Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy


Michał Dziekan – Źle dla ciebie dobrze dla nas

„…Exchange Stabilization Fund to dowód, że w rozwiniętym kraju zwykli obywatele mogą być bardzo daleko od pełnej wiedzy na temat systemu. ESF jest podmiotem anonimowym, który nie jest poddawany żadnej kontroli, co umożliwia mu prowadzenie działalności, która w normalnych warunkach spotkałaby się z oporem Kongresu USA. Całkowita niezależność ESF pokazuje, że obywatele USA mają niewielki wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Mogą oczywiście wybrać prezydenta, podczas gdy banki dyktują, kto ma zostać sekretarzem skarbu…

…Najwięcej informacji dotyczących wysiłków propagandowych ESF/CIA pochodzi z lat 70-tych. W 1973 roku The Washington Star opisał relacje łączące CIA z dziennikarzami. Szczegółowe informacje na ten temat pochodziły od dyrektora agencji – Williama Colby’ego.

Kongres zareagował powołaniem dwóch komisji w tej sprawie. Jak stwierdzono w raporcie jednej z nich, relacje łączące media z CIA były tak zróżnicowane, że oddzielenie ich od siebie było niemożliwe.

Przechodząc do konkretów, komisja poinformowała, że CIA korzystało w tamtym okresie z usług ponad 700 nauczycieli akademickich oraz absolwentów, którzy okazjonalnie pisali książki bądź tworzyli inne materiały używane następnie do siania propagandy.

Należy pamiętać, że były to kompletnie inne czasy, książki miały znacznie większą siłę rażenia. Szef CIA ds. tajnych operacji stwierdził w notatce, że „książki różnią się od innych sposobów propagandy. Pojedyncza książka jest w stanie znacząco zmienić spojrzenie czytelnika na określone kwestie. Nie da się tego porównać z innym medium”.

Powiązania agencji z mediami i środowiskiem akademickim wywołały oczywiście oburzenie opinii publicznej. W połowie lat 70-tych dyrektor CIA oświadczył, że jakiekolwiek kontakty z dziennikarzami zostały natychmiast zakończone. Dziwnym trafem w tym samym czasie lista płac nie będącego pod niczyją kontrolą ESF wzrosła z 300 do 500 osób. Dziennikarze oraz wykładowcy przeskoczyli zatem z jednej listy płac na drugą, znajdując się od tej pory poza zasięgiem Kongresu.

Propaganda w praktyce

Burza wokół propagandowej sieci CIA rozpętała się w latach 70-tych, jednak wówczas było już za późno. Wszystko, co najważniejsze, miało miejsce dekadę wcześniej.  

W latach 60-tych podstawy ekonomii został wywrócone do góry nogami. Klasyczna szkoła została zastąpiona keynesizmem. Zgodnie z ekonomią klasyczną deficyt budżetowy musi prowadzić do szkodliwej inflacji. Do początku lat 60-tych była to oczywistość. Zdziwienie wywoływały osoby domagające się od państwa wyższych wydatków. Dlaczego? Ponieważ deficyt musiał prowadzić do inflacji, a ta z kolei do zubożenia zwykłych obywateli.

Jednocześnie taki sposób myślenia stanowił zagrożenie dla ESF. Postanowiono zatem skorzystać z sieci propagandy, aby ustalić nowe zasady ekonomii. Od tej pory deficyt nie oznaczał już inflacji, lecz permanentny rozwój gospodarczy – o recesji nie mogło być mowy.

To w tamtym okresie stworzono mit niebezpiecznej deflacji. W wydaniu New York Times z 11 września 1962 roku pojawiła się wypowiedź Pera Jacobssona, dyrektora MFW, który przekonywał, że należy mniej martwić się odpływem złota z USA, a bardziej groźbą globalnej deflacji.

Propaganda uderzyła z ogromną siłą. MFW przekonywał, że od teraz należy podchodzić do deflacji z tak wielką ostrożnością, z jaką wcześniej traktowano inflację. Z perspektywy czasu widać, jak istotny był to moment. Nie da się zaprzeczyć, że plan przyniósł efekt. Ostatecznie dziś większość osób uważa, że deflacja jest bardziej niebezpieczna od inflacji.

Zmiana myślenia umożliwiła dalsze ratowanie dolara. Pod koniec lat 60-tych do pomocy zaangażowano Japonię, która zaczęła skupować ogromne ilości amerykańskich obligacji. Inni „sojusznicy” nabywali amerykańską broń. USA za jednym razem wzmacniały rangę waluty oraz zdobywały coraz większą przewagę w branży militarnej.

Na początku lat 80-tych propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Zaczęto wmawiać społeczeństwu, że nie ma żadnego powiązania między deficytem a inflacją. Stany Zjednoczone poszły w kierunku gigantycznych deficytów, natomiast inflacja była niższa niż w latach 70-tych. W ten sposób „udowodniono” brak powiązania miedzy deficytem a inflacją. Dolar zaczął się umacniać, a zyski ESF rosły.

Jak to możliwe, że dolar był drukowany w tak dużych ilościach, a inflacja nie występowała? Oczywiście taka była specyfika systemu petrodolara, dzięki któremu Amerykanie nabywali dobra niemal za darmo

…Stosunkowo często wspominamy o ESF w odniesieniu do interwencji na rynkach finansowych. W naszej opinii informacje zawarte w artykule jednoznacznie pokazują, że zasięg oddziaływania funduszu jest ogromny. Trudno przypuszczać, aby ESF omijał rynki finansowe, których kondycja jest niezwykle istotna dla systemu.

Przez wszystkie lata istnienia ESF dolar był niszczony. Obecnie amerykańska gospodarka jest w dramatycznej kondycji, rośnie odsetek osób które potrzebują wsparcia socjalnego, natomiast rola dolara z roku na rok jest coraz mniejsza. Cudów nie będzie – dolar utraci ostatecznie status waluty rezerwowej. Pytanie brzmi: ile informacji na temat działań ESF wyjdzie na jaw?

Naszym zdaniem niewiele. Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zwykłych mieszkańców USA, kraj ten będzie obecny przy tworzeniu fundamentów pod nowy system. Może się zatem okazać, że osoby, które do tej pory umożliwiały istnienie i działalność ESF, już wkrótce będą współodpowiedzialne za kreowanie nowego systemu opartego na SDR-ach.” (Zespół Independent Trader – Czym naprawdę jest Exchange Stabilization Fund?)

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku  oraz:  Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko polecam również:  Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i jeszcze:  Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

„Jeżeli to prawda… że świat dzieli się na banksterów i gangsterów to nasza sytuacja wygląda tak: nie istnieją realnie państwa demokratyczne. Istnieją tylko dekoracje zarządzane przez banki, które to dekoracje – parlamenty, rządy, narody, związki wyznaniowe, służą temu by banki mogły generować zyski. Pytanie więc czy kapitał ma narodowość jest z założenia głupie. Nie ma jej, a jeśli już się przy tym upieracie, to z pewnością nie jest to narodowość polska. Nie istnieją polskie banki, obojętnie jakimi byśmy się złudzeniami nie karmili. System tego nie zaplanował i już, jeśli zaś istnieją to niebawem istnieć przestaną, ich aktywa zaś zostaną przejęte. Prawdopodobnie bezszelestnie. I nikt tego nawet nie zauważy. Stwarzanie złudzeń dotyczących siły finansowej rodzimych banków, jeśli istnieje, musi się więc wiązać z jakimiś planami na przyszłość. Jakimi? Zapewne dotyczącymi konfliktu pomiędzy lokalnymi „niezależnymi” potencjami, który to konflikt stanie się kolejnym sposobem na powiększenie zysku banków.

 Jeśli nie istnieją państwa demokratyczne to znaczy, że nie istnieje polityka zagraniczna rządów. Jest ona fikcją. Ministrowie spraw zagranicznych zaś są powoływani po to, by przekazywać do lokalnych oddziałów Banku Rezerw Federalnych polecenia i sugestie…

Rządy jednak istnieją. Po co? Po to by prowadzić politykę wewnętrzną, czyli tresować poddanych, lub jak wolicie obywateli. Innej funkcji nie mają i mieć nie mogą. Służą także do prowokowania sytuacji generujących zyski i obsługi lokalnych instytucji finansowych. Jaki jest plan? Tego nie wiem. Mówią jednak, że zbliża się wojna z Iranem. Iran zaś to jedno z państw gangsterów, czyli takich państw, w których nie rządzą mafie międzynarodowe, ale lokalne. Inne tego typu państwa to Rosja, Chiny i Izrael. I fakt, że jedne z nich są zorganizowane w sposób demokratyczny a inne w sposób zamordystyczny nie ma żadnego znaczenia. Państwa gangsterskie mogą walczyć lub współpracować z banksterami. Jak rozwija się sytuacja zależy zawsze od bangsterów i od tego co rozumieją oni akurat pod pojęciem zysku. Tak więc wojna z Iranem może być wojną o ropę, ale nie musi…

Putin pozwoli na wojnę z Iranem, wytarguje Kaukaz i pacyfikację Polski oraz zaprowadzenie tu rządów swojej mafii. Pieniądze zmienią właściciela i wszyscy będą szczęśliwi. Na jakiś dość długi czas oczywiście. Do następnej katastrofy i następnego przetasowania. Europa popatrzy na nas ze smutkiem, ale też z radością, że tak małym kosztem udało jej się zażegnać kryzys. Będzie dobrze. W Iranie zatriumfuje demokracja, tak jak już zatriumfowała w Afryce północnej. Napisali ostatnio – naprawdę – że cała ta rewolucja zaczęła się od jakiegoś tunezyjskiego sklepikarza. Tak po prostu. Granice wstydu zostały więc przekroczone po raz kolejny.

Warto się zastanowić czy wobec dominującej roli banków przyjedzie taki moment, że państwa narodowe zostaną zlikwidowane. Moim zdaniem nie. Bo przynoszą one zbyt duże zyski. Nie zostaną zlikwidowane także państwa gangsterskie. Są bardzo potrzebne. Jeśli jakiegoś zabraknie, bo zawali się wskutek łapczywości lokalnych kacyków, stworzy się nowe. Banksterzy są poza tym jak wampiry – nie mogą wyjść na światło dzienne, bo zginą. Muszą żyć w ukryciu. Ujawnienie się zaprzeczy istocie ich obecności na Ziemi. Muszą mieć więc jakieś przekonujące dekoracje…” (coryllus – Jeżeli to prawda)

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem a także: BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Jakiś czas temu doszło jednak do ujawnienia (się) tego co powinno być ukryte, a więc do potwierdzenia fasadowości instytucji zwanej „demokratycznym państwem”… Jak śpiewa poeta „poczuli siłę i czas”, więc nie muszą się dłużej ukrywać. Zwłaszcza że niewielu dostrzegło i zrozumiało wyjątkowość tej informacji…(Odys)

Zdaniem Barniera porozumienie w sprawie dostępu londyńskiego City do wspólnego rynku może być niezbędne, aby uniknąć utraty stabilności finansowej w Europie.

Brytyjskie dziennik „Guardian” napisał, że Barnier miał powiedzieć na zamkniętym spotkaniu z europosłami, że „musimy wykonać bardzo konkretną pracę w tym obszarze”. „Aby uniknąć niestabilności finansowej, (…) będzie musiała zostać nawiązana specyficzna, szczególna relacja” – miał powiedzieć były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. Dzienniki powołuje się na wewnętrzną notatkę z tego spotkania i pisze, że to zapowiedź specjalnej umowy regulującej pozycje Londynu jako jednego z centrów finansowych dla Europy i rozliczeń we wspólnej walucie, euro. Zdaniem „Guardiana” to także zapowiedź odejścia Brukseli od „twardego Brexitu”...” (źródło rp.pl: Unia musi dogadać się z londyńskim City)

„…W związku z tym potrzebne są dwa traktaty negocjacyjne dotyczące Brexitu, jeden dla Korony, a drugi dla City. To jest z mojego punktu widzenia informacja wręcz fantastyczna. Podał ją wczoraj Puls Biznesu, ale póki co nikt z tak zwanych publicystów się nawet na ten temat nie zająknął. To co wymsknęło się panu Michelowi Barnierowi, zostało natychmiast zdementowane, jako błąd w tłumaczeniu czy inna jakaś bzdura. Nie pamiętam już kto powiedział, że nie wierzy w wiadomości nie zdementowane, ale nie jest to w tym momencie istotne – zdementowali znaczy prawda. Drugi raz nie zdementują, bo się ośmieszą już całkiem…

City nie jest Anglią, a królowa nie ma tam nic do powiedzenia, kiedy przekracza granicę tego dziwnego obszaru staje się po prostu Elżbietą Windsor i ma słuchać co jej bankierzy mówią. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie posłuchała. Cóż więc teraz? Jasne jest, że Brexit będzie przebiegał dwoma torami – jawnym i tajnym, od czasu do czasu słyszeć będziemy tylko jakieś dziwne dźwięki dochodzące z zaplecza. Może się także okazać, że City nigdy nie wyjdzie z UE i będzie po prostu finansowym łącznikiem pomiędzy wyautowaną Koroną, a interiorem finansowym Unii do niedawna zwanym kontynentem. Co z nami wobec tego? To zależy co postanowią ci ludzie których teraz City straszy i jakimi metodami zaczną obniżać koszty. Mam nadzieję, że nie będą potrafili ich obniżyć i strach przed Arabami zwycięży w ich sercach strach przed City. Wtedy jest szansa, że nic nam się nie stanie, a tamci przyślą tu parę drobnych, żebyśmy popatrzyli jak wzrasta potęga gospodarcza naszego kraju i żeby każdy miał już nie 500+ ale wręcz 1000+ na dziecko. Jeśli UE przestraszy się bardziej City, może się okazać, że najpierw rozprawi się z Arabami, a potem za pośrednictwem pana Putina z nami, bo za bardzo fikamy i domagamy się zbyt wiele, zamiast iść do roboty na szwalnię i czekać na deputat szarego mydła, jak to bywało dawnymi laty.

Jakby tego było mało wicekról Ameryki Donald Trump zapowiedział, że nie przyjedzie do Davos, a więc cały ten lewacki burdel zaczyna mieć się z pyszna i szuka tak zwanych nowych dróg rozwoju. Skoro nie będzie Trumpa, na miejscu ma się pojawić prezydent Chin. Ciekawe co na to powiedzą zwolennicy jedwabnego szlaku i „zbliżenia” z Chinami. Wybuchną entuzjazmem czy nie? Chiny miałby dać nowe gwarancje temu, co przed chwilą nazwałem lewackim burdelem i wyasygnować świeżą kasę na zasiłki dla Arabów, żeby ci podpuszczeni przez City nie poucinali głów unijnym urzędnikom i nie latali z tymi czerepami po ulicach miast. Ciekawe czy coś od tych Chińczyków wydębią, czy przyjedzie ten prezydent i wyjedzie wzruszywszy ramionami, bo okaże się, jak już nie raz bywało, że izolacja jest dla Chin lepszym wyjściem niż angażowanie się w niepewne interesy z obyczajowymi i finansowymi aferzystami…” (coryllus – Czy City wyjdzie z Unii?)

Opisana przez coryllusa wizja wpisuje się dość „dobrze” w ambicje londyńskiego City, które streszczają się w następującej kwestii: „…Brexit wzmocni pozycję City jako jedynej stolicy finansów konkurencyjnej wobec Nowego Jorku” (całość: Część przedstawicieli City za Brexitem)

podobne: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin polecam również:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Adam Wycichowski niewolnik – pierwsza gwiazdka

„Przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, ten sam, który w trybie ekspresowym wyznaczył na 21 grudnia ubiegłego roku posiedzenie Komisji Europejskiej poświęcone ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej – tym razem, podczas kolejnej Konferencji Monachijskiej, wygłosił opinię, że wypracowanie nowego modelu stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią zajmie „więcej niż 24 miesiące”. Skąd przewodniczący Juncker może wiedzieć takie rzeczy, skoro negocjacje UE z Wielką Brytanią jeszcze się nie zaczęły – tajemnica to wielka. Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się…

…mamy dwie możliwości: albo obydwie instytucje wynegocjowane porozumienie zatwierdzą, albo nie. Powiedzmy jednak, że zatwierdziły. Wtedy zainteresowane państwo opuszcza szczęśliwą rodzinę unijną na warunkach wynegocjowanych i zatwierdzonych. No dobrze – ale co dzieje się w przypadku, gdy albo negocjacje nie doprowadzą do porozumienia, albo nawet doprowadzą, ale nie zostanie ono zatwierdzone? Wtedy zainteresowane państwo też może opuścić Unię Europejską, ale dopiero po 2 latach. 2 latach – czyli 24 miesiącach, o których z obfitości serca wspomniały usta Jana Klaudiusza Junckera! Po cóż Unii Europejskiej te 24 miesiące? Wyjaśnić to można odwołując się do innej instytucji traktatu lizbońskiego, mianowicie tzw. „klauzuli solidarności”. Stanowi ona, że w razie pojawienia się zagrożenia demokracji w jakimś kraju członkowskim, Unia Europejska, na prośbę państwa zagrożonego, może udzielić mu „bratniej pomocy” w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji. A skąd wiadomo, że zagrożenia dla demokracji się pojawiły? No cóż; czyż potrzeba lepszego dowodu na zaistnienie tych zagrożeń, jak ów wniosek o wystąpienie z Unii? Nie potrzeba – a 24 miesiące chyba wystarczą, by te zagrożenia usunąć. A skąd będziemy mieli pewność, że zostały one usunięte? Stąd, że rząd ustanowiony w następstwie „bratniej pomocy” natychmiast wniosek o wystąpienie z Unii wycofa. Ciekawe, czy Jan Klaudiusz Juncker, wspominając o czasie nawet dłuższym niż 24 miesiące, miał na myśli właśnie tę mitręgę, czy też ta freudowska pomyłka przytrafiła mu się bez żadnej konkretnej intencji?” (Stanisław Michalkiewicz – Domyślajmy się!)

„…z ulgą i nadzieją witamy plany Angeli Merkel Europy dwóch prędkości. Mogą być śmiało nawet trzy, albo i więcej. Naturalnie pod warunkiem że J. Kaczyński nie zwariuje w międzyczasie i nie będzie starał się kraju zakwalifikować na pasmo najszybszego ruchu…

…Umiarkowana prędkość w dobrym kierunku jest lepsza niż ekspresowe pogłębianie euro integracji w złym, na co nalega Frau Merkel.

Jej celem, jak się zdaje, jest ekspresowe sprowadzenie reszty Afryki i Bliskiego Wschodu do serca Europy, zanim śpiące społeczeństwo niemieckie ocknie się aby bronić swojej tożsamości. Na czas tej turbo integracji Niemiec z islamem ich sąsiedzi zrobią dobrze jeśli zwolnią i odgrodzą się nawet od powstającego kalifatu płotem, jak Orban. Zbyt szybka integracja nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Wręcz przeciwnie, rozsadzić może kohezję społeczną i doprowadzić do przyspieszonego rozkładu Niemiec z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Ten rodzaj odwróconego Drang nach Osten, jak kto woli, leży w interesie ich sąsiadów. Nie bardzo więc wiemy czemu J. Kaczyński się tym martwi choć jednocześnie słusznie wskazuje palcem na Merkel jako na sprawczynię katastrofy i na role w tym jej piona w Brukseli Tuska, bezkrytycznie wentylującego niemieckie groźby pod adresem innych o astronomicznych karach za każdego nie przyjętego „uchodźcę”.

Interesujący jest timing tego pędu Angeli ku większej integracji. Wygląda to na reakcję euro establishmentu na Brexit, decyzję mających dość integracji Brytyjczyków i ich pragnienie aby się właśnie od kontynentu odintegrować. Czemu służyć ma przeciwstawienie się temu narzuconą przez Niemcy przyspieszoną integracją? Temu oczywiście aby stworzyć fakty dokonane przez co gotowość innych do próbowania kolejnego exitu z euro raju odpowiednio osłabnie. Wątpimy jednak czy strategia ta odniesie sukces.” (cynik9Europa dwóch prędkości)

„…Zaczęliście od powiedzenia nam, że musimy zapłacić rachunek, całe 52 miliardy funtów – kwota wyraźnie wzięta z powietrza, faktycznie forma żądania okupu. Moglibyście zauważyć, że włożyliśmy netto ponad 200 miliardów funtów w ten projekt, jesteśmy w istocie udziałowcami tego budynku i całej reszty majątku, i naprawdę to wy powinniście złożyć nam ofertę nie do odrzucenia, byśmy wyszli. A jak zawsze uroczy pan Verhofstadt, główny negocjator Parlamentu, w swojej rezolucji, nad którą mamy głosować później, mówi nam, że nie wolno nam omawiać potencjalnych umów handlowych z nikim innym na świecie, dopóki nie opuścimy Unii Europejskiej. Nie ma to żadnych zupełnie podstaw w prawie traktatowym i jest to tak, jakby powiedzieć, że nie możesz zaaranżować sobie mieszkania, na czas gdy wyjdziesz z więzienia…

…I oczywiście pan Tusk, którego nie ma dziś z nami – podejrzewam, że nadal płacze, wyglądał na dosyć załzawionego, nieprawdaż, po tym jak ambasador brytyjski doręczył list w zeszłym tygodniu – mówi nam w swoim memorandum, że wszelkie przyszłe umowy handlowe muszą zapewnić, że UK nie może mieć przewagi konkurencyjnej. To wszystko jest niemożliwe, a dokładacie do tego hipokryzję, że z jednej strony mówicie, że UE będzie negocjować jako jedność, a klauzula 22 dokumentu Tuska mówi, że w istocie Gibraltar, że Hiszpanie mogą mieć całkowite weto wobec całej umowy, jeśli nie będą usatysfakcjonowani suwerennością Gibraltaru. My wierzymy w narodowe samostanowienie – waszym celem i ambicją jest zniszczenie demokracji państwa narodowego. Gibraltar jest zdecydowanie rzeczą nie do przyjęcia na obecnych warunkach.

Okazaliście tymi żądaniami, że jesteście mściwi, paskudni. Mogę jedynie powiedzieć: dzięki Bogu, że wychodzimy. Zachowujecie się jak mafia. Myślicie, że jesteśmy zakładnikiem. Nie jesteśmy, wolno nam odejść…

…daje się nam żądanie okupu. Ale co musi być bardzo trudne dla was wszystkich do pojęcia, to że istnieje większy świat, tam na zewnątrz, niż Unia Europejska. 85 procent światowej gospodarki jest poza Unią Europejską. I jeśli chcecie nie mieć żadnej umowy, jeśli chcecie zmusić nas do odejścia od stołu, to nie my na tym ucierpimy. Wiecie, my nie musimy kupować niemieckich samochodów, nie musimy pić francuskiego wina, nie musimy jeść belgijskiej czekolady. Jest wielu innych ludzi, którzy nam to dostarczą. Powrót do taryf narazi miejsca pracy setek tysięcy ludzi żyjących w Unii Europejskiej, a jednak co mówicie, to że chcecie przedłożyć interesy Unii Europejskiej ponad interesy waszych obywateli i waszych firm. I jeśli będziecie dalej iść tą drogą, to nie tylko Zjednoczone Królestwo uruchomi artykuł 50, będzie jeszcze wiele kolejnych.” (karasekUS, Nigel Farage: UE jak mafia… niech będzie gangsterzy)

podobne: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego

W przeciwieństwie do państw takich jak Polska (a w zasadzie ich elit politycznych) wiecznie do czegoś aspirujących, zatroskanych o swój wizerunek „zagranico”, państwa poważne (a do takich należy Wielka Brytania) mają to do siebie że potrafią uzasadnić swoje racje, nawet jeśli argumenty na owe racje wydają się nieco „przestarzałe”. Demonstrując tym samym wyższość i przywiązanie do własnego porządku i dorobku prawno cywilizacyjnego… (Odys)

„…w portalu Obserwator finansowy ukazał się tekst Jacka Ramotowskiego zatytułowany Wielkie banki przygotowują się do brexitu. I w tym tekście znajduje się taki oto fragment:

Na wniosek Giny Miller brytyjski Sąd Najwyższy orzekł w listopadzie, że rząd nie może złożyć notyfikacji zamiaru opuszczenia Unii bez zgody parlamentu. Rząd odpowiednią ustawę przedstawił, ale nie zawiera ona szczegółów. Domaga się upoważnienia go do uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego i podjęcia negocjacji zgodnie z tzw. klauzulą Henryka VIII z 1539 roku. Klauzula ta pozwala na zmianę, a nawet uchylenie ustawy bez zgody parlamentu.

Można uchylić ustawę bez zgody parlamentu, bo są odpowiednie narzędzia prawne w tradycji legislacyjnej na Wyspie. Tylko kto o tym decyduje? Wczoraj myśleliśmy, że król. A jeśli tak, to sądziłem, że będą z tym brexitem czekać, aż pani Ela odłoży łyżkę i na tronie zasiędzie Harry czy może te drugi, bardziej piegowaty. Dziś z rana okazało się, że w takich sprawach decyduje tajna rada, a skład tajnej rady możecie sobie znaleźć w sieci, bo nie jest on znowu aż tak tajny. No, ale jak napisałem na początku nie będzie trzeba sięgać po klauzule z roku 1539, bo już jest po sprawie, brexit rozpocznie się przed końcem marca.

Widzimy na tym przykładzie jak poważna jest tradycja polityczna Wielkiej Brytanii i jak serio traktuje się tam decyzje. Oczywiście, ktoś powie, że od dawna wiadomo było, że wyjdą potrzebowali tylko uzasadnienia. No, ale potrafią to uzasadnienie znaleźć i za jego pomocą przymusić Izbę Lordów to uległości. To jest właśnie poważna polityka.

Popatrzmy teraz jak poważna polityka wygląda u nas. Poważną polityką są w Polsce kwestie dotyczące 500+ i strajku nauczycieli o 10 procentową podwyżkę, poważną polityką jest nieudany skok na stanowisko szefa PE, a także powracające stale gawędy o tym czy uzbroić Polaków czy też może pozostawić ich bez broni, a za to zorganizować obronę terytorialną. Za poważną wewnętrzną politykę w Polsce uchodzi medialna propaganda najgorszego gatunku, taka jaką zaprezentował w najnowszej, jeszcze nie wydrukowanej Gazecie Polskiej Tomasz Sakiewicz. Na okładce widzimy tramwaj z czasów okupacji, z którego wychyla się Angela Merkel, a na pierwszym planie stoi Donald Tusk w mundurze esesmana. Proszę bardzo https://twitter.com/GPtygodnik/status/841348170584076289

W środku jak widzicie mamy tradycyjną, znaną nam z tygodników wydawanych za Gierka, mapkę przedstawiającą potencjał wojenny krajów Europy, z tym, że odwrotnie niż wtedy zagrożeniem nie jest zachód a Rosja. Mamy więc tu połączenie dwóch poetyk. Nachalnej propagandy i pseudonaukowej strategii. Każdy oczywiście, kto to skrytykuje zostanie z miejsca nazwany ruskim agentem. Bo ten manewr także jest wpisany w mechanizm działań poważnej polityki wewnętrznej w Polsce. Jeśli do tego dodamy to, co powiedziała pani Fotyga niedawno, w związku ze sprawą uzbrojenia Polaków, to mamy komplet. Powiedziała – przypomnę tylko – że w Polsce, odwrotnie niż w USA nie ma tradycji noszenia broni. Gadałem o tym wczoraj z Jackiem i on powiedział w pewnym momencie, że w Polsce jest za to tradycja noszenia ołowianych kul w potylicy. Ja zaś pomyślałem, że to dobry bon mot, bo on opisuje czynną nad Wisłą i wiecznie żywą tradycję potyliczną. Mamy nawet taki prawicowy portal – Wpotylicę. Prowadzą go bracia Karnowscy…” (coryllus – O tradycji politycznej i tradycji potylicznej)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.

