Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest.


Artur Grottger – Polonia VI. Obrona dworu

„…Z opowieści o czombrowskim domu, który próbował przetrwać bolszewików z ich metodycznym, zaplanowanym paleniem polskich dworów najbardziej chcę pamiętać jedną, podzieloną na dwie części. Nie jest to opowieść o przyrządzaniu tortu makowego, czy o ubieraniu choinki, ani o pięknych paniach w wytwornych sukniach popijających herbatę w trzcinowych fotelach. To opowieść o Majowym, której pierwsza część jest taka:

„Przed I wojna, w przedpokoju koło drzwi do jadalni stał ołtarzyk z figurką Matki Boskiej, przystrojony kwiatami. Wieczorami zbierali się przy nim domownicy i część służby. Przy zapalonych świecach Maria intonowała kolejne wezwania, a pozostali odpowiadali „Módl się za nami”. Po powrocie [po I wojnie] do pustego czombrowskiego dworu zwyczaj ten powrócił, z tym, ze teraz wszyscy klękali w ogołoconym z mebli salonie. I znów jak dawniej płynęły przy świetle świecy słowa Litanii Loretańskiej. Maj 1942 roku jeszcze udało się jakoś przeżyć w miarę spokojnie.”

Druga część opowieści czeka tuż tuż:

„Bardzo szybko zaczął sie nowy koszmar, gdy w okolicy pojawiła się sowiecka partyzantka. W dzień zagrażali Niemcy, w nocy czerwoni partyzanci (…) Od września 1942 roku czerwone bandy rozpoczęły palenie stodół ze zbiorami i stogów zboża, aby w ten sposób zniszczyć zaplecze aprowizacyjne dla Niemców. (…) Czombrowska stodoła z całym użątkiem spłonęła w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1942 roku.
A potem przyszedł czas na dwory i ich mieszkańców. Dowódcy oddziałów partyzanckich dostali dyrektywy wraz z dołączonymi formularzami sprawozdawczymi. W punkcie 29. mieli wpisywać spalone dwory.(…)
16 maja 1943 roku, kiedy w Czombrowie szalały bzy i śpiewały słowiki czerwoni partyzanci przyjechali po południu. Podpalali od czterech narożników.
I tu Joanna Puchalska, autorka książki Dziedziczki Soplicowa, która mnie przez Czombrów prowadziła cytuje Zosię z filmowego planu, wnuczkę ostatniej właścicielki:
Wynosiliśmy w pospiechu tłumoczki naprędce zgarniane, a partyzanci wnosili i rozsypywali na podłodze słomę. Zebraliśmy się na trawniku przed domem. Babunia uklękła i rozpoczęła ostatnie w Czombrowie majowe. Królowo Męczenników, Królowo Wyznawców, Królowo Polski – módl się za nami. A dom płonął jak wielka ofiarna świeca.”

Kto zobaczy w tej scenie tylko pławienie się w roli dyżurnego męczennika Europy – niczego z Polski nie zrozumiał. Bo dworu dziś nie ma. Są rodzinne groby kolejnych właścicieli majątku i szczątki kaplicy cmentarnej. Nie ma dworu, a jest. Wciąż jest.” (Anna Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (1) – Czombrów)

„…wciąż widywałam w portalach turystycznych sformułowane bez potrzeby jakiegokolwiek wytłumaczenia frazy: „Dwór oddany na skarb państwa”. A na mosiężnych tabliczkach – informacje: „W posiadaniu muzeum od 1946 roku”. No, dobrze, , czasem muzeum podawało trop nieco dokładniejszy choć wciąż pełen niespotykanej dyskrecji, jak na przykład: „Z kolekcji Potockich w Krzeszowicach”, które to Krzeszowice można było sobie obejrzeć w stanie lekko zrujnowanym w sieci i dośpiewać resztę.
Czytałam, oglądałam, już widziałam w tym i ludzi i rolę jaką obywatele ziemscy pełnili przez stulecia. A jednak dopiero rok temu zadałam sobie pytanie, od którego wszystko powinno się zaczynać.

Ile? 

Ile majątków zabrał obywatelom ziemskim w 1944 roku dekret PKWN, podpisany przez Bieruta, Osóbkę Morawskiego, Wasilewską, Berlinga? Do tej pory wiedziałam, że dużo, widziałam szczegóły tej nienazwanej w historiografii oficjalnej opowieści. Ale nie zapytałam siebie o skalę. A skala stała się oczywista, kiedy tylko wyciągnęłam po nią rękę. Ciotka Wiki, od czci i wiary często odsądzana, podała mi ją tacy. Prawie dziesięć tysięcy majątków ziemskich zabrano ludziom tu, w tych granicach, które narysowała dla nas Jałta. Kolejne piętnaście tysięcy pozostało za grubą kreską mapy, zaproponowaną przez Curzona jeszcze w negocjacjach ryskich…” (Anna-Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (2) – Ile?)

podobne: Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta oraz: Kobus: Czy własność może szkodzić? i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

„…Rok 1989 rozbudził nadzieje środowisk poszkodowanych tzw. nacjonalizacją, że zagrabiona Polakom własność nareszcie zostanie zwrócona, a oni sami w końcu przestaną być obywatelami drugiej kategorii i zaczną podlegać cywilizowanemu prawu. Wydawało się to i naturalne, i oczywiste, zwłaszcza, iż lansowano wówczas modne pojęcie „państwa prawa”. I rzeczywiście, pewne własności zostały zwrócone, w tym część kamienic i własność związków wyznaniowych, w tym własność kościelna i potem, w 1997 r. – własność gmin żydowskich…

…Nadzieją dla środowisk poszkodowanych nacjonalizacją były rządy PiSu. Środowiska te wyrażały wielką radość po wyborczych zwycięstwach Kaczyńskich. Nareszcie! Teraz tylko jeszcze reprywatyzacja i Polska popłynie, będzie znowu Polską! Takie były powszechne nastroje. Z czasem jednak okazało się, że PiS do reprywatyzacji miał stosunek mętny i niejasny, a po uważniejszym sprawdzeniu – w istocie niechętny. Sam Jarosław Kaczyński wypowiadał się PRZECIWKO zwrotowi Polakom zagrabionej własności. Ze względu na nacisk społeczny /ogromne poparcie przez nasze środowisko Kaczyńskich w wyborach/, PiS na siłę rozpoczął niemrawe procedowanie nad SLDowskim projektem reprywatyzacyjnym – zwrotu 15% wartości mienia, BEZ PRAWA ZWROTU MAJĄTKU W NATURZE /a więc z szansą szczucia na dawnych właścicieli, że obciążają budżet państwa i ograbiają egoistycznie podatników/. Iście szatański projekt!

Spójrzmy na to matematycznie, bo matematyka nie kłamie. Jeżeli bolszewia zabrała 100% majątku, a komuniści i za nimi PiS chcieli oddać 15% /naturalnie ze wspólnej kasy!/, to proste działanie: 100% – 15% = 85% oznacza, że PiS również występował w roli bolszewii, że był nią w 85% i na dodatek chciał ponownie rąbnąć wspólną kasę Polaków na 15% wartości zwracanego mienia… 

… reprywatyzacja jest – poza dochowaniem elementarnej sprawiedliwości i poza zadośćuczynieniem za wyrządzone krzywdy i nieprawości – rzeczywistą dekomunizacją na polu gospodarczym. I to nawet w znaczeniu symbolicznym, gdyż najsmaczniejsze kąski z zagrabionego majątku przejęli komuniści i ich ZSLowscy komiltoni.

Poza własnością miejską /kamienice, domy, parcele/ i kościelną, w swej zasadniczej masie reprywatyzacja dotyczy środowisk przemysłowych /w niewielkiej części/, środowisk ziemiańskich /ziemianie domagają się zwrotu w naturze zaledwie 5% gruntów rolnych w kraju, co stanowi zaledwie 20% areału gospodarstw popegeerowskich/, rolników i drobnego przemysłu wiejskiego, rolno – spożywczego.

Szacuje się, że rodzin ziemiańskich , zainteresowanych reprywatyzacją jest około 14 tysięcy /szacunki nawet od 9 tysięcy/, a rodzin chłopskich od 340 tysięcy do 400 tysięcy. Przyjmując tradycyjną liczebność, zwłaszcza rodzin chłopskich, daje to szacunkową liczbę ok. 3 milionów osób, oczekujących na zwrot własności. A są to środowiska tradycyjnie prawicowe, związane z Kościołem, przenoszące przez pokolenia polskie tradycje społeczne, polityczne, gospodarcze i kulturalne.

Zanim opiszę sytuację ziemian, która jest mi najbardziej znana, chcę podkreślić że bardzo tragiczne w skutkach było „rozkułaczanie” rolników, czyli grabież większych i sensowniej prowadzonych gospodarstw chłopskich i ziemi drobnej szlachty zagrodowej, która od warstwy chłopskiej różniła się tylko pieczołowicie przechowywanym rodowym klejnotem. Dla chłopów i „szaraczków” zabór ziemi i domów był niewyobrażalną tragedią – bez wykształcenia i środków materialnych pauperyzowali się i ginęli w wielkich miastach. Niczego bowiem, poza uprawą ziemi, nie potrafili…(KOSSOBOR – Dlaczego w Polsce nie ma reprywatyzacji? UKRYTA PRAWDA. Część I)

podobne: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)  oraz: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego i to: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński a także: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu

„…Przeglądając z konieczności archiwalia, natknęłam się na teczkę z korespondencją znakomitego rolnika, właściciela sporego kawałka ziemi na Pomorzu, z Juliuszem Poniatowskim. Poniatowski był ministrem Rolnictwa i Reformy Rolnej. Tak się to ministerstwo nazywało. Był tym ministrem wielokrotnie, poczynając od Tymczasowego Rządu Republiki Polskiej w Lublinie Ignacego Daszyńskiego, w listopadzie 1918 roku. Rząd ten miał ubiec Radę Regencyjną. Jednym z postulatów tego rządu, szokująco lewicowego, była likwidacja wielkiej i średniej własności ziemskiej. W sumie Poniatowski był ministrem rolnictwa wielokrotnie, w różnych rządach, a w przerwach działał w oświacie. Wincenty Witos usunął go ze stanowiska, nie zgadzając się z Poniatowskim w kwestiach rolnych. Witos był chłopem, podkreślmy to.

Sprawa o której piszę rozgrywała się w końcówce lat trzydziestych ubiegłego wieku. Przedmiotem owej korespondencji była rozpaczliwa obrona wysokorolnego, hodowlanego i nasiennego /doskonałe odmiany ziemniaków – sadzeniaków/, zmechanizowanego gospodarstwa przed parcelacją. Maszyny, jak lokomobila i pługi parowe obsługiwały dodatkowo przyległe gospodarstwa chłopskie. Ilość koni hodowanych dla Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, ilość merynosów na wełnę zakontraktowaną na mundury wojskowe, ilość ziemniaków dla pracującej w majątku gorzelni – a dodatkowo jeszcze kontraktowanych u sąsiadujących rolników, mających tym samym stały i pewny zbyt na swoje plony – wszystko to od dziesiątków lat było rozplanowane na taki właśnie, spory areał gruntów uprawnych. Dodajmy jeszcze, że ziemia w tym majątku była jedynie IV kategorii i osiągane plony były zasługą wiedzy rolniczej /był po rolnictwie w Berlinie i praktykach w majątkach ziemiańskich/ i talentu gospodarskiego właściciela. Parcelacja oznaczała ruinę całego zamysłu. Ruinę gospodarki, po prostu.

Nie miało to jednak najmniejszego znaczenia dla ministra Poniatowskiego.

…jak wiemy, realizacja Manifestu Lipcowego, czyli totalny rabunek i tym samym anihilacja „warstw posiadających” – była priorytetem. Wraz z KBW przyjechał tzw. „historyk sztuki”, o wybitnie lewantyńskich rysach, naturalnie, i pokazując palcem rzeczy w domu – kazał je wynosić do samochodów. Ale najważniejszą kwestią było natychmiastwe wywłaszczenie z ziemi. Właścicielowi nie wolno było nawet pojawiać się w powiecie, w którym leżał jego majątek. Wejście do swojego lasu – a taki, nasadzony, był w majątku, zresztą pod stałą kontrolą państwa! – mogło spowodować ZASTRZELENIE na miejscu byłego już właściciela.

Zarówno Poniatowski, jak i komuniści używali pojęcia „obszarnicy”. Owszem, wówczas Poniatowski, należący do skrajnie lewicowego skrzydła piłsudczyków, był na emigracji. Ale w koncu wrócił i jak na wysokiego funkcjonariusza II RP i sanacji – nie spotkały go żadne represje i doskonale w PRL funkcjonował. I to jest ZDUMIEWAJĄCA informacja…

PS. Za miarę „celowości” parcelacj tegoż majątku przez Poniatowskiego niech posłuży to: po wojnie tylko małe skrawki ziemi „wzięli” /musieli zapłacić państwu/ okoliczni chłopi. W majątku utworzono PGR, całkowicie deficytowy przez cały okres PRLu. W drugiej połowie lat 80tych nastał kolejny dyrektor i wówczas skomasował te rozparcelowane kawałeczki – rolnicy chętnie ich się pozbyli.” (KOSSOBOR – 13.10.2012)

„…Grabski z Daszyńskim uważali za pełnoprawnych obywateli nowej Polski tych jedynie, którzy mogli stać się klientami nowej klasy urzędniczej, bez względu na narodowość, wyznanie i zasługi. W czasie kiedy odbierano herby i parcelowano majątki pod osadnictwo wojskowe nie zapewniając osadnikom nic prócz nędznego kredytu, Maria Rodziewiczówa z własnych, wyszarpywanych ziemi ciężką pracą pieniędzy budowała świetlice wiejskie, odbudowywała żydowski heder i pomagała prawosławnym chłopom. Ci sami chłopi spluwali potem za nią, kiedy odwróciła się plecami, bo była wszak dziedziczką i panią. Tak samo zachowywali się polscy urzędnicy, którym zdawało się, że polityka i historia stanęły w miejscu i teraz będzie już sprawiedliwie i pięknie, jeśli tylko uda się im rozprawić z tymi anachronicznymi i niedzisiejszymi ziemianami. Przez połowę życia II Rzeczpospolitej państwo zajmowało się systematycznym ograbianiem swoich najwierniejszych i najlepszych obywateli, kokietując jednocześnie tych wszystkich, którzy z tego państwa czerpali niezasłużone zyski lub wręcz je zwalczali dążąc do oderwania kresów od Polski.

Maria Rodziewiczówna pisała o tym książki, pisała także książki o pracy i ziemi. Czyli dwóch najważniejszych dla niej sprawach. My jednak nie czytamy dziś jej książek, bo ktoś nam kiedyś powiedział, że są anachroniczne, napisane słabo i bez polotu. Tak jakby Żeromski – czołowy społecznik – w rzeczywistości oszust i hochsztapler literacki – pisał z polotem. Myślę, że komuna tak łatwo poradziła sobie z Polską i Polakami po II wojnie światowej, bo połowę roboty odwaliły za nią przedwojenne rządy, które zajmowały się wydawaniem setek kilogramów ustaw przez zamachem majowym. Ustaw wymierzonych w klasę posiadającą, która w każdym innym kraju i systemie byłaby chroniona i wspomagana…

…Rodziewiczówna budzi niechęć także z innego powodu. Ona uprawia jeden właściwie wielki temat – opowiada o relacjach człowieka z jego własnością. I to własnością nie byle jaką, własnością która została odziedziczona, która ma wszystkie atrybuty świętości i jest bardzo wymagająca. A co może obchodzić wymagająca własność jakąś gromadę gołodupców i złodziei? Nic proszę Państwa. Nic, zupełnie. Opowieści takie mogą jedynie przeszkadzać i mącić kładziony do głów obraz dziejów jako triumfującego postępu, który walczy z reakcją i wstecznictwem. Czyni to zaś za pomocą skrytobójców, o których się milczy i awangardowych artystów, o których mówi się bardzo wiele…” (coryllus – Czego nas uczy Maria Rodziewiczówna)

podobne: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców i to: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach

„…ziemiaństwo nie musiało zginąć z powodu swojej mniejszej lub większej atrakcyjności intelektualnej, ale dlatego, że tak postanowili towarzysze radzieccy, a milczącą zgodę na to wyrazili polscy socjaliści, którym zdawało się, że sami zbudują nową Polskę i jeszcze ją obronią. Ziemiaństwo – choć według pana nie było atrakcyjne intelektualnie – posiadało inne walory – miało ziemię i pieniądze. I tą ziemią i pieniędzmi towarzysze zbrodniarze i towarzysze fałszywi reformatorzy usiłowali ratować swoje nędzne plany oraz przeznaczone na ich realizację budżety. To wszystko. I nie było na całej planecie Ziemia nikogo, kto mógłby polskich ziemian uratować. W dodatku wpędzono ich w wielką i bardzo sprytną pułapkę – w odzyskiwanie niepodległości razem z łapczywymi socjalistami i całą resztą tej parlamentarnej swołoczy. Odzyskano niepodległość. Kosztem ziemian właśnie, kosztem ich krwi, majątku i poświęcenia. Po to tylko, by ją zmarnować idiotyczną polityką…” (coryllus – O rodzajach obłędu)

podobne: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) oraz: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. i to: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

„…Jak wiadomo, przedwojenna sanacja dążyła do rozciągnięcia kontroli ze strony „państwa”, czyli ze strony państwowej biurokracji, nad wszystkimi segmentami życia nie tylko gospodarczego, czy politycznego, ale w ogóle – życia publicznego. (…) Ukoronowaniem tych wszystkich zabiegów był art. 4 konstytucji z 1935 roku, tak zwanej „kwietniowej”, który w ustępie 1 stwierdzał, że w ramach Państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. >W ramach „Państwa” – to znaczy, że życie społeczne zostaje ujęte w „ramy” wyznaczone przez „państwo”, czyli – urzędników, którzy też stanowią dla niego „oparcie”, to znaczy – określają również treść tego „życia”. W skutkach jest to bardzo podobne do formuły Mussoliniego: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Jest oczywiste, że przy takiej historycznej rekonstrukcji „państwa”, to znaczy – urzędników, będących wszak reprezentantami „państwa”, musi być coraz więcej. No i będzie, a jak będzie, to przecież żaden z nich nie będzie kąsał ręki, która daje mu chleb, dzięki czemu demokracja stanie się jeszcze bardziej przewidywalna...

…ludzie będą wspominali błogosławione czasy prezesa Kaczyńskiego, podobnie jak dzisiaj wspominają błogosławione czasy Edwarda Gierka, który za pożyczone pieniądze też stworzył iluzję dobrobytu na kilka lat…

…w dniach ostatnich rząd za 100 mln złotych odkupił Stocznię Szczecińską – w charakterze nabywcy podstawiając fundusz inwestycyjny „Mars”, będący częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, skupiającej ponad 60 spółek, przeważnie państwowych. Przy tej okazji pan minister Kowalczyk, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów ujawnił, że celem rządu jest „odejście od prywatyzacji, aby budować majątek narodowy”. I słusznie, bo na takim „majątku narodowym”, to niejeden się pożywi, a melasy nigdy nie zabraknie, niczym we flaszce-niedopitce, bo nawet jakby zabrakło, to przecież zawsze można zasilić się z zasobów obywateli, który w dodatku będą myśleli, że to wszystko dla ich dobra. Pan minister Kowalczyk odgraża się, że „do marca” wypracowany zostanie „nowy model zarządzania” tymi spółkami, a na początek ma być powołana Rada Spółek, znaczy się – taki ogólnopolski gospodarczy Sowiet. Słowem – zgodnie z koncepcją spiralnego rozwoju procesu dziejowego wkraczamy w etap renacjonalizacji gospodarki, czyli budowania socjalizmu. Wprawdzie z sowietami – ale bez złego Putina – czyli dążymy do socjalizmu własną, polską drogą, jak to w słynnej „Rozmowie w kartoflarni” deklarował ukraińskiemu poecie Tarasowi towarzysz Wiesław: „Do socjalizmu mam polską drogę i naśladować was wprost nie mogę (…) nie chcę budować w stepie baraków, będę więzienia wznosił z pustaków!”…(Stanisław Michalkiewicz – Rozwijamy się spiralnie)

podobne: Polska Grupa Zbrojeniowa ma zgodę UOKiK na przejęcie 8 spółek sektora obronnego. Przed szczytem NATO. oraz: Ponad 226 mld zł zysku spółek PGZ, modernizacja armii szansą na eksport. Speckomisja bada nieprawidłowości przy przetargach. i to: Modernizacja polskiej armii. Zakup pocisków JASSM (Eksperci podzieleni), PGZ będzie budować polską(?) wersję tarczy (anty)rakietowej „Narew”. Za tydzień umowa na dywizjon rakietowy dla marynarzy. a także: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”

Gavin Reece

…przejdźmy więc z marszu do wspomnianych więzień z pustaków, czyli programu socjalnego zwanego szumnie „mieszkanieplus”, który ma zrekompensować Polakom zatrzymaną przez obecną władzę reprywatyzację, tj. zwrot zagrabionego przez komunistów mienia… (Odys)

„…Pod pretekstem wsparcia polskich rodzin w kraju o niżu demograficznym, rysuje się utopijną wizję dobrobytu mieszkaniowego i łatwego dostępu do mieszkań socjalnych dla każdego. Gdy jednak zanalizujemy twarde czynniki i sprowadzimy wszystko do liczb, a następnie do arkusza kalkulacyjnego – sprawy zaczynają wyglądać zupełnie inaczej…

…powołana zostanie Krajowa Rada Mieszkaniowa. Rząd tym razem rezygnuje ze swojego słowa-klucza „narodowa”, aby ta nowa instytucja nie kojarzyła się nadto z „Państwową Radą Mieszkaniową” od czego już o krok od skojarzeń z PRL (…)  Podstawowym zadaniem nowego organu ma być ocena rocznej informacji o stanie realizacji działań w ramach programu, jak również przedstawianie analiz i opinii związanych z polityką mieszkaniową państwa. Innymi słowy będzie do zapewne grupa prominentnych działaczy partii lub jej sponsorów, którzy przepychać będą do rządu nowe projektu ustaw dotyczących rynku budownictwa bocznymi drzwiami…

…Jeszcze straszniej wygląda sprawa finansowania całego przedsięwzięcia, bo to jest klucz do całej zagadki. Rząd zakłada bowiem, że działania programu finansowane będą ze środków pozyskiwanych przez Narodowy Fundusz Mieszkaniowy (kolejny „państwowy”…). W źródłach finansowania wpisane są takie elementy jak pieniądze budżetowe (skąd? podwyższenie podatków?), Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (jak? podatki?), oraz uwaga : ZE ŚRODKÓW PRYWATNYCH. Ten ostatni element oznacza przede wszystkim utworzenie nowej linii produktów w kasach oszczędnościowych pod kątem wieloletniego wpłacania pod pretekstem rozmytej wizji otrzymania mieszkania w przyszłości…

…Celem programu jest zwiększenie dostępu do mieszkań dla osób o dochodach zbyt niskich, aby mogły one pozwolić sobie na wynajęcie lub nabycie mieszkania po cenach komercyjnych. Po co zatem ludzie mają bogacić się, rozwijać swój portfel dochodów, skoro osoba nieudolna, wykluczona społecznie (cokolwiek to znaczy) – otrzyma mieszkanie od państwa? Przynajmniej taki miraż tworzy przed obywatelami nowa władza.

Gdy rząd zabiera się za takie projekty jak „zwiększenie podaży mieszkań”, „obniżenie kosztów budowy”, „poprawa jakości mieszkań”, „zachęcanie do systematycznego oszczędzania na mieszkanie” – to jesteśmy już tylko jeden krok przed ZAGŁADĄ. Bezpośrednia ingerencja w wolny rynek, nadmierne opodatkowanie celem zaspokojenia roszczeń socjalnych , uprzywilejowanie grup społecznych lub biznesowych – to są metody komunistyczne, które kończą się zagładą finansów państwa, a w konsekwencji przewrotem państwowym lub wojną, nie zawsze domową…

…Kolejnym ważnym elementem programu jest Narodowy Operator Mieszkaniowy. Tak, to nie żart ! Naprawdę tak nazwano kolejny powołany organ, którego zadaniem ma być wsparcie budownictwa poprzez fundusze inwestycyjne udzielające dofinansowania inwestycji mieszkaniowych gminom. Perełką jest tutaj możliwość wsparcia budownictwa społecznych mieszkań czynszowych (co?!) budowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe, oraz również uwaga : towarzystwa budownictwa społecznego (!!!). Innymi słowy kasa będzie szerokim strumieniem płynąć do kas oszczędnościowych i różnych powołanych spółek-córek w postaci towarzystw, fundacji, stowarzyszeń i podobnych.

Po prostu partia w każdym regionie będzie budować swoje struktury w oparciu o kontrolę rynku ziemi i mieszkań. Dokładnie podobny model stosowała PZPR budując swoje lokalne struktury władzy na styku developerki i finansów. Wybory samorządowe za pasem.

Idąc dalej – dowiadujemy się, że spółki gminne oraz spółdzielnie mieszkaniowe i towarzystwa budownictwa społecznego (czytaj: partia), będą mogły ubiegać się o preferencyjne kredyty w Banku Gospodarstwa Krajowego, z dopłatą budżetową, na budowę społecznych mieszkań czynszowych lub spółdzielczych lokatorskich. Zgodnie z zasadą : finansujemy wiernych, windykujemy niewiernych.

Powoli dobiegamy do końca, czyli wisienki na torcie. Punktem kulminacyjnym programu jest Indywidualne Konto Mieszkaniowe (IKM). Jest to powrót znanego z PRL rozwiązania z książeczkami mieszkaniowymi, na które niektórzy wpłacali całe swoje życie – a mieszkania nie doczekali (…) Indywidualne Konto Mieszkaniowe to przede wszystkim konto w lokalnych kasach oszczędnościowych. Nie każdy bank na tych samych zasadach będzie miał możliwość prowadzenia takiego rachunku, natomiast zaprzyjaźnione kasy oszczędnościowe będą miały warunki uprzywilejowane. I to jest gwóźdź całego programu…” (Jarosław Narymunt Rożyński – Skok na kasę : Mieszkanie Plus)

podobne: Tomasz Cukiernik: Książeczki mieszkaniowe czyli Amber Gold z PRL oraz: cynik9: „Rodzina na swoim” czyli…”Mieszkania dla tych co jeszcze zostali” na koszt tych co jeszcze pracują i to: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

„Po nocnej ustawie o ziemi, to już w zasadzie oświadczenie o wyższości państwa nad własnością mnie nie dziwi. Ta doktryna będzie obowiązywała dopóki ostatni uczestnik jumy gospodarki polskiej lat 90-tych „z ramienia szlachetnej opozycji” nie spocznie w cichej mogile a nad nim wielkie białoczerwone wieńce i wielkie medale „za zasługi”. Spełnia się testament towarzysza Grudnia, co to wynalazł „sposób na opozycję”: dać im etaty, biurka, gabinety, sekretarki i samochody służbowe i będzie święty spokój. I rzeczywiście. Chłopaki ze WSI przeżuwają wraz z dziatwą spokojnie to, co zajumali w 1944 i w 1989 a tutejsze patrioci pilnują, żeby tylko emigranci z 1982 r. nie wrócili z Australii, USA i RPA z kapitałem i paroma pytaniami:))) Teraz rządzą absolwenci europeistyki a ze starszych – historycy i filozofowie marsksizmu-leninizmu a inżynierów, techników i generalnie roboli nikt o nic nie pyta i nie zamierza pytać. Nawet nie wiedzą, jakie pytania mieliby zadać.
Stan świadomości własności jest w służbach urzędniczych taki, że panie urzędniczki „dorabiają” na sprzedaży dzieci odebranych biednym rodzinom – za granicę lub „kuleżance w dobre ręce, bo się buduje”. I tylko wisi omerta nad historią „przemian gospodarczych lat 90-tych” i będzie wisiała, aż pochowają ze wszystkimi honorami ostatniego „patriotę”, co „negocjował” wydanie z 5% wartości branży w obce ręce a potem tylko odwracał głowę , kiedy buldożery rozwalały fabrykę do fundamentów. A dziatwa już siedzi na kolejnych etatach , specjalnie dla niej stworzonych. Polska to bogaty kraj, tylko Polaczki wredne i nie chcą się dzielić własnością. Najwyższy poziom własności w nieruchomościach w Europie i jak tu deweloper ma zarobić. Przynajmniej z ziemią zrobiło się porządek:))) Stalin by lepszej ustawy nie wymyślił.
A „państwo” jest tak „silne”, że aby bronić się przed oskarżeniami o „polskie obozy śmierci” to musi prywatny Obywatel i Więzień skarżyć z prywatnego powództwa niemiecką stację telewizyjną, bo „państwo nie czuje się na siłach”. A potem jacyś entuzjaści wynajmują samochód i jeżdżą jak cyganie z banerem po Europie. Bo państwo nadal nie potrafi nawet bronić własnego dobrego imienia. Pan minister kultury uśmiecha się bezradnie kiedy w państwowym teatrze obrażane są uczucia katolików i wystawiane bluźnierstwa a etatowy profesor dowodzi „prowadzenia polityki niewolnictwa” „przez polskich panów”.
Pan Bóg ma wielkie poczucie humoru i pokazuje teoretykom wyższości państwa nad własnością, dokąd dotarła „praktyka” . Socjaliści potrzebują „mieć lud, żeby nim zarządzać”. Bo „lud sam nie umie”. Zwłaszcza tutejszy” (pink panther 5 lutego 2017)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. i to: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

„…Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody. Jedną z metod jest odcinanie narodu od źródeł żywności, czyli niszczenie lokalnego rolnictwa, poprzez kretyńskie reformy mające poprawić życie biedoty. Ja się nie będę teraz rozpisywał nad konsekwencjami reformy rolnej pozostanę przy określeniu jej istotnej funkcji. Państwo nie funkcjonuje ponieważ prowadzi rozdawnictwo dla jednych kosztem drugich, ale dlatego, że ma doktrynę. Oszukani socjaliści z międzywojennej Polski nie mieli o tym wszystkim pojęcia i od razu jak tylko wzięli władzę zabrali się za ulepszanie świata po swojemu, w myśl wskazówek nie lokalnych elit bynajmniej, ponieważ te na samym początku zdegradowali i unieważnili, ale w myśl wskazówek podsuwanych im przez doradców z tak zwanych krajów rozwiniętych i gospodarczo okrzepłych, czyli przez agenturę po prostu…

Właściwa diagnoza dotycząca polskich elit powinna rozpocząć się od zmierzenia stopnia nasycenia tych elit przez obcą agenturę, która z własnej woli lub uwiedziona idiotycznymi projekcjami zdecydowała się na dokonanie zbrodni na własnym narodzie. Pisząc elity mam na myśli elity urzędnicze i polityczne, a także wojskowe mające wpływ realny na bieg wypadków

przyczyną klęsk naszych nie jest idealizm i chęć noszenia nieskazitelnie białego płaszcza, jak nam próbuje wmówić Vermeer, ale powiązanie idei niepodległości i całkowicie oszukaną ideą socjalizmu. Czyli wmawianie ludziom, że gangi idące na włam to wybawiciele ludzkości

…Naszą przygodę z Polską powinniśmy zacząć od początku, czyli od określenia miejsca, w którym się znajdujemy i celu, do którego zmierzamy. Musimy także zrozumieć, że nikt nie chce dla nas dobrze, a wszystkie rady nam podsuwane są oszustwem.
Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny. (…) Nie może mieć dobrego planu ktoś kto myśli tylko o tym jak się podpiąć do jakiegoś fikcyjnego budżetu, wyciągniętego nie wiadomo skąd, który ze swojej istoty jest pułapką. Dobry plan może mieć jedynie ktoś kto ma jakieś prawdziwe aktywa i chce za ich pomocą zwiększyć zakres swojej realnej władzy. Realnej, czyli takiej, kiedy to on sam decyduje i kiedy z jego decyzji korzyści płyną wyłącznie dla niego. W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele to hasło dla idiotów i oszustów. A także dla urzędników niższego szczebla, ci z wyższego bowiem myślą, że realizują plan, który ja tutaj zakreśliłem, ale to nie jest prawda, oni uczestniczą w planie globalnym i żadne nawet najbardziej realistyczne złodziejstwo, które uprawiają ich z tej pułapki nie uwolni.
Wielka polityka bowiem jest zawsze polityką globalną, język zaś którym się posługuje jest językiem czarowników i smoków, a nie intelektualistów z uniwersytetów. Ci bowiem powołani zostali do tego jedynie by ukrywać prawdę i oszukiwać dzieci. Musimy o tym zawsze pamiętać.” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”  oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

„…Wielki posiadacz, ziemianin i pan pełną gębą, Edward Woyniłłowicz, dożywał swoich dni w Bydgoszczy, w małym mieszkanku, do którego musiał nosić po schodach węgiel. Nie skarżył się, ale też nie uważał za stosowne, by swoją sytuację maskować w jakikolwiek sposób. Nie wyciągał ręki po zasiłki i nie prosił nikogo o wsparcie. Jego myśl polityczna i gospodarcza roztrzaskała się o socjalistyczne i fiskalne rafy, a urząd podatkowy niepodległej Polski wysyłał do niego monity dotyczące zapłaty podatku od rzekomego wzbogacenia.

Pycha socjalistów pozostawała nienaruszona przez całe dwadzieścia lat. Przez całe dwadzieścia lat łudzono się, że okradanie właścicieli i rozdawanie ziemi tym, którzy ani chcą, ani mogą ją uprawiać, zapewni państwu lojalność poddanych fiskusa zwanych obywatelami dla niepoznaki jedynie. Łudzono się, że wolna Polska samym tylko swym istnieniem wyleczy wiejskie dzieci z jaglicy, zatrzyma emigrację zarobkową i da każdemu, nawet najbiedniejszemu szansę na sukces. Budowano jakiś wice-komunizm, licząc na to, że komuniści prawdziwi, gangsterzy spod znaku czerwonej gwiazdy zbledną na jego widok i sami zaczną się cywilizować. Nic takiego nie nastąpiło, a historia pokazała – nie pierwszy raz zresztą – że największym wrogiem socjalisty jest inny socjalista. Taki, który jeszcze mocniej oszukuje swój naród w imię nierozpoznanych interesów, taki, który jeszcze więcej grabi, jeszcze więcej kłamie, a kiedy przychodzi do zabijania, zabiera się za tę robotę z chęcią i satysfakcją…” (tu: Księgarnia Coryllusa – Edward Woyniłłowicz. Wspomnienia. Część II)

PS…

„…Gdy zaś pragnie się utrzymać między ludźmi opinię [rządu] hojnego, niepodobna obejść się bez pewnego rodzaju wystawności, tak że zawsze taki [rząd] wyczerpie podobnym postępowaniem wszystkie swe zasoby i będzie w końcu zmuszony, jeżeli zechce utrzymać opinię hojnego, obciążyć nadzwyczajnie swe ludy, uciekać się do konfiskat i do innych środków, jakie się tylko nadarzą, byle uzyskać pieniądze; wobec tego zacznie budzić nienawiść wśród [obywateli], a u wszystkich tracić poważanie, gdyż zubożeje; skrzywdziwszy więc przez taką swoją hojność wielu ludzi, a dogodziwszy niewielu, poczuje każdą, choćby najdrobniejszą przeciwność i padnie przy pierwszym lepszym niebezpieczeństwie; gdy zaś, widząc niebezpieczeństwo, zechce wydobyć się z niego, narazi się natychmiast na niesławę skąpstwa.

Otóż [rząd], nie mogąc bez swej szkody posługiwać się tą cnotą hojności w taki sposób, by znalazła ona uznanie, powinien, jeżeli jest rozumny, nie dbać o opinię skąpca, zawsze bowiem z czasem zacznie się uważać go za bardziej hojnego, gdy się spostrzeże, że dzięki jego oszczędności wystarczają mu jego dochody, że potrafi bronić się przeciw każdemu, który wypowiada mu wojnę, i że może podejmować wyprawy bez obciążania ludności; w ten sposób okaże się hojny względem tych wszystkich, którym nic nie zabrał, a takich jest mnóstwo, skąpym zaś względem tych, którym nic nie daje, a tacy są nieliczni. Widzieliśmy, że za naszych czasów ci tylko ludzie dokonywali wielkich rzeczy, których uważano za skąpych, przegrywali zaś wszyscy inni.” (Niccolo Machiavelli, „Książę”, Rozdział XVI – O hojności i skąpstwie)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą  a także: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu

Sergei Ivanovich Lukin – It Has Come to Pass. Inevitable. Bolshevik Stands Guard Inside the Winter Palace (Czerwony Gwardzista w sali tronowej Pałacu Zimowego. Koniec epoki kapitalizmu)

 

Reklamy

„Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)


Zaczyna się niewinnie… Od wyszydzenia i odrzucenia „starego porządku” przez niedojrzałe intelektualnie ale „ambitne” siły postępu. Błędy przeszłości wynikające z niedostosowania się do nowoczesności – taka jest oficjalna wersja „potrzeby zmian”. Romantyczna walka „młodych gniewnych” ze skostniałym ciemnogrodem jest tym co tłumaczy każde „nowoczesne” łajdactwo… No ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie naiwna wiara w dobre chęci rewolucjonistów, kult młodości jako samoistnej wartości, i w przekonanie że „każdemu się należy” (z cudzego)… (Odys)

„Wreszcie dowiedzieliśmy się, na czyich ideach opiera swoje pomysły wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Na Kongresie Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” Morawiecki spotkał się z prof. Marianą Mazzucato, która jest autorką książki „Przedsiębiorcze państwo”, w której stara się udowodnić, że wszelkie wynalazki i innowacje technologiczne nie wynikają z istnienia wolnego rynku, ale z działalności państwa i jego urzędników.

Podczas dyskusji panelowej o gospodarce, będącej częścią Kongresu Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” wraz z profesor Marianą Mazzucato z University College w Londynie wicepremier przekonywał, że dla innowacji państwo jest niezwykle ważne.

 Zobacz także: 88 procent przedsiębiorców pesymistycznie patrzy na Polską gospodarkę. Zobacz, dlaczego biznesmeni nie uwierzyli w slajdy Morawieckiego [KOMENTARZ]

Morawiecki chce innowacyjności, dzięki urzędnikom

Morawiecki podkreślił, że państwo z jednej strony chce wspierać innowacyjność, ale drugiej należy myśleć o różnych systemach opodatkowania tych wynalazków.

No bo jeśli myślimy, że te wynalazki, które widzimy dzisiaj (…), są wynalazkami jednej osoby czy też zespołu, to nie jest prawda…” (Radek Piwowarczykwolnosc24.pl)

podobne: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. oraz: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” i to: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

Ivan Vladimirov – Развлечения подростков в императорском саду Петрограда (samowola podrostków w parku)

„…Do poznawania rzeczywistości, o czym mimo licznych w kraju uniwersytetów nie każdy wie, potrzebne są narzędzia. Nie chodzi mi oczywiście o takie narzędzia jak piła motorowa czy kielnia. Chodzi mi o metodę. Narzędzia bywają dobre i złe. Można je wykorzystywać właściwie lub na opak, można nawet – chcąc wprowadzić ludzi w błąd – sprzedawać im narzędzia, które do niczego się nie nadają, ale wyglądają bardzo dobrze i ludzie wierzyć będą, że one posłużą im właściwie.

Jeśli na przykład chcemy dowiedzieć się czegoś o socjalizmie i komunizmie, jego celach i metodach poszukujemy pism socjalistów i komunistów, czytamy je i zdobywamy potrzebną wiedzę. Dowiadujemy się z tych pism, że socjaliści chcieli dobrze, a komuniści jeszcze lepiej albowiem bolał ich niesprawiedliwy podział dóbr i chcieli je podzielić od nowa. Tak to z grubsza wyglądało. Jest to oczywiście kłamstwo, które zostało wielokrotnie skompromitowane, ale wraca ponieważ od ostatniej kompromitacji minęło dużo czasu i ludzie wszystko zapomnieli, a do tego dorosły nowe roczniki, którym można sprzedawać dawne komunistyczne utopie w nowym europejskim opakowaniu i oni to kupiąSą młodzi, ideowo lub konsumpcyjnie nastawieni do życia i leniwi jak jasna cholera, a podprogowy przekaz komunistów – być może ich najważniejszy przekaz – jest taki: nie będziesz się musiał chłopie narobić, a wszystko ci samo łatwo przyjdzie. O trudzie i walce komuniści mówią tylko na początku, potem jest już tylko konsumpcja owoców zwycięstwa, czyli vodka and ogórcy…” (coryllusVodka and ogórcy albo czytajcie literaturę postępową!)

a oto wielokrotnie już przez socjalistów i komunistów odgrzewana oferta (nie do odrzucenia) dla obywateli/niewolników. Tym razem udrapowana w „narodowe” barwy, więc pozytywny do niej stosunek jest jednocześnie deklaracją patriotyzmu… a kto nie z nami ten wiadomo… albo zdrajca, albo jeszcze gorzej bo „ruski agent”… (Odys)

4.02.2017, Toruń (PAP) – Najpierw państwo, później własność i rynek – mówił w sobotę w Toruniu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że zadaniem rządu PiS jest stworzenie szerokiej sfery swobód. Według niego w Polsce problemem jest niska skłonność przedsiębiorców do inwestowania i innowacji.

Prezes PiS wziął udział w konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. W konferencji uczestniczył też m.in. wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów minister Henryk Kowalczyk. Obecni byli też prezesi PKN Orlen – Wojciech Jasiński i PKO Banku Polskiego – Zbigniew Jagiełło oraz wiceprezesi BOŚ Banku – Anna Milewska i PZU – Andrzej Jaworski.

Jarosław Kaczyński mówił o wolności gospodarczej i czynnikach ją ograniczających. Odniósł się też do tematu głównego konferencji, czyli odpowiedzialności przedsiębiorców. Jak zaznaczył, ma ona dwa poziomy. „Po pierwsze to zdanie sobie sprawy z tego, że istnieje państwo, że istnieją inni, że to wszystko trzeba brać pod w uwagę. Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje” – powiedział.

Jak dodał, czasem podczas spotkań z przedsiębiorcami słyszał postulaty, które sprowadzały się do tego, by odrzucić te ograniczenia, w tym dotyczące relacji z pracownikami. „Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie, jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone, to po prostu powinien zająć się czymś innym – mówił prezes PiS.

Po drugie, mówił Kaczyński, odpowiedzialność przedsiębiorców wiąże się też ze „zobowiązaniami wobec wspólnoty”. „Do państwa należy to, żeby ten rozwój był możliwie sprawiedliwy, by nie prowadził do zbyt wielkich różnic społecznych, by korzyści z niego odczuwały wszystkie większe grupy społeczne, wszyscy, którzy pracują. Natomiast do przedsiębiorców – i to jest ich ogromna odpowiedzialność – należy to wszystko, co jest potrzebne, by ten rozwój następował. A tu mamy dwa problemy” – powiedział Kaczyński.

Pierwszy z nich „to problem skłonności do inwestowania i związanego z tym ryzyka”. „To jest kwestia, która w Polsce stoi, bo skłonność do inwestowania jest niewielka” – powiedział. Druga kwestia to skłonność przedsiębiorców do wprowadzania innowacji, „z którą też jest w tej chwili nie najlepiej”.

Kaczyński powiedział, że po odejściu od systemu komunistycznego Polska „weszła w fazę wolności anarchicznej”, a potem przeszła do „fazy bardzo daleko idącego ograniczenia wolności”.

„Zadanie, które stoi dzisiaj przed nami, stoi także przed tym rządem, przed premierem, ministrem rozwoju Mateuszem Morawieckim, to jest doprowadzenie tego stanu do sytuacji, którą można by określić jako racjonalną. To znaczy mamy ideę szybkiego rozwoju, także ideę sprawiedliwości – tę ideę realizujemy – mamy pewien kontekst kulturowy w Polsce, mamy także kontekst zewnętrzny związany przede wszystkim z Unią Europejską i musimy w tym szukać możliwie szerokiej sfery swobód, wolności” – powiedział Kaczyński.

Według niego to jest szansa na powtórzenie „wielkiej aktywności założycielskiej trwającej od połowy lat 80-tych, a bardzo intensywnie od końca lat 80-tych i w pierwszych latach 90-tych” i na to, że „ten proces, który wtedy przyniósł Polsce około sześciu milionów miejsc pracy i przyniósł ruszenie z miejsca po latach spadków PKB, mógłby być powtórzony”.

„To jest szansa, przed którą stoimy nie mając jednocześnie złudzeń, że możemy w Polsce stworzyć system libertariański, że polskiej kulturze można narzucić taki zupełnie skrajny indywidualizm” – dodał prezes PiS.

Według prezesa PiS „jeśli spojrzeć na ostatnie 27 lat, to można powiedzieć, że najpierw mieliśmy do czynienia z taką swobodą, w wielkiej mierze anarchiczną”. „Taką, która po części była w ogóle nieregulowana i nieobjęta działalnością państwa. Znaczna część tej wybuchającej w końcu lat 80. i 90. działalności gospodarczej początkowo nie była objęta, albo w minimalnym stopniu objęta, ograniczeniami związanymi z podatkami” – powiedział Kaczyński.

Jego zdaniem ten stan „w niemałej mierze” trwa po dziś dzień. „W szczególności, jeśli chodzi o działalność podmiotów zagranicznych. Mamy tutaj do czynienia z takimi elementami kolonialnymi, jeżeli chodzi o nasz kraj. Mamy do czynienia z sytuacją, w której te przedsiębiorstwa nie przestrzegają pewnych reguł prawnych, ale także moralnych. Krótko mówiąc, funkcjonują w sposób, który w ich własnych krajach byłby absolutnie niemożliwy do przyjęcia” – podkreślił prezes PiS.

Kaczyński zaznaczył, że relacja między państwem, rynkiem i własnością definiuje wolność gospodarczą. Według niego „na pierwszym miejscu trzeba wymienić państwo, bo bez państwa nie mógłby istnieć rynek, ale przede wszystkim nie mogłaby istnieć własność”.

„Dam państwu bardzo prosty przykład i to – może zaskoczę – ze świata zwierząt. Nie tak dawno opisywano, były zdjęcia takiego wydarzenia. Otóż dwa wilki upolowały sarnę. Przybył niedźwiedź przepędził wilki, pożarł sarnę. Czyli prawo własności wobec tej sarny zostało siłą zakwestionowane. Załóżmy, że to jest Mandżuria, tam żyją takie wielkie tygrysy, mógłby przybyć tygrys i próbować zakwestionować prawo niedźwiedzia. Nie wiadomo, kto by wygrał, w każdym razie mógłby próbować. Takie relacje istniałyby wtedy, gdyby nie było państwa, gdyby państwo nie mogło gwarantować własności” – mówił prezes PiS.

„Najpierw państwo, później własność, bez której nie może być wolności jednostki, no i rynek. Czy rynek może istnieć bez państwa? Nie może istnieć bez państwa, państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu. Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz” – mówił prezes PiS.

Kaczyński podkreślił, że musi też istnieć pewien poziom bezpieczeństwa socjalnego, który jest zapewniany przez państwo, a także pewien poziom bezpieczeństwa osobistego oraz zdolność do działań antykryzysowych ze względu na zmiany koniunktury.

„Państwo musi dysponować zasobami, czyli musi ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Czyli wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi być przejęta przez państwo i to jest konieczność obiektywna, dyskutowalna tylko w tym zakresie, w jakim stawiamy pytanie o to, jak wielkie te podatki mają być i jaką metodą mają być ściągane” – mówił prezes PiS.

Kaczyński ocenił, że nie jest to jedyne ograniczenie wolności gospodarczej. „Takie ograniczenia muszą istnieć także ze względu na to wszystko, co można odnieść do innych jednostek (…) ich prawo do życia, prowadzenia działalności gospodarczej. Inni stanowią też pewne ograniczenia, które muszą znaleźć wyraz w przepisach prawa, muszą być egzekwowane przez państwo” – powiedział.

Kaczyński zaznaczył, że jednostki żyją we wspólnotach, a te „tworzą sytuacje, które można określić, jako wymogi a te wymogi – jeżeli tylko są egzekwowane przez państwo – to są ograniczeniami wolności”.

W jego ocenie poszczególne gospodarki narodowe „podlegają pewnej idei ogólnej, idei regulatywnej”. „Te idee to szybki rozwój, sprawiedliwość społeczna. To nie jest tylko idea czysto komunistyczna, to jest także idea, która jeśli ją traktować, jako dążenie do zmniejszenia różnic społecznych, funkcjonowała i funkcjonuje w różnych innych niekomunistycznych ustrojach” – tłumaczył prezes PiS. Jako przykład podał Skandynawię.

„Jest idea równowagi społecznej. Można odwołać się tutaj przede wszystkim do amerykańskiego +New Deal’u+. To nie była koncepcja jakoś mocno związana z ideą sprawiedliwości, natomiast mocno związana z koncepcją odzyskania po kryzysie społecznej i ekonomicznej równowagi” – powiedział. Jak dodał, są też różnego rodzaju idee związane z religią, w szczególności w państwach muzułmańskich, które też wpływają na działalność gospodarczą.

„Są w końcu idee związane z koncepcją państwa, które przede wszystkim szuka siły militarnej, i to może być zarówno w wersji ofensywnej, jak w wypadku państw komunistycznych, a w szczególności Związku Sowieckiego czy dzisiaj w dalszym ciągu Korei Północnej, ale może to też być idea defensywna, jak w wypadku Izraela” – powiedział.

Jak mówił prezes PiS, te idee związane są także z określeniem zakresu gospodarczych swobód. Podkreślił, że swoboda gospodarcza zawsze podlega daleko idącym ograniczeniom. „Te ograniczenia są różne w różnych momentach. Dzisiaj na przykład ograniczeniem, które nas wszystkich bardzo dotyka, nie będę tutaj dyskutował, na ile jest słuszne, na ile jest niesłuszne, jest ograniczenie związane z ekologią” – mówił Kaczyński.

Prezes PiS mówił też o zjawisku „inżynierii prawnej szczególnie wokół prawa handlowego”. „Tutaj jest to bardzo ważne pytanie, w jakiej mierze trzeba to ograniczyć, w jakiej można to ograniczyć, w jakiej mierze cały ten system finansowy, który został skonstruowany po wojnie a później poddany różnego rodzaju daleko idącym przemianom, nie powinien być jeszcze raz zakwestionowany; na ile trzeba zadać pytanie o to, czy nie należałoby go zmienić” – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Przed rozpoczęciem konferencji odbyła się manifestacja kilkudziesięcioosobowej grupy KOD, z transparentami ruchu i biało-czerwonymi flagami. Grupa rozeszła się, gdy zaczęła się debata. (Kaczyński: najpierw państwo, potem własność i rynek. PAP – Biznes 4 Lut 2017)

„…własność, rozumiana jako władza nad rzeczą, a także rynek, jako wymiana dóbr, zaistniały wcześniej, niż państwo. Jakiś człowiek oswoił dzikiego konia i przez to zyskał nad nim władzę. To był jego koń i to wcale nie dlatego, że jakieś „państwo” o tym zadecydowało, tylko dlatego, że to on schwytał i ujeździł tego konia, nabywając władzę nad nim dzięki włożonej w to pracy. Podobnie rolnik, który wyhodował zboże, posiadł nad nim władzę w postaci możliwości zrobienia zeń użytku według własnej woli nie dlatego, że jakieś „państwo” mu tę władzę nadało, tylko dlatego, że to on je wyhodował, to znaczy – włożył w jego wyhodowanie swoją pracę. To jest legitymacja własności, a nie – jak to z rozbrajającą szczerością powiedziała w rozmowie z Robertem Mazurkiem ówczesna faworyta prezesa Kaczyńskiego, pani Elżbieta Jakubiak – „zaświadczenie” wydane przez urząd. Dlatego właśnie właściciel ma władzę nad rzeczą, to znaczy – możliwość zrobienia z niej użytku, jaki sam uważa za stosowny. Skoro tak, to może swoją rzecz również wymienić na cudzą, jeśli właściciel innej rzeczy też wyrazi objawi taką intencję. Spotkanie takich dwóch właścicieli i osiągnięte przez nich porozumienie w sprawie wymiany należących do nich rzeczy tworzy rynek. Jak widzimy, wbrew temu, co mówił pan prezes Kaczyński, „państwo” wcale nie było, ani nie jest potrzebne ani do powstania własności, ani do zaistnienia wymiany rzeczy, czyli rynku. Przykład z sarną, wilkami, niedźwiedziem i tygrysem wcale nie dowodzi ani konieczności istnienia państwa, ani – tym bardziej – jego pierwotnego charakteru względem własności i rynku. Jeśli ma czegokolwiek dowodzić, to najwyżej tylko tego, że pan prezes Kaczyński nie rozumie, o czym mówi.

Ale chociaż nie rozumie, to w tej ignorancji jest metoda. Nadawanie „państwu” charakteru pierwotnego zarówno względem własności, jak i rynku, jest prezesowi Kaczyńskiemu potrzebne do uzasadnienia konieczności pierwszeństwa „państwa” nad gospodarką, to znaczy – wytwarzaniem i wymianą dóbr...

…Państwo monopolizuje przemoc, podobnie jak właściciel monopolizuje władzę nad rzeczą i z tym „towarem” wchodzi na rynek, ale nie po to, by cokolwiek wymieniać, tylko po to, by zawłaszczać. Ponieważ rozsądek, a także hipokryzja nakazuje udrapowanie przemocy w jakiś kamuflujący kostium, „państwo” chętnie drapuje się w kostium sprawiedliwości…

…Jedyną gwarancją autentyczności weryfikacji wzajemnych oczekiwań jest dobrowolny charakter umowy, a to oznacza, że przy tym sposobie rozumienia sprawiedliwości, może być ona praktykowana jedynie w warunkach wolności

…Tymczasem pan prezes Kaczyński, eksponując „państwo” jako źródło własności i organizatora rynku, forsuje zupełnie inny model państwa i inny model ustawodawstwa. O ile wcześniej można było tylko podejrzewać, że jego ideałem jest przedwojenna sanacja, to po toruńskim wykładzie mamy w tym względzie całkowitą pewność. Model państwa według prezesa Kaczyńskiego doskonale wpisuje się w artykuł 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, gdzie czytamy, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. To znaczy, że to „państwo” a więc – urzędniczy aparat państwa wyznacza owe „ramy” i metodami władczymi „kształtuje” w ich obrębie nie tylko stosunki gospodarcze, ale całe „życie społeczeństwa”. Według ust. 2, to „państwo” zapewnia mu (tj. społeczeństwu” – SM) „swobodny rozwój”, a gdy dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki. Nie ulega wątpliwości, że ocena, czy „dobro powszechne” czegoś wymaga, czy nie, należy do wyłącznych kompetencji „państwa”, które wtedy „nadaje kierunek” całemu społeczeństwu. Czy w sytuacji, gdy „państwo” działając w sposób sobie właściwy, to znaczy – rozkazując i wymuszając spełnienie swoich rozkazów siłą – „nadaje kierunek”, można jeszcze mówić o „swobodnym rozwoju”?

W tym kontekście przedstawiony przez ministrów rządu pani premier Beaty Szydło program „repolonizacji”, będący w istocie programem renacjonalizacji gospodarki, nie pozostawia wątpliwości, że długofalowym celem Prawa i Sprawiedliwości jest przywrócenie w Polsce ustroju socjalistycznego tyle, że bez Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Bardzo możliwe, że prezes Kaczyński wyczuł tęsknotę znacznej części polskiego społeczeństwa za państwem socjalistycznym w którym, „czy się stoi, czy się leży”, każdy jakoś tam spadnie na cztery łapy. Warto zwrócić uwagę, że ci, którzy nie bali się wolności, w większości z Polski wyjechali, a tym, którzy zostali, socjalizm specjalnie nie przeszkadza, przeciwnie – nawet napawa nadzieją na życie beztroskie. Bardzo możliwe, że ten Manifest Socjalistyczny, w powiązaniu z inicjatywami skierowanymi na opanowanie samorządów terytorialnych i programami rozdawnictwa, przyniesie PiS-owi wyborcze zwycięstwo – ale przywrócenie socjalizmu w naszym nieszczęśliwym kraju nie doprowadzi do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, skutecznie zablokowanego zarówno przez ustanowiony w 1989 roku model kapitalizmu kompradorskiego, przez postępującą biurokratyzację państwa i przez niemiecki projekt Mitteleuropa z roku 1915. Powiem więcej – widoczna coraz bardziej tendencja do renacjonalizacji i przywrócenia wiodącej roli „państwa” w gospodarce stanie się kolejnym czynnikiem blokującym narodowy potencjał, skutecznie zniechęcając ludzi przedsiębiorczych do inwestowania – bo po cóż i w co właściwie inwestować w sytuacji, kiedy właśnie nadchodzą bolszewicy?” (Stanisław Michalkiewicz – Manifest Socjalistyczny)

Przed wojną centralny Bank Polski był niezależny i prywatny! – Stanisław Michalkiewicz

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica” oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych a także: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne polecam również: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów

Dobrze to sobie zapamiętajmy, żeby wiedzieć komu i za co podziękować kiedy już manifest komunistyczny zacznie zbierać swoje żniwo:

 „Najpierw państwo, później własność”
to państwo powinno być szafarzem, a nawet kreatorem wolności”
Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje”
Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie(…) to po prostu powinien zająć się czymś innym”

…zanim jednak posłucha „dobrej rady” by zająć się „czymś innym”, niech najpierw sprawdzi czy ma stosowne zezwolenie, oraz zastanowi się czy jest gotowy podporządkować się regułom gry ustalonym przez starszych i mądrzejszych… Takim np. o jakich piszą tu: Ministerstwo Sprawiedliwości: 3 lata za ubój świni bez zgłoszeniagdzie możemy wyczytać: „Ministerstwo Zbigniewa Ziobry proponuje także, aby sądy karały bezwzględnie finansowo takich rolników na cele związane z ochroną zwierząt. Propozycja kar ma wahać się od 1000 do nawet 100 tys. zł!…” Genialne nieprawdaż? I wcale nie chodzi mi o wysokość kary. Niech tam niektóre (niejadalne) zwierzęta też coś mają z tytułu „nielegalnego” mordowania współbraci… Taka tam przenośnia…Bo to nie jest tak że można zająć się czymś innym i mieć ich wszystkich z głowy. Nawet jak się nie chce grać w jednej drużynie ze zwycięzcami, to i tak trzeba się stosować do ich reguł bo inaczej… wiadomo… (Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

„…Nie chodzi bowiem nawet o to, że Prawo i Sprawiedliwość, dzięki poparciu amerykańskiemu oraz uruchomieniu programów rozdawniczych może wygrać następne wybory przynajmniej w stopniu umożliwiającym samodzielne ustanowienie rządu, tylko przede wszystkim o to, że uruchamiając wspomniane programy rozdawnicze, PiS wprowadził nasz naród i nasze państwo na jednokierunkową ulicę, którą można zmierzać już tylko ku swemu przeznaczeniu. Rzecz w tym, że w rozumieniu prawa, program rozdawniczy w rodzaju „rodzina 500 plus”, wyposaża swoich beneficjentów w tak zwane „prawa nabyte”. Wprawdzie ustawa dezubekizacyjna pokazuje, że kiedy trzeba, a ściślej – kiedy można takie posunięcie zaprezentować jako realizację sprawiedliwości dziejowej, to prawodawcy specjalnie się nie krępują prawami nabytymi, ale w przypadku wspomnianego programu rozdawniczego sytuacja jest inna. Po pierwsze – krąg osób uprawnionych jest na tyle szeroki, że mało kto ośmieliłby się zamachnąć na ten przywilej, a po drugie – gdyby nawet taki desperat się znalazł, to niezawisłe sądy natychmiast podważyłyby legalność takiego zamachu i musiałby wycofać się z podwiniętym ogonem. Oznacza to, że nawet taki desperado musiałby realizować program, który nie tylko uważa za sprzeczny z ideą wolności, ale w dodatku – za zabójczy dla państwa, zwłaszcza na dłuższą metę.

Program ten jest sprzeczny z ideą wolności, bo w sposób trwały uzależnia obywateli od państwa, w dodatku zmuszając ich do popierania programu zwiększania dochodów budżetowych – ponieważ realizacja tego programu wymaga utrzymania wysokiego, a nawet – rosnącego budżetu, gdyż w kolejce czekają następne programy w rodzaju „mieszkanie plus”, a przecież i to nie jest ostatnie słowo. Według zasady Murphy’ego, jeśli może stać się coś złego, to na pewno się stanie, a cóż dopiero w sytuacji, kiedy właśnie od tego, czy się stanie, zależy zwycięstwo wyborcze? Program ten jest sprzeczny i ideą wolności również z tego powodu, że realizowany jest za pieniądze pożyczone. Jak wiadomo, koszty programu „rodzina 500 plus” wynoszą ok. 24 mld złotych rocznie, a zaplanowany w ustawie budżetowej na rok 2017 deficyt wynosi prawie 60 mld złotych. Jasne jest więc, że zarówno pierwszy, jak i wszystkie następne programy rozdawnicze będą realizowane za pieniądze pożyczone, to znaczy – kosztem wydatnego powiększenia długu publicznego. Dług publiczny naszego nieszczęśliwego kraju powiększa się o prawie 500 mln zł na dobę, a to znaczy, że go nie spłacamy, tylko „obsługujemy”. Według oficjalnych informacji, koszty obsługi długu publicznego wyniosą w roku bieżącym ponad 30 miliardów złotych. Mamy wszelako do czynienia z fenomenem, że dług wprawdzie rośnie, ale koszty jego obsługi spadają, nawet do „rekordowo niskiego poziomu”. Ale nie takie fenomeny zdarzały się u nas w przeszłości, kiedy Edward Gierek zafundował społeczeństwu iluzję dobrobytu na kredyt – oczywiście dopóki wszystko się nie skawaliło. Zatem – jak tam z tymi kosztami obsługi jest naprawdę – to zostanie nam objawione w stosownym czasie. Tak czy owak, koszty te rozkładają się na obywateli i jeśli nawet przyjąć za dobrą monetę oficjalną informację, to oznacza to, iż na jednego obywatela rzeczywiście mieszkającego w Polsce przypada ok 800 zł rocznie. Zatem 5-osobowa rodzina tylko na obsługę długu publicznego musi zapłacić 4000 zł, rocznie – a przecież są jeszcze inne koszty. Oznacza to, że rządy kupują poparcie polityczne za cenę wpychania obywateli w coraz głębszą niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Niewolniczą – bo istota niewolnictwa polega na tym, że niewolnik musi pracować na swojego pana. Pracować, czyli oddawać mu coraz większą część bogactwa, które swoją pracą wytwarza. Właśnie w taką zależność obywatele są wpychani przez własne, „wrażliwe społecznie” rządy…” (Stanisław Michalkiewicz – Ucieczka od wolności)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

W ten sposób dochodzi do werbunku na masową skalę… Jest budżet, to jest i siła – idea trwalsza od spiżu więc któż przeciw nam? (Odys)

Ilya Repin – Demonstration on October 17, 1905

„…Myślą, myślą i wymyślają niesprawiedliwość społeczną. Stąd już tylko krok do uzbrojonych band próbujących ową niesprawiedliwość zlikwidować, band zwanych trybunałami rewolucyjnymi lub jakoś podobnie. Bandy owe wprowadzają najpierw ubezpieczenia społeczne, a potem śrubują podatki. Kiedy okazuje się, że i to za mało, żeby utrzymać wszystkich, którzy postanowili w myśl zilustrowanej na początku drugim zdaniem doktryny, żyć z kradzieży i rabunku, bandy usiłują przywrócić system feudalny. Żeby było co jeść po prostu. To się udaje, ale trzeba do tego zlikwidować to, co doprowadziło do powstania najpierw teorii o niesprawiedliwość społecznej, a potem samych band, żyjących w komforcie i lenistwie, czyli technologię. Po likwidacji niepotrzebnych nowemu społeczeństwu feudalnemu i szkodliwych nowinek takich jak ciepła woda w kranie, kibelek dla każdej rodziny i wolna prasa, okazuje się jednak, że system oparty na rabunku dalej nie działa. Czołowi teoretycy niesprawiedliwości społecznej siadają więc kołem i zaczynają myśleć co jest nie tak. No i wymyślają, że skoro feudalizm nie działa jak trzeba to należy powrócić do tego co było przed nim, czyli – jak powiedział jeden mądry – do niewolnictwa…

…Niewolnicy mają jednak zwyczaj buntować się co jakiś czas, a socjaliści chcieliby ciągle więcej i więcej, systemy więc zaczynają erodować. Dochodzi w końcu do przełamania kordonów i wszystko się miesza. Raby uwiązane dotąd do ziemi, kawalerki i tokarki ruszają obejrzeć socjalizm, a wychuchani w biurach i korporacjach durnie jadą obejrzeć wyjałowiony step, czyli tak zwane pozostałości po imperium. Wszyscy są zadowoleni, ale do czasu. Przychodzi bowiem moment, kiedy znów trzeba się zastanawiać nad tym co robić z tą masą ludzi, która pałęta się z kąta w kąt i samą siłą rozpędu tylko zaczyna obrastać w jakieś dobra, jakaś gotówka im się z kieszeni wysypuje i coś tam usiłują kupować sobie w sklepach. Zaczyna się więc wymyślanie nowych programów gospodarczych dla państw będących w kryzysie.

I tu dochodzimy do sedna. Wymyślanie owo nie jest niczym innym jak próbą kolejnego rabunku ludzi, którym nie dało się wcześniej – ze względu na poprzednią rabunkową doktrynę – nic zarobić. Programy gospodarcze – przy udziale wspomnianej już propagandy – zaczynają pełnić funkcję taką, jaką w systemie feudalnym pełniły prawdy objawione czyli są gwarancją istnienia tegoż systemu. Każdy chcący się dorwać do władzy idiota zaczyna swoją perorę od programu gospodarczego, który podaje w punktach. W punktach napisanych mu przez jakiegoś oszusta przecież, bo nie przez niego samego. Punkty te są boleśnie przewidywalne, wręcz tożsame z innymi punktami, innych programów, często zatytułowanych dla niepoznaki biegunowo różnymi od tego obecnego przymiotnikami. To bowiem co się tam wpisze w tym programie jest dalece bez znaczenia. Ważne jest jedno; pracujemy i zarabiamy, albo nie pracujemy i kradniemy. Tyle…(coryllus – Program gospodarczy jako figura retoryczna)

„…chrześcijanin powinien przestrzegać Dekalogu, a tam jest 10 przykazanie, zakazujące nawet pożądania cudzej rzeczy. Niektórzy uważają, że właśnie to przykazanie jest dowodem na wszechwiedzę Pana Boga, który jeszcze w głębokiej Starożytności przewidział pojawienie się socjalistów i specjalnie przeciwko nim sformułował to przykazanie. Zauważmy bowiem, że ekscytowanie w ludziach pożądania cudzego mienia należy do istoty ideologii socjalistycznej, co w najkrótszy sposób przedstawił Włodzimierz Eljaszewicz Ulianow, znany jako „Lenin”, wołając: „grab nagrabliennoje!” – bo według socjalistów, własność jest kradzieżą. Tymczasem Pan Bóg, zakazując pielęgnowania w sobie takiej pożądliwości, wiedział, co robi. Człowiek, który nie potrafi opanować pożądania cudzego mienia, prędzej, czy później złamie przykazanie siódme, zabraniające kradzieży, a być może – również piąte, zakazujące mordowania – jeśli właściciel zechce swojej własności bronić. Rewolucja bolszewicka, rzucając hasło gwałtownej zmiany stosunków własnościowych, doprowadziła do ludobójstwa na skalę niespotykaną, ani przedtem, ani potem. Aleksander Sołżenicyn wspomina, że komunistyczny eksperyment doprowadził do zagłady co najmniej 100 milionów ludzi, a wobec tego ogromu liczba ofiar holokaustu, to znaczy – liczba Żydów zamordowanych podczas II wojny światowej, wydaje się stosunkowo niewielka. W jaki zatem sposób chrześcijanin może jednocześnie być socjalistą – tajemnica to wielka, którą można wyjaśnić tylko w ten sposób, że nie ma w takim postępowaniu żadnej logiki.” (Stanisław Michalkiewicz – Czarny sztandar anarchii czerwieni się ze wstydu)

podobne: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

Z uwagi na dwie siły działające w świecie – tj. dobro i zło (które jest BRAKIEM dobrego działania), lub (jeśli ktoś jest „niewierzący” i nie przemawia do jego wyobraźni tego rodzaju „wartościowanie”) w oparciu o prosty mechanizm pracy/budowania albo kradzieży/niszczenia, nasze działanie można sprowadzić do dokonywania prostego w zasadzie wyboru. Albo sami, w oparciu o własne siły budujemy strukturę opartą o dobro i pracę, albo „ktoś” inny zbuduje dla nas (i za nas) strukturę opartą na tej drugiej „alternatywie”… Oczywiście naszym kosztem bo nikt obcy mający na względzie swój interes nie będzie sobie odbierał od pyska żeby nam dogadzać. Nie było bowiem w historii takiego państwa które z własnej woli oddałoby się w wyzysk innemu, wmawiając przy tym bezczelnie własnemu narodowi że to dobry interes… Nie było do czasu powstania tzw. Unii Europejskiej, która jest doktryną wrogą pracy i budowaniu czegokolwiek poza uzależnieniem od kredytu.

Można tu oczywiście dywagować nad tym czy aby w dobie powszechnie obserwowanego skoku cywilizacyjnego i dobrobytu (w porównaniu ze stanem posiadania/konsumpcji przed przystąpieniem Polski do UE) jest na co narzekać, ale zamiast wyliczać szczegółowo kolejny raz te same wielokrotnie już przypominane zarzuty (można przeczytać tu: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE), posłużę się pytaniem i cytatem. Pytanie brzmi – co czeka rodzinę której ojciec alkoholik wziął na swoje „potrzeby” pożyczkę (i to u gangsterów) pod zastaw rodzinnego domu? Cytat zaś brzmi tak:

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.” (Frédéric Bastiat)

Efektem istnienia „demokratycznego państwa prawa” i fruktów z tego tytułu płynących w gardła poszczególnych grup interesów przyssanych do koryta, jest również społeczne potępienie dla unikania opodatkowania. W myśl zasady którą wielu praworządnych obywateli z dumą wyznaje że „to, co jest legalne, musi być dobre” (inaczej: „Biało-czerwoni biorą paragony!”). Dzięki tego rodzaju wartościowaniu (propagandzie) skarb państwa istnieje w świadomości Polaków jako obiektywne dobro, a rabunek mienia dokonywany przez państwo na tychże obywatelach na konto owego „skarbu” cieszy się powszechną estymą.

W świetle już podjętych a także zaplanowanych konkretnych administracyjnych decyzji na kierunku zwanym „uszczelnianie” (Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro), każdego kto traktuje cytowaną deklarację i sugestie w niej zawarte jako troskę o obywatela (który „bez państwa sobie nie poradzi”) należy traktować jako sprzymierzeńca systemu kradzieży zuchwałej.

Polecam z tej okazji wykład: ANATOMIA KRADZIEŻY – POJĘCIA PODSTAWOWE CZ. 7a Odcinek jest rozwinięciem części siódmej pojęć podstawowych wiedzy społecznej i mówi o systemie zalegalizowanej i społecznie akceptowanej formy kradzieży, jaką jest kreacja pustego pieniądza umożliwiającego anonimowe okradanie anonimowych producentów przez anonimowe elity pasożytnicze. (Krzysztof Karoń). Pamiętajmy jednak o tym że system stworzony przez banki (podobnie jak dilerzy narkotyków) nie zmuszają ludzi do uzależniania się od łatwej gotówki. Wielu ludzi nie musi się zapożyczać, tak jak nie musi wybierać do władzy tych którzy „stymulują” gospodarkę w ten sposób, zapożyczając całe narody i to na kilka pokoleń… Wystarczy że robią to agenci i pożyteczni idioci, naprawdę nie musimy im w tym pomagać własnoręcznie… (Odys)

„…W prawdziwym świecie było bowiem i jest nadal tak: grupa posiadających legitymacje obcych wywiadów gangsterów zdobywa władzę nad dużym terytorium, na przykład nad Polską. Ponieważ nie są oni elementem obcym, ale lokalnym trudno im cokolwiek zarzucić. Rządy jednak jakie wprowadzają, nie są emanacją stosunków lokalnych, które ukształtowały się na przestrzeni stuleci. One te stosunki i ich konsekwencje całkowicie ignorują, wprowadzając swoje porządki, co polega głównie na zabieraniu jednym i dawaniu drugim, tym, którzy dotąd nic nie mieli lub mieli za mało by aspirować do czegokolwiek. Przez swój udział w pracach socjalistycznych gangów zasłużyli się jednak i uważają, że należy im się udział, w budowie nowego, lepszego społeczeństwa.
Ludzie ci, nawet nie mogą dostrzec jak są oszukiwani i o co toczy się gra. Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody…

…Nie tak dawno usłyszałem, że w roku 1938 czy 39 bolszewicy przygotowywali plan utworzenia marionetkowego państwa polskiego, po odcięciu kresów rzecz jasna. Państwo to miało powstać w oparciu o istniejące struktury urzędnicze i wojskowe czyli w oparciu o agenturę i pożytecznych idiotów. Premierem zaś rządu w tym państwie miał być Stefan Starzyński, znany socjalista i członek kilku wpływowych mafii. Ministrem wojny miał być oczywiście wspomniany już Juliusz Rómmel. Jeśli dotrze do nas cała groza tych informacji, nie będziemy już mogli mówić o kodzie kulturowym i nie będziemy traktować wspomnień oszukanych idealistów jako recepty na naprawę państwa.
Dlaczego elity urzędniczo wojskowe tak się zachowywały? Bo nic poza etatem nie posiadały. To jest odpowiedź najprostsza. Chęć zaś utrzymania etatu jest siłą przemożną, dla której człowiek zrobi wszystko. Myślę, że są tacy, którzy sprzedaliby własne dzieci, byle tylko móc każdego ranka jeździć tramwajem do pracy w ministerstwie.
Pisząc „elity urzędniczo wojskowe nic nie posiadały” mam na myśli nie tylko dobra ruchome i nieruchome, ale także plan, czyli to co czasem nazywamy tu doktryną. Elity istotne, a nie te które opisuje Vermeer, nie miały żadnego planu. Ich plan polegał na tym, by stać po stronie silniejszego, bo ten gwarantuje posadę. Okazało się jednak, że tragizm polskich losów jest głębszy niż mogli to sobie wyobrazić panowie Starzyński i Rómmel. Polega on na tym, że póki w Polsce produkować będzie się cokolwiek, od kalafiorów poczynając, na turbinach lotniczych kończąc, kraj nasz zawsze będzie spychany w pułapkę. Przynętą zaś w tej pułapce będzie kod kulturowy powiązany ściśle z kodem kulturowym (to jest dla wszystkich intelektualistów oczywiste) demokracji zachodnich. No więc Polska aspiruje i musi dorastać, a kiedy już dorośnie to ją okradają i piorą po łbie, bo nie o to chodziło. I na to przychodzi pan o nicku Vermeer i pisze: czy aby nie jesteśmy zbyt idealistyczni? Czy nie powinniśmy czasem trzymać się realizmu? Czyli co? Mamy iść na włam? Mamy się sprzedać i udawać, że nic się nie dzieje? Mamy się zastanawiać czy z Niemcami czy z Rosją? Czy może mamy wszyscy emigrować?…

…Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny…” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu oraz: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą polecam również: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego

Zadziwiająca jest ta „potrzeba” przekonania się kolejny raz na własnej skórze co znaczy obranie wspomnianej wyżej metody „gospodarowania” (rządzenia), i jeszcze dorabianie jej twarzy rzekomej sprawiedliwości. Zadziwiająca jest też pretensja jaka później towarzyszy romantycznemu uniesieniu, kiedy po raz kolejny rwąc koszulę na piersi i z pianą na ustach udajemy się na barykady, żeby (jak się nam wmawia) szlachetnie zginąć w walce z reżimem, „dając przykład” kolejnym pokoleniom („za wolność naszą i waszą”) jak NIE należy postępować żeby nie znaleźć się w sytuacji najpierw niewolnika, a potem kata tych których samemu się wybierało… Choć nikt nas nie zmuszał, a wszyscy wiedzą że kradzież to grzech… Kończy się na prawnie usankcjonowanej przemocy, choć nie tak żeśmy się z władzą umawiali.

Dzięki tej patologicznej zależności Pan Kaczyński mógł pozwolić sobie na bezkarne udzielenie urzędnikom „dobrej zmiany” instrukcji, czym powinni się kierować w wypadku wystąpienia konfliktu interesów na linii państwo – obywatel. Najpierw K… My!…(Odys)

polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

Ivan Vladimirov – Погром винного магазина (rabunek sklepu z alkoholem)

 

Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego


Thomas Moran – Feudal Castle

„Karpiowie herbu własnego byli w Litwie rodem znacznym i zamożnym. Przypuszczalnie nie byli pochodzenia litewskiego, gdyż ich herb jest wyraźnie nie horodelski: w błękitnym polu trzy gwiazdy sześcioramienne złote, dwie powyżej jednej, w klejnocie – cztery pióra strusie. Jeszcze w początkach XX wieku dobra karpiowskie liczyły powyżej 60 tysięcy hektarów, a przecież pomniejszone już o Birże, liczące 20 tysięcy hektarów, które wyszły od Karpi jako posag pani Tyszkiewiczowej. Dobra Karpi leżały na Żmudzi i w Ziemi Trockiej.

Jeden z Karpi – poseł na Sejm Czteroletni lub jego syn – zniósł pańszczyznę w swoich ogromnych dobrach, „A Moskal ich /tych uwolnionych chłopów/ potrójnym podatkiem ogłodził”, jak pisał Mickiewicz.

Inny zwołał w swoich dobrach pospolite ruszenie i w sto koni przyłączył się do Dębińskiego w wojnie 1830 roku. Po klęsce powstania zamknął się w swoich kurlandzkich dobrach, stając się odludkiem. Jego brat, władający połową karpiowskiej fortuny, był marszałkiem szlachty kowieńskiej. Był wielkim oryginałem, ale sam o sobie mówił: „Jestem oryginał – ale gdybym był biedny, to byłbym wariat”. Biedny, naturalnie, nie był, ale miast mieszkać w pięknym barokowym dworze w Johaniszkielach, żył w małej Jasnogórce. Leżał w kożuchu na piecu, palił niezliczone fajki o długich cybuchach, a ogień do fajek przynosił mu posługacz w łapciach. Był przeciwnikiem powstania 1863 roku, lecz dzięki wielkim pieniądzom posiadał w Petersburgu wpływy, pozwalające mu ratować powstańców. Z Jasnogórki wyjeżdżał na chłopskiej furmance, w chłopskim kożuchu, mając pod nim wstęgę wysokiego, rosyjskiego orderu. Za furmanką szła jednak poszóstna kareta z herbami i liberyjną służbą – „dla oszołomienia Moskaluszków” – jak mawiał – gdyby zaszła taka potrzeba.

Na giełdzie zbożowej w Rydze pojawił się w kożuchu, bez orderów, z biczem w ręku i zawarł kontrakt na dostawę zboża do portu po określonej cenie, na określoną datę i „w określonej ilości”. Kupcy, sądząc, iż mają do czynienia z drobnym szlachcicem, zgodzili się na taką umowę. Karp w jednym dniu zwalił do portu ryskiego zbiory z wielu tysięcy hektarów i cieszył się, że „zachwiał międzynarodowym rynkiem zbożowym”. Pyszną tę anegdotę przytacza x. Walerian Meysztowicz, spowinowacony z Karpiami.

Pola birżańskie nawoził beczkami śledzi. Karmił zimą sieje w swoim jeziorze Rykijowskim, każąc sypać w przeręble wory grochu.

Z Rosjanami życzył sobie rozmawiać tylko po francusku. Gdy „Moskaluszkowie” nie chcieli mówić w tym języku – przechodził na mowę białoruską w jej najdosadniejszych i „kwiecistych” formach tak bogatych, iż ponoć wywoływały rumieniec nawet na obliczach żandarmów. Tenże Karp był w XIX wieku legendą rodzinną dla późniejszych pokoleń.

W XX wieku, gdy bolszewia szła na Polskę, mordując polskich właścicieli i polskie elity, grabiąc i paląc polską własność, dwaj synowie Józefa Karpia – słabo już związani z polskością i słabo po polsku mówiący, wykształceni w Rydze, z matki Niemki /baronówny Drachenfels/ – Teodor i Maurycy Karpiowie ruszyli do pospolitego ruszenia Księstwa Litewskiego, którym dowodził legendarny Jerzy Dąmbrowski, zwany Łupaszką. Nie zdołali już dotrzeć do oddziałów Dąbrowskiego – wpadli w bolszewicką zasadzkę i zostali zamordowani.

==========================================================================

Wspominając swoje życie w Litwie, Helena z Zanów Stankiewiczowa mówi o wspaniałej pszenicy, uprawianej w rozległych dobrach w Poniemuniu i eksportowanej do krajów skandynawskich, z której to pszenicy wypiekano tam luksusowy, biały chleb. Mówi też o okresowych przepędach wołów bukatów do miejskich rzeźni. Była świadkiem takich przepędów, liczących sobie zazwyczaj ponad sto sztuk.

Przywołać też należy wszelką inną produkcję polskiego, wielkoobszarowego rolnictwa: sadownictwo, drobiarstwo, hodowla trzody, przetwórstwo mleczne, hodowla ryb etc..

Takie informacje należy zwielokrotnić poprzez liczbę polskich majątków ziemskich.

A skądinąd, gdy Stankiewiczowa opisuje składy broni w dworach, używanej /skutecznie!/ gdy na przykład na polskie siedziby napadali litewscy szaulisi czy pospolici bandyci – czytającemu zapiera dech w piersiach.

===========================================================================

Bez zniszczenia polskiej własności bolszewicy, czerwoni, socjaliści czy inni słudzy Szatana nie mogliby przyprawić nas o głód, bezbronność i kupowanie nędznego żarcia w biedronkach.

Więc jeszcze raz: w 2016 roku słudzy Szatana uwalniają polską ziemię rolną do sprzedaży na „wolnym rynku”. I przed nikim i niczym tak się nie bronią, jak przed dawnymi właścicielami i ich spadkobiercami, i przed zwrotem Polakom zagrabionej własności, z ZIEMIĄ na czele. Mądremu dość.” (KOSSOBOR – Jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł)

podobne: Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie ziemii” w postaci ustawki o „ustroju rolnym”. Czy państwo działa na ślepo?  oraz:  Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS i to: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” a także: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu. polecam również: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej i jeszcze: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię oraz: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu i to: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

Thomas Kegler – Still with Pinot. Proverbs 17:1 (kś. Przysłów: „Lepszy jest suchy kęs chleba w spokoju niż dom pełen biesiad kłótliwych”)

*

Cierp a pracuj i bądź dzielny

Bo twój naród nieśmiertelny

My umarłych tylko znamy,

A dla ducha trumn nie mamy

Juliusz Słowacki

**

„Życie człowieka to walka o byt, w której do zwycięstwa różne prowadzą drogi, przez doświadczenie innych nam wskazane. Do nas należy wybrać najpewniejszą, najkrótszą, a więc skorzystać z przykładu tych kulturalnych społeczeństw, które ją odnalazły i z powodzeniem przekształciły – wąską na razie ścieżkę na szeroki gościniec, równie dogodny dla ubogich, jak możnych. Całe masy ludzi są dzisiaj niezadowolone ze swego losu; rośnie wyzysk i przewaga kapitału, tego pana możnego, z którym walka jest trudna, stąd mnożą się nienawiści, walki klasowe. Otóż lekarstwem, a przynajmniej jednym ze środków gojenia tych ran społecznych, polepszenia wzajemnych stosunków, jest spółdzielczość.

Kiedy przed latu dwudziestu paru zostałem naznaczony na probostwo, a pragnąłem parafianom moim nie tylko nieba, ale i chleba przychylić, wówczas począłem się rozglądać w środkach które by do tego chleba jak najkrótszą prowadziły drogą. Wpadły mi wtedy do rąk książki o spółdzielczości, o kooperatywach…

…Toteż pozwólcie, że będę mówić o pracy spółdzielczej w Liskowie. Przytaczam tę wioskę, jak pewien przykład, niekoniecznie do naśladowania, ale jako przykład, że nie ma bodaj wsi, któraby się znajdowała w gorszych warunkach, a choćby w tak złych warunkach, w jakich ta wioska była. Przede wszystkim zła komunikacja. Przez kilka lat mieliśmy do najbliższej stacji około 100 kilometrów, do szosy przeszło 20 – i to drogi okropnej, jak najgorszej, zarówno w czasie suszy, jak i niepogody. Następnie – ciemnota w parafii wielka, bo przy bardzo nawet pobłażliwej statystyce, stwierdzam podczas kolędy, jaką odbywałem przez parę pierwszych lat, że było 87% analfabetów, a liczbie tych 13% nie analfabetów było takich, o umieli tylko czytać – nieraz tylko na książce do nabożeństwa i to własnej. Jak widać warunki oświaty były, jeśli nie gorsze, to w każdym razie nie lepsze niż gdzie indziej. Dalej bliskość Prus, dokąd prawie połowa parafian, przeważnie młodzież, wychodziła na zarobki. Z tych Prus na zimę przynosiła wprawdzie trochę marek, ale więcej jeszcze zgorszenia i zepsucia tak, że wychodźstwo raczej do ujemnych zjawisk kulturalnych należy zapisać…

…Podkreślam te ciężkie warunki pracy, żeby chwiejnych zachęcić, żeby stwierdzić, że nie ma właściwie takiej złej placówki, na którejby roboty nie można rozpocząć i nawet nieraz z dość dobrymi wynikami prowadzić.

Naturalnie, do tych ciężkich warunków dochodziła jeszcze jedna wielka trudność jeśli szło o prowadzenie jakiejkolwiek pracy obywatelskiej; mianowicie rząd zaborczy rosyjski, który prześladował każdą pracę kulturalną, a zwłaszcza pracę wśród ludu. Najbardziej zaś zwalczał ją wówczas, kiedy się chciało przez gromadę działać, zdając sobie sprawę, że gdzie gromada tam siła… 

…Po pewnych potajemnych nawoływaniach, zebrało się 32 mądrzejszych gospodarzy i przy ich pomocy w 1902 roku, czyli 25 lat temu założyliśmy ten pierwszy sklepik spółdzielczy, który zarazem był, jakby gospodą chłopską czy klubem. Do sklepu każdemu przecież wolno było przyjść. Policja nie mogła, nie miała tytułu, rozpędzać zgromadzonych w sklepie chłopów. Podjęte zresztą były konieczne środki ostrożności i gdy jakiś żandarm zjawił się w sklepie widział zawsze, że każdy coś kupował. A tymczasem my mieliśmy możność wspólnego porozumienia się nad dalszym współdziałaniem, prawda, na razie w tym celu, aby walczyć z miejscowymi… [kramarzami] … aby mieć dobry i możliwie tani towar. Jednak przy tj okazji mieliśmy możność poruszania najrozmaitszych spraw innych, ułatwiających nam życie na wsi. Dlatego też pierwszą spółdzielnię, ten sklepik spółkowy nazywamy matką wszystkich innych instytucji, które się następnie zrodziły.

Sklep nasz przechodził rozmaite koleje. Po latach trzech od chwili założenia, wskutek nieuczciwości subiekta, dawania towaru na kredyt, jak i dlatego, że tego kapitału, jaki włożyliśmy do niego, a był to kapitał 500 rublowy, który przez pierwsze 2 lata doskonale się powiększał, nie zostało w trzecim roku, lecz zmalał on do 220 rubli, które przechowywały się w towarach. Groziła nam tedy katastrofa, bo poczęły się głosy już to niechętnych i nieżyczliwych, już to napompowanych przez wrogów…

…przełamanie tego jednego kryzysu ocaliło nam spółdzielnię, a nie tylko ocaliło, a nawet zachęciło do tworzenia innych. Ten sklepik w jednym, drugim, trzecim roku istnienia targował rocznie mniej więcej 15 tysięcy złotych (jeśli przerachujemy ruble na złote). Dzisiaj ten wiejski sklep daje przeciętnie 1000 złotych dziennie obrotu…

…Jak powiedziałem, sklep był pierwszą spółdzielnią i zarazem gospodą, na jej więc zebraniach poruszaliśmy cały szereg najrozmaitszych potrzeb. I tak powstała myśl, ażeby założyć piekarnię spółdzielczą. U nas w owym czasie przeważnie kobiety piekły chleb u siebie. Może to było i dobre, kiedy opał nic nie kosztował, lecz gdy stał się drogim, a zrozumiano, że i czas to pieniądz, wtedy naturalnie, myśl wspólnej piekarni podjęto bardzo chętnie… 

…W roku 1916 nabyliśmy młyn parowy. Jest bowiem bolączką gospodarzy wożenie mąki gdzieś daleko po wiatrakach, gdzie i czekać trzeba długo na zmielenie i uczciwość czasem szwankuje. Daleko lepiej przerabiać zboże we własnym młynie… 

…Kolejną dalszą jest spółdzielnia budowlana. Każdy z ludzi zwłaszcza, który więcej bywał za granicą lub choćby w Poznańskiem i oglądał pięknie zabudowane miasta i wioski, z ubolewaniem patrzył i patrzy na te nieszczęsne, brudne, obdarte chaty, na te domy, które często gorzej wyglądają, niż chlewy, kurniki czy inne zabudowania gospodarskie za granicą. Otóż chodziło o to, żeby zewnętrzny wygląd wsi polskiej poprawić, zachęcić ludzi do normalnej budowy. Należy jednak wyjaśnić, że w ogóle wydatek na budowę domu mieszkalnego, to jest wydatek, z którym każdy gospodarz musi się bardzo liczyć. Bo gdy włoży pieniądze, czy to w krowy, konia czy w ziemię, w nawozy, to ma od razu korzyści i wydatek doskonale się opłaca. Natomiast wybudowanie ładnej chaty daje właściwą tylko przyjemność i wygodę, a korzyści, przynajmniej materialnej nie przynosi. Otóż trzeba wspólnymi siłami dążyć do tego, aby tego rodzaju budowy możliwie ułatwić, a dojść do tego można przez zakładanie spółdzielni budowlanych…

…Przez 6 lat istnienia spółdzielni postawiliśmy 180 budynków. Obrót w roku zeszłym był 53 tysiące złotych. Przy cegielni istnieje też betoniarnia, która wyrabia 60 tysięcy dachówek rocznie…

…od czterech lat wprowadziliśmy to uproszczenie, że te cztery spółdzielnie połączyły się razem w jedną spółdzielnię rolniczo-handlową i mają jeden zarząd, jedną radę, tych samych urzędników i jedne książki buchalteryjne. Jednakże dla ścisłej kontroli w książkach tych każda spółdzielnia ma oddzielną rubrykę, czyli samorząd do pewnego stopnia został zachowany i o każdej z tych spółdzielni mamy zawsze szczegółowe oddzielne sprawozdania. Te cztery spółdzielnie dają nam od kilku lat 12-20 tysięcy złotych czystej nadwyżki.

Żadnych zasiłków wtedy nie było, przeciwnie trzeba było kryć się z tą robotą przed rządem rosyjskim. Urządzaliśmy rozmaite loterie, przedstawienia, jasełka, wypuszczaliśmy akcje, zaciągaliśmy pożyczki, otrzymywaliśmy też niekiedy drobne ofiary. Parafianom moim nawet nie proponowałem żadnych składek, bo prawdopodobnie nie dostałbym. Ale za to na propozycje, żeby dawali pomoc ręczną, niemal wszyscy parafianie się zgodzili tak, że na 800 gospodarzy przy budowie Domu Ludowego, zaledwie dwóch znalazło się takich, którzy nie okazali zupełnej pomocy ani ręcznej, ani konnej. Dało to oczywiście ogromną oszczędność w kosztach przy budowie. Od szeregu lat instytucje te nie tylko nie potrzebują już żadnej pomocy, ale one pomagają jeszcze innym związkom kulturalnym, mając kilkanaście tysięcy rocznie czystych nadwyżek do dyspozycji, tem bardziej, że członkowie się do tego przyzwyczaili, aby nadwyżek nie zabierać, lecz przeznaczyć w pewnej części na cele filantropijne, na oświatę, czytelnie, biblioteki, na sierociniec, a znaczną większość pozostawić na powiększenie kapitału obrotowego.

To też nasze spółdzielnie z każdym rokiem powiększają się, a wciąż coś nowego przybywa. Dalej mamy spółdzielnię, która również powinna mieć jak największe zastosowanie po naszych wioskach, zwłaszcza tam, gdzie jest ciężko ze zbytem mleka. Jest to spółdzielnia mleczarska…

…U nas dzisiaj od krowy gospodarz ma rocznie 250-300 złotych, a ma dlatego tak mało, że krowa przeciętnie daje 1-1,2 tysięcy litrów mleka rocznie. Ponieważ w naszym państwie jest ich 600 tysięcy, jakże wzbogacilibyśmy kraj nasz cały przy pewnych staraniach, gdybyśmy podnieśli tę ilość mleka od krowy – już niekoniecznie tak, jak w Belgii czy Danii, gdzie krowa daje 4-5 tysięcy litrów przeciętnie, ale choć do 2 tysięcy litrów rocznie, co jest zupełnie możliwe do przeprowadzenia w ciągu paru lat. Proszę zważyć, jaka to by była wielka różnica. Licząc tylko 10 groszy na litrze czystego zysku, na 1 tysiąc stanowi to 100 złotych, a przy 600 tysiącach aż 600 milionów złotych byłoby więcej rocznie dochodu od krów niż jest dzisiaj, czyli przeszło 60 tysięcy dolarów. Tyle było kłopotów, tyle starań, ażeby uzyskać pożyczkę amerykańską, a przecież przez podniesienie tej jednej gałęzi hodowli rokrocznie otrzymamy sumę 60 tysięcy dolarów, czyli co rok jakby bezzwrotną pożyczkę, oczywiście bez żadnych obserwerów, kontrolerów, dadzą nam nasze poczciwe krówki…

…Mamy wreszcie jeszcze jedną spółdzielnię, która również często spotyka się po naszych większych wioskach i miasteczkach. S to tzw. dzisiaj Kasy Stefczyka. Założyliśmy ją w roku 1910. Prosperowała ona doskonale, choć miała na początku tę wadę, co i inne. Zawsze jak się kasa otworzy, jest moc zgłaszających się o pożyczkę, a mało takich, którzy chcą wkładać…

Te instytucje, o których wspomniałem, są instytucjami o charakterze ekonomicznym, które dają nam przed wszystkim korzyści materialne. Ale nie tylko korzyści materialne. Te właśnie instytucje dały nam podstawę do całego szeregu rozmaitych urządzeń w parafii o charakterze oświatowo-kulturalnym. Ale o tym w następnej części rozważań poświęconych instytucjom działającym w Liskowie.”

całość tekstu tu – Wspomnienia księdza Blizińskiego. Ciąg dalszy

podobne: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos oraz: Kobus: Czy własność może szkodzić? i to: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią a także: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna polecam również: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa i jeszcze: Prof. Mieczysław Ryba: Rola Kościoła Katolickiego w kształtowaniu elit w XIX i XX wieku oraz: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce) i to: „Szatanem nie jest kapitał. Szatanem jest Goldman i rząd.” czyli krytyka „Evangelii Gaudium”

Władysław Malecki – Pejzaż z kościółkiem

 

„Dowód na istnienie Boga” czyli… (nie)znane lekarstwo i super jedzenie prosto z ula (polskiego rzecz jasna)


 

fotografia Jagody L. „Obietnice wiosny

„Mówią, że w pszczole Boskiego jest ducha iskierka” (Ks. Jan Dzierżoń)

„…Urodzony 16 stycznia 1811 r. w polskiej rodzinie w Łowkowicach koło Kluczborka, ukończył studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim i przyjął święcenia kapłańskie. Pracował w parafii Karłowice, w powiecie brzeskim. Wrócił do Łowkowic, gdzie do końca życia mieszkał i uprawiał pszczelarstwo.
W Łowkowicach zastał hodowlę pszczół opartą na tradycyjnych metodach, w starych ulach słomianych i pniowych. Wprowadził do uli drewniane listewki (snozy), co ożywiło produkcję miodu. Pszczoły ciągnęły od nich pojedyncze plastry, które po odcięciu od bocznych ścianek można było wyjąć, jak w dzisiejszych ulach ramkowych. Wybudował nowoczesny ul skrzynkowy.
Światowy rozgłos przyniosła mu ogłoszona w 1845 r. teoria dzieworództwa pszczół. Odkrycie spotkało się z niedowierzaniem. Zostało potwierdzone na kongresie przyrodników dopiero pół wieku później! Upowszechniał racjonalną gospodarkę pszczelą i hodowlę pszczół, przynoszącą człowiekowi wiele korzyści. Na pszczelarstwie opiera się apiterapia, dla której miód jest lekiem samym w sobie…” 

„…Podczas liturgii światła Triduum Paschalnego ksiądz modli się:

„W tę noc pełną łaski, przyjmij, Ojcze święty, wieczorną ofiarę uwielbienia, którą Ci składa Kościół święty, uroczyście ofiarując przez ręce swoich sług tę świecę, owoc pracy pszczelego roju. Znamy już wymowę tej woskowej kolumny, którą na chwałę Boga zapalił jasny płomień. Chociaż dzieli się on użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku, żywi się bowiem strugami wosku, który dla utworzenia tej cennej pochodni wydała pracowita pszczoła. O, zaiste błogosławiona noc, w której się łączy niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi. Prosimy Cię, przeto, Panie, niech ta świeca poświęcona na chwałę Twojego imienia nieustannie płonie, aby rozproszyć mrok tej nocy. Przyjęta przez Ciebie, jako woń przyjemna, niechaj się złączy ze światłami nieba. Niech ta świeca płonie, gdy wzejdzie słońce nie znające zachodu: Jezus Chrystus, Twój Syn Zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem i z Tobą żyje i króluje na wieki wieków.”

Jaime Sanjuan – Nieodparty

A przecież każdy produkt pszczoły jest na wagę złota. Leczenie przy ich pomocy nazwane jest apiterapią.
miód – znajduje zastosowanie w leczeniu chorób układu krążenia, układu oddechowego, układu pokarmowego, układu moczowego, skóry i błon śluzowych, hemoroidów oraz schorzeń ginekologicznych;
propolis – znajduje zastosowanie w leczeniu czyraków i odleżyn, chorób alergicznych i reumatycznych, uszu, oczu oraz układu krążenia;
pyłek kwiatowy i pierzga – znajdują zastosowanie w leczeniu chorób żołądka, jelit, wątroby, prostaty, układu krwiotwórczego oraz schorzeń psychicznych;
mleczko pszczele – znajduje zastosowanie w leczeniu chorób układu krążenia, układu pokarmowego, skóry, błon śluzowych, oczu, zaburzeń przemiany materii, chorób narządu ruchu i wieku starczego;
jad pszczeli (tzw. apitoksynoterapia) – znajduje zastosowanie w leczeniu chorób reumatycznych, alergicznych i blizn pooperacyjnych

…Tymczasem sytuacja na polach i w sadach staje się dramatyczna – wyginęła jedna trzecia owadów zapylających na świecie
Kto ma pszczoły, ten ma miód. Ale gdy pszczół ubywa, brak miodu staje się jednym z najmniejszych problemów. Sęk w tym, że od zapylania zależy los trzech czwartych roślin jadalnych na świecie. A pszczoły są ich głównymi zapylaczami.
Zaczęło się od Ameryki Północnej, gdzie w latach 2006 – 2007 wyginęła jedna trzecia pszczół. Potem padło na Chiny, gdzie straty sięgnęły gdzieniegdzie 100 proc. populacji. Od tej chwili w Chinach hoduje się pszczoły w olbrzymich, sztucznie oświetlonych hangarach; przetwarzają one wyłącznie silnie słodzone soki owocowe z olbrzymich koryt. Preparat tak uzyskany Chińczycy sprzedają jako miód.
W 2008 roku kryzys dotarł do Europy. Na wiosnę tego roku alarm wszczęli Brytyjczycy, którym w ulach w ciągu dwóch lat ubyło 15 proc. owadów.
Apokalipsa pszczół dotarła i do nas. Winne są rośliny GMO i pestycydy…

…Pierwsza afera z chińskim miodem wzbogaconym o szkodliwy dla człowieka chloramfenikol ( jest jednym z najbardziej toksycznych antybiotyków, powodujących uszkodzenia szpiku kostnego, anemię, zanik białych ciałek krwi i granulocytów) wybuchła w 2004 roku. Od tamtej pory co pewien czas pojawiały się informacje o zaaresztowaniu kolejnej partii trefnego chińskiego miodu. Zdarzały się też akcje zatrzymania skażonego pestycydami miodu z Ukrainy, ale zdaniem pszczelarzy w rzeczywistości pochodził on z Chin, a Ukraina była tylko przystankiem na drodze do Polski i innych krajów Unii. Te doniesienia nie przełożyły się jednak na spadek importu. Przeciwnie, w ostatnim roku wartość importowanego do Polski miodu z Państwa Środka wzrosła o prawie 200 %, do 6,4 mln euro.
Ponieważ wpadka z chloramfenikolem była głośna, klienci nie znajdą w sklepie miodu z napisem „made in China”. Miody z importu sprzedawane są jako mieszanki miodów z różnych krajów. Najczęściej można przeczytać informację „mieszanka miodów wyprodukowanych w UE i krajach spoza UE”
Natomiast Unia Europejska zakazała sprowadzania miodu indyjskiego do Europy, w związku z wykryciem obecności ołowiu w jednym z transportów.
Kraje Unii Europejskiej były drugim po Stanach Zjednoczonych odbiorcą indyjskiego miodu.
Unijny zakaz dotknął boleśnie producentów z Indii, którzy sprzedawali do Europy miód o wartości sięgającej 8 milionów dolarów rocznie. Była to jedna czwarta indyjskiej produkcji miodu.
Według indyjskich ekspertów, ślady ołowiu mogły znaleźć się w produkowanym w Indiach miodzie, w wyniku stosowania preparatów zapobiegających rozwojowi bakterii w ulach.
Część ekspertów twierdzi jednak, że sytuacja powstała w wyniku sprowadzania do Indii taniego miodu z Chin, który mógł zawierać ślady ołowiu. Miód taki po przetworzeniu w Indiach był eksportowany do Europy

…Obyśmy nie byli ostatnim pokoleniem, które widziało pasiekę brzęczącą pszczelimi rojami pracowicie znoszącymi do uli pyłek zbierany z łąk i pól.” (niepoprawni.pl – pracowite pszczoły biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły)

podobne: Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia

Zwróćcie zatem uwagę na to jaki i od kogo miód kupujecie, zwłaszcza na te oznaczone jako wyprodukowane „poza UE„, bo cóż to dla nas za informacja, skoro podaje się ją w tak bezczelnie zakamuflowany sposób. Nawet jeśli nie macie bezpośredniego dostępu do „swojskiego” źródła, to taką okazję do zakupu wartościowych (i po konkurencyjnych cenach) produktów pszczelich (wszelkiego rodzaju) daje dziś internet… Choćby tu: Gospodarstwo Pasieczne Socha.

