Alfie Evans czyli o tzw. „państwie prawa”, albo „na zdrowie” poddanym Jej Królewskiej Mości, albo o władzy nad światem


rys. Andrzej Krauze

Nasz Pan Ludzkość (Człowiek w miejscu Boga. Fragmenty z Adama Zamoyskiego „Święte szaleństwo” i II listu św Pawła do Tesaloniczan)

…W sobotę na profilu Franciszka ukazały się następujące słowa w kilku językach, także po polsku: „Jestem głęboko dotknięty śmiercią małego Alfiego. Dziś szczególnie modlę się za jego rodziców, a Bóg Ojciec niech przyjmie go w Swe czułe ramiona”.

Papież zaangażował się w ratowanie ciężko chorującego na niezdiagnozowaną chorobę neurologiczną chłopca i polecił watykańskiemu szpitalowi Bambino Gesu podjąć starania, by sprowadzić go do Rzymu. Nie zgodził się na to brytyjski sąd... (PAP)

Socjalizm jest nie tylko ustrojem niewolniczym, ale również – zbrodniczym. Znakomitą ilustracją jest sprawa Alfiego Evansa, którego funkcjonariusz państwowy nakazał odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. To jeszcze można by zrozumieć, bo w Wielkiej Brytanii państwo finansuje leczenie chorych i z tego tytułu sprawuje nadzór nad szpitalami. Toteż Alfiego Evansa od aparatury odłączono, ale mimo to chłopiec nadal żyje. W tej sytuacji włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraziło gotowość natychmiastowego przyznania Alfiemu Evansowi włoskiego obywatelstwa, a szpital Bambino Gesu zaoferował kontynuowanie leczenia. Rodzice chłopca skwapliwie by z tej szansy skorzystali, ale sąd apelacyjny, do którego się zwrócili, okazał się nieugięty i odmówił zgody na przewiezienie małego pacjenta do szpitala Bambino Gesu. Pretekstem tej odmowy są względy medyczne; lekarze zajmujący się chłopcem i reprezentujący jego interesy przed sądem doszli do wniosku, że doznał on uszkodzeń mózgu, w następstwie których został pozbawiony co najmniej czterech zmysłów i dalsza terapia „nie leży w jego interesie”.

Ta sytuacja skłania do postawienia zasadniczych pytań. Po pierwsze – kto ma ostatnie słowo w sprawie losów małoletniego dziecka – czy funkcjonariusze państwowi – bo w takim charakterze występują lekarze, podobnie jak i sąd, który jest opłacany z funduszy publicznych, czy też rodzice dziecka, zwłaszcza gdy znaleźli sposób alternatywnego finansowania terapii? Krótko mówiąc – czy dziecko jest własnością państwa, którego funkcjonariusze mają w ostatniej instancji decydować o jego losie, czy jednak rodzice? Pytanie jest szczególnie aktualne, bo w następstwie rewolucji komunistycznej, która przetacza się przez Europę i Amerykę Północną, na naszych oczach zlikwidowana została władza rodzicielska z której pozostał tylko obowiązek alimentacyjny. Władzę tę podstępnie przejęli funkcjonariusze państwowi, zgodnie z celem komunistycznej rewolucji. Jest nim wyhodowanie człowieka sowieckiego, a więc takiego, który wyrzekł się wolnej woli. W związku z tym, człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, w którym trzeba codziennie dokonywać samodzielnych wyborów. Dlatego drugim celem komunistycznej rewolucji jest stworzenie człowiekowi sowieckiemu sztucznego środowiska, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono między innymi tym, że nie toleruje żadnej władzy, poza własną – a więc między innymi – władzy rodzicielskiej. Sprawa Alfiego Evansa pokazuje to w całej rozciągłości i zgrozie…” (Stanisław Michalkiewicz – W cęgach reżymu)

Na początek świadectwo o tym dlaczego warto walczyć o każde ludzkie życie… Był martwy przez 45 minut i ożył (wypowiedź na forum ONZ)

Nosiłem się kilka dni z tą sprawą i różnymi myślami oraz emocjami, które jak się okazało zatoczyły na koniec pewnego rodzaju koło. To znaczy, zaczęły się od spokojnego żalu (z powodu śmierci tego chłopca) i do spokojnego żalu wróciły (tylko trochę innego)… Gniew, a czasem wręcz nienawiść, dojrzały, opadły i zgniły, więc teraz już na spokojnie, pozwolę sobie sklecić tych parę słów… Powinienem napisać o samym Alfiem. O tym jak i dlaczego żył (nawet po odłączeniu od aparatury), ale że nie wiem o nim niczego poza tym do czego został użyty, napiszę o okolicznościach tego użycia, które skończyło się śmiercią. Jest to bowiem sprawa moim zdaniem przełomowa. W wymiarze prawa precedensowa. Bezwzględna niczym słynne prawa Murphiego, które w tym wypadku brzmi… Sędzia ma zawsze rację. Reszta to w zasadzie tło, łącznie z tymi którzy popierali jak i protestowali przeciwko temu co zaszło.

Kilka dni temu mogliśmy się bowiem równie bezradnie przyglądać innemu precedensowi, który miał miejsce w bratnim wyspiarzom kraju anglosaskim, znajdującym się po drugiej stronie oceanu (o którym pisałem tu: możliwe konsekwencje UStAwki 447), a dziś w niedalekim odstępie czasu, jesteśmy po bardzo istotnym przekroczeniu kolejnej bariery człowieczeństwa. Oto bowiem żyjemy w świecie, w którym nie tylko można skazać niewinnego człowieka na śmierć (lub jak kto woli „ułatwić mu rozstanie ze światem”) z powodu jego częściowej ułomności (ciekawe gdzie będzie ta granica za kolejnych kilka lat), ale można również odmówić (pod groźbą konsekwencji karnych), wszelkich prób ratowania go od śmierci… Państwo rozumieją w jakim kierunku zmierzamy? Jestem przekonany że kiedyś historia oceni oba wydarzenia jako punkt zwrotny sensu naszego istnienia tu na ziemi. Dziś natomiast obie sprawy prezentują się jako lokalne epizody/ciekawostki prawnicze. Wydarzyły się jak gdyby nigdy nic, i to pośród istnienia instytucji/organizacji, które na swoich sztandarach mają zapisane tzw. ochronę „praw człowieka” (i obywatela), a także podobno dziecka. O ochronie innego rodzaju życia na ziemi nie wspominając, co zwłaszcza u nas (również w tych dniach) mogliśmy oglądać/słyszeć przy okazji wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie wycinki drzew w jednej z polskich puszczy. Ja się więc pytam (bo już całkiem zgłupiałem), o jakim prawie mówimy, i gdzie jest w nim miejsce na ludzkie życie? Bo jak dla mnie prawo w którym człowiek (nawet ułomny) znaczy mniej od drzewa nie jest żadnym prawem, a już na pewno nie „człowieka”.

Znam tylko jedną równie wrogą człowiekowi postawę, która od zarania dziejów czasem manifestuje w ten sposób swoją obecność i pogardę dla ludzi, uważając nas za szkodników dla całej reszty stworzenia, których należałoby solidnie przetrzebić. Mówię o diable i jego woli do uwodzenia słabych ludzkich umysłów przeciwko nim samym, których wykwitem jest owo autodestrukcyjne „prawo” pozwalające już nie tylko legalnie okradać i zabijać, ale blokujące realną pomoc chorym ludziom (fragment filmu „Pozwać Szatana”)

To właśnie dlatego nikt równie poważny, i w równie zdecydowanym tonie nie wydał rezolucji choćby potępiającej to, co zrobił sąd JKM Elżbiety II (w postaci „ciekawej” osobistości jaką jest niewątpliwie Anthony Paul Hayden), i nie poparł Papieża w jego akcie dobrej woli. Żywe ułomnie, ale nawet w tej ułomności żyjące na dużo wyższym poziomie od każdego, choćby bardzo rzadkiego drzewa czy nawet kornika, ludzkie dziecko, nie zasłużyło sobie w oczach tego świata na taką uwagę i protest w jego obronie, jakiego ze strony środowisk lewicowych doczekały się w Polsce drzewa, a w zasadzie kornik drukarz. Dlaczego Alfie Evans musiał zostać zamordowany? Ile to miało wspólnego z handlem organami, i innymi tropami prowadzącymi do firm kosmetycznych, z którymi to biznesami „wścibscy” internauci powiązali niemal natychmiast ową klinikę, w której rodzice Alfiego nieopatrznie go umieścili, gdzie ostatecznie był przetrzymywany pod ochroną policji aż umrze? Nie mam pojęcia, i nie chce mi się tego wszystkiego zgłębiać, bo żaden z tych tropów nie jest zasadniczym problemem. Gdzie był w tym czasie ONZ i Amnesty International? Gdzie były trybunały praw dziecka i człowieka? Co robił Europejski Trybunał Sprawiedliwości i wrażliwi społecznie politycy/głowy państw, oraz ich wyznawcy tak miłujący owe prawo i te instytucje… również w Polsce? To wszystko może sobie każdy sprawdzić, śledząc doniesienia prasowe w internecie z tamtych dni… Jeśli oczywiście ma ochotę.

Tymczasem uważam że warto mieć w pamięci i bardzo uważać na przynajmniej „naszą” lokalną odmianę wyznawców owego w specyficzny sposób pojmowanego „prawa”, które na wyspach właśnie wchodzi w fazę wykonania konkretnych wyroków. Wiedzieć kto stoi za tymi wszystkimi czarnymi marszami domagającymi się zabijania ludzi w imię pokrętnie rozumianych praw człowieka, i zapisania tego diabelstwa w naszym prawie jako „wolności obywatelskich”. Warto dostrzec związek z tym dlaczego tak zajadle walczą oni w obronie tzw. „państwa prawa”, którego „konstytucję” uważają za wartość najwyższą, wartą wyjścia na ulicę i konfrontacji z organami porządku. Warto kojarzyć kto w imię tego postawionego na głowie porządku wartości, w czasie kiedy wydawano na Alfiego wyrok śmierci (zakazując jakiejkolwiek pomocy), walczył aktywnie o prawo do życia… dla kornika drukarza. Domagano się też więzienia dla Szyszki za „zbrodnie na puszczy popełnionej”, ale ani słowa o więzieniu, lub choćby potępieniu milczącej zgody królowej Anglii, ani dla jej sędziego. Państwo rozumieją to szaleństwo?… A teraz kiedy Alfiego już nie ma, ci sami praworządni obywatele mówią innym „ciszej nad tą trumną”, ale sami w osobie Lisa i Przemysława Witkowskiego oraz innych zaangażowanych w „praworządność” (i bezkarność sędziów) milczeć nie zamierzają, kując żelazo chorej ideologii której zaprzedali duszę, i wypisując rzeczy wołające o pomstę do nieba.

Szczytem władzy i bogactwa nie jest bowiem posiadać wielkie majętności, czy zasiadać w jakiejś organizacji. Tym szczytem jest decydować w skali globalnej o tym, co jest dobre a co jest złe. Kiedy sobie to uzmysłowimy, łatwiej będzie nam zrozumieć słowa Pisma Świętego

…Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło»…

Tam nie chodziło bowiem o jakąś pospolitą kradzież. Ale o aspirację by być jak Bóg.

Żal mi was biedni głupcy, bo ewidentnie nie wiecie co czynicie. Nie Alfiego, który spoczywa już bezpiecznie z daleka od waszej pogardy dla jego życia, ale was. Jesteście bowiem już jedną nogą tam gdzie nikt się nad wami nie ulituje. A kto wie czy na ziemi nie zakosztujecie osobiście owocu tego, czemu dziś kibicujecie skacząc na trumnie Alfiego z radości po decyzji sędziego JKM Elżbiety II… która w tym samym czasie doczekała się prawnuka. Jaki będzie jego świat kiedy sam zasiądzie na królewskim tronie? Urodzić się jako spadkobierca domu w którym panuje taki „porządek” nie życzyłbym najgorszemu wrogowi… Odys

podobne: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. oraz: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak” i to: Grażka, Rom i Eluana czyli… W trzech historiach o wojnie cywilizacji na śmierć i życie a także: Człowieku XXI wieku uświadom sobie tę najstraszliwszą prawdę, o której wiesz ale za wszelką cenę chcesz zapomnieć… Piekło i jego władca Szatan istnieją. i jeszcze: Między Niebiem i Piekłem – Ziemia… Umarłym (za życia)… Wstań i idź

 

 

Reklamy

dziedzictwo (nie) posłuszeństwa czyli pełnia człowieczeństwa


Ettore Ximenes – Law

„…Jak długo dziedzic jest nieletni, niczym się nie różni od niewolnika, chociaż jest właścicielem wszystkiego. (…) gdy jednak  nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.  Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A  zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.
Wprawdzie ongiś, nie znając Boga, służyliście bogom, którzy w rzeczywistości nie istnieją. Teraz jednak, gdyście Boga poznali i, co więcej, Bóg was poznał, jakże możecie powracać do tych bezsilnych i nędznych żywiołów, pod których niewolę znowu chcecie się poddać?…” (Z listu św Pawła apostoła do Galatów)

Dlaczego wciąż wątpisz w miłości mej wagę
przez co ci się zdaje jak młyńskie kamienie
ciążące na życiu w gorzkich łzach skąpanym
nad którym przejść lekko ciągle masz marzenie

A przecież nie byłeś na początku taki
kiedym cię misternie na swój obraz tworzył
Wolnym od trosk wszelkich
wiecznie młodym zdrowym
A ciało twe i dusza nie znały pragnienia

W zamian za dar życia bez bólu i śmierci
wzajemności chciałem w prostym posłuszeństwie
które płynąć miało z serca i rozumu
chroniąc od zatraty wolności w szaleństwie

Ty zaś posłuch dałeś temu żeś mi równym
I że świecić możesz tylko ciemność znając
Że „by stać się czystym
wpierw trzeba być brudnym”
Jak ten co światłem wzgardził brzuch w prochu nużając

„… Czy nie wiecie, że jeśli oddajecie samych siebie jako niewolników pod posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu dajecie posłuch: bądź [niewolnikami] grzechu, [co wiedzie] do śmierci, bądź posłuszeństwa, [co wiedzie] do sprawiedliwości? (…)  Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne…” (Z listu św Pawła apostoła do Rzymian)

Tak wybrałeś nieszczęsny wolność… w zniewoleniu
Stając się kowalem praw – twych nowych bogów
Więc powiedz dlaczego, władco tego świata
obarczasz mnie winą swych wolnych wyborów

Czemu mnie przyzywasz, wołasz wspomożenia
a gdy je dostajesz jesteś jak namiestnik
Który mocen skazać
lub uwolnić… Boga
umywając ręce we własnych cierpieniach

Kiedy ty dorośniesz synku, córko moja
Kiedyż ci się znudzi tej huśtawki błędnik
Czekam twej decyzji, w wierze uległości
Ja twój Bóg i Stwórca, nadzieji powiernik

Bo choć zapomniałeś ile znaczysz dla mnie
Nawet wiedząc swoje gdy zamkniesz powieki
Cokolwiek wybierzesz
nigdy się nie skończy
Moja cząstka w tobie co kocha na wieki

Odys, kwiecień 2018

„…Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka.Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości ukorzenieni i ugruntowani  wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość,i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą…” (z listu św Pawła apostoła do Efezjan)

…O Prawdo, Prawdo, jakże boleśnie już wtedy z głębi duszy wzdychałem do Ciebie, gdy tamci ciągle wokół mnie wrzeszczeli, wykrzykując Twe miano w najprzeróżniejszych teoriach, wymachując niezliczonymi, wielkimi księgami! To były talerze, na których mnie, łaknącemu tylko Ciebie, zamiast Ciebie podawali słońce i księżyc, piękne dzieła Twe, na pewno piękne, ale jednak tylko dzieła. Twoje — one nie są Tobą ani nie są nawet najważniejszą częścią stworzenia.

Pierwszeństwo mają przed nimi Twoje dzieła duchowe, choćby tamte wielkie twory materialne ogromną jasnością gorzały na niebie. A ja nawet nie dzieł największych, lecz Ciebie samej, Prawdo, Ciebie, w której nie ma odmiany ani cienia zmienności, pragnąłem i łaknąłem. A na owych talerzach przynoszono mi wizje pełne blasku. Już lepiej byłoby kochać samo słońce, przynajmniej dla oczu realne, niż takie urojenia, jakimi oczy łudzą umysł. Spożywałem ten pokarm biorąc go za Ciebie — bez chęci jednak, gdyż smak, jaki czuło moje podniebienie, nie był Twoim smakiem. Przecież nie były Tobą owe zmyślenia jałowe. I nie pożywiałem się nimi, lecz raczej coraz bardziej głodniałem. Pokarm, który się śni, jest zupełnie podobny do pokarmu spożywanego na jawie, ale nie odżywia śniących, bo oni tylko śnią, że jedzą. To zaś, co mi podawano, nie było nawet w żadnym stopniu podobne do Ciebie, Prawdo, takiej, jaka przemówiłaś do mnie potem. Były to widma rzeczy, pozorne przedmioty, od których znacznie pewniejsze są te rzeczywiste przedmioty materialne, jakie oczyma cielesnymi dostrzegamy czy to na ziemi, czy na niebie. Widzimy je nie tylko my, widzą je również zwierzęta i ptaki; przedmioty te są pewniejsze od naszych wyobrażeń o nich. Nasze zaś wyobrażenia są z kolei pewniejsze od owych większych, nieskończonych rzeczy, jakich istnienia mielibyśmy się domyślać na podstawie znajomości rzeczy widzialnych; tamte w ogóle nie istnieją. A właśnie nimi mnie karmiono — i pozostawałem głodny.

Miłości moja, do której się garnę, abym nabył mocy! Ty przecież nie jesteś ani tymi przedmiotami widzialnymi, choćby jaśniejącymi na niebie, ani nie jesteś jakimiś rzeczami, których tam nie widzimy. Ty, Panie, je stworzyłeś, a nie zaliczasz ich nawet do największych Twoich dzieł. Jakże więc daleko jesteś od owych widm, w które wierzyłem, widm rzeczy, które w ogóle nie istnieją...” (św. Augustyn „Wyznania”)

podobne: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości.

„Nella Fantasia”

Ekonomia Bożej miłości, dorosnąć do zmartwychwstania i „beznadzieja” pracy nad sobą, czyli „O naśladowaniu Chrystusa”


Kamień grzechu skruszony

Pieczęć śmierci złamana

Strażnik piekła strwożony

Mocą Chrystusa Pana

 

Więc porzućmy grób pusty

<To co złe nas spotyka>

Z sercem pełnym wdzięczności

Pójdźmy do Wieczernika

 

Gdzie nas czeka Zbawiciel

Źródło Wielkiej Miłości

Ofiarując nam życie

W chwale Boga wieczności

 

Pascha – Odys, Wielkanoc 2018

Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych czyli zwycięstwa życia nad śmiercią, i miłości nad nienawiścią składam wszystkim serdeczne życzenia. Opatrzności Bożej, rozeznania aby wszystkie plany były zgodne z Jego wolą, zaś w chwilach upadku szczerego żalu oraz Łaski wiary w Jego nieskończone miłosierdzie… Niech nam żyje Chrystus Król… (Odys)

 

„…Pusty grób jest źródłem chrześcijańskiej nadziej i radości. Życie jest tylko przejściowym etapem. Śmierć nie jest końcem wszystkiego. Chrystus zmartwychwstał. Apostoł Piotr ma teraz powód do radości, ale jeszcze kilka dni wcześniej niczego nie rozumiał. Wielu uczniów Jezusa nie wytrzymało próby i uciekło od Niego. Dzisiaj uczestniczą w zwycięstwie swojego Mistrza nad śmiercią. Ta wielka radość, wypływająca z ich wiary, dała im siłę do głoszenia Dobrej Nowiny i przyjęcia własnej śmierci dla Chrystusa, gdyż wszyscy – z wyjątkiem Jego umiłowanego ucznia – ponieśli śmierć męczeńską.

Czasowy horyzont
Ta radość może stać się również naszym udziałem, ale wszystko zależy od postawy, jaką przyjmiemy wobec pustego grobu. Śmierć jest zawsze punktem odniesienia, obok którego nie można przejść obojętnie. Może być końcem wszystkiego, czyli stratą, ale może być też początkiem czegoś nowego, a więc zyskiem. Wszystko ma swoje źródło w akcie wiary, która jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, a których jeszcze nie widzimy (por. Hbr 11,1).
Pusty grób jest historycznym wydarzeniem. Wszystko, co dzieje się w świecie i w życiu doczesnym człowieka, także jego relacja z Bogiem, ma miejsce w czasie. Człowiek nie możemy wyobrazić sobie bezczasowej egzystencji. Bez czasu nie mógłby się pojawić człowiek i świat. Ludzie nie mogliby pielgrzymować ku pełni jedności ze swoim Stwórcą, a sam Bóg nie mógłby dokonać swego dzieła Odkupienia poprzez wejście w dzieje ludzkości w Jezusie Chrystusie – Wcielonym Słowie Boga. Boża ekonomia zbawienia realizuje się w czasoprzestrzeni…

…Hans-Hermann Hoppe, współczesny niemiecki filozof i ekonomista, zwolennik austriackiej szkoły ekonomii, twierdzi, że w pewnym sensie biologiczne fakty mają bezpośredni wpływ na preferencję czasową. Dziecko zdecydowanie woli dobra teraźniejsze od dóbr przyszłych, gdyż żyje tylko obecną chwilą. W miarę jak dziecko dojrzewa i staje się osobą dorosłą, stopa preferencji czasowej maleje, gdyż osoba dorosła ma już poczucie czasu i wzrasta u niej końcowa użyteczność dóbr przyszłych. Pojawia się motywacja do oszczędzania i inwestowania. W końcu człowiek zbliża się do kresu swojego życia. Stopa preferencji czasowej znowu wzrasta, gdyż przyszłości jest już niewiele. Człowiek w tym wieku nie przykłada już wagi do oszczędzania i inwestowania.
Niemiecki ekonomista trafnie zauważa, że sytuacja zmienia się, gdy człowiek posiada rodzinę. Jest wtedy zainteresowany zapewnieniem swoim dzieciom środków do życia. Z tego powodu stopa preferencji czasowej u takiego człowieka, nawet w podeszłym wieku, pozostaje na poziome typowym dla osoby w sile wieku. Człowiek znowu widzi sens w oszczędzaniu i inwestowaniu…

Życie pokazuje, że można przeciwdziałać efektowi starości i zawiesić jej wpływ na poziom preferencji czasowej. Ale możemy pójść znacznie dalej. Możemy cel naszego życia umieścić poza granicami śmierci. Czy nieśmiertelność nie jest odwiecznym marzeniem człowieka?
Wiara w pusty grób poszerza naszą życiową perspektywę. Chrystus zmartwychwstał, a to nadaje naszemu życiu nowy wymiar. Inwestowanie we własne życie nabiera znowu nowego znaczenia. Używając języka zaczerpniętego z ekonomii, możemy powiedzieć w kazaniu wolnorynkowym, że jesteśmy gotowi do powstrzymania się od konsumpcji bieżących dóbr na rzecz wyższej konsumpcji nie tylko w ziemskiej przyszłości, ale ze względu na dar życia wiecznego. Z perspektywy pustego grobu w inny sposób patrzymy również na cierpienie. Rozumiemy lepiej św. Pawła, kiedy mówi, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, który ma się w nas objawić (por. Rm 8,18). Jesteśmy gotowi – podobnie jak Apostoł Narodów – wszystko uznać za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa (por. Flp 3,8).

…Księga Mądrości podpowiada nam, że wobec kruchości ludzkiego życia człowiek może przyjąć dwie postawy. Pierwsza to postawa sprawiedliwych, którzy w zaufaniu Bogu widzą przyszłość poza ziemskim horyzontem: „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności”(Mdr 2,23). Druga postawa to postawa bezbożnych, którzy odrzucają przyszłą zapłatę, mówiąc: „Korzystajmy z tego, co dobre, skwapliwie używajmy świata w młodości!” (Mdr 2,6). Krótkowzroczną i lekkomyślną postawę bezbożnych Księga Mądrości ocenia jednoznacznie: „Tak pomyśleli – i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dusz czystych” (Mdr 2,21-22).

Napięcie pomiędzy doczesnością i wiecznością ciągle trwa. Jest to odwieczny konflikt, które istnieje w sercu człowieka. Ale chrześcijanin to człowiek, który wzrok ma nie tylko nieustannie utkwiony w niebo, ale równocześnie bardzo twardo stąpa po ziemi. Horyzont czasowy ucznia Chrystusa przekracza jego obecne życie, ale nie wyrzeka się on całkowicie tego świata. Świat jest dla niego miejscem i zarazem środkiem do osiągnięcia zbawienia. Taka jest Boża ekonomia miłości. Wiara w niebo podwyższa preferencję czasową, ale biblijne wezwanie do tego, aby uczynić sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28), nie pozwala do przesunięcia jej granic do nieskończoności, która mogłaby sparaliżować całkowicie doczesne życie.

…Wiara potrzebuje rozumu, ale i rozum potrzebuje wiary. Święty Jan Paweł II (†2005) na samym początku encykliki o relacjach między wiarą a rozumem Fides et ratio (1998) napisał, że wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Aby odkryć prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa musimy najpierw stanąć przed pustym grobem. Musimy uwierzyć, że Chrystus zmartwychwstał i pokonał śmierć. Wtedy zrozumiemy, czym zmartwychwstanie jest dla nas. Przestaniemy się bać śmierci, cierpienia, własnej słabości i upływającego czasu. Wówczas za św. Pawłem będziemy w stanie powtórzyć: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk” (Flp 1,21).” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Pusty grób. Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego

podobne: Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu  oraz: Całun Turyński – fakty i mity i to: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii a także: Śmierc i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości polecam również: Środa Popielcowa, Wielki Post i dobry rachunek sumienia

SENS LUDZKIEGO ISTNIENIA…

  • Jest słowo Jezusa, które sprawia, iż zagłębiam się w otchłani. Mówiłem, że w moim doznaniu, tam w kaplicy, tylko Bóg był oczywistością, do Chrystusa musiałem dochodzić przez analogię, przez dedukcję. A więc, jest jedno jego słowo, które przekonało mnie na zawsze o jego boskości. Jest to owo straszne: „Boże mój, Boże mój, dlaczegoś mnie opuścił?” Czyż teologia nie twierdzi, że w osobie Jezusa współistniały dwie natury: boska i ludzka? A więc, na krzyżu — to on sam woła — że Bóg go opuścił. Przeto zrezygnował także ze swojej części boskości, ze swojego kontaktu z Ojcem. Tylko Bóg może posunąć się aż do tego stopnia rezygnacji, może uczynić z siebie dar tak całkowity. My zawsze zatrzymujemy coś dla siebie. On nie zachował niczego. (Andre Frossard – jeden z najsłynniejszych publicystów Francji publikujący na pierwszej stronie „Le Figaro”; syn założyciela Francuskiej Partii Komunistycznej; nawrócony w wyniku doświadczenia mistycznego w Kościele)
  • Napisane jest: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga twego”. To prawda, ale Pan, Bóg twój, może wystawić na próbę samego siebie; wydaje się, że to właśnie wydarzyło się w Getsemani. W ogrodzie szatan wodził na pokuszenie człowieka; w ogrodzie Bóg wodził na pokuszenie Boga. W nadludzki sposób Bóg przeszedł przez doświadczenie ludzkiego przerażenia i pesymizmu. Gdy ziemia zadrżała i Słońce zgasło na niebie, nie stało się to z powodu ukrzyżowania, ale z powodu wołania z krzyża: wołania, które oznajmiło, że Bóg opuścił Boga. A teraz, pozwólmy rewolucjonistom wybierać wiarę spośród wszystkich wierzeń i boga spośród wszystkich bogów na świecie. Niech dokładnie zważą w myśli wszystkich bogów nieuchronnej powtarzalności i niezmiennej władzy. Nigdzie indziej nie znajdą boga, który sam byłby buntownikiem. Powiem więcej (choć tu rzecz przekracza możliwości ludzkiej mowy): pozwólmy ateistom wybrać sobie boga. Znajdą tylko jedno Bóstwo, które kiedykolwiek dało wyraz ich osamotnieniu, i tylko jedną religię, której Bóg przez chwilę wydawał się ateistą. (Fragment książki „Ortodoksja” G.K. Chestertona)
  • Na krzyżu nasz Pan przemówił do ateistów, do komunistów, do agnostyków, do niewierzących, do odszczepieńców, do tych wszystkich, którzy przeżywają wewnętrzne piekło – w szczególności do tych, którzy mieli Wiarę i ją utracili. Piekło nie zaczyna się w przyszłym świecie. Zaczyna się ono tutaj. W jaki sposób ateista, agnostyk lub niewierny mógłby zostać zbawiony, jeśli Pan na krzyżu nie podjąłby środków, aby odkupić ich wszystkich? Nasz Zbawiciel podjął się zatem cierpieć ową samotność, izolację i oddzielenie od Boga, które są udziałem wszystkich ateistów. Zgodził się zatem trwać bez jakiegokolwiek Boskiego pocieszenia i znaleźć się na skraju piekła, aby poczuć, jak to jest być potępionym. W owym momencie, kiedy słońce się zaćmiło, jakby samo wstydziło się rzucać promienie na zbrodnię bogobójstwa, nasz Pan w ciemnościach tego dnia przyoblekł swą duszę w ciemność i w zadośćuczynieniu za wszystkich ateistów zawołał: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił?” Ten czyn pozwolił Breżniewowi zbawić swoją duszę, o ile tylko Breżniew usłyszał to wołanie. Nasz Pan doświadczył piekła Voltaire’a, Camusa, Sartre’a, Juliana Apostaty i tych wszystkich, którzy wyparli się swego Boga. Od tego czasu wystarczy tylko, że zawołają do Niego, aby zostali zbawieni. Ale muszą zawołać. (ABP FULTON SHEEN)
  • Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego. (Gaudium et spes – Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym odwołująca się do słów Chrystusa: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16, 25-26).

źródło: znanichrzescijanie.wordpress.com 

oraz: Doroteusz z Gazy „O miłości bliźniego” i „CREDO AD INFINITUM” i to: „Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, tak silne że oddaje się dla niej własne życie”. Golgota a także: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…”

DobraNowina: „skupić się na przyjęciu prawdy o śmierci starego człowieka i życiu Zmartwychwstałym Chrystusem”

podobne: Bóg to trzy filary: miłość Boga do człowieka, miłość człowieka do Boga, i strach człowieka przed Bogiem i jeszcze: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości

„… pisany dla zakonników, składający się z czterech części (Zachęty pomocne do życia duchowego, Zachęty do życia wewnętrznego, O wewnętrznym ukojeniu, Gorąca zachęta do Komunii Świętej) poradnik, nadaje się albo do wyrywkowej przypadkowej lektury, albo do codziennego, systematycznego odkrywania kolejnych fragmentów. Każde słowo, każde zdanie jest nasycone niezwykłą treścią. Tomasz był kopistą Biblii – znał więc ją wyśmienicie. Stąd też we współczesnych wydaniach można na marginesie odnaleźć wskazania do konkretnych rozdziałów i wersów, do których odnoszą się poszczególne momenty.

Co takiego jest siłą tej książki (…) Może to nadzieja? Może fakt, iż płynie z tej książeczki nauka, że dobre życie i szczęście można osiągnąć poprzez rezygnację z samego siebie? Może chodzi o tę piękną prawdę, że śmierci tak naprawdę nie ma, została pokonana przez Zbawiciela? A może o to – że warto zachowywać niezłomną postawę nawet wtedy, gdy to się patrząc „po ludzku”, nie opłaca? A może chodzi o Miłość w najczystszej postaci. Miłość w której na pierwszym miejscu jest Bóg, potem jest drugi człowiek, a na końcu dopiero ja sam? Może wreszcie o porządne, moralne życie, o nazywanie rzeczy złych po imieniu, a wskazywanie głośno dobrych?

Tyle przecież płynie słów nienawiści, obelg, kłamstw, fałszywych zarzutów, manipulacji. Niektórym zaczyna brakować siły. Ile jeszcze można znieść kłamstwa? Ile można trwać, będąc opluwanym i niszczonym?… „ (Tomasz Łysiak w przedmowie do książki – O naśladowaniu Chrystusa)

Spośród wszystkiego co ma swój koniec.
Ona jedna jest nieśmiertelna.
I to jest dowód na jej istnienie.

To ona powołuje do życia.
Bo sama jest wieczna.
Umiera tylko to, co nią nie jest.

By to co skażone przyoblec w nieskażoność.
W niezasłużonej życzliwości,
Raz ofiarowana jest dana na zawsze.

Miłość nie umiera.
Nigdy.

Ayo, 15.04.2017

podobne: „Wykonało się…” (do obrazu Mariusza Lewandowskiego)

 

 

Zamiast bomby atomowej… Dzień gniewu (Kaczmarskiego)


Podziemna TV. Robią nas w konia – Śmierć w obronie życia

 

Tylnym wejściem niczym złodziej

takim jak go „człowiek” stworzył

sądny dzień nadchodzi.

Strojny w tęczowe zasłonki

spod których siarczą walonki

hybrydowej wojny.

Bez pośpiechu jak po swoje

z „zacofaniem” tocząc boje

o prawo własności.

Wmówił diabeł temu światu

że dopiero gdy brat bratu

porachuje kości

Dostąpi wolności

Odys, luty 2018

podobne: Bioetyka i „zespół komórek” (kiedy zaczyna się człowiek?) Bezpłodność: In vitro nie leczy, naprotechnologia leczy. Sprzedają organy nienarodzonych dzieci! oraz: Zabij „dzień po” bez recepty… „Nie o Mary Wagner” Dla Mary Wagner. I to: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie)

rys. Jerzy Krzętowski

**

„Zabijają ich powoli,
Zabijają mimochodem,
Nie przeraża i nie boli
Pełzająca śmierć pod progiem.

Wokół studni na podwórku
Mokre buzie roześmiane,
Dziecko kijem goni kółko,
Ono też jest zabijane.

Na poddaszu, przy lunecie
Siwobrody gnie się mędrzec,
Tropi prawdy we wszechświecie,
I on też zabity będzie.

W ciemnej bramie stoi szpicel,
Czas na służbie wolno płynie,
Całą widzi stąd ulicę –
Nie zobaczy, kiedy zginie.

A świat się zastanawia,
A świat zachodzi w głowę –
Czy obraz to bezprawia,
Czy się wykuwa nowe.

Zabijają ich spokojnie,
Zabijają ich jak leci –
Już nie trzeba iść na wojnę,
Żeby stawić czoła śmierci.

Żyć wystarczy, jak się żyło,
Modlić się o święty spokój,
Kopać grządki, kochać miłość
Nic nie wiedząc o wyroku.

Trzeba się ubierać ciepło,
Jeść z umiarem, ważyć słowo,
Dbać, by życie nie uciekło,
Zanim się nie umrze zdrowo.

Jeśli huknie coś lub błyśnie
Nie dać się ogarnąć grozą.
Co ma tonąć – nie zawiśnie,
Zawsze przyjdą i wywiozą.

Świat na to sprawdza, pyta,
Świat na to nic nie może,
Świat się nadziei chwyta,
Że to zrządzenie boże.

Zabijają ich nie wiedząc,
Ze ich właśnie zabijają,
Zabijają śpiąc i jedząc,
Patrząc, słysząc, nie pytając.

Zabijają nas tą śmiercią
Ku rozrywce, ku przestrodze,
Ku nauce naszym dzieciom,
Co się nigdy nie urodzą”.

Jacek Kaczmarski – Dzień gniewu II (Czarnobyl)

poprzednio: „Młody las” (Kaczmarskiego)

Z listów starego diabła do młodego… Rzeczywistość stworzenia


Triumf Szatana – Jan Matejko

„…Jedyny konstruktywny fragment twego ostatniego listu to ten, w którym wzmiankujesz, że spodziewasz się wciąż jeszcze dobrych rezultatów mogących wyniknąć ze zmęczenia pacjenta. Z tym można by się zgodzić. Lecz to nie wpadnie samo przez się w twoje ręce. Zmęczenie może bowiem doprowadzić także do krańcowej łagodności, spokoju umysłu, a nawet do czegoś w rodzaju wizji.

Jeśli widywałeś często ludzi, których zmęczenie doprowadzało do gniewu, złośliwości i zniecierpliwienia, to dlatego, że ludzie owi mieli skutecznie działających kusicieli. Jest rzeczą paradoksalną, że umiarkowane zmęczenie jest podatniejszą glebą dla złego humoru niż zupełne wyczerpanie. Zależy to częściowo od przyczyn natury fizycznej, lecz częściowo także od czegoś innego. To nie zmęczenie jako takie jest powodem gniewu, lecz niespodziewane żądania, które stawia się człowiekowi już zmęczonemu. Jeżeli ludzie czegokolwiek się spodziewają, to wkrótce ulegają złudzeniu, że mają do tego prawo, a wtedy świadomość zawodu, przy odrobinie zręczności z naszej strony, łatwo można przemienić w poczucie krzywdy. Dopiero gdy ludzie poddadzą się nieuniknionej konieczności, zrezygnują z wszelkich nadziei na ulgę i odprężenie oraz przestaną wybiegać myślą choćby na pół godziny naprzód, zjawia się niebezpieczeństwo pokornie go i łagodnego znużenia. Dlatego by uzyskać jak najlepsze rezultaty że zmęczenia pacjenta, musisz karmić go złudnymi nadziejami. Karm go pozornie słusznymi i przekonywającymi argumentami na to, że nalot się już nie powtórzy. Dołóż starań, by pocieszał się myślą o tym, jak bardzo będzie się rozkoszował swym łóżkiem następnej nocy. Staraj się sztucznie spowodować jego znużenie, podsuwając mu myśl, że ono wkrótce minie; z chwilą bowiem gdy napięcie nerwowe mija, lub wydaje im się, że mija, ludzie uważają, że doszło ono już do ostatecznych granic i byłoby na dalszą metę nie do zniesienia. W tej sprawie, podobnie jak w wypadku tchórzostwa, należy unikać całkowitego zdania się pacjenta na łaskę Nieprzyjaciela. Niezależnie od tego, co pacjent mówi, niech wewnętrznie będzie nastawiony nie na zniesienie wszystkiego, cokolwiek go spotka, lecz na zniesienie’ tego „przez rozsądny okres czasu” – a ten rozsądny okres niech będzie krótszy niż przypuszczalne trwanie próby. Nie ma potrzeby, by był o wiele krótszy; przy atakach na cierpliwość, czystość i męstwo jest rzeczą bardzo zabawną sprawić, by pacjent zrezygnował z walki właśnie wtedy, gdy (o gdybyż on to wiedział) był tylko o krok od zwycięstwa.

Nie wiem, czy jest rzeczą prawdopodobną, aby pacjent spotkał swą dziewczynę w warunkach takiego napięcia nerwowego. Jeśli spotka, zrób użytek z tego faktu, że do pewnych granic zmęczenie czyni kobiety bardziej rozmownymi, a mężczyzn mniej. W takich okolicznościach można wywołać; nawet między zakochanymi, wiele skrytych rozdźwięków i uraz. Przypuszczalnie sceny, których obecnie jest świadkiem, nie dostarczą materiału do intelektualnego ataku na jego wiarę; twoje poprzednie niepowodzenia wytrąciły ci tę broń z ręki. Lecz istnieje pewna możliwość, uczuciowe zaatakowania wiary, którą to próbę można jeszcze podjąć. Polega ona na tym, aby pacjent po raz pierwszy zobaczywszy rozbryzgane na ścianie szczątki ludzkie, odczuł, że to jest obraz tego, „czym w rzeczywistości jest świat”, i że cała jego religia była tylko fantazją.

Chciej zauważyć, że zupełnie zagraliśmy w ich świadomości znaczenie wyrazu „rzeczywisty”. Ktoś z ludzi mówi na przykład o pewnym głębokim duchowym przeżyciu: „Wszystko, co się rzeczywiście zdarzyło, to to, że usłyszeliśmy trochę muzyki w jasno oświetlonym budynku”; tu rzeczywisty” oznacza nagie fakty fizyczne oddzielone” od innych elementów doświadczonych w przeżyciu. Z drugiej strony ten sam człowiek powie: „Łatwo wam dyskutować o tego rodzaju skoku, gdy sobie tutaj siedzicie w fotelach, ale wzbijcie się tam w górę i zobaczcie sami jak to rzeczywiście wygląda”; tu „rzeczywisty” użyte jest w sensie zupełnie przeciwnym, dla oznaczenia nie faktów fizycznych (które jeż znają, gdy siedząc w fotelach dyskutują na ten temat), lecz emocjonalnego oddziaływania tych faktów na świadomość człowieka. Jednego i drugiego zastosowania tego wyrazu można bronić; w naszym jednak interesie leży, aby oba te znaczenia szły zawsze ze sobą w parze, tak aby emocjonalna wartość wyrazu „rzeczywisty” mogła być umieszczona raz po jednej, raz po drugiej stronie przeżywanego doświadczenia, w zależności od tego, co nam będzie bardziej odpowiadało. Ogólne prawidło, któreśmy im dość zręcznie zasugerowali, brzmi: we wszystkich przeżyciach, które mogą ludzi uczynić lepszymi lub szczęśliwszymi, rzeczywiste” są jedynie fakty fizyczne, zaś wszelkie duchowe elementy są „subiektywne”; przeciwnie, we wszystkich przeżyciach, które mogą zniechęcić lub duchowo rozbroić, jedyną rzeczywistością są elementy duchowe, a kto je ignoruje, jest dezerterem, uciekającym przed rzeczywistością.

I tak, według naszego prawidła, kiedy się człowiek rodzi, liczą się jako „rzeczywiste” krew i ból, zaś sama radość narodzin jest tylko subiektywnym złudzeniem; w śmierci natomiast jedyną „rzeczywistością” jest trwoga i brzydota. Nikczemność znienawidzony osoby jest „rzeczywista” – nienawiść pozbawia złudzeń, pozwala ludzi osądzać trzeźwo i widzieć takimi, jakimi są; natomiast czar ukochanej osoby jest jedynie subiektywnym otumanieniem, kryjący „rzeczywistą” przyczynę tego zjawiska, którą jest żądza seksualna lub nadzieja materialnych korzyści. Wojna i ubóstwo są „rzeczywiście” okropne; pokój i dostatek to są nagie fakty fizyczne, o których zdarza się ludziom myśleć z sentymentalny upodobaniem. Stworzenia zawsze się oskarżają wzajemnie o to, że chcą równocześnie „zjadać ciastka i posiadać je”, lecz dzięki naszym wysiłkom znajdują się częściej w tej niemiłej sytuacji, że płacą za ciastka, a nie jedzą ich. Jeśli należycie pokierujesz twoim pacjentem, to bez trudności uzna on swe wzruszenie na widok ludzkich wnętrzności za objawienie Rzeczywistości, natomiast wzruszenie, którego dozna na widok szczęśliwych dzieci lub pięknej pogody, tylko za zwykłą uczuciowość.

Twój kochający stryj Krętacz…”

(Listy starego diabła do młodego, Lewis Clive Staples)

poprzednio: Z listów starego diabła do młodego czyli…W święta z trwogą o promocję na karpia, czy z Bogiem bez trwogi. podobne: List od Ojca

Ks. Piotr Pawlukiewicz: Ile się trzeba nacierpieć żeby trafić do piekła

Decyzja (na Boże Narodzenie)


Spragnionym, głodnym, nagim, uwięzionym i przybyszom…

Na cóż by nam cierpieć było
Trudy życia znosić
Za wiarę umierać
O nadzieję prosić
Gdyby nie krzyż JEDEN
Przez który – by powstać
Ona przejść musiała
A człowiek mógł sprostać

Świadom tego będąc
Jakżeż mogę wątpić
W sens życia (cierpienia)
Pragnąc jej dostąpić?

Odwagi więc proszę

By woli starczyło

Umrzeć (mi) bez żalu

By przyjść mogła miłość

 

Odys, grudzień 2017

Z inspiracji Małgosi (tu), ayo (tu) i ks Pawlukiewicza: Brak decyzji to najgorsza decyzja

Podobne: Narodziny Miłości oraz: „I poznam wszystek rzeczy sens jakem poznany. Wybiorę miłość jak ja sam jestem wybrany”. Monika i Marcin Gajdowie o pracy nad sobą i to: Doroteusz z Gazy „O miłości bliźniego” i „CREDO AD INFINITUM” a także: Między Niebiem i Piekłem – Ziemia… Umarłym (za życia)… Wstań i idź.

Na-d-tchnienie (do muzy)


 

Arnold Bocklin – The Island of Life

„…wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła…” (z Księgi Rodzaju)

 

Niejeden już mnie oszukał filozof

profesor polityk (mężczyzna)

Niejedna mnie już uwiodła historia

kultura sztuka (niewiasta)

 

I chociaż nowe ciągle próbują

posiąść mą duszę pragnienia

Żadnemu (żadnej) już nie zaufam

nie skusi mnie głód ich poznania

 

I choć mnie (czasem) przeraża absolut

gdy Go doTykam rozumem

To jest jedynym w kim upatruję

konieczny przed tobą ratunek

 

On jest Tą która prawdą się zowie

jedyną wartą mych uczuć

Z nadzieją zatem w wiarę uciekam

której na imię (Jest) miłość

 

Żegnaj więc muzo któraś w tak wielu

odsłonach poznać się dała

Za to (na koniec) Ci podziękuję

żeś z niczym się nie chowała

 

Odys, listopad 2017

 

Marek Grechuta – Muza pomyślności

Grażka, Rom i Eluana czyli… W trzech historiach o wojnie cywilizacji na śmierć i życie


„…Wkrótce po szczepieniu dziewczynka zaczyna zdradzać pierwsze objawy choroby: pojawia się gorączka, osłabienie, brak apetytu. Wezwany lekarz stwierdza przeziębienie, przepisuje jakieś leki, uspokaja rodziców i odjeżdża.

Niestety, leki nie działają. Stan dziecka się pogarsza, jest niedziela, więc rodzice wzywają pogotowie. Lekarz twierdzi, że wszystko jest w porządku, rodzice niepotrzebnie panikują, leki po prostu nie zdążyły jeszcze zadziałać (na wszelki wypadek zwiększa dawkę), trzeba uzbroić się w cierpliwość…

Następnego dnia (poniedziałek) dziewczynka ma już 40 stopni gorączki, leci przez ręce, traci przytomność. Przerażeni rodzice dzwonią do znajomej lekarki, która pracuje w słynnej dziecięcej klinice, ale ta ma akurat dyżur, więc radzi natychmiast jechać do szpitala.

Na szczęście mają samochód i szybko trafiają na oddział najpierw swojego rejonowego szpitala, a potem do owej słynnej kliniki dziecięcej.

Za każdym razem słyszą: „jak można było tak zaniedbać dziecko!”

Nikt nie chce wierzyć, że w ciągu trzech dni badało dziewczynkę dwóch lekarzy, a trzeci konsultował telefonicznie.

Wkrótce słyszą diagnozę: zespół Rey’a!

Nikt z nas wcześniej tej nazwy nie słyszał, zaczyna się „burza mózgów”, wertowanie książek, konsultacje ze znajomymi lekarzami (w tym czasie na naszej wsi tylko nieliczni mieli telefony, o Internecie można było sobie pomarzyć).

Dziecko z zapaleniem płuc, nerek, wątroby oraz mózgu (bo zespól Reya to zespól objawów towarzyszących ogólnej sepsie) trafia do trzeciego już szpitala…

…Po którymś z pobytów w szpitalu dziecko zostaje skierowane na konsultacje do wielkiej sławy w dziedzinie rehabilitacji neurologicznych.

Rodzice słyszą wówczas, że choroba córki została prawdopodobnie spowodowana podaniem wadliwej szczepionki przeciw Polio, w dodatku w nieodpowiednim czasie zagrożenia epidemią grypy!

Zmęczeni walką o zdrowie i życie córki nigdy tej informacji nie wykorzystują.

Sami starają się zapewnić swojej rodzinie środki niezbędne do życia… 

…Dziś dziewczynka jest już dorosła, co zostało potwierdzone do niczego nieprzydatnym dowodem osobistym, ponieważ ze względów oczywistych, z chwilą osiągnięcia pełnoletniości, musiała zostać ubezwłasnowolniona.

Przykuta do łóżka, jest bowiem całkowicie zdana na matkę.

Kilka lat temu wkroczyła w okres dojrzewania, ze wszystkimi tego biologicznymi konsekwencjami…

Nie potrafi sama usiąść, nie mówi, czasem głośno się śmieje, czasem pokrzykuje…Grażyna przytula ją wówczas i obsypuje pocałunkami.

Dziewczynka ma piękne, gęste, ciemne włosy i szare, duże oczy, jest wysoka ( a raczej długa, bo to przecież dziecko leżące), dla szczupłej kobiety trudna do podniesienia, bo bezwładna, o długich, niemal pozbawionych mięśni nogach…

Żeby ją zanieść do wanny, posadzić na wózek, albo zawieźć na specjalistyczne badania, Grażyna musiała do niedawna korzystać z pomocy synów. Teraz, dzięki własnej determinacji i pomocy dobrych ludzi, udało się wyremontować mieszkanie, przystosowując je na potrzeby obłożnie chorej, dorosłej córki. Dźwigania nie da się jednak całkiem wyeliminować, więc coraz częściej doskwiera jej ból kręgosłupa…

Gdybyście Ją jednak zobaczyli w kościele obok synów, pomyślelibyście, że to ich starsza siostra. Bo Grażyna nigdy nie kreowała się na skrzywdzoną, obrażoną na los ofiarę.

To piękna, zadbana, zgrabna i atrakcyjna kobieta, potrafiąca mówić o swojej sytuacji z pewnym ironicznym dystansem. Zachowała duże poczucie humoru, a przede wszystkim żywą wiarę i płynące z niej zasady moralne, które przekazała dzieciom…” (Jolanta Gancarz, szkolanawigatorow.pl – Grażka)

podobne: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony. oraz: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra „STOP NOP”. Kto ma rację? i to: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci a także: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? polecam również: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan i jeszcze: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu

„…Cywilizacja odmówiła Eluanie Englaro posiłku, z takim zamiarem, że jeśli ona nie będzie jadła i piła, to po prostu umrze, ta nieszczęsna kobieta – tak wyszło – nie umarła ani z głodu, ani z pragnienia…

…kiedy dowiedziałem się, że ona nie umarła z głodu i z pragnienia, lecz na zawał serca, z przerażeniem pomyślałem sobie, ze ona – w tej swojej bezradności, w tym swoim bezruchu i w tej swojej nieszczęsnej samotności – doskonale wiedziała, co się dzieje. Że ona świetnie słyszała tych wszystkich ludzi, włącznie ze swoim ojcem, jak szykują dla niej ten upiorny koniec. I że, kiedy poczuła głód i pragnienie, domyśliła się, co się stało i umarła. Tak sobie pomyślałem. I napisałem ten tekst.

I oto w tych dniach, dochodzi do nas informacja, ze w Belgii, po dwudziestu trzech latach nawiązano kontakt, czy, jak wolą niektórzy, wyprowadzono ze stanu wegetatywnego, pewnego mężczyznę. Zapamiętajmy jego nazwisko – Rom Houben. To nazwisko i tamto – Eluana Englaro. Otóż stało się tak, że ów Rom Houben, po ponad dwudziestu latach stanu, który dla wielu jest stanem nie zasługującym ani na litość, ani nawet na współczucie, odzyskał świadomość i pierwszą rzeczą, jaką powiedział, to ta, że on przez te dwadzieścia trzy lata, dzień za dniem, doskonale wiedział, co się wokół niego dzieje. I że tak bardzo pragnął coś powiedzieć, ale nikt go nie słyszał. Opowiada, jak krzyczał wniebogłosy ( W NIEBO GŁOSY) – ale nikt go nie słyszał. I o tym też dziś mówi. Jak strasznie chciał powiedzieć, że on wszystko wie i wszystko czuje, a jednocześnie z coraz większym bólem i rozpaczą wiedział, że to wszystko na nic. Bo nikt go ani nie rozumie, ani nie słyszy, ani nawet nie planuje usłyszeć. Ale powiedział coś jeszcze. Że to jest stan straszny nie do opisania.

I wszyscy się dziś tym niezwykle ciekawym zdarzeniem emocjonujemy. Wszyscy strasznie się ekscytujemy, że jakież to jest niesamowite, że dzieją się takie rzeczy. Że ileż to jeszcze tajemnic kryje przed nami współczesna medycyna i współczesna nauka. Patrzcie państwo! Toż to się w głowie nie mieści! Taka niby roślina, a wszystko wiedział. No, no. A my tu myślimy, że już wszystko wiemy. Oj ten człowiek! Ileż to jeszcze zagadek przed nami ten nasz świat kryje!

Piszę ten tekst, a za chwilę wkleję go na tym blogu. I nie wiem kompletnie, czy ludzi, którzy pamiętają, co się stało w lutym tego roku we Włoszech, jest dużo, mało, lub czy w ogóle ktokolwiek jeszcze wie i pamięta. A jeśli pamięta, to czy pamięta też, że Eluana Englaro nie zmarła z głodu, ale z rozpaczy. I już wiem, że nawet jeśli jest ich więcej, niż się mogę spodziewać, to ta wiedza i ta pamięć nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Że ta wiedza jest psu na budę. Że ta wiedza jest gówno warta! Z tej prostej przyczyny, że świat, w którym żyjemy, tego typu zdarzenia traktuje wyłącznie jako kolejny news…” (Krzysztof Osiejuk, szkolanawigatorow.pl – Tonąca w radości i rozpaczy historia o spóźnionym sprzątaniu)

podobne: Polacy, nic się nie stało. Nie rozsprzedali matce dziecka na części. Co to jest „śmierć mózgowa” i kiedy człowiek umiera? oraz: Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. Kara śmierci za niezaradność (Jagoda L. o aborcji) i to: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji a także: Duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów czyli „Na tropie ukrytego Boga”… Niby, możesz… wszystko? polecam również: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i jeszcze: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji)

Michelangelo Buonarroti – Pieta Watykańska, czyli wizerunek Matki Boskiej z ciałem Jezusa

Zaśnij (od Bacha)


Marek Rużyk – Skrzypce

ś.p. Zbigniewowi Wodeckiemu (6 maja 1950 – 22 maja 2017)

 

Gdy pora spać

wszak dzień się skończyć musi

i Zwolnić* czas

ku minorowej ciszy

Zacznij swój sen

od zgody z całym światem

zanim się sam

z ostatnim tchnienia Bachem**

z wiecznym przywitasz REM

 

Odys  22 Maja*** 2017

podobne: Leszczyna czyli… coryllus o Młynarskim. Po co nam talent? oraz: „Aria na strunie G” i to: Jacek Kaczmarski a także: uszyty z Twych słów

Adagio – Johann Sebastian Bach (Re minor BWV 974)

** The „Air” – Johann Sebastian Bach (D minor BWV 1068)

*** taka tam… Pszczółka 

Rafal Brzozowski, Zbigniew Wodecki – Zacznij Od Bacha

„Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii)


„…Każda lektura grozi infekcją. Wiadomo obecnie, że brzemienne w skutki jest nie tyle samo nosicielstwo, co nieodwracalne zwyrodnienie, jakie następuje w momencie, w którym rozwinięte robaki dostaną się do mózgu. Wtedy to pasożyt podporządkowuje nosiciela własnym potrzebom, czyniąc go kompletnie od siebie zależnym. Przejawia się to w natężeniu zachowań właściwych niektórym nerwicom. W badanych przypadkach często obserwuje się obsesyjne wertowanie ksiąg, nawet do późna w nocy, zapewne – jak przypuszcza profesor V. R. Maulire – w podświadomym poszukiwaniu przetrwalników pasożyta. To tłumaczyłoby, dlaczego zdarza się niekiedy, iż zdesperowany nosiciel powraca do książki już przeczytanej; pragnie najwyraźniej upewnić się, że nie przeoczył jakichś jajek.

Powszechnie twierdzi się, że choroba ta pozostawiła w historii wyraźne ślady w postaci licznych świadectw cierpiących nosicieli. Do osób całe życie zmagających się z tą przypadłością należeć mieli m.in. Petrarka, Montaigne, Goethe czy Flaubert. Lekarz Charlesa Nodiera nazywa ją monomanią safianu albo tyfusem bibliomanów. W późniejszych stadiach zakażenia, chory wykazuje dużą skłonność do mizantropii; ogarnia go spleen i apatia, połączona z wyrodną ciągotą do egzotyzmu i do staroci. Poczucie alienacji oraz nieprzystawalności do społeczeństwa, tęsknota za odległą epoką, prowadzą do zachowań aspołecznych, związanych często z uporczywym łamaniem powszechnie przyjętych norm. Objawom tym towarzyszy nadczynność śledziony, odpowiedzialnej za nadmierną produkcję czarnego płynu, powodującego melancholię. Bezpośrednim skutkiem tej ostatniej są trudności z odróżnieniem rzeczywistości od poetyckiego zmyślenia, gloryfikacja urojeń, dewaluacja prawdy na rzecz fantazmatów, utożsamianie własnej osoby z postaciami fikcyjnymi. Człowiek pogrąża się wówczas w marzeniach, miewa halucynacje, popada w skrajny eskapizm, trwale odcina się od świata i umiera samotnie wśród książek, czasem tylko pozostawiwszy po sobie jakieś skażone arcydzieło…” (Karol Krzyżosiak, źródłomagazynzapisz – „Monomania safianu”)

Nasza szkoła od miesięcy jest w remoncie,
Zawieszono nam normalnych zajęć tok
Jasny jest sukcesów brak na robót froncie,
Będzie trwać ten remont więc za rokiem rok.

z internetu (Księgarnia w zniszczonej Warszawie, 1945)

Dyskutują więc – dyrektor, pedagodzy
I Komitet Rodzicielski wtrąca się,
Jak tu nas utrzymać przez ten czas na wodzy,
Gdy wychować na Polaków nie ma gdzie.

Rozpoczęto od zabrania nam patrona.
Już Bolesław Bierut nie jest tym, kim był.
O następcę kłócą się szacowne grona:
Ktoś z Sanacji, czy też ktoś z akowskich sił?

Gdy portrety zdjęli – wylazł brud ze ściany,
Gdy tablicę odbijali – trzasnął mur.
Cały gmach być musi teraz odnawiany,
A tu – puszka farby i cementu wór.

Na tablicach starych pisać już się nie da,
Nie wiadomo zresztą jeszcze – co i czym?
Nie ma światła, bo żarówki woźny sprzedał,
Po tym, jak dyrektor się pokłócił z nim.

A mikroskop – dar Pionierów, stary rupieć
Jakoś nic powiększyć nie chce jak na złość.
W biologicznej znów zaczęło cuchnąć trupem,
Bo spirytus z preparatów wypił ktoś.

Na dodatek skandal – pan od ręcznych robót
Z braku zajęć i narzędzi, stary drań,
W szkolnej ciemni dzień po dniu, prócz wolnych sobót,
Wywoływał zdjęcia rozebranych pań.

Wszystko teraz jednocześnie wyszło na jaw,
Więc inspekcje przyjeżdżają raz po raz,
A nam – całkiem są na rękę takie jaja,
Bo nareszcie mamy spokój, mamy czas.

Jednych ciągnie po naukę na ulicę,
Inni wino z jabłek ciągną w pierwszej z bram,
Są i tacy, co wyjadą za granicę,
Żeby stamtąd móc przysyłać paczki nam.

Jeszcze inni do kościoła chodzą z rana,
Bo rodziny z dusz ratują, co się da,
Za to w nocy na cmentarzu – czczą Szatana,
Rytualnie krojąc brzuch czarnego psa.

Więc – bawimy się, o nudzie nie ma mowy!
Bawiąc – uczysz się i odtąd tak ma być!
Zamiast martwe prawdy wbijać w młode głowy –
Nauczymy wreszcie się jak w Polsce żyć!

Jacek Kaczmarski – Szkoła

poprzednio: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

Pieter Claesz – Martwa natura z czaszką i piórem

„…znowu będzie o jumie i rewolucji. Powracają one jak bumerang. Zgryzoty prowincjonalnej egzystencji nie pozwalają o ich związku zapomnieć. Czemuż zatem ośmielam się obarczać winą za historyczny rabunek męczenników niepodległości ludowo-socjalnej, takich jak Stanisław Mendelson, Ludwik Waryński, Marcin Kasprzak, Ignacy Daszyński, Ludwik Krzywicki, Stefan Żeromski, Władysław Grabski wraz z Janem Ludwikiem Popławskim (prekursorzy Narodowej Demokracji), opisanych przez Coryllusa zwięźle a podstępnie, samych bojowników o wolność uciemiężonych, którzy byli zwali oną jumę sprawiedliwością dziejową? Przecież nie o całą obwiniam, bo całość, jak wiemy, rozłożono nam na dwieście z okładem lat. Tylko o kolejny jej etap. Lubo (chociaż) był to etap kluczowy, sine qua non (bez którego nic), otwierający kanał wprost do bankrutacji ziemian przez parcelację, do zubożenia części włościan gospodarujących na gorszych ziemiach, zależnych od wielkich gospodarstw ziemiańskich (wg Woyniłłowicza zależność ta i korzyść jest wzajemna), nacjonalizacji przemysłu, ekspediowania zubożonych chłopów, przed 1918 i po, do przemysłu i dalej do powojennego ludobójstwa ziemian i kułaków (głównie włościan i drobnych zaścianków) w imię kołchoźniczego zbawienia ludzkości. Dalej już mamy darmowe dostawy węgla, stali i technologii do Sowietów, a dalej balacerowiczowskie schładzanie gospodarki przez m.in. bankrutację rolników w 1990 r. („nocna” monetarna rewaloryzacja kredytów rolniczych), a w końcu kumulację przywłaszczonego kapitału pod zarządem szczerych liberałów i bankrutację polskich firm budowlanych i transportowych w ramach Euro’2012.

Dlaczego ośmielam się wiązać lewicę patriotyczną w jednym łańcuchu z tymi wydarzeniami naszej historii gospodarczej? Przecież oni, ktoś powie, pozostali za drutem kolczastym drugiej wojny światowej. Dlatego, że jak pokazuje to skrzętnie a podstępnie pan Gabriel, jest ona, ta lewica, tak patriotyczna i pro-polska jak sam wódz rewolucji kulturalnej Mao, czyli bardzo mało. Ot taki szczegół. Przypomina pan Maciejewski – w rozdziale „Średnia długość życia wrogów socjalizmu” – ten utopijny entuzjazm, wygenerowany przez aktywistów niby-polskich rewolucyjnych kółek spiskowych, pierwszych socjalistycznych pism i pisemek, partii i partyjek pseudo-polskich rewolucjonistów, organizacji w zasadzie przestępczych, terrorystycznych, finansowanych z Paryża i Londynu, entuzjazm wkradający się w patriotyczne sentymenty zarówno ziemian, włościan jak i robotników, wykorzystujący i odnawiający pierwotną moc propagandy zwanej oświeceniową – wygenerowaną przez Józefa Wybickiego, Hugona Kołłątaja, Stanisława Staszica et consortes – moc haseł niby patriotycznych mających odwrócić uwagę poczciwego acz niezbyt spostrzegawczego narodu rycerskiego od zbankrutowania polskich finansów (bank Fregusona-Teppera, bank Protazego Potockiego i pozostałe) w 1794 roku, rok przed trzecim rozbiorem Rzeczypospolitej, czyli odwrócić uwagę od faktycznego, lubo nie całkowitego, atoli kluczowego i strategicznego ograbienia naszych właścicieli ziemskich z płynności finansowej, i to nawet tych z tzw. Familii (Czarotyskich, Zamojskich, Poniatowskich), tych, którzy spodziewali się nominacji na faktycznych władców Polski, innymi słowy na klawiszy, po przeczuwanym przez nich nowym rozdaniu politycznych wpływów i synekur. Jest to eksplozja łatwych i bezmyślnych idei, które co rusz wzbudzają naiwną wiarę, jak pisze Maciejewski, „że Polska mogłaby się odrodzić bez Kościoła i żyć, karmiąc się tylko ideami rewolucyjnymi, wśród których (i te słowa, ja, Magazynier, wytłuszczam tu jako kluczowe) hasło ubrane przez Lenina w bezpretensjonalne słowa – grab zagrabione – stanęło na pierwszym miejscu.”

A wcześniej w tym samym rozdziale nasz autor dopełnia oglądu rewolucji pseudo-patriotycznej pisząc o obsesyjnych, odrażających opisach ziemian polskich w prozie, znanemu wszystkim, Stefana, rzecz jasna Żeromskiego, nie zdolnego choćby do naszkicowania drugo- lub trzecio-planowej pozytywnej postaci pana na włościach, choćby i dalekiej analogii Edwarda Woyniłłowicza. osoby znanej wówczas wszem i wobec w Polszcze, znanego filantropa i adwokata sprawy włościańskiej, niczym jednak nie ujmującego interesom obszarniczym, co niestety musiało być ujmą w oczach postępowego ćwierćinteligenta, i co gorsza duszą zaprzedanego Kościołowi…

„Patrzyłeś w inną stronę, chłopczyku – mówi stojąca obok pani – i nie widziałeś jak ten pan oszukiwał.” Aha, więc o to się rozchodzi! Żeby patrzeć nie tam, gdzie spoglądają pełne zadumy, mądrości i tajemnicy oczy miszcza sira. I tę sztukę pan Gabriel wypracował sobie, zapracował na nią i opanowała niemal do perfekcji. Czytamy pierwszy tom Socjalizmu i śmierci i uczymy się patrzeć, nie tam gdzie spogląda autorytet z nadania, ale tam gdzie spogląda ta starsza pani, przez nikogo nie zauważona, stojąca w cieniu, jak stary jakoby nikomu nie potrzebny rekwizyt, odstawiony na tzw. boczny tor. Kim ona jest? No jak to? Nie domyślacie się?..

…Kiedy język i pisarstwo stają się nieposłuszne wobec kierunku spojrzenia miszcza sira, zadumanego i pełnego mądrości, wtedy wiążą w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy byty i znaczenia, które wcale nie są ukryte. Wręcz przeciwnie, metafora to zestawienie znaczeń odległych, lecz zestawienie nie ukrywające niczego. Wszystko podaje jak na dłoni. Tak owszem, często, żeby te znaczenia odczytać, trzeba sięgnąć poza poezję, do historii, do bytu faktycznego, albo poświęcić kilka chwil na własną dedukcję. Ale dlatego właśnie, tak jak owa spostrzegawcza, starsza pani, poezja widzi to czego oczarowany i naiwny oglądacz nie dostrzega, oszukaną sztuczkę albo rzecz prawdziwą, jak na przykład faktyczną historią Faustyny Mokrzyckiej. Nie chodzi mi o to, że mamy tu poezję u Coryllusa. Chodzi mi o to charakterystyczne zestawiania faktów i tworzenie znaczeń adekwatnych do rzeczywistości, analogicznie w pisarstwie Maciejewskiego i w grafikach Bereźnickiego…” (Magazynier, źródło: szkolanawigatorow.pl – Coś baaardzo dobrego i ciepłego jeszcze: Gabriel Coryllus Maciejewski ‚Socjalizm i śmierć’. Tom 1.)

podobne: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski oraz: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania” i to: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? a także: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.

by Juan Medina

Historia w wielu książkach spisana została
i choć koniec jej horyzont zdaje się przesłaniać
to jest jak owa linia właśnie
(w swej zmienności stała)
i dla tych co pod nogi patrzą
jedną ma tylko kartę

Tę to właśnie wystarczy przeczytać uważnie
na reszty karuzelę nie zważając wcale
ponad barwne teatrum wzbić się
(w nagość rzeczy spojrzeć)
prawdy poezją dramat skończyć
stać się życia kowalem

Bo wszystko już było (na kole historii) – Odys, 17 maj 2017

 

Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu


Francisco Romero Zafra – Ntra. Sra. de las Penas

*

Pieśni Pasyjne – Antonina Krzysztoń

**

Zabiorą Ci Matko Syna. Wciąż nie wiesz – Dlaczego?
Zabiorą Ci Matko Syna – Błogosławionego.
Zaprowadzą na Golgotę. Nadeszła godzina.
Nie wiesz, co się stanie potem. Nic ich nie powstrzyma.

Francisco Romero Zafra – Expiration

Co tam czynią z Twoim Synem? Cierpi w poniewierce.
Ty Go, jak Dobrą Nowinę nosiłaś pod sercem.
Przez Annasza i Kajfasza jest rozpytywany.
Wskazany im przez Judasza, już został pojmany.

To Twoje i Boże Dziecię. Wyrok jest wydany.
Twoje oparcie na świecie. Syn Twój ukochany.
Byłaś Pańską Służebnicą i przejść przez to musisz.
To już nie jest tajemnicą. Rozpacz w piersi dusi.

Zabrali Ci Matko Syna. Biczują go straże.
Ofiara już się zaczyna. Trafi na ołtarze
i poznają prawdę ludzie – zabito Mesjasza.
Wielu Jego Drogą pójdzie. To nadzieja nasza.

Płaczesz z nami Pani Nasza. Jesteśmy przy Tobie.
Będziemy w świecie rozgłaszać o jasności w grobie.
O cierpieniu, O kamieniu i o Bożej Mocy.
O spotkaniu, Zmartwychwstaniu. O Tej Wielkiejnocy…

Pieta – Marek Gajowniczek

**

Droga krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim: STACJA 1

***

Stacja II

„Ja nie zawsze rozumiałem, co to znaczy odkupić, zbawić, dlaczego On i dlaczego własną wolą, i dlaczego wszystkich… Ale w tym musi być coś niezwykłego, w tym musi być coś Bożego, przekraczającego…”

Jezus przyjmuje krzyż na swoje ramiona.

Jak często wkładam krzyż na czyjeś ramiona? Jak często sprawiam, że ktoś cierpi przeze mnie? Jak często oddaję swój krzyż komuś, mówiąc: ty to zrób, ty jesteś za to odpowiedzialny. Jak często mówię komuś: to twoja wina.

„Ale ty nas, Panie, od nienawiści obroń i od pogardy nas zachowaj. To są słowa do wszystkich, którzy kiedykolwiek zapiekają się – w jakimkolwiek kontekście – w nienawiści. To ku przestrodze!”

Nienawidzę. Kogo? Dlaczego?

Dlatego, że ktoś jest inny? Jezus zabrania mi nienawidzić. Imigranta, czarnoskórego, innowiercę, homoseksualistę, zabrania mi posługiwania się językiem nienawiści.

Stacja III

„Czy jesteśmy, tak jak Jezus, zmuszeni do heroizmu? Klasyczna zasada moralna – in heroismo nemo tenetur – mówi, że nie. Nie jesteśmy wzywani do heroizmu, ani zmuszeni. (…) Jeżeli ktoś nie wytrwa, nie wolno mu robić z tego zarzutu moralnego.”

Koleżanka zostawiła męża kata, a ja uważam, że miała obowiązek nad nim pracować, pomagać mu? Siostra nie gotuje obiadów swojej rodzinie, a ja przygotowuję 4 posiłki gorące? Sąsiad oddał starą matkę do domu opieki, a ja poświęcam czas, by pielęgnować moją?

Nie mam prawa cię oceniać! Ty nie masz prawa czynić mi wyrzutów, jeśli nie podołam!

całość tu: 24 Marzec 2016

Francisco Romero Zafra – Caido Benicarlo

Krzyżu nadziejo zbawienia,
Znaku cierpienia i męstwa,
Krzyżu gałązko pokoju,
Znaku zwycięstwa.
 

Cień Twoich ramion błogosławionych ogarnia świat,
Ty nas prowadzisz wskazujesz drogę tysiąc już lat
 
Krzyżu nad Polski polami,
Za Tobą od wieków idziemy,
Krzyżu od ojców nam dany,
Świecisz nad nami.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych ogarnia świat,
Ty nam wśród nocy słupem ognistym wskazujesz ślad

Krzyżu narodów sztandarze,
Znaku zbratanej ludzkości,
Krzyżu tyś nam drogowskazem,
Znakiem miłości.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych okrywał świat,
Ludy i ziemie, morza i lądy, łączy Twój blask.
 
Krzyżu nagrodo strudzonych,
Znaku wytrwania i wiary,
Krzyżu Niebieskiej Korony,
Znaku wspaniały.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych nad nami legł,
Ty nas prowadzisz aż po ludzkości, daleki kres.

(autor nieznany)

KRZYŻ NA ROZDROŻU…

Stoi tu od zawsze, stary, kamienny krzyż, wysmagany wiatrem i deszczem, lekko przechylony, z napisem, którego nikt już nie odczyta, z figurą, która jest już tylko zarysem, śladem zaledwie dawnego wizerunku, na którym widać blizny po ostrzach i kulach, którymi próbowano go skruszyć- bezskutecznie…Stary krzyż, poszarzały od kurzu wzbijanego stopami samotnych wędrowców i tysięcznych armii, kołami chłopskich wozów, pańskich karet i armatnich lawet. Jedno z jego ramion lekkoukruszone- nie wiadomo czy powstańczą kosą, bagnetem „leśnego”, kolbą „wyzwoliciela”, czy może prozaicznie- kamień nie oparł się ramieniu zmęczonego człowieka, szukającego w nim oparcia po ciężkim trudzie, bo bywa trud tak ciężki, że i kamień nie jest w stanie go wytrzymać…Podstawa krzyża ciemniejsza od reszty- to ślad dymu po niezliczonych ogniach wotywnych świec, palonych przez tych, którzy wierzyli i umacniali tu swą wiarę, i przez tych, którzy zwątpili, i tu swej wiary szukali na nowo….

KRZYŻ NA ROZDROŻU, przed którym pokolenia przystawały w marszu, zastanawiając się, w którą stronę skręcić, by znaleźć to, czego szukały, i gdzie iść, by znaleźć to, co miało dla nich znaczenie, w jego kształcie szukając pomysłu i natchnienia, wskazówki do kierunku dalszej drogi. I o który wielu oparło po prostu zmęczone plecy, bo dla nich kamień był tylko kamieniem, a im ciążyły już przebyte mile i dźwigane ciężary, i pragnęli tylko chwili wytchnienia, a Ten, którego postać na krzyżu uwieczniono, nie miał nic przeciwko, bo jak mało kto znał ten trud i to pragnienie…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stary, kamienny krzyż, na rozdrożu, które dla tysięcy było drogą od śmierci do życia, drogą zawsze otwartą, bo choć władali inną mową niż ci, którzy ten krzyż stawiali, i innym bogom palili wotywne świece, to jeśli tylko przychodzili z pokojem w sercu, to nigdy nie stawiano im na tej drodze barier, a krzyż witał ich tak, jak tylko On to potrafi- otwartymi ramionami. I ten krzyż dawał im ochronę swych kamiennych ramion, więc byli bezpieczni Jego siłą…Rozdroże to było też dla tysięcy drogą od życia do śmierci, drogą, którą kazano im kroczyć właśnie dlatego, że nie chcieli wyrzec się mowy tych, którzy ten krzyż stawiali i nie chcieli palić wotywnych świec fałszywym bożkom- i choć szli na śmierć, to mieli pokój w sercu, bo kiedy krzyż ten mijali, to widzieli, że żegna ich tak, jak tylko On to potrafi- siłą kamiennych ramion, więc byli silni Jego siłą…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stoi tu od zawsze, raz opromieniony chwałą i obsypany kwiatami, kiedy indziej pogrążony w mroku, ale nigdy nie zapomniany i nigdy nie porzucony- nawet w najciemniejszą noc, gdy zdawało się, że dzień już nie wstanie, czyjeś czoło opierało się o niego i czyjeś usta szeptały gorącą modlitwę- i wcześniej czy później blask wracał, a trwożny szept zamieniał się w dumną pieśń…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stoi tu od zawsze, stary, kamienny krzyż, wysmagany wiatrem i deszczem, lekko przechylony, z napisem, którego nikt już nie odczyta, z figurą, która jest już tylko zarysem. I BĘDZIE TU STAĆ JUŻ ZAWSZE, A KTÓREGOŚ DNIA SPRAWNE, PRACOWITE RĘCE POPRAWIĄ ZARYS FIGURY, WYOSTRZĄ WIZERUNEK, BY PRZYWRÓCIĆ MU NALEŻNĄ CHWAŁĘ, I WYKUJĄ NOWY NAPIS, KTÓRY OKAŻE SIĘ TYM SAMYM, KTÓRY WYKUTO WIEKI TEMU- „BÓG, HONOR, OJCZYZNA”. Stary, kamienny krzyż, stary i niezniszczalny, jak wiara tych, którzy go stawiali…Nasz Krzyż” (RF1 9 maj 2015)

podobne: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej oraz: Śmierc i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości  i to: „Wykonało się…” (do obrazu Mariusza Lewandowskiego)  a także: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków polecam również: „Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, tak silne że oddaje się dla niej własne życie”. Golgota.

Gustave Dore – The Return

Co dzień staję na rozdrożu
Piłat, Judasz, Piotr… Twój brat
by wskazówek wypatrywać
jak zostawić stary świat

W którym Ciebie się wypieram
z Barabaszem chodzę pić
zdradzam gdy grzesznie całuję
potem ręce idę myć

Nagnij Boże moją wolę
niechaj pęknie pychy lód
niech się więcej nie marnuje
Twego Syna zbawczy trud

Na rozdrożu – Odys, 14 kwietnia 2017

*

Stanisław Soyka – Psalm I (BIBLIA AUDIO superprodukcja)

stróże świętości


Warszawa, Powązki, Cmentarz

Warszawa, Powązki, Cmentarz

*

Wystarczy usunąć co zbędne
a martwa natura ożyje

w niestrącone z nieba
o anielskim obliczu

wyryte w kamieniu

świadectwa

(nie)śmiertelności

(S)twórcy

**

Odys, Zaduszki 2016

Stone Angels from Nicola Bozzo

Jacek Kaczmarski: „Epitafium dla księdza Jerzego”… nienasyconym (w rocznicę morderstwa)


„W duchu miłości, a nie prze­mocy, człowiek gotów jest przyjąć na­wet naj­trud­niej­szą, naj­bar­dziej wy­magająca prawdę.”…a prawda was wyzwoli”

 

Mariusz Lewandowski - Paruzja

Mariusz Lewandowski – Paruzja

księdzu Jerzemu (błogosławionemu)

 

prawda do dziś nie poznana

bo każdy może mieć własną

choć skatowano człowieka

 

wolność gdy źle rozumiana

tam tylko poważa się własną

więc uwięziono człowieka

 

miłość wciąż przekłamywana

gdy nie ma nic ponad własną

dlatego zabito człowieka

 

lecz sprawiedliwość czeka

…nienasyconych

 

nienasyceni – Odys, 19 października 2016

podobne: 30 rocznica zabójstwa człowieka zagrażającego komunie. „Prawdę o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki poznają dopiero ci, którzy jeszcze się nie urodzili”. Wojciech Sumliński „Lobotomia 3.0”. oraz: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną. i to: Dzień sądu do Deus Vult i Empatii a także: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie)

Jacek Kaczmarski – „Epitafium dla księdza Jerzego” poprzednio: Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)

Jacek Kaczmarski: „Portret płonący”


René Magritte – Femme Femme Femme Le beau navire

 

 

Leonor Fini – Portrait de jeune femme (Portrait of a Young Woman)

 

 

 

 

 

 

 

 

Takaś mi przedwczesnym zmierzchem,
Gdy przybojem grzmi ocean,
Jakbyś nie powstała jeszcze,
A już prawie przeminęła.

Marcela Bolívar – Sulfur

Kształt twój, niemal nieuchwytny
Żarzy się obrysem mroku;
Stoisz niema, jak wykrzyknik,
Który uwiązł w gardle grzmotu.

Włosy w aureoli ognia,
Skronią pełznie lawy strumyk;
Smukła jesteś jak pochodnia
Zapalona na tle łuny.

W oczach dymu masz spirale,
W ustach krzepnie popiół mokry;
Tylko w szyi tętni stale
Kryształ pulsu nieroztropny.

Bije to źródełko tycie,
Syczą zgliszcza, ciemność skwierczy;
Nosisz w sobie jedno życie,
Nosisz w sobie wszystkie śmierci.

Jacek Kaczmarski 
19.9.2001

Marek Kasprzak

Marek Kasprzak

poprzednio: Kaczmarski i 7 grzechów głównych…

muzyka:

czystość


Anita Kulon - KAI

Anita Kulon – KAI

Trwam jak nieobecny
poza myślą krótką
tysiąc razy zadaną
lodowatym gestem

Bywam tobą nieczuły
jak zatruty wódką
raz za razem zwracaną
gdy nachodzisz dreszczem

Rosne w tobie nieśmiało
poza chwilą brudną
w nagość duszy ubraną
odkąd znać mnie nie chcesz

Nie ma cię już przy mnie
poza prawdą smutną
(bez) nadzieją podaną
co wciąż szepcze… jestem

Odys, zima 2015/wiosna 2016

Kayah & Bregovic Nie ma, nie ma ciebie 

oraz

Kayah & Bregovic Jesli Bog istnieje

Jeremy Lipking - Kwiat Śmierci

Jeremy Lipking – Kwiat Śmierci