„…ma się w Rzymie odbyć uroczysty „szczyt” Unii Europejskiej, na którym delegacja polska ma znowu pokazać europejsom” nie tylko, jakie z nich palanty, ale stanąć na nieubłaganym gruncie europejskiej jedności, a także – jedności euroatlantyckiej. W związku ze szczytem pani premier Szydło żałośliwym tonem wygłosiła specjalne orędzie do narodu, informując, co i jak. Ten żałośliwy ton wynika, jak przypuszczam, z trudności położenia w jakim znalazła się nie tylko ona, ale całe PiS wobec swoich wyznawców. Z jednej strony pan prezes Kaczyński chciałbym im zaimponować przedstawieniem, jak to pod jego przywództwem Polska „wstaje z kolan” i tak dalej, ale z drugiej strony targa nim jaskółczy niepokój, że jak tylko spróbuje wstać, to nie dostanie forsy, od której nasi Umiłowani Przywódcy uzależnili nie tylko Polskę, ale i samych siebie. Przed taką możliwością ostrzegł panią premier Szydło francuski prezydent Hollande, zauważając, że „wy macie zasady, a my – subwencje”. Wprawdzie pani premier skwitowała to lekceważącą uwagą, że prezydent Hollande ma zaledwie 4 procent poparcia, ale procenty to jedna rzecz, a forsa, to rzecz druga. Ale cóż; wobec wyznawców trzeba trzymać fason („on tu jeden trzyma fason ponad Żydów podłą zgrają i on jeden nie jest mason, chociaż – czego nie gadają?” – powiada poeta), więc pani premier zapowiedziała, że jeśli polskie żądania nie zostaną w Rzymie spełnione, to Polska nie podpisze końcowej deklaracji. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to scenę spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty z cesarzem Napoleonem III. Charlotta chciała namówić Napoleona na interwencję w Meksyku, gdzie powstańcy oprymowali jej męża, cesarza Maksymiliana. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, więc Charlotta użyła ostatecznego w jej mniemaniu argumentu, oświadczając, że jeśli nie będzie interwencji, to oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się wtedy Napoleonowi, na co Charlotta najpierw dostała spazmów, potem zaczęła wyrzucać francuskiemu cesarzowi jego niskie pochodzenia, aż wreszcie zwariowała. Takie rzeczy pokazują, że w polityce światowej sprawy tragiczne sąsiadują z komicznymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Czyżby znowu moralne zwycięstwo?)

podobne: Dwie prawdy zamiast polityki oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

Obniżenie ratingu Polski w praktyce. Nie ma darmowych obiadów więc kto zapłaci za długi i „sprawiedliwy kurs” CHF? Kryzys z deflacją w tle. Przyjdzie czas na złoto.


Ciężar kredytu

Ciężar kredytu

Rynki finansowe i politycy to w pewnym sensie dwie frakcje, które ze sobą konkurują, ale nie mogą bez siebie żyć. Jedni wydają pieniądze, a drudzy to finansują i na tym zarabiają…

„Ryzyko kredytowe na średnim poziomie. Dobra wiarygodność finansowa i wystarczająca zdolność do obsługi zobowiązań. Podwyższona podatność na niekorzystne warunki gospodarcze.”

Jak widać z opisu, S&P nie obawia się o obecną sytuację gospodarczą Polski, tylko o pogorszenie sytuacji w przyszłości. Analitycy agencji w uzasadnieniu swojej decyzji, jako główny powód podają fakt, że w październiku w wyborach parlamentarnych zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, którego decyzje polityczne mogą doprowadzić do destabilizacji czołowych instytucji państwowych i w konsekwencji spowodować osłabienie naszej gospodarki, co w konsekwencji ma oznaczać problemy z obsługą zadłużenia.

Czego obawia się agencja Standard & Poor’s?
Jest kilka elementów, które zagrażają naszej sytuacji gospodarczej i mogą budzić pewne wątpliwości. Oto kilka z nich:

1. Destabilizacja polskiego sektora bankowego.

…Kursy Getin Noble, Alior Banku, BOŚ znajdują się obecnie w okolicy swoich historycznych minimów. Jednym z powodów przeceny jest oczywiście dyskontowanie wpływu nowego podatku, jaki wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość ,w kolejnych latachNiestety, nie jest to powód jedyny. Z czasem banki przerzucą nowy podatek na klientów, więc w długim terminie to nie będzie miało aż tak dużego znaczenia….

…W piątek Prezydent zaprezentował projekt kolejnej ustawy, która mocno uderzy w banki. Tym razem dotyczy ona kredytów w walucie zagranicznej, przede wszystkim we franku szwajcarskim. Według ustawy, każdy kredytobiorca ma uzyskać możliwość przewalutowania swojego zobowiązania po „kursie sprawiedliwym”.

…Pojawiają się pierwsze szacunki ze strony banków, że może to stanowić w sumie nawet 34 mld zł. Zysk całego sektora bankowego w 2015 roku to 10 mld zł. (…) Liczby pokazują, że nowa ustawa Prezydenta może całkowicie zdestabilizować sektor bankowy. W najlepszym wypadku doprowadzi do masowego podnoszenia opłat i wstrzymania akcji kredytowej, a w najgorszym nawet do kryzysu całego sektora bankowego i potrzeby masowego dokapitalizowania banków.

2. Dług Polski w obcej walucie.

…Jak wynika z oficjalnych danych Skarbu Państwa, dług w walucie obcej to około 35,3% całości zadłużenia. Wystarczy, że doświadczymy w najbliższym czasie mocniejszego osłabienia polskiej waluty, powyżej 10%, a pierwszy próg ostrożnościowy zostanie szybko aktywowany. Wtedy, zgodnie z konstytucją nie ma możliwości zwiększania wydatków, a więc plany dotyczące nowych ustaw staną pod znakiem zapytania. Sytuacja finansowa kraju znacznie się pogorszy. UE ponownie nałoży na nas procedurę nadmiernego deficytu.

3. Obniżenie wieku emerytalnego.

Po projekcie ustawy o „frankowiczach” nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Prezydent przygotuje ustawę obniżającą wiek emerytalny. Ta ustawa zwiększy wydatki budżetowe związane z finansowaniem ZUS i oczywiście przyspieszy rozbiór OFE. Przyspieszy zbliżanie się stosunku długu do PKB do okolic 55%.

4. 500 zł na dziecko

…w krótkim terminie Rząd nie ma pomysłu jak to sfinansować. W ekonomii nie ma darmowych obiadów i nowe podatki firmy przerzucą na nas konsumentów. Istnieje więc poważna obawa, że pomysł zostanie sfinansowany w inny sposób, np. poprzez NBP.

5. Zagrożenie niezależności NBP

Wkrótce wygasną mandaty członków Rady Polityki Pieniężnej. Nowych członków wybierze m.in Prezydent, Parlament i Senat. Po wydarzeniach z Trybunałem Konstytucyjnym chyba już nikt nie ma wątpliwości, że to będzie najbardziej upolityczniona Rada Polityki Pieniężnej w historii Polski. Nikt nie będzie zachowywał pozorów zatrudniania fachowców i obiektywnych specjalistów. Jeżeli nowa RPP będzie prowadzić ekspansywną politykę monetarną, zależną od Rząd, to polska waluta może zanurkować (czyli dotkną nas konsekwencje opisane w punkcie 2).

Co obniżenie ratingu Polski oznacza w praktyce?

…Inwestorzy instytucjonalni i finansowi z całego świata, którzy inwestują globalnie, zamiast zatrudniać własne sztaby analityków polegają na analizach agencji. W swoich strategiach inwestycyjnych zapisują, że inwestują przykładowo tylko w papiery o ratingu A+ i lepsze. Jeżeli rating Polski spada, to w tym momencie wszystkie firmy inwestycyjne zgodnie ze swoimi zapisami strategii muszą przebudować swoje portfele. Docelowo Ci inwestorzy w przyszłości już nie będą kupować polskich obligacji, przez co popyt się zmniejszy, a więc ich oprocentowanie wzrośnie. Będziemy musieli w związku z tym więcej zapłacić za swoje długi, przez co prawdopodobieństwo tego, że szybciej dojdziemy do progu ostrożnościowego jest większe.

Wpływ na współczynniki wypłacalności

…Im mniejszy rating tym większe ryzyko, a więc firmy ubezpieczeniowe i banki inwestycyjne mogą mieć w swoich portfelach mniej polskich obligacji i tutaj też nie ma dyskusji, tak po prostu jest. Przez to popyt jest mniejszy i oprocentowanie musi być wyższe.

…Prawda jest taka, że jesteśmy średnio zamożnym krajem na dorobku i nie stać nas na uszczęśliwienie wszystkich. Możemy się zgadzać z decyzją S&P lub nie, ale nie powinniśmy jej ignorować.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Standard & Poor’s tnie rating Polski. Co to oznacza w praktyce?

„…Standard and Poor’s (S&P) to najbardziej skorumpowana z kilku agencji ratingowych, przyłapana swojego czasu na procederze przekształcania scheissu w złoto, a konkretnie na przerabianiu nic nie wartych obligacji „subprime” w klejnoty z najwyższym rankingiem i najwyższą ceną. Za to Standard and Poor’s (S&P) zdrowo beknął płacąc karę. Nie jest jednak pewne czy wyciągnął z tego jakieś nauki.

Oczywiście myślący inwestor sam sobie szkodzi polegając w swoich prywatnych rachubach i poczynaniach na rankingach skorumpowanych agencji. Wierz własnym oczom i własnemu rozumowi, a ignoruj resztę. Nie znaczy to jednak aby ranking Standard and Poor’s (S&P) nie miał znaczenia. Ma znaczenie i to duże.

Wypuszczające obligacje rządy, główne banki czyli tzw. primary dealers w tych obligacjach, banki centralne oraz organizacje takie jak IMF czy Bank Światowy, tworzą jeden wielki ekosystem o charakterystykach organizacji mafijnej. Z jednej strony do mafii należeć musisz, na zasadzie sklepikarza w złej dzielnicy muszącego płacić comiesięczną „opiekę” miejscowemu gangowi. Mafia w zamian prowadzi coś w rodzaju ulicznego ATM – gdzie rząd może w każdej chwili podjąć potrzebną mu gotówkę. W ciepłej atmosferze wzajemnych kontaktów mafiosi znają się dobrze i przestrzegają pewnych reguł.

…Jak by się nie ustatkował to są na to inne metody, jak na przykład odcięcie mu dopływu tlenu, ergo dostępu do rynków kapitałowych, a/k/a do wspomnianego ATM. Do urabiania opornych służą m.in. właśnie rankingi długu Standard and Poor’s (S&P) i dwóch innych makerów. Rating gorszy oznacza ostrzeżenie i trudniejszy dostęp do rynków kapitałowych; kraj musi płacić wyższe odsetki czyli kredyt staje się droższy. Rating zły znaczy że jego obligacje mają status śmieciowy i że nikt, oprócz ryzykantów, ich nie kupi. A jak rząd nie dostanie dostępu do życiodajnego ATM to go mogą wywieźć na taczkach, na czym się jego kadencja skończy…

Tak jak niegdyś grupa targowickich zdrajców w Sankt Petersburgu tak i teraz mafia banksterska z aparatczykami unijnymi w Brukseli i ich pozujący na „obrońców demokracji” agenci w kraju knują obalenie legalnego rządu poprzez sprowokowanie kryzysu finansowego w Polsce. Kiedy dwie pozostałe agencje, Fitch i Moody’s, też zaczną obniżać polski rating, w sytuacji gdy nijak się to nie ma do realiów gospodarczych, to sytuacja może się szybko zaognić. Złoty spadnie głęboko a kraj wpaść może w kryzys jakiego nie widział od lat, zwłaszcza na tle globalnego spowolnienia i prawdopodobnej recesji.” (cynik9)

całość tu: Wojna polsko unijna. PLN pierwszą ofiarą podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.

…chodzi o to że sam rating (niezależnie od tego czy zrobiony na polityczne zamówienie czy nie) nie jest szkodliwy ani dla realnej gospodarki ani dla państwa jako instytucji, jeśli funkcjonują w sposób zdrowy/normalny w oparciu o własny, zaoszczędzony i wypracowany na rynku wewnętrznym kapitał. Nikt jeszcze od tego typu prowokacji nie zamknął firmy ani nie przestał uprawiać ziemniaków. Od takiego notowania nie zależy ani pomyślność firm ani budżetu państwa. Problem staje się realny kiedy państwo i gospodarka potrzebują kapitału z zewnątrz w postaci KREDYTU na inwestycje oraz na kosztowne zobowiązania budżetowe, które w wypadku deficytu są finansowane z długu (tym bardziej kosztownego im większy deficyt i zadłużenie). Wtedy zagrożenie jest jak najbardziej realne, ponieważ instytucje finansowe które udzielają kredytów inwestycyjnych/finansują deficyty państw, budują swoje portfele inwestycyjne na podstawie ratingów (niezależnie od tego czy są robione na polityczne zamówienie czy też nie) i mogą w związku z tym nie chcieć pożyczać, albo będą sobie życzyć większej „premii” za ryzyko (większych odsetek od udzielonej pożyczki).

Co to oznacza dla budżetu i gospodarki opartej o kredyt nie trzeba chyba wyjaśniać. Słaba gospodarka do tego sterowana centralnie (a taką jest Polska) nie jest w stanie sama udźwignąć kredytowania wydumanych wydatków państwa (a PIS ma tutaj dość ambitne plany), więc państwo zmuszone jest zadłużać się za granicą. Gdyby nie musiało, albo gdyby prowadziło zbilansowaną gospodarkę wydatkowania środków publicznych to mogłoby sobie na taki ranking (a co za tym idzie na kapitał zagraniczny) gwizdać. A tak to tylko patrzeć jak polski rząd zacznie tańczyć jak mu lichwiarze zagrają – rzecz jasna na własne pazerne/nieodpowiedzialne życzenie! (Odys)

Dla uzupełnienia jak zwykle ciekawy wywiad Trader21 dla dla NTV – Po co nam agencje ratingowe (27.01.2016) 

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? a także: PKB spada, dług względem PKB rośnie, deficyt w górę, OFE do „golenia” – perspektywa negatywna polecam również: Agencja ratingowa „Fitch” obniża perspektywę ratingów Polski. Ekonomiści: to sygnał dla rządu. i jeszcze: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

„…Dlaczego kredyty we franku szwajcarskim to problem dla całej gospodarki?
Może się mylę, ale nie słyszałem głosów na temat tego, że kredyty we franku szwajcarskim stanowią problem dla kredytobiorców, którzy brali je w 2004 roku, kiedy kurs CHFPLN wynosił 3 zł, a ceny nieruchomości były niskie. Problem odczuwają kredytobiorcy, którzy brali kredyt w 2007 i 2008 roku, gdy na rynku panowała odmienna sytuacja od tej z 2004 roku, czyli wysokie ceny nieruchomości i niski kurs CHFPLN.

Nieefektywne inwestycje
Kredytobiorcy we franku szwajcarskim z 2007 i 2008 roku mają klasyczny problem z finansowaniem nietrafionej inwestycji. Ich mieszkania nie są po prostu warte tej ceny, jaką zapłacili w 2007 i 2008 roku. Co prawda ich cena w PLN nie zmieniła się, ale w CHF drastycznie spadła. Każdy kto zrealizuje nietrafioną inwestycję musi ponieść straty z nią związane. W tym przypadku straty przyjmują charakter dużo wyższych rat kredytu w przyszłości, niż gdyby zaciągnęli dług w walucie polskiej.

Przeinwestowanie
Inną kwestią jest też to, że kredytobiorcy we franku szwajcarskim eksploatowali swoją zdolność kredytową do granic możliwości. Tutaj w grę wchodzi ekonomia behawioralna i wiele pułapek mentalnych, jakie nam zagrażają5. Zamiast kupić mieszkanie o powierzchni 60 m2, na które pozwalała im zdolność kredytowa w walucie krajowej, decydowali się na zakup mieszkania o wielkości 80 m2, w przypadku kredytu walutowego. To tylko potęguje koszty i skalę tego jak bardzo inwestycja okazała się nietrafiona i jak duże koszty kredytobiorcy muszą obecnie ponosić. W związku z tym około 250 tys. kredytobiorców w CHFPLN, którzy zdecydowali się na kredyt pomiędzy 2007-2009 rokiem musi płacić dużo wyższe, raty niż gdyby zaciągnęli zobowiązanie w krajowej walucie oraz ponosić koszt dodatkowo zakupionego metrażu, na który ich w rzeczywistości nie było stać.

Underwater mortgage
Problemem kredytobiorców we franku szwajcarskim nie są jedynie wyższe raty kredytu, ale też w wielu przypadkach tak zwane zjawisko hipoteki pod wodą, która odbiera zdolność kredytową. Przez to kredytobiorcy we franku szwajcarskim, którzy nie mają problemu z regulowaniem swoich zobowiązań i tak nie mają zdolności kredytowej, gdyby chcieli zaciągnąć dodatkowe zobowiązanie. Wartość ich kredytu w PLN, pomimo wielu lat spłacania, wciąż przekracza wartość nieruchomości, na którą kredyt był brany. To zmniejsza potencjał do dalszych inwestycji w naszym kraju i przez to obniża nasz potencjalny wzrost gospodarczy

…Jak to mawiał Milton Friedman, w ekonomii nie ma darmowych obiadów. Za finansowanie gospodarki z oszczędności zagranicznych, zbyt duże i nietrafione inwestycje musimy w jakiś sposób zapłacić

Teraz zostaliśmy ze zobowiązaniami, które musimy w jakiś sposób pokryć. Tutaj nie ma jednego dobrego rozwiązania. Najlepiej koszty borykania się z problemem rozbić po trochu na samych kredytobiorców, banki, budżet i być może NBP. Koszty są duże, ale w ten sposób rozłożony proces sprawi, że na pewno nie zdestabilizuje to gospodarki. Ryzyko systemowe jednak wreszcie zniknie i wtedy możemy jako kraj zabrać się za punkt pierwszy planu wyjścia z długów i przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Mam tu na myśli budowanie silnych polskich firm, które mogą konkurować na rynku globalnym.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kredyty we Franku Szwajcarskim – historia prawdziwa podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

„…Za rozwiązanie problemu z kredytami w CHF mogą zapłacić tylko trzy strony: kredytobiorcy, banki albo budżet państwa. Projekt ustawy Prezydenckiej zakłada, że ostatecznie to właśnie budżet państwa zapłaci za restrukturyzację kredytów. Banki, które poniosą straty na restrukturyzacji kredytu, będą mogły liczyć na 20% obniżkę podatku od aktywów. Skumulowana strata będzie mogła być odliczana przez wiele lat, aż zostanie w całości pokryta. Krótko mówiąc, to budżet zapłaci za restrukturyzację, ale koszt ten zostanie rozbity w czasie.

W krótkim terminie jednak to właśnie banki muszą same ponieść koszt restrukturyzacji i jednocześnie płacić 80% należnego podatku od aktywów bankowych. Tutaj nie trzeba być wielkim znawcą bankowości, aby domyślić się, że same będą zmuszone przerzucać wyższe koszty na klientów. Także podsumowując w długim terminie koszt restrukturyzacji kredytów poniesie budżet państwa poprzez mniejsze wpływy z nowo uchwalonego podatku od aktywów bankowych, ale koszt ten zostanie on rozbity w czasie. W krótkim terminie banki będą musiały nowe obciążenie pokryć same lub poprzez podwyżkę opłat dla klientów…” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kto właściwie zapłaci za „sprawiedliwy kurs” CHF? 

…no i właśnie to zawsze się tak kończy. Można udawać że jakiś „budżet” albo „państwo” spłaci za ludzi ich długi, ale prawda jest taka że to my obywatele zapłacimy za pazerność innych obywateli i „filantropię” tzw. państwa które będzie udawać że pomaga za swoje, choć swoich pieniędzy nigdy nie posiadało i nie posiada bo tylko żre. Więc ja w przeciwieństwie do autora nie podzielam poglądu o tym że należałoby rozłożyć czyjeś zobowiązania na innych (niby jakim prawem?). Kto ma długi niech je spłaca. Bez kary za pazerność ludzie i banki które im bezmyślnie tych kredytów udzielają, nigdy nie zmądrzeją i nie wyrwą się z pętli myślenia „róbta co chceta” (bezkarnie) bo przyjdzie św. Mikołaj „budżet” albo inny dobry wujek Duda i wszystko za was lekką rączką zapłaci. Bo w tym momencie to nie tylko długi kredytobiorców są spłacane ale jak można przeczytać spłacone będą również banki. Czemu społeczeństwo składające się głównie z ludzi którzy nie mają kredytów i całe życie uczciwie oszczędzają, ma ponosić koszta fanaberii jakichś dyletantów i jeszcze być szantażowane groźbą utraty depozytów jeśli banki nie zostaną spłacone?  (Odys)

podobne: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce).

„…Każde zaciągnięte zobowiązanie powoduje, że wydajemy pieniądze, których jeszcze nie zarobiliśmy. Dzisiaj konsumujemy nasze przyszłe przychody. Widzimy zatem, że konsumenci zaciągając długi, nakręcają teraźniejszy popyt kosztem przyszłego. Starając się sprostać wymaganiom rynku, firmy zwiększają swoje możliwości produkcyjne, zaciągając kolejne zobowiązania. Dzięki temu, pracownicy przedsiębiorstw zarabiają więcej pieniędzy, a będąc jednocześnie konsumentami, zaciągają dodatkowe długi. Dostali przecież podwyżkę, więc mogą sobie na to pozwolić. Trwa to do czasu, zanim skumulowane odsetki zdławią popyt, a wiele rodzin i firm straci płynność, i zbankrutuje.

Harry Dent ma zatem rację, wieszcząc nadchodzącą deflację. Objawi się ona z powodu bankructw na różnych poziomach, w zależności od rodzaju podmiotu. Dług rządowy zostanie odpisany, zmniejszając tym samym ilość i wartość obligacji w obiegu (jak będzie to miało miejsce w Puerto Rico). Korporacje przestaną spłacać swoje zobowiązania, a syndyk zlicytuje ich aktywa trwałe. Długi osobiste natomiast będą zaspokajane przez zajęcia komornicze dóbr i kont bankowych. Wtedy, ilość pieniędzy używanych przez społeczeństwo drastycznie się zmniejszy, gdyż zostaną „wessane” przez banki pod spłatę należności. To z kolei, spowoduje problemy z płynnością jeszcze większej liczby podmiotów.

Dzisiaj właśnie, dzięki nieustannemu przyrostowi długu, państwa i korporacje są w stanie rolować swoje zobowiązania. Nie będzie to jednak trwało wiecznie. Podaż nowych pieniędzy okaże się niewystarczająca, a sytuacja będzie się pogarszać z każdym dniem, zanim nastąpi odpis niespłacalnych długów...

Jeśli dodamy do tego rozrost sektora publicznego i dłuższy okres życia, mamy coraz większe obciążenia kosztów pracy dla mniejszej liczby młodych ludzi. Tendencja ta nie jest jednakowa na całym świecie. Kraje rozwijające się w Afryce i Azji mają dodatni przyrost naturalny i to dzięki nim populacja ludzi na świecie wzrasta. Rosnąca różnica między tymi krajami a Europą, będzie miała coraz większy wpływ na pogłębienie się problemu płynności finansowej krajów zachodnich w nadchodzących latach.

Postępujący proces starzenia się społeczeństw byłby zdecydowanie mniejszy, gdyby nie państwowy powszechny system emerytalny, który został wprowadzony w poprzednim stuleciu. Rozerwanie międzypokoleniowych więzi rodzinnych niszczy już nie tylko finanse publiczne, ale również cywilizację łacińską, na której Europa wyrosła ponad przeciętność.

Kończą się możliwości manewru banków centralnych

Wiemy już, że wzrost gospodarczy sponsorowany długiem jest silniejszy, ale pociąga za sobą nieubłagany kryzys. Deflacja jest pewna i to ona, prędzej czy później, kończy cykl kredytowy. Kryzys będzie tym głębszy, im większa ilość podmiotów gospodarczych i państw dopełni jednocześnie cykl. Mimo to, istnieją możliwości przedłużania degradacji bilansów firm i banków, gdy odsetki urosną do zbyt dużych poziomów. Większość z nich została już wykorzystana, na przykład przez: obniżenie stóp procentowych, gwarancje rządowe dla banków pod zabezpieczenie długów, luzowanie standardów przyznawania kredytów, czy drukowanie pieniędzy. Jedyne, czego banki centralne oficjalnie jeszcze nie zrobiły na dużą skalę, to rozdawanie banknotów obywatelom. W rzeczywistości, robią to „pod przykrywką” już od dawna. Przykładem na to są rządowe programy pomocowe w postaci food stamps, bądź zatwierdzany przez kongres duży deficyt budżetowy, który uzupełnia popyt przez zlecenia rządowe.

W normalnym państwie rozbuchane wydatki publiczne poważnie dławią wszelki rozwój gospodarczy, ale w USA jest inaczej. Proces ten zmienia międzynarodowy status dolara. Inflacja, która powstaje ze zwiększania bazy monetarnej przez zamówienia rządowe, jest eksportowana za granicę wraz z walutą. To właśnie ten mechanizm utrzymuje Stany Zjednoczone na powierzchni, pomimo około 30% deficytu budżetowego każdego roku. Z tego właśnie powodu udaje się tak długo odciągnąć w czasie nieunikniony krach, który przyjdzie, gdy skończą się możliwości rolowania długów.” (Trader21)

całość tu: Co nas czeka – wielka deflacja czy hiperinflacja

podobne: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz:  „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. a także: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) polecam również: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i jeszcze: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.

„…Dziać się mogą ciekawe rzeczy bo FED nigdy nie trzymał stóp procentowych na zerze przez aż tak długo. Nigdy też nie zaczynał podwyżek w sytuacji kiedy gospodarka w sposób widoczny zmierza ku recesji w której stopy raczej się redukuje, a nie podwyższa. Ale z czego tu redukować skoro są dalej praktycznie zero, bo 0.25% żadnej wiosny nie czyni. Jak widać, co krok to jakaś nowość…

Brak zainteresowania złotem wśród inwestorów kompensują na szczęście rządy, dzięki czemu jest zawsze o czym pisać… 😉

Rząd grecki na przykład wykazuje wprost nadzwyczajne zainteresowanie złotem swoich obywateli. Do tego stopnia nawet że od 2016 będą oni musieli składać szczegółowe zeznania majątkowe deklarując w którym materacu trzymają ile złota a który przeznaczony jest do trzymania wyłącznie gotówki. Najwyraźniej zdaniem greckich socjalistów bessa w złocie kiedyś się skończy (w czym mają rację) a wtedy listy obywateli i ich złotych posiadłości mogą dla polującego na każde euro reżimu okazać się nadzwyczaj pożyteczne. A że EU przejmuje właśnie nie tylko granice Grecji ale też i resztę kraju to adaptacja tego pomysłu na całą unię może być jedynie kwestią czasu.

Znamienne jest że kiedy dawno temu pisaliśmy o inwestowaniu w złoto nikt dobrze nie rozumiał po co nabywać je anonimowo… Obecnie Grecy przynajmniej to zrozumieli, choć dla niektórych poza Grecją jest to prawdopodobnie nadal greka. Tym bardziej że dyskusja przeszła raczej na temat po co w ogóle je nabywać. Przypuszczamy że temat ten z czasem okaże się równie oczywisty jak zakup anonimowy choć i tu dla wielu będzie za późno…” (cynik9)

całość tu: Zainteresowanie złotem wzmaga się choć w Europie na razie wśród rządów 

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. oraz: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? i to: Cypr. Precedens już jest… kto następny?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Inwestowanie a spekulacja. Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?


„…Czy inwestowanie jest spekulacją? W jakim stopniu spekulacja jest częścią inwestowania? (…) Możliwe są tu dwie różne filozofie podejścia.

Jednym z nich jest podejście inwestora, które nazwać możemy też „podejściem Peryklesa”. Inwestor uważa że przyszłości zasadniczo przewidzieć się nie da, wbrew natrętnej nieraz reklamie promotorów rozmaitych inwestycyjnych produktów które mają „pobić rynek”. A skoro przewidzieć się jej nie da to próby podejmowane w tym kierunku będą bezowocne. Bardziej sensownie jest skupić uwagę na należytej dywersyfikacji całego portfela inwestycyjnego tak aby być odpowiednio przygotowanym na każdy wariant obrotu spraw. Tak do rzeczy podejdzie inwestor.

Oznacza to zasadniczo „siedzenie w rynkach” na dobre i na złe. Inwestor nie odgaduje co będzie specjalnie „hot” w przyszłym roku albo czego należy unikać. Byłoby to może pomocne ale skoro przyszłości z należytą pewnością przewidzieć się nie da to sprowadzałoby się to właśnie do spekulacji. Kontentuje się zatem zwrotem rynkowym, średnim, takim samym jaki dostępny jest dla wszystkich innych uczestników rynku. Inwestor zwróci natomiast uwagę na to aby zwrot ten zrealizowany został pewnie, tanio i bezpiecznie. Sprowadza się to najczęściej do zajęcia pozycji w szerokich indeksach rynkowych i funduszach zrównoważonego wzrostu raczej niż w indywidualnych walorach…

…W odróżnieniu od inwestora cel spekulanta jest inny. Jest nim próba zrealizowania zwrotu ponad rynkowego, lepszego niż rynkowy czy, jak kto woli, „bijącego rynek”. W poszukiwaniu zwrotu ponad rynkowego nie ma naturalnie niczego złego. Spekulant musi jednak rozumieć że porywając się na wynik lepszy niż rynkowy wejść musi również w strefę ryzyka wyższego niż rynkowe. Czasem okazuje się ono dużo większe i nie zawsze kompensuje potencjalnie większą nagrodę.

Zwrot ponad rynkowy nie jest dostępny dla wszystkich, lecz jedynie dla niewielkiej i zmieniającej się grupy. Spekulant musi również dobrze rozumieć że aby odnieść sukces w spekulacji, to jest osiągnąć wynik niedostępny dla innych, dysponować musi pewną przewagą wiedzy, umiejętności czy technologii nad innymi. Popularną iluzją mas jest spodziewanie się sukcesu w spekulacji bez posiadania tej wbudowanej przewagi.

O ile pomiędzy tak zdefiniowanymi obszarami inwestowania i spekulacji istnieje stosunkowo ostre rozróżnienie to często się zdarza że inwestor jest też po części zaangażowany w spekulację i vice versa…” (cynik9)

całość tu: Inwestowanie a spekulacja

podobne: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze i to: Akcje – Czy warto inwestować w wartość? oraz: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych a także: Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

„Inwestycje na giełdzie zawsze wiążą się z ryzykiem utraty części środków. Zwłaszcza jeśli kupuje się nie tyle akcje, co instrumenty pochodne z dużym lewarem…. 

…Kontrakt, który opiewa na 100 tys. PLN może zostać kupiony za 10 tys. PLN środków pochodzących od spekulanta i 90 tys. kredytu PLN. Dzięki temu, młodzi spekulanci chcą zwiększyć swoje zyski w krótszym czasie. Dysponują oni z reguły niewielkimi kwotami wypracowanych oszczędności i pragną szybko się wzbogacić. Nagły ruch indeksu w niewłaściwą stronę powoduje wyzerowanie depozytu początkowego, przeznaczonego na zakup kontraktu, a niekiedy powstanie długu na koncie, który później musi zostać pokryty.

1. Do czego może doprowadzić lewar i spekulacja obrazuje perfekcyjnie przykład pewnego Amerykanina. Joe Cambell, bo o nim mowa otworzył krótką pozycję na kontraktach terminowych, opiewających na akcje KaloBios Pharmaceuticals. Firma ta popadła w poważne kłopoty finansowe. Zapowiadano wyprzedaż majątku trwałego i wygaszenie działalności spółki. Bankructwo było bardzo prawdopodobne. W takich okolicznościach, krótka pozycja Campbella, zyskująca na spadku ceny akcji, wydawała się mieć sens.

W środę 18 listopada cena akcji oscylowała w przedziale 1-2 dolarów, a dalsze perspektywy były bardzo niekorzystne. Joe kupił więc kontrakty short, opiewające na kwotę 35 tys. USD, licząc na dalszy spadek ceny akcji. Zważywszy, że przy transakcji zastosowano znaczny lewar, łączny kapitał jakim dysponował Joe był o 50% niższy niż wartość transakcji.

Tuż po zawarciu pechowej transakcji, inwestor Martin Shkreli zaczął skupować akcje spółki, przejmując pakiet kontrolny. Ogłosił także, że doszedł do porozumienia z zarządem KaloBios oraz przedstawił propozycje rozwiązania problemów finansowych.

W ciągu nocy kurs akcji wzrósł o 700% do poziomu 16 dolarów za akcję. Joe, który jeszcze wczoraj posiadał kontrakty short oraz 18 tys. USD na koncie maklerskim, obudził się w czwartek i spostrzegł, że ma wezwanie do zapłaty opiewające na kwotę 106 tys. USD.

W zaledwie kilka godzin, z osoby posiadającej oszczędności, stał się dłużnikiem brokera. Nie dość, że pechowy Joe stracił wszystkie środki jakimi dysponował, to na skutek jednej, bardzo ryzykownej transakcji, popadł w długi przekraczające 100 tys. USD. Lewar bywa zabójczy…

…Niech błędy innych osób będą dla Was przestrogą, zwłaszcza w nadchodzących miesiącach. Rynki finansowe dają wiele ciekawych możliwości, ale wiążą się również z ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Strat podczas inwestowania nie da się uniknąć, ale można zabezpieczać swoje pozycje, przez dywersyfikację i unikanie instrumentów finansowych z dużą dźwignią. Jest ona zabójcza nawet dla doświadczonych traderów, a zmienność, z którą mamy aktualnie do czynienia, skasuje konto niejednego spekulanta.” (Trader21)

całość tu: Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?

podobne: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? oraz: Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro. i to: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”?


„…czyżby zbliżał się powoli koniec bessy w złocie? 😉 Koncentracja pesymizmu towarzyszy często zasadniczym zmianom trendu. Złoto ma jeszcze przed sobą barierę $1000, której ewentualne pokonanie powinno wypłoszyć ostatnich wiernych. Po tym wykrywanie kolejnych przyczyn do kolejnych spadków straci swój smaczek Schadenfreude. Zwłaszcza jeśli „doomed” okażą się  w międzyczasie niektóre rządy oraz ich obligacje. Niepokój z tego powodu byłby dużo bardziej uzasadniony niż przedwczesne ronienie krokodylich łez nad „pet rockiem”…

Ciekawe że rynek złota, w porównaniu do idących w setki bilionów $$ rynków, umownie powiedzmy, „papieru” jest zasadniczo błędem zaokrąglenia. Złota wydobywają rocznie 80 Moz, co reprezentuje tylko $100 mrd. Tego rzędu wielkości jest też po latach demoralizujących spadków łączna kapitalizacja kompanii złota. Co znaczy więc kropla $200 mrd w porównaniu do oceanu $19’690 mrd łącznej kapitalizacji samej NYSE? Albo o rząd wielkości większej kapitalizacji globalnych rynków equity razem wziętych? Albo jeszcze mniej więcej dwukrotnie większych niż to globalnych rynków długu?

Skoro więc złoto jest taką pomijalną częścią  globalnych rynków to czemu się go nie pomija? Czemu tabuny komentatorów z uporem godnym lepszej sprawy zajmują się w nieproporcjonalnie dużym stopniu właśnie złotem, szukając przyczyn dlaczego ma być „doomed” czy „pet rock”? Nikt nie wyjaśnia czemu „doomed” nie jest na przykład nikiel, który w ostatnich kilku latach spadł o 50%? Albo czemu „doomed” nie jest miedź która w ostatnich 2 latach spadła o ponad 40%?  Najwyraźniej złoto nie jest „zwykłym” surowcem. Zważywszy że cała produkcja idzie wprost do magazynu szansa jest że jest raczej surowcem całkiem „niezwykłym”…

Równie ważna co część portela w złocie fizycznym jest dla inwestora obecnie kraj gdzie się go najwięcej wydobywa i gdzie rosnące jego rezerwy są jednocześnie jednymi z największych. Aktualnie tak duże że się ich Chińczycy nie całkiem mogą doliczyć rozśmieszając zachodnich partnerów podawaniem kuriozalnie zaniżonych danych…”

polecam lekturę całości tu: Dog days złota a krach chiński

i najbardziej moim zdaniem trafny komentarz. Pisze „JancioWodnik” 6 sierpnia 2015 at 15:53 · Odpowiedz

Polityka finansowa państwa opiekuńczego wymaga, by żaden właściciel majątku nie miał możliwości jego ochrony. To prawdziwy powód, dla którego zwolennicy państwa opiekuńczego są tak niechętni złotu.
Wydatki rządowe finansowane z kredytu (deficyt spending) to sposób na konfiskatę majątku. Na drodze tego zdradliwego procederu stoi jednak złoto. Stoi ono na straży prawa własności. Ktoś, kto to pojął, nie będzie mieć trudności ze zrozumieniem powodu wrogości etatystów wobec standardu złota” Alan Greenspan (zaczerpnięte z http://www.fijor.com/zloto-wrog-publiczny-numer-1/)

wyjaśnienie związku między kredytem a konfiskatą majątku tu: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

i jeszcze jeden komentarz z innego forum. Pisze „gasch” /2015-08-06 16:26:48

„Panowie, rozróżnijmy 3 pojęcia: 1. spekulacja 2. inwestycja 3. ubezpieczenie

Moim zdaniem, większość z traderów/inwertorów para się tym pierwszym. Kupowanie akcji na giełdzie, czy walut to żadna inwestycja. Spekulacja na podstawie analizy technicznej to spekulacja w czystej postaci.
Inwestycją jest np. kupno nowej maszyny do firmy, dzięki czemu pracujemy wydajniej, inwestycją jest zdobywanie wiedzy i umiejętności, inwestycją są w końcu dzieci (dobrze wychowane mogą nam zastąpić ZUS i wspomóc na emeryturze). Inwestycją może być też kupno sporego udziału w małej firmie i jego sprzedaż po wielu latach jak firma się rozwinie.

Inwestycją nie jest też większość działań konsumpcyjnych, którymi zajmuje się państwo. Bo jaką do pioruna „inwestycją” jest budowa stadionu narodowego? Kiedy do się zwróci, jaki przynosi zysk, jak zwiększa wydajność? Że o ścieżkach rowerowych czy innych kanalizacjach nie wspomnę.

Złoto natomiast to tylko ubezpieczenie. No może czasem możemy liczyć na jakiś spekulacyjny zysk (chociaż częściej będzie to strata).

Ktoś wspomniał też, że język polski się psuje. Nie psuje się. Zawsze był nielogiczny, zagmatwany, nieprecyzyjny. Unikanie wyrazów bliskoznacznych, do czego zmuszają poloniści nie poprawia sytuacji. Jak sama nazwa wskazuje wyrazy są „blisko” a nie „identycznie-znaczne”. Znaczą coś podobnego ale jednak innego.

Ktoś ładnie pisał pod poprzednim artykułem. O tym, że powinniśmy wytwarzać dobra/usługi wartościowe. Wiele razy już pisałem, że bogactwo to nie papierki z numerkami. Bogactwo bierze się z pracy, z tworzenia usług i produktów przydatnych innym ludziom.

Uświadommy sobie, że spekulując przed komputerem 24/24 nie tworzymy bogactwa.
Podobnie jak nie tworzy go żadne QE ani urzędnicy za biurkami, ani banki i ich pracownicy, a nawet agencje reklamowo-marketingowe z ich „akcjami reklamowymi”.

Tak przy okazji, rozmawiałem ostatnio z człowiekiem, który dorobił się na giełdzie. Spędza on przed komputerem około 20h dziennie, nierzadko budzi się w nocy żeby wykonać jakąś operację. Zastanowiło mnie coś. Mianowicie ile ten facet zarabia na godzinę? Przyjmijmy, że poświęca „pracy” 100h tygodniowo (na prawdę ciągle siedzi lub jest w zasięgu laptopa). Mamy 400h miesięcznie. Śmiem twierdzić, że nie wyciąga 50zł/h nie wyciąga pewnie nawet 20. Facet jest inteligentny i pewnie gdyby zajął się czymś bardziej produktywnym utrzymałby podobny standard życia, przy mniejszym stresie i przynajmniej kilkunastu godzinach wolnego na dobę.
Podobnie ma się sprawa np. z młodymi lekarzami. Zatrudnieni często na etat, „na kontrakt” i na „umowę zlecenie” jednocześnie, potrafią spędzić kilka dni nie wracając z pracy/prac do domu ani na chwilę. Ok wyciągają czasem 10k+ zł na rękę. Ale śmiem twierdzić, że majster na budowie na godzinę ma więcej. Czy o taki „dobrobyt” walczymy?
To tak w ramach luźnych przemyśleń.

G

PS Zgadzam się, że liczenie na to, że za złoto w czasie „resetu” coś kupimy może być złudne. Pewne natomiast jest, że jak uda nam się przetrwać kryzys z kilkoma uncjami w skrytce to zachowamy oszczędności, kiedy pozostali je stracą.”

Złota zasada Murphyego

Złota zasada Murphyego

Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia?


Grecja – Prywatyzacja nie będzie pośpieszna, jest planem długoterminowym.

PAP – Biznes, 7 Sie 2015, 21:59, Ateny (PAP/AFP) – Ministerstwo finansów Grecji zapewniło w wydanym w piątek komunikacie, że prywatyzacja, której domagają się wierzyciele Aten, nie będzie przeprowadzana pośpiesznie, jest projektem długoterminowym, obliczonym na 30 lat i przewidującym korzystne inwestycje.

Resort obiecuje też, że nie będzie wyprzedaży aktywów po niekorzystnych cenach, a agencja prywatyzacyjna, która zostanie powołana, będzie de facto „funduszem inwestycji publicznych”, utworzonym na wzór „wielu podobnych instytucji (działających) w innych krajach, jak Norwegia czy Australia”.

Ministerstwo, które – jak komentuje AFP – chce uspokoić Greków, zapewnia, że nie będzie natychmiastowej wyprzedaży aktywów publicznych, a fundusz będzie miał możliwość „oczekiwania bardziej korzystnej sytuacji gospodarczej”, by prywatyzować przeznaczone do tego spółki, nieruchomości, budynki publiczne czy udziały w państwowych przedsiębiorstwach.

W związku z tym skorygowane zostały sumy, jakie ma przynieść prywatyzacja do roku 2018. W poprzednich założeniach wierzyciele Grecji domagali się, by było to 6 mld euro. Po rewizji tych planów Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by prywatyzacja przyniosła w tym okresie 1,5 mld euro, a Komisja Europejska liczy na 2,5 mld euro.

Szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem ocenił niedawno, że oczekiwania, iż grecki fundusz aktywów państwowych do prywatyzacji przyniesie w ostatecznym rozrachunku 50 mld euro, są realistyczne. Dijsselbloem, który jest też ministrem finansów Holandii, powiedział, że „zamiast gwałtownej wyprzedaży aktywów będzie prywatyzacja prowadzona powoli, po to, by zapewnić, że osiągnięte zostaną lepsze zyski”.

Kwestia wymuszonej przez wierzycieli Aten prywatyzacji jest „bardzo delikatnym” tematem w Grecji, gdyż rząd zarzuca kredytodawcom, że w poprzednich założeniach dotyczących funduszu prywatyzacyjnego usiłowali doprowadzić do zbyt pośpiesznej sprzedaży publicznego mienia, po niekorzystnych cenach i kosztem inwestycji – wyjaśnia AFP.

Porozumienie Grecji ze strefą euro w sprawie dalszej pomocy zakłada utworzenie funduszu, do którego Ateny przekażą majątek wart do 50 mld euro z przeznaczeniem do prywatyzacji.

Pieniądze z prywatyzacji tego mienia lub korzystnego nim zarządzania mają być przeznaczone na rekapitalizację banków (według różnych źródeł od 10 do 25 mld euro) i obsługę długu publicznego. Fundusz zostanie utworzony w Grecji i będzie zarządzany przez greckie władze pod nadzorem odpowiednich instytucji europejskich.(PAP)

fit/ mc/ (za stooq.pl)

  • „…Kolejny program pomocowy musi zakończyć się fiaskiem, albowiem oparty jest na fałszywych ekonomicznych przesłankach i nie rozwiązuje najważniejszej kwestii, czyli spłaty długu.
  • Niemcy prędzej czy później dojdą do wniosku, że rola europejskiego „nadzorcy” przynosi ogromne straty wizerunkowe. A przecież ich szczególna pozycja w Europie opiera się na „miękkiej sile”. Kontynuowanie twardej linii wobec Aten nie wydaje się więc racjonalne.
  • Najważniejszy wniosek, jaki należy wyciągnąć z greckiego kryzysu, dotyczy metody integracyjnej. Wykazał on, że tzw. podejście funkcjonalistyczne ma swoje istotne ograniczenia oraz że integracja gospodarek wcale nie wymusza integracji politycznej.

Realizacja projektu wspólnej europejskiej waluty doprowadziła do ogromnego kryzysu politycznego, który prędzej czy później odwróci dotychczasowy kierunek integracji europejskiej.

Euro skażone było rodzajem grzechu pierworodnego. Wspólnej waluty nie oparto na trwałym fundamencie ekonomicznym, a podporządkowano ją kaprysom polityków. Ci w swojej nieodpowiedzialności nie brali pod uwagę ani teorii ekonomicznej, ani kryteriów, które sami sobie narzucili. Unia walutowa powstała 1 stycznia 1999 r. Uczestniczyło w niej jedynie 11 krajów ówczesnej unijnej „piętnastki”: Austria, Belgia, Finlandia, Francja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Portugalia, RFN, Włochy. Jednak w momencie startu, wymogi gospodarcze, fachowo nazywane kryteriami konwergencji, w rzeczywistości wypełniało tylko dziewięć państw. Belgia i Włochy miały np. dług publiczny, znacznie przekraczający wysokość jednego z kryteriów przystąpienia (60%).

Kolejne rozszerzenie „klubu euro” odbyło się w roku 2001. Z członkostwa zrezygnowała wówczas Szwecja, która – co istotne – spełniała wymagania ekonomiczne. Zamiast niej przyjęto jednak Grecję, która nie spełniała kryteriów długu publicznego (wynosił on 104%) i deficytu budżetowego. Na fakt ten zwracał uwagę Europejski Bank Centralny, ale pomimo to Rada UE uznała, że wejście Aten do unii walutowej jest konieczne. Zgodnie z zasadą „nie chcesz mieć gorączki, stłucz termometr” podjęła w 2000 r. decyzję o formalnym uchyleniu wobec Grecji procedury nadmiernego deficytu, która blokowała przyjęcie Aten do strefy euro. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Wskaźniki pogarszały się cały czas. W roku 2010 Grecja pogrążyła się w kryzysie… 

…Wspólna waluta okazała się dla Greków pułapką. Brali w niej kredyty taniej, aniżeli przedtem w swojej własne walucie – drachmie i zadłużyli się na potęgę. Banki z chęcią dawały im kredyty aż do momentu, gdy Ateny stały się niewypłacalne. Pożyczone euro wracało jednak szybko do gospodarczego centrum, ponieważ Grecy kupowali za nie produkty i usługi, których nie wytwarzała ich słaba gospodarka. W efekcie najbogatsze państwa, a przede wszystkim Niemcy, dzięki eksportowi odnotowywały zysk, a Grecja – dług. Zgodnie z teorią Immanuela Wallersteina relacje pomiędzy centrum a peryferiami nigdy nie są symetryczne, albowiem to właśnie centrum jest ich głównym beneficjentem. Przykład Grecji to idealny dowód słuszności tez Wallersteina…” (Krzysztof Rak)

…polecam lekturę całości tu: Acropolis adieu? gdzie można przeczytać skąd się wzięła owa mityczna kwota 50 mld. EUR na jaką wyceniono grecki majątek 🙂

podobne: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń. oraz: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji. i to: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. a także: n„Deutschland über alles! …”

Wiele razy podkreślałem na łamach bloga, iż sytuacja na globalnych rynkach finansowych jest nieporównywalnie gorsza niż podczas wybuchu kryzysu z 2008 roku. Podstawowe przyczyny czyli nadmierny dług nie został zredukowana lecz spotęgowany. Problemy systemowe absolutnie nie zostały rozwiązane. Skoordynowanym dodrukiem na poziomie banków centralnych zwiększono zalano rynki walutą czym jedynie kupiono czas.

W mediach słyszymy, że Europa ma się w miarę dobrze. Wyjątkiem jest nieznacząca Grecja. W USA natomiast ekonomia rozkwita. Rynek derywatów (instrumentów pochodnych) którego wartość wynosi wg. ostrożnych prognoz 12 krotny globalny PKB także nie jest problemem. 

Generalnie zarówno politycy jak i instytucje finansowe zapewniają nas, że problemy owszem są ale mamy nad nimi kontrolę. Owszem, mają kontrolę. Przynajmniej do momentu w którym kontrolę tą utracą.

Gdy jednak poważne problemy czy to na nadmuchanych rynkach akcji czy to długu rządowego przypominającego bańkę wszech-czasów ostatecznie pękną znowu usłyszymy „nikt nie mógł tego przewidzieć”.

Czy jednak jest to prawda czy czarnowidztwem zajmują się tylko alternatywne media. Otóż nie do końca. W ostatnim czasie dwie bardzo poważne instytucje czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Rozrachunków Międzynarodowych (bank centralny dla banków centralnych) opublikowały mnóstwo ostrzeżeń. 

…Pamiętajmy o tym, gdy po raz kolejni medialni eksperci powtórzą chórem „nikt nie mógł tego przewidzieć”. (Trader21)

całość (łącznie z linkami do komunikatów) tu: independenttrader.pl

…Oczywiście że wszystko co się obecnie dzieje w światowej gospodarce było do przewidzenia. Bo to nie jest kryzys (sam z siebie) a REZULTAT! Do tej pory zębami zgrzytają środowiska (głównie eurosceptyczne i antyglobalistyczne) które od lat przestrzegały przed długiem i zabójczym mechanizmem kreowania pieniądza z powietrza za pomocą kredytu. Tyle że ludzie z tych środowisk to dla zdecydowanej większości tzw. „opinii publicznej” opanowanej i zafiksowanej na teorie socjalistycznego modelu gospodarki  oraz etatystycznego interwencjonizmu rządów (ze sztandarowym keynesizmem na czele) banda oszołomów defetystów i faszystów… Wszystko było „przewidziane” dawno temu, ale ostrzeżenia zbagatelizowano! Frédéric Bastiat do którego tak często nawiązuję w swoich komentarzach już w XIX wieku powiedział:

Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.

…słusznie jednak skonstatował że ludzie reagują tylko na to co ich dotyka na bieżąco (a dług to jak wiadomo problem przyszłych pokoleń):

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.

…dopiero bowiem od jakiegoś czasu, dla części ludzi to co się dzieje, zaczyna być widoczne. Tyle że oni dalej nie wiedzą że to jest „tylko” konsekwencja, i że to co się od jakiegoś czasu dzieje miało swój perfidnie logiczny początek lata temu w nieodpowiedzialnych posunięciach polityków na których sami głosowali. Działania opóźniające katastrofę i maskujące prawdziwy stan rzeczy choć są dalej podejmowane, nie są już w stanie zamaskować kolejnych trupów które zaczynają jeden przez drugiego wypadać z szafy. Pozostaje kwestią czasu zawalenie się całego systemu finansowego opartego o wiarę w pieniądz papierowy i kredyt. Pytanie kiedy (i czy w ogóle) elity oraz ludzie mający na nie wpływ zmądrzeją, i co mają zamiar zrobić żeby w przyszłości taka sytuacja się nie powtórzyła. (Odys)

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi?polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim.


Rosja – Nowy bank BRICS ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe.

PAP – 9 Lip 2015, 16:10, Ufa (PAP/Reuters/EFE) – Powołany w Ufie, podczas szczytu państw BRICS, Nowy Bank Rozwoju (New Development Bank – NDB) ma pomóc zreformować strukturę światowych rynków finansowych – powiedział w czwartek prezes NDB Kundapur Vaman Kamath.

Bank, którego wyjściowy kapitał wynosi 50 mld dol. ma pozyskiwać pieniądze zarówno na lokalnych rynkach państw BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki), jak i na rynkach twardych walut, a w ciągu kilku lat jego zasoby mają zostać zwiększone do 100 mld dol.

67-letni Kamath, były menedżer największego prywatnego banku Indii ICICI, został mianowany szefem NDB w maju tego roku.

Kamath wyjaśnił, że bank postara się jak najszybciej pozyskać noty agencji ratingowych, bez których nie może rozpocząć akcji kredytowej.

Nowy szef NDB wyjaśnił też, że jego bank nie powinien być postrzegany jako pożyczkodawca dla państw i firm, na których dotkliwie odbiły się zagraniczne sankcje.

Tym niemniej rosyjski minister finansów Anton Siłuanow powiedział dziennikarzom, że o fundusze NDB będzie się ubiegał rosyjski gigant naftowy Rosnieft. To jedna z firm, która ma kłopoty z dostępem do finansowania na międzynarodowych rynkach, ze względu na sankcje nałożone przez Zachód na Rosję z powodu jej zaangażowania w kryzys ukraiński.

Kamath wyjaśnił w czwartek, że wysokość kredytu, jakiego będzie mógł udzielić jego bank „będzie zależeć od struktury pożyczki oraz tego, jakie są potrzeby finansowe kraju, który o nią zabiega”.

Również w czwartek prezydent Rosji Władimir Putin powiedział, że kraje BRICS są zaniepokojone zmiennością na rynkach długów publicznych pewnych państw. „Wszystkie te strukturalne nierównowagi wpływają bezpośrednio na dynamikę wzrostu naszych gospodarek” – dodał.

Państwa BRICS, których ludność stanowi ok. 40 proc. populacji świata, wspólnie zapewniają niemal 1/5 światowego wzrostu gospodarczego.

Powołanie NDB oraz utworzenie wspólnych rezerw walutowych o łącznej wartości 100 miliardów dolarów ma pomóc w przebudowie międzynarodowego systemu finansowego, zdominowanego przez kraje Zachodu i takie instytucje jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy.

Bank ma rozpocząć działalność w przyszłym roku i nie jest wykluczone, że w przyszłości mogą do niego dołączyć inne państwa o rozwijających się gospodarkach, takie jak Turcja, Meksyk, Indonezja i Nigeria. (PAP)

fit/ ro/

podobne: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

„…Efektem szczytu było podpisanie szeregu dokumentów: deklaracji BRICS, planu działania, raportu Rady Biznesu BRICS, deklaracji IV forum związków zawodowych BRICS, memorandum dotyczącego stworzenia strony internetowej, umowy o współpracy w sferze kultury, memorandum o kooperacji banków z państw członkowskich z nowym Bankiem Rozwoju BRICS, a wreszcie strategii partnerstwa ekonomicznego BRICS [1].

Długotrwałe efekty spotkania w stolicy Baszkirii będą stawały się coraz bardziej widoczne w najbliższych miesiącach. Już teraz można jednak odnotować pewne istotne elementy obecne w sferze geoekonomicznej, geopolitycznej i ideologicznej:

a) sfera geoekonomiczna

Przesłanką tożsamości grupy jest jej samoidentyfikacja. Według pierwszej wspólnej strategii partnerstwa ekonomicznego „BRICS jest platformą dialogu i współpracy między państwami członkowskimi (Brazylia, Rosja, Indie Chiny i RPA), które łącznie odpowiadają za 30% globalnego obszaru ziemi, 43% światowej populacji i 21% światowego PKB, 17,3% globalnego handlu towarami, 12,7% globalnych usług handlowych i 45% światowej produkcji rolniczej. Ta platforma ma na celu promowanie pokoju, bezpieczeństwa, dobrobytu i rozwoju w wielobiegunowym, połączonym i zglobalizowanym świecie. Kraje BRICS łączą przedstawicieli Azji, Afryki, Europy i Ameryki Łacińskiej, co daje ich współpracy szczególnie wartościowy i znaczące wymiar transkontynentalny” [2].

Czynnikiem wspomnianego zwrotu jest przede wszystkim rozpoczęcie działalności dwóch instytucji gospodarczych: Nowego Banku Rozwoju i Funduszu Rezerw Walutowych. Idea pojawiła się na czwartym szczycie w Delhi w 2012 r., dwa lata później w brazylijskiej Fortalezie podpisano dokumenty, a w Ufie pierwsze spotkanie zarządu uznano za akt rozpoczęcia działalności.

Nowy Bank Rozwoju (New Development Bank) [3], będzie gotowy do operacyjnej działalność w kwietniu 2016 r. Jego celem jest głównie finansowanie inwestycji infrastrukturalnych w państwach założycielskich. Początkowo każde z państw bloku w ciągu 7 lat wpłaci kapitał zakładowy banku – po 2 mld USD gotówki i po 8 mld USD gwarancji kredytowych. 50 mld USD kapitału zakładowego nowego banku ma być docelowo podwojone dzięki wkładom innych państw. Nowy Bank Rozwoju został założony nie tylko dla państw BRICS, ale także dla innych, które wchodzą w skład Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jednak udziały państw BRICS w kapitale banku nie mogą spaść poniżej 55%. Obawy o zdominowaniu go przez Chiny ostudziło rozwiązane wedle którego pierwszego prezesa banku wyznaczą Indie (z czteroma wiceprezesami z pozostałych państw), następnych – Brazylia, Rosja i RPA, a więc dopiero po 20 latach działalności banku na jego czele stanie przedstawiciel Chin [4].

Drugą instytucją gospodarczą BRICS jest Fundusz Rezerw Walutowych (Contingent reserve arrangement). Rosja, Brazylia i Indie wpłacą po 18 mld USD do puli walut rezerwowych BRICS, Chiny – 41 mld USD, RPA – 5 mld USD. Wkład do puli rezerwowej nie wymaga fizycznej struktury do swojego funkcjonowania, a więc jest stosunkowo łatwy. Bank centralny każdego kraju będzie utrzymywać rezerwy funduszu w ramach własnych rezerw. Tylko w chwilach kryzysu, w jednej z gospodarek krajów członkowskich będzie uruchamiany fundusz interwencyjny.

(…)

Często podnoszona w analizach BRICS idea dedolaryzacji, wciąż znajduje się w fazie początkowej. Pomysł wykorzystania walut narodowych we wzajemnych rozliczeniach pojawił się już na pierwszym szczycie w Jekaterynburgu w 2009 roku. Deklaracja z Ufy wskazuje na wolę poszerzania użycia walut narodowych wewnątrz BRICS. Działalność Nowego Banku jest jednak zaplanowana w dolarach amerykańskich. Tymczasem zachodnie sankcje wzmagają niecierpliwość Moskwy, stąd dyrektor drugiego największego banku Rosji VTB, Andriej Kostin uważa, że kraje BRICS z pewnością zaczną używać walut narodowych we wzajemnych rozliczeniach dość szybko, co ma obejmować około 40–50% tego rodzaju rozliczeń [6]. Chociaż ich udział wzrósł o 25% w BRICS i 35% w SzOW w ostatnich latach, to lwią część tych płatności stanowi rosyjsko-chińska wymiana handlowa oraz pomiędzy Chinami a Brazylią. W tym aspekcie nie można wykluczyć zastosowania doktryny chińskiej polityki zagranicznej sformułowanej przez Deng Xiaopinga, a zwłaszcza idei ukrywania własnych możliwości; oczekiwania na swój czas oraz braku otwartego żądania przywództwa. Dedolaryzacja przecież i tak nieubłaganie postępuje (zob. rys. 2).

b) w sferze ideologicznej

Przez ideologię trzeba rozumieć system wartości i norm, które stanowią konkretyzację przyjętego światopoglądu i podstawę społeczno-politycznej aktywności BRICS. Szczyt ujawnił postęp także w tej sferze. Ład międzynarodowy ma tworzyć warunki dla demokratycznych i sprawiedliwych relacji, co w praktyce oznacza demonopolizację przywilejów Zachodu. Po pierwsze, każdy z członków BRICS chce prowadzić samodzielną linię polityczną na arenie światowej; po drugie, wszyscy chcą reformy światowego systemu finansowego, w pierwszej kolejności Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Po trzecie, scala ich dążenie do wzmocnienia roli ONZ i prymatu prawa w stosunkach międzynarodowych. Po czwarte wreszcie chodzi o przyspieszenie rozwoju gospodarczego dzięki wysokiemu współczynnikowi komplementarności gospodarek. W ciągu ostatnich 6 lat łączna wielkość wymiany handlowej między krajami grupy BRICS wzrosła niemal dwukrotnie.

(…)

…prezydent Xi Jinping zachęcał do budowy wszechstronnego partnerstwa pomiędzy azjatyckimi potęgami w ramach BRICS. W tym kontekście podnoszono rolę Azjatyckiego Banku Infrastruktury i Inwestycji (AIIB), w którym Indie są drugim akcjonariuszem po Chinach (a Rosja trzecim), Banku Rozwoju BRICS, Funduszu Jedwabnego Szlaku z kapitałem 40 mld USD oraz korytarza gospodarczego Bangladesz-Chiny-Indie-Birma. Jego elementem ma być również indyjski projekt „Wschód”, który obejmuje budowę połączenia z krajami Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN). Czwarte spotkanie liderów Indii i Chin od szczytu w Fortalezie, pokazuje wolę znoszenia sprzeczności w imię wspólnych korzyści [13]. W tym samym kontekście należy odnotować spotkanie premiera Indii z przywódcą Pakistanu, Nawazem Sharifem w kuluarach szczytu BRICS. Spotkanie liderów dwóch państw posiadających broń atomową i jeszcze do niedawna grożących sobie całkowitym zniszczeniem to kolejny dowód implementacji nowego paradygmatu stosunków międzynarodowych [14]. Dzięki zgodzie Pekinu i Moskwy oba państwa otworzyły procedurę przyjęcia do SzOW, pierwszy raz od początku istnienia organizacji w 2001 roku, przekształcając ją w nową wielką ósemkę.

(…)

Uchwalono także wzrost statusu Białorusi do rangi obserwatora, a Armenia wraz z wrogim jej dotąd Azerbejdżanem, stały się partnerami dialogu. Ten status uzyskały także azjatyckie państwa: Kambodża i Nepal. Podkreślano wolę innych państw dołączenia jako obserwatorzy i partnerów dialogu. Pozytywnie odnoszono się do aspiracji Iranu. Warunkiem jego przyjęcia jest koniec sankcji uchwalonych w ramach ONZ. Dołączenie Teheranu byłoby niewątpliwie przełomowym momentem dla ukształtowania układu sił na Bliskim Wschodzie i – zważywszy na wciąż nie wykluczoną interwencję militarną USA – gwoździem do trumny świata jednobiegunowego. (…)

* * *

(…) BRICS staje się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości, a mechaniczne poszukiwanie podobieństw z przeszłymi formami traci z oczu proces przechodzenia cywilizacji na nowy poziom, gdy partykularyzm neoliberalizmu podtrzymuje już tylko goła siła schodzącego ze sceny hegemona. O ile SzOW jest regionalną organizacją międzyrządową, o tyle BRICS spełnia rolę strategicznego koordynatora aktywności dotyczącej najważniejszych problemów rozwoju ludzkości w sferze polityki, gospodarki i spraw humanitarnych. Dlatego rację ma brytyjski „The Guardian” każąc zapomnieć o szczytach G-7 i strefy euro, na rzecz analizy spotkania nowych potęg w Ufie, którego spoiwem jest nowa oś supermocarstw, Rosji i Chin…” (Gracjan Cimek)

całość tu: BRICS – VII szczyt w Ufie i odnaleziony kierunek dla cywilizacji

podobne: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. oraz: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”.

„…Pomoc finansowa krajów BRICS na czele z Chinami byłaby ważnym wsparciem dla zagrożonych sankcjami projektów azjatyckich rosyjskich firm energetycznych jak Rosnieft, który ze względu na obostrzenia musiał zamrozić program inwestycyjny na ten rok.

Minister finansów Rosji Anton Siluanow wspomniał także o innej możliwości uniezależnienia rosyjskiej gospodarki od Zachodu. Liczy na to, że na szczycie BRICS dojdzie do podpisania umowy o wykorzystaniu narodowych walut przy transakcjach między Rosją a Chinami. Byłoby to uderzenie w dolara amerykańskiego, który dotąd służył do rozliczeń przy sprzedaży gazu od Gazpromu i ropy od Rosnieftu.

Wkład Chin w Nowy Bank rozwoju ma wynosić 40 mld dolarów ze 100 mld planowanych jako kapitał zakładowy. Kraje członkowskie mają początkowo wpłacić po 2 mld dolarów wkładu a docelowo każdy z nich pokryć 20 procent planowanego kapitału. Widać, że Chińczycy wychodzą przed szereg, jako kraj o największym potencjale inwestycyjnym. Nie wiadomo jednak czy kraje BRICS zdołają uzbierać planowaną kwotę. Nowy Bank Rozwoju może być jednak jednym z pasów transmisyjnych juanów dla Rosji, a razem z nimi wpływów politycznych Pekinu na Kremlu. Być może Chińczycy zgodzą się dofinansować rosyjskie gazociągi, a Rosja zmniejszy za kilka-, kilkanaście lat od sprzedaży surowców w Europie, ale skutkiem będzie pogłębiająca się zależność od rosnącego rywala geopolitycznego, czyli Chin.

Z kolei w chińską inicjatywę AIIB zaangażowało się do tej pory 57 państw. To zagrożenie dla pozycji Banku Światowego. Chiński plan Marshalla może nabrać realnych kształtów w obliczu problemów gospodarczych w Europie, spowodowanych kryzysem strefy euro. Kraje takie jak Grecja mogą skusić się na alternatywną ofertę z Chin, jeżeli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Unia Europejska i inne instytucje będą stawiać zbyt wyśrubowane warunki pożyczek. Ateny zostały zaproszone przez Rosję do członkostwa w BRICS. W Ufie mogą pojawić się kolejne gesty…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: wjakobik.com

więcej tu: EBI ma 2 mld złotych na inwestycje PGE. Kreml chce, by bank BRICS dofinansował Rosnieft

podobne: Ukraina: Osiągnięto porozumienie w sprawie rosyjskiego gazu. Putin: rosną rezerwy walutowe i bezrobocie. Wojciech Jakóbik: Chiński Plan Marshalla? Rosja zamierza skorzystać. Iran (i nie tylko) członkiem AIIB. oraz: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii. a także: Gazprom i CNPC podpisały kontrakt na dostawę gazu z Rosji do Chin. Komentarze. polecam również: Cień chińskiego smoka nad Rosją

Chiny Rosja

Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.


1. Bail in – uporządkowana likwidacja banków.

„…Wprowadzenie dyrektywy, na którą tak silnie naciska Komisja Europejska nie ma nic wspólnego z podniesieniem bezpieczeństwa w systemie bankowym, a przynajmniej nie w Polsce. Pozwala ona bowiem na szybkie wydrenowanie krajowych banków z kapitału, byleby tylko nie dopuścić do upadku któregokolwiek z ważniejszych instytucji finansowych.

Poważnym problemem jest także oddanie nadzoru nad bankami w ręce skorumpowanych biurokratów z Brukseli. Zgodnie z nowym prawem, jeżeli lokalny bank wpadnie w problemy, to unijny nadzór może odwołać zarząd oraz nakazać sprzedaż wartościowych aktywów innej grupie bankowej, co z kolei zwiększy konsolidację w systemie. Mniejsza ilość banków mających jednocześnie duży udział znacznie podnosi ryzyko systemowe. Jeżeli chodzi o strukturę systemu bankowego w Europie, to niestety zmierzamy w kierunku nakreślonym przez USA, gdzie 5 największych banków ma 80% udział w rynku.

Na koniec chcę się odnieść do samej gwarancji 100.000 euro. Załóżmy, że upada średniej wielkości bank na południu Europy. Jego zarząd ma wybór: wystawić na sprzedaż polski oddział lub wydrenować go z gotówki. Wybiera opcję drugą, gdyż na rynkach panuje strach i każdy bank trzyma gotówkę obawiając się eskalacji własnych problemów.

Polski bank pozbawiony kapitału przestaje spełniać wymogi postawione przez UE i musi w tempie ekspresowym przedstawić plan naprawczy. Aby zebrać kapitał wystawia część aktywów na sprzedaż oraz podnosi oprocentowanie lokat. Na rynek przedostają się informacje o jego problemach, co przekłada się na paniczną ucieczkę depozytów. Bank stoi na skraju bankructwa. Oddziały zostają tymczasowo zamknięte. Zarząd zostaje odwołany i zastąpiony technokratami z UE. Pozostałe depozyty zostają zamrożone. Nikt nie wspomina o bankructwie, mamy proces restrukturyzacji. Dochodowa część banku zostaje sprzedana za bezcen dużej grupie kapitałowej. Kapitał banku nie wystarcza na pokrycie wszystkich depozytów.

Pytanie czy resztki banku zostaną sprzedane instytucji ze 100% udziałem skarbu państwa, który pokryje straty / depozyty (do 100.000 EUR), czy podobnie jak na Cyprze rząd jednostronnie wycofa się z gwarancji wszelkich depozytów? Ostatecznie coraz częściej w Europie zmienia się prawo w taki sposób aby obowiązywało z datą wsteczną. 

Wiele razy już to powtarzałem i zrobię to po raz kolejny. W sytuacji, w której depozyty praktycznie nic nie płacą, nie ma absolutnie sensu trzymanie w bankach środków większych niż niezbędne na bieżące wydatki. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, w której nowe ustawodawstwo pozwala na przeniesienie problemów zachodnich banków na nasz rynek.”  (Trader21)

szczegóły pod linkiem: independenttrader.pl

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Unia Bankowa: PE przyjął przepisy ws. wspólnego systemu likwidacji banków. i to: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) a także: Oblicze globalizacji: Europejski systemem “wspólnej likwidacji banków”. polecam również: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. i jeszcze: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?)

o Cypryjskim rabunku tu – Pokłosie greckiej tragedii, czyli – Kto skonstruował “konia cypryjskiego”? i tu: Cypr. Precedens już jest… kto następny?

2. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce?

„…Generalnie, co chwilę pojawiają się informacje odnośnie problemów tego czy innego banku. Nie ma w tym nic dziwnego, zważywszy na fakt, że już przed dwoma laty MFW oszacował, że odpisy z tytułu niespłacalnych długów w Europie sięgną co najmniej 1,6 bln EURO. To jest właśnie efekt luźnej polityki kredytowej oraz niskich stóp procentowych. 

W Polsce na szczęście sytuacja na razie ma się dobrze. Banki są dobrze skapitalizowane, w odróżnieniu od ich zachodnich odpowiedników. Na nasze szczęście zawdzięczamy to niedojrzałości polskiego systemu. Polskie banki po prostu skoncentrowały się na swoim zadaniu czyli udzielaniu kredytów zamiast bawić się w spekulację na instrumentach pochodnych…

(…)

Najbezpieczniejsze banki

a) PKO BP – jest moim zdaniem, absolutnym liderem, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo depozytów. Po pierwsze, jest on największym polskim bankiem z aktywami 222 mld PLN. Skarb Państwa posiada, co prawda, tylko 31% akcji, lecz ze względów wizerunkowych jest mało prawdopodobne, aby rząd pozwolił na upadek największego banku. Co więcej, nie jest on bezpośrednio zagrożony kryzysem UE. Poza płynnością wszystkie wskaźniki wyglądają lepiej niż dobrze.

b) BOŚ – bank ten nie ma tak dobrych wyników jak poprzednik, dobrze natomiast wygląda relacja kredytów do depozytów. Co jednak najważniejsze, głównym akcjonariuszem jest Skarb Państwa (57%), co przy małej skali działalności (18 mld aktywów), plasuje bank bardzo wysoko pod względem bezpieczeństwa.

c) ING – mimo iż główny akcjonariusz ING pochodzi z Holandii, w której sektor bankowy przekracza 400% w relacji do PKB kraju, to jednak bardzo dobre wskaźniki sprawiły, że postanowiłem uplasować ten bank na trzecim miejscu. Praktycznie pod każdym względem, bank ING wypada znacznie lepiej powyżej średniej. Co prawda, niski poziom kredytów zagrożonych, oficjalnie na poziomie 3,5%, może wzrosnąć, jeżeli uwzględnimy kredyty przeterminowane. Niemniej, kondycja banku jest bardzo przyzwoita.

W pierwszej trójce nie uwzględniłem Banku Gospodarstwa Krajowego, który byłby absolutnym liderem, pod względem bezpieczeństwa ze względu na rolę, jaką pełni przy finansowaniu zadłużenia oraz samorządów. Niestety, oferta banku z roku na rok staje się coraz skromniejsza dla klientów detalicznych.

Których banków unikać i Co ze SKOK’ami? (pod linkiem)

(…)

Przyszłe zagrożenia

Z powyższych wyliczeń wynika, iż banki w Polsce, dzięki konserwatywnej polityce,  porównując je do zachodnich odpowiedników, są w miarę bezpieczne . Tymczasem, lobby bankowe i co bardzo dziwne KNF, chcą aby banki w Polsce mogły inwestować środki, uzyskane z depozytów bezpośrednio w akcje notowane na GPW.

Obecnie, banki mają możliwość inwestowania w akcje, ale wyłącznie za pośrednictwem domów maklerskich będących oddzielnymi instytucjami.

Propozycja połączenia bankowości kredytowo – depozytowej z bankowością inwestycyjną jest kolejnym krokiem zmierzającym do psucia systemu bankowego w Polsce. Jeżeli tego typu rozwiązania zostaną dopuszczone, to banki zamiast udzielać kredytów, zaczną intensywnie spekulować na giełdzie poszukując wyższych zwrotów.

Zmiana prawa szybko zachęci kadrę zarządzającą do inwestowania w bardziej ryzykowne produkty, jak np. obligacje krajów południa czy inne niebezpieczne instrumenty.

Póki co, prace nad zmianami w prawie nie weszły w życie.

EBC przychodzi z pomocą zachodnim bankom

W artykule pt. Koniec mitu silnego Euro opisywałem, w jaki sposób od października Europejski Bank Centralny zamierza rozpocząć skup ABS’ów. Ukrytym zamiarem EBC może być odkupienie od banków komercyjnych śmieciowych aktywów, tj. obligacje krajów południa, czy ciążące ciągle na bilansach hipoteki z USA.

Jeżeli mam racje, to EBC kosztem przyszłej inflacji, niszczącej nasze oszczędności poprawi kondycję banków, co chwilowo ograniczy ryzyko bankructwa w krajach zachodnich. Celowo napisałem chwilowo, ponieważ gdy tylko banki odczują pomoc EBC, natychmiast zwiększą poziom ryzyka inwestycyjnego. Ostatecznie, zawsze będą mogli liczyć na pomoc banku centralnego.

 Z drugiej strony, sytuacja w sektorze bankowym jest ekstremalnie napięta i kolejne procesy dotyczące manipulacji stopami procentowymi, czy cenami surowców mogą być tym, co zainicjuje kaskadę bankructw.

Stopień zalewarowania instytucji finansowych oraz ilość derywatów trzymanych poza bilansem, znacznie przekraczają poziomy, które doprowadziły niemalże do załamania systemu monetarnego zapoczątkowanego upadkiem Lehmana w 2008 roku.

Podsumowanie

Z mojego doświadczenia wiem, że jeżeli możemy praktycznie zwiększyć bezpieczeństwo naszych aktywów, to należy tak właśnie uczynić. Jeżeli wkrótce dojdzie do krachu bankowego, to mądry wybór banku może ochronić nasze oszczędności. Jeżeli w międzyczasie nic się nie wydarzy, czego sobie i wszystkim życzę, to po prostu będziemy spać spokojniej.

Na koniec muszę jasno zaznaczyć, że sytuacja banków przedstawiona powyżej może się zmienić w każdym momencie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy i jaki przebieg będzie miał następny kryzys w sektorze bankowym. W roku 2008 kluczowa dla przetrwania banków okazała się płynność. Czy i tym razem tak będzie? Nie wiem.

Wiem jednak, że lepiej unikać banków narażonych na kłopoty krajów południa Europy oraz banki o kiepskich wynikach finansowych.” (Trader21)

całość tu: independenttrader.pl

podobne: SKOK na Wołomin! W bankach wyłudzenia, ale bankowcy patrzą w przyszłość z optymizmem. oraz:  “Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. “Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe

3. Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

Trader 21 wraz z Piotrem Głowackim (Infoinwestor.pl) rozmawiali o sposobach zabezpieczenia kapitału przed nadchodzącym kryzysem. Poruszono następujące kwestie:
– efektywny koniec najdłuższej od 80 lat hossy na rynkach akcji,
– skutki odpływu kapitału z rynku obligacji zapoczątkowane w lutym 2015,
– możliwe kierunki migracji kapitału,
– aktywa zapewniające ochronę kapitału oraz szanse na przyzwoite zyski.

podobne: Oszczędzanie alternatywne: Co wybrać? Lokaty czy obligacje skarbowe? oraz: Gdy giełdy tracą… TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę. a także: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. i to: Pęka bańka na chińskim rynku nieruchomości. Włochy w recesji, giełdy w dół, niepokoi Rosja. polecam również: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko.

Napad na bank w stylu cypryjskim

Greckie zamieszanie, coraz trudniejsze negocjacje z „Troiką”, demonstracja poparcia dla rządu. Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona.


Greckie zamieszanieCoraz trudniejsze negocjacjekilkutysięczna demonstracja poparcia dla rządu.

Wydaje się, że w ostatnim czasie sentyment na światowych giełdach dyktowany jest przez dwa wydarzenia. Jednym z niech jest cena ropy naftowej, która ma niebagatelne znacznie dla spółek surowcowych i cen ich akcji. Druga z kolei dotyczy losów Grecji, które potrafią się szybko i dynamicznie zmieniać.

Dzisiaj przed sesją oba te czynniki negatywnie wpływały na rynki. Cena ropy zniżkowała po wcześniejszym znacznym odreagowaniu, gdyż jej zapasy w USA dynamicznie rosną. Nadpodaż na tym rynku wciąż więc występuje i wywiera negatywną presję na ceny samej ropy oraz akcji spółek z nią kojarzonych. Z kolei w przypadku Grecji doszło do zaskakującego zwrotu akcji związanego z zaprzestaniem przez EBC przyjmowania greckich obligacji skarbowych jako zabezpieczenia pożyczek dla tamtejszych banków. Warto w tym miejscu przypomnieć, że z uwagi na śmieciowy rating tych obligacji, EBC niejako z definicji nie powinien ich uznawać za wiarygodne zabezpieczenie, ale dotychczas robił to bazując na specjalnie przygotowanej uchwale. Teraz postanowił inaczej, co uważać można za groźbę skierowaną wobec nowych władz w Atenach, aby Ci nie obiecywali sobie zbyt dużo po ustępstwach Troiki. Hellada miałaby więc złagodzić swoje stanowisko negocjacyjne. Inwestorzy musieli na tego typu doniesienia zareagować negatywnie, gdyż lekko wzrosło prawdopodobieństwo „Grexitu” , czyli opuszczanie przez Grecję strefy euro. Nie jest ono jednak duże, podobnie jak samo nieprzyjmowanie przez EBC obligacji jako zabezpieczenia nie stanowi dla banków ogromnego problemu z uwagi, że dotychczas chętniej finansowały się one awaryjną linią kredytową dostępną w lokalnym banku centralnym, która pozostaje dostępną. Samo zamieszanie na chwilę obecną jest więc burzą w szklance wody, choć oczywiście może mieć swoje dalekosiężne konsekwencje. Te jednak zależą od decyzji polityków, a nie EBC… (Łukasz Bugaj – DM BOŚ)

DM BOŚ – Biznes 5 Lut 2015, Powietrze z greckiego balona ulatuje dość szybko – jeszcze dwa dni temu inwestorzy byli zadowoleni faktem, że Grecy chcą rozmawiać o swoim zadłużeniu, nie zważając na fakt, że forsowane przez nich propozycje zostały przyjęte przez europejskich polityków z pewnym dystansem. To wszystko wpisuje się w element trudnych negocjacji, gdzie obie strony mogą skorzystać z różnych narzędzi. W zeszłym tygodniu greccy politycy wpierw próbowali dać do zrozumienia, że nie podoba im się pomysł nałożenia nowych sankcji przez UE na Rosję (później się z tego wycofali, podobnie jak też starali się dementować możliwość pozyskania finansowania z Moskwy). Później głośno sprzeciwiali się dotychczasowej formule inspektorów z Troiki, zapowiadając, że ci „panowie” nigdy już nie wjadą do Aten, a także grozili zerwaniem negocjacji ws. wydłużenia w czasie programu pomocowego. Jednak w kolejnych dniach zaczęli łagodzić stanowisko, co mogłoby świadczyć o słabości ich pozycji w negocjacjach. Wprawdzie europejskim politykom nie byłby na rękę scenariusz Grexitu, ale to Grekom czas biegnie szybciej. Program pomocowy wygasa z końcem lutego, a w kolejnych miesiącach trzeba spłacić grube miliardy euro z dotychczasowego zadłużenia. Tymczasem Syriza próbuje od nowa zdefiniować grecki problem i zastosować wobec niego niesprawdzone gospodarcze rozwiązania – w ostatnich komentarzach pisałem, że pomysł na obligacje perpetual oparte o wzrost gospodarczy to ukryta forma „strzyżenia” pożyczkodawców. Stąd też teraz przyszedł czas na „kontr-atak” z drugiej strony. Wczorajsza decyzja Europejskiego Banku Centralnego, który od 11 lutego zawiesi akceptowanie greckiego długu jako zabezpieczenia pod finansowanie udzielane greckim bankom, to mocny argument w negocjacjach. Teoretycznie takie ryzyko mogło zaistnieć dopiero w końcu lutego, gdyby program pomocowy nie został przedłużony. Tymczasem ECB już teraz podał, że ma coraz większe obawy związane z pozytywnym obrotem spraw w negocjacjach Greków, chociaż jak dodał nie jest to uderzenie w greckie banki. Te mogą teraz zaciągać pożyczki w greckim banku centralnym, który z kolei będzie mógł finansować się w ECB poprzez tzw. ELA, czyli nadzwyczajną linię płynnościową. Pytanie jednak o jej limitowanie i inne potencjalne ograniczenia, które z czasem mógłby wprowadzić ECB. Pewnym złagodzeniem wymowy wczorajszego komunikatu jest to, że ECB będzie co 2 tygodnie przeprowadzał rewizję zasad finansowania dla Greków. To, przynajmniej teoretycznie może oznaczać, ze zostaną one złagodzone. Czyli mamy mocny element w negocjacjach…

Dzisiaj greccy przedstawiciele spotkają się z niemieckim ministrem finansów Wolfgangiem Schauble – to spotkanie najpewniej ustawi plan przed rozmowami z kanclerz Angelą Merkel. Rozmowy będą trudne, a komunikaty lakoniczne. To jakie podejście mają Niemcy dobrze obrazuje komentarz Jensa Weidmanna z Bundesbanku, który poparł decyzję ECB twierdząc, że finansowanie przez ELA (nadzwyczajną linię płynnościową) powinno być teraz standardem, a politycy powinni brać większą odpowiedzialność za swoje decyzje. Analizując wpływ dzisiejszych wydarzeń na rynek trzeba jednak zaznaczyć, że druga strona (pożyczkodawcy) wielkie działa wytoczyła już wczoraj. Teraz to z tego balona schodzi powietrze i … euro od kilku godzin odreagowuje wczorajszą przecenę.

Dzisiaj Komisja Europejska zaprezentowała najnowsze prognozy makroekonomiczne. I tak inflacja w tym roku ma wynieść -0,1 proc. (mocna rewizja względem wcześniejszych +0,8 proc.), a w przyszłym odbije do 1,3 proc. (wobec 1,5 proc. szacowanych wcześniej). Co ciekawe eksperci KE podnieśli prognozę tegorocznego wzrostu gospodarczego do 1,3 proc. z 1,1 proc. za sprawą spodziewanego pozytywnego wpływu niskich cen surowców. To, ze coś jest w tym na rzeczy świadczą chociażby dzisiejsze ranne dane z Niemiec – zamówienia w przemyśle wzrosły w grudniu aż o 4,2 proc. m/m. Niemniej dzisiejszy komunikat KE niewiele wnosi do obrazu euro względem innych walut – uzasadnia ostatnią decyzję ECB ws. QE i w zasadzie bardziej interesuje inwestorów zainteresowanych europejskimi aktywami, czyli operujących na rynkach akcji… (Marek Rogalski – DM BOŚ)

05.02.2015 (IAR) – Tysiące ludzi zgromadziły się przed greckim parlamentem w Atenach. Demonstracja to wyraz poparcia dla działań nowego rządu Aleksisa Tsiprasa, lidera SYRIZY.

To ugrupowanie obiecuje kres polityki cięć i oszczędności narzuconej przez troikę – czyli Komisję Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny. Na placu Syntagma w czwartkowy wieczór zgromadziło się około 5 tysięcy osób. To pierwsza prorządowa demonstracja – powiedział AFP jeden z manifestujących. Uczestnicy zgromadzenia podkreślają, że cieszą się z podtrzymania przez rząd Tsiprasa obietnic z kampanii wyborczej. Pojawiają się transparenty „nie jesteśmy kolonią Merkel” czy „wspieramy nasz rząd”.

Demonstracja została zwołana po środowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego, który nie będzie udzielał kredytów pod zastaw jej obligacji. Oznacza to, że greckie banki będą finansowane przez tamtejszy bank centralny.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/AFP/Macropolis.gr/Twitter/kd/dyd

Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona do stopnia B.

06.02.2015 (IAR) – Agencja ratingowa Standard and Poor’s obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Grecji z B do stopnia B- (B minus). Ostrzegła przy tym Ateny, że mają coraz mniej czasu na osiągnięcie porozumienia z wierzycielami.

Jak podkreślili eksperci ratingowi, przedłużanie rozmów z wierzycielami mogłoby doprowadzić do dalszego osłabiania stabilności finansowej w kraju. Mogłoby bowiem spowodować wypłaty depozytów przez Greków.

Jak ostrzegła agencja, może ponownie obniżyć notę Grecji z uwagi na obawę o „ograniczenie płynności” greckich banków.

W ocenie agencji, w najgorszym scenariuszu, Ateny mogłyby stracić dostęp do takich instrumentów jak „pożyczkodawca ostatniej instancji” . Chodzi o sytuację w której bank centralny pożycza bankowi komercyjnemu środki finansowe pod zastaw bezpiecznych papierów dłużnych w związku z odpływem depozytów z banku komercyjnego. Utrata takiego dostępu mogłaby zaś skutkować wykluczeniem Grecji ze strefy euro.

Informacyjna Agencja Radiowa.euronews.com/nyg

źródło: stooq.pl

podobne: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń. oraz: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. i to: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

rys. Grzegorz Radziewicz - Bankrut

rys. Grzegorz Radziewicz – Bankrut

Gdy giełdy tracą… TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę.


1. Giełdy w cieniu geopolitycznego zamieszania.

Superfund TFI – Biznes
18 Lip 2014. Katastrofa malezyjskiego samolotu na wschodzie Ukrainy i wejście armii Izraela do Strefy Gazy. Sytuacja geopolityczna na świecie wygląda obecnie nie najlepiej co odbija się na zdecydowanej większości europejskich i azjatyckich parkietów. Po wczorajszych spadkach odrabia Wall Street.

Tymczasem spada wartość akcji rosyjskich spółek i rubla. Na moskiewskim parkiecie już drugi dzień z rzędu inwestorzy notują znaczne straty. Do wczoraj spadki były jedynie wynikiem amerykańskich sankcji nałożonych na Rosję, dziś do czynników dołujących moskiewską giełdę dołączyła katastrofa samolotu. Wiele wskazuje na to, że inwestorzy mogą odwrócić się od rosyjskiego parkietu co oznaczałoby ciężkie dni dla tamtejszego rynku finansowego oraz przecenę większości rosyjskich spółek.

Jeżeli chodzi o publikowane dziś dane makroekonomiczne – nadwyżka na rachunku obrotów bieżących strefy euro spadła w maju do 19,5 miliardów euro, podał Europejski Bank Centralny. To wynik zdecydowanie gorszy od oczekiwań – konsensus rynkowy wynosił bowiem 23,1 miliardów euro nadwyżki – a także gorszy od wyniku kwietniowego, kiedy to nadwyżka wyniosła 21,6 miliardów euro. Po 5 sesjach wzrostów i przekroczeniu w czwartek poziomu 2400 punktów, niepokój o podłożu geopolitycznym sprawił, że dzisiejsza sesja przy Książęcej zakończyła się spadkiem. Na początku sytuacja wyglądała bardzo źle – już po 10 minutach indeks WIG20 tracił ponad 1%, jednak w późniejszej fazie notowań strona podażowa straciła na sile i ostatecznie indeks zakończył ostatnią sesję tygodnia 0,38% pod kreską. WIG30 stracił dokładnie tyle samo, a indeks szerokiego rynku WIG spadł o 0,41%.

Notowania WIG20, 1 Tydzień, źródło: Teletrader.com

Europejskie parkiety niemal zgodnie tracą. Rosną jedynie Mediolan i Paryż, a Londyn znajduje się lekko ponad kreską. Rosyjski Micex stracił dziś 1,87%. Wall Street odrabia straty po wczorajszej korekcie.

W kontekście amerykańskiego parkietu warto wspomnieć o wczorajszych posesyjnych wynikach Google, po publikacji, których kurs w notowaniach posesyjnych wzrósł o ponad 1%. Choć zysk na akcję w II kwartale był nieco niższy niż się spodziewano, reszta elementów raportu daje powody do zadowolenia akcjonariuszom spółki. Przychody wzrosły o 21,7% do prawie 16 miliardów dolarów, a zysk netto wzrósł w ujęciu rocznym o 25,8% do niemal 3,5 miliardów dolarów. Warto dodać, że aż 90% wszystkich przychodów Google to przychody z reklam. Spółka ma ponad 120 miliardów dolarów majątku, z czego 61,2 miliardów to gotówka i obligacje.

W poniedziałek nie dojdzie do publikacji ważnych danych makroekonomicznych. Jednak nawet jeśli takowe miałyby miejsce – najważniejsze będą weekendowe wydarzenia i decyzje w kontekście katastrofy malezyjskiego samolotu na Ukrainie, które w najgorszym wypadku mogą bardzo zaostrzyć stosunki Rosji z Zachodem.

(Paweł Grubiak – Superfund TFI)  

podobne: Rosja dostaje po kieszeni a Europa (wschodnia) rykoszetem. oraz: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy

2. TFI – sposób na bessę.

InvestTracer.com – Biznes
19 Lip 2014. Tytułowy sposób na bessę, to inwestycja w fundusze rynku pieniężnego. Opłaca się w nie inwestować, gdy trudno wypracować zyski w funduszach akcyjnych. Najczęściej więc podczas bessy. Fundusze pieniężne pozwalają przeczekać bessę z niewielkimi zyskami

Generalnie fundusze rynku pieniężnego (lub fundusze pieniężne) to grupa funduszy inwestycyjnych, które inwestują w bezpieczne i płynne instrumenty finansowe. Cel nadrzędny, to stałe (choć zazwyczaj powolne) pomnażanie kapitału przy możliwie najmniejszym ryzyku.

Aktywa funduszy pieniężnych w większości stanowią krótkoterminowe (termin zapadalności do roku) papiery dłużne i instrumenty rynku pieniężnego emitowane, poręczane lub gwarantowane przez Skarb Państwa lub NBP(certyfikaty depozytowe, bony skarbowe i komercyjne, obligacje rządowe, czy papiery dłużne związane z agencjami rządowymi). Mniejszą część lokat mogą stanowić inne papiery dłużne oraz jednostki uczestnictwa funduszy pieniężnych, co zwiększa nieco ryzyko inwestycji.

STOPY ZWROTU FUNDUSZY PIENIĘŻNYCH

Fundusze pieniężne z założenia są funduszami bezpiecznymi, nie przynoszącymi ogromnych zysków. Stopa zwrotu to obecnie 4 -5% w skali roku. Zdarzają się jednak fundusze pieniężne przynoszące wyższe stopy zwrotu i warto je znaleźć. Lepsze wyniki osiągane są w oparciu o instrumenty o nieco większym ryzyku, co oznacza, że ryzyko pojawiania się niewielkich spadków jest zwiększone Zwykle jednak są to spadki krótkoterminowe.

Można pokusić się o ustalenie pewnego benchmarku dla funduszy pieniężnych, czyli w tym wypadku rocznej stopy zwrotu, poniżej której fundusz nie powinien zejść. Inwestując rok temu w obligację zerokuponową o terminie wykupu zbliżonym do obecnego, można było osiągnąć stopę zwrotu ok. 2.9% jedynie trzymając obligację aż do wykupu. Poniżej pokazano przebieg rentowności obligacji skarbowych dla terminu do wykupu wynoszącego 1 rok.

Jak widać, rok temu rentowność ta wynosiła ok. 2.9%, a obecnie wynosi ok. 2.4%.

JAK ZNALEŹĆ DOBRE FUNDUSZE PIENIĘŻNE?

Jak już wiadomo z poprzednich artykułów, znane z analizy portfelowej mapy ryzyko-zysk są doskonałym narzędziem oceny różnego rodzaju strategii inwestycyjnych, w tym również wyników funduszy inwestycyjnych.

Umożliwiają bardzo szybką selekcję najlepszego funduszu z licznej grupy. Każdemu punktowi na mapie odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Kilka zdań objaśniających temat, tradycyjnie na końcu artykułu.

Tym razem przy pomocy map ryzyko-zysk poszukamy funduszy pieniężnych o lepszych niż przeciętna rocznych stopach zwrotu.

Oczywiście nie rezygnujemy ze stosowania miar ryzyka. Korzystamy z nich w procesie selekcji, gdy zdarzą się fundusze o podobnie wysokiej stopie zwrotu. Wówczas naturalnie wybierzemy te o mniejszym ryzyku.

BIEŻĄCA ANALIZA OSIĄGNIĘĆ TFI – FUNDUSZE PIENIĘŻNE

Poniżej prezentujemy fundusze pieniężne znalezione przy pomocy map ryzyko-zysk, które charakteryzują się przede wszystkim wysoką stopą zwrotu. Już sam fakt, że są to właśnie fundusze pieniężne implikuje niskie ryzyko. Tym niemniej drugim kryterium wyboru był poziom obsunięcia kapitału (drawdown). Stopa zwrotu miała jednak charakter priorytetowy, ponieważ chodziło m.in. o stwierdzenie, jak pod tym względem radzą sobie fundusze pieniężne, które przecież z założenia muszą inwestować w instrumenty bezpieczne, a zarazem mało rentowne.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największych stopach zwrotu i małych obsunięciach kapitału) – funduszy pieniężnych szukamy wśród tych, które charakteryzują się niskim ryzykiem, czyli w pobliżu lewej krawędzi mapy.

Po wyodrębnieniu kilkunastu funduszy sprawdzamy najpierw, jak długo zwykle odrabiały przejściowe straty. Okazuje się, że jest to czas od 4 do 8 dni, co pokazuje kolejna mapa.

Końcowe rezultaty selekcji przedstawiono w zamieszczonej poniżej tabeli. Zawiera ona wyłącznie fundusze pieniężne, które znalazły się na mapie Średni czas trwania drawdownu/stopa zwrotu. Okazuje się więc, że można znaleźć na rynku bardzo bezpieczne fundusze pieniężne, o stopach zwrotu znacznie przewyższających założony benchmark.

Przebieg notowań jednego z wyselekcjonowanych funduszy – stabilny wzrost przy stosunkowo niewielkich obsunięciach kapitału w analizowanym okresie:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

KILKA ZDAŃ OBJAŚNIAJĄCYCH

Każdemu punktowi na mapie RYZYKO/ZYSK odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze z punktu widzenia inwestora najbardziej atrakcyjne: o wysokiej stopie zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzyku(oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj średni czas trwania drawdownu, czyli czas odrabiania strat) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas trwania drawdownu (czas wychodzenia z drawdownu). Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)

 

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

podobne: TFI – jak znaleźć perełki?

źródło: stooq.pl

Paweł Kuczyński - Rodeo

Paweł Kuczyński – Rodeo

Ostatnia sesja miesiąca – sygnały systemu Mebane Fabera


9 maja 2014 roku w ramach bloku Szkoła inwestowania opublikowaliśmy banalnie prosty system, który przynosi całkiem dobre efekty w dłuższym czasie. Opis systemu znajdziecie Państwo pod linkiem:

W trakcie badań tego systemu doszedłem do kilku wniosków, które również w tym artykule spisałem. W dużym skrócie to następujące zasady:

SYSTEM: „Kupuj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy kurs indeksu przebija prostą średnią 10-miesięczną. Sprzedawaj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy indeks przebija w dół tę samą średnią”

Dodatkowe zasady:

1. Warto łączyć tę metodę z PA tzn. uwzględniając wsparcia, opory i kształt świec sygnałowych.

2. Lepsze efekty niż podążanie ślepo za oryginalną metodą, która nie została opracowana dla naszego rynku, jest jej modyfikacja tzn. dopasowanie średniej do historii wykresu. Z moich badań wynika, że dla większości spółek najlepiej sprawdza się średnia SMA 15.

3. Opłacalne może być wprowadzenie tzw. zabezpieczenia antykryzysowego tzn. zamiast czekać do końca miesiąca na zamknięcie świecy, która mocno spada – ustawiamy SL np. 20% pod średnią, w ten sposób chronimy nasz kapitał przed większymi obsunięciami.

4. Ten sam sposób opłaca się zastosować do sygnałów kupna. Uznajemy sygnał kupna za poprawny, gdy cena zamknięcia wzrostowej świecy nie jest wyższa od poziomu średniej o np. więcej niż 20%.

5. Warto weryfikować sytuację na całej giełdzie tzn. kupujemy tylko gdy system Fabera pokazuje, że można kupować na indeksie WIG. Dodatkowo można sprawdzać np. sektory.

6. Oprócz tych przemyśleń wynikających z szerokich badań systemu Fabera na polskim rynku, uważam ponadto, że wybrana spółka powinna spełniać kryteria:

– powinna często poruszać się w trendach, a rzadko w konsolidacjach

– powinna być spółką o dobrej płynności, niedopuszczalne są duże luki cenowe

– powinna być spółką o zdrowych fundamentach tzn. nie chodzi o zagłębianie się w raporty finansowe, ale przynajmniej nie powinna być to spółka tzw. śmieciowa, mało stabilna itp.

Zgodnie z systemem dostosowanym do naszej GPW, przyjrzałem się spółkom z interwału miesięcznego i oto spojrzenie na naszą giełdę przez pryzmat systemu Fabera. Średnia krocząca to zawsze SMA 15. Najpierw ogólna sytuacja na giełdzie:

Szeroki indeks WIG nadal znajduje się pod działaniem sygnału kupna wygenerowanego na ostatniej sesji sierpnia 2012 roku. Patrząc technicznie, znajdujemy się nad poprzednim szczytem, który teraz stanowi wsparcie. Sygnałem ostrzegawczym będzie spadek poniżej niebieskiej linii czyli ok. 48 500 punktów.

Spośród indeksów sygnał kupna pojawia się na WIG Chemia. Co ciekawe cała sytuacja mocno przypomina poprzedni sygnał kupna, kiedy po podobnie solidnej i dużej świecy wzrostowej pojawił się sygnał kupna, który pozwolił naprawdę sporo zarobić.

Teraz czas na spółki. Sygnały sprzedaży:

Integer – mamy już od zeszłego miesiąca sygnał sprzedaży. Spółkę ratuje silny trend wzrostowy, więc jeśli jeszcze mamy akcje w portfelu można dać szansę ostawiając zlecenie obronne pod niebieską linią czyli ok. 215 zł. Takie postępowanie jest zgodne z przyjętymi zasadami, w których oprócz średniej liczy się także ogólna sytuacja techniczna czyli w tym wypadku: trend, wsparcie oraz kształt świecy (pin bar), który może oznaczać dołek korekty.

Helio – tutaj pojawia się bezwzględny sygnał sprzedaży. Oczywiście można znaleźć jakieś wsparcie ale świeca sygnałowa nadaje impetu spadkom, a jak widać po historii notowań spółka jest mocno trendowa i czarne świece występują raczej całymi seriami.

Ronson – słaby sygnał sprzedaży, przy którym posiadacze akcji mogą dać spółce szansę ustawiając SL na poziomie ok. 1,38 zł. Kształt świecy oraz to wsparcie może oznaczać tylko większą korektę w trendzie wzrostowym.

Prochem – podobna sytuacja jak na Ronsonie. Także mamy przeciętą średnią, ale świece przecinające to pin bary, które tworzą pewne wsparcie, dlatego warto dać spółce szansę ustawiając SL po długimi cieniami świec czyli ok. 22 zł.

ZPUE – sygnał sprzedaży po już dość długo trwającym trendzie wzrostowym i na historycznie dość wysokim poziomie. Dlaczego także tej spółce warto zostawić margines? Otóż, mamy długi cień świecy u dołu, trend wzrostowy oraz czytelne wsparcie, którego wybicie będzie oznaczało bezwzględny sygnał sprzedaży. Zaznaczony SL to okolice 319,80 zł.

Teraz przyjemniejsza część czyli sygnały kupna:

Bakalland – silne wzrosty w tygodniu wygenerowały sygnał kupna. Z jednej strony, gdy zejdziemy na niższe interwały widać, że wybicie dotarło do zaznaczonej strefy oporu, a następnie mamy kilka dni realizacji zysków, które można wykorzystać na kupno po niższej cenie licząc, że wybicie było tylko początkiem trendu wzrostowego. Pewne obiekcje wynikają z dość dużego SL zarówno ustawiając go pod świecą miesięczną jak i np. 20% pod średnią – SL jest dość spory ok. 30% od aktualnej ceny. Myślę, że osoby sceptycznie nastawione mogą poczekać aż do wybicia tego wsparcia, wtedy nastąpi prawdziwa zmiana długoterminowego trendu na wzrostowy. Zatem będziemy obserwować spółkę.

Duda – mamy świecę sygnałową, która dodatkowo na wsparciu tworzy z poprzednią formację objęcia hossy na najwyższym interwale. SL to poziom 0,59 zł. Problem to trend spadkowy i w takim przypadku trzeba realnie oceniać potencjał wzrostu na poziomie ok. 0,91 zł (czerwona linia) oznaczałoby to zysk ok. 15%. Wydaje się, że w przypadku wzrostów do poziomu oporu należałoby albo zainkasować zysk albo go mocno chronić poprzez podniesienie SL.

Groclin – tutaj pojawia się chyba najlepszy sygnał kupna łudząco podobny do poprzedniego sygnału. Mamy trend wzrostowy, jesteśmy po dużej korekcie, ostatnio miały miejsce spore wzrosty i pojawiła się taka prawie formacja objęcia hossy (prawie bo zgodnie z nazewnictwem jest to formacja przenikania hossy, odrobinę słabszy odpowiednik). Ponadto aktualna cena znajduje się blisko średniej a zatem nie jest tak, że sama świeca sygnałowa „pożarła” znaczną część zysku. Ponadto potencjał wzrostu wydaje się spory, a silne techniczne wsparcie wskazuje nam logiczny SL na poziomie ok. 17,5 zł.

Wielton – bardzo fajny sygnał, gdyż przecięcie średniej jest dokonane przez pin bar, który dokładnie testuje historycznie kluczową strefę wsparcia. Dodając do tego trend wzrostowy oraz dość podobne te 3 duże korekty, pojawia się naprawdę ciekawy sygnał kupna.

LPP – tutaj w klasycznym rozumieniu teorii Fabera nie pojawia się żaden sygnał, gdyż średnie nie została przecięta od góry w zeszłym miesiącu (warto spojrzeć z bliższej perspektywy) i nadal obowiązuje kierunek północny wskazany na ostatniej sesji lutego 2012 roku. Piszę o LPP, gdyż obecna sytuacja przypomina sytuację z końca 2011 roku (niebieska linia). Wtedy wystąpił sygnał sprzedaży lecz ustawiając zlecenie SL pod pin barem udałoby się nam utrzymać w trendzie. Aktualną sytuację należy zatem traktować jako sygnał ostrzegawczy, który nakazuje np. podnieść swoje zlecenie obronne lub sygnał do dalszych zakupów i kupno z niewielkim ryzykiem blisko ostatnich minimów (blisko niebieskiej linii).

Podsumowując, aby móc sprawdzić system Fabera postanowiłem przyjąć proste założenie. Kupno dzieli się na właściwe (zakup akcji za 3000 zł) oraz zakup wstępny (pilotażowy) lub jak kto woli kupno sprawdzające – ma ono miejsce, gdy mamy sygnał kupna, ale ogólna sytuacja techniczna np. potencjał do wzrostów lub poziom ryzyka nie są najlepsze (kupno za 1000 zł).

Kupować można tylko w przypadku występowania lub podtrzymania sygnału kupna na indeksie WIG. Zatem nie uczestniczymy w trendach spadkowych.

Nasz Portfel Fabera:

Zdecydowałem o zakupie wstępnym Bakallandu oraz właściwym Groclinu i Wieltona, gdyż na nich mamy bardziej klarowne sygnały kupna. Odrzuciłem sygnał na Dudzie ze względu na trend spadkowy i niewielki potencjał wzrostu (pod względem technicznym). Mamy zatem 3 spółki, wszystkie dość przyzwoicie wyglądają jeżeli popatrzeć na np. przychody ze sprzedaży, a przede wszystkim są to znane i rozpoznawalne marki.

Do zobaczenia na kolejnej ostatniej sesji miesiąca, już 30 czerwca.

(Łukasz Nowacki – Comparic.pl)                                               źródło: stooq.pl

poprzednio: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

 
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, Comparic.pl oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.


Ujemne stopy procentowe w Eurolandzie pomogą zadłużonym na mieszkania nad Wisłą. I to bez względu na to, czy spłacają kredyty w euro, franku czy w złotym. Już dziś każdy z nich ma ratę o grosze lub nawet złote niższą niż jeszcze na początku tygodnia.

Bezprecedensowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego o obniżeniu depozytowej stopy procentowej do -0,1 proc. oraz głównej stopy procentowej z 0,25 proc. do 0,1 proc. już przełożyła się na spadek EUROIBOR-u. Stawka ta poza marżą decyduje o oprocentowaniu kredytów w euro, a w Polsce spłaca je 113,2 tys. klientów zadłużonych na mieszkania, nie licząc całej rzeszy przedsiębiorców. Gdy w czwartek EURIBOR 3 M wynosił 0,3 proc. w piątek spadł do 0,292 proc. i będzie się obniżać dalej. Ale to nie topniejący EUROIBOR będzie głównym powodem obniżki kosztów obsługi kredytu. Największym prezentem zarówno dla spłacających kredyty w euro jak i we franku będzie umocnienie złotego (PLN_I74.0546 +0.19%News).

Sprzyjała temu różnica między stopami procentowymi w strefie euro – główna stopa 0,1 proc., w Polsce -2,5 proc. Na dodatek wzmocnieniu złotego pomaga też tempo rozwoju naszej gospodarki, gdy nad Wisłą możemy po I kwartale chwalić się 3,4 proc. wzrostu PKB, najlepszym wynikiem od I kw. 2012 r. to w Eurolandzie EBC już koryguje prognozę tegorocznego wzrostu z 1 do 0,7 proc.

