W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów


Jakub Kulesza (Kukiz ’15) za odrzuceniem ustawy Prawo farmaceutyczne!

„…Wedle jakiej metodologii ustalono, że 2 apteki w promieniu 1 km to za dużo i że takie zagęszczenie szkodzi klientom? Dalej, skoro apteki i tak zatrudniają farmaceutów – jakie sens ma przymus aby farmaceuta był właścicielem lub współwłaścicielem apteki?

Pytania te oczywiście nie znajdują racjonalnej odpowiedzi, gdyż prawo w Polsce stanowią nie ludzie racjonalni i poważni, tylko ogłupiali politycy podatni na podszepty grup interesu.

W tym przypadku łatwo odgadnąć, kto jest beneficjentem tej ustawy: farmaceuci, ze szczególnym naciskiem na tych, którzy są właścicielami już istniejących aptek lub dysponują znacznym kapitałem i gotowi są zainwestować w uruchomienie takiego biznesu, lecz najpierw chcą pozbyć się istniejącej lub potencjalnej konkurencji.

Obawiam się, że w ślad za aptekarzami mogą pójść inne grupy interesu, przedstawiciele innych branż, którzy w awersji PiSu do wolnego rynku dostrzegą szansę dla siebie na polityczne zmonopolizowanie rynku i zacementowanie swoich zysków kosztem reszty społeczeństa.” (antistate – Apteki dla aptekarzy, sejm dla debili)

podobne: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! oraz: W Hiszpanii nie ma rządu a gospodarka rośnie. Opłacalność „ekonomi trynitarnej” kontra interwencjonizm państwowy i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii a także: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy polecam również: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?) i jeszcze: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

„W dniach ostatnich Sejm nieznaczną większością głosów przyjął ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Ustawa wprowadzą tak zwana „sieć szpitali”. Dzięki tej nowelizacji – jak zapewnia pan dr Zbigniew Kuźmiuk – „zostanie wreszcie przerwany proces wysysania z NFZ ogromnych środków finansowych przez szpitalny sektor prywatny w sytuacji, kiedy odpowiedzialność za zdrowie większości Polaków spoczywa jednak na placówkach sektora publicznego”…

…No to teraz kombinatorzy z prywatnych szpitali nawet nie powąchają tych pieniędzy, bo trafią one w jedynie słuszne ręce szpitali państwowych, których sieć pan minister Konstanty Radziwiłł ogłosi już wkrótce, to znaczy – do czerwca. Teraz, jeśli nawet między szpitalami państwowymi rozgorzeje walka o te pieniądze, to będzie to walka sportowa, na uczciwych zasadach, o których jeszcze w czasach stalinowskich pisał w samych superlatywach Jan Brzechwa w nieśmiertelnym poemacie dla dzieci pod tytułem „Opowiedział dzięcioł sowie” w którym mowa o spółdzielni, jaką leśne zwierzęta, za radą niedźwiedzia Błażeja, założyły gwoli przeciwstawienia się nieuczciwej konkurencji ze strony Wilka Barnaby („w lesie, który widać na bezkresie, mieszkał bury Wilk Barnaba, zamożniejszy od nababa”) – że mianowicie „nikt nikogo nie oszwabia, nikt na nikim nie zarabia” – a czuwał nad tym – no, drogie dzieci – któż by inny, jak nie Lis Mikita, który został kierownikiem sklepu?!

Zgodnie tedy z zasadami sprawiedliwości społecznej zostanie utworzona sieć szpitali – powiatowych, ponadpowiatowych i wojewódzkich, a także – specjalistycznych, które dostaną 91 procent forsy przeznaczonej na szpitale, a pozostała reszta będzie rozdzielana na zasadzie przetargu – żeby nie było, że nie ma u nas wolnego rynku usług medycznych. Jakże nie ma – kiedy przecież jest! Szpitale włączone do sieci będą miały gwarantowaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, żeby tam nie wiem co. Mimo tego rygoryzmu finansowego, reforma ma też charakter kompromisowy. W odróżnieniu od poprzednich reform, kiedy to likwidowane, abo „reorganizowane” były biurokratyczne struktury, teraz Narodowy Fundusz Zdrowia nie zostanie postawiony w stan likwidacji, a tylko straci uprawnienia decyzyjne. Oczywiście do czasu, to znaczy – do następnego etapu reformy, bo pan minister Konstanty Radziwiłł już dawno zapowiadał likwidację Narodowego Funduszu Zdrowia i powołanie na jego miejsce Państwowego Funduszu Celowego, który będzie dysponował pieniędzmi „przede wszystkim z podatków”, ale nie o to przecież chodzi, tylko o to, by tymi pieniędzmi dysponowali w strukturach Państwowego Funduszu Celowego odpowiedni ludzie. Jak powiadają zblazowani Amerykanie, chodzi o to, by dysponowały nimi tzw. „nasze sukinsyny”, a sukinsyny jakieś takie nie nasze, żeby zostały od tych pieniędzy odsunięte jak najdalej. Taki właśnie cel miały również wszystkie poprzednie reformy ochrony zdrowia – zarówno wiekopomna reforma charyzmatycznego premiera Buzka, która wprowadziła kasy chorych, jak i reforma premiera Leszka Millera, która kasy chorych likwidowała i wprowadzała Narodowy Fundusz Zdrowia, no i reforma nadchodząca – która Narodowy Fundusz Zdrowia zastąpi Państwowym Funduszem Celowym, w którym „nasze sukinsyny” już tam jakoś te pieniądze pochodzące „przede wszystkim z podatków” podzielą tak, żeby było dobrze, to znaczy – żeby wszyscy byli zadowoleni. Ale ponieważ jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził, to wszyscy zadowoleni być nie mogą, W takiej sytuacji dobrze będzie, jeśli zadowoleni będą przynajmniej niektórzy. A którzy „niektórzy”? Ano, najlepiej, żeby zadowoleni byli ci, co to dniami i nocami troszczą się, jakby tu obywatelom, a zwłaszcza – obywatelom chorym – przychylić nieba. Cóż bowiem wynagradzać w tych zepsutych czasach, jeśli nie troskliwość i oddanie?

Nie rozumieją tego tak zwani „wolnościowcy”, którzy uważają, że najlepiej byłoby, gdyby nikogo nie leczyło „państwo”, tylko doktorzy, a pacjenci, żeby płacili im za leczenie tymi pieniędzmi, które „państwo” im teraz odbiera pod pretekstem, że przychyla im nieba. Powołują się przy tym na niejakiego Miltona Friedmana, który powiadał, jakoby były tylko cztery sposoby wydawania pieniędzy: pierwszy – gdy obywatele wydają swoje pieniądze na siebie. Friedman twierdził, że wtedy wydają oszczędnie i celowo. Drugi sposób – kiedy obywatele wydają swoje pieniądze na kogoś innego. Wtedy nadal wydają oszczędnie, ale już nie tak celowo, jak w przypadku pierwszym, bo potrzeb tego innego już nie znają tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy obywatele wydają cudze pieniądze na siebie samych. Wtedy nie wydaja oszczędnie – bo któż by wtedy oszczędzał – ale przynajmniej celowo. No i sposób czwarty – gdy obywatele wydają cudze pieniądze na kogoś innego – ot na przykład – „nasze sukinsyny” z Państwowego Funduszu Zdrowia na pacjentów. Wtedy ani nie wydają tych pieniędzy oszczędnie, ani też celowo. Toteż tak zwani „wolnościowcy” powiadają, że trzeba w związku z tym zlikwidować czwarty sposób wydawania pieniędzy, a te, wydawane dotychczas w tym sposobie, przesunąć do sposobu pierwszego, kiedy każdy wydaje swoje na siebie. Takie przesunięcie byłoby możliwe gdyby „państwo” tych pieniędzy obywatelom zwyczajnie nie odbierało. Tak bałamucą naród ci tak zwani „wolnościowcy”, co nieubłaganym palcem wytknął im sam pan prezes Kaczyński, całkiem niedawno przypominając zbawienną prawdę, że tylko państwo może obywatelom przychylić nieba, bo sami sobie tego załatwić nie potrafią. „Państwo”, to znaczy – nasi dobrodzieje i opiekunowie w osobach urzędników państwowych, co to o sobie nie myslą, a tylko – jakby tu nam przychylić nieba…” (Stanisław Michalkiewicz – Rząd dał odpór „toksycznej konkurencji”)

podobne: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro” oraz: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane  i to: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ. a także: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią  polecam również: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?

„…Ludwig von Mises (+1973) nazywał wolny rynek demokracją konsumentów, gdyż codziennie ma tu miejsce głosowanie za pomocą ich pieniędzy na preferowane towary i usługi. Kupując lub wstrzymując się od zakupu, konsumenci decydują o sukcesie lub porażce producentów. Wybierają w ten sposób tych przedsiębiorców, którzy najlepiej zaspokoili ich potrzeby, a odbierają środki produkcji tym, którzy nie wiedzą, jak im najlepiej służyć. Człowiek na wolnym rynku jest wolny i może dokonywać wyborów nie kierując się tylko czynnikiem ekonomicznym. Może kierować się na przykład względami moralnymi. Homo oeconomicus to fikcyjny człowiek wymyślony na potrzeby mainstreamowej ekonomii i nie istnieje w rzeczywistości.

Ale nie istnieje również coś takiego jak pełna „suwerenność konsumenta”. Murray Rothbard (+1995), uczeń Misesa, twierdził, że w całkowicie wolnym społeczeństwie każda jednostka jest suwerenem wobec swojej własnej osoby oraz mienia i korzysta z suwerenności osobistej. Konsumenci nie mają władzy, aby zmusić producentów do wykonywania konkretnych prac i zawodów. Człowiek jest w pełni wolny, aby przeciwstawić się upodobaniom konsumentów, na przykład nie sprzedając dóbr lub usług tym, wobec których ma zastrzeżenia natury moralnej, ale musi być gotowy, aby zrezygnować z zysku, jaki mógłby uzyskać z takiego przedsięwzięcia.

Warto poczytać ekonomistów ze szkoły austriackiej. Młody poseł z ugrupowania Kukiz’15, Jakub Kulesza, przy okazji debaty nad ustawą o aptekach zachęcał posłów do czytania Misesa. Przypomniał im z mównicy sejmowej, że na wolnym runku konsumenci mogą poradzić sobie z naturalnym monopolem, otwierając w pobliżu konkurencyjną aptekę, ale nie poradzą sobie ze sztucznym monopolem stworzonym przez państwo. Teraz będą mogli zbudować aptekę, ale w odległości jednego kilometra i jeżeli będą sami farmaceutami.

Ten sam tok rozumowania można zastosować do zakazu handlu w niedzielę. Jeżeli konsumenci rzeczywiście nie chcieliby niczego kupować w niedzielę, to po prostu nie chodziliby na zakupy i sklepy byłyby pozamykane. Kościół nie musi popierać ustawy o częściowym zakazie handlu w niedzielę. Wystarczy, że w niedzielę będzie od czasu do czasu przypominał swoim wiernym z ambony, że dzień święty należy świętować. Gdyby ludzie kierowali się nie tylko czynnikiem ekonomicznym, ale również przesłankami moralnymi, to świat wyglądałby inaczej. Katolicy chodziliby w niedzielę po Mszy św. na kawę, a w supermarketach pracowaliby co najwyżej niepraktykujący… (Ks. Jacek GniadekDemokracja konsumentów)

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna  oraz: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii  i to: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną

rys. Jerzy Krzetowski

Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach


Adam Wycichowski niewolnik – errare humanum est

„…Pracowaliśmy, siedząc na ławce i pochyleni nad pulpitami pod nieustannym dozorem albo “maitre d’etude” czyli klasowego dozorcy na pensji, albo w liceum pod okiem p. profesora – zimą jedenaście, a latem jedenaście i pół godzin dziennie. Mianowicie: zimą o pół do szóstej, a latem o piątej trąba archanioła w postaci ogromnego dzwonu wypędzała nas z łóżka, 1/2 godziny na toaletę, potem przygotowanie lekcji i repetycja, o siódmej i pół śniadanie – do wyboru biała kawa lub czekolada z bułką i masłem, i marsz do liceum. Tam dla 1800 uczniów dwie tylko, wprawdzie ogromne bramy, jedna (nasza) od rue du Havre, druga od ulicy Caumartin, otwierały się nie na głos dzwonu, lecz bębna, 5 minut przed 8. Punkt o ósmej przed drugim bębnem 1 800 malców już siedziało w trzydziestu audytoriach, albowiem klasy były rozdzielone każda na trzy tzw. dywizje – i profesor w todze i sędziowskiej czapce rozpoczynał lekcje. Pięć minut po 8 trzecie bębnienie i zamknięcie bramy. Kto w ciągu szkolnego roku więcej niż dwa razy w porę nie przybył bez uprzedniego zawiadomienia ze strony rodziców lub dyrektora pensjonatu, był nielitościwie wykluczany z liceum. W ciągu moich 7 lat w liceum Bonaparte zdarzył się tylko jeden taki wypadek. Dla tego, który taką szkole przebył, już na całe życie “rendez-vous” o 4.30 nie oznacza tak, jak dla 29 milionów moich kochanych rodaków, coś między obiadem a kolacją: to oznacza czwartą 29 minut i 60 sekund.
Takich jedenastogodzinowych dni roboczych mieliśmy, po odliczeniu niedziel, letnich wakacji – i bardzo krótkich, na wszystkie święta, Boże Narodzenie, Nowy Rok, Zapusty, Wielkanoc, Wniebowstąpienie, urlopów, razem 255 dni, czyli 2 805 godzin pracy umysłowej rocznie. Jak się przekonałem potem, jeden z moich siostrzeńców, bardzo gorliwy uczeń, miał w gimnazjum rosyjskim w Wilnie 165 dni roboczych po 7 godzin z przygotowaniem – razem 1155 godzin, czyli daleko mniej niż połowę. Jak jeszcze później rachowałem z młodym p. Platerem z Dąbrownicy, uważanym w petersburskiem liceum za lepszego ucznia, tam się miało dzięki wszystkim dniom galowym tylko 105 dni roboczych po 7 godzin, a więc 735 godzin pracy rocznej. To, daleko więcej niż różnica programu lub zdolności nauczycieli, daje pojęcie o poziomie wykształcenia młodych ludzi we Francji w mojej młodości i w byłym zaborze rosyjskim. A wszakże p. Clemenceau, Thiers, Guizot, Lamartine, Chateaubriand itd., którzy wszyscy to “przepracowanie umysłowe” przeżyli, w osiemdziesiątym roku życia wcale jeszcze “ramolciami” nie byli. Zalecam ten rachuneczek naszym łatwowiernym mateczkom, które się tak łatwo dają rozczulać mniemanym wyczerpaniem umysłowym swoich małych figlarzy.
Podstawowymi zasadami naszego wychowania i wykształcenia były: co do nauk, rywalizacja; mieliśmy w liceum tygodniowe konkursy w rozmaitych przedmiotach, w których klasowano uczniów podług piśmiennych wypracowań, a w końcu roku wszystkie paryskie licea wysyłały do Sorbony po 5 przedstawicieli każdej klasy na tzw. konkursy generalne – których rezultaty ogłaszano we wszystkich gazetach; a rozdawanie nagród pod przewodnictwem Ministra Oświaty, poprzedzane jedną łacińską mową, wypowiedzianą przez któregoś z młodych profesorów i jedną francuską, wypowiedzianą przez jakąś znakomitość naukową lub literacką, stanowiło dla całej wykształconej publiczności paryskiej uroczystość, która ją interesowała w większym stopniu niż dziś popisy sportowe.
Obok niezawodnych korzyści, jakie przynosił ten system konkursowy, może jemu to trzeba przypisać jedyną, moim zdaniem, ujemną stronę nauczania w ówczesnych liceach paryskich. Liceum Bonaparte, położone w pięknej dzielnicy, cieszyło się specjalną protekcją władz cesarskich i komplet profesorów był pierwszorzędny. Z moich nauczycieli pp. Wiktor Duruy (historyk), Manuel (poeta), Greard (pedagog), Perrens – krytyk i historyk, zostali członkami Akademii francuskiej. Błąd był w tym: w każdej klasie było nas około sześćdziesięciu uczniów, których można było rozdzielić na trzy mniej więcej grupy. Dwudziestu czołowymi (do których brat i ja należeliśmy) profesorowie zajmowali się bardzo starannie, następną grupą już znacznie mniej, a ostatnią wcale nic. Nie czuli, że ich krzywdzili, ponieważ przejściowych egzaminów z klasy do klasy nie było…” (fragment Hipolit Korwin Milewski. Wspomnienia. Tom I)

„…Istnieje związek nauczycielstwa szkół powszechnych w Polsce, znany już dawno ze swych wystąpień antykatolickich i nawet antychrześcijańskich. Radykalny i antynarodowy Zarząd tego Związku wydaje pisemko dla dzieci pod tytułem „Płomyk” i pisemko to znowu muszą prenumerować wszystkie szkoły, wszyscy nauczyciele i nawet zamożniejsi rodzice dzieci uczęszczających do szkół powszechnych. Otóż przed paru miesiącami został wydany numer tego „Płomyka”, cały poświęcony bolszewii, w którym „raj bolszewicki”, został przedstawiony w tak pięknych, tęczowych, wprost cudownych barwach, że władze zmuszone były numer ten skonfiskować.
„Ilustrowany Kurier Codzienny” z dn. 4 b. m. zamieszcza list otwarty nauczyciela, p. Antoniego Madeja, b. redaktora „Płomyczka” i b. sekretarza redakcji „Głosu Nauczycielskiego”, organu Związku Naucz. Polskiego. P. Madej występuje bardzo ostro przeciwko kierownictwu i ideologii Związku Nauczycielstwa, która nazywa „machowszczyzną”, która ta nazwa wzięła swój początek od p. Stanisława Machowskiego, redaktora i wydawcy sowieckiego numeru „Płomyka”. Jak wiadomo, p. Machowski jest sympatykiem P.P.S. , jemu też i p. Kolance Z.N.P. może zawdzięczać pójście po linii socjalistycznej w kierunku t.zw. „Frontu ludowego”.
P. Madej w swym liście otwartym porusza sprawę ogromnych dochodów i lukratywnych posad p. Machowskiego, następnie oświadcza, że Wincenty Rzymowski „ za artykuł w obronie „Płomyka” otrzymał 500 zł. (pięćset)”, bo jest spec od demokracji i konserwy. A specjalny numer „Kurjera Porannego”, zawierający obronę „Płomyka” (16 marca 1936) i specjalnie rozesłany do wszystkich związkowców, też zrobił dobry interes, bo i reklama była i koszty tej reklamy pokrył Z.N.P. (około 5000 zł.).
Ten sam Związek Nauczycielstwa Polskiego, a właściwie zgromadzenia oddziałów warszawskiego, krakowskiego, włocławskiego i chojnickiego uchwaliły przystąpienie do socjalistycznych związków klasowych pod nazwą Centralna Komisja Klasowych Związków Zawodowych. Zjazd „Zarzewiaków” których, nie można posądzać o przekonania narodowe, odbywał się kilka dni temu w Krakowie i wpisał do protokołu zjazdu następująca opinię o obecnym położeniu: „Najtragiczniejsze jest to, że szkoła polska nie daje młodzieży narodowego wychowania, zdrowych i wielkich wskazań narodowych, a co więcej na terenie polskiego szkolnictwa zanotować możemy fakty wsączania prawd i haseł będących zaprzeczeniem wszystkiego, o co się lała krew polska”.
Istnieją organizacje młodzieżowe takie jak „Legion Młodych”¹ i „Straż przednia”, które zaraz na wstępie przybrały jawnie wrogi charakter do religii katolickiej i moralności chrześcijańskiej i nigdy nie wspomniały wyrazu „naród” w swoich organach. Organizacje te były powołane do życia jako teren wychowania państwowego przez p. Janusza Jędrzejewicza, b. ministra oświaty i b. premiera i popieranie przez drugiego p. Jędrzejewicza, również b. ministra oświaty. Ostrzeżeń episkopatu polskiego nie wzięto w rachubę. Aż nastąpiła katastrofa, bo przedstawiciele państwa i rządu zerwali i wyparli się „państwowców” z Legionu Młodych. Jednak „Legion Młodych” i „Straż przednia” istnieją nadal i ta ostatnia rozszerzyła nawet swój zasięg i na szkoły powszechne. Organ jej „Kuźnia Młodych” wychodzi nadal. Ileż one przyniosły demoralizacji, znieprawienia ducha i wypaczenia charakteru, zaszczepiły służalczości i innych podobnych „cnót” obywatelskich, obowiązkowych dla „państwowca” według rozumowania pp. Jędrzejewiczów tak wśród młodzieży szkolnej jak i pozaszkolnej. Czy te wszystkie organizacje przez swoją działalność nie przygotowują jawnie i celowo gruntu dla bolszewizmu?

nie można czekać na jawne ataki agentów bolszewickich, ale budować, wzmacniać, rozszerzać twierdze i nie tylko twierdze, ale budować całe linie obronne, przez które nie mogli by się przedostać owi agenci, przez które jad bolszewicki nie mógłby się przesączać do duszy narodu polskiego. I nie tylko sypać wały ochronne, ale także, co jest nie mniej ważne, odrabiać, co ci wrogowie narodu polskiego już zrobili, naprawiać szkody i rysy w duszy Polaków, powstałe z ich działalności dotychczasowej. I nie będzie to praca ani łatwa, ani lekka, ani nie pójdzie prędko…

Solidarność narodowa sprawia, że każdy obywatel więcej się czuje związanym z przedstawicielstwem niższej warstwy społecznej własnego narodu, aniżeli z przedstawicielami tej samej warstwy innego narodu. Pomimo wiekowego, prawie nieustannego, szczucia włościan przez władze zaborcze przy wybitnej pomocy żydów przeciw obszarnikom, robotników przeciw pracodawcom itd., tej, leżącej na dnie każdego Polaka, solidarności narodowej wysiłki wrogów nie zniszczyły, przeciwnie – solidarność ta budzi się i rośnie. Wszystko to razem wzięte pozwoliło, że wszystkie warstwy dawnej Polski zorganizowały się w jednolity „naród”, tę najwyższą postać świadomości zbiorowej, najwyższa formę życia społecznego…

…Twierdzą naszą jest również chrześcijaństwo (…) nakazuje miłość do całego narodu, do wszystkich jego warstw bez względu na urodzenie, wychowanie, zamożność itd. Jest to więc jedyna religia, która wiąże jednostki w społeczność, w naród. Kościół Katolicki stworzył zasady moralności osobistej i społecznej, które zostały przyjęte przez cały świat chrześcijański i nawet narody, które odpadły od Kościoła, w dalszym ciągu kierują się niemi. Nawet Hindusi, zwłaszcza oświeceni i kulturalni, choć nie przystępują do Kościoła Katolickiego, ale coraz bardziej zasady moralności katolickiej zaczynają stosować w życiu.

Trzecią naszą ostoją jest rodzina, która jest podstawą życia jako instynkt, jako dbałość o przedłużenie rodu, jako dbałość o opiekę i wychowanie potomstwa i zapewnienie istnienia i ciągłości rodu ludzkiego. Rodzina stała się podstawą rozwoju, cywilizacji i kultury, zaczynając od dziesiątków i setek tysięcy lat. Rodzina, uświęcona przez Chrystusa Pana i uznana przez Kościół Katolicki za jeden z sakramentów, jest jedna z najważniejszych podstaw społeczności, a tem samym narodu. Tylko w rodzinie możliwe jest wychowanie przyszłych obywateli w duchu katolickim i narodowym na dzielnych, prawych członków społeczeństwa, na których Polska będzie mogła liczyć, będzie mogła się oprzeć, będzie mogła budować swoją lepszą przyszłość tak w dobrej, jak i złej doli.

Czwartą twierdza musi dla nas być bezwzględnie poszanowanie prywatnej własności, opartej na słusznych i sprawiedliwych prawach; na poszanowaniu warsztatów pracy i narzędzi pracy, na poszanowaniu wyników pracy i dorobku. Nie do pomyślenia jest bowiem, aby można było z ludzi zrobić bydło robocze, bydło, które się tylko będzie zadawalniało pełnym brzuchem; nie można zrobić z ludzi kółek w olbrzymiej maszynie nakręcanej ręka jakiegoś mechanika – komunisty…

próbowano zerwać więzy, które łączą naród z przeszłością, zohydzono przeszłość narodu, po prostu pluto na naszą historię, aby zrobić naród bez przeszłości: próbowano zmienić nawet ortografię języka polskiego, tj. sposób pisania i drukowania książek, aby uniemożliwić, zwłaszcza młodszemu pokoleniu, możność czytania dzieł i arcydzieł naszej literatury i nawet dzieł naukowych, ale jednocześnie zasypać rynek księgarski i naród międzynarodowymi śmieciami demoralizującymi nie tylko starych, ale i młodych; próbują zerwać solidarność narodową, agitując za solidarnością proletariatu wszystkich krajów, ale nie wspominają o tem, że socjaliści niemieccy jak jeden mąż stawili się w czasie wojny europejskiej do wojska, aby z okrucieństwem swych dzikich przodków uciemiężyć wolną, idąca na czele światowej rzymskiej i chrześcijańskiej kultury, Francję, zmiażdżywszy uprzednio nieszczęsną Belgię, naszym więc najświętszym obowiązkiem będzie bronić swej narodowości i nie pozwolić zmienić jej w kupę oderwanych od pnia macierzystego liści, które wiatr masoński będzie roznosił, gdzie mu się podoba…

…będą zarzucali Polskę, co zresztą i teraz już robią, książkami i pismami nic nie wartymi, nic niepodnoszącymi ducha, nie uszlachetniającymi, nie starającymi się robić czytelników lepszymi, w których jednak, poza przejrzystymi osłonkami, będą się kryły obrazki i sceny znieprawiające, budzące niezdrową ciekawość i pozwalające domyślać się i wprost narzucać czytelnikowi rzeczy ohydnych. Znowu powiem, że będzie najświętszym obowiązkiem całego społeczeństwa tępić taką literaturę, niszczyć takie pisma i bronić przed niemi naszą młodzież…

…P. Minister Poniatowski kilka dni temu powiedział, że w Polsce o 8 milionów ludzi za dużo uprawia ziemię i wskazał, że jednym z najważniejszych zadań rządu, będzie zorganizowanie dla tych milionów emigracji zamorskiej. Ale dlaczego to my Polacy, dziedzice tej polskiej ziemi, mamy emigrować za morza, a nie kto inny? My jeszcze w polskich miastach możemy i powinniśmy znaleźć dla siebie kawałek chleba. Jest tego chleba po miastach jeszcze dość, trzeba tylko po niego sięgnąć. Pomagajmy tym pionierom dla odbicia polskich miast, tym sięgającym po kawałek chleba na początek może suchego,- ale ci sięgający przy pracy dorobią się, dzieci ich będą miały się już zupełnie dobrze, a wnuki dojdą do zamożności i dobiją się tego, co każdemu jest najmilsze, do niezależnego bytuOprócz tego każdy stragan polski, każdy polski sklepik, każdy handel roznośny jest zdobytą placówką tego materialnego gruntu, który jest konieczny do brony Polski…

…Brakuje nam kilku ogniw w łańcuchu wiążącym, wszystkich Polaków w jeden naród, musimy je wykuć własną siłą i praca i połączyć części łańcucha w całość.” (dr Józef Psarski, Ostrołęka, 21 czerwca 1936 r. – Przemówienie na kongresie kupiectwa i rzemiosła)

podobne: Mesjanizm i człowiek sowiecki w polskiej duszy. oraz: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona i to: Do przyjaciół narodowców. Naród a państwo czyli… Ile jest z narodowca w socjaliście? a także: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny polecam również: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

„…w Cesarstwie Rosyjskim były dwa rodzaje gimnazjów; realne i klasyczne. Te pierwsze z grubsza rzecz biorąc były dla mniej ambitnych a te drugie dla innych. Dla tych, którym chciało się uczyć łaciny i greki oraz zgłębiać historię starożytną. Tak jak w wielu przypadkach nazwy obydwu instytucji były mylące i powinno się je zamienić. To gimnazjum klasyczne winno być nazwane realnym. A realne? Bo ja wiem? Może syfiastym? Ale wtedy zabrakłoby nam skali dla określenia naszych dzisiejszych szkół oraz ich poziomu…

…Socjalizm jak wiadomo był ustrojem realistów zrobionym dla realistów. Wszyscy w socjalizmie byliśmy realistami czyli myśleliśmy i żyliśmy kategoriami narzuconej nam hierarchii. Przedszkole, szkoła, wojsko, praca. Potem dzieci, wódka, rozwód, czasem więzienie lub dom wariatów potem cmentarz. Niektórzy jeszcze potrafili w tym wszystkim upchnąć jakieś studia. Na tym mniej więcej polegała codzienność w socjalizmie realnym, który nic doprawdy nie miał wspólnego z gimnazjami realnymi za cara.

Zrozumiałe jest, że w takim systemie żadne klasyczne wykształcenie nikomu nie było potrzebne. Bo i po co. Wykształcenie klasyczne stało się domeną filologów klasycznych, na którym to wydziale poziom był prawie tak samo wysoki, jak w gimnazjach klasycznych za Mikołaja II, ale jednak trochę niższy. I prawilno.

Dlaczego? Dlatego, że historia klasyczna i znajomość języków klasycznych to nie żaden brak realizmu tylko szkoła polityki. Ludzie, który mieli w programie historię Rzymu zajmowali się po prostu analizowaniem przypadków politycznych i uczyli się na nich zachowań w konkretnych współczesnych sytuacjach i to pomagało im w życiu i w karierze politycznej o wiele bardziej niż wszelkie „realizmy”. Gimnazja klasyczne uczyły realizmu właśnie, realizmu politycznego. Ten zaś nie był głoszącym wolność, równość, braterstwo bandytom do niczego potrzebny. Usłużna zgraja profesorów wymyśliła dla nich nowe programy nauczania, w których historia z politycznej zamieniła się w baśniową lub męczeńską, przestała uczyć, a zaczęła fascynować, czyli inaczej mówiąc hipnotyzować. Mamy dziś rzesze ludzi „zafascynowanych” różnymi okresami w dziejach, którzy nie potrafią wyciągnąć ze swojej wiedzy ani jednego związanego ze współczesnością wniosku, bo to im się po prostu nie zgrywa w głowie. Tamto idzie „swojo szoso”, a życie „realne” „swojo”. Ta sama zgraja profesorów zamieniła nauczanie o literaturze czyli o tworzeniu narracji na idiotyczne i bezsensowne omawianie coraz głupszych lektur. Tak było, bo nikomu nie byli potrzebni ludzie myślący samodzielnie. Żeby myśleć samodzielnie trzeba było mieć certyfikat partii i wydać w ręce jakichś zbirów kilku kolegów. Na myślenie samodzielne zasługiwali też wszelkiej maści serwiliści i dupowłazy, gotowi uczyć się na pamięć regulaminów i „Kapitału” Marksa. Ich kierowano w nagrodę do szkół, gdzie uczono „myślenia politycznego”. Tak było, ale to już przeszłość. Okazało się bowiem, że nawet z tej źle nauczanej historii można wyciągać jakieś wnioski, okazało się, że nawet ze źle omawianych lektur człowiek może czerpać jakąś frajdę. Dziś więc jesteśmy w przededniu likwidacji szkolnictwa jako takiego, nie tylko w sensie klasycznym czy realnym, ale każdym…” (coryllus – O socjalizmie i gimnazjach klasycznych)

podobne: W kolejną rocznicę napaści nazistów… o agenturze wpływu w ramach przymusowej „szkoły publicznej”, oraz o patriotyzmie w ramach edukacji domowej oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? a także: Tradycja Szkoły Rycerskiej w Liceum Akademickiego Korpusu Kadetów w Łysej Górze

„…doszedłem do wniosku, że to bardzo dobrze iż szlag trafił ten system. To bardzo dobrze, że mamy tę okrutną pustynię zarośniętą truizmamy opartą na podstawowym kursi filozofii, który każdy student ma w nosie, żeby nie powiedzieć gorzej.

Prawdziwa wielkość nie bierze się bowiem z poznania najdoskonalszych tworów ducha i kultury materialnej stworzonych w zachodniej cywilizacji. Prawdziwa wielkość bierze się z doskonalenia praktycznych umiejętności. Bierze się także z wymiany doświadczeń i ze stałej właściwie komunikacji pomiędzy ludźmi. Wrócę do moich ulubionych przykładów, czyli do szkolnictwa jezuickiego. Nie pamiętacie tego, bo i skąd, a znalezienie tych informacji jest trudne, ale w XVI wieku ojcowie Jezuici uczyli ludzi głuchych mówić w różnych językach. Była to nauka bardzo skuteczna, tak skuteczna, że zwalczano ją z wielką zajadłością

…Póki istniała taka organizacja, rozsiana po całym świecie, ponadnarodowa i silna, organizacja która kształciła w sposób niebezpiecznie bliski doskonałości różnych, nie dających się potem ogłupić, a bardzo potrzebnych władcom, ludzi, na świecie nie mogły powstać nowoczesne imperia. Nie mogły bo zawsze na drodze do opanowania serc i umysłów odnajdowały facetów w czarnych sutannach, z różańcami owiniętymi na pięści i z książkami pod pachą. I tego się nijak proszę Państwa przewalczyć nie dało. Bo państwo ówczesne nie dysponowało taką organizacją. Postanowiło ją jednak ukraść zmodyfikować i zastosować do swoich potrzeb. Tyle, że państwa nie obejmują swoją strukturą całego świata, musiały więc stworzyć inną strukturę – piramidalną – na mniejszym obszarze. Jeśli zaś piramidalną, to obieg informacji w takiej strukturze musiał być inny zgoła niż w czasie pierwszych lat istnienia Towarzystwa Jezusowego. Informajca nie mogła swobodnie krążyć pomiędzy wszystkimi członkami organizacji, bo była tajna po prostu, a piramidalna struktura oznacza piramidalną hierarchię. Ta zaś czyni z dostępu do informacji pewien rodzaj sacrum. Jest to jednak sacrum a rebours, czyli anty-sacrum, czyli już wiadomo co. Informacja bowiem jest, ale nie można jej wykorzystać, bo jest w istocie tajna, szkolnictwo istnieje, ale nie może spełniać swojej funckji, bo informacje istotne są w istocie tajne. Tworzymy więc szkolnictwo, które opisuje świat nie będący światem rzeczywistym, ale pewnym modelem, do którego poznania dążymy. Człowiek opuszczający mury nowoczesnego uniwersytetu, nie może nic i niczego nikogo nie nauczy. Może tylko powtarzać bezmyślnie wyklepane tam formułki i ekscytować się produkowanymi przez tenże system i uznawanymi za ważne treściami. Tak to wykląda z grubsza.

Jeśli obieg informacji „z góry na dół” odebrał informacji jej najistotniejszą funckję, to od razu pojawiła się potrzeba kontroli. Człowiek jest bowiem ułomny i każdy chciałby zarobić na sprzedaży różnych sekretów. Stąd wzięły się zapisy cenzorskie prawdziwe, czyli takie, których skuteczność mierzona jest latami spędzonymi w więzieniu. Kościelne zapisy cenzorskie uważam za nieprawdziwe, albowiem trudno nie spostrzec, że ilość ludzi sprzeciwiających się Kościołowi i ignorujących te zapisy była przeogromna i nic złego im się nie działo. Kościół, nawet mając Jezuitów nie był w stanie tej cenzury upilnować. Co innego aparat państwowy z armią urzędników pilnujących jeden drugiego.

Prócz zapisów cenzorskich pojawiły się różne kamery tajne i jawne, które doskonaliły kontrolę na informacją…” (coryllusO obecności diabła na Ziemi)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców oraz: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu a także: Historia i sztuka przez pryzmat fiuta i jeszcze: O dobrą, katolicką szkołę!

W gnozie (bo reglamentacja wiedzy na poziomie „systemu edukacji” to jest pewnego rodzaju gnoza) chodzi o niedostępność/utajenie przed większością ludzi prawdy, oraz o jej zmonopolizowanie przez „szczęśliwych wybrańców” zwanych czasem „elitą”. Temu zabiegowi towarzyszą zazwyczaj „zagadkowe” i „oryginalne” rytuały (dyplomy, sztucznie wytworzona hierarchia, dziwne stroje i „branżowy” język), dzięki którym „wierzącemu” z nizin wydaje się, że uczestniczy w czymś wyjątkowym bo niedostępnym i niepojętym dla zwykłego śmiertelnika (choć sam uczestnik również nie zna prawdy), i to mu imponuje. Przez to natomiast że został dopuszczony do kultu, który polega na rytualnym spożywaniu resztek ze stołu, i oklaskiwaniu „elitarnego” gremium, postrzega samego siebie jako wyjątkową osobę… i to mu w zasadzie kompensuje wiedzę która jest przed nim ukrywana. Do dziś wykorzystuje się ten mechanizm ambicjonalnych aspiracji by manipulować ludźmi… Wystarczy to statystowanie i wyjadanie resztek ubrać w trochę magii i wszyscy są zadowoleni… Abrakadabra i mamy „ekskluzywnego menela” w postaci najpierw „Komisji Edukacji Narodowej” a potem Ministerstwa Edukacji, ZNP i jego socjalistycznych popłuczyn. Instytucje te zamiast kształcić obywateli zajmują się systemowo propagandą postępu, czyli ogłupianiem zwykłych zjadaczy chleba, dzięki czemu skutecznie strzegą przed ewentualną konkurencją zdobytą na klasykach pozycję społeczną, czerpiąc z tego tytułu nieuzasadnione profity i honory…(Odys)

Istotny sens reformy edukacji przeprowadzonej przez Stanisława Konarskiego zasadza się na oddzieleniu elit od pospólstwa i zasadniczo innym kształceniu jednych i drugich. Tak by należycie wypełniali swoje funkcje społeczne. Dlatego właśnie ksiądz Konarski jest tak lubiany i hołubiony przez wszystkich dzisiejszych elitariuszy i reformatorów edukacji. Oni także chcieliby oddzielić elitę od plebsu, a po dokonaniu takiego podziału stać się wszyscy z osobna i jako klan przewodnikiem tego plebsu. Do czego będzie się to sprowadzać w praktyce? Tak jak w przypadku księdza Konarskiego i jego reformy, tak jak w przypadku systemu brytyjskiego, do którego wszyscy reformatorzy się odwołują prowadzi to do wykopania przepaści pomiędzy ludźmi mówiącymi tym samym językiem. Prowadzi także do namnożenia konfliktów o własność, a w konsekwencji do rewolucji, prowadzi do interwencji obcych, którzy przy minimalnych nakładach mają otwartą sytuację do zastosowania zasady divide et impera…

…W Wielkiej Brytanii kariery młodych ludzi są planowane i kontrolowane przez system – bogaci idą do swoich szkół, biedni do swoich. Wszystko to działa w warunkach hermetycznego prawie zamknięcia na świat zewnętrzny. Działa bo Wielka Brytania zdominowała glob i eksportuje swoje produkty, idee, i wartości na zewnątrz. Robi to nie dlatego, że ma rewelacyjny system edukacji, ale dlatego, że jako druga na świecie polityczna siła dysponowała giełdą, a jako pierwsza nowoczesną flotą. Robi to ponieważ jako pierwszy kraj przeszła przez rewolucję burżuazyjną i wyciągnęła z tego maksimum korzyści dla siebie. System edukacji jest wobec tych kwestii sprawą wtórną…

…Reformę trzeba zacząć od sukcesu. Celowo mówię od sukcesu, a nie od rewolucji, bo tu chodzi o sukces właśnie. Rewolucja bowiem zawsze oznacza zło i krzywdę, a zaczyna się od rabunku. Rewolucja angielska zaczęła się od rabunku i eksploatacji Irlandii, to dało jej siłę i paliwo dla długą jazdę. Reformy Piotra I, które również były rewolucją, zaczęły się od rabunku i niszczenia Ukrainy, reformy Fryderyka od okradania Polski na cle i zagarnięcia Śląska, rewolucja Francuska od obrabowania właścicieli ziemskich, rewolucja polska od obrabowania ojców Jezuitów. Polsce nie jest potrzebna rewolucja, ale sukces. Poważny i natychmiastowy. W dodatku taki, który zjednoczy nas, a nie podzieli.

