Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.


…Wszyscy pamiętamy czym się skończyła budowa grupy heksagonale, z udziałem państw położonych nad Bałtykiem i Adriatykiem. Teraz zaś budujemy Trójmorze. Nie dość, że Bałtyk i Adriatyk to jeszcze Morze Czarne. W skład tego porozumienia wchodzą, jak zwykle w tych rejonach mali, słabi, nie rozumiejący się wzajemnie i mający sprzeczne interesy partnerzy. Żeby te żywiołki jakoś połączyć w jedną całość i nadać im rzeczywisty pęd, potrzebne jest zasilanie i cel. O tym skąd się weźmie zasilanie, kiedy w Niemczech jest kryzys, mogę sobie wyobrazić, ale cel wydaje mi się ważniejszy, bo z zasadzie powinienem napisać – wróg, a nie cel. Kto będzie tym wrogiem?…

Cała ta strefa ma służyć komunikacji pomiędzy północą a południem, wschodem a zachodem, ma służyć do handlu i za jej przyczyną mieszkańcy Trójmorza powinni się znacznie wzbogacić. Jeśli tak ma być to chyba warto by policzyć porty, które znajdują się na brzegach trzech mórz, a także zorientować się co się w tych portach ładuje, co się wyładowuje oraz kto jest rzeczywistym zarządcą tych miejsc

…Ja jestem za, ale się zastanawiam, czy ci wszyscy optymiści wiedzą na co się porywają? Komunikacja i handel w strefach łączących trzy morza, według tego czego uczy nas historia, nie może służyć jakimś Słoweniom i Estoniom. Ma służyć imperiom, albowiem one, wokół swoich doktryn mogą zgromadzić odpowiednie środki na obronę pozycji, którą zajmują. Jeśli zaś ktoś się tym planom przeciwstawia ginie… 

uruchomienie jakiejkolwiek komunikacji wodnej w Europie środkowej to jest sprawa najwyższej wagi i każdy, kto się za nią zabierze, musi się liczyć z najgorszym; w przypadku zaangażowanych polityków jest to śmierć w zamachu jawnym lub upozorowanym na wypadek samochodowy. Przez lata całe, mimo istnienia planów, nie można było w Polsce przekopać kanału śląskiego łączącego Wisłę z Odrą. To samo jest z regulacją górnych odcinków Wisły. O przekopaniu mierzi Wiślanej nie ma co gadać…

…Czym byłby ten port w Elblągu, gdyby powstał? No, po takiej pobieżnej ocenie mapy wychodzi na to, że byłby to port uniezależniający Białoruś od Rosji. Jeśli powstałaby ta sieć dróg, o której mówimy od dłuższego czasu, te wszystkie Via Karpatie i Via Baltiki, a do tego jeszcze pełnomorski port w Elblągu to znaczyłoby tle, że Białoruś jest na stałe przyspawana do Polski, a odspawana od Rosji. PiS planuje zrealizować większość inwestycji, o których tu mówimy, to się cały czas przewija w różnych doniesieniach zza kulis…

To jest piękna wizja, ale to jest casus belli, w większym jeszcze wymiarze niż niemiecka kolej do Bagdadu przed I wojną światową. Powód jest prosty – uruchomienie wielkich dróg wodnych to zwiększenie liczby wielkich portów w regionie, którymi ktoś musi zarządzać. Porty zaś śródlądowe to ośrodki kumulacji kapitału, a więc także władzy. Kto będzie miał więcej tych portów, ten będzie miał więcej władzy.

Czy politycy PiS zdają sobie z tego sprawę? Jeśli tak, dobrze byłoby dowiedzieć się jak zamierzają ochronić swoje projekty i siebie samych? Za pomocą komanda straceńców ze Słowenii? Żartuję oczywiście. Pytanie jest proste – kto asekuruje ten projekt finansowo i militarnie, to znaczy kto będzie czerpał zeń lwią część zysków? Ja tego nie wiem, a nie chcę już wymieniać Londynu, bo samemu mi się chce śmiać, jak tak piszę. Jeśli to jest projekt wymyślony przez lokalnych polityków, którzy teraz nerwowo rozglądają się za forsą na jego realizację to nadaje się on – przepraszam za wyrażenie – do potłuczenia o du..ę

…Niemcy za nic nie zgodzą się na jakieś Trójmorze i kopanie kanałów, które podłączają niemieckie rzeki do rzek polskich. Rosja zaś za nic nie zgodzi się na przekopanie mierzei i uruchomienie portu w Elblągu, bo będzie to oznaczało oderwanie Białorusi od Rosji. No więc teraz wychodzi na to, że projekt Trójmorza to pogrzeb UE. I jeszcze raz – kto to finansuje i czy traktuje on poważnie kraje takie jak Słowenia, Estonia, Słowacja, Węgry, Chorwacja….a jeśli nie traktuje poważnie, to jakie są jego rzeczywiste zamiary?…” (coryllus, całość tu: Koncentracja jako zasada czyli Trójmorze w ogniu)

Port uniezależniający Białoruś od Rosji? W jakim sensie skoro sami od rosyjskiego gazu zależni jesteśmy, co sezon modląc się żeby nam kurka nie zakręcili (o rurze pod Bałtykiem ciągnionej nie wspomnę). To brzmi jak naprawdę kiepski (a wręcz ponury) żart… i będzie bardziej bolało jak Możejki.

Docelowo porty wszystkich „lokalnych” mórz mające prowadzić do/przez Polskę? Zacny plan, tylko po co nam to na obecnym etapie wewnętrznego i międzynarodowego chaosu i najważniejsze – kto za to zapłaci? Wszystko to ma wymiar równie skuteczny jak piramida w Gizie która dziś stanowi o „potędze gospodarczej” Egiptu (dopóki turyści z całego świata są gotowi płacić za oglądanie tego czegoś).

To jest jakieś horrendum ten pęd za „potęgą” na papierze, budowaną koniecznie w oparciu o koalicje podobnych do Polski bankrutów, które najpierw z własnej woli pozwoliły się wydoić przez projekt „mitteleuropa” i dalej na to pozwalają, a jednocześnie udają że będą bronić swojej tożsamości zabierając się do tego od d… strony przez tworzenie projektów bez pokrycia w ramach antyUnii jednocześnie w niej pozostając (pod protektoratem Niemiec).

Jakby bez tego całego dyplomatycznego lania wody ani państwo ani naród nie mógł normalnie U SIEBIE i o własnych siłach funkcjonować. A to takie proste przecież. Wystarczyłoby zrezygnować z wyzysku fiskalnego wobec obywateli pozwalając im się bogacić, a nie wypychać ich za granicę by budowali obce imperia. Przed tym „dobrobytem” i „opieką państwa” które kosztują coraz więcej spierniczyło (i ciągle spiernicza) z naszego kraju miliony rodaków, dzięki czemu starcy którzy tu zostali umrą jak nie z głodu i chorób to z nędzy, bo z jednej strony nie będzie miał kto na nich robić, a z drugiej ich „składki” na tzw. emeryturę i „darmowa służba zdrowia” zostaną pożarte przez 500+ i inne socjalistyczno partyjniackie projekty/obłędy. Ty Polaku zęby w stół i ciesz się że będziemy mieli „trójmorze”.

Ktoś powie – przecież jesteśmy suwerennym państwem bo mamy „dobrą zmianę” i „narodowy rząd” u władzy który się kulom nie kłania, więc nareszcie możemy robić co chcemy. Takiemu komuś polecam lekturę tego – W czyich rękach spoczywa polski dług.

Tylko dureń zaczyna odbudowę domu od położenia dachu (i to wirtualnego) na zgniłych i podziurawionych ścianach, którego fundamenty właśnie zapadają się w bagno. Dureń albo asocjalista… od moża do moża. (pisownia celowa… Odys)

„…żeby być w polityce międzynarodowej partnerem, rząd musi panować przynajmniej nad własnym państwem. W przypadku Polski tak nie jest, a ponieważ każdy to widzi, Polska jest rozgrywana na zasadzie divide et impera. Ale nie na tym polega specyfika Volkslisty rosyjskiej. Ta specyfika polega na rosyjskich oczekiwaniach wobec Polski – że mianowicie zaakceptuje ona bez zastrzeżeń status „bliskiej zagranicy”. To bywa rozmaicie nazywane w zależności od sezonu; raz to jest „słowiańszczyzna”, innym razem – „bratnia wspólnota socjalistyczna”, a teraz nawet jako „obrona cywilizacji” – ale za każdym razem, od XVIII wieku, chodzi o to samo. Różnica jest taka, że Rosja raz przyciska nas do swego serduszka mocniej, a innym razem – słabiej. Jak przyciska nas mocno, to nie możemy nawet złapać oddechu, a jak słabiej, to niektórym nawet wydaje się, że są wolni. Ryzyko polega na tym, że nigdy nie wiemy, jak to będzie, bo też nie od nas to będzie zależało, tylko od tego, kto akurat stanie na czele Rosji. Tłumaczyłem to w roku 1996 delegacji Dumy rosyjskiej, która akurat bawiła w Warszawie. Jeden z deputowanych był ciekaw, dlaczego Polska chce przyłączyć się do NATO. Powiedziałem, że – po pierwsze – tylko NATO przewiduje obecność amerykańskiego wojska na terenie Niemiec. Dopóki to wojsko tam jest, to mamy coś w rodzaju gwarancji, że Niemcy nie zrobią niczego okropnego. Jeśli pewnego dnia amerykańskie wojsko z Niemiec zniknie, to być może Niemcy i wtedy nie zrobią niczego okropnego, ale już żadnej gwarancji nie będziemy mieli. Po drugie – chcielibyśmy zachować niepodległość i albo nam się to uda, albo nie. Może bowiem nam się to nie udać, bo coś okropnego zrobi Rosja. To nie musi być zaraz tragedia, chociaż oczywiście wolelibyśmy utrzymać niepodległość. Gdyby – powiedziałem – w Rosji panowała rynkowa gospodarka i liberalne prawo, gdyby Rosja nie próbowała przerabiać nas ani na „ludzi sowieckich”, ani na jakichś „Słowian”, gdyby na czele Rosji stał ktoś taki, jak Sergiusz Witte, albo Piotr Stołypin, to jakoś byśmy to wytrzymali. Gdyby jednak na czele Rosji znowu stanął ktoś taki, jak Józef Stalin, to – powiedziałem – wy sami najlepiej wiecie, że trzeba uciekać od was jak najdalej. Więc na wszelki wypadek chcemy przyłączyć się do NATO, żeby w razie czego mieć gdzie uciekać.

Jak z tego wynika, za przynależnością do NATO , czyli za Volkslistą amerykańską, przemawiają pewne argumenty, które byłyby jeszcze mocniejsze, gdyby Polska mogła uzyskiwać korzyści z przynależności do Paktu, do którego wnosi ważny aport. Przyczyny niemożności uzyskiwania tych korzyści leżą po stronie polskiej, a nie po stronie NATO i te przyczyny Polska powinna wyeliminować. W przeciwnym razie państwo nasze będzie wodzone za nos już nawet nie przez Niemcy, ale nawet przez Ukrainę, która znakomicie opanowała sztukę obcinania kuponów od prezentowania się w charakterze państwa specjalnej troski, no a przede wszystkim woli namawiać się z Niemcami, niż z rządem w Warszawie który nie wiadomo, czy panuje nawet nad swoimi sekretarkami. Jest to szczególnie ważne teraz, kiedy Niemcy wykorzystują pretekst Brexitu, by przywracać w Unii pruską dyscyplinę, a zapowiedzi tworzenia unijnych sił szybkiego reagowania i marynarki wojennej z rozbudowanymi dowództwami oraz „międzynarodowej” straży granicznej budzą podejrzenia, że USA próbując skaptować Niemcy do antyrosyjskiej krucjaty, mogą pozwolić na budowę europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, czyli na uwolnienie Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. L’appetit vient en mangeant, co się wykłada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie jest wykluczone, że Niemcy spróbują załatwić jeszcze jedną sprawę, a mianowicie – amerykańską zgodę na rewizję postanowień konferencji w Poczdamie odnośnie „ziem utraconych”…” (Stanisław Michalkiewicz, całość tu: Slalom między Volkslistami)

podobne: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset? oraz: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i to: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.

Karl Schuller - Auf falschem Kurs (Na falszywym kursie, Kladderadatsch, Berlin, lipiec 1939)

Karl Schuller – Auf falschem Kurs (Na falszywym kursie, Kladderadatsch, Berlin, lipiec 1939)

Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Norwegia – z resztą nie po raz pierwszy – wygłasza ważną deklarację. Norweski minister ds. ropy naftowej Tord Lien przekonuje, że jego kraj może stać się głównym dostawcą gazu ziemnego do Europy. Oczekuje jednak konkretnych deklaracji zapotrzebowania, które zabezpieczą inwestycje niezbędne do realizacji tego celu. To okazja, aby Polska ustawiła się w kolejce.

…Ceny dostaw od norweskiego Statoila mogą być konkurencyjne do rosyjskich, a co ważniejsze, kontrakty mogą być bardziej elastyczne, niż skostniała umowa z Gazpromem uwzględniającą niekorzystną dla Polaków klauzulę take or pay. Źródło norweskie może dać konkurencyjne dostawy LNG na rzecz zapełnienia terminala w Świnoujściu surowcem, co będzie konieczne dla utrzymania jego rentowności, jeżeli Warszawa nie zechce sięgnąć po subsydia.

W tym kontekście deklaracje przedstawicieli rządu o całkowitej rezygnacji z dostaw gazu z Rosji w długim terminie brzmią bardziej realnie. Celem nie jest rezygnacja z dostaw rosyjskich sama w sobie. Mogą się one odbywać, pod warunkiem, że przestaną być narzędziem nacisku politycznego i problemów dla polskiego sektora gazowego. Na przełomie wieku mieliśmy już szansę na skorzystanie z norweskiej alternatywy, ale ze względu na kryterium najniższej ceny, wybraliśmy wzrost dostaw od Gazpromu. To była krótkowzroczność. Krach cen ropy naftowej pokazał, że LNG może być konkurencyjne w stosunku do dostaw z Rosji. Niewykluczone, że jest tak obecnie nawet w przypadku odsądzanego od czci kontraktu katarskiego. Kryzys na Ukrainie pokazał po raz kolejny, że cena nie jest najważniejsza.

Norwedzy znów kładą ofertę na stole. Czy Polska z niej skorzysta?” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski?

podobne: PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. a także: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje 

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej chcą zablokować rozbudowę bałtyckiej magistrali. Niemcy narażają się na krytykę, ze względu na wsparcie ich firm dla projektu Nord Stream 2. Czy Komisja zdoła zatrzymać inwestycję? – Zastanawia się Frankfurter Allgemeine Zeitung.

– Nord Stream był zawsze tematem politycznym. Przede wszystkim Polacy postrzegali go, jako próbę wzmocnienia kontroli nad dostawami gazu do Europy przez Rosję, przy jednoczesnym uderzeniu w kraje tranzytowe jak Polska czy Ukraina – pisze dziennikarz niemieckiej gazety. Przypomina, że polskie władze porównały Nord Stream do Paktu Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku, który umożliwił podział wpływów w regionie między hitlerowskie Niemcy, a Związek Sowiecki.

– Polski rząd przechodzi do ofensywy. Wraz ze Słowakami przekazał list Komisji Europejskiej, w którym wzywa do zablokowania projektu. Oprócz nich sygnatariuszami są kraje bałtyckie, Rumunia i Węgry. Bułgarzy i Czesi nie przyjęli propozycji przyłączenia się do listu – pisze FAZ.

Autorzy listu oskarżają Berlin o przedkładanie własnych interesów ekonomicznych ponad wspólnotowe i zgodę na zwiększenie zależności od rosyjskiego gazu wbrew planom Komisji Europejskiej, która planuje coś przeciwnego. Niemcy przekonują, że projekt ma charakter czysto komercyjny. Mimo to, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Unii Energetycznej Marosz Szefczovicz przekonuje, że wątpliwe są korzyści ekonomiczne z projektu, bo istnieją już szlaki dostaw, którymi można byłoby słać więcej gazu, a istniejące dwie nitki Nord Stream nie są wykorzystywane w pełni.

– Nord Stream 2 jest poza jurysdykcją Komisji Europejskiej – przekonuje FAZ. Komisja może jednak wymagać od autorów projektu ścisłego przestrzegania prawa unijnego dotyczącego konkurencji na rynku gazu. – Przy budowie pierwszych d1)wóch nitek Nord Stream 1 o powodzeniu projektu prawdopodobnie zadecydowała zgoda Komisji na zwolnienie jego odnóg – OPAL i Gazelle – z regulacji trzeciego pakietu energetycznego (Rosjanie mają 50 procent ich mocy na wyłączność) – pisze dziennik. Południowy projekt rosyjski South Stream upadł, bo nie dostał podobnych wyłączeń.

Na szczycie Unii Europejskiej w grudniu nie dojdzie do pogrzebania Nord Stream 2. Prawdopodobnie temat nie znajdzie się na agendzie. Kryzys migracyjny, zagrożenie terrorystyczne i groźba wyjścia Brytyjczyków z Unii to dużo ważniejsze sprawy – kwituje dziennikarz niemieckiej gazety. (Frankfurter Allgemeine Zeitung/Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kryzys migracyjny, terroryzm i Brexit przykryją temat Nord Stream 2. Dwa bloki państw spierają się przed szczytem OPEC

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum i to: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. polecam również: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. i jeszcze: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.

„…Nord Stream to połączenie gazowe między Rosją, a Niemcami, pociągnięte po dnie Morza Bałtyckiego. Pozwala omijać tradycyjne kraje tranzytowe, jak Ukraina. Może także posłużyć do zmarginalizowania znaczenia Gazociągu Jamalskiego ciągnącego się przez Polskę. Z tego powodu Warszawa, wraz z krajami Europy Środkowo-Wschodniej domaga się od Komisji Europejskiej pełnego przestrzegania prawa unijnego w zakresie inwestycji Nord Stream 2, czyli rozbudowy istniejącej magistrali o trzecią i czwartą nitkę. Nie chce dopuścić, aby projekt uzyskał podobne przywileje jak pierwsze dwie nitki. Przedtem Polska musi stoczyć inną batalię, o której pisze Rzeczpospolita.

– Skarga dotyczy sposobu ułożenia rurociągu na dnie Bałtyku. Zarząd Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu domaga się, by na skrzyżowaniu rurociągu z północnym szlakiem żeglugowym rurociąg był bardziej zagłębiony, co umożliwi poruszanie się statków o większym zanurzeniu – podaje Zbigniew Miklewicz, prezes ZMPSiŚ cytowany przez dziennik. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 17 grudnia. Według Rzeczpospolitej Rosjanie liczą na szybkie zwycięstwo w sądzie, które umożliwi budowę trzeciej i czwartej nitki magistrali w ramach projektu Nord Stream 2.

Rzeczpospolita podaje, że ze względu na położenie dwóch pierwszych nitek Nord Stream, do Świnoujścia nie będą mogły w przyszłości wpływać jednostki o zanurzeniu większym, niż 13,5 m. Tymczasem port planuje inwestycje w terminal kontenerowy i terminal ładunków masowych, który ma pozwolić na przyjmowanie takich statków.

Źródło dziennika związane ze śledztwem przekonuje, że Polakom chodzi o działanie na zwłokę, w celu opóźnienia budowy Nord Stream 2. Cztery nitki gazociągu miałyby jeszcze bardziej utrudnić pracę.

Strategia Warszawy polega na tym, by uprzedzić wyrok hamburskiego sądu, poprzez wymuszenie na Niemcach realizacji deklaracji uzyskanej przez Donalda Tuska od Angeli Merkel. Decyzja polityczna Berlina miałaby zablokować spodziewany, niekorzystny werdykt Hamburga. Problem polega jednak na tym, że uzyskane przez Tuska ustępstwa to deklaracja polityczna, bez pokrycia w zobowiązaniach formalnych

…Od tego, czy Polacy zdołają wyegzekwować polityczną deklarację od Merkel będzie zależało, czy uda nam się opóźnić realizację projektu Nord Stream 2, oraz czy gazociąg nie będzie blokował rozwoju portów. Dostosowanie gazociągu do wymagań postawionych przez Polaków może potrwać. Wtedy Warszawa zyska czas na walkę legalistyczną o to, by Nord Stream 2 został ograniczony gorsetem prawnym Unii Europejskiej na tyle, że inwestycja stanie się nieopłacalna albo niegroźna z polskiego punktu widzenia. Polska i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunia wymogły na obecnym przewodniczącym Rady Europejskiej – co ciekawe, jest nim ten sam Donald Tusk, o którym mowa wyżej – aby temat Nord Stream 2 znalazł się na agendzie posiedzenia Rady zaplanowanego na 17-18 grudnia, czyli dzień rozprawy w Hamburgu i ten następujący po nim. Temat może jednak zginąć w tłumie istotnych zagadnień jak terroryzm, walka z Państwem Islamskim, kryzys migracyjny, czy zaostrzenie sytuacji na Ukrainie. Faktem jest, że Nord Stream 2 powstanie, niezależnie od interpretacji stanu prawnego, którą wybierze Warszawa. Kluczem jest uzyskanie koncesji w zamian za zaprzestanie jego torpedowania. W tym kontekście eskalowanie żądań o argumenty z zakresu żeglugi morskiej może być pożyteczne o tyle, o ile nie zostanie zdyskredytowane zręcznymi argumentami Niemców.

Sąd w Hamburgu może nie mieć wrażliwości, którą wykazał niemiecki czynnik polityczny, decydując się na ustępstwo wobec polskiego ministerstwa infrastruktury. Tamtejszą wokandę może jednak wyprzedzić zapowiadany ukłon Berlina w stronę Warszawy. Ile warte jest słowo kanclerz Angeli Merkel? Czy deklaracja uzyskana przez premiera Donalda Tuska, będzie mogła dziś posłużyć rządowi Beaty Szydło do włożenia kija w szprychy projektu rozbudowy Gazociągu Północnego? Mogło być to jedynie ustępstwo deklaratywne i taktyczne, za którym niekoniecznie pójdą faktyczne działania. Jeśli sąd hamburski wyda wyrok niekorzystny dla Polaków, nie będzie podstaw do kwestionowania istniejących i planowanych nitek gazociągu. Ostatnia szarża na Nord Stream zakończy się wtedy przeszarżowaniem. Polacy mają jeszcze 10 dni do rozprawy w Hamburgu. Czas na odpowiedź z Niemiec.”  (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Ostatnia szarża na Nord Stream, czyli ile warte jest słowo Merkel?

podobne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

UE - USA

„…PiS stara się wmówić Polakom, że „strategiczny sojusz” z USA jest czymś materialnie i formalnie innym, niż platformowa „podległość wasalna Niemcom”. Podległość, to podległość, w sumie żadna różnica. Przede wszystkim jednak do znudzenia trzeba powtarzać, że „sojusz z Polską” nie jest żadną alternatywną – ani dla Polski, ani dla Stanów. Mówiąc prościej – Niemcy skolonizowały gospodarczo Polskę za wiedzą i zgodą, jeśli nie na polecenie Amerykanów, i realizują zadania namiestnicze w Europie właśnie z ramienia Waszyngtonu. Dlatego właśnie nie ma żadnej istotnej różnicy między polityką zagraniczną realizowaną przez PiS i przez PO.

Między innymi dlatego czystym pozoranctwem jest czynienie z kwestii polityki zagranicznej (zwłaszcza na jej odcinku niemieckim) jakiegoś zasadniczego elementu spornego, odróżniającego obecny rząd od poprzedniego. Podległość wobec Niemiec nie wynika z woli tego, czy innego rządu, tylko jest konsekwencją polityki gospodarczej ostatniego ćwierćwiecza (przy czym – co również z pewnym rozbawieniem konstatuję – stwierdzenie oczywistego faktu, że Polska jest jedynie częścią gospodarki niemieckiej – jest dla niektórych polemistów tak drażniące, że aż uznają je za afirmację tego, skądinąd niewesołego, stanu rzeczy).

Werwolfu nie ma i nie będzie

Żadne działania ani deklaracje strony niemieckiej nie mogą zostać na poważnie uznane za zakwestionowanie obowiązującej linii „partnership in leadership” dla relacji amerykańsko-niemieckich. Ani absencja Bundeswehry w Iraku, ani niemiecki udział w North Streamie nie kwestionują bowiem, ani nie osłabiają w niczym globalnej amerykańskiej hegemonii, mieszcząc się widocznie w przyznanej Berlinowi sferze autonomii, lub stanowiąc element PR-owskiej zasłony, czy też realizacji innych zadań zlecanych, czy akceptowanych przez Waszyngton. Rola „dobrego policjanta”, jaką Niemcy starają się niekiedy odgrywać zwłaszcza w stosunkach z Rosją również nie może dziwić. Skoro bowiem wciąż Zachód i Wschód nie znajdują się w stanie jawnej wojny – to jedyną formą podtrzymywania nawet napiętych stosunków jest technika balansu, zacinania i popuszczania, w której zadaniem niektórych podmiotów jest właśnie utrzymywanie pewnych niezatykanych do ostatniej chwili kanałów kontaktów i współpracy. Nie jest to jednak objaw samodzielności i niezależności – tylko zadania do wykonania, potwierdzające tylko zasadniczą zależność od czynnika wyższego.

Oczywiście, w Niemczech (podobnie jak i w innych krajach Zachodu) istnieją grupki i ośrodki zainteresowane wyzwoleniem spod amerykańskiej dominacji, są to jednak środowiska nie mające bezpośredniego przełożenia na politykę państwa (czy to o genezie lewackiej, liberalno-inteligenckiej, czy narodowej i narodowo-konserwatywnej). I co do zasady trudno uznać je za jakieś szczególnie wrogie, czy niebezpieczne dla Polski. Zagrożenia dla naszego kraju i narodu, dla ich bezpieczeństwa i przetrwania wynikają bowiem z dalszego utrzymywania się globalnej hegemonii USA, a nie próbami, czy koncepcjami jej przełamania. „Wojna z terroryzmem”, eksport ideologii demoliberalnej i światowego „wolnego rynku” korporacyjno-spekulacyjnego, wreszcie eskalacja już trwających konfliktów do pełnowymiarowej wojny światowej – wszystko to są skutki dążeń do utrwalenia światowego ładu jednobiegunowego i realne zagrożenia dla Polski i Polaków. Faktyczna zależność III RP od Niemiec pod względem kapitałowym, a zatem i politycznym – z całą swą fatalnością i uciążliwością – również jest elementem tego samego porządku międzynarodowego i nie zostanie zniesiona bez jego obalenia, a przynajmniej poważnego osłabienia.

Prawdziwa alternatywa

Mrzonkami są wizje skutecznego wyzwalania się od Niemiec bez kwestionowania podstaw, także organizacyjnych amerykańskiej hegemonii w naszej części świata, tj. przynależności Polski do NATO i Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie. Jeszcze większą naiwnością lub bezczelnym kłamstwem jest udawanie, że III RP jest, czy mogłaby być dla USA „partnerem”, czyli wasalem o znaczeniu choćby porównywalnym z Niemcami. Przeciwnie, nie mając nad Wisłą żadnych istotnych interesów gospodarczych Amerykanie wprost widzą w nas wasala drugiej kategorii, zadaniowanego właściwie tylko czasem na odcinku wschodnim w formie nagonki. Oczywiście, „patrioci” odpowiedzą na to zapewne, że jednak spróbują, tzn. tak wzmocnią Polskę bilionem na inwestycje, że odzyska ona swoją gospodarkę, wzmocni swoją pozycję także/przede wszystkim wobec Niemiec i z takim wianem będzie już pełnoprawnym „strategicznym sojusznikiem USA”. I znowuż jednak – odzyskania gospodarki nie da się przeprowadzić żadnymi, choćby najsympatyczniejszymi ruchami fiskalnymi wobec sieci hipermarketów, tylko poprzez opuszczenie UE i nacjonalizację, zwłaszcza sektora bankowego, czyli działania, na które żadna establishmentowa siła polityczna, choćby nie wiadomo jak „patriotyczna” się nie zdobędzie – także dlatego, że Amerykanie nie mają powodów, by na takie eksperymenty pozwalać. Polska musiałaby więc najpierw/równolegle wydobyć się spod zależności od Waszyngtonu, lokując gdzieś w ramach alternatywnego ładu wielobiegunowego, z jego formami organizacji bezpieczeństwa zbiorowego i współpracy gospodarczej. Gdyby zaś to nastąpiło – to problem zostawania „równorzędnym sojusznikiem Ameryki” na wzór niemiecki – też już by przecież przestał istnieć, bo zamiana taka straciłaby sens i rację bytu…(Konrad Rękas)

całość tu: Między Ameryką a Niemcami – dylematy geopolityki polskiej

podobne: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. i to: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce

Miejsce Polski w świecie stale się obniża. Nie chodzi przy tym o tak oczywisty geopolityczny regres, jak ten z pozycji europejskiego mocarstwa, którą osiągnęliśmy w czasach słabości Niemiec i Rosji, do całkowitego zaniku państwa po rozbiorach. Nie chodzi też o widoczne na mapach kurczenie się kraju od czasów jagiellońskich po współczesne. Degradacja postępuje także w ostatnich dziesięcioleciach i jest nadzwyczaj stabilnym procesem.

