(Nie)pewne skutki reformy sądownictwa czyli… Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie


„…W rezultacie sławnej transformacji ustrojowej partia została zlikwidowana, a bezpieczniacy utworzyli struktury zorganizowanej przestępczości, wśród których najgroźniejsze były Wojskowe Służby Informacyjne. W rezultacie niezawisłe sądy wyemancypowały się z jakiejkolwiek zależności od konstytucyjnych struktur państwa i podlegały już nie żadnym tam „ustawom”, tylko – oficerom prowadzącym – bo przecież nikt nie ma chyba najmniejszej wątpliwości, że stare kiejkuty plasowały agenturę nie w środowisku gospodyń domowych, tylko między innymi – w wymiarze sprawiedliwości, gdzie – jak powiada poeta – „sypią się piękne wyroki”. Ostatnie kongresy sędziów, organizowane przez panią Małgorzatę Gersdorf, która z sędziowskiej pensyjki potrafiła uciułać sobie miliony pokazują, że agentura mogła stanowić nawet 10 procent ogółu sędziów. Posłuszeństwo wobec starych kiejkutów zapewniało całkowitą bezkarność, toteż nic dziwnego, że wystarczyło 25 lat takiego stanu rzeczy, by w środowisku wytworzyło się przekonanie, iż jest to stan naturalny, a sędziowie są wyjątkową „kastą”, rodzajem Ubermenschów, nawet jeśli w skromnych początkach jeszcze „srać chodzili za chałupę”. Ale fortuna kołem się toczy i pysznych poniża, toteż nic dziwnego, że i nasi Zasrancen w końcu się doigrali.

W ramach rekonstrukcji przedwojennej sanacji, która najwyraźniej jest ideałem pielęgnowanym w sercu prezesa Jarosława Kaczyńskiego, przyszła kryska i na nich, zgodnie z art. 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, stanowiącym, iż „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. Wynika z niego, że poza państwem nie ma życia. No dobrze – ale cóż to właściwie jest, to „państwo”, poza którym nie ma życia? Ano, to nic innego, jak państwowa biurokracja. Toteż uchwalone niedawno nowelizacje ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych oraz rządowy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym nie pozostawiają złudzeń, że rząd przeszedł na ręczne sterowanie niezawisłymi sądami. Wbrew lamentom, że to „koniec państwa prawa”, podporządkowanie sądów rządowi wcale nie musi być gorsze od podporządkowania ich starym kiejkutom. Cokolwiek można złego powiedzieć o rządzie, to ma on przynajmniej tę zaletę, że wiadomo, kto go tworzy, kto jest, dajmy na to, premierem, a kto – ministrem sprawiedliwości, podczas gdy w przypadku starych kiejkutów była to całkowita enigma, bo – jak wiadomo – po rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych, starych kiejkutów oficjalnie „nie ma”…

…lamenty, jakoby Polska była dotąd „państwem prawa” mogą wzbudzać śmiech pusty, jeśli nie „litość i trwogę”. Recenzję w tej dziedzinie wystawił III Rzeczypospolitej nie żaden działacz PiS, tylko funkcjonariusz, minister spraw wewnętrznych w rządzie premiera Tuska, w podsłuchanej, a więc niewątpliwie szczerej rozmowie stwierdzając, że to „ch…, d… i kamieni kupa”. Może pulchna pani poseł Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer uważa, że tak właśnie „państwo prawa” powinno wyglądać, w co chętnie wierzę, bo już na pierwszy rzut oka widać, że „naiwne to i niewinne” – chociaż oczywiście wie, z której strony chleb jest posmarowany i do Nowoczesnej trafiła, jak po sznurku, którego przecież sama sobie chyba nie naciągnęła. Sytuację rządowi PiS ułatwiła arogancja sędziów, a zwłaszcza – pana prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, który nie tylko kolaborował w posłami PO przy nowelizowaniu ustawy o TK, ale i nie protestował przeciwko wyborowi „nadliczbowych” sędziów tego Trybunału i nadal pozuje na autorytet moralny, najwyraźniej uważając, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty” – czy pani Małgorzaty Gersdorf, nie mówiąc już o przebierańcach drobniejszego płazu, z którymi mają do czynienia zwykli obywatele. Uchylenie zasłony dotychczas skrywającej kulisy afery Amber Gold, czy warszawskiej reprywatyzacji, w których sędziowie, prawdopodobnie na polecenie starych kiejkutów, nie tylko patrzyli przez palce na łajdactwa, ale nawet i dzisiaj demonstrują świadomą dyscyplinę, na pytanie komisji o nazwisko odpowiadając: nie wiem, nie pamiętam, ostatecznie przekonało opinię publiczną, że nie ma kogo żałować, że PiS wprawdzie stosuje kozackie metody, ale widać inaczej rozgonić tego łajdackiego towarzystwa wzajemnej adoracji się nie da.

Nie jest też wykluczone, że nawet gdyby PiS utraciło władzę, to ekspozytura Stronnictwa Pruskiego wcale nie musi zrezygnować z ręcznego sterowania niezawisłymi sądami. Wykorzystując te same procedury, powyrzuca tylko faworytów obecnego rządu i na ich miejsce wprowadzi tak zwanych „naszych sukinsynów”, którzy w podskokach zrobią, co tam będzie się od nich oczekiwało… (Stanisław Michalkiewicz„Kasta” się doigrała)

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: UWAGA! – Sąd Najwyższy: Polacy nie są właścicielami składek ZUS! i to: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

…pod koniec dnia odezwał się Prezydent, ogłoszając, że nie podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym, o ile Sejm nie przyjmie jego nowelizacji ustawy o wyborze członków Krajowej Rady Sądownictwa, gdzie o wyborze sędziego ma decydować już nie zwykła większość sejmowa, ale 3/5 głosujących.

      Kiedy to usłyszałem, przyznaję, że odetchnąłem z ulgą, przede wszystkim dlatego, że Prezydent zadeklarował gotowość podpisania ustawy o Sądzie Najwyższym, na której nam wszystkim bardzo zależy, ale też przez to, że on swoim oświadczeniem rozwiązał problem owego KRS-u. Ja bowiem nie mogłem znieść sytuacji, kiedy naczelnym argumentem za tym, że zmiany w systemie sprawiedliwości są jak najbardziej uczciwe i nie mające niż wspólnego z polityką, jest to, że sędziów Sądu Najwyższego nie będzie wybierał Sejm, ale wskazani przez Prawo i Sprawiedliwość sędziowie. Przepraszam bardzo, ja jestem starym kaczystą i do końca moich dni będę głosował na Prawo i Sprawiedliwość, ale to w żaden sposób nie oznacza, że jestem idiotą, który nie rozumie, co się dzieje. Nie może być bowiem tak, że politycy Prawa i Sprawiedliwości uznali, że z tą swoją nędzną większością jakoś dociągną do następnych wyborów, potem się zobaczy, a ja się będę na to głupio uśmiechał. Niech się może trochę bardziej postarają i bardzo dobrze, że prezydent Duda ich do wyjścia z tej gnuśności zmusił.

      Ale jest jeszcze coś, co uważam za dużą korzyść płynącą z prezydenckiego gestu. Otóż on w ten sposób przekazał części parlamentarnej opozycji bardzo czytelną wiadomość, że oto przed nimi ostatnia szansa, by zdążyć na pociąg, który już za chwilę odjedzie. Że oni oczywiście dostaną miejsce w wagonie towarowym, i na razie lepiej już nie będzie, ale przynajmniej nie zostaną na peronie ze Schetyną i Petru i tą całą bandą durniów, którzy dziś się cieszą, że może Adrian stał się wreszcie Andrzejem…” (Krzysztof Osiejuk, szkolanawigatorow.pl – Nasi napadają)

podobne: Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza a także: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

Chodzi wszak nie tyle o odpolitycznienie sądownictwa tudzież jego niezawisłość, bo to są puste slogany mające na celu wykreowanie w umysłach prostych ludzi szkodliwe złudzenie, że sędzia to jakiś półbóg który ze względu na to że nosi togę i łańcuch, nie może podlegać kontroli i zasadzie ograniczonego zaufania, bo z zasady nie popełnia błędów. Jak ktoś wierzy w takie bajki to już jego problem, tymczasem chodzi o taką konstrukcję nadzoru nad wymiarem sprawiedliwości, tj. kadrami które go tworzą, w którym wszyscy (tak rząd jak i opozycja) są zmuszone do wspólnej za sędziów odpowiedzialności (patrząc sobie wzajemnie na ręce), nie mogą się więc w zależności od zajmowanego miejsca przy korycie przerzucać winą jak przekupki, że to nie oni a inni ponoszą winę. W końcu to nie sędziowie tworzą prawo a tylko stoją na straży jego przestrzegania. Jaka władza takie prawo (nie wyłączając sędziów), i najwyższy czas dostrzec tę różnicę między twórcą patologii a jego wykonawcą (często ślepym na sprawiedliwość, bo podwieszonym pod aktualną władzę). Ta reforma jakkolwiek nie idealna, to dzięki interwencji prezydenta (która jak dla mnie wcale nie wygląda na nieuzgodnioną z rządem 😉 ) pozwoli wyborcom wreszcie dostrzec kto tak naprawdę trzyma w tym kraju lejce sprawiedliwości… A jeśli przy okazji oczyści środowisko sędziowskie (czas pokaże) to czego chcieć więcej… (Odys)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Pustynia kwitnąca prawem Ewangelii czyli… pierwsi mnisi (pustelnicy) i kościół w Polsce doby piastowskiej. Do czego potrzebne są zakony? a także: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? polecam również: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

„…W obecnym systemie wyborczym rząd jest zawłaszczony przez polityczne gangi zwane „partiami”, a „suwerenowie” – jak w szczytowym momencie nadymania się własnym gazem scharakteryzowała obywateli naszego nieszczęśliwego kraju Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pihowicz – nie mają na jego postępowanie żadnego wpływu. Skoro więc pan prezydent Andrzej Duda, który najwyraźniej wkroczył na drogę wytyczoną przez Kazia Marcinkiewicza, z którego prezes Kaczyński też wystrugał człowieka, a nawet mężyka stanu, wyznaczył na 11 listopada 2018 roku referendum konstytucyjne, to warto by postawić w nim pytanie, czy gwoli uzdrowienia sytuacji w wymiarze sprawiedliwości nie odstąpić, przynajmniej na 50 lat, od zasady nieusuwalności sędziów i nie zmusić ich do poddania się kontroli ze strony „suwerenów”, czyli do poddania się procedurze wyborczej. Sędzia, bez względu na szczebel w hierarchii sądów, musiałby co 5 lat poddać się wyborom i gdyby nie został wybrany, to nie byłoby od tego żadnego odwołania. Podobnej procedurze należałoby poddać prokuratorów i komendantów policji, przynajmniej podstawowych szczebli. Ja nie jestem ultrasem demokracji, ale skoro już się w nią bawimy, to dobrze – niech w takim razie obywatele maja wpływ również, a może przede wszystkim na tych dygnitarzy, z którymi mają do czynienia bezpośrednio i na co dzień. Obywatel może przez całe życie nigdy nie spotkać się z żadnym posłem, czy senatorem, nie mówiąc już o prezydencie – podczas gdy z komendantem policji, prokuratorem czy sędzią, może zetknąć się wielokrotnie i to niekoniecznie jako podejrzany, czy oskarżony, ale znacznie częściej – jako poszkodowany przez czyjeś – również dygnitarskie łajdactwo, czy jako ofiara przestępstwa, których dopuszczają się korzystający dotychczas z przywileju bezkarności konfidenci WSI, czy innych bezpieczniackich watah, hulających po Polsce na podobieństwo tornada. Z punktu widzenia obywateli uzyskanie wpływu na obsadzanie tych stanowisk jest znacznie ważniejsze – a z tego właśnie zostali podstępnie wyzuci przez polityczne gangi, które dzisiaj przepychają się między sobą o to, który z nich będzie obsadzał swoimi łajdakami niezawisłe sądy.” (Stanisław Michalkiewicz – Lewatywa dla niezawisłych sądów)

rys. Andrzej Krauze

Reklamy

Konfiskata rozszerzona, donoszenie na samego siebie do fiskusa, ekologia (nie)podległości i inne „dobre zmiany” zasad życia w komunie… czyli „sekretne życie drzew” i „Młody las” (Kaczmarskiego)


Claude Monet – Relaxing in the Garden

*

„…Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!…”

„…Jeżeli drzewo będzie miało większy obwód, jego planowaną wycinkę trzeba będzie zgłosić w gminie. W zgłoszeniu trzeba będzie podać imię i nazwisko wnioskodawcy, oznaczyć nieruchomość, oraz dołączyć rysunek bądź mapkę gdzie na działce znajduje się planowane do wycięcia drzewo.

Po dokonaniu zgłoszenia, gmina będzie miała 21 dni, by przeprowadzić oględziny drzewa, które miałby zostać wycięte. Następnie samorząd będzie miał 14 dni na wydanie ewentualnego zakazu. Urzędnik sprawdzi np. czy drzewo bądź drzewa nie są chronione. Urząd będzie mógł nie zgodzić się na wycinkę m.in. na nieruchomości wpisanej do rejestru zabytków, na terenie przeznaczonym w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego na zieleń lub chronionym innymi zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, bądź jeśli drzewo będzie nosiło znamiona drzewa pomnikowego. W tym ostatnim przypadku kryteria, na podstawie których samorząd będzie mógł wydać taki zakaz, zostaną określone w rozporządzeniu ministra środowiska. Będzie on miał na nie jeszcze pół roku.” (niezalezna.pl – Już tak łatwo drzewa nie wytniesz)

„…oczekiwanie społeczne było takie by było więcej drzew (było ładnie i zielono itp.), a wiec państwo – władza – ma wypełnić to oczekiwanie. Jak to zrobiono?
Znacjonalizowano prywatne, zamiast przede wszystkim zachowywać i tworzyć owo wspólne, poprzez np. sadzenie drzew na gruntach, będących w zasobie skarbu państwa, utrzymywanie i zakładanie parków, zielonych skwerów, przydroży, alei, tworzenie i realizację miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, itp. W jakieś części te zadania realizowano, ale „zielony” zasób prywatny, znacjonalizowany, i tak był i jest nieproporcjonalnie większy od wspólnotowego, no i … tańszy. Być może uzasadnionym rozwiązaniem byłoby nabywanie lub dzierżawa tego co prywatne, a wartościowe np. starych drzew, drzew „siedliskowych”, ich zgrupowań itp., ale to oczywiście byłyby koszty, a więc co uczyniono?
Przerzucono oczekiwanie społeczne, wraz kosztami ochrony, na obywateli, zachowując jednocześnie pełną możliwość handlowania gruntami, należącymi do skarbu państwa, nierzadko o wysokich walorach przyrodniczych (także w miastach). Znacjonalizowano prywatne, tłumacząc to dobrem wspólnym, a ostatnio nawet dobrem Wspólnoty (powtórka z internacjonalizmu i komunizmu). Państwo przerzuciło ciężar ochrony przyrody, które jest oczekiwaniem społecznym, na obywatela. A propos „wielkich” kosztów, które państwo miałoby łożyć na zakładanie terenów zieleni lub dzierżawę wartościowych drzew. Zadajmy sobie pytanie: jak zakładali parki i aleje nasi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie? Czy oni byli bardziej bogaci niż my i było ich stać na taki wydatek? Czy oni i ówczesne elity (np. rajcy miejscy i ludzie magistratu) mieli większą świadomość ekologiczną? Byli bardziej wrażliwi niż my? Jeśli tak, to musimy uznać, że obecne programy edukacji przyrodniczej, pochłaniające rocznie dziesiątki milionów złotych, są nie tylko marnotrawstwem, ale są niepotrzebne, bo nasi antenaci nie byli im poddani, a tereny zielone i tak zakładali.
6. Ten powyższy system nacjonalizujący suwerenność i własność obywatela, był i jest szczególnie mocno eksploatowany przez pozarządowe organizacje ekologistyczne. Państwo było i jest dla nich tylko narzędziem opresji na obywatelu, który nie poddaje się ich ideologii. Głoszą oni, że społeczeństwo jest nieświadome ekologicznie (głównym konsumentem projektów edukacji ekologicznej jest właśnie trzeci sektor) i dlatego musi być skrępowane gorsetem prawa. Zauważmy: to nie jest przypadek, że najbardziej przeciwni nowemu prawu są właśnie ekologiści. Do tej pory kontrolowali obywatela, a nawet terroryzowali go za pomocą państwa i prawa, będąc w tle – rzadko lub w ogóle nie ujawniając się. Co więcej, wielu z nich to właśnie owi eksperci, którzy za opłatą podejmowali się ocen, ekspertyz o obecności bądź braku obecności gatunków chronionych, którzy przygotowywali raporty oddziaływania na środowisko itp. opracowania – płatne. Kuriozalne było to, w tym układzie państwo-obywatel, że to właśnie oni, dzięki owej ekspertyzie, byli wybawieniem od opresyjnego państwa, a samo państwo uosobieniem zła. Co więcej, państwo, które nie wypełniało swojego obowiązku wobec oczekiwania społecznego (ma być ładnie i zielono), a w zamian nacjonalizowało drzewa, było dla ekologistów idealne, bo to oni wypełniali niszę opiekuna np. poprzez nagłaśnianie akcji „ratowania drzew” (cóż z tego, że prywatnych). Ci sami ludzie, którzy chcieli i chcą surowego prawa ochrony przyrody są jednocześnie płatnymi ekspertami, ale czy o tym wie obywatel? To co wie, to wiedza ekologii kanapowej i ekologizmu apokaliptycznego: brak drzew to brak tlenu. Sam fakt oddychania drzew, skutkujący wydaleniem dwutlenku węgla, mógłby spowodować, w podobnie uporczywej kampanii edukacyjnej i medialnej, wycinkę wszystkich drzew w miastach, bo wytwarzają CO2. Osamotniony obywatel z blokowiska nie zastanawia się, gdzie jest jego najbliższa reprezentacja (np. zarząd spółdzielni). Ostatnia rzecz jaka mu przyjdzie do głowy to indywidualna aktywność w tym zakresie: co ja zrobiłem żeby drzewa były na mojej ulicy i osiedlu? Pierwszą jest chęć decydowania i panowania nad cudzym (komuna zamiast wspólnoty), a drugą – przyłączenie się do ekologistów, bo to oni, pozornie, go reprezentują. Obywatel nie ma oparcia w państwie (władzach gminy, dzielnicy itd.) i tę potrzebę wypełniają organizacje ekologistów.
Podsumowując, można stwierdzić, że denacjonalizacja suwerenności i własności obywateli w odniesieniu do prawa usuwania drzew i krzewów na gruntach prywatnych miała wymiar nie tylko stanowienia konstytucyjnego prawa, ale była szansą na uzdrowienie państwa i jego instytucji, które wreszcie musiałoby sprostać oczekiwaniom bezpieczeństwa swych obywateli. To jest mechanizm państwowotwórczy, bo takie państwo, stwarzające bezpieczną przestrzeń, jest potrzebne każdemu obywatelowi. Obawiam się, że ostatnia poprawka do nowych przepisów, reaktywna, oparta na emocjach i bez faktycznej oceny analizy jej skutków, ogranicza sferę odpowiedzialności i wolności obywatela, rozbudowuje biurokrację, a przede wszystkim petryfikuje antypaństwowy układ pan – sługa. (Greenwatcher, szkolanawigatorow.pl – Denacjonalizacja drzew i krzewów)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli oraz: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność polecam również: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

Caspar David Friedrich – The Lone Tree

„PiS przeforsował kolejną niefortunną ustawę. Tym razem w ramach nowelizacji kodeksu karnego wprowadził do systemu prawnego potworka z postaci tzw. ustawy o konfiskacie rozszerzonej mienia

…scyzoryk sam się w kieszeni otwiera ilekroć stroną zainteresowaną w konfiskacie mienia obywatela  jest wszechwładne państwo które go w tym celu oskarża, sądzi i jednocześnie wymierza mu karę. Tym bardziej państwo socjalistyczne, z niedowładem organizacyjnym i ze skorumpowanym do cna sądownictwem które miałoby w takich sprawach „orzekać”.   Na korzyść kogo „orzeknie” na przykład sędzia M. z Trójmiasta? Zwłaszcza po telefonie z góry?  Poza tym – nemo iudex in causa sua – odkryli już starożytni Rzymianie,  co oznacza że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

Nie zdziwimy się więc gdy prawny potworek spłodzony przez min. Ziobro przejdzie do historii pod nazwą „Kluska bis”. To co ustawa robi jest bowiem sankcjonowaniem tego samego bezprawia którego ofiarą stał się znany przedsiebiorca IT Roman Kluska. Ustawa zasadniczo sprowadza się do uzurpacji przez państwo prawa konfiskaty wszystkiego wszystkim.   W szczególności, jako dobro szczególnie wartościowe, skonfiskowane mogą  zostać kompanie, trudne do utworzenia a nadzwyczaj łatwe w konfiskacie. Wystarczy w tym celu zamknąć pod fałszywym pretekstem szefa firmy, tak jak państwo zamknęło Kluskę,  albo zająć  rachunek bankowy spółki.   Konfiskatę dopełni automatycznie tzw. ząb czasu.

Aby ząb czasu mógł zadziałać błyskawicznie nowe przepisy przewidują możliwość natychmiastowego zabezpieczenia mienia na poczet przyszłej konfiskaty. Jako „ząb czasu” będzie wtedy robił wyznaczony przez sąd, oczywiście „niezależny”, „zarządca” który cyt. zapewnia ciągłość pracy zabezpieczonego przedsiębiorstwa oraz przekazuje sądowi lub prokuratorowi posiadane informacje mające znaczenie dla toczącego się postępowania.    Not too bad… jak na dobrą zmianę…   […]

[…]  Potencjalnym celem terroru państwowego stać się może nie tylko przedsiębiorca ale każdy posiadacz czegokolwiek wartościowego, od dzieła sztuki przez antyki po sztabki złota. To przecież nie państwo będzie miało obowiązek udowodnić  podejrzanemu że nabył swoją sztabkę  w ostatnich pięciu latach i zapytać  go grzecznie  skąd wziął na nią środki. To podejrzany przynieść będzie musiał w zębach papierowe dowody z pieczątkami. Jeśli ich nie przyniesie to sztabka, choćby w rodzinie z dziada pradziada, z definicji okaże się  z „nieujawnionego źródła”. Tudzież środki na jej zakup, c.b.d.o.”  (cynik9 – Konfiskata rozszerzona czyli “Kluska bis”)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? oraz: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? polecam również: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków i jeszcze: “By żyło się lepiej”: skarbówka nie daruje nikomu

„Życie w Polsce wyraźnie przyspiesza, bijąc przy okazji światowe rekordy. Już nie tylko miesięcznice zastępują obchodzone dawniej rocznice, których udawało się zmieścić w roku tylko jedną. Z miesięcznicami tych problemów nie ma. Rząd, jeśli wierzyć Rzepie (24.05.17), zafundować zamierza Polakom także dnice. Mamy nadzieję że się ta nazwa przyjmie bo trudno inaczej nazwać projekt nowelizacji ordynacji podatkowej przewidujący że przedsiębiorcy przesyłać mają fiskusowi dobowe wyciągi z firmowych kont. Owszem, to nie pomylka – co 24 godz! Byłby to absolutny rekord świata w inwiligilacji.

Ministerstwo finansów nadpremiera Morawieckiego chce drogą codziennej kontroli „wyłapywać podejrzane transakcje”, i do czorta z jeszcze jedną warstwą biurokracji nakładanej firmom przez „dobrą zmianę”. Zamiast produkować artykuły rynkowe firmy będą musiały przestawić część mocy przerobowych na produkcję wymaganych przez Morawieckiego danych. Dobra zmiana chce najwyraźniej obniżyć dalej i tak już niewielkie bezrobocie w kraju bo przecież  produkcja codziennej  porcji makulatury wymagać może dodatkowych księgowych i biegłych rachmistrzów. Co prawda banki mają  spontanicznie podjać się roli kapusiów kablując do fiskusa dane rachunku nawet bez udziału firmy ale dotyczy to tylko rachunków krajowych. Banków zagranicznych do automatycznego kablowania na polskich przedsiębiorców na razie skłonić się jeszcze nie udało. W tym przypadku donoszeniem na siebie zająć się będą musiały same firmy. Po drugiej stronie skokowy wzrost wolumenu przychodzących do US danych wymagał będzie także wzmocnienia mocy kontrolnych a więc dalszego naboru nowych kadr oraz kadr kontrolerów kontrolujących te kadry.

Wprawdzie po usunięciu dawno już temu jakiejkolwiek prywatności finansowej nic i tak już nie przeszkadza fiskusowi we wglądzie do konta krajowego dowolnej firmy ale wiąże się z tym jednak pewna fatyga. Trzeba mianowicie wszcząć kontrolę czy też wysmarować pismo do banku. Podobno najnowszy wynalazek nadpremiera Morawieckiego – jednolity plik kontrolny, z jego kolejną warstwą biurokracji – już nie wystarcza. Z drugiej strony wiadomo że złowrogie karuzele VAT-u kręcą się coraz szybciej a transakcje wykonywane są w nich nawet co dzień. Tak więc dzięki dobrej zmianie, Polska wskoczy jednym susem do awangardy państw z firmami poddanymi bezbolesnemu zabiegowi totalnej, codziennej inwigilacji państwa. Kuracja Morawieckiego, oczyszczająca biznes z karuzeli VAT-u, pożyczyć może slogan z przedwojennego środka farmakologicznego: „ czyści nie przerywając snu”…” (cynik9 – Wojna z karuzelami czyli kapowanie firm trybem ciągłym)

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę polecam również: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? i to: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni a także: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i jeszcze: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo

„…Niekontrolowany przez nikogo urzędnik skarbówki będzie miał wg projektu nowelizacji Morawieckiego całkowitą i pełną wiedzę o wszelkich przepływach  finansowych firmy,  niezależnie od tego czy firma będzie czysta jak łza czy nie…

…A wiedza to siła.  Dane te mogą okazać się zbyt cenne aby  nie skorciły jednego czy drugiego urzędnika do ich wykorzystania,  świadomie czy nawet nieświadomie.  Taka jest po prostu natura ludzka a Morawiecki przecież całego fiskusa nie upilnuje.  Jego urzędnik będzie więc miał  nieuzasadnioną siłę bo będzie miał  dostęp do wiedzy,  niezależnie od tego czy ktoś oszukuje na VAT-cie czy nie.   Kto zagwarantuje że zachowa ją tylko dla siebie?  Kto zapewni że jej nie wykorzysta przeciwko firmie albo dla osiągnięcia osobistych korzyści materialnych?   Jaką rekojmię będzie miała firma że jej dane nie wyciekną do konkurencji czy nie zostaną  użyte do szantażu? W  kraju tak korupcyjnym jak Polska nikt o zdrowych zmysłach nie może żywić nawet wątłej nadziei że tak się stanie,   a jeszcze mniej że poniesione szkody firma kiedykolwiek wyprocesuje od państwa.

Ludzie którzy wykończyli Kluskę zamiast wisieć do dzisiaj chodzą wolno.   Stanowią żywe memento tego że mimo zmian są sektory w których  nie zmieniło się nic i  że nadal brniemy drogą  Kluski…

…Nieprzemyślany potworek Morawieckiego, w zaproponowanej wersji, sprowadzi się do permanentnej „fishing expedition” –  spójrzmy na dane dowolnej firmy  a z pewnością już do czegoś się dogrzebiemy.  Jak nie do VAT-u to przyczepimy się do tuzina innych rzeczy które wyjdą na jaw.

Szkodliwy, totalitarny gniot dobrej zmiany!” (cynik9 – Gniot nadpremiera jeszcze o fiskusie i automatycznych wyciągach dziennych z kont firmowych)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów a także: Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro polecam również: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! i jeszcze: podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

Jean Rousselot – Protection

„…W książce „Sekretne życie drzew” chodzi o to, że drzewa tworzą coś w rodzaju komuny, ale przychodzą źli ludzie i je wycinają. I to jest powód do wzruszeń i płaczu. Ja nawet nie próbuję wyjaśniać nikomu, że jak ktoś używa słów takich jak komuna, kolektyw, nowe społeczeństwo albo innych, o zbliżonym znaczeniu, to znaczy, że jest wysłannikiem Ala Capone, który bada możliwość ściągnięcia haraczu z frajerów przy minimalnym wysiłku. To jest nie do wytłumaczenia, albowiem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że wiodą inne, sekretne życie, które jest o wiele ważniejsze od tego jawnego, podporządkowanego emocjom serwowanym przez domy wydawnicze. Te zaś służą tylko temu, by odwrócić naszą uwagę i zasłonić czymś degradację, jakiej poddawani jesteśmy przez całe życie. I niech się nikomu nie zdaje, że tu chodzi o jakieś użeranie się z prezesem spółdzielni mieszkaniowej, organizacji z istoty samej przestępczej i heretyckiej, skupionej na tym, by za rzecz najbardziej oczywistą, czyli dach nad głową, pobierać od ludzi horrendalne sumy wespół z finansującym ją bankiem. Tym zaś biednym ludkom wmawiać, że tworzą jakąś wspólnotę, jakąś komunę, jak te drzewa w książce o sekretnym życiu i stwarzać im złudzenie wolności i samodzielności. Chodzi o sprawy o wiele poważniejsze. Oto nie ma innej opcji dla ludzi i drzew żyjących w komunie jak niezawiniona śmierć. Jedyne zaś co mogą oni po sobie zostawić, to pułapka na kolejnych im podobnych, tak sprytnie skonstruowana, by stworzyć złudzenie, że co prawda wtedy nie wyszło, ale tym razem uda się na pewno. Nigdy się nie uda, bo członkowie komun i kolektywów są przeznaczeni do krótkotrwałej obsługi urządzeń konstruowanych przez inżynierię społeczną. Rotacja kadr jest błyskawiczna, a nadzorca nie znosi sprzeciwu i domaga się, by zostawać w robocie po godzinach. Wszystko zaś przedstawiane jest jako szczyt szczęścia i sukcesu. Kończy się zaś zawsze tak samo. Z krzaków wyłaniają się drwale z pilarkami, ludzie których istnienia komuna nawet nie podejrzewała i zaczynają swoją robotę. Nie ma mowy o potomstwie i dziedziczeniu, bo w warunkach, w których rządzi kolektyw są to przesądy. Nie ma mowy o życiu po życiu, bo to są jeszcze gorsze przesądy. Jest tylko całkiem złudna i oszukana nadzieja na trwanie i to niesamowite zaskoczenie kiedy okazuje się, że to jednak już, że dalszego ciągu nie będzie.

System ten, choć groźny i ponury, ma swoje wady i niedociągnięcia. Jest nieszczelny, o czym zaświadczyć mogę ja osobiście, ale także bardzo kosztowny. To znaczy utrzymanie ludzi w trwającym długo złudzeniu generuje koszty bardzo poważne, stąd misją każdej herezji, także tej, jest skrócenie życia, a także zanegowanie rozrodczości i dziedziczenia. Skąd się w takim razie bierze nowych frajerów do obsługi systemu? Przyciąga się ich zza morza, stwarzając na obszarach gdzie mieszkają prawdziwe piekło. Przy czym pamiętać musimy, że nie ma takich kosztów, których jeszcze nie dałoby się obniżyć. No, ale świat współczesny, to świat luksusu, o czym ty gadasz chłopie? Już ja wiem o czym.

Złudzenie luksusu na kredyt nie może przy tym trwać wiecznie, bo bańki spekulacyjne pękają. Zastępuje się wtedy luksus siermięgą i sekretnym życiem drzew, a magazyny czyści się z towaru. Potem przychodzi czas nauki i tytanicznej pracy dwóch pokoleń przybłędów. Kiedy trochę okrzepną, proponuje im się kredyty i buduje kolejne złudzenie. I tak w kółko...” (coryllus, źródło: szkolanawigatorow.pl – Sekretne życie ludzi)

„…Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.”

podobne: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

PS…

„…Jeżdżąc przedwczoraj i wczoraj, opłotkami jak zwykle, zobaczyłem cztery miejsce, w których powalone drzewa położyły się wprost na linię energetyczną lub telefoniczną. Przy ul. Łagodnej, cały rząd wierzb rosnących nad stawami został wprost wywalony wraz z korzeniami i nad ulicą sterczały w górę wielkie karpy, pnie zaś pozrywały linię telefoniczną. Nikt tego nie naprawiał i pewnie jeszcze nie naprawił. W poprzek ul. Piaskowej położyły się dwa wielkie świerki, to one chyba złamały słup energetyczny, który stał przy ulicy. Na pewno zablokowały jezdnię na długie godziny. Najgorzej jednak było przy przedszkolu przy ul. Górnej. To znaczy jeśli oglądać wszystko od naszej strony, bo nie wiem jak było w mieście. Nie wjeżdżałem tam. Ktoś dopuścił, że przy parkingu na niewielkim placyku urosły wysokie osiki samosiejki. Nie wiem czy plac jest miejski czy prywatny, ale tych drzew tam nie powinno być. Większość z nich była zainfekowana jakimś owadem czy grzybem i schła od góry. Przed wczoraj huragan powalił wszystkie te drzewa wprost na samochody stojące pod przedszkolem. Widok nie był za wesoły, a ja pomyślałem o tych wszystkich osobach, które płaczą, że zły minister Szyszko wycina dobre i kochane drzewa, która tak upiększają krajobraz. Te drzewa nie upiększały niczego, pozostawione same sobie w przestrzeni miejskiej, wyrosłe na żwirowatej – wcześniej był tam skład tłucznia i materiałów budowlanych – przepuszczalnej glebie, z płytkim systemem korzeniowym, stanowiły tylko zagrożenie. Do tego były rozsadnikiem chorób. Na sam koniec zaś stały się przyczyną poważnych szkód. Ktoś powie, że to są wypadki losowe. Oczywiście, ale są też granice zidiocenia, które tak zwani miłośnicy przyrody, szczególnie tej rosnącej na cudzych nieruchomościach, przekroczyli już dawno. Wszyscy wiedzą ile potrzeba korowodów, by wyciąć na swojej własnej działce jedno czy dwa drzewa. Próbowano to zmienić, ale PiS ugiął się pod naciskiem organizacji terrorystycznych zwanych z nierozpoznanych przyczyn organizacjami ekologicznymi…” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Pik idiotizma)

„Gdy wycinają młody las
I cieknie sok z przeciętych pni
Nie gaśnie żadna z ważnych gwiazd
Nic nie wstrzymuje biegu dni
I słychać tylko siekier jęk
Bo nie jest skargą drzew ich trzask
W tej ciszy duma jest i lęk
Gdy wycinają las

Vladimir Kush – Redwood Cutting

A kiedy zwożą młody las
Gałęzi rośnie gęsty stos
Za którymś ze strąconych gniazd
W rozpaczy ptak gdzieś krzyczy w głos
Ale nie tonie nikt we łzach
Gdy pnie padają raz po raz
W tej ciszy godność jest i strach
Gdy zwożą młody las

A kiedy palą młody las
To słychać jęk i pisk, i huk
I dym przesłania słońca blask
A żar ogromny zwala z nóg
I piją z drwalem drwal za trzech
Zyskowny chwaląc sobie czas
I słychać rzeczy wiecznych śmiech
Gdy palą młody las

Po karczowisku błądzi wiatr
Popiół rozwiany, ogień zgasł
Odeszli drwale do swych chat
I rośnie młody las”

Jacek Kaczmarski – Młody las

poprzednio: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) podobne: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ

Stanisław Michalkiewicz z okazji 20 rocznicy „majówki” o „świętości” pracy, trybunale oraz konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej. „Teatr na Wyspie” (Gajowniczka)


Adam Wycichowski niewolnik

1 maja jest świętem naszych okupantów, ponieważ po raz pierwszy na ziemiach Rzeczypospolitej Polskiej obchodzone było w roku 1940, zarówno w części pod okupacją niemiecką, jak i w części pod okupacją sowiecką. To, że za komuny święto to zostało utrzymane przez administrujących Polską sowieckich kolaborantów, to rzecz zrozumiała. Dlaczego jednak zostało utrzymane już po sławnej transformacji ustrojowej? Utrzymanie tego święta naszych okupantów aż do dnia dzisiejszego jest znakomitą ilustracją politycznej schizofrenii, w jakiej po „okrągłym stole” pogrążył się nasz nieszczęśliwy kraj. Jak wiadomo, przy „okrągłym stole”, a tak naprawdę – w ośrodku MSW w Magdalence, doszło do porozumienia przedstawicieli komunistycznego wywiadu wojskowego z przedstawicielami tak zwanej „lewicy laickiej”, czyli dawnych stalinowców w pierwszym, albo drugim (jak w przypadku red. Adama Michnika) pokoleniu, co do ustanowienia władzy nad narodem polskim. Polityczna wojna, jaka w tej chwili jest udziałem naszego nieszczęśliwego kraju, jest następstwem tej siuchty. Komunistyczny wywiad wojskowy walczy o utrzymanie swoich wpływów, dzięki którym, pod osłoną stworzonych przez przedstawicieli „lewicy laickiej” i tak zwanych „pożytecznych idiotów” pozorów demokracji, mógłby nadal okupować nasz nieszczęśliwy kraj. Sojusz „lewicy laickiej” z agenturą Wojskowych Służb Informacyjnych jest na tym tle całkowicie zrozumiały, podobnie jak wysługiwanie się WSI państwu niemieckiemu, które przy pomocy kombinacji operacyjnych, próbuje odzyskać wpływy częściowo utracone na skutek przejścia Polski pod kuratelę USA. Lewica laicka również basuje tym niemieckim staraniom, bo najtwardszym jej jądrem jest żydokomuna, politycznie, finansowo i emocjonalnie zaangażowana w komunistyczną rewolucję, jaka w Europie jest w pełnym natarciu, z wykorzystaniem dla jej potrzeb wszystkich instytucji Unii Europejskiej. Jak wiadomo, celem tej rewolucji jest zniszczenie łacińskiej cywilizacji, żeby z historycznych narodów europejskich uczynić tak zwany „nawóz historii” na którym, „jak grzyb trujący i pokrzywa”, mogłaby rozkwitnąć dominacja starszych i mądrzejszych.

Tedy podczas grillowania, jakiemu przy wódeczce i piwku znaczna część populacji będzie się oddawała, warto sobie o tym wszystkim nieśpiesznie podyskutować, bo skoro już taki schizofreniczny zbitek świąt mamy, to niechże i z tego wypłynie dla nas jakiś pożytek. A poza tym, ponieważ pretekstem dla 1 maja jest „święto pracy”, to warto zwrócić uwagę, że praca w Polsce jest opodatkowana co najmniej tka wysoko, jak artykuły luksusowe. Opodatkowanie pracy w naszym nieszczęśliwym kraju wynosi 41 procent, co oznacza, że jeśli pracodawca chce, żeby pracownik dostał 3000 złotych na rękę, to musi wypłacić dodatkowo 2078 złotych dla państwa. Gdyby system podatkowy był inny, na przykład – gdyby to opodatkowanie pracy zostało zmniejszone przynajmniej do 25 procent, to pracownik mógłby dostawać na rękę 3808 złotych miesięcznie. Czyż nie warto podyskutować przy wódeczce i piwku również o o tym?” (Stanisław Michalkiewicz – Przy grillu, wódeczce i piwku)

podobne: 1 Maja – święto pracy, czy raczej dzień lewicowych wybryków? oraz: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków) a także: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

„O czymże mówić w dniu 3 maja, jak nie o konstytucji! Jasne, że o konstytucji, tym bardziej, że zainteresowanie konstytucją osiągnęło w Polsce niebywały poziom. To zresztą bardzo pozytywny objaw, świadczący o zwycięstwie ducha nad materią. Na przykład wydawałoby się, że emeryci koncentrują się raczej na nasłuchiwaniu, jak obgryzają ich własne mikroby, że najbardziej doskwiera im brak pieniędzy na zakup lekarstw, a nawet żywności, a tymczasem – nic z tych rzeczy! Najbardziej interesuje ich konstytucja i wyroki Trybunału Konstytucyjnego, bez których już nie mogą wytrzymać, żeby ich nie przeczytać. Jakże tu nie cieszyć się z takiego triumfu ducha nad materią?…

ważnym postanowieniem, jakie powinno znaleźć się w konstytucji, jest zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Taki pomysł został zgłoszony podczas sejmowej debaty nad przyszłą konstytucją przez posła Janusza Korwin-Mikke. Domagał się on ponadto, by każda próba ominięcia tego zakazu była traktowana jak kradzież zuchwała. Niestety większość posłów myślała, że to dowcip i taka norma nie została do konstytucji z 1997 roku wprowadzona. W rezultacie mamy dług publiczny, z którym nikt nie wie, co zrobić i w którego następstwie przyszłe pokolenia naszego narodu są wpędzane w coraz głębszą niewolę u lichwiarskiej międzynarodówki. Nie tylko zresztą naszego – bo inne rządy też kupują sobie spokój społeczny za cenę sprzedawania własnych obywateli w niewolę u lichwiarzy – i w tym właśnie tkwi przyczyna, dla której wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się w tłumie po zapachu, tak zachwalają demokrację.” (Stanisław Michalkiewicz – Wokół konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej)

podobne: Czego uczy nas Konstytucja 3 maja i kto powinien siedzieć na miejscu „Stańczyka” (Matejki).”Kasandra” Jacka Kaczmarskiego  oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność i to: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm

„…w lipcu 1992 roku TK uznał uchwałę lustracyjną za sprzeczną z konstytucją, chociaż w ogóle nie powinien się nią zajmować, bo nie była ona „aktem prawnym” w rozumieniu ustawy o TK, bowiem stanowiła polecenie wykonania określonej czynności adresowane do konkretnego człowieka, mianowicie – ministra spraw wewnętrznych. Podniósł to jedynie pan prof. Łączkowski w votum separatum, ale nikt go oczywiście nie słuchał i pan prof. Zoll ogłosił wyrok, a następnie odczytał 30 stron uzasadnienia, chociaż między zamknięciem przewodu sądowego a odczytaniem wyroku minęło zaledwie półtorej godziny. Jeszcze zabawniejsza sytuacja przytrafiła się Trybunałowi w czerwcu 2007 roku, kiedy to ogłosił uzasadnienie swego orzeczenia z 11 maja w sprawie ustawy tzw. „lustracyjnej”. Charakterystyczne dla tego, liczącego aż 138 stron uzasadnienia było aż 9 zdań odrębnych, które zajmowały dodatkowe 85 stron. Warto dodać, że pierwsze 75 stron uzasadnienia, to wyrok i rekapitulacja stanowisk stron. To orzeczenie praktycznie zablokowało lustrację przez uznanie wzoru oświadczenia lustracyjnego za sprzeczny z konstytucją. Ale już wtedy widać było, że niezawisłym sędziom Trybunału, być może ośmielonym zachętami oficerów prowadzących, najwyraźniej zaczyna przewracać się w głowach, bo zamieścili w swoim elaboracie zbawienne pouczenia, jakie prawa Sejm powinien uchwalać. Konkretnie – że w „demokratyczne państwo prawa nie może jednak i nie powinno zaspokajać żądzy zemsty, zamiast służyć sprawiedliwości”, albo, że „zakaz piastowania urzędu na podstawie lustracji powinien obowiązywać przez racjonalnie określony czas”, albo wreszcie, że „jeśli dana organizacja dopuszczała się poważnych naruszeń praw człowieka, należy uznać, że jej członek, pracownik lub współpracownik brał w nich udział, jeśli był w tej organizacji wysokim funkcjonariuszem”. Czy np. sędzia – członek PZPR, a przy okazji konfident SB – był w tej organizacji funkcjonariuszem „wysokim”, czy też tylko sprzątał? Ale to jeszcze nic, bo przyjrzyjmy się sławnemu „szlifowaniu”, o którym bredzi nadęty na podobieństwo purchawy pan Andrzej Rzepliński. Oto na 41 zakwestionowanych postanowień, aż 40 okazało się niezgodnych ze sławnym artykułem 2 konstytucji, stanowiącym, że Rzeczpospolita Polska jest „demokratycznym państwem prawnym”, w dodatku „urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Za wepchnięcie tylu nonsensów do jednego krótkiego zdania autorzy tej konstytucji powinni trafić do księgi Guinessa, a potem zaraz – pod opiekę jakichś weterynarzy, ale nie chodzi o to, by pastwić się nad nimi, tylko – by pokazać, że na podstawie nonsensu można udowodnić zgodność wszystkiego ze wszystkim, albo przeciwnie – niezgodność – co, nawiasem mówiąc, zgodne jest z prawem Dunsa Szkota, odkrytym jeszcze w Średniowieczu. Najzabawniejsze jednak jest to, że autorów zdań odrębnych można było podzielić na dwie grupy: jedna uważała, że wyrak TK jest dla ustawy zbyt łagodny i druga – że wyrok jest dla ustawy zbyt surowy. O przynależności do jednej, albo drugiej grupy decydowała… data nominacji. Sędziowie mianowani przed 2005 rokiem krytykowali wyrok za nadmierną łagodność, podczas gdy ci, którzy swoją nominację uzyskali później, uważali wyrok za zbyt surowy dla ustawy.

Wspominam o tych wszystkich zabawnych sytuacjach, kiedy trzeba było podkasać togi gwoli zatańczenia i zaśpiewania nie tylko dla zilustrowania sposobu, w jaki Trybunał „szlifował” nieszczęsną konstytucję, ale również ze względu na buńczuczną deklarację pani prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która odgraża się, że tylko patrzeć, a będziemy mieli w naszym nieszczęśliwym kraju „prawdziwe państwo prawa” – tylko żeby każdy na swoim odcinku, gdzie partia go postawiła, wykonał zadanie zlecone przez starszych i mądrzejszych. Ha! Skoro „prawdziwe państwo prawa” ma dopiero nadejść, to nie ulega wątpliwości (nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania; lepiej… no, mniejsza z tym), że dotychczas mieliśmy do czynienia z fałszywym państwem prawa, piramidą krętactwa i fałszu, na której szczycie znajdował się Sąd Najwyższy. Można by przytoczyć wiele przykładów, kiedy właśnie ten Sąd wydawał osobliwe orzeczenia, jak np. w sprawie pana Jurczyka – że nie był on konfidentem, czy w sprawie ważności wyboru Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta, chociaż podał on fałszywą informację na temat swojego wykształcenia. Jak pamiętamy, Sąd Najwyższy uznał, że nie miało to znaczenia dla ważności wyboru. Może to i prawda, bo jeśli kandydatura Aleksandra Kwaśniewskiego została zatwierdzona przez starych kiejkutów, to rzeczywiście – wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli jednak prawidłowo odtwarzam sobie tok rozumowania SN, to może mieliśmy dotychczas do czynienia z państwem prawa, ale „fałszywym”. Ciekawe, że podobne spostrzeżenie przedstawił Naczelnik Państwa, czyli pan prezes Jarosław Kaczyński, zauważając, że konstytucja z roku 1997, acz mająca pewne zalety, generalnie jest „postkomunistyczna”.

Po co konstytucja?

Skoro tak, to powinno się ją zmienić – ale właściwie jak? W tej chwili żadne ugrupowanie nie ma konstytucyjnej większości i chyba nie może na taka liczyć, więc możemy sobie najwyżej podyskutować, w jakim kierunku zmiany konstytucji powinny pójść. Skoro już się nad tym zastanawiamy, to warto wyjść od tego, po co w ogóle konstytucja jest. Na trop ważnego celu konstytucji naprowadza nas refleksja nad momentami dziejowymi, w których konstytucje się pojawiały. Z reguły były to momenty osłabienia władzy monarszej na tyle, że poddani zaczynali stawiać monarsze warunki dalszego posłuszeństwa jemu samemu i jego rodzinie, czyli dynastii. Zatem pierwszym celem konstytucji jest dostarczenie obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy. Ale to się tylko tak łatwo mówi, tymczasem już św. Paweł zauważył, że władza „nie na próżno nosi miecz”, a gdy go jeszcze, nie daj Boże, wyciągnie, to cóż tu mówić o jakichś „gwarancjach”. A jednak nawet w takich warunkach trzeba znajdować jakieś rozwiązanie i Karol Ludwik de Montesquieu je znalazł. Zauważył mianowicie, że każda władza ma niepohamowaną skłonność do rozszerzania swego imperium i paradoksalnie, na tej właśnie zaborczości władzy, zbudował gwarancję ochrony obywateli przed jej samowolą. Skoro bowiem każda władza ma taką skłonność, to dwie władze będą się nawzajem blokowały, a jeśli na te dwie napuści się jeszcze trzecią, to będą trwały w klinczu, trzymając się za klapy, a jeśli będą trzymać się za klapy, to nie będą już miały wolnych rąk, by dusić za gardło obywateli. I to jest właśnie ta gwarancja. Nie jest ona może doskonała, ale to nie pora na grymasy. Konstytucja z 1997 roku recypowała monteskiuszowski trójpodział władzy, ale oczywiście – jak wszystko u nas – niekonsekwentnie, bo dopuszcza unie personalne między władzą ustawodawczą i wykonawczą. Tymczasem takie unie zakłócają klarowność trójpodziału, więc w przyszłej konstytucji powinny zostać zakazane.

Skoro tedy mamy trzy odrębne władze, to drugim celem konstytucji jest takie ukształtowanie stosunków między nimi, by nie dopuszczać do paraliżów decyzyjnych, a więc do sytuacji, w których albo nikomu nie wolno podjąć jakiejś decyzji, albo przeciwnie – wszyscy maja taką możliwość i decyzji jest aż nadto – ale każda inna i nie wiadomo, którą wykonywać, więc nie wykonuje się żadnej.

Czy przemawia suweren, czy uzurpatorzy?

Podstawowym rozstrzygnięciem w konstytucji jest postanowienie, co do ustroju politycznego. Konstytucja z 1997 roku przesądza o ustroju republikańskim, w którym przyjmuje się, że suwerenem, a więc kimś, kto samodzielnie ustala własne kompetencje, jest „naród”. Ale „naród” nie zbiera się jednocześnie w jednym miejscu, a gdyby nawet się zebrał, to nie przemawia jednym głosem. Przeciwnie – jedni mówią to, inni tamto, jedni chcą tego, drudzy tamtego… Czyją opinię należałoby uznać za opinię suwerena? Konsekwencją rozstrzygnięcia o ustroju republikańskim jest konieczność znalezienia sposobu wyłaniania reprezentacji suwerena. Konstytucja z 1997 roku postawiła na sposób demokratyczny, to jest – przez głosowanie i nawet ustaliła, że wybory do Sejmu odbywają się według zasady proporcjonalności. Do Sejmu – bo konstytucja ta ustanowiła zarazem polityczny system państwa w postaci systemu parlamentarno-gabinetowego, w którym kto kontroluje Sejm, ten w zasadzie kontroluje całe państwo. Skoro przy wyborach do Sejmu obowiązuje zasada proporcjonalności, to znaczy, ze okręgi wyborcze muszą być wielomandatowe, a w takiej sytuacji od razu pojawia się znalezienie sposobu przeliczania głosów na mandaty. I w ordynacji wyborczej zasada proporcjonalności została zmodyfikowana przy pomocy dwóch narzędzi: klauzuli zaporowej i systemu d’Hondta. Klauzula zaporowa stanowi, że do podziału mandatów w okręgach wyborczych mogą stawać te komitety, które uzyskały co najmniej 5 proc. głosów w skali kraju. Pociąga to za sobą co najmniej dwie konsekwencje: komitet musi wystawic listy we wszystkich okręgach wyborczych, a co za tym idzie – musi prowadzić kampanię w skali kraju, co wymaga korzystania z mediów elektronicznych, co z kolei pociąga za sobą ogromne koszty i trzeba rozstrzygnąć, kto i w jaki sposób ma za to płacić. System d’ Hondta, nazwany tak od nazwiska belgijskiego matematyka Victora d’Hondta polega na tym, że liczbę głosów oddanych na poszczególne komitety wyborcze w okręgu dzielimy przez następujące po sobie kolejno liczby całkowite aż do momentu, gdy suma uzyskanych w ten sposób ilorazów będzie pokrywała się z liczbą mandatów w okręgu. Warto zapamiętać, że system d’Hondta preferuje ugrupowania silne kosztem słabszych, realizując w ten sposób ewangeliczną zasadę, że temu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, odbiorą i to, co ma. W rezultacie takiej modyfikacji zasady proporcjonalności, Sejm jest stosunkowo mało reprezentatywny. Wiele kierunków politycznych występujących w społeczeństwie nie ma żadnej parlamentarnej reprezentacji, co skutkuje absencją wyborczą, przekraczającą 50 procent uprawnionych do głosowania. W tych warunkach rodzi się pytanie, czy tak Sejm może być jeszcze uważany za przedstawicielstwo suwerena, czy już tylko za grono jakichś uzurpatorów tym bardziej, że dla ważności wyborów nie ma u nas ustanowionego żadnego minimum frekwencyjnego, więc gdyby do głosowania poszli tylko sami kandydaci i powybierali się nawzajem, to wybory byłyby ważne. W takiej jednak sytuacji pytanie o legitymizację takiego Sejmu byłoby jak najbardziej zasadne. Toteż podnoszą się głosy o potrzebie zmiany systemu proporcjonalnego na większościowy, oparty na jednomandatowych okręgach wyborczych. Obawiam się wszelako, że taka zmiana wcale nie gwarantuje osiągnięcia celu w postaci większej reprezentatywności Sejmu. Jeśli chcemy uzyskać możliwie maksymalna reprezentatywność Sejmu, to najlepszym środkiem jest utrzymanie zasady proporcjonalności, ale bez modyfikacji w postaci klauzuli zaporowej, czy systemu d’Hondta.

Czy myć ręce, czy myć nogi?

Musimy jednak pamiętać, że Sejm maksymalnie reprezentatywny, musiałby liczyć może nawet ponad 20 rozmaitych klubów i kół poselskich, a ponieważ w systemie parlamentarno-gabinetowym ważnym zadaniem Sejmu jest również stworzenie stabilnej podstawy politycznej dla rządu, to takie zadanie w tych warunkach mogłoby być bardzo trudne do wykonania, być może nawet niemożliwe, chyba, ze podstawową metoda rządzenia byłaby korupcja; panie pośle, nie poparłby pan rządu? – No poparłbym, ale co z tego będę miał? – A co by pan chciał mieć? To lekarstwo może być gorsze od choroby. Zatem stajemy w obliczu nieprzyjemnej alternatywy: albo myć ręce, albo myć nogi – bo jeśli chcemy mieć maksymalnie reprezentatywny Sejm, to ryzykujemy, a jest to ryzyko graniczące z pewnością, niestabilne państwo. Tymczasem stabilność państwa jest wartością wymagającą ochrony. Czy zatem możemy jakoś obejść tę alternatywę? Na szczęście taka możliwość istnieje i gdybyśmy w przyszłej konstytucji odeszli od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz politycznego systemu prezydenckiego, to możemy jednocześnie i myć ręce i myć nogi, to znaczy – mieć maksymalnie reprezentatywny parlament i stabilną władzę wykonawczą. W Polsce nie byłoby zresztą jakiejś wielkiej rewolucji, bo prezydent już teraz jest wybierany w głosowaniu powszechnym. To jest zresztą ciekawa sprawa, że autorzy konstytucji z 1997 roku dali prezydentowi bardzo silna legitymację demokratyczną, ale władzą obdarowali prezesa Rady Ministrów, chociaż żaden tak silnej jak prezydent legitymacji demokratycznej nie ma. Co więcej; uważna lektura konstytucji prowadzi do wniosku, że jej autorzy musieli z jakichś zagadkowych przyczyn uważać prezydenta za wariata i to wyjątkowo niebezpiecznego, bo założyli mu aż dwa kaftany bezpieczeństwa. Oto przykład: prezydent jest wprawdzie zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale z własnej inicjatywy nic tu zrobić nie może; musi działać dopiero na wniosek premiera, albo przynajmniej ministra obrony. Pewne światło na to dziwactwo rzuca okoliczność, że wśród autorów konstytucji znajdował się Aleksander Kwaśniewski, który coś tam na swój temat musi przecież wiedzieć. Czy jednak musimy tak niewolniczo trzymać się jego obaw?

Zatem gdyby odejść od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego, w którym władza wykonawcza spoczywa w osobie prezydenta, to moglibyśmy mieć maksymalnie reprezentatywny Sejm i jednocześnie stabilną władzę wykonawczą, a nawet rządy o długiej kadencji, bo przecież prezydent może być wybrany na kolejną, pięcioletnią kadencję.

Ustawa Wilczka jako przestroga

Jak pamiętamy, uchwalona w październiku 1988 roku ustawa o działalności gospodarczej, zwana potocznie „ustawą Wilczka”, nie tylko rozmontowała socjalizm realny w gospodarce, przy pomocy dwóch zdań, które przyjęły postać jej przepisów i dzisiaj brzmią jak „oczywista oczywistość”, ale wtedy miały rangę przewrotu kopernikańskiego, ale również odblokowała narodowy potencjał gospodarczy. Te zdania, to – po pierwsze – że każdy ma prawo prowadzenia działalności gospodarczej oraz – po drugie – że dozwolona jest każda forma działalności gospodarczej, która nie jest zakazana przez prawo. Ustawa ta odblokowała narodowy potencjał gospodarczy, ale jej historia, to historia jej nieustających nowelizacji. W ciągu pierwszych 10 lat była ona znowelizowana ponad 60 razy, a każda taka nowelizacja polegała na dopisywaniu kolejnych przypadków reglamentacji. W rezultacie, po 10 latach z nielicznych przypadków reglamentacji pozostawionych w ustawie w pierwotnym jej brzmieniu, rozmaite formy reglamentacji, to znaczy koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia, zostały przywrócone w 202 obszarach działalności gospodarczej. Żeby wyjaśnić przyczynę takiego odwrotu, musimy najpierw odpowiedzieć na inne pytanie – dlaczego właściwie doszło do uchwalenia „ustawy Wilczka”. Otóż za pierwszej komuny nomenklatura, czyli środowisko władzy, była żywotnie zainteresowana w drobiazgowym kontrolowaniu każdej formy działalności gospodarczej, bo z tego ciągnęła zyski – legalne i nielegalne. Ale kiedy w drugiej połowie lat 80-tych nomenklatura się uwłaszczyła, to już nie chciała mieć żadnych nadzorców nad sobą, co Mieczysław Wilczek wykorzystał, by pozwolić wszystkim. Ale nomenklaturowcy szybko się zorientowali, że ze „wszystkimi”, to oni na rynku nie wygrają, a dzwonkiem alarmowym była dla nich sprawa Ireneusza Sekuły. Uchodził on nie bez powodu za rodzaj jamochłona finansowego, ale przecież musiał aż cztery razy do siebie strzelić, zanim pożegnał się z rodziną. To było ostrzeżenie; jeśli si nie opamiętacie, wszyscy podobnie zginiecie! Tedy zatrąbiono do odwrotu i to były właśnie owe nowelizacje, zaś ta ochrona ekonomicznych interesów nomenklatury, wyszła naprzeciw oczekiwaniom „nowych elit” na posady. I tak doszło do powtórnego zablokowania narodowego potencjału gospodarczego.

Żeby zatem uniknąć takiego obrotu sprawy w przypadku, gdyby jakimś cudem udało się narodowy potencjał gospodarczy odblokować, to do konstytucji trzeba wpisać normę treści następującej: nikt nie może wbrew stronom podważyć umowy, ani zmienić jej treści, chyba, że stanowi ona czyn zabroniony pod groźbą kary, wynika z takiego czynu, albo ma go na celu oraz – że ustanawianie monopoli jest zakazane. W takiej sytuacji koncesjonowanie działalności gospodarczej byłoby właściwie niemożliwe – i o to właśnie chodzi. Podobnie trzeba by wprowadzić do konstytucji normę zakazującą uchwalania budżetu z deficytem i przewidującą odpowiedzialność karną za każdą próbę ominięcia tego zakazu, jak za kradzież zuchwałą.

I jeszcze inne zmiany warto by do konstytucji wprowadzić, ale ich omawianie przekroczyłoby ramy artykułu, więc w miarę potrzeby postaram się do tej sprawy co pewien czas powracać, bo – trawestując spostrzeżenie Jerzego Clemenceau – praworządność jest sprawą zbyt poważną, żeby pozostawiać ją sędziom.” (Stanisław Michalkiewicz – W 20 rocznicę konstytucji)

podobne: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? oraz:  Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy i to: Lustracyjny POPIS i teoria konwergencji w praktyce czyli o „naszych sukin…ach” ze „zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Wybiórczej polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

Kluczem do skuteczności każdej władzy jest fizyczna i „legalna” (prawna) kontrola nad dochodami obywateli państwa i ich faktyczna redystrybucja. Bez pieniędzy KAŻDA władza może sobie co najwyżej pomarzyć o sprawowaniu jakichkolwiek rządów, bo „administracja publiczna” i kontrola (przymus) po prostu kosztuje. I to jest drodzy państwo bardzo cenna wskazówka czego powinny się wystrzegać tzw. „demoludy” (czyli suweren) żeby nie utracić własnej wolności i niezależności, czyli realnej władzy nad swoim (i swoich bliskich) życiem… Wbrew temu co napisał Pan Michalkiewicz rzeczywistość jasno pokazuje że kiedy chodzi o cudze pieniądze to żaden „trójpodział władzy” i wzajemne szachowanie się nie obowiązuje. Wcale nie dlatego że system jest wadliwie skonstruowany, ale dlatego że ŻADNA władza nigdy nie będzie zainteresowana skutecznym blokowaniem własnych „kompetencji”, którą jest przede wszystkim żerowanie na pracy innych ludzi i układanie pod tę patologię tzw. „prawa”. Równie dobrze można mieć nadzieję na to że na „rynku” włamywaczy zapanuje kiedyś konkurencja o przychylność obrabowanych tym że jeden przez drugiego zaczną mniej kraść.

Jedyne co obowiązuje w tym „trójpodziale” to kolejność dziobania, czyli prawo do największej części tortu. Nikt nikogo w tych podstawowych „kompetencjach” nie blokuje (bo każdy z nich „czy stoi czy leży” i tak swoje zeżre), i żaden obywatel nie poczuje się mniej wyzyskiwany nawet jeśli „władza ustawodawcza” (czyli Sejm) podrze koty z „władzą sądowniczą” (czyli Trybunałem Konstytucyjnym)… Nie jest tu ważne „do kogo ma należeć pałacyk na wodzie” (jak śpiewa poeta), bo i tak za wszystko płaci „szeregowy Kowalski” g… z tego mając. Tyle jego co sobie w maju kilka dni odpocznie od pracy na rzecz umiłowanych przywódców. Tu warto zdać sobie sprawy kiedy w naszym „nieszczęśliwym kraju” przypada dzień tzw. „wolności podatkowej”, czyli ile czasu pracujemy na siebie a ile na innych. Dla mnie to żaden interes… Czy na tym polegał sukces pierwszej „demokracji” oraz siła obywateli I Rzeczypospolitej? Czy w tamtych czasach obywatele czekali łaskawie na to aż władza ustanowi dla nich święto państwowe żeby mogli sobie od pracy odpocząć? Śmiem wątpić… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik

Jest w Warszawie Teatr na Wyspie
z fosą, sceną i kolumnadą.
Obcym radził: A teraz wy spie…
a nie wierzył, że jednak wyjadą.

Ktoś uciekał stąd w damskim kostiumie.
Inny kartki o sobie wyrywał.
Nie jest łatwo i grać trzeba umieć,
nawet gdy się etiudę przegrywa.

Płytki staw – nie Jezioro Łabędzie.
Kaczki jednak się godzą z karpiami.
Za aleją, w państwowym Urzędzie
nowy duch się pojawia czasami.

Trzyma się stary Pałac na Wodzie.
Dla przykładu, że jednak można…
Ucz historii swe dzieci Narodzie,
zamiast grilla, majówek i rożna.

Można jeszcze komedię odgrywać,
zanim czas dawnych śladów nie zatrze,
lecz widowni po trochu ubywa.
Pustką świeci w amfiteatrze.

Błyszczą wody glazurą Łazienki.
Platan splata czas w hipotezach.
Cichną dźwięki marszowej piosenki,
za to rośnie rytm poloneza.

Marek GajowniczekTeatr na wyspie

Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną.


„…nie było dotąd podobnego procesu – nie było procesu, który zgromadziłby taką liczbę najważniejszych polskich polityków, najważniejszych polskich przedstawicieli służb tajnych, od ABW po WSI czy następcę WSI czyli Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Nie było też takiego procesu, który ujawniłby tak wielką ilość obwarowanych klauzulą tajemnicy i najwyższej tajności faktów o III RP…

…najgorsze w tym wszystkim było to, że opinia publiczna nie dowiedziała się nawet o jednym procencie wydarzeń związanych z tą sprawą. Wokół tego procesu postawiono wielką zaporę milczenia. W każdym normalnym kraju, gdyby prezydent zeznawał pod odpowiedzialnością karną, wszystkie media chciałyby uczestniczyć w takim przesłuchaniu…

…Co wyszło na procesie z Komorowskim? Marszałek Sejmu, druga osoba w państwie, spotyka się z dwoma oficerami służb tajnych, którzy mówią mu, że są gotowi wziąć udział w operacji wykradzenia najbardziej tajnego dokumentu w Polsce i przekazania mu, bo mowa tu o aneksie do raportu WSI… 

…Komorowski wyraża zainteresowanie propozycją wykradnięcia tego dokumentu, podpisuje to własną ręką w prokuraturze. Co gorsza, prezydent miał świadomość, że jeden z jego rozmówców może być związany z rosyjskim wywiadem. Mimo to dalej z nimi współpracuje i jeszcze przez sześć tygodni spotyka się, nakłania i dopytuje: „I co, macie ten aneks? Co dalej? Macie to wreszcie?” Po tym czasie widzi, że nic się nie da zrobić, więc następuje przeformowanie tej kombinacji operacyjnej i uderzenie w innym kierunku – między innymi we mnie…

w 1989 roku nas po prostu oszukano (…)  Już w ’84 roku Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki, wielkie autorytety III RP, 30 października, a więc w dniu oficjalnego odnalezienia ciała ks. Popiełuszki siedzieli przy stole z Czesławem Kiszczakiem, Wojciechem Jaruzelskim oraz Mieczysławem Rakowskim i dzielili między siebie Polskę, jak tort. Takich spotkań w latach 80. było o wiele więcej, opinia publiczna nigdy się nie o nich dowiedziała i nie miała się dowiedzieć, wiedziała tylko o Magdalence i Okrągłym Stole, ale to był tylko pewnego rodzaju blef, to była pointa – wszystko, co istotne, ustalono dużo wcześniej. Witkowski, badając sprawę śmierci Jerzego Popiełuszki, te okoliczności, o których opinia publiczna aż dotąd nie wie, dowiedział się o tym już wcześniej, odkrył to wszystko i dlatego tak go niszczono, dlatego niszczono też mnie, który podążałem jego tropami. Dlatego także tę sprawę trudno wyjaśnić do dziś, ona zawiera w sobie ładunek tysiąckrotnie większy niż sprawa „Bolka”. Ja śmiem twierdzić, że to, co zrobiono w sprawie „Bolka”, cała wizyta pani Kiszczak w IPN, to jest wielopiętrowa gra służb tajnych, zasłona dymna, która ma przykryć dużo ważniejsze, nieodkryte dotąd sprawy, ze śmiercią ks. Popiełuszki na pierwszym planie i to, co nastąpiło później: eliminowanie świadków, mordowanie ludzi, niszczenie innych, którzy badali tę sprawę, zawieranie różnych paktów i układów przez tzw. „autorytety moralne” III RP z Kiszczakiem, Jaruzelskim, ze służbami tajnymi...” (Joanna Jaszczuk • fronda.pl)

całość tu: Wojciech Sumliński ujawnia nieznane patologie III RP

podobne: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. a także: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

„…Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ktoś z przełożonych miałby wydać zakazać księdzu Jerzemu głoszenia homilii i powiedzieć mu, że wszystko, co miał do powiedzenia, już powiedział. Chyba dlatego, że byłam tak zaskoczona, nie dopytałam wtedy księdza Jerzego, kto mógł być tą osoba, która wydała ten absurdalny zakaz. Chciałam później wrócić do tej rozmowy, ale to nie nastąpiło już nigdy, bo dwa później księdza Jerzego uprowadzono. Ale te jego ostatnie słowa, jakie do mnie skierował: „powiedziałem już wszystko, co miałem do powiedzenia i nic już więcej mówić nie będę” zapamiętam do końca życia.

Nie wiem, czy autorem tego zakazu był ksiądz prymas Józef Glemp, ale tak wtedy te słowa odebrałam. Wiem, że na skutek różnych sugestii i podszeptów w tamtym czasie ksiądz prymas odnosił się do księdza Jerzego niezwykle krytycznie, a raz nawet zrobił mu awanturę na ulicy twierdząc, że ksiądz zaniedbuje swoje obowiązki w stosunku do studentów medycyny. Ksiądz Jerzy w odpowiedzi napisał wielkie pismo, bo poczuł się tym zarzutem i także innymi zarzutami, strasznie skrzywdzony. Była wtedy straszna nagonka ze strony wielu osób na księdza Jerzego, które pomawiały go o różne rzeczy. Później okazało się, że wiele z tych osób było do tych strasznych pomówień „inspirowanych” przez SB i jej agenturę. Gdy dowiedzieliśmy się, że uprowadzono księdza Jerzego, niektórzy na początku przekonywali, by o tym nie mówić i to też było bardzo dziwne, ale wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Poszłam do Seweryna Jaworskiego i mówię mu: „porwali księdza”, a ja ze wszystkich stron słyszę, że nie wolno o tym mówić. Seweryn Jaworski się zerwał i mówi: „jedziemy do prymasa”. Ubrał się i pojechaliśmy. Dojechaliśmy na miejsce, ja zostałam w samochodzie. Jaworski po bardzo krótkiej chwili wyszedł strasznie zdenerwowany i powiedział: „nie chcieli w ogóle ze mną rozmawiać”. Prymasa nie ma i w ogóle nie ma tu z kim rozmawiać. Mieliśmy wtedy wielkie poczucie osamotnienia i to przez te wszystkie lata właściwie się nie zmieniło, bo prawda o tej zbrodni ukrywana jest po dziś dzień.” (Wojciech Sumliński • fronda.pl)

całość tu: Kiedy wreszcie poznamy prawdę o zbrodniach PRL?

„…Sprawa ks. Jerzego jest papierkiem lakmusowym, czy żyjemy w demokratycznej Polsce, czy w „PRL light” – mówił Jegliński.

Prof. Wojciech Polak przedstawił sylwetkę prokuratora Andrzeja Witkowskiego, który był odsuwany od procesu dwa razy i nie został nigdy przywrócony do śledztwa. Dziś jest nadzieja, że śledztwo w tej sprawie nie tylko zostanie wznowione, ale że sprawa zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki zostanie wyjaśniona.

…Prokurator Andrzej Witkowski opowiadając o przyczynach podjęcia decyzji o zamordowaniu bł. ks. Jerzego Popiełuszki podkreślił, że przeciwko kapłanowi uruchomiono całą machinę, by jak uzasadniano „wyeliminować zagrożenie”. Zaznaczył, że według prowadzących śledztwo uprowadzenie ks. Jerzego było zaplanowane przez ekstremę Solidarności i przedstawicieli Kościoła w celu destabilizacji sytuacji w Polsce. Próbowano nawet udowadniać, że ks. Jerzy był wtajemniczony w ten plan. Tak reżyserowana wersja wydarzeń budziła wiele wątpliwości i nie odpowiadała na pytanie: dlaczego ks. Jerzy został zamordowany?…(KAI, wPolityce.pl)

źródło: Sprawa ks. Jerzego jest papierkiem lakmusowym, czy żyjemy w demokratycznej Polsce, czy w „PRL light”

„…Przez 30 lat, w oparciu o farsę tzw. procesu toruńskiego wmawiano Polakom, że winni tej zbrodni ponieśli już karę. Ówczesna władza stworzyła powtarzaną do dziś legendę o wyłącznej winie czterech funkcjonariuszy SB i na tym kłamstwie oparła koncepcję „historycznego kompromisu” katów z ofiarami. Legendę uwiarygodnili sami esbecy, do końca odgrywając swoje role. W niezmienionej formie, kłamstwo to narzucone siłą komunistycznej propagandy, zostało przyjęte i zaakceptowane w III RP, stając się fundamentem komunistycznej sukcesji. Odtąd wszystkie środowiska uczestniczące w zmowie milczenia przyjęły na siebie rolę zakładników zbrodni oraz odpowiedzialność za ukrywanie prawdziwych sprawców i mocodawców. Depozyt ten do dziś daje gwarancję bezkarności komunistycznym oprawcom i stanowi „aksjologiczne spoiwo” łączące funkcjonariuszy bezpieki, ludzi Kościoła i „demokratycznej opozycji”.

…Jeśli ktoś mówi dziś o potrzebie „dobrych zmian” i chce odbudowy autentycznej wspólnoty narodowej, musi też podjąć wyzwanie związane z tajemnicą zbrodni założycielskiej III RP. Tylko prawda o tym – kto naprawdę zabił księdza Jerzego, kim byli mocodawcy zbrodni i ludzie towarzyszący esbeckim porywaczom, może zburzyć fundament, na których wspiera się triumwirat morderców, tchórzy i donosicieli. Bez zrozumienia tego obowiązku, próżne są deklaracje patriotyzmu i wierności polskim ideałom, próżne epatowanie walką z patologiami tego państwa. Póki tryumfuje kłamstwo o zbrodni założycielskiej i trwa tchórzliwa zasłona milczenia – nie może być wolnej Polski.

…Do prezydenta Andrzeja Dudy skierowano co najmniej pięć petycji, których autorzy domagali się podjęcia sprawy zabójstwa Kapelana Solidarności i powierzenia śledztwa prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu. (…) Pan prezydent III RP, który 5 maja ubiegłego roku, w trakcie swojej kampanii wyborczej składał wieniec na grobie świętego Jerzego i w dziesiątkach werbalnych deklaracji zapewniał Polaków o „wsłuchiwaniu się w ich głos” i „podjęciu misji służenia narodowi” – nie zechciał udzielić odpowiedzi na żadną z tych petycji. Przemilczał je i zignorował. Nie ma ani jednej wypowiedzi Andrzeja Dudy, w której wspomniałby o sprawie zabójstwa księdza Jerzego lub odniósł się do postulatu wznowienia śledztwa. Z odpowiedzi udzielanych telefonicznie przez urzędników Kancelarii Prezydenta wynikało, że petycje w tej sprawie były automatycznie przekierowane do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Takiej praktyki nie można nazwać inaczej, jak lekceważeniem głosu obywateli i ucieczką od odpowiedzialności.

…Od 4 marca br. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości w rządzie PiS, jest również prokuratorem generalnym, któremu podlegają wszystkie prokuratury. To oznacza, że nie ma najmniejszych przeszkód formalnych, by obecny układ rządzący podjął śledztwo w sprawie zabójstwa księdza Jerzego, a jego prowadzenie powierzył prokuratorowi Witkowskiemu. Trzeba wyraźnie podkreślić, że obecna władza nie już ma żadnych wymówek, zaś różni „objaśniacze intencji” PiS-u i pana prezydenta utracili swoje koronne argumenty.
W tej sytuacji, należy postawić pytanie – dlaczego nadal nic nie dzieje i nic nie wskazuje, by temat zbrodni założycielskiej miał być podjęty przez środowisko Prawa i Sprawiedliwości? Dlaczego w tak arcyważnej sprawie, od której wyjaśnienia zależy przyszłość wolnej Rzeczpospolitej panuje zmowa milczenia, niechęć i koniunkturalizm?
Za tym pytaniem pojawiają się następne – jak to możliwe, że „wolne media” i ludzie epatujący rewelacjami z esbeckich „szaf”, nie domagają się podjęcia sprawy stokroć ważniejszej? Dlaczego przemilcza się tchórzliwe zachowanie prezydenta Dudy i okazuje obojętność wobec tematu zbrodni założycielskiej? Jakież zasady lub normy etyczne pozwalają przedkładać troskę o „dobre imię” pana prezydenta, ponad wierność prawdzie i nakazom sumienia? Czy w tak jednoznacznej sytuacji wolno uciekać od uczciwej oceny postaw polityków lub bronić zachowań, które żadną miarą nie zasługują na wsparcie i szacunek?
Podzielam opinię prokuratora Witkowskiego, że nadal nie ma woli politycznej, by wyjaśnić sprawę mordu założycielskiego III RP. Z przerażeniem dostrzegam obojętność moich rodaków na sprawę, która swoim ciężarem przewyższa wszystkie afery i tajemnice tego państwa.
A jeśli nie ma takiej woli i nie ma odwagi podjęcia tematu – nie ma też szans na zerwanie z komunistyczną sukcesją i zbudowanie wolnego państwa. Nie ma możliwości pokonania układu, którego fundamentem była ta zbrodnia.

…Czy się to komu podoba czy nie – od tej chwili, całe odium za ukrywanie prawdy o zabójstwie świętego Jerzego, za tysiące matactw i niegodziwości związanych z tą sprawą, za szatański pakt zawarty nad grobem Kapłana, spada na polityków PiS i tych, którzy wtórują ich milczeniu…(Aleksander Ścios – ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA)

podobne: 30 rocznica zabójstwa człowieka zagrażającego komunie. „Prawdę o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki poznają dopiero ci, którzy jeszcze się nie urodzili”. Wojciech Sumliński „Lobotomia 3.0”. Warto przy tej okazji wspomnieć o „dziwnym” zachowaniu Pana Dudy (prezydenta) i jego kancelarii o czym więcej tu: „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta

Nie ma też groźniejszych nawoływań, od postulatu fałszywej zgody narodowej – osiągniętej za cenę naszych dążeń i prawdy o realiach III RP.

„Każdy kompromis prędzej czy później musiał się zakończyć agenturą. Po prostu dlatego, że międzynarodowy komunizm nie jest zainteresowany w kompromisie istotnym, dwustronnym. Nie zna kompromisu, bo gdyby go znał – nie byłby komunizmem… Zna tylko taktykę kompromisu” – pisał Józef Mackiewicz w „Zwycięstwie Prowokacji”…

Ponad dwie dekady kłamstw i nachalnej propagandy sprawiły, że niewielu Polaków dostrzega dziś prawdziwy kontekst wydarzeń z lat 80/90., a jeszcze mniej ma świadomość, że tzw. okrągły stół nie tylko uratował komunistów od odpowiedzialności za zbrodnie przeciwko narodowi, ale doprowadził do legalizacji PRL-u i zafałszowania naszej rzeczywistości na niewyobrażalną skalę…

Pytam więc tych, którzy doszli do władzy i mienią się dziś „patriotyczną reprezentacją” narodu – dlaczego oszukujecie moich rodaków? Dlaczego Obcych każecie nazywać opozycją, a komunistyczną hybrydę państwem prawa i demokracji? Dlaczego własną słabość i koniunkturalizm okrywacie komunistycznym sloganem „spokój – dialog – kompromis” i próbujecie zamazać rzeczywistość regułami narzuconymi przez przeciwnika?…

Jak długo mam wierzyć partyjnym „strategom”, którzy otrzymawszy od nas pełnię władzy i przywilej zaufania społecznego, dobrowolnie weszli w złowrogą pułapkę demokracji i poddali swoje działania osądowi unijnych lewaków? Ci ludzie zapomnieli już od kogo dostali wyjątkowy mandat i przed kim zdadzą rachunek? Mam patrzeć przychylnie, gdy pozwalają Onym montować kolejną kampanię nienawiści i oczerniać mój kraj przed międzynarodową hałastrą?
Mam wierzyć, że szczytem naszych aspiracji są personalne roszady w spółkach skarbu państwa, kosmetyczne liftingi w mediach i służbach specjalnych, zaś lokowanie miernot w miejsce łajdaków to główna gwarancja „dobrych zmian” ? 
Mam uznać, że po ośmiu latach tragicznych rządów PO-PSL, po setkach aktów zdrady i zuchwałego bezprawia, najpilniejszą potrzebą jest „program 500 plus” i „szukanie kompromisu” z nienawistną watahą?
Kto boi się powiedzieć Polakom, że część populacji zamieszkującej nad Wisłą nie należy do narodowej wspólnoty i jest bękartem nieprawego związku komunizmu z polskością, nie powinien stroić się w patriotyczne szaty ani pozorować budowy wolnego państwa.
Komu milsze umizgi do euro-łajdaków i załgana mitologia demokracji , niech nie mami nas obroną polskości i polskiej racji stanu. Nie da się zbudować Niepodległej na kompromisie Obcych z Polakami. Kto próbuje takiego szalbierstwa, drwi z naszych marzeń i narodowych aspiracji…

Na niekonsekwencji i pomieszaniu pojęć – tak charakterystycznych dla środowiska Prawa i Sprawiedliwości, nie da się zbudować nic trwałego. Dlatego w tym środowisku nie ma dziś miejsca na ozdrowieńczą dychotomię My-Oni ani przyzwolenia na obalenie truchła III RP. Jest za to miejsce na wspieranie kandydatur komunistycznych aparatczyków, uległość wobec medialnych terrorystów i uprawianie mazgajowatej pseudo polityki.
Tym zaś, którzy zastanawiają się, jak w „demokratycznej” III RP można dzielić Polaków na „swoich” i „obcych” i odmawiać polskości sukcesorom komunizmu, odpowiadam – nie można, jeśli wyznaje się antypolską „taktykę kompromisu” i sankcjonuje sowiecką rzeczywistość PRL. Nie można, jeśli kultywuje się zabobon o „śmierci komunizmu”, odrzuca wiedzę o genezie III RP i fundamentach tego państwa. Nie można, jeśli ponad logikę i doświadczenie dziejowe przedkłada się partyjną dogmatykę i własne interesy…

„Dość tego bratania się z komunistami, tej zabawy we wzajemne porozumienie i partykularne solidarności narodowe w imię interesu „państwowego”! Okrzyk, który zerwie się jak wicher, przeskoczy granice, obejmie wszystkich – nie dla „pojednania narodowego”, „pojednania społecznego”, ale dla wyrzucenia ze społeczeństwa zarazy komunistycznej…” (Aleksander ŚciosTAKTYKA KOMPROMISU – PRAKTYKA ZDRADY)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

„…Są oczywiście inne, groźne symptomy wskazujące na to, że jednym sposobem na utrzymanie władzy jest kompromis z KOD-em i tamtą bandą, kompromis do którego wzdychają różni mistrzowie publicystyki zaangażowanej, tacy jak Igor Janke. Cóż on będzie oznaczał? No to co zwykle. Powiększanie grupy wybrańców poprzez kooptację i wyrzucanie na zmywak czy gdzie tam kolejnych pokoleń młodych ludzi, do których – kiedy uzyskają prawa wyborcze – będzie się łazić z urną, żeby zagłosowali właściwie, bo przecież kochają Polskę. Ktoś powie, że już tak jest. No tak, ale jeszcze można z tej drogi zawrócić. Można otworzyć zbiór zastrzeżony i powiedzieć, że od dziś każdy ma szansę, byle był dobry. No, ale jak wiemy to się nigdy nie stanie, bo czym by wtedy PiS prowadził swoją gabinetową, finezyjną politykę?…” (coryllus: „Marnej sławy wieńce chwytają szaleńce”)

podobne:  Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje.

Architekci porozumienia się tzw. ,,opozycji demokratycznej” z komunistami w Polsce w latach 80-tych skutecznie pomijają rolę spotkań w Magdalence, w tym rolę obecnego Prezydenta R. P. Lecha Kaczyńskiego. Piszę skutecznie, ponieważ ,,układ” musi mieć swojego rezydenta na tzw. ,,prawicy” w naszym kraju, ponieważ ktoś musi skutecznie kanalizować Polaków – Katolików. Wcześniej robił to Wałęsa teraz Kaczyński, który okazał się jeszcze gorliwszym sługusem interesów kosmopolitycznych rządów od tego pierwszego. ,,Okrągły stół” o którym obecnie wszystkie liberalne media (TVP lpr-wską nie pomijając) wspominają jako wielkie zwycięstwo demokracji prowadzącej do ,,zgody narodowej….” (całość tu: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

„…Haniebny udział braci Kaczyńskich z ramienia „Solidarności-BIS w obradach „Okrągłego Stołu” oceniam jako jaskrawy przykład zdrady naszej Racji Stanu. Co więcej podpisanie przez nich Traktatu Lizbońskiego, pozbawiło Polskę możliwości emisji własnego pieniądza.

Mimo, że bracia Kaczyńscy w znacznej mierze wulgarnymi atakami na moją osobę pomagali Wałęsie aby został prezydentem, to ten jednak szybko się ich pozbył z kancelarii, prawdopodobnie za finansowe przekręty z ich spółką Telegraf. Akt oskarżenia za te manipulacje został magicznie umorzony w 2000 roku. Pozostało jednak nierozliczone, pochodzące od spółki ART-B prowadzonej przez pułkownika gospodarczego wywiadu Izraela oraz polskich państwowych firm, około 260 mld. ówczesnych złotych. Kaczyńscy więc podobnie jak Aleksander Kwaśniewski tylko dlatego nie są złodziejami, że nie zostali skazani mimo, że zgromadzono przeciw nim wiele konkretnych dowodów, między innymi udokumentowanych w sejmowych interpelacjach. Afera Telegraf, afera Srebrna, Art-B, FOZZ, afera Paliwowowa, Fundacja Prasowa Solidarność, Telewizja Familijna, Fundacja Nowe Państwo, to niektóre akcje, z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, który znowu chce rządzić Polską. Sprzedaż cennych budynków należących prawnie do Fundacji Prasowej Solidarność Izraelitom pozostawiam do oceny czytelników… 

…Ten człowiek jest jednym z najbardziej niebezpiecznych kanciarzy na scenie politycznej, mimo że według rozkładu zadań „Okrągłego Stołu” pozoruje na wielkiego patriotę. Takie pozoranctwo promowane przez media ma doprowadzić do dwupartyjnej sceny politycznej, aby nigdy nie dopuścić Polaków do władzy…” (Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles)

„…partia PC, narodziła się dzień przed słynną wojną na górze i miała stanowić zaplecze polityczne dla Lecha Wałęsy, którego Kaczyńscy wraz z ich kolegą, Mieczysławem Wachowskim wspierali jak mogli, żeby Polska miała prezydenta jak się patrzy. Sygnatariuszem partii PC, była partia liberałów – KLD, którą dziś Kaczyński nazywa partia lumpenliberałów. Kaczyński wręcz błagał Tuska i Bieleckiego, żeby dołączyli do PC. KLD jednak wycofała się w ostatniej chwili…

W 1990 roku, parę miesięcy po tym jak powstała PC, powstaje spółka Telegraf. W radzie nadzorczej tej spółki zasiadają Jarosław i Lech Kaczyńscy, Maciej Zalewski, Andrzej Urbański, Krzysztof Czabański. W ciągu dziesięciu miesięcy działalności `Telegrafu’, kapitał założycielski wzrósł 150 razy i zatrzymał się na poziomie 2 milionów dolarów. Spółka miała ambitne cele, lotniska, telewizje, stacje benzynowe, wydawnictwa. Kasę `Telegrafu’, zasilało wiele podmiotów, głownie państwowe: Państwowy Bank Przemysłowo – Handlowy ofiarował 11miliardów starych złotych, państwowy Budimex wykupił udziały za 9 miliardów złotych. 15 miliardów kredytu wziął „Telegraf” z państwowego Kredyt Banku , z Banku Rozwoju Energetyki 18 miliardów złotych. Baksik i Gąsiorowski twierdzą, że Art-B, przekazała spółce 57 miliardów złotych. (starych). Spółkę Telegraf podejrzewano o udział w aferze FOZZ, jakieś niejasne kontakty z dziwnym biznesmenem Pineiro i parę innych dziwnych kontaktów. Co się stało ze spółką `Telegraf’? Spółka padła w niejasnych okolicznościach. Co jest najbardziej ciekawe w całej sprawie? Najbardziej ciekawe są losy założycieli i powiązanych z `Telegrafem’:
1) Maciej Zalewski, zostaje w 2002 roku, skazany za wymuszanie łapówkę od prezesów ART. B. ART. B miała wyłożyć największą kase na Telegraf
2) Adam Glapiński, działacz PC, powiązany z `Telegrafem’, bliski znajomy Dochnala, dziś szef Polkomtela, miał co najmniej dziwny stosunek do głównego bohatera afery FOZZ, skazanego już Żemka. W czasie gdy Glapiński był ministrem w rządzie Olszewskiego, Żemek był przez niego wysuwany jako kandydat na wiceszefa NBP!
3) Niezwykle dziwne jest to, że aferę FOZZ zamknęli, po wielu latach dwaj ludzie. Był to sędzia Kryże, który wręcz brawurowo prowadził sprawę i prokurator, UWAGA, Kaczmarek. Obaj panowie mimo beznadziejnej, PZPRowskiej przeszłości, zwłaszcza Kryże, dostają od Jarosława Kaczyńskiego ministerialne stołki…” (ludzie i afery pisu Autor: ~dex [*] 2007-10-17 oraz: Telegraf PISu – Matka Kurka)

podobne: Przebudzenie polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie Ziętary i ART-B. Zbigniew Stonoga czyli wróg publiczny „układu zamkniętego” w Polsce.

Afera FOZZ, której skutkiem było powstanie wielomiliardowych strat Skarbu Państwa oraz gigantycznych fortun komunistycznych aparatczyków, do dzisiaj budzi wielkie emocje…

…To był w Polsce czas głębokich zmian, które miały zaprowadzić zasady demokracji i wolnego rynku. Dynamiczną rzeczywistość tamtego czasu co chwilę przerywały głośne upadki kolejnych przedsiębiorstw, skandale prywatyzacyjne i afery gospodarcze. W ich tle widać było pączkujące z niczego spółki i rosnące w oczach fortuny nowych oligarchów, coraz huczniej obnoszących się ze swoim nowym bogactwem. Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że tak naprawdę nikt nad tym nie panuje, a wszystko sterowane jest rękami niewidzialnych demiurgów polskiej transformacji. Właśnie w takich warunkach profesor Walerian Pańko obejmował NIK – jeden z tych urzędów, które miały zająć się wszystkimi „chorobami” polskiej gospodarki. Pańko wierzył jednak, że podoła temu zadaniu. Jego głębokie poczucie misji szybko jednak zderzyło się z brutalną rzeczywistością. Kolejne kontrole jego ludzi i przedkładane mu raporty przyprawiały go o zawrót głowy. Nigdy nie sądził, że polskie państwo może być aż tak chore….

Prawdziwy szok spowodowała u niego sprawa Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ), którego zadaniem była spłata polskiego zadłużenia za granicą oraz gromadzenie i gospodarowanie środkami finansowymi przeznaczonymi na ten cel. Miało to polegać na tym, że za ułamek ich rzeczywistej wysokości Polska skupowała własne zobowiązania. Okazało się jednak, że środki, jakimi dysponował FOZZ, trafiają jako pożyczki i kredyty na konta osób prywatnych i najróżniejszych podmiotów gospodarczych, i to zarówno w kraju, jak i za granicą. Na ślad tego procederu natrafił młody inspektor NIK Michał Falzmann, człowiek o dużej inteligencji i pasjonat dochodzenia prawdy. Falzmann szacował, że straty Skarbu Państwa z tego tytułu mogą sięgać miliardów dolarów. W jego ocenie była to sprawa, która mogła mieć drugie, a może nawet trzecie dno. Pańko zapoznał się z wynikami dotychczasowych ustaleń Falzmanna, gdy trafił do niego wniosek o upoważnienie do kolejnej kontroli, jakiej zamierzał dokonać młody inspektor NIK. 27 maja 1991 r. szef NIK podpisał upoważnienie nr 01321 do przeprowadzenia kontroli w Narodowym Banku Polskim (NBP). W jego treści była mowa o udostępnieniu przez NBP informacji, objętych tajemnicą bankową, o obrotach i stanach środków pieniężnych FOZZ.

Miesiąc po spotkaniu u premiera, 16 lipca 1991 r., Falzmann skierował do NBP oficjalne pismo, w którym poprosił NBP o udostępnienie informacji o obrotach i stanach środków pieniężnych FOZZ. Dzień później od swojego szefa Anatola Lawiny otrzymał informację o odsunięciu go od wszelkich czynności służbowych. Jej powodem miało być udostępnienie ustaleń w sprawie FOZZ osobom nieuprawnionym. Falzmann już wiedział, że jest to koniec jego misji w NIK. W tym samym dniu został odwieziony do szpitala. Zmarł następnego dnia, a jako przyczynę zgonu podano rozległy zawał serca…

FOZZ został powołany na mocy ustawy z 15 lutego 1989 r. przez Sejm PRL IX kadencji. Ówczesny minister finansów rządu Mieczysława Rakowskiego Andrzej Wróblewski powołał dyrektora generalnego FOZZ oraz mianował członków Rady Nadzorczej. Dyrektorem generalnym został wówczas Grzegorz Żemek, w skład rady nadzorczej weszli Janusz Sawicki, Dariusz Rosati, Grzegorz Wójtowicz, Zdzisław Sadowski, Jan Wołoszyn i Jan Boniuk. Jak się po latach okaże, taki zestaw personalny we władzach FOZZ nie był wcale przypadkowy. Funduszowi nadano niezależną od Ministerstwa Finansów osobowość prawną i powierzono zadanie gromadzenia środków finansowych przeznaczonych na obsługę zadłużenia zagranicznego. Był też pierwszą w PRL instytucją uprawnioną do gromadzenia środków walutowych i obracania nimi poza istniejącym wówczas systemem, wydzielonych do operacji walutowych banków państwowych. FOZZ miał realizować jeden zasadniczy cel – wykup polskiego długu na rynku wtórnym. W sytuacji głębokiego kryzysu finansowego, z jakim miano wówczas do czynienia, papiery dłużne PRL osiągały bardzo niskie ceny (z uwagi na sankcje po stanie wojennym Polska przestała spłacać zagraniczne długi).

Ustawa o FOZZ została przyjęta w czasie, gdy od tygodnia trwały obrady Okrągłego Stołu, przy którym zasiedli reprezentanci komunistycznych władz i przedstawiciele opozycji solidarnościowej. W tym samym czasie w willi MSW w podwarszawskiej Magdalence toczyły się znacznie bardziej poufne rozmowy pomiędzy obiema stronami, zapoczątkowane jeszcze we wrześniu 1988 r. O ile w Magdalence rozstrzygano kwestie kluczowe dla kierunków polskiej transformacji, o tyle Okrągły Stół był prawdziwym teatrem demokracji, odgrywanym „dla ludu” i według scenariusza napisanego przez gen. Czesława Kiszczaka. Ale zarówno w Magdalence, jak i przy Okrągłym Stole kwestia FOZZ nie była poruszana. Z jednego powodu. Kiszczak uważał projekt FOZZ za całkowicie „suwerenny”, który nie może podlegać negocjacjom z przedstawicielami opozycji….

Skazano jedynie płotki, ludzi, którzy na polecenie demiurgów całego przedsięwzięcia wykonywali jedynie ich rozkazy. Trwające przez kilkanaście lat śledztwo i proces w żaden sposób nie zgłębiły tajemnic FOZZ i tego, gdzie podziały się jego pieniądze. Państwo polskie nie było w stanie ich wyjaśnić i specjalnie też nie chciało tego zrobić. Pewne jest jedno, że za aferą FOZZ stał komunistyczny wywiad wojskowy, którego działania były ściśle nadzorowane z Moskwy…” (Leszek Pietrzak – Afera założycielska III RP)

podobne: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi. oraz: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki. polecam również: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.

Były rządy AWSu, SLD, PISu, potem PO, teraz znowu PIS a główni “udziałowcy” tej historii do dziś nie zostali rozliczeni. W książce ŚP.Andrzeja Leppera można było przeczytać m. in. o niejasnej roli Kaczyńskich w tej aferze: “(…) Bagsik i Gąsiorowski oficjalnie zeznali, że prawie 6 milionów przekazali spółce Telegraf, związanej z Porozumieniem Centrum braci Kaczyńskich. Mówili też o skierowaniu znacznych sum na prezydencką kampanię wyborczą Lecha Wałęsy, o co prosił ich Jarosław Kaczyński, obecnie jeden ze sprawiedliwych z Prawa i Sprawiedliwości. (…)”. Z innych źródeł można przeczytać o 40 mld (słynna notatka UOP z „szafy Lesiaka”).

“Notatka dotyczy też rzekomych powiązań powiązań Porozumienia Centrum ze sprawą FOZZ oraz aferą art-B. Zgodnie z dokumentem, w marcu 1991 roku za sprawą b. oficera wojskowych służb specjalnych Jerzego Klemby oraz powiązanego z WSI obywatela kubańskiego Cliffa Iwanowskiego-Pineiro, czołowy działacz PC Adam Glapiński poznał dyrektora FOZZ Grzegorza Żemka. Znajomość ta miała zaowocować m.in: wprowadzeniem Glapińskiego oraz Jarosława Kaczyńskiego w operacje finansowe FOZZ oraz wykorzystaniem FOZZ dla pozyskiwania funduszy na PC.

Według notatki, Żemek oczekiwał w zamian politycznego poparcia PC dla dokonywanych przez siebie manipulacji finansowych, prawdopodobnie obiecywano mu w razie zwycięstwa wyborczego prezesurę w NBP. Według notatki, znajomość miała owocować także między innymi załatwieniem działaczom PC dostępu do central handlu zagranicznego, czego konsekwencją miał być szereg wpłat na rzecz partii oraz objęcie przez kilka central udziałów w „Telegrafie„. (UOP: liderzy Porozumienia Centrum cyniczni i skorumpowani)

„…Anatol Lawina, dawny działacz „Solidarności”, dyrektor Zespołu Analiz Systemowych w NIK i szef nieżyjącego Michała Falzmanna, zeznał m. in., że pieniądze FOZZ trafiały do Porozumienia Centrum za pośrednictwem ministra Adama Glapińskiego, biznesmena Janusza Cliffa Pineiry i płk Zenona Klameckiego z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, którym w tamtym okresie, za prezydentury Wałęsy, kierował Lech Kaczyński. Trzech pośredników wspierać miał Maciej Zalewski, współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, skazany później za konszachty z Art-B. „Jestem w stanie to udokumentować” – oświadczył przed sądem Lawina.

Bracia Kaczyńscy uznali te zeznania za kolejną próbę szkalowania polityków ich ugrupowania. „Być może chodzi o zemstę byłego pracownika zwolnionego z pracy, gdy byłem prezesem NIK” – mówił Lech Kaczyński.

Sędzia Kryże nie dał wiary zeznaniom Lawiny, Klemby i Pineiry. Został później wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PiS. Anatol Lawina zmarł w 2006 r.

Obóz PiS podkreśla, że decydującą rolę w działalności FOZZ odegrały wojskowe służby specjalne, tworząc mafię polityczno-biznesową, która oplotła swymi mackami cały kraj. Ma to być geneza słynnego układu, bezskutecznie tropionego w latach 2005-2007.

Według polityków i publicystów tej opcji, tropy prowadzą do tzw. ośrodka wiedeńskiego, rosyjskiego szpiega Władimira Ałganowa, podejrzanego o zlecenie zabójstwa gen. Papały Edwarda Mazura, a przede wszystkim do Moskwy. Zdaniem Sławomira Cenckiewicza, który kierował komisją likwidacyjną WSI – afera FOZZ była operacją elitarnego, szkolonego przez sowiecki wywiad GRU oddziału Y. Jego agentem miał być Grzegorz Żemek.

Wielu prawicowych komentatorów liczyło na to, że raport o likwidacji WSI ujawni wreszcie kulisy afery i całą sieć powiązań wokół FOZZ. Niestety, raport Macierewicza niczego w tej materii nie wyjaśnił.” (FOZZ: matka wszystkich afer)

podobne: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? oraz: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”.

Pomijając szemraną rolę Pana Pineiro, który mówił o przekazywaniu pieniędzy z Funduszu partiom politycznym – m.in. Porozumieniu Centrum Kaczyńskich, za co został ukarany przez sąd gdyż nie było na to co mówił żadnych dowodów, sam Kaczyński jako szef prokuratury jakoś nie za bardzo się kwapił do solidnego przesłuchania tego Pana. Sprawa FOZZ miała też niewątpliwy wpływ na późniejszą karierę sędziego Kryże (wcześniej zasłużonego sądzeniem opozycji w stanie wojennym), który nie dał wiary zeznaniom wyżej wymienionego. Warto pamiętać również o tym, że za rządów PiS skazanym w aferze FOZZ sąd obniżył wyroki. Ponieważ rola Kaczyńskich nie została jednoznacznie wyjaśniona (pomimo tego że były na to okazje), nie można jednoznacznie określić ich „wkładu” w tę sprawę. Jednak sam fakt że niektóre tropy i zeznania prowadzą właśnie do nich musi budzić pewne podejrzenia i dawać do myślenia. Każdy wyciąga takie wnioski jakie mu wychodzą, ale brak jednoznacznych działań w kierunku wyjaśnienia przez PIS tej afery nie wystawia Kaczyńskim (jako przedstawicielom władzy) zbyt dobrej oceny, zresztą nie tylko w tej kwestii… (Odys)

„…Jarosław Kaczyński wielokrotnie udowadniał, że wszelkie zapowiedzi o ściganiu Układu są tylko wyborczą retoryką, a naprawdę nie ma najmniejszych przesądów przy otaczaniu się takimi ludźmi jak Andrzej Kryże, Janusz Kaczmarek czy Andrzej Lepper. Piotr Gliński podąża tą słuszną drogą, czego najlepszym dowodem jest sięgnięcie po Witolda Modzelewskiego, byłego wiceministra finansów w rządach SLD, a później doradcy „Samoobrony”.

Modzelewski wsławił się tym, że najpierw był twórcą wyjątkowo zawiłych przepisów podatkowych, a następnie założył firmę konsultingową i czesał grubą kasę za pomaganie przedsiębiorcom w poruszaniu się w tej gęstwinie prawnej. Złośliwi mówili, że był jedynym człowiekiem w Polsce, który rozumiał te przepisy. O takich drobiazgach jak jednoczesne doradzanie instytucjom państwowym jako niezależny ekspert i kontrakty z konkretnymi firmami – nie ma nawet co wspominać.

Tak, Modzelewski to prawdziwa gwiazda technicznego rządu prof. Glińskiego i szczerze ubolewam, że ten rząd to projekt wyłącznie rozrywkowy. Gdyby bowiem naprawdę został powołany, to prędzej czy później Jarosław Kaczyński nasłałby na Modzelewskiego wszystkie tajne i jawne służby. I wreszcie by się udało udowodnić, że Polskę oplata sieć przestępczych powiązań…” (Jerzy Skoczylas – Bezpartyjni fachowcy Glińskiego)

Żyjemy w komunie bo od lat “ktoś” tę komunę wybiera… Bo ludzie nie pamiętają albo nie wiedzą czym była komuna (Dwa badania… jeden wniosek – „Dupa blada”). I niestety PIS jako partia rządząca (ale też i cała niemal opozycja poza częścią Kukiza i pozaparlamentarnymi wolnościowcami) jest emanacją tej patologii. W tej partii co i rusz przewijają się nazwiska byłych sędziów i innych ważnych osobistości, za którymi ciągnie się niechlubna przeszłość rodem z mroków PRL. Nazwiska takie jak Kaczmarek czy Kryże (dziś już poza PISem) to tylko wierzchołek góry lodowej.

To nie jest tak że PIS jest „zakładnikiem demokracji”, „procedur”, „prawa”, czy „międzynarodowej opinii publicznej”, bo w końcu i tak robi co chce. Jakby nie patrzeć to jesteśmy po niespotykanie szybkim uchwaleniu kilku znaczących ustaw, które przeszły NIETKNIĘTE przez „złowrogi TK”, pomimo protestów opozycji i bez oglądania się na opinię międzynarodówki, więc o co chodzi? Moim zdaniem są to tylko wymówki, którymi ta banda etatystów-utopistów ekscytuje Polaków żeby nie zauważyli istoty tego co się faktycznie stało – utrwalania/sankcjonowania sposobu na życie kolejnej złodziejskiej kliki. PIS to socjaliści którzy swoją rację bytu utrwalają na jedynie słusznej zasadzie funkcjonowania państwa, którą ładnie dookreślił Pan Ścios pisząc: „wyborcom nie wolno mówić „całej prawdy”, bo to polityk (mędrzec i strateg) ma decydować o tym, co i ile dowie się obywatel” – i tu nie tylko o reglamentację samej prawdy chodzi. Formacje takie jak PIS już z samej idei programowej są WROGIEM człowieczeństwa, którego istotą jest PRAWO do samostanowienia o sobie, czyli życie w wolności i godności dzieci Bożych. Te banały o „społeczeństwie obywatelskim” (i powołanie w to miejsce ministra – SIC!), o prawie do prawdy (narracji historycznej) i wolności (protestowania na ulicy), nijak się mają do ordynarnego wręcz uprawiania przez PIS tzw. „sprawiedliwości społecznej”, kultywowania modelu „państwa opiekuńczego” rodem z komuny i reglamentacji dużo ważniejszej prawdy jak teczka Bolka (Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów).

To nie jest przypadek, ani kokieteria. Tu nie chodzi o bycie czyimś zakładnikiem, poza rzecz jasna uwikłaniem w Magdalenkę, Okrągły Stół, i Transformację Ustrojową, z których spuścizną PIS zerwać nie chce. Pomimo szumnych zapowiedzi, i pomimo tego że mógłby bo przecież jest obecnie u władzy (z demokratycznym mandatem na który się sam powołuje) i mógłby w każdej chwili kilkoma konkretnymi ustawami przerwać tę pępowinę hańby robiąc dobrą robotę, tymczasem robi na opak. Wniosek z tego może być tylko jeden – skoro PIS może robić co chce (a udowodnił że może, bez oglądania się na te wszystkie sztuczne ograniczenia), to wybór patologii zamiast dobrej zmiany oznacza ni mniej ni więcej że robi to całkowicie świadomie. To wszystko służy zaś jednemu celowi – czerpaniu ze zdobyczy socjalizmu (bo taki był cel transformacji ustrojowej), bez którego Kaczyński i jego klika musieliby sobie znaleźć jakąś porządną robotę w sektorze prywatnym. Ale że przez tego rodzaju NORMALNOŚĆ cała ta banda mogłaby zostać bez pracy i bez środków do życia, to dokładają oni wszelkich starań do duraczenia Polaków za ich pieniądze, w celu utrzymania w nich tego samego pierwiastka „człowieka sowieckiego” jaki zdążył zasiać PRL. Stąd też takie uwielbienie dla demokracji w tym środowisku (Demokracja… czyli Dyktatura Durni). Tym to sposobem Polacy raz po raz dostają wyraźny sygnał od tej „prawicy”, że nie mają prawa być wolni i stanowić o sobie. Muszą się wyzbyć swoich praw do własności i czerpania w pierwszej kolejności z owoców swojej pracy, bo mają płacić przez nos na utrzymanie postkomunistów od lewa do „prawa”. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, a Polacy jeszcze ich trochę mają. Przebudzenie nastąpi dopiero po bankructwie ZUSu. Wtedy ci wszyscy „dobrodzieje” ze swoimi „planami 5-letnimi” za pieniądze podatników będą musieli odejść, bo naród nie będzie wiecznie harował na pensje polityków, samemu sobie odbierając od pyska – okradziony z teraźniejszości (pracując do śmierci) i z prawa do godnej starości (bez oszczędności), do tego zadłużony na kolejne pokolenia które będą coraz mniej liczne… (Odys)

polecam również: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS i to: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. a także: Jak Kaczyński oszukuje Polaków?

„…Wprawdzie państwo to zbudowano na fundamencie PRL-u, wespół z tysiącami donosicieli, zdrajców i bandytów, wprawdzie zachowano ciągłość personalną i nie rozliczono tysięcy zbrodni, wprawdzie w życiu publicznym brylowali esbecy, kapusie i ludzie kompartii, wprawdzie mediami rządziły esbeckie klany, a gospodarką agenturalne układy, wprawdzie niszczono pamięć o ofiarach komunizmu, walczono z polską kulturą i patriotyzmem – to w powszechnym przekonaniu III RP jest państwem polskim, w pełni suwerennym i niepodległym, a rządzące nią mechanizmy definiuje się pojęciami prawa i demokracji.
Ten poznawczy dysonans rozwiązano w prosty acz niewybredny sposób, wymyślając termin „postkomunizm” – jako definicję okresu przejściowego, który nastąpił po upadku komunizmu i określa rzeczywistość dalece różną od realiów PRL. Dość powszechne jest przekonanie, wyrażone ongiś przez Jarosława Kaczyńskiego, że „w Polsce mamy do czynienia ze skrajną formą systemu postkomunistycznego, który broni się metodami wychodzącymi poza demokrację”. Ta semantyczna falsyfikacja przyjmowała za pewnik, że komunizm w istocie umarł, a my doświadczamy jego niektórych, zmodyfikowanych symptomów. Wywodzą się one z komunizmu, mogą mieć związek z „błędami minionego okresu”, są jednak rodzajem aberracji, ledwie rysy na zdrowym fundamencie państwowości.
Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów…” (Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy).

Barney Stinson (Ludzie, kłamstwo, opowieść, prawda)

IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?


„…Usiłuje się wbić i utrwalić taką teorię, że demokracja w Polsce równa się Trybunał Konstytucyjny i być może niedługo będzie się używać zamiennie tych pojęć czyli Trybunał będzie nazywać się demokracją…” (Mieczysław Ryba)

a przecież chodzi o to że…

„Powinniśmy mieć zasady gotowe do zastosowania w każdej okoliczności” (Epiktet z Hierapolis)

tymczasem…

„Ślepy i nierozważny jest ten, co zdaje się na łaskę przypadku” (Seneka)

Z natłoku bełkotu informacyjnego jaki wylał się przez ostatnie tygodnie na głowy zainteresowanych polityką Polaków (podkreślam, bo nie wszystkich to interesuje), warto wyłowić cztery (dosłownie) najistotniejsze (moim zdaniem) sprawy, które rzutują w dość konkretny sposób na jakość (standardy) rządów które już odeszły, oraz na rządy które będą nam towarzyszyć przez najbliższe lata. I nie jest to niestety wyłącznie towarzyszenie na zasadzie jakiejś fikcji rodem z programu rozrywkowego w TV. Nie chodzi tu bowiem o standardy jako pewnego rodzaju kulturę polityczną (to akurat najmniejszy problem, łatwy do załatwienia jednym kliknięciem pilota od telewizora), ale o uchwalane właśnie prawo (jak i to które ciągle obowiązuje), które należy jak najbardziej do świata realnego ze wszystkimi tego konsekwencjami i kosztami dla nas obywateli, na teraz i na przyszłość.

Przepychanki na temat kto, co i na kiedy „planuje”, kto komu przeszkadza, co psuje, i czy zrobi to rano czy w nocy, to wyłącznie element propagandowej walki obu stron mający mobilizować poszczególne elektoraty do większej aktywności w „kibicowaniu” swoim przedstawicielom ustawowym”. Informacyjnych konkretów wynikających z tych wszystkich „działań” dla poważnie podchodzącego do spraw państwowych (i obywatelskich) Polaka nie uświadczysz. Tego typu „wiedza” i niusy, choć niejednokrotnie zabawnie formułowane przez lekkopiórych komentatorów brzmią bowiem z obu stron histerii tak samo propagandowo. Dla szarego ludzia nic z tego nie wynika inie jest do niczego potrzebne. Służy to wyłącznie dworakom i fanatykom obu obozów, by mogli upuścić napięcia ze swoich nadętych/nakręconych głów, tudzież do wyprowadzania „niezadowolonych” na ulice w celu napuszczenia ich na siebie, a być może sprowokowania jakiejś ulicznej bitki.

Jakkolwiek nie przykładać wagi do większości komentarzy płynących z obu stron barykady poprzez tzw. „media głównego nurtu” (mocno zaangażowane każde w swoją rację – zgodnie z zapotrzebowaniem obozu któremu służą) należy sobie powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z wojną o interesy partyjne, a nie jak nam to każda ze stron próbuje przedstawić z walką o prawa obywateli. Obecna opozycja walczy o utrzymanie wpływów i bardzo ją boli odrywanie przysłowiowego „ryja od koryta”, zaś obecny obóz rządzący mocno wyposzczony po 8 latach bycia w opozycji, jako zwycięzca w „demokratycznych wyborach” dąży w sposób dla siebie naturalny do odzyskania (kosztem poprzedników) jak największej władzy, stołków, praw i przywilejów. Tymczasem retoryka tak jednych jak i drugich nie dotyczy istoty rzeczy, o której pisze Pan Michalkiewicz… (Odys)

„…dopiero konflikt, jaki w naszym nieszczęśliwym kraju rozgorzał na tle zagrożeń demokracji, pozwolił zobaczyć, ilu na świecie jest durniów, a przynajmniej – ilu jest hipokrytów. Rzecz w tym, że w demokracji – jak wiadomo – decyduje Większość, bo demokracja kieruje się zasadą: im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Jest to nic innego, jak tyrania Większości. Tymczasem banda idiotów, z jakich składa się zdecydowana większość tak zwanych elit politycznych, nie mówiąc już o konfidentach poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, udaje że tej prostej, niczym budowa cepa prawdy nie pojmuje, albo – co gorsza – nie pojmuje jej naprawdę i bredzi coś o konieczności poszanowania przez Większość praw Mniejszości. Tymczasem taka konieczność nie tylko nie ma nic wspólnego z demokracją, ale wprost zasadę demokratyczną podważa, bo albo przyjmujemy za demokratami, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja, albo uznajemy jakieś prawa Mniejszości, które trzeba respektować bez względu na Liczbę. Otóż ochrona praw Mniejszości nie wynika z zasady demokratycznej, tylko z zasady nomokratycznej (nomos to po grecku: prawo), z której wynika, że słuszność Racji nie zależy od Liczby – jak chcieliby demokraci – tylko od zgodności z nie poddającymi się żadnym głosowaniom zasadami…

…No dobrze – ale co jest praworządne, to znaczy – jaką treść powinny mieć akty prawne, by mogły być uznane za praworządne?

Na właściwy trop naprowadza nas sformułowanie języka potocznego, w jakim wspomniana ustawa byłaby skomentowana. Powiedziano by o niej, że owszem, może i jest demokratyczna, ale nie jest w porządku. To sformułowanie języka potocznego sugeruje istnienie jakiegoś porządku, który w dodatku ma charakter nadrzędny nad porządkiem demokratycznym. (…)  pierwszym warunkiem, jakiemu powinno odpowiadać stanowione prawo, to wykonalność. Prawo obiektywnie niewykonalne, nie będzie mogło wejść w życie…

prawo, żeby było wykonalne, nie może abstrahować od tego, jacy ludzie są, nie może abstrahować od naturalnych właściwości ludzi. Naturalnych – a więc takich, których nie ustanowiła żadna władza publiczna i żadna władza publiczna, nawet demokratyczna, nie jest w stanie ich uchylić. Jakie to są właściwości? Ano, ludzie mają naturalną zdolność do świadomego wybierania. Jest to bardzo ważna właściwość, nie tylko odróżniająca gatunek ludzki od innych gatunków przyrodniczych, ale będąca też warunkiem sine qua non wszelkiej odpowiedzialności. Inną ważną właściwością naturalną człowieka jest wrażliwość na piękno – z czego wynika cała kultura. Kolejną ważną właściwością natury ludzkiej jest zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim – z czego zrodziły się cywilizacje. Ale najważniejszą właściwością, z której wynikają wszystkie pozostałe, jest życie.

Mamy zatem katalog ważnych cech ludzkiej natury, które prawo stanowione powinno respektować, żeby w ogóle było wykonalne. Ale nie tylko respektować. Ponieważ są to właściwości bardzo ważne, prawo stanowione nie powinno również w nie godzić – jeśli ma dobrze służyć ludziom, a tak chyba powinno być. Skoro tak, to musimy przełożyć te właściwości natury ludzkiej na język prawa. Jeśli chodzi o życie, nie ma z tym problemu; prawo radzi sobie językowo z życiem bez trudu. Zdolność do świadomego wybierania w języku prawa nazywa się wolnością, zaś zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim nazywa się własnością. Ciekawe, że zdolność do odczuwania piękna nie daje się przełożyć na język prawa, chociaż takie próby były podejmowane, na przykład w postaci „socrealizmu”. Mamy zatem katalog praw naturalnych – bo żadnego z nich nie ustanowiła władza publiczna – w postaci życia, wolności i własności. Tworzą one porządek, z którym powinno być zgodne prawo pozytywne, by mogłoby być uznane za praworządne pod względem treści. Od razu widać, że jest to porządek niedemokratyczny, bo prawa naturalne z istoty nie poddają się żadnemu głosowaniu. Co więcej – przekonujemy się, że demokracja może być bezpieczna o tyle, o ile zakotwiczona jest w porządku niedemokratycznym, jakim jest porządek praw naturalnych. Widać zatem, że kwik, jaki podnosi się nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju i w wielu ościennych krajach w obronie demokracji w Polsce, to lament ignorantów…(Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Obrońcom demokracji pro memoria

podobne: Konwulsje zdychającej III RP w obronie „demokratycznego państwa prawa”  i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

A teraz przejdę do wspomnianych istotnych wg mnie kwestii, o których były jakieś wzmianki w mediach, ale nie pod tym kątem pod jakim powinny być komentowane i relacjonowane obywatelom, więc sam je skomentuję…

1. Wojciech Sumliński i wyrok na III RP.

„Wydarzenia, które do historii przejdą jako sprawa Sumlińskiego, rozpoczęły się wiosną 2008 r. Znany dziennikarz śledczy, wówczas zajmujący się przede wszystkim badaniem okoliczności mordu na ks. Jerzym Popiełuszce i niejasności związanych z późniejszym śledztwem, został poddany całej serii represji, które doprowadziły go do próby samobójczej…

Sprawa ciągnie się tygodniami, miesiącami, wreszcie – latami. Z dala od centrum Warszawy (sądy na ul. Kocjana znajdują się na dalekiej Woli, zaledwie trzy przystanki od granic miasta), a przede wszystkim z dala od zainteresowania mediów. Obserwując rozprawy od grudnia 2013 r., znam sytuacje, gdy ważne, choćby z racji problemów z pamięcią nadających się do podręczników medycyny, zeznania ministra Grasia bądź byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka odbywały się bez udziału choćby jednego dziennikarza. Przez wiele miesięcy jedynym źródłem informacji o przebiegu procesu był starannie prowadzony blog Andera, później dołączyły do niego relacje na kilku portalach, a także nadawane na żywo przez autora niniejszego tekstu korespondencje na Twitterze. Do lata 2015 r., kiedy odbyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego, media zainteresowały się sprawą chyba tylko raz – gdy w sądzie pojawił się Antoni Macierewicz.

Bronisław Komorowski, postać w sprawie Sumlińskiego kluczowa, czeka wciąż na wyjaśnienie swojej roli w tym zdarzeniu. Przesłuchanie, które zgromadziło większość ważnych mediów, lecz nie zostało przez nie praktycznie odnotowane, niewiele wyjaśniło.

Z zeznań świadków wiemy jedynie, że Komorowski był zainteresowany propozycją dostępu do tajnego aneksu, jaką miał mu złożyć Tobiasz. Tego, że był on centrum prowokacji wobec dawnej komisji weryfikacyjnej WSI, której ostatnim akordem jest proces Sumlińskiego, domyślać się możemy z zeznań innych osób, a przede wszystkim z wypowiedzi i książek samego Wojciecha Sumlińskiego.

Istotne dla pokazania dwuznacznej roli byłego prezydenta okazały się niedawne zeznania Krzysztofa Winiarskiego, który zeznał, że Komorowski podczas rozmowy dotyczącej spłaty zobowiązań państwa wobec powiązanego ze służbami biznesmena w zamian za przekazanie haków na polityków PiS u, pytał również o Wojciecha Sumlińskiego. W tym samym czasie zastępca szefa ABW Jacek Mąka miał proponować udział w prowokacji wymierzonej przeciwko dziennikarzowi, innemu ważnemu świadkowi – Tomaszowi Budzyńskiemu, emerytowanemu oficerowi tej agencji. Wkrótce potem doszło do zatrzymania, które stanowi oficjalny początek opisywanej sprawy…

…Wydany w środę wyrok zaskoczył. Zaskoczył z punktu widzenia praktyki sądowej Trzeciej Rzeczypospolitej. Sędzia Stanisław Zdun skazał Aleksandra L. na cztery lata więzienia bez zawieszenia, równocześnie uniewinniając Wojciecha Sumlińskiego. Wyrok był więc całkowitym przeciwieństwem oczekiwań prokuratury, uzasadnienie zaś całkowitym zaprzeczeniem jej narracji. Zdun powtórzył wszystkie pozapolityczne elementy z mów obrońców, wykazał całkowitą niewiarygodność zeznań L., a przede wszystkim nieżyjącego Leszka Tobiasza. Tobiasz jest tu głównym czarnym charakterem, autorem prowokacji, niemającym jednak żadnych dowodów. L. jest współwykonawcą, a w najlepszym razie ofiarą prowokacji Tobiasza, co jednak nie zwalnia go od odpowiedzialności za próby płatnej protekcji, jakie zostały udowodnione w postępowaniu. Na udział Sumlińskiego w tych samych próbach nie znaleziono natomiast żadnych dowodów. Czyn L. był haniebny – jak mówił sędzia Zdun – i zagrażał bezpieczeństwu kraju. Oprócz więzienia sąd zdecydował również o grzywnie, gdyż, jak zwrócił uwagę sędzia Zdun, L. nadal pobiera wysokie świadczenia. Z obawy o możliwość ucieczki skazanego za granicę zastosowano wreszcie środek zapobiegawczy w postaci odebrania paszportu…

…Jest to historyczny dzień dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. I nie tylko dla niego, przekonaliśmy się bowiem, że człowiek, mający do dyspozycji głównie własne zasady moralne, wiarę i determinację, a przy tym wsparcie kilku podobnych sobie zapaleńców (i oczywiście najbliższych), nie jest bez szans w starciu z niepokonaną machiną zakorzenionej w PRL u niesprawiedliwości.

Równocześnie jednak jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego, które przez lata próbowało sprawę zamilczeć. Obok patologii służb sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów. Rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznie – niech to będzie kolejny optymistyczny wniosek ze środowego wyroku.” (Krzysztof Karnkowski • Gazeta Polska Codziennie)

całość tu: Wyrok na III RP

podobne: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. oraz: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego… pisze bezczelnie Pan Karnowski, który reprezentuje dokładnie to samo środowisko, tylko z innej (rzekomo „prawej i sprawiedliwej”) mańki. Wystarczy sobie bowiem przypomnieć niedawne równie haniebne przemilczanie przez tzw. „media niezależne” (do których Pan Karnowski się samozwańczo zalicza) rozprawy na której zeznawał ważny świadek w procesie Sumlińskiego – niejaki Winiarski, którego zeznania uznano publicznie w owych mediach jako NIEWIARYGODNE:

„…Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej…” (całość tu: Parasol ochronny nad Komorowskim?),

…czy to nie jest wystarczający powód do tego żeby fala obrzydzenia zalała każdego przyzwoitego człowieka, jeśli ludzie wywodzący się ze środowiska tzw. „niezależnych mediów” wycierają sobie gębę procesem człowieka, do którego ułaskawienia przyczynił się świadek uznany przez tych samych ludzi za „niewiarygodnego”? Przyganiał kocioł garnkowi Panie Karnowski. Zgadzam się ze stwierdzeniem że sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów… i że rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznietyle że jak to się ma do „was”, którzy odegraliście w tej patologii również swoją niechlubną rolę… (Odys)

2. „Skandal w MON” i „nocne wtargnięcie do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”.

„…Decyzją ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza do dyspozycji szefa MON zostali przeniesieni płk Krzysztof Dusza i gen. Piotr Pytel. Całe przedpołudnie trwała medialna histeria na temat wejścia do pomieszczeń Centrum Kontrwywiadu NATO…

…Część kierownictwa miała mieć podpisane wieloletnie kontrakty opiewające na około 20 tys. zł miesięcznie. Okazało się również, że część kadry mają stanowić byli żołnierze Wojskowych Służb Informacyjnych.

…Mieliśmy utracić wiarygodność, a „sprawa odbije się szerokim echem” i „będą tego bolesne konsekwencje”. Minister Tomasz Siemoniak publicznie przepraszał Słowaków, którzy z nami współtworzyli CEK. Do wyrazów potępienia przyłączyli się politycy innych partii opozycyjnych.

I taka jatka medialna trwała do południa, kiedy to z kwatery głównej NATO nadszedł komunikat, że wszelkie decyzje w sprawie CEK należą do Polski, ponieważ Centrum nie jest w strukturach Sojuszu.

Warto zwrócić uwagę, że w nagonce na Służbę Kontrwywiadu Wojskowego umknęła najważniejsza kwestia – co było powodem nocnego wejścia do pomieszczeń CEK. Otóż odwołani szefowie CEK nie chcieli przyjąć swoich dymisji do wiadomości, nie zamierzali opuścić zajmowanych biur i nie chcieli przekazać dokumentów. Stąd nocna interwencja.” (niezalezna.pl)

źródło: Kompromitacja szczujni

„…Dufny w siłę swoich partyjnych opiekunów – nie podporządkował się aktualnym wojskowym przełożonym, a fizycznie odsunięty od urzędu – udał się na skargę do swoich rzeczywistych mocodawców.

To niespotykany ewenement – wysokiej rangi oficer wyznaczony na szefa Centrum Ekspertskiego Wywiadu NATO – nie zna podstawowych reguł obowiązujących w każdej armii świata od czasów babilońskich. Jeżeli płk Dusza poczuł się pokrzywdzony – miał do dyspozycji służbową drogę odwoławczą. Może zresztą z niej nie korzystać po odejsciu do cywila i dochodzić swoich praw w sądach poiwszechnych. Oczywiście w każdym razie obowiazuje go wojskowa tajemnica, zdradzenie której skutkuje poniesieniem kary do najwyższej włącznie. W chwili obecnej mamy stan buntu, który powinien powodować degradację oficera i szybkie wydalenie ze służby. Niezależnie od tego powinien ponieść karę za narażenie na szwank dobrego imienia polskich wojskowych służb specjalnych.

Jednakze większą jeszcze szkodę dla wizerunku tych służb i Wojska Polskiego wyrządzili byli ministrowie ON z ramienia PO, a szczególnie niejaki Siemoniak. Abstrahuję od tego, że razem z Tuskiem ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za doprowadzenie do znacznego osłabienia gotowości bojowej naszej armii (…) Odkładał w nieskończoność realizację projektu WISŁA, NAREW, czy śmigłowcowego. Teraz jednak Siemoniak dopuscił się – nie wacham się powiedzieć – zdrady interesów Polski. Nie sprawdził stanu faktycznego, tylko w mediach wygłasza bzdury, że Macierewicz zaatakował placówkę NATO zainstalowaną w Polsce. Tak może powiedzieć tylko nieuświadomiony dureń, a nie były minister ON…” (Janusz40 • blogpress.pl)

całość tu: Skandaliczne i kretyńskie wypowiedzi byłego szefa MON

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał „wojny na haki”. a także: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? i to: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”). i jeszcze: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega.

Po pieniądzach jakie miały się w tym paśniku przewalać, i po tym jak centrum dowodzenia NATO odcięło się od całego „projektu” nazwanego szumnie „Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”(?), jestem bardziej skłonny do wniosku że ten kwik (kolejny w ostatnich tygodniach) jest prędzej spowodowany bólem odrywania ryja od koryta poprzedniej władzy, niż ma cokolwiek wspólnego z troską o państwo przed jego „osłabianiem”, czy z „wstydem” przed naszymi sojusznikami, skoro najważniejszy organ (czyli wspomniane centrum dowodzenia NATO) jasno dał do zrozumienia że ma tę sprawę gdzieś, i że całe to CEK nie ma z NATO nic wspólnego (poza nazwą). Pozostaje zatem pytanie czy nowy MON nie powinien przypadkiem całe to towarzystwo (a nie tylko dwóch funkcjonariuszy) dyscyplinarnie i ze skutkiem natychmiastowym rozwiązać, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na konkretne cele wojska… (Odys)

„…Tylko w Republice Okrągłego Stołu było możliwe kooptowanie, korumpowanie, uwłaszczanie i dopuszczanie do zyskownych interesów, głównie kosztem majątku narodowego, części postsolidarnościowych elit. Tylko w takiej republice było możliwe wykreowanie ogromnej części elity biznesu i pieniądza w oparciu o fundusze i z pomocą tajnych służb – na początku tych peerelowskich, a potem tych z rodowodem III RP. Tylko w takiej republice autorytetami zostawały osoby dające legitymację, gwarancje i ideologiczne uzasadnienia pookrągłostołowemu porządkowi. Tylko w Republice Okrągłego Stołu możliwa była negatywna selekcja w nauce, kulturze czy głównych mediach.

Zakończenie istnienia Republiki Okrągłego Stołu byłoby nie tylko aktem historycznej sprawiedliwości, ale także pozbyciem się ogromnego brzemienia (tych wszystkich uprzywilejowanych kast i grup interesów) hamującego rozwój Polski i dobrobyt przeciętnych ludzi… 

Opór beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu jest oczywisty i był łatwy do przewidzenia. W innym systemie większość z nich byłaby po prostu nikim. Oni walczą o życie, o byt, o status majątkowy i prestiż społeczny, o uprzywilejowaną pozycję swoich dzieci, o wpływy i możliwości życiowe. Oceniam grupę beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu na około milion osób. Ale ona ma ogromne wpływy i możliwości, zarówno z powodu posiadania pieniędzy i innych zasobów, jak i znajomości, wpływu na media czy możliwości urabiania opinii publicznej i hodowania sobie uzależnionej klienteli. Oni wiedzą, że bój to jest ich ostatni. I odwrotnie, obóz zmiany skupiony wokół PiS też wie, że jeśli nie teraz, to Republika Okrągłego Stołu będzie trwać w Polsce przez kolejne dziesiątki lat. To jest naprawdę poważna sprawa. Znacznie poważniejsza niż wynikałoby z medialnego przekazu, który istotę i znaczenie tej gry próbuje ukryć albo rozwodnić.” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: To nie jest zwykła polityczna walka. Gra się toczy o likwidację Republiki Okrągłego Stołu

…więc ja z uporem maniaka będę zadawał to pytanie, które każdy myślący obywatel, a przede wszystkim płatnik na te wszystkie urzędnicze paśniki powinien sobie zadać. Panie Janecki (i reszto „rozliczaczy”) – czy wraz z usuwaniem osób o których bez przerwy słyszymy z ust polityków obecnie rządzącego obozu (mieniącego się być prawem i sprawiedliwością), obóz ten nie powinien zgodnie z Pańską intencją jednocześnie likwidować tych wszystkich szkodliwych i nikomu nie potrzebnych stanowisk/urzędów i „służb”, których to poprzednia władza niegospodarnie namnożyła? Czy też jako podatnicy (o których dobro i portfele tak bardzo Pan Janecki się troszczy) mamy się zadowolić tym, że kilku się wyrzuci a na ich miejsce zatrudni „właściwie myślących” z „jedynie słusznego” obecnie, politycznego klucza (wmawiając ludziom że „nowi” nie będą „partyjni”)? Co komu przyniesie zmiana na stanowisku jednej kosztownej świnki na drugą? Obywatelowi nic z tego powodu w portfelu nie przybędzie, zwłaszcza jeśli nowe władze wcale nie zamierzają zaciskać pasa państwowej hydrze, a wręcz przeciwnie. Retoryka  nowej władzy to typowo etatystyczny bełkot socjalistów z naciskiem na „uszczelnienie systemu fiskalnego” (do którego wiadomo kto wpłaca a kto korzysta), po to by móc się umościć na nowych włościach i dalej popuszczać pasa, co może okazać się w niedalekiej przyszłości bardzo kosztowne dla podatników… (Odys)

podobne: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę?

…Czy to właśnie z tego powodu PIS potrzebuje zniszczyć ideę (uprawnienia) Trybunału Konstytucyjnego – ostatniego bezpiecznika między zapisanymi w Konstytucji prawami własności i wolności obywateli, a zakusami pazernej władzy, po to by móc swobodnie się na nie zamachnąć jak już nowej władzy zabraknie do pierwszego?

Dlatego na koniec trzecia ważna informacja i najważniejsza moim zdaniem kwestia, bo naruszająca w sposób bezpośredni nasze obywatelskie prawa do bezpieczeństwa przed nieodpowiedzialnymi politykami. Bo to że dwa obozy polityczne się ścierają (nie robiąc sobie przy tym zbyt wielkiej krzywdy 🙂 ), nie jest aż tak istotne dopóki są zajęte sobą a obywatele nic na tym nie tracą (poza rzecz jasna finansowaniem tego zoo bo już nawet nie cyrku). Gorzej kiedy „przy okazji” tej walki naruszane są fundamentalne zasady chroniące nas – obywateli przed tą całą wścieklizną polityczną… (Odys)

3. Prokurator Generalny: TK nie ma prawa orzekać ws. uchwał Sejmu.

W uzasadnieniu, do którego dotarł portal Polityce.pl stwierdza, że TK przekroczyłby swoje kompetencje orzekając ws. uchwały Sejmu.

Zakwestionowane [przez grupę posłów wnioskującą do TK– red.) uchwały nie są aktami normatywnymi, lecz aktami stosowania prawa. Kompetencje kontrolne Trybunału Konstytucyjnego obejmują wyłącznie ocenę aktów normatywnych i nie rozciągają się na akty stosowania prawa, choćby wydawano je powołując się wprost na kwestionowane przepisy

— podkreśla Prokurator Generalny.

Przywołuje jednocześnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2001 roku:

Trybunał kilkakrotnie już podkreślał, iż jego właściwość rozciąga się na akty normatywne, nie obejmuje natomiast aktów indywidualno-konkretnych. Trybunał posługuje się przy tym materialną definicją aktu normatywnego, co oznacza, iż chodzi o akty zawierające normy generalne i abstrakcyjne, które charakteryzują się cechą powtarzalności. Nie mają tych cech akty adresowane do indywidualnego podmiotu, dotyczące konkretnej sprawy czy sytuacji, których stosowanie ma charakter jednorazowy.

W nawiązaniu do powyższego wyroku, Prokurator Generalny stwierdza, że TK nie ma prawa wyrokować w sprawie sędziów. Nie może więc stwierdzić, czy Sejm legalnie unieważnił wybór „platformerskiej piątki”, ani czy legalnie wybrał ich następców…”

źródło: wpolityce.pl

Ja tylko chciałbym zwrócić uwagę na wielce frapujący problem dotyczący (a jakże! bo to w końcu na czasie) „nieopatrznego” obrzydzania Polakom przez obecną władzę instytucji TK. Które jest prowadzone z rozmysłem na zdyskredytowanie, aby nikt po trybunale nie płakał kiedy zostanie zlikwidowany/zmarginalizowany/sparaliżowany. Ja doskonale rozumiem potrzebę czyszczenia wymiaru sprawiedliwości, służb bezpieczeństwa, i resortów administracji z wrażego (post)komunistycznego elementu bo jest on niewiarygodny i tu moja PEŁNA zgoda. Nie rozumiem tylko (a raczej rozumiem 🙂 ale o tym dopowiem tylko jak ktoś zapyta) dlaczego PIS wylewa dziecko z kąpielą którym jest właśnie instytucja TK (nie mylić z poszczególnymi sędziami) – tj. organ który został stworzony po to by stać na straży zgodności z Konstytucją (w której zapisane są również NASZE – OBYWATELI prawa i wolności) wszelkich aktów prawnych, na które mogliby wpaść kiedykolwiek (a nie tylko za obecnej władzy) jacykolwiek politycy.

Otóż zohydzenie tej instytucji w taki sposób w jaki to robi PIS, lekceważąc sobie jej postanowienia, bez merytorycznego uzasadnienia, a bazując wyłącznie na „niejasnych” procedurach prawnych, a przede wszystkim żerując na populizmie hasła „koniecznych zmian” (koniecznych dla kogo? w jakim wymiarze? i co w zamian?) jest bardzo niebezpieczne właśnie dla nas zwykłych obywateli. Oto właśnie nie Pan Prokurator „Genialny” zawyrokował że uchwały Sejmowe nie podlegają rozpatrywaniu przez TK pod względem ich zgodności z Konstytucją (pomimo tego że są aktami niższego rzędu od Konstytucji właśnie). Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego rozstrzygnięcia. Jeśli bowiem Konstytucja ma pozostać najwyższym z możliwych aktem prawa powszechnie obowiązującego, to odebranie TK prawa orzekania o zgodności z Konstytucją aktów niższego rzędu (a takim aktem prawa jest również uchwała Sejmu) umożliwia Sejmowi (tj. politykom) uchwalanie w przyszłości (całkowicie bezkarnie!) prawa niezgodnego z Konstytucją! I nikt już nie będzie w stanie powstrzymać posłów przed tego rodzaju zakusami. To oznacza że nasze wolności zapisane w Konstytucji mogą być BEZPRAWNIE i BEZKARNIE naruszane przez polityków jeśli tylko takie bezprawie będzie głosowane w formie uchwały Sejmu.

Jak dla mnie nie ma się z czego cieszyć. Broń nas teraz Panie Boże przed zachłannością i totalitarnymi zakusami polityków (w tej czy w przyszłej kadencji). Tymczasem władza sobie „pozwala” i nadaje kolejne uprawnienia przepalając bezpiecznik jakim między sejmem a obywatelami jest TK. To że ten Trybunał zachowywał się w wielu kwestiach nie jak obrońca naszych praw a raczej jak sługus polityków w niczym nie zmienia faktu że sama instytucja jest potrzebna. Wystarczy TYLKO zmienić sposób wybierania sędziów do tego organu w taki sposób by TK przestał być ciałem politycznym. Tymczasem nie widzę korzyści dla nas szarych obywateli z tego, że Kaczyński i sp-ka sparaliżują ten organ całkowicie. Jeśli ktoś takowe widzi to chętnie się dowiem jakie. Powinno się naprawić funkcjonowanie TK (bo to prawda że on źle funkcjonuje) ale nie można go paraliżować, robiąc jednocześnie furtkę dla samowoli polityków w postaci potencjalnych złych uchwał (mało jeszcze złego prawa krąży w obiegu? No to teraz hulaj dusza!). Czy ktokolwiek z wychwalających obecną władzę jest w stanie zagwarantować Polakom teraz (i na przyszłość) że żaden sejm nie naruszy naszych praw? Sędziowie przychodzą i odchodzą ale złe prawo i furtka dla chciwych polityków pozostanie.

Bo choć „prawo jest prawo”, to co zrobimy biedne żuczki jeśli ktoś kiedyś „zgodnie z prawem” uchwałą sejmową przepchnie pomysł że obywatel winien jest państwu cały swój dorobek? Na jakim prawie się wtedy oprzemy, i kto stawi opór pazerności polityków? Gdzie jest prezydent?! Czemu w tak ważnej sprawie nie wykazuje własnej inicjatywy, ale zachowuje się jak rezydent-marionetka (Kaczyńskiego), szkodząc zarówno swojemu wizerunkowi jak i powadze urzędu. Prezydent jako „obrońca obywateli” powinien stawiać tamę zbytnim zakusom władzy ustawodawczej, tymczasem po „ułaskawieniu” Kamińskiego ten człowiek wyświadcza (a raczej popełnia) kolejne „przysługi” obecnej władzy w imię partykularnych partyjnych interesów. Pomijając milczeniem takie kwiatuszki do kożucha jak palenie świec chanukowych przez tego „katolika”, czy firmowanie Owsiaka przekazaniem mu prezydenckich nart… (Odys)

„…największy koszt polityczny pierwszego okresu rządów PiS poniósł właśnie Andrzej Duda – przede wszystkim dlatego, że został zmuszony do wsparcia pacyfikacji Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy mógł w tej sprawie wystąpić jako choćby pozorny rozjemca, z jednej strony nie rezygnując z neutralizacji niechętnych nowej władzy tendencji w TK, ale z drugiej – promując dobre ustrojowo rozwiązania, takie jak choćby proponowany przez klub Kukiz ’15 wybór sędziów TK większością dwóch trzecich głosów. Zamiast tego bez oporów (na zewnątrz, bo wewnątrz pałacu takie były) podpisał błyskawicznie przygotowaną przez PiS i firmowaną przez posła Piotrowicza nowelizację, a następnie – co było gigantycznym błędem i prawdopodobnie przyklei się do wizerunku prezydentury na zawsze – zaprzysiągł nowych sędziów w środku nocy. Jeżeli Duda ma dziś problem z opinią prezydenta partyjnego (podkreślam: prezydent partyjny to co innego niż prezydent z wyrazistymi poglądami politycznymi, co jest całkowicie normalne), to właśnie z tego powodu. Tak więc szkody wizerunkowe, jakie poniósł Duda, były związane z poważnym sporem ustrojowym, w którym prezydent miał szansę odegrać rolę bynajmniej nie marionetkową…” (Łukasz Warzecha • wpolityce.pl) całość tu: Narty dla Owsiaka, czyli błąd prezydenta

podobne: TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego. oraz: Rola prezydenta RP

tymczasem na dniach…

4. TK powtórzył (potwierdził) stanowisko Prokuratora Generalnego ograniczając sobie samemu możliwość badania pod względem zgodności z Konstytucją Uchwał Sejmowych:

„…W piątek TK informował, że odwołał zapowiedzianą na 12 stycznia rozprawę w sprawie tych 10 uchwał Sejmu. W poniedziałek TK ujawnił zaś, że w czwartek, 7 stycznia, 10 sędziów TK umorzyło merytorycznie sprawę tych 10 uchwał. Skargę złożyła grupa posłów PO, do której przyłączył się RPO Adam Bodnar.
Oceniając uchwały o braku mocy prawnej wyboru 5 sędziów przez poprzedni Sejm, TK ustalił, że nie mogą być one uznane za akty normatywne. Trybunał uznał zatem, że postępowanie w tym zakresie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia.
Z kolei uchwały o ponownym wyborze 5 sędziów TK zaliczył do „kategorii uchwał nieprawotwórczych, przez które Sejm miałby realizować funkcję kreacyjną w odniesieniu do organów władzy publicznej”, wobec czego nie mogą one zostać uznane za akty normatywne. TK stwierdził, że również w tym zakresie postępowanie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia…”  (całość tu: Trybunał Konstytucyjny umorzył sprawę dot. powołania 5 sędziów)

…zanim to jednak nastąpiło, miała miejsce osobliwa rozmowa między Panem Dudą (prezydentem) a przewodniczącym TK prof. Rzeplińskim, który tak jak wcześniej odgrażał się że będzie stał na straży zgodności z Konstytucją prawa stanowionego przez PIS tak teraz zmienił gwałtownie zdanie. I tak jak on nie chce powiedzieć dlaczego mu się odwidziło tak Pan Duda nie chce zdradzić opinii publicznej czego dotyczyła wspomniana rozmowa:

„…Jeszcze nie minęło 48 godzin od godzinnej, poufnej rozmowy prezesa Trybunału Konstytucyjnego, pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego z panem prezydentem Andrzejem Dudą, a już Trybunał Konstytucyjny odroczył termin rozpatrywania skarg na uchwały sejmu dotyczące wyboru sędziów Trybunału. Posiedzenie, które miało rozpocząć się 12 stycznia, zostało odroczone, póki co, bez wyznaczenia następnego terminu. Ani pan prezydent, ani pan prezes Trybunału, którego przesłuchaniu I stopnia poddał mianowany na proroka mniejszego (i stąd ten tylko I stopień, bo do przesłuchań II i III stopnia trzeba mieć specjalne zezwolenie od RAZWIEDUPR-a), nie puścił farby, co właściwie spowodowało, że prześwietny, niezawisły – bo jakże by inaczej – Trybunał Konstytucyjny – jednak odroczył rozpatrywanie zasadności tych wszystkich skarg – bo przecież od strony konstytucyjnej żadna zmiana nie nastąpiła. Konstytucja jest cały czas taka sama, jak była i przedtem, podobnie jak teorie sławnych jurysprudensów – na przykład pana profesora Zolla, czy pani profesor Ewy Łętowskiej.

Inna rzecz, że ci jurysprudensi, owszem kombinują, ale w granicach wyznaczonych przez starszych i mądrzejszych. Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…

Ciekawe tedy, co zobaczył pan prof., Andrzej Rzepliński podczas godzinnej rozmowy za zamkniętymi drzwiami u pana prezydenta, któremu pan minister Antomi Macierewicz mógł przecież to i owo powiedzieć na temat zawartości Zasobu Zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej, w którym Wojskowe Służby Informacyjne zdeponowały dane swoich konfidentów w przekonaniu, że nigdy, a w każdym razie nieprędko ujrzą one światło dzienne. Ale co jeden człowiek zakrył, to drugi odkryje i pewnie dlatego i z pana prezesa Rzeplińskiego zaczyna uchodzić powietrze i Trybunał spuszcza z tonu…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ujrzał ducha?

…długo na reakcję samego Rzeplińskiego nie trzeba było czekać. Szybko okazało się że niewzruszalne zasady „demokratycznego państwa prawa” są jednak do obejścia, i że mogą one być przedmiotem „kompromisu”, choć wcześniej zapowiadano walkę o ich niewzruszalność do upadłego 🙂

„…Rzepliński podkreślił, że ws. TK czeka na ruch ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Zaprzysiężenie przez prezydenta jednego z trzech sędziów wybranych przez PO i objęcie przez niego urzędu, oznaczałoby, że prezydent zdecydował, że ci trzej wybrani 8 października przez PO zostaną sukcesywnie sędziami. To otworzyłoby mi drogę do działania – twierdzi prezes Trybunału…” (Rzeczpospolita, wpolityce.pl)

całość tu: Prof. Rzepliński: „To nie był skok na Trybunał, ale głupota. Posłom PO wydawało się, że będą bez wysiłku rządzić po wyborach”

…Powstaje pytanie – jakież to wynikły „równiejsze” okoliczności że nawet prawo okazało się wobec nich mniej równe? Trochę światła na tę tajemniczą i nagłą zmianę stanowiska o 180 stopni Pana Rzeplińskiego (i części Trybunału) może rzucić kwestia związana z zapytaniem jakie swojego czasu złożył z mównicy sejmowej Pan Zygmunt Wrzodak…

„…Zdaniem byłego już posła w ministerstwie sprawiedliwość są zeznania płk. Pietruszki, który miał w obecności prof. Rzeplińskiego zeznawać nt. zleceniodawców mordu bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz miał mówić kto chciał zabić biskupa Gulbinowicza!…

…Spisano na tę okoliczność odpowiedni dokument w obecności pana Rzeplińskiego i nieżyjącego już pana Nowickiego. Pan płk Pietruszka pokazuje cały mechanizm zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Pan płk Pietruszka mówi, kto z MSW zlecił zamordowanie i zamordował Piotra Bartoszcze. To przesłuchanie było w obecności pana Rzeplińskiego. Co zrobił z tą informacją pan prof. Rzepliński?

Następnie pan Rzepliński, słuchając wypowiedzi pana płk. Pietruszki, który mówił wprost, że generał Kiszczak kazał mu poddać się uwięzieniu, ponieważ on musi chronić pana gen. Jaruzelskiego i pana Kiszczaka. Pan Pietruszka zgodził się na więzienie, bo sąd był w tym momencie ustawiony i prokuratura ustawiona. I rzeczywiście taki wyrok, jaki ustawili przed rozprawą, dostał pan Pietruszka. Pan generał Kiszczak obiecał panu płk. Pietruszce stopień generała po wyjściu z więzienia.

Myślę, że tę informację posiada pan prof. Rzepliński. Pan prof. Rzepliński pod tymi zeznaniami pana esbeka Pietruszki podpisał się i te dokumenty są w Ministerstwie Sprawiedliwości…” (całość tu: Czy prezes TK, prof. Rzepliński ukrywa morderców ks. Popiełuszki?)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

…Pytanie jest proste. Czy Pan Duda i włodarze PISu dysponują taką wiedzą, a jeśli tak to czemu jej nie ujawniają skoro pragną sprawiedliwości a nie politycznych gierek? Tymczasem zamiast rozliczać poprzedni układ nowe władze same wchodzą w podejrzane „dile” i „kompromisy”, trzymając ciemne sprawki poprzedników pod kloszem w archiwach MSW, MON i IPN dla swoich politycznych interesów. Bawią się jak mafiozi szantażując i grając teczkami z ludźmi, którzy powinni ponieść za swoje czyny odpowiedzialność a nie zajmować intratne i odpowiedzialne stanowiska państwowe. Czym w związku z tym różni się PIS od PO którą wielu włodarzy z obecnej partii rządzącej nazywa „układem”, „mafią” tudzież „zdradą narodową”. W związku z powyższym należy sobie postawić kolejne pytanie…(Odys)

5. Kto tu w końcu jest postkomunistą i czy patriota może być socjalistą?

„…Bardzo wielu komentatorów biadoli nad upadkiem autorytetu Trybunału. Wydaje się jednak, że zamieszanie wokół TK może mieć pozytywne konsekwencje.

Pierwszą jest zauważalny dla dość szerokiego grona Polaków upadek mitu niezawisłości sądu konstytucyjnego. Okazało się bowiem, iż jest on wyłącznie „zawisły”, i to na wpływach korzeniami sięgających PRL. W tym gronie, które część żurnalistów propagandystów prezentuje jako „mędrców”, są ludzie czujący się jak ryba w wodzie w czasach braku wolności i sprawiedliwości, czyli w państwie komunistycznym. Ba, jest nawet doradczyni zbrodniarza komunistycznego Czesława Kiszczaka. To doprawdy niezwykła sytuacja – zgodność prawa z konstytucją ma w demokratycznym państwie oceniać prawnik doradzający politykowi odpowiedzialnemu za mordowanie ludzi. Ktoś, kto nie miał oporów przed usługiwaniem zleceniodawcy zabójstw i prześladowań, ma dzisiaj wyznaczać standardy praworządności! Jaka jest wiarygodność takiego przedstawiciela Temidy? Dokładnie taka, jaką miały sądy w PRL.

Po drugie: zaangażowanie polityczne sędziów Trybunału pokazało jak na dłoni jedną z największych patologii polskiego sądownictwa, czyli służalczość wobec grup interesu. W komunistycznej rzeczywistości sądy oddawały się komunistyczno-bezpieczniackim klikom, w rzeczywistości postkomunistycznej niektóre pozostawały wierne dotychczasowym panom, inne szukały nowych patronów. Nie przez przypadek to właśnie składy sędziowskie były najważniejszym i najskuteczniejszym wsparciem zbrodniarzy komunistycznych w unikaniu sprawiedliwości. Sam Kiszczak mógł się wykpić kserokopią zwykłego zwolnienia lekarskiego i latami drwić z tych, którzy próbowali doprowadzić go do poniesienia kary za zbrodnie.

Doprawdy, niewiele (a być może nic) dzieli słynnego sędziego na telefon z Gdańska od szefostwa dzisiejszego Trybunału, które przymykało oczy na łamanie prawa przez posłów ubiegłej kadencji wyłącznie dlatego, że beneficjentami tego procederu byli ich polityczni patroni. Nawet jeśli w najbliższych tygodniach prezes Rzepliński i jego ekipa rakiem wycofywają się z konfrontacji z parlamentem, sprawy nie można uznać za zakończoną. Większość rządząca musi przygotować kompleksową reformę czy wręcz sanację wymiaru sprawiedliwości, która obejmie również Trybunał.

Postkomunizm w polskich sądach wreszcie musi się skończyć. (Katarzyna Gójska-Hejke • Gazeta Polska)

źródło: Trzeba skończyć z postkomunizmem w sądach

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…no i ja się gorąco zgadzam z Panią Katarzyną. Potrzeba gruntownych i rzetelnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, przede wszystkim jego odpolitycznienia i urządzenia sądów na kształt służby cywilnej ODPOLITYCZNIONEJ (odpowiedzialnej przed lokalną społecznością, której służą), do tego kadencyjnej w swoim urzędowaniu i pozbawionej przywilejów nietykalności. Problem polega jednak na tym, że PIS wcale nie dąży do tego rodzaju regulacji, i nie chce walczyć z postkomunizmem a wręcz przeciwnie. Własnymi „rencyma” utrwala „znienawidzony” system dążąc do centralizacji władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej w jednym upolitycznionym i upartyjnionym ręku. Gwarantują to zmiany w prawie dotyczące poluzowania służbom specjalnym możliwości inwigilacyjnych, koncentracji prokuratury w ręku polityka (Ministra Sprawiedliwości), i paraliż TK który jak się okazuje nie może badać pod względem zgodności z konstytucją uchwał sejmowych (sic!), gwarantując potencjalną swobodę posłów w uchwalaniu prawa pod siebie. Dodając do tego na wskroś socjalistyczny program gospodarczy, wzrost ucisku fiskalnego, oraz dalsze zadłużanie państwa można to co robi PIS nazwać spokojnie postkomuną właśnie. Co to jest bowiem postkomunizm? Jest to właśnie zamordyzm, etatyzm, socjalizm a przede wszystkim tzw. demokracja, która dopóki istnieje ze swoją fasadą wyborów, to biednym ludziom się wydaje że są wolni, a zamordyzm etatyzm i socjalizm to dla nich coś pożytecznego a wręcz koniecznego jeśli tylko „nasi” stoją na czele, bo tylko nasi są w stanie w tym samym systemie zaprowadzić porządek, praworządność o sprawiedliwości nie wspominając. Patologia z którą rzekomo zamierzano się rozliczać jest więc utrwalana, i nie ma w związku z tym (przy okazji) co liczyć na pociągnięcie do odpowiedzialności poprzedniej ekipy (za dokładnie to samo), o czym pisałem tu: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

PIS demagogicznie gra na emocjach, wymachując podatnemu na czerwoną płachtę komuny ludowi, po to żeby go zmobilizować i zyskać poparcie dla tandetnie zamaskowanych pod płaszczykiem „reform społecznych” czysto partyjnych planów, których średnio rozgarnięty elektorat zwolenników/niewolników tej partii nie dostrzega (lub nie chce dostrzec). Póki co wystarczą mu bowiem pseudo patriotyczne hasła, i tępa satysfakcja z kwiku odrywanych od koryta, znienawidzonych politycznych przeciwników nazywanych ogólnie „III RP”. Kiedy już ci wszyscy biedni ludzie zorientują że zostali po raz kolejny oszukani i ograbieni (z zapisanych w konstytucji własności i wolności) będzie niestety za późno. Zaślepieni hasłem „zmiana” nie widzą że jedyna „zmiana” jaka się w związku z ordynarną walką o stołki dokonuje to wymiana „elit” które z tego systemu będą korzystać. Czy dzięki temu będzie już odtąd tylko „prawie i sprawiedliwie”? Śmiem wątpić (a dlaczego to już pisałem tu: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i tu: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?).

Tym to sposobem wpis zatoczył koło, bo o tym na czym powinna polegać zmiana i sprawiedliwy system rządzenia państwem pięknie opisał Pan Michalkiewicz we fragmencie który pozwoliłem sobie przytoczyć na początku tego przydługiego wpisu. Na koniec jeszcze fragment z „coryllusa”… (Odys)

„…Państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych. Czyli wokół problemów – ile komu, jak już wszystko się ukradnie. Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję.
(…) Nie mogą powiedzieć, że demokracja jest oszustwem, muszą kokietować wyborców i kłamać, że pozałatwiają wszystkie ich sprawy. Jeśli rozumieją ryzyko, będą bardzo ostrożni, jeśli nie ich działanie prędzej czy później doprowadzi ich do śmierci. W tym pierwszym przypadku – jeśli będą ostrożni – rozczarują tych wszystkich, którzy oczekują zmian, w drugim po prostu znikną. Jakby nie było, następna u steru będzie już prawdziwa lewica, z Zandbergiem na czele, a tego możemy zwyczajnie nie przeżyć. (…)
Problem socjalistów-patriotów polega na tym, że nie rozumieją oni iż są pewnym etapem. Tak jak małorolny chłop, którego obdzielili ziemią dziedzica nie rozumie, że jego gospodarstwo to tylko etap przejściowy pomiędzy latyfundium a polem golfowym, lub między latyfundium a nieużytkiem celowo nieużytkowanym. Z tymi małorolnymi jest kłopot, albowiem oni są najwierniejszymi sojusznikami socjalistów. Oni są zawsze przeciwko establishmentowi, bo ten w końcu musi zrozumieć, że dla państwa prawdziwego nie ma innej drogi jak obniżanie kosztów produkcji żywności, co wiąże się z komasacją gruntów. Z małorolnymi jest kłopot, bo człowiek musi jeść, w dodatku w każdych warunkach, nawet kiedy panuje realny socjalizm, czyli prawdziwa herezja. Małorolny wtedy ocaleje, pod warunkiem, że nie mieszka w Rosji, ocaleje, bo ktoś musi produkować żywność na rynek wewnętrzny. Żywność, która dystrybuowana jest nielegalnie rzecz jasna, ale za wiedzą i pozwoleniem władz. I to on będzie przekaźnikiem socjalistycznych złudzeń dalej w przyszłość. Identycznie jest z socjalistą patriotą, który będzie opowiadał o bohaterstwie tych co ginęli w kazamatach, a wcześniej rzucali bomby, będzie organizował rocznice, miesięcznice i co tam jeszcze, machał flagą i wznosił okrzyki, a jak dostanie jakieś ekstra pieniądze to postawi pomnik żołnierzy wyklętych przez banki. I co najgorsze i najważniejsze, będzie przygotowywał kolejne pokolenia do ponoszenia krwawych ofiar bez nadziei na sukces i nazywał to edukacją patriotyczną…” (coryllus)

całość tu: Czy socjalista może być dobrym patriotą?

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„W Związku Sowieckim zdawano sobie sprawę, że tylko przy pomocy szeroko rozbudowanego aparatu bezpieczeństwa będzie możliwe przejmowanie władzy i tworzenie planów na przyszłość. Tworzenie międzynarodowych kadr służb specjalnych NKWD rozpoczęło już we wrześniu 1940 roku.

W Smoleńsku utworzono specjalny, szkolny batalion NKWD znany jako Aleksandrowskaja Szkoła.[1] Do batalionu skierowano blisko 200 Polaków, Białorusinów i Ukraińców z ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Szkolenia zostały wstrzymane w marcu 1941 roku, a część została przeniesiona do bliźniaczej szkoły NKWD w miejscowości Gorki. W grupie przeszkolonych osób znaleźli się m.in. późniejszy wiceminister Bezpieczeństwa Publicznego gen. Konrad Świetlik[2], dyrektor departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa płk. Józef Czaplicki i Mieczysław Moczar.[3]

Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej przerwał dalsze kształcenie Polaków przez NKWD. Mimo wszystko uczestnicy kursu byli odesłani bezpośrednio do zadań specjalnych; wyżej wymienieni Świetlik i Czaplicki, później trafili do Dywizji Kościuszkowskiej. Natomiast Moczar został skierowany od razu do Polski.[4]

Sprawa zaczęła powracać w nowym stopniu po zmianie sytuacji na froncie niemiecko-radzieckim. Stalin przyspieszył przygotowania do utworzenia struktur bezpieczeństwa złożonych z Polaków i ludzi władających językiem polskim. Brak szerokiego poparcia dla komunistów w Polsce, a także nieufność Stalina do nielicznych grup PPR-owców i AL-owców działających na terenach okupowanych, przeważył o konieczności jak najszybszego zorganizowania przez ZSRR kursów dla ludzi, którzy podejmą podstawowe obowiązki z organizacją aparatu bezpieczeństwa w Polsce. Z inicjatywy grup polskich komunistów w ZSRS przygotowaniem kadr do działalności komunistycznej w kraju od roku 1943 zajmował się Wydział Krajowy Zarządu Głównego Patriotów Polskich. Wiodącą rolę odgrywał w nim późniejszy Minister Bezpieczeństwa Publicznego Stanisław Radkiewicz[5] i to on miał być pomysłodawcą utworzenia 18 października 1943 roku w podmoskiewskiej miejscowości Biełoomot Polskiego Samodzielnego Batalionu Specjalnego, niekiedy nazywanego też szturmowym.[6] W maju 1944 r. batalion ten wysłano do walki-przeprowadzono akcje na stację kolejową w Równem. Do sierpnia 1944 r. PSBS był podporządkowany Polskiemu Sztabowi Partyzanckiemu, którego celem było utrzymywanie kontaktu z AL. Do batalionu kierowano przez Rejonową Komisję Uzupełnień, ale także na podstawie zaświadczeń wystawionych przez dowódców grup partyzanckich AL i pełnomocników PWKN. W końcu lipca i początkach sierpnia 1944 r. część kadry PSBS przeszła do urzędów bezpieczeństwa różnych szczebli, szczególnie na etaty kierownicze. W tym samym czasie minister Radkiewicz otrzymał doradcę z NKWD – ppłk-a Bielajewa.[7] Trudno oceniać jakim rzeczywiście był doradcą, prawdopodobnie spełniał funkcję kontrolera i obserwatora pracy ministerstwa BP.

Centralne Biuro Komunistów Polskich zapowiadało, że żołnierze batalionu przerzuceni w tym okresie do okupowanej Polski będą się głównie zajmować „rozpoznaniem politycznym terenu”, aby po wojnie przejąć rolę ochrony aparatu władzy ludowej. PSBS nie zaspokoił potrzeb związanych z wizją budowy zaplecza nowej władzy. Władających językiem polskim żołnierzy Armii Czerwonej poddano szczegółowej obserwacji w celu wyłonienia ludzi pasujących do pełnienia najwyższych stanowisk w przyszłym aparacie bezpieczeństwa. To im NKWD na specjalnych kursach przekazywało informację o technikach operacyjnych i śledczych, które później miały swe odbicie w sposobie zniewalania i budowie ciągłego strachu w społeczeństwie.

Kolejnym etapem szkoleń była szkoła oficerska nr 366 w Kujbyszewie.[8] Najbardziej znana, która przeszkoliła największy procent przyszłych kierowników jednostek aparatu bezpieczeństwa. Kandydatów, odpowiednio rozpracowanych, zweryfikowanych i sprawdzonych pod względem politycznym, NKWD typowało samodzielnie często bez wiedzy samych zainteresowanych. Dochodziło do sytuacji w, których kursanci nie byli informowani o charakterze szkolenia, jego długości, miejsca, terminu.[9] Kurs rozpoczęto prawdopodobnie w połowie kwietnia 1944 r., był to jednak wstęp do zasadniczego kursu. Miał on na celu jeszcze bardziej dokładne poddanie inwigilacji i obserwacji kursantów. Do Kujbyszewa skierowano 217 osób z których stworzono dwie kompanie po 5 plutonów.[10]

Program nauczania podzielony był na trzy sekcje; przedmioty ogólne w skład, których m.in. wchodziła historia polskiego ruchu robotniczego, a także historia literatury rosyjskiej i radzieckiej. Drugą część stanowiła tematyka wojskowa, w której możemy wyróżnić musztrę, czy też naukę o broni i strzelanie. Trzecim filarem była tematyka zawodowa, w skład której wchodziły metody pracy śledczej i operatywnej z wybranymi zagadnieniami prawa. Wszystkie zajęcia oprócz historii polskiego ruchu robotniczego prowadzone były w języku rosyjskim, co sprawiało ogromne trudności uczestnikom nie znającym wystarczająco dobrze rosyjskiego. Nauka trwała około 2 miesięcy tj. do lipca 1944 roku.

Absolwenci pierwszego kursu w Kujbyszewie przybyli do Lublina na początku sierpnia 1944 r. To oni stali się głównymi organizatorami aparatu bezpieczeństwa i elitą na szczeblu resortu, województw i powiatów. Wraz z nominacją Teodora Dudy z dniem 31 sierpnia 1944 r. na stanowisko kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie[11] nowy szef dostaje wiadomość, że przydzieleni mu zostaną absolwenci kujbyszewskich kursów. Do jego dyspozycji skierowano trzynastu oficerów. Większa część została w WUBP, pozostała zaś część zasiliła powiatowe urzędy, obejmując tam przeważnie kierownicze stanowiska. Od razu wysłano dziesiątki kandydatów na kolejny kurs. Braki kadrowe komunistów były olbrzymie dlatego starano się w pośpiechu pomnożyć kadry bezpieczeństwa same kursy były skracane do 4 tygodni, a ich poziom systematycznie spadał.[12]

Kluczową rolę kujbyszewiacy spełniali nie tylko w pierwszych miesiącach Polski Lubelskiej. Także po zajęciu przez Rosjan reszty kraju w 1945 r., to oni, obok funkcjonariuszy NKWD stanowili trzon, na którym opierała się organizacja pracy terenowych struktur UB, a same szkolenia były doskonałym punktem wyjścia do dalszej kariery w strukturach aparatu bezpieczeństwa.

Bezpieka od samego początku utworzenia posiadała dość liczną strukturę. Z końcem 1944 r. liczyła już około 2500 funkcjonariuszy, a należy pamiętać, iż w tym czasie front znajdował się jeszcze na Wiśle, a tylko około 30% obszaru późniejszej Polski była zarządzana przez władze komunistyczne. W maju 1945 r. zatrudniano 11 tys. a z końcem roku już około 24 tys. Najwyższe zatrudnienie zanotowano w 1953 r. kiedy to w Ministerstwie pracowało ponad 33 tys. ludzi z czego tylko 22% pracowało stricte w ministerstwie, a reszta rozrzucona była po wojewódzkich i powiatowych urzędach bezpieczeństwa publicznego. Całemu ministerstwu podlegało aż 321 tys. 200 osób, oprócz wymienionych wyżej pracowników urzędów, należy dodać 47,5 tys. osób pracujących w Milicji Obywatelskiej, 41 tys. w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, 32 tys. w Wojskach Ochrony Pogranicza, 32 tys. w Straży Przemysłowej, 10 tys. w Straży Więziennej i 125 tys. w Ochotniczej Rezerwie Milicji Obywatelskiej.[13]

W oczach obywateli szerzył się pogląd jakoby każdy ubek miał rodowód starego komunisty o pochodzeniu żydowskim, który ukończył kurs w Kujbyszewie, powrócił do kraju i przybrał mundur polski aby kontrolować społeczność w, której funkcjonował. Jednak informacje i kwestionariusze przedstawiają przeciętnego pracownika Urzędu Bezpieczeństwa jako niedojrzałego, niewykształconego, często nietrzeźwego człowieka o mało interesującym życiorysie.[14]

W większości istniejących urzędów bezpieczeństwa na obszarze powiatu funkcjonariusze byli narodowości polskiej. Także przeważająca część funkcjonariuszy milicji i wojska była Polakami. Zważywszy jednak na to, że czołowe stanowiska na szczeblu centralnym były obsadzone przez Sowietów, Żydów i członków innych mniejszości, duża część zwykłych obywateli postrzegało nowe polskie władze jako obce.[15]”  (Szczepan Jagiełło • nowastrategia.org.pl)

całość tu: SKĄD SIĘ WZIĘLI UBECY ?

podobne: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)

jako uzupełnienie – Archiwum Mitrochina

„…Jestem zwolennikiem ujawniania wszystkiego, co nie rodzi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, nie jest zagrożeniem dla osób, które pracują obecnie dla państwa. Ten proceder nie może być szkodliwy dla przedstawicieli państwa, np. są na zagranicznych misjach. Tych elementów, które mają znaczenie dla bezpieczeństwa kraju oraz bezpieczeństwa osób pracujących dla państwa, nie należy ruszać. To byłoby szkodliwe.

To znaczy, że zbiór zastrzeżony powinien zostać utrzymany?

W oparciu o różne sprawy, jakimi się zajmowałem, mam pewność, że w zbiorze zastrzeżonym znajdują się materiały, które nie spełniają kryterium, o którym mówiłem. Do tego zbioru bowiem chowało się rozmaite życiorysy czy fakty, utajniając przed opinią publiczną.

Ma Pan jakieś dowody w tej sprawie?

Osobiście spotkałem się z takimi przypadkami. Miałem kiedyś proces z panem Waldemarem Chrostowskim, kierowcą ks. Jerzego Popiełuszki. I okazało się, że najwyższa instytucja w Polsce oceniająca, co jest prawdą a co fałszem, czyli Sąd Najwyższy nie jest w stanie uznać, kto ma rację w sporze, co jest prawdą a co fałszem, ponieważ nie otrzymał akt związanych ze sprawą. One były właśnie w zbiorze zastrzeżonym. Odmówiono najważniejszemu sądowi w Polsce prawa do akt dotyczących pana Chrostowskiego.

Dlaczego?

To jest właśnie absurdalne. Cóż takiego mogłoby się stać, gdyby tego typu materiały były dostępne, gdyby mógł je poznać Sąd Najwyższy? Takie przykłady można mnożyć. W mojej ocenie trzeba zwrócić uwagę na te materiały, które mogą rzeczywiście narazić osoby pracujące dla Polski lub polskie bezpieczeństwo narodowe. Pozostałe należałoby ujawnić. Jeśli materiały nie stanowią zagrożenia, o jakim mówiłem, opinia publiczna powinna mieć prawo dostępu do tych materiałów. Jestem zwolennikiem daleko posuniętego ujawniania materiałów.

Ujawnienie zbioru zastrzeżonego może wywołać polityczne trzęsienie ziemi? Rzeczywiście ten zbiór chroni osoby ważne dla III RP?

Nie ma wątpliwości, że wiele osób jest chronionych dzięki temu zbiorowi. Im takiej ochrony zapewniać nie należy. Mamy prawo dowiedzieć się prawdy.

Jeśli tak, to decyzja PiS-u dotycząca ujawnienia „zetki” jest politycznym samobójstwem?

Samobójczą decyzją to chyba nie jest. Na pewno jednak jest to trudna i ważna decyzja. Ona wywoła wielki wrzask, nie mam żadnych wątpliwości. Jednak pamiętajmy, że wrzawa trwa od wyborów, a właściwie zaczęła się jeszcze wcześniej. Spór i hałas może się jedynie nasilić. Ja jednak nie uważam, że to samobójstwo polityczne. Na pewno MON rozpoczął proces bardzo trudny i podjął odważne decyzje.

Zbiór zastrzeżony to może być klucz dla zrozumienia polskiej transformacji? Czego właściwie możemy się dowiedzieć z tych materiałów?

Trudno mi przesądzać, ponieważ nie znam materiałów tam zgromadzonych. Spotkałem się jednak wiele razy z sytuacją, w której wyjaśnienie pewnych spraw było niemożliwe właśnie ze względu na zbiór zastrzeżony. To było jak zderzenie się ze ścianą. Tego nie wolno, bo jest w zbiorze zastrzeżonym – słyszałem wiele razy. Sądzę jednak, że ten zbiór może pokazać nowe fakty dotyczące polskiej transformacji. Dużo ważnych dla obecnej rzeczywistości procesów miało miejsce właśnie na styku PRL i III RP. Dlatego spór i krzyk dotyczący zbioru zastrzeżonego będzie tak głośny. W dużej mierze wydarzenia z okresu transformacji to nie jest historia, one trwają. Odpowiedź na pytania dlaczego trwają może być właśnie m.in. w tym zbiorze zastrzeżonym.” (Stanisław Żaryn • wpolityce.pl)

całość tu: Wojciech Sumliński: Zbiór zastrzeżony chroni interesy ważnych dla III RP osób

„…czytelnicy pytają o to, co może przynieść odtajnienie zbioru zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej. I ciężko się dziwić, że pytają, gdy minister Antoni Macierewicz mówi o skutkach takiego ruchu jako likwidacji „fikcyjnej elity w służbach specjalnych, bankowości, mediach i polityce”. Czy likwidacja tego zbioru będzie ważnym momentem w historii III RP, czy może wyłącznie smaczkiem dla grona historyków?

dr hab. Sławomir Cenckiewicz, prof. WSKSiM: Nie chciałbym podgrzewać atmosfery i czegokolwiek sugerować. Patrzę na tę sprawę i decyzję ministra Macierewicza z perspektywy historyka dziejów PRL i kulisów transformacji ustrojowej, a więc z nadzieją i radością. Istnienie zbioru zastrzeżonego jest bowiem dzisiaj niczym nieuzasadnione. Dopóki często podstawowe materiały dotyczące struktur i kadr Służby Bezpieczeństwa, jej pionu wywiadowczego, agentury a także różne tzw. pomoce ewidencyjne (czyli dane rejestrowe i zinformatyzowane materiały bezpieki) znajdują się w zbiorze zastrzeżonym, dopóty nie jest możliwe całościowe opracowanie dziejów aparatu i systemu represji PRL. Akurat minister Macierewicz zrobił w tej kwestii najwięcej począwszy od lustracji w 1992 r. aż po odtajnienie tysięcy materiałów tzw. wojskówki w latach 2006-2007. Jego postawa winna być naśladowana przez szefów ABW i AW, którzy nadzorują większą część zbioru zastrzeżonego w IPN.

Co się w nim znajduje?

zbiór zastrzeżony IPN to również skrytka dla ukrywania informacji o przodkach, agenturze i przestępstwach bezpieki. Podam przykład – w tym roku ze zbioru zastrzeżonego IPN wyszły duże ilości materiałów dotyczących rozkazów personalnych funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Białymstoku z lat 40! Co to ma wspólnego z ważnym interesem bezpieczeństwa państwa w dniu dzisiejszym? Innym przykładem jest ukrywanie w zbiorze zastrzeżonym dokumentów odsłaniających kulisy transformacji w wymiarze finansowym, że odwołam się do przykładu materiałów Zarządu II Sztabu Generalnego dotyczących Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Proszę sobie wyobrazić, że minister Bogdan Klich zwrócił do zbioru zastrzeżonego IPN odtajnioną wcześniej przez ministra Macierewicza jedną z teczek Grzegorza Żemka o kryptonimie „Portfolio”. Taki sam los spotkał teczkę Piotra Nurowskiego, którą pomimo odtajnienia wrzucono z powrotem do zbioru zastrzeżonego. Ukrywanie takich materiałów nie ma to nic wspólnego z interesem państwa polskiego!

Skoro to takie oczywiste, to dlaczego na taką decyzję musimy czekać dwudziesty szósty rok?…

na przełomie 2000/2001 r. Wprowadzono jednak do ustawy IPN bezpiecznik w postaci zbioru wyodrębnionego, w którym ukrywano przeróżne materiały by mieć pewność, że wiele istotnych informacji o PRL i kulisach III RP nie ujrzy światła dziennego. Dlatego ten zapis ustawy o IPN powinien zostać usunięty, i tak się stanie, w czasie obecnych prac na ustawą. Materiały o rzeczywistym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa, po przeglądzie, ale na warunkach nowego prezesa IPN, a nie służb specjalnych, mogą być chronione w oparciu o przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych, nie zaś na zasadzie stworzenia „eksterytorialnego” zbioru archiwalnego w IPN. Wzmocni to IPN w relacjach z służbami, które przez lata wytworzyły w instytucie mentalność klientelistyczną pracowników IPN względem tajnych służb, zwłaszcza ABW. Paraliżowało to również szefów tej instytucji, zwłaszcza pierwszego i obecnego prezesa IPN, nie mówiąc już o pracownikach niższego szczebla, którzy uzyskując od ABW zgodę na dostęp do materiałów niejawnych (tzw. poświadczenie bezpieczeństwa), myśleli często wpierw w kategoriach interesu służb specjalnych a później dopiero IPN.

A może to dobrze? W dyskusji o ujawnianiu tego typu informacji i danych wraca co jakiś czas argument, że oto z powodu odtajnienia dokumentów ucierpi bezpieczeństwo polskiego państwa.

Tutaj posłużę się własnym doświadczeniem i powiem, że z wszystkich materiałów, które wyszły ze zbioru zastrzeżonego IPN nie dostrzegam ani jednego, który uzasadniałby, że materiał, z którym się zapoznałem, powinien w tym zbiorze się znaleźć. Druga sprawa to jednak ważne świadectwo płk. Piotra Wrońskiego, do niedawna pracownika Agencji Wywiadu. Powiedział, że tylko raz w ciągu całej historii 25 lat pracy w służbach specjalnych wolnej Polski, któryś z funkcjonariuszy skorzystał z materiałów archiwalnych wytworzonych przez służby specjalne PRL! To pokazuje, że nie istnieje jakikolwiek sens istnienia zbioru zastrzeżonego.

Inny przykład: w tym roku poseł Zbigniew Girzyński otrzymał wykaz materiałów, które wyszły ze zbioru zastrzeżonego IPN i zasiliły jawne zbiory IPN. To wykaz ponad 600 jednostek archiwalnych, które są jednym wielkim argumentem przeciw istnieniu zbioru zastrzeżonego. W materiałach z lat 40., 50. i 60. znajdują się akta osobowe i rozkazy UB-eków, dokumenty prokuratorskie i śledcze opisane już w różnych książkach i artykułach…

…Najważniejsza jest dzisiaj ustawowa – w nowej ustawie o IPN – likwidacja zbioru zastrzeżonego w IPN. Kwestią drugorzędną w tym kontekście jest przegląd tych materiałów pod kątem ich ujawnienia. Jeśli pojawią się w tej kwestii poważne zastrzeżenia ze strony osób strzegących naszego bezpieczeństwa i zostaną one uwzględnione przez nowego prezesa IPN, to materiały takie powinny być chronione klauzulami tajności w oparciu o przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych. Powtórzę raz jeszcze – zbiór zastrzeżony IPN jest dodatkową formą ukrycia materiałów, w której przecież nie przechowuje się wszystkich tajnych materiałów znajdujących się w zbiorach IPN! Jest więc zbiór zastrzeżony czymś więcej niż tylko klauzulą tajności, w tym sensie nie odpowiada on nawet w pełni ustawowym zasadom chroniącym informacje niejawne w Polsce…” (Marcin Fijołek • wpolityce.pl)

całość tu: Sławomir Cenckiewicz wyjaśnia, co zmieni odtajnienie zbioru zastrzeżonego

„…Forma sądowej lustracji którą nam narzucił Lech Kaczyński podburzony przez Bogdana Borusewicza, była bez sensu. Niezlustrowane sądy przeniesione w całości z systemu komunistycznego, stały się chrzcielnicami dla rozmaitych agentów, którzy po werdykcie sądowym wkładali białe szaty i udawali niewiniątka. Powinno się było ujawniać wszystkie dokumenty, pisać o tych sprawach, publicznie debatować, a nie umożliwiać chodzenie do sądu po certyfikat niewinności. (fragment wywiadu Zbigniewa Girzyńskiego dla „Rzeczpospolitej”)

…należy postawić sobie pytanie czy Lech Kaczyński i Antoni Macierewicz byli aż tak naiwni żeby nie wiedzieć o tym, jak będzie przebiegać lustracja prowadzona przez niezweryfikowanych sędziów? Czy oni naprawdę uważali że sędziowie z poprzedniego systemu będą oskarżać i skazywać tych z którymi nie tak dawno ręka w rękę walczyli po ciemnej stronie mocy? Otóż ja nie uważam żeby obaj Panowie o tym nie wiedzieli, i że CELOWO pozostawiono na stanowiskach sędziów ludzi niezweryfikowanych (oczywiście nieoficjalnie 😉 bo kto miał wiedzieć kim dany sędzia jest i co ma za paznokciami ten wiedział) dając im jednocześnie do ręki mechanizm weryfikacji innych, gdyż dzięki posiadaniu wiedzy na temat takiego delikwenta łatwiej nim sterować dla WŁASNYCH politycznych celów. Przysługa za przysługę – MY ci pozwalamy zajmować intratne i prestiżowe stanowisko z immunitetem na nietykalność, a Ty będziesz dla nas czyścił scenę polityczną, albo chronił ludzi których Ci wskażemy.

Każda większa opcja polityczna wykształcona w wyniku tzw. „przemian ustrojowych” 89 roku (po tym jak przetrząśnięto archiwa w poszukiwaniu teczek i haków) miała swoją „listę sukinsynów”, których rzecz jasna chroniono a starano się „lustrować” i eliminować z życia publicznego „sukinsynów jakichś takich nie naszych”, tj. wrogiej/konkurencyjnej opcji politycznej. Ten „błąd” spowodował że tak naprawdę nie rozliczono ze zbrodni żadnego z poważniejszych sługusów poprzedniego systemu, gdyż oba bloki wzajemnie się szachowały listą byłych UBeków, sędziów i aparatczyków komunistycznego reżimu, którzy się pochowali w partiach i na stanowiskach w „wolnej Polsce”, rzecz jasna składając wcześniej przysięgę lojalności wobec nowych mocodawców, na wierność ich interesom. Pięknie to pokazano w filmie „Psy” (Pasikowskiego) gdzie we „wzruszającej” scenie były UBek którego grał Bogusław Linda na siedząco z kiepem w łapie przysięga służyć odnowionej demokratycznej RP bezapelacyjnie do samego końca (swojego lub jej)…

…Należy więc odejść od formuły lustracji sądowej, wrócić do projektu ustawy z 2006 r.,zlikwidować Biuro Lustracyjne IPN i postawić na jawność zapisów archiwalnych na temat osób pełniących funkcje publiczne (ale drastycznie ograniczając krąg osób podlegających tej procedurze tak by nie zajmować się kandydatami na radnych!)…” (Sławomir Cenckiewicz)

całość tu: Sławomir Cenckiewicz: Skończmy z fikcją lustracji sądowej w Polsce!

W związku z tym o czym pisałem wyżej, chciałbym zwrócić uwagę na kolejną już wypowiedź (teraz rozumiem że nie przypadkową 😉 ), po podobnej, udzielonej wcześniej przez Pana Macierewicza (o czym więcej tu: Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności) wyraźnie tonującą szumne i bezkompromisowe do tej pory zapowiedzi, o wydaniu totalnej wojny „układowi”, której jednym z kluczowych elementów taktycznych miało być otworzenie archiwów i ujawnienie teczek na temat komunistycznej i postkomunistycznej agentury która omotała swoimi mackami wszystkie najważniejsze sfery państwowości polskiej. Tymczasem możemy przeczytać kolejne mimochodem wrzucane zdania (tym razem z ust pomagiera Pana Macierewicza) o potrzebie, jak czytamy nawet „drastycznego ograniczania jawności” wobec osób mających podlegać procedurze ujawnienia. Czyż to nie piękny oksymoron taka jawność drastycznie ograniczona? 😀

Nie wiem jak szanowni czytelnicy, ale ja jestem ciekaw jak bardzo „drastycznie” nowe władze ograniczą swoją wcześniejszą obietnicę i jak bardzo będą w tej kwestii wybiórczy  i czy rzeczywiście wyłączeni z jawności będą tylko „kandydaci na radnych”. Jak dla mnie zapowiada się powtórka z rozrywki z lat 90 tych, o czym przypomina fragment felietonu Pana Michalkiewicza który zacytuję, żeby ktoś przypadkiem nie myślał że to całe zamieszanie jakie obecna władza robi wokół tego tematu, wynika z poczucia „Prawa i Sprawiedliwości”, tudzież innej szlachetnej potrzeby poza chęcią oczyszczenia instytucji państwa moim zdaniem wyłącznie dla partyjnych (a nie „narodowych”) celów, z „sukinsynów jakichś takich nie naszych” by na ich miejsce wsadzić swoich:

„…Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…”  (całość tu: Ujrzał ducha?)

…nie żebym się cieszył z tego „odkrycia”, ale powtarzam tylko to co od dłuższego czasu wiem, bo inaczej cała ta lustracja dokonałaby się już daaawno temu. Otóż nie będzie żadnego rozliczenia, ani wyciągania konsekwencji wobec najważniejszych (ani nawet wobec średniego szczebla) osób oficjalnie (tudzież zakulisowo) odpowiadających za obecny stan degrengolady państwa. Taka wojna na teczki mogłaby bowiem bardzo zaszkodzić demokracji w Polsce 🙂 głównie za sprawą ujawnienia postkomunistów kryjących się w szeregach PISu, co mogłoby wywołać ogólnonarodowy szok a to nikomu z układu nie byłoby na rękę. Takie gwałtowne odwrócenie się od bękartów demokracji którymi są dziś główne na polskiej scenie politycznej partie, mogłoby wywołać poważny kryzys w samej demokracji. A jak wiadomo upadek demokracji mógłby bardzo zaszkodzić jej ekonomicznemu aspektowi czyli socjalizmowi (bez którego demokracja nie jest możliwa – i na odwrót), a bez socjalizmu ani stary ani nowy układ nie miałyby za co żyć i żreć. Więc jeśli ktoś z co bardziej radykalnych wyborców PISu  liczy we wspomnianej kwestii na jakieś „rozliczenie” tudzież „prawo i sprawiedliwość” to zapowiadam że się przeliczy. Być może kilka mało znaczących dla układu płotek załapie się na tę drastycznie ograniczoną lustrację, ale to będzie wszystko… (Odys)

„…To państwo nie zostało nagle zepsute przez reżim PO-PSL i nie zostanie „naprawione” przez PiS. Było chore już w chwili poczęcia, zaś dzisiejsze patologie są stanem całkowicie naturalnym dla magdalenkowej „demokracji socjalistycznej”.

Trzeba zatem uznać, że partia pana Kaczyńskiego zbiera dziś żniwo, na które solidnie zapracowała ciągłym bredzeniem o „obronie demokracji” i priorytecie „zgody narodowej”. Tyle kosztuje uprawianie politycznej szarlatanerii i ucieczka przed wytyczeniem ostrych granic. Taką cenę muszą płacić politycy, gdy nie mają odwagi nazywać rzeczy po imieniu, oddzielać dobra od zła i dążyć do obalenia truchła III RP.

To słuszna kara za zwodzenie Polaków. Nie ma jednak powodu, byśmy płacili ją wspólnie lub uzależniali nasz los od błędnych wyobrażeń partyjnych macherów.

Stanie się tak, jeśli zabraknie dziś głosu trzeźwych „radykałów”, jeśli zamilkną żądania zerwania ze zgubną mitologią, twardego rozliczenia reżimu PO-PSL i zakończenia farsy obecnej pseudo państwowości.

PiS nie otrzymał od nas władzy po to, by zapewniał eurołajdaków, że w III RP „demokracja ma się dobrze” lub mizdrzył się do zgrai antypolskich zamordystów. Nie przejął rządów pod hasłem celebrowania „praw opozycji” i budowania wspólnoty z apatrydami. Andrzej Duda nie został zaś prezydentem, by ukrywał przed Polakami wiedzę o Komorowskim i jego kamratach i dawał gwarancję zakulisowym układom.

Trzeba dążyć do przywrócenia właściwego porządku i w miejsce roztkliwiania nad partyjnymi cierpiętnikami, żądać spełnienia oczekiwań wyborców oraz zdecydowanej rozprawy z patologią III RP. Trzeba też przywrócić racjonalne proporcje i przestać traktować polityków PiS niczym dziewice oblężone w zamkowej wieży. Jeszcze jest pora, by przypomnieć zadufanym zwycięzcom – komu mają służyć i czyjego głosu słuchać.

Każdy dzień, w którym realia tego państwa są zakłamywane projekcją fałszywych wyobrażeń o demokracji, jest dniem straconym i przybliża nas do nieuchronnej klęski. Im szybciej zrozumiemy, że uprawianie tej mitologii stało się zabójcze dla polskich aspiracji i narodowych dążeń, tym większą mamy szansę uniknąć losu oszukanych głupców.” (Aleksander Ścios • bezdekretu.blogspot.de)

całość tu: KTO ZAPŁACI ZA MITOLOGIĘ DEMOKRACJI ?

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i to: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? oraz: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku. polecam również: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i jeszcze: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.


„…Obecny polski wymiar sprawiedliwości jest kontynuacją tworu, który powstał w 1943 r. w Związku Sowieckim. Po aresztowaniu przedwojennych sędziów, tzw. „grupy operacyjne” wkraczające z Rosjanami zakładały nowe sądy, których celem było wychowanie tzw. „sędziów nowego typu”, służących komunistom. To ich odziedziczyła III RP i przyjęła, że nadają się, by pełnić rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, by bez czekania na drugą instancję unieważnić jawnie niesprawiedliwy wyrok wobec Mariusza Kamińskiego, można odczytać jako demonstrację. Tego, że fikcja, zgodnie z którą narzędzie stworzone przez komunistyczny totalitaryzm do walki z Polakami, może ich sprawiedliwie sądzić, kończy się.

Środowisko sędziowskie nigdy po 1989 r. nie zostało poddane weryfikacji. Olbrzymie zło, wyrządzone obywatelom przez wielopokoleniową sędziowską sitwę, musi zostać rozliczone, a ci, którzy sprzeniewierzyli się zasadom niezawisłości, usunięci i ukarani. Tego chce większość Polaków – według sondaży ponad połowa z nich nie ufa wymiarowi sprawiedliwości.

Historia tego, jak powstawał i rozwijał się ów stworzony przez Związek Sowiecki twór, jest w III RP jednym z tematów tabu. Artykuł Piotra Lisiewicza z miesięcznika „Nowe Państwo” przerwał zmowę milczenia w tej sprawie. Poniżej zamieszczamy go w całości. (red.)

Skazał na śmierć „Nila” i szkolił elitę sędziów III RP

„Bierni i wrodzy”, „reakcyjne elementy w prawnictwie”, „usiłujący kompromitować młody aparat bezpieczeństwa” – tak mówiła o przedwojennych sędziach propaganda PRL, co skutkowało ich aresztowaniami i wyrzucaniem z pracy. Ich miejsce zajął wyszkolony w trybie przyspieszonym „młody narybek prawniczy”, potrafiący pokonać „skostnienie i formalizm” i „dojrzeć – gdzie czyha wróg”. Nowy wymiar sprawiedliwości wchodził do Polski, nierzadko dosłownie, na sowieckich bagnetach. Ale „walka o nowy typ sędziego” wymagała dziesięcioleci pracy ideologicznej nad świadomością narybku.

Ten narybek, wprawdzie inaczej niż w pierwszych latach PRL, mający już maturę, a nawet skończone studia, odziedziczyła III RP. I przyjęła, że „sędziowie nowego typu” nadają się do tego, by wypełniać rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Satyryk Bohdan Smoleń mawiał, że niezawisłość sędziowska polega u nas głównie na tym, że żaden sędzia jeszcze nie zawisł. Samo środowisko prawnicze w swej większości nigdy nie widziało potrzeby oczyszczenia się z ludzi wsadzających do więzień tych, którzy walczyli o wolną Polskę.

Do rangi symbolu urasta fakt, że uczniem prof. Igora Andrejewa, w latach stalinowskich głównego ideologa „walki o nowy typ sędziego”, jest prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego z lat 1998–2010, odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Andrejew teorię łączył z praktyką – był jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie.

Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast dla nikogo zorientowanego tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej „Duraczówką”, którą to nazwę ludowa mądrość połączyła z rosyjskim słowem „durak”, czyli głupek. To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów pod kierunkiem Andrejewa szkolono w ideologicznym zapale kadry kierownicze zbrodniczego stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano.

Mimo to po likwidacji skompromitowanej „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew wychowywał pokolenia sędziów na Uniwersytecie Warszawskim i w Polskiej Akademii Nauk. Zaś jego uczeń Gardocki nie widział przeszkód, by w 1988 r. jako redaktor naukowy opracować „Tom specjalny wydany dla uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.

Sądy i prokuratura – największa klęska III RP

W wyniku utrzymania tej ciągłości, którą symbolizują nazwiska Andrejewa i Gardockiego, mamy aparat sprawiedliwości niezdolny do bronienia honoru Polski po smoleńskiej tragedii. Od 26 lat niepotrafiący rozliczyć komunistycznych zbrodni. A na co dzień – nienadający się do skutecznej walki z przestępczością białych kołnierzyków. Za to nierzadko wsadzający do więzień i szpitali psychiatrycznych osoby niemające pieniędzy na adwokata, które popadły w konflikty z urzędniczymi sitwami.

Ubocznym skutkiem braku weryfikacji w wymiarze sprawiedliwości jest niechęć do rozmowy o jego historii. Owszem, o zbrodniach stalinowskich wiemy sporo. Natomiast nic lub prawie nic nie pisze się o tym, jak powstał aparat prokuratorski i sądowniczy zdolny do tych zbrodni. I jak przetrwał różne historyczne zakręty…” (Piotr Lisiewicz)

całość tu: Koniec bezkarności postsowieckiego wymiaru sprawiedliwości!

O tak! Z pewnością pewna część polskiego wymiaru sprawiedliwości nadaje się do wymiany, a być może powinna nawet trafić za kratki. Ale jeśli nowa władza chce tę niewątpliwą konieczność przeprowadzić z pozycji moralnej wyższości, z zachowaniem obiektywnego poczucia sprawiedliwości (i prawa), a nie dlatego że „większość się domaga”, to nie może równolegle dokonywać zamachu na istotę sądownictwa – jego niezależność. Co do „większości”, to czy wcześniej jej nie było? (tyle że wspierała innych) Co to w ogóle za argument? No i jaka to większość skoro wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy która w ogóle poszła na wybory. Nie może „nowa” władza która w szyldzie ma „prawo i sprawiedliwość” posługiwać się niejasnymi regułami i tworzyć niebezpieczne na przyszłość precedensy prawa dla politycznych celów. Gdyż mogą one zostać później wykorzystane w niecny sposób jako „praktyka prawna”, ze szkodą dla obiektywnego poczucia sprawiedliwości. Tę stajnię Augiasza należy wyczyścić a nie spalić do cna łącznie z fundamentami (ideą niezależności), robiąc miejsce dla jakiegoś potwora. Nieuczciwych sędziów trzeba „wycinać”, ale nie można jednocześnie razem z nimi wyciąć istoty wymiaru sprawiedliwości.

Dotyczy to również ułaskawiania przestępców (i to z naruszeniem prawa) po to żeby ich umieszczać na wysokich stanowiskach, jakim jest np. minister koordynator służb specjalnych. Nie ma to nic wspólnego z „poczuciem sprawiedliwości”. Bardzo źle świadczy o nowej władzy fakt że całą akcję przeprowadzono po to, by oddać resort służb specjalnych człowiekowi któremu udowodniono totalniackie zapędy. Mowa tu o ułaskawianiu (prawnym i moralnym) Pana Kamińskiego, który nadużywał władzy do bezprawnych działań polegających na fabrykowaniu sytuacji przestępczych, po to żeby wabić w nie ludzi i na sfingowanej przez siebie od początku podstawie ich zamykać. Taki człowiek powinien siedzieć a nie nadzorować służby specjalne w Polsce…

„…Kamiński – mimo braku uzasadnienia popełnienia przestępstwa w aferze gruntowej – zdecydował się przeprowadzić operację specjalną, a podległych mu funkcjonariuszy podżegał do przestępstwa. Polegało ono na kierowaniu niezgodnymi z prawem działaniami operacyjnymi – wręczenia łapówki Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. oraz „funkcjonariuszom publicznym”. Prokuratura uznaje to za „niedozwoloną prowokację”.
Według zarzutu, Kamiński działał ze „z góry powziętym zamiarem” i odpowiada karnie za działania całej nadzorowanej przez siebie instytucji – powinien był bowiem nie dopuszczać do nadużywania uprawnień przez podległych sobie funkcjonariuszy, co stanowi niedopełnienie obowiązków szefa CBA. „Za jego wiedzą i zgodą podlegli mu funkcjonariusze podrobili szereg dokumentów osób fizycznych i jednostek samorządowych” – głosi uzasadnienie zarzutu.
– W tej sprawie stwierdziliśmy kilka przypadków stosowania kontroli operacyjnej bez zgody prokuratora i sądu – podkreśliła rzeczniczka prokuratury Mariola Zarzyka-Rzucidło. Według prowadzących śledztwo Kamiński miał świadomość, że w oparciu o podrobione dokumenty zostanie wydana w ministerstwie rolnictwa decyzja administracyjna naruszająca prawa osób trzecich – właścicieli gruntu w Muntowie…” więcej na Szef CBA usłyszał zarzut. Nie przyznaje się podobne tu: „Z miłości do prawa łamać prawo”, czyli jeszcze raz o Sawickiej

Cała ta chucpa oraz przekonanie wyborców i dworaków PIS o słuszności posunięć Dudy, w niczym nie zmienia faktu że Pan Kamiński został słusznie przez sąd pierwszej instancji skazany. Cała ta „afera gruntowa” przypominała bowiem „zabawę” w którą czasem bawią się strażacy – sami podpalają by później mieć co gasić. Afera została bowiem od początku do końca zorganizowana i zrealizowana przez CBA, w dodatku z nadużyciem władzy (podobnie było w przypadku Beaty Sawickiej, innym zaś przykładem może być ABW i Brunon K.). Ostatecznie prowokatorom udało się wciągnąć tylko jedną osobę z zewnątrz (Pana Rybę). Drugi podejrzany (Pan Kryszyński) okazał się „byłym” funkcjonariuszem (skończył elitarną szkołę wywiadu w Kiejkutach i był oficerem UOP). A że ze służb nigdy się nie wychodzi, to tylko Ryba dostał odsiadkę, zaś Kryszyńskiego ukarano grzywną. To z kolei rodzi domysły że Kryszyński mógł pełnić w tej aferze rolę „tajniaka”, a jego zadaniem było prawdopodobnie sztuczne napędzanie całej afery, łącznie z prowokowaniem, kreowaniem i nakłanianiem do zachowań korupcyjnych „wspólnika” – Ryby. Jeśli CBA powołano do tego by wytwarzać sytuacje korupcyjne, to w tym kraju ŻADEN obywatel nie może czuć się bezpieczny. Jest to typowo ubecka metoda działania którą można podsumować słynnym cytatem „dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie”. Tego rodzaju „specjalne uprawnienia” stanowią też pokusę do pozbawionego ryzyka „zarobku” dla skorumpowanych funkcjonariuszy. Bo nawet jak wpadną to zawsze będą mogli się wytłumaczyć, że przecież to była taka specjalna akcja-prowokacja – całkowicie legalna!

Ludzi którzy uważają ten sposób postępowania za potrzebny i praworządny nie uważam za godnych prawa łaski, ani za właściwych kandydatów na funkcjonariuszy czy ministrów mających pełnić nadzór nad służbami. Są to zbiry najgorszego sortu, bo potrafią bez skrupułów wykorzystać powierzoną im władzę do szukania haków nawet na niewinnych ludzi (gdyby nie nakłanianie CBA to nie popełniliby sami z siebie przestępstw). To jest jakieś kuriozum, a wszczęcie procedury ułaskawienia kogoś, kto nie został jeszcze prawomocnie skazany jest przy tej okazji „piękną” konkluzją paradoksu z jakim mamy do czynienia. Być może drugorzędnym problemem (dla zwykłych obywateli), ale jednak pokazującym jak paskudnie zaczyna się bawić „nowa” władza, i jak potrafi wyzbyć się skrupułów żeby osiągnąć polityczny cel… I tę hucpę postanowił żyrować człowiek który skończył prawo i klęka na mszy w Kościele…tfuuuu. Prezydent „obrońca” – prywaty i partyjnych interesów.

Trochę innych standardów oczekiwałem od Pana Dudy (Rola prezydenta RP). Nawet Komorowski ze swoją WSIową oprawą (który ma sporo innych rzeczy na sumieniu) nie połasił się na to żeby przerywać sądom przed zakończeniem postępowania, by ułaskawić kumpla przeznaczonego na ministerialny stołek. Najgorsza w tym wszystkim jest premedytacja na określone polityczne zapotrzebowanie. Duda najprawdopodobniej wiedział że Kamiński zostanie skazany więc zdecydował się na „mniejsze zło” (w swoim mniemaniu), zanim do Kamińskiego przylgnie wyrok przestępcy skazanego prawomocnym wyrokiem. Wyręczył więc sąd drugiej instancji i postawił się w roli sędziego który lekkim ruchem ręki na podstawie własnego widzimisię ocenia kto jest słusznie sądzony a kto nie. To że złamał w ten sposób prawo miało w tym wypadku trzeciorzędne znaczenie. Bo „społeczne poparcie” wyborców PIS, jak i całego intelektualnego zaplecza tej partii, hurtem okrzyknęły że był to jedynie słuszny (i o zgrozo! sprawiedliwy) ruch. Zaś dla tej części która polityką się w ogóle nie interesuje był to kolejny nieinteresujący rozdział wojny na górze. Mało kto się zastanawia nad niebezpieczeństwem wynikającym z tego precedensu a w zasadzie bezprawia. Priorytetem ponad wszystko było to, żeby kandydat na ministra koordynatora służb specjalnych mógł tym ministrem zostać bez łatki „prawomocnie skazanego”. Nie mógłby bowiem w sposób nieskrępowany wykonywać swoich funkcji, bez dostępu do informacji tajnych i ściśle tajnych (nie daje się tego rodzaju uprawnień kryminalistom). Dlatego też dołożono wszelkich starań (łącznie z zamachem na praworządność) żeby Pan Kamiński nie został prawomocnie skazany.

Należy zwrócić uwagę również na to, że Pan Duda jednocześnie zdjął z lobby sędziowskiego (ukłon w stronę palestry z racji wyuczonego zawodu?) presję ewentualnej konieczności uchylenia pierwszego wyroku (który był jak najbardziej słuszny i nie do podważenia). Sąd po prostu nie mógłby uniewinnić Kamińskiego bez naplucia sobie w gębę gdyż nie miał do tego podstaw. Całe odium (nie)odpowiedzialności spadło więc na urząd prezydenta, który przerwał niewygodny impas. Sędzia do którego trafiło pismo o ułaskawieniu z rozbrajającą szczerością przyznał że nie wie co z tym fantem zrobić, ale jednocześnie zasugerował że dalszy proces jest bezcelowy. Tylko na jakiej podstawie?

Pozostaje pytanie – kim jest Pan Kamiński, że Pan Duda rzuca na szalę swoją reputację jako uczciwego człowieka, powagę urzędu prezydenta i porządek prawny, by w wielkim pośpiechu i bez uzasadnienia (poza subiektywnym odczuciem – SIC!) oddać przysługę człowiekowi który nie jest tego wart, bo naginał prawo dla politycznych celów (czy swoich czy kogoś innego to nie ma znaczenia), w związku z czym nie powinien pełnić ŻADNEJ funkcji publicznej, a co dopiero takiej władzy jaką posiada minister koordynator służb specjalnych. Dlaczego MUSIAŁ być to właśnie Kamiński? Myślę że PIS potrzebuje „sprawdzonej” osoby na tym stanowisku, która nie cofnie się przed niczym kiedy partia będzie tego potrzebować. Jeśli takie mają być standardy „prawa i sprawiedliwości” to ja dziękuję. Osobiście jako zwykły szary i nic nie znaczący obywatel mogę mieć to gdzieś, ale jako człowiek który przykłada wagę do porządku, sprawiedliwości i uczciwości w życiu publicznym, nie mogę udawać że nie widzę tego co się dzieje. Nie będę udawał z fałszywej sympatii dla „dobrych chęci” i „konieczności dania szansy” nowej władzy, że wolno im więcej kosztem elementarnych zasad stworzonych dla NASZEGO (obywateli) bezpieczeństwa właśnie przed potencjalną zbyt rozbuchaną chciwością władzy.

Analizując zaś sam proces „ułaskawienia” Pana Mariusza Kamińskiego przez Pana Andrzeja Dudę należałoby zacząć od wyjaśnienia co to takiego ułaskawienie. Dokładnie nazywa się to „prawo łaski” i wynika z art 139. Konstytucji RP, jednak sama konstytucja nie definiuje tego pojęcia w żaden sposób! Przepis ten stanowi tylko tyle że: „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu.” Z samej treści tego artykułu nie wynika absolutnie nic poza czysto semantycznym znaczeniem słów „stosuje prawo łaski” (zdanie pierwsze) i kogo ta łaska nie dotyczy (zdanie drugie). Co się przekłada „możesz iść, ale nie wolno Ci pójść w lewo”. Jednak mając na uwadze to, że na tej drodze nie jesteś sam, bo istnieją jeszcze inne organa władzy jak ustawodawcza a zwłaszcza sądownicza obwarowane tak samo ważnymi kompetencjami (w ramach tej samej konstytucji), to nie możesz sobie chodzić jak chcesz, bez uważania na innych! I o tym właśnie jakby część klakierów PISu zapomina.

Tymczasem z uwagi na nieprecyzyjność pierwszego zdania (na czym to prawo łaski miałoby konkretnie polegać) cała reszta dopowiedzeń, w jaki sposób i kiedy prezydent może, a w jaki sposób i kiedy nie może skorzystać z tego prawa, po prostu MUSI uwzględniać inne przepisy. Zwłaszcza zawarte w konstytucji (czyli tej samej rangi i powagi), mówiące o rozdziale władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej, oraz zawarte w aktach prawnych niższego rzędu (kodeksy, ustawy) w ramach – lex specialis (gdyż istnieją również takie). Przepisy te powinny zatem owo prawo łaski o ile nie definiować to przynajmniej precyzować, jednocześnie nie ograniczając jego sensu.

„Łaska” oznacza w praktyce prawniczej „darowanie kary”. A zatem sensem „prawa łaski” jest uwolnienie od KARY (dolegliwości) a nie winy (za popełniony czyn), która jednak musi być wcześniej udowodniona (w ramach procesu), żeby można było w ogóle mówić o ukaraniu (i jego podstawach). Ułaskawienie dotyczy więc skazanego, i to PRAWOMOCNIE – bo tylko takich osób dotyczy UKARANIE. Nie ma skazania (prawomocnego) – nie ma kary – nie ma ułaskawienia. Taki jest logiczny ciąg zależności. Osoba „nieprawomocnie skazana” nie podlega bowiem żadnej sankcji, którą można by jej w ramach „prawa łaski” darować. Więc każdy kto twierdzi że można ułaskawić kogoś (a nie uniewinnić! – uniewinnienie to nie jest to samo co łaska 🙂 ) kto nie został uprzednio skazany (a w związku z tym nie podlega karze) po prostu bredzi. O tym zresztą traktuje pośrednio drugie zdanie art. 139 konstytucji. Przyjmując na chwilę logikę Pana Dudy za dopuszczalną, (że prawo łaski nie wymaga skazania i że może być ono stosowane na każdym etapie postępowania sądowego SIC!) można byłoby łatwo obejść ograniczenie zawarte w zdaniu drugim, które swoją drogą nieprzypadkowo zestawia „łaskę” ze „skazanym” (tyle że w ramach ograniczenia). Wystarczyłoby bowiem, żeby prezydent nie czekał aż Trybunał Stanu kogoś skaże, tylko uruchomił procedurę ułaskawienia w trakcie lub natychmiast po wszczęciu takiego postępowania przed Trybunałem Stanu i już można sobie tym ograniczeniem podetrzeć d…udę 😉 I to samo na zasadzie analogii można byłoby stosować w sądach powszechnych. Jest to po prostu absurd i jawne bezprawie!

Nie można prawem łaski skracać postępowania karnego czy sądowego. To naruszałoby albo wręcz likwidowało prawo oskarżonego (pozwanego) zarówno do udowodnienia przed sądem swojej niewinności, jak i do skazania oraz ukarania przez sąd sprawcy czynu zabronionego któremu udowodniono winę. Byłoby to naruszenie elementarnych zasad prawa i poczucia sprawiedliwości w społeczeństwie. Zamykałoby bowiem możliwość ustalenia, kto jest winien (i dlaczego), poprzez jedną decyzję prezydenta. Taka ingerencja w wymiar sprawiedliwości byłaby niebezpieczna zwłaszcza w sprawach funkcjonariuszy państwowych związanych z władzą „panującego”. Skoro rzekomo Konstytucja (ani inne przepisy) nie mają prawa ograniczać prezydenta w stosowaniu prawa łaski, to równie dobrze można zlikwidować całą władzę sądowniczą bo jest niepotrzebna, a prawo łaski to żadne „prawo” a po prostu licencja na nieomylność prezydenta w sprawach sądowych. Nadawanie jednemu człowiekowi takiej władzy to faktyczne połączenie w jednym ręku władzy wykonawczej z sądowniczą (niemal absolutyzm). Skoro ułaskawienie jest dopuszczalne na KAŻDYM etapie sprawy, to co stoi na przeszkodzie żeby prezydent zażyczył sobie takiego „ułaskawienia” natychmiast po wniesieniu oskarżenia, przerywając cały proces na samym początku, tak żeby nikt nie dowiedział się żadnych faktów dotyczących oskarżenia takiego czy innego „kolegi prezesa” 😉 Bo zgodnie z „nowym prawem” prezydent nie musi czekać na to, aż cokolwiek będzie komuś udowodnione. Nie musi się też liczyć z argumentami skoro jeszcze żaden nie wybrzmiał! Sąd może się zatem nie wysilać w zbieraniu i rozpatrywaniu dowodów, przesłuchiwaniu świadków czy w innych czynnościach mających na celu dążenie do ustalenie prawdy obiektywnej, bo ona się nie liczy. Liczy się tylko „poczucie sprawiedliwości” Pana prezydenta – koniec kropka!

Dlatego najważniejszy w całej tej sprawie w zestawieniu z art. 139 konstytucji, jest art. 7, który mówi, że organy władzy działają nie tylko na podstawie, ale i w granicach prawa, a przede wszystkim art. 173. gdzie stoi jak wół napisane, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. Skracanie postępowania sądowego przez prezydenta (czyli inną władzę – wykonawczą) jest zatem działaniem poza granicami prawa, oraz naruszeniem odrębności sądu jak i niezależności toczącego się postępowania, gdyż dopiero wyrok (i to prawomocny) takie postępowanie kończy. Prezydent powinien ZACZEKAĆ na zakończenie postępowania, by dopiero od jego skutków (KARY ale nie od winy) móc swojego kolegę legalnie „zwolnić”. Jednak to by oznaczało że Pan Kamiński pozostanie winny popełnionego przestępstwa, a tylko nie wyląduje za to w więzieniu.

„…Zważywszy na to, że okazany przez prezydenta Dudę akt łaski godzi w elementarne poczucie sprawiedliwości i podważa fundamenty państwa prawa, wypada jedynie trzymać kciuki aby Sąd Okręgowy nie uległ presji większości doktryny prawa konstytucyjnego. Powinien uznać, że akt łaski zastosowany przez Prezydenta wykraczał poza jego prerogatywy, przez co był bezskuteczny. Skutkować to winno odmową umorzenia postępowania karnego i merytorycznym rozpoznaniem apelacji (o ile tylko, wobec ponownego wyboru Mariusza Kamińskiego na posła nie ma potrzeby ponownego uchylenia mu immunitetu, co już jest jednak zupełnie inną kwestią). A nuż w wyniku rozpoznania apelacji sąd w drugiej doszedłby do wniosku, że przestępstwo nie zostało popełnione i uniewinnił oskarżonego. Byłoby to z wielkim pożytkiem dla samego Kamińskiego (który mandat do sprawowania funkcji publicznych wywodziłby wówczas z oceny niezawisłego sądu, a nie z posiadania wpływowych kolegów), ale przede wszystkim dla budowy w Polsce państwa prawa.” (Tomasz Ludwik Krawczyk – Ułaskawienie nieskazanego Mariusza Kamińskiego a konstytucja)

…wypada więc powtórzyć za Panem Kokoszkiewiczem…

…Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo zagrażające każdej grupie rządzącej zwłaszcza, kiedy posiadła ono pełnię władzy. Mam na myśli triumfalizm, arogancję i przemożną pokusę spożywania zakazanych owoców, które takiej władzy często podtyka się jak na tacy. Bardzo ważne, aby media, które przez lata wspierały PiS nie poczuły się organami partyjnymi i nie przyjęły wraz z rządzącymi zasady TKM, czyli „Teraz K…a MY”.

I tu widzę bardzo ważne zadanie dla „Warszawskiej Gazety”, na której okładce nad winietą widnieją pisane drobną kursywą słowa: Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski-polskiej. Te dwa zdania zaczerpnięte zostały z ulotki kpt. Władysława Łukasiuka, „Młota” z 6 Brygady Wileńskiej AK.

Pamiętajmy, aby radość z tego, kto dzisiaj Polską rządzi nie przesłoniła nam nigdy czegoś o wiele ważniejszego, czyli tego jak rządzi i jakie cele stara się realizować. Powyższy cytat zapamiętajmy i traktujmy, jako wzornik i kopiał, który zawsze przykładać będziemy do każdej decyzji i poczynań nowej władzy. Jeżeli cokolwiek nie będzie pasowało do tego wzornika będziemy informować, a kiedy trzeba alarmować nie zważając, że komuś może się to nie spodobać. Trzeba pamiętać, że zawsze najłatwiej oszukać tych najbardziej i ślepo zakochanych. Dziennikarzom nie wypada tak na zabój kochać się we władzy bo utracą jakąkolwiek wiarygodność dołączając do Michnika, Lisa, Żakowskiego czy „Stokrotki” Olejnik.” (Mirosław Kokoszkiewicz)

źródło: Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę

… i liczyć na deklarowaną niezależność od nowej władzy by dać świadectwo owej wiarygodności o której jest mowa w cytacie. Tymczasem do tego co się wydarzyło jak ulał pasuje fragment z „Pana Tadeusza”:

„…Mistrz coraz takty nagli i tony natęża,
A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża,
Jak zgrzyt żelaza po szkle – przejął wszystkich dreszczem
I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem.
Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili,
Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli?…” 

Pora przejść do innej sprawy…

„Ledwo na cztery dni przed zwycięstwem PiS w wyborach parlamentarnych Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej, powołał na stanowisko rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa” – czytamy w serwisie Niezależna.pl.

Siemoniakowi nie przyszło do głowy, by skonsultować tę decyzję z Andrzejem Dudą, zwierzchnikiem sił zbrojnych. Ale gen. Pacek długo się stanowiskiem nie cieszył. Wczoraj odwołał go nowy minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Decyzja była jedną z pierwszych, które podjął.

To symboliczne. Tym samym w szeregi pozostałych w strukturach wojskowych pracowników, współpracowników i konfidentów komunistycznej bezpieki poszedł jasny sygnał:

„grubej kreski” nie będzie.

To samo dotyczy zapewne poukrywanych tu i ówdzie żołnierzy WSI, tak zaciekle zwalczających likwidatora „długiego ramienia Moskwy”.

Bez dokończenia procesu lustracji, bez wyeliminowania z życia publicznego ludzi zakorzenionych w PRL i ZSRS, nie ma możliwości przeprowadzenia sanacji życia publicznego.

Wiedzą o tym wszyscy, a najbardziej przeciwnicy nowego ministra obrony. Dlatego tak zaciekle go atakują.” (Wojciech Mucha)

źródło: Przegonić bezpiekę

Wiedzą o tym wszyscy… zauważa Pan Mucha pisząc o potrzebie lustracji (bardzo słuszna koncepcja) i odżegnując nowe władze od „grubej kreski” (do której nie powinno nigdy dojść). Na dowód realizacji tych potrzeb przywołuje odwołanie z funkcji rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa. Jednak mało kto wie, że ten gest nie ma po pierwsze nic wspólnego z lustracją, ani z likwidacją grubej kreski, a jest po prostu elementem polityki kadrowej w ramach zmiany u władzy. Jak ktoś nie wierzy niech się zapozna z podstawą prawną zwolnienia gen. Packa.

Jest to zapewne jeden z wielu gestów które jeszcze przed nami a które szumnie będzie się nazywać „sprawiedliwością dziejową” i oczyszczaniem aparatu państwa z wrażego elementu. W ilu wypadkach będzie to rzeczywiście podyktowane troską o kompetencje i uzasadnionym brakiem zaufania do delikwenta (z racji starych grzechów) to można będzie ocenić na podstawie ilości udowodnionych przed sądem przestępstw, niekompetencji i „zdrad” (nie spodziewam się zbyt dużo tego typu spraw). Z pewnością przypadek gen. Packa zmobilizuje prawdziwe szuje do samodzielnego ruchu w pożądanym przez nowe władze kierunku, i odejdą z zajmowanych stanowisk na własną prośbę, oszczędzając tym samym czasu i zachodu nowym pryncypałom – i tyle z tego będzie dobrego. O największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą się na ten temat rozpisywać, trąbiąc o tym jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu.

Ta „dekomunizacja” z pewnością zadowoli na jakiś czas część elektoratu PIS. Nic tak bowiem nie rajcuje najzagorzalszych fanatyków jak pozbawienie tłustych kotów i aparatczyków poprzedniej władzy funkcji i apanaży. Tylko co potem kiedy już chęć zemsty zostanie nasycona? Ilu Polakom ta odwilż da pracę, ułatwi prowadzenie działalności gospodarczej, ulży w fiskalnym ucisku, wyrwie z biedy albo pozwoli na powrót z emigracji? Ile stanowisk przez tę „falę rozliczeń” się zwolni, i komu przypadną? Dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo że szary obywatel (do tego nie związany z nową władzą) będzie mógł się na tego typu „miejsce pracy” tylko popatrzeć. Stąd właśnie radość z tego rodzaju „czystki” nazwałem jałową, bo żaden obywatel nie odniesie z tego tytułu żadnej wymiernej korzyści poprawiającej jego byt. Zwolnione przez jedne tłuste koty synekury przejmą inne tłuste koty, a naród dalej będzie musiał to wszystko utrzymywać. Co prawda PIS chce wprowadzić zmiany w kontraktach managerskich i zmniejszyć wysokość odpraw w spółkach Skarbu Państwa, które dzięki poprzedniej władzy przybrały wymiar po prostu rabunkowy, ale to jest również tylko gest. Bo cały ten majątek może być efektywnie zarządzany również w prywatnych rękach, a w wielu wypadkach (jak np. kopalnie) powinien być natychmiast sprywatyzowany (najlepiej oddany górnikom w zamian za część przyszłych zysków z przeznaczeniem na fundusz emerytalny) żeby nie obciążać więcej podatników kosztami jego (nie)funkcjonowania.

„…Prawo i Sprawiedliwość w projekcie ustawy chce ograniczyć długość okresu odprawy do 3 miesięcy, a tzw. zakaz konkurencji do 12 miesięcy jeżeli te okresy zawarte w już podpisanych umowach na zarządzanie i różnego rodzaju kontraktach managerskich są dłuższe, to wypłaty z nich wynikające będą opodatkowane 65% stawką podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Temu rozwiązaniu ma towarzyszyć także obniżka samych wynagrodzeń dla zarządzających w spółkach Skarbu Państwa, przy czym to rozwiązanie będzie dotyczyło tych nowo zatrudnionych. Zapowiadający wprowadzenie tych rozwiązań w Sejmie prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział, że w Polsce nie jest najlepiej z równością wobec prawa i obniżenie wynagrodzeń zarządzających w spółkach Skarbu Państwa i wysokiego opodatkowania odpraw będzie pierwszym przejawem wprowadzania tej równości.

W spółkach Skarbu Państwa po wygranych wyborach przez Prawo i Sprawiedliwość co oczywiste szykują się zmiany w szczególności powinni być wymienieni ci managerowie, którzy zostali nagrani na „taśmach prawdy”. Z tych rozmów bowiem bardzo często wynika, że podstawowym ich zajęciem wcale nie jest dobre zarządzanie powierzonym im majątkiem ale raczej tworzenie układów z politykami Platformy, aby jak najdłużej można się by było utrzymać na tym intratnym stanowisku. W takiej sytuacji likwidacja tzw. złotych spadochronów jest jak najbardziej na czasie i powinna być uchwalona w możliwie jak najszybciej…”

całość tu: Koniec „złotych spadochronów” podobne: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

Cała ta „wymiana” (za wyjątkiem usunięcia szubrawców i złodziei) jest narodowi potrzebna jak kolejny serial w TV. Co innego gdyby za tymi personalnymi czystkami szła jednocześnie likwidacja etatów, a pieniądze które rząd do tej pory wydawał na ich utrzymanie pozostały w całości w kieszeniach Polaków. To co proponuje PIS to żadna sprawiedliwość a zwykłe usprawiedliwienie dla istnienia urzędniczych paśników. Oczywiście zmiany jakościowe są potrzebne – zwłaszcza w organach kluczowych dla obronności i bezpieczeństwa, jak i w sądach czy prokuraturze. Jednak w pozostałych resortach i tzw. „administracji” należałoby po prostu zlikwidować etaty których poprzednia władza namnożyła, a sam proces zarządzania państwem (zwłaszcza gospodarką) powinien zostać zderegulowany. Tymczasem wcale się na to nie zanosi, bo zbyt łakomy to kąsek dla „nowych” co też chcą się nachapać.

Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

Niestety naród ten plan (swoim wyborem) przyklepał, gdyż władzy udało się mu wmówić że systemu nie trzeba reformować a wystarczy tylko zamienić świnie przy korycie na „bardziej uczciwe”.  A wtórują temu przekonaniu całe sztaby „specjalistów” i „autorytetów” zwanych „niezależnymi” i „niepokornymi”, które aż przebierają nogami żeby się wśliznąć na miejsca znienawidzonych poprzedników, po to by podczepić się pod różnego rodzaju kurki z publicznym szmalem.

Ta postawa pełnej ambicji pseudoelity tłoczącej się u podnóżka nowej władzy ma przełożenie na wyborców, których większość skłonna jest niewątpliwe polepszenie jakościowe rządów pod władzą PiS traktować jako cel sam w sobie.

Problem polega na tym, że to polepszenie nie jest wystarczające do załatwienia problemów. Sytuacja wygląda tak, jakby lekarz truciciel został odsunięty i zastąpiony przy łóżku chorego na nowotwór pacjenta przez niepodtruwającego już medyka, który zaczyna leczyć zapalenie spojówek, a na uwagi, że trzeba zająć sie rakiem, oskarża (ku akceptacji publiki i rodziny chorego) o radykalizm i ryzykanctwo. Finał jest do przewidzenia.

Dlatego wydaje mi się, że ,,radykalizm” będzie jednak niezbędny. Choroby nie wyleczono.” (Wojciech Miara)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

Jak się przedstawia stan świadomości części tego elektoratu (i nie tylko tego) również w kontekście znajomości historii, wydarzeń politycznych i wyciągania na podstawie tej wiedzy stosownych (a przede wszystkim prawdziwych) wniosków, które mogłyby prowadzić do odzyskiwania tożsamości narodowej (nie mylić z polityczną 🙂 ) i świadomości obywatelskiej niech opowie lektura: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

Pan Mucha mówi o tym że trzeba „dokończyć lustrację”. Prawda! Tyle że dziwnym trafem oczekuje – a w zasadzie jest przekonany o tym – że dokona tego środowisko, w którym tak jak w poprzedniej ekipie, nie brakuje ludzi z komunistycznym rodowodem i z socjalistyczno etatystycznym pomysłem na państwo. Pan Mucha zachowuje się jakby nie wiedział, że za uwalenie lustracji w przeszłości (kiedy była najlepsza na to pora) odpowiada m.in Pan Macierewicz, który wspomnianej uchwały lustracyjnej nie wykonał, choć został do jej wykonania przez Sejm zobowiązany….

„…nie przeprowadzil lustracji. Ujawnil tylko tych agentow, ktorzy juz nie pracowali. Czyli tych, ktorzy zakonczyli wspolprace z SB. Nie ujawnil natomiast tych osob, ktore pracowaly nadal dla UOP. Czyli ze rzucil nam ochlap w osobach Wieslawa Chrzanowskiego i Lecha Walesy, ktorzy z punktu widzenia tworcow Magdalenki byli tylko pionkami. Natomast nie ujawnil nikogo, kto dalej kontynuowal dzialalnosc w UOP, a ci agenci byli bardziej grozni od juz nieczynnych, poniewaz to oni podejmowali kluczowe decyzje. Przypominam chociazby sprawe Skubiszewskiego…” (całość tu: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”)

…Pisze też o poukrywanych tu i ówdzie jakichś bezimiennych żołnierzach WSI (dobre ma oko jeśli chodzi o płotki), podczas gdy grube ryby wydają się póki co pływać w mętnej wodzie niewiedzy całkowicie bezkarnie, choć przysłowiowych haków na których można by je powiesić nie brakuje… o czym przypomina Pan Sumliński:

„…Dziś, gdy w Pałacu Prezydenckim zasiada „nasz” prezydent, a pełnię władzy przejęła partia pana Kaczyńskiego, należałoby oczekiwać, że Polacy poznają prawdę o byłym lokatorze Belwederu. Trudno bowiem wyobrazić sobie tematykę bardziej „nośną” medialnie, jak informacje zawarte w zeznaniach świadka Winiarskiego. Usłyszeliśmy przecież o wielorakich kontaktach Komorowskiego ze służbami rosyjskimi i wschodnioniemieckimi, o poszukiwaniu „haków” na polityków PiS, o „ochronie” byłego prezydenta, mającej ścisłe powiązania z gangsterami, o przestępczych próbach zastraszania i zdobycia tajnego aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o związkach Komorowskiego z ProCivili i kilku innych sprawach, zdolnych wywołać polityczne trzęsienie ziemi i reakcje każdego wymiaru sprawiedliwości.

Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej.

Nazwanie takiej sytuacji zadziwiającą, byłoby zaledwie bladym eufemizmem. Uważam, że mamy do czynienia z ogromnym skandalem i niezwykle groźnym zjawiskiem. Jeśli dziś je przemilczymy, wkrótce możemy zapłacić za to wysoką cenę.

Bronisław Komorowski jest bowiem najciemniejszą postacią świata polityki III RP. Jest osobą, za którą rozpościera się cień wielu ponurych tajemnic i niewyjaśnionych spraw. Prezydentura tego człowieka była czasem hańby, destrukcji i nienawiści. To okres, w którym utraciliśmy poczucie bezpieczeństwa i zdolność do suwerennych działań, w którym znacząco osłabiono potencjał obronny państwa i skierowano polityczne priorytety na proces „zbliżenia” z putinowską Rosją. Nie chodzi tylko o obszar propagandy i nachalnej demagogii wylewającej się z ust polityków PO-PSL i hierarchów Kościoła. „Zbliżenie” z państwem Putina miało wymiar koncepcji bezpieczeństwa narodowego, w której Rosja miałaby stanowić „istotny gwarant bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”. [o czym więcej tu: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?) – Odys]

Z takiej perspektywy trzeba oceniać prezydenturę Komorowskiego oraz więzi łączące go z Rosjanami. Nigdy nie wyjaśniono okoliczności, w jakich człowiek ten kontaktował się z ludźmi Putina, tuż po 10 kwietnia 2010 roku. Chodzi m.in. o majową wizytę w Katyniu (wspólnie z Jaruzelskim), o spotkanie 21 czerwca 2010 roku z rosyjskimi wojskowymi w Erewaniu, o wspólny pobyt w Sopocie Komorowskiego i Patruszewa w lipcu 2011 roku, o spotkanie w Jekaterynburgu w grudniu 2011 z wysłannikiem Putina Aleksandrem Charłowem, o lądowanie w Irkucku na Syberii, w drodze do Chin, o „międzylądowanie” w Azerbejdżanie, 6 marca 2012 roku (dwa dni po wyborach prezydenckich w Rosji) i rozmowy z prezydentem tego państwa Ilhamem Alijewem – żarliwym zwolennikiem Putina. To zaledwie część tematów wymagających wyjaśnienia. Jest oczywiste, że nie tylko wcześniejszy życiorys Komorowskiego, ale czas jego prezydentury obfitują w rozliczne „białe plamy” i zagadkowe sytuacje.

Ponieważ ten człowiek jest nadal aktywny w życiu publicznym, posiada realny obszar wpływów oraz potencjał polityczny, który niebawem (jak sądzę) zostanie wykorzystany – należałoby uczynić wszystko, by Polacy poznali prawdziwe oblicze owego „katolika – konserwatysty”. Uważam to za rzecz priorytetową dla naszego bezpieczeństwa…

…Nie wyobrażam też sobie, by (jak ma to miejsce obecnie) środowisko „naszego” prezydenta mogło nadal ukrywać informacje na temat aneksu z Weryfikacji WSI i udzielało w tej sprawie tyleż nonsensownych, jak skandalicznych odpowiedzi. Mamy prawo wiedzieć – czy aneks znajduje się w tajnym sejfie prezydenta Dudy oraz – czy i kiedy zostanie ujawniona jego treść?…

…Jeśli nowa władza nie podejmie żadnych czynności weryfikujących informacje przekazane przez tego świadka i nadal będzie unikała prześwietlenia i rozliczenia prezydentury Komorowskiego, otrzymamy mocną przesłankę na istnienie parasola ochronnego nad byłym prezydentem.

Odpowiedź na pytanie – dlaczego taki parasol miałby istnieć, pozwoliłaby wówczas zrozumieć logikę „nowego rozdania”. (Aleksander Ścios)

całość tu: PARASOL NAD KOMOROWSKIM ? oraz: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

…jednocześnie człowiek odpowiadający za sporządzenie owego tajemniczego aneksu do raportu (za którego ukrywanie do politycznych rozgrywek być może zginął Lech Kaczyński) w jednej z wypowiedzi zapowiada (i nie zapowiada – taki myk) kolejne aneksy, choć pierwszego jeszcze nie opublikowano, za to poszukiwanie konfidentów ma się odbywać dalej (bo poufnych informacji nigdy dość)…

„…Macierewicz wskazuje, że gdy szefowie nowych służb natkną się na informacje, które zgodnie z ustawą weryfikacyjną wymagają napisania następnego aneksu, czyli kolejnego uzupełnienia do „Raportu z weryfikacji WSI”, to muszą to zrobić – czyli jest to ich ustawowy obowiązek.

„Mówię o tym dlatego, żeby była jasność: z punktu widzenia ustawowego istnieją wszystkie narzędzia, aby kontynuować proces weryfikacyjny” – podkreśla wiceprezes PiS.

Pytany czy będzie kolejny aneks Macierewicz wyjaśnia: „Nie zapowiadam żadnych kolejnych aneksów. Od razu chciałbym to powiedzieć tym komentatorom, którzy mogą podnieść histeryczne krzyki, że Macierewicz zapowiada następne aneksy. Przypominam jedynie, co mówi ustawa, i że przewidziano w niej taką sytuację, że wykryte przestępcze działania byłych żołnierzy WSI wymagają opublikowania następnego aneksu i wyciągnięcia z niego konsekwencji”…” (Antoni Macierewicz: Istnieje możliwość dokończenia weryfikacji)

…Bardzo to pasuje do dotychczasowej taktyki przemilczania o jakiej wspomina Pan Sumliński. I nie dziwota! Kto by się chwalił publicznie wiedzą na taki temat. Tylko ten który nie może już z niej zrobić użytku. Upublicznienie tego rodzaju danych to pozbycie się przysłowiowego „asa w rękawie” w postaci haków na poszczególne osoby (tak z władzy jak i jej oficerów prowadzących). Poza tym, to całe (prze)milczenie jakie gwałtownie zapanowało w obozie „płomiennych patriotów” wobec „naturalnego” wroga jakim jest Pan Komorowski, bardzo pasuje do resetu resetu pierwszego resetu (to nie jest powtórzenie, ponieważ kierunek wiatru dziejów zmienił się już dwukrotnie) kiedy to swojego czasu Barack Obama proponował Rosji sojusz w ramach tworzenia wspólnego międzynarodowego bloku „bezpieczeństwa”, czyli wspomnianego przez Sumlińskiego „nowego rozdania”.

Ktoś zapyta a co ma wspólnego taki czy inny dogawor USA i Rosji z tym co się akurat dzieje w „polskim piekiełku” polityki? Ano ma wiele wspólnego, jeśli tylko zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska nie jest podmiotem a przedmiotem w polityce międzynarodowej, i w zależności od tego jak akurat kształtują się relacje między mocarstwami, tak kształtuje się kierunek sympatii i antypatii „polskich” władz (a to na pro amerykańską, a to na pro rosyjską, a to na pro niemiecką). Więc jeśli nawet jakiś czas temu Putin i Rosja były beee (bo Gruzja, bo Ukraina, bo coś tam) to od jakiegoś czasu można zaobserwować jak nasi sojusznicy z USA kokietują Rosję (z wzajemnością) pod pretekstem walki z terroryzmem (a głównie ze strachu przed rosnącą potęgą Chin), i znowu ocieplają wzajemne stosunki. Z tego też powodu może wynikać zobowiązanie „nowych” polskich władz, do pewnych drobnych „gestów” wpisujących się w aktualną tendencję sojusznika z USA, czyli nie robienia krzywdy ludziom z obozu prorosyjskiego, z którym poprzez WSI (które podobno zostały zlikwidowane przez Macierewicza) identyfikowany jest Pan Komorowski.

Inne wytłumaczenie to oczywiste zaszłości wynikające z początków tzw. „transformacji ustrojowej”, gdzie protoplasta obecnego PISu (Porozumienie Centrum) było reprezentowane na rozmowach z komunistyczną bezpieką (również wojskową) w Magdalence przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Z uporem maniaka wypominam po raz kolejny tę słynną popijawę, bo to właśnie tam ustalono że „wy nie ruszacie naszych a my nie ruszamy waszych”. Stąd też m. in. wynikają pewne szczególne zobowiązania Pan Macierewicza, bo chociaż był „zawzięcie” ścigany przez „starą” władzę” za swoją „szkodliwą” dla państwa działalność, to jednak skończyło się tylko na ściganiu i nieprzyjaznej prasie (o czym więcej tu: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?)