Wróćmy do edukacji. Co jest właściwym wzorem dla systemu szkolnictwa, który da narodowi siłę? Jest nim szkolnictwo jezuickie pierwszych lat istnienia zgromadzenia. To Jezuici wprowadzili podział na klasy, to oni kazali jako pierwsi pisać dzieciom wypracowania, to oni byli opiekunami swoich uczniów i interesowali się ich rozwojem duchowym, to oni kształcili elitę i nie blokowali dostępu do edukacji najwyższej jakości biednym, nie czynili z nich pariasów, lokalsów, nadających się do prostych prac lub administrowania majątkami jedynie. Szkoły jezuickie kończyli wszyscy „wielcy reformatorzy” oświecenia, którzy widząc siłę tego systemu dostrzegli także zagrożenia jakie niesie on dla państwa, dla systemu opresji i nadzoru nad społeczeństwem. Byli to panowie Talleyrand, Fouche, a nawet markiz Pombal. Jezuici kształcili bowiem ludzi świadomych, wolnych i silnych. Trzeba było to zepsuć, zniszczyć i zamienić jak edukację z przydomkiem „praktyczna”. I tak to nam zostało do dziś…” (coryllus – O fałszywej edukacji i fałszywej elicie)

podobne: Studiować każdy może… ale nie każdy widzi w tym sens. Inteligencki etos żeromszczyzny oraz: Po studiach bez pracy… Popyt na inżynierów i to: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie a także: Ile jest wiedzy w wykształceniu?

„…Nie wnikam w oczywistości. W to, że gimnazja w ogóle nie powinny były powstać, w to, że wielkomiejskie gimnazja będą się musiały przepoczwarzyć w podstawówki 8-klasowe albo zniknąć, ani w to, że nauczyciele będą musieli wykazać się samodzielnością w poszukaniu pracy w 7 i 8 klasie innej szkoły, zamiast mieć jak mieli w swoim gimnazjum.

Nie wnikam w dobrodziejstwa Karty Nauczyciela i innych ustaw, które pozwalają nauczycielowi przeczekać w tzw. „stanie nieczynnym”, przejść na „pomostówkę” i inne formy przejściowe. Nie wnikam, bo już wszyscy w to wnikali i zależnie od tego czy byli z miasta – uważali, że to skandal, a jeśli ze wsi, cieszyli się jak ja. Przeważnie.

W przeciwieństwie do wieli wójtów-burmistrzów, nie uważam, że nauczyciele to obiboki i mają więcej wolnego niż pracy. Nie zazdroszczę przywilejów, bo zamienić za nic na świecie nie chciałabym z żadną nauczycielką. Uważam tylko, że lament, że akurat część nauczycieli musi poszukać sobie innej pracy, jest przesadzony. Nikt nie lamentował nad robotnikami zamykanych fabryk i likwidowanych PGR-ów. Mieli brać „sprawy w swoje ręce” i liczyć na siebie. A przecież ich umysły były mniej wykształcone niż nauczycielskie, a co za tym idzie – teoretycznie mniej zaradne.

Mój wójtowo-prowincjonalny rachunek jest prosty. Teren gminy mam rozległy i źle skomunikowany. Duża szkoła jest w Wińsku (przedszkole, podstawówka, gimnazjum), a małe szkoły (przedszkole i podstawówka) w Krzelowie i Orzeszkowie. Do tego jest jeszcze jedna maluśka całkiem szkółka w Głębowicach. Przed likwidacją placówki przez mojego poprzednika, uratowała ją Fundacja Elementarz, która przejęła ją do prowadzenia. Daje radę (razem z maleńkim przedszkolem), bo nie obowiązuje w niej Karta Nauczyciela. Ustawowy relikt, wciąż udoskonalany w kierunku ochrony i nobilitacji tego zawodu tak, jakby był rzadki, wymierający i wymagający nieustającego wsparcia. Jakby Państwo Polskie się bało, że mu nauczycieli zabraknie. Jakby dzieci rodziło się coraz więcej, a emigracja nie występowała…” (Jolanta Krysowata – Nie będzie gimnazjów? Cudownie!)

podobne: O patologiach na polskich uczelniach. Podręcznikowa korupcja w szkołach. Potrzebujemy nowej koncepcji nauczania matematyki. oraz: Ordo Iuris: MEN chce ręcznie sterować szkołami i ingerować w prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Lekcje na trzy zmiany. Rodzice trzeci raz zbierają podpisy. a także: Wczesna edukacja szkolna nie jest dobra dla dzieci.

„…Pomysł, by skrócić podstawówkę z ośmiu do sześciu lat, miał zdecydowanie ręce i nogi. Nie trzeba przecież wybitnego umysłu, by rozumieć, że 7 i 8 klasa, a więc 14 i 15-latki, to dzieci zdecydowanie za duże, żeby chodzić do tej samej szkoły co 7-latki. (…) sens tego rozwiązania mógłby być odpowiednio rozpoznany pod jednym warunkiem, że po skończeniu szkoły podstawowej, małe dzieci staną się dziećmi dużymi, a więc gdyby po szóstej klasie 13 latki przechodziły w doroślejszy system nauczania

Pamiętam 15 latków przychodzących do liceum 10 lat temu, i pamiętam te podstawówkowe dzieci, jak stawały się niemal dorosłą młodzieżą po dwóch czy trzech miesiącach pobytu w liceum; tyle im było potrzeba żeby się przestawić na doroślejszy system w szkole. Na samodzielne robienie notatek, na elementarną odpowiedzialność za własne zaniedbania, lenistwo czy nieobecności, na porzucenie nawyku uciekania się do oczywistych kłamstw jako wymówek itd. Teraz do liceum przychodzą dzieci 16 letnie, i kiedy można by się było spodziewać, że ów dodatkowy rok, jaki uzyskały dzięki trzem latom w gimnazjum, pozwoli im wejść w ten nowy świat z większą powagą i przygotowaniem, okazuje się, że wszystko poszło w dokładnie przeciwnym kierunku. Ich podstawówkowe nawyki zostały tylko lepiej utrwalone, a przez to, że wiek 15-16 lat to czas naprawdę szczególny, stały się też znacznie trudniejsze do wyprostowania, i teraz często nawet semestr, nawet rok, do tego nie wystarcza. I tę zmianę widzi każdy w miarę doświadczony nauczyciel…

w momencie, gdy te biedne dzieci nabiorą podstawowej ogłady, by wziąć się wreszcie do prawdziwej nauki, okaże się, że czas już minął. I w efekcie, pojawi się cała armia 19 latków, którzy ani nie będą umiały liczyć, ani pisać, ani mówić, którzy będą się snuły po ulicach, bez pracy, bez jakiegokolwiek sensu w życiu i bez jakichkolwiek perspektyw

…ci właśnie młodzi ludzie, pragnący w przyszłości zostać dziennikarzami, systematycznie nie są w stanie rozpoznać nawet najbardziej pospolitych polskich frazeologizmów, takich jak „posypać głowę popiołem”, czy „gdzie dwóch się bije” i takie tam. I to są studenci dziennikarstwa. I proszę mi teraz powiedzieć, na jakiej zasadzie mamy wierzyć, że studenci budownictwa, medycyny, psychologii, matematyki, czy elektroniki są lepiej przygotowani?…(Toyah – Nie pozwólmy zadusić polskiej szkoły)

podobne: Na II „Kongresie Polskiej Edukacji” o kondycji gimnazjów, czyli edukacyjny „miś na miarę naszych możliwości”  oraz: Gimnazjaliści nie radzą sobie z trudniejszymi zadaniami, ale szkołę lubią. Prawo do odręcznego pisania. Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem i to: Wielkie żarcie się kończy! Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie

Francisco Goya – Si sabra mas el discipulo

Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu


Carolina Rodriguez – interpretation of Leonardo Da Vinci Lady With an Ermine

„…Kiedyś uważałem, że sztuka absolutnie rządzi się swoimi prawami, trzeba ją sądzić zupełnie w oderwaniu od kontekstu społecznego. Z czasem zmądrzałem, wcale tak nie jest, nie ma w życiu sfer, które w całości są wydzielone, to jednak nie kłoci się z opinią, że sztuka ma własny język, jest domeną specyficznego doświadczenia. Nie sposób z niego zrezygnować bez wyrzeczenia się istotnego elementu wrażliwości ludzkiej i znaczącej sfery kultury, powtórzę jednak: nie daje nam to prawa, aby widzieć sztukę bez kontekstu, w jakim ona istnieje.

Widzę w tym podejściu zagrożenia z dwóch stron. Po pierwsze: ludziom, którzy nie znają się na sztuce, daje się argument, aby tę sztukę oceniali, niekiedy wyrządzając jej krzywdę. Z drugiej strony dostrzegam wśród artystów pokusę, aby ich dzieła – oceniane spoza artystycznego poziomu – znaczyły więcej, niż naprawdę znaczą.

Każde sformułowanie daje się hiperbolizować i prowadzić do absurdu i samozaprzeczenia. Nie chodzi mi o to, aby sztukę, ocenianą przez laika, redukować do poziomu laika, bo jest to degradacja. A jednak, nie jest to sytuacja bezdyskusyjna. Kończy się, dajmy na to, wojna, komunistyczna propaganda usiłuje zohydzić pamięć o Armii Krajowej. Tymczasem, dajmy na to, artysta pisze powieść, albo kręci film, albo wystawia sztukę, skupiając się w dziele na idącej razem z wojną degeneracji człowieka i akurat do ilustracji tego wykorzystuje oddział partyzantów. Nie przeczę, artysta jest w stanie pokazać to prawdziwie, artystycznie bez zarzutu, trzeba jednak zaznaczyć, że dzieło to wpisuje się w kompromitację najwspanialszego zrywu, jakim jest Polska Walcząca. Co ma począć człowiek, który nie ma pojęcia o sztuce, lecz odnosi się z czcią do tego, co się poddaje krytyce – nie ma on prawa czuć oburzenia?

Ten, kto tworzy sztukę, wychodzi od potrzeby tworzenia, od przymusu wewnętrznego, lecz w tym przymusie, wydaje się, zawsze pomieszkuje nadzieja, choćby na zmianę jednego człowieka…” (Bronisław Wildstein dla „Teologii Politycznej Co Tydzień” Nr 37 pt. Wildstein. Pisarz świata nieprzedstawionego„)

O tym do czego prowadzi kontestowanie sztuki w oderwaniu od rzeczywistości tu: „Kupa gówna” (w puszce) czyli traktat o „sztuce”. oraz tu: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. A o tym dlaczego kultura nie zawsze jest dobra tu: Krzysztof Karoń KULTURY DOBRE I ZŁE – WARTOŚCI – POJĘCIA PODSTAWOWE CZ. 4

Pomijając kontekst „najwspanialszego zrywu”, chodzi więc o mechanizm instrumentalnego wykorzystywania sztuki dla szemranych celów. Zacznę od najłagodniejszego z przykładów wspomnianej hiperbolizacji, absurdu i samozaprzeczenia z udziałem sztuki, którego spiritus movens stał się dokonany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (tj. za „publiczne pieniądze”) zakup kolekcji obrazów (ze słynną „Damą z gronostajem” Leonarda da Vinci) od księcia Adama Karola Czartoryskiego (za pośrednictwem fundacji)… (Odys)

„…Aby transakcja była możliwa, specjalnie zmieniono statut fundacji i urządzono czystke w zarządzie. Stojący za tym książę Adam Czartoryski zapewne zgarnie na swoje prywatne konto sporą sumę.

Jednak tragedią będzie obarczenie podatników – z których większość nie jest zainteresowana łożeniem swoich ciężko zarobionych pieniędzy na utrzymywanie kosztownych dzieł sztuki – tymi właśnie kosztami, mimo, że jak pokazuje działalność Fundacji Książąt Czartoryskich, pobierane pod przymusem haracze wcale nie są niezbędne dla finansowania kultury wyższej.

Tymczasem mamy znów patetyczne gadanie o „zachowywaniu kolekcji dla przyszłych pokoleń” i tym podobne „patriotyczne” gadki. Tymczasem prawdziwi patrioci, troszcząc sie o dobro przyszłych pokoleń, woleliby pozostawić tym pokoleniom decyzję, czy chcą kupić bądź dokładać sie finansowo do utrzymywania tej, czy innej kolekcji dzieł sztuki, czy też nie chcą – zamiast „patriotycznie” obarczać ich w przyszłości kosztami w postaci przymusu utrzymania muzeum, mogącego przecież funkcjonować całkowicie prywatnie, za środki pozyskane od dobrowolnych darczyńców.” (antistate – Czy potrzebujemy nacjonalizacji damy z gronostajem?)

podobne: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie). i to: „Śmierć i dziewczyna” czyli… Socjal Demokracja jako sztuka dymania podatnika. Czas skończyć z „coolturą” za publiczne pieniądze.

W tym samym mniej więcej czasie wszczęto śledztwo w sprawie budowy (przez poprzednią władzuchnę) Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Żeby było śmieszniej „inwestycję” skrytykowała ta sama instytucja (ministerstwo), która teraz lekką ręką wydała 100 mln EUR zamieniając własność prywatną na państwową, gdyż ta pierwsza nie była dość „narodowa”.

„Gazeta Polska” napisała” że sprawa budowy tego muzeum „mówi wiele o tym, jak gospodarowano naszymi pieniędzmi za rządów koalicji PO-PSLi że jest to „największy przekręt od II wojny światowej w Gdańsku„. Nie to co wspomniana wyżej „inwestycja”, która była równie potrzebna jak psu piąta noga, albo budowa innego muzeum (Historii Żydów Polskich) w Warszawie, które nie dość że również powstało dzięki przymusowej hojności podatnika, to jest na dodatek ośrodkiem wrogiej Polsce propagandy (o czym więcej tu: Stanisław Michalkiewicz – W Muzeum Żydów będą tresować). W skrócie – punkt widzenia na to co dobre a co złe dla obywatela, zależy od tego kto aktualnie zarządza budżetami.

Tak to sze kręczy… POprzednicy sztukę wyprowadzali (afera związana z „Gęsiarką” i „Bydłem..” które znikły z pałacu prezydenckiego za prezydenta Komorowskiego), więc „dobra zmiana” zrobi na opak i będzie ją na powrót pod strzechy zaganiać, a że większość obywateli nic na tym nie skorzysta (pewnie nawet nie wie że została ubogacona kulturowo) to już nieważne. Jak to klasyk powiedział „jeden huk” (czytaj kasa poszła).

Niestety socjalistyczna poligramota ma to do siebie że bywa mieczem obosiecznym. I tak jak jedni upatrują w sztuce okazję do „błyśnięcia” przed ciemnym lódem „pańskim” snobizmem, tak inni postanowili ów snobizm napiętnować nawiązując do całkiem innej (antypańskiej) tradycji, licząc na innego rodzaju kompleksy. I tu przechodzimy do kolejnej wersji wspomnianej hiperbolizacji, absurdu i samo zaprzeczenia z udziałem Bogu ducha winnych dzieł sztuki… (Odys)

„…partia Razem oskarża PiS o to, że wydaje pieniądze podatników na obrazy, kupione za pieniądze pochodzące z wyzysku chłopa

Najlepsze moim zdaniem jest zdanie: potomkowie chłopów nigdy nie otrzymali odszkodowania za lata pańszczyzny. Jeśli o mnie idzie to taka retoryka powinna być ścigana z urzędu. A także piętnowana jako przykład nieuctwa i głupoty. Ludzie zaś posiadający wyższe wykształcenie i firmujący takie postulaty swoim nazwiskiem winni być publicznie napiętnowani jak złodzieje i pijacy pokazani w filmie Barei, ci wiecie, którzy awanturowali się w sklepie.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Oto Zandberg i jego koledzy chcą nas przekonać, że ich przodkowie byli chłopami wyzyskiwanymi przez Czartoryskich. To jest doprawdy rzadkiego gatunku bezczelność, na którą nie nabierze się mam nadzieję nikt z potomków polskich chłopów, a jeśli się nabierze, to dobrze mu tak, durniowi jednemu.

Zrekapitulujmy więc jeszcze raz to wszystko. Każdy kto zgłasza postulat zmiany stosunków własności lub zadośćuczynienia za tak zwane krzywdy doznane w przeszłości, bez powoływania się na konkretne osoby i sytuacje, o których mogliby zaświadczyć ludzie, jest oszustem…

Stąd właśnie bierze się populizm lewicy, którego nikt oczywiście populizmem nie nazwie, to są za każdym razem słuszne postulaty. Tak będą pisać wszystkie media, nawet te zwane prawicowymi, bo prędzej ci ludzie się udławią, niż powiedzą, że złodziejstwo zwane reformą rolną było wstępem do katastrofy państwa. Oni wszyscy razem, do dziś uważają to za wstęp do sukcesu politycznego i gospodarczego, a także do powszechnej szczęśliwości wszystkich jak leci. Całę zaś zło które mamy za sobą, dokonało się za sprawą egoizmu posiadaczy, którzy nie rozumieli czym jest dobro wspólne. Tym obłędem próbują nas karmić do dziś. Mam jednak nadzieję, że nikt tego przysmaku nie ruszy nawet kijem, a co dopiero widelcem. Póki co płaczą nad odszkodowaniami dla chłopów zamienionymi na obrazy…”(coryllus – Odszkodowania dla chłopów i Ukraińców)

podobne: Nobel Dylana i promocja obłędu za publiczne pieniądze w „fabryce bestselerów” czyli… Paranienormalny(ch) „klub literata i literatki”. oraz: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie?

Dziś wiemy na podstawie źródeł historycznych że w XVI w. chłop pańszczyźniany pracował (dla pana) około 50 dni w roku, a z czasem obowiązek ten wzrósł do około 100 dni. I to według lewicy był feudalny wyzysk. Tymczasem my ludzie XXI wieku, czasu maszyn, komputeryzacji i innych usprawnień (prawa pracy, człowieka i „sprawiedliwości społecznej”), pracujemy (dla państwa) 164 dni. I to jest (według tejże lewicy) „sprawiedliwość społeczna”. W niczym też zatroskanych losem „wyzyskiwanego chłopa” dobrodziejom nie przeszkadza fakt, że jako partia mają w tym wyzysku swój udział, a to z racji wypłacanej im z budżetu wielomilionowej dotacji i jawnego wspierania przez nich wyzysku fiskalnego (wcale nie kosztem „najbogatszych”). Przejdźmy zatem do demaskowania tego o co tak naprawdę walczy Zandberg i sp.ka. Na początek przypomnijmy sobie jak to było z tymi wyzyskiwanymi (i przez kogo) chłopami… (Odys)

„W najpiękniejszej okolicy Francji – według Rousseau (tego na którym wzoruje się II i III RP oraz Konstytucja 3 Maja) – wieśniak kryje swój chleb i wino przed poborcami, gdyż byłby zgubiony, gdyby się dowiedziano, że on nie umiera z głodu. W niektórych prowincjach zabijano na drogach kobiety niosące chleb. Biskup szartryjski, zapytany przez króla, jak u niego żyje lud, odrzekł, że ludzie jedzą trawę jak owce i giną jak muchy. Biskup Massillon pisał do Fleury’ego: Ludność naszych wsi żyje w okropnej nędzy… Większość przez pół roku nie ma chleba jęczmiennego i owsianego, który stanowi jedyne ich pożywienie i który muszą odejmować od ust swoich i dzieci, ażeby zapłacić podatki… Murzyni naszych wysp są nieskończenie szczęśliwsi, gdyż za pracę otrzymują żywność i odzież dla siebie i swoich dzieci. Wieśniacy przestali zawierać małżeństwa, gdyż — jak mówili — nie chcą płodzić nieszczęśliwych. Nie można ich było nawet używać do pracy, gdyż przy każdej mdleli z osłabienia głodowego. W niektórych okolicach wieśniacy ścinali zielone zboże i suszyli w piecu, gdyż głód nie pozwalał im czekać dojrzałego plonu; gdzie indziej leżeli ciągle w łóżku, ażeby go znieść łatwiej. Anglik, Artur Young, podróżujący po Francji, widział ludność wychudzoną, skarlałą i tak zestarzałą w głodzie, że pewna kobieta, którą on uważał za staruszkę siedemdziesięcioletnią — tak była pomarszczona i zgarbiona — wyznała, że ma dopiero 24 lata. Prawie wszystkie dzieci umierały z powodu braku mleka w piersiach matek, a te, które ocalały, skutkiem złego pożywienia wyglądały jak kobiety brzemienne.

Zdziercą może jeszcze okrutniejszym od pana był fiskus (skarb państwa), który opodatkowywał nie tylko posiadaczów czegoś, ale również nie posiadających nic oprócz pary rąk do pracy. Jeżeli w jakiejś wsi poborcy dostrzegli chłopów otyłych lub pióra z zabitego drobiu, natychmiast podnoszono jej podatki. Pewien pan postanowił pokryć dachówką domy swoich poddanych; przestraszeni błagali go, ażeby pozostawił na dachach słomę, gdyż inaczej fiskus niewątpliwie podwyższy im podatki.” (30 grudnia 2016 andrzej)

Tak właśnie prezentowały się zdobycze rewolucji proletariatu we Francji. Jak można przeczytać nie miały one nic wspólnego z idealistycznymi hasłami „wolność, równość, braterstwo…” o których do dziś uczy się dzieci na lekcjach historii. Na dodatek po łebkach bo z pominięciem fragmentu który brzmiał: „albo śmierć”, gdzie owa rewolucja odnosiła największe sukcesy. I to na masową skalę, przy pomocy głodu i nędzy w wyniku przymusowych i gwałtownych „przekształceń własnościowych”. Tu warto wspomnieć o najsłynniejszym jej wynalazku/środku do celu czyli pani gilotynie, dla której tracił głowę każdy kto nieopatrznie protestował przeciwko „uwalnianiu” (od dobytku) i „zrównywaniu” (w nędzy i głodzie).

Teraz przejdźmy do bliższej ciału Zandberga i sp-ki koszuli, czyli bolszewików. Godnych spadkobierców rewolucji francuskiej, gdzie również w imieniu i dla dobra „ludu pracującego miast i wsi” dokonywano „sprawiedliwości społecznej”, o której tak pięknie potrafią opowiadać socjaliści (nie tylko z tzw. lewicy)… (Odys)

„…Największe powstanie chłopskie przeciwko bolszewikom – Powstanie Tambowskie – z chłopską partyzantką w liczbie ok. 40.000 osób- oddolne i spontaniczne – miało miejsce w okresie 1918-1921 i zostało stłumione przez Lenina i jego kamandę a konkretnie wysłana została ekspedycja wojskowa pod dowództwem Tuchaczewskiego – 100.000 sołdata, samoloty, artyleria i nawet gazy bojowe. Ostatecznie o zwycięstwie bolszewików rozstrzygnęło założenie 7 obozów koncentracyjnych – dla rodzin podejrzanych o sprzyjanie partyzance i deportowanie całych wsi w ramach guberni. A Stalin został sekretarzem generalnym KPZR – w kwietniu 1922 r. kiedy było – pozamiatane. Armia Tuchaczewskiego wymordowała ok. 70 tysięcy chłopów a „odpryskowo” zmarło z głodu dodatkowo ok. 170.000 chłopów. Zbrodnie Stalina nie są mniejsze ale są głośniejsze, bowiem wykończył tyle samo bolszewików co tzw. zwykłych ludzi. I to za tych „bolszewików” mają do niego pretensje „partie Zachodu”. Zwłaszcza za Trockiego…”  (31.12.2016 Pink panther)

Ivan Vladimirov - Продразверстка

Ivan Vladimirov – Продразверстка

…trzeba przyznać że tępy i uparty był ten cały lud, bo nie chciał się poznać na tym co dla niego dobre. U niektórych ideologów ta oporna reakcja wywoływała prawdziwy szok i ciężkie zgryzoty. Oto fragment wspominków jednego z nich…(Odys):

„…tym większe było moje rozczarowanie i zgryzota, gdy ta proletariuszka okazała się nad wyraz krytyczna wobec władzy radzieckiej i bynajmniej z tym się przede mną nie kryła. Nie wdając się w jakieś zawiłe kwestie polityczne po prostu twierdziła, że robotnikowi za cara żyło się lepiej. Krew mnie zalewała i żółć się we mnie przelewała, więc pytałem ją, czy za cara również jeździła do domów wczasowych? Ale ona najspokojniej w świecie oświadczała mi, że urlop spędzała na wsi u krewnych i było jej tam lepiej, niż w domu wczasowym. Więc wskazywałem na potężną kostkę masła, którą dostawaliśmy do śniadania, ale jej to nie imponowało, bo za cara tego było w bród, a teraz to tylko jeszcze w domu wczasowym można tyle masła dostać, a normalnie trzeba po nie postać w kolejce. Użerałem się z nią i chudłem ze zgryzoty, bo realia ona znała jednak lepiej odemnie…

…Przeciwników kołchozów – bądź to spośród średniorolnych gospodarzy, bądź z małorolnych – władze kwalifikowały jako kułaków lub „podkułaczników”. Podczas likwidacji kułactwa jako klasy, w jednym z nimi worku znaleźli się m.in. w poważnej ilości uczestnicy rewolucji i wojny domowej, którzy otrzymali ziemię z nadziału i nie chcieli jej oddać…

Obserwacja samowoli i dowolności, z jaką wyznaczano wysokość obowiązkowych dostaw, straszliwe sceny, towarzyszące rewizjom za zbożem w zagrodach chłopskich oraz konfiskacie tzw. nadwyżek, okrucieństwo i brutalność wobec wypędzanych ze wsi kułaków i ich rodzin – wszystko to mogło napawać grozą.
Albin był rewolucjonistą i gotów był całym sercem witać tę od góry przeprowadzaną rewolucję na wsi, która tak radykalnie i skutecznie miała doprowadzić do jej socjalistycznej przebudowy. Nie mógł się jednak wyzbyć zastrzeżeń. Nie chciał ich ujawniać w otwartej dyskusji nawet wśród towarzyszy z pokoju, którzy też przecież jeździli na wieś i widzieli te same co on obrazy, ale skłonni widać byli akceptować je w imię zasadniczej słuszności generalnej linii partii. Ale mnie z tych zastrzeżeń zwierzał się. Mierził go w szczególności system bodźców materialnych dla biedoty chłopskiej za udział w ujawnianiu nadwyżek zbożowych u kułaków i zamożnych chłopów, za wstępowanie do kołchozów i aktywną postawę przy wypędzaniu kułaków z ich gospodarstw i ze wsi, co w sumie uważał za niemoralne i demoralizujące samą biedotę. Niepokoiło go też częste pakowanie do jednego worka kułaków, średniorolnych, a nawet małorolnych niechętnych kołchozom i przezwanych w związku z tym „podkułacznikami”.
Naszą codzienną lekturą była „Prawda”. Przez jakiś czas z niczym nie zmąconą radością przyjmowaliśmy optymistyczne meldunki z frontu socjalistycznej przebudowy. Ale tym większym wstrząsem okazała się dla Albina konfrontacja tej codziennej lektury „Prawdy” z brutalną rzeczywistością, którą obserwował własnymi oczami. Wszyscy zresztą, po słynnych artykułach Stalina: „Zawrót głowy od sukcesów” oraz „W odpowiedzi towarzyszom Kołchoźnikom” – uczyliśmy się w „Prawdzie” czytać między wierszami

…a teraz najlepsze, bo będzie o tym za jakie rzeczywiście „ideały” umierali ci wszyscy biedni ludzie, a raczej dla jakiego „dobra” ich mordowano… (Odys)

O tym, że moje prace o 1920 i 1923 roku zamierzano w 1933 r. wydać w zbiorze: „KPP w dokumentach”, dowiedziałem się dopiero z lektury książki F. Kalickiej: „Z zagadnień jednolitego frontu”x. Z resztą od czasu, gdy oddałem je do wydawnictwa w 1931 r., nigdy ich nie poszukiwałem i nie widziałem. Nie doszło do skutku również przyjęcie mnie do aspirantury. Z tego byłem zadowolony, zapadła bowiem decyzja, że wracam do kraju.
Miałem teraz dużo czasu i dużo pieniędzy (zaliczka!), które trzeba było szybko wydać. Mogłem więc częściej spotykać się z towarzyszami. Mogłem uzupełniać swoją znajomość literatury rosyjskiej i to zarówno klasyki – Turgieniewa, Gogola, Tołstoja, Czechowa i – klasyka za życia – Gorkiego (przyznam się, że najbardziej ceniłem sobie jego nowelistykę), jak i najwybitniejszych dzieł literatury radzieckiej – „Cichego Donu” Szołochowa, „Żelaznego Potoku” Serafimowicza, „Klęski” Fadiejewa, „Armii Konnej” Babla oraz tzw. „poputczikow” – Pilniaka, Sejfuliny. Jedynie mało dostępni byli w ówczesnych warunkach radzieckich – Dostojewski i Erenburg, ale o zdobycie ich dzieł nietrudno za to było w Polsce. Chodziliśmy też z Hanią jeszcze częściej niż zwykle do teatrów. Nie było sztuki w Mchacie, u Mejerholda, u Wachtangowa, Tarrowa czy w Teatrze Rewolucji, której byśmy nie obejrzeli... (Wspomnienia Romana Zambrowskiego z Międzynarodowej Szkoły Leninowskiej w Moskwie (1929–1931)

podobne: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów oraz: „Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród!”… Marek Jan Chodakiewicz – „O prawicy i lewicy”

Tak oto gdy jedni chudli ze zgryzoty z powodu szerzącego się wśród proletariatu niezrozumienia dla jedynie słusznego planu zaprowadzenia powszechnej szczęśliwości, sam proletariat chudł i umierał naprawdę. Wszystko po to by jej awangarda mogła się realizować w typowo burżuazyjnych ambicjach jak chociażby kulturalna rozrywka, z tą tylko różnicą że środki na nią pochodziły z masowego oszustwa i rabunku.

Ivan Vladimirov - Hunger

Ivan Vladimirov – Hunger

Retoryka o krzywdzie chłopa z rąk Panów, jaką posługuje się partia Razem i inni z czerwonej rodziny (łącznie z PISem, który z równą determinacją uprawia „państwo opiekuńcze” kosztem „posiadaczy”) nie dość że nie ma żadnego związku z tym czym w rzeczywistości był dwór i ziemiaństwo, to jest zwyczajną hipokryzją. Owszem zdarzało się że szlachta nadużywała swojej władzy i przywilejów wobec chłopstwa, ale skala patologii (która nie była zadekretowana żadnym manifestem) nie dorównuje temu co w imię zasadniczej słuszności generalnej linii partii robili komuniści. To że część Polaków na tę retorykę się nabrała i ciągle nabiera jest naszą narodową tragedią, a nie żadną chlubną „narodowo wyzwoleńczą” tradycją jak ją niektórzy nazywają. Jest klasycznym wypłukiwaniem narodu z poczucia realizmu i tożsamości, czyli tego co kreuje i umacnia wspólnotę interesu jakim jest własne państwo… (Odys)

„…Poczucie tożsamości, warunek skutecznego działania obywatelskiego, zaburzone jest w Polsce od ponad 200 lat przez znane zaszłości historyczne

…trzeba zacząć od budowania poczucia własnej wartości i wyrazistego poczucia granic każdego Polaka. Czy rozdzierając dziś szaty nad mentalnością polskiego rolnika, pazurami broniącego ziemi przed Europą, „bo wykupi”, pamiętamy np., że circa dwie trzecie Polaków w ostatnich pokoleniach to wypędzeni lub przesiedleni, którzy stracili domy, mieszkania, majątki, a przynajmniej poczucie zakorzenienia? To nie było 200 lat temu, w czasach „polskiej anarchii” (jeden z liczmanów służących do niszczenia pozytywnego poczucia polskości), o tym opowiadał ojciec i dziadek, o tym wie każdy młody Polak, który dziś nie ma za co kupić mieszkania. Dzieła dopełnił komunizm…

…W 1989 roku śmiertelnie zmęczeni oczekiwaniem na niepodległość Polacy byli gotowi do normalności. Wiedzieli, że normalność to nie jest utopijny brak przestępstw, ale sprawiedliwe prawa i dobrze działająca policja i sądy. To nie jest zabieranie bogatym, by dać biednym, ale przywrócenie cywilizowanych stosunków własnościowych i oddanie prawowitym właścicielom, co im się należy. To nie polowanie na czarownice, ale nazwanie zbrodni zbrodnią, a kata katem. To nie gwarancja stuprocentowego zatrudnienia, ale zakaz wyzysku. To nie nakaz kupowania w małych sklepikach, ale brak przywilejów dla supermarketów. To nie jest nierealne „zwalczenie” korupcji, tylko jawność państwa i urzędów. Społeczeństwa, które tak sobie zorganizowały życie, mają zdrową mentalność. I takiego zorganizowania państwa oczekiwali od swych elit Polacy, można to sprawdzić we wszystkich badaniach z tamtego czasu.

I właśnie wtedy, w nowo odzyskanym wolnym państwie, kandydaci na nowe elity zaczęli gwałtownie Polaków przekonywać, że są źli, bo czują się… Polakami właśnie…

Rolą prawidłowo ukształtowanych elit powinno być w pierwszym rzędzie umacnianie poczucia tożsamości obywateli. Jest to warunek podstawowy powodzenia dalszych działań: publicznego stawiania pozytywnych dla obywateli celów, a potem pobudzania i podtrzymywania energii społecznej do ich realizacji… 

Idea, że można twórczo zaangażować obywateli, odbierając im zarazem siły przez kwestionowanie podstawowych dla ich poczucia tożsamości symboli i pojęć, nie przynosi zaszczytu swoim twórcom, operacja bowiem się udała, tylko pacjentowi odechciało się żyć. Świadczy o kompletnej bezmyślności paraelit i graniczącej z pychą ich wierze we własną omnipotencję, oraz o chęci manipulowania współobywatelami. Stratedzy wojskowi wiedzą, że nawet okupacja wojenna może być względnie skuteczna, można zachować spokój w najbardziej nawet buntowniczym podbitym narodzie, gdy najeźdźca znajdzie minimum poparcia, realizując istotne wartości lub interesy podbijanego społeczeństwa (pisał o tym Clausewitz)… (Teresa Bochwic • naszeblogi.pl – To nie dzieje się od dziś)

Czy poczucie narodowej dumy i tożsamości można zbudować w oparciu o takie akcje jak wspomniana na samym początku „inwestycja”, o całej reszcie nie wspominając? Jeśli tak to czemu część rodaków słysząc o tego rodzaju „sukcesach” i ekscesach czuje się coraz bardziej wyobcowana i okradziona? I nie mam tu na myśli tej części która nie dość że nie czuje potrzeby polskości, to jeszcze w sposób ostentacyjny manifestuje wobec niej swoją wrogość aktywnie ją zwalczając. Ich bowiem nie przekona żadna wartość łącznie z odniesioną osobiście korzyścią. Mówię o tych rodakach którzy odczuwają więź z tym co im się z Polską kojarzy, ale pielęgnują to wszystko z przyzwyczajenia i od święta bo nie czują do Polski nic ponad okazjonalnym (odpustowym) sentymentem, a państwo (aparat) robi co może żeby tę tendencję utrzymać. Jednoczymy się więc co jakiś czas przy stole z okazji święta religijnego a czasem nawet państwowego, ale potem wracamy do brutalnej rzeczywistości – walki o byt… często między sobą i z owym państwem, tj. z ludźmi którzy dla niego pracują zasłaniając się przed resztą flagą (a raczej chorągiewką), rozgrywając tłuszczę dziełami sztuki albo tzw. „kulturą” za „pożyczone” albo darowane (z budżetu – ergo wyrwane tłuszczy) pieniądze.

A że chętnych na pełnienie zaszczytnej (i dobrze płatnej) misji „dziel i rządź” jest cała masa, i to zarówno z lewej jak i „prawej” strony polskiej sceny publicznej, to oczywistym jest że dla każdego starczyć grosza nie może. Stąd też każdej zmianie u żłoba towarzyszy oczywisty konflikt interesów poprzedników z następcami, bo każda ze stron ma swój cyrk i swoje małpy do nakarmienia. Konflikt ten sprzedawany jest narodowi (zarówno przez lewą jak i „prawą” stronę), jako walka o demokrację, wolność, praworządność (i inne) czyli w taki sposób, żeby biedny naród myślał że to wszystko dzieje się naprawdę w jego interesie, ale żeby się nie zorientował że przez obie strony jest tak samo bezczelnie golony. Scena tego przedstawienia na poziomie kultury i sztuki prezentuje się następująco… Od lewej występują:

„…pani Janda Krystyna, właścicielka teatrzyku piątej klepki, w którym jakoby realizuje „misję”, taką samą, jaką we wrocławskim teatrze realizował obecny poseł Nowoczesnej sprytnego pana Rysia Krzysztof Mieszkowski, a w telewizorze – pani Paulina Młynarska, co to ostatnio zasłynęła z korespondencji z Pierwszą Damą Stanów Zjednoczonych, co prawda jednostronnej, niemniej jednak. Podobnie w „Cyruliku Warszawskim” śpiewano o pewnej damie pisującej o Józefie Piłsudskim: „Zgoda z Dziadkiem znakomita! Ja codziennie o nim piszę, on – nie czyta.” Wracając do pani Jandy Krystyny i do „misji” jaką realizuje w swoim teatrzyku piątej klepki, niepodobna nie wspomnieć o słynnym spektaklu z udziałem „Rafalali”. Rafalala, trzeba nam wiedzieć, tak naprawdę nazywa się Rafał, podobnie jak opisywany przez Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima w skeczu o procesie cyrkowców fakir Ben Buja Nago Bramaputra, co to stawiał horoskopy i zdrowoskopy na dworze króla Wigwama Starego, naprawdę nazywał się Myrdzik Antoni i mieszkał w Warszawie na Solcu. Otóż „Rafalala”, która prezentuje się jako kobieta, ale za to „z penisem”, w ramach „misji” wystąpiła w teatrzyku Krystyny Jandy w monodramie „I Bóg stworzył tranwestytę”, wyreżyserowanym przez panią Monikę Powalisz, autorkę „Rapsodu dla krowy”. Hmm. Pamiętam, że w epoce „propagandy sukcesu” Edward Gierek podczas swoich gospodarskich wizyt podobno rozmawiał również z krowami, ale żeby zaraz pisać dla nich „rapsody”? Podobnie oceniał pisanie o wojnie Janusz Głowacki. W jednym ze swoich opowiadań przedstawił taki oto dialog: „ – O czym pisze ten Maks F.? – O wojnie. – O wojnie? Mnie też raz Niemcy postawili pod ścianą; zesrałem się oczywiście, ale żeby to zaraz opisywać?” Inna rzecz, że dzisiejsi pisarze nie mają łatwo, zwłaszcza, jeśli chcą dostawać rządowe subwencje. Kiedyś taki jeden z drugim pisarz pisał co tylko chciał i jak chciał, a tymczasem dzisiaj postępie geometrycznym z roku na rok przybywa tematów tabu, których albo w ogóle nie wolno poruszać, a jeśli już – to tylko w sposób dozwolony przez panią wychowawczynię. W takiej sytuacji nawet sam penis, bez kobiety może dla „ludzi kultury” stanowić łakomy kąsek, a cóż dopiero „kobieta z penisem”? To jasne – natomiast już nie jest jasne, dlaczego na taki Scheiss ministrowie kultury dawali pani Jandzie ponad milion złotych rocznie...” (Stanisław Michalkiewicz – Gówna w jedwabnych pończochach)

„…jest pan Paweł Łysak, który przez jakieś nieporozumienie, albo złośliwy zbieg okoliczności został dyrektorem Teatru Powszechnego, w którym wystawiono sztukę Stanisława Wyspiańskiego „Klątwa” w reżyserii jakiegoś bośniackiego (czy może chorwackiego – bo ona sam nie jest do końca pewny, kim właściwie jest) filuta, o reputacji „skandalisty”, a nawet „prowokatora”. Najwyraźniej jest do tego stopnia zadowolony ze swego rozumu, że nie jest w stanie pojąć, iż przedstawienie spotkało się z krytyką. Najwyraźniej uważa, że skoro „derekcja” – jak mawiał woźny Turecki – spektakl na scenę dopuściła, to publiczność może tylko podziwiać, radować się, klaskać no i oczywiście – płacić za bilety…

…Ciekawe, czy ta mania grandioza kończy się na teatrach, czy też schodzi dalej w dół, do poziomu cyrków, albo jeszcze dalej – do połykaczy ognia, czy striptiserek, zwłaszcza takich, co to „samego jeszcze znały Stalina”.

Pan Paweł Łysak bystro zauważa, że „nikt nikogo nie zmusza do oglądania „Klątwy””. To prawda, ale tylko dlatego, że jest jeszcze gorzej. Wprawdzie nikt nikogo nie zmusza do oglądania przedstawień w Teatrze Powszechnym, ani w żadnym innym – ale co z tego, skoro WSZYSCY podatnicy są ZMUSZANI i to w dodatku SIŁĄ, do składania się na nie. Teatr Powszechny w 2016 roku uzyskał 8 milionów złotych subwencji z funduszy publicznych, a to znaczy, ze każdy podatnik został obrabowany na przypadającą na niego część tej sumy…” (Stanisław Michalkiewicz – Dyrektor Paweł Łysak jako podżegacz)

„Pani reżyserowa Agnieszka Holland, znana na całym świecie…

…Na przykład – „Europa, Europa” – gdzie możemy śledzić perypetie żydowskiego młodzieńca ze swoim napletkiem na tle II wojny światowej, albo „W ciemności”, gdzie możemy obserwować dobroczynny wpływ, jaki na prymitywnego przedstawiciela mniej wartościowego narodu tubylczego wywiera towarzystwo Żydów, których ten prymityw ukrywa przed złymi „nazistami”. Wszystko to są oczywiście arcydzieła, co jakże by inaczej – ale wszystkie one bledną przed arcydziełem najnowszym w postaci „Pokotu”, w którym pani reżyserowa chwyciła byka za rogi i pokazała bożą podszewkę wszystkich epizodów, które wcześniej posłużyły za temat arcydzieł. Chodzi o obnażenie prawdziwego charakteru mniej wartościowego narodu tubylczego, który uzasadnienie dla swoich wrodzonych zbrodniczych skłonności czerpie z religii katolickiej, którą faszerują go w sobie tylko wiadomym celu przedstawiciele reakcyjnego kleru. Tak ukształtowany mniej wartościowy naród tubylczy jest zdolny do wszystkiego – również do holokaustowania dzikich zwierząt, co oczywiście stanowi tylko wprawkę i przygotowanie do zbrodni przeciwko ludzkości, na widok których cały miłujący pokój świat wstrzyma oddech ze zgrozy. Nic więc dziwnego, że arcydzieło pani reżyserowej zostało dostrzeżone w Berlinie i wynagrodzone Srebrnym Niedźwiedziem. Już tam Niemcy, którzy w ramach swojej polityki historycznej, delikatnie zdejmują z siebie odpowiedzialność za II wojnę światową i jednym susem przeskakują z grona sprawców do pierwszego szeregu ofiar złych „nazistów”, wiedzą, kogo wynagradzać i za co(Stanisław Michalkiewicz – Cmokam nad arcydziełem)

„…pani Olga Sipowiczowa, dawniej słynna „Kora”, czyli Olga Jackowska. W wypowiedzi dla tygodnika kierowanego przez znanego z żarliwego obiektywizmu redaktora Tomasza Lisa oświadczyła, że nie może pozwolić, żeby władza kazała jej czuć się we własnej ojczyźnie „jak intruz” i że PiS „niszczy jej szczęście na finiszu życia”. Ciekawe, co konkretnie ma na myśli, mówiąc o tym „szczęściu” – bo z wcześniejszych deklaracji wynikało, że „Kora” jest „socjalistką”, no a Prawo i Sprawiedliwość, ustami samego prezesa Kaczyńskiego i wicepremiera Morawieckiego właśnie ogłosiło coś w rodzaju Manifestu Socjalistycznego, a w każdym razie – Etatystycznego. Najpierw „państwo”, potem „własność”, a na końcu – „rynek”. Takie rzeczy powinny podobać się każdemu socjaliście, podobnie, jak każdej socjalistce. A jednak PiS „Korze” się nie podoba, a to znaczy, że nie chodzi tu o socjalizm, tylko o coś całkiem innego…” (Stanisław Michalkiewicz – Początek końca rządów PiS)

…albowiem jak już wyżej wspominałem, socjalizm czyli tzw. „powszechna równość” i „sprawiedliwość społeczna” jest tylko pretekstem do tego, by tacy czy inni „nasi” dorwali się do narzędzi umożliwiających podzielenie się rewolucyjnymi łupami ze „swoimi” na dole, którzy robią klakę, propagandę, a czasem demonstrując na ulicy w obronie ich „praw nabytych” – przywilejów, posad i budżetów. I to jest szanowni Państwo kryterium za pomocą którego można jednego i drugiego społecznika/artystę łatwo zdemaskować.

Ivan Vladimirov – Agitator

Taką ofertę ma dla nas lewa strona. A co z tzw. prawą? Tu też nie jest najlepiej, a patrząc z perspektywy że każdą jedną patologię firmuje się ideą „prawicy” można powiedzieć że skutki będą jeszcze gorsze… (Odys)

…Oto od jakiegoś czasu środowiska określające się jako „kresowe”, usiłują postawić w kolejnym mieście pomnik ofiar UPA na Wołyniu. Tym razem padło na Jelenią Górę, bo Przemyśl i Rzeszów pomysł odrzuciły. Pomnik ten przedstawia wielkiego orła z rozłożonymi skrzydłami, który ma na piersi wycięty krzyż…

w miejscu gdzie normalnie jest wyobrażony umęczony Chrystus mamy dziecko nabite na widły. Ponieważ my tutaj nie uprawiamy pogaństwa, a jednocześnie jesteśmy zwolennikami solidnej edukacji artystycznej, nie możemy się zgodzić, na to, by ten pomnik stanął gdziekolwiek. Ktoś powie, że to od nas nie zależy. To nie szkodzi, uważam, że trzeba wyrazić swoją opinię na ten temat. Jestem ponadto przekonany, że za tym pomnikiem nie stoi żadna szczera intencja. I nawet nie próbujcie mi tłumaczyć, że jest inaczej. Jeśli ktoś próbuje dewastować dziś nasze emocje męką dzieci, to znaczy, że ma coś do sprzedania i to coś jest nam w dodatku całkowicie niepotrzebne. Tak jest, tak było i tak będzie. Ludzie też są zawsze tacy sami i zawsze znajdzie się gromada wariatów, którzy uznają, że to jest dopiero okazja do tego, żeby zabłysnąć. Tak się ustawić na tle tego pomnika z chorągiewkami, w rocznicę rzezi wołyńskiej i jeszcze coś zaśpiewać. O, ileż to okazji do pokazania się w telewizji przed inicjatorami tej budowy, ileż to powodów do wyartykułowania różnych swoich pretensji.

Wiecie na czym polega główny i najważniejszy sukces pomysłodawców takiego badziewia? Na tym, że poprzez takie inicjatywy oni zagarniają całą pulę emocji i czują się w prawie, by demaskować zdrajców ojczyzny. Otóż zdrajcą jest każdy kto sprzeciwia się takiej szlachetnej inicjatywie. Jak można zarzucać coś ludziom, którzy chcą upamiętnić pomordowanych? Normalnie, tak samo, jak się przepędza z podwórka cyganów sprzedających te swoje fantastyczne patelnie. To jest ta sama jakość…” (coryllus – Dziecko nabite na widły profanuje krzyż)

„…Mamy więc taki schemat. Pod wysokim ciśnieniem podgrzewa się narodowe traumy, patrząc jak skraplają się emocje, potem niespodziewanie się te emocje uwalnia i one eksplodują najszczerszym idiotyzmem i bełkotem, następnie zaś kiedy porwą już wystarczającą ilość ludzi, która ogłupiała całkiem poprzebiera się w te koszulki, zakupi stosy gadżetów produkowane nie wiadomo gdzie i przez kogo, wysyła się Zychowicza, który rozpoczyna tak zwaną poważną dyskusję. No i wtedy wszyscy zaangażowani w promocję wyklętych przedstawianych tak, jak ich sobie wyobrażają reżyser Zalewski z Sakiewiczem, dostają piany z wściekłości, a ich przeciwnicy wystrojeni w szaty Katonów wioskowych, perorują o tym, że należy stanąć w prawdzie. I jest, jak mawia detektyw Rutkowski, pozamiatane. Teraz też będzie pozamiatane. Jeśli ktoś buduje pomnik Pileckiego, gdzie Pilecki wygląda jak młody Kiszczak, czymś bardzo zmartwiony, to znaczy, że ma pomieszane w głowie, albo ze szwagrem z ASP przewalił budżet. Może zresztą chodzi o to, by Pilecki był z twarzy całkiem podobny do nikogo, wtedy, w razie jakichś zawirowań, zmieni się napis na tej tablicy i przekonamy się czyj to jest naprawdę pomnik…

Mamy udawane Hollywood, udawane pomniki, stymulowany entuzjazm i reżyserowane bunty. Wszystko to w najpodlejszej jakości, żeby ktoś czasem nie pomyślał, że należy traktować je serio…” (coryllus – Pan Samochodzik, tajemniczy Ogórek i Atlanci)

„…rynek treści w Polsce związany z tym dziwnym i mało precyzyjnym słowem prawica, to w większości bieda z nędzą adresowana do nikogo. I to się nie zmieni, a przyczyna nie jest błaha bynajmniej. Ktoś zdecydował, że tak ma być i już, bo miałkość tego przekazu ma ponoć gwarantować jego zasięg. Im głupsze i bardziej beznadziejne będą te historie o wyklętych, tym więcej osób ma się na to złapać i kupić GP oraz dodatki do niej. To jest kłamstwo wyrażone wprost, albowiem będąc u władzy, tak to otwarcie nazwijmy, ludzie z GP nie potrzebują ani klientów, ani zasięgu, ani w ogóle niczego. Potrzebują pretekstu jedynie do tego, by eksploatować państwowe budżety, jak to wcześniej czyniła gazownia. Tak więc nędza którą promują, nędza przedstawiana jako jakość, wystawia świadectwo im przede wszystkim. Wczoraj w nocy pojawiła się tutaj informacja, że w nowej Gazecie Polskiej będą mieli swoje felietony Wildstein junior, Rachoń, Targalski i Matka kurka

…wszyscy ludzie z pretensjami do ilorazu powinni się od tej historii trzymać z daleka. Jak się bowiem to raz zacznie, kompromitacjom nie będzie końca. Oni bowiem są gotowi przebrać się w mundury tych żołnierzy wyklętych i fotografować się w różnych pozach…” (coryllus – Targi w systemie bytomskim to jakość sama w sobie)

„…Zastanówmy się teraz nad wartością rynkową zbiorów muzealnych. W chwili, kiedy wszystkie wartościowe rzeczy są pod kontrolą, kiedy zgromadzono je w specjalnych pomieszczeniach, gdzie ich utrzymanie jest drogie i coraz trudniej wytłumaczyć ludziom – po co je się tam trzyma, ich wartość jest umowna i zależy już tylko od propagandy lub jeśli wolicie od promocji. Czy ktoś promuje dziś sztukę chrześcijańską? Nie zauważyłem. Nawet Kościół jej nie promuje, bo uważa, że nie ma to sensu. Jest drogie, kłopotliwe i wymaga wielu konsultacji z ludźmi spoza Kościoła. Jesteśmy więc o krok od oficjalnego zanegowania wartości tej sztuki, a stanie się to poprzez zanegowanie rytuałów chrześcijańskich. Po cóż republice te zbiory, skoro nie wyróżnia się niczym chrześcijaństwa? Bo są osadzone w historii państwa? Ale teraz rozpoczyna się nowy rozdział tej historii, znacznie poważniejszy niż poprzednie i on zmieni to państwo na zawsze, tak jak zmieniła je rewolucja 1789 roku. W zasadzie wystarczy, by pojawił się teraz jakiś sprytny lewicowy demagog i wszystko idzie z dymem. Ktoś powie, że póki co mamy prawicowych demagogów. Oczywiście, Jauresa przez I wojną także zabił prawicowy ekstremista. Prawica pełni bowiem w przemianach ustrojowych i religijnych rolę zapalnika z kwasu pikrynowego. Musi być mały huczek, żeby wywołać potężną eksplozję słusznego gniewu upokorzonej ludności, która zdewastuje pół Europy w walce o swoje słuszne prawa…” (coryllus – Co się stanie ze zbiorami sztuki chrześcijańskiej?)

Ivan Vladimirov – Burning royal eagles and portraits

„…Franciszek Fiszer powiedział kiedyś, że nie będzie w Polsce dobrze, dopóki nie rozstrzela się siedmiuset tysięcy łajdaków. Na uwagę, że może nie być aż tylu łajdaków Fiszer odpowiedział, że to nic nie szkodzi, że w razie czego dobierzemy z uczciwych. Teraz nie byłoby problemu ze zgromadzeniem siedmiuset tysięcy łajdaków; wystarczyłoby zgromadzić uczestników ruchów społecznych w obronie demokracji i beneficjentów repolonizacji gospodarki – ale nie o to chodzi. Chodzi o to, aby de lege ferenda – żeby jakaś praworządna Schwein nie postawiła mi zarzutu nawoływania do wstecznego stosowania prawa – wyposażyć podatników w prawo żądania zwrotu publicznych subwencji – właśnie na zasadzie bezpodstawnego wzbogacenia. Wprawdzie obdarzeniu kogoś publiczną subwencją z reguły towarzyszy powołanie się na jakąś podstawę prawną, ale wszystkie one mają charakter pozorów legalności, bo tak naprawdę spełniają wszystkie znamiona kradzieży zuchwałej, tyle, że dokonanej z udziałem pośredników w osobach funkcjonariuszy publicznych. Ale skoro mamy zasadę równości obywateli wobec prawa, to pośrednictwo funkcjonariusza publicznego, podobnie jak sprokurowanie pozorów legalności gwoli utrudnienia, a nawet zablokowania pociągnięcia sprawców kradzieży do odpowiedzialności, wcale nie usuwa przestępczego charakteru samego czynu. Bez wyposażenia podatników w możliwość żądania zwrotu takich subwencji przynajmniej do budżetu państwa, albo budżetu samorządowego, niechby nawet na zasadzie odpowiedzialności solidarnej z urzędnikiem, który w takiej kradzieży publicznych pieniędzy uczestniczył nie będzie żadnej „dobrej zmiany”, tylko jedne hieny będą zastępowane przez inne.” (Stanisław Michalkiewicz – Gówna w jedwabnych pończochach)

„…Pora zatem podjąć stanowczą decyzję o likwidacji WSZYSTKICH publicznych subwencji dla WSZYSTKICH teatrów i innych przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego. Państwo nie ma moralnego prawa zmuszać podatników, na przykład – dróżnika spod Mławy – do składania się na rozrywki warszawskich snobów (snob to skrót dwóch łacińskich słów: sine nobilitate, czyli – bez szlachetności). Wymuszanie takiego składania się nosi wszelkie znamiona kradzieży zuchwałej, to znaczy – dokonywanej przy pomocy specjalnie w tym celu spreparowanych pozorów legalności – bez względu na to, jakimi pretekstami bywa osłaniane: „misją”, „wysoką kulturą”, czy „sztuką”. Pomijając już to, że zdjęcie majtek nawet na scenie, to żadna sztuka, państwo ma obowiązek chronić obywateli przed wszelkimi formami kradzieży, a zwłaszcza – formami zuchwałymi, więc jeśli państwowi dygnitarze, podlizując się chałturnikom w nadziei zyskania popularności i uzbierania głosów wyborczych od tego obowiązku tchórzliwie się uchylają, to stają się w ten sposób wspólnikami kradzieży i to w dodatku takimi, których beneficjenci złodziejstwa sobie wynajmują za ekspektatywę przedłużenia dygnitarstwa. To nawet jeszcze większe łajdactwo, niż sama kradzież, z czego najwyraźniej nie wszyscy zdają sobie sprawę, więc dedykuję ten felieton panu wicepremierowi i ministrowi kultury oraz dziedzictwa narodowego Piotrowi Glińskiemu, żeby się opamiętał, póki jeszcze czas.” (Stanisław Michalkiewicz – Ani grosza więcej!)

„…To co dzieje się na tak zwanym rynku kultury, ma jedynie charakter zaspokajania ambicji poszczególnych środowisk. Oni wydają tego Platona po to, żeby potem wydawać przyczynki do Platona i masturbować się tym przez lata całe na specjalnie w celu ich prezentacji organizowanych konferencjach. Polityka ministerstwa i to widać po tych dotowanych tytułach, to wprost realizacja hasła – TKM. Bez żadnej jaśniejszej myśli, bez wizji i planów. Dajo…znaczy trza brać….Podkreślmy jeszcze raz – są to pieniądze wyrzucone w błoto. Zasłonić zaś to wszystko ma Magda Ogórek i jej rzekome wyczyny na niwie odzyskiwania dóbr kultury. Tym zaś, którzy cieszą się, że będziemy mieli wreszcie tak, jak w PRL, przypominam, że to co oni nazywają PRL-em to jedynie cześć ostatniej dekady tego dziwnego państwa, cześć dekady Gierka. Wcześniej zaś była dekada Gomułki, był człowiek nazwiskiem Cyrankiewicz i był pan Bierut. No i jak to – zapyta ktoś dociekliwy – tutaj w sferze propagandy, nostalgii i sukcesów gospodarczych lansujemy późny PRL, a na koszulkach mamy wyklętych, co ten PRL zwalczali? Czy to nie jest czasem, ta no….schizofrenia? Ja na to pytanie nie odpowiem. I nikt dziś na nie nie odpowie. Wszelkie wątpliwości w tej kwestii wyjaśnić może jedynie czas…” (coryllus – Wojna o kulturę?)

…Moim zdaniem to nie jest schizofrenia, zbyt dużo tu „znaków” spowodowanych KONKRETNYM działaniem. To podążanie drogą „zgody narodowej” metodą Kingsaj dla każdego – „musimy znać wszystkie strony prawdy” (ich prawdy) i przyjąć ją za własny styl życia…

„…niewiele osób zdaje sobie sprawę, że tak zwana swoboda myśli i przekonań właściwa jest tradycji chrześcijańskiej. Pozostałe zaś, wymienione tu wyznania, to są po prostu rządy tajnych sądów kapturowych, opartych o bardzo surową regułę religijną. W zapisach tej reguły nie ma na przykład miejsca na wyobrażania w jakikolwiek sposób postaci Boga i ludzi. Ktoś powie, że istnieje kultura świecka. Nie istnieje. To jest jasne i tylko największym durniom wydaje się, że jest inaczej. Nie istnieje żadna kultura świecka, bo jej utrzymanie jest w wymiarze prostej praktyki codziennej za drogie. Kultura świecka, żeby funkcjonować musi podpierać się terrorem. Nie ma wyjścia i to było ćwiczone wielokrotnie. Bez terroru ludzie rozejdą się w różne strony i skończy się kultura świecka…” (coryllus)

…dlatego szczurołap to wcale nie jest „Zaginiony zawód„… (Odys)

oraz: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. a także: Dom Zły czyli Jarocin, gacie Chajzera, siekiera z Wołynia i pusty łeb mordercy jako symbole dobroczynności polecam również: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury i jeszcze: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

Dotacje dla przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego powinny zostać skasowane! – S. Michalkiewicz

Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli


Paweł Kuczyński

„Któż widok ten opisać zdoła? Fiedin, Simonow, Szołochow? Ach, któż w ogóle go wytrzyma!?”

Mowa o kobietach z tzw. „Manify”, które nagrały spot reklamowy pod szumnie brzmiącym hasłem „Dość Kompromisów”, jako zapowiedź protestu tegoż środowiska przeciwko „przemocy władzy”. Linku do filmu nie zamieszczę, jak ktoś chce to sam znajdzie. Jest to bowiem materiał dla ludzi o naprawdę mocnym żołądku. Nie polecam… ale z drugiej strony trochę jednak polecam, jako skuteczne antidotum na ten cały ruch „praw kobiet”. Niech każdy zobaczy z jakimi ludźmi mamy do czynienia, i co takiego z okazji „dnia kobiet” chcą nam wcisnąć. Nie chodzi tu rzecz jasna ani o wolność anim tym bardziej o opresję, ani nawet o estetykę czy higienę osobistą. To są tylko narzędzia służące dużo głębszemu ale i prostemu jak przysłowiowy cep zamysłowi. O tym kto i ile pieczeni zamierza na tym smrodzie (bo tak to trzeba nazwać) ugotować pisze coryllus i Pan Michalkiewicz… (Odys)

…Ten film atakuje już nie tylko emocje, ale po prostu zmysły i łatwo przez to udowodnić jak jest kłamliwy, bezczelny i chamski. Twórcom tego oszukańczego manifestu wolności wydaje się, że zdewastują ludziom mózgi poprzez zmysł wzroku. I tu są w błędzie. To jest przekaz adresowany przede wszystkim do powonienia. I choćbyście nie wiem jak długo namawiali kobiety do chodzenia przez tydzień z tą samą podpaską, do niegolenia pach i nóg, do grzebania sobie w majtkach i temu podobnych ekstrawagancji, choćbyście zwyciężyli na wszystkich możliwych frontach, wystarczy potem raz jednej z drugą powiedzieć prosto w oczy, że śmierdzi i jest pozamiatane. Pójdzie się grzecznie umyć, nie zapomni o zębach, nie będzie grzebać w majtkach i kupi sobie coś ładnego, żeby wyglądać może nie jak dama, ale jak miła i sympatyczna koleżanka…

…To jest regularna promocja brudu, ten zaś degraduje każdą istotę. Sens zaś takiej degradacji nie jest bynajmniej powierzchowny i nieważny. Sens degradacji higienicznej ma wymiar religijny i jest związany z miejscem w hierarchii. Wie o tym każdy kto otarł się o kulturę więzienną. Oto przed nami adeptki nowych kultów, które zaczną zaraz namawiać dziewczyny do kąpieli w szambie. Po co bowiem włazić do tego zanieczyszczonego chlorem basenu? Jest tyle naturalnych akwenów pełnych rojącego się życia. Bratajmy się z nim!

Oczywiście, tak daleko się ci ludzie nie posuną. Chodzi przecież w istocie o sprzedaż. O nowy kanał dystrybucji. A co się będzie sprzedawać to wkrótce zobaczymy. Według mnie ciuchy, może jeszcze filmy i……tak, tak, to nie żart…..kosmetyki. Oni bowiem doskonale wiedzą, że ze smrodem przegrają. Wszystko można wybaczyć, ale wydzielania przykrego zapachu nie. Promowanie smrodu spowoduje, że ze swoich nor wylezą takie monstra, przy których narzeczony Marii Peszek wyda się motylem z gatunku Papilio machaon…

…Jeśli ktoś usiłuje zmienić obyczajowość kobiet, to znaczy nakłonić je do zwiększenia swojej wolności osobistej, do łamania stereotypów i wyzwolenia się spod jakiejś tyranii, zawsze ma taki sam plan. Ten plan nie różni się niczym od planów jakie mieli wobec kobiet herezjarchowie zebrani w 1167 roku w Saint Felix. Chodzi o zapędzenie ich do roboty, zdegradowanie do roli psa podwórzowego w jakimś nowym całkiem systemie, a także o dopuszczenie na rynek tekstyliów nowych wzorów odzienia, najczęściej skrajnie uproszczonego, produkowanych przez nowych nakładców. To się nie zmienia od stuleci, albowiem oszukiwanie kobiet, tak indywidualne jak i masowe to jest profesja…” (coryllus – Kobiety czy woły? Wybór należy do ciebie!)

No właśnie… Po ile dziś chodzi kilogram wołowiny? Feministkom i ich mocodawcom chodzi bowiem o to, żeby kobieta oprócz pełnienia roli woła roboczego (nazywanej dla niepoznaki „karierą kobiety sukcesu”), wyglądała jeszcze jak ten wół tj. jak te panie ze spotu którym nie chce się o siebie zadbać. Nieogolona, śmierdząca, i jeszcze tę obleśność manifestująca. Żeby sama siebie poniżała w hierarchii (które ZAWSZE będą istnieć, tak jak ambicja), jak współwięzień który się nie myje. Stanie się przez to łatwa, prosta i potulna w eksploatacji/konsumpcji, nie tylko dla różnych alfonsów drobniejszego płazu jak wspomniany Papilo machaon, ale zwłaszcza dla tych którzy dziedziczą tradycje zapisane w pewnym manifeście (o którym więcej tu: O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli).

„Męska” część tej promocji liczy z pewnością na to, że dzięki tak urządzonemu światu mniej zdecydowani mężczyźni uciekną od wstrętnych kobiet do „ślicznych chłopców”, a zdesperowane kobiety ustawią się w kolejce do tych na których wcześniej nawet by nie spojrzały… Dwie pieczenie na jednym ogniu…Wszyscy przegrywają… poza kasynem.

Mam nadzieję że nigdy do tego nie dojdzie, a świat kobiet będzie nienachalnie piękny i pachnący, świadomy swej wyjątkowej roli (która jest jednocześnie władzą), przez co nie musi niczego manifestować ani nikomu dorównywać, bo samą swoją obecnością w naturalny sposób panuje nad sytuacją. Nie koniecznie rządzi 🙂 bo od czego „ma” mężczyznę? To jest dla mnie (i podejrzewam że nie tylko dla mnie) „Zapach kobiety” ala Carlos Gardel, w myśl pewnej prawdy że Piękna ko­bieta po­doba się oczom, dob­ra ko­bieta – ser­cu. Pier­wsza jest klej­no­tem, dru­ga – skar­bem…  (Odys)

podobne: Przeznaczenie czyli… o Kobiecie i jej sercu oraz: dobrze że jesteś… kobietą i fragment z pamiętnika Adama i to: Posiąść kobietę a także: W jedności siła. Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się i uzupełniają

„W filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru” jest scena rozmowy Agnieszki z ubekiem, który w swoim czasie „opiekował się” Mateuszem Birkutem, a obecnie działa w branży rozrywkowej, to znaczy – prowadzi stadko striptiserek. Myślę, że Andrzej Wajda nie bez kozery powierzył filmowemu ubekowi akurat takie zajęcie. Najwyraźniej wiedział, że bezpieczniacy mają do kurewstwa jakąś charakterologiczną predylekcję. W przeciwnym razie nie zostaliby bezpieczniakami – bo kurewstwo jest nie tylko charakterystyczną, ale integralną częścią tego zawodu, która z czasem schodzi do poziomu instynktów. Bezpieczniak gotów jest służyć, to znaczy – nadstawić się każdemu, kto pozwoli mu umoczyć pysk w melasie – no a kurwa – tak samo. Toteż wreszcie doszło do tego, do czego w tej sytuacji dojść musiało – że Wojskowe Służby Informacyjne, które na zlecenie zagranicznych central wywiadowczych przygotowują w naszym nieszczęśliwym kraju polityczny przewrót, a być może nawet kolejny rozbiór Polski w nadziei, że mocodawcy zagwarantują im możliwość dalszego pasożytowania na mniej wartościowym narodzie tubylczym, w charakterze proletariatu zastępczego zmobilizowały sobie kobiety. Oczywiście nie wszystkie, tylko te głupsze – bo te mądrzejsze na takie plewy złapać by się nie dały. A na jakie plewy? Ano – że są oprymowane przez „męskie szowinistyczne świnie”, od dominacji których uwolnią je dopiero płomienni rewolucjoniści w typie Sławomira Sierakowskiego, który rzeczywiście sprawia wrażenie osoby bezpiecznej. Co z tego płomienni rewolucjoniści będą mieli – to jedna sprawa, bo co będą mieli bezpieczniacy z Wojskowych Służb Informacyjnych – tej gangreny na ciele naszego narodu – to jasne. Będą mieli mięcho armatnie, czyli tak zwany proletariat zastępczy, którego potrzebowali w sytuacji, gdy tradycyjny proletariat, czyli pracownicy najemni, stracił cały smak do rewolucji pod ubeckim przewodem.

Poprzednio bowiem żydokomuna, będąca przewodnią siłą rewolucji, stawiała na wyzwolenie proletariatu, to znaczy – pracowników najemnych. Służyć miała temu gwałtowna zmiana stosunków własnościowych, to znaczy – likwidacja własności prywatnej. Własność prywatna bowiem dostarczała ludziom autonomii względem władzy publicznej. Likwidacja własności prywatnej sprawiła, że wszyscy zostali władzy ;publicznej podporządkowani podwójnie – jako obywatele i jako ludzie zmuszeni do korzystania z rzeczy przez tę władzę przejętych. Na tym między innymi polega totalitaryzm – że jednostka jest pozbawiona wszelkiej przestrzeni wolności. Władzę publiczną zaś obsiadła żydokomuna, przypisująca sobie znajomość nieubłaganych praw historii. Z tej racji miała „winka i pieczyste, sosy i smaki zawiesiste, jajca kładzione, z octem, świeże…” – jak to opisywał poeta Franciszek Villon dodając, że „nie są podobni do mularzy, którzy mur wznoszą w wielkim trudzie. Tu się pomocnik nie nadarzy; sami se zżują, dobrzy ludzie”. Toteż nic dziwnego, że tradycyjny proletariat wkrótce się na tej całej rewolucji poznał i odwrócił od niej plecami. Inna rzecz, że zawsze był dla żydokomuny sojusznikiem nieszczerym. O czym bowiem marzył proletariusz? Żeby jak najszybciej przestać być proletariuszem, to znaczy – żeby się czegoś dorobić. A kiedy mu się to udało, to natychmiast stawał się nieprzejednanym wrogiem żydokomuny, nie bez przyczyny podejrzewając, ją, że chce mu odebrać to, czego z takim trudem się dorobił. I żydokomuna szóstym zmysłem to wyczuwała, bo na nikogo nie ziała taką nienawiścią, jak właśnie na „drobnomieszczanina”, czyli wzbogaconego proletariusza. Ale ponieważ żydokomuna bez proletariatu funkcjonować nie może, bo bez przerwy musi kogoś „wyzwalać”, to na proletariat zastępczy upatrzyła sobie kobiety – im głupsze – tym lepiej. Nic zatem dziwnego, że Wojskowe Służby Informacyjne, ta gangrena na ciele naszego narodu, idąc ręka w rękę z żydokomuną, podburzają te żałosne istoty do buntu – właściwie nie bardzo wiadomo, przeciwko komu.

Warto zwrócić uwagę, kim są najbardziej aktywne feministki, jak np. pani Kinga Dunin, Manuela Gretkowska, czy Paulina Młynarska. To osoby w gruncie rzeczy nieszczęśliwe, którym życie się nie ułożyło, prawdopodobnie na skutek podporządkowania go postępackiemu doktrynerstwu. Każda z nich jest kobietą – jak to się kiedyś mawiało – „z przeszłością”, to znaczy – z nieudanymi związkami z rozmaitymi nieudacznikami, których najwyraźniej musiały dobierać sobie w korcu maku. Cóż dobrego może wydać z siebie związek łajzy z łajzą? Nic – tylko katastrofę…” (Stanisław Michalkiewicz – Alfonsi z Wojskowych Służb Informacyjnych)

podobne: Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? a także: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. i jeszcze: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz) oraz: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja „publicznej TV” i zdrada „Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki. i to: „Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY”

WSI wyprowadzają kobiety na ulice w „czarnych marszach”, alfonsi zawsze to robili! – Michalkiewicz

…a teraz o innej śmierdzącej sprawie której próbowano przyprawić gębę walki z naturą

„…Ekolog, jak sama nazwa wskazuje, to naukowiec, ktoś, kto skończył ekologię – dział biologii – obronił pracę dyplomową i może się wylegitymować wiedzą, a nie tylko dobrymi chęciami. Nazywanie „ekologami” maniaków, którzy przykuwają się do drzew albo odprawiają różne uliczne rytuały religijne „klimatyzmu” to coś takiego, jakby anarchistów robiących zadymy podczas szczytów G-20 nazywać „ekonomistami”.
Fałsz, ale powszechny, ugruntowany – jak nazywanie narodowych socjalistów „skrajną prawicą”. Na dodatek ta „ekologia” dziwnie przyciąga w pierwszej kolejności ten szczególny typ osobników, którzy „kochają ludzkość, ale ludzi nienawidzą”. Takich, którym czułe serca każą „adoptować pszczołę”, roztkliwiać się na cierpieniem wigilijnego karpia etc., ale zabicie dziecka tylko dlatego, że mamie-celebrytce nie chce się przeprowadzać do większego mieszkania, nie budzi w nich już najmniejszego sprzeciwu, a wręcz entuzjazm.
Trudno nie przypomnieć w tym kontekście, że bardzo zagorzałym „ekologiem” był także wybitny socjalista, Adolf Hitler. Nie tylko on sam w sensie osobistych nawyków – nienawidził „mięsożerców”, co okazywał im boleśnie, i nawet swoją sukę, chwalił się, nauczył wegetarianizmu (w istocie biedną Blondie dokarmiały ukradkiem sekretarki), ale także jego partia. Ustawa o ochronie zwierząt przyjęta przez NSDAP w połowie lat trzydziestych do dziś pozostaje dla „ekologów” wzorcową, i, powiedzmy sobie szczerze, była istotnie pełna autentycznej troski o komfort zwierząt hodowlanych czy np. koni. Zresztą była w tym jakaś diabelska logika – pies czy koń na pewno nie jest Żydem, a z ludźmi to nigdy nie wiadomo.
Toteż gdy zieloni rozpoczynają jakąś histerię, że matka ziemia płacze, bo coś tam, od razu się najeżam i sprawdzam, czy aby nie jest to kolejna piramidalna bzdura. Zwykle przeczucie mnie nie myli. Ot, jak choćby teraz z tym cyrkiem o rzekomym wycinaniu drzew przez PiS. Kto rozsądny, od razu się domyśli, że jeśli histerię nakręca michnikowszczyzna, ringiery-szpringiery i tefałeny, a za autorytety robią tak tęgie mózgi jak p. Korwin-Piotrowska, to musi to być ściema. I oczywiście. Zadałem sobie trud prześledzenia, o co konkretnie chodzi w tym czy innym przypadku latających po internecie zdjęć wyciętych drzew – za każdym razem okazywało się, że „dowód”, mający szarpać serce naiwnych, nie ma nic wspólnego ze sprawą. Symbolem ściemy – bo powiedzmy wyraźnie, że to propagandowa ściema, taka sama jak „Ziobro zabiera dzieciom internet” – służyć może zdjęcie tulącej się do urżniętego pniaka wiewiórki, która przez złego Kaczora i jego „szyszkodnika” straciła domek. Chlip, chlip, serce pika jak klapa u śmietnika…

…wyobraźmy sobie, że stosowne ministerstwo upraszcza przepisy dotyczące utylizacji zajeżdżonych samochodów. Czy ktoś na poważnie twierdzi, że ludzie dotąd zadowoleni ze swych samochodów nagle rzucą się je prasować na złom – bo można? Twierdzenie, że ktoś nagle zacznie na swojej działce rżnąć zdrowe drzewa, nie zagrażające zwaleniem się na dom czy innym nieszczęściem, tylko dlatego, że PiS pozwolił, jest przecież równie głupie. Ludzie, ogarnijcie się, na litość Boską – jak można być tak naiwnym, by dawać się tefałenom wkręcać w tę histerię z du… powiedzmy, z dużego palca wyssaną?…(Rafał Ziemkiewicz – Oszuści z klubu wiewiórka)

podobne: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać. i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS.

…i o jeszcze jednej historii związanej z instrumentalnym traktowaniem kobiet, która niewiele różni się od tragedii wiewiórki, tyle że jest mniej zabawna… (Odys)

„…Pora na omówienie innego rodzaju dzielnych dziewczyny, bo niech się Wam nie zdaje, że siedzą one tylko w Gazecie Wyborczej i okolicach, a także po więzieniach, czekając na jakąś prawdziwą przygodę. Oto Onyx przesłał mi dziś z rana http://film.onet.pl/portrety-wojenne-kobiety-zwiastun-serii/qmwsxf

…Patrzę na to i zastanawiam się, co myśmy, po tylu latach zrozumieli z II wojny światowej? Co zrozumieliśmy z poświęcenia ludzi, którzy oddawali życie za nie swoją sprawę łudząc się, że w ten sposób wywalczą wolność, a także co zrozumieliśmy z postawy i wściekłości okupantów, którzy zwalczali dzielne dziewczyny nie dając im żadnej szansy. Myślę, że nic. Absolutnie i dokładnie nic, a widzę to w tym filmie, a także w zapowiedzi nowego Teleranka, w którym dzieciaki ubrane w koszulki z wizerunkiem jakiegoś zamordowanego przez UB żołnierza entuzjazmują się nową formułą programu. To wszystko służy jedynie przygotowaniom pod kolejną wielką dewastację naszej wspólnoty. Niczemu więcej. A mało tego – jest ściśle sprzęgnięte z poczynaniami dzielnych dziewczyn co marzą o poślubieniu seryjnego mordercy. Oszuści bowiem, poważni oszuści, nie mogą sobie pozwolić na działania w jednym tylko paśmie emocji, muszą obstawiać wszystkie opcje. Wszystkie to znaczy tak naprawdę dwie i one obydwie mają jedną rzecz wspólną – dzielne dziewczyny nie mają prawdziwych rodzin. I nie zamierzają się dla nich poświęcać. Lepiej wyjść za mąż za bandytę, albo dać się zakatować w więzieniu. To są postawy właściwe i godne szacunku. Ah, przepraszam, to nie wszystko – dzielne dziewczyny nie interesują się także polityką. Ona jest brudna, podła i mało ma wspólnego ze światem autentycznych kobiecych emocji…” (coryllus – Nasze dzielne dziewczyny?)

podobne: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.

Korzystając z okazji chciałem życzyć wszystkim naszym dzielnym Paniom w dniu ich święta (i na dalsze dni też), żeby nie musiały nigdy ponosić takich ofiar, i żeby nie dawały się jak ofiary traktować. Żeby rezolutnością i szlachetną kobiecością porywały męską rycerskość, ku swojej obronie, wsparciu, i na pociechę w codziennych zmaganiach z życiem (a nie umieraniem) związanych. Niech wam dobry Bóg darzy.

Na koniec (żeby za ciężko nie było 🙂 ) życzę również by nie zabrakło wam i wokół was tego wszystkiego co podkreśla waszą wyjątkowość… Zostawiam z Poświatowską

„Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz an mnie tak poważnie, jakbyś w moich
oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem
żadną świątynią, tylko lasem i łąką – drżeniem liści,
które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu szumi
potok, to jest czas, który ucieka, a ty pozwalasz mu
przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu.
I kiedy cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają
nie tknięte, a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd
wiem, że masz bardzo piękne usta”

Pamiętajcie żeby zawsze nosić w sercu szminkę, bo nigdy nie wiadomo kiedy zajdzie wam drogę jakiś miś z godnym naręczem kwiatów 🙂

Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wygląda na to, że ominą nas dobrodziejstwa jednolitego podatku. Głównym powodem rezygnacji z tego projektu jest jego wpływ na drobnych przedsiębiorców, którzy płaciliby niemal dwukrotnie wyższą stawkę niż obecnie. Projekt poległ w dużej mierze ze względu na to, że był tym czym miał nie być. Założenia mówiły o uproszczeniu podatku dla osób fizycznych by wszystkie daniny złączyć w jedną. Po drodze powstał dziwny kompromis mający spełniać założenia sprawiedliwości społecznej, który gwałtownie skomplikował cały projekt. Efektem był chaos i kolejne niedotrzymane terminy. Grabarzem projektu okazał się kalendarz. Mamy 21 grudnia, a projektu nie dało się już skończyć by obowiązywał od 2017 roku. Na szczęście w budżecie nie zapisano dodatkowych wpływów, które miały pochodzić z tej unifikacji.

Rekordowy deficyt w 2017 roku

Na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce niemal 60 miliardowy deficyt budżetowy. To najwyższa wartość jaka kiedykolwiek trafiła do ustawy budżetowej. Wartość ta ma jeden podstawowy negatywny skutek. Będziemy się musieli najprawdopodobniej silnie zadłużyć za granicą. Pomysł przeniesienia zadłużenia wewnątrz kraju poprzez nakłonienie obywateli do reinwestowania środków z programu 500+ w obligacje okazał się niemal zupełnym fiaskiem. Analitycy zwracają uwagę, że silne uzależnienie od kredytowania z zewnątrz może powodować jego mniejszą stabilność. W efekcie jeżeli inwestorzy będą tracić zaufanie koszty kredytu mogą istotnie wzrosnąć co dalej pogłębi deficyt i osłabi złotego(internetowykantor.pl – Bez ważnej zmiany w podatkach. Rekordowy deficyt)

podobne:  „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?

„…Jeżeli więc mimo rządów pobożnego PiS-u piekło zagrozi Polakom to przynajmniej nie w 2017.  PiS-owi nie uda się tym docisnąć  podatkowo samo zatrudnionych tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy.

Skorygowanie tej kapitalistycznej anomalii  wprowadzonej  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samo zatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u – było punktem honoru PiS-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.  PiS zdeterminowany był furtkę tę zamknąć i owinąć ją do tego drutem kolczastym.

Łączenie wszystkiego w jeden wysoki podatek „jednolity” miało pomóc Janosikowi Morawieckiemu w jego planach „odpowiedzialnego rozwoju” i „mobilizacji” kapitału polskiego.  Od dawna twierdziliśmy że  o ile dobra zmiana  jakimś cudem zmobilizuje tym polski kapitał to tylko do ucieczki zagranicę.  Wolnego kapitału polskiego od tego z pewnością nie przybędzie lecz przeciwnie, będzie go mniej.