Pozycja Polski w świecie systematycznie spada, w ostatnim czterdziestoleciu obniżyła się o przeszło siedem miejsc. Nic nie zatrzymało tego spadku, ani westernizacja Edwarda Gierka, ani sowietyzacja Wojciecha Jaruzelskiego, ani Okrągły Stół Czesława Kiszczaka czy Plan Leszka Balcerowicza, ani wejście do NATO i Unii Europejskiej, ani napływ unijnych funduszy, ani prywatyzacja, ani zamykanie czy otwieranie rynków oraz granic. Nic.

Nie jest mi znany żaden plan, który by ten problem miał rozwiązywać, zresztą nie jest mi też znany żaden planista, który by tu problem w ogóle dostrzegał.

Liczby i rzeczywistość

Co ten dryf oznacza? Arytmetycznie tylko tyle, że pod badanymi względami wyprzedza nas coraz więcej państw. A jakie to względy? Takie, jakie klasyfikuje GUS: powierzchnia, ludność, produkcja energii elektrycznej, import, eksport, PKB ogółem, PKB na mieszkańca, zbiory: pszenicy, żyta, jęczmienia, ziemniaków, buraków cukrowych; pozyskanie drewna, pogłowie: bydła, trzody chlewnej; produkcja: mięsa z uboju, mleka krowiego, jaj kurzych; połowy morskie i słodkowodne, produkcja: surowców energetycznych, węgla kamiennego, węgla brunatnego, cukru surowego, cementu, stali surowej, miedzi rafinowanej.

Może są to anachroniczne miary kondycji państwa? Możliwe. Może są niekompletne? Też możliwe. Ale właśnie taki zestaw ustala przez ostatnie kilkadziesiąt lat GUS. Rezygnacja z którejkolwiek miary lub dodanie nowej – tworzyłyby czyjś autorski zestaw, już niepodparty autorytetem polskiej statystyki publicznej. No to skoro nie da się podważyć danych, może dałoby się je zlekceważyć? Wszak jeśli przyjąć, że węgiel jest nienowoczesny, a cukier niezdrowy, to można by się spadkiem ich produkcji cieszyć zamiast martwić. Ano można, tylko… czemu ludzie uciekają od nas, a nie do nas?

Demografia jest nieubłagana. Nawet gdyby z bilansu ludności nie skreślać jeszcze tych milionów Polaków, którzy właśnie się urządzają w Niemczech, Anglii oraz innych krajach świata, nawet gdyby Polki zaczęły teraz masowo rodzić, a ich dzieci, gdy dorosną, szukałyby sobie miejsca w kraju, to i tak należy się wkrótce liczyć z kilkunastoprocentowym ubytkiem ludności. Mogłoby to jeszcze pogłębić dotychczasową tendencję, która już była wyraźnie schyłkowa…

…Zmiana pozycji Polski nie oznacza degradacji absolutnej, lecz tylko – względem innych państw, które nas stopniowo wyprzedzają. Nie musi to znaczyć, że jest nam gorzej w ogóle, ale że gorzej niż innym, którzy stają się od nas silniejsi i są w stanie coraz bardziej nas sobie podporządkowywać. Tylko tyle…

…Szkoda teraz czasu na wyliczanie zbędnych czy nawet szkodliwych instytucji państwa, absurdalnych inwestycji, które lepiej by od razu zburzyć zamiast utrzymywać, dysfunkcyjnych praw, przepisów, które dawno utraciły sens. Trzeba to będzie ogarniać i zmieniać, ale ze świadomością, że teraz, na tym fundamencie, można tylko zmniejszać ich szkodliwość, nic więcej. A niektóre doraźnie sensowne reformy mogą nawet w efekcie naszą przyszłość pogorszyć…

Musimy dobrze uczyć i wychowywać wszystkie nasze dzieci oraz całą młodzież, lecz stopniowo wyłaniać spośród nich i kształtować dla dobra ich oraz nas wszystkich – przyszłe elity, które by się czuły odpowiedzialne za państwo i za społeczeństwo, i chciały im służyć…

Niestety, już samo zaistnienie zasobu rzetelnej wiedzy, pozwalającego na ocenę różnych projektów, zmniejsza komfort sprawowania władzy przez polityków oraz urzędników, gdyż w nieunikniony sposób ogranicza ich swobodę i różne doraźne korzyści. Może za to podnosić tej władzy jakość. Prawdę mówiąc, nawet trudno sobie wyobrazić inny sposób na jej podniesienie. Tu interes partii oraz biurokracji, ich wygoda i beztroska – muszą zejść na dalszy plan…

…Odbudowa elit wydaje się dziełem trudnym, ale wykonalnym. Może to trochę przypominać rekonstrukcję wymarłego gatunku, co już nam się zresztą udawało – z żubrem czy tarpanem. Czemu by miało teraz nie wyjść z pisarzami, humanistami, inżynierami, menadżerami?…

Trzeba uczyć dbałości o substancję biologiczną – i ludzi, i przyrodę. Uczyć myśleć o gospodarce jako służebnej dla ludzi, a nie odwrotnie. I oczywiście, zawsze, uczyć o służebności prawdziwych elit. Bo inaczej są pasożytami.

Uczyć trzeba historii Polski w narracji własnej, a nie cudzej. (…) Trzeba rozwijać własną humanistykę i w ogóle kulturę, nie tylko importować czy naśladować obcą. A nade wszystko pielęgnować język i kulturę słowa. To, co robi dziś z polszczyzną (i polskością) wiele, zapewne większość mediów, instytucji kultury, uczelni – jest nie tylko nieakceptowalne, ale też niewybaczalne…

…Tak jak istnieje dzisiaj Małopolska czy Wielkopolska, może istnieć jutro Całopolska, czy nawet po staremu Polska, może zachować kompanię honorową i fotel w zgromadzeniu ONZ. I nawet prawo do tabliczek z nazwami ulic w swojej gwarze. Czemu nie? To jednak może już nie być państwo, lecz raczej jakiś tubylczy samorząd. Niewykluczone, że w tym kierunku powoli zmierza charakter naszej autonomii w ramach europejskiego bytu politycznego, autonomii, której ograniczenia przyjmujemy dziś względnie dobrowolnie, a w każdym razie bez większego sprzeciwu. Niektórzy uważają to zresztą za najlepszą możliwą dla nas przyszłość i nawet śmiało o tym mówią…

Potencjał umysłowy Polski zdaje się maleć jeszcze szybciej niż ten ludnościowy. Jednym z najdobitniejszych tego przejawów jest samozadowolenie elit, upojonych własnymi komplementami, opromienionych samouwielbieniem, poczuciem potęgi, przyznających sobie za to coraz liczniejsze ordery, nagrody, tytuły honorowe, których liczba rośnie chyba jeszcze szybciej i optymistyczniej od wskaźników skolaryzacji, europeizacji, cywilizacji, uzasadniając tym samym wiarę w opiekuńczą, niewidzialną rękę dziejów, która zawsze sprawi, że świat zadba o nas lepiej niż my sami… To raczej nie sprzyja budowaniu planów. (…)(Marek Chlebuś)

całość tu:  Rejs

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć? a także: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. oraz: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i jeszcze: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty. i to: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy.

Na koniec materiał: Jacek Bartosiak szczegółowo o nowej roli Polski w kontekście chińskiej koncepcji „nowego szlaku jedwabnego”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu.


Dla Węgier gaz ziemny jest ważnym surowcem importowanym z Rosji, zapewniającym prawie 40% energii (dla porównania w Polsce – 13%). Problemem jest przesył całości dostaw gazu przez Ukrainę. Związki gospodarcze między Węgrami i Rosją są mocne – Moskwa to drugi największy partner handlowy Budapesztu.

Początkowo priorytetem dla Węgrów było rurociąg Nabucco, w którym uczestniczył węgierski MOL. Jednak już w styczniu 2008 r. premier Ferenc Gyurcsany, w rozmowie z W. Putinem,  stwierdził, że „Nabucco to dawne marzenie i stary plan. A my nie chcemy marzeń, my potrzebujemy projektów. Jesteście szybsi niż Nabucco”.

(…)

Dzięki temu Wegry zdołają utrzymać niskie ceny energii, co jest istotne przy niskiej sile nabywczej społeczeństwa i konieczne jest dla zachowania konkurencyjności węgierskiego przemysłu. Kluczową zaletą kontraktu jest długoterminowe finansowanie przez Rosjan kwotą 10 miliardów Euro na znacznie korzystniejszych warunkach niż rynkowe.

(…)

„Nie prowadzimy polityki pro-rosyjskiej, ale politykę pro-węgierską”. Dla Węgier liczyły się przede wszystkim interesy – zmniejszenie zależności od zewnętrznych źródeł energii dzięki elektrowni jądrowej oraz dywersyfikacja dróg dostaw gazu przez South Stream.

Próbując ratować projekt przed blokadą Brukseli, Węgierski parlament  uchwalił w listopadzie 2014 r. ustawę, wyjmującą przedsięwzięcie spod jurysdykcji  Unii. Premier Orban powoływał się na fakt, że „Niemcy zbudowali Nord Stream, co sprawia, że mogą ominąć Ukrainę jako źródło potencjalnego zagrożenia. Nie chcemy większych korzyści niż te, których pragną Niemcy”.

Jednak siła głosu tych krajów ma w Brukseli różną moc. Komisja Europejska wezwała Budapeszt do złożenia wyjaśnień. Péter Szijjártó, minister spraw zagranicznych i handlu, odpowiedział wówczas zdecydowanie, że „Unia nie powinna nam mówić, jaką mamy prowadzić politykę energetyczną”. Przypomniał, że polityka energetyczna należy do kompetencji państw członkowskich, a nie Komisji.

Po upadku projektu premier Wiktor Orban oskarżył Brukselę o ciągłe blokowanie rurociągu i porównał starania Węgier o energetyczną samodzielność w Unii do walki węgierskiego Dawida z Goliatem Zachodu.”

całość tu: Węgierski Dawid przeciw Goliatowi

podobne: USA nakładają sankcje na Węgry za wspieranie Rosji! oraz: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. i to: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu. Szczęśniak o unii energii i rosyjskim kurku. Gazociąg Nabucco a także: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy.

Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.


„Bankructwo Grecji ma wiele stron. Główną jest oczywiście sam kolaps greckiego socjalizmu który  w  spektakularny sposób dochodzi do ściany.  Wg danych Brookings Institute, na 3.8 miliona pracujących Greków w 2013  przypadał mniej więcej jeden milion osób które albo wisiały na rządowych fuchach albo pobierały rządowe emerytury.   I to całkiem  zdrowe emerytury…   Emerytura  55-letniego emerytowanego oficera policji  była na przykład rzędu €1650,  wobec €1200 netto dla wykładowcy uniwersyteckiego. Ciekawe czy to odbiega tak znacznie od realiów  polskich emerytur mundurowych i uposażeń uniwersyteckich… Tego typu patologie  socjalizmu mogą być przedłużane i sztukowane rozmaitymi bailoutami,  pożyczkami  i czym tam jeszcze, ale  w nieskończoność trwać nie mogą.  A ponieważ socjalizm nigdy się sam nie zreformuje  jedyną opcją jest dojście do ściany i rozbicie się o nią.   Cudza kasa na całe szczęście kiedyś się kończy  i  następuje twarde lądowanie  do życia  na koszt własny.

(…)

Jeśli Tsipras by się ugiął pod wywieraną na niego presją  to zdradziłby swoich wyborców i swoją własną partię która by szybko pokazała mu drzwi. Jeśli by się nie ugiął to doprowadziłby do bankructwa kraju, i drzwi by mu pokazali  wspomniani wyżej rozgoryczeni emeryci i sektor publiczny pozostawiony bez środków do życia. W obu przypadkach polityk bez odpowiedniego mandatu ochronnego byłby skończony.

Tsipras jednak  intrygę przejrzał  i ją  rozbroił.  Niespodziewanie ogłosił referendum na temat przyjęcia lub odrzucenia dyktatu „trojki”,   które właśnie taki mandat ochronny mu zapewni niezależnie od wyniku…  

(…)

Ale dlaczego hegemonowi tak miałoby zależeć na usunięciu Tsiprasa? Z kilku powodów z których głównym jest prawdopodobnie polityka gazowa i wojna hegemona i jego satelitów z Rosją. Wiedzą oni dobrze że Europa potrzebuje gazu rosyjskiego z odnogi południowej. Nie ma dla tego praktycznie alternatywy, włączając w to nawet alternatywne dostawy LNG, i nawet hegemon to z ociąganiem przyznaje. Odnoga południowa przejąć ma od 2019 transporty obecnie idące przez Ukrainę.

Europejscy wasale piętrząc na polecenie hegemona trudności na drodze rurociągu South Stream mającemu początkowo wylądować w Bułgarii i iść dalej przez Rumunię spowodowali anulowanie jego budowy. Rosja nie traciła czasu ogłaszając że gas dostarczony będzie teraz rurą Turk Stream, innym rurociągiem pod Morzem Czarnym i lądującym w Turcji. Walka obecnie idzie o to jaką drogą tranzytową zostanie on dostarczony dalej.

Najlogiczniejszą opcją jest „Balkan Stream”, trajektoria gazociągu przez Grecję, Macedonię i Serbię na Węgry. Z krajów tych Grecja pod Tsiprasem i Węgry pod Orbanem prowadzą relatywnie niezależną politykę zagraniczną  i nie dają się zdominować hegemonowi jak reszta EU,  a Serbia i Macedonia nie są w ogóle członkami EU.  Dochody z tranzytu gazu wzmocniłyby pozycję tych krajów, sympatyzujących z wizją multipolarną świata. Nitka Balkan Stream umożliwiłaby też partycypującym w niej krajom podpięcie się pod chińską inicjatywę „Silk Road”, handlową magistralę łączącą Chiny poprzez Rosję  z Europą, która jest największym importerem dóbr chińskich i zarazem wielkim eksporterem do Chin.

(…)

Balkan Stream byłby specjalnie atrakcyjny dla Grecji. Nie bez powodu Tsipras jeździł dogadywać się z Putinem, przewidując że intratny deal z Gazpromem, a kto wie czy i nie cenne pożyczki mu towarzyszące, będą stanowiły dla Grecji istotny czynnik w przechodzeniu przez turbulencje suwerennego bankructwa.” (cynik9)

całość tu: Referendum greckie – mistrzowski ruch Tsipras ominął pułapkę

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

„Dzisiejsza sytuacja Grecji jest bardzo poważnym strategicznym ostrzeżeniem dla Polski, bo jeżeli przyjrzymy się greckiej drodze do Europy, do tej wspólnoty różnych krajów, bogatszych i mniej bogatych, to dzisiaj widać, że ta droga nie była dobra. I prowadziła ona przez ogromne, według mnie, niepotrzebne zadłużenie, czasami gdzieś po drodze rozkradzione. To zadłużenie spowodowało, że w czasie światowego kryzysu finansowego, zadany był cios przede wszystkim w społeczeństwo. To jest droga wielu krajów peryferyjnych Europy. Grecja była przyjęta w 1981 roku, a Polska w 2004, czyli dwadzieścia kilka lat później, ale my niestety idziemy tą samą drogą. Tutaj jest poważne ostrzeżenie, żebyśmy nadmiernie nie uzależniali się od pożyczek, od pieniędzy Zachodu, które w czasie sytuacji kryzysowej, tak jak to było w latach 2007-2008, uderzają. Ci, którzy są zadłużeni mają potworne kłopoty. To jest bardzo poważne ostrzeżenie, co do strategicznej drogi rozwoju, którą Polska powinna iść. To po pierwsze.

Drugie poważne ostrzeżenie jest związane z ostatnią fazą kryzysu. Jeśli przyglądniemy się dokładniej warunkom, które ta trójka bogatych krajów stawia Grecji, to nasuwa się pytanie, o co w tej ostatniej fazie kryzysu chodzi i przed czym Grecy się bronią. To jest, przede wszystkim, liberalizacja i otwarcie wszystkich rynków. Czyli wejście wielkich firm z najbogatszych państw zachodnich na te rynki oraz ich przejęcie. A drugie żądanie to wyprzedaż wszystkich aktywów, które Grecja ma, czyli własności przemysłowej, infrastruktury, a także ziemi, wysp, które są w Grecji bardzo atrakcyjnym towarem. Są to dwie rzeczy, będące strategicznymi elementami stosunków między krajami bogatymi, między Zachodem, a krajami, które są dzisiaj peryferiami Europy, i które mają wspólne problemy…” (An­drzej Szczę­śniak)

całość tu: Polska Grecja dwa bratanki…

Owszem, teraz Grecy się bronią przed możliwością utraty kontroli nad własnym państwem, ale pamiętajmy o tym w jaki sposób doszło do tej sytuacji, i to nie tylko w Grecji bo problem długu dotyczy zdecydowanej większości krajów UE. Fakty są takie że nie ma obecnie kraju na Zachodzie, który realizując tzw. „cele społeczne” nie zadłużałby się z tej okazji. Gospodarki tych krajów nie są w stanie zarobić na potrzeby wynikające z realizacji wiekopomnych zdobyczy socjalnych, ale wcale nie myślą skończyć z rozdawnictwem. Pierworodny błąd jest w tym, że nie ma tu absolutnie żadnego namysłu w postaci mechanizmu obronnego – kagańca prawnego ZABRANIAJĄCEGO wydawania więcej niż otrzymuje się w podatkach. Jak to w ogóle możliwe, żeby pozwalać sobie na uchwalanie budżetów z deficytem? Skoro współczesne państwa mogą się bezkarnie zadłużać co roku bardziej, to jest tylko kwestią czasu kiedy wszystkie po kolei zbankrutują. Grecja jest tu tylko „pionierem” jako najbardziej doświadczona w bankrutowaniu, bo przez połowę swojego dotychczasowego niepodległego bytu była niewypłacalna (o czym wszyscy wiedzą bo nie jest to wiedza tajemna)… Odys

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii.

„…jeżeli bankructwo i powrót do waluty narodowej okażą sie lekarstwem skutecznym i po chwilowym załamaniu Grecja zacznie szybko odzyskiwać siły, wiara w skuteczność wspólnoty w jej obecnym kształcie zostanie podważona, a wraz z nią ucierpi też pozycja eurokracjizaczyna swój wpis Rafał Ziemkiewicz.

Podobnie (do Grecji – red.) patronowała Unia równie nieodpowiedzialnemu zadłużaniu Węgier przez Gyurcsany’ego i Polski przez Tuska. Ich nigdy nikt, tak jak dawnych przywódców greckich, nie nazwał w europejskich elitach „populistami”. Przeciwnie, byli dobrzy i popierani, bo zadłużając swoje narody, nakręcali zyski korporacjom i rządom głównych unijnych graczy – kontynuuje dziennikarz i przechodni do sedna.

W wypadku PO – robią to dalej. Jedną gębą bezczelnie oskarżając o populizm Dudę, PiS i Kukiza oraz strasząc, że zrobią oni w Polsce „drugą Grecję”, drugą gębą zapowia władza PO-PSL rozdawanie milionów i miliardów, bezwstydnie wykorzystując możliwości dalszego zadłużania kraju dzięki zdjęciu z nas unijnej procedury nadmiernego deficytu. I znowu, po raz kolejny wykorzystuje PO pojawiające się możliwości zaciągania pożyczek na wspieranie konsumpcji, a nie prorozwojowych czy proinnowacyjnych inwestycji.

Jest w tym cyniczna, bezczelna logika. Ta ekipa nie walczy już o władzę, walczy by być możliwie silną opozycją. Rozdając pieniądze emerytom, urzędnikom i właścicielom bramek na autostradach, rzucając je na różne „programy”, niby to dla Śląska albo dla młodych, świadomie działa na rzecz bankructwa, z góry oskarżając o jego spowodowanie tych, którzy cały ten gnój, jakiego PO z PSL narobiły przez prawie dziewięć lat, odziedziczą na jesieni.

Na koniec dziennikarz zamieszcza swoiste „rozwiązanie” całej tej fatalnej sytuacji. 

Jeśli Polska stanie się „drugą Grecją”, to na pewno nie będzie winą Dudy, Szydło ani nikogo innego, tylko przede wszystkim Tuska. To jego za skrajną nieodpowiedzialność w rządzeniu państwem należy powiesić na warszawskiej kolumnie Zygmunta – i wcale nie za szyję – czytamy.”

parezja.pl  źródło: Ziemkiewicz: Tuska należy powiesić na kolumnie Zygmunta

…no cóż. Nie da się nie dostrzec tego na co zwraca uwagę Pan Ziemkiewicz, ale jednocześnie zdumiewa mnie jego ograniczona do 8 lat rządów PO-PSL i wybiórcza pamięć w kwestii odpowiedzialności za stan polskiego państwa. Tak jakby PIS nie miał udziału w wepchnięciu nas do eurokołchozu, namawiając Polaków do głosowania w referendum akcesyjnym na tak i sankcjonując zapisanie nas do niewoli babilońskiej podpisem ś.p. Lecha Kaczyńskiego pod traktatem lizbońskim. Jakby środowisko tworzące dziś projekt pod nazwą PIS w ogóle nie procedowało prawa w Polsce (i nie uczestniczyło w magdalenkowym szwindlu) najpierw jako PC, a potem w ramach AWSu i nie miało udziału w dziurach budżetowych i w utrwalaniu ucisku fiskalnego (do dziś ekspertem PISu jest Pan Modzelewski – główny konstruktor VATowskiego wyzysku) czy uzasadnianiu piramidy fiskalnej zwanej ZUSem i całym etatystycznym marnotrawstwie. Tak jakby PIS nie uczestniczył w socjalistycznym szaleństwie wydawania publicznych pieniędzy (również na poziomie samorządów), łącznie z sięganiem po tzw. „środki unijne”, licytując się w tej kwestii z PO na ilość wyżebranej kasy idącej w parze z zadłużeniem.

Już dawno bowiem osiągnęliśmy w Polsce moment, gdzie zarówno lewica jak i prawica chcą być prawicą i deklarują że są obywatelskie, tudzież wolnościowe a nawet wolnorynkowe – patrzące jak tu ulżyć podatnikom, ale robiące faktycznie coś zupełnie przeciwnego. Tymczasem zarówno „prawica” jak i lewica są… lewicą i głosują za zwiększeniem socjalizmu, (bo tak są zaprogramowane: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie) ponosząc tym samym solidarną odpowiedzialność za zadłużanie Polaków (i ta współpraca nie dotyczy tylko ostatnich 8 lat! na co sam Pan Ziemkiewicz kiedyś zwracał uwagę: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?). Nie żebym nie rozróżniał i nie stopniował „zasług” jednych i drugich, bo tę różnicę „kto bardziej popsuł” oczywiście dostrzegam, ale jak już ostrzegałem tu: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI i tu: Nowy program PIS – populismus über alles PIS wcale nie będzie lepszy w tej kwestii od PO.

„…warto odnotować deklarację pani premierzycy Ewy Kopacz o prawdziwych przyczynach bankructwa Grecji. Pani premierzyca zwróciła uwagę pani Beacie Szydło, że Grecja zbankrutowała nie dlatego iż przyjęła euro, jako swoją walutę, tylko dlatego, że żyła ponad stan. Warto tedy zwrócić uwagę, że zadłużenie Grecji wynosi około 320 mld euro. Aktualny dług publiczny Polski szacowany jest – bo pan minister Rostowski podczas swego urzędowania trzykrotnie zmienił sposób liczenia długu publicznego, w związku z tym szacunki wahają się od biliona 100 mld złotych do 3 bilionów 700 miliardów, przy czym ta druga kwota wydaje się bliższa prawdy. Aktualny kurs euro w stosunku do złotego wynosi 4,1, a to oznacza, że zadłużenie Grecji odpowiada wysokości długu publicznego Polski i to w wersji najłagodniejszej – to znaczy 1312 miliardów złotych. Jeśli w dodatku przypomnimy, że przez ostatnie 8 lat nasi okupanci trzymali przy rządzie Platformę Obywatelską, to napuszone uwagi rozmaitych tamtejszych Zasrancen („mann kann singen, mann kann tanzen, aber nicht mit den Zasrancen”) budzą już tylko irytację…” (Stanisław Michalkiewicz)

Podziemna TV: Robią nas w konia: POPiS Kopacz i Szydło o bankrutującej Grecji #120

…apropos Grecji…

„…Naprawdę fascynują mnie przyczyny dlaczego państwo, które płaci m.in. za mycie rąk – 420 euro miesięcznie, 870 euro miesięcznie dla pracowników administracji – za wysyłanie faksów, korzystanie z darmowej stołówki (aby zwiększyć w niej ruch) – 120 euro miesięcznie padło na pysk. Już te 3 czynności powodują, że moja pensja wygląda śmiesznie. I wszyscy się na to zrzucamy. Cieszycie się?…” (dws24.pl 1 lipca 2015 roku)

Grecy nie tylko są tępymi leniami łasymi na cudze pieniądze, ale że „ktoś” jednocześnie wykorzystał tę sytuację by (prawdopodobnie) zrobić z tego kraju żebraka pod przyszły wykup masy upadłościowej (to oczywiście w ostateczności, bo póki co najważniejszy jest projekt euro) jest tylko konsekwencją pierwszego faktu… Prawdopodobieństwo wystąpienia drugiej możliwości w niczym nie usprawiedliwia pierwotnego źródła problemu i FAKTU że grecki dług został „wypracowany” przez samych Greków, bo nikt im na siłę pożyczek ani „ratunku” nie wciskał. Mogli już dawno temu zatkać sobie pazerną gębę i ogłosić UCZCIWE bankructwo odmawiając „pomocy” i wreszcie zacząć się dorabiać za swoje. Nikt Grekom nie broni zachować się jak swojego czasu Islandia – goniąc z kraju kijami tak swoje „elity” (które w końcu realizowały wyłącznie wolę ludu 🙂 „nie chcemy oszczędzać”) jak i międzynarodowych lichwiarzy.

Tymczasem Grecy wybrali sobie do władzy po raz kolejny populistów socjalistów, którzy uważają że będą dyktować warunki bezczelnie wyłudzając kolejną transzę cudzych pieniędzy (bo doskonale wiedzą że ten kolaps będzie miał inne negatywne skutki dla innych gospodarek przez ekspozycje ich banków na grecki dług), po które łatwo się sięga zwłaszcza kiedy ktoś skwapliwie je daje 🙂 W jakim celu to już jak wspomniałem inna zupełnie historia, ale to w niczym nie usprawiedliwia marnotrawstwa i głupoty samych Greków. Jeśli ktoś uważa za uczciwe „pomaganie” tego typu gospodarkom, które żyją ponad stan wydając więcej jak są w stanie sami zapracować to ja nie mam pytań a proponuję wyciągnąć z własnego konta ile się da i wysłać to Grekom w ramach solidarności 🙂 z ich „biedą”.

Dlaczego grecki rząd i politycy zamiast obniżać wydatki publiczne zwiększali je nie mając na ten cel uczciwie zarobionych środków we własnym budżecie pozostaje oczywistym skutkiem populizmu partii socjalistycznych które zafundowały Grekom różnego rodzaju bzdurne przywileje pracownicze (wręcz legendarne w swoim absurdzie!) i dodatki do pensji windując w górę wydatki państwa nie mając na ten cel pokrycia w dochodach z własnej gospodarki. Chodzi tu głównie o wydatki pracownicze sektora publicznego który rozrósł się do niemal 1/3 całego rynku pracy w Grecji co oznacza że co trzeci Grek nie produkuje niczego i nie wzbogaca budżetu ale na nim żeruje, tj. na tych którzy stanowią pierwotne źródło dochodu państwa. To są oczywiste fakty (obok rzecz jasna innych wydatków podobnych skutkiem do naszych rodzimych „programów rozwojowych” – będących inwestycyjnymi piramidami) których efektem był coraz większy deficyt sektora finansów publicznych.