Nic dziwnego, że w takich warunkach euro osiągnęło najniższe notowania od 13 miesięcy, dzisiejszy średni kurs euro w NBP – to 4,1211 zł. Utrzymanie się takiego stanu, ewentualnie spadek poniżej 4,1 zł to dobre wieści dla spłacających kredyty w euro. Średnia notowań z minionych 12 miesięcy przekracza bowiem 4,2 zł. Tymczasem dla klienta, który pożyczył w połowie 2010 r. w euro 300 tys. zł, z marżą 2,8 proc. rata wynosi dziś ok. 330 euro, co oznacza, że euro kupione o 10 gr. taniej daje 33 zł oszczędności na miesięcznej racie.

Również dobrze nie zachowuje się CHF, ale i tak jest nieźle. Frank zbliżył się do niskich notowań ze stycznia tego roku, kiedy to kosztował 3,36 zł. Obecnie w NBP jest po 3,385 zł o 5 groszy drożej niż w czwartek, ale i o 5 gr. mniej niż w środę. Pamiętający franka po 2 zł, nie wzdychają jeszcze z zachwytu, jednak po uwzględnieniu średniej notowań z ostatnich 12 miesięcy – 3,427 zł z pewnością zauważą różnicę. Rata 300 tys. zł kredytu we franku zaciągniętego w połowie 2008 r., apogeum popularności, to dziś 488 franków, co oznacza, że każde 5 gr. na franku mniej pozwoli zapłacić ratę niższą o 24 zł. Mowa tu o oszczędnościach 580,5 tys. gospodarstw domowych, bo tyle według Komisji Nadzoru Finansowego spłacanych było kredytów we franku na koniec 2012 r.

Przy niskim oprocentowaniu kredytów walutowych to właśnie cena euro czy franka ma decydujący wpływ na wysokość raty. I wszelkie wahania przypadające na czas spłaty raty, przekładają się na nią od razu. W przeciwieństwie do aktualizacji stawki WIBOR, EUROIBOR, czy LIBOR, na którą zazwyczaj trzeba czekać kilka miesięcy. Banki zmieniają jej poziom przeważnie na koniec lub na początek kwartału kalendarzowego, albo co trzy miesiące licząc od momentu podpisania umowy kredytowej. I to czasami pod warunkiem, że zmiana osiągnęła pewien minimalny pułap.

Co do zaangażowania klientów indywidualnych w kredyty walutowe, to 2012 r. zarówno jeśli chodzi o euro jak i franka sytuacja szczególnie się nie zmieniła, bo banki właściwie zaprzestały udzielania kredytów w walutach obcych. W 2013 r. w wartości nowej sprzedaży kredyty walutowe nie przekroczyły 1 proc. Na dodatek zgodnie ze zmienioną Rekomendacją S, od lipca banki będą miały już całkowity zakaz pożyczania w innej walucie niż dochody klienta.

Na nowej sytuacji uda się też skorzystać obsługującym złotowe kredyty mieszkaniowe. Ich suma jest obecnie największa. Na koniec kwietnia zadłużenie w PLN na mieszkania wyniosło 174,3 mld, podczas gdy w CHF 135,4 mld zł, w EUR 30,9 mld zł, a w pozostałych walutach 2,5 mld zł.

Różnica stóp procentowych pomiędzy Polską a eurolandem będzie wywierała presję na Radę Polityki Pieniężnej i skłaniała ją do dalszych cięć i tak niskiego oprocentowania. Delikatne sygnały takiej ewentualności już ze strony RPP się pojawiły, choć jej przewodniczący i prezes NBP – Marek Belka, zastrzegł, że nie należy jego słów traktować jako zapowiedzi obniżek. Decydujące znaczenie dla dalszych ruchów RPP będzie miała publikowana w lipcu prognoza inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Ale inwestorzy prognozujący wysokość 3-miesięcznej stawki WIBOR już są przekonani, że spadnie ona w najbliższych miesiącach do 2,5- 2,55 proc. z obecnych 2,7 proc. WIBOR na działania EBC zareagował zresztą od razu, po tym jak w czwartek wynosił 2,7 proc. w piątek było to 2,69 proc. Im większe będzie prawdopodobieństwo spadku stóp procentowych tym szybciej zobaczymy to w wysokości WIBOR-u, który to zawsze z w yprzedzeniem reaguje na działania RPP.

Co oznacza przewidywany przez inwestorów WIBOR 3M na poziomie 2,5 proc.? Przy 30-letnim kredycie w wysokości 300 tys. zł i marży 1,7 proc. rata spadnie z 1503 zł do 1467 zł. Zmiana nie jest spektakularna, ale zawsze to w kieszeni kilkadziesiąt złotych więcej niż mniej.

(Halina Kochalska – Open Finance)                       …źródło: stooq.pl

70. rocznica lądowania aliantów w Normandii to tzw. D-Day. W kontekście wydarzeń tego tygodnia nazwa ta nabiera nowego znaczenia, ze względu na działania EBC. Wydarzeniem mijającego tygodnia, które również przejdzie do historii była bowiem czwartkowa obniżka stóp procentowych oraz konferencja prasowa Mario Draghiego. Stąd nazwę D-Day można rozwinąć do Draghi-Day.(…)

Niemiecki wzrost cen spowolnił do najniższego tempa od ponad 4 lat i wyniósł w maju 0,6 proc r/r. (HICP). Zharmonizowana inflacja w całej strefie euro również wyhamowała bardziej niż spodziewali się tego ekonomiści i ukształtowała się na poziomie zaledwie 0,5 proc. w ujęciu rocznym. Te kolejne dezinflacyjne odczyty skłoniły Europejski Bank Centralny do działania. Właśnie decyzja EBC w sprawie stóp procentowych, a także późniejsza konferencja prasowa z udziałem Mario Draghiego były bez wątpienia wydarzeniami, które wstrząsnęły w tym tygodniu rynkami. Europejskie władze monetarne zdecydowały się powziąć wiele kroków luzujących politykę monetarną. Pierwszym z nich jest obniżka stóp, podstawowej do 0,15 proc. i depozytowej do -0,1 proc. Drugi to wsparcie płynności w sektorze bankowym operacjami ukierunkowanymi LTRO, o wartości 400 mld euro. Nastąpiło również odejście od sterylizacji programu SMP. Co więcej, Mario Draghi dobitnie zaznaczył także, że w przyszłości (i to raczej niedalekiej) możliwe jest przeprowadzenie skupu aktywów. Wydaje się jednak, że wprowadzenie LTRO odkłada możliwość szybkiego wdrożenia QE. Uzasadnieniem dla modyfikacji kształtu polityki są zrewidowane prognozy dynamiki PKB i cen. W 2014 roku tempo wzrostu ma wynieść zaledwie 1,0 proc., a dynamika HICP ukształtować się na poziomie 0,7 proc. r/r. Projekcje z marca zakładały, że wskaźniki przybiorą wartości odpowiednio 1,2 i 1,0 proc. Bardzo ważne jest również to, że w dół zrewidowano inflacyjną prognozę na 2016 rok. Wynosi ona teraz 1,5 proc. wobec marcowych założeń na poziomie 1,7 proc.

USA: ZATRUDNIENIE POWYŻEJ SZCZYTU Z 2008 ROKU

Stopa bezrobocia w maju utrzymała się na prawie 6-letnim minimum, czyli poziomie 6,3 proc. W sektorze pozarolniczym przybyło 217 tys. nowych miejsc pracy. Pozwoliło to na wyjście całkowitego zatrudnienia ponad poziom z początku 2008 roku. Odbudowa rynku pracy trwała zdecydowanie najdłużej w historii powojennych recesji w USA. Stało się tak pomimo, że na słabszy od poprzedniego odczyt wskazywały m.in. wzrost czterotygodniowej średniej liczby wniosków o zasiłek z 312 do 322 tysięcy oraz szczegóły indeksu ISM dla usług. Takie ryzyko dodatkowo wzrosło po niższej od konsensusu wartości indeksu ADP. Co ciekawe payrolle były rewidowane w górę w 19 z ostatnich 20 miesięcy. Pomimo to kwietniowy odczyt został zrewidowany w dół o 6 tys., a więc dopiero po raz drugi w ciągu ponad półtorej roku.

AUSTRALIA: GOSPODARKA W DOBRE FORMIE

We wtorek RBA zdecydował o pozostawieniu głównej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 2,5 proc. Jest to już 10 miesiąc z rzędu utrzymywania rekordowo niskiego kosztu pieniądza. Głównym celem obniżki sprzed niemal roku było wywołanie wzrostu konsumpcji a także przeniesienie inwestycji z sektora górniczego do pozostałych. Okazuje się, że operacja ta przebiega bardzo sprawnie. Firmy planują przeznaczyć na CAPEX 137,1 miliardów dolarów australijskich w latach 2014-2015. Prezes RBA powiedział także, że widać stopniową poprawę na rynku pracy, jednak potrzeba jeszcze trochę czasu zanim bezrobocie ustabilizuje się na niskim poziomie.

O dobrej sytuacji w australijskiej gospodarce może świadczyć wycofanie się banku JPMorgan z prognozy zakładającej obniżkę stóp procentowych w sierpniu tego roku. W I kwartale 2014 odnotowała ona najszybsze tempo wzrostu od 2 lat. Bardzo ważny jest także fakt, że inflacja znajduje się pod kontrolą. Wzrost PKB w I kwartale wyniósł 3,2 proc w ujęciu rocznym, a także 1,1 proc. k/k. Głównymi składowymi, które wpłynęły na tak dobry odczyt były: eksport (wzrost o 4,8 proc. k/k), który odpowiedzialny był za 1,1 pkt. proc. przyrostu PKB oraz inwestycje mieszkaniowe (wzrost 4,7 proc. k/k), które dodały 0,2 pkt. proc. do rozwoju gospodarczego.

Dolar australijski jest w tym roku najsilniejszą walutą z grona G10. Zyskał on zarówno wobec dolara, jak i euro około 5 proc. AUD może skorzystać na bezprecedensowej decyzji ECB o obniżeniu stóp centowych, w tym depozytowej do poziomu ujemnego oraz wprowadzenia LTRO. Duży wpływ na to mają rozbieżne drogi zarówno, gospodarek Australii i strefy euro, a także ich banków centralnych. Polityka RBA zmierza w kierunku normalizacji, a ECB wprowadza niekonwencjonalne metody luzowania. Australijska inflacja jest pod kontrolą, natomiast strefa euro zmaga się z postępującą dezinflacją. W końcu, wzrost gospodarczy kraju kangurów jest najwyższy od 2 lat, a gospodarka strefy euro rozwija się w tempie dalekim od zadowalającego. Co ciekawe dolar australijski zyskuje pomimo spadku cen rudy żelaza, czyli głównego eksportowego surowca tego kraju.

(Błażej Kiermasz – DM TMS Brokers SA)                       …źródło: stooq.pl

podobne: Kondycja globalnej gospodarki nadal krucha… Spadek wskaźnika zatrudnienia w USA. oraz: EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę! polecam również: Malutka Belgia ratuje obligacje USA oraz: Szef KE powołał grupę ekspertów ds. uwspólnotowienia długu eurolandu

Punkty niestabilne politycznie, wrażliwe gospodarczo ale i te o wysokim poziomie zaufania – które kraje mogą wspierać lub opóźniać światowy wzrost?”

Euler Hermes przedstawia informację o kierunkach (i zagrożeniach dla) światowego wzrostu gospodarczego, sporządzoną na bazie swojego ostatniego, majowego Przeglądu Ekonomicznego. Zwracamy uwagę na umieszczenie Francji i Niemiec – głównych partnerów gospodarczych Polski wśród rynków obecnie ekonomicznie „wrażliwych”. Prezentujemy także możliwe scenariusze wpływu konfliktu na wschodzie Europy na tempo rozwoju gospodarczego Polski (mniejszy efekt) i strefy euro (większy – co pośrednio uderzyć może w polskich eksporterów).

– Zgodnie z ostatnią globalną prognozą ekonomiczną firmy Euler Hermes, gospodarki najbardziej rozwiniętych krajów nabierają tempa, oczekujemy w 2014 roku wzrostu ich wzrostu o +2,0%, najwyższego od 2010 roku

– Z drugiej strony – pomimo ożywienia wzrostu światowego PKB (+2,9% w 2014 roku) jego tempo pozostanie powolne (poniżej 3% trzeci roku z rzędu) i przeważy ryzyko wystąpienia spadku.

Wielka Brytania (PKB +2,4%) i członkowie strefy euro (+1,0%) kontynuują wzrost, podczas gdy Stany Zjednoczone (+2,8%) jak na razie pozostawały nieco w tyle z powodu wyjątkowo ostrej zimy. Abekonomia jest wciąż źródłem stałego wzrostu w Japonii (+1,2%), chociaż potrzeba większych zmian aby go utrzymać. Gospodarki rozwijające się pozostają głównymi motorami globalnego wzrostu (+4,3% w 2014 roku), ale związane z nimi oczekiwania uległy obniżeniu po gwałtownej rewizji perspektyw wzrostu w Rosji, jak również z powodu spodziewanego spowolnienia wzrostu w Brazylii, w RPA i w Turcji.

DROGA NAPRZÓD – KTO JEST NIESTABILNY, A KTO WRAŻLIWY?

Nowy globalny raport ekonomiczny Euler Hermes zidentyfikował na światowej mapie lokalizację punktów niestabilnych, wrażliwych gospodarczo i o wysokim poziomie zaufania, które razem prawdopodobnie wpłyną na globalną wymianę handlową w perspektywie krótkoterminowej:

Punkty niestabilne w zakresie polityki: Rosja i Ukraina oraz w mniejszym zakresie Turcja pozostają niestabilnymi punktami w zakresie polityki ze względu na ryzyko geopolityczne obciążające ich gospodarkę i potencjalnie występujące negatywne skutki uboczne.

Bez odnoszenia się do możliwego scenariusza rozwoju sytuacji w sferze politycznej pokusić się można o rozważenie kierunku rozwoju sytuacji na wschodzie Europy w sferze gospodarczej. W chwili obecnej sankcje mają przede wszystkim wymiar polityczny (pomijając oczywiście bariery w imporcie mięsa) i spodziewać się można, iż scenariusz utrzymania się takiej sytuacji ma 80% szans na realizację. Tylko 20% szans na realizację przyznać można scenariuszowi eskalacji w kontekście wymiany handlowej wschód-zachód (co zmniejszyłoby wymianę handlową strefy euro z Rosja o połowę). Ale nie tylko wymiana handlowa jest na szali – na sytuację wpływ mają również przepływy inwestycji (istotnych np. w Holandii), ceny energii, zdolność firm rosyjskich do regulowania swoich zobowiązań (z tytułu importu z UE) oraz ekspozycja (zaangażowanie) kapitałowa banków europejskich w Rosji (istotna np. dla banków austriackich). Skutki odczułaby również Rosja – m.in. poprzez dalsze przyspieszenie odpływu kapitału ze spodziewanych obecnie 120 mld USD w skali rocznej do 200 mld USD a przede wszystkim osunięciem się w recesję (ze spodziewanego obecnie wzrostu PKB +0,7% do spadku o -2,5% na skutek załamania się eksportu o 20% i importu o 15%).

W chwili obecnej – przy zakładanym bazowym scenariuszu rozwoju sytuacji, bez mnożenia dalszych przeszkód w wymianie handlowej polski wzrost PKB będzie zmniejszony o ok. 0,1%, podobnie jak w całej strefie euro. Gdyby sankcje jednak zostały zaostrzone zarówno polski wzrost PKB jak i w strefie euro ucierpiałyby o ok. 0,9% w skali rocznej. W efekcie w Polsce nadal mielibyśmy wzrost gospodarczy na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego lub nawet lepszym, natomiast w krajach strefy euro w przypadku eskalacji konfliktu handlowego z Rosja wzrost gospodarczy byłby zbliżony do zera…co w konsekwencji pośrednio uderzyłoby w dalszej kolejności w popyt na polskie towary, w 75% kierowane przecież na rynek strefy euro.

Punkty wrażliwe w zakresie gospodarki: Brazylia, RPA i w mniejszym zakresie Indie są punktami wrażliwymi w zakresie gospodarki, ponieważ muszą dostosować się do świata, w którym rynki rozwijające się nie są już z definicji „pupilkami” inwestorów. W tej grupie znajduje się również Francja, która musi ponownie przeanalizować swój model biznesowy, oraz Niemcy, które stykają się z wyzwaniem dominujących nacisków deflacyjnych w strefie euro, jak również z silnym kursem euro.

Punkty o wysokim poziomie zaufania: USA i Wielka Brytania są punktami o wysokim poziomie zaufania, ponieważ wzrost uzyskał siłę pociągową. Europa Południowa wykazuje oznaki poprawy perspektyw ekonomicznych i odzyskuje zaufanie po kilku latach bolesnych dostosowań i trudności gospodarczych. Chiny są również członkiem tej grupy, pomimo wyzwań dotyczących zmiany modelu biznesowego, ponieważ występują pozytywne oznaki pomyślnej transformacji.

Różne losy gospodarek rozwijających się: ‚Wrażliwa 10’ przekształciła się w ‚Ulegającą poprawie czwórkę’, ‚Niestabilną piątkę’ i Argentynę

Jak podkreślaliśmy pod koniec zeszłego roku, zdolność gospodarek rozwijających się do przetrwania trudności w dużym stopniu zależy od ich podstaw finansowych. Władze krajowe muszą być wyczulone i elastyczne w zakresie tworzenia polityki kompensującej. Na początku 2014 roku firma Euler Hermes sklasyfikowała kraje rozwijające się według dwóch kryteriów:

– ich wrażliwość w odniesieniu do programu łagodzenia polityki pieniężnej USA, oraz

– ich zależność od eksportu do Chin, tj. spowolnienia wzrostu PKB w Chinach i transformacji ich modelu ekonomicznego.

Powstała w ten sposób lista 10 najbardziej wrażliwych krajów w perspektywie krótkoterminowej, ‚Wrażliwe 10’, obejmuje Argentynę, Brazylię, Chile, Kolumbię, Indie, Indonezję, Meksyk, Filipiny, RPA i Turcję.

Od tej pory jakość polityki gospodarczej i wrażliwość władz na program łagodzenia polityki pieniężnej i podnoszenie ryzyka geopolitycznego w ostatnich miesiącach wykazuje, że niektóre kraje są lepiej przygotowane na burze niż inne. Powstała grupa państw ‚Ulegających poprawie 4’ (Chile, Kolumbia, Meksyk i Filipiny), grupa państw ‚Niestabilnych 5’ (Brazylia, Indie, Indonezja, RPA i Turcja) oraz osobno Argentyna.

PUNKTY NIESTABILNE POLITYCZNIE

Ukraina i Rosja: Krajowy kryzys polityczny nasilił się prowadząc do poważnego konfliktu pomiędzy Ukrainą i Rosją po tym, jak Rosja zaanektowała Krym, co odbiło się na gospodarce obu krajów, ale do tej pory nie wpłynęło znacząco na Europę. Oczekuje się, że wzrost rosyjskiego PKB zwolni do 0,7%, a na Ukrainie w 2014 roku najprawdopodobniej wystąpi głęboka recesja (-3%). Przeważa znaczne ryzyko spadku.

Turcja: Produkcja w 2013 roku okazała się odporna na zawirowania polityczne i niepokoje na globalnych rynkach finansowych. Popyt krajowy był jedyną siłą napędową wzrostu, przy wzroście konsumpcji prywatnej o 4,6%, konsumpcji publicznej o 5,9% i inwestycji o 4,3%. W 2014 roku oczekuje się, że popyt krajowy będzie umiarkowany w wyniku zacieśniania polityki monetarnej i deprecjacji liry tureckiej (TRY). W rezultacie oczekuje się, że w 2014 roku wzrost PKB ulegnie spowolnieniu do 3%.

PUNKTY WRAŻLIWE W ZAKRESIE GOSPODARKI

Francja i Niemcy: Po tym, jak Francja nie spełniła swojego wstępnego celu w zakresie deficytu fiskalnego na poziomie -3% PKB w 2013 roku, nowy premier Francji zapowiedział wiele reform w 2014 roku mających na celu wspieranie konkurencyjności gospodarki oraz siły nabywczej gospodarstw domowych. Jest mało prawdopodobne, aby te środki doprowadziły do szybkiego obniżenia deficytu fiskalnego (prognozy Euler Hermes: -3,9% w 2014 roku i -3,3% w 2015 roku), ale będą wspierać inne kraje strefy euro za pośrednictwem podwyższenia importu. W przeciwieństwie do Francji, model gospodarczy Niemiec obejmuje dobrze rozwijający się i napędzany eksportem przemysł, czego dowodem jest duża nadwyżka na rachunku bieżącym. Jednak ostatni wskaźnik PMI w zakresie danych dotyczących zamówień eksportowych i dane Bundesbanku wskazują na możliwy spadek tempa rozwoju. Niemiecki sektor eksportowy stoi w obliczu wiatru wiejącego w twarz zarówno ze strefy euro (presja deflacyjna), jak i z zagranicy (odnowiona konkurencja ze strony Japonii i USA, których główne sektory eksportowe nakładają się z niemieckimi).

Brazylia: Wcześniejsze doświadczenia wykazują, że organizowanie dużych imprez sportowych nie zawsze wywiera pozytywny wpływ na gospodarkę kraju gospodarza. Nawet, jeżeli Brazylia mogłaby być wyjątkiem, ponieważ jest -gospodarzem trzech mega-wydarzeń sportowych z rzędu, firma Euler Hermes oczekuje, że będzie to miało niewielki wpływ na wzrost w horyzoncie krótkoterminowym i średnioterminowym. Spowolnienie brazylijskiej gospodarki jest głównie spowodowane słabością strukturalną, której nie mogą poprawić wydarzenia sportowe. Chociaż popyt krajowy zyskał w ostatnich latach na połączeniu polityki fiskalnej pobudzającej popyt, na niskim bezrobociu, wzroście płac realnych i masywnym napływie kapitału zagranicznego, inwestycje pozostały na niskim poziomie. Obecnie występuje brak dopasowania pomiędzy dynamicznym popytem krajowym i słabą podażą krajową. Potrzebne są głębokie reformy strukturalne, aby poradzić sobie z brakiem konkurencyjności lokalnego przemysłu, brakami infrastrukturalnymi i ubogim środowiskiem gospodarczym. Oczekuje się, że wzrost pozostanie na niskim poziomie wynoszącym 2,0% w 2014 roku oraz 2,5% w 2015 roku, dużo poniżej wynoszącego 5% rocznego wzrostu sprzed kryzysu.

Indie: Gospodarka hinduska w ciągu ostatnich dwóch lat osiągnęła gorsze wyniki od spodziewanych ze wzrostem PKB na poziomie średnio poniżej +5% w porównaniu z potencjałem wzrostu na poziomie +7%. Ekspansja produkcji została stłumiona słabym popytem krajowym. Wysoka inflacja nadal osłabia siłę nabywczą, ograniczając wzrost konsumpcji prywatnej. Inwestycje uległy spowolnieniu, ze względu na restrykcyjne warunki finansowe i ograniczenie popytu. Eksport netto obniżył się w wyniku podwyższenia importu z powodu wysokich cen surowców (ropa naftowa i złoto stanowią odpowiednio 34% i 8% importu) oraz słabszych od oczekiwanych wyników gospodarczych głównych partnerów Indii, czyli USA i Chin. Od połowy 2013 roku Indie są obserwowane w ramach radaru rynku finansowego i inwestora ze względu na pogarszające się perspektywy gospodarcze oraz wysoki deficyt fiskalny i na rachunkach bieżących. Należy dalej stawiać czoło słabości strukturalnej, ale niektóre kroki we właściwym kierunku zostały już podjęte. Stabilność finansowa (a zatem redukcja w zakresie napływu kapitałów krótkoterminowych) jest jednym z kluczowych priorytetów nowego prezesa Banku Centralnego, Rajana, a obecny rząd zapoczątkował reformy mające na celu zachęcenie inwestorów zagranicznych do inwestowania w kluczowe sektory.

Republika Południowej Afryki: Wzrost PKB pozostanie na przeciętnym poziomie: +2,8% w 2014 roku i +3,5% w 2015 roku, z ryzykiem spadku. Polityka monetarna pozostanie restrykcyjna, aby chronić randa i rezerwy międzynarodowe, ceny złota są niskie, a napięte stosunki pracy ograniczają produkcję w niektórych kluczowych sektorach, szczególnie w zakresie wydobycia platyny. Brak elastyczności strukturalnej pozostaje źródłem problemów, obejmując wysoki stopień bezrobocia, dużą nierówność przychodów, niski poziom dostarczania usług, trudne relacje przemysłowe oraz deficyty fiskalne i na rachunkach bieżących.

PUNKTY O WYSOKIM POZIOMIE ZAUFANIA

Stany Zjednoczone: Na większości obszaru USA wystąpiła rekordowo zimna i śnieżna zima, co spowodowało duże spowolnienie gospodarcze. PKB wzrósł zaledwie o 0,1% w stosunku rocznym za I kwartał 2014 roku. Jednak trudna zima również przygotowała scenę do odbudowania aktywności gospodarczej wiosną, co pomoże zwiększyć PKB w II kwartale i prawdopodobnie popchnie wzrost PKB za cały 2014 rok do poziomu 2,8% – wciąż poniżej trendu światowego, ale lepiej niż 1,9% w 2013 roku. Produkcja wydaje się gotowa do znacznego ożywienia, ponieważ koszty zatrudnienia nadal spadają; zatrudnienie w produkcji wzrastało w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy. Bank Rezerwy Federalnej prawdopodobnie całkowicie zakończy swój program łagodzenia polityki pieniężnej do końca 2014 roku, ale pozostaje wysoce przystosowawczy ze względu na znaczne ilości nadmiaru rezerw płynnych, które mogą zostać wykorzystane w gospodarce.

Chiny: Wzrost chińskiego PKB okazał się w 2013 roku wytrzymały, rosnąc na podobnym poziomie jak w poprzedzającym roku (+7,7%). W 2014 roku przewiduje się niewielki spadek do poziomu +7,5%, co jest związane z trwającą transformacją gospodarczą mającą na celu uzyskanie wzrostu PKB w wyniku popytu krajowego. Przekształcenie rozpoczęło się i pozytywne oznaki już są widoczne. Po pierwsze, rząd przeszedł z podejścia skoncentrowanego ściśle na bieżącym wzroście do bardziej zrównoważonego, mając jednocześnie na celu tworzenie miejsc pracy, stabilność cen i wzrost gospodarczy. Po drugie – wzrost rynku konsumenckiego posiadającego silne podstawy jest faktem. Po trzecie – zachodzi normalizacja warunków finansowych (oddala się groźba bańki kredytowej), po ulepszeniu jakości kredytów oraz redukcji finansowania pozabankowego i pozabilansowego. Kontynuacja wsparcia konsumpcji krajowej przez pożyczki bankowe i tworzenie miejsc pracy oraz dalsze inwestycje w wiedzę i branże o wysokiej wartości dodanej mogą przyspieszyć wzrost długoterminowy.

Europa Południowa i Wielka Brytania: Po kilku latach bolesnych zmian oraz głębokiego kryzysu finansowego i państwowego kraje Europe Południowej w końcu powracają na ścieżkę wzrostu, głównie dzięki poprawie w zakresie eksportu w wyniku korzyści uzyskanych z konkurencyjności. W połączeniu z trwającymi zmianami fiskalnymi, reformami strukturalnymi i dzięki zmniejszeniu apetytu inwestorów na rynki rozwijające się, został uzyskany masowy powrót zaufania, a zatem wzrost wpływów do portfela i zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Jednak nie można wykluczyć krótkoterminowej zmienności, ponieważ pozostaje znaczna wrażliwość gospodarki. Bezrobocie pozostaje na bardzo wysokim poziomie, sektor bankowy wciąż czyści bilans, a długotrwała niska inflacja może zaszkodzić ożywieniu. W Wielkiej Brytanii popyt krajowy pozostaje głównym motorem wzrostu PKB (+2,4%) ze względu na coraz bardziej przyjazne środowisko dla biznesu.

Rada Współpracy Państw Zatoki [Gulf Cooperation Council] (GCC): Kraje GCC posiadają ponad 29% globalnych rezerw ropy naftowej i ponad 23% rezerw gazu. Produkcja sektora węglowodorów była kluczowym czynnikiem wzrostu od 2011 roku do chwili obecnej, gdy standardowe ceny ropy naftowej wyniosły 100 USD za baryłkę lub jeszcze więcej. Przy łącznej populacji na poziomie 49 milionów osób przychody z eksportu ropy naftowej wciąż przyczyniały się do tworzenia silnych rezerw walutowych i akumulacji aktywów finansowych w funduszach państwowych (ich szacowana kwota wynosi 2.250 mld USD). Tego typu rezerwy umożliwiają krajom GCC zwiększenie popytu krajowego za pośrednictwem wydatków państwowych na projekty infrastrukturalne i na cele społeczne. Można więc oczekiwać, że handel z krajami GCC będzie dalej prężenie się rozwijał, szczególnie biorąc pod uwagę poprawę klimatu biznesowego w ciągu ostatnich lat. Wzrost PKB w krajach GCC prawdopodobnie ulegnie podwyższeniu do poziomu lub powyżej poziomu średniej dla regionu (+3,6% w 2014 roku).

(Euler Hermes)                                       …źródło: stooq.pl

podobne: Ekonomiczna prognoza na rok 2014 czyli… pożyjemy zobaczymy. oraz: MFW prognoza dla Polski i światowej gospodarki – będzie słabo. polecam również: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Światowa gospodarka

Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera


W 2006 roku zarządzający funduszami inwestycyjnymi Mebane Faber przedstawił nietypowy pomysł inwestowania na amerykańskiej giełdzie. Cały system to zaledwie 2 zdania:

„Kupuj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy kurs indeksu przebija prostą średnią 10-miesięczną. Sprzedawaj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy indeks przebija w dół tę samą średnią”

Średnia ruchoma 10 miesięczna jest dostępna w każdym programie do analizy. To zwykła SMA 10 zastosowana na interwale miesięcznym.

Mebane Faber sprawdził ten system w latach 1901 – 2012. Wyniki są zdumiewające:

Przez ostatnie ponad 100 lat system Fabera pozwolił praktycznie wyjść bez szwanku z wielkiego kryzysu lat 30-stych. Nieustannie osiąga lepsze wyniki, także lepiej radził sobie podczas ostatniej bessy, co widać dokładnie na następnym wykresie.

Powyższy wykres to porównanie od 1990 roku czyli można powiedzieć – nasza epoka. Początkowo, aż do roku 2002 metoda Fabera osiągała trochę gorsze wyniki. Co jednak istotne – tak samo jak w latach 30-stych, także na początku XXI wieku pozwoliła ominąć duże spadki. Proszę spojrzeć na znany nam kryzys z 2008 roku. Jak głęboko zanurkowały wtedy wszystkie giełdy na świecie, a system Fabera był w tym czasie po za rynkiem, ostatecznie wyprzedzając porównywany indeks S&P 500.

Powyższa tabela przedstawia najgorsze lata dla S&P 500. Ta tabela pokazuje tak naprawdę genialność tej prostej metody, a zarazem znanej wszystkim metody podążania za trendem, gdyż na tym ona się opiera. W najgorszym roku 1931, gdy indeks stracił prawie 44% wartości, system Fabera zyskał 1,41%. Sytuacja powtarzała się przy okazji kolejnych, najgorszych okresów m.in. w 2008 roku. Jedynie raz system okazał się nieznacznie słabszy od indeksu, było to w 1973 roku, system przegrał o niecały 1%. Można powiedzieć, że metoda ta nie zawsze wygrywała, ale wygrywa w dłuższym okresie czasu i przede wszystkim chroni nas w latach kryzysowych.

System Fabera zakłada kupno szerokiego indeksu, który odzwierciedla zachowanie całej giełdy. U nas dokonanie tego poprzez giełdę stanowi pewien problem, tak samo jak np. krótka sprzedaż. Sprawdziłem zatem jak system ten sprawdzi się na wykresach spółek giełdowych i na indeksie WIG.

Na warsztat wziąłem jedną z najpłynniejszych i generujących znaczne obroty spółkę na naszej giełdzie jaką jest niewątpliwie KGHM. Sygnały kupna, pojawiające się od roku 2000 zaznaczyłem niebieskim symbolem ▲. Sygnał kupna następował, gdy cena na ostatniej sesji w miesiącu znajdowała się powyżej średniej SMA10.

Sygnałów takich było 11 czyli średnio rzadziej niż 1 na rok. Większość to transakcje stratne, aczkolwiek przynoszące niewielkie straty. System pozwolił wstrzelić się w 4 duże ruchy, które przyniosły wynik ponad 1200%.

Wszystkie wyliczenia zawarłem w powyższej tabeli. Przyjąłem założenie, że zaczynamy z kapitałem 2500 zł i nie dokładamy do niego ani grosza. Najlepiej jest wybrać do tego systemu spółki, które wypłacają często dywidendy. Uznałem, że dywidendy, które zgromadzimy nie będą reinwestowane lecz odkładane na osobne konto. Mając pierwszy sygnał kupna – kupiliśmy za 2500 zł 154 akcje KGHM. Sprzedajemy je po sygnale sprzedaży i za to co zostało, w tym przypadku 2313,66 zł kupujemy ponownie, gdy pojawi się sygnał kupna. Zawsze kupujemy za całość, która została z poprzedniej inwestycji. W ten sposób uzyskaliśmy po 14 latach stopę zwrotu 1205% uwzględniając 6 dywidend, które zostały nam w tym czasie wypłacone. Sam zysk z dywidend wyniósł ponad 9 tysięcy zł. W obliczeniach uwzględniłem prowizje o standardowej wielkości 0,39% liczone od kupna i od sprzedaży (nie wiem jakie prowizje były 10 lat temu, ale nie wpłynęłyby one znacząco na wynik). Z 2500 zł otrzymujemy ponad 30 tysięcy. Nawet gdyby spółka upadła, to same dywidendy zapewniłyby nam pomnożenie ponad 3 krotne początkowego kapitału. Czas pracy to 168 dni w ciągu 14 lat (wszystkie ostatnie sesje każdego miesiąca).

Chciałem także sprawdzić czy system działa na indeksie WIG – okazuje się, że tak. Po kilku próbach odszedłem od oryginalnego ustawienia średniej, uznając że w przypadku WIG-u, a także większości spółek z naszego parkietu, lepiej sprawdza się średnia SMA 15, która powoduje, że mamy mniej fałszywych sygnałów.

Oto co uzyskałem dla indeksu WIG:

Od 200 roku sygnał kupna pojawił się zaledwie 5 razy. Dwukrotnie był mylący i doprowadził do niewielkich strat. Trzykrotnie pozwolił wejść na rynek w początkowej fazie hossy (2003-2007), (2009-2011) oraz w roku 2012 (ten sygnał kupna trwa nadal). Dzięki systemowi byliśmy na rynku od początku do samego końca hossy, szybko uciekliśmy z rynku przed krachem i dość szybko powróciliśmy w 2009 roku, gdy giełda najgorsze spadki miała już za sobą.

Tak jak wspominałem, dla naszej giełdy lepiej działa SMA 15. Także na KGHM lepiej ona wygląda, dając kilka sygnałów fałszywych mniej niż 10-tka. Oczywiście zastosowanie wolniejszej średniej oznacza wejście w nową hossę trochę później, ale taka jest cena unikania fałszywych sygnałów i wychodzenia przedwcześnie z hossy.

Dzisiaj rano opublikowałem analizę spółki Colian, która została zamówiona. Na końcu obiecałem, że jeszcze dzisiaj przedstawię jej analizę inną metodą. Poniżej właśnie analiza Colian systemem Fabera:

Jest to dobra spółka do tego systemu. Uważam, że warto spojrzeć wstecz i wybierać te spółki, które dotychczas często poruszały się w trendach, a unikać konsolidacji. Od roku 2000 mamy 4 sygnały kupna, jeden nieudany, jeden dający mały zysk i jeden dający nam „bilet” na hossę 2003-2007. Jak spojrzymy na ten okres, widzimy że często kurs schodził do średniej i jakby się od niej odbijał. Jest to dość częste zachowanie, które zaobserwowałem na wielu wykresach giełdowych. Taką samą sytuację mamy obecnie, co możemy interpretować na 2 sposoby. Po pierwsze mamy sygnał, że korekta zbliża się ku końcowi i być może lada moment zobaczymy wzrosty. Po drugie jest to także sygnał ostrzegawczy, że być może przyjdzie nam sprzedać te akcje w ostatnim dniu miesiąca. Ciekawy obraz daje uwzględnianie w systemie Fabera kilku innych metod np. price action, ale o tym na końcu.

Poniżej spółka Forte 2000-2014:

Także mocno trendowa spółka, dająca przez ostatnie 14 lat 5 sygnałów kupna. Tylko na 2 nie szło zarobić, ale także straty były niewielkie. System pozwolił załapać się na wszystkie duże trendy wzrostowe i szybko uciekać przed spadkami.

Na koniec najdroższa spółka naszej giełdy czyli LPP:

Od roku 2002 mamy 3 sygnały kupna. Na wszystkich znacząco byśmy się wzbogacili. Jest to wyjątkowa spółka, podobnie jak np. Wawel, który rośnie od kilkunastu lat. Wybrałem ją z jednego powodu, chciałem zobaczyć czy system Fabera pokaże nam, że cena jest już za wysoko. System pokazał to w roku 2011, ale kilka miesięcy później ponownie pojawił się sygnał kupna. Uwzględniając price action, a w szczególności wizualną ocenę świec – być może uniknęlibyśmy w tym czasie sprzedaży akcji. Sygnał sprzedaży został wygenerowany przy pomocy dwóch świec pin bar. Osobiście, gdybym miał taki sygnał, ustawiłbym zlecenie SL pod tym pin barem i jeszcze dał spółce szansę. Aktualnie system ostrzega przed spadkami lecz ponownie na szczycie widzimy świece z dość długimi cieniami u dołu. Do końca miesiąca jeszcze trochę pozostało więc musimy poczekać, ale wstępna ocena jest taka sama jak przy spółce Colian. Jest to jeden z 2 wariantów, albo końca trendu, albo końca korekty.

W trakcie prezentowania moich poczynań warsztatowych wspomniałem o łączeniu metod. Otóż analizując kilkadziesiąt spółek pod kątem systemu Fabera, doszedłem do ciekawych wniosków:

1. Warto łączyć tę metodę z PA tzn. uwzględniając wsparcia, opory i kształt świec sygnałowych tzn. jeżeli mamy sygnał kupna, ale wzrostowa świeca zamyka się blisko ważnego oporu – nie kupujemy. Tak samo w przypadku sygnału sprzedaży – jeżeli świeca przecinająca SMA 15 jest pin barem (tak jak aktualnie na LPP lub Colian, choć trzeba poczekać do końca miesiąca) nie musimy od razu sprzedawać, można ustawić SL pod tą świecą. Jeżeli mamy jakieś wsparcie, na którym spadki się zatrzymały, tak samo – ustawmy pod nim zlecenie sprzedaży z limitem aktywacji.

2. Lepsze efekty niż podążanie ślepo za oryginalną metodą, która nie została opracowana dla naszego rynku, jest jej modyfikacja tzn. dopasowanie średniej do historii wykresu. Z moich badań wynika, że dla większości spółek najlepiej sprawdza się średnia SMA 15.

3. Próbowałem przyspieszyć system, stosując go na interwale W1. Nie sprawdza się jednak proste przeliczenie średniej z MN na W1 – takie ustawienie daje mnóstwo fałszywych sygnałów, a także zwiększa czas pracy do każdego piątku, podczas gdy na MN pracujemy tylko 1 dzień w miesiącu.

4. Próbowałem zastosować system na Forex – efekty nie są najgorsze, aczkolwiek lewar chyba dyskwalifikuje tę metodę, gdyż nikt nie będzie czekał do końca miesiąca patrząc jak traci kapitał w „lewarowanym tempie”.

5. Opłacalne może być wprowadzenie tzw. zabezpieczenia antykryzysowego tzn. zamiast czekać do końca miesiąca na zamknięcie świecy, która mocno spada – ustawiamy SL np. 20% pod średnią, w ten sposób chronimy nasz kapitał przed większymi obsunięciami.

5. Ten sam sposób opłaca się zastosować do sygnałów kupna. Uznajemy sygnał kupna za poprawny, gdy cena zamknięcia wzrostowej świecy nie jest wyższa od poziomu średniej o np. więcej niż 20%. Często mają miejsca sygnały kupna, kiedy wzrostowa świeca zamyka się tak wysoko, że mimo późniejszych, wzrostowych miesięcy, gdy zbliża się sygnał sprzedaży kończymy całą transakcję na minusie. Rezygnujemy z sygnałów kupna, które samą świecą sygnałową pochłaniają dużą część zysku.

6. Warto weryfikować sytuację na całej giełdzie tzn. kupujemy tylko gdy system Fabera pokazuje, że można kupować na indeksie WIG. Dodatkowo można sprawdzać np. sektory.

7. Oprócz tych przemyśleń wynikających z szerokich badań systemu Fabera na polskim rynku, uważam ponadto, że wybrana spółka powinna spełniać kryteria:

– powinna często poruszać się w trendach, a rzadko w konsolidacjach

– powinna być spółką o dobrej płynności, niedopuszczalne są duże luki cenowe

– powinna być spółką o zdrowych fundamentach tzn. nie chodzi o zagłębianie się w raporty finansowe, ale przynajmniej nie powinna być to spółka tzw. śmieciowa, mało stabilna itp. Wybierajmy dobre, znane, renomowane firmy. System na pewno pomoże osobom, które analizują spółki pod względem fundamentalnym, mają swój ranking dobrych, wartościowych spółek. Wtedy system Fabera pomoże jedynie w wyznaczeniu momentu kupna lub sprzedaży.

System udowadnia, że metoda podążania za trendem działa, choć wątpliwości towarzyszą inwestorom od zawsze i śmiem twierdzić, że również zawsze będą towarzyszyły nam opinie, że podążanie za trendem przestało już działać.

Czy grając tym systemem można zbankrutować? Śmiem twierdzić, że szanse na totalną porażkę są bliskie zeru, oczywiście przy choćby podstawowej znajomości zagadnień zarządzania kapitałem. Jedno jest pewne – ten system zakłada grę zgodną z trendem, co tak naprawdę najbardziej chroni nas przed bankructwem.

Wiele osób ma problem z określaniem trendu, wiele osób próbuje za wszelką cenę złapać dołek czyli najniższy punkt na spadającym wykresie, aby wejść w nowy trend na absolutnym dołku, na samym starcie. Kilkukrotnie przeprowadzałem analizę na zamówienie spółek takich jak np. Petrolinvest. Analizy te cieszyły się znacznie większym zainteresowaniem niż analizy stabilniejszych spółek, których kurs rośnie. Przejrzałem fora giełdowe i mogę stwierdzić, że ta spółka jest ulubieńcem forumowych spekulantów, choć jej wartość nieustannie spada od pierwszego dnia debiutu na giełdzie.

Nie wiem na 100% czy ta metoda absolutnie chroni przed utratą pieniędzy na giełdzie przynajmniej w dłuższym terminie, bo właśnie na taki termin została stworzona, ale z własnego doświadczenia wiem jedno – arkusz zleceń giełdowych pełny jest ofert kupna dziwnych spółek np. takich które ciągle spadają, a rynek pełen jest osób twierdzących, że nie da się na nim zarobić.

Stosując tę metodę mamy pewność, że nigdy nie pokaże nam ona sygnału kupna takiej spółki jak np. Petrolinvest. Sygnał kupna pojawi się dopiero wtedy, gdy kurs rzeczywiście zacznie rosnąć, a my przestaniemy tracić czas na forumowych rozmowach na temat „czy kolejna śmieciowa spółka niebawem zacznie rosnąć”.

Byk i Niedźwiedź. Gdy rynkiem rządzą byki (kupujący), mamy hossę. W przypadku przewagi sprzedających (niedźwiedzi) wykresy pokazują trendy spadkowe i mamy bessę

Byk i Niedźwiedź. Gdy rynkiem rządzą byki (kupujący), mamy hossę. W przypadku przewagi sprzedających (niedźwiedzi) wykresy pokazują trendy spadkowe i mamy bessę

Być może geniusz tkwi w prostocie, dlatego Comparic postanawia to sprawdzić. W każdy piątek przedstawimy stosując metodę Fabera, sytuację na popularnych spółkach lub też na całych indeksach. W każdą ostatnią sesję miesiąca podamy Wam sygnały kupna lub sprzedaży generowane przez ten prosty system. Sprawdzimy na żywo czy proste rzeczy nadal działają.

(Łukasz Nowacki – Comparic.pl)

źródło: stooq.pl

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, Comparic.pl oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.


fragment:

Luzowanie Ilościowe (QE) - Ben Bernanke

Luzowanie Ilościowe (QE) – Ben Bernanke

Bank Anglii, najstarszy prywatny bank centralny niedawno opublikował interesujące opracowanie „Money Creation in the Modern Economy”. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że otwarcie wykazuje błędy obecnego systemu bankowego bazującego na systemie rezerwy cząstkowej.

W uproszczeniu obecny system funkcjonuje na 2 poziomach:

Bank Centralny

Rząd danego kraju np. Wielkiej Brytanii nie może emitować pieniędzy więc zwraca się do prywatnego Banku Anglii aby ten wyemitował pewną ilość Funtów.

Bank Anglii kreuje z niczego pożądaną ilość środków płatniczych po czym pożycza je Wielkiej Brytanii oczywiście na określony procent.

Rząd w zamian za pożyczone pieniądze emituje i przekazuje do Banku Anglii obligacje zabezpieczone przyszłymi dochodami z podatków.

Rząd Wielkiej Brytanii wydaje Funty na różne potrzeby. Pożyczone środki powiedzmy 100 mln + 3 mln odsetek należy kiedyś zwrócić. Jak zatem można zwrócić 103 mln skoro otrzymało się tylko 100 mld? Otóż można zadłużyć się jeszcze bardziej. Można pożyczyć 110 mld, spłacić wymagalne 103 mld i schemat powtarzać przez pewien czasu. Długu nie da się jednak spłacić. Może on tylko rosnąć.

Banki komercyjne

Środki płatnicze wyemitowane przez Bank Anglii, wydane przez rząd trafiają do obywateli. Część z nich trafia do banków komercyjnych.

Obywatel „A” deponuje na koncie w banku kwotę 100 GBP

Bank bez jego wiedzy może z owych 100 GBP udzielić obywatelowi „B” kredytu na kwotę 90 GBP. Należy jednak pamiętać, że na koncie pana „A” ciągle figuruje kwota 100 GBP. Bank stworzył z powietrza właśnie 90 GBP, które przekazał panu „B” i od których będzie pobierał odsetki.

(Polecam w tym miejscu obejrzeć materiał z Podziemnej TV – Największy przekręt w historii – kreacja pieniądza bezgotówkowego przez banki. gdzie cały mechanizm jest w prosty i przystępny sposób wytłumaczony – Odys)

Pan „B” z 90 GBP kredytu wydał tylko 40 GBP, a 50 GBP ulokował na koncie.

Bank mając w depozycie 50 GBP może „pod ich zabezpieczenie” wyemitować znowu z powierza kolejne 45 GBP. (90 % wartości depozytu przy 10% rezerwy cząstkowej)

W ekstremalnej sytuacji z 10 GBP depozytu banki komercyjne mogą wykreować łącznie do 100 wirtualnych GBP, od których będą pobierać odsetki.

Sam system kreacji jest bardzo dokładnie opisany w komentarzu Radka Szymanka pod artykułem:http://independenttrader.pl/59,zloto_fizyczne_vs_rynek_papierowy.html

Kreacja pieniądza w systemie rezerwy cząstkowej była tajemnicą pilnie strzeżoną przed publiką. Nie bez powodu już w 1930 roku Henry Ford stwierdził „Dobrze, że Amerykanie nie wiedzą jak funkcjonuje system bankowy. Gdyby poznali zasady jutro mielibyśmy rewolucję”.

Wracając do opracowania opublikowanego przez Bank Anglii, nie wydaje mi się aby był to przypadek. W ciągu kilku ostatnich miesięcy jest to już trzecie tego typu opracowanie lub wypowiedź osób powiązanych w przeszłości z bankami centralnymi, Międzynarodowym Funduszem Walutowym czy Bankiem Światowym….

Mamy zatem kulminację kilku zjawisk:

– bezprecedensowa koncentracja majątku w rękach 1% populacji powiązanej z sektorem finansowym

–  narastające nierówności zbliżone do poziomu grożącego wybuchem rewolucji społecznej w dobie łatwiejszej wymiany informacji

– banki centralne są technicznymi bankrutami

– znaczna część sektora finansowego jest technicznym bankrutem utrzymywanym przy życiu ogromną ilością środków płatniczych prosto z banków centralnych

– system ostatecznie zawali pod ciężarem niespłacalnych długów

W takiej sytuacji zastanawiam się czy elita finansowa nie uznała, że w obecnych okolicznościach bezpieczniej będzie oddać tymczasowo kontrolę nad podażą pieniądza z powrotem w ręce rządów i bezpiecznie pozostać w cieniu. Po krótkotrwałym zamieszaniu spowodowanym resetem długów można by przywrócić stabilizację monetarną, dzięki której bez większych problemów 1% społeczeństwa zachowa majątek na niezmienionym poziomie. Przy okazji całe niezadowolenie społeczne można by skierować w innym kierunku jak najdalej od winnych obecnej sytuacji.

Nad masami można panować tylko do pewnego czasu. Po przekroczeniu pewnych poziomów ucisku ludzie buntują się i sekwencji wydarzeń nie daje się zatrzymać. Dobrym przykładem jest Rewolucja Francuska, do której doszło w efekcie upadku papierowej waluty. Głowy tzw. elit potoczyły się w dosłownym tego słowa znaczeniu, a słowo bankier było najgorszą obelgą.

Dziś na światło dzienne wychodzą wieloletnie manipulacje cenami złota….

polecam lekturę całości pod linkiem: independenttrader.pl

podobne: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił

Mayer Anselm Rothschild kiedyś powiedział: Pozwólcie mi tworzyć i kontrolować pieniądze państwa, a nie będzie mnie obchodzić kto tworzy w nim prawo.”

quantitative easing - "luzowanie ilościowe"

quantitative easing – „luzowanie ilościowe”

Trzeba sobie po pierwsze zdać sprawę na czym opiera się dzisiejszy system “wartości” w gospodarce – a opiera się właśnie na pieniądzu. Kto drukuje ten kontroluje i zawłaszcza. Należy jednak pamiętać o tym, że system bankowy i rynki finansowe w obecnym wydaniu to patologia która nie ma nic wspólnego z kapitalizmem czy liberalizmem gospodarczym poza słowem “kapitał” którego synonimem dzisiaj niesłusznie uznaje się “papierowy” (bez wartości – po za umowną) pieniądz.

Jak się zajrzy w definicję kapitalizmu czy liberalizmu gospodarczego, to nie ma tam słowa o rynku kapitałowym bazującym na pieniądzu czy kredycie spekulacyjnym jako PODSTAWIE funkcjonowania wolnego rynku w gospodarce.  Obecnie “rynek finansowy” (tzw. giełdy papierów wartościowych) czy system zwany “bankowym” już dawno oderwały się od realnej gospodarki, uzależniając ją od takich patologii jak kredyt czy “luzowanie ilościowe”. Od jakiegoś już czasu widać wyraźnie (i wiedza ta na szczęście staje się co raz bardzie powszechna), że te “wynalazki” nowoczesnej bankowości dobijają przedsiębiorczość. Czy celowo? Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć że tak, ponieważ pomimo rosnącego w sposób lawinowy zadłużenia – nie tylko poprzez samą instytucję kredytu, ale przede wszystkim za sprawą kreacji pustego pieniądza która towarzyszy „akcji kredytowej” – instytucje finansowe które wiodą w tej patologii prym nie robią absolutnie NIC żeby to szaleństwo zatrzymać! Dalej w sposób nachalny udzielane są kredyty i pożyczki, chociaż różnego rodzaju instytucje biją na alarm (Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i HiszpaniiBrytyjczycy w długach po uszy). Więc należy sobie zadać pytanie – na co liczą ci pożyczkodawcy? Na zwrot pożyczonych kwot które jak słusznie zauważył „Trader21” są teoretycznie nie do ściągnięcia, czy raczej na zajęcie “zastawu”?

Chwilówki - Michał Dziekan

Chwilówki – Michał Dziekan

Prawda jest jednak taka, że nikt ludzi nie zmuszał do zadłużania się (ani pożyczania), więc za jakiś czas będą musieli zbierać swojej “chciwości” (w jednym przypadku) i głupoty (w drugim) żniwo i dobrze! “Przebiegunowanie wartości” jakie nastąpiło skończy się bowiem katastrofą dla jednych i drugich – masowym wywłaszczeniem i buntem przeciwko niemu…

Przejmowanie własności za pomocą pustego pieniądza w takim systemie jaki obecnie funkcjonuje jest  bardzo proste o czym więcej tu: Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników!

polecam również: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…Odys

rys. Żukow

rys. Żukow

Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił


Potężny impuls monetarny ze strony Fed wystarczył do dynamicznego, ale nietrwałego wzrostu amerykańskiej gospodarki. Mimo kolejnych dawek pieniądza, nie reaguje ona jak należy. Sytuacja zaczyna przypominać tę z początku wieku. W obawie, by nie skończyło się podobnie, rezerwa federalna nieprędko zaryzykuje zacieśniając politykę pieniężną.

Amerykańska gospodarka nadzwyczaj szybko ożyła po największym od czasu Wielkiego Kryzysu z lat 20-tych ubiegłego wieku załamaniu na rynkach finansowych i najgroźniejszej recesji. W czwartym kwartale 2008 r. PKB Stanów Zjednoczonych skurczył się aż o 6,8 proc. Rok później rósł już o 5 proc. Wiosną 2010 r. jego wartość osiągnęła poziom sprzed załamania. Obecnie jest o ponad 9 proc. wyższa niż w dołku recesji, ale tylko o 4,7 proc. przewyższa wartość sprzed kryzysu (PKB w przeliczeniu na mieszkańca zwiększył się pierwszym przypadku jedynie o 4,1 proc., a w drugim wciąż jest niższy o 1,2 proc.).

Jednak od czterech lat, mimo nieustannej nadzwyczajnej aktywności rezerwy federalnej, prowadzącej ultra łagodną politykę pieniężną i uruchamiającej kolejne rundy luzowania ilościowego, tempo wzrostu gospodarczego systematycznie się zmniejsza. Pod koniec ubiegłego roku Ameryka wręcz otarła się o kolejną recesję i wciąż daleka jest od wyjścia z kłopotów. Wręcz przeciwnie, znalazła się w klinczu, z którego trudno znaleźć wyjście. Konieczne staje się zmniejszenie deficytu budżetowego i zahamowanie tempa przyrostu zadłużenia, a w dalszej perspektywie zmniejszenie gigantycznego długu publicznego. Osiągnięcie tych celów byłoby oczywiście łatwiejsze, gdyby gospodarka rozwijała się bardziej dynamicznie. I tak jednak niezbędne są cięcia wydatków i zwiększenie przychodów z podatków, a każde z tych działań wpływać będzie negatywnie na koniunkturę, która wciąż potrzebuje wsparcia. Skoro zaś nie może go otrzymać od rządu, pozostaje Fed.

W tym kontekście trudno się spodziewać, by rezerwa federalna rzeczywiście zdecydowała się w najbliższym czasie na jakiekolwiek próby ograniczenia luźnej polityki pieniężnej, skoro już nawet zapowiedzi takich działań spowodowały reakcje rynków finansowych mocno niekorzystne dla ożywienia gospodarki (wzrost rentowności obligacji, stanowiących podstawę ustalania oprocentowania kredytów). Jeśli tempo wzrostu gospodarczego nie ulegnie w kolejnych kwartałach przyspieszeniu, moment rozpoczęcia ograniczania programu skupu obligacji będzie odraczany. Gdy już ten proces zostanie rozpoczęty, będzie przeprowadzany w możliwie najbardziej ostrożny sposób. Bardzo prawdopodobny będzie powrót w razie potrzeby do jego skali sprzed redukcji, a niewykluczone, że wraz z jego redukowaniem pojawi się inny mechanizm, łagodzący ewentualne jej negatywne konsekwencje.

Na razie prognozy dla amerykańskiej gospodarki są umiarkowanie optymistyczne, jednak żadna z nich nie zakłada dynamicznego wzrostu. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, PKB ma rosnąć w przyszłym roku o 2,6 proc. To wciąż poniżej wieloletniej średniej, wynoszącej 2,8-3,3 proc. Fed szacuje wzrost na 2,9-3,1 proc. Ich realizacja uzależniona jest od wielu rozmaitych czynników i narażona na różnorodne zagrożenia. Z pewnością proces ten będzie podlegał okresowym wahaniom, a w szczególności jego postępy będą niezwykle trudne w warunkach zacieśniania polityki pieniężnej. Wiele ośrodków analitycznych, w tym MFW, uzależnia wręcz jego powodzenie od działań rezerwy federalnej, przestrzegając przed zmianą polityki.

Fed raczej nie popełni już błędów, które w przeszłości prowadziły do rozchwiania gospodarki lub zbytniego jej schłodzenia, skutkującego pękaniem baniek cen aktywów i kryzysami o mniejszej lub większej skali i zasięgu. Trzeba zauważyć, że zdecydowane zaostrzenie polityki pieniężnej, prowadzone od połowy 1998 do połowy 2000 r., doprowadziło do pęknięcia internetowej bańki, a schładzanie prowadzone od połowy 2004 do połowy 2006 r. do krachu na rynku nieruchomości i na rynkach finansowych. Pod tym względem pierwsza dekada obecnego wieku przypomina to, co działo się w od początku lat 70. do połowy 80. Wówczas Fed walcząc energicznie z inflacją za pomocą agresywnych zmian stóp procentowych doprowadził do potężnego rozchwiania gospodarki. W tamtym okresie trzykrotnie przeżywała momenty gwałtownego osłabienia i trzykrotnie mocno szła w górę. Najbardziej stabilny okres solidnego wzrostu amerykańska gospodarka przeżywała od połowy 1985 r. do połowy 1998 r., a więc w czasie gdy stopy procentowe (po ich redukcji z poziomu niemal 12 proc. w 1984 r. do 3 proc. w ciągu ośmiu lat) pozostawały na zrównoważonym poziomie 4,75-5,5 proc. Wówczas średnie tempo wzrostu PKB lekko przekraczało 3 proc. i nie ulegało większym wahaniom.

Z tych obserwacji płynie wniosek, że radykalne działania Fed odnoszą skutek jedynie chwilowy i zamiast stabilizować sytuację na rynkach finansowych i w gospodarce, często powodują wzrost ich rozchwiania. Za potwierdzeniem tej tezy przemawia analogia scenariuszy ostatniego pięciolecia i okresu 2003-2008. W obu przypadkach po okresie złamania gospodarki, spowodowanego zaostrzeniem polityki pieniężnej w odpowiedzi na powstanie spekulacyjnych baniek, radykalne jej rozluźnienie skutkowało gwałtowną ale krótkotrwałą poprawą koniunktury. Gdy impuls monetarny wygasał, gospodarka wchodziła w kolejny cykl spowolnienia. Z tego punktu widzenia obecne próby powrotu do bardziej normalnej polityki Fed wydają się być przedwczesne i zbyt ryzykowne.

(Roman Przasnyski – Open Finance)     …źródło: stooq.pl

Na początek komentarza cytat:

Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom. (Frédéric Bastiat)

…Pan analityk trafnie diagnozuje skutki (jak to nazwał) „drastycznej polityki” FEDu w kwestii zaostrzania polityki pieniężnej… Problem polega na tym, że nie próbuje się zaradzić przyczynie! Bo tzw. „kryzys finansowy” jaki dziś obserwujemy to nie przyczyna – to rezultat!

quantitative easing - "luzowanie ilościowe"

quantitative easing – „luzowanie ilościowe”

Dziwi mnie więc brak analizy tego co FED robił wcześniej a co spowodowało że mleko się rozlało. Skupianie się na tym jak łagodzić skutki działalności właśnie FEDu i rządu w USA to marnowanie pieniędzy podatników… Należy sobie bowiem jasno powiedzieć, że przyczyną jest wcześniejsza łagodna polityka pieniężna czyli niskie stopy procentowe które umożliwiły „gospodarce” życie na kredyt i pompowanie w nią gigantycznej masy tzw. „pustego pieniądza” (zarówno przez sekto prywatny – tani kredyt, jak i państwowy – emisje obligacji)… Bo kryzys finansowy jaki zauważono od 2008 roku trwa sobie w najlepsze od dekad! Realna gospodarka jest ZADŁUŻONA a „bańki spekulacyjne” są naturalną konsekwencją „owczego pędu” po „zyski tu i teraz”, które nie mają nic wspólnego z kreowaniem realnej wartości! Instytucje finansowe typu FED po prostu żerują na pazerności spekulantów i „inwestorów” którzy nie dość że niczego nie produkują, to jeszcze nie liczą się z konsekwencjami dostępu do taniego pieniądza który zastąpił prawdziwą wartość realnej gospodarki….

Odwlekanie w czasie tego REALNEGO problemu i powielanie tych samych błędów przyczyni się do napompowania jeszcze większej bańki na rynkach finansowych i powiększenia zadłużenia w realnej gospodarce (Zadłużeniowy szantaż)… Dług nie zmaleje od jego powiększania! Ucieczka do przodu z przywiązaną do nogi kulą żelazną skończy się prędzej czy później na intensywnej terapii. Zadłużenie wciąż rośnie i problem nadmiernego deficytu pęcznieje z roku budżetowego na rok budżetowy bo ani na jotę przez te wszystkie lata nie został w jakikolwiek sposób uporządkowany… O tym problemie który jest skutkiem nieodpowiedzialności polityków w USA Pan analityk poświęcił JEDNO zdanie: Konieczne staje się zmniejszenie deficytu budżetowego i zahamowanie tempa przyrostu zadłużenia, a w dalszej perspektywie zmniejszenie gigantycznego długu publicznego. Ale jak to zrobić skoro sam analityk uważa że najlepszym rozwiązaniem dla problemu nadmiernego zadłużenia jest dalsze drukowanie pustego pieniądza i dostęp do jeszcze większego długu (SIC!)...

HipokryzjaProblem zatem ciągle ma się dobrze i będzie miał się dobrze bo tzw. „analitycy” (a co gorsza słuchający ich politycy) niczego się nie nauczyli! Ich pomysły na gaszenie pożaru to polać go benzyną (Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! – Godfrey Bloom MEP)… I jest to niestety problem nie tylko dla USA. W świat idzie bowiem sygnał że serce światowej gospodarki jest poważnie chore a końca choroby nie widać, bo zamiast pacjenta leczyć proponuje mu się zastrzyk ze sterydów i zmusza do dalszego wykańczającego biegu. Centrum światowego kapitalizmu za jaki ciągle uważane są Stany Zjednoczone gnije… Gniją również inne gospodarki tzw. „krajów rozwiniętych” (których długi są obecnie na historycznych poziomach) bo one powielają błędy USA (każda w swojej skali). Niestety kapitalizm w pozytywnym znaczeniu (realna gospodarka gdzie produktem nie jest pieniądz) został zastąpiony hybrydą finansowo-spekulacyjną a państwo zamiast tę patologię zwalczać samo napędza spiralę szaleństwa, czemu wtórują różnego rodzaju „analitycy” odcinający zyski z programów typu „QE” (luzowanie ilościowe)….

(…) nie jest prawdą, że kapitał jest synonimem pieniądza. Przed odkryciem metali szlachetnych na świecie byli kapitaliści, i ośmielam się nawet powiedzieć, że wówczas, tak samo jak i dzisiaj, każdy człowiek w pewnym stopniu był kapitalistą.
Cóż to takiego kapitał? Składa się on z trzech rzeczy, są to:
1. Materiały, na których ludzie pracują (kiedy mają już wartość, jaką nadał im ludzki wysiłek, przynosząc tym samym prawo do wynagrodzenia): wełna, len, skóra, jedwab, drewno itd.
2. Narzędzia, które ludzie wykorzystują do pracy: przyrządy, maszyny, statki, powozy itd.
3. Zapasy, które zużywają przez cały okres trwania pracy: żywność, tworzywa, domy itd. …(Frédéric Bastiat)

Ktoś powie – ale co mają problemy bandy spekulantów do realnej gospodarki która przecież ciągle funkcjonuje? Ano tyle mają że od kogoś trzeba będzie wziąć pieniądze na załatanie deficytu (i spłatę tzw. „złych kredytów”) z którego kraje socjalistyczne czerpią pazerną łapą żeby utrwalać tzw. „sprawiedliwość społeczną”. Wiadomo też, że żaden „hojnie rozdający” rząd swoich pieniędzy nie ma, a i sam też żreć musi, więc do kogo przyjdzie „po prośbie”?

…Odys

podobne tu: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

Dodatek, czyli analiza hossy na rynkach finansowych (które ewidentnie oderwały się od fundamentów realnej gospodarki)  pod kątem ww. problemu i wynikające z tego zagrożenie…

Wzrosty trwające od dłuższego czasu w USA bez wahania można nazwać hossą płynnościową. O ile fundamentalnie istnieje mniej przesanek za ustanawianiem nowych maksimów cen akcji, o tyle program luzowania ilościowego w największych gospodarkach sugeruje, że to właśnie dzięki skupowi papierów dłużnych mamy tak pokaźne wzrosty. W mojej ocenie może to tworzyć pewne krótkoterminowe niebezpieczeństwa i skokowy wzrost zmienności na rynkach akcji.

Luzowanie Ilościowe (QE) - Ben Bernanke

Luzowanie Ilościowe (QE) – Ben Bernanke

Jeśli pod lupę weźmiemy rynek amerykański to można łatwo zauważyć pewne zależności wzrostu cen akcji i wartości skupowanych aktywów przez Rezerwę Federalną, a także krótko i średnioterminowe ryzyko wpływu na rynki mizernych wyników finansowych spółek giełdowych. Zwracając uwagę na swapy eurodolarowe widać jasno, że gdy źródła płynności wysychają rynek akcji tworzy korekty trendu wzrostowego, natomiast słabsze wyniki firm w niewielkim stopniu przekładają się na wycenę akcji. Martwi obniżanie prognoz wyników spółek, a nawet zauważalna przesadna ostrożnośc w ich wyznaczaniu. To wszystko sprawia, że sytuacja na giełdzie papierów wartościowych nie do końca odzwierciedla sytuację fundamentalną w spółkach lub przynajmniej oczekiwania jakie są stawiane przez zarządzających. Nad wyraz duża płynność na rynku zdecydowanie utrzymuje ceny akcji wysoko, mimo że krótkoterminowe, fundamentalne przesłanki nie potwierdzają tak dużego optymizmu. Scenariusz kolejnej fazy wzrostów i utworzenie nowych maksimów były efektem przesunięcia w czasie oczekiwanego zmniejszenia programu QE (dokładnie odłożenia go na przyszły rok) oraz krótkoterminowego wygaszenia ryzyka ponownego impasu w sprawie budżetu USA. To stworzyło znakomite podstawy by duża płynność na rynku pompowała ceny ryzykownych aktywów. Pojawiają się również głosy, że dużo zawdzięczamy sezonowości jendak ultraniskie stopy procentowe i stałe zastrzyki gotówki zwiększyły szansę kontynuowania trendu wzrostowego.

Dalej, brzmienie kolejnego kumunikatu po posiedzeniu Rezerwy Federalnej jest już znane. Treść i ton byly zgodne z oczekiwaniami, a mimo to rynek zareagował w sposób niezdecydowany. Istnieje ryzyko, że gdy inwestorzy będą przykładać większą uwagę do wyników spółek, a mniejszą do doniesień o QE to rynek będzie stawał się bardziej niebezpieczny. Warto również zwrócić uwagę na sygnały o relatywnie coraz mniejszym zaangażowaniu funduszy hedgingowych po długiej stronie rynku.

(Marcin Niedźwiecki – City Index)  …źródło: stooq.pl

polecam: Szczyt (hipokryzji) w Petersburgu czyli… “G20″ o “stymulowaniu wzrostu gospodarczego”

GPW na „górnej półce” i szereg propozycji w kwestii „reformy emerytalnej”.


26.10. Warszawa (PAP) – Proponowane zmiany w ustawie o OFE powinny wzmocnić pozytywną rolę funduszy emerytalnych na rynku kapitałowym, eliminując rozwiązania utrudniające efektywne zarządzanie powierzonymi OFE aktywami – uważa zarząd GPW. Przesłał on w swojej opinii do zmiany ustawy o OFE szereg własnych propozycji.

Przed sporządzeniem opinii dotyczącej propozycji zmian w projekcie ustawy o OFE zarząd GPW konsultował swoje stanowisko z przedstawicielami środowiska rynku kapitałowego, w tym m.in. z PTE, TFI, domami maklerskimi i Stowarzyszeniem Emitentów Giełdowych. Swoje opinie w tej sprawie przedstawiły giełdzie też m.in.: Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, Związek Maklerów i Doradców oraz Izba Domów Maklerskich.

W opinii GPW, celem reformy OFE powinno być stworzenie efektywnego systemu zabezpieczenia emerytalnego z zachowaniem długoterminowego bezpieczeństwa finansów publicznych państwa i stymulującego rozwój gospodarczy w oparciu o mechanizmy rynkowe. Jednym z podstawowych stymulatorów powinien być efektywny rynek kapitałowy zapewniający dywersyfikację źródeł finansowania rozwoju przedsiębiorstw i szeroko pojętej infrastruktury społeczno-gospodarczej.

GPW przekazała projektodawcom zmiany ustawy szereg propozycji i uwag. GPW proponuje:

1. rozszerzenie kategorii lokat w ramach limitu 75 proc. o lokaty w listy zastawne emitowane przez krajowe instytucje finansowe w Polsce, będące przedmiotem oferty publicznej lub notowane na krajowym rynku regulowanym,

2. ewentualne włączenie do powyższego limitu również obligacji korporacyjnych będących przedmiotem oferty publicznej w Polsce lub notowanych na krajowym rynku regulowanym lub w krajowym alternatywnym systemie obrotu.

3. precyzyjne określenie w treści ustawy zasad pożyczania papierów wartościowych przez OFE,

4. wprowadzenie w treści ustawy przepisów umożliwiających zabezpieczanie ryzyka inwestycyjnego z wykorzystaniem instrumentów pochodnych rozliczanych przez centralną izbę rozliczeniową. Pozwoli to na szybsze udostępnienie narzędzi kontroli ryzyka funduszom emerytalnym i zwiększy stabilność stanowionego prawa. W opinii GPW OFE powinny mieć możliwość zabezpieczania się przed wszystkimi podstawowymi typami ryzyk, w tym przed ryzykiem zmian kursów walut w których denominowane będą aktywa funduszu,

5. wprowadzenie przepisów jednoznacznie wskazujących na możliwość inwestowania w ETFy notowane na rynku regulowanym oraz certyfikaty strukturyzowane notowane na rynku regulowanym,

6. Zgodnie z projektem ustawy, OFE mogą nabywać obligacje korporacyjne, ale wyłącznie takie, które są zabezpieczone, zostały wyemitowane przez spółkę publiczną lub były przedmiotem oferty publicznej. GPW proponuje zastąpienie tych warunków następującym: przedmiotem lokat OFE mogą być obligacje korporacyjne będące przedmiotem oferty publicznej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub notowane na krajowym rynku regulowanym lub w krajowym alternatywnym systemie obrotu albo w odniesieniu do których emitent złożył oświadczenie, że zostaną one objęte wnioskiem o ich dopuszczenie do obrotu na krajowym rynku regulowanym lub wprowadzenie do krajowego alternatywnego systemu obrotu,

7. Projekt ustawy stwarza niejasności dotyczące możliwości inwestowania w akcje notowane w alternatywnych systemach notowań np. na rynku NewConnect. Obowiązująca ustawa umożliwia takie inwestycje, natomiast zgodnie z projektem ustawy OFE będą mogły nabywać akcje wyłącznie spółek z rynku regulowanego lub będące przedmiotem oferty publicznej. GPW proponuje usunięcie tej niejasności poprzez np. wprowadzenie zapisu określającego, że przedmiotem lokat mogą być zdematerializowane akcje spółek niebędące przedmiotem obrotu na rynku regulowanym, a także zdematerializowane, lecz nienotowane na rynku regulowanym, prawa poboru, prawa do akcji oraz obligacje zamienne na akcje tych spółek,

8. Według propozycji ustawy przy ustalaniu wartości aktywów netto funduszu do wyliczenia wartości opłaty za zarządzanie nie będą uwzględnione aktywa ulokowane w jednostkach uczestnictwa FIO, SFIO, oraz krajowych i zagranicznych certyfikatach FIZ. Giełda proponuje nie wyłączać z podstawy obliczania opłaty za zarządzanie żadnych jednostek uczestnictwa ani certyfikatów,

9. zwiększenie limitów łącznej wartości aktywów funduszu we wszystkich papierach wartościowych jednego emitenta albo dwóch lub większej liczby emitentów będących podmiotami związanymi z 5 proc. do 10 proc. wartości tych aktywów.

10. GPW proponuje wprowadzenie przepisów ustawowych dających kompetencje organowi nadzoru do wydawania – na wniosek podmiotu zarządzającego funduszem – zgody na inwestycje w kategorie lokat inne niż przewidziane w ustawie.

11. Z projektu ustawy wynika, że od 1 lipca 2014 roku zniesiony zostanie obecnie obowiązującego benchmarku, opierającego się na średniej ważonej stopie zwrotu (benchmark wewnętrzny). Projekt zakłada utworzenie nowego benchmarku – rynkowego, obowiązującego od 1 lipca 2014 roku do 30 czerwca 2016 roku. Benchmark ma mieć znaczenie wyłącznie informacyjne i ma nie być powiązany z mechanizmem dopłat. Po 30 czerwca 2016 r. benchmark ma być zniesiony.

GPW proponuje utrzymanie benchmarku także po 30 czerwca 2016 roku, ewentualną zmianę konstrukcji benchmarku poprzez zmniejszenie udziału indeksu WIG do 70-80 proc., wprowadzenie systemu motywującego do osiągania lepszych stóp zwrotu – wyniki lepsze od benchmarku, mierzone w okresach 3-letnich, powinny być premiowane dodatkowym wynagrodzeniem dla zarządzającego tymi aktywami PTE,

12. rozważenie możliwości powierzania przez PTE zarządzania portfelem inwestycyjnym OFE (lub jego częścią) firmie inwestycyjnej.

13. rozważanie odstąpienia od zakazu reklamy OFE, a przynajmniej wskazanie w ustawie rozumienia tego pojęcia i wprowadzenie wyłączeń spod tego przepisu obowiązków informacyjnych oraz informacji powiązanych, w szczególności dotyczących oferty oraz wyników inwestycyjnych OFE,

14. wprowadzenie 6-miesięcznego vacatio legis, ze względu na konieczność wydania niezbędnych rozporządzeń i potrzebę kompleksowych zmian modelu działalności OFE.

15. wprowadzenie dobrowolności przystąpienia do mechanizmu tzw. suwaka (z pozostaniem w OFE) w pierwszych 5 latach z 10-letniego okresu przed emeryturą. Po osiągnięciu wieku o 5 lat niższego od wieku emerytalnego mechanizm suwaka byłby obowiązkowy. Okres 5 lat wydaje się wystarczający, aby uniknąć ryzyka „złej daty”, gdyż współczesne cykle koniunkturalne trwają ok. 5 lat.

16. W zakresie PPE GPW proponuje:

rozszerzenie katalogu osób uprawnionych do uczestnictwa w PPE poprzez zmianę definicji pracownika. Celowym jest umożliwienie udziału w PPE także osobom zatrudnionym na podstawie umowy agencyjnej lub umowie zlecenia,

– skreślenie przepisu ustawy o PPE dotyczącego limitu składki dodatkowej lub istotne podwyższenie tego limitu,

– ustalenie, iż reprezentację pracowników tworzą reprezentatywne organizacje związkowe w rozumieniu art. 24/125a Kodeksu pracy. W sytuacji tworzenia pracowniczych programów emerytalnych w dużej grupie kapitałowej, podejmowanie próby przez pracodawcę ustalenia warunków programu w drodze negocjacji z kilkunastoma czy kilkudziesięcioma organizacjami związkowymi nieuchronnie znacząco wydłuża procedurę utworzenia pracowniczych programów emerytalnych,

wprowadzenie w ramach PFE subfunduszy o różnym stopniu ryzyka inwestycyjnego,

wprowadzenie dodatkowych zachęt podatkowych dla pracodawców tworzących PPE,

– kontynuację opłacania składki dodatkowej (możliwość jej wpłacania po ustaniu zatrudnienia u pracodawcy).

17. W zakresie IKE i IKZE giełda proponuje docelowo połączenie IKE oraz IKZE w jeden produkt, poprzez wprowadzenie jednolitych zachęt podatkowych, w tym zwolnienia z podatku środków wypłacanych po osiągnięciu wieku emerytalnego przez beneficjenta,

18. GPW popiera przedstawioną w projekcie ustawy koncepcję objęcia IKZE jednolitą wysokością wpłat w ujęciu rocznym oraz zryczałtowanym podatkiem dochodowym wypłaty „na wyjściu” w wysokości 10 proc. W sytuacji poprawy sytuacji SFP w najbliższych latach należy jednak dążyć do zniesienia tego podatku. (PAP)

pr/ dan/        …źródło: stooq.pl

…wytłuszczone przeze mnie fragmenty stanowią propozycje korzystne w moim mniemaniu dla ogólnie pojętej zyskowności inwestycji, efektywności samego procesu oraz bezpieczeństwa (dywersyfikacji ryzyka). Czy propozycje spotkają się z przychylnością ustawodawcy to czas pokaże. Liczę że tak będzie…

…Tymczasem nastroje na GPW dopisują a indeks dość wyraźnie wybił się powyżej kluczowego poziomu…

Perspektywa końca tygodnia pozwala pominąć piątkowe notowania, jako niewiele wnoszące i niewiele odbierające obrazowi rynku, jaki ukształtował się na sesji poniedziałkowej. Już na pierwszej sesji tygodnia zwyżka WIG20 (WIG20, 2537.62 -0.54%News) była wystarczająco duża, by na rynku pojawiło się przekonanie, iż wielomiesięczne próby pokonania poziomu 2520 pkt. zakończyły się sukcesem. W istocie poniedziałkowe wyjście nad poziom, który przez kwartały hamował zwyżki, potwierdza tendencję wzrostową i wzmacnia niedawne sygnały kupna, jakie pojawiły się po przebiciu linii trendu spadkowego. Gracze przekonani, iż wcześniej czy później WIG20 zamelduje się w rejonie 2600 pkt. pozwolili sobie na zignorowanie mało wnoszących wahań i przez cztery z pięciu sesji rynek pogrążył się w spokojnym dryfie, który nawet trudno nazwać korektą. Dzięki takiej postawie i pomimo dzisiejszego spadku WIG20 o 0,5 procent, tygodniowa zwyżka indeksu wyniosła 2,1 procent. Zamknięcie tygodnia na poziomie 2537 pkt. daje najwyższy piątkowy finisz od końca stycznia. Już tylko ten fakt pokazuje, iż rynek jest ledwie jeden dobry tydzień od spotkania z 2600 pkt. i niewiele więcej do wyjścia na plus w roku 2013. Niemniej zachowanie rynku od wtorku do piątku wskazuje, iż dziś trudno oczekiwać szybkiego spotkania z kolejną psychologiczną barierą i szczytami fali wzrostowej, która wyczerpała zwyżkę z końcówki zeszłego roku. Łatwiejszym do rozegrania jest scenariusz, w którym rynek konsoliduje się pomiędzy 2500 a 2600 pkt. lub lekko koryguje wyceny robiąc miejsce dla nowego kapitału. Nie zmienia to jednak faktu, iż każde delikatne cofnięcie będzie traktowane, jako okazja do zakupów pod dobrą końcówkę roku, w trakcie której szczyt w rejonie 2637 pkt. będzie kolejnym punktem ważnej konfrontacji pomiędzy popytem a podażą. Bez jakiegoś mocniejszego tąpnięcia rynek nie zrezygnuje ze scenariusza, który zarysował się przed indeksem WIG20 po dobrej kocówce września i doskonałym na dziś październiku. Inaczej mówiąc spokój okazany po wybiciu WIG20 nad 2520 pkt. wskazuje, iż rynek będzie grał scenariusz wzrostowy do momentu, w którym nie zostaną zanegowane wcześniejsze sygnały kupna.

(Adam Stańczak – DM BOŚ)                              …źródło: stooq.pl

podobne tu: Reforma emerytalna: OFE, ZUS, IKZE

…Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Bycze nastroje 😉

Odys

Byk. Symbol hossy na giełdzie

Byk. Symbol hossy na giełdzie