Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

Kropla amerykańskiego LNG w morzu potrzeb bezpieczeństwa Polski czyli… ile i kogo kosztuje propaganda o „niezależności energetycznej od Rosji”?


„…Oczywiście od przybytku głowa nie boli i gaz dla Polski z dwóch źródeł lepszy jest niż z jednego, a z trzech lepszy niż z dwóch. Port gazowy w Świnoujściu jest istotny niekoniecznie tym że pozwoli uniezależnić się od Gazpromu ile przede wszystkim tym że wymusi na negocjatorach nowego kontraktu z Rosjanami lepsze warunki. Dotychczasowy kontrakt jest podobno skrajnie dla Polski niekorzystny bo płacone ceny należą do najwyższych na świecie. Tak być może, nie sprawdzaliśmy. Jednak media huczące o „niezależności energetycznej od Rosji” nie huczą jakoś o tym jak to Gazprom wykorzystywał swój monopol zmuszając polskich negocjatorów pod groźbą pistoletu do podpisania niekorzystnej umowy. Ani też organa kontrolne nie pogoniły nigdy niefortunnych negocjatorów i nie badały czy czasem nie okazano im nadmiernej wdzięczności w jakiś sposób.

Jaką zatem gwarancję mamy że coś się zmieniło i że amerykański gaz, wolny od podtekstu politycznego, tym razem wynegocjowano układem dla Polski korzystnym? „W Sieci” żadnych gwarancji nie potrzebuje bo samo wie najlepiej. Po raz pierwszy amerykański gaz zaczął być konkurencyjny – pieje z zadowoleniem, nie podając jednak dla pewności źródeł. Dalsza lektura ujawnia że jedynym źródłem jest chyba tylko fobia antyrosyjska duetu Karnowski & Karnowski, bo artykuł sam stwierdza że cyt. spółka [Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo – przyp. cynik9] nie ujawniła wtedy i – jak zapowiedziała – nie ujawni ceny, jaką zapłaciła za amerykański gaz. Jej przedstawiciele zapewniali jedynie, że jest ona korzystna. Również wicepremier, minister finansów Mateusz Morawiecki ocenił, że gaz ze Stanów Zjednoczonych jest wynegocjowany po bardzo dobrych cenach.

No więc znowu mamy rządowe dzięcioły rozsiewające propagandę o „bardzo dobrych” cenach, tak dobrych że dla dobra ogółu lepiej ich plebsowi nie ujawniać. Nie chce nam się szukać wypowiedzi wicepremiera Pawlaka z okresu kiedy to on dzielnie negocjował umowę z Gazpromem ale chętnie się założymy że też mówił o dobrych cenach, może nawet o bardzo dobrych. Co więc od tego czasu się zmieniło? Hmm, zmieniły się dwie rzeczy. Raz, zmienił się przede wszystkim hegemon i zakres swobody jaki pozostawia wasalom. Dwa, za Pawlaka nikt przynajmniej nie bredził bez żadnych podstaw o „konkurencyjności” rosyjskiego gazu.

Niestety, szansa jest dobra że „pierwszy amerykański statek z LNG” nie jest niczym więcej niż propagandową ściemą jednostkowej transakcji do której „traderzy w londyńskim biurze wychwycili możliwość i do niej doprowadzili”. Wiemy więc przynajmniej na jakiej podstawie gaz znalazł się w Świnoujściu. Nie mamy oczywiście nic ani przeciwko temu ani nawet przeciwko całej flotylli amerykańskich statków dostarczających do Świnoujścia regularnie amerykański gaz przez cały rok. Pod jednym wszakże warunkiem – że gaz będzie tańszy od rosyjskiego. Wymaga to jednak nie „traderów w Londynie” – co zakrawa na kpinę – ale poważnych międzyrządowych negocjacji i negocjatorów mających na względzie w pierwszym rzędzie dobro swojego kraju.

Problem z tym jest taki że wg naszej ograniczonej wiedzy tańszy gaz z USA do Polski jest ekonomicznie mało prawdopodobny. Oczywiście czasowo, dla propagandowego efektu, ktoś może kogoś podpłacić, na przykład “traderów w Londynie”, i przywieźć ładunek gazu za pół darmo, o reszcie kosztów wygodnie zapominając. „Pierwszy amerykański statek LNG ” w Świnoujściu może w tym kontekście pełnić ważną rolę miotły pod drzwiami zbliżających się negocjacji z Gazpromem nt nowego układu.

To jest, o ile przynajmniej nikt nie weźmie na poważnie rzekomej “konkurencyjności”. Faktem jest bowiem że gaz płynący z odkręconego kurka na gazpromowej rurze w normalnych warunkach powinien być w Polsce sporo tańszy niż gaz z dalekiej Ameryki, naprzód pracowicie skraplany($), potem przewożony przez pół świata($) i na koniec rozprężany. Nie wątpimy także że po wyciśnięciu z Gazpromu świetnej, długoterminowej umowy dla Polski w 2018 negocjatorzy polscy nie omieszkają wynegocjować podobnie korzystnego dla kraju układu z hegemonem amerykańskim. W razie czego także przy pomocy innej miotły pod drzwiami, w charakterze której chętnie wystąpi tym razem Gazprom…” (cynik9 – Negocjowanie taniego gazu)

podobne: Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek) oraz: Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego?  i to: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. polecam również: Dostawy gazu do Polski zgodne umową i z zapotrzebowaniem. 45% „braki” wynikały z prawa Gazpromu do odmowy realizacji zwiększonego zapotrzebowania. Komu zależało na wywołaniu histerii? oraz: Raport KE: średnia cena gazu w UE kilkukrotnie wyższa niż w USA i jeszcze: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?

W ogóle ta cała polityka (w zasadzie propaganda) orientowania się na USA jakoby alternatywy wobec Rosji jest bardzo dyskusyjna i cienkimi nićmi szyta zważywszy np. na tego rodzaju informacje:

„…Jak donosi USA Today, kandydat prezydenta Trumpa na nowego szefa Federalnego Biura Śledczego (FBI) może mieć związki z rosyjskimi Rosnieftem i Gazpromem.

Christopher Wray to absolwent Uniwersytetu Yale i wieloletni federalny prokurator oraz urzędnik Departamentu Stanu. Jednocześnie jednak założył firmę King & Spalding, która reprezentuje Rosnieft i Gazprom, czyli największe spółki energetyczne w Rosji.

Według byłego agenta MI^ Christophera Steela Rosnieft miał oferować poprzez doradcę z czasów kampanii prezydenckiej, Cartera Page’a, 19 procent udziałów w spółce w zamian za zniesienie sankcji wobec Rosji, które zostały wprowadzone po nielegalnej aneksji Krymu i agresji na wschodzie Ukrainy.

USA Today przypomina też, że Rosnieft był zaangażowany w szereg projektów wydobywczych, z których Exxon Mobil musiał wycofać się wraz z wprowadzeniem sankcji i według informacji tej amerykańskiej spółki stracił na tym miliard dolarów. Tymczasem były szef Exxona jest obecnie sekretarzem stanu USA w administracji Trumpa. Chodzi o Rexa Tillersona…” (Wojciech JakóbikUSA Today: Kandydat na szefa FBI powiązany z Gazpromem i Rosnieftem)

W marcu tego roku (2017) media donosiły że Władimir Putin spotkał się z nowym szefem amerykańskiego giganta naftowego ExxonMobil Darrenem Woodsem, po tym jak jego poprzednik (wspomniany Tillerson) został szefem dyplomacji w rządzie Donalda Trumpa. To oczywiście może nic nie znaczyć i nie mieć żadnego wpływu na naszą próbę wybicia się na niezależność od Rosji pod skrzydła USA, ale ja w to absolutnie nie wierzę. Cała historia bicia piany nad amerykańskim tankowcem w polskim gazoporcie przypomina kwiatek do przysłowiowego kożucha, tudzież listek figowy próbujący ukryć nagą prawdę („business as usual”) o której więcej tu: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy i na co od wielu lat zwracam uwagę po szybkim wygaszeniu przez amerykanów projektu łupkowego w Polsce, wcześniej przez nich samych rozbuchanego (Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?)… I to jest wersja „optymistyczna”, bo jest jeszcze inna o której tu: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja. Jak to mówią „nihil novi sub sole„, i w tym wypadku liczy się wyłącznie to czy polski rząd wykorzysta ową propagandę do tego żeby Polacy przynajmniej za ten gaz mniej płacili… (Odys)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja


rys. Andrzej Krauze

„…kiedy pani Dżugaszwili oczekiwała narodzin dziecięcia trwała w najlepsze wojna rosyjsko-turecka 1877-1878, której wynikiem był pokój zawarty 3 marca 1878 r. na przedmieściach Konstantynopola w San Stefano pomiędzy przedstawicielami Rosją a Imperium Osmańskim. Na mocy tego traktatu powstało państwo Bułgaria (po 500 latach tureckiego panowania) oraz w zamian za reparacje wojenne Imperium Osmańskie odstępowało Rosji szereg miast na południowo wschodnim Kaukazie (Ardahan, Artvin, Kars, Olti, Beyazit, Alashkert) oraz miasto-twierdzę Batum na wybrzeżu Morza Czarnego. Ponadto Rosja otrzymała północną Dobrudżę, którą przekazała Rumunii w zamian za Besarabię.

Pan premier Disraeli był skrajnie zdegustowany, podobnie jak Austro-Węgry, nie mówiąc o Serbii, w efekcie doszło do słynnego Kongresu Berlińskiego (3 czerwca – 4 lipca 1878), na którym dobre imperia podzieliły sobie cały świat a przy okazji skorygowały porozumienie rosyjsko-tureckie.
Minister Spraw Zagranicznych Królowej Wiktorii markiz Salisbury ubłagał , sorry, wymusił, aby port Batum stał się „wolnym miastem” na jakieś 10 lat a Rosjanie mieli zabronione budowanie fortyfikacji wojskowych i uzbrajanie miasta.
W efekcie w dniu 25 sierpnia 1878 r. generał Dymitr Iwanowicz Światopełk-Mirski wjechał na czele rosyjskiej armii a Derwisz Pasza oddał mu klucze do miasta.

I się zaczęło. W niedalekim Baku dyszącym ropą naftową pan inżynier Iwan Ilimow wyjął kwity z rozrysowanym planem budowy rurociągu Baku-Batumi , uzyskał poparcie samego Dymitra Mendelejewa i już w 1884 inżynier Władimir Szukow wyrysował projekt techniczny rurociągu…

książę Golicyn zasugerował carowi, iż miejscowego kapitału jest trochę za mało, aby rozwinąć wydobycie stosownie do zasobów i aby wykorzystać rurociąg.

Pierwszym dużym graczem okazała się firma Branobel, stworzona przez synów imigranta ze Szwecji poddanego carów pana Immanuela Nobla, wynalazcy min podwodnych i dostawcy broni dla cara Mikołaja I, który osobiście interesował się wynalazkami pana Nobla starszego. Była to spółka zarejestrowana w St Petersburgu przez braci Ludwika (główny udziałowiec), Alfreda i Roberta Noblów oraz generałów rosyjskich (i baronów kurlandzkich, speców od kawalerii): Petera i Aleksandra von Bilderling. Zaczęli od produkcji broni Berdanka i jakichś armat w Iżewsku ale kiedy na horyzoncie pojawił się inżynier Władimir Szukow, w maju 1879 r. powstała spółka akcyjna „Tovarishchestvo Nephtanavo Proisvodtsva Bratiev Nobel” z kapitałem 3 mln rubli: 600 akcji po 5000 rubli akcja. Największymi udziałowcami byli Ludwik Nobel -1,61 mln rubli i gen. Peter von Bilderling- 0,93 mln rubli.

Krótkie rurociągi były budowane z pól roponośnych już od lat 70-tych. Sytuacja się zmieniła w związku z budową kolei południowo kaukaskiej w 1883 r. W listopadzie 1886 r. grupa przemysłowców z Baku zwróciła się do rządu o zgodę na budowę rurociągu trans-kaukaskiego. Sprawy szły błyskawicznie. Nie bez związku z faktem, że w ślad za firmą Branobel w 1883 r. pojawiła się firma The Caspian Black Sea Oil Industrial and Trading Society panów Rothschild, których na miejscu reprezentował pan Alfonse R. Ci rzucili na stół jakieś 6 mln dobrych złotych carskich rubli i zaczęli przejmować miejscowe mniejsze firmy już wydobywające ropę

…Dzięki dynamicznym przemysłowcom i wynalazcom wydobycie ropy w Baku 1898 r. przekroczyło poziom wydobycia ropy naftowej w USA i osiągnęło poziom ok. 8 mln ton. W roku 1901 było to już 11 mln ton i 51% światowej produkcji i 95% produkcji ropy w Rosji. Wzrost liczby szybów wiertniczych przedstawiał się następująco: 1873- 9, 1879 – 251, 1900 – 1710.
No a tam, gdzie przemysłowcy-burżuje oraz robotnicy tam i rewolucjoniści. Przynajmniej w carskiej Rosji.
Więc już w listopadzie 1901 r. komitet R.S.D.L.P. w Tyflisie wysłał Józefa Stalina do Batumi celem zorganizowania pierwszego „kółka rewolucyjnego”. W styczniu 1902 r. ukrywający się Józef Stalin organizuje w Batumi (16 tysięcy mieszkańców, 1 tysiąc robotników w przemyśle petrochemicznym) – podziemną drukarnię.
W styczniu –lutym 1902 towarzysz Stalin, który ma robotę w rafinerii u Rotshchildów od 1901 r. organizuje pierwsze strajki w zakładach Mantyszewa

Generalnie należy zauważyć pewną prawidłowość w podróżach przemysłowców z branży rafineryjnej i rewolucjonistów rosyjskich między Rosją a Londynem. Spośród pierwszych pięciu Kongresów Partii Socjaldemokratycznej Rosji – trzy odbyły się w Londynie. Jeden w Sztokholmie, jeden w Brukseli-Londynie.

Natomiast właściciele firm rafineryjnych z Baku i Batumi, zapewne niezbyt pewni spokoju w regionie wobec oszałamiających sukcesów takich rewolucjonistów jak niedoszły pop Józef Dżugaszwili, którego policja tajna i jawna nie mogła całymi latami złapać w dwóch –trzech małych miasteczkach przemysłowych – podjęli decyzję o utworzeniu w 1912 r. holdingu o nazwie Russian General Oil Corporation – z siedzibą – w Londynie.

W skład którego weszły m.in. takie firmy jak: A.I. Mantashev & Co., G.M. Lianozov Sons, Moscow-Caucasus-Trade Company, Caspian Partnerschip, Russian Petroleum Society, Absheron Petroleum Society i 15 innych podmiotów, w tym banków. Jak łatwo zauważyć, nie ma tu ani Branobel, ani firm panów Rotschild.

W 1914 r. holding miał kapitał wielkości 120 mln rubli. Podjął próbę zakupu znacznej ilości akcji Branobel w 1916 r., ale kontroli nie przejął. Za to Branobel dokonał przejęcia holdingu Russian General Oil Corporation ale też firmy pana Mantasheva , G.M. Liazonov Sons i paru innych.

Co ciekawe, w maju 1920 r. zanim bolszewicy weszli do Baku , rodzina Nobel zdołała sprzedać 50% swoich udziałów w Branobel – do Standard Oil z New Jersey pana Rockefellera. I podobno zdołała zachować piękne zbiory jajek Faberge, chociaż rodzina carska nie uratowała nawet życia.

A po rewolucji Szwecja stała się korytarzem tranzytowym dla wywozu z Rosji Sowieckiej tego, co dało się wywieźć, głównie złota i jubilerki…

…W dniu 3 marca 1918 r. rząd bolszewicki podpisał w Brześciu Litewskim traktat z właśnie przegrywającymi wojnę: Niemcami, Austro-Węgrami, Bułgarią i Imperium Osmańskim. W traktacie tym bolszewicy wyrazili zgodę na następujące żądania państw centralnych: scedowali Państwa Bałtyckie na rzecz Niemiec jako państwa wasalskie, uznali „istnienie niepodległej Ukrainy” oraz scedowali okręg Kars na południowym Kaukazie na rzecz Imperium Osmańskiego, który to okręg zamieszkały głównie przez Ormian został zdobyty przez Rosję w wojnie 1878-1879. Ponieważ w listopadzie 1918 r. państwa centralne się poddały, ustalenia traktatu w Brześciu Litewskim – nie weszły w życie. Na zachodnim froncie. Albowiem w sprawach kaukaskich bolszewicy przeszli sami siebie…

kiedy po II WW ZSRR chciało jako zwycięzca odebrać lekkomyślnie sprezentowane Turcji terytoria, ale nagle się okazało, że to się nie podoba USA i Wielkiej Brytanii a Turcja wskoczyła do NATO i Ormianie mogą sobie popatrzeć na Ararat przez granicę. W dodatku prezent terytorialny stworzył granicę bezpośrednią między Turcją a Iranem na terytoriach kurdyjskich ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Oczywiście rurociąg Baku Batumi w wyniku wojny i rewolucji został zniszczony, podobnie jak większość wież wiertniczych i rafinerii.

Co ma do tego śp. Inżynier Witold Zglenicki, który stworzył podwaliny wydobycia ropy z dna morskiego? Inżynier Zglenicki ur. w 1950 r. k Kutna ukończył ze znakomitym wynikiem Instytut Górniczy w Petersburgu i otrzymał 1891 r. posadę w Urzędzie Probierczym w Rydze a następnie na własną prośbę przeniósł się na identyczne stanowisko rządowe w Baku. W ciągu zaledwie 10 lat czyli do przedwczesnej śmierci na cukrzycę zdołał oznaczyć 31 obszarów roponośnych na lądzie i bliżej nieznaną ilość takich obszarów podmorskich. Ustalił złoża rud: żelaza, pirytu, barytu, kobaltu, molibdenu, węgla, manganu, miedzi, soli kamiennej, złota, srebra i arsenu.
W wolnej chwili zaprojektował urządzenie do podmorskich wierceń i wydobycia ropy naftowej oraz opracował technikę wydobycia, na podstawie której do dzisiaj pracują wszystkie platformy wydobywcze na świecie. Przyrząd do pomiarów prostopadłości wiercenia otworów górniczych – wynalazł i podarował tym wszystkim Noblom i Rothschildom – za frico.

Za te wszystkie niesamowite osiągnięcia car awansował go do stopnia pułkownika ale co ważniejsze dzisiaj – obdarował go prawami do działek naftowych na lądzie i na Morzu Kaspijskim. Sam zresztą kupił sobie też troszkę. Spisał przed śmiercią testament, w którym podstawowy zapis stanowi, że majątek przechodzi na ustanowioną fundację a dochody z fundacji mają być przekazywane do Kasy im. Mianowskiego, która ma realizować zadania społeczne jakie sobie postawił do realizacji: wybudowanie w każdej guberni Królestwa Polskiego – kościoła katolickiego oraz szkoły technicznej dla niezamożnej młodzieży jak również finansowanie laboratoriów badawczych.

Po śmierci Człowieka, który jako jedyny pomyślał, że miasto Baku zasługuje na wodociąg i go wybudował, wszystko poszło nie tak... (Pink Panther, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów i inżynier Zglenicki)

podobne: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! oraz: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? a także: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy polecam również: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) i jeszcze: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…W 1869 r. przedstawiciel wybitnego rosyjskiego rodu Koczubejów, Siergiej Wiktorowicz Koczubej m.in. odpowiedzialny w imieniu imperium za przygotowanie programu budowy kolei żelaznych a konkretnie dostarczenia szyn – za kwotę 24 tysiące funtów odsprzedał parę tysięcy hektarów gruntów na południu Rosji na północ od Morza Azowskiego – pod budowę odlewni żeliwa skromnemu panu Hudgesowi. Który w wolnej chwili w 1870 r. coś tam poumacniał w twierdzy Kronsztadt.
Pod gruntami był węgiel i rudy żelaza a same grunta były nad wyraz żyzne. I płynęła rzeczka. Na tym terenie pan Hudges pojawił się wraz z rodziną (6 synów, 2 córki i małżonka), angielskimi specjalistami w liczbie około 200, pastorem anglikańskim, nauczycielami i lekarzami. Przypłynął w 6 statków, które wiozły również urządzenia do wyposażenia odlewni, kopalń i czego tam jeszcze. W 1872 r. wyprodukował pierwszą surówkę hutniczą (pig iron). W wolnej chwili wybudował: szpital, szkołę, kościół anglikański św. George’a i św. Davida. Miejscowość nazywała się początkowo Hugdesówka (Youzówka). Pan Hugdes zasadniczo był półanalfabetą i podpisywał się drukowanymi literami. Zmarł w 1879 r. ale interes przejęło 4 spośród jego 6 synów i pod koniec 1913 r. kompleks produkował 74% całej rosyjskiej produkcji żeliwa.
Kiedy tak myślimy o tym roku 1869 i przybyciu Johna Hudgesa na Sicz Zaporoską, warto sobie uświadomić, że właśnie wtedy w wyniku klęski Powstania Styczniowego – władze rosyjskie skonfiskowały ok. 1600 polskich majątków ziemskich, które „poszły w dobre ręce”, skasowane zostały wszystkie klasztory w Królestwie a na zesłanie poszło w żelaznych łańcuchach na nogach i rękach 40.000 dobrych Polaków. No a Kronenberg dostał carski medal czy co tam.
No i zostało zlikwidowane Królestwo Kongresowe a na to miejsce pojawił się Priwislanskij Kraj z językiem rosyjskim jako urzędowym i wiele miast utraciło prawa.
Ciekawe, ilu polskich szlacheckich synów już szczęśliwie wyzutych z majątków załapało się do zakładów Hudgesa na robotników w Doniecku.
Kiedy nadeszła rewolucja październikowa, rodzina Hudgesów uciekła do Wielkiej Brytanii. Najprawdopodobniej została w pełni spłacona przez bolszewików. W 1924 r. Hudgesówka została nazwana Stalino a w 1961 – Donieck.

Okazuje się, że nie tylko Donieck jest związany z brytyjskimi przemysłowcami. Również Ługańsk ma zagranicznego założyciela: brytyjskiego przemysłowca z pochodzenia Francuza Charlesa Gascoigne’a , ur. 1739 r. W 1760 r. przystąpił do firmy pod nazwą Carron Company w Edynburgu a w 1765 był już jej dyrektorem i wspólnikiem. Firma dostarczała m.in. jakieś straszne armaty dla marynarki królewskiej a Gascoigne miał takie szczęście, że brytyjski admirał Samuel Greig, który doradzał carycy Katarzynie II w zakresie modernizacji floty  w Krondsztadcie, którego gubernatorem był od roku 1775. Greig przekonał ją o konieczności posiadania własnej produkcji dział na wyposażenie okrętów wojennych i zaprotegował  Gascoigne’a.  Gascoigne przyjechał w 1786 i początkowo modernizował zakłady metalurgiczne w Karelii oraz rozwinął produkcję armat.  W latach 1788-1789 dostarczył carycy 386 armat, za co został nagrodzony orderem św. Włodzimierza 4 stopnia plus wynagrodzenie w walucie lokalnej  w przeliczeniu na funty ok. 2.500.  W 1790 r. został wysłany na południe w celu zbadania kopalin w rodzaju rud żelaza i węgla.

W tej sprawie też się wykazał i do 1795 r. zdołał skompletować urządzenia dla zakładów metalurgicznych i kopalń a w czasie wojny z Napoleonem Ługańsk był jednym z najważniejszym z dostawców broni dla armii rosyjskiej.  Gascoigne zmarł w 1806 r. W XIX i XX w. Ługańsk stał się centrum przemysłu ciężkiego, ze szczególnym uwzględnieniem szyn kolejowych i lokomotyw.

Obaj założyciele Doniecka i Ługańska zostali stosownie uhonorowani pomnikami w marmurze  i złocie.  Oba miasta są pod pewnymi względami całkowicie samowystarczalne i w jakiś tajemniczy sposób nie widać determinacji Kijowa aby odzyskać te ważne dla gospodarki ośrodki.  Powstały tam „republiki”, które niby nie są uznawane, ale jednak jakoś SĄ uznawane.

Nie muszę chyba wspominać, że pomniki obu Anglików pozostają w poszanowaniu, w przeciwieństwie do grobów naszych Rodaków na zachodniej Ukrainie, gdzie napis „SS Hałyczyna” pozostaje nietknięty na pomniku Pomordowanych.  Naszemu burmistrzowi byle policaj ukrainski może jednostronnie cofnąć wizę wjazdową a pamiątki po wielkich Bohaterach jak Hetman Stanisław Żółkiewski są z premedytacją niszczone.

A tyle razy powtarzano mi, że powinniśmy brać przykład z pragmatycznych Czechów i że sojusz z W Węgrami jest wręcz koniecznością.

Narody mają wybór. Jedni się bogacą i inwestują w bogactwo a inni zaczadzają się rewolucyjnymi ideami. Ciekawe, że zarówno kapitał jak i rewolucyjne idee pochodzą z tego samego kraju tylko kierowane są na inne adresy…” (Pink Panther – Donieck i Ługańsk: europejskie prezenty dla Rosji i Wyszegrad)

podobne: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem) i jeszcze: Kosmici wylądowali na Ukrainie! Kukła Poroszenko nadał obywatelstwo trzem innym kukłom żeby mogły zostać ministrami w nowym rządzie oraz: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej i to: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego a także: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej polecam również: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” i jeszcze: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! oraz: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w „państwo opiekuńcze”

„…W 2014, jak donosi Oakland Institute, 1,6 miliona hektarów ziemi  na Ukrainie znajdowało się pod kontrolą obcych/zagranicznych korporacji. Rok później ta liczba wzrosła do ok 2,2 miliona hektarów. O takiej ilości wiadomo na pewno, jednak istnieje też duża szara strefa – nie wiadomo kto jest właścicielem ziemi  i nie jest łatwo to ustalić.

Korporacje i akcjonariusze tych korporacji, które kontrolują  ziemię na Ukrainie pochodzą z wielu różnych krajów, np.

  • duńska firma “Trigon Agri” posiada 52 000 ha. Jak powstało “Trigon Agri”? Fundusz założycielski stanowił kapitał pochodzący od “high net  worth individuals” (osób najbardziej zamożnych) obywateli Finlandii. Firma jest notowana na giełdzie w Sztokholmie, a jej największymi akcjonariuszami są JPM Chase (UK 9,5%), Swedbank (Szwecja, 9,4 %); UB Securities (Finlandia, 7,9 %); Euroclear Bank (Belgia, 6,6 %); and JP Morgan Clearing Corp (USA, 6,2 %).
  • The United Farmers Holding Company, której właścicielami są inwestorzy z Arabii Saudyjskiej, kontroluje 33 000 ha za pośrednictwem Continental Farmers Group PLC.
  • Agro Generation posiada 120 000 ha, jest zarejestrowana jako korporacja we Francji, natomiast jej największym akcjonariuszem jest SigmaBleyzer – firma inwestycyjna z Teksasu.
  • NCH Capital – amerykański fundusz emerytalny jest w posiadaniu 450 000 ha ziemi na Ukrainie. Firma powstała w 1993 roku i jest jednym z najwcześniejszych inwestorów na Ukrainie – zaraz po rozpadzie ZSRR. W ciągu ostatnich 10 lat systematycznie bierze w dzierżawę małe działki (wielkości 2-6 ha) i łączy je w wielkie farmy, które rozpoczynają produkcję przemysłową. Dokumenty dzierżawy dają firmie prawo pierwokupu ziemi, gdy zostanie uchylone moratorium na sprzedaż ziemi na Ukrainie.

Jest też duża część korporacji, w których zarząd składa się zarówno z ukraińskich jak i zagranicznych inwestorów. Często firmy te są zarejestrowane w rajach podatkowych takich jak Luksemburg, Cypr lub Austria. Na czele tych firm można również spotkać ukraińskich oligarchów, jak np. w UrkLandFarming, kontrolującej 650 000 ha ziemi, gdzie 95% udziałów należy do Olega Bahmatyuka (pozostałe 5% do amerykańskiej firmy Cargill). Są to dane z 2015 roku. Niestety rok później passa trochę opuściła pana Olega gdyż bank,  Fiansowa Inicjatywa, którego jest właścicielem nie oddał pożyczki w wysokości $160 milionów zaciągniętej w banku centralnym. Sąd nakazał zamrozić ziemię należącą do Bahmatiuka. Inny oligarcha, piąty na liście najbogatszych, Yuriy Kosiuk, jest prezesem jednego z największych ukraińskich przedsiębiorstw rolnych MHP. W ich posiadaniu jest ponad 360 000 ha.

 Kryzys polityczny na Ukrainie sprawił, że firmy z dużymi udziałami ukraińskimi mają poważne problemy. Na przykład zarejestrowana na Cyprze firma Mriya Agro Holding (300 000ha), której właścicielami w 80% jest ukraińska rodzina Guta (pozostałe 20% dostępne dla inwestorów na giełdzie we Frankfurcie) przestała spłacać raty dwóch euroobligacji. Oczywiście znaleźli się chętni do pomocy. Najpierw amerykańska firma Blackstone Group i ukraińska Dragon Capital. Jednak wycofali się już po miesiącu. W końcu założono międzynarodową komisję składającą się głównie z amerykańskich i brytyjskich inwestorów (m.in. CarVal – oddział inwestycyjny firmy Cargill), która przejęła 50% długu firmy Mriya.

Podobnie ma się sprawa z inną ukraińską firmą Sintal Agriculture Public Ltd, zarejestrowaną na Cyprze, notowaną na giełdzie we Frankfurcie (150 000 ha). Firma zaprzestała obrotu akcjami w 2014 roku “do odwołania”.

 Daje się zauważyć pewien trend. Firmy z dużym wkładem ukraińskim mają kłopoty, ale w pomoc przychodzą im korporacje i finansiści zachodni. Jeśli sytuacja rozwinie się podobnie jak w Rumunii jest duża szansa, że dojdzie do przejęcia kontroli nad tą ziemią przez firmy zachodnie. W Rumunii, podobnie jak na Ukrainie, istniał zakaz sprzedaży ziemi rolnej cudzoziemcom jednak luki w ustawodawstwie umożliwiły uzyskanie kontroli nad ziemią firmom zagranicznym w wyniku postępowania upadłościowego…” (DrzewoPitagorasa, szkolanawigatorow.pl – Kto jest właścicielem ziemi na Ukrainie?)

Tu warto przypomnieć że jeszcze we wrześniu 2013 roku serwisy informacyjne donosiły o docelowo 3 mln hektarów gruntów rolnych, które miały trafić w ręce Chin, a dzięki wartemu miliardy juanów projektowi Chińczycy mieli się stać „największym farmerem” na Ukrainie:

„…Projekt związany jest z dążeniem Państwa Środka do zachęcenia krajowych spółek do gospodarowania na zagranicznych polach uprawnych, z uwagi na fakt, że popyt na żywność za Wielkim Murem rośnie w równym tempie z postępującą urbanizacją kraju.

Zgodnie z 50-letnim projektem, początkowo Ukraina udostępni w dzierżawę, co najmniej 100 tys. hektarów – wielkość porównywalną do powierzchni Hongkongu – terenów rolnych o glebach wysokiej jakości we wschodnim regionie Dniepropietrowskim. Spożytkowane mają one być głównie pod uprawę zbóż i hodowlę świń.

Produkcja ma być sprzedawana dwóm chińskim państwowym koncernom zbożowym po preferencyjnych cenach.

W przypadku powodzenia projektu, może on być rozszerzony potencjalnie do 3 mln hektarów. Stanowi to 5 proc. całej ziemi na Ukrainie i 9 proc. użytków rolnych. Jest to więcej od powierzchni 50 państw na świecie i porównywalne m.in. z powierzchnią Belgii, Armenii czy stanu Massachusetts

…W kwietniu 2009 r. Chiny posiadały nieco ponad 2 mln hektarów ziemi rolnej za granicą. Tym samym 3 mln hektarów obecnie kupionych oznaczałoby ogromny projekt” – ocenia Ding Li, starszy pracownik naukowy w Anbound Consulting z Pekinu.

Umowa została podpisana ponoć już w czerwcu pomiędzy Xinjiang Production and Construction Corps. a KSG Agro, wiodącą spółką rolniczą na Ukrainie. Wartości transakcji nie ujawniono, ale dziennik Kiev Post pisał w zeszłym miesiącu, że będzie to „więcej niż 2,6 mld USD”, nazywając inwestycję bezprecedensową w sektorze rolnym na Ukrainie…” (PulsBiznesu – Chiny „kupiły” 5 proc. Ukrainy)

…a potem wybuchł Majdan… (Odys)

podobne: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem a także: Podczas gdy Ukrainę czeka ciężka droga „vulture funds” robią interes życia polecam również: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i jeszcze: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji.

Andrzej Krauze

Kiedy koniec II wojny? czyli… amerykańscy żołnierze w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej. Wasalizacja, pożyteczni idioci i slalom między folkslistami. Sens dyslokacji wojsk z daleka od wschodnich rubieży. Zaniedbany kierunek – Białoruś.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

5.11.2016, Warszawa

Na szczycie NATO w Warszawie w lipcu 2016 r. ustalono, że Sojusz wyśle do Polski i państw bałtyckich cztery wielonarodowe batalionowe grupy bojowe. Większość żołnierzy batalionu, który przyjedzie do Polski, ma pochodzić z USA. Dodatkowo Stany Zjednoczone zapowiedziały, że wyślą do Europy Środkowo-Wschodniej – w ramach współpracy dwustronnej – brygadę pancerną i pododdział śmigłowców. Brygada przez większość czasu mają znajdować się w Polsce, ale będą też ćwiczyć w innych państwach wschodniej flanki NATO.

Do tej pory oficjalnie poinformowano, że batalion będzie stacjonował w Orzyszu i sąsiednim Bemowie Piskim (Warmińsko-Mazurskie) oraz że przybędzie do Polski w kwietniu 2017 r. Brygadowa Grupa Bojowa (ang. Armored Brigade Combat Team, ABCT) miała natomiast trafić do zachodniej Polski, nie podawano jednak konkretnych garnizonów. Jak mówił szef MON Antoni Macierewicz, amerykańska brygada przybędzie do Polski w styczniu 2017 r. Z kolei szef Pentagonu Ash Carter mówił o lutym 2017 r.

„W styczniu 2017 r. do Polski zostaną przerzucone pododdziały i sprzęt ABCT. W początkowym okresie zostanie ona rozlokowana na obszarze zachodniej Polski, pomiędzy Drawskiem Pomorskim, a Żaganiem. Następnie część z jej elementów zostanie rozmieszczona w innych miejscach rejonu wschodniej flanki NATO. Sukcesywnie pewne elementy ABCT zostaną rozlokowane także w kilku innych lokalizacjach. W ramach pierwszej rotacji dowództwo brygady oraz bataliony inżynieryjny i wsparcia, 3 Batalion 29 Pułku Artylerii i 4 Batalion 10 Pułku Kawalerii będą stacjonowały w obiektach wojskowych w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu” – poinformowało w sobotę MON w komunikacie.

Resort potwierdził, że batalionowa grupa bojowa zostanie rozmieszczona w Orzyszu w kwietniu. Z kolei w marcu do Polski mają przybyć „wydzielone siły” wyposażonej w śmigłowce brygady lotnictwa bojowego sił lądowych USA.

Jak podano w komunikacie MON, batalion NATO będzie współdziałał m.in. z 15 Brygadą Zmechanizowaną w Giżycku (jeden z jej batalionów stacjonuje w Orzyszu). W październiku Carter powiedział, że amerykański batalion będzie „pod taktyczną kontrolą” polskiej brygady.

„Szczegóły przerzutu i pobytu sił Stanów Zjednoczonych w Polsce są uzgadniane od dłuższego czasu. Wszystko jest na dobrej drodze ku realizacji. Trwa proces koordynacji i przygotowań przerzutu wojsk amerykańskich do Polski. Jednocześnie trwają konsultacje odnośnie możliwości lokalizacji dodatkowych miejsc składowania sprzętu (APS)” – podało MON w komunikacie.

Żołnierze batalionowych grup bojowych będą co kilka miesięcy podlegali rotacji. Oddziały te będą wielonarodowe, ale w każdym będzie tzw. państwo ramowe, czyli odpowiedzialne za wystawienie większości sił i dowodzenie całością. W Polsce państwem ramowym będą Stany Zjednoczone, na Litwie – Niemcy, na Łotwie – Kanada, a w Estonii – Wielka Brytania.

Prócz Amerykanów w skład batalionu w Polsce będą wchodzili żołnierze z Rumunii i Wielkiej Brytanii. Polska z kolei wyśle żołnierzy do batalionu na Łotwie oraz pododdział do Rumunii (NATO wzmacnia swoją obecność wojskową nie tylko w Polsce i krajach bałtyckich, lecz także na flance południowo-wschodniej).

Trzon batalionu w Polsce będą stanowili żołnierze 2 Pułku Kawalerii USA, który na co dzień stacjonuje w Niemczech. Jak mówił w październiku Carter, do Polski przyjedzie ok. 900 żołnierzy, w tym elementy dowództwa, trzy kompanie manewrowe wyposażone w kołowe transportery opancerzone Stryker, bateria artylerii oraz pododdziały przeciwczołgowe, saperskie i inżynieryjne. Z kolei sobotni komunikat MON mówi o ponad 800 amerykańskich żołnierzach.

Koordynacją działań batalionów będzie się zajmować wielonarodowe dowództwo dywizji w Elblągu. Obecnie znajduje się tam dowództwo 16 Dywizji Zmechanizowanej.

Według komunikatu MON amerykańska Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa (ABCT) będzie liczyła ok. 4 tys. żołnierzy. Oddziały z USA będą miały rotacje co dziewięć miesięcy. Jako pierwsza przyjedzie do Polski 3 Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa z 4 Dywizji Piechoty. Oddział stacjonuje na co dzień w Fort Carson w stanie Kolorado.

Pod koniec października Carter poinformował, że pierwsze ćwiczenia brygada będzie miała w Polsce. Następnie jej pododdziały wielkości kompanii zostaną wysłane do Bułgarii, Rumunii i państw bałtyckich. Kompanie pozostaną w państwach bałtyckich dopóki nie przyjadą do nich wielonarodowe bataliony NATO, o których rozmieszczeniu Sojusz zdecydował na szczycie w Warszawie w lipcu.

Według Cartera w czerwcu brygada przeprowadzi ćwiczenia pod kryptonimem Saber Strike w Polsce i państwach bałtyckich. W lipcu przemieści się znów do Bułgarii i Rumunii na ćwiczenia Swift Response i Saber Guardian, podczas których kompania czołgów zostanie wysłana na drugą stronę Morza Czarnego – na ćwiczenia Nobel Partner w Gruzji. Rafał Lesiecki (PAP)

5.01.2017, Londyn (PAP/Media)

– Na Litwie, Łotwie i w Estonii zostało rozmieszczonych kilkudziesięciu żołnierzy sił specjalnych USA – podały w czwartek brytyjskie media. „Independent” pisze, że ich zadaniem ma być szkolenie miejscowych wojsk a także udział w działalności wywiadowczej CIA.
Zdaniem „Independenta”, siły specjalne USA zostały rozmieszczone w ostatnich miesiącach przy granicy z Rosją w ramach „trwałej” obecności amerykańskich wojsk w krajach bałtyckich.

Rozmieszczenie potwierdził cytowany wcześniej przez dziennik „New York Times” szef amerykańskiego dowództwa operacji specjalnych generał Raymond Thomas, który powiedział, że kraje bałtyckie desperacko poszukują pomocy USA w powstrzymaniu potencjalnej rosyjskiej agresji. „Są na śmierć przerażeni Rosją i wcale tego nie kryją” – dodał.

…”Independent” podkreśla, że rozmieszczenie żołnierzy pozwala stronie amerykańskiej monitorować działania Rosji w obawie przed dalszą destabilizacją po aneksji przez nią ukraińskiego Krymu w 2014 roku. Jest to także wyraźny sygnał pod adresem Rosji. „Czy Rosjanie wiedzą, że tam jesteśmy? – powiedział w +NYT+ generał Thomas. – Tak”…. (PAP) kot/ ap/

14.01.2017, Żagań (PAP)

Amerykańskie siły w regionie wzmocni też 10 Brygada Lotnictwa Bojowego, która w lutym rozpocznie przebazowanie z Fort Drum w stanie Nowy Jork. Przywiezie ok. 10 ciężkich śmigłowców transportowych Chinook, 50 Black Hawków i ok. 1,8 tys. żołnierzy. Do brygady dołączy batalion z Fort Bliss z południowego zachodu USA, z ok. 400 ludźmi i 24 śmigłowcami bojowymi Apache.

Dowództwo brygady lotniczej będzie się mieścić w bawarskim Illesheim, a wysunięte bazy śmigłowców znajdą się na Łotwie, w Rumunii i Polsce, w Powidzu (Wielkopolskie).

Po pierwszych ćwiczeniach w Polsce i rozlokowaniu pododdziałów w Bułgarii, Rumunii i krajach bałtyckich, amerykańskie kompanie pozostaną tam dopóty, dopóki na miejsce nie przybędą wielonarodowe bataliony NATO.

Sojusznicze wzmocnienie regionu, potwierdzone na warszawskim szczycie NATO, zakłada, że od kwietnia w Polsce i regionie ma być obecna także wielonarodowa batalionowa grupa bojowa, podlegająca dowództwu NATO. Jej siły mają być umieszczone głównie w Orzyszu i pobliskim Bemowie Piskim. Trzonem wielonarodowej jednostki będzie ok. 800 żołnierzy z ok. 70 wozami Stryker z amerykańskiego batalionu kawalerii pancernej, stacjonującego na co dzień w bawarskim Vilseck (PAP) mmd/ jbp/

podobne: USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO oraz: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.

13.01.2017, Wilno (PAP) – Rozlokowanie czołgów USA w Europie Środkowej i Wschodniej to proporcjonalna odpowiedź na agresywne działania Rosji wobec państw bałtyckich i całego NATO – powiedziała przebywająca na Litwie zastępczyni sekretarza generalnego Sojuszu Rose Gottemoeller.
„Działania Rosji w ciągu ostatnich lat jak zajęcie Krymu, wzmacnianie potencjału wojskowego na zachodzie wzbudzają nasze zaniepokojenie” – powiedziała w piątek Gottemoeller w wywiadzie dla agencji prasowej BNS.

Zaznaczyła zarazem, że „NATO nie widzi bezpośredniej groźby rosyjskiej inwazji na terytorium Sojuszu Północnoatlantyckiego”. „W ostatnich latach NATO wiele zrobiło wzmacniając obronę przed wszystkim, co mogłoby zagrażać Sojuszowi” – powiedziała Gottemoeller.

Wskazała również, że „w naszym interesie jest też utrzymanie dialogu z Rosją w celu pozyskiwania informacji”. „Utrzymaniem dialogu są zainteresowane obie strony – powiedziała Gottemoeller. – Rosjanie mówią, że ich niepokój wzbudza to, co robi NATO. Dlatego też powinniśmy mieć możliwość informowania się nawzajem”.

„Nikt nie jest zainteresowany, by kryzys przerósł w konflikt” – podkreśliła.

Minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkeviczius podczas piątkowej konferencji prasowej, która zakończyła dwudniowe nieformalne spotkanie ekspertów ds. bezpieczeństwa, mówiąc o dialogu z Rosja wskazał, że „nie powinien on być jedynie +zasłoną dymną+ dla bezczynności”. „Czasami takie ceremonialne spotkania stwarzają wrażenie, że odbywa się jakiś dialog, nawet współpraca, a w rzeczywistości nic się nie dzieje – powiedział Linkeviczius. Podkreślał, że „taka sytuacja jest nie do przyjęcia i byłaby złą praktyką”.

Szef litewskiego MSZ oczekuje, że w rozmowie z Rosją „zostaną zachowane zasadnicze wartości” i że „nie będzie podziału na jakieś strefy interesów”.

W piątek w Trokach koło Wilna zakończyło się dwudniowe nieformalne spotkanie ekspertów ds. polityki bezpieczeństwa „Snow Meeting”. W tegorocznym, dziesiątym już spotkaniu, wzięło udział ponad 100 polityków i ekspertów z krajów UE i NATO, m.in. sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Krzysztof Szczerski. Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP)

podobne: Szwedzi i polski karabinek. Poparcie dla powszechnej służby wojskowej, tylko 1/3 gotowa jest bronić kraju. Palikot: zwiększanie wydatków na wojsko nic nie da. Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce. Litwa przywraca zasadniczą służbę wojskową. Zachód zaczyna szkolić ukraińskich żołnierzy. Rosja odwołuje alarm bojowy. oraz: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA

No i powstał problem… Taki że natychmiast przybrały na sile pełzające do tej pory gdzieś w odmętach szaleństwa internetu głosy oburzenia piętnujące „podległość” i „wasalizację” Polski (jakbyśmy do tej pory byli niepodlegli i samorządni) nawiązujące bez umiaru do czasów kiedy to stacjonowała u nas Armia Czerwona. Największa krytyka płynie oczywiście ze strony ludzi zatroskanych o nasze złe stosunki z Rosją, tj. z państwem którego przywódca otwarcie nawiązuje (Rosyjska „durnoj sintez”) do upadłego imperium radzieckiego zwiększając od lat militarny potencjał („Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?), które swojego czasu gnębiło i okupowało „bratnie narody” od Bałtyku po Morze Czarne – w tym własnie Polskę. Nie wspominając o tym jak „pokojowo i przyjaźnie” zaprezentowało się w ostatnich latach na bratniej (podobno) Ukrainie (Krymie i w Donbasie), a wcześniej w Gruzji. Jeśli tak ma wyglądać ta cała „słowiańszczyzna” to ja dziękuję.

Rozumiem że krytyków amerykańskiej obecności w Polsce interesuje nasza niezależność (bez żadnych obcych wojsk), bo mnie też to interesuje. Nie zamierzam jednak latać z banerami czy miotłą za amerykańskimi żołnierzami stacjonującymi w Polsce. Chciałbym też dać pod rozwagę następujący problem – Polska nie istnieje w próżni, i to nie my kazaliśmy Putinowi się zbroić i napadać sąsiednie kraje. Nie rozumiem w związku z tym po co tylu Polaków rezonuje pro rosyjską propagandą, która stara się nas przekonać że obecność jakiejś brygady na naszym terenie (a nie Rosji) to prowokacja, i  że to uniemożliwia jakiekolwiek porozumienie. W jaki niby sposób „okupacja” Polski przez jakąś brygadę psuje/kasuje nam taką możliwość? Jeśli Rosja chce z nami pokojowych układów to nic nie stoi na przeszkodzie żeby się w ten sposób zachowywać, bo to w końcu nie Rosja jest „okupowana”. Tymczasem od dość dawna trwa straszenie Polski, że jak zaczniemy się zbroić to Moskwa „odpowie stosownie do zagrożenia”. Jeśli chcesz mieć Putinie wpływ na politykę obronną sąsiedniego kraju pod groźbą użycia rakiet i wojska, to się nie dziw że sąsiad ów ze strachu szuka wsparcia i reakcji u sojuszników. Ocieplenie relacji zależy więc przede wszystkim od Rosji, bo jest to kraj od Polski silniejszy i tę siłę demonstrujący. Putin doskonale wie co konkretnie mogłoby Polaków do Rosji przekonać i uspokoić. Pytanie czemu tego nie robi, i jakim prawem uważa że Polska nie może prowadzić samodzielnej polityki obronnej (NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat)… (Odys)

„…należy uznać, że o wiele lepsza jest sytuacja, gdy w Polsce stacjonują wojska amerykańskie, niż gdyby były to wojska rosyjskie (choć najlepsza byłaby sytuacja, gdyby nie stacjonowały żadne wojska).

…ktoś „sprytny” zauważył, że amerykańskie wojsko zostanie dyslokowane głównie w zachodnich obszarach Polski. Nie omieszkał nawet stwierdzić, że Amerykanie przybyli „bronić Niemiec” zamiast Polski.

Problem polega na tym, że Amerykanie nie przybyli tu nikogo aktywnie „bronić”. Ich obecność jest zaledwie pokazową manifestacją obecności USA w tym regionie świata i formą sygnału dla Władymira Putina i jego kliki móiącego: „Biały Dom nie zamierza rezygnować ze strefy wpływów w Europie”. Tylko tyle i aż tyle.

Po drugie zaś, każdy, kto choć odrobinę zna się na wojskowości, zrozumie, że terytorium Polski to niesłychanie płytki obszar operacyjny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował bronić go przy samej granicy, ryzykując natychmiastowe zniszczenie w pierwszym ataku, lub okrążenie i odcięcie związków taktycznych od zaplecza logistycznego.

Ewentualna obrona tak płytkiego terytorium musi polegać na rozpoznaniu kierunków natarcia przeciwnika na przedpole i skierowaniu tam związków taktycznych znajdujących się na bezpiecznej głębokości „frontu”. Więc nawet, gdyby Amerykanie zgromadzili nie jedną, ale 10 ABCT w Polsce, nie dyslokowaliby ich do Suwałk i Lublina.

Jednak niektórzy Polacy zdają się wciąż, mimo nauczki z roku 1939 sądzić, że wojna obronna polega na obwarowaniu każdego metra granicy” (źródło: Wasalizacja?)

…jeśli więc chcemy się w ten sposób bronić, to sami powinniśmy o to zadbać uzbrajając i szkoląc swoich obywateli – w pierwszej kolejności zamieszkujących tereny przygraniczne. Czemu przez te ponad ćwierćwiecze „wolnej” Polski tego nie zrobiono? Czemu kraj mający tak przykre doświadczenia z sąsiadującymi państwami do tej pory jest rozbrojony? Przez ten czas wyrosły już niemal dwa pokolenia młodych ludzi a my nie dorobiliśmy się własnej armii zdolnej nie tyle do rozbicia, co choćby do zniechęcenia agresora ze względu na potencjalne straty jakie mógłby ponieść próbując okupować przeszkolonych i uzbrojonych po zęby kilkadziesiąt milionów ludzi.

Kuriozalna zatem jest sytuacja kiedy w świetle tych zaniedbań i braków, niektórzy odmawiają Polsce prawa nawet do tego niewielkiego kontyngentu (bądź co bądź sojuszniczych wojsk), który daje taką szansę (z racji potencjału jaki za nim stoi). Pomijam z niesmakiem brednie o tym że tych kilka tysięcy żołnierzy przyjechało rzekomo okupować Polskę. Zwłaszcza że ich obecność jest tymczasowa, a miejsce dyslokacji powszechnie znane… Sugerowanie zatem że jest to korpus ekspedycyjny który ma zaatakować Rosję jest naprawdę godne politowania… Podobnie jak teza że Putin ma prawo czuć się sprowokowany, i „żebyśmy się nie zdziwili” kiedy „prewencyjnie” uderzy. I to mówią zadeklarowani patrioci tłumacząc ewentualną AGRESJĘ na własny kraj. Tymczasem jak widać Putin nie uderzył, ale sam z prowokacji nie zrezygnował, co i rusz naruszając przestrzeń powietrzną państw sąsiadujących, i co jakiś czas ogłaszając dla armii jak nie stan podwyższonej gotowości bojowej to manewry – gdzie ćwiczy się warianty zaczepne, nie wspominając o wycelowaniu w Polskę rakiet Iskander i zapowiedzi dozbrojenia tego potencjału… (Odys)

podobne: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię) oraz: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie

Kluczowe znaczenie przy ocenie prawdopodobieństwa wybuchu wojny mają: wysoka gotowość bojowa armii rosyjskiej, która regularnie od dwóch lat bierze udział w kolejnych manewrach oraz skłonność kierownictwa na Kremlu (różniąca skądinąd obecne władze Rosji od władz sowieckich) do działań o wysokim stopniu ryzyka. Wysoki stopień gotowości bojowej armii rosyjskiej oznacza, że Moskwa może zaskoczyć NATO nagłą operacją zaczepną… 

…Gros sił tak naszych, jak i naszych sojuszników stacjonować będzie na zachodnim brzegu Wisły. Powyższe ma – wbrew pozorom – sens, gdyż celem takiego, a nie innego rozmieszczenia sprzętu jest uniknięcie sytuacji, gdy najcenniejsze siły znalazłyby się w kotle, który Rosjanie stworzyliby uderzając z dwóch kierunków, tj. z Białorusi i Obwodu Kaliningradzkiego (OK)…. 