Ten sam schemat marnotrawstwa (głównie na kredyt) został powielony również w Irlandii, Portugalii, Hiszpanii czy Włoszech (które są następne w kolejce do spektakularnego bankructwa) czyli pozostałych krajów z niesławnej grupy „świnek” (PIIGS). Mówienie o wypracowaniu w ostatnim czasie przez Grecję jakiejś „nadwyżki budżetowej” kiedy kraj jest zadłużony po uszy i co miesiąc żebrze u obcych o pieniądze na bieżące wydatki (nawet po kolosalnych cięciach emerytur – które mimo owych cięć dalej wyglądają o niebo lepiej jak w kilku innych krajach UE) jest nie tyle bredzeniem a zwykłym zakłamywaniem rzeczywistości – Grecja nie ma wystarczająco dużo własnych pieniędzy by pokryć wszystkie swoje wydatki… Długi z powietrza się nie wzięły 🙂

Odpowiedź na pytanie dlaczego Grecja jest po raz kolejny „zmuszana” do sięgnięcia po pomoc jest oczywista (już od co najmniej 2010r.) – chodzi rzecz jasna o to żeby Grecja spłacała swoich wierzycieli którzy sfinansowali pożyczki dla tego kraju, poprzez załadowanie się w jego śmieciowe obligacje (chodzi tu głównie o banki niemieckie, ale też innych krajów UE), bo kiedy największe banki w Europie przestaną być spłacane to dopiero zacznie się dym i już nie tylko Grecja ale cały projekt eurozony i UE stanie się niestabilny, co z kolei pociągnie za sobą kłopoty w gospodarkach które w Europie mają swój rynek zbytu. Grecja to problem globalny (dlatego sprawą zajął się MFW – ekspozytura gospodarki USA na świat) tylko nikt nie chce się do tego przyznać. Więc czy Grecja chce czy nie to „musi” być ratowana przynajmniej do momentu aż banksterka wymyśli jakiś inny myk by szatańskie koło długu kręciło się dalej (i tu jestem bardzo ciekaw co takiego wymyśli) bez większej szkody dla tych którzy na tym interesie zarabiają najwięcej, by mogli żerować bez końca na NIESTETY głupocie ludzkiej. Bo to ona jest przyczyną całej tej „tragedii” – jak świat światem nikt bowiem nikogo nie zmusza do tego by żył i konsumował ponad stan i wydawał pieniądze których nie ma – a od tego się właśnie wszystko zaczęło.

„Od roku 2010 znaczna większość greckich długów zmieniła właściciela – przeszła bowiem z instytucji i banków komercyjnych i prywatnych do instytucji i banków publicznych. Całkowite zadłużenie Grecji wynosiło w maju br. aż ponad 323 miliardy euro (ok. 176 proc. PKB tego kraju). Z tego jedynie ok. 80 mld euro pochodziło z finansowych rynków. Znaczna większość tej sumy (ok. 63 mld euro) to tzw. papiery wartościowe wyemitowane w samej Grecji. Właścicielami tej części greckiego długu są więc sami Grecy, ich fundusze inwestycyjne i banki.

Największa część całego greckiego długu to tzw. programy ratunkowe UE i MFW, w ramach których w latach 2010-2014 trafiło do Grecji w sumie aż ok. 240 mld euro. Tych pożyczek udzielały państwa strefy euro (prawie 53 mld euro), Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) oraz MFW. Prawie 31 mld euro greckiego długu należy jeszcze do MFW. Niemcy przekazały Atenom ponad 15 mld euro, Francja ok. 11 mld euro a Włochy ok. 10 mld euro. O przyszłych spłatach tych pożyczek Grecy mogą rozmawiać z każdym z tych państw oddzielnie, ponieważ opierają się one na umowach dwustronnych.

Najwięcej pożyczył Grecji EFSF – aż 141 mld euro. Największe udziały w tym funduszu mają Niemcy (29 proc.), Francja (21 proc.) i Włochy (19 proc.). Są to kredyty długoletnie. Ich okres spłaty przypada na lata 2041-2053. Według wyliczeń brytyjskiego Open Europe, aż ok. 60 proc. całego długu Grecji należy do państw waluty euro, niecałe 10 proc. do MFW, ponad 6 proc. do Europejskiego Banku Centralnego (jednak ten udział wzrósł znacznie wiosną br. w związku z ciągłym zasilaniem greckich banków przez EBC), 3 proc. do banków greckich, a już tylko nieco ponad 1 proc. do banków zagranicznych (a jeszcze w roku 2010 posiadały one w sumie blisko 2/3 całego długu Grecji!)…” (całość tu: Ile na bankructwie Grecji straciliby Niemcy? Struktura długów rozrzutnych południowców)

Pozostaje pytanie. Skoro Grecy chcą naprawdę zrzucić jarzmo międzynarodowej finansjery, to czemu ciągle negocjują z MFW jakieś „warunki” a nie zrobią tego co zrobiła Islandia czy chociażby Węgry (które są na dobrej drodze do niezależności od zagranicznych „inwestorów”) 😉 Ile jeszcze razy ten kraj ma zamiar „nabierać się” na pomoc i wierzyć w kredyt bez pokrycia w realnej sile własnej gospodarki. Ile jeszcze razy ta patologia musi zbankrutować żeby ludzie przestali żyć na koszt innych?

Dług publiczny jako proc. PKB w UE (2012)„Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.” (F. Bastiat)

Jak ktoś nie potrafił przewidzieć skutków leczenia alkoholika dostarczaniem mu jeszcze większej ilości wódy to już jego problem ale nie nasz. Interesuje mnie tylko czy inni (i w jakim stopniu) pojmują czym jest życie ponad stan i na kredyt. Reszta to NATURALNY i POTRZEBNY rezultat marnotrawstwa – bankructwo. Jeśli choć 1 na 10 to pojmie to warto o tym mówić (do znudzenia).

Jak najbardziej zgadzam się z diagnozą (sam o tym od dawna doskonale wiem) Ziemkiewicza że „oni” boją się nie kryzysu a efektu domina pt. „wychodzimy”, i tego że Grecja może sobie poza strefą EURo w końcu poradzić (po pierwszym szoku który musi nastąpić – finanse publiczne przestaną istnieć) a Grecy nauczą się w końcu żyć NORMALNIE, tj. na swój koszt a nie na kroplówce na którą cała reszta eurozony (i nie tylko bo i kraje spoza strefy finansowały po części programy pomocowe) płaci i „pożycza” kosztem własnych obywateli nie pytając ich nawet o zdanie. Solidarność z lamerami żeby dalej mogli dostawać rozbuchany socjal to czyste złodziejstwo. Czas ponieść konsekwencje swojej nieodpowiedzialności. Jestem jednak przekonany że eurokołchoźnicy będą szukać pretekstu żeby Grecję zatrzymać za wszelką cenę w tym chorym systemie. (Odys)

„…Za czasów Juliusza Cezara, na podstawie lex Clodia, wprowadzone zostało rozdawnictwo zboża, co pochłaniało około 20 procent wydatków państwowych, a ponadto skłaniało ludność wiejską do przeprowadzki do miast, gdzie mogłaby żyć na koszt państwa, a ściślej – na koszt prowincji, które musiały te wszystkie dobrodziejstwa sfinansować. Doprowadzało to do niewyobrażalnego zdzierstwa prowincji, bo dodatkowo magistraci rzymscy, którzy musieli sfinansować igrzyska i inne imprezy podczas swego urzędowania, ubiegali się potem o stanowiska namiestników prowincji, by odkuć się finansowo. Próby ograniczenia skali frumentacji nie przyniosły rezultatów, bo cesarze mieli wprawdzie władzę, ale byli też zakładnikami ludu rzymskiego, od którego nastrojów zależała nie tylko łatwość rządzenia, ale często i sama władza, toteż frumentacje stały się w Rzymie zjawiskiem trwałym, rodzajem naturalnych praw człowieka.

Od tamtych czasów nic się nie zmieniło i prawo do życia na cudzy koszt, zostało uznane za jedno z podstawowych praw człowieka, pod nazwą „prawa do godnego życia”. Może tylko zyskało bardziej skomplikowane i patetyczne uzasadnienie, bo w czasach starożytnych wiadomo było, że frumentacje, to forma przekupstwa i na przykład Senat pokonał Gajusza Grakcha jego własną bronią, podstawiając mu jako rywala demagoga w osobie Marka Liwiusza Druzusa. Druzus po prosu Grakcha przelicytowywał i kiedy ten na przykład proponował przydziały ziemi obciążonej nieznacznymi podatkami, to Druzus oferował ją za darmo. W rezultacie lud się od Grakcha odwrócił, jego kandydatura na trybuna przepadła, a w dwa lata później zginął na skutek wszczętych przeciw niemu rozruchów. Coś podobnego widzimy i teraz, kiedy przed wyborami nadszedł czas rozdawnictwa i ugrupowania parlamentarne prześcigają się w hojności by zyskać poparcie obywateli, którzy potem, kiedy etap rozdawnictwa zostanie zastąpiony przez etap rabowania, zostaną pozbawieni wszystkich korzyści i to z nawiązką. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć spostrzeżenie Franciszka ks. de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemie drugiego potopu, że przekonał się o bezskuteczności pierwszego…

…Obecnie nakazem chwili jest odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego. Bez tego nic się nie uda. W tym celu wystarczyłoby przywrócić moc obowiązującą ustawy o działalności gospodarczej z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i uchylić wszystkie akty prawne, sprzeczne z tamtą regulacją. Konsekwencją uchylenia aktów prawnych sprzecznych z ustawą o działalności gospodarczej, byłaby konieczność zlikwidowania znacznej liczby urzędów i instytucji, których racją istnienia jest blokowanie narodowego potencjału gospodarczego i produkowanie uzasadnień tego procederu. Dlatego też obawiam się, że odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego nie nastąpi, bo ścisłe kierownictwo zwycięskiej partii nie odważy się działać na szkodę własnego zaplecza politycznego, którego jest przecież zakładnikiem…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Frumentacje Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    3 lipca 2015

na koniec jeszcze jeden fragment (uważam że całkiem obiektywnego) komentarza Rafała Ziemkiewicza:

„… wszelkie rozmowy o greckiej winie, o rozrzutności i lenistwie mieszkańców tego kraju oraz populizmie jego rządów trzeba zaczynać od tego, że praprzyczyną problemu jest ideologiczny upór, aby siłami dyrektyw, dekretów i zarządzeń poskromić naturę, bo paru euromędrków wymyśliło argument, że jak się politycznie narzuci zróżnicowanym gospodarkom jedną wspólną walutę, to zmusi je ona do przyśpieszonej unifikacji. Klasyczne postawienie wozu przed koniem.

Nie ma sensu wdawać się teraz w rozsądzanie wywołanych kryzysem kłótni. Może mi Państwo wierzyć lub nie, ale obie strony mają rację. Niemieckie banki powiadają – przecież pożyczyliśmy wam pieniądze, nasze, dobre pieniądze, musicie je oddać! Grecy na to – już wam, lichwiarze, spłaciliśmy odsetek trzy razy tyle, ile pożyczyliśmy, i ciągle jesteśmy w długach! Oczywiście, banki mogą na to powiedzieć, że odsetki były w umowie, i widziały gały co brały – ale ci, co brali, brali przecież wiedząc, że niebawem ich kadencja się skończy, a potem to się będą martwić inni. Ale „korupcja, nepotyzm i polityczny klientyzm”, który jako przyczynę katastrofy greckiego państwa gromi dziś Zachód, rozwinąć się mógł właśnie dzięki temu, że grandziarze mieli nieograniczony, polityczny kredyt w Brukseli i Berlinie. Bankierzy też rozumują, jak politycy, w kategoriach swojej kadencji i własnego zysku z „opcji menadżerskiej”,  zależnego od tego, jak bardzo uda im się w tym czasie podbić kurs akcji. Nie wiedzieli, że Grecja padnie? Wiedzieli, że padnie kiedyś, a do tego czasu wyciągnie się z niej odsetek aż miło – więc naciskali jak mogli europolityków, żeby ci jak mogli popierali rządzących tą europrowincją grandziarzy, by przypadkiem ich jakiś patriotyczni i odpowiedzialni politycy nie odsunęli od władzy. Trudno nie dodać – dokładnie tak samo, jak to było z Polską i Tuskiem, Węgrami i Gyurcsanym i paroma innymi peryferyjnymi krajami Unii oraz ich „proeuropejskimi” przywódcami.

Niemieccy podatnicy mówią: nie będziemy finansować greckiego socjalu! Mają rację? Mają. Grecy na to: nie finansujecie naszego socjalu, tylko swoje banki! Też mają rację, pod hasłem „pomoc dla Grecji” kryje się pomoc w spłacaniu odsetek, a nie stawianiu greckiej gospodarki na nogi. Prawdą jest, że greckie rządy oszukiwały kredytodawców, fałszując statystyki i prognozy rozwoju, i prawdą jest, że dokładnie to samo robiły rządy państw-liderów strefy euro i europejski bank centralny, i banki komercyjne. Wszyscy się nawzajem oszukiwali, wszyscy doskonale wiedzieli, że są oszukiwani, ale mimo że wiedzieli, dawali się oszukiwać, bo chcieli wierzyć, no, może nie że wspólnie tworzona nierzeczywistość jest wieczna, ale że jeszcze jakiś przyzwoity czas wytrzyma.

Niestety, jako się rzekło – okazało się nagle…”

Czytaj więcej na fakty.interia.pl

polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński i to: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy a także: Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta? i jeszcze: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” oraz: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

Grecja, eurokołchoz, dług, Syzyf

Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek).


„…Bardzo dobrze, że najnowszy raport NIK w sprawie gazoportu, przynajmniej w głównej części, jest jawny. Poprzedni został niestety utajniony, ale zwracał uwagę na te same elementy, które potwierdził obecny raport. Mamy więc ogromny bałagan, brak zarządzania, brak organizacji pracy i współpracy wykonawców. Jakość tego dokumentu też jest bardzo dobra, ponieważ pokazuje rzeczywiste problemy i błędy w realizacji projektu. Brakuje mi tylko jednego – analizy ekonomicznej gazoportu, ale akurat tego kontrola NIK nie dotyczyła.

Skutkiem tego raportu jest ciekawa wymiana gróźb i ofert między MSP a głównym wykonawcą terminalu LNG, która pokazuje, że obie strony badają swoje możliwości. Dobrze jednak, że MSP zachowuje spokój, bo minister nie powinien popadać w panikę czy rzucać groźbami. Powinien zachowywać się politycznie. Ale moim zdaniem, bez kolejnego aneksu, czyli kolejnej podwyżki kosztów, gazoport nie będzie gotowy na wybory, na czym zależy rządzącej koalicji. Jednocześnie obserwujemy jak cała inwestycja drożeje nam w oczach.

Dochodzi do tego kontrakt na dostawy LNG z Kataru, który jest bardzo zły dla Polski. Po pierwsze jest bardzo drogi, a jego warunki są gorsze od tych, na podstawie których odbieramy obecnie gaz z Rosji. W kontrakcie katarskim zapisana jest formuła take or pay, ale jest też klauzula przeznaczenia, czyli destination close, której nie ma już w umowie z Rosjanami. Ogranicza ona możliwość dowolnej sprzedaży ładunku LNG bez zgody dostawcy. Natomiast warunki, które ustalono przy renegocjacji kontraktu katarskiego oznaczają, że umówiono się w jaki sposób poradzić sobie z problemem technicznym odbioru LNG, ale warunków dla Polski w żaden sposób nie poprawiono. Udało się jedynie załatwić, że to Qatargas wziął na siebie sprzedaż nieodebranego przez nas LNG. Nie musi tego robić PGNiG. Natomiast jeśli cena uzyskana na rynku będzie niższa od ceny założonej w kontrakcie to PGNiG i tak będzie musiało pokryć różnicę. To nie jest dobre rozwiązanie, bo nie otrzymujemy gazu, a musimy za niego częściowo płacić. Dlatego w mojej opinii zmiany nie zostały korzystnie renegocjowane dla Polski.

Dodatkowo terminal LNG utrudnia integrację z europejskim rynkiem gazu. Gazoport i kontrakt katarski, który będzie obowiązywał przez 20 lat, mogłaby wziąć na braki bardzo duża firma energetyczna, która byłaby w stanie zrekompensować koszty tak drogiego gazu w dużym obrocie tym surowcem. Natomiast dla PGNiG będzie to duże obciążenie, bo firma ma zły kontrakt z Katarem i zły kontrakt z Gazpromem, co daje duże obciążenie. Gdybyśmy otworzyli rynek dostaw gazu i zalałby nas tańszy surowiec, który jest dostępny na giełdach, to w przypadku PGNiG mielibyśmy sytuację niemal analogiczną jak dzisiaj z kopalniami. Dodatkowo, już teraz odbieramy więcej gazu z systemu europejskiego, niż od Gazpromu, co jest niedobrą wiadomością dla PGNiG. Dlatego model litewski, wydaje się być bardziej bezpieczny, gdyż nie obciąża krajowego dystrybutora tak wysokimi kosztami, chociaż ze sprowadzanego przez Kłajpedę LNG muszą, zgodnie z nakazem rządu, korzystać wszystkie litewskie firmy.

Gazoport także nie ma szans, aby stać się centrum dystrybucji gazu w naszej części Europy, gdyż 60 km dalej, w Greifswaldzie wychodzi z morza rurociąg Nord Stream, który oferuje znacznie tańszy surowiec. Dlatego też, kiedy zapadła decyzja o budowie terminalu LNG, z rządowego programu zniknęło północne połączenie polskiego i niemieckiego systemu gazowego. Gdyby zostało ono zrealizowane to gazoport byłby pod wielką presją konkurencyjnego gazu dostarczanego z Niemiec. A LNG jest najdroższym gazem. Nie bez powodu w 2013 r. europejskiej terminale LNG stały niemal puste, a ich potencjał był wykorzystywany w niewiele ponad 20%. Oznacza to, że kierujące się rachunkiem ekonomicznym firmy zminimalizowały dostawy LNG i korzystały jedynie z wielkości, które musiały odebrać, zgodnie z kontraktami.

Ponadto, gazoport jest elementem utrudniającym nam negocjacje gazowe z Gazpromem, ale nie jest elementem najważniejszym. Najważniejsze jest to, że Polska powoli włączana jest do europejskiego rynku i chociaż szkodzi to PGNIG, jest paradoksalnie pomocne w rozmowach z Rosjanami. Wiadomo bowiem, że jeśli odbiorca nie będzie w stanie sprzedać gazu w warunkach rynkowych, po cenie kontraktowej, to strony muszą znaleźć rozwiązanie, a jeśli się to nie uda, sprawa znajdzie swój finał w arbitrażu z duzymi szansami dla PGNiG. Rosjanie to zrozumieli i dlatego pojawiają się sygnały o możliwości porozumienia PGNiG i Gazpromu.” (Andrzej Szczęśniak)

całość tu: www.szczesniak.pl

podobne: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. oraz: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

„Śląsk jest dużym problemem, a działania kolejnych rządów są antywzorem postępowania z sektorem górniczym (…)”.

Wśród głównych założeń planu dla Śląska można wskazać inwestycje w „czyste” technologie węglowe, infrastrukturę i wsparcie młodzieży. Andrzej Szczęśniak przyznał, że górnictwo nie zajmuje w rządowym projekcie kluczowej pozycji.

– Obiektem głównej troski rządu jest infrastruktura, czyli rozwiązania aglomeracyjne i zastąpienie czymś kopalń. To model przesterowania regionu z dużym udziałem przemysłu. Projekt dla Śląska to zbiór odrębnych pomysłów. Nie ma w nim jednak rozwoju ani utrzymania górnictwa na obecnym poziomie – wyjaśniał ekspert.    

Gość Polskiego Radia 24 jest zdania, że nie należy rezygnować z wydobycia węgla w Polsce.

Węgiel jest podstawą taniej rodzimej energii, która zapewnia blisko pół miliona miejsc pracy. Podpisujemy kolejne porozumienie klimatyczne i nie walczymy o wyjątki. Natomiast sektorem górniczym zarządzamy w sposób dramatyczny i anty-wzorcowy. Doprowadzamy firmy do stanu upadłości, a potem rzucamy kilkanaście miliardów złotych na ratunek” (Andrzej Szczęśniak).

źródło: www.szczesniak.pl

podobne: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

„…encyklika papieska poświęcona zasobom naturalnym może być kolejną okazją do podkreślenia wagi głębokiej reformy polskiego górnictwa, która jest nieunikniona i konieczna. Jej odwlekanie wzmocni tylko negatywne skutki cięć i zmian strukturalnych.

Ocena planu ratowania Kompanii Węglowej na Śląsku jest negatywna. Warto czytać komentarze badającej temat na miejscu Karoliny Bacy-Pogorzelskiej. Reforma jest fragmentaryczna, bo dotyczy tylko jednej ze spółek węglowych. Nie jest stanowcza, bo nie wprowadza rozwiązań zmniejszających koszty pracy obciążające sektor ani ratującej złoża z kopalń, którym grozi likwidacja. Jest to doraźne, kompromisowe rozwiązanie, które zemści się na rządzie w przeddzień wyborów, kiedy może wybuchnąć bomba górnicza, związki wyprowadzą na ulice przeciwników reformy, a Śląsk zapłonie w centrum sporu politycznego…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: wjakobik.com

podobne: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach.

„Tegoroczne lato może należeć do związków zawodowych, które licząc na eskalację sporu politycznego, próbują ugrać jak najwięcej dla siebie. Nie chodzi tu tylko o górników, którzy mają argumenty przeciwko programowi rządu dla ich branży. Do szeregu dołączają gazownicy. Politycy także mogą wysunąć swoje pomysły.

O bombie górniczej, która może wybuchnąć tuż przed wyborami już pisałem. Kolejna to bomba gazowa, której wybuch przepowiadają już media. Związkowcy z PGNiG rozpoczęli spór zbiorowy z zarządem grupy kapitałowej, która nie chce podzielić się rosnącymi zyskami ze sprzedaży gazu ziemnego możliwymi dzięki różnicy między ceną taniejącego gazu na światowych rynkach a taryfą. Ich niepokoje mogą się stać pożywką walki politycznej, na której straci główny zainteresowany czyli państwo polskie.

PGNiG wprowadziło niepopularny wśród związkowców program oszczędności oraz rabaty cenowe dla klientów strategicznych. To odpowiedź na liberalizację rynku gazu, która sprawia, że bez podniesienia konkurencyjności firma zniknie. Dopóki ma ona w statusie zapis o zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego pozostaje jedynym narzędziem polskiej polityki gazowej. Jest ono obecnie wykorzystywane intensywnie w toku arbitrażu PGNiG-Gazprom w sprawie ceny surowca, której Rosjanie nie chcą obniżyć pomimo udzielenia zniżek kolejnym klientom, uzasadnionym ze względu na taniejącą ropę naftową, która obniża cenę dostaw długoterminowych indeksowaną do jej wartości…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: wjakobik.com

podobne: PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.

„Przez wiele lat mówienie o liberalizacji rynku gazu było „austriackim gadaniem”. Można było czuć się sfrustrowanym, gdy patrzyło się na miejsce na rynku naszego największego dostawcy – Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, którego udział w sprzedaży przez wiele lat wynosił 98% pomimo morza wylewanych słów o uwalnianiu rynku. Trudno było jednak coś zdziałać, dopóki PGNiG dostarczało tańszy gaz dla swoich największych odbiorców, przede wszystkim zakładów chemicznych czy rafinerii.

Gdy po 2008 roku proporcje cen się odwróciły – tryby liberalizacji rynku ruszyły szybciej. Mechanizm niższych cen, poszukiwania oszczędności w najważniejszych kosztach – zadziałał samoczynnie. Ostatnie miesiące dają już wyraźny obraz zachodzących zmian.

PGNiG traci odbiorców i import. To podstawowy poziom dominacji naszego rodzimego monopolisty, gdyż dostawy do Polski były barierą nie do przebicia dla innych, chętnych na dochody z polskiego rynku. Dawno, dawno temu (najstarsi górale nie pamiętają już 2006 roku) PGNiG rzeczywiście miał najlepsze ceny, kupował taniej rosyjski gaz niż Niemcy, a jego klienci mogli cieszyć się stabilnymi i niskimi cenami (niższymi od konkurencji – to najważniejsze!). Później stosunki z dostawcą ze wschodu się zepsuły, ceny importowanego poszybowały pod niebiosa, firma zaczęła tracić, najpierw pieniądze, a teraz odbiorców.

W 2014 roku, szczególnie w drugiej połowie, widać to już wyraźnie w zmniejszającym się udziale PGNiG w imporcie gazu…” (Andrzej Szczęśniak)

całość tu: www.szczesniak.pl

podobne: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany. oraz: Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen. a także: Trójpak energetyczny i plan „liberalizacji” rynku energii w Polsce. polecam również: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE.


1. Budzanowski: wniosek o arbitraż z Gazpromem słuszny. Liga/Wojciech Jakóbik: Gazprom przegrywa w sądzie. Szansa dla Polaków.

14.05. Warszawa (PAP) – Skierowanie przez PGNiG wniosku do arbitrażu przeciwko Gazpromowi w sprawie cen gazu z kontraktu jamalskiego to słuszna decyzja i poprawia naszą pozycję negocjacyjną – uważa b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski.

PGNiG poinformowało w komunikacie, że skierowało do Gazpromu wezwanie przed Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. „Przedmiotem sporu jest zmiana warunków cenowych kontraktu długoterminowego na zakup gazu ziemnego z września 1996 r.” – podała spółka.

PGNiG od listopada ub. roku prowadziło renegocjacje umowy z Gazpromem w ramach tzw. okna negocjacyjnego. Jego termin został uzgodniony dwa lata temu, kiedy to PGNiG i Gazprom podpisały aneks do kontraktu jamalskiego. Okno otwarte było przez pół roku. W ub. tygodniu prezes PGNiG Mariusz Zawisza poinformował, że spółka – zgodnie z kontraktem – uzyskała „zdolność arbitrażową”.

Przez pół roku polska spółka próbowała przekonać rosyjskiego dostawcę do zmiany niekorzystnych dla siebie zapisów kontraktu. Chodziło przede wszystkim o cenę; Polska płaci za rosyjski gaz więcej, niż inni europejscy odbiorcy.

„To jedyna słuszna decyzja w tej sytuacji. Pozornie, +dobrze+ dziś brzmiąca propozycja Gazpromu, może okazać się tylko i wyłącznie zachętą do szybkiego zakończenia negocjacji. Po kilku miesiącach okazałoby się, że płacimy więcej, niż nasi zachodni sąsiedzi. Sprzyja nam postępowanie antymonopolowe Komisji Europejskiej, więc tym bardziej trzeba wykorzystać procedurę arbitrażową w Sztokholmie do uzyskania ceny rynkowej w kontrakcie gazowym” – powiedział PAP w czwartek b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski

Jego zdaniem, cena gazu dla Polski po skierowaniu do arbitrażu w Sztokholmie będzie korzystniejsza, niż oferta leżąca dzisiaj na stole.

„Jesteśmy w lepszej sytuacji negocjacyjnej i należy tę sytuację optymalnie wykorzystać, nawet kosztem przedłużenia o kolejny rok negocjacji z Gazpromem” – powiedział.

Analityk rynku gazu, mec. Tomasz Chmal w rozmowie z PAP również przyznaje, że decyzja o skierowaniu sprawy przed sztokholmski arbitraż jest słuszna i – jak dodaje – dziwiłby się gdyby polska spółka jej nie podjęła.

„To nie jest odosobniony przypadek, wiele firm występuje z wnioskami do trybunałów arbitrażowych, jest to zupełnie naturalne z punktu widzenia uczestników rynku gazu; jeśli rozmowy nie przynoszą skutku, to wtedy idzie się krok dalej. To jest właściwy i cywilizowany sposób załatwiania takich spraw” – powiedział PAP.

Dodał, że na rynku europejskim „jest nastrój, by ceny obniżać i zmieniać formuły cenowe, również te uzależniające ceny gazu od ceny ropy i produktów ropopochodnych”.

„Nie dziwi mnie, że PGNiG idzie tym tropem. Dziwiłbym się gdyby tak nie postąpił, bo straciłby okazję, do korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia” – podkreślił.

Chmal zauważył, że 90 proc. spraw, które trafia przed arbitraż udaje się w jego trakcie załatwić polubownie. Tak właśnie stało się w 2012 r., kiedy to polska spółka złożyła przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie pozew przeciwko Gazprom Export. Wtedy również chodziło o zmianę warunków cenowych. Gdy Gazprom się na to zgodził, PGNiG wycofało pozew.

Piotr Kasprzak z Hermes Energy Group uważa, że arbitrażu nie można było uniknąć.

„Ze strategicznego punktu widzenia, w obliczu widma kar finansowych ze strony Komisji Europejskiej nałożonych na Gazprom jako rezultat postępowania antymonopolowego, a także z powodu niskich cen ropy naftowej było raczej pewne, że nie będzie chęci porozumienia ze strony rosyjskiej w przewidzianym w kontrakcie okienku negocjacyjnym” – powiedział PAP Kasprzak.

Jego zdaniem, z uwagi na obecne zawirowania polityczne i gospodarcze „nie należy się jednak spodziewać łatwej przeprawy w procedurze arbitrażu.

„Obydwie strony będą za wszelką ceną dążyły do przekonania sądu o swoich racjach. A to z kolei wydłuży czas procedowania trybunału” – dodał.

Jego zdaniem, jest to negatywny sygnał dla odbiorców PGNiG, bo w czasie oddala możliwość obniżek cen gazu. (PAP)

drag/ par/

Czeska firma RWE Transgaz uzyskała w sądzie arbitrażowym zgodę na zmniejszenie wolumenu objętego klauzulą take or pay (TOP) czyli wymogiem obowiązkowego zakupu w umowie z rosyjskim Gazpromem.

Wiedeński sąd arbitrażowy uznał, że Czesi mogą zmniejszyć wolumen objęty TOP bez kar finansowych. Gazprom domagał się kary w wysokości 500 mln dolarów.

TOP to narzędzie ograniczania dywersyfikacji zakupów przez klientów Gazpromu. Są oni zmuszani do zakupu określonego wolumenu nawet jeżeli go nie potrzebują, co utrudnia poszukiwania nowych dostawców.

Precedensowa decyzja wiedeńskiego arbitrażu to pozytywny sygnał dla polskiego PGNiG, które wczoraj ogłosiło, że skieruje sprawę negocjacji cenowych z Gazpromem do sądu. W toku postępowania może domagać się także zmian w TOP.

źródło: wjakobik.com

…ostatnim razem zbyt wcześnie i pochopnie Polska zrezygnowała z arbitrażu (o czym więcej tu: Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?). Co prawda wynegocjowaną polubownie obniżkę uznano za sukces, ale była to cena ciągle daleko wyższa od średniej europejskiej, a poza tym w umowie zawarto wiele niekorzystnych dla nas zapisów. Czy tym razem uda się utargować więcej to czas pokaże. (Odys)

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

2. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok.

15.05. Moskwa (PAP/AP,TASS) – Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow wezwał w piątek Unię Europejską, by poparła pomysł gazociągu Turecki Potok przez Morze Czarne, który miałby dostarczać rosyjski gaz do Europy Południowej i Środkowej.

Zdaniem szefa dyplomacji Rosji gazociąg ten przyniesie Unii „stabilność energetyczną”. Jeśli UE chce bezpieczeństwa energetycznego, to „Bruksela musi przyczynić się do realizacji tej idei” – powiedział Ławrow w Belgradzie.

Dodał, że Rosja odczuwa zainteresowanie tym projektem ze strony Grecji, Macedonii, Serbii, Węgier „i innych krajów regionu”.

Szef MSZ Serbii Ivica Daczić powiedział po rozmowach z rosyjskim ministrem, że Serbia jest zainteresowana projektem gazociągu. „Możemy w obecnym momencie wyrazić gotowość do udziału w tym projekcie, bo potrzebujemy niezawodnego zaopatrzenia w gaz” – powiedział Daczić, cytowany przez rosyjską agencję TASS.

„Irytuje nas ta sytuacja, że jeśli chodzi o Nord Stream, to robić można wszystko, a jednocześnie kiedy mowa o projekcie na południe, to nie można zrobić nic, choć to ten sam gaz z Rosji. Mamy takie same prawa, jak mieszkańcy północnej części Europy” – mówił szef MSZ Serbii.

Turecki Potok (Turkish Stream) ma zastąpić magistralę South Stream, od budowy której rosyjski koncern Gazprom odstąpił po zablokowaniu projektu przez Komisję Europejską. W grudniu 2014 roku Gazprom ogłosił, że zamiast South Streamu do Bułgarii zostanie ułożona przez Morze Czarne do Turcji, a następnie do jej granicy z Grecją magistrala o takiej samej mocy przesyłowej, tj. 63 mld m sześc. rocznie.

Docelowo Turkish Stream ma się składać z czterech nitek o przepustowości po 15,75 mld metrów rocznie. 47 mld m sześc. surowca Gazprom chce dostarczać do projektowanego hubu gazowego na granicy Turcji i Grecji.

Gazprom zapowiedział, że pierwsza nitka magistrali zostanie oddana do użytku w grudniu 2016 roku. Gaz z tej nitki będzie w całości przeznaczony na rynek Turcji. Punkt odbioru surowca dla ewentualnych kontrahentów z krajów UE, tzw. hub, ma powstać na granicy turecko-greckiej koło miejscowości Epsila. (PAP)

awl/ mc/arch.

podobne: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. oraz: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.

3. Pietrewicz: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowejNowelizacja ustawy o OZE: m.in. przedziały taryf dla prosumentów.

13.05. Gdańsk (PAP) – Nie wycofujemy się z węgla, ale też nie będziemy rozbudowywać mocy w energetyce opartej na węglu – powiedział w Gdańsku wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz. Jako kluczowe zadanie wymienił potrzebę modernizacji energetyki węglowej w kierunku mniej emisyjnej.

Pietrewicz powiedział w środę w Gdańsku podczas Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, że w perspektywie długofalowej „przyrost polskiej energii będzie pochodził z innych surowców niż węgiel kamienny”. „Ale to nie oznacza, że będziemy zamykali elektrownie węglowe” – podkreślił. Jak zaznaczył, „zostały poniesione nakłady inwestycyjne, odtwarzamy dużą część bloków i nie ma powodu, żeby były zamykane”.

Wiceminister gospodarki zaznaczył, że energetyka węglowa „to już w jakiejś mierze przeszłość, przynajmniej w ramach tej polityki energetyczno-klimatycznej UE, którą Polska traktuje jako kierunek nieodwracalny”. Zauważa natomiast potrzebę modernizacji energetyki węglowej, która zmieniłaby ten sektor na mniej emisyjny. „Wezwanie do czystych technologii węglowych jest punktem wyjścia do zmian polskiej energetyki” – wyjaśnił.

Jak mówił, „mimo że +Polska węglem stoi+, to niewiele w tym zakresie zmieniliśmy; te nowe wysokosprawne bloki węglowe o sprawności 46 proc. to nie są polskie technologie, tylko japońskie”. Wyraził nadzieję, że „wielkie projekty naukowe i badawcze pozwolą na przejście na wyższy poziom sprawności, efektywności energetycznej”. Jak wyjaśnił, chodzi m.in. o technologie pozwalające na lepsze zagospodarowanie metanu, którego obecnie odzyskuje się kilkanaście procent.

Nie ukrywa, że „nadzieje pokładane są w efektywności energetycznej, a więc mniejszym, lepszym wykorzystaniu surowców w produkcji oraz w wykorzystaniu energii w gospodarce”. Poinformował, że w zakresie technologii pozwalających na większą racjonalność prowadzone są prace nad wdrażaniem inteligentnych sieci energetycznych i liczników oraz wykorzystaniem nowych generacji paliw. Jak mówił, „stan zastany to jest 85-procentowy udział węgla w wytwarzaniu w polskiej energetyce, co przekłada się na 156 terawatogodzin energii”.

Ocenił, że „Unia Europejska +idzie jak walec+ w kierunku zaostrzania norm, w kierunku podnoszenia cen uprawnień do emisji CO2, a to oznacza podnoszenie kosztów dla naszej energetyki opartej na paliwach stałych i będzie wpływało na jej konkurencyjność”. Jak argumentował, „im wyższe ceny energii () tym większy napływ energii z importu, która będzie +podminowywała+ pozycję polskiej energetyki”. Podał, że już obecnie importujemy dwie terawatogodziny energii, co oznacza milion ton węgla kamiennego, które nie zostały przez polską energetykę zużyte.

Uczestniczący w dyskusji doradca zarządu PwC, b. wicepremier Janusz Steinhoff zauważył, że o tym, jaki docelowo będzie miks energetyczny w Polsce „zdecyduje tempo i konsekwencja wdrażania elementów polityki klimatycznej w UE”. „Jeśli koszty emisji CO2 będą na poziomie 40 euro za tonę, to grozi nam podwojenie cen energii, a produkcja energii elektrycznej z paliw stałych nie będzie opłacalna” – tłumaczył. Podał, że Polska emituje teraz średnio na jedną megawatogodzinę ok. jednej tony CO2. Ocenił, że „jedyną drogą redukcji emisji, bez eliminacji węgla, jest modernizacja, podwyższenie sprawności elektrowni”.

Uważa, że „Polska jest w sytuacji wyjątkowo trudnej”. Przestrzegł, że „jeżeli UE będzie z taką konsekwencją jak dotychczas próbowała redukować emisje, to jedynym tego skutkiem – jego zdaniem – będzie alokacja emisji do krajów pozaeuropejskich, z równoczesną alokacją miejsc pracy, części przemysłu i tym samym części PKB”.

W rozpoczętym w środę w Gdańsku dwudniowym III Ogólnopolskim Szczycie Energetycznym uczestniczy kilkaset osób – m.in. przedstawiciele największych firm energetycznych i instytucji finansowych.(PAP)

bls/ mhr/

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Zapisy projektu nowelizacji ustawy o OZE mają m.in. pozwolić na kontrolę energetyki prosumenckiej i wprowadzają przedziały taryf gwarantowanych dla niektórych mikroinstalacji OZE – wynika z projektu Ministerstwa Gospodarki.

Jak powiedział w piątek wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz, proponowane zmiany są „dobre dla rynku, jego uczestników i dla regulatora, bowiem ograniczają obszar niepewności”.

Jego zdaniem większość proponowanych zmian ma charakter jedynie porządkujący. „Nie wprowadzamy żadnych elementów, które jakościowo zmieniałyby rynek OZE” – zapewniał.

Prace nad nowelizacją przyjętej przez Sejm 20 lutego br. ustawy o OZE resort gospodarki zapowiedział już tydzień po podpisaniu jej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ustawa o OZE jest kluczowa z punktu widzenia rozwoju rynku odnawialnych źródeł energii w Polsce. Jej najważniejsze zapisy dotyczą wprowadzenia nowego systemu wsparcia tego rodzaju energetyki. Chodzi przede wszystkim o aukcje OZE i system taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji.

Nowelizowane są zapisy dotyczące wysokości taryf gwarantowanych dla prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii pochodzącej z niewielkich źródeł odnawialnych.

Ustawa wprowadziła obowiązek zakupu energii od mikroproducenta po stałej – przez 15 lat – cenie. To rodzaj wsparcia, dzięki któremu w Polsce ma się rozwijać rynek OZE w tym tych najmniejszych, prosumenckich.

Jak napisał resort w uzasadnieniu do nowelizacji, wsparcie dla prosumentów „nie może być nadmierne i prowadzić do zbyt dużych korzyści, gdyż w takim przypadku nie będzie zgodne z przepisami Unii Europejskiej”.

„Jeśli Komisja Europejska stwierdzi, że pomoc była udzielona nielegalnie, może nakazać zwrot otrzymanego wsparcia, co miałoby bardzo negatywne skutki dla wszystkich beneficjentów” – zauważyło MG.

Jedną z zasadniczych zmian zaproponowanych w projekcie nowelizacji jest wprowadzenie przedziału taryf gwarantowanych dla niektórych technologii OZE, szczególnie dla fotowoltaiki. Np. właściciel instalacji 3 kW (dla domu jednorodzinnego) może otrzymać taryfę gwarantowaną w wysokości od 64 gr/kWh do 75 gr/kWh.

W przypadku instalacji większej – od 3 do 10 kWh – stawka gwarantowana wynosi od 0,49 do 0,65 zł za 1 kWh.

Jeśli właściciel mikroinstalacji chciałby wsparcia wyższego niż minimalne – bo przy niższej taryfie nie zwróci mu się inwestycja w panel słoneczny – musi to uzasadnić, wyliczając na podstawie specjalnego algorytmu i pod groźbą kary podpisać oświadczenie, że taka stawka jest konieczna.

Czy jest to zgodne z prawdą, sprawdzą pracownicy Urzędu Regulacji Energetyki. Resort chce, by mieli oni prawo do kontroli dokumentacji, ale także budynków i pomieszczeń należących do prosumentów. Jak mówił w piątek dyrektor departamentu energii odnawialnej w MG Janusz Pilitowski, kontrole URE będą przeprowadzane „jedynie w uzasadnionych przypadkach” i będą miały charakter „wybiórczy”. Jak dodał, w proponowanych rozwiązaniach chodzi o to, by publiczne pieniądze na wsparcie dla mikroproducentów energii były wydawane zgodnie z zasadami pomocy publicznej.

Nowe uregulowania wynikające z projektu nowelizacji mają też pomóc w rejestracji i inwentaryzacji mikroinstalacji na rynku. Urząd Regulacji Energetyki zostanie zobowiązany do podawania liczby tych urządzeń, by wiedzieć, kiedy granice przyłączenia (300 MW instalacji do 3 kW i 500 MW instalacji do 10 kW) zostały osiągnięte. Kolejny zapis wskazuje, ile maksymalnie energii elektrycznej sprzedawca zobowiązany (operator sieci dystrybucyjnych) odkupi od mikroinstalacji w ciągu roku.

W projekcie nowelizacji zmieniła się również stawka netto opłaty OZE, którą ponoszą odbiorcy energii elektrycznej. W 2016 r. opłata ta miała wynieść 2,51 zł za 1 MWh, resort proponuje, by było to 4,01 zł za 1 MWh.

OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Jej głównym celem jest m.in. 20-proc. udział źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii. Dla Polski ten cel jest nieco niższy – średnio 15,5 proc. Obecnie w naszym kraju ze źródeł odnawialnych pochodzi 14 proc. energii. Jednak źródła OZE – choć systematycznie tanieją – cały czas są droższe od konwencjonalnych, i aby się rozwijały, trzeba je wspierać, czyli dotować.

Ustawa m.in. kompleksowo reguluje te kwestie. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych jest wsparcie dla tzw. prosumentów – jednoczesnych konsumentów i producentów energii w małych instalacjach, np. z paneli fotowoltaicznych czy wiatraków.(PAP)

drag/ gł/ mhr/

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

źródło: stooq.pl

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.


„…Przez spadek światowych cen LNG Unia Europejska ma przygotować nową strategię budowy terminali na gaz skroplony. Plan ma zostać ogłoszony w lipcu tego roku. W tej sferze Bruksela ma współpracować z USA i Kanadą. Ten proces będzie postępował bez względu na przyszłość negocjacji Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowo-Inwestycyjnego, które mogłoby go przyspieszyć, ale nie jest niezbędne. W Kongresie trwa lobbing za szeregiem ustaw o liberalizacji eksportu węglowodorów amerykańskich, w tym najciekawszej, LNG for NATO Act. Kanada, która również może eksportować LNG do Europy nie ma tu żadnych ograniczeń. Do listy mogą dołączyć Australia i eksporterzy z Afryki.

Chociaż obecnie utrzymujący się niski poziom ceny ropy naftowej może nie przetrwać 2015 roku, to nie jest już głównym czynnikiem decydującym o spadku cen LNG. Kluczowa jest rosnąca podaż gazu i spadek zapotrzebowania w niektórych częściach globu. Są to wspaniałe warunki do rewizji portfela umów przez klientów europejskich, którzy nie koniecznie kupią więcej, ale na pewno mądrzej, zmniejszając zależność od głównego dostawcy. Komisja Europejska pragnie, aby kraje Unii dotarły do co najmniej trzech różnych źródeł dostaw.

Śledztwo antymonopolowe może doprowadzić do rewizji istniejących umów gazowych. Może zmniejszyć widełki lub zlikwidować klauzulę obowiązkowego minimum zakupu take or pay. Niezależnie od tego nowe umowy gazowe (polska wygasa w 2022 roku) będą najprawdopodobniej podporządkowane standardom, które ma zamiar wyznaczyć Bruksela. Dzięki temu skończy się nadpodaż surowca na polskim rynku spowodowana właśnie przekontraktowaniem PGNiG, które musi kupować określoną ilość gazu z Rosji, choć go nie potrzebuje lub chciałoby zmienić klienta. Wtedy będą możliwe większe zakupy przez terminal w Świnoujściu, co przełoży się na zwiększenie rentowności tego obiektu…” (Wojciech Jakóbik)

polecam lekturę całości

podobne: Józefa Sokołowska: Co wiemy o zasobności polskich łupków. Szczęśniak: zmiany w Polskim LNG to próba przyspieszenia otwarcia gazoportu. oraz: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i to: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) a także: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku polecam również: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

USA, gaz, LNG

Wojciech Jakóbik Blog

Corpus Christi LNG Corpus Christi LNG

Chociaż gaz skroplony dopiero za jakiś czas trafi do Europy to rynek zaczął sprzyjać temu procesowi.

View original post 723 słowa więcej

Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.


1. Eksperci o zarzutach dla GazpromuRosja chce ugody z UE. Czy Rosnieft wyręczy Gazprom na unijnym rynku? 

22.04.2015 (IAR) – Kończy się dyktat rosyjskiego koncernu w Europie, Gazprom czeka dotkliwa kara finansowa. Tak zgodnie mówią analitycy energetyczni, z którymi rozmawiała Informacyjna Agencja Radiowa. Komisja potwierdziła, że firma ta nieuczciwie zawyżała ceny za gaz w Europie Środkowo-Wschodniej. Łamał też unijne zasady zakazując krajom reeksportu surowca kupionego w Rosji.

Wojciech Jakóbik analityk energetyczny przyznaje, że Polska może zyskać na tej decyzji, choć nie od razu. Gazprom musi uwzględnić europejskie prawo antymonopolowe. Ten proces będzie trwał, ale jedno jest pewne, że czasy dzikiej działalności rosyjskiego koncernu w naszej części świata kończą się – przekonywał.

Jeśli zarzuty dotyczące monopolistycznych praktyk potwierdzą się Gazpromowi grozi kara w wysokości 10 procent rocznych przychodów, czyli kilkanaście miliardów dolarów.

Doktor Piotr Wawrzyk, europeista z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że wyrok jest efektem postępowania, które rozpoczęło się jeszcze przed pogorszeniem wzajemnych relacji Unii Europejskiej z Rosją. Politolog przekonuje, że Moskwa decyzję Komisji będzie tłumaczyła kolejną ” walką polityczną”.

Z kolei Aleksandra Gawlikowska-Fyk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych uważa, że rosyjski gigant nie jest skory do kompromisu. Ekspert przekonywała w rozmowie z IAR, że Bruksela sięgnęła po bardzo mocne argumenty wobec Gazpromu.” Wspólne reguły konkurencji są najsilniejszym instrumentem jakim dysponuje Komisja Europejska.” – zauważa.

Jest już odpowiedź strony rosyjskiej. Gazprom uznaje za bezpodstawne zarzuty Komisji Europejskiej dotyczące nadużywania przez firmę dominującej pozycji na unijnym rynku gazu w Europie Środkowej i Wschodniej. Koncern w wydanym oświadczeniu stwierdza, że przyjęte przez Komisję Europejską oświadczenie jest „jednym z etapów prowadzonych badań antymonopolowych i nie oznacza uznania Gazpromu za winnego naruszenia antymonopolowego prawa Wspólnoty”. Z kolei szef szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow podczas spotkania z mediami. „Wszystkie kontrakty Gazpromu z partnerami zostały podpisane w całkowitej zgodzie z obowiązującym w danym momencie prawem”- oświadczył Ławrow.

Informacyjna Agencja Radiowa/ T. Majka & P.Pawełek/K.P.

podobne: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami.

„…W rozmowie z portalem EurActic.com ambasador Rosji przy Unii Europejskiej Władimir Czyżow ocenił, że śledztwo antymonopolowe Komisji Europejskiej przeciwko Gazpromowi to „od początku sprawa polityczna”.

Rosjanin uznaje, że Komisja nie może wprowadzić retroaktywnie zasad trzeciego pakietu energetycznego z 2009 roku na zasady współpracy gazowej z Rosją implementowane na mocy Porozumienia o Partnerstwie i Współpracy z 1997 roku. – Artykuł 34 Porozumienia mówi o tym, że obie strony muszą powstrzymać się przed działaniami które pogorszyłyby działalność biznesową w stosunku do stanu sprzed ich podjęcia – wskazuje Czyżow.

– Cała sprawa została zainicjowana nie przez jakieś ekonomiczne byty, nie przez firmy energetyczne w UE które teoretycznie mogłyby zgłosić swoje zastrzeżenia do kontraktów ale zrobił to rząd państwa członkowskiego zaangażowanego wówczas w arbitraż z Gazpromem – dodał rosyjski polityk, przyznając, że chodzi o Litwę. – To była Litwa, sprawa była publiczna i w tym kontekście Wilno przedstawiło kilka zdecydowanych stanowisk w których chwaliło się sukcesem uruchomienia śledztwa. To pozostawia wrażenie, że sprawa jest polityczna od samego początku – twierdzi Czyżow.

Zdaniem Rosjanina Porozumienie o Partnerstwie i Współpracy dopuszcza rozwiązanie podobnych sporów poza śledztwem. To kolejny już sygnał z Kremla, że Rosja chce ugody z Komisją Europejską.

– Zarzuty Komisji są procedowane. Nie znamy zakończenia procedury – przyznaje.

W odpowiedzi na pytanie dziennikarza o możliwość uruchomienia importu LNG z USA do Europy jako alternatywy dla dostaw rosyjskich polityk śmieje się i przekonuje, że „w możliwej do przewidzenia przyszłości ani Rosja nie zamierza uruchomić wydobycia gazu łupkowego ani USA nie planują otwierać swojego rynku gazu niekonwencjonalnego na Europę”. (EurActiv.com / Wojciech Jakóbik)

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

„…Trzeci pakiet energetyczny Unii Europejskiej zakłada rozdział właścicielski wydobycia, transportu i dystrybucji surowców. Bruksela zastrzega sobie prawo do rezerwowania wyjątków spod tej regulacji. Taki wyjątek otrzymała odnoga Nord Stream w Niemczech o nazwie OPAL. Gazprom ma wyłączność na 50 procent przepustowości tego gazociągu ale starania o uzyskanie pełnej mocy dla siebie spełzły na niczym. Rosnieft gaz mógłby wykorzystać pozostałe 50 procent bez łamania unijnego prawa. Wejście nowej spółki do eksportu gazociągami mogłoby zatem posłużyć Rosji do uratowania udziałów na europejskim rynku, którego podejście do Gazpromu zapewne zmienią wyniki śledztwa antymonopolowego Komisji, którego zarzuty uwzględniają m.in. bezprawny wpływ na infrastrukturę europejską i blokowanie wolnego przepływu gazu. Jeżeli Komisja zakaże Gazpromowi tego typu praktyk, być może będzie w stanie je kontynuować kongolmerat firm rosyjskich. Wspominałem o takiej możliwości na antenie Studio Wschód w TVP Info…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

An­drzej Szczę­śniak: Gazprom – EU, kto gra w antymonopol.

„Przeanalizujmy tę sprawę od strony dominujących graczy oraz zidentyfikujmy ich interesy i działania. Jednym słowem – kto co gra w antymonopolowe karty.

1. Amerykanie. Zza oceanu płynie mocny sygnał do osłabiania, a nawet zrywania kontaktów z Rosją. Prezydent Obama będąc w Brukseli obiecywał, że Ameryka da cały potrzebny gaz Europie. Specjalny pełnomocnik ds. energetycznych – Carlos Pascual – 3 kwietnia 2014 r. w Atlantic Council stawiał zadania dla Europy w związku z kryzysem ukraińskim. Mówił: „jest kilka spraw, które Europa będzie musiała zrobić, o których rozmawialiśmy. Jedną to sprawienie, by działał rynek. Z jednej strony komisarz ds. konkurencji prowadzi sprawę nadużywania pozycji rynkowej przez Gazprom. Jest ważne, żeby prowadzić tę sprawę w przyszłości”. Dalsze zadania to otwarcie rurociągów dla Ukrainy….

…5. Rosjanie. Cały czas wysyłający sygnały o chęci polubownego rozwiązania konfliktu, jednak twardzi w negocjacjach i nie godzący się na ogólne obniżenie wszystkim cen do poziomu niemieckich, proponując raczej wszystkim podniesienie poziomu cen do najwyższych cen kontraktowych. Wiele rund negocjacyjnych, do ostatniej chwili rozmowy o gotowości do ustaleń – minister Nowak na kilka dni przed decyzją był w Berlinie, umawiał się na rozmowy. Z drugiej strony, po zablokowaniu przez Brukselę rurociągu South Stream, Gazprom zaczął gwałtownie zmieniać swoją strategię, wycofując się z inwestycji w Unii, zapowiadając strategiczny zwrot do Azji, a nawet możliwość „strategicznej pauzy” w dostawach gazu do Europy, jeśli ta sobie go nie życzy. Prezes Miller dał to twardo do zrozumienia w dyskusjach Klubu Wałdajskiego.

6. Komisja. Niepewna, bez mocnych kart, raczej wpychana w konflikt niż przekonana do swoich racji. Działając pod presją Litwy i Polski, wspieranych zza oceanu, bardzo długo rozgrywała tę kartę. Od spektakularnych najść na europejskie biura partnerów Gazpromu we wrześniu 2011 r. aż rok trzeba było czekać na oficjalne wszczęcie sprawy. Z gotowym materiałem w ręku negocjowano z Rosjanami, żeby zmienić strukturę kontraktów i cen dla odbiorców europejskich. Karty były jednak za słabe na taki kopernikański przewrót, wypracowana latami równowaga interesów zapisana w dzisiejszych kontraktach oparła się rewolucyjnym propozycjom Komisji. Nie przeszła również propozycja obniżenia cen dla krajów środkowo-wschodniej Europy. Przed 2014 r. Komisja wahała się nawet, czy nie umorzyć postępowania, a w czasie kryzysu ukraińskiego na żądanie prezydenta Barroso odłożono sprawę, by nie zadrażniać i tak już bardzo napiętych stosunków z Rosją. W bieżącym roku Komisja zdecydowała się na ten krok, świadoma, że stosunki się pogorszą. Dla równowagi zrobiono to w tydzień po ogłoszeniu sprawy przeciwko amerykańskiemu potentatowi internetowemu Google.”

całość tu: szczesniak.pl

podobne: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności. oraz: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. i to: Polska rozmawia z Katarem o obniżce cen gazu. USA coraz bardziej otwarte na eksport gazu. Rewers na gazociągu jamalskim.

2. „Puls Biznesu” Koniec marzeń o łupkach?

28.04.2015 (IAR) – Poszukiwania gazu łupkowego w Polsce nie przyniosły dotychczas obiecujących rezultatów. Nastroje w branży są fatalne. Czy to już koniec marzeń o „polskich łupkach”? – zastanawia się Puls Biznesu.

Jak czytamy we wtorkowym wydaniu dziennika, gwoździem do trumny dla polskich przedsiębiorstw mogą być odpisy od zysków. Firmy będą musiały skonfrontować się z tym, że żaden z odwiertów nie przyniósł na razie wystarczających przepływów gazu, które dawałyby nadzieję na opłacalność wydobycia. A skoro odwierty są nieudane, to ich wartość jest zerowa. Trzeba będzie to uwzględnić w raportach dla akcjonariuszy. Z perspektywą odpisów będą się musiały zmierzyć państwowe spółki giełdowe, przodujące w liczbie odwiertów. Niewykluczone, że odpisy skłonią PGNiG i Orlen do ogłoszenia „końca łupków w Polsce”.

Drugim powodem upadku branży mogą być przekształcenia w Organizacji Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego, reprezentującej interesy firm poszukujących węglowodorów. W 2013 organizacja miała 14 członków, a dziś – ledwie 10. To problem, bo OPPW, jako organizacja pracodawców, musi mieć minimum 10 członków. Inaczej po trzech miesiącach zostanie wykreślona z rejestrów sądowych. Tymczasem, wciąż jest w niej amerykański Chevron, który podjął już decyzję o wycofaniu się z Europy Środkowej.

Trzecią okazją do zgaszenia światła w branży łupkowej mogą być decyzje Ministra Środowiska, które rozpatruje wnioski o przedłużenie terminu wykonania obowiązków koncesyjnych. Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/Siekaj

podobne: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Ukraina: Osiągnięto porozumienie w sprawie rosyjskiego gazu. Putin: rosną rezerwy walutowe i bezrobocie. Wojciech Jakóbik: Chiński Plan Marshalla? Rosja zamierza skorzystać. Iran (i nie tylko) członkiem AIIB.


1. Ukraina: Osiągnięto porozumienie w sprawie rosyjskiego gazu.

02.04.2015 (IAR) – 248 dolarów za tysiąc metrów sześciennych – tyle będzie płacić Ukraina za rosyjski gaz w II kwartale. Ukraińskie Ministerstwo energetyki twierdzi, że w nocy udało się osiągnąć porozumienie z Moskwą w tej sprawie.

Oznacza to, że Ukraińcom w czasie rozmów udało się osiągnąć taką cenę o jaką zabiegali.

„To zwycięstwo podejścia ekonomicznego w stosunkach Naftohazu i Gazpromu nad politycznym” – podkreślił ukraiński minister energetyki Wołodymyr Demczyszyn. Dodał przy tym, że cena jest niższa od tej, którą oferują firmy z Unii Europejskiej, od których Ukraina kupuje ostatnio większość gazu.

Można zatem oczekiwać, że Kijów wznowi w najbliższym czasie import paliwa z Rosji, który był wstrzymany wczoraj. Ukraińcy mają już teraz zamiar rozpocząć wypełnianie podziemnych zbiorników gazu tak, aby były one gotowe na następną zimę.

Zawarte w nocy umowa dotyczy tylko II kwartału. W połowie tego miesiąca w Berlinie mają odbyć się kolejne rosyjsko-ukraińskie rozmowy, tym razem, z udziałem przedstawicieli Unii Europejskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski, PR Kijów/dj

podobne: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce a także: Zmiana frontu na Ukrainie. Umowa stowarzyszeniowa z UE oddala się. Gazprom odroczył płatności i zredukował zadłużenie Naftohazu. i to: Producenci papryki liczą straty wywołane embargiem. Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód). oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.

2. Putin: rosną rezerwy i bezrobocie

02.04.2015 (IAR) – W Rosji wzrasta bezrobocie – poinformował Władimir Putin na spotkaniu z rządem. Według gospodarza Kremla, ministrowie muszą zwrócić baczną uwagę na zwiększającą się liczbę osób pozostających bez pracy, a także na pojawiające się coraz częściej opóźnienia w wypłacie wynagrodzeń.

Według danych, które przedstawił rosyjski prezydent wzrost bezrobocia jest minimalny w porównaniu do ubiegłego roku. Jednak najbardziej niepokoi Władimira Putina to, że spora grupa Rosjan, ze względu na trudną sytuację ich firm pracuje mniej niż 5 dni w tygodniu, w tym część z nich znajduje się w okresie wypowiedzenia.

Tymczasem optymistyczne dane na temat sytuacji finansowej Rosji opublikował Bank Centralny. Z danych, które znalazły się na oficjalnych stronach internetowych tej instytucji wynika, że w ostatnich dniach marca zwiększyły się aż o 8 miliardów dolarów walutowe rezerwy Federacji Rosyjskiej. Obecnie Moskwa ma do dyspozycji prawie 361 miliardów dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Mokswa/mcm/

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś.

3. Chiński Plan Marshalla? Rosja zamierza skorzystać. Iran członkiem Azjatyckiego BankuRun na bank AIIB

fragment:

Z inicjatywy chińskiej powstaje Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) z planowaną siedzibą w Szanghaju. Do udziału zgłosiły się Wielka Brytania, Niemcy, Korea Południowa, Izrael, Tajwan i Australia. To cios dla dyplomacji amerykańskiej, która do końca broniła przed powstaniem konkurencji Bank Światowy, na który ma wpływ. Była sekretarz stanu USA Madeleine Albright przyznała w rozmowie z The Washington Times – „Zawiedliśmy” – mówi o działaniach Baracka Obamy i jego ekipy.

AIIB ma zacząć pracę do końca roku. Chiny przeznaczyły 50 mld dolarów na jego kapitalizację. Drugie tyle mają zapewnić pozostałe kraje fundujące instytucję. Amerykanie ostrzegają, że nowy bank zepsuje sektor bankowy zaniżając standardy na korzyść swoich członków biorących pożyczki na projekty infrastrukturalne. Waszyngton nie będzie miał jednak wpływu na działanie organizacji.

Najbardziej zainteresowana będzie Rosja, która w dobie sankcji zachodnich została odcięta od zachodniego kapitału co zablokowało jej kluczowe inwestycje w sektorze energetycznym jak nowe gazociągi do Europy i Chin, projekty LNG, wydobycie węglowodorów na Zachodniej Syberii i poszukiwania w Arktyce. Zarówno Pekin jako inicjator AIIB, jak i Moskwa, jako główny potrzebujący wysyłają do siebie sygnały o woli współpracy w tym zakresie. To z pożyczek nowego banku mogą zostać sfinansowane gazociągi Ałtaj i Siła Syberii dające Rosjanom niezależność od rynku europejskiego lub Turkish Stream mający flankować go od południa. Chińczycy zaangażowali też kapitał w projekt Jamał LNG, który również boryka się z problemami związanymi z sankcjami. Rosyjskie niespenetrowane złoża stojące odłogiem po wycofaniu się Exxon Mobil i Shell także czekają na inwestora. Rosja może zatem skorzystać na inicjatywie Państwa Środka mającej podważyć bankowy wymiar Pax Americana ustalony po Zimnej Wojnie. Dlatego Moskwa już zgłosiła akces do AIIB.

Inicjatywa Pekinu to jednak dużo więcej. Chińczycy zaproponowali Rosji i Mongolii stworzenie pasa ekonomicznego Jedwabny Szlak. Miałaby to być sieć kolejowo-drogowa łącząca Azję z Europą. Byłaby to platforma dalszej ekspansji chińskiego kapitału do Afryki i Europy. Skorzystałyby na niej państwa pragnące ograniczyć wpływy USA w tych regionach…”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

08.04.2015 (IAR) – Iran będzie udziałowcem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, który powstał z inicjatywy Chin. Na członkostwo Teheranu zgodziły się kraje, które już teraz mają status założycieli. Prócz Chin są to m.in. Wielka Brytania, Francja i Niemcy.

Termin aplikowania do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych minął 31 marca. Do tego czasu chęć członkostwa w nowej instytucji finansowej zadeklarowało ponad 50 państw, w tym Polska. Jak podała Agencja Prasowa Xinhua, kraje założycielskie podjęły decyzję o przyjęciu do grona udziałowców Iranu. Wciąż nie ma decyzji w sprawie ponad 20 państw, w tym także i Polski. Jak informowano wcześniej, ostateczna lista krajów, którym nadany zostanie status państw założycielskich, ma być ogłoszona w Pekinie 15 kwietnia.

Azjatycki Banki Inwestycji Infrastrukturalnych uznawany jest za konkurencyjną instytucję finansową do Banku Światowego, czy też Azjatyckiego Banku Rozwoju. Pomysł utworzenia nowego międzynarodowego banku krytykują Stany Zjednoczone.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Pekin /jj

źródło: stooq.pl

„…Zanosi się na to że jak tak dalej pójdzie to jedynym sojusznikiem amerykańskiego hegemona w Europie zostanie  jego polski dywersant na Ukrainie. Reszta Europy, mimo wymuszonego pro-forma poparcia dla anty-rosyjskich „sankcji”, przesuwa się dyskretnie w kierunku rozluźnienia amerykańskiego gorsetu i decydowania samemu o własnym losie.

Okazję po temu stworzyło utworzenie pod przewodnictwem Chin Asian Infrastructure Investment Bank (AIIB) jesienią zeszłego roku w Pekinie. Konkurująca z kontrolowanym przez hegemona World Bankiem organizacja jest solą w oku amerykańskich planistów i nie bez przyczyny – neutralizuje ich wysiłki zachowania światowej hegemonii dolara i NWO. Nie bez powodu sekretarz skarbu USA Jacob Lew żalił się Kongresowi w ostatnim tygodniu, „Niepokojem napełnia nas, jak zwykle, – czy [AIIB] przestrzegał będzie wysokich standardów jakie wypracowały [inne] międzynarodowe instytucje finansowe…” .

Yep,  wysokie standardy amerykańskie w bankowości  są powszechnie znane…   Zamiast truć o nich i o niepokoju Lew powinien raczej powiedzieć jak jest naprawdę – że administracja Obamy robi po prostu w portki, widząc wczorajszych sojuszników masowo wchodzących do łóżka z Chinami.

Pierwszymi w kolejce byli niespodziewanie Brytyjczycy…”

całość tu: dwagrosze.com

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. polecam również: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi). i jeszcze: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.

Chiny-Rosja współpraca

Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.


1. Szczyt UE – zgoda na unię energetycznąUE – będzie unia energetycznaPolskie postulaty okrojone do minimumDekarbonizacja niszcząca dla Polski i Śląska.

19.03.2015 (IAR) – Unijni przywódcy poparli utworzenie unii energetycznej, co zaproponowała Komisja Europejska. Plan ma zagwarantować Europie bezpieczeństwo energetyczne.

Zielone światło oznacza, że Bruksela może rozpocząć prace nad konkretnymi przepisami. Najbardziej sporną kwestią była większa przejrzystość umów na dostawy gazu, zarówno tych międzyrządowych, jak i komercyjnych. Komisja chce mieć prawo do ich sprawdzania pod kątem zgodności z unijnym prawem jeszcze przed podpisaniem. To ma pozwolić na wykrycie ewentualnych pułapek, czy niedozwolonych klauzul i wzmocnić pozycję przetargową Unii w negocjacjach z Rosją.

Europejscy przywódcy poparli większą przejrzystość, choć złagodzili nieco zapisy we wnioskach ze szczytu. Mimo to szef Rady Europejskiej Donald Tusk jest zadowolony z decyzji. „Dostawcy surowców energetycznych nie będą mogli nadużywać pozycji na rynku, łamać unijnego prawa i ograniczać bezpieczeństwa energetycznego” – powiedział Donald Tusk.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

20.03.2015 (IAR) – Jest zielone światło dla stworzenia unii energetycznej. Na pomysł zgodzili się szefowie krajów Unii Europejskiej podczas pierwszego dnia szczytu w Brukseli. Chodzi o gwarancję bezpieczeństwa energetycznego w Europie i większą niezależność, gdy chodzi o surowce takie jak gaz.

Unijni liderzy zgodzili się, by Komisja Europejska rozpoczęła prace nad konkretnymi rozwiązaniami. Wiadomo, że Komisja będzie teraz miała prawo wglądu w umowy zawierane zarówno przez poszczególne państwa jak i firmy prywatne. Jeśli znajdzie niedozwolone klauzule lub zapisy zagrażające bezpieczeństwu energetycznemu Wspólnoty, będzie mogła daną inwestycję zablokować.

„Kontrakty gazowe powinny mieć charakter biznesowy, a nie być bronią polityczną” – argumentował w Brukseli przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. „Unia energetyczna ma dla nas ogromne znaczenie. Trzeba zerwać z totalną zależnością energetyczną” – dodawał szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Nie wiadomo na razie, kiedy Komisja Europejska przygotuje konkretne rozwiązania prawne.

Rozwiązanie przyjęte przez unijnych przywódców jest uboższe od pierwotnej wersji, proponowanej przez ówczesnego polskiego premiera Donalda Tuska. W dokumencie nie ma już bowiem mowy o proponowanych wcześniej wspólnych zakupach gazu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski, Bruksela/kry

podobne: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce oraz: UE: Porozumienie ws. budżetu na 2015 rok. Juncker za unią energetyczną. Transatlantycki wymiar unijnej energetyki. Hiszpania: dziurawe autostrady.

Im mocniej zagłębimy się w konkluzje czwartkowego (19 marca) szczytu UE tym bardziej wizja Unii Energetycznej zaprezentowanej przez Donalda Tuska rozjeżdża się z rzeczywistością, na którą składa się słynny wspólnotowy kompromis, który osiągnięto wczoraj w Brukseli.

Przygotowując się do napisania komentarza na temat tego co pozostanie z polskiej idei Unii Energetycznej po czwartkowym szczycie UE nie miałem złudzeń, że będzie to tylko szyld. Świadczył o tym już spis propozycji przygotowanych przez Komisję Europejską, na które polski rząd zareagował wypuszczeniem infografiki sugerującej, że zgodziła się ona na pierwotny postulat Donalda Tuska tj. wspólne zakupy gazu. Na pierwszy rzut oka faktycznie tak było, z jedną niewielką różnicą – brukselscy urzędnicy rekomendowali by szczytna inicjatywa funkcjonowała na zasadzie dobrowolności zaangażowanych w nią krajów. W takiej konfiguracji trudno sobie wyobrazić, by preferowani klienci Gazpromu postanowili wspomóc w procesie negocjacyjnym swoich unijnych partnerów, których z Rosjanami łączą nienajlepsze relacje.

Z podobnym rozwiązaniem mamy do czynienia w kontekście postulatu kontrolowania przez Komisję Europejską umów gazowych jakie kraje członkowskie zawierają ze stroną rosyjską. W konkluzjach szczytu zaakcentowano, że kontrakty powinny być bardziej przejrzyste, zgodne z unijnych prawem, ale należy zagwarantować ich poufność (powołano się na tajemnicę handlową). Jak więc widać kontrola brukselskich urzędników będzie miała bardzo relatywny charakter

Im bardziej zagłębiamy się w konkluzje szczytu UE tym bardziej wizja Unii Energetycznej Tuska rozjeżdża się z rzeczywistością, na którą składa się słynny wspólnotowy kompromis. Zabrakło w nim miejsca na mechanizm pomocowy dla państw zagrożonych wrogimi działaniami ze strony Gazpromu. Zamiast proponowanej przez byłego polskiego premiera rehabilitacji węgla mamy natomiast postulat dekarbonizacji. Stanowi on de facto komplementarny element „sukcesu” Ewy Kopacz, która na szczycie klimatycznym UE zgodziła się na 40% redukcję emisji CO2 do 2030 r. (względem 1990 r.) co bez względu na wywalczone ulgi oznacza w przyszłości rezygnację przez Polskę z energetyki opartej na węglu. Rada Europejska odwołała się zresztą wprost do tego wydarzenia, w dokumencie prezentującym wynegocjowane podczas szczytu UE ramy Unii Energetycznej stwierdza się, że będzie ona budowana w oparciu o przyszłościową politykę klimatyczną. Unia ma zamiar stawiać na odnawialne źródła energii i niskoemisyjność (obie kwestie są dla Warszawy drażliwe).

„Ramy” to swoją drogą słowo, które robi od wczoraj istną furorę. Część komentatorów podkreśla bowiem, że o istocie projektu zainicjowanego przez Donalda Tuska zdecydują kolejne negocjacje i proces legislacyjny. Skoro jednak fundamenty są dla Polski niekorzystne to czy ostateczne rozwiązania prawne rodzące się w oparciu o nie będą zgodne z interesem naszego kraju? Aktualne sukcesy negocjacyjne rządu tj. zachowanie nazwy „Unia Energetyczna” dla projektu, który z zamysłu węglowo-łupkowego wyewoluował w stronę dekarbonizacyjno-klimatycznego nie napawają optymizmem. Nie zmieniają tego faktu pozytywne postulaty takie jak: ścisłe przestrzeganie unijnego prawodawstwa (trzeci pakiet energetyczny) czy kwestia dywersyfikacja źródeł energii.

źródło: defence24.pl

…co tu dodawać. Ciśnie się na usta taka oto smutna konstatacja, że oto „nowy” Donald Tusk – jako prezydent UE spuścił w kiblu projekt Donalda Tuska byłego premiera RP, sprzedając przy tym polski interes narodowy jakim jest górnictwo węgla kamiennego brukselskiemu szemranemu interesowi zwanemu paradoksalnie „unią energetyczną” który na podstawie powyższego komentarza można nazwać wprost – bezpieczeństwem energetycznym Rosji w UE za pośrednictwem (rzecz jasna) Niemiec 😉 które NIGDY nie pozbędą się swojej wiodącej roli (i wymiernych korzyści) w pośredniczeniu handlem rosyjskim gazem – o czym więcej tu: Rosja straci na podwyżce cen gazu dla Ukrainy ale zwiększa eksport do Niemiec i Wielkiej Brytanii.  i tu: uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec)… (Odys)

Tajemnica umów gazowych to punkt sporny w negocjacjach w ramach Unii Europejskiej odnośnie uniezależnienia od dostaw z Rosji – donosi Reuters. W centrum sporu, na obu jego biegunach są Polska i Niemcy.

Polacy chcą większej przejrzystości kontraktów gazowych, bo tracą na politycznej cenie oferowanej im przez Gazprom. Niemcy, jako największy klient rosyjskiej firmy w Europie, otrzymują dużo bardziej atrakcyjną ofertę i nie chcą wprowadzać regulacji, które zaszkodziłyby tym relacjom.

Źródło Reutersa przyznaje, że choć początkowo była mowa o transparencji umów międzyrządowych, to Polacy forsują także nowe rozwiązania dla umów między firmami, które zdaniem Niemców są objęte tajemnicą handlową i Komisja Europejska nie powinna w nie ingerować…” (całość tu: konserwatywnie.wordpress.com)

O zapomnianym już sukcesie Kopaczowej tu: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

podobne: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności oraz: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. a także: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. i to: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu. i jeszcze: Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku.

„…Chciałbym zapytać, jak to się stało, że pani premier, pan były premier (…) i że pan prezydent na takie a nie inne rozwiązania się zgodzili. Na rozwiązania, które na przyszłość są niszczące dla polskiego Śląska, są sprzeczne z polskim interesem narodowym, bo nasza gospodarka jest oparta na węglu – zaakcentował Duda.

Jak dzisiaj w takim razie premier Kopacz chce uzyskać jakąkolwiek pomoc publiczną na restrukturyzację polskiego przemysłu wydobywczego, skoro sama się zgodziła wczoraj na przyjęcie w konkluzjach Rady stwierdzenia, które jednoznacznie wskazuje na konieczność nie restrukturyzacji, a likwidacji polskiego przemysłu wydobycia węgla kamiennego? – pytał kandydat PiS.

Duda zaznaczył, że w tym kontekście o stanowisku polskiego rządu w tej sprawie powinny były wiedzieć śląskie samorządy. Wskazał, że zabierając głos w dyskusji nt. unii energetycznej na poprzednim posiedzeniu Parlamentu Europejskiego, m.in. akcentował konieczność zachowania zasady niezależności technologicznej państw UE, zapewnienia państwom prawa rozwoju, a także zabezpieczenia ich interesów opartych o rodzime zasoby.

Poseł PiS Krzysztof Szczerski ocenił w piątek na konferencji prasowej, że premier Ewa Kopacz i Donald Tusk na szczycie unijnym „podpisali wyrok śmierci na polskie górnictwo”.

Dekarbonizacja oznacza dużo więcej, niż pakiet klimatyczny, dużo więcej niż redukcja CO2, bo oznacza eliminację węgla z gospodarki i energetyki europejskiej, oznacza, że Polska będzie musiała przestawić swoją energetykę opartą obecnie na węglu na odnawialne źródła energii, lub na inny rodzaj energii. To jest zamach na polski Śląsk – podkreślił poseł PiS.

Jak zauważył, do tej pory Polska dwukrotnie nie wyrażała zgody, aby w konkluzjach Rady Europejskiej znalazło się słowo „dekarbonizacja”. – To szokująca zmiana stanowiska (rządu), do tej pory słowo dekarbonizacja było przez Polskę eliminowane ze słownictwa europejskiego – ocenił Szczerski.

Jego zdaniem, polskie górnictwo, energetyka i polski Śląsk „tracą na obecności Tuska w Brukseli, podporządkowaniu Tuska interesom silniejszych państw europejskich”…”

źródło: fakty.interia.pl

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. i to: Nowe propozycje w sprawie CO2 niekorzystne dla Polski.

…i tu krótkie pytanie. Czy Pan Donald Tusk pracuje tylko nad likwidacją polskiego węgla, czy też może ryje jak kret pod Śląskiem by ludzie go zamieszkujący zbuntowali się przeciwko Polsce i zapragnęli protektoratu Niemiec? Tu polecam komentarz Pana Michalkiewicza z którym warto się zapoznać – To Niemcy mogą prowokować niepokoje na Śląsku! (Odys)

„…Dziś siedzimy w kieszeni Niemców, które są gwarantem naszego istnienia. A Polska od czasów prezydenta Kaczyńskiego pełni rolę dywersanta USA. Niemcy mogą zrezygnować z dominacji w tej części Europy, ale za coś. Moim zdaniem za zgodę USA na rewizję granic i korektę tzw. ziem utraconych. Na reszcie obszaru zostanie nam Judeopolonia – klarował Michalkiewicz. Nie pozostawiał złudzeń – w Judeopolonii główną rolę grać będą Żydzi. – To po załatwieniu roszczeń majątkowych szacowanych na 65 mld dolarów. Środowiska z takimi pieniędzmi zdobędą dominującą pozycję ekonomiczną, społeczną i polityczną. Nasz bunt będzie darem niebios dla Niemców, bo zaczną mówić o wybuchu antysemityzmu. Jak wybuchnie bunt na Śląsku, to ktoś powie, czy aby słusznie przyznaliśmy Śląsk Polsce, że to było błędem – tłumaczył Michalkiewicz…” Cały tekst: gazeta.pl

2. UE – zamieszanie wokół narady w sprawie Grecji – protest małych krajówDuet Niemcy i Francja znowu mocny.

19.03.2015 (IAR) – Zamieszanie wokół narady w sprawie Grecji. Protest małych krajów przeciwko faworyzowaniu dużych. W takiej atmosferze rozpoczął się unijny szczyt w Brukseli.

Belgia, Holandia i Luksemburg skrytykowały pomysł szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, by organizować naradę w wąskim gronie na temat pomocy finansowej dla Grecji. Zaplanowana została ona dziś wieczorem, na marginesie szczytu. Miał w niej wziął udział premier Grecji, a także przewodniczący Rady, szef Europejskiego Banku Centralnego, szef eurogrupy, oraz przywódcy Francji i Niemiec. Współpracownicy Donalda Tuska tłumaczyli, że nie chciał on organizować osobnego szczytu eurogrupy, bo przerodziłby się on w krytykę Grecji. Zdecydował więc, że wątpliwości co do ewentualnej, wcześniej wypłaty części pożyczki zostaną omówione w węższym gronie.

A tymczasem spotkanie największych rozzłościło małe kraje. „Jestem rozgniewany. To jest błąd w metodzie. Belgia nie dała mandatu ani Francji, ani Niemcom, żeby negocjowały w ich imieniu” – powiedział premier Belgii Charles Michel. Do jego protestu przyłączyły się Holandia, oraz Luksemburg i jeszcze przed rozpoczęciem szczytu zażądały spotkania z przewodniczącym Rady Europejskiej. Jeden z unijnych urzędników poinformował, że Donald Tusk miał obiecać, że na nocnej naradzie w sprawie Grecji nie zapadną żadne decyzje. Dość nieoczekiwanie szef Rady, otwierając unijny szczyt, poruszył ten temat. Zadeklarował, że jeśli będzie wola, to zorganizuje osobny szczyt eurogrupy poświęcony pomocy finansowej dla Grecji. Okazało się jednak, że nie było chętnych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

20.03.2015 (IAR) – Duet Niemcy i Francja znowu nadał ton pracom w Unii. Tym razem przywódcy obu krajów zostali poproszeni o pomoc, choć nie wszystkim się to spodobało. Najpierw Angela Merkel i Francois Hollande przygotowali na szczyt kompromisowe rozwiązanie w sprawie przyszłości unijnych sankcji wobec Rosji. Później jako jedyni spośród liderów 28 krajów uczestniczyli w spotkaniu dotyczącym pomocy finansowej dla Grecji.

Niemcy i Francja od dawna dyktują swoje stanowisko w Unii Europejskiej co wzbudzało opory zwłaszcza mniejszych krajów. Ale na tym szczycie Paryż i Berlin oficjalnie pospieszyli z pomocą, bo poprosił ich o to szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Angela Merkel i Francois Hollande przygotowali kompromisowe rozwiązanie w sprawie sankcji gospodarczych wobec Rosji, a ich propozycja została zaakceptowana. Ale zawrzało, kiedy okazało się, że szef Rady Europejskiej zaprosił duet Merkel-Hollande na spotkanie w wąskim gronie poświęcone pomocy dla Grecji, w którym uczestniczył też premier tego kraju i przedstawiciele unijnych instytucji. Małe kraje zaprotestowały.

„Jestem rozgniewany. Francja i Niemcy nie dostały mandatu, by negocjować w imieniu Belgii”- skomentował premier Belgii Charles Michel. Kraje Beneluksu zażądały wyjaśnień, a szef Rady Europejskiej musiał tłumaczyć. „To spotkanie odbyło się na prośbę premiera Tsiprasa” – mówił Donald Tusk. Zapewniał też, że żadne decyzje nie zostaną podjęte w wąskim gronie, najpierw zostaną skonsultowane ze strefą euro.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/kry

podobne: Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

…kolejny przykład na to o czym pisałem wcześniej… Pan Tusk to prezydent do specjalnych poruczeń na specjalne zamówienie 😉 (Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. oraz: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim. Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska.)

fragment wystąpienia Ryszarda Legutko (Parlament Europejski, Strasburg z 7 października 2015 r)

„…Prezydencie Hollande, Kanclerz Merkel, chciałbym zakończyć następującą supliką, że tak powiem. Wzywam was do większej wrażliwości na rzeczywistość . Im wyżej wznosi się europejska pycha, tym więcej ludzi jest pozostawionych w tyle, nie słuchanych, wypchniętych poza terytorium poważania. To trwa już wystarczająco długo i nie może trwać wiecznie. Polityka europejska potrzebuje mniej samo-uwielbienia, czego obfitą próbkę mieliście dzisiaj, ale potrzebuje więcej świeżego powietrza, przejrzystości i sprawiedliwości.W przeciwnym razie na UE będzie się spoglądać z coraz większą niechęcią i pogardą, jeśli nie wręcz wrogością. A tego nie chcemy, prawda?”

całość tu: Ryszard Legutko wygarnia Angeli Merkel

3. Gazprom sam zapędził się w finansowy kozi róg.

19.03.2015 (IAR) – Nawet 6 miliardów dolarów kosztowała Rosję nieudana próba powstrzymania rewersu gazu dla Ukrainy. Jak wyliczyli eksperci agencji Interfax, tyle Gazprom stracił w związku z ograniczeniami dostaw błękitnego paliwa dla odbiorców w Unii Europejskiej i na Dalekim Wschodzie.

Jak tłumaczy rosyjska agencja, każde ograniczenie dostaw poniżej zamawianej ilości oznacza, że odbiorca ma prawo domagać się kar umownych. Najczęściej zamieniane są one na różnego rodzaju zniżki, ale i tak w konsekwencji Gazprom dostaje mniej pieniędzy niż powinien. Eksperci Interfaksu zauważają, że straty rosyjskiego koncernu w związku z próbami przerwania rewersu gazu dla Ukrainy i tak znacznie przewyższają ukraiński dług. Agencja dodaje także, że unijny rynek gazu doskonale poradził sobie z ograniczeniami, jakie wprowadził Gazprom. System podziemnych magazynów zabezpieczył zarówno potrzeby Unii Europejskiej, jak i dostawy dla Ukrainy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

podobne: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy. oraz: Porozumienie gazowe podpisane. Pakiet zimowy – przełom dla Europy, kapitulacja Ukrainy i to: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %

4. W Polsce można wydobyć ponad 153 mld metrów sześciennych gazu zamkniętegoPGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu Wierzchowice.

17.03.2015 (IAR) – W Polsce można wydobyć ponad 153 miliardy metrów sześciennych gazu uwięzionego w piaskowcach – tzw. gazu zamkniętego. Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy oszacował złoża tego gazu na terenie Polski.

Z przedstawionego przez Instytut raportu wynika, że zasoby tego gazu w trzech badanych strefach mieszczą się w granicach od 1 biliona 528 miliardów do prawie 2 bilionów metrów sześciennych. Według szacunków 10 proc. z tego da się wydobyć. To sporo – mówi prof. Grzegorz Pieńkowski z Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego. „Przypominam, że te klasyczne złoża, które w tej chwili posiadamy to jest 134 miliardy metrów sześciennych, jest to podwojenie naszej bazy” – mówi profesor.

Geolodzy zwracają uwagę, że chodzi im o zasoby występujące na głębokości od 4,5 do 6 km. Według raportu w kwestii wydobycia najbardziej perspektywiczne są trzy strefy: poznańsko-kaliska, wielkopolsko-śląska i zachodnia część basenu bałtyckiego.

Gaz wydobywany z piaskowców nie różni się niczym w od gazu ze złóż klasycznych, a jego głównym składnikiem jest metan. Technologia wydobycia jest podobna do tej używanej przy wydobyciu łupków i odbywa się metodą szczelinową. Jak zaznacza Grzegorz Pieńkowski, szczelinowanie skał piaskowych jest łatwiejsze niż skał łupkowych. I dodaje, że gaz zamknięty jest już eksploatowany przy okazji wydobycia złóż konwencjonalnych.

Gaz zamknięty (tight gas) to jeden z trzech rodzajów węglowodorów niekonwencjonalnych. Do tej grupy należą także gaz ziemny w pokładach węgla oraz gaz ziemny i ropa naftowa w łupkach. Geolodzy studzą jednak optymizm i podkreślają, że dane z raportu to szacunkowe liczby.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Katarzyna Ingram/pbp

podobne: Nowela ustawy o inwestycjach w zakresie terminalu LNG. Nowe złoże gazu w Polsce. oraz: Gaz łupkowy. PGNiG wciąż szacuje złoża. Umowa o współpracy z Chevronem. i to: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE.

Warszawa, 18.03.2015 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu Wierzchowice k. Milicza (woj. dolnośląskie), poinformowało Ministerstwo Gospodarki. Projekt uzyskał dofinansowanie unijne w wysokości 491,18 mln zł.

„Rozbudowa magazynu gazu w Wierzchowicach jest bardzo ważna dla poprawy bezpieczeństwa energetycznego Polski. Cieszę się również, że udało nam się ją wesprzeć środkami europejskimi” – powiedziała wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik, cytowana w komunikacie.

Zwróciła uwagę, że projekt został wsparty dofinansowaniem w ramach Działania 10.1 Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

„Jego beneficjentem jest Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA, a obejmował rozbudowę podziemnego magazynu gazu o 625 mln m3, tj. od obecnej pojemności 575 mln m3 do 1 200 mln m3. Projekt uzyskał dofinansowanie w wysokości 491,18 mln zł” – dodała.

Realizacja projektu umożliwiła powiększenie pojemności czynnej podziemnych magazynów gazu w Polsce w związku ze wzrostowymi tendencjami zapotrzebowania na gaz.

„Pozwoliła również na podniesienie poziomu bezpieczeństwa energetycznego, gwarantującego nieprzerwane dostawy niezależnie od technicznych, klimatycznych i politycznych zdarzeń” – podkreśliła Antoniszyn-Klik.

W ramach projektu zrealizowany został także montaż urządzeń niezbędnych do obsługi napowierzchniowej i podziemnej części PMG Wierzchowice. Zasadniczą część inwestycji stanowią obiekty technologiczne służące do zatłaczania i odbioru gazu ziemnego, urządzenia technologiczne do oczyszczania, osuszania oraz pomiaru ilości gazu zatłaczanego i odbieranego z podziemnego magazynu gazu.

Głównymi beneficjentami wybudowanej infrastruktury są podmioty zewnętrzne prowadzące działalność w zakresie przesyłania i dystrybucji gazu oraz podmioty korzystające z usług jego magazynowania, podsumowano w komunikacie.

(ISBnews)

podobne: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje oraz: Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wzrósł do 45%. Gazprom twierdzi że napełnia magazyny. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu do Polski to gra polityczna Rosjan (na której Polska może zaoszczędzić). Ukraina: Problemy w energetyce. i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.


1. Po rozwodzie Litwy z Gazpromem czas na PolskęMinistertswo Skarbu chciało utajnić raport NIK o gazoporcie.

Litwa unie­za­leż­nia się od Gaz­pro­mu. Je­że­li Pol­ska też tego chce, mu­si­my do­koń­czyć ga­zo­port po­mi­mo pro­ble­mów tej in­we­sty­cji.

Litwa może nie prze­dłu­żyć obo­wią­zy­wa­nia dłu­go­ter­mi­no­wej umowy na do­sta­wy gazu z ro­syj­skim Gaz­pro­mem – in­for­mu­je firma Lie­tu­vos Ener­gi­ja. Oce­nia, że re­zy­gna­cja z kon­trak­tu jest moż­li­wa dzię­ki otwar­ciu rynku gazu w Li­twie na nowe do­sta­wy, na przy­kład za po­mo­cą otwar­te­go w tym roku ga­zo­por­tu w Kłaj­pe­dzie.

Nie je­ste­śmy już nie­wol­ni­ka­mi Gaz­pro­mu jeśli cho­dzi o nowe kon­trak­ty i wybór cen – po­wie­dział Da­lius Mi­siu­nas, dy­rek­tow wy­ko­aw­czy Lie­tu­vos Ener­gi­ja. Spół­ka po­sia­da więk­szo­ścio­we udzia­ły w Lie­tu­vos Duju Tie­ki­mas (daw­niej Lie­tu­vos Dujos), która ma pod­pi­sa­ny 10-let­ni kon­trakt na do­sta­wy od Gaz­pro­mu.

Inna spół­ka-cór­ka Lie­tu­vos Ener­gi­ja – Lit­gas – pod­pi­sa­ła z nor­we­skim Sta­to­ilem umowę na do­sta­wy 0,5 mld m3 LNG rocz­nie. Ma także pod­pi­sa­ne me­mo­ran­da o do­sta­wach gazu skro­plo­ne­go z ame­ry­kań­ski­mi Texas LNG oraz Che­nie­re Ener­gy. Mi­siu­nas sza­cu­je, że z tego wzglę­du Li­twi­ni kupią w tym roku o po­ło­wę mniej gazu z Rosji niż w po­przed­nim roku. Dodał, że Litwa bę­dzie mogła w przy­szło­ści spro­wa­dzać gaz z Pol­ski dzię­ki pla­no­wa­ne­mu na 2019 rok po­łą­cze­niu ga­zo­wym Pol­ska-Li­twa.

Dla­te­go nie wolno po­rzu­cać pol­skie­go pro­jek­tu ga­zo­por­tu, nawet jeśli na­po­ty­ka on na pro­ble­my. Cho­ciaż wybór zwią­za­ne­go z Gaz­pro­mem Sa­ipe­mu na wy­ko­naw­cę obiek­tu nie był jak dziś się oka­zu­je naj­szczę­śliw­szy, to ga­zo­port musi po­wstać.

Ra­port Naj­wyż­szej Izby Kon­tro­li na temat pol­skie­go ga­zo­por­tu po­ka­zu­je pa­to­lo­gię w re­la­cjach wy­ko­naw­cy wło­skie­go z pol­skim in­we­sto­rem. Sa­ipem pró­bo­wał szan­ta­żo­wać Po­la­ków, któ­rzy szli na ustęp­stwa, aby ura­to­wać bu­do­wę. Trwa także seria ata­ków me­dial­nych na in­we­sty­cję, która rów­nież może mieć źró­dło za gra­ni­cą.

Wojciech Jakóbik źródło: wiadomosci.onet.pl

podobne: Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. oraz: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu. Szczęśniak o unii energii i rosyjskim kurku. Gazociąg Nabucco i to: USA – gaz łupkowy a środowisko. Rosja – Gazociąg Południowy. Finlandia, Estonia – dwa nowe gazoporty nad Bałtykiem.

02.03.2015 (IAR) – Ministerstwo Skarbu chciało utajnić raport NIK o gazoporcie. Rzeczniczka resortu Agnieszka Jabłońska-Twaróg w rozmowie z IAR wyjaśniła, że to ze względu na toczące się kolejne negocjacje finansowe z wykonawcą terminalu.

Opóźnienia w budowie wytyka dziś Najwyższa Izba Kontroli. Gazoport w Świnoujściu nie został oddany do użytku ani do końca czerwca ubiegłego roku, jak początkowo zakładano, ani do końca 2014 roku, co zapisano w aneksie do umowy.

Agnieszka Jabłońska-Twaróg mówi IAR, że do tej pory wykonano 96 procent prac. Przyznaje, że ” na ostatniej prostej” firma Saipem chce dodatkowej zapłaty za budowany terminal. „Włosi żądają pieniędzy za- według nich- wykonanie dodatkowej pracy. Polskie LNG nie uznaje tych roszczeń. Budowa jest kontynuowana, jednak upublicznianie szczegółów sporu osłabia pozycję negocjacyjną polskiego inwestora. „Dlatego minister skarbu chciał, by do czasu zakończenia negocjacji raport został utajniony” – podkreśla Agnieszka Jabłońska-Twaróg.

W raporcie NIK wskazuje, że z zobowiązań nie wywiązały się spółki GAZ-SYSTEM oraz PLNG, odpowiedzialne za realizację inwestycji. Kontrolerzy skrytykowali też urzędników ministerialnych za niewystarczający nadzór nad budową terminalu LNG. Agnieszka Jabłońska-Twaróg wskazuje jednak, że raport dotyczy przeszłości. Rzeczniczka zwraca uwagę, że nie ma już obawy, iż Polska w związku z opóźnieniami na budowie będzie musiała płacić kary za nieodebrany gaz z Kataru.

PGNIG podpisał kilka miesięcy temu aneks do umowy z QatarGAS, który zakłada, że pierwsze statki z LNG dotrą do Polski w przyszłym roku. Decyzję o budowie terminalu w Świnoujściu rząd podjął w 2006 roku, jednak do 2009 roku nie rozpoczęto przygotowywania niezbędnych przepisów. W raporcie wskazano, że to była to jedna z wielu przyczyn, które doprowadziły do opóźnień w budowie gazoportu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Tomasz Majka/dyd

podobne: Audyt w sprawie gazoportu: Inwestycja nie powstanie na czas. oraz: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku i to: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje a także: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle)

„…Oni podpisali takie niekorzystne umowy, co pozwala Włochom się bezkarnie opóźniać — mówił w 2013 r. Andrzej Parafianowicz, ówczesny prezes  PGNiG, o losach gazportu w Świnoujściu, podczas słynnej kolacji na podsłuchu. „Oni” to poprzednie władze: zarówno Polskiego LNG (PLNG), zarządzającej wartym 2,4 mld zł projektem, jak i ministrowie nadzorujący kontrakt.

„Włosi” to zaś menedżerowie Saipemu, spółki kontrolowanej przez największy włoski, państwowy koncern ENI. Saipem, wykonawca terminalu, od kwartałów gra na tę samą nutę: informuje o kolejnych problemach z dotrzymaniem terminów oddania gazoportu. W opublikowanym właśnie raporcie NIK całe odium w kwestii Świnoujścia spada na stronę polską.

Co na to Włosi? Podkręcają ton: nie chcą słyszeć o karach umownych, a termin oddania gotowego w około 97 proc. projektu uzależniają od jednego — wyższego wynagrodzenia…” całość tu: Nie zapłacimy więcej za terminal 

polecam równieżWojna informacyjna przeciwko gazoportowi

…Warto też pamiętać o tym że jakiś czas temu włoska grupa energetyczna „Eni” (właściciel „Saipem”) nosił się z zamiarem wystawienia spółki na sprzedaż i że poważne starania o jej zakup czynili Rosjanie a dokładnie „Rosnieft”, którego głównym akcjonariuszem jest rząd Federacji Rosyjskiej:

„…Współpraca Saipem, firmy budującej świnoujski gazoport z Rosjanami trwa już od lat. Saipem realizował dla Rosjan budowę gazociągów i magazynów gazu zarówno w Rosji, jak całej Europie. Spekulacje co do przejęcia pakietu większościowego włoskiej firmy przez Rosjan, pojawiają się od dłuższego czasu. Podobnie jak sugestie, że opóźnienia w budowie terminalu to efekt właśnie powiązań tych spółek. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego miała sprawdzać, czy jest zagrożenie dla polskich interesów…” (całość tu: Rosjanie szukają dojścia do naszego gazoportu…)

Jak się te starania zakończyły już nie pamiętam, ale zdaje się że z dilu nic nie wyszło, niemniej jednak sam fakt że Rosjanie są żywo zainteresowani uzależnieniem energetycznym Polski od swojego gazu daje pole do fantazjowania w jakim celu czyniono owe starania o przejęcie kontroli na spółką budującą terminal LNG w Świnoujściu…(Odys)

„…Opóźnienie sięgają już dwóch lat – mówił przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak o raporcie NIK o budowie gazoportu w Świnoujściu. 

Według Błaszczaka to „konkretne zagrożenie bezpieczeństwa naszego kraju”. – Obecnie stabilność energetyczna to ważny element bezpieczeństwa – przypominał. Poseł poinformował, że w tej sprawie napisał list do premier Ewy Kopacz, aby wyciągnęła konsekwencję wobec ministra skarbu, który nie wypełnia swoich obowiązków. – Tak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli – argumentował.

Były wiceminister gospodarki Piotr Naimski poinformował, że obecnie prokuratura prowadzi śledztwo ws. niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w związku z przekroczeniem terminów realizacji inwestycji gazoportu w Świnoujściu. – Miejmy nadzieję, że śledztwo zakończy się aktem oskarżenia – mówił. – Pan minister bagatelizuje ukończenie budowy gazoportu. To jest absolutna beztroska. Jest to bezhołowie w rządzie i resortach odpowiedzialnych za tę inwestycję – ocenił Naimski.”

Autor: JW
Źródło: telewizjarepubika.pl , niezalezna.pl

podobne: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle). oraz: Antyłupkowa koalicja? Rosjanie mają koncesje, ale gazu nie szukają. Ukraina chce zmniejszyć swą zależność od Rosji. PE utrudnia poszukiwanie i wydobycie

2. Polska zwraca uwagę na bariery na unijnym rynku. Czarne chmury nad przewoźnikamiUnia wyprzedziła Rosję w dostawach gazu do Polski.

02.03.2015 (IAR) – W Unii Europejskiej jest coraz więcej barier na rynku wewnętrznym. Na ten problem zwracał uwagę wiceminister gospodarki Andrzej Dycha podczas spotkania ministrów w Brukseli. Jako przykład podał on nowy sposób stosowania przepisów dotyczących płacy minimalnej przez władze niemieckie. Chodzi o ustawę, zgodnie z którą zagraniczni przewoźnicy, przejeżdżający przez Niemcy, powinni otrzymywać co najmniej 8,5 euro za godzinę pracy.

Jak mówił po zakończeniu rozmów Dycha, polski punkt widzenia poparli w poniedziałek także ministrowie z Czech, Słowacji, Węgier i Litwy.

„Myślę, że jest duże zrozumienie i poparcie dla tego, żeby w Unii Europejskiej zachować główne pryncypia regulujące rynek wewnętrzny, że cztery swobody (przepływu osób, kapitału, towarów i usług – przyp. MS) to jest platforma, która służy rozwojowi gospodarczemu w Europie i kierując się krótkodystansowym interesem politycznym nie należy tego dorobku zaprzepaszczać” – powiedział Dycha.

Na razie niemieckie przepisy o płacy minimalnej są zawieszone. Do jutra Berlin ma przedstawić Komisji Europejskiej wyjaśnienia w sprawie ich stosowania. Wcześniej obawy związane ze skutkami jakie mogą one mieć na krajowych przewoźników zgłosiło 13 krajów – w tym Polska.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

06.03.2015 (IAR) – Stosowanie przepisów o płacy minimalnej wobec kierowców przez Niemcy, Francję, a najprawdopodobniej i Włochy może być gwoździem do trumny branży – alarmują polscy przewoźnicy.

Właściciel firmy transportowej spod Siedlec Waldemar Jaszczur powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że wkrótce sektor, w którym jesteśmy europejskim liderem może bardzo szybko się skurczyć. To oznacza sprzedaż samochodów i redukcje etatów.

Zdaniem Waldemara Jaszczura, polski rząd zbyt szybko odtrąbił sukces po rozmowach polskich i niemieckich ministrów pracy oraz infrastruktury. Zauważył, że nawet zawieszenie przepisów o płacy minimalnej wobec kierowców jadących przez Niemcy tranzytem nie jest rozwiązaniem. Zauważył, że tylko co piąty polski tir przejeżdża przez Niemcy tranzytem. „Cały czas polscy przewoźnicy bazowali na ładunkach do Niemiec i z Niemiec” – podkreślił rozmówca IAR. Tymczasem na ten temat przedstawiciele polskiego rządu – zdaniem Waldemara Jaszczura – w ogóle nie rozmawiali ze swoimi niemieckimi odpowiednikami.

Według nowych przepisów o płacy minimalnej, polscy przewoźnicy są zobowiązani płacić 8,5 euro za godzinę kierowcom, którzy jeżdżą do Niemiec oraz 9,6 euro tym, którzy jeżdżą do Francji. Tymczasem średnia stawka godzinowa dla polskich kierowców wynosi 12 złotych. Przewoźnicy narzekają również, że nowe regulację narzucają sporządzanie szczegółowych informacji o godzinie wjazdu, wyjazdu i przebiegu pracy na terenie Niemiec czy Francji, w dodatku w tamtych językach.

Polska jest liderem drogowych przewozów towarowych w Europie. Flota naszych przewoźników liczy ponad 150 tysięcy aut.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Tomasz Marciniuk/dyd

podobne: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.  oraz: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. i to: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

02.03.2015 (IAR) – W lutym sprowadziliśmy więcej gazu z Zachodu i Południa niż z kontraktu jamalskiego – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Jak wynika z danych spółki Gaz System, w pierwszych dwóch miesiącach tego roku było 29 dni, gdy do naszych gazociągów mniej gazu trafiało z kontraktu jamalskiego niż z umów z firmami z państw Unii Europejskiej. W lutym było tak niemal codziennie.

„Dziennik Gazeta Prawna” podkreśla, że celowo pisze o zawartych umowach, a nie surowcu, bo spora część tego gazu to gaz rosyjski odbierany przez rewers wirtualny na gazociągu jamalskim. Czyli nasze firmy kupują go taniej od pośredników w Niemczech, ale odbierają w Polsce.

Więcej szczegółów – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/kry/dabr

polecam również: Polska rozmawia z Katarem o obniżce cen gazu. USA coraz bardziej otwarte na eksport gazu. Rewers na gazociągu jamalskim.

Energetyczne uzależnienie Polski od Niemiec to wielki krok w stronę hegemonii Berlina i przekształcenia Europy Środkowej w niemiecką strefę wpływów.

Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, polityka zagraniczna Niemiec sprowadza się w istocie do żmudnej realizacji jednego naczelnego celu: wyjścia z izolacji, w której kraj znalazł się w wyniku Drugiej Wojny Światowej, a następnie uzyskania w Europie pozycji niekwestionowanego lidera. Z punktu widzenia Niemiec, optymalną dla ich interesu narodowego jest sytuacja, w której żadna kluczowa decyzja na kontynencie, nie może być podjęta bez konsultacji z Berlinem. I trzeba powiedzieć, iż w realizacji tej strategii Angela Merkel okazuje się graczem na miarę swoich wielkich poprzedników: Bismarcka i Stresemanna. A ponieważ w dzisiejszych czasach, pozycja geopolityczna w prostej linii zależy od posiadanych wpływów geoekonomicznych, kluczowym instrumentem realizacji strategii „wielkiego powrotu” Niemiec jest gospodarka, w tym zwłaszcza krytycznie ważna dla funkcjonowania współczesnych państw energetyka. Dyplomatyczne wyrafinowanie i polityczny spryt niemieckiej kanclerz budzą tym większy podziw, iż cel ten osiąga z użyciem cudzych kart: do podporządkowania Polski i innych sąsiadów służy jej bowiem rosyjski gaz.

Media, z nieskrywanym entuzjazmem donoszą, iż w styczniu – lutym bieżącego roku, Polska kupiła od „zachodnich partnerów” (za tym eufemizmem skrywa się po prostu RFN) więcej gazu niż od Rosji. Co ważne, informacja ta podawana jest w kontekście wywołanej ukraińskim kryzysem medialnej nagonki na Rosję, co pozwala przedstawić jej znaczenie w zmanipulowanym świetle: pozbawienie Polski dostępu do ważnego partnera i zwiększenie zależności od i tak już silnego patrona przedstawiane jest jako sukces i powód do dumy. To, co nie udało się ani Prusakom z Imperium Niemieckiego, ani nazistom Hitlera, okazuje się w zasięgu ręki pierwszej kobiety na stanowisku kanclerza: kraje Europy Środkowej jeden po drugim przekształcają się w niemieckie protektoraty, i co najbardziej zaskakujące, robią to z własnej woli i z entuzjazmem.

Niemiecka strategia energetycznego podporządkowania Europy Środkowej zakłada realizację dwu równoległych celów: Z jednej strony należy odciąć Rosję od możliwości samodzielnego bezpośredniego zawierania kontraktów z partnerami z regionu, przekierowując potok surowca na Niemcy, co uczyni ich niezbędnym pośrednikiem w handlu rosyjskim gazem w regionie. W dużym skrócie chodzi o to, aby żadne państwo wchodzące w skład niemieckiej strefy wpływów nie było w stanie kupić od Rosji surowca bez zgody Berlina, a także o to, aby Rosja nie mogła go sprzedać. Drugim celem jest sparaliżowanie posiadanych przez państwa regionu własnych możliwości produkcji energii i stymulowanie tym samym popytu na „niemiecki” (a w istocie rosyjski sprzedawany przez Niemcy) gaz, co na wiele lat zapewni niemieckim firmom kolosalne zyski a rządowi w Berlinie spokój na Wschodzie i posłuszeństwo regionalnych wasali.

Do realizacji pierwszego celu służy Niemcom przekierowanie coraz większych ilości rosyjskiego gazu na swoje terytorium, przy pomocy Gazociągu Północnego oraz zawartych na preferencyjnych warunkach kontraktów na dostawy innymi rurociągami. W pierwszym wypadku, Niemcy przepompowują gaz z powrotem na Wschód czyli dokonują fizycznego rewersu, w przypadku drugim ma miejsce rewers wirtualny, a więc Polska kupuje formalnie niemiecki gaz bezpośrednio z rosyjskiej rury na swojej wschodniej granicy. W tym kontekście, ważnym instrumentem jest także ograniczanie możliwości negocjacyjnych Rosji w kształtowaniu umów z partnerami: służą temu zapisy Trzeciego Pakietu Energetycznego UE, zgodnie z którym Gazprom i inne rosyjskie podmioty nie mogą zawierać umów bezpośrednio z odbiorcami: ich działalność podlega kontroli Komisji Europejskiej, co w praktyce oznacza po prostu kuratelę Berlina.

Realizacja celu drugiego odbywa się z użyciem całej palety politycznych, gospodarczych i prawnych nacisków, zarówno bezpośrednio z Berlina, jak i z użyciem „wspólnotowych” instytucji w ramach UE. Zarówno przed przystąpieniem Polski i innych krajów regionu, jak i po, nakładane są na nie zobowiązania, których rezultatem jest pozbawienie samodzielności energetycznej, takie jak na przykład: zamknięcie istniejących kopalń, elektrowni atomowych (Litwa, Bułgaria), torpedowanie wydobycia własnych surowców, arbitralnie zaniżone kwoty na emisję CO2, wyśrubowane normy ekologiczne. I choć przestrzeganie tych zobowiązań jest w oczywisty sposób sprzeczne z interesem narodowym, ich łamanie skutkuje nie tylko werbalną krytyką Polski, ale także wymiernymi karami finansowymi.

Lukrowane komentarze o „przełomie” nie osłodzą gorzkiego faktu, iż niemiecki rewers stanowi dla Polski nie tylko ekonomiczny kaganiec i polityczny bat, ale jest także źródłem ogromnych zysków dla niemieckich koncernów. Jest oczywiste, iż Berlin stosuje obecnie taktykę oswajania rynku: dostarcza surowiec taniej niż Rosja, aby doprowadzić do zerwania przez Polskę długoterminowych kontraktów z Gazpromem, co pozwoli w przyszłości dyktować wschodnim sąsiadom dowolną cenę. W tym kontekście należy także rozpatrywać kwestię sankcji (a być może także i całego konfliktu na Ukrainie), które izolując Europę Środkową od Rosji, zdają kraje regionu na łaskę i niełaskę Berlina.

Wychodzi więc na to, iż nie pierwszy raz w swojej historii, Warszawa sama, do tego z uśmiechem wiąże pętlę na której zawiśnie nie tylko dobrobyt kraju, ale także i jego suwerenność. Decyzja o jej zaciśnięciu lub poluzowaniu leżeć będzie bowiem w gestii Berlina.”

źródło: sputniknews.com 

…”biedna” Rosja… Tak bardzo zagrożona przez Niemcy że „musi” im sprzedawać swój gaz (rurociągiem północnym do którego Niemcy też pewnie Rosję zmusiły 😀 ) taniej niż Polsce z którą zapewne również „wbrew sobie” podpisuje niekorzystne (dla Polski) kontrakty, przez co Polska (no jaka ona głupia!) woli kupować ten sam gaz (co za bezczelność) od Niemiec… Nie wiem czy śmiać się z tych żali czy też może płakać 🙂

A na poważnie to nic nie stoi na przeszkodzie żeby Rosja sprzedawała Polsce swój gaz (bez pośrednictwa Niemiec) taniej niż Polska płaci za jego rewers, który jak słusznie w tekście jest napisane nie jest żadnym „unijnym gazem” a rosyjskim 🙂 Tymczasem Rosja przez traktowanie Polski z góry sama ją wpycha w zależność od „unijnego” gazu, (zmuszając do udziału w pakietach energetycznych i unii energetycznej) który sama wysyła Gazociągiem Północnym, i wylewanie krokodylich łez nad podmiotowością energetyczną Polski jest w świetle tych faktów co najmniej hipokryzją…

„…Z jednej strony mamy konflikt na Ukrainie i nakładamy na Rosję kolejne sankcje, a z drugiej niemiecki koncern sprzedaje rosyjskiej spółce prawo do eksploatacji złóż ropy naftowej i gazu na terenie Europy Zachodniej. Niemiecka prasa pisze, że tego typu fuzje w obecnej sytuacji są nieco “nieetyczne”. – I jak to wszystko zrozumieć? – zastanawia się Tomasz Kwaśniewski.

– Wystarczy spojrzeć na negocjacje dotyczące na przykład unii energetycznej – mówi Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny biznesalert.pl.

Tłumaczy, że w tym przypadku wyraźnie widać, że Niemcy są największym hamulcem w zakresie uniezależnienia się od Gazpromu. Dlaczego? Niemcom opłaca się współpraca z Rosjanami w sektorze gazowym bez konsultacji ze Wspólnotą. Sami są na tyle silnym graczem, że mogą wynegocjować dużo lepsze warunki niż w przypadku współpracy z innymi krajami europejskimi.

– Tak samo jest w każdym innym sektorze. Niemcy mają apetyt na biznes w relacjach  z Rosjanami – mówi Wojciech Jakóbik…” (całość tu: konserwatywnie.wordpress.com)

…jednym słowem Polska jako narzędzie „unijnej” (niemieckiej) polityki znajduje się między młotem a kowadłem, więc skoro tak, to powinniśmy się kierować wyłącznie własnym interesem i wybierać tylko taki rodzaj współpracy która będzie nas kosztować jak najmniej suwerenności (o ile można dziś w ogóle mówić o czymś takim), albo która będzie nas mniej kosztować… (Odys)

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji.

