Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury.


Luis Quiles - Cenzura

Luis Quiles – Cenzura

„…Odruch (auto)cenzorski wywołuje każda uświadomiona sobie zależność. Ta zależność jest z natury rzeczy nieodłączną cechą każdej relacji społecznej. Instynkt samozachowawczy każe nam w związku z tym komunikować się w taki sposób z otoczeniem, aby nie prowokować reakcji, mogących zagrozić naszemu bezpieczeństwu lub narazić nas na utratę osiągniętego – dzięki właśnie tym relacjom – statusu społecznego czy materialnego dostatku.

Jedną z takich relacji jest PRACA NAJEMNA. Wspomniany instynkt powstrzymuje ludzi przed mówieniem czegokolwiek złego o swym pracodawcy, nawet gdyby to było najszczerszą prawdą. W kontaktach z najbliższym otoczeniem (w miejscu pracy i często poza nim) przeprowadzamy zatem selekcję informacji po to, aby niczym się swemu pracodawcy nie narazić. Do cenzury sensu stricto dochodzi jednak dopiero w warunkach o wiele bardziej specyficznych. Warunki takie spełnia praca w mediach, czyli w tzw. środkach masowego przekazu. Jeśli bowiem odruchową selekcję informacji rodzi każda uświadomiona sobie zależność od pracodawcy, to o ile silniejszy musi być ów odruch w warunkach pracy, której PRODUKT składa się wyłącznie z INFORMACJI. A przecież to właśnie w celu wytworzenia tego rodzaju produktu peerelowscy dziennikarze i redaktorzy wynajmowali się do pracy w reżimowych i w wasalskich mediach…

…Podstawowym– choć niepisanym, bo dla każdego oczywistym– kryterium cenzorskimw peerelowskich mediach była ochrona interesu pracodawcy (ew. koncesjodawcy),którym w peerelowskich warunkach był komunistyczny reżim. Powodem stosowania przez dziennikarzy i redaktorów tego kryterium nie było wyłącznie istnienie tego urzędu, lecz banalny fakt, że ludzie ci, idąc do pracy w reżimowych lub w koncesjonowanych przez ów reżim mediach pragnęli pracę tę po prostu zachować, aby następnie móc w tych mediach robić kariery i korzystać z przywilejów, jakie ta praca gwarantowała. Usilnie zatem dbać musieli o to, aby się niczym temu pracodawcy nie narazić. Nie mogli – idąc do tej pracy – nie być tego świadomi. Jeśli zatem z własnej i nieprzymuszonej woli na tę właśnie pracę się decydowali, oznaczało to ni mniej ni więcej, że obowiązującą w niej cenzurę akceptowali oraz że jej kryteria przyjmowali za własne. Potwierdzali to zresztą, składając następnie podpisy pod tymi wstępnie już przez siebie i przez redakcje ocenzurowanymi tekstami i wreszcie poprawionymi przez radców z GUKPPiW. Afirmowali w ten sposób system peerelowskiej cenzury, dostarczając przy okazji formalnego alibi radcom z GUKPPiW

Postpeerelowscy dziennikarze narzucają opinii publicznej wygodną dla siebie interpretację omawianego zjawiska, wedle której ofiarą „zewnętrznego cenzora” byli w PRL dziennikarze, publicyści czy artyści. Pragną bowiem, aby wyglądało na to, że to nie masowy odbiorca (społeczeństwo) wytwarzanego przez nich produktu – przekazu medialnego – pada ofiarą cenzury. Aby to osiągnąć spłycają perspektywę oglądu poznawczego, co pozwala na podmianę obiektu oddziaływania cenzury po to, by odwrócić uwagę od ostatecznego, końcowego celu jej manipulacyjnego oddziaływania. W rzeczywistości dziennikarze nie byli obiektem manipulacji cenzorskiej lecz tylko jednym z jej współpodmiotów. Prawdziwym obiektem cenzorskiej manipulacji (jej ofiarą) był natomiast masowy odbiorca. Biorąc udział w tym haniebnym procederze, dziennikarze nie byli przecież pozbawiani dostępu do pełnej (dostępnej im już) informacji. To oni sami przecież – wspólnie z redaktorami i radcami GUKPPiW – dostępu do tejże samej informacji pozbawiali swych czytelników, widzówi słuchaczy – całe zatem polskie społeczeństwo. Hipokryzja służąca uciszaniu głosu sumienia, każe im nie dopuszczać do świadomości możliwości istnienia innej – prawidłowej – definicji cenzury. A brzmi ona tak:

CENZURA JEST SELEKCJĄ INFORMACJI PRZEZNACZONYCH DO MASOWEGO ROZPOWSZECHNIANIA…

(salon24.pl T. Strzyżewski – AUTOCENZURA jako fundament każdej cenzury)

Tomasz Strzyżewski w 1977 uciekł do Szwecji, gdzie wydał „Czarną księgę cenzury w PRL” demaskującą mechanizmy instytucjonalnej cenzury w Polsce ludowej (był pracownikiem w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk). (…) „Errata do biografii: Tomasz Strzyżewski” Grzegorza Brauna odkrywa niejasną atmosferę wśród „opozycyjnych” środowisk szwedzkiej Polonii, gdzie silną pozycję mieli bracia Smolarowie i odpowiada na pytanie, czy Eugeniusz Smolar był kontaktem operacyjnym służb bezpieczeństwa o pseudonimie „Korzec”.

podobne: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. oraz: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

„…kultura możliwa jest jedynie w społeczeństwie klasowym. Kiedy dewastuje się społeczeństwo klasowe kultura zamienia się w aspirację. To jest mniej więcej to samo, o czym pisałem tu przedwczoraj, ale ujęte od innej strony. Powiedział też ten mój kolega, że w czasach dawniejszych nikt nie miał pomysłu na totalną dewastację kultury, czyli klas, a dokonywano tego jedynie na pewnych obszarach, nieraz dość sporych, które nosiły nazwę herezji. Pomysł na likwidację społeczeństwa klasowego jest pomysłem stosunkowo nowym, a ja mogę dodać od siebie, że jego totalny charakter, jest niestety złudzeniem. Zwiększył się jedynie obszar, na którym montuje się tę pułapkę, a zwiększył się, że można było złapać w nią nawet najbardziej cwane i przebiegłe szczury.

Likwidacja społeczeństwa klasowego załatwia sprawę najważniejszą – ukrywa istotne hierarchie i nazywa to równością. Nie jest to żadna równość, po prostu nie widzimy struktury, która rządzi i przez to nie możemy w niej awansować. W zamian za to podsuwa ludziom hierarchie fałszywe – bądźmy, jak syte społeczeństwa zachodu, na przykład, albo – aspirujmy do tej czy innej lokalnej kultury. Aspirować można w nieskończoność i to zawsze będzie śmieszne – patrz Pacewicz z biało czerwoną opaską. Jeśli bowiem nie ma realnej możliwości poprawienia swojego życia, każda aspiracja jest kabaretem dla idiotów. Można się oczywiście bronić przed tym i wmawiać sobie, że jest inaczej, ale jedna konfrontacja z przedmiotem aspiracji załatwia sprawę…

…Oto facebook będzie negocjował z przedstawicielami środowisk narodowych. Nie mam słów. Ci durnie pójdą negocjować z pracownikami fejsbuka, a wcześniej dali się wkręcić w zabawę pod tytułem „cenzura stron faszystowskich”. To jest manifestacja słabości i podległości wprost. Jak można negocjować z fejsbukiem? Poprzez adwokatów jedynie i na sali sądowej. Inaczej człowiek przyznaje się do wyssanych z palca zarzutów i obelg jakimi obrzucił go fejsbuk. Nikt tego jednak nie zrozumie, ponieważ nie znajdujemy się w sferze zdrowej, ludzkiej kultury, znajdujemy się w obszarze chorych, socjalistycznych aspiracji, kiedy oferta od hierarchii takiej jak FB traktowana jest niczym dar niebios i nie można jej po prostu odrzucić. Jeden z komentatorów umieścił pod tą informacją znamienny bardzo wpis, zapytał czy spotkanie będzie z kimś na poziomie czy z lewakami-cenzorami…Cóż tu dodawać…” (coryllus – Wolność, równość, szyderstwo)

podobne: O „wolności słowa” w internecie… a także: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? polecam również: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i jeszcze: Marek Gajowniczek: „Piana na rzece” do grafiki Andrzeja Krauze: „Wolnośc słowa”

Czym w zasadzie jest ten cały fejsbuk że tylu wydawałoby się poważnych ludzi aspiruje do tego żeby być jego częścią? Ano tym:

„1. Kasowanie stron i banowanie użytkowników, którzy zostaną uznani za nie spełniający standardów. (…)

2. Segregowanie treści w dowolny sposób. (…)

3. Możliwość ustawienia algorytmów co ma się wyświetlać userom, obcinanie zasięgów w sztuczny sposób. (…)

4. Wpisy sponsorowane. (…)

5. Odlajkowywanie. (…)

6. Nie działające powiadomienia (…)

7. Sugerowanie postów (…)

8. Filtrowanie wpisów (…)

9. Ukrywanie w wynikach wyszukiwania 

(…)

1. Facebook jest dziś największym portalem internetowym. Stał się przestrzenią, w której obok selfie i kotów ścierają się również poglądy użytkowników, a większość ludzi czerpie stąd informacje. Jakakolwiek cenzura, machinacje przy zasięgach – prowadzą do dominacji w dyskursie określonych postaw

2. To dzięki social media nagłośnione zostały sprawy takie jak słynny Sylwester w Kolonii. To social media weryfikują często nieprawdziwe informacje podawane w dużych mediach i przyłapują je na manipulacji. To social media przywróciło równowagę we wpływie na postrzeganie rzeczywistości pomiędzy ludźmi, a mediami masowymi.

3. Facebook operując w Polsce musi respektować polskie prawo

4. Facebooka nie obowiązuje prawo prasowe i można rozpowszechniać w jego przestrzeni dowolne historie (prawdziwe, o przeinaczonym sensie czy nawet całkowicie zmyślone) na dowolny temat. Czy to jeszcze jest wolność słowa?

Nie trudno jest wyobrazić sobie celowe rozprzestrzenianie fejków, kupowanie im zasięgów i podbijanie przez fejkowe konta. A mając świadomość że administracja może pewne treści użytkownikom pokazywać, a inne przed nimi ukrywać czy wręcz likwidować – to wszystko razem prowadzi do niebezpiecznych wniosków.

Facebook (pod wpływem pieniędzy ale też chęci cenzury lub propagowania treści przez administratorów) ma możliwość realnego wpływania na rzeczywistość i jednocześnie przy doborze informacji kieruje się własnymi standardami, będąc praktycznie wyjętym spod jurysdykcji prawnej.

Innymi słowy, jest to narzędzie które w rękach nieodpowiednich ludzi, może być gigantyczną maszynką propagandową, właściwie niemożliwą do zweryfikowania. Chyba nie o to chodziło…” (ŻelaznaLogika – 9 możliwości Facebooka w dobieraniu treści dla użytkownika wbrew jego woli)

DOKŁADNIE O TO CHODZIŁO… Cytuję: „…Pan Zuckerberg uważa, że jego gówno ma połączyć wszystkich „entreprenełrów” (cokolwiek to znaczy) na świecie. Ja uważam, że to gówno ma przede wszystkim za zadanie odmóżdżać całe masy ludzkie i m.in. tych co mają prawicowe poglądy dosłownie obrócić w tępych reakcjonistów, którzy zamiast czytać książki, codziennie przewijają kilometry taniego gówna na FB i Twitter, czegoś co nie wymaga refleksji tylko podobnie jak wiele filmików na YT wyprowadza ludzi z równowagi o tym jaka to niesprawiedliwość na świecie się dzieje.
Korzystanie z tych mediów jest wydaje mnie się jeszcze bardziej zabójcze dla świadomości niż reżimowa telewizja, bo stwarza pozory czynnego udziału, a to jest jedna wielka melasa komentarzy…”

Chodzi o skanalizowanie w jednym miejscu wszystkich możliwych aktywności jak największej liczby ludzi, łącznie z patologicznymi by mogły znaleźć bezpieczne ujście w inny sposób jak na ulicy. Chodzi też o to by podsuwać ludziom jako atrakcyjne (dzięki złudzeniu masowości) i urabiać ich w „jedynie słusznych poglądach” a jednocześnie cenzurować i zwalczać poglądy niesłuszne i zagrażające tym pierwszym. Fejsbuk jest również po to by topić i „znikać” wszystko co ważne w masie bełkotu i oderwanych od rzeczywistości „informacji” zwanych szumem, tudzież będącymi zwykłym kiczem i tandetą w ramach tzw.”rozrywki”.

W świetle tego czym rzeczywiście jest ten cały fejsbuk, jedyne co można zrobić to potraktować poważnie siebie zostawiając całe to środowisko daleko w tyle. Najlepiej po cichu i bez egzaltacji. Inaczej można skończyć jak „narodowcy” i MaxK. który informuje kogo tylko może że jest na jakiejś wojnie (UWAGA) o „lajki” i „wolność słowa” z portalem którym sam (rzekomo) gardzi za manipulację, oraz anty wolnościową i lewacką politykę. Jakby te lajki i ich liczba świadczyły o jakiejś racji, sile głosu, albo miały wpływ na rzeczywistość inną od wirtualnej. Jakby rzeczywiście wierzył w to że Pana Zuckerberga to obejdzie i że zmieni zdanie tj. politykę jaką na SWOIM produkcie z premedytacją uprawia.

Jestem ciekaw jak czują się ci wszyscy biedni ludzie którzy sponsorują oba projekty (fejsia i maksia) dodając im swoją powagą wiarygodności w przekonaniu że wspierają coś ważnego. Lepiej by było dla nich wpłacać na program Pani Jaworowicz bo nie wiedzą co czynią. No ale to jest efekt tego o czym wspomina coryllus – socjalistycznej rewolucji „równościowej”, dzięki której każdy świr ulegając tej iluzji może poczuć się tak samo ważny jak sam Lis czy Rachoń, przekonany o tym że dzięki komentarzowi zamieszczonemu na takim czy innym portalu ma szansę zająć ich miejsce.

Jeśli „aspirujący” do elity „poważni” ludzie którzy mają jakiś wpływ na opinię publiczną nie przestaną się w ten sposób wygłupiać to „…To co zostanie nam w ręku i co będzie pociechą na długie lata pustki i coraz bardziej dojmującej tępoty, to aspiracja, czyli picie kawy z obłupanej filiżanki z odgiętym finezyjnie paluszkiem”… coś ala Gadowski i pisanie na cyfrowy Berdyczów w nadziei że wynegocjujemy od gwałciciela żeby nas trochę mniej używał. Powodzenia… (Odys)

podobne: Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność. oraz: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu

…poza tym warto pamiętać o tym że… „…nie jesteśmy właścicielami tej przestrzeni, nie jesteśmy nawet gośćmi, co najwyżej użytkownikami.

Ale też to, że jesteśmy użytkownikami serwisów społecznościowych, nie znaczy, że mamy w związku z tym do nich prawa. Po zamieszczeniu tam słów czy nagrań przestajemy w zgodzie z regulaminem być ich właścicielami. Nie możemy nimi dowolnie dysponować. Przekazujemy prawa do nich właścicielom Facebooka, Instagramu, Twittera, Google Plus, LinkedIn, Pinterestu i czego tam jeszcze używamy…

Administrator serwisu w każdej chwili może nas bez najmniejszego problemu z niego wyrzucić. Może usunąć to, co wyprodukowaliśmy i co często z wielką pieczołowitością przez lata sobie gromadziliśmy: urywki zdań, zdjęcia, nagrania, rysunki… — jeśli nie zostały zapisane w innym miejscu, tracimy je w ciągu kilku sekund. Bez jakiejkolwiek szansy nie tylko na rekompensatę, ale nawet na wyjaśnienie. Nie — bo nie. Nie mamy pani, pana (cyfrowego) płaszcza, i co nam pani, pan zrobisz?

Możemy pisać — na cyfrowy Berdyczów. Standardowe — przygotowane przez najlepsze kancelarie prawne — odpowiedzi już na nas czekają.

Administrator może nawet, w poszukiwaniu modelu ekonomicznego, zaprzepaścić całe zaufanie, jakie do niego mieliśmy, i całą zawartość naszej „szuflady pamięci” po prostu sprzedać. Łącznie z komunikacją, którą — jak nam się wydawało — ukryliśmy przed publicznym dostępem

…To, co robimy w sieci, jest naszą zabawą, podejmowaną przez nas w naszym czasie wolnym (albo w czasie, który podkradamy naszemu pracodawcy, naszym rodzinom, naszym dzieciom) z zyskiem dla tych, którzy nam tę zabawę umożliwiają. Produkujemy wartościowy dla nich „content”, treść. Ale też oddajemy im wiedzę o nas samych.

Tak, to przecież oczywiste, bezpłatna poczta mailowa również nie należy do nas. Nie do nas należą przesyłane słowa, zdjęcia, emocje. Nie są naszą własnością. A tak naprawdę upewnijmy się, czy jeszcze są tam, gdzie do niedawna były. I czy na pewno dobrze je zabezpieczyliśmy, aby należały do nas i abyśmy tylko my mieli do nich dostęp, aby nie mogły być analizowane, przetwarzane, dotykane. Nie, naprawdę nie chodzi o bardziej skomplikowane hasło dostępu, ale o to, do kogo te dane należą, kto jest ich absolutnym, stuprocentowym dysponentem…

…Możemy wymagać szacunku wyłącznie, jeśli za coś płacimy. Jeśli mamy nasze zasoby na bezpłatnych serwerach do nas nienależących, niczego nie mamy i niczego wymagać nie możemy. Co więcej, jesteśmy niewolnikami tych, którzy na naszych danych robią swoje biznesy. Łączą nasz adres e-mail, miejsca, w których się logujemy, tematykę poruszaną w mailach, inne serwisy, do których mamy dostęp, zdjęcia, strony dla dorosłych, dane karty bankowej i ostatnie operacje na koncie, umawiane wizyty lekarskie, wyniki badań analitycznych krwi, zamawiane książki, siatkę relacji ze znajomymi, nasze mniejsze i większe słabostki, polityczne afilacje, plany wakacyjne — z naszym adresem, numerem PESEL i, co od dawna już w tym procesie jest oczywiste, dawno bowiem nastąpiło z uwagi na inercję państwa, naszym imieniem i nazwiskiem” (wszystkoconajwazniejsze.pl Eryk Mistewicz  Korporacje nowych mediów pokazują inną twarz)

podobne: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej.

Pretensje o to że nas ktoś obcy i wrogo nastawiony nie chce u siebie gościć a co najwyżej wykorzystać i zostawić z dzieckiem są co najmniej niepoważne. Zwłaszcza kiedy się SAMI takiemu komuś w łapy ładujemy. I taka jest różnica między dawną a dzisiejszą cenzurą… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik - wolna debata

Adam Wycichowski niewolnik – wolna debata

Reklamy

Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.