Tym bardziej że dobra zmiana wyrzuca do kratki ściekowej nawet ten kapitał którego nie ma i który musi pożyczać  na swoje rozdawnictwo 500+.  Nic dziwnego że na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce prawie 60 miliardowy deficyt budżetowy.  W międzyczasie Janosik Morawiecki wymyśla nowe metody finansowego terroru.  Jego najnowszym pomysłem jest projekt ustawy o centralnej bazie rachunków  Jak widać socjaliści PiS-u tak nawykli do „centralizmu demokratycznego” za komunizmu że w głowie im się nie mieści aby cokolwiek mogło nie być „centralne”.  Potrzebna jak psu piąta noga ustawa przewiduje nowy centralny urząd,  najpewniej z paroma setkami centralnych biurw,  śledzący centralnie  wszelkie możliwe miejsca w których ludzie pochować jeszcze mogli jakąś wartość.  Centralnym zadaniem urzędu będzie centralne informowanie o tym innych urzędów centralnych(cynik9 – Dobra zmiana bierze się za bitcoiny)

podobne: Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych oraz: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi

…Pani minister Rafalska w kwestii rozdawnictwa 500+ niedawno stwierdziła co następuje:

“Każda dyskusja na temat wprowadzenia programu zaczynała się od zarzutu, że rodziny na pewno zmarnotrawią pieniądze, wydadzą na alkohol. Dziś wiemy, że to problem marginalny. Średnio zmiana pieniędzy na inne świadczenia, bony, usługi dotyczy miesięcznie 600 rodzin. Przy skali programu to margines – wyjaśniała Rafalska. – To dowód, że rodziny same najlepiej wiedzą na co wydawać te pieniądze – mówiła minister.”

Mając więc dowód na to że rodziny same najlepiej wiedzą jak wydawać swoje pieniądze, Pani minister chwali program rządowy który sprowadza się do zabierania owych pieniędzy tymże rodzinom pod przymusem w ramach tzw. „pomocy rodzinie”… Prawda że logiczne? Oczywiście że nie, bo tu chodzi o inną „logikę”:

„…Tylko w ten sposób może potem błaznować w roli św. Mikołaja i rozdawać je intelektualnej elicie narodu. Tylka ta elita, dziwnym zbiegiem okoliczności, sama wie najlepiej  na co je wydać i pomocy Rafalskiej przy tym jakoś nie potrzebuje.  Wystarczy że troszczy się ona o kasę. Trochę wprawdzie gorzej u tej elity z wiedzą jak tę kasę samemu zarobić ale od czego w końcu elity mają  PiS i jego czerwoną ministrę?” (cynik9 – Na co wydać swoje pieniądze)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

Mamy zatem czarno na białym przyznanie się polityków do uprawiania bezczelnego procederu przekupywania podatników za ich pieniądze. I chociaż nie będzie tego procederu (póki co) ułatwiał „jednolity podatek”, to kierunek uzależnienia obywatela od  „redystrybucji” zostanie utrzymany w inny sposób – w ramach tzw. „uszczelniania” obecnie obowiązującego systemu podatkowego… (Odys)

„…Od 1 stycznia 2017 r. mali oraz średni przedsiębiorcy będą podlegali obowiązkowi składania comiesięcznego pliku JPK_VAT (ewidencja zakupu i sprzedaży VAT). Pierwsze sprawozdania ww. przedsiębiorcy będą musieli złożyć do 25 lutego 2017 r. Obecnie JPK przesyłają już duże firmy.

Zaliczenie do określonej grupy przedsiębiorców zależy od liczby zatrudnianych osób oraz od wielkości obrotów firmy.

Rozszerzenie katalogu podmiotów, które mają obowiązek raportowania, ma za zadanie pozyskanie bieżącej informacji o transakcjach podlegających opodatkowaniu VAT. Umożliwi to szybką i skuteczną identyfikację wyłudzeń oraz unikania opodatkowania…” (inforfk.plNowy obowiązek dla małych i średnich przedsiębiorców)

…natomiast pod pretekstem „procesu elektronizacji i usprawnienia obrotu gospodarczego, a także upowszechnienia płatności bezgotówkowych” i „prac nad systemem fiskalizacji online”, zaplanowano że…

„…kasy fiskalne od stycznia 2018 roku będą podłączone online i będą automatycznie przesyłać dane o sprzedaży do centralnego repozytorium prowadzonego przez MF. Jednocześnie, kasy poza wydawaniem papierowych paragonów klientom będą wysyłać elektroniczne paragony zainteresowanym użytkownikom, którzy wyrażą na to zgodę i zarejestrują się. Pośredniczyć w tym będzie przygotowywana przez KIGEiT platforma dystrybucji paragonów elektronicznych z kas fiskalnych bezpośrednio do konsumentów. System ten ma gwarantować pełną anonimowość przesyłanych danych. Najprostszą formą będzie przekazanie paragonu elektronicznego na pocztę e-mail lub sms, czy też do aplikacji mobilnych” – wyjaśniono…

Ministerstwo uzasadnia wprowadzenie obowiązkowych e-paragonów ograniczeniem szarej strefy. Według resortu „wyniki analizy ekonometrycznej wskazują, że przyrost liczby aktywnych kas fiskalnych w relacji do liczby aktywnych przedsiębiorstw w Polsce o 0,1 prowadzi średnio do spadku udziału szarej strefy w PKB o 0,33 pkt. proc.” MR powołuje się też na doświadczenia innych państw, takich jak Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Gruzja – gdzie wprowadzenie systemu rejestrowania sprzedaży za pomocą kas fiskalnych poprawiło wpływy z VAT. Resort rozwoju liczy także na „zwiększenie akceptacji płatności bezgotówkowych oraz zapewnienie konsumentom dostępu do paragonów elektronicznych w jednym miejscu”. (PAP) mick/ je/ (stooq.pl – MR: podpisano porozumienie ws. utworzenia platformy e-paragonów)

„…od przyszłego roku wszystkie firmy mają przesyłać co miesiąc do policji skarbowej wszystkie faktury, stany magazynowe nawet wyciąg z konta.
Totalna kontrola wszystkich, zapewne już na poziomie ogólnopolskiej bazy danych za pomocą algorytmów, które mają wyłapać podejrzane rzeczy.
Do wytypowanych nieszczęśników zapuka policja skarbowa, które może wlezć wszędzie nawet do miejsc niepowiązanych z prowadzoną działalnością, zażądać dowolnych dokumentów również niepowiązanych z prowadzoną działalnością, wejść oczywiście bez uprzedzenia jak dotychczas.
Jeśli “gestapo” uzna że jakaś faktura jest lipna wg ich kryteriów można iść na 25 lat do więzienia, do dyspozycji mają też konfiskate rozszerzoną, czyli trzeba udowodnić im pochodzenie majątku, który posiadamy nawet i 20 lat, pod groźbą jego odebrania.

Na dodatek, jeśli komuś nie do śmiechu, ministerstwo finansów, które tak dzielnie walczy z hazardem, że od lipca będzie nakazywało blokować tysiące domen rozmaitych kasyn online, samo staje się takowym organizując loterie paragonową, ciekawe czy zablokują sami siebie.” (Szelo)

Mamy więc do czynienia z konkretnym krokiem w kierunku upieczenia jeszcze jednego półgęska umożliwiającego nadzór nad obywatelem i jego własnością tj. ze stopniowym eliminowaniem gotówki, w walce z którą najciekawszy przypadek wydarzył się w Indiach… (Odys)

„…Banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii, stanowiące 86% gotówki będącej w obiegu, z dnia na dzień przestały być w Indiach legalnym środkiem płatniczym. Premier Narendra Modi ogłosił swoją decyzję 8 listopada, kiedy cały świat emocjonował się wyborami w USA. Szef rządu Indii stwierdził, że przyczyną zmian jest „walka z unikaniem opodatkowania oraz szarą strefą”

…Na stronie Ministerstwa Rozwoju można znaleźć dokument dotyczący „zwiększania obrotu bezgotówkowego”. Zgodnie z jego założeniami, udział gotówki w transakcjach na obszarze Polski, ma spaść w ciągu 5 lat z 21,5% do 15%. W tym celu rozważane jest m.in. obniżenie limitu transakcji gotówkowych.

Jeden ze sposobów na przekonanie Polaków do obrotu bezgotówkowego, zakłada wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych. W przypadku transakcji elektronicznych, stawki podatku VAT miałyby zostać obniżone o 1 punkt procentowy, do 22% i 7%…

…Wszystko odbywa się pod pięknie brzmiącymi przykrywkami, ale prawdziwym motywem jest możliwość grabienia ludzi na skalę większą niż kiedykolwiek w historii.

Ogromna liczba krajów boryka się dziś z problemem zadłużenia. Wycofanie gotówki byłoby dla polityków wymarzonym rozwiązaniem. Społeczeństwo bezgotówkowe umożliwia wprowadzenie negatywnych stóp procentowych. Obywatele byliby zmuszeni do płacenia za trzymanie pieniędzy w bankach, a zadłużenie zostałoby zredukowane. Z kolei rządy mogłyby zapożyczać się po zerowym koszcie. Co stałoby zatem na przeszkodzie, aby politycy mogli dalej zadłużać obywateli i sponsorować za to coraz bardziej absurdalne wydatki? Można jedynie domyślać się, jakie obietnice wyborcze pojawiłyby się w programach poszczególnych partii.

Czego możemy spodziewać się obecnie? Z pewnością walka z gotówką zmobilizuje przezorną część społeczeństwa do ucieczki w metale szlachetne. Potwierdzają to wydarzenia w Indiach.

Warto zaznaczyć, że sposób wprowadzenia zmian w Indiach nie wyglądał rozsądnie z punktu widzenia elit, gdyż wywołał wściekłość ludzi. Można zatem zakładać, że był to eksperyment – co stanie się, jeśli w jednym momencie zdelegalizujemy większość banknotów. Nie zmienia to faktu, że większość zmian mających na celu walkę z gotówką, to mniej odczuwalne działania (wycofanie pojedynczego nominału, obniżenie limitu transakcji gotówkowych). Ich wychwycenie wymaga od społeczeństwa większej czujności. To tzw. powolne gotowanie żaby – jeśli walka z gotówką będzie prowadzona etapowo, to ludzie nie zauważą zmian.

Jeśli w przyszłości dojdzie do wycofania gotówki, będzie to prawdopodobnie połączone z wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. Zostanie on ustawiony na takim poziomie, aby zapewnić najbiedniejszym minimum potrzebne do przeżycia, a jednocześnie pozbawić masy motywacji do wyjścia na ulicę.” (Zespół Independent Trader – Walka z gotówką przybiera na sile)

podobne: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: Cynik9: Szaleństwo dobermanów czyli… Wielki Brat chodzi po suficie

Cytowany wyżej cynik9 założył że wraz z rezygnacją rządu z „jednolitego podatku”, nie dojdzie do „oskładkowania” ostatniej już grupy pracowników zwolnionej w Polsce z ZUSowskiego haraczu. Niestety rząd wcale z tego pomysłu nie zrezygnował, i już niedługo wszyscy pracownicy będą „sprawiedliwie” (bo po równo) okradani… (Odys)

Umowy o dzieło to ostatnia z form zatrudnienia, przy których nie trzeba płacić składek ZUS. Ale już niedługo. Rząd, który dokonał przeglądu systemu ubezpieczeń społecznych, wprost zaleca w nim rozważenie „rozszerzenia katalogu tytułów podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym” o osoby wykonujące pracę na podstawie tego rodzaju umowy.

Przegląd jest już oficjalnym dokumentem przyjętym przez Radę Ministrów i niebawem zajmie się nim Sejm. Można się więc wkrótce spodziewać szczegółowych propozycji w tej sprawie. Ozusowanie umów o dzieło byłoby próbą załatania dziury w systemie. Do 2015 r. z tej formy korzystało rocznie około 200 tys. pracujących – takich, dla których była to jedyna podstawa zatrudnienia. Można zakładać, że w 2016 r. popularność dzieła jeszcze wzrosła po tym, jak składkami na ubezpieczenie społeczne obłożono wszystkie umowy-zlecenia (wcześniej to one były podstawowym typem tzw. umowy śmieciowej; w 2015 r. na ich podstawie pracowało ponad milion osób)…” (Czytaj więcej tu: praca.interia.pl – PiS łata dziury w systemie. Oskładkuje umowy o dzieło)

To oczywiście w żaden sposób nie naprawi niewydolnego systemu „ubezpieczeń społecznych”. Dlatego też rząd szykuje kolejną jego reformę. Cytuję:

„…Zapewne zdajecie sobie sprawę, że nie chodzi o to żeby emerytury były wyższe. Istnieje na przykład koncepcja, że aby dostać emeryturę trzeba będzie przepracować 15 lat. Jak ktoś przepracuje mniej, mimo, że ZUS będzie podprowadzał swoją cześć, to dostanie emeryturę w wysokość 0 złotych (słownie: zero złotych). Pieniędzy oczywiście nie odzyska tez w inny sposób. Mówiąc wprost – Państwo ukradnie mu w majestacie prawa całkiem sporo pieniędzy. A… jest też szansa, że to ile wpłacamy do najukochańszej instytucji Polaków też nie ma znaczenia, bo wszyscy dostaniemy tyle samo. Czyli tyle żeby w miarę szybko umrzeć i nie obciążać systemu…” (DWS24.pl13 lutego 2017 roku)

Więc jak ktoś myślał że pomysł obcinania emerytur dotknie tylko UBeków, to ma teraz dowód na zwodniczość tego rodzaju autosugestii. Ja lojalnie ostrzegałem że precedens z UBeckimi emeryturami to tylko rozgrzewka przed nabraniem prędkości w mieleniu przez wielkie koło „sprawiedliwości społecznej” własności ludzi którzy niczym sobie na tego rodzaju „Prawo i Sprawiedliwość” nie zasłużyli.

Wychodzi więc na to że PIS jako naturalnie socjalistyczny projekt/partia nie tylko kontynuuje reformy zapoczątkowane przez takich samych ideologicznie poprzedników (Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…”), ale wykazuje się na dodatek dużo bardziej bezwzględną kreatywnością  wymyślając coraz to nowe i perfidne w swej naturze sposoby rabunku… „Domiar podatkowy”, „solidarność podatkowa”, czy kolejna „reforma emerytalna” nie są bowiem żadną nowością, ale zdecydowanie się na ich wdrożenie jak również stworzenie narzędzi w postaci „centralnej bazy rachunków”, „e-paragonu” i „oskładkowanie” ostatniej już formy zatrudnienia, z całą pewnością ułatwi PISowi sięgnięcie głębiej do kieszeni Polaków. „Damy radę!” nabiera całkiem realnych kształtów…(Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz oraz: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych. i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

„…„sprawiedliwość społeczna”, to elegancka nazwa rozmaitych łajdactw, przeważnie – rabunku maskowanego pozorami legalności. Gdybym z pistoletem w ręku zgłosił się do bogatszego ode mnie i pod groźbą użycia broni zażądał od niego natychmiastowego podzielenia się ze mną majątkiem, to każdy sąd uznałby to za rabunek. Jeśli jednak wynajmę sobie posła i ministra, opłacając ich walutą głosów wyborczych, to ten sam czyn zostanie uznany za realizację „sprawiedliwości społecznej”. A przecież istota czynu pozostaje taka sama. Niestety nie rozumie tego nawet papież Franciszek, który niedawno pochwalił komunistów, że myślą według zasad nauki Chrystusowej. Jest to oczywista nieprawda, bo Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy komuniści mówią: „bierz!” Ale żeby dać, to najpierw trzeba mieć, a zatem warunkiem sine qua non praktykowania chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego, jest własność prywatna. Tymczasem podstawowym punktem programu komunistycznego jest właśnie likwidacja własności prywatnej, zatem między chrześcijaństwem a komunizmem istnieje sprzeczność nie do pokonania…” (Stanisław Michalkiewicz – Hołota panoszy się w Sejmie)

podobne: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo i to: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

Jeśli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić do czego tego rodzaju polityka potrafi doprowadzić, albo uważa że to jakaś wirtualna rzeczywistość i że nie ma żadnego związku między deficytem/długiem a polityką fiskalną oraz własnością, to polecam jeszcze jedną lekturę… (Odys)

„…decyzją rządu B. Szydło w Ostrowicach wprowadzono pod koniec 2016 zarząd komisaryczny. Ma to być przygotowaniem do rozparcelowania gminy między bardziej poczytalnych sąsiadów…

…Samorząd gminy, jak małpa z brzytwą, pożyczał zresztą chaotycznie nie tylko na infrastrukturę.  Raz były to szkoły, innym razem prąd do latarni. Wreszcie w ramach kolejnej reorganizacji postanowił sięgnąć po najnowsze zdobycze finansowej inżynierii, co gminę  ostatecznie pogrążyło. Pozbył się mianowicie swojego majątku związanego z wodociągami po to aby go z powrotem zaleasować. Potem, w sytuacji podbramkowej, gmina w panice ratowała sytuację bieżącą odkupując ten majątek za znacznie większą kwotę. Ktoś sprytny się obłowił, gmina zaś pozostała z workiem.

Uwagę przyciągają 3 miliony złotych które gmina wydaje rocznie na obsługę długów. Na długu 35M oznacza to zwrot bliski 10%, który w obecnych warunkach niskich stóp procentowych jest prawdziwym klejnotem. Wkłada go do swojej kieszeni prawdopodobnie przedsiębiorczy finansista gminy, parabank z którym samorząd robił interesy. Przewija się w papierach skupująca długi spółka z Łodzi  której burmistrz genialnym posunięciem sprzedał część długów gminy. Pewnie myślał że nie musi ich dłużej spłacać…

Jest w tej historii coś niepokojącego, i nie jest tym bynajmniej bankructwo. Bywają sytuacje nieprzewidziane, są popełniane błędy i owszem, od czasu do czasu ktoś bankrutuje. Świat się na tym nie kończy. Tym niepokojącym czynnikiem jest natomiast chocholizm niewielkiej społeczności niezdolnej do samodzielnego rządzenia się,  połączony z  porażającą bezmyślnością jej wybranych decydentów. Gdyby mieszkańcom gminy socjalizm nie przerwał witalnego nerwu łączącego portfel z mózgiem i sami musieliby płacić za swoje wodociągi czy kanalizację to wnet by odkryli że cudów nie ma i że ich na to nie stać. Znaleźli by rozwiązania alternatywne, lepsze  i przede wszystkim mieszczące się w budżecie. Ale nie, mimo sygnałów zbliżającej się katastrofy i ratowania się ryzykownymi pożyczkami zarząd gminy parł z programem daleko przekraczającym jej finansowe możliwości. Zamiast wdepnąć na hamulec uciekał się do coraz bardziej ryzykownych gimnastyk finansowych, robiąc biznes z parabankami. Nikomu jakoś te partnerskie związki lisa z drobiem nie wydały się podejrzane. Nikomu nie zaświeciła się czerwona lampka ostrzegawcza. I wiadomo dlaczego – bo to nie ich pieniądze,  tylko pożyczone(cynik9 – Polski Detroit)

podobne: gigantomania chorobą samorządów. oraz: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu i to: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. a także: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. polecam również: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy

Adam Wycichowski niewolnik - emerytury gwiezdne

Adam Wycichowski niewolnik – emerytury gwiezdne

Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”


Jakub Różalski - January 1863

Jakub Różalski – January 1863

„Poszła młódź do lasu,
Pustką stoją dwory,
Pozostał pod strzechą
Kto stary, lub chory…”

„…Dla wydobycia się spod obcej wprawdzie, despotycznej i niekatolickiej władzy, dla wywalczenia wolności sobie i ojczyźnie zaczynacie od zaprzedania dusz waszych władzy, pokątnej, bezimiennej, samowstrętnej, przed nikim nie odpowiedzialnej? Czy może być nad to większy nierozum, bardziej upokarzająca niewola?

Ach Bracia, ludzie ci są nieznani, ale znane ich czyny dawniejsze i stałe zasady. Czy nie dosyć jeszcze popisywali się oni swoją bezbożnością słowem i drukiem, byście wy kapłani na nich poznać się nie mogli? Czy nie dosyć zmarnowali ludzi i majątków krajowych? Czy nie zmarnowali po dwakroć poświęcenia ludu Wielkopolskiego, majątków obywatelskich? Czy nie wywołali rzezi galicyjskiej, po której dotąd ta część dawnej Polski do siebie przyjść nie może? Czy w r. 1848. nie poświęcili młodzieży, zasobów narodowych i samego dobrego imienia polskiego, dla czynienia nędznych burd i dywersyi na korzyść rewolucyi europejskiej? Czy świeżo w imię patriotyzmu nie popchnęli zbłąkanej młodzieży, do nieznanych w dziejach naszych, a nigdy użytecznych morderstw politycznych? Czy nie gotowi i obecnie poświęcić narodu? Jest jedną z wad praktycznych sprzysiężeń tajnych, iż jak skoro są zagrożone odkryciem, popychają kraj choćby najbardziej nie w czas do wybuchu i dziś to chcą uczynić? Ma więc być powstanie wobec tak wielkiej siły zbrojnej, na jakąż pomoc uorganizowaną liczycie? Czy na jakie mocarstwo? Śmiało zapytam, gdzie są Bogi wasze, w których pokładaliście nadzieję? To może kraj ma zasobów wojennych i braci podostatkiem? Wiem dobrze że nie. Dla czegoż chcecie powstawać? Oto bo myślicie więcej o własnem bezpieczeństwie, niż o przyszłości kraju; potem dla tego, że rewolucya europejska tak chce i każe. Czytałem przypadkiem ogólnik tłumaczący, iż aby Garibaldi mógł odbić Wenecyą, potrzeba, aby cała Austria i Polska były w powstaniu. Dlatego powstaniecie, choć sami wasi sprzymierzeńce socialiści moskiewscy ostrzegają was, że nie czas, bo wiedzą, że ich rodacy przerażeni odezwami obalającemi własność, rodzinną wszelką religią, garną się do rządu. Powstaniecie więc na korzyść Włoch i rządu rosyjskiego, który się dziś jeszcze czuje na sile do zgniecenia was; a wy kapłani dla pociechy jego zaczynacie schizmę, choćby zrazu modlącą się po polsku, czy po łacinie, co to szkodzi, rząd był zawsze gotów na to przystać…

…Już po kościołach odzywacie się po sekciarsku, zamiast mówienia prawdy wszystkim, pobudzacie do nienawiści biedniejszych przeciwko zamożniejszym. Nie jest to już słowo Boże, jedno ludzkie albo szatańskie. Jeżeli chcecie być nie już kapłanami polskiemi, ale kapłanami Polskie ubóstwionej, do czego świeccy zapaleńcy dążą, zamiast białej komży Boga miłosierdzia i pokoju, wdziejcie czerwoną bluzę, wynieście przenajświętszy  Sakrament z kościoła, jako przesąd średniowieczny. Zanieście do świątyni, ubranej w barwy narodowe i rewolucyjne, ozdobionej popiersiami wielkich patriotów, zanieście obraz wystawiający powstańca z kosą stojącego na trupach bratnich i wrożych, podającego dłoń lewą kacapowi z zakrwawioną siekierą na karkach panów i czynowników, prawą Włochowi ze sztyletem w ręku i trucizną w zrabowanym kielichu kościelnym, z Machiawelem i odezwami proroka idei (Mazziniego) pod pachą. Na miejsce Matki Boskiej Częstochowskiej postawcie jakąkolwiek niewiastę z okiem bezwstydnem a bluźnierstwem na ustach, wyobrażającą republikę socialna, i zanućcie potem Z dymem pożarów lub hymn marsylski: bo taka jest idea, taki niezbędny koniec (przy podobnych sprzymierzeńcach) komitetu Centralnego. Uczyńcie tak Bracia, będzie to okropne, będzie bezbożne, ale przynajmniej szczerze; albo też zaraz rzućcie się do stóp Ojców waszych Biskupów i proście o uwolnienie od klątw, w któreście popadli, choćbyście się też mieli wystawić na sztylet komitetu Centralnego…

Naród rozpalony jak kruszec w stanie płynnym gotów przyjąć, wlać się we wszelką formę, którą mu podstawią. Naród umiera bezbronnie pod kopytami końskimi, nucąc hymny patryotyczno-religijne, dzieweczki przechadzają się spokojnie przed nabitemi i wymierzonemi działami, a jednego dziennika katolickiego w całej Polsce nie ma, owszem wszystkie wydatnie antykatolickie, a mimo to wszystkie czytane bez oburzenia. Tego przeciwieństwo i choroba popularności u niektórych nie tłumaczy, bośmy przecie wiele już zyskali na odwadze moralnej, muszą być jeszcze głębsze powody. Skądże tedy ta sprzeczność? Trzeba bolesną prawdę powiedzieć, a raczej przypomnieć. Od podziału kraju naszego, rozżaleni grzechem rewolucyjnych monarchów, rzuciliśmy się w objęcia bezbożnej rewolucyi ludowej francuzkiej, która ze swej strony dobrodusznemu królowi ścięła była głowę. Odtąd wszelka oppozycya u nas popłatna, wszelka rewolucya (zachowująca dawne u Polaków znaczenie, zmiany w stosunkach państw) pełna dla nas uroku. Polak umiarkowany, zachowawczy w domu, rewolucyjny za granicą i w polityce. Dla siebie marzy majorat angielski, za granicą brata się z Prudhonem. Arystokratki nasze z rodu nawyknień i przekonań, popisywały się czerwoną bluzą, szczęśliwe i pyszne, gdy dostały wizerunek Garibaldiego. Czy podobna, aby kłamstwo takie trwało długo bez szkody? Czy podobna, by zasady podziwiane u obcych nie przyjęły się w domu? Nic nie podobna. Jest logika nieubłagana, jest Nemezis społeczna. Wyobrażenia zachodnio rewolucyjne, przewiane bezbożnością, musiały wpaść całą siłą do Polski, w której nie znajdowały oporu, albo słaby i pokątny tylko.

…Polacy w te pędy znaleźli wzór pogodzenia wszystkich stronnictw i wywalczenia całości kraju, porównali jedność swoją historycznie stopniowo wykształconą, a gwałtownie rozdartą z podbojem piemonckim, przekupstwem i sztyletem podpieranym. Sympatie wszystkie co niekatolickie dla Piemontu, sympatie Rossyi i Prus, nie ostrzegły was, że tu sprawa rewolucyi gwałtu i jedności plemiennej, jaką by była u nas cała słowiańska a nie narodowa. Że stronnictwo gwałtowne tak utrzymywało, że dziennikarstwo niekatolickie, (mniej więcej u nas jak gdzie indziej zależne od towarzystw tajnych) tak głosiło, że rzesza niecierpliwa ciężkiego jarzma temu wierzyła, to rzecz prosta, ale że wy bracia hołdownicy praw historycznych, zwolennicy walki moralnej i legalnej na toście przystali, to i błąd i grzech ciężki. Bóg sam w miłosierdziu swojem wielkiem, wam zachowawcom a nie mogącym się oprzeć na rządzie obcym, podawał jedyny najszczęśliwszy środek stanięcia  przy najwyższym, najczystszym, jedynym dziś wyobrazicielu prawdziwego konserwatyzmu praw historycznych, przy papieżu, od chwili szczególniej, gdy rozbój piemoncki doszedł do granic jego bezbronnego państewka: a wyście tej chwili opatrznej nie pojęli i nie pochwycili. Kiedyście pisali on piękny adres, a raczej skargę i protestacyą do cesarza, należało spółcześnie napisać drugą do Ojca św. który ma od Boga w składzie źródło wszelkiej władzy, którego przodkowie jedyni protestowali przeciwko rozszarpaniu waszej Ojczyzny, który choć od was widocznie opuszczony, dwa razy on jeden odezwał się do was, ze słowem otuchy i pociechy. O ileżby więcej uczynił, gdyby widział naród cały szczerze katolicki do niego w nieszczęściu jego i słabości przemocniej z ufnością garnący się miłośnie. O! Bracia chcieliście bronić podań prawa zgwałconego, walczyć bronią moralną, bronią ducha, więc odwieczną bronią kościoła, a poświęciliście naturalnego waszego naczelnika i opiekuna dla zdobywcy, który w ciemięzcach waszych szukał i znalazł sprzymierzeńców…

skoro przyklaskiwaliście rozbojom piemonckim we Włoszech, musicie cierpieć podobne u siebie, ubarwione także frazeologią liberalną i postępową, bo u Boga dwóch wag i dwóch miar nie ma, i nie czyń drugiemu co tobie niemiło. Przyklaskiwaliście jedności włoskiej siłą  przeprowadzanej, żartowaliście z małych narodowości podpieranych przez szlachtę i Xięży, wytrzymajcież parcie wielkiej jedności Rossyjsko-Słowiańskiej i pod formą państwa i pod formą rzeczypospolitej, w którejbyście koniecznie rozpłynęli się. A nie zastawiajcie się tem, że Włosi mają jeden język piśmienny (piśmienny tylko); bo już więcej niż dwie trzecie piśmiennych Polaków umie po rosyjsku, a reszta chętnie czy niechętnie rychłoby się nauczyła.

Panowie Bracia! Jeżeli to piszę, to powtarzam nie dla lichego tryumfu miłości własnej, żem jeden z tych, których tuman nie oślepił, wicher nie uniósł. Winienem to nie moim zdolnościom, których wielu z was więcej ma, jedno żem w prostocie serca, chciał być katolikiem z papieżem, z biskupami, nie z politykami i dziennikarstwem, piszę dlatego, iż jakokolwiek rzadko Bóg pozwala w rzeczach zewnętrznych tymże samym ludziom naprawić błędy przez nich popełnione, widzę jednak tak ojcowską rękę opatrzności względem nas, chcącą naszego upamiętania się nie zaguby, iż nie wątpię, że w tej chwili jeszcze, bylebyście się szczerze uderzyli w piersi, z większym trudem zapewne, ale wiele byście jeszcze odzyskać i naprawić zdołali. Dałby Bóg, aby nie pogardzili prawdą dla podłości pośrednika, przez jakiego do was ona przychodzi! Wtenczas podwójnie miłe będą wszystkie choćby przykre następstwa tego ostrzeżenia danego i miłym Braciom moim kapłanom i zacnemu obywatelstwu.

Pisałem w Rzymie, w oktawie Trzech Króli r. p. 1863.” (x. Hieronim Kajsiewicz – List otwarty do braci xięży grzesznie spiskujących)

podobne: Powstanie Styczniowe. Cześć i chwała bohaterom! Hańba na nieodpowiedzialnych prowodyrów. Socjalistyczne korzenie zrywu z podpuszczenia i analogia do Ukrainy oraz: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu

„…Rozpoczęło się „dzieło”. Pretekstem było, że dowódca jakiegoś partyzanckiego oddziału, Wysłouch, przedzierając się lasami z Królestwa Polskiego w kierunku północnej granicy prusko-rosyjskiej i chcąc przekroczyć Berezynę1przez prom, znajdujący się na folwarku ługomowickim, zwanym także Berezyną, zatrzymał się w nim kilka godzin i kazał pachciarce Rubinowej wydać sobie, jakie miała zapasy chleba, masła i śmietany.

W nawiasie dodam, że w niczym system „chodzenia z pochodnią koło strzechy rodzinnej” nie występuje jaskrawiej, jak w organizowaniu przez Warszawski Komitet Rewolucyjny zbrojnego powstania na naszych kresach. Pod względem militarnym było to coś żałośnie dziecinnego. Gdzie doszło do potyczki, powstańcy uzbrojeni wyłącznie w broń myśliwską, noszącą o 120 kroków, byli bezpiecznie bez żadnych strat ostrzeliwani przez bezpiecznych Moskali, których ręczna broń już wówczas niosła na przeszło 300 kroków. Jedno pewne, że liczba zabitych Moskali w polu na Litwie nie równała się nawet trzeciej części powieszonych lub rozstrzelanych Polaków (siedmiu w jednej Oszmianie wówczas, kiedy w całym powiecie nie zahuczał ani jeden wystrzał). Zresztą byłoby niesprawiedliwe zarzucać prawdziwym kierownikom tego ruchu głupotę”.

Nie, nie, coś zupełnie innego. Nie darmo petersburski student Zdanowicz, słabo mówiący po polsku syn lekarza wojskowego, którego po śmierci syna spotkałem w generalskim mundurze, jeden z głównych organizatorów wileńskich, gdy go po odczytaniu wyroku na śmierć prezes Sądu wojennego zapytał, jak to tak bystry człowiek (a on nim był) mógł się do takiego stopnia omylić co do widoków powodzenia powstania polskiego, odpowiedział spokojnie: „Widzę, że p. pułkownik się zupełnie myli co do moich celów, one nie są chybione, ani moje dzieło stracone. Dokończy go pewniej, niżbym sam potrafił, mój spadkobierca… Michał Mikołajewicz Murawiow”2.

11) Mowa nie o Berezynie wschodniej, Napoleońskiej, która wpada do Dniepru, lecz o zachodniej, znacznie krótszej, choć spławnej, która wpada do Niemna.

2) Miał rację. Jemu i jego stronnikom, którzy pchali do walki zbrojnej naiwne polskie ziemiaństwo, wcale nie szło o to, aby to polskie ziemiaństwo zwyciężyło. Szło o to, aby ono zginęło. To był wspólny cel i Zdanowicza, i Murawiowa…” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski o rewolucjonistach)

„…Jedzie sznur kibitek
Na wschód od Tobolska
Tylu swoich synów
Żegna Matka – Polska.”

 (Maria Konopnicka – rok 1863)

„…Po roku 1864 zaborca wiedział, że nareszcie złamał stos pacierzowy swego powalonego rywala i, że odtąd musi go już tylko systematycznie rusyfikować. Mógł więc sobie pozwolić na terror, który był niemożliwy bez uprzedniego fizycznego zniszczenia infrastruktury polskiego życia narodowego. Na „ziemiach zabranych” udało mu się to w dużym stopniu. Popatrzmy więc przez chwilę na rosyjskie zyski z powstania oczyma Moskala. Bezcenne są w tej mierze urzędowe listy Michała Mikołajewicza hr. Murawiewa, zwanego przez swych współczesnych po prostu „Wieszatiel”. Chociaż był wielkorządcą tylko „Kraju północno-zachodniego”, czyli terenów b. Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednakże opinie, sugestie i opisy posunięć tego wielkorządcy stanowią obraz całej polityki Moskwy w stosunku do pokonanego narodu polskiego, a tyle tylko różne od innych, że wyrażone z w pełni poufną szczerością barbarzyńcy.

Chociaż tylko na Litwie, Żmudzi i Białorusi represje rosyjskie przy-brały formę tak totalnego niszczenia polskości, niemniej jednak prof. Henryk Mościcki, który przed 60-ma laty listy „Wieszatiela” wybrał i ogłosił w przekładzie, miał rację pisząc, iż posiadają one symbolicz-ne niemal znaczenie w dziejach konfliktu polsko-rosyjskiego. A co najsmutniejsze dla nas, to fakt, iż za rządów Murawiewa i dzięki jego metodom, wykopana została na ziemiach Litwy i Białorusi przepaść pomiędzy Polakami i innymi grupami narodowościowymi, przesądzająca na przyszłość szanse Polski na tych ziemiach. To był trwały „zysk” rosyjski z polskiej matieży. Chociaż na tych listach opierało się wielu historyków w ostatnim półwieczu piszących o roku 1863, sądzę, iż warto podać tu garść fragmentów z tej korespondencji, które lepiej niż wszelki pośredni opis obrazują polski los w „Kraju północno-zachodnim”. Zanim jeszcze powstanie upadło, 7 stycznia 1864 r., generał piechoty Murawiew przesłał: „Do Pana Ministra Dóbr Państwa” A. A. Zielenoja …spis osób… uczestniczących w buncie… wraz z sugestiami, które przytoczę w skrócie:

1. Postarać się, by jak najwięcej majątków przeszło w ręce Rosjan. Tylko tym sposobem można dopiąć tego, że osiądzie w kraju tu-tejszym znaczna ilość właścicieli pochodzenia rosyjskiego, którzy, tworząc w pewnych miejscowościach ścisłą masę, będą mieli możność przeciwdziałania występnym zamiarom obywateli polskich, aby oderwać od Rosji jej gubernie północnozachodnie.
2. Z przesłanego Waszej Ekscelencji spisu osób, uczestniczących w buncie, raczy Pan zauważyć, że tylko bardzo nieznaczna ich część jest właścicielami samodzielnymi; większa zaś część są to dzieci przy rodzicach żyjących, a przeto nie korzystają z praw samodzielnych właścicieli. Okoliczności tej nie należy uważać za przypadkową: wglądając w system powstania, musimy zauważyć, że rodzice umyślnie zostawali w swoich majątkach, aby zaopatrywać bandy, w których były ich dzieci, w pieniądze, żywność i inne środki, licząc, że przytem unikną wszelkiej odpowiedzialności za czyny swoich dzieci…
(tu następuje rada, jak tych rodziców zmusić tylko do zamiany (majątków!  na pieniądze lub papiery wartościowe).
3. Zmusić osoby, które zostały wysłane drogą administracyjną za szkodliwy wpływ na społeczeństwo do oddalonych gubernii wielkorosyjskich, aby sprzedały w ciągu roku majątki… Obywatele ci, którzy zwykle należeli do najbardziej wpływowych osób w gubernii, dopomagali buntowi, jeżeli nie otwarcie, to wszystkimi zależnymi od nich środkami materialnymi i moralnymi i ich obecność w kraju tutejszym będzie zawsze szkodliwa dla rządu i spokoju publicznego.
4. Rozciągnąć przepisy o sprzedaży przymusowej także i na majątki, które nie podlegają konfiskacie, lecz które są pod sekwestrem

W konkluzji zmuszony jestem dodać, że dopóki obywatele Polacy zostaną w liczbie obecnej, nie można będzie uważać kraju tutejszego za zupełnie uspokojony i wyzwolony z czynników buntu.

Narzekając na „uprzednie błędy rządu”, które Rosję za drogo kosztują, dobry Rosjanin, Murawiew, już miesiąc później (1 lutego 1864 r.) przedstawiał temuż samemu ministrowi Zielenojowi swój pogląd historycznopolityczny na „Kraj zachodniopółnocny”.
… czas postawić jasno pytanie, czy Rosja ma tutaj istnieć, czy nie. Wielu z naszych mężów stanu nie ma odwagi wypowiedzieć szczerze swego zdania i działa dwuznacznie, obawiając się utraty popularności europejskiej, zapominając o Rosji. Czas nam nareszcie opamiętać się i przekonać, że kraj tutejszy od wieków był rosyjski i takim winien zostać, że żywioł polski jest tu napływowy i powinien być ostatecznie i stanowczo zduszony; teraz pora jest odpowiednia, aby z nim skończyć…” (reszta tu: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli)

„…Ojciec już przewidywał, do czego doprowadzi ten obłęd. Zgadzała się z nim co do tego i matka, która choć bardzo egzaltowana i religijnie i patriotycznie, z powodu stanu swego zdrowia wiodła skoncentrowane w sobie życie i skłonna była do zastanawiania się nad rzeczami; toteż gdy ojciec stanowczo zadecydował, że ani on, ani nikt z rodziny w tych dziecinnych i niebezpiecznych wybrykach manifestacyjnych udziału nie weźmie – matka bez protestu poddała się w tak ważnej materii pod decyzję głowy rodziny i była bodaj jedyną damą, która do końca żałoby nie nosiła; tak samo sobie jak i swoim trojgu dzieciom zawsze nakładała jakąś kolorową ozdobę. To naturalnie nie miało odwrócić żadnej z przykrości i strat, których później, jak dalej opowiem, było nam sądzone doznać od rządu moskiewskiego wówczas, kiedy niemało ówczesnych manifestantów i manifestantek, podpalaczy umysłów, jakoś się szczęśliwie wykręciło.

Dużo, dużo rzeczy różni mnie od poglądów i metod działania p. Romana Dmowskiego; a jednak serdecznie bym go uścisnął za to, że w ostatniej swojej książce „Jako odbudowano Polskę” miał pierwszy bodaj z naszych koryfeuszów politycznych szczerość i odwagę wypowiedzieć to zdanie, że wszystkie nasze powstania, wybuchłe nie w porę, powinny być uważane ze względu na ich prowodyrów nie za zasługę, lecz za ciężkie względem ojczyzny winy. Jak powiadał później wymowny Paderewski w Wilnie, nie wolno chodzić z pochodnią koło strzechy rodzinnej; kto to czyni i strzechę zapala, choćby się sam boleśnie oparzył, nie jest bohaterem, lecz karygodnym wichrzycielem.

Znałem i wówczas i później osobiście licznych uczestników awantury 1863 r., nie z grona konspiratorów i ludzi chętnie łowiących ryby w mętnej wodzie, bo nic nie mają do stracenia, a spodziewają się wyskoczyć na ojców ojczyzny, lecz z grona tych „bene nati et possessionati”, którzy nie mogli nie paść pierwszymi ofiarami tego szaleństwa 1863 r.