3. Grupa Azoty ponownie rozważa budowę elektrowni opalanej gazem z węgla.

Warszawa, 26.02.2015 (ISBnews) – Grupa Azoty powraca do projektu budowy zeroemisyjnej elektrowni opalanej gazem z węgla, podała „Rzeczpospolita”.

Jak informuje dziennik, realizacji projektu wartego co najmniej 1 mld euro szczególnie zależy stronie rządowej, której liczy na zwiększenie popytu na węgiel i pomoc dla pogrążonych w kłopotach polskich kopalni.

„Grupa Azoty przyznaje, że wraca do projektu po niemal pięciu latach od jego zawieszenia. Nowa elektrownia opalana gazem z węgla może powstać w zakładach azotowych w Kędzierzynie-Koźlu” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Według dziennika, ma ona wytwarzać nie tylko energię, ale również surowiec służący do produkcji nawozów. Jej elementem ma być instalacja do wychwytywania i składowania CO2, dzięki czemu nie będzie emitować zanieczyszczeń do atmosfery. Spółka liczy, że na jej budowę pozyska pieniądze z funduszy unijnych.

„Trwają analizy, by ewentualnie skorygować parametry przedsięwzięcia w taki sposób, aby było ono nie tylko innowacyjne, zaawansowane technologicznie i dające dobre efekty ekologiczne, ale i efektywne biznesowo” – powiedział rzecznik prasowy Grupy Azoty Grzegorz Kulik, cytowany przez dziennik. Zastrzegł jednocześnie, że żadne decyzje korporacyjne dotyczące realizacji tego projektu jeszcze nie zapadły.

Grupa Azoty jest jedną z największych firm w europejskiej branży chemicznej, obecna jest w sektorze tworzyw konstrukcyjnych, nawozów azotowych i wieloskładnikowych, a także alkoholi OXO i plastyfikatorów. Jednostką dominującą są Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach notowane na GPW od 2008 r.

(ISBnews)

podobne: GIG: podziemne zgazowanie może pomóc w lepszym wykorzystaniu węgla oraz: Wojciech Jakóbik: Na problemy z Rosją zgazowanie węgla. i to: Linc Energy rozpoczyna prace nad podziemnym zgazowaniem węgla. Sigma3 szacuje komercyjny przepływ gazu w odwiercie San Leon. a także: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem

4.Rosja przygotowuje odpowiedź na kolejne sankcjeSchetyna: kolejne unijne sankcje możliwe wobec Rosji. Rosja: dostawcy nie wrócą na rynek.

25.02.2015 (IAR) – Rosja przygotowuje odpowiedź na kolejne sankcje Zachodu. Mówił o tym w rozmowie z agencją Interfax szef departamentu współpracy gospodarczej rosyjskiego MSZ. Jewgienij Stanisławow wyjaśnił, że chodzi o reakcję na ewentualne odłączenie Rosji od międzynarodowego systemu bankowego SWIFT.

Moskwa zwraca uwagę, że odcięcie jej od tegoż systemu przerwie nie tylko płatności na rzecz Rosji, ale również przelewy rosyjskich należności do innych krajów. -„Chociaż ostatnio brakuje rozsądku, to w tym przypadku powinien on jednak zwyciężyć” – stwierdza szef departamentu współpracy gospodarczej rosyjskiego MSZ. Stanisławow dodaje, że odcięcie Rosji od systemu SWIFT nikomu nie przyniesie korzyści. Wcześniej premier Dmitrij Miedwiediew zapowiedział, że drastyczne sankcje bankowe wobec Rosji spowodują reakcję, jak się wyraził „bez ograniczeń”.

SWIFT to Stowarzyszenie na rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej, skupiające 8332 instytucje finansowe z 208 krajów. Organizacja ta ma swoją siedzibę w Belgii i obsługuje transakcje finansowe między: bankami, giełdami, domami maklerskimi i instytucjami finansowymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/to/

27.02.2015 (IAR) – Większość dostawców, którzy sprzedawali żywność do Rosji, nie wróci na tamtejszy rynek po zniesieniu obecnego embarga. Szef rosyjskiego nadzoru fitosanitarnego, Siergiej Dankwert zapowiedział, że po ewentualnym zniesieniu embarga nadzór sprawdzi producentów żywności, którzy sprzedawali ją do Rosji. Potrwa to jakiś czas po czym, zdaniem Dankwerta, na rosyjski rynek zostanie dopuszczonych 20-30 procent producentów, obecnych na nim przed nałożeniem embarga.

Rosja ogłosiła zakaz importu żywności z państw Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii i Norwegii 7 sierpnia ubiegłego roku. Powodem były sankcje, nałożone na Rosję po zajęciu Krymu i inwazji Donbasu. Embargo ma obowiązywać przez rok, ale może być skrócone lub przedłużone.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Interfax”/Internet/Siekaj/dyd

06.03.2015 (IAR) – Kolejne unijne sankcje wobec Rosji są możliwe. Tak twierdzi Grzegorz Schetyna. Minister spraw zagranicznych zaznacza, że wszystko zależy od tego, czy porozumienie z Mińska w sprawie Ukrainy zostanie dotrzymane. Rano w w Warszawie Grzegorz Schetyna rozmawiał z szefem brytyjskiej dyplomacji Philipem Hammondem.

Polski minister spraw zagranicznych na konferencji prasowej po spotkaniu tłumaczył, co się musi wydarzyć, żeby UE zdecydowała się na wprowadzenie kolejnych sankcji.” Jeżeli zostanie złamane porozumienie z Mińska, jeżeli dojdzie do takich sytuacji, że np. zostanie zaatakowany Mariupol, przekroczona zostanie granica ukraińsko-rosyjska, zaczną się poszerzać wpływy separatystów” – wyliczał minister.

Grzegorz Schetyna zastrzegł, że ostatecznością jest propozycja, która pojawiła się w USA, by wykluczyć Rosję z systemu SWIFT pośredniczącego w transakcjach międzybankowych. „SWIFT, to jest, jeżeli chodzi o sankcje, broń atomowa, wszyscy o tym wiemy. To broń obosieczna i uderzy w nas wszystkich. Wcześniej jest wiele innych rodzajów sankcji, które można zastosować.” – deklaruje Schetyna.

Zdaniem ekspertów, odłączenie Rosji od systemu SWIFT, który zapewnia bezpieczne przekazywanie informacji o rozliczeniach finansowych, oznaczałoby pogrążenie się rosyjskiego systemu finansowego w chaosie. Jednak z kłopotami mogłyby liczyć się w pierwszej kolejności zachodnie banki działające w Rosji.

Z kolei szef brytyjskiej dyplomacji Philip Hammond podkreślał, że Unia Europejska pozostanie zjednoczona jeśli chodzi o kwestię sankcji wobec Rosji w związku z agresją na Ukrainę

IAR/ Tomasz Majka/jj

podobne: Embargo daje się we znaki Rosjanom i części polskich firm. Na horyzoncie kolejne sankcje, Finlandia protestuje, Rosja zapowiada reakcję (obiecuje pracę dla Ukraińców). oraz: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel. a także: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

…czy dostawcy wrócą czy nie wrócą do handlu z Rosją to już raczej prywatna sprawa dostawców i ich skłonności do ryzyka. Faktem jest że Rosja to kraj o podwyższonym stopniu ryzyka jeśli chodzi o wymianę handlową. To że jest to atrakcyjny rynek zbytu może nie być w najbliższym czasie okolicznością łagodzącą w kontekście nałożenia embarga o charakterze stricte politycznym (oczywiście z wzajemnością w postaci sankcji ze strony UE). Rzecz jasna Rosja ma prawo dobierać sobie takich partnerów handlowych jakich uważa (nawet wbrew własnemu embargu 🙂 ) w imię zasady „dziel i rządź”… (Odys)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce


1. Gazprom grozi Ukrainie ponowny odcięciem gazuKE o dostawach gazu przez RosjęOpinie: Szczęśniak – konflikt gazowy to efekt uboczny walk o Donbas

24.02.2015 (IAR) – Gazprom może w ciągu dwóch dni odciąć dostawy gazu dla Ukrainy. Z oficjalnego komunikatu wynika, że koncern do dziś nie otrzymał od ukraińskich kontrahentów przedpłaty na dostawy surowca.

Rosja, w ubiegłym roku zgodziła się dostarczać Ukrainie gaz po obniżonej cenie. W zamian zażądała spłaty zadłużenia i wnoszenia przedpłat na poczet przyszłych dostaw. Według Gazpromu, z opłaconego przez Kijów paliwa zostało do wysłania jeszcze 219 milionów metrów sześciennych. Tymczasem ukraiński koncern Naftohaz przekonuje, że strona rosyjska dostarczyła mniej gazu niż przewiduje umowa. Rosja i Ukraina od ponad roku nie mogą porozumieć się w kwestii dostaw gazu. Kijów twierdzi, że Gazprom domaga się wygórowanych cen. Natomiast Moskwa twierdzi, że Ukraina jest niesolidnym klientem. W ocenie ukraińskiego kontrahenta, strona rosyjska naruszyła ubiegłoroczny, trójstronny protokół podpisany przez ministrów energetyki Ukrainy i Rosji oraz unijnego Komisarza ds. energii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mcm/

24.02.2015 (IAR) – Komisja Europejska oczekuje, że nie będzie zakłóceń w dostawach gazu przez Gazprom.

Prezes rosyjskiego koncernu Aleksiej Miller ostrzegł dziś, że w ciągu dwóch dni może dojść do wstrzymania dostaw gazu na Ukrainę, gdyż Kijów nie dokonał przedpłaty za surowiec. Jak dodał Miller, „stworzy to poważne ryzyko dla tranzytu gazu do Europy”.

„Komisja Europejska oczekuje pełnej realizacji pakietu zimowego (porozumienia w sprawie dostaw gazu w okresie zimowym) zarówno przez Rosję jak i Ukrainę. Według naszych obecnych informacji przepływ gazu do Europy jest normalny i liczymy, że dostawy nie zostaną zaburzone przez sytuację na Wschodniej Ukrainie” – powiedziała rzeczniczka Komisji ds. energii Anna Kaisa Itkonen.

Rzeczniczka dodała, że Komisja przygląda się także „poważnym zarzutom” przedstawionym przez ukraińską firmę Naftohaz dotyczącym niewywiązywania się przez Gazprom z podjętych zobowiązań oraz bezpośredniego dostarczania gazu przez rosyjski koncern na tereny Donbasu. „Obecnie sprawdzamy te informacje, potrzebujemy więcej danych zanim przedstawimy własna ocenę tej sytuacji. Jest to jednak niełatwe ze względu na naturę zarzutów oraz to, że domniemane dostawy gazu miały nastąpić na terenach znajdujących się poza kontrolą ukraińskiego rządu” – powiedziała Itkonen.

Pod koniec października, przy mediacji Komisji Europejskiej, Ukraina i Rosja zawarły porozumienie w sprawie dostaw gazu. Ustalono wtedy warunki dostaw w okresie zimowym oraz wstępną cenę surowca.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

24.02.2015 (IAR) – Konflikt dotyczący rosyjsko-ukraińskich rozliczeń za gaz, związany jest z walką o Donbas – mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. Gazprom grozi odcięciem dostaw, jeśli aktualna przedpłata nie zostanie uregulowana, tymczasem strona ukraińska twierdzi że otrzymuje mniej paliwa niż przewiduje umowa.

W opinii Andrzeja Szczęśniaka trzeba zadać pytanie, czy zawarte pomiędzy Ukrainą, Rosją i Unią Europejską porozumienie, według którego strona ukraińska miałaby płacić przedpłaty za gaz, w obecnych warunkach dalej obowiązuje. Sprawę komplikuje dodatkowo konflikt militarny. Po ostatnich walkach na Donbas przestał płynąć gaz, więc Rosja postanowiła dostarczać go samodzielnie, co doprowadziło do konfliktu rozliczeniowego – mówi ekspert.

Przerwanie dostaw gazu na Ukrainę to według Szczęśniaka ryzyko przerwania dostaw na teren Europy, jeśli Ukraina uszczuplałaby dostawy paliwa dla państw Unii Europejskiej. W opinii eksperta jest to jednak mało prawdopodobny scenariusz – pierwszym poszkodowanym byłaby wtedy właśnie Ukraina.

Jeżeli jednak Ukraina zapłaci za marcowe dostawy, to na pewno cała Europa odetchnie z ulgą – mówi Szczęśniak: Wspólnota, choć nie wprost, ale gwarantowała w porozumieniu trójstronnym wsparcie Ukrainy w płatnościach za gaz. Ekspert wątpi, by Unia Europejska się z tego nie wywiązała.

Do sprawy odniosła się też Komisja Europejska, informując że przygląda się zarzutom ukraińskiego Naftohazu i wyrażając oczekiwanie, że dostawy gazu do Europy, nie zostaną zakłócone.

IAR/P.Pawełek/sk

podobne: Porozumienie gazowe podpisane. Pakiet zimowy – przełom dla Europy, kapitulacja Ukrainy. a także: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. oraz:  Rosja przykręca kurek z gazem? Wojciech Jakóbik: divide et impera po rosyjsku.

…Według mnie problem polega na tym, że Rosja najprawdopodobniej do rozliczeń za gaz z Ukrainą przyjęła takie założenie, że Donbas jest częścią Ukrainy, więc każdy metr gazu dostarczony do Donbasu (nawet jeśli gaz nie płynie dalej na zachód) uszczupla niejako całą pulę za jaką płaci Ukraina. Albo jest tak że to właśnie Ukraina nie traktuje gazu dostarczanego do Donbasu jako pełnoprawnej części umowy, gdyż Donbas znajduje się poza kontrolą Kijowa. (Odys)

2. „Sueddeutsche Zeitung”: UE chce złamać energetyczną potęgę MoskwyKE: Unia Energetyczna pozwoli na opracowanie nowych regulacji ws. dostaw gazuJest projekt unii energetycznej, ale nie tak ambitnyOpinie: Nierada: Unia energetyczna korzystna dla mniejszych państw Unii.

24.02.2015 (IAR) – Komisja Europejska chce wzmocnić pozycję krajów Wspólnoty w negocjacjach gazowych z Rosją. Donosi o tym niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, opisując szczegóły planowanej unii energetycznej w Europie.

Jak czytamy, kraje Unii Europejskiej mają zjednoczyć swoje siły, aby móc przeciwstawić się Rosji na rynku energetycznym. Państwa członkowskie mają też stać się bardziej niezależne od rosyjskich dostaw. W tym celu Komisja Europejska chce wziąć na siebie koordynację polityki energetycznej w Europie. Gazeta podaje, że jednym z kluczowych założeń planu jest zniesienie granic pomiędzy rynkami energii w 28 krajach członkowskich.

Wiceszef Komisji Marosz Szefczovicz, cytowany przez „Sueddeutsche Zeitung” ocenił, że to najambitniejszy projekt od czasu utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali.

Plan zakłada też, że kraje członkowskie będą musiały przedstawić Komisji Europejskiej umowy na dostawy, które zamierzają podpisać z Rosją. Plan przewiduje także możliwość dobrowolnych wspólnych zakupów gazu.

Szczegóły projektu mają zostać przedstawione jutro.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Szymański/Berlin/magos

Warszawa, 25.02.2015 (ISBnews) – Efektami powołania Unii Energetycznej w Unii Europejskiej będzie m.in. przygotowanie przez Komisję Europejską (KE) nowego pakietu regulacji ws. dywersyfikacji i odporności na zakłócenia dostaw gazu na lata 2015-2016, opracowanie strategii dla LNG oraz pomoc krajom członkowskim w dostępie do alternatywnych dostawców gazu, podała KE.

„UE musi zdywersyfikować dostawy gazy, by uczynić je bardziej elastycznymi wobec zakłóceń dostaw. Komisja zaproponuje pakiet elastyczności i dywersyfikacji dla gazu na lata 2015-2016 poprzez rewizję dotychczasowych regulacji. Komisja przygotuje wszechstronną strategię dla LNG i jego przechowywania. Komisja będzie pracować z krajami członkowskimi w celu rozwinięcia dostępu do alternatywnych dostawców, włączając Południowy Korytarz Gazowy, basen Morza Śródziemnego i Algierię, w celu zmniejszenia zależności od indywidualnych dostawców” – czytamy w ramowej strategii Unii Energetycznej.

KE podkreśla, że UE importuje 53% swojej energii za ok. 400 mld euro, a 6 państw członkowskich jest w całości zależnych od jednego zewnętrznego dostawcy gazu.

(ISBnews)

25.02.2015 (IAR) – Kontrakty energetyczne w Unii mają być pod lupą Brukseli, ale nie będzie obowiązkowych, wspólnych zakupów gazu. Komisja Europejska przedstawiła propozycję unii energetycznej, która ma zmniejszyć zależność gazową Europy od Rosji.

Kilka polskich postulatów zostało uwzględnionych, ale nie wszystkie. Część zapisów zostało złagodzonych pod wpływem presji z kilku stolic. Szczegóły przedstawił wiceszef Komisji Europejskiej, odpowiedzialny za unię energetyczną Marosz Szefczovicz i podkreślał: „To bez wątpienia najambitniejszy projekt w dziedzinie energii od czasu utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali”, czyli od lat 50., i to prawda. Ale jeśli spojrzeć, jakie były oczekiwania, to projekt unii energetycznej aż tak ambitny nie jest. Nie będzie mianowicie oowiązkowych, wspólnych zakupów gazu, co proponował swego czasu Donald Tusk i co popierała Polska. Zapisano jedynie możliwości dobrowolnych, wspólnych zakupów na przykład w regionie, w sytuacji zagrożenia czy uzależnienia od jednego dostawcy. Jest natomiast w projekcie nowość – to obowiązek przysyłania do Brukseli kontraktów jeszcze przed ich podpisaniem. Dotyczy to zarówno umów międzyrządowych, jak i komercyjnych. O takie zapisy miał zabiegać szef Rady Europejskiej Donald Tusk i takie zapisy są po myśli Polski. To ma wzmocnić pozycję przetargową Unii w negocjacjach z Rosją. „Bez odpowiedniej przejrzystości trudno jest Europie negocjować z silnymi dostawcami, którzy mają wszystkie niezbędne informacje na temat naszych firm czy krajów członkowskich” – dodał wiceprzewodniczący Komisji.

Większa przejrzystość kontraktów gazowych pozwoli Komisji Europejskiej na wykrycie ewentualnych pułapek czy niedozwolonych klauzul, które Moskwa wymusza na państwach członkowskich, na przykład zakazując odsprzedaży gazu Ukrainie. To także ma położyć kres tajnym porozumieniom, które Rosja zawiera z wybranymi krajami i oferuje im niższe ceny gazu. Inne pomysły Brukseli zawarte w unii energetycznej to obowiązek tworzenia regionalnych planów antykryzysowych. Obecnie są one dobrowolne i nikt ich nie przygotowuje. Komisja chce też poprawić infrastrukturę i zachęca unijne kraje do budowy terminali LNG oraz łączników, które pozwolą zróżnicować źródła energii.

Teraz propozycją Komisji zajmą się kraje członkowskie i Parlament Europejski. Ostateczny kształt unii energetycznej będzie zależał od wyniku tych prac i negocjacji.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/em/

…Zdaniem Pawła Nierady perspektywa scentralizowania zakupów gazowych może być przyszłością. Na razie trzeba stworzyć infrastrukturę gazową w całej Unii. „Dziś nie ma odpowiedniej infrastruktury, która pozwoliłaby na zakup i dystrybucję gazu do różnych krajów od dostawcy, którego oferta jest najbardziej korzystna. Jak powstanie taka infrastruktura, kraje unijne będą mogły myśleć o wspólnych zakupach w ramach na przykład spółdzielni” – uważa Nierada.

Do wspólnoty energetycznej kraje Unii Europejskiej mogą dochodzić metodami rynkowymi – podkreślił gość Polskiego Radia 24.

Zdaniem Pawła Nierady, przede wszystkim trzeba stworzyć wspólny rynek, który pozwoli na przemieszczanie różnych ilości gazu, czy innych surowców energetycznych między poszczególnymi członkami Unii Europejskiej. W wypadku zakręcenia przykładowego kurka gazowego z kierunku rosyjskiego, taka sytuacja nie postawi poszczególnych krajów pod ścianą – dodał gość Polskiego Radia 24.

Projekt zakłada też obowiązkowe przesyłanie do Brukseli kontraktów gazowych przed ich podpisaniem. Komisji Europejskiej chodzi o wykrycie i wyeliminowanie ewentualnych pułapek czy niedozwolonych klauzul oraz tajnych porozumień godzących w mniejsze i słabsze państwa członkowskie Unii

IAR/Polskie Radio 24/JF/sk

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. oraz: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy. i to: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności.

polecam również: Czy Unia Energetyczna rzeczywiście pomoże Polsce w rozmowach gazowych z Gazpromem

3. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce.

25.02.2015 (IAR) – Prywatna spółka znalazła gaz w województwie Wielkopolskim. Surowiec nie pochodzi z ” łupków” lecz z konwencjonalnych pokładów. San Leon Energy poinformowało w komunikacie, że osiągnęło „bardzo pozytywne” rezultaty testów odwiertu Rawicz-12. Spółka liczy, że będzie możliwość komercyjnego wydobycia. Po południu akcje San Leon Energy notowane na londyńskiej giełdzie drożały o 45 procent.

Firma informuje, że pierwszy gaz pojawił się 5 lutego. Testowe wydobycie ma się zakończyć do końca miesiąca.

W Polsce rocznie wydobywa się ponad 4 miliardy metrów sześciennych błękitnego paliwa. Według Państwowego Instytutu Geologicznego na obszarze kraju znajduje się około 145 miliardów metrów sześciennych gazu w udokumentowanych złożach konwencjonalnych.

IAR/ Tomasz Majka/sk

podobne: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami.

źródło: stooq.pl

podobne: Szwecja: Rosja nie jest już partnerem UE. Turcja upomina się o krymskich Tatarów. Rosja straci na podwyżce cen gazu dla Ukrainy ale zwiększa eksport do Niemiec i Wielkiej Brytanii. polecam również: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy.


1. Rosja może zrezygnować z Gazociągu PołudniowegoRosja nie zamknęła budowy Gazociągu Południowego?

26.11.2014 (IAR) – Rosja nie będzie budować Gazociągu Południowego, jeśli Europa go nie chce. Takie wnioski można wyciągnąć z wypowiedzi rosyjskiego ministra rozwoju gospodarczego Aleksieja Ulukajewa. Szef resortu cytowany przez agencję Ria Novosti stwierdził, że –„skoro w Unii Europejskiej nie ma zapotrzebowania na obniżenie ryzyka dostaw gazu, to Rosja nie będzie budować Gazociągu Południowego”.

Aleksiej Ulukajew przypomniał, że gazociąg ma przebiegać po dnie Morza Czarnego i połączyć Rosję z krajami południowej Europy, między innymi z: Bułgarią, Węgrami, Serbią, Grecją i Włochami. -„Przedsięwzięcie zostało tak pomyślane, aby zminimalizować tranzytowe ryzyko dostaw gazy, dla unijnych odbiorców” – tłumaczy rosyjski minister. Dodaje też, że jeśli nikt nie jest zainteresowany poprawą bezpieczeństwa dostaw, to Rosja nie będzie budować nowej rury. W jego opinii, Unia Europejska blokując budowę Gazociągu Południowego bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne problemy z dostawami gazu. Ulukajew zapewnił również, że budowa magistrali gazowej do Chin nie ma żadnego związku ze zobowiązaniami wobec Unii Europejskiej. -„Nam gazu starczy dla Wschodu i dla Zachodu” – oświadczył rosyjski minister.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Rostów nad Donem/mg 

08.12.2014 (IAR) – Rosja nie wstrzymała całkowicie budowy Gazociągu Południowego. Według dziennika „Wiedomosti”, do tej pory rosyjskie władze nie podjęły rozmów o zerwaniu międzypaństwowych umów w tej sprawie. Gazeta zauważa, że na razie wstrzymane zostały jedynie prace statku, który miał kłaść rury na dnie Morza Czarnego.

Rosyjski dziennik informuje, że Ministerstwo Energetyki odmówiło komentarza w tej sprawie. Nie chciał rozmawiać na ten temat rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, a także przedstawiciele państw uczestniczących w projekcie: Bułgarii, Serbii, Austrii i Węgier. Na razie pismo o wstrzymaniu prac dostała tylko firma odpowiedzialna za położenie rur na dnie Morza Czarnego.

Konsorcjum South Stream Transport, odpowiedzialne za realizację całości projektu twierdzi, że o wstrzymaniu budowy mogą zdecydować tylko czterej akcjonariusze, to jest koncerny energetyczne z: Rosji, Włoch, Niemiec i Francji.

O wstrzymaniu budowy Gazociągu Południowego poinformował 1 grudnia prezydent Władimir Putin. Rurociąg miał po dnie Morza Czarnego połączyć Rosję z Bułgarią, a dalej z Serbią, Węgrami i Austrią.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Maciej Jastrzębski,Moskwa/dyd

podobne: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. oraz: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

2. Opinie: Szczęśniak – Rosja otwiera nowy etap negocjacji energetycznychChmal – UE pozwala Rosji rozdawać karty w kwestiach infrastruktury energetycznej.

02.12.2014 (IAR) – To nie koniec South Stream, a nowy etap negocjacji – ocenia Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. Prezydent Rosji ogłosił rezygnację z budowy gazociągu, wobec którego Komisja Europejska zajęła – według Putina -„niekonstruktywne stanowisko”. Zamiast południowej nitki ma powstać połączenie z Grecją przez Turcję.

Projekt South Stream nie jest jeszcze zakończony, to nowa tura negocjacji po naciskach Brukseli – uważa Andrzej Szczęśniak: Rosjanie znaleźli nowego sojusznika i otwierają sobie drogę do renegocjacji projektu. Anulowanie projektu jest nie wszystkim na rękę i unijne państwa, które mogą stracić na anulowaniu South Stream, będą w opinii Szczęśniaka starały się ten projekt odblokować.

Władimir Putin oświadczył również, że Rosja jest gotowa wybudować dodatkową nitkę gazociągu dla Turcji, która mogłaby się łączyć z przekaźnikiem gazowym dla dostaw do innych odbiorców na granicy z Grecją.

Andrzej Szczęśniak jest zdania, że dla Europy korzystniejszym rozwiązaniem byłby jednak South Stream: łączyłby Unię Europejską bezpośrednio z dostawcą, bez zbędnego w jego opinii pośrednika. To projekt prostszy i bardziej dochodowy, co pewnie spowoduje, że zostanie on wznowiony. Ekspert prognozuje, że projekt gazociągu południowego powinien wbrew problemom zostać zrealizowany w najbliższym czasie.

Deklaracje Władimira Putina i szefa Gazpromu Aleksieja Millera padły w trakcie wizyty rosyjskiej delegacji w Ankarze, gdzie zostały podpisane między innymi dokumenty o współpracy w dziedzinie energetyki.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/dabr

02.12.2014 (IAR) – Unijna polityka energetyczna jest w defensywie w stosunku do działań Rosji – uważa Tomasz Chmal. W ten sposób ekspert Instytutu Sobieskiego komentuje deklarację prezydenta Władimira Putina, dotyczącą rezygnacji z budowy blokowanego przez Komisję Europejską Gazociągu Południowego. Zamiast South Stream ma powstać połączenie z Grecją przez Turcję.

Jak mówi Tomaaz Chmal, o nowej koncepcji tranzytu gazu na południu Europy zdecydowało kilka powodów: problemy finansowe Rosji uważnie liczącej wydatki, stanowisko Bułgarii, ale także pozycja Unii Europejskiej w negocjacjach energetycznych. Nowy projekt pokazuje, że to Rosja rozdaje w Europie karty w grze o energetyczną infastrukturę i to ona decyduje, którędy będą przechodzić gazociągi, a unijna polityka jest jedynie reakcją na to, co robią Rosjanie – uważa ekspert.

Rezygnacja z projektu South Stream nie odbije się mocniej na państwach Europy Zachodniej, do których paliwo dociera innymi kanałami tranzytowymi. Południe odczuje jednak tę decyzję dotkliwie, zwłaszcza Bułgaria, Węgry i Austria – uważa Tomasz Chmal. To państwa dość mocno uzależnione od dostaw gazu przez Ukrainę, więc będą pewnie podejmować na unijnej arenie działania w tej sprawie.

