IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?


„…Usiłuje się wbić i utrwalić taką teorię, że demokracja w Polsce równa się Trybunał Konstytucyjny i być może niedługo będzie się używać zamiennie tych pojęć czyli Trybunał będzie nazywać się demokracją…” (Mieczysław Ryba)

a przecież chodzi o to że…

„Powinniśmy mieć zasady gotowe do zastosowania w każdej okoliczności” (Epiktet z Hierapolis)

tymczasem…

„Ślepy i nierozważny jest ten, co zdaje się na łaskę przypadku” (Seneka)

Z natłoku bełkotu informacyjnego jaki wylał się przez ostatnie tygodnie na głowy zainteresowanych polityką Polaków (podkreślam, bo nie wszystkich to interesuje), warto wyłowić cztery (dosłownie) najistotniejsze (moim zdaniem) sprawy, które rzutują w dość konkretny sposób na jakość (standardy) rządów które już odeszły, oraz na rządy które będą nam towarzyszyć przez najbliższe lata. I nie jest to niestety wyłącznie towarzyszenie na zasadzie jakiejś fikcji rodem z programu rozrywkowego w TV. Nie chodzi tu bowiem o standardy jako pewnego rodzaju kulturę polityczną (to akurat najmniejszy problem, łatwy do załatwienia jednym kliknięciem pilota od telewizora), ale o uchwalane właśnie prawo (jak i to które ciągle obowiązuje), które należy jak najbardziej do świata realnego ze wszystkimi tego konsekwencjami i kosztami dla nas obywateli, na teraz i na przyszłość.

Przepychanki na temat kto, co i na kiedy „planuje”, kto komu przeszkadza, co psuje, i czy zrobi to rano czy w nocy, to wyłącznie element propagandowej walki obu stron mający mobilizować poszczególne elektoraty do większej aktywności w „kibicowaniu” swoim przedstawicielom ustawowym”. Informacyjnych konkretów wynikających z tych wszystkich „działań” dla poważnie podchodzącego do spraw państwowych (i obywatelskich) Polaka nie uświadczysz. Tego typu „wiedza” i niusy, choć niejednokrotnie zabawnie formułowane przez lekkopiórych komentatorów brzmią bowiem z obu stron histerii tak samo propagandowo. Dla szarego ludzia nic z tego nie wynika inie jest do niczego potrzebne. Służy to wyłącznie dworakom i fanatykom obu obozów, by mogli upuścić napięcia ze swoich nadętych/nakręconych głów, tudzież do wyprowadzania „niezadowolonych” na ulice w celu napuszczenia ich na siebie, a być może sprowokowania jakiejś ulicznej bitki.

Jakkolwiek nie przykładać wagi do większości komentarzy płynących z obu stron barykady poprzez tzw. „media głównego nurtu” (mocno zaangażowane każde w swoją rację – zgodnie z zapotrzebowaniem obozu któremu służą) należy sobie powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z wojną o interesy partyjne, a nie jak nam to każda ze stron próbuje przedstawić z walką o prawa obywateli. Obecna opozycja walczy o utrzymanie wpływów i bardzo ją boli odrywanie przysłowiowego „ryja od koryta”, zaś obecny obóz rządzący mocno wyposzczony po 8 latach bycia w opozycji, jako zwycięzca w „demokratycznych wyborach” dąży w sposób dla siebie naturalny do odzyskania (kosztem poprzedników) jak największej władzy, stołków, praw i przywilejów. Tymczasem retoryka tak jednych jak i drugich nie dotyczy istoty rzeczy, o której pisze Pan Michalkiewicz… (Odys)

„…dopiero konflikt, jaki w naszym nieszczęśliwym kraju rozgorzał na tle zagrożeń demokracji, pozwolił zobaczyć, ilu na świecie jest durniów, a przynajmniej – ilu jest hipokrytów. Rzecz w tym, że w demokracji – jak wiadomo – decyduje Większość, bo demokracja kieruje się zasadą: im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Jest to nic innego, jak tyrania Większości. Tymczasem banda idiotów, z jakich składa się zdecydowana większość tak zwanych elit politycznych, nie mówiąc już o konfidentach poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, udaje że tej prostej, niczym budowa cepa prawdy nie pojmuje, albo – co gorsza – nie pojmuje jej naprawdę i bredzi coś o konieczności poszanowania przez Większość praw Mniejszości. Tymczasem taka konieczność nie tylko nie ma nic wspólnego z demokracją, ale wprost zasadę demokratyczną podważa, bo albo przyjmujemy za demokratami, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja, albo uznajemy jakieś prawa Mniejszości, które trzeba respektować bez względu na Liczbę. Otóż ochrona praw Mniejszości nie wynika z zasady demokratycznej, tylko z zasady nomokratycznej (nomos to po grecku: prawo), z której wynika, że słuszność Racji nie zależy od Liczby – jak chcieliby demokraci – tylko od zgodności z nie poddającymi się żadnym głosowaniom zasadami…

…No dobrze – ale co jest praworządne, to znaczy – jaką treść powinny mieć akty prawne, by mogły być uznane za praworządne?

Na właściwy trop naprowadza nas sformułowanie języka potocznego, w jakim wspomniana ustawa byłaby skomentowana. Powiedziano by o niej, że owszem, może i jest demokratyczna, ale nie jest w porządku. To sformułowanie języka potocznego sugeruje istnienie jakiegoś porządku, który w dodatku ma charakter nadrzędny nad porządkiem demokratycznym. (…)  pierwszym warunkiem, jakiemu powinno odpowiadać stanowione prawo, to wykonalność. Prawo obiektywnie niewykonalne, nie będzie mogło wejść w życie…

prawo, żeby było wykonalne, nie może abstrahować od tego, jacy ludzie są, nie może abstrahować od naturalnych właściwości ludzi. Naturalnych – a więc takich, których nie ustanowiła żadna władza publiczna i żadna władza publiczna, nawet demokratyczna, nie jest w stanie ich uchylić. Jakie to są właściwości? Ano, ludzie mają naturalną zdolność do świadomego wybierania. Jest to bardzo ważna właściwość, nie tylko odróżniająca gatunek ludzki od innych gatunków przyrodniczych, ale będąca też warunkiem sine qua non wszelkiej odpowiedzialności. Inną ważną właściwością naturalną człowieka jest wrażliwość na piękno – z czego wynika cała kultura. Kolejną ważną właściwością natury ludzkiej jest zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim – z czego zrodziły się cywilizacje. Ale najważniejszą właściwością, z której wynikają wszystkie pozostałe, jest życie.

Mamy zatem katalog ważnych cech ludzkiej natury, które prawo stanowione powinno respektować, żeby w ogóle było wykonalne. Ale nie tylko respektować. Ponieważ są to właściwości bardzo ważne, prawo stanowione nie powinno również w nie godzić – jeśli ma dobrze służyć ludziom, a tak chyba powinno być. Skoro tak, to musimy przełożyć te właściwości natury ludzkiej na język prawa. Jeśli chodzi o życie, nie ma z tym problemu; prawo radzi sobie językowo z życiem bez trudu. Zdolność do świadomego wybierania w języku prawa nazywa się wolnością, zaś zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim nazywa się własnością. Ciekawe, że zdolność do odczuwania piękna nie daje się przełożyć na język prawa, chociaż takie próby były podejmowane, na przykład w postaci „socrealizmu”. Mamy zatem katalog praw naturalnych – bo żadnego z nich nie ustanowiła władza publiczna – w postaci życia, wolności i własności. Tworzą one porządek, z którym powinno być zgodne prawo pozytywne, by mogłoby być uznane za praworządne pod względem treści. Od razu widać, że jest to porządek niedemokratyczny, bo prawa naturalne z istoty nie poddają się żadnemu głosowaniu. Co więcej – przekonujemy się, że demokracja może być bezpieczna o tyle, o ile zakotwiczona jest w porządku niedemokratycznym, jakim jest porządek praw naturalnych. Widać zatem, że kwik, jaki podnosi się nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju i w wielu ościennych krajach w obronie demokracji w Polsce, to lament ignorantów…(Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Obrońcom demokracji pro memoria

podobne: Konwulsje zdychającej III RP w obronie „demokratycznego państwa prawa”  i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

A teraz przejdę do wspomnianych istotnych wg mnie kwestii, o których były jakieś wzmianki w mediach, ale nie pod tym kątem pod jakim powinny być komentowane i relacjonowane obywatelom, więc sam je skomentuję…

1. Wojciech Sumliński i wyrok na III RP.

„Wydarzenia, które do historii przejdą jako sprawa Sumlińskiego, rozpoczęły się wiosną 2008 r. Znany dziennikarz śledczy, wówczas zajmujący się przede wszystkim badaniem okoliczności mordu na ks. Jerzym Popiełuszce i niejasności związanych z późniejszym śledztwem, został poddany całej serii represji, które doprowadziły go do próby samobójczej…

Sprawa ciągnie się tygodniami, miesiącami, wreszcie – latami. Z dala od centrum Warszawy (sądy na ul. Kocjana znajdują się na dalekiej Woli, zaledwie trzy przystanki od granic miasta), a przede wszystkim z dala od zainteresowania mediów. Obserwując rozprawy od grudnia 2013 r., znam sytuacje, gdy ważne, choćby z racji problemów z pamięcią nadających się do podręczników medycyny, zeznania ministra Grasia bądź byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka odbywały się bez udziału choćby jednego dziennikarza. Przez wiele miesięcy jedynym źródłem informacji o przebiegu procesu był starannie prowadzony blog Andera, później dołączyły do niego relacje na kilku portalach, a także nadawane na żywo przez autora niniejszego tekstu korespondencje na Twitterze. Do lata 2015 r., kiedy odbyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego, media zainteresowały się sprawą chyba tylko raz – gdy w sądzie pojawił się Antoni Macierewicz.

Bronisław Komorowski, postać w sprawie Sumlińskiego kluczowa, czeka wciąż na wyjaśnienie swojej roli w tym zdarzeniu. Przesłuchanie, które zgromadziło większość ważnych mediów, lecz nie zostało przez nie praktycznie odnotowane, niewiele wyjaśniło.

Z zeznań świadków wiemy jedynie, że Komorowski był zainteresowany propozycją dostępu do tajnego aneksu, jaką miał mu złożyć Tobiasz. Tego, że był on centrum prowokacji wobec dawnej komisji weryfikacyjnej WSI, której ostatnim akordem jest proces Sumlińskiego, domyślać się możemy z zeznań innych osób, a przede wszystkim z wypowiedzi i książek samego Wojciecha Sumlińskiego.

Istotne dla pokazania dwuznacznej roli byłego prezydenta okazały się niedawne zeznania Krzysztofa Winiarskiego, który zeznał, że Komorowski podczas rozmowy dotyczącej spłaty zobowiązań państwa wobec powiązanego ze służbami biznesmena w zamian za przekazanie haków na polityków PiS u, pytał również o Wojciecha Sumlińskiego. W tym samym czasie zastępca szefa ABW Jacek Mąka miał proponować udział w prowokacji wymierzonej przeciwko dziennikarzowi, innemu ważnemu świadkowi – Tomaszowi Budzyńskiemu, emerytowanemu oficerowi tej agencji. Wkrótce potem doszło do zatrzymania, które stanowi oficjalny początek opisywanej sprawy…

…Wydany w środę wyrok zaskoczył. Zaskoczył z punktu widzenia praktyki sądowej Trzeciej Rzeczypospolitej. Sędzia Stanisław Zdun skazał Aleksandra L. na cztery lata więzienia bez zawieszenia, równocześnie uniewinniając Wojciecha Sumlińskiego. Wyrok był więc całkowitym przeciwieństwem oczekiwań prokuratury, uzasadnienie zaś całkowitym zaprzeczeniem jej narracji. Zdun powtórzył wszystkie pozapolityczne elementy z mów obrońców, wykazał całkowitą niewiarygodność zeznań L., a przede wszystkim nieżyjącego Leszka Tobiasza. Tobiasz jest tu głównym czarnym charakterem, autorem prowokacji, niemającym jednak żadnych dowodów. L. jest współwykonawcą, a w najlepszym razie ofiarą prowokacji Tobiasza, co jednak nie zwalnia go od odpowiedzialności za próby płatnej protekcji, jakie zostały udowodnione w postępowaniu. Na udział Sumlińskiego w tych samych próbach nie znaleziono natomiast żadnych dowodów. Czyn L. był haniebny – jak mówił sędzia Zdun – i zagrażał bezpieczeństwu kraju. Oprócz więzienia sąd zdecydował również o grzywnie, gdyż, jak zwrócił uwagę sędzia Zdun, L. nadal pobiera wysokie świadczenia. Z obawy o możliwość ucieczki skazanego za granicę zastosowano wreszcie środek zapobiegawczy w postaci odebrania paszportu…

…Jest to historyczny dzień dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. I nie tylko dla niego, przekonaliśmy się bowiem, że człowiek, mający do dyspozycji głównie własne zasady moralne, wiarę i determinację, a przy tym wsparcie kilku podobnych sobie zapaleńców (i oczywiście najbliższych), nie jest bez szans w starciu z niepokonaną machiną zakorzenionej w PRL u niesprawiedliwości.

Równocześnie jednak jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego, które przez lata próbowało sprawę zamilczeć. Obok patologii służb sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów. Rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznie – niech to będzie kolejny optymistyczny wniosek ze środowego wyroku.” (Krzysztof Karnkowski • Gazeta Polska Codziennie)

całość tu: Wyrok na III RP

podobne: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. oraz: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego… pisze bezczelnie Pan Karnowski, który reprezentuje dokładnie to samo środowisko, tylko z innej (rzekomo „prawej i sprawiedliwej”) mańki. Wystarczy sobie bowiem przypomnieć niedawne równie haniebne przemilczanie przez tzw. „media niezależne” (do których Pan Karnowski się samozwańczo zalicza) rozprawy na której zeznawał ważny świadek w procesie Sumlińskiego – niejaki Winiarski, którego zeznania uznano publicznie w owych mediach jako NIEWIARYGODNE:

„…Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej…” (całość tu: Parasol ochronny nad Komorowskim?),

…czy to nie jest wystarczający powód do tego żeby fala obrzydzenia zalała każdego przyzwoitego człowieka, jeśli ludzie wywodzący się ze środowiska tzw. „niezależnych mediów” wycierają sobie gębę procesem człowieka, do którego ułaskawienia przyczynił się świadek uznany przez tych samych ludzi za „niewiarygodnego”? Przyganiał kocioł garnkowi Panie Karnowski. Zgadzam się ze stwierdzeniem że sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów… i że rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznietyle że jak to się ma do „was”, którzy odegraliście w tej patologii również swoją niechlubną rolę… (Odys)

2. „Skandal w MON” i „nocne wtargnięcie do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”.

„…Decyzją ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza do dyspozycji szefa MON zostali przeniesieni płk Krzysztof Dusza i gen. Piotr Pytel. Całe przedpołudnie trwała medialna histeria na temat wejścia do pomieszczeń Centrum Kontrwywiadu NATO…

…Część kierownictwa miała mieć podpisane wieloletnie kontrakty opiewające na około 20 tys. zł miesięcznie. Okazało się również, że część kadry mają stanowić byli żołnierze Wojskowych Służb Informacyjnych.

…Mieliśmy utracić wiarygodność, a „sprawa odbije się szerokim echem” i „będą tego bolesne konsekwencje”. Minister Tomasz Siemoniak publicznie przepraszał Słowaków, którzy z nami współtworzyli CEK. Do wyrazów potępienia przyłączyli się politycy innych partii opozycyjnych.

I taka jatka medialna trwała do południa, kiedy to z kwatery głównej NATO nadszedł komunikat, że wszelkie decyzje w sprawie CEK należą do Polski, ponieważ Centrum nie jest w strukturach Sojuszu.

Warto zwrócić uwagę, że w nagonce na Służbę Kontrwywiadu Wojskowego umknęła najważniejsza kwestia – co było powodem nocnego wejścia do pomieszczeń CEK. Otóż odwołani szefowie CEK nie chcieli przyjąć swoich dymisji do wiadomości, nie zamierzali opuścić zajmowanych biur i nie chcieli przekazać dokumentów. Stąd nocna interwencja.” (niezalezna.pl)

źródło: Kompromitacja szczujni

„…Dufny w siłę swoich partyjnych opiekunów – nie podporządkował się aktualnym wojskowym przełożonym, a fizycznie odsunięty od urzędu – udał się na skargę do swoich rzeczywistych mocodawców.

To niespotykany ewenement – wysokiej rangi oficer wyznaczony na szefa Centrum Ekspertskiego Wywiadu NATO – nie zna podstawowych reguł obowiązujących w każdej armii świata od czasów babilońskich. Jeżeli płk Dusza poczuł się pokrzywdzony – miał do dyspozycji służbową drogę odwoławczą. Może zresztą z niej nie korzystać po odejsciu do cywila i dochodzić swoich praw w sądach poiwszechnych. Oczywiście w każdym razie obowiazuje go wojskowa tajemnica, zdradzenie której skutkuje poniesieniem kary do najwyższej włącznie. W chwili obecnej mamy stan buntu, który powinien powodować degradację oficera i szybkie wydalenie ze służby. Niezależnie od tego powinien ponieść karę za narażenie na szwank dobrego imienia polskich wojskowych służb specjalnych.

Jednakze większą jeszcze szkodę dla wizerunku tych służb i Wojska Polskiego wyrządzili byli ministrowie ON z ramienia PO, a szczególnie niejaki Siemoniak. Abstrahuję od tego, że razem z Tuskiem ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za doprowadzenie do znacznego osłabienia gotowości bojowej naszej armii (…) Odkładał w nieskończoność realizację projektu WISŁA, NAREW, czy śmigłowcowego. Teraz jednak Siemoniak dopuscił się – nie wacham się powiedzieć – zdrady interesów Polski. Nie sprawdził stanu faktycznego, tylko w mediach wygłasza bzdury, że Macierewicz zaatakował placówkę NATO zainstalowaną w Polsce. Tak może powiedzieć tylko nieuświadomiony dureń, a nie były minister ON…” (Janusz40 • blogpress.pl)

całość tu: Skandaliczne i kretyńskie wypowiedzi byłego szefa MON

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał „wojny na haki”. a także: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? i to: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”). i jeszcze: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega.

Po pieniądzach jakie miały się w tym paśniku przewalać, i po tym jak centrum dowodzenia NATO odcięło się od całego „projektu” nazwanego szumnie „Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”(?), jestem bardziej skłonny do wniosku że ten kwik (kolejny w ostatnich tygodniach) jest prędzej spowodowany bólem odrywania ryja od koryta poprzedniej władzy, niż ma cokolwiek wspólnego z troską o państwo przed jego „osłabianiem”, czy z „wstydem” przed naszymi sojusznikami, skoro najważniejszy organ (czyli wspomniane centrum dowodzenia NATO) jasno dał do zrozumienia że ma tę sprawę gdzieś, i że całe to CEK nie ma z NATO nic wspólnego (poza nazwą). Pozostaje zatem pytanie czy nowy MON nie powinien przypadkiem całe to towarzystwo (a nie tylko dwóch funkcjonariuszy) dyscyplinarnie i ze skutkiem natychmiastowym rozwiązać, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na konkretne cele wojska… (Odys)

„…Tylko w Republice Okrągłego Stołu było możliwe kooptowanie, korumpowanie, uwłaszczanie i dopuszczanie do zyskownych interesów, głównie kosztem majątku narodowego, części postsolidarnościowych elit. Tylko w takiej republice było możliwe wykreowanie ogromnej części elity biznesu i pieniądza w oparciu o fundusze i z pomocą tajnych służb – na początku tych peerelowskich, a potem tych z rodowodem III RP. Tylko w takiej republice autorytetami zostawały osoby dające legitymację, gwarancje i ideologiczne uzasadnienia pookrągłostołowemu porządkowi. Tylko w Republice Okrągłego Stołu możliwa była negatywna selekcja w nauce, kulturze czy głównych mediach.

Zakończenie istnienia Republiki Okrągłego Stołu byłoby nie tylko aktem historycznej sprawiedliwości, ale także pozbyciem się ogromnego brzemienia (tych wszystkich uprzywilejowanych kast i grup interesów) hamującego rozwój Polski i dobrobyt przeciętnych ludzi… 

Opór beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu jest oczywisty i był łatwy do przewidzenia. W innym systemie większość z nich byłaby po prostu nikim. Oni walczą o życie, o byt, o status majątkowy i prestiż społeczny, o uprzywilejowaną pozycję swoich dzieci, o wpływy i możliwości życiowe. Oceniam grupę beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu na około milion osób. Ale ona ma ogromne wpływy i możliwości, zarówno z powodu posiadania pieniędzy i innych zasobów, jak i znajomości, wpływu na media czy możliwości urabiania opinii publicznej i hodowania sobie uzależnionej klienteli. Oni wiedzą, że bój to jest ich ostatni. I odwrotnie, obóz zmiany skupiony wokół PiS też wie, że jeśli nie teraz, to Republika Okrągłego Stołu będzie trwać w Polsce przez kolejne dziesiątki lat. To jest naprawdę poważna sprawa. Znacznie poważniejsza niż wynikałoby z medialnego przekazu, który istotę i znaczenie tej gry próbuje ukryć albo rozwodnić.” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: To nie jest zwykła polityczna walka. Gra się toczy o likwidację Republiki Okrągłego Stołu

…więc ja z uporem maniaka będę zadawał to pytanie, które każdy myślący obywatel, a przede wszystkim płatnik na te wszystkie urzędnicze paśniki powinien sobie zadać. Panie Janecki (i reszto „rozliczaczy”) – czy wraz z usuwaniem osób o których bez przerwy słyszymy z ust polityków obecnie rządzącego obozu (mieniącego się być prawem i sprawiedliwością), obóz ten nie powinien zgodnie z Pańską intencją jednocześnie likwidować tych wszystkich szkodliwych i nikomu nie potrzebnych stanowisk/urzędów i „służb”, których to poprzednia władza niegospodarnie namnożyła? Czy też jako podatnicy (o których dobro i portfele tak bardzo Pan Janecki się troszczy) mamy się zadowolić tym, że kilku się wyrzuci a na ich miejsce zatrudni „właściwie myślących” z „jedynie słusznego” obecnie, politycznego klucza (wmawiając ludziom że „nowi” nie będą „partyjni”)? Co komu przyniesie zmiana na stanowisku jednej kosztownej świnki na drugą? Obywatelowi nic z tego powodu w portfelu nie przybędzie, zwłaszcza jeśli nowe władze wcale nie zamierzają zaciskać pasa państwowej hydrze, a wręcz przeciwnie. Retoryka  nowej władzy to typowo etatystyczny bełkot socjalistów z naciskiem na „uszczelnienie systemu fiskalnego” (do którego wiadomo kto wpłaca a kto korzysta), po to by móc się umościć na nowych włościach i dalej popuszczać pasa, co może okazać się w niedalekiej przyszłości bardzo kosztowne dla podatników… (Odys)

podobne: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę?

…Czy to właśnie z tego powodu PIS potrzebuje zniszczyć ideę (uprawnienia) Trybunału Konstytucyjnego – ostatniego bezpiecznika między zapisanymi w Konstytucji prawami własności i wolności obywateli, a zakusami pazernej władzy, po to by móc swobodnie się na nie zamachnąć jak już nowej władzy zabraknie do pierwszego?

Dlatego na koniec trzecia ważna informacja i najważniejsza moim zdaniem kwestia, bo naruszająca w sposób bezpośredni nasze obywatelskie prawa do bezpieczeństwa przed nieodpowiedzialnymi politykami. Bo to że dwa obozy polityczne się ścierają (nie robiąc sobie przy tym zbyt wielkiej krzywdy 🙂 ), nie jest aż tak istotne dopóki są zajęte sobą a obywatele nic na tym nie tracą (poza rzecz jasna finansowaniem tego zoo bo już nawet nie cyrku). Gorzej kiedy „przy okazji” tej walki naruszane są fundamentalne zasady chroniące nas – obywateli przed tą całą wścieklizną polityczną… (Odys)

3. Prokurator Generalny: TK nie ma prawa orzekać ws. uchwał Sejmu.

W uzasadnieniu, do którego dotarł portal Polityce.pl stwierdza, że TK przekroczyłby swoje kompetencje orzekając ws. uchwały Sejmu.

