AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.


Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

„…nie można pogodzić dwóch narodów za pomocą wodewilu, w którym widać jak odrąbuje się ludziom głowy. Dwa narody można pogodzić, jak się ma dobrego arbitra, na przykład Izrael albo USA. Taki arbiter przyjdzie, wyciągnie z kieszeni paczkę dolarów i powie, że wszyscy mają trzymać ręce przy sobie, mordy w kubłach i grzecznie słuchać co się do nich mówi, bo będzie źle. O, w takich okolicznościach wszyscy szybko się pogodzą i przestaną myśleć o głupstwach. Co innego film, albo inne produkcje artystyczne, one nie doprowadzą do żadnej zgody, a to z tego względu, że ich sens zostanie przez taką zgodę zanegowany. One mogą – w ramach promocji i reklamy – zamarkować jakieś dochodzenie do prawdy, jakieś nieszczere uśmiechy i uściski, po to, żeby zwiększyć sprzedaż i oglądalność. To jest ważna funkcja, ale nie ma ona, z czego powinniśmy zdawać sobie sprawę, wpływu na realne relacje na poziomie państwowym pomiędzy Polską i Ukrainą, bo te regulowane są w sposób opisany troszkę wyżej…

…Oto producenci i dystrybutorzy prowadzą nas wprost na manowce oskarżeń zbiorowych, które – o czym dobrze wiemy – są z powodzeniem wykorzystywane także wobec nas. Powiem to najprościej jak umiem – nie ma win zbiorowych i nie ma zbiorowych sprawców. Są ludzie mający nazwiska, motywacje, budżety i cele, które realizują według napisanych przez kogoś instrukcji. To jest jedyny sposób na dochodzenie prawdy, wszystkie inne są narzędziami propagandowymi, które można używać w dowolny sposób, przeciwko dowolnym ludziom. Szczególnie jeśli chce się przy tym zwiększyć sprzedaż jakiegoś produktu. Takie pozycjonowanie sił działających w dramatycznych momentach historii, jakie widzimy w filmie Wołyń służy jedynie temu, by rozgrywać tu i teraz różne grupy polityczne, działające w stanie silnego wzmożenia emocjonalnego. Smarzowski już na samym początku powiedział, że jest to film wymierzony w nacjonalizm. I ja już trzeci raz piszę, że nie chodzi o nacjonalizm ukraiński, bo ten jest dobrze wymieszany z internacjonalizmem i socjalizmem, z czego sami działacze ukraińscy nie bardzo zdają sobie sprawę. Chodzi o nasz nacjonalizm, bo to film zrobiony w Polsce i w Polsce dystrybuowany. To co dzieje się na ekranie będzie mieć swoje reperkusje w życiu realnym, ponieważ film ten powstał z jawnym zamysłem propagandowym. Tak więc podsumujmy – pozorna zgoda posłuży zwiększeniu sprzedaży, oskarżenie zaś nacjonalizmu en masse posłuży do walenia pałką po łbie tego co uważane jest w Polsce za ruch nacjonalistyczny. Mylą się ci, którzy sądzą, że film ten upamiętnia ofiary. Nie upamiętnia, albowiem podobnie jak sprawcy nie są one tam wymienione z imienia i nazwiska. To ważne, albowiem mamy do czynienia ze sprawą poważną, z ludobójstwem mianowicie. A wobec takiego wydarzenia należy się zachowywać ze stosowną powagą. Czy ktokolwiek tak czyni? Nie… 

…Film Wołyń jest typową publicystyczną pułapką, z której nie ma dobrego wyjścia. Wielu ludzi ekscytuje się tym, że jest antypolski i zrównuje ofiary ze zbrodniarzami, a oni by chcieli, żeby wreszcie ktoś powiedział, że Polacy to ofiary i należy im się cześć i pamięć. Proszę Państwa, takie rzeczy nie są możliwe i wcale nie z tego względu, że Smarzowski miał inne zlecenie. Nie można pokazać żadnej prawdy i oddać nikomu żadnej sprawiedliwości, jeśli stoimy wyłącznie na gruncie emocji. Tego zaś domaga się większość polskich krytyków filmu. Żeby było jeszcze więcej jednoznacznych emocji. Mamy więc z jednej strony manipulację, a z drugiej emocjonalną bezradność. Większość świadków tamtych wydarzeń, była w roku 1943 i 44 dziećmi, ich świat był światem maluchów, które nagle zostały wrzucone do piekła. Dorośli nie żyją, historia jest programowana przez polityków dla doraźnych potrzeb, a rynek filmu i książki działa jeszcze inaczej. Wszystkie zaś te sfery mają być zasilane tymi właśnie dziecięcymi emocjami, które w świadkach rzezi wołyńskiej nie wystygły? Czy wyście powariowali?…

Na koniec jeszcze jedno. Odnalazłem w sieci taką oto wypowiedź pana Tymy

Rosja manipuluje historią, trzyma na smyczy, również finansowej, polskie
organizacje nacjonalistyczne. Jeśli tak dalej pójdzie, ucierpią na tym
nie tylko mniejszość ukraińska w Polsce i, nie daj Boże, polska
mniejszość na Ukrainie, ale też polskie państwo.

…Pan Tyma wystąpił w programie razem z księdzem Zaleskim i bawił się tam nieźle. Uznał więc, mniemam, że po załatwieniu kwestii sprzedażowych będzie można dalej pisać i mówić, że polskiej organizacje patriotyczne, bez żadnego rozróżniania ich i klasyfikacji, chodzą na pasku Rosji. To jest niesłychanie wygodne z punktu widzenia organizacji ukraińskich i dość ambarasujące z naszego punktu widzenia. Oto na Ukrainie można organizować imprezy poświęcone dywizji SS, bo to taki patriotyzm, a w Polsce nie można organizować imprez patriotycznych, bo to taki faszyzm. Do zatarcia tych różnic służy również film Wołyń…” (coryllus)

źródło: O istotnych powodach nakręcenia filmu Wołyń

„…Ukraiński nacjonalizm według Igora Janke podsycany był tym, że nie mieli, oj nie mieli Ukraińcy szans, by pracować w dobrych zawodach i robić kariery w II RP. I przez to właśnie musieli się srodze zemścić. Odbijanie tych argumentów jest równie idiotyczne co one same, bo ktoś napisał, że Polacy nie mieli też za dużych szans na to, by robić kariery w zaborze pruskim, a jednak nie dokonywali masowych mordów na Niemcach. Tak wygląda poziom dyskusji, która w opinii recenzentów ma doprowadzić do pojednania. Gdybym chciał się w tę dyskusję wpisać dodałbym, że mój dziadek mieszkając przed wojną przy stacji w Nałęczowie, chodził codziennie do roboty wąskimi torami do Karczmisk, a wszystko za dwa złote dniówki. I też żadnej kariery nie zrobił, a po siekierę nie sięgnął. Idźmy dalej tym tropem, a będziemy tłumaczyć każdego durnia z przyrodzonymi deficytami, któremu przyjdzie pewnego dnia do głowy, żeby zarąbać sąsiada – bo nie miał możliwości zrobienia kariery

…właścicielem kanału dystrybucji filmu Wołyń jest Gazeta Wyborcza, która będzie na tej dystrybucji zarabiać. Każdy więc głos podnoszący temperaturę emocji wokół tego filmu jest głosem oddanym na Adama Michnika. Niestety spirala została nakręcona już tak, że nie ma znaczenia właściwie czy ja się to włączę czy nie. Oni i tak są zarobieni. Jeśli idzie o dystrybucję na świecie to jej warunki, jak mniemam, będą omawiane szczegółowo z każdym zainteresowanym dystrybutorem, pokazy zaś filmu Wołyń, będą zorganizowane tak, by nie robić za dużej wiochy. To oczywiście spowoduje kolejny wybuch emocji i banda durniów zacznie wołać, że odcina się ludzi od prawdy o tym jak Ukraińcy mordowali Polaków. Te, jakże poważne ograniczenia dystrybucyjne powodują, że film Wołyń nie ma w zasadzie innej funkcji niż deprawacyjna. To znaczy, że zamiast wyjaśniać, zaciemnia, zamiast tłumaczyć bełkoce, zamiast pokazać winnych pokazuje motłoch, a przez te działania wzbudza falę emocji, które nie doprowadzą do niczego strasznego, jak się niektórym wydaje, będą tylko pożywką dla słabych umysłów przez najbliższe miesiące i posłużą do odwrócenia uwagi od spraw o wiele istotniejszych…

…Ukraińscy nacjonaliści to socjaliści domagający się tak zwanego sprawiedliwego podziału ziemi według kryteriów etnicznych. Ich największym wrogiem był polski pan, ale od czasu kiedy Józef Piłsudski z kolegami, współpracując z niejakim Petlurą, przekonali wszystkich, że polskiego pana da się unieważnić podatkami i reformą rolną, ukraiński nacjonalizm rozszerzył pojęcia wroga pozostając przy formule etnicznej jako jedynej ważnej przy ustalaniu co jest czyje. Jak wiadomo tego rodzaju pomysły mogą się rozprzestrzeniać albo nie. Wszystko zależy kto jest właścicielem kanału dystrybucji tych treści. Jeśli to ustalimy będziemy mogli zrobić prawdziwy film o przyczynach ludobójstwa na kresach. Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne w II RP, jak wszystkie organizacje świata, miały swój budżet, statut i cele. Te zaś były realizowane za pomocą tego budżetu. Należy koniecznie sprawdzić kto był sponsorem tego budżetu, jaki procent całości należał do polskiej, tajnej policji politycznej, a jaki do innych tajnych policji. To ważne w ocenie wypadków. Tych, którzy się będą w tym miejscu oburzać spieszę poinformować, że w II RP było sporo wpływowych osób popierających aspiracje autonomiczne Ukraińców, co w każdym pojedynczym przypadku czynione było bez zrozumienia. Dziś zaś, i to jest tak zwana ironia tak zwanego losu, spotyka się z pełnym zrozumieniem i akceptacją. Ludzie zaś którzy te ukraińskie aspiracje popierali byli zawsze z przekonania socjalistami-rewolucjonistami…” (coryllus)

całość tu: O deprawacyjnej funkcji filmów fabularnych

„…sympatie prokomunistyczne wśród wysokich urzędników II RP – jest jej największą tajemnicą. Do dziś nie można wyjaśnić ilu było czerwonych kretów w urzędach i armii, a to z tego względu, żeby nie zniszczyć mitu odrodzonej po 120 latach niewoli Polski. Skąd oni się tam brali? No stąd, że ZSRR był, jest i jeszcze długo będzie dla wielu ludzi szalenie atrakcyjny intelektualnie, w przeciwieństwie do organizacji takich jak Kościół Katolicki. Dlaczego tak? Bo ZSRR dawał ludziom szansę na spełnienie ich marzeń. Oni tak to widzieli. Program komunistów był programem wielkiej budowy, która miała ulepszyć świat. A jak się komuś zawróci w głowie wizją, to on już się z tej hipnotycznej fazy nie wydobędzie nigdy. Będzie myślał już tylko o budowie wielkich miast na stepie, o piecach Magnitogorska i o tamach przegradzających rzeki Azji. Nie zrozumie, że komunizm to nie żadna budowa, ale piekło metodycznego zniszczenia wszystkiego dookoła. Nie zrozumie, bo komunizm jest atrakcyjny intelektualnie i stwarza złudzenia jakich nie może dać nikt, nawet Hollywood. Ono bowiem lansuje postawy indywidualne, komuniści zaś wprowadzają do mózgu złudzenie współdziałania w grupie, w której to uwiedziony intelektualnie urzędnik II RP widzi dla siebie miejsce przywódcze, albowiem wie, że dopiero tam docenią jego niezwykłe zdolności. Oczywiście, że docenią, a jak już je wykorzystają strzelą mu w łeb z bliskiej odległości, ale tej klauzuli akurat nie będzie w kontrakcie…” (coryllus)

całość tu: O atrakcyjności intelektualnej Polski i innych organizacji

Dlatego propaganda „zarządzających stadem” ciągle wtłacza nam do mózgownicy jak należy czytać dzieje historii, i z którym wykwitem nacjonalizmu” należy nam się pojednać a który stanowczo potępić i zwalczać.

Rzeźnik

Rzeźnik

Tym oczywiście właściwym z którym winniśmy się pojednać jest „nacjonalizm” u którego źródeł leży socjalizm – umiłowana ideologia „drugiej” a w konsekwencji „czwartej”, tudzież „piątej” już eRPe (nie wyłączając z tego zaszczytnego grona „czeciej”). Albowiem tylko ten system dzięki wdrażaniu „sprawiedliwości społecznej” (czyt. redystrybucji zagrabionego) i „równości” (w biedzie) jest w stanie stłumić i wykorzenić „prawdziwą” przyczynę nacjonalizmu którą ci chorzy ludzie widzą w „braku możliwości zrobienia kariery” przez „prostego chłopa”. Trzeba wszystkim zrobić tak „dobrze i równo” żeby już nikt nie myślał o mordowaniu sąsiada za to że ma więcej i lepiej, przynajmniej nie bez stosownego zezwolenia mającego znamiona „prawa i sprawiedliwości”. Dlatego „zarządzający stadem” zrobią wszystko żeby prosty człowiek nigdy się nie dowiedział, że za całym tym bestialstwem stoi zorganizowana grupa przestępcza mająca swój budżet i kanały dystrybucji prowadzące wprost do ludzi i rządów zwanych po prostu socjalistami.

Złodziej wie dlaczego kradnie i nigdy nie nazwie tego sprawiedliwością. Socjalista zawsze znajdzie wytłumaczenie dla swoich zbrodniczych planów, a kiedy rewolucyjny walec zmiażdży już dostateczną liczbę „nawozu historii” bez chwili wahania wskaże nieubłaganym palcem „prawa i sprawiedliwości” winnych tej masakry. Wskaże oczywiście na kogoś innego – „wroga” tzw. „ludu” czyli posiadacza/kułaka i innych którzy czegoś się dorobili. Co prawda ta taktyka bazuje na najprymitywniejszych instynktach ludzkich podsycając takie uczucia jak zawiść, zazdrość i chciwość. Ale to nie prości ludzie i nie ich emocje organizują bandy zwyrodnialców w sprawnie naoliwiony krwią ludzką rewolucyjny walec. Robią to (za)rządy i ich propaganda. Biedni ludzie mają wiedzieć tylko to, że bieda i niski status społeczny to wystarczający powód do odwiedzenia sąsiada z siekierą w ręku.

Dlatego właśnie choć ukraiński nacjonalizm jest zły to jednak nie do końca, i z tego też względu „wszyscy” którzy nie chcą się dzielić tym na co sami ciężko pracowali, mają coś za uszami. I dlatego chociaż „dobra zmiana” twierdzi że walczy z komuną to w rzeczywistości robi coś zupełnie innego. Bo komunizm tłumiąc (z natury) każdą formę spontanicznej ludzkiej aktywności (jak powiada Pan Michalkiewicz m.in. tu Kijem i marchewką) przy okazji tłumi te nikczemne, a jak wiemy z różnych antypolskich ośrodków zarządzania emocjami w naszym kraju (jak chociażby Gazeta Wyborcza) – w mrocznych zakamarkach duszy narodu polskiego drzemią straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu. Nieważne że te demony to tylko taki szczur, ważne że jak już się go wypuści czy to z lewej czy z „prawej” strony klatki, to zawsze uruchomi stada niewyżytych „nacjonalistów” i „prawdziwych patriotów” (jak o sobie mówią) gotowych na pstryknięcie palcami „drugiej strony” (której żywo nienawidzą) skompromitować prawicę ku uciesze lewej strony mocy, która ma później pretekst do nazywania Polaków narodem faszystów i antysemitów. Tak to „sze kręci”…  (Odys)

„…Chodzi o to, by wywołać jak najwięcej jak najbardziej prymitywnych reakcji antysemickich. Nie sądzę, by inną motywacją kierował się Adam Michnik mówiąc reporterowi Der Spiegel, że jego rodzice zginęli w holocauście, choć przecież żadnego holocaustu na oczy nie oglądali. To samo jest z Zychowiczem, który wyszperał tę rzekomo zapomnianą zbrodnię i mówi, że nie można znaleźć dołu ze szczątkami, a powołuje się przy tym na licznych świadków potwierdzających udział AK w tej zbrodni. To są rzeczy, jak mawiają niektórzy, szyte. A ja dodam jeszcze, że robione na tam zwanego chama. Na chama Michnik okłamuje dziennikarza, na chama Zychowicz wciska nam ten kit, a jedynymi osobami, które zwracają na ów fakt uwagę są blogerzy. Reszta milczy. Jak myślicie dlaczego? Powiem najprościej jak umiem – bo to jest jedna banda. Milczą, bo nie wiedzą co powiedzieć i jaka będzie mądrość kolejnego etapu. Ja zaś przypuszczam to co napisałem na początku, że zaczyna się walenie kijem po kratach, czyli wywoływanie reakcji mającej udowodnić z góry założoną tezę. Dlatego właśnie każdy prowokator, który będzie tu wpisywał rewelacje o prowokacjach żydowskich mających doprowadzić do zagłady narodu polskiego będzie przeze mnie wyrzucany.

Mamy jak wiecie całą kastę gawędziarzy, którzy zajmują się wyłącznie opowiadaniem o przeniewierstwach żydów. Niektórzy zajmują się tym z pasji, a inni bo nie mają nic ciekawszego do roboty, są też pewnie tacy, którzy dostają za to jakiś grosz. Wszyscy jednak mają jeden wspólny mianownik – zajmują się tym bo wolno. Gdyby nie było wolno przerzuciliby się na coś innego. Z moich obserwacji wynika, że ludzie zajmujący się nachalnym, demonstracyjnym antysemityzmem, gotowi zawsze reagować na wszelkie prowokacje, to etatyści. To znaczy mają zabezpieczone tyły, przychodzi do nich emerytura, albo dostają niemałą pensję i z wyżyn tej stabilizacji oceniają resztę. Nie wiem jaki procent wśród nich to byli funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa współpracujący niegdyś z tymi samymi żydami, o których dziś piszą – chazaria, nie wiem jaki procent z nich to wojskowi, ale zakładam, że spory.

Jeśli z jednej strony mamy więc Michnika z jego chamską prowokacją i Zychowicza z jego tandetą, to z drugiej czekają już na nas nachalni antysemici gotowi wskazać nam wroga, któremu my rzecz jasna nie możemy nic zrobić, poza tym, że sobie pogadamy. W zasadzie alternatywa, przed którą stoimy jest jasna – powinniśmy się do kogoś lub czegoś przyłączyć. No więc nie ma na to zgody, przynajmniej na tym blogu. Nie ma zgody na ten sposób zarządzania stadem…” (coryllus)

całość tu: O istotnych funkcjach nachalnego antysemityzmu a o tym co zrobił wspomniany Zychowicz tuAK=UPA czyli przyrodniczy film o żydach

Aż się prosi wymienić nazwy blogów i stron o których wspomina coryllus (z których „oferty informacyjne” sam kiedyś korzystałem) w ramach przestrogi dla „młodych”, ale nie będę im robił reklamy, ani ryzykował że ktoś przeze mnie załapie bakcyla. W końcu rozstaliśmy się dawno temu po kilku osobliwych wymianach poglądów, po których do tej pory mam niesmak i nie chce mi się do tego bagna wracać. Łatwo ich rozpoznać po knajackim języku jakiego używają w „polemice” i po zianiu jawną nienawiścią do tych którzy mają odmienne zdanie od ichniego, nie wspominając o sztandarowej myśli przewodniej jak na załączonym poniżej obrazku… (Odys)

podobne: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. oraz: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i to: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? polecam również: Jacek Kaczmarski: „Pięć sonetów o umieraniu komunizmu” i jeszcze: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

Żydzi

Wypłata zaległych należności także dużym podwykonawcom autostrad


12.06.2014 (IAR) – Tak zwani duzi podwykonawcy autostrad i dróg szybkiego ruchu wkrótce odzyskają część należności za wykonane prace. Senat bez poprawek przyjął nowelizację ustawy o spłacie niektórych niezaspokojonych należności przedsiębiorców, wynikających z realizacji udzielonych zamówień publicznych.

Nowelizacja realizuje orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że uchwalona rok temu nowelizacja ograniczająca prawo do wypłaty zaległych należności wyłącznie dla mikro i małych firm jest niezgodna z konstytucją. Senator Andrzej Owczarek, sprawozdawca ustawy powiedział, że podwykonawcy mogą liczyć na odzyskanie około 60-70 procent należności o które wystąpili.

Senator wyjaśnił, że te roszczenia są weryfikowane przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad i często okazuje się, że są one znacznie niższe. Senator dodał, że problemem jest część firm, które działały usługowo, np. dowoziły na budowę jakieś materiały, nie miało podpisanych umów.

„By uzyskać zaległą zapłatę będą musiały udowodnić, że tak naprawdę było” – powiedział senator.

Ustawa ma wejść w życie dziś po publikacji w Dzienniku Ustaw. Wcześniej musi ją jeszcze podpisać prezydent. Jak powiedział senator Owczarek, powołując się na dane z Ministerstwa Infrastruktury, sprawa dotyczy około 16 firm, które złożyły do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wnioski o wypłatę zaległych należności na kwotę około 120 milionów złotych.

IAR/D.Zaczek/dj                              …źródło: stooq.pl

…prywatyzują 🙂 „bo najlepsze interesy robi się na dużych słomianych inwestycjach”

podobne: POlska w budowie na lokalną skalę czyli… nauka poszła w las oraz: POlska w budowie – Dworzec Centralny w Warszawie znów remontowany polecam również: POlska (wiecznie) w budowie czyli…

rys. Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

 

O tym, jak Orzeł stracił krzyż z korony w 1927 r., a „Mazurek Dąbrowskiego” został hymnem dzięki fortelowi.


Orzeł_Biały_1927

Orzeł Biały 1927

„Jak można logicznie wywodzić sprawiedliwość społeczna musi różnić się od zwyczajnej sprawiedliwości, dlatego też per analogiam polityka historyczna to nie to samo co przedstawianie historycznych faktów, w rzeczywistości okazuje się nawet, że owej polityce historycznej z historycznymi faktami może być nie po drodze.

Zaskakująco często polityka historyczna w krajowym wydaniu polega na takim przedstawianiu historycznych wydarzeń, aby stanowiło to uzasadnienie dla bieżących zamierzeń politycznych, także dlatego aby owe działania w jakiś sposób usprawiedliwić a nawet legitymizować. Ale takie rozumienie polityki historycznej zaczyna sprawiać, że coraz częściej zamiast przedstawiać fakty, zaczynamy o tych faktach opowiadać, tworzyć rodzaj historycznej hagady będącej kompilacją wybranych faktów, komentarzy do tych faktów i praktycznych konsekwencji takich ustaleń.

Często możemy usłyszeć wzdychania niektórych do czasów Gierka lub Jaruzelskiego, kiedy to może i nie wszystko było jak należy ale ludzie mieli pracę, była większa pewność jutra itp. itd. Z kolei ci, którzy dostrzegają absurd takich tęsknot sami wzdychają np. do wyidealizowanej II Rzeczpospolitej – nagromadzenie takich infantylnych komentarzy występuje zwykle z okazji takich rocznicowych świąt jak 11 Listopada – przeciwstawiając ówczesne porządki, także polityczne tym panującym obecnie.

 „Tymczasem gdyby rzeczywiście było tak pięknie to z jakich powodów różni wybitni Polacy w tym m.in. prymas Hlond czy ks. kard. Sapieha mieliby w okresie międzywojennym wypowiadać określone sądy, które dzisiaj tak oględnie są przypominane. Z jakich powodów miałoby dojść do wielkiego strajku chłopskiego w sierpniu 1937 r., o którym dzisiaj także tak niechętnie się przypomina chociaż strajkowało wtedy kilka milionów chłopów, zginęło kilkadziesiąt osób a kilka tysięcy aresztowano. Z jakich wreszcie powodów tacy zasłużeni dla polskości i obrony niepodległości politycy jak np. Wincenty Witos czy Wojciech Korfanty musieliby uciekać za granicę na -jak to sam określił Witos w tytule jednej z części swoich wspomnień – tułaczkę.”
Stosowane od 1944, zalegalizowane w 1952 Godło PRL, obowiązywało do 21 lutego 1990

Stosowane od 1944, zalegalizowane w 1952 Godło PRL, obowiązywało do 21 lutego 1990

Z okazji Święta Niepodległość chciałbym zwrócić uwagę na sposób wykreowania polskich symboli państwowych, bo chociaż problemy te poruszałem już wcześniej przy innych okazjach to myślę, że – mając na uwadze chociażby ciągle mała wiedzę na poruszony temat – warto jeszcze raz zebrać i przypomnieć te sprawy ku pewnej refleksji historycznej oraz wyciągnięcia z tych historii wniosków

„Nie deptać flagi i nie pluć na godło”

Wspomniany wcześniej prymas Hlond już po klęsce wrześniowej i swoim wyjeździe do Rzymu napisał tamże 21 listopada 1939 r. bardzo znamienny list, w którym poddając krytyce niektóre elementy przedwojennej polskiej rzeczywistości zauważył, że

 „…sprawy państwowe traktowano z reguły na zasadach laicystycznych i wolnomularskich (…) Smutną pamiątką tych lat są wprowadzone do godła państwowego gwiazdy masońskie, które zeszpeciły Orła Białego, skaleczyły jego skrzydła i obniżyły jego loty.”

Po tym cytacie każdy współczesny powinien zerknąć na nasze obecne godło państwowe by przekonać się, co miał na myśli ks. kardynał a jednocześnie skonstatować, że oprócz praktycznej walki politycznej, w II RP toczono także walki o symbole.

Już u samego zarania odrodzonej Rzeczpospolitej powołane na początku socjalistyczne gabinety artykułowały swoje przekonania w sferze symboli co ówczesny minister robót publicznych Andrzej Kędzior wyrzekając na szerzące się w państwie porządki skomentował następująco:

„Thugutt taki sam jak i Piłsudski. Jako minister zabrał się do walki z orłem polskim, jakby nic innego nie miał do czynienia….”

Mowa oczywiście o Stanisławie Thuguttcie sprawującym w rządach Daszyńskiego I Moraczewskiego tekę ministra spraw wewnętrznych, który zaraz po objęciu tego urzędu wydał okólnik następującej treści:

„Państwo polskie na mocy reskryptu obywatela Naczelnika Państwa do obywatela Ignacego Daszyńskiego z dnia 14-go listopada 1918 i późniejszych ustaw otrzymało ustrój republikański. W konsekwencji pociąga to za sobą drobną zmianę w herbie państwa, mianowicie: usunięcie z nad głowy Orła Białego korony królewskiej. Zgodnie z opinią rady ministrów polecam z pieczęci usunąć rzeczoną koronę.”
Stanisław August Thugutt

Stanisław August Thugutt

Jednakże wbrew pragnieniom naszych ówczesnych rewolucjonistów do 1927 r. godłem II RP był orzeł w koronie zwieńczonej krzyżem, który wyglądem przypominał godło z czasów stanisławowskich. Wzór godła i flagi wprowadzono ustawą z 1 sierpnia 1919 r. i symbole te miały obowiązywać aż do momentu uregulowania tej sprawy w konstytucji.Jednakże konstytucja marcowa nie odniosła się w ogóle do spraw symboli państwowych przez co ustawa obowiązywała nadal i mogła być zmieniona jedynie inną ustawą, którą mógł uchwalić sejm.

Sejm nie mógł uchwalić ustawy bez zgody prawicowej większości, której dotychczasowe symbole odpowiadały. Ale po zamachu majowym wprowadzono tzw. nowelę sierpniową do konstytucji marcowej, która zmieniała także Art. 44 tejże konstytucji wprowadzając m.in. zapis, że

„Prezydent Rzeczypospolitej ma prawo w czasie gdy Sejm i Senat są rozwiązane, aż do chwili ponownego zebrania się Sejmu (art. 25), wydawać w razie nagłej konieczności państwowej rozporządzenia z mocą ustawy w zakresie ustawodawstwa państwowego….”

Prezydentem wybrano najpierw Piłsudskiego a po nieprzyjęciu przez Piłsudskiego tego stanowiska dokonano powtórnego wyboru w osobie spolegliwego wobec Marszałka i majowych zamachowców – Ignacego Mościckiego. Tenże prezydent Mościcki 28 listopada 1927 rozwiązał parlament (nowy zebrał się dopiero 27 marca 1928) i praktycznie zaraz po rozwiązaniu parlamentu, bo 13 grudnia 1927 roku wydał rozporządzenie wprowadzające nowy wzór godła państwowego.

Widocznie zmiana godła stanowiła „nagłą konieczność państwową”, bo tylko w takich sytuacjach prezydent mógł zgodnie z nowelą wydawać rozporządzenia z mocą ustawy a pomijając sam wygląd orła (autorem konkursowego projektu był profesor architektury na Politechnice Warszawskiej Zygmunt Kamiński, który posłużył się wizerunkiem tzw. orła Stefana Batorego), należy zaznaczyć, że odjęto mu krzyż z korony a dodano na skrzydłach owe pentagramy, o których pisał cytowany wcześniej prymas Hlond zwane eufemistycznie rozetami.”

Czerwoni czy biało-czerwoni

Co ciekawe stalinowska konstytucja z 1952 r. stanowiła, że godłem jest „wizerunek orła białego w koronie”, co tak naprawdę zmieniła (pomijając dekret z 1955 r.) dopiero zmiana do konstytucji z 1976 r., kiedy to rządziła „liberalna” i do dzisiaj przez wielu ubóstwiana ekipa Edwarda Gierka. Z kolei już po 1989 r. posłowie sejmu kontraktowego uchwalając pośpiesznie w lutym 1990 zmianę ustawy o symbolach państwowych nie zdobyli się na zwieńczenie państwowego godła krzyżem (jak mówiono potocznie – przykryto wtedy orła czapką), który wydarto z korony nie za powojennych rządów komunistów, ale w roku 1927.