„…Nowoczesne społeczeństwo postindustrialne oparte w większości na świadczeniu usług cechuje się – i nie da się temu zaprzeczyć – narastającą akumulacją kapitału w rękach wąskiej elity najbogatszych właścicieli. W przeciwieństwie do marksistów nie zamierzam krytykować tego zjawiska o tyle, o ile jest ono wynikiem uczciwej działalności gospodarczej, świadczenia usług i produkcji dóbr, które konsumenci dobrowolnie nabywali doprowadzając do wzbogacenia się ich wytwórców. Tam, gdzie akumulacja kapitału jest jednak skutkiem sojuszu kapitalisty z państwem, zabiegania o przywileje, dotacje, ochronne cła i przepisy prawne, stan taki jest moim zdaniem karygodny. Niezależnie od sposoby w jaki się wzbogaciła,  ta wąska elita z pewnością jest potencjalnie pierwszą grupą, która najłatwiej i najszybciej pozyska do swego użytku nowoczesne maszyny, mogąc dzięki nim zastąpić pracę ludzi w należących do nich zakładach i firmach. Zastąpią oni pracę ludzi pracą robotów wszędzie, począwszy od zakładów produkcyjnych, gdzie ten proces automatyzacji już się rozpoczął, poprzez prostsze, zrutynizowane procesy transportu i logistyki, aż do sektorów usług i handlu, które ulegną automatyzacji na samym końcu. Jasne jest, że osoby pozbawione kapitału nie wezmą udziału w kolejnej „rewolucji gospodarczej”. Postuluję więc znalezienie sposoby, aby zwykłych ludzi kapitałem obdarzyć. Rzecz jasna, jako libertarianin nie zamierzam wzywać kapitalistów do „podzielenia się” bogactwem z robotnikami, choć, gdyby coś takiego robili dobrowolnie, nie widziałbym w tym niczego złego. Odchodząc jednak od utopijnych koncepcji, musimy poszukać gdzieś indziej sposobu wzbogacenia rzesz dzisiejszych pracowników najemnych. Istnieje takie źródło – państwo, a ściślej mówiąc: własność państwowa. Państwa na całym świecie dysponują ogromnym majątkiem w postaci infrastruktury publicznej oraz, przede wszystkim, ziemi.

Ziemia jako pierwotny czynnik produkcji stanowi cenne dobro rzadkie, które może stać się doskonałą bazą ekonomiczna dla pozbawionej jakiegokolwiek znacznego kapitału większości społeczeństwa. W powszechnym uwłaszczeniu ludności na gruntach i innej własności „publicznej” dostrzegam jedyną szansę zażegnania widma katastrofy ekonomicznej. Przeciętny obywatel nabywając grunt ma wiele różnych możliwości jego wykorzystania. Może ziemię sprzedać, aby pozyskać pieniądze, może ją też wydzierżawić, lub samemu z niej korzystać. Niezależnie od wyboru, daje mu ona pewną niezależność od koniunktury gospodarczej i możliwość uniknięcia konsekwencji przemodelowania gospodarki w skutek jej zautomatyzowania. Zapotrzebowanie na ziemię kapitaliści zawsze będą zgłaszali. Nawet w wysoce zrobotyzowanej gospodarce maszyny te muszą zajmować jakąś przestrzeń w której będą pracowały, co oznacza konieczność posiadania ziemi. Uwłaszczenie obywateli na gruntach państwowych da im możliwość dzierżawienia ziemi lub jej odsprzedaży/wymiany na udziały w zyskach generowanych przez roboty. Mogą też wykorzystać tę ziemię jako przestrzeń do organizacji własnej produkcji – najpewniej skupując od siebie nawzajem działki lub łącząc się w dobrowolne kooperatywy/spółdzielnie produkcyjne, aby uzyskać większy potencjał produkcyjny. Wreszcie osoby nie chcące wcale uczestniczyć w nowoczesnej erze gospodarki zrobotyzowanej, mogą przeznaczyć swój grunt pod uprawę na własny użytek bądź handel z innymi kontestatorami nowej rzeczywistości. Najważniejsze jest to, że uwłaszczeni otrzymają środki do utrzymania siebie bez konieczności liczenia na łaskę rządzących lub korporacji.

Oczywiście rozwiązanie takie na dziś dzień wydaje się trudne, jeśli nie niemożliwe do wprowadzenia. Państwa dalekie są od rozdawania swojej własności obywatelom – pomimo, że oficjalnie jest to mienie „publiczne”. Znacznie chętniej dokonują prywatyzacji infrastruktury i przedsiębiorstw państwowych, która – jak wiemy na przykładzie polskich przemian ustrojowych – jest często okazją do korupcji i matactw oraz szybkiego wzbogacania się krewnych i znajomych polityków i ich samych. Jednakże uwłaszczenie obywateli jest też jedyną, rozsądną opcją, jaka pozostanie współczesnym państwom, aby rozwiązać problem niewydolnych systemów emerytalnych, które na skutek odwrócenia się piramidy pokoleniowej nie mają szansy przetrwania w dłuższym okresie. Likwidacja państwowych systemów emerytalnych nie może wiązać się z pozostawieniem samym sobie milionów emerytów i osób pracujących zbliżających się do emerytury, dlatego obdarowanie ich ziemią państwową wydaje się dobrym rozwiązaniem. Ci, którzy nie zechcą ziemi zachować i na przykład uprawiać, sprzedadzą ją czy przekażą swoim potomkom licząc, że oni lepiej ją wykorzystają i utrzymają ich na starość. W ten sposób uwłaszczenie obywateli na mieniu państwowym rozwiązuje dwa problemy jednocześnie.

Oczywiście pozostaje do rozwiązania wiele drobniejszych kwestii: jak podzielić mienie państwowe między obywateli? Wedle jakiego kryterium przydzielać działki/mienie? Czy należy dokonać jakichś wycen umożliwiających „sprawiedliwy” bądź „równy” przydział mienia poszczególnym obywatelom? Jak je wycenić w tym celu? Czy ziemię powinni dostać wszyscy obywatele, jako że płacili podatki, czy tylko ci, którzy nie posiadają znaczącego kapitału? Jak rozwiązać parcelację gruntów terytorialnie? Czy urzędnicy państwowi i politycy powinni otrzymać swoje przydziały, czy też, jako uczestnicy państwowej grabieży, powinni zostać pominięci w tym procesie? Co zrobić z drogami publicznymi? Czy zbiorniki wodne też należy rozparcelować pomiędzy obywateli? Czy od tak rozdysponowanej własności publicznej obywatele powinni uiścić jakiekolwiek podatki, a jeżeli tak, to w jakiej wysokości? Te i zapewne jeszcze inne pytania, jakie pominąłem, z pewnością muszą znaleźć odpowiedzi, zanim będzie można myśleć poważnie o wprowadzeniu proponowanego przeze mnie rozwiązania.

Szczęśliwie, póki co, nie musimy przygotowywać się na taki scenariusz. Znacznie poważniejszymi problemami jest rozrost państwa i jego szkodliwe ingerencje w gospodarkę, które spowalniają rozwój i wzrost bogactwa społeczeństwa w dwójnasób: niszcząc przedsiębiorczość oraz obciążając społeczeństwo kosztami utrzymania aparatu biurokratyczno-politycznego. Tak więc znacznie poważniejszymi problemami od wzrostu liczby robotów w gospodarce jest wzrost liczby urzędników, a także:

  • wzrost opodatkowania pomniejszający dochody robotników i przedsiębiorców i tym samym zmniejszający konsumpcję, oszczędności i inwestycje
  • wzrost liczby regulacji, co prowadzi do zamętu prawnego, zwiększa niepewność przedsiębiorców i generuje koszty obsługi doradczo-prawnej, jest też polem dla lobbingu i korupcji
  • większy wpływ rządu na gospodarkę zmienia strukturę motywacji przedsiębiorców i skłania ich do uciekania się do lobbingu i korupcji, które w silnie uregulowanym przez rząd systemie mogą przynieść szybszy i większy sukces od uczciwej konkurencji
  • inflacyjna polityka monetarna praktycznie wszystkich państw na świecie zmniejsza zaufanie do pieniądza i instytucji finansowych oraz wywołuje cykle wzrostów i kryzysów gospodarczych destabilizując światową gospodarkę
  • ingerencje w dobrowolne wymiany na rynku utrudniają bądź uniemożliwiają konsumentom i producentom dokonywanie najkorzystniejszych z ich punktu widzenia transakcji i tym samym zmniejszają ogólny dobrobyt społeczeństwa
  • rozrost aparatu biurokratycznego oznacza że coraz większa grupa ludzi pozostaje na utrzymaniu reszty społeczeństwa jednocześnie nie uczestnicząc w produkcji wartościowych dóbr i usług, które polepszają ogólny dobrobyt – zatem rozrost klasy urzędniczej zmniejsza ogólny dobrobyt
  • dotacje rządowe i programy tanich rządowych kredytów dla wybranych firm i sektorów gospodarki zaburzają procesy rynkowe i promują przedsiębiorców nieudolnych kosztem reszty społeczeństwa
  • państwa wywołują i eskalują konflikty zbrojne, które prowadza do destrukcji mienia i śmierci niewinnych ludzi i w dłuższym okresie spowalniają rozwój gospodarczy oraz niszczą zakumulowany przez społeczeństwo kapitał
  • wzrastające opodatkowanie w największym stopniu uderza w dochody najbiedniejszych warstw społecznych uniemożliwiając im wydźwignięcie się z biedy i awans społeczny oraz skazując je na egzystencje w stagnacji i frustracji co przyczynia się do wzrostu przestępczości i kosztów jej zwalczania i prewencję

Te i wiele innych sposobów w jakie rozrastające się rządy szkodzą gospodarce stanowią obecnie o wiele większy problem, jaki musimy rozwiązać. Musimy zatem promować wolność i zachęcać ludzi do popierania tylko dobrowolnych, obustronnie korzystnych relacji społecznych, zamiast tych opartych na przymusie i przemocy, na jakich opiera się państwo…”

polecam lekturę całości tu: Nowy kapitalizm uspołeczniony?

podobne: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” i to: “Szatanem nie jest kapitał. Szatanem jest Goldman i rząd.” polecam również: Najwyższy Czas! Libertariański kodeks Rothbarda oraz: Kobus: Czy własność może szkodzić? – Najwyższy Czas! a także: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. i jeszcze: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)

cytat:

„…Teoretycznie biorąc mógłby się znaleźć silny rząd, który zgarnie władzę polityczną i zahamuje wyzysk skoncentrowanego kapitału, nie zmieniając struktury ustroju, lecz starając się łagodzić najjaskrawsze nadużycia. Można by w ten sposób stworzyć stan pewnej równowagi gospodarczej, system godziwego podziału dochodów w społeczeństwie. Ale byłby to stan niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę. Żaden kraj nie może liczyć na to że będzie miał stale rząd silny i światły, a wszelkie osłabienie władzy wyzwoliłoby ponownie zorganizowane siły wyzysku, trzymane przejściowo na uwięzi. Polityka gospodarcza nie może się więc ograniczyć do bieżącego unieszkodliwiania zapędów szkodliwych dla ogółu, lecz musi dążyć do stworzenia takiego ustroju, w którym naturalna gra sił i przyzwyczajeń gospodarczych przeciwdziałałaby ponownemu zwyrodnieniu struktury społecznej.

I tego celu nie da się inaczej osiągnąć jak przez uwłaszczenie mas. Pozwoli ono rozłożyć na ogół ludzi dobre strony posiadania, a zneutralizuje w dużej mierze pokusy związane z własnością, odbierając im obecne możliwości rozwoju. W kraju który będzie przestrzegał zasad chrześcijańskiego współżycia, dodatnie oddziaływanie własności będzie konsolidować strukturę moralną i gospodarczą ludności. Powoli wytwarzać się będzie psychika przywiązania człowieka do jego warsztatu, odpowiedzialności za własność rodzinną i dobro zbiorowe. W takiej atmosferze dojrzewa społeczeństwo, odporne na wybujałość indywidualnych egoizmów…” (Adam Doboszyński „Gospodarka Narodowa”) całość tu: Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).

Szanowni Państwo!

Podczas gdy cała Polska, pani Beaty Szydło nie wyłączając, zastyga w oczekiwaniu na poznanie składu przyszłego rządu, w Warszawie odbyło się seminarium zorganizowane przez Polsko-Amerykańską Fundację Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego i Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, a poświęcone nierównościom społecznym i wykluczeniu. Temat wydaje się wyjątkowo aktualny, bo oczekiwana zmiana rządu rozbudziła ogromne i przede wszystkim – bardzo różnorodne oczekiwania – między innymi – na urzeczywistnienie tak zwanej sprawiedliwości społecznej, cokolwiek by to miało znaczyć. Zabierając głos w dyskusji zwróciłem uwagę na kilka spraw. Po pierwsze – że wzrost gospodarczy obejmuje nie tylko bogatych, ale i osoby zaliczane do wykluczonych. Jeszcze za pierwszej komuny po raz pierwszy byłem w Paryżu i spacerując po Polach Elizejskich zauważyłem żebraka. Żebrak – wiadomo: człowiek wykluczony – ale był to żebrak francuski, więc oczekiwanie na jałmużnę skracał sobie słuchając ze stereofonicznego radia transmisji jakiegoś meczu. W porównaniu z żebrakiem z takiego, dajmy na to, Bangladeszu, który nie ma nawet portek, ów francuski żebrak był bogaczem – bo chociaż „wykluczony” – miał jednak swój udział w zamożności francuskiego społeczeństwa. Zatem nie tyle chodzi o to, by eliminować „nierówności”, czy „wykluczenia”, tylko o to, by wzrastał ogólny poziom bogactwa.

Po drugie – radykalne programy równościowe można streścić następująco: małych naciągać, dużych obcinać, grubych uciskać, a chudych nadymać. Problem jednakże polega na tym, że duzi nie pozwalają nikomu się obcinać, podobnie jak grubi nie pozwalają się uciskać. Na nadymanie chudych grubym szkoda pieniędzy, więc jedynym praktycznym rezultatem wdrażania programów równościowych jest naciąganie małych. Praktyczne konsekwencje realizacji takiego programu zilustrowałem wspomnieniem z dzieciństwa, kiedy to w Markuszowie koło Lublina, wraz z moim ówczesnym przyjacielem, pięcioletnim Heniem Zielskim, zetknęliśmy się z zasadniczym dla ekonomii zjawiskiem rzadkości. Chodzi o to, że dóbr jest na świecie znacznie mniej, niż zapotrzebowania na nie i właśnie dlatego istnieje gospodarka, obejmująca ich produkcję i dystrybucję. W moim i Henia Zielskiego przypadku była to skrzynka ze starymi gwoździami, która służyła nam do zabawy. Skrzynka była jedna, podczas gdy nas było dwóch i w tym właśnie manifestowała się wspomniana rzadkość. Ponieważ dochodziło między nami do sporów, kto ma się skrzynką bawić, Henio sformułował zasadę, o której wtedy nie wiedziałem, że była i nadal zresztą jest wykładana biednym studentom na uniwersytetach. „Jak to może być – powiedział Henio – żeby jeden miał całą fabrykę gwoździ, a drugi żeby nic nie miał? Jak jeden ma całą fabrykę gwoździ, to i drugi niech ma całą fabrykę gwoździ, a jak jeden nie ma nic, to i drugi niech nie ma nic!”

Zasada bardzo efektowna, ale z uwagi na wspomnianą rzadkość, sprokurowanie na poczekaniu fabryki gwoździ dla każdego jest mało prawdopodobne, prawdę mówiąc – niemożliwe. W tej sytuacji można jedynie zrealizować postulat drugi: jak jeden nie ma nic, to i drugi niech nie ma nic. Oczywiście ten rezultat jest przez cwaniaków starannie ukrywany pod równościowymi frazesami i na tym właśnie polega naciąganie małych. Jak na podstawie tego przykładu można się zorientować, nierówności społecznych nie da się wyeliminować bez powszechnej katastrofy, więc na wszelki wypadek lepiej nie próbować tym bardziej, że społeczne nierówności mają bardzo silny walor mobilizujący. Zatem – po trzecie – nie chodzi o to, by nie było nierówności, tylko o to, jaka reakcja na nierówności społeczne w społeczeństwie dominuje. Mamy dwie możliwości: albo dominuje reakcja, którą Chińczycy nazywają „chorobą czerwonych oczu” – żeby każdemu było tak źle, jak mnie – albo – będę naśladował to, co robią bogatsi; może nie uda mi się tak, jak im, ale zawsze przynajmniej trochę się podciągnę. Dominacja tej drugiej reakcji na społeczne nierówności sprawia, że takie społeczeństwo nie zagryza się nawzajem, tylko pnie się w górę i rośnie w siłę. Niestety w naszym nieszczęśliwym kraju bezpieczniacy i Umiłowani Przywódcy przyznali sobie tyle przywilejów i obwarowali je takimi zasiekami i polami minowymi, że naśladować ich niepodobna. I to jest nasz największy problem.

Mówił Stanisław Michalkiewicz (Felieton • Radio Maryja • 5 listopada 2015)

podobne: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i jeszcze: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie).

cytat - Leopold Tyrmand - komunizm

KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnej. Niemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce. USA na „szybkiej ścieżce” negocjacyjnej TTIP i TTP. Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi.


1. KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnejNiemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce.

PAP – Świat 19 Maj 2015, 16:42 Bruksela (PAP) – Komisja Europejska wszczęła we wtorek procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Zdaniem KE przepisy te ograniczają swobodę świadczenia usług i przepływ dóbr na rynku UE.

Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, jeśli Niemcy nie usuną uchybienia.

W komunikacie KE zaznacza, że w pełni popiera wprowadzenie w Niemczech ustawowej płacy minimalnej. „Komisja uważa jednak, że zastosowanie ustawy o płacy minimalnej do wszystkich operacji transportowych na terenie Niemiec ogranicza w nieproporcjonalny sposób swobodę świadczenia usług i wolny przepływ dóbr” – poinformowała KE.

Komisja ocenia, że nieuzasadnione jest w szczególności wymaganie płacy minimalnej w przypadku przewozów tranzytowych oraz „niektórych operacji transportu międzynarodowego”, gdyż „tworzy to nieproporcjonalne bariery administracyjne, które uniemożliwiają właściwe funkcjonowanie rynku wewnętrznego”. „Komisja uważa, że dostępne są bardziej proporcjonalne środki, które zagwarantują ochronę socjalną pracownikom i zapewnią uczciwą konkurencję, a jednocześnie pozwolą na swobodny przepływ usług i dóbr” – oceniła KE.

Komunikat nie precyzuje, co dokładnie kryje się pod określeniem „niektóre operacje transportu międzynarodowego”. Według źródeł w przypadku kabotażu płaca minimalna może być wymagana.

W styczniu br., po interwencji Polski i kilku innych krajów, Komisja Europejska zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienia w sprawie nowych przepisów o płacy minimalnej, z których wynika, że także zagraniczni kierowcy ciężarówek przejeżdżający przez Niemcy tranzytem mają otrzymywać minimalne wynagrodzenie w wys. 8,5 euro za godzinę. Berlin zawiesił stosowanie swych przepisów do czasu wyjaśnienia sprawy z KE, utrzymuje jednak, że nowe regulacje są zgodne z unijnym prawem.

Polskę, która ma drugą największa flotę samochodów ciężarowych w całej UE, taka interpretacja niemieckich przepisów uderza szczególnie mocno. Firmy z naszego kraju, a także innych państw Europy Wschodniej, mogą konkurować ze swoimi zachodnimi odpowiednikami niższymi stawkami dla kierowców.

W marcu w Polsce oraz w Brukseli odbyły się protesty firm transportowych przeciwko niemieckim przepisom. Narzekają one nie tylko na wysokość stawek, które Niemcy chcą im narzucić, ale też na obciążenia biurokratyczne, wiążące się m.in. z tłumaczeniem dokumentów dotyczących pracowników na język niemiecki.

Komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska oceniła niedawno w Parlamencie Europejskim, że sprawa niemieckiej płacy minimalnej „mogłaby zniszczyć jednolity rynek”. „Tu nie chodzi o płacę minimalną, my w Komisji Europejskiej jesteśmy wielkimi zwolennikami płacy minimalnej. Ale ta sprawa dotyczy dodatkowych obciążeń biurokratycznych dla zagranicznych firm, które działają na niemieckim rynku w sektorze transportu. To sprawa dotycząca jednolitego rynku” – powiedziała Bieńkowska na spotkaniu z komisją PE ds. rynku wewnętrznego.

Z Brukseli Anna Widzyk (PAP) awi/ agy/ kar/

podobne: Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec) oraz: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny)

PAP – Biznes 23 Maj 2015, 9:50 Warszawa (PAP) – Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej. Z badania wynika, że 96 proc. niemieckich firm zainwestowałoby w Polsce ponownie – przekonuje szef Zrzeszenia Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (DIHK) dr Eric Schweitzer.

Schweitzer odwiedził Polskę w związku z obchodami 20-lecia Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jak mówił, od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej polsko-niemieckie relacje handlowe nabrały impetu, podobnie jak inwestycje. „Stabilne stosunki gospodarcze pomiędzy Polską a Niemcami są wyrazem dobrej współpracy obydwu krajów. W ubiegłym roku osiągnęły one nowy rekordowy poziom 87 miliardów euro. Polska zalicza się do dziesięciu czołowych rynków eksportowych Niemiec, z kolei Niemcy są zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Polski” – powiedział PAP.

Schweitzer podkreślił, że niemieccy inwestorzy są już obecni w Polsce od wielu lat. „Teraz do Polski wchodzą przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa niemieckie i są one zadowolone ze swoich decyzji inwestycyjnych. Przeprowadzona w Polsce ankieta Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej pokazuje, że 96 proc. firm zainwestowałoby w Polsce ponownie. Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej” – mówi.

Pytany, jaki wpływ na sytuację gospodarczą jego kraju będzie miało negocjowane obecnie Transatlantyckie Porozumienie Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) odpowiada, że Niemcy – jako kraj eksportujący – mają wysokie oczekiwania wobec tej umowy. „USA są dla Niemiec największym rynkiem eksportowym poza UE, z jeszcze większym potencjałem – zatem zniesienie barier handlowych da tu wyraźny efekt. TTIP powinno przy tym pomóc przede wszystkim średnim firmom. Podmiotom gospodarczym chodzi na przykład o zniesienie przymusu podwójnej certyfikacji pomimo jednakowego poziomu ochrony, czy też o uproszczenie procedur celnych. Poza tym USA są dla Europy strategicznie ważnym partnerem w kształtowaniu światowej gospodarki jutra” – mówił.

W ocenie Schweitzera obecnie sytuacja na niemieckim rynku pracy jest dobra – zatrudnienie wysokie, jak nigdy dotąd. „Płaca minimalna pozostawi wprawdzie swoje ślady. Jej wprowadzenie nastąpiło w czasie, w którym rynek pracy funkcjonuje dobrze. Dlatego nie zaobserwowaliśmy dotąd żadnych negatywnych efektów, które w większym stopniu wpływałyby na zatrudnienie. Szczególnym obciążeniem dla firm jest biurokracja i niepewność prawa. Odczuli to już również polscy przewoźnicy w odniesieniu do przejazdów tranzytowych przez Niemcy, chociaż Unia Europejska jeszcze bada tę sprawę” – wskazał.

We wtorek Komisja Europejska wszczęła procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Decyzję KE z zadowoleniem przyjął resort infrastruktury i rozwoju. Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Jeśli Niemcy nie usuną uchybienia, procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Jak dodaje, również Niemcy odczuły skutki konfliktu z Rosją. „W roku 2014 niemiecki eksport do Rosji spadł o około 18 procent, co wiąże się również z wprowadzeniem sankcji. Zresztą sama rosyjska gospodarka znajduje się w ciężkiej sytuacji z powodu braku modernizacji, słabego rubla, wycofywania się kapitału z Rosji i niskich cen ropy naftowej. Niemieckie przedsiębiorstwa próbują wyrównać te straty na innych rynkach świata” – powiedział.

Od 20 lat RFN pozostaje pierwszym partnerem handlowym Polski. Jak informuje polski resort gospodarki, udział Niemiec w polskim eksporcie ogółem przekroczył w 2014 r. 26 proc. i odpowiednio 22 proc. w imporcie. Obroty handlowe w 2014 r. rosły bardzo dynamicznie – polski eksport powiększył się o ponad 9 proc., osiągając historycznie najwyższą wartość. Polski import wzrósł odpowiednio o prawie 7 proc.

Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec eksport do Polski stanowił w 2013 roku 3,9 proc. niemieckiego eksportu, co sytuowało nasz kraj na 9 pozycji wśród głównych niemieckich odbiorców (za największymi gospodarkami UE, USA i Chinami, ale przed takimi dużymi gospodarkami jak Rosja, Hiszpania czy Turcja). Natomiast w łącznym imporcie niemieckim w 2013 r. import z Polski stanowił 4 proc., co dało nam 11. miejsce wśród głównych dostawców towarów do Niemiec.

Polska ma wysokie, dodatnie saldo handlu z Niemcami w wysokości ponad 6 mld euro. Warto zaznaczyć, że strona niemiecka wykazuje również w swoich oficjalnych danych dodatnie dla siebie saldo handlu z Polską, co wiąże się z zaliczaniem do swojego eksportu dostaw do Polski z krajów trzecich, odprawianych celnie na granicy UE w portach niemieckich.

W strukturze towarowej polskiego eksportu dominują części i akcesoria do pojazdów samochodowych, meble, silniki spalinowe, pojazdy samochodowe, miedź rafinowana, druty, aparatura odbiorcza dla telewizji, konstrukcje do budowy mostów i łodzie. Największy udział w imporcie mają maszyny i urządzenia mechaniczne, metale, pojazdy oraz tworzywa sztuczne, a w szczególności części i akcesoria do pojazdów samochodowych, pojazdy samochodowe, oleje ropy naftowej, części do silników, leki, wyroby walcowane i artykuły z żeliwa lub ze stali, okucia, maszyny i urządzenia mechaniczne. (PAP) luo/ son/

podobne: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji

…Trudno nie być zadowolonym z inwestycji w kraju który nie posiada konkurencyjnej gospodarki a jego siła robocza wyemigrowała głównie pracować na niemiecką gospodarkę. Wszystko dzięki „unijnym” regulacjom, które są narzucane wszystkim naokoło, ale Niemcy mają je gdzieś. Trudno się jednak temu dziwić, skoro UE to ich projekt uczynienia z otaczających Niemcy gospodarek peryferyjnymi (dostawcą surowców, bądź produktów nisko przetworzonych) aby tylko nie zdechły i były rynkiem zbytu dla niemieckiej produkcji (Deutschland über alles! oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców)… Odys

polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.

2. USA – Senat zgodził się na „szybka ścieżkę” w negocjacjach handlowych.

PAP – Świat 23 Maj 2015, 4:02 Waszyngton (PAP) – Mimo sporych zastrzeżeń Demokratów, Senat USA przyjął w piątek ustawę, która wyznacza administracji Baracka Obamy priorytety w negocjacjach handlowych z UE oraz krajami Azji i Pacyfiku i przewiduje tzw. szybką ścieżkę aprobaty umów handlowych przez Kongres.

Ustawa uchwalona stosunkiem głosów 62:37 jest dużym zwycięstwem administracji i osobiście prezydenta Baracka Obamy, który od dłuższego czasu apelował o jej uchwalenie.

Ustawa, pod warunkiem, że uzyska jeszcze poparcie Izby Reprezentantów (gdzie napotka najprawdopodobniej na silny opór), znacznie ułatwi Obamie prowadzenie negocjacji handlowych, które są jednym z priorytetów jego drugiego mandatu w Białym Domu. Tymczasem do końca nie było wiadomo, czy ustawę poprą Demokraci, których większość podziela obawy związków zawodowych, że umowy handlowe, a zwłaszcza liberalizacja handlu z Azją, są zagrożeniem dla krajowej produkcji i miejsc pracy w USA.

Przyjęta w Senacie ustawa, o którą Obama apelował od ponad roku, zakłada, że po zakończeniu przez administrację USA negocjacji handlowych, Kongres będzie mógł w głosowaniu zaaprobować lub odrzucić umowę, ale nie będzie mógł już wnosić do niej poprawek. Bez takich gwarancji administracja miałaby znacznie mniejsze pole manewru w negocjacjach. Partnerzy nie chcieliby bowiem iść na ustępstwa, obawiając się, że Kongres i tak zmieni później to, co zostało ustalono z rządem USA.

Administracja USA prowadzi obecnie negocjacje dwóch dużych umów handlowych. Pierwsza to Transatlantycka Umowa o Wolnym Handlu i Inwestycjach z Unią Europejską (TTIP), która jak oceniają unijni dyplomaci w Waszyngtonie, jest wciąż na etapie dość „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”.

Znacznie bardziej posunięte, praktycznie już na ukończeniu są negocjacje w sprawie Umowy o Partnerstwie Transpacyficznym (tzw. TPP), która obejmuje, poza USA, 11 krajów Azji i Pacyfiku – Australię, Brunei, Kanadę, Chile, Japonię, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur i Wietnam – ale bez Chin. I to na tej umowie skoncentrowały się w ostatnim czasie dyskusje w Kongresie na temat potencjalnych negatywnych konsekwencji umów handlowych dla amerykańskich pracowników. Demokraci wskazywali, że na skutek liberalizacji handlu i przenoszenia przedsiębiorstw za granicę amerykański sektor przemysłowy stracił 5 mln miejsc pracy od 1994 roku.

Ostatecznie, po intensywnych rozmowach w ostatnich dniach, administracji USA udało się przekonać Demokratów do poparcia ustawy o szybkiej ścieżce.

Obama obiecywał im, że „podpisze tylko taką umowę, która pomoże zwykłym Amerykanom”. Zgoda na „szybka ścieżkę”, nie daje mu jednak żadnych gwarancji, że uzyska niezbędną większość na akceptację już wynegocjowanych umów handlowych. Część parlamentarzystów domaga się, by w umowie TTP przyjąć zapisy umożliwiające karanie partnerów handlowych USA, którzy „manipulują walutami” (chodzi o rzekome sztuczne utrzymywanie niskiego kursu wymiany swojej waluty na dolary, by uczynić swój eksport bardziej opłacalnym).

Paradoksalnie Obama może w sprawie umów TTP,czy TTIP liczyć bardziej na opozycję, gdyż Republikanie są tradycyjnie partią bardziej prorynkową i przychylną umowom o wolnym handlu. Ale znacznie więcej uwagi, zarówno administracja jak i Republikanie, poświęcają umowie z Azją, a nie umowie z UE.

Wielu obserwatorów, w tym także unijni dyplomaci w Waszyngtonie, przyznaje, że prace nad umową TTIP z UE są wciąż na etapie „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”. Powątpiewali więc, by Obamie udało się do końca kadencji sfinalizować negocjacje z UE uwagi na piętrzące się trudności.

W UE wiele kwestii wywołuje społeczne wątpliwości, jak np. mechanizm rozwiązywania sporów na linii inwestor – państwo, czy sprawa żywności modyfikowanej genetycznie (GMO), w tym np. przemysłowych metod hodowli kurczaków i obecności hormonów wzrostu w wołowinie. Z kolei USA, które liczą na znaczny wzrost importu swych towarów rolnych, wykluczają, by umowa handlowa z UE mogła nie obejmować rolnictwa.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP) icz/ jm/

…Amerykanie przyspieszają wiązanie ze sobą gospodarczo Europy, bo Chiny również na tym kierunku przyspieszają (o czym więcej tu: Jacek Bartosiak i geopolityka: Niemcy-Chiny-Rosja-USA) w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Widać jednak że ważniejszy kierunek to Azja, gdzie USA umyśliła sobie oderwać od Chin ich naturalnych partnerów handlowych. Póki co Niemcy (w ramach UE) mają w czym wybierać 🙂 (Odys)

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO. i to: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Kolejny etap globalizacji. W 2014 r. zacznie powstawać projekt ws. strefy wolnego handlu UE-USA

3. OECD: Pogłębia się rozwarstwienie między biednymi a bogatymi.

PAP – Świat 21 Maj 2015, 15:37 Paryż (PAP/AFP,AP,Media) – Pogłębia się przepaść między biednymi a bogatymi – wynika z najnowszego raportu OECD. W 34 krajach członkowskich organizacji najbogatsze 10 proc. ludności posiada 9,6 razy więcej niż najbiedniejsze 10 proc. Takie rozwarstwienie zagraża wzrostowi gospodarczemu.

Według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), który opublikowano w czwartek w Paryżu, nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi osiągnęły rekordowy poziom.

„Osiągnęliśmy punkt krytyczny. Nierówności w krajach OECD, jeszcze nigdy od kiedy zaczęliśmy je mierzyć, nie były tak duże” – powiedział sekretarz generalny organizacji Angel Gurria, prezentując raport u boku komisarz UE ds. zatrudnienia Marianne Thyssen.

Standardowa miara nierówności nie istnieje, ale większość wskaźników sugeruje, że podczas kryzysu finansowego tempo pogłębiania się nierówności spadło, natomiast obecnie znowu się zwiększa. Według raportu dzieje się tak, ponieważ w krajach o największych nierównościach występuje jeszcze głębsza przepaść w poziomie edukacji, co skutkuje mniej wykfalifikowana siłą roboczą.

Jednym z czynników, które składają się na rosnącą nierówność jest wzrost tzw. pracy niestandardowej, obejmującej umowy śmieciowe i samozatrudnienie. Według OECD od połowy lat 90. do 2013 roku ponad połowa wszystkich tworzonych miejsc pracy w 34 państwach członkowskich dotyczyła pracy niestandardowej. Gospodarstwa domowe zależne od takiej pracy wykazują wyższy wskaźnik ubóstwa niż pozostałe i to właśnie prowadzi do narastania nierówności. Jednocześnie ponad połowa zatrudnionych na umowach śmieciowych to ludzie poniżej 30. roku życia.

Ponadto systemy podatkowe i zasiłków są coraz mniej skuteczne pod względem redystrybucji dochodu.

Według raportu jednym z nielicznych obszarów, na których nierówności nie pogłębiały się w ostatnich 30 latach, jest Ameryka Łacińska, mimo że wyjściowy poziom nierówności był tam o wiele wyższy.

OECD podkreśla, że największe znaczenie dla zahamowania rozwarstwiania się społeczeństw ma aktywność skierowana na podnoszenie standardów życia najbiedniejszych grup ludności, zwłaszcza 40 procent najuboższych – twierdzi BBC.

Profesor Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2001 roku za analizę rynków z asymetrią informacji, powiedział BBC, że nierówności nie są wynikiem braku edukacji. „W ostatnich 15 latach widzimy, iż dochody nawet tych, którzy ukończyli szkołę wyższą, stoją w miejscu. Prawdziwym problemem jest to, że zasady gry są ułożone dla monopolistów, prezesów korporacji”.

„Obecnie prezesi dostają z grubsza 300 razy więcej niż zwykli robotnicy, a ten mnożnik wynosił niegdyś 20, 30. Żaden wzrost produktywności nie usprawiedliwia takiej zmiany relatywnego wynagrodzenia” – podkreślił Stiglitz.

Jak pisze AFP, dla zmniejszenia nierówności i stymulowania wzrostu OECD zaleca rządom promowanie w pracy równości między płciami, zwiększenie dostępności stabilnych miejsc pracy i zachęca do inwestowania w edukację i szkolenie.

Najwyraźniejsze nierówności w krajach OECD, mierzone współczynnik Giniego, występują w Chile (0,50), Meksyku (0,48), Turcji (0,41), USA (0,40) i Izraelu (0,38), a najmniejsze w Danii, Słowenii, Słowacji i Norwegii (0,25) oraz w Czechach (0,26). W Polsce współczynnik Giniego wyniósł w 2012 roku 0,30 i był niższy niż średnia dla krajów OECD, wynosząca 0,32.

Nierówności widać wyraźnie w wielkich rozwijających się gospodarkach, ale w niektórych krajach są one skutecznie redukowane, zwłaszcza w Brazylii – zaznaczono w raporcie.

Redystrybucja poprzez opodatkowanie jest również skutecznym sposobem na zmniejszenie nierówności – głosi raport i dodaje, że skuteczność mechanizmów redystrybucji w ostatnich dziesięcioleciach zmalała w wielu krajach. (PAP) klm/ ap/

…co za lewacki bełkot usprawiedliwiający lewicowe podejście do gospodarki… Na początek trzeba sobie powiedzieć że same nierówności nie są niczym złym. To naturalny skutek różnic jakie występują między ludźmi w ich zdolnościach, predyspozycjach i efektywności w pracy fizycznej oraz umysłowej. Problemem nie są nierówności ale brak efektu zrównoważonego rozwoju na wszystkich poziomach społecznych. Spora część ludzi jest po prostu pozbawiona partycypacji w bogaceniu się i to nie ze względu na brak wykształcenia bo przecież nie brakuje ludzi wykształconych żyjących w biedzie.

Bardziej pracowity i lepiej przystosowany umysłowo do pracy człowiek ma nie tylko prawo zarabiać więcej, ale ma również większe prawo do zajmowania eksponowanego i odpowiedzialnego stanowiska na rynku pracy. To właśnie tacy ludzie napędzają gospodarkę ciągnąc innych za sobą i tworząc miejsca pracy. Przecież to właśnie bogaci tworzą miejsca pracy! Skoro potrafili się dorobić to stanowią doskonały przykład na to że samemu można się dorobić (wystarczy naśladować ludzi sukcesu). Problem nie leży w samym istnieniu nierówności ale właśnie w ich sztucznym niwelowaniu (tzw. redystrybucji) która jest jawną niesprawiedliwością a ponadto jest nieefektywna i szkodliwa dla gospodarki a najbardziej dla najuboższych, ponieważ zaniża poziom rozwoju zrównując zdolnych i pracowitych z mniej zdolnymi i mniej pracowitymi. Środki przesuwane z efektywnych do nieefektywnych grup pracowników są po prostu przejadane i marnowane. Na dodatek często odbywa się to w sposób przymusowy i kosztowny za pośrednictwem aparatu państwowego który wycina sobie (przy pomocy podatków i „składek” na różnego rodzaju przymusowe fundusze jak zdrowotny czy emerytalny) z tego tortu cudzej pracy spory kawałek dla siebie tylko dlatego żeby resztę oddać w swoim mniemaniu pokrzywdzonym ludziom. Główną przyczyną nie są „umowy śmieciowe” czy samozatrudnienie (co za bzdura! żeby zarabianie na siebie wskazywać jako problem). Problemem pogłębiających się nierówności jest rabunkowa polityka państwa które tak naprawdę zabrane na „redystrybucję” pieniądze obywateli w części przeżera (na administrację), a w drugiej marnuje (na państwowe często nikomu niepotrzebne „inwestycje”) lub po prostu kradnie (korupcja i defraudacja).

Jedyna uwaga z którą się zgadzam to nadmierny rozrost różnego rodzaju monopoli. Tyle że ich powstawanie nie ma nic wspólnego z istnieniem nierówności jako takiej, a jest spowodowane interwencjonizmem państwowym który tworzy prawo chroniące pewne grupy interesów przed konkurencją – często właśnie pod pretekstem „wyrównania” jakichś szans na rynku, albo pod pozorem ochrony „strategicznych interesów”, uniemożliwiając tym samym normalną konkurencję która jest naturalnym mechanizmem antymonopolowym… Za pogłębianie się nierówności odpowiadają rządy i ich niekompetencja w tworzeniu takich a nie innych warunków prawnych dla prowadzenia biznesu.

Proszę zauważyć, że choć wśród krajów rozwiniętych największy odsetek ich władz stanowią rządy socjalistów – teoretycznie walczących o „sprawiedliwy podział dóbr”, to efekt ich polityki jest dokładnie odwrotny od deklarowanego, bo tak właśnie działa tzw. „redystrybucja”. Jest to tylko pretekst dla ordynarnego złodziejstwa a wytworzone w ten sposób skrajne nierówności wykorzystuje się do napuszczania biednych na bogatych. Polecam lekturę ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli... (Odys)

podobne: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Szczyt (hipokryzji) w Petersburgu czyli… „G20″ o „stymulowaniu wzrostu gospodarczego” a także: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.  polecam również: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne


Nam ZalezyZ Wiplerem o gospodarce – część 3: bieda i rozwarstwienie społeczne

„Różne są przyczyny niepowodzeń polityki niwelacji pogłębiających się nierówności społecznych. Niektórzy autorzy tłumaczą to „powszechnym uznaniem ideału wolności co prowadzi do łatwiejszej akceptacji konkretnych nierówności” (Brand, 1995, s. 91). A właśnie równość obok wolności należy do podstawowych zasad demokracji. Jednak w praktyce politycznej społeczeństwa demokratycznego równość obywateli w sensie nie tylko: jeden człowiek – jeden głos, lecz w sensie równego dostępu do udziału w życiu politycznym i do stanowisk publicznych nie jest respektowana. Różnie też pojmowane jest i interpretowane pojęcie „równości wobec prawa”.

W praktyce życia politycznego wszyscy obywatele powinni być adresatami tych samych norm, ponieważ równość nie jest tożsama z identycznością podmiotów, a dotyczy jedynie jakiejś wspólnej istotnej cechy (Sandurski, 1988, s. 89). Tak więc ustawodawca, który przyznaje prawo wyborcze wszystkim dorosłym obywatelom, uznaje w ten sposób, że płeć, kolor skóry, religia itp. są cechami nieistotnymi z punktu widzenia dystrybucji tych właśnie uprawnień, podczas gdy wiek jest cechą istotną. Ze względu na charakter cech istotnych wyróżnia się trzy znaczenia równości: opisowe, ocenne i rozdzielcze. Równość w znaczeniu opisowym oznacza przynależność danych przedmiotowych do tej samej klasy wyróżnionej ze względu na cechę uznaną za istotną. Równość w znaczeniu ocennym oznacza przyznanie pewnym przedmiotom tej samej pozycji na skali określonej daną hierarchią wartości. Równość w znaczeniu rozdzielczym oznacza potraktowanie danych adresatów decyzji w ten sam sposób przy rozdziale uprawnień i obowiązków, kar i nagród, dóbr i obciążeń. Wymienione trzy znaczenia równości są ze sobą ściśle związane. Równość rozdzielcza opiera się na równości opisowej lub ocennej. Z nią też mamy do czynienia w kontekście filozofii politycznej i filozofii prawa, zarówno bowiem system prawny jak i polityczny reguluje dystrybucję uprawnień i obowiązków w państwie…”

„…W zależności od funkcjonującego w danym państwie systemu politycznego wykorzystuje się w praktyce życia społeczno-politycznego różne formuły dystrybucji owoców wzrostu gospodarczego. Mogą to być albo formuły egalitarystyczne albo formuły merytarne. Formułami egalitarystycznymi określa się takie formuły sprawiedliwości, które za punkt wyjścia przyjmują równość wszystkich osób objętych podziałem i w związku z tym nakazują po prostu dzielić po równo dostępne zasoby dóbr (formuła prostego egalitaryzmu) czy też odpowiednio po równo w stosunku do potrzeb danych jednostek (formuła racjonalnego skorygowanego egalitaryzmu). Natomiast formułami merytarnymi są takie, które za punkt wyjścia przy określeniu podstaw podziału przyjmują jakiś czynnik leżący po stronie podmiotu przyczyniającego się swym działaniem do dobra innych, czy dobra całego społeczeństwa. Jak trafnie podkreślają to niektórzy autorzy, formuła „każdemu po równo” ma pewne walory, ale także ma kilka negatywnych konsekwencji społecznych, z których na czoło wysuwa się jej działanie zniechęcające do twórczej inicjatywy w społecznych przedsięwzięciach oraz marnotrawstwo rozdzielanych dóbr, które nie w jednakowym stopniu są potrzebne poszczególnym członkom społeczeństwa (Ziembiński, 1992, s.101–103). Tak więc formuła „każdemu według jego wysiłku” jest w najprostszym ujęciu formułą merytarną, ponieważ premiuje wysiłki ponoszone dla dobra innych jednostek. Nie bierze jednak pod uwagę tego, czy wysiłki zostały uwieńczone odpowiednim efektem.

Z kolei formuła „każdemu według osiąganych wyników” ma co prawda walor stymulujący, ale pomija etyczny wymiar środków, które jednostkę doprowadziły do pożądanych wyników oraz warunki, w których przyszło jej pracować. Dramatyczność socjalistycznej formuły „od każdego według jego możliwości, każdemu według wyników jego pracy” polega na tym, że system socjalistyczny stwarzał takie stosunki produkcji, w których wyniki pracy okazywały się mierne, a możliwość rozwinięcia indywidualnych zdolności ograniczona. Tak więc walor stymulujący formuły „każdemu według jego pracy” może ujawnić się dopiero w warunkach odpowiednio efektywnego systemu gospodarczego. A takim dominującym na świecie systemem jest, krytykowany nie tylko przez lewicowych intelektualistów, kapitalizm (Luttwak, 2000, s. 20). Poszczególne państwa ingerują jednak – w mniejszym lub większym stopniu – w gospodarkę oraz starają się niwelować powstające i niestety coraz bardziej pogłębiające się w wielu krajach nierówności ekonomiczne i społeczne. Brak jest powszechnej zgody poglądów odnośnie tego czy w ramach demokracji liberalnej państwo powinno lub nie powinno pozostawić kwestii nierówności ekonomiczno-społecznych mechanizmom wolnego rynku (Jessop, 2002, s. 18; Karagiannis, Madjd-Sadjadi, 2007, s. 31). Przedstawiciele monetarystycznej szkoły chicagowskiej twierdzą, że państwo powinno w gospodarce pełnić głównie funkcję „nocnego stróża”, zapewnić ład i pokój, znośny wymiar sprawiedliwości, niskie podatki i takie reguły gry, które umożliwiałyby swobodną działalność sektora prywatnego (Friedman, 1984, s. 16).

Natomiast dyskusje politologów i ekonomistów toczą się często wokół pozornego – jak się wydaje – dylematu: wrogie państwo opiekuńcze czy przyjazne państwo wspierające przedsiębiorców prywatnych i oddolne inicjatywy społeczności lokalnych. Czy państwo opiekuńcze (welfare state) może jednak w nieskończoność rozszerzać zakres świadczeń społecznych i gwarantować każdemu obywatelowi minimum egzystencji? Okazuje się, że nie i zwykle nie jest to „silne” państwo, które potrafi stworzyć odpowiednie warunki dla przyspieszonego rozwoju gospodarczego. Takimi warunkami sine qua non jest sprawnie działająca administracja państwowa i wymiar sprawiedliwości, skuteczny system stanowienia i egzekwowania prawa, nie dającego się „obejść” poprzez korupcję czy polityczną presję grup interesu, szczególnie w odniesieniu do przestępstw gospodarczych. Kwestią wywołującą nadal spory jest pytanie czy państwo powinno być „małe” czyli nie ingerować w wiele sfer życia nie tylko gospodarczego, lecz także społecznego (np. edukację, system opieki zdrowotnej) czy „duże” czyli zaangażowane w gospodarkę i sferę społeczną? Niestety nie ma na to, jak również i innego tego typu pytania, jednoznacznych odpowiedzi, które można by wykorzystać w procesie udoskonalenia współczesnych państw demokratycznych (Powell (red.), 2008, s. 19–23; Gwiazda, 2007, s. 61–62).

W praktyce neoliberałowie dążą zwykle do ograniczenia roli państwa, a socjaldemokraci do rozbudowania jego funkcji. Realizacja obu tych koncepcji w praktyce wywołuje różne skutki. Nie sprawdza się także propagowana przez Anthony Giddensa koncepcja „trzeciej drogi”, która okazała się mało atrakcyjną i przede wszystkim nierealistyczną propozycją ulepszenia istniejącego systemu demokratycznego (Giddens, 1999, s. 62-65). Natomiast realizacja programu neoliberałów doprowadziła w szeregu krajach m.in. do tego, że demokracja w sferze politycznej ma ograniczone możliwości oddziaływania na sprawy gospodarcze (Mac Ewan, 2009, s. 20).

Skuteczna realizacja idei neoliberalizmu wymaga więc silnego państwa. Takie państwo potrzebne jest przede wszystkim po to, aby zagwarantować dominację własności prywatnej i mechanizmu rynkowego. Neoliberałowie zalecają więc dalsze usprawnienie państwa, które ich zdaniem, powinno polegać na wprowadzeniu mechanizmów rynkowych lub quasi rynkowych wszędzie tam, gdzie można to zrobić (Svenson, 2002, s. 43). Wiadomo jednak, że zarówno rynki jak i rząd są systemami niedoskonałymi: oba są też „tworami”, których nie można usunąć z rzeczywistości jaka nas otacza. (…) 

(…)Elity polityczne są w mniejszym lub większym stopniu zainteresowane łagodzeniem nierówności społecznych. We własnym interesie starają się nie dopuścić do protestów społecznych i osłabienia lub utraty swojej władzy. Często więc to właśnie nierówności społeczne są tym decydującym czynnikiem prowadzącym do przejścia w danym państwie z systemu autorytarnego do mniej lub bardziej demokratycznego. Takie przejście po prostu „opłaca się rządzącym elitom pod warunkiem, że utrzymają one swoją władzę, jeśli nie polityczną to ekonomiczną” (Acemogu, Robinson, 2005, s. 43). Brak gwarancji, że utrzymają one swoja dominację w sferze gospodarczej czyli w praktyce posiadany majątek i wysoko płatne stanowiska w korporacjach i spółkach skarbu państwa może hamować reformy polityczne i przejście do bardziej „zdemokratyzowanego” systemu sprawowania władzy. Widać to np. w Ameryce Łacińskiej, gdzie demokratyzacja napotykała i nadal napotyka na opór elit, chociaż w regionie tym występują największe nierówności społeczne i silne dążenia społeczeństw do wprowadzenia systemu demokratycznego. Dotychczasowe elity mogą nie chcieć scedować władzy w ręce demokratycznie wybranego rządu. Ich opór przeciwko wprowadzeniu nowego, demokratycznego systemu zwykle trwa dopóty, dopóki różne grupy społeczne i często skłócone ze sobą partie polityczne nie zjednoczą się i nie podejmą skutecznych działań w kierunku zmiany istniejącego status quo. Nie zawsze jednak „nowy” rząd, jak potwierdza to przykład Wenezueli, potrafi racjonalnie wykorzystywać znacjonalizowany przemysł i inne zasoby, aby jednocześnie nie doprowadzić do zniszczenia bazy dla przyszłego tworzenia dochodu narodowego (Grzegorowska-Gwiazda, 2010, s. 68) (…)

(…)doświadczenia wielu państw z lat 1990’ pokazują, że najlepszym lekarstwem na biedę okazał się wolny rynek – ograniczenie funkcji państwa na rzecz tworzenia nowych miejsc pracy. Biednym nie pomaga się przez skracanie czasu pracy, bo powoduje to podrożenie jej kosztów, co zmusza przedsiębiorców do ograniczania zatrudnienia. Nie pomaga się ubogim, ustalając sztywny – i niski – próg przechodzenia na emeryturę, gdyż ze wspólnej kasy płaci się ludziom, którzy mogliby się utrzymać sami. Nie pomaga się biednym, wydłużając urlopy macierzyńskie, przez co kobiety staja się mało konkurencyjne na rynku pracy. Nie pomaga się biednym na wsi, nie pozwalając na sprzedaż ziemi cudzoziemcom, gdyż powoduje to bezruch na rynku ziemi rolniczej, a zatem stagnację cen na niskim poziomie (Gwiazda, 2006, s. 69).

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć na podstawie analizy wybranych aspektów funkcjonowania współczesnych państw demokratycznych czy demokracja może lub czy nie może doprowadzić do niwelacji nierówności ekonomiczno-społecznych. Dotychczasowe osiągnięcia „państw dobrobytu” nie potwierdzają wyraźnego związku przyczynowego między nasilającym się interwencjonizmem państwowym a wzrostem dobrobytu przy jednoczesnej niwelacji nierówności społecznych (Saxer, 2009, s. 81-83)…”

całość tu: geopolityka.org

podobne: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” oraz:  Liberalizm – to działa! Czyli „Europa kładzie się do trumny” i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? polecam również: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce). i jeszcze: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie).

socjalizm-vs-kapitalizm

„Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie.


„Rząd pod­jął nie­dawno decy­zję o skie­ro­wa­niu Kon­wen­cji do raty­fi­ka­cji i nie­ba­wem zaj­mie się tym Pol­ski Par­la­ment. Wokół tej Kon­wen­cji trwa dys­ku­sja, która uka­zuje głę­bo­kie róż­nice sta­no­wisk. Środo­wi­ska femi­ni­styczne, w tym sto­wa­rzy­sze­nie Kon­gres Kobiet optują za jej raty­fi­ka­cją twier­dząc, że wzmocni ona ochronę kobiet. Kościół kato­licki, liczne orga­ni­za­cje pro­ro­dzinne i kobiece wska­zują nato­miast na ide­olo­giczny cha­rak­ter Kon­wen­cji, która zmie­rza ich zda­niem do pod­wa­że­nia zna­cze­nia mał­żeń­stwa, rodziny czy tra­dy­cyj­nej kul­tury, pod­kre­śla­jąc, że nasz kraj posiada wystar­cza­jące instru­menty prze­ciw­dzia­ła­nia przemocy.

W tej sytu­acji cało­ściowy raport uka­zu­jący w szcze­gól­no­ści kon­sty­tu­cyjne zastrze­że­nia odno­śnie Kon­wen­cji jest nie­zwy­kle ważny.

Z całym rapor­tem można zapo­znać się tutaj.

Koń­cowe wnio­ski Raportu są następujące:

Kon­wen­cja CAHVIO zawiera sze­reg roz­wią­zań budzą­cych istotne wąt­pli­wo­ści, zwłasz­cza natury konstytucyjnej.

1. Prze­pisy prawa pol­skiego zapew­niają kobie­tom, co naj­mniej jed­na­kowy stan­dard ochrony jak roz­wią­za­nia kon­wen­cyjne. Wyniki badań prze­pro­wa­dzo­nych przez Agen­cję Praw Pod­sta­wo­wych pozwa­lają twier­dzić, że sto­so­wane w Pol­sce roz­wią­za­nia są znacz­nie sku­tecz­niej­sze niż dzia­ła­nia podej­mo­wane w opar­ciu o zało­że­nia przy­świe­ca­jące Kon­wen­cji CAHVIO.

2. Sys­tem aksjo­lo­giczny zawarty w Kon­wen­cji, zakła­da­jący dzia­ła­nia z zakresu inży­nie­rii spo­łecz­nej, jest nie do pogo­dze­nia z pol­skim porząd­kiem konstytucyjnym.

3. Kon­wen­cja nie sta­nowi sku­tecz­nego instru­mentu zapo­bie­ga­nia i zwal­cza­nia prze­mocy wobec kobiet, ponie­waż twórcy Kon­wen­cji nie ziden­ty­fi­ko­wali rze­czy­wi­stych zagro­żeń i źródeł prze­mocy, uzna­jąc za źródło prze­mocy wobec kobiet nie­równe rela­cje wła­dzy pomię­dzy kobietą a męż­czy­zną i jed­no­cze­śnie cał­ko­wi­cie igno­ru­jąc lub mar­gi­na­li­zu­jąc czyn­niki, które real­nie warun­kują zacho­wa­nia prze­mo­cowe, takie jak 1) pro­blem alko­ho­li­zmu i innych uza­leż­nień 2) ero­zja czyn­ni­ków chro­nią­cych oraz 3) obec­ność prze­mocy w środ­kach maso­wego przekazu.

4. Doświad­cze­nia wyni­ka­jące z funk­cjo­no­wa­nia mecha­ni­zmu moni­to­ru­ją­cego bliź­nia­czej ide­owo ame­ry­kań­skiej Kon­wen­cji Belém do Pará wska­zują, że mająca dzia­łać na mocy Kon­wen­cji CAHVIO grupa GREVIO może słu­żyć wywie­ra­niu pre­sji w kie­runku lega­li­za­cji i upo­wszech­nie­nia aborcji.

5. Roz­wią­za­nia kon­wen­cyjne stwa­rzają kon­tekst nor­ma­tywny mogący pro­wa­dzić do roz­chwia­nia aksjo­lo­gicz­nych pod­staw pol­skiego ustroju, otwie­ra­jąc furtkę do kwe­stio­no­wa­nia chro­nio­nego kon­sty­tu­cyj­nie modelu rodziny oraz praw rodzi­ców do wycho­wa­nia swo­ich dzieci zgod­nie z wła­snymi przekonaniami.

6. Kon­wen­cja wpro­wa­dza dys­kry­mi­na­cję męż­czyzn i tym samym jest sprzeczna z kon­sty­tu­cyjną zasadą rów­no­ści wobec prawa oraz zasadą rów­no­ści płci.

7. Kon­wen­cja budzi istotne wąt­pli­wo­ści z per­spek­tywy kon­sty­tu­cyj­nych gwa­ran­cji prawa do obrony i prawa do sądu.

8. Raty­fi­ka­cja Kon­wen­cji wią­za­łaby się z pono­sze­niem przez Pol­skę istot­nych obcią­żeń finansowych.

Z tych wszyst­kich wzglę­dów raty­fi­ka­cja Kon­wen­cji CAHVIO jest wysoce nie­wska­zana” (s.57).”

źródło: konwencjinie.pl

miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.


Rasizm i nacjonalizm w jakimkolwiek wydaniu to zaprzeczenie wartości europejskich: wolności, równości, braterstwa, tolerancji, solidarności”.

„…choć dobro jest wartością wyższego rzędu jak prawda i prawda mu konstruktywnie służy, to prawda jest bardziej fundamentalną wartością i nie istnieje dobro, które by nie płynęło z prawdy, nie wyrażało prawdy i nie było prawdziwe.

Inaczej mówiąc, to zdanie to “prawda” – tylko że prawda lewacka. Lewacka, a więc ideologiczna, czyli konkurencyjna wobec idei, którymi kieruje się życie ludzkie, by mogło trwać. Lewacka, a więc przede wszystkim będąca zaprzeczeniem idei prawości, którą jest rozróżnianie dobra i zła, i świadomy i dobrowolny wybór dobra. Dobro lewackie też istnieje, ale jako “dobro” przez lewaków dekretowane.

Przedmiotowe zdanie prawdziwe może być tylko w definicjach lewackich, bo ani „wartości” z tych grup nie muszą sobie zaprzeczać (np. „wy” i „my” w polskim haśle „Za wolność waszą i naszą” – głoszącym tak samo „wolność”, i „równość”, i „braterstwo” – są w rzeczywistości nacjonalizmami. i Nadto świadomy i dobrowolny dobór ludzi w grupy według kryterium podobieństw (nawet rasowych) jest naturalnym samostanowieniem i nikogo nie krzywdzi, poza jednym przypadkiem – gdy jest motywowany zamiarem dzielenia – (zwłaszcza na nadludzi i podludzi – z traktowaniem obcych rasowo jako podludzi, a jakieś np. bydło, czy niewolników z góry przeznaczonych do  usługiwania panom).

One nie muszą mieć charakteru dobra i zła, a więc uprawniać to bezwzględne: „w jakimkolwiek wydaniu”, jak chcieliby lewacy. Przeciwnie – wymysł mieszania ras, nacji (wraz z ich kulturami) jest nienaturalny, a więc i krzywdzi, i to na wielu poziomach, a nadto demoralizuje , pozbawia tych “mieszanych” wolności i odpowiedzialności, nawet wynikającej z niej możliwości samostanowienia, rozbija potencjalną jedność i solidarność – jednych uprzywilejowuje, resztę za to dyskryminuje, a korzyści z tej zniewalającej dyskryminacji przejmuje ten co miesza, co wciąż zachowuje kontrolę nad tym mieszaniem, nad tym faktycznym dzieleniem, by rządzić, panować jako lewak i nadczłowiek funkcjonujący ponad prawem i pasożytować na zniewolonych.  

Lewactwo w Europie rozregulowało już dawno jej system ludzkich wartości – na długo przed masowym importem innych kultur. Kościół Katolicki np. atakowało już od dawna – to nie tylko rewolucja francuska, ale marksizm-engelsizm, leninizm, stalinizm i hitleryzm, czy dziś trockizm, liberalizm moralny i genderyzm. Rozsadzało go od środka – a to przez modernizm, a to przez SV II i jego posoborową interpretację w praktyce, zwłaszcza przez dzisiejszego papieża Franciszka, którego liczne wypowiedzi roją się od lewackich odniesień. Taki charakter konia trojańskiego w Kościele ma też ekumenizm w jego posoborowej interpretacji (z wyjątkiem Benedykta XVI) – to jego wykwitem jest dzisiejszy multikulturalizm rozsadzający Europę w jej fundamentach cywilizacyjnych.

Dzisiejszy atak lewactwa skupia się na coraz głębszym rozregulowaniu spajającego Europę systemu wartości. Tu lewactwo do wspólnot narodów europejskich wprowadziło nam swoje „zbrojne ramię” – muzułmanów, których z wielką łaskawością (uzurpatorskich właścicieli Europy) zrównało od razu w prawach z gospodarzami. Wszystko w imię haseł o „europejskich wartościach”, które przy tym zakłamało.  

Bo widać od razu wielkie kłamstwo tej piątce słów: “wolności, równości, braterstwa, tolerancji, solidarności”, że są “wartościami europejskimi”.  

Otóż nie są “wartościami europejskimi” (nawet nie patrząc na to, że “osiągnięcia” Europy od czasów rewolucji francuskiej nie mają “charakter europejskiego”, jako że Europa to tyle, co cywilizacja łacińska, zwana też cywilizacją zachodnią – tu jest jej charakter, tu jest jej tożsamość), bo nie wszystkie są wartościami. Taką nie-wartością w tej grupie jest tolerancja. To zawsze potrzeba polityczna, a nie ludzka wartość wyższego rzędu jak pozostałe z tej grupy.  

Charakter tolerancji jest ściśle polityczny – sięga po jakieś dobra materialne dla dogadzania sprawom cielesnym, użyciowym, a służyć ma sprawiedliwości, prawości i moralności, a zwłaszcza człowieczeństwu dojrzałemu i ludzkim świętościom, służyć ludzkim celom wyższym. Tolerancja w szczególności nie jest żadną formą dopuszczania jakiegokolwiek zła do naszego życia publicznego, czy jakimś godzeniem się na obniżenie jego standardów etycznych, ani nie może się przyczyniać do jakiegoś “równania w dół”, zaburzać procesów naszego dojrzewania w człowieczeństwie i procesów wspólnotowego “równania w górę”.  

Tolerancja “innych” nie ma innego uzasadnienia jak polityczne – będą innymi dokąd tylko nie przejdą pełnego procesu asymilacji.

– Dopóki są “inni” nie mieszamy się z nimi.

– Z „innymi” będziemy współpracowali i rywalizowali, a  przez to podnosili się w naszych funkcjach ściśle politycznych tam, gdzie nie mogą nam niczym zagrozić swoją “innością”, swoimi innymi celami;

– Rywalizujemy z nimi tylko jako dobrzy ludzie z dobrymi ludźmi i tylko w tym, kto lepszy – w ściśle określonych dziedzinach politycznych i przy jednakowo rozumianych zasadach moralnych życia publicznego.

– Aby tak było, to te zasady muszą być spójne. Te zasady muszą być wyrażające moralność możliwie najwyższą – taką oferuje tylko cywilizacja łacińska z jej spójnym systemem ludzkich wartości wyższego rzędu.

– Mało tego – te zasady muszą być wciąż otwarte na życie, na ciągłe wzrastanie i dojrzewanie, na sięganie po coraz większą doskonałość, po coraz wyższe ideały

– Nadto trzeba nam szanować odmienność podejścia do swojego człowieczeństwa – kwestie godności, sumienia, wychowania potomstwa, kultury, w tym religii…, a nad to wszystko świętości. Ale nie możemy ich jednakowo traktować – nie są to kwestie „humanizmu”, czy „praw człowieka” – tu nie może być żadnego zrównania, żadnego równouprawniania. Nie możemy tu wkraczać z krytyką ze swojego punktu widzenia, bo byłaby to agresja. Wolność religijna jest wartością wyższego rzędu jak wolność słowa.

– Może być tylko tolerancja „inności” (z którą wciąż się nie zgadzamy i musimy się nie zgadzać z powodu konieczności obrony własnej tożsamości) – tolerancja tylko w ograniczonych ramach i na naszych, gospodarzy warunkach, warunkach motywowanych racjonalnie i dalekowzrocznie, ramach określających dobro naszej, gospodarzy wspólnoty i ramach wyznaczających warunki współpracy „obcych” dla tego dobra i z umożliwieniem im szukania ich własnego dobra we wzroście dobra naszej, gospodarzy wspólnoty (nie żadnego „nadawania praw”, jak to pochopnie zaczęto praktykować).

– Już samo wprowadzanie tolerancji do zasad regulujących ludzkie współżycie jest barbarzyństwem – traktowaniem ludzi jak elementy maszyn, mechanicznie, odczłowieczająco

– W dawnej Europie „Nikt nikogo nie próbował nakłaniać do mieszania cywilizacji czy do jakiejś „tolerancji”. Tolerancja była naturalna, bo każda z  cywilizacji miała nastawienie pokojowe – każda żyła w swojej odrębności, nikomu nie dawała przywilejów, nikogo nie dyskryminowała”. http://niepoprawni.pl/blog/7113/to-dobry-czlowiek

– nie tolerujemy nikogo, kto łamie nasze zasady sprawiedliwości – mamy specjalne kodeksy prawne, które jej służą, nikogo, kto ma inne podejście do prawości i moralności (moralność nie dopuszcza innego podejścia do dobra jak wspólne dla wszystkich obywateli – nie ma też mowy o sianiu zgorszenia dla życia publicznego. Oparte o tą zasadę prawo służy sprawiedliwości i moralności przede wszystkim tym, że jest jedno dla wszystkich. Takie prawo stanowione przez ludzi może dotyczyć tylko kwestii ściśle politycznych).  

Tolerancja to przede wszystkim nie wartość tylko potrzeba – by mimo własnych sztywnych zasad ludzie mogli ze sobą współpracować w kwestiach politycznych. By mimo różnic w poglądach indywidualnych, a nawet w światopoglądzie, czy religii, życie publiczne mogło się toczyć zgodnie.

Ludzie są różni i jeszcze się zmieniają. Kiedy współżyją, współpracują ze sobą dla jakiegoś konkretnego celu – docierają się.  

Dokładnie to jest tak, jak z współpracującymi ze sobą elementami mechanicznymi – budując urządzenia tolerancję nawet planuje się z góry – jest wtedy, kiedy wymiary elementu określa się z pewną dopuszczalną niedokładnością wymiarów, aby elementy mogły ze sobą współpracować bez szkodliwego tarcia – bez blokad, zgrzytów, tarć, przegrzewań się, by nie dochodziło do zaognień, iskrzeń na stykach, by nie trzeba było gasić pożarów…

To wymaga wielu skomplikowanych procesów – są pasowania, docierania, tarcia, smarowania, chłodzenia, poślizgi, utwardzania, hartowania, czy odpuszczania, przegrzania, czy stopienia, są luzy, światła, bicia, stuki, zgrzyty, polerowania, zazębiania się dla zaplanowanej współpracy, dla spełniania swoich funkcji, dla spełniania celów urządzenia.

W tym celu trzeba się napracować, by elementy do współpracy odpowiednio dobrać.

Jest to nie tylko w mechanice – np. konie do zaprzęgu nie tylko dobiera się, by były podobne rozmiarami, siłą i charakterem, ale i uczy je współpracy w różnych okolicznościach przez długotrwałe ćwiczenia. Żołnierzy długotrwale uczy się, by stworzyli drużynę, by nabrali do siebie zaufania.

Tymczasem lewactwo chce tolerancję dekretować. Chce dekretować „zgodności” – potrzeb, celów, charakterów. Chce dekretować zaufanie (w tym lewackim sensie mówił o zaufaniu na Westerplatte Putin).

Mało tego – lewactwo chce narzucać swoje uprzywilejowania niektórym, a za to dyskryminacje innym (dla swoich celów ideologicznych) – czyli nie chce uwzględniać całej mądrości zasad natury i naukowo opisanych doświadczeń – chce trwać w swojej ignorancji, a na organizatorów życia, projektantów jego zasad dobiera osoby kierując się motywacjami osobistymi, indywidualistycznymi, koleżeńskimi, a nawet spiskowymi – by mieć stronników (zasada BMW – bierny, mierny, ale wierny), prywaty i partyjniactwa – bez względu na zdolność do służby, poświęceń dla wyższych celów, dla dobra wspólnego, często podłych, niemoralnych, bez podstawowej kwalifikacji do udziału w życiu politycznym (prawość). To ostatnie zresztą jest przeciwieństwem lewactwa – podkreśla, uświadamia, że lewaków nie wolno dopuszczać do życia politycznego, bo są w nim zdolni tylko do destrukcji i szkodnictwa innym ludziom, oraz pasożytnictwa, przestępstwa, gwałtu, terroru, tyranii, korupcji, zdrady i kłamstwa….”

całość tu: niepoprawni.pl

Diabeł i Anioł…receptą na powstrzymanie fali lewactwa jest rzecz jasna „sprywatyzowanie” ośrodków decyzyjnych, za pomocą których te idee rządzą dziś w świecie, bądź wytworzenie dla nich skutecznej alternatywy/konkurencji. Są to bowiem albo wprost państwowe ośrodki, albo są one przez owe państwo koncesjonowane, a więc zależne od decyzji administracyjnej przez co niejako muszą się władzy wysługiwać – o ile chcą istnieć i być współudziałowcem w zyskach z monopolu dzierżenia „racji”. Przywrócenie ludziom „dobrej woli” władzy nad własnym majątkiem, jaki jest im obecnie w ogromnym procencie zabierany pod postacią różnego rodzaju podatków, składek i opłat na rzecz państwa by być następnie rozdzielany przez wspomniane ośrodki w pierwszej kolejności im samym, oraz tym którzy z nimi współpracują, które jawnie służą jednej stronie jest więc nieodzowne.

Pomijam tu przyczynę dla której władza stała się rzecznikiem i obrońcą lewicowej ideologii, bo choć jest ona pierwszorzędna to nie każdy w nią wierzy, a przekonanie ludzi do masowego zwrócenia na nią uwagi (poprzez swoiste nawrócenie) może się odbyć WYŁĄCZNIE po odzyskaniu w pierwszej kolejności przez ludzi „dobrej woli” prawa decydowania o sobie i swoim majątku. Bo ewangelizacja na zasadzie kontrrewolucji, musi się odbywać na masową skalę poprzez media, a że obecnie większość tzw. mainstreamowych mediów została przez lewicę zawłaszczona, to trzeba stworzyć NOWE od początku do końca NIEZALEŻNE od już istniejącego systemu, a to wymaga ogromnego wysiłku finansowego. Tylko dzięki tym narzędziom ludzie prawi będą mogli budować i rozwijać własne ośrodki decyzyjne, całkowicie niezależne od obecnego systemu i mogące skutecznie konkurować z już rozwiniętym i pokaźnie finansowanym kolektywnym kłamstwem lewactwa. By trafiać ze swoim przesłaniem do szerszej rzeszy ludzi trzeba mieć czym do niego przemawiać.

Samoorganizowanie się prawej strony będącej obecnie w defensywie wymaga więc REALNYCH nakładów finansowych, i nie może się ten proces odbyć inaczej, jak przez odzyskanie prawa po pierwsze do własności a po drugie poprzez złamanie monopolu państwowego na informację. To z kolei wymaga zmian politycznych w ośrodkach władzy, gdyż żyjemy obecnie w społeczeństwie zetatyzowanym i zbiurokratyzowanym przez wspomniane państwo (za pomocą różnego rodzaju nici zależności biznesowo-politycznych), które skutecznie zinwigilowało i zawłaszczyło pokaźną część realnej gospodarki, mediów, jak i życia społecznego. Wymiana aparatu politycznego, który sam z siebie nie jest zainteresowany żadną zmianą jest zatem kluczowa.

…Odys

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Pułapki tolerancji i dialogu”, czyli komunizm „z ludzką twarzą”. oraz: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów. i to: Rektor KUL wzywa do poszukiwania prawdy. a także: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? polecam również: Andrzej Talarek: O nazywaniu rzeczy i spraw po imieniu, czyli o poprawności politycznej inaczej i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? a także: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych   polecam również: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!

Jean Marc Nattier - Alegoria. Sprawiedliwość walczy z Niesprawiedliwością

Jean Marc Nattier – Alegoria. Sprawiedliwość walczy z Niesprawiedliwością

I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz)


„Konwencja Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (CAHVIO) wywołuje w społeczeństwie polskim wielki niepokój i kontrowersje. Jej zwolennicy twierdzą, że przeciwdziałanie przemocy podniesie na wyższy poziom. Przeciwnicy uważają natomiast, że pod pozorem przeciwdziałania przemocy projektuje nowy ład społeczny, w którym rodzina, małżeństwo, tradycja oraz kultura chrześcijańska będą zmarginalizowane. Drogą, jaka może prowadzić do wyjścia z tej konfrontacji, jest rzetelna analiza ww. konwencji oraz szeroka dyskusja na ten temat, z poszanowaniem głosów sprzeciwu szerokich grup polskiego społeczeństwa. W analizie i dyskusji należy naszym zdaniem uwzględnić następujące aspekty:

1. Konwencja narusza istotę i powagę konstytucyjnych wartości poszanowania małżeństwa i rodziny, tradycji, gwarancji dla wychowawczej roli rodziców oraz nie jest bezstronna światopoglądowo.

2. W 2010 roku została głęboko znowelizowana ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która w prezentowanej publicznie opinii rządu wprowadziła optymalne rozwiązania prawne. Spowodowały one, że przeciwdziałaniem przemocy zajmują się w większym niż poprzednio stopniu służby socjalne, policja, sądy, nauczyciele i wychowawcy. W każdej gminie powstał zespół interdyscyplinarny zajmujący się tym zagadnieniem. Wiele opinii wskazuje, że istniejące przepisy w tym zakresie już są nadmierne.

3. Z analizy prawnej konwencji CAHVIO wynika, że nie zawiera ona żadnych nowych i lepszych rozwiązań prawnych od już istniejących w polskim prawie i praktyce działania właściwych instytucji. Dokument można znaleźć pod adresem: http://www.ordoiuris.pl Z uwagi na fakt, iż problem przeciwdziałania przemocy w Polsce od lat posiada wysoką rangę, a konwencja CAHVIO nie wprowadza w tej dziedzinie nic nowego, proponujemy podjęcie szerokiej dyskusji, jaki model społeczny jest w niej de facto projektowany. Wiele analiz prowadzi do wniosku, że jej zasadniczym celem jest radykalna zmiana życia społecznego i demontaż rodziny. Takie wnioski płyną np. z konferencji naukowej zorganizowanej w Sejmie RP. Dokument z tej konferencji jest na stronie: http://www.stowarzyszeniefidesetratio.pl Konieczne jest rozważenie m.in.: 1. Jeżeli konwencja CAHVIO stanie się obowiązująca, jakie będą konsekwencje wprowadzenia genderowej definicji płci, która pomija aspekt obiektywnych, biologicznych różnic pomiędzy kobietą, a mężczyzną. Art. 3 c konwencji mówi: „Płeć społeczno-kulturowa” oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet i mężczyzn. 2. Jakie stereotypy nasze państwo zamierza wykorzeniać, a jakie promować w kontekście art. 12.1, o ile konwencja zostanie ratyfikowana? Czy nie zachodzi tutaj poważna kolizja z chronionymi przez Konstytucję RP „stereotypowymi” wspólnotami takimi jak małżeństwo i rodzina? Artykuł ten rodzi obawy, że relacje stereotypowe (m.in. małżeńskie i rodzinne) będą „wykorzeniane” na rzecz relacji niestereotypowych, np. promujących samotne wychowanie dzieci czy związki jednopłciowe. Jakie konsekwencje społeczne i indywidualne wywoła ta zmiana, co to oznacza dla naszego rozwoju społecznego i gospodarczego? Art. 12.1 brzmi: Strony stosują działania niezbędne, by promować zmianę społecznych i kulturowych wzorów zachowań kobiet i mężczyzn, w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn. 3. Dlaczego konwencja CAHVIO sytuuje zapobieganie przemocy w kontrowersyjnym kontekście ideologicznym i przyjmuje skrajne przekonania feministyczne o „walce płci”, zmierza do podważenia struktur społecznych opartych na różnych rolach kobiet i mężczyzn, np. rodziny? Jakie badania naukowe potwierdzają jej stanowisko? W preambule konwencji czytamy:

„Uznając, że przemoc wobec kobiet jest przejawem nierównych stosunków władzy między kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, które doprowadziły do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji kobiet, a także uniemożliwiły pełne usamodzielnienie kobiet.”

4. Dlaczego konwencja wprowadza dyskryminację mężczyzn, co jest sprzeczne z konstytucyjną zasadą równego traktowania oraz równości płci i jakie będą tego następstwa? Art. 4.4. mówi: W myśl postanowień niniejszej konwencji szczególne środki, niezbędne, by zapobiegać przemocy ze względu na płeć i chronić przed nią kobiety, nie są uznawane za dyskryminujące.

5. Jakie dla polityki społecznej oraz wolnych wyborów kobiet będą skutki zapisów konwencji zmierzające do popierania wyłącznie ich pracy zawodowej, która ma im zapewnić samodzielność. Art. 6.: Strony zobowiązują się uwzględniać perspektywę płci społeczno-kulturowej(!?) w toku wdrażania i oceniania wpływu postanowień niniejszej konwencji oraz zobowiązują się promować i wdrażać politykę równości kobiet i mężczyzn oraz pełnego usamodzielnienia się kobiet.

6. Jakie konsekwencje konwencja CAHVIO wprowadza w zakresie konstytucyjnych gwarancji praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami (art. 48 Konstytucji RP) oraz prawidłowego rozwoju dzieci i młodzieży? Art. 14.1. mówi: Strony podejmują, gdy to właściwe, działania niezbędne, by wprowadzać do programów nauczania na wszystkich etapach edukacji, dostosowane do etapu rozwoju uczniów, treści dotyczące równości kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról społeczno-kulturowych […] oraz art. 14.2: Strony podejmują niezbędne działania, by promować zasady, o których mowa w ustępie 1, w ramach nieformalnego uczenia się, w ramach działalności sportowej, kulturalnej i rekreacyjnej oraz w mediach.

7. Należy wyjaśnić sprzeczności pomiędzy zapisem w preambule konwencji: „uznając, że przemoc domowa dotyka kobiety w nieproporcjonalnie większym stopniu…” a badaniami CBOS, które tezy tej nie potwierdzają:  Przemoc i konflikty w domu CBOS BS/82/2012

8. Dlaczego konwencja ignoruje takie przyczyny przemocy wobec kobiet, jak postępujące rozluźnienie obyczajowe, łatwa dostępność pornografii i erotyzacja wizerunku kobiet, przemoc w środkach przekazu, kwestie nadużywania alkoholu i korzystanie z narkotyków?

9. Jaki wpływ na suwerenność Polski w kwestiach moralnych będzie mieć podleganie międzynarodowej grupie ekspertów GREVIO, której zadaniem będzie wdrażanie konwencji i jej interpretacja? Czy nie jest to sprzeczne z Konstytucją RP i Uchwałą Sejmu z 11 kwietnia 2003 r., która stwierdza: Zmierzając ku integracji z innymi krajami europejskimi w ramach Unii Europejskiej, w obliczu zbliżającego się referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, że polskie prawodawstwo w zakresie moralnego ładu życia społecznego, godności rodziny, małżeństwa i wychowania oraz ochrony życia nie podlega żadnym ograniczeniom w drodze regulacji międzynarodowych.

10. Dlaczego sugeruje się społeczeństwu, że deklaracja rządu wystarczy dla zabezpieczenia, by konwencja CAHVIO była stosowana zgodnie z przepisami Konstytucji RP? Tymczasem art. 78.1. konwencji jednoznacznie mówi: Nie można składać żadnych zastrzeżeń w odniesieniu do jakichkolwiek postanowień niniejszej konwencji, z wyjątkami określonymi w ustępie 2 i 3. (Wyjątki te nie są istotne z punktu widzenia konwencji i nie dotyczą jej kontrowersyjnych zapisów). Konieczne jest też poinformowanie opinii publicznej o kosztach materialnych wprowadzenia konwencji oraz o braku zobowiązania do jej ratyfikacji, czego wiele krajów nie dokonało.

Z wyrazami szacunku (-) Antoni Szymański (-) Paweł Wosicki Członkowie Zespołu ds. Rodziny, Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski – Warszawa, 29.10.2014 r.”

źródło: naszdziennik.pl

podobne: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja „publicznej TV” i zdrada „Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki.

„W jaki sposób feministki manipulują, usiłując przekonać nas do akceptacji dla tzw. konwencji przemocowej? Jaka jest prawda o skali przemocy wobec kobiet? Jak można jej naprawdę przeciwdziałać? Prawda o przemocowej Konwencji! Zobacz jak okłamują nas feministki

Adrian Borda - Daję ci moje serce

Adrian Borda – Daję ci moje serce

Człowiek od wieków krzywdzi drugiego człowieka (nie tylko ze względu na płeć i nie tylko w rodzinie). To było jest i będzie zawsze obrzydliwe a szczególnie przykro o tym czytać kiedy dotyczy to małżeństwa. Jakbyśmy się jednak nie starali o tym mądrze mówić, to nie da się rozwiązać tego problemu za innych (każda relacja jest wyjątkowa) o ile ludzie sami nie wykażą się roztropnością i wstrzemięźliwością w tym „łapaniu byka za rogi”, jak się dziś często określa wchodzenie w związki, gdzie tę sferę życia intymnego traktuje się jak jakiś sport (zapominając że w sporcie wygrywa TYLKO silniejszy i sprawniejszy fizycznie).

Uważam że właśnie sprowadzenie w opinii publicznej relacji damsko męskich do pseudopsychologii spod znaku „wojny płci” i epatowanie „rywalizacji” na tym polu (gdzie jedna strona musi coś udowadniać innej dla własnej próżności) i przedstawianie tych relacji w oderwaniu od duchowości i poczucia obowiązku jest główną przyczyną błędów w komunikacji między mężczyzną a kobietą w związku. Niestety towarzysząca temu zjawisku medialna a od niedawna wręcz „coolturowa” „edukacja” w postaci z jednej strony nakręcania spirali „wojny płci” gdzie jedna strona stara się wyzyskać drugą stronę (jak przedmiot do zabawy), a z drugiej strony epatowanie wzorem serialowej idealnej „miłości” (która jest bajeczką dla naiwnych) tylko pogłębia frustrację i zagubienie – zwłaszcza wśród młodych ludzi przesiąkniętych tą propagandą od najmłodszych lat. To w konsekwencji wywołuje agresję mężczyzn i kobiet w związkach gdzie ten „nowoczesny” (materialistyczny) model ciężko zastosować bez słusznego buntu jednej ze stron, bo nikt nie lubi być traktowany jak mięso do klepania na kotlet (przynajmniej nie 24 godz na dobę 😉 kiedy wolno to nawet trzeba – nie piszę tu o biciu) a z drugiej strony jak orny wół lub osioł, bądź jeleń (dość jednoznaczne dookreślenia).

Cyril Rolando - Należysz do mnie

Cyril Rolando – Należysz do mnie

Miłość i związek to ciężka orka! Zawsze tak było, jest i będzie. Najważniejsze to wiedzieć jak tę orkę owocnie „uprawiać” i dobrać sobie do tej pracy taką drugą połówkę, która również ma tego świadomość. Jak to możliwe że ludzie często inteligentni i wykształceni trafiają do związków gdzie „druga połówka” jest kompletnie nieprzygotowana do życia (bądź to z kobietą, bądź z mężczyzną)? Bo wykształcenie ani edukacja (czy „fascynacja” drugą osobą – „kochanie za dwoje”) nie są tym co ostatecznie związek spaja. Czynniki najważniejsze to DOJRZAŁOŚĆ (mądrość życiowa) i ODPOWIEDZIALNOŚĆ (nie tylko materialna!) które w połączeniu z SZACUNKIEM i OFIARNOŚCIĄ stanowią nieodzowny element miłości do drugiego człowieka. Inaczej nie ma się co dziwić że że w miejsce miłości wchodzi coś co jest firmowane pod znakiem „nowoczesnego społeczeństwa” a co należy określić jako „róbta co chceta” a nawet więcej róbta! czyli najordynarniejszy rodzaj destrukcyjnego egoizmu. To że ludziom inteligentnym zdarzają się na tym polu „pomyłki” to nie jest przypadek a po prostu wynik błędu (przed)wcześniej podejmowanych pochopnych (pod wpływem emocji) decyzji, ergo WŁASNEJ nieodpowiedzialności a czasem wręcz zwierzęcego popędu. Oczywiście należy pamiętać o tym, że nie we wszystkich przypadkach chodzi o ten sam „detal”…

„Miłość to nie chwilowe uczucie, poryw serca, ale stan, świadomy wybór, o który trzeba dbać. Podstawą wyrażania miłości są czyny i słowa. Wiele związków rozpada się, ze względu na brak znajomości podstaw wzajemnej komunikacji. Inaczej mężczyźni komunikują swoje potrzeby, inaczej kobiety. Jak ze sobą rozmawiać, aby się rozumieć? Odpowiedzi na te pytania udziela autor najpoczytniejszych w Polsce książek z zakresu rodziny i płciowości doc. dr inż. Jacek Pulikowski. Rejestracja video: ks. Sławomir Kostrzewa” – O problemach komunikacji między kobietami a mężczyznami, cz. 1 – doc. dr inż Jacek Pulikowski

PS. błędów nie popełnia tylko ten kto nic nie robi 😉 Okres narzeczeństwa przed małżeństwem w dzisiejszych czasach coraz bardziej wskazany. Tak jak i opieranie się o życiowe wzorce (byle nie „telewizyjne”) których pełno naookoło bo nasi dziadkowie czy pradziadkowie w zdecydowanej większości to ludzie którzy kochali się (z różną intensywnością i nie bez chwil zwątpienia – ale jednak!) przez całe życie tylko w sobie (po grób).

podobne: W jedności siła. Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się i uzupełniają. oraz: „Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY” i to: Kobiety PO przeciwko Korwin-Mikkemu kontra Kacper Krojna „w obronie zdrowego rozsądku”.

Polecam również wykład/kazanie o prawdziwym „mężczyźnie wojowniku„, który jest w permanentnej wojnie ze światem w obronie swojej kobiety przed tym co w nim złe i że ta walka o względy kobiety nie może się opierać na przemocy i niewoleniu osoby którą powinno się chronić. Mężczyzna nie powinien wykorzystywać swojej siły i męskości do tego by nad kobietą panować (o znęcaniu się nie wspominając), ale powinien on być dla niej podporą i twardą ziemią po której powinna chcieć z własnej woli stąpać – zwłaszcza że czasem kobiety mają tendencję do odrywania się od ziemi i szybowania w obłokach 😉  – Droga wojownika: Mężczyzna wojownikiem – ks. Piotr Pawlukiewicz. (i jeszcze jedno tu: ks. Piotr Pawlukiewicz – życie to bitwa)

…Odys  Rodzina

W krainie deszczowców..

Według badań Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej (Agency for Fundamental Rights) w 2012 roku w Irlandii 14% kobiet było ofiarą przemocy fizycznej zadanej przez partnera. 6% kobiet padło ofiarą przemocy seksualnej a 31% przemocy psychicznej.

Gazeta Irish Times (8 października) przytacza dane za organizacją charytatywną, Women’s Aid mówiące o tym, że w zeszłym roku 1/3 jej nowych klientów to imigrantki. Organizacja ta zajmuje się pomocą kobietom, które są ofiarami przemocy domowej. Margaret Martin, dyrektorka Women’s Aid, zauważa że przemoc domowa którą padają imigrantki nie różni się od tej, której padają Irlandki. Podkreśla jednak, że imigrantkom, a szczególnie tym niedawno przybyłym, jest trudniej z powodu braku siatki znajomych, rodziny, oraz zwykłej niewiedzy do jakich instytucji mogą się zgłosić z prośbą o pomoc. Do tego również dochodzi brak znajomości języka. Problemy imigrantek bywają bardziej skomplikowane w przypadkach gdy kobieta uciekła ze swego kraju do Irlandii od katującego ją partnera oraz szczególnie wtedy, gdy on…

View original post 152 słowa więcej

Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?


Co jest lepsze: równość czy hierarchia? Co jest lepsze: monarchia czy demokracja? Co jest lepsze: kościół protestancki czy katolicki? Co jest lepsze: rodzina patriarchalna czy nowoczesna?

Równość z hierarchią toczy bój od niepamiętnych czasów. Na te dwa sposoby ludzie mogą organizować stosunki między sobą. Ostatnimi czasy, zwłaszcza w wymiarze wyobraźni i tego co uważamy za słuszne, równość osiągnęła ostatecznie zwycięstwo.

To równość jest marzeniem i celem. To ona była odwiecznym pragnieniem wszystkich bohaterów barwnych opowieści, którymi karmiona jest świadomość mas. Powieści, produkowanych „w najlepszej wierze”, przez światowe (amerykańskie) media.

Czyżby? Czy rzeczywiście jest tak, że równość jest najlepsza? Czy powinniśmy do niej tęsknić i jej urzeczywistnienia oczekiwać? Czy jest to droga do spełnienia naszych marzeń, o życiu szczęśliwym i bezpiecznym.

Z pewnością tak, bo któżby chciał być podporządkowany innemu? Co innego przeciwnie. Być na górze to przyjemność. Ale tam miejsca jest mało. A gdy równi jesteśmy, to nikt nie jest gorszy. To każdy jest niezależny. To każdy może – wszystko! Każdy jest godny! To stan prawdziwie należny człowiekowi.

Więc z równością związane jest pewne oczekiwanie etyczne. W równości ludzie mają tę samą godność. Są w jakby większej albo prawdziwej mierze – ludźmi. Bo być człowiekiem to być człowiekiem – niezależnym. Ten właśnie – ukryty przed bezpośrednią świadomością pogląd – stoi u podstaw naszego pragnienia równości.

Często nie zauważamy, że pewne pierwotne założenia i pierwotne poglądy na najbardziej podstawowe sprawy, skutkują całymi lawinami późniejszych poglądów, postaw, zachowań i zdarzeń między ludźmi. Takim właśnie pierwotnym poglądem jest odpowiedź na pytanie: Co to znaczy być prawdziwie człowiekiem?

Źródła człowieczeństwa zatem upatrujemy w niezależności. W niepodporządkowaniu. W równości ludzi. Dlatego tęsknimy do tych wartości i zasad, dlatego pragniemy równości a w wymiarze politycznym i społecznym demokracji.

Tymczasem pobieżne spojrzenie na realne mechanizmy funkcjonujące w grupach ludzkich wskazuje, iż jest raczej przeciwnie. To hierarchia, czyli podporządkowanie i nierówność, jest kręgosłupem, elementem utrzymującym trwałe ludzkie struktury. W wojsku nie ma równości. W firmie nie ma równości. Na statku nie ma równości. Bo wojsko i firma i statek musi działać.

Równość jawi się tu jako luksus, na który grupy ludzkie mogą sobie pozwolić w bardzo rzadkich chwilach braku zagrożeń lub wymogów. Równość możemy mieć na imprezie u kolegi, na przypadkowych zebraniach i zgromadzeniach, w czasach gdy niewiele od efektów naszego działania zależy.

Czy jest więc nieporozumieniem oczekiwać by w trwałych ludzkich strukturach jak państwo czy partia polityczna, zapanowała równość?

Zwolennicy równości natychmiast wskażą – idąc za lordem Actonem – iż hierarchia deprawuje. Ludzie położeni wyżej wykorzystują swoją pozycję do poszerzania swojej władzy. Struktury zhierarchizowane, oparte na silnym podporządkowaniu są skostniałe i nieefektywne. Mają tendencję do zwykłego deprawowania się.

Jednym z ciekawych przykładów na prześledzenie efektów równości i hierarchii jest historia Kościoła Katolickiego. Organizacja ta założona przez Jezusa z Nazaretu, wpisała w swoją treść równość, jako podstawowe przesłanie. Równi w Kościele są wszyscy wobec Boga. Ale nie tylko. „kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym” – nauczał Jezus.

Kościół stał się jednak instytucją ściśle zhierarchizowaną. Obrzęd obmycia nóg wiernym przez Papieża, trudno traktować jak realizację zalecenia bycia niewolnikiem wszystkich innych. Hierarchia zapewniła Kościołowi trwałość i rozwój. Jego potęga stała się tak wielka, że niemal decydująca w sprawach losów ówczesnej ludzkości Zachodu.

Aż przyszła rewolucja. Bunt. Reformacja. Luter zbuntował się bo jasnym się stało, że hierarcha się popsuła od środka. Władza jaką daje hierarchia doprowadziła do sprzeniewierzenia się podstawowym zasadom dla których owa hierarchia istniała. Kościół zaczął handlować niebem i życiem wiecznym. Ci, którzy głosili, że człowiek nie może służyć Bogu i mamonie, sprzedawali odpusty od grzechów za pieniądze.

I tak oto w praktyce możemy zaobserwować skutki podziału kościoła. Na kościół hierarchiczny i na kościół zorganizowany na zasadzie równości. Jakie różnice i jakie efekty widzimy?

Już po powstaniu Kościoła Demokratycznego (Reformacji), okazał się on o wiele bardziej krwiożerczy aniżeli starsza od niego Hierarchia. Palenie czarownic tak barwnie implementowane w głowach współczesnych ludzi, swoje dzikie apogeum miało właśnie na terenach Reformacji. Katolicka Inkwizycja była w zestawieniu z tym co się działo na terenach Reformacji, przejawem umiaru i rozsądku.

Podobnie zestawić możemy losy ludów Ameryki poddanych panowaniu Katolików i Protestantów. Katolicy, którzy zajęli Amerykę Południową byli zapalczywi i chciwi. Ale byli hamowani przez Hierarchię Katolicką w tym sensie, że uznawali iż ich chciwość i okrucieństwo stoi w sprzeczności z postulatami Chrześcijaństwa. Protestanci zajmujący Amerykę Północną odwrotnie. Nie mieli od razu ambicji podbijania napotkanych ludów. Chcieli jedynie realizacji swoich niewielkich egoistycznych potrzeb: ziemi, przestrzeni. Nie byli jednak w tych egoizmach hamowani bo religia była demokratyczna tj. dostosowana do ich własnych potrzeb. W efekcie rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej podbitej przez Katolików stali się częścią tamtych społeczeństw i dziś ich potomkowie bywają prezydentami tamtych państw. Rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, zostali wytępieni, wymordowani i zapędzeni do enklaw, w których ich niedobitki wegetują dziś na poboczach cywilizacji.

Po setkach lat od rewolucji w Kościele, Kościół Hierarchiczny gromadzi na swoich spotkaniach miliony młodych ludzi, który modlą się razem. Kościół Równościowy nie ma szans na podobne zgromadzenia. Wykonuje usługi religijne dla swoich topniejących uczestników dostosowując treść przekazów do ich potrzeb.

Idee równości i hierarchii dramatycznie wpływają też na najmniejsze grupy ludzkie, na rodziny. Przez niemal całą historię do czasów dziewiętnastego wieku, rodzina była hierarchią. Hierarchią w której najważniejszy był ojciec, potem była matka, zaś dzieci winne były posłuszeństwo obojgu rodzicom. Dzisiaj ta hierarchia została zniesiona. Żona jest równa mężowi a dzieci są równe rodzicom. Który model jest trwalszy, efektywniejszy? Który daje ludziom więcej szans i sprawia, że więcej z siebie dają? Czy ta zmiana z hierarchii na równość, nie jest przyczyną obserwowanego dzisiaj rozpadu rodziny?

Doświadczenie zatem wskazuje, że zarówno hierarchia jak i równość może się „wyrodzić”. Może stać się mechanizmem niszczącym materię, którą organizuje.

Gdy między ludźmi nie ma z góry określonej hierarchii, wtedy o ich pozycji decyduje bezpośrednia siła. Kiedy nikt nie ma z góry określonego miejsca, wtedy zaczyna o to miejsce walkę, bo wszyscy inni rozpoczną walkę o swoje miejsce. Naturalny świat równości, to nie jest świat pokojowego idyllicznego współistnienia. Naturalny świat równości, to świat wojny wszystkich ze wszystkimi. To dzicz leśnych ostępów, gdzie zwierzę wolne, jest zawsze zagrożone i zawsze musi walczyć.

Naturalny świat hierarchii, to świat pokoju. Świat trwałości i przestrzeni do pracy. A jednak ma on nieusuwalne wady. Tendencję do deprawowania się tych co są w hierarchii wysoko, oraz pozbawianie perspektyw awansu w hierarchii tych co są w niej nisko. W efekcie braku elastyczności tj. pionowego awansu ludzi, oraz deprawacji tych co najwyżej w hierarchii są postawieni, hierarchie obracają się przeciw ludziom i wartościom, co koniec końców, wskutek mechanizmów samoregulacji, prowadzi do rewolucji.

Postawmy zatem na koniec zasadnicze pytania. „Jaka winna być hierarchia by była wartościowa dla ludzi? Jaka musi być równość, by była dla ludzi użyteczna?”

Otóż wydaje się nie od rzeczy, zwrócić swój wzrok w tym momencie, ponownie na Chrześcijaństwo. Jest ono bowiem u swej absolutnej podstawy, ścisłą hierarchią ale jednocześnie równością. Bóg wg. Chrześcijaństwa składa się bowiem z trzech osób. Jednak ta druga jest całkowicie podporządkowana tej pierwszej: ” Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał. (Jan 5,29)”. Ta trzecia pochodzi od dwóch pierwszych.

Chrześcijaństwo jest więc hierarchią. Kościół w czasach, w których wypaczenia są w nim w mniejszości jest hierarchią użyteczną. Co sprawia, że hierarchie są „do wytrzymania”, są „użyteczne dla wszystkich”? Co sprawia, że Bóg to hierarchia ale też równość? Otóż sprawia to miłość. To górnolotne słowo w świecie normalnych ludzkich postaw oznacza jedno: prawdziwą troskę i dbałość o innych. Celem osoby w hierarchii nie jest dobro tej osoby. To właśnie jest mechanizm deprawowania się struktur hierarchicznych. Egoizm. Celem osoby w użytecznej hierarchii jest dobro pozostałych osób. Celem ojca jest zapewnienie bytu rodzinie i wychowania i wsparcia dzieciom. Celem matki jest szczęście i życie jej dzieci oraz dobro męża i trwałość rodziny. Celem dzieci jest duma i radość rodziców. To rzecz jasna postulaty idealne, ale bez nich nie ma żadnej realizacji. Choćby w jakiejś mierze tylko zbliżonej do ideału.

A więc to miłość, zatem nastawienie na dobro pozostałych osób jest warunkiem niezbędnym do tego, aby hierarchia była dobrem dla wszystkich których obejmuje. Jest jednak niezbędny jeszcze jeden warunek. To postulat pionowego awansu w hierarchii. Talenty i zdolności są rozrzucone po ludziach losowo. Zatem nieodwołalne zamknięcie ludzi na pozycjach danych im przez hierarchię, prowadzi do organizmów nieefektywnych. Takie hierarchie w kontakcie z zagrożeniami zewnętrznymi – czy to w postaci innych efektywnych grup ludzkich, czy zdarzeń losowych – przegrywają. Nie wykorzystują bowiem ogromnego potencjału tkwiącego w osobach tworzących hierarchię.

Aby hierarchia była dobrem dla ludzi ją tworzących musi być zatem oparta na zasadzie miłości, zasadzie szukania dobra innych. Aby hierarchia zaś była efektywna, musi posiadać mechanizmy awansu pionowego.

Równość ze swojej strony zagrożona jest najbardziej w zakresie swojej trwałości. Pozostawiona samej sobie, szybko rozpada się w konflikcie lub generuje hierarchię, z tym że hierarchię czystej siły. To najsilniejszy monopolizuje mechanizmy grupy i tworzy hierarchię jawną bądź niejawną. Równość dla swego trwania, wymaga niemal całkowitego ujednolicenia poglądów i myślenia. To dlatego właśnie równość Aten zamordowała najmędrszego z Ateńczyków, bo podważał obowiązujące przekonania. To dlatego Islam jest trwały, pomimo braku hierarchii. To dlatego brak trwałych zasad państw współczesnych, tak zwana polityka otwartego społeczeństwa i wielokulturowości, okazała się drogą donikąd. Równość wymaga dominacji z góry ustalonych poglądów, inaczej rozpada się.

We współczesnym świecie mamy Państwa, które są hierarchiami. Hierarchie te są jawne, jak w przypadku państw realnie autorytarnych, albo niejawne jak w przypadku państw „demokratycznych”. Państwo wymaga hierarchii. Hierarchii trwalszej aniżeli na czas od wyborów do wyborów. Rzeczywistość nie znosi próżni. Wypełnia ją. Tym co widać lub tym czego nie widać.

Ludzie tkwią w zaczadzeniu holywoodzkim snem o równości. Marzą o byciu w pełni człowiekiem to jest byciu niezależnym od innych. Rwą w ten sposób więzi międzyludzkie, skupiają się na sobie, na własnym szczęściu, na swoim egoizmie, na walce z innymi. To dla nich jest teatr równości i demokracji. To na ich użytek wpaja im się, że poczucie godności wynika z niepodporządkowania, bo celem człowieka jest on sam. W takiej atmosferze miłość umiera lub degeneruje się w narcystyczne poszukiwanie doznań i akceptacji. Egoizm rozkwita. Ludzie zwracają się przeciwko ludziom. Dominować zaczyna żądanie narzucenia innym takiego samego myślenia a myślący inaczej stają się wrogami.

Nie bójmy się zatem hierarchii. Chyba, że skupieni jesteśmy na sobie i daliśmy się przekonać, tajemnemu głosowi szepczącemu zza kuli medialnej rzeczywistości, że żyjemy dla siebie. Pamiętajmy jednak, że hierarchia to najpierw obowiązek a nie prawo, że celem każdego jej elementu jest dobro pozostałych, i że „duch tchnie kędy chce”, i dlatego muszą w hierarchii istnieć mechanizmy awansu. Inaczej przychodzi gangrena deprawacji i rozkład rewolucji. Skostniała hierarchia staje się dla życia trumną a nie kręgosłupem. Tę trumnę rozsadzi życie. By od nowa. Budować. Organizować i wznosić się. Ku słońcu. Ku wolności. Ku prawdzie.

źródło: prawica.net

Folwark zwierzęcy - wszystkie zwierzęta są równe…Kluczem do przydatności, albo inaczej mówiąc do bliskości idealnego urządzenia relacji w danej społeczności, jest jak dla mnie stosunek owych modeli do idei wolności, bez której dążenie do prawdy (i jej zgłębianie) jest niemożliwe. Ponieważ prawda jako najwyższa wartość – bez której żaden porządek ani harmonia nie jest na dłuższą metę możliwy – jest nieustannie poddawana manipulacji zarówno w jednym jak i w drugim wydaniu modelu społecznego, to w zależności od tego jaki jest w nich stosunek do wolności, można zasady jakie w nich panują klasyfikować jako bardziej lub mniej pożyteczne (bliższe ideału). Najlepszą syntezę w kwestii relacji nierówność – wolność – równość z jaką się spotkałem sformułował Mikołaj Bierdiajew – Wolność jest przede wszystkim prawem do nierówności. Równość jest przede wszystkim zamachem na wolność. Zatem bliżej ideału jest jak dla mnie hierarchia. Oczywiście obwarowana jedyną równością jaką osobiście uznaję – równości przed SPRAWIEDLIWYM prawem, którego ideał zamyka się w Boskiej woli – 10 przykazaniach… Jako uzupełnienie mojej myśli komentarz który znalazłem pod artykułem. Pisze An z Kan:

„brakuje idei. Chodzi o pokazanie ideologii boskiej lub ludzkiej uzasadniającej istnienie hierarchiiHierarchia jest formą organizacji społecznej. Idea chrześcijańska mówi, że wszyscy jesteśmy równi względem Boga. To jest właśnie podstawa dla chrześcijanina do akceptacji hierarchii jako siły zdolnej do realizacji woli boskiej, a Bóg czuwa nad sprawiedliwością i ewentualne wypaczenia występujące w hierarchii zostaną przez Boga ocenione.

Hierarchia, a tym samym struktura Kościoła Katolickiego jest formą pełnienia obowiązkow wynikających z praw bożych, służbą dla wiernych i pomocą w ich doczesnym życiu. Obmywanie nóg jest symbolem, przypomnieniem tego faktu.

Pochodną ideologii chrześcijaństwa jest równość względem prawa. Stąd wynika założenie i przekonanie, że hierarchia spełni oczekiwania o równości i sprawiedliwości i prawo ogranicza strukturę hierarchiczną, nakłada obowiązki wymuszając odpowiednie zachowanie.

Monarcha jest namaszczany przez dostojników kościelnych i przysięga na Biblię. Jest monarchą z woli bożej. Demokratyczni notable składają przysięgi i przysięgają na Konstytucję. Mają władzę z woli ludu. W wojsku hierarchia pilnuje regulaminu wojskowego. W rodzinie od hierarchii oczekujemy równej i sprawiedliwej miłości.

Aby istniała hierarchia, musi istnieć wiara w równość względem Boga, czy względem prawa, zarowno przez hierarchię jak i warstwy dolne. Nie pomoże zaklinanie „Nie bójmy się zatem hierarchii”. Bez wiary w mechanizmy kontrolujące hierarchię, wiary zarówno od warstwy dolnej, jak i górnej, hierarchia się wali, jest anarchia. Właśnie nawet w dyskusji poruszony problem „równych szans” w sporcie, w nauce, jest też tym, że akceptuje się hierarchię po to, aby niesprawiedliwe dopingi, czy inne łamanie reguł, zostaną dostrzeżone i ukarane. Istnienie więc i trwanie hierarchii wymaga jasnych i akceptowalnych reguł: liderem jest ktoś kto jest w stanie spełnić nałożone na niego obowiązki i spełnia określone kryteria wynikające z obowiązującej ideologii, właśnie o równości i sprawiedliwości.”

Polecam jeszcze materiał filmowy gdzie Pan Sławomir Skiba rozpatruje system hierarchiczny na tle podstawowej komórki narodu – rodziny. Niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość”, jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną, co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”, czyli… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina? jak również – Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

…Odys

David Ho - Porządek Świata

David Ho – Porządek Świata

podobne: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność.

oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

polecam również: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!

i to: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii

a także: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

Gazeta Wyborcza: NIK wykrył gender czyli… albo kompetencje, albo „równość”.


fragment:

Jak wynika z przeprowadzonej przez NIK kontroli, różnica pomiędzy wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn w sektorze publicznym jest niekorzystna dla kobiet aż w 80 proc. spośród 109 rodzajów stanowisk w ministerstwach, urzędach centralnych i wojewódzkich, jednostkach samorządu terytorialnego oraz w spółkach skarbu państwa i spółkach komunalnych.

Różnice w pensji mężczyzn lepiej zarabiających od kobiet sięgają nawet 30 proc., a w przypadku kobiet zarabiających lepiej od mężczyzn tylko 15 proc. W 73 proc. badanych stanowisk mężczyźni mają też wyższe od kobiet wynagrodzenia łączne, czyli pensję zasadniczą wraz z dodatkami. Znaczące różnice w zarobkach- od kilkunastu do kilkudziesięciu procent – na rzecz mężczyzn występują w wypadku 43 proc. badanych stanowisk. W ministerstwach mężczyźni referenci zarabiają ponad 6 proc. więcej od kobiet referentek. W urzędach centralnych, gdzie kierunkowe wykształcenie jest kluczowe do zatrudnienia w komórkach specjalistycznych, mężczyźni na stanowisku specjalisty zarabiają o 15 proc. więcej od kobiet na stanowisku specjalistek, zatrudnionych głównie ze względu na posiadane wykształcenie w działach obsługi urzędu.

„Mężczyźni mogą też liczyć na wyższe bonusy od pracodawców. Otrzymują średnio więcej nagród, w dodatku w wyższej wartości. W spółkach komunalnych różnica ta wynosi 18 proc., w ministerstwach 7 proc., a w jednostkach samorządu terytorialnego 2 proc. Jedynie w urzędach wojewódzkich kobietom przyznawane są wyższe o 10 proc. nagrody. Mężczyźni o wiele częściej korzystają też z dodatkowych świadczeń, np. służbowego telefonu, laptopa, ryczałtu na paliwo, dofinansowania nauki. Jedynie w samorządach kobiety częściej korzystają ze służbowego laptopa (55 proc.) oraz dofinansowania szkoły czy studiów (76 proc.)” – informuje NIK.Analiza wynagrodzeń 891 osób, w tym 499 kobiet, wskazuje, że różnice w wysokości wynagrodzenia nie są spowodowane naruszaniem przez pracodawców prawa dotyczącego obowiązku równego traktowania kobiet i mężczyzn. Zróżnicowanie płac w grupach porównywalnych stanowisk wynikało przede wszystkim z roli jaką dla całej instytucji pełniła komórka organizacyjna, w której pracownik był zatrudniony, a co za tym idzie, z zakresu powierzonych mu obowiązków. Różnice między zarobkami kobiet i mężczyzn w dużej mierze spowodowane są większym udziałem mężczyzn w grupie stanowisk kierowniczych. Szczególnie jest to widoczne w spółkach skarbu państwa i spółkach komunalnych, a także w niektórych urzędach centralnych. Dyrektorami czy kierownikami są tam zdecydowanie częściej mężczyźni.

W ramach szczegółowej analizy wynagrodzeń 891 osób NIK przeprowadziła także bezpośrednią analizę porównawczą 59 par kobieta-mężczyzna, w których zakres wykonywanej pracy albo posiadane kwalifikacje, staż pracy lub kompetencje były porównywalne. Bezpośrednia analiza potwierdziła, że pracodawcy kształtując wynagrodzenie nie naruszali obowiązku równego traktowania kobiet i mężczyzn. Jedynie w dwóch przypadkach (3,4 proc. badanych par) wystąpiła różnica w wynagrodzeniach na korzyść mężczyzn, która mogła wynikać z nierównego potraktowania pracowników ze względu na płeć.

„Ta niekorzystna dla kobiet sytuacja, związana m.in. z posiadanym kierunkowym wykształceniem oraz nabytym dzięki temu doświadczeniem i dodatkowymi kwalifikacjami, może wynikać również z pośrednich przyczyn o charakterze kulturowo-społecznym – np. decydujących o wyborze kierunku studiów – nieobjętych kontrolą ze względu na ograniczone ustawowo kompetencje NIK” – czytamy w komunikacie NIK….

całość tu: praca.interia.pl

podobne: Genderyzm czyli szaleństwo importowane z zachodniego śmietnika ideologii.

…słówko komentarza do ostatniego akapitu… Kto dziś może zabronić kobiecie kształcenia się w takim kierunku i na takiej uczelni która „gwarantuje” lepiej płatną pracę? Kto broni kobiecie nabywać doświadczenia i umiejętności premiowanych w pracy lepszymi stanowiskami? Jak w dzisiejszych czasach – powszechności szkół, mnogości kierunków kształcenia i wolności wyboru kariera/dom – jakakolwiek kobieta może się uskarżać na jakieś „kulturowo-społeczne” hamulce? Mało to kobiet sukcesu w biznesie, i na stanowiskach kierowniczych w tzw, administracji publicznej? Czy inne nie potrafią pójść ich śladem, czy też może im się nie chce, bo taki ich wybór? A jeśli to nie jest ich wybór to czyj? Kto prowadzi kobiety na sznurku (z pistoletem przy skroni?) i karze im być niekompetentnymi? Polecam lekturę: “Kobiety, dajcie spokój kobietom!”

…Odys

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach.


O docenianie poziomu etycznego przekazu i unikanie dezinformacji, zniesławienia i oszczerstwa zaapelował Ojciec Święty spotykając się dziś z kierownictwem i pracownikami włoskiego publicznego radia i telewizji, RAI. Obchodzą one 90-lecie rozpoczęcia emisji radiowych i 60-lecie – telewizyjnych. Papież zaznaczył, że jakość etyczna przekazu jest owocem wrażliwości sumień, szanujących zarówno osoby będące przedmiotem informacji jak i adresatami przesłania. Ojciec Święty wyraził wdzięczność dla włoskiego nadawcy publicznego za współpracę w ukazywaniu papieskiego przesłania i wydarzeń Kościoła we Włoszech z instytucjami watykańskimi: radiem i ośrodkiem telewizyjnym.

Dotyczyło to zarówno wydarzeń zwyczajnych, jak i niezwykłych: II Soboru Watykańskiego, wyboru papieży, pogrzebu bł. Jana Pawła II czy wydarzeń Wielkiego Jubileuszu roku 2000. Włoska telewizja publiczna była też producentem filmów o charakterze religijnym, jak choćby „Franciszek” Lilianny Cavani czy „Dziejów Apostolskich” Roberto Rosselliniego, powstałego we współpracy z ks. Carlo Marią Martinim (jezuitą, późniejszym kardynałem, arcybiskupem Mediolanu). Papież dodał, że RAI w znacznej mierze przyczyniła się do procesu jednoczenia językowo-kulturowego Włoch.

Przypominając tę bogatą przeszłość Ojciec Święty wskazał na konieczność poszanowania tego bogatego dziedzictwa i własnej tożsamości. Zaznaczył, że misją dziennikarstwa jest nie tylko informowanie, lecz także formowanie, że jest to służba publiczna, to znaczy służba dobru wspólnemu. „Jest to służba prawdzie, dobru i pięknu” – podkreślił papież. Dodał, że tej odpowiedzialności ludzie pełniący służbę publiczną nie mogą się wyrzec z jakiegokolwiek powodu.

Papież wskazał, iż jakość etyczna przekazu jest w ostateczności owocem wrażliwości sumień, szanujących zarówno osoby będące przedmiotem informacji jak i adresatami przesłania. Każdy w swojej roli i posiadając swoją odpowiedzialność jest wezwany do czuwania, by doceniać poziom etyczny przekazu i unikać dezinformacji, zniesławienia i oszczerstwa, do zachowywania poziomu etycznego – zaznaczył Ojciec Święty.

Na zakończenie papież życzył kierownictwu i pracownikom włoskiego publicznego radia i telewizji, by zawsze umieli służyć rozwojowi ludzkiemu, kulturalnemu i obywatelskiemu społeczeństwa.

Vatykan, KAI, Niedziela.pl                      …źródło: wirtualnapolonia.com

podobne tu: Urzędowe “autorytety”…

Śmiały głos w polskich media. Brygida Grysiak, Dorota Gawryluk i Anna Kalczyńska – nie kryją swoich konserwatywnych poglądów. Opowiadają się za rodziną i życiem, są przeciwko aborcji i in vitro. To praktycznie niespotykany nurt w mediach mainstreamowych, gdzie poglądy „pro-life” uważane są za zacofane i umacniające stereotypowy obraz katolickiej matki Polki.

Debata o in vitro, aborcji i związkach partnerskich, parady równości i pierwsza transseksualna posłanka w Sejmie. Biorąc to pod uwagę, chyba ciężko stwierdzić, że Polska jest krajem skrajnie konserwatywnym, w którym nie dopuszcza się do głosu tych, którzy domagają się jego liberalizacji. 

Owszem, nie brakuje głosów, które poglądy homoseksualne i proaborcyjne potępiają. Również publicznie. Nie brakuje i takich, którzy się z nich naśmiewają. Aborcja, in vitro, eutanazja, antykoncepcja czy pary homoseksualne były i będą tematami niezwykle elektryzującymi. Dotyczą w końcu kwestii społeczno – moralnych, a te zawsze wywołują dyskusję, również tę utrzymaną w charakterze agresywnego „anty”.

Tego „anty” praktycznie nie spotykamy oczywiście w mainstreamowych mediach. Tam obowiązuje, przynajmniej pozorna, równość i tolerancja. Szczególnie wykształcone kobiety, zabierające głos w debatach publicznych, podkreślają, że nowoczesna i niezależna kobieta to ta, która ma prawo do decydowania o sobie, w tym np. o prawie do aborcji, dostępie do antykoncepcji i in vitro. Na tym tle wyróżniają się Brygida Grysiak, Dorota Gawryluk i Anna Kalczyńska. Otwarcie opowiedziały się za życiem, czym ściągnęły na siebie atak feministek i środowisk liberalnych.

Kościelne głupki

Dorota Gawryluk, znana dziennikarka i prezenterka opublikowała w minioną niedzielę swój felieton o in vitro w tygodniku „Idziemy”, o czym pisaliśmy w naTemat. Dziennikarka Polsatu stwierdziła w nim, że in vitro to sposób, „by napuścić jednych na drugich, pokazać, kto jest postępowy, a kto zacofany”. Według niej, jest to problem niezwykle ważny z moralnego punktu widzenia, a rządzący traktują go jako argument wyborczy.

DOROTA GAWRYLUK

felieton w tygodniku „Idziemy”
 
Jedno jest pewne – jeśli chce się jakąś sprawę załatwić i uporządkować, jeśli ma się czyste intencje, nie robi się tego w telewizyjnych studiach. Bo tam chodzi tylko i wyłącznie o piętnowanie obrońców życia najbardziej perfidnymi metodami. Na przykład wmawiając im, że nienawidzą dzieci z próbówki.

To, że poglądy Gawryluk nie są mile widziane w sferze publicznej udowodniła chociażby Katarzyna Wiśniewska w „Gazecie Wyborczej”. Wiśniewska poglądy Gawryluk uznała za m.in. za przejaw ciemnoty i religijnego zabobonu, w stylu tych, które głoszą wiejscy proboszczowie na kazaniu. Felieton Gawryluk nie był agresywny. Natomiast Wiśniewskiej owszem. Udowodniła nim, że ci, którzy in vitro nie uznają, nie mogą się do tego publicznie przyznawać, bo zostaną uznani za kościelne głupki…

całość tu: natemat.pl

podobne tu: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji

polecam również: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość.


„Nie będę już poruszał tematu ściśle związanego z rozwydrzonymi feministkami, jak mawia o nich Stanisław Michalkiewicz, ale chciałbym zwrócić się do kobiet w sprawie tzw walki o równość, w której uczestniczą również osoby głośno odcinające się od feminizmu. Te kobiety przez długi czas wywierały nacisk na Parlament Europejski, aby zrównać ilość kobiet i mężczyzn w zarządzaniu. I przyjęto dyrektywę, która ma zapewnić udział 40% kobiet w radach nadzorczych wśród największych przedsiębiorstw.

Pytam się zatem – co taka zmiana ma wspólnego z równością? Ona jest wyraźnym jej zaprzeczeniem! Równość byłaby wtedy, gdyby zarówno mężczyźni, jak i kobiety mieli równe szanse na objęcie danego stanowiska i decydowałyby umiejętności i doświadczenie tych osób, a nie płeć, kolor oczu, czy zasięg ramion.

Co więcej, przedsiębiorstwa, które nie potraktują poważnie tego zalecenia i nie będą zwiększać liczby kobiet na danych stanowiskach, będą mogły spotkać się z surowymi karami. Tego rodzaju socjalistyczne przepisy zdecydowanie godzą w wolność zatrudniania oraz hamują rozwój firm. A Piotr Szumlewicz i inne osoby znane z politycznego kabaretu, będą w dalszym ciągu bałamucić społeczeństwo, wmawiając mu, że panuje tu „dziki kapitalizm”!

Dodam jednak jeszcze, że takie zmiany postulował również naciskający normalne kobiety, tzw Kongres Kobiet (miało nie być o feministkach), do którego niedawno dołączyła ‚kobieta biznesu’ – Serafina Ogończyk-Mąkowska. W wywiadzie dla Uważam Rze na pytanie jakie wyciągnęła wnioski ze spotkań Kongresu Kobiet, odpowiedziała wprost – nie opłaciła drugiej składki. I jak sama przyznaje – na tego rodzaju kongresach, nikt nie zajmuje się wprowadzaniem realnych zmian, korzyści, czy propozycjami nowych rozwiązań, lecz owe Panie opowiadają w zamian o swoich problemach domowych i emocjonalnych.

Jedna z rzeczy, których najbardziej nie lubię robić to się powtarzać, ale zrobię wyjątek – dzisiejsza walka o równości jest walką przeciwko równości oraz naturalnie również wolności. Jeżeli wkroczymy dalej z takimi pomysłami, być może niebawem zobaczymy połowę mężczyzn pracujących w roli sekretarki (czyt. sekretarza – nawet brzmi nieźle), połowę kobiet biegających z cegłami na budowie (budowniczki?), a jeśli pójdziemy jeszcze dalej, być może część mężczyzn będzie musiała zostać np uśmiercona, skoro jest ich więcej na świecie, a przecież powinno być po równo, prawda?” (Paweł Drewniakwmeritum.pl)

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

Nie wiem dlaczego niektórzy „POprawni politycznie” demagodzy (demagoszki?) próbują na siłę uszczęśliwiać płeć piękną tego typu „prezentami” (rodem z PRLu) za pochodzenie płciowe jak tzw. parytet. Udając przy tym przed całą resztą społeczności, że tego wymaga „równość” czy jakaś bliżej nieokreślona „sprawiedliwość społeczna”, które to „prawo” dziwnym trafem zawsze odbywa się kosztem kogoś innego – jego poczucia sprawiedliwości i jego prawa. Co to za sprawiedliwość? Jak ktoś w ogóle śmie nazywać jawną niesprawiedliwość sprawiedliwością? (sic!).

Życie zawodowe każdego człowieka powinno się opierać na prawie podobnym do tego które istnieje i sprawdza się od tysięcy lat w środowisku naturalnym, ponieważ dzięki niemu matka natura zmusza swoje „dzieci” do utrzymywania nieustannie dobrej formy. Dzięki temu prawu (zwanym naturalnym) życie człowieka na naszej planecie nie wygląda jak wegetacja, ale jest to ciągły rozwój. Prawo to w sposób naturalny a przede wszystkim sprawiedliwy dzieli i rządzi w przyrodzie premiując KOMPETENCJE (inaczej predyspozycje) a eliminując niekompetencje jednostek nieprzystosowanych do życia, bądź też zmuszając je do poszukiwań innych rozwiązań, które nie wymagają specjalnych predyspozycji. Człowiek pracowity któremu się chce niemal zawsze znajdzie dla siebie miejsce, gdzie będzie mógł żyć w zgodzie z własnym rytmem nie zmuszając innych do tego żeby zechcieli zwolnić tempo bo on nie nadąża.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Życie zawodowe jest motorem cywilizacyjnym ludzkości. Nie może być ono zatem obciążane „prawami”, które ten motor hamują premiując „predyspozycje” które nie mają nic wspólnego z postępem a obliczone są wyłącznie na zadowolenie subiektywnego światopoglądu jakiejś grupy osób. Nie może ono podlegać sztucznym regulacjom które działają na szkodę efektywności zawodowej człowieka. A tego typu pomysły jak wspomaganie szans jednej płci kosztem innej, wpisują się właśnie w tą patologiczną tendencję obniżania wartości jaką jest praca. Parytety zakłócają proces naturalnej selekcji pracowników opartej o jedynie sprawiedliwe kryterium, tj. kompetencje umysłowe, fizyczne i inne które są w sposób NATURALNY przypisane do danego zawodu (ba! nawet do z pozoru najprostszej czynności)…

„Gwarantowanie” i udowadnianie z góry że coś należy „poprawić” (dla jakichś ideologicznych mrzonek) poprzez działanie w sposób całkowicie sztuczny i nienaturalny jest równie nieuczciwe, jak udowadnianie ludziom którzy nie lubią „małego” że „małe jest piękne”… Każdego można oczywiście zmusić, ale natury (istoty problemu) oszukać się nie da!… W tym pomyśle „zrównania płci”(?) tyle jest „obiektywizmu”, „równości”, „sprawiedliwości” i „uczciwości” jak w logice regulowania biegu rzeki z ujścia w kierunku źródła, bo komuś z prądem nie po drodze.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Zdumiewające jest przy tym, oskarżanie krytyków tego rodzaju „równości” o dyskryminację. Czego się pytam? Naturalnego porządku? Że Ziemia kręci się wokół Słońca? No jak ona śmie!… A przecież to właśnie tego typu regulacje są niczym innym jak czystą dyskryminacją. Bo po to żeby dać pracę słabszemu trzeba zwolnić kogoś lepszego z powodu PŁCI (sic!). Kto tu kogo dyskryminuje, skoro w doborze na dane stanowisko pomija się kryterium najlepszego kandydata (nie koniecznie będącego kobietą)?

Idąc dalej i stosując tę „równościową logikę” popatrzmy ile jest „dyskryminacji” w zawodach „stereotypowo” przypisanych dla kobiet. Przedszkolanki, hostessy, sekretarki, asystentki, kasjerki, sprzedawczynie, telemarketerki, prezenterki (pogodynki)…a rozejrzyjmy się po urzędach, szkołach, w sekretariatach… Ilu mężczyzn tam pracuje? Czyż nie jest to jawna dyskryminacja? 😉 …Spójrzcie ile w ostatnich latach przybyło kobiet w Wojsku, Policji, Straży pożarnej, Straży granicznej, Służbie celnej. Tylko gdzie jest równość kiedy przychodzi do zaliczania norm w testach sprawnościowych, czy wykonywania postawionych zadań gdzie trzeba się wykazać agresywnością, siłą fizyczną, sprawnością do której naturalnie są predestynowani wyłącznie mężczyźni? I to samo działanie odbywa się w drugą stronę czyli tam gdzie potrzebna jest asertywność, zdolności manualne, podział uwagi, i inne kobiece talenty mężczyzna się po prostu nie sprawdzi…

Popatrzcie ile przybyło kobiet w biznesie czy w polityce. W porównaniu do lat poprzednich trwa nieustanny progres! Więc o co tym feministkom chodzi? Ja się pytam gdzie ta dyskryminacja? Dostęp do każdego (dotychczas typowo męskiego) zawodu jest dla kobiet od dawna otwarty… Komu jest potrzebna kolejna sztuczna regulacja dyskryminująca NAJLEPSZYCH kandydatów. Czy ktoś do tej pory wymyślił i kierował się lepszym kryterium przy doborze pracowników? Czy dla ambitnego i chcącego być traktowanym z szacunkiem i obiektywizmem kandydata (kobiety są przecież ambitne) na dane stanowisko nie powinno się liczyć tylko takie kryterium? Przecież nikt nie chce uchodzić wobec współpracowników czy środowiska w którym funkcjonuje zawodowo za „przydupasa”, „utrzymanka”, „faworyta”, „lizusa” czy innego „kalekę” który swoje stanowisko zawdzięcza nepotyzmowi, „czterem literom” czy innym nieformalnym a nielogicznym kryteriom które nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem i faktycznymi umiejętnościami zawodowymi czy predyspozycjami do zajmowania określonego stanowiska… Nikt nikomu nie zabrania być najlepszym! I tu dochodzimy do DYSKRYMINACJI MĘŻCZYZN, ponieważ (niestety) nie każdy może zostać kobietą 😛 żeby móc z takiego „parytetu” skorzystać…

Uważam że tego typu regulacje są bardziej dyskryminujące niż ich brak, pomijając fakt że są po prostu nielogiczne i głupie… Chyba że chodzi o politykę „afirmacyjną” o jakiej „pierdziała” swojego czasu towarzyszka Senyszyn  i kobiety chcą być traktowane jak Indianie w rezerwatach (Towarzyszka Joanna Senyszynowa: kobiety są upośledzone!) …a przecież kobiety są dużo ważniejsze dla społeczeństwa/narodu niż próbują im wmówić tak zwane „wojowniczki o prawa kobiet”… Jak pisał klasyk (z pamięci) „mężczyzna jest co prawda głową, ale kobieta jest szyją która ją podtrzymuje a od czasu do czasu nią kręci” i jeszcze jeden „Kobieta, która uważa się za inteligentną, żąda tych samych praw, jakie mają mężczyźni. Kobieta inteligentna rezygnuje z nich.” (Sidonie-Gabrielle Colette)

…Odys

PS. Do czego prowadzi wypaczenie pojęcia równości można obejrzeć i wysłuchać tu – Godfrey Bloom: Kobiety, miejcie wiarę w siebie. Facet wierzy w kompetencje kobiet a one na to co?… Żądają żeby je przeprosił! Słusznie prawi Pan Bloom – Takie cyrki tylko w parlamencie UE 😀 Przypomina mi się od razu cytat z Oscara Wildea… „Kiedy kobieta nie ma racji, pierwsza rzecz, którą należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.” 😉

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!


fragment artykułu pod tytułem: Z Rymkiewiczem nie zbudujemy Polski Jana Pawła II | Fronda.pl.

„…Niebezpieczna jest także rymkiewiczowska koncepcja wolności, którą sprowadzić można (jeśli pominąć cały niezwykle estetycznie dojmujący sztafaż eseistyki) do pochwały samowoli. To właśnie tak rozumiana wolność – co bardzo mocno podkreślał błogosławiony Jan Paweł II – doprowadziła Polskę do upadku. „Myśmy kiedyś, nasi praojcowie, zawinili, zawinili wobec wolności. Nazywaliśmy to „złotą wolnością”, a okazała się zmurszałą!” – mówił Ojciec święty podczas pielgrzymki do Polski w 1987 roku, i przypominał, że tylko wolność osadzona na Bogu (a to znaczy na Logosie) może rzeczywiście budować.

Inaczej niż Rymkiewicz błogosławiony Jan Paweł II kładł zatem nacisk na rozsądek (poeta przeciwstawia Polaków rozsądnych, którzy zostają zdrajcami) Polakom szalonym) i mądrość obywatelską, która doprowadziła do powstania konstytucji 3 maja. To właśnie ukryta w niej rozumność, racjonalność, zdolność do nawrócenia, a nie pogrążenia się w odmętach szaleństwa, stały się – wedle błogosławionego Jana Pawła II – fundamentem odrodzenia Polski. „Ona sprawiła, że nie można było odebrać Polsce jej rzeczywistego bytu na kontynencie europejskim, bo ten byt został zapisany w słowach Konstytucji 3 maja. A słowa te, mając moc prawdy, okazały się potężniejsze od potrójnej przemocy, która spadła na Rzeczypospolitą” – zauważał Papież podczas pierwszej pielgrzymki do wolnej Polski. Odrodzenie Polski, jej moc i siła przychodzą zatem dzięki Prawdzie, Mądrości i Odpowiedzialności, a nie dzięki szaleństwu czy samowoli, która doprowadzić nas może do apologii ślepej przemocy.

Nieprawdziwy podział

Z takiej perspektywy lepiej widać, że chwytliwy, także publicystycznie, podział na Polaków szalonych i rozsądnych, jest z gruntu nieprawdziwy. Polska potrzebuje bowiem rozsądku, tak samo jak męstwa, które jednak, gdy przekształca się w szaleństwo staje się brawurą, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistą odwagą. Prawdziwy podział wewnątrz Polski przebiega więc wedle zupełnie innych kryteriów. Jest nim pytanie, czy – niezależnie od wszystkich sporów – chcemy mieć Polskę będącą przedmurzem chrześcijaństwa (a tej z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, przy całej wielkości jego poezji nie zbudujemy) czy też wybieramy Polskę postoświeceniową (w wersji irracjonalistycznej, szaleńczej lub zracjonalizowanej i pełnej pogardy dla braku rozsądku Polaków), która do chrześcijaństwa odnosi się jako do istotnego, ale tylko elementu lokalnego kolorytu, a nie jako do fundamentu. Trzeba też sobie powiedzieć wprost, że z Rymkieiwczem (przy całym szacunku dla jego politycznej postawy i wielkości poezji) Polski Jana Pawła II nie zbudujemy, bo to prorok zupełnie innych wartości.” (Tomasz P. Terlikowski)

…Wolnośc tak! Samowola nie… Bowiem wolnośc która nie niesie ze sobą poczucia odpowiedzialności stanowi zagrożenie dla samej siebie. Pokazał to casus Cesarstwa Zachodniorzymskiego, które zostało pożarte od środka przez dekadentyzm związany z „luzowaniem” obyczajności i etosu rycerskiego. Przyczyn oczywiście było więcej ale to zgnilizna moralna elit rzymskich była początkiem upadku cywilizacyjnego i kulturowego Rzymu (o militarnej i gospodarczej potędze nie wspominając)…

Tak kończą się wszelkiej maści libertynizmy i komunizmy (wspólne wory mające zapewnic wszystkim „szczęście”), które wbrew temu co głoszą nie niosą wolności wszystkim, bo wszyscy wszystkiego nie mogą posiadac, czy realizowac się w każdym jednym pomyśle. Miliony ofiar komunizmu obnażyły kłamstwo tego założenia. Bezmyślne korzystanie z wolności przez jednego człowieka (czyli samowola) prowadzi bowiem do kolizji z taką samą potrzebą wolności drugiego człowieka, więc człowiek prawdziwie wolny wie że tak postępowac nie może, gdyż dąży w ten sposób do samounicestwienia! Prawdziwie wolny człowiek SAM (w ramach danej od Boga wolnej woli) nakłada sobie ograniczenia. Panuje nad emocjami i rządzą posiadania tego co nie należy do niego. Mądre ograniczanie własnej wolności powoduje sytuację w której ludzie żyją we wzajemnym poszanowaniu i godności – najlepszym przykładem tych ograniczeń jest 10 przykazań (bo o proste prawo tutaj chodzi). Wolnośc nie polega też na wybieraniu neutralności, czyli trwaniu w bezczynności. Nie wielu ludzi rozumie słowa Jezusa który powiedział „nie przyszedłem czynic pokój na ziemi”. Pokój (nie chodzi tu o stan bez wojny, ale o nic nie robienie), powoduje gnuśnośc a życie nie polega na gnuśności (przypowieśc o talentach) a na ciągłym rozwoju który bierze się z tego, że jesteśmy RÓŻNI. Nie wielu rozumie, że Bóg dał wolną wolę człowiekowi na to, żeby SAM odnajdywał drogę do niego a nie w „pokoju” czekał na jego przyjście…

Wiezień wolności - Mariusz Lewandowski

Wiezień wolności – Mariusz Lewandowski

Wielu ludzi mylnie uważa, że dla istnienia wolności potrzebna jest równośc i miesza obie kwestie jakby były tożsame. Otóż wolnośc i równośc nie są tożsame… Wolnośc jest najważniejsza. Bóg nie na darmo dał nam wolna wolę i władzę nad innymi istotami na ziemi. W swej mądrości (a nie próżności) chciał bowiem, żebyśmy z tej własnej i nieprzymuszonej woli wybierali dobro – czyli jego, bo tylko dobro zapewnia nam przeżycie (zło prowadzi do śmierci, niszczy nasze otoczenie i nas samych). Więc najpierw była wolnośc a dopiero potem równośc. Wolnośc bowiem daje mozliwośc równości (to szansa dorównania lepszym! czyli przysłowiowego „równania w górę” aż do osiągnięcia doskonałości – Boga)… Nie ma równości bez wolności! Kto odwraca tę zależnośc jest kłamcą. Kto twierdzi że żeby ludziom zapewnic równośc to trzeba im najpierw ograniczyc wolnośc, nie dośc że „myli” kierunek zależności to na dodatek jest oszustem – są nimi socjaliści i komuniści… Rewolucja socjalistyczna wypaczyła bowiem tę zależnośc, dlatego dziś „równośc” (tzw. „sprawiedliwośc społeczną”), tworzy się kosztem wolności a sama równośc nie znaczy tego co znaczyła pierwotnie kiedy to z wolności się wywodziła… Wolnośc nie ma nic wspólnego z tzw. „sprawiedliwością społeczną” – bo ludzie są RÓŻNI i na to żeby byli „równi” („sprawiedliwie”?) to trzeba tych którzy się wyróżniają na siłę równac z tzw. większością (dlatego demokracja to zły ustrój), czyli dokonywac niesprawiedliwości – ograniczając wolnośc innym…

Katolik może być liberałem/wolnym (i powinien nim być – bo wtedy ma szansę pomnażać talenty!) – o ile działa według zasad moralnych, które właśnie stoją na straży jego wolności (ale do tego jest potrzebny świadomy wybór – z niewolnika nie ma pracownika). Wcale nie czuję się niewolnikiem stosując się w codziennym życiu do zasad moralnych i jestem całą duszą liberałem (w tym prawym znaczeniu). I myślę że jestem bardziej wolny od tych którzy stosują w życiu zasadę „róbta co chceta” – no bo ile jest wolności w takim alkoholiku albo ćpunie, który nie panuje nad swoim życiem bo realizuje się w swoim poczuciu „wolności” która go konsumuje? (Odys)

Dekalog to dana nam przez Pana Boga – w „telegraficznym” skrócie – instrukcja obsługi życia i zarazem Maxima Charta Libertatis, czyli największa karta wolności. (Tuba Cordis: Kurs Życia – Katecheza II: 24 IV A.D. 2015)

Robert Gwiazdowski – Wolny Wybór po polsku. Część I – Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi

O roli prawicy w dążeniu do wolności – I powstanie prawica jak Feniks z popiołów! czyli… polecam również: O „wolności słowa” w internecie…

Dante w lesie - alegoria duszy zagubionej w mroku grzechu - Gustave Dore

Dante w lesie – alegoria duszy zagubionej w mroku grzechu – Gustave Dore

%d blogerów lubi to: