejszy „The Wall Street Journal” pochylił się nad tematem zauważając jednak, że nawet jeżeli całość wpływów z surowców zasilałaby budżet Edynburga, to i tak deficyt sektora finansów publicznych przekraczałby 5% PKB ze względu na hojny system zabezpieczenia społecznego. Wcale jednak nie jest jasne, czy rzeczywiście ropa i gaz w całości należą się Szkotom. To prawdopodobnie będzie (jak wiele innych kwestii) tematem negocjacji po referendum, natomiast przy założeniu, że wpływy z ropy i gazu są rozłożone po równo, biorąc pod uwagę obecny udział PKB deficyt budżetowy Szkocji wyniósłby 10% PKB.

Poza kwestiami surowców niejasny jest także status Szkocji w Unii Europejskiej. Nie wiadomo, czy Edynburg nie musiałby rozpoczynać nowych negocjacji akcesyjnych z Brukselą. Równie trudno przewidzieć, jak zachowałby się kapitał po ogłoszeniu separacji. Niewykluczone, że znaczna część depozytów w funtach zostałaby przetransferowana do Królestwa ze względu na niejasności co do przyszłej waluty rozliczeniowej (podobne obawy były w Grecji) czy też polityki fiskalno-monetarnej.

Rynek także coraz głośniej plotkuje na temat możliwości opóźnienia podnoszenia stóp procentowych przez Bank Anglii ze względu na niepodległościowe zamieszenie. Według informacji Bloomberga, kontrakty terminowe na stopę procentową zakładają, że pierwsza podwyżka nastąpi dopiero a Sierpniu 2015 roku, podczas gdy jeszcze miesiąc temu rynek pozycjonował się na luty (a przed raportem o inflacji spekulowano nawet o końcu bieżącego roku).

Marcin Lipka – Cinkciarz.pl

podobne: Eurokołchoz: 40 tysięcy bezdomnych w Hiszpanii. Katalonia chce niepodległości. oraz: Eurokołchoz: Pożyczka dla Grecji. Włochy – Bezrobocie najwyższe od 37 lat. Sardynia chce do Szwajcarii.

10.09.2014 (IAR) – Brytyjski premier wyjawił, że będzie załamany, jeśli Szkoci zagłosują w referendum za oderwaniem się od rodziny narodów Brytyjskiej Wspólnoty.

Przemawiając w budynku towarzystwa ubezpieczeniowego Scottish Widows w Edynburgu, David Cameron ostrzegł, że unia walutowa z niezależną Szkocją nie zadziała. Dodał, że jeśli Szkoci zagłosują za odłączeniem, Wielka Brytania „nie podzieli się z nimi nawet pensem”.

David Cameron zaznaczył, że decyzja Szkotów nie jest podejmowana – jak w przypadku wyborów parlamentarnych – na kolejnych pięć lat.

„To decyzja podejmowana na kolejny wiek” – dodał brytyjski premier.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/bbc.com/esz/dj

polecam również: „To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE. Atmosferę podgrzewa kandydatura Junkera na szefa KE i gadulstwo Sikorskiego.

11.09.2014 (IAR) – Za tydzień Szkocja zagłosuje za niepodległością. Tak mówił dziś na spotkaniu z dziennikarzami zagranicznych mediów pierwszy minister kraju, Alex Salmond. Sondaże pokazują, że zwolennicy i przeciwnicy niepodległości mają równe szanse. A szef Szkockiej Partii Narodowej podkreślał wagę głosowania, które będzie skutkować rozwiązaniem unii łączącej Edynburg i Londyn od 1707 roku.

„Szkocja jest o krok od zmienienia biegu historii. Oczy świata są na nią zwrócone. I widzą debatę – merytoryczną, spokojną i pełną energii Szkocja zagłosuje na „tak”. To jej życiowa szansa. Szansa na zbudowanie bardziej sprawiedliwego i zamożniejszego kraju” – powiedział.

Salmond przedstawiał głosowanie za niepodległością, jako naturalne zwieńczenie drogi, w którą Szkocja wyruszyła równo siedemnaście lat temu: drogi do autonomii, kiedy to zaczął tam działać szkocki parlament „W ciągu ostatnich 17 lat Szkocja stała się lepszym miejscem. To efekt działania nie jednej partii, a całego naszego parlamentu. To zlikwidowanie opłat za studiowanie i za opiekę nad starszymi. Sprawienie, by recepty były za darmo. To stwarzanie miejsc pracy i szans rozwoju oraz ochrona publicznej służby zdrowia” – dodał Alex Salmond.

Do czwartkowego głosowania zarejestrowała się rekordowa liczba mieszkańców Szkocji: ponad 4,25 mln

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/ Adam Dąbrowski, Londyn/ab

źródło: stooq.pl

…czemu Szkocja chce się oderwać od państwa które stanowi realną siłę w Europie i czy nie zdaje sobie sprawy z kosztownych konsekwencji secesji? Z drugiej strony na co Anglii „region” mocno zakochany w socjalizmie i zadłużony, który ewidentnie nie chce z nią jedności i robi wszystko żeby się oderwać działając destabilizująco na całą Wlk. Brytanię (dopóki stanowi jej część)?

2. Bilans skutków szkockiej secesji. Kto wspiera szkocki separatyzm.

Pisze  Tomasz Pichór:

„Wielka Brytania jest ciągle jednym z głównych (obok Stanów Zjednoczonych i Francji) państw Zachodu. Secesja Szkocji mogłaby podważyć jej mocarstwowy status ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Przez wiele lat wydawało się, że zawarta w 1707 r. unia pomiędzy Anglią i Szkocją jest czymś absolutnie trwałym. Szkoci (Tony Blair, Gordon Brown) byli brytyjskimi premierami, zaś Partia Pracy – dzięki poparciu uzyskiwanemu w Szkocji – była w stanie sprawować władzę w całej Wielkiej Brytanii. Mimo wcześniejszej burzliwej historii stosunków Szkotów z Anglikami, to zapoczątkowany przez królową Annę eksperyment zwany Wielką Brytanią, nader pomyślnie zdał historyczny egzamin. Tymczasem unia przeżywa właśnie najtrudniejsze chwile od czasów powstania szkockich jakobitów, zakończonego ich klęską w bitwie pod Culloden w 1745 r. Można spotkać się z opiniami, że upadek Imperium Brytyjskiego – do jakiego ostatecznie doszło w latach 60. XX wieku – spowodował, że zniknęła podstawowa przyczyna, która utrzymywała Szkotów i Anglików w jednym organizmie państwowym. W ślad za likwidacją „zewnętrznego imperium” nadszedł czas zakończenia dziejów „imperium wewnętrznego”, jakim jest wspólne państwo.
Wizja niepodległej Szkocji, jeszcze w latach 50. i 60. XX wieku była traktowana wyłącznie jako rodzaj nieszkodliwego politycznego dziwactwa, na które zapadali ludzie nie mający nic wspólnego z rzeczywistą polityką (jak aktor Sean Connery), jest dzisiaj popierana przez ponad 30 proc. Szkotów. Zaś powstała w 1934 r. Szkocka Partia Narodowa (SNP, Scottish National Party), postulująca przeprowadzenie referendum w sprawie szkockiej niepodległości, po wyborach w 2011 r. wprowadziła do lokalnego parlamentu 68 posłów (w poprzednich wyborach w 2007 r. zdobyła 47 miejsc), i po raz pierwszy utworzyła samodzielny rząd…
…Głównym problem A. Salmonda jest wypełnienie treścią hasła niepodległości Szkocji. Co właściwie miałaby ona oznaczać? Lider SNP pokazuje jako wzór niewielkie państwa z północy Europy, które żyją dostatnio dzięki zasobom ropy naftowej (jakie znajdują się na wodach okalających Szkocję). Sugeruje także, że w ramach Unii Europejskiej unia z Anglią nie jest już potrzebna, skoro Szkocja i Anglia i tak są całością większej, paneuropejskiej unii. Jednak pomysł pozostawienia brytyjskiego funta jako szkockiej waluty po ogłoszeniu niepodległości jest wyraźnym dowodem na to, że hasło niepodległości, na którym zbudowano siłę SNP, tak naprawdę nie zostało konsekwentnie przemyślane, zaś idea szkockiej niepodległości jest dzisiaj bardziej projektem zawodowych szkockich polityków, niż rzeczywistym problemem politycznym. Na jakiej podstawie zakładają, że Londyn zgodzi się na używanie angielskiego już wtedy funta przez niepodległą Szkocję? SNP zawierzając znajdującym się wokół Szkocji zasobom ropy naftowej, nie przedstawiło także rzeczywistego bilansu ekonomicznego potencjalnej niepodległości, choćby wzrostu bezrobocia wywołanego wycofaniem z północy Szkocji brytyjskich garnizonów RAF, Royal Navy oraz baz w których stacjonują rakiety Trident. Trudno także uważać, że Anglia dalej byłaby skłonna wspierać finansowo niepodległą Szkocję. Nic dziwnego, że pojawiły się pytania, zgłaszane na przykład przez Confederation of British Industry (CBI) Scotland, o gospodarcze konsekwencje pomysłów SNP.

Czy A. Salmond może więc skłonić Szkotów do niepodległości? Zwłaszcza w sytuacji, kiedy Unia Europejska jest pogrążona w kryzysie finansowym, zaś eurosceptyczna polityka brytyjskiego premiera Davida Camerona cieszy się powszechnym poparciem?…

…Wnioski

1. Wielka Brytania jest ciągle jednym z głównych (obok Stanów Zjednoczonych i Francji) państw Zachodu. Secesja Szkocji mogłaby podważyć jej mocarstwowy status ze wszystkimi tego konsekwencjami. Przede wszystkim osłabione zostałby siły zbrojne, a także pod znakiem zapytania stanęłaby przyszłość (jak i status państwowy) brytyjskiego potencjału nuklearnego. Mogłoby to mieć negatywne konsekwencje dla sprawności NATO, bowiem armia brytyjska jest jedyną armią europejską, która jest w stanie bez większych kłopotów technologicznych współpracować z armią amerykańską.

2. Otwarta zostałaby kwestia stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, bowiem nie byłoby wyraźnego powodu, dla którego Anglia ma utrzymywać stanowisko przyznane Wielkiej Brytanii. Casus Rosji, która odziedziczyła dawne miejsce ZSRR, mógłby już nie mieć zastosowania, bowiem samodzielna Anglia byłaby krajem nieporównywalnie słabszym niż Rosja w 1991 r.

3. Rozpad Wielkiej Brytanii otworzyłby szereg sporów terytorialnych w Europie (Gibraltar, Irlandia Północna) i w Ameryce Południowej (Falklandy). Pojawiłaby się także sprawa przynależności państwowej brytyjskich kolonii.

4. Rozpad Zjednoczonego Królestwa mógłby mieć negatywne konsekwencje dla Unii Europejskiej. Z jednej strony wyraźnemu osłabieniu uległaby pozycja Londynu, niechętnego wobec europejskiej integracji, z drugiej secesja Szkocji mogłaby spowodować nasilenie dążeń separatystycznych w innych częściach Europy, choćby w Hiszpanii (Kraj Basków), na północy Włoch czy we Francji (Korsyka). To zaś mogłoby doprowadzić do centralizacji władzy w państwach zagrożonych ruchami odśrodkowymi. Co więcej, szczególne zaangażowanie Brukseli po stronie szkockiej mogłoby spowodować coraz większą rezerwę państw narodowych wobec projektu europejskiego.

5. Z punktu widzenia Polski szczególnie niebezpieczne w związku ewentualną secesją Szkocji wydaje się być osłabienie zdolności militarnych Zjednoczonego Królestwa, a co za tym idzie i NATO. Zmniejszeniu uległaby także rola Londynu w integracji europejskiej, to zaś skazywałoby Polskę na opieraniu się w całości na europejskiej polityce Niemiec i Francji.

całość tu: geopolityka.org

…zgadzam się z wnioskami zawartymi w artykule i właśnie z tej perspektywy tłumaczę sobie dramatyczne/histeryczne wręcz zachowanie się Camerona i angielskiej opinii publicznej. Czego chcą sami Szkoci? Oczywiście samodzielności i większej swobody w zaprowadzaniu (po swojemu) „socjalistycznego raju”, za którego ograniczanie Wlk. Brytania ostatnio wzięła się bardzo poważnie, czy stoi jednak za tym coś więcej być może. Poważnie wygląda bowiem inny wątek genezy szkockiej secesji, który muszę się przyznać od dość dawna chodzi mi po głowie, ale nie wiedziałem jak się do niego zabrać aż tu bach! trafiłem na ciekawy tekst autorstwa Rafała Bauera, którego myśl przewodnią podzielam a oto fragment:

„…Choć świat zarechotał po historii z Anną Chapman w tle, Oleg Gordijewski nie ma wątpliwości, iż Rosja ma obecnie w UK znacznie więcej szpiegów niż kiedykolwiek w trakcie zimnej wojny. Czym się zajmują? Między innymi wspieraniem szkockiego separatyzmu. Powyższe bynajmniej nie dziwi: Zjednoczone Królestwo to od lat przedmurze interesów USA w Europie. Tym samym wszystko, co szkodzi Wielkiej Brytanii, de facto szkodzi również interesom USA. Do niedawna imputowanie szkockim secesjonistom relacji z Rosją nie mogło przynieść większych efektów w kraju, w którym powszechnie zarzuca się rządowi pełne zwasalizowanie wobec USA. Ale teraz?

Warto pamiętać, iż Alex Salmond, premier autonomicznego rządu Szkocji, w przypadku niepodległości zakłada przejęcie szkockiego majątku, czyli złóż gazu i ropy na Morzu Północnym. Londyn uspokaja inwestorów, że aktywa aktywami, ale po pierwsze: za aktywami pójdzie zadłużenie, a po drugie: wydobyciem zajmują się przecież prywatne firmy i powiązane z nimi jednostki. Owe firmy na wieść o możliwej secesji nie skaczą już jednak z radości. Wiadomo – zmiana państwa to nowe wymogi administracyjne, a nowa administracja to murowane kłopoty. Im bliżej do finału, tym więcej związanych z secesją Szkocji wątpliwości, choć ów spadek entuzjazmu nadal nie oznacza zmiany preferencji wyborczych. Przewaga zwolenników status quo jest krucha i może okazać się nietrwała. I z tej właśnie perspektywy konflikt na Ukrainie spada Cameronowi dosłownie jak z nieba, a im jest poważniejszy – tym lepiej dla brytyjskiej integralności. Czemu? Już od czasów sowieckich rosyjska flota podwodna systematycznie narusza wody terytorialne Wielkiej Brytanii w celu testowania tutejszego systemu obronnego. Podobnie jest i dzisiaj:

http://www.businessinsider.com/scottish-independence-and-russian-submarine-invasion-2014-8

Czy to coś zmienia? Warto zauważyć, że jeszcze niedawno wszelkie uwagi na temat obronności nie miałyby dla zwolenników secesji najmniejszego znaczenia. W miłującej pokój UE dla konfliktów terytorialnych nie było przecież ani miejsca, ani przyzwolenia. Obecne wydarzenia schłodziły nieco amatorów pełnej niepodległości. Przeciwnikom w Londynie dodały argumentów o sporej istotności: secesja jest bowiem niemożliwa, gdy oznacza dla pozostałych krajów królestwa stan zagrożenia.

W wielkiej grze, która obecnie się toczy, każdy ma coś do stracenia i coś do zarobienia. Rosyjskim postępom towarzyszy jasny sprzeciw wobec militarnego wsparcia Ukrainy, co wyraźnie sugeruje istnienie jakiejś kolejnej linii Curzona. Ale jeśli taka nawet powstała, wiedza o niej pozostaje w zacisznych gabinetach. Putinowi zależy na tym, aby dojść do niej w ramach militarnej operacji budzącej respekt i trwogę. Zachód i USA chciałyby się wykazać przeprowadzeniem kulturalnej, polityczno-ekonomicznej akcji, która barbarzyńskim hufcom zagrodzi drogę. Jeśli obecna wojna utrzyma się w rozmiarze „laboratoryjnym”, każdy sobie na niej dobrze zarobi…”

całość tu: rafalbauer.pl

…w związku z powyższym uważam że Anglicy zrobią absolutnie wszystko (łącznie ze sfałszowaniem wyborów) żeby zatrzymać przy sobie Szkocję jako integralną część imperium. Stawiam „orzechy przeciwko dolarom” 😛 że Szkocja nie odłączy się od Anglii (a przynajmniej nie teraz). Pamiętać bowiem należy o tym, że nie ważne, kto (i jak) głosuje, „ważne, kto liczy głosy” 😉

…Odys

Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.


„…kiedy podczas kampanii stręczenia tubylczemu narodowi traktatu akcesyjnego mądrzy i roztropni dawali do zrozumienia, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka, wielu zostało przekonanych do Anschlussu tym bardziej, że mówiąc franchement entre nous, ta cała niepodległość dla tzw. szarych ludzi, co to nie zostali zaliczeni, ani do starej, ani do nowej nomenklatury, nie wyglądała zachęcająco.

Byli jednakowoż skrupulaci, którzy demonstrowali obawy natury nie tyle merkantylnej, co duchowej – czy aby porażona bigoterią laickości Unia Europejska nie zacznie aby tresować nas na swój obraz i podobieństwo. Tych mądrzy i roztropni przekonywali na dwa sposoby. Po pierwsze – że owszem, Unia jest porażona bigoterią laickości, ale właśnie dlatego powinniśmy się do niej przyłączyć, żeby tę zlaicyzowaną Unię ewangelizować. Nie wszystkich to przekonywało, bo na przykład ja pytałem, dlaczegóż to nikt nie występuje z pomysłem, by gwoli skuteczniejszego ewangelizowania Europy Wschodniej, Polska powinna przyłączyć się do Wspólnoty Niepodległych Państw? Oczywiście takie pytania traktowane były wzgardliwym milczeniem, bo jużci – co tu odpowiedzieć, skoro gwoli ewangelizowania Unii musimy zgodzić się na Asnchluss, a gwoli ewangelizowania WNP – nie musimy?

Na wszelki jednak wypadek, by rozwiać wszystkie wątpliwości, mądrzy i roztropni zaklinali się na wszystkie świętości, że w sprawach światopoglądowych i obyczajowych państwa członkowskie mają zagwarantowaną suwerenność. Wprawdzie trudno było wskazać te spiżowe gwarancje, ale ponieważ mądrzy i roztropni deklarowali to z wielki przekonaniem, nie bardzo wypadało zaprzeczać. Żeby ugruntować to przekonanie wśród ludu, nawet tubylczy Trybunał Konstytucyjny solennie orzekł, że wprawdzie ustawodawstwo unijne ma pierwszeństwo przez tubylczym, jednak nie dotyczy to konstytucji, w której zapisane są spiżowe prawa – również w kwestiach światopoglądowych. Osobiście nie ufam już tubylczemu Trybunałowi Konstytucyjnemu od dnia, w którym uznał on uchwałę lustracyjną Sejmu za sprzeczną z konstytucją. I nawet nie chodzi mi już o sytuację, że uchwała ta nie była aktem prawnym w rozumieniu ustawy o TK, tylko poleceniem skierowanym do ministra spraw wewnętrznych, a w tej sytuacji Trybunał nie miał prawa w ogóle się nią zajmować – na co w votum separatum zwrócił uwagę sędzia Wojciech Łączkowski – ale przede wszystkim o to, że prof. Zoll odczytał uzasadnienie o objętości 30 stron maszynopisu zaledwie w półtorej godziny po zamknięciu przewodu sądowego. Przekonało mnie to, że cała ta rozprawa była jedynie skeczem, odegranym gwoli stworzenia pozorów przyzwoitości.

Okazało się, że ta nieufność wobec orzeczeń tubylczego TK jest uzasadniona również i z tego powodu, że jeszcze w roku 1964 Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu w sprawie Flaminio Costa vs. ENEL sformułował zasadę pierwszeństwa prawa unijnego nad prawem krajów członkowskich – bez względu na rangę ustawy. Orzeczenia ETS w Luksemburgu mają dla krajów członkowskich Unii rangę źródeł prawa, toteż nic dziwnego, że w przypadku ewidentnej sprzeczności tzw. europejskiego nakazu aresztowania z tubylczą konstytucją, została ona z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego zmieniona i odtąd można było dokonywać ekstradycji polskich obywateli zgodnie z regulacjami unijnymi. Zapewne z tego samego powodu pani sędzia Małgorzata Jungnikiel uczestnicząc z niżej podpisanym w sympozjonie na Uniwersytecie Warszawskim, poświęconym m.in. prawno-ustrojowym aspektom wejścia Polski do unii walutowej oświadczyła otwartym tekstem, że polskie sądy będą stosowały prawo unijne nawet w przypadku jego sprzeczności z polską konstytucją.

Dodatkowym uzasadnieniem takiego stanowiska jest tzw. zasada lojalnej współpracy, proklamowana w traktacie lizbońskim, ratyfikowanym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 października 2009 r. Stanowi ona, że państwo członkowskie powinno powstrzymać się przed każdym działaniem, które m o g ł o b y z a g r o z i ć urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej. Ponieważ chodzi o cele Unii, to jest oczywiste, że ocena, czy jakieś działanie państwa członkowskiego mogłoby tym celom zagrozić, należy do władz UE – bez względu na zakres kompetencji przekazanych Unii przez państwa członkowskie. Wspominam o tym wszystkim po to, by pokazać, że te rzeczy były, a przynajmniej powinny być znane mądrym i roztropnym zarówno w roku 2003, kiedy odbywało się u nas referendum akcesyjne, jak i w roku 2009, kiedy to Umiłowani Przywódcy poskąpili narodowi prawa wypowiedzenia się w sprawie traktatu lizbońskiego w referendum. Mówiąc wprost – wygląda na to, że mądrzy i roztropni, deklamując o gwarancjach zachowania przez państwa członkowskie UE suwerenności w sprawach światopoglądowych i obyczajowych, najzwyczajniej w świecie mijali się prawdą.

Dlatego też teraz, kiedy nadający ton Unii Europejskiej socjaliści i komuniści postanowili przyspieszyć rewolucję komunistyczną, realizowaną według strategii zaproponowanej przez Antoniego Gramsciego, okazuje się, że żadnych gwarancji nie ma! Warto zwrócić uwagę, że strategia Gramscciego jest zasadniczo odmienna od znanej nam strategii bolszewickiej. W strategii bolszewickiej kładziono nacisk przede wszystkim na gwałtowną zmianę stosunków własnościowych, masowy terror i masowe duraczenie, nazywane inaczej „pieriekowką dusz”. W strategii Gramsciego masowe duraczenie wysuwa się na plan pierwszy i chociaż narzędzia terroru są stworzone, np. w postaci penalizowania „nienawiści”, to bez wyraźnej konieczności nikt z nich nie korzysta, m.in. dlatego, żeby przedwcześnie nie spłoszyć duraczonych. Ale chociaż strategia jest odmienna, to w każdym przypadku cel jest ten sam: wyhodowanie człowieka sowieckiego i zbudowanie mu państwa totalitarnego, jako naturalnego środowiska. (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Dlatego też pani minister Joanna Kluzik Rostkowska, która pokazała, że dla dobrej posady zdolna jest do wszystkiego, na wieść, że oprócz lekarzy, również nauczyciele chcieliby odwołać się do klauzuli sumienia, oświadczyła, że szkoła publiczna powinna być „neutralna światopoglądowo”, a nauczyciel, który neutralności tej nie będzie przestrzegał – „łamie prawo”. Ale szkoła, podobnie jak i państwo, „neutralne światopoglądowo” być nie mogą. Państwo – bo musi ustanawiać prawa, a zatem – arbitralnie określać, jaka etyka obowiązuje na terenie publicznym. A ponieważ każda etyka zakotwiczona jest w konkretnym światopoglądzie, który dostarcza uzasadnienia dla jej norm i hierarchii tych norm, to państwo, ustanawiając konkretne rozwiązanie prawne i decydując tym samym, jaka etyka obowiązuje na terenie publicznym – siłą rzeczy preferuje światopogląd, który tę etykę uzasadnia – a więc nie jest „neutralne”.

Podobnie szkoła, której celem jest nie tylko nauczanie, ale i wychowanie ucznia, to znaczy – wpojenie mu konkretnego systemu wartości – „neutralna światopoglądowo” być nie może, bo każdy system wartości wypływa z konkretnego światopoglądu. W tej sytuacji „neutralność światopoglądowa”, zarówno w państwie, jak i w szkole jest tylko pseudonimem rugowania z terenu publicznego światopoglądu chrześcijańskiego na rzecz „laickości”, to znaczy – etyki sytuacyjnej, w której dobre jest to, co na danym etapie za dobre uzna partia. Mamy zatem do czynienia z walką o kształt cywilizacji, w której stawką jest to, czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy też to się nie uda, i na jej gruzach zatriumfuje komunizm. Sytuację pogarsza fakt, że pod wpływem podszeptów i propagandy mądrych i roztropnych, włożyliśmy w ręce wrogów łacińskiej cywilizacji narzędzia, dzięki którym dzisiaj doprowadzają nas oni do stanu bezbronności.”

źródło: Stanisław Michalkiewicz  

S. Michalkiewicz o ideologii marksizmu kulturowego

podobne: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. i to: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia.  a także: „Virtus est perfecta ratio” Cyceron… a „Gdy rozum śpi budzą się demony” Goya polecam również: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. oraz: Bezpardonowy atak marksizmu.

lewica, lewak

Zimowe igrzyska dały zarobić. Chociaż ich nie ma (i nie będzie) to już kosztowały podatników 10 mln. zł


26.06.2014 (IAR) – Ponad 10 milionów złotych kosztowała Kraków przygoda z igrzyskami olimpijskimi. Urzędnicy podliczyli wydatki na walkę o organizację zimowych igrzysk w 2022 roku.

Łączny koszt tych działań, co do grosza, przedstawiła wiceprezydent Krakowa Magdalena Sroka. Wyniósł on 10.790.021,54 złotych.

Najwięcej pieniędzy wydano na promocję igrzysk i działalność szwajcarskiej firmy, która przygotowała wniosek aplikacyjny Krakowa do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Dotację na ten cel przekazało miastu Ministerstwo Sportu, które teraz domaga się zwrotu pieniędzy. Zdaniem wiceprezydent Krakowa Magdaleny Sroki jest to niezgodne z prawem. „Jeżeli pieniądze nie zostaną nam przelane podejmiemy kroki prawne” – zaznaczała w rozmowie z IAR.

Kraków zalega jeszcze z płatnościami na prawie 900 tysięcy złotych. Tylko szwajcarskiej firmie EKS musi zapłacić ponad 750 tysięcy złotych.

W lokalnym referendum, Krakowanie w prawie 70 procentach opowiedzieli się przeciwko organizacji zimowych igrzysk w mieście. Po głosowaniu, władze miasta zdecydowały o wycofaniu się z walki o olimpijski znicz.

10 dni temu walne zgromadzenie Komitetu Konkursowego „Kraków 2022” podjęło decyzję o likwidacji stowarzyszenia odpowiedzialnego za walkę o zimowe igrzyska dla Krakowa. Komitet był utrzymywany ze składek Kościeliska, Zakopanego, Bukowiny Tatrzańskiej, województwa małopolskiego oraz strony Słowackiej.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Paweł Pawlica – Kraków / wk

źródło: stooq.pl

podobne: Euro 2012 trwa i daje dobrze zarobić. Mucha odpytywana z koncertu Madonny. Prokuratura na pomoc fiskusowi. oraz: NIK negatywnie o nadzorze nad budową Stadionu Narodowego. Przetarg na zadaszenie Stadionu Śląskiego – do unieważnienia. a także: Bez „chleba i igrzysk” nie daj Boże, więc bez względu na decyzję MKOL powinny ruszyć inwestycje sportowe.

…bez komentarza… obrazek

rys. Buch

rys. Buch

cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem.


fragment:

Szwajcaria, ostatni bastion demokracji i rozsądku w coraz bardziej zidiociałym świecie, nie przestaje zadziwiać. Ostatnio Szwajcarzy zadziwili odrzucając w referendum inicjatywę związkokracji wprowadzenia płacy minimalnej CHF22/h. Bardziej zadziwiające niż samo odrzucenie tego socjalistycznego bękarta jest styl w jakim został on odrzucony. Był to ambarasujący dla lewactwa nokaut. Ponad 77% głosujących głosowało przeciw jak również zdecydowana większość kantonów: 24 na 26.(…)

(…)Cena pracy nie może przekraczać tego co ta praca jest warta, tyle jest jasne. Socjaliści nie rozumieją jednak przyczyny dla której Roche czy Novartis nie płacą swoim pracownikom minimalnej stawki CHF22 ale z własnej i nieprzymuszonej woli dają im dwa razy tyle, i więcej. Jeśli się tego nie rozumie łatwo jest postulować administracyjne podniesienie poprzeczki dla wszystkich. Otóż Roche czy Novartis mogą płacić wyższe pensje ponieważ są one już wynikiem wcześniej poczynionych inwestycji które te wyższe płace umożliwiają. O tym kto płaci więcej a kto mniej jednak decydować powinien rynek, a nie rząd. „Misie” natomiast niekoniecznie mają takie możliwości jak Novartis i nie zawsze mogą z nim konkurować wysokoscią uposażeń. Dlatego są „misiami”, a nie Novartisami czy Roche.

Jeżeli teraz mamy gościa który nie jest w stanie wyprodukować produktów czy usług wartych pewne minimum to nie ma możliwości zapłacić mu więcej. Inaczej mamy socjalizm. Takiego gościa narzucona odgórnie płaca minimalna skarze jedynie na permanentne bezrobocie, mimo że byłby on chętny do pracy za mniej. Jest to szczególnie istotne w przypadku osób młodych, bez doświadczenia, wchodzących dopiero na rynek pracy. Ich zatrudnienie wiąże się często z procesem doszkalania i „training on the job”. Osoba taka, mówiąc wprost, może nie być początkowo warta narzuconej z góry płacy minimalnej. Im większe bariery narzucane administracyjnie przez państwo tym większe jest ryzyko pracodawcy i tym mniejsze są  jej szanse na rynku.

Narzucona odgórnie płaca minimalna zwiększa – on the margin – bezrobocie, nie ma innej możliwości. Jeśli byłoby inaczej czemu nie zadekretować płacy minimalnej $100/h i uszczęśliwić nią każdego?

źródło: dwagrosze.com

płaca minimalnapodobne: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów.

polecam również: Rząd znowu duje w Dudę… i rabuje obywateli rękami „związkowców” a Piechociński szykuje „wisienkę”

oraz: Terror związków zawodowych. Wszyscy się boją!

Eurokołchoz: Pożyczka dla Grecji. Włochy – Bezrobocie najwyższe od 37 lat. Sardynia chce do Szwajcarii.


01.04.2014 (IAR) – Grecja, pogrążona w kryzysie, otrzyma kolejny zastrzyk finansowy. Ministrowie finansów strefy euro, na spotkaniu w Atenach, zgodzili się odblokować fundusze i wypłacić greckiemu rządowi 8 miliardów 300 milionów euro. Pieniądze zostały podzielone na trzy transze, pierwsza ma wynieść ponad 6 miliardów euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/Beata Płomecka/Bruksela/sk                …źródło: stooq.pl

podobne: UE – Trojka: Grecja spełnia warunki udzielenia jej dalszej pomocy

01.04. Rzym (PAP) – Do 13 procent wzrósł w lutym we Włoszech wskaźnik bezrobocia. Jest on najwyższy od 37 lat – podał we wtorek Instytut Statystyczny Istat. Bez pracy jest 3,3 miliona Włochów. Rekordowo wysokie jest bezrobocie wśród młodzieży – sięga ono już 42,3 procent.

W porównaniu ze styczniem, w lutym bezrobocie w kraju wzrosło o 0,2 punktu procentowego. Jego najwyższy poziom od roku 1977 – jak podkreśla się w analizach danych Istat – jest kolejnym dowodem na to, jak fatalny wpływ na sytuację na rynku pracy miała najcięższa recesja w powojennej historii Włoch. Oficjalnie jej koniec ogłoszono na zamknięcie minionego roku, ale wciąż odczuwalne są jej skutki, zaś próby ożywienia gospodarczego uważane są nadal za zbyt słabe.

Wśród młodych ludzi w wieku od 15 do 24 lat, którzy nie uczą się i nie studiują, wskaźnik bezrobocia osiągnął 42,3 procent. Od lutego 2013 roku wzrósł o 3,6 punktu.

Nowy premier Matteo Renzi zapewnia, że walka z ciężkim kryzysem na rynku pracy, zwłaszcza wśród młodzieży, będzie jednym z priorytetów jego rządu. Gabinet opracował w marcu zestaw uregulowań, zebranych w projekcie dużego rozporządzenia, noszącego nazwę Jobs Act. Znajdują się w nim różne propozycje uproszczenia przepisów i zasad działania rynku pracy. Wkrótce trafi on pod obrady parlamentu. (PAP)

sw/ pad/                                                                                                 …źródło: stooq.pl

podobne: Włochy: przerażające bezrobocie.

Inicjatywa Sardynii wyjścia spod zarządu Włoch i EU  i dołączenia do konfederacji szwajcarskiej zaczyna nabierać tempa. Po akceptacji przez rząd Włoch i zgodzie Komisji Europejskiej wypowiedzieć się na ten temat w referendum w połowie maja mają Szwajcarzy. W przypadku pozytywnego wyniku inkorporacja Sardynii do konfederacji szwajcarskiej byłaby pierwszym rozszerzeniem terytorialnym Szwajcarii od 1815 roku kiedy to włączono trzy kantony francusko języczne: Valais, Neuchatel i Genewę…

Sondaże wskazują że zwolennicy i przeciwnicy włączenia Sardynii idą łeb w łeb. Jako pozytyw postrzegany jest potencjał rozwojowy drugiej wielkością wyspy Morza Śródziemnego, zwłaszcza rozwoju przemysłu morskiego i turystyki. Posiadający często domki rekreacyjne w Alpach Szwajcarzy mogą też polubić ideę drugiego domku rekreacyjnego przy ciepłej plaży. Lot z Zurychu do Cagliari nie trwa dłużej niż do Krakowa. Istotny jest też brak bariery językowej; włoski jest już jednym z oficjalnych języków federacji… 

więcej tu: dwagrosze.com

podobne: w budżecie brakuje a hiszpańskie wioski na sprzedaż

polecam również: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Polskie szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków, ale MEN uparcie broni „reformy”


24.10.2013 (IAR) – Polskie szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków – alarmuje Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodzica. W Sejmie trwa dyskusja nad referendum edukacyjnym Ratuj Maluchy i Starsze Dzieci Też.

Problemem jest zaplecze techniczne w placówkach. Między innymi chodzi o brak odpowiedniego zaplecza sanitarnego.

Tak jest między innymi w Nowym Sączu. Józef Klimek, dyrektor Wydziału Edukacji Miasta mówi, że raczej się to nie zmieni w najbliższym czasie, bo nie ma na to pieniędzy. Pod wnioskiem o referendum zebrano prawie milion podpisów. Trafiły one do Sejmu 12 czerwca. Na liście podpisała się również Pani Kinga z Nowego Sącza, która nie chce posyłać swojej córki wcześniej do szkoły. Jak mówi Informacyjnej Agencji Radiowej w ten sposób chce się odebrać maluchom dzieciństwo. Organizatorzy akcji zaproponowali pięć pytań do referendum. Obywatele mieliby odpowiedzieć, czy są za przymusem szkolnym dla sześciolatków, obowiązkiem przedszkolnym dla pięciolatków, przywróceniem pełnego kursu historii i innych przedmiotów w liceum ogólnokształcącym, przywróceniem systemu „8 lat podstawówki, 4 lata szkoły średniej” oraz czy są za powstrzymaniem procesu likwidacji szkół publicznych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Monika Chrobak/pbp      …źródło: stooq.pl

24.10.2013 (IAR) – Nie rewolucja, a korekta. Minister edukacji broni posłania sześciolatków do szkoły i całego systemu edukacyjnego. Dziś w Sejmie debata nad wnioskiem obywatelskim o referendum edukacyjne. Wnioskodawcy chcą między innymi likwidacji obowiązku szkolnego dla 6-letnich dzieci.

Minister Krystyna Szumilas mówiła w Salonie Politycznym Trójki, że kolejna rewolucja w systemie edukacji nie jest potrzebna. Tym bardziej, że prace straci wielu nauczycieli, a uczniowie będą zmuszenia do zmiany szkół. Zdaniem minister, wystarczą jedynie minimalnie korekty. Szefowa MEN podkreśliła, że 1 września 2014 roku szkoły będą musiały być gotowe na przyjęcie sześciolatków. Dodała, że już dziś w 90 procentach szkół bądź oddziałów przyszkolnych, ta grupa wiekowa już jest. Minister mówiła też, że kuratorium oświaty bada i naprawia wszelkie nieprawidłowości wskazane przez inicjatorów wniosku o referendum.

Krystyna Szumilas uważa, że nie należy też likwidować gimnazjów. To także postulują wnioskodawcy ze stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców. Zdaniem minister edukacji, gimnazja przyniosły dobry efekt, bo dzięki nim polscy uczniowie osiągnęli największy w Europie postęp w zdobywaniu umiejętności. (czyżby? 😀 polecam zatem lekturę “Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” Odys) A problematyczna kwestia bezpieczeństwa – zdaniem minister – może być rozwiązana dzięki dobrej współpracy z policją i miejscowymi stowarzyszeniami, które pomogą nauczycielom.

Pod wnioskiem o referendum zebrano prawie milion podpisów. Organizatorzy akcji zaproponowali pięć pytań. Obywatele mieliby odpowiedzieć, czy są za obowiązkiem szkolnym dla sześciolatków, obowiązkiem przedszkolnym dla pięciolatków, przywróceniem pełnego kursu historii i innych przedmiotów w liceum ogólnokształcącym, przywróceniem systemu „8 lat podstawówki, 4 lata szkoły średniej” oraz czy są za powstrzymaniem procesu likwidacji szkół publicznych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Trójka/to/pbp       …źródło: stooq.pl

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

….Nie no rewelacyjne rozwiązanie problemu… Szkoły nie są gotowe (i w najbliższym czasie nie będą bo nie ma na to pieniędzy) ale będą musiały być gotowe na przyjęcie sześciolatków bo tak stoi w ustawie (sic!)… Wiedziano że nie będą gotowe a mimo to „nierząd” zdecydował się na reformę żeby zadowolić lobby nauczycielskie. A teraz się oburza że ludzie nie chcą tych zmian i nazywa ten protest „rewolucją” jakby to co sami zrobili rewolucją nie było… Rzeczywiście mądrzy i wyedukowani ludzie rządzą Polską. Logiki i samokrytyki (o rehabilitacji za błędy nie wspominając) za grosz! Aż dziw że tą butą i ignorancją żadna ministerialna gęba jeszcze się nie udusiła.

Niestety drodzy rodzice. Ceną demokracji (najgłupszego ustroju na świecie) jest totalitarna władza mniejszości nad większością która mylnie uważa że jest na odwrót i domaga się jakiegoś „referendum”… Niewtajemniczonych informuję, że to tylko inna forma totalitaryzmu w którym stada bezimiennych urzędasów mogą podejmować pod płaszczykiem tzw. „prawa” choćby najgłupsze decyzje w imię „dobra ogółu”. Dzięki rozmytej odpowiedzialności mogą działać zupełnie bezkarnie, mając w nosie wolę wyborców za to dogadzając wszelkim lobby które utrzymują się z pieniędzy jakie władza zgrabia „lódowi”. W tym wypadku chodzi o lobby nauczycielskie, które dzięki zagonom 6-latków będzie miało co robić (póki co) a postępujące bezrobocie wśród kadry nauczycielskiej zostanie chwilowo powstrzymane. Nie trzeba być nie wiadomo jak zorientowanym żeby móc samemu wywnioskować oczywistą oczywistość z tej wypowiedzi: „Minister Krystyna Szumilas mówiła w Salonie Politycznym Trójki, że kolejna rewolucja w systemie edukacji nie jest potrzebna. Tym bardziej, że prace straci wielu nauczycieli„…i to tyle w temacie. Dobro dzieci? Siedzieć cicho! Bo dzieci i ryby głosu nie mają. Jest to oczywiście odwlekanie nieuniknionego, gdyż w społeczeństwie w którym ubywa dzieci pracy dla nauczycieli z roku na rok będzie coraz mniej. Dziwić więc może to, że nie ubywa chętnych na uczelniach kształcących nauczycieli, którzy jako grupa zawodowa są w obecnej sytuacji skazani na bezrobocie, ale każdy dorosły powinien sam wiedzieć co dla niego dobre.

Kolejną kwestią jest fakt, że dzięki tej „reformie” (tj. przymusie edukacji 6 latków) rząd może od najmłodszych lat indoktrynować młodzież i dzieci na swój „klucz” (Edukacja: Ile jest wiedzy w wykształceniu?). Gwałtowna reakcja MENu i próby wyśmiewania oddolnych inicjatyw rodzicielskich wobec patologii jakie polskim dzieciom fundują nasi „umiłowani przywódcy”, jasno pokazują że strach przed utratą kontroli nad edukacją jest spory. Należy sobie jasno powiedzieć że żadne z pytań referendalnych nie jest na rękę „troskliwej władzy” która lubi mieć monopol na ideologię i światopogląd jakie wtłacza naszym dzieciom od najmłodszych lat.

…Odys

Edukacja - Vitek Skonieczny

Edukacja – Vitek Skonieczny