Zakwestionowane [przez grupę posłów wnioskującą do TK– red.) uchwały nie są aktami normatywnymi, lecz aktami stosowania prawa. Kompetencje kontrolne Trybunału Konstytucyjnego obejmują wyłącznie ocenę aktów normatywnych i nie rozciągają się na akty stosowania prawa, choćby wydawano je powołując się wprost na kwestionowane przepisy

— podkreśla Prokurator Generalny.

Przywołuje jednocześnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2001 roku:

Trybunał kilkakrotnie już podkreślał, iż jego właściwość rozciąga się na akty normatywne, nie obejmuje natomiast aktów indywidualno-konkretnych. Trybunał posługuje się przy tym materialną definicją aktu normatywnego, co oznacza, iż chodzi o akty zawierające normy generalne i abstrakcyjne, które charakteryzują się cechą powtarzalności. Nie mają tych cech akty adresowane do indywidualnego podmiotu, dotyczące konkretnej sprawy czy sytuacji, których stosowanie ma charakter jednorazowy.

W nawiązaniu do powyższego wyroku, Prokurator Generalny stwierdza, że TK nie ma prawa wyrokować w sprawie sędziów. Nie może więc stwierdzić, czy Sejm legalnie unieważnił wybór „platformerskiej piątki”, ani czy legalnie wybrał ich następców…”

źródło: wpolityce.pl

Ja tylko chciałbym zwrócić uwagę na wielce frapujący problem dotyczący (a jakże! bo to w końcu na czasie) „nieopatrznego” obrzydzania Polakom przez obecną władzę instytucji TK. Które jest prowadzone z rozmysłem na zdyskredytowanie, aby nikt po trybunale nie płakał kiedy zostanie zlikwidowany/zmarginalizowany/sparaliżowany. Ja doskonale rozumiem potrzebę czyszczenia wymiaru sprawiedliwości, służb bezpieczeństwa, i resortów administracji z wrażego (post)komunistycznego elementu bo jest on niewiarygodny i tu moja PEŁNA zgoda. Nie rozumiem tylko (a raczej rozumiem 🙂 ale o tym dopowiem tylko jak ktoś zapyta) dlaczego PIS wylewa dziecko z kąpielą którym jest właśnie instytucja TK (nie mylić z poszczególnymi sędziami) – tj. organ który został stworzony po to by stać na straży zgodności z Konstytucją (w której zapisane są również NASZE – OBYWATELI prawa i wolności) wszelkich aktów prawnych, na które mogliby wpaść kiedykolwiek (a nie tylko za obecnej władzy) jacykolwiek politycy.

Otóż zohydzenie tej instytucji w taki sposób w jaki to robi PIS, lekceważąc sobie jej postanowienia, bez merytorycznego uzasadnienia, a bazując wyłącznie na „niejasnych” procedurach prawnych, a przede wszystkim żerując na populizmie hasła „koniecznych zmian” (koniecznych dla kogo? w jakim wymiarze? i co w zamian?) jest bardzo niebezpieczne właśnie dla nas zwykłych obywateli. Oto właśnie nie Pan Prokurator „Genialny” zawyrokował że uchwały Sejmowe nie podlegają rozpatrywaniu przez TK pod względem ich zgodności z Konstytucją (pomimo tego że są aktami niższego rzędu od Konstytucji właśnie). Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego rozstrzygnięcia. Jeśli bowiem Konstytucja ma pozostać najwyższym z możliwych aktem prawa powszechnie obowiązującego, to odebranie TK prawa orzekania o zgodności z Konstytucją aktów niższego rzędu (a takim aktem prawa jest również uchwała Sejmu) umożliwia Sejmowi (tj. politykom) uchwalanie w przyszłości (całkowicie bezkarnie!) prawa niezgodnego z Konstytucją! I nikt już nie będzie w stanie powstrzymać posłów przed tego rodzaju zakusami. To oznacza że nasze wolności zapisane w Konstytucji mogą być BEZPRAWNIE i BEZKARNIE naruszane przez polityków jeśli tylko takie bezprawie będzie głosowane w formie uchwały Sejmu.

Jak dla mnie nie ma się z czego cieszyć. Broń nas teraz Panie Boże przed zachłannością i totalitarnymi zakusami polityków (w tej czy w przyszłej kadencji). Tymczasem władza sobie „pozwala” i nadaje kolejne uprawnienia przepalając bezpiecznik jakim między sejmem a obywatelami jest TK. To że ten Trybunał zachowywał się w wielu kwestiach nie jak obrońca naszych praw a raczej jak sługus polityków w niczym nie zmienia faktu że sama instytucja jest potrzebna. Wystarczy TYLKO zmienić sposób wybierania sędziów do tego organu w taki sposób by TK przestał być ciałem politycznym. Tymczasem nie widzę korzyści dla nas szarych obywateli z tego, że Kaczyński i sp-ka sparaliżują ten organ całkowicie. Jeśli ktoś takowe widzi to chętnie się dowiem jakie. Powinno się naprawić funkcjonowanie TK (bo to prawda że on źle funkcjonuje) ale nie można go paraliżować, robiąc jednocześnie furtkę dla samowoli polityków w postaci potencjalnych złych uchwał (mało jeszcze złego prawa krąży w obiegu? No to teraz hulaj dusza!). Czy ktokolwiek z wychwalających obecną władzę jest w stanie zagwarantować Polakom teraz (i na przyszłość) że żaden sejm nie naruszy naszych praw? Sędziowie przychodzą i odchodzą ale złe prawo i furtka dla chciwych polityków pozostanie.

Bo choć „prawo jest prawo”, to co zrobimy biedne żuczki jeśli ktoś kiedyś „zgodnie z prawem” uchwałą sejmową przepchnie pomysł że obywatel winien jest państwu cały swój dorobek? Na jakim prawie się wtedy oprzemy, i kto stawi opór pazerności polityków? Gdzie jest prezydent?! Czemu w tak ważnej sprawie nie wykazuje własnej inicjatywy, ale zachowuje się jak rezydent-marionetka (Kaczyńskiego), szkodząc zarówno swojemu wizerunkowi jak i powadze urzędu. Prezydent jako „obrońca obywateli” powinien stawiać tamę zbytnim zakusom władzy ustawodawczej, tymczasem po „ułaskawieniu” Kamińskiego ten człowiek wyświadcza (a raczej popełnia) kolejne „przysługi” obecnej władzy w imię partykularnych partyjnych interesów. Pomijając milczeniem takie kwiatuszki do kożucha jak palenie świec chanukowych przez tego „katolika”, czy firmowanie Owsiaka przekazaniem mu prezydenckich nart… (Odys)

„…największy koszt polityczny pierwszego okresu rządów PiS poniósł właśnie Andrzej Duda – przede wszystkim dlatego, że został zmuszony do wsparcia pacyfikacji Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy mógł w tej sprawie wystąpić jako choćby pozorny rozjemca, z jednej strony nie rezygnując z neutralizacji niechętnych nowej władzy tendencji w TK, ale z drugiej – promując dobre ustrojowo rozwiązania, takie jak choćby proponowany przez klub Kukiz ’15 wybór sędziów TK większością dwóch trzecich głosów. Zamiast tego bez oporów (na zewnątrz, bo wewnątrz pałacu takie były) podpisał błyskawicznie przygotowaną przez PiS i firmowaną przez posła Piotrowicza nowelizację, a następnie – co było gigantycznym błędem i prawdopodobnie przyklei się do wizerunku prezydentury na zawsze – zaprzysiągł nowych sędziów w środku nocy. Jeżeli Duda ma dziś problem z opinią prezydenta partyjnego (podkreślam: prezydent partyjny to co innego niż prezydent z wyrazistymi poglądami politycznymi, co jest całkowicie normalne), to właśnie z tego powodu. Tak więc szkody wizerunkowe, jakie poniósł Duda, były związane z poważnym sporem ustrojowym, w którym prezydent miał szansę odegrać rolę bynajmniej nie marionetkową…” (Łukasz Warzecha • wpolityce.pl) całość tu: Narty dla Owsiaka, czyli błąd prezydenta

podobne: TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego. oraz: Rola prezydenta RP

tymczasem na dniach…

4. TK powtórzył (potwierdził) stanowisko Prokuratora Generalnego ograniczając sobie samemu możliwość badania pod względem zgodności z Konstytucją Uchwał Sejmowych:

„…W piątek TK informował, że odwołał zapowiedzianą na 12 stycznia rozprawę w sprawie tych 10 uchwał Sejmu. W poniedziałek TK ujawnił zaś, że w czwartek, 7 stycznia, 10 sędziów TK umorzyło merytorycznie sprawę tych 10 uchwał. Skargę złożyła grupa posłów PO, do której przyłączył się RPO Adam Bodnar.
Oceniając uchwały o braku mocy prawnej wyboru 5 sędziów przez poprzedni Sejm, TK ustalił, że nie mogą być one uznane za akty normatywne. Trybunał uznał zatem, że postępowanie w tym zakresie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia.
Z kolei uchwały o ponownym wyborze 5 sędziów TK zaliczył do „kategorii uchwał nieprawotwórczych, przez które Sejm miałby realizować funkcję kreacyjną w odniesieniu do organów władzy publicznej”, wobec czego nie mogą one zostać uznane za akty normatywne. TK stwierdził, że również w tym zakresie postępowanie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia…”  (całość tu: Trybunał Konstytucyjny umorzył sprawę dot. powołania 5 sędziów)

…zanim to jednak nastąpiło, miała miejsce osobliwa rozmowa między Panem Dudą (prezydentem) a przewodniczącym TK prof. Rzeplińskim, który tak jak wcześniej odgrażał się że będzie stał na straży zgodności z Konstytucją prawa stanowionego przez PIS tak teraz zmienił gwałtownie zdanie. I tak jak on nie chce powiedzieć dlaczego mu się odwidziło tak Pan Duda nie chce zdradzić opinii publicznej czego dotyczyła wspomniana rozmowa:

„…Jeszcze nie minęło 48 godzin od godzinnej, poufnej rozmowy prezesa Trybunału Konstytucyjnego, pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego z panem prezydentem Andrzejem Dudą, a już Trybunał Konstytucyjny odroczył termin rozpatrywania skarg na uchwały sejmu dotyczące wyboru sędziów Trybunału. Posiedzenie, które miało rozpocząć się 12 stycznia, zostało odroczone, póki co, bez wyznaczenia następnego terminu. Ani pan prezydent, ani pan prezes Trybunału, którego przesłuchaniu I stopnia poddał mianowany na proroka mniejszego (i stąd ten tylko I stopień, bo do przesłuchań II i III stopnia trzeba mieć specjalne zezwolenie od RAZWIEDUPR-a), nie puścił farby, co właściwie spowodowało, że prześwietny, niezawisły – bo jakże by inaczej – Trybunał Konstytucyjny – jednak odroczył rozpatrywanie zasadności tych wszystkich skarg – bo przecież od strony konstytucyjnej żadna zmiana nie nastąpiła. Konstytucja jest cały czas taka sama, jak była i przedtem, podobnie jak teorie sławnych jurysprudensów – na przykład pana profesora Zolla, czy pani profesor Ewy Łętowskiej.

Inna rzecz, że ci jurysprudensi, owszem kombinują, ale w granicach wyznaczonych przez starszych i mądrzejszych. Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…

Ciekawe tedy, co zobaczył pan prof., Andrzej Rzepliński podczas godzinnej rozmowy za zamkniętymi drzwiami u pana prezydenta, któremu pan minister Antomi Macierewicz mógł przecież to i owo powiedzieć na temat zawartości Zasobu Zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej, w którym Wojskowe Służby Informacyjne zdeponowały dane swoich konfidentów w przekonaniu, że nigdy, a w każdym razie nieprędko ujrzą one światło dzienne. Ale co jeden człowiek zakrył, to drugi odkryje i pewnie dlatego i z pana prezesa Rzeplińskiego zaczyna uchodzić powietrze i Trybunał spuszcza z tonu…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ujrzał ducha?

…długo na reakcję samego Rzeplińskiego nie trzeba było czekać. Szybko okazało się że niewzruszalne zasady „demokratycznego państwa prawa” są jednak do obejścia, i że mogą one być przedmiotem „kompromisu”, choć wcześniej zapowiadano walkę o ich niewzruszalność do upadłego 🙂

„…Rzepliński podkreślił, że ws. TK czeka na ruch ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Zaprzysiężenie przez prezydenta jednego z trzech sędziów wybranych przez PO i objęcie przez niego urzędu, oznaczałoby, że prezydent zdecydował, że ci trzej wybrani 8 października przez PO zostaną sukcesywnie sędziami. To otworzyłoby mi drogę do działania – twierdzi prezes Trybunału…” (Rzeczpospolita, wpolityce.pl)

całość tu: Prof. Rzepliński: „To nie był skok na Trybunał, ale głupota. Posłom PO wydawało się, że będą bez wysiłku rządzić po wyborach”

…Powstaje pytanie – jakież to wynikły „równiejsze” okoliczności że nawet prawo okazało się wobec nich mniej równe? Trochę światła na tę tajemniczą i nagłą zmianę stanowiska o 180 stopni Pana Rzeplińskiego (i części Trybunału) może rzucić kwestia związana z zapytaniem jakie swojego czasu złożył z mównicy sejmowej Pan Zygmunt Wrzodak…

„…Zdaniem byłego już posła w ministerstwie sprawiedliwość są zeznania płk. Pietruszki, który miał w obecności prof. Rzeplińskiego zeznawać nt. zleceniodawców mordu bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz miał mówić kto chciał zabić biskupa Gulbinowicza!…

…Spisano na tę okoliczność odpowiedni dokument w obecności pana Rzeplińskiego i nieżyjącego już pana Nowickiego. Pan płk Pietruszka pokazuje cały mechanizm zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Pan płk Pietruszka mówi, kto z MSW zlecił zamordowanie i zamordował Piotra Bartoszcze. To przesłuchanie było w obecności pana Rzeplińskiego. Co zrobił z tą informacją pan prof. Rzepliński?

Następnie pan Rzepliński, słuchając wypowiedzi pana płk. Pietruszki, który mówił wprost, że generał Kiszczak kazał mu poddać się uwięzieniu, ponieważ on musi chronić pana gen. Jaruzelskiego i pana Kiszczaka. Pan Pietruszka zgodził się na więzienie, bo sąd był w tym momencie ustawiony i prokuratura ustawiona. I rzeczywiście taki wyrok, jaki ustawili przed rozprawą, dostał pan Pietruszka. Pan generał Kiszczak obiecał panu płk. Pietruszce stopień generała po wyjściu z więzienia.

Myślę, że tę informację posiada pan prof. Rzepliński. Pan prof. Rzepliński pod tymi zeznaniami pana esbeka Pietruszki podpisał się i te dokumenty są w Ministerstwie Sprawiedliwości…” (całość tu: Czy prezes TK, prof. Rzepliński ukrywa morderców ks. Popiełuszki?)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

…Pytanie jest proste. Czy Pan Duda i włodarze PISu dysponują taką wiedzą, a jeśli tak to czemu jej nie ujawniają skoro pragną sprawiedliwości a nie politycznych gierek? Tymczasem zamiast rozliczać poprzedni układ nowe władze same wchodzą w podejrzane „dile” i „kompromisy”, trzymając ciemne sprawki poprzedników pod kloszem w archiwach MSW, MON i IPN dla swoich politycznych interesów. Bawią się jak mafiozi szantażując i grając teczkami z ludźmi, którzy powinni ponieść za swoje czyny odpowiedzialność a nie zajmować intratne i odpowiedzialne stanowiska państwowe. Czym w związku z tym różni się PIS od PO którą wielu włodarzy z obecnej partii rządzącej nazywa „układem”, „mafią” tudzież „zdradą narodową”. W związku z powyższym należy sobie postawić kolejne pytanie…(Odys)

5. Kto tu w końcu jest postkomunistą i czy patriota może być socjalistą?

„…Bardzo wielu komentatorów biadoli nad upadkiem autorytetu Trybunału. Wydaje się jednak, że zamieszanie wokół TK może mieć pozytywne konsekwencje.

Pierwszą jest zauważalny dla dość szerokiego grona Polaków upadek mitu niezawisłości sądu konstytucyjnego. Okazało się bowiem, iż jest on wyłącznie „zawisły”, i to na wpływach korzeniami sięgających PRL. W tym gronie, które część żurnalistów propagandystów prezentuje jako „mędrców”, są ludzie czujący się jak ryba w wodzie w czasach braku wolności i sprawiedliwości, czyli w państwie komunistycznym. Ba, jest nawet doradczyni zbrodniarza komunistycznego Czesława Kiszczaka. To doprawdy niezwykła sytuacja – zgodność prawa z konstytucją ma w demokratycznym państwie oceniać prawnik doradzający politykowi odpowiedzialnemu za mordowanie ludzi. Ktoś, kto nie miał oporów przed usługiwaniem zleceniodawcy zabójstw i prześladowań, ma dzisiaj wyznaczać standardy praworządności! Jaka jest wiarygodność takiego przedstawiciela Temidy? Dokładnie taka, jaką miały sądy w PRL.

Po drugie: zaangażowanie polityczne sędziów Trybunału pokazało jak na dłoni jedną z największych patologii polskiego sądownictwa, czyli służalczość wobec grup interesu. W komunistycznej rzeczywistości sądy oddawały się komunistyczno-bezpieczniackim klikom, w rzeczywistości postkomunistycznej niektóre pozostawały wierne dotychczasowym panom, inne szukały nowych patronów. Nie przez przypadek to właśnie składy sędziowskie były najważniejszym i najskuteczniejszym wsparciem zbrodniarzy komunistycznych w unikaniu sprawiedliwości. Sam Kiszczak mógł się wykpić kserokopią zwykłego zwolnienia lekarskiego i latami drwić z tych, którzy próbowali doprowadzić go do poniesienia kary za zbrodnie.

Doprawdy, niewiele (a być może nic) dzieli słynnego sędziego na telefon z Gdańska od szefostwa dzisiejszego Trybunału, które przymykało oczy na łamanie prawa przez posłów ubiegłej kadencji wyłącznie dlatego, że beneficjentami tego procederu byli ich polityczni patroni. Nawet jeśli w najbliższych tygodniach prezes Rzepliński i jego ekipa rakiem wycofywają się z konfrontacji z parlamentem, sprawy nie można uznać za zakończoną. Większość rządząca musi przygotować kompleksową reformę czy wręcz sanację wymiaru sprawiedliwości, która obejmie również Trybunał.

Postkomunizm w polskich sądach wreszcie musi się skończyć. (Katarzyna Gójska-Hejke • Gazeta Polska)

źródło: Trzeba skończyć z postkomunizmem w sądach

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…no i ja się gorąco zgadzam z Panią Katarzyną. Potrzeba gruntownych i rzetelnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, przede wszystkim jego odpolitycznienia i urządzenia sądów na kształt służby cywilnej ODPOLITYCZNIONEJ (odpowiedzialnej przed lokalną społecznością, której służą), do tego kadencyjnej w swoim urzędowaniu i pozbawionej przywilejów nietykalności. Problem polega jednak na tym, że PIS wcale nie dąży do tego rodzaju regulacji, i nie chce walczyć z postkomunizmem a wręcz przeciwnie. Własnymi „rencyma” utrwala „znienawidzony” system dążąc do centralizacji władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej w jednym upolitycznionym i upartyjnionym ręku. Gwarantują to zmiany w prawie dotyczące poluzowania służbom specjalnym możliwości inwigilacyjnych, koncentracji prokuratury w ręku polityka (Ministra Sprawiedliwości), i paraliż TK który jak się okazuje nie może badać pod względem zgodności z konstytucją uchwał sejmowych (sic!), gwarantując potencjalną swobodę posłów w uchwalaniu prawa pod siebie. Dodając do tego na wskroś socjalistyczny program gospodarczy, wzrost ucisku fiskalnego, oraz dalsze zadłużanie państwa można to co robi PIS nazwać spokojnie postkomuną właśnie. Co to jest bowiem postkomunizm? Jest to właśnie zamordyzm, etatyzm, socjalizm a przede wszystkim tzw. demokracja, która dopóki istnieje ze swoją fasadą wyborów, to biednym ludziom się wydaje że są wolni, a zamordyzm etatyzm i socjalizm to dla nich coś pożytecznego a wręcz koniecznego jeśli tylko „nasi” stoją na czele, bo tylko nasi są w stanie w tym samym systemie zaprowadzić porządek, praworządność o sprawiedliwości nie wspominając. Patologia z którą rzekomo zamierzano się rozliczać jest więc utrwalana, i nie ma w związku z tym (przy okazji) co liczyć na pociągnięcie do odpowiedzialności poprzedniej ekipy (za dokładnie to samo), o czym pisałem tu: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

PIS demagogicznie gra na emocjach, wymachując podatnemu na czerwoną płachtę komuny ludowi, po to żeby go zmobilizować i zyskać poparcie dla tandetnie zamaskowanych pod płaszczykiem „reform społecznych” czysto partyjnych planów, których średnio rozgarnięty elektorat zwolenników/niewolników tej partii nie dostrzega (lub nie chce dostrzec). Póki co wystarczą mu bowiem pseudo patriotyczne hasła, i tępa satysfakcja z kwiku odrywanych od koryta, znienawidzonych politycznych przeciwników nazywanych ogólnie „III RP”. Kiedy już ci wszyscy biedni ludzie zorientują że zostali po raz kolejny oszukani i ograbieni (z zapisanych w konstytucji własności i wolności) będzie niestety za późno. Zaślepieni hasłem „zmiana” nie widzą że jedyna „zmiana” jaka się w związku z ordynarną walką o stołki dokonuje to wymiana „elit” które z tego systemu będą korzystać. Czy dzięki temu będzie już odtąd tylko „prawie i sprawiedliwie”? Śmiem wątpić (a dlaczego to już pisałem tu: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i tu: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?).

Tym to sposobem wpis zatoczył koło, bo o tym na czym powinna polegać zmiana i sprawiedliwy system rządzenia państwem pięknie opisał Pan Michalkiewicz we fragmencie który pozwoliłem sobie przytoczyć na początku tego przydługiego wpisu. Na koniec jeszcze fragment z „coryllusa”… (Odys)

„…Państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych. Czyli wokół problemów – ile komu, jak już wszystko się ukradnie. Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję.
(…) Nie mogą powiedzieć, że demokracja jest oszustwem, muszą kokietować wyborców i kłamać, że pozałatwiają wszystkie ich sprawy. Jeśli rozumieją ryzyko, będą bardzo ostrożni, jeśli nie ich działanie prędzej czy później doprowadzi ich do śmierci. W tym pierwszym przypadku – jeśli będą ostrożni – rozczarują tych wszystkich, którzy oczekują zmian, w drugim po prostu znikną. Jakby nie było, następna u steru będzie już prawdziwa lewica, z Zandbergiem na czele, a tego możemy zwyczajnie nie przeżyć. (…)
Problem socjalistów-patriotów polega na tym, że nie rozumieją oni iż są pewnym etapem. Tak jak małorolny chłop, którego obdzielili ziemią dziedzica nie rozumie, że jego gospodarstwo to tylko etap przejściowy pomiędzy latyfundium a polem golfowym, lub między latyfundium a nieużytkiem celowo nieużytkowanym. Z tymi małorolnymi jest kłopot, albowiem oni są najwierniejszymi sojusznikami socjalistów. Oni są zawsze przeciwko establishmentowi, bo ten w końcu musi zrozumieć, że dla państwa prawdziwego nie ma innej drogi jak obniżanie kosztów produkcji żywności, co wiąże się z komasacją gruntów. Z małorolnymi jest kłopot, bo człowiek musi jeść, w dodatku w każdych warunkach, nawet kiedy panuje realny socjalizm, czyli prawdziwa herezja. Małorolny wtedy ocaleje, pod warunkiem, że nie mieszka w Rosji, ocaleje, bo ktoś musi produkować żywność na rynek wewnętrzny. Żywność, która dystrybuowana jest nielegalnie rzecz jasna, ale za wiedzą i pozwoleniem władz. I to on będzie przekaźnikiem socjalistycznych złudzeń dalej w przyszłość. Identycznie jest z socjalistą patriotą, który będzie opowiadał o bohaterstwie tych co ginęli w kazamatach, a wcześniej rzucali bomby, będzie organizował rocznice, miesięcznice i co tam jeszcze, machał flagą i wznosił okrzyki, a jak dostanie jakieś ekstra pieniądze to postawi pomnik żołnierzy wyklętych przez banki. I co najgorsze i najważniejsze, będzie przygotowywał kolejne pokolenia do ponoszenia krwawych ofiar bez nadziei na sukces i nazywał to edukacją patriotyczną…” (coryllus)

całość tu: Czy socjalista może być dobrym patriotą?

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Reklamy

Ponad 226 mld zł zysku spółek PGZ, modernizacja armii szansą na eksport. Speckomisja bada nieprawidłowości przy przetargach.


1. Kończy się proces powoływania brygady polsko-litewsko-ukraińskiej.

PAP – 24.07.2015, Lwów (PAP) – Ministrowie obrony Polski, Litwy i Ukrainy: Tomasz Siemoniak, Juozas Olekas i gen. Stepan Połtorak podpisali w piątek we Lwowie porozumienie techniczne ws. szczegółowych aspektów funkcjonowania wspólnej, trójnarodowej brygady – LITPOLUKRBRIG.

Pierwsze ćwiczenie tej jednostki ma się odbyć za kilka miesięcy.

Trójnarodowa brygada powstała na mocy umowy międzypaństwowej podpisanej we wrześniu 2014 r. w Warszawie; jest przeznaczona głównie do udziału w operacjach pokojowych. „My w Polsce pokładamy duże nadzieje w tej brygadzie. Chcemy, aby bardzo szybko zaczęła ćwiczyć i aby bardzo szybko stała się jedną z głównych płaszczyzn współpracy wojskowej między naszymi trzema państwami” – powiedział po podpisaniu porozumienia wicepremier Siemoniak.

„Chcemy, aby brygada była też formą wsparcia i pomocy dla naszych ukraińskich przyjaciół w reformowaniu ich sił zbrojnych” – dodał.

Połtorak powiedział, że brygada przyczyni się do szkolenia wojsk i wymiany doświadczeń, służących rozwojowi ukraińskich sił zbrojnych. Z kolei Olekas podkreślił, że powołanie jednostki to ważny krok na drodze wspierania Ukrainy w sytuacji, gdy trwają walki na wschodzie tego kraju.

Polski minister podkreślił, że kwatera główna brygady w Lublinie już czeka na oficerów z Litwy i Ukrainy (łącznie ponad 20, którzy dołączą do ok. 50 Polaków; w Lublinie jest ponadto batalion dowodzenia brygady).

„Bardzo jesteśmy zainteresowani otwarciem tego projektu. Także inne państwa deklarowały zainteresowanie. Mamy chętne państwa do pierwszych ćwiczeń brygady, które odbędą się w ciągu kilku najbliższych miesięcy” – poinformował Siemoniak.

„Myślę, że będzie to bardzo ważny projekt, który na długie lata będzie taką osią współpracy polsko-ukraińskiej” – dodał.

Porozumienie techniczne zapowiadano, gdy we wrześniu 2014 r. w Warszawie ministrowie obrony Polski, Litwy i Ukrainy podpisali umowę o utworzeniu brygady (została ona już ratyfikowana przez wszystkie strony). Jak wyjaśnił Siemoniak, podpisany w piątek dokument reguluje m.in. kwestie prawne, finansowe, logistyczne i kadrowe.

Zgodnie z dokumentem dowództwo brygady osiągnie wstępną gotowość operacyjną za pół roku, a pełną – rok później.

Główne zadanie brygady ma polegać na udziale w operacjach pokojowych; celem powołania jednostki jest też zacieśnienie regionalnej współpracy wojskowej i pomoc Ukrainie w reformowaniu jej sił zbrojnych. Brygada ma się też stać bazą do powołania kolejnej grupy bojowej UE. Ma być wykorzystywana w operacjach pod auspicjami ONZ, NATO i UE oraz w ramach doraźnych koalicji zawiązywanych zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych i umowami między państwami wystawiającymi siły.

Bataliony wydzielane do brygady z Litwy, Polski i Ukrainy pozostaną w dotychczasowych miejscach stałej dyslokacji i podporządkowane będą dowódcy brygady na czas ćwiczeń i misji. Polska skieruje do brygady jeden z batalionów 21 Brygady Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie.

Kluczowe stanowiska w brygadzie mają po kolei obsadzać oficerowie z trzech tworzących jednostkę państw.

W 2007 r. w Brukseli szefowie resortów obrony trzech państw postanowili o sformowaniu wspólnego batalionu. Rok później zdecydowano, że będzie to większa jednostka. O powołaniu LITPOLUKRBRIG postanowiono w 2009 roku. Datę podpisania umowy o utworzeniu brygady kilkukrotnie przekładano. W końcu dokument został podpisany w Warszawie we wrześniu 2014 roku.

W piątek Siemoniak podkreślił, że ostatni rok był bardzo dobry dla tego projektu. „On ma siedem lat i sprawy toczyły się z różnym tempem. Natomiast zwłaszcza strona ukraińska uznała rok temu, że jest bardzo istotne, że to pomoże realnie, że to nie jest tylko takie przedsięwzięcie fasadowe i sprawy przyspieszyły” – powiedział Siemoniak.

Z Lwowa Rafał Lesiecki (PAP)

ral/ awl/ ro/ malk/ (za stooq.pl)

podobne: Plany utworzenia wspólnej polsko-ukraińsko-litewskiej brygady oraz: Polsko-Niemiecka brygada zalążkiem armii europejskiej do obrony Bałtów. i to: Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych.

2. Ponad 226 mld zł zysku spółek PGZ, modernizacja armii szansą na eksport.

PAP – 21 Lip 2015, Warszawa (PAP) – Ponad 5 mld zł przychodu i 226 mln zł zysku zanotowały w 2014 r. spółki tworzące Polską Grupę Zbrojeniową – poinformował we wtorek w Warszawie prezes PGZ Wojciech Dąbrowski. Programy modernizacji armii PGZ traktuje jako szansę na opracowanie towarów eksportowych.

W skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym PGZ znajdą się przychody na poziomie 1,917 mld zł, zysk wyniesie 84 mln 847 tys. zł, w związku z faktem, że spółki dołączały do Grupy w trzecim i czwartym kwartale ubiegłego roku.

„Formalnie skończyliśmy proces konsolidacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ten proces był postulowany od 20 lat, ciągle się to nie udawało. Teraz przed nami proces faktycznej integracji poszczególnych spółek w zakresie produkcji, badań i rozwoju, handlu i marketingu” – powiedział Dąbrowski dziennikarzom. Dodał, że dotychczas poszczególne spółki Grupy kooperowały w niewielkim stopniu, a wykorzystanie atutów poszczególnych firm stwarza nowe możliwości – jak w przypadku planowanego kontraktu na dostawę Rosomaków dla Słowacji, w który zaangażowały się trzy należące do PGZ firmy.

Dąbrowski dodał, że Grupa musiała niektórym ze swoich spółek udzielać pożyczek i dokonywać zmian strukturalnych. „Dzięki temu udało się kilka spółek ustabilizować. To przykłady Meska, Łabęd. Dziś w tych spółkach pracownicy mogą spać spokojnie” – zapewnił.

Podkreślił, że PGZ dostrzega szansę w programie modernizacji technicznej sił zbrojnych, traktując udział w tych przedsięwzięciach także jako sposobność do wypracowania produktów eksportowych.

Największe przychody dzięki udziałowi w programach modernizacyjnych polskiej armii Grupa osiągnie do roku 2022. W następnych latach przychody z tego tytułu będą malały, stąd konieczność poszukiwania nowych źródeł. Zarząd PGZ liczy, że udział w programach modernizacyjnych dla armii wykreuje ponad 100 nowoczesnych produktów z potencjałem eksportowym.

„Przygotowujemy Grupę do realizacji kluczowych projektów modernizacyjnych polskiej armii, m.in. programu obrony powietrznej średniego zasięgu Wisła, programów bezzałogowców, programów obrony wybrzeża” – powiedział Dąbrowski. Okazje do wypracowania produktów eksportowych stwarzają też, zdaniem PGZ, modernizacja wojsk pancernych i zmechanizowanych oraz artylerii i kontynuacja programu Rosomak, w tym sprzedaż 30 pojazdów Słowacji, która łączyłaby wóz ze swoją wieżą w ramach programu Scipio.

Dąbrowski zwrócił też uwagę na już zawarte kontrakty eksportowe, jak dostawa zestawów przeciwlotniczych Grom na Litwę, czy tysiąca karabinów Beryl do Nigerii.

Prezes przypomniał, że PGZ zamierza też z niemieckim koncernem Rheinmetall opracować nowy lekki opancerzony transporter rozpoznawczy; jego produkcja ma się w założeniu odbywać w Polsce, w sprzedaży ma być wykorzystana sieć niemieckiej firmy.

Jak powiedział Dąbrowski, PGZ stara się o przejęcie Stoczni Marynarki Wojennej. „Podjęliśmy rozmowy z ARP, z panią syndyk, z samą Stocznią Marynarki Wojennej, dotyczące wspólnej realizacji kontraktów na okręty Miecznik i Czapla. Taka firma uzupełni nasze portfolio produktów, będzie ważnym elementem PGZ. To dobre miejsce do serwisowania okrętów Marynarki Wojennej, to wieloletnie kompetencje i zdolności wytwórcze” – dodał.

W 60 kluczowych spółkach PGZ pracuje 17,6 tys. osób, we wszystkich 105 spółkach, w których Grupa ma udziały, jest 19 tys. pracowników. W 54 spółkach PGZ ma ponad 50 proc. akcji bądź udziałów.

Jak powiedział Dąbrowski, problemem jest struktura zatrudnienia i luka pokoleniowa – ponad połowa pracowników to osoby w wieku ponad 55 lat, z dużym doświadczeniem, młodsza kadra to osoby przed trzydziestką, ponieważ – jak powiedział – w okresie restrukturyzacji w wielu spółkach zabrakło sukcesji. „Mamy systemowy problem z pozyskiwaniem pracowników technicznych. Ratujemy się wykorzystywaniem osób w wieku emerytalnym, ale to rozwiązanie na kilka lat” – powiedział Dąbrowski.

PGZ rozpoczęła działalność blisko rok temu, w trakcie ubiegłorocznej edycji targów zbrojeniowych MSPO w Kielcach. W skład PGZ wchodzą spółki należące do Polskiego Holdingu Obronnego (dawna Grupa Bumar), a także firmy spoza PHO z branży zbrojeniowej, stoczniowej, offshore, nowych technologii, finansów i nieruchomości, jak również wojskowe przedsiębiorstwa remontowo-produkcyjne.

PGZ weszła też w skład konsorcjum pod wodzą Wojskowej Akademii Technicznej, którego celem jest opracowanie i wdrożenie technologii wykorzystujących grafen. Według Dąbrowskiego efektem mogą być kompozyty utrudniające wykrycie obiektów falami elektromagnetycznymi i mieszanki zwiększające wytrzymałość wyrobów gumowych.

„Od początku kreowania Grupy założyliśmy, że bliska współpraca wojska, nauki i przemysłu to przyszłość. Podjęliśmy współpracę z Akademią Obrony narodowej i Wojskowa Akademią Techniczną, to zresztą nie jedyne uczelnie, z którymi współpracujemy. Jedną z linii naszego działania są prace nad komercyjnym wykorzystaniem grafenu” – powiedział Dąbrowski. Do konsorcjum weszła należąca do PGZ spółka Nano Carbon. (PAP)

brw/ par/ (za stooq.pl)

podobne: Polska Grupa Zbrojeniowa ma zgodę UOKiK na przejęcie 8 spółek sektora obronnego. Przed szczytem NATO. oraz: Modernizacja polskiej armii. Zakup pocisków JASSM (Eksperci podzieleni), PGZ będzie budować polską(?) wersję tarczy (anty)rakietowej „Narew”. Za tydzień umowa na dywizjon rakietowy dla marynarzy. i to: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”).

tymczasem… obok niewątpliwych sukcesów polskiej zbrojeniówki mamy ciemną stronę medalu (i jak zwykle po stronie przetargowej)

3. Sejmowa komisja ds. służb specjalnych omawiała z szefami służb specjalnych i prokuratorami sprawy dotyczące nieprawidłowości przy przetargach na modernizację armii. W cywilnych prokuraturach są cztery takie postępowania, w wojskowych – ponad 10.

„Pierwszy zastępca prokuratora generalnego prok. Marek Jamrogowicz i Naczelny Prokurator Wojskowy płk Jerzy Artymiak przedstawili statystykę postępowań – poinformowali posłowie po czwartkowym posiedzeniu.
W cywilnych prokuraturach – apelacyjnych i okręgowych prowadzone są cztery śledztwa dotyczące modernizacji sił zbrojnych. „W większości są to śledztwa po zawiadomieniach niejawnych czy to Służby Kontrwywiadu Wojskowego, czy samego Ministra Obrony Narodowej” – powiedział dziennikarzom Marek Opioła (PiS).
– Ze strony prokuratora wojskowego uzyskaliśmy pełną informację o postępowaniach z ostatnich trzech lat. Było to powyżej 10 postępowań, które są właśnie prowadzone, lub zostały zakończone aktem oskarżenia, zapadł już w danej sprawie wyrok, albo też zostały umorzone przez prokuraturę – powiedział.
Posłowie pytani przez dziennikarzy zaznaczyli, że ani prokuratorzy, ani szefowie służb – Centralnego Biura Antykorupcyjnego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego nie mówili o szczegółach postępowań. Prokuratorzy zasłaniali się tym, że nie dostali zgody od prowadzących sprawę – mówili członkowie komisji…”

źródło: Speckomisja bada nieprawidłowości przy przetargach na modernizację armii

podobne: Siemoniak: dodatkowe środki na modernizację armii. oraz: Nasz Dziennik: Czas najwyższy na rewizję strategii obronnej. i to: Stanisław Michalkiewicz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy) a także: Czy gen. Skrzypczak to skorumpowany minister, czy ofiara gry Służby Kontrwywiadu Wojskowego?

cywilna kontrola nad armią (wojsko)

Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI.


1. Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego – prawomocne.

05.05. Warszawa (PAP) – Prawomocna jest już decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie o podjęciu procesu odwoławczego b. szefa MSW Czesława Kiszczaka ws. stanu wojennego. We wtorek SA oddalił zażalenie obrony Kiszczaka na wznowienie sprawy zawieszonej w 2013 r. z powodu jego złego zdrowia.

Prokurator IPN Bogusław Czerwiński liczy, że teraz SA bezzwłocznie wyznaczy termin procesu odwoławczego Kiszczaka. IPN będzie wnosił o utrzymanie wyroku skazującego sądu I instancji. Obrońca, który wnosi do SA o uniewinnienie, mówi o pozbawieniu Kiszczaka prawa do obrony.

„Wszystko wskazuje, że termin rozprawy będzie wyznaczony na 15 czerwca” – powiedział PAP sędzia Jerzy Leder, rzecznik SA ds. karnych. „To pierwszy wolny termin” – dodał.

2 kwietnia br. SA „odwiesił” proces odwoławczy 89-letniego Kiszczaka, skazanego nieprawomocnie na 2 lata więzienia w zawieszeniu w sprawie wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. SA wydał wtedy takie postanowienie w związku z najnowszą opinią lekarzy, którzy uznali, że stan zdrowia psychicznego podsądnego „znacznie utrudnia” jego uczestnictwo w czynnościach procesowych. Proces podjęto, bo biegli nie uznali, że stan zdrowia podsądnego to uniemożliwia, lecz tylko utrudnia, a pod pewnymi warunkami proces jest możliwy.

O podjęcie sprawy wnosił prok. Czerwiński. Obrońca Kiszczaka mec. Grzegorz Majewski złożył zażalenie na tę decyzję, bo jego zdaniem zdrowie Kiszczaka uniemożliwia proces apelacyjny.

Troje sędziów SA uznało, że zażalenie jest niezasadne. Jak mówił w jawnym uzasadnieniu postanowienia sędzia SA Marek Motuk, według biegłych zaburzenia u Kiszczaka procesów poznawczych są na średnim poziomie; rozumie on też przekazy werbalne. Według SA umożliwia to stanięcie oskarżonego przed sądem II instancji.

Obrona powoływała się w zażaleniu m.in. na to, że jeden z psychiatrów uznał, iż Kiszczak nie jest zdolny do udziału w rozprawie, a SA odmówił przesłuchania tego biegłego. Sędzia Motuk powiedział, że obrona odwoływała się do stwierdzenia wyjętego z kontekstu, bo kompleksowa opinia całego zespołu biegłych pozwala na sądzenie Kiszczaka.

Samo posiedzenie w sprawie było niejawne, bo dotyczyło danych wrażliwych o zdrowiu.

Prok. Czerwiński wyraził satysfakcję z decyzji SA. Podkreślił, że pion śledczy IPN nie godził się z zawieszeniem tej sprawy.

„Decyzja SA oznacza pozbawienie mojego klienta prawa do obrony” – skomentował dla PAP mec. Majewski. Podkreślił, że będzie to dla niego argument do wystąpienia o złożenie przez uprawnione podmioty kasacji do Sądu Najwyższego, po ewentualnym utrzymaniu wyroku skazującego przez SA (obronie nie przysługuje kasacja od wyroku w zawieszeniu; może ją zaś złożyć RPO, minister sprawiedliwości czy prokurator generalny).

Ocenił, że Kiszczak nie będzie w stanie powiedzieć w SA jednego słowa. „Nawet ze mną nie mógł ostatnio rozmawiać” – oświadczył adwokat. Nie zgodził się ze słowami sędziego co do wyrwania z kontekstu fragmentu opinii biegłych. „Ją trzeba podzielić na dwie części” – dodał, podtrzymując, że SA powinien przesłuchać psychiatrę.

Mec. Majewski podkreślił, że to SA zdecyduje, jak zrealizować wniosek biegłych, by na sali sądu była cisza i spokój, czego nie może zakłócać „ani szept rozmów, ani szum kamer”. Dodał zarazem, że chciałby aby proces był jawny dla mediów.

W 2012 r. Kiszczak został skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny.

W 2013 r. SA zawiesił badanie jego apelacji z uwagi na złe zdrowie Kiszczaka. Mec. Majewski mówił wiele razy, że od 20 lat badania pokazują zaawansowanie chorób Kiszczaka. Według obrony nasiliły się objawy neurologiczne wraz z utratą słuchu; jest też podejrzenie choroby Alzheimera. Sam Kiszczak mówił kilka lat temu sądowi, że „nie wie, co się dzieje na sali”.

W lipcu 2014 r. SA, na wniosek IPN, zlecił ponowne badania lekarskie b. szefa MSW. IPN domagał się badań m.in. po tym, jak prasa pokazała, że Kiszczak uczestniczył w maju w uroczystościach pogrzebowych gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W październiku ub.r. Kiszczak odmówił stawienia się na badania; twierdził, że zdrowie nie pozwala mu pojechać do Gdańska.

W grudniu ub.r. policja wykonała decyzję SA o doprowadzeniu Kiszczaka na badania do Gdańska, których unikał. B. szefa MSW zabrała z jego warszawskiego mieszkania karetka w asyście policji.

W 2007 r. pion śledczy IPN oskarżył dziewięć osób – członków władz przygotowujących stan wojenny oraz Rady Państwa PRL, która formalnie w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wprowadziła stan wojenny i wydała odpowiednie dekrety (do czego nie miała prawa podczas trwającej sesji Sejmu).

Proces ruszył w 2008 r.; kilku podsądnych zmarło; sprawy innych wyłączano wobec ich złego zdrowia. W 2011 r. sąd zawiesił sprawę 90-letniego wówczas Jaruzelskiego z powodu złego stanu zdrowia. Był on oskarżony o kierowanie tą grupą przestępczą oraz o podżeganie członków Rady Państwa do przekroczenia ich uprawnień.

W 2012 r. SO orzekł, że stan wojenny nielegalnie wprowadziła tajna grupa przestępcza o charakterze zbrojnym pod wodzą gen. Jaruzelskiego w celu likwidacji NSZZ „Solidarność”, zachowania ustroju komunistycznego oraz osobistych pozycji we władzach PRL. Kiszczaka skazano na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny. Od takiego zarzutu uniewinniono b. I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, bo – jak uznał sąd – „opowiadał się za politycznym rozwiązaniem sytuacji”. W 2013 r. SA prawomocnie oddalił apelację IPN od uniewinnienia Kani (wtedy badanie apelacji Kiszczaka zawieszono z powodu jego zdrowia).

W 1992 r. Sejm uchwalił, że stan wojenny był nielegalny. W 1996 r. Sejm, głosami ówczesnej koalicji SLD-PSL, nie zgodził się, by Jaruzelski, Kiszczak i inni sprawcy stanu wojennego odpowiadali przed Trybunałem Stanu. W 2011 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że dekrety o stanie wojennym przyjęto niezgodnie nawet z prawem PRL.

W 2013 r. SA prawomocnie utrzymał decyzję SO o zawieszeniu – z powodu złego stanu zdrowia – innego procesu Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni „Wujek” w 1981 r. SO, po zapoznaniu się z opinią psychologa i psychiatrów, uznał że uszkodzenia jego systemu nerwowego są „trwałe i postępujące”. Według biegłych Kiszczak nie rozumie pytań i nie może udzielać precyzyjnych odpowiedzi.

W poniedziałek oskarżająca Kiszczaka katowicka prokuratura podała, że wysłała do SO w Warszawie wniosek o podjęcie także i tego procesu. Powołano się na najnowszą opinię o zdrowiu Kiszczaka, przeprowadzoną w związku z procesem ws. stanu wojennego. Prok. Czerwiński ocenia, że nowa opinia „może otwierać drogę sądowi także i w tym procesie”. Mec. Majewski zapowiada, że zwróci się do SO o przesłuchanie autorów opinii.

Rzeczniczka SO poinformowała PAP, że w najbliższych dniach zostanie wyznaczony termin rozpoznania wniosku prokuratury. (PAP)

sta/ pz/

podobne: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. oraz: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny.

2. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały w połowie maja ma trafić do sądu.

09.05. Łódź (PAP) – W połowie maja do warszawskiego sądu powinien trafić akt oskarżenia ws. zabójstwa 17 lat temu b. szefa policji gen. Marka Papały. Jedynym podejrzanym o zbrodnię jest 40-letni Igor M. ps. Patyk, wówczas członek gangu złodziei samochodów. Grozi mu dożywocie.

Nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Prokuratura-ma-dowody-na-to-dlaczego-to-samochod-gen-Papaly-usilowa no-ukrasc.mp4

Według łódzkiej prokuratury gen. Papała zginął w wyniku napadu rabunkowego i był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy chcieli ukraść akurat jego auto. Śledczy utrzymują natomiast, że nie ma dowodów, aby było to zabójstwo na zlecenie, ani żeby w ogóle w tej sprawie było zlecenie zabójstwa gen. Papały.

Prowadzone od ponad pięciu lat przez łódzką prokuraturę apelacyjną (trwające w sumie 17 lat) śledztwo ws. zabójstwa gen. Marka Papały przedłużone jest do końca maja i w połowie tego miesiąca prawdopodobnie zostanie zamknięte. Śledczy w ostatnim czasie przesłuchali w Wielkiej Brytanii świadka, którego szukali od ponad dwóch lat – deklarował on, że złoży zeznania, ale nie przyjedzie do Polski. Jego zeznania miały służyć weryfikacji wyjaśnień jednego z podejrzanych.

„Świadek ten został przesłuchany, a jego zeznania były o tyle istotne, że umożliwiły nam dotarcie do kolejnego świadka, którego również przesłuchaliśmy” – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi i jeden z prowadzących śledztwo prok. Jarosław Szubert. Według prokuratury były to jedne z ostatnich dowodów zebranych w śledztwie. „Jesteśmy w trakcie pisania decyzji końcowej w tej sprawie. Prawdopodobnie będzie ona gotowa w połowie maja” – dodał Szubert.

Według łódzkiej prokuratury do zabójstwa b. szefa policji doszło w 1998 r. w wyniku napadu rabunkowego z użyciem broni palnej, a sprawcy zamierzali ukraść jego samochód Daewoo Espero. Podczas napadu Igor M. miał oddać do Papały śmiertelny strzał. Zdaniem śledczych były szef policji był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy prawdopodobnie nie wiedzieli, że auto należało do niego.

Według Szuberta prokuratura ma dowody, które wyjaśniają dlaczego złodzieje chcieli ukraść auto należące właśnie do b. szefa policji, dlaczego akurat ten samochód i w tym czasie był im potrzebny.

„Zgromadziliśmy materiał dowodowy, który zawiera odpowiedź na pytanie, z jakich powodów tego dnia, ten samochód te osoby usiłowały ukraść. W tym zakresie informacji znajduje się też odpowiedź na pytanie, z jakich powodów usiłowano dokonać kradzieży tego samochodu grożąc użyciem broni palnej” – powiedział w rozmowie z PAP Szubert. Zaznaczył jednocześnie, że prokuratura na tym etapie postępowania nie ujawnia tych informacji, bo najpierw musi się z nimi zapoznać sąd.

Z ustaleń śledztwa wynika jednak, że „Patyk” – jeszcze przed zabójstwem – w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

Igor M., który w chwili zdarzenia miał 24 lata, jest obecnie jedynym podejrzanym o zabójstwo b. szefa policji. Rok temu prokuratura – po uzyskaniu nowych dowodów – zmieniła zarzut wobec drugiego z zamieszanych w tę sprawę – 37-letniego obecnie Mariusza M. (w chwili zabójstwa miał 21 lat).

On także – według śledczych – był na miejscu zbrodni i brał udział w próbie kradzieży auta. Obecnie ma zarzut usiłowania rozboju na szkodę gen. Papały, ale nie jest już podejrzany o udział w zabójstwie. „Patykowi” grozi dożywocie, a Mariuszowi M. – do 15 lat więzienia. Obaj nie przyznają się do winy.

Oprócz nich w śledztwie podejrzani są jeszcze trzej członkowie gangu złodziei samochodów: Tomasz W. oraz bracia Robert i Dariusz J., którym zarzuca się kradzieże aut. Braciom J. również grożą kary do 15 lat więzienia, a Tomaszowi W. do 12 lat pozbawienia wolności.

Kamil Szubański (PAP)

szu/ bk/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01 hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Sprzymierzeńcem zbrodni (gen. Papały) jest czas, czyli… „Ciepło, ciepło…” (Stanisław Michalkiewicz)

3. Prokuratura odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów.

08.05. Warszawa (PAP) – Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów – poinformował w piątek PAP rzecznik prokuratury Przemysław Nowak. Odmówiono postępowania, ponieważ takiego czynu nie popełniono – zaznaczył.

Pod koniec lutego „Gazeta Wyborcza” napisała, że MSW rozważało, czy „afera podsłuchowa” nie była „spiskiem generałów” – działaniami byłych i obecnych szefów służb wymierzonymi w ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. „GW” pisała, że dochodzeniem zajmowała się wydzielona latem 2014 r. grupa policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji oraz oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W sprawie „spisku generałów” MSW, policja i SKW zaprzeczyły, aby podejmowały takie działania. Także ówczesny minister Sienkiewicz zaprzeczył, jakoby wiedział o działaniu grupy w MSW.

Prokuratura zajęła się sprawą sprawdzając, czy można podjąć śledztwo. W czwartek zdecydowano o jego niepodejmowaniu – poinformował w piątek PAP Nowak.

Rzecznik wyjaśnił, że w ramach postępowania w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego poprzez inwigilację bezpośrednią oraz kontrolę operacyjną Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, rzecznika CBA i byłych szefów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Biura Ochrony Rządu i SKW stwierdzono, że takiego czynu nie popełniono.

Prokurator przypomniał, że w gazecie wskazano, że to z inicjatywy byłego ministra Bartłomieja Sienkiewicza powołana została specjalna grupa złożona z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz SKW, której celem miało być ustalenie, czy za nielegalnymi nagraniami w warszawskich restauracjach stoi szef CBA oraz byli szefowie ABW, SKW oraz BOR.

Według gazety wobec tych osób stosowano pracę operacyjną, w tym bezpośrednią inwigilację, a zgoda na kontrolę operacyjną miała być uzyskiwana bez zachowania obowiązujących przepisów, np. wskazując ich numery telefonów, jako numery osób nieznanych.

Prokuratura wystąpiła do redakcji o materiały, na podstawie których napisano artykuł, ale redakcja ich nie ujawniła, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską – poinformował PAP rzecznik. Prokuratura zwróciła się z pytaniami w tej sprawie do Komendy Głównej Policji i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, BOR, ABW, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Prokuratury Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Komendy Stołecznej Policji i resortu spraw wewnętrznych.

Rzecznik prokuratury zaznaczył, że odpowiedzi tych instytucji są niejawne, ale ze zgromadzonego materiału dowodowego nie wynika, aby został popełniony taki czyn, polegający na podejmowaniu czynności operacyjno-rozpoznawczych wobec szefa CBA, rzecznika Biura i byłych szefów trzech innych służb przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP i SKW.

W tzw. aferze podsłuchowej praska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo dotyczące podsłuchiwania od lipca 2013 r. w dwóch stołecznych restauracjach w sumie kilkudziesięciu osób, w tym polityków i biznesmenów. Zarzuty współudziału w nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom przedstawiono dwóm biznesmenom: Markowi Falencie i Krzysztofowi R. oraz dwóm pracownikom restauracji, gdzie dokonano podsłuchów – Łukaszowi N. i Konradowi L. Za taki czyn grozi do 2 lat więzienia. Część podsłuchanych w warszawskich restauracjach rozmów prowadzonych przez polityków i biznesmenów została opisana w 2014 r. w tygodniku „Wprost”.(PAP)

ago/ jbr/

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: Państwo prawa: PKW łamanie przepisów, sfałszowany protokół wyborczy. Epilog „afery podsłuchowej”. Mariusz Kamiński przed sądem. Sprawa Ziętary: śledztwo w sprawie nacisków na świadków, Gawronik na wolności. Prawo o zawiązkach zawodowych do zmiany. i jeszcze: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?

4. W dodatku prokuratura umorzyła śledztwo ws. nieprawidłowości przy tworzeniu raportu z weryfikacji WSI przez Antoniego Macierewicza. Zdaje się że już po raz drugi.

podobne: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? a także: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? oraz: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega.


Oczkoś, Złapanie szpiegów to prężenie muskułówPolitycy o szpiegach: Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer„Nasz Dziennik” – Medal dla szpiega.

19.10.2014 (IAR) – Służby specjalne na całym świecie mają zasadę, że im ciszej tym lepiej. Dlatego nie wiadomo komu służyło nagłośnienie zatrzymania szpiegów przez polskie służby kontrwywiadu – ocenia Mirosław Oczkoś, specjalista od wizerunku ze Szkoły Głównej Handlowej. Zdaniem gościa Polskiego Radia 24, albo nagłośnienie sprawy to błąd, albo chodziło o sukces polityczny, także na arenie międzynarodowej.

W Europie trwało ostatnio wielkie łowienie szpiegów rosyjskich. Wielu krajom udało się złapać różne płotki, natomiast Polsce nie – mówi ekspert. Zastanawiano się jak to możliwe, że Polacy nikogo nie złapali – to w końcu złapali – ocenia Mirosław Oczkoś. ABW pokazało, że też jakichś szpiegów łapie – dodaje.

Zdaniem Mirosława Oczkosia, zatrzymanie podpułkownika Wojska Polskiego i prawnika może być także czytelną wskazówką przed wyborami samorządowymi, że państwo chroni swoich obywateli.

Rosyjskie embargo uderza w rolników i drobnych przedsiębiorców, którzy lokalnie mają kłopoty – mówi ekspert. Zatrzymanie rosyjskich szpiegów w skali kraju jest konkretną informacją – złapaliśmy szpiega, dbamy o nasze interesy. To swoiste prężenie muskułów – ocenia Mirosław Oczkoś.

Jeśli w ciągu najbliższych dni nie wyjdą na jaw nowe fakty i nie będzie kolejnych zatrzymań, sprawa szpiegów szybko zniknie z mediów i zainteresowania opinii publicznej – ocenia ekspert od wizerunku.

Polskie Radio 24/JF/mitro//Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

19.10.2014 (IAR) – Politycy są zgodni i mówią: w sprawie szpiegów pozwólmy działać służbom.

Po zatrzymaniu dwóch osób oskarżonych o szpiegowanie na rzecz Rosji większość polityków jest zdania, że nie należy wtrącać się do metod pracy kontrwywiadu. Ich zdaniem każda informacja, która w tej chwili pojawia się w mediach, może być elementem gry służb.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Hofman uważa, że za mało wiemy, żeby oceniać działalność polskich służb. Jedno jest pewne – jest dowód na działanie wrogich służb w Polsce. Hofman dodał, że szybkie aresztowanie szpiegów to jedna z metod służb specjalnych. „Można było też w tej sprawie postępować inaczej, jest za mało wiedzy, żeby to powiedzieć” – powiedział poseł PiS. Podkreślił, że duża część rządzących polityków, a także publicystów przyznała, iż różne ważne instytucje są mocno zagrożone penetracją rosyjskiego wywiadu. „Cieszę się, że w końcu także w tej sprawie przyznają rację Prawu i Sprawiedliwości” – powiedział Adam Hofman.

Sekretarz generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej Krzysztof Gawkowski uważa, że pojmanie szpiegów to element dziwnej gry. Jego zdaniem, służby powinny najpierw pracować nad przewerbowaniem schwytanego agenta. Tymczasem najpierw ujawnia się materiały a potem, kilka godzin po przeszukaniu domu podejrzanego prawnika, pojawia się informacja o liście polityków do zwerbowania. Zdaniem Gawkowskiego można zadać pytanie, czy polskie służby działają sprawnie i czy obcy wywiad nie wpływa na to, co się dzieje w tej sprawie.

Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisław Żelichowski przyznaje, że najpierw bagatelizował sprawę szpiegów. Teraz jednak uważa, że wszystko należy pozostawić profesjonalistom. „Każdy ma takich szpiegów, na jakich zasługuje” – powiedział Żelichowski dodając, że początkowo uważał sprawę za grę służb specjalnych. Gdy jednak po posiedzeniu sejmowej komisji do spraw służb posłowie różnych klubów mówili, że sprawa jest poważna, to trudno im nie wierzyć – powiedział Żelichowski.

Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu przypomina, że służby powinny działać w ciszy i spokoju. W przeciwnym razie powinna się tym zająć odpowiednia instytucja rządowa, „która zbada, dlaczego nasze służby stały się tak transparentne i dlaczego ich działalność jest powszechnie komentowana we wszystkich możliwych mediach” – powiedział Rozenek. Dodał, że trzeba też brać pod uwagę możliwość dezinformacji ze strony polskich lub obcych służb.

Prezydencki doradca, profesor Tomasz Nałęcz mówi, że to, co publicznie wiemy o aferze szpiegowskiej, to decyzja odpowiednich ludzi, a nie sprawa przypadku. „Sądzę, że komisji do spraw służb są ludzie na tyle odpowiedzialni, że te niby przecieki z komisji też są elementem pewnej gry. Rozumiem, że posłowie są lojalni wobec państwa polskiego” – powiedział prezydencki doradca. „Poczekajmy. Tyle wiemy, ile służby chcą” – zakończył Tomasz Nałęcz.

W środę Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała dwie osoby – podpułkownika Wojska Polskiego oraz cywilnego prawnika. Obu mężczyznom postawiono zarzuty pracy na rzecz obcego państwa i aresztowano na 3 miesiące.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Edyta Poźniak/Siekaj/mitro/

21.10.2014 (IAR) – Jeszcze dwa miesiące temu prezydent Bronisław Komorowski odznaczył podpułkownika Zbigniewa J., oskarżonego o szpiegostwo – donosi „Nasz Dziennik”.

13 sierpnia oficer otrzymał złoty Medal za Długoletnią Służbę. Jak czytamy w ustawie o odznaczeniach i orderach, nagrodę przyznaje się za „wzorowe, wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków wynikających z pracy zawodowej w służbie państwa”.

Ponadto, tego samego dnia podpułkownik J. został wyróżniony przez wiceszefa MON tytułem honorowym Zasłużony Żołnierz Rzeczypospolitej Polskiej z odznaką II stopnia.

Oficjalnie odznaczenia dla oficera miały być elementem prowadzonej z nim gry, a zostały mu przyznane, aby nie podejrzewał, że jest rozpracowywany.

Podpułkownik J. często zabierał głos publicznie. Wspomnianego 13 sierpnia dziękował w imieniu wszystkich odznaczonych.

Zatrzymany był starszym specjalistą w oddziale kultury i oświaty departamentu wychowania i promocji obronności w MON. Bezpośrednio nie miał dostępu do najbardziej wrażliwych danych, ale ze względu na długi staż pracy, dysponował sporą wiedzą i kontaktami, którymi mógł się dzielić z wywiadem rosyjskim.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Nasz Dziennik”/kd/wk

źródło: stooq.pl

…jest takie powiedzenie „przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej”…

Doskonale rozumiem „karmienie” zaszczytami funkcjonariusza który jak zapewniają służby był już rozpracowany i pod kontrolą. Tego rodzaju „zabiegi rozluźniające” pozwalały agentowi trwać w przekonaniu iż pozostaje on cały czas w konspiracji i że cieszy się zaufaniem przez co mogły mu być zlecane coraz ważniejsze zadania do wykonania. To pozwalało naszym służbom w sposób kontrolowany nadzorować zdrajcę (podrzucać mu fałszywe dane), oraz zbierać dane na temat jego szpiegowskiej działalności łącznie z kontaktami jakie utrzymywał, co w ostateczności pomagało w rozpracowywaniu całej siatki obcego wywiadu w Polsce, którego dany agent był ogniwem… Aż tu raptem bum! I ktoś postanowił całą tę misterną grę zakończyć i obwieścić „sukces” ujęcia szpiega… Przyznam się że tego kompletnie nie rozumiem (tj. tylko w połowie rzecz jasna 😉 ). No bo jak można się pozbawić kontroli nad całą sytuacją dla kilku pochlebnych artykułów w durnej prasie której zależy wyłącznie na sensacji? Tylko dureń tak robi! Dlatego widzę to inaczej…

Tym zabiegiem zakończono akcję która po prostu przestała wyglądać tak jak się nam ją przedstawia, tj. obcy wywiad „domyślił się” że agent jest spalony. Ktoś z naszych skrewił jego prowadzenie, przez co przestał on być pożyteczny i służby postanowiły zakończyć maskaradę i całą akcję z przytupem (zgarniając polityczne punkty w opinii publicznej za to że nie śpią) zanim się wyda że skrewiły. Albo też mocodawcy agenta (ci co go kupili) „domyślili się” że coś jest nie tak i sami postanowili całą współpracę zakończyć (zanim nasz kontrwywiad rozpracuje siatkę do końca) wzbudzając sensację i zainteresowanie opinii publicznej całą sprawą.

Czy do tego czasu polskie służby zdołały zgromadzić na temat działalności agenta jakieś ciekawe informacje (zwłaszcza co do jego kontaktów w Polsce)? Tego nie wiem. Nie wiem czy agent rzeczywiście był pod kontrolą polskich służb, czy też może ktoś wpadł na niego „przypadkiem” i postanowił go wysypać dla kasy (tak też czasem bywa że głupi przypadek się zaplącze). Czy też cały ten cyrk z oprawą medialną miał być kolejnym kamyczkiem do ogródka Putina (jest na to ogromne zapotrzebowanie u polityków). Wiem jedno. Jeżeli ma się w ręku taki fant to robi się WSZYSTKO żeby sprawę utrzymać w konspiracji i „karmi się” agenta żeby niczego nie podejrzewał a wręcz zabiega się o pozyskanie go do podwójnej gry. Nie robi się sensacji kiedy wszystko jest pod kontrolą. Ja przynajmniej tak bym nie postąpił 😛 No chyba że ten cały agent to była jakaś totalna płotka która „niechcący” wpadła w ręce polskiego wywiadu i z racji na jej niewielką przydatność postanowiono zrobić na niej chociaż pijarowy sukces polskich służb 😀

Jako obywatel życzę sobie żeby służby były skuteczne po cichu i oszczędzały mi podobnych szopek, które są dla mnie przejawem co najmniej nieprofesjonalizmu (żeby nie powiedzieć czegoś mocniejszego). Zgadzam się w zupełności ze stwierdzeniem że każda informacja, która w tej chwili pojawia się w mediach, może być elementem gry służb. Tyle że już nie głównej gry zwalczania obcego wywiadu, bo tę nasze służby postanowiły zakończyć (przynajmniej w wykonaniu tych aktorów których personalia opinia publiczna poznała) łapiąc przysłowiowego króliczka ale zupełnie inną – „na potrzeby własne” 😉

…Odys

PS… Jak słusznie zauważył Pan Oczkoś ABW pokazało, że też jakichś szpiegów łapie… i to nie byle gdzie bo na terenie SKW 🙂 …Bo też ABW ostatnio potrzebowało sukcesu a to w związku z tym że od dłuższego czasu ostro rywalizuje ze służbami wojskowymi o prymat wywiadowczy („WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych). Wykrycie przez tę służbę szpiega w MONie wzmacnia jej pozycję kompromitując jednocześnie MON i powiązane z nim służby, nie dziwi wobec tego zrobienie z tej akcji sensacji 😉 Tyle że to oznacza że walka buldogów pod polskim dywanem ciągle się zaostrza. Sami państwo widzą że wątków w tej sprawie jest cała masa i nie wszystkie są tak różowe jak same służby chciałyby ten „sukces” przedstawić opinii publicznej w Polsce. „Każdy ma takich szpiegów, na jakich zasługuje”… albo jakich sobie wyhoduje 😉

podobne: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową i to: Kret kretem, ale tajemnica najważniejsza!  a także: Ruska rura i awantura…a gdzie agentura?

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.


1. „Wprost” – Taśmociąg Platformy.

01.09.2014 (IAR) – „Wprost” publikuje najnowsze ustalenia w sprawie afery podsłuchowej. Politycy PO obawiają się, że wyciekną kolejne nagrania polityków. W warszawskich restauracjach zarejestrowano co najmniej kilkanaście spotkań, poza tymi, które wcześniej opisywał tygodnik.

Nagrani mają być ministrowie, lobbyści, biznesmeni i posłowie. Okazuje się, że czołowi politycy rządu wiedzieli o aferze jeszcze kilka dni przed publikacją. Pierwszy tekst w związku ze sprawą ukazał się 16 czerwca, a już w czwartek 12 czerwca premier Donald Tusk powiedział Januszowi Piechocińskiemu, że wkrótce wyjdą na jaw nagrania obciążające polityków. O taśmach wiedzieli także prezes PKN Orlen i wiceminister skarbu Rafał Baniak, którzy zaczęli dzwonić do kelnera Łukasza N., podejrzanego o nielegalne podsłuchiwanie.

„Wprost” twierdzi, że w szeregach PO znów rośnie zaniepokojenie związane ze sprawą taśm. Jeden z PR-owców rządu i Platformy mówi, że restauracje, w których nagrano polityków, były bardzo popularne wśród przedstawicieli partii i członków gabinetu Donalda Tuska. Informator tygodnika mówi, że w jednej z knajp odbyło się nieformalna narada kierownictwa jednego z regionów PO. „Cała polityczna kuchnia. Wycinanie przeciwników, załatwianie posad w spółkach Skarbu Państwa dla stronników, facet [kierownik regionu PO] chodzi od dwóch miesięcy jakby dostał obuchem w głowę” – mówi PR-owiec rządu. Jak dodaje, największe pretensje wśród polityków PO są do Sławomira Nowaka i wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej. To oni byli najsilniej zakolegowani z kelnerem Łukaszem N.

Okazuje się również, że ktoś, podszywając się pod redaktora naczelnego „Wprost” Sylwestra Latkowskeigo , wysłał 11 lipca e-maila do podejrzanego w aferze biznesmena Marka Falenty. Tygodnik zawiadomił o tej sprawie prokuraturę.

Więcej – w tygodniku „Wprost”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Wprost”/kd/dyd

podobne: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

…długo już zwlekają z opublikowaniem nowych rewelacji (temat zniknął z czołówek serwisów informacyjnych równie tajemniczo jak sprawa zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad wschodnią Ukrainą 😉 )… Można zatem mieć pewne podejrzenia, że to co nam do tej pory (z łaski swojej) „Wprost” zaserwował, to była tylko przystawka a ten kto miał się przestraszyć zrozumiał że lepiej jest nie publikować całej reszty (nic nikomu po asie w rękawie jeżeli musi się nim dzielić) Haki… haki… haki… Widać wyraźnie że negocjacje żeby coś upublicznić, ale tak żeby niczego nie ujawniać i nie nadepnąć na odcisk komu nie trzeba, trwają 😉

Najbardziej śmieszy mnie robienie z „Wprost” ostoi wolności słowa w Polsce, czy też szeryfa stojącego na straży prawdy. Wymowne milczenie gazety, które nastąpiło po pierwszych jaskółkach obnażania patologii, świadczy raczej o ambiwalentnym do niej stosunku (Kto kontroluje sytuację?). Co było przeznaczone dla uszu gawiedzi – tego gawiedź już się dowiedziała a „co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie”. „Wprost” doskonale wie (bo umie liczyć), że „nie należy wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka” 😉 Wie również kiedy można być „pożytecznie” gadatliwym a kiedy należy milczeć. Przypomina mi to zachowanie Gazety Wyborczej i rolę jaką to medium odegrało w legendarnej „aferze Rywina” 🙂

2. „Nasz Dziennik” Ryzykanci z kancelarii premiera.

04.09.2014 (IAR) – Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście zdecydował o ponownym wszczęciu śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej – pisze „Nasz Dziennik”. Z pisemnego uzasadnienia decyzji sądu wynika, że do lotów do Smoleńska nie powinno w ogóle dojść ze względu na skalę zaniedbań przy ich organizacji.

Jak czytamy, według sędziego Wojciecha Łączewskiego w kilku przypadkach doszło do „niedopełnienia obowiązków” przez urzędników, zwłaszcza z kancelarii premiera, „co skutkowało działaniem na szkodę interesu publicznego, a mianowicie niezapewnieniem Prezydentowi RP oraz Premierowi RP należytego bezpieczeństwa”.

Tym samym, zdaniem sędziego, „powinno zostać rozważone postawienie zarzutów poszczególnym urzędnikom kancelarii premiera”, a także niektórym świadkom. Według Wojciecha Łączewskiego mogło bowiem dojść do przestępstwa urzędniczego.

Jak pisze „Nasz Dziennik”, sąd zdecydowanie odrzuca argumentację prokuratury, że stwierdzone przez nią nieprawidłowości przy organizacji obu lotów popełnione przez urzędników nie mogą mieć charakteru przestępstwa.

Sąd wylicza sześć naruszeń, które miały wpływ na bezpieczeństwo lotu i tym samym powinny podlegać ocenie odpowiedzialności karnej – chodzi m.in. o „niepoczynienie ustaleń co do statusu lotniska” w Smoleńsku czy niejasności w sprawie statusu lotu i wizyty Prezydenta RP.

Jak czytamy, niewykluczone są przesłuchania uzupełniające świadków, które miałyby wyjaśnić sprzeczności.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

IAR/”Nasz Dziennik”/mag/dj

podobne: Stanisław Michalkiewicz o przepychankach trzech stronnictw i wznowieniu śledztwa w sprawie zaniedbań w przygotowaniu podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego (z tajemniczą śmiercią świadka w tle). Lista śmierci by Krysztopa.

źródło: stooq.pl

Z jednej strony mamy zatem do czynienia z próbą neutralizacji „obozu Tuska”, poprzez uderzenie w jego klikę „aferą podsłuchową” – oczywiście w sposób cywilizowany bo „wspólny trud to wspólne dzieło – partykularyzmom basta” jak śpiewa poeta, gdyż idea „Platformy Obywatelskiej” ma ciągle wysokie poparcie społeczne i zbyt wielu ludzi się w nią zaangażowało żeby „projekt” mógł sobie tak po prostu upaść w niesławie. Zrobi się czystki i PO będzie jak nowa i gotowa do „wrogiego” przejęcia 😀 Tę koncepcję wspiera użycie „niezależnej prokuratury” (i sądu) dla wskrzeszenia problemu odpowiedzialności za „katastrofę smoleńską” co jest na rękę PISowi, który uparł się że to Putin zestrzelił „Tutkę” a Tusk za brak rzetelnego śledztwa został oskarżony niemal o współudział (co jest moim zdaniem nadużyciem, bo on się po prostu przestraszył tego co zrobiono, ale nie sądzę żeby maczał w tym paluchy). W związku z tym PIS jest idealnym narzędziem uderzenia w Tuska i jego dwór. Zdeterminowanym do tego stopnia, że nie bierze pod uwagę żadnej innej hipotezy przyczyn „katastrofy”, jak chociażby tej o możliwości zorganizowania jej przez klikę z WSI z zemsty/strachu przed wiedzą zapisaną w aneksie do raportu z jej likwidacji, którą to wiedzą dysponował śp. Lech Kaczyński. Z drugiej strony – poprzez powołanie komisji śledczej d.s. likwidacji WSI – mamy próbę uderzenia w PIS, gdzie moim zdaniem nie chodzi o konkretne konsekwencje (wsadzenie za kraty Macierewicza czy Kaczyńskiego) a raczej o wywołanie spektaklu i kompromitację PISu przed wyborami (dlaczego nic więcej z tego nie będzie pisze Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?).

Na kompromitacji POPISu w nowym rozdaniu (wyborczym) najwięcej zyskałoby SLD które zamierza wchłonąć Tfuj Ruch (którego formuła powoli dogasa), zajmując być może nawet drugie miejsce (sondaże od kilku tygodni są dla tej partii baaardzo łaskawe) a po solidnym uderzeniu w POPIS może się nawet wysunąć na pierwsze, zgarniając cały lewy elektorat i sporą część PO. SLD może bowiem stworzyć koalicję z każdym o ile będzie to PO bez „nieudolnego” Tuska 🙂 albo PIS bez „złowrogiego” Macierewicza z przebierającym nogami do koryta rządu Kaczyńskim, który też może z każdym (byle Tuska i jego najwierniejszych nie musiał oglądać). Szykuje się poważne trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej (zwłaszcza w PO) i zmiany w które zaangażowane są obie (po rozpadzie AWS – trzy 😀 ) strony a każda z nich dąży w międzyczasie do osłabienia przeciwnika i skompromitowania go w oczach wyborców, tyle że najwięcej oczek na kostce ma do wyrzucenia SLD. Jak to możliwe? Otóż obie sprawy łączy jeden wspólny („Solidarny” 😉 ) czynnik. Moim zdaniem jest to zakulisowy politycznie i biznesowo układ rodowodem z PRL.

Walka buldogów pod dywanem o władzę i pieniądze trwa a że szykują się rodakom poważne wydatki na okoliczność „przygotowań do wojny” (by zachować POkój) to i walka o to kto będzie dzielił kasę zaostrza apetyty i ambicje. Jej emanacją jest widoczna dla nas scena polityczna, gdzie czas mija od jednej afery do drugiej a politycy niczym marionetki podskakują na sznureczkach za które pociąga ktoś zupełnie inny (Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa). Czy jest zatem tak jak pisze Wojciech Wybranowski, że „WSI wraca tylnymi drzwiami!” do wielkiej polityki?

„…Dla Platformy utworzenie komisji śledczej ds sposobu weryfikacji WSI może być, jak deklarował w słynnej taśmowej rozmowie minister Sikorski szansą by „zaje…ć PiS”. Dla dogorywającego Twojego Ruchu, wijącej się już w agonii partii politycznego nieudacznika Janusza Palikota to ostatnia szansa na zaistnienie na scenie politycznej.

Trzeba jednak pamiętać, że choć formalnie wniosek o powołanie komisji śledczej ws weryfikacji WSI został przypisany partii Palikota, jednak w rzeczywistości jest ona wynikiem lobbingu właśnie środowiska dawnej WSI. Więzi WSI z partią Palikota są silne. Przypomnę tylko, że w kręgu doradców, współpracowników i sympatyków polityka z Biłgoraja są m.in. Krzysztof Polkowski, szkolony przez GRU dawny oficer WSI, płk Krzysztof Surdyk, były szef Zarządu Wywiadu Wojskowego WSI i płk Artur Bednarski. Tajemnicą poliszynela są też dobre kontakty Janusza Palikota z byłym szefem WSI Markiem Dukaczewskim.

Jak jednak wspomniałem, gra WSI nie toczy się tylko o to by „zaje…ć PiS” i dokonać pomsty na Macierewiczu. Cel, dla ludzi WSI, jest znacznie poważniejszy, wspomniał o nim na początku roku bloger Aleksander Ścios. Od wielu miesięcy w środowisku prezydenta Bronisława Komorowskiego, znanego z dobrych kontaktów z negatywnie zweryfikowanymi oficerami WSI mówi się o nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i Służbie Wywiadu Wojskowego. Nowela miałaby zawierać zapisy, które pozwalałyby na ponowną weryfikację negatywnie zweryfikowanych wcześniej funkcjonariuszy WSI i ich powrót do służby, na przykład takiego Dukaczewskiego. Podważanie wiarygodności prac zespołu osób weryfikujących WSI, osób, które przyczyniły się do demontażu tej jakże szkodliwej służby będzie kolejnym krokiem do reaktywacji WSI.” (całość tu: blogpublika.com)

Wracam zatem do pytań postawionych – to już będzie niemal 3 miesiące temu – samemu sobie…  Czy ktoś (i kto) podrzucił świnię ABW (a może tylko Sienkiewiczowi)? Czy za aferą taśmową stoi konkurencyjna wobec cywilnych służb „firma” tj. była „soldateska” z WSI? Przypominam, że nie jest to pierwsza afera mająca skompromitować ABW i wymuszająca dyskusję na temat konieczności jej zreformowania. Była jeszcze kwestia „Amber Gold” a potem znacznie poważniejsza kompromitacja przy tzw. „memorandum gazowym” (Wstrząsy wtórne PO „memorandum gazowym”, czyli…), po której już na poważnie podjęto konkretne działanie nad reformą służb specjalnych w Polsce. Głównie dotyczyć ona miała zmian w zakresie podporządkowania organom władzy (w kierunku upolitycznienia), scentralizowania „dowodzenia” i zrzucenia cywilnej kontroli, ale jednocześnie uszczuplenia kompetencji…

„…Podczas sejmowego wystąpienia minister Sienkiewicz podkreślił, że zakres obowiązków ABW musi zostać ograniczony do przeciwdziałania zagrożeniom bezpieczeństwa państwa w różnych jego aspektach, wyłączając sprawy o charakterze typowo kryminalnym. Uprawnienia śledcze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zostaną ograniczone do ściśle określonego katalogu przestępstw, zgodnie z wytycznymi Trybunału Konstytucyjnego. Wzrośnie natomiast rola ABW w zakresie przeciwdziałania terroryzmowi, łącznie z prowadzeniem ewidencji zagrożeń o charakterze terrorystycznym. Ponadto, wzmocniony zostanie pion informacyjny Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu umożliwienia wczesnego rozpoznawania zagrożeń. Do zadań ABW będzie należało również prowadzenie radiokontrwywiadu i kontrwywiadu elektronicznego, także wobec zagrożeń których źródło znajduje się poza terytorium RP. 

Podporządkowanie ABW ministrowi spraw wewnętrznych ma na celu skupienie w ręku MSW wszystkich służb, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa. W założeniu ma to pozwolić na usprawnienie współdziałania Agencji z Policją i Strażą Graniczną. Minister Sienkiewicz wspomniał także, że podporządkowanie ABW ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych pozwoli na dokonywanie szybkich przesunięć w obszernym budżecie MSW na korzyść Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w wypadku zaistnienia takiej potrzeby.

Znacznie mniej spektakularne zmiany planowane są w odniesieniu do Agencji Wywiadu. Agencja Wywiadu pozostanie, jak to miało miejsce dotychczas pod nadzorem Premiera. Wynika to z faktu wykonywania przez tę służbę zadań dla różnych instytucji państwowych w sprawach ochrony bezpieczeństwa zewnętrznego Rzeczypospolitej Polskiej. Przewiduje się również uzupełnienie zadań AW o możliwość realizacji czynności operacyjno-rozpoznawczych na terenie kraju także za pośrednictwem Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W ramach reformy planuje się także stworzenie nowego mechanizmu koordynacji służb specjalnych, opartego o Stały Komitet Prezesa Rady Ministrów do spraw służb specjalnych. Zgodnie z projektem nowej ustawy, przewiduje się natomiast likwidację Kolegium do Spraw Służb Specjalnych oraz urzędu ministra – koordynatora służb specjalnych. Rozszerzeniu ulegną natomiast uprawnienia Prezydenta RP odnośnie uzyskiwania informacji od służb specjalnych, z wyłączeniem źródeł informacji oraz metod pracy operacyjnej

…Antoni Macierewicz z PiS opowiedział się zdecydowanie przeciwko planowanym zmianom, zwłaszcza w zakresie podporządkowania ABW ministrowi spraw wewnętrznych. Jego zdaniem to powrót do wzorców sowieckich…”

źródło: defence24.pl

…ABW stanie się zatem „policją inwigilacyjną” zajmującą się głównie zbieraniem i gromadzeniem informacji, skupioną pod jednym politycznym dowództwem i z możliwościami samodzielnego i nieskrępowanego dysponowania środkami publicznymi a wszystko pod płaszczykiem walki z zagrożeniem terrorystycznym (mała próbka to sprawa Brunona K. niedoszłego „zamachowca”). Może pora jeszcze raz zmienić nazwę tej formacji i wrócić do tradycji Urzędu Bezpieczeństwa? Z kolei Agencja Wywiadu będzie mogła działać na terenie Polski za pośrednictwem SKW. Największą wiedzę na temat służb i tego co robią będzie miał (rzecz jasna!) Prezydent RP 🙂 Jak pisze Aleksander Ścios o reformie:

„…Jej sens staje się zrozumiały dopiero wówczas, gdy skutki zmian ocenimy z perspektywy ośrodka belwederskiego i zamysłu stworzenia reżimu prezydenckiego. To Bronisław Komorowski i skupione wokół niego środowisko „wojskówki” będzie głównym beneficjentem projektu przebudowy służb.

Gdy na początku stycznia 2011 roku „Gazeta Polska” twierdziła, iż jedną z pierwszych decyzji Komorowskiego było zlecenie przygotowania zmian systemowych w zakresie kontroli nad służbami – informacja ta spotkała się z dementi rzeczniczki prasowej BBN. Tymczasem treść dokumentów Biura oraz wypowiedzi członków rządu świadczą, że właśnie tam opracowano szczegółową koncepcję, której wykonaniem ma zająć się ekipa Donalda Tuska…”

„Gdyby planowaną obecnie reformę służb oceniać na podstawie niektórych komentarzy, mogłoby się okazać, że mamy do czynienia z pierwszym w historii III RP przypadkiem, gdy ośrodek rządowy dobrowolnie ogranicza swoje wpływy na formacje specjalne i pozbawia partię rządzącą jej „zbrojnego ramienia”. Większość obserwatorów jest bowiem zdania, że decydentami reformy są ludzie z ekipy Tuska.

Wówczas jednak trzeba zmierzyć się z pytaniami: dlaczego reżim PO-PSL miałby dążyć do ograniczenia uprawnień ABW i wzmacniania kompetencji służb wojskowych? Jaki cel miałaby reforma degradująca służbę podległą premierowi i tworząca nową, potężną formację (z połączenia Agencji Wywiadu ze Służbą Wywiadu Wojskowego) podporządkowaną słabemu szefowi MON? Dlaczego Tusk miałby rezygnować z nadzoru nad ABW i powierzyć Agencję ministrowi spraw wewnętrznych? Jaki interes miałaby grupa rządząca oddając swoje uprawnienia na rzecz „niezależnego zespołu” (powoływanego przez Sejm na sześcioletnią kadencję), który kontrolowałby operacje służb specjalnych?

Pytania można mnożyć, a jest ich tym więcej, że przez ostatnie pięć lat byliśmy świadkami procesu głębokiej „bondaryzacji” służb i ciągłego poszerzania uprawnienia Agencji. Decyzje legislacyjne podejmowane przez reżim w sprawach bezpieczeństwa zmierzały zawsze do skupienia władzy w rękach Krzysztofa Bondaryka i uczynienia z ABW „zbrojnego ramienia” partii rządzącej. To on i kierowana przezeń formacja mieli być gwarantem trwałości triumwiratu służb, biznesu i polityki i chronić interesy układu rządzącego.

Co zatem sprawiło, że Tusk przyjmuje nagłą dymisję Bondaryka, chce zdegradowania największej służby specjalnej i w najtrudniejszym okresie przedwyborczym pozbywa się narzędzi, dzięki którym mógłby odbudować swoją pozycję i kontrolować procesy społeczno-gospodarcze?…” (całość tu: Aleksander Ścios: ANTYTUSKOWA REFORMA SŁUŻB)

Wszystko zgodnie z planem (Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”). Nie rozumiem tylko „przytakiwania” Sienkiewicza dla tej reformy („podkreślił, że zakres obowiązków ABW musi zostać ograniczony”). Dlaczego przyłożył on rękę do marginalizowania służb którymi sam „dowodzi” i z których się wywodzi? Czyżby był on człowiekiem WSI z misją specjalną „uwalenia konkurencji”? W takim wypadku „taśmy Wprost” na temat Sienkiewicza pozwalają przypuszczać że za „aferą podsłuchową” równie dobrze może stać właśnie ktoś z ABW, kto chce ratować te służby przed reformą tj. okrajaniem z kompetencji i jej marginalizowaniem (Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW). Bez względu na to faktem jest dziwna bezradność Tuska wobec osoby Sienkiewicza i niemożność wysadzenia z siodła MSW Pana eks-pułkownika UOP. Jego rola pozostaje zatem niejednoznaczna a wpływy dalej silne – Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?.

Rozwalanie Tuskowej ekipy na poważnie dopiero się zacznie i nie przypadkiem czekano z tym na jego ucieczkę do Brukseli, bo może się on jeszcze w przyszłości przydać. Potrzeba tylko żeby ludziom z pamięci wywietrzała jego „zielona wyspa” i afery które były udziałem jego ekipy, co zostało przetestowane na Buzku, który też swojego czasu „zreformował” kraj, narobił dziur w budżecie po czym uciekł do Brukseli by po latach wrócić na stare śmieci ciesząc się opinią poważanego i kompetentnego męża stanu 🙂 Czas leczy rany i nie może przecież Tusk odpowiadać za niekompetencje ludzi którymi go otoczono. Murzyn swoje zrobił, murzyn może odejść. Poza tym jak nadejdzie katastrofa ekonomiczna w Polsce to lepiej żeby jej sprawca nie znajdował się zbyt blisko mściwych rąk obywateli. Owoce jego rządów zerwie (a raczej spadną one na łeb) ktoś inny i lepiej żeby to ktoś inny oberwał PO głowie…

Tymczasem samo państwo przechodzi na naszych oczach metamorfozę i przygotowuje się na ciężkie czasy (policyjne), albowiem ciężkie jest życie elit w państwie skorumpowanym, żerującym na obywatelu by zapewnić mu szczęście (czy tego sobie życzy czy nie)…

“To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butem.
W rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.“… (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

o czym więcej tu: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.


1. W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami

04.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Rząd proponuje, by Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego podporządkować ministrowi spraw wewnętrznych, a Agencję Wywiadu pozostawić pod bezpośrednim nadzorem premiera. Tymczasem w krajach NATO system nadzoru nad służbami specjalnymi wygląda różnie – inny jest w Niemczech, inny w Wielkiej Brytanii, a jeszcze inny w Stanach Zjednoczonych.

Na najbliższym posiedzeniu Sejm zajmie się rządowymi projektami ustaw o Agencji Wywiadu i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pozostawiają one bezpośredni nadzór premiera nad AW, natomiast ABW podporządkują szefowi MSW oraz ograniczają kompetencje tej agencji. Jest to częściowy powrót do rozwiązań z lat 1990-96, gdy ówczesny Urząd Ochrony Państwa (zastąpiony w 2002 roku przez ABW i AW) podlegał bezpośrednio ministrowi spraw wewnętrznych.

W innych krajach NATO nie ma jednolitego systemu nadzoru politycznego nad służbami specjalnymi i kontroli ich działalności. Jeszcze inaczej ten system wygląda w Szwecji, która nie należy do NATO. Najbardziej podobny do wprowadzanego w Polsce model obowiązuje w Niemczech.

Ze względów historycznych, wynikających z tragicznych doświadczeń w czasach III Rzeszy, gdy policja polityczna Gestapo zdobyła niemal nieograniczoną władzę, Niemcy traktują służby specjalne z pewną nieufnością i starają się maksymalnie ograniczyć ich działalność.

Istniejące obecnie trzy główne służby to Urząd Ochrony Konstytucji (BfV), wywiad zagraniczny BND oraz kontrwywiad wojskowy MAD. Głównym instrumentem kontroli nad służbami jest Parlamentarne Gremium Kontrolne (PKG) Bundestagu, składające się z czterech deputowanych. Na wniosek tej komisji przedstawiciele rządu, a także szefowie służb zobowiązani są do informowania o swoich działaniach. W związku z ujawnionym przez Edwarda Snowdena skandalem z działaniami amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), przedstawiciele rządu i służb byli wielokrotnie wzywani przez PKG i przepytywani na okoliczność współpracy niemieckich służb z ich amerykańskimi odpowiednikami.

W ramach PKG działa ponadto czteroosobowy zespół (G10), który ma prawo do niezapowiedzianych inspekcji w biurach służb oraz wglądu do akt. Zespół decyduje też – na wniosek służ – o założeniu podsłuchu i innych działaniach operacyjnych.

Ze strony rządu nadzór ogólny nad służbami sprawuje szef urzędu kanclerskiego – obecnie polityk CDU Peter Altmaier. Kontrolę służbową sprawują oczywiście też poszczególne resorty – MSW w przypadku Urzędu Ochrony Konstytucji i BND, oraz MON w przypadku MAD.

Eksperci i media krytykują system kontroli służb jako nieskuteczny. Członkowie Parlamentarnego Gremium Kontrolnego (PKG) zobowiązani są do zachowania tajemnicy, nawet wobec ich partii politycznych, co oznacza, że wyniki ich działalności kontrolnej pozostają niedostępne dla opinii publicznej. Członkowie PKG publicznie skarżą się, że przy obecnych środkach personalnych i finansowych nie są w stanie skutecznie kontrolować pracy służb dysponujących ogromnymi środkami materialnymi i zatrudniającymi tysiące osób.

Jak wykazał skandal z NSA, w przypadku działalności służb zagranicznych na terenie Niemiec, niemieckie instytucje kontrolne są niemal całkowicie bezradne.

W skład brytyjskich służb wywiadowczych wchodzi wywiad (MI6), kontrwywiad (MI5) oraz ośrodek elektronicznej inwigilacji (GCHQ). Na mocy ustawy z 1994 r. nadzór nad ich polityką, administracją i wydatkami sprawuje parlamentarna komisja ds. wywiadu tzw. ISC.

Członków ISC (Intelligence and Security Committee) wyznacza parlament, ale o składzie faktycznie decyduje premier, ponieważ to on aprobuje kandydatury w porozumieniu z liderem opozycji. Członkowie Komisji mają dostęp do tajnych dokumentów, ale obowiązuje ich ustawa o tajemnicy państwowej i służbowej.

Komisja może wzywać na przesłuchania szefów poszczególnych służb wywiadowczych i inne osoby, przygotowuje doroczny tajny raport. Obecnie liczy 9. członków łącznie z przewodniczącym – byłym ministrem spraw zagranicznych Malcolmem Rifkindem.

Kolejna ustawa z 2013 r. – efekt rewelacji Edwarda Snowdena, który ujawnił GCHQ obchodziła brytyjskie prawo z pomocą realizowanego przez Agencję Narodowego Bezpieczeństwa USA programu Prism, by tą drogą uzyskać dostęp do treści prywatnej komunikacji – zwiększyła uprawnienia ISC.

Komisja może nadzorować także działalność operacyjną tajnych służb i szeroko rozumianą aktywność wywiadowczą agend rządowych w zakresie wywiadu i bezpieczeństwa.

Oprócz trzech służb wywiadowczych ISG nadzoruje również wywiadowcze aspekty pracy biura gabinetowego rządu (Cabinet Office), w tym Kolegium Połączonych Wywiadów tzw. JIC, wywiad wojskowy oraz biuro ds. bezpieczeństwa i zwalczania terroryzmu w MSW.

W skład amerykańskiego wywiadu wchodzi kilkanaście odrębnych agencji, w tym najbardziej znane jak Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) oraz Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). Zgodnie z konstytucją USA szefowie agencji są wybierani przez prezydenta USA, ale muszą być zatwierdzeni przez Senat. Władza wykonawcza, a dokładnie Rada Bezpieczeństwa Narodowego, w której zasiada prezydent, wiceprezydent oraz sekretarz stanu i obrony, wyznacza wytyczne dla krajowego i zagranicznego wywiadu oraz kontrwywiadu. CIA zapewnia na swej stronie, że nie prowadzi polityki, a tajne działania prowadzi pod kierownictwem prezydenta.

Kontrolę nad agencjami wywiadu sprawują zarówno władza wykonawcza jak i Kongres. Aż do lat 70. wywiad traktowano był jako domena władzy wykonawczej; potrzeba ścisłej kontroli przez Kongres pojawiła się dopiero serii aferach związanych z ujawnieniem inwigilacji obywateli, którzy protestowali przeciwko wojnie w Wietnamie. W efekcie w Białym Domu powołano Radę Kontroli Wywiadu, a w obu izbach Kongresu powstały specjalne komisje ds. wywiadu. Członkowie wywiadu są regularnie przesłuchiwani zarówno przez te jak i inne komisje (np. wydatków rządowych, bezpieczeństwa wewnętrznego oraz spraw zagranicznych). Te przesłuchania są na ogół otwarte; są zamknięte, jeśli przekazywane są tajne informacje.

Władza kontrola Kongresu nad służbami wywiadu wynika głównie z prawa parlamentu do powoływania agencji (oraz ich rozwiązywania lub reorganizacji) oraz zatwierdzania ich działalności oraz budżetów w corocznych raportach. Określając budżet agencji, Kongres może wskazywać cele, na które środki mają być wydane.

Ustawa o kontroli wywiadu z 1980 r. nakłada na organy wykonawcze obowiązek pełnego i na bieżąco informowania Kongresu i działalności wywiadowczej. Eksperci wskazują jednak na istnienie różnice opinii, co do zakresu władzy Kongresu. Istnieje też wiele sporów w sprawie zakresu dostępu parlamentarzystów do informacji dotyczących działalności wywiadu.

Ostatnim głośnym przykładem takiego sporu jest spór między senacka komisją ds. wywiadu a CIA ws. odtajnienia raportu Senatu o tajnym programie tzw. wzmocnionych technik przesłuchań, takich jak podtapianie, który CIA prowadziła po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. Szefowa senackiej komisji wywiadu Dianne Feinstein oskarżyła CIA o bezprawne przeszukiwanie komputerów, z których komisja korzystała pracując nad tym raportem. Dyrektor CIA John Brennan odrzucił te oskarżenia, ale sprawą zajął się inspektor generalny CIA oraz resort sprawiedliwości. O ewentualnej dymisji dyrektora CIA może zdecydować prezydent USA.

Z kolei w nienależącej do NATO, ale będącej członkiem Unii Europejskiej Szwecji służby specjalne Saepo, od szwedzkiego saekerhetspolisen (dosłownie policja bezpieczeństwa), podlegają organowi nadzorującemu policję o nazwie Rikspolistyrelsen (odpowiednik polskiej Komendy Głównej Policji). Natomiast szwedzka policja podlega ministrowi sprawiedliwości.

Służby Saepo zostały utworzone w 1989 roku z poprzedniej formacji o podobnych zadaniach. Szwedzkie służby specjalne formalnie podlegają policji, ale mają własnego dyrektora generalnego oraz inną niż policja strukturę regionalną, co ma podkreślać ich odrębność. W ramach reformy, która ma wejść w życie 1 stycznia 2015, Saepo zostanie wyłączone z pionu policyjnego i stanie się niezależną organizacją. Przejrzystość działań szefa służb specjalnych ma gwarantować rada doradcza. Jej członkowie będą powoływani przez rząd na wniosek partii zasiadających w parlamencie.

Koszty organizacyjnego uniezależnienia Saepo od szwedzkiej policji oszacowano na 10 mln koron (1,1 mln euro). (PAP)

spy-vs-spy

spy-vs-spy

pś/ lep/ asw/ icz/ zys/ mhr/

Informacja z serwisu PAP Legislacja

podobne: CIA kłamała w sprawie tajnych więzień. Tortury nie dostarczały danych wywiadowczych.

polecam również: Wstrząsy wtórne afery podsłuchowej NSA. Czy globalna sieć się podzieli?

 

…Przy okazji warto wspomnieć o czymś, o czym spora część ludzi wie (a przynajmniej się domyśla), ale większość ciągle nie zdaje sobie sprawy…

…Co prawda, pomiędzy Facebookiem a CIA nie ma zależności finansowych, takich jak między In-Q-Telem a Google’em, jednak prywatną firmę i rządową agencję łączy osoba Howarda E. Coksa. Zajmuje on strategicznie ważną pozycję, ponieważ CIA jest żywotnie zainteresowana danymi użytkowników Facebooka i wcale się z tym nie kryje. W prospekcie In-Q-Tela czytamy: „Nadzór nad mediami społecznościowymi staje się dla rządów coraz bardziej istotnym sposobem śledzenia kiełkujących ruchów politycznych”.

Innymi słowy, zachodnie rządy nie chcą dać się zaskoczyć facebookowej rewolucji, jak północnoafrykańscy dyktatorzy podczas Arabskiej Wiosny. Portale społecznościowe odegrały w niej równie istotną rolę jak w antykapitalistycznym ruchu Occupy. By móc efektywnie śledzić poczynania ruchów takich jak Occupy, potrzeba jednak czegoś jeszcze – oprogramowania mogącego łączyć i wizualizować cenne informacje z ogromnych strumieni danych pochodzących na przykład z Facebooka. Na tym polu CIA również podjęła już strategiczną inwestycję: oprogramowanie tego rodzaju dostarcza Palantir Technologies – kolejna firma na finansowej kroplówce In-Q-Tela. Możliwości programu Palantir można obejrzeć w klipie marketingowym na stronie firmy: na przykładzie fikcyjnej epidemii wywołanej przez zakażoną partię mięsa pokazano tam, jak narzędzie łączy i selekcjonuje potężne zbiory danych, takich jak listy przewozowe, listy odbiorców, numery kart kredytowych oraz kartoteki przychodni. W ten sposób można błyskawicznie prześledzić kierunek rozprzestrzeniania się choroby, znaleźć jej źródło i powstrzymać dalsze infekcje. Nic w tym złego, dopóki nie uświadomimy sobie, że zamiast epidemii w ten sam sposób można obserwować i tłumić w zarodku niewygodne ruchy polityczne.

Zobacz więcej: chip.pl

2. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW

04.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Sejm na najbliższym posiedzeniu zajmie się projektami osobnych ustaw o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz o Agencji Wywiadu przedłożonymi przez rząd. ABW i AW działają obecnie na podstawie wspólnej ustawy z 2002 r. Sejm ma się zebrać 7 maja.

Zmiany to element szerszej reformy służb specjalnych zapowiedzianej przez premiera Donalda Tuska po aferze Amber Gold z 2012 r., gdy okazało się, że nie było właściwej koordynacji działań służb i organów państwa.

Główną zmianą – oprócz rozdzielenia ustaw – ma być odmienne podporządkowanie tych służb, obecnie podległych premierowi. AW ma pozostać w jego nadzorze, zaś ABW ma przejść pod nadzór MSW. Po zmianach pod nadzorem premiera pozostanie, oprócz AW, też CBA. Zostanie też wzmocniona pozycja szefa MON wobec służb kontrwywiadu (SKW) i wywiadu wojskowego (SWW).

Zgodnie rządowymi projektami podział kompetencji między służbami ma być precyzyjny – ABW ma stać się służbą bardziej analityczną niż prowadzącą postępowania i ma się specjalizować we wczesnym rozpoznawaniu zagrożeń, przeciwdziałaniu terroryzmowi, ochronie informacji niejawnych i w kontrwywiadzie. ABW będzie zajmować się nadal przestępstwami przeciw interesom ekonomicznym państwa – ale tylko zagrażającymi uszczerbkiem Skarbu Państwa od 16 mln zł.

ABW będzie służbą zajmującą się zagrożeniami godzącymi w niepodległość, suwerenność, międzynarodową pozycję i nienaruszalność terytorium państwa. Odpowiadać będzie m.in. za zwalczanie szpiegostwa, kontrwywiad elektroniczny i radiokontrwywiad.

To w kompetencjach ABW będzie przeciwdziałanie zagrożeniom wynikającym z „propagowania totalitarnego ustroju państwa, nawoływania do obalenia przemocą demokratycznego ustroju państwa, a także stosowania przemocy lub groźby bezprawnej, publicznego znieważania lub nawoływania do nienawiści z powodu różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”.

ABW chronić będzie też przed zagrożeniami o charakterze terrorystycznym oraz związanymi z obrotem z zagranicą bez zezwolenia towarami, technologiami i usługami.

Przestępstwami gospodarczymi mniejszej skali, sprawami narkotykowymi i przestępczością zorganizowaną zajmie się policja. Sprawy korupcyjne z ABW trafią do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które ma się stać wiodącą służbą odpowiedzialną za ściganie najpoważniejszych, zagrażających państwu przestępstw korupcyjnych. Po zmianach proponowanych przez rząd ABW ma prowadzić mniej niż połowę z obecnych ok. 200 śledztw rocznie.

Zgodnie z rządową propozycją ma powstać wewnątrzrządowy komitet ds. bezpieczeństwa państwa złożony z przedstawicieli resortów nadzorujących służby i bezpośrednio zainteresowanych wynikami ich pracy. Rząd chce zlikwidować Kolegium ds. Służb Specjalnych, w którym, oprócz ministrów, obecnie zasiadają też przedstawiciele prezydenta i szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Projekt zakłada też zniesienie funkcji ministra-koordynatora służb specjalnych, która nie była obsadzona od początku rządów PO-PSL.

Duża część przepisów w projektach pochodzi z obecnych uregulowań; nowością jest m.in. zapis, że kontrolę operacyjną, czyli inwigilację podejrzewanych o przestępstwa wobec obywatela RP, zarządza sąd na wniosek szefa ABW po uzyskaniu zgody Prokuratora Generalnego, a w pozostałych przypadkach – szef ABW. Wprowadzono też maksymalny okres takiej kontroli – nie dłużej niż 12 miesięcy. W obu agencjach mają działać pełnomocnicy ds. kontroli przetwarzania danych osobowych – tak jak już jest w CBA.

Projekty precyzują, że dziennikarze – których nie wolno służbom werbować do tajnej współpracy – nie muszą być osobami zatrudnionymi jedynie na umowę o pracę, ale też na umowę o dzieło lub zlecenie. Do katalogu zawodów wykluczających werbunek dodano też radców prawnych.

Zadania Agencji Wywiadu w zasadzie nie zmieniają się; projekt porządkuje przepisy jej dotyczące. Nowością jest np. umożliwienie, w ramach wykonywania zadań AW na obszarze Polski, realizacji czynności operacyjno-rozpoznawczych także za pośrednictwem SKW, a nie tylko ABW – jak obecnie.

Zgodnie z projektami w razie rezygnacji szefów służb lub ich zastępców nie będzie już potrzebna opinia sejmowej speckomisji.

Oprócz projektów ustaw o ABW i AW w osobnym uregulowaniu rząd chce utworzyć Komisję Kontroli Służb Specjalnych, zapewniająca cywilną kontrolę bieżącej pracy służb.(PAP)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

ago/ pś/ jbr/

Informacja z serwisu PAP Legislacja

polecam również: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy)

smaczek… Rząd chce zlikwidować Kolegium ds. Służb Specjalnych, w którym, oprócz ministrów, obecnie zasiadają też przedstawiciele prezydenta i szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Projekt zakłada też zniesienie funkcji ministra-koordynatora służb specjalnych, która nie była obsadzona od początku rządów PO-PSL… Ależ owszem! Była obsadzona! Tyle że nie całkiem legalnie (i jakby okrężną drogą 🙂 )

…”Z nieznanych powodów – można tylko domniemywać, jakich – Donald Tusk nie znajdował czasu na wykonywanie swoich obowiązków wynikających z ustaw o służbach. Zapewne dlatego, naruszając te ustawy w styczniu 2008 r. do wykonywania zadań przynależnych tylko premierowi powołał Jacka Cichockiego (bardzo ciekawa i do dzisiaj publicznie niewyjaśniona jest jego rola w sprawie tzw. afery hazardowej i wycieku o tajnych działaniach CBA po przekazaniu ich premierowi Tuskowi) mianując go na sekretarza stanu w KPRM i sekretarza kolegium ds. służb specjalnych. Z informacji medialnych wynika, że Donald Tusk upoważnił Cichockiego do zapoznawania się z informacjami niejawnymi służb oraz do ich zadaniowania i koordynowania. Tymczasem funkcje sekretarza stanu w KPRM i sekretarza kolegium ds.służb specjalnych nie dawały Cichockiemu takich samodzielnych uprawnień. 
Taka sytuacja, kiedy to Jacek Cichocki, nie dysponując uprawnieniami koordynatora służb specjalnych, realizował uprawnienia przynależne premierowi rządu, trwała ponad trzy lata. Zdziwienie musi budzic fakt, że szefowie służb godzili się na to i wykonywali polecenia tegoż sekretarza stanu i przekazywali mu informacje do których dostępu mógł nie miec prawa”… (całość tu: pressmix.eu) …ale to tak na marginesie.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Wracając do sedna… Wygląda na to że rząd chce sobie załatwić bardziej intymne warunki do załatwiania „swoich spraw” (jak choćby: 15 milionów za tajne więzienia CIA w Polsce. albo to:  Nieprawidłowości przy inwigilacji, jak również: Złodziej złodzieja złodziejem pogania w Ministerstwie Sprawiedliwości i w Agencji Wywiadu. albo: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.) zmniejszając grono cywilnych oczu patrzących na ręce służbom specjalnym w Polsce. Z drugiej jednak strony w osobnym uregulowaniu rząd chce utworzyć Komisję Kontroli Służb Specjalnych, zapewniająca cywilną kontrolę bieżącej pracy służb. Po co likwidować jedno by tworzyć w innym trybie to samo? Dowiemy się jak poznamy szczegóły zapisów owej „osobnej regulacji”, łącznie w wymogami personalnymi wobec osób jakie będą zasiadać w owej Komisji Kontroli. 😉

Co do pauperyzacji ABW na rzecz innych służb (bo o to tu głównie chodzi) to została ona zapowiedziana głównie z powodu zamieszania z tzw. „memorandum gazowym” a nie z powodu „Amber Gold” o czym więcej tu: Wstrząsy wtórne PO „memorandum gazowym”, czyli… Przysłowie mówi, że jak ktoś chce psa uderzyć to kij zawsze znajdzie 😉

polecam również: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Odys

Siemoniak: pracujemy nad doraźnymi zmianami w planie modernizacji wojska


05.03. Warszawa (PAP) – Od kilku dni trwają intensywne prace nad doraźnymi zmianami w planie modernizacji technicznej sił zbrojnych w związku z sytuacją na Ukrainie – poinformował w środę PAP szef MON Tomasz Siemoniak.

Korekty zapowiedział w swoim sejmowym wystąpieniu w sprawie aktualnej sytuacji na Ukrainie premier Donald Tusk. „Zmieniamy właśnie w tej chwili priorytety w zakresie kolejności dozbrajania polskiej armii” – powiedział szef rządu.

Przytaczając tę wypowiedź, Siemoniak napisał na Twitterze, że zmieniane są priorytety modernizacji sił zbrojnych. Pytany przez PAP o wypowiedź premiera w sprawie planu modernizacji technicznej (PMT), minister nie chciał podać szczegółów. „Nie będę na razie rozwijać. Od kilku dni trwają intensywne prace nad doraźnymi zmianami w PMT w związku z sytuacją” – poinformował.

Odpowiedzialny za zakupy sprzętu i uzbrojenia wiceszef MON Czesław Mroczek powiedział, że trwa przegląd programów służących modernizacji sił zbrojnych. „Przegląd będzie się sprowadzał do tego, żeby użyć jak najbardziej skutecznych narzędzi w możliwie najkrótszym czasie do pozyskania tak, żeby określone zdolności osiągnąć wcześniej niż były do tej pory zakładane” – wyjaśnił Mroczek.

Zaznaczył, że zdecydowana większość pozycji programu modernizacji technicznej jest aktualna i będzie realizowana. „Ale nadamy im pewne priorytety, przejrzymy je pod tym kątem” – dodał Mroczek. Zapowiedział też, że możliwość przyspieszenia procedur zostanie zbadana m.in. w programach zakupów bezpilotowców, śmigłowców, a przede wszystkim zestawów obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej.

Premier w Sejmie ocenił, że Polska musi być przygotowana na długotrwałą niestabilność za wschodnią granicą i dlatego będzie budować taki zestaw środków, które wzmocni możliwości szybkiej reakcji w sytuacjach krytycznych. Prócz zmiany priorytetów dot. kolejności dozbrajania sił zbrojnych, wymienił jeszcze podporządkowanie MSW Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (obecnie podlega ono szefowi rządu) oraz szybkie przeprowadzenie zmian w służbach specjalnych, których reformę zapowiedziano w 2013 r.

Premier powiedział, że chodzi m.in. o integrację wojskowego wywiadu i kontrwywiadu z wojskiem. „Integracja oznacza, że SKW i SWW będą podporządkowane ministrowi obrony narodowej, tak jak siły zbrojne” – wyjaśnił Siemoniak.

Premier powiedział też, że rozpoczęły się intensywne konsultacje ze Stanami Zjednoczonymi na temat wzmocnienia współpracy militarnej, w tym ćwiczeń sił powietrznych obu krajów.

W środę szef Pentagonu Chuck Hagel powiedział, że podczas kryzysu związanego z sytuacją na Ukrainie Stany Zjednoczone zwiększą pomoc militarną dla swych sojuszników w NATO, w tym Polski i krajów bałtyckich. Z kolei Siemoniak zapowiedział, że najbliższa edycja wspólnych polsko-amerykańskich ćwiczeń lotniczych będzie znacznie większa niż planowano.

Plan modernizacji technicznej sił zbrojnych w latach 2013-2022 podpisano w grudniu 2012 r. We wrześniu 2013 r. rząd przyjął z kolei wieloletni programu dotyczący priorytetowych zadań modernizacji w ramach 14 programów operacyjnych. Najważniejszy z nich dotyczy systemu obrony powietrznej.

W planach jest też pozyskanie śmigłowców, zintegrowanych systemów wsparcia dowodzenia oraz zobrazowania pola walki, modernizacji sił pancernych i zmechanizowanych i program zwalczania zagrożeń na morzu. Wśród najważniejszych programów modernizacyjnych jest też rozpoznanie obrazowe i satelitarne, obejmujące m.in. zakupy całej gamy bezpilotowców, program indywidualnego wyposażenia i uzbrojenia żołnierza Tytan, modernizacja wojsk rakietowych i artylerii, zakupy symulatorów i trenażerów. Kolejne programy dotyczą zakupu samolotów szkolno-treningowych AJT (umowę podpisano w ubiegłym tygodniu), samolotów transportowych, kołowych transporterów opancerzonych Rosomak, przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike i systemów rozpoznania patrolowego.(PAP)

ral/ bos/ mow/                                                                   …źródło: stooq.pl

podobne: MON chce kupić okręty podwodne bez rakiet manewrujących, eksperci są krytyczni

polecam również: Romuald Szeremietiew: Wiarygodność obrony | 3obieg.pl

…w wywiadzie dla Wirtualnej Polski gen. Skrzypczak (były wiceszef MON) powiedział:

Jak bumerang wraca temat budowy tarczy antyrakietowej w Polsce. 

– To prawda, temat żyje. Jest przecież rządowy program stworzenia systemu antyrakietowego, ale od roku nic się nie dzieje, projekt utknął w martwym punkcie. Nie ma osoby, która podjęłaby kluczową decyzję, co wydaje się kompletnie niezrozumiałe. Pora wskazać wreszcie partnera do budowy osłony powietrznej, zadecydować czy będzie to Francja, Niemcy, USA czy Izrael. Pierwotnie planowaliśmy, że pierwsze baterie będziemy mieć w 2017 roku, ale szczerze mówiąc nie wierzę, że nastąpi to przed 2020 rokiem.

Nasze wojsko nie ma skutecznego systemu obrony powietrznej. Ktoś powinien się w końcu tym zająć…
Czy rozwój konfliktu na Ukrainie powinien skłonić naszych polityków do inwestycji w konkretny rodzaj uzbrojenia? – Jeśli cokolwiek ma się zdarzyć, nie zdarzy się jutro lub pojutrze, dlatego na razie nie ma takiej potrzeby. Natomiast za parę lat, jeśli Rosja przesunie swoje granice, trzeba będzie ten temat podnieść. NATO nie jest silne, cały czas się chwieje, dlatego polska armia powinna być dofinansowywana. Uruchomiono szereg programów, które należy konsekwentnie realizować w oparciu o polski przemysł zbrojeniowy. Musimy zbudować ogromny potencjał polskiej zbrojeniówki, który będzie zdolny do produkcji nowego sprzętu. 


W ciągu najbliższych lat Polska ma wydać 140 mld zł na program zbrojeniowy. To łakomy kąsek dla Zachodu.
 

– Z drugiej strony trzeba umiejętnie wydawać pieniądze. Nie możemy – pod wpływem tego, co dzieje się na Ukrainie – robić pospiesznych zakupów zagranicą, bo nie ma to sensu. Wsparcie naszego przemysłu obronnego jest kluczowe – to dziesiątki miejsc pracy. Zadaniem Polski jest zbudowanie silnego sektora obronnego. Tylko w ten sposób jesteśmy też gwarantem bezpieczeństwa dla innych państw. W mojej ocenie, mamy na to trzy do pięciu lat w miarę bezpiecznego bytu… 

 
całość tu: Wirtualna Polska
gen. Skrzypczak słusznie przestrzega przed nieprzemyślanymi zakupami dyktowanymi potrzebą chwili… Tu moga pójść na lewo grube miliardy a MON będzie się zasłaniał bezpieczeństwem narodowym… No ale właśnie dlatego MON pozbył się Skrzypczaka ze swych struktur żeby nie przeszkadzał w „inwestycjach” (Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał “wojny na haki”.)
…Odys
Plakat z okresu wojny polsko - bolszewickiej

Plakat z okresu wojny polsko – bolszewickiej

Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał „wojny na haki”.


28.11. Warszawa (PAP) – Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się w czwartek do dymisji. Oświadczył, że jest obiektem niesprawiedliwych ataków, które stały się obciążeniem dla rządu. Szef MON Tomasz Siemoniak wyraził nadzieję, że wszystkie wątpliwości zostaną wyjaśnione pomyślnie dla generała.

W ostatnich miesiącach Służba Kontrwywiadu Wojskowego odebrała wiceministrowi Skrzypczakowi, odpowiedzialnemu w MON za zakupy uzbrojenia i sprzętu wojskowego, dostęp do informacji niejawnych, a w weekend „Gazeta Wyborcza” ujawniła jego pismo do izraelskiego ministerstwa obrony, w którym przed ogłoszeniem przez MON przetargu wymieniono konkretnego producenta bezzaałogowców.

W oświadczeniu opublikowanym w czwartek na stronie MON Siemoniak poinformował, że w czwartek otrzymał pismo Skrzypczaka, w którym wiceminister poprosił o dymisję i w związku z tym skierował do premiera Donalda Tuska wniosek o odwołanie Skrzypczaka.

Siemoniak ocenił, że Skrzypczak „wykonał dobrą pracę na rzecz modernizacji sił zbrojnych, porządkując system pozyskiwania uzbrojenia oraz tworząc nową jakość w relacjach MON-polski przemysł obronny”. „Przy jego zasadniczym udziale powstał Program Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych na lata 2013-2022” – podkreślił.

Wyraził też nadzieję, że wszystkie wątpliwości wokół Skrzypczaka zostaną wyjaśnione w sposób pomyślny dla generała i będzie on mógł cieszyć się „zasłużoną dobrą oceną opinii publicznej”.

Siemoniak powiedział PAP, że obowiązki Skrzypczaka tymczasowo przejmie inny wiceminister obrony – Czesław Mroczek.

Skrzypczak podkreślił w oświadczeniu, które również opublikował MON, że z „wielką osobistą satysfakcją” przyjął wysoką ocenę swej pracy przez premiera. Tusk mówił niedawno, że Skrzypczak realizuje politykę modernizacji wojska w sposób niezwykle sprawny, skuteczny i otwarty. „To nie jest człowiek, do którego miałbym jakiekolwiek podejrzenia” – ocenił szef rządu.

Skrzypczak dodał, że zgadza się ze słowami premiera, iż „nikt pracujący w rządzie nie powinien przynosić problemów, nawet jeśli te problemy nie wynikają z intencji ani działań”. Tusk mówił bowiem, że jest dla niego rzeczą oczywistą, że „ktoś na takim stanowisku nie może sprawiać zbyt wielu kłopotów, nawet jeśli ma dobre intencje i jest w stu procentach OK”.

Wiceminister zapewnił, że w całej służbie i pracy kierował się wyłącznie dobrem Wojska Polskiego, działając uczciwie i z pełnym zaangażowaniem. „Mimo że organy państwowe nie sformułowały jakichkolwiek zarzutów wobec mnie, jestem obiektem niesprawiedliwych ataków, które stały się obciążeniem dla premiera, rządu i ministra obrony narodowej. W związku z powyższym postanowiłem złożyć dymisję ze stanowiska podsekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej” – napisał Skrzypczak.

We wrześniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła z zawiadomienia Służby Kontrwywiadu Wojskowego śledztwo ws. „podejrzenia przyjęcia korzyści majątkowej przez osobę pełniącą funkcję publiczną” (za co grozi do 8 lat więzienia). Skrzypczak komentował, że „z zadowoleniem” przyjął decyzję o postępowaniu w sprawie domniemanych podejrzeń wokół jego osoby. „Nigdy w czasie służby w Wojsku Polskim i później pracy w MON nie przyjmowałem żadnych korzyści majątkowych; moje działania w każdej roli zawsze miały na celu dobro sił zbrojnych” – zapewnił. Zaprzeczał, by lobbował za jakąkolwiek firmą, przyznał zarazem, że zna niektórych szefów firm zbrojeniowych i lobbystów. Twierdził też, że był szantażowany przez lobbystów.

W październiku śledztwo przejęła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie. „Mogę jedynie potwierdzić, że śledztwo jest w toku i toczy się +w sprawie+. Nikomu nie przedstawiono dotąd zarzutów. W związku z tym, że w sprawie występują materiały chronione klauzulami niejawności, to wszystko co mogę w tej sprawie powiedzieć” – poinformował PAP w czwartek rzecznik tej prokuratury Zbigniew Jaskólski.

W sobotę „Gazeta Wyborcza” opisała list Skrzypczaka do izraelskiego resortu obrony w sprawie zainteresowania Polski dronami produkcji izraelskiej. Według mediów pismo – badane przez SKW – może być uznane za sygnał o faworyzowaniu jednego z producentów, którego nazwę Skrzypczak wymienił w liście. MON podkreślało, że list „miał charakter oficjalny, formalny i kurtuazyjny”, a wymienienie nazwy firmy to „niezręczne uchybienie, ale bez większego znaczenia”.

Resort przekazał list do CBA, by zbadało, czy doszło do naruszenia przepisów. „Pismo w tej sprawie, od ministra obrony Tomasza Siemoniaka do szefa CBA Pawła Wojtunika, wpłynęło do Biura w poniedziałek i jest przez nas rozpatrywane” – powiedział w czwartek PAP rzecznik CBA Jacek Dobrzyński.

W lipcu „Rzeczpospolita” pisała, że SKW wystąpiła do prokuratury w związku z podejrzeniem Skrzypczaka o lobbing na rzecz koncernów zbrojeniowych. SKW nie przedłużyła Skrzypczakowi certyfikatu dostępu do informacji „ściśle tajnych”, od czego ten odwołał się we wrześniu do premiera. Ze sprawą Skrzypczaka media wiązały dymisję szefa SKW gen. Janusza Noska. Po dymisji Skrzypczaka – jak poinformował w czwartek rzecznik rządu Paweł Graś – sprawa jego certyfikatu stała się „bezprzedmiotowa”.

57-letni Waldemar Skrzypczak to generał broni w stanie spoczynku. Od czerwca 2012 r. był wiceministrem obrony odpowiedzialnym za zakupy uzbrojenia i sprzętu wojskowego. W tym czasie m.in. podpisano umowy na kolejne transportery Rosomak i czołgi Leopard 2, dokończenie patrolowca „Ślązak” oraz budowę niszczycieli min, rozszerzono przetarg na śmigłowce, rozpoczęto dialog techniczny z potencjalnymi dostawcami systemów obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej (co ma być największą inwestycją MON w najbliższej dekadzie), a także rozmowy ws. bezpilotowców.

Wcześniej, od sierpnia 2011 r., Skrzypczak był doradcą Siemoniaka. W tej roli pracował m.in. nad reformą systemu dowodzenia siłami zbrojnymi.

W latach 2006-2009 był dowódcą Wojsk Lądowych. Odszedł ze stanowiska po zamieszaniu, które wywołała jego wypowiedź na uroczystości ku czci poległego w Afganistanie żołnierza oraz późniejszy wywiad dla „Dziennika”, gdzie wyraził przekonanie, że śmierci Polaka można było uniknąć, gdyby wojsko miało rozpoznawcze bezpilotowce większego zasięgu i lepiej uzbrojone śmigłowce. Zarzucił ministerialnej biurokracji, że kupuje nie ten sprzęt, który jest najpotrzebniejszy. Pytał, kiedy nadejdzie czas, że żołnierze przestaną żyć w atmosferze „podejrzeń, w atmosferze histerii, posądzania o nieudolność, o słabe wyszkolenie, brak dyscypliny”.

Jako dowódca Wojsk Lądowych, Skrzypczak bronił żołnierzy oskarżonych o zbrodnię wojenną – ostrzelanie wioski Nangar Khel w Afganistanie, gdzie zginęło sześć osób, w tym kobiety i dzieci. Po ujawnieniu sprawy generał wielokrotnie zapewniał, że wierzy w niewinność żołnierzy. Mówił, że w razie przegrania przez nich procesu rozważy odejście z armii. Gdy sąd w pierwszej instancji uznał, że oskarżeni żołnierze są niewinni, Skrzypczak nie krył satysfakcji.

Służbę w Siłach Zbrojnych rozpoczął w 1976 r. Dowodził 32. Pułkiem Zmechanizowanym, 16. Dywizją Zmechanizowaną i 11. Dywizją Kawalerii Pancernej. Od lutego 2005 r. przez pół roku dowodził Wielonarodową Dywizją Centrum-Południe i Polskim Kontyngentem Wojskowym w Iraku, za co otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego. (PAP)

ral/ wkt/ gdyj/ bno/ ura/         …źródło: stooq.pl

…Zamieszanie jakie się wytworzyło (bądź wytworzono) wokół osoby wiceszefa MON było ewidentnie nie na rękę Tuskowi i Siemoniakowi (stąd ich szybka zgoda na prośbę o dymisję). Trzeba pamiętać bowiem o tym, że to oni ściągnęli generała do rządu. Cieszył się on bowiem dużym oddolnym poparciem wśród mundurowych. Czym pewnie wzbudzał zazdrość wśród mundurowych skupionych wokół MON. Nie wspominając o niechęci za publicznie wyrażaną krytykę na temat „salonowych” obyczajów panujących w MON. Apogeum konfliktu stanowiło wystąpienie generała po śmierci kpt. Daniela Ambrozińskiego w Afganistanie. Zaatakował on w nim cywilne kierownictwo MON a i mundurowym salonowcom wbił szpile za prywatę i brak konkretnych działań na rzecz poprawy sytuacji w armii. Odwzajemniona niechęć wobec SKW jest również od dość dawna widoczna. Niedługo po owym wystąpieniu (które ostro skonfliktowało Skrzypczaka z ówczesnym MON Bogdanem Klichem) służba ta inwigilowała Skrzypczaka:

…Według sobotniej „Rzeczpospolitej” w połowie października w Kołobrzegu, gdzie przez wiele lat mieszkał były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, pojawili się funkcjonariusze SKW. W urzędach miejskim, powiatowym i gminnym mieli szukać informacji dotyczących majątku generała. Miało chodzić o kilka nieruchomości leżących na terenie powiatu. Fakt wizyty potwierdził wicestarosta kołobrzeski Jerzy Kołakowski, ale nie ujawnił żadnych innych szczegółów… (Gen. Skrzypczak: jeżeli mnie inwigilują to z zemsty)

Niedługo po tym gen. Skrzypczak opuścił wojsko. Zajął się pracą związaną z dostarczaniem sprzętu i uzbrojenia dla armii. Gdy zaproponowano mu stanowisko wiceszefa w MON przy ministrze Siemoniaku, szef SKW (gen. Janusz Nosek) przedstawił swoje zastrzeżenia dotyczące m.in. pracy generała dla firm zbrojeniowych.

„Rzeczpospolita” pisała:

…Zeszłotygodniowe pismo Noska i jego nagła dymisja to efekt rozpoczętej wówczas brutalnej wojny. Jak już pod koniec lipca ujawniliśmy w „Rz”, w trakcie badania ankiety bezpieczeństwa Skrzypczaka, SKW wystąpiła do prokuratury z doniesieniem przeciwko niemu. Generał jako wiceminister obrony odpowiada m.in. za zakupy nowego sprzętu dla wojska. Według informacji „Rz” SKW podejrzewała go o lobbing dla koncernów zbrojeniowych. Chodzić miało m.in. o jeden z koncernów izraelskich, który chciał sprzedać Polsce rodzinę samolotów bezzałogowych rozmaitej wielkości (dronów). Do SKW z donosem na generała zgłosił się zbrojeniowy lobbysta Michael Menachem (vel Mieczysław) Bull pracujący dla konkurencyjnej firmy.

W odpowiedzi Skrzypczak zarzucił Bullowi szantaż. Oskarżył także SKW, że inwigilowała go, zakładając podsłuchy. Sprawa z doniesienia SKW trafiła do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, skąd została przeniesiona do cywilnej prokuratury okręgowej. – To dlatego, że formalnie Skrzypczak jest już cywilem i zajmuje cywilne stanowisko – tłumaczy nam osoba bliska śledztwu.

Po tym doniesieniu między Skrzypczakiem a Noskiem rozpoczęła się wojna na noże. I na haki. Przedstawiciel MON, bliski Skrzypczakowi: – Działania przeciwko generałowi wynikają z tego, że zebrał informacje o nieprawidłowościach w SKW. Owocami tego wzajemnego kompletowania haków mają wkrótce obrodzić rozmaite media.

– Zadziwiające są okoliczności, w jakich w obecnej kadencji odwołuje się najważniejszych funkcjonariuszy specsłużb – uważa wiceszef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych Artur Dębski (RP). – Żywo interesuje mnie hipoteza o tzw. kwitach. Podobno mają je mieć wszyscy na wszystkich – SKW na urzędników MON, urzędnicy MON na funkcjonariuszy SKW. To sytuacja nie do zaakceptowania. Mam nadzieję, że pan premier w tak ważnej sprawie osobiście pofatyguje się na posiedzenie komisji.

W rozmowie z „Rz” Skrzypczak nie chciał komentować wojny między nim a SKW. Przyznał jedynie, że od poniedziałku traci wszystkie uprawnienia zezwalające na dostęp do tajemnic państwowych, co uniemożliwia mu wykonywanie obowiązków.

…czy Skrzypczak stał się ofiarą lobbystów którzy przez niego stracili grube pieniądze za utracone kontrakty na dostawę sprzętu wojskowego? Czy też sam był skorumpowanym lobbystą a SKW ma na to dowody? A może to SKW bało się Skrzypczaka bo samo stoi za lobbystami, którym były wiceszef MON odmówił „współpracy”? Czy wreszcie konflikt ze Skrzypczakiem był pretekstem do pozbycia się gen. Noska wokół którego również krążą dziwne opowieści o współpracy z rosyjskim wywiadem? W każdym bądź razie upieczono dwie pieczenie na jednym ogniu a śledztwo toczy się w sprawie. Póki co obaj generałowie odeszli wolni wśród fleszów a nikt nie został pociągnięty do żadnej odpowiedzialności.

Ścigany II, bo sprawa podobna to tej jaką wytworzono swojego czasu wokół Pana Szeremietiewa.

Podobne: Czy gen. Skrzypczak to skorumpowany minister, czy ofiara gry Służby Kontrwywiadu Wojskowego?  oraz Skrzypczak na łasce Nosek na niełasce premiera.

…Odys

gen. Waldemar Henryk Skrzypczak (ur. 19.01. 1956 w Szczecinie) – Oficer dyplomowany wojsk pancernych.  Dowódca wojsk Zmechanizowanych i Pancernych. Wiceminister Obrony Narodowej.

gen. Waldemar Henryk Skrzypczak (ur. 19.01. 1956 w Szczecinie) – Oficer dyplomowany wojsk pancernych. Dowódca wojsk Zmechanizowanych i Pancernych. Wiceminister Obrony Narodowej.

Skrzypczak na łasce Nosek na niełasce premiera.


09.10.2013 (IAR) – Szef SKW nie gwarantował cichego i skutecznego działania tej służby. Tak o przyczynach dymisji generała Janusza Noska mówił w Sejmie dziennikarzom premier. Donald Tusk przychylił się do wniosku ministra obrony o odwołanie szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Szef rządu tłumaczył dziennikarzom, że zależy mu – jak każdemu premierowi – żeby służby specjalne działały skutecznie, cicho i bez zbędnych konfliktów. Nie gwarantował tego w opinii Tuska generał Nosek – i dlatego został zdymisjonowany.

Premier zaprzeczył, jakoby wpływ na dymisję generała Noska miała podjęta przez niego dwa lata temu współpraca z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Sugerowały to niektóre media.

Donald Tusk zaprzeczył też, jakoby do odwołania szefa SKW przyczynił się rzekomy konflikt na linii Nosek – Skrzypczak, który jest wiceszefem MON. Służba Kontrwywiadu Wojskowego we wrześniu nie przedłużyła Waldemarowi Skrzypczakowi certyfikatów dopuszczających go do tajnych informacji.

Wiceszef MON odwołał się od tej decyzji. Donald Tusk ma trzy miesiące na podjęcie decyzji w tej sprawie. Zapowiedział, że ostateczną decyzję w sprawie wiceministra Skrzypczaka podejmie po zasięgnięciu opinii grona ekspertów, których przy tego typu okazjach prosi o komentarz. Jeśli eksperci podtrzymają decyzję SKW, to premier się do niej przychyli. Jeśli nie, to decyzja Tuska będzia korzystna dla wiceszefa MON.

Minister obrony Tomasz Siemoniak w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreślił, że cieszy się z zakończenia sprawy generała Noska. Liczy też na szybkie wyjaśnienie wątpliwości, jakie narosły wokół osoby wiceszefa MON. Oprócz odmowy dostępu do informacji niejawnych, co do osoby wiceministra obrony toczy się również postępowanie prokuratorskie. Śledztwo wszczęto na wniosek SKW.

Minister Siemoniak powiedział, że nie ma wiedzy w sprawie toczącego się postępowania, a jakiekolwiek decyzje co do osoby Waldemara Skrzypczaka podejmie dopiero po tym, jak zakończy się procedura odwoławcza, prowadzona przez premiera.

Obowiązki szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego przejął podpułkownik Piotr Pytel. Był dyrektorem zarządu operacyjnego SKW. Podpułkownik Pytel pracuje w służbach od 1994 roku. Pracę zaczynał w Urzędzie Ochrony Państwa, czyli obecnej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/A.Drążkiewicz/M.Naukowicz/dabr

źródło: stooq.pl

polecam również: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?)

…ostateczną decyzję w sprawie wiceministra Skrzypczaka premier podejmie po zasięgnięciu opinii grona ekspertów, których przy tego typu „okazjach” prosi o komentarz… Hmmm bez komentarza 😉

…Odys

Master of puppets

Master of puppets

Stanisław Michalkiewicz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy)


fragment:

Czy to ogłoszenie oszczędności w resorcie obrony, czy też rywalizacja między ulokowaną w naszej niezwyciężonej armii agenturą państw zaprzyjaźnionych, czy też i jedno i drugie sprawiło, że walka buldogów przeniosła się spod dywanu na dywan, dzięki czemu możemy raz jeszcze potwierdzić trafność ulubionej teorii spiskowej.

Jak pamiętamy, niedawno wiceminister obrony narodowej pan generał Skrzypczak miał być szantażowany przez „kręcącego sze” przy handlu bronią jakiegoś izraelskiego grandziarza, który się odgrażał, że jak go nie posłucha, to on pokaże mu „ruski miesiąc”. Już samo ujawnienie tego faktu było sygnałem, że ze spoistością reżymu komunistycznego nie jest najlepiej, ale dopiero zdymisjonowanie szefa wojskowej kontrrazwiedki pokazuje, jak głęboko sięgają korzenie konfliktu. Wydało się bowiem, że wojskowa kontrrazwiedka nie chciała wydać generałowi Skrzypczakowi certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Co to są te „informacje niejawne”? Na gruncie mojej ulubionej teorii spiskowej wyjaśniam, że chodzi o informacje, kto, na jaką skalę i jakimi sposobami doi czy wręcz okrada Rzeczpospolitą. Takie rzeczy lepiej utrzymywać w tajemnicy przed osobami niepowołanymi, a zwłaszcza – przed opinią publiczną, toteż są one starannie ukrywane, co w żargonie soldateski nazywane jest „ochroną kontrwywiadowczą”. Najwyraźniej tedy generał Skrzypczak nie należał do watahy objętej „ochroną kontrwywiadowczą”, co oczywiście nie znaczy, żeby sam był tej ochrony pozbawiony – chociaż oczywiście z ramienia kogoś innego. Dymisja szefa kontrrazwiedki oznacza w tej sytuacji, że jego wataha została chwilowo zmuszona do defensywy, ale to nie jest ostatnie słowo, bo wiadomo, że fortuna variabilis Deus mirabilis i już słychać, że niezależna prokuratura wszczęła przeciwko generałowi Skrzypczakowi śledztwo o „korzyści majątkowe” – co pokazuje, że grandziarz nie rzucał słów na wiatr, zaś wpływy Mosadu są w soldatesce tak samo silne, jak GRU i BND. Tak czy owak, przeniesienie walki buldogów spod dywanu na jego powierzchnię pokazuje, że żłób coraz bardziej pustoszeje, zaś w walce o lepszy do niego dostęp pęka spoistość komunistycznego reżymu.

Stanisław Michalkiewicz

źródło: michalkiewicz.pl

polecam również: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema. oraz Kret kretem, ale tajemnica najważniejsza!

…i jeszcze cytat:

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Służby specjalne muszą kraść. Nie dla siebie! Muszą kraść na służby specjalne, bo inaczej nie mieliby pieniędzy. I to jest podstawowa trudność. Proszę zrozumieć – dopóki nie skasujemy demokracji, w której banda idiotów, która siedzi w sejmie może decydować o poważnych sprawach, bo jednak służby specjalne to poważna sprawa, to nie będzie dobrze.           Janusz Korwin-Mikke

…Nie ma bowiem nic gorszego od niczym nieograniczonej władzy w rękach idiotów tudzież  bandytów.

…Odys

Czy gen. Skrzypczak to skorumpowany minister, czy ofiara gry Służby Kontrwywiadu Wojskowego?


„Super Express”: – SKW oskarża gen. Skrzypczaka o korupcję, co interpretowane jest z jednej strony jako brudna gra służb, z drugiej jako walka między szefem SKW, a wiceministrem obrony narodowej. Jest też w końcu pytanie, czy pan generał przypadkiem nie uczestniczył w działalności korupcyjnej przy zamówieniach dla wojska, które nadzoruje. Która z tych wersji wydarzeń wydaje się panu prawdopodobna?
Romuald Szeremietiew:
 – Kiedy przeczytałem w „Rzeczpospolitej” artykuł o skorumpowanym wiceministrze odpowiedzialnym za zamówienia dla armii, przypomniałem sobie artykuł z tej samej gazety z 2001 roku, w którym pisano o Szeremietiewie jako o skorumpowanym wiceministrze. W związku z tym kojarzą mi się dwa fakty.

Jakie?
I wtedy, i dziś mamy ogromne przetargi dla wojska. Znów w tym wszystkim występują służby, co prawda odnowione, ale znów mamy do czynienia z kontrwywiadem. Sytuacja różni się tym razem o tyle, że wtedy kontrwywiad, zajmując się mną, działał na polecenie ministra, a teraz wygląda na to, że działał na własną rękę, nie informując ministra o tym, co robi.
Stąd wniosek premiera o odwołanie szefa SKW gen. Noska?
Tak mi się wydaje. Mamy do czynienia z oskarżeniami pod adresem wiceministra i nie wyobrażam sobie, że służba, która na to wpadła, nie poinformowała o tym swojego przełożonego. W najlepszym wypadku to brak nadzoru premiera nad kontrwywiadem.
Zastanawia mnie jedno – kiedy gen. Skrzypczak przychodził do MON, już wtedy SKW miała wyrażać swoje wątpliwości co do jego „czystości”. Wskazywano na jego współpracę z branżą zbrojeniową w okresie między odejściem z armii, a otrzymaniem posady w ministerstwie. Skoro ta sprawa wraca jak bumerang, należy to interpretować w kategoriach „jest coś na rzeczy”, czy SKW uwzięła się na gen. Skrzypczaka?
Nie sądzę, żeby chodziło o uwzięcie się na pana generała. Mogę podejrzewać, że chodzi o zgoła inną sprawę. O to mianowicie, że ci, którzy są zainteresowani przebiegiem przetargów dla wojska i chcieliby swoje produkty sprzedać naszej armii, mogli dojść do wniosku, że gen. Skrzypczak mógł nie być odpowiednio spolegliwy. Trzeba go więc odsunąć od przetargu. To model, który zastosowano w moim przypadku. Pojawia się więc pytanie, czy SKW działało w dobrej wierze, czy są tam jacyś oficerowie, którzy mają powiązania z niektórymi dysponentami uzbrojenia, celującymi w kontrakty z polskim wojskiem.
Myśli pan, że tak skomplikowana operacja, z zahaczeniem o wniosek do prokuratury o zajęcie się podejrzanym o korupcję wiceministrem, jest możliwa?
Tego typu prowokacja jest możliwa. Ministra się odwoła, a zanim on się wytłumaczy minie kilka lat. Podobnie jak moim przypadku. A co z tego, że okazałem się niewinny?
A jak pan ocenia generała Skrzypczaka? Mógłby się połasić na dodatkowe pieniądze w zamian za pomoc w wygraniu przetargu tej czy innej firmie?
Nie. Uważam go za świetnego żołnierza. Co prawda zdziwiło mnie to, że konflikcie z ministrem Klichem zdecydował się na współpracę z PO, najpierw jako doradca jej ministra obrony, a potem jako wiceszef MON, ale widziałem, jak zajmuje się zakupem uzbrojenia i nie krytykowałbym decyzji, które podejmował. 

Rozmawiał Tomasz Walczak

źródło: Super Express

…Osobiście uważam że Pan Szeremietiew prawidłowo ocenił „zamieszanie” jakie wytworzono wokół gen. Skrzypczaka… Jest on osobą niewygodną po tym jak ośmielił się skrytykować MON i polityków za nieudolność odnośnie poprawy bezpieczeństwa naszych żołnierzy na misji w Afganistanie. Często też obnażał salonowy zgniły klimat jaki troczy najwyższe szczeble dowództwa polskiej armii, które zamiast dbać o etos żołnierza i krzewić profesjonalizm w wojsku często zajmuje się załatwianiem dziwnych interesów lobbując za nie zawsze korzystnymi dla wojska rozwiązaniami w kwestiach przetargów na modernizację sprzętu wojskowego.

podobne tu: Stanisław Michalkiewicz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy)

…Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Kret kretem, ale tajemnica najważniejsza!


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Jakiś czas temu popełniłem wpis – Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac. Dużo czasu nie minęło a mamy już pierwsze efekty tej współpracy, które to efekty będą miały nieprzyjemne konsekwencje dla pewnego dziennikarza, albowiem:

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego skierowała do prokuratury sprawę opublikowanego w tygodniu „Sieci” artykułu. Witold Gadowski opisywał w nim niezwykle niepokojącą sytuację, w której polskie służby nie zatrzymały szpiega rozpracowującego środowisko polskich nacjonalistów.

W tekście „Szpieg, kret i podwójny krawiec…” Gadowski pisał o rosyjskich agentach inwigilujących polskie organizacje narodowościowe III RP. Jednym z jego „bohaterów” był Aleksander Samożniew, który w Polsce podawał się za rosyjskiego dziennikarza. Choć mężczyzna został rozpracowany przez polskie służby, które ustaliły, że jest agentem werbującym dla rosyjskiego wywiadu, nie złapano go, pozwalając mu uciec z kraju.

Gadowski przypomniał również książkę Siergieja Trietiakowa, który pisał o jednym z polskich dyplomatów, jako o współpracowniku rosyjskiego wywiadu. „Profesor” miał również zostać zdekonspirowany, a dowody jego zdrady miały trafić do Agencji Wywiadu. Gadowski pisał jednak, że mężczyzna nigdy nie został złapany, mógł swobodnie działać do przejścia na rządową emeryturę. Gadowski wskazuje, że „Profesor” musiał korzystać z osłony kreta, którzy działał w kierownictwie polskich służb. Zdaniem dziennikarza ten sam kret mógł potem ochraniać Samożniewa oraz mieć na koncie więcej zdrad. Do dziś jednak nie udało się ustalić, czy zdrajca działa w polskich służbach, ani kim jest.

Sprawą artykułu w „Sieci” zainteresował się poseł PiS Marek Opioła. W związku z publikacją skierował do premiera Donalda Tuska interpelację. Pytał w niej m.in.:

Kiedy Agencja Wywiadu otrzymała od służb amerykańskich informacje o osobie wymienionej w artykule jako ˝Profesor˝ i jej powiązaniach z sowieckim/rosyjskim wywiadem?

Czy prezes Rady Ministrów został poinformowany o podejrzeniach w sprawie ˝Profesora˝?

Jakie zostały podjęte działania w celu wyjaśnienia informacji uzyskanych od służb sojuszniczych? Która służba specjalna prowadziła te działania?

Czy ˝Profesor˝ posiada poświadczenie bezpieczeństwa osobowego? Jeśli tak, to do jakiej klauzuli?

Czy we wcześniejszych latach było wobec niego prowadzone postępowanie sprawdzające w ramach procedury poświadczenia bezpieczeństwa osobowego? Która służba specjalna je prowadziła? Jaka była data wydania kolejnych poświadczeń?

Czy zidentyfikowano jakiekolwiek osoby pracujące na rzecz ˝Profesora˝ czy też z góry przyjęto wygodną hipotezę, iż działał on sam?

Czy osoby, od których ˝Profesor˝ uzyskiwał wrażliwe dane, dalej pracują w służbach oraz w administracji państwowej?

Czy obecne kontakty ˝Profesora˝ są w dalszym ciągu monitorowane przez służby kontrwywiadowcze?

Czy rosyjski szpieg/szpiedzy, na których istnienie w strukturze ABW wskazuje ww. tygodnik, został zidentyfikowany?

Czy po ucieczce osoby opisanej w artykule jako Samożniew w UOP/ABW prowadzono działania wyjaśniające, których celem była weryfikacja tezy o przecieku?

Czy osoba, która mogła być źródłem przecieku (de facto dokonała zdrady państwa), nie została zidentyfikowana i kontrwywiad nie prowadził działań poszukiwawczych aż do skutku?

Czy osoba, która mogła być źródłem przecieku, została zwolniona ze służby czy też toleruje się jej obecność, aby skandal z ich ujawnieniem nie ukazał Polski w negatywnych świetle w oczach sojuszników?

Czy uwzględniono, że osoba w polskich służbach, która ostrzegła Samożniewa, mogła budować siatkę swoich współpracowników wewnątrz polskich służb specjalnych? Czy taką hipotezę postawiono? Jak ją zweryfikowano?

Na te pytania na początku maja odpowiedział w imieniu Prezesa Rady Ministrów szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Pismo ministra jest zaskakująco krótkie.

Informuję, że w związku z opublikowaniem w tygodniku ˝W sieci˝ artykułu Witolda Gadowskiego pt. ˝Szpieg, ‚kret’ i ‚Podwójny Krawiec’…˝ p.o. szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego powołał zespół dla wyjaśnienia okoliczności ujawnienia przedmiotowej informacji. W toku prac zespół ustalił, iż treści zawarte we wspomnianym wyżej artykule stanowiły informacje niejawne. W związku z powyższym ABW skierowała do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 265 § 1 K.k. (mowa w nim o karach za ujawnienie tajemnicy państwowej – red.)

– czytamy

Pismo szefa MSW oznacza, że dziennikarzem, który napisał, że w polskich służbach może działać kret, obecnie zajmie się być może prokuratura. ABW doniosła bowiem na Witolda Gadowskiego.Jeśli w tej sprawie zostanie wszczęte śledztwo on oraz jego informatorzy mogą mieć kłopoty.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy donos na dziennikarza jest jedyną reakcją ABW i MSW w tej sprawie. Czy minister Sienkiewicz oraz szef ABW pokusili się o to, by sprawdzić czy w polskich służbach kryje się kret, zdrajca, szpieg rosyjski? Czy ta sprawa w ogóle ich zainteresowała? Pismo, jakie szef MSW przesłał w tej sprawie do Sejmu, nie rozwiewa wątpliwości.

Z zainteresowaniem patrzymy również na wydarzenia dotyczące SKW, które opisał w zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa poseł Tomasz Kaczmarek. Z jego informacji wynika, że szef wojskowego kontrwywiadu Janusz Nosek przekazał osobom nieuprawnionym tajne dane, zawierające informacje o żołnierzach, operacjach oraz współpracownikach wojskowych służb. Kiedy tą sprawą zajmie się Bartłomiej Sienkiewicz nadzorujący w imieniu premiera wojskowe służby?

źródło: wpolityce.pl

podobne: Handlarz bronią jeździł po świecie, a faktury za hotele, czartery i restauracje wysyłał Polskiemu Holdingowi Obronnemu

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

… jak widać na przykładzie, każda „brudna łapa” mieszająca we współpracy pomiędzy „polskimi” a rosyjskimi  służbami wywiadowczymi zostanie ucięta… Ponieważ priorytetem jest aby walka z „odradzającym się faszyzmem” była objęta ścisłą tajemnicą za której ujawnienie grozi kara z art. 265 § 1 K.k.  Komuś we „władzach” najwyraźniej priorytety się poprzestawiały, ale tak już jest w socjalizmie że służby specjalne służą przede wszystkim ochronie nieudolnej władzy przed narodem. I dlatego na pierwszym miejscu jest ściganie za naruszanie przez obywateli procedur jakie stoją na straży bezkarności władzy.

…Odys

polecam również: Złodziej złodzieja złodziejem pogania w Ministerstwie Sprawiedliwości i w Agencji Wywiadu. i to: CIA kłamała w sprawie tajnych więzień. Tortury nie dostarczały danych wywiadowczych.

Stanisław Michalkiewicz: Przygotowania się przeciągają. Poskomunizm czyli współpraca wszystkich ze wszystkimi


fragmenty:

„…zaraz po powrocie pana ministra Rostowskiego ze wspomnianego klubowego spotkania, pan premier Tusk oznajmił swoją suwerenną decyzję, z której wynikało, że kandydowanie na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej ma jednak zakazane, podobnie jak miał zakazane kandydowanie w wyborach prezydenckich w roku 2010.

Jak pamiętamy, prawybory w PO przegrał wtedy nawet pan minister Sikorski, któremu razwiedka w swoim czasie przypisała kryptonim „Szpak” – że to niby szpakami karmiony – i w ten sposób doszło do pojedynku między marszałkiem Komorowskim, a prezesem Kaczyńskim. Jak pamiętamy, prezesu Kaczyńskiemu kampanię organizowała pani Kluzik-Rostkowska oraz spin-doktor Kamiński, którzy najpierw doradzili mu rehabilitację SLD i wychwalanie Edwarda Gierka, a zaraz potem, to znaczy – po katastrofie – czmychnęli do konkurencji, podobnie jak wcześniej upatrzony w charakterze bicza bożego na „układ” minister spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek. Natomiast generał Marek Dukaczewski z Wojskowych Służb Informacyjnych, których jak wiadomo, „nie ma” zapowiedział, że jak tylko wybory prezydenckie wygra Bronisław Komorowski to on z wielkiej radości otworzy sobie szampana. Taka deklaracja to prawie komenda dla konfidentów: „W lewo zwrot! Do marszałka Komorowskiego marsz!” – więc zwycięstwo pana marszałka Komorowskiego wskazuje pośrednio również na liczebność agentury w naszym nieszczęśliwym kraju…

przede wszystkim nadal nie wiadomo, kto będzie wyznaczony na Umiłowanego Przywódcę zjednoczonej lewicy: czy Miller z Oleksym, czy Kwaśniewski z Palikotem.

Wbrew pozorom jest to ważna kwestia nie tylko dlatego, że „kadry decydują o wszystkim” – jak zauważył Józef Stalin – ale przede wszystkim ze względu na zadania, jakie dla przyszłej zjednoczonej lewicy wyznaczyli strategiczni partnerzy: pojednanie z Rosją, recepcja rewolucyjnych brukselskich wynalazków, które nie tylko nasz nieszczęśliwy kraj, ale i nasz mniej wartościowy naród tubylczy doprowadzą do stanu całkowitej bezbronności, po to by wreszcie mogła rozpocząć się realizacja scenariusza rozbiorowego, z uwzględnieniem interesów Starszych i Mądrzejszych. Najwyraźniej pilnują oni interesu, co wyraziło się nie tylko w pominiętej całkowitym milczeniem przez tubylcze niezależne media głównego nurtu wiosennej wizyty pana Roberta Browna, dyrektora zespołu HEART, co to ma „odzyskać mienie żydowskie w Europie Środkowej” i w tym celu aż z sześcioma ministrami i „przedstawicielami opozycji” przeprowadził rozmowy, podczas których zauważył „przełom”, nie tylko w niedawnej wizycie premiera Beniamina Netanjahu w Warszawie, ale również – w telewizyjnej debacie, jaka odbyła się po emisji trzeciego odcinka serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”…

Wprawdzie wiadomo, że prezydent Putin 20 maja nakazał FSB nawiązanie ścisłej współpracy ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, ale czyż Służba Kontrwywiadu Wojskowego, wzorując się na wojskach łączności ze słynnego przemówienia marszałka Piłsudskiego nie może dawać d…, to znaczy pardon – oczywiście pracować na obydwie strony, to znaczy – również ściśle współpracować z niemiecką BND, a nawet – w ramach współpracy trójstronnej – również z izraelskim Mosadem? W takiej sytuacji polityka kadrowa na tubylczej scenie politycznej nie jest sprawą łatwą, bo trzeba uwzględnić nie tylko parytety wszystkich stron zainteresowanych, ale również – ciężar gatunkowy każdego Umiłowanego Przywódcy, zaufanego jednej, drugiej i trzeciej strony.

O staranności, z jaką wszyscy zainteresowani podchodzą do tej sprawy niech świadczy fakt urastający do rangi symbolu: jak tylko premier Tusk podczas zwyczajowego „haratania w gałę” doznał kontuzji nogi, która wszak – według zapewnień pana ministra Grasia – nie przeszkodzi mu w pełnieniu obowiązków – zaraz nogę skręcił również pan prezydent Komorowski, któremu, mówiąc nawiasem, ta dolegliwość też w niczym nie przeszkadza, bo wiadomo, że Umiłowani Przywódcy pracują głównie głową, a nie nogami. To jedna strona – a po drugiej uwija się pan prezes Jarosław Kaczyński, któremu udało się politycznie zdominować Ogólnopolski Kongres Katolików na Jasnej Górze, dzięki czemu każdy, kto nie będzie wierzył w Prawo i Sprawiedliwość i podawane przezeń zbawienne prawdy, może zostać uznany za wroga Chrystusa Pana i Kościoła. Czegóż chcieć więcej?” (całości tu – http://www.michalkiewicz.pl)

podobne: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy) oraz: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa. i to: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac a także: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki. i jeszcze: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

…zamiast komentarza obrazek…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?


fragment artykułu autorstwa Pana Romualda Szeremietiewa:

…Żyjący około V wieku p.n.e. chiński  myśliciel i dowódca wojskowy  Sun Tzu napisał zwięzły traktat „Sztuka wojny”. Pisał w nim: „Sprawiam, że przeciwnik postrzega moja˛ silę˛ jako słabość, a moja˛ słabość traktuje jako potencjał mojej siły. Ja zaś powoduje, że jego siła przechodzi w słabość i oczekuję na odpowiedni moment do ataku.” Rosyjscy politycy i wojskowi znają pracę Sun Tzu. Czy rozsiewane opinie o słabości rosyjskiej armii to działanie celowe? Ma ono przekonać Europę i Polskę, że Rosji nie powinno się bać?

Znawca rosyjskie armii Andrzej Wilk ocenia: „W latach 2009–2010 pod szyldem nowego oblicza armii rosyjskiej nastąpiła kardynalna przebudowa struktur organizacyjnych Sił Zbrojnych FR. Rosja zrezygnowała z sowieckiego modelu armii, adaptując rozwiązania przyjęte po zakończeniu zimnej wojny w państwach zachodnich. Od początku priorytetowo traktowane były przez Moskwę zmiany w europejskiej części FR, w pierwszym rzędzie na zachodnim – z rosyjskiego punktu widzenia – kierunku strategicznym. Zachodni Okręg Wojskowy nie stanowi prostej sumy jednostek, które weszły w jego skład po likwidacji Leningradzkiego i Moskiewskiego okręgów wojskowych. Zmiany strukturalno-organizacyjne w połączeniu z postępami modernizacji technicznej sprawiły, że jego potencjał znacząco się zwiększył. Szczególnemu wzmocnieniu pod względem ilościowym i jakościowym uległy flankowe rejony północno-zachodniej części FR, graniczące z państwami UE. Potwierdza to, że Rosja dąży do zniwelowania przewagi ilościowej i technologicznej państw NATO na zachodnim kierunku strategicznym, a także do utrzymania militarnej dominacji w Europie Wschodniej.

Co na to NATO?

W październiku 2008 r. wywiadzie dla agencji Reuters dowódca sił NATO w Europie gen. John Craddock mówił: „Przez lata zakładaliśmy, że żaden kraj – członek sojuszu czy Partnerstwa dla Pokoju – nie ma powodu do obaw o suwerenność własnego terytorium. Myślę, że w obliczu wydarzeń sierpniowych nastąpiła tu zmiana.” Przypomniał, że Sojusz nie ma planów ewentualnościowych, a po rosyjskiej inwazji na Gruzję należy rozważyć przygotowanie planów postępowania w razie ataku na kraje bałtyckie lub Polskę.

Kiedy w grudniu 2010 r. portal internetowy Wikileaks ujawnił informację o przygotowanych przez NATO planach obrony Polski, Litwy, Łotwy i Estonii przedstawiciel Rosji w NATO Dymitryj Rogozin domagał się, aby plan ten został anulowany bowiem jest wyraźnie wymierzony przeciwko jego krajowi i dodawał: „Przeciwko komu innemu taka obrona miałaby być wymierzona? Przeciwko Szwecji, Finlandii, Grenlandii, Islandii, przeciwko niedźwiedziom polarnym, czy przeciwko rosyjskiemu niedźwiedziowi?” Rosjanin protestował w związku z porozumieniem zawartym podczas szczytu NATO w Lizbonie w 2010 r., gdzie państwa członkowskie formalnie zaakceptowały opracowane plany ewentualnej obrony w razie agresji na członka NATO.

Plany_NATO

W 2011 roku prasa informowała, że natowski plan obrony Europy Środkowej ma wykonać dziewięć dywizji, w tym cztery polskie oraz brytyjskie, niemieckie i amerykańskie.  Port w Świnoujściu przebudowany zgodnie z natowskim standardami miałyby przyjmować duże jednostki desantowe z wojskiem i transportowce przypływające z zaopatrzeniem dla natowskiej armii. Oczywiście jeśli rosyjska rura gazowa Nordstrim położona na podejściu do polskiego portu wojennego nie zablokowałaby dostępu wielkim okrętom transportowym. Tak czy inaczej wydawało się, że można odetchnąć – NATO będzie Polski bronić.

Żywot tej informacji okazał się bardzo krótki. Dziś bowiem trudno byłoby znaleźć w w Europie potrzebne dziewięć natowskich dywizji. MON dokładnie 1 września 2011 r. rozformował znajdującą się w Legionowie pod Warszawą 1. dywizję. Pozostałe trzy też czeka podobny los. Nie wydaje się, aby przy obecnym stanie uzbrojenia i rezerw udało się stworzyć z obecnej armii „zawodowej” pełnowartościowy ekwiwalent bojowy czterech dywizji. Trudno też będzie uzyskać wsparcie ze strony niemieckiej; Bundeswehra ma być zredukowana do 185 tys. żołnierzy, z czego w wojskach lądowych będzie około 60 tys. żołnierzy więc trudno liczyć na wsparcie kilku niemieckich dywizji. Brytyjczycy mają dwie dywizje i kilka samodzielnych brygad więc mogą nałożone zadanie wykonać, ale Amerykanie w razie potrzeby musieliby swoje dywizje sprowadzać zza oceanu. Zapewne dlatego George Friedman ostrzega, że Polska chcąc liczyć na pomoc Amerykanów będzie musiała samotnie wytrwać w obronie przez 3 miesiące….

całośc tu: Środkowoeuropejskie znaki zapytania – „RomualdSzeremietiew”

…polecam lekturę całości. Naprawdę daje do myślenia. I nie chodzi o to że ktoś kogoś straszy. Chodzi o to jak bardzo rozjechały się proporcje naszego „systemu obrony” i sojuszników w regionie względem systemu „obrony” (?) Rosji… Dalszy komentarz będzie również cytatem, z którym zgadzam się w 100%… pisze „43andrzej”:

Rosja sie śpieszy..

Działania Rosji to zapobieżenie utraty rynków zbytu ich ropy i gazy w obliczu amerykańskich łupków i nie tylko..Otóż już dziś USA są największym producentem gazu na świecie a do 2020 staną się razem z Kanadą również największym producentem ropy naftowej. W takiej sytuacji muszą ucierpieć dwa regiony energetyczne świata dotychczas dyktujące ceny i warunki eksploatacji, to znaczy Zatoka Perska i Rosja. Zatoka Perska ktora dotychczas pełniła zaplecze energetyczne USA, stanowiła zarazem największe źródło zapalne różnych konfliktów podrzucanych Jankesom właśnie przez rosyjską agenturę. Jeśli dziś przyjrzymy sie regionowi Zatoki Perskiej, to już zauważymy duże uspokojenie w tym regionie..Po prostu rola tego regionu się pomału kończy! Złoża łupkowe tak gazu jak i ropy muszą spowodować albo zmniejszenie wydobycia w krajach dotychczas żyjących z tych surowców, albo ceny tychże polecą na łeb na szyję! Już takowy spadek został odnotowany! Na przykład na dziś cena baryłki brent to 104usd a WTI-95usd. A jeszcze pare tygodni temu baryłka ropy Brent kosztowała ponad 110 usd! Biorąc pod uwagę technologie wydobywcze Rosji, jej transportu oraz marnotrwstwo z tym związane, gdy światowa cena baryłki Brent jest równa 100usd, eksport rosyjskiej ropy przestaje sie opłacać.
A zatem co robi Rosja? Śpieszy sie z podporządkowaniem sobie bliskiej zagranicy jako konsumentow ich ropy i gazu na ich oczywiście warunakch co dzieki Pawlakowi i rządowi Tuska Polacy ćwiczą od kilku lat płacąc najwyższą cenę w Europie z 1000m3 gazu!
Putin śpieszy sie w tym energetycznym wyścigu z USA który niestety dzięki głupocie naszych tzw elit bardzo poważnie zagraża suwerenności nie tylko Polski, ale całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.
Gdyby to całe nasze towarzystwo rządzące Polską miało trochę rozumu, jak najszybciej wprowadziłoby od nowa pobór do wojska i poczyniło jak najszybciej poważne zakupy broni i amunicji wszędzie gdzie się da! Uruchomiło własną produkcje Krabów, Raków, Langust i wyposażyła je w porządną amunicje.Jak najszybciej wprowadziła do produkcji swoją konstrukcje MLRS o zasiegu przynajmniej 300km albo postarała się o taki zakup na przykład w USA. Ponadto powinni tak szybko jak tylko możliwe przekształcić Ochotnicze Straże Pożarne w całym kraju w jednostki paramilitarne z podstawowym uzbrojeniem typu kałach / RPG.
Ale tak się nie stanie, ponieważ nie po to Putin obstalował nam prezydenta aby ten przygotowywał kraj do ewentualnej napaści!
Teraz wiecie co dzieje sie z PO i o co gra Gowin ze Schetyną?!

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…dowodem na to co pisze 43andrzej niech będą wydarzenia z naszego podwórka: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?) które uważam za dalszą cześc planu powrotu w polityczny uścisk Wielkiego Brata. „Memorandum gazowe” i łupkowa porażka: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja? a także porażka kilku innych poważnych projektów energetycznych (np Ostrołęka) – są moim zdaniem jaskółkami powrotu zależności energetycznej (w sumie to gospodarczej, bo energetyka to klucz do produkcji) naszego kraju od Rosji. Zintensyfikowane działania Kremla na kierunku polskim to kontratak na efekt tracenia rynku odbiorców dla rosyjskiego gazu i ropy na świecie. Wiadomo że handel tymi kopalinami to główne źródło utrzymania w ryzach rosyjskiego budżetu, który przestał się dopinac stwarzając zagrożenie wewnętrzne w postaci niezadowolenia społecznego w samej Rosji…

Jak wiadomo z historii, Rosja swoje problemy ZAWSZE rozwiązywała na drodze siłowej. W związku z tym, czy gotuje się ona na ewentualny bunt obywateli, czy usiłuje wzmocnić swoje „argumenty negocjacyjne” w polityce zagranicznej – to w tym wypadku jest bez znaczenia bo oba założenia realizuje jednocześnie.  Nie dajmy się jednak zwariować że Rosja szykuje się do jakiejś wojny (militarnej) z Polską bo ma dość własnych kłopotów i nie potrzebne jej kolejne terytorium z 40 milionowym niezadowolonym narodem… Fakt faktem powinniśmy niezależnie od tego budować własny potencjał obronny bo strzeżonego Pan Bóg strzeże.

…Odys

podobne: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? i tu: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii

polecam również: Romuald Szeremietiew: Wiarygodność obrony

W uściskach niedźwiedzia, czyli o „przyjaźni polsko-rosyjskiej” i PISowskiej „alternatywie”


W momentach zwątpienia najlepiej odwołać się do klasyków. Niekoniecznie do wszystkich naraz, wystarczy do jednego. Na przykład – do Ojca Narodów, Chorążego Pokoju czyli Józefa Stalina. Wśród wielu spostrzeżeń jakie poczynił, spiżowymi zgłoskami zapisało się zwłaszcza to, że nieważne kto głosuje, ważne – kto liczy głosy. I gdybyśmy nie odwołali się do tego spiżowego spostrzeżenia, trudno byłoby nam odpowiedzieć na pytanie, dlaczego członkowie Państwowej Komisji Wyborczej pojechali na szkolenie właśnie do Rosji – ojczyzny Ojca Narodów. Już tam ich nauczą, jak liczyć głosy, żeby wyniki wyborów były takie, jak trzeba.

No dobrze – ale „takie jak trzeba”, to znaczy jakie? Na tę kwestię snop jaskrawego światła rzuca niedawne rozporządzenie rosyjskiego prezydenta Włodzimierza Putina, który rosyjskiej razwiedce, czyli FSB przykazał nawiązać współpracę z kontrrazwiedką wojskową w Kraju Nadwiślańskim, tymczasowo używającym nazwy „Rzeczpospolita Polska”. Ponieważ kontrrazwiedka wojskowa w naszym nieszczęśliwym kraju niczego nie robi bez rozkazu, to nietrudno się domyślić, że skoro prezydent Putin rozkazał FSB nawiązać współpracę z tubylczą kontrrazwiedką, to i tubylczej kontrrazwiedce musiał ktoś wydać identyczny rozkaz.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

A cóż może wyniknąć ze ścisłej współpracy FSB z tubylczą kontrrazwiedką wojskową? Mnóstwo rozmaitych rzeczy – a wśród nich również odpowiedni kształt sceny politycznej. Nie możemy bowiem zapominać, że zgodnie z postanowieniem Rady NATO-Rosja z listopada 2010 roku i z podpisanym przez Patriarchę Cyryla z JE abpem Józefem Michalikiem w ubiegłym roku w następstwie tego postanowienia porozumieniem, nasz mniej wartościowy naród tubylczy ma „pojednać się” z narodem rosyjskim. Zatem również naród rosyjski musi pojednać się z naszym narodem – a nietrudno się domyślić, że uczyni to na własnych warunkach.

Jednym z nich jest odpowiedni kształt politycznej sceny. A jaki kształt jest odpowiedni? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, znów musimy odwołać się do wspomnianego klasyka, który ukrył przed nami spostrzeżenie, że jeszcze ważniejsze od prawidłowego liczenia głosów jest przygotowanie wyborcom właściwej alternatywy. A jaka alternatywa jest właściwa? A taka, żeby bez względu na to, kto wygra wybory, były one wygrane. I dopiero w świetle tego spiżowego spostrzeżenia możemy lepiej zrozumieć sens i cel sobotniej narady w redakcji żydowskiej gazety dla Polaków pod kierownictwem bywalca Klubu Wałdajskiego, w którym prezydent Putin karmi i poi swoich najmilszych gości – czyli pod kierownictwem pana redaktora Michnika.

Przedmiotem narady było rozstrzygnięcie kwestii, czy zagraża „nam” faszyzm. „Nam” czyli panu redaktorowi Michnikowi i jego przyjaciołom. Warto przypomnieć, że walkę z „faszyzmem” bezpieka proklamowała natychmiast po deklaracji organizatorów ubiegłorocznego Marszu Niepodległości, że chcieliby oni wysadzić w powietrze układ okrągłego stołu, przy którym „lewica laicka”, czyli dawni stalinowcy w pierwszym i drugim pokoleniu, umówiła się z komunistyczną razwiedką co do podziału władzy nad mniej wartościowym narodem polskim.

Ale wiadomo, że walczyć z „faszyzmem” można rozmaicie. Można na przykład posyłać „faszystów” do gazu, albo w jakieś oddalone i chłodne miejsca – ale można też „faszyzmowi” zapobiegać. W jaki sposób? Ano właśnie poprzez odpowiednie ukształtowanie politycznej alternatywy dla wyborców. Takiej – w której „faszyści” w ogóle się nie znajdą. I dopiero z tego punktu widzenia możemy ocenić wagę deklaracji pana profesora Antoniego Dudka podczas wspomnianej narady u pana red. Michnika – że mianowicie najlepszą zaporą przeciwko „faszyzmowi” jest Prawo i Sprawiedliwość. Dopóki Prawo i Sprawiedliwość wypełnia, a jeszcze lepiej – dopóki monopolizuje ono prawą stronę politycznej sceny, to „faszyzm” no pasaran. Jeśli tedy pan prof. Dudek ma rację, to znaczy, że chociaż PiS pragnęłoby uchodzić za ugrupowanie antysystemowe, to przecież jest ważnym elementem systemu.

Stanisław Michalkiewicz

za pomocą Odwołujemy się do klasyków

polecam również: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?) oraz: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles a także: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. podobne: Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi.

…Z PISem Pan Michalkiewicz też trafił w 10. Od lat ten sztuczny podział na górze wygląda tak jak na obrazku… Bo nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg który się pojawił na prawicy w postaci KNP i RN… Odys

rys. Buch

rys. Buch