W scenariuszu ew. wojny z naszym udziałem rosyjski system A2/AD oznaczałby, iż Kreml – na początku konfliktu zbrojnego – mógłby za pomocą systemów S-300, S-400 i innych uniemożliwić lub zasadniczo utrudnić działania NATO’wskiego lotnictwa, którego rolą byłoby zwalczanie sił rosyjskich oraz wzmacnianie i przerzut dod. sił dla ew. znajdujących się w kotle sił NATO. Rozmieszczenie większości sił na wschód od linii Wisły bez możliwości – na początku konfliktu – wsparcia ich z powietrza oznaczałoby zatem tyle, co skazanie ich na klęskę. Dyslokacja sił z dala od ew. linii frontu to tym samym logiczne założenie operacyjne, w ramach którego pozwala się Rosjanom rozwinąć operacyjnie z dala od ich zaplecza i poza zasięgiem A2/AD. Unieszkodliwienie potencjału A2/AD jest skądinąd – przy pomocy broni precyzyjnej – możliwe, ale zajmie min. kilka dni. Kluczowe jest, by w tym czasie nie wykrwawić własnych sił. Do kontruderzenia sił NATO na Rosjan doszłoby zatem, ale dopiero po zneutralizowaniu najcenniejszych rosyjskich systemów ofensywnych…

logiczne jest tworzenie jednostek OT, z tym zastrzeżeniem, że muszą być to profesjonalnie wyszkolone siły, a nie kiepsko wyszkolone pospolite ruszenie. Nielogiczne byłoby natomiast przerzucanie znacznych sił na wschód. W tym kontekście krytykuje się np. decyzję o zmianie dyslokacji czołgów Leopard będących na wyposażeniu naszych Sił Lądowych do Wesołej pod Warszawą. Zapomina się jednak, że mowa jest o zaledwie jednym batalionie czołgów i że ew. rosyjska ofensywa nie może nie napotkać żadnego oporu aż do linii Wisły…

Nie da się ukryć, że Polska nie jest tak bezpieczna jak była jeszcze kilka lat temu, gdy taki tekst jak powyższy budziłby jedynie wzruszenie ramion. Zagrożenia są poważne, ale z drugiej strony prawdopodobieństwo wojny nie jest wysokie…” (Witold Jurasz całość tu: Wojska USA w Polsce. Dyslokacja z dala od wschodnich rubieży ma sens)

podobne: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości oraz: Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit

„…po 12 września 1990 roku, kiedy w Moskwie został podpisany traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec, potocznie zwany „traktatem 2 plus 4”, Niemcy stały się wyznawcami politycznej doktryny, która można nazwać „europeizacją Europy”. Polega ona na delikatnym – bo tu na żadne gwałtowne ruchu nie ma na razie miejsca – ale cierpliwym i metodycznym wypychaniu Stanów Zjednoczonych z europejskiej polityki, zwłaszcza z kierowniczej roli. Niemcy bowiem, jako państwo poważne (bo państwa, jak wiadomo, dzielą się na poważne i pozostałe), nie zapominają, że na skutek dwukrotnego wtrącenia się Stanów Zjednoczonych do europejskiej polityki, przegrały dwie wojny, które przecież mogły wygrać. Nawróciły się też na linię polityczną kanclerza Bismarcka, która polega na tym, że Niemcy kierują Europą w porozumieniu z Rosją. Zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia jest strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, wyznaczające ramy europejskiej polityki. Oczywiście USA wcale nie zamierzają poddawać się doktrynie „europeizacji Europy”. Prezydent Obama, który najpierw, „przekonany” przez izraelskiego prezydenta Szymona Peresa, wycofał Stany Zjednoczone z aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, co doprowadziło do proklamowania 20 listopada 2010 roku w Lizbonie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja, czyli ustanowienia politycznego porządku lizbońskiego, w 2013 roku przywrócił aktywną politykę amerykańską w tej części Europy i zapalając zielone światło dla politycznego przewrotu na Ukrainie, wysadził porządek lizboński w powietrze. W takiej sytuacji również Rosja skorzystała z okazji, by załatwić niektóre swoje sprawy, co zirytowanego prezydenta Obamę skłoniło do prób montowania antyrosyjskiej krucjaty w Europie. Taka krucjata bez udziału Niemiec byłaby własną karykaturą – więc w Niemczech pojawiły się wątpliwości, czy przeczekać prezydenta Obamę i trzymać się strategicznego partnerstwa z Rosją, czy też machnąć na nie ręką i przyłączyć się do krucjaty. Myślę, że argumentem, który mógłby być dla Niemców decydujący, mogłaby być obietnica amerykańskiej zgody na rewizję postanowień konferencji w Poczdamie odnośnie tzw. „ziem utraconych”. Konferencja ta nadała tym obszarom status tymczasowy – odsyłając do traktatu pokojowego, którego Niemcy z Polską nie zawarły, chociaż w traktacie „2 plus 4” zrzekły się roszczeń terytorialnych wobec innych krajów i w wykonaniu jego postanowień 14 listopada 1990 roku podpisały z Polską traktat graniczny. Można by zatem uznać, że przynajmniej w tym zakresie II wojna światowa zakończyła się w listopadzie 1990 roku – ale czy to można być do końca tego pewnym? W stosunkach międzynarodowych bardzo popularna, o ile nie obowiązująca jest klauzula rebus sic stantibus. Zasadę tę opisuje art. 62 konwencji wiedeńskiej w prawie traktatów z 1969 roku, która weszła w życie w roku 1980. W tej klauzuli chodzi o to, że zawarty traktat można wypowiedzieć, jeśli sprawy przybrały inny obrót, niż w w momencie zawierania traktatu. Znakomitym przykładem zastosowania tej klauzuli są traktaty zawierane przez rząd USA z Indianami. Wprawdzie wspomina się tam, że uzgodnione ustalenia będą obowiązywały, „dopóki trawa będzie rosła, a rzeki płynęły” – ale kiedy sprawy przybierały inny obrót, to wszystko wyglądało całkiem inaczej, chociaż co do trawy i rzek nic się nie zmieniło. Ale bo też te sprawy, podobnie jak pory roku, nie zależą od rządów, podczas gdy wszystkie inne – niestety tak. W rezultacie trudno ustalić datę zakończenia II wojny, zwłaszcza, że porządek lizboński też został wysadzony w powietrze.” (Stanisław Michalkiewicz – Prawdziwy koniec II wojny)

podobne: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej i to: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium  polecam również: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„…żeby być w polityce międzynarodowej partnerem, rząd musi panować przynajmniej nad własnym państwem. W przypadku Polski tak nie jest, a ponieważ każdy to widzi, Polska jest rozgrywana na zasadzie divide et impera. Ale nie na tym polega specyfika Volkslisty rosyjskiej. Ta specyfika polega na rosyjskich oczekiwaniach wobec Polski – że mianowicie zaakceptuje ona bez zastrzeżeń status „bliskiej zagranicy”. To bywa rozmaicie nazywane w zależności od sezonu; raz to jest „słowiańszczyzna”, innym razem – „bratnia wspólnota socjalistyczna”, a teraz nawet jako „obrona cywilizacji” – ale za każdym razem, od XVIII wieku, chodzi o to samo. Różnica jest taka, że Rosja raz przyciska nas do swego serduszka mocniej, a innym razem – słabiej. Jak przyciska nas mocno, to nie możemy nawet złapać oddechu, a jak słabiej, to niektórym nawet wydaje się, że są wolni. Ryzyko polega na tym, że nigdy nie wiemy, jak to będzie, bo też nie od nas to będzie zależało, tylko od tego, kto akurat stanie na czele Rosji. Tłumaczyłem to w roku 1996 delegacji Dumy rosyjskiej, która akurat bawiła w Warszawie. Jeden z deputowanych był ciekaw, dlaczego Polska chce przyłączyć się do NATO. Powiedziałem, że – po pierwsze – tylko NATO przewiduje obecność amerykańskiego wojska na terenie Niemiec. Dopóki to wojsko tam jest, to mamy coś w rodzaju gwarancji, że Niemcy nie zrobią niczego okropnego. Jeśli pewnego dnia amerykańskie wojsko z Niemiec zniknie, to być może Niemcy i wtedy nie zrobią niczego okropnego, ale już żadnej gwarancji nie będziemy mieli. Po drugie – chcielibyśmy zachować niepodległość i albo nam się to uda, albo nie. Może bowiem nam się to nie udać, bo coś okropnego zrobi Rosja. To nie musi być zaraz tragedia, chociaż oczywiście wolelibyśmy utrzymać niepodległość. Gdyby – powiedziałem – w Rosji panowała rynkowa gospodarka i liberalne prawo, gdyby Rosja nie próbowała przerabiać nas ani na „ludzi sowieckich”, ani na jakichś „Słowian”, gdyby na czele Rosji stał ktoś taki, jak Sergiusz Witte, albo Piotr Stołypin, to jakoś byśmy to wytrzymali. Gdyby jednak na czele Rosji znowu stanął ktoś taki, jak Józef Stalin, to – powiedziałem – wy sami najlepiej wiecie, że trzeba uciekać od was jak najdalej. Więc na wszelki wypadek chcemy przyłączyć się do NATO, żeby w razie czego mieć gdzie uciekać.

Jak z tego wynika, za przynależnością do NATO , czyli za Volkslistą amerykańską, przemawiają pewne argumenty, które byłyby jeszcze mocniejsze, gdyby Polska mogła uzyskiwać korzyści z przynależności do Paktu, do którego wnosi ważny aport. Przyczyny niemożności uzyskiwania tych korzyści leżą po stronie polskiej, a nie po stronie NATO i te przyczyny Polska powinna wyeliminować. W przeciwnym razie państwo nasze będzie wodzone za nos już nawet nie przez Niemcy, ale nawet przez Ukrainę, która znakomicie opanowała sztukę obcinania kuponów od prezentowania się w charakterze państwa specjalnej troski, no a przede wszystkim woli namawiać się z Niemcami, niż z rządem w Warszawie który nie wiadomo, czy panuje nawet nad swoimi sekretarkami. Jest to szczególnie ważne teraz, kiedy Niemcy wykorzystują pretekst Brexitu, by przywracać w Unii pruską dyscyplinę, a zapowiedzi tworzenia unijnych sił szybkiego reagowania i marynarki wojennej z rozbudowanymi dowództwami oraz „międzynarodowej” straży granicznej budzą podejrzenia, że USA próbując skaptować Niemcy do antyrosyjskiej krucjaty, mogą pozwolić na budowę europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, czyli na uwolnienie Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. L’appetit vient en mangeant, co się wykłada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie jest wykluczone, że Niemcy spróbują załatwić jeszcze jedną sprawę, a mianowicie – amerykańską zgodę na rewizję postanowień konferencji w Poczdamie odnośnie „ziem utraconych”…” (Stanisław Michalkiewicz, całość tu: Slalom między Volkslistami)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę i to: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„…w stosunkach międzynarodowych występują dwie sprzeczne tendencje. Z jednej strony mamy dążenie państw do utrzymania własnej suwerenności, co skutkuje stanem anarchii w stosunkach międzynarodowych, a z drugiej – tendencję do przezwyciężania stanu anarchii poprzez porządkowanie tych stosunków, czy to poprzez tworzenie imperiów, czy to przez tworzenie międzynarodowych instytucji. I kiedy wydawało się, że w stosunkach międzynarodowych zaczyna dominować tendencja porządkująca, 21 kwietnia 2000 roku Prezydent Rosji W. Putin ogłosił doktrynę wojenną, w której zwracał uwagę na „marginalizację” ONZ i OBWE oraz podejmowanie operacji wojskowych bez upoważnienia Rady Bezpieczeństwa (chodziło o b. Jugosławię). Wkrótce nastąpił tak zwany „atak terrorystyczny” na Stany Zjednoczone, dzięki czemu ekipa tzw. „neokonserwatystów”, czyli Żydów, którzy z trockistów stali się konserwatywnymi marranami, podsunęła prezydentowi Bushowi doktrynę obronną, według której USA przyznały sobie prawo prewencyjnych uderzeń na państwa uznane przez nie za „zbójeckie”. Ta doktryna przekreśliła zarówno 3 jak i 8 zasadę Karty Atlantyckiej. Zasada 3 głosiła swobodę każdego państwa do wyboru własnej formy rządu, a zasada 8 wyrażała „wiarę”, że wszystkie państwa „będą musiały zgodzić się na wyrzeczenie się przemocy”. W rezultacie stosunki międzynarodowe ponownie zostały zdominowane przez stan anarchii, co zauważył nowy prezydent USA Donald Trump oświadczając, że będzie kierował się przede wszystkim interesem Ameryki.

Na deklarację Donalda Trumpa zareagował niezwłocznie Wiktor Orban oświadczając, że skoro Stany Zjednoczone zamierzają kierować się przede wszystkim własnym interesem, to Węgry będą robiły to samo w przekonaniu, że skoro takie postępowanie jest dobre dla USA, to musi być tak samo dobre dla Węgier. Nie jest wykluczone, że ma rację, chociaż warto zwrócić uwagę, że z uwagi na to, że – po pierwsze – USA mają rozmaite interesy w Europie Środkowo-Wschodniej i że – po drugie – będą próbowały je realizować bez względu na to, czy Węgrom będzie się to podobało, czy nie, więc – po trzecie – Węgry będą mogły skutecznie realizować własne interesy państwowe o tyle, o ile potrafią zharmonizować je z interesami amerykańskimi w tej części Europy. To nie jest niemożliwe, chociaż oczywiście będzie wymagało od Węgier pewnej elastyczności. Wszystko, co dotyczy Węgier, dotyczy również Polski, chociaż nie da się ukryć, że w odróżnieniu od Węgier, Polska nie wykazuje dostatecznej elastyczności. W jakim stopniu jest to skutkiem konieczności rywalizowania rządu o względy Naszego Najważniejszego Sojusznika ze starymi kiejkutami, które za napiwek podejmą się każdego łajdactwa, a w jakim – niechęci Jarosława Kaczyńskiego do Rosji, to sprawa osobna. Gdyby jednak udało się przekonać ekipę Donalda Trumpa, który najwyraźniej nie jest entuzjastą niemieckiej hegemonii w Europie, do koncepcji „heksagonale” – ale uzupełnionej i poprawionej, to znaczy – ze Stanami Zjednoczonymi jako protektorem – to wcale nie musielibyśmy aż tak bardzo martwić się powrotem do stanu anarchii w stosunkach międzynarodowych.” (Stanisław Michalkiewicz – O pożytkach z anarchii)

podobne: USA nakładają sankcje na Węgry za wspieranie Rosji! oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Pamiętajmy o tym że Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Można się na nie gniewać, ale taka jest brutalna rzeczywistość. Jeśli chcemy być bezpieczni i wolni od bycia przedmiotem/pionkiem obcej/wrogiej polityki zagranicznej to sami musimy o to zadbać. Póki co sprawa naszej samodzielności nie przedstawia się najlepiej, o czym więcej tu: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?  oraz tu: Romuald Szeremietiew: Wiarygodność obrony i tu: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? a sam Optymizm nie zastąpi nam Polski.

Nie ma się więc co obrażać na obecność w Polsce wojsk amerykańskich, a już zupełnie bezcelowe jest dorabianie do tego faktu teorii spiskowej, tudzież pokrętnej „logiki” jakoby ta obecność była dla nas zagrożeniem, albo że psuje w sposób szczególny nasze interesy z Rosją czy (według nowego zarzutu) z Chinami. Trzeba bowiem spojrzeć realnie na te interesy, i na to co się z nimi wiąże, co można na dziś określić jako uzależnienie od rosyjskiego gazu, i póki co wielkie plany bycia rynkiem zbytu/przeładownią dla chińskich towarów. Obecność wojsk amerykańskich ani jednemu ani drugiemu nie zagraża. Teorie o tym że Chińczycy i Rosjanie ze względu na jakąś brygadę zrezygnują z robienia interesów w Polsce (albo że z tego powodu pójdą na wojnę z USA) jest równie naiwne jak to, że ich obecność w Polsce ma charakter czysto biznesowy. To że my chcemy mieć z tych kontaktów jakieś korzyści, nie ma też nic wspólnego z intencjami i celami obu państw (Jakóbik: Nowy Jedwabny Szlak z grą służb w tle). Niezrozumienie tej sytuacji można tłumaczyć tym, że albo ktoś nie zna realiów geopolityki, albo patrzy na nie przez romantyczno-idealistyczną wizję własną (a często podsuniętą propagandę), przez co ma zaburzone postrzeganie miejsca i siły Polski na arenie międzynarodowej (nie widzi tła – koncertu mocarstw) jest więc niepoprawnym marzycielem. Tych zaś którzy są zainteresowani podniecaniem obywateli „wasalizacją” czy „okupacją”, próbując stawiać relacje geopolityczne na ostrzu noża za pomocą przeinaczeń i chaosu informacyjnego należy się miano pożytecznego idioty, albo agenta wpływu jeśli pracuje na korzyść wrogiej Polsce propagandzie. Zwłaszcza jeśli taki ktoś stara się przekonać jak największą liczbę ludzi do tego, że nasze rozbrojenie jest najlepszą gwarancją pomyślności w dialogu, bo w ten sposób nikt obcy nie czuje się zagrożony (stara śpiewka jurgieltników jeszcze z czasów przedrozbiorowych I RP).

Tu pytanie do Putinolubów… Jeśli wierzycie w dobre intencje Prezydenta Rosji to czego się boicie? A jeśli się boicie gwałtownej reakcji ze strony Rosji to po co stręczycie Polakom ten kraj jako partnera, a jego przywódcę stawiacie za wzór męża stanu? Jeśli podobają się wam porządki w Rosji to w sumie powinniście się cieszyć z potencjalnego ataku, bo wreszcie będziecie mogli żyć w swoim wymarzonym świecie – pod prawdziwą okupacją i dyktaturą. Po co to udawanie że chodzi wam o dobro Polski i jej niezależność, skoro utożsamiacie się z Putinem i „słowiańszczyzną” to przyjmijcie na klatę konsekwencje takiego poddaństwa… Powinniście się cieszyć na okoliczność tego co zapowiedział pewien Sienkiewicz: “Nie będzie żadnego państwa polskiego. (…) Przyjdzie ktoś z zewnątrz i zarządzi tym burdelem”. Często powtarzacie że polskie władze pełne są ludzi którzy „bardziej nienawidzą Rosję niż kochają Polskę”, tymczasem sami zachowujecie się (pomimo doświadczeń komuny – a może właśnie dlatego) jak ludzie którzy bardziej niż kochają Polskę nienawidzą USA… (Odys)

„…sympatie prokomunistyczne wśród wysokich urzędników II RP – jest jej największą tajemnicą. Do dziś nie można wyjaśnić ilu było czerwonych kretów w urzędach i armii, a to z tego względu, żeby nie zniszczyć mitu odrodzonej po 120 latach niewoli Polski. Skąd oni się tam brali? No stąd, że ZSRR był, jest i jeszcze długo będzie dla wielu ludzi szalenie atrakcyjny intelektualnie, w przeciwieństwie do organizacji takich jak Kościół Katolicki. Dlaczego tak? Bo ZSRR dawał ludziom szansę na spełnienie ich marzeń. Oni tak to widzieli. Program komunistów był programem wielkiej budowy, która miała ulepszyć świat. A jak się komuś zawróci w głowie wizją, to on już się z tej hipnotycznej fazy nie wydobędzie nigdy. Będzie myślał już tylko o budowie wielkich miast na stepie, o piecach Magnitogorska i o tamach przegradzających rzeki Azji. Nie zrozumie, że komunizm to nie żadna budowa, ale piekło metodycznego zniszczenia wszystkiego dookoła. Nie zrozumie, bo komunizm jest atrakcyjny intelektualnie i stwarza złudzenia jakich nie może dać nikt, nawet Hollywood. Ono bowiem lansuje postawy indywidualne, komuniści zaś wprowadzają do mózgu złudzenie współdziałania w grupie, w której to uwiedziony intelektualnie urzędnik II RP widzi dla siebie miejsce przywódcze, albowiem wie, że dopiero tam docenią jego niezwykłe zdolności. Oczywiście, że docenią, a jak już je wykorzystają strzelą mu w łeb z bliskiej odległości, ale tej klauzuli akurat nie będzie w kontrakcie…” (coryllus – O atrakcyjności intelektualnej Polski i innych organizacji)

podobne: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

Wracając do realiów i właściwych proporcji – to nie Polska dyktuje warunki i kierunek działań Rosji, ale zmuszona jest reagować na jej politykę. Z racji tej PRZYCZYNY i naszej słabości jesteśmy niestety skazani na asystę takiego sojusznika który może skutecznie odstraszyć potencjalnego agresora. Nie chodzi tu o pewność obrony (tej nigdy mieć nie będziemy dopóki nie będziemy dysponować własnymi siłami) ale o niepewność wrogów, którzy z racji na fizyczną obecność USA w Polsce nie mają tego komfortu jaki mieli Hitler i Stalin kiedy napadali na nas w 39 r.

Nie chodzi też o to żeby spocząć na cudzych laurach i odtrąbić sukces, tak jak nie chodzi o to by wymachiwać cudzą szabelką i grozić Rosji wojną, bo Polska nie szuka wojny z nikim. To że próbujemy zadbać o własne bezpieczeństwo jest prostą i oczywistą reakcją na to że Rosja już od dawna wdrożyła i wydaje kupę forsy na modernizację i zwiększenie własnego potencjału wojennego. Na dodatek w przeciwieństwie do Polski wykazuje agresją wobec sąsiadów, oraz prowokacjami grożąc użyciem „wszelkich sił i środków” dla rzekomej „obrony” własnych interesów… jakby Polska stanowiła część Rosji (nie daje wam do myślenia takie stawianie sprawy Putinoluby?). Nie chodzi o to by kogoś napadać, ale żeby odstraszać potencjalnych agresorów, których na przestrzeni dziejów Polsce nigdy nie brakowało. Polecam wszystkim miłośnikom Putina żeby pojechali do Rosji i namówili tego człowieka żeby sam się rozbroił i nie straszył nikogo Iskanderami. Chce nas przekonać o swojej dobrej woli? Niech odda wrak TUtki i otworzy sowieckie archiwa. Tymczasem zalecam wszystkim podnieconym amerykańską obecnością w Polsce kilka głębokich wdechów i odwyk od bajek o dobrym i bezbronnym misiu z Rosji.

Tym którzy potraktują ten wpis jako pochwałę amerykańskiej w Polsce działalności, albo moją naiwną wiarę w szczerość i bezinteresowność ich intencji polecam lekturę: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?) i ciekawy kawałek z historii zamierzchłej… (Odys)

„…w roku 1790 zawarto sojusz z Prusami, który miał wyzwolić Polskę z moskiewskiej opresji, prócz tego wprowadzono podatek dziesiątego grosza i zastosowano ten sam podatek wobec dóbr kościelnych, tyle, że w wymiarze podwójnym. Do tego przyjęto ustawę o niepodzielności ziem Rzeczpospolitej. Ustawę tę wyszydził nawet człowiek tak naiwny jak Paweł Jasienica, nie ma więc potrzeby byśmy się nią tutaj zajmowali. Sojusz z Prusami nazywa BenjaminVaughan wyzwoleniem Polski! I porównuje go w dodatku do rewolucji we Francji! A jakby tego było mało Polska jest w jego memorandum wymieniona na miejscu pierwszym. Ciekawe czemu?

…Prusy przed pierwszym rozbiorem to spłachetek piachu nad morzem, nawet po przyłączeniu Śląska to jest europejskie byle co, z czym liczyć się nie trzeba. Być może owa teoretyczna słabość Prus plus osoba Benjamina skłoniły Koronę do zakończenia wojny. No, a wtedy pozostało już tylko wzmocnić Prusy czyimś kosztem i sprawa załatwiona. USA ma nowego partnera w Europie. Taka jest moja wersja, ale pozostaje jeszcze wyjaśnić dlaczego Korona zgodziła się na pokój. Tę kwestię naświetlił wczoraj Jacek. Otóż twierdzi on, że Korona za nic nie mogła zgodzić się, by Moskwa podporządkowała sobie cały obszar Rzeczpospolitej, bo kolidowało to z interesami Korony na Bałtyku. Prusy zaś, teoretycznie słabe i małe, stanowiły ważny czynnik brytyjskiej polityki w regionie, były ogranicznikiem wpływów Moskwy, pod jednym wszakże warunkiem – Rzeczpospolita musiała zostać zgładzona. Zmierzamy więc wprost do konkluzji, że Stany Zjednoczone powstały kosztem i na trupie Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a do tego przejęły jej tradycję republikańską. Organizacją zaś, która wytransferowała te idee za ocean było Towarzystwo Rewolucji, założone w Londynie na rok przed wybuchem rewolucji we Francji…” (coryllus całość tu: Prawicowi intelektualiści i wielka rewolucja)

Do tego „ciekawostka”:

„Udo Ulfkotte był dziennikarzem, który ujawnił fakt, że tak on jak i jego koledzy pracowali na żołdzie wywiadu amerykańskiego. W swej książce zatytułowanej „Gekaufte Journalisten“ – „Skorumpowani dziennikarze”, wydanej w roku 2014 opisał metody, przy pomocy których CIA sugeruje treści artykułów, oraz instruuje i opłaca dziennikarzy niemieckich (również i włoskich) by popierali w mass-mediach politykę amerykańską…” (dakowski.pl – Udo Ulfkotte pro memoria, podobne: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową)

…a teraz wybierajcie którzy z nich są lepsi… a raczej należałoby powiedzieć gorsi i co wam da okopanie się na tych pozycjach. Ja tymczasem pozwolę sobie zacytować coś daleko bardziej ważniejszego… (Odys)

„…W połowie XVII wieku próbowano Polskę rozwalić za pomocą szeroko zakrojonej operacji znanej w historii jako „potop szwedzki” plus towarzyszące mu inne wojny przed i po potopie. Nie udało się, mimo że zaangażowanie militarne naszych przeciwników i środki w to zainwestowane naprawdę było duże.
Ponad sto lat później pokroili Rzeczpospolitą bez jednego wystrzału. Pomijamy miłosiernym milczeniem insurekcję Kościuszki, bo to sabotaż, wstyd i żenada. Błagam tylko, aby nie mówić o braku wojska, przynajmniej nie na tym blogu. O armiach imperialnych i rewolucyjnych, żeśmy już tu podyskutowali.
Według mnie przez ponad sto lat pozwoliliśmy sobie zwątpić we własną doktrynę. Pozwoliliśmy, aby potem ją nam odebrali i zastąpili „oświeceniem”. Niech piekło pokłonie oświecenie! Od XVIII wieku, od czasu instalacji oświecenia z narodu pewnego własnej tożsamości staliśmy się narodem aspirującym. Dziś jesteśmy już tylko biednymi aspirantami stojącymi w kolejce… Te aspiracje Coryllus bez przerwy nam demaskuje.
Wystarczy czytać Jasienicę wspomnianego wyżej przez Gospodarza, który jest dla wielu obowiązkowym stylem myślenia. I nie chodzi o to, co pisze, tylko o to, co każe robić. Aspirować, aby być jak inne kraje! To z tą trucizną trzeba walczyć!
Trzeba nam odzyskać własną narrację naszej historii zwłaszcza tej z czasów przedrozbiorowych. Nasza obecne błędy wynikają z zaszczepionej nam mentalności, że musimy się zapisać do klubu „starszych i mądrzejszych”, że musimy przezwyciężyć skazę i klątwę jaką był ustrój I Rzeczpospolitej. Nie był to ustrój doskonały, ale żadne wewnętrzne fatum nad nim nie ciążyło. Zaciążyło nad nami to, że daliśmy sobie w oświeceniu przetrącić duchowy i moralny kręgosłup. Potem dalej był socjalizm itd...” (mniszysko 13 stycznia 2017 o 11:36)

…i lekturę tego: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Jesteśmy między młotem a kowadłem i póki co nie możemy nic z tym zrobić, możemy się co najwyżej spierać która ze stron chce nas bardziej zniewolić, ale ja nie widzę sensu w takiej dyskusji. Uważam tylko że większym zagrożeniem dla Polski jest mimo wszystko Putinowska (podkreślam ten „przymiotnik”) Rosja bo według jej doktryny jesteśmy „bliską zagranicą” bez prawa do samodzielnej polityki zbrojeniowej i energetycznej (w czym Moskwa współpracują ściśle z Berlinem).

Z racji tego że nie mam najmniejszego wpływu na globalną ani lokalną politykę, mogę tylko marzyć o własnej drodze i dawać na nią przykłady z naszej własnej zamierzchłej historii, co staram się robić zachowując zdrowy dystans do wieszania nas przez nasze „elity” u obcych klamek. Tego typu fakty dokonane traktuję wyłącznie jako przykrą konieczność. Nie raz wspominałem co musiałoby się stać żebyśmy mogli w miarę bezpiecznie podążyć własną drogą… W skrócie chodzi o korzystny zbieg geopolitycznych okoliczności (co już się kiedyś zdarzyło). Potrzebujemy jednoczesnego kryzysu w Niemczech i w Rosji, przy równoległym uwolnieniu potencjału Polaków i nie wpadnięciu pod koła jakiegoś innego walca (o czym więcej tu: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP). Chcieć nie zawsze znaczy móc, ale co powinniśmy zrobić trzeba już dziś gdzieś sobie zapisywać i na podstawie tego dobierać sobie przywódców i kształcić przyszłe pokolenia. I tu chciałbym z całą mocą podkreślić, że pokojowe odblokowanie polskiego potencjału gospodarczego nie zależy aż tak od naszych sojuszników, jak od tego kogo sami stawiamy za sterami naszego państwa. Jest to więc zadanie leżące w każdej chwili w naszym zasięgu. Kompletnie niezależne od przynależności do międzynarodowych dętych instytucji, w których złudne nadzieje pokładają nasze „elity”, a które służą wyłącznie formatowaniu podwójnej moralności za pomocą „światowej opinii publicznej” …(Odys)

10.01.2017, Warszawa (PAP) 

Polska ma znaczące poparcie i duże szanse na niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – powiedział we wtorek minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Szef MSZ, który przebywa w Nowym Jorku, po spotkaniu z ambasadorami państw należących do RB ONZ powiedział TVP Info, że większość ambasadorów przychylnie odnosi się do polskiej kandydatury.

„Nastawienie jest bardzo pozytywne, w zasadzie można powiedzieć, że wielu z nich już gratuluje Polsce” – powiedział minister. Zastrzegł, że „jeszcze wiele miesięcy, wiele pracy i przekonywania”.

„Jesteśmy krajem, który jest producentem bezpieczeństwa, a nie konsumentem, w związku z tym szanse na wybór nas są bardzo duże” – dodał szef MSZ, który uczestniczył w specjalnym posiedzeniu zainicjowanym przez Szwecję, a poświęconym debacie nad sposobami rozwiązania konfliktów. Przypomniał, że od lat 50. ub. wieku w operacjach pokojowych na całym świecie wzięło udział ponad 70 tys. polskich żołnierzy.

Minister poinformował, że ma w planie spotkanie z Henrym Kissingerem i rozmowę telefoniczną z gen. Michaelem Flynnem, wymienianymi jako przyszli doradcy prezydenta Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa. Dodał, że zamierza im „przedstawić nasze spojrzenie na sytuację bezpieczeństwa w całej Europie”.

Waszczykowski był też pytany o sytuację w polskim Sejmie. Wyraził przekonanie, że sprawy wewnętrzne powinny takie pozostać. „To, co się dzieje w Polsce, powinno zostać w Polsce i nie powinno być przenoszone. Dopóki te sprawy toczą się w naszym kraju, i toczy się normalna – chociaż być może w niektórych sytuacjach nienormalna – rywalizacja polityczna, zamknięta w naszych domowych, wewnętrznych kwestiach, to jest oczywiste, że tak wygląda często rywalizacja polityczna” – podkreślił. (PAP) brw/ par/ jbr/

11.01.2017, Nowy Jork (PAP)

…Minister zwrócił uwagę, że chodzi głównie o to, by status bezpieczeństwa Polski, Europy Środkowej były równe statusowi bezpieczeństwa Europy Zachodniej. Nie chodzi jednak o odtwarzanie układu zimnowojennego kiedy na granicach stały niemal milionowe armie, lecz o symboliczne zabezpieczenie i dowód obrony na wypadek zagrożenia. Szef MSZ uznał, że Polska to otrzymuje.

Waszczykowski zapewniał też, że Polska jako sąsiad Rosji jest zainteresowana ułożeniem z nią poprawnych, a może kiedyś przyjacielskich relacji. Klucze do tego leżą w Moskwie – dodał. To Rosja bowiem nie chce rozwiązać zagadki katastrofy smoleńskiej, nie chce współpracować i oddać wraku samolotu.

Jak dodał z jego rozmów z doradcami Trumpa wynika, że chcieliby, aby Rosja powstrzymała się od łamania prawa i anektowania terytoriów.

„Słyszałem dzisiaj z ust jednego z moich rozmówców, że jest nie do zaakceptowania, aby Rosja prowadziła taką działalność wojskową na terenie Bliskiego Wschodu. Kiedy Henry Kissinger był decydentem w latach siedemdziesiątych byłoby to nie do zaakceptowania. Myślę, że czyny jednak będą inne niż wypowiedzi retoryczne, a Twitter nie jest dla mnie źródłem wiedzy” – wskazał Waszczykowski.

W nawiązaniu do debaty w Radzie Bezpieczeństwa na temat rozwiązywania konfliktów międzynarodowych pytany przez PAP ocenił, że najciekawsze było wystąpienie amerykańskiej ambasador przy ONZ Samanthy Power.

„Twierdząc, że żegna się już najprawdopodobniej z tym stanowiskiem pozwoliła sobie na pewną szczerość. Uznała, że przez lata dyplomaci, ambasadorowie, przedstawiciele Rady Bezpieczeństwa opowiadają eufemizmy. Mówią językiem żargonowym. Nie wskazują palcem. Jeśli mówi się o tym, aby powstrzymać się od użycia broni, powinno się wskazać do kogo się to adresuje itp.” – tłumaczył.

Waszczykowski zauważył też, że rosyjski ambasador przy ONZ Witalij Czurkin odrzucił w swym wystąpieniu zarzuty o zmianę przez jego kraj architektury bezpieczeństwa i agresję wobec Ukrainy.

Polski minister wyraził przy tym obawę, że świat może zaakceptować zajęcie Krymu w zamian za spokój we wschodniej części Ukrainy.

„To może nie być porozumienie domówione, ale na zasadzie fait accompli, faktów dokonanych, a wiele państw uzna, że nie ma atmosfery dla odzyskania Krymu dla Ukrainy” – przestrzegał.

Porównując sytuację do podziału Niemiec uzupełnił, że dzisiejsi władcy Kremla nie są wieczni. W Rosji też może dojść do transformacji, demokratyzacji w sposób pokojowy i powstania rządu, który odwróci tendencję łamania prawa międzynarodowegoZ Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ lm/ pro/

„Białoruś ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa Zachodu. Ewentualne jej zajęcie przez Rosję – np. przy okazji manewrów Zapad 2017 – zmieniłoby zasadniczo sytuację strategiczną w regionie. Ewentualny przerzut sił rosyjskich w planowanej przez Kreml ilości (zamówiono do przerzutu sił aż 4200 platform kolejowych, co wystarcza do transportu 3 ciężkich dywizji) oznaczałby, że państwa bałtyckie byłyby realnie zagrożone w stopniu do tej pory nieznanym. Z punktu widzenia znacznie silniejszej od państw bałtyckich Polski sytuacja również uległa by dramatycznej zmianie, bowiem po raz pierwszy od chwili wstąpienia do NATO na granicy RP znalazłoby się rosyjskie zgrupowanie o realnym potencjale ofensywnym…

…Wydaje się, że połączenie świadomości zagrożenia na najwyższym poziomie politycznym w kraju wraz z wyraźnym wsparciem dla pomysłu nawiązania dialogu Warszawy z Mińskiem ze strony sojuszników przeważyło szalę. Powyższe nie zmienia faktu, że musi niepokoić fakt, iż przez lata prowadzono na kierunku białoruskim politykę całkowicie bezrefleksyjną i co gorsza nieskuteczną. Nie sposób nie zadać sobie pytania, skąd brało się wieloletnie ignorowanie faktu, iż gra nie toczy się o demokrację w sąsiednim kraju, a o bezpieczeństwo własnego. Konsekwentnie ignorowano zagrożenie, którego zapowiedzią były ogłaszane publicznie plany dyslokacji lotnictwa rosyjskiego na Białorusi. Nie przejmowano się faktem, iż w pobliżu granicy może dojść do potężnych, potencjalnie nam zagrażających, manewrów. Niestety odpowiedzi na pytania, czemu tak się działo nie napawają optymizmem. Więcej w nich bowiem ludzkiej małości, braku umiejętności refleksji i grupowych interesów niż wielkiej polityki. Nie brak wśród środowisk przeciwnych dialogowi z Mińskiem ludzi świadomych rosyjskiego zagrożenia, choć właśnie to zagrożenie powinno być punktem wyjścia dla konstatacji o konieczności dialogu z Mińskiem…

…W dniach 23 – 26 stycznia doszło w Warszawie do gry wojennej, którą kierował Naczelny Dowódca Sił Operacyjnych NATO (SACEUR) w latach 2013 – 2016 generał Philip M. Breedlove. Gra odbywała się w reżimie zachowania poufności, ale jak poinformowały media do udziału w grze, w charakterze obserwatora, zaproszony został ekspert z Białorusi. Fakt ten w połączeniu ze scenariuszem gry świadczyły o chęci wysłania sygnału do Mińska (a niewykluczone, że zarazem i do Moskwy) o tym, że Zachód nie planuje obalania reżimu w Mińska, chce dialogu z władzami Białorusi, nie planuje działań ofensywnych na kierunku białoruskim, ale też, zdając sobie sprawę z ofensywnych scenariuszy rozważanych w Moskwie, planuje działania na wypadek negatywnego rozwoju zdarzeń. NATO musi bowiem zakładać, że ew. rosyjski atak czy to na państwa bałtyckie czy tym bardziej Polskę, zostałby wyprowadzony właśnie z terytorium RB. Historycznie tzw. brama smoleńska i dalej równiny na Białorusi to tradycyjne miejsce do ew. działań zbrojnych.  Tym samym o bezpieczeństwie państw bałtyckich i Polski decyduje – z racji zarówno politycznych, militarnych, jak i geograficznych – to, co stanie się z Białorusią…” (całość tu: Polska – Białoruś, czyli o polityce w cieniu gry mocarstw)

podobne: Ośrodek Analiz Strategicznych: Potencjał militarny Białorusi oraz: Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły” i to: UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec Rosji. Wojna handlowa Rosji i Kazachstanu. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią Rosji. Białoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy. Rosja sprzedała rakiety S-400 Chinom i znosi embargo dla Iranu. Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem.

rys. Andrzej Krauze

Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”


Ivan Vladimirov - Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

Ivan Vladimirov – Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

„…W filmiku na youtubie o krótkim życiu towarzysza Yakowa Swierdłowa, który wydał rozkaz zabójstwa Cara Mikołaja II i jego Rodziny w 39 min. podany zostaje spis zawartości sejfu Yakowa Swierdłowa, zmarłego nieoczekiwanie „od grypy hiszpanki”. Spis jest podpisany przez samego Genrika Jagodę. Otóż klasyczny idealista komunistyczny , zresztą nr 2 zaraz po Leninie, zostawił w tajnym sejfie (który musiał otworzyć wyciągnięty na tę okazję z celi „fachowiec”) m.in złotych monet carskich na kwotę 108.525 rubli, jubilerskich detali 705, kredytowe bilety carskie na kwotę 750.000 rubli, pewna liczba paszportów na różne nazwiska, jeden na nazwisko niemieckie. Łącznie złota było prawie 100 kg. A tymczasem włamu dokonano w poszukiwaniu „głowy cara”, którą miał sobie zażyczyć „na pamiątkę”.” (pink panther – 10 stycznia 2017)

Film o dzielnym tow. Swierdłowie (Jakow Swierdłow Krwawy mechanik władzy radzieckiej) unaocznia czym dla władzy lódowej był ploretariat, i do czego tak naprawdę była komunistom potrzebna mantra o „sprawiedliwości społecznej”, „równości” i innych tym podobnych nośnych dla prostych umysłów klasy robotniczej hasłach. Jakiż wstyd musiał trawić tych wszystkich idealistów, kiedy zamiast „romantycznej” pamiątki z bojowych rewolucyjnych dokonań Swierdłowa (zakonserwowanej w słoiku z formaliną), odkryto w jego sejfie dowody na pospolitą bandyterkę i złodziejstwo. Taki to był idealista, na dodatek hobbysta, numizmatyk i podróżnik (biorąc pod uwagę paszporty).

A oto historia Heńka G… czyli dokonania „idealisty” w skali mikro… (Odys)

„…24 maja. Dziś cała krew we mnie zawrzała, kiedy egzekutorzy rozłożyli się u nas w mieszkaniu. Przyszło dwóch nażartych chamów i kazali sobie od razu zapłacić 57 zł i 54 grosze. Nie było ani grosza w domu. To oni nie czekali długo i zaczęli wyrzucać wszystko z szafy na podłogę i zabrali zegar. Matka zeszła z łóżka i zaczęła ich prosić, i płakać, żeby nie zrobili śmieci, i wszystkiego, żeby poczekali, to się przyniesie pieniądze, ale oni odepchnęli matkę i powiedzieli, że jeszcze protokół spiszą, że przeszkadza.. Pożyczono 30 złotych i dano mu, ale on krzyknął „nie wezmę” i odrzucił pieniądze. […]

25 maja. Zwróciłem się do J.K., który jest sekretarzem w Związku Młodzieży Komunistycznej i powiedziałem, że chce przystąpić do „pracy”. […] Chcę walczyć z kapitalizmem, który wydał takich darmozjadów, jak tamci egzekutorzy! […]

23 lutego 1931. Znowu wyciągnąłem pamiętnik, żeby zapisać ważny fakt. Wczoraj byłem w Łazienkach z Lonią i ona sama mi zaproponowała, że jeśli chcę, mogę z nią spółkować. Położyliśmy się na trawie, tam ją wychędożyłem. Ale wśród tego, złapał mnie policjant za kark i podniósł mnie […]. Policjant powiedział, że płacę złotówkę „za obrazę moralności”. Lonia nie przestraszyła się, dała mi 50 groszy i powiedziała, żebym ja też dał 50 gr. I tak zrobiłem. Lonia była potem zadowolona i powiedziała mi, że postąpiliśmy, jak prawdziwi komuniści.[…]

2 kwietnia 1931. Ładna historja z tą Dorką! Przychodze do niej i proszę, żeby mi dała małą pożyczkę, a ona daje mi chętnie 15 złotych i prosi, żebym z nią poszedł na spacer, bo ma mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Schodzimy i ona mi mówi, że spodziewa się wkrótce mieć dziecko! W pierwszej chwili patrzałem na nią jak na obłąkaną, a ona powiada mi, że już była w tej sprawie u doktora i on jej powiedział, że jest w drugim miesiącu. Potem Dorka powiedziała: „Przecież nie zaprzeczysz, że to dziecko jest z ciebie?”. Powiedziałem, że nie jestem wcale pewny, to ona się rozpłakała i powiedziała, że tylko mnie się oddała. […]

7 maja 1931. Dorka popełniła samobójstwo! Ja wiedziałem, że ona nie przetrzyma. Czytam w gazecie o tem i czytam nekrolog – i wcale nie przejmuje się, jakbym ja jej nie znał.[…] Czytam tę wzmiankę i nie czuję żadnego wyrzutu sumienia, ani politowania – jakby była zupełnie obca! Ostatni raz widziałem się z Dorką w ogrodzie[…]

14 marca 1932. Byłem dziś na cmentarzu („szłojszem” po ojcu) i spotkałem matkę Dorki i rozmawiałem z nią. Powiedziała, że nie może zapomnieć o jej śmierci; i ze znaleziono list Dorki zaadresowany do mnie, gdzie pisze, że ona mnie jeszcze kocha i żebym o niej nie zapomniał nawet po jej śmierci. Byłem szczęśliwy, jak się już ta stara odczepiła ode mnie! […]

 Oto mamy bezpośrednią relację z czasów, gdy owo pokolenie, które tak bardzo nam zalazło za skórę, się, że się tak wyrażę, dopiero hartowało. Mogę się oczywiście mylić, natomiast wydaje mi się, że tu właśnie możemy znaleźć nie jedną, nie dwie, ale wiele naprawdę odpowiedzi na dręczące nas pytania.

No i refleksja druga. Po ciężką cholerę organizacja tak z całą pewnością cwana, jak nowojorski Institute for Jewish Reasearch publikuje tekst tak w gruncie rzeczy antysemicki? Otóż mamy i na to pytanie odpowiedź, w dodatku udzieloną przez samych zainteresowanych we wstępie do wspomnień owego Heńka G. Otóż wedle relacji autorów tego opracowania, Heniek to absolutny wyjątek. Heniek to „człowiek pozbawiony idealistycznych złudzeń, który staczał się w stronę społecznego marginesu. [Heniek, choć trudno mu odmówić inteligencji] był zarazem prymitywny, niedojrzały emocjonalnie, brutalny, ogarnięty obsesją seksualną. […] Być może, że działalność w grupie komunistów (do której trafił w sposób raczej przypadkowy) uchroniła go przed całkowitym stoczeniem się do świata przestępczego, ale z drugiej strony nadała jego brutalnym zachowaniom ideologiczne uzasadnienie”.

A zatem (niesamowite, prawda?) i tu dostajemy odpowiedź na każde nasze pytanie, na każdą naszą wątpliwość. Heniek to wyjątek. Można by wręcz powiedzieć, że klasyczny. Autentyczny klasyk. I to wszystko. Dziękuję.” (toyah)

więcej przygód Heńka G. do przeczytania tu: toyah1.blogspot.com –  Z pamiętnika najmłodszego syna Bencjona Segala

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

…A zatem plan doprowadzenia powszechnej szczęśliwości do każdego jednego egzemplarza ludu pracującego miast i wsi był generalnie dobry, tylko Heniek i Swierdłow wszystko zepsuli swoją nadgorliwością. Szczerość w ujawnianiu tego typu przypadków ma zaś za zadanie pozbawić nas czujności niczym powiedzonko o piekle co to jest dobrymi chęciami wybrukowane. Cały problem polega jednak na tym że komunizm (tak jak piekło) z zasady był i pozostaje generatorem prymitywizmu i zbrodniczych skłonności. Nic tu nie pomoże idealizowanie i załamywanie rąk nad wyjątkami, bo fakty historyczne krzyczą same za siebie. Milionami pomordowanych w katowniach oraz z głodu. Wrogiem komuny jest bowiem jak na czyste zło przystało sama komuna… (Odys)

„…rosyjskie gangi okazały się po wielkiej wojnie na tyle mocne, a ich członkowie na tyle zdecydowani, że ludzie pokroju Baumana nie mieli z nimi szans. Trzeba by było bowiem dokonać konfrontacji bezpośredniej, a na to nikt nie mógł sobie pozwolić. To co Memches kwituje zdaniem

W komunizmie dostrzega przypuszczalnie ambitne zadanie budowy nowego, lepszego świata, w którym zostaną przezwyciężone wszelkie podziały między narodami i między klasami społecznymi.

Jest w rzeczywistości konfrontacją pomiędzy funkcjonariuszem tajnej policji i propagandy, a oficerem frontowym. Ten ostatni w rzeczywistości przewalających się frontów, masowych egzekucji, nieliczenia się z życiem i mieniem ludzi, powszechnym rabunkiem i brakiem jakikolwiek zasad, poza tą jedną, która stanowi, że rządzi siła, ma po prostu przewagę. I dlatego pan Zygmunt przeżywa swoje rozczarowania, którymi ekscytuje się Filip Memches. Gdyby oficer frontowy był choć trochę mniej brutalny i mniej zdecydowany pan Zygmunt wysłałby go do piachu i dalej opowiadałby o swojej chęci zbudowania lepszego świata

prześledźmy jak realnie wyglądało wychowanie żydowskiej młodzieży, oraz do jakich zadań ją przeznaczano. To jest wielka nauka, którą powinniśmy sobie wszyscy przyswoić. Ja w celu wyjaśnienia tego, celowo ukrywanego fenomenu, nie będę sięgał do żadnych pism laickich uniwersalistów, ale do pięknych i uwodzicielskich powieści. Moimi ulubionymi zaś są te napisane przez kapitana UB Izabelę Czajkę Stachowicz, która nie zrobiła co prawda tak wielkiej kariery, jak jej kolega Zygmunt, ale swoje zasługi miała.” (coryllus – Zygmunt Bauman – żydowski idealista)

podobne: Próbna matura z…. Baumana (sic!), czyli jak „polska edukacja” pomaga kreować „ałtorytety” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

Ivan Vladimirov - В подвалах ЧК

Ivan Vladimirov – В подвалах ЧК

Zestawiając te wszystkie wyznania i fakty w nich zawarte otrzymujemy „prawidłowość” nie do podważenia. Znika idealizm a naszym oczom ukazuje się cała naga prawda o każdym jednym socjaliście i legendzie komunizmu. Który jeśli nie brał bezpośrednio udziału w gwałtach, rabunku i mordach, to tuszował te sprawy albo zajmował się ideową propagandą by wybielać tych „walczących o lepsze jutro” na pierwszej linii frontu. Normalnym ludziom pozostaje czerpać z tych opowieści wiedzę i cytować wszystkim zakłamanym „ałtorytetom”, które również dziś stręczą nam tę „ideologię” z „romantycznym” zadęciem i w nieutulonym żalu, jak to zabrakło zrozumienia i że gdyby nie głupi opór oraz „wyjątki” to już dziś mielibyśmy raj na ziemi.

Jak to napisał toyah – nie trzeba nam produkować żadnych własnych „przemyśleń” o żydach i komunistach (chyba tylko po to żeby zostać zniszczonym jako antysemita) bo sami się ci wszyscy degeneraci przyznają do tego co robili i w imieniu czego. Trzeba natomiast każdemu któremu łazi po głowie bratanie się czy cywilizowanie patologii, która ciągle imponuje jednemu z drugim „oczytaniem” i „kulturą osobistą” z racji zaczadzenia opium „humanizmu”, tudzież z uwagi na „ambicję” „podyskutowania” sobie z Sierakowskim czy innym nawiedzonym, otóż trzeba takim ludziom rzucać w twarz ww fakty i żądać zajęcia jednoznacznego stanowiska, żeby nie udawali durniów co to niby chcą dobrze tyle że kolejny raz „nie wiedzą co czynią”. Albo się wyciąga wnioski z owoców komunizmu/socjalizmu, albo kończy się na ich ołtarzu jako nawóz, zhańbionym do końca świata (a może i na wieczność) za służbę wcielonemu złu. Nie da się bowiem bezkarnie zwalić wszystkiego na Stalina, po czym zaprosić sieroty po nim jak gdyby nigdy nic do wspólnego stołu, by urządzać świat według kolejnego kompromisu, który oznacza ni mniej ni więcej jak ustępstwo wobec zła. Dopóki „lewa” strona nie zrozumie komu/czemu służy i się nie nawróci (nie wyrzeknie) to nie ma o czym rozmawiać… Ich tożsamość jest toksyczna i wroga z samego założenia nie tylko dla polskości, ale całej ludzkości. Traktowanie ich jako równych z uwagi na „demokratyczne państwo prawa” jest nie tylko błędem, ale w swojej konsekwencji zbrodnią, która prędzej czy później zamieni się w przykrą niespodziankę… (Odys)

podobne: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym oraz: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„…Najpierw zrobią z kościoła pomnik narodowy, miejsce zbeszczeszczone i pozbawione duszy, preparat martwy, taki, jakim jest dziś św. Marcin w Neapolu, albo Certosa w Pawji, albo Sainte Chapelle w Paryżu. Mszy nikt tam nie odprawia, modlić się nikt nie będzie; głupi strażnik będzie oprowadzał trzody głupszych jeszcze turystów, którzy kapelusza nie zdejmą, gapiąc się na gro­bowce, albo oglądając relikwie św. Piotra, przeniesione do zakrystii i tam w szklanej umieszczone skrzyni. I to będzie pierwsza faza. Potem pomyślą sobie, że szkoda tak ogromnego gmachu na muzealne jakieś zbiory, i urządzą tu miejsce ludowej zabawy; po kaplicach będą różne sklepy, kupczyki będą pić piwo przed mar­murową Madonną Michała Anioła; wszędzie będą bufety, wido­wiska w kościele, w kopule, a na konfesji apostoła ulicznica śpie­wać będzie nierządne piosenki. W dnie świąteczne orkiestra za­gra kankana monstre na osobnym rusztowaniu za ołtarzem, a jakiś clown przebrany za papieża, otoczony orszakiem histrionów, bę­dzie udawał, że błogosławi naród. To będzie druga faza. Potem potem pokaże się szpara w kopule, więc starą kamienną kopułę zniosą i zastąpią imitacją z żelaza; niedługo jednak spostrzegą się, że nie warto starego gmachu konserwować, więc zrównają z ziemią, założą fabrykę pudrety, a w Chicago zbudują z blachy pomalowanej ogromny model tej bazyliki, aż się sprzykrzy i będzie rozprzedany na bruch.

To będzie koniec

…Za rzecz najgroźniejszą w rewolucji rosyjskiej uważam wypowiedzenie wojny Bogu. Niszcząc ideę Boga, tym samem niszczy się ideę człowieka, jako istoty, noszącej w sobie obraz i podobieństwo Boże. Myślą i duszą człowiek sięga ponad materię; bolszewizm, wypleniając z duszy jego wyższe idealne pierwiastki, deptał ją, plugawił, bestializował. Czy można wyobrazić sobie podlejszy cel? Starałem się to nieraz wykazać, w słowa moje wkładałem całą moc uczucia, naiwnie sądziłem, że niejednemu otworzą się oczy. Były grochem, rzuconym o ścianę, bo kto, powtórzę słowa znakomitego Niemca, ma dziś czas mieć duszę, kogo wzrusza walka o Boga, o duszę?

I słusznie w kołach emigracji rosyjskiej w Paryżu postawiono przed kilku laty kwestię bolszewizmu na nowej płaszczyźnie. „Za­gadnieniem epoki naszej” – mówił prof. Piotr Struwe – „dzielącym ludzkość na dwa przeciwległe i wzajemnie wykluczające się światy, jest wolność, jest uczucie wolności. Jedni ją czują, inni nie. Komu uczucia tego brak, ten jest urodzonym niewolnikiem, i miejsce jego jest w państwie sowietów”. Tę myśl z właściwą sobie siłą i plastycznością rozwinął Miereżkowski: „Brak czucia wolności” – powiedział – „odbija się na obliczu tego, kto go nie zna. On jest czymś zupełnie innym, niż ja jestem, nie tylko du­chowo, ale fizjologicznie, on innymi oddycha płucami. To, czym ja żyję, czym płonę, co kocham, to jego zabija, w atmosferze wol­ności on się dusi. Jesteśmy świadkami powstawania nowego ga­tunku istot; fizycznie są to niby ludzie, moralnie – nie; to antropoidy, stoimy przed straszliwą grozą inwazji antropoidów”.

Zdawałoby się, że elementarne, z naturą człowieka zrośnięte uczucie godności ludzkiej nie zamarło jeszcze, że żyje w tych nawet, co się wyrzekli Boga i duszy. Więc zapłoną oburzeniem, gdy im ktoś pieczęć podłości przyłoży do twarzy i nazwie ich, ponieważ duszą się w atmosferze wolności, istotami tylko fizycznie podobnymi do człowieka, lecz pozbawionymi tego, co człowieka człowiekiem czyni. Gdzie tam! „Zrąb nowej twórczej siły” – czytamy w polskim pisemku komunistycznym – to maszyna przetwarzająca człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Więc zamiast Boga – maszyna, człowiek-maszyna, czy automat, więc „człowiek wyzuty z indywidualności, z sumienia, człowiek z men­talnością szpiega, z duszą kata, a poddany dyscyplinie katorgi”, słowem człowiek spodlony – oto ideał człowieka nowego. Roz­mowę z nim możnaby streścić w następujący sposób: „Czyżbyście chcieli być idiotami moralnymi i nie wstydzicie się tego?” – Cze­go się mamy wstydzić? Co wy zidioceniem moralnym nazywa­cie, jest najwyższym celem historii. Właśnie chodzi nam o czło­wieka bezforemnego, plastycznego, jak glina udeptana, pozba­wionego więzi narodowej, tradycyjnej, pozbawionego wewnętrz­nej autonomicznej więzi moralnej, odpowiedzialnego tylko przed zwierzchnikiem”. Innymi słowy, spodlone, zdziczałe stado ludzi i kij dyktatora, czyniący porządek w tym zdziczałym i spodlonym stadzie

Gdy się imperium Rzymskie rozpadało, zawładnęli nim bar­barzyńcy, ale przyjęli religię i cywilizację ginącego świata. Cywi­lizacja nasza rozpadnie się – przepowiedział to już Ernest Renan – od wewnętrznego barbarzyństwa, i to – dodam – w po­staci najohydniejszej, jaka da się pomyśleć; źle mówię, dotychczas nic podobnego nie dawało się pomyśleć. Przyznawano się do gwał­tów, do okrucieństw, upatrując w tym dowód energii w dąże­niu do celu. Ale kto stawiał świadomie spodlenie powszechne jako cel, kto do własnej podłości triumfalnie się przyznawał?

Przed tym zjawiskiem niechybnego rozkładu i końca stoimy bezsilni i bezradni. Ale trwajmy w oporze naszym. Może jakiś nowy przypadek, zamiast gubić, tym razem uratuje nas.” (magazynzapisz.wordpress.com, Marian Zdziechowski, „W obliczu końca”, Wilno 1938)

podobne: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos a także: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu” i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm

Walka o Kościół to walka o godność osoby ludzkiej (stworzonej na obraz i podobieństwo Boga). Walka z Kościołem prowadzi więc w prostej drodze do usunięcia owej godności spośród poszukiwanych charyzmatów oraz powszechnego użycia, oraz do „zincitatuizowania” sumień (od konia którego Kaligula obrał senatorem) obyczajów i relacji międzyludzkich. Uzależnienia wolnych ludzi od kaprysu „elit”.
Bo władza może być albo święta – w służbie/ochronie owej godności, albo świecka ze wszystkimi tej „świeckości” (oświecenia) konsekwencjami – równaniem w dół aż do zrównania „nieba” z piekłem na ziemi, zgodnie z wolą człowieka który siłą „większości głosów” ogłosi się demokratycznie bogiem… Innej możliwości, jak sama historia pokazuje nie było, nie ma i nie będzie. Kult władzy/siły oparty o „uświęconą” tzw. „prawem” „rację większości” kończy się zawsze tak samo… (Odys)

rys. Andrzej Krauze

„…nie budujmy świeckich panteonów, bo nawet się nie zorientujemy kiedy podmienią nam bóstwa w nich ustawione. Widać to było doskonale po wojnie, kiedy to bohaterów prawdziwych zastąpili Nowotko i Finder.

Dlaczego polska państwowość nie istnieje bez Kościoła lub jest wtedy jedynie namiastką państwowości, jakimś protektoratem? Ponieważ kościół to dziś jedyna jawna organizacja o charakterze uniwersalnym, która głosi dobrą nowinę.

Państwo zaczyna się od doktryny. W czasach, które opisuję w II tomie Baśni, wszystkie prawie kraje w Europie próbowały uciec od doktryny Kościoła lub zawłaszczyć ją i zbudować własną doktrynę o takim charakterze. Państwo bez doktryny nie istnieje. Pamiętajmy o tym. Jeśli nie ma doktryny staje się łupem innych. W XVI wiecznej Europie trzy potęgi, prócz Kościoła miały doktrynę uniwersalną, imperialną, doktrynę nie tyle podboju, co objęcia opieką całego świata. Były to: Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Turcja i Moskwa, która rozpoczęła swoją karierę od zbierania ziem ruskich, ale wkrótce ją udoskonaliła i została III Rzymem. To są gracze najmocniejsi, nawet jeśli wydają się chwilowo słabi. Tak ich oceniamy po latach. Siłę czerpały owe organizacje właśnie z doktryny. Żeby dokonywać ekspansji wszystkie trzy musiały walczyć z Kościołem. Moskwa miała swój Kościół, więc początkowo jej wojna z doktryną Kościoła Katolickiego prowadzona była na poziomie najprostszym i najbardziej czytelnym. Była to wojna z Litwą po prostu. Turcy walczyli z papieżem, ponieważ, o czym mało kto pamięta, ich doktryna była doktryną cezariańską. Turcy już od czasów seldżuckich mówili od sobie – Rumi czyli Rzymianie. Sułtan zaś był cesarzem Rumu czyli Rzymu. Rzymem zaś był Konstantynopol. Turcy mówili o sobie w ten sposób jeszcze przed podbiciem Bizancjum, a więc ich doktryna i organizacja były celowo i dobrze zaplanowane. Turcja nie atakowała Europy z pozycji barbarzyńskich, ale z pozycji wyższej cywilizacji, która narzuca swoje prawa i obyczaje, słabszym i gorzej działającym organizacjom. Warto o tym pamiętać, bo oznacza to, że nie mogło być zgody pomiędzy papieżem a sułtanem. Nigdy i na żadnej płaszczyźnie. Papież dysponował bowiem konkurencyjnym w stosunku do sułtańskiego Rzymem, którego mógł nie utrzymać bez pomocy wojsk obcych. Tych zaś dostarczali Niemcy, ale robili to nieszczerze i mieli w tym zbożnym dziele konkurencję. Papieże, przynajmniej ci przytomniejsi zadawali sobie sprawę z tego, że walka pomiędzy cesarstwem niemieckim, a Rzymem nie skończyła się nigdy i każdy niemiecki cesarz, chce podporządkować sobie stolicę apostolską, a potem uzbrojony w dwie doktryny; świecką i religijną, obydwie obejmujące cały znany świat, przystąpić do rozmaitych korekt granic i rabunku mienia na niespotykaną dotąd skalę. Byli więc Niemcy ukrytymi, operującymi na bardzo głębokim poziomie sojusznikami Imperium Otomańskiego w walce z Rzymem. W I połowie XVI wieku, którą opisuję w II tomie Baśni polegało to na systematycznym niszczeniu dwóch królestw, które stanowiły dla papieża oparcie na wschodzie, królestw, które nie połączyły się w jedno, choć była taka szansa i przez to obydwa musiały ponieść klęskę. Węgry padły pierwsze, bo znajdowały się na pierwszej linii walki pomiędzy papieżem a sułtanem. Węgry były krajem papieskim, krajem, który swoją doktrynę opierał na łączności z Kościołem. Niemcy zaś chcieli Kościół podporządkować sobie. To się nie mogło udać bez zniszczenia i podziału Węgier. Cesarze gotowi byli dla tej idei podpisać pakty z diabłami siedzącymi w najgłębszych kręgach piekła, nie tylko z sułtanem. I to właśnie się dokonało. Na oczach zdumionej Europy.

Polska, przez obecność na tronie dynastii litewskiej, której relacje ze stolicą apostolską są głęboko nieuczciwe, usiłuje wydobyć się spod wpływu Rzymu nie rozumiejąc, że oznacza to wprost podział kraju i jego rabunek. Niemcy bowiem nie są zainteresowani utrzymywaniem monarchii polsko- litewskiej w całości. Oni ją wręcz ignorują, tak jakby jej w ogóle nie widzieli. Wydobycie się spod wpływów Rzymu oznacza wprost dostanie się pod bezpośredni wpływ Niemców. Oraz Moskwy, która cały czas porozumiewa się z cesarzami. Podział Polski nie dokonał się z kilku powodów, z których każdy znajdował się daleko poza jej granicami. Był także jeden powód krajowy, który jest cały czas lekceważony w opracowaniach historycznych. Nie może tego zrozumieć nawet ktoś taki jak Jasienica. Oto polska szlachta doskonale zdaje sobie sprawę co się wyrabia na świecie i za nic nie chce by władza królów z dynastii jagiellońskiej sięgała tam gdzie nie powinna. Potem zaś, za nic nie chce by na tronie zasiadł Niemiec.

W Europie są też inne kraje i inne doktryny. Jest Francja, najstarsza córka Kościoła, którą niemiecka propaganda tamtych czasów opisuje w barwach najczarniejszych i straszliwych. Francuzi i ich królowie doskonale jednak rozumieją sytuację i doskonale wiedzą, że kraje, które nie posiadają doktryny uniwersalnej są skazane na zagładę. Oni zaś nie mają takiej doktryny, mają Kościół i dynastię. Kościół ten został nie tak dawno podporządkowany dynastii i teraz, w I połowie XVI wieku zanosi się na to, że zginie wraz z nią. Francja więc wkracza do Włoch, by tam stanąć po stronie słabego papieża przeciwko cesarzowi. Akcja ta jest opisywana jako przejaw nieodpowiedzialności i głupoty królów z Paryża. Ci którzy tak piszą są po prostu durniami. Nie można ich inaczej nazwać. Francja toczy we Włoszech uporczywą wojnę o przeżycie, o wszystko. Przegrywa kampanię za kampanią i dalej ładuje pieniądze w te wojny, bo od tego zależy czy kraj przetrwa. Podobnie czynił później król Stefan w Inflantach, tam również wojna toczyła się o wszystko, choć na pozór rzecz wcale tak nie wyglądała. Francji zarzuca się nacjonalizm, tak jakby nie istniało na świecie Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Francja nie może sobie pozwolić w tamtych czasach na doktrynę narodową, bo zginie. Jest jednak ktoś kto może sobie pozwolić na taką doktrynę, ktoś kto konstruuje ją w dodatku tak, że zapewnia sobie i swoim poddanym sukces i bezwzględną przewagę. Tym krajem jest Anglia, która szybko zamienia się w Wielką Brytanię. Brytyjska doktryna podboju nie opiera na na cezariańskich mrzonkach. Anglicy nie chcą sobie nikogo podporządkowywać i brać zań odpowiedzialności przed historią, Panem Bogiem czy kimś jeszcze. Anglicy chcą panować w oparciu o własne wybraństwo, chcą eksploatować inne kraje i zwozić ich bogactwa do siebie. I to właśnie czynią od początku stulecia XVI do roku 1945. Swoją doktrynę zaś opierają na Starym Testamencie i na wybraństwie Żydów. I to oni wygrywają bezapelacyjnie, choć oczywiście mają kilka słabszych momentów. Chcę podkreślić, że w tamtych czasach nie istnieje, jak to się czasem pisze w polskich książkach, żadna polska doktryna narodowa. Gdyby taka istniała zginęlibyśmy, chyba że byłaby ona oparta na wybraństwie analogicznym do tego które pożyczyli sobie od Żydów Anglicy. Szlachta uważa się co prawda za grupę elitarną i wybraną, ale zawsze podkreśla swoją przynależność do Kościoła. Jest więc częścią organizacji uniwersalnej, częścią średniowiecznego jeszcze, zjednoczonego Kościoła. Szlachta, która przystępuje do obozu reformacyjnego zaś, czyni to wiedziona koniunkturalizmem. Liczy na upadek i podział monarchii polsko-litewskiej.

Po co ja to wszystko piszę w dodatku pod tak mało zachęcającym tytułem? Czynię to ponieważ uważam, że to jest właśnie właściwy sposób omawiania spraw dotyczących Polski, historii i patriotyzmu. Sposób, którego nie ukradnie nam żaden tajniak, ani żaden sprzedawca, bo oni są na to zwyczajnie za głupi. Jeśli zaś pozostaniemy przy wywieszaniu flag i machaniu nimi od czasu do czasu, na komendę w dodatku, to będzie z nami naprawdę źle. Uważajmy więc i nie unikajmy trudnych wyzwań. To nas uratuje.” (coryllus – Zdejmijcie flagi, bo)

podobne: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…Wielu ludziom w Polsce i nie tylko wydaje się, że owym źródłem władzy jest jakaś poważna struktura urzędnicza, albo mafijna, albo mundurowa. Co w sumie na jedno wychodzi. To są złudzenia, w dodatku niebezpieczne, bo każda taka struktura może być zlikwidowana w dwa dni, bez specjalnego kłopotu. Potrzebna jest do tego jedynie determinacja i wroga wobec struktury, ale skrajnie wroga i niszcząca, doktryna…

…istniejące do dziś stowarzyszenie „Czaszka i piszczele”, z którego wywodzą się tacy politycy jak George Bush, zainicjowało swoją działalność okradając grób innego charyzmatycznego Indianina – Geronimo. Im także potrzebny był charyzmat. Dobrze bowiem wiedzą ci nowocześni, bogaci i lekko zblazowani ludzie, że bez charyzmatu wszelkie aspiracje do władzy można potłuc o kant sami wiecie czego. Warto w tym miejscu zapytać, dlaczego oni po prostu nie poszli po błogosławieństwo do tego swojego kościoła tylko rozkopywali groby biednych Indian, którym wcześniej ukradli ziemię. To chyba jasne? Bo ich charyzmat nie ma nic wspólnego z kościołem, ani z tamecznym, ani z Kościołem Katolickim

Co na to Polacy?…

…chcą być nowocześni i uważają, że będą tacy poprzez realizację swoich, całkowicie nie przystających do realiów aspiracji. Polacy utrzymują, że ich polityczna tradycja, tradycja Unii polsko litewskiej, koresponduje z politycznym projektem nazywanym Unią Europejską. To jest absolutna brednia i fałsz, a widać to choćby po tym, że w Unii polsko-litewskiej chodziło o to, by obywatele posiadali coraz więcej i bogacili się wskutek tego posiadania, w tej zaś nowej unii chodzi o coś przeciwnego. O to, by posiadanie było dla obywatela ciężarem oraz o to, by miast bogacić się obywatel zadłużał się coraz bardziej w banku

…Piewcy fałszywego, aspiracyjnego charyzmatu, wierzą także, że istniało coś co nosi dziś roboczą nazwę „polityki jagiellońskiej”. Chodzi o to, by pod jednym berłem zgromadzić jak najwięcej krajów Europy środkowo wschodniej. Pisząc „berłem” szydzę, bo wiadomo, że nie ma mowy o berle, za to jest mowa o parlamencie, procedurach, strukturach, koafiurach i całej reszcie. Otóż nie było żadnej polityki jagiellońskiej. Ową nicość maskuje się w podręcznikach historii fałszywym i oślizłym potworkiem językowym, czyli sławną „polityką dynastyczną Jagiellonów”. Cóż to jest polityka dynastyczna? To jest budowanie złudzenia, że będąc półpogańskim, dzikim Litwinem, zdeprawowanym przez włoskich pederastów i zadłużonym po uszy, można przeciwstawić się niemieckim bankom, cesarzowi, który swoje charyzmaty bierze wprost z Rzymu, Turkom uważającym się za nowych Rzymian od czasu zdobycia Konstantynopola, oraz miastom takim jak Gdańsk, Lubeka, czy Nowogród Wielki, które dyktują ceny zboża na świecie. To są niemożliwe rzeczy proszę Państwa. Polityka dynastyczna Jagiellonów jeśli nawet przyjmiemy, że istniała, polegała na mniej lub bardziej chętnym podporządkowywaniu się decyzjom silniejszych. Po upadku zaś Węgier w roku 1526 Jagiellonom pozostało już tylko słuchanie co mówi do nich cesarz, albo Turcy, albo Gdańsk, a najczęściej na słuchaniu tego co mówi do nich Albrecht Hohenzollern. To co dziś w Polsce nazywa się „polityką jagiellońską” jest w istocie polityką Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, a raczej Jana Zamojskiego, bo Zygmunt III był organicznie niezdolny do prowadzenia działań politycznych. Polityka ta oparta była o charyzmat Kościoła, w dodatku o ten najważniejszy, czyli misyjny, którego realizacją zajmowały się najważniejsze w Kościele struktury – zakony. W naszym przypadku chodziło o Jezuitów. I to był szalenie ważny moment, bo od razu widać było, że wszystkim w kraju się polepszyło, a ci co mieli słabsze albo oszukane charyzmaty dostali ataku wściekłości. Początkowo ruchy zmierzające do likwidacji charyzmatycznej Rzeczypospolitej były rachityczne, ale w końcu stały się nieco bardziej zdecydowane, a prawdziwych rumieńców nabrały one w roku 1648, kiedy to – jak piszą współcześni mędrcy – zbuntowali się Kozacy i chłopstwo, bo szlachta ich gnębiła i nie chciała utrzymywać kozackiego rejestru, w liczbie 30 tysięcy wojska. Ciekawe co by powiedzieli ci wyrozumiali pseudobadacze, gdyby dziś ktoś im kazał utrzymywać bandę najemników, ot tak na wszelki wypadek, bez żadnej gwarancji, że najemnicy ci nie zdenerwują się bezczynnością i nie napadną na kraj, który im płaci. Albo, że ktoś nie przebije stawki, albo, że oni sami nie zażądają więcej, bo się będą nudzić. Albo, że nie sprowokują wojny z sułtanem jak to już nie raz bywało, bo ile można siedzieć i czekać aż coś się zacznie.
Jeśli już mówimy o buncie biednych, oszukanych Kozaków, porównajmy wpierw pewne liczby. Sicz zaporoska była osadą liczącą stale mniej więcej 3 tysiące mieszkańców, samych mężczyzn. Chmielnicki zaś wyprowadził w roku 1648 w pole aż 17 wielkich pułków, czyli około 50 tysięcy ludzi. Skąd on ich wziął mili Państwo na tych dzikich polach i jakimi drogami oni tam doszli? Toż pielgrzymka ta widoczna być musiała z kosmosu. Ważniejsze zaś pytanie brzmi: kto za ich obecność w szeregach armii Chmielnickiego płacił. Skąd wzięły się pieniądze na te zaciągi. Bo oczywiste jest, że były to zaciągi, a nie żaden spontaniczny bunt oszukanych szeregowców.
Dziś jak widzimy nie jest tak łatwo, albowiem sytuacja różni się znacznie od tej z XVII wieku. Oto wtedy na unię polsko-litewską napadli w kolejności wymienionej: Kozacy, Moskwa, Szwedzi, Węgrzy. A kiedy już się wszystko uspokoiło i szło na lepsze, przyszli jeszcze Turcy. No, a teraz my wraz ze Szwedami, Węgrami, Niemcami oraz całą resztą próbujemy przekonać Kozaków, że powinni się do nas przyłączyć. Nie wysyłamy do nich jednak już jezuitów z sakramentami, których oni zabijali, ale posła Kowala. Jemu proponuje się grzecznie udział w programie kulinarnym, ale to wszystko na razie. O przystąpieniu do unii mowy nie ma bo jak powiedziałem sytuacja jest inna i Chmielnicki z Krzywonosem dziś są na nic. A do stracenia jest znacznie więcej niż wtedy. Dobrze o tym wiemy. No i charyzmaty już nie te.” (coryllus – O fałszywych doktrynach i fałszywej historii)

podobne: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! i to: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. oraz: Jacek Drozd: „Sarmacki Katyń” – bitwa pod Batohem (czerwiec 1652) a także: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie  polecam również: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie i jeszcze: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. PostMajdanowa (DE) oligarchizacja i Samobójcze prawo serii  oraz: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

Polityka mi wisi dorodnym kalafiorem.
Błogosławieni cisi i ci, co pyszczą w porę.
Historia mnie nie bierze, literatura nudzi.
Ja tam już w nic nie wierzę, a już na bank – nie w ludzi.

Adam Wycichowski niewolnik

Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!

A jak się urządzili ci z władz i z opozycji?
Ten bił, a tego bili – obydwaj dziś w policji.
Więc żaden mnie nie skusi na byle ćmoje-boje.
Błogosławieni głusi i ci, co słyszą swoje.

Nawet drzewa, by przeżyć, korzenie
Zapuszczają głęboko pod ziemię.

Katabas kirchę wznosi nie dla nas, a dla Pana.
Więc jakby sam się prosił by z glana kapelana.
Mnie tego nikt nie wrzepi, ja chcę mieć święty spokój.
Błogosławieni ślepi i ci, co widzą w mroku.

Nawet drzewa rosną w ciemnościach
W dupie mają – na czyich kościach.

Dla mnie się liczy kasa, kwatera i gablota.
Jak trafię skórę – klasa – pierogi wyłomotam.
Wykaże test, żem HIV-nik, to w żyłę – i odjadę.
Błogosławieni sztywni i ci, co żyją z czadem.

Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.

Jacek Kaczmarski – „Odpowiedź na ankietę Twój system wartości”
4.2.1995

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania oraz: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ i to: dwa cytaty z coryllusa i jeden z Kaczmarskiego. „A Ty siej…”

O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy


„…Dzięki nowemu surowcowi mieliśmy być drugą Norwegią, a może Katarem, uniezależnić się od gróźb przykręcania rosyjskiego kurka, a przede wszystkim w końcu osiągnąć wielki, tak bardzo potrzebny sukces gospodarczy. Miliardy, ba, nawet biliony metrów sześciennych najczystszego paliwa kopalnego miały wyprzeć z rynku czarne złoto, a więc węgiel. No bo skoro w Stanach Zjednoczonych się udało, to dlaczego nie w Polsce?

Cały boom nakręcili po części Amerykanie. Jak przypomina portal PolskieLupki.pl, w 2009 r. ogłoszono, że według rządowej amerykańskiej agencji Energy Information Administration (EIA) w polskich łupkach kryć może się aż 5,3 bln m sześc. gazu. Według firm konsultingowych było go nieco mniej, ale liczby i tak przyprawiały o zawrót głowy. Advanced Resources International szacowała nasze złoża na 3 bln m sześc., a Wood McKenzie na 1,4 bln m sześc. Zupełnie inaczej potencjał złóż gazu łupkowego w naszym kraju widziała amerykańska służba geologiczna, według której wydobywane zasoby to jedynie 38,1 mld m sześc. Ale tą ostatnią wartością nikt się szczególnie nie przejął – wszyscy bowiem chcieliśmy wierzyć, że będziemy mieć łupkowe eldorado.

Nasze złoża Państwowy Instytut Geologiczny oszacował dopiero w raporcie z marca 2012 r. Wartości były znacznie niższe niż prezentowane przez Amerykanów (z wyjątkiem ich służby geologicznej). PIG oszacował polskie złoża na 346–768 mld m sześc. To przynajmniej dwa razy więcej niż krajowe złoża gazu konwencjonalnego szacowane wtedy na 145 mln m sześc. Przy rocznym zużyciu błękitnego paliwa w naszym kraju na poziomie ok. 16 mld m sześc. gaz z łupków mógłby starczyć na 35–65 lat. Ale przede wszystkim pozwoliłby się nam uniezależnić od importu, głównie z Rosji.

Ponieważ w Stanach Zjednoczonych gaz łupkowy stał się faktem, wypierając z rynku węgiel (i znacząco przyczyniając się do kryzysu w branży górniczej), do Polski zjechali najwięksi światowi gracze. Wśród nich m.in. amerykańskie koncerny takie jak ExxonMobil, MarathonOil, BNK Petroleum, Chevron czy ConocoPhilips (w polskiej spółce Lane Energy miał 70 proc. udziałów), a także kanadyjski Talisman czy brytyjski 3Legs Resources. Do gry weszły też rodzime firmy: PGNiG, Lotos Petrobaltic czy Orlen Upstream. W szczytowym momencie w 2012 r. wydanych było 115 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego. Jak informuje resort środowiska, do końca lipca tego roku wygaszono już 87. Trudno więc nie zadać sobie pytania – co poszło nie tak. 

Z danych resortu środowiska wynika, że według stanu na 31 lipca 2016 r. w Polsce obowiązuje 28 koncesji na poszukiwanie i/lub rozpoznawanie złóż gazu z łupków. Koncesje te zostały udzielone na rzecz dziewięciu polskich i zagranicznych podmiotów. Do 1 sierpnia 2016 r. firmy wykonały 72 otwory rozpoznawcze. Zdaniem ekspertów to kilka lub kilkanaście razy za mało. By potwierdzić i obecność, i możliwość komercyjnego wydobycia, potrzeba przynajmniej kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy takich odwiertów…” (Karolina Baca-PogorzelskaPolskie (g)łupki, czyli jak nie zostaliśmy drugim Katarem)

Na polskie eldorado mieliśmy mnóstwo chętnych z całego petroświata profesjonalistów (Wśród chętnych na łupkowe koncesje Marathon Oil są Orlen i Breitling Oil), i fantastyczne według nich (i nie tylko) perspektywy, a potem po zaledwie kilkudziesięciu odwiertach (których miarodajność nie dość że pozostaje utajniona, to jest na dodatek co najmniej dyskusyjna) nastąpiła spora rewizja szacunków potencjału złóż i ucieczka inwestorów. Powstaje pytanie co się takiego stało miedzy poszczególnymi raportami? Jaka wiedza (tudzież siła/interesy) zadecydowała o tak gwałtownej zmianie w zasadzie „na gębę”?

Kolejne pytanie – na co (obok Amerykanów) liczyli Rosjanie podkupując po cichu koncesje poszukiwacze? Czy ze zmianą optyki Exxon’a na perspektywiczność naszego gazu z łupków, miała coś wspólnego bezprecedensowa umowa jaką ta firma podpisała 15.06.2012 r. (Amerykanie znowu nie znaleźli „łupków” w Polsce) z rosyjskim Rosneft w obecności samego Putina? Zaraz potem Exxon wycofał się z Polski dając jednocześnie dość głośno do zrozumienia całemu światu, że nie ma u nas czego szukać, co kilka tygodni później potwierdziła wspomniana amerykańska służba geologiczna. Exxon wolał nawet rosyjską zmarzlinę – Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce. Zaś kilka tygodni temu… (Odys)

„Pierwszy raz od nałożenia przez USA sankcji na Rosję Władimir Putin spotkał się z szefem amerykańskiego giganta naftowego ExxonMobil. Jego poprzednik został szefem dyplomacji w rządzie Donalda Trumpa…

W 2012 r. kierowany przez Tillersona koncern Exxon zawarł wyceniany na 500 mld dol. sojusz strategiczny z rosyjskim Rosnieft. W zamian za udziały w arktycznych złożach Amerykanie mieli przekazać Rosjanom pieniądze i technologie na eksploatację tych zasobów, a także na wydobycie ropy naftowej z łupków na Syberii.

Sojusz Exxon i Rosnieft dostał błogosławieństwo Putina, a wkrótce po jego zawarciu prezydent Rosji przyznał Tillersonowi Order Przyjaźni – najwyższe rosyjskie odznaczenie dla cudzoziemców.

Ale po agresji Rosji na Ukrainę plany współpracy Exxon z Rosnieft odłożono na półkę. Waszyngton nałożył sankcje na Rosnieft, zakazując Amerykanom przyznawania nowych pożyczek rosyjskiemu koncernowi i pomagania mu w eksploatacji złóż w Arktyce i w łupkach. Na czarną listę USA wpisały też szefa Rosnieft Igora Sieczina…” (Putin spotkał się z szefem amerykańskiego koncernu ExxonMobil)

Ktoś może oczywiście powiedzieć że to tylko interesy, gdzie decyduje przede wszystkim opłacalność inwestycji. W takim razie po co Amerykanie i Rosjanie bawili się w kupowanie polskich koncesji na poszukiwanie czegoś czego opłacalności nie zamierzali nawet zweryfikować? I czego (mimo wszystko) szukają ci którzy zdecydowali się jednak w Polsce pozostać?… (Odys)

podobne: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami oraz: San Leon rezygnuje z Turcji na rzecz polskiego gazu z łupków. Total z Polski wychodzi. i to: Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego? a także: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.

„…zadzwonił do mnie pewien człowiek i powiedział, że mapy geologiczne Polski są fikcją. To są rzeczy podrzucane ludziom do zabawy, żeby się mieli czym podniecać. Rzeczywistość jest zupełnie inna, albo ujmując rzecz wprost – utajniona. Oto w przemądrej księdze zatytułowanej „Historia polskiego przemysłu naftowego” przeczytać możemy, że w krajach członkowskich RWPG ZSRR był jednym krajem, gdzie można było po korzystnych cenach nabywać pełny asortyment sprzętu i urządzeń do górnictwa i eksploatacji złóż. Chodzi o te wszystkie ciężarówki, świdry i całą resztę urządzeń, których nie można tak po prostu przenieść w góry na plecach, o cały ten hardware. Jeśli zaś idzie o software, czyli urządzenia do interpretacji wyników badań, to wszystkie one znajdowały się w ZSRR, a więc wszystkie wyniki badań, jakie wówczas przeprowadzono na wydobytym materiale znajdowały się w ZSRR, a częściowo w Budapeszcie, bo tam także mieli takie urządzenia. W Polsce ich nie było. W Polsce był tylko towarzysz Afrykan Kisłow. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy krakowscy geofizycy zakupili centralę sejsmiczną GSC-1000 wyprodukowaną w USA. Tak się jednak składało, że największe odkrycia geologiczne na terenie powojennej Polski dokonane zostały w pierwszych latach po wojnie, mam tu na myśli miedź i siarkę. Później zaś karmieni byliśmy już tylko złudzeniami. Mój rozmówca twierdził, że umowa obejmująca współpracę z ZSRR uniemożliwiała jakiekolwiek skutecznie poszukiwania złóż, ze szczególnym wskazaniem na złoża ropy naftowej.

Dowiedziałem się też, że istnieje coś takiego, jak Strefa Teisseyre’a-Tornquista zwana też linią Teisseyre’a-Tornquista. Przebiega ona w poprzek terytorium dzisiejszej Polski. Ale ciągnie się też dalej. Na jednym jej końcu znajdują się złoża ropy w Morzu Północnym przy wybrzeżach Norwegii, a na drugim zagłębie Ploeszti (…) Trudno przypuścić powiedział mój rozmówca, by akurat na terenie Polski tej ropy nie było…

Mój rozmówca twierdził, że po wojnie nie gromadzono w Polsce rdzeni wiertniczych, że były one rozsypywane na polu, tam gdzie dokonywano odwiertów. Dziś mamy kilka magazynów tych rdzeni, rozsianych po kraju, a w nich ponad 500 tysięcy kilometrów rdzeni. To wszystko leży w drewnianych pudełkach i czeka na opisanie, a dane czekają na zdigitalizowanie. Być może już nie czekają, a są zdigitalizowane, bo mój rozmówca powoływał się na stan sprzed kilku lat. W tych magazynach leżą też rdzenie należące do firm prywatnych, które prowadzą wiercenia na terenie Polski, ale interpretacja ich jest utajniona i nie można publikować wyników tych badań. Centralny magazyn rdzeni wiertniczych dopiero się ponoć buduje.

Tak więc – twierdzi mój rozmówca – gawędy o złożach metali rzadkich, gazie łupkowym i innych cennych pokładach, to ściema, podawana po to, byśmy się nie zajmowali rzeczami ważnymi, czyli znajdującą się pod nami ropą naftową. Złoża te zapewne zostaną ujawnione w chwili kiedy cała gospodarka światowa przestawi się na inny niż ropopochodne paliwa napęd. No, ale zobaczymy…

…a gdzie są te wyniki badań geologicznych dotyczących Polski, co je towarzysz Kisłow wysyłał do ZSRR w latach powojennych? Czy nadal są w Moskwie? Możliwe. Nie da się jednak wykluczyć, że ktoś, za opłatą, skopiował je sobie i teraz siedzi, gdzieś w kantorku, skryty przed wzrokiem profanów i interpretuje je, hej, interpretuje, aż wióry lecą….nam jednak o tym nic nie powie…” (coryllus – Towarzysz Afrykan Kisłow rozsypuje rdzenie)

To że łupkowa rewolucja okazała się niewypałem, albo podpuchą mającą zniechęcić potencjalnych (zwłaszcza rodzimych) poszukiwaczy skarbów (na co wiele poszlak i faktów wskazuje) nie jest aż takie najgorsze. Zwłaszcza jeśliby się okazało że całą tę mistyfikację zorganizowano ze strachu przed polskim potencjałem. To by bowiem oznaczało że ten potencjał rzeczywiście jest, i że może kiedyś zostać uruchomiony. Najgorsze jest to że w tym cyrku współpracowali ze sobą z jednej strony nasz największy sojusznik, a z drugiej strony przeciwnik… Poszukiwanie utrudniała też Unia Europejska, oraz brak jednoznacznych przepisów koncesyjno-wydobywczych dla potencjalnych poszukiwaczy w Polsce… Jakby się wszyscy zmówili nie tylko przeciw łupkom, ale przeciw jakiemukolwiek grzebaniu w polskiej ziemi… (Odys)

podobne: Antyłupkowa koalicja? Rosjanie mają koncesje, ale gazu nie szukają. PE utrudnia poszukiwanie i wydobycie  oraz: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja? i to: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. a także: IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.

„…żadnego zezwolenia na swobodne wydobycie ropy przez Polskę, nawet w tej szczątkowej, okrojonej, peerelowskiej Polsce nie ma i nie będzie nigdy. Bo gdy Polska zacznie u siebie wydobycie, to spłyną do polskich złóż zasoby ropy z całego obszaru. A to znaczy nie jedną, ale dwie rzeczy:

— jest wielkie morze ropy pod Polską (patrz notka); to wiadomo od dawna
— wydobycie będzie łatwe, bo ciśnienie w złożu umożliwia ciągnięcie ropy na powierznię nieomal bez pomp, samym ciśnkeniem górotworu i tym „spływaniem skądinąd”, a więc przy niewielkich inwestycjach
— trzecia sprawa (ostrożny geolog nie powiedział Gabrielowi tego przez telefon) to jest czysta ropa w tych polskich złożach, zawierająca minimum siarki. Spalasz ją, rafinujesz ją, przetwarzasz ją — bez zanieczyszcania środowiska. Nie mam dowodów na czystość złóż pod Polską, więc cicho to zaznaczę.

Mam natomiast dowód na coś innego. Granice „nowej peerelowskiej Polski” ustalano kilka razy, dziko fałszując nawet te okropne granice Curzona-Namiera. Najpierw odcięto Lwów, choć Lwów zawsze był w angielskich papierach „etno” — polski. Nie mógł inny być, przy 92% ludności rdzennie polskiej, powiat 88%. Stolica kraju Warszawa miała,.zależnie który spis wziąć, poniżej 65% polskiej ludności; reszta to żydzi, rosyjskiego i niemieckiego pochodzenia mieszkańcy. Więc odebranie Polsce Lwowa to już była machinacja, nie uzasadniona niczym ludzkim, za to usasadniona zasobami węgla i ropy, które eksploatuje się płytko spod ziemi.
Tę „poprawioną o Lwów” granicę poprawiano jeszcza czterokrotnie. Za każdym razem odcinając od Polski złoża rozpoznane, przed wojną jeszcze, jako nadające się do łatwej eksploatacji, już nawet ujęte w jakimś polskim planie perspektywicznym, by tam stawiać szyby (także gazowe, przez Lwów biegły wybudowane w celu dostawy bieżącej gazu i dostaw perspektywicznych gazociągi) i wieże wyciągowe kopalń węgla kamiennego. Ostatnie pasmo rozpoznanych w 1939r. złóż odcięto od Polski bodaj w 1948 roku (to jest do sprawdzenia, nazwali to „przyjacielską wymianą małych skrawków terenu”), a ja widziałem mapy tych granic ze złożami, znajdującymi się pod ziemią. Na tych „przyjacielskich skrawkach” węgiel był płytko.
Co oznacza, że są gdzieś w Polsce potomkowie lwowskich geologów, którzy te mapy w 1938 i 1939 roku zrobili. Możliwe, że zachowali mapy dziadka, szkice wyniesione z pracy.

Na koniec: imienia tow. Afrykana nie słyszałem, jego skisłego nazwiska też nie, nigdy. Ten pilnujca nadrzędności interesów obcych, by się czasem „ci Polacy” nie wzbogacili na własnych (?) złożach, nie był sam; on nie działał sam. Przy oglądaniu lwowskich map mówili przyjaciele Rodziców wprost o tym, ale nie wymieniali nazwisk. Stąd wiem o sprawie, potwierdzam co mówił wspaniały geolog, telefoniczny rozmówca Coryllusa, ale nie poznałem, kto pilnował...” (A-Tem – 10 lutego 2017)

podobne: Józefa Sokołowska: Co wiemy o zasobności polskich łupków. Szczęśniak: zmiany w Polskim LNG to próba przyspieszenia otwarcia gazoportu polecam również: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. i jeszcze: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje

„…Po długiej przerwie inwestycyjnej udało się w latach 2008-2011 oddać do eksploatacji trzy nowe bloki węglowe: Pątnów 460 MW, Łagisza 460 MW oraz Bełchatów 858 MW. Ponieważ nie są to inwestycje wystarczające aby zastąpić odłączane jednostki w następnych latach podjęto decyzję, aby ogromnym wysiłkiem finansowym uruchomić budowę bloków w elektrowni Kozienice 1075 MW, elektrowni Opole 2 x 900 MW, elektrowni Jaworzno III 1000 MW oraz Turów 450 MW. Te uruchomione oraz jeszcze budowane (węglowe) jednostki wytwórcze to bloki o parametrach nadkrytycznych z „rodziny 600° C” tzn. parametrów z górnego przedziału osiąganych dziś temperatur dla materiałów konstrukcyjnych i gwarantowanej sprawności na poziomie ponad 45-46%. Pozwalają one na ograniczenie emisji CO 2 do poziomu 750 kg/MWh. Niestety tak wysokiej klasy jednostki nie wpisują się w przygotowane unijne rozwiązanie dotyczące tzw. „ujednolicania” mechanizmów wsparcia.

W pakiecie zimowym pojawił się bowiem zmieniony zapis paragrafu  23 pkt. 4, który w nowej wersji wprowadza kryterium emisyjności CO2 na poziomie 550 gr/kWh (od 2022 r.). Cytując: „…Generation capacity for which a final investment decision has been made after [OP: entry intro force] shall only be eligible to participate In a capacity mechanism if its emissions are below 550gr CO 2/ kWh. Generation capacity emitting 550gr CO 2/ kWh or more shall not be committed in capacity mechanisms 5 years after the entry into force of this Regulation…”.

Zobacz także: Niemcy rozpoczęli testy morskich magazynów energii

Zmienione brzmienie paragrafu od razu zyskało w unijnych kuluarach nazwę “antypolskiego” ponieważ  wyklucza możliwość skorzystania Polski z narzędzia jakim jest tzw. „rynek mocy”. Jest to sytuacja dla polskiego sektora energetycznego wyjątkowo niekorzystna bo obecne ceny energii na rynku hurtowym są stosunkowo niskie i nie sprzyjają impulsom inwestycyjnym, a proces odbudowy mocy musi być kontynuowany…

Dla polskiego sektora energetycznego, który obecnie ponosi olbrzymie wydatki zarówno na budowę nowych mocy, jak i odbudowę krajowych sieci przesyłowych oraz dystrybucyjnych szczególnie niebezpieczne są propozycje kar finansowych za brak realizacji celów klimatycznych. Zgodnie z propozycją, z płaconych kar powstanie swoisty fundusz klimatyczny w postaci platformy finansowej. Ze zgromadzonych w platformie środków będą wspierane inwestycje energetyczne w OZE, ale co ważne w obecnym kształcie dokumentu nie zostało określone czy platforma finansowa będzie realizować inwestycje zlokalizowane na obszarze kontrybuującego państwa członkowskiego. Oznacza to, że w przypadku nie spełnienia kryteriów z notyfikowanego planu taki kraj płaciłby karę czyli de facto wspierałby realizację inwestycji innego kraju kosztem własnego.

Z doniesień medialnych wynika, że kraje wiodące w UE jak Niemcy silnie lobbowały za wymogiem tworzenia regionalnych rynków mocy (systemu elektrowni rezerwowych, w którym producenci otrzymują zapłatę za gotowość do produkcji). Starania naszych sąsiadów nie wynikają tylko z troski o kształt Unii Energetycznej, ale z faktu wysokiego udziału w niemieckim bilansie energetycznym energii produkowanej przez farmy wiatrowe, co warto zaznaczyć także jest sporym problemem dla Polski ze względu na niekontrolowane przepływy kołowe. W zeszłym roku polski regulator URE zgłosił interwencje do europejskiego stowarzyszenia regulatorów ACER ponieważ sytuacja tzw. zapychania polskich sieci energią z niemieckich farm wiatrowych jest nagminna. Co istotne stan taki spowodowany jest zbyt słabą siecią przesyłową austriacko-niemiecką, a koszty tego ponosi polski podatnik ponieważ musimy „przepychać” ogromne ilości energii do Niemiec ponosząc znaczące koszty redsipachingu przez polskiego operatora czyli PSE.

Kolejnym problemem dla polskiego sektora jak wykluczenie biomasy jako źródła OZE, o ile nie jest wykorzystywana w wysokosprawnej kogeneracji. Jest to swoistego rodzaju kuriozum, że niektóre kraje UE wyrażając swoje niezadowolenie z przyjęcia niskich (ich zdaniem) wymogów dla produkcji energii z OZE, jednocześnie oponują przeciw współspalaniu biomasy, która skutecznie obniża emisję i nie powinna być w żaden sposób dyskryminowana jako element transformacji miksu paliwowego i właściwie ogranicza swobodę wyboru lokalnych zasobów jak słusznie przedłożono w stanowisku PKEE...” (defence24.pl, Dr Przemysław Zaleski – Polska zmuszona do finansowania zielonej rewolucji w Niemczech)

podobne: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.  a także: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło i to: 20 stopień zasilania czyli, jak jest lato to musi być… bez prądu(?) Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW? Polityka energetyczna Polski. polecam również: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? i jeszcze: Rada energetyczna UE-USA. Wspólne wysiłki ws. bezpieczeństwa energetycznego i… ochrony klimatu oraz: Szczęśniak: Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Tania benzyna w USA tymczasem w Polsce ciągle za droga i to: „Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii a także: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

„Od wielu lat węgiel jako źródło pozyskiwania energii jest niesamowicie piętnowany. Mimo dostępności technologii ograniczającej emisje trujących cząstek to właśnie węglowi przypisuje się największy wpływ na ocieplenie klimatu, później przemianowane na zmiany klimatu. Zabieg marketingowy związany ze zmianą nazwy był konieczny, gdyż po blisko 20 latach okazało się, że klimat w ujęciu globalnym wcale się nie ociepla.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że za ponad 90% emisji CO2 odpowiadają oceany oraz środowisko naturalne. Spalanie paliw kopalnych generuje od 4,5% do 5%, w zależności od źródeł. Oznacza to, że jeśli zredukujemy emisję CO2 generowaną przez człowieka o 20%, całkowita emisja zmniejszy się o zaledwie 1%. Co ciekawe, efekt ten może być łatwo zniwelowany jedną większą eksplozją wulkanu na Islandii czy w Indonezji.

Twarde dane danymi, ale prawda musi być po naszej stronie. W każdym razie cała szopka z emisją CO2 miała służyć kontroli wielkości produkcji w poszczególnych krajach pod płaszczykiem troski o środowisko naturalne. Dwutlenek węgla został okrzyknięty gazem szkodliwym, jeżeli nie trującym. Niestety, większość ludzi kupiła przekaz bez zadawania zbędnych pytań.

Za sprawą handlu prawami do emisji CO2, które jeszcze 3 lata temu były zmonopolizowane przez JP Morgan oraz Goldman Sachs, niektóre kraje, które w efekcie uwarunkowań gospodarki emitowały duże ilości CO2, musiały kupować na aukcjach prawa do dodatkowych emisji. Ceny rosły, natomiast spadała konkurencyjność danego kraju.

Największym przegranym całej szopki z CO2 stał się węgiel, od którego postanowiono odejść, zastępując go tzw. czystą energią odnawialną mimo kompletnego braku uzasadnienia ekonomicznego. W każdym razie głównym winnym wszelkich huraganów czy anomalii pogodowych miał stać się węgiel.

Efekt był taki, że ceny surowca zaczęły spadać, a kompanie zajmujące się wydobyciem węgla zaczęły generować potężne straty doprowadzając do 90% spadków cen akcji największych producentów węgla.

Ceny węgla, jak i spółek z sektora węglowego zanotowały dno przed rokiem, podobnie zresztą jak cały sektor surowcowy. Od tego czasu notowania wielu z nich zdążyły się potroić. Mimo to, ich ceny są nadal blisko 70% poniżej szczytów z 2011 roku, czyli tam gdzie były w 2009 roku po pęknięciu bańki na rynku surowców.

Na temat węgla zdecydowałem się napisać kilka słów ze względu na fakt, że w obliczu problemów gospodarczych coraz więcej państw zaczyna wycofywać się z traktatów dotyczących ograniczeń emisji CO2, co z kolei powinno przełożyć się na wyższe ceny surowca. Ostatecznie to właśnie węgiel nadal stanowi główne źródło produkcji energii elektrycznej.

W ostatnim czasie prezydent USA Donald Trump podpisał dekret o tzw. „niezależności energetycznej”. Oznacza on wycofanie się z polityki Obamy, który chciał zapobiegać „globalnym zmianom klimatu”. Nie bez znaczenia jest fakt, że to właśnie Stany Zjednoczone dysponują największymi złożami węgla na świecie.

Podobne zresztą podejście promowane jest w Azji, w której stawia się na rozwój gospodarczy i zysk odkładając na bok kwestie ochrony środowiska czy abstrakcyjnych praw do emisji CO2. Nie jest zresztą żadną tajemnicą, że krajom azjatyckim (Chiny, Indie, Indonezja) przyznano prawa do emisji dwutlenku węgla na nieporównywalnie wyższym poziomie niż Unii Europejskiej.

Kolejnym czynnikiem przemawiającym za powrotem do węgla jest silny lobbing największych producentów węgla jak chociażby Australii, której władze wprost komunikują społeczeństwu, że albo idziemy w kierunku redukcji CO2, niszczymy miejsca pracy albo zmienimy obecną politykę. Zważywszy na problemy ekonomiczne wynikłe z globalnego spowolnienia gospodarczego nie mam złudzeń, że absolutnym priorytetem będzie ochrona miejsc pracy i stopniowe luzowanie praw do emisji CO2. W podobnym tonie wypowiadają się nie tylko władze Australii, ale również Kanady, Tajlandii, Indonezji oraz Polski. Ostatecznie tzw. zielona energia nie ma szans na zastąpienie energetyki węglowej, a przynajmniej nie na przestrzeni najbliższych 3-4 dekad.

Nie zapominajmy także, że UE w obecnym kształcie jest czwartym konsumentem węgla na świecie, a państwa UE importują rocznie ponad 200 mln ton surowca. Surowca, który przy zniesieniu wielu barier mógłby być wydobywany w Europie

…ceny węgla w relacji do cen ropy naftowej przez długi czas oscylowały na poziomie 1:1. Dziś ta relacja wynosi 1:1,58. Węgiel w relacji do ropy jest po prostu drogi. Pytanie brzmi: czy to węgiel jest drogi, czy to ropa naftowa jest nadal wybitnie tania?…” (Trader21 – Światełko w tunelu dla węgla)

„…O węglu kamiennym opowiadam na każdym prawie spotkaniu autorskim. Czynię to z premedytacją, podkreślając zawsze jak uboga i zakłamana jest literatura przedmiotu, podkreślając, że nie istnieje coś takiego jak popularna historia węgla kamiennego. Węgiel występuje w literaturze jedynie jako paliwo dla wielkiego przemysłu napędzającego Imperium Brytyjskie, albo – w odsłonie XX wiecznej – jako paliwo dla przemysłu napędzającego imperium sowieckie. I tyle, wcześniej węgiel nie istniał, a jeśli istniał to jego rola była marginalna. Mnie się już nie chce tu powtarzać wszystkich opowiedzianych w II tomie Baśni jak niedźwiedź historii, nie chce mi się wspominać pierwszej wielkiej odkrywki węglowej w Europie, datowanej na rok 1113. Powiem tylko, że kiedy już się nagadam o tym węglu, tak że bolą mnie szczęki, wstaje zwykle jakiś staruszek i mówi, że lepiej byłoby gdybym poruszał jakieś bardziej współczesne tematy…

…Zakazali palenia węglem w Krakowie, tak jak wcześniej zakazali tego w Londynie i Paryżu. Co łączy te dwa zakazy? Otóż one są wydane ze skrajnie różnych powodów. W dawnych czasach handel i pozyskanie węgla były – przypuszczam, bo badań żadnych dotyczących tego problemu nie ma – domeną domów bankierskich, które poprzez tę branżę, ale także inne, wpływały na dwory i decyzje królów. Historia mafii węglowych jest stara i głęboka, a słowo „węglarze” nie oznacza bynajmniej umorusanych producentów węgla drzewnego kryjących się po lasach

…Dlaczego zakazano palenia węglem w Krakowie? Bo leży on zbyt blisko Śląska, gdzie już wkrótce na nowo zacznie się eksploatacja węgla kamiennego, tyle, że będzie on ze Śląska wywożony gdzieś dalej i nie trafi do Krakowa, w którym obowiązuje wspomniany zakaz. Warszawa będzie miała możliwość palenia węglem, bo tu zakazu nie będzie i miasto stołeczne kupi sobie ten węgiel od Rosjan po prostu. Polska, jak przypuszczam, będzie miała mocno ograniczone możliwości gospodarowania własnymi zasobami, bo zostały one sprywatyzowane i będą przeznaczone dla kogo innego. Kiedy zaś ktoś spróbuje się szarpać przyjdzie do niego wezwanie z sądu. Są jeszcze inne aspekty tej sprawy. Otóż produkcja kotłów i systemów grzewczych w Polsce to poważny sektor gospodarki. Wielu ludzi radzi sobie tam świetnie, a wybór kotłów węglowych i innych jest naprawdę duży. To wszystko powoli będzie likwidowane, bo daje zbyt wielu osobom wolność i pieniądze. Kraków to tylko początek tej antyindustrialnej rewolucji, tego równania wszystkiego z ziemią. Ja rozumiem, że to sejmik małopolski zdecydował o tym niepaleniu węglem, ale nie wierzę w to, by uczynił to ów sejmik z własnej nie wszczepionej wcześniej przez nikogo głupoty…” (coryllus – O masonach co rządzą światem)

podobne: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać i to: Bezsensowny, szkodliwy dla rynku pracy i rodzin podatek, który wcale nie pomagał środowisku, już nie istnieje. Australia bez podatku węglowego a także: Coraz bliżej do kopalni węgla w Nowej Rudzie. Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem polecam również: Nowa polityka klimatyczna USA – zapowiedź  i jeszcze: Czy Sahara znów się zazieleni czyli… „problem” z CO2 oraz: „Zimne słońce”, handel „pozwoleniami na emisję CO2” i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski i to: Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią.

Gwałtowny spadek cen ropy spotęgowany zachodnimi sankcjami wpłynął bardzo negatywnie na kondycję rosyjskiego sektora naftowego. Znalazło to odzwierciedlenie nie tylko we wstrzymaniu bądź niedofinansowaniu wielu projektów wydobywczych w Arktyce czy Syberii Wschodniej, ale również w przetasowaniach do jakich zaczęło dochodzić na rynkach gdzie od dekad dominowali Rosjanie. Najbardziej wymownym tego przykładem jest pierwsza w historii umowa długoterminowa PKN Orlen i Saudi Aramco na dostawy surowca z Arabii Saudyjskiej do Polski.

Zobacz także: „Tylko PR?”. Saudyjska ropa w Polsce zmienia wszystko [3 DOWODY]

Proces budowania kontaktów biznesowych przez Irańczyków, Saudyjczyków etc. na tradycyjnych rosyjskich rynkach trwa. Płocki koncern realizuje np. kontrakty krótkoterminowe zawarte z Irańską Narodową Kompanią Naftową, które mogą niebawem przekształcić się w długookresową współpracę na rynkach: czeskim, litewskim, polskim. Spółka aktywnie rozgląda się również za surowcem z innych regionów świata np. Iraku. Ropa z irackiego Kurdystanu docierała w ubiegłym roku np. do kontrolowanych przez Orlen Możejek.

Zobacz także: Kurdyjska ropa uderzy w tranzyt rurociągiem Przyjaźń?

Z działań płockiego potentata zaczynają korzystać również inni regionalni gracze. Nierosyjskim surowcem interesują się w coraz większym stopniu: węgierski gigant MOL, a ostatnio nawet białoruski Belorusneft. W obu przypadkach występuje duża synergia interesów wspomnianych firm z Orlenem. Niewykluczone, że MOL wspólnie z polską spółką będzie sprowadzać irańską ropę przez chorwacki terminal Omisalj, a kolejna dostawa spot z Iranu do Polski i na Białoruś zostanie zrealizowana za pomocą jednego tankowca…” (defence24.pl, Piotr Maciążek – Rosyjska kontrofensywa: plan utrzymania Polski w „naftowej strefie wpływów”)

podobne: Tania ropa: dla jednych szansa dla innych kłopot, petrolandy walczą o przetrwanie. Nord Stream 2 kontra dywersyfikacja, który projekt upadnie? Połączenie elektroenergetyczne z Litwą rozpoczyna pracę. Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej oraz: Polska gospodarka: Lista strategicznych podmiotów. Wzmocnienie nadzoru, wzrost wartości i prywatyzacja. Koszty „ambitnej” polityki w Możejkach. Rząd upraszcza prawo budowlane (czy aby na pewno?) i to: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?) a także: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).

Paweł Kuczyński – Dark Industry

Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy


Michał Dziekan – Źle dla ciebie dobrze dla nas

„…Exchange Stabilization Fund to dowód, że w rozwiniętym kraju zwykli obywatele mogą być bardzo daleko od pełnej wiedzy na temat systemu. ESF jest podmiotem anonimowym, który nie jest poddawany żadnej kontroli, co umożliwia mu prowadzenie działalności, która w normalnych warunkach spotkałaby się z oporem Kongresu USA. Całkowita niezależność ESF pokazuje, że obywatele USA mają niewielki wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Mogą oczywiście wybrać prezydenta, podczas gdy banki dyktują, kto ma zostać sekretarzem skarbu…

…Najwięcej informacji dotyczących wysiłków propagandowych ESF/CIA pochodzi z lat 70-tych. W 1973 roku The Washington Star opisał relacje łączące CIA z dziennikarzami. Szczegółowe informacje na ten temat pochodziły od dyrektora agencji – Williama Colby’ego.

Kongres zareagował powołaniem dwóch komisji w tej sprawie. Jak stwierdzono w raporcie jednej z nich, relacje łączące media z CIA były tak zróżnicowane, że oddzielenie ich od siebie było niemożliwe.

Przechodząc do konkretów, komisja poinformowała, że CIA korzystało w tamtym okresie z usług ponad 700 nauczycieli akademickich oraz absolwentów, którzy okazjonalnie pisali książki bądź tworzyli inne materiały używane następnie do siania propagandy.

Należy pamiętać, że były to kompletnie inne czasy, książki miały znacznie większą siłę rażenia. Szef CIA ds. tajnych operacji stwierdził w notatce, że „książki różnią się od innych sposobów propagandy. Pojedyncza książka jest w stanie znacząco zmienić spojrzenie czytelnika na określone kwestie. Nie da się tego porównać z innym medium”.

Powiązania agencji z mediami i środowiskiem akademickim wywołały oczywiście oburzenie opinii publicznej. W połowie lat 70-tych dyrektor CIA oświadczył, że jakiekolwiek kontakty z dziennikarzami zostały natychmiast zakończone. Dziwnym trafem w tym samym czasie lista płac nie będącego pod niczyją kontrolą ESF wzrosła z 300 do 500 osób. Dziennikarze oraz wykładowcy przeskoczyli zatem z jednej listy płac na drugą, znajdując się od tej pory poza zasięgiem Kongresu.

Propaganda w praktyce

Burza wokół propagandowej sieci CIA rozpętała się w latach 70-tych, jednak wówczas było już za późno. Wszystko, co najważniejsze, miało miejsce dekadę wcześniej.  

W latach 60-tych podstawy ekonomii został wywrócone do góry nogami. Klasyczna szkoła została zastąpiona keynesizmem. Zgodnie z ekonomią klasyczną deficyt budżetowy musi prowadzić do szkodliwej inflacji. Do początku lat 60-tych była to oczywistość. Zdziwienie wywoływały osoby domagające się od państwa wyższych wydatków. Dlaczego? Ponieważ deficyt musiał prowadzić do inflacji, a ta z kolei do zubożenia zwykłych obywateli.

Jednocześnie taki sposób myślenia stanowił zagrożenie dla ESF. Postanowiono zatem skorzystać z sieci propagandy, aby ustalić nowe zasady ekonomii. Od tej pory deficyt nie oznaczał już inflacji, lecz permanentny rozwój gospodarczy – o recesji nie mogło być mowy.

To w tamtym okresie stworzono mit niebezpiecznej deflacji. W wydaniu New York Times z 11 września 1962 roku pojawiła się wypowiedź Pera Jacobssona, dyrektora MFW, który przekonywał, że należy mniej martwić się odpływem złota z USA, a bardziej groźbą globalnej deflacji.

Propaganda uderzyła z ogromną siłą. MFW przekonywał, że od teraz należy podchodzić do deflacji z tak wielką ostrożnością, z jaką wcześniej traktowano inflację. Z perspektywy czasu widać, jak istotny był to moment. Nie da się zaprzeczyć, że plan przyniósł efekt. Ostatecznie dziś większość osób uważa, że deflacja jest bardziej niebezpieczna od inflacji.

Zmiana myślenia umożliwiła dalsze ratowanie dolara. Pod koniec lat 60-tych do pomocy zaangażowano Japonię, która zaczęła skupować ogromne ilości amerykańskich obligacji. Inni „sojusznicy” nabywali amerykańską broń. USA za jednym razem wzmacniały rangę waluty oraz zdobywały coraz większą przewagę w branży militarnej.

Na początku lat 80-tych propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Zaczęto wmawiać społeczeństwu, że nie ma żadnego powiązania między deficytem a inflacją. Stany Zjednoczone poszły w kierunku gigantycznych deficytów, natomiast inflacja była niższa niż w latach 70-tych. W ten sposób „udowodniono” brak powiązania miedzy deficytem a inflacją. Dolar zaczął się umacniać, a zyski ESF rosły.

Jak to możliwe, że dolar był drukowany w tak dużych ilościach, a inflacja nie występowała? Oczywiście taka była specyfika systemu petrodolara, dzięki któremu Amerykanie nabywali dobra niemal za darmo

…Stosunkowo często wspominamy o ESF w odniesieniu do interwencji na rynkach finansowych. W naszej opinii informacje zawarte w artykule jednoznacznie pokazują, że zasięg oddziaływania funduszu jest ogromny. Trudno przypuszczać, aby ESF omijał rynki finansowe, których kondycja jest niezwykle istotna dla systemu.

Przez wszystkie lata istnienia ESF dolar był niszczony. Obecnie amerykańska gospodarka jest w dramatycznej kondycji, rośnie odsetek osób które potrzebują wsparcia socjalnego, natomiast rola dolara z roku na rok jest coraz mniejsza. Cudów nie będzie – dolar utraci ostatecznie status waluty rezerwowej. Pytanie brzmi: ile informacji na temat działań ESF wyjdzie na jaw?

Naszym zdaniem niewiele. Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zwykłych mieszkańców USA, kraj ten będzie obecny przy tworzeniu fundamentów pod nowy system. Może się zatem okazać, że osoby, które do tej pory umożliwiały istnienie i działalność ESF, już wkrótce będą współodpowiedzialne za kreowanie nowego systemu opartego na SDR-ach.” (Zespół Independent Trader – Czym naprawdę jest Exchange Stabilization Fund?)

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku  oraz:  Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko polecam również:  Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i jeszcze:  Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

„Jeżeli to prawda… że świat dzieli się na banksterów i gangsterów to nasza sytuacja wygląda tak: nie istnieją realnie państwa demokratyczne. Istnieją tylko dekoracje zarządzane przez banki, które to dekoracje – parlamenty, rządy, narody, związki wyznaniowe, służą temu by banki mogły generować zyski. Pytanie więc czy kapitał ma narodowość jest z założenia głupie. Nie ma jej, a jeśli już się przy tym upieracie, to z pewnością nie jest to narodowość polska. Nie istnieją polskie banki, obojętnie jakimi byśmy się złudzeniami nie karmili. System tego nie zaplanował i już, jeśli zaś istnieją to niebawem istnieć przestaną, ich aktywa zaś zostaną przejęte. Prawdopodobnie bezszelestnie. I nikt tego nawet nie zauważy. Stwarzanie złudzeń dotyczących siły finansowej rodzimych banków, jeśli istnieje, musi się więc wiązać z jakimiś planami na przyszłość. Jakimi? Zapewne dotyczącymi konfliktu pomiędzy lokalnymi „niezależnymi” potencjami, który to konflikt stanie się kolejnym sposobem na powiększenie zysku banków.

 Jeśli nie istnieją państwa demokratyczne to znaczy, że nie istnieje polityka zagraniczna rządów. Jest ona fikcją. Ministrowie spraw zagranicznych zaś są powoływani po to, by przekazywać do lokalnych oddziałów Banku Rezerw Federalnych polecenia i sugestie…

Rządy jednak istnieją. Po co? Po to by prowadzić politykę wewnętrzną, czyli tresować poddanych, lub jak wolicie obywateli. Innej funkcji nie mają i mieć nie mogą. Służą także do prowokowania sytuacji generujących zyski i obsługi lokalnych instytucji finansowych. Jaki jest plan? Tego nie wiem. Mówią jednak, że zbliża się wojna z Iranem. Iran zaś to jedno z państw gangsterów, czyli takich państw, w których nie rządzą mafie międzynarodowe, ale lokalne. Inne tego typu państwa to Rosja, Chiny i Izrael. I fakt, że jedne z nich są zorganizowane w sposób demokratyczny a inne w sposób zamordystyczny nie ma żadnego znaczenia. Państwa gangsterskie mogą walczyć lub współpracować z banksterami. Jak rozwija się sytuacja zależy zawsze od bangsterów i od tego co rozumieją oni akurat pod pojęciem zysku. Tak więc wojna z Iranem może być wojną o ropę, ale nie musi…

Putin pozwoli na wojnę z Iranem, wytarguje Kaukaz i pacyfikację Polski oraz zaprowadzenie tu rządów swojej mafii. Pieniądze zmienią właściciela i wszyscy będą szczęśliwi. Na jakiś dość długi czas oczywiście. Do następnej katastrofy i następnego przetasowania. Europa popatrzy na nas ze smutkiem, ale też z radością, że tak małym kosztem udało jej się zażegnać kryzys. Będzie dobrze. W Iranie zatriumfuje demokracja, tak jak już zatriumfowała w Afryce północnej. Napisali ostatnio – naprawdę – że cała ta rewolucja zaczęła się od jakiegoś tunezyjskiego sklepikarza. Tak po prostu. Granice wstydu zostały więc przekroczone po raz kolejny.

Warto się zastanowić czy wobec dominującej roli banków przyjedzie taki moment, że państwa narodowe zostaną zlikwidowane. Moim zdaniem nie. Bo przynoszą one zbyt duże zyski. Nie zostaną zlikwidowane także państwa gangsterskie. Są bardzo potrzebne. Jeśli jakiegoś zabraknie, bo zawali się wskutek łapczywości lokalnych kacyków, stworzy się nowe. Banksterzy są poza tym jak wampiry – nie mogą wyjść na światło dzienne, bo zginą. Muszą żyć w ukryciu. Ujawnienie się zaprzeczy istocie ich obecności na Ziemi. Muszą mieć więc jakieś przekonujące dekoracje…” (coryllus – Jeżeli to prawda)

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem a także: BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Jakiś czas temu doszło jednak do ujawnienia (się) tego co powinno być ukryte, a więc do potwierdzenia fasadowości instytucji zwanej „demokratycznym państwem”… Jak śpiewa poeta „poczuli siłę i czas”, więc nie muszą się dłużej ukrywać. Zwłaszcza że niewielu dostrzegło i zrozumiało wyjątkowość tej informacji…(Odys)

Zdaniem Barniera porozumienie w sprawie dostępu londyńskiego City do wspólnego rynku może być niezbędne, aby uniknąć utraty stabilności finansowej w Europie.

Brytyjskie dziennik „Guardian” napisał, że Barnier miał powiedzieć na zamkniętym spotkaniu z europosłami, że „musimy wykonać bardzo konkretną pracę w tym obszarze”. „Aby uniknąć niestabilności finansowej, (…) będzie musiała zostać nawiązana specyficzna, szczególna relacja” – miał powiedzieć były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. Dzienniki powołuje się na wewnętrzną notatkę z tego spotkania i pisze, że to zapowiedź specjalnej umowy regulującej pozycje Londynu jako jednego z centrów finansowych dla Europy i rozliczeń we wspólnej walucie, euro. Zdaniem „Guardiana” to także zapowiedź odejścia Brukseli od „twardego Brexitu”...” (źródło rp.pl: Unia musi dogadać się z londyńskim City)

„…W związku z tym potrzebne są dwa traktaty negocjacyjne dotyczące Brexitu, jeden dla Korony, a drugi dla City. To jest z mojego punktu widzenia informacja wręcz fantastyczna. Podał ją wczoraj Puls Biznesu, ale póki co nikt z tak zwanych publicystów się nawet na ten temat nie zająknął. To co wymsknęło się panu Michelowi Barnierowi, zostało natychmiast zdementowane, jako błąd w tłumaczeniu czy inna jakaś bzdura. Nie pamiętam już kto powiedział, że nie wierzy w wiadomości nie zdementowane, ale nie jest to w tym momencie istotne – zdementowali znaczy prawda. Drugi raz nie zdementują, bo się ośmieszą już całkiem…

City nie jest Anglią, a królowa nie ma tam nic do powiedzenia, kiedy przekracza granicę tego dziwnego obszaru staje się po prostu Elżbietą Windsor i ma słuchać co jej bankierzy mówią. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie posłuchała. Cóż więc teraz? Jasne jest, że Brexit będzie przebiegał dwoma torami – jawnym i tajnym, od czasu do czasu słyszeć będziemy tylko jakieś dziwne dźwięki dochodzące z zaplecza. Może się także okazać, że City nigdy nie wyjdzie z UE i będzie po prostu finansowym łącznikiem pomiędzy wyautowaną Koroną, a interiorem finansowym Unii do niedawna zwanym kontynentem. Co z nami wobec tego? To zależy co postanowią ci ludzie których teraz City straszy i jakimi metodami zaczną obniżać koszty. Mam nadzieję, że nie będą potrafili ich obniżyć i strach przed Arabami zwycięży w ich sercach strach przed City. Wtedy jest szansa, że nic nam się nie stanie, a tamci przyślą tu parę drobnych, żebyśmy popatrzyli jak wzrasta potęga gospodarcza naszego kraju i żeby każdy miał już nie 500+ ale wręcz 1000+ na dziecko. Jeśli UE przestraszy się bardziej City, może się okazać, że najpierw rozprawi się z Arabami, a potem za pośrednictwem pana Putina z nami, bo za bardzo fikamy i domagamy się zbyt wiele, zamiast iść do roboty na szwalnię i czekać na deputat szarego mydła, jak to bywało dawnymi laty.

Jakby tego było mało wicekról Ameryki Donald Trump zapowiedział, że nie przyjedzie do Davos, a więc cały ten lewacki burdel zaczyna mieć się z pyszna i szuka tak zwanych nowych dróg rozwoju. Skoro nie będzie Trumpa, na miejscu ma się pojawić prezydent Chin. Ciekawe co na to powiedzą zwolennicy jedwabnego szlaku i „zbliżenia” z Chinami. Wybuchną entuzjazmem czy nie? Chiny miałby dać nowe gwarancje temu, co przed chwilą nazwałem lewackim burdelem i wyasygnować świeżą kasę na zasiłki dla Arabów, żeby ci podpuszczeni przez City nie poucinali głów unijnym urzędnikom i nie latali z tymi czerepami po ulicach miast. Ciekawe czy coś od tych Chińczyków wydębią, czy przyjedzie ten prezydent i wyjedzie wzruszywszy ramionami, bo okaże się, jak już nie raz bywało, że izolacja jest dla Chin lepszym wyjściem niż angażowanie się w niepewne interesy z obyczajowymi i finansowymi aferzystami…” (coryllus – Czy City wyjdzie z Unii?)

Opisana przez coryllusa wizja wpisuje się dość „dobrze” w ambicje londyńskiego City, które streszczają się w następującej kwestii: „…Brexit wzmocni pozycję City jako jedynej stolicy finansów konkurencyjnej wobec Nowego Jorku” (całość: Część przedstawicieli City za Brexitem)

podobne: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin polecam również:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Adam Wycichowski niewolnik – pierwsza gwiazdka

„Przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, ten sam, który w trybie ekspresowym wyznaczył na 21 grudnia ubiegłego roku posiedzenie Komisji Europejskiej poświęcone ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej – tym razem, podczas kolejnej Konferencji Monachijskiej, wygłosił opinię, że wypracowanie nowego modelu stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią zajmie „więcej niż 24 miesiące”. Skąd przewodniczący Juncker może wiedzieć takie rzeczy, skoro negocjacje UE z Wielką Brytanią jeszcze się nie zaczęły – tajemnica to wielka. Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się…

…mamy dwie możliwości: albo obydwie instytucje wynegocjowane porozumienie zatwierdzą, albo nie. Powiedzmy jednak, że zatwierdziły. Wtedy zainteresowane państwo opuszcza szczęśliwą rodzinę unijną na warunkach wynegocjowanych i zatwierdzonych. No dobrze – ale co dzieje się w przypadku, gdy albo negocjacje nie doprowadzą do porozumienia, albo nawet doprowadzą, ale nie zostanie ono zatwierdzone? Wtedy zainteresowane państwo też może opuścić Unię Europejską, ale dopiero po 2 latach. 2 latach – czyli 24 miesiącach, o których z obfitości serca wspomniały usta Jana Klaudiusza Junckera! Po cóż Unii Europejskiej te 24 miesiące? Wyjaśnić to można odwołując się do innej instytucji traktatu lizbońskiego, mianowicie tzw. „klauzuli solidarności”. Stanowi ona, że w razie pojawienia się zagrożenia demokracji w jakimś kraju członkowskim, Unia Europejska, na prośbę państwa zagrożonego, może udzielić mu „bratniej pomocy” w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji. A skąd wiadomo, że zagrożenia dla demokracji się pojawiły? No cóż; czyż potrzeba lepszego dowodu na zaistnienie tych zagrożeń, jak ów wniosek o wystąpienie z Unii? Nie potrzeba – a 24 miesiące chyba wystarczą, by te zagrożenia usunąć. A skąd będziemy mieli pewność, że zostały one usunięte? Stąd, że rząd ustanowiony w następstwie „bratniej pomocy” natychmiast wniosek o wystąpienie z Unii wycofa. Ciekawe, czy Jan Klaudiusz Juncker, wspominając o czasie nawet dłuższym niż 24 miesiące, miał na myśli właśnie tę mitręgę, czy też ta freudowska pomyłka przytrafiła mu się bez żadnej konkretnej intencji?” (Stanisław Michalkiewicz – Domyślajmy się!)

„…z ulgą i nadzieją witamy plany Angeli Merkel Europy dwóch prędkości. Mogą być śmiało nawet trzy, albo i więcej. Naturalnie pod warunkiem że J. Kaczyński nie zwariuje w międzyczasie i nie będzie starał się kraju zakwalifikować na pasmo najszybszego ruchu…

…Umiarkowana prędkość w dobrym kierunku jest lepsza niż ekspresowe pogłębianie euro integracji w złym, na co nalega Frau Merkel.

Jej celem, jak się zdaje, jest ekspresowe sprowadzenie reszty Afryki i Bliskiego Wschodu do serca Europy, zanim śpiące społeczeństwo niemieckie ocknie się aby bronić swojej tożsamości. Na czas tej turbo integracji Niemiec z islamem ich sąsiedzi zrobią dobrze jeśli zwolnią i odgrodzą się nawet od powstającego kalifatu płotem, jak Orban. Zbyt szybka integracja nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Wręcz przeciwnie, rozsadzić może kohezję społeczną i doprowadzić do przyspieszonego rozkładu Niemiec z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Ten rodzaj odwróconego Drang nach Osten, jak kto woli, leży w interesie ich sąsiadów. Nie bardzo więc wiemy czemu J. Kaczyński się tym martwi choć jednocześnie słusznie wskazuje palcem na Merkel jako na sprawczynię katastrofy i na role w tym jej piona w Brukseli Tuska, bezkrytycznie wentylującego niemieckie groźby pod adresem innych o astronomicznych karach za każdego nie przyjętego „uchodźcę”.

Interesujący jest timing tego pędu Angeli ku większej integracji. Wygląda to na reakcję euro establishmentu na Brexit, decyzję mających dość integracji Brytyjczyków i ich pragnienie aby się właśnie od kontynentu odintegrować. Czemu służyć ma przeciwstawienie się temu narzuconą przez Niemcy przyspieszoną integracją? Temu oczywiście aby stworzyć fakty dokonane przez co gotowość innych do próbowania kolejnego exitu z euro raju odpowiednio osłabnie. Wątpimy jednak czy strategia ta odniesie sukces.” (cynik9Europa dwóch prędkości)

„…Zaczęliście od powiedzenia nam, że musimy zapłacić rachunek, całe 52 miliardy funtów – kwota wyraźnie wzięta z powietrza, faktycznie forma żądania okupu. Moglibyście zauważyć, że włożyliśmy netto ponad 200 miliardów funtów w ten projekt, jesteśmy w istocie udziałowcami tego budynku i całej reszty majątku, i naprawdę to wy powinniście złożyć nam ofertę nie do odrzucenia, byśmy wyszli. A jak zawsze uroczy pan Verhofstadt, główny negocjator Parlamentu, w swojej rezolucji, nad którą mamy głosować później, mówi nam, że nie wolno nam omawiać potencjalnych umów handlowych z nikim innym na świecie, dopóki nie opuścimy Unii Europejskiej. Nie ma to żadnych zupełnie podstaw w prawie traktatowym i jest to tak, jakby powiedzieć, że nie możesz zaaranżować sobie mieszkania, na czas gdy wyjdziesz z więzienia…

…I oczywiście pan Tusk, którego nie ma dziś z nami – podejrzewam, że nadal płacze, wyglądał na dosyć załzawionego, nieprawdaż, po tym jak ambasador brytyjski doręczył list w zeszłym tygodniu – mówi nam w swoim memorandum, że wszelkie przyszłe umowy handlowe muszą zapewnić, że UK nie może mieć przewagi konkurencyjnej. To wszystko jest niemożliwe, a dokładacie do tego hipokryzję, że z jednej strony mówicie, że UE będzie negocjować jako jedność, a klauzula 22 dokumentu Tuska mówi, że w istocie Gibraltar, że Hiszpanie mogą mieć całkowite weto wobec całej umowy, jeśli nie będą usatysfakcjonowani suwerennością Gibraltaru. My wierzymy w narodowe samostanowienie – waszym celem i ambicją jest zniszczenie demokracji państwa narodowego. Gibraltar jest zdecydowanie rzeczą nie do przyjęcia na obecnych warunkach.

Okazaliście tymi żądaniami, że jesteście mściwi, paskudni. Mogę jedynie powiedzieć: dzięki Bogu, że wychodzimy. Zachowujecie się jak mafia. Myślicie, że jesteśmy zakładnikiem. Nie jesteśmy, wolno nam odejść…

…daje się nam żądanie okupu. Ale co musi być bardzo trudne dla was wszystkich do pojęcia, to że istnieje większy świat, tam na zewnątrz, niż Unia Europejska. 85 procent światowej gospodarki jest poza Unią Europejską. I jeśli chcecie nie mieć żadnej umowy, jeśli chcecie zmusić nas do odejścia od stołu, to nie my na tym ucierpimy. Wiecie, my nie musimy kupować niemieckich samochodów, nie musimy pić francuskiego wina, nie musimy jeść belgijskiej czekolady. Jest wielu innych ludzi, którzy nam to dostarczą. Powrót do taryf narazi miejsca pracy setek tysięcy ludzi żyjących w Unii Europejskiej, a jednak co mówicie, to że chcecie przedłożyć interesy Unii Europejskiej ponad interesy waszych obywateli i waszych firm. I jeśli będziecie dalej iść tą drogą, to nie tylko Zjednoczone Królestwo uruchomi artykuł 50, będzie jeszcze wiele kolejnych.” (karasekUS, Nigel Farage: UE jak mafia… niech będzie gangsterzy)

podobne: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego

W przeciwieństwie do państw takich jak Polska (a w zasadzie ich elit politycznych) wiecznie do czegoś aspirujących, zatroskanych o swój wizerunek „zagranico”, państwa poważne (a do takich należy Wielka Brytania) mają to do siebie że potrafią uzasadnić swoje racje, nawet jeśli argumenty na owe racje wydają się nieco „przestarzałe”. Demonstrując tym samym wyższość i przywiązanie do własnego porządku i dorobku prawno cywilizacyjnego… (Odys)

„…w portalu Obserwator finansowy ukazał się tekst Jacka Ramotowskiego zatytułowany Wielkie banki przygotowują się do brexitu. I w tym tekście znajduje się taki oto fragment:

Na wniosek Giny Miller brytyjski Sąd Najwyższy orzekł w listopadzie, że rząd nie może złożyć notyfikacji zamiaru opuszczenia Unii bez zgody parlamentu. Rząd odpowiednią ustawę przedstawił, ale nie zawiera ona szczegółów. Domaga się upoważnienia go do uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego i podjęcia negocjacji zgodnie z tzw. klauzulą Henryka VIII z 1539 roku. Klauzula ta pozwala na zmianę, a nawet uchylenie ustawy bez zgody parlamentu.

Można uchylić ustawę bez zgody parlamentu, bo są odpowiednie narzędzia prawne w tradycji legislacyjnej na Wyspie. Tylko kto o tym decyduje? Wczoraj myśleliśmy, że król. A jeśli tak, to sądziłem, że będą z tym brexitem czekać, aż pani Ela odłoży łyżkę i na tronie zasiędzie Harry czy może te drugi, bardziej piegowaty. Dziś z rana okazało się, że w takich sprawach decyduje tajna rada, a skład tajnej rady możecie sobie znaleźć w sieci, bo nie jest on znowu aż tak tajny. No, ale jak napisałem na początku nie będzie trzeba sięgać po klauzule z roku 1539, bo już jest po sprawie, brexit rozpocznie się przed końcem marca.

Widzimy na tym przykładzie jak poważna jest tradycja polityczna Wielkiej Brytanii i jak serio traktuje się tam decyzje. Oczywiście, ktoś powie, że od dawna wiadomo było, że wyjdą potrzebowali tylko uzasadnienia. No, ale potrafią to uzasadnienie znaleźć i za jego pomocą przymusić Izbę Lordów to uległości. To jest właśnie poważna polityka.

Popatrzmy teraz jak poważna polityka wygląda u nas. Poważną polityką są w Polsce kwestie dotyczące 500+ i strajku nauczycieli o 10 procentową podwyżkę, poważną polityką jest nieudany skok na stanowisko szefa PE, a także powracające stale gawędy o tym czy uzbroić Polaków czy też może pozostawić ich bez broni, a za to zorganizować obronę terytorialną. Za poważną wewnętrzną politykę w Polsce uchodzi medialna propaganda najgorszego gatunku, taka jaką zaprezentował w najnowszej, jeszcze nie wydrukowanej Gazecie Polskiej Tomasz Sakiewicz. Na okładce widzimy tramwaj z czasów okupacji, z którego wychyla się Angela Merkel, a na pierwszym planie stoi Donald Tusk w mundurze esesmana. Proszę bardzo https://twitter.com/GPtygodnik/status/841348170584076289

W środku jak widzicie mamy tradycyjną, znaną nam z tygodników wydawanych za Gierka, mapkę przedstawiającą potencjał wojenny krajów Europy, z tym, że odwrotnie niż wtedy zagrożeniem nie jest zachód a Rosja. Mamy więc tu połączenie dwóch poetyk. Nachalnej propagandy i pseudonaukowej strategii. Każdy oczywiście, kto to skrytykuje zostanie z miejsca nazwany ruskim agentem. Bo ten manewr także jest wpisany w mechanizm działań poważnej polityki wewnętrznej w Polsce. Jeśli do tego dodamy to, co powiedziała pani Fotyga niedawno, w związku ze sprawą uzbrojenia Polaków, to mamy komplet. Powiedziała – przypomnę tylko – że w Polsce, odwrotnie niż w USA nie ma tradycji noszenia broni. Gadałem o tym wczoraj z Jackiem i on powiedział w pewnym momencie, że w Polsce jest za to tradycja noszenia ołowianych kul w potylicy. Ja zaś pomyślałem, że to dobry bon mot, bo on opisuje czynną nad Wisłą i wiecznie żywą tradycję potyliczną. Mamy nawet taki prawicowy portal – Wpotylicę. Prowadzą go bracia Karnowscy…” (coryllus – O tradycji politycznej i tradycji potylicznej)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.

„…ma się w Rzymie odbyć uroczysty „szczyt” Unii Europejskiej, na którym delegacja polska ma znowu pokazać europejsom” nie tylko, jakie z nich palanty, ale stanąć na nieubłaganym gruncie europejskiej jedności, a także – jedności euroatlantyckiej. W związku ze szczytem pani premier Szydło żałośliwym tonem wygłosiła specjalne orędzie do narodu, informując, co i jak. Ten żałośliwy ton wynika, jak przypuszczam, z trudności położenia w jakim znalazła się nie tylko ona, ale całe PiS wobec swoich wyznawców. Z jednej strony pan prezes Kaczyński chciałbym im zaimponować przedstawieniem, jak to pod jego przywództwem Polska „wstaje z kolan” i tak dalej, ale z drugiej strony targa nim jaskółczy niepokój, że jak tylko spróbuje wstać, to nie dostanie forsy, od której nasi Umiłowani Przywódcy uzależnili nie tylko Polskę, ale i samych siebie. Przed taką możliwością ostrzegł panią premier Szydło francuski prezydent Hollande, zauważając, że „wy macie zasady, a my – subwencje”. Wprawdzie pani premier skwitowała to lekceważącą uwagą, że prezydent Hollande ma zaledwie 4 procent poparcia, ale procenty to jedna rzecz, a forsa, to rzecz druga. Ale cóż; wobec wyznawców trzeba trzymać fason („on tu jeden trzyma fason ponad Żydów podłą zgrają i on jeden nie jest mason, chociaż – czego nie gadają?” – powiada poeta), więc pani premier zapowiedziała, że jeśli polskie żądania nie zostaną w Rzymie spełnione, to Polska nie podpisze końcowej deklaracji. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to scenę spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty z cesarzem Napoleonem III. Charlotta chciała namówić Napoleona na interwencję w Meksyku, gdzie powstańcy oprymowali jej męża, cesarza Maksymiliana. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, więc Charlotta użyła ostatecznego w jej mniemaniu argumentu, oświadczając, że jeśli nie będzie interwencji, to oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się wtedy Napoleonowi, na co Charlotta najpierw dostała spazmów, potem zaczęła wyrzucać francuskiemu cesarzowi jego niskie pochodzenia, aż wreszcie zwariowała. Takie rzeczy pokazują, że w polityce światowej sprawy tragiczne sąsiadują z komicznymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Czyżby znowu moralne zwycięstwo?)

podobne: Dwie prawdy zamiast polityki oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium

rys. Jerzy Wasiukiewicz

W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze)


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

USA: FBI opublikowała nowy raport oskarżający Rosję o ingerencję w amerykańskie wybory

PAP – Świat, 30 Gru 2016, 6:41,  Waszyngton (PAP/Reuters/AP) – Federalne Biuro Śledcze (FBI) i Departament Bezpieczeństwa Krajowego opublikowały w czwartek pierwszy dokładny raport bezpośrednio oskarżający hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w proces ostatnich wyborów w USA.

Raport, liczący 13 stron, zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania rosyjskich hakerów z włamaniami do serwerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej.

Według raportu rosyjska FSB zaczęła w połowie 2015 r. m. in. wysyłać złośliwe kody komputerowe i linki do ponad 1000 odbiorców w USA, w tym do Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, instytucji i agend federalnych. W raporcie podano przykłady takich kodów i linków.

Krajowy Komitet Partii Demokratycznej miał być ponownie infiltrowany na początku br. przez rosyjski wywiad wojskowy GRU.

Administracja prezydenta Baracka Obamy już 7 października oskarżyła Rosję o ataki hakerskie mające na celu wpływ na proces wyborów prezydenckich w USA, ale raport FBI jest pierwszym oficjalnym dokumentem zawierającym szczegółową analizę techniczną i konkretne dane. Jest to też pierwsze oficjalne potwierdzenie FBI tych zarzutów.

Raport opublikowano tego samego dnia, w którym prezydent Obama ogłosił sankcje wobec Rosji, w tym wydalenie z USA 35 rosyjskich dyplomatów.

Strona rosyjska, która zdecydowanie odrzucała te oskarżenia, potępiła sankcje i zapowiedziała „udzielenie adekwatnej odpowiedzi”. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa napisała na swoim profilu na Facebooku, że reakcji Moskwy należy spodziewać się w piątek.

Według amerykańskich agencji wywiadowczych, rosyjscy hakerzy wykradli tysiące maili z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej a następnie dostarczyli je demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks, by skompromitować demokratyczną kandydatkę do prezydentury Hillary Clinton i pomóc w ten sposób Donaldowi Trumpowi wygrać wybory prezydenckie. (PAP) jm/ 

źródło: stooq.pl

„FT”: według Trumpa „zero dowodów” na wpływ Rosji na wybory w USA

PAP – Świat, 2 Sty 2017, 20:57, Waszyngton (PAP/Media) – Prezydent elekt Donald Trump uważa, że istnieje „zero dowodów” na to, iż Moskwa ingerowała w wybory w USA i wpłynęła na ich wynik – oświadczył w poniedziałek rzecznik Trumpa Sean Spicer, cytowany przez „Financial Times”.

Prezydent elekt nie chce „wyciągać pochopnych wniosków” z raportu FBI na temat rosyjskich hakerów, którzy ingerowali w proces wyborczy – powiedział Spicer, odnosząc się do opublikowanego w zeszłym tygodniu dokładnego raportu Federalnego Biura Śledczego (FBI) i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.

Spicer podważył ustalenia tego raportu, nazywając go „13-stronicowym podręcznikiem na temat poprawy podstawowego bezpieczeństwa Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej”, której serwery zostały zaatakowane.

Raport bezpośrednio oskarża hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w wybory. Liczący 13 stron dokument zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania hakerów z włamaniami do serwerów Demokratów.

„FT” przypomina, że informacje o działaniach Rosji wzburzyły Kongresmenów niezależnie od afiliacji politycznej, co „wróży trudne początki dla administracji Trumpa, gdy będzie starała się wykorzystać fakt, iż Republikanie przejęli (po wyborach) kontrolę zarówno nad Senatem jak i Izbą Reprezentantów”.

Wcześniej w poniedziałek kongresmen Adam Schiff, członek Komisji Wywiadu Izby Reprezentantów zarzucił Trumpowi, że jako jedyny wydaje się kwestionować informacje zawarte w dokumencie FBI.

Wpływowi Republikanie, jak senatorzy John McCain i Lindsey Graham, którzy od tygodni apelują o powołanie międzypartyjnej komisji Kongresu, która zbada tę sprawę, zapowiedzieli, że będą – jak powiedział McCain – „mocno naciskać na naszych kolegów (w Kongresie USA – PAP), by przyjęli bardziej znaczące i ostrzejsze sankcje przeciwko Rosji z powodu jej ataków na Stany Zjednoczone”.

Trump w ubiegłym tygodniu ogłosił, że nadszedł czas, by zająć się czymś innym, niż kwestie związane z cybernetyczną interwencją Rosjan, lecz w poniedziałek zmienił stanowisko, a jego zespół zasugerował, że prezydent elekt podejmie w tej sprawie decyzję, gdy zapozna się z większą ilością materiałów dowodowych.

„FT” przypomina, że przed opublikowaniem raportu FBI 17 amerykańskich agencji wywiadowczych uznało, że za atakami hakerów stała Rosja.

W czwartek Stany Zjednoczone ogłosiły nałożenie sankcji na Rosję w reakcji na hakerskie ataki, które służyły ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie; 35 rosyjskich dyplomatów zostało wydalonych z USA. (PAP) fit/ mal/

źródło: stooq.pl

„…kiedy okazało się, że zwycięstwo Trumpa wywołało w Stanach Zjednoczonych podobne objawy, co wejście do austriackiego rządu Jorga Haidera, doprowadzając do wybuchu niespotykanego wcześniej w Ameryce politycznego zacietrzewienia, niemieckie kierownictwo najwyraźniej się zreflektowało i z początkowego zaskoczenia ochłonęło. Być może odegrała tu decydującą role okoliczność, że zarówno w Europie, jak i w Ameryce, siłą napędową tych protestów i tego zacietrzewienia jest złość i złoto starego żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, który to wszystko finansuje. Będąc w Nowym Jorku słyszałem z wielu stron uporczywą plotkę, jakoby grandziarz obiecał każdemu elektorowi, który 19 grudnia nie odda głosu na Trumpa, 5 milionów dolarów. Nie ma dymu bez ognia; 20 elektorów zapowiedziało, ze nie zagłosuje na Trumpa dopóki CIA nie wyjaśni, czy wybory prezydenckie nie były aby zmanipulowane przez Rosję. Zatrzymajmy się chwilę nad tym dziwacznym żądaniem. Mamy dwie mozliwości: albo Rosja dysponuje w USA agenturą rozbudowana do tego stopnia, że na skinienie Kremla moskiewski faworyt może zostać prezydentem – ale w takim razie CIA, to kupa gówna, skoro dopuściła do takiej sytuacji, więc jej wyjaśnienia nie mają specjalnej wartości, albo – możliwość druga – Rosja żadnej do tego stopnia rozbudowanej agentury w USA nie ma, ale za to amerykańskie społeczeństwo stało się tak podatne na rosyjską propagandę, że Kreml może sobie przebierać w tamtejszych prezydentach, jak w ulęgałkach. I tak źle i tak niedobrze – ale jest jeszcze jedna istotna sprawa – że po raz pierwszy ostatnie słowo w wyborach prezydenckich miałaby amerykańska bezpieka. Pewnie i wcześniej tak bywało, ale nigdy jeszcze nie było takiej ostentacji. W wreszcie ostatnia sprawa – a skąd możemy mieć pewność, że Kreml, albo i finansowy grandziarz nie przekupił funkcjonariuszy CIA, którzy mieliby osądzić autentyczność amerykańskich wyborów prezydenckich? Nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem – mawiali starożytni Rzymianie, a skądinąd wiadomo, że w ostatnich latach (czyżby nadchodziły zapowiadane „dni ostatnie”?), podatnośc funkcjonariuszy publicznych na korupcję raczej wzrosła i to gwałtownie, więc dlaczego niby akurat CIA miałaby być na tę przypadłość szczególnie immunizowana? Warto postawić takie pytanie tym bardziej, że sam widziałem oferty w postaci stawek godzinowych za udział w antytrumpowych demonstracjach. Jeśli nie stał za nimi w charakterze sponsora stary finansowy grandziarz, to ja jestem chińskim mandarynem. ” (Stanisław Michalkiewicz – Ciamajdan, majdanek i majdan)

podobne: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Niezależnie od tego czy ataki hakerskie rzeczywiście miały miejsce, jakich konkretnie strat dokonały, i pomijając zarzuty o bezpośrednim wpływie na niedawne wybory (bo wyciek czyichkolwiek mailów nie jest niczym takim a co najwyżej posłużył politycznemu przeciwnikowi – o co trudno Trumpa winić, niech się wstydzi Clintonowa), można się zastanowić nad sensem „chwalenia się” publicznie i na cały świat przez służby i  administrację państwa o mocarstwowej pozycji jakim jest USA tym, że jakieś inne państwo (w dodatku dużo słabsze) ma realny bezpośredni wpływ na obsadzanie stanowiska najważniej osoby w państwie. Jest to nie tylko głupota co jasny sygnał dla innych potencjalnych wrogów USA o głębokim kryzysie tego państwa, jeśli nie w samej administracji to z całą pewnością w służbach bezpieczeństwa, a jeśliby przyjąć za prawdę że zmanipulowane zostało społeczeństwo to mamy tu do czynienia z inwigilacją na masową skalę i powszechną zdradą… Jednym słowem czy USA to jeszcze USA, czy też może marionetkowe państwo sterowane zdalnie przez Putina? Bo taki właśnie sygnał wysyłają ci zadowoleni z własnej przenikliwości durnie.

Pozostaje pytanie co zamierzają w związku z tym odkryciem zrobić? Co się stanie z wyborcami Trumpa których Putin zahipnotyzował, i co będzie z demokracją jako metodą wyłaniania władz państwa? Idąc tropem oskarżenia o bezpośredni wpływ Rosji na wybory w USA powstaje pytanie – dlaczego wybory nie zostały do tej pory po prostu anulowane? Niedoszły POTUS powinien zostać natychmiast odizolowany i poddany bardzo szczegółowemu przesłuchaniu na okoliczność owych wniosków jakie wysuwają szefowie służb i dotychczasowa administracja… Mało tego! To właśnie ową administrację i jej służby należałoby w pierwszej kolejności zwolnić, zamknąć i ostro przesłuchać jako nieudolnych, tudzież zaprzedanych Putinowi muppetów, bo ta niesłychana zdrada miała miejsce na ich warcie!… Bądź tu mądry… Jak mawiał klasyk „do czego to doszło żeby przez (pastowaną) świnię człowiek (demokrata) protekcji dochodził!” 🙂

Ja jednak uważam że najwyższa już pora aby przegrani pogodzili się z porażką, i nie wystawiali własnego państwa i siebie na taką kompromitację. Paradoksalnie „olewczy” (oficjalnie) stosunek Trumpa do tych zarzutów jest jedynym głosem rozsądku mogącym złagodzić skutki raportu o NIEUDOLNOŚCI amerykańskiej administracji (i służb bezpieczeństwa), o której szczegółach na miejscu władz USA wstydziłbym się w ogóle rozmawiać a co dopiero ujawniać jakieś szczegóły. Zamiast robić z Trumpa ruską matrioszkę zająłbym się poważnie samym faktem cybernetycznych ataków jeśli rzeczywiście do nich doszło… i zrobił coś równie spektakularnego w odwecie (oczywiście po cichu ale tak żeby to dotarło do agresorów)… Tymczasem histeryczna reakcja administracji Obamy i zwolenników Clintonowej na przegraną w prezydenckich wyborach, zaczyna przybierać formę taktyki spalonej ziemi – szKODzenie własnemu krajowi…

Z drugiej strony trudno mi uwierzyć że ogłaszanie tego rodzaju rewelacji świadczące o niekompetencji/słabości amerykańskiej administracji nie ma jakiegoś innego powodu. Jakiegoś drugiego dna które zaprzeczyłoby tej głupocie, ale  póki co nie jestem w stanie zauważyć niczego takiego… oprócz wewnętrznych rozgrywek miedzy nową a starą administracją. Być może kiedy postawione zostaną konkretne zarzuty to Trump będzie miał pretekst żeby przeprowadzić czystki w nieudolnych służbach… (Odys)

podobne: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji.

spy vs spy

spy vs spy

…czy w związku z powyższym USA przegrywają wojnę cybernetyczną?

Szefowie wywiadu: Rosja poważnym cybernetycznym zagrożeniem dla USA

PAP – Świat, 5 Sty 2017, 20:04, Waszyngton (PAP/Media/Reuters/AFP) – Podczas przesłuchania w Senacie USA szefowie służb wywiadowczych, w tym dyrektor wywiadu James Clapper, powiedzieli w czwartek, że Rosja jest poważnym zagrożeniem cybernetycznym dla USA, a jej ingerencja w wybory w USA była agresywna i „wielowymiarowa”.

Komisja sił zbrojnych Senatu rozpoczęła dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA oraz takich zagrożeń cybernetycznych, jakimi były hakerskie ataki Rosji na serwery Partii Demokratycznej i sztabowców kandydatki Demokratów w wyborach Hillary Clinton.

Szef komisji sił zbrojnych, senator John McCain przewodniczył jej czwartkowej sesji. Jak informuje dziennik amerykańskiego Kongresu „The Hill”, przesłuchanie wzbudziło bardzo duże zainteresowanie i senatorzy prowadzili je przy wypełnionej sali.

Przed komisją oprócz Clappera zeznawali admirał Mike Rogers, dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA) i zarazem szef Cyber Command (cyberdowództwa) sił zbrojnych USA oraz wiceminister obrony do spraw wywiadu Marcel Lettre.

Szefowie wywiadu uznali, że Rosja stanowi duże zagrożenie dla „amerykańskiego rządu, armii, dyplomacji, krytycznej infrastruktury oraz handlu” – podaje Reuters.

Moskwa jest szczególnie groźna ze względu na „wysoce zaawansowany ofensywny program cybernetyczny i (…) wyrafinowane możliwości (technologiczne)” – powiedział jeden z wysokiej rangi przedstawicieli amerykańskiego wywiadu.

Jak podaje „The Hill”, szefowie wywiadu poinformowali, że również w czwartek pogłębiony raport na temat ingerencji Rosjan w wybory otrzymał prezydent Barack Obama. Dokument jest ściśle tajny, ale w przyszłym tygodniu pewne jego części zostaną opublikowane.

Clapper wyjaśnił, że w tej sytuacji nie może podać więcej szczegółów na ten temat, ale podkreślił, że będzie zabiegał, aby jak najwięcej informacji zawartych w raporcie zostało udostępnionych opinii publicznej.

Raport ten został przygotowany przede wszystkim przez trzy agencje: CIA, FBI oraz NSA – powiedział Clapper.

Zastrzegł też, że amerykański wywiad nie jest w stanie dociec, czy cybernetyczne ataki Rosjan miały wpływ na wynik wyborów. Dodał też, że z ustaleń wywiadu wynika, iż działania te „miały więcej niż jeden motyw”.

Admirał Rogers i Clapper powiedzieli również, że „tylko najwyższe władze Rosji mogły je zatwierdzić”, a ingerencja nie ograniczała się do ataku na Demokratów.

Tego rodzaju postępowanie „nie zatrzymuje się na Stanach Zjednoczonych” i dochodzi do prób „wpływania na opinię publiczną w Europie i Eurazji”; działania Rosjan mają na celu „podważenie publicznego zaufania do instytucji oraz informacji (w sferze publicznej)” – dodał Clapper.

Dyrektor wywiadu powiedział też, że skala ingerencji Moskwy w ostatnie wybory w USA jest bez precedensu.

„Rosjanie mają długą historię ingerowania w wybory. Swoje własne i innych narodów (…). Sięga ona lat 60., zaczęło się w latach zimnej wojny” – wyjaśnił i podkreślił, że kampania prowadzona przez Rosjan w 2016 roku w USA była szczególnie agresywna.

Republikański senator Lindsey Graham spytał Clappera, czy służby specjalne gotowe są na to, że Trump „rzuci im wyzwanie” podczas piątkowego briefingu wywiadu dla prezydenta elekta. „Sądzę, że tak” – odparł Clapper.

Graham przy sposobności skrytykował administrację Obamy za niewystarczające sankcje nałożone na Moskwę w związku z jej ingerencją w wybory. W ramach retorsji Amerykanie wydalili z kraju 35 rosyjskich dyplomatów.

Clapper wyjaśnił też senatorom, że kampania Rosjan była „wielowymiarowa”, nie ograniczała się do cyberataków i polegała też między innymi na dezinformacji.

Pytany przez senatorów o to, czy można uznać za wiarygodne wypowiedzi Juliana Assange’a, którego portal WikiLeaks ujawnił treść maili wykradzionych przez hakerów, Clapper odpowiedział „Nie w mojej opinii”, a admirał Rogers dodał, że „popiera tę opinię”.

We wtorek wieczorem w rozmowie z Fox News Assange powiedział, że Rosjanie nie są źródłem przekazanych WikiLeaks maili zdobytych po włamaniu przez hakerów do systemu komputerowego Demokratów.

Te i inne wypowiedzi Assange’a Trump zacytował w środę na Twitterze, w kolejnych wpisach podważających ustalenia wywiadu w sprawie cyberataków na serwery Demokratów i ingerowania Rosji w wybory.

W czwartek Trump napisał na Twitterze: „Nieuczciwe media chętnie mówią, że zgadzam się z Julianem Assange’em. Błąd. Po prostu stwierdzam to, co on stwierdza (…) i to ludzie mają wyrobić sobie zdanie, co jest prawdą”.

Dodał też: „Media kłamią, by mnie ukazać jako kogoś, kto jest przeciw +wywiadowi+, podczas gdy ja naprawdę jestem ich fanem!”.

Odnosząc się do tych wpisów Trumpa i komentarza jego rzecznika Seana Spicera, który nazwał stanowisko swego szefa „zdrowym sceptycyzmem”, Clapper powiedział: „Istnieje różnica między sceptycyzmem a dezawuowaniem (wywiadu)”.

W środę wieczorem „Wall Street Journal” podał, że prezydent elekt przymierza się do uszczuplenia Urzędu Dyrektora Bezpieczeństwa Narodowego oraz personelu CIA w Waszyngtonie.

Spicer zdementował te informacje; „nie ma cienia prawdy w (informacji) o planach restrukturyzacji społeczności wywiadu” – powiedział dziennikarzom. (PAP) fit/ ro/

źródło: stooq.pl

„…Gazeta Kommiersant podaje, że nie tylko Rosja oskarżana przez USA o cyberataki posiada jednostki wojskowe działające w cyberprzestrzeni. Znajduje się jednak w pierwszej piątce krajów, które stworzyły cyberwojska.

Specjalistyczne jednostki zajmujące się cyberbezpieczeństwem w celach militarnych albo wywiadowczych istnieją według gazety w Rosji, USA, Chinach, Wielkiej Brytanii i Korei Północnej. Jednostki te w coraz większym stopniu wykorzystują narzędzia do walki informacyjnej, czego przykładem mogły być rosyjskie działania w okresie kampanii wyborczej w USA stwierdzone przez amerykańskie służby.

Z ustaleń Zecurion Analytics wynika, że formalnie jednostki cyberwojska posiada kilkadziesiąt państw, a nieformalnie ponad sto z nich. Najwięcej na tego typu podmioty wydają Stany Zjednoczone (7 mld dolarów rocznie), którzy zatrudniają w tym celu około 9 tysięcy ludzi. Rosja posiada około tysiąca specjalistów pracujących w cyberwojsku, którzy kosztują rocznie około 300 mln dolarów.

Wnioski Zecuriona kwestionują niektórzy analitycy, którzy twierdzą, że trudno potwierdzić liczby przedstawione przez ośrodek. Mimo to publikuje on zestawienie wydatków i ilości etatów w największych jednostkach cyberwojska na świecie…” (Wojciech Jakóbik – Cyberwojska krajów świata ruszają na front)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”? i to: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”.

…a teraz coś z zupełnie innej teczki

Nowy Kongres USA chce obalić Obamacare

PAP – Świat, 3 Sty 2017, 19:55, Nowy Jork (PAP) – Nowo wybrany Kongres USA zdominowany przez Republikanów zapowiada obalenie systemu ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare oraz innych inicjatyw podjętych przez odchodzącego prezydenta. Demokraci podejmują kampanię, żeby temu zapobiec.

We wtorek na waszyngtońskim Kapitolu nastąpi zaprzysiężenie członków 115. Kongresu. Kiedy 20 stycznia Donald Trump obejmie swój urząd, po raz pierwszy od dekady Republikanie kontrolować będą obie izby Kongresu, jak i Biały Dom. Ułatwi im to forsowanie własnej polityki.

Podstawowym obiektem ataku Partii Republikańskiej (GOP) jest reforma opieki zdrowotnej wprowadzona przez Baracka Obamę. Od początku uznawali ją za jedną z przyczyn słabego tempa uzdrawiania gospodarki po kryzysie.

Trump wzywał we wtorek na Twitterze do gruntownej reorganizacji systemu. „Obamacare po prostu nie działa, jest zbyt droga, jest to marna opieka zdrowotna” – argumentował prezydent elekt.

Amerykańskie media podkreślają, że rezygnacja z Obamacare nie będzie prosta. Według szacunków dzięki nowym przepisom, a także rozszerzeniu systemu Medicaid (dla ubogich) 20 milionów ludzi zyskało dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych. Ponadto uznaniem cieszy się fakt, że firmy ubezpieczeniowe nie mogą podobnie jak dawniej odmawiać usług osobom, które już wcześniej nabawiły się poważnych schorzeń.

W środę Obama ma się udać z wizytą na Kapitol, co rzadko się zdarza. Pragnie tam omówić z Demokratami plany, w jaki sposób zachować reformę służby zdrowia. Wiceprezydent elekt Mike Pence spotka się w tym samym dniu z Republikanami.

„Mamy wiele rzeczy do zrobienia i wiele do wycofania” – pisał lider większość republikańskiej w Izbie Reprezentantów Kevin McCarthy w liście do kongresmanów GOP.

Celem Republikanów jest m.in. okrojenie budżetu federalnego i biurokracji w Waszyngtonie. Przymierzają się m.in. do rewizji popularnych systemów świadczeń społecznych, jak zasiłki emerytalne Social Security oraz ubezpieczenia zdrowotne Medicare, z których korzystają seniorzy.

Według przewidywań agenda GOP obejmować będzie też reformę systemu podatkowego, przepisów dotyczących środowiska naturalnego oraz zaniechanie regulacji finansowych podjętych w odpowiedzi na kryzys z 2008 roku. Republikanie uważają je za zbyt uciążliwe dla przedsiębiorstw.

Oczekuje się także zmiany podejścia do ONZ po rezolucji Rady Bezpieczeństwa potępiającej budowę osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu Jordanu i we Wschodniej Jerozolimie. USA umożliwiły przeforsowanie jej w Radzie Bezpieczeństwa, wstrzymując się od głosu. Pojawiają się apele, by „odwrócić szkody wyrządzone przez administrację Obamy i odbudować sojusz z Izraelem”.

Przeobrażeniom może ulec polityka wobec Rosji. Obama zaostrzył ostatnio sankcje pod zarzutem ataków hakerskich. Ekipa Trumpa twierdzi, że na udział Rosji brak rozstrzygających dowodów.

Krytykując Obamacare, Republikanie nie mają alternatywnego planu. Dlatego według Demokratów przywódcy GOP rozważają zwłokę, by zyskać na czasie i zastanowić się, co będzie dalej.

„Rzucając gromy nie pokazali nic, co wskazywałoby, że wiedzą, co z tym zrobić” – twierdziła przewodnicząca mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi. Strategię rywali polegającą na obaleniu Obamacare i zwłoce w jej zastąpieniu nazwała „aktem tchórzostwa”.

Także zdaniem Lanhee Chena, byłego czołowego doradcy republikańskiego kandydata na prezydenta Mitta Romneya, uchylenie Obamacare, jeśli się nie ma planu, aby ją szybko zastąpić, byłoby błędem GOP.

Według amerykańskich mediów Demokraci podejmą kroki, by zablokować plany Republikanów, odwołując się do opinii publicznej. Jak zapewniał we wtorek przywódca mniejszości demokratycznej w Senacie Charles Schumer, jego partia będzie patrzeć na ręce prezydenta i Republikanów w Kongresie.

„Będziemy w grupie, która postara się upewnić, czy prezydent elekt wywiązuje się ze swoich zobowiązań, żeby Amerykę uczynić naprawdę wspaniałą w najlepszym tego słowa znaczeniu” – mówił Schumer.

Aby bronić swej polityki, demokratyczna mniejszość może się w Senacie uciec do obstrukcji parlamentarnej. Ma to jednak swoje ograniczenia. Nie brak ostrzeżeń, że spośród 23 senatorów, którzy będą się ubiegać o reelekcję w 2018 roku, dziesięciu pochodzi ze stanów, w których elektorat głosował na Trumpa. Mogą oni wyłamać się z szeregów swej partii i poprzeć politykę GOP.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ mc/

źródło: stooq.pl

podobne: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Izrael planuje zawłaszczenie palestyńskiej ziemi

…najlepszy przykład na to jak (nie)działa Obamacare jest poniższa informacja…

USA – Rośnie przepaść między bogatymi i biednymi

PAP – Biznes, 1 Sty 2017, 8:41, Nowy Jork (PAP) – W USA pogłębia się przepaść między nieliczną grupą bogatych a połową ludności sytuującą się na przeciwnym biegunie. Obecnie 1 proc. Amerykanów zarabia średnio 1,3 mln dolarów rocznie.

Omawiając badania ekonomistów Thomasa Piketty’ego, Emmanuela Saeza i Gabriela Zucmana, telewizja CNN w programie Money nazywa najbardziej zamożnych maszynkami do robienia pieniędzy. Zarabiają oni teraz trzy razy więcej niż w latach 80., gdy ich dochody wynosiły średnio 428 tys. dolarów.

Jednocześnie 50 proc. populacji USA w latach 80. miała średnie dochody brutto wynoszące ok. 16 tys. dolarów rocznie; trzy dekady później, uwzględniając inflację, niewiele się zmieniło.

Jak wynika z raportu Equality of Opportunity Project, dla ogromnej większości American Dream (amerykańskie marzenie) staje się nieosiągalnym mitem. 92 proc. osób urodzonych w latach 40. zarabiało więcej niż ich rodzice, ale od tego czasu sytuacja pogarsza się systematycznie. Wśród urodzonych w latach 50. takich osób było jeszcze 79 proc., a wśród millenialsów, urodzonych w latach 80., stanowią tylko połowę.

Coraz większą część dochodów zgarniają zamożni. O ile w latach 70. na 1 proc. najbogatszych przypadało nieco ponad 10 proc. wszystkich dochodów, obecnie jest to ponad 20 proc. Jednocześnie o ile przez większą część lat 70. do połowy mniej zasobnych Amerykanów trafiło ponad 20 proc. dochodu narodowego, teraz jest to tylko 12 proc.

Punkt zwrotny nastąpił ok. 1980 roku. W połowie lat 90. plasujący się na szczycie 1 proc. Amerykanów wyraźnie się bogacił. Dochody połowy populacji na dolnych szczeblach amerykańskiej drabiny gwałtownie spadały.

Piketty, Saez i Zucman zaobserwowali, że z powodu wywołanej kryzysem finansowym recesji w latach 2009-2010 nierówność zmniejszyła się, ponieważ także bogaci doznali strat. Ale od tamtego czasu różnice majątkowe znowu są coraz większe.

Zamożni przezwyciężyli skutki kryzysu znacznie szybciej m.in. dzięki wzrostowi na giełdzie. Także wartość nieruchomości osiągnęła poziom sprzed recesji. Tymczasem płace dolnej części społeczeństwa nie drgnęły.

W 1980 roku 1 proc. najbardziej majętnych Amerykanów zarabiał średnio 27 razy więcej niż 50 proc. na dole, a obecnie jest to 81 razy więcej.

Z Nowego Jorki Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ kar/

źródło: stooq.pl

podobne: Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” a także: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

…a to ci niespodzianka. Tyle lat pompowania pieniędzy w biedotę a biedoty przybywa. Zdaje się że nie taki był cel tego rozdawnictwa żeby zlikwidować klasę średnią i pogłębiać różnice między najbiedniejszymi a najbogatszymi… Tylko pozornie nie taki, bo trudno oczekiwać innych efektów od sprawdzonej metody uszczęśliwiania ludzi poprzez rabunek i redystrybucję tego co się zabiera najbardziej aktywnym i zdolnym pracownikom. Ta metoda od ZAWSZE uderza w najuboższych i odbywa się kosztem klasy średniej w taki sposób że jest ona pozbawiana siły nabywczej przez co nie może konkurować z bogatymi, co z kolei odbija się na biedocie która z swojego poziomu wyrwać się wyżej nie może i jest skazana na korporacyjne monopole i zmowy. Może nasi „fachofcy” z „dobrej zmiany” tak zapatrzeni w USA też powinni przemyśleć swoje rozdawnicze pomysły zamiast wpychać Polaków w odmęty „sanacji” i gierkowszczyny? (Odys)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli.


„(…) w1922 roku Lenin zorganizował konferencje w Instytucie Marksa i Engelsa w Moskwie, w celu opracowania założeń rewolucji kulturalnej w ramach przemian ustrojowych wywołanych przewrotem bolszewickim w Rosji. Owa „rewolucja kulturalna”, pomyślana jako produkt eksportowy którym należało zasypać cały świat, miała oznaczać przewrót totalny, wciągający w zasięg nieodwracalnych zmian samego człowieka, jego naturę, zachowania, poglądy i najgłębsze odczucia. W konferencji tej wzięli udział m.in.Karol Radek, Feliks Dzierżyński (jako szef sowieckiej CzeKa) Wili Münzenberg (pomysłodawca Kominternu) oraz węgierski marksista György Lukács, który zaproponował posłużenie się instynktem seksualnym w celu zburzenia społeczeństwa burżuazyjnego.”
Żeby to zrobić nawoływali do możliwie najbardziej negatywnej, niszczącej krytyki każdej sfery życia, co można było opracować w celu destabilizacji społeczeństwa i doprowadzenia do czegoś co postrzegali jako porządek ‘opresyjny’. Ich polityka, mieli taką nadzieję, będzie szerzyć się jak wirus – ‘innymi sposobami kontynuować dzieło zachodnich marksistów’, jak powiedział jeden z ich członków.
Żeby dokonać dalszego postępu w ich ‘spokojnej’ rewolucji kulturowej, ale tak byśmy nie poznali ich planów na przyszłość, szkoła zalecała (między innymi):
1. Ustanowienie przestępstw rasowych
2. Ciągłe zmiany w celu wywołania nieporozumień
3. Nauczanie dzieci o seksie i homoseksualizmie
4. Podważanie autorytetu szkoły i nauczycieli
5. Ogromna imigracja w celu zniszczenia tożsamości [narodowej]
6. Promowanie nadmiernego picia [alkoholu]
7. Opróżnianie kościołów
8. Nierzetelny system prawny uprzedzony wobec ofiar przestępstw
9. Uzależnienie od państwa czy świadczeń od państwa
10. Kontrola i ogłupianie mediów
11. Zachęcanie do rozpadu rodziny.
Jedną z głównych idei Szkoły Frankfurckiej było wykorzystanie pomysłu Freuda o ‘panseksualizmie’ – szukanie przyjemności, eksploatacja różnic między płciami, obalenie tradycyjnych relacji między kobietą i mężczyzną. Sposoby osiągnięcia tego celu:
atak na autorytet ojca, negacja specyficznych ról ojca i matki, odebranie rodzinom, jako pierwszym prawa do edukacji swoich dzieci, zniesienie różnic w edukacji chłopców i dziewczynek, zniesienie wszelkich form męskiej dominacji – stąd obecność kobiet w armii, zadeklarowanie, że kobiety są ‘klasą ciemiężoną’, a mężczyźni ‘ciemiężcami’.
Munzenberg w ten sposób podsumował długoterminowe działania Szkoły Frankfurckiej: ‘Zachód zrobimy tak zepsutym, że będzie śmierdział’. (więcej tu: Bezpardonowy atak marksizmu)

„W jednej ze swych mów oświadczył Lenin: „Jest rzeczą po prostu niemożliwą, pozyskanie szerokich mas dla pewnej idei politycznej, bez współudziału kobiet. Bez kobiety nie może być dokończone dzieło sowieckie.”

Zobaczmy Kochani Czytelnicy, jak ten „udział” kobiety rosyjskiej w budowie państwa sowieckiego wyglądał.

Niech mi wolno będzie powiedzieć jeszcze na wstępie słów kilka „Pro domo”.

Byłam młodą studentką, gdy czerwone sztandary rozpostarły się nad Rosją. Uległam już ogólnej hipnozie – pracowałam w „Moskiewskiej Gazecie” – brałam udział w komitetach oświatowych. Szybko maska spadła z czerwonych apostołów. Czym była dla nich kobieta – jak ją traktowano – czym stała się w „życiu erotycznym” – jak zmuszano dziewczęta do oddawania się żołnierzom sowieckim – jak nazywano wprost prostytucję – dowiecie się Kochani Czytelnicy z moich artykułów.

Dzisiaj – żyjąc na Zachodzie – gdzie godność kobieca jest szanowana – gdzie na komendę nie musi kobieta kłaść się z obcym mężczyzną do łóżka – dziś patrzę na to wszystko, jak na koszmarne wizje…

I nic nie dodając – i opierając swe artykuły na dokumentach (które ogłoszę), przedstawię wam „bez maski”, jak wygląda w Rosji, miłość i erotyka w świetle prawdy.

Po wielu „metamorfozach” wypierają się dziś w Sowietach, jakoby istniała tam „socjalizacja kobiety”. Oto w moich rękach znajduje się dokument świadczący o czymś wręcz przeciwnym. Monogamistyczne małżeństwo jest w pojęciu sowieckim, przeżytkiem burżuazyjnym. Komunizm woła: „Wszystko należy do ogółu.” A zatem młode i piękne kobiety.

Tzw. „Anarchistyczny odłam komunistów w Saratowie” ogłosił w r. 1923 następujący dekret:
„Niesprawiedliwość klasowa zdziałała, że burżuje byli w stanie żenić się z najzdrowszymi „egzemplarzami” kobiecego świata. Milionowy proletariat żenił się z pozostałymi kobietami, które nie budziły pożądania sfer posiadających. Wpływa to niezdrowo na rozwój ludności – i na życie erotyczne ludu pracującego. Dlatego postanawiamy:

1) Z dniem dzisiejszym ustaje tzw. „własność prywatna” mężczyzn w stosunku do kobiet, od 17 do 44 roku życia.

2) Dekret nie będzie stosowany do kobiet, mających już 5-cioro dzieci.

3) Dotychczasowi „właściciele” tj. mężowie, otrzymają prawo pierwszeństwa, posługiwać się swymi żonami – bez względu na liczbę innych kandydatów. Gdyby „były” mąż sprzeciwiał się wykonaniu tego dekretu – traci on prawo do „używania” swojej „byłej” żony.

4) Wszystkie kobiety, odebrane dotychczasowym „wyłącznym” właścicielom stają się własnością ogółu.

5) Podział kobiet, ustalenie ilu mężczyzn i których, musi kobieta przyjmować tygodniowo zastrzega sobie specjalny „Zarząd”. Mężczyźni, którzy chcą obcować z kobietą, zgłoszą się codziennie przed południem przy ul. Moskiewskiej, w Saratowie, w lokalu dawnej giełdy kupieckiej. Każdy mężczyzna otrzyma kartkę, z adresem kobiety, która jest zobowiązaną mu się oddać normalnie. Przedtem jednak będzie poddany badaniom lekarskim.

6) Kobiety które miałyby być uwolnione od wykonywania seksualnych czynności z „towarzyszami”, muszą przedłożyć dokumenty, stwierdzając, że nie mają jeszcze lat 17 – względnie, że ukończyły 44 rok życia. Zgłoszenia muszą nastąpić w ciągu 3 dni.

7) Kobieta, któraby odmówiła oddania się „towarzyszowi”, uważana będzie za kontrrewolucjonistkę.

8) Każdy „towarzysz” ma prawo, „posługiwać się” przy wykonywaniu czynności seksualnych kobietą, uważaną jako „dobro ogólne” trzy razy w tygodniu. Kobieta musi z nim pozostać dwie godziny.

9) Każdy towarzysz pragnący otrzymać przydział do kobiety musi przedłożyć potwierdzenie „Komitetu fabrycznego” lub „Związku zawodowego” o przynależności do organizacji sowieckiej.

10) Każdy robotnik korzystający z tych praw, wolnego wyboru kobiet zmuszony jest wpłacać 3 proc. swego zarobku na Fundusz Uzdrowienia Życia Płciowego.

11) Obywatele nie należący do „rodziny robotniczej” mogą po wpłaceniu miesięcznej sumy 100 rubli do kasy „Funduszu” również otrzymywać „przydział”.

12) Filie Banku Państwowego ogłoszą, że przyjmują wpłatę na „Fundusz Uzdrowienia Płciowego”.

13) Kobiet wciągnięte na listę „dobra ogólnego” otrzymają miesięcznie po sto czterdzieści rubli na cele higieniczne.

14) Kobieta w 4 miesiącu ciąży – uwolnioną zostaje z wypełniania swoich funkcji wobec ogółu proletariatu męskiego.

15) Dzieci narodzone z tych „narodowych” stosunków, oddawane będą do żłobków państwowych.

16) Co dwa miesiące odbędzie się w laboratorium „życia płciowego” badanie krwi mężczyzn, korzystających z „dobra ogólnego”.

17) Kto obcuje z kobietą, mając świadomość, że jest chory wenerycznie, skazany zostaje na 5 lat więzienia.

18) Kobiety, które zachorowały przy wykonywaniu swoich czynności, mają prawo do pobierania miesięcznej pensji, którą ustali Zarząd.

19) Mężczyźni, którzy z czasów burżuazyjnych, związani są jeszcze prawnie związkiem małżeńskim, mogą w każdej chwili opuścić swoje żony – o ile te, nie dają im pełnego zadowolenia w pożyciu seksualnym.

Tak wyglądał ten „manifest”. Wiem, że znajdzie się czytelnik, którzy sceptycznie przeczyta ten dokument i może z niedowierzaniem. Tych odsyłam do dzieła b. profesora uniwersytetu w Irkucku, dra Hansa Halma, który fotografie tych dokumentów ogłosił w swym dziele, które ukazało się nakładem księgarni Buchholca, Berlin – Harlotenburg.

To dopiero Kochani Czytelnicy – początek. W następnych artykułach opowiem Wam – jakie piekło przechodzić musi kobieta rosyjska – która nie straciła godności swojej i która nie jest w stanie znieść męki poniżenia, by byle jaki „partyjniak” lub „żołdak” nasycał się jej ciałem – a ona musiała mu służyć, jako obiekt do najpotworniejszych orgii.” (Olga Segalow – „Miłość i erotyka w Rosji Sowieckiej” [1935])

„…Główną płaszczyzną ataku na naszą cywilizację stała się przede wszystkim rodzina, wychowanie i kultura. Głównym bowiem celem tej współczesnej lewicy, podobnie jak i starej komunistycznej, jest stworzenie „nowego człowieka”. Dąży ona przede wszystkim do jego „wyzwolenia” z cywilizacji i kultury, czyli do demoralizacji i kulturowego wykorzenienia. Stąd dążenie do destrukcji rodziny, jej dehumanizacji i demoralizacji młodego pokolenia poprzez seksualizację wychowania i promocję seksualnych dewiacji. Ta ideologia traktuje człowieka realnego jako tworzywo – podobnie jak bolszewizm, który uważał go za „nawóz historii”. Dlatego walczy o sztuczną „produkcję” ludzi poprzez tzw. in vitro, o prawo do zmieniania swojej płci, a także z uznaniem odnosi się do wszelkich eksperymentów genetycznych. Uśmiercanie nienarodzonych i ludzi starych wpisuje się w stary bolszewicki paradygmat traktowania ludzi uznanych za niepotrzebnych jako „nawozu”, który trzeba zutylizować. To właśnie bolszewicy wprowadzili mordowanie dzieci nienarodzonych jako metodę kształtowania współczesnej rodziny. Aborcja jest bowiem skrajnym przykładem bolszewickiej dehumanizacji społeczeństwa i jego demoralizacji. W podejściu do kwestii życia, współczesny neobolszewizm głoszony na łamach GW jest w linii prostej kontynuatorem bolszewizmu sowieckiego, dla którego „jednostka jest niczym”…

…Mamy bowiem tu do czynienia z próbą przekształcenia narodu w motłoch, bez żadnych wartości i żadnych świętości. Jest to w rzeczywistości próba praktycznej likwidacji wspólnoty narodowej, którą będzie można swobodnie manipulować i podżegać przeciwko coraz to nowym wrogom „klasowym”. Problem w tym, że jak już zauważył tow. Lenin, nie da się zbudować „socjalizmu”, czyli zupełnego zniszczenia i anarchizacji społeczeństwa, bez totalitarnej władzy. Lenin ujawnił to dopiero w roku 1918 – w pracy „Państwo i rewolucja”, w momencie gdy już sięgnął po totalną władzę w Rosji. Wcześniej nurt bolszewicki w rosyjskim życiu narodowym bardzo przypominał współczesne ruchy lewicowo-liberalne, pełne frazeologii wolnościowej. Bolszewicy przedrewolucyjni byli bowiem heroldami wolności i wyzwolenia; wyzwolenia narodowego, społecznego, rodzinnego, obyczajowego czy wolności ‚artystycznych’. Byli też zwolennikami wyzwolenia seksualnego itp. Byli heroldami „postępu” w każdej dziedzinie życia społecznego, kulturowego i politycznego. Walczyli ze „wstecznictwem” religijnym, z „zabobonem”, kapitalizmem, nietolerancją, nacjonalizmem i brakiem wolności ekspresji samego siebie, walczyli z współczesnym im społeczeństwem, z jego wartościami i instytucjami. Byli bohaterami walki z carskim samodzierżawiem i stąd cieszyli się uznaniem wielu środowisk, które jednak nie podzielały ich nihilistycznej ideologii. Ta walka z caratem, podobnie jak opozycyjne wobec późnego PRL zaangażowanie postKPPowskiej lewicy laickiej, dezorientowało rosyjską opinię publiczną co do rzeczywistych intencji bolszewików...” (więcej tu: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm czyli… „Ustawa o uzgodnieniu płci”. Niemiecka AfD ma już dość gender. Marek Chodakiewicz: Trwa czwarta faza rewolucji – atak na rodzinę)

Dziś ideologiczni potomkowie tamtej dziczy nazywający siebie socjaldemokracją, centrolewicą, lewicą demokratyczną a nawet liberalną, itd. itp. Zajmują też (z woli ludu) eksponowane stanowiska w każdym ważnym państwie i instytucji międzynarodowej, a ich przybudówki udające w terenie organizacje pozarządowe skupione m.in. w ruchach zwanych „feministycznymi” mienią się wojowni(cz)kami o prawa kobiet, kontynuują bez zażenowania tę rewolucję. Do dziś uważają podobnie jak ich protoplaści że głównym problemem „cywilizowanego świata” (i wrogiem kobiety) jest tradycyjny model rodziny z jej „burżuazyjnym” przywiązaniem do własności i katolickiej moralności, które stanowią o sile i dorobku cywilizacji zwanej łacińską, która przez wiele wieków kształtowała podstawę społeczną narodów i przyczyniła się do rozwoju państw zwanych dumnie „zachodem”. Na sukces złożyły się: po pierwsze – grecki stosunek do prawdy (której główną zaletą jest obiektywizm), po drugie – rzymski dorobek prawny który tę prawdę zastosował w mechanizmie systemowej ochrony autonomii jednostki ludzkiej i jej własności (również względem państwa), oraz po trzecie – chrześcijańska etyka która tę autonomię ugruntowała na indywidualnej godności każdego człowieka jako dziecka Bożego, które z racji tego powinowactwa winne jest swojemu bliźniemu wzajemność w poszanowaniu owej godności.

Lewicowe środowiska które walczą z tym dorobkiem, uważając go za „stereotypowe przyzwyczajenie”, „sztuczny wytwór burżuazyjnej tradycji” tudzież inny „przymus społeczny”, są więc nie tylko naturalnym wrogiem kobiet (za które uważają nawet niektórych facetów), ale przede wszystkim rodzaju ludzkiego. To dlatego nie mają owe środowiska oporu przed tym, by domagać się zrównania w prawach i przywilejach (z jednoczesnym pominięciem obowiązków) wynikających z naszego dorobku cywilizacyjnego obcych, a nawet wrogich i destrukcyjnych „norm” i zachowań. To dlatego środowiska lewicowe domagają się od struktur państwowych i ponadpaństwowych stworzenia systemowych mechanizmów ochrony dla poszanowania tej nierówności w „równości”, w postaci regulacji prawnych które mają zmusić wszystkich ludzi do uległości wobec obcych i wrogich kulturowo i cywilizacyjnie tradycji. Nawet jeśli ma to tragiczne konsekwencje dla współobywateli, tak jak to możemy obserwować w krajach skandynawskich, „BeNeLuxu”, oraz we Francji i Niemczech w postaci jawnej na tle rasowym, kulturowym i religijnym przemocy oraz gwałtu. Szaleństwo lewicowych aktywistek sięgnęło już takiego dna, że po serii gwałtów jakie miały miejsce w jednym z wymienionych krajów (po niesławnym sylwestrze na początku tego roku w Kolonii) słychać było głosy sprzeciwu… żeby kobiet przed gwałcicielami nie ratować, a na zdecydowaną reakcję na agresję wobec kobiet reagują tak Feministka o Polaku stającym w obronie kobiety w Szwecji… (Odys)

„…Największym wyzwaniem cywilizacji było i jest znalezienie kobietom takiej formuły istnienia, by mogły spełniać się jako matki i mieć jeszcze do tego inne jakieś satysfakcje. Religie ortodoksyjne rozwiązały ten problem w sposób najprostszy i najbardziej brutalny – poprzez degradację. Tylko chrześcijanie próbują zmierzyć się z tym wyzwaniem inaczej i to się raz udaje, a raz nie. Ktoś powie, że jest jeszcze kultura świecka. Nie ma żadnej kultury świeckiej. Kultura świecka to jest przedpokój przychodni ginekologicznej, gdzie dziewczynom proponuje się różne atrakcje zanim pozwoli im się urodzić dziecko zgodnie z zasadami jakiejś monoteistycznej, albo animistycznej religii. Kultura świecka w swojej warstwie istotnej zajmuje się wyłącznie komentowaniem tego co dzieje się wśród chrześcijan, muzułmanów i żydów. Niczym więcej. Mamy więc te chrześcijanki, które są atakowane z różnych stron, a to przez tę rzekomą kulturę świecką, a to przez promocję islamu, a to przez gazetę wyborczą, która pisze, jakim to fantastycznym przeżyciem jest zamążpójście za ortodoksyjnego żyda. Na obecnym etapie kultura świecka w ogóle nie bierze pod uwagę, że można cieszyć się życiem w rodzinie chrześcijańskiej. To jest według komentarzy obowiązujących na dziś krańcowa opresja. Co innego islam, tam czeka na kobietę spełnienie emocjonalne. I rzeczywiście tak jest. Widziałem kiedyś taki film w sieci, jak jakiś śniady, brodaty pan tłukł swoją młodziutką żonę szerokim pasem po gołym tyłku. Rodzina tego pana próbowała go zmitygować, powstrzymać jakoś, przetłumaczyć, ale on ani myślał przestać. Patrzyłem na to i od razu przypomniała mi się proza Stefana, oraz jego pomysły na aplikowanie dziewczynom dużych dawek emocji związanym z budowaniem lepszego jutra w nowym socjalistycznym społeczeństwie. Zaczynało się tak samo, od gadania o spełnieniu, o życiu dla drugich, o misji wśród ludu, który powinien się nauczyć czytać i pisać, o szczęściu powszechnym i tym osobistym u boku poważnego, mającego właściwe podejście do życia mężczyzny. Skończyło się, jak pamiętamy na dekrecie bolszewickim o wspólnych żonach i ich używaniu według wyznaczonego przez partię grafiku. Czerwoni jednak szybko zorientowali się, że swoboda obyczajowa zniweczy ich właściwą misję, to znaczy rozwali dyscyplinę pracy w zakładach i nie będzie już mowy i darmowej prawie produkcji. Tak więc systemowa rozwiązłość była tylko wabikiem dla naiwnych. Wprowadzono więc moralność socjalistyczną, czyli moralność na pokaz. Bez możliwości ubierania się przez dziewczyny w ładne sukienki, za to z wyraźnie zaznaczoną możliwością realizowania się w związkach patologicznych, dostępną dla partyjnych kacyków.

W islamie jest podobnie. Póki co nikt ich nie pędzi do pracy w szwalniach, to znaczy w Europie nie pędzi, bo w Bangladeszu jest trochę inaczej, ale i do tego dojdziemy. Niech trochę jeszcze zdewastują tę znienawidzoną chrześcijańską i świecką cywilizację, niech zacznie brakować na zasiłki i ktoś im podsunie pomysł, żeby te cholerne baby wysłać do roboty przy krosnach. Taki jest, jak sądzę, plan…” (coryllus – Islam a petting czyli triumf równouprawnienia)

„…Tu nie chodzi o to, że Niemcy nie potrafią obronić kobiet, nie chodzi też o to, że feministki, stare, grube lampucery nienawidzą swoich sióstr, co mają szczuplejsze biodra. To są gawędy dla idiotów. My tutaj, obserwując te wypadki widzimy, że realizowany jest plan. I on będzie realizowany wbrew logice, wbrew składanym wcześniej deklaracjom, wbrew wszystkiemu. Co jest przedmiotem tego planu, trudno mi na razie dociec, ale podążając za swoimi ostatnimi intuicjami, sądzę, że zapędzenie dużych ilości ludzi do pracy za minimalnym wynagrodzeniem. Odebranie im przy tym godności, broni, emocji, dzieci i wszystkiego co traktują oni jak swoje. Czyli wprowadzenie na nieznaną nam liczbę lat realnego socjalizmu na dużym obszarze. Takie numery zawsze zaczyna się od kobiet, bo one są najbardziej bezbronne i ogłupiałe. I tym razem nie jest inaczej. Dotyczy to zarówno Niemiec jak i Polski

Te napaści na dziewczyny są jedynie początkiem, są próbą rozbudzenia emocji i wściekłości ludzi prostodusznych, zabieganych i w istocie dobrych, którzy nie rozumieją co się wokół nich dzieje. Albo chodzą do pracy, albo siedzą na zasiłkach, a ich jednym zmartwieniem jest problem z wyborem nowego mieszkania, albo lokalu gdzie można zjeść kolację. I nagle zwalają się na nich te, wpuszczone przez nie wiadomo kogo hordy, które mają policyjne pozwolenie na wszystko, poza rabowaniem sklepów. Tego nie wolno robić, bo państwo niemieckie mogłoby stracić trochę grosza z podatków, a ubezpieczyciele musieliby wypłacać odszkodowania. Na to nie można pozwolić, bo to jest uderzenie w podstawy demokracji. Co innego łapanie za cycki niczego się nie spodziewających dziewczyn. To wolno, bo przemoc wobec kobiet to popularny w Niemczech fenomen. No i nadaje on odpowiednią temperaturę emocjom, ludzie są po czymś takim naprawdę wściekli, szczególnie młodzi mężczyźni, którzy najlepiej nadają się do tego, by ich zapędzić do pracy bez wynagrodzenia…

…Młodych socjalistycznych alfonsów robiących rewolucję przed I wojną nic bardziej nie wkurzało niż pogłoski, że gdzieś tam daleko, w majątkach kresowych dziedzic dziewki psuje. No, a oni, przedstawiciele partii postępu, nie mają od tego żadnej prowizji. To był skandal, naprawdę. Jak można było psuć te dziewki i nie dać zarobić organizacji? Rzecz nie do pomyślenia. Teraz mamy sprawę podobną, ale z odwróconym wektorem. Jest pozwolenie na psucie dziewek i najlepiej się w to nie wtrącać, a im bardziej jawnie się to odbywa tym lepiej. Ci zaś którzy protestują w imieniu moralności, elementarnej przyzwoitości i prostych, ludzkich emocji, są wyszydzani i skazani na klęskę. Nie będzie ich. W ciągu dekady zostaną zapędzeni do fabryk. Ci zaś, co dziś napadają na dziewczyny pójdą do pieca, albo się ich wrzuci do morza. Żywych lub martwych, to bez znaczenia…” (coryllus – Prawda przeciw głupocie)

„…Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.(więcej tu: Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę)

„…jeśli się będzie konsekwentnie i intensywnie naród reformować, a okaleczanie i pranie mózgu nazwie się sukcesem, z każdym narodem da się zrobić wszystko. Ponoć Finowie przodują dziś w edukacji. Tak mi powiedział kolega, który bada te sprawy i jest na bieżąco. Wszystkie europejskie reformy edukacji zmierzają do tego, by ukształtować nas na obraz i podobieństwo Finów, bo ci są najbardziej zdyscyplinowani, a ich mózgi są najgłębiej spenetrowane przez nowoczesne programy edukacyjne. I to często nazywane jest sukcesem. Powiem wprost – jeśli damy się sprowadzić do poziomu Finów dzisiaj, to jest po nas. Skąd ja to wiem? Oto proszę wycieczki instruktażowy film, za którym zapłaciła fińska policja, pokazujący jak fińskie dziewczyny mają się bronić przed gwałtem.

Film policji w Finlandii: jak kobiety mają się bronić przed próbą gwałtu

To nie jest żart, sprawa jest poważna i jasno nam wskazuje po czyjej stronie stoją rządy państwa zwanych cywilizowanymi. Z całą pewnością nie po stronie dziewcząt, którym grozi jakieś niebezpieczeństwo. Jak zauważycie łatwo, ta policyjna hucpa jest podzielona na pół nagraniem ukazującym próbę rzeczywistego gwałtu. Nagranie to, by nie wywołać szoku, zostało wypikslowane. Ja teraz poczynię całą serię dygresji, żebyśmy jasno widzieli gdzie stoimy i co się nad nami unosi. Obejrzałem sobie wczoraj jakieś nagranie z egzorcyzmów, bohaterem był polski ksiądz, a na samym początku wypowiadała się pewna pani, która wpadła w pułapkę uzależnienia od seksu sado-masochistycznego. Jeśli porównamy to co opowiadają różne pańcie na temat swoich egzotycznych upodobań z przemocą prawdziwą, zorientujemy się łatwo, że ta gabinetowa przemoc, to jest po prostu jakaś konwencja obyczajowa, która być może została wymyślona przez samego Lucyfera, ale tylko po to, by jedna z drugą kretynka, nie zorientowała się co to jest przemoc prawdziwa. A jak już jej doświadczy, żeby nie miała możliwości ucieczki i została nie tylko zhańbiona, ale jeszcze zabita. Fascynacja przemocą i udział w orgiach ma bowiem tyle wspólnego z prawdziwą przemocą, co bujany fotel z krzesłem elektrycznym

…tacy jak ten pan widoczny na filmie mają w Finlandii, Danii i innych cywilizowanych krajach zagwarantowaną bezkarność. Nie ma się więc co ochrzaniać. Po rozwaleniu kobiecie głowy i zgwałceniu dogorywającej, murzyn zostanie odprowadzony na posterunek, tam przesłuchany, a następnie skierowany do ośrodka, gdzie dadzą mu psychologa, który będzie z nim rozmawiał. Być może będzie to nawet jakaś młoda, opętana wizją masochistycznych orgii wariatka, którą należałoby skierować do egzorcysty. I to się właśnie nazywa proszę Państwa troską socjalistycznego państwa o szczęście wszystkich obywateli…” (coryllus – O gwałtach i technice ich wykonywania)

Ta tragedia kobiet nie odbywa się jednak bez winy mężczyzn (o czym więcej tu: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu). Więcej o postępowej edukacji w Finlandii tu: Prawo do odręcznego pisania („cyfrowa demencja” przyszłych pokoleń)

„…Taktyka bolszewicka polegała na dążeniu do uchwycenia władzy politycznej drogą rewolucji, co umożliwiało korzystanie z narzędzi współczesnego państwa, przede wszystkim – terroru i zmasowanej propagandy – do przerabiania normalnych ludzi na ludzi sowieckich. Różnica między człowiekiem normalnym i sowieckim polega na tym, że człowiek sowiecki wyrzeka się wolnej woli – a więc autonomii względem państwa, tworząc kolektywistyczny „nawóz Historii”. Ale dzięki polskiemu zwycięstwu w wojnie bolszewickiej w roku 1920, Zachód uchronił się przed zaaplikowaniem mu tej taktyki. Wobec niego zastosowana została taktyka alternatywna, zaproponowana przez Antoniego Gramsciego w postaci tak zwanego marksizmu kulturowego.

Gramsci stwierdziwszy, że bardziej niż zewnętrzna przemoc, człowieka trzyma w niewoli kultura „burżuazyjna”, zaproponował wprowadzenie do niej „ducha rozłamu” to znaczy – podsunięcie tradycyjnym kategoriom kulturowym wywrotowej, czyli rewolucyjnej treści – a wtedy władza polityczna nad tak zoperowanym społeczeństwem sama wpadnie „awangardzie” w ręce…

Kierując „instytucjami” o zasięgu światowym bądź europejskim, korzystając ze wsparcia autorytetów uniwersyteckich, mediów i przemysłu rozrywkowego, ludzie ci nadali marksizmowi kulturowemu charakter już nie intelektualnej propozycji, ale ideologii zarówno w USA, jaki i Unii Europejskiej obowiązującej. Przybiera ona na naszych oczach postać norm prawnych, za którymi stoi przemoc państwa…” (Stanisław Michalkiewicz, całość tu: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł).

podobne:  Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. oraz: „Virtus est perfecta ratio” Cyceron… a „Gdy rozum śpi budzą się demony” Goya i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? a także: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. i jeszcze: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz) oraz: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja „publicznej TV” i zdrada „Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki. i to: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a.

Gabrielle Bakker - Minotaur

Gabrielle Bakker – Minotaur

Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji.


Ramiona do nieba wzniesione wzburzeniem
Łacina spieniona na wargach,
Żył sznury na skroniach, przekrwione spojrzenie
Przekleństwo, modlitwa lub skarga.

Pod nos podtykane i palce i pięści,
Na racje oracji trwa bitwa,
Szablistą polszczyzną tnie, świszcze i chrzęści
Przekleństwo, skarga, modlitwa.

Ref. „Czas ratować państwo chore,
Szlag mnie trafia – ergo sum!
Po sąsiadach partię zbiorę,
Uczynimy szum!”

Jacek Kaczmarski „Elekcja”

„…Wyborcza wygrana Donalda Trumpa określana jest mianem „szokującej”. Wiele osób przypomina, że przedwyborcze sondaże dawały pewne zwycięstwo Hillary Clinton. Przekonanie o jej zwycięstwie było tak silne, że za dolara postawionego na byłą Sekretarz Stanu można było wygrać zaledwie 22 centy. Pytanie brzmi: co się stało?

We wtorek do głosu doszli zwyczajni obywatele. Mowa o przeciętnych Amerykanach, którzy być może jeszcze łapią się do klasy średniej, a może już z niej wypadli, po tym jak zostali ograbieni przez państwo. W dniu wyborów nie interesowały ich opinie ekspertów. Zwracali uwagę głównie na to, co działo się przez ostatnie 8 lat – spadające realne dochody, wysoką inflację, utratę nieruchomości. To wszystko sprawiło, że Amerykanie zażądali zmian.

Osobna kwestia to przedwyborcze sondaże. Wynik głosowania jednoznacznie pokazuje, że badanie opinii publicznej to tylko kolejne narzędzie do manipulowania wyborcami.

…O ile sama wygrana Trumpa jest dla wielu zaskoczeniem, to już reakcja rynków była do przewidzenia. W przypadku wygranej Hillary Clinton inwestorzy oczekiwali kontynuacji polityki prowadzonej za kadencji Baracka Obamy. Porażka byłej Sekretarz Stanu doprowadziła do wzrostu niepewności, co zazwyczaj wiąże się z odpływem kapitału do bezpieczniejszych aktywów, takich jak metale szlachetne.

Prędzej czy później recesja zawita do Stanów Zjednoczonych. Należy jednak pamiętać, że będzie to efekt polityki gospodarczej oraz monetarnej USA w ostatnich 15-20 latach, a nie samego wyboru Donalda Trumpa na prezydenta.

Ostateczny wynik wyborów w USA to efekt mobilizacji wśród klasy średniej, która w ostatnich latach mocno się uszczupliła. Widać wyraźnie, że amerykańskie społeczeństwo się buntuje. Jeszcze osiem lat temu uwierzono w potrzebę wybrania „pierwszego czarnoskórego prezydenta USA”. W kolejnych wyborach przekonano ludzi, że jest on „mniejszym złem”. Tym razem establishment promował „pierwszą kobietą w fotelu prezydenta USA”. Najwyraźniej jednak cierpliwość Amerykanów się wyczerpała.

Przy okazji wyborów miliony ludzi przekonały się, jak znaczący jest poziom zakłamania głównych mediów. Pozytywnym aspektem jest tutaj oczywiście rosnąca skala oddziaływania Internetu, który wielu osobom umożliwił dostęp do prawdziwych informacji.

Z perspektywy Polski nie było wymarzonego kandydata. Prezydencja Trumpa może przynieść zacieśnienie współpracy na linii USA-Rosja, co nie wyjdzie nam na dobre. Trzeba jednak pamiętać, że wybór Clinton zwiększyłby zagrożenie konfliktem na globalną skalę. Zwróćmy uwagę, że oficjalnie między USA a Rosją nie ma żadnej wojny, a jednak doszło do exodusu ludności cywilnej w Syrii. Co w przypadku, gdyby między mocarstwami faktycznie wybuchła wojna? Bardzo prawdopodobne, że to właśnie na terenie Polski doszłoby do eskalacji działań militarnych.

Głosowanie w USA stanowiło również niezłą okazję do zakupu metali oraz shortowania akcji w Stanach Zjednoczonych. Rynki były przekonane co do zwycięstwa Clinton, co znalazło odzwierciedlenie w notowaniach. Z tego powodu, poziom ryzyka wspomnianej inwestycji był stosunkowo niski.

Na koniec warto podkreślić, że wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy jeszcze półtorej roku temu były nie do pomyślenia. W czerwcu elity pozwoliły na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Teraz Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Niewykluczone, że celem nadrzędnym jest dalsza destrukcja systemów monetarnych. Winą za ich upadek zostaliby wówczas obarczeni rządzący promujący protekcjonizm. Stanowiłoby to argument za powrotem do procesu globalizacji, a także ustanowieniem SDR-ów jako globalnej waluty rezerwowej.” (Zespół Independent Trader – Co oznacza wygrana Trumpa?)

Crying Statue of Liberty, by NOK Crew

Crying Statue of Liberty, by NOK Crew

Nie „wierzę” w sportową złość tłumu wynikającą z racjonalnego podejścia i zrozumienia/rozliczenia tego kim są i co robią politycy na taką skalę jak to sugeruje IT. Tego rodzaju „instynktem samozachowawczym” wykazuje się niestety niewielki margines wyborców i dotyczy to niestety każdego dyzmokratycznego kraju zwanego dla niepoznaki „cywilizowanym” z powodu panowania w nim demokracji. No może poza Szwajcarią której obywatele udowodnili wielokrotnie że nie myślą kategoriami jak „zabrać bogatym i dać biednym” i wiedzą że rolą państwa nie jest zaprowadzanie „sprawiedliwości społecznej”. W innych wypadkach wierzę natomiast w cyniczne i „wyrafinowane” manipulowanie i sterowanie anty nastrojami wyborców, żerowanie na zawiści i w celowe rozhuśtywanie negatywnych emocji którego próbkę można przeczytać tu:

„…przez świat idzie rebelia.
Rebelia wkurzonych. Wkurzonych na to, że się o nich nie pamięta. Wkurzonych, że się ich nie słucha. Wkurzonych, że nie mają szansy wykrzyczenia, bo już od dawna nie mają najmniejszej nawet szansy wypowiedzenia swojego zdania. Wkurzonych, bo niemających nic do gadania.

Rebelia zawiedzionych. Zawiedzionych po kolejnych, kolejnych i jeszcze kolejnych wyborach, po których miało być inaczej. Po wyborach, których hasłem była przecież ZMIANA. Po wyborach, w których startowali ludzie, którzy mówili, że ich rozumieją i że zrobią wszystko, aby ich nie zawieść.

Rebelia oburzonych. Oburzonych na pazerność, zwyczajną głupotę, wykorzystywanie stanowisk, oderwanie się od ludzi, zapomnienie, że to dzięki nim, dzięki ich głosowi wyborczemu są tam gdzie są. Oburzonych na pustosłowie, frazesy, grę emocjami ze strony klasy politycznej. Wciąż zresztą tej samej, niezmiennej od dziesięcioleci…

…Rebelia przegranych. Pozbawionych pracy, którą mają inni. Pracy, którą zabrali im inni. Obcy. Dlatego, że mają inny kolor skóry albo urodzili się w lepszych rodzinach, albo po prostu tylko dlatego stanowią część kasty, establishmentu. Przegranych tak bardzo, że nie mają nie tylko od pierwszego do pierwszego, ale w ogóle nie mają już niczego. I niczego już większego ani trwalszego mieć nie będą. Nigdy nie nadrobią dystansu, nie osiągną tego poziomu, który mają tamci, dla których śpiewa Beyoncé…”  (wszystkoconajwazniejsze.pl Eryk Mistewicz – Rebelia)

Rebelia pozbawionych pracy… którą mają inniktórą zabrali im inni… Niech mi ktoś wytłumaczy co autor miał na myśli bo zgłupiałem. Kto to są ci „inni” i co to znaczy że „zabrali pracę” i komu? Poza tym to nie jest racjonalny powód do tego żeby się buntować przeciwko władzy skoro winni są „obcy”? Być może autorowi chodzi o to że skoro władza nie potrafi zabronić pracy tym „innym”, to powinna z ustawy „gwarantować” pracę tym którym jest ona „zabierana”? Najlepiej na państwowym etacie i na „legalnej” umowie za nie mniej niż 6 tysi, (bo za mniejsze stawki pracują tylko kretyni) od której zadowolony lód płaciłby stosowne podatki i składki żeby mieć „godną emeryturę”… No i jeszcze żeby ta władza słuchała się lódu jak coś nie przypasi bo inaczej… bunt!

Ale czy przypadkiem ludzie sami nie wybierali do tej pory (jak słusznie zauważa autor po kolejnych, kolejnych i jeszcze kolejnych wyborach, po których miało być inaczej) właśnie takich polityków którzy im tego typu bzdury obiecywali? Czy nie jest prawdą że po każdych wyborach część elektoratu (co z tego że swojaków) jednak dostaje to co obiecano i partycypuje w obietnicach? Czy to wina władzy że tego rodzaju „opieka” nie dotyczy wbrew obietnicom „wszystkich”? Czy też może jest to wina samych wyborców, którzy tej oczywistości w sposób uporczywy nie potrafią przyswoić, więc od wyborów do wyborów wybierają ludzi z tej samej klasy politycznej… niezmiennej od dziesięcioleci, którzy obiecują im to samo, po to tylko żeby po raz kolejny rozczarować się i irytować na… siebie? Jak w takim razie traktować tego rodzaju manifest, który odwraca uwagę od właściwej przyczyny złego stanu rzeczy, skupia się natomiast na skutkach i to z nich układa argument do potrzeby zmian. Czy frustracja grupy obywateli zawiedzionych własnymi oczekiwaniami (na które ciągle się nabierają bo ktoś im powiedział to co chcieli usłyszeć) to właściwy powód do zmiany elit rządzących? Może to właśnie ci „oburzeni” powinni zacząć myśleć racjonalnie, skoro politycy „nie potrafią”? Do jakiej zmiany prowadzi tego rodzaju „logika” i motywacje? Do adekwatnych. Przy okazji… Beyonce (i pozostałych spontanicznie zaangażowanych „ałtorytetów”) słuchają równie chętnie tak „inni” jak i „wkurzeni na innych”, nie wspominając o komentatorach którzy żerują na emocjach jednych i drugich bez wskazania tym biednym ludziom remedium i alternatywy…(Odys)

Wracając do patologii na którą warto się wściekać, ale i rozliczać:

„…Do Polski nie przenika nawet 10% zalewu informacji, komentarzy i dyskusji, jaki rozpoczął się od 30 października 2016 r. kiedy dyrektor FBI James Comey zawiadomił o uzyskaniu nakazu sądowego na przeszukanie prywatnego komputera byłego kongresmana demokratycznego Anthony’ego Weinera DODATKOWO na mejle Humy Abedin ,w związku ze śledztwem dot. prywatnego serwera Hillary Clinton. Te mejle Huma Abedin wysyłała z prywatego komputera męża do Hillary Clinton Sekretarza Stanu USA. Anthony Weiner pozostaje w śledztwie w związku z jego powrotem do brzydkiego (a w obecnych okolicznościach również kryminalnego) wysyłania swoich zdjęć erotycznych (półnago i w towarzystwie 2 letniego synka jego i Humy Abedin) do 15 letniej dziewczynki. Anthony Weiner ma lat 52 i długą kartotekę bojownika o prawa LGBT i wdrożenie Obamacare. Nawiasem, chodzi o mejle, które miały być skasowane przez „kogość” (Abedin/Clinton?) PO zawiadomieniu przez FBI o wszczęciu śledztwa w sprawie „serwera w łazience” a PRZED wejściem FBI w jego posiadanie…

…Po silnym uderzeniu, jakim było ponowne wszczęcie śledztwa przez dotąd spolegliwego FBI, nastąpiło drugie wcale nie lżejsze.Członkini Narodowego Komitetu Demokratycznego, który jest zaledwie trzyosobową „egzekutywą” w Partii Demokratycznej „na cały kraj” – Donna Brazile, jednocześnie komentatorka CNN – została wylana przez CNN z zawstydzających okolicznościach. Okazało się, że znalezione zostały dowody wskazujące na to, że Donna Brazile dostarczyła do komitetu wyborczego Hillary Clinton pytania, jakie miały być zadane obojgu kandydatom w trakcie chyba trzeciej debaty publicznej – na kilka dni PRZED debatą.

Jakby nieszczęść dla Hillary było mało, to media, w tym FOX NEWS ujawniły, że Prokurator Generalna mianowana w zeszłym roku przez Prezydenta Obamę – pani Loretta Lynch usiłowała wywierać jakieś naciski na dyrektora FBI Jamesa Comey’a w sprawie „zaistniałych okoliczności”. Poszlaką w tej sprawie ma być ujawniony „okrzyk za kulisami” dyrektora Comey;a o treści „ Czy (Pani) wydaje mi POLECENIE???!!?”…” (pink panther)

całość interesującej lektury tu: HILLARY, HUMA, WEINERGATE, FBI, CNN, SOROS czyli HITCHCOCK 2016

…Jest więc wielce prawdopodobne że część funkcjonariuszy z FBI postanowiła powiedzieć dość tej hucpie i zbuntowała się przeciwko wykorzystywaniu firmy do krycia prywatnych grzechów i przestępstw Pani Clinton, w efekcie czego internet zalała fala „przecieków”… (Odys)

Po pierwsze wskazuje się na silne powiązania czołowych przedstawicieli Demokratów z organizacjami terrorystycznymi. Wiele na ten temat mówią związki Humy Mahmood Abedin – doradczyni Clinton – z terrorystycznymi organizacjami i praniem brudnych pieniędzy. Urodzona w 1976 roku w Stanach Zjednoczonych Abedin, dwa lata później przeniosła się wraz z rodziną do Arabii Saudyjskiej, by powrócić do USA w wieku 18 lat na studia w George Washington University. Jej rodzice byli mocno zaangażowani w działalność sieci Bractwa Muzułmańskiego, jak i organizacje finansujące struktury związane z Al Kaidą. Abedin miała pośredniczyć w kontaktach między handlarzami bronią a establishmentem Demokratów. Sugeruje się, że w handel ten pośrednio była zaangażowana Fundacja Clintonów, uzyskująca wielkie darowizny od Arabów.

Duża liczba agentów FBI zagroziła ujawnieniem tajnych informacji dotyczących przestępstw rodziny Clintonów w przekonaniu, że kolejna prezydencja – tym razem Hillary Clinton – wiązałaby się z okropną falą przestępczości na najwyższych szczeblach władzy. Były asystent dyrektora FBI James Kallstrom powiedział niedawno, że „rodzina Clintonów to rodzina przestępcza. Jest jak zorganizowana siatka przestępcza. Fundacja Clintonów to szambo (….). Daj Boże, że położymy kres takim ludziom jak Clinton w Białym Domu”.

Najnowsze e-maile Podesta-Clinton ujawnione przez WikiLeaks wskazują także na szereg niewymownie odrażających praktyk, jakich dopuszczali się Clintonowie i ludzie z ich najbliższego otoczenia. Chodzi m.in. o uczestnictwo w rytuałach satanistycznych organizowanych przez satanistyczną „artystkę” Marinę Abramovic. Chodzi wreszcie o powiązanie Clintonów i ich otoczenia z pedofilią. Istnieje między innymi ścisły związek Clintonów między innymi z miliarderem, szefem funduszy hedgingowych (skazanym za pedofilię) Jeffreyem Epsteinem, w którego rezydencji na Manhattanie i prywatnej nieruchomości na Karaibach odbywały się przestępcze praktyki z udziałem demokratycznych polityków, celebrytów. Bill i Hillary Clintonowie wielokrotnie odwiedzili „Sex Slave Island” pozostającą poza jurysdykcją władz. Więziono tam dzieci i nastolatki wykorzystywane seksualnie.

Śledztwo w sprawie kongresmena Anthony’ego Weinera i najnowsze rewelacje pochodzące z jego komputera wskazują, że na najwyższych szczeblach władzy w Waszyngtonie od wielu lat panuje przyzwolenie na seksualne wykorzystywanie dzieci przez polityków i ich wpływowych przyjaciół. Rzadko kiedy tego typu przestępstwa wyciekają w sposób, który kończy się ściganiem jak w przypadku republikańskiego kongresmena Dennisa Hasterta, który wykorzystywał nastoletnich chłopców. Hastert był tylko wierzchołkiem góry lodowej.

E-maile między Hillary Clinton i jej byłą doradczynią Cheryl Mills wskazują na ścisły związek ze sprawą Laury Silsby, która została aresztowana i oskarżona o uprowadzenie dzieci i handel dziećmi na Haiti po tym jak wyspa została zniszczona przez huragan w styczniu 2010 roku. Silsby i dziewięć innych osób podających się za misjonarzy nieistniejącego chrześcijańskiego sierocińca, zatrzymały władze podczas próby przemycenia 33 haitańskich dzieci poza wyspę. Były prezydent Bill Clinton pełnił funkcję specjalnego wysłannika ONZ na Haiti. Przez pewien czas udawało mu się chronić przestępczy proceder Silsby.” (bignewsnetwork.com, newsweek.com, thenewwamerican.com, cns.com, pch24.pl)

całość tu: Zbuntowani agenci FBI o grzechach Clintonów)

podobne: Czym (jeszcze) żyje Ameryka?

Powiedzmy sobie szczerze. W świetle tego co ujawniono w ostatnich dniach kampanii prezydenckiej trudno było Trumpowi przegrać. I nie mam tu na myśli wrażliwości na patologię i zło jaką według niektórych komentatorów mieli kierować się „oburzeni” wyborcy. Gdyby tak rzeczywiście było to na Clintonową zagłosowałby jakiś naprawdę niewielki margines psychopatów (reszta zwolenników zostałaby w domach). Tymczasem pomimo szokujących informacji większość Amerykanów (o zgrozo!) oddała swój głos „jak gdyby nigdy nic” właśnie na demokratkę. Tylko dzięki „niedyskrecji” pewnych ludzi przewaga Clintonowej stopniała do tego stopnia, że „system” zwany „głosem elektorskim” umożliwił Trumpowi zwycięstwo. Jaką rolę w tym wszystkim odegrały same służby (wszak „przecieki” nie spadają z nieba 🙂 ) czyli teoretycznie swoi (administracja Obamy) nie wiem, ale wygląda na to że to oni byli języczkiem u wagi. Czy zrobili to z pobudek patriotycznych czy też może mieli dość wysługiwania się kryminalistom (licząc jednocześnie na punkty u nowej władzy) nie ma w zasadzie znaczenia.

Należy jednak rozważyć inną motywację i postawić pytanie, czy cała ta akcja z wysypaniem Clintonów nie jest przypadkiem ucieczką do przodu samego systemu – amputacją zgniłej kończyny by resztę organizmu zachować przy życiu, wykazując jednocześnie przydatność i uwiarygadniając w oczach „opinii publicznej” same służby które ostatecznie „zachowały się jak trzeba”. Jeśli więc ktoś gmerał w bardziej bezpośredni sposób przy tej sensacji to musiało być to uzgodnione z obozem demokratów.  Czy w związku z tym Trump był rzeczywiście celem, czy może tylko efektem „spontanicznego buntu obywateli”, który to „bunt” dominuje w medialnych komentarzach jako główna przyczyna jego zwycięstwa. Czy to rzeczywiście naród go wybrał w sposób autonomiczny, czy też został on amerykanom podsunięty jako fałszywa alternatywa. Wybory zostały wygrane pytanie tylko przez kogo, bo póki co zwycięzcą jest wyłącznie demokracja czyli system w którym obywatele wybierają sobie nadzorcę… (Odys)

„…Zaważyła atmosfera awantury, permanentnego konfliktu w całym świecie zachodnim. Ale ten konflikt generowany przez polityków jest jednocześnie efektem frustracji społecznej i musi nieść zmianę realną. Pytanie tylko czy w dobrą stronę, bo na to społeczeństwo wpływu już może nie mieć. A więc znowu elity utraciły kontakt ze społeczeństwem, znowu przyzwyczaiły się do myśli że ład jest niezmienny, znowu społeczeństwa budzą się z letargu wywracając dotychczasowy system. Wcale nie sądzę, żeby Trump chciał ten system wywracać, ale on jest tylko efektem zmian, a nie ich powodem. Jednak to on i jego zapatrywania (wraz z grupą wpływowych ludzi którzy go popierają) nadadzą tym zmianom kierunek. To właśnie kluczowe – na kogo postawią społeczeństwa wymuszając zmianę, z wąskiego grona przedstawionego mu przez elity? To przecież elity decydują na kogo głosują tzw. demokratyczne społeczeństwa zachodnie. To efekt, który nazywam “Dekadencją demokracji”, bowiem faktycznie nie mamy wpływu na to kto będzie kandydował, wybieramy z już wybranych kandydatów

…Jeśli ktoś sądzi, że Trump rozbije te elity przeciwko którym został wybrany to jest w błędzie. Trump jest biznesmenem i jego interesem nie jest rozbijanie elit tylko dotąd lobbowanie, a dziś wymienianie ich na bliskie sobie, które zapewnią mu ważną pozycję trwale i sławę na zawsze. Niemniej część tych nowych elit będzie już pochodziła spoza dotychczasowego – stabilnego – układu. Nowy układ będzie miał zabarwienie takie jakie nada mu Trump i ludzie go wspierający. Właśnie w tym widzę największe zagrożenie.

Prezydent USA jest faktycznym liderem NATO, Wojska USA – największej potęgi militarnej świata, jednocześnie baz i dowództw rozmieszonych na każdym kontynencie, a także monopolistą w dostępie do informacji dzięki systemom takim jak Eszelon, NSA i wielu innym mechanizmom.

Te mechanizmy jako jedyne mogą skutecznie powstrzymywać Rosję, ale dziś wygrał człowiek, który nie neguje możliwości, dokonywania anschlussu w Europie gdy na danym terytorium przeważa mniejszość danej nacji. Nie ma więc nic złego w tym że Rosja dokonała anschlussu Krymu, ale idąc dalej tym tropem, dlaczego nie można by teraz przeprowadzić referendum we wschodniej Łotwie? Podobnie dlaczego Polska nie miałaby przeprowadzić referendum w południowo-wschodniej Litwie w tym w części Wilna, tam też jest wielu Polaków, którzy woleli by by ich terytorium zostało włączone do Polski (tak Trump wypowiedział się na temat woli mieszkańców Krymu), a Rosja we wschodniej części tego państwa? Niechże Niemcy dokonają referendum w niektórych powiatach na Śląsku, gdzie mieszka mniejszość niemiecka, a Węgrzy w Słowacji. Niech Albania spokojnie anektuje Kosowo itd. Wreszcie Polska niech dokona aneksji części zachodniego Londynu lub części Chicago! Chyba nie damy rady… ale to siła znów ma o tym decydować? Czy na prawdę nie widać w tym sposobie myślenia niebezpiecznego szaleństwa?

…Nic nie da oszukiwanie się, że nie słyszymy wypowiadanych przez Trumpa słów! A wiecie Państwo dlaczego? Bo słychać je świetnie na Kemlu, w Kairze, w Teheranie, w Bagdadzie, w Pekinie, w Rijadzie oraz w mieście Meksyk itd. Słowa mają znaczenie fizyczne – przekładają się na reakcje polityczne, finansowe, społeczne. Po wyborze Trumpa, Łotwa i Litwa powinny na wszelki wypadek wdrożyć plany awaryjne uniemożliwiające dokonanie referendum na ich terytorium. Przy możliwościach oddziaływania propagandowego Rosji (co Trump także otwarcie negował w przypadku wpływania na wybory w USA) w istocie jedynym sposobem jest wysiedlenie mniejszości Rosyjskiej do Rosji… ale czy to nie będzie stanowiło naruszenie jej praw? Czy taki krok nie byłby podstawą do interwencji zbrojnej?

Trump mówił że Art 5 NATO nie musi być obligatoryjny jeśli kraje członkowskie nie zmienią stosunku do swoich powinności względem NATO. Oczywiście dobrze to brzmi oceniając po “nagłówku”, aby pobudzić państwa w Europie do myślenia o obronności na poważnie. Ale z drugiej strony Trump nie powiedział czego oczekuje od tych państw. Nie określił co muszą zrobić dla NATO aby mieć gwarancję realizacji art 5. W każdej chwili można powiedzieć, że cokolwiek zrobią jednak nie wystarczy. Takie stawianie sprawy w kampanii przez Trumpa to w istocie relacje mafijne. Płaćcie za ochronę, ale jak ktoś zapłaci więcej to masz kłopot… zaraz czy to mafijne? A może to myślenie biznesowe (czy jak mawia obrońca Trumpa Max Kolonko – byznesowe), Trumpowi przecież bliskie? Każdy teraz stwierdzi, że przecież nigdy nie ma gwarancji wsparcia sojuszniczego – i to jest prawda, ale właśnie słowa mają znaczenie. Właśnie NATO jest tym co stanowi dla Rosji realną siłę powstrzymującą od ekspansji. Zmieniło się więc sporo bo z niepewności zastosowania art 5 mamy pewność, że nie zostanie zastosowany.

Nacjonaliści polscy powiedzą wreszcie, że to wszystko nieistotne bo przez ostatni rok staliśmy się potęgą z którą musi się liczyć Rosja… tu nie umiem w ogóle dyskutować, bowiem na moje pytania co sprawiło że staliśmy się potęgą odpowiedzi brak… Oczywiście proszę o sugestie, ale realnie przywiązane do faktów, a nie opowieści fantastyczne, które mogą się urealnić za 20 lat jak śmigłowiec naszej własnej produkcji (w kooperacji z Ukrainą).

Na koniec dodam, że mogę być w błędzie i Trump cały czas kłamał i oszukiwał. Oby tak było. Mam nadzieję, że w istocie nic się nie zmieni poza akcentami, bo establishment USA jest zbyt silny by pozwolić na stopniową, ale zdecydowaną zmianę kursu politycznego. Chcę w to wierzyć…” (mmilczanowski.wordpress.com)

całość tu: Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

podobne: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.

Póki co wbrew histerycznemu stanowisku części tzw. „opinii publicznej” i mających ją uwiarygodnić „ekspertów” mamy po jednej i po drugiej stronie tylko słowa. Być może pewnego rodzaju podziwu, ale na ile szczerego to już inna historia (kto siedzi w głowie Trumpa niech pierwszy rzuci kamieniem 🙂 ). Nie wiemy nic dopóki to nic się nie stanie, więc nie ma co bić piany na zapas i wpadać w panikę. Poczekajmy na konkretne decyzje które nie będą polegały na pogaduszce do kamery, ale na zapisach w budżecie (zwłaszcza w kolumnie wydatki wojskowe).

Dziś można się pokusić o inną przepowiednię – nawet jeśli Trump planuje coś wbrew „polskiej racji stanu”, to nam jak zwykle pozostanie pogodzić się z polityką sojusznika i tradycyjnie trzymać się pańskiej klamki. Na własną inicjatywę w kierunku „dogadania się” z Rosją przy obecnym układzie politycznym nie mamy co liczyć (niestety). Mam tylko nadzieję że żadna ze stron nie myśli o wojnie, a Polska nie stanie się po raz kolejny teatrem jej działań.

Będę więc obserwował postawę „nacjonalistów polskich” wobec Rosji, wiedząc jaki oficjalnie stosunek reprezentuje nowy prezydent naszego największego sojusznika. Ciekaw jestem czy „nasi” zachowają spokój/powściągliwość jak na mężów stanu przystało jeśli rzeczywiście dojdzie do ocieplenia stosunków na linii USA – Rosja… (Odys)

„…trwa festiwal wróżb i rzekomych analiz dokonywanych na podstawie tego, co Trump powiedział, czy zrobił w ciągu ostatnich 30 lat. Tymczasem on sam gada z promptera do ludzi, że znów zrobi Amerykę wielką. To jest dokładnie to samo, o czym gadał Obama – Yes we Can. Tak więc gołym okiem widać, że różnica pomiędzy Trumpem a Obamą i jego awatarem – Hilarią, nie polega na stosunku do gospodarki, Rosji, kobiet, czy nawet Ameryki. Polega ona na czymś, czego do końca nie potrafimy nazwać i opisać. Jest tak, ponieważ wszystkie nasze analizy dotyczą powierzchownej warstwy zjawiska, jakim są wybory prezydenckie w USA i cała ta demokracja. Być może jest to stosunek nowego prezydenta do Sorosa, a być może chodzi o coś głębszego. O relację pomiędzy tym Sorosem a koncernami zbrojeniowymi, które sprzedają swoje produkty armii amerykańskiej. Tak sobie tylko gdybam. Ględzenie o tym, że Trump zmieni politykę wobec Rosji i przez to kozacy znów napoją konie w Odrze albo wręcz w Łabie, nie spędza mi snu z powiek, bo dobrze pamiętam, jak „siły postępu”, które dziś wyją wniebogłosy, reagowały na reset Obamy. Dość spokojnie i bez nerwów. „Siły wstecznictwa” reprezentowane u nas przez takich osobników jak Terlikowski i Wszołek zachowywały się zgoła inaczej, obaj tu płakali, że za chwilę wejdą Rosjanie i cytowali wiersz Herberta, w którym są słowa – moja rodzinna ziemia przyjmie cię najeźdźco…Śmiechom i zabawom nie było końca. Dwie kadencje Obamy skończyły się naprężeniem stosunków, wojną w Syrii i kryzysem. Stało się tak ponieważ polityka amerykańska i w ogóle polityka silnych wobec trochę mniej silnych polega na stopniowym osłabianiu przeciwnika, przy minimalizacji kosztów tego procesu. Demokraci zaś przegrali bo na osłabianie Rosji zaczęli wydawać za dużo. Grzecznie więc odsunięto ich od pulpitu i wskazano to miejsce panu Trumpowi, który z tym swoim charakterystycznym uśmiechem zaczął się bawić tkwiącymi w nim guzikami i pokrętłami…” (coryllus – Trump, Trump, misia bela czyli rządy Ku-Klux-Klanu)

W międzyczasie z nieukrywanym rozbawieniem obserwuję histeryczne reakcje „demokratycznej” części naszej jak i światowej polityki oraz jej tuby propagandowej – lewicowych mediów, którzy po raz kolejny nie mogą się pogodzić z wynikiem tak hołubionej przez siebie demokracji 🙂 Gratulacje co prawda płyną do Trumpa szerokim strumieniem (nikt nie ośmielił się na ostentacyjną wrogość wobec głowy mocarstwa – co też jest znaczące) ale takim samym strumieniem płyną wycierane cichcem krokodyle łzy, maskowane drobnymi uszczypliwościami adresowanymi głównie do „ciemnych” białych mas z przyczep kempingowych które poszły i zagłosowały „nie tak jak trzeba”… (Odys)

Demokracja nie żyje! W USA wygrał Trump, a nie opiewana w pieśniach i mainstreamowych mediach Hilary od Clintonów. Płakała Pieńkowska, płakał Kraśko, jeszcze dzisiaj w pociągu relacji Małkinia–Warszawa Wileńska płakała jakaś baba.

Amerykańscy celebryci, wzorem naszych zapowiedzieli emigrację. Barbra Streisand stwierdziła, że wyjedzie do „dowolnego kraju, który ją wpuści lub do Kanady”. A myślałem, że niewyszukane żarty o Kanadzie w „Jak poznałem waszą matkę” są przerysowane. Na ulicach już objawił się amerykański KOD, a Kijowski już zapakował się w ponton i jest w drodze. Unia planuje wstrzymać dotację i wyrzucić Stany ze swoich struktur… Przynajmniej do czasu gdy Schultz nie uświadomi sobie, że jednak mogą im naskoczyć.

Żeby było śmieszniej Clinton dostała więcej głosów niż Trump, ale to nie obywatele wybierają prezydenta, a elektorzy. I to w zasadzie od samego początku, był więc czas przywyknąć.

Także piszę dopóki pentagram Trump-Kaczafi-Orban-Łukasznko-Putin nie zamknie Internetu, a użytkownik nie rozstrzela.

A jakos niedługo wybory w Niemczech. Gdy Merkel przegra przewiduję wzmożoną ilość samobójstw wśród oświeconych elyt. Kolejnego ciosu nie wytrzymają. W końcu nie po to jest demokracja, żeby wygrywał ktoś kto nie był namaszczony przez postępowców…” (DWS24.pl 10 listopada 2016 roku)

Adam Wycichowski (niewolnik) - teatr dla gawiedzi

Adam Wycichowski (niewolnik) – teatr dla gawiedzi

Reasumując…

Dlaczego wygrał Trump? Bo nie wygrała Clinton. A dlaczego nie wygrała mając za sobą przeważającą część tzw. „opinii publicznej”, grubą forsę, a służby wyświadczały jej przysługę za przysługą ukrywając dopóki się dało skandale (o ile nie przestępstwa) związane z jej rodziną, współpracownikami i z nią osobiście jako funkcjonariuszem publicznym? Z całą pewnością jedną z głównych przyczyn/pretekstem był negatywny „vox populi”, który jako że przybierał na fali dopiero wraz z kolejnymi „przeciekami” to można przypuszczać iż został wykreowany. Uwzględniając fakt że fizycznie więcej głosów i tak oddano na Clintonową, śmiem wątpić że sprawcą zmiany była bezpośrednia „wola lódu” czyli „demokratyczna procedura” samych wyborów, z którymi (to paradne! 😀 ) problem mają jak zwykle tzw. „demokraci” kiedy wynik głosowania nie spełnia ich oczekiwań. Otóż moim zdaniem siła tego głosu była tylko narzędziem. Skutecznym przede wszystkim dzięki powszechnemu i wolnemu dostępowi do informacji w postaci wolnego (ale szybkiego 🙂 ) internetu, który jednak bez dostępu do „przecieków” nie stworzyłby skutecznej przeciwwagi wobec propagandy CNN czyli „ClintonNewsNetwork” jak i pozostałych mediów (nie tylko tej konkretnej stacji, ale również tzw. „celebrytów”).

O takim a nie innym wyborze nie zadecydował też namysł wyborców nad tym co ich kandydaci chcieli zrobić dobrego, ale rozhuśtanie po jednej ze stron większego anty elektoratu, który z kolei umożliwił tzw. „głosom elektorskim” wymianę demokraty na republikanina. Sami kandydaci swoją postawą podczas „debat” i publicznych wystąpień pokazali na którą część „instynktu” u swoich wyborców liczą najbardziej – co będzie miało (już ma) swoje konsekwencje w postaci konfrontacji euforii z ogromnym niezadowoleniem na ulicach.

Podobieństwo w przebiegu kampanii, wpływu internetu, jak i w samym zaskoczeniu wynikiem do ostatnich wyborów jakie miały miejsce w Polsce jest uderzające. Czy podobnie jak u nas tak i w USA „dobra zmiana” okaże się fałszywką? Czas pokaże jak (nie)wiele i czy cokolwiek musi się zmienić by wszystko zostało po staremu 😉 Póki co Pan Donald Trump stoi przed wielką historyczną szansą i przed bardzo trudnym zadaniem, które nie jest niemożliwe do wykonania – wystarczy powtórzyć to co już raz kiedyś zrobił dla Ameryki inny aktor. Jeśli tego nie zrobi to znaczy że po raz kolejny wygrał system i demokracja, a Trump to żadna „dobra zmiana” tylko reakcja obronna systemu na „bunt” społeczeństwa wobec patologii w dotychczasowej polityce demokratów.

Z tego co wiem Amerykanie mają możliwość dopisywania na karcie do głosowania nazwisko innego kandydata na którego chcieliby oddać głos, tymczasem woleli wybrać z spośród tego co podsunął im system. Nie wiem czy zasługują na zmianę. Zasługują na to co sobie wybrali. Czas pokaże na co – „po owocach ich poznacie”… (Odys)

„…Warto zwrócić uwagę, że jest to znakomita ilustracja trafności spiżowej tezy wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina, że w demokracji najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniej alternatywy dla wyborców. A po czym poznać, że alternatywa została przygotowana prawidłowo? A po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane…” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. oraz: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. polecam również: CBOS: Złe nastroje społeczne. Polacy krytycznie o instytucjach państwa. Sondażowy „Pic na wodę”.

-Dosyć mamy tego, co będzie!
-Panowie szlachta po buławy!
-Niech jeden z nas na tronie siędzie
I weźmie w ręce nasze sprawy!
-Uniesiem razem władzy ciężar,
W zamian ojczyzny skarbiąc miłość!
-Wiedział nasz pradziad jak zwyciężać,
Niech zatem będzie tak jak było!

Jacek Kaczmarski „Rokosz”

 

Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.


…Wszyscy pamiętamy czym się skończyła budowa grupy heksagonale, z udziałem państw położonych nad Bałtykiem i Adriatykiem. Teraz zaś budujemy Trójmorze. Nie dość, że Bałtyk i Adriatyk to jeszcze Morze Czarne. W skład tego porozumienia wchodzą, jak zwykle w tych rejonach mali, słabi, nie rozumiejący się wzajemnie i mający sprzeczne interesy partnerzy. Żeby te żywiołki jakoś połączyć w jedną całość i nadać im rzeczywisty pęd, potrzebne jest zasilanie i cel. O tym skąd się weźmie zasilanie, kiedy w Niemczech jest kryzys, mogę sobie wyobrazić, ale cel wydaje mi się ważniejszy, bo z zasadzie powinienem napisać – wróg, a nie cel. Kto będzie tym wrogiem?…

Cała ta strefa ma służyć komunikacji pomiędzy północą a południem, wschodem a zachodem, ma służyć do handlu i za jej przyczyną mieszkańcy Trójmorza powinni się znacznie wzbogacić. Jeśli tak ma być to chyba warto by policzyć porty, które znajdują się na brzegach trzech mórz, a także zorientować się co się w tych portach ładuje, co się wyładowuje oraz kto jest rzeczywistym zarządcą tych miejsc

…Ja jestem za, ale się zastanawiam, czy ci wszyscy optymiści wiedzą na co się porywają? Komunikacja i handel w strefach łączących trzy morza, według tego czego uczy nas historia, nie może służyć jakimś Słoweniom i Estoniom. Ma służyć imperiom, albowiem one, wokół swoich doktryn mogą zgromadzić odpowiednie środki na obronę pozycji, którą zajmują. Jeśli zaś ktoś się tym planom przeciwstawia ginie… 

uruchomienie jakiejkolwiek komunikacji wodnej w Europie środkowej to jest sprawa najwyższej wagi i każdy, kto się za nią zabierze, musi się liczyć z najgorszym; w przypadku zaangażowanych polityków jest to śmierć w zamachu jawnym lub upozorowanym na wypadek samochodowy. Przez lata całe, mimo istnienia planów, nie można było w Polsce przekopać kanału śląskiego łączącego Wisłę z Odrą. To samo jest z regulacją górnych odcinków Wisły. O przekopaniu mierzi Wiślanej nie ma co gadać…

…Czym byłby ten port w Elblągu, gdyby powstał? No, po takiej pobieżnej ocenie mapy wychodzi na to, że byłby to port uniezależniający Białoruś od Rosji. Jeśli powstałaby ta sieć dróg, o której mówimy od dłuższego czasu, te wszystkie Via Karpatie i Via Baltiki, a do tego jeszcze pełnomorski port w Elblągu to znaczyłoby tle, że Białoruś jest na stałe przyspawana do Polski, a odspawana od Rosji. PiS planuje zrealizować większość inwestycji, o których tu mówimy, to się cały czas przewija w różnych doniesieniach zza kulis…

To jest piękna wizja, ale to jest casus belli, w większym jeszcze wymiarze niż niemiecka kolej do Bagdadu przed I wojną światową. Powód jest prosty – uruchomienie wielkich dróg wodnych to zwiększenie liczby wielkich portów w regionie, którymi ktoś musi zarządzać. Porty zaś śródlądowe to ośrodki kumulacji kapitału, a więc także władzy. Kto będzie miał więcej tych portów, ten będzie miał więcej władzy.

Czy politycy PiS zdają sobie z tego sprawę? Jeśli tak, dobrze byłoby dowiedzieć się jak zamierzają ochronić swoje projekty i siebie samych? Za pomocą komanda straceńców ze Słowenii? Żartuję oczywiście. Pytanie jest proste – kto asekuruje ten projekt finansowo i militarnie, to znaczy kto będzie czerpał zeń lwią część zysków? Ja tego nie wiem, a nie chcę już wymieniać Londynu, bo samemu mi się chce śmiać, jak tak piszę. Jeśli to jest projekt wymyślony przez lokalnych polityków, którzy teraz nerwowo rozglądają się za forsą na jego realizację to nadaje się on – przepraszam za wyrażenie – do potłuczenia o du..ę

…Niemcy za nic nie zgodzą się na jakieś Trójmorze i kopanie kanałów, które podłączają niemieckie rzeki do rzek polskich. Rosja zaś za nic nie zgodzi się na przekopanie mierzei i uruchomienie portu w Elblągu, bo będzie to oznaczało oderwanie Białorusi od Rosji. No więc teraz wychodzi na to, że projekt Trójmorza to pogrzeb UE. I jeszcze raz – kto to finansuje i czy traktuje on poważnie kraje takie jak Słowenia, Estonia, Słowacja, Węgry, Chorwacja….a jeśli nie traktuje poważnie, to jakie są jego rzeczywiste zamiary?…” (coryllus, całość tu: Koncentracja jako zasada czyli Trójmorze w ogniu)

Port uniezależniający Białoruś od Rosji? W jakim sensie skoro sami od rosyjskiego gazu zależni jesteśmy, co sezon modląc się żeby nam kurka nie zakręcili (o rurze pod Bałtykiem ciągnionej nie wspomnę). To brzmi jak naprawdę kiepski (a wręcz ponury) żart… i będzie bardziej bolało jak Możejki.

Docelowo porty wszystkich „lokalnych” mórz mające prowadzić do/przez Polskę? Zacny plan, tylko po co nam to na obecnym etapie wewnętrznego i międzynarodowego chaosu i najważniejsze – kto za to zapłaci? Wszystko to ma wymiar równie skuteczny jak piramida w Gizie która dziś stanowi o „potędze gospodarczej” Egiptu (dopóki turyści z całego świata są gotowi płacić za oglądanie tego czegoś).

To jest jakieś horrendum ten pęd za „potęgą” na papierze, budowaną koniecznie w oparciu o koalicje podobnych do Polski bankrutów, które najpierw z własnej woli pozwoliły się wydoić przez projekt „mitteleuropa” i dalej na to pozwalają, a jednocześnie udają że będą bronić swojej tożsamości zabierając się do tego od d… strony przez tworzenie projektów bez pokrycia w ramach antyUnii jednocześnie w niej pozostając (pod protektoratem Niemiec).

Jakby bez tego całego dyplomatycznego lania wody ani państwo ani naród nie mógł normalnie U SIEBIE i o własnych siłach funkcjonować. A to takie proste przecież. Wystarczyłoby zrezygnować z wyzysku fiskalnego wobec obywateli pozwalając im się bogacić, a nie wypychać ich za granicę by budowali obce imperia. Przed tym „dobrobytem” i „opieką państwa” które kosztują coraz więcej spierniczyło (i ciągle spiernicza) z naszego kraju miliony rodaków, dzięki czemu starcy którzy tu zostali umrą jak nie z głodu i chorób to z nędzy, bo z jednej strony nie będzie miał kto na nich robić, a z drugiej ich „składki” na tzw. emeryturę i „darmowa służba zdrowia” zostaną pożarte przez 500+ i inne socjalistyczno partyjniackie projekty/obłędy. Ty Polaku zęby w stół i ciesz się że będziemy mieli „trójmorze”.

Ktoś powie – przecież jesteśmy suwerennym państwem bo mamy „dobrą zmianę” i „narodowy rząd” u władzy który się kulom nie kłania, więc nareszcie możemy robić co chcemy. Takiemu komuś polecam lekturę tego – W czyich rękach spoczywa polski dług.

Tylko dureń zaczyna odbudowę domu od położenia dachu (i to wirtualnego) na zgniłych i podziurawionych ścianach, którego fundamenty właśnie zapadają się w bagno. Dureń albo asocjalista… od moża do moża. (pisownia celowa… Odys)

„…żeby być w polityce międzynarodowej partnerem, rząd musi panować przynajmniej nad własnym państwem. W przypadku Polski tak nie jest, a ponieważ każdy to widzi, Polska jest rozgrywana na zasadzie divide et impera. Ale nie na tym polega specyfika Volkslisty rosyjskiej. Ta specyfika polega na rosyjskich oczekiwaniach wobec Polski – że mianowicie zaakceptuje ona bez zastrzeżeń status „bliskiej zagranicy”. To bywa rozmaicie nazywane w zależności od sezonu; raz to jest „słowiańszczyzna”, innym razem – „bratnia wspólnota socjalistyczna”, a teraz nawet jako „obrona cywilizacji” – ale za każdym razem, od XVIII wieku, chodzi o to samo. Różnica jest taka, że Rosja raz przyciska nas do swego serduszka mocniej, a innym razem – słabiej. Jak przyciska nas mocno, to nie możemy nawet złapać oddechu, a jak słabiej, to niektórym nawet wydaje się, że są wolni. Ryzyko polega na tym, że nigdy nie wiemy, jak to będzie, bo też nie od nas to będzie zależało, tylko od tego, kto akurat stanie na czele Rosji. Tłumaczyłem to w roku 1996 delegacji Dumy rosyjskiej, która akurat bawiła w Warszawie. Jeden z deputowanych był ciekaw, dlaczego Polska chce przyłączyć się do NATO. Powiedziałem, że – po pierwsze – tylko NATO przewiduje obecność amerykańskiego wojska na terenie Niemiec. Dopóki to wojsko tam jest, to mamy coś w rodzaju gwarancji, że Niemcy nie zrobią niczego okropnego. Jeśli pewnego dnia amerykańskie wojsko z Niemiec zniknie, to być może Niemcy i wtedy nie zrobią niczego okropnego, ale już żadnej gwarancji nie będziemy mieli. Po drugie – chcielibyśmy zachować niepodległość i albo nam się to uda, albo nie. Może bowiem nam się to nie udać, bo coś okropnego zrobi Rosja. To nie musi być zaraz tragedia, chociaż oczywiście wolelibyśmy utrzymać niepodległość. Gdyby – powiedziałem – w Rosji panowała rynkowa gospodarka i liberalne prawo, gdyby Rosja nie próbowała przerabiać nas ani na „ludzi sowieckich”, ani na jakichś „Słowian”, gdyby na czele Rosji stał ktoś taki, jak Sergiusz Witte, albo Piotr Stołypin, to jakoś byśmy to wytrzymali. Gdyby jednak na czele Rosji znowu stanął ktoś taki, jak Józef Stalin, to – powiedziałem – wy sami najlepiej wiecie, że trzeba uciekać od was jak najdalej. Więc na wszelki wypadek chcemy przyłączyć się do NATO, żeby w razie czego mieć gdzie uciekać.

Jak z tego wynika, za przynależnością do NATO , czyli za Volkslistą amerykańską, przemawiają pewne argumenty, które byłyby jeszcze mocniejsze, gdyby Polska mogła uzyskiwać korzyści z przynależności do Paktu, do którego wnosi ważny aport. Przyczyny niemożności uzyskiwania tych korzyści leżą po stronie polskiej, a nie po stronie NATO i te przyczyny Polska powinna wyeliminować. W przeciwnym razie państwo nasze będzie wodzone za nos już nawet nie przez Niemcy, ale nawet przez Ukrainę, która znakomicie opanowała sztukę obcinania kuponów od prezentowania się w charakterze państwa specjalnej troski, no a przede wszystkim woli namawiać się z Niemcami, niż z rządem w Warszawie który nie wiadomo, czy panuje nawet nad swoimi sekretarkami. Jest to szczególnie ważne teraz, kiedy Niemcy wykorzystują pretekst Brexitu, by przywracać w Unii pruską dyscyplinę, a zapowiedzi tworzenia unijnych sił szybkiego reagowania i marynarki wojennej z rozbudowanymi dowództwami oraz „międzynarodowej” straży granicznej budzą podejrzenia, że USA próbując skaptować Niemcy do antyrosyjskiej krucjaty, mogą pozwolić na budowę europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, czyli na uwolnienie Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. L’appetit vient en mangeant, co się wykłada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie jest wykluczone, że Niemcy spróbują załatwić jeszcze jedną sprawę, a mianowicie – amerykańską zgodę na rewizję postanowień konferencji w Poczdamie odnośnie „ziem utraconych”…” (Stanisław Michalkiewicz, całość tu: Slalom między Volkslistami)

podobne: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset? oraz: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i to: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.

Karl Schuller - Auf falschem Kurs (Na falszywym kursie, Kladderadatsch, Berlin, lipiec 1939)

Karl Schuller – Auf falschem Kurs (Na falszywym kursie, Kladderadatsch, Berlin, lipiec 1939)

Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Czy Polska, pozbawiona przez ostatnie dwa stulecia podmiotowości i skazana na egzystowanie jako strefa buforowa pomiędzy Niemcami a Rosją, jest w stanie wybić się na niepodległość, stając się przywódcą bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej? Czy może zrealizować się nowa koncepcja Międzymorza, którego liderem byłby właśnie nasz kraj? Czy budowa projektu politycznego na kształt dawnej Rzeczypospolitej, który mógłby zapewnić wolność, stabilność i bezpieczeństwo pokaleczonym narodom doświadczonym straszliwie przez totalitaryzmy XX wieku, nie przerasta aby naszych możliwości?”.

Poniżej zestaw kilku artykułów w których poszczególni autorzy starają się spojrzeć na faktyczną sytuację Polski, zwracając uwagę na kierunki w których powinna szukać korzystnych dla siebie rozwiązań geopolitycznych, a jako uzupełnienie lektury: Wykład Michalkiewicza: „Quo vadis Polsko?”/Referat Brauna oraz: Radosław Pyffel: Polska & Chiny – kto, jak i kiedy skorzysta na współpracy?

Świat stał się multipolarny, w którym Ameryka jest niekwestionowanym najsilniejszym mocarstwem, ale już nie hegemonem globalnym, jakim pozostawała po zakończeniu „zimnej wojny”. Obecnie nie da się sprawować dyktatury geopolitycznej przy pomocy lotniskowców, jak to miało miejsce w przypadku Jugosławii. Jednak istotą tej „erozji” jest wzrost siły Rosji…

Zauważmy, że większość krajów Europy Zachodniej nie podziela istnienia militarnego rosyjskiego zagrożenia, jak Polska, a raczej opowiada się za balansem równowagi sił między Rosją a NATO. Nie chcą, aby wzrost napięć militarnych hamował współpracę we wszystkich dziedzinach. Niemcy są zdecydowanym przeciwnikiem budowy i rozbudowy baz wojskowych w Polsce. Dlatego właśnie szef polskiej dyplomacji wskazał Wielką Brytanię jako pierwszego sojusznika w Europie – kraj o podobnie silnym nastawieniu rusofobicznym, który podziela polską wizję bezpieczeństwa europejskiego oraz będący naszym ważnym sojusznikiem w dotychczas podejmowanych decyzjach w NATO. Wielka Brytania to też główny przedstawiciel Ameryki w Unii Europejskiej.

Dla naszej „dalekosiężnej polityki wschodniej” potrzebne są właśnie takie stosunki z Ameryką, jakie posiada Wielka Brytania. Są to najbardziej sojusznicze stosunki, jakie Stany Zjednoczone posiadają w świecie i takie relacje minister W. Waszczykowski chce uzyskać dla Polski…

…Należy sądzić, że montowany układ sojuszniczy USA-Wielka Brytania-Polska ma stać się tym „silnym aktywem międzynarodowym”, które zapewnią Polsce na forum Unii współkształtowanie „dalekosiężnej polityki wschodniej”. Wzmocnieniem „polskich aktywów międzynarodowych” ma być zaproponowany projekt „utworzenia regionalnego sojuszu opartego na Grupie Wyszehradzkiej”. O tym projekcie w 2012 roku mówił: „podmiotową pozycję (Polski) można odbudować przez odzyskanie roli rzecznika interesów państw regionu, odrestaurowanie intensywnej współpracy z państwami nordyckimi, bałtyckimi czy Grupą Wyszehradzką. Prócz podjęcia wysiłków na rzecz zbudowania autonomicznego regionu (np. karpackiego) w naszej części UE. Przez powrót do roli wiarygodnego promotora europejskich ambicji państw bałkańskich i wschodnioeuropejskich. Przez powrót do polityczno-wojskowej i gospodarczej, zwłaszcza w dziedzinie energetyki, współpracy z USA”.

Przy tego rodzaju pomysłach warto zdawać sobie sprawę, że „budowanie autonomicznego regionu w naszej części UE”, to nic innego, jak harce na obrzeżach unii, które sprawiają dla centrum w Brukseli poważne kłopoty wobec wcześniej wymienionych wyzwań, rozsadzających integralność Unii.

Minister W. Waszczykowski chce „odzyskać podmiotowość polskiej polityki zagranicznej”, ale nie mówi, jakimi aktywami dysponuje. Wygląda na to, że chce je uzyskać przez sojusznicze relacje w układzie USA-Wielka Brytania-Polska, które faktycznie jeszcze nie istnieją. Postrzega ten sojusz, jako strategiczną siłę, zwróconą przeciwko Rosji. Jedyne jednak, co Polska może wnieść do takiego sojuszu, to politykę wymierzoną przeciwko Rosji. Trudno tu mówić o jakiejś podmiotowości, raczej o byciu narzędziem amerykańskiej geopolityki, której częścią jest rywalizacja z Rosją. Tym samym nasze bezpieczeństwo uzależniamy od geopolitycznych relacji na linii Ameryka-Rosja, na które nie mamy wpływu. Warto tu przypomnieć chińską maksymę „nie wchodzę do gry politycznej, jeżeli nie posiadam właściwych dla niej aktywów”.

Uzależniamy nasze bezpieczeństwo od geopolitycznej gry Ameryki, której znaczna część interesów znalazła się już nad Morzem Chińskim. To tam rozgrywają się obecnie geostrategiczne interesy USA, nie w Europie. Taka lokalizacja może wymusić powstanie porozumienia rosyjsko-amerykańskiego w sprawie Ukrainy, zaś przy proponowanej polityce W. Waszczykowskiego, która jest faktycznie polityką niszczenia solidaryzmu politycznego Unii, Polska w rezultacie może znaleźć się w „szarej strefie”…(Wojciech Domosławski)

całość tu: Niebezpieczna utopia w polskiej polityce zagranicznej

„…III RP jest państwem słabym, znajdującym się w strefie wpływów dwóch mocarstw euroazjatyckich i dlatego – satelickim. Zrozumienie tego stanu rzeczy utrudnia fakt, że nie istnieje jedno centrum władzy politycznej a także to, że część mocarstw starannie skrywa swoje hegemonialne dążenia. Polska leży na peryferiach Zachodu, który, jak zauważa Immanuel Wallerstein, nie ma jednolitego centrum politycznego. Stąd nie podlegamy wpływom jednego mocarstwa, lecz wielu. Na dodatek zależność od niektórych państw przeceniamy, a od innych ledwie dostrzegamy.

…Dominacja gospodarczo-polityczna Niemiec w regionie jest dominacją z upoważnienia Stanów Zjednoczonych. Już w 1989 r. w Waszyngtonie zdecydowano, że w zachodniej części Eurazji Niemcy sprawować będą przywództwo w imieniu USA. Taki był sens amerykańskiej koncepcji „partnerstwa w przywództwie” (partnership in leadership). Wówczas politycy nad Potomakiem byli świadomi ograniczoności zasobów amerykańskiego imperium i dlatego zdecydowali się tworzyć taki układ równowagi, w którym część mocarstw by im podlegała i w ich zastępstwie reprezentowała ich interesy w określonych regionach świata. Niemcy przykładnie wpisują się w realizacje tego strategicznego paradygmatu. Co istotne dzięki współpracy euroatlantyckiej ich globalna waga się powiększa.

Waszyngton i Berlin nie obnoszą się ze swoją współpracą w przywództwie, albowiem od dawna elity polityczne obu państwa deklarują, że polityka równowagi sił i koncert mocarstw to generalnie złe praktyki na arenie międzynarodowej. Manifestowanie ich miałoby negatywny wpływ na wizerunek obu państw. Z tego też powodu „partnerstwo w przywództwie” jest nad Wisłą zazwyczaj niedostrzegane. Zresztą polskie elity polityczne nigdy nie grzeszyły zbytnim zmysłem politycznego realizmu. Dlatego wygodnie im wierzyć w ideologię amerykańskiego przywództwa, które rzekomo na celu tylko i wyłącznie zaprowadzenie dobra, pokoju i dobrobytu na świecie.

Nasza zależność od Rosji jest tematem tabu. Zupełnie nie mieści się w głowach naiwnych Polaków. No bo przecież skoro Zachód, czyli Amerykanie i Niemcy walczą niestrudzenie o wolność i demokrację na arenie międzynarodowej, to na pewno nas obronią przed „imperium zła” oraz nie pozwolą, aby w naszym regionie mogło ono realizować swoje nieczyste interesy. O, sancta simplicitas! Zapominamy, że dla Stanów Zjednoczonych największym koszmarem nie jest wcale odbudowa imperium przez W. Putina, ale jakikolwiek scenariusz dezintegracji postimperialnej Rosji. Wywołałoby to ogromną destabilizację w Eurazji i groziłoby tym, że część ogromnego arsenału jądrowego wpadłaby w niepowołane ręce. Trzeba więc robić wszystko, aby temu zapobiec. Gdyby w grę wchodziło sprzedanie interesów państw środkowoeuropejskich, to z pewnością uznane by to było w Waszyngtonie za niewyśrubowaną cenę. Rozumie to Berlin i dlatego współpraca Niemiec i Rosji trwa w najlepsze. Wspólnym, sztandarowym projektem obydwu mocarstw jest zmonopolizowanie handlu surowcami energetycznymi w naszej części Europy. Służyć temu ma m.in. rozbudowa gazociągu Nord Stream. Jej celem jest utrzymanie uzależnienia naszego regionu od rosyjskiego gazu. Obydwa mocarstwa mają też nadzieje, że gazociąg ten zablokuje powstanie nowego gracza w regionie, czyli Polski.

Najbardziej paradoksalny jest fakt, że to właśnie polskie elity polityczne mimo werbalnej wrogości wobec Rosji od lat wspierają dominację Moskwy na środkowoeuropejskim rynku surowców energetycznych. Jesteśmy jednym z jej najważniejszych klientów, ponieważ prawie całość importowanego gazu i ropy pochodzi właśnie stamtąd. Od roku 1993 wiąże nas umowa z Rosją na dostawy gazu ziemnego i jeśli jest ona renegocjowana to z reguły na gorsze dla nas warunki. Jest ona wymownym świadectwem faktu, że rządzący naszym krajem establiszment torpedował wszelkie posunięcia dywersyfikacyjne, aby utrwalać zależność od Rosji. Takie są niestety fakty.

W Polsce nie rozumiemy, dlaczego tak często mocarstwa zachodnie przedkładają interesy „barbarzyńskiego” imperium kosztem swych mniejszych sojuszników. Zapominamy o regułach koncertu mocarstw, które polegają na tym, że kraje mniejsze i średnie stanowią rodzaj łupu mocarstw. Ich przydatność sprowadza się do tego, że mocarstwa na ich koszt zawierają miedzy sobą kompromisy

…Tisze budziesz, dalsze jedziesz – mówi znane rosyjskie przysłowie. Zamiast krzyczeć, że zamierzamy prowadzić politykę wymierzoną w interesy Niemiec i Rosji, a potem bezradnie przyglądać się temu, jak Berlin i Moskwa skutecznie blokują nasze inicjatywy, lepiej skupić się na realizacji konkretnego przedsięwzięcia. Są bowiem takie dziedziny, w których autonomiczna polityka zagraniczna jest możliwa. Taką okazję daje polityka energetyczna. W jej wypadku nasze geopolityczne położenia, które z reguły było przekleństwem, okazuje się być wielką szansą. Ze względu na swoje centralne położenie Polska może być samodzielnym graczem na europejskim rynku surowców energetycznych, przede wszystkim gazu ziemnego. Chodzi o to, aby mogła dysponować nadwyżkami gazu, które następnie sprzedawałaby z zyskiem…” (Krzysztof Rak)

całość tu: Polska dyplomacja – między mirażem potęgi, a pokusą appeasementu.

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

„…Polska i Węgry współpracują skutecznie w ramach polityki bezpieczeństwa NATO. Razem rozbudowują infrastrukturę gazową i nadal bronią się przed ambitną polityką klimatyczną. Schodząc jednak do konkretów, coraz więcej różni nasze nacje. Kością niezgody jest stosunek do Moskwy, z którą Orban flirtuje, by grać na nosie Komisji Europejskiej. Chociaż spotkanie z Kaczyńskim zapowiada być może współpracę w opieraniu się Komisji razem z Polakami, ci potrzebują Brukseli do obrony przez projektami Moskwy, jak Nord Stream 2 i dezintegracją polityki wspólnotowej: partykularyzmami w Europie Zachodniej w relacjach z Moskwą, próbami rewizji polityki sankcji. W przeciwieństwie do Węgrów, którym na sankcjach nie zależy, a na Nord Stream 2 mogą się zgodzić pod pewnymi warunkami, Polacy mają wiele do stracenia na utracie posłuchu w Komisji Europejskiej, która do tej pory wspierała nas w wyżej wymienionych kwestiach.

Romantyczny sojusz Polski i Węgier przetrwał setki lat. Rośnie także popularność idei Międzymorza, czyli współpracy państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Mało kto dziś wspomina, że u jej gruntu leży właśnie antyrosyjskość, promocja ruchów wyzwoleńczych, czyli swoistych Majdanów, i rozpruwanie Imperium po szwach narodowościowych. Takiego Międzymorza nie poprą współczesne Węgry i wiele nacji regionu, którym zależy na dobrych relacjach z Rosjanami.

Przekuwanie sojuszu polsko-węgierskiego w pragmatyczną współpracę będzie tym trudniejsze, im bardziej rozchodzić się będą te kraje w podejściu do integracji europejskiej i stosunku do Rosji. No chyba, że czeka nas Budapeszt w Warszawie i rewizja polskiej polityki zagranicznej na kształt zmian wprowadzonych przez Wiktora Orbana na Węgrzech. Tu jednak stanie na przeszkodzie antyrosyjski rys polityki Kaczyńskiego. Zmiana linii byłaby trudna do zaakceptowania także z punktu widzenia elektoratu partii Prawo i Sprawiedliwość podnoszącej wciąż kwestię niewyjaśnionych przyczyn katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, brat-bliźniak Jarosława. Z tego względu Orban może być dla niego taktycznym „bratankiem”, ale prawdopodobnie nie zostanie nowym, strategicznym „bratem”.” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kaczyński, Orban – dwa bratanki? 

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i to: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? a także: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę.

„…Gdybym miał w obrazie odmalować ówczesną tragedię polityczną Kraju, przedstawiłbym naród w postaci pochodu, który z pieśnią na ustach, na przemian męczeńską i triumfalną, gnany jest przez siepaczy hitlerowskich w przepaść bolszewicką, a po bokach kroczące szpalery „autorytetów” konspiracji, pilnujących z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł.” – pisał Mackiewicz.

Jakkolwiek „siepaczy hitlerowskich” zastępują dziś szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele, a „przepaść bolszewicka” ma być zaledwie koleiną, wytyczoną politycznym „georealizmem” – obraz nakreślony przez pisarza powinien przerażać swoją aktualnością.

Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.

Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.

Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski, wkracza obecnie w kolejną fazę, w której Rosja i Niemcy mogą liczyć na wsparcie eurołajdaków i pełną współpracę ze strony „elit” III RP. Projekt Prusy Wschodnie – utrzymywania za wszelką cenę otwartej granicy z Kaliningradem, jest symbolem trwałości nowego przymierza i już dziś prowadzi do reaktywacji historycznych demonów. Z kolei, „awans” udzielony jednemu z wysokich przedstawicieli reżimu dowodzi, że cały aparat unijny zostanie zaangażowany w utrwalenie obecnego status quo i będzie zabiegał o utrzymanie Polski w orbicie Moskwy i Berlina.

W ostatnich latach przynajmniej kilkakrotnie mogliśmy dostrzec prawdziwe intencje „wolnego świata”. Entuzjazm, z jakim na Zachodzie powitano zwycięstwo wyborcze Platformy, w roku 2007 i 2011, nie wypływał przecież z troski o polskie sprawy i nie był efektem wysokiej oceny przymiotów politycznych i intelektualnych przedstawicieli rządu Tuska. Podkreślano przede wszystkim, że pragmatyzm nowej władzy pozwoli poprawić relacje z Rosją i wygasić „polską rusofobię”. To dlatego, natychmiast po tragedii smoleńskiej pojawiły się na Zachodzie głosy nawołujące do pojednania polsko-rosyjskiego, zaś niemieckie media nie ukrywały, że „napięcia pomiędzy Polską a Rosją oznaczają dla Berlina kłopoty”. Życzliwość komisarzy i polityków Zachodu, a w szczególności serdeczności Angeli Merkel, mają bardzo konkretny wymiar. W równym stopniu dotyczy on świadomości, że reżim III RP jest tworem wyjątkowo słabym i podatnym na unijne naciski, jak przekonania, że nie będzie on przeciwstawiał się Rosji ani tworzył przeszkód w realizacji polityki pojałtańskiej.

Warto sobie uświadomić, że po roku 1939, 1945 i 1989, kolejna data w polskiej historii nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych draństw, zdrady i zawiedzionych nadziei. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.

Byłoby fatalnie, gdyby Polacy odrzucili tę lekcję historii.

Zbyt łatwo zapomnieliśmy, że postawę Zachodu wobec Sowietów/Rosji wyznaczyły słowa Churchilla o gotowości „sprzymierzenia się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Tym diabłem był wówczas Stalin, mający obronić Europę przez Hitlerem-szatanem. Gdy „diabeł” wykrwawił „szatana” na ziemiach oddalonych od europejskich stolic, przyjęto dogmat, iż każdy, kto występuje przeciwko diabłu, będzie odtąd wrogiem cywilizowanej Europy. Rok 1989 i propagandowe ogłoszenie „upadku komunizmu” stanowił naturalną kontynuację tej mitologicznej postawy wobec „diabła”. Jego przejście na „stronę światłości” powitano jako ostateczne zwycięstwo nad szatanem totalitaryzmu i konsekwencję wspólnej walki z demonem – Hitlerem. Przyczyną tej zbiorowej mistyfikacji była m.in. konieczność moralnego usprawiedliwienia sojuszu z międzynarodowym komunizmem. Bez tego usprawiedliwienia, ideowa wykładnia wojny z Hitlerem, nie byłaby możliwa, albo co najmniej utrudniona. Dzięki niej, dokonano rozgrzeszenia hańby „ładu jałtańskiego”, zaaprobowano farsę procesu w Norymberdze i zapomniano komunistom zbrodnie ludobójstwa, przy których bledną wyczyny Hitlera.

…Wprawdzie historia przyznała rację Mackiewiczowi i obnażyła cynizm i nielojalność aliantów, to przecież pisarza skazano na zapomnienie i marginalizację. Tryumf zaś święcą mitomani, deliberujący o „zwycięstwie Polski w II wojnie światowej” oraz umacnianiu sojuszu z państwami Zachodu. Niezależnie – czy mówią dziś o „zakopywaniu Polski aż po sam czubek głowy, razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”, czy postulują „pogłębianie integracji europejskiej i budowanie polskiej pozycji w Unii Europejskiej” – reprezentują tę samą sektę utopistów i mistyfikatorów, którzy od dziesiątków lat niszczą nasze marzenia o niepodległości.

Trzeba wielkiego zaślepienia, by po doświadczeniach zaborów, wojen i 50-letniej okupacji – nie dostrzec klęski podobnych koncepcji.

Ich twórcy, nie tylko nie wierzą w potencjał Polaków i możliwość zbudowania silnej państwowości, ale porażeni własną niemocą, uczynili z naszego położenia geograficznego, najtrwalsze kajdany. Bo jeśli nie „współpraca” z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie „zbliżenie” z Zachodem, to moskiewski jasyr.

Przekleństwo georealizmu będzie nam ciążyć tak długo, jak długo dajemy wiarę, że Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle. cdn.” (Aleksander Ścios całość tu: NUDIS VERBIS – 1 Diagnoza)

podobne:  „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i to: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. oraz: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.

„…w roku 2013, po kilkuletniej przerwie spowodowanej „resetem” dokonanym 17 września 2009 roku przez prezydenta Obamę w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, Stany Zjednoczone powróciły do aktywnej polityki w Europie Wschodniej. Polska ponownie trafiła pod amerykańską kuratelę i ponownie podjęła się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, co objawiło się w postaci postępowania, polegającego na żyrowaniu przez Polskę w ciemno wszystkiego, co zrobią tamtejsi Umiłowani Przywódcy w rodzaju Arszenika Jaceniuka. Piotra Poroszenki, czy największej osobliwości w postaci Michała Saakaszwiliego. Kontynuacją tego było zadeklarowanie kijowskim dygnitarzom przez pana prezydenta Dudę 4 miliardów złotych pożyczki, żeby mogli sobie jeszcze przez jakiś czas z czego pokraść. Już mniejsza o to, w jaki sposób pan prezydent uzbiera taką sumę („nie mam głowy, jak ty to uzbierasz” – śpiewała Izabela Trojanowska), bo ważniejsze jest pytanie, czy jesteśmy skazani na bęcwalstwo, czy też z powrotu USA do aktywnej polityki w Europie Wschodniej Polska mogłaby uzyskać jakieś korzyści?

Skoro Polska już podjęła się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to byłoby bardzo niedobrze, gdyby tę rolę odgrywała za darmo – jak to było za prezydenta Kaczyńskiego. Polska – po pierwsze – powinna uzyskać od Stanów Zjednoczonych zapewnienie, że USA nie będą wywierały na Polskę żadnych nacisków w sprawie realizacji tak zwanych „roszczeń majątkowych”, jakie Żydzi wysuwają wobec naszego nieszczęśliwego kraju, a po drugie – że ponieważ Polska, wychodząc naprzeciw amerykańskim oczekiwaniom i podejmując się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, siłą rzeczy stała się państwem frontowym, to oczekiwalibyśmy, że USA potraktują Polskę tak samo, jak traktują inne państwo frontowe, to znaczy Izrael. W praktyce chodziłoby o finansową kroplówkę w wysokości 4 mld dolarów rocznie, plus udogodnienia wojskowe, z jakich korzysta Izrael. I jedna i druga sprawa ma żywotne znaczenie z punktu widzenia polskich interesów państwowych i uważam, że władze polskie powinny starać się uczynić z tego probierz jakości stosunków amerykańsko-polskich. Postępowanie przeciwne oznaczałoby polską zgodę na instrumentalne traktowanie naszego państwa, a byłoby niedobrze, gdyby politycy amerykańscy przyzwyczaili się, że Polskę nie tylko można, ale tak właśnie trzeba traktować.

Wprawdzie sojusz amerykańsko-polski ma wszelkie znamiona sojuszu egzotycznego (polega on na tym, że jeśli jeden sojusznik traci niepodległość, to drugi może nawet tego nie zauważyć), ale o ile tej egzotyki nie możemy wyeliminować z uwagi na okoliczności obiektywne, to przecież możemy ją zmniejszać przez odpowiednie postępowanie, w którym również Polonia amerykańska mogłaby oddać Polsce wielką przysługę. Warto zwrócić uwagę, że zapowiedzi rozlokowania m.in. na terenie Polski amerykańskiego wojska „w sile brygady pancernej”, czy urządzenie tu amerykańskich magazynów ciężkiej broni, to nie to samo. Ani bowiem te wojska nie będą podlegały polskim władzom, tylko będą wykonywały rozkazy przywódców amerykańskich, ani broń tu zmagazynowana nie będzie mogła być wykorzystana przez Polskę bez zgody jej właścicieli. Dlatego Polska jest zainteresowana modernizacją WŁASNYCH sił zbrojnych, które nie tylko stanowią element sił zbrojnych NATO, ale w dodatku są rozlokowane na wschodnim skraju obszaru obrony Paktu Atlantyckiego. Ich wzmocnienie leży zatem w interesie wszystkich członków NATO, a jednocześnie wychodzi naprzeciw polskim interesom państwowym. I tylko takie zgrywanie interesów Paktu Atlantyckiego z polskimi interesami państwowymi pozwoli Polsce na uzyskiwanie korzyści z faktu uczestnictwa w NATO.

Obecne podróże pani premier Beaty Szydło, prezentowane przez życzliwą państwową telewizję jako dyplomatyczna ofensywa, stwarzają dobrą okazję do zastanowienia się nad jeszcze jedną sprawą, a mianowicie – powrotem do Heksagonale – jednak uzupełnionego i poprawionego…

…Chodzi oczywiście o tak zwane „Międzymorze”, to znaczy Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Słowenię, Chorwację, Serbię, Rumunię i Bułgarię – a więc państwa leżące między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zamieszkuje je ponad 80 milionów ludzi, a więc mniej więcej tylu, ilu w samych Niemczech. Międzymorze nie stanowiłoby więc zagrożenia dla nikogo, natomiast mogłoby spełniać rolę sojuszu realnego dla swoich uczestników pod warunkiem uniknięcia błędu popełnionego podczas poprzedniej próby pod nazwą „Heksagonale”, która nie miała dostatecznie silnego lidera, czy ściślej – protektora. O tym właśnie pisał m.in. we wspomnianym artykule Jan Nowak-Jeziorański – że „ze Stanami Zjednoczonymi na czele”. Brak tego protektora sprawił, że Niemcy z łatwością tę inicjatywę storpedowały i próżnię polityczną, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji stamtąd sowieckiego imperium, zaczęły wypełniać poprzez rozszerzanie na wschód Unii Europejskiej, której były niekwestionowanym politycznym kierownikiem. W tej sytuacji współpraca polityczna w ramach Grupy Wyszehradzkiej, powinna być m.in. skierowana na przekonywanie polityków amerykańskich do koncepcji Międzymorza nie tylko jako zapory przed ewentualną rosyjską ekspansją w kierunku zachodnim, ale również jako przeciwwagi dla strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które miałoby wyznaczać ramy polityki europejskiej. Wydaje się, że obecna sytuacja sprzyja powrotowi do tamtej – ale uzupełnionej i poprawionej – koncepcji. Polska polityka zagraniczna uzyskałaby wtedy perspektywę szerszą niż dotychczasowe zadaniowanie starych kiejkutów – a to byłaby niewątpliwie „dobra zmiana”. (Stanisław Michalkiewicz – Szumią morza trzy)

podobne: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej  polecam również: Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu  oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„…Kacper Kujawski: Czy uważa pan że w obecnych realiach geopolitycznych jest realne utworzenie intermarium – ta perspektywa jest ostatnio trendem w myśli amerykańskiej polityki zagranicznej jako osłabienie tandemu Rosja – Niemcy.

Nie tylko realne, ale i docelowo konieczne. Rzecz w tym, kto będzie tym międzymorzem rządził? Czy będzie to rzeczywista reaktywacja Wielkiej Rzeczypospolitej (czego nieodzownym momentem musi być podniesienie Korony polskiej), czy też ukonstytuowanie się „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym” od Odessy, Konstancy i Kiszyniowa do Wrocławia i Szczecina – ? Uwaga: sytuacji nie ułatwia fakt, że to drugie będą nam zapewne sprzedawać właśnie w opakowaniu propagandowym „polityki jagiellońskiej” – wmawiając przy tym naiwnym słuchaczom, że jej istotą jest rzekomo „wielokulturowość”. Pamiętajmy więc, że „wielokulturowość”, owszem, w sensie respektowania staropolskich reguł nieingerencji państwa w sprawy prywatne: „wolnoć Tomku, w swoim domku”. Ale co innego sprawy publiczne, w których rządzić będą albo zasady cywilizacji łacińskiej wywiedzione z katolickiego personalizmu, albo kolektywistyczny trybalizm.

Wszelkie przymierza, ma się rozumieć, muszą być oparte na wspólnocie interesów. Róbmy więc dobre interesy z kim się tylko da. Zastrzegam, że moje suygestie nie zakładają gwałtownego zrywania jakichkolwiek kontaktów, które już działają. Ale trzeba wszystko widzieć we właściwych proporcjach. Warto np. zauważyć, że jeśli już o interesy chodzi, to np. z USA mamy wymianę handlową na tym samym poziomie, co z Belgią – więc, z całym szacunkiem, nie tu jest klucz do naszego wzrostu gospodarczego. Gdzie go zatem szukać? Przede wszystkim: znieść żelazną kurtynę, którą pod dyktando UE i USA utrzymujemy na naszej wschodniej granicy – należy do tego dążyć ze wszystkich sił, a przemawiają za tym wszelkie względy ekonomiczne i geostrategiczne. Mówiłem o tym wielkokroć, nie powtórzę tu kompletnej argumentacji – ale w najbliższym otoczeniu to Białoruś (!) jest ostatnim otwartym jeszcze dla nas oknem możliwości. Jeśli mamy kiedyś doprowadzić do nowego otwarcia w kontaktach z Moskwą – to właśnie via Mińsk. Oczywiście prezydent Łukaszenka musiałby najpierw zobaczyć, że ma w Warszawie z kim rozmawiać – co po latach odrzucania wszelkich ofert z jego strony i retransmitowania przez nas na Wschód demokratycznego frazesu nie będzie wcale takie oczywiste. Oczywiście jest Budapeszt. Ale trzeba budować dłuższą oś: droga do Mińska wiedzie być może przez Ankarę z jednej, a Sztokholm z drugiej strony. Aby obronić nasza suwerenność musimy szukać wyjścia z pułapki geopolitycznej w jakiej tkwimy od stuleci. Pilnie należy zacząć wykorzystywać wszelkie możliwości w relacjach handlowych z Chinami. Obsługa europejskiej końcówki „nowego szlaku jedwabnego” to wspaniała perspektywa – nic dziwnego, że wszyscy inni chcieliby czerpać z tego profity (to nb podstawowa współczesna przesłanka koncepcji „kondominium” na naszym terytorium)…” (Grzegorz Braun, całość w wywiadzie dla Polskiego Piekiełka)

„…Projekty Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS) oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji (AIIB) stały się punktami uwagi dla praktycznie wszystkich krajów na świecie. Nowy Jedwabny Szlak doskonale wpisuje się również w koncepcję Międzymorza w Europie Środkowo-Wschodniej… 

Nowa koncepcja skupia się przede wszystkim na Ukrainie, Białorusi i Litwie, jako hubie łączącym Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym i praktycznie całkowicie pomija Polskę oraz Rosję. W takim układzie, rozwiązanie to najbardziej uderza jednak w interesy Polski. Ukraińska megalomania umieszcza ponownie dzikie pola w sercu Europy zapominając, że dla Chin priorytetem jest wymiana handlowa z Europą, a nie z państwami byłego ZSRR. Następstwem takiego procesu jest z kolei apel ukraińskich władz o większe zaangażowanie Niemiec i Chin w procesy gospodarcze na Ukrainie oraz wsparcie rozwoju infrastruktury. Nie trzeba tutaj dużej wyobraźni, aby zrozumieć, że historia zatacza tutaj właśnie duże koło i niedługo może się okazać, że perspektywa współpracy Niemcy-Rosja-Ukraina-Chiny będzie wyjątkowo kusząca dla nowych władz Ukrainy…

…Bardzo ciekawa jest ukraińska koncepcja połączenia Nowego Jedwabnego Szlaku z państwami Unii Europejskiej. Nie biegnie ona bowiem, jak dotychczas przez Lwów do Polski, lecz na północ w kierunku Białorusi. Prowadzi przez Mińsk i Wilno aż do litewskiego portu w Kłajpedzie. Jest to właśnie wschodni projekt Międzymorza bez udziału Polski. Historycznie rzecz ujmując – jest to powstanie Wielkiego Księstwa Litewskiego (dzięki wsparciu Chińskiej Republiki Ludowej), w jego pierwotnych granicach, czyli od Bałtyku i Żmudzi przez Galicję Wschodnią aż po Odessę. Pierwsze sygnały dotyczące takiej koncepcji już wiele lat temu wysyłał Aleksander Łukaszenka.

Koncepcja ta, w której Ukraina staje się hubem, komplikuje teoretycznie eksport do Unii Europejskiej. Jednakże projektantom nie zabrakło tutaj wyobraźni. Pojawiły się nawet delikatne sugestie, że w najbliższym czasie możliwa jest również zmiana granic na Pomorzu oraz Śląsku. Ukraińcy wskazują, że póki co – na Ukrainie nie ma sił politycznych nawołujących do zwrotu Lwowa do Polski – natomiast w Polsce działa liczna partia „Autonomii Śląska”, której celem jest „powrót do Niemiec”. Nie będę tutaj oceniał ile jest w tym kłamstwa, a ile prawdy, lecz uznam, że bezsporny jest fakt, iż prowadzenie „polityki historycznej” i rewizjonistycznej, to broń, która ścina w obu kierunkach. W realnej perspektywie rozpadu Unii Europejskiej takie mechanizmy polityczne oraz kolorowe rewolucje wspierane z zewnątrz – powinny być szczególnie poważnie potraktowane. Ewentualne zmiany geopolityczne miałyby nastąpić w okolicznościach rozpadu Unii Europejskiej, co stawiałoby gospodarkę Niemiec w centrum nowego układu sił w Europie Zachodniej. Nowe granice i nowy rozkład linii transportowych umożliwiałby nie tylko połączenie drogą morską, lecz również drogą lądową od Wilna do Kaliningradu oraz w kierunku Hamburga.

Nie jest to niestety pierwszy objaw ukraińskiej megalomanii i nacjonalizmu, gdzie punktem odniesienia dla interesów Ukraińców jest współpraca ukraińsko-niemiecka, kosztem dobrych relacji z Polską. Z tych koncepcji wynika bowiem jasno, że Ukraina przedkłada współpracę z Niemcami i Białorusią z całkowitym pominięciem Polski(Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Ukraina proponuje Międzymorze bez Polski

podobne: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło  a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.

„…Anglia nie ma wiecznych wrogów, ani wiecznych przyjaciół, ale za to ma wieczne interesy. Polacy też mają swoje interesy i właśnie od ich respektowania zależy nasz dobrobyt i samo istnienie. Ale te interesy trzeba jasno wyartykułować.

pytanie USA czy Chiny jest zasadne – pod warunkiem zachowania własnej podmiotowości. Ktoś powie, że to pomylony pomysł, bo interesy USA i Chin się wykluczają, a my jesteśmy zbyt słabi. To prawda, że wykluczają, ale nie na terenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, która oddziela Niemcy od Rosji. Tę ścianę, lub współcześnie – mur, chcą zbudować Amerykanie i Chińczycy. Jeżeli Niemcy oficjalnie piszą o polsko-amerykańskiej zmowie, to musi ona już mieć realne kształty. Ponadto działania polskiego rządu wskazują na takie poparcie. I niezależnie od politycznej opcji należy „kuć żelazo póki gorące”. Jak mawiał Piłsudski, stwarzać fakty dokonane.

Przy tak zarysowanym planie musi pojawić się pytanie, jaką cenę ma takie poparcie? Do czego więc Polacy się zobowiązali wobec Amerykanów, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że w polityce nic nie ma za darmo. A skoro tak jest, a interes Amerykanów i Chińczyków na terytorium Polski pokrywa się z naszym, to może warto przyjąć propozycję chińską 16+1 i w ten sposób wzmocnić swoją pozycję przetargową wobec nie tylko Europy Środkowo-Wschodniej, ale również wobec Rosji i Niemiec, a także samych Amerykanów i Chińczyków.

…Oczywiście takie rozwiązanie będzie budziło opór Rosjan, Niemiec, ale również i USA. Ale z Amerykanami to nie my powinniśmy negocjować, lecz Państwo Środka, które jest zainteresowane wzmocnieniem Europy Środkowo-Wschodniej – oczywiście dla swoich celów. Ale te cele, warto przypomnieć, że w wyjściowej pozycji pokrywają się z naszymi. Dlaczego nie mamy skorzystać z okazji i wejść na drogę ku lepszej Polsce, tym bardziej, że w amerykańskiej świadomości dyplomatycznej już żyje wizja Polski, jako lidera Europy Środkowo-Wschodniej. Stworzył ją Stratfor, prywatna agencja wywiadu George’a Friedmana. Siła tej koncepcji będzie zależała od siły poparcia państw tego regionu.

Polska chcąc obronić swoją godność i wolność, musi wcześniej wejść w odpowiednie sojusze odporowo-obronne i wyłonić z siebie elity na odpowiednim poziomie, które potrafią myśleć po polsku, wyczuć odpowiedni moment i zastosować odpowiednią taktykę. Koncepcja „z nikim” nie oznacza samodzielnie lub samotnie. (Ryszard Surmacz • wpolityce.pl całość tu: WSTAJEMY Z KOLAN I NIE MAMY DROGI ODWROTU)

podobne: „Między Niemcami a Rosją”, czyli Polska niepodległa w trzech scenariuszach  i to: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy? a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ.

„…12 lutego 2016 roku w Monachium weszliśmy w nową erę. Tak jak XX wiek rozpoczął się od upadku potęgi Europy kontynentalnej i zakończył ostatecznie epokę imperializmu kolonialnego, tak XXI wiek rozpoczyna się od upadku chrześcijaństwa i zakończy się upadkiem całej zachodniej cywilizacji.

Konferencja w Monachium przejdzie do historii podobnie jak konferencje w Teheranie, Jałcie czy Poczdamie. Nieoficjalne doniesienia mówią o tym, że Stany Zjednoczone porozumiały się z Rosją w sprawie podziału stref wpływów w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W zamian Rosja zobowiązała się do pohamowania rozwoju gospodarczego Chin w Kierunku Europy, poprzez blokadę wszystkich projektów transportowo-lądowych, w tym Nowego Jedwabnego Szlaku. Jednocześnie Niemcy potwierdziły swoje zaangażowanie we wsparcie gospodarcze dla Rosji i zagwarantowały odbiór gazu i innych surowców rosyjskich przez następne dekady. Mniej więcej w tym samym czasie zniesiono sankcje gospodarcze dla Białorusi, co de facto umożliwiło zniesienie sankcji na Rosję, gdyż teraz jej towary będą płynąć przez Białoruś z nowymi etykietami. Innymi słowy, Stany Zjednoczone zdecydowały się również zrekompensować Niemcom i Rosji straty materialne związane z izolacją Chin poprzez oddanie wolnej ręki w Europie Środkowo-Wschodniej oraz odstąpieniem od dalszego wsparcia Turcji na Bliskim Wschodzie.

Ustalenia i umowy w zakresie nowego ładu na świecie odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Podczas, gdy mocarstwa światowe ustalały podział swoich stref wpływów – polscy politycy topili się w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. W nowym układzie sił gwarantem stabilizacji są Stany Zjednoczone, Niemcy i Rosja. Natomiast najbardziej poszkodowane i pominięte są trzy kraje: Polska, Turcja i Chiny. Pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Rumunia, Czechy, Węgry i Słowacja – nie były praktycznie w ogóle brane pod uwagę jako istotne elementy rosyjskiej strefy wpływów.

Ktoś, kto był obecny na konferencji w Monachium mógł odnieść wrażenie, że cofnął się w czasie o 25 lat. Była to konferencja, na której nieustannie obecne były takie hasła jak: walka z terroryzmem, nowa zimna wojna, nowy układ sił, Syria, Turcja, Irak, ISIS. Najbardziej wyeksponowanymi elementami wyposażenia były flagi USA, Rosji, Niemiec i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Polityków Europy Środkowo-Wschodniej celowo ustawiono na świeczniku w centrum dyskusji z osobami o trzeciorzędnym znaczeniu. Kluczowe decyzje podejmowane były za zamkniętymi drzwiami.

Nowy układ sił zakłada, że Rosja zapewni spokój w Syrii i w Iranie, natomiast USA zapewnią spokój w Iraku i jego peryferiach. Jednocześnie Rosja otrzymała wolną rękę w regionie Europy Wschodniej (były bufor ZSRR), w zamian za dopilnowanie, aby Nowy Jedwabny Szlak nigdy nie powstał. USA będą blokować morskie drogi rozwoju Chin, a Rosja będzie blokować lądowe drogi rozwoju Chin. Rosja zobowiązała się do odstąpienia z agresywnej polityki wobec Japonii, natomiast USA skasowały wszystkie swoje projekty w Europie Środkowo-Wschodniej. Nigdy w Polsce nie powstaną amerykańskie bazy i nigdy w Polsce nie będzie stałej obecności wojsk NATO z USA lub Europy Zachodniej.

Zaskoczeni?

Gdzie jest tarcza antyrakietowa? Gdzie jest szpica NATO? Zamiast wielkich projektów pozostały do dzisiaj wielkie, puste obietnice. Zbliża się do końca druga kadencja Baracka Obamy i poza wspólnymi ćwiczeniami kilku tysięcy żołnierzy – nie wprowadzono ŻADNYCH rozwiązań, które mogłyby zapewnić nam bezpieczeństwo przed Niemcami lub Rosją… 

…Amerykanie mają jedną, bardzo prostą zasadę, którą kierują się w polityce i bezpieczeństwie: biznes…” (Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Zdrada w Monachium

…Pan Różyński zwraca uwagę na dość przykre ale rzeczywiste fakty, które wynikają choćby z obserwacji tego co się stało na Ukrainie (doszło tak naprawdę do rozbioru tego kraju) i tego co się dzieje w Syrii, gdzie doszło do zaangażowania się sił zewnętrznych w jej sprawy wewnętrzne, i gdzie na jej granicy „doszło do powstania” tzw. „państwa” islamskiego”, które stało się dla USA i Rosji pretekstem do „bohaterskiej” interwencji. Pomimo oficjalnej wrogości między USA i Rosją, oba kraje już od dłuższego czasu działają jakby w cichym porozumienia na obu kierunkach/frontach (kosztem wspomnianych państw) w których wewnętrzne sprawy mocno się zaangażowały. To ciche porozumienie spowodowane jest moim zdaniem „zagrożeniem” jakie dla swoich interesów obie strony widzą w osobie nowego hegemona na międzynarodowej scenie politycznej – Chin. Polska jak zwykle jest tu tylko pionkiem, który jedna strona chętnie poświęci dla zadowolenia drugiej, żeby tylko uratować ważniejsze figury na szachownicy, czyli własny interes. W tej sytuacji uważam że powinniśmy jak najszybciej otworzyć swój rynek interesów na Chiny (i nie mam tu na myśli ścisłej współpracy politycznej ani militarnej).

Uważam że w obecnym niekorzystnym układzie dogadywania się USA z Rosją ponad naszym interesem, tylko w sytuacji kiedy ktoś spoza tandemu Rosja/USA będzie miał u nas swój żywotny interes, wspomniane państwa będą zmuszone podbić własną ofertę by zjednać sobie Polskę i zacząć ją traktować jako ważnego partnera w kontaktach bilateralnych. Kierując się logiką opartą o zasadę konkurencji – skoro wszyscy widzą w Polsce geopolitycznie strategiczny klucz do rozgrywek w Europie, to właśnie tym powinniśmy grać. Nie tylko z USA, ale również z Rosją i Chinami. Skoro Amerykanie nie kierują się wobec nas sympatiami a wyłącznie własnym interesem (i dość na to przykładów), to dziwię się że mimo tej świadomości tak chętnie poświęcamy dla nich własną rację stanu, tym bardziej kiedy USA co i raz oddaje Polskę rosyjskim wpływom. Uważam że nie warto w ciemno (i za darmo) iść za USA kiedy tylko im to pasuje. Zwłaszcza że do tej pory niczego w zamian nie otrzymaliśmy, a kolejny raz wymachujemy papierowymi gwarancjami ryzykując konflikt zbrojny z sąsiadem, podczas gdy USA notorycznie odmawia nam baz wojskowych i broni antyrakietowej. Nie wspominając o tym że jesteśmy ciągle energetycznie uzależnieni od Rosji.

Faktem jest że Chiny mając w planach projekt gospodarczy pod nazwą „jedwabny szlak” (Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku), widzą w nim Polskę jako istotny kraj tranzytowo przeładunkowy dla swoich towarów. Być może gdyby zainwestowały w infrastrukturę, tudzież otworzyły u nas filie swoich firm, zmieniłaby się optyka postrzegania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Chodzi o to żeby Chiny miały u nas swój kawałek tortu, i to na tyle duży żeby Rosja i USA zastanowiły się czy warto destabilizować kraj w którym ktoś taki jak Chiny ma swoje żywotne interesy.

W międzyczasie dobrze by było gdyby PIS zmienił swoją politykę wewnętrzną. Zamiast zadłużać kraj, podnosić podatki, zmuszając w ten sposób Polaków do emigracji, trzeba uwolnić potencjał naszego narodu, który bogacąc się mógłby udźwignąć koszt utrzymania silnej i o wysokim morale armii. Tyle że od bandy socjalistów o lepkich łapach na pieniądze obywateli nie da się tego wymagać. Czeka nas zatem powolne zwijanie się narodu (zwłaszcza jak dziura w ZUSie zacznie pochłaniać wszystkie daniny publiczne) w którym będzie narastać frustracja wobec „elit” politycznych i coraz większe rozczarowanie krajem. Czeka nas degrengolada gospodarcza, antypatriotyczna i moralna, bo urządzanie spędów/wieców z racji katastrofy smoleńskiej to za mało żeby wyzwolić w Polakach miłość i oddanie dla kraju. Obstalowanie bezrobotnych z własnego zaplecza politycznego na czyszczonych po POprzednikach stanowiskach to nie jest ten cud gospodarczy na który czekają miliony rodaków w Polsce i za granicą, a 500 + tylko przyspieszy załamanie się finansów państwa.

Jakkolwiek się potoczą zakulisowe ustalenia w Monachium, i czy rzeczywiście Polska została (nie)jawnie sprzedana przez USA Rosji w zamian za jej pozyskanie do szachowania rozwoju Chin, tak w niczym nie zmienia to faktu że obok „zdrady” Amerykanów mamy przede wszystkim problem z Rosją, która ciągle traktuje Polskę jako „swoją zagranicę” i raz za razem podnosi lament kiedy Polska próbuje budować swoje bezpieczeństwo w oparciu o USA. Tylko ślepiec może nie widzieć tego, że choć Rosja pogardliwie odnosi się do naszej zależności od USA, to bardzo chętnie widziałaby środek ciężkości zależności naszego kraju we własnych łapach.

Proszę zwrócić uwagę również na to że choć rusofilskie środowiska traktowały i prezentowały Rosję w oczach opinii publicznej jako ostatnią linię obrony przed „NWO”, to Rosja po raz kolejny pokazała że jej „sprzeciw” i „opór” przeciwko temu projektowi był wyłącznie grą, by wywalczyć dla siebie jak najlepszą pozycję w nowym rozdaniu (o czym więcej tu: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). Rosja weźmie udział w każdym korzystnym dla niej układzie jeśli się jej tylko dobrze zapłaci (albo zrekompensuje koszty)… (Odys)

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.  i to: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. a także: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka?  polecam również: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Tania ropa: dla jednych szansa dla innych kłopot, petrolandy walczą o przetrwanie. Nord Stream 2 kontra dywersyfikacja, który projekt upadnie? Połączenie elektroenergetyczne z Litwą rozpoczyna pracę. Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej.


petrodolar (dolar, ropa)

*

„…kraje Zatoki Perskiej nie zmniejszają eksportu ropy. Liderem strategii walki o rynek jest największy eksporter kartelu OPEC, czyli Arabia Saudyjska…

Pozwala to Saudyjczykom na dalszą walkę o rynek przy użyciu niskiej ceny z rywalami jak USA i Rosja. Obawiają się oni, że obniżenie eksportu zwiększyłoby rentowność wydobycia w Ameryce Północnej i utrudniło wojnę cenową. Ponadto, zmniejszenie presji na rynek stworzyłoby lukę, którą szybko mógłby wypełnić Iran, z którego USA i Unia Europejska zniosły sankcje, co umożliwiło jego powrót do eksportu surowca na Zachód. Rijad ma również wątpliwości, czy ograniczenie wydobycia przy znacznej nadpodaży na rynku miałoby w ogóle wpływ na cenę surowca.

Za ograniczeniami opowiadają się najbardziej dotknięte obniżką cen kraje OPEC na czele z Wenezuelą, która wezwała do zwołania kryzysowego spotkania karteli….

„…Rosja jest przeciwnikiem cięć wydobycia, bo nie wierzy w ich skuteczny wpływ na ceny ropy. Sieczin wskazywał także, że nagła zmiana pracy może zaszkodzić infrastrukturze wydobywczej w jego kraju.

Przeciwko cięciom opowiada się także Iran, któremu zależy na szybkim odzyskaniu udziałów na rynku europejskim, z którego wypchnęły go sankcje ONZ. Obecnie zostały one zniesione, a Teheran planuje podbój rynku. Zainteresowanie jego surowcem sygnalizowali nie tylko importerzy z Europy Zachodniej, ale także polski PKN Orlen, szukający nowych możliwości dywersyfikacji dostaw.

Porozumienie w sprawie cięć uprawdopodobniają z kolei problemy budżetowe spowodowane taniejącą ropą naftową. Kraje uzależnione od jej eksportu zużywają rezerwy walutowe, wprowadzają cięcia wydatków i sprzedają obligacje. Rozważają także różne formy prywatyzacji.

Na Zachodzie kolejne firmy naftowe notują straty, nie wyłączając gigantów, jak BP i Exxon Mobil. Agencja Standard & Poor’s obniżyła ratingi kredytowe dla Chevrona, Exxon Mobil, Continental Resoruces, Southwestern Energy i Hess. Spadł także rating europejskiego Shella. Nie ma to jednak wpływu na budżety krajów zachodnich, które nie są uzależnione od sprzedaży ropy naftowej.

Na podobną niezależność liczy Iran. To petrostate planuje zdywersyfikować gospodarkę poprzez inwestycje w eksport innych towarów. – Oczywiście spadek cen ropy to dla nas presja, ale poza tym postrzegamy go jako szansę – powiedział prezydent Hassan Rouhani w państwowej telewizji. Gotowość do podobnej przemiany deklaruje Arabia Saudyjska, która w budżecie na 2016 rok wprowadziła istotne cięcia ograniczające subsydia dla obywateli opłacane petrodolarami…

…Rosjanie planowali budżet na 2016 rok uzależniony od średniej ceny baryłki na poziomie 50 dolarów. Tymczasem w styczniu jej wartość spadła na chwilę poniżej 30 dolarów i oscyluje wokół tego poziomu. To zagrożenie dla wydatków państwa, jednak w celu utrzymania stabilności politycznej, która dla reżimu Władimira Putina jest najważniejsza, Rosjanie nie zdecydują się na reformy strukturalne. Będą dalej zużywać rezerwy walutowe i pozbywać się sreber rodowych, czyli akcji najważniejszych spółek. Te trafią i tak w ręce wybranych ludzi z otoczenia grupy trzymającej władzę…”

podobne: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy? oraz: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? i to: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu.  

„…Prywatyzacja rosyjskiej własności państwowej będzie się odbywać w trudnych warunkach, w obecnej sytuacji fiskalnej. Nie może być odkładana – powiedział minister rozwoju ekonomicznego Aleksiej Uljukajew.

W latach 2014-2015 rynek zaczął tracić, a obecnie czekamy na poprawę sytuacji. Wiemy już, że czas na działanie i nie ma na co czekać. Sytuacja fiskalna jest krytyczna. Nie należy spodziewać się szybkiej poprawy. To zmusza nas do przeprowadzenia jak najbardziej efektywnych transakcji na wyjątkowo nieprzyjaznym rynku – przyznał minister.

W tym kontekście Uljukajew przedstawił optymistyczną puentę. Jego zdaniem udane prywatyzacje z lat 2011-2013 dają nadzieję na powodzenie w 2016 roku.” 

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze!

„…Gazeta Kommiersant dotarła do szacunków makroekonomicznych rosyjskiego ministerstwa finansów, z których wynika, że plan kryzysowy w budżecie na 2016 rok jest możliwy do utrzymania przy średniej cenie ropy naftowej na poziomie 40 dolarów. Jeżeli średnia cena surowca spadnie średnio do 25 dolarów za mieszankę rosyjską Urals, budżetu nie uda się domknąć, a państwo zbankrutuje…

Zdaniem gazety dotąd nie ma planów budżetowych na ewentualność obniżki średniej ceny Urals do 25 dolarów za baryłkę. Przy takiej cenie deficyt ma znacznie przekroczyć poziom 5,1 procent PKB i wynieść według Kommiersanta 6-7 procent. Wymuszałoby to dalsze cięcia i obniżkę świadczeń dla obywateli Rosji. To z kolei oznaczałoby kolejne uderzenie w wzrost gospodarczy kraju, większy wzrost inflacji, spadek inwestycji i zysków z handlu.

W ramach walki z kryzysem rząd zamierza skorzystać z rezerw. Przy cenie 40 dolarów za baryłkę z Funduszu Bogactwa Narodowego, w którym obecnie znajduje się 3,7 bln rubli, w 2016 roku ma zniknąć 2,1 bln. Prywatyzacja ma zapewnić 873 mld rubli. Przy cenie 25 dolarów za baryłkę deficytu budżetowego nie uda się pokryć z rezerw rządu. Wtedy konieczne będą dodatkowe środki. Z tego właśnie względu rząd rozważa podwyżkę podatku od wydobycia ropy w 2017 roku…”

podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji. a także: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach

„…Ze względu na niską rentowność, rosyjskie firmy wydobycie na istniejących odwiertach, ale nie podejmują nowych. – Nowe projekty, które mogłyby przynieść zysk za 10, 15 lat, zostały praktycznie zamrożone. – Z tego względu istnieje ryzyko szybkiego zczerpania eksploatowanych już złóż. Zużycie ich bez szans na zastąpienie wydobycia nowymi odwiertami to tykająca bomba – ocenia Michaił Krutuchin, analityk Moscow Carnegie Center. – Początek szybkiego spadku wydobycia może się zacząć na koniec 2016 roku lub na początku 2017 roku. Z prognoz firm naftowych wynika, że spadnie ono z 534 mln ton w 2015 roku do 297 mln w 2035 roku.

Ten proces pogłębiają sankcje USA i Unii Europejskiej odcinające spółki od finansowania oraz technologii. Problemem może być jednak także kryzys budżetowy. Według różnych szacunków Rosjanom wystarczy rezerw na finansowanie budżetu do 2017 roku.

Podobnie jest z Arabią Saudyjską. Receptą na wypełnianie luki dochodów z ropy naftowej jest zużywanie rezerw budżetowych.Ropa naftowa zapewnia około 70 procent dochodów Królestwa. Ma ono jednak jeszcze 630 mld dolarów rezerw finansowych, które wydają w tempie 5-6 mld miesięcznie – podaje New York Times. Wprowadziło także cięcia subsydiów dla obywateli, m.in. w postaci podwyżki dotowanych cen benzyny. Rozważana jest również prywatyzacja części aktywów, w tym perły w koronie, czyli Saudi Aramco.

Chociaż życie z oszczędności pozwala Saudyjczykom na dalszą walkę o rynek ropy z konkurencją z USA i Rosji, to zagraża stabilności gospodarczej kraju. W kuluarach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos krążyła plotka o tym, że Rijad może uwolnić kurs riala w stosunku do dolara. Oto jak kryzys cen ropy zamienia się w kryzys budżetowy, a ten w kryzys gospodarczy. W BiznesAlert.pl pisaliśmy o ryzyku efektu domina na rynku walut krajów Zatoki Perskiej. Uelastycznienie kursu wprowadziły już Kazachstan i Azerbejdżan. Ten drugi kraj stanął przed widmem bankructwa.

Jeżeli w 2017 roku rozpoczną się kryzysy budżetowe krajów naftowych, w tym tych z Bliskiego Wschodu, możliwe są wojny, po które sięgają reżimy w ostateczności, gdy chcą skonsolidować społeczeństwo wokół przywódcy. Mogą wybrać izolację i poszukiwania nowego socjalistycznego modelu niezależnego od czynników zewnętrznych. Możliwe też jednak, że po raz kolejny, jak bywało w przeszłości, zwrócą się o pomoc do Zachodu. Wtedy okaże się gdzie leży zapomniany środek ciężkości światowej gospodarki.

Przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego odwiedzą Azerbejdżan, by omówić warunki możliwej pożyczki na 4 mld dolarów. Ma ona wykluczyć ryzyko bankructwa tego kraju w wyniku spadku cen ropy naftowej.

Spadek cen ropy naftowej uderzył w wartość walut krajów naftowych. MFW i BŚ szacują, że z tego względu w Ameryce Południowej możliwa jest największa recesja od lat. Zwrócenie się o pomoc do MFW rozważa nawet komunistyczna Wenezuela.

…Bank Światowy przewiduje, że w tym roku średnia cena baryłki wyniesie 37 dolarów, co będzie miało długofalowe konsekwencje. Ostrzegł, że spowolnienie gospodarcze w Chinach i innych gospodarkach potrzebujących ropy, może się pogłębić, co dodatkowo zwiększy presję na spadek cen.

Jeżeli podsumować perspektywy rozwoju gospodarczego na świecie, to nie można liczyć na rozwijające się kraje uzależnione od ropy, ani na Chiny, które są jej głównym kupcem. Motorem rozwoju gospodarczego będą te państwa, które zyskują na taniej ropie naftowej i inwestują w innowacje. Koniunktura może zatem wrócić do Europy i Stanów Zjednoczonych, pod warunkiem, że okres taniej ropy zostanie wykorzystany do wsparcia rozwoju przemysłu oraz nowych technologii…”

podobne: Andrzej Szczęśniak: Jak powstały petrodolary. oraz: Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce (Rosja gotowa poszerzyć współpracę). „Co smuci Polaków, to cieszy Turków”.

**

Co do samej Rosji, to na jej problemy z ropą zaczyna się nakładać niepewna dla rosyjskiego gazu sytuacja na rynku europejskim… (Odys)

„…Komisja prowadzi śledztwo antymonopolowe przeciwko Gazpromowi, w toku którego wysunęła już oskarżenie o nadużycia na rynku Europy Środkowo-Wschodniej, także polskim, gdzie Rosjanie są dominującym dostawcą. Bruksela oceniła, że koncern wprowadzał nieuczciwe ceny, blokował wolny przepływ gazu między rynkami i uzyskiwał nieuprawniony wpływ na lokalną infrastrukturę. Rosjanie odrzucają te oskarżenia i prowadzą dialog, w którym pragną przekonać Komisję do swoich racji.

Z informacji FAZ wynika, że Komisja Europejska zamierza pozyskać wszelkie dostępne informacje na temat relacji europejskich spółek z Gazpromem i poddać je rygorystycznej ocenie. Ma chodzić o kontrakty dłuższe niż na rok i opiewające na wolumen większy, niż 40 procent zapotrzebowania danego kraju. Według niemieckiej gazety projekt Nord Stream 2 spełnia to kryterium. FAZ przypomina, że KE chce być informowana o zapisach umów na dostawy gazu jeszcze przed ich podpisaniem. Ocenia, że przeciwko powyższym rozwiązaniom prawdopodobnie będą występować Niemcy. Popierają je Polska i inne kraje w dużym stopniu polegające na dostawach rosyjskiego gazu…”

podobne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. oraz: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności. i to: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami.

„…Ukraina domaga się nie tylko rewizji projektu gazociągu Nord Stream 2 w zgodzie z prawem unijnym, ale zablokowania go w ogóle. Premier Słowacji ocenił, że projekt jest wymierzony przeciwko Ukrainie i polityce dywersyfikacji źródeł dostaw prowadzonej przez Unię Europejską. – Jesteśmy z Ukrainą na jednym szlaki i będziemy kontynuować wspólną walkę z tym projektem – zadeklarował Lajczak.

Michaił Korczemkin z East European Gas Analysis twierdzi, że Nord Stream 2 upadnie, ale bez względu na działania Ukrainy. – Po pierwsze, Gazporm nie ma pieniędzy, firma przynosi straty – mówi ekspert cytowany przez Gazeta.ru. – Po drugie, Bruksela będzie opóźniać pozwolenia na budowę lub ostatecznie odmówi ich wydania…”

podobne: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. oraz: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce

„…rząd w Kopenhadze domaga się debaty na temat geopolitycznych skutków zgody na budowę nowego gazociągu z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie. W ten sposób Duńczycy wpisują się w apel państw Europy Środkowo-Wschodniej o to, aby zablokować projekt, bo godzi on w cele polityczne Unii Energetycznej.

Mondag Morgen podaje, że minister energetyki Danii Lars Christian Lilleholt podkreślił, że chociaż w 2009 roku jego kraj udzielił zgody na budowę pierwszego Nord Stream, który przecina jego wyłączną strefę ekonomiczną, to obecnie należy wziąć pod uwagę konsekwencje geopolityczne zgody na kolejne nitki. – To sprawa, którą musimy zaadresować w Unii Europejskiej.

Jak pisze duńska gazeta, zgoda na Nord Stream 2 oznaczałaby, że „kanclerz Niemiec Angela Merkel, całkiem paradoksalnie wzmocni pozycję rosyjskiego prezydenta Władimira Putina w Europie”, a zależność Danii od rosyjskiego gazu wzrośnie

…Dunka Margrethe Vestager, jako komisarz ds. konkurencji prowadzi śledztwo antymonopolowe przeciwko rosyjskiemu koncernowi. Być może na oziębłe stanowisko Kopenhagi ma wpływ fakt, że 22 marca 2015 roku Moskwa zagroziła wycelowaniem w duńską stolicę głowic jądrowych, jeśli Dania włączy się w program tarczy antyrakietowej NATO. Dania jest także rywalem Rosji w podboju złóż węglowodorów w Arktyce. Mimo to Gazprom zadeklarował, że w 2017 roku złoży pismo o zgodę na budowę odcinka nowej magistrali w pobliżu Bornholmu. Ma to zrobić z załącznikiem w postaci EIA, czyli Rosjanie liczą na to, że za rok będą już mieli porozumienie z Duńczykami.

Podobne obawy co Duńczycy, mają także Szwedzi. Gazeta Svenska Dagbladet alarmuje nie tylko o ryzyku środowiskowym, ale także o rosnących wpływach Rosji na Bałtyku – Nord Stream 2 to rosnące znaczenie Rosji na Morzu Bałtyckim. Eksport gazu i ropy to istotne elementy dla gospodarki tego kraju. Oznaczać to może, że w niedalekiej przyszłości wzrośnie aktywność Rosji na tym akwenie w tym także w pobliżu Gotlandii, w sąsiedztwie której ma przebiegać Nord Stream 2…”

„…Dla Niemiec, które mają w pełni zdywersyfikowany rynek tego surowca zwiększenie dostaw z Gazpromu – a tym samym zwiększenie (czasowego) uzależnienia od firmy rosyjskiej nie jest problemem. Niemcy mają jedną z najlepiej rozwiniętych giełd gazu w Europie, doskonałą infrastrukturę przesyłową, mix energetyczny ze zbilansowanym udziałem gazu i kontrakty, które pozwalają na dowolny zakup w niemal dowolnym miejscu na świecie. Mają więc już wszystko to, co Polska dopiero próbuje zbudować. NS2 to dla nich tylko jeszcze jeden dostawca, z którego w razie lepszej oferty zawsze można zrezygnować. W takiej sytuacji są także Brytyjczycy, którzy dzięki rozwiniętemu rynkowi posiadają dostęp do surowca z całego świata. Z ich punktu widzenia Nord Stream 2 nie jest narzędziem represji, ale ciekawą opcją na tanie dostawy z Rosji.

Dla Polski i innych krajów, które walczą przeciw NS2 gazociąg ten to barykada dla rozwoju rynku gazu Europy Środkowej i Wschodniej. Europejski rynek dostanie bowiem dostęp do dużych ilości taniego surowca, ale nie do nowych źródeł dostaw. To przesądzi o utrzymaniu, na lata, dominującej pozycji Gazpromu w naszej części Europy, a zatem ugruntuje przewagę Rosjan w negocjacjach cenowych.

Największym oparciem dla polskich negocjatorów jest więc argument o konieczności kontynuacji polityki dywersyfikacji potwierdzonej w Strategii Bezpieczeństwa Energetycznego Europy i koncepcji Unii Energetycznej. Komisja pracuje nad pakietem rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo dostaw do krajów Unii Europejskiej, w tym Polski. Ma odnieść się do naszego postulatu wspólnych zakupów gazu, przedstawić plan rozwoju sektora LNG i poprawy mechanizmów solidarnościowych w sytuacji zagrożenia dostaw do poszczególnych krajów.

Jeśli uzyskamy pełną zdolność do dowolnych zakupów gazu, to pojawią się też tańsze kontroferty Gazpromu, który nie pozwoli na utratę rynku Europy Środkowej…”

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu.

***

„…Krytycy projektu budowy połączenia gazowego z Norwegii do Polski przekonują, że wystarczającym źródłem dywersyfikacji dostaw gazu do naszego kraju jest terminal LNG w Świnoujściu. Prezes PGNiG Piotr Woźniak tłumaczy jaką zmianę jakościową wprowadziłyby dostawy gazociągowe norweskiego surowca.

– Gaz skroplony możemy sprowadzać z całego świata: z Norwegii, także z Ameryki, Kataru, Australii itd. Natomiast rurociągiem możemy sprowadzać gaz tylko z Rosji lub z Norwegii. Z Rosji gaz już sprowadzamy rurociągiem, zaś z kierunku północnego, czyli z Norwegii, jeszcze nie – przypomina w rozmowie z Gazetą Wyborczą. – I chcemy to zmienić, aby Polska korzystała efektywnie ze wszystkich możliwych źródeł i sposobów zaopatrzenia krajowego rynku gazowego.

Konkurencja różnych dostawców i kierunków dostaw przyczyni się w perspektywie 2022 r., kiedy kończy się kontrakt jamalski, do zwiększenia nie tylko konkurencyjności, ale także bezpieczeństwa polskiego rynku – ocenia prezes polskiej spółki gazowej…”

podobne: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. oraz: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.

„…Do końca 2014 roku rosyjski Gazprom posiadał monopol na dostawy gazu dla Litwy. W 2015 roku rozpoczął pracę pływający obiekt do regazyfikacji (FSRU) zwany także gazoportem. To statek z instalacjami pozwalającymi na odbiór gazu skroplonego i jego transport na ląd. Stacjonuje w Kłajpedzie i szczyci się symbolicznym mianem „Niepodległość”.

W tym roku FSRU ma odebrać około 12 ładunków z LNG. Litewski Litgas odbierze 4 z nich, bo zakontraktował od Statoila 540 mln m3 gazu ziemnego rocznie przez pięć lat. Lietuvos Duju Tekimas podpisał krótkoterminową umowę z Norwegami i będzie kontynuował rozmowy z rosyjskim Gazpromem. Kontrakt pozwala na odbiór około 300 mln m3 przez sześć miesięcy tego roku.

– Udział Gazpromu na litewskim rynku będzie w przyszłości zależał od oferty cenowej i warunków komercyjnych – powiedział Masiulis agencji Reuters.

Ze względu na zmiany na bałtyckim rynku gazu rosyjski Gazprom zapowiada uelastycznienie oferty. Zamierza sprzedawać więcej gazu na aukcjach, poza kontraktami długoterminowymi. Rozważa również rewizję formuły cenowej, która pozwoliłaby na zmniejszenie zależności ceny dostaw od wartości baryłki ropy naftowej…”

podobne: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. oraz: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

„…Po tym, jak testy zakończyły się sukcesem, połaczenie elektroenergetyczne LitPol Link rozpoczyna pracę. Pozwala ono na przepływ energii elektrycznej między Polską, a Litwą i jest elementem infrastruktury łączącej system elektroenergetyczny państw bałtyckich z pozostałymi systemami Unii Europejskiej…” 

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament?

źródło Wojciech Jakóbik. Całość pod linkami:

1. Upadek państw naftowych? W lutym odbędzie się szczyt OPEC na temat kryzysu cen ropy)

2. Tania ropa grozi zmierzchem wydobycia na Morzu Północnym. Rosyjski minister: Sytuacja fiskalna w Rosji jest krytyczna.

3. FAZ: Wgląd Brukseli do kontraktów gazowych obejmie też Nord Stream 2. Państwa naftowe wybierają reformy albo zużywanie rezerw.

4. Nowy kryzys urodzi się z ropy, ale będzie szansą dla Polski i Zachodu.

5. Nord Stream 2 to dla Polski barykada blokująca dywersyfikację.

6. Nord Stream 2 to recepta na katastrofę. Przy średniej cenie 25 dolarów za baryłkę upadnie budżet Rosji.

7. Norweski gaz detronizuje Gazprom na Litwie. Iran sprzeda w Europie do 300 tysięcy baryłek dziennie.

8.Dania apeluje o debatę w UE na temat Nord Stream 2. Arabia Saudyjska traci rynki ropy. Długofalowo może zyskać Polskę i dywersyfikację

„…Polska posiada kilka narzędzi antykryzysowych na wypadek wybuchu konfliktu gazowego i możliwości zakłócenia dostaw realizowanych z terytorium Białorusi i Ukrainy. Przede wszystkim w magazynach gazowych co roku przechowywane jest do 2,7 mld m3 gazu (Mogilno, Wierzchowice, Daszewo, Bonikowo, Kosakowo, Swarzów, Brzeźnica, Strachocina, Husów). Mogłyby one wraz z dostawami z Zachodu stabilizować niedobór surowca w razie gdyby wstrzymano dostawy od strony ukraińskiej (2,65 mld m3 jest presyłane przez Drozdowicze). Jeżeli natomiast konflikt gazowy objąłby również Gazociąg Jamalski biegnący przez obszar białoruski można byłoby skorzystać z tzw. fizycznego rewersu tej rury. Innymi słowy odwrócono by ciąg dostaw, z tym że w takim trybie przepustowość wynosiłaby około 5,5 mld m3. Wraz z dużym wydobyciem krajowym narzędzia antykryzysowe dają więc Polsce teoretycznie duży zapas komfortu.

Niestety w ubiegłym roku spółka Gaz System poinformowała, że dostawy gazu od strony Niemiec do Polski mogą być zagrożone w momencie wystąpienia przerw w imporcie surowca rosyjskiego. Niemieckie prawodawstwo dało bowiem pierwszeństwo działaniom służącym napełnianiu gazem lokalnych magazynów (w większości kontrolowanych przez Gazprom na mocy wymiany aktywów tego koncernu ze spółką BASF). Dopiero w drugiej kolejności realizowany będzie przesył do krajów ościennych. Sprawa ta jest obecnie dyskutowana w Polsce.

Rewolucją w zakresie bezpieczeństwa dostaw gazu do Polski jest bliskie już oddanie do komercyjnego użytku terminala LNG w Świnoujściu. Jego zdolności regazyfikacyjne będą wynosić 5 mld m3 gazu. Jednak żadna tego typu infrastruktura na świecie nie wykorzystuje więcej niż 20-30% swoich mocy (wynika to z faktu niskiego zakontraktowania tego typu instalacji). Nadużyciem jest więc twierdzenie, że zapewni on 1/3 potrzebnego Polsce gazu. Poza tym zastosowana w nim technologia powoduje, że przekształcenie skroplonego surowca w stan gazowy wymaga podgrzewania palnikami SCV, które zużywają w procesie spalania jego część – dostarczany wolumen jest więc uszczuplany…

…Ilość powstającej w Polsce infrastruktury robi wrażenie. Na szczególną uwagę zasługują jednak projekty regionalne. W ramach powstającego Korytarza Północ-Południe planuje się połączenie terminala LNG w Świnoujściu z krajami środkowoeuropejskimi i Chorwacją, gdzie ma powstać gazoport Adria na wyspie Krk. Ta sieć to kluczowa inwestycja nie tylko w kontekście bezpieczeństwa gazowego Europy Centralnej, ale także optymalizacji finansowej świnoujskiego obiektu. W ramach przyjętej strategii do 2020 r. mają powstać interkonektory: polsko-czeski i polsko-słowacki. Na ten sam rok planowane jest także połączenie Polska-Litwa, które zintegruje kraje bałtyckie z UE. Będzie ono mieć duże znaczenie także w kontekście działającego w litewskiej Kłajpedzie pływającego terminala LNG typu FSRU. Ostatnią planowaną inwestycją, w sprawie której dopiero rozpoczęto rozmowy, będzie rozbudowa mocy przesyłowych na granicy polsko-ukraińskiej. Jej głównym przeznaczeniem będzie prawdopodobnie dostarczanie gazu z Zachodu nad Dniepr…” (Arkadiusz Stanisławowski)

podobne: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem  i to: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu

całość tu: Bezpieczeństwo dostaw gazu i ropy do Polski

„…Nieuchronna wydaje się konieczność zamykania nierentownych kopalń. Ich transfer do spółek energetycznych (jak miało to miejsce w przypadku Grupy Tauron i kopalni Brzeszcze) tylko krótkookresowo może „pomóc” ukryć problemy branży górniczej. Docelowo firmy elektroenergetyczne poddane presji unijnej polityki klimatycznej potrzebują pieniędzy na inwestycje, a nie wydawania ich na nieuzasadnione ekonomicznie „ratowanie górnictwa”.
Wydaje się, że rząd nie będzie skory do, wcześniej zapowiadanego, zanegowania unijnego pakietu klimatycznego. W związku z tym zostanie zmuszony do dołożenia wszelkich starań by wypełnić wymóg udziału OZE w krajowym miksie energetycznym.
Obecnie z przyczyn technologicznych oraz związanych z bezpieczeństwem energetycznym (minimalizowanie importu) wdrażanie w Polsce „zielonej rewolucji” na wzór niemieckiej Energiewende jest niemożliwe (chodzi o absolutną dominację OZE w miksie)…” (Arkadiusz Stanisławowski)

całość tu: Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej

podobne: Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). oraz: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. a także: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje i jeszcze: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?)

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski.


„…Źle by się jednak stało, gdyby sprawa teczek Wałęsy i oddanie sprawiedliwości wszystkim tym, którzy przez minione lata wbrew różnym szykanom i naciskom stali po stronie prawdy, przesłoniły nam szerszy wymiar wydarzeń. Krótko mówiąc, nie wyobrażam sobie, by na archiwum Czesława Kiszczaka się skończyło. Raz – dlatego, że nawet nie przetrzepano willi generała, zadowalając się tym, co wręczyła wdowa, dwa – że pojawiają się kolejne doniesienia o przechowywanych tu i ówdzie dokumentach… 

Konieczne jest wszczęcie szeroko zakrojonego postępowania w sprawie „szaf III RP” – czyli dokumentów mogących być w posiadaniu byłych partyjnych i mundurowych dygnitarzy.

Tłumaczeń o braku podstawy prawnej do przeszukań w domach esbeków i peerelowskich prominentów zwyczajnie nie kupuję. Przypominam o Art. 276 Kodeksu Karnego definiującym jedno z przestępstw przeciw dokumentom: „Kto niszczy, uszkadza, czyni bezużytecznym, ukrywa lub usuwa dokument, którym nie ma prawa wyłącznie rozporządzać, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Proszę więc nie mydlić oczu „brakiem podstawy prawnej” – potrzeba jedynie woli działania. Tyczy się to również zbioru zastrzeżonego IPN oraz aneksu do raportu ws. rozwiązania WSI.

niezbędne są masowe rewizje, przejęcie i upublicznienie wszelkich znalezionych archiwów – niezależnie od tego, co zawierają. Nawet, jeśli – piszę hipotetycznie – okaże się, że znajdą się papiery na ludzi stojących dziś po „naszej” stronie barykady. Ważną lekcją i przestrogą winna być tu sprawa prof. Kieżuna – kreowanego na autorytet, którego uwikłanie zostało, przypomnijmy, ujawnione dopiero w ramach wojenki między dwiema redakcjami. Nie wolno dopuścić, by podobne sytuacje się powtórzyły – inaczej wciąż życiem publicznym będą trzęsły, ujawniane od przypadku do przypadku, różne esbeckie „szafy”.

Dosyć fałszywych proroków i samozwańczych strażników tajemnic, arbitralnie reglamentujących „maluczkim” dostęp do wiedzy. Trzeba z tym skończyć – natychmiast. A poza tym:
– kiedy zostanie ograniczona możliwość inwigilacji obywateli przez organy państwa?
– kiedy zostanie uchylona „ustawa 1066”?
– kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?” (Gadający Grzyb • rebelya.pl)

źródło: Ujawnić „szafy III RP”!

…śmiem twierdzić że te kwestie o jakie pyta Grzyb nie zostaną przez PIS szybko załatwione, a być może nigdy. Z zachowaniem niewielkiego marginesu na „nigdy nie mów nigdy”, bo jako partia populistyczna może się jeszcze zmobilizować dla wywołania pozytywnego wrażenia na swoich wyborcach. Jednak nie liczyłbym na nic innego jak symboliczne „wieszanie zdrajców”, żeby nie naruszyć kruchego magdalenkowego kompromisu. Pamiętajmy że transformację ustrojową czyli: magdalenkę, kanciasty stolec, „częściowo wolne” wybory, Wałęsa na prezydenta, firmował swoją osobą ś.p. Lech Kaczyński. I nawet jeśli nie proponował żadnych parszywych kompromisów, i nie negocjował szczegółów podwalin pod III RP (czekam aż ktoś ujawni wszystkie materiały z tamtego spotkania by można było wykluczyć tę hipotezę), to jednak z całą pewnością firmował swoją osobą powszechne przekonanie że oto mamy koniec komuny, i ani słowem nie napomknął opinii publicznej jak Zagłoba że „matkę tam mordują!”. I rzecz najistotniejsza, pamiętajmy że od PC, poprzez AWS a na PISie skończywszy, środowisko obecnej „dobrej zmiany”, jest, było i zamierza pozostać takim samym beneficjentem masy upadłościowej „wolnej polski” jak pozostałe ugrupowania partyjne. Czego dowód dało dymiące jeszcze świeżością głosowanie kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych.

Z tego też powodu uważam, że obecnej władzy nie zależy na uregulowaniu tych istotnych dla interesu państwa i obywateli kwestii o jakie pyta „grzyb”, w innym wypadku już byśmy kontestowali tego rodzaju posunięcia. Apel że: Konieczne jest wszczęcie szeroko zakrojonego postępowania w sprawie „szaf III RP” – czyli dokumentów mogących być w posiadaniu byłych partyjnych i mundurowych dygnitarzy, jakkolwiek słuszny jest już typową musztardą po obiedzie i tylko niepoprawny optymista może mieć jeszcze nadzieję na to, że uda się odzyskać cokolwiek wartościowego (zwłaszcza na osoby, które do tej pory mają wpływ na politykę, ustawodawstwo czy gospodarkę w tym kraju), po tym jak akcją u Kiszczaka ostrzeżono innych potencjalnych posiadaczy archiwów. Trzeba było uderzyć jednocześnie we wszystkie podejrzane miejsca (o których podobno było „od dawna wiadomo”), a teraz można co najwyżej popić wodą.

Wracając do pytań „Grzyba”. Już tylko ciężki naiwniak może wierzyć w to, że „dobra zmiana” potrzebuje więcej czasu żeby zająć się tak istotnymi (podobno dla niej samej) kwestiami, zwłaszcza po tym jak mogliśmy podziwiać jej szybkość w serii wymagających daleko bardziej skomplikowanych posunięć decyzji. Po tym jak urządzono nam spektakl pod tytułem paraliż TK, po tym z jaką determinacją przygotowano ustawę dającą uprawnienia do wymiany kadr na co wygodniejszych stołkach w urzędach i spółkach SP, po tym z jakim hukiem przejęto media zwane „publicznymi” obsadzając je swoimi (dotychczas „niezależnymi”) kolegami redaktorami, po tym jak szybko przepchnięto „ustawę inwigilacyjną” (co zdaje się jest wystarczającą odpowiedzią na pierwsze pytanie „grzyba”), po tym jak nieudolnie (ale znowu szybko) wprowadzono podatek „od marketów” (który uderzył we wszystkich handlowców, o klientach nie wspominając), i jak uchwalono „pińcet na (nie każde) dziecko”, oraz jak sprawnie powtórzono błędy poprzedników zwiększając deficyt budżetowy itd. itp. Jeśli po tym wszystkim ktoś jeszcze wierzy w wymówki że „to nie takie proste”, że „trzeba powoli i ostrożnie”, ten sam sobie uwłacza. Tym zaś którzy zachowali resztki instynktu samozachowawczego i zastanawiają się o co może chodzić polecam lekturę – Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz tego: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a jeśli moje uwagi są zbyt zawiłe tudzież nazbyt napastliwe to polecam artykuł Pana Aleksandra Ściosa – JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teoriei komentarze pod nim (mała próbka):

„…Dziś wiele osób podkreśla, że w „teczkach Kiszczaka” nie odnalazły nowej unikalnej wiedzy o genezie i funkcjonowaniu tego państwa. Należę do tych osób i nie widzę powodu, by efekty obecnej kombinacji miały doprowadzić do końca epoki OS. Nie zakończy jej również nasze pisanie ani roztrząsanie „dylematów” historii. Problem leży znacznie głębiej.
Dla mnie, koniec epoki OS, musi oznaczać koniec III RP.
Proszę zauważyć, że dziś nikt nie prezentuje takiej logiki i nie próbuje zmierzyć z taką konsekwencją. Na potrzeby partyjnej dogmatyki wystarczy epatowanie gawiedzi donosami „Bolka” i publikacja niektórych zdjęć z Magdalenki. Wystarczą wierszówki żurnalistów „wolnych mediów” i patriotyczne pogadanki pana prezydenta i pana prezesa.
Spróbujmy rozstrzygnąć – jeśli u podstaw III RP leżało tajne porozumienie między komunistami i ich agenturą, jaka jest norma legalizmu tego państwa?
Jaką wartość ma prawo stanowione przez esbeckich sługusów, przez prawników,sędziów-donosicieli?
Jaką wartość mają przeprowadzane tu wybory, skoro w latach 1989-1990 zostały one sfałszowane, a w kolejnych latach były nadzorowane przez służby i kreowane przez ośrodki propagandy?
Jeśli wyznacznikiem karier politycznych była wiedza esbeków i norma wysługiwania się wrogom Polski, jaka jest kondycja systemu politycznego III RP, jego „klasy politycznej” i elit?
Kto i kiedy wytyczył w tym państwie „kanciaste granice” – zdrajców nazywając zdrajcami, a obcym odmawiając miana Polaka?
Kto odważył się na dychotomię MY-ONI i zerwanie z zabójczą mitologią „pojednania narodowego?
I pytania najważniejsze – kiedyż to nastąpiła konwalidacja tego państwa, zamazanie jego „grzechu pierworodnego” i formalne zerwanie z państwowością komunistycznej hybrydy?
Kiedy ukarano sprawców zbrodni na Polakach, zadośćuczyniono ofiarom, wyznano winy i grzechy?” (Aleksander Ścios 27 lutego 2016 20:09)

„…„nowe rozdanie” nie sprawi żadnej niespodzianki. To ludzie wielce „koncyliacyjni” i całkowicie przewidywalni. Jeśli nasi rodacy jeszcze tego nie zrozumieli, muszą zaczekać kolejne trzy lata i doświadczyć nowych upokorzeń. (…) Okazuje się bowiem, że ten sam PiS, który zainicjował obchody Dnia Żołnierzy Niezłomnych ( za co mu chwała), wsparł dziś kandydaturę byłego sekretarza PZPR, współpracownika bezpieki (KO”Belch”) M.Belki. Można rzecz – Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, co w tym przypadku dowodzi silnego „pragmatyzmu” partii pana Kaczyńskiego. Nietrudno przecież zrozumieć, że pozostało jeszcze wielu chętnych na posady w gremiach EBOR itp. instytucji. 

…Często zapominamy, że łatwy optymizm niewiele różni się od pospolitej głupoty i tylko ludzie odważni potrafią zrozumieć słowa Mackiewicza – „optymizm nie zastąpi nam Polski”.
Jeszcze trudnej przyjąć, że prawdziwej wolności nie kupuje się za cenę „okrągłych stołów” i wódki wypijanej w Magdalence. Ona musi mieć swoją wartość, czasem mierzoną krwią i poświęceniem. Ta cena wzrasta tym więcej, im większą mamy świadomość, jakimi metodami wprowadzano w Polsce okupację sowiecką. Wierzyć, że po 50 latach odzyskaliśmy Polskę – bez ofiar, trudu i walki, jest więcej niż głupotą. Trudność ze zrozumieniem tej prawdy jest szczególnie widoczna, gdy wspominamy heroizm Żołnierzy Niezłomnych. Podziwiamy ich i czcimy, ale nie chcemy dostrzec, jaką cenę trzeba zapłacić za pokonanie komunistycznej hybrydy. Ci ludzie nie tłumaczyli sobie, że z kolaboracji ze złem wychodzi się zwycięsko, lub idąc z nim na ustępstwa, można ocalić dobro. Nie szukali „dróg kompromisu”, bo każda łatwa droga prowadziła do upadku i zaprzaństwa. Nie próbowali odnajdywać „zgody budującej”, bo mieli świadomość, że jednymi budowlami komunizmu były baraki obozów i miliony bezimiennych grobów. Dlatego próby odwoływania się do tego utraconego dziedzictwa, przy jednoczesnej negacji obowiązku wytyczenia „kanciastej granicy”, prowadzą do zafałszowania prawdy o polskich bohaterach i do zamazania naszej rzeczywistości.” (Aleksander Ścios)

…sam jestem ciekaw co by zrobili „Wyklęci” z obecną władzą, która jedną ręką sięga po ich legendę a drugą uprawia postkomunę, nie wspominając o innych kwiatkach (dla przypomnienia: Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską). Mydli nam się oczy Bolkami i KODami które przecież nikomu nie mogą zaszkodzić (ich protesty i POdskakiwanie nie ekscytują bowiem żadnej poważnej grupy obywateli poza samymi poszkodowanymi utratą wpływów i zysków), a nowa władza która w ciągu „studni” pokazała że potrafi działać kiedy i jak tylko chce, jakoś nie potrafi załatwić naprawdę kluczowych tak dla samego państwa, jak i obywateli kwestii. PIS ma pełnię władzy (oraz tzw. mandat społeczny), więc posiada wszelkie siły i środki do tego by rozliczać kogo chce, a zwłaszcza takich ludzi takich jak Pan Belka (zamiast ich nagradzać – Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie”). Casus tego człowieka jest dla mnie wystarczającym dowodem na to że „nowa władza” tylko udaje że chce walczyć z tzw. „postkomuną”.

Nie liczcie więc drodzy wyborcy PISu na to, że ktokolwiek poniesie nauczkę. Od medialnego zgiełku urządzanego wokół Pana Wałęsy prócz samego zainteresowanego nikt POważny nie ucierpi. Tymczasem system będzie nadal grabił swoje ofiary którymi nie jest PIS i jego aparatczycy, a prości ludzie którzy w kolejnym pokoleniu głosują nogami (a ich liczba idzie w miliony) za granicę. Nie liczcie też na to że poprzednicy obecnego rządu poniosą jakąkolwiek stratę od groźnego kiwania na nich palcem w bucie, w postaci jałowych wojenek wokół TK… (Odys)

„…dla czytelnika polskiego rzecz jest całkiem jednoznaczna i w żadnym wypadku nie nagła… Informanta komunistycznego reżimu nikt, komu przynajmniej oficer prowadzący nie naznaczył takiego zadania, bronić nie będzie i nie powinien. Wymaga tego elementarne poczucie przyzwoitości.  Żadne  manifestacje Nowoczesnych, Staromodnych, czy jak im tam jeszcze, tego nie zmienią.  Ale nie o to chodzi i nie nawet o byłego prezydenta.  Chodzi o bankructwo całego mitu założycielskiego IIIRP którym było i pozostaje kłamstwo, wzmacniane niedopuszczeniem do zbiorowego oczyszczenia się  w postaci lustracji oraz odcedzeniem ludzi reżimu komunistycznego od wpływu na przyszłość.  Chodzi o rabunek kraju jaki w wyniku tego nastąpił  i uwłaszczenie się na nim nomenklatury. Chodzi o to że kurs IIIRP wyznaczany był nie kompetencjami jej wybranych polityków ale  głównie tym kto na kogo miał haki i w jakiej ilości.  To jest najbardziej dewastujący  rezultat braku lustracji.

Szkielety zaczynają wypadać z szafy dopiero po odejściu jej właścicieli. (NB – ciekawe uwagi JKM n/t Wałęsy i  jak doszło do „transformacji ustrojowej” gen. Kiszczaka  Lech Wałęsa to jest zero kompletne! On donosił jak kradli akumulatory z wózków).” (cynik 9 – Czy Polacy bronią demokracji. Szkielety wypadają z szafy)

Od dawna powtarzam że głosowanie na środowiska powiązane z tamtymi wydarzeniami mija się z celem. Kiszczak nieprzypadkowo dobierał sobie ludzi do tej imprezy. Nie można też udawać że wszystko jest w porządku, kiedy dzieją się rzeczy rodem z III RP i PRLu. To że niektórzy z obserwatorów i sympatyków „nowego” rządu nie widzą nic podejrzanego w tym, że do tej pory nie otworzono archiwów (m. in. zbiór zastrzeżony IPN, o reglamentacji wiedzy z zajętych u Kiszczaka i Jaruzelskiego archiwów), nie napawa ich refleksją fakt że aneks do „raportu WSI” dalej cieszy się utajnieniem, i że akcją u Kiszczaka ostrzeżono podobnych posiadaczy, za to cieszą się jak dzieci z JEDNEJ teczki DAWNO ROZSZYFROWANEGO „Bolka” jest zadziwiające (a w niektórych wypadkach nawet podejrzane). Pisze „„:

„…Wydaje się, że kombinacja operacyjna „Szafa Kiszczaka” ma kilka strategicznych celów. Pierwszy z nich to stworzenie wrażenia, że bezpieczniacki układ słabnie wprost proporcjonalnie do wieku równie przysłowiowych, co realnych „starych komuchów” i „starych ubeków”. Słowem – że „porządek pookrągłostołowy”/magdalenkowy/III RP/PRL-bis” pewnie i istniał, ale wraz ze śmiercią Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz ujawnianiem ich archiwalnej spuścizny kończy swój żywot. Drugim celem wydaje się być „oczyszczenie przedpola” dla nowej politycznej agentury wpływu, nowych „słupów” grupy faktycznie trzymającej władzę. Elity, które umownie można określić jako okrągłostołowe – zarówno o genezie solidarnościowej, jak i komunistycznej – po prostu z czasem zużyły się i skompromitowały. Stopniowo zużywa się model pieriestrojkowego demobolszewizmu. Każdy system władzy musi trwać – w szczególności komunizm/neokomunizm – stąd niezbędna jest wymiana kadr co jakiś czas poprzez „spalenie” starej agentury, by ją wymienić na nową. Poza tym, stare trepy z WSI czy esbecy młodsi stopniem wcale nie są aż tacy starzy, a rolę ich słupów wcale nie muszą pełnić PO, UW, PSL, SLD, ani też Palikot czy ugrupowania lewackie…”

źródło: Hipoteza robocza

…do tej drugiej hipotezy PIS również pasuje jak ulał. Pomysł na Polskę tej partii odpowiada bowiem każdemu etatyście/socjaliście których w postkomunie nie brakuje, a to dlatego że najważniejszym celem „transformacji ustrojowej” było zachowanie „zdobyczy rewolucji”, tj. uwłaszczenie się komuny (i jej agentury w szeregach solidarności) na majątku państwowym, oraz zagwarantowanie sobie monopolu (z udziałem państwa) poprzez jednoczesne schłodzenie/pacyfikację konkurencji w postaci potencjału gospodarczego zwykłych ludzi. Do dziś wszyscy udziałowcy „transformacji ustrojowej” z tej „reformy” korzystają (niezależnie od barw partyjnych i deklarowanych idei). Dlatego jeśli chodzi o koryto i benefity płynące ze sprawowania władzy, obie strony pilnują „by żyło się lepiej WSZYSTKIM” (kosztem podatników) (Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. i to: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i “karny podatek” Kaczyński oraz: Dajcie, bo będziemy kradli! czyli… PIS i PSL kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych). A miało być tak pięknie bo PiS to niby nie PO a Kaczyński to nie Wałęsa. Z nazwy i nazwiska może nie, ale w pomysłach na rabunek Polaków oba środowiska idą łeb w łeb.

I jeszcze  jedna sprawa. „Prawdziwi patrioci” szczycą się legitymacją narodu, ale zapominają że ponad połowa narodu na te wybory nie poszła. Zapominają że tak naprawdę to nie oni wygrali a platforma przegrała. Przegrała bo robiła to od czego teraz zaczęła rządy „dobra zmiana” – od dziadostwa janosikowej jałmużny czyli rozdawnictwa pieniędzy których nie ma (stąd zwiększenie deficytu), lokowania swojaków na urzędach, i podnoszenia w ten sposób kosztów funkcjonowania niewydolnego molocha „administracji” oraz „usług publicznych”. Mało kto zauważył też, że ta wygrana była podyktowana potrzebami sojuszników zza oceanu, którzy tak jak w latach 90 znów mają w Polsce swój interes ze względu na imperialne zapędy Rosji (i przeszkadzanie interesom USA na bliskim wschodzie) na co zwracałem uwagę przy okazji wyborów tu: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. W tym też kontekście należy inaczej spojrzeć na aferę z podsłuchami u Sowy, która pomogła uwalić poparcie dla PO, a jej tajemniczy sprawcy do dziś pozostają nieznani (o czym więcej tu: afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski). To że nie nagrano na tych taśmach nikogo z PISu nie było żadnym przypadkiem, a jasno widocznym gestem w stronę „dobrej zmiany”.

Sytuacja wygląda zatem dla nas tak samo dobrze (i źle) jak za czasów pierwszej „transformacji ustrojowej”. I tak samo jak wtedy wiele zależy nie od tego, jak szybko wpływy rosyjskie zostaną w Polsce ograniczone, ale czy Amerykanie sobie w ogóle tego życzą, bo obawiam się że nie do końca tak jest. Na pewno nie patrzą na Polskę przez pryzmat naszej racji stanu ale raczej przez swój interes. Nasz kraj to od dość dawna karta przetargowa (używana pospołu przez UE/Niemcy, Rosję i USA) gdyby przyszła potrzeba uzyskać od Rosji jakieś ustępstwa w ważnych globalnie rozgrywkach (np. przeciwko Chinom). Amerykanie wolą mieć zatem w Polsce swój „pakiet kontrolny” aniżeli jakiś niezależny rząd… (Odys)

„…Kłamstwo biografii Wałęsy było istotnym zwornikiem układu władzy ostatniego ćwierćwiecza – a jednocześnie pozostawało narzędziem zewnętrznej kontroli nad Polską. To dlatego dziś o „dobre imię” Wałęsy upominają się zarówno architekci i beneficjenci III RP, jak i zagraniczni prominenci w rodzaju przewodniczącego Martina Schulza. Że akurat niemiecka prasa spieszy Wałęsie z odsieczą, nie dziwota – wszak to ledwie przed trzema laty Wałęsa wystąpił z pomysłem „zrobienia z Polski i Niemiec jednego państwa”. Kogo zdziwiło, że Wałęsa wygaduje takie rzeczy wykonując groteskowy ukłon w stronę Berlina, ten najwyraźniej zapomniał, jak dwie dekady wcześniej Wałęsa jako prezydent III RP gotów był oddać Moskwie eksterytorialne strefy zlokalizowane w opuszczanych właśnie bazach Armii Czerwonej. Nie ma w tym niczego dziwnego – najwyraźniej orientacja na silniejszego jest jednym z zasadniczych rysów patologicznego charakteru Wałęsy. Na grunie własnych doświadczeń wynikłych z kontaktu z Wałęsą (na planie filmu dokumentalnego, w korespondencji mejlowej i wreszcie przed kolejnymi sądami) mogę przypuszczać, że po porostu nie wierzy on w jakiekolwiek suwerenne działanie – ani na poziomie osobistym (jako człowiek na każdym etapie komuś zaprzedany), ani na poziomie państwowym (jako wieczny agent wpływu). Zarówno w relacjach międzyludzkich jak i międzynarodowych sądzi innych według siebie – przyjmuje, że cały zakres swobody ogranicza się do wyboru obróżki i smyczy, na której się chodzi…” (Grzegorz Braun – Lech Wałęsa – dla znajomych z Gdańska „Wałek”, a dla SB-eków „Bolek”)

„…Nasza obecność w UE i w NATO została okupiona istotnym warunkiem – Polska ma być krajem słabym i zależnym, państwem „drugiej kategorii”, podległym globalnym interesom światowej finansjery i największych mocarstw.
Taką Polskę chcieliby widzieć Niemcy – wierny sojusznik Putina i najsilniejszy gracz w Europie oraz USA – mocarstwo zainteresowane regułą „równowagi sił”, która w praktyce oznacza uleganie dyktatowi Moskwy.
Ponieważ Polsce wyznaczono rolę „państwa przechodniego” -łącznika” między Niemcami a Rosją (ja nazwałem to rolą „wycieraczki”) popierane są tu wszystkie rządy promoskiewskie lub proniemieckie. Jeśli zaś gwarantują słabość i uległość wobec dyktatu obcych, mogą liczyć na pełną akceptację. Obszernie na ten temat pisałem w tekstach „Nudis Verbis”. Jest oczywiste, że przynależność do takich organizacji nie daje nam gwarancji bezpieczeństwa. Polacy powinni to wiedzieć po lekcji z 1939, ale też po doświadczeniach roku 1989 i 2010. Niestety, dzięki dominacji mitologów III RP i tzw. georealistów – nie wiedzą…” (Aleksander Ścios)

„KODem Bolka” (chodzenia na obcym sznurku) nie jest więc skażone wyłącznie otoczenie Pana Wałęsy, ale również opozycyjny wobec obozu „zdrady i zaprzaństwa” (w skrócie III RP), obecny establiszment „płomiennych patriotów” (w skrócie IV RP). Bo tak samo niebezpieczną dla Polski przypadłością jaką swojego czasu była uległość naszych władz wobec ZSRR, jest wysługiwanie się innym obcym dzierżącym smycz. Zwłaszcza jeśli są oni skonfliktowani z naszym groźnym sąsiadem zza wschodniej granicy, o czym bliżej w szczegółach opowiada Pan Grzegorz Braun tu: Grzegorz Braun, San Jose, Kalifornia, część 3. Kto nie pamięta że w Jałcie obok Stalina był również Churchill i Franklin Delano Roosevelt (który 27 listopada 1943 roku w Teheranie, mieszkając ze swoją delegacją w ambasadzie radzieckiej zaproponował w rozmowie dwustronnej, aby granica Polska była przesunięta na zachód, a ówczesna wschodnia na Linię Curzona. Akurat ziemie żyzne, gdzie odbyła się produkcja żywności i dostatnie w bogactwa naturalne. Prezydent USA doskonale zdawał sobie sprawę co będzie oznaczało to w aspekcie społecznym, gospodarczym i politycznym – jak marksizm wyzwoli Polskę więcej tu: andrzej 2 marca 2016 o 10:55), tudzież nie pamięta że USA przez lata firmowało legendę Wałęsy i mit założycielski „wolnej (demokratycznie) Polski” temu polecam odrobienie tej lekcji z historii dawnej, oraz nie tak dawnej, która się dzieje na naszych oczach za wschodnią granicą na Ukrainie (Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję)… (Odys)

„…Wprawdzie w związku z ponownym objęciem Polski amerykańską kuratelą Stany Zjednoczone wciągnęły Prawo i Sprawiedliwość na listę swoich, powiedzmy eufemistycznie – faworytów, ale wciągnęły na nią również starych kiejkutów. Z punktu widzenia potrzeb aktywnej amerykańskiej polityki w Europie Wschodniej PiS jest znakomitym kandydatem na dywersanta, bo bardziej nie lubi Rosji, niż kocha Polskę, a z kolei stare kiejkuty są jeszcze wygodniejsze, bo za napiwek zrobią wszystko, co im się każe i nie trzeba wobec nich udawać nie tylko partnerstwa, ale nawet przyzwoitości. Ponieważ na liście faworytów Amerykanie umieścili i PiS i stare kiejkuty, mamy w Polsce polityczną wojnę, którą można nazwać II wojną o inwestyturę. Gdyby tak nie było, gdyby stare kiejkuty nie zostały wpisane na listę amerykańskich faworytów, żadnej wojny by nie było, a każdy ubek ratowałby skórę na własną rękę. Ponieważ jednak są, to Amerykanie przy pomocy dyscyplinowania rządu pałką Trybunału Konstytucyjnego utrzymują między swymi faworytami równowagę, zgodnie z zasadą divide et impera to znaczy – dziel i rządź.

Niestety Polska na tym traci, bo rząd zmuszony do rywalizacji ze starymi kiejkutami o względy Naszego Największego Sojusznika, nie jest w stanie uzyskać dla Polski korzyści w zamian za udostępnienie Stanom Zjednoczonym polskiego terytorium dla potrzeb amerykańskiej rozgrywki z Moskalikami. Ponieważ Polska w razie czego ryzykuje zniszczeniem swego terytorium, Stany Zjednoczone powinny jej za jego udostępnienie odpowiednio wynagrodzić. Ale stare kiejkuty gotowe są udostępnić terytorium Polski za napiwek, więc w tej sytuacji i rząd nie tylko musi zadowalać się błyskotkami w rodzaju „rotacyjnej obecności” symbolicznego amerykańskiego kontyngentu, ale w dodatku musi też cierpliwie znosić ciosy pałką z Trybunału Konstytucyjnego. To wszystko łatwiej nam zrozumieć dopiero na gruncie teorii spiskowej i dlatego właśnie jest ona potępiana przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu.” (Stanisław Michalkiewicz – Trybunałem w rząd)

podobne: Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. i to: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy

Nie doczekamy wolności jeśli będziemy rozmywać myślenie wolnościowe i prawdę w tego typu patologii jaką reprezentuje sobą PIS i Duda (o reszcie czyli PO, SLD, PSL nie mówiąc bo to oczywiste). Dawałem im kredyt łudząc się że zrobią coś dla Polaków, a nie tylko dla siebie. Pan Duda sprawiał wrażenie człowieka samodzielnego, więc liczyłem na to że jeśli Kaczyński pójdzie drogą etatyzmu, długu i rozdawnictwa, to jednak Duda zachowa jakiś dystans do tego, a być może przejmie w końcu pałeczkę nad państwem i stanie się obrońcą (prezydentem) Polaków a nie swojaków (na sznurku prezesa, tudzież podejrzanych interesów zza oceanu). Miałem cichą nadzieję na powtórkę z Budapesztu, ale nie tego co złego zrobił Orban – co PIS tak wiernie kopiuje w kwestii przejmowania stołków i utrzymania etetystycznej kurateli nad obywatelami zamiast zwrócić im możliwość samostanowienia, ale na kopię tego co Orban zrobił dobrego dla rodzimej gospodarki i podatników.

Zamiast pozytywnej i kreatywnej polityki mogącej zwiększyć poparcie Polaków dla nowej władzy, mamy epatowanie nas festiwalem fikcyjnych zagrożeń w postaci politycznych (partyjnych) przepychanek. Zamiast myśleć nad tym jak wyprowadzić kraj z kryzysu demograficznego, podnieść zamożność społeczeństwa i dźwignąć gospodarkę (czyli zadbać o podstawę siły każdego poważnego państwa), mamy utonąć w marazmie walki politycznej, rajcując się „Bolkiem”, „bojąc” się demonstracji KODów i oburzając na Komisję Wenecką (którą PIS sam na siebie ściągnął jak banda kretynów dając argumenty targowiczanom spod znaku PO, Nowoczesna i KOD). Mamy tańczyć wokół tych „ważnych spraw” jak jakieś klauny, ciesząc się że Rzeplińskiemu z tyłka iskry lecą, a to przecież jest teatr! Tymczasem najistotniejsze dla obywatela kwestie jak sprawne funkcjonowanie państwa, praworządność, gospodarka i finanse publiczne, zostały przez PIS w taki sam sposób POzamiatane jak to do tej pory robili POprzednicy… i takie są fakty.

Warto się zastanowić czy większości Polaków obchodzą te wszystkie „demokratyczne zabawki”. Czy może bardziej obchodzi ich dlaczego mają niskie emerytury, dlaczego muszą umierać w kolejce do lekarza na którego odkładali „składki”, i gdzie jest reszta pieniędzy z ich wypłat „brutto”. Pisząc ludzie mam na myśli elektorat który nie głosuje wcale. Fałszywą frazeologią jest nazywanie „narodem” tej części która popiera PIS – bo to tylko wyborcy/sympatycy tej partii. Zresztą taki sam rodzaj „narodu” stoi po stronie PO, nowoczesnej i KODu – kudzie całkowicie ŚLEPI na to co rzeczywiście ich dotyka (lub niedługo dotknie), a skoncentrowani na konfrontacji z przeciwnikiem politycznym, której efektem jest obrona wcale nie ich prywatnego interesu (praw, wolności i własności) ale interesu partyjnego swoich pupili. Obie strony POPISu nie chcą się przed sobą przyznać że dali się nabrać na to samo oszustwo, jakie już nam kiedyś zafundowano w Magdalence (w dodatku przez tych samych macherów urządzone)… (Odys)

Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

Unia z Litwą i „przedmurze chrześcijaństwa” czyli Polska między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?


Antoine de Saint-Exupery (doskonałość, ideał)

„…król Jagiełło panuje w Polsce od lat 27, jest starcem, dzieci nie ma, co się stanie z połączeniem Polski i Litwy, gdy umrze?

 On, wielki książę Litwy, złączył oba kraje, bo miał prawo rozporządzać swojem państwem, — lecz nowy wielki książę mógłby mieć inne zamiary, a Litwini zrozumieli już korzyści, jakie wyniknęły z tego połączenia, i chcą utrwalić unję, aby się nie zerwała wraz ze śmiercią Jagiełły. Tego samego pragną i Polacy. Zwycięstwo pod Grunwaldem przekonało oba narody, jak wiele znaczy zgoda i jedność, jak niepokonaną razem stanowią potęgę. To też chcą nadal pozostać w złączeniu, choćby Jagiełło nie zostawił syna. Przybyli się umówić, że Polska bez Litwy, ani Litwa bez Polski nowego pana sobie nie obierze, że chcą na zawsze zostać złączeni, jak bracia, mieć wspólne prawa i jednego władcę. Jest to najpiękniejszy akt w historji ludów: dwa narody łączą się dobrowolnie, bez przymusu i krzywdy, łączą się w imię miłości wzajemnej i wspólnego dobra.  Oto jak się zaczyna ten piękny dokument:

 „W imię Pańskie — amen. Ku wiecznej pamięci. — Nie dozna łaski zbawienia, kto się na miłości nie oprze. Miłość jedna nie działa marnie; promienna sama w sobie, gasi zawiść, osłabia urazy, daje wszystkim pokój; łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, wspiera każdego, nie obraża nikogo, i ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada miasta, prowadzi do dobrego stanu Rzeczypospolitej, wydoskonala cnoty cnotliwych, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci. Dlatego też my wszyscy zebrani — prałaci, rycerstwo i szlachta Korony polskiej, chcąc spocząć pod puklerzem miłości, i przejęci pobożnem ku niej uczuciem, złączyliśmy się i związali, a niniejszym dokumentem stwierdzamy, że łączymy się i wiążemy nasze domy i rody, nasze rodziny i herby ze wszystką szlachtą i bojarami litewskimi tak, by odtąd i po wsze czasy mogli się posługiwać tymi naszymi herbami i godłami, jakie posiadamy od naszych ojców i przodków, by ich używali jako świadectwa prawdziwej miłości tak, jak gdyby je dziedzicznie po swoich własnych przodkach posiedli. Niech się więc łączą z nami w miłości oraz braterstwie, i niech będą nam równi wspólnością herbów tak, jak nimi już są wspólnością wiary, praw i przywilejów. Przyrzekamy uroczyście, słowem czci i przysięgą, nie opuszczać ich w żadnej przeciwności lub niebezpieczeństwie, lecz pomagać w każdej okoliczności radą i czynem, wspierać przeciw wszelkiemu wrogiemu wobec nich przedsięwzięciu, a wstawiać się najgoręcej do naszego miłościwego pana, Władysława, z woli Bożej króla polskiego, i najjaśniejszego Witolda, wielkiego księcia litewskiego, by jaknajobficiej i najszczodrzej obdarzali braci naszych Litwinów coraz większą wolnością, łaskami i dobrodziejstwami. Co też i przezacni panowie, mieszkańcy ziem litewskich, pod przysięgą i słowem obowiązali się czynić dla nas nawzajem“.

 Było to w 3 lata po bitwie Grunwaldzkiej i stanowiło jej najważniejsze następstwo.”

źródło: Jadwiga i Jagiełło/W Horodle

„…Począwszy od wstąpienia na tron dynastii Jagiellońskiej nie udaje się w Polsce i na Litwie sformułować jakiejś sensownej doktryny usprawiedliwiającej istnienie tego państwa. Unia definiuje się poprzez wrogość swoich sąsiadów. Litwa jest ograniczana i definiowana przez Moskwę jako wróg i zaborca „ziem ruskich”, a Polska jest definiowana przez Niemców, którzy zaczynają ją w pewnym momencie traktować jak kolejny kraj, który należy przyłączyć do Rzeszy. Do tych definicji Moskwa używa żołnierzy, a Niemcy najpierw Krzyżaków, a potem drukowanej propagandy. Prawie dwieście lat panowania dynastii litewskiej na tronie polskim nie przynosi żadnego zadowalającego pogłębienia stosunków Polska-Litwa. Unia jest tworem nietrwałym, bez przyszłości politycznej, który trzyma się tylko dlatego, że strach szlachty przed wrogami zewnętrznymi każe jej bronić tego układu ze wszystkich sił. I Unia się broni skutecznie. Nie jest to jednak zasługą królów z dynastii litewskiej i ich myśli politycznej, ale wynika fakt ów z poświęcenia i zdrowego politycznego rozsądku mieszkańców państwa polsko-litewskiego. Owa nietrwałość Unii daje nadzieje obcym na to, że można będzie kraj rozwalić i w jego miejsce zbudować coś innego. Jakąś Wschodnią Rzeszę konkurencyjną dla Wiednia – co marzy się Hohenzollernom, albo po prostu podzielić się Unią z Moskwą o czym myślą Habsburgowie. Rok 1569 niewiele tu zmienia, bo Unia Lubelska to jedynie potwierdzenie stanu faktycznego. Kilkadziesiąt lat wcześniej Zbigniew Oleśnicki domagał się wprost inkorporacji Litwy i była to koncepcja ze wszech miar słuszna. Oleśnicki był politykiem poważnym i myślącym o przyszłości, czego nie sposób powiedzieć o żadnym władcy z dynastii litewskiej.

Na scenie politycznej stulecia XVI stanęło w pewnym momencie tylu graczy, że podział państwa polsko-litewskiego był po prostu niemożliwy, bo zawsze komuś to przeszkadzało. Niemcy grali przeciwko sobie nawzajem, a Moskwa zaczęła mieć kłopoty ze zwariowanym carem i Londynem, który powoli rozpoczynał kolonizację obszarów północnych. Upadek Węgier, który dawał nadzieję Niemcom i Moskwie na identyczną akcję w stosunku do Polski i Litwy nie przyniósł oczekiwanych skutków. Turcy bowiem stanęli niespełna 300 km od Krakowa, a ich wpływ na politykę Europejską zwiększył się znacznie i wzmocnił graczy peryferyjnych, którzy i tak byli już dosyć silni, poprzez pieniądz i poprzez doktrynę, która definiowała ich państwa – mam tu na myśli Londyn przede wszystkim, ale także Paryż. Wobec tak niekorzystnie rozwijającej się sytuacji i wobec całkowitego podporządkowania się Rzymu Wiedniowi, Niemcy – którzy byli przecież za ten rozwój wypadków odpowiedzialni – musieli znaleźć jakiś sposób na to by wpływać na politykę turecką i studzić ją gwałtownie. I wymyślili – przedmurze chrześcijaństwa. Tym przedmurzem została oczywiście Polska i Litwa, w co – wskutek upowszechnienia się druku i zatrudnienia pożytecznych idiotów z kilku wpływowych rodzin polskich i litewskich w literaturze – zaważyło na naszych losach i definiowało nasze państwo przez ponad stulecie

…Wiek XVIII to rozpaczliwa próba usprawiedliwienia własnego istnienia przez państwo polsko-litewskie polegająca na tak zwanych reformach czyli na upodobnieniu systemu rządów w Polsce do monarchii absolutnych. Było to czynione bez zrozumienia rzeczy podstawowej – monarchie absolutne były prywatnymi folwarkami dynastii, a propagowana przez wynajętych mędrców i filozofów nowoczesność miała jedynie ów fakt maskować. Monarchie te ponadto musiały prowadzić politykę agresji, żeby istnieć. I prowadziły ją wobec tych państw, które nie miały ani doktryny ani złota. Głównie przeciwko Polsce. Ponieważ jednak ta znalazła się w pewnym momencie w całości pod protektoratem Moskwy Niemcy musieli zmienić wektory swojej ekspansji i na chwilę – nie pierwszy już raz zresztą – zwrócili się przeciwko sobie – Prusy oderwały Śląsk od Austrii.

Próba zdefiniowana Polski poprzez wynalazki takie jak konstytucja nie powiodła się, bo powieść się nie mogła. Była ona ponadto prowokacją zmontowaną wcale nie tak sprytnie i wcale nie w ukryciu. Była to prowokacja dość banalna zakładająca, że naiwność elit polskich zdeprawowanych i oszukanych rozmaitymi modami jest tak wielka, że niczego nie trzeba ukrywać. I niczego nie ukrywano. Zupełnie jak dziś.

Najwyraźniej, niestety jedynie w sferze deklaracji, zaznaczyła się polska racja stanu, w czasie niewoli. Sformułował ją i próbował wdrażać w życie książę Adam Jerzy Czartoryski, niekoronowany król nieistniejącego państwa. I wierzcie mi, że jestem ostatnim człowiekiem, który będzie drwił z poczynań starego księcia.

Wszystkie wymienione tu formuły tłumaczące polską rację stanu były albo oszukane albo narzucone. Polska jednak istniała i do tego istniała nie dlatego, że jej wrogowie mieli kłopoty, ale dlatego, że definiowana była poprzez jej obywateli, bardzo świadomych politycznie, którzy opisywali swoje państwo poprzez swoją prywatną własność…” (coryllus – Polska racja stanu)

podobne: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego oraz: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm


 „…Syntezę Zachodu a Wschodu uważam za czczy frazes literacki. a widoczna obecnie w Polsce mieszanina cywilizacyjna jest w mych oczach świadectwem upadku cywilizacji. Cywilizacja albo jest czysta, albo jej nie ma; nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Upadła Polska dlatego, że poszukując niby syntezy Zachodu ze Wschodem, zrobiła ze siebie karykaturę cywilizacyjną – i upadnie znowu, jeżeli nie przestanie na nowo tej karykatury urządzać… 

Zróbmy chronologiczny przegląd faktów, które stawiały naszą przeszłość „pomiędzy Zachodem a Wschodem”. Za najstarszy objaw „Wschodu” na ziemiach polskich uważa się zazwyczaj misję apostołów słowiańskich św. Cyryla i św. Metodego, a tymczasem to właśnie polega na pomyłce – szerzonej skwapliwie przez literaturę rosyjską.

Do państwa bułgarskiego na Bałkanie docierało chrześcijaństwo z obu głównych ognisk, z Bizancjum i Rzymu. Wśród zwolenników Rzymu wyłonił się pomysł, żeby ułatwić sobie nawracanie utworzeniem obrządku słowiańskiego, rzymsko-słowiańskiego, tj. według rytuału rzymskiego, a tylko w języku słowiańskim – i głównymi przedstawicielami tego kierunku byli właśnie „bracia soluńscy”. Apostołowali oni jak wiadomo, pośród Chazarów, którzy posiadali wtedy zwierzchnictwo nad znaczną częścią słowiańszczyzny wschodniej.

A jednak nie przedostał się najmniejszy promyk wiary świętej z nad Donu nad Dniepr, w stronę Kijowa! To, co się mówi o apostolstwie braci soluńskich na Rusi, jest wierutnym wymysłem. Cała działalność misyjna św. Cyryla i św. Metodego nie ma najmniejszego związku ze słowiańszczyzną wschodnią, a w biografii Apostołów słowiańskich nie ma miejsca ni czasu na pobyt ich na Rusi… 

…Głagolica w Polsce niedługo się utrzymała. Istnieje dotychczas w kilkunastu parafiach Istrji i Dalmacji, skazana na zagładę, czego powody i okoliczności nie należą tu do tematu naszego. Nigdy nie miała w sobie nic a nic wschodniego. W nowszych dopiero czasach, kiedy zaczęto „cyrylicę” identyfikować (tendencyjnie) ze św. Cyrylem, rozpowszechniono błędne mniemanie, jakoby apostołowie słowiańscy byli apostołami Słowiańszczyzny wschodniej i jako byli twórcami obrządku grecko- słowiańskiego i praszczurami… prawosławia. Poważna nauka włożyła to dość dawno już między bajki. W 80 lat po chrzcie księcia Wiślan nastąpił chrzest dynastii Piastów, a aczkolwiek w obrządku rzymsko- łacińskim, bliższymi byliśmy natenczas wpływów wschodnich, bizantyńskich, niż za czasów archidiecezji głagolickiej, gdy do niej należały południowe ludy polskie. Chrzest Mieszka I i ostateczne zupełne nawrócenie Polski przypadają na czasy najsilniejszej ekspansji bizantynizmu

…Za Ottona Wielkiego dokonuje się owo gruntowne zaszczepienie bizantynizmu w Niemczech. Panowanie jego zaczyna się od urządzenia dworu na modłę bizantyńską, a kończy się w 927 ożenkiem jego syna z cesarzówną bizantyńską Teofanią (córka Romanosa II, siostra Bazylego II Bułgarobójcy i Anny, późniejszej księżny kijowskiej). Księżniczka ta stanowi osobą swą wykładnik całego rozdziału w dziejach Niemiec i w dziejach powszechnych. Jako małżonka Ottona II, a potem rejentka podczas małoletności Ottona III, posiadała znaczne wpływy polityczne. Dwór jej zasłynął po całym świecie. Roztoczyła niewidziany dotychczas na zachodzie przepych monarszy i wprowadziła bizantyński ceremoniał. Tym razem nie skończyło się jednak na rzeczach zewnętrznych, na sztuce i dworskości. Z gronem wybitnych bizantyńskich uczonych i statystów wytworzyła Teofania środowisko bizantyńskiej idei politycznej, która przyjęła się w Niemczech do tego stopnia, iż stanowi cechę istotną dziejów niemieckich i wywołała dwoistość kultury niemieckiej, przesiąkniętej w znacznej części bizantynizmem. Jakkolwiek nigdy nie opanował on całego społeczeństwa niemieckiego w zupełności, tak, iżby nie było prądu przeciwnego, opierającego się o cywilizację łacińską, jednakże faktem jest, że nigdzie na całym świecie nie osadził się bizantynizm tak mocno, jak w Niemczech. Istnieje niemiecki rodzaj bizantynizmu. Z wyjątkiem panowania Ottona III (którego wyjątkowość stanowi przedmiot zgorszenia pruskiego kierunku historiografii niemieckiej) brnęło cesarstwo niemieckie coraz mocniej w bizantynizm. Odtąd dzieje Niemiec przedstawiają ustawiczne ścieranie się pojęć bizantyńskich z zachodnio-europejskimi; istny dualizm cywilizacyjny w samym środku Europy. Tym tłumaczy się niemoc państwowa cesarstwa niemieckiego, jako takiego, i częste okresy bierności kulturalnej w życiu narodu niemieckiego i samoż utrudnione przyjmowanie się idei narodowej.

Gdyby pierwszy okres naszych dziejów rozwijał się był w zupełnej, bezwzględnej zależności od Niemiec, lub w zupełnej zgodzie z Niemcami, bylibyśmy weszli w krąg cywilizacji bizantyńskiej.

Szczęściem zorganizowaliśmy się w państwo chrześcijańskie nie tylko bez pomocy Niemiec, ale w znacznej części wbrew nim, a za to przy pomocy Papiestwa, zwalczającego już bizantyńskie macki, wysunięte na zachód. Skuteczniejsze było inne uderzenie bizantyńskiej fali, tym razem od wschodu…

…W trzeciej redakcji statutu litewskiego czuje się mieszaninę Zachodu a Wschodu, a litewscy magnaci stają się z czasem istnymi kacykami orientalnymi. Korona nie znała zgoła takiego typu magnata – a zresztą najwięksi latyfundyści koronni byli ubogimi w porównaniu z litewskimi panami. Właściwie w Koronie nie było całkiem „panów”; wszyscy pochodzili z Litwy. Im uboższy kraj, im więcej nędzy w społeczeństwie, tym większe znaczenie bogaczy, choćby nieliczną stanowili warstwę. Polska i Litwa zubożały niesłychanie przez „potop” doznały straszliwych skutków katastrofalnej deprecjacji pieniądza i… wyludnienia ponownego. Zapanowała nie bieda, lecz wprost nędza, a zatem… trzęśli odtąd Polską i Litwą bogaci „panowie” z Litwy. Przestaje Korona wywierać wpływ na Litwę; wszystko przesuwa się wręcz odwrotnie: Korona ulega wpływowi Litwy. Demokracja polska zamienia się w litewską oligarchię, oświata polska ustępuje litewsko- ruskiej niższości kulturalnej. Wszystkie sprawy państwa opanowane zostały przez żywioł litewsko-ruski, Koroniarze zepchnięci w życiu państwowym na drugi plan. Sejmy stały się igraszką samowoli panów litewskich, ich chuci władzy, która dochodziła aż do tego, że niejeden raz pojawiały się pomysły utworzenia osobnego udzielnego państwa dla tego lub owego magnata, któremu zachciewało się korony na jakiej prowincji, gdy nie mógł zostać królem całości. W Koronie bądź co bądź takich pomysłów nie bywało! Na Litwie powstały „milicje nadworne” panów, po prostu wojska prywatne wielmożów, na ich żołdzie i posłuszeństwie, siła zbrojna mająca jawnie służyć prywacie jednostki. Pod sam koniec XVII wieku związała się na Litwie szlachta przeciwko Sapiehom; trwała lat kilka wojna domowa, prawdziwa wojna, ani nawet zwycięstwem walnym szlachty pod Olkienikami nie zakończona (listopad 1700 r.), ani też nie załatwiona „komisją” roku 1702.

To był doprawdy Wschód! Co za orientalizm w „Pamiątkach Soplicy”! Ale skąd się to wzięło? Zubożeniem wyjaśnia się wiele, bardzo wiele – ale ubóstwo może nastać w obrębie każdej cywilizacji. Oczywiście, że nędza cywilizację kazi, psowa, obniża, ale nam tu nie o to chodzi, ale o zmianę cywilizacji. Pijanego szlachcica, najmującego się do zerwania sejmu; analfabetę wyniesionego nad mieszczaństwo, z prawem noszenia szabli na sznurku i otrzymywania kary cielesnej na kobiercu; dewociarza, który każe się braciszkowi od Bernardynów biczować za łotrostwa, które jutro będzie popełniać na nowo; takich typów nie sposób zaliczać do cywilizacji zachodniej. Czyż miała choćby cień jakiegoś pojęcia o prawie publicznym „Alba” Radziwiłłowska? Czy znajdowała posłuch inna władza, jak tylko oparta na majątku i sile, wypływającej ze stosunków osobistych, prywatnych, a mogącej użyć przemocy? czy na rozległej Rusi litewskiej uznawano jakąś powagę, prócz przemocy? czy gwałt nie stał się tam jedynym regulatorem życia? I to miała by być cywilizacja nasza, chrześcijańsko-klasyczna? Spójrzmy na tę sprawę głębiej :Ustrój życia zbiorowego zmienił się radykalnie, z demokratycznego na oligarchiczny, a dostęp do urzędów wpływowych zawisł od osobistych stosunków do członków oligarchii. Nie ma stronnictw, nie ma programów; są tylko partie tego i owego oligarchy. Tylko bogacz, którego stać na utrzymanie dworu i milicji, posiada głos w sprawach państwowych; on bowiem mianuje po prostu posłów sejmowych, wybieranych za jego pieniądze i pod przemocą gwałtów jego zbirów.Wszystko, co się wydaje sprawą publiczną, ma źródło gdzieś w jakiejś sprawie prywatnej. Organizacje wszelkie pochodzą z inicjatywy jakiegoś „pana”, noszą nawet jego mundur. Wytwarza się specjalny feudalizm litewski, iż każdy szlachcic, chcąc żyć spokojnie, musi chwytać się jakiejś pańskiej klamki, zaciągnąć się do czyjejś kohorty. Trzeba się oddać w zawisłość prywatną silniejszemu, jeżeli kto nie chce znaleźć się poza urządzeniami społecznego ładu i względnego przynajmniej bezpieczeństwa. Oto stan Wielkiego Księstwa! Ten brak prawa publicznego odrębnego, a oparcie porządku publicznego na prawie prywatnym, wielce pomnożonym, rozszerzonym – to zasadnicza cecha cywilizacji turańskiej. (…) Byliśmy zupełnie oddaleni od cywilizacji łacińskiej, a wytwarzaliśmy jakąś nową odmianę turańskiej, przynajmniej w prowincjach wschodnich Rzplitej.

Oto skutki dążeń do wynalezienia syntezy Zachodu i Wschodu! Przez tę syntezę zginęliśmy. Bo Wschód zawsze górą, gdy Zachód w imię poszukiwania syntezy do niego się zniża. Utraciliśmy związek z krajami cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej, łacińskiej. Nie sąsiadowaliśmy bezpośrednio z żadnym takim krajem. Niegdyś czerpaliśmy cywilizację wprost ze źródeł, z Francji i z Włoch, tak dalece, iż Sienkiewicz mógł wyrazić się, jako inteligentny Polak posiada dwie ojczyzny: polską własną rodzimą, tudzież Włochy, rodzimej uzupełnienie. Niegdyś! Ale jakież były stosunki z Włochami lub Francją w okresie saskim?

A w bezpośrednim sąsiedztwie niemieckim triumfowała właśnie kultura bizantyńsko – niemiecka, wydobywały się na pierwsze miejsce Prusy, a prawo dynastyczne uznawane było powszechnie jako najwyższe prawo państwowe. Okoliczność ta miała zaważyć rozstrzygająco na losach Polski. Kiedy sapere ausus X. Konarski rozpoczął swe zbożne dzieło odrodzenia, zaczął od społeczeństwa, nie od państwa, a więc brał się do rzeczy całkiem po zachodniemu. Podniety i w znacznej mierze wzorów szukał we Francji, a spopularyzowanie języka francuskiego stanowiło środek do wytkniętych przez niego celów. Ponad głowami Niemiec sięgnęliśmy do krynicy Zachodu i to ocaliło przynajmniej narodowość polską, skoro już za późno było ocalić państwo. Tu bowiem padły na szalę siły, którym nie zdołaliśmy jeszcze przeciwstawić dostatecznych własnych: pojęciu państwa dynastycznego i absolutnego jakżeż przeciwstawić skutecznie to państwo, które istniało w Polsce w czasie pierwszego rozbioru, a które stanowiło przedmiot szyderstw w Europie?…

całość tekstu tu: F.Koneczny – „Polska między Wschodem a Zachodem” – Warszawa 1999

„…W olbrzymim skrócie mówiąc, Polska to ostoja, twierdza cywilizacji łacińskiej wciśnięta między państwo cywilizacji turańskiej, – czyli Rosję – oraz państwo reprezentujące model cywilizacji bizantyńskiej, czyli Niemcy.

Mentalność Polaków i koncepcja organizacji państwa polskiego stawia w centrum ideę wolności osobistej. Niemcy i Rosjanie zaś hołdują koncepcji prymatu interesu państwa nad prawami i przywilejami jednostki. W takim myśleniu wolność osobista, prawo do dążenia do indywidualnego szczęścia są wręcz szkodliwe. Mało tego – należy je zwalczać, bowiem – co pokazała historia Najjaśniejszej Rzeczpospolitej – są zaraźliwie atrakcyjne. Dlatego właśnie Niemcy i Rosja we ścisłym współdziałaniu zniszczyły najpierw Pierwszą, a potem również Drugą Rzeczpospolitą. Bo nie mogły znieść u swych granic narodu ludzi wolnych, ludzi kochających swój Naród i Ojczyznę. Martin Schulz czy Günther Oettinger jawią się, jako ideowi spadkobiercy Fryderyka Wilhelma II, Sieversa, Bismarcka, Ribbentropa – gotowi są użyć szantażu a nawet brutalnej siły dla zwalczania wolnościowych postaw Polaków, którzy najzwyczajniej chcą żyć we własnym, wolnym i suwerennym państwie. Tylko dzisiejsi Niemcy wymachują flagami Unii Europejskiej własny, niemiecki interes skrupulatnie ukrywając w cieniu…” (Tomasz Panfil)

źródło: Sprzedali ideę i wartości za srebrniki

F. Koneczny – „Polska między Wschodem a Zachodem” – odczyt wygłoszony w 1927 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim

oraz: „Polak w relacjach z INNYMI”. Ksenofob, nacjonalista czy sprawiedliwy wśród narodów świata? Leszek Zebrowski w Brukseli w cyklu spotkań „Nie bójmy się myśleć” (14. grudnia 2014 roku)

i to: Profesor Mieczysław Ryba: Multikulturalizm wobec zagrożenia islamskiego w Europie

podobne: Mesjanizm i człowiek sowiecki w polskiej duszy. oraz: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja. i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona a także: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny polecam również: „Do dwunastu mediów” czyli wiersz do każdego polskiego ucha.  i jeszcze: Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? oraz: Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. a także: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. i to: „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez” polecam również: Wacława Sobieskiego „Pańska buta” do „Rokoszu” Jacka Kaczmarskiego. i na koniec: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.

Polska, chrześcijaństwo, krzyż, wiara, patriotyzm