Na koniec jeden z mocniejszych pozytywów ostatnich dni (taka kropla miodu w beczce dziegciu), choć będący póki co również w fazie gestu, bo czy cokolwiek wyniknie z tej sprawy w postaci ukarania odpowiedzialnych za to osób, to już od prokuratury będzie zależało. Mowa o raporcie Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy na temat nadużyć i defraudacji popełnianych przez poprzednich właścicieli „zamku”, a być może i samego byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego…

„…W raporcie zwrócono uwagę m. in. na niebywałe zmiany w strukturze zatrudnienia wprowadzane w ostatnich miesiącach urzędowania Bronisława Komorowskiego. Od 24 maja do 6 sierpnia 8 pracownikom zamieniano umowy terminowe na umowy na czas nieokreślony, zatrudniono 6 nowych pracowników, 14 osobom przyznano awans, w tym 4 zaraz przed rozwiązaniem stosunku pracy.

3 osoby rozwiązały umowy o pracę z Kancelarią, by przejść do pracy w sztabie wyborczym Bronisława Komorowskiego. Odprawy i ekwiwalenty za niewykorzystany urlop oraz dni nadpracowane wyniosły w sumie 57 tys. złotych. Wszystkie te osoby wkrótce zostały ponownie zatrudnione, jedna z nich otrzymała awans, dwie pozostałe – podwyżki. Nowe zasady funkcjonowania Kancelarii wprowadzono 31 lipca, czyli tydzień przed zakończeniem urzędowania prezydenta Komorowskiego.

„Trudno znaleźć obiektywne uzasadnienie dla tego typu zmian pod koniec kadencji Prezydenta, poza chęcią wypłaty wysokich odpraw bliskim współpracownikom ustępującego z urzędu Prezydenta” – stwierdza raport.

Łączna kwota wypłaconych odpraw wyniosła 587 tys. złotych, w tym najwyższa odprawa dla jednego pracownika – 81 tys. złotych. W czerwcu – a więc już po przegranych wyborach prezydenckich – Bronisław Komorowski utworzył aż 5 nowych stanowisk kierowniczych.

Jeszcze większa była suma nagród, jakie w ciągu omawianych niecałych czterech miesięcy otrzymali pracownicy Kancelarii. Nagrodzono finansowo 328 osób na łączną kwotę prawie 1,5 miliona złotych.

Na podobną kwotę składają się upominki wręczane przez byłego prezydenta w okresie od 1 stycznia do 6 sierpnia. Wydano 1 476 780 złotych, z czego większość (prawie milion) w ciągu ostatnich miesięcy urzędowania…

…To tylko niektóre elementy audytu z działania kancelarii Bronisława Komorowskiego. Pełna treść raportu jest do pobrania na stronie Prezydenta RP. 

– To, co się rzuca w oczy to brak szacunku dla pieniędzy publicznych. Brak planowania, chaos w zarządzaniu i wydawanie lekką ręką ogromnej ilości publicznych pieniędzy. Jest szereg przykładów tych rażących nieprawidłowości. Dla mnie najbardziej rażące przykłady to likwidacja 1246 składników majątkowych należących do Kancelarii na kwotę ponad miliona złotych – tylko w tym roku. Na przestrzeni ostatnich 7 lat w Kancelarii zlikwidowano 150 składników na kwotę 61 tysięcy. Jak należy nazwać coś takiego?!..”

źródło: Pełny raport podsumowujący szokujące działania kancelarii Bronisława Komorowskiego podobne: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

…Wszystko o czym tu tak długo ględziłem spisując przez kilka dni i układając w (jak sądzę) logiczną całość, przejrzyście, lekko i w sposób najprostszy z możliwych opisał w swoim stylu Pan Michalkiewicz, więc na koniec jego tekst jako synteza…

„Zaledwie tydzień mija od zaprzysiężenia rządu pani premierzycy Beaty Szydło, a już widać, że na podmiance przy rządzie przebudowa sceny politycznej w naszym nieszczęśliwym, a właściwie odtąd już szczęśliwym kraju się nie skończy. Z tym nieszczęśliwym krajem jest tak, że wielu Czytelników ma do mnie pretensję o to sformułowanie. Dotychczas na takie uwagi odpowiadałem pytaniem, czy uważają, że nasz kraj jest szczęśliwy. Ponieważ żaden tak nie uważał, dalej spokojnie używałem określenia „nieszczęśliwy kraj”, będącego zresztą cytatem z powieści Bolesława Prusa „Lalka”, w której tak właśnie o Polsce, a właściwie – o Prywiślińskim Kraju – mówi Książę. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, teraz Czytelnik nadesłał mi opinię, że kraj nasz może się wreszcie uważać za szczęśliwy, bo rządy objął pan prezes Jarosław Kaczyński ze współpracownikami w osobach pana prezydenta Andrzeja Dudy i pani premierzycy Beaty Szydło, żeby nie wspomnieć o pozostałych członkach rządu. Skoro tak, to co innego, chociaż z drugiej strony przezorność nakazuje nie chwalić dnia rano, tylko dopiero wieczorem, co przywódca SLD Leszek Miller wyraził w postaci wskazówki, po czym poznaje się prawdziwego mężczyznę – nie po tym, jak zaczyna, tylko po tym, jak kończy.

Otóż pan prezes Kaczyński ze swymi współpracownikami najwyraźniej dopiero zaczyna przebudowywać również kulisy politycznej sceny. Skoro bowiem przechodzimy pod kuratelę amerykańską, tym razem już chyba na dobre – chociaż któż może wiedzieć, jakie bajki będzie opowiadał wybrany w przyszłym roku nowy amerykański prezydent i z jakiego klucza będzie i nam wypadało ćwierkać, jeśli na przykład – na co się coraz bardziej zanosi – sojusznikiem naszych sojuszników zostanie zimny ruski czekista Putin – no to jest rzeczą oczywistą, że nasi sojusznicy („niech żyją nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy!”) muszą na tubylczej politycznej scenie zainstalować swoich sukinsynów, a wyeliminować sukinsynów jakichś takich nie swoich i to nie tylko od frontu, ale i od kulis. Toteż zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, co nastąpiło po expose pani premierzycy Beaty Szydło, w którym zapowiedziała ona dla naszego nieszczęś… – to znaczy – pardon – oczywiście szczęśliwego kraju „rozwój, rozwój i jeszcze raz rozwój”, dzięki bilionowi złotych, które przeznaczy się na inwestycje, rozpoczęła się energiczna kuracja przeczyszczająca.

Bilion, czyli tysiąc miliardów złotych, stanowi równowartość mniej więcej trzech rocznych budżetów państwa, więc trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób polska gospodarka, w której – mówiąc nawiasem – narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim zaledwie stopniu, miałaby wygenerować takie nadwyżki i to w ciągu najbliższych dwóch, a najwyżej trzech lat. Ten potencjał jest zablokowany z jednej strony przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model pastwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego, a z drugiej – przez rosnącą biurokratyzację kraju, z której korzystają Umiłowani Przywódcy i polityczne zaplecze wszystkich dotychczasowych kierunków politycznych. Najprawdopodobniej tedy opowieści o potrójnym rozwoju można będzie spokojnie włożyć między bajki, bo osobiście sądzę, że nowy rząd może – po pierwsze – poodkręcać zainstalowane u nas w poprzednich latach wynalazki politycznej poprawności w rodzaju genderactwa i temu podobnych bredni, a po drugie – że zacznie prowadzić politykę historyczną, w której będzie dawał odpór politykom historycznym niemieckiej i żydowskiej – oczywiście w granicach dopuszczonych przez naszych sojuszników, którzy i w tej sprawie mają przecież wiele do powiedzenia.

Więc zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, rozpoczął on kurację przeczyszczającą, dymisjonując szefów tajnych służb: Kontrwywiadu Wojskowego i Wywiadu wojskowego. Najwyraźniej oni też powiększą grono „żołnierzy wyklętych”, którym bohaterskie legendy będzie pewnie dorabiała niezawodna „Gazeta Wyborcza”, gdzie redakcyjny Judenrat takie umiejętności powysysał z mlekiem stalinowskich przodków, co to podobne legendy dorabiali „generałowi Walterowi” („ziemia spadła na ciało, zapachniała jak senny las, ale serce zostało na przedmieściach hiszpańskich miast, ale serce szło z wojskiem przez obszary Republik Rad, do wolności przez Polskę, a do Polski przez cały świat”) i innym.

Nocne posiedzenie komisji do spraw służb, podczas której kuracja została przeprowadzona, pan Biernacki z PO uznał za „zamach stanu”, ale to się tylko tak mówi, bo w posiedzeniu uczestniczył nowy minister-koordynator Mariusz Kamiński, który przez prezydenta Dudę właśnie został ułaskawiony, chociaż niezawisły sąd apelacyjny jeszcze nie zdążył wydać w jego sprawie prawomocnego wyroku. Ta decyzja pana prezydenta spowodowała powstanie w tubylczej jurysprudencji dwóch szkół: jedna szkoła utrzymuje, że pan prezydent może ułaskawić każdego delikwenta w każdym czasie. „W każdym” – a więc nawet ZANIM zdąży popełnić jakieś przestępstwo, podczas gdy druga twierdzi, że owszem – ale prawo łaski prezydent może zastosować dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocny wyrok skazujący. Ta druga szkoła powołuje się na to, że w kodeksie postępowania karnego procedura ułaskawienia jest omawiana w dziale zatytułowanym „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia” oraz na art. 7 konstytucji stanowiący, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” z czego wynika, że nie można domniemywać kompetencji organu władzy publicznej, np. pana prezydenta.

Ale jurysprudencja – swoją drogą, a wymagania wynikające z konieczności przebudowy sceny politycznej i jej bezpieczniackich kulis pod kątem potrzeb obecnej amerykańskiej polityki w Europie – swoją drogą i od razu widać, że sojusznicy chyba dłużej nie chcieli czekać. Tym bardziej, ze kuracja przeczyszczająca obejmuje również jurysprudencję – na razie w postaci Trybunału Konstytucyjnego, gdzie poprzedni Sejm rzutem na taśmę wybrał na zapas pięciu sędziów. Jednak prezydent Duda ich nie zaprzysiągł, a PiS w czwartek przepycha przez Sejm nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, dzięki której zamiast tamtych, wybierze nowych sędziów. Ciekawe, którzy sędziowie dali się wtedy wybrać i jacy dadzą wybrać się teraz – bo zarówno tamten rzut na taśmę w wykonaniu koalicji PO i PSL, jak i ten w wykonaniu PiS rzuca jaskrawe światło na sławną „niezawisłość” sędziów i trybunałów. Nikt chyba nie będzie miał już odtąd wątpliwości, że również i ją możemy spokojnie włożyć sobie między bajki, a bajki – wiadomo – zawsze są, a w każdym razie – zawsze mogą być piękniejsze od rzeczywistości, dzięki czemu im więcej bajek, tym szczęśliwszy będzie stawał się nasz, dotychczas nieszczęśliwy kraj.”

źródło: Na fasadzie i za kulisami

„…Ponieważ pan minister Kamiński nie został skazany prawomocnie, to w myśl zasady domniemania niewinności powinien być uważany za niewinnego również przez pana prezydenta.

Pan prezydent bowiem, podobnie jak inne organy władzy publicznej, zgodnie z art. 7 konstytucji, działa, a w każdym razie – powinien działać „na podstawie i w granicach prawa”. W przełożeniu na język ludzki oznacza to, że nie można domniemywać uprawnień organu władzy publicznej, której każdy krok powinien następować z wyraźnego upoważnienia. Tymczasem kodeks postępowania karnego umieszcza procedurę traktującą o ułaskawieniu w dziale zatytułowanym: „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia”, co interpretatorzy hołdujący potępianej za pierwszej komuny metodzie formalno-dogmatycznej uznaliby za argument, iż ułaskawić można tylko osobę prawomocnie skazaną. Podobno jednak nie można było czekać z ułaskawieniem pana ministra Mariusza Kamińskiego ani chwili dłużej i z tego powodu pan prezydent nie miał innego wyjścia, jak ułaskawić pana ministra Kamińskiego, niechby nawet z niewinności.

Może to stworzyć kłopotliwy precedens dla jurysprudencji, bo jaki właściwie jest status obywatela ułaskawionego z niewinności? Czy na skutek ułaskawienia z niewinności obywatel traci niewinność, czy przeciwnie – nie tylko jej nie traci, ale nawet uodpornia się na utratę niewinności w przyszłości, analogicznie jak w przypadku zaszczepienia ospy prawdziwej? W pierwszym przypadku pan prezydent swoją stachanowską decyzją wyświadczyłby panu ministrowi Kamińskiemu niedźwiedzią przysługę, natomiast w przypadku drugim pan minister Kamiński mógłby dokazywać jeszcze śmielej, niż w przypadku afery gruntowej, korzystając z nabytej odporności na winę, zgodnie z nazistowską jeszcze zasadą, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty”.

Na tym przykładzie widać, ile nowych zadań spadnie na naszą tubylczą jurysprudencję, w związku z kuracją przeczyszczającą, przeprowadzaną w naszym bantustanie dla potrzeb naszego sojusznika. Czy będzie ona w ogóle w stanie tym oczekiwaniom sprostać? To nie jest takie pewne tym bardziej, że w najtwardszym jądrze jurysprudencji, czyli Trybunale Konstytucyjnym zapanował zamęt nie do opisania. Najsampierw koalicja Platformy Obywatelskiej i PSL, rzutem na taśmę dokonała wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Ci sędziowie byli, ma się rozumieć, niezawiśli, podobnie jak wszyscy inni, ale co to komu szkodzi, jak niezawisłość będzie wzbogacona wdzięcznością za nominację? Takie rzeczy się zdarzały; któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak

…co z konfidentami? Wiadomo przecież, że agentura jest podstawowym narzędziem, przy pomocy którego RAZWIEDUPR utrzymuje okupację naszego nieszczęśliwego kraju. Ta agentura, którą można spokojnie liczyć w dziesiątkach tysięcy, uplasowana została w miejscach, gdzie podejmuje się decyzje, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, gdzie decyduje się o energicznych śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu na razie nie – gdzie wydaje się wyroki, no i gdzie wytwarza się masowe nastroje, a więc mediach i środowiskach opiniotwórczych. Ci konfidenci gotowi w zamian za synekurę, gotowi są służyć każdemu, więc z punktu widzenia naszego sojusznika kuracja przeczyszczająca nie jest tu potrzebna, no ale oprócz sojusznika, który na tubylcze synekury nie poluje, są jeszcze inni polujący, więc nie jest wykluczone, że kuracja przeczyszczająca obejmie również konfidentów. Czy jednak wtedy można będzie jeszcze rządzić naszym nieszczęśliwym krajem?” 

źródło: Co z konfidentami?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Szewczak: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP… Jeśli tak to jak nazwać ZUS? Michalkiewicz podaje rozwiązanie.


Źródło: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP

A jak nas „zapisywano” do ZUS to ktoś się pytał? Czy ZUS jest „bardziej dobrowolny” od OFE? 🙂 Czy porównując skalę marnotrawstwa „składek” w ZUS do OFE ktoś może z czystym sumieniem powiedzieć że ZUS jest mniejszą patologią? Na jakiej więc podstawie to OFE jest „jednym z największych” oszustw a ZUS wymaga tylko reformy? Bo jeśli OFE destabilizują finanse publiczne… to jak nazwać to co robi ZUS?

Przepraszam bardzo, ale rozpatrywanie patologii OFE które z księżyca nie spadło (ktoś to przecież rozmyślnie tak skonstruował a rząd i sejm solidarnościowy to zaklepał nieprawdaż?), bez analogii do jeszcze bardziej patologicznego komunistycznego mechanizmu klasycznej piramidy finansowej jaką jest ZUS jest najdelikatniej rzecz ujmując nieuczciwe. Problemem nie jest bowiem jakieś tam OFE, które na dobrą sprawę w porównaniu do ZUS „kradło” proporcjonalnie jakieś grosze (nie to nie jest usprawiedliwianie!). Problemem jest sama idea że oto „państwo” może sobie za pośrednictwem jakiejś instytucji co miesiąc (przez kilkadziesiąt lat!) zabierać nam (pod przymusem!) z wypłaty niemałe pieniądze, a potem może nam pokazać przysłowiową figę, proponując ochłapy z tego co rzekomo człowiek z takim mozołem przez całe życie zawodowe „odkładał”, na rzekomo „indywidualne subkonto emerytalne”. Nie ważne czy te „oszczędności” trzymane są w ZUS czy w OFE, bo chodzi o to że ich właściciel (który te środki wypracował) raz że nie ma do nich dostępu, a dwa – i tak na końcu to państwo decyduje kiedy, komu, ile, i za co (nie)wypłaci. Zmieniając sobie przy tym kiedy mu wygodnie reguły gry w trakcie jej trwania, i to w obu modelach „oszczędzania”, bo obie te instytucje (z co za tym idzie prawo według którego funkcjonują) stworzyło i zmienia co jakiś czas państwo, i to w sposób coraz bardziej niekorzystny dla prawowitych właścicieli tych pieniędzy.

Tyle się mówi negatywnie o składkach i prowizjach do OFE, ale czy ktoś pamięta jakie konsekwencje dla wysokości emerytury miała zmiana w sposobie jej naliczania jaką wprowadzono jakiś czas temu dla środków „odkładanych” na podobne „subkonto” w ZUS? Albo co to znaczy że wiek emerytalny był podnoszony (i to nie jest ostatni raz – zapewniam)? Ktoś wie dlaczego w tym czasie OFE było „zmuszane” USTAWOWO dokapitalizować polską giełdę i ładować się w polski dług (obligacje)? Kto na tym korzystał głównie? Czy aby nie państwo i państwowe spółki notowane na giełdzie? To OFE pisało ustawę o OFE czy w końcu kto? No i kto odpowiada za dziurę w FUS z którego jest (nie)dofinansowany ZUS? Ktoś wie skąd się wzięła? I gdzie są pieniądze ludzi którzy nawet nie zdążyli wziąć pierwszej emerytury bo umarli zanim dożyli „odpowiedniego” wieku?

W związku z powyższym wmawianie ludziom że OFE jest złe bez pokazania jeszcze gorszej prawdy o ZUS to hipokryzja. To ideę OFE trzeba zreformować a ZUS zamknąć. Trzeba odciąć od składek ludzi którzy do systemu się nie dokładają, albo czerpią niewspółmierne do „odłożonych” pieniędzy korzyści. Nie trzeba żadnych nowych paśników dla urzędasów w postaci „ministerstw” które to „uporządkują”. Na co komu twór pod nazwą „Skarb Narodowy Polaków”? Szumna nazwa, ale dla których konkretnie Polaków ma być ten cały „skarb”, poza rzecz jasna tymi którzy będą w nim zasiadać i brać wysokie pensje za przelewanie z pustego w próżne? Komu to potrzebne Panie Szewczak (czy w waszych SKOKach też tworzycie zbędne i nikomu niepotrzebne etaty? Nie sądzę) bo na pewno nie „składkowiczom”, gdyż jest to dla nich kolejny koszt jako podatników którzy na te urzędy łożą.

Niech państwo przestanie zabierać obywatelom ich pieniądze pod pretekstem „zabezpieczenia” starości bo widać gołym okiem że się z tego nie wywiązuje i nie wywiąże. A będzie niestety jeszcze gorzej, bo społeczeństwo się starzeje, co oznacza że biorących ze wspólnego wora będzie więcej niż do niego wkładających a już mamy deficyt! To z czego państwo myśli finansować nawet te ochłapy które już nalicza? Gdzie są pieniądze ludzi którzy tyle lat „odkładali” a nawet nie zdążyli ich powąchać bo nie dożyli do emerytury! To ZUS jest tu największą patologią a nie OFE, więc to ZUS powinno się zlikwidować a OFE co najwyżej zreformować, bo idea osobistego i SAMODZIELNEGO oszczędzania jest bardzo dobra.

Niech konta indywidualne będą rzeczywiście kontami indywidualnymi i PRYWATNYMI. Jeśli państwo (rządzący) nie ufa swoim obywatelom, i nie wierzy w ich zmysł myślenia/oszczędzania na przyszłość, to przecież wystarczy że ustanowi obowiązek takiego oszczędzania (ale samodzielnego), oraz nienaruszalności takich samodzielnych składek do określonego wieku albo kwoty. Tymczasem niech przestanie kłaść na nasze dochody swoją chciwą łapę bo to nie są państwowe pieniądze (wbrew temu co bezczelnie stwierdził Sąd Najwyższy) tylko nasze – obywateli i pora droga władzo (teraźniejsza i przyszła) przestać Polaków podstępem ograbiać. Czemu „składki” takiego emeryta który umiera przedwcześnie nie trafiają w całości do dzieci albo innych spadkobierców? Czemu ten cały ZUS jest tak skonstruowany że te pieniądze „gdzieś” znikają? (Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.) Czy to nie jest najbardziej ordynarna z kradzieży? Czy naprawdę to OFE jest największą patologią? Niech państwo skończy z przywilejami na które cała ciężko pracująca reszta musi się składać. Wtedy nie będzie problemu z tym że ktoś chce krócej pracować. Ile odłożyłeś tyle dostaniesz – to jest JEDYNE uczciwe podejście do sprawy.

Jeżeli ktoś uważa że idea oszczędzania na własny rachunek jaką pierwotnie miały być OFE jest zła (z pominięciem tego co ROZMYŚLNIE obywatelom sprezentowano jest to słuszna idea – każdy SAM na SIEBIE), to znaczy że KAŻDA idea oszczędzania na własny rachunek jest zła. Wtedy należałoby zlikwidować wszystkie banki i instytucje w których ludzie DOBROWOLNIE oszczędzają (właśnie dlatego że robią to na własny rachunek). Jeżeli OFE są złe „z zasady” to ZUS tym bardziej – z racji skali marnotrawstwa, prawdziwie niewolniczego przymusu, nieuczciwych zasad w postaci uprzywilejowania i wypłacania emerytur tym którzy się nie dokładają, na koszt tych którzy „odkładają” (czego przypomnę w OFE nie ma).

Reasumując. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego uzasadniający obrabowanie przez rząd jednej szulerni (OFE) na korzyść innej i do tego jeszcze gorszej (ZUS), jest jak dla mnie usankcjonowaniem kradzieży zuchwałej. Pieniądze te powinny bowiem zostać zwrócone ich właścicielom, czyli obywatelom którym zostały pod przymusem zabrane. Tymczasem zostały przeznaczone (bez naszej zgody) na oczywiste zmarnowanie (chwilowe obniżenie długu), i od tej pory nikt nam tych ekstra środków w ramach ZUSu NIGDY nie wypłaci.

PS… Dla uzupełnienia polecam dwie wypowiedzi Pana Stanisława Michalkiewicza, który w kilkanaście minut w prosty sposób mówi o tym jaka przyszłość nas czeka jeśli system nie zostanie natychmiast zreformowany, a sprawa nie zostanie obywatelom uczciwie przedstawiona – Postulat utworzenia funduszu emerytalnego nie został zrealizowany!  i o tym ile nas kosztuje utrzymanie ludzi którzy prowadzą nas ku katastrofie, czyli jak to Nasi „dobrodzieje” wyślizgali nas z władzy nad naszym bogactwem… Odys

Na koniec dwa ulubione cytaty z Bastiata (co z tego że już były skoro pasują jak ulał… znowu):

„Gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi, na przestrzeni czasu stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie go gloryfikował”…

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.”

podobne: RPO skarży ustawę o OFE do Trybunału Konstytucyjnego. Eksperci nie wierzą, że TK cofnie reformę OFE. oraz: Grzegorz Sowa o swoim pojedynku z ZUS-em: Będę walczył! i to: W OFE zyski i dywersyfikacja ryzyka. W ZUSie gnijące dokumenty i topniejące emerytury. a także: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych. polecam również: O waryja(n)tach OFErmy i oszczędzaniu na emeryturę. i jeszcze:  ZUS vs. OFE czyli kto kłamie i dlaczego. a także: Rostowski znowu w „akcji”, czyli OFErmy rozPOznanie bojem i reakcje rynku akcji oraz: „Raport o sytuacji ZUS”. Piramida finansowa bankrutuje.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Dziś na kolejnej rozprawie procesu dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oskarżonego o rzekomą płatną protekcję podczas weryfikacji żołnierzy WSI wystąpił jako świadek Krzysztof Winiarski, biznesmen i były przyjaciel Bronisława Komorowskiego. Zeznania Winiarskiego, na które oczywiście należy patrzeć z dużą ostrożnością, są wstrząsające.

Na początek przypomnijmy, co w 2011 r. pisała o Winiarskim Dorota Kania w „Gazecie Polskiej Codziennie”: W archiwum Krzysztofa Winiarskiego znajdują się m.in. dokumenty i nagrania dotyczące jego kontaktów z posłem, a później marszałkiem Bronisławem Komorowskim. Biznesmen poinformował Komorowskiego, a następnie także Tuska o posiadanych dowodach, świadczących o działalności międzynarodowych grup przestępczych.

„GPC” dodawała: Winiarski w 2009 roku dwukrotnie odwiedził BBN. We wrześniu 2009 roku przekazał informację i materiały dotyczące propozycji złożonej mu przez ówczesnego marszałka Sejmu. Bronisław Komorowski miał mu zaoferować 100 tys. złotych i funkcję podsekretarza stanu za przyniesienie mu kopii fragmentu aneksu do raportu, w którym mowa o przestępczej działalności ówczesnego marszałka Sejmu.

Dziś na procesie Winiarski – wobec którego wiarygodności trzeba być rzecz jasna ostrożnym – powtórzył te informacje. Stwierdził m.in., że ludzie z ochrony Bronisława Komorowskiego chcieli kupić od niego tajny aneks z weryfikacji WSI. Ale dodał także, że w 2007 r. Komorowski chciał, by Winiarski znalazł „haki” na Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i Zbigniewa Ziobrę. „Mam zapis tej rozmowy” – zadeklarował Winiarski.

Biznesmen opowiadał też o swoich wcześniejszych kontaktach z Komorowskim. „Dotarło do mnie, że gdy Komorowski został szefem MON [było to w 2000 r.], rozpaczliwie szukał informacji o swoich kontaktach z Rosjanami i WSI” – powiedział Winiarski. W swoich zeznaniach zasugerował, że Komorowski wraz z współpracownikami chodził do agencji towarzyskiej dla Rosjan.

Winiarski wielokrotnie podkreślał, że obawia się o swoje życie. Mówił, że ochrona Bronisława Komorowskiego proponowała mu przez łącznika z mafii łapówkę za ujawnienie jego wiedzy o Komorowskim. Winiarski dowodził również, że służby specjalne zastraszały jego rodzinę, co miało być konsekwencją „zadarcia z Komorowskim”. Biznesmen zaznaczał, że ma materiały obciążające Komorowskiego, fundację Pro Civili i polityków PO, w tym nagrania rozmów z byłym prezydentem; mają być one zdeponowane za granicą. Jak zapewnił Winiarski – jeśli coś mu się stanie, światowe media będą miały o czym pisać. Świadek napomknął, że nie wie, czy powinien zeznawać w piątek, bo w Polsce jest to dzień samobójców.

Krzysztof Winiarski był też pytany przez Wojciecha Sumlińskiego o dawne relacje Bronisława Komorowskiego i Jadwigi Zakrzewskiej, posłanki PO, w 2001 r. będącej zastępczynią Komorowskiego w MON. Winiarski odmówił odpowiedzi na otwartej rozprawie, ironizując jedynie: „Zakrzewska była pod Komorowskim. W znaczeniu podwładna”.

Dzisiejsze zeznania Winiarskiego, podobnie jak wcześniejsze rozprawy, zostały całkowicie przemilczane przez mainstreamowe media. Co każe się zastanowić, czy Winiarski jest zwykłym mitomanem lub prowokatorem, czy może jednak nie…”

źródło: Komorowski i agencja towarzyska dla Rosjan

podobne: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. oraz: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI. i to: Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI. a także: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. i jeszcze: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

…dla przypomnienia Wojciech Sumliński o Bronisławie Komorowskim, WSI, Fundacji Pro Civili… (22.04.2015)

…można spokojnie powtórzyć za Krzysztofem Wyszkowskim…

„…Sławne nagrania dobrze pokazały z jakimi kadrami mamy obecnie do czynienia. Z jaką pogardą ci ludzie wypowiadali się na temat różnych aspektów życia gospodarczego, społecznego. Jak oni traktowali polskie interesy, swoją ojczyznę. Te kadry trzeba faktycznie wyczyścić. Słownik może nie oferować lepszego słowa, ale chodzi o wysprzątanie tej Stajni Augiasza. To jest konieczne, aby postawić to państwo na nogi. Korpus urzędniczy też trzeba przejrzeć, bo to nie tylko chodzi o „mianowańców” z Platformy, często rażąco niekompetentnych…”

…jest tylko jeden problem. Otóż nie wierzę w dokonanie czystki (a co dopiero porządku) przez środowisko, którego korzenie (tak jak PO) sięgają Magdalenki, Okrągłego Stołu a nawet zamierzchłego PRLu. Nazwiska takie jak Kryże czy Kaczmarek (i funkcje jakie Kaczyński im powierzał) są wystarczająco wymowne, a to tylko wierzchołek góry lodowej kard PISu. Czy można mieć zaufanie w kwestii „rozliczeń” do ugrupowania w którego szeregach ważną rolę pełni człowiek który uwalił Lustrację? Oto mamy rok 2015 i nie przez przypadek ŻADEN z dotychczasowych rządów (choć zmieniały się od lewa do lewa) nie zdołał nikogo ważnego ani za afery ani za inne POmniejsze zbrodnie rozliczyć. Poza rzecz jasna nielicznymi kozłami ofiarnymi będącymi płotkami i narzędziami w rękach „starszych i mądrzejszych”.

Oni wszyscy stanowią awers i rewers tej samej fałszywej monety – systemu opartego o etatystyczno-socjalistyczny model państwa który pozwala tak jednym (rządzącym) jak i drugim (opozycji) drenować kieszenie podatnika. Kłócą się ze sobą już tyle lat a tak naprawdę obie strony „konfliktu” są dla narodu tak samo pasożytnicze. Na dodatek potrafią się całkiem sprytnie i niewinnie wymieniać co jakiś czas tymi „skłóconymi” kadrami, gdyż ideowo wcale się od siebie nie różnią, gdyż ich wspólna idea to KORYTO. To jest tak naprawdę jedyna rzecz która ich interesuje i której pilnują wspólnie i w porozumieniu (jak mocno byliby ze sobą nie pokłóceni) by żadna ze stron nie zlikwidowała przypadkiem żadnego z urzędniczych paśników (za to pozwalają je sobie mnożyć), bo dzięki temu każdy członek układu może zamoczyć swój pysk w melasie publicznego grosza. To jest właśnie POkłosie magdalenkowego układu. Ugruntowane na niepisanej zasadzie „my nie ruszamy waszych wy nie ruszacie naszych”. Gwarantowane wiedzą „tajemną” jednych o drugich – hakami, kwitami, aktami, IPNami i innymi „wrażliwymi danymi” o których wspomina w zeznaniach Winiarski… (Odys)

„…Pytaniem zasadniczym, które powinien sobie zadać dziś każdy normalny Polak jest to: Czy akceptacja kolejnych, nowych wcieleń „socjalizmu” – „komunizmu” – „lewicy”, wynika z wolnego i świadomego wyboru, czy może jest rezultatem manipulacji i narzuconego stereotypu?

W praktyce „Negacja systemu” (opcja radykalna) wyklucza z życia politycznego nie tylko „rząd” PO, ale również innych przedstawicieli patologicznych opcji, a także tych, którzy w ramach operacyjnej przykrywki domagają się „wyborczej zmiany”. „Opozycja” (opcja umiarkowana) natomiast nie zwalcza lewicy, lecz konkuruje z jej przedstawicielami w demokratycznych wyborach, ponieważ akceptuje lewicę jako jedną z orientacji światopoglądowych. Tym samym politycy prawicy systemowej (m.in. PiS) jawią mi się jako konformiści niezdolni do przeprowadzenia zasadniczych zmian w Polsce, umożliwiających uwolnienie od lewicowej patologii.” (CzarnaLimuzyna • ekspedyt.org)

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

…pomijając nieuprawnione moim zdaniem przyszywanie PISowi miana „prawicy” zgadzam się w całości z konkluzją że PIS to systemowi konformiści. W związku z tym nie widzę z tej mąki chleba dla zwykłych Polaków, za wyjątkiem tych środowisk, które firmują i kontestują działalność partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”… (Odys)

„…Raz jeden dałem się porwać i włączyłem w wir działań na rzecz PiS licząc, że zaistniały realne przesłanki, na to aby Kaczyńscy odsunęli od koryta całą lewacką żulię bolszewicką rodem z czasów Bieruta i towarzysza Wiesława.

Pierwszym moim zdziwieniem był wybór na szefa lokalnych struktur PiS, dużego miasta powiatowego, największego kombinatora, człowieka wywodzącego się wprost z czasów słusznie minionych. Kandydowanie na posła pani doktor, która jeszcze dziś posiada legitymację i liczne dyplomy uznania za piastowanie ważnych funkcji w PZPR. Pani doktor weszła do Sejmu, pan przewodniczący szybko z pełnionej funkcji zrobił sobie kolejne źródło dochodu. Opisywałem te fakty jako publicysta i dziennikarz lokalnej prasy. W ostatecznym rozrachunku, aby nie przynudzać, struktury powiatowe dużego miasta na Wybrzeżu zostały rozwiązane.

Tamtym spektakularnym sukcesem PiS zawiodło się tysiące ludzi zaangażowanych w działania partii braci Kaczyńskich. Okazało się bowiem, że lista partyjnych funkcjonariuszy nieboszczki PZPR reprezentująca władze PiS jest tak długa, że… Zainteresowanych odsyłam do jednego ze źródeł: http://forum.gazeta.pl/forum/w,902,69711960,69727895,Czlonkowie_PZPR_w_szeregach_PiS.html

Dziś na tamten, że się wyrażę, wypadek przy pracy PiS-u patrzę przez pryzmat minionego czasu i zdarzeń jakie miały miejsce:
osiem lat rządów mafii politycznej PO & PSL, katastrofy prezydenckiego samolotu, szeregu niewyjaśnionych zgonów ważnych osób niewygodnych dla wspomnianej mafii politycznej układu rządzącego i tzw. wymiaru sprawiedliwości przez grasującego samobójcę. Wszystkie te „samobójstwa” noszą dwie cechy wspólne: piątek i brak udziału osób trzecich.

Napiszę wprost, nie w imieniu wszystkich, tylko w swoim i być może tych, którym mój pogląd na sprawę jest bliski: uważam, że w ramach rozliczeń – a nie rozrachunków – do aresztów w pierwszej kolejności powinni trafić czołowe figury PO i PSL z byłym i obecnym szefem Platformy na czele, prezesem banku centralnego, i wielu, wielu innych z ujęciem tych osób, które zostały nagrane przy ośmiorniczkach, złapane na kilometrówkach i zegarkach po kilkanaście kawałków za sztukę.

Taki sam los powinien spotkać popleczników układu rządzącego działających w obszarach biznesu, mediów i szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości. Urzędnicy? Powinni szybko odejść sami. Areszty mogą, że się znów wyrażę, być przewlekłe i mające charakter wydobywczy.

Kiedy kreślę te słowa to oczyma wyobraźni widzę taki areszt – nie ważne czy w Gdańsku, Wrocławiu, czy Krakowie – w którym siedzą, ale nie razem, same szychy: ważniacy z urzędów, wszystkich ze skarbowym na czele; kilku uznanych adwokatów, którzy nigdy nie przeszli weryfikacji; lekarzy poświadczających nieprawdę w dokumentach medycznych; sędziów i prokuratorów; lokalnych kacyków tej i tamtej partii; panów policjantów w mundurach, po cywilu i tych w ciemnych okularach z CBŚ, ABW i innych dużych literek. Widzę tam również panią i pana dyrektora mniejszej i większej placówki oświatowej oraz tych speców od przetargów, czyli literalnie czytając – swojaków otrzymujących zlecenia na naprawę krzesełka w przedszkolu, ławki w szkole, odnowienia katedry na uniwersytecie za odstępne, np. wyremontowanie domu, zaaranżowaniu i wykonaniu ogrodu lub trawnika posesji, otrzymane wczasy pod gruszą na Cyprze lub innym równie atrakcyjnie pogodowo miejscu. Widzę tam też tych, którzy dziś pilnują przebywających w aresztach i zakładach karnych od dyrektorów tychże zaczynając, a na klawiszach kończąc. Nie wszyscy oczywiście nie wszyscy. Są ludzie porządni, którym żadna posada ani żadna mamona rozumu nie odebrały. Zawsze tacy byli w każdych czasach są może mniej rzucają się w oczy, ale byli, są i zawsze będą bez względu na czasy, panujący system stan wojny czy pokoju.

Ja rozumiem, ja się nawet zgadzam, że rodzina, że bliscy są najważniejsi, że koszula .. ciału. Tylko, że naiwnie zapytam. Dlaczego ten pan i tamta pani z urzędu robi prywatny folwark?..” (Wiktor Smol)

całość tu: Rozrzucone bierki

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…dlaczego? Bo może! Żeby nie mógł, i żeby nie trzeba było z duszą na ramieniu pilnować każdego urzędnika/funkcjonariusza czy się wywiązuje ze swoich obowiązków uczciwie czy nie, pomijając fakt nieprzydatności pracy urzędniczej dla przeciętnego obywatela (bo i na co komu do wykonywania codziennych ludzkich spraw taki czy inny nadzorca poza rzecz jasna obroną praw osobistych i własnościowych?), trzeba po prostu te wszystkie „urzędy” (paśniki) zlikwidować. To okazja czyni złodzieja więc zlikwidujmy okazję a złodzieje/nieuczciwi/cwaniacy i cała ta masa „budżetowa” niech szuka uczciwej pracy na WŁASNY rachunek i żyje ze SWOJEJ pracy…

Krótko. Albo system wolnościowy, gdzie pracownicy/konsumenci decydują o sobie, albo niewolniczy (alias socjalistyczny, alias „opiekuńczy”) gdzie o pracownikach/konsumentach i ich „dobru” decydują ich „właściciele” zwani dla niepoznaki „przedstawicielami”. Tymczasem PIS jest tak samo żywo zainteresowany funkcjonowaniem etatystyczno socjalistycznego modelu zarządzania państwem jak ich POprzednicy. O czym m. in. opowiada Pan Wojciech Cejrowski – Wolne Głosy 2015-10-21. (Odys)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. oraz: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS i to: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. a także: Jak Kaczyński oszukuje Polaków ? polecam również: Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi.

Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”).


1. Tadeusz Płużański: A co z komunistycznymi „księgowymi”?

Oskar Groening, 94-letni Niemiec, został skazany na cztery lata więzienia. Choć w Auschwitz był „tylko” strażnikiem. Konfiskował bagaże przywożonych tu ludzi. Dlatego nazywany jest „buchalterem z Auschwitz” lub „księgowym”. Mimo to sąd uznał Groeninga za winnego pomocy w masowym mordzie co najmniej 300 tys. ludzi, głównie węgierskich Żydów, od maja do czerwca 1944 r. Zdaniem sędziów usprawiedliwieniem nie może być to, że nikogo osobiście nie zabił.

Ale w Polsce też mamy wielu takich „księgowych” – tylko komunistycznych (ale jaka to różnica?). Zacznijmy od człowieka, który miał wyższą funkcję od Groeninga. To Ryszard Mońko, w czasach stalinowskich zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego, który zarządził m.in. egzekucję rtm. Witolda Pileckiego. Od wielu lat mieszka w Hrubieszowie jako dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.

Albo jeszcze większa „szycha” – Jan Ptasiński, stalinowski wiceminister bezpieczeństwa i zastępca komendanta głównego MO, który w listopadzie 1954 r. mówił: „Duży jest wkład aparatu w dzieło utrwalania władzy ludowej. Te osiągnięcia zawdzięczamy mądremu kierownictwu naszej partii”.

Nie możemy oczywiście zapomnieć o kolejnym nadzorcy bezpieki – Czesławie Kiszczaku. Powinien być ścigany nie tylko za złamanie komunistycznego prawa przy wprowadzaniu stanu wojennego, ale z racji pełnionej funkcji PRL-owskiego szefa MSW, czyli „głównego księgowego”.

I w końcu Stefan Michnik, który jako stalinowski sędzia wojskowy ma na koncie co najmniej dziewięć wyroków śmierci na niepodległościowców z AK, NSZ i WiN. Dziś ich szczątków poszukujemy na „Łączce” Powązek Wojskowych.

Po latach „księgowy” Michnik osiadł w Szwecji, gdzie został bibliotekarzem na uniwersytecie w Uppsali. Oskar Groening po wojnie pozostał w Niemczech, gdzie pracował w hucie szkła, z czasem awansując na kierownika ds. personelu. Zbierał znaczki.

I jeszcze jedna różnica między Groeningiem a zbrodniarzami komunistycznymi. Niemiecki oprawca przyznał, że czuje się „moralnie współodpowiedzialny” za zbrodnie i błaga o wybaczenie.

Czy kiedykolwiek takie słowa padły z ust Jaruzelskiego czy Kiszczaka? Ci zawsze kłamali, że są niewinni. A podlegli im funkcjonariusze wykonywali tylko rozkazy przełożonych.

Tadeusz Płużański • se.pl (źródło: wzzw.wordpress.com)

…jak na zawołanie po Jaruzelskim, Kiszczaku, Kociołku i innych którzy uniknęli rozliczenia za swoje zbrodnie, mamy kolejny przykład jak w diametralnie inny sposób podchodzi się u nas do poczucia sprawiedliwości – nawet w obliczu udowodnionej przed sądem krzywdy…Odys

2. Ubek uniknie więzienia.

„Tadeusz Żelazowski (ur. ok. 1926) – polski funkcjonariusz komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, śledczy UB. Według teczki osobowej do UB zgłosił się na ochotnika. Był oficerem śledczym Wydziału Śledztw Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego m. st. Warszawy. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

7 października 2014 roku Tadeusz Żelazowski został uznany z oskarżenia Instytutu Pamięci Narodowej i Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, winnym popełnienia zbrodni komunistycznych i zbrodni przeciwko ludzkości, i skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia X Wydział Karny w Warszawie na karę łączną 3 lata pozbawienia wolności. Żelazowski został uznany winnym używania przemocy fizycznej i psychicznej wobec przesłuchiwanych działaczy organizacji harcerskiej „Orlęta” w latach 1951-1952 w tym obrażania, bicia, kopania i grożenia przesłuchiwanym przy użyciu pistoletu podczas wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchań.

W postępowaniu odwoławczym z lipca 2015 roku, Sąd zmienił zasądzony wyrok orzekając w stosunku do Tadeusza Żelazowskiego karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyrok jest prawomocny. (Wikipedia).

więcej tu: wzzw.wordpress.com

podobne: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie). polecam również: „The Soviet Story”: Jaruzelski podrasował swój życiorys. Czerwone pomniki samosiejki.

„…Wikipedia twierdzi, że dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. Dysonans może pojawić się także wtedy, gdy zachowania nie są zgodne z postawami. A dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że dziś niemiecki sąd skazał na karę 4 lat pozbawienia wolności Oskara Gröninga, lat 94, który jako księgowy zajmował się selekcja rzeczy odebranych więźniom Auschwitz-Birkenau. Był tylko księgowym! A jednak nikt nie krzyknął „odpieprzcie się od księgowego”, nie było też głosów żeby zostawić w spokoju biednego, schorowanego człowieka… Gdzie nagle zaginęli wszyscy zwolennicy „chrześcijańskiego miłosierdzia”? I jak taki leming ma to zrozumieć. O ile w ogóle cokolwiek zrozumieć będzie chciał…” (DWS24.pl 15 lipca 2015 roku)

…ale czemu tu się dziwić skoro ten stan bezprawia został uformowany i jest firmowany przez „wolnościowe legendy”, które wysługiwały się (i dalej się wysługują) owej zarazie. Jest to bowiem oczywista konsekwencja sprzedania się obecnych tzw. „elit”, odpowiedzialnych za tworzenie i egzekwowanie prawa w Polsce swojego czasu komunistycznemu reżimowi (za różnego rodzaju przywileje udziału w łupach z rabunku i mordów na wielu prawych Polakach).

Bezczelność i bezkarność tego stanu rzeczy jest też niestety ugruntowana w niesłabnącej estymie, jaką owe „legendy” cieszą się do dziś wśród sporej części zwykłych Polaków – nawet w obliczu UDOWODNIONYCH faktów zdrady i zaprzaństwa. Więc jak może dojść do zmiany na górze jeśli na dole obywatel nie potrafi połączyć tych dwóch stanów rzeczy pod pojęciem niesprawiedliwość? Nie może. I nic się w tej kwestii nie zmieni dopóki ludzie nie przestaną tego bezprawia firmować własną ręką i słowem, udzielając poparcia i bezkrytycznie spijając kłamstwa z ust ludzi takich jak np Buzek (alias TW „Karol”)… Odys

3.  TW „Karol” był najwyżej ulokowanym tajnym współpracownikiem służb specjalnych komunistycznego aparatu represji we władzach ruchu „Solidarność”…

„Jerzy Buzek został zwerbowany przez Wywiad Wojskowy PRL w roku 1971 przed wyjazdem na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii (1971-72r). Informacja na ten temat zawarta jest w zachowanych aktach.

Pierwszym zadaniem agenta było zdobycie dla Układu Warszawskiego najnowszych technologii utylizacji gazów bojowych. Po powrocie do kraju, w końcu 1972 roku, Jerzy Buzek złożył stosowny raport. Wobec podejrzenia o przewerbowanie agenta przez MI 5 (siostrzane do CIA służby brytyjskie). Wywiad PRL zrezygnował z użycia agenta „na kierunku państw kapitalistycznych”. W związku z tym przekazano agenta do dyspozycji Służby Bezpieczeństwa. Użyty przez Służbę Bezpieczeństwa po wydarzeniach 1976 r (protesty na uczelniach) do operacji rozpracowania środowisk akademickich m.in. w ramach sprawy obiektowej „Politechnika”. Chodzi o Politechnikę Gliwicką. Działania te koordynował przede wszystkim Wydział III KW MO Katowice.

Nagrodą za efektywną pracę było umożliwienie przyznania tytułu naukowego docenta. Jerzy Buzek posiadał minimum 3 „teczki” , pierwszą, gdy był rozpracowywany, drugą założył Wywiad, trzecią Służba Bezpieczeństwa, nadając kryptonim Tajny Współpracownik (TW) „Karol”. Natomiast w ramach każdej z wymienionych, występowały m.in. teczka personalna oraz teczka pracy tzw. operacyjna. Po strajkach sierpniowych 1980 roku Jerzego Buzka skierowano do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Najpoważniejszym sukcesem agenta TW „Karol” stały się działania manipulacyjne podczas I-szego Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, gdzie jako współprowadzący obrady m.in. doprowadził do uchwalenia słynnej Odezwy do Narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Celem autorów z komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL była prowokacja i uzyskanie bezpośredniej pomocy (z interwencją zbrojną włącznie) od ZSRR, zaniepokojonego rozszerzaniem się wolnościowej „zarazy” na inne kraje socjalistyczne. Agent otrzymał za to zadanie wysoką nagrodę finansową. W 1985 podpisał kolejny ważny dokument złożony w teczce operacyjnej TW „Karol”.

Charakterystyczną rolę Jerzy Buzek odgrywa w aresztowaniu przywódców Śląskiego podziemia solidarnościowego. Poznaje wyjątkowo lokal, w którym ukrywa się Tadeusz Jedynak. Wkrótce zostaje w nim aresztowany tenże lider władz regionalnych i krajowych. Następnie Jerzy Buzek poznaje mieszkanie, w którym ukrywa się następny szef regionalnych struktur „Solidarności”- Jan Andrzej Górny. Po kilku godzinach lokal okrąża ogromna liczba samochodów SB oraz cywilnych i mundurowych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL. Poszukiwanego przez 7 lat listem gończym Prokuratury Wojskowej czołowego działacza podziemnych struktur, w tym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” aresztowano… bez rewizji lokalu ! Buzek niezauważony, z torbą pełną związkowych pieniędzy, bez kłopotu opuszcza po kwadransie „kocioł”…” (Irek Cezary Tuniewicz  pressmania.pl)

całość tu: Jerzy Buzek, TW „Karol”

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). i jeszcze: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE.


1. Budzanowski: wniosek o arbitraż z Gazpromem słuszny. Liga/Wojciech Jakóbik: Gazprom przegrywa w sądzie. Szansa dla Polaków.

14.05. Warszawa (PAP) – Skierowanie przez PGNiG wniosku do arbitrażu przeciwko Gazpromowi w sprawie cen gazu z kontraktu jamalskiego to słuszna decyzja i poprawia naszą pozycję negocjacyjną – uważa b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski.

PGNiG poinformowało w komunikacie, że skierowało do Gazpromu wezwanie przed Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. „Przedmiotem sporu jest zmiana warunków cenowych kontraktu długoterminowego na zakup gazu ziemnego z września 1996 r.” – podała spółka.

PGNiG od listopada ub. roku prowadziło renegocjacje umowy z Gazpromem w ramach tzw. okna negocjacyjnego. Jego termin został uzgodniony dwa lata temu, kiedy to PGNiG i Gazprom podpisały aneks do kontraktu jamalskiego. Okno otwarte było przez pół roku. W ub. tygodniu prezes PGNiG Mariusz Zawisza poinformował, że spółka – zgodnie z kontraktem – uzyskała „zdolność arbitrażową”.

Przez pół roku polska spółka próbowała przekonać rosyjskiego dostawcę do zmiany niekorzystnych dla siebie zapisów kontraktu. Chodziło przede wszystkim o cenę; Polska płaci za rosyjski gaz więcej, niż inni europejscy odbiorcy.

„To jedyna słuszna decyzja w tej sytuacji. Pozornie, +dobrze+ dziś brzmiąca propozycja Gazpromu, może okazać się tylko i wyłącznie zachętą do szybkiego zakończenia negocjacji. Po kilku miesiącach okazałoby się, że płacimy więcej, niż nasi zachodni sąsiedzi. Sprzyja nam postępowanie antymonopolowe Komisji Europejskiej, więc tym bardziej trzeba wykorzystać procedurę arbitrażową w Sztokholmie do uzyskania ceny rynkowej w kontrakcie gazowym” – powiedział PAP w czwartek b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski

Jego zdaniem, cena gazu dla Polski po skierowaniu do arbitrażu w Sztokholmie będzie korzystniejsza, niż oferta leżąca dzisiaj na stole.

„Jesteśmy w lepszej sytuacji negocjacyjnej i należy tę sytuację optymalnie wykorzystać, nawet kosztem przedłużenia o kolejny rok negocjacji z Gazpromem” – powiedział.

Analityk rynku gazu, mec. Tomasz Chmal w rozmowie z PAP również przyznaje, że decyzja o skierowaniu sprawy przed sztokholmski arbitraż jest słuszna i – jak dodaje – dziwiłby się gdyby polska spółka jej nie podjęła.

„To nie jest odosobniony przypadek, wiele firm występuje z wnioskami do trybunałów arbitrażowych, jest to zupełnie naturalne z punktu widzenia uczestników rynku gazu; jeśli rozmowy nie przynoszą skutku, to wtedy idzie się krok dalej. To jest właściwy i cywilizowany sposób załatwiania takich spraw” – powiedział PAP.

Dodał, że na rynku europejskim „jest nastrój, by ceny obniżać i zmieniać formuły cenowe, również te uzależniające ceny gazu od ceny ropy i produktów ropopochodnych”.

„Nie dziwi mnie, że PGNiG idzie tym tropem. Dziwiłbym się gdyby tak nie postąpił, bo straciłby okazję, do korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia” – podkreślił.

Chmal zauważył, że 90 proc. spraw, które trafia przed arbitraż udaje się w jego trakcie załatwić polubownie. Tak właśnie stało się w 2012 r., kiedy to polska spółka złożyła przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie pozew przeciwko Gazprom Export. Wtedy również chodziło o zmianę warunków cenowych. Gdy Gazprom się na to zgodził, PGNiG wycofało pozew.

Piotr Kasprzak z Hermes Energy Group uważa, że arbitrażu nie można było uniknąć.

„Ze strategicznego punktu widzenia, w obliczu widma kar finansowych ze strony Komisji Europejskiej nałożonych na Gazprom jako rezultat postępowania antymonopolowego, a także z powodu niskich cen ropy naftowej było raczej pewne, że nie będzie chęci porozumienia ze strony rosyjskiej w przewidzianym w kontrakcie okienku negocjacyjnym” – powiedział PAP Kasprzak.

Jego zdaniem, z uwagi na obecne zawirowania polityczne i gospodarcze „nie należy się jednak spodziewać łatwej przeprawy w procedurze arbitrażu.

„Obydwie strony będą za wszelką ceną dążyły do przekonania sądu o swoich racjach. A to z kolei wydłuży czas procedowania trybunału” – dodał.

Jego zdaniem, jest to negatywny sygnał dla odbiorców PGNiG, bo w czasie oddala możliwość obniżek cen gazu. (PAP)

drag/ par/

Czeska firma RWE Transgaz uzyskała w sądzie arbitrażowym zgodę na zmniejszenie wolumenu objętego klauzulą take or pay (TOP) czyli wymogiem obowiązkowego zakupu w umowie z rosyjskim Gazpromem.

Wiedeński sąd arbitrażowy uznał, że Czesi mogą zmniejszyć wolumen objęty TOP bez kar finansowych. Gazprom domagał się kary w wysokości 500 mln dolarów.

TOP to narzędzie ograniczania dywersyfikacji zakupów przez klientów Gazpromu. Są oni zmuszani do zakupu określonego wolumenu nawet jeżeli go nie potrzebują, co utrudnia poszukiwania nowych dostawców.

Precedensowa decyzja wiedeńskiego arbitrażu to pozytywny sygnał dla polskiego PGNiG, które wczoraj ogłosiło, że skieruje sprawę negocjacji cenowych z Gazpromem do sądu. W toku postępowania może domagać się także zmian w TOP.

źródło: wjakobik.com

…ostatnim razem zbyt wcześnie i pochopnie Polska zrezygnowała z arbitrażu (o czym więcej tu: Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?). Co prawda wynegocjowaną polubownie obniżkę uznano za sukces, ale była to cena ciągle daleko wyższa od średniej europejskiej, a poza tym w umowie zawarto wiele niekorzystnych dla nas zapisów. Czy tym razem uda się utargować więcej to czas pokaże. (Odys)

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

2. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok.

15.05. Moskwa (PAP/AP,TASS) – Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow wezwał w piątek Unię Europejską, by poparła pomysł gazociągu Turecki Potok przez Morze Czarne, który miałby dostarczać rosyjski gaz do Europy Południowej i Środkowej.

Zdaniem szefa dyplomacji Rosji gazociąg ten przyniesie Unii „stabilność energetyczną”. Jeśli UE chce bezpieczeństwa energetycznego, to „Bruksela musi przyczynić się do realizacji tej idei” – powiedział Ławrow w Belgradzie.

Dodał, że Rosja odczuwa zainteresowanie tym projektem ze strony Grecji, Macedonii, Serbii, Węgier „i innych krajów regionu”.

Szef MSZ Serbii Ivica Daczić powiedział po rozmowach z rosyjskim ministrem, że Serbia jest zainteresowana projektem gazociągu. „Możemy w obecnym momencie wyrazić gotowość do udziału w tym projekcie, bo potrzebujemy niezawodnego zaopatrzenia w gaz” – powiedział Daczić, cytowany przez rosyjską agencję TASS.

„Irytuje nas ta sytuacja, że jeśli chodzi o Nord Stream, to robić można wszystko, a jednocześnie kiedy mowa o projekcie na południe, to nie można zrobić nic, choć to ten sam gaz z Rosji. Mamy takie same prawa, jak mieszkańcy północnej części Europy” – mówił szef MSZ Serbii.

Turecki Potok (Turkish Stream) ma zastąpić magistralę South Stream, od budowy której rosyjski koncern Gazprom odstąpił po zablokowaniu projektu przez Komisję Europejską. W grudniu 2014 roku Gazprom ogłosił, że zamiast South Streamu do Bułgarii zostanie ułożona przez Morze Czarne do Turcji, a następnie do jej granicy z Grecją magistrala o takiej samej mocy przesyłowej, tj. 63 mld m sześc. rocznie.

Docelowo Turkish Stream ma się składać z czterech nitek o przepustowości po 15,75 mld metrów rocznie. 47 mld m sześc. surowca Gazprom chce dostarczać do projektowanego hubu gazowego na granicy Turcji i Grecji.

Gazprom zapowiedział, że pierwsza nitka magistrali zostanie oddana do użytku w grudniu 2016 roku. Gaz z tej nitki będzie w całości przeznaczony na rynek Turcji. Punkt odbioru surowca dla ewentualnych kontrahentów z krajów UE, tzw. hub, ma powstać na granicy turecko-greckiej koło miejscowości Epsila. (PAP)

awl/ mc/arch.

podobne: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. oraz: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.

3. Pietrewicz: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowejNowelizacja ustawy o OZE: m.in. przedziały taryf dla prosumentów.

13.05. Gdańsk (PAP) – Nie wycofujemy się z węgla, ale też nie będziemy rozbudowywać mocy w energetyce opartej na węglu – powiedział w Gdańsku wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz. Jako kluczowe zadanie wymienił potrzebę modernizacji energetyki węglowej w kierunku mniej emisyjnej.

Pietrewicz powiedział w środę w Gdańsku podczas Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, że w perspektywie długofalowej „przyrost polskiej energii będzie pochodził z innych surowców niż węgiel kamienny”. „Ale to nie oznacza, że będziemy zamykali elektrownie węglowe” – podkreślił. Jak zaznaczył, „zostały poniesione nakłady inwestycyjne, odtwarzamy dużą część bloków i nie ma powodu, żeby były zamykane”.

Wiceminister gospodarki zaznaczył, że energetyka węglowa „to już w jakiejś mierze przeszłość, przynajmniej w ramach tej polityki energetyczno-klimatycznej UE, którą Polska traktuje jako kierunek nieodwracalny”. Zauważa natomiast potrzebę modernizacji energetyki węglowej, która zmieniłaby ten sektor na mniej emisyjny. „Wezwanie do czystych technologii węglowych jest punktem wyjścia do zmian polskiej energetyki” – wyjaśnił.

Jak mówił, „mimo że +Polska węglem stoi+, to niewiele w tym zakresie zmieniliśmy; te nowe wysokosprawne bloki węglowe o sprawności 46 proc. to nie są polskie technologie, tylko japońskie”. Wyraził nadzieję, że „wielkie projekty naukowe i badawcze pozwolą na przejście na wyższy poziom sprawności, efektywności energetycznej”. Jak wyjaśnił, chodzi m.in. o technologie pozwalające na lepsze zagospodarowanie metanu, którego obecnie odzyskuje się kilkanaście procent.

Nie ukrywa, że „nadzieje pokładane są w efektywności energetycznej, a więc mniejszym, lepszym wykorzystaniu surowców w produkcji oraz w wykorzystaniu energii w gospodarce”. Poinformował, że w zakresie technologii pozwalających na większą racjonalność prowadzone są prace nad wdrażaniem inteligentnych sieci energetycznych i liczników oraz wykorzystaniem nowych generacji paliw. Jak mówił, „stan zastany to jest 85-procentowy udział węgla w wytwarzaniu w polskiej energetyce, co przekłada się na 156 terawatogodzin energii”.

Ocenił, że „Unia Europejska +idzie jak walec+ w kierunku zaostrzania norm, w kierunku podnoszenia cen uprawnień do emisji CO2, a to oznacza podnoszenie kosztów dla naszej energetyki opartej na paliwach stałych i będzie wpływało na jej konkurencyjność”. Jak argumentował, „im wyższe ceny energii () tym większy napływ energii z importu, która będzie +podminowywała+ pozycję polskiej energetyki”. Podał, że już obecnie importujemy dwie terawatogodziny energii, co oznacza milion ton węgla kamiennego, które nie zostały przez polską energetykę zużyte.

Uczestniczący w dyskusji doradca zarządu PwC, b. wicepremier Janusz Steinhoff zauważył, że o tym, jaki docelowo będzie miks energetyczny w Polsce „zdecyduje tempo i konsekwencja wdrażania elementów polityki klimatycznej w UE”. „Jeśli koszty emisji CO2 będą na poziomie 40 euro za tonę, to grozi nam podwojenie cen energii, a produkcja energii elektrycznej z paliw stałych nie będzie opłacalna” – tłumaczył. Podał, że Polska emituje teraz średnio na jedną megawatogodzinę ok. jednej tony CO2. Ocenił, że „jedyną drogą redukcji emisji, bez eliminacji węgla, jest modernizacja, podwyższenie sprawności elektrowni”.

Uważa, że „Polska jest w sytuacji wyjątkowo trudnej”. Przestrzegł, że „jeżeli UE będzie z taką konsekwencją jak dotychczas próbowała redukować emisje, to jedynym tego skutkiem – jego zdaniem – będzie alokacja emisji do krajów pozaeuropejskich, z równoczesną alokacją miejsc pracy, części przemysłu i tym samym części PKB”.

W rozpoczętym w środę w Gdańsku dwudniowym III Ogólnopolskim Szczycie Energetycznym uczestniczy kilkaset osób – m.in. przedstawiciele największych firm energetycznych i instytucji finansowych.(PAP)

bls/ mhr/

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Zapisy projektu nowelizacji ustawy o OZE mają m.in. pozwolić na kontrolę energetyki prosumenckiej i wprowadzają przedziały taryf gwarantowanych dla niektórych mikroinstalacji OZE – wynika z projektu Ministerstwa Gospodarki.

Jak powiedział w piątek wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz, proponowane zmiany są „dobre dla rynku, jego uczestników i dla regulatora, bowiem ograniczają obszar niepewności”.

Jego zdaniem większość proponowanych zmian ma charakter jedynie porządkujący. „Nie wprowadzamy żadnych elementów, które jakościowo zmieniałyby rynek OZE” – zapewniał.

Prace nad nowelizacją przyjętej przez Sejm 20 lutego br. ustawy o OZE resort gospodarki zapowiedział już tydzień po podpisaniu jej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ustawa o OZE jest kluczowa z punktu widzenia rozwoju rynku odnawialnych źródeł energii w Polsce. Jej najważniejsze zapisy dotyczą wprowadzenia nowego systemu wsparcia tego rodzaju energetyki. Chodzi przede wszystkim o aukcje OZE i system taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji.

Nowelizowane są zapisy dotyczące wysokości taryf gwarantowanych dla prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii pochodzącej z niewielkich źródeł odnawialnych.

Ustawa wprowadziła obowiązek zakupu energii od mikroproducenta po stałej – przez 15 lat – cenie. To rodzaj wsparcia, dzięki któremu w Polsce ma się rozwijać rynek OZE w tym tych najmniejszych, prosumenckich.

Jak napisał resort w uzasadnieniu do nowelizacji, wsparcie dla prosumentów „nie może być nadmierne i prowadzić do zbyt dużych korzyści, gdyż w takim przypadku nie będzie zgodne z przepisami Unii Europejskiej”.

„Jeśli Komisja Europejska stwierdzi, że pomoc była udzielona nielegalnie, może nakazać zwrot otrzymanego wsparcia, co miałoby bardzo negatywne skutki dla wszystkich beneficjentów” – zauważyło MG.

Jedną z zasadniczych zmian zaproponowanych w projekcie nowelizacji jest wprowadzenie przedziału taryf gwarantowanych dla niektórych technologii OZE, szczególnie dla fotowoltaiki. Np. właściciel instalacji 3 kW (dla domu jednorodzinnego) może otrzymać taryfę gwarantowaną w wysokości od 64 gr/kWh do 75 gr/kWh.

W przypadku instalacji większej – od 3 do 10 kWh – stawka gwarantowana wynosi od 0,49 do 0,65 zł za 1 kWh.

Jeśli właściciel mikroinstalacji chciałby wsparcia wyższego niż minimalne – bo przy niższej taryfie nie zwróci mu się inwestycja w panel słoneczny – musi to uzasadnić, wyliczając na podstawie specjalnego algorytmu i pod groźbą kary podpisać oświadczenie, że taka stawka jest konieczna.

Czy jest to zgodne z prawdą, sprawdzą pracownicy Urzędu Regulacji Energetyki. Resort chce, by mieli oni prawo do kontroli dokumentacji, ale także budynków i pomieszczeń należących do prosumentów. Jak mówił w piątek dyrektor departamentu energii odnawialnej w MG Janusz Pilitowski, kontrole URE będą przeprowadzane „jedynie w uzasadnionych przypadkach” i będą miały charakter „wybiórczy”. Jak dodał, w proponowanych rozwiązaniach chodzi o to, by publiczne pieniądze na wsparcie dla mikroproducentów energii były wydawane zgodnie z zasadami pomocy publicznej.

Nowe uregulowania wynikające z projektu nowelizacji mają też pomóc w rejestracji i inwentaryzacji mikroinstalacji na rynku. Urząd Regulacji Energetyki zostanie zobowiązany do podawania liczby tych urządzeń, by wiedzieć, kiedy granice przyłączenia (300 MW instalacji do 3 kW i 500 MW instalacji do 10 kW) zostały osiągnięte. Kolejny zapis wskazuje, ile maksymalnie energii elektrycznej sprzedawca zobowiązany (operator sieci dystrybucyjnych) odkupi od mikroinstalacji w ciągu roku.

W projekcie nowelizacji zmieniła się również stawka netto opłaty OZE, którą ponoszą odbiorcy energii elektrycznej. W 2016 r. opłata ta miała wynieść 2,51 zł za 1 MWh, resort proponuje, by było to 4,01 zł za 1 MWh.

OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Jej głównym celem jest m.in. 20-proc. udział źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii. Dla Polski ten cel jest nieco niższy – średnio 15,5 proc. Obecnie w naszym kraju ze źródeł odnawialnych pochodzi 14 proc. energii. Jednak źródła OZE – choć systematycznie tanieją – cały czas są droższe od konwencjonalnych, i aby się rozwijały, trzeba je wspierać, czyli dotować.

Ustawa m.in. kompleksowo reguluje te kwestie. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych jest wsparcie dla tzw. prosumentów – jednoczesnych konsumentów i producentów energii w małych instalacjach, np. z paneli fotowoltaicznych czy wiatraków.(PAP)

drag/ gł/ mhr/

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

źródło: stooq.pl

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI.


1. Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego – prawomocne.

05.05. Warszawa (PAP) – Prawomocna jest już decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie o podjęciu procesu odwoławczego b. szefa MSW Czesława Kiszczaka ws. stanu wojennego. We wtorek SA oddalił zażalenie obrony Kiszczaka na wznowienie sprawy zawieszonej w 2013 r. z powodu jego złego zdrowia.

Prokurator IPN Bogusław Czerwiński liczy, że teraz SA bezzwłocznie wyznaczy termin procesu odwoławczego Kiszczaka. IPN będzie wnosił o utrzymanie wyroku skazującego sądu I instancji. Obrońca, który wnosi do SA o uniewinnienie, mówi o pozbawieniu Kiszczaka prawa do obrony.

„Wszystko wskazuje, że termin rozprawy będzie wyznaczony na 15 czerwca” – powiedział PAP sędzia Jerzy Leder, rzecznik SA ds. karnych. „To pierwszy wolny termin” – dodał.

2 kwietnia br. SA „odwiesił” proces odwoławczy 89-letniego Kiszczaka, skazanego nieprawomocnie na 2 lata więzienia w zawieszeniu w sprawie wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. SA wydał wtedy takie postanowienie w związku z najnowszą opinią lekarzy, którzy uznali, że stan zdrowia psychicznego podsądnego „znacznie utrudnia” jego uczestnictwo w czynnościach procesowych. Proces podjęto, bo biegli nie uznali, że stan zdrowia podsądnego to uniemożliwia, lecz tylko utrudnia, a pod pewnymi warunkami proces jest możliwy.

O podjęcie sprawy wnosił prok. Czerwiński. Obrońca Kiszczaka mec. Grzegorz Majewski złożył zażalenie na tę decyzję, bo jego zdaniem zdrowie Kiszczaka uniemożliwia proces apelacyjny.

Troje sędziów SA uznało, że zażalenie jest niezasadne. Jak mówił w jawnym uzasadnieniu postanowienia sędzia SA Marek Motuk, według biegłych zaburzenia u Kiszczaka procesów poznawczych są na średnim poziomie; rozumie on też przekazy werbalne. Według SA umożliwia to stanięcie oskarżonego przed sądem II instancji.

Obrona powoływała się w zażaleniu m.in. na to, że jeden z psychiatrów uznał, iż Kiszczak nie jest zdolny do udziału w rozprawie, a SA odmówił przesłuchania tego biegłego. Sędzia Motuk powiedział, że obrona odwoływała się do stwierdzenia wyjętego z kontekstu, bo kompleksowa opinia całego zespołu biegłych pozwala na sądzenie Kiszczaka.

Samo posiedzenie w sprawie było niejawne, bo dotyczyło danych wrażliwych o zdrowiu.

Prok. Czerwiński wyraził satysfakcję z decyzji SA. Podkreślił, że pion śledczy IPN nie godził się z zawieszeniem tej sprawy.

„Decyzja SA oznacza pozbawienie mojego klienta prawa do obrony” – skomentował dla PAP mec. Majewski. Podkreślił, że będzie to dla niego argument do wystąpienia o złożenie przez uprawnione podmioty kasacji do Sądu Najwyższego, po ewentualnym utrzymaniu wyroku skazującego przez SA (obronie nie przysługuje kasacja od wyroku w zawieszeniu; może ją zaś złożyć RPO, minister sprawiedliwości czy prokurator generalny).

Ocenił, że Kiszczak nie będzie w stanie powiedzieć w SA jednego słowa. „Nawet ze mną nie mógł ostatnio rozmawiać” – oświadczył adwokat. Nie zgodził się ze słowami sędziego co do wyrwania z kontekstu fragmentu opinii biegłych. „Ją trzeba podzielić na dwie części” – dodał, podtrzymując, że SA powinien przesłuchać psychiatrę.

Mec. Majewski podkreślił, że to SA zdecyduje, jak zrealizować wniosek biegłych, by na sali sądu była cisza i spokój, czego nie może zakłócać „ani szept rozmów, ani szum kamer”. Dodał zarazem, że chciałby aby proces był jawny dla mediów.

W 2012 r. Kiszczak został skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny.

W 2013 r. SA zawiesił badanie jego apelacji z uwagi na złe zdrowie Kiszczaka. Mec. Majewski mówił wiele razy, że od 20 lat badania pokazują zaawansowanie chorób Kiszczaka. Według obrony nasiliły się objawy neurologiczne wraz z utratą słuchu; jest też podejrzenie choroby Alzheimera. Sam Kiszczak mówił kilka lat temu sądowi, że „nie wie, co się dzieje na sali”.

W lipcu 2014 r. SA, na wniosek IPN, zlecił ponowne badania lekarskie b. szefa MSW. IPN domagał się badań m.in. po tym, jak prasa pokazała, że Kiszczak uczestniczył w maju w uroczystościach pogrzebowych gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W październiku ub.r. Kiszczak odmówił stawienia się na badania; twierdził, że zdrowie nie pozwala mu pojechać do Gdańska.

W grudniu ub.r. policja wykonała decyzję SA o doprowadzeniu Kiszczaka na badania do Gdańska, których unikał. B. szefa MSW zabrała z jego warszawskiego mieszkania karetka w asyście policji.

W 2007 r. pion śledczy IPN oskarżył dziewięć osób – członków władz przygotowujących stan wojenny oraz Rady Państwa PRL, która formalnie w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wprowadziła stan wojenny i wydała odpowiednie dekrety (do czego nie miała prawa podczas trwającej sesji Sejmu).

Proces ruszył w 2008 r.; kilku podsądnych zmarło; sprawy innych wyłączano wobec ich złego zdrowia. W 2011 r. sąd zawiesił sprawę 90-letniego wówczas Jaruzelskiego z powodu złego stanu zdrowia. Był on oskarżony o kierowanie tą grupą przestępczą oraz o podżeganie członków Rady Państwa do przekroczenia ich uprawnień.

W 2012 r. SO orzekł, że stan wojenny nielegalnie wprowadziła tajna grupa przestępcza o charakterze zbrojnym pod wodzą gen. Jaruzelskiego w celu likwidacji NSZZ „Solidarność”, zachowania ustroju komunistycznego oraz osobistych pozycji we władzach PRL. Kiszczaka skazano na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny. Od takiego zarzutu uniewinniono b. I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, bo – jak uznał sąd – „opowiadał się za politycznym rozwiązaniem sytuacji”. W 2013 r. SA prawomocnie oddalił apelację IPN od uniewinnienia Kani (wtedy badanie apelacji Kiszczaka zawieszono z powodu jego zdrowia).

W 1992 r. Sejm uchwalił, że stan wojenny był nielegalny. W 1996 r. Sejm, głosami ówczesnej koalicji SLD-PSL, nie zgodził się, by Jaruzelski, Kiszczak i inni sprawcy stanu wojennego odpowiadali przed Trybunałem Stanu. W 2011 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że dekrety o stanie wojennym przyjęto niezgodnie nawet z prawem PRL.

W 2013 r. SA prawomocnie utrzymał decyzję SO o zawieszeniu – z powodu złego stanu zdrowia – innego procesu Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni „Wujek” w 1981 r. SO, po zapoznaniu się z opinią psychologa i psychiatrów, uznał że uszkodzenia jego systemu nerwowego są „trwałe i postępujące”. Według biegłych Kiszczak nie rozumie pytań i nie może udzielać precyzyjnych odpowiedzi.

W poniedziałek oskarżająca Kiszczaka katowicka prokuratura podała, że wysłała do SO w Warszawie wniosek o podjęcie także i tego procesu. Powołano się na najnowszą opinię o zdrowiu Kiszczaka, przeprowadzoną w związku z procesem ws. stanu wojennego. Prok. Czerwiński ocenia, że nowa opinia „może otwierać drogę sądowi także i w tym procesie”. Mec. Majewski zapowiada, że zwróci się do SO o przesłuchanie autorów opinii.

Rzeczniczka SO poinformowała PAP, że w najbliższych dniach zostanie wyznaczony termin rozpoznania wniosku prokuratury. (PAP)

sta/ pz/

podobne: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. oraz: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny.

2. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały w połowie maja ma trafić do sądu.

09.05. Łódź (PAP) – W połowie maja do warszawskiego sądu powinien trafić akt oskarżenia ws. zabójstwa 17 lat temu b. szefa policji gen. Marka Papały. Jedynym podejrzanym o zbrodnię jest 40-letni Igor M. ps. Patyk, wówczas członek gangu złodziei samochodów. Grozi mu dożywocie.

Nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Prokuratura-ma-dowody-na-to-dlaczego-to-samochod-gen-Papaly-usilowa no-ukrasc.mp4

Według łódzkiej prokuratury gen. Papała zginął w wyniku napadu rabunkowego i był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy chcieli ukraść akurat jego auto. Śledczy utrzymują natomiast, że nie ma dowodów, aby było to zabójstwo na zlecenie, ani żeby w ogóle w tej sprawie było zlecenie zabójstwa gen. Papały.

Prowadzone od ponad pięciu lat przez łódzką prokuraturę apelacyjną (trwające w sumie 17 lat) śledztwo ws. zabójstwa gen. Marka Papały przedłużone jest do końca maja i w połowie tego miesiąca prawdopodobnie zostanie zamknięte. Śledczy w ostatnim czasie przesłuchali w Wielkiej Brytanii świadka, którego szukali od ponad dwóch lat – deklarował on, że złoży zeznania, ale nie przyjedzie do Polski. Jego zeznania miały służyć weryfikacji wyjaśnień jednego z podejrzanych.

„Świadek ten został przesłuchany, a jego zeznania były o tyle istotne, że umożliwiły nam dotarcie do kolejnego świadka, którego również przesłuchaliśmy” – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi i jeden z prowadzących śledztwo prok. Jarosław Szubert. Według prokuratury były to jedne z ostatnich dowodów zebranych w śledztwie. „Jesteśmy w trakcie pisania decyzji końcowej w tej sprawie. Prawdopodobnie będzie ona gotowa w połowie maja” – dodał Szubert.

Według łódzkiej prokuratury do zabójstwa b. szefa policji doszło w 1998 r. w wyniku napadu rabunkowego z użyciem broni palnej, a sprawcy zamierzali ukraść jego samochód Daewoo Espero. Podczas napadu Igor M. miał oddać do Papały śmiertelny strzał. Zdaniem śledczych były szef policji był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy prawdopodobnie nie wiedzieli, że auto należało do niego.

Według Szuberta prokuratura ma dowody, które wyjaśniają dlaczego złodzieje chcieli ukraść auto należące właśnie do b. szefa policji, dlaczego akurat ten samochód i w tym czasie był im potrzebny.

„Zgromadziliśmy materiał dowodowy, który zawiera odpowiedź na pytanie, z jakich powodów tego dnia, ten samochód te osoby usiłowały ukraść. W tym zakresie informacji znajduje się też odpowiedź na pytanie, z jakich powodów usiłowano dokonać kradzieży tego samochodu grożąc użyciem broni palnej” – powiedział w rozmowie z PAP Szubert. Zaznaczył jednocześnie, że prokuratura na tym etapie postępowania nie ujawnia tych informacji, bo najpierw musi się z nimi zapoznać sąd.

Z ustaleń śledztwa wynika jednak, że „Patyk” – jeszcze przed zabójstwem – w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

Igor M., który w chwili zdarzenia miał 24 lata, jest obecnie jedynym podejrzanym o zabójstwo b. szefa policji. Rok temu prokuratura – po uzyskaniu nowych dowodów – zmieniła zarzut wobec drugiego z zamieszanych w tę sprawę – 37-letniego obecnie Mariusza M. (w chwili zabójstwa miał 21 lat).

On także – według śledczych – był na miejscu zbrodni i brał udział w próbie kradzieży auta. Obecnie ma zarzut usiłowania rozboju na szkodę gen. Papały, ale nie jest już podejrzany o udział w zabójstwie. „Patykowi” grozi dożywocie, a Mariuszowi M. – do 15 lat więzienia. Obaj nie przyznają się do winy.

Oprócz nich w śledztwie podejrzani są jeszcze trzej członkowie gangu złodziei samochodów: Tomasz W. oraz bracia Robert i Dariusz J., którym zarzuca się kradzieże aut. Braciom J. również grożą kary do 15 lat więzienia, a Tomaszowi W. do 12 lat pozbawienia wolności.

Kamil Szubański (PAP)

szu/ bk/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01 hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Sprzymierzeńcem zbrodni (gen. Papały) jest czas, czyli… „Ciepło, ciepło…” (Stanisław Michalkiewicz)

3. Prokuratura odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów.

08.05. Warszawa (PAP) – Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów – poinformował w piątek PAP rzecznik prokuratury Przemysław Nowak. Odmówiono postępowania, ponieważ takiego czynu nie popełniono – zaznaczył.

Pod koniec lutego „Gazeta Wyborcza” napisała, że MSW rozważało, czy „afera podsłuchowa” nie była „spiskiem generałów” – działaniami byłych i obecnych szefów służb wymierzonymi w ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. „GW” pisała, że dochodzeniem zajmowała się wydzielona latem 2014 r. grupa policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji oraz oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W sprawie „spisku generałów” MSW, policja i SKW zaprzeczyły, aby podejmowały takie działania. Także ówczesny minister Sienkiewicz zaprzeczył, jakoby wiedział o działaniu grupy w MSW.

Prokuratura zajęła się sprawą sprawdzając, czy można podjąć śledztwo. W czwartek zdecydowano o jego niepodejmowaniu – poinformował w piątek PAP Nowak.

Rzecznik wyjaśnił, że w ramach postępowania w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego poprzez inwigilację bezpośrednią oraz kontrolę operacyjną Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, rzecznika CBA i byłych szefów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Biura Ochrony Rządu i SKW stwierdzono, że takiego czynu nie popełniono.

Prokurator przypomniał, że w gazecie wskazano, że to z inicjatywy byłego ministra Bartłomieja Sienkiewicza powołana została specjalna grupa złożona z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz SKW, której celem miało być ustalenie, czy za nielegalnymi nagraniami w warszawskich restauracjach stoi szef CBA oraz byli szefowie ABW, SKW oraz BOR.

Według gazety wobec tych osób stosowano pracę operacyjną, w tym bezpośrednią inwigilację, a zgoda na kontrolę operacyjną miała być uzyskiwana bez zachowania obowiązujących przepisów, np. wskazując ich numery telefonów, jako numery osób nieznanych.

Prokuratura wystąpiła do redakcji o materiały, na podstawie których napisano artykuł, ale redakcja ich nie ujawniła, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską – poinformował PAP rzecznik. Prokuratura zwróciła się z pytaniami w tej sprawie do Komendy Głównej Policji i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, BOR, ABW, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Prokuratury Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Komendy Stołecznej Policji i resortu spraw wewnętrznych.

Rzecznik prokuratury zaznaczył, że odpowiedzi tych instytucji są niejawne, ale ze zgromadzonego materiału dowodowego nie wynika, aby został popełniony taki czyn, polegający na podejmowaniu czynności operacyjno-rozpoznawczych wobec szefa CBA, rzecznika Biura i byłych szefów trzech innych służb przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP i SKW.

W tzw. aferze podsłuchowej praska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo dotyczące podsłuchiwania od lipca 2013 r. w dwóch stołecznych restauracjach w sumie kilkudziesięciu osób, w tym polityków i biznesmenów. Zarzuty współudziału w nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom przedstawiono dwóm biznesmenom: Markowi Falencie i Krzysztofowi R. oraz dwóm pracownikom restauracji, gdzie dokonano podsłuchów – Łukaszowi N. i Konradowi L. Za taki czyn grozi do 2 lat więzienia. Część podsłuchanych w warszawskich restauracjach rozmów prowadzonych przez polityków i biznesmenów została opisana w 2014 r. w tygodniku „Wprost”.(PAP)

ago/ jbr/

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: Państwo prawa: PKW łamanie przepisów, sfałszowany protokół wyborczy. Epilog „afery podsłuchowej”. Mariusz Kamiński przed sądem. Sprawa Ziętary: śledztwo w sprawie nacisków na świadków, Gawronik na wolności. Prawo o zawiązkach zawodowych do zmiany. i jeszcze: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?

4. W dodatku prokuratura umorzyła śledztwo ws. nieprawidłowości przy tworzeniu raportu z weryfikacji WSI przez Antoniego Macierewicza. Zdaje się że już po raz drugi.

podobne: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? a także: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? oraz: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Państwo prawa: PKW łamanie przepisów, sfałszowany protokół wyborczy. Epilog „afery podsłuchowej”. Mariusz Kamiński przed sądem. Sprawa Ziętary: śledztwo w sprawie nacisków na świadków, Gawronik na wolności. Prawo o zawiązkach zawodowych do zmiany.


1. Manifestacja: PKW łamie przepisy130 tysięcy głosów „znikło”, ale dla sądu to nie problem. Protest wyborczy oddalony.

16.02.2015 W Katowicach zapadł wyrok, który zdumiewa. Sąd badający jak „znikło” 130 tysięcy głosów w jesiennych wyborach do Sejmiku Województwa Śląskiego, uznał, że wszystko było w porządku. I protest wyborczy oddalił.
Posiedzenie sądu rozpoczęło się w południe i – jak dowiedział się portal niezalezna.pl – zapadło orzeczenie.
– Sąd protest oddalił – powiedział nam sędzia Marian Krzysztof Zawała z Sądu Okręgowego w Katowicach.Nie znamy jeszcze uzasadnienia wyroku, który zapadł kilka minut temu.

Protest wyborczy przeciw ważności wyborów samorządowych złożyła Dorota Stańczyk, członek Wojewódzkiej Komisji Wyborczej. Dotyczy on posłużenia się przez przewodniczącego PKW Stefana Jaworskiego danymi ze sfałszowanego w Katowicach protokołu Wojewódzkiej Komisji Wyborczej, zawierającego dodane „fikcyjne” 130 tysięcy głosów. W praktyce prawdziwy protokół wyniku wyborów został zastąpiony falsyfikatem, ale Dorota Stańczyk dysponuje fotokopią obu dokumentów.

Stańczyk złożyła osiem wniosków dowodowych, ale w połowie stycznia Sąd Okręgowy w Katowicach – w składzie: Agata Stankiewicz-Rataj, Anna Bogaczyk-Żyłka i Izabella Knych – zdecydował o odrzuceniu wszystkich jej wniosków dowodowych, co wywołało protest osób zebranych na sali rozpraw.

17.02.2015 (IAR) – Zamiast wyników wyborów, błąd wyszukiwania. Radni z Inicjatywy Mieszkańców Warszawy zarzucają Państwowej Komisji Wyborczej, że naruszyła przepisy i do dziś nie opublikowała na swojej stronie internetowej zeszłorocznych wyników wyborów samorządowych. Powinna to zrobić w ciągu trzech miesięcy od głosowania.

Piotr Basiński z Inicjatywy uważa, że zaniedbania PKW obniżają standardy demokracji w Polsce. Zaznaczył, że z jednej strony w ciągu trzech miesięcy komitety wyborcze mają obowiązek złożenia sprawozdań finansowych. Obowiązek ten jest wypełniany. Z drugiej jednak strony w ciągu tych samych trzech miesięcy PKW ma obowiązek opublikowania ostatecznych wyników na swojej stronie. Z tego obowiązku Komisja się nie wywiązała – ocenił Basiński.

Wybory samorządowe odbyły się w całym kraju 16 listopada. Druga tura, w czasie której głosowano na prezydentów burmistrzów i wójtów, dwa tygodnie później. Komisja na razie nie ustosunkowała się do zarzutów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/jp

poprzednio: System wyborczy to bubel bo źle przygotowano specyfikację przetargową. Nie wiadomo kiedy wyniki, ale PKW dostanie jeszcze więcej pieniędzy. Rekordowa liczba głosów nieważnych. Opozycja domaga się skrócenia kadencji nowych samorządów. Komorowski Broni. „códu nad órną”.

2. PiS chce komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowejProkuratura chce roku więzienia dla b. szefa CBA

17.02.2015 (IAR) – PiS chce żeby na jutrzejszym posiedzeniu Sejm rozpatrzył wniosek o powołanie komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowej. Szef Klubu Parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak przypomniał, że wniosek został złożony we wrześniu ubiegłego roku.

Antybohaterowie „taśm prawdy” wracają do władzy – mówił na konferencji w Sejmie szef Klubu Parlamentarnego Mariusz Błaszczak. Wyjaśnił, że chodzi mu o byłego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza, który został prezesem think-tanku związanego z PO, byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego, który został szefem zespołu doradców premier Ewy Kopacz i byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego, który jest marszałkiem Sejmu.

Wiceprezes PiS Mariusz Kamiński dodał, że opinia publiczna jest dezinformowana przez instytucje państwowe. Przypomniał, że pod koniec sierpnia ubiegłego roku premier Donald Tusk zapowiedział przedstawienie we wrześniu informacji na temat afery podsłuchowej. PiS domaga się w związku z tym informacji premiera i Prokuratora Generalnego na temat dotychczasowych ustaleń śledztwa oraz tego, co podległe bezpośrednio premierowi Centralne Biuro Śledcze wiedziało o tej sprawie zanim ujrzała ona światło dzienne w postaci publikacji medialnych.

Mariusz Kamiński powiedział, że z ujawnionych meldunków CBA wynika, że na miesiąc przed wybuchem afery Centralne Biuro Antykorupcyjne dysponowało informacjami na temat przebiegu rozmów między Sławomirem Nowakiem i Andrzejem Parafianowiczem. Do CBA trafiły też jego zdaniem informacje na temat możliwości korupcji przy prywatyzacji spółki CIECH.

Wiceprezes PiS podkreślił, że kwestią weryfikacji tych informacji przez CBA powinna się szybko zająć komisja do spraw służb specjalnych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/I.Szczęsna/

…tymczasem: Prokuratura zrezygnowała z prób odczytania danych z dysków twardych wyrzuconych do Wisły przez kelnerów, podejrzanych w aferze taśmowej. Przyczyną były zbyt duże koszty ekspertyz – informuje RMF FM, które ocenia, że „prokuratura dała za wygraną”(…) Prokuratorzy przypominają, że badają sam fakt bezprawnego nagrywania rozmów w restauracji, natomiast kwestia treści rozmów pozostaje drugorzędna. – Pełną listę osób, które mogły zostać nagrane, prokuratorzy tworzą na podstawie zeznań kelnerów, którzy zakładali podsłuchy – mówiła rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur dla RMF FM…” (całość tu: wiadomosci.onet.pl)

…Wprost tak się starało a tu prokuratura mówi że to co jest na taśmach to sprawa drugorzędna 🙂 No cóż… Skoro tak to trudno 😛 Będzie się musiało Wprost zadowolić rozdmuchiwaniem „afery” z Durczokiem 😉

poprzednio: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

16.02.2015 (IAR) – Rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i zakaz pracy w instytucjach, które mogą stosować kontrole operacyjne. Takiej kary zażądał dziś prokurator dla byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego oskarżonego o nadużycie prawa przy prowadzeniu tzw. afery gruntowej. Dodatkowo prokurator zawnioskował o karę grzywny dla oskarżonego – powiedział prokurator Andrzej Mucha, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Przed Sądem Rejonowym Warszawa – Śródmieście mowę końcową wygłosił dziś prokurator oraz oskarżyciele posiłkowi. Sąd przerwał wygłaszanie mów obrońców i przełożył je na 23 marca.

Afera gruntowa wybuchła latem 2007 roku. Doprowadziła do dymisji ówczesnego wicepremiera i ministra rolnictwa Andrzeja Leppera oraz do rozpadu koalicji PiS-Samoobrona-LPR.

IAR/D.Zaczek/sk

podobne: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa.

3. Sprawa Ziętary: Będzie śledztwo w sprawie nacisków na świadkówGawronik wyszedł na wolność

02.02.2015 (IAR) – Aleksander Gawronik broni się przed zarzutami prokuratury. Sąd zgodził się zamienić areszt na poręczenie majątkowe oraz dozór policyjny i w sobotę były senator opuścił areszt. Biznesmen ma wpłacić 50 tysięcy złotych. Gawronik jest podejrzany o nakłanianie do zabicia dziennikarza Jarosława Ziętary.

Gawronik wygłosił dziś oświadczenie, w którym stwierdził, że nie ma nic wspólnego z zaginięciem Jarosława Zientary. Dodał, że nie wie co stało się z dziennikarzem i nie chciał odnosić się do dowodów zebranych przez śledczych. Gawronik stwierdził, że dziennikarz wyszedł z domu i nie wiadomo co się z nim stało. Podobny los spotyka około 20 tysięcy ludzi rocznie – dodał były biznesmen. Architekt Paweł Kobylański, który w sądzie ręczył za Gawronika powiedział, że zrobił to na prośbę osoby bliskiej zatrzymanego. Dodał, że zna go prawie 30 lat i nie wierzy, by mógł być zamieszany w zaginięcie dziennikarza.

Sprawę prowadzi prokuratura w Krakowie. Rzecznik prokuratury Piotr Kosmaty powiedział, że nie będzie komentował słów Gawronika. Zgoda na opuszczenie aresztu za kaucją została podjęta ponieważ oceniono, że podejrzany nie może już wypływać na przebieg śledztwa.

Na początku ubiegłego tygodnia areszt opuściło również dwóch podejrzewanych o pomocnictwo w zabójstwie i uprowadzeniu dziennikarza: Dariusz L. i Mirosław R.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”. Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy. Obecnie śledztwo w sprawie jego zabójstwa prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Krakowie.

W listopadzie śledczy deklarowali, że postępowanie zostanie zakończone do końca roku. Teraz wiadomo, że potrwa nawet do czerwca.

IAR/jp/tk

13.02.2015 (IAR) – Czy ktoś w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary próbował wymusić na świadkach zmianę zeznań? To wyjaśni prokuratorskie śledztwo, które ruszy w przyszłym tygodniu – powiedział IAR Piotr Kosmaty, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Piotr Kosmaty przypomniał, że w każdym śledztwie, jeżeli dochodzi do działań bezprawnych, należy podjąć czynności w celu wyjaśnienia takich poczynań. Dodał, że nie chciałby na tym etapie dokładnie o tym informować, gdyż dla śledczych najważniejszy jest główny tok postępowania.

Niespełna dwa tygodnie temu areszt opuściło trzech podejrzanych w tej sprawie. Chodzi o byłego senatora i biznesmena Aleksandra Gawronika, który zdaniem prokuratury nakłaniał do zabójstwa dziennikarza śledczego oraz Mirosława R. i Dariusza L., którzy mieli pomagać w porwaniu i zabójstwie Jarosława Ziętary.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Pawlica/kd/jp

poprzednio: Przebudzenie polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie Ziętary i ART-B. Zbigniew Stonoga czyli wróg publiczny „układu zamkniętego” w Polsce.

…osobliwe… Wypuszczać Gawronika co do którego osoby istnieje dość nieciekawe podejrzenie, i to w tym samym czasie kiedy prokuratura powzięła podejrzenie o to że na świadków w sprawie Ziętary wywierane były jakieś naciski… Z pewnością wiadomość że Gawronik będzie na wolności, nie będzie miała żadnego wpływu na świadków jak i śledztwo w sprawie wywieranych na nich nacisków 😉 Ale co ja tam wiem, sąd na pewno wie co robi 😛

4. Grabarczyk – prawo o zawiązkach zawodowych może być zmienione.

17.02.2015 (IAR) – Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk uważa, że to górnicy poniosą najpoważniejsze konsekwencje strajku w JSW, ponieważ będą musieli odpracować straty. Ministra cieszy jednak porozumienie, które doprowadziło do zakończenia protestu.

Według gościa radiowej Trójki, warto zastanowić się nad zmianami w przepisach na temat działalności zawiązków zawodowych.

Minister Grabarczyk odniósł się na przykład do propozycji nad którymi pracuje Parlamentarny Zespół ds. Wolnego Rynku, skupiający ok. 40 posłów. Chodzi o zmianę rozwiązań dotyczących finansowania związków zawodowych przez firmę w której działają. Jak zaznacza Cezary Grabarczyk – nie wszyscy pracownicy należą do związków zawodowych, a cały zakład je utrzymuje. W jego ocenie, organizacje społeczne powinny działać na równych zasadach i równych prawach, dlatego warto podjąć na ten temat dyskusję.

Cezary Grabarczyk powiedział, że ma „mieszane uczucia” w związku z rezygnacją prezesa JSW z zajmowanej funkcji. Powiedział, ze wielkim szacunkiem darzy Jarosława Zagórowskiego. Jego zdaniem, był on trudnym partnerem dla liderów związkowych dlatego, że był doskonałym fachowcem i potrafił argumentować.

IAR/ PR3/ bf/nyg

…i bardzo dobrze. Związkowcy powinni się utrzymywać wyłącznie za własne pieniądze – składkowe, (jak ktoś chce ich utrzymywać niech robi to za swoje) i nie powinni mieć żadnych przywilejów pracowniczych, ani w ogóle funkcjonować w strukturach jakiegokolwiek podmiotu gospodarczego jak jakaś firma w firmie. Powinna być to prywatna inicjatywa ludzi zrzeszonych poza jakimikolwiek strukturami gospodarczymi.

podobne: Kaźmierczak: Terror związków zawodowych. Wszyscy się boją! – Najwyższy Czas! oraz: Opieka socjalna niszczy branżę węglową. Część kopalń trzeba będzie zamknąć. Tomasz Cukiernik: „Czarny kłopot”. i to: Rząd znowu duje w Dudę… i rabuje obywateli rękami “związkowców” a Piechociński szykuje “wisienkę”

źródło: stooq.pl

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.


1. „Wprost” – Taśmociąg Platformy.

01.09.2014 (IAR) – „Wprost” publikuje najnowsze ustalenia w sprawie afery podsłuchowej. Politycy PO obawiają się, że wyciekną kolejne nagrania polityków. W warszawskich restauracjach zarejestrowano co najmniej kilkanaście spotkań, poza tymi, które wcześniej opisywał tygodnik.

Nagrani mają być ministrowie, lobbyści, biznesmeni i posłowie. Okazuje się, że czołowi politycy rządu wiedzieli o aferze jeszcze kilka dni przed publikacją. Pierwszy tekst w związku ze sprawą ukazał się 16 czerwca, a już w czwartek 12 czerwca premier Donald Tusk powiedział Januszowi Piechocińskiemu, że wkrótce wyjdą na jaw nagrania obciążające polityków. O taśmach wiedzieli także prezes PKN Orlen i wiceminister skarbu Rafał Baniak, którzy zaczęli dzwonić do kelnera Łukasza N., podejrzanego o nielegalne podsłuchiwanie.

„Wprost” twierdzi, że w szeregach PO znów rośnie zaniepokojenie związane ze sprawą taśm. Jeden z PR-owców rządu i Platformy mówi, że restauracje, w których nagrano polityków, były bardzo popularne wśród przedstawicieli partii i członków gabinetu Donalda Tuska. Informator tygodnika mówi, że w jednej z knajp odbyło się nieformalna narada kierownictwa jednego z regionów PO. „Cała polityczna kuchnia. Wycinanie przeciwników, załatwianie posad w spółkach Skarbu Państwa dla stronników, facet [kierownik regionu PO] chodzi od dwóch miesięcy jakby dostał obuchem w głowę” – mówi PR-owiec rządu. Jak dodaje, największe pretensje wśród polityków PO są do Sławomira Nowaka i wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej. To oni byli najsilniej zakolegowani z kelnerem Łukaszem N.

Okazuje się również, że ktoś, podszywając się pod redaktora naczelnego „Wprost” Sylwestra Latkowskeigo , wysłał 11 lipca e-maila do podejrzanego w aferze biznesmena Marka Falenty. Tygodnik zawiadomił o tej sprawie prokuraturę.

Więcej – w tygodniku „Wprost”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Wprost”/kd/dyd

podobne: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

…długo już zwlekają z opublikowaniem nowych rewelacji (temat zniknął z czołówek serwisów informacyjnych równie tajemniczo jak sprawa zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad wschodnią Ukrainą 😉 )… Można zatem mieć pewne podejrzenia, że to co nam do tej pory (z łaski swojej) „Wprost” zaserwował, to była tylko przystawka a ten kto miał się przestraszyć zrozumiał że lepiej jest nie publikować całej reszty (nic nikomu po asie w rękawie jeżeli musi się nim dzielić) Haki… haki… haki… Widać wyraźnie że negocjacje żeby coś upublicznić, ale tak żeby niczego nie ujawniać i nie nadepnąć na odcisk komu nie trzeba, trwają 😉

Najbardziej śmieszy mnie robienie z „Wprost” ostoi wolności słowa w Polsce, czy też szeryfa stojącego na straży prawdy. Wymowne milczenie gazety, które nastąpiło po pierwszych jaskółkach obnażania patologii, świadczy raczej o ambiwalentnym do niej stosunku (Kto kontroluje sytuację?). Co było przeznaczone dla uszu gawiedzi – tego gawiedź już się dowiedziała a „co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie”. „Wprost” doskonale wie (bo umie liczyć), że „nie należy wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka” 😉 Wie również kiedy można być „pożytecznie” gadatliwym a kiedy należy milczeć. Przypomina mi to zachowanie Gazety Wyborczej i rolę jaką to medium odegrało w legendarnej „aferze Rywina” 🙂

2. „Nasz Dziennik” Ryzykanci z kancelarii premiera.

04.09.2014 (IAR) – Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście zdecydował o ponownym wszczęciu śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej – pisze „Nasz Dziennik”. Z pisemnego uzasadnienia decyzji sądu wynika, że do lotów do Smoleńska nie powinno w ogóle dojść ze względu na skalę zaniedbań przy ich organizacji.

Jak czytamy, według sędziego Wojciecha Łączewskiego w kilku przypadkach doszło do „niedopełnienia obowiązków” przez urzędników, zwłaszcza z kancelarii premiera, „co skutkowało działaniem na szkodę interesu publicznego, a mianowicie niezapewnieniem Prezydentowi RP oraz Premierowi RP należytego bezpieczeństwa”.

Tym samym, zdaniem sędziego, „powinno zostać rozważone postawienie zarzutów poszczególnym urzędnikom kancelarii premiera”, a także niektórym świadkom. Według Wojciecha Łączewskiego mogło bowiem dojść do przestępstwa urzędniczego.

Jak pisze „Nasz Dziennik”, sąd zdecydowanie odrzuca argumentację prokuratury, że stwierdzone przez nią nieprawidłowości przy organizacji obu lotów popełnione przez urzędników nie mogą mieć charakteru przestępstwa.

Sąd wylicza sześć naruszeń, które miały wpływ na bezpieczeństwo lotu i tym samym powinny podlegać ocenie odpowiedzialności karnej – chodzi m.in. o „niepoczynienie ustaleń co do statusu lotniska” w Smoleńsku czy niejasności w sprawie statusu lotu i wizyty Prezydenta RP.

Jak czytamy, niewykluczone są przesłuchania uzupełniające świadków, które miałyby wyjaśnić sprzeczności.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

IAR/”Nasz Dziennik”/mag/dj

podobne: Stanisław Michalkiewicz o przepychankach trzech stronnictw i wznowieniu śledztwa w sprawie zaniedbań w przygotowaniu podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego (z tajemniczą śmiercią świadka w tle). Lista śmierci by Krysztopa.

źródło: stooq.pl

Z jednej strony mamy zatem do czynienia z próbą neutralizacji „obozu Tuska”, poprzez uderzenie w jego klikę „aferą podsłuchową” – oczywiście w sposób cywilizowany bo „wspólny trud to wspólne dzieło – partykularyzmom basta” jak śpiewa poeta, gdyż idea „Platformy Obywatelskiej” ma ciągle wysokie poparcie społeczne i zbyt wielu ludzi się w nią zaangażowało żeby „projekt” mógł sobie tak po prostu upaść w niesławie. Zrobi się czystki i PO będzie jak nowa i gotowa do „wrogiego” przejęcia 😀 Tę koncepcję wspiera użycie „niezależnej prokuratury” (i sądu) dla wskrzeszenia problemu odpowiedzialności za „katastrofę smoleńską” co jest na rękę PISowi, który uparł się że to Putin zestrzelił „Tutkę” a Tusk za brak rzetelnego śledztwa został oskarżony niemal o współudział (co jest moim zdaniem nadużyciem, bo on się po prostu przestraszył tego co zrobiono, ale nie sądzę żeby maczał w tym paluchy). W związku z tym PIS jest idealnym narzędziem uderzenia w Tuska i jego dwór. Zdeterminowanym do tego stopnia, że nie bierze pod uwagę żadnej innej hipotezy przyczyn „katastrofy”, jak chociażby tej o możliwości zorganizowania jej przez klikę z WSI z zemsty/strachu przed wiedzą zapisaną w aneksie do raportu z jej likwidacji, którą to wiedzą dysponował śp. Lech Kaczyński. Z drugiej strony – poprzez powołanie komisji śledczej d.s. likwidacji WSI – mamy próbę uderzenia w PIS, gdzie moim zdaniem nie chodzi o konkretne konsekwencje (wsadzenie za kraty Macierewicza czy Kaczyńskiego) a raczej o wywołanie spektaklu i kompromitację PISu przed wyborami (dlaczego nic więcej z tego nie będzie pisze Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?).

Na kompromitacji POPISu w nowym rozdaniu (wyborczym) najwięcej zyskałoby SLD które zamierza wchłonąć Tfuj Ruch (którego formuła powoli dogasa), zajmując być może nawet drugie miejsce (sondaże od kilku tygodni są dla tej partii baaardzo łaskawe) a po solidnym uderzeniu w POPIS może się nawet wysunąć na pierwsze, zgarniając cały lewy elektorat i sporą część PO. SLD może bowiem stworzyć koalicję z każdym o ile będzie to PO bez „nieudolnego” Tuska 🙂 albo PIS bez „złowrogiego” Macierewicza z przebierającym nogami do koryta rządu Kaczyńskim, który też może z każdym (byle Tuska i jego najwierniejszych nie musiał oglądać). Szykuje się poważne trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej (zwłaszcza w PO) i zmiany w które zaangażowane są obie (po rozpadzie AWS – trzy 😀 ) strony a każda z nich dąży w międzyczasie do osłabienia przeciwnika i skompromitowania go w oczach wyborców, tyle że najwięcej oczek na kostce ma do wyrzucenia SLD. Jak to możliwe? Otóż obie sprawy łączy jeden wspólny („Solidarny” 😉 ) czynnik. Moim zdaniem jest to zakulisowy politycznie i biznesowo układ rodowodem z PRL.

Walka buldogów pod dywanem o władzę i pieniądze trwa a że szykują się rodakom poważne wydatki na okoliczność „przygotowań do wojny” (by zachować POkój) to i walka o to kto będzie dzielił kasę zaostrza apetyty i ambicje. Jej emanacją jest widoczna dla nas scena polityczna, gdzie czas mija od jednej afery do drugiej a politycy niczym marionetki podskakują na sznureczkach za które pociąga ktoś zupełnie inny (Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa). Czy jest zatem tak jak pisze Wojciech Wybranowski, że „WSI wraca tylnymi drzwiami!” do wielkiej polityki?

„…Dla Platformy utworzenie komisji śledczej ds sposobu weryfikacji WSI może być, jak deklarował w słynnej taśmowej rozmowie minister Sikorski szansą by „zaje…ć PiS”. Dla dogorywającego Twojego Ruchu, wijącej się już w agonii partii politycznego nieudacznika Janusza Palikota to ostatnia szansa na zaistnienie na scenie politycznej.

Trzeba jednak pamiętać, że choć formalnie wniosek o powołanie komisji śledczej ws weryfikacji WSI został przypisany partii Palikota, jednak w rzeczywistości jest ona wynikiem lobbingu właśnie środowiska dawnej WSI. Więzi WSI z partią Palikota są silne. Przypomnę tylko, że w kręgu doradców, współpracowników i sympatyków polityka z Biłgoraja są m.in. Krzysztof Polkowski, szkolony przez GRU dawny oficer WSI, płk Krzysztof Surdyk, były szef Zarządu Wywiadu Wojskowego WSI i płk Artur Bednarski. Tajemnicą poliszynela są też dobre kontakty Janusza Palikota z byłym szefem WSI Markiem Dukaczewskim.

Jak jednak wspomniałem, gra WSI nie toczy się tylko o to by „zaje…ć PiS” i dokonać pomsty na Macierewiczu. Cel, dla ludzi WSI, jest znacznie poważniejszy, wspomniał o nim na początku roku bloger Aleksander Ścios. Od wielu miesięcy w środowisku prezydenta Bronisława Komorowskiego, znanego z dobrych kontaktów z negatywnie zweryfikowanymi oficerami WSI mówi się o nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i Służbie Wywiadu Wojskowego. Nowela miałaby zawierać zapisy, które pozwalałyby na ponowną weryfikację negatywnie zweryfikowanych wcześniej funkcjonariuszy WSI i ich powrót do służby, na przykład takiego Dukaczewskiego. Podważanie wiarygodności prac zespołu osób weryfikujących WSI, osób, które przyczyniły się do demontażu tej jakże szkodliwej służby będzie kolejnym krokiem do reaktywacji WSI.” (całość tu: blogpublika.com)

Wracam zatem do pytań postawionych – to już będzie niemal 3 miesiące temu – samemu sobie…  Czy ktoś (i kto) podrzucił świnię ABW (a może tylko Sienkiewiczowi)? Czy za aferą taśmową stoi konkurencyjna wobec cywilnych służb „firma” tj. była „soldateska” z WSI? Przypominam, że nie jest to pierwsza afera mająca skompromitować ABW i wymuszająca dyskusję na temat konieczności jej zreformowania. Była jeszcze kwestia „Amber Gold” a potem znacznie poważniejsza kompromitacja przy tzw. „memorandum gazowym” (Wstrząsy wtórne PO „memorandum gazowym”, czyli…), po której już na poważnie podjęto konkretne działanie nad reformą służb specjalnych w Polsce. Głównie dotyczyć ona miała zmian w zakresie podporządkowania organom władzy (w kierunku upolitycznienia), scentralizowania „dowodzenia” i zrzucenia cywilnej kontroli, ale jednocześnie uszczuplenia kompetencji…

„…Podczas sejmowego wystąpienia minister Sienkiewicz podkreślił, że zakres obowiązków ABW musi zostać ograniczony do przeciwdziałania zagrożeniom bezpieczeństwa państwa w różnych jego aspektach, wyłączając sprawy o charakterze typowo kryminalnym. Uprawnienia śledcze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zostaną ograniczone do ściśle określonego katalogu przestępstw, zgodnie z wytycznymi Trybunału Konstytucyjnego. Wzrośnie natomiast rola ABW w zakresie przeciwdziałania terroryzmowi, łącznie z prowadzeniem ewidencji zagrożeń o charakterze terrorystycznym. Ponadto, wzmocniony zostanie pion informacyjny Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu umożliwienia wczesnego rozpoznawania zagrożeń. Do zadań ABW będzie należało również prowadzenie radiokontrwywiadu i kontrwywiadu elektronicznego, także wobec zagrożeń których źródło znajduje się poza terytorium RP. 

Podporządkowanie ABW ministrowi spraw wewnętrznych ma na celu skupienie w ręku MSW wszystkich służb, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa. W założeniu ma to pozwolić na usprawnienie współdziałania Agencji z Policją i Strażą Graniczną. Minister Sienkiewicz wspomniał także, że podporządkowanie ABW ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych pozwoli na dokonywanie szybkich przesunięć w obszernym budżecie MSW na korzyść Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w wypadku zaistnienia takiej potrzeby.

Znacznie mniej spektakularne zmiany planowane są w odniesieniu do Agencji Wywiadu. Agencja Wywiadu pozostanie, jak to miało miejsce dotychczas pod nadzorem Premiera. Wynika to z faktu wykonywania przez tę służbę zadań dla różnych instytucji państwowych w sprawach ochrony bezpieczeństwa zewnętrznego Rzeczypospolitej Polskiej. Przewiduje się również uzupełnienie zadań AW o możliwość realizacji czynności operacyjno-rozpoznawczych na terenie kraju także za pośrednictwem Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W ramach reformy planuje się także stworzenie nowego mechanizmu koordynacji służb specjalnych, opartego o Stały Komitet Prezesa Rady Ministrów do spraw służb specjalnych. Zgodnie z projektem nowej ustawy, przewiduje się natomiast likwidację Kolegium do Spraw Służb Specjalnych oraz urzędu ministra – koordynatora służb specjalnych. Rozszerzeniu ulegną natomiast uprawnienia Prezydenta RP odnośnie uzyskiwania informacji od służb specjalnych, z wyłączeniem źródeł informacji oraz metod pracy operacyjnej

…Antoni Macierewicz z PiS opowiedział się zdecydowanie przeciwko planowanym zmianom, zwłaszcza w zakresie podporządkowania ABW ministrowi spraw wewnętrznych. Jego zdaniem to powrót do wzorców sowieckich…”

źródło: defence24.pl

…ABW stanie się zatem „policją inwigilacyjną” zajmującą się głównie zbieraniem i gromadzeniem informacji, skupioną pod jednym politycznym dowództwem i z możliwościami samodzielnego i nieskrępowanego dysponowania środkami publicznymi a wszystko pod płaszczykiem walki z zagrożeniem terrorystycznym (mała próbka to sprawa Brunona K. niedoszłego „zamachowca”). Może pora jeszcze raz zmienić nazwę tej formacji i wrócić do tradycji Urzędu Bezpieczeństwa? Z kolei Agencja Wywiadu będzie mogła działać na terenie Polski za pośrednictwem SKW. Największą wiedzę na temat służb i tego co robią będzie miał (rzecz jasna!) Prezydent RP 🙂 Jak pisze Aleksander Ścios o reformie:

„…Jej sens staje się zrozumiały dopiero wówczas, gdy skutki zmian ocenimy z perspektywy ośrodka belwederskiego i zamysłu stworzenia reżimu prezydenckiego. To Bronisław Komorowski i skupione wokół niego środowisko „wojskówki” będzie głównym beneficjentem projektu przebudowy służb.

Gdy na początku stycznia 2011 roku „Gazeta Polska” twierdziła, iż jedną z pierwszych decyzji Komorowskiego było zlecenie przygotowania zmian systemowych w zakresie kontroli nad służbami – informacja ta spotkała się z dementi rzeczniczki prasowej BBN. Tymczasem treść dokumentów Biura oraz wypowiedzi członków rządu świadczą, że właśnie tam opracowano szczegółową koncepcję, której wykonaniem ma zająć się ekipa Donalda Tuska…”

„Gdyby planowaną obecnie reformę służb oceniać na podstawie niektórych komentarzy, mogłoby się okazać, że mamy do czynienia z pierwszym w historii III RP przypadkiem, gdy ośrodek rządowy dobrowolnie ogranicza swoje wpływy na formacje specjalne i pozbawia partię rządzącą jej „zbrojnego ramienia”. Większość obserwatorów jest bowiem zdania, że decydentami reformy są ludzie z ekipy Tuska.

Wówczas jednak trzeba zmierzyć się z pytaniami: dlaczego reżim PO-PSL miałby dążyć do ograniczenia uprawnień ABW i wzmacniania kompetencji służb wojskowych? Jaki cel miałaby reforma degradująca służbę podległą premierowi i tworząca nową, potężną formację (z połączenia Agencji Wywiadu ze Służbą Wywiadu Wojskowego) podporządkowaną słabemu szefowi MON? Dlaczego Tusk miałby rezygnować z nadzoru nad ABW i powierzyć Agencję ministrowi spraw wewnętrznych? Jaki interes miałaby grupa rządząca oddając swoje uprawnienia na rzecz „niezależnego zespołu” (powoływanego przez Sejm na sześcioletnią kadencję), który kontrolowałby operacje służb specjalnych?

Pytania można mnożyć, a jest ich tym więcej, że przez ostatnie pięć lat byliśmy świadkami procesu głębokiej „bondaryzacji” służb i ciągłego poszerzania uprawnienia Agencji. Decyzje legislacyjne podejmowane przez reżim w sprawach bezpieczeństwa zmierzały zawsze do skupienia władzy w rękach Krzysztofa Bondaryka i uczynienia z ABW „zbrojnego ramienia” partii rządzącej. To on i kierowana przezeń formacja mieli być gwarantem trwałości triumwiratu służb, biznesu i polityki i chronić interesy układu rządzącego.

Co zatem sprawiło, że Tusk przyjmuje nagłą dymisję Bondaryka, chce zdegradowania największej służby specjalnej i w najtrudniejszym okresie przedwyborczym pozbywa się narzędzi, dzięki którym mógłby odbudować swoją pozycję i kontrolować procesy społeczno-gospodarcze?…” (całość tu: Aleksander Ścios: ANTYTUSKOWA REFORMA SŁUŻB)

Wszystko zgodnie z planem (Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”). Nie rozumiem tylko „przytakiwania” Sienkiewicza dla tej reformy („podkreślił, że zakres obowiązków ABW musi zostać ograniczony”). Dlaczego przyłożył on rękę do marginalizowania służb którymi sam „dowodzi” i z których się wywodzi? Czyżby był on człowiekiem WSI z misją specjalną „uwalenia konkurencji”? W takim wypadku „taśmy Wprost” na temat Sienkiewicza pozwalają przypuszczać że za „aferą podsłuchową” równie dobrze może stać właśnie ktoś z ABW, kto chce ratować te służby przed reformą tj. okrajaniem z kompetencji i jej marginalizowaniem (Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW). Bez względu na to faktem jest dziwna bezradność Tuska wobec osoby Sienkiewicza i niemożność wysadzenia z siodła MSW Pana eks-pułkownika UOP. Jego rola pozostaje zatem niejednoznaczna a wpływy dalej silne – Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?.

Rozwalanie Tuskowej ekipy na poważnie dopiero się zacznie i nie przypadkiem czekano z tym na jego ucieczkę do Brukseli, bo może się on jeszcze w przyszłości przydać. Potrzeba tylko żeby ludziom z pamięci wywietrzała jego „zielona wyspa” i afery które były udziałem jego ekipy, co zostało przetestowane na Buzku, który też swojego czasu „zreformował” kraj, narobił dziur w budżecie po czym uciekł do Brukseli by po latach wrócić na stare śmieci ciesząc się opinią poważanego i kompetentnego męża stanu 🙂 Czas leczy rany i nie może przecież Tusk odpowiadać za niekompetencje ludzi którymi go otoczono. Murzyn swoje zrobił, murzyn może odejść. Poza tym jak nadejdzie katastrofa ekonomiczna w Polsce to lepiej żeby jej sprawca nie znajdował się zbyt blisko mściwych rąk obywateli. Owoce jego rządów zerwie (a raczej spadną one na łeb) ktoś inny i lepiej żeby to ktoś inny oberwał PO głowie…

Tymczasem samo państwo przechodzi na naszych oczach metamorfozę i przygotowuje się na ciężkie czasy (policyjne), albowiem ciężkie jest życie elit w państwie skorumpowanym, żerującym na obywatelu by zapewnić mu szczęście (czy tego sobie życzy czy nie)…

“To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butem.
W rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.“… (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

o czym więcej tu: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku.


1. Ukraina: Premier o gazieRosja ma obawy o dostawy gazu przez UkrainęSpór gazowy groźny dla Europy.

27.08.2014 (IAR) – Rosja zamierza wstrzymać w zimie dostawy gazu do Unii Europejskiej przez terytorium Ukrainy. O takich planach Moskwy poinformował ukraiński premier Arsenij Jaceniuk.

Szef rządu powiedział, że ukraiński sektor energetyczny jest w trudnej sytuacji. „Wiemy o rosyjskich planach wstrzymania w zimie tranzytu gazu nawet do państw Unii Europejskiej” – powiedział Arsenij Jaceniuk. Dlatego, według premiera, już teraz niektóre kraje wypełniają swoje zbiorniki gazu. Odbiorcami błękitnego paliwa z Rosji w Europie są między innymi Polska, Niemcy, Francja, Szwajcaria i Bośnia.

Szef ukraińskiego rządu nie wyklucza, że na Ukrainie nie będzie nie tylko rosyjskiego gazu, ale też innych paliw. W związku z tym Kijów liczy na wznowienie trójstronnych rozmów Ukraina-Unia Europejska-Rosja na temat dostaw gazu.

Na razie władze niektórych ukraińskich miast, w tym stolicy, przygotowują mieszkańców do chłodnej zimy. W związku z oszczędnościami w większości bloków nie ma ciepłej wody. Zapowiedziano także, że w tym roku kaloryfery i woda w kranach nie będą tak ciepłe, jak w latach poprzednich. Zaapelowano także o ocieplenie z zewnątrz mieszkań. Na Ukrainie najczęściej każdy właściciel robi to indywidualnie, dlatego bloki przypominają mozaikę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/em/

podobne: Naftohaz: wytrzymamy do wiosny bez gazu z Rosji. Wojciech Jakóbik: 8 sposobów na uniezależnienie Ukrainy od dostaw rosyjskiego gazu. oraz: Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

29.08.2014 (IAR) – Rosja obawia się, że Ukraina może zimą nielegalnie zacząć pobierać gaz przeznaczony dla Europy. Mówił o tym w Moskwie minister energetyki Rosji Aleksander Nowak po rozmowach z europejskim komisarzem do spraw energii Guentherem Oettingerem.

Minister Nowak powiedział, że wraz z nadejściem zimy może zaistnieć ryzyko, iż gaz, dostarczany przez Rosję europejskim odbiorcom zgodnie z kontraktem, może być nielegalnie odbierany przez Ukrainę dla jej potrzeb.

Według rosyjskich mediów, Ukraina w podziemnych zbiornikach ma 15 miliardów metrów sześciennych gazu. Do bezpiecznego rozpoczęcia sezonu grzewczego brakuje jej 9-10 miliardów metrów sześciennych gazu. Zapełnianie zbiorników powinno rozpocząć się jak najszybciej.

Ukraina i Gazprom nie mogą się porozumieć w sprawie ceny gazu. Według „Gazpromu”, Ukraina jest winna 5 miliardów 300 milionów dolarów za gaz już dostarczony. Gazprom 16 czerwca wprowadził przedpłaty na gaz dla Ukrainy i wstrzymał jego dostawy. Aby rosyjski gaz znowu mógł popłynąć na Ukrainę, Kijów musi spłacić pierwszą ratę długu w wysokości 1 miliarda 450 milionów dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Moskwa/em/

podobne: Rosja wstrzymuje wszelkie gazowe konsultacje z Ukrainą. a także: Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę

29.08.2014 (IAR) – Spór gazowy jest groźny dla Europy – ostrzega doktor Dominik Smyrgała z Collegium Civitas.

Gość Polskiego Radia 24 wyjaśnia, że Rosja weszła na ścieżkę konfrontacji, dlatego spotkanie unijnego komisarza ds. energii Guenthera Oettingera z rosyjskim ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem nie przyniesie porozumienia.

Zdaniem eksperta, będzie to teatr dla zachodnich społeczeństw, które nie rozumieją, co się dzieje na Ukrainie.

Trzeba pamiętać, że większość mocy przesyłowych rosyjskiego gazu przebiega przez terytorium Ukrainy. Na razie wszystkie inne dostawy gazu systemem tranzytowym przez terytorium Ukrainy idą normalnie – dodał Smyrgała.

Jak podkreślił, Ukraina zapowiedziała, że jeśli Rosja wstrzyma dostawy gazu na Ukrainę, tej porcji, którą normalnie pobiera, to Ukraina w geście samoobrony będzie musiała odciąć wszystkie dostawy gazu albo zacząć podbierać ten gaz dla siebie. To będzie akt desperacji ze strony Ukraińców – dodał ekspert.

Zachód chce temu przeciwdziałać, chce żeby ten gaz dalej normalnie płynął, ale namawiając Ukrainę do ustępstw w tym zakresie pozbawia ją jedynie realnej broni niemilitarne, jaką jeszcze Ukraina ma w konflikcie z Rosją – podkreślił ekspert.

Zdaniem doktora Smyrgały, Rosja może całkowicie odciąć dostawy gazu na Ukrainę i tym samym do Europy.

Oznaczało by to pójście Rosji na maksymalną konfrontację i zdaniem eksperta, w normalniej perspektywie byłoby krokiem samobójczym. Oni już w tej chwili przekroczyli wszelkie schematy i standardy, i poszli tak daleko w części militarnej, czego by się nikt jeszcze kilka tygodni temu nie spodziewał, że są w stanie odciąć dostawy gazu już w tej chwili – stwierdził doktor Smyrgała.

Byłoby to szkodliwe nie tylko dla Ukrainy i Unii Europejskiej ale także dla samej Rosji – uważa ekspert.

Po dwóch poprzednich konfliktach gazowych i po odcięciu dostaw gazowych na Ukrainę w 2009 i 2011 roku – przypomina doktor Smyrgała – zmniejszył się udział Gazpromu w rynku europejskim. Spadł z 44 procent do 27, więc jeśli znowu Rosja odetnie gaz, Unia będzie zmuszona szukać możliwości dywersyfikacji, innych dostaw gazu.

Zdaniem doktora Smyrgały, sytuacja taka może wpłynąć na złagodzenie negatywnego podejścia Unii do gazu łupkowego. Może będą rozbudowywane terminali gazowe i zwiększy się import gazu z innych kierunków. Oznaczałoby to, że udział Rosji w rynku gazowym byłby jeszcze mniejszy.

Ale moim zdaniem – stwierdził doktor Smyrgała – albo już całkowite szaleństwo panuje na Kremlu, czego nie można wykluczyć, albo oni sobie po prostu to dokładnie wyliczyli.

Zdaniem eksperta scenariusze są różne. Jeżeli Rosja chce wznieść żelazną kurtynę na Bugu i Karpatach oraz odbudować potęgę dawnego bloku sowieckiego pod wodzą Kremla, to obserwując wydarzenia na wschodniej Ukrainie można przypuszczać, że Putin nie zawaha się przed niczym.

Na szczęście w przypadku Polski, gaz paradoksalnie nie ma aż takiego znaczenia. Zdaniem eksperta, mamy spore zapasy i własny gaz. Dlatego jesteśmy bardziej odporni na ewentualne działanie Moskwy, niż inne gospodarki europejskie – podkreślił gość Polskiego Radia 24 Polskie Radio 24/JF/jj

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: Wojciech Jakóbik: Nowe sankcje uderzają w Rosnieft, omijają Gazprom. Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego. Zachodni biznes w Rosji krytykuje sankcje oraz: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy polecam również:  Wojciech Jakóbik: Na problemy z Rosją zgazowanie węgla. i to: Gaz łupkowy pomoże UE uniezależnić się od Rosji. UE zaostrza stanowisko w sprawie South Streamu

„…Oettinger powiedział, że  Komisja Europejska przygotowuje analizę zagrożeń spowodowanych przez spodziewany kryzys gazowy w Unii Europejskiej. Dodał, że celem rozmów KE-Ukraina-Rosja będzie zabezpieczenie dostaw dla krajów UE. Podkreślił, że Europa nie może czekać do zakończenia sporu Gazpromu i Naftogazu w sądzie arbitrażowym w Sztokholmie i potrzebuje tymczasowego rozwiązania cenowego aby zabezpieczyć zimowe dostawy surowca. Liczy na to, że przełom w rozmowach gazowych otworzy możliwość szerszego porozumienia w sprawie kryzysu ukraińskiego. 

Czytaj także: Gazowy wyłącznik na wypadek inwazji rosyjskiej na Ukrainie

Strony spotkają się 6 września. Poprzedzą je konsultacje KE-Rosja zaplanowane na 29 sierpnia w Moskwie. Według ITAR TASS rozmowy mają także dotyczyć ewentualnych ustępstw UE w sprawie wyłączenia gazociągów OPAL i South Stream spod regulacji antymonopolowych. Europa zamroziła rozmowy na ten temat po aneksji Krymu przez Rosjan. Nacisk w tym zakresie to jedyna dźwignia wpływu Europy na Rosjan, która nie niesie ze sobą ryzyka wywołania wojny gazowej. Ukraińskie ministerstwo energetyki przekonuje jednak, że bezpieczeństwo dostaw gazu do Europy zależy „tylko od zachowania Gazpromu”. Minister energetyki Jurij Prodan wskazuje, że tylko Gazprom może zatrzymać tranzyt przez Ukrainę i to z nim a nie z ukraińskim operatorem rur mają podpisane umowy firmy europejskie. Podkreślił, że jego kraj „przy spełnieniu określonych warunków” może zadowolić swe potrzeby gazowe dostawami z Zachodu.

Należy zatem wnioskować, że:

  1. Europa chce porozumienia za wszelką cenę, bo godzi się na rozwiązanie przejściowe, które będzie po myśli Rosjan i może przerodzić się w rozwiązanie ostateczne, jeśli Ukraina wycofa się z arbitrażu.
  2. Rosja chce rozszerzyć targi w ramach rozmów gazowych o interesujące ją kwestie: wyłączenie dla OPAL i South Stream, zrzucenie odpowiedzialności za tranzyt gazu na Ukrainę, legitymację aneksji Krymu poprzez manewry cenowe w ramach umowy gazowej z Naftogazem. Chce jednak wyłączyć te targi spod reżimu ram prawnych, dlatego naciska na wycofanie się Kijowa z arbitrażu.
  3. Ukraina zostaje sama ze swoimi postulatami europeizacji sektora gazowego: wejścia firm zachodnich do konsorcjum zarządzającego gazociągami oraz przesunięcia punktów odbioru gazu z zachodniej na wschodnią granicę Ukrainy, które współgrają z dotychczasową polityką energetyczną Wspólnoty Energetycznej, do której należy Kijów.

Te uwarunkowania każą wątpić w przyjęcie korzystnych dla Ukrainy rozwiązań w toku najbliższych rozmów KE-Ukraina-Rosja. Rozmowy o sektorze gazowym zostaną włączone w pakiet spraw negocjowanych w celu zakończenia kryzysu ukraińskiego. Europie zależy na czasie, więc pójdzie prawdopodobnie na pewne ustępstwa wobec Rosjan, które pozwolą utrzymać tranzyt surowca przez Ukrainę i nie załamią ukraińskiego sektora gazowego. Oznaczałoby to, że europeizacja ukraińskiego sektora gazowego pozostanie rozwiązaniem długofalowym ale niezrealizowanym, a zastąpi je rozwiązanie tymczasowe i niebezpieczne – gazowa Jałta…” (całość tu: Dlaczego Rosja chce wrócić do rozmów gazowych z Ukrainą.)

podobne: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę. oraz: KE będzie negocjować z Rosją w sprawie South Streamu. Rura ominie Ukrainę.

2. KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji. Za trzy lata cena gazu od Gazpromu spadnie o 28 procent.

(REUTERS/AP/AFP/TERESA WÓJCIK/INTERFAX/WOJCIECH JAKÓBIK)

…Szef rządu ukraińskiego poinformował, że dotychczas Ukraina zgromadziła w swoich magazynach  podziemnych 15 mld m. sześc. gazu. Obecnie stara się o dywersyfikację dostaw węgla. Sytuacja w sektorze węgla jest na Ukrainie o tyle trudniejsza, że  rosyjskie siły i rosyjscy najemnicy bombardują i niszczą kopalnie ukraińskie, z których wydobywa się węgiel energetyczny.  W tej sytuacji – podkreślił Jaceniuk – Ukraina liczy na kontynuację konsultacji trójstronnych z UE i Rosją, których celem jest rozwiązanie spornych kwestii w energetyce. W ubiegłą sobotę, podczas wizyty kanclerz Angeli Merkel w Kijowie, szef rządu zaproponował ogłoszenie publicznego przetargu dla firm międzynarodowych, które chciałyby uczestniczyć w  zarządzaniu ukraińskimi sieciami przesyłu gazu. Nawiązując do planowanego na 4-5 września szczycie NATO w Newport w Walii ( będzie na nim obecny prezydent Poroszenko) premier stwierdził, że Ukraina oczekuje od NATO „praktycznej pomocy”. Jego rząd miał wczoraj zatwierdzić roczny plan współpracy Ukraina-NATO.  Szef rządu ukraińskiego przed wczorajszym posiedzeniem rządu nawiązał do obaw Rosjan przed  wejściem w życie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Tymczasem jest to umowa  o strefie wolnego handlu z UE i nie niesie żadnych zagrożeń dla rosyjskiej gospodarki – podkreślił Jaceniuk. W reakcji na wypowiedź premiera Ukrainy, rosyjski minister energetyki Aleksander Nowak ocenił jako bezpodstawne twierdzenia polityków ukraińskich, jakoby Rosja planowała wstrzymać tranzyt gazu do państw Unii Europejskiej.  Nowak zaprzeczył, aby Rosja miała takie zamiary. Jego zdaniem – są to próby umyślnego dezinformowania odbiorców rosyjskiego gazu. Podkreślam – powiedział Nowak, że stanowisko Rosji jest w tej kwestii niezmienne – dokonamy maksimum wysiłków, aby wykonać nasze zobowiązania handlowe wobec europejskich importerów. Po tym jak rosyjskie wojska wkroczyły na południowy-wschód Ukrainy w okolicach Mariupola, ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych wyraziło nadzieję na jak najszybszą reanimację rozmów grupy kontaktowej składającej się z przedstawicieli Unii Europejskiej, Ukrainy i Rosji. Tymczasem po konsultacjach UE-Rosja zaplanowanych na 29.08, 6.09 odbędą się nowe rozmowy gazowe KE-Ukraina-Rosja. Kijów już teraz deklaruje, że będzie się opowiadał za przyznaniem Naftogazowi tymczasowej ceny kupna gazu od Gazpromu. Ma ona wynieść średnią z najniższych i najwyższych cen dostaw z ostatniego półrocza, a zatem musi się zmieścić w przedziale między 320 a 385 dolarów za 1000 m3.

(KOMMERSANT/NEWS AZ)

Według wyliczeń rosyjskiego Ministerstwa Rozwoju Ekonomicznego na które powołuje się gazeta Kommersant, w nadchodzących trzech latach cena oferowana przez Gazprom jego zagranicznym klientom spadnie średnio o 28 procent z $387 do $302/1000m3. Przez to o około 4 mld dolarów spadną zyski Gazpromu, który w 2013 roku zarobił na eksporcie 2,1 bln rubli czyli 62 procent ogólnych zysków. Presję cenową tworzą relatywnie niskie ceny na rynku spotowym spowodowane łagodną zimą, sięgające poziomu $220-260/1000m3…

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

3. Gaz-System: Polski sektor gazowy jest bezpieczny. Gaz-System pracuje na projektem połączenia gazowego Polski i Litwy.

Jak podaje TVN24BiŚ.pl, Jan Chadam, prezes Gaz-Systemu, który nadzoruje polskie gazociągi, uspokaja, że na razie nie ma żadnych sygnałów o przerwach w dostawach gazu przez Ukrainę. Potwierdził przy tym swoją wypowiedź dla TVN24 Biznes i Świat sprzed miesiąca zapewniając, że nie ma zagrożenia dla dostaw gazu do odbiorców, nawet w przypadku ograniczenia lub wstrzymania dostaw gazu z Ukrainy. – W przypadku ewentualnego zakłócenia dostaw z tego kierunku, przy aktualnym poziomie zapotrzebowania, dostawy do odbiorców będą realizowane bez problemów – powiedział Chadam….

29.08.2014 (IAR) – Gaz-System spodziewa się, że Komisja Europejska około grudnia poinformuje, czy dofinansuje budowę łącznika gazowego między Polską a Litwą. Oprócz Polski i Litwy projekt dotyczyłby także Łotwy i Estonii.

Chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego, a także o integrację krajów bałtyckich z rynkiem gazowym Unii Europejskiej, jak również zlikwidowanie tak zwanych wysp energetycznych – powiedział IAR prezes Gaz-Systemu Jan Chadam.

Nowe połączenie stworzyłoby także możliwość dostępu do globalnego rynku skroplonego gazu ziemnego przez terminal LNG w Świnoujściu, ale też na przykład do magazynów błękitnego paliwa na Łotwie.

Jan Chadam dodaje, że łącznik ma mieć długość 534 kilometrów – po stronie polskiej prawie 360, a po litewskiej ponad 170. Wartość projektu to prawie 600 milionów euro. Liczymy na dofinansowanie 3/4 – zaznaczył. Pozostała część kwoty pochodziłaby od uczestników – głównie Polski i Litwy, ale częściowo również od Łotwy i Estonii.

Jeśli decyzja Komisji będzie pozytywna, połączenie mogłoby powstać w ciągu 6 lat.

IAR K.P./ab

podobne: Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu.

4. PGNiG planuje 25 wierceń do końca roku w Polsce, łącznie w br. wykona 40 otworów.

Warszawa, 29.08.2014 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) do końca 2014 roku planuje wykonać lub rozpocząć wiercenie w Polsce 25 otworów poszukiwawczych i eksploatacyjnych zarówno węglowodorów konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych, poinformowała spółka. W I poł. 2014 r. spółka wykonała 15 takich odwiertów, więc na koniec bieżącego roku ich ilość sięgnie 40.

„Zaplanowane są wiercenia pozwalające otworzyć nowe, słabo rozpoznane obszary poszukiwania pod kątem niekonwencjonalnych złóż shale gas/oil i tight gas w skałach czerwonego spągowca (Rokietnica 4), skałach karbonu (Kobylin 1, Welichowo 8), skałach miocenu autochtonicznego (Kramarzówka 1). Odwierty te stanowią wyzwanie ze względu na nowy cel geologiczny do tej pory nie rozpoznany w tym rejonie i otwierają możliwości dla nowych perspektyw w przyszłości” – czytamy w komunikacie.

Ponadto spółka rozpocznie fazę otworów horyzontalnych w odwiertach tzw. łupkowych, w rejonie pomorskim. Pierwszym odwiertem z tego cyklu jest Lubocino 4H na koncesji Wejherowo, pad Lubocino, a kontynuacją będą kolejne odwierty horyzontalne w rejonie Pomorza w 2015 r.

„W ramach poszukiwania złóż konwencjonalnych na słabo rozpoznanym obszarze Karpat wiercony jest głęboki otwór Fredropol-1, którego celem jest rozpoznanie formacji skalnych podsolnych oraz sprawdzenie ewentualnego nagromadzenia ropy naftowej i gazu ziemnego. Uzyskane dane pozwolą określić potencjał zasobowy obszaru badań i zaplanować dalsze prace, których celem będzie odkrycie i udostępnienie złóż węglowodorów” – czytamy dalej.

W IV kw. 2014 r. PGNiG rozpocznie wiercenie sześciu nowych odwiertów eksploatacyjnych na konwencjonalnych złożach gazu ziemnego i ropy naftowej zlokalizowanych w Wielkopolsce i na Podkarpaciu.

„Na złożu gazu ziemnego Dzików w województwie podkarpackim zostanie wykonany jeden otwór eksploatacyjny Dzików-23. Złoże zostało odkryte w 1960 roku otworem Uszkowce-8. Pierwotne zasoby geologiczne wynosiły 2,1 mld m wysokometanowego gazu ziemnego. Eksploatację złoża rozpoczęto w 1996 r. Zadaniem nowego otworu eksploatacyjnego Dzików-23 jest umożliwienie wzrostu wydobycia i zwiększenie tempa sczerpywania zasobów gazu ziemnego” – wyliczono.

Spółka zaznacza, że na złożu ropy naftowej Lubiatów w województwie wielkopolskim zostaną wykonane w celu racjonalnego wykorzystania zasobów złoża i utrzymania produkcji ropy dwa kierunkowe odwierty eksploatacyjne Lubiatów-13K i Sowia Góra-11K oraz jeden otwór poziomy Lubiatów-11H. Zaplanowane do odwiercenia otwory znajdują się w obszarach o dobrych parametrach złożowych, co jest mocną przesłanką do prognozowania wysokiej produkcji ropy naftowej.

Złoże ropy naftowej odkryto otworem Lubiatów-1 w styczniu 2003 r, a jego eksploatację rozpoczęto w grudniu 2012 roku. Zasoby wydobywalne wynoszą 5,435 mln ton ropy i 1,812 mld m3 gazu ziemnego.

„Z uwagi na to, że złoże Lubiatów jest położone na obszarze Puszczy Nadnoteckiej, jednym z priorytetów przy realizacji wiercenia otworów za ropą i gazem na tym terenie jest ograniczanie ingerencji w środowisko naturalne. Projektowane otwory zostaną więc odwiercone przy już istniejących strefach przyodwiertowych” – zastrzega PGNiG.

Na złożu gazu ziemnego Paproć w województwie wielkopolskim zostaną wykonane dwa otwory eksploatacyjne Paproć-61 i Paproć-62. Zadaniem obu otworów będzie udostępnienie części złoża, która dotychczas była eksploatowana na mniejszym poziomie. Wydobycie nowymi odwiertami pozwoli także utrzymać dotychczasowy poziom produkcji z całego złoża w dłuższym okresie czasu.

„Złoże gazu ziemnego Paproć odkryto odwiertem Cicha Góra-1 w roku 1979, a jego eksploatację rozpoczęto we wrześniu 1985 roku. Początkowe zasoby geologiczne gazu ziemnego wynosiły 10,340 mld m3, a wydobywalne 7,755 mld m3” – podsumowało PGNiG.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i za granicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i zagranicą.

(ISBnews)

podobne: BNK: dobre wyniki wiercenia w poszukiwaniu gazu łupkowego oraz: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?)

źródło: stooq.pl

rosyjskie-gazociagi-mapa (Infografika.pl)

rosyjskie-gazociagi-mapa (Infografika.pl)