„…oglądałem film w tv o pszczołach i pszczelarstwie w Polsce i na świecie. Była relacja z zawodów pszczelarskich, w których udział brali pszczelarze z Europy , również z Anglii. I dziennikarka robiła z Anglikami wywiad. Opowiadali, że celem ich wizyty jest badanie jakie metody i sposoby chowu pszczół są w Polsce i ile w Polsce i krajach sąsiednich jest uli pszczelich i barci. Bo w Polsce pszczoły są hodowane bez pestycydów i herbicydów a w Anglii nie. Anglicy liczą ile jest u nas barci i uli…” (Geolog 25 października 2016)

Niestety tendencja polityczna jest taka żeby wchodzić w różnego rodzaju umowy międzynarodowe ułatwiające i rzekomo uwalniające handel, ale tylnym wejściem cierpliwie i systematycznie sprowadzane są realne zagrożenia dla tego co jest najcenniejsze w polskiej ziemi i rolnictwie, a więc także w pszczelarstwie. Jeśli bowiem wejdą do powszechnego użytku uprawy genetycznie modyfikowane, a chemia stanie się niezbędnym elementem rolnictwa, to polskie pszczoły a co za tym idzie pszczelarzy i konsumentów spotka ten sam los co wspomnianych wyżej społeczności, o czym więcej tu: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz tu: Co przyniesie TTIP? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO. i tu: PO cichu (1 „Ruch”em) wprowadzono przepisy o stosowaniu GMO w Polsce (UE zostawiła państwom wolną rękę). Nowy Program Rozwoju Obszarów Wiejskich okiem eksperta

Jaime Sanjuan – Cierpliwość

Temu właśnie jeśli nie bezpośrednio to pośrednio „służą” (choć się o tym oficjalnie nie mówi, bo i po co) scentralizowane ośrodki decyzyjne o statusie „prawa międzynarodowego” takie jak CETA i TTIP. Wiele wskazuje na to że nie chodzi wcale o „wolny rynek”, ale o rynek wspólny czyli REGULOWANY. Skutkiem bowiem tego rodzaju umów jest budowanie i powiększanie przewagi konkurencyjnej wielkich koncernów rolnych, przemysłowych i farmaceutycznych nad indywidualną działalnością ludzi niezrzeszonych lub zrzeszonych w małych lokalnych grupach producenckich (UE w poszukiwaniu budżetu na 2015 rabuje polską wieś. Na celowniku grupy producenckie, branża mleczarska i małe gospodarstwa), co w konsekwencji doprowadzi do wyciśnięcia takich podmiotów z rynku jako niekonkurencyjnych cenowo wobec masowej, prowadzonej na skalę światową produkcji. Po co i dla kogo uprawiać czy hodować cokolwiek wartościowego, skoro każdy woli pójść do sklepu wielkopowierzchniowego po „dobry bo tani” produkt? W ten sposób dochodzi z jednej strony do postępującej monopolizacji, a z drugiej do nieopłacalności produkcji opartej o pracochłonne i czasochłonne naturalne metody. Nikt się nie zastanawia nad tym jakie przełożenie na jakość produktu (zwłaszcza żywności) ma jego promocyjna cena, bo po pierwsze nie ma na to czasu po ciężkiej pracy, a po drugie nie każdemu po opłaceniu rachunków, składek i podatków zostaje w portfelu wystarczająco żeby kupić wartościowy produkt. W ten sposób po wielkim i pożytecznym dziele pozostaną za jakiś czas jakieś hobbystyczno/folklorystyczne resztki, czekające już tylko na ustawową likwidację, albo zakaz hodowli/uprawy w wyniku np. naruszenia czyjegoś prawa patentowego, albo w wyniku wytrucia wszystkich pszczół które zastąpi się sztucznymi (Więcej niż miód. Trwają prace nad sztuczną pszczołą) od których będzie się płacić stosowny podatek… a jak nie to zapylajta se sami (Chiny: Sadownicy ręcznie zapylają drzewa)

Na koniec przekaz prof. Ryszarda Czarneckiego – eksperta od pszczół, ale przede wszystkim praktyka apiterapii: Skarbnica Zdrowia – Pyłek kwiatowy (Sądecki Bartnik). Zachęcam do zapoznania się z tą wiedzą… (Odys)

…wywiad Tadeusza Rolnika – propagatora i przetwórcy zdrowej żywności dla „Polska Akademia Zdrowia”: Wszystko o pszczołach i produktach z pasieki

…oraz krótki przegląd rodzajów miodu i mieszanin miodowo ziołowych, z wyjaśnieniem dlaczego polskie oznacza dobre: Miód, pyłek pszczeli, ZiołowaApteka odc.3 Złote lekarstwo prosto z ula

 

Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?


Adam Wycichowski niewolnik - przy jednym stole

Adam Wycichowski niewolnik – przy jednym stole

„Perypetie w związku z umową między Unią Europejską i Kanadą „o wolnym handlu” pokazują, jak trudno jest budować, a cóż dopiero – utrzymać imperium przy zastosowaniu procedur demokratycznych. Demokratyczne imperium to rodzaj contradictio in adiecto, co niedobrze rokuje dla Unii na przyszłość. Jedynym wyjściem jest przywrócenie pruskiej dyscypliny przy demokratyczne fasadzie – jak było w Związku Sowieckim w czasach wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina. I chyba w tym kierunku Unia Europejska będzie ewoluować, na co przed wielu laty zwrócił uwagę Guy Sorman mówiąc, że kapitalizm jest w każdym kraju odmienny, podczas gdy socjalizm wszędzie jest taki sam. Najwidoczniej żadnego innego być nie może i tyle. Inna sprawa, czy umowa CETA jest rzeczywiście umową o wolnym handlu, czy o czymś zgoła innym – bo umowa licząca ponad 1000 stron nie może być umową o wolnym handlu. Umowa o wolnym handlu powinna składać się z dwóch zdań i aneksu. Zdanie pierwsze mogłoby brzmieć następująco: w stosunkach między UE i Kanadą przywraca się zasady wolnego handlu. Zdanie drugie – uchyla się wszelkie regulacje sprzeczne z tymi zasadami. Aneks zaś powinien zawierać wykaz regulacji uchylonych w tym trybie i pewnie ważyłby z 50 kilogramów. Bo zasady wolnego handlu są nastepujące: sprzedający może sprzedać co chce, komu chce, gdzie chce, ile chce i kiedy chce, zaś kupujący może kupić co chce, u kogo chce, ile chce i kiedy chce. Wszystko co więcej – od złego pochodzi. Skoro umowa CETA liczy ponad 1000 stron, podobno ustanawia jakieś „limity” i „procedury”, to już choćby do samego przestrzegania wszystkich jej postanowień, tych „limitów” i „procedur” musi być stworzony potężny aparat biurokratyczny, coś w rodzaju Ministerstwa Wolnego Rynku pod kierownictwem profesora Biedy-Nędzarkiewicza…” (Stanisław Michalkiewicz – Czekając na salwę)

…cała impreza zaczęła się jeszcze w minionym tysiącleciu a dokładnie 16 czerwca 1999 r. w restauracji luksusowego hotelu w Ottawie , gdzie ambasador Kanady przy UE pan Jean –Pierre Juneau wydał uroczystą kolację z udziałem 30 przedstawicieli firm i polityków Kanady i UE, w tym z udziałem m.in. pana Sergio Marchi Ministra ds. Handlu w rządzie Jeana Chretiena Kanada i sir Leona Brittana, również poddanego Jej Królewskiej Mości i od 1995 r. wiceprzewodniczącego Unii Europejskiej oraz komisarzem ds. stosunków zewnętrznych.
No i na tym obiedzie powołany został do życia The Canada Europe Roundtable for Business ( Kanadyjsko-Europejski Okrągły Stół dla Biznesu) w skrócie CERF. Wśród zachwyconych inicjatorów odnajdujemy takie firmy jak: ACCIONA, ALCATEL, BASF, MERCEDES BENZ, THYSSEN KRUPP, SIEMENS, RIO TINTO, GlaxoSmithKline, BOREALIS, ASTRA ZENECA i parę innych.

Zachwyceni biesiadnicy wybrali na stałych przewodniczących CERF kolejnych dwóch poddanych Jej Królewskiej Mości: pana  Roya MacLarena byłego ministra wielu rządów Kanady ale przede wszystkim w latach 1996-2000 Wysokiego Komisarza Kanady z ramienia Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii , Irlandii Północnej. Oraz wg Bloomberga – członek Komitetu Wykonawczego legendarnej Trilateral Commission (Komisja Trójstronna)  założonej przez dobrego pana Davida Rockefellera w 1973 r.  przedstawianej jako „…prywatna, pozarządowa organizacja założona  przez 325 osób prywatnych z Europy, Japonii i Północnej Ameryki w celu promowania bliższej współpracy między tymi rejonami. Obecnie rozszerza swoją działalność poza trzy pierwotnie zakreślone obszary…”.

Wśród wybitnych przedstawicieli Komisji Trójstronnej (wg stanu na 15 września 2015 r.) wymienia się m.in. Madelaine Albright – była Sekretarz Stanu USA, Michael Bloomberg, właściciel agencji Bloomberg, Henry Kissinger były Sekretarz Stanu USA, David Rockefeller – fundator, Paul A.Volcker były szef Federalnej Rezerwy no i mnóstwo innych fajnych ludzi…

A jak już „wszystko między niemieckim biznesem i poddanymi Królowej było dopięte” – rozpoczęła się operacja Brexit, dzięki czemu Wielka Brytania może uczestniczyć w zyskach ale już nie ryzykuje szkód wynikających z tej totalnie bezczelnej ” umowy” , która jest po prostu przywróceniem kolonializmu gospodarczego.

Liczy ona sobie aż 1600 stron. Ale najważniejsze postanowienia zawierają wielkość 3 -5 stron. Okazuje się, że w „sekcji  4”  na stronach  158-161 CETA , która wprowadza „Ochronę Inwestycji dla zagranicznych inwestorów i gwarancje „poprawnego traktowania oraz pełnej ochrony i bezpieczeństwa”. CETA pozwala zagranicznym korporacjom pozywać rządy państw przed trybunały arbitrażowe (gdzie siedzą tacy „Rzeplińscy z Oxfordów), jeśli mają roszczenia z tytułu poniesienia strat z powodów następujących:
– państwo narusza zobowiązanie „nie-dyskryminowania” zgodnie z CETA, sekcja 3, strona 156 f,

– lub z powodu naruszenia /złamania zagwarantowanej ochrony/protekcji inwestycji.

Ta gwarancja istnieje tylko w jedną stronę – PAŃSTWO  NIE MOŻE POZWAĆ FIRMY INWESTORA w tych „inwestor-państwo”- arbitrażach.  Na przykład gdy okaże się , że przez produkty firmy M-o wytrute zostały pszczoły i idziemy umierać z głodu.  Albo mamy raka. Ale firma  X. na przykład firma klinik aborcyjnych może zaskarżyć ustawodawstwo Rzeczpospolitej Polskiej za przepisy „ograniczające aborcję” – jako „działające na szkodę jej interesów”.  I chyba o takie myki chodzi. Czego nie można przeprowadzić główną bramą, to  Niemce, ich wierny Tusk i poddani Królowej – wcisną oknem od piwnicy.

Jak podaje docent wiki, takie zaskarżenia inwestorów dokonują się od lat na podstawie postanowień prawa międzynarodowego. Znane są 514 przypadki wg stanu na 2012 r. , głównie z USA, Holandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. 
Natomiast ta niesymetryczność – jest nowością  I opowieści naszych pluszaków, sorry, bojowych polityków i europosłów, jak to będzie można wybronić państwo przed Siemensem przy pomocy jednego „sędziego Rzeplińskiego” albo innego „sędziego Stępnia” – w takim „mieszanym arbitrażu” w składzie 15 osób– jest groteską.
Natomiast przestępstwem jest  stręczenie umowy jawnie niesymetrycznej na korzyść międzynarodowych korporacji, które zasady korupcji politycznej i prawnej mają opanowane do perfekcji i dzięki temu rosną w siłę…(pink panther)

polecam lekturę całości tu: Historia CETA czyli ludzie Królowej, niemiecki biznes i TRI-COMMISION

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO.

„…City i Korona wychodzą spod rządów durniów z Brukseli narzucających kwoty mleka, co jest owocem a co rybą i inne szczegółowe rozwiązania korzystne dla Francji i Niemiec by wrócić od strony Kanady. Wystarczy powiedzieć sobie głośno, że głową państwa w Kanadzie jest królowa brytyjska a Kanada jest członkiem brytyjskiej wspólnoty narodów (Commonwealth). Urywa się Korona spod dyktatu wspólnej polityki zachowując dostęp do gospodarki UE o jakim do tej pory nawet nie marzyła (np możliwość pozywania przez korporacje państw utrudniających im rabunek społeczeństw). To nazywamy na tym blogu państwem poważnym.” (cortes 30 października 2016 o 17:22)

„…W II wojnie światowej, stary brytyjski sojusznik – Rosja– miał doprowadzić do dewastacji Europy wschodniej, po to, by brytyjskie zboże z Kanady mogło zalać rynki światowe. Kooperujące zaś z rządem USA koncerny farmaceutyczne potrzebowały darmowych królików doświadczalnych, na których można by było przeprowadzić szereg eksperymentów potrzebnych do rozwoju nowoczesnej medycyny. I takie laboratoria ochoczo zbudowali oszukani przez Amerykanów Niemcy, wierny i wypróbowany przyjaciel najstarszych amerykańskich elit. Dlaczego USA wygrały wojnę z Wielką Brytanią, chociaż potencjał ZSRR był o wiele większy i tańszy do uzyskania niż to co mieli Niemcy? Ponieważ Brytyjczycy wdali się w przepychankę z Żydami o Palestynę. I to ich kosztowało chwilową utratę pozycji współlidera lidera, na którą wysunął się ZSRR. Nie trwało to zbyt długo i teraz wracamy do początków. Zaczyna się nowa kłótnia w rodzinie, którą my będziemy postrzegać całkiem inaczej, będziemy ją opisywać w sposób zgubny dla nas i dla naszych dzieci, bo nikt, żaden mędrzec nie podsunie nam tej prostej formuły, która wyjaśnia wszystko – państwa służą do przerzucania kosztów wojny wywołanej przez konsorcja na narody…” (coryllus – Skąd się biorą wojny?)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Idąc tym tropem można powiedzieć że mamy do czynienia – jak to celnie określił jeden z czytelników bloga z którego pochodzi powyższy fragment – z „wojną koncernów rolniczych i wydobywczych przeciw medycznym i przemysłowym(mechanicznym)” o ziemię i zasoby naturalne, czyli z agresywną eksploatacją (połączoną z ludobójstwem) terenów spornych dla „inwestorów” z państw poważnych. Najtrudniej pogodzić się z tym że ta kolonizacja odbywa się przy pełnej aprobacie rządów krajów kolonizowanych mieniących się „narodowymi”, będącymi w rzeczywistości bandą płatnych zbirów wynajętych do pilnowania „zasobów” i tworzenia legitymacji prawnej dla kolonizacji. O czym więcej tu: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. i tu: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

W zamian za pełnioną funkcję nadzorcy obcego interesu, czyli tzw. „rządy” legitymizowane na arenie międzynarodowej w ramach „święta demokracji” (dającym okupowanym narodom złudzenie suwerenności) partycypują w zyskach z tego procederu, i cieszą się bezkarnością kiedy kradną coś dla siebie na własną rękę. Co zdolniejsi/zasłużeni znajdują później zatrudnienie w międzynarodowych korporacjach, albo pełnią zaszczytne funkcje w międzynarodowych instytucjach politycznych i finansowych, jako rezerwa kadrowa gotowa do instalacji wszędzie tam gdzie wymagana jest „interwencja społeczności międzynarodowej” i zdolna do największej podłości by przysłużyć się swoim mocodawcom. Tę pospolitą rządzę władzy i bogactwa maskuje się i usprawiedliwia różnego rodzaju „postępowymi” ideami, wśród których prym wiodą utopijne lewicowe inżynierie społeczne – tym łacniej łykane przez społeczeństwa im bardziej są zubożane i terroryzowane przez „rządy” i ich zleceniodawców – korporacje… (Odys)

„…Cargill Inc, Archer Daniels Midland (ADM/Topfer), Continental, Luis Dreyfus, Bunge, Con Agra, Pills-bury (własność Grand Metropolitan).

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilewer i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością…

…Rolnicy, którzy kupują ziarno GM, są uzależniani od wielkich korporacji. Modyfikowane ziarna są bowiem opatentowane. Rolnik po zebraniu nasion z pola nie ma prawa ich wysiewać w kolejnym sezonie. Musi je kupować co roku. W przeciwnym razie grożą mu procesy sądowe i wielkie kary, włącznie z więzieniem. Musi także płacić koncernom opłaty technologiczne i licencyjne. Człowiek pozbawiony jest wolności wyboru, a z powodu wyniszczenia gleby musi kupować ziarno wraz z nawozem od Monsanto i jego pestycydami. Jest to obłąkany zaklęty krąg…

…Na Ukrainie Monsanto, Cargill i Dupont zainwestowały już setki milionów dolarów budując zakłady nasienne. Przez ostatnie 20 lat tworzyły silne podwaliny dla swojego biznesu w tym kraju. Widać to chociażby w składzie członków zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Nasiennego. To stowarzyszenie, w którym znajduje się również Dupont i Monsanto, ma na celu wdrażanie „nowych technologii” i „najlepszych odmian i hybryd na Ukrainie”.

Ukraińskie Towarzystwo Nasienne chce także „brać aktywny udział w pracach legislacyjnych Ukrainy związanych z rozwojem rynku nasiennego.” A to oznacza, że międzynarodowi giganci będą mieli nie tylko możliwość wdrażania swoich technologii na Ukrainie, ale także zmiany prawa. W 2012 r. zniesiono obowiązkowe znakowanie produktów zawierających GMO na Ukrainie. Zrobiono to w niecałe dwa lata, po tym jak obowiązek ten wszedł w życie…

Cargill w Polsce prowadzi działalność w następujących obszarach: żywienie zwierząt, produkcja syropów skrobiowych, glutenu oraz alkoholu etylowego, handel zbożami i śrutą sojową oraz słonecznikową, import olejów, tłuszczów roślinnych, soków i koncentratów, proszków kakaowych. 2011 r. Cargill zakończył proces przejęcia Provimi, globalnej firmy działającej w branży żywienia zwierząt. W 2008 r. Cargill zakończył budowę młyna w Bielanach Wrocławskich. W 2007 r. Cargill nabył LNB, spółkę zajmującą się produkcją premiksów, której własnością jest między innymi zakład w Kiszkowie. W 2015 r. Cargill oraz Dossche uzgodniły warunki przejęcia przez Cargill działalności w zakresie produkcji pasz, prowadzonej w Polsce przez firmę Dossche. W Polsce już 80 proc. centrali nasiennych należy do Cargill…

…Monsanto Polska to producent najskuteczniejszych środków ochrony roślin oraz hodowca nasion rzepaku ozimego i dostawca nasion rzepaku ozimego i kukurydzy wspierających rolnictwo gospodarstw wielkoobszarowych oraz rodzinnych. Działa także przez powiązane ze sobą firmy Polska Federacja Biotechnologii, Niezależna Agencja Prasowa, Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa, GBE Polska, Komisja ds. GMO, Telewizja Polska, Gazeta Wyborcza i Komitet Biotechnologii PAN. Spółka Agora wprowadziła w swoim systemie dodawania komentarzy do artykułów filtr powodujący, że komentarze zawierające słowo „monsanto” nie mogą być dodawane…

…Henryk Pająk w kolejnej swej książce „A Naród śpi” pisze: „W amerykańskich fermach Smithfielda hoduje się przemysłowo -„obozowo” – trzodę zdegenerowaną genetycznie, karmioną przyspieszaczami hormonalnymi. W grudniu 1999 r., choć już podjęli decyzje o zagładzie „Animexu”, w periodyku Animexu zapewniali, nie ukrywając swych manipulacji w genetyce: (…) pomożemy swoim partnerom obniżyć koszty produkcji, ułatwimy dostęp do nowej genetyki…” (Henryk Pająk, „A Naród śpi”, Wydawnictwo Retro, Wydanie II).

26 września 2013 roku Smithfield Foods została przejęta przez chiński Shuanghui International Holding. Animex, warszawskie przedsiębiorstwo, jest producentem mięs i wędlin, oraz właściciele, marek Krakus, Morliny i innych...” (Stanisław Bulza)

dużo więcej tu: Wielkie koncerny kolonizują świat podobne: Joanna Blythman: Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

warto przy okazji przypomnieć sobie inną sprawę, od której zaczęła urzędowanie „dobra zmiana” rencyma swojego prezydenta:

„…POLSKA jest jedynym krajem w Europie, który nigdy nie podpisał Europejskiej Konwencji Bioetycznej. Co to oznacza? W tej Konwencji jest niezwykle ważna rezolucja mówiąca, że ludzkie życie i zdrowie są wartościami najwyższymi, i w żadnym przypadku nie można ich poświęcać dla ogólnego dobrego samopoczucia. To W POLSCE swobodnie bada się na ludziach każdy nowy lek i szczepionki. Cóż, można powiedzieć, że POLSKA jest poligonem doświadczalnym dla każdej firmy farmaceutycznej…

…W 16 krajach europejskich nie ma przymusu szczepień. W 13 krajach europejskich jak i w  Rosji są odszkodowania dla ofiar za niepożądane skutki uboczne szczepionek, zaś W POLSCE szczepienia są nie tylko przymusowe, ale również nie ma żadnych odszkodowań dla ofiar niepożądanych skutków ubocznych szczepionek.

Pomimo tak wielu oświadczonych, wykazanych i potwierdzonych skutków ubocznych szczepionki HPV (Gardasil), POLSKI RZĄD PRZEGŁOSOWAŁ WPROWADZENIE TEJ FATALNEJ SZCZEPIONKI. Ważne jest by wspomnieć, że ogromna większość członków Parlamentu W POLSCE głosowała za ta kontrowersyjną szczepionką. Z pośród 432 parla-mentarzystów, aż 406 zagłosowało za śmiertelną szczepionką HPV, 25 było przeciwnych, zaś tylko 1 wstrzymał się od głosu. Na dodatek Senat przegłosował ją także! I w końcu nowy prezydent POLSKI, Andrzej Duda, podpisał nowe prawo, zgodnie z którym szczepionka HPV (Gardasil) MA BYĆ PRZYMUSOWA W POLSCE OD POCZĄTKU 2017…” (Prof. Maria Majewska Z zagranicy: Totalitarna polityka szczepień w Polsce)

„…Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym szczepienia przeciwko HPV są obowiązkowe, podkreślam jedynym. Jak pamiętamy nasz kolega Toyah rozpisywał się kiedyś tutaj bardzo szeroko o podłości producentów leków, szczególnie tych, którzy oszukują ludzi w sprawie skuteczności, bądź nieskuteczności preparatów antyrakowych. Ten temat szalenie się podobał ludziom, szczególnie tym nieco starszym. Mamy dziś inny temat, obowiązkowe szczepienia małych dziewczynek przeciwko chorobie, na którą one z pewnością nie zachorują, no chyba, że spotkają na swojej drodze kogoś z redakcji Krytyki Politycznej. Szczepionki te nie są „na zawsze” o ile pamiętam, a jedynie na kilka lat, potem działać przestają i zagrożenie infekcją brodawczaka jest takie samo jak było. Interesuje mnie więc kilka kwestii, po pierwsze co Toyah myśli o tym, że Polska jest jedynym krajem gdzie to gówno jest obowiązkowe. Ciekawi mnie to, bo on właśnie był tu swego czasu specjalistą od brudnych intencji firm produkujących leki. I my doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli na jakimś obszarze coś jest obowiązkowe, a do tego zagrożone wysoką karą to nie ma mowy, czy krył się za tym święty Mikołaj. Ciekawi mnie jak prezydent wszystkich Polaków mógł spokojnie podpisać ustawę, w której jak byk stoi, że ci co nie zaszczepią dziecka będą płacić karę od 5 do 50 tysięcy złotych. Sfera naszej wolności poszerzyła się tak, że już prawie nie możemy już oddychać. Nie dość, że nie można wyciąć krzaka na własnej ziemi, to jeszcze nie można zabezpieczyć życia i zdrowia dziecka przez złodziejami z korporacji. Nie sądzę, żeby prezydent mi odpowiedział, proszę więc Toyaha, który jest jego największym tutaj admiratorem, by mi te kwestie wyjaśnił. Mam również nadzieję, że sprawa szczepionek przeciwko HPV nie zostania zamieciona pod dywan, ale będzie szeroko dyskutowana, mam nadzieję, że córka pana prezydenta w geście solidarności z tymi wszystkimi dziesięcioletnimi dziewczynkami, które muszą się zaszczepić, bo inaczej ich rodzice zostaną ograbieni, również sobie tę szczepionkę wstrzyknie do organizmu. Wstrzyknie sobie, prawda? Mam nadzieję, że nic jej się po tym nie stanie, że będzie zdrowa, urodzi dzieci i dożyje późnego wieku. Życzę jej tego z całego serca. Mam również nadzieję, że – oby to się nigdy nie wydarzyło – kiedy coś się stanie jakiemuś dziecku z powodu tej szczepionki, ojciec tego dziecka będzie miał okazję porozmawiać z prezydentem Dudą, tak jak on mógł sobie pogadać z Tomaszem Lisem…” (coryllus – Prezydent wszystkich korporacji)

„…W latach 2003-2013, czyli w okresie, w którym wprowadzono na polski rynek wiele nowych szczepionek niemowlęcych (Hib, pneumokoki, meningokoki, rotawirusy, ospa wietrzna, grypa, szczepionki 5 i 6-cioskładnikowe), lawinowo wraz ze wzrostem „wyszczepialności” wzrastała liczba hospitalizowanych niemowląt, która w ciągu 10 lat wzrosła o 52% (ze 199 tys. do 320 tys. rocznie!). Organy odpowiedzialne nie podają przyczyn tej zapaści zdrowotnej,a zdarzenia te nie trafiają do rejestru NOP mimo, że w przypadku dzieci poniżej roku, szczepionych co kilka tygodni, w większości dzieją się w bezpośrednim związku czasowym ze szczepieniem.

To jest właśnie jak na dłoni widoczny „sukces” zdrowia publicznego i polityki szczepień, prowadzonej wobec dzieci w oparciu o przymus i z całkowitym pominięciem dobra każdego konkretnego dziecka indywidualnie. Jednocześnie środowisko medyczne udaje, że nic się nie dzieje, choć taka lawina nie mogła przejść niezauważona dla systemu opieki medycznej!..” (Justyna Socha – Szczepienia – List otwarty do najwyższej izby lekarskiej ministerstwa zdrowia i społeczeństwa)

podobne: Dzieci będą szczepione szczepionkami niedopuszczonymi do obrotu!

polecam również: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony oraz: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra „STOP NOP”. Kto ma rację?

„…Charakterystyczne jest, że zwolennicy wszelkich, w tym zbrodniczych utopii, nigdy nie widzą siebie w roli członka postulowanej przez siebie rzekomo idealnej społeczności. Hitler i jego pretorianie nie spełniali w najmniejszym stopniu kryteriów ustawy norymberskiej. Każdemu z wielkich i mniejszych zbrodniarzy, a także z większych czy mniejszych głupców wydaje się zawsze , że osobiście go nie dotkną skutki własnych decyzji, że dzięki wyjątkowej roli społecznej, koneksjom czy zgromadzonej fortunie zdoła się im wymknąć. Zwolennikom aborcji nie przychodzi do głowy, że sami też mogliby być „usunięci”. Zwolennicy eutanazji nie rozumieją, że ich też może dotknąć przymusowe zakończenie ich ziemskiej egzystencji. Wystarczy, że- jak w Holandii- komisja lekarska uzna, że pomimo dobrego stanu zdrowia komfort ich życia jest niezadawalający. Hitlerowi nie przychodziło zapewne do głowy, że gdyby poddano go ocenie zgodnej z jego własnym ustawodawstwem, przy jego aparycji jako element mniej wartościowy rasowo powinien zakończyć życie w obozie pracy.

Sowiecki agent, zastępca członka, a potem członek KC , wieloletni poseł na sejm PRL, Ignacy Loga –Sowiński , zwolennik zimnej wojny i wyścigu zbrojeń, a także energetyki jądrowej, w swojej willi przy ulicy Szarotki w Warszawie urządził schron przeciwatomowy, w którym on i jego rodzina dzięki zapasom żywności i wody mogliby przetrwać nawet rok. Wiem o tym bo przechwalał się swymi osiągnięciami przed sąsiadami , a nawet pozwalał im zwiedzać swój podziemny pałac. Optymizm Logi- Sowińskiego co do szans przeżycia ataku jądrowego może tłumaczyć fakt, że miał on tylko wykształcenie niepełne podstawowe, uzupełnione potem formalnie do wykształcenia średniego w bliżej nieokreślonej placówce oświatowej. Trudniej mi natomiast zrozumieć optymizm wykształconych zwolenników GMO w Polsce.

Zapewne tak jak cytowany naukowiec i większość bogatych ludzi w USA uważają, że zaopatrując się w sklepach z drogą żywnością ekologiczną osobiście unikną zagrożenia, natomiast tania żywność modyfikowana przeznaczona będzie dla ubogich. Nie rozumieją, że w żadnym kraju nie da się wydzielić stref upraw GMO, gdyż pyłki roślin modyfikowanych mogą przenosić się na setki kilometrów zanieczyszczając inne uprawy. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że liberalizacja handlu z Kanadą czy z USA spowoduje napływ taniej modyfikowanej żywności do Polski i w konsekwencji likwidację upraw żywności zdrowej. Polska jest jednym z nielicznych krajów posiadających tradycyjne rolnictwo. Jest to jej ogromny atut ekonomiczny. Mieszkańcy krajów, które dopuściły do zniszczenia swego rolnictwa przez rolnictwo przemysłowe chętnie kupują produkty polskie. Dla producentów tych krajów polskie rolnictwo jest jednak niewątpliwie niepożądaną konkurencją i chętnie widzieliby jego likwidację.

Nie śmiem sugerować, że za poglądami zwolenników GMO stoi potężne lobby producentów żywności modyfikowanej podobnie, że na poglądy lekarzy mają wpływ producenci szczepionek. Wolę przyjąć, że są po prostu i po ludzku głupi. Uważają zapewne, że uprzywilejowana pozycja społeczna zapewnia im nietykalność, że mają swój prywatny pakt z Niebiosami. Zbyt często jednak lęki zwykłych ludzi uważane przez oświeconych za prymitywny przesąd okazują się usprawiedliwione.” (Izabela Brodacka Falzmann )

całość tu: GMO Strachy na Lachy)

podobne: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji.

„…Nasze pokolenie ojczyzny nie stworzyło. Ono ją zastało w postaci stworzonej przez pokolenia poprzednie i z tego tytułu spoczywa na nas obowiązek przekazania tego dziedzictwa pokoleniom następnym, tym, które przyjdą po nas, w postaci ubogaconej, a przynajmniej – nie uszczuplonej. Dlatego taka ważna jest postawa konserwatywna, nastawiona na ochronę tego dziedzictwa oraz na jego ubogacanie przez rozmaite nowości – ale takie, które nie działają na nie niszcząco. Nie wszystko bowiem co jest nowe – jest zarazem dobre. Trafiają się tam rzeczy szkodliwe, zarówno takie, których szkodliwy charakter można rozpoznać natychmiast, jak i takie których opłakane skutki ujawniają się dopiero po latach. Dlatego otwierając się na nowości, powinniśmy działać z rozeznaniem, którego brakuje czcicielom nieubłaganego postępu. Mają oni ambicję poprawiania świata, to znaczy – reformowania tego, co już zastali…

…Cywilizacja łacińska, która również nas wykołysała, wspiera się na trzech filarach: greckim stosunku do prawdy, zasadach prawa rzymskiego i etyce chrześcijańskiej, jako podstawie systemu prawnego. Dzisiaj każdy z tych filarów jest atakowany przez zwolenników nieubłaganego postępu; grecki stosunek do prawdy – przez relatywizm, wypływający z poglądu, że obiektywnej prawdy nie ma. Taki pogląd nie wytrzymuje krytyki już na pierwszy rzut oka, bo przynajmniej to zdanie – że mianowicie prawdy nie ma – musi być prawdziwe. A skoro tak, to… – i tak dalej. Zasady prawa rzymskiego – na przykład: volenti non fit iniuria, co się wykłada, że chcącemu nie dzieje się krzywda – podważane są i niszczone przez socjalistów i komunistów. Pod pretekstem obrony pokrzywdzonych, wtrącają ich w coraz głębszą i sroższą niewolę, której tamci nawet nie zawsze są świadomi. Przykładem niech będzie rewolucja bolszewicka w Rosji, o której mówiono, że może i zdjęła ludziom z nóg kajdany – ale razem z butami. Wreszcie chrześcijański filar łacińskiej cywilizacji atakowany jest przez odwiecznych wrogów chrześcijaństwa, którzy posługują się rozmaitymi pretekstami – ostatnio w postaci uprzejmości – niby żeby nikogo nie urażać. W tym celu zasady etyki chrześcijańskiej są metodycznie i cierpliwie usuwane z podstaw systemu prawnego – czego jesteśmy świadkami również w naszym nieszczęśliwym kraju. A przecież nikt chyba nie ma złudzeń, że tak zwane „wściekłe kobiety” nie zbudują nam nowej cywilizacji, nawet jeśli będzie wspierał je naczelny redaktor żydowskiej gazety dla Polaków – bo takie zadanie przerasta i to znacznie, zarówno jego, jak i ich możliwości. Przed tymi wszystkimi zagrożeniami powinniśmy cywilizacji łacińskiej bronić – i tak oto od refleksji nad przemijaniem przeszliśmy do polityki – bo od polityki uciec niepodobna…” (Stanisław Michalkiewicz – Przemijanie i polityka)

podobne: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł).  oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

„…Mamy oto zdemaskowanego zdrajcę – Kiszczaka, ale to nie koniec. Dorota Kania powiedziała, że w kolejnym tomie Resortowych dzieci, znajdują się informacje, które pokażą nam czym naprawdę była III RP. Nie przypuszczałem, że jest jeszcze ktoś, kto nie wie czym była III RP, po siedmiu latach rządów PO. No, ale okay, niech będzie. Są ludzie, którzy uwielbiają się zaczytywać w tego rodzaju rzeczach i ja im nie będę bronił. Wiem jednak, że konsekwencji politycznych ani ta, ani inne demaskatorskie książki nie będą miały żadnych, albowiem są one w istocie ofertą współpracy, a nie demaskacją. Kania zaś, Targalski i inni autorzy tego dzieła, to tacy sami funkcjonariusze rewolucji jak Michnik i Pacewicz. To zaś co nam proponują pod nazwą „demaskacji”, jest jedynie próbą wygaszenia konfliktów w rodzinie i ma charakter presji. Powiem tak – jeśli tamci, są rzeczywiście potomkami zbrodniarzy, katów i przestępców politycznych, to taką presją mogą się co najwyżej podetrzeć. Tym wygodniej im to przyjdzie, że właśnie jakaś pani napisała biografię Luny Brystygierowej, w której to biografii udowadnia, że Luna nikogo osobiście nie zabiła i nikogo osobiście nie torturowała. Wszystko zaś co się jej przypisuje to są legendy. Ponoć ma na to dowody. Dowody, prawda, przeciw dowodom…dokumenty przeciw dokumentom….Ponadto profesorowie Ruchniewicz i Frieszke wraz z kolegami idą na wojnę z polityką historyczną obecnego rządu, czyli z tym do czego usiłują się podpiąć Kania z Targalskim. W ich oddziale jest między innymi ten pan, co był konsultantem Pokłosia. Tak więc możemy sobie wyobrazić jaka to będzie batalia i jakimi problemami się będzie zajmować. Powtórzę jeszcze raz – to jest próba utrzymania się – mam na myśli jedną i drugą grupę – na czele pochodu rewolucji. Nie możemy nawet spoglądać w tamtą stronę, bo sypią tam bardzo tanią paszę. W zasadzie jest to walka o to, kto – dysponując państwowymi pieniędzmi – będzie formatował historię. Precz z tym. Trzeba to powiedzieć wyraźnie, precz bo za chwilę dojdzie do targów, albo prowokacji, o jakich nie śniło się tym biednym idiotom…” (coryllus – Wolność, równość, szyderstwo)

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

„…problemem polskich polityków nie jest realizacja wizji i misji, ale zwycięstwo w kolejnych wyborach oraz podniesienie oglądalności mediów publicznych, ludziom ze zbioru zastrzeżonego nic się nie stanie. Przeciwnie, będą oni zapraszani do telewizji, by tam dyskutować z Semką i Ziemkiewiczem o naszej skomplikowanej historii oraz coraz bardziej świetlanej przyszłości. I to będzie marchewka. Żeby podnieść oglądalność tych wszystkich programów, które już niebawem zobaczymy, do blogosfery wydelegowano Sowińca. Zapowiada on, że wkrótce zrobi porządek na Powązkach i napisał nawet list do prezydenta Dudy, w którym domaga się degradacji generała Jaruzelskiego do stopnia szeregowca. To byłoby posunięcie ze wszech miar słuszne, ale trzeba by rzecz posunąć dalej i zdegradować wszystkich. Takiego na przykład Grzegorza Korczyńskiego też. Żeby widać było wyraźnie jak wygląda zbiór zastrzeżony dla nieboszczyków oraz dlaczego się go zastrzega. Możecie sobie myśleć co chcecie, ale według mnie nigdy to nie nastąpi. Prezydent nie zdegraduje Jaruzelskiego, ani nikogo poza nim, a na Powązkach nie dojdzie do żadnego sprzątania, poza tym zwyczajnym, związanym z grabieniem liści. Nie o to, bowiem chodzi, celem jest zgoda pomiędzy wszystkimi frakcjami obozu socjalistycznego oraz wspólna zaduma nad Polską. Dlaczego tak? Bo kiedy już do tej zgody dojdzie i tę zadumę będziemy mogli obejrzeć na telebimach, jasne już dla wszystkich będzie, że o żadnych istotnych zmianach nie ma mowy, a ci państwo, co tak mądrze gadają, nie mają żadnych możliwości decyzyjnych. Nie mogą nic. Cała władza jest poza nimi. Gdyby było inaczej natychmiast znów skoczyliby sobie do gardeł. Mają za to święty spokój i dożywotnie pensje dla siebie i rodziny, mają także pewność, że póki będą się trzymać ustalonej narracji nic złego im się nie stanie. Byle tylko gadali, gadali, gadali…” (coryllus – O zgodę między socjalistami)

podobne: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów

„…Unia Europejska zmłotowała Walonię, dzięki czemu umowa „o wolnym handlu” między Kanadą i Unią została podpisana. Teraz w poszczególnych nieszczęśliwych krajach rozpocznie się żmudny proces ratyfikacji, za którą w naszym nieszczęśliwym kraju opowiedział się zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i obóz płomiennych szermierzy miłości ojczyzny. Pokazuje to, że jeśli nawet gwoli emocjonalnego rozhuśtywania jak nie jednej to drugiej części opinii publicznej obóz zdrady i zaprzaństwa musi z obozem płomiennych szermierzy toczyć zażarte spory, to przecież w sprawach ważnych czy to dla Naszej Złotej Pani, czy to dla innych starszych i mądrzejszych, obydwa obozy działają ręka w rękę. Świadczy to o trwałości i mocy położonych przez generała Kiszczaka fundamentów III Rzeczypospolitej, na czele z niepisaną, ale za to fundamentalną zasadą konstytucyjną – że mianowicie my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych. W praktyce politycznej oznacza to, że jeśli nawet się kopiemy, to tylko po kostkach – ale nie wyżej…” (Stanisław Michalkiewicz – Akcja „Znicz” dla demokracji)

jako uzupełnienie – Żeby w Polsce nie został stworzony zalążek jakiejś siły, inne rządy popierają socjalistów i etatystów! – Stanisław Michalkiewicz o objawach osłabienia międzynarodowej powagi i znaczenia Polski podczas dyskusji po wykładzie „Islamizacja Europy” w Kole 15.10.2016 r.

To że szalbierstwo „CETA” staje bardziej jawne i wiele „tajnych” do tej pory umów i układów polityczno – gospodarczych zostanie „skonkretyzowanych”, a wiele „tajnych” teczek personalnych ujrzy światło dzienne, to nic innego jak nadawanie pozoru legalności szalbierstwu które właśnie ma miejsce kosztem obywateli, poświęcanych na ołtarzu „postępu”, gdzie teoria „zbitej szyby” i „koniunktury nakręcanej wojną” wciąż są popularne i mieszają ludziom w głowach „tłumacząc” zasadność owych poświęceń. Bez żadnej refleksji nad kolumną „kosztów” – ludobójstwem, truciem, wandalizmem i kradzieżą.

Oprócz oczywistych skutków problem polega więc również na tym, że „nasza” obecna ekipa rządząca (czyli Ci którzy obiecali chronić Polaków przed szalbierstwem i obiecali zwrócić im władzę nad krajem) robią zupełnie co innego – tj. to samo co POprzednicy. Raz – wysługując się obcym interesom, a dwa – odstawiając szopkę zwaną „walką z komuną” która ma odwrócić uwagę od dużo poważniejszych (nie)działań. Miało być inaczej a wyszło jak zwykle czyli: „My nie ruszamy waszych Wy nie ruszacie naszych” oraz „wiele musi się zmienić żeby wszystko zostało po staremu” . Oni nigdy z Magdalenki nie wyszli, a jedyną kwestią sporną jest kolejność dziobania resztek z tego co rabują obcy, i uzasadnienie dla tego pasożytnictwa w postaci „polityki historycznej”, do której klucz leży w „Zbiorze Zastrzeżonym” IPNu (i nie tylko) a wobec której każda ze stron tubylczej sceny politycznej ma swoje plany (zgodnie z rodowodem politycznym i zaleceniami obcych dworów).

Najważniejsze jest żeby się „pięknie różnić” poglądem na socjalizm z ludzką twarzą. Który z jednej strony reprezentuje legenda Kiszczaka z ekipą „ludzi honoru” (od mokrej roboty) a z drugiej legenda Gierka z ekipą „dobrej zmiany” (od ciężkiej roboty). Mało kto kojarzy że druga ekipa bez zbrodni popełnionej przez tą pierwszą (co ustalono wspólnie w Magdalence) nie przetrwałaby na „rynku” ze swoją polityką społeczną. No to mamy kolejną odsłonę spektaklu „socjalizm tak, wypaczenia nie” i mało kto kojarzy że to drugie jest nieodzowną konsekwencją tego pierwszego… (Odys)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji.

Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie ziemii” w postaci ustawki o „ustroju rolnym”. Czy państwo działa na ślepo?


„(…) aby dwie wymieniane usługi miały tę samą wartość, aby wymiana była sprawiedliwa, musi być spełniony jeden warunek: wymiana musi dokonywać się w sposób wolny. (…) równowartość wynika z wolności. (…) rola państwa polega raczej na tym, by zapobiegać, a zwłaszcza przeciwstawiać się podstępom i oszustwom, to znaczy zagwarantować wolność, a nie tę wolność gwałcić.” (F. Bastiat)

Ostatnio na Węgrzech oprócz dobrych i korzystnych w wymierny sposób dla obywateli posunięć (o czym więcej tu: Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki), mają miejsce praktyki znane u nas pod historyczną i owianą czarną legendą nazwą „uwłaszczania się nomenklatury”.

Jakiś czas temu pisałem (tu: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim), że należy sobie zdawać sprawę z tego, iż Orban prawdopodobnie nie jest samodzielnym „władcą” Węgier, a został na takiego namaszczony (według teorii Pana Michalkiewicza do której się przychylam) przez rodzimą „razwiedkę”, która wyciśnięta z rynku lokalnego przez kapitał zagraniczny zaczęła wspierać „rewolucję węgierską” , a zwłaszcza jej myśl przewodnią która zakładała „nacjonalizację” kapitału gospodarczego na Węgrzech. Wsparcie jakiego udzielono Orbanowi by przekonać do niego opinię publiczną, zasadzało się (oficjalnie) na szczytnym celu – „zwrócić Węgrom Węgry”, ale nieoficjalnie chodziło rzecz jasna o to, by tamtejsze elity pozbawione możliwości żerowania na własnym narodzie odzyskały taką możliwość, poprzez uwłaszczenie się na znacjonalizowanym majątku.

Zwracałem uwagę na to, że Orban może mieć za jakiś czas z wynikającym z tego tytułu długiem wdzięczności kłopot. Jeżeli bowiem węgierska „razwiedka” okaże się takimi samymi pijawkami na państwowych posadach (jak swojego czasu w ramach „transformacji ustrojowej” nasze „bezpieczniackie watahy”), a do tego nie wykaże się ekonomicznym zmysłem by stworzyć mechanizmy gwarantujące węgierskiej gospodarce stabilny rozwój, z wymiernym dla zwykłych obywateli zyskiem, to Orban tak szybko jak został wywyższony może równie szybko z piedestału zlecieć. Bez odczuwalnej i trwałej dla zwykłych Węgrów poprawy warunków bytowych, patriotyczne uniesienie i radość z nadchodzących zmian, łącznie z poparciem dla „nacjonalizacji” gospodarki szybko się skończy, i zamiast spodziewanej odwilży na Węgrów zwali się hałda błota pośniegowego, w postaci ekonomicznie negatywnych konsekwencji nowego podziału majątku, który pozbawiony zagranicznego kapitału trzeba teraz będzie utrzymać WŁASNYM wysiłkiem. Oczywistą konsekwencją takiego obrotu sprawy może być gwałtowny wzrost ucisku fiskalnego i groźba pojawienia się kosztownych dla podatników monopoli w postaci powiększającego się sektora „usług” państwowych. Tymi wszystkimi kosztami zostanie obciążony nie kto inny jak węgierski podatnik, który zamiast swobody rozwoju i udziału w nim, dostanie najgorszy rodzaj ucisku i konkurencji bo od „swoich” i na rzecz „swoich” władz. Problemem było do czego Orban użyje swojej władzy, i co z tego w rzeczywistości narodowi przypadnie w udziale w ramach „dobrej zmiany”. No i stało się… (Odys)

„…Węgierska prasa gorączkowo szuka rzeczywistego celu wyprzedaży gruntów ornych przez rząd. Poszukiwania te są tym zasadniejsze, że zaledwie parę lat temu zostały one wydzierżawione aż na 50 lat. Poprawa relacji budżetowych nie wchodzi w rachubę, bo rząd nie ma prawa przeznaczyć wpływów ze sprzedaży ziemi na nic innego niż… na zakup (innej?) ziemi lub na zagospodarowanie gruntów już będących w posiadaniu państwa. Aby móc przeznaczyć te środki na jakiś inny cel, trzeba byłoby zmienić ustawę, co – z woli Fideszu – wymaga większości 2/3 głosów. Takiej większości parlamentarnej premier Orbán już jednak od paru miesięcy nie ma, bo jeden z posłów Fideszu zmarł, a w wyborach uzupełniających kandydat tej partii przepadł.

Krąży też nad Dunajem teoria z rodzaju spiskowych, że rzeczywistym celem całej operacji jest rozdanie ziemi ludziom stojących blisko władzy. Podejrzenie to wzmacnia fakt, że wedle ustawy o ziemi aby stać się właścicielem byłego państwowego gruntu, nie wystarczy wygrać przetarg. Potrzebna jest jeszcze zgoda miejscowych rad właścicieli gruntów rolnych, którzy mogą wyznaczyć inną osobę rekrutującą się z kręgu miejscowych chłopów. Szkopuł w tym, że rady takie nie zostały sformowane, a ich uprawnienia przeszły w związku z tym na prezesa krajowej izby rolniczej. Izba ta została zorganizowana i założona przez rząd Fideszu. Działa pod nazwą Narodowej Izby Gospodarstw Agrarnych, a członkostwo w niej jest obowiązkowe dla wszystkich rolników. Przyznanie prawa zakupu ziemi zależy zatem od decyzji prezesa izby, którego wyznacza Fidesz.

Inna teoria głosi, że drugim celem wyprzedaży jest pozbawienie wydzierżawionych gruntów byłego przyjaciela Viktora Orbána Lajosa Simicski, którego liczne spółki oraz przyjaciele dzierżawią łącznie od państwa kilkadziesiąt tysięcy hektarów. Simicska – przez ponad 25 lat najbliższy przyjaciel Orbána, jeszcze z czasów uniwersyteckich – w wywiadzie radiowym potraktował premiera wulgaryzmami. Przy pomocy Orbána Simicska zdobywał miliardowe zamówienia państwowe, stając się w krótkim czasie jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych przedsiębiorców Węgier. Przez jakiś czas był prezesem urzędu skarbowego, a jeszcze wcześniej długo zarządzał kasą Fideszu.

Simicska i jego z kolei przyjaciele obstawili dzięki Orbánowi wszystkie urzędy i instytucje, które dzieliły środki państwowe i jeszcze większe – unijne. Kiedy Fidesz był w opozycji, to w znacznej mierze właśnie Simicska napełniał partyjną kasę z własnych środków. Orbán zaczął jednak w 2014 roku odsuwać najpierw jego ludzi, a w końcu jego samego od wszelkich źródeł państwowych pieniędzy, znajdując sobie jednocześnie nowego przyjaciela w osobie wspomnianego burmistrza Felcsútu. Teraz to Lőrincz Mészáros, z wykształcenia hydraulik, wygrywa najwięcej miliardowych przetargów państwowych. W ciągu dwóch lat stał się jednym z najbogatszym przedsiębiorców na Węgrzech.

W świetle dokonanej przez rząd wolty i leżącego od niedawna w parlamencie projektu ustawy, trudno nie dawać wiary takim pogłoskom. Dzierżawcy żyli przecież dotychczas w przekonaniu, że mają przed sobą jeszcze niemal pół wieku, bo państwo nie mogło ani rozwiązać umowy, ani podnieść rzeczywiście niskiego czynszu, a w dodatku dzierżawca miał prawo pierwokupu. Wszystko to razem sprawiło, że na przetargach na grunty w dyspozycji pana Simicski i jego kolegów nie stawił się nikt (nie powinno chyba dziwić, że zostały one wystawione do sprzedaży jako pierwsze). Nowelizacja ustawy może całkowicie zmienić stan dzisiejszy, korzystny dla dzierżawcy. Przewiduje ona bowiem (i to z mocą wsteczną, co od chwili objęcia rządów przez premiera Orbána nie jest wielkim zaskoczeniem), że cenę dzierżawy będzie można aktualizować co pięć lat, a jeżeli nowa stawka się nie spodoba, to państwo ma prawo umowę wymówić.

Powód wyprzedaży ziemi chyba najtrafniej ujął minister János Lázár, szef kancelarii premiera. Podczas konferencji prasowej stwierdził on, że jest lepiej, kiedy państwowe grunty orne są w rękach osób prywatnych, ponieważ nie ma już PGR-ów i państwo już i tak na nich nie gospodaruje. Gdyby działały jeszcze państwowe gospodarstwa rolne – tłumaczył – to niezależnie od tego, czy pod rządami Fideszu, czy socjalistów, menedżerowie tak czy inaczej wykradliby z nich wszystko, co się da…

…Pod młotek idzie około 380 tys. ha gruntów ornych – niemal połowa ziemi będącej dotychczas własnością państwa. Całe Węgry spekulują, jaki jest cel tej akcji: rozdanie ziemi „swoim” czy po prostu rozliczenie rachunków premiera z byłym przyjacielem. Na pewno nie jest im oficjalnie głoszona chęć pomocy małym gospodarstwom….” (Zsolt Zsebesi – Na Węgrzech trwa wielka wyprzedaż gruntów ornych)

podobne: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?  oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu.

Dlaczego zwracam na to uwagę? Otóż okazało się że za podobny numer wzięła się nasza lokalna „dobra zmiana”… Na początek materiał filmowy – Z Wiplerem o gospodarce – część 4: ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego

„…Pod pretekstem ochrony ziemi PiS chce w ogóle zlikwidować wolny nią obrót. Ziemia zastrzeżona ma być tylko dla uprzywilejowanej kasty związanej z reżimem i chronionej zasiekami prawa pierwokupu. Prawo pierwokupu przysługiwać ma przede wszystkim dotychczasowemu dzierżawcy, a jeśli takiego nie ma to chłopu którego pole sąsiaduje ze zbywaną ziemią. Jak by i tego było mało to następnie prawo pierwokupu przypaść ma Agencji Nieruchomości Rolnych, jednej z najbardziej skorumpowanych agentur państwa. Jej władza rozciągać by się miała na każdy kawałek roli większy od 1 ha.

Negatywnego wpływu jaki odejście od wolnego rynku może mieć na ceny nieruchomości rolnych wyjaśniać nie trzeba. Jest to jedynie w interesie PiS-u i budowanego przezeń właśnie lokalnego zaplecza. Ze stalinowskim zacięciem próbuje się więc odgonić od ziemi nie tylko inwestorów, drobnych „obszarników” i innych nie-rolników ale także wrażych „kułaków” za to że mają jej zbyt dużo. Do grona tych ostatnich awansowali wszyscy poważni użytkownicy większego areału. Każdy farmer, plantator czy spółka uprawiająca ponad 300 ha ma więc przechlapane tak samo jak inwestor.

Na „rolnika” uprawnionego do kupna ziemi PiS chce namaścić tylko chłopa mieszkającego od lat w gminie gdzie grunt się znajduje i uprawiającego, albo i nie, parę hektarów za stodołą. W rezultacie szeroko zakrojonej krucjaty, obejmującej także restrykcje w dziedziczeniu majątku ziemskiego, polska własność ziemska przejść ma praktycznie w ręce kasty lojalnych gauleiterów partii od której przywileje te otrzymali. W warunkach zlikwidowanego wolnego rynku ziemi jej ceny spadną a utrzymane, a jakże, dopłaty unijne sprawią że posiadanie gruntu stanie się wyjątkowo atrakcyjną propozycją – ale tylko dla lokalnych klik… 

I pomyśleć że nikt z tzw. przedstawicieli narodu, w tym z tak zwanej opozycji, nie pomyślał nawet o prostym rozbrojeniu tego kroczącego PiS-owego zamachu stanu na wsi, w autentycznym interesie niemej większości. Wystarczyłoby włożyć w nową ustawę ten prosty paragraf:

Transakcje ziemią rolną w areale do 20 ha pomiędzy osobami fizycznymi legitymującymi się obywatelstwem polskim wyłącza się spod jakichkolwiek ograniczeń.

Dajcie się Polakom rządzić a wykończą się sami – miał zauważyć zgryźliwie żelazny kanclerz Otto von Bismarck. Wygląda na to że w sto parędziesiąt lat później, i w ponad ćwierć wieku po sławetnej „transformacji systemowej”, Polacy pod wodzą PiS-u zaczęli właśnie to robić.”  (cynik9)

całość tu: Antyreforma rolna PiS

podobne: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. oraz: Raport NIK. Efekt dopłat to wyłudzenia i bezprawne korzystanie z gruntów skarbu państwa. i to: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce.

Mając powyższe na uwadze pozostało zacytować to, na co zwraca uwagę Pan Michalkiewicz:

„…Dotychczasowe działania PiS polegają na wymianie kadr w aparacie biurokratycznym, natomiast nie widać żadnych oznak przynajmniej częściowego jego demontażu. Trudno się temu dziwić, bo i prezes Kaczyński, który obecnie jest kimś w rodzaju dyktatora Polski, wzorem ewangelicznego setnika, ma wprawdzie pod sobą żołnierzy, ale sam też jest „pod władzą postawiony”, jako zakładnik swego zaplecza politycznego. Niech no tylko przestanie je karmić, to natychmiast zostanie generałem bez armii. Wiadomo to od czasów starożytnych, kiedy Gajusz Grakchus wprowadził w Republice Rzymskiej tzw. „frumentacje” które początkowo polegały na rozdawnictwie zboża. Przetrwały one aż do dnia dzisiejszego, rozwijając coraz to nowe, niekiedy bardzo wyrafinowane formy – oczywiście dla dobra Rzeczypospolitej – no bo jakże by inaczej?…”

podobne: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”.

…Nie ma zatem ŻADNEGO przypadku ani pomyłki w tym że „reforma” rolna została tak na Węgrzech jak i w Polsce przeprowadzona w sposób korzystny dla państwa i jego popleczników, a ze szkodą dla zwykłych obywateli. Inaczej wyglądałaby tak:

„… Nowa wersja ustawy powinna gwarantować wszystkim Polakom swobodę transakcji ziemią do 10 ha, kropka. Stanowi to akurat średni areał pod uprawą w gospodarstwie rolnym obecnie w Polsce. Warunek jest jeden: obie strony transakcji muszą mieć obywatelstwo polskie. A może dodać do tego również że kupiec musi legalnie posiadać broń palną aby swojego nowego nabytku bronić? Bo przecież albo na poważnie bronimy czegoś albo nie. Najlepszą obroną ziemi polskiej jest uzbrojony Polak na niej urzędujący i mający w niej swój ekonomiczny interes.

Owszem, pewne ograniczenia w ustawie, takie jak wymagana zgoda lokalnej administracji kiedy jedna ze stron transakcji w nieruchomościach nie jest polska (rzecz znana w wielu krajach, m.in. w Szwajcarii), przeciwdziałanie zbytniej koncentracji gruntów, czy też kontrola państwa nad mega transakcjami powyżej 1000 ha są zrozumiałe i nie budzą większych kontrowersji. Kontrowersje wzbudza natomiast sama idea że nie każdy Polak w swoim własnym kraju może kupić sobie kawałek łąki, choćby poza rodzinnymi piknikami nic na niej nie robił. Jest to anty polski gniot sygnowany niefortunnie przez pro-polską podobno partię przy władzy.

#2 Mniej socjalizmu, nie więcej. Innym bezdennie głupim posunięciem PiS-u jest wylanie dziecka z kąpielą, czym jest praktyczne zlikwidowanie, a nie tylko rozumne ograniczenie, wolnego obrotu ziemią. Czym innym jest kontrola nad wykupem państwowej ziemi w tysiącach hektarów (ile takich kawałków zostało to inna sprawa) przez niezupełnie przejrzyste obce interesy. Zupełnie czym innym jest natomiast hurtowe ograniczenie potencjalnych kupców kawałków gruntu do namaszczonych przez PiS, wąsko rozumianych „rolników”, oraz narzucenie prawa pierwokupu przez państwo nawet na mikroskopijne kawałki gruntu już od 1 hektara. Jak się też ma do „obrony ziemi polskiej” praktyczny zakaz jej dziedziczenia przez polskie dzieci polskich rodziców, zastąpiony dowolnością decyzji lokalnego kacyka którym stać się musi namaszczony przez PiS gauleiter regionalnego oddziału ANR?

Nie ma to wszystko nic wspólnego z bronieniem ziemi polskiej przed „Niemcem” czy przed innymi zagrożeniami. Ma wszystko wspólne z obłędną wiarą rządzącej partii w to że niższe ceny gruntu rolnego są w czyimkolwiek interesie. Nie są, poza może czasowym wyjątkiem lokalnych sitw małorolnych liczących na tańsze dotarcie do dopłat w czasie jaki pozostał im do zmiany rządu. Ten socjalistyczny obłęd „korzystnych” niższych cen dzięki eliminacji wolnego rynku obróci się przede wszystkim przeciwko samym rolnikom, zwłaszcza poważnym gospodarzom zainteresowanym w ekspansji swoich gospodarstw na których powinno państwu specjalnie zależeć. Można spodziewać się że banki zakwestionują dużo tańszy i objęty ograniczeniami obrotu grunt jako zabezpieczenie kredytu przy dalszych transakcjach ziemią.

Że nie wspomnimy tutaj nawet o odnoszących sukces gospodarstwach rodzinnych ponad 300 ha, które w ramach rządzącej ortodoksji podpadną od razu pod paragraf o „kułactwie” i wrogiej spekulacji…” (cynik9)

całość tu: Pomysły na wieś

podobne: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

„…Dziwnym zbiegiem okoliczności ustawa, mająca chronić polską ziemię przed drapieżnym zagranicznym kapitałem, równie skutecznie ograniczyła go nam Polakom. A cóż to spowoduje? Ano ceny ziemi rolnej zapikują, niczym kamień rzucony w przepaść. Czyli będzie tanio…… Czujecie? A kto lubi tanio kupić? …. „Kompinujcie” jak mawia mój kolega. Tak dobrze „kompinujecie”. Dziwnym trafem dodana została poprawka o możliwości obrotu ziemi związkom wyznaniowym. Bingo! I zważcie, że jakoś, Lewactwo, wiedzione mediami, na pole aborcyjne nie wrzeszczy, że Kościół Katolicki wykupi polską ziemię!! Taka okazja, żeby Sukienkowym dokopać, a tu cisza? Tak Braciszkowie i cisza ma być, bo jeszcze Lud prosty by się dowiedział, że to nie dla KK ustawa uczyniona została, a dla tych co ich tu prawie nie ma, bo Synagogi puste, a jednak są! A choć Synagogi puste, to konta spuchnięte, a na południu gorąc coraz większy…… Dlatego Braciszkowie, pilnujmy dobrze, bo się okaże za chwilę, że i piędzi polskiej ziemi nie będzie, choć zakaz jest jak się patrzy….. A zakaz, to zakaz! Po to on, by maluczkim wpierw zabronić, a później majątku pozbawić!…” (piotruchg – Aborcja, czyli Panamskie Pampersy)

PS…

„…Państwo nie jest ślepym, przypadkowym, omylnym gigantem nie rozumiejącym, co czyni depcząc maleńkich obywateli na swojej drodze. Ono jest gigantem świadomym, działającym jak najbardziej celowo – świadomość ta jest wprawdzie utkana z najróżniejszych podszeptów wielu odmiennych grup interesu, różnych lobbystów i środowisk, a przez to dość chaotyczna, mnoga. Tak więc, gdy ustawa utrudnia życie małego przedsiębiorcy, można przewidzieć, że dzieje się to z korzyścią – i często za sprawą podpowiedzi udzielonej w stosownej komisji sejmowej – dużego przedsiębiorcy, który małego konkurenta nie chce i chętnie mu rządową nogę podłoży…

…Nie ma niczego szalonego w zapewnianiu sobie przewagi za pomocą państwowej przemocy – jest to działanie racjonalne w sytuacji, gdy każdy może po taką metodę sięgnąć. Szaleństwem jest zatem nie to jak państwo reguluje sprawy, ale już samo to, że ono cokolwiek jakkolwiek reguluje i się wtrąca.”  (źródło: Czy państwo działa na ślepo?)

podobne: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? i jeszcze: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię.


„Mimo iż przez dziesięć lat na dopłaty do ekologicznych upraw sadowniczych i jagodowych wydano ponad 708 mln zł produkcja owoców nie wzrosła. Wręcz przeciwnie: wydajność upraw spadła z 15 do 1 t owoców na hektar. Za to aż ośmiokrotnie wzrosła powierzchnia upraw – najczęściej nieowocujących, bo dopłaty przyznawano do plantacji bez wymogu uzyskania plonów. Rolnicy sadzili więc drzewa po to, aby zdobyć fundusze, a nie zebrać plony.

W ciągu dziesięciu lat z dopłat do ekologicznych sadów i upraw jagodowych skorzystało ponad 14,5 tys. rolników. Pomoc była przyznawana w ramach Planu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2004 – 2006 oraz Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 – 2013. Mimo że już podczas pierwszych lat funkcjonowania dopłat widać było, że w żaden sposób nie ożywiają one wzrostu produkcji, to Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie zmieniło zasad ich przydzielania. Przed uruchomieniem Programu na lata 2007 – 2013 nadal nie uzależniono przyznania pieniędzy od wymogu uzyskania plonu. Dopiero w 2014 r., po dziesięciu latach wypłacania nieefektywnych dopłat, wprowadzono zapis najbardziej oczywisty – że dopłaty zależeć będą od uzyskanych plonów i otrzymają je tylko ci rolnicy, którzy wykażą i udokumentują zbiory, np. na podstawie faktur za sprzedaż owoców.

Sadzili sady – zbierali dopłaty

Ustalenia kontroli wskazują, że większość ekologicznych upraw sadowniczych i jagodowych założono w jednym celu: aby uzyskać dotacje. Kontrola NIK pokazała, jak działał ten mechanizm. Za ekologiczne uprawy sadownicze i jagodowe można było rocznie, w zależności od typu uprawy, otrzymać od 650 zł do 1800 zł za hektar, przy czym większość rolników korzystających z dopłat pobierała tę najwyższą stawkę. Kluczowym warunkiem uzyskania pomocy było prowadzenie upraw przez pięć lat.  

Rolnicy zakładali więc i przez pięć lat formalnie prowadzili uprawy. Jednak jak wykazała kontrola plantacje często były zaniedbane: sadzone w niekorzystnych warunkach (np. na podmokłych i słabych glebach), a z powodu braku ogrodzenia narażone na zniszczenie przez dzikie zwierzęta.

Kontrolerzy zwracają uwagę, że sady są inwestycjami wieloletnimi i wydają najwyższe plony dopiero po kilku, a nawet kilkunastu latach od posadzenia. Tymczasem tylko nieco ponad połowa (11 z 20) rolników pobierających dopłaty, u których Izba przeprowadziła oględziny uzyskało jakikolwiek plon. Pozostałych dziewięciu nie zebrało żadnych owoców ze swoich  pozornie prowadzonych, ale za to bardzo realnie dofinansowywanych, upraw ekologicznych. Z kolei tylko siedmiu rolników zadeklarowało, że po pięciu latach dopłat, nadal będą prowadzili uprawy. Pozostałych 13 zlikwidowało lub zamierzało zlikwidować uprawy w momencie, w którym przestaną otrzymywać dopłaty.

Dopłaty miały wspierać rolnictwo ekologiczne, tymczasem owoce ekologiczne sprzedawało zaledwie sześciu z 20 sprawdzonych rolników, a i to nie co roku. W żadnym z poddanych oględzinom gospodarstw, sprzedaż owoców ekologicznych nie miała charakteru stałego i dotyczyła bądź plonu z niektórych lat bądź tylko jego części. NIK oszacowała, że owoce ekologiczne sprzedawano tylko z 3-5 proc. powierzchni upraw, które sprawdzili kontrolerzy. Resztę owoców sprzedawano jako produkcję konwencjonalną…”

źródło: nik.gov.pl

…oto kolejny przykład (z wielu) na to jak „socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju”, ale lewica i tak powie że to wina wolnego rynku, kapitalizmu i leniwych (cwanych) kułaków, tylko KTO?! im dał do ręki narzędzia żeby mogli w taki sposób cwaniakować system hę? 😉 (Odys)

podobne: Raport NIK. Efekt dopłat to wyłudzenia i bezprawne korzystanie z gruntów skarbu państwa. oraz: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu. polecam również: UE w poszukiwaniu budżetu na 2015. Polscy rolnicy stracą pieniądze. Komisja Europejska zgłasza poprawki do PROW (małe gospodarstwa bez pomocy).

„Nie jest dobrze. W trakcie kampanii prezydenckiej pojawiły się ostrzeżenia o groźbie wykupu polskiej ziemi przez cudzoziemców. To groźba bardzo poważna, chociaż z drugiej strony warto pamiętać, że żeby cudzoziemiec kupił w Polsce ziemię, najpierw Polak musi mu ją sprzedać. W przeciwnym razie o żadnym wykupieniu nie może być mowy; wbrew woli polskiego właściciela cudzoziemiec mógłby polską, a właściwie nie tyle może „polską” – bo każda własność ma konkretnego właściciela i tylko on ma prawo nią rozporządzać – tylko ziemię prywatną zrabować. Ale przed tym nikt nie ostrzegał, tylko przed wykupem. Zatem jeśli cudzoziemcy mają w Polsce ziemię wykupić, to tylko wtedy, gdy polscy właściciele im ją sprzedadzą. A kiedy polscy właściciele zechcą sprzedać ziemię, niechby i cudzoziemcom? Najprawdopodobniej wtedy, gdy na przykład dochód z lokaty bankowej będzie większy, niż dochód z prowadzenia gospodarstwa rolnego. Ale to, czy dochód z gospodarstwa rolnego będzie mniejszy, czy większy od dochodu z lokaty bankowej, nie zależy od cudzoziemców, tylko od rządu polskiego.

To znaczy – tak byłoby w warunkach normalnych, gdyby Polska była państwem suwerennym. Niestety po Anschlussie do Unii Europejskiej, a zwłaszcza – po ratyfikacji traktatu lizbońskiego, tak już nie jest. Obecnie – jak to kiedyś podczas słynnego Forum Dialogu w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina przenikliwie zauważył pan dr Andrzej Olechowski – już tylko „współdecydujemy o naszych sprawach”. Zatem cudzoziemcy w sprawie poziomu opłacalności gospodarstw rolnych w Polsce mogą nas przegłosować – i zdaje się, że to już nastąpiło. Ciekawe, że ci sami Umiłowani Przywódcy, którzy gardłowali za Anschlussem i za ratyfikacja traktatu lizbońskiego, obecnie biją na alarm z powodu groźby wykupu ziemi. A jakie proponują remedium? To nie jest jasne, ale właśnie dlatego, że nie jest jasne, to wygląda na to, iż dalsze ograniczenie uprawnień właścicielskich – żeby właściciel ziemi nie mógł jej sprzedać bez zgody odpowiedniego urzędu. A zgodę odpowiedniego urzędu można – jak wiadomo – uzyskać przy pomocy propozycji korupcyjnej. O ile bowiem bardzo trudno jest przekupić właściciela, by dokonał niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem, o tyle skłonić urzędnika, by dokonał niekorzystnego rozporządzenia mieniem cudzym, jest już znacznie łatwiej.

Zatem dalsze ograniczenie uprawnień właścicielskich na rzecz zwiększenia uprawnień urzędników, zwłaszcza w sytuacji postępującej utraty suwerenności przez Polskę, ryzyko przejścia własności ziemi w ręce cudzoziemców raczej zwiększa, niż zmniejsza. Zatem zamiast ograniczać uprawnienia właścicielskie, należałoby raczej odzyskać suwerenność państwa – by cudzoziemcy utracili wpływ na poziom opłacalności gospodarstw rolnych w Polsce – ale czy Umiłowani Przywódcy potrafią odzyskać suwerenność, którą przefrymarczyli na rzecz Unii Europejskiej i czy w ogóle tego chcą – oto pytanie…” (Stanisław Michalkiewicz)

źródło: michalkiewicz.pl

podobne: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce. oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen).


1. UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów.

21.03.2015 (IAR) – Mało ambitne plany Unii Europejskiej wobec wschodnich sąsiadów. Wspólnota ma niewiele im do zaoferowania. Tak wynika z projektu deklaracji przygotowanego na majowy szczyt Partnerstwa Wschodniego w Rydze, do którego dotarło Polskie Radio.

Ukraina, Gruzja i Mołdawia, które z sześciu krajów Partnerstwa utrzymują najbliższe relacje z Unią Europejską, liczyły na jasny sygnał o woli do bliższej współpracy. Wiele na to wskazuje, że w Rydze usłyszą niewiele. I choć nikt nigdy nie obiecał tym krajom członkostwa w Unii Europejskiej, to jednak można było usłyszeć, że umowy stowarzyszeniowe, które podpisały, nie są ostatecznym celem w ich relacjach ze Wspólnotą.

Teraz w projekcie deklaracji te słowa nie padają, nie ma też żadnej wzmianki o europejskiej perspektywie tych krajów. Mowa jest tylko o ich europejskim wyborze.

Ponadto, Ukraina i Gruzja liczyły na to, że na szczycie padnie obietnica zniesienia wiz, co zbliżyłoby jeszcze bardziej te kraje do Wspólnoty, a ich obywatelom pokazało korzyści płynące ze współpracy. Ale w projekcie deklaracji zapisano bardzo ogólnie, że postępy są uzależnione od przeprowadzanych reform.

To byłoby potwierdzenie tego, co można od jakiegoś czasu usłyszeć w Brukseli – że na majowym szczycie Partnerstwa Wschodniego Unia nie ogłosi planu zniesienia wiz dla Ukrainy, w przypadku Gruzji szanse wynoszą 50 procent. Do deklaracji mogą być oczywiście jeszcze wprowadzane poprawki, ale jest mało prawdopodobne, by jej kształt uległ znaczącej zmianie.

Informacyjna Agecnja Radiowa/IAR/Beata Płomecka, PR Bruksela/dj

podobne: Ukraina: Wojna destabilizuje sytuację gospodarczą. Nowe sankcje USA i UE wobec Rosji. Rosyjska wojna na słowa i reakcja za eurointegrację Mołdawii. oraz: Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE a także: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem). i to: Jałta Ukrainy: umowa stowarzyszeniowa z UE na rosyjskich warunkach (odroczona), decentralizacja kraju i autonomia regionów (przyklepane)

2. Dziennik Gazeta Prawna – Za unijne fundusze płacimy dwa razy.

23.03.2015 (IAR) – Za przygotowanie wniosków o dotację z Unii Europejskiej podatnicy płacą dwa razy – alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Gminy wynagradzają swoich urzędników za przygotowanie wniosków, a następnie prywatne firmy. Praca urzędników sprowadza się do wpisania we wnioskach o fundusze, danych, które przygotowały profesjonalne podmioty. Firmom samorządy płacą nawet 10 procent wartości pozyskanego wsparcia z Unii Europejskiej. To ogromne kwoty, zważywszy, że od wejścia Polski do wspólnoty, samorządy zrealizowały projekty współfinansowane przez Brukselę za 178 miliardów złotych. „Dziennik Gazeta Prawna” podaje przykład Bydgoszczy. Miasto, by pozyskać 76 milionów złotych, zapłaciło firmie zewnętrznej 443 tysiące za przygotowanie wniosku.

Eksperci podkreślają, że w sytuacji gdy gminy nie potrafią samodzielnie postarać się o unijne fundusze, powinny zwolnić urzędników, zajmujących się dotacjami i zadanie to w całości zlecić zewnętrznym doradcom.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.IAR/DGP/łp/kry

polecam również: „Jakże do syta tym się najeść Co końcem było od początku?” i jeszcze: Biurokraci z UE: Kto jest kim i co może. oraz: 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników i to: TNS Polska: Polacy o UE – mało wiedzy, mimo to (a może właśnie dlatego) sporo zaufania a także: Raport NIK. Efekt dopłat to wyłudzenia i bezprawne korzystanie z gruntów skarbu państwa.

3. Rolnicy boją się o ceny mleka.

01.04.2015 (IAR) – Pierwszy kwietnia przyniósł rolnikom zajmującym się produkcją mleka poważne zmiany. Od dziś przestał funkcjonować w Europie system kwot mlecznych. Oznacza to, że gospodarze nie muszą się już przejmować limitami i mogą produkować tyle mleka, ile chcą, ale może się okazać, że będą problemy z jego sprzedażą.

Wilhelm Juniewicz, hodowca bydła z Gołąbek koło Pasłęka mówi, że rolnicy z Warmii i Mazur boją się dalszych spadków cen na rynku. Jak dodaje, cena mleka znacznie obniżyła się już pół roku temu, w wyniku rosyjskiego embarga, więc teraz sytuacja jeszcze się pogorszy.

„Niektóre mleczarnie płacą już rolnikom poniżej kosztów produkcji. Są duże obawy, jak to się dalej potoczy” – podkreśla.

Część rolników musi jeszcze zapłacić kary za nadprodukcję za ubiegłe miesiące. Komisja Europejska zgodziła się rozłożyć opłaty za ostatni rok kwotowy na raty, które rolnicy będą musieli zapłacić przez najbliższe trzy lata.

IAR za PR Olsztyn/hk/dj

…kłopoty całej branży o zwykła konsekwencja sztucznego przez lata regulowania rynku, który sam się teraz oczyści z nadmiaru producentów i nadmiernych kosztów produkcji… Sztucznie utrzymywane ceny nie pozwalały na normalną konkurencję przez co branża rozdęła się ponad miarę bez konieczności szukania sobie rynku zbytu bo państwo (za pieniądze podatnika) dopłacało sobie do czyjegoś biznesu… Oto przyszła pora zapłacić frycowe za „publiczną pomoc”(to samo przerabia branża mięsna – Zgubne skutki skupu wieprzowiny)… Odys

podobne: UE w poszukiwaniu budżetu na 2015 rabuje polską wieś. Na celowniku grupy producenckie, branża mleczarska i małe gospodarstwa. i jeszcze: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników a także: Sadowski: Dotacje tworzą dług, a nie dobrobyt oraz: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii a także: Mit “unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą! i to: Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę oraz: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?).


1. Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw? Rosja wylicza ile stracili na sankcjach polscy rolnicy.

11.03.2015 (IAR) – 2,5 tysiąca ton owoców i warzyw wysłaliśmy do Rosji po wprowadzeniu embarga. Dane opublikowała holenderska agencja analityczna FVF. O wiele więcej trafia na tamtejszy rynek nieoficjalnie. Polskie produkty widnieją w dokumentach jako argentyńskie czy bałkańskie.

Obostrzenia nie zatrzymały ogólnego wzrostu dynamiki eksportu naszych produktów – informuje Bożena Nosecka z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Więcej wysyłamy do Kazachstanu oraz na Białoruś. Ten ostatni kraj stał się największym odbiorcą polskich jabłek. Warto zaznaczyć że oba państwa są związane z Rosją unią celną.

O obecności naszych produktów w Rosji świadczyć może też mała wysyłka owoców i warzyw do nowo pozyskanych kontrahentów – dodaje Nosecka. W drugiej połowie ubiegłego roku więcej wysyłano jedynie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Egiptu. Handlowego ożywienia nie odnotowano w kontaktach z innymi krajami Bliskiego Wschodu, Afryką północną czy Indiami.

Rosyjskie embargo obejmuje owoce i warzywa z całej Unii Europejskiej. Dotyczy to również mrożonek.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/magos

podobne: KE ogłosiła wsparcie dla rolników (będzie płacić za marnotrawstwo). Eksperci o eksporcie polskich owoców do USA. Reeksport polskiej żywności do Rosji. Białoruś zniosła zakaz importu bydła. oraz: Polska gospodarka: Zgubne skutki skupu wieprzowiny. Polskie jabłka omijają embargo. i to: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel. a także: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin.

11.03.2015 (IAR) – Rosyjskie służby wyliczają ile stracili polscy rolnicy w związku z embargiem na produkty spożywcze. Według Rosyjskiej Agencji Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego, władze Polski znacznie zaniżają ogólną kwotę strat.

Szef Rossielhoznadzoru Siergiej Dankwert twierdzi, że może chodzić nawet o 800 miliardów dolarów. Tymczasem, jak podkreśla agencja Interfax – wiceszef polskiego rządu Janusz Piechociński wskazał znacznie mniejsza kwotę, około 500 milionów dolarów. W opinii Dankwerta, kwota wskazana przez stronę polską może dotyczyć tylko strat poniesionych w związku z rosyjskim embargiem na jabłka i nie uwzględnia ona innych produktów objętych sankcjami odwetowymi. Szef Rossielhoznadzoru przypomniał, że do wprowadzenia embarga na produkty spożywcze, Polska eksportowała do Rosji: wieprzowinę, wołowinę, produkty mleczne, w tym sery oraz szeroki asortyment owoców i warzyw. Nie wiadomo dlaczego Siergiej Dankwert zainteresował się stratami poniesionymi przez polskich rolników.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/moc

…jak to nie wiadomo 🙂 Oczywiście że wiadomo. Odbiorców (opiniotwórców) tego typu informacji jest w Polsce całe mnóstwo. Rosja gra na zbuntowanie polskiego społeczeństwa przeciwko polskim władzom. Celuje tego typu informacjami w porządek publiczny (póki co bezskutecznie – nie licząc całej masy niepochlebnych komentarzy w tej kwestii jakie się przewijają w internecie). Jest to element wojny informacyjnej – Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. (Odys)

podobne: Rosyjskie embargo wciąż szkodzi polskiej żywności. Nowe otwarcie w polsko-białoruskich stosunkach gospodarczych. We Włoszech marnotrawienie kapitału ludzkiego i kryzys moralny. oraz: Embargo daje się we znaki Rosjanom i części polskich firm. Na horyzoncie kolejne sankcje, Finlandia protestuje, Rosja zapowiada reakcję (obiecuje pracę dla Ukraińców). i to: Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na „solidarność” UE. a także: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś. polecam również: Jak nie ASF to „pałeczki”. Rosja zabroniła importu produktów polskiej Mlekovity.

2. FOR chce pomóc rządowi ws. Ordynacji Podatkowej„Puls Biznesu” Państwo przegrywa z oszustamiHausner i Steinhoff: Polska nie ma polityki surowcowej.

11.03.2015 (IAR) – Polski system podatkowy należy do najgorszych w Unii Europejskiej – alarmuje Forum Obywatelskiego Rozwoju. Fundacja powołuje się na badania Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju, który uznał niedawno, że 86 państw na świecie ma system podatkowy bardziej przyjazny dla przedsiębiorców.

Profesor Leszek Balcerowicz z FOR podkreśla, że okres czterech do pięciu lat, jaki według rządu jest potrzebny na znowelizowanie ordynacji podatkowej, to zdecydowanie za dużo. Dlatego do końca roku FOR chce przedstawić gotowy tekst ordynacji podatkowej.

Leszek Balcerowicz dodaje, że fundacja zamierza też proponować zmiany w innych ustawach regulujących prawo podatkowe. Chodzi między innymi o usuwanie przepisów, które są niejasne i utrudniają życie podatnikom oraz urzędnikom, a są wykorzystywane przez oszustów.

FOR uruchomił stronę internetową http://www.lepszepodatki.pl, gdzie można zgłaszać uwagi i propozycje dotyczące prawa podatkowego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/buch

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. i to: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków a także: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. polecam również: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)

12.03.2015 (IAR) – Rozwiązanie, które miało zdusić przestępców paliwowych nie działa, a nawet im pomaga. O sprawie pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w gazecie, chodzi o tak zwaną solidarną odpowiedzialność. W 2013 roku fiskus zyskał możliwość domagania się zapłaty zaległości podatkowych sprzedawcy paliw od ich nabywcy. Równocześnie dał sprzedawcom możliwość składania kaucji gwarancyjnych, wykluczających odpowiedzialność nabywcy. Firmy deponujące takie kaucje trafiają na listę publikowaną na stronie internetowej Ministerstwa Finansów.

Według informacji gazety, resort jednak nie korzysta z przepisów mających pociągać do odpowiedzialności kupujących od nieuczciwych. Spółki podejrzewane o przestępstwa za to korzystają z możliwości wpłacenia kaucji w wysokości od 200 tysięcy złotych do 3 milionów złotych. Dzięki temu zyskują wiarygodność w oczach kontrahentów.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”. Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/sk

…O tym że ten poroniony i bezczelny wręcz pomysł „solidarności podatkowej” i odpowiedzialności sprzedawców przesuniętej na nabywców, będzie wspierał raczej mafie i oszustów niż odniesie zbawienne dla budżetu państwa skutki mówiłem od samego początku (Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę). Ktoś niestety nie pomyślał nad tym jak bardzo pomaga przestępcom (chyba że właśnie o to chodziło, czego nie wykluczam) i mamy oto kolejny bubel prawny będący niedźwiedzią przysługą dla państwa które samo sobie podstawiło nogę (nie wspominając o pokrzywdzonych podatnikach/konsumentach i sprzedawcach)… (Odys)

podobne: Nabywca odpowie za długi podatkowe sprzedawcy, czyli kolejna odsłona „solidarności społecznej”. oraz:  Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.

10.03.2015 (IAR) – Polska nie ma polityki surowcowej – wynika z raportu Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej. Dziś został on przedstawiony na konferencji prasowej w Warszawie Profesor Jerzy Hausner tłumaczył, że Polska „przespała kilkanaście lat boomu surowcowego”. Konsekwencją zaniedbań, wyjaśniał ekonomista, jest kryzys w sektorze górnictwa węgla kamiennego, który jest nie tylko następstwem spadku cen tego surowca, ale i efektem nieprzeprowadzenia zmian kiedy była dobra koniunktura.

Profesor Hausner ostrzegał, że konsekwencje zaniedbań w sferze polityki surowcowej stawiają Polskę w bardzo niekorzystnej sytuacji. Jego zdaniem, nasza baza wytwórcza pozbawiona dostępu do surowców mineralnych może stopniowo stać się niekonkurencyjna. Poza tym, znacznie zmniejszają się możliwości wprowadzania najnowocześniejszych technologii, które wymagają dostępu do surowców „krytycznych”, co w jego opinii, może doprowadzić do osłabienia bezpieczeństwa gospodarczego Polski.

Z kolei doktor Janusz Steinhoff tłumaczył, że musi powstać dokument, który będzie łączył politykę surowcową z polityką energetyczną. Wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka wyjaśniał również, że należy ustabilizować prawo związane z pozyskiwaniem surowców. Jego zdaniem, zmienność prawa geologicznego i górniczego jest nadmierna i nie sprzyja inwestycjom. Zarazem ten problem nie dotyczy tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej, dlatego potrzebny jest „kodeks górniczo-geologiczny”, który nie będzie zbyt często nowelizowany.

Janusz Steinhoff dodał, że jednym z elementów rozwoju górnictwa pozyskującego surowce mineralne jest odpowiedzialna polityka fiskalna. Jak tłumaczył musi być wyważona, przewidywalna i długofalowa, tak by zachęcała firmy do poszukiwań i wydobywania surowców mineralnych.

Janusz Steinhoff podkreślał, że wobec dość skromnych, europejskich zasobów minerałów, takich jak: cyna, rudy żelaza, wanat, tytan, platyna, molibden, czy kobalt należy w jeszcze większym stopniu zwrócić uwagę na recykling jako źródło pozyskiwania surowców.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/K.P.

…otóż Polska prowadzi „politykę surowcową”. Problem w tym że polega ona na kładzeniu rządowej łapy na wszystkim co się rusza w ramach polityki fiskalnej i monopolizacji podmiotów działających na rynku, urządzając za pomocą stanowionego przez siebie „prawa” żerowiska polityczne zwane „spółkami skarbu państwa”. Efektem tej polityki są niewydolne i dogorywające molochy które nie potrafią konkurować (jak to się stało z węglem) na tak na rynku krajowym z podmiotami zagranicznymi, jak i na wspólnym rynku, albo wręcz bankrutują, lub w najbliższej przyszłości przestaną konkurować (co może spotkać KGHM) jeśli państwo będzie dalej postępować z gospodarką jak do tej pory – tj. eksploatując spółki wydobywcze i przemysł ciężki na poczet nienażartego lewiatana – piłując gałąź na której siedzi cała ta „administracja państwowa” która tylko żre… Propozycje Pana Hausnera żeby jeszcze bardziej regulować i na domiar łączyć poszczególne branże w jeszcze większe molochy można skwitować powiedzeniem „czemuś biedny? boś głupi!”… (Odys)

podobne: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym. a także: Epilog „afery Wprost” dot. złóż miedzi „sprzedanych” Kanadyjskiej firmie. MCC zrzekła się trzech koncesji w Polsce i wycofała wnioski o trzy kolejne (koniec wielomiliardowej inwestycji). oraz: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. i to: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem.

3. Szef KNF: W propozycjach banków dot. kredytów hipot. są dwa poważne mankamentyOpinie: ZPP Pawlak o bankach i frankowiczachBury: SKOK-ami powinna sie zająć prokuraturaPO i PiS o komisji śledczej w sprawie SKOK-ów.

Warszawa, 11.03.2015 (ISBnews) – Proponowane przez banki rozwiązania dotyczące kredytów hipotecznych odsuwają tylko w czasie problem spłaty kredytów dla klientów i nie usuwają głównym źródeł ryzyka, ocenia przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego

„Są dwa poważne mankamenty tej propozycji: pierwszy to to, że zakłada ona silne współfinansowanie z sektora publicznego i to w obydwu funduszach. W jednym 1/3 środków pochodziłoby z banków, 1/3 z banku centralnego i 1/3 z BFG. Druga to przeniesienie ryzyka z banków na budżet i klientów. W modelu z funduszem restrukturyzacji to daje roczny okres wytchnienia. Gdy po roku klient wraca do tego kredytu, to wychodzi na to, że stan zadłużenia będzie większy i miesięczna rata będzie wyższa” – powiedział Jakubiak podczas Forum Bankowego.

„Wychodzi nam na to, że budżet będzie dużym partycypantem. To jest na pewno propozycja dobra, jeśli chodzi o umacnianie bezpieczeństwa sektora, ale dla klienta przynosi ulgę w okresie rocznym. Ale nie mnie decydować, czy właściwe władze są na to gotowe” – dodał.

Zaprezentowane dziś przez Związek Banków Polskich (ZBP) rozwiązania zostały wypracowane w ramach grupy roboczej (ZBP, przedstawiciele 11 banków (90% portfela kredytów w CHF),przy wsparciu firmy EY i kancelarii White&Case.

Obejmują one powstanie Sektorowego Funduszu Stabilizacyjnego, którego celem jest ustabilizowanie spłat rat kredytu w przypadku przekroczenia stresowych poziomów kursu walutowego poprzez dopłatę do rat kredytu, przy spełnianiu określonych warunków (m.in. regularna obsługa, zobowiązanie się do przewalutowania kredytu przy określonym kursie).

Prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz podkreślał, że banki proponują, aby rozszczepić strumień środków do BFG tak, aby część środków została przeznaczona na to, by podnosić jego zdolność interwencyjną, a część proponujemy skierować do Funduszu Stabilizacyjnego. ZBP nie oczekuje, że te środki trafią do banków, zaznaczył.

Pietraszkiewicz podał też, że na początku tego roku banki przekazały do BFG 2,17 mld zł.

Proponowane rozwiązanie obejmuje także utworzenie Funduszu Wsparcia i Restrukturyzacji Kredytów Hipotecznych zarówno walutowych, jak i złotowych dla osób, które znajdą się w trudnej sytuacji (np. utrata pracy, choroba, sytuacja nadzwyczajna).

Banki chcą, aby dodatkowe rozwiązania były gotowe 31 maja 2015 r.

11.03.2015 (IAR) – Banki zawiodły swoich klientów oferując im produkty, które nie były dostosowane do ich możliwości. Tak uważa główny ekonomista Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Mariusz Pawlak. Jak powiedział IAR, gdyby była równowaga stron i kredytobiorca walczyłby o swoje prawa, to w większości przypadków by wygrał. Tymczasem mamy do czynienia z tym, że wszystkie instytucje, które powinny chronić konsumenta, łącznie z NBP, tak naprawdę stoją po stronie sektora bankowego – ocenia Mariusz Pawlak. Dodał, że sektor ten jest zamożny, ma odpowiedni potencjał, by się bronić i tak naprawdę to my ratujemy instytucje bankowe a nie przedsiębiorców czy konsumentów.

Tymczasem banki zaproponowały dziś powołanie dwóch funduszy, które miałyby pomóc nie tylko zadłużonym hipotecznie we frankach, ale także w złotówkach. Jednym z nich byłby Fundusz Restrukturyzacji Kredytów Hipotecznych. Pomagałby osobom, które w wyniku niekorzystnego zdarzenia losowego utraciły zdolność do samodzielnej, okresowej obsługi kredytu.

Drugi to Sektorowy Fundusz Stabilizacyjny. Wspierałby kredytobiorców poprzez dopłatę do rat w sytuacji dużego umocnienia franka. Wsparcie miałoby być udzielone osobom gotowym zadeklarować chęć przewalutowania na warunkach uzgodnionych z bankiem.

Jak powiedział prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz, szczegóły tych propozycji mają być dopracowane do końca maja tego roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Elżbieta Łukowska i wcześn./K.P.

…ja widzę „wspólną odpowiedzialność” inaczej. Niech się martwią ci którzy zadecydowali o podjęciu ryzyka kredytowego czyli klient który kredyt wziął i bank który mu go udzielił. Nie życzę sobie i uważam to za skrajną bezczelność żeby ktokolwiek spoza tego układu/umowy (podpisywanej przez obie strony bez nijakiego przymusu) dopłacał bankom do ich zysków – bo tak to właśnie wygląda. Za pazerność banków i nieodpowiedzialność kredytobiorców nikt nie powinien być obciążany. Sektor publiczny nie jest od tego żeby dorabiać czyjeś nietrafione inwestycje i prywatną konsumpcję. Są dużo pilniejsze wydatki na które brakuje w kasie państwa pieniędzy (pomimo wysokich podatków), z których rząd nie potrafi się wywiązać (albo ledwo się wywiązuje) więc „ruki pa szwam” i od pieniędzy podatników wara… Nie podzielam więc całkowicie opinii Pana Pawlaka, zwłaszcza w kwestii „nierówności” relacji bank-kredytobiorca. Klient zawsze ma możliwość nie podpisywać umowy jeżeli nie wie co podpisuje, i nikt go do tego nie zmusza żeby chodzić po bankach i pożyczać pieniądze na tak okrutnych warunkach wiążąc sobie pętlę na szyję na czasem nawet 30 lat. Każdy by chciał dostać pieniądze „za darmo” z powietrza a potem żeby ktoś inny dopłacał do jego luksusu…  (Odys)

podobne: Frankowicze pozywają banki i chcą się na nich odegrać. Banki pracują nad pomocą. i to: Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB) oraz: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii.

polecam dyskusję w tym temacie – TAK czy NIE – Robert Gwiazdowski vs Wincenty Elsner

10.03.2015 (IAR) – Polskie Stronnictwo Ludowe zdziwione utajnieniem posiedzenia sejmowej komisji finansów w sprawie SKOK-ów. Zdaniem przewodniczącego klubu PSL Jana Burego, w pierwszej kolejności komisja powinna obradować w trybie jawnym, otwartym dla mediów. Tym bardziej, że – jak mówi Bury – informacje, które szef KNF i minister finansów przedstawią podczas jej posiedzenia, mogą okazać się początkiem lawiny.

Z listu, który przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego napisał do premier Ewy Kopacz, a do którego dotarła IAR wynika, że wart ponad 77 milionów złotych majątek Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, który mógłby posłużyć do ich ratowania, wyprowadzono poza strukturę Kas. Zdaniem Burego, jeśli w tej sprawie zostało złamane prawo, to powinna się nią zająć prokuratura.

O sprawie napisała dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” oraz najnowsze „Wprost”. W obu publikacjach można przeczytać, że majątek wart kilkadziesiąt milionów złotych, zamiast posłużyć do ratowania SKOK-ów, wpłynął do spółki senatora PiS-u Grzegorza Biereckiego, byłego nadzorcy systemu kas oszczędnościowo- kredytowych.

Przewodnicząca komisja finansów publicznych Krystyna Skowrońska poinformowała, że komisja zajmie się SKOK-ami 18 marca.

IAR/D.Zaczek/jj

12.03.2015 (IAR) – Bliżej niż dalej. Tak szanse na powołanie komisji śledczej w sprawie SKOK-ów, ocenia szef Klubu Parlamentarnego PO Rafał Grupiński. Na złodzieju czapka gore – odpowiada Mariusz Błaszczak z PiS.

Rafał Grupiński poinformował, że decyzja w sprawie wniosku o powołanie komisji śledczej, zapadnie po zaplanowanym na 18 marca niejawnym posiedzeniu komisji finansów, która ma zapoznać się ze sprawozdaniem Komisji Nadzoru Finansowego.

Według Rafała Grupińskiego komisja śledcza – gdyby powstała – powinna zająć się zbadaniem sposobu wyprowadzania ze SKOK-ów oszczędności milionów Polaków, głównie dla „zaplecza politycznego jednej z partii”.

„Niejawne posiedzenie, jego wyniki, będzie jednym z elementów, które będziemy brali pod uwagę przy podejmowaniu decyzji” – dodał Rafał Grupiński. Wyjaśnił, że cały raport KNF jest niejawny i dlatego także posiedzenie komisji finansów publicznych musi odbyć się w trybie niejawnym. Zdaniem Rafała Grupińskiego komisja śledcza w sprawie SKOK-ów byłaby bardziej uzasadniona społecznie niż komisja badająca treść podsłuchanych rozmów polityków.

„Ja osobiście przykładałbym większą wagę do wyjaśnienia tego jak działały SKOK-i, dlaczego tak wiele środków kierowały na wspieranie jednego środowiska politycznego niż na kwestię, czy dwóch panów podsłuchiwało trzech innych panów” – powiedział poseł PO.

Według szefa Klubu Parlamentarnego PiS Mariusza Błaszczaka, Platforma atakuje opozycję dla potrzeb kampanii wyborczej. „Nie rozliczyli afery hazardowej, stoczniowej, Amber Gold, afery informatycznej, ostatnio taśm prawdy – dlatego atakują – powiedział Mariusz Błaszczak. Dodał, że koalicja PO-PSL może wszystko i jak będzie chciała to przegłosuje nawet, że żyjemy nie na Ziemi tylko na Marsie, a prezydent Komorowski z całą pewnością podpisze taką uchwałę koalicji.

Według ustaleń Komisji Nadzoru Finansowego twórca SKOK-ó i senator PiS Grzegorz Bierecki wyprowadził kilkadziesiąt milionów złotych do spółki, której jest właścicielem. PiS zawiesił senatora w prawach członka klubu. Senator zarzucił mediom kłamstwa, politykom PO prowadzenie brudnej kampanii a wszystkim osobom i instytucjom powielającym „skandaliczne oszczerstwa” zagroził konsekwencjacmi prawnymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/I.Szczęsna/nyg

podobne: SKOK na Wołomin! W bankach wyłudzenia, ale bankowcy patrzą w przyszłość z optymizmem.

źródło: stooq.pl

O sprawie Pana Biereckiego tak pisze Witold Gadowski:

„…Od samego początku Bierecki był cierniem w doskonale zbudowanym systemie negowania wszystkiego co polskie. Twórca ruchu SKOK śmiał rzucić wyzwanie układowi zbudowanemu przy „okrągłym stole”. Wszak finanse miały pozostać jedynie w rękach biznesu wywodzącego się z byłej PZPR i służb specjalnych PRL – u.

Nie po to utrącono wszelkie próby ratowania polskich zakładów pracy, nie po to zrobiono wszystko, aby byłym właścicielom nie zwrócić ich mienia, aby teraz jakiś Bierecki udowadniał, ze drobny polski kapitał może skutecznie działać na rynku. Ba, z roku na rok, może stawać się coraz poważniejszym konkurentem koncernów, którym dywanem ścieliły się dotąd polityczne elity Trzeciej RP.

Drugim śmiertelnym grzechem Biereckiego są jego polityczne poglądy. Nie klęknął na kolanko przed dzisiejsza władzą. Ze sporym sukcesem rozpoczął budowanie grupy medialnej, która zaczęła wydawać jeden z najpopularniejszych w dzisiejszej Polsce tygodników opinii, zbudowała liczący się portal opinii, zaczęła przygotowywać nowe inicjatywy.

O nie! nie dość, że SKOK – i skutecznie zaczęły konkurować na rynku z zagranicznymi bankami, to jeszcze zaczęły wspomagać odbudowę niezależnego dziennikarstwa!

Przecież to mogło doprowadzić do odrodzenia się w naszym kraju niezależnej opinii publicznej, do racjonalnej dyskusji, po której wielu obywateli zaczęłoby niezależnie – a więc według obecnej władzy – nieodpowiedzialnie głosować.
Taka zuchwałość nie mogła pozostać nieukarana!

Zjednoczony chór medialnej orkiestry z Czerskiej i Wiertniczej właśnie przystąpił do działania. Jego celem nie jest żadna tam prawda – ta zresztą w dzisiejszym salonie madialno – politycznym, nie ma najmniejszego znaczenia, celem jest Bierecki.

Trzeba mu zabrać społeczne zaufanie i reputację.

Zjednoczony chór już – na rozkaz – zakrzyknął: Bierecki, to malwersant. I nieważne, że nikt nie postawił mu zarzutów, że wszystkie oczerniające go „fakty i argumenty” są jedynie propagandową wydmuszką, chodzi o to, aby ludzie skojarzyli jego nazwisko z aferą. Potem może sobie szukać sprawiedliwości w sądzie. Kto się tym będzie przejmował…”

całość tu: januszszewczak.wordpress.com

…i wszystko to być może. Ja chcę tylko wiedzieć czy te 77 milionów zostało rzeczywiście wyprowadzone z Kasy SKOK, a jeżeli tak to czy zrobiono to legalnie czy też może nielegalnie. Osobiście nie mam wątpliwości co do tego że spółdzielczość bankowa (i nie tylko) to właściwa forma zarządzania polskim majątkiem narodowym. Oby tylko była ona wolna od różnego rodzaju malwersantów i złodziei. SKOKi mają prawo istnieć i konkurować na równych prawach z zagranicznymi bankami komercyjnymi. Życzę sobie i klientom SKOKów żeby Pan Bierecki okazał się niewinny tego o co się go oskarża… (Odys)

podobne: Tusk ściga „Superwizjer” za „Amber Gold”. Polska rajem dla oszustów.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Polska gospodarka: Zgubne skutki skupu wieprzowiny. Polskie jabłka omijają embargo. Pozytywny dla gospodarki raport NBP. Emigranci przesyłają do Polski coraz mniej pieniędzy. Nowe propozycje w sprawie CO2 niekorzystne dla Polski.


1. Rolnicy: brak korzyści z dopłat do przechowalnictwaPolskie jabłka omijają embargo.

08.03.2015 (IAR) – Rosyjskie embargo na świeże jabłka z Polski udało się ominąć koncentratowi, którego eksport wzrósł … stukrotnie – pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w gazecie, według danych Eurostatu tylko w październiku i listopadzie eksport koncentratu wzrósł ze stu ton w 2013 roku do 10 tysięcy ton rok później. Z kolei dane Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej pokazują, że od czasu ogłoszenia embarga, czyli od sierpnia, do grudnia 2014 roku sprzedaliśmy Rosjanom blisko 12 tysięcy ton za 45 milionów złotych. Polski koncentrat robi karierę dzięki niskiej cenie, która jest efektem właśnie rosyjskiego embarga i nadpodaży surowca.

Więcej szczegółów na ten temat – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/kry/ab

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! oraz: Rosyjskie embargo wciąż szkodzi polskiej żywności. Nowe otwarcie w polsko-białoruskich stosunkach gospodarczych. We Włoszech marnotrawienie kapitału ludzkiego i kryzys moralny.

09.03.2015 (IAR) – Dziś weszły w życie przepisy umożliwiające dopłaty do prywatnego przechowalnictwa wieprzowiny. Ma to być jeden z elementów wsparcia dla producentów, którzy od roku borykają się ze spadkiem cen mięsa.

Sami producenci trzody chlewnej są jednak sceptyczni. Jak mówi Informacyjnej Agencji Radiowej prezes Podlaskiego Zrzeszenia Producentów Trzody Chlewnej Janusz Lech rolnicy w praktyce nie odczują tego wsparcia. „Nie posiadamy chłodni, nie jesteśmy właścicielami czy współwłaścicielami takowych przechowalni więc na pewno nie skorzystamy z tych środków” – podkreśla podsiedlecki producent.

Wprowadzenie dopłat do przechowalnictwa miało spowodować zmniejszenie ilości wieprzowiny na rynku i podnieść cenę żywca. „W rzeczywistości jest odwrotnie” – ocenia Janusz Lech. Zdaniem prezesa Podlaskiego Zrzeszenia Producentów Trzody Chlewnej od dwóch tygodni ceny znów spadają zbliżając się do minimalnego poziomu z końca stycznia czy początku lutego.

Dopłaty do przechowalnictwa prywatnego zatwierdziła Komisja Europejska. Mają one wynosić od 210 do 305 euro za tonę.

IAR/Tomasz Marciniuk/sk

…Pora zrozumieć drodzy rolnicy że podnoszenie kosztów (a tym jest właśnie wszelkiego rodzaju interwencjonizm) wytwarzania czy sprzedaży czegokolwiek, na koniec ZAWSZE uderza rykoszetem w samych wytwórców. Jedynym rozwiązaniem niskiej ceny skupu jest obniżenie podaży mięsa w sposób naturalny czyli zmniejszenie produkcji. Gdyby nikt tego rynku nie regulował odbywałoby się to w sposób naturalny poprzez bankructwo najmniej wydajnych producentów, ale reszta producentów byłaby na rynku bezpieczna, tymczasem zagrożona jest cała rodzima branża. Nie wspominając rzecz jasna o „paradoksalnie” wysokiej cenie mięsa tuż po zakupieniu go od rolnika. To jest właśnie efekt (jakichkolwiek) „dopłat” (nie tylko z okazji magazynowania mięsa). Do tego dochodzi rzecz jasna brak konkurencji na rynku pośredników i przetwórców, którzy dyktują rolnikom ceny skupu – MOGĄ, bo nie mają KONKURENCJI. Rolnicy mogliby sami się zrzeszać i zakładać takie grupy, ale niestety tego nie robią. Jedyne co mogą teraz zrobić to likwidować hodowlę.

Inny efekt „dopłat” to rzecz jasna ograbianie pod ich pretekstem podatników (konsumentów). W konsekwencji prowadzi to do osłabienia ich siły nabywczej (zmniejszenie popytu – również na mięso) i w ten sposób dochodzi do kumulacji negatywnych dla opłacalności jakiegokolwiek biznesu (poza rzecz jasna systemem „usług” zajmujących się redystrybucją zagrabionego 🙂 ) zjawisk.

Jest jeszcze kwestia co zrobić ze zmagazynowanym mięsem za które podatnicy ZAPŁACILI. Spalić? Wyrzucić? Zjeść? Kwestia moralności tego typu przedsięwzięć jak „interwencjonizm” jest tym samym jasna (a raczej ciemna) jak… (nie powiem co). Jakim prawem ktokolwiek opiera swój biznes o to że państwo (za pieniądze zrabowane podatnikom) gwarantuje komuś odbiór towaru niezależnie od tego czy ktoś go potrzebuje czy nie. Każdy by tak chciał! Tymczasem swoje dostają tylko jakieś uprzywilejowane grupy, ba! nawet nie dostają bo obrywają po d…. Efekt? Zmarnowane pieniądze i zmarnowana żywność… (Odys)

podobne: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś. i to: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE* a także: KE ogłosiła wsparcie dla rolników (będzie płacić za marnotrawstwo)

2. Pozytywny dla gospodarki raport NBPEmigranci przesyłają do Polski coraz mniej pieniędzy.

09.03.2015 (IAR) – Gospodarka rozwija się stabilnie, a deflacja nie jest zagrożeniem – wynika z najnowszego raportu Narodowego Banku Polskiego. Eksperci banku centralnego prognozują, że deflację, czyli spadek ogólnego poziomu cen, będziemy jeszcze obserwowali w trzecim kwartale tego roku.

Główny ekonomista banku Pekao SA Marcin Mrowiec zgadza się, że deflacja utrzyma się przynajmniej do sierpnia. To dlatego, że rok temu właśnie w tym miesiącu ceny zaczęły spadać w związku z rosyjskim embargiem na polską żywność. Ekspert podkreśla jednak, że obserwowana deflacja nie zagraża polskiej gospodarce, bo Polacy nie wstrzymują się z zakupami w oczekiwaniu na niższe ceny.

Z raportu NBP wynika, że w ciągu najbliższych trzech lat polska gospodarka powinna się rozwijać w tempie ponad 3 procent rocznie. Marcin Mrowiec uważa, że jest szansa na szybszy rozwój między innymi za sprawą poprawy sytuacji na rynku pracy. Według eksperta w nadchodzących latach będzie rosło zatrudnienie oraz wynagrodzenia, które są w Polsce niższe niż w gospodarkach zachodnich.

Projekcja inflacji i PKB jest przygotowywana przez ekspertów NBP co cztery miesiące i jest jednym z najważniejszych opracowań branych pod uwagę podczas podejmowania decyzji o wysokości stóp procentowych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/magos

podobne: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy. oraz: Polska gospodarka – Optymistyczne prognozy NBP. i to: Polska gospodarka – co się opłaca a co nie. a także: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.

06.03.2015 (IAR) – Rokrocznie wysyłają do Polski równowartość ponad 20 miliardów złotych. Ale znaczenie tych pieniędzy dla gospodarki wciąż maleje. Napływający kapitał nie rekompensuje strat demograficznych.

Przepływy pieniężne emigrantów do Polski zbadała organizacja Pracodawców RP. Ekspert organizacji, Damian Olko, podkreśla, że znaczenie transferów pieniężnych do Polski z roku na rok spada. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej transfery z zagranicy stanowiły nawet około 2,5 procent polskiego PKB czyli około 29 miliardów złotych rocznie. Pieniądze te pobudziły w kraju konsumpcję oraz zakupy nieruchomości.

Rozmówca IAR podkreśla, że Polacy, którzy w ostatnich latach wyjechali za granicę są coraz mniej związani ze swoim rodzinnym domem. Czasem sprowadzają oni całe rodziny. Ekspert twierdzi, że zmniejszenie napływu pieniędzy od emigrantów w relacji do PKB nie jest najważniejszym problemem dla polskiej gospodarki. Jest nim pogarszająca się demografia. Bez odwrócenia tej tendencji, zdaniem Damiana Olko, zwiększa się ryzyko tego, że Polska przestanie doganiać kraje rozwinięte pod względem zamożności.

W ciągu 10 ostatnich lat emigranci przesłali do Polski około 234 miliardy złotych. W pierwszych latach po wejściu do wspólnoty, zdaniem eksperta, pieniądze te „nakręciły” polską gospodarkę.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Polskie Radio/dyd

podobne: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. oraz: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski.

3. UE – nowa propozycja w sprawie CO2, Polska niezadowolona.

06.03.2015 (IAR) – Jest nowa, unijna propozycja w sprawie uprawnień do emisji dwutlenku węgla, ale nie zadowoliła ona Polski. Chodzi o zmniejszenie liczby darmowych pozwoleń i tym samym podniesienie ich ceny, czyli o utworzenie tak zwanej rezerwy stabilizacyjnej.

Polska od początku była przeciwna tym pomysłom. Argumentowała, że obciążą one przemysł dodatkowymi kosztami. Warszawie nie udało się jednak zablokować utworzenia rezerwy i teraz walczy o to, by weszła ona w życie jak najpóźniej. Komisja Europejska zaproponowała, by nastąpiło to w 2021 roku, część europosłów chce, by rezerwa powstała 3 lata wcześniej. Teraz Łotwa, kierująca pracami Unii, zaproponowała 2019 rok. Minister środowiska Maciej Grabowski odrzucił w Brukseli tę propozycję. Dla Polski oznacza ona bowiem jedynie kosmetyczne zmiany.

Według doniesień unijnych dyplomatów, pomysł nie spodobał się też siedmiu krajom, które wraz z Polską zaprotestowały przeciwko szybkiemu zmniejszeniu darmowych uprawnień do emisji CO2. To Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Litwa, Rumunia i Węgry. Ministrowie środowiska tych państw potwierdzili, że spójność koalicji jest niezagrożona.

Po drugiej stronie są Niemcy, Wielka Brytanii, Szwecja, Dania i Holandia, które chcą, by rezerwa weszła w życie z przyspieszeniem. Ostateczny kształt przepisów będzie zależał od wyniku negocjacji przedstawicieli państw członkowskich z Parlamentem Europejskim.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mcm/

podobne: Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. a także: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Polska gospodarka: Ubój rytualny znowu legalny. Wyrok TK sukcesem rolników (którzy wiedzą komu zawdzięczają straty). Polska krajem biznesu z przymusu.


1. Trybunał orzekł, że ubój rytualny jest legalnyIzdebski: wyrok TK wielkim sukcesem rolników.

(IAR) – To już koniec wątpliwości i wzajemnych oskarż eń. Ubój rytualny w Polsce jest legalny. Tak zdecydował Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie, choć zdania odrębne złożyło pięciu sędziów. Skoro w Polsce powszechnie akceptowany jest ubój zwierząt gospodarskich, to zakaz jednej z jego form – i to chroniony wolnością religii – nie jest uzasadniony – tak Trybunał Konstytucyjny tłumaczy niekonstytucyjność zakazu uboju rytualnego.

Sędzia Maria Gintowt-Jankowicz mówiła w uzasadnieniu wyroku, że ubój rytualny podlega ochronie w ramach wolności religijnej, ponadto jest dopuszczalny w większości państw Unii Europejskiej.(…)

Orzeczenie komentują również politycy. Przedstawiciel Sejmu, obecny w TK, poseł Borys Budka tłumaczy, że sprawa jest skomplikowana, dlatego z niecierpliwością czeka na pisemne uzasadnienie. Oczekuje również postanowienia sygnalizacyjnego, które które doprecyzuje zakres niezbędnych zadań. Zdaniem posła brak ograniczeń ze strony Trybunału co do ewentualnego uboju na potrzeby religii już teraz daje zielone światło także dla eksportu.

Poseł PSL, Stanisław Żelichowski dodał, że skutkiem ubocznym obowiązującego do dziś zakazu uboju w celach religijnych jest utrata rynków arabskich i to nie tylko rynku mięsa, ale również rynku owoców, których ze względu na embargo nie możemy już sprzedawać w Rosji. „Ponieważ z niezrozumiałych dla Arabów względów wycofaliśmy się ze sprzedaży mięsa, to oni wstrzymali też dostawy naszych owoców, które nie mają nic wspólnego z ubojem rytualnym” – powiedział.(…)

Sędziowie Trybunału dokładnie omówili wszystkie kwestie, chociażby w związku z pięcioma zdaniami odrębnymi. Odnosząc się do wyższości europejskiej ustawy o ochronie zwierząt nad ustawą dotyczącą relacji Polski z gminami żydowskimi, Trybunał uznał, że to ustawa stanowi podstawowe źródło prawa krajowego. Oznacza to, że wą tpliwości Związku Gmin Żydowskich były w pełni uzasadnione.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio / Ksenia Maćczak/magos

10.12.2014 (IAR) – Wielkie zwycięstwo rolników – tak wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie uboju rytualnego komentuje szef rolniczego OPZZ Sławomir Izdebski. Jak powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej okazuje się, że rację mieli ci, którzy na drogach domagali się przywrócenia tej formy uboju.

„Bardzo cieszymy się z tego, że ubój rytualny powrócił pytanie tylko co ze stratami, które były spowodowane przez przedstawicieli polskiego rządu?” – zastanawiał się Sławomir Izdebski.

Przewodniczący rolniczego OPZZ podkreślił, że na skutek błędnej decyzji rządu polscy rolnicy ponieśli ogromne straty. Zauważył, że wielu producentów trzody chlewnej przebranżowiło się na produkcję bydła i zaciągnęło kredyty, których po gwałtownym spadku cen żywca nie było w stanie spłacać. „To są straty gigantyczne” – ocenił rozmówca IAR.

Sławomir Izdebski ma nadzieję, że polskim producentom wołowiny uda się odzyskać większość rynków w krajach muzułmańskich utraconych po wprowadzeniu zakazu uboju rytualnego.

IAR/Tomasz Marciniuk/tk

źródło: stooq.pl

podobne: Mariusz Gierej: Rytualny ubój polskiej gospodarki i to: Konsekwencje zakazu uboju rytualnego i ASF. Dramatyczna sytuacja polskiej branży mięsnej. oraz: Rzeczpospolita: PO „płaci” za taśmy. PSL za lojalność oczekuje wzajemności i „załatwienia” kwestii janosikowego i uboju rytualnego.

Trybunał uznał, że to ustawa stanowi podstawowe źródło prawa krajowego… Miło mi to słyszeć! To naprawdę przełomowa chwila nie tylko ze względu na przywrócenie prawa do uboju rytualnego, który pozwoli naszym rolnikom na powrót zarabiać na hodowli bydła, ale przede wszystkim z powodu właściwego zaszeregowania prawa krajowego ponad „europejskim”. Dobrze jest też wiedzieć że trybunał troszczy się o wolność wyznania (mam nadzieję że z równą stanowczością będzie bronił katolicyzmu kiedy zajdzie taka potrzeba)… (Odys)

2. „Puls Biznesu” Polska: kraj biznesu z przymusu.

10.12.2014 (IAR) – W Polsce, najczęściej spośród krajów unijnych, przedsiębiorcy decydują się na założenie firmy z konieczności. Tak wynika z raportu Global Entrepreneurship Monitor przygotowanego przez polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Pisze o tym „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w gazecie, w Polsce 47 procent firm powstaje z konieczności, podczas gdy średnia unijna wynosi nieco ponad 22,5 procent. W innych krajach firmy powstają najczęściej z powodu dostrzeżenia szansy rozwojowej. Jeśli chodzi o zauważenie szans na rozwój, w europejskiej stawce Polska plasuje się na czwartym miejscu od końca. Polacy mają też większe oczekiwania od przedstawicieli innych krajów oraz częściej sądzą, że są dobrze przygotowani do biznesu.

Poza tym, jak pokazało badanie, o założeniu firmy w ciągu najbliższych 3 lat myśli 20 procent dorosłych Polaków. Trzy lata temu ten wskaźnik był o 7 punktów procentowych wyższy. 56 procent ankietowanych przyznało, że nie chce założyć firmy, ponieważ boi się porażki.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/wk

źródło: stooq.pl

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć? oraz: cynik9 o zaletach bycia niedorozwiniętym (gospodarczo) i to: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski. a także: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy. polecam również: Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. oraz: Polska gospodarka – co się opłaca a co nie. i to:  Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością

Folwark zwierzecy -  Boxer na skraju śmierci

Folwark zwierzecy – Boxer na skraju śmierci

PO cichu (1 „Ruch”em) wprowadzono przepisy o stosowaniu GMO w Polsce (UE zostawiła państwom wolną rękę). Nowy Program Rozwoju Obszarów Wiejskich okiem eksperta.


Głosowanie nr.40 odbyło sie o 10:13 dnia 28.11.2014. Poprawione sprawozdanie Komisji o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych oraz niektórych innych ustaw.

Klub poselski————————L.posłów——–ZA
PO————————————–—201————–196
PiS————————————–—132—————–0
PSL————————————–—32—————-24
SLD————————————–—32—————-0
Niezależni——————————–21—————-4
Twój Ruch——————————–16—————-1
Sprawiedliwa Polska—————–15—————0
Bezpieczeństwo i Gospodarka—–11—————-6

Ustawę przepchnięto 1 głosem. Za ustawą głosowało 231 posłow na ogólną liczbę 460.

…Patrząc na listę można powiedzieć że ustawę przepchnięto 1 Ruchem 😉  …Wracając jednak do meritum które nie jest już takie zabawne, bo GMO to poważne implikacje dla gospodarki, rolnictwa i dla naszego zdrowia należy sobie powiedzieć przede wszystkim to, że okoliczności przegłosowania nowelizacji były dość specyficzne…

„Sejm RP, podczas piątkowego bloku głosowań, uchwalił ustawę o wprowadzeniu w Polsce organizmów modyfikowanych genetycznie. Za przyjęciem ustawy opowiedziało się 231 posłów.

To, czego nie udało się osiągnąć w trakcie kolejnych podejść do przeforsowania w Polsce prawa zezwalającego na uprawy roślin genetycznie modyfikowanych, zdołano uzyskać poprzez trick ustawodawczy, wprowadzając GMO do naszego kraju niejako tylnymi drzwiami.

Jak poinformował podczas specjalnie zwołanej konferencji prof. Jan Szysko, poseł PiS, ustawa o zmianie ustawy o organizmach genetycznie modyfikowanych, nazywana przez koalicję PO-PSL mianem nowelizacji już istniejącej ustawy, jest tak naprawdę zupełnie nowym i tym samym odrębnym dokumentem, umożliwiającym produkcję żywności i pasz z organizmów GMO.”

„po cichu, POlitycy zadbali o nasze zdrowie. Nowelizacja ustawy zakłada, że system udzielania zgód na zamknięte użycie GMO zastąpi system, w którym będą wydawane „zezwolenia na prowadzenie zakładu inżynierii genetycznej oraz zgody na zamknięte użycie mikroorganizmów i organizmów genetycznie zmodyfikowanych”. „Procedowany projekt jest zgodny z ramowym programem rządu wobec organizmów GMO” – powiedziała w środę w Sejmie Krystyna Sibińska z PO. Marek Balt z SLD zwrócił uwagę, że przepisów dotyczących rejestru upraw nie konsultowano ze społeczeństwem. Według posła PiS prof. Jana Szyszko, ustawa umożliwia produkcję żywności i pasz z organizmów zmodyfikowanych genetycznie oraz zmniejsza odpowiedzialność karną za uwolnienie GMO do środowiska. „Za ewentualny wysiew nasion GMO tych wymienionych w rejestrze nie grozi już kara utraty wolności do 12 lat, ale likwidacja upraw oraz – ewentualnie – mandat” – powiedział Szyszko. Prace nad ustawą o GMO nabrały tempa w okresie wyborczym, a skandal wyborczy skutecznie odwrócił od niej uwagę opinii publicznej. „Społeczeństwo jest zajęte sprawami wyborów samorządowych, uznając że społeczeństwo nie będzie zainteresowane tym, co dzieje się w Sejmie i w efekcie przeforsowano ustawę” – uważa poseł Dariusz Bąk. Ustawę przeforsowano mimo wiedzy polityków, że większość społeczeństwa sprzeciwia się GMO. Jak widać, władza nie słucha wyborców, których rzekomo reprezentuje, lecz międzynarodowych korporacji biotechnologicznych, którym nowa ustawa o GMO jest na rękę

Tekst z portalu Prawy.pl

podobne: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji.

04.12.2014 (IAR) – Jest porozumienie między państwami członkowskimi i Parlamentem Europejskim w sprawie GMO. Negocjacje w tej sprawie zakończyły się w nocy z środy na czwartek.

Kraje członkowskie będą miały większą swobodę we wprowadzaniu zakazu upraw GMO na swoim terytorium niż dotychczas. W 2010 roku Komisja Europejska zaproponowała, aby taki zakaz mógł zostać wprowadzony nie tylko ze względów bezpieczeństwa zdrowia czy środowiska, ale także z powodów „społeczno-ekonomicznych”, czy „ochrony gleby”.

Bruksela z zadowoleniem przyjęła porozumienie Rady i Parlamentu w tej sprawie uznając, że wychodzi ono naprzeciw oczekiwaniom państw członkowskich by miały one decydujące zdanie w sprawie upraw GMO. „Ten tekst jest zgodny z zobowiązaniami przedstawionymi przez przewodniczącego Komisji (Jean Claude) Junckera w jego wytycznych politycznych. Ta Komisja chce dać decyzjom demokratycznie wybranych rządów tę samą wagę co naukowcom w sprawach związanych z żywnością i środowiskiem, które są tak ważne jak uprawy GMO- i które dotyczą europejskich konsumentów.” – powiedział rzecznik Komisji Enrico Brivio.

Zawarte porozumienie musi być jeszcze formalnie przyjęte przez Radę i Parlament . Komisja Europejska liczy na to, że uda się to zrobić w ciągu najbliższych tygodni tak , aby nowe zasady zaczęły obowiązywać od 2015 roku.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

podobne: 19 krajów UE (przeciw 5) apeluje o niedopuszczenie do uprawy kukurydzy GMO, ale to za mało.

Nowy Program Rozwoju Obszarów Wiejskich okiem eksperta.

29.11.2014 (IAR) – Nowy Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 budzi kontrowersje – uważa Sławomir Dudziak z PKO Leasing. Choć kształt dokumentu musi zatwierdzić jeszcze Komisja Europejska, prognozowane zapisy niepokoją eksperta.

Dudziak krytykuje współczynnik SO określający wielkość ekonomiczną gospodarstw. Od jego wysokości zależeć będzie wartość unijnej pomocy. Wsparciem mają być objęte gospodarstwa o wielkości co najmniej 10 tysięcy SO. Oznacza to obowiązek uzyskania rocznego przychodu wynoszącego minimum 10 tysięcy euro. Część rolników będzie więc zmuszona do powiększenia swojego areału. Unia nie chce dotować zaś gospodarstw powyżej 200 tysięcy SO – tutaj duże podmioty o zbliżonym pułapie mogą więc hamować produkcję Ekspert skrytykował też pomysł resortu rolnictwa, aby faworyzować plany inwestycyjne grup rolników kosztem pojedynczych projektów. Dzisiejsze biznesplany rolnicze, Dudziak porównał z tymi obowiązującymi w każdej innej branży. Pomysł, przydatność i umiejętna realizacja powinny więc być jedynym kryterium przy ocenie planów wnioskujących o wsparcie.

Na realizację PROW w latach 2014-2020 przeznaczonych będzie 13,5 miliarda euro. Większość tej kwoty to środki unijne.

Program ma trzy cele strategiczne i sześć priorytetów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/nyg

źródło: stooq.pl

…no cóż, nie trzeba być ekspertem żeby wiedzieć do czego doprowadzą tego rodzaju zapisy. Umacnianie monopolu istniejących już na rynku grup producenckich i dalsza pauperyzacja małych gospodarstw… O czym już wspominałem tu: UE w poszukiwaniu budżetu na 2015. Polscy rolnicy stracą pieniądze. Komisja Europejska zgłasza poprawki do PROW (małe gospodarstwa bez pomocy) i tu: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego.

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

UE w poszukiwaniu budżetu na 2015 rabuje polską wieś. Na celowniku grupy producenckie, branża mleczarska i małe gospodarstwa.


1. UE – w poszukiwaniu budżetu na 2015.

18.11.2014 (IAR) – Unia Europejska stoi w obliczu kryzysu budżetowego. Dotychczasowe negocjacje w sprawie wydatków na przyszły rok nie przyniosły rezultaty. Komisja Europejska ma w najbliższych dniach przygotować nowy projekt budżetu. Rozpoczyna się więc wyścig z czasem. Chodzi o to, by uniknąć problemów z tak zwanym budżetem prowizorycznym od stycznia.

Tradycyjnie już Parlament Europejski chce zwiększyć wydatki w unijnej kasie, a kraje członkowskie chcą je ograniczyć. I tak jak w poprzednich latach, nowy budżet jest zakładnikiem poprzedniego. Europosłowie chcą najpierw załatania tegorocznej dziury budżetowej zanim dadzą światło dla wydatków na 2015 rok. Unijne rządy tymczasem nie zgadzają się na zwiększenie swoich składek do budżetu i uważają, że trzeba szukać oszczędności. „Mamy nadzieję, że znajdziemy rozwiązanie, które zadowoli wszystkich” – powiedział rzecznik Komisji Jakub Adamowicz.

Kompromis powinien być osiągnięty do końca grudnia. W przeciwnym razie, od nowego roku Unia Europejska będzie miała budżet prowizoryczny. Co miesiąc będą ustalane sztywne wydatki, których nie będzie można przekroczyć. A to oznacza problemy dla odbiorców unijnych funduszy, realizujących duże projekty. W budżecie może bowiem zabraknąć pieniędzy, jeśli przyślą do Brukseli wysokie rachunki domagając się zwrotu z unijnej kasy.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mcm/

podobne: Zrzutka na dziurę w unijnej kasie. Nowelizacja budżetu na 2013. oraz:  UE: Porozumienie ws. budżetu na 2015 rok. Juncker za unią energetyczną. Transatlantycki wymiar unijnej energetyki. Hiszpania: dziurawe autostrady

…szukanie oszczędności odbije się oczywiście czkawką dla polskich rolników…

2. Polscy rolnicy stracą pieniądze z UE. Komisja Europejska zgłasza poprawki do PROWPolska pominięta przy rekompensatach z UE za mleko.

14.11.2014 (IAR) – Polscy rolnicy stracą unijne pieniądze? Chodzi o ponad 77 milionów euro. Komisja Europejska ma zastrzeżenia do 25 procent funduszy wypłaconych grupom producenckim w 2013 roku.

Polska w ubiegłym roku była największym beneficjentem unijnych funduszy dla grup producentów. Przydzielono jej z unijnej kasy ponad 300 milionów euro, co stanowiło prawie 90 procent wydatków. Unijni kontrolerzy mają jednak zastrzeżenia do sposobu przydzielania środków grupom, które powstawały bez odpowiedniej weryfikacji. Polska została poproszona o przedstawienie planu naprawy błędów, kontroli grup producenckich oraz odzyskania niesłusznie przyznanych funduszy. W związku z brakiem odpowiedniej analizy problemów i działań Bruksela już we wrześniu przedstawiła propozycję zawieszenia 25 procent przyszłych wydatków. Negocjacje w tej sprawie są kontynuowane

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. oraz: Mariusz Gierej: Rytualny ubój polskiej gospodarki

15.11.2014 (IAR) – Komisja Europejska chce poprawek w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020. Do polskiej wersji projektu zgłosiła ich ponad 230.

Program ma być jednak zatwierdzony jeszcze w listopadzie.

Najważniejszą zmianą proponowaną przez Komisję jest zwiększenie powierzchni małego gospodarstwa mogącego skorzystać z pomocy. „Reguluje to współczynnik SO czyli jego wielkość ekonomiczna” – wyjaśnia minister rolnictwa, Marek Sawicki. KE chce, by wsparciem były objęte gospodarstwa o wielkości co najmniej 10 tysięcy SO. Oznacza to obowiązek uzyskania rocznego przychodu wynoszącego minimum 10 tysięcy euro. W praktyce dotyczy to obszarów o powierzchni co najmniej 10 hektarów. Wsparcie ma wynieść 60 tysięcy złotych.

Jak przekonuje Sawicki, warto ubiegać się o środki wspólnie z sąsiadami. Takie działanie zwiększa szansę zakupu maszyn rolniczych czy urządzeń do przetwórstwa rolnego.” Dodatkowo, istnieją plany rozporządzeń, które mają faworyzować tego typu inicjatywy” – kończy Sawicki.

Na realizację PROW w latach 2014-2020 przeznaczonych będzie 13,5 miliarda euro. Większość tej kwoty to środki unijne.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/dyd

polecam również: Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę oraz: Mit “unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą! i to: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu.

20.11.2014 (IAR) – Polska pominięta przy wypłacie unijnych rekompensat za mleko w związku z rosyjskim embargiem. Komisja Europejska przyznała odszkodowania krajom bałtyckim, rozmawia także z Finlandią. Polska, choć zabiegała o pomoc, raczej nie ma na nią szans.

28 milionów euro – tyle pieniędzy z unijnego budżetu otrzymają producenci mleka z trzech krajów bałtyckich. „Rynki mleczne na Łotwie, Litwie i w Estonii najbardziej ucierpiały w wyniku rosyjskiego embarga” – tłumaczył decyzję komisarz do spraw rolnictwa Phil Hogan. Z danych Komisji wynika, że również w Finlandii nastąpił znaczny spadek cen. Dlatego i rząd w Helsinkach może liczyć na unijne wsparcie, a rozmowy w tej sprawie są właśnie prowadzone.

Straty w Polsce, choć duże – jak powiedział Polskiemu Radiu jeden z urzędników – to są mniejsze w porównaniu z krajami bałtyckimi, czy Finlandią. Takie jest oficjalne stanowisko Komisji i trudno z nim polemizować, ale dochodzą jeszcze nieoficjalne komentarze niektórych urzędników – to kara za aferę z zawyżonymi wnioskami dotyczącymi rekompensat dla producentów owoców i warzyw.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mcm/

…a jeszcze nie tak dawno Sawicki mówił o łagodnym potraktowaniu producentów mleka. Wyszło jak zwykle.

podobne: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników

źródło stooq.pl

polecam również: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

Paweł Kuczyński - eurokołchoz

Paweł Kuczyński – eurokołchoz

Atak euro i polosocjalizmu. Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Będzie wspólny protest przewoźników i sadowników?


W jednym dniu usłyszeliśmy dwie złe wiadomości mówiące o kolejnych szaleństwach eurosocjalistów i socjalistów rodzimych. Przedsiębiorcy mają dość regulacji i zdzierstwa podatkowego i protestują.

W ramach ekoterrorystycznego szału Unii Europejskiej od nowego roku ceny paliwa dla statków na Morzu Bałtyckim mogą wzrosnąć o 40 procent. To wynik tego, że w życie wchodzi unijna dyrektywa, która ogranicza zawartość siarki w paliwach używanych przez statki na Bałtyku i Morzu Północnym do 0,1 procenta.

Z kolei Sejm uchwalił ustawę, która wprowadza nową koncesję – na obrót węglem z zagranicy. Ustawa utrudnia też import węgla do Polski przez wprowadzenie systemu zabezpieczeń majątkowych, jakie mają składać importerzy. Ponadto ustawa zwiększa o 40 etatów ilość urzędasów w Urzędzie Regulacji Energetyki, na co podatnicy wydadzą 4 mln zł rocznie. Za uchwaleniem nowelizacji głosowało 435 posłów. Tylko dwaj posłowie zagłosowali inaczej. Przeciw była Anna Grodzka z Partii Zielonych, a Przemysław Wipler, poseł KNP, wstrzymał się od głosu.

W kogo uderzają euro- i polosocjaliści? Bezpośrednio w przedsiębiorców, którym utrudnia się prowadzenie działalności gospodarczej i podnosi jej koszty, a pośrednio w konsumentów, którzy pozostają na samym końcu gospodarczego łańcucha pokarmowego i za to wszystko będą musieli ostatecznie zapłacić z własnej kieszeni. Szacuje się, że w rezultacie droższego paliwa dla statków dojdzie do kilkunastoprocentowej podwyżki cen frachtu i biletów na promy. Natomiast utrudnienie importu węgla to uderzenie w sektor energetyczny, któremu trudniej będzie kupić tańszy węgiel z zagranicy i w efekcie więcej za prąd zapłacą i Polacy prywatnie, i polskie firmy.

W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że przedsiębiorcy mają dość i około 200 właścicieli małych i średnich firm protestowało przed Sejmem przeciwko antyrynkowej polityce rządu PO-PSL. Jak poinformowało Polskie Radio, przedsiębiorcy żądali wprowadzenia ułatwień w funkcjonowaniu małych i średnich przedsiębiorstw, w tym m.in. zmiany sposobu rozliczania faktur i podniesienia kwoty wolnej od podatku, zmian w zasadach opłacania ZUS-u, ograniczenia uprawnień urzędników skarbowych, którzy dostają premie za wystawianie mandatów oraz uproszczenia przepisów.”

Tomasz Cukiernik za nczas.com

podobne: Tani węgiel solą w oku lobby górniczego. POwszechna zgoda na komunizację (certyfikaty jakości, koncesje) branży i dopłacanie do interesu za pieniądze podatników. oraz: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. i to: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? polecam również: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rząduBędzie wspólny protest przewoźników i sadowników?

07.11.2014 (IAR) -Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Przed Sejmem około stu właścicieli małych i średnich firm domagało się zmiany polityki rządu wobec tego typu firm.

Protestujący w trakcie manifestacji podpalili kukły premier Ewy Kopacz oraz ministra finansów.

Piotr Surmacki organizator protestu wyjaśniał, że przedsiębiorcy oczekują od rządu wprowadzenia ułatwień w funkcjonowaniu małych i średnich przedsiębiorstw i przedstawił kilka postulatów. Właściciele firm domagają się między innymi zmiany sposobu rozliczania faktur i podniesienia kwoty wolnej od podatku – mówili, że w Polsce jest ona najniższa – 3 tysiące złotych w Anglii 10 tysięcy funtów. Przedsiębiorcy domagają się również zmian w zasadach opłacania ZUS-u, oraz ograniczenia uprawnień urzędników skarbowych, którzy mają premie za wystawianie mandatów właścicielom firm.

Dominik Chernik podkreślał, że przedsiębiorcy chcą też, by Urzędy Skarbowe mogły sprawdzać ich dokumenty za krótszy niż do tej pory okres. Obecnie urzędnicy mogą kontrolować dokumenty za okres pięciu lat i dowolnie interpretować przepisy, tymczasem właściciele firm chcą, by ten okres skrócić do roku. Ponadto oczekują też uproszczenia przepisów dotyczących działalności.

Właściciele firm skarżyli się także na to, że są traktowani jak złodzieje i potencjalni oszuści, że nie są szanowani choć stwarzają aż 80 procent miejsc pracy w Polsce.

Przedsiębiorcy podkreślali, że górnictwo to tylko 3 procent polskiego PKB, a małe i średnie firmy to 67. Dlatego pytają „dlaczego rząd godzi się na dokładanie pieniędzy do kopalń, a przedsiębiorcom rzuca kłody pod nogi?”.

Przedsiębiorcy złożyli też w kancelarii Sejmu petycję ze swoimi postulatami.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/sk

podobne: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? oraz: Kosztowna głupota. Nacjonalizacja rynku podręczników doprowadzi do bankructwa wielu przedsiębiorców, a dzieci stracą możliwość nauki z lepszych książek. i to: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy. polecam również: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. a także: Rostowski vs. gospodarka…10 POtężnych ciosów dla przedsiębiorców polecam również: Dla złodziei figa z makiem – MISie mówią dośc!

10.11.2014 (IAR) – Przewoźnicy liczą milionowe straty i tracą cierpliwość. Od kilku miesięcy, po wprowadzeniu rosyjskiego embarga na unijne produkty, nasza sytuacja stale się pogarsza, a rząd nie reaguje – alarmują transportowcy i nie wykluczają wspólnych protestów z sadownikami.

Prezes Ogólnokrajowego Stowarzyszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych i Spedytorów „Podlasie” Waldemar Jaszczur powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że decyzja o dołączeniu do protestów może zapaść jeszcze w tym tygodniu.

Waldemar Jaszczur zwrócił uwagę, że problemy przewoźników mogą przełożyć się wkrótce na rynek pracy. „Tysiące kierowców, spedytorów i dyspozytorów, ludzi bezpośrednio i pośrednio związanych z naszą branżą tracą miejsca pracy” – alarmował rozmówca IAR. Podkreślił, że we wszystkich firmach tendencja jest taka, aby redukować zatrudnienie i sprzedawać zalegające na parkingach pojazdy, które generują koszty i od których przewoźnicy muszą płacić podatki.

Z niepokojem sytuację obserwują mieszkańcy regionów, w których szczególnie dużo jest firm transportowych. Do takich należy powiat łukowski na Lubelszczyźnie – przyznaje starosta Janusz Kozioł. Zwrócił uwagę, że tylko w gminie Trzebieszów funkcjonuje kilkadziesiąt firm, z których każda posiada kilkanaście lub kilkadziesiąt samochodów ciężarowych.

Polska jest liderem drogowych przewozów transportowych w Europie. Flota polskich przewoźników liczy ponad 150 tysięcy aut.

IAR/Tomasz Marciniuk/buch

źródło: stooq.pl

podobne: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

zamiast komentarza cytat:

…Oto właściciele ziemscy – na czym im zależy? By ziemia była płodna, a pogoda sprzyjająca. Ale co z tego wynika? Że zboża będzie pod dostatkiem, a cena się obniży, a więc zyskają na tym ci, którzy nie mieli majątku. Oto producenci – o czym nieustannie myślą? Aby udoskonalać swoją pracę, zwiększać moc maszyn, zdobywać surowce na jak najlepszych warunkach. A do czego to wszystko prowadzi? Do obfitości i niskiej ceny produktów, to znaczy, że wszystkie wysiłki podejmowane przez producenta, który się tego nawet nie domyśla, przekształcają się w zysk konsumenta, którym także ty jesteś. To samo dotyczy wszystkich zawodów. Co więcej, także kapitaliści podlegają temu prawu. Oni są bardzo zajęci zarabianiem pieniędzy, oszczędzaniem, czerpaniem korzyści z tego wszystkiego, co robią. To bardzo dobrze, ale im większy sukces odnoszą, tym bardziej przyczyniają się do zwiększania kapitałów i siłą rzeczy do obniżania procentu. A kto czerpie korzyść z obniżania procentu? Czyż najpierw nie pożyczkobiorcy, a w końcu konsumenci produktów, które są wytwarzane dzięki kapitałom? Nie ma zatem wątpliwości, że końcowy rezultat wysiłków każdej klasy to dobro wspólne wszystkich klas….” (Frédéric Bastiat)

Frederic Bastiat socjalizm

Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.


1.„Puls Biznesu” Polski ziemniak w odwrocieRadom: finansowy dramat sadowników. Pomoc dla producentów porzeczek i wiśniProducenci trzody piszą list do premier

08.10.2014 (IAR) – Rolnicy załamują ręce – ceny ziemniaków są dramatycznie niskie, a konsumpcja tych warzyw od wielu lat spada. W dodatku polskie kartofle przegrywają konkurencję z tymi z zachodu Europy. Pisze o tym „Puls Biznesu”.

We wrześniu kilogram ziemniaków kosztował w skupie 37 groszy, w porównaniu z 82 groszami w 2013 roku. Według Wiesława Dzwonkowskiego z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, ceny są tak niskie, bo wielu sezonowych rolników zdecydowało się uprawiać w tym roku kartofle ze względu na dobrą cenę z roku poprzedniego.

Z kolei w Europie Zachodniej mamy do czynienia z nadwyżkami ziemniaków, których część prawdopodobnie trafi do Polski. Sytuację pogarsza fakt, że nasze kartofle nie są konkurencyjne cenowo wobec tych pochodzących z Zachodu.

Zdaniem Wiesława Dzwonowskiego, przyczyną tych wszystkich negatywnych zjawisk jest niezorganizowany rynek – brakuje silnej organizacji zrzeszającej producentów, polscy rolnicy mają też problemy z dostarczaniem większej ilości wystandaryzowanego towaru i konkretnych odmian.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Puls Biznesu/md/dabr

13.10.2014 (IAR) – Rosyjskie embargo i zbyt niskie ceny skupu owoców pogłębiły kłopoty polskich rolników. Wiele gospodarstw sadowniczych stanęło przed widmem bankructwa. W tak trudnej sytuacji unijne wsparcie finansowe jest niewystarczające.

Równie źle nie było od kilkunastu lat. Cena za kilogram jabłek przemysłowych to 10 groszy, deserowych – pół złotego. Sytuacja jest dramatyczna, a jak mówi prezes Związku Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej, poseł PSL Mirosław Maliszewski, na unijną pomoc na razie nie ma co liczyć.

Po pierwsze – proponowane rekompensaty były zbyt niskie, a po drugie – ich wypłata miałaby nastąpić za późno. Zdaniem Maliszewskiego, oznacza to, że polscy rolnicy są dyskryminowani, a unijna solidarność istnieje tylko w teorii.

Sadownicy, którzy rocznie sprzedawali do Rosji około 900 tysięcy ton jabłek, próbowali znaleźć nowe rynki zbytu. Niestety, żaden inny nie jest w stanie przyjąć takiej ilości polskich owoców.

O sukcesie będzie można będzie można mówić,jeśli uda się sprzedać albo zagospodarować chociaż połowę tego, co dotąd wysyłano na Wschód.

utro rano sadownicy zablokują drogę krajową numer 50. Będą częstować kierowców sokiem i jabłkami. Protest ma zwrócić uwagę na trudną sytuację, w której znalazło się polskie rolnictwo.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Anna Orzeł/hk/dabr

podobne: KE ogłosiła wsparcie dla rolników (będzie płacić za marnotrawstwo). Eksperci o eksporcie polskich owoców do USA. Reeksport polskiej żywności do Rosji. Białoruś zniosła zakaz importu bydła.

14.10.2014 (IAR) – Do 15 października producenci czarnych porzeczek i wiśni mogą wnioskować o pomoc finansową. Wsparcie zostało uruchomione z powodu załamania cen skupu tych owoców.

Dokumenty należy składać do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Wysokość wsparcia wynosi 410 złotych za jeden hektar upraw i będzie wypłacana w formie pomocy de minimis. Oznacza to, że łączna wartość wsparcia nie może przekroczyć w ciągu trzech ostatnich lat równowartości 15 tysięcy euro.

IAR/ARiMR/łp/dabr

podobne: Rosja może zakazać importu z Polski owoców, warzyw i jagód oraz: Kłopoty plantatorów owoców i hodowców świń (Ukraina znów zamyka granicę dla polskiej wieprzowiny). KE uznała pomoc publiczną dla LOTu za legalną. Koniec z najniższą ceną (w przetargach i płacach).

13.10.2014 (IAR) – Rolnicy i producenci z branży mięsnej piszą list do Ewy Kopacz. W tym tygodniu na biurku premier ma się znaleźć apel o skuteczną walkę z afrykańskim pomorem świń.

W liście do którego dotarła Informacyjna Agencja Radiowa znajduje się prośba o utworzenie specjalnego sztabu kryzysowego, na którego czele miałaby stanąć Ewa Kopacz.

Witold Choiński szef związku Polskiego Mięso przekonuje w rozmowie IAR, że minęło już 7 miesięcy od wystąpienia pierwszych przypadków afrykańskiego pomoru świń u dzików i nadal nie udało się ograniczyć częstotliwości występowania choroby.

Ekspert tłumaczy, że potrzebna jest jedna osoba, która będzie miała kompetencje ministra rolnictwa, środowiska czy administracji i dzięki temu szybciej można będzie sobie poradzić z chorobą.

Witold Choiński podkreśla, że przez ogniska choroby traci cała branża nie mogąc eksportować mięsa do wielu krajów. Dlatego zdaniem sygnatariuszy listu potrzeba jest specjalna ustawa o bioasekuracji.” Dzięki niej będzie można zlikwidować małe gospodarstwa na ternie zagrożonym pomorem świń i wypłacić rekompensaty za nie hodowanie trzody na przykład przez następne trzy lata. ” – proponuje związek Polskie Mięso.

We wrześniu Agencja Rynku Rolnego zakończyła wypłatę rekompensat dla hodowców trzody z tytułu strat poniesionych w wyniku pojawienia się w naszym kraju choroby afrykańskiego pomoru świń u dzików. Łącznie Agencja wypłaciła producentom całą przyznaną przez Komisję Europejską kwotę wsparcia w wysokości prawie 7 milionów złotych.

Związek Polskie Mięso szacuje jednak, że przez ogniska choroby i zamknięcie rynków eksportowych producenci tracą dziennie nawet 3 miliony złotych. W liście do premier rolnicy piszą, że w dłuższej perspektywie brak skutecznej walki z afrykańskim pomorem świń może oznaczać utratę inwentarza wartego nawet 20 miliardów złotych.

IAR/ Tomasz Majka/mitro/

Podobne: Świńskiego baletu ciąg dalszy. Austriackie mięso wjeżdża do Rosji. „Szybka” pomoc dla Polski. Wszyscy udają że to przez ASF. oraz: Chiny wstrzymały import polskiej wieprzowiny.

2. Sawicki: Polska chce dodatkowego wsparcia dla rynku mleka w związku z embargiem. Ponad połowa wniosków o rekompensaty zostanie wycofanaJarubas: UE nie radzi sobie z embargiem.

13.10.2014 (IAR) – Polska chce podniesienia cen interwencyjnych na rynku mleka i dopłat do eksportu w związku z rosyjskim embargiem. Wniosek w tej sprawie przedstawił dziś minister Marek Sawicki podczas spotkania szefów resortów rolnictwa Unii w Luksemburgu. W przyszłym tygodniu tematem mogą się zająć też unijni eksperci ds. rolnych.

Największy problem mają w tym zakresie kraje bałtyckie, które są najbardziej uzależnione od eksportu produktów mleczarskich do Rosji. Jak powiedział jednak minister Sawicki, polscy producenci także potrzebują pomocy. „Bałtowie chcą dodatkowych dopłat do produkcji mleka, bo tam ceny spady poniżej cen interwencyjnych, my wsparliśmy Bałtów, jednocześnie informując o tym, że na polskim rynku mleczarskim też mamy do czynienia z dużym spadkiem cen i polski wniosek w tej sprawie był rozpatrywany w zakresie zmian cen interwencyjnych w tym sektorze oraz ewentualnie dopłat do eksportu” – powiedział Marek Sawicki.

Minister zwrócił jednocześnie uwagę, że kraje członkowskie są bardzo podzielone co do konieczności podejmowania dodatkowych działań w związku z embargiem. „Odchodzący komisarz jasnych propozycji nie składa. Wśród państw członkowskich jest kilka państw liderów: Polska, Francja, Niemcy, kraje bałtyckie, Hiszpania, ale porozumienia między nami nie ma i stąd problem, co może być lub nie podjęte w tych sprawach” – dodał minister.

Według danych Komisji Europejskiej, na Litwie, Łotwie i w Estonii ceny mleka, m.in. z powodu rosyjskiego embarga, spadły o 20-25 procent. To właśnie te państwa oraz Finlandia tradycyjnie eksportują ponad 15% swoich produktów mlecznych do Rosji. W innych krajach, które nie są tak uzależnione od rynku rosyjskiego, odnotowywano znacznie mniejszy spadek cen lub nawet niewielki ich wzrost.

IAR/Magdalena Skajewska/Luksemburg/em/

podobne: Jak nie ASF to „pałeczki”. Rosja zabroniła importu produktów polskiej Mlekovity.

W innych krajach, które nie są tak uzależnione od rynku rosyjskiego, odnotowywano znacznie mniejszy spadek cen lub nawet niewielki ich wzrost… wniosek prosty – Rosja kompensuje sobie embargo jakie nałożyła na kraje „bliskiej zagranicy” importem z innych krajów UE, ergo „solidarności” i skoordynowania działań UE na tym polu jak nie było tak nie będzie! Czemu zresztą trudno się dziwić a można się dziwić wyłącznie tym krajom, które pozwoliły wepchnąć się jak dzieci w hucpę własnym kosztem. Mało tego! Warto wspomnieć że niektóre kraje (i znowu na pierwszym miejscu Polska) oberwą za „nadprodukcję mleka” – Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników (Odys)

07.10.2014 (IAR) – Większość wniosków polskich rolników o unijne rekompensaty, które zostały złożone w ramach pierwszego pakietu unijnego wsparcia zostanie wycofana. Tak uważa minister rolnictwa Marek Sawicki. Minister wziął dziś udział w Europejskim Kongresie Rolników 2014 w Brukseli.

Pod koniec sierpnia Komisja Europejska przeznaczyła 125 milionów euro na wsparcie dla rolników dotkniętych przez rosyjskie embargo. Program został jednak zawieszony ze względu na zbyt duże zapotrzebowanie na pomoc, głównie z Polski. Warszawa obecnie prowadzi kontrolę wniosków.

Zdaniem ministra Sawickiego większość rolników, która początkowo zwróciła się o pomoc, teraz się z tego wycofuje ze względu na niskie stawki wycofania produktów z rynku, zaproponowane przez Brukselę. „Z pewnością będzie to więcej niż połowa tych, którzy zgłosili się wstępnie, bo rolnicy byli przekonani, że stawki wycofania będą przynajmniej stawkami pokrywającymi koszty produkcji, a te stawki są zdecydowanie poniżej” – powiedział dziennikarzom Sawicki.

Według ministra Sawickiego zasady udzielania pomocy zaproponowanej przez Komisję Europejską są niesprawiedliwe. Jak tłumaczy minister, chodzi przede wszystkim o podział rolników na zrzeszonych i niezrzeszonych. Ci, którzy należą do organizacji producenckich mogą bowiem liczyć na wyższą pomoc. „Gdyby wycofanie produktów z rynku było rekompensowane tak jak dla organizacji to z pewnością tych wycofań byłoby zdecydowanie więcej, ale jeśli rolnicy dowiedzieli się, że za wycofanie papryki czy pomidorów dostaną 7 – 8 eurocentów to jest to zbyt cenna praca za takie marne pieniądze” – dodał minister.

Na razie Polska skontrolowała 80 procent złożonych w wniosków o rekompensaty. Kontrola ma zostać zakończona do 15 października. Następnie informacja w tej sprawie zostanie przesłana do Komisji Europejskiej. Tymczasem w przyszły poniedziałek,podczas spotkania w Luksemburgu, unijni ministrowie rolnictwa rozmawiać będą ponownie o rosyjskim embargu oraz jego skutkach na unijny rynek.

IAR/Magdalena Skajewska.Bruksela/mcm/

podobne:  Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty

14.10.2014 (IAR) – Unia Europejska nie radzi sobie z rosyjskim embargiem – uważa wiceprezes PSL. Adam Jarubas krytykował w radiowej Jedynce utylizowanie niesprzedanej żywności.

W opinii marszałka województwa świętokrzyskiego, mechanizm radzenia sobie z kryzysem po ogłoszeniu restrykcji przez Rosję jest nie do przyjęcia. Adam Jarubas ocenia, że pomysł niszczenia żywności jest trudny psychologicznie dla rolników. Lepiej byłoby skierować ją do krajów potrzebujących.

Gość Jedynki uważa, że polscy rolnicy powinni jednoczyć się w grupy producenckie, bo w ten sposób lepiej wykorzystają unijną pomoc dla objętych embargiem. Marszałek Jarubas podkreślił, że Unia bardziej premiuje grupy niż rolników indywidualnych. Ponadto, dzięki jednoczeniu się większa część dochodów będzie w rękach rolników.

Dziś Związek Sadowników RP zapowiada protest przeciwko niskim cenom owoców w skupie i pogłębiającym się kryzysie na rynku. Protest ma odbyć się w Mszczonowie niedaleko Warszawy

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/PR1/to/dabr

…jak to było za komuny? Nie ma to jak w kolektywach! Inaczej paszoł won kułaku! 🙂 Kiedy pcha się łapy w rynek i „reguluje” się go setkami przepisów to nic dziwnego że w wypadku pewnych nieprzewidzianych okoliczności (choć w tym wypadku uważam że problemy były całkowicie przewidywalne) rynek nie jest w stanie sobie z nimi poradzić, gdyż masa przepisów uniemożliwia niestandardowe posunięcia mało tego przewidując za takie posunięcia kary finansowe. Po drugie, w takim systemie (centralnego sterowania i rozdawnictwa publicznego grosza) koszty owych kłopotów rozlewają się w sposób niekontrolowany i całkowicie nienaturalny na inne podmioty, poszerzając promień rażenia i czyniąc niezdolną do walki z kryzysem całą branżę a za nimi inne pokrewne. Zamiast naturalnego bankructwa kilku firm (najmniej nieporadnych), kłopoty są „sprawiedliwie” rozdzielane niemal na wszystkich przez co obserwujemy nienaturalne kłopoty całej branży. Pomijam tu milczeniem złodziejską tendencję do „ratowania” czyjegokolwiek biznesu z pieniędzy podatników – każdy by tak chciał! Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną.

Co do polskich grup producenckich i sabotowania ich przez unijnych polityków to polecam lekturę: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. gdyż nie jest to do końca wina UE, w każdym bądź razie „ktoś” jej pomógł. Co w skrócie wyglądało tak, że skoro wsparcie przysługuje niemal wyłącznie grupom producenckim, to wystarczy wprowadzić przepisy utrudniające ich powstawanie (przyczyniając się jednocześnie do zabezpieczenia pewnym podmiotom monopolu na rynku) a już ewentualne wsparcie będzie dotyczyło tylko wybrańców (nie ma głowy nie ma bólu 😉 ) – tak działa Unia Europejska i po to została stworzona żeby zniszczyć konkurencję… (Odys)

3. Spadają ceny żywności.

13.10.2014 (IAR) – Dobre informacje dla konsumentów, złe dla rolników i hodowców. Zapowiada się dalszy spadek cen detalicznych żywności. Tak ocena w swoim najnowszym raporcie Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Analitycy twierdzą, że dzieje się tak za sprawą dobrych zbiorów roślin oraz większą podaż produktów zwierzęcych. Na spadające ceny ma jednak także wpływ rosyjskie embargo na produkty spożywcze z Polski. Eksperci Instytutu ostrzegają, że zapowiada to trudny rok nie tylko dla producentów rolnych, ale również dla przetwórców. Obecnie ceny żywności spadają najmocniej od 11 lat.

Polacy przeznaczają na żywność około jednej czwartej swoich budżetów domowych, podczas gdy Czesi – 17 procent a Brytyjczycy – 11 procent.

IAR/ Tomasz Majka i wcześn.mitro/

podobne: Preferencje unijne dla żywności z Ukrainy (bez wzajemności). Polskie środowiska producentów spokojne.

Pytanie za milion gdzie i komu te ceny spadają!… Kto odczuł realnie że płaci mniej za żywność ręka do góry… Z pewnością drastycznie spadły ceny skupu hurtowego surowca (niektórych nawet o kilkadziesiąt procent jak skarżą się rolnicy), ale czy przełożyło się to w jakiś sposób na cenę poszczególnych produktów przetworzonych w sklepach? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć każdy jeden konsument. Ja osobiście śmiem w to wątpić zwłaszcza że na polskim rynku żądzą wielkie koncerny spożywcze które zbytnio ze sobą nie konkurują bo podzieliły między siebie rynek i cieszą się monopolem. Osobiście doskonale wiem ile płaciłem za żywność kilka miesięcy temu a ile płacę obecnie i nikt mi nie wmówi że płacę mniej 🙂 takie są fakty… (Odys)

4. Rosja uderza w polskich eksporterówPrzewoźnicy oburzeni rosyjskimi ograniczeniami.

10.10.2014 (IAR) – Moskwa wprowadziła embargo na reeksport polskiej produkcji roślinnej. Decyzja Federalnej Agencji Nadzoru Weterynaryjno i Fitosanitarnego obowiązuje już od 6 października, ale dopiero dziś poinformowały o niej rosyjskie media.

Rosyjscy inspektorzy oskarżyli Polskę, że pod przykrywką reeksportu wysyła do Rosji swoje towary objęte embargiem. Rzecznika Rossielhoznadzoru Julia Trofimowa tłumaczy, że chodzi o towary, które były wyprodukowane w innych krajach i przeładowywane w Polsce, przed dalszą drogą do Rosji. Urzędniczka twierdzi, że ujawniono przypadki, że pod przykrywką takich właśnie towarów, polscy eksporterzy wysyłali do Rosji rodzimą produkcję.

Zakaz reeksportu z Polski dotyczy całej produkcji roślinnej, a także nasion. Tego typu zakaz najbardziej uderza w polskich przewoźników oraz węzły przeładunkowe. Zgodnie z decyzją Rossielhoznadzoru, teraz owoce, warzywa i nasiona, które jadą do Rosji nie mogą być przewożone przez terytorium naszego kraju.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mcm/

10.10.2014 (IAR) – Polscy przewoźnicy oburzeni nowymi, rosyjskimi ograniczeniami. Służby sanitarne Federacji wprowadziły embargo na reeksport żywności z Polski. Chodzi o warzywa i owoce, które były tylko transportowane przez nasz kraj.

Rosjanie twierdzą, że dochodziło do fałszowania dokumentów i na teren Federacji trafiały polskie wyroby, które już wcześniej zostały objęte embargiem. Ta decyzja to cios w polskie firmy transportowe. Prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowy Jan Buczek nie kryje oburzenia. Jego zdaniem jesteśmy świadkami brutalnego przejmowania rynku. Zaznaczył on, że rosyjskie firmy transportowe mają o wiele gorszą markę, niż polskie. Chodzi przede wszystkim o ubogie kontakty handlowe. Tracą na tym przede wszystkim polscy transportowcy, którzy przez wiele lat tworzyli sieć handlową.

Nowy zakaz obowiązuje od szóstego października, ale rosyjskie służby prasowe dopiero dziś poinformowały o jego wprowadzeniu. Jan Buczek uważa, że sprawą powinien się zająć polski rząd. Prezes podkreślił, że transportowcy nie mają kontaktów z rosyjskimi służbami, odpowiedzialnymi za wprowadzenie ograniczeń. Proszą więc ministra spraw zagranicznych oraz premier Ewę Kopacz o pomoc.

Buczek zaznaczył, że w tej chwili trudno oszacować straty spowodowane rosyjskim embargiem. Od kilku tygodni trwają rozmowy między przewoźnikami, a urzędnikami w sprawie ewentualnych rekompensat. Nie ma jednak żadnych ustaleń w tej sprawie.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak / gaj

podobne: Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. oraz: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny)

5. Rosyjski rynek zalewają białoruskie towary.

13.10.2014 (IAR) – Białoruskie towary zaczynają dominować na rosyjskim rynku spożywczym. Tak wynika z analizy przeprowadzonej przez dziennik „Moskiewski Komsomolec”. Stołeczna gazeta żartuje, że „białoruski zając napadł na rosyjski rynek”. Dowcip odnosi się do niedawnej wypowiedzi białoruskiego ministra rolnictwa Leonida Zajaca, który zapewnił, że jego kraj jest w stanie zapełnić pułki sklepowe w Rosji, białoruskimi towarami.

„Moskiewski Komsomolec” zwraca jednak uwagę, że dostarczane towary nie są od początku do końca wytwarzane na Białorusi. To reeksport z Polski, Litwy i Łotwy, a także innych krajów Unii Europejskiej objętych spożywczymi sankcjami. Dziennik dodaje, że na razie nikt białoruskich producentów za to nie ściga, ponieważ zapewniają oni, iż towary te są „głęboko przetworzone”.

Jednocześnie rosyjski minister rolnictwa Nikołaj Fiodorow zapewnia, że ograniczenia w handlu z krajami Unii Europejskiej są mało odczuwalne dla konsumentów i wpłyną korzystnie na rozwój rodzimej produkcji. „Komsomolec” docina ministrowi, że zapewne nie odczuwa ani wzrostu cen, ani braku towarów bowiem na co dzień jada -„kaszę gryczaną i swój ulubiony chleb z mlekiem”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/ab

podobne: Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać. oraz: Dekret Putina. Rosyjska prasa: sankcje wobec Zachodu szansą na rozwój. Komentarze z zachodu: sankcje uderzą głównie w Rosjan. Rekompensaty dla Polski.

źródło: stooq.pl

…nie ma już chyba nikogo kto bagatelizowałby realne problemy polskiego rolnictwa (które jeszcze rok temu kwitło i wywoływało zazdrość w zachodniej Europie) a przy okazji również innych branż… Kto by wtedy pomyślał że Majdan w Kijowie odbije się aż taką czkawką w Polsce i że sama Ukraina z którą się solidaryzujemy będzie nas okładać – Ukraina też nie chce polskiego mięsa, woli kupować od Rosjan. Polska branża traci około 50 milionów złotych dziennie).

Ci którzy od początku bagatelizowali rosyjskie embargo twierdząc że jest to znikoma część naszej produkcji najwyraźniej zapomnieli że w systemie naczyń połączonych jakim jest „wspólny rynek” efekt wahań równowagi jest zawsze podwójny, bo to co z jednego naczynia ubywa musi się skumulować w innym miejscu. Efektem tego że nie możemy eksportować swoich towarów do Rosji jest sytuacja, w której nie mamy gdzie sprzedać nadwyżki co wywołało lawinowy wręcz spadek cen żywności (przynajmniej cen hurtowych w skupach) której rynek nie ma siły wchłonąć. Na kierunkach eksportowych nasze towary również są zagrożone, bo na zachodzie sytuacja przedstawia się podobnie. Nawet jeśli zachodni sąsiedzi nie obrywają tak jak my, to i tak zabezpieczają się interweniując na rynku rodzimych producentów przez co polskie towary nie mają szansy konkurować z zachodnimi. Jak można przeczytać w niektórych wypadkach efektem tego jest wręcz wypieranie przez tanią (bo dofinansowaną) zachodnią żywność rodzimej produkcji na rynku polskim. Do tego dochodzi polityka równych i równiejszych w UE, która albo wybiórczo traktuje pomaganie dotkniętych embargiem rosyjskim, albo przeciąga procedury, albo wręcz odmawia pomocy za to chętnie szermuje nowymi sankcjami. Za taką „solidarność” płaci w pierwszej kolejności Polska (zresztą na własne życzenie). KE zawiesza wsparcie dla dotkniętych embargiem Rosji. Sawicki: wina leży po stronie UE. Protest sadowników. Polska żywność popłynie do Azji. Unijne sankcje wchodzą od jutra, Rosja odpowie. oraz: Echa rosyjskiego embarga: UE „gromadzi dane”, Polska czeka na łaskę, Mołdawia sama sobie pomaga. W Portugalii cięcia budżetowe, Francja w stagnacji. Zagraniczne firmy będą mogły mieć udziały w ukraińskich gazociągach. Efekt tego jest taki, że: Po pierwsze – proponowane rekompensaty były zbyt niskie, a po drugie – ich wypłata miałaby nastąpić za późno. Zdaniem Maliszewskiego, oznacza to, że polscy rolnicy są dyskryminowani, a unijna solidarność istnieje tylko w teorii. – nic dodać nic ująć. „Jedność zachodu”. Dywagacje nad „sankcjami” i brak reakcji KE na austriacki transport wieprzowiny do Rosji.

Jakiś czas temu napisałem przypuszczenie że solą w oku naszych „partnerów” z zachodu jest polskie rolnictwo (które pomimo rzucania przez UE kłód pod nogi jakoś się trzymało i konkurowało z zachodnim) aż tu nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wykwitł Majdan a zaraz po nim zdechły DWA dziki na enigmatyczną chorobę zwaną ASF (która na dobrą sprawę ludziom nie szkodzi). Podczas gdy Rosja ostentacyjnie zablokowała import mięsa wieprzowego z Polski (nakładając embargo na cały teren a nie tylko ten gdzie wystąpiły ogniska ASF), Unia Europejska wykazała się opieszałością i nieproporcjonalnie mniejszym zdecydowaniem zarówno wobec politycznej zagrywki Rosji, jak i w udzielaniu Polsce wsparcia, w porównaniu np. do tego jakiego udzieliła wcześniej innym krajom podczas słynnej epidemii choroby wściekłych krów. Tym to sposobem otworzyły się perspektywy przed innymi krajami na rynku rosyjskim (Putin wyraźnie dawał to do zrozumienia, że będzie wpuszczał wszystko co nie pochodzi z Polski) i nie tylko a przez nieodpowiedzialne zachowanie naszych „elit” najbardziej oberwali polscy producenci żywności i rolnicy. Putin nam nie darował paradowania na euromajdanie i „przewodnictwa” hucpie, która go tyle kosztowała. I to wszystko po to żeby naszym kosztem zarobił ktoś inny! Bo podczas kiedy nasi „umiłowani przywódcy” prześcigali się w wymyślaniu Rosji a tzw. „opozycja” wręcz czynnie uczestniczyła w euroMajdanie, największe kraje zachodu Europy nie wychylały się. Kiedy przyszedł czas działania w solidarności, one wyraźnie dały do zrozumienia że się dystansują od Ukrainy i nie będą Putina karać sankcjami. Po czym kiedy okazało się że to Polska przyjmuje większość putinowskiego gniewu na siebie, nasi „sojusznicy” z zachodu gremialnie przystali na pomysł (m.in. naszych „umiłowanych przywódców”) by wypowiedzieć Rosji wojnę handlową, równocześnie dogadując się z nią za naszymi plecami w kwestii wieprzowiny (ASF. Dwa martwe dziki mogą rozłożyć polskich hodowców trzody i producentów wędlin. UE (nie)solidarna) i jeden Bóg wie w jakich jeszcze kwestiach…

Drodzy rolnicy! Waszym problemem nie jest brak interwencji państwa na rynku (państwo ciągle wam wypłaca jakieś odszkodowania nie wspominając o dopłatach i skupach interwencyjnych), gdyż akcja z jaką dziś przychodzi wam się zmierzyć jest tak skoordynowana, że nie da się wam wszystkim pomóc (nie ma na to pieniędzy nie tylko przez górników, którzy chcą kopać węgiel którego też nikt kupić nie chce, przez co zachowują się jak pies ogrodnika – Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel. Górnicy chcą składów węgla, konsolidacji branży i embarga na rosyjski węgiel. Nowa fala emigracji zarobkowej do Wlk. Brytanii.). Główną przyczyną waszej niedoli jest nieudolna i szkodliwa (nie tylko dla was ale i dla nas jako obywateli – konsumentów) polityka zagraniczna rządu i opozycji. Nie wspominając o tym że przeciętnego Polaka nie stać w większości na wasze produkty, których cenę windują dopłaty i inne marnotrawstwo pieniędzy podatników wcześniej wyciśniętych z podatnika przez fiskusa. Być może Polak chętnie kupiłby wasze produkty ale jest za biedny (stąd tak wiele waszych produktów dobrej jakości znajduje odbiorców dopiero za granicą). Można udawać że jest inaczej, ale takie są fakty. Tu nigdy nie chodziło o DWA (sic!) – czy ile ich tam do tej pory zdechło – trupy dzików chorych na ASF (który nawiasem mówiąc nie jest dla ludzi szkodliwy), – Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na “solidarność” UE. ale o wspieranie przez nasz kraj rewolty na Ukrainie. Rozszerzenie przez Rosję sankcji na kolejne branże rolne z których polski rolnik i producent słynie nie tylko w Europie ale i na świecie nie było przypadkowe. Tak jak dalej uważam że nie jest przypadkiem (nie)”solidarna” polityka UE wobec naszego kraju czyli Rytualny ubój polskiej gospodarki. Polecam również: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE. oraz: Kowal zawinił cygana POwiesili. Za rosyjskie embargo na polską wieprzowinę winny… Kalemba.

…Odys

rys. Żukow

rys. Żukow