Tymczasem orła bez korony konsekwentnie nosił na swojej maciejówce nie kto inny tylko „Pierwszy Marszałek”, co miało swoje korzenie jeszcze w tradycji strzeleckiej. Godłem „Strzelca” był właśnie orzeł bez korony, żołnierze legionowi wywodzący się z tego ruchu ignorowali szarże wojskowe zwracając się do wyższych stopniem per „obywatelu” a dominującą ideologią w tym kręgu był socjalizm ewoluujący nawet w kierunku tego co dzisiaj nazywamy komunizmem.”

Charakterystycznie dla propagandy tamtych i dzisiejszych czasów kwestie te przedstawił nie tak dawno prof. Janusz Cisek pisząc:

„Orzeł ten nie miał korony. Nie wynikało to raczej z socjalistycznego rodowodu Piłsudskiego. (…) Polskiego orła z koroną car zastąpił ukoronowanym orłem dwugłowym. Poza tym jeden z programów politycznych mówił o powiązaniu Galicji z Królestwem Polskim. Okazało się, że niezależnie od realności tych zamierzeń korona na orle mogła przypaść zaborcy. Dlatego orzeł strzelecki pozostał bez korony”

Jak ktoś coś z tego bełkotu zrozumiał to pogratulować, tym którzy cechują się niższą inteligencją emocjonalną musi zadowolić inne tłumaczenie przedstawione przez tegoż samego prof. Ciska:

„…Okazało się, że w trakcie transportu woskowa forma utraciła koronę, a skonfundowany Trojanowski nie wyjawił, iż projekt oryginalny taką koronę posiadał. Podobno Piłsudski w pośpiechu zatwierdził orła…..”

Profesor Cisek ma pewnie w zanadrzu jeszcze kilka takich historyjek historycznych, więc Vivat Academia, vivant professores.

maciejówka

maciejówka

Są to oczywiście dzisiaj bardzo niewygodne fakty i stąd zazwyczaj taktownie przemilczane ale trudno nie wspomnieć, że jak tylko owi socjaliści z Daszyńskim na czele objęli premierostwo to na Zamku Królewskim w Warszawie natychmiast wywieszono czerwony sztandar, który został zdjęty dopiero po zdecydowanych protestach mieszkańców i delegacji politycznych.

Obok istniejącej policji stworzono także oddziały milicji ludowej występującej również pod czerwonym partyjnym sztandarem i śpiewających pieśni rewolucyjne. Także Witos wspomina, że przebywając w tym okresie w Radomiu nie dało się nie zauważyć, że “…poza błotem i w oczy bijącym niechlujstwem, kipiało ono od czerwonych, socjalistycznych i bundowskich sztanda­rów, powywieszanych prawie na każdym domu.”

Na szczęście zdecydowana postawa prawicy mającej poparcie większości społeczeństwa polskiego wkrótce zmusiła socjalistów do odwrotu a Sejm Ustawodawczy w sierpniu 1919 r. uchwalił, że „Za barwy Rzeczypospolitej Polskiej uznaje się kolory biały i czerwony, w podłużnych pasach…”.

Czerwony sztandar powrócił jeszcze na krótko w lecie 1920 r. w kluczowych dniach wojno polsko-bolszewickej, co tak z wrodzonym sobie talentem opisał cytowany wcześniej premier Witos:

„W Siedlcach zaraz na wstępie uderzyło mnie dziwnie, że obowiązki straży obywatelskiej spełniali prawie że wyłącznie Żydzi. Nosili oni biało-czerwone opaski na rękach i kłaniali się do pasa każdemu, kogo spotkali na ulicy. (…) Wszystkie domy żydowskie były gęsto udekorowane flagami polskimi. To nie przeszkadzało, że przed paru dniami zaledwie na tych samych domach powiewały czerwone, bolszewickie sztandary. Od prezydenta miasta Siedlec, p. Koślacza, dowiedziałem się tej smutnej prawdy, że prawie cała ludność żydowska Siedlec nie tylko stanęła po stronie bolszewików, ale razem z nimi zaczęła nękać ludność polską…”
Wincenty Witos

Wincenty Witos

Aha… Witos wspominał jeszcze, że po zamachu majowym “tarnowscy i okoliczni socjaliści” “…przez kilka nocy z rzędu demonstrowali przed moim domem, wznosząc krzykliwe okrzyki przeciw mnie, a na cześć Piłsudskiego, śpiewając Pierwszą Brygadę i Czerwony Sztandar.”

Rota kontra hymn legionów

Na szczęście „Czerwony Sztandar” nie okrzyknięto hymnem narodowym, nie jest natomiast także żadną tajemnicą, że po odzyskaniu niepodległości spory o ustalenie jaka pieśń ma symbolizować naszą państwowość były tak duże, że sejm nie zdołał tej sprawy ustawowo rozstrzygnąć. „Rota” nie przeszła, bo zbyt kojarzyła się z endecją no i odwoływała się do Boga, odśpiewany przez posłów w pierwszym sejmie na jego inaugurację hymn „Boże coś Polskę” był za bardzo klerykalny a ponadto za bardzo kojarzył się z hymnem Alojzego Felińskiego na cześć cara („Pieśń narodowa za pomyślność króla”), z kolei środowiska narodowe nie godziły się na „Mazurka Dąbrowskiego” pamiętając, że jeszcze niedawno refren śpiewano jako:

„Marsz, marsz Piłsudski
Prowadź na bój krwawy,
Pod twoim przewodem
Tryumf naszej sprawy”.

„Tymczasem niewiele osób w Polsce wie, że pieśń „Jeszcze Polska nie zginęła” zrobiono hymnem II Rzeczpospolitej za pomocą jeszcze bardziej ewidentnego fortelu niż w przypadku godła, gdyż zrobiono to za pomocą okólnika Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 26.02.1927 r., przy czym niektórzy powołują się jeszcze dodatkowo na okólnik Ministra Wyznań i Oświecenia Publicznego do „Kuratorjów Okręgów Szkolnych”, w którym „Ministerstwo podaje niniejszym do wiadomości harmonizację na fortepian pieśni „Jeszcze Polska …”.

Juliusz Willaume i współautorzy opisując historię naszych narodowych symboli skomentowali ten fakt następująco:

„Ostatecznie tę sporną sprawę (hymnu-przyp.) załatwiono poza sejmem po przewrocie majowym w 1926 r., z chwilą podjęcia przez obóz sanacyjny tzw. „ideologii państwowej.”

Jednakże zwykle zapomina się, że w tym okresie obowiązywała ciągle konstytucja marcowa, której art. 3 stwierdzał, ze „nie ma ustawy bez zgody sejmu” oraz, że „rozporządzenia władzy, z których wynikają prawa lub obowiązki obywateli, mają moc obowiązującą tylko wtedy, gdy zostały wydane z upoważnienia ustawy i z powołaniem się na nią”. Okólniki poszczególnych ministrów będących jedynie organami władzy wykonawczej nie stanowiły prawa i nie mogły określać sposobu jego wykonywania a były jedynie wskazaniami dla pracowników resortów, którym dany minister kierował.

Stąd formalnie i zarazem paradoksalnie także dopiero stalinowska konstytucja z 1952 r. ustanawiała w art. 103, że „hymnem Rzeczypospolitej Polskiej jest „Mazurek Dąbrowskiego”. Dwa najważniejsze symbole państwowości, zmiany pozornie nie mające związku z bieżąca polityką ale jakże istotne i dla niektórych jakże ważne skoro dokonywane z taką żelazną konsekwencją będąc zarazem przykładem swoistego sposobu rozumienia państwa i rządu oraz podejścia do legalizmu, procesu legislacyjnego, tradycji etc.

Geneza święta 11 listopada

Dzień 11 listopada został ustanowiony Świętem Niepodległości ustawą z 23 kwietnia 1937 r. (Dz.U. nr 33 z 1937 r. poz. 255) przy czym ówczesny ustawodawca czyli sejm zaludniony wyłącznie nominatami sanacji wyraźnie określił w art. 1, że święto to jest ustanowione „jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego”.

Tak się złożyło, że kilka miesięcy później bo na początku 1938 r. Stanisław Cywiński, wykładowca na Uniwersytecie Stefana Batorego w recenzji książki Wańkowicza wspomniał o „pewnym kabotynie”, co ówcześni oficerowie ideologiczni (tak, tak- to wcale nie wynalazek dzisiejszych czasów, tak samo jak „nieznani sprawcy”) zinterpretowali jako atak na dobre imię marszałka Piłsudskiego.

W ramach „honorowego” załatwienia sprawy, Cywińskiego pobito w jego własnym mieszkaniu, ale widocznie takie „honorowe” załatwienie sprawy nie gwarantowało, że nie znajdą się inni krytykanci dlatego też 7 kwietnia 1938 r. (Dz.U. nr 25 z 1938 r. poz. 219) uchwalona została ustawa o ochronie dobrego imienia Józefa Piłsudskiego (tak się „przypadkowo” złożyło, że prawie natychmiast, bo 9 kwietnia Stanisław Cywiński został uwięziony, skazany za lżenie narodu polskiego! spędzając w więzieniu łącznie 5 miesięcy – co na to dzisiejsi krytycy dławienia wolności słowa przez sądy, którzy często są bezrefleksyjnymi admiratorami przedwojennych porządków?).

Wypada także przynajmniej przez chwilę zadumać się nad treścią wspomnianej ustawy o ochronie imienia Marszałka, która w pierwszym artykule brzmi (w końcu nie została nigdy odwołana ani zmieniona) następująco:

Pamięci czynu i zasługi Józefa Piłsudskiego – Wskrzesiciela Niepodległości Ojczyzny i Wychowawcy Narodu – po wsze czasy należy do skarbnicy ducha narodowego i pozostaje pod szczególną ochroną prawa.”

Niezależnie od tego jaki kto ma stosunek do przedstawionych faktów warto uprzytomnić sobie, że walka nie tylko o symbole religijne, ale także symbole państwowe nie jest domeną współczesności, nie jest także wynalazkiem komuny, ale ma nieco głębsze korzenie.

Krzysztof Mazur, tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas”

źródło: niezlomni.com

podobne: „Rewia Kawalerii” czyli Wojsko Polskie w przededniu wybuchu wojny niemiecko-polskiej 1939 roku. Zarys sytuacji politycznej i wojskowej. oraz: Spór o mit założycielski II RP, czyli dlaczego świętujemy 11 listopada? Komu służyła Rada Regencyjna?

Orzeł - KZ

Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków


fragment artykułu Tomasza Cukiernika:

„…Przyjęty przez rząd PO-PSL Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2014-2017 przewiduje, że do 2017 roku zamrożone zostaną na obecnym poziomie: kwota wolna od podatku w PIT (3091 zł rocznie), koszty uzyskania przychodu (1335 zł rocznie) oraz próg podatkowy (85.528 zł rocznie). Jednak z wysokością kwoty wolnej od podatku związane są kwoty do odliczenia wynikające z ulgi na dzieci, w związku z czym również one pozostaną na niezmienionym poziomie. W sytuacji inflacji pieniądza realnie oznacza to podwyżki podatków. Kwoty te nie były waloryzowane od 2009 roku, chociaż w tym czasie inflacja wyniosła w sumie około 16 procent. – Tymczasem mamy inflację i rosną koszty utrzymania, natomiast będziemy płacić podatki od tych kwot, które płaciliśmy kilka lat temu, czyli efektem tego jest wzrost opodatkowania dla każdego przeciętnego, statystycznego mieszkańca naszego kraju – mówi w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową Andrzej Sadowski z Centrum Adama Smitha.

Jak szacuje samo Ministerstwo Finansów, dodatkowe wpływy dla fiskusa z tytułu zamrożenia progów wyniosą około 0,1 procent PKB rocznie. W 2010 roku było to 1,5 mld zł, ale w 2015 roku będzie to już 1,8 mld zł, a w 2017 roku – 2 mld zł. Łącznie w latach objętych planem ma to być 6,5 mld zł. Tym samym rząd sam przyznaje się, że jego plan to nic innego jak podwyżki podatków. Natomiast Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA – niezależna, apolityczna jednostka naukowo- -badawcza skupiająca się na analizie konsekwencji polityki społeczno-gospodarczej – wyliczyło, że zamrożenie progów podatkowych do 2017 roku obniży dochody polskich gospodarstw domowych o 1,32 mld zł w 2015 roku, 2,9 mld zł w 2016 roku i 4,76 mld zł w 2017 roku. Z kolei dochody gospodarstw z dziećmi spadną w wyniku tej polityki odpowiednio o 0,79 mld zł, 1,75 mld zł i 2,87 mld zł. O takie kwoty Polacy zapłaciliby mniejsze podatki, gdyby progi podatkowe rosły w kolejnych latach w sposób odpowiadający indeksacji górnego progu podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ZUS.

„W wyniku tej polityki w 2017 roku dochody najuboższych gospodarstw obniżą się przeciętnie o 8,50 zł miesięcznie, zaś w przypadku gospodarstw z najwyższego decyla miesięczne dochody zmniejszą się średnio o 106,20 zł” – napisano w raporcie CenEA. Zdaniem dr. Michała Mycka, dyrektora CenEA, „mrożenie kosztów uzyskania przychodu oraz kwoty wolnej od podatku idzie na przekór polityce nakierowanej na podniesienie poziomu zatrudnienia”.

Z wyliczeń „Rzeczpospolitej” wynika, że w efekcie braku waloryzacji progów podatkowych podatek najbardziej uderza jednak w osoby najbiedniejsze, a wysokość płaconych podatków rośnie szybciej niż wysokość płac! – Zamrożenie skali w rzeczywistości oznacza podniesienie efektywnych stawek podatkowych. Zwłaszcza biedniejsi ludzie płacą coraz wyższe podatki – mówi w „Rzeczpospolitej” prof. Krzysztof Rybiński, rektor uczelni Vistula. – I nie wątpię, że skala zostanie jeszcze przez wiele lat utrzymana na poziomie z 2009 roku. W ten sposób rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków – dodaje. – Wprowadzenie w życie Wieloletniego Planu Finansowego Państwa będzie oznaczać wyższe podatki – potwierdza na Interia.pl ekonomista Piotr Bujak…”

całość tu: nczas.com

podobne: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

polecam również: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

oraz: CBOS Polacy chcą bezpiecznego państwa, ale nie chcą płacić podatków.

rys. Żukow

rys. Żukow

…Jakiś czas temu Pan Tusk przepraszał za to, że kiedykolwiek wspominał swoim wyborcom o obniżaniu podatków. Widocznie tak bardzo męczyło go sumienie z tego powodu, że postanowił zadośćuczynić owej strasznej zbrodni biorąc się konkretnie za robotę i dociskając śrubę fiskalną.

Jak śpiewa poeta: To już nie polowanie, nie obława, nie łów! To planowe niszczenie gatunku!

…Odys

Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”.


rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

fragment:

…Wprawdzie prof. Bogusław Wolniewicz słusznie twierdzi, że komunizm wcale nie został „obalony”, a tylko „mutuje”, to jednak Mieczysław Wilczek niewątpliwie zakończył egzystencję pewnej komunistycznej mutacji to znaczy – „socjalizmu realnego”. Nazwa ta pojawiła się w latach 70-tych i można było wyczuć w niej melancholijną nutkę rezygnacji: jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Socjalizm realny pojawił się w naszym nieszczęśliwym kraju oczywiście za sprawą Józefa Stalina, który gospodarczym dyktatorem Polski zrobił Hilarego Minca, jednego z trójcy wszechmogących Żydów, delegowanych przez Ojca Narodów dla tresowania mniej wartościowego narodu tubylczego w demokracji socjalistycznej. Hilary Minc miał swój gospodarczy ideał, wyrażający się w formule „planu doprowadzonego do każdego stanowiska pracy”. Żeby ten ideał mógł się ziścić, „centralny planifikator”, czyli władza polityczna, musiała mieć pełnię władzy gospodarczej, między innymi decydować o każdym „stanowisku pracy”. No i decydowała – na przykład nawet ilu szewców czy krawców ma być w mieście – nie mówiąc już o poważniejszych sprawach. W rezultacie na każde gospodarcze przedsięwzięcie potrzebne było pozwolenie władzy.

Komuna

Komuna

To znaczy – było potrzebne dopóki nomenklatura, czyli środowisko władzy nie uwłaszczyło się na rozkradanym pod osłoną „surowych praw stanu wojennego” wprowadzonych przez „człowieków honoru”, majątku państwowym. Dopóki nomenklatura nadzorowała przedsiębiorców, chciała, by ci musieli jeść jej z ręki. Kiedy jednak się uwłaszczyła, nie chciała mieć nad sobą żadnego nadzorcy. I tej potrzebie wyszedł naprzeciw Mieczysław Wilczek, podsuwając generałowi Jaruzelskiemu projekt ustawy o działalności gospodarczej. Jak sam opowiadał kiedyś Januszowi Korwinowi-Mikke i mnie, generał Jaruzelski stawiał mu tylko jeden warunek – żeby w tej ustawie nie było „nic przeciw socjalizmowi”. Toteż Mieczysław Wilczek rozmontował realny socjalizm – ale bez użycia tego słowa.

Ten demontaż polegał na tym, że ustawa o działalności gospodarczej skonstruowana została zgodnie z zasadą, że dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane. („Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach”, a „Podmioty gospodarcze mogą dokonywac czynnosci oraz działań (…) które nie są przez prawo zabronione”) Pozwolenia (koncesje) na wykonywanie działalności gospodarczej nie były już potrzebne, z wyjątkiem 11 przypadków, których wspólnym mianownikiem było albo ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego: (np. obrót bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi, wytwarzanie i obrót truciznami), albo znaczenie dla gospodarki narodowej (np. wydobywanie kopalin). Podejmujący działalność gospodarczą musiał tylko zawiadomić o tym urząd skarbowy – i to wszystko. Tym jednym pociągnięciem pióra Mieczysław Wilczek zlikwidował „socjalizm realny” w gospodarce.

Rycerze okrągłego stołu - Zbirek

Rycerze okrągłego stołu – Zbirek

Warto zwrócić uwagę, że ustawa ta, uchwalona w październiku 1988 roku, weszła w życie 1 stycznia 1989 roku, a więc na ponad miesiąc przed rozpoczęciem widowiska telewizyjnego pod tytułem „Obrady okrągłego stołu”, które rozpoczęło się – jak pamiętamy – 6 lutego 1989 roku, a więc w sytuacji gdy już było, jak to się mówi – „po herbacie”. Wspominam o tym dlatego, że przy okazji 25 rocznicy rozpoczęcia tamtego telewizyjnego widowiska, statystujące w nim osoby strasznie się nadymały, czego to nie zrobiły dla Polski i w ogóle. Więc na wieczną ich hańbę przypomnę, że jak tylko banda wyposzczonych gołodupców została dopuszczona przez razwiedkę do koryta, natychmiast zaczęła „nowelizować” ustawę Wilczka, niekiedy nawet kilka razy w roku, w ten sposób, że do istniejących pierwotnie 11 przypadków koncesjonowania działalności gospodarczej co i rusz dodawała nowe. W rezultacie po 10 latach, kiedy to niby budowany był w naszym nieszczęśliwym kraju „kapitalizm”, koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia, a więc różne formy reglamentacji, zostały przywrócone w 202 OBSZARACH działalności gospodarczej – czemu towarzyszyła narastająca biurokratyzacja gospodarki. Krótko mówiąc – pod osłoną wolnorynkowej retoryki „socjalizm realny” został w naszym nieszczęśliwym kraju przywrócony, również przy wydatnym udziale ugrupowań tzw. „antykomunistycznych”, a nawet „prawicowych”, które jeszcze i dzisiaj uwodzą łatwowierną część opinii publicznej, próbując również uzurpować sobie monopol na patriotyzm.

rys. Żukow

rys. Żukow

Stanisław Michalkiewicz

całość tu: michalkiewicz.pl

podobne: 25 lat ustawy Wilczka – ostatniego cudu gospodarczego w XX wieku

a także: Stanisław Michalkiewicz: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”.

oraz: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

polecam również: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

Kosztowna głupota. Nacjonalizacja rynku podręczników doprowadzi do bankructwa wielu przedsiębiorców, a dzieci stracą możliwość nauki z lepszych książek.


06.05.2014 (IAR) – Wydawcy podręczników szkolnych apelują do MEN. Liczą, że ministerstwo edukacji zmieni decyzję o wprowadzeniu jednego podręcznika już od przyszłego roku szkolnego. Ostrzegają, że nacjonalizacja rynku podręczników doprowadzi do bankructwa wielu przedsiębiorców, a dzieci stracą możliwość nauki z lepszych książek.

Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak podkreśla, że wciąż rząd może wycofać się z tej reformy. Wydawcy mają już gotowe podręczniki w cenie rządowych. Pakiet wydawców zawiera podręcznik i ćwiczenia, ale bez dodatkowych pomocy edukacyjnych. Wydawcy zaproponowali książki w cenie około 125 złotych, czyli tyle, ile ma kosztować „rządowy” podręcznik.

Prezes Warsaw Enterprise Institute Robert Gwiazdowski uważa, że wprowadzane zmiany dotkną nie tylko wydawców, ale także rynek księgarski. Tłumaczy, że wiele małych księgarni utrzymuje się z handlu podręcznikami, a dystrybucja książek bezpośrednio do szkół spowoduje upadek tych firm. To też doprowadzi do zmniejszenia dostępności innych książek w małych miejscowościach – twierdzi Gwiazdowski.

Minister edukacji narodowej Joanna Kluzik – Rostkowska tłumaczyła wcześniej, że powierzenie opracowania i wydrukowania podręczników jednostkom podległym rządowi pozwoli ukrócić sytuację przerzucania kosztów podręczników na rodziców. Podręczniki i inne pomoce naukowe mają być własnością szkoły bądź samorządu lokalnego. „Dzieci będą je wypożyczały, czyli będą darmowe” – tłumaczyła szefowa MEN.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Mariusz Pieśniewski/pbp

źródło: stooq.pl

kwiatuszek –  powierzenie opracowania i wydrukowania podręczników jednostkom podległym rządowi pozwoli ukrócić sytuację przerzucania kosztów podręczników na rodziców… Pani „ministra” niech sobie doczyta (popyta) skąd się biorą pieniądze w budżecie na tego typu projekty jak „darmowy podręcznik” 😀 Mamy tu drodzy Państwo do czynienia z kosztowną głupotą! To znaczy sama głupota jest „za darmo”, ale jej skutki są (będą) kosztowne – oczywiście dla podatnika.

…Odys

podobne: Socjalizm kosztuje. Wydawcy liczą, ile stracą na „darmowym podręczniku”.  oraz: To co ważne: 4 mld zł na „darmowe” podręczniki.

polecam również: Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…”

Edukacja - Vitek Skonieczny

Edukacja – Vitek Skonieczny

NIK negatywnie o nadzorze nad budową Stadionu Narodowego. Przetarg na zadaszenie Stadionu Śląskiego – do unieważnienia.


23.04. Warszawa (PAP/PAP/Media) – NIK negatywnie ocenia nadzór ministrów sportu nad budową Stadionu Narodowego; znaleziono nieprawidłowości dotyczące jej finansowania. NIK nie skierowała wniosków do prokuratury – powiedział prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski. Resort sportu i NCS nie zgadzają się z zarzutami.

Najwyższa Izba Kontroli wystawiła negatywną ocenę działania poszczególnych ministrów sportu i turystyki, którzy odpowiadali za realizację tej inwestycji – mówił w środę szef NIK w radiowej Trójce. Kwiatkowski zaznaczył, że Izba nie skierowała jednak żadnych wniosków do prokuratury.

„Uznaliśmy, że żadne z tych zdarzeń nie wymaga oceny w wymiarze prawnokarnym. Oceniliśmy negatywnie sposób nadzoru nad tą inwestycją, wielokrotnie zwiększone koszty, brak określenia ryzyka początku tej inwestycji i różne rzeczy, które wynikają z braku takiego precyzyjnego bieżącego nadzoru” – powiedział.

Ministerstwo Sportu i Turystyki nie zgadza się ze stanowiskiem NIK. Resort przypomniał, że dzięki EURO 2012 Polska dołączyła do elitarnego grona państw, które wcześniej miały możliwość organizowania największych wydarzeń piłkarskich. Dzięki EURO 2012 nastąpiła też „jakościowa zmiana infrastruktury sportowej w Polsce”.

Cały proces przygotowań do EURO 2012 – również budowa Stadionu Narodowego – był wcześniej przedmiotem kontroli NIK, która oceniła go pozytywnie – podkreśliło ministerstwo.

Resort sportu przypomniał, że cały proces przygotowań do EURO 2012 koordynowała należąca do skarbu państwa spółka PL2012. Resort zapewnił, że przed mistrzostwami kontrolowała ona oraz monitorowała proces wykonania wszystkich przedsięwzięć, w tym budowy Stadionu Narodowego. Stale oceniała też poziom ryzyka dla poszczególnych projektów i przekazywała je UEFA.

„Minister Sportu i Turystyki przedstawiał sprawozdania z prac nad projektem Radzie Ministrów oraz Parlamentowi. W każdym z wymienionych dokumentów określano ryzyko związane z realizowanym przedsięwzięciem Euro 2012, skutki wystąpienia ryzyka oraz zalecenia, co do sposobu zminimalizowania wystąpienia danego ryzyka” – przypomniał resort.

Jako przykład nieprawidłowości – finansowo mniejszych, ale budzących bardzo duże wątpliwości – prezes NIK wymienił zakup wyposażenia kuchennego na stadionie.

„Nieprawidłowo wydatkowano np. 36 mln zł na wyposażenie powierzchni gastronomicznych dla firmy, która robi usługi cateringowe na stadionie” – powiedział. „Ten koszt powinien ponieść ten, kto jest najemcą albo ten, kto jest operatorem stadionu, a nie ministerstwo sportu” – wyjaśnił Kwiatkowski.

Jak powiedział PAP Mariusz Gierszewski z Narodowego Centrum Sportu, NCS, odpowiadając na zarzuty NIK, wskazało, że w tamtym okresie nie było możliwe znalezienie kontrahenta, który byłby gotowy zainwestować znaczne kwoty na wykończenie i wyposażenie pomieszczeń na Stadionie Narodowym.

Dodał, że Centrum – w odpowiedzi na zarzuty NIK – informowało, iż zgodnie z warunkami umowy stadionowej i wytycznymi UEFA na właścicielu stadionu ciążył obowiązek zapewnienia pełnego systemu gastronomicznej obsługi kibiców; w każdym wariancie właściciel stadionu – Skarb Państwa – musiałby ponieść koszty wykończenia i wyposażenia pomieszczeń.

Gierszewski, odnosząc się do innych zarzutów Izby, podał, że zgodnie z umową z projektantem, inwestor miał możliwość kontrolowania kosztów przyszłej inwestycji. „Spółka miała pełne prawo do wnoszenia stosownych zastrzeżeń do projektu koncepcyjnego łącznie z prawem jego całkowitego odrzucenia” – podkreślił. Na poszczególnych etapach realizacji projektu, inwestor miał prawo wniesienia uwag i wprowadzenia niezbędnych zmian – dodał.

Podkreślił, że wyboru generalnego wykonawcy dokonano w przetargu na podstawie najniższej ceny. „Wykonawca zobowiązał się wybudować Stadion wraz z towarzyszącą infrastrukturą za kwotę 1 mld 528 mln zł brutto, przy kosztorysie inwestora 1 mld 909 mln zł” – podał Gierszewski. Konkurenci proponowali więcej – od 2,7 mld zł do 1,57 mld zł.

NCS podał, że na koniec 2012 r. koszt budowy Stadionu według stanu posiadanych faktur wynosił 2 mld 136 mln zł. Z formalnego punktu widzenia budowa wciąż trwa, bo Skarb Państwa jest w sporze z głównym wykonawcą – o 460 mln zł i 150 mln zł tzw. gwarancji.

Prezes NIK zapowiedział, że przedstawi raport w najbliższym czasie w Sejmie, bo kontrola była prowadzona na wniosek jednej z sejmowych komisji.(PAP)

ago/ abr/                                                                                  …źródło: stooq.pl

podobne: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

…Wcześniej w sprawie Stadionu Narodowego NIK uznała, że ministerstwo sportu mogło wykorzystać niezgodnie z przeznaczeniem blisko 6 mln zł – zamiast na promocję Mistrzostw Europy w piłce nożnej 2012 oraz siatkówki resort wydał je m.in. na koncerty Madonny i Coldplay. Według Izby organizacja koncertu i kilku innych imprez przyniosła 4,6 mln zł strat.

W sprawie organizacji koncertu Madonny na Stadionie Narodowym prokuratura prowadzi śledztwo, w którym 16 kwietnia zeznawała m.in. b. minister sportu Joanna Mucha. Śledztwo dotyczy podejrzenia przekroczenia uprawnień przez urzędników resortu w związku z finansowaniem koncertu i przekazaniem Narodowemu Centrum Sportu blisko 6 mln zł na jego organizację. Ministerstwo Sportu i Turystyki argumentowało, że miało zgodę resortu finansów na wykorzystanie środków.

poprzednio: Prawo i bezprawie: Euro 2012 trwa i daje dobrze zarobić. Mucha odpytywana z koncertu Madonny. oraz: NIK: “Skarb Państwa stał się w istocie sponsorem koncertu Madonny”

…Ministerstwo Sportu i Turystyki nie zgadza się ze stanowiskiem NIK. Resort przypomniał, że dzięki EURO 2012 Polska dołączyła do elitarnego grona państw, które wcześniej miały możliwość organizowania największych wydarzeń piłkarskich. Dzięki EURO 2012 nastąpiła też „jakościowa zmiana infrastruktury sportowej w Polsce”… tiaaaa więc zmarnowanie pieniędzy jest w pełni usprawiedliwione? 😀

…Tłumaczenie się NCSu w obu sprawach, że „było zezwolenie” a kontrole niczego nie wykazały, więc „marnotrawstwo” nawet jak było to było legalne (a tak w ogóle to go nie było) jest tak prymitywne i głupie że można je nazwać wyłącznie bezczelnością. Najlepiej skomentować to cytatem… Gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi, na przestrzeni czasu stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie go gloryfikował (Frédéric Bastiat). I to jak wydatkowano publiczne pieniądze, tylko wyjątkowo cyniczny cwaniak może mieć czelność nazywać „marnotrawstwem”. Zmarnować to mogę sobie ja moje własne pieniądze na co mi się podoba. To co się stało to zwykła KRADZIEŻ, bo ktoś te pieniądze (CUDZE) wziął, chociaż mu się nie należały. Żaden „przepis prawa” czy „zezwolenie” nie ma takiej mocy żeby kradzież usprawiedliwiać, a już na pewno nie dlatego że ktoś to wydatkowanie nieudolnie nadzorował albo „przeoczył” podczas kontroli. Jest to „pretekst” co najwyżej do tego, żeby przyjrzeć się absolutnie wszystkim którzy maczali swoje łapy przy tym geszefcie, za który to podatnicy zapłacili i przepłacili.

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Tymczasem NIK nie zamierza nadać wynikom swojej kontroli dalszego biegu i nie kieruje sprawy do prokuratury. Jeżeli wielokrotnie zwiększone koszty (na kwotę 36 mln.!) i brak nadzoru nad miliardową inwestycją nie są wystarczającym powodem do przynajmniej złożenia wniosku o możliwość popełnienia przestępstwa to ja nie wiem co takiego trzeba zrobić i ile pieniędzy zmarnować żeby sprawa była poważna (podobno wystarczy ukraść batonik ze sklepu 😀 )… Kuriozum!

…ale Euro2012 trwa nadal bo oto…

23.04. Katowice (PAP) – Krajowa Izba Odwoławcza nakazała unieważnienie przetargu na zadaszenie Stadionu Śląskiego. Domagał się tego poprzedni wykonawca tej wojewódzkiej inwestycji. Urząd marszałkowski planuje jak najszybciej ogłosić nowy przetarg, być może jeszcze w tym tygodniu.

Nieoficjalną informację o ogłoszonym w środę popołudniu orzeczeniu KIO w tej sprawie potwierdził PAP odpowiedzialny m.in. za tę inwestycję członek zarządu woj. śląskiego Arkadiusz Chęciński.

Ogłoszony 27 marca przetarg na dokończenie zadaszenia Stadionu Śląskiego w Chorzowie był efektem braku porozumienia z dotychczasowym wykonawcą modernizacji (konsorcjum Hochtief Polska, Mostostal Zabrze Holding i Hochtief Construction AG). Wcześniejsze negocjacje dotyczyły kontynuowania inwestycji po awarii przy podnoszeniu zadaszenia z lipca 2011 r.

Z końcem marca konsorcjum opuściło teren budowy. Ogłoszony parę dni wcześniej przetarg objął trzy planowane zadania: badanie lin, które pozostały na budowie po awarii i określenie ich przydatności do ponownego wykorzystania, montaż konstrukcji zadaszenia widowni oraz monitoring konstrukcji.

Obszerne odwołanie wniosła jednak 10 kwietnia spółka Mostostal Zabrze. W środę Chęciński zaznaczył, że prócz odwołania Mostostalu, innych zastrzeżeń do przetargu praktycznie nie było.

„W czwartek rano siadamy ze współpracownikami i () przygotowujemy przetarg od nowa. Mam nadzieję, że może jeszcze do piątku – zobaczymy jeszcze, jakie będą poprawki – ale jak najszybciej, przed weekendem będziemy chcieli ogłosić kolejny przetarg, bo już straciliśmy ten miesiąc” – powiedział PAP członek zarządu woj. śląskiego.

Samorząd woj. śląskiego jest właścicielem stadionu i inwestorem jego przebudowy. Zasadnicze roboty są wstrzymane od ponad dwóch i pół roku – od czasu awarii przy podnoszeniu zadaszenia.

W drugiej połowie 2013 r. prace zmierzające do wznowienia inwestycji przyspieszyły. Samorząd powołał spółkę Stadion Śląski, mającą przejąć związane z inwestycją zadania. We wrześniu województwo porozumiało się też z wykonawcą odnośnie woli dalszej współpracy – strony zawiesiły wówczas wzajemne kroki prawne i roszczenia.

Potem jednak Mostostal Zabrze poinformował, że negocjacje ws. dalszej realizacji kontraktu zakończono bezowocnie. Samorząd woj. śląskiego przekazał, że do porozumienia nie doszło ze względu na wartość złożonej oferty. Krótko później województwo ogłosiło pierwszy z kilku przetargów, dzięki którym chce dokończyć inwestycję.

Pierwotnym planowanym terminem rozstrzygnięcia tego postępowania była połowa br. Do końca 2014 r. planowano podniesienie konstrukcji linowej zadaszenia, a montaż pokrycia powinien był zakończyć się w drugiej połowie roku 2015 r. Teraz cały ten harmonogram wydłuży się co najmniej o miesiąc.

Montaż konstrukcji dachu ma być prowadzony w oparciu o wykonany przez projektanta – niemieckie biuro GMP Architekten – zmodyfikowany projekt konstrukcji zadaszenia.

Woj. śląskie ma pozwolenie na budowę zadaszenia oraz niezbędnej infrastruktury technicznej obiektu i dysponuje dokumentami umożliwiającymi kontynuację przedsięwzięcia. Pozostałe prace przy przebudowie obiektu mają być objęte kolejnymi przetargami. Mają one dotyczyć ogrodzenia stadionu i wykończenia obiektu.

Przedstawiciele zarządu woj. śląskiego jako datę ukończenia Stadionu Śląskiego podawali ostatnio koniec 2016 r. Wartość przebudowy obiektu w latach 1994-2007 wyniosła ok. 278 mln zł, a w ramach obecnej, trwającej od 2007 r. modernizacji (wraz z budową zadaszenia i wzbogacenia o funkcję lekkoatletyczną) – dotąd ok. 380 mln zł.

Kontynuacja budowy według obecnego projektu ma kosztować jeszcze ok. 200 mln zł. Województwo zapewnia, że środki są – przede wszystkim, jak dotąd, w postaci kredytów.

W środę prezes PZPN Zbigniew Boniek przekazał, że Polska nie będzie ubiegała się o goszczenie spotkań piłkarskich mistrzostw Europy w 2020 r. 55-tysięczny Stadion Śląski był jedną z dwóch wstępnie zgłoszonych pod tym kątem polskich aren. (PAP)

mtb/ tpo/                            …źródło: stooq.pl

poprzednio: “Efekt Euro2012″: NIK skieruje sprawę przebudowy Stadionu Śląskiego do prokuratury.

polecam również: Przypomnienie: POlska (wiecznie) w budowie czyli…

Stadion Narodowy

„Efekt Euro2012”: NIK skieruje sprawę przebudowy Stadionu Śląskiego do prokuratury.


14.04. Katowice (PAP) – Najwyższa Izba Kontroli skieruje zawiadomienie do prokuratury dotyczące niegospodarności urzędników odpowiedzialnych za przebudowę Stadionu Śląskiego w Chorzowie oraz sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy budowlanej związanej z awarią łączników lin.

Poinformował o tym w poniedziałek rzecznik prasowy katowickiej delegatury NIK Przemysław Witek. Członkowie obecnego zarządu województwa śląskiego, w tym marszałek Mirosław Sekuła, planują w poniedziałek w południe konferencję prasową na temat zarzutów Izby.

Przebudowa Stadionu Śląskiego, mimo że rozpoczęła się 20 lat temu i kosztowała już ponad 600 mln zł, nie została dotychczas zakończona. Początkowo zakładano, że koszt modernizacji wyniesie niespełna 300 mln zł.

Jak ustaliła NIK, do nieuzasadnionego wzrostu kosztów inwestycji przyczyniły się m.in. chybione działania ówczesnego zarządu województwa śląskiego i Urzędu Marszałkowskiego związane z wyborem droższego i dokładnie niesprawdzonego projektu zadaszenia trybun. Według szacunków na dokończenie przebudowy potrzeba jeszcze ponad 200 mln zł.

NIK w swym raporcie wskazała przyczyny, które wpłynęły na opóźnienia przy przebudowie obiektu oraz rażący wzrost kosztów. Zdaniem kontrolerów zarząd województwa śląskiego bez merytorycznego uzasadnienia odstąpił od realizacji projektu zadaszenia trybun Stadionu w Chorzowie według pierwotnego projektu „Saturn 2005”.

Jak zaznaczyli kontrolerzy, jest to tym bardziej niezrozumiałe, że projekt biura TB Badora został już zatwierdzony i uzyskał pozwolenie na budowę w kwietniu 2005 r. Został również pozytywnie zaopiniowany przez Instytut Techniki Budowlanej pod kątem wytrzymałości na obciążenie śniegiem, a w 2006 r. zorganizowano dwa przetargi na jego wykonanie.

Niespodziewanie – po przyznaniu Polsce i Ukrainie organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012, ówczesny zarząd województwa postanowił zmienić projekt zadaszenia. W tym celu m.in. zlecił wykonanie ekspertyz podważających bezpieczeństwo założeń konstrukcyjnych projektu „Saturn 2005”. Mecze Euro nie były rozgrywane na Stadionie Śląskim.

Ekspertyzy, które w świetle zgromadzonej w toku kontroli dokumentacji okazały się nierzetelne, były niezwłocznie publikowane w mediach. Według NIK uniemożliwiało to dyskusję na temat zasadności stawianych w nich zarzutów i usankcjonowało decyzję na temat odstąpienia od projektu „Saturn 2005”, na który wydano z budżetu województwa 5 mln zł.

Zdaniem NIK Urząd Marszałkowski w niejednolity sposób weryfikował poprawność zamawianych projektów zadaszenia Stadionu Śląskiego. W przypadku projektu „Saturn 2005” UM, mimo że dysponował zatwierdzonym projektem budowlanym oraz koreferatem i innymi specjalistycznymi opiniami, zlecał kolejne ekspertyzy, aż do odstąpienia od jego realizacji. Z kolei drugi projekt, który opracowała niemiecka firma GMP za 16 mln zł, Urząd Marszałkowski przyjął bez weryfikacji jego założeń projektowych. Nie sprawdzono nawet wytrzymałości na obciążenie śniegiem.

Zdaniem NIK nowy wykonawca został wybrany z naruszeniem prawa zamówień publicznych – wybrano go w trybie z wolnej ręki zamiast w trybie konkurencyjnym. Na skutek tych działań Urząd Marszałkowski w niegospodarny sposób wydał ok. 68 mln zł.

Sam koszt wykonania zadaszenia według projektu „Saturn 2005” był tańszy o 55 mln zł od projektu GMP. Do tego dochodzą wydatki na realizację projektu „Saturn 2005” oraz cena projektu wykonanego przez GMP.

Podczas podnoszenia konstrukcji linowej dachu pękły dwa tzw. krokodyle łączące liny. Konieczne było wstrzymanie budowy zadaszenia trybun i opracowanie zamiennej dokumentacji projektowej. Spowodowało to dalsze opóźnienie inwestycji i wzrost kosztów.

Ekspertyzy techniczne sporządzone na zlecenie powiatowego inspektora nadzoru budowlanego wskazują na kilka przyczyn awarii: elementy, które uległy uszkodzeniu nie miały odpowiednich parametrów materiałowych, były niedokładnie zmontowane, a sam projekt zadaszenia zawierał błędy. Zdaniem NIK część przyczyn awarii można było wyeliminować, gdyby inżynier kontraktu rzetelnie wykonywał swoje obowiązki.

Urząd Marszałkowski musiał ponieść dodatkowe koszty, które bezpośrednio wynikały z awarii. Wyniosły one ok. 18 mln zł i zostały przeznaczone m.in. na dodatkowe ekspertyzy, doradztwo prawne, zakup nowej zamiennej dokumentacji projektowej, zabezpieczenie placu budowy. Ostateczna ich wysokość będzie możliwa do określenia dopiero po zakończeniu budowy.

Ponieważ modernizacja stadionu nie zakończyła się w terminie, a koszty inwestycji znacząco wzrosły, NIK przygotowuje zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawach dotyczących niegospodarności urzędników, którzy zrezygnowali z gotowego i zaakceptowanego projektu budowy zadaszenia trybun na rzecz projektu znacznie droższego, którego do dziś nie udało się zrealizować, a także sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy budowlanej.

NIK zamierza stale monitorować dalsze prace modernizacyjne na stadionie, szczególnie że pochłoną one jeszcze ponad 200 mln zł. Po zakończeniu całej inwestycji kontrolerzy szczegółowo rozliczą wydane pieniądze. (PAP)

lun/ pad/ jbr/                                                                       …źródło: stooq.pl

podobne: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

Przebudowa Stadionu Śląskiego, mimo że rozpoczęła się 20 lat temu i kosztowała już ponad 600 mln zł, nie została dotychczas zakończona. Początkowo zakładano, że koszt modernizacji wyniesie niespełna 300 mln zł… NIK przygotowuje zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawach dotyczących niegospodarności urzędników, którzy zrezygnowali z gotowego i zaakceptowanego projektu budowy zadaszenia trybun na rzecz projektu znacznie droższego, którego do dziś nie udało się zrealizować, a także sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy budowlanej…

Trzy mądre małpy

Trzy mądre małpy

Brawo NIK! W sumie potwierdziło się to, o czym już 2 lata temu informował Pan Jan Tomaszewski. Ale nic dziwnego że wtedy „ktoś” wolał sprawę zbagatelizować i zamieść pod dywan. W końcu na stole leżały grube miliony do przytulenia i „skok cywilizacyjny” jakim była organizacja Euro2012… Echa tej imprezy będą jeszcze długo nawiedzać opinię publiczną, ale chyba nie o takim „efekcie Euro2012” mówili włodarze z Warszawy i miast organizatorów imprezy 😉

polecam również: “Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. i tu: Korupcja w MSZ, GUS, MSWiA, KGP. 20 zarzutów o zmowę przetargową. oraz: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 latInwestycyjne Misie

Socjalizm kosztuje. Wydawcy liczą, ile stracą na „darmowym podręczniku”.


12.04. Warszawa (PAP) – 5-6 tysięcy miejsc pracy i 350 mln zł rocznie – takie zdaniem Polskiej Izby Książki będą straty wydawnictw, autorów i księgarzy w związku z wprowadzeniem przez rząd bezpłatnego podręcznika do szkół. MEN odpowiada: zaoszczędzą rodzice.

Drogę do przygotowania bezpłatnych podręczników dla najmłodszych uczniów otworzyła Ministerstwu Edukacji Narodowej tegoroczna nowelizacja ustawy o systemie oświaty. Dzięki niej już od 1 września uczniowie pierwszych klas szkół podstawowych mają otrzymać bezpłatny podręcznik.

Wydawcy protestowali przeciwko takiemu rozwiązaniu, zwłaszcza temu, by rodzice pierwszoklasistów nie mieli możliwości wyboru spośród wielu podręczników, przygotowanych przez różnych autorów. Obawiają się też, że wprowadzenie w następnych latach darmowych podręczników w kolejnych klasach zniszczy rynek wydawnictw szkolnych w Polsce.

Według wyliczeń, które Polska Izba Książki przekazała PAP, darmowe podręczniki dla klas 1-3 oznaczają spadek przychodów wydawców edukacyjnych o około 350 mln zł rocznie. „Podręczniki dla pierwszych trzech klas to około 25 proc. wartości rynku wszystkich podręczników szkolnych” – podkreślił szef Polskiej Izby Książki (PIK) Włodzimierz Albin.

Jak zaznaczył straty poniosą księgarze, hurtownicy, drukarze, firmy logistyczne, a także autorzy. „Zmarnowany zostanie cały dorobek społeczny tworzenia podręczników dla klas pierwszych tworzony przez ostatnie kilkanaście lat” – ubolewa.

Szef Sekcji Wydawców Edukacyjnych w PIK Jarosław Matuszewski szacuje, że z powodu reformy w ciągu trzech lat prace może stracić 5-6 tys. osób. „Zbankrutują przede wszystkim małe wydawnictwa, na początku te, które specjalizują się w edukacji wczesnoszkolnej. Jest ich kilka, szkoda ich szczególnie, bo były inne niż wydawnictwa masowe, proponowały rozwiązania niesztampowe, kreatywne, niszowe. Reforma zabije więc oryginalność” – powiedział PAP.

Polska Izba Książki przygotowuje wraz dystrybutorami, księgarzami i organizacją skupiającą przedsiębiorców szczegółowy raport w tej sprawie. Ma zostać opublikowany po świętach.

Matuszewski opowiada, że najbardziej są zaniepokojone małe księgarnie, których w Polsce jest ok. 1,8 tys. „Dwie trzecie z nich żyje przede wszystkim z podręczników szkolnych. Z każdej księgarni trzeba będzie zwolnić co najmniej po jednej osobnie, a skończy się to w ten sposób, że niektóre z nich zamkną działalność” – przewiduje.

Jak zaznaczył teraz wprawdzie darmowy podręcznik dotyczyć ma tylko pierwszej klasy szkoły podstawowej, ale za cztery rata wszystkie podręczniki będą dystrybuowane w trybie regulowanym, dotacyjnym, z pominięciem tradycyjnych księgarń, czy kanałów internetowych. „W tym roku tracimy kawałek, w przyszłym drugi, za trzy lata z szerokiego rynku znika edukacja wczesnoszkolna” – przewiduje Matuszewski.

Rzeczniczka MEN Joanna Dębek przyznaje, że dojdzie do zmiany na rynku, ale MEN przygotowując reformę patrzyło na sprawę z perspektywy wydatków, które muszą ponosić rodzice.

Apeluje, by nie tworzyć nieprawdziwego wrażenia, że wydawnictwa szkolne znikną, bo wszystkie podręczniki będzie przygotowywało MEN. „To nieprawda, nadal wydawnictwa będą przygotowywały podręczniki. MEN w tym momencie przygotowuje podręcznik dla kasy pierwszej szkoły podstawowej. Docelowo będzie to podręcznik dla klas 1, 2, 3” – powiedziała PAP Dębek.

Przypomniała, że są jeszcze przecież podręczniki do gimnazjów i do szkół ponadgimnazjalnych. Przyznała, że zmieni się sposób ich zakupu, a na wydawców nałożone zostaną nowe obowiązki, m.in. to, by wszystkie podręczniki były wieloletnie.

„Zmiany, które proponujemy są wynikiem tego, co na polskim rynku wydawniczym działo się od bardzo wielu lat. Doszło do patologii: podręczniki z roku na rok były coraz droższe i wiadomo, jakim to było obciążeniem dla rodziców” – podkreśliła rzeczniczka.

Krzysztof Strzępka (PAP)                                                        …źródło: stooq.pl

stk/ mhr/

podobne: Marnotrawstwo i totalna głupota w Ministerstwie Pracy czyli… 49 milionów złotych na “portal dla bezdomnych”!

MEN odpowiada: zaoszczędzą rodzice… Tutaj o tym ile „zaoszczędzą” rodzice: To co ważne: 4 mld zł na “darmowe” podręczniki.  Na inne przykłady „oszczędności” dla podatników z państwowego nadania zwracałem uwagę tu – “Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. i tu: Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny. i tu: Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: “Źle było, źle będzie…” i tu: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

słowem – socjalizm kosztuje! (nikogo innego jak samych podatników). Wśród wydawców i pracowników księgarni na pewno jest sporo rodziców. Ciekaw jestem jak odbierają perspektywę utraty pracy w zamian za „darmowy” podręcznik dla ich dzieci… Cóż za paradoks!

…Odys

„Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku.


11.04.2014 (IAR) – Mazowsze bez grosza przy duszy i bez możliwości korzystania ze swojego konta. Ministerstwo Finansów korzystając z poborcy podatkowego zablokowało rachunek bankowy Urzędu Marszałkowskiego, by przejąć ratę janosikowego – podatku płaconego przez bogatsze regiony na rzecz biedniejszych – za 2013 rok.

Wraz z odsetkami i kosztami egzekucji to 61 milionów złotych – wyliczał w rozmowie z Polskim Radiem RDC marszałek Mazowsza Adam Struzik. Powiedział, że w niej jest 3,5 miliona złotych opłaty za czynności egzekucyjne – czyli jak ironizował samorządowiec – przejście poborcy podatkowego z jednej strony ulicy Jagielońskiej na drugą.

Pensje pracowników ponad stu instytucji podległych Mazowszu nie są zagrożone. Marszałek mówił, że jednak, że nie ma pieniędzy na bieżące funkcjonowanie instytucji oświaty, kultury i samego Urzędu. Samorząd nie będzie też miał w tym miesiącu pieniędzy na zapłacenie kolejnej raty janosikowego oraz na dotowanie biletów Kolei Mazowieckich. Przewoźnik zapewnia jednak, że na taką sytuację jest przygotowany, więc pasażerowie nie mają się czego obawiać.

Urząd Marszałkowski odwołał się od egzekucji do Urzędu Skarbowego. Marszałek województwa twierdzi, że egzekucja jest bezprawna, bo Trybunał Konstytucyjny uznał w marcu iż przepisy o janosikowym są niezgodne z Konstytucją.

Urząd pracy

Urząd pracy

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/RDC/wcz./vey/tk    …źródło: stooq.pl

…urzędasy na bezrobociu ale na pensje dla nich będzie… 🙂

bez komentarza… obrazek

podobne: “Za rządów Tuska przybyło całe miasto urzędników wielkości Pułtuska lub Wieliczki!”

polecam również: Kryzys pod kontrolą? Wzrost PKB, PP i płac… jednocześnie wzrost zadłużenia i deficytu finansów publicznych i to: Efektywność zarządzania środkami publicznymi

11.04. Słupsk (PAP) – Radni Słupska (Pomorskie) nie zgodzili się w piątek na kontynuowanie budowy aquaparku według pomysłu prezydenta Macieja Kobylińskiego (SLD). Przyjęli za to własny projekt, który zobowiązuje włodarza miasta do przygotowania nowych koncepcji prowadzenia inwestycji bez dotacji z UE.

Prezydencką propozycję rada odrzuciła po raz ósmy. Stało się to, podobnie jak na poprzednich sesjach, 13 głosami PO, PiS i Klubu Nowy Słupsk. „Za” było tylko sześcioro radnych SLD.

O kontynuację zawansowanej w 70 proc. budowy aquaparku, największej obecnie inwestycji Słupska, władze miasta zabiegają u radnych od 18 grudnia ub.r.

Budowa aquaparku rozpoczęła się w maju 2011 r. Obiekt miał kosztować 57,7 mln zł i powstać do końca czerwca 2012 r. Miasto otrzymało na inwestycję 19,2 mln zł unijnej dotacji z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego. Wykorzystano z niej dotychczas ok. 2,9 mln zł.

W styczniu 2013 r. budowę wstrzymano. Ratusz zerwał umowę z wykonawcą z powodu opóźnień. Budowlańcom naliczono kary umowne w wysokości 31,2 mln zł, z czego dotychczas wyegzekwowano 6,4 mln zł. Pozostałą część kwoty, tj. 24,8 mln zł, miasto chce odzyskać od wykonawcy w postępowaniu przed Sądem Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Wykonawca odpowiedział na to kontrpozwem, domagając się 24,6 mln zł za dodatkowe roboty. Sprawa jest w toku.

W ub.r. na dokończenie aquaparku ogłoszono dwa przetargi. Jeden unieważniono z powodu zbyt wysokiej ceny proponowanej przez firmę ubiegająca się o zamówienie. Drugi nie został dotychczas rozstrzygnięty, gdyż najtańsza oferta firmy Budrem Rybak opiewa na 33,9 mln, a miasto ma do dyspozycji tylko 16,5 mln zł.

Dlatego sześć razy prezydent wnioskował do rady o dokonanie takich zmian w budżecie na rok 2014, które pozwoliłyby na wygospodarowanie brakujących 17,4 mln zł. Potem przedstawił propozycję nowych zapisów w wieloletniej prognozie finansowej, co dzięki faktoringowi pozwoliłoby na rozłożenie płatności za aquapark do 2019 r.

Kontynuowanie budowy według drugiej koncepcji odbywałoby się w następujący sposób: miasto podpisuje umowę ze spółką Budrem Rybak, firma zawiera z bankiem umowę faktoringu, wchodzi na plac budowy i do końca czerwca 2015 r. kończy park wodny. Miasto płaci w 2014 r. wykonawcy 16,5 mln zł, jakimi obecnie dysponuje. Pozostałe faktury wykupuje od firmy faktor, czyli bank. Następnie zobowiązania wobec faktora reguluje miasto.

W obu wariantach ostateczny koszt inwestycji, według wyliczeń ratusza, miał się zamknąć kwotą 76,6 mln zł.

Prezes spółki Budrem Roman Rybak mówił na piątkowej sesji rady, że choć termin ważności jego oferty na dokończenie aquaparku z prawnego punktu widzenia przestał obowiązywać, to nadal jest zainteresowany podpisaniem umowy z miastem. Dodał, że uzyskał też wstępne oferty faktoringu od czterech banków, opiewające na znacznie mniej niż 15 proc., o których wspominali radni.

Na sesji głos zabrał też marszałek woj. pomorskiego Mieczysław Struk. Przypomniał, że termin realizacji aquaparku już upłynął, wszystkie „unijne” inwestycje z perspektywy 2007 – 2013 muszą być zakontraktowane i rozliczone do połowy przyszłego roku. Podkreślił, że województwo nie zamierza oddawać UE ani jednego euro z przyznanych pieniędzy, co trzeba będzie zrobić w przypadku niewywiązania się z terminu rozliczenia. Jak dodał, pieniądze z aquaparku mogą jeszcze zostać wykorzystane na inny „unijny” projekt.

W tym kierunku poszli radni PO, PiS i Naszego Słupska, przyjmując – zaraz po odrzuceniu prezydenckiej propozycji – własną uchwałę w sprawie parku wodnego.

Zobowiązali w niej prezydenta Kobylińskiego m.in. do odstąpienia od umowy z marszałkiem na unijną dotację dla aquaparku, przygotowania innych koncepcji dokończenia budowy z rozważeniem partnerstwa publiczno-prywatnego i wystąpienia do marszałka o przesunięcie pieniędzy z parku wodnego na jeden projektów związanych z transportem publicznym.(PAP)

sibi/ drag/                                                                                 …źródło: stooq.pl

podobne: POlska (wiecznie) w budowie czyli…

słówko o przetargach tu: Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny.

polecam również: Co się odwlecze to nie uciecze czyli… Polska musi zwrócić 30 milionów euro do unijnego budżetu (reaktywacja)

Obiekt miał kosztować 57,7 mln zł i powstać do końca czerwca 2012 r… ostatecznie budowę przedłużono do końca czerwca 2015 roku a koszt „inwestycji”, ma się zamknąć kwotą 76,6 mln zł… Pomijając fakt jak bardzo potrzebną „inwestycją” jestSiara - Mają rozmach budowa aquaparku, należy sobie powiedzieć….

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

cytat:

Rządzą nami ludzie, którzy dla poklasku tłumu wolą ufundować za społeczne pieniądze imprezy sportowe i stadiony – zamiast zadbać o stan Wojska Polskiego. Rządzą nami ludzie, którzy za społeczne pieniądze wolą zatrudniać na bezużytecznych stanowiskach swoich totumfackich, niż obniżyć podatki i pozwolić Polakom rozwijać gospodarkę. Rządzą nami ludzie, którzy przekrzykują się, która ekipa wygoniła na emigrację więcej własnych obywateli. Ponura prawda jest taka, że Polacy emigrują niezmiennie nieprzerwanym strumieniem z Polski rządzonej przez SLD, PiS i PO (z niezawodnym w każdym układzie PSL na dokładkę).
Co może powstrzymać depopulację, wyludnienie Polski? Jedynie to: usunięcie tego czegoś, co uniemożliwia tutaj normalne życie normalnym obywatelom. Tym zatruwaczem życia jest biurokracja, partyjniactwo i drenaż portfeli z pieniędzy, drenaż konieczny na utrzymywanie tej partyjno-biurowej menażerii… (Dlaczego w Polsce jest jak jest?)

i jeszcze jeden:

”Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?… (Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Folwark zwierzęcy - świnie

Folwark zwierzęcy – świnie

Heglowska rzeczywistość: Polska przeżywa złoty wiek a Polacy lubią demokrację i są skłonni ponieść gospodarcze straty dla Ukraińców.


1. Prezydent: Polska przeżywa złoty wiek

04.04.2014 (IAR) – Polska przeżywa złoty wiek – ocenia Bronisław Komorowski. Prezydent odwiedził siedzibę Narodowego Banku Polskiego w związku z planowaną na maj emisją 5-złotowej monety „Odkryj Polskę – 25 lat wolności”.

Bronisław Komorowski podkreślił, że moneta jest namacalnym symbolem przemian, jakie dokonały się w Polsce. Prezydent zwrócił uwagę, że do złotego okresu, prawie nieporównywalnego do jakiegokolwiek w historii kraju, prowadziła długa, 25-letnia droga. Dodał, że Polacy często nie doceniają tego, co osiągnęli.

„Nawet żyjąc w okresie złotym nam się czasami wydaje, że on jest zaledwie żółty” – powiedział prezydent.

Prezes NBP Marek Belka jest zadowolony, że moneta nie będzie odległym symbolem, ale trafi do kieszeni Polaków i będzie funkcjonującym w obiegu środkiem płatniczym.

Na rewersie 5-złotówki znalazł się znak dwóch palców tworzących literę V – znany symbol wolności.

Moneta będzie dostępna od 22 maja w oddziałach okręgowych NBP. Bank centralny wyemituje półtora miliona takich 5-złotówek. Będzie to pierwsza 5-złotowa moneta kolekcjonerska wykonana ze stopu Nordic Gold. Dotąd najniższym nominałem monet pamiątkowych emitowanych przez bank centralny były 2-złotówki.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Arkadiusz Augustyniak/dj

…Zacznę od tego że litera „V” to symbol zwycięstwa (od ang. victory) a nie żadnej wolności. Nawiązanie do tego symbolu aczkolwiek całkowicie nietrafne w jego wolnym tłumaczeniu na o jakie potknął się Pan „lapsus” Komorowski, wydaje się z drugiej strony całkowicie trafne – bo władza jak najbardziej zwycięstwo odniosła, tyle że nad własnym narodem i jego wolnością.

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

W zasadzie cały wywód Pana Komorowskiego to jeden wielki dyzonans poznawczy nad którym nie chce mi się pochylać (chętnych odsyłam tu: Zderzenie propagandy PO z rzeczywistością – Najwyższy Czas!). Można go skomentować parafrazując jego własne słowa. Otóż Polacy często doceniają to co SAMI osiągnęli, zwłaszcza żyjąc w „żółtym okresie” (od ang. yellow – tchórzliwy, pożółkły) który dziś jest udziałem zdecydowanej (niestety) większości Polaków. Doceniają to i starają się ciągnąć jak ten koń z folwarku zwierzęcego całą resztę, na której siedzą okrakiem opływający we złoto kosztem cudzej krwawicy tacy „ludzie sukcesu” jak np. miłościwie nam panujący Bronisław Komorowski.

polecam również: Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

2. CBOS: Polacy lubią demokrację, ale w nią nie wierzą

04.04.2014 (IAR) – Polacy coraz częściej uważają, że demokracja jest najlepszą formą rządzenia. Rośnie też przekonanie, że obywatele mają coraz większy wpływ na sprawy publiczne. Zdecydowana większość jednak nadal uważa, że od zwykłych ludzi niewiele w tej sferze zależy.

W sondażu przeprowadzonym przez Centrum Badania Opinii Społecznej przekonanie o wpływie obywateli na sprawy kraju wyraziła ponad jedna czwarta ankietowanych (28%). Zdecydowana większość respondentów (70%) uważa jednak, że od nich niewiele w tej sferze zależy.

Poczuciu wpływu na sprawy lokalne i na życie publiczne w kraju sprzyja młody wiek (od 18 do 34 lat), wyższe wykształcenie oraz dobra sytuacja materialna. W odniesieniu do swojej miejscowości najczęściej mają je mieszkańcy wsi, nieznacznie rzadziej – mieszkańcy dużych i średnich miast, natomiast w małych miastach (do 20 tys. ludności) przeważa przekonanie o braku wpływu na lokalne decyzje.

Przekonanie o wyższości demokracji nad innymi formami rządów dominuje we wszystkich analizowanych grupach społeczno-demograficznych, a zwłaszcza wśród osób mających wyższe wykształcenie, mieszkańców największych aglomeracji, respondentów o najwyższych dochodach per capita oraz zadowolonych z własnej sytuacji materialnej.

Poglądy polityczne nie determinują w istotnym stopniu stosunku do demokracji, można jednak zauważyć, że jej wyższość nad innymi formami rządów częściej negują badani o lewicowych poglądach politycznych, rzadziej zaś osoby o orientacji prawicowej.

Postawy prodemokratyczne dominują we wszystkich analizowanych elektoratach partyjnych. Są one najczęstsze wśród wyborców PO i SLD, nieco mniej popularne wśród respondentów sympatyzujących z PiS i relatywnie najrzadsze wśród osób niezamierzających głosować, a więc prawdopodobnie niemających reprezentacji na scenie politycznej.

Badanie przeprowadzono w dniach 6-12 marca 2014 roku na liczącej 1098 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

IAR/CBOS/moc/dj

podobne: CBOS: coraz więcej Polaków czuje się lekceważonych przez władzę, ale ponad połowa nie wie, co było ważne w 2013 roku.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Pominę milczeniem tego typu kwiatuszki jak przekładanie zdania 1100 respondentów na wolę narodu. Jak również rzekomy krytycyzm ogólnopojętej lewicy wobec demokracji i jej pozytywne odbieranie przez „prawicę” za którą w Polsce uważa się PIS i PO. Nie będę się pastwił nad wykształceniem ludzi którzy uważają demokrację za „wyższą formę” rządów, pomimo możliwości zaobserwowania od 25 lat efektów działania tego systemu w Polsce. Kilka słów o „spiritus movens” tego badania…

Demokracja to najgorszy z totalitaryzmów, ponieważ tylko w tym systemie można

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

bezkarnie wmówić ludziom, że są wolni, z łatwością ogłupić większość społeczeństwa (wystarczy 51%) i zmusić pozostałą normalną część (załóżmy te owe 49%), aby żyła w nienormalnych warunkach. Poza tym to właśnie demokracja daje największe możliwości złodziejom, aferzystom, bankierom i innym darmozjadom do bezkarnego okradania CAŁEGO narodu (tudzież społeczeństwa – to bardziej adekwatna nazwa dla różnego rodzaju klik jakie dzięki demokracji żerują na innych) rozmywając odpowiedzialność aparatu władzy w milionowej masie anonimowych urzędników. No i to w demokracji ludzi można najbardziej zdemoralizować (obiecując im złote góry, które najpierw trzeba „komuś” zrabować) – porównajcie pokolenie z czasów PRL, a to obecne. Najgorszym bękartem tego systemu sprawowania władzy jest jednak SOCJALIZM…

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Dlaczego więc socjalizm w demokracji trzyma się mocno? Bo szarlatani polityczni różnej maści manewrują coraz to inny segment skołowanego społeczeństwa przeciwko reszcie i skubią go dbając jedynie o to aby tych do oskubania było mniej niż tych do obdarowania. A potem mamy demokratyczne głosowanie i kolejny segment przeznaczony do skubania. A po nim kolejny, i kolejny. Ma się przy tym rozumieć że łupu wystarcza też z nawiązką dla skubiących, o co chodzi im w pierwszym rzędzie.

Nic dziwnego że rezultatem tego jest schizofreniczna patologia mas: społeczeństwo okradających się wzajemnie złodziei, w którym wszyscy się skarżą że są okradani przez państwo. (cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji)

przykład demokracji – Homoseksualizm przegłosowany, czyli jak nauka z demokracją przegrała

3. Polacy są skłonni ponieść gospodarcze straty dla Ukraińców.

04.04.2014 (IAR) – Polacy nauczeni własną historią chcą pomóc Ukraińcom, nawet ponosząc gospodarcze koszty – tak ocenia wyniki sondażu przeprowadzonego dla Informacyjnej Agencji Radiowej politolog doktor Bartłomiej Biskup.

Instytut Badań Rynkowych i Społecznych Homo Homini zapytał respondentów, czy nasz kraj powinien wspierać politycznie Ukrainę, nawet jeżeli wiązałoby się to z represjami gospodarczymi ze strony Rosji. W sumie 46 procent odpowiedziało „zdecydowanie tak” i „raczej tak”. 44 procent uznało, że „raczej nie” oraz „zdecydowanie nie”. 10 procent wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”.

Doktor Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że choć Polacy są podzieleni, jednak zwycięża sąsiedzka solidarność. „Doświadczenia historyczne Polaków determinują do powiedzenia Ukrańcom: my się tak nie zachowany jak kiedyś inni wobec nas” – uważa politolog.

Represje gospodarcze to dla większości Polaków może być pojęcie abstrakcyjne – zauważa politolog. To dotyka bezpośrednio tylko określonej grupy społecznej, gdyby okazało się, że na przykład takie represje oznaczają wzrost cen gazu lub mięsa – wyniki sondażu byłyby inne zauważa politolog.

Badanie przeprowadzono telefonicznie, 3 kwietnia na losowo-kwotowej próbie 1100 dorosłych Polaków. Błąd badania wynosi 3%.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Edyta Poźniak/dj

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…nie można było napisać że respondenci są w tej sprawie podzieleni, co bardziej oddawałoby rzeczywisty wynik badania? Oczywiście że nie 🙂 Trzeba bowiem brutalną rzeczywistość o nieudolności naszych „umiłowanych przywódców” (nie wspominając o sprawstwie kierowniczym co niektórych) zamaskować moralną wyższą koniecznością, której „życzy” sobie „moralnie zdrowa” część społeczeństwa. Pal licho że respondenci po prostu nie zdaje sobie sprawy z realnych konsekwencji podcinania gałęzi na której siedzą… Oni nie hodują świń i nie produkują wędlin więc stać ich na „poświęcenie” cudzego majątku, pracy i bytu materialnego (Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na “solidarność” UE). Ciekaw jestem jakby to badanie wypadło gdyby było przeprowadzone w tej grupie Polaków, która właśnie ponosi skutki bohaterskiego poświęcenia naszych władz dla Ukrainy 😉

Na szczęście Pan politolog pomimo wypowiedzi że choć Polacy są podzieleni, jednak zwycięża sąsiedzka solidarność zauważa z rozbrajającą szczerością w ostatnim akapicie co by było gdyby takie sankcje dotknęły bezpośrednio takiego respondenta… Nie wspominając już o tym, jaka byłaby ta „solidarność” gdyby trzeba było za Ukrainę poświęcić coś więcej jak wyższy rachunek za gaz… (Odys)

podobne: Dwa badania… jeden wniosek – “Dupa blada”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Marnotrawstwo i totalna głupota w Ministerstwie Pracy czyli… 49 milionów złotych na „portal dla bezdomnych”!


24.03.2014 (IAR) – Ministerstwo pracy wydało 49 milionów złotych na portal dla bezdomnych i innych osób potrzebujących pomocy. Tymczasem popularność serwisu jest praktycznie zerowa – donosi „Dziennik Gazeta Prawna”.

W ciągu miesiąca za pośrednictwem działającej od grudnia Emp@tii przesłano jedynie kilkadziesiąt wniosków. Powód? Mało który bezdomny ma dostęp do internetu, profil w serwisie ePUAP lub podpis elektronicznych.

Poseł Twojego Ruchu Wincenty Elsner komentuje, że portal powstał wyłącznie po to, by sięgnąć po środki unijne. Jak nieoficjalnie dowiedział się „DGP”, faktura za najnowszy model iPada dla ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza opiewa na kilka tysięcy złotych.

Więcej – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.                               źródło: stooq.pl

podobne: Marnowanie publicznych pieniędzy czyli NIK i “kontrakty socjalne”.

polecam również: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/kd/dabr

…nie chcę nawet tego komentować, bo to przechodzi ludzkie pojęcie. Pytam tylko gdzie się podziała EMPATIA urzędników wobec podatników którzy za to płacą… Kilka słów od „Żelaznej Logiki„:

1) Genialny pomysł w ministerstwie Kosiniaka-Kamysza!
W pierwszej fazie projektu wydano 49 milionów złotych na wdrożenie portalu dla bezdomnych.

2) W drugiej fazie projektu planuje się umożliwić bezdomnym korzystanie z powyższego portalu poprzez zainwestowanie kolejnych 500 milionów na tablety i Ipady. Planuje się także uruchomienie sieci WIFI w okolicach mostów i kotłowni.

3) Wszelkim wichrzycielom zadajemy pytanie…
Czy wiecie ilu urzędników pracujących nad tym projektem uchroniło się swoją ciężką, dobrze opłacaną pracą przed bezdomnością?
[d]

i jeszcze jedna „ŻL”

Nius dnia to 50mln na „portal dla bezdomnych”. Polski rząd znalazł skuteczny sposób na rozwiązywanie wielu problemów, w postaci wydawania pieniędzy zupełnie nie tam gdzie trzeba. 
Spada czytelnictwo, bo podnieśli VAT na książki? Ach, to zróbmy wielką akcję promocji czytelnictwa. Za dwa miliardy, co z tego że tyle nawet rynek czytelniczy nie jest wart! 
Policja ma za mało etatów i jest niebezpiecznie na ulicach? Dobra to dajcie im kasę, niech sobie zrobią nowe logo. Jak będzie logo ładne to ludzie zachęceni przyjdą do pracy w policji, bo przecież nie dla wyższych wynagrodzeń się idzie do pracy!
Bezdomni nie mają gdzie żyć ani co jeść? To zróbmy im stronę internetową. A tak za 50 baniek. No niby za 50 milionów można zbudować małe osiedle, ale przecież nie o to chodzi żeby ludzie mieli dach nad głową, tylko o to żeby sobie pod mostem mogli odpalić stronkę o tym jak ich wspieramy!
I tak dalej….. [o]

co dalej? może tak „czekamy na filharmonię dla głuchoniemych i kino 3D dla niewidomych!” (Adrian Guzik)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ.


19.03. Warszawa (PAP) – Kontraktowanie usług w lecznictwie szpitalnym i specjalistycznym jest mało przejrzyste, sposób analizy ofert sprzyja pomyłkom, procedury nie gwarantują wyboru najlepszych świadczeniodawców, nieprzejrzystość negocjacji i dowolność decyzji sprzyjają korupcji – ocenia NIK.

NFZ zapowiada, że szczegółowo ustosunkuje się do raportu NIK w ciągu najbliższych dwóch tygodni. „Niemniej jednak należy zauważyć, że ocena NIK w wystąpieniach pokontrolnych – mimo stwierdzonych nieprawidłowości – była dla NFZ pozytywna” – powiedział w środę PAP rzecznik NFZ Andrzej Troszyński.

W przesłanym PAP w środę raporcie po kontroli kontraktowania świadczeń przez NFZ Izba konkluduje, że „Fundusz nie zawsze w najlepszy sposób gospodaruje publicznymi pieniędzmi, pochodzącymi ze składek zdrowotnych obywateli”.

Podział kontraktowania usług leczniczych na etapy rankingu i negocjacji miało zapewnić pacjentowi jak najlepsze świadczenia za jak najniższą cenę – przypomina Izba. Kontrola wykazała jednak wady tego systemu. „Konkurs ofert w lecznictwie szpitalnym jest działaniem pozornym”, ponieważ „praktycznie wszystkie szpitale publiczne, które zgłosiły oferty, podpisują umowy, a etapy wcześniejsze, np. ranking placówek uwzględniający jakość oferowanych świadczeń, nie mają większego znaczenia” – uznali kontrolerzy.

Również konkursowe zasady wyboru świadczeniodawców podczas kontraktowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej „są przekreślane przez sposób prowadzenia negocjacji”. W praktyce okazuje się bowiem, że „jedynym liczącym się kryterium są ceny procedur, zaproponowane przez świadczeniodawców”.

„Komisje negocjacyjne () według własnych, zmiennych reguł (często przekazanych przez przełożonego ustnie) arbitralnie przydzielają kontrakty, narzucając warunki i ostateczne ceny” – ustalili kontrolerzy. „Odmowa podpisania propozycji Funduszu przez świadczeniodawcę jest równoznaczna z rezygnacją z kontraktu. Zdaniem NIK trudno ten sposób postępowania określić mianem negocjacji”.

Izba stwierdziła też, że „źle zaplanowany przez wojewódzkie oddziały NFZ terminarz konkursów sprawia, że członkowie komisji konkursowych muszą weryfikować setki ofert oraz przeprowadzać oględziny u setek świadczeniodawców w bardzo krótkim czasie; w skrajnych przypadkach na jednego pracownika zespołu oceniającego przypadało do weryfikacji ponad 100 ofert (kilkadziesiąt stron każda)”.

Do najczęstszych nieprawidłowości NIK zaliczyła odstępowanie przez dyrektorów oddziałów wojewódzkich od ogólnych procedur kontraktowania; nierzetelną ocenę ofert pod względem deklarowanych warunków wykonywania świadczeń; niemożność odtworzenia przebiegu negocjacji z powodu niewłaściwej dokumentacji.

W ocenie NIK „zarówno duża arbitralność decyzji i działań dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ, jak i nieprzejrzystość negocjacji są czynnikami korupcjogennymi”.

NIK stwierdziła także, że system informatyczny, który miał usprawnić kontraktowanie, jest niefunkcjonalny – nie sprawdza zgodności danych pomiędzy różnymi częściami oferty (dot. np. wykazów sprzętu, personelu, harmonogramów pracy), jest też niekompatybilny z innymi rejestrami medycznymi (np. lekarzy, pielęgniarek)”, przez co „nie pozwala na sprawdzenie prawdziwości deklarowanych zapisów, np. prawa wykonywania zawodu, specjalizacji, realności godzin przyjęć”. Wskutek tego komisje konkursowe „były zmuszone do ręcznej analizy ofert, która stwarzała ryzyko dopuszczenia ofert niepełnych czy wręcz zawierających nieprawdziwe dane”.

Za jedną z przyczyn wyboru ofert, które okazują się niekorzystne dla pacjenta, NIK uznała sposób wyceny świadczeń. „NFZ nie negocjuje cen za świadczenia, ale przedstawia gotowe oferty do akceptacji (). Ceny proponowane przez Fundusz nie odpowiadają rzeczywistym kosztom ponoszonym przez świadczeniodawców (…). NFZ nie monitoruje rynku usług medycznych i nie dysponuje realnymi wycenami procedur medycznych w poszczególnych regionach kraju” – wylicza Izba.

Rzecznik NFZ podkreślił w rozmowie z PAP, że od jesieni 2012 r. pracuje w NFZ zespół ds. wycen.

„W odniesieniu do podnoszonego przez NIK braku aktualnej informacji o kosztach udzielania świadczeń, która to informacja niezbędna jest do wyceny to przypomnę, że jesienią 2012 r. został powołany przez prezesa Funduszu zespół ds. wycen. Opracował on dotąd jednolitą metodologię wyceny, usprawnił pozyskiwanie niezbędnych danych od świadczeniodawców, wiele grup świadczeń zostało już też poddanych analizie i zmianom np. świadczenia pediatryczne, trwają też prace nad wyceną kolejnych grup świadczeń” – powiedział Troszyński.

Aby zaradzić nieprawidłowościom, NIK rekomenduje ministrowi zdrowia rozważenie „daleko idących reform”. Uważa też, że „konieczna jest gruntowna, rzetelna i niezwłocznie przeprowadzona analiza dostosowania potencjału szpitali do rzeczywistych potrzeb pacjentów”.

Kontrola w Ministerstwie Zdrowia, w Centrali oraz oddziałach wojewódzkich NFZ została przeprowadzona z inicjatywy własnej NIK, po licznych skargach dotyczących kontraktowania. Dotyczyła okresu 2010-13, uwzględniła także wcześniejsze przypadki, jeżeli miały wpływ na kontrolowane procesy. Kontrole przeprowadziła krakowska delegatura NIK. (PAP)

js/ brw/ itm/ jbr/                                                                        źródło: stooq.pl

podobne: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra “STOP NOP”. Kto ma rację?

polecam również: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce.

…i cytat „Żaden kraj nie może być dobrze rządzony, dopóki wszyscy jego obywatele nie będą pamiętać, że oni są strażnikami prawa.”… a że nie zanosi się na poprawę w tej kwestii to zalecam nie chorować, albo robić to na własną odpowiedzialność.

…Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

W trosce o zdrowie podatnika. „Słodkie bąbelki ze słoną akcyzą”.


09.03.2014 (IAR) – Resort finansów analizuje możliwość opodatkowania napojów gazowanych zawierających cukier. Jeśli pomysł zostanie wprowadzony w życie, akcyza może wynieść od jednego do dziesięciu groszy za litr napoju – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Jak nieoficjalnie dowiedziała się gazeta, na razie trwają wstępne analizy skutków wprowadzenia takiego podatku. Jednym z rozpatrywanych wariantów jest uzależnienie stawki akcyzy od zawartości cukru w napoju. Oficjalnie ministerstwo nie potwierdza, że trwają takie prace.

Pomysł nie jest oryginalny, bo już w kilku krajach na świecie rządy obłożyły niezdrową żywność dodatkową daniną. Oczywiście nie po to, by łatać dziurę budżetową, tylko – jak zapewniają – w trosce o zdrowie obywateli.

Więcej – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa/ „Dziennik Gazeta Prawna”/mag/kry  …źródło: stooq.pl

podobne: Amatorzy piwa załatają dziury w jezdniach (sic!). i Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

…co będzie następne? Może sam cukier opodatkować? Nie będą przynajmniej potrzebne badania na zawartość cukru w cukrze. Od razu 100% akcyzy i witaj „dolce vita” na gorzko. 🙂

Banda złodziei jak zwykle twierdzi że to dla naszego dobra. Czemu więc nie zakażą ustawą spożywania cukru zamiast nakładać kolejny podatek? Bo „może” to nie ma nic wspólnego z troską o nasze zdrowie a ma na celu dorobienie się aparatu władzy naszym kosztem? Bo choć  jedna stara maksyma głosi że „lepiej zapobiegać jak leczyć„, to inna stara maksyma głosi  iż „nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy„.

Już niebawem do struktury daniny oddawanej państwu  będzie można dorzucić kolejną cegiełkę. Nie wspominając o tym jaka „radość” zapanuje w polskich cukrowniach i cukierniach, z tytułu „dbania o zdrowie” ich klientów. Na ile państwo wyceni bezcenne zdrowie swoich podatników już niedługo każdy będzie mógł sobie policzyć. Osobiście jestem wzruszony troską „umiłowanych przywódców” o wagę mojego portfela. 😉

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…Odys

polecam: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

i to: Znowu trzeba “odkładać” więcej. ZUS i składka zdrowotna w górę.

Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych.


Osoby pracujące na podstawie kilku umów-zleceń mają mieć odprowadzane składki na ZUS od kwoty nie niższej niż minimalne wynagrodzenie – wynika z projektu ustawy przyjętej dzisiaj przez rząd.

Obecnie nie każda umowa-zlecenie podlega „ozusowaniu” . W zależności od tego, jakie tytuły do ubezpieczeń posiada zleceniobiorca, inaczej z ZUS-em rozlicza się z tego tytułu etatowiec, przedsiębiorca, student oraz rencista.

Jak płacimy obecnie składki na ubezpieczenia społeczne przy umowie-zlecenie

TYLKO JEDNA UMOWA-ZLECENIE

Osoba zatrudniona jedynie na umowę-zlecenie musi płacić obowiązkowo ubezpieczenie emerytalne i rentowe od dnia, w którym wykonuje zlecenie do dnia rozwiązania umowy. Jeśli wykonuje zlecenie w firmie zleceniodawcy, dodatkowo obowiązkowo podlega ubezpieczeniu wypadkowemu. Składka chorobowa jest dobrowolna.

WIĘCEJ NIŻ JEDNA UMOWA-ZLECENIE

W przypadku zleceniobiorców podejmujących się jednocześnie kilku zleceń, składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe są obowiązkowe tylko z tytułu jednej, wybranej dowolnie umowy-zlecenia, natomiast przy pozostałych – dobrowolne.

UMOWA-ZLECENIE I UMOWA O PRACĘ

Osoba zatrudniona na etacie (z pensją w wysokości co najmniej płacy minimalnej), ale jednocześnie podejmująca się zlecenia w innej firmie, nie musi odprowadzać składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe z tytułu zlecenia (podobnie jest ze składką chorobową).

UMOWA-ZLECENIE Z PRZEDSIĘBIORCĄ

Jeśli przedsiębiorca zobowiązuje się dodatkowo umową do wykonania jakiegoś zlecenia, a przedmiot tej umowy nie pokrywa się z przedmiotem jego działalności gospodarczej, „ozusowanie” zależy od wartości umowy. Jeśli podstawa wymiaru składek z umowy-zlecenia jest niższa od minimalnej podstawy wymiaru składek dla osób prowadzących działalność gospodarczą, przedsiębiorca opłaca obowiązkowo ubezpieczenie emerytalne i rentowe tylko z działalności gospodarczej (składki emerytalne i rentowe z tytułu umowy-zlecenia są wówczas dobrowolnie). Jeżeli natomiast podstawa wymiaru składek z umowy-zlecenia jest równa lub wyższa od minimalnej podstawy wymiaru składek dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą, przedsiębiorca podlega ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu obowiązkowo z tego tytułu, który powstał wcześniej (z drugiego analogicznie może podlegać tym ubezpieczeniom dobrowolnie).

STUDENT NA ZLECENIU

Uczniów i studentów do ukończenia 26. roku życia nie obejmują ubezpieczenia w ZUS z tytułu umowy-zlecenia. Daną osobę uznaje się za ucznia do 31 sierpnia każdego roku, a jeśli przedstawiła zaświadczenie o przyjęciu na studia wyższe – do 30 września. Studentem jest się do daty skreślenia z listy studentów lub do daty zakończenia studiów (tj. do daty złożenia egzaminu dyplomowego; w przypadku kierunków lekarskich, lekarsko-dentystycznych i weterynarii – do daty złożenia wymaganego planem studiów ostatniego egzaminu, a w przypadku kierunku farmacja – do daty zaliczenia ostatniej przewidzianej w planie studiów praktyki). Co ważne, studentami nie są uczestnicy studiów doktoranckich i podyplomowych.

RENCIŚCI I EMERYCI

Rencista lub emeryt z tytułu umowy-zlecenia rozliczają się z ZUS na takiej samej zasadzie, jak osoby osiągające dochód wyłącznie z jednej umowy-zlecenia. Jeśli zaś wykonują dwa lub więcej zleceń – obowiązkowo opłacają składki tylko z jednej, wybranej przez siebie umowy-zlecenia.

W przypadku zleceniobiorców podejmujących się jednocześnie kilku zleceń, składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe są obowiązkowe tylko z tytułu jednej, wybranej dowolnie umowy-zlecenia (bez względu na wysokość wynagrodzenia), natomiast przy pozostałych – dobrowolne. Zdaniem autorów uzasadnienia do projektu ustawy (o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych ustaw), prowadzi to do wielu nadużyć, ponieważ część płatników składek w przypadku kilku umów zlecenia ubezpiecza zleceniobiorców z tytułu najmniej płatnej umowy, często kilkudziesięciozłotowej, z pozostałych umów odprowadzając jedynie składkę na ubezpieczenia zdrowotne. W efekcie zleceniobiorcy nie mają szansy wypracowania chociażby minimalnego świadczenia emerytalnego czy remtowego, a gdy zachorują lub ulegną wypadkowi, świadczenie z ubezpieczenia wypadkowego jest nieadekwatne do zarobków.

W związku z tym w projekcie ustawy założono, że w przypadku kilku umów-zlecenia będzie obowiązywać zasada kumulacji tytułów ubezpieczenia, zgodnie z którą, jeśli miesięczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne jest niższa od minimalnego wynagrodzenia (w 2014 r. to kwota 1680 zł), składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe są obowiązkowe również z innych tytułów. Wprowadzenie takiej samej zasady proponuje się także w przypadku równoległego wykonywania umowy-zlecenia i prowadzenia działalności gospodarczej z prawem do preferencyjnego ZUS.

Projekt zakłada także wprowadzenie obowiązkowych składek emerytalnych i rentowych dla wynagrodzeń uzyskiwanych przez członków rad nadzorczych.

(Agata Szymborska-Sutton, Katarzyna Miazek – Tax Care)        źródło: stooq.pl

poprzednio: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu “śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…no to przypomnijmy jak Pan Tusk śpiewał wcześniej, gdyż doskonale wiedział jakie niesie to za sobą implikacje dla rynku pracy i gospodarki – Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi. Należy jednak pamiętać o tym, że jak Pan Tusk mówi że nie zabierze to mówi a jak obiecuje że zabierze to zabiera – Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze) nie wspominając o wyrzucaniu z rządu każdego kto będzie głębiej sięgał do kieszeni podatników. No ale „składka” to przecież nie podatek. Prawda? 😉

Nic się nie zmienia. To znaczy zmienia się ale ciągle w tym samym tragicznym kierunku –Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z “Folwarku zwierzęcego”.

…Odys

04.03.2014 (IAR) – Oskładkowanie umów śmieciowych to niepokojący sygnał dla polskiej gospodarki. Tak uważa ekonomista Dariusz Woźniak z Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

Dziś zajmowali się tym ministrowie. Projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych wprowadza między innymi obowiązek odprowadzania składek emerytalno-rentowych od umów zleceń oraz od wynagrodzeń członków rad nadzorczych.

To gwóźdź do trumny dla wielu przedsiębiorców podkreśla ekspert. Oznacza dla nich wzrost kosztów co zmniejszy ich konkurencyjność. To wpłynie na obniżenie produkcji i zmniejszenie zatrudnienia tłumaczy Dariusz Woźniak. Tutaj jest konieczna gruntowna reforma systemu ubezpieczeń społecznych dodaje ekonomista.

Oszczędności trzeba szukać poprzez redukcję wydatków a nie po stronie dodatkowych obciążeń dla społeczeństwa. Zdaniem eksperta warto również samemu oszczędzać na swoją przyszłą emeryturę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Monika Chrobak/buch          …źródło: stooq.pl

polecam również: Donald Tusk znowu obiecuje: “ZUS i państwo są gwarancją wypłat emerytur”

Wyciskanie Fiskusa - Jerzy Wasiukiewicz

Wyciskanie Fiskusa – Jerzy Wasiukiewicz