Jak mówi ekspert Instytutu Sobieskiego – podjęcie inicjatywy dotyczącej zaopatrzenia południa Europy w gaz będzie trudnym zadaniem na początku kadencji nowych komisarzy i przewodniczącego Rady Europejskiej. Tomasz Chmal przypomina w tym kontekście zaniechany projekt Nabucco, który jego zdaniem być może warto by razem z Turcją reaktywować.

Deklaracje Władimira Putina i szefa Gazpromu Aleksieja Millera padły w trakcie wizyty rosyjskiej delegacji w Ankarze, gdzie zostały podpisane między innymi dokumenty o współpracy Rosji i Turcji w dziedzinie energetyki.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/dabr

źródło: stooq.pl

Podobne: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę. oraz: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu. Szczęśniak o unii energii i rosyjskim kurku. Gazociąg Nabucco

„…Turcja jest i tak drugim, po Niemczech, największym klientem Gazpromu, dużo większym niż Bułgaria, Węgry i Austria razem wzięte. Dodatkowo Rosja w dużym kontrakcie towarzyszącym rozbuduje turecką energetykę nuklearną.

turkstream źródło: Der Spiegel

Zapomnij więc o nieszczęśliwym Nabucco, od długiego już czasu w stanie śmierci klinicznej,  i zapomnij teraz o jego zawetowanym przez USA konkurencie South Stream. Pogrążonej w politycznym paraliżu Europie zostaną w perspektywie dwa węzły gazowe – jeden niemiecki na końcu Nord Streamu oraz drugi turecki. W obu nadal ten sam gaz rosyjski dla tej samej Europy. Tyle że zamiast zależności od Rosji brukselskie półgłówki będą teraz zależeć i od Rosji i od Turcji razem,  oraz same martwić się będą musiały o dalszą dystrybucję.

Gazociąg do Turcji pozbawi kraje bałkańskie i centralnej Europy nie tylko łatwego dostępu do gazu ale także tysięcy jobs (głównie w Bułgarii)  oraz intratnych opłat tranzytowych. Wszystko to, zamiast do EU, popłynie teraz do Turcji. Z alternatywną drogą gotową tranzyt rosyjskiego gazu do Europy centralnej przez rozpadający się ukraiński bantustan długo nie potrwa.

Ameryka ze swoimi europejskimi wasalami wyciągnęła Ukrainę z orbity wpływów rosyjskich.  Rosja odpowiedziała na to wyciągając Turcję z orbity zachodu. Kto wygra na tym a kto przegra stanie się już wkrótce jasne nawet dla najbardziej zakutych głów w Brukseli. Ekonomicznie biorąc Ukraina jest beznadziejną czarną dziurą, w którą EU będzie musiała pompować tony kapitału długo po tym kiedy amerykańscy mąciciele się z niej w końcu wyniosą…” (całość tudwagrosze.com)

…tymczasem równolegle do „fiaska” projektu gazociągu południowego odgrzewana jest inna opcja tranzytu rosyjskich surowców (być może przez Polskę)…

3. Będzie Jamałgate bis?

Punkty wejścia do polskiego systemu gazowego, Gaz-System

„…Jak informowaliśmy w zeszłym tygodniu, w rozmowie z magazynem wydawanym przez Gazprom dyrektor jego spółki-córki Gazprom Transgaz Białoruś odpowiedzialnego za białoruskie gazociągi przyznał, że rozważa budowę drugiej nitki Gazociągu Jamał-Europa.

Władimir Majorow ocenia, że wykorzystanie istniejącej infrastruktury Gazociągu Jamalskiego jest bliskie granic możliwości. W zeszłym roku przez rurę przepompowano 34,7 mld m3. – Obecnie Jamał-Europa pracuje przy wykorzystaniu swojej maksymalnej przepustowości – ocenia przedstawiciel białoruskiego Gazpromu należącego w stu procentach do spółki-matki – Gazpromu Aleksieja Millera z Rosji.

Przyznał, że rozbudowa Gazociągu Jamalskiego będzie zależała od zapotrzebowania na gaz wśród europejskich konsumentów i będzie się musiała wiązać z modernizacją systemu przesyłu gazu na Białorusi. Za pomocą tamtejszego GTS gaz trafia do odbiorców w Obwodzie Kaliningrdzkim, na Ukrainie i w Polsce.

Majorow nie precyzuje jakim szlakiem miałaby zostać poprowadzona nowa nitka rury. Polacy otrzymali w 2013 roku propozycję budowy jej według koncepcji pieremyczki, czyli od granicy białoruskiej przez Polskę do Słowacji. Byłby to sposób na pominięcie Ukrainy w tranzycie surowca na terytorium słowackie.

Po podpisaniu memorandum o porozumieniu nie nastąpiły dalsze działania w tej sprawie a w Polsce wybuchła z tego powodu afera Jamałgate…”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Ruska rura i awantura…a gdzie agentura? i to: “Wiedomosti”: Falstart Gazpromu w Polsce a także: Czar Acronu… Azoty i „Kwas”

…krótko… chcą Rosjanie rurociągu to niech złożą dobrą ofertę. Jest to niewątpliwie okazja do renegocjowania warunków umowy gazowej na linii Polska Rosja. Dogadywać się byle nie pod stołem a jawnie, zwłaszcza że alternatywne źródła energii zdają się wysychać… (Odys)

4. „Puls Biznesu”: firmy tracą wiarę w gaz łupkowy.

26.11.2014 (IAR) – Zachodnie firmy tracą wiarę w sukces poszukiwań w Polsce gazu łupkowego – czytamy w „Pulsie Biznesu”.

W ciągu sześciu lat wykonano w naszym kraju 66 odwiertów poszukiwawczych, z czego udany jest w zasadzie jeden, w Lewinie na Pomorzu. „Firma San Leon uzyskała tam wyniki dające nadzieję na 200 – 400 tysięcy stóp sześciennych gazu rocznie”. Jednak firma dopiero w przyszłym roku weźmie się za kluczowe zabiegi poszukiwawcze: wiercenie poziome i szczelinowanie hydrauliczne. Czekała bowiem na wyniki prac innych firm, prowadzonych w okolicy, a te nie są zachęcające. Rezultaty badań złoża Lublewo były tak słabe, że prowadząca je firma sprzedała koncesje i zamknęła działalność w Polsce. Kilka tygodni temu zakończono prace na złożu Gapowo, ale ciągle nie ma ich oficjalnego rezultatu. „Gdyby wyniki były zachęcające, już dawno odtrąbiliby sukces” – powiedział menadżer jednej z firm poszukiwawczych. „Puls Biznesu” pisze, że inwestorzy coraz chętniej zerkają na Wielką Brytanię, gdzie są złoża gazu łupkowego, a podejście rządu do poszukiwań jest coraz przychylniejsze.

„Puls Biznesu” 26 11 Siekaj/jj

podobne: Porażka zwolenników gazu łupkowego. PE za pełną oceną środowiskową poszukiwań polecam również: Gaz łupkowy pomoże UE uniezależnić się od Rosji. UE zaostrza stanowisko w sprawie South Streamu i to: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) oraz: KE wydała zalecenia ws. wydobycia gazu łupkowego. Tymczasem dane zebrane z odwiertu Lublewo LEP-1 potwierdzają oczekiwania 3Legs Resources. i to: 46 odwiertów – poszukiwania łupków trwają a EIA obniża szacunki zasobów a także: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?  polecam również: Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i „globalne ocipienie”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle).


Jak powszechnie wiadomo – szpiegów się nie łapie, tylko wykrywa, dezinformuje, przewerbowuje, używa do różnego typu gier wywiadowczych.

Jeśli więc mamy do czynienia z zatrzymaniami, wydaleniami, cudownymi przeciekami i ogólnie show organizowanym przez ABW do spółki z dziennikarzami i politykami na N-kach, czyli niejawnych etatach służb specjalnych – to jest to zagadnienie z zakresu propagandy, a nie wywiadu. Rzecz jasna nie oznacza to jednak, że szopki takie pozostają bez wpływu na bezpieczeństwo państwa.

Polacy się nie dali

Manipulowanie polską opinią publiczną realizowane jest przede wszystkim pospołu przez głównonurtowe media i dyplomację III RP, czyli instrumenty połączone posiadaniem ośrodków decyzyjnych poza granicami kraju. W ostatnich tygodniach jednak nadużywane metody przekazu wyraźnie złapały zadyszkę, a ich przeciwskuteczność stawała się coraz bardziej oczywista. Toporność, jednostronność i prymitywizm propagandy, mającej z całej złożoności kryzysu ukraińskiego wybrać tylko anielsko czystych banderowców i oligarchów, przeciwstawionych krwawej Rosji – nie dały spodziewanych efektów. Jak można się było spodziewać – Polacy zostali wprawdzie skutecznie nastraszeni rzekomą agresywnością Rosji, ale po pierwsze ani trochę nie przekonało nas to do ukraińskich aferzystów i szowinistów. Po drugie zaś – nasi rodacy zachowali się nad podziw racjonalnie stwierdzając, że skoro w środowisku międzynarodowym robi się dla Polski niebezpiecznie, a na pewno drogo i biednie – to lepiej nie podskakiwać i pilnować własnych spraw.

Tymczasem dość ewidentnie oczekiwano diametralnie innych skutków. Polacy mieli poderwać się do boju o naszą i (głównie) waszą, nie bacząc na koszty oddać Ukraińcom darmo węgiel, a w zamian kupić od nich zboże (zamiast polskiego). Mieli też marznąć, przekazując własny gaz i ryzykując wojnę energetyczną z Rosją. A wszystko to przy dziarskich okrzykach, że nie ma co myśleć po sklepikarstwu, kiedy tu panie strategia, honor, Giedroyć z nieba patrzy, a Applebaum zza oceanu dopinguje! A tu nic z tego. Polacy tym razem nie okazali się frajerami. Propaganda jednak polega wszak na powtarzaniu i podkręcaniu emocji – konieczne więc stało się wejście na wyższy poziom.

Russian Scare”

Logika „Zimnej Wojny” nie ulega zmianie od dekad. Najpierw agresor musi przedstawić zaczepianego czy napadniętego – jako napastnika, przed którym MUSI się bronić. Tak oto rozpętawszy wojnę na Ukrainie – strona atlantycka konsekwentnie przekonuje, że konflikt rozgorzał z winy Rosjan, którzy w rzeczywistości od kilku miesięcy nie robią w zasadzie nic innego, niż pilnowanie by nie dać się weń wciągnąć choćby jednym paznokciem rosyjskiego żołnierza. Ta ostrożność spowodowała, że zabrakło pretekstu do wprowadzenia wojsk NATO na Ukrainę. Kolejnym krokiem – jest zastraszenie własnych społeczeństw i impregnowanie ich na jakiekolwiek argumenty drugiej strony, czy po prostu logiczne myślenie.

Współczesnym odpowiednikiem „Red Scare” stały się najpierw opowieści o rzeszach agentów piszących posty krytykujące banderyzm i jego obrońców, licznych wśród elit III RP. Następnie zaczęły się czynne ataki na przeciwników angażowania Polski w konflikt ukraiński, próby rozbijania pikiet antywojennych – a wreszcie rozpoczęcia polowania na szpiegów.

Odpowiedni klimat postarano się stworzyć newsami w Polsce z reguły traktowanymi z większym nabożeństwem – a więc z zagranicy. Miniaturowy rosyjski okręt podwodny atakujący szwedzie wybrzeża, rosyjskie samoloty co i raz dostrzegane przez władze państw bałtyckich, również zainteresowane podnoszącym ich znaczenie podbijaniem antyrosyjskiego bębenka – zimnowojenni propagandyści nie wahają się przed niczym, byle w końcu Polaków zachęcić do wojny z Rosją o czekoladę Poroszenki i dolary Wall Street, zagrożone rozwojem alternatywnej sieci powiązań gospodarczych krajów spoza dyktatu Waszyngtonu.

Polacy jakoś nadal się nie palą do atlantyckiej krucjaty. Uspokajające opowieści KowalaKwaśniewskiego, że banderowców nie ma, a Ukraina to niemal nasza druga ojczyzna (tylko ważniejsza) też nie znajdują nadmiaru życzliwych słuchaczy. Wstrząsają opowieść Applebaumowego jak toTuskowi wmuszał Putin Lwów, ale nasi panowie heroicznie go (niczym Bierut) nie chcieli – też wywołała pół rozbawienie, pół rozczarowanie obywateli. Pora więc przyszła na argument przedostatni, zanim TVN z „Wyborczą” zorganizują jakąś nową prowokację gliwicką. Trzeba było „złapać szpiega”.

Kloss łapie Stirlitza

A dokładniej – kilku. Pierwsza próba okazała się średnia. Podpułkownik J. miał bowiem dostęp do tak dramatycznie tajnych i ważnych dla bezpieczeństwa państwa informacji, jak kalendarz imprez patriotycznych oraz wykaz spóźnionych powrót z przepustek. Po kilku dniach „sensacyjnych przecieków” z antyszpiegowskiej akcji prowadzonej wspólnie przez ABW, telewizję i tabloidy – jakoś nie pojawił się spodziewany nastrój wojowniczej grozy. Nie towarzyszył on też cofnięciu akredytacji i zapowiedzianemu wydaleniu z Polski dziennikarza, Leonida Swiridowa, czyli „aferze” sprokurowanej w dość oczywisty sposób w nadziei, że po naturalnej retorsji rosyjskiej – znowu zaczepiający będzie mógł uchodzić za niewinnie krzywdzoną ofiarę.

Znowu więc podkręcono tempo – ujawniając, zatrzymując i aresztując diabolicznego prawnika, który ponoć w wyniku szatańskiego planu wszedł w posiadanie dokumentu, do którego nie tylko dostęp miało co najmniej kilkaset osób w Polsce, ale który też zawierał (wg wszelkiego prawdopodobieństwa) ustalenia do znalezienia w artykułach zamieszczonych na dowolnym w miarę rzetelnym portalu zajmującym się polityką energetyczną. Mówiąc prościej – p. Stanisław Szypowski miał zabiegać o przeczytanie ustaleń NIK na temat gazoportu. Tymczasem nie znając ich – wypada tylko powtórzyć to, co eksperci piszą od miesięcy – że jest to przedsięwzięcie poronione. Zbyt drogie, opóźnione, a przede wszystkim realizowane bez ekonomicznego sensu dla Polski, w żaden sposób nie przybliżające nas do mitycznego „energetycznego bezpieczeństwa”, cokolwiek by pod tym pojęciem nie rozumiano.

Słowem – nie chodzi ani o energetykę, ani o szpiegostwo, tylko o kolejną odsłonę show, mającego wreszcie popchnąć Polaków czynnie przeciw Rosji – a w najłagodniejszej wersji przynajmniej utrzymywać napięcie we wzajemnych relacjach, pozwalając przerzucać na Polskę znaczną część ekonomicznych skutków obecnego kryzysu międzynarodowego. Skoro nas szpiegują – to mamy moralny obowiązek im na złość dalej odmrażać sobie uszy, wręcz żądać utrzymywania embarga na polską produkcję na rynkach wschodnich, za to uprzywilejowania produkcji europejskiej na obszarze celnym Unii Europejskiej. Za tych dwóch szpiegów (?) mamy oddawać nasz gaz Ukrainie choćby nam Rosja zakręciła na zimę kurek. Mamy wreszcie przyjąć do wiadomości, że to wprawdzie my jesteśmy od wymachiwania szablą w kierunku Moskwy, ale na razie to polityczne zaplecze władz w Kijowie ma zgodę Zachodu na artykułowanie żądań rewizjonistycznych wobec polskich terytoriów, bo przecież już wyrocznia Applebaum orzekła, że nacjonalizm jest dobry i pożyteczny, o ile jest nacjonalizmem ukraińskim.

Że co, że to głupie, prymitywne, szyte grubymi nićmi i Polacy się nie dadzą tak wpuścić w maliny? Na razie nie dawali, teraz też kolejnych newsów słuchali z pewną nieufnością. Zostaje więc tylko się bać co jeszcze wymyślą rządzący i propagandyści, żebyśmy na kryzysie ukraińskim stracili jeszcze więcej.

Konrad Rękas (za konserwatyzm.pl)

…osobiście nie uważam budowania gazoportu za pomysł poroniony, gdyż jest to jakby nie patrzeć okno na świat energetyczny w którym to świecie ceny gazu LNG potrafią być niższe od rosyjskiego. Dla samego postraszenia partnerów z Rosji i pokazania im że nie zamierzamy być całkowicie uzależnieni od jednego źródła warto taki gazoport budować i mieć tego rodzaju kartę przetargową w rozmowach nad kolejnymi umowami gazowymi z Rosją. Problemem nie jest bowiem sam gazoport (czy wcześniej rura podwodna do Norwegii, który to pomysł też w niejasnych okolicznościach „ktoś” zarzucił) ale niekorzystna umowa na gaz z Kataru (Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku), bo przecież źródeł gazu skroplonego jest na świecie całe mnóstwo. Podejrzanie dziwnie wyglądają też opóźnienia przy budowie tego terminalu, osobiście nie wygląda mi to na zwyczajne zakłócenia (ale to tylko moje wrażenie, gdyż dowodów na agenturalną działalność sabotażystów nie posiadam).

Awantura z „pieremyczką” mającą omijać Ukrainę by biec przez polskie terytorium też nie jest tak jednoznaczna jak sugeruje Pan Rękas. Wszystko odbywało jak na mój rozum za bardzo „nieoficjalnie” (okazało się że sam premier „nie wiedział” że takie rozmowy na linii EuRoPol GAZ – Gazprom są prowadzone – Ruska rura i awantura…a gdzie agentura?) a zatem istniało podejrzenie że umowa miała służyć czemuś innemu jak tylko „tranzytowi gazu na Słowację”, nikt też na dobrą sprawę nie wiedział co miała dla nas konkretnie dać odnoga pod nazwą Jamal II – konkretów nie znamy (wsio tajne 🙂 ). Przypominam też że za czasów zamieszania z niesławnym „memorandum” Ukrainą rządził Janukowycz a sam kraj znajdował się w zupełnie innym miejscu politycznym i gospodarczym jak obecnie. Ukraina samodzielnie negocjowała umowę gazową z Rosją,  prowadząc jednocześnie pewne ruchy mające uniezależnić ją od rosyjskiego gazu (Ukraina o krok bliżej do gazu łupkowego), łącznie ze spłatą zadłużenia wobec Gazpromu, w czym miały pomóc równoczesne negocjacje „umowy stowarzyszeniowej” z UE (Zmiana frontu na Ukrainie. Umowa stowarzyszeniowa z UE oddala się. Gazprom odroczył płatności i zredukował zadłużenie Naftohazu), co ostatecznie doprowadziło do podpisania korzystnej umowy gazowej z Rosją (Ukraina z tarczą czyli… 260 USD za 1000 m3 bez podpisania Unii Celnej.) która chciała koniecznie zatrzymać przy sobie jednego ze strategicznych partnerów gospodarczych.

Co do propagandy naszych mediów i władz w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej na Ukrainie to też nie do końca się z autorem zgadzam. To że z fazy „prześmiewczej” z krytyków „jedynie słusznej linii”: Ukraina dobra & Rosja zła, tak media i aparat państwa wspólnie i w porozumieniu przeszły do fazy „poważnej”, tj. szukania szpiegów rosyjskich i agentów wpływu, dobrze o nich świadczy. Złe i nieprofesjonalne jest jednak szukanie owych agentów na siłę i obrzucanie tym oskarżeniem każdego kto powie coś krytycznego o polityce rządu względem Ukrainy czy Rosji. Kierowanie się tego rodzaju uprzedzeniem prowadzi do ośmieszających państwo w świetle jupiterów „gaf” i robienia z przysłowiowej igły wideł. Szum informacyjny jaki dzięki temu powstaje sprzyja ukrywaniu się i pozwala na swobodę działania prawdziwym agentom wpływu. Nie ma sensu naginanie faktów do wersji wydarzeń która nie ma nic wspólnego z obserwowaną rzeczywistością… Putin całej Ukrainy nie zajął, pomimo wielu prowokacji by mieć ku temu pretekst. Wystarczy więc trzymać się tego co już się stało faktem, bo jest to wystarczający materiał do działań zapobiegawczych (ale nie zaczepnych). W kwestii Krymu powinny się wstydzić również te państwa, które gwarantowały na piśmie (Memorandum Budapeszteńskie) integralność terytorialną Ukrainy po jej rozbrojeniu. Czemu nie poparły tej deklaracji czynem? Nie wiem ale się domyślam. Ukraina Ukrainą, ale z Rosją łączy te kraje poważniejszy stosunek i dużo bardziej kosztowne interesy nie tylko w Europie ale i na świecie, i z tego też powinniśmy wyciągnąć dla siebie stosowny wniosek…(Odys)

podobne: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega. oraz: Rosja kończy ćwiczenia wojskowe. Koziej, Pisarski: scenariusze zachowania Rosji wobec Ukrainy. Braun o podżeganiu do wojny – POPIS Kowala. i to: Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie? Konrad Rękas: Po co powstrzymywać Putina? a także: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. polecam również: POżyteczni idioci zwani „prawdziwymi patriotami” chcą niewoli Ukrainy czyli „nieudane eurowesele” cynika9 oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.

Szpieg

Porozumienie gazowe podpisane. Pakiet zimowy – przełom dla Europy, kapitulacja Ukrainy.


Porozumienie gazowe podpisane.

31.10.2014 (IAR) – Po siedmiu rundach negocjacji. porozumienie dotyczące dostaw gazu na Ukrainę zostało zawarte. Podpisy pod protokołem w tej sprawie złożyli w Brukseli unijny komisarz ds. energii Gunther Oettinger, rosyjski minister ds. energii Aleksander Nowak, oraz ukraiński minister Jurij Prodan.

W ceremonii uczestniczyli także przewodniczący Komisji Jose Barroso, szefowie Natfohazu i Gazpromu.

Tzw. pakiet zimowy przewiduje, że Ukraina do końca roku zapłaci Gazpromowi ponad 3 miliardy dolarów tytułem zaległych rachunków. Obowiązywać ma wstępna cena: 286,5 dolara za tysiąc metrów sześciennych gazu. Ostateczną kwotę ma określić sąd. „To tymczasowe ustalenia obowiązujące do wyroku sądu arbitrażowego w Sztokholmie w sprawie naszego sporu z Rosją” – powiedział Jurij Prodan. Jeśli chodzi o nowe zamówienia , Kijów do końca marca przyszłego roku będzie płacił za surowiec w formie przedpłat. ” Ukraina ma możliwość zamówić w tym czasie gaz za ustaloną cenę 385 dolarów za tysiąc metrów sześciennych” – powiedział unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger. Do końca tego roku Kijów przewiduje zakup gazu za 1,5 miliarda dolarów. Wszystkie strony rozmów miały zostać zapewnione, że strona ukraińska będzie miała środki do zapłacenia rachunków. Pieniądze mają pochodzić zarówno z krajowej kasy jak i z pakietów pomocowych Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/sk

…Rosji rzecz jasna jest „wsio rawno” kto będzie jej płacił za gaz dla Ukrainy, ale jeżeli ktoś liczy na to że Ukraina, która jest bankrutem i dłużnikiem międzynarodowych instytucji finansowych (m.in. z powodu wyniszczającej i kosztownej wojny na wschodzie) będzie miała jakieś własne środki na zapłacenie swoich zobowiązań to się grubo myli… Za długi Ukrainy zapłaci rzecz jasna ktoś inny – przynajmniej dopóki lichwiarze którzy opłacili zadymę na Ukrainie (a teraz chcą jej „pomóc” udzielając pożyczek) nie zlicytują majątku ukraińskiego na swoich warunkach, bo nie chce mi się wierzyć że UE i MFW będą Ukrainie pomagać za darmo 🙂 Tymczasem pojawiły się już pierwsze głosy sprzeciwu przeciwko tego rodzaju praktykom… (Odys)

Merkel z Fico o gazie.

20.10.2014 (IAR) – Kanclerz Niemiec złożyła krótką wizytę w Bratysławie. Ze słowackimi politykami rozmawiała o bezpieczeństwie energetycznym i o sytuacji na Ukrainie.

Kanclerz Angela Merkel z premierem Robertem Fico rozmawiała o problemie zaopatrzenia w gaz płynący z Rosji. W ostatnich tygodniach Słowacja jest zaniepokojona ograniczonymi o połowę dostawami tego surowca z Rosji a także spłatą długu gazowego Ukrainy wobec Moskwy. O tym zdecydowanie i rezolutnie mówił słowacki premier pod adresem władz w Kijowie. „Nie można zachowywać się tak, że chce się być partnerem Unii Europejskiej i czekać, że to ona wszystko załatwi i zapłaci. Będę zawsze o tym mówić zdecydowanie i otwarcie jako słowacki polityk” – stwierdził premier Fico. Natomiast kanclerz Merkel nie wykluczyła, że państwa unijne mogłyby zapłacić za gaz dostarczany na Ukrainę, by miliardowe zadłużenie zlikwidować.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Paweł Szukała/Praga/

źródło: stooq

„…Komisja Europejska osiągnęła porozumienie, które najprawdopodobniej zapewni bezpieczeństwo dostaw gazu z Rosji dla klientów europejskich. Pozostawia w ręku narzędzia deeskalacji w kontaktach z Rosją. Może nadal udzielić zgody na wyłączenie gazociągu OPAL spod regulacji antymonopolowych, odmrozić rozmowy o South Stream i nadal niepublikować wyników śledztwa przeciwko Gazpromowi.

Czytaj także: 3 narzędzia Putina skuteczniejsze od wojny gazowej

To grunt pod nowe otwarcie, które Komisja Europejska może nazywać „przełomem” ale jest to kapitulacja Ukrainy, którą można nazwać gazową Jałtą, przed którą do tej pory przestrzegałem. Nie daje ono wystarczających gwarancji Kijowowi, który może spodziewać się manipulacji warunkami umów przez Federację Rosyjską. Europejczycy mogą szykować się na spokojną zimę. Ukraina musi nadal liczyć się z możliwością zastosowania przez Rosjan gazowego szantażu, który wraz z innymi czynnikami spoza sektora energetycznego, będą nadal destabilizować kraj, w którym w zeszłym tygodniu odbyły się wybory parlamentarne. Gaz pozostaje bronią w rękach prezydenta Władimira Putina, której ten z pewnością użyje do rozgrywania różnic w obozie reform nad Dnieprem…”

(całość komentarza pod linkiem Pakiet zimowy – przełom dla Europy, kapitulacja Ukrainy)

…Osobiście nie jestem zaskoczony tym, że po politycznej Jałcie zwanej „umową stowarzyszeniową” UE – Ukraina (pisaną ewidentnie pod interes UE – Rosja) w przypadku umowy gazowej UE zachowała się dokładnie tak samo załatwiając w pierwszej kolejności istotne interesy „starej UE” kosztem nowego członka „wspólnoty”, który sam jest sobie winien że odrzucił korzystny kontrakt z Rosją który wynegocjował swojego czasu Janukowycz (Ukraina z tarczą czyli… 260 USD za 1000 m3 bez podpisania Unii Celnej). Ukraińcy muszą po raz drugi przełknąć gorzką pigułkę bycia przedmiotem przetargowym w relacjach UE – Rosja. Sama Rosja może wyjść na tej umowie na zero.  Najwięcej zaś ugrała międzynarodowa lichwa która będzie żyrować porozumienie (za sowitą prowizję) i po części UE która kosztem Ukrainy rozgrywa swoje interesy energetyczne z Rosją… (Odys)

podobne: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. oraz: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy. a także: Rosyjski budżet może stracić stabilność. Rosja nie będzie utrudniać reeksportu gazu (dostawy do Polski na stabilnym poziomie). Ukraińcy utracili marzenia o UE. Po zmianach rządowych w Szwecji i Polsce milkną dwaj najwięksi krytycy Moskwy.

gazprom, unia europejska, niedźwiedź

Wojciech Jakóbik Blog

Ukraińskie gazociągi Ukraińskie gazociągi

Wczoraj doszło do porozumienia Komisja Europejska-Ukraina-Rosja odnośnie wznowienia dostaw gazu od Gazpromu nad Dniepr od listopada do marca przyszłego roku. Komisja Europejska nazwała je przełomem. Jest ono jednak rozwiązaniem doraźnym, wymagającym uzupełnienia wiosną.

View original post 737 słów więcej