Ani jednego nie pamiętam, który by twierdził, że w tych latach miał najmniejszą, najbardziej oddaloną nadzieję powodzenia tej imprezy, do której się zaprzągł. Owszem, wszyscy bez wyjątku na dowód swej przezorności chwalili się tym, że przewidywali, iż ta impreza (choć nie w takich olbrzymich rozmiarach, jak się to zdarzyło) skończy się klęską. Jeden z głównych organizatorów całego ruchu na Litwie – Gieysztor w swoich Pamiętnikach wyraźnie to przyznaje; więc po co leźli i dlaczego?…” (coryllus – Kolejny fragment wspomnień Hipolita)

polecam wykład: Czy Polacy są narodem rewolucjonistów? (dr Jan Przybył) i to: Czy Grzegorz Braun umniejsza historię, negując polskie skłonności samobójcze?

„…Karki jak dęby, serca – dzwony,
W umysłach prawda, jak łza, czysta:
Nie bacząc na rachunek słony
Grzmimy, jak jeden wielki wystrzał.
Szubrawcy drżą, padają trony,
Jutrzenka nam się jawi mglista;
Przed lustrem ćwiczy już ukłony
Ten, który bunt nasz wykorzysta…”

(Jacek Kaczmarski: „Weterani”)

I tak co roku w styczniu (w listopadzie itd) obchodzimy z dumą tamte chwalebne dni martyrologii, poddając się bez refleksji poprawnej politycznie zadumie nad poświęceniem i ofiarnością przodków, choć dziś już wiemy że z podpuszczenia i dla obcych interesów przeznaczone były. Lubimy słuchać o tym jaki to wielki i pozytywny wpływ miała „narodowowyzwoleńcza” walka na późniejsze (łącznie z dzisiejszymi) pokolenia Polaków, i że wszyscy jesteśmy (powinniśmy) być dumni z tradycji niepodległościowej, bo gdyby jej nie było to nie bylibyśmy tym narodem jakim jesteśmy dziś a być może nie odzyskalibyśmy niepodległości. Pomijając wszystkie te okrągłe i oklepane zwroty że „powinniśmy” i „musimy”, oraz dywagacje and tym jakim to obecnie narodem jesteśmy (tu każdy w zależności od punktu siedzenia ma różne wizje), jest to dla mnie twierdzenie bałamutne, bo nie wiemy co by było gdyby. Wiemy natomiast jakie były straty, i w jaki sposób rzutowały one (oraz nadal rzutują) na przyszłość Polski.

Najbardziej bolesną dla narodu konsekwencją wszystkich zrywów było wymordowanie i ograbienie  jego elit. Potencjał intelektualny, gospodarczy i energia z jaką ci ludzie funkcjonowali w społeczeństwie – to wszystko zostało stracone bezpowrotnie. A co konkretnie o tym opowiada coryllus w jednej ze swoich książek:

“(…) Była to organizacja hermetyczna, niedostępna dla innych, obcych. Nie można było tak po prostu zostać polskim ziemianinem. Różni próbowali, ale to się udawało dopiero w trzecim pokoleniu. Była to organizacja hierarchiczna, ale oparta na hierarchiach bardzo szczególnego rodzaju – nie dość, że każdy dwór miał swoją, to jeszcze była ona dziedziczna i w krytycznych momentach okazywało się, że rola kobiet w tej hierarchii jest tak samo ważna jak rola mężczyzn, a czasami ważniejsza. Ziemianie polscy mogli w każdej chwili używać języka obcego niezrozumiałego dla innych. Przeważnie był to francuski, rzadziej angielski. Czynił ów fakt z ziemiaństwa organizacje półtajną, nieprzenikalną dla agentów wszystkich trzech władców ani dla innych agentów. Ziemiaństwo było organizacją zróżnicowaną pod względem majątkowym, ale mająca – nawet przy różnicach poglądów i nienawiści wzajemnej – kilka ważnych punktów jednoczących całość bez względu na majątek – wiarę katolicką i wiarę w odzyskanie niepodległości. Ziemianie czerpali zyski z dziedziczonej przez siebie ziemi, a także co szalenie ważne, mieli własne banki oraz duży kredyt w bankach obcych. Ziemianie kształcili się przy tym w bardzo elitarnych, niedostępnych dla innych zawodach, do tego piastowali funkcje publiczne do premiera rządu włącznie, w strukturach państw zaborczych. Inaczej mówiąc – mieli sporą dynamikę i to oni penetrowali inne organizacje, a nie na odwrót. W każdym dworze i w każdym pałacu znajdowała się spora biblioteka – w niewielkich w sumie Kałużycach, gdzie gospodarował brat Melchiora Wańkowicza, liczyła ona trzy tysiące tomów. Prócz tego ważnego narzędzia w dworach znajdowały się także inne równie ważne narzędzia – w każdym było co najmniej kilkanaście sztuk broni palnej i kilkadziesiąt sztuk broni białej. W każdym mieszkało przynajmniej kilkunastu mężczyzn, którzy potrafili się tym sprzętem posługiwać z wprawą zawodowych wojskowych.
Wszystko to czyniło z ziemiaństwa polskiego organizacje groźną i niebezpieczną. Organizację, którą należało zniszczyć za wszelką cenę, żeby móc przeprowadzać w Europie Środkowej swoje plany polityczne. Musimy sobie uzmysłowić jedno – jeśli z naszych myśli wyrzucimy całkowicie fałszywe pojecie osi czasu, to znikną także takie pojęcia jak staroświeckość i nowoczesność. W ich miejsce zaś pojawią się inne pojęcia – skuteczność i nieskuteczność. Czy ziemiaństwo polskie było organizacją skuteczną? Bardzo. (…)
Przejdźmy teraz do wad polskiego ziemiaństwa. W przeciwieństwie do ziemiaństwa niemieckiego czy nawet węgierskiego, ziemiaństwo polskie było organizacją aspiracyjną. Ziemianom imponował Paryż, Londyn i inne stolice oraz bady, całkowicie przespali oni moment kiedy załamała się legimistyczna jedność posiadaczy na kontynencie, a przespali go przez to, że wierzyli w niepodległości i byli gotowi do ustępstw na rzecz chłopów. Nigdzie tego nie było, by w imię jakiejś idei posiadacz chciał się dzielić majątkiem z biedakiem. W Polsce były takie przypadki, a ich podstawą była wiara w niepodległość i przyszłą siłę zjednoczonej Polski wszystkich stanów. Była to mrzonka. Ziemiaństwo było organizacją statyczną, która by przetrwać, musiała bronić swojego stanu posiadania za wszelką cenę. Niepodległość zaś odzyskano w wyniku wojny, która stan posiadania uszczuplała, a w dodatku odzyskano ją w oparciu o socjalizm, który w ogóle nie zakładał, że istnieje coś takiego jak ziemiaństwo. W głupiej wierze w fałszywą ideę, którą Piłsudski wziął jak swoją, bo mu chwilowo pasowała, zniszczono jedyną polską hermetyczną organizację, która była gwarantem utrzymania tradycji i polskości na olbrzymich obszarach Europy. Nie mógł tego zrobić ani nowo mianowany urzędnik na nędznej pensji, ani chłop, ani żołnierz mieszkający w koszarach. (…)
Miast hermetycznej, silnej, opartej o tradycję, własność, broń i hierarchię organizacji dostaliśmy oszukany kredyt, głupich urzędników z aspiracjami, tak zwane masy robotnicze i moderujących ich ruchy działaczy, którzy byli na żołdzie państw obcych, czyli wszystko to, co tak kochają socjaliści i fantaści, a co stanowi o słabości państwa, prowadzi do jego zguby i autentycznej likwidacji…” (G. Maciejewski o ziemiaństwie polskim w „Baśń jak niedźwiedź”)

 podobne: Wacława Sobieskiego „Pańska buta” do „Rokoszu” Jacka Kaczmarskiego. Szlachta (nie) pracuje!

Spójrzmy z perspektywy tej sprawnej i elitarnej machiny jakim były szlachta – ziemiaństwo na to kim obecnie jesteśmy, a być może inaczej zaczniemy oceniać naszą rzeczywistość i to co się obecnie w Polsce (oraz wokół niej) dzieje. Czy rzeczywiści jesteśmy narodem mądrzejszym, który wyciąga lekcje z historii? Jak się mają osiągnięcia tego naszego „ćwierćwiecza wolności” (nazywanego przez niektórych złotym wiekiem), do osiągnięć IRP. Czy możemy się dziś nazywać wolnymi ludźmi tylko dlatego że nie jesteśmy przywiązani do ziemi (z pominięciem kredytów), oraz dlatego że możemy myśleć i mówić co chcemy (zwłaszcza jeśli w większości mówimy tak jak zostaliśmy wyedukowani)? Czy naprawdę jako ludzie/obywatele jesteśmy wolni zważywszy na strukturę własności, gdzie o dostępie do cywilizacyjnych osiągnięć decyduje oligopol państwowo-korporacyjny, korzystający ze stopniowego ograniczania siły nabywczej gospodarstw domowych? Jak się mają nasze prawa i ich przestrzeganie – zwłaszcza w konfrontacji państwo/korporacja – obywatel? Co z bezpieczeństwem i niepodległością biorąc pod uwagę naszą rzeczywistą pozycję na arenie międzynarodowej – uzależnienia od obcej woli i siły? (Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej)… Czy my dziś w ogóle posiadamy jakieś elity, wokół których można się gromadzić w przekonaniu że są one w stanie kompetentnie rządzić państwem, oraz reprezentują nasz interes?

Taki np. hetman Czarniecki mógł zebrać siłę zdolną ocalić kraj tylko dlatego, że istniała w tamtym czasie dostateczna liczba ludzi, która identyfikowała się z owym krajem i miała interes w jego obronie. Tym interesem był PRYWATNY majątek, prawa i wolności, gwarantowane obywatelom przez ówczesną władzę… Dziś nikt takiej grupy nie zmobilizuje, bo jej nie ma. Została skutecznie wytrzebiona przez socjalistów i dalej się to niszczenie dokonuje. Programy socjalne nie odbudują tej dumy narodowej i poczucia wspólnoty interesu między obywatelem a administracją państwową. Programy socjalne jako ordynarna i bezczelna łapówka pogłębiają podziały i niechęć do władzy (rabusia), a jedyne co są w stanie kupić to chwilowe zadowolenie tzw. elektoratu (dopóki dziura w budżecie nie imploduje), czyli wspólnoty opartej na zupełnie innego rodzaju interesie – paserce tego co władza ukradła innym.

Próbkę możliwości obecnego państwa mogliśmy obejrzeć przed świętami. Po jednej i drugiej stronie prowokatorzy i spadkobiercy zdobyczy rewolucji – budżetu, etatyzmu i socjalizmu, walczący między sobą o doraźny interes partyjny (jak największy udział w budżecie). Za nimi zaś w kolejności dziobania kamaryle na etatach, tuby propagandowe, oraz stada rozhisteryzowanych poddanych/wyznawców (którym z budżetu skapuje) i pożytecznych idiotów (którzy nic z tego nie mają poza dziką satysfakcją), wzywanych na barykady do obrony „demokracji” (która spina ideologicznie całe to towarzystwo), kiedy tylko któraś ze stron czuje się „oszukana” przy podziale łupów – zdobyczy rewolucji.

Spora część obywateli (jak pokazuje frekwencja wyborcza), nie identyfikuje się jednak z państwem i władzą. Więc w przypadku konfliktów politycznych stoi co najwyżej z boku. Śmiem twierdzić że w przypadku poważnego zewnętrznego zagrożenia, ta grupa nie oddałaby nawet paznokcia za umiłowanych przywódców, którzy nie potrafią stworzyć warunków do bogacenia się i posiadania w tym kraju czegoś więcej jak kredytu, za to wybitnie przyczyniła się do masowej emigracji za granicę. Nowa szlachta gołota, tj. uraczeni pińcetplusem i innymi „darmochami” też palcem nie kiwnie dla swoich „dobrodziejów”. Ich lojalność opiera się wyłącznie na wyciąganiu ręki po „pomoc od państwa” (na którą zrzucają się inni). Śmiem twierdzić że spora część obywateli powitałaby albo oczekuje na nową siłę (choćby obcą) bo ma po dziurki w nosie obecnej jak i przeszłej władzy, która tylko żeruje i sieje zamęt. W tym narodzie duch umiera a coroczne marsze z chorągiewkami i piosenkami z okazji takich czy innych „powstań”, tudzież „dnia niepodległości” (których sens mało kogo interesuje, a jeśli już to wyłącznie jako wydarzenie rozrywkowe) nie buduje jedności, ani nikomu nie przysparza realnych korzyści z bycia Polakiem… (Odys)

podobne: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka.

„…Ktoś powie, że nie było innego wyjścia. To prawda, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie. Państwo bowiem powojenne było jedynie protektoratem, a także powstało dzięki temu, że udało się mu zniszczyć naturalną strukturę społeczną kraju. I jeszcze raz powtórzmy – winą za to obarczyć należy socjalistów. Dlaczego ich? Ponieważ oglądając świat przez pożyczone, różowe okulary, realizowali nie swój program dewastując wszystko wokoło i przyczyniając się w ten sposób do uzależnienia dużych grup ludzi od sił obcych. Robotnik nie wyzwoli się z przymusu pracy dzięki socjalistom, on może co najwyżej stać się targetem sprzedażowym dla konsorcjów, które muszą zapewnić sobie płynność na rynku akcji dystrybuując różne produkty wśród mas. Pieniądze, które się robotnikowi powierza w ramach polepszania jego losu, nie są jego własnością, ale są mu jedynie powierzane na bardzo konkretny cel. W czasach dzikiego kapitalizmu rodziny robotnicze wynagradzane były w naszych okolicach srebrem. Dziś dostają papier, którego starcza w sam raz na zakupy w Biedronce. Na wszystkie inne dobra, przyziemne w istocie, które nazywane są przez socjalistów luksusowymi, musi pożyczać w banku stając się tym samym własnością tego banku. Tak to wygląda. Socjaliści uwielbiali posługiwać się takimi metaforami – robotnik jest niewolnikiem kapitalisty, chłop zaś pana feudalnego. No tak, ale nawet jeśli w to uwierzymy, okaże się, że wtedy przynajmniej ludzie ci znali swojego pana i wiedzieli na co go stać. Dziś nie mają pojęcia kto nim jest. I nie dowiedzą się tego nigdy…” (coryllus – Siła polskich rodzin)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców

„Był Kraj, co wieki cierpień znał,
Pieśń pismem blizn pisaną śpiewał,
A ziemia żyzna mierzwą ciał
Rodziła myśli jako drzewa.
Aż powiał nad nią twardy wiatr
I posiał w glebę plon zatruty.
Wymarłym wielkim drzewom w ślad
Skarlałe rodzą się kikuty.

Kto chce – niech zowie borem – sad
Przyciętych drzewek na rozstaju.
Nie zmieni tym najprostszej z prawd:
Nie ma już – drodzy – tego kraju.
Jest tylko wiatr, bezwzględny wiatr,
Co nagle w środku nocy budzi
I, jak spod ziemi – puszcza w świat
Zupełnie odmienionych ludzi.

Był sobie kraj, był sobie kraj…”

(Jacek Kaczmarski: „Bajka”)

Wynarodowienie, wywłaszczenie i pozbawienie Polski kręgosłupa gospodarczo militarnego jakim była szlachta i ziemiaństwo – oto efekt powstań. Należy pamiętać po katolicku tych którzy w szczerej wierze oddawali to co mieli najlepszego za Polskę, ale przede wszystkim należy pamiętać o tym jakie były i do dziś są tego konsekwencje. Nie dla zadumy i krokodylich łez nasi przodkowie poświęcali swoje życie, ale żebyśmy nie musieli iść w ich ślady. Żebyśmy zdali sobie sprawę i dobrze zapamiętali jak się kończy fałszywe pojmowanie wolności i odpowiedzialności, oraz że to wszystko jest niemożliwe do osiągnięcia bez własności i niezależności – również a może przede wszystkim duchowej.

Dziś my, rozbrojeni przez socjalistów posiadacze długów, zatrudnieni na etatach u obcych możemy co najwyżej zagłosować w plebiscycie na kolejnych socjaluchów, którzy dbają o to żeby tamta tradycja i siła nie wróciła i nie wybiła się na niepodległość. Dlatego zamiast silnej i niezależnej klasy średniej – prawdziwej szlachty, Pan Morawiecki buduje (na kredyt) nową klasę średnią – szlachtę gołotę spod znaku PanDa! po to żeby za jakiś czas Pan Prezes i spółka wygrali dla siebie i swoich dworów kolejne wybory uprawiające do żerowania na „mniej wartościowym narodzie tubylczym” aż do jego całkowitej bezwolności… (Odys)

„…po 1830 r., i do 1870 r., ogół narodu francuskiego, odważnego i ceniącego odwagę, której wówczas u Polaków nie brakło, odczuwał do nich przeważnie litościwą, lecz szczerą sympatię jako do walecznych półgłówków. Komuna położyła temu koniec. Wykształceni Francuzi pod wrażeniem niedawnej depeszy dziękczynnej Wilhelma I do Aleksandra II: „Waszej Mości po Bogu Niemcy zawdzięczają swoje zwycięstwo” za wstrzymanie na początku wojny Austrii od zbrojnej interwencji, wiedzieli, że zawdzięczają ten „cios sztyletem w plecy” właśnie swoim platonicznym sympatiom do Polski, i to mniej notom dyplomatycznym z 1863 r., jak osobiście obraźliwym incydentom 1867 r. Jadąc do Paryża, Aleksander II jakby dla przygotowania terenu podpisał w Wierzbołowie dość skromną amnestię dla winowajców 1863 – został przyjęty w Paryżu słynnym „Vive la Pologne, Monsieur” adwokata Ch. Floquet, spudłowanym wystrzałem Berezowskiego i przyznaniem ostatniemu przez paryski Sąd przysięgłych okoliczności łagodzących, aby jego, cesarza, pozbawić możności wyproszenia u Napoleona III złagodzenia kary1. A już mówiłem, że Aleksander II był chorobliwie mściwy. – Dla „Francuzów z ulicy” Polacy z ich „generałem” Dąbrowskim (jedyny z generałów komuny, który nie okazał się błaznem, szukał i znalazł waleczną śmierć) zostali wówczas sprzymierzeńcami zdrajców ich ojczyzny. Odtąd patrzano na nich jak na niebezpiecznych warchołów, nadużywających gościnności; dopiero w 20 lat później, z wybuchem długiej rusofilskiej manii, i aż do rewolucji rosyjskiej zaczęto nas uważać głównie za nudziarzy, którzy przeszkadzają nowemu romansowi z przepotężną niby kochanicą; a gdy w Brześciu Litewskim kochanica okazała się do niczego niezdatną nierządnicą, zostaliśmy znowu wyniesieni na godność mopsa, który może w danym razie chwycić za łydkę niemieckiego wilkołaka…” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski. Fragment wspomnień)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Z. Noskowski – Kolęda, Robert Pożarski, Camerata Vistula, 2003

W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze)


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

USA: FBI opublikowała nowy raport oskarżający Rosję o ingerencję w amerykańskie wybory

PAP – Świat, 30 Gru 2016, 6:41,  Waszyngton (PAP/Reuters/AP) – Federalne Biuro Śledcze (FBI) i Departament Bezpieczeństwa Krajowego opublikowały w czwartek pierwszy dokładny raport bezpośrednio oskarżający hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w proces ostatnich wyborów w USA.

Raport, liczący 13 stron, zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania rosyjskich hakerów z włamaniami do serwerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej.

Według raportu rosyjska FSB zaczęła w połowie 2015 r. m. in. wysyłać złośliwe kody komputerowe i linki do ponad 1000 odbiorców w USA, w tym do Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, instytucji i agend federalnych. W raporcie podano przykłady takich kodów i linków.

Krajowy Komitet Partii Demokratycznej miał być ponownie infiltrowany na początku br. przez rosyjski wywiad wojskowy GRU.

Administracja prezydenta Baracka Obamy już 7 października oskarżyła Rosję o ataki hakerskie mające na celu wpływ na proces wyborów prezydenckich w USA, ale raport FBI jest pierwszym oficjalnym dokumentem zawierającym szczegółową analizę techniczną i konkretne dane. Jest to też pierwsze oficjalne potwierdzenie FBI tych zarzutów.

Raport opublikowano tego samego dnia, w którym prezydent Obama ogłosił sankcje wobec Rosji, w tym wydalenie z USA 35 rosyjskich dyplomatów.

Strona rosyjska, która zdecydowanie odrzucała te oskarżenia, potępiła sankcje i zapowiedziała „udzielenie adekwatnej odpowiedzi”. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa napisała na swoim profilu na Facebooku, że reakcji Moskwy należy spodziewać się w piątek.

Według amerykańskich agencji wywiadowczych, rosyjscy hakerzy wykradli tysiące maili z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej a następnie dostarczyli je demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks, by skompromitować demokratyczną kandydatkę do prezydentury Hillary Clinton i pomóc w ten sposób Donaldowi Trumpowi wygrać wybory prezydenckie. (PAP) jm/ 

źródło: stooq.pl

„FT”: według Trumpa „zero dowodów” na wpływ Rosji na wybory w USA

PAP – Świat, 2 Sty 2017, 20:57, Waszyngton (PAP/Media) – Prezydent elekt Donald Trump uważa, że istnieje „zero dowodów” na to, iż Moskwa ingerowała w wybory w USA i wpłynęła na ich wynik – oświadczył w poniedziałek rzecznik Trumpa Sean Spicer, cytowany przez „Financial Times”.

Prezydent elekt nie chce „wyciągać pochopnych wniosków” z raportu FBI na temat rosyjskich hakerów, którzy ingerowali w proces wyborczy – powiedział Spicer, odnosząc się do opublikowanego w zeszłym tygodniu dokładnego raportu Federalnego Biura Śledczego (FBI) i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.

Spicer podważył ustalenia tego raportu, nazywając go „13-stronicowym podręcznikiem na temat poprawy podstawowego bezpieczeństwa Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej”, której serwery zostały zaatakowane.

Raport bezpośrednio oskarża hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w wybory. Liczący 13 stron dokument zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania hakerów z włamaniami do serwerów Demokratów.

„FT” przypomina, że informacje o działaniach Rosji wzburzyły Kongresmenów niezależnie od afiliacji politycznej, co „wróży trudne początki dla administracji Trumpa, gdy będzie starała się wykorzystać fakt, iż Republikanie przejęli (po wyborach) kontrolę zarówno nad Senatem jak i Izbą Reprezentantów”.

Wcześniej w poniedziałek kongresmen Adam Schiff, członek Komisji Wywiadu Izby Reprezentantów zarzucił Trumpowi, że jako jedyny wydaje się kwestionować informacje zawarte w dokumencie FBI.

Wpływowi Republikanie, jak senatorzy John McCain i Lindsey Graham, którzy od tygodni apelują o powołanie międzypartyjnej komisji Kongresu, która zbada tę sprawę, zapowiedzieli, że będą – jak powiedział McCain – „mocno naciskać na naszych kolegów (w Kongresie USA – PAP), by przyjęli bardziej znaczące i ostrzejsze sankcje przeciwko Rosji z powodu jej ataków na Stany Zjednoczone”.

Trump w ubiegłym tygodniu ogłosił, że nadszedł czas, by zająć się czymś innym, niż kwestie związane z cybernetyczną interwencją Rosjan, lecz w poniedziałek zmienił stanowisko, a jego zespół zasugerował, że prezydent elekt podejmie w tej sprawie decyzję, gdy zapozna się z większą ilością materiałów dowodowych.

„FT” przypomina, że przed opublikowaniem raportu FBI 17 amerykańskich agencji wywiadowczych uznało, że za atakami hakerów stała Rosja.

W czwartek Stany Zjednoczone ogłosiły nałożenie sankcji na Rosję w reakcji na hakerskie ataki, które służyły ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie; 35 rosyjskich dyplomatów zostało wydalonych z USA. (PAP) fit/ mal/

źródło: stooq.pl

„…kiedy okazało się, że zwycięstwo Trumpa wywołało w Stanach Zjednoczonych podobne objawy, co wejście do austriackiego rządu Jorga Haidera, doprowadzając do wybuchu niespotykanego wcześniej w Ameryce politycznego zacietrzewienia, niemieckie kierownictwo najwyraźniej się zreflektowało i z początkowego zaskoczenia ochłonęło. Być może odegrała tu decydującą role okoliczność, że zarówno w Europie, jak i w Ameryce, siłą napędową tych protestów i tego zacietrzewienia jest złość i złoto starego żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, który to wszystko finansuje. Będąc w Nowym Jorku słyszałem z wielu stron uporczywą plotkę, jakoby grandziarz obiecał każdemu elektorowi, który 19 grudnia nie odda głosu na Trumpa, 5 milionów dolarów. Nie ma dymu bez ognia; 20 elektorów zapowiedziało, ze nie zagłosuje na Trumpa dopóki CIA nie wyjaśni, czy wybory prezydenckie nie były aby zmanipulowane przez Rosję. Zatrzymajmy się chwilę nad tym dziwacznym żądaniem. Mamy dwie mozliwości: albo Rosja dysponuje w USA agenturą rozbudowana do tego stopnia, że na skinienie Kremla moskiewski faworyt może zostać prezydentem – ale w takim razie CIA, to kupa gówna, skoro dopuściła do takiej sytuacji, więc jej wyjaśnienia nie mają specjalnej wartości, albo – możliwość druga – Rosja żadnej do tego stopnia rozbudowanej agentury w USA nie ma, ale za to amerykańskie społeczeństwo stało się tak podatne na rosyjską propagandę, że Kreml może sobie przebierać w tamtejszych prezydentach, jak w ulęgałkach. I tak źle i tak niedobrze – ale jest jeszcze jedna istotna sprawa – że po raz pierwszy ostatnie słowo w wyborach prezydenckich miałaby amerykańska bezpieka. Pewnie i wcześniej tak bywało, ale nigdy jeszcze nie było takiej ostentacji. W wreszcie ostatnia sprawa – a skąd możemy mieć pewność, że Kreml, albo i finansowy grandziarz nie przekupił funkcjonariuszy CIA, którzy mieliby osądzić autentyczność amerykańskich wyborów prezydenckich? Nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem – mawiali starożytni Rzymianie, a skądinąd wiadomo, że w ostatnich latach (czyżby nadchodziły zapowiadane „dni ostatnie”?), podatnośc funkcjonariuszy publicznych na korupcję raczej wzrosła i to gwałtownie, więc dlaczego niby akurat CIA miałaby być na tę przypadłość szczególnie immunizowana? Warto postawić takie pytanie tym bardziej, że sam widziałem oferty w postaci stawek godzinowych za udział w antytrumpowych demonstracjach. Jeśli nie stał za nimi w charakterze sponsora stary finansowy grandziarz, to ja jestem chińskim mandarynem. ” (Stanisław Michalkiewicz – Ciamajdan, majdanek i majdan)

podobne: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Niezależnie od tego czy ataki hakerskie rzeczywiście miały miejsce, jakich konkretnie strat dokonały, i pomijając zarzuty o bezpośrednim wpływie na niedawne wybory (bo wyciek czyichkolwiek mailów nie jest niczym takim a co najwyżej posłużył politycznemu przeciwnikowi – o co trudno Trumpa winić, niech się wstydzi Clintonowa), można się zastanowić nad sensem „chwalenia się” publicznie i na cały świat przez służby i  administrację państwa o mocarstwowej pozycji jakim jest USA tym, że jakieś inne państwo (w dodatku dużo słabsze) ma realny bezpośredni wpływ na obsadzanie stanowiska najważniej osoby w państwie. Jest to nie tylko głupota co jasny sygnał dla innych potencjalnych wrogów USA o głębokim kryzysie tego państwa, jeśli nie w samej administracji to z całą pewnością w służbach bezpieczeństwa, a jeśliby przyjąć za prawdę że zmanipulowane zostało społeczeństwo to mamy tu do czynienia z inwigilacją na masową skalę i powszechną zdradą… Jednym słowem czy USA to jeszcze USA, czy też może marionetkowe państwo sterowane zdalnie przez Putina? Bo taki właśnie sygnał wysyłają ci zadowoleni z własnej przenikliwości durnie.

Pozostaje pytanie co zamierzają w związku z tym odkryciem zrobić? Co się stanie z wyborcami Trumpa których Putin zahipnotyzował, i co będzie z demokracją jako metodą wyłaniania władz państwa? Idąc tropem oskarżenia o bezpośredni wpływ Rosji na wybory w USA powstaje pytanie – dlaczego wybory nie zostały do tej pory po prostu anulowane? Niedoszły POTUS powinien zostać natychmiast odizolowany i poddany bardzo szczegółowemu przesłuchaniu na okoliczność owych wniosków jakie wysuwają szefowie służb i dotychczasowa administracja… Mało tego! To właśnie ową administrację i jej służby należałoby w pierwszej kolejności zwolnić, zamknąć i ostro przesłuchać jako nieudolnych, tudzież zaprzedanych Putinowi muppetów, bo ta niesłychana zdrada miała miejsce na ich warcie!… Bądź tu mądry… Jak mawiał klasyk „do czego to doszło żeby przez (pastowaną) świnię człowiek (demokrata) protekcji dochodził!” 🙂

Ja jednak uważam że najwyższa już pora aby przegrani pogodzili się z porażką, i nie wystawiali własnego państwa i siebie na taką kompromitację. Paradoksalnie „olewczy” (oficjalnie) stosunek Trumpa do tych zarzutów jest jedynym głosem rozsądku mogącym złagodzić skutki raportu o NIEUDOLNOŚCI amerykańskiej administracji (i służb bezpieczeństwa), o której szczegółach na miejscu władz USA wstydziłbym się w ogóle rozmawiać a co dopiero ujawniać jakieś szczegóły. Zamiast robić z Trumpa ruską matrioszkę zająłbym się poważnie samym faktem cybernetycznych ataków jeśli rzeczywiście do nich doszło… i zrobił coś równie spektakularnego w odwecie (oczywiście po cichu ale tak żeby to dotarło do agresorów)… Tymczasem histeryczna reakcja administracji Obamy i zwolenników Clintonowej na przegraną w prezydenckich wyborach, zaczyna przybierać formę taktyki spalonej ziemi – szKODzenie własnemu krajowi…

Z drugiej strony trudno mi uwierzyć że ogłaszanie tego rodzaju rewelacji świadczące o niekompetencji/słabości amerykańskiej administracji nie ma jakiegoś innego powodu. Jakiegoś drugiego dna które zaprzeczyłoby tej głupocie, ale  póki co nie jestem w stanie zauważyć niczego takiego… oprócz wewnętrznych rozgrywek miedzy nową a starą administracją. Być może kiedy postawione zostaną konkretne zarzuty to Trump będzie miał pretekst żeby przeprowadzić czystki w nieudolnych służbach… (Odys)

podobne: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji.

spy vs spy

spy vs spy

…czy w związku z powyższym USA przegrywają wojnę cybernetyczną?

Szefowie wywiadu: Rosja poważnym cybernetycznym zagrożeniem dla USA

PAP – Świat, 5 Sty 2017, 20:04, Waszyngton (PAP/Media/Reuters/AFP) – Podczas przesłuchania w Senacie USA szefowie służb wywiadowczych, w tym dyrektor wywiadu James Clapper, powiedzieli w czwartek, że Rosja jest poważnym zagrożeniem cybernetycznym dla USA, a jej ingerencja w wybory w USA była agresywna i „wielowymiarowa”.

Komisja sił zbrojnych Senatu rozpoczęła dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA oraz takich zagrożeń cybernetycznych, jakimi były hakerskie ataki Rosji na serwery Partii Demokratycznej i sztabowców kandydatki Demokratów w wyborach Hillary Clinton.

Szef komisji sił zbrojnych, senator John McCain przewodniczył jej czwartkowej sesji. Jak informuje dziennik amerykańskiego Kongresu „The Hill”, przesłuchanie wzbudziło bardzo duże zainteresowanie i senatorzy prowadzili je przy wypełnionej sali.

Przed komisją oprócz Clappera zeznawali admirał Mike Rogers, dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA) i zarazem szef Cyber Command (cyberdowództwa) sił zbrojnych USA oraz wiceminister obrony do spraw wywiadu Marcel Lettre.

Szefowie wywiadu uznali, że Rosja stanowi duże zagrożenie dla „amerykańskiego rządu, armii, dyplomacji, krytycznej infrastruktury oraz handlu” – podaje Reuters.

Moskwa jest szczególnie groźna ze względu na „wysoce zaawansowany ofensywny program cybernetyczny i (…) wyrafinowane możliwości (technologiczne)” – powiedział jeden z wysokiej rangi przedstawicieli amerykańskiego wywiadu.

Jak podaje „The Hill”, szefowie wywiadu poinformowali, że również w czwartek pogłębiony raport na temat ingerencji Rosjan w wybory otrzymał prezydent Barack Obama. Dokument jest ściśle tajny, ale w przyszłym tygodniu pewne jego części zostaną opublikowane.

Clapper wyjaśnił, że w tej sytuacji nie może podać więcej szczegółów na ten temat, ale podkreślił, że będzie zabiegał, aby jak najwięcej informacji zawartych w raporcie zostało udostępnionych opinii publicznej.

Raport ten został przygotowany przede wszystkim przez trzy agencje: CIA, FBI oraz NSA – powiedział Clapper.

Zastrzegł też, że amerykański wywiad nie jest w stanie dociec, czy cybernetyczne ataki Rosjan miały wpływ na wynik wyborów. Dodał też, że z ustaleń wywiadu wynika, iż działania te „miały więcej niż jeden motyw”.

Admirał Rogers i Clapper powiedzieli również, że „tylko najwyższe władze Rosji mogły je zatwierdzić”, a ingerencja nie ograniczała się do ataku na Demokratów.

Tego rodzaju postępowanie „nie zatrzymuje się na Stanach Zjednoczonych” i dochodzi do prób „wpływania na opinię publiczną w Europie i Eurazji”; działania Rosjan mają na celu „podważenie publicznego zaufania do instytucji oraz informacji (w sferze publicznej)” – dodał Clapper.

Dyrektor wywiadu powiedział też, że skala ingerencji Moskwy w ostatnie wybory w USA jest bez precedensu.

„Rosjanie mają długą historię ingerowania w wybory. Swoje własne i innych narodów (…). Sięga ona lat 60., zaczęło się w latach zimnej wojny” – wyjaśnił i podkreślił, że kampania prowadzona przez Rosjan w 2016 roku w USA była szczególnie agresywna.

Republikański senator Lindsey Graham spytał Clappera, czy służby specjalne gotowe są na to, że Trump „rzuci im wyzwanie” podczas piątkowego briefingu wywiadu dla prezydenta elekta. „Sądzę, że tak” – odparł Clapper.

Graham przy sposobności skrytykował administrację Obamy za niewystarczające sankcje nałożone na Moskwę w związku z jej ingerencją w wybory. W ramach retorsji Amerykanie wydalili z kraju 35 rosyjskich dyplomatów.

Clapper wyjaśnił też senatorom, że kampania Rosjan była „wielowymiarowa”, nie ograniczała się do cyberataków i polegała też między innymi na dezinformacji.

Pytany przez senatorów o to, czy można uznać za wiarygodne wypowiedzi Juliana Assange’a, którego portal WikiLeaks ujawnił treść maili wykradzionych przez hakerów, Clapper odpowiedział „Nie w mojej opinii”, a admirał Rogers dodał, że „popiera tę opinię”.

We wtorek wieczorem w rozmowie z Fox News Assange powiedział, że Rosjanie nie są źródłem przekazanych WikiLeaks maili zdobytych po włamaniu przez hakerów do systemu komputerowego Demokratów.

Te i inne wypowiedzi Assange’a Trump zacytował w środę na Twitterze, w kolejnych wpisach podważających ustalenia wywiadu w sprawie cyberataków na serwery Demokratów i ingerowania Rosji w wybory.

W czwartek Trump napisał na Twitterze: „Nieuczciwe media chętnie mówią, że zgadzam się z Julianem Assange’em. Błąd. Po prostu stwierdzam to, co on stwierdza (…) i to ludzie mają wyrobić sobie zdanie, co jest prawdą”.

Dodał też: „Media kłamią, by mnie ukazać jako kogoś, kto jest przeciw +wywiadowi+, podczas gdy ja naprawdę jestem ich fanem!”.

Odnosząc się do tych wpisów Trumpa i komentarza jego rzecznika Seana Spicera, który nazwał stanowisko swego szefa „zdrowym sceptycyzmem”, Clapper powiedział: „Istnieje różnica między sceptycyzmem a dezawuowaniem (wywiadu)”.

W środę wieczorem „Wall Street Journal” podał, że prezydent elekt przymierza się do uszczuplenia Urzędu Dyrektora Bezpieczeństwa Narodowego oraz personelu CIA w Waszyngtonie.

Spicer zdementował te informacje; „nie ma cienia prawdy w (informacji) o planach restrukturyzacji społeczności wywiadu” – powiedział dziennikarzom. (PAP) fit/ ro/

źródło: stooq.pl

„…Gazeta Kommiersant podaje, że nie tylko Rosja oskarżana przez USA o cyberataki posiada jednostki wojskowe działające w cyberprzestrzeni. Znajduje się jednak w pierwszej piątce krajów, które stworzyły cyberwojska.

Specjalistyczne jednostki zajmujące się cyberbezpieczeństwem w celach militarnych albo wywiadowczych istnieją według gazety w Rosji, USA, Chinach, Wielkiej Brytanii i Korei Północnej. Jednostki te w coraz większym stopniu wykorzystują narzędzia do walki informacyjnej, czego przykładem mogły być rosyjskie działania w okresie kampanii wyborczej w USA stwierdzone przez amerykańskie służby.

Z ustaleń Zecurion Analytics wynika, że formalnie jednostki cyberwojska posiada kilkadziesiąt państw, a nieformalnie ponad sto z nich. Najwięcej na tego typu podmioty wydają Stany Zjednoczone (7 mld dolarów rocznie), którzy zatrudniają w tym celu około 9 tysięcy ludzi. Rosja posiada około tysiąca specjalistów pracujących w cyberwojsku, którzy kosztują rocznie około 300 mln dolarów.

Wnioski Zecuriona kwestionują niektórzy analitycy, którzy twierdzą, że trudno potwierdzić liczby przedstawione przez ośrodek. Mimo to publikuje on zestawienie wydatków i ilości etatów w największych jednostkach cyberwojska na świecie…” (Wojciech Jakóbik – Cyberwojska krajów świata ruszają na front)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”? i to: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”.

…a teraz coś z zupełnie innej teczki

Nowy Kongres USA chce obalić Obamacare

PAP – Świat, 3 Sty 2017, 19:55, Nowy Jork (PAP) – Nowo wybrany Kongres USA zdominowany przez Republikanów zapowiada obalenie systemu ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare oraz innych inicjatyw podjętych przez odchodzącego prezydenta. Demokraci podejmują kampanię, żeby temu zapobiec.

We wtorek na waszyngtońskim Kapitolu nastąpi zaprzysiężenie członków 115. Kongresu. Kiedy 20 stycznia Donald Trump obejmie swój urząd, po raz pierwszy od dekady Republikanie kontrolować będą obie izby Kongresu, jak i Biały Dom. Ułatwi im to forsowanie własnej polityki.

Podstawowym obiektem ataku Partii Republikańskiej (GOP) jest reforma opieki zdrowotnej wprowadzona przez Baracka Obamę. Od początku uznawali ją za jedną z przyczyn słabego tempa uzdrawiania gospodarki po kryzysie.

Trump wzywał we wtorek na Twitterze do gruntownej reorganizacji systemu. „Obamacare po prostu nie działa, jest zbyt droga, jest to marna opieka zdrowotna” – argumentował prezydent elekt.

Amerykańskie media podkreślają, że rezygnacja z Obamacare nie będzie prosta. Według szacunków dzięki nowym przepisom, a także rozszerzeniu systemu Medicaid (dla ubogich) 20 milionów ludzi zyskało dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych. Ponadto uznaniem cieszy się fakt, że firmy ubezpieczeniowe nie mogą podobnie jak dawniej odmawiać usług osobom, które już wcześniej nabawiły się poważnych schorzeń.

W środę Obama ma się udać z wizytą na Kapitol, co rzadko się zdarza. Pragnie tam omówić z Demokratami plany, w jaki sposób zachować reformę służby zdrowia. Wiceprezydent elekt Mike Pence spotka się w tym samym dniu z Republikanami.

„Mamy wiele rzeczy do zrobienia i wiele do wycofania” – pisał lider większość republikańskiej w Izbie Reprezentantów Kevin McCarthy w liście do kongresmanów GOP.

Celem Republikanów jest m.in. okrojenie budżetu federalnego i biurokracji w Waszyngtonie. Przymierzają się m.in. do rewizji popularnych systemów świadczeń społecznych, jak zasiłki emerytalne Social Security oraz ubezpieczenia zdrowotne Medicare, z których korzystają seniorzy.

Według przewidywań agenda GOP obejmować będzie też reformę systemu podatkowego, przepisów dotyczących środowiska naturalnego oraz zaniechanie regulacji finansowych podjętych w odpowiedzi na kryzys z 2008 roku. Republikanie uważają je za zbyt uciążliwe dla przedsiębiorstw.

Oczekuje się także zmiany podejścia do ONZ po rezolucji Rady Bezpieczeństwa potępiającej budowę osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu Jordanu i we Wschodniej Jerozolimie. USA umożliwiły przeforsowanie jej w Radzie Bezpieczeństwa, wstrzymując się od głosu. Pojawiają się apele, by „odwrócić szkody wyrządzone przez administrację Obamy i odbudować sojusz z Izraelem”.

Przeobrażeniom może ulec polityka wobec Rosji. Obama zaostrzył ostatnio sankcje pod zarzutem ataków hakerskich. Ekipa Trumpa twierdzi, że na udział Rosji brak rozstrzygających dowodów.

Krytykując Obamacare, Republikanie nie mają alternatywnego planu. Dlatego według Demokratów przywódcy GOP rozważają zwłokę, by zyskać na czasie i zastanowić się, co będzie dalej.

„Rzucając gromy nie pokazali nic, co wskazywałoby, że wiedzą, co z tym zrobić” – twierdziła przewodnicząca mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi. Strategię rywali polegającą na obaleniu Obamacare i zwłoce w jej zastąpieniu nazwała „aktem tchórzostwa”.

Także zdaniem Lanhee Chena, byłego czołowego doradcy republikańskiego kandydata na prezydenta Mitta Romneya, uchylenie Obamacare, jeśli się nie ma planu, aby ją szybko zastąpić, byłoby błędem GOP.

Według amerykańskich mediów Demokraci podejmą kroki, by zablokować plany Republikanów, odwołując się do opinii publicznej. Jak zapewniał we wtorek przywódca mniejszości demokratycznej w Senacie Charles Schumer, jego partia będzie patrzeć na ręce prezydenta i Republikanów w Kongresie.

„Będziemy w grupie, która postara się upewnić, czy prezydent elekt wywiązuje się ze swoich zobowiązań, żeby Amerykę uczynić naprawdę wspaniałą w najlepszym tego słowa znaczeniu” – mówił Schumer.

Aby bronić swej polityki, demokratyczna mniejszość może się w Senacie uciec do obstrukcji parlamentarnej. Ma to jednak swoje ograniczenia. Nie brak ostrzeżeń, że spośród 23 senatorów, którzy będą się ubiegać o reelekcję w 2018 roku, dziesięciu pochodzi ze stanów, w których elektorat głosował na Trumpa. Mogą oni wyłamać się z szeregów swej partii i poprzeć politykę GOP.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ mc/

źródło: stooq.pl

podobne: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Izrael planuje zawłaszczenie palestyńskiej ziemi

…najlepszy przykład na to jak (nie)działa Obamacare jest poniższa informacja…

USA – Rośnie przepaść między bogatymi i biednymi

PAP – Biznes, 1 Sty 2017, 8:41, Nowy Jork (PAP) – W USA pogłębia się przepaść między nieliczną grupą bogatych a połową ludności sytuującą się na przeciwnym biegunie. Obecnie 1 proc. Amerykanów zarabia średnio 1,3 mln dolarów rocznie.

Omawiając badania ekonomistów Thomasa Piketty’ego, Emmanuela Saeza i Gabriela Zucmana, telewizja CNN w programie Money nazywa najbardziej zamożnych maszynkami do robienia pieniędzy. Zarabiają oni teraz trzy razy więcej niż w latach 80., gdy ich dochody wynosiły średnio 428 tys. dolarów.

Jednocześnie 50 proc. populacji USA w latach 80. miała średnie dochody brutto wynoszące ok. 16 tys. dolarów rocznie; trzy dekady później, uwzględniając inflację, niewiele się zmieniło.

Jak wynika z raportu Equality of Opportunity Project, dla ogromnej większości American Dream (amerykańskie marzenie) staje się nieosiągalnym mitem. 92 proc. osób urodzonych w latach 40. zarabiało więcej niż ich rodzice, ale od tego czasu sytuacja pogarsza się systematycznie. Wśród urodzonych w latach 50. takich osób było jeszcze 79 proc., a wśród millenialsów, urodzonych w latach 80., stanowią tylko połowę.

Coraz większą część dochodów zgarniają zamożni. O ile w latach 70. na 1 proc. najbogatszych przypadało nieco ponad 10 proc. wszystkich dochodów, obecnie jest to ponad 20 proc. Jednocześnie o ile przez większą część lat 70. do połowy mniej zasobnych Amerykanów trafiło ponad 20 proc. dochodu narodowego, teraz jest to tylko 12 proc.

Punkt zwrotny nastąpił ok. 1980 roku. W połowie lat 90. plasujący się na szczycie 1 proc. Amerykanów wyraźnie się bogacił. Dochody połowy populacji na dolnych szczeblach amerykańskiej drabiny gwałtownie spadały.

Piketty, Saez i Zucman zaobserwowali, że z powodu wywołanej kryzysem finansowym recesji w latach 2009-2010 nierówność zmniejszyła się, ponieważ także bogaci doznali strat. Ale od tamtego czasu różnice majątkowe znowu są coraz większe.

Zamożni przezwyciężyli skutki kryzysu znacznie szybciej m.in. dzięki wzrostowi na giełdzie. Także wartość nieruchomości osiągnęła poziom sprzed recesji. Tymczasem płace dolnej części społeczeństwa nie drgnęły.

W 1980 roku 1 proc. najbardziej majętnych Amerykanów zarabiał średnio 27 razy więcej niż 50 proc. na dole, a obecnie jest to 81 razy więcej.

Z Nowego Jorki Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ kar/

źródło: stooq.pl

podobne: Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” a także: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

…a to ci niespodzianka. Tyle lat pompowania pieniędzy w biedotę a biedoty przybywa. Zdaje się że nie taki był cel tego rozdawnictwa żeby zlikwidować klasę średnią i pogłębiać różnice między najbiedniejszymi a najbogatszymi… Tylko pozornie nie taki, bo trudno oczekiwać innych efektów od sprawdzonej metody uszczęśliwiania ludzi poprzez rabunek i redystrybucję tego co się zabiera najbardziej aktywnym i zdolnym pracownikom. Ta metoda od ZAWSZE uderza w najuboższych i odbywa się kosztem klasy średniej w taki sposób że jest ona pozbawiana siły nabywczej przez co nie może konkurować z bogatymi, co z kolei odbija się na biedocie która z swojego poziomu wyrwać się wyżej nie może i jest skazana na korporacyjne monopole i zmowy. Może nasi „fachofcy” z „dobrej zmiany” tak zapatrzeni w USA też powinni przemyśleć swoje rozdawnicze pomysły zamiast wpychać Polaków w odmęty „sanacji” i gierkowszczyny? (Odys)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią.


W październiku ub.r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ustawy o PIT wskazujący wysokość kwoty wolnej od podatku, „w zakresie, w jakim nie przewiduje mechanizmu korygowania kwoty zmniejszającej podatek, gwarantującego co najmniej minimum egzystencji, jest niezgodny z art. 2 i art. 84 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”. TK w sentencji wskazał ponadto, że przepis w zakresie wskazanym w orzeczeniu traci moc obowiązującą z dniem 30 listopada 2016 r…

…ostatnia waloryzacja kwoty wolnej miała miejsce w 2006 r. Tymczasem w prawie podatkowym i innych ustawach przyjmuje się, że jeżeli wskaźnik inflacji rośnie, to wdrażany jest mechanizm waloryzacji.

„Praktycznie rzecz biorąc w ciągu tych 10 lat ceny wzrosły o prawie 18 proc. Mamy więc do czynienia z istniejącą od wielu lat tzw. zimną progresją w PIT. Ponieważ zarówno kwota wolna od opodatkowania, jak i koszty uzyskania przychodów dla pracowników uzyskujących dochody z pracy najemnej w tym czasie nie uległy zmianie, stąd jakakolwiek podwyżka wynagrodzenia, albo podjęcie dodatkowego zatrudnienia może powodować wzrost opodatkowania” – wyjaśniła.

Podkreśliła, że podatnicy liczyli, iż ustawodawca przychyli się zarówno do wyroku TK, jak i obietnic przedwyborczych PiS i zwiększy kwotę wolną…” (całość tu: Eksperci: kwotę wolną od podatku trzeba zwiększyć)

podobne: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).

…jeśli podatnicy naprawdę liczyli na spełnienie owej obietnicy to się przeliczyli. Dla mnie osobiście było wiadome od początku z uwagi na kosztowny program socjalny tej partii który został potwierdzony rekordowo wysokim deficytem finansów publicznych (na kredyt u międzynarodowej lichwy), że nie da się jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka. Rozczarowani powinni wiedzieć że z pustego i Salomon nie naleje. Skończyło się na tym, że posłowie PIS latają jak ze sraczką żeby wybrnąć z tego przed czym postawił ich wyrok TK… (Odys)

„…posłowie Prawa i Sprawiedliwości wnieśli do laski marszałkowskiej projekt zmian w ustawach o podatku dochodowym od osób prywatnych, a także w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Projekt ten przewiduje, że kwota wolna od podatku, pozostanie na niezmienionym poziomie czyli 3 091 zł.
W uzasadnieniu projektu czytamy: „W celu zapewnienia podatnikom konstytucyjnej zasady pewności prawa, a w szczególności zagwarantowania prawa do uwzględnienia kwoty wolnej od podatku zachodzi pilna potrzeba podjęcia inicjatywy ustawodawczej określającej zasady jego obliczania w roku 2016”.
Jak twierdzą posłowie, propozycja zachowania obecnej wysokości kwoty wolnej od podatku, jest związana z tym, że w przyszłym roku nie ma szans by podnieść jej wysokość. Według posłów kwota wolna od podatku zostanie podniesiona w przyszłym roku, gdy zostanie wprowadzona reforma podatkowa.
Przypomnijmy, że w czasie ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej i kampanii do Parlamentu, przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości obiecywali, że kwota wolna od podatku zostanie zwiększona do 8 000 zł.” (Onet)

…wicie rozumicie chodzi o to żebyście nie żyli w niepewności (śmierć i podatki 😉 ) i wiedzieli że jednak coś tam kiedyś dostaniecie… może już w przyszłym roku jak się uda. A uda się jeśli do końca tego roku budżetowego państwo zgarnie z podatków akurat tyle, żeby w przyszłym mieć odpowiednie rezerwy. Chyba że się nie uda, ale do tego czasu wyczyści się TK żeby na drugi raz nie stresował polityków „dobrej zmiany” która od roku pełni funkcję jedynie słusznej wyroczni. Dlatego wie najlepiej komu w pierwszej kolejności należy się przywilej korzystania z owoców ludzkiej pracy. O czym świadczą słowa Pana Morawieckiego, który stwierdził, że dla osób „lepiej zarabiających” w ogóle nie powinno być kwoty wolnej od podatku. To jest dopiero „odwaga” powiedzieć ludziom że nie dostaną swoich pieniędzy bo za dużo zarabiają (czy ktoś im każe?). To z pewnością zmotywuje cały naród do tego żeby ciężej i dłużej pracować na „diety” i ciężki kawałek chleba jakim jest posłowanie, senatorowanie, i ministrowanie naszym „nieszczęśliwym krajem”. Nie dziwmy się więc że tym nieszczęśnikom przysługuje dziesięciokrotnie wyższa kwota wolna od podatku, bo jak powiedział Pan Morawiecki: „Posłowie wykonują bardzo ciężką pracę i od 20 lat nie mieli regulacji wolnej od podatku. Doceńmy ciężką pracę polityków”… (Odys)

Miało być 8 tys. zwolnienia dla wszystkich. Jest 6,6 tys. zł zwolnienia dla najbiedniejszych (słusznie) i figa z makiem dla całej reszty plus grabież najbogatszych. Przy czym „bogaty” to taki co zarabia jakieś 1300 Euro na rękę. Ciekawe co emigranci sądzą o takim poziomie „bogactwa” w Polsce.

Jakby tego było mało, poseł zarabiający 9,9 tys. zł + 2,5 tys. diety + 12 tys. na prowadzenie biura – ma kwotę wolną ustaloną na poziomie 27 tys. złotych

PiS nie wyciągnął żadnych wniosków z arogancji swoich poprzedników. I jak tak dalej pójdzie to nawet słabość opozycji im nie pomoże. Bo oprócz tej opozycji forsowanej przez media, są jeszcze ugrupowania wolnorynkowe, nie sięgające bez przerwy do kieszeni obywateli i rozumiejący, że ludziom przede wszystkim trzeba jak najwięcej pieniędzy zostawić. Bo to są, do cholery, ich pieniądze!” (zelaznalogika – Kwota wolna przelała czarę – Żółta kartka dla PiS)

Ostatecznie skończyło się kompromisowo i dotychczasową kwotę wolną od podatku podwojono… ale w taki sposób żeby nie stracić wianuszka i jeszcze dogodzić komu trzeba 🙂 (Odys)

„…Zaczęło się w piątek, gdy Morawiecki przedstawił koncepcję dotycząca kwoty wolnej od podatku. Co ciekawe banda Sakiewicza przedstawiła tę koncepcję jako spełnienie obietnic wyborczych. Pysznie. Bo i kwota wolna od podatku zostanie podniesiona. Dla wszystkich. Oczywiście jeśli zarabiają mniej niż 11 tys. złotych rocznie. Dla ludzi zarabiających pomiędzy 11 tys., a 85 tys. – czyli dla ok. 95% narodu – pozostałaby bez zmian, a dla tych którzy zarabiają więcej byłaby mniejsza, aż do całkowitego zniknięcia. Myślę, że Zandberg po tej zmianie powinien Morawieckiemu wręczyć honorową legitymację swojej partyjki. A ja w imieniu uciskanej większości napiszę: Mati, idź być banksterem-socjalistą gdzie indziej!

Żeby było jeszcze śmieszniej 30 tys. mieszkańców Warszawy zapłaci podatek od tego, że Hanka umorzyła im mandat za brak biletu lub cześć opłat za czynsz. Ministerstwo Finansów uznało, że „Dłużnik zaoszczędził na wydatku, który musiałby zostać przez niego poniesiony, gdyby nie został mu umorzony dług”, więc otrzymają z ratusza PIT-8C. Kaczafi, ogarnij trochę Matiego, bo skończycie jak AWS…” (DWS24.pl 28 listopada 2016 roku)

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków

…tymczasem czekają nas innego rodzaju podwyżki…

„…I to kilkanaście procent od razu. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przy współpracy z mniej znanymi posłami PiS przygotował podatkową rewolucję. Zamiast PIT, ZUS, składki zdrowotnej i innych miałby być jeden podatek w wysokości 25% pensji. Money.pl wylicza, że pracownik zarabiający netto 3 tys. złotych zarobiłby 3750 zł., a koszt dla pracodawcy nie zmieniłby się. Miałby tez zniknąć CIT, a VAT miałby jedna stawkę w wysokości 16,25%. Pysznie. Tylko, zastanawiam się czy gdybyśmy wszyscy dostali podwyżki nie poszłyby za tym podwyżki towarów i usług.

Aczkolwiek znając Morawieckiego może tę reformę zastosować wyłącznie dla bezrobotnych.

Od 1 stycznia w życie wchodzi nowe prawo wodne. Przy okazji powołano spółkę Wody Polskie, która będzie pilnowała żeby nikt nie ukradł jezior i rzek. Oczywiście nie będą tego robić za darmo. Aby więc sfinansować istnienie tej niezbędnej dla losów wszechświata instytucji wymyślono „podatek podwodny”. W skrócie chodzi o to, że właściciel będzie musiał zapłacić za każdy metr „działki”, który znajduje się pod wodą… Jaśniej? Proszę! Podatek będą płacić np. właściciele mazurskich portów. Co oczywiście spowoduje podniesienie opłat portowych. I w końcu na Mazury przestaną przyjeżdżać biedne-biedaki, których nie stać na wyjazdy na all exclusive i bez sensu pływają zakłócając spokój rybom.

Telewizja Republika z dumą doniosła, że „kwota wolna od podatku będzie podwyższona”. Nie pamiętam gdzie czytałem, że wszystkie media kłamią, a my wybieramy jedynie w które kłamstwo wierzymy.

Oczywiście prezydent podpisał przyjętą ustawę. Wygląda więc na to, że śmiechy z Komorowskiego, który zawetował kilka ustaw były przedwczesne.

Przy okazji Ministerstwo Finansów bierze się za blogerów. Koszty prowadzenia bloga nie są już kosztami prowadzenia działalności gospodarczej. Szałamacha wydał opinię, że są, ale Szałamachy już nie, a wraz z nim przepadła interpretacja. Prawie się cieszę, że zrobiłem sobie z tego tutaj źródła dochodu.

I zastanawiam się co jeszcze da się opodatkować.

Bo, że można zabronić zarabiać pokazuje pomysł Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej, które ma znakomity pomysł. Otóż emeryci mają mieć ograniczone możliwości zarabiania. Do 70& średniej krajowej, potem obcinamy lub zawieszamy emeryturę. Cóż… Obywatelko Rafalski, emerytura tych ludzi to nie jest jałmużna, tylko ułamek tego co przez lata pracy ludzie sobie na nią zapracowali. I należy się tak samo jak stryczek UBkom, flaszka Kwachowi czy honorowe członkowstwo w Partii Razem Morawieckiemu. A to co będą w stanie zarobić ponad to na co odkładali przez kilkadziesiąt lat pracy gówno was interesuje. Bo i tak większość „składek” gdzieś wyparuje…” (DWS24.pl 29 listopada 2016 roku)

podobne: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego”

Jakiś czas temu Pan Wicepremier Morawiecki stwierdził w TVP Info: „Panuje taki mit, że mamy bardzo wysokie podatki. To nieprawda. Nie mamy bardzo wysokich podatków. Podatki i daniny są niskie. Nie powielajmy takich nieprawdziwych schematów, że podatki są wysokie. Wtedy utrwalamy w ludziach takie przekonanie, że państwo jest złe i tylko ściąga haracz”. Wystarczy zatem nie mówić o tym że coś się pali a nic nie spłonie. Prawda że logiczne? Ja uważam jednak że tu chodzi o dżentelmeńską zasadę że nie mówi się w domu wisielca o sznurze 🙂 

To pewnie w ramach tych niskich podatków kolejnym pomysłem rządu po bankowym, od supermarketów, utrzymaniu wysokiego VATu, podwyżce na ZUS i zdrowotne, będzie nowa akcyza za sprowadzane z zagranicy samochody (będą 32 stawki zamiast obecnych 2). Zaś dla wszystkich dumnych posiadaczy tego dobra luksusowego przygotowano wyższe ubezpieczenie OC (niektóre nawet o 100%). Dziwnie teraz brzmią te wszystkie przechwałki polityków, wtórujących im dziennikarzy oraz „niezależnych” publicystów, którzy usprawiedliwiali program „500+” m.in. tym, że wielu biednych będzie w końcu stać na pierwszy w życiu samochód. Nie wspominając o tym jak się ma kupowanie używanych samochodów do nowych dzieci które miały się z tego programu urodzić. Jeśli rzeczywiście taki był obieg tego pieniądza, to ci którzy „zainwestowali” w mobilność nieźle się przejechali, bo nie dość że zwrócą wszystko swoim „dobrodziejom”, to zostaną z kosztami utrzymania „złomu” na kolejne lata. No ale może rząd i na to wymyśli jakiś program wsparcia, np. dopłata do fiata.

Teraz przynajmniej wiadomo dlaczego volkswagen dał się namówić na postawienie w Polsce swojej fabryki (za co jeszcze dostał pomoc publiczną od „naszego” państwa). Chyba że chodzi o to jak wynika z przecieków że na wspomniany program pińcetplus już w grudniu może zabraknąć pół miliarda złotych. W takim wypadku zgadzam się z oberpremierem Morawieckim że mamy w Polsce za niskie podatki, i że głupio to wygląda na tle Europy (gdzie podobno podatki są wyższe). Powinniśmy zatem dogonić choćby w tym wymiarze tę tzw. Europę. Może wtedy młodzi Polacy przestaną takim strumieniem wyciekać za granicę by dorabiać obce gospodarki (i fiskusa) skoro u nas będą mieli zachód, czyli jak twierdzą niektórzy „odpowiedzialna politykę fiskalną” oraz bogaty socjal – bo podobno za tym właśnie a nie za żadną pracą młodzi Polacy wyjeżdżają za granicę. Chociaż ja myślę że jest dokładnie na odwrót, i dlatego też rośnie liczba polskich przedsiębiorców którzy uciekają z rejestracją firm by płacić niższe podatki za granicą (na złość Kaczyńskiemu i rządowi)… Kto wierzy w propagandę że uciekają po to żeby płacić wyższe zasługuje co najwyżej na uśmiech politowania. (Odys)

„…Coraz wyraźniej widać, że jesteśmy świadkami nie tylko politycznego eksperymentu, ale równocześnie pewnego socjalnego projektu polegającego na wymuszeniu zmiany struktury społecznej. Rządowe programy, takie jak 500+, Mieszkanie+ czy darmowe leki dla seniorów w połączeniu z reformą systemu podatkowego poprzez olbrzymi poziom redystrybucji mają zmienić się w narzędzie budowy nowej klasy średniej…

W większości społeczeństw Zachodu zawdzięcza ona swój status i zamożność własnej pracy. Właśnie dlatego zalicza się do niej indywidualnych przedsiębiorców czy osoby pracujące umysłowo. Ze słów Morawieckiego wynika jednak, że nowa klasa średnia będzie czerpać swój status i zamożność z… woli państwa. Inaczej nie można zrozumieć jego deklaracji, że mają tworzyć ją rodziny korzystające z programów 500+ lub Mieszkanie+ (głównie zatem wielodzietne, bo to one przede wszystkim kwalifikują się do programu mieszkaniowego i to one najbardziej korzystają z 500 zł na dziecko).
By realizować tak kosztowne transfery socjalne, trzeba mieć pieniądze. Przedstawiciele rządu zapewniają, że kształt reformy podatkowej dopiero się uciera, ale przecieki wskazują, że budowę nowej klasy średniej sfinansować mieliby ci, którzy do niej należą dziś. PiS zamierza więc sięgnąć głębiej do kieszeni dobrze zarabiających przedsiębiorców, menedżerów i ludzi wolnych zawodów, którzy prowadzą działalność gospodarczą. Mówiący o konieczności budowy polskiego kapitału rząd sygnalizuje zatem plan reformy podatkowej, na której najwięcej stracą właśnie ci, którzy dotychczas budowali polski kapitalizm – mali i średni przedsiębiorcy. Trudno w tej sprawie nie dopatrzeć się celów politycznych. Możliwe, że liderzy PiS uznali, że dotychczasowa klasa średnia nie nadaje się na polityczne zaplecze partii rządzącej. Pracując na swoim, jest niezależna. Nie to, co nowa klasa średnia, której dobrobyt uzależniony będzie od pieniędzy państwa…” (Michał Szułdrzyński)

całość tu: http://www.rp.pl Reforma systemu podatkowego: Klasa średnia z łaski PiS) podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

„…PiS pozostaje przy rządzie już ponad rok. W tym czasie zainicjowało program rozdawnictwa, który – być może – pozwoli mu na wykorzystanie procedur demokratycznych dla utrzymania uchwyconych pozycji. Utrzymująca się w znacznej części opinii publicznej nostalgia za Gierkiem i darmochami sprawia, że te rachuby wcale nie muszą być iluzoryczne. Sprzyjać temu będzie również ujawnianie udziału polityków Platformy Obywatelskiej w rozmaitych aferach. Wydaje się jednak, że nasi sojusznicy, z Naszym Najważniejszym Sojusznikiem na czele, nie są zainteresowani w zlikwidowaniu kohabitacji szlachetności z łajdactwem i dlatego rząd w dalszym ciągu będzie musiał rywalizować o względy Naszego Najważniejszego Sojusznika ze starymi kiejkutami. W rezultacie, przy utrzymaniu procedur demokratycznych, odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez trzy czynniki: kapitalizm kompradorski, postępującą biurokratyzację państwa i niemiecki projekt „Mitteleuropa” z 1915 roku, wydaje się absolutnie niemożliwe. Dlatego rząd, nawet gdyby nie realizował ideału prezesa Kaczyńskiego w postaci przedwojennej sanacji, będzie skazany na utrzymywanie się przy uchwyconych przyczółkach za cenę coraz głębszego zadłużania państwa – co wydaje mi się nawet wykalkulowane przez prezesa Kaczyńskiego, który – jak przypuszczam – też pragnie, by naród tęsknił za nim co najmniej tak samo, jak za Gierkiem. Oczywiście możliwe jest też i to, że wszystko i to już niedługo, rozstrzygnie się w całkiem innych kategoriach, bo przecież zagrożona jest demokracja, a tej – jak wiadomo – trzeba bronić do upadłego tym bardziej, że skoro nawet my, biedni felietoniści, przejrzeliśmy – jak się wydaje – życiową intrygę prezesa, to i stare kiejkuty też. Z pewnością zyskają błogosławieństwo Naszych Sojuszników, a być może również Naszego Najważniejszego Sojusznika dla ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej, przy której swoją pieczeń zamierzają przecież upiec Żydzi…(Stanisław Michalkiewicz – Nie wiem, nie pamiętam, czyli dobra zmiana)

podobne: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka)

Do Izraela też udał się ostatnio polski rząd na tzw. „konsultacje”, czego owocem jest porozumienie w sprawie respektowania praw emerytalnych naszych „starszych braci w wierze”, którzy wyemigrowali swojego czasu z naszego „nieszczęśliwego kraju”. Ciekaw jednak jestem czy najnowsze dziecko populizmu „sprawiedliwości społecznej” czyli tzw. ustawa zwana „dezubekizacyjną” zawiera nazwiska również tych spośród emigrantów, którzy swojego czasu przysłużyli się reżimowi komunistycznemu w okradaniu i mordowaniu Polaków, i czy ich emerytura również zostanie stosownie do zajmowanych w byłym aparacie bezpieki stanowisk obniżona… (Odys)

„…oficjalnie nic nie wiemy o treści i przebiegu rozmowy pana prezydenta Andrzeja Dudy z przedstawicielami żydowskich organizacji przemysłu holokaustu w konsulacie RP w Nowym Jorku. Jeśli chodzi o tę rozmowę, to wiadomości o niej pochodzą z wypowiedzi szefa żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej Abrahama Foxmana dla jednej z nowojorskich gazet, że pan prezydent obiecał wzmóc walkę z antysemityzmem w Polsce i nawet zapowiedział jakąś „legislację”, a poza tym – że rozmawiano też o roszczeniach majątkowych, jakie żydowskie organizacje wiadomego przemysłu wysuwają pod adresem Polski. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy meldunek złożony przez panią premier Beatę Szydło izraelskiemu premieru Beniaminu Netanjahu o wzmożeniu walki z antysemityzmem. Warto zwrócić uwagę, że o tym, co jest, a co nie jest antysemityzmem, nie decyduje rząd polski, tylko izraelski, w porozumieniu z żydowskimi organizacjami wiadomego przemysłu, co oznacza, że pani premier zobowiązała się prześladować obywateli polskich wskazanych albo przez rząd izraelski, albo przez organizacje wiadomego przemysłu, albo wreszcie – przez pozostających na ich usługach przedstawicieli piątej kolumny w kraju, zgrupowanych w tak zwanych „organizacjach pozarządowych”. To też wygląda mi na symptom końca świata, dla niepoznaki zakamuflowanego określeniem „dobra zmiana”.” (Stanisław Michalkiewicz – Zwiastuny końca świata)

podobne: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART”. oraz:  Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom. oraz: Grzegorz Braun o obradach Knesetu w Polsce, oraz o „patriotycznej prawicy” i „niezależnych dziennikarzach”

Odnośnie samego pomysłu dobrania się do tzw. „emerytur ubeckich” (ciekawe nazewnictwo ale przyznaje że adekwatne do „sprawiedliwości społecznej”), to tak to już jest że łatwiej jednemu złodziejowi okraść drugiego jak wytoczyć właściwym osobom uczciwy proces i skazać za konkretne czyny nakładając w konsekwencji sprawiedliwe kary na pachołków Kremla. Jaki problem skoro „wiadomo” że nimi byli i na poczet tego dokonywali przestępstw, na co jak mniemam znalazły się przez ten rok „dobrej zmiany” w przepastnych archiwach IPNu (i w innych szafach Kiszczaka) stosowne dowody. Wszak inaczej nikt by się na taką akcję nie odważył, bo co by powiedziała międzynarodowa demokratyczna opinia publiczna. Karą zaś powinno być wysokie odszkodowanie, które potrącano by od owych „ubeckich” emerytur. Na tyle wysokie żeby pozostało im w portfelach tzw. minimum egzystencjalne. Kwoty w ten sposób uzyskane powinny zaś trafiać bezpośrednio do poszkodowanych przez tych funkcjonariuszy osób.

Tymczasem zrobiono inaczej i teraz niech nas ręka Boga broni przed tymi umysłami, bo kiedy zabraknie na „zwykłe” emerytury dla nie ubeków to z całą pewnością ci „patrioci” wymyślą inny równie ważny „społecznie” powód i ukują w swoich miedzianych czołach równie przejrzystą kategorię prawną. Chyba że z nami postąpią „uczciwie” i kiedy już nie da się pożyczyć ani wydrukować i nie będzie więcej ubeków do wycyckania, po prostu obciążą każdego obywatela legalnym podatkiem („narodowym” rzecz jasna). Dobrze jeśli się to skończy masowym wytrzeźwieniem, żeby każdy zobaczył że socjalizm nie jest jednak za darmo i że jego „ludzka twarz” w niczym tak naprawdę ludzkiej nie przypomina. Obawiam się jednak że wyhodowani na „publicznym” groszu wyznawcy „dobrej zmiany” pójdą za innymi głosami (tak jak kiedyś za nieboszczką partią chodzili jej wyznawcy), i po raz kolejny uwierzą tym którzy potrafią gadać o tym jak to było dobrze za komuny. W ten sposób nastąpi rehabilitacja tych którym dziś z ludzką twarzą „dobra zmiana” dobiera się do d. od tej właśnie strony.

Jest jeszcze jedna pułapka w takim sposobie „załatwienia sprawy” jaki proponuje PIS… (Odys)

„…o sprawie przynależności do PZPR bardzo mądrze wypowiedział się pan Leszek Żebrowski, który zwrócił w czasie jednego ze swoich wykładów na to, że czym innym było „zapisanie się do partii” przez zwykłego inżyniera, który otrzymał propozycję awansu np. na kierownika zakładu lub wydziału i zależało mu na tym z przyczyn zawodowych a do partii należał jako „bierny”: chodził na zebrania i podpisywał listę obecności i nic poza tym. Ale kim innym byli etatowi pracownicy PZPR oraz wszyscy, którzy pracowali w systemie propagandy i kształcenia: funkcjonariusze partii i np. naukowcy w naukach humanistycznych. Ci byli odpowiedzialni za organizowanie systemu eksploatacji Polski i ucisku obywateli – w imieniu obcego państwa.
To jest ciekawa sprawa o tyle, że wielu prawdziwych „czerwonych książąt” PRL NIE MUSIAŁO należeć do PZPR, bo się załapywało na wszystkie przywileje z uwagi na pozycję swoich rodziców. Jak np. Adam Michnik czy śp. reżyser Żuławski, syn ambasadora PRL w Paryżu po roku 1945. I teraz wychodzi na to, że jakiś szeregowy członek partii – to „straszna świnia” a te wszystkie stalinięta – z komunizmem „nie miały nic wspólnego”.
To jest mentalna pułapka. Zwłaszcza w roku 1948 ludzie z PPS mieli problem, bo ich zwyczajnie „połączyli” z PPR i tysiące porządnych ludzi bez swojej zgody – zostało „członkami PZPR” i teraz ciąży na nich tak jakby hańba.” (PINK PANTHER)

…Może więc dojść do sytuacji że „sprawiedliwość” (będąca w tym wypadku prawdziwie ślepą i prymitywną chęcią odwetu) dopadnie Bogu ducha winnego człowieka który tylko należał do PZPR w sposób jaki opisuje to Pink Panter, a ominie prawdziwie zbrodniczy komunistyczny aktyw – tak jak to robi do tej pory.

Mamy więc do czynienia z czysto polityczną zagrywką, której rachunek przedstawia się następująco. Inwestujemy w rozhuśtywanie emocji nadając całej sprawie wymiar ekonomicznej niesprawiedliwości, i odsuwając na dalszy plan prawdziwe przewinienia za które UBecy powinni zostać już dawno rozliczeni i skazani. Przy okazji antagonizujemy kułaków/badylarzy, tj. ludzi którzy chcą spokojnie pracować dla „wyzyskiwaczy” i dla siebie (czyli tzw. klasę średnią) z PanDami/roszczeniowcami. Śmietankę spija rząd – dosypując trochę kasy do zbankrutowanego ZUSu, oraz korporacje które na coraz bardziej uwiązanym publicznymi daninami potencjale ekonomicznym Polaków dzieli i rządzi bezkonkurencyjnie. Divide et impera w „dobrym” bolszewickim wydaniu.

Problem polega również na tym, że choć ludzie widzą po części że coś jest nie tak (w końcu ceny i opłaty nie rosną bez przyczyny) to nie potrafią prawidłowo wskazać źródła problemu. Winnych szukają przede wszystkim za kulisami „wielkiej polityki”, i nie chcą widzieć/uwierzyć w to co mają przecież przed oczami i co leży w zasięgu ich rozumu.

Władza uruchamia więc swoją propagandę i robi wszystko żeby utrzymać swoich wiernych poddanych w mniemaniu, że jakby co to winna naszej gospodarczej sytuacji jest Rosja, Unia Europejska, Niemcy… albo lokalna „opozycja”. Nie neguję tego że wspomniane państwa i twory polityczne mają ambicję wpływać i wykorzystywać to co się w Polsce dzieje na własną korzyść, ale nie należy zapominać o tym że korporacje korporacjami, sąsiedzi sąsiadami, opozycja opozycją, ale łapę za takim czy innym prawem podnosi w POLSKIM Sejmie, Senacie i rządzie ten kto akurat sprawuje władzę, a egzekwuje je armia urzędników pełniąca swoją „służbę” z nadania owej władzy. Są to przecież znani z imienia i nazwiska wyborcom konkretni ludzie (często ich znajomi lub rodzina). To przecież nie korporacje tworzą prawo w Polsce i nie one posadziły tych wszystkich ludzi na te stanowiska nadając stosowne upoważnienia i pieczątki. To nie korporacje pobierają podatki i składki, które łącznie stanowią około 80% dochodu przeciętnego Polaka. To nie one przychodzą w imieniu urzędów skarbowych i kontroli państwowych by nałożyć domiar i zlikwidować taką czy inną działalność. Nawet jeśli obcy mają ambicje wpływać na polskie władze, to jednak nikt inny jak polska administracja ostatecznie podejmuje bądź nie stosowne decyzje, i to ona podpisuje się pod lewym prawem i jego egzekucją… (Odys)

„Z dużym zaciekawieniem śledziłem rozmowę pomiędzy absolwentką politologii, zadeklarowaną socjaldemokratką oraz sympatykiem Kongresu Nowej Prawicy. Oczywiście, na FaceBook`u. A o co poszło? O państwo opiekuńcze.

Absolwentka ta zasugerowała, że w Polsce nadszedł czas na to, żeby do władzy doszła partia, która będzie prowadziła politykę opiekuńczą, na wzór państw skandynawskich. Niestety, bidulka nie mogła uwierzyć w to, że w Polsce już mamy do czynienia z taką działalnością państwa, wiec postanowiła stwierdzić, że jej dyskutant nie ma racji, bo to ona skończyła politologię, co potwierdziła jej koleżanka, (która dołączyła się do rozmowy tylko w tym celu), a nie on, ergo, ona musi mówić prawdę, po czy zakończyła rozmowę.

Bidulka nie mogła być w większym błędzie. W Polsce faktycznie, jak sugerował sympatyk KNP, mamy do czynienia z państwem opiekuńczym. Ponieważ istota państwa opiekuńczego nie polega wcale na tym, że państwo pomaga biedniejszym, mniej radzącym sobie obywatelom. O nie! Polega ona raczej na tym, że państwo STARA się pomagać tym ludziom. Jak? A zabiera pieniądze bogatszym, żeby dać tym biedniejszym, przy okazji zabierając część na utrzymanie urzędników, którzy mają „rozdawać” ten łup. A więc podstawą państwa opiekuńczego jest rzesza urzędników, którzy próbują zajmować się wszystkimi aspektami życia; od pomocy biednym, przez edukację, aż do służby zdrowia. Od wszystkiego ma być urzędnik, żeby przypadkiem Kowalski nie mógł czegoś sam załatwić np. państwo polskie tak opiekuję się Polakami, że Ci, aby sprzedawać alkohol lub wyrąbać drzewo w ogródku potrzebują do tego urzędnika z jego świstkiem. Nawet rodzice nie są tak opiekuńczy!

Czekajcie! Coś tu nie gra.

Skoro w Polsce jest państwo opiekuńcze, to dlaczego nie jest tak fajnie, jak w Szwecji i nie mamy pieniędzy np. żeby utrzymywać tysiące muzułmanów, którzy w wolnym czasie gwałciliby Polki?

Czy ja coś nie ściemniam?

Różnica między Polską, a Szwecją polega na tym, że ta druga wprowadziła standardy opiekuńcze, gdy jej obywatele się trochę dorobili. Dzięki temu mogli utrzymywać urzędników i jeszcze zostało, żeby rozdać tym mniej zamożnym.

W Polsce standardy opiekuńcze tj. armia urzędników, zostały wprowadzone ( i dalej są wprowadzane (sic!)), gdy nie było z czego okradać Polaków. W wyniku tego pieniądze szły głównie na utrzymanie urzędników, którzy uważali, że zasługują na więcej i dodatkowo kradli jak i kradną dalej. W efekcie nie ma co rozdawać biednym.

No ale cóż, chcieliście państwa opiekuńczego, to się opiekujcie urzędasami i nie płaczcie, bo to dopiero początek – jeszcze państwo nie opiekuje się wszystkimi, o czym Kowalski może pomyśleć!” (Adrian Stencel • parezja.pl – Chciałeś państwa opiekuńczego, … to się teraz opiekuj urzędasami!)

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników. i to: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji a także: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie

W ten sposób przy „poparciu społeczeństwa” które sobie tę administrację wybiera (Demokracja… czyli Dyktatura Durni), powstają kolejne etatystyczne rozwiązania i inżynierie społeczne rodzimych „dobrodziejów”, które wymagają coraz wyższych podatków, składek i opłat. A kiedy po jakimś czasie wyborcy nabierają podejrzeń że się ich oszukuje i wyzyskuje, to władza wymyśla i serwuje z wielkim medialnym szumem reformy i plany, które wyciszają raz na jakiś czas pomruki „niezadowolenia społecznego” nabrzmiałe w wyniku poprzednich równie gównianych etatystycznych rozwiązań, głównie w kwestiach tzw. „ubezpieczeń społecznych” (zdrowia i emerytur) które są „zwykłymi” podatkami… (Odys)

„…właśnie pani premier Beata Szydło ogłosiła zamiar przeprowadzenia kolejnej reformy ochrony zdrowia. Kolejnej – bo akurat ten sektor jest nieustannie reformowany. Kiedyś, za barbarzyńskich czasów, jak ktoś był chory, to szedł do doktora, a ten – kasował honorarium i albo pacjenta wyleczył, albo nie, co jeszcze w starożytności pozwoliło na sformułowanie opinii, że lekarze są najszczęśliwszą grupą zawodową na świecie, bo ich sukcesy opromienia słońce, a ich porażki skrywa ziemia. Przez co najmniej 30 stuleci jakoś to funkcjonowało, aż wreszcie nadszedł czas reformowania. Zaczęło się od tego, że pacjentów zaczęło leczyć „państwo”, rabując pod tym pretekstem obywatelom pieniądze. Tak było za pierwszej komuny, ale okresie naszej sławnej transformacji ustrojowej nadszedł czas reformowania. Pierwsza reforma została przeprowadzona w roku 1997, za rządów charyzmatycznego premiera Buzka. Polegała ona na tym, że państwo postanowiło leczyć pacjentów za pośrednictwem 16 terytorialnych Kas Chorych i 17-tej – mundurowej. One dysponowały pieniędzmi uprzednio zrabowanymi podatnikom pod pretekstem, że państwo będzie ich leczyć, no i oczywiście same też się z tych pieniędzy utrzymywały. Rząd charyzmatycznego premiera Buzka zadbał o to, by wynagrodzeni posadami w Kasach Chorych członkowie zaplecza politycznego AW”S” i Unii Wolności, nie mogli być z tych posad usunięci nawet po zmianie rządu. Tej reformie przyświecało hasło, by „pieniądze szły za pacjentem” – no i szły, tylko niestety w takiej odległości, że nie tylko wzrokowy, ale wszelki kontakt między tymi pieniędzmi i pacjentami został zerwany. Ale bo też reforma nie była przeprowadzona w interesie pacjentów, tylko po to, by zaplecze partii politycznych mogło doić Rzeczpospolitą. Identyczna intencja przyświecała kolejnemu rządowi utworzonemu w roku 2001 przez Leszka Millera. Nie mogąc powyrzucać z posad w Kasach Chorych członków zaplecza politycznego wrogich partii, nie miał innego wyjścia, jak dokonać kolejnej reformy. Zlikwidował tedy Kasy Chorych, a na ich miejsce powołał Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terenowymi, w których posady dostali odpowiedni ludzie. I tak było aż do dzisiaj, ale dzisiaj służyć pacjentom na dobrych, państwowych posadach najwyraźniej zapragnęli nowi ludzie, toteż tylko patrzeć, jak sektorem ochrony zdrowia wstrząśnie kolejna reforma. Narodowy Fundusz Zdrowia zostanie zlikwidowany, a pieniądze – te same, co to miały „iść za pacjentem” – zostaną „poprzez budżet” przekazane „do określonych placówek zdrowotnych” w województwach, gdzie odpowiednie posady zajmą odpowiedni ludzie, to znaczy tacy, którym dobro pacjenta leży na sercu. Wszystko to ma się dokonać już w przyszłym roku…” (Stanisław Michalkiewicz – W perspektywie kosmicznej)

podobne: Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. „Kult Świętego Spokoju” i „Kara śmierci za niezaradność” (o aborcji). oraz: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro”

„…Cóż to jest takiego – te „ubezpieczenia społeczne”? Jest to rodzaj hazardu. Obywatele zakładają się z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, że będą żyli długo, podczas gdy Zakład Ubezpieczeń Społecznych zakłada się z nimi, że będą żyli krótko. Jeśli obywatele żyją długo, no to wygrali – a ściślej – wydaje im się, że wygrali. Jeśli żyją krótko – to wygrał Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Warto zwrócić uwagę, że ZUS jest agendą państwową, więc tak naprawdę, to państwo jest zainteresowane tym, żeby obywatele żyli jak najkrócej. A nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że państwo, posługujące się zbrojnymi bandami, nazywanymi „tajnymi służbami”, których członkowie, w poczuciu całkowitej bezkarności, jako że wcześniej zapewnili sobie posłuszeństwo swoich konfidentów, pieczołowicie poumieszczanych w organach władzy i administracji, w organach ścigania i niezawisłych sądach, którzy w dodatku doskonale wiedzą, że swoją pozycję zawodową, społeczną i materialną zawdzięczają przetrwaniu bezpieczniackiego fundamentu, na którym cała ta konstrukcja się opiera, gotowi są na wszystko – że to państwo ma bardzo wiele instrumentów, by ten efekt osiągnąć, oczywiście bez informowania o tym samych zainteresowanych – bo i po co? „Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy!” – śpiewał Wojciech Młynarski. Skandaliczne w tym wszystkim nie jest to, że przedmiotem hazardu jest życie, ale to, że ludzie do takiego hazardu są zmuszani. A są zmuszani, bo w przeciwnym razie żaden przytomny człowiek takiej umowy by nie zawarł. Bo taka umowa zawierałaby po stronie obywatela zobowiązanie, że będzie przez co najmniej 35 lat przekazywał ubezpieczalni około 50 procent swojego dochodu, w zamian za co ubezpieczalnia obieca mu, że „ kiedyś coś ci damy”. „Kiedyś” – bo Sejm może zawsze zmienić wiek uprawniający do nabycia uprawnień emerytalnych i właśnie to zrobił oraz „coś” – bo podobnie może zmienić sposób naliczania świadczenia. Któż może wiedzieć, co będzie za 35, czy 40 lat? Krzysztof Dzierżawski opowiadał kiedyś historię swego dziadka, który – jak poddany austriacki – zaczął wpłacać składki emerytalne w Galicji, w zamian za co C-K Monarchia obiecywała mu kiedyś tam emeryturę. Ale w 1918 roku C-K Monarchia się rozpadła i dziadek zaczął płacić składki emerytalne Rzeczypospolitej Polskiej, która… – i tak dalej. Niestety w 1939 roku Adolf Hitler „napadł” na Polskę, podczas gdy Józef Stalin tylko do niej „wkroczył”, w następstwie czego dziadek stał się mieszkańcem Generalnego Gubernatorstwa, które pobierało od niego składkę emerytalną, w zamian za co… – i tak dalej – o ile oczywiście by dożył wymaganego wieku. Ale Hitler wojnę przegrał, w następstwie czego dziadek, nie ruszając się z miejsca, został obywatelem kolejnego państwa w postaci Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – i dopiero ona, pobrawszy uprzednio wiele składek, wreszcie wypłaciła mu emeryturę – oczywiście całkiem inną niż ta, obiecywana przez C-K Monarchię. Obecnie Polska Rzeczpospolita Ludowa została zastąpiona przez III Rzeczpospolitą, która też sprawia wrażenie organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, więc w zmuszaniu przez nią swoich obywateli do hazardowania się w sprawie swego własnego życia nie ma niczego osobliwego.

I wydaje się, że właśnie ta okoliczność legła u podstaw przywiązania do „kompromisu” – jakie dało o sobie znać 6 października. Rzecz w tym, że ten „kompromis” jest jednym z elementów podstawy kalkulacji finansowej, na jakiej cały system ubezpieczeń społecznych się opiera. Dramatyzmu całej sytuacji dodaje okoliczność, że poprzedni rząd ukradł 130 miliardów złotych z Otwartych Funduszy Emerytalnych, żeby sztucznie rozciągając w czasie bankructwo systemu ubezpieczeniowego, ukryć ten fakt przed obywatelami, no a teraz szykuje się „przejęcie” reszty, jaka jeszcze została, więc nic dziwnego, że w tej sytuacji każda zmiana pociągająca za sobą ubezpieczeniowe konsekwencje, może okazać się katastrofalna w następstwach. Zwrócił na to uwagę jeszcze w latach 90-tych francuski profesor chorób płucnych Lucjan Israel, wyjaśniając, że wydatki ubezpieczalni na opiekę nad człowiekiem w ostatnich 6 miesiącach jego życia, są wyższe, niż wydatki na tego samego człowieka przez cały wcześniejszy okres jego życia. Nic zatem dziwnego, że w ciągu tych ostatnich 6 miesięcy ubezpieczalnię tak boli, że już nie może tego wytrzymać – wskutek czego we wszystkich krajach, w których system ubezpieczeniowy zbliża się do bankructwa, nasila się aprobowana przez rządy propaganda eutanazji…” (Stanisław Michalkiewicz – Zakład Ubezpieczeń Społecznych)

ZUS jest agendą państwową i jest zainteresowany, byśmy żyli krótko!Stanisław Michalkiewicz, fragment spotkania „Jakich reform Polska potrzebuje?” w Chrzanowie, 01.10.2016 r.

podobne: Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu)

…tak się robi politykę. Jak to powiedział towarzysz Winnicki?

  • „…Obserwowane trudności na rynku pasz i energii, postuluje się rozwiązywać w najbliższej przyszłości przez działania nieinwestycyjne i niskonakładowe. Tak więc pierwszą decyzją będzie wstrzymanie produkcji mięsa na okres trzech lat, co spowoduje oszczędności na paszach, zwłaszcza tych importowanych. Z drugiej zaś strony spowoduje wyraźny, bo o siedem koma trzy procenta wzrost płac realnych. Dziękuję bardzo…
  • …Panie, jak to jest możliwe, że pan tu mówi jedno, a tam drugie? [pyta towarzysza jeden z lokatorów, na co Winnicki odpowiada]
  • To jest bardzo proste. Ja to panu zaraz wytłumaczę proszę pana. Ja to państwu zaraz wytłumaczę. Więc po pierwsze, państwo są ludźmi inteligentnymi i dlatego ja z państwem mogę mówić wprost. Mogę pewne rzeczy nazywać po imieniu. Tak proszę państwa, po imieniu. Czy pan sobie na przykład zdaje sprawę, kto ogląda telewizję? Proszę pana myśmy robili badania. Wie pan co się okazało? Okazało się, że sześćdziesiąt procent ludzi nie rozumie dziennika. W związku z tym do tych ludzi trzeba mówić inaczej, trzeba mówić w ten sposób, żeby oni to zrozumieli. Trzeba pewne rzeczy nie ukrywam tego, nawet zawoalować. A poza tym ludzie nie myślą. Ludzie nie myślą. Im się wydaje, że tylko oni oglądają telewizję. Proszę pana, przecież my jesteśmy doskonale obserwowani. Nie tylko przez przyjaciół, przez wrogów też. Na przykład tacy Amerykanie jak się dowiedzą, że my mamy trudności z produkcją mięsa to wie pan co się dzieje? Proszę pana, na całym świecie ceny mięsa idą tak w górę. I my za to mięso potem też musimy płacić takie ceny. A jeżeli my te trudności przedstawimy jako przemyślane działanie, to wtedy to w nikim nie wzbudza podejrzenia.
  • Ryszard Dąb-Rozwadowski: No, może poza naszymi obywatelami.
  • Jan Winnicki: Panie profesorze, nasi obywatele i tak w to nie uwierzą.”

…niektórzy rzeczywiście nie wierzą. Nawet jak się im rzuca na stół analogie do tych samych inżynierii społeczno gospodarczych które się za komuny działy, i których konsekwencje co roku „świętują” 13 grudnia (o innych krwawych dniach nie wspominając), to jakby głową o ścianę tłukł. Zero refleksji. Nie trafia do wyobraźni nawet tak prosta zasada jak „nie kradnij”. Nie widzą nic złego w zabieraniu jednym ludziom ich dochodu i dawaniu go tym którzy go nie wypracowali. Poprzednią ekipę która robiła do dziś nazywają złodziejami, ale w tym że dziś ich pupile na których sami głosowali robią to samo nie widzą nic złego. Bo „nasi” to „patrioci” – koniec kropka…  (Odys)

„…osoby czyniące magiczne rozróżnienie pomiędzy rabunkiem a „podatkami” albo pomiędzy rabunkiem a „wywłaszczeniem państwowym” (…) uznają, że o ile pojedyncza osoba (obywatel) nie ma prawa ukraść czy odebrać siłą własności innej osoby, o tyle państwo takie prawo posiada, o ile nazwie je właśnie „podatkiem”, „nacjonalizacją” etc. Odrzucam jednak taki rodzaj rozumowania, który pomija substancjalną i logiczna tożsamość rabunku publicznego i rabunku indywidualnego, oraz opiera się na twierdzeniu, że grupa lub kolektyw może nabyć pewne prawa, których nie może samodzielnie posiadać żadna jednostka należąca do tej grupy. Pozostaje mi poczekać na logiczne uzasadnienie dla takich rozróżnień.

Na gruncie rozważań praktycznych zaprezentowane przeze mnie powyżej rozumowanie rodzi pewne ważkie i problematyczne konsekwencje dla rozważań nad odszkodowaniami dla ofiar państwa, które utraciły na jego rzecz swoje majątki, oraz podatników, którzy przez lata lub dekady byli pozbawiani części swych dochodów. Jeśli bowiem należy im się nie tylko zwrot utraconej własności lub jej pieniężnej równowartości, ale także wszystkich dochodów, jakie tak zrabowana przez państwo własność przyniosła, to wielkość roszczeń poszkodowanych – i tak niemałą – rośnie do gargantuicznych rozmiarów. Prawdopodobnie z przyczyn praktycznej niemożliwości spłaty takich długów, ofiary państwa i tak nigdy nie odzyskałyby 100% należnych im na tej podstawie odszkodowań.
Jednakże celem tych krótkich rozważań nie była próba opracowania programu demontażu państwa i sposobu rozdysponowania jego majątku oraz zadośćuczynienia jego ofiarom, lecz jedynie wykazanie, że coś takiego, jak „dochody własne” państwa, są w istocie fikcją i także pochodzą z podatków, czy innego rodzaju rabunku…”

całość tu: Rozważania o podatkach i pewnej kosiarce do trawy

„…polska rodzina jest albo słaba, albo nie ma jej w ogóle. Polską rodzinę i jej majątek, a także możliwość kooperacji z innymi rodzinami zniszczyli socjaliści, wprowadzając na miejsce zdrowej społecznej tkanki porozumienia rodzin o charakterze wybiórczym. To znaczy oni swoje porozumienia i kontakty zostawili, a całą, trwającą od setek lat strukturę unieważnili.

…wiele rodzin zaadaptowało dla swoich potrzeb hierarchie państwowe i nieźle się tam urządziło. To prawda, ale podstawą owej potęgi nie był już majątek, wiara i mariaże, ale udział w grupowych rozstrzeliwaniach, denuncjacjach i śledztwach połączonych z torturami. To spoiwo scementowało wiele rodzin mieszkających w Polsce tak mocno, że do dziś, po śmierci ich ojców założycieli, więzi te są nie do rozerwania. Dowodem na to jest choćby film o Brystygierowej, który ma za zadanie stworzyć jej legendę i zbudować jakąś tam podstawę do bezpiecznej egzystencji, potomków nie tylko jej, ale także wszystkich innych z jej pokolenia i resortu.

Ta czarna siła ma swoje emanacje na niższych piętrach hierarchii i my dobrze wiemy o co chodzi. Po wojnie, to nie państwo było silne rodzinami, która rozpoznawały się i potrafiły zorganizować, ale odwrotnie, rodzina stawała się silna, bo jej członkowie robili kariery w strukturach państwa. Dlaczego sąsiedzi są ważni? Bo wujek Bolek jest milicjantem w Warszawie. No, a inni sąsiedzi też są ważni, bo ciocia Jadzia jest skarbnikiem w gminie, a jej syn poszedł na księdza. Ktoś zaś ma księdza w rodzie, tego bida nie ubodzie, jak się mawiało w naszych okolicach. Kariery w hierarchii Kościoła były równie ważne, choć inaczej niż kariery państwowe. Ktoś powie, że nie było innego wyjścia. To prawda, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie. Państwo bowiem powojenne było jedynie protektoratem, a także powstało dzięki temu, że udało się mu zniszczyć naturalną strukturę społeczną kraju. I jeszcze raz powtórzmy – winą za to obarczyć należy socjalistów. Dlaczego ich? Ponieważ oglądając świat przez pożyczone, różowe okulary, realizowali nie swój program dewastując wszystko wokoło i przyczyniając się w ten sposób do uzależnienia dużych grup ludzi od sił obcych. Robotnik nie wyzwoli się z przymusu pracy dzięki socjalistom, on może co najwyżej stać się targetem sprzedażowym dla konsorcjów, które muszą zapewnić sobie płynność na rynku akcji dystrybuując różne produkty wśród mas. Pieniądze, które się robotnikowi powierza w ramach polepszania jego losu, nie są jego własnością, ale są mu jedynie powierzane na bardzo konkretny cel. W czasach dzikiego kapitalizmu rodziny robotnicze wynagradzane były w naszych okolicach srebrem. Dziś dostają papier, którego starcza w sam raz na zakupy w Biedronce. Na wszystkie inne dobra, przyziemne w istocie, które nazywane są przez socjalistów luksusowymi, musi pożyczać w banku stając się tym samym własnością tego banku. Tak to wygląda. Socjaliści uwielbiali posługiwać się takimi metaforami – robotnik jest niewolnikiem kapitalisty, chłop zaś pana feudalnego. No tak, ale nawet jeśli w to uwierzymy, okaże się, że wtedy przynajmniej ludzie ci znali swojego pana i wiedzieli na co go stać. Dziś nie mają pojęcia kto nim jest. I nie dowiedzą się tego nigdy…” (coryllus – Siła polskich rodzin)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.

„…Dzięki etatyzmowi, w okolicznościach braku rozwoju, dzięki należymisiom otoczeni rudami żelaza Japończycy nie mieli ich jak kruszyć. W spiżarni umierali z głodu. Z powodu tego zapóźnienia w produkcji żelaza miało ono niezwykle wysoką cenę i w czasie, gdy podpisywali z jankesami umowę o szybkim handlu, za cztery stalowe gwoździe (kolejowe – używane przy budowie torów) Japończycy płacili jedną złotą monetę (o wadze około 4-4.15 grama). To tak na nasze dzisiejsze jest jakieś 150 pln od gwoździa. Jankesi ich wyssali z kruszcu, ze wszystkiego co mieli (nefryt, srebro, miedź) za kilka maszyn parowych. To jest właśnie rezultat tego, co robi Morawiecki – będą “gwoździe” po 150 pln, jak rozkręci program swojego odlotu kosmicznego. Ciekawe czy zostanie chociaż lokajem w BIS.

W Japonii było tak wesoło w ekonomii, że córkom powszechnie “szukano sponsora”, a nierząd, pijaństwo i hazard stały się podstawową działalnością w miastach. Chłopi podnosili bunty, a były wsie, gdzie zbiorowo popełniali samobójstwa po wykonaniu obowiązku podatkowego (dlatego nie należy płacić podatków – grożą śmiercią). Powstawały gangi polityczne, ale kupcy zorganizowali sobie grupę, która pomimo regulacji należymisiów kontrolujących handel z resztą świata sprowadzała już od początku XIX wieku do górskich, niedostępnych prowincji południa (od strony Chin) maszyny parowe, narzędzia, technologię. Samurajowie rezygnowali ze swojego ślacheckiego statusu i wstępowali do tej grupy. Dziś ta organizacja kupców bez barier znana jest pod tą samą nazwą co w XIX wieku – yakuza. I znana jest z tej samej działalności – przemytu, przemysłu i handlu nieruchomościami – cała reszta to widowiskowe dodatki. Grupy przestępcze powstają wokół fabryki Krupp’a i mają mundury od Hugo Bossa, a nie z tak zwanych pi… karmionych chłopców z miasta prowadzących ku… dołki. Co ciekawe, aby zachować pozory ścigania jakiejś przestępczości, to pokazuje się te płotki zajmujące się hazardem, nierządem i koksem, natomiast poważnych ludzi, zajmujących się korporacyjnym przemysłem i dysponujących agenturą wpływu i aparatem przemocy, nigdy się nie rusza – bo tam chodzi o poważne pieniądze i użycie prywatnej armii, aby uspokoić urzędasów, jest naturalnym odruchem. Zwróćcie uwagę, co się działo w Polsce, gdy niewolnicy w Wujku i na Wybrzeżu się pobuntowali i nie chcieli dla gangsterów robić tak tanio – od razu wjechały czołgi, od razu były ofiary – tak działa prawdziwa przestępczość…”

polecam lekturę całości tu: zarobmy.se – Dygresja o żelazie

podobne: Polska drugą Japonią, ale nie tą z „propagandy sukcesu” oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. i to: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema a także: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem.

„…W 1992 roku Janusz Korwin-Mikke zaproponował z mównicy sejmowej, aby wprowadzić do konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Niestety, pomysł polityka został przez pozostałych posłów wyśmiany, a dzisiaj przychodzi nam zmagać się z konsekwencjami ich decyzji. Dzięki deficytowi (czyli wydawaniu większej ilości pieniędzy, niż udało się zebrać w podatkach), rząd może finansować dodatkowe programy socjalne, zatrudniać kolejnych urzędników czy zwiększyć skalę inwestycji strukturalnych. Wszystko ma jednak swoją cenę. Oprócz oczywistych następstw, czyli zwracania pożyczkodawcom kwoty większej niż wartość pożyczki – w postaci odsetek od obligacji, uzależnienie państwa od zewnętrznego finansowania ma szereg konsekwencji politycznych...” (o czym więcej tu: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?)

„…„Będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują”. Szkoda, że nie pamięta o tym Balcerowicz prezesa Jarosława Kaczyńskiego w osobie pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego („nasz Balcerowicz jest lepszy!”), który cały swój zbawienny plan renacjonalizacji gospodarki zgodny z programem przedwojennej sanacji, zamierza oprzeć na pieniądzach pożyczonych, podobnie jak w swoim czasie uczynił to Edward Gierek, za którym do dzisiaj wzdychają nieutulone w żalu szerokie masy. Jak powiedziała czarownica wbijana na pal – miłe złego początki – ale co z tego, kiedy koniec zawsze żałosny, o czym Edward Gierek mógł osobiście przekonać się już po kilku latach to znaczy – w roku 1976, kiedy przyszło do spłacania długów i zbuntowanemu ludowi trzeba było aplikować „ścieżki zdrowia”. Mniejsza zresztą z tymi wspominkami, bo chodzi przecież o populismus, od którego wszystko się zaczęło…” (Stanisław Michalkiewicz – Dodatnie plusy populismusa)

„…po raz kolejny okazuje się, że jak to w swoim czasie ujmowali klasycy poprzedniego reżimu: „są takie granice, których przekraczać nie wolno” i generalnie „nie ma odwrotu od socjalizmu”. W tym duchu wypowiadają się niestety autorzy wiodących projektów, mających składać się na całokształt „dobrej zmiany”, pan minister od rolnictwa zatroskany perspektywą „powrotu obszarników”, pani minister edukacji zaniepokojona „wyciekaniem dzieci z systemu” (poprzez szkolnictwo domowe), czy pan wicepremier-minister-od-już-prawie-wszystkiego, Morawiecki-junior, który opowiada o elektrycznych samochodach niczym Baryka-senior o szklanych domach.

Wiara, rodzina i własność Polaków pod rządami PiS pozostają więc bezpieczne, ale przecież tylko w „rozsądnych” granicach. Granice rozsądku przekraczałoby bowiem traktowanie tych wartości jako pryncypialnych i nienaruszalnych, bo wszak pryncypialne znaczenia mają nadal zasady „centralizmu demokratycznego”, „demokratyzmu socjalistycznego” (w nowym opakowaniu retorycznym) i jeszcze na dokładkę „zrównoważonego”, pardon, „odpowiedzialnego rozwoju”. To są niestety frazesy wywodzące się bynajmniej nie z XX-wiecznych tradycji sowieckiego i post-sowieckiego zniewolenia, ale znacznie głębiej zakorzenione w tym, co na Żoliborzu do dziś traktuje się z szacunkiem i z powaga wymawia, a mianowicie w „postępowych tradycjach inteligencji polskiej”. A do tradycji tych należało wszak periodyczne składanie sprawy polskiej na ołtarzu światowej rewolucji, co się do dziś przykrywa lelewelowskim frazesem: „Za wolność waszą i naszą”, nieodłącznie sprzężone z liczeniem na interwencję „aliantów zachodnich”.

Realny sens i skutek takich rachub najlepiej chyba podsumował Bolesław Prus, który wprowadzając na karty „Lalki” starego subiekta Rzeckiego kazał mu niezłomnie wierzyć, że „przecież Napoleon nas nie opuści”. Ironia Prusa nie została najwyraźniej doceniona przez kolejne pokolenia, skoro dziś cała formacja geostrategów o horyzontach starego Rzeckiego wytycza po raz kolejny kierunki naszej polityki zagranicznej. Zadedykujmy im konkluzję tego wątku w „Lalce”: „I cóż się stało?… Świat nie poprawił się, Napoleonidzi wyginęli, a właścicielem sklepu został Szlangbaum”…” (Grzegorz Braun: Patriotyczne samozaoranie)

Wszak czy to Niemiec czy to Żyd
czy “Unia” czy też “finansjera”
nie znać tej prawdy dziś to wstyd
więc tylko głupi się zapiera
– Państwo swój procent zawsze ma
od konsumenta… tfu!… frajera!

…Przypomnę więc jeszcze raz na koniec, tę smutną prawdę że „Posłowie wykonują bardzo ciężką pracę i od 20 lat nie mieli regulacji wolnej od podatku. Doceńmy ciężką pracę polityków”… a że ta praca związana jest z rabunkiem rodaków na niewyobrażalną skalę, w imię lokalnych polityczno-partyjnych interesów wysługujących się na dodatek obcym kolonizatorom (i lichwiarskiej międzynarodówce), to już całkiem inna historia… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik - obieg zamknięty

Adam Wycichowski niewolnik – obieg zamknięty

O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli.


„(…) w1922 roku Lenin zorganizował konferencje w Instytucie Marksa i Engelsa w Moskwie, w celu opracowania założeń rewolucji kulturalnej w ramach przemian ustrojowych wywołanych przewrotem bolszewickim w Rosji. Owa „rewolucja kulturalna”, pomyślana jako produkt eksportowy którym należało zasypać cały świat, miała oznaczać przewrót totalny, wciągający w zasięg nieodwracalnych zmian samego człowieka, jego naturę, zachowania, poglądy i najgłębsze odczucia. W konferencji tej wzięli udział m.in.Karol Radek, Feliks Dzierżyński (jako szef sowieckiej CzeKa) Wili Münzenberg (pomysłodawca Kominternu) oraz węgierski marksista György Lukács, który zaproponował posłużenie się instynktem seksualnym w celu zburzenia społeczeństwa burżuazyjnego.”
Żeby to zrobić nawoływali do możliwie najbardziej negatywnej, niszczącej krytyki każdej sfery życia, co można było opracować w celu destabilizacji społeczeństwa i doprowadzenia do czegoś co postrzegali jako porządek ‘opresyjny’. Ich polityka, mieli taką nadzieję, będzie szerzyć się jak wirus – ‘innymi sposobami kontynuować dzieło zachodnich marksistów’, jak powiedział jeden z ich członków.
Żeby dokonać dalszego postępu w ich ‘spokojnej’ rewolucji kulturowej, ale tak byśmy nie poznali ich planów na przyszłość, szkoła zalecała (między innymi):
1. Ustanowienie przestępstw rasowych
2. Ciągłe zmiany w celu wywołania nieporozumień
3. Nauczanie dzieci o seksie i homoseksualizmie
4. Podważanie autorytetu szkoły i nauczycieli
5. Ogromna imigracja w celu zniszczenia tożsamości [narodowej]
6. Promowanie nadmiernego picia [alkoholu]
7. Opróżnianie kościołów
8. Nierzetelny system prawny uprzedzony wobec ofiar przestępstw
9. Uzależnienie od państwa czy świadczeń od państwa
10. Kontrola i ogłupianie mediów
11. Zachęcanie do rozpadu rodziny.
Jedną z głównych idei Szkoły Frankfurckiej było wykorzystanie pomysłu Freuda o ‘panseksualizmie’ – szukanie przyjemności, eksploatacja różnic między płciami, obalenie tradycyjnych relacji między kobietą i mężczyzną. Sposoby osiągnięcia tego celu:
atak na autorytet ojca, negacja specyficznych ról ojca i matki, odebranie rodzinom, jako pierwszym prawa do edukacji swoich dzieci, zniesienie różnic w edukacji chłopców i dziewczynek, zniesienie wszelkich form męskiej dominacji – stąd obecność kobiet w armii, zadeklarowanie, że kobiety są ‘klasą ciemiężoną’, a mężczyźni ‘ciemiężcami’.
Munzenberg w ten sposób podsumował długoterminowe działania Szkoły Frankfurckiej: ‘Zachód zrobimy tak zepsutym, że będzie śmierdział’. (więcej tu: Bezpardonowy atak marksizmu)

„W jednej ze swych mów oświadczył Lenin: „Jest rzeczą po prostu niemożliwą, pozyskanie szerokich mas dla pewnej idei politycznej, bez współudziału kobiet. Bez kobiety nie może być dokończone dzieło sowieckie.”

Zobaczmy Kochani Czytelnicy, jak ten „udział” kobiety rosyjskiej w budowie państwa sowieckiego wyglądał.

Niech mi wolno będzie powiedzieć jeszcze na wstępie słów kilka „Pro domo”.

Byłam młodą studentką, gdy czerwone sztandary rozpostarły się nad Rosją. Uległam już ogólnej hipnozie – pracowałam w „Moskiewskiej Gazecie” – brałam udział w komitetach oświatowych. Szybko maska spadła z czerwonych apostołów. Czym była dla nich kobieta – jak ją traktowano – czym stała się w „życiu erotycznym” – jak zmuszano dziewczęta do oddawania się żołnierzom sowieckim – jak nazywano wprost prostytucję – dowiecie się Kochani Czytelnicy z moich artykułów.

Dzisiaj – żyjąc na Zachodzie – gdzie godność kobieca jest szanowana – gdzie na komendę nie musi kobieta kłaść się z obcym mężczyzną do łóżka – dziś patrzę na to wszystko, jak na koszmarne wizje…

I nic nie dodając – i opierając swe artykuły na dokumentach (które ogłoszę), przedstawię wam „bez maski”, jak wygląda w Rosji, miłość i erotyka w świetle prawdy.

Po wielu „metamorfozach” wypierają się dziś w Sowietach, jakoby istniała tam „socjalizacja kobiety”. Oto w moich rękach znajduje się dokument świadczący o czymś wręcz przeciwnym. Monogamistyczne małżeństwo jest w pojęciu sowieckim, przeżytkiem burżuazyjnym. Komunizm woła: „Wszystko należy do ogółu.” A zatem młode i piękne kobiety.

Tzw. „Anarchistyczny odłam komunistów w Saratowie” ogłosił w r. 1923 następujący dekret:
„Niesprawiedliwość klasowa zdziałała, że burżuje byli w stanie żenić się z najzdrowszymi „egzemplarzami” kobiecego świata. Milionowy proletariat żenił się z pozostałymi kobietami, które nie budziły pożądania sfer posiadających. Wpływa to niezdrowo na rozwój ludności – i na życie erotyczne ludu pracującego. Dlatego postanawiamy:

1) Z dniem dzisiejszym ustaje tzw. „własność prywatna” mężczyzn w stosunku do kobiet, od 17 do 44 roku życia.

2) Dekret nie będzie stosowany do kobiet, mających już 5-cioro dzieci.

3) Dotychczasowi „właściciele” tj. mężowie, otrzymają prawo pierwszeństwa, posługiwać się swymi żonami – bez względu na liczbę innych kandydatów. Gdyby „były” mąż sprzeciwiał się wykonaniu tego dekretu – traci on prawo do „używania” swojej „byłej” żony.

4) Wszystkie kobiety, odebrane dotychczasowym „wyłącznym” właścicielom stają się własnością ogółu.

5) Podział kobiet, ustalenie ilu mężczyzn i których, musi kobieta przyjmować tygodniowo zastrzega sobie specjalny „Zarząd”. Mężczyźni, którzy chcą obcować z kobietą, zgłoszą się codziennie przed południem przy ul. Moskiewskiej, w Saratowie, w lokalu dawnej giełdy kupieckiej. Każdy mężczyzna otrzyma kartkę, z adresem kobiety, która jest zobowiązaną mu się oddać normalnie. Przedtem jednak będzie poddany badaniom lekarskim.

6) Kobiety które miałyby być uwolnione od wykonywania seksualnych czynności z „towarzyszami”, muszą przedłożyć dokumenty, stwierdzając, że nie mają jeszcze lat 17 – względnie, że ukończyły 44 rok życia. Zgłoszenia muszą nastąpić w ciągu 3 dni.

7) Kobieta, któraby odmówiła oddania się „towarzyszowi”, uważana będzie za kontrrewolucjonistkę.

8) Każdy „towarzysz” ma prawo, „posługiwać się” przy wykonywaniu czynności seksualnych kobietą, uważaną jako „dobro ogólne” trzy razy w tygodniu. Kobieta musi z nim pozostać dwie godziny.

9) Każdy towarzysz pragnący otrzymać przydział do kobiety musi przedłożyć potwierdzenie „Komitetu fabrycznego” lub „Związku zawodowego” o przynależności do organizacji sowieckiej.

10) Każdy robotnik korzystający z tych praw, wolnego wyboru kobiet zmuszony jest wpłacać 3 proc. swego zarobku na Fundusz Uzdrowienia Życia Płciowego.

11) Obywatele nie należący do „rodziny robotniczej” mogą po wpłaceniu miesięcznej sumy 100 rubli do kasy „Funduszu” również otrzymywać „przydział”.

12) Filie Banku Państwowego ogłoszą, że przyjmują wpłatę na „Fundusz Uzdrowienia Płciowego”.

13) Kobiet wciągnięte na listę „dobra ogólnego” otrzymają miesięcznie po sto czterdzieści rubli na cele higieniczne.

14) Kobieta w 4 miesiącu ciąży – uwolnioną zostaje z wypełniania swoich funkcji wobec ogółu proletariatu męskiego.

15) Dzieci narodzone z tych „narodowych” stosunków, oddawane będą do żłobków państwowych.

16) Co dwa miesiące odbędzie się w laboratorium „życia płciowego” badanie krwi mężczyzn, korzystających z „dobra ogólnego”.

17) Kto obcuje z kobietą, mając świadomość, że jest chory wenerycznie, skazany zostaje na 5 lat więzienia.

18) Kobiety, które zachorowały przy wykonywaniu swoich czynności, mają prawo do pobierania miesięcznej pensji, którą ustali Zarząd.

19) Mężczyźni, którzy z czasów burżuazyjnych, związani są jeszcze prawnie związkiem małżeńskim, mogą w każdej chwili opuścić swoje żony – o ile te, nie dają im pełnego zadowolenia w pożyciu seksualnym.

Tak wyglądał ten „manifest”. Wiem, że znajdzie się czytelnik, którzy sceptycznie przeczyta ten dokument i może z niedowierzaniem. Tych odsyłam do dzieła b. profesora uniwersytetu w Irkucku, dra Hansa Halma, który fotografie tych dokumentów ogłosił w swym dziele, które ukazało się nakładem księgarni Buchholca, Berlin – Harlotenburg.

To dopiero Kochani Czytelnicy – początek. W następnych artykułach opowiem Wam – jakie piekło przechodzić musi kobieta rosyjska – która nie straciła godności swojej i która nie jest w stanie znieść męki poniżenia, by byle jaki „partyjniak” lub „żołdak” nasycał się jej ciałem – a ona musiała mu służyć, jako obiekt do najpotworniejszych orgii.” (Olga Segalow – „Miłość i erotyka w Rosji Sowieckiej” [1935])

„…Główną płaszczyzną ataku na naszą cywilizację stała się przede wszystkim rodzina, wychowanie i kultura. Głównym bowiem celem tej współczesnej lewicy, podobnie jak i starej komunistycznej, jest stworzenie „nowego człowieka”. Dąży ona przede wszystkim do jego „wyzwolenia” z cywilizacji i kultury, czyli do demoralizacji i kulturowego wykorzenienia. Stąd dążenie do destrukcji rodziny, jej dehumanizacji i demoralizacji młodego pokolenia poprzez seksualizację wychowania i promocję seksualnych dewiacji. Ta ideologia traktuje człowieka realnego jako tworzywo – podobnie jak bolszewizm, który uważał go za „nawóz historii”. Dlatego walczy o sztuczną „produkcję” ludzi poprzez tzw. in vitro, o prawo do zmieniania swojej płci, a także z uznaniem odnosi się do wszelkich eksperymentów genetycznych. Uśmiercanie nienarodzonych i ludzi starych wpisuje się w stary bolszewicki paradygmat traktowania ludzi uznanych za niepotrzebnych jako „nawozu”, który trzeba zutylizować. To właśnie bolszewicy wprowadzili mordowanie dzieci nienarodzonych jako metodę kształtowania współczesnej rodziny. Aborcja jest bowiem skrajnym przykładem bolszewickiej dehumanizacji społeczeństwa i jego demoralizacji. W podejściu do kwestii życia, współczesny neobolszewizm głoszony na łamach GW jest w linii prostej kontynuatorem bolszewizmu sowieckiego, dla którego „jednostka jest niczym”…

…Mamy bowiem tu do czynienia z próbą przekształcenia narodu w motłoch, bez żadnych wartości i żadnych świętości. Jest to w rzeczywistości próba praktycznej likwidacji wspólnoty narodowej, którą będzie można swobodnie manipulować i podżegać przeciwko coraz to nowym wrogom „klasowym”. Problem w tym, że jak już zauważył tow. Lenin, nie da się zbudować „socjalizmu”, czyli zupełnego zniszczenia i anarchizacji społeczeństwa, bez totalitarnej władzy. Lenin ujawnił to dopiero w roku 1918 – w pracy „Państwo i rewolucja”, w momencie gdy już sięgnął po totalną władzę w Rosji. Wcześniej nurt bolszewicki w rosyjskim życiu narodowym bardzo przypominał współczesne ruchy lewicowo-liberalne, pełne frazeologii wolnościowej. Bolszewicy przedrewolucyjni byli bowiem heroldami wolności i wyzwolenia; wyzwolenia narodowego, społecznego, rodzinnego, obyczajowego czy wolności ‚artystycznych’. Byli też zwolennikami wyzwolenia seksualnego itp. Byli heroldami „postępu” w każdej dziedzinie życia społecznego, kulturowego i politycznego. Walczyli ze „wstecznictwem” religijnym, z „zabobonem”, kapitalizmem, nietolerancją, nacjonalizmem i brakiem wolności ekspresji samego siebie, walczyli z współczesnym im społeczeństwem, z jego wartościami i instytucjami. Byli bohaterami walki z carskim samodzierżawiem i stąd cieszyli się uznaniem wielu środowisk, które jednak nie podzielały ich nihilistycznej ideologii. Ta walka z caratem, podobnie jak opozycyjne wobec późnego PRL zaangażowanie postKPPowskiej lewicy laickiej, dezorientowało rosyjską opinię publiczną co do rzeczywistych intencji bolszewików...” (więcej tu: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm czyli… „Ustawa o uzgodnieniu płci”. Niemiecka AfD ma już dość gender. Marek Chodakiewicz: Trwa czwarta faza rewolucji – atak na rodzinę)

Dziś ideologiczni potomkowie tamtej dziczy nazywający siebie socjaldemokracją, centrolewicą, lewicą demokratyczną a nawet liberalną, itd. itp. Zajmują też (z woli ludu) eksponowane stanowiska w każdym ważnym państwie i instytucji międzynarodowej, a ich przybudówki udające w terenie organizacje pozarządowe skupione m.in. w ruchach zwanych „feministycznymi” mienią się wojowni(cz)kami o prawa kobiet, kontynuują bez zażenowania tę rewolucję. Do dziś uważają podobnie jak ich protoplaści że głównym problemem „cywilizowanego świata” (i wrogiem kobiety) jest tradycyjny model rodziny z jej „burżuazyjnym” przywiązaniem do własności i katolickiej moralności, które stanowią o sile i dorobku cywilizacji zwanej łacińską, która przez wiele wieków kształtowała podstawę społeczną narodów i przyczyniła się do rozwoju państw zwanych dumnie „zachodem”. Na sukces złożyły się: po pierwsze – grecki stosunek do prawdy (której główną zaletą jest obiektywizm), po drugie – rzymski dorobek prawny który tę prawdę zastosował w mechanizmie systemowej ochrony autonomii jednostki ludzkiej i jej własności (również względem państwa), oraz po trzecie – chrześcijańska etyka która tę autonomię ugruntowała na indywidualnej godności każdego człowieka jako dziecka Bożego, które z racji tego powinowactwa winne jest swojemu bliźniemu wzajemność w poszanowaniu owej godności.

Lewicowe środowiska które walczą z tym dorobkiem, uważając go za „stereotypowe przyzwyczajenie”, „sztuczny wytwór burżuazyjnej tradycji” tudzież inny „przymus społeczny”, są więc nie tylko naturalnym wrogiem kobiet (za które uważają nawet niektórych facetów), ale przede wszystkim rodzaju ludzkiego. To dlatego nie mają owe środowiska oporu przed tym, by domagać się zrównania w prawach i przywilejach (z jednoczesnym pominięciem obowiązków) wynikających z naszego dorobku cywilizacyjnego obcych, a nawet wrogich i destrukcyjnych „norm” i zachowań. To dlatego środowiska lewicowe domagają się od struktur państwowych i ponadpaństwowych stworzenia systemowych mechanizmów ochrony dla poszanowania tej nierówności w „równości”, w postaci regulacji prawnych które mają zmusić wszystkich ludzi do uległości wobec obcych i wrogich kulturowo i cywilizacyjnie tradycji. Nawet jeśli ma to tragiczne konsekwencje dla współobywateli, tak jak to możemy obserwować w krajach skandynawskich, „BeNeLuxu”, oraz we Francji i Niemczech w postaci jawnej na tle rasowym, kulturowym i religijnym przemocy oraz gwałtu. Szaleństwo lewicowych aktywistek sięgnęło już takiego dna, że po serii gwałtów jakie miały miejsce w jednym z wymienionych krajów (po niesławnym sylwestrze na początku tego roku w Kolonii) słychać było głosy sprzeciwu… żeby kobiet przed gwałcicielami nie ratować, a na zdecydowaną reakcję na agresję wobec kobiet reagują tak Feministka o Polaku stającym w obronie kobiety w Szwecji… (Odys)

„…Największym wyzwaniem cywilizacji było i jest znalezienie kobietom takiej formuły istnienia, by mogły spełniać się jako matki i mieć jeszcze do tego inne jakieś satysfakcje. Religie ortodoksyjne rozwiązały ten problem w sposób najprostszy i najbardziej brutalny – poprzez degradację. Tylko chrześcijanie próbują zmierzyć się z tym wyzwaniem inaczej i to się raz udaje, a raz nie. Ktoś powie, że jest jeszcze kultura świecka. Nie ma żadnej kultury świeckiej. Kultura świecka to jest przedpokój przychodni ginekologicznej, gdzie dziewczynom proponuje się różne atrakcje zanim pozwoli im się urodzić dziecko zgodnie z zasadami jakiejś monoteistycznej, albo animistycznej religii. Kultura świecka w swojej warstwie istotnej zajmuje się wyłącznie komentowaniem tego co dzieje się wśród chrześcijan, muzułmanów i żydów. Niczym więcej. Mamy więc te chrześcijanki, które są atakowane z różnych stron, a to przez tę rzekomą kulturę świecką, a to przez promocję islamu, a to przez gazetę wyborczą, która pisze, jakim to fantastycznym przeżyciem jest zamążpójście za ortodoksyjnego żyda. Na obecnym etapie kultura świecka w ogóle nie bierze pod uwagę, że można cieszyć się życiem w rodzinie chrześcijańskiej. To jest według komentarzy obowiązujących na dziś krańcowa opresja. Co innego islam, tam czeka na kobietę spełnienie emocjonalne. I rzeczywiście tak jest. Widziałem kiedyś taki film w sieci, jak jakiś śniady, brodaty pan tłukł swoją młodziutką żonę szerokim pasem po gołym tyłku. Rodzina tego pana próbowała go zmitygować, powstrzymać jakoś, przetłumaczyć, ale on ani myślał przestać. Patrzyłem na to i od razu przypomniała mi się proza Stefana, oraz jego pomysły na aplikowanie dziewczynom dużych dawek emocji związanym z budowaniem lepszego jutra w nowym socjalistycznym społeczeństwie. Zaczynało się tak samo, od gadania o spełnieniu, o życiu dla drugich, o misji wśród ludu, który powinien się nauczyć czytać i pisać, o szczęściu powszechnym i tym osobistym u boku poważnego, mającego właściwe podejście do życia mężczyzny. Skończyło się, jak pamiętamy na dekrecie bolszewickim o wspólnych żonach i ich używaniu według wyznaczonego przez partię grafiku. Czerwoni jednak szybko zorientowali się, że swoboda obyczajowa zniweczy ich właściwą misję, to znaczy rozwali dyscyplinę pracy w zakładach i nie będzie już mowy i darmowej prawie produkcji. Tak więc systemowa rozwiązłość była tylko wabikiem dla naiwnych. Wprowadzono więc moralność socjalistyczną, czyli moralność na pokaz. Bez możliwości ubierania się przez dziewczyny w ładne sukienki, za to z wyraźnie zaznaczoną możliwością realizowania się w związkach patologicznych, dostępną dla partyjnych kacyków.

W islamie jest podobnie. Póki co nikt ich nie pędzi do pracy w szwalniach, to znaczy w Europie nie pędzi, bo w Bangladeszu jest trochę inaczej, ale i do tego dojdziemy. Niech trochę jeszcze zdewastują tę znienawidzoną chrześcijańską i świecką cywilizację, niech zacznie brakować na zasiłki i ktoś im podsunie pomysł, żeby te cholerne baby wysłać do roboty przy krosnach. Taki jest, jak sądzę, plan…” (coryllus – Islam a petting czyli triumf równouprawnienia)

„…Tu nie chodzi o to, że Niemcy nie potrafią obronić kobiet, nie chodzi też o to, że feministki, stare, grube lampucery nienawidzą swoich sióstr, co mają szczuplejsze biodra. To są gawędy dla idiotów. My tutaj, obserwując te wypadki widzimy, że realizowany jest plan. I on będzie realizowany wbrew logice, wbrew składanym wcześniej deklaracjom, wbrew wszystkiemu. Co jest przedmiotem tego planu, trudno mi na razie dociec, ale podążając za swoimi ostatnimi intuicjami, sądzę, że zapędzenie dużych ilości ludzi do pracy za minimalnym wynagrodzeniem. Odebranie im przy tym godności, broni, emocji, dzieci i wszystkiego co traktują oni jak swoje. Czyli wprowadzenie na nieznaną nam liczbę lat realnego socjalizmu na dużym obszarze. Takie numery zawsze zaczyna się od kobiet, bo one są najbardziej bezbronne i ogłupiałe. I tym razem nie jest inaczej. Dotyczy to zarówno Niemiec jak i Polski

Te napaści na dziewczyny są jedynie początkiem, są próbą rozbudzenia emocji i wściekłości ludzi prostodusznych, zabieganych i w istocie dobrych, którzy nie rozumieją co się wokół nich dzieje. Albo chodzą do pracy, albo siedzą na zasiłkach, a ich jednym zmartwieniem jest problem z wyborem nowego mieszkania, albo lokalu gdzie można zjeść kolację. I nagle zwalają się na nich te, wpuszczone przez nie wiadomo kogo hordy, które mają policyjne pozwolenie na wszystko, poza rabowaniem sklepów. Tego nie wolno robić, bo państwo niemieckie mogłoby stracić trochę grosza z podatków, a ubezpieczyciele musieliby wypłacać odszkodowania. Na to nie można pozwolić, bo to jest uderzenie w podstawy demokracji. Co innego łapanie za cycki niczego się nie spodziewających dziewczyn. To wolno, bo przemoc wobec kobiet to popularny w Niemczech fenomen. No i nadaje on odpowiednią temperaturę emocjom, ludzie są po czymś takim naprawdę wściekli, szczególnie młodzi mężczyźni, którzy najlepiej nadają się do tego, by ich zapędzić do pracy bez wynagrodzenia…

…Młodych socjalistycznych alfonsów robiących rewolucję przed I wojną nic bardziej nie wkurzało niż pogłoski, że gdzieś tam daleko, w majątkach kresowych dziedzic dziewki psuje. No, a oni, przedstawiciele partii postępu, nie mają od tego żadnej prowizji. To był skandal, naprawdę. Jak można było psuć te dziewki i nie dać zarobić organizacji? Rzecz nie do pomyślenia. Teraz mamy sprawę podobną, ale z odwróconym wektorem. Jest pozwolenie na psucie dziewek i najlepiej się w to nie wtrącać, a im bardziej jawnie się to odbywa tym lepiej. Ci zaś którzy protestują w imieniu moralności, elementarnej przyzwoitości i prostych, ludzkich emocji, są wyszydzani i skazani na klęskę. Nie będzie ich. W ciągu dekady zostaną zapędzeni do fabryk. Ci zaś, co dziś napadają na dziewczyny pójdą do pieca, albo się ich wrzuci do morza. Żywych lub martwych, to bez znaczenia…” (coryllus – Prawda przeciw głupocie)

„…Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.(więcej tu: Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę)

„…jeśli się będzie konsekwentnie i intensywnie naród reformować, a okaleczanie i pranie mózgu nazwie się sukcesem, z każdym narodem da się zrobić wszystko. Ponoć Finowie przodują dziś w edukacji. Tak mi powiedział kolega, który bada te sprawy i jest na bieżąco. Wszystkie europejskie reformy edukacji zmierzają do tego, by ukształtować nas na obraz i podobieństwo Finów, bo ci są najbardziej zdyscyplinowani, a ich mózgi są najgłębiej spenetrowane przez nowoczesne programy edukacyjne. I to często nazywane jest sukcesem. Powiem wprost – jeśli damy się sprowadzić do poziomu Finów dzisiaj, to jest po nas. Skąd ja to wiem? Oto proszę wycieczki instruktażowy film, za którym zapłaciła fińska policja, pokazujący jak fińskie dziewczyny mają się bronić przed gwałtem.

Film policji w Finlandii: jak kobiety mają się bronić przed próbą gwałtu

To nie jest żart, sprawa jest poważna i jasno nam wskazuje po czyjej stronie stoją rządy państwa zwanych cywilizowanymi. Z całą pewnością nie po stronie dziewcząt, którym grozi jakieś niebezpieczeństwo. Jak zauważycie łatwo, ta policyjna hucpa jest podzielona na pół nagraniem ukazującym próbę rzeczywistego gwałtu. Nagranie to, by nie wywołać szoku, zostało wypikslowane. Ja teraz poczynię całą serię dygresji, żebyśmy jasno widzieli gdzie stoimy i co się nad nami unosi. Obejrzałem sobie wczoraj jakieś nagranie z egzorcyzmów, bohaterem był polski ksiądz, a na samym początku wypowiadała się pewna pani, która wpadła w pułapkę uzależnienia od seksu sado-masochistycznego. Jeśli porównamy to co opowiadają różne pańcie na temat swoich egzotycznych upodobań z przemocą prawdziwą, zorientujemy się łatwo, że ta gabinetowa przemoc, to jest po prostu jakaś konwencja obyczajowa, która być może została wymyślona przez samego Lucyfera, ale tylko po to, by jedna z drugą kretynka, nie zorientowała się co to jest przemoc prawdziwa. A jak już jej doświadczy, żeby nie miała możliwości ucieczki i została nie tylko zhańbiona, ale jeszcze zabita. Fascynacja przemocą i udział w orgiach ma bowiem tyle wspólnego z prawdziwą przemocą, co bujany fotel z krzesłem elektrycznym

…tacy jak ten pan widoczny na filmie mają w Finlandii, Danii i innych cywilizowanych krajach zagwarantowaną bezkarność. Nie ma się więc co ochrzaniać. Po rozwaleniu kobiecie głowy i zgwałceniu dogorywającej, murzyn zostanie odprowadzony na posterunek, tam przesłuchany, a następnie skierowany do ośrodka, gdzie dadzą mu psychologa, który będzie z nim rozmawiał. Być może będzie to nawet jakaś młoda, opętana wizją masochistycznych orgii wariatka, którą należałoby skierować do egzorcysty. I to się właśnie nazywa proszę Państwa troską socjalistycznego państwa o szczęście wszystkich obywateli…” (coryllus – O gwałtach i technice ich wykonywania)

Ta tragedia kobiet nie odbywa się jednak bez winy mężczyzn (o czym więcej tu: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu). Więcej o postępowej edukacji w Finlandii tu: Prawo do odręcznego pisania („cyfrowa demencja” przyszłych pokoleń)

„…Taktyka bolszewicka polegała na dążeniu do uchwycenia władzy politycznej drogą rewolucji, co umożliwiało korzystanie z narzędzi współczesnego państwa, przede wszystkim – terroru i zmasowanej propagandy – do przerabiania normalnych ludzi na ludzi sowieckich. Różnica między człowiekiem normalnym i sowieckim polega na tym, że człowiek sowiecki wyrzeka się wolnej woli – a więc autonomii względem państwa, tworząc kolektywistyczny „nawóz Historii”. Ale dzięki polskiemu zwycięstwu w wojnie bolszewickiej w roku 1920, Zachód uchronił się przed zaaplikowaniem mu tej taktyki. Wobec niego zastosowana została taktyka alternatywna, zaproponowana przez Antoniego Gramsciego w postaci tak zwanego marksizmu kulturowego.

Gramsci stwierdziwszy, że bardziej niż zewnętrzna przemoc, człowieka trzyma w niewoli kultura „burżuazyjna”, zaproponował wprowadzenie do niej „ducha rozłamu” to znaczy – podsunięcie tradycyjnym kategoriom kulturowym wywrotowej, czyli rewolucyjnej treści – a wtedy władza polityczna nad tak zoperowanym społeczeństwem sama wpadnie „awangardzie” w ręce…

Kierując „instytucjami” o zasięgu światowym bądź europejskim, korzystając ze wsparcia autorytetów uniwersyteckich, mediów i przemysłu rozrywkowego, ludzie ci nadali marksizmowi kulturowemu charakter już nie intelektualnej propozycji, ale ideologii zarówno w USA, jaki i Unii Europejskiej obowiązującej. Przybiera ona na naszych oczach postać norm prawnych, za którymi stoi przemoc państwa…” (Stanisław Michalkiewicz, całość tu: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł).

podobne:  Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. oraz: „Virtus est perfecta ratio” Cyceron… a „Gdy rozum śpi budzą się demony” Goya i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? a także: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. i jeszcze: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz) oraz: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja „publicznej TV” i zdrada „Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki. i to: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a.

Gabrielle Bakker - Minotaur

Gabrielle Bakker – Minotaur

Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury.


Luis Quiles - Cenzura

Luis Quiles – Cenzura

„…Odruch (auto)cenzorski wywołuje każda uświadomiona sobie zależność. Ta zależność jest z natury rzeczy nieodłączną cechą każdej relacji społecznej. Instynkt samozachowawczy każe nam w związku z tym komunikować się w taki sposób z otoczeniem, aby nie prowokować reakcji, mogących zagrozić naszemu bezpieczeństwu lub narazić nas na utratę osiągniętego – dzięki właśnie tym relacjom – statusu społecznego czy materialnego dostatku.

Jedną z takich relacji jest PRACA NAJEMNA. Wspomniany instynkt powstrzymuje ludzi przed mówieniem czegokolwiek złego o swym pracodawcy, nawet gdyby to było najszczerszą prawdą. W kontaktach z najbliższym otoczeniem (w miejscu pracy i często poza nim) przeprowadzamy zatem selekcję informacji po to, aby niczym się swemu pracodawcy nie narazić. Do cenzury sensu stricto dochodzi jednak dopiero w warunkach o wiele bardziej specyficznych. Warunki takie spełnia praca w mediach, czyli w tzw. środkach masowego przekazu. Jeśli bowiem odruchową selekcję informacji rodzi każda uświadomiona sobie zależność od pracodawcy, to o ile silniejszy musi być ów odruch w warunkach pracy, której PRODUKT składa się wyłącznie z INFORMACJI. A przecież to właśnie w celu wytworzenia tego rodzaju produktu peerelowscy dziennikarze i redaktorzy wynajmowali się do pracy w reżimowych i w wasalskich mediach…

…Podstawowym– choć niepisanym, bo dla każdego oczywistym– kryterium cenzorskimw peerelowskich mediach była ochrona interesu pracodawcy (ew. koncesjodawcy),którym w peerelowskich warunkach był komunistyczny reżim. Powodem stosowania przez dziennikarzy i redaktorów tego kryterium nie było wyłącznie istnienie tego urzędu, lecz banalny fakt, że ludzie ci, idąc do pracy w reżimowych lub w koncesjonowanych przez ów reżim mediach pragnęli pracę tę po prostu zachować, aby następnie móc w tych mediach robić kariery i korzystać z przywilejów, jakie ta praca gwarantowała. Usilnie zatem dbać musieli o to, aby się niczym temu pracodawcy nie narazić. Nie mogli – idąc do tej pracy – nie być tego świadomi. Jeśli zatem z własnej i nieprzymuszonej woli na tę właśnie pracę się decydowali, oznaczało to ni mniej ni więcej, że obowiązującą w niej cenzurę akceptowali oraz że jej kryteria przyjmowali za własne. Potwierdzali to zresztą, składając następnie podpisy pod tymi wstępnie już przez siebie i przez redakcje ocenzurowanymi tekstami i wreszcie poprawionymi przez radców z GUKPPiW. Afirmowali w ten sposób system peerelowskiej cenzury, dostarczając przy okazji formalnego alibi radcom z GUKPPiW

Postpeerelowscy dziennikarze narzucają opinii publicznej wygodną dla siebie interpretację omawianego zjawiska, wedle której ofiarą „zewnętrznego cenzora” byli w PRL dziennikarze, publicyści czy artyści. Pragną bowiem, aby wyglądało na to, że to nie masowy odbiorca (społeczeństwo) wytwarzanego przez nich produktu – przekazu medialnego – pada ofiarą cenzury. Aby to osiągnąć spłycają perspektywę oglądu poznawczego, co pozwala na podmianę obiektu oddziaływania cenzury po to, by odwrócić uwagę od ostatecznego, końcowego celu jej manipulacyjnego oddziaływania. W rzeczywistości dziennikarze nie byli obiektem manipulacji cenzorskiej lecz tylko jednym z jej współpodmiotów. Prawdziwym obiektem cenzorskiej manipulacji (jej ofiarą) był natomiast masowy odbiorca. Biorąc udział w tym haniebnym procederze, dziennikarze nie byli przecież pozbawiani dostępu do pełnej (dostępnej im już) informacji. To oni sami przecież – wspólnie z redaktorami i radcami GUKPPiW – dostępu do tejże samej informacji pozbawiali swych czytelników, widzówi słuchaczy – całe zatem polskie społeczeństwo. Hipokryzja służąca uciszaniu głosu sumienia, każe im nie dopuszczać do świadomości możliwości istnienia innej – prawidłowej – definicji cenzury. A brzmi ona tak:

CENZURA JEST SELEKCJĄ INFORMACJI PRZEZNACZONYCH DO MASOWEGO ROZPOWSZECHNIANIA…

(salon24.pl T. Strzyżewski – AUTOCENZURA jako fundament każdej cenzury)

Tomasz Strzyżewski w 1977 uciekł do Szwecji, gdzie wydał „Czarną księgę cenzury w PRL” demaskującą mechanizmy instytucjonalnej cenzury w Polsce ludowej (był pracownikiem w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk). (…) „Errata do biografii: Tomasz Strzyżewski” Grzegorza Brauna odkrywa niejasną atmosferę wśród „opozycyjnych” środowisk szwedzkiej Polonii, gdzie silną pozycję mieli bracia Smolarowie i odpowiada na pytanie, czy Eugeniusz Smolar był kontaktem operacyjnym służb bezpieczeństwa o pseudonimie „Korzec”.

podobne: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. oraz: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

„…kultura możliwa jest jedynie w społeczeństwie klasowym. Kiedy dewastuje się społeczeństwo klasowe kultura zamienia się w aspirację. To jest mniej więcej to samo, o czym pisałem tu przedwczoraj, ale ujęte od innej strony. Powiedział też ten mój kolega, że w czasach dawniejszych nikt nie miał pomysłu na totalną dewastację kultury, czyli klas, a dokonywano tego jedynie na pewnych obszarach, nieraz dość sporych, które nosiły nazwę herezji. Pomysł na likwidację społeczeństwa klasowego jest pomysłem stosunkowo nowym, a ja mogę dodać od siebie, że jego totalny charakter, jest niestety złudzeniem. Zwiększył się jedynie obszar, na którym montuje się tę pułapkę, a zwiększył się, że można było złapać w nią nawet najbardziej cwane i przebiegłe szczury.

Likwidacja społeczeństwa klasowego załatwia sprawę najważniejszą – ukrywa istotne hierarchie i nazywa to równością. Nie jest to żadna równość, po prostu nie widzimy struktury, która rządzi i przez to nie możemy w niej awansować. W zamian za to podsuwa ludziom hierarchie fałszywe – bądźmy, jak syte społeczeństwa zachodu, na przykład, albo – aspirujmy do tej czy innej lokalnej kultury. Aspirować można w nieskończoność i to zawsze będzie śmieszne – patrz Pacewicz z biało czerwoną opaską. Jeśli bowiem nie ma realnej możliwości poprawienia swojego życia, każda aspiracja jest kabaretem dla idiotów. Można się oczywiście bronić przed tym i wmawiać sobie, że jest inaczej, ale jedna konfrontacja z przedmiotem aspiracji załatwia sprawę…

…Oto facebook będzie negocjował z przedstawicielami środowisk narodowych. Nie mam słów. Ci durnie pójdą negocjować z pracownikami fejsbuka, a wcześniej dali się wkręcić w zabawę pod tytułem „cenzura stron faszystowskich”. To jest manifestacja słabości i podległości wprost. Jak można negocjować z fejsbukiem? Poprzez adwokatów jedynie i na sali sądowej. Inaczej człowiek przyznaje się do wyssanych z palca zarzutów i obelg jakimi obrzucił go fejsbuk. Nikt tego jednak nie zrozumie, ponieważ nie znajdujemy się w sferze zdrowej, ludzkiej kultury, znajdujemy się w obszarze chorych, socjalistycznych aspiracji, kiedy oferta od hierarchii takiej jak FB traktowana jest niczym dar niebios i nie można jej po prostu odrzucić. Jeden z komentatorów umieścił pod tą informacją znamienny bardzo wpis, zapytał czy spotkanie będzie z kimś na poziomie czy z lewakami-cenzorami…Cóż tu dodawać…” (coryllus – Wolność, równość, szyderstwo)

podobne: O „wolności słowa” w internecie… a także: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? polecam również: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i jeszcze: Marek Gajowniczek: „Piana na rzece” do grafiki Andrzeja Krauze: „Wolnośc słowa”

Czym w zasadzie jest ten cały fejsbuk że tylu wydawałoby się poważnych ludzi aspiruje do tego żeby być jego częścią? Ano tym:

„1. Kasowanie stron i banowanie użytkowników, którzy zostaną uznani za nie spełniający standardów. (…)

2. Segregowanie treści w dowolny sposób. (…)

3. Możliwość ustawienia algorytmów co ma się wyświetlać userom, obcinanie zasięgów w sztuczny sposób. (…)

4. Wpisy sponsorowane. (…)

5. Odlajkowywanie. (…)

6. Nie działające powiadomienia (…)

7. Sugerowanie postów (…)

8. Filtrowanie wpisów (…)

9. Ukrywanie w wynikach wyszukiwania 

(…)

1. Facebook jest dziś największym portalem internetowym. Stał się przestrzenią, w której obok selfie i kotów ścierają się również poglądy użytkowników, a większość ludzi czerpie stąd informacje. Jakakolwiek cenzura, machinacje przy zasięgach – prowadzą do dominacji w dyskursie określonych postaw

2. To dzięki social media nagłośnione zostały sprawy takie jak słynny Sylwester w Kolonii. To social media weryfikują często nieprawdziwe informacje podawane w dużych mediach i przyłapują je na manipulacji. To social media przywróciło równowagę we wpływie na postrzeganie rzeczywistości pomiędzy ludźmi, a mediami masowymi.

3. Facebook operując w Polsce musi respektować polskie prawo

4. Facebooka nie obowiązuje prawo prasowe i można rozpowszechniać w jego przestrzeni dowolne historie (prawdziwe, o przeinaczonym sensie czy nawet całkowicie zmyślone) na dowolny temat. Czy to jeszcze jest wolność słowa?

Nie trudno jest wyobrazić sobie celowe rozprzestrzenianie fejków, kupowanie im zasięgów i podbijanie przez fejkowe konta. A mając świadomość że administracja może pewne treści użytkownikom pokazywać, a inne przed nimi ukrywać czy wręcz likwidować – to wszystko razem prowadzi do niebezpiecznych wniosków.

Facebook (pod wpływem pieniędzy ale też chęci cenzury lub propagowania treści przez administratorów) ma możliwość realnego wpływania na rzeczywistość i jednocześnie przy doborze informacji kieruje się własnymi standardami, będąc praktycznie wyjętym spod jurysdykcji prawnej.

Innymi słowy, jest to narzędzie które w rękach nieodpowiednich ludzi, może być gigantyczną maszynką propagandową, właściwie niemożliwą do zweryfikowania. Chyba nie o to chodziło…” (ŻelaznaLogika – 9 możliwości Facebooka w dobieraniu treści dla użytkownika wbrew jego woli)

DOKŁADNIE O TO CHODZIŁO… Cytuję: „…Pan Zuckerberg uważa, że jego gówno ma połączyć wszystkich „entreprenełrów” (cokolwiek to znaczy) na świecie. Ja uważam, że to gówno ma przede wszystkim za zadanie odmóżdżać całe masy ludzkie i m.in. tych co mają prawicowe poglądy dosłownie obrócić w tępych reakcjonistów, którzy zamiast czytać książki, codziennie przewijają kilometry taniego gówna na FB i Twitter, czegoś co nie wymaga refleksji tylko podobnie jak wiele filmików na YT wyprowadza ludzi z równowagi o tym jaka to niesprawiedliwość na świecie się dzieje.
Korzystanie z tych mediów jest wydaje mnie się jeszcze bardziej zabójcze dla świadomości niż reżimowa telewizja, bo stwarza pozory czynnego udziału, a to jest jedna wielka melasa komentarzy…”

Chodzi o skanalizowanie w jednym miejscu wszystkich możliwych aktywności jak największej liczby ludzi, łącznie z patologicznymi by mogły znaleźć bezpieczne ujście w inny sposób jak na ulicy. Chodzi też o to by podsuwać ludziom jako atrakcyjne (dzięki złudzeniu masowości) i urabiać ich w „jedynie słusznych poglądach” a jednocześnie cenzurować i zwalczać poglądy niesłuszne i zagrażające tym pierwszym. Fejsbuk jest również po to by topić i „znikać” wszystko co ważne w masie bełkotu i oderwanych od rzeczywistości „informacji” zwanych szumem, tudzież będącymi zwykłym kiczem i tandetą w ramach tzw.”rozrywki”.

W świetle tego czym rzeczywiście jest ten cały fejsbuk, jedyne co można zrobić to potraktować poważnie siebie zostawiając całe to środowisko daleko w tyle. Najlepiej po cichu i bez egzaltacji. Inaczej można skończyć jak „narodowcy” i MaxK. który informuje kogo tylko może że jest na jakiejś wojnie (UWAGA) o „lajki” i „wolność słowa” z portalem którym sam (rzekomo) gardzi za manipulację, oraz anty wolnościową i lewacką politykę. Jakby te lajki i ich liczba świadczyły o jakiejś racji, sile głosu, albo miały wpływ na rzeczywistość inną od wirtualnej. Jakby rzeczywiście wierzył w to że Pana Zuckerberga to obejdzie i że zmieni zdanie tj. politykę jaką na SWOIM produkcie z premedytacją uprawia.

Jestem ciekaw jak czują się ci wszyscy biedni ludzie którzy sponsorują oba projekty (fejsia i maksia) dodając im swoją powagą wiarygodności w przekonaniu że wspierają coś ważnego. Lepiej by było dla nich wpłacać na program Pani Jaworowicz bo nie wiedzą co czynią. No ale to jest efekt tego o czym wspomina coryllus – socjalistycznej rewolucji „równościowej”, dzięki której każdy świr ulegając tej iluzji może poczuć się tak samo ważny jak sam Lis czy Rachoń, przekonany o tym że dzięki komentarzowi zamieszczonemu na takim czy innym portalu ma szansę zająć ich miejsce.

Jeśli „aspirujący” do elity „poważni” ludzie którzy mają jakiś wpływ na opinię publiczną nie przestaną się w ten sposób wygłupiać to „…To co zostanie nam w ręku i co będzie pociechą na długie lata pustki i coraz bardziej dojmującej tępoty, to aspiracja, czyli picie kawy z obłupanej filiżanki z odgiętym finezyjnie paluszkiem”… coś ala Gadowski i pisanie na cyfrowy Berdyczów w nadziei że wynegocjujemy od gwałciciela żeby nas trochę mniej używał. Powodzenia… (Odys)

podobne: Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność. oraz: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu

…poza tym warto pamiętać o tym że… „…nie jesteśmy właścicielami tej przestrzeni, nie jesteśmy nawet gośćmi, co najwyżej użytkownikami.

Ale też to, że jesteśmy użytkownikami serwisów społecznościowych, nie znaczy, że mamy w związku z tym do nich prawa. Po zamieszczeniu tam słów czy nagrań przestajemy w zgodzie z regulaminem być ich właścicielami. Nie możemy nimi dowolnie dysponować. Przekazujemy prawa do nich właścicielom Facebooka, Instagramu, Twittera, Google Plus, LinkedIn, Pinterestu i czego tam jeszcze używamy…

Administrator serwisu w każdej chwili może nas bez najmniejszego problemu z niego wyrzucić. Może usunąć to, co wyprodukowaliśmy i co często z wielką pieczołowitością przez lata sobie gromadziliśmy: urywki zdań, zdjęcia, nagrania, rysunki… — jeśli nie zostały zapisane w innym miejscu, tracimy je w ciągu kilku sekund. Bez jakiejkolwiek szansy nie tylko na rekompensatę, ale nawet na wyjaśnienie. Nie — bo nie. Nie mamy pani, pana (cyfrowego) płaszcza, i co nam pani, pan zrobisz?

Możemy pisać — na cyfrowy Berdyczów. Standardowe — przygotowane przez najlepsze kancelarie prawne — odpowiedzi już na nas czekają.

Administrator może nawet, w poszukiwaniu modelu ekonomicznego, zaprzepaścić całe zaufanie, jakie do niego mieliśmy, i całą zawartość naszej „szuflady pamięci” po prostu sprzedać. Łącznie z komunikacją, którą — jak nam się wydawało — ukryliśmy przed publicznym dostępem

…To, co robimy w sieci, jest naszą zabawą, podejmowaną przez nas w naszym czasie wolnym (albo w czasie, który podkradamy naszemu pracodawcy, naszym rodzinom, naszym dzieciom) z zyskiem dla tych, którzy nam tę zabawę umożliwiają. Produkujemy wartościowy dla nich „content”, treść. Ale też oddajemy im wiedzę o nas samych.

Tak, to przecież oczywiste, bezpłatna poczta mailowa również nie należy do nas. Nie do nas należą przesyłane słowa, zdjęcia, emocje. Nie są naszą własnością. A tak naprawdę upewnijmy się, czy jeszcze są tam, gdzie do niedawna były. I czy na pewno dobrze je zabezpieczyliśmy, aby należały do nas i abyśmy tylko my mieli do nich dostęp, aby nie mogły być analizowane, przetwarzane, dotykane. Nie, naprawdę nie chodzi o bardziej skomplikowane hasło dostępu, ale o to, do kogo te dane należą, kto jest ich absolutnym, stuprocentowym dysponentem…

…Możemy wymagać szacunku wyłącznie, jeśli za coś płacimy. Jeśli mamy nasze zasoby na bezpłatnych serwerach do nas nienależących, niczego nie mamy i niczego wymagać nie możemy. Co więcej, jesteśmy niewolnikami tych, którzy na naszych danych robią swoje biznesy. Łączą nasz adres e-mail, miejsca, w których się logujemy, tematykę poruszaną w mailach, inne serwisy, do których mamy dostęp, zdjęcia, strony dla dorosłych, dane karty bankowej i ostatnie operacje na koncie, umawiane wizyty lekarskie, wyniki badań analitycznych krwi, zamawiane książki, siatkę relacji ze znajomymi, nasze mniejsze i większe słabostki, polityczne afilacje, plany wakacyjne — z naszym adresem, numerem PESEL i, co od dawna już w tym procesie jest oczywiste, dawno bowiem nastąpiło z uwagi na inercję państwa, naszym imieniem i nazwiskiem” (wszystkoconajwazniejsze.pl Eryk Mistewicz  Korporacje nowych mediów pokazują inną twarz)

podobne: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej.

Pretensje o to że nas ktoś obcy i wrogo nastawiony nie chce u siebie gościć a co najwyżej wykorzystać i zostawić z dzieckiem są co najmniej niepoważne. Zwłaszcza kiedy się SAMI takiemu komuś w łapy ładujemy. I taka jest różnica między dawną a dzisiejszą cenzurą… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik - wolna debata

Adam Wycichowski niewolnik – wolna debata

Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?


Adam Wycichowski niewolnik - przy jednym stole

Adam Wycichowski niewolnik – przy jednym stole

„Perypetie w związku z umową między Unią Europejską i Kanadą „o wolnym handlu” pokazują, jak trudno jest budować, a cóż dopiero – utrzymać imperium przy zastosowaniu procedur demokratycznych. Demokratyczne imperium to rodzaj contradictio in adiecto, co niedobrze rokuje dla Unii na przyszłość. Jedynym wyjściem jest przywrócenie pruskiej dyscypliny przy demokratyczne fasadzie – jak było w Związku Sowieckim w czasach wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina. I chyba w tym kierunku Unia Europejska będzie ewoluować, na co przed wielu laty zwrócił uwagę Guy Sorman mówiąc, że kapitalizm jest w każdym kraju odmienny, podczas gdy socjalizm wszędzie jest taki sam. Najwidoczniej żadnego innego być nie może i tyle. Inna sprawa, czy umowa CETA jest rzeczywiście umową o wolnym handlu, czy o czymś zgoła innym – bo umowa licząca ponad 1000 stron nie może być umową o wolnym handlu. Umowa o wolnym handlu powinna składać się z dwóch zdań i aneksu. Zdanie pierwsze mogłoby brzmieć następująco: w stosunkach między UE i Kanadą przywraca się zasady wolnego handlu. Zdanie drugie – uchyla się wszelkie regulacje sprzeczne z tymi zasadami. Aneks zaś powinien zawierać wykaz regulacji uchylonych w tym trybie i pewnie ważyłby z 50 kilogramów. Bo zasady wolnego handlu są nastepujące: sprzedający może sprzedać co chce, komu chce, gdzie chce, ile chce i kiedy chce, zaś kupujący może kupić co chce, u kogo chce, ile chce i kiedy chce. Wszystko co więcej – od złego pochodzi. Skoro umowa CETA liczy ponad 1000 stron, podobno ustanawia jakieś „limity” i „procedury”, to już choćby do samego przestrzegania wszystkich jej postanowień, tych „limitów” i „procedur” musi być stworzony potężny aparat biurokratyczny, coś w rodzaju Ministerstwa Wolnego Rynku pod kierownictwem profesora Biedy-Nędzarkiewicza…” (Stanisław Michalkiewicz – Czekając na salwę)

…cała impreza zaczęła się jeszcze w minionym tysiącleciu a dokładnie 16 czerwca 1999 r. w restauracji luksusowego hotelu w Ottawie , gdzie ambasador Kanady przy UE pan Jean –Pierre Juneau wydał uroczystą kolację z udziałem 30 przedstawicieli firm i polityków Kanady i UE, w tym z udziałem m.in. pana Sergio Marchi Ministra ds. Handlu w rządzie Jeana Chretiena Kanada i sir Leona Brittana, również poddanego Jej Królewskiej Mości i od 1995 r. wiceprzewodniczącego Unii Europejskiej oraz komisarzem ds. stosunków zewnętrznych.
No i na tym obiedzie powołany został do życia The Canada Europe Roundtable for Business ( Kanadyjsko-Europejski Okrągły Stół dla Biznesu) w skrócie CERF. Wśród zachwyconych inicjatorów odnajdujemy takie firmy jak: ACCIONA, ALCATEL, BASF, MERCEDES BENZ, THYSSEN KRUPP, SIEMENS, RIO TINTO, GlaxoSmithKline, BOREALIS, ASTRA ZENECA i parę innych.

Zachwyceni biesiadnicy wybrali na stałych przewodniczących CERF kolejnych dwóch poddanych Jej Królewskiej Mości: pana  Roya MacLarena byłego ministra wielu rządów Kanady ale przede wszystkim w latach 1996-2000 Wysokiego Komisarza Kanady z ramienia Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii , Irlandii Północnej. Oraz wg Bloomberga – członek Komitetu Wykonawczego legendarnej Trilateral Commission (Komisja Trójstronna)  założonej przez dobrego pana Davida Rockefellera w 1973 r.  przedstawianej jako „…prywatna, pozarządowa organizacja założona  przez 325 osób prywatnych z Europy, Japonii i Północnej Ameryki w celu promowania bliższej współpracy między tymi rejonami. Obecnie rozszerza swoją działalność poza trzy pierwotnie zakreślone obszary…”.

Wśród wybitnych przedstawicieli Komisji Trójstronnej (wg stanu na 15 września 2015 r.) wymienia się m.in. Madelaine Albright – była Sekretarz Stanu USA, Michael Bloomberg, właściciel agencji Bloomberg, Henry Kissinger były Sekretarz Stanu USA, David Rockefeller – fundator, Paul A.Volcker były szef Federalnej Rezerwy no i mnóstwo innych fajnych ludzi…

A jak już „wszystko między niemieckim biznesem i poddanymi Królowej było dopięte” – rozpoczęła się operacja Brexit, dzięki czemu Wielka Brytania może uczestniczyć w zyskach ale już nie ryzykuje szkód wynikających z tej totalnie bezczelnej ” umowy” , która jest po prostu przywróceniem kolonializmu gospodarczego.

Liczy ona sobie aż 1600 stron. Ale najważniejsze postanowienia zawierają wielkość 3 -5 stron. Okazuje się, że w „sekcji  4”  na stronach  158-161 CETA , która wprowadza „Ochronę Inwestycji dla zagranicznych inwestorów i gwarancje „poprawnego traktowania oraz pełnej ochrony i bezpieczeństwa”. CETA pozwala zagranicznym korporacjom pozywać rządy państw przed trybunały arbitrażowe (gdzie siedzą tacy „Rzeplińscy z Oxfordów), jeśli mają roszczenia z tytułu poniesienia strat z powodów następujących:
– państwo narusza zobowiązanie „nie-dyskryminowania” zgodnie z CETA, sekcja 3, strona 156 f,

– lub z powodu naruszenia /złamania zagwarantowanej ochrony/protekcji inwestycji.

Ta gwarancja istnieje tylko w jedną stronę – PAŃSTWO  NIE MOŻE POZWAĆ FIRMY INWESTORA w tych „inwestor-państwo”- arbitrażach.  Na przykład gdy okaże się , że przez produkty firmy M-o wytrute zostały pszczoły i idziemy umierać z głodu.  Albo mamy raka. Ale firma  X. na przykład firma klinik aborcyjnych może zaskarżyć ustawodawstwo Rzeczpospolitej Polskiej za przepisy „ograniczające aborcję” – jako „działające na szkodę jej interesów”.  I chyba o takie myki chodzi. Czego nie można przeprowadzić główną bramą, to  Niemce, ich wierny Tusk i poddani Królowej – wcisną oknem od piwnicy.

Jak podaje docent wiki, takie zaskarżenia inwestorów dokonują się od lat na podstawie postanowień prawa międzynarodowego. Znane są 514 przypadki wg stanu na 2012 r. , głównie z USA, Holandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. 
Natomiast ta niesymetryczność – jest nowością  I opowieści naszych pluszaków, sorry, bojowych polityków i europosłów, jak to będzie można wybronić państwo przed Siemensem przy pomocy jednego „sędziego Rzeplińskiego” albo innego „sędziego Stępnia” – w takim „mieszanym arbitrażu” w składzie 15 osób– jest groteską.
Natomiast przestępstwem jest  stręczenie umowy jawnie niesymetrycznej na korzyść międzynarodowych korporacji, które zasady korupcji politycznej i prawnej mają opanowane do perfekcji i dzięki temu rosną w siłę…(pink panther)

polecam lekturę całości tu: Historia CETA czyli ludzie Królowej, niemiecki biznes i TRI-COMMISION

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO.

„…City i Korona wychodzą spod rządów durniów z Brukseli narzucających kwoty mleka, co jest owocem a co rybą i inne szczegółowe rozwiązania korzystne dla Francji i Niemiec by wrócić od strony Kanady. Wystarczy powiedzieć sobie głośno, że głową państwa w Kanadzie jest królowa brytyjska a Kanada jest członkiem brytyjskiej wspólnoty narodów (Commonwealth). Urywa się Korona spod dyktatu wspólnej polityki zachowując dostęp do gospodarki UE o jakim do tej pory nawet nie marzyła (np możliwość pozywania przez korporacje państw utrudniających im rabunek społeczeństw). To nazywamy na tym blogu państwem poważnym.” (cortes 30 października 2016 o 17:22)

„…W II wojnie światowej, stary brytyjski sojusznik – Rosja– miał doprowadzić do dewastacji Europy wschodniej, po to, by brytyjskie zboże z Kanady mogło zalać rynki światowe. Kooperujące zaś z rządem USA koncerny farmaceutyczne potrzebowały darmowych królików doświadczalnych, na których można by było przeprowadzić szereg eksperymentów potrzebnych do rozwoju nowoczesnej medycyny. I takie laboratoria ochoczo zbudowali oszukani przez Amerykanów Niemcy, wierny i wypróbowany przyjaciel najstarszych amerykańskich elit. Dlaczego USA wygrały wojnę z Wielką Brytanią, chociaż potencjał ZSRR był o wiele większy i tańszy do uzyskania niż to co mieli Niemcy? Ponieważ Brytyjczycy wdali się w przepychankę z Żydami o Palestynę. I to ich kosztowało chwilową utratę pozycji współlidera lidera, na którą wysunął się ZSRR. Nie trwało to zbyt długo i teraz wracamy do początków. Zaczyna się nowa kłótnia w rodzinie, którą my będziemy postrzegać całkiem inaczej, będziemy ją opisywać w sposób zgubny dla nas i dla naszych dzieci, bo nikt, żaden mędrzec nie podsunie nam tej prostej formuły, która wyjaśnia wszystko – państwