PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE.


1. Budzanowski: wniosek o arbitraż z Gazpromem słuszny. Liga/Wojciech Jakóbik: Gazprom przegrywa w sądzie. Szansa dla Polaków.

14.05. Warszawa (PAP) – Skierowanie przez PGNiG wniosku do arbitrażu przeciwko Gazpromowi w sprawie cen gazu z kontraktu jamalskiego to słuszna decyzja i poprawia naszą pozycję negocjacyjną – uważa b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski.

PGNiG poinformowało w komunikacie, że skierowało do Gazpromu wezwanie przed Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. „Przedmiotem sporu jest zmiana warunków cenowych kontraktu długoterminowego na zakup gazu ziemnego z września 1996 r.” – podała spółka.

PGNiG od listopada ub. roku prowadziło renegocjacje umowy z Gazpromem w ramach tzw. okna negocjacyjnego. Jego termin został uzgodniony dwa lata temu, kiedy to PGNiG i Gazprom podpisały aneks do kontraktu jamalskiego. Okno otwarte było przez pół roku. W ub. tygodniu prezes PGNiG Mariusz Zawisza poinformował, że spółka – zgodnie z kontraktem – uzyskała „zdolność arbitrażową”.

Przez pół roku polska spółka próbowała przekonać rosyjskiego dostawcę do zmiany niekorzystnych dla siebie zapisów kontraktu. Chodziło przede wszystkim o cenę; Polska płaci za rosyjski gaz więcej, niż inni europejscy odbiorcy.

„To jedyna słuszna decyzja w tej sytuacji. Pozornie, +dobrze+ dziś brzmiąca propozycja Gazpromu, może okazać się tylko i wyłącznie zachętą do szybkiego zakończenia negocjacji. Po kilku miesiącach okazałoby się, że płacimy więcej, niż nasi zachodni sąsiedzi. Sprzyja nam postępowanie antymonopolowe Komisji Europejskiej, więc tym bardziej trzeba wykorzystać procedurę arbitrażową w Sztokholmie do uzyskania ceny rynkowej w kontrakcie gazowym” – powiedział PAP w czwartek b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski

Jego zdaniem, cena gazu dla Polski po skierowaniu do arbitrażu w Sztokholmie będzie korzystniejsza, niż oferta leżąca dzisiaj na stole.

„Jesteśmy w lepszej sytuacji negocjacyjnej i należy tę sytuację optymalnie wykorzystać, nawet kosztem przedłużenia o kolejny rok negocjacji z Gazpromem” – powiedział.

Analityk rynku gazu, mec. Tomasz Chmal w rozmowie z PAP również przyznaje, że decyzja o skierowaniu sprawy przed sztokholmski arbitraż jest słuszna i – jak dodaje – dziwiłby się gdyby polska spółka jej nie podjęła.

„To nie jest odosobniony przypadek, wiele firm występuje z wnioskami do trybunałów arbitrażowych, jest to zupełnie naturalne z punktu widzenia uczestników rynku gazu; jeśli rozmowy nie przynoszą skutku, to wtedy idzie się krok dalej. To jest właściwy i cywilizowany sposób załatwiania takich spraw” – powiedział PAP.

Dodał, że na rynku europejskim „jest nastrój, by ceny obniżać i zmieniać formuły cenowe, również te uzależniające ceny gazu od ceny ropy i produktów ropopochodnych”.

„Nie dziwi mnie, że PGNiG idzie tym tropem. Dziwiłbym się gdyby tak nie postąpił, bo straciłby okazję, do korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia” – podkreślił.

Chmal zauważył, że 90 proc. spraw, które trafia przed arbitraż udaje się w jego trakcie załatwić polubownie. Tak właśnie stało się w 2012 r., kiedy to polska spółka złożyła przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie pozew przeciwko Gazprom Export. Wtedy również chodziło o zmianę warunków cenowych. Gdy Gazprom się na to zgodził, PGNiG wycofało pozew.

Piotr Kasprzak z Hermes Energy Group uważa, że arbitrażu nie można było uniknąć.

„Ze strategicznego punktu widzenia, w obliczu widma kar finansowych ze strony Komisji Europejskiej nałożonych na Gazprom jako rezultat postępowania antymonopolowego, a także z powodu niskich cen ropy naftowej było raczej pewne, że nie będzie chęci porozumienia ze strony rosyjskiej w przewidzianym w kontrakcie okienku negocjacyjnym” – powiedział PAP Kasprzak.

Jego zdaniem, z uwagi na obecne zawirowania polityczne i gospodarcze „nie należy się jednak spodziewać łatwej przeprawy w procedurze arbitrażu.

„Obydwie strony będą za wszelką ceną dążyły do przekonania sądu o swoich racjach. A to z kolei wydłuży czas procedowania trybunału” – dodał.

Jego zdaniem, jest to negatywny sygnał dla odbiorców PGNiG, bo w czasie oddala możliwość obniżek cen gazu. (PAP)

drag/ par/

Czeska firma RWE Transgaz uzyskała w sądzie arbitrażowym zgodę na zmniejszenie wolumenu objętego klauzulą take or pay (TOP) czyli wymogiem obowiązkowego zakupu w umowie z rosyjskim Gazpromem.

Wiedeński sąd arbitrażowy uznał, że Czesi mogą zmniejszyć wolumen objęty TOP bez kar finansowych. Gazprom domagał się kary w wysokości 500 mln dolarów.

TOP to narzędzie ograniczania dywersyfikacji zakupów przez klientów Gazpromu. Są oni zmuszani do zakupu określonego wolumenu nawet jeżeli go nie potrzebują, co utrudnia poszukiwania nowych dostawców.

Precedensowa decyzja wiedeńskiego arbitrażu to pozytywny sygnał dla polskiego PGNiG, które wczoraj ogłosiło, że skieruje sprawę negocjacji cenowych z Gazpromem do sądu. W toku postępowania może domagać się także zmian w TOP.

źródło: wjakobik.com

…ostatnim razem zbyt wcześnie i pochopnie Polska zrezygnowała z arbitrażu (o czym więcej tu: Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?). Co prawda wynegocjowaną polubownie obniżkę uznano za sukces, ale była to cena ciągle daleko wyższa od średniej europejskiej, a poza tym w umowie zawarto wiele niekorzystnych dla nas zapisów. Czy tym razem uda się utargować więcej to czas pokaże. (Odys)

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

2. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok.

15.05. Moskwa (PAP/AP,TASS) – Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow wezwał w piątek Unię Europejską, by poparła pomysł gazociągu Turecki Potok przez Morze Czarne, który miałby dostarczać rosyjski gaz do Europy Południowej i Środkowej.

Zdaniem szefa dyplomacji Rosji gazociąg ten przyniesie Unii „stabilność energetyczną”. Jeśli UE chce bezpieczeństwa energetycznego, to „Bruksela musi przyczynić się do realizacji tej idei” – powiedział Ławrow w Belgradzie.

Dodał, że Rosja odczuwa zainteresowanie tym projektem ze strony Grecji, Macedonii, Serbii, Węgier „i innych krajów regionu”.

Szef MSZ Serbii Ivica Daczić powiedział po rozmowach z rosyjskim ministrem, że Serbia jest zainteresowana projektem gazociągu. „Możemy w obecnym momencie wyrazić gotowość do udziału w tym projekcie, bo potrzebujemy niezawodnego zaopatrzenia w gaz” – powiedział Daczić, cytowany przez rosyjską agencję TASS.

„Irytuje nas ta sytuacja, że jeśli chodzi o Nord Stream, to robić można wszystko, a jednocześnie kiedy mowa o projekcie na południe, to nie można zrobić nic, choć to ten sam gaz z Rosji. Mamy takie same prawa, jak mieszkańcy północnej części Europy” – mówił szef MSZ Serbii.

Turecki Potok (Turkish Stream) ma zastąpić magistralę South Stream, od budowy której rosyjski koncern Gazprom odstąpił po zablokowaniu projektu przez Komisję Europejską. W grudniu 2014 roku Gazprom ogłosił, że zamiast South Streamu do Bułgarii zostanie ułożona przez Morze Czarne do Turcji, a następnie do jej granicy z Grecją magistrala o takiej samej mocy przesyłowej, tj. 63 mld m sześc. rocznie.

Docelowo Turkish Stream ma się składać z czterech nitek o przepustowości po 15,75 mld metrów rocznie. 47 mld m sześc. surowca Gazprom chce dostarczać do projektowanego hubu gazowego na granicy Turcji i Grecji.

Gazprom zapowiedział, że pierwsza nitka magistrali zostanie oddana do użytku w grudniu 2016 roku. Gaz z tej nitki będzie w całości przeznaczony na rynek Turcji. Punkt odbioru surowca dla ewentualnych kontrahentów z krajów UE, tzw. hub, ma powstać na granicy turecko-greckiej koło miejscowości Epsila. (PAP)

awl/ mc/arch.

podobne: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. oraz: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.

3. Pietrewicz: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowejNowelizacja ustawy o OZE: m.in. przedziały taryf dla prosumentów.

13.05. Gdańsk (PAP) – Nie wycofujemy się z węgla, ale też nie będziemy rozbudowywać mocy w energetyce opartej na węglu – powiedział w Gdańsku wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz. Jako kluczowe zadanie wymienił potrzebę modernizacji energetyki węglowej w kierunku mniej emisyjnej.

Pietrewicz powiedział w środę w Gdańsku podczas Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, że w perspektywie długofalowej „przyrost polskiej energii będzie pochodził z innych surowców niż węgiel kamienny”. „Ale to nie oznacza, że będziemy zamykali elektrownie węglowe” – podkreślił. Jak zaznaczył, „zostały poniesione nakłady inwestycyjne, odtwarzamy dużą część bloków i nie ma powodu, żeby były zamykane”.

Wiceminister gospodarki zaznaczył, że energetyka węglowa „to już w jakiejś mierze przeszłość, przynajmniej w ramach tej polityki energetyczno-klimatycznej UE, którą Polska traktuje jako kierunek nieodwracalny”. Zauważa natomiast potrzebę modernizacji energetyki węglowej, która zmieniłaby ten sektor na mniej emisyjny. „Wezwanie do czystych technologii węglowych jest punktem wyjścia do zmian polskiej energetyki” – wyjaśnił.

Jak mówił, „mimo że +Polska węglem stoi+, to niewiele w tym zakresie zmieniliśmy; te nowe wysokosprawne bloki węglowe o sprawności 46 proc. to nie są polskie technologie, tylko japońskie”. Wyraził nadzieję, że „wielkie projekty naukowe i badawcze pozwolą na przejście na wyższy poziom sprawności, efektywności energetycznej”. Jak wyjaśnił, chodzi m.in. o technologie pozwalające na lepsze zagospodarowanie metanu, którego obecnie odzyskuje się kilkanaście procent.

Nie ukrywa, że „nadzieje pokładane są w efektywności energetycznej, a więc mniejszym, lepszym wykorzystaniu surowców w produkcji oraz w wykorzystaniu energii w gospodarce”. Poinformował, że w zakresie technologii pozwalających na większą racjonalność prowadzone są prace nad wdrażaniem inteligentnych sieci energetycznych i liczników oraz wykorzystaniem nowych generacji paliw. Jak mówił, „stan zastany to jest 85-procentowy udział węgla w wytwarzaniu w polskiej energetyce, co przekłada się na 156 terawatogodzin energii”.

Ocenił, że „Unia Europejska +idzie jak walec+ w kierunku zaostrzania norm, w kierunku podnoszenia cen uprawnień do emisji CO2, a to oznacza podnoszenie kosztów dla naszej energetyki opartej na paliwach stałych i będzie wpływało na jej konkurencyjność”. Jak argumentował, „im wyższe ceny energii () tym większy napływ energii z importu, która będzie +podminowywała+ pozycję polskiej energetyki”. Podał, że już obecnie importujemy dwie terawatogodziny energii, co oznacza milion ton węgla kamiennego, które nie zostały przez polską energetykę zużyte.

Uczestniczący w dyskusji doradca zarządu PwC, b. wicepremier Janusz Steinhoff zauważył, że o tym, jaki docelowo będzie miks energetyczny w Polsce „zdecyduje tempo i konsekwencja wdrażania elementów polityki klimatycznej w UE”. „Jeśli koszty emisji CO2 będą na poziomie 40 euro za tonę, to grozi nam podwojenie cen energii, a produkcja energii elektrycznej z paliw stałych nie będzie opłacalna” – tłumaczył. Podał, że Polska emituje teraz średnio na jedną megawatogodzinę ok. jednej tony CO2. Ocenił, że „jedyną drogą redukcji emisji, bez eliminacji węgla, jest modernizacja, podwyższenie sprawności elektrowni”.

Uważa, że „Polska jest w sytuacji wyjątkowo trudnej”. Przestrzegł, że „jeżeli UE będzie z taką konsekwencją jak dotychczas próbowała redukować emisje, to jedynym tego skutkiem – jego zdaniem – będzie alokacja emisji do krajów pozaeuropejskich, z równoczesną alokacją miejsc pracy, części przemysłu i tym samym części PKB”.

W rozpoczętym w środę w Gdańsku dwudniowym III Ogólnopolskim Szczycie Energetycznym uczestniczy kilkaset osób – m.in. przedstawiciele największych firm energetycznych i instytucji finansowych.(PAP)

bls/ mhr/

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Zapisy projektu nowelizacji ustawy o OZE mają m.in. pozwolić na kontrolę energetyki prosumenckiej i wprowadzają przedziały taryf gwarantowanych dla niektórych mikroinstalacji OZE – wynika z projektu Ministerstwa Gospodarki.

Jak powiedział w piątek wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz, proponowane zmiany są „dobre dla rynku, jego uczestników i dla regulatora, bowiem ograniczają obszar niepewności”.

Jego zdaniem większość proponowanych zmian ma charakter jedynie porządkujący. „Nie wprowadzamy żadnych elementów, które jakościowo zmieniałyby rynek OZE” – zapewniał.

Prace nad nowelizacją przyjętej przez Sejm 20 lutego br. ustawy o OZE resort gospodarki zapowiedział już tydzień po podpisaniu jej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ustawa o OZE jest kluczowa z punktu widzenia rozwoju rynku odnawialnych źródeł energii w Polsce. Jej najważniejsze zapisy dotyczą wprowadzenia nowego systemu wsparcia tego rodzaju energetyki. Chodzi przede wszystkim o aukcje OZE i system taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji.

Nowelizowane są zapisy dotyczące wysokości taryf gwarantowanych dla prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii pochodzącej z niewielkich źródeł odnawialnych.

Ustawa wprowadziła obowiązek zakupu energii od mikroproducenta po stałej – przez 15 lat – cenie. To rodzaj wsparcia, dzięki któremu w Polsce ma się rozwijać rynek OZE w tym tych najmniejszych, prosumenckich.

Jak napisał resort w uzasadnieniu do nowelizacji, wsparcie dla prosumentów „nie może być nadmierne i prowadzić do zbyt dużych korzyści, gdyż w takim przypadku nie będzie zgodne z przepisami Unii Europejskiej”.

„Jeśli Komisja Europejska stwierdzi, że pomoc była udzielona nielegalnie, może nakazać zwrot otrzymanego wsparcia, co miałoby bardzo negatywne skutki dla wszystkich beneficjentów” – zauważyło MG.

Jedną z zasadniczych zmian zaproponowanych w projekcie nowelizacji jest wprowadzenie przedziału taryf gwarantowanych dla niektórych technologii OZE, szczególnie dla fotowoltaiki. Np. właściciel instalacji 3 kW (dla domu jednorodzinnego) może otrzymać taryfę gwarantowaną w wysokości od 64 gr/kWh do 75 gr/kWh.

W przypadku instalacji większej – od 3 do 10 kWh – stawka gwarantowana wynosi od 0,49 do 0,65 zł za 1 kWh.

Jeśli właściciel mikroinstalacji chciałby wsparcia wyższego niż minimalne – bo przy niższej taryfie nie zwróci mu się inwestycja w panel słoneczny – musi to uzasadnić, wyliczając na podstawie specjalnego algorytmu i pod groźbą kary podpisać oświadczenie, że taka stawka jest konieczna.

Czy jest to zgodne z prawdą, sprawdzą pracownicy Urzędu Regulacji Energetyki. Resort chce, by mieli oni prawo do kontroli dokumentacji, ale także budynków i pomieszczeń należących do prosumentów. Jak mówił w piątek dyrektor departamentu energii odnawialnej w MG Janusz Pilitowski, kontrole URE będą przeprowadzane „jedynie w uzasadnionych przypadkach” i będą miały charakter „wybiórczy”. Jak dodał, w proponowanych rozwiązaniach chodzi o to, by publiczne pieniądze na wsparcie dla mikroproducentów energii były wydawane zgodnie z zasadami pomocy publicznej.

Nowe uregulowania wynikające z projektu nowelizacji mają też pomóc w rejestracji i inwentaryzacji mikroinstalacji na rynku. Urząd Regulacji Energetyki zostanie zobowiązany do podawania liczby tych urządzeń, by wiedzieć, kiedy granice przyłączenia (300 MW instalacji do 3 kW i 500 MW instalacji do 10 kW) zostały osiągnięte. Kolejny zapis wskazuje, ile maksymalnie energii elektrycznej sprzedawca zobowiązany (operator sieci dystrybucyjnych) odkupi od mikroinstalacji w ciągu roku.

W projekcie nowelizacji zmieniła się również stawka netto opłaty OZE, którą ponoszą odbiorcy energii elektrycznej. W 2016 r. opłata ta miała wynieść 2,51 zł za 1 MWh, resort proponuje, by było to 4,01 zł za 1 MWh.

OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Jej głównym celem jest m.in. 20-proc. udział źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii. Dla Polski ten cel jest nieco niższy – średnio 15,5 proc. Obecnie w naszym kraju ze źródeł odnawialnych pochodzi 14 proc. energii. Jednak źródła OZE – choć systematycznie tanieją – cały czas są droższe od konwencjonalnych, i aby się rozwijały, trzeba je wspierać, czyli dotować.

Ustawa m.in. kompleksowo reguluje te kwestie. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych jest wsparcie dla tzw. prosumentów – jednoczesnych konsumentów i producentów energii w małych instalacjach, np. z paneli fotowoltaicznych czy wiatraków.(PAP)

drag/ gł/ mhr/

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

źródło: stooq.pl

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Reklamy

Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy.


1. Rosja może zrezygnować z Gazociągu PołudniowegoRosja nie zamknęła budowy Gazociągu Południowego?

26.11.2014 (IAR) – Rosja nie będzie budować Gazociągu Południowego, jeśli Europa go nie chce. Takie wnioski można wyciągnąć z wypowiedzi rosyjskiego ministra rozwoju gospodarczego Aleksieja Ulukajewa. Szef resortu cytowany przez agencję Ria Novosti stwierdził, że –„skoro w Unii Europejskiej nie ma zapotrzebowania na obniżenie ryzyka dostaw gazu, to Rosja nie będzie budować Gazociągu Południowego”.

Aleksiej Ulukajew przypomniał, że gazociąg ma przebiegać po dnie Morza Czarnego i połączyć Rosję z krajami południowej Europy, między innymi z: Bułgarią, Węgrami, Serbią, Grecją i Włochami. -„Przedsięwzięcie zostało tak pomyślane, aby zminimalizować tranzytowe ryzyko dostaw gazy, dla unijnych odbiorców” – tłumaczy rosyjski minister. Dodaje też, że jeśli nikt nie jest zainteresowany poprawą bezpieczeństwa dostaw, to Rosja nie będzie budować nowej rury. W jego opinii, Unia Europejska blokując budowę Gazociągu Południowego bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne problemy z dostawami gazu. Ulukajew zapewnił również, że budowa magistrali gazowej do Chin nie ma żadnego związku ze zobowiązaniami wobec Unii Europejskiej. -„Nam gazu starczy dla Wschodu i dla Zachodu” – oświadczył rosyjski minister.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Rostów nad Donem/mg 

08.12.2014 (IAR) – Rosja nie wstrzymała całkowicie budowy Gazociągu Południowego. Według dziennika „Wiedomosti”, do tej pory rosyjskie władze nie podjęły rozmów o zerwaniu międzypaństwowych umów w tej sprawie. Gazeta zauważa, że na razie wstrzymane zostały jedynie prace statku, który miał kłaść rury na dnie Morza Czarnego.

Rosyjski dziennik informuje, że Ministerstwo Energetyki odmówiło komentarza w tej sprawie. Nie chciał rozmawiać na ten temat rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, a także przedstawiciele państw uczestniczących w projekcie: Bułgarii, Serbii, Austrii i Węgier. Na razie pismo o wstrzymaniu prac dostała tylko firma odpowiedzialna za położenie rur na dnie Morza Czarnego.

Konsorcjum South Stream Transport, odpowiedzialne za realizację całości projektu twierdzi, że o wstrzymaniu budowy mogą zdecydować tylko czterej akcjonariusze, to jest koncerny energetyczne z: Rosji, Włoch, Niemiec i Francji.

O wstrzymaniu budowy Gazociągu Południowego poinformował 1 grudnia prezydent Władimir Putin. Rurociąg miał po dnie Morza Czarnego połączyć Rosję z Bułgarią, a dalej z Serbią, Węgrami i Austrią.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Maciej Jastrzębski,Moskwa/dyd

podobne: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. oraz: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

2. Opinie: Szczęśniak – Rosja otwiera nowy etap negocjacji energetycznychChmal – UE pozwala Rosji rozdawać karty w kwestiach infrastruktury energetycznej.

02.12.2014 (IAR) – To nie koniec South Stream, a nowy etap negocjacji – ocenia Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. Prezydent Rosji ogłosił rezygnację z budowy gazociągu, wobec którego Komisja Europejska zajęła – według Putina -„niekonstruktywne stanowisko”. Zamiast południowej nitki ma powstać połączenie z Grecją przez Turcję.

Projekt South Stream nie jest jeszcze zakończony, to nowa tura negocjacji po naciskach Brukseli – uważa Andrzej Szczęśniak: Rosjanie znaleźli nowego sojusznika i otwierają sobie drogę do renegocjacji projektu. Anulowanie projektu jest nie wszystkim na rękę i unijne państwa, które mogą stracić na anulowaniu South Stream, będą w opinii Szczęśniaka starały się ten projekt odblokować.

Władimir Putin oświadczył również, że Rosja jest gotowa wybudować dodatkową nitkę gazociągu dla Turcji, która mogłaby się łączyć z przekaźnikiem gazowym dla dostaw do innych odbiorców na granicy z Grecją.

Andrzej Szczęśniak jest zdania, że dla Europy korzystniejszym rozwiązaniem byłby jednak South Stream: łączyłby Unię Europejską bezpośrednio z dostawcą, bez zbędnego w jego opinii pośrednika. To projekt prostszy i bardziej dochodowy, co pewnie spowoduje, że zostanie on wznowiony. Ekspert prognozuje, że projekt gazociągu południowego powinien wbrew problemom zostać zrealizowany w najbliższym czasie.

Deklaracje Władimira Putina i szefa Gazpromu Aleksieja Millera padły w trakcie wizyty rosyjskiej delegacji w Ankarze, gdzie zostały podpisane między innymi dokumenty o współpracy w dziedzinie energetyki.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/dabr

02.12.2014 (IAR) – Unijna polityka energetyczna jest w defensywie w stosunku do działań Rosji – uważa Tomasz Chmal. W ten sposób ekspert Instytutu Sobieskiego komentuje deklarację prezydenta Władimira Putina, dotyczącą rezygnacji z budowy blokowanego przez Komisję Europejską Gazociągu Południowego. Zamiast South Stream ma powstać połączenie z Grecją przez Turcję.

Jak mówi Tomaaz Chmal, o nowej koncepcji tranzytu gazu na południu Europy zdecydowało kilka powodów: problemy finansowe Rosji uważnie liczącej wydatki, stanowisko Bułgarii, ale także pozycja Unii Europejskiej w negocjacjach energetycznych. Nowy projekt pokazuje, że to Rosja rozdaje w Europie karty w grze o energetyczną infastrukturę i to ona decyduje, którędy będą przechodzić gazociągi, a unijna polityka jest jedynie reakcją na to, co robią Rosjanie – uważa ekspert.

Rezygnacja z projektu South Stream nie odbije się mocniej na państwach Europy Zachodniej, do których paliwo dociera innymi kanałami tranzytowymi. Południe odczuje jednak tę decyzję dotkliwie, zwłaszcza Bułgaria, Węgry i Austria – uważa Tomasz Chmal. To państwa dość mocno uzależnione od dostaw gazu przez Ukrainę, więc będą pewnie podejmować na unijnej arenie działania w tej sprawie.

Jak mówi ekspert Instytutu Sobieskiego – podjęcie inicjatywy dotyczącej zaopatrzenia południa Europy w gaz będzie trudnym zadaniem na początku kadencji nowych komisarzy i przewodniczącego Rady Europejskiej. Tomasz Chmal przypomina w tym kontekście zaniechany projekt Nabucco, który jego zdaniem być może warto by razem z Turcją reaktywować.

Deklaracje Władimira Putina i szefa Gazpromu Aleksieja Millera padły w trakcie wizyty rosyjskiej delegacji w Ankarze, gdzie zostały podpisane między innymi dokumenty o współpracy Rosji i Turcji w dziedzinie energetyki.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/dabr

źródło: stooq.pl

Podobne: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę. oraz: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu. Szczęśniak o unii energii i rosyjskim kurku. Gazociąg Nabucco

„…Turcja jest i tak drugim, po Niemczech, największym klientem Gazpromu, dużo większym niż Bułgaria, Węgry i Austria razem wzięte. Dodatkowo Rosja w dużym kontrakcie towarzyszącym rozbuduje turecką energetykę nuklearną.

turkstream źródło: Der Spiegel

Zapomnij więc o nieszczęśliwym Nabucco, od długiego już czasu w stanie śmierci klinicznej,  i zapomnij teraz o jego zawetowanym przez USA konkurencie South Stream. Pogrążonej w politycznym paraliżu Europie zostaną w perspektywie dwa węzły gazowe – jeden niemiecki na końcu Nord Streamu oraz drugi turecki. W obu nadal ten sam gaz rosyjski dla tej samej Europy. Tyle że zamiast zależności od Rosji brukselskie półgłówki będą teraz zależeć i od Rosji i od Turcji razem,  oraz same martwić się będą musiały o dalszą dystrybucję.

Gazociąg do Turcji pozbawi kraje bałkańskie i centralnej Europy nie tylko łatwego dostępu do gazu ale także tysięcy jobs (głównie w Bułgarii)  oraz intratnych opłat tranzytowych. Wszystko to, zamiast do EU, popłynie teraz do Turcji. Z alternatywną drogą gotową tranzyt rosyjskiego gazu do Europy centralnej przez rozpadający się ukraiński bantustan długo nie potrwa.

Ameryka ze swoimi europejskimi wasalami wyciągnęła Ukrainę z orbity wpływów rosyjskich.  Rosja odpowiedziała na to wyciągając Turcję z orbity zachodu. Kto wygra na tym a kto przegra stanie się już wkrótce jasne nawet dla najbardziej zakutych głów w Brukseli. Ekonomicznie biorąc Ukraina jest beznadziejną czarną dziurą, w którą EU będzie musiała pompować tony kapitału długo po tym kiedy amerykańscy mąciciele się z niej w końcu wyniosą…” (całość tudwagrosze.com)

…tymczasem równolegle do „fiaska” projektu gazociągu południowego odgrzewana jest inna opcja tranzytu rosyjskich surowców (być może przez Polskę)…

3. Będzie Jamałgate bis?

Punkty wejścia do polskiego systemu gazowego, Gaz-System

„…Jak informowaliśmy w zeszłym tygodniu, w rozmowie z magazynem wydawanym przez Gazprom dyrektor jego spółki-córki Gazprom Transgaz Białoruś odpowiedzialnego za białoruskie gazociągi przyznał, że rozważa budowę drugiej nitki Gazociągu Jamał-Europa.

Władimir Majorow ocenia, że wykorzystanie istniejącej infrastruktury Gazociągu Jamalskiego jest bliskie granic możliwości. W zeszłym roku przez rurę przepompowano 34,7 mld m3. – Obecnie Jamał-Europa pracuje przy wykorzystaniu swojej maksymalnej przepustowości – ocenia przedstawiciel białoruskiego Gazpromu należącego w stu procentach do spółki-matki – Gazpromu Aleksieja Millera z Rosji.

Przyznał, że rozbudowa Gazociągu Jamalskiego będzie zależała od zapotrzebowania na gaz wśród europejskich konsumentów i będzie się musiała wiązać z modernizacją systemu przesyłu gazu na Białorusi. Za pomocą tamtejszego GTS gaz trafia do odbiorców w Obwodzie Kaliningrdzkim, na Ukrainie i w Polsce.

Majorow nie precyzuje jakim szlakiem miałaby zostać poprowadzona nowa nitka rury. Polacy otrzymali w 2013 roku propozycję budowy jej według koncepcji pieremyczki, czyli od granicy białoruskiej przez Polskę do Słowacji. Byłby to sposób na pominięcie Ukrainy w tranzycie surowca na terytorium słowackie.

Po podpisaniu memorandum o porozumieniu nie nastąpiły dalsze działania w tej sprawie a w Polsce wybuchła z tego powodu afera Jamałgate…”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Ruska rura i awantura…a gdzie agentura? i to: “Wiedomosti”: Falstart Gazpromu w Polsce a także: Czar Acronu… Azoty i „Kwas”

…krótko… chcą Rosjanie rurociągu to niech złożą dobrą ofertę. Jest to niewątpliwie okazja do renegocjowania warunków umowy gazowej na linii Polska Rosja. Dogadywać się byle nie pod stołem a jawnie, zwłaszcza że alternatywne źródła energii zdają się wysychać… (Odys)

4. „Puls Biznesu”: firmy tracą wiarę w gaz łupkowy.

26.11.2014 (IAR) – Zachodnie firmy tracą wiarę w sukces poszukiwań w Polsce gazu łupkowego – czytamy w „Pulsie Biznesu”.

W ciągu sześciu lat wykonano w naszym kraju 66 odwiertów poszukiwawczych, z czego udany jest w zasadzie jeden, w Lewinie na Pomorzu. „Firma San Leon uzyskała tam wyniki dające nadzieję na 200 – 400 tysięcy stóp sześciennych gazu rocznie”. Jednak firma dopiero w przyszłym roku weźmie się za kluczowe zabiegi poszukiwawcze: wiercenie poziome i szczelinowanie hydrauliczne. Czekała bowiem na wyniki prac innych firm, prowadzonych w okolicy, a te nie są zachęcające. Rezultaty badań złoża Lublewo były tak słabe, że prowadząca je firma sprzedała koncesje i zamknęła działalność w Polsce. Kilka tygodni temu zakończono prace na złożu Gapowo, ale ciągle nie ma ich oficjalnego rezultatu. „Gdyby wyniki były zachęcające, już dawno odtrąbiliby sukces” – powiedział menadżer jednej z firm poszukiwawczych. „Puls Biznesu” pisze, że inwestorzy coraz chętniej zerkają na Wielką Brytanię, gdzie są złoża gazu łupkowego, a podejście rządu do poszukiwań jest coraz przychylniejsze.

„Puls Biznesu” 26 11 Siekaj/jj

podobne: Porażka zwolenników gazu łupkowego. PE za pełną oceną środowiskową poszukiwań polecam również: Gaz łupkowy pomoże UE uniezależnić się od Rosji. UE zaostrza stanowisko w sprawie South Streamu i to: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) oraz: KE wydała zalecenia ws. wydobycia gazu łupkowego. Tymczasem dane zebrane z odwiertu Lublewo LEP-1 potwierdzają oczekiwania 3Legs Resources. i to: 46 odwiertów – poszukiwania łupków trwają a EIA obniża szacunki zasobów a także: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?  polecam również: Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i „globalne ocipienie”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.


1. Wojciech Jakóbik: szczyt BRICS w Brazylii

(RADIO WOLNA EUROPA/PRIME)

Dziś rozpoczyna się trzydniowy szczyt krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) w stolicy Brazylii. Strony omówią pogłębienie współpracy, szczególnie w sektorze energetycznym, powołanie wspólnego banku inwestycyjnego oraz sytuację na Ukrainie, w Syrii i Iraku. Wstępny kapitał banku nazywanego już Nowym Bankiem Inwestycyjnym ma wynieść 50 mld dolarów. To m.in. z niego będą pochodziły środki na wielkie przedsięwzięcia infrastrukturalne jak chińsko-rosyjski gazociąg Siła Syberii. Siedziba instytucji najprawdopodobniej zostanie osadzona w Szanghaju. Kraje BRICS mają także podjąć środki zaradcze przeciwko sankcjom Zachodu wobec obywateli Rosji, o co apelował prezydent Władimir Putin. Kraje BRICS mają także poprzeć działania Federacji Rosyjskiej na Ukrainie. Putin mówi także o braku wydajności jednobiegunowego porządku międzynarodowego. BRICS mają przedstawić alternatywny, bardziej zdemokratyzowany porządek.

2. Nowy bank państw BRICS.

16.07.2014 (IAR) – Pięć dużych państw należących do tak zwanej grupy BRICS założyło nowy bank i specjalny fundusz rezerwowy. Ma to pomóc w rozwoju tych krajów i częściowo uniezależnić je od innych międzynarodowych instytucji finansowych.

Państwa BRICS to Brazylia, Chiny, Indie, Rosja i RPA. Ich wspólny bank ma mieć do dyspozycji sto miliardów dolarów, nowy fundusz – tyle samo. Plany ogłosiła prezydent Brazylii, Dilma Rousseff podczas szczytu w brazylijskim mieście Fortaleza.

Według obserwatorów jest to próba uniezależnienia się od międzynarodowych finansów. Państwa BRICS skarżyły się na to, że mają zbyt ograniczone prawa głosu w dużych instytucjach finansowych. „To tak, jakby te kraje mówiły – jeśli nie dacie nam większej kontroli nad tym, co dzieje się w Banku Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym, to my pójdziemy własną drogą” – wyjaśnia BBC ekonomista Jim O’Neill.

Siedzibą banku będzie Szanghaj. Pierwszy prezes ma pochodzić z Indii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/R. Motriuk/wk

3. Bałkany stawiają na współpracę gospodarczą.

15.07.2014 (IAR) – Integracja gospodarcza zamiast wojen. Państwa Bałkanów Zachodnich chcą się integrować, by być silniejszymi partnerami w relacjach z Unią Europejską. W Cavtacie niedaleko Dubrownika trwa szczyt gospodarczy państw regionu „Summit 100. Gościem spotkania jest kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Jednym z ważnych tematów szczytu jest energetyka. Aleksandar Arabadżić z Towarzystwa Polsko-Chorwackiego mówi, że w tej kwestii trwa gra między Zachodem a Rosją. Jak mówi Arabadżić, teraz wszystko zależy od tego, z kim będą chciały współpracować państwa Bałkanów. – Czy wybiorą drogę środka, czy staną po stronie Zachodu, czy na co dużo wskazuje będą jednak dalej współpracować z Rosją – mówi.

W szczycie „Summit 100” uczestniczą przedstawiciele świata polityki i biznesu z Chorwacji, Słowenii, Serbii, Czarno Góry, Bośni i Hercegowiny, Macedonii oraz Albanii.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Katarzyna Ingram/kl         …źródło: stooq.pl

…dużo się pozmieniało od jesieni zeszłego roku Szczyt (hipokryzji) w Petersburgu czyli… „G20″

podobne: Polityka międzynarodowa. Rosja – Ukraina – Serbia – Unia Europejska. oraz: Putin na Kubie. i to: Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

Polityka międzynarodowa. Rosja – Ukraina – Serbia – Unia Europejska. Izrael szykuje inwazję lądową w Strefie Gazy. Niemcy i afera szpiegowska.


1. Rosja żąda natychmiastowego posiedzenia Rady OBWE w sprawie Ukrainy.

08.07.2014 (IAR) – Moskwa zażądała natychmiastowego zwołania Rady Stałej OBWE. Rosję niepokoi obecna sytuacja mieszkańców Ługańska i Doniecka. Jak wyjaśnił agencji Ria Novosti rosyjski ambasador przy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie Andriej Kelin, chodzi o zapowiadaną przez Kijów blokadę ukraińskich miast.

Rosyjski dyplomata przekonuje, że działania wojskowe ukraińskich władz prowadzą do nieuchronnej katastrofy humanitarnej. Według Kelina, ofiarami przemocy są cywile. Moskwa zamierza zgłosić na posiedzeniu OBWE żądania przerwania operacji antyterrorystycznej, otwarcia korytarzy humanitarnych dla uchodźców i wyprowadzenia ciężkiego sprzętu wojskowego ze strefy konfliktu. Tymczasem przebywający na Krymie młodzi Ukraińcy z Ługańska twierdzą, że w mieście sytuacja nie jest tak tragiczna, jak przedstawiają ją rosyjskie media. „Strzały w Ługańsku słychać rzadko. Tam zostali nasi rodzice i oni starają się chodzić do pracy i normalnie żyć” – opowiadają młodzi ludzie. Oni sami schronili się na Krymie, aby nie zmuszono ich do wstąpienia w szeregi ukraińskiej armii albo do oddziałów separatystów. Posiedzenie Rady Stałej OBWE w sprawie Ukrainy, którego domaga się Rosja, zostanie zwołane najprawdopodobniej na czwartek.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

2. Stanisławski: Dylemat Serbii w relacjach z Unią Europejską i Rosją jest ogromny.

08.07.2014 (IAR) – Rząd serbski chce być w przyjaźni z Rosją, ale jednocześnie chce pozostać na drodze do Unii Europejskiej – w taki sposób ocenia politykę władz Serbii redaktor pisma „Nowe Bałkany” doktor Wojciech Stanisławski. Od poniedziałku premier Aleksandar Vučić przebywa z wizytą w Moskwie, gdzie rozmawia o zacieśnieniu relacji gospodarczych między Rosją a Serbią.

Zdaniem Stanisławskiego, relacje między oboma krajami przybrały na sile w ciągu ostatnich pięciu, sześciu lat. To wtedy Moskwa najmocniej akcentowała brak zgody na oderwanie się Kosowa od Serbii.

Ekspert nie wyklucza, że w trakcie procesu integracji z Unią Europejską rząd serbski będzie musiał się opowiedzieć po jednej ze stron.

Według Stanisławskiego, polityka rządu w Belgradzie przypomina „tradycyjną bałkańską torturę rozrywania przez konie kogoś skazanego za ciężkie przestępstwo”. Jak ocenia ekspert, Serbia będzie deklarowała lojalność zarówno wobec Rosji, jaki i Unii Europejskiej, ale w końcu będzie musiała opowiedzieć się po którejś ze stron. Jego zdaniem, rozstrzygającą kwestią może być budowa Gazociągu Południowego.

W czasie wizyty w Moskwie Aleksandar Vučić spotkał się z prezydentem Władimirem Putinem i premierem Dimitrijem Miedwiediewem. Głównymi tematami rozmów była budowa Gazociągu Południowego, który ma przebiegać przez Serbię, ceny gazu i sytuacja na Ukrainie.

W styczniu tego roku Serbia rozpoczęła negocjacje akcesyjne z Unią Europejską.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Katarzyna Ingram/K.P.

3. Izrael szykuje inwazję lądową w Strefie Gazy.

08.07.2014 (IAR) – Izrael rozpoczyna operację przeciwko Hamasowi, a według izrelskich mediów nie jest wykluczona inwazja lądowa w Strefie Gazy.

Różne źródła cytują premiera Benjamina Netanjahu, który po naradzie wojskowej w tej sprawie miał powiedzieć, że Hamas doprowadził do eskalacji sytuacji i „zapłaci wysoką cenę”. Dlatego zdecydował się rozszerzyć operację w Strefie Gazy. Na razie nie wiadomo ile potrwałaby taka operacja, ale nieoficjalnie mówi się o długim terminie.

O przygotowaniu do inwazji świadczy też powołanie rezerwistów do regularnej służby. Jest ich około 40 tysięcy. W ten sposób Izrael odpowiada na nieustające naloty rakietowe ze Strefy Gazy. Dziś w jednym z nich zginęło 6 osób. Izrael twierdzi, że od początku tygodnia na jego terytorium wylądowało około 200 rakiet wystrzelonych przez Hamas.

W czerwcu Izrael oskarżył Palestyńczyków o zabicie trzech nastolatków i zatrzymał setki działaczy Hamasu. Od tamtego czasu w kierunku Izraela ze Strefy Gazy poleciały rakiety. Zdecydowana większość z nich w ostatnich dwóch dniach.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Jerusalem Post/Reuters/AFP/to/nyg

4. Niemcy: co po aferze szpiegowskiej?

08.07.2014 (IAR) – Niemieccy politycy zastanawiają się, jaka powinna być reakcja ich kraju na najnowszy skandal szpiegowski z udziałem Stanów Zjednoczonych. W ubiegłym tygodniu w Niemczech zatrzymano mężczyznę, który przez dwa lata szpiegował na rzecz Amerykanów.

Niemieccy politycy mówią: dość! Po aferze z podsłuchiwaniem rozmów Angeli Merkel i po najnowszym skandalu szpiegowskim chcą zmiany polityki wobec Waszyngtonu. Minister spraw wewnętrznych proponuje, aby niemiecki wywiad zaczął patrzeć Amerykanom na ręce. W Berlinie coraz głośniej mówi się, że niemieckie służby działają jak w czasach zimnej wojny i nie dostrzegają zagrożenia zza Atlantyku. Politycy domagają się także przeprosin ze strony Stanów Zjednoczonych. Podkreślają, że Barack Obama powinien przyjechać do Niemiec i posypać głowę popiołem. Do najnowszej afery odniosła się wczoraj kanclerz Angela Merkel. Jak powiedziała, jeśli zarzuty o szpiegostwo się potwierdzą, będzie to zaprzeczeniem opartej na zaufaniu współpracy między obu krajami. Niemców szczególnie zbulwersował fakt, że mężczyzna zwerbowany do współpracy przez Amerykanów był pracownikiem niemieckiego wywiadu BND, który jest zaprzyjaźniony z amerykańskim służbami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/em/

źródło: stooq.pl

podobne: Na świecie: Korea Południowa i Chiny. Izrael-Strefa Gazy. Ukraina-Krym-Rosja. Podwójny agent w Niemczech.

Paweł Kuczyński - Integracja

Paweł Kuczyński – Integracja

Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.


Wiedomosti: Gazprom gotów na wprowadzenie cen spotowych w kontraktach długoterminowych

(WEDOMOSTI)

Nieoficjalne źródła Wiedomosti w rosyjskim Gazpromie potwierdzają, że firma jest gotowa na wprowadzenie cen spotowych (bazowanych na giełdzie) do kontraktów długoterminowych na dostawy gazu, w których ceny były do tej pory indeksowane z ceną ropy naftowej. W maju tajne porozumienie Gazprom-ENI miało według Włochów dotyczyć między innymi wprowadzenia cen spotowych do umowy gazowej. Zmiany na europejskim rynku gazu stworzyły presję na Rosjan w kierunku urynkowienia cen dotąd zależnych od drogiej ropy naftowej. Źródło Wiedomosti przyznaje, że rozwiązanie zastosowane w umowie z włoskim ENI mogłoby zostać wprowadzone w innych kontraktach. W tym kontekście wymienia polską umowę gazową PGNiG-Gazprom.

Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream po porozumieniu z KE

(REUTERS/ITAR TASS/TERESA WÓJCIK/NOVINITE/WOJCIECH JAKÓBIK)

Przebywający z wizytą w Belgradzie minister spraw zagranicznych Bułgarii Kristian Wigenin oznajmił mediom, że jego rząd zamierza kontynuować prace nad budową odcinka gazociągu South Stream, ale dopiero po pełnym wyjaśnieniu wszystkich spornych kwestii z Komisją Europejską.  ”Prowadzimy bezpośredni i stały dialog z Komisją Europejską poświęcony wyjaśnianiu spornych kwestii dotyczących South Stream. Mam nadzieję, że w najbliższych tygodniach zostaną one wyjaśnione i prace zostaną wznowione” – powiedział dziennikarzom bułgarski minister, pytany o perspektywy budowy rury. Przy okazji Wigenin podkreślił znaczenie projektu South Stream dla bezpieczeństwa energetycznego w regionie Europy Południowo-Wschodniej. Mówił też o zaletach dywersyfikacji trasy dostaw gazu do Europy, którą zapewni projekt Gazpromu. Komisja Europejska (KE) uważa, że South Stream znacząco zwiększy wpływy Rosji w Europie i może utrudnić realizację konkurencyjnego Gazociągu Transadriatyckiego (TAP), który ma doprowadzić kaspijski gaz z Turcji do klientów europejskich z pominięciem Rosji. Jesienią ubiegłego roku KE rozpoczęła postępowanie antymonopolowe wobec projektu South Stream, który uznaje za sprzeczny z trzecim pakietem energetycznym UE. Na początku czerwca b.r. premier Bułgarii Płamen Oreszarski poinformował, że rząd zawiesza prace nad budową rury do czasu wyjaśnienia spornych kwestii z Brukselą. Jednakże pod koniec czerwca, bułgarski rząd zakomunikował, że umowa międzyrządowa ze strona rosyjską o budowie bułgarskiego odcinka gazociągu South Stream podpisana w 2008 roku, nie narusza prawa UE, ponieważ wtedy trzeci pakiet energetyczny jeszcze nie obowiązywał. Jednocześnie Wedomosti informują, że w ramach odpowiedzi na zastrzeżenia Komisji Europejskiej do udziału Strojtransgazu – firmy objętego sankcjami USA Giennadija Timczenki – w przetargach na budowę gazociągu South Stream, Rosjanie mogliby zastąpić tę spółkę firmą Centrgaz, która nie podlega obecnie sankcjom. To spółka podległa Gazpromowi. Pod uwagę mają być brane dwa scenariusze: zastąpienie Strojtransgazu przez Centrgaz, lub uczynienie go podwykonawcą firmy Timczenki.

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

Powstaje obóz rosyjski we  wspólnocie Energetycznej

„…W założeniu Wspólnota Energetyczna miała być emanacją solidarności krajów europejskim w sektorze energetycznym. Miała animować przyjmowanie acquis communautaire i łączenie rynków energii elektrycznej oraz gazu ziemnego. Jednakże solidarność w jej łamach słabnie, pomimo kryzysu ukraińskiego. To rosyjska polityka energetyczna dzieli Europę na obozy choć teoretycznie powinna napędzać integrację. Serbię, Węgry oraz Bułgarie łączy zainteresowanie udziałem w projekcie gazociągu South Stream mającego omijać Ukrainę i doprowadzać gaz do Europy Południowej i Środkowej z pominięciem tranzytu przez ten kraj. Komisja Europejska, która broni interesu Ukraińców, którzy wstąpili do Wspólnoty Energetycznej, zgłosiła zastrzeżenia do przetargów na projekt i jego zgodności z prawem antymonopolowym trzeciego pakietu energetycznego. Komisarz ds. energii Gunther Oettinger zapowiedział, że kraje, które nie podporządkują się zamrożeniu rozmów na temat South Stream zarządzonemu przez Brukselę, poniosą konsekwencje…”

…śmiać mi się chce na tę gwałtowną i nieubłaganą retorykę Komisji Europejskiej, która do czasu wybuchu kryzysu ukraińskiego lansowała budowę południowej rury z pominięciem Ukrainy właśnie a teraz lansuje się na obrońcę jej interesów niby to zbieżnych z bezpieczeństwem UE 🙂 (więcej tu: KE będzie negocjować z Rosją w sprawie South Streamu. Rura ominie Ukrainę.). Nie da się ukryć partykularnych interesów nie tyle na Węgrzech Bułgarii czy Serbii (te kraje uczciwie stawiają sprawę), ale przede wszystkim w Niemczech, Austrii i we Włoszech, które nieoficjalnie ani grzeje ani ziębi kwestia obrony interesów narodowych Ukrainy (czy „wspólnoty”) a zajmuje własny interes (Posłowie PE podzieleni ws. polskiej koncepcji unii energetycznej.), któremu trudno się dziwić…

Czytaj także: Rosyjska polityka energetyczna dzieli Europę na obozy

„…Trzy wspomniane kraje należą do Wspólnoty Energetycznej, jednak nie zamierzają podporządkowywać się jej pryncypiom. Poza tym, że mają problemy z implementacją unijnego prawa w swoich sektorach energetycznych, prowadzą seperatystyczną politykę energetyczną po myśli Rosji. Argumentują, że tranzyt gazu przez Ukrainę nie jest godny zaufania, dlatego nie ma alternatywy dla South Stream. Naciskają na dywersyfikację szlaków dostaw, nie dostawców. Z punktu widzenia Brukseli, która przyjmuje logikę dywersyfikacyjną, South Stream z monopolem Gazpromu jest inwestycją zbędną, ponieważ nie pozwoli na dopuszczenie nowych dostawców – z krajów kaspijskich lub śródziemnomorskich – do przepustowości rury. Dlatego Komisja Europejska domaga się podporządkowania gazociągu zasadom trzeciego pakietu energetycznego. W innym wypadku nawet po zakończeniu inwestycji KE nie zamierza pozwolić na uruchomienie przesyłu. – Po co Rosjanom rura, przez którą nie będzie mógł płynąć gaz? – pyta retorycznie Oettinger…”

…rura jest Rosjanom potrzebna właśnie po to żeby móc przesyłać SWÓJ gaz a nie konkurencyjny – to oczywiste jak słońce 🙂 Naiwnością jest też sądzić, że poszczególne kraje zainteresowane rosyjskim gazem będą przedkładać interes UE ponad narodowy, tylko po to żeby Rosji zagrać na nosie. Cały ten pomysł żeby Rosjan zmusić do przesyłu ich rurociągiem gazu innego pochodzenia niż rosyjskie zakrawa o jakąś paranoję… No i tu dochodzimy to meritum, bo skoro wiadomo było że Rosjanie tylko po to budują South Stream by ominąć Ukrainę (tę samą rolę wobec Polski spełnia Nord Stream) i dalej dostarczać swój gaz Europie, to czemu łudzono się że uda się ich namówić do czegoś sprzecznego z ich interesem? Ta cała gadka o dywersyfikacji źródeł od początku była kłamstwem, bo wiadomo że jedyny gaz jaki będzie płyną tą rurą to rosyjski gaz 😀 (Wszystkie rurki prowadzą do Rosji.)… Ktoś tu ma kogoś za idiotę, albo sam nim jest (mowa oczywiście o politykach z Brukseli)….

„…Postawa Serbii nie szokuje. To tradycyjny partner Rosji w polityce europejskiej. Pozornie ugodowa postaw Bułgarii polegająca na zamrożeniu prac przy jej odcinku South Stream nie oznacza, że Sofia przestała walczyć o realizację projektu. Najbardziej rozłamową politykę energetyczną pod względem skali zaangażowania i oddziaływania podejmują Węgry, które oprócz bezwarunkowego poparcia dla South Stream bez wahania pożyczają od Rosjan pieniądze na rozwój energetyki atomowej. Ich postawa godzi w, i tak kruchą, współpracę w sektorze energetyki gazowej w ramach Grupy Wyszehradzkiej, która ogranicza się do budowy sieci interkonektorów łączących systemy przesyłowe krajów Grupy. Nie rozszerza się jednak jeśli chodzi o parasol ochronny unijnego prawa antymonopolowego, bez którego nawet najbardziej zsieciowane systemy mogą zostać zmonopolizowane przez jednego dostawcę – w domyśle Gazprom. Węgrzy uderzają w polskie plany Unii Energetycznej i inne inicjatywy podejmowane przez Warszawę. Efekt jest taki, że bliższą naszym interesom postawę względem Unii w sektorze energetycznym przyjmują Hiszpanie, którzy liczą na zyski z pośrednictwa w handlu LNG z europejskimi klientami, niż teoretycznie bliższe geopolitycznie Węgry.

Prorosyjskie lobby Węgier i Bułgarii osłabia polską siłę negocjacyjną w Radzie Europejskiej, która zadecyduje o ostatecznym kształcie rozwiązań zapisanych przez Komisję Europejską w Europejskiej Strategii Bezpieczeństwa Europejskiego, która zawiera wiele z postulatów Unii Energetycznej wysuwanych przez Polaków. Jeżeli w sprawie pakietu klimatycznego zawsze mogliśmy liczyć na mniejszość blokującą z udziałem państw postkomunistycznych, to w sprawie np. wspólnych zakupów gazu będziemy musieli szukać wsparcia gdzie indziej niż w Budapeszcie i Sofii…”

…osobiście nie nazywałbym „prorosyjskimi” interesami NARODOWYCH interesów Węgier czy Bułgarii, bo już nie raz w trakcie kryzysu ukraińskiego mieliśmy przykłady „prorosyjskości” z innych „poważniejszych” państw UE jak Dania, Francja, Niemcy, Włochy czy Austria (Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem. oraz: UE (nie)solidarna.). Oceniając to w ten sposób należałoby powiedzieć że zdecydowana większość krajów UE, które w jakiś sposób wyłamały się ze „wspólnej” polityki wobec tego kraju jest w związku z tym „prorosyjska”, prócz rzecz jasna Polski która na tej awanturze straciła politycznie i gospodarczo najwięcej 🙂 Bułgaria, Węgry i Serbia patrzą po prostu na pierwszym miejscu SWOJEGO interesu i trudno mieć o to do nich żal… Żal można mieć do siebie za to że daliśmy się rozegrać jak dzieci i jak dzieci zaczęliśmy „unię energetyczną”, która jest NIEMOŻLIWA do zrealizowania, przy takiej rozbieżności interesów poszczególnych krajów które chcą kupować rosyjski gaz – byle tanio (O unii energii: Wspólne zakupy są niemożliwe oraz: Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.)…

„…Postawa południowych krajów o prorosyjskiej polityce energetycznej może stać się także wymówką dla większych graczy opowiadających się za business as usual w relacjach z Moskwą, jak Austria i Niemcy. Dlatego koncesja ze strony Warszawy, która pozwoliła wbrew swoim interesom na „doklejenie” agendy klimatycznej do rozmów o Strategii Energetycznej, zapewne w zamian za większą przychylność dla naszych postulatów w sektorze gazowym, może pójść na marne.

Czytaj także: Co zostało z Unii Energetycznej w strategii KE?

Dzięki aktywnej polityce Rosji i braku jedności w Europie wyłom we Wspólnocie Energetycznej już powstał. Czy długofalowo doprowadzi do jej dezintegracji a razem z nią pogrzebania śmiałych planów dywersyfikacyjnych? Niekorzystny trend przełamie tylko wspólna polityka energetyczna forsowana przez Brukselę, którą popierają Polacy. Finał tej rozgrywki da odpowiedź, czy europejska Wspólnota może funkcjonować w sektorze energetycznym i da przesłanki na temat potencjału solidarności krajów europejskich w ogóle.”

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

…do wyłomu we wspólnocie przyczynia się sama „wspólnota” (której nie ma!) a aktywna polityka Rosji nie jest nieuzasadniona, zważywszy na niedawne zażyłe stosunki UE – Rosja w kwestii South Streamu który do niedawna łączył obu partnerów kosztem jakby nie patrzeć „biednej” Ukrainy 🙂 (Powstanie grupa robocza UE – Rosja ds. South Streamu)

…Odys

gazprom, unia europejska, niedźwiedź

Dwie kule zmieniły bieg historii. 100 rocznica zamachu w Sarajewie na arcyksięcia Franciszka Habsburga i wybuchu I Wojny Światowej. Serbskie memento STANISŁAWa MICHALKIEWICZa


1. Rocznica: Dwie kule zmieniły bieg historii

28.06.2014 (IAR) – Sto lat temu dwie kule zmieniły bieg historii. W Sarajewie zginęli wówczas następca tronu Austro – Węgier arcyksiążę Ferdynand i jego żona Zofia. Miesiąc później wybuchła I wojna światowa. Do zamachu doszło 28 czerwca 1914 roku.

Historyk prof. Włodzimierz Borodziej mówi, że wywiad ostrzegał, ale arcyksiążę nie posłuchał i pojechał do Sarajewa. Dodatkowo wizyta przypadała na dzień Świętego Wita czyli rocznice bitwy na Kosowym Polu. Zamachowiec Gavrilo Princip był młodym nacjonalistą, członkiem organizacji Młoda Bośnia.

Tego dnia zbieg okoliczności sprzyjał zamachowcom, bo Gavrilo Princip nie był jedynym – tłumaczy prof. Borodziej. Ochrona policyjna była niewystarczająca, zamachowców było kilku. Po pierwszej nieudanej próbie zamachu – ranne zostały inne osoby z otoczenia następcy tronu – arcyksiążę postanowił je odwiedzić w szpitalu, zmieniono trasę przejazdu. Kierowca limuzyny z Ferdynandem i jego żoną dodatkowo pomylił drogę, a gdy na zakręcie zwolnił – Gavrilo Princip strzelił.

Losy zabójcy arcyksięcia były tragiczne, Princip trafił do więzienia i po czterech latach umarł w męczarniach – mówi historyk. Zamachowiec otrzymał karę dożywotniego więzienia, był zbyt młody na karę śmierci. Skonał w strasznych męczarniach po czterech latach.

Historyk dodaje, że do dziś toczy się dyskusja czy Gavrilo Princip to bohater czy zdrajca.

W 1914 roku władze cesarsko – królewskie wmurowały tablicę upamiętniającą tragiczną śmierć arcyksięcia, za czasów Jugosławii w Sarajewie upamiętniono Principa, po 1945 ponownie zawisła tablica ku czci zamachowca, a w latach 90-tych w Sarajewie zdemontowano tablice pamiątkowe – wyjaśnia historyk.

Miesiąc po zabójstwie arcyksięcia wybuchła I wojna światowa, która całkowicie zmieniła Europę. Skończyła się epoka wielkich mocarstw, powstały państwa narodowe, w tym Polska.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Edyta Poźniak / wk

2. Mija 100 lat od zamachu w Sarajewie na arcyksięcia Franciszka Habsburga, austriackiego następcę tronu

28.06.2014 (IAR) – Zamach ten stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej. Sto lat temu, 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie zginął austriacki następca tronu, arcyksiążę Franciszek Ferdynand wraz z żoną Zofią. Serbski zamachowiec zastrzelili arcyksiążęcą parę, gdy ta podczas wizyty przejeżdżała samochodem przez miasto.

Po zamachu Austro-Węgry chciały mieć udział w śledztwie, na co nie zgodziły się władze Serbii. Miesiąc później 28 lipca Austro-Węgry wypowiedziały jej wojnę, a to dało formalny początek większemu konfliktowi. 1 sierpnia 1914 roku Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji, i tę datę przyjmuje się za wybuch I wojny światowej, która trwała cztery lata.

W zamachu na austriackiego arcyksięcia wzięło udział kilku serbskich spiskowców, wśród nich był Gavriło Princip, który oddał śmiertelnie strzały. Wszyscy stanęli przed sądem, już w trakcie wojny, 29 października 1914 roku. Należeli do organizacji Czarna Ręka z centralą w Belgradzie. Jej celem było wyzwolenie Serbów z Austro-Węgier i Imperium Osmańskiego oraz zjednoczenie ziem w ramach Królestwa Serbów.

Akt oskarżenia objął łącznie 25 osób. 9 z nich uniewinniono, byli to chłopi, którzy udzielili pomocy zamachowcom w dostaniu się do Sarajewa. Inni zostali skazani na wyroki od 3 lat do kary śmierci. Gavriło Princip, który nie ukończył 20 lat i według prawa Austro-Węgier nie mógł otrzymać kary śmierci, dostał 20 lat więzienia. Tam też zmarł, w kwietniu 1918 roku.

Czarna Ręka, która zorganizowała zamach, liczyła około 2500 członków. Stała też za nieudaną próbą zamordowania cesarza Franciszka Józefa, a także za zamachem na austriackiego gubernatora Bośni generała Oskara Potiorka. Organizacją kierował pułkownik Dragutin Dimitrijević pseudonim Apis, szef serbskiego wywiadu wojskowego. Książę Aleksander, wódz armii serbskiej, widząc rosnące wpływy organizacji, postawił przywódców Czarnej Ręki przed sądem za próbę dokonania przewrotu. W maju 1917 roku sąd uznał Dimitrijevićia za winnego zdrady, i skazał na śmierć. Wyrok wykonano miesiąc później.

I wojna światowa, nazywana też Wielką Wojną, po raz pierwszy w dziejach objęła ogromne terytoria, a jej skutkiem był upadek wielkich monarchii i pojawienie się nowych państw na mapie Europy. Wojnę rozpoczęło 8 krajów, a zakończyły 33, w sumie liczące półtora miliarda mieszkańców, to jest 2/3 ludności kuli ziemskiej.

Walki toczyły się niemal na wszystkich kontynentach i morzach, ale główne działania wojenne były prowadzone w Europie. Według różnych źródeł, zginęło od 10. do ponad 20. milionów osób, ponadto 20 milionów zostało rannych.

I wojna światowa zakończyła okres przewagi mocarstw europejskich w polityce światowej i przyczyniła się do wzrostu znaczenia politycznego Stanów Zjednoczonych i Japonii. Przyśpieszyła też rozwój nowych dziedzin nauki i techniki, zwłaszcza środków transportu, łączności oraz medycyny.

Mimo podpisania w Wersalu w 1919 roku przez państwa Ententy traktatu pokojowego z Niemcami, kończącego wojnę, nie rozwiązano większości konfliktów na kontynencie. 20 lat później, w 1939 roku, wybuchła II wojna światowa.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/E.Porycka/dok.

3. Historyk dr Górny o wybuchu I Wojny Światowej

28.06.2014 (IAR) – Miała trwać krótko, a ciągnęła się latami, kosztowała miliony istnień i rozbiła imperia. I wojna światowa rozpoczęła się dokładnie 100 lat temu. 28 czerwca w Sarajewie serbski zamachowiec Gavrilo Princip zastrzelił austriackiego następcę tronu.

Po zamachu na Franciszka Ferdynanda Niemcy skłoniły Austrię, do wypowiedzenia wojny Serbii. Za Serbią ujęła się Rosja. Po stronie Rosji stanęli sojusznicy – Anglia i Francja. Zamach w Sarajewie był iskrą, która, jak uważa dr Maciej Górny z Instytutu Historii PAN, rozpaliła wielki pożar, który strawił Europę. Po zamachu inicjatywę w europejskich imperiach przejęli wojskowi, którzy zaczęli realizować dawno nakreślone plany ofensywne. Mobilizacje wojskowe w jednym kraju skutkowały mobilizacjami w krajach następnych. Maciej Górny zaznacza, że ten swoisty efekt domina spowodował wojnę, której tak naprawdę nikt nie chciał.

Co kierowało serbskim zamachowcem? Historyk wyjaśnia, że Gavrilo Princip strzelał z Brauninga w tego, który jego zdaniem stał na przeszkodzie w zjednoczeniu Jugosławii. W królewskiej, a później komunistycznej Jugosławii Gavirlo Princip został okrzyknięty bohaterem narodowym. Jego imieniem nazywano główne ulice miast, mosty i szkoły.

I wojna światowa pochłonęła ponad 30 milionów ofiar.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Paweł Buszko / wk

4. Rocznica: Zabójca arcyksięcia Ferdynanda to bohater?

28.06.2014 (IAR) – Sto lat temu serbski nacjonalista zastrzelił arcyksięcia Ferdynanda. Miesiąc później wybuchła I wojna światowa. 19 letni Gavrilo Princip był członkiem organizacji Młoda Bośnia. Tuż po zamachu został schwytany, osądzony i skazany na 20 lat ciężkiego więzienia. Był za młody na karę śmierci.

Svetana Bogojewicz z Belgradu mówi, że Serbowie uważają Principa za bohatera narodowego. Trudno to porównywać, ale to tak jakby Polak podczas okupacji rosyjskiej zastrzelił jakiegoś rosyjskiego wielkiego księcia. Podobnie tutaj – my to wydarzenie wspominamy, to taki odruch patriotyzmu – dodaje Bogojewicz.

Wydarzenia w Sarajewie wpisywały się w pewną tradycję – mówi Svetana Bogojewicz. To było zabójstwo, ale w XIX i na początku XX wieku była pewna „tradycja” zabójstw politycznych, na przykład cesarzowa Elżbieta została zabita przez Włocha.

Princip zmarł w więzieniu po czterech latach. W wyniku ciężkich warunków w celi, zachorował na gruźlice kości.

W Jugosławii był bohaterem narodowym, po rozpadzie tego kraju został okrzyknięty terrorystą i serbskim nacjonalistą.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Edyta Poźniak / wk

źródło: stooq.pl

…Niemcy, bez względu na to, czy rządził nimi akurat cesarz Wilhelm II, czy wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, czy wreszcie wzorowy demokrata Helmut Kohl, kiedy tylko odzyskiwały w Europie swobodę ruchów, zawsze albo próbowały zablokować serbskie ambicje budowania Wielkiej Serbii, to znaczy – podporządkowania sobie przez Serbię innych narodów bałkańskich, albo Wielką Serbię rozbijały. Tak było podczas I wojny światowej, którą Niemcy przegrały i wskutek tego powstała Wielka Serbia pod nazwą Jugosławii. W roku 1940 Jugosławia została zawojowana przez Adolfa Hitlera, a politycznie rozebrana poprzez zachęcenie Chorwacji do proklamowania niepodległości. Ale Niemcy przegrały również II wojnę, a przynajmniej w roku 1945 wszyscy tak uważali, wobec czego Wielka Serbia znów się odtworzyła w postaci Jugosławii, co prawda już komunistycznej, niemniej jednak.

Więc kiedy pod koniec lat 80–tych wystąpiły objawy załamywania się porządku jałtańskiego i grupa krajów środkowo–europejskich podjęła współpracę polityczną w ramach najpierw Quadra, potem Penta, a wreszcie – Heksagonale, Niemcy zachęciły Słowenię i Chorwację do proklamowania niepodległości i jako pierwsze na świecie ich niepodległość uznały. Doprowadziło to do krwawej wojny o granice i oczywiście – rozpadu Jugosławii. Najwyraźniej jednak tym razem postanowiono rozwiązać serbski problem raz na zawsze i nie tylko zlikwidować Wielką Serbię, ale przeprowadzić rozbiór samej Serbii, oczywiście metodami pokojowymi i demokratycznymi, bo dzisiaj takie akurat nastały czasy. Niemcy bowiem najwidoczniej nie chcą tolerować uważanej za enklawę wpływów rosyjskich Serbii w tej części Europy, którą, nie bez podstaw, już uważają za swoją. Wybory w Kosowie i sukces Demokratycznej Partii Kosowa, która domaga się „niepodległości” tej prowincji, to znaczy – oderwania jej od Serbii, jest kolejnym etapem realizacji planu rozbioru. Rosja zapewne się na to zgodzi, bo ta pozycja wydaje się i tak stracona, po drugie – strategiczne partnerstwo wymaga elastyczności, no a poza tym Niemcy mogą się zrewanżować nie tylko finansowaniem Gazociągu Północnego, ale i innymi przysługami w przyszłości…

autor: Stanisław Michalkiewicz,  całość tu: nczas.com

polecam: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii  oraz: Najwyższy Czas!: Spisek jako metoda uprawiania polityki

Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę.


1. Putin zdenerwował się na Ukrainę

11.06.2014 (IAR) – Prezydent Rosji zagroził Ukrainie radykalną zmianą polityki gazowej. Władimira Putina zdenerwowała informacja, że Kijów nie chce zgodzić się na proponowaną przez Gazprom 100-dolarową zniżkę ceny gazu. Obecnie, rosyjski koncern domaga się od ukraińskiego Naftohazu 485 dolarów za 1000 metrów sześciennych, to najwyższa cena błękitnego paliwa w Europie.

W trakcie gazowych negocjacji, które odbywają się w Brukseli, delegacja ukraińska nie przyjęła propozycji obniżenia ceny o 100 dolarów. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk oświadczył, że jego kraj nie chce żadnych tymczasowych zniżek, ale będzie dążył do podpisania nowego kontraktu, który zagwarantuje na poziomie podstawowym niżą cenę surowca.

Kijów jest skłonny płacić 268 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Taka cena obowiązywała przez pierwsze trzy miesiące tego roku. Oświadczeniami Kijowa poczuł się urażony prezydent Rosji Władimir Putin.

„Jeśli Kijów będzie prowadził rozmowy w ślepą uliczkę, przejdziemy na inny poziom dyskusji” – zapowiedział gospodarz Kremla. Jednocześnie polecił rządowi przygotowanie takich gwarancji prawnych, aby władze Ukrainy nie musiały się martwić, że 100-dolarowa zniżka zostanie z jakiś powodów nagle im odebrana.

Rosja twierdzi, że Ukraina jest winna za dostawy gazu około 4,5 miliarda dolarów. Moskwa dała ukraińskim władzom czas do 16 czerwca na spłatę części zadłużenia. W innym przypadku wstrzyma dostawy surowca.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dj

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraina: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności. oraz: Ukraina z tarczą czyli… 260 USD za 1000 m3 bez podpisania Unii Celnej. 

2. Wojciech Jakóbik: Rosyjska polityka energetyczna dzieli Europę na obozy (fragment)

„…Dla zatrzymania projektu South Stream zdecydowane znaczenie miała stanowcza postawa urzędników Komisji Europejskiej domagających się od Bułgarów zatrzymania budowy do czasu wyjaśnienia, czy przetargi z nią związane były zgodne z zasadami konkurencji UE. Bardziej długofalowo projekt hamowały zastrzeżenia KE do umów międzyrządowych w sprawie konstrukcji South Stream, które mogą godzić w zasady antymonopolowe trzeciego pakietu energetycznego. Rozmowy na temat zwolnienia rury spod jego reżimu zostały zatrzymane w odpowiedzi na działalność Rosjan na Ukrainie. Komisja prowadzi cały czas śledztwo przeciwko nieuczciwym praktykom jakich Gazprom miał się dopuścić wobec klientów w Europie Środkowo-Wschodniej.

Czytaj także: KE na straży solidarności energetycznej

Pomimo bezpardonowej polityki Komisji Europejskiej, kraje-beneficjenci współpracy gazowej z Rosją bronią wyjątkowego statusu tego kraju względem prawa unijnego. Do listy krajów wymienionych powyżej należy dopisać Austrię, gdzie ma kończyć swój bieg South Stream oraz Niemcy, które wywalczyły już ustępstwa w sprawie rezerwacji 50 procent przepustowości bliźniaczej rury – Nord Stream – dla Gazpromu. Liczą na udostępnienie Rosjanom 100 procent ale Komisja odmawia rozmowy na ten temat do czasu zakończenia kryzysu ukraińskiego. Opisywana koalicja państw prorosyjskich, zgodnie z oczekiwaniami Gazpromu, rozkłada solidarność energetyczną krajów UE i jeśli podtrzyma ten trend, może rozłożyć także projekty dywersyfikacyjne jak Gazociąg Transadriatycki.”

Czytaj także: Gazprom rozkłada plany dywersyfikacyjne Europy

Przeciw niej występuje grupa państw, którym zależy na dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego na czele z Polską wysuwającą obecnie postulat powołania Unii Energetycznej. Propozycje wchodzące w jego skład a dotyczące sektora gazowego uderzają w interesy Rosjan: transparentność umów gazowych, katalog zalecanych i zakazanych klauzul w ich ramach, wspólna platforma do zakupu gazów na kształt Euratomu, nadzór Komisji Europejskiej przy negocjacjach. To wszystko rozwiązania, które mają wpisać negocjacje gazowe z Gazpromem i każdym innym dostawcą w ramy zabezpieczające interes klienta, nawet w sytuacji gdy ma słabszą pozycję negocjacyjną w stosunku do obecnego monopolisty. Do grupy „polskiej” należą kraje najbardziej zależne od dostaw gazu z Rosji. To Litwa, Łotwa, Estonia oraz Rumunia. Z solidarności w jej ramach wyłamały się Czechy i Słowacja, które wybrały neutralność, co wynika z kształtu ich koalicji oraz długofalowej polityki uległości wobec Rosji w sektorze gazowym. Ostateczny przykład to tylko częściowe otwarcie mocy przesyłowych słowackich gazociągów na rewersowe dostawy z Zachodu na Ukrainę. Do grupy polskiej należy także zaliczyć obecnie Ukrainę, która przewodzi obecnie Wspólnocie Energetycznej i wdraża reformy sektora gazowego zgodnie z trzecim pakietem energetycznym. Grupa polska dąży do wzmocnienia wspólnotowej polityki energetycznej i realizacji projektów dywersyfikacyjnych na czele z Korytarzem Północ-Południe (który wspierają także np. Węgry) i Korytarzem Południowym….

polecam lekturę całości tu: konserwatywnie.wordpress.com

polecam również: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.  oraz: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.

gazprom, unia europejska, niedźwiedź

„Bohaterski” zachód. Rocznica zbrodni ludobójstwa w Rwandzie (Francja obrażona). Matki Srebrenicy pozywają holenderski rząd.


1. Belgijska prasa o rocznicy ludobójstwa w Rwandzie

07.04.2014 (IAR) – Obchody 20. rocznicy ludobójstwa w Rwandzie w cieniu oskarżeń i napięć. To dziś temat, który zdominował belgijską prasę. Chodzi o wypowiedzi prezydenta Paula Kagame dla tygodnika „Jeune Afrique” na temat roli, jaką Francja i Belgia odegrały w rwandyjskiej tragedii 20 lat temu.

Prezydent Rwandy potępił Belgię i Francję za „bezpośrednią rolę, jaką odegrały w politycznym przygotowaniu ludobójstwa”. Dodał, że Paryż miał związek z tym, jak zostało ono przeprowadzone. W odpowiedzi na te słowa francuska delegacja odwołała udział w obchodach, jakie w niedzielę rozpoczęły się w Kigali. Były francuski szef dyplomacji Alain Juppe wezwał Francois Hollande’a do obrony honoru Republiki. Zdaniem „La Libre Belgique”, Juppe zachowuje się jak „diabeł w kropielnicy”, bo sam był członkiem rządu, który wspierał władze przygotowujące ludobójstwo. Dziennik podkreśla, że to kwestie znane historykom od lat. „Le Soir” uważa z kolei, że ostatnie wypowiedzi rwandyjskiego prezydenta były niepotrzebne w takim momencie, w jakim się pojawiły. Komentatorka dziennika przyznaje, że „to, co zostało powiedziane, jest prawdą”, ale pyta zaraz: ”Czy całą prawdę trzeba cały czas powtarzać?”. Jej zdaniem, Kagame zamiast dać swoim obywatelom nadzieję na lepszą przyszłość, utrzymuje „paranoję przeszłości, przypierając do muru swoich dawnych wrogów”.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/  

„to, co zostało powiedziane, jest prawdą”, ale (…) ”Czy całą prawdę trzeba cały czas powtarzać?”… Trzeba! Niech świat wie w jaki sposób zachód pomaga w szerzeniu pokoju i demokracji na świecie, jak dba o swoich „sojuszników” i „przyjaciół” kiedy są w potrzebie, w jaki sposób kalkuluje kiedy potrzebne są zdecydowane działania (co pokazuje ostatnio w kwestii Ukrainy)…

Jak niewygodna jest prawda i w jaki sposób demonstruje się pogardę dla tragicznej historii pokazuje Francja, która postanowiła się „obrazić”…

2. Francja wycofała się z obchodów 20. rocznicy ludobójstwa w Rwandzie

07.04. Paryż (PAP/Media) – Rząd Francji ogłosił, że nie zamierza uczestniczyć w rozpoczynających się w poniedziałek obchodach 20. rocznicy ludobójstwa w Rwandzie. Decyzja zapadła po wypowiedzi rwandyjskiego prezydenta, który oskarżył Paryż o współodpowiedzialność za tę masakrę.

W wywiadzie udzielonym francuskojęzycznemu tygodnikowi „Jeune Afrique” potępił Belgię i Francję za „bezpośrednią rolę, jaką odegrały w politycznym przygotowaniu ludobójstwa” oraz ocenił, że Francja „nie uczyniła dość, aby ratować życie ludzi podczas masakry”. Rozmowa została opublikowana w niedzielę.

Do 1962 r. Rwanda była belgijską kolonią.

W reakcji na wypowiedź Kagame rząd francuski postanowił wycofać się z obchodów 20. rocznicy tragicznych wydarzeń z 1994 r. MSZ w Paryżu oświadczyło, że słowa rwandyjskiego prezydenta szkodzą wysiłkom zmierzającym do pojednania między obu krajami. Resort poinformował też, że swój udział w uroczystościach odwołała minister sprawiedliwości Christiane Taubira.

Również w poniedziałek władze Rwandy oświadczyły, że obecność ambasadora Francji Michela Flescha na obchodach w Kigali jest niepożądana. Dyplomata miał zastąpić na uroczystościach minister Taubirę.

Podczas trwających cztery miesiące masakr, zapoczątkowanych śmiercią w katastrofie lotniczej w kwietniu 1994 r. ówczesnego prezydenta Rwandy Juvenala Habyarimany z plemienia Hutu, zginęło ponad 800 tys. ludzi, przeważnie ze stanowiącego mniejszość plemienia Tutsi. Hutu szukali na nich zemsty, oskarżając ich odpowiedzialnością za śmierć prezydenta. Ujawniły się też zadawnione waśnie etniczne.

Zdaniem władz Rwandy i części krytyków, także Francuzów, rząd ówczesnego prezydenta Francji Francois Mitteranda udzielał w 1994 r. zbytniego poparcia zdominowanemu przez Hutu rządowi Rwandy. Wielu członków tego rządu, w tym odpowiedzialni za masakry, znalazło we Francji bezpieczne schronienie i żyło tam spokojnie przez lata.

Rząd francuski przyznał w przeszłości, że w sprawie Rwandy popełnił poważne błędy, niezmiennie odrzuca jednak ponawiane przez Paula Kagame oskarżenia o współodpowiedzialność za tamte wydarzenia.

W 2008 r. powołana w Rwandzie komisja orzekła, że Francja wiedziała o przygotowaniach czynionych przez Hutu przed ludobójstwem oraz pomagała szkolić bojówki Hutu, które później uczestniczyły w masakrach.

Paryż twierdzi też, że francuskie wojska pomagały ochraniać ludność cywilną w ramach interwencji ONZ, jednak zdaniem Kagame francuskie oddziały w rzeczywistości ochraniały dopuszczające się zbrodni bojówki.

Zgrzyt w stosunkach Francja-Rwanda powstał po okresie odprężenia w ostatnich latach – w 2011 r. Kagame złożył nawet oficjalną wizytę w Paryżu, a Francja powołała jednostkę dochodzeniową ws. rwandyjskiej masakry.

W marcu sąd francuski skazał byłego agenta rwandyjskiego wywiadu Pascala Simbikangwę na 25 lat więzienia za rolę w ludobójstwie; to pierwszy tego rodzaju wyrok we Francji. (PAP)

akl/ ro/   

3Holandia – Matki Srebrenicy pozywają holenderski rząd

07.04. Warszawa (PAP) – W Hadze rozpoczął się w poniedziałek cywilny proces, który Matki Srebrenicy wytoczyły holenderskiemu rządowi, oskarżając władze o odpowiedzialność na śmierć mężczyzn podczas masakry dokonanych przez Serbów bośniackich w lipcu 1995 r.

Holenderscy żołnierze sił pokojowych ONZ byli odpowiedzialni za położoną przy granicy z Serbią Srebrenicę, która była muzułmańską enklawą, ogłoszoną przez ONZ „strefą bezpieczeństwa”, kiedy w lipcu 1995 roku siły Serbów bośniackich zajęły miasto i wymordowały blisko 8 tys. mężczyzn i chłopców.

Holenderski rząd, który w przeszłości musiał stawić czoło kilku pozwom związanym z masakrą w Srebrenicy, zawsze utrzymywał, że jego żołnierze zostali porzuceni przez siły ONZ, ponieważ nie zapewniły im one wsparcia powietrznego.

Ugrupowanie Matki Srebrenicy domagają się zadośćuczynienia finansowego dla kobiet, które straciły w masakrze swych bliskich.

Siły Serbów bośniackich zdobyły Srebrenicę 11 lipca 1995 roku, na kilka miesięcy przed zakończeniem wojny w Bośni. Zgromadziło się tam 30 tys. ludzi, w tym tysiące uchodźców, szukających schronienia przed nacierającymi wojskami serbskimi. Bronić ich mieli holenderscy żołnierze z sił ONZ, uzbrojeni tylko w lekką broń.

Holendrzy wycofali się bez walki, nie mając szans, gdy dowództwo misji wojskowej ONZ odmówiło wsparcia i zbombardowania Serbów z powietrza. Batalion ONZ przyglądał się biernie oddzielaniu muzułmańskich mężczyzn od kobiet. Holendrzy wydali nawet 5 tys. Muzułmanów, którzy schronili się przed wywózką w ich bazie w Potoczari w przekonaniu, że wyjazd stamtąd jest dla nich jedynym wyjściem.

Raport ujawniający te fakty doprowadził w kwietniu 2002 roku do dymisji rządu holenderskiego. ONZ przyznała w 1999 roku, że popełniła błąd w ocenie sytuacji w Srebrenicy.

Zbrodnia w Srebrenicy przyspieszyła koniec wojny w Bośni i Hercegowinie. Po masakrze lotnictwo NATO dokonało zmasowanych nalotów na pozycje Serbów bośniackich, a po ich zakończeniu do BiH wkroczyła armia chorwacka, która wraz z siłami muzułmańskimi i wojskiem bośniackich Chorwatów rozbiła Serbów.

Trybunał ONZ ds. zbrodni wojennych na obszarze dawnej Jugosławii uznał masakrę muzułmańskich mężczyzn i chłopców w Srebrenicy za ludobójstwo. (PAP) jo/ ro/   źródło: stooq.pl

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów polecam również: Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów.

Misja - Mariusz Lewandowski

Misja – Mariusz Lewandowski

Merkel: Interwencja wojskowa nie wchodzi w rachubę. Serbskie memento (casus Kosowa). Czy USA zwróci Niemcom złoto z ukraińskich zapasów?


13.03. Berlin (PAP) – Kanclerz Niemiec Angela Merkel wykluczyła w czwartek w Bundestagu możliwość wojskowej interwencji w związku z konfliktem na Ukrainie. Potwierdziła gotowość do zastosowania sankcji wobec Rosji, zaznaczając jednak, że Berlin preferuje dialog.

„Tego konfliktu nie można rozwiązać środkami militarnymi” – powiedziała Merkel w oświadczeniu rządowym przedstawionym w Bundestagu. „Interwencja wojskowa nie wchodzi w rachubę” – podkreśliła, dodając, że zależy jej na tym, by uspokoić obywateli obawiających się wojny.

Jak zaznaczyła, Berlin zabiega o „dyplomatyczno-polityczne” rozwiązanie konfliktu o Ukrainę. Przypomniała o ewentualnych sankcjach, uzgodnionych przez kraje UE na szczycie w zeszłym tygodniu.

„Nikt z nas nie pragnie, by doszło do podjęcia tych kroków” – powiedziała Merkel. „Jesteśmy jednak gotowi i zdecydowani do zastosowania ich, jeśli okaże się to nieodzowne” – wyjaśniła niemiecka kanclerz. Jeżeli Rosja będzie utrzymywać konfrontacyjny kurs, będzie to nie tylko katastrofą dla Ukrainy, lecz zaszkodzi także Rosji – dodała.

„Postępowanie Rosji jest jednoznacznym złamaniem fundamentalnych międzynarodowych zasad” – powiedziała Merkel. (PAP)

lep/ akl/ ro/ jtt/                                                                      …źródło: stooq.pl

poprzednio: Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu.

podobne: Rosja – Media: w UE nie ma zgody w sprawie antyrosyjskich sankcji.

polecam również: Smród podrzuconej przez UE świni unosi się nad Ukrainą i Polską. Racja stanu sprzedana za obce interesy. Grafika Artur Żukow

…dla nie wtajemniczonych w historię kontaktów Niemcy – Rosja pewnie będzie to pewnego rodzaju szok. No bo jak to tak! Przecież Unia! Przecież sojusze! Sami sobie jesteście winni. Nieznajomość historii szkodzi. Warto w tym miejscu wspomnieć Jugosławię, gdzie przetestowano utrwalanie “demokracji” i cichy „sojusz” niemiecko – rosyjski.

„…Więc kiedy pod koniec lat 80–tych wystąpiły objawy załamywania się porządku jałtańskiego i grupa krajów środkowo–europejskich podjęła współpracę polityczną w ramach najpierw Quadra, potem Penta, a wreszcie – Heksagonale, Niemcy zachęciły Słowenię i Chorwację do proklamowania niepodległości i jako pierwsze na świecie ich niepodległość uznały. Doprowadziło to do krwawej wojny o granice i oczywiście – rozpadu Jugosławii. Najwyraźniej jednak tym razem postanowiono rozwiązać serbski problem raz na zawsze i nie tylko zlikwidować Wielką Serbię, ale przeprowadzić rozbiór samej Serbii, oczywiście metodami pokojowymi i demokratycznymi, bo dzisiaj takie akurat nastały czasy. Niemcy bowiem najwidoczniej nie chcą tolerować uważanej za enklawę wpływów rosyjskich Serbii w tej części Europy, którą, nie bez podstaw, już uważają za swoją. Wybory w Kosowie i sukces Demokratycznej Partii Kosowa, która domaga się „niepodległości” tej prowincji, to znaczy – oderwania jej od Serbii, jest kolejnym etapem realizacji planu rozbioru. Rosja zapewne się na to zgodzi, bo ta pozycja wydaje się i tak stracona, po drugie – strategiczne partnerstwo wymaga elastyczności, no a poza tym Niemcy mogą się zrewanżować nie tylko finansowaniem Gazociągu Północnego, ale i innymi przysługami w przyszłości…” (Serbskie memento STANISŁAW MICHALKIEWICZ)

…I winni są nasi postokrągłostołowi włodarze że dali się wpuścić przez UE w maliny, jakby nie wiedzieli że UE to od dawna są Niemcy. W razie gdyby inne „demokracje” zechciały zadeklarować coś więcej ponad to co zadeklarowały Niemcy to mogą się liczyć z tym że Niemcy przestaną firmować UE i wybiorą Rosję. I co Pan wtedy zrobi Panie KaczyTusk? Kogo będzie Pan obwiniał za własną naiwność i frymarczenie polską racją stanu dla przypodobania się zachodowi? (Odys)

„…Cień Kosowa krąży po Europie. Cień Kosowa i rozbicia Jugosławii. A cienie tej wojny, tych podziałów, utrwalonych i stymulowanych w wielkiej mierze przez tzw. cywilizowany, zachodni świat, wiszą od dwóch dekad nad Starym Kontynentem. Krym i wschodnia Ukraina są tej mroczności jedynie stosowną (i nie ostatnią) egzemplifikacją i zapewne nie kończą procesu segmentyzacji, czyli szatkowania mapy politycznej Europy. Bo jak zauważył w latach 90. XX w. ówczesny I Sekretarz ONZ Egipcjanin Butrus Butrus Ghali: „Nasza planeta znajduje się pod ciśnieniem dwóch potężnych przeciwstawnych sił: globalizacji i rozdrobnienia”(…) 

Ktoś, kto płakał wczoraj nad odpływaniem Krymu ku Moskwie, (a dziś roni z tego samego powodu łzy nad całą wschodnią, zadnieprzańską Ukrainą), a nie płakał nad secesją Kosowa i śmiercią Jugosławii (o wojnie w Afganistanie, atakach na Irak czy na Libię Muammara Kaddafiego nie wspominając), jest po prostu nieuczciwym intelektualnie ignorantem lub zwyczajnym hipokrytą.

A gdy jeszcze po drodze aprobuje potajemne, chyłkiem dokonywane rajdy specjalnych oddziałów imperium na tereny obcego i sprzymierzonego na dodatek państwa (akcja amerykańskiego komando celem zabicia Osamy ibn Ladena i jego rodziny na terytorium Pakistanu bez poinformowania Islamabadu o tym przedsięwzięciu), jawi się jeszcze jako dyletant wobec zachodzących procesów społecznych, politycznych, cywilizacyjnych. (Choć zazwyczaj taki osobnik uzurpuje sobie – jako prawy Europejczyk i prawdziwy Polak – miano osoby posiadającej wszelkie rozumy oraz znawcy prawd wszelakich).

Kosowo wczoraj, a Krym (czy południowo-wschodnia Ukraina) dziś, to symbole pewnego sposobu myślenia i działań całej wspólnoty północnoatlantyckiej (czyli – Zachodu en bloc) po upadku muru berlińskiego. Implozja imperium radzieckiego dała asumpt do uznania, iż Zachód pokonał Wschód, że jest to zwycięstwo cywilizacyjno-kulturowe, przykład wyższości wartości wyznawanych przez te kraje nad innymi systemami wartości, inną mentalnością i doświadczeniami – a nie ideologicznej, politycznej i systemowej konfrontacji.

Taki sposób myślenia przekreśla to, co zwie się pluralizmem i powoduje określone konsekwencje: to spuścizna myślenia krucjatowego, kolonialnego i zimnowojennego (wszystkie zresztą te sposoby opisu świata zostały doszczętnie skompromitowane, ale nadal żyją w świadomości ludzi Zachodu). W polskich głowach jest to szczególnie widoczne.

Nad rozkładem Ukrainy – choć ów proces nie zaczął się w chwili objęcia prezydentury przez Wiktora Janukowycza – ubolewają rzesze polskich komentatorów, egzegetów polityki wschodniej i spraw międzynarodowych, ronią łzy dziennikarze i publicyści. Celebryci zapewniają o moralnym poparciu dla Kijowa i dzisiejszych władz, które swoją pozycję zawdzięczają niekonstytucyjnym przedsięwzięciom i ulicznej rewolcie odległej o lata świetlne od porządku prawno-demokratycznego charakterystycznego dla kultury Zachodu, do której Polska stara się Ukrainę zapisać.

Dezintegracja tego kraju – o czym dyskretnie nad Wisłą i Odrą się milczy z racji „pomarańczowych” sympatii polskiego mainstreamu, postrzegającego Wschód Europy wg prymitywnego, stęchłego intelektualnie paradygmatu, że co szkodzi Rosji, przynieść musi korzyści Polsce i Polakom – ma korzenie zarówno w jego kulturze, historii, jak i w wydarzeniach po rozpadzie Związku Radzieckiego.

Na naszych oczach Ukraina się po prostu pruje jak źle zeszyte (lub zużyte) prześcieradło. I w niczym tego faktu nie przyśpieszają, ani zmieniają, zapewnienia polityków rosyjskich czy stymulacja owych procesów przez Moskwę, która jest na pewno częścią tego procesu (ale czy Amerykanie z odwrotnej pozycji również nie stymulują tych zjawisk tylko, że z wektorem przeciwnym?).

Proces osadzenia Ukrainy (po rozpadzie ZSRR) „okrakiem”, to wynik historii tego obszaru, złożonej tożsamości obywateli zamieszkujących ten region, różnorodności kulturowo-cywilizacyjnej, językowej, religijnej itd. Miejscowe elity forowały cały czas oligarchizację jako normę tego bytu politycznego, co musiało powodować degrengoladę całego życia publicznego i podążanie ku ochlokracji, czego wszystkie Majdany i anty-Majdany są najlepszym dowodem.

Już od czasu prezydentury Leonida Kuczmy utwierdzana była alienacja owych elit od „szarej masy” obywateli (czy raczej ludu, bo o obywatelach trudno tu mówić, co najwyżej o konsumentach określonych dóbr lub obiecanek). Dowodem tego są posiadłościJulii Tymoszenko i Wiktora Janukowycza. O majątkach Firtasza, Poroszenki, Achmetowa czy Kołomojskiego – w kontekście poziomu życia mieszkańców Ukrainy czy funkcjonowania życia publicznego w tym kraju – lepiej nie mówić. I żadne zaklęcia tzw. demokratów, „wolnościowców” czy animatorów zasłużonych dla różnych kolorowych rewolucjonistów nic tu absolutnie nie zmienią.

Kto nie płakał nad Jugosławią…

Ktoś, kto nie płakał wcześniej nad rozbijaniem Jugosławii, a dziś roni łzy nad Ukrainą i jej powolną agonią terytorialno-społeczno-polityczną jest super hipokrytą, super-pozerem i nieszczerym agitatorem tego, co zwie wartościami Zachodu. Kimś, dzięki komu prawa człowieka (ten najbardziej uniwersalny i humanistyczny zbiór zasad funkcjonowania naszego gatunku) można dziś swobodnie zwać tzw. prawami człowieka.

Jeśli armia ukraińska i podległe rządowi w Kijowie wojska MSW mają prawo dziś, wg tych nadwiślańskich (przede wszystkim) ambasadorów ukraińskiego, aktualnego status quo, tłumić rebelię rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy na Zadnieprzu, to czemu dwie dekady temu odmawiali tego prawa Jugosłowiańskiej Armii Ludowej (JAL), która siłą chciała zapobiec secesji Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, a potem – Kosowa? No chyba, że separatyzm Kosowarów (vel Albańczyków) mierzy inną miarą aniżeli separatyzm Krymczan (vel Rosjan z Krymu, vel rosyjskojęzycznych mieszkańców Zadnieprza).

Analogiczne w swym wymiarze procesy i zjawiska miały miejsce na terenie byłej dziś Jugosławii: Chorwatów czy – i to już jest zupełna hipokryzja – muzułmanów bośniackich (warto w tym miejscu prześledzić proces powstawania państwa zwanego Bośnią i Hercegowiną) niezwykle szybko uznano – Niemcy i Watykan w przypadku Zagrzebia – za odrębne podmioty prawa międzynarodowego. Stało się to wbrew intencjom i ustaleniom pozostałych państw ówczesnej Europejskiej Wspólnoty: Niemcy postawiły i Francję, i Wielką Brytanię w tym wypadku przed faktem dokonanym (doskonale to przedstawiają liczni autorzy, m.in.Jurgen Elsaesser czy Marek Waldenberg).

Także zachęty z zewnątrz dla irredenty – wpierw Chorwatów, potem Bośniaków, a następnie Kosowarów – były niezwykle intensywne (może czyniono to bardziej subtelniej i dyskretniej, a na pewno skuteczniej niż czyni to dziś Moskwa, zwłaszcza w wymiarze medialnym). Protestował tylko Belgrad. Serbowie ze wschodniej Bośni oraz chorwackiej Slawonii i Krainy próbowali też jawnie, zbrojnie i przy pomocy armii obronić swe pozycje na postjugosłowiańskiej przestrzeni politycznej.

Moskwa, po implozji imperium radzieckiego i pod rządami złożonego alkoholizmem (wielbionego w Polsce, a pogardzanego w Rosji) Borysa Jelcyna, była niezdolna do jakiejkolwiek interwencji i zatrzymania tego szkodliwego z punktu jej interesów i określonych sojuszy procesu (a jak pokazuje czas – niekorzystnego, biorąc pod uwagę stabilność i równowagę sytuacji na Starym Kontynencie).

Oprócz Niemiec, europejskie potęgi regionalne i główni rozgrywający Wspólnoty Europejskiej – Paryż i Londyn, wykazywali się jak zwykle (dziś to też wyraźnie da się obserwować) impotencją polityczną i niemocą do podjęcia decyzji niestandardowych, wybiegających daleko w przyszłość i oderwanych od aktualnych, bieżących interesów. Interesów stojących często w sprzeczności wobec zamiarów Berlina (wtedy – Bonn), a dotyczących całej wspólnoty europejskiej w perspektywie 30–50 lat.

Myślenie z lat „zimnej wojny”, gdy konflikt przebiegał wg kryteriów ideologicznych, zamazywał (i nadal zamazuje) pragmatyzm i racjonalność myślenia Europejczyków(…) 

Dzięki korupcji, (najszerzej pojętej, bo ona niejedno ma imię), można z tzw. tylnego siedzenia kierować sprawami tego świata. Tak czyni Moskwa, Pekin, ale i Paryż, Londyn, a przede wszystkim – Waszyngton i Wall Street. Bo wzniosłe i podniosłe westchnienia politycznych cherubinów produkcji nadwiślańskich elit (z pobrudzonymi szlamem hipokryzji skrzydłami) opisuje najtrafniej bon mot wojaka Szwejka: moralnym zwycięzcą jest zawsze ten, komu przeciwnik przetrąci nogę. 

O karle, który chce być Goliatem

I nie chodzi o szczegóły, jak chcą powszechni w Polsce głośni i nieszczerzy w swych intencjach okcydentaliści, adherenci bezrefleksyjnej westernizacji (choć przywołują z „wysokiego C” uzasadnienia dla tzw. wartości Zachodu, praw człowieka, czy ustalonego porządku międzynarodowego).

Wydarzenia – Kosowo i Krym/wschodnia Ukraina – są przesunięte przecież w czasie, przestrzeni, dotyczą innych doświadczeń społeczno-politycznych i kulturowej tożsamości. Chodzi jednak o wydźwięk i impuls, jaki dał casus Kosowa.

Z jednej bowiem strony, oderwanie Kosowa od Serbii (i sposób realizacji tego procesu) – mimo protestów społeczności międzynarodowej (Hiszpania, Grecja, Słowacja, Rumunia, dotąd nie uznają tzw. niepodległości Kosowa, nie mówiąc o Serbii i Rosji) i mimo gwarancji granic byłych republik Jugosławii (Kosowo było autonomicznym rejonem republiki serbskiej, podobnie jak Krym w obrębie Ukrainy) – było dopuszczalne, a secesja Krymu – nie.

Z drugiej – intensywne działania logistyczno-propagandowe i medialne krajów Zachodu przy rozpadzie Jugosławii (a w przypadku secesji Kosowa stymulowanie walki Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK) przeciwko Serbom przez Albanię i liczną diasporę albańską na Zachodzie) przedstawiano jako przedsięwzięcia narodowo-wyzwoleńcze…” (całość tu: Radosław S. Czarnecki: Cień Kosowa)

polecam również: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem. oraz: Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie? Konrad Rękas: Po co powstrzymywać Putina? i to: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę

PS. Przy tak doniosłej okazji jak głos Niemiec w sprawie „ukraińskiego kotła” warto pochylić się nad dość ciekawym tropem na jaki zwrócił uwagę cynik9:

Powtarzają się raporty że ukraińskie złoto pojechało na wycieczkę. Na lotnisku w Kijowie miało zostać pospiesznie wyładowane z nieoznaczonych samochodów do maszyny biorącej kurs na Nowy Jork. W całej tej historii widoczne są pewne luki, tak że przyjąć ją należy z należytą dozą ostrożności. Nie jest wykluczone że jest ona fabrykacją…

…Wg danych World Gold Council Ukraina na luty ’14 miała rezerwy złota w wysokości 42.3 ton, co stanowiło 8.0% wszystkich rezerw. Przedstawia to wartość rynkową około $1.8 mld. To rozsądna przedpłata na całkowity rachunek $5 mld  jaki wystawiony zostanie przez Waszyngton za skuteczny zamach stanu i zainstalowanie nowych „władz”. Na tyle przynajmniej oszacowała cenę usług na Ukrainie główna neocońska organizatorka rebelii Victoria Nuland…

…Droga złota do Nowego Jorku jest dziwnie jednokierunkowa. Niemcy na przykład swoje złoto też chciały  „tylko przechować” a teraz Bundesbank na zwrot zaledwie części swoich rezerw czekać musi 7 lat. Po pierwszym roku otrzymał tylko coś 5 ton,  co wskazuje że na resztę czekać może pół wieku…..

…chyba że Wielki Brat wie coś czego reszta jeszcze niezupełnie kojarzy. Ale jeśli na przykład zwróci Niemcom w tym roku dokładnie 42.3 tony…

całość tu: dwagrosze.com

„Nie przejmuj się Władymir! My wsie z Taboj!”

…Odys

Dobre bo polskie. Serbia zainteresowana polską technologią górniczą


11.09. Katowice (PAP) – Serbia jest zainteresowana polskimi technologiami eksploatacji głębinowej węgla – poinformował w środę w Katowicach sekretarz stanu w Ministerstwie Energetyki, Rozwoju i Ochrony Środowiska Republiki Serbii Dejan Popović.

„Rozglądaliśmy za doświadczeniem z innych krajów i doszliśmy do wniosku, że polska technologia daje najlepsze wyniki” – oświadczył wiceminister podczas briefingu z udziałem wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka.

Delegacja z Serbii uczestniczyła w Katowicach w trwających od wtorku Międzynarodowych Targach Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego „Katowice 2013”. To jedno z największych w Europie spotkań przedstawicieli branży górniczej.

Spotkanie delegacji serbskiej z wojewodą było poświęcone m.in. prezentacji planów remontu kopalni Resavica i dwóch innych kopalń wchodzących w skład kompanii Resavica oraz projektowi otwarcia nowej kopalni zlokalizowanej w pobliżu termoelektrowni Drmno.

Wojewoda Łukaszczyk poinformował, że rozmawiał z misją gospodarczo-rządową Serbii o możliwości współpracy z polskimi firmami okołogórniczymi.

„Rozmawialiśmy z panem ministrem na temat możliwości zaangażowania się polskich firm w modernizację kopalń głębinowych w Serbii, jak również rozpoczęciem prac nad pomocą, współpracą w zakresie budowy nowych pól eksploatacyjnych w Serbii” – powiedział.

„Naszym zadaniem jest również tworzyć warunki promocji naszych produktów maszyn i urządzeń, rozwiązań technicznych dla innych państw, innych gospodarek” – dodał. Jak poinformował, planowana jest misja polskich firm do Serbii, ma się odbyć w listopadzie.

Wiceminister Popović powiedział, że jego kraj jest najbardziej zainteresowany polskimi technologiami eksploatacji głębinowej węgla. „Jeśli chodzi o ceny, to jesteśmy u progu tej współpracy, ale mamy nadzieję, że jesteście konkurencyjni” – powiedział.

Zaznaczył, że w Serbii potrzebne są nowe technologie w już istniejących zakładach, planowane jest też otwarcie nowych kopalń. Dodał, że oba kraje nawiązały już współpracę naukową.

„Interesuje nas kompletny transfer technologii – górnicy z Polski będą musieli uczyć naszych górników jak wydobywać węgiel” – powiedział Dejan Popović. Zwrócił też uwagę na to, że serbska energetyka, podobnie jak polska, bazuje na węglu.(PAP)

lun/ drag/

źródło: stooq.pl

Podobne: Czysty węgiel to tańsza energia i “Zimne słońce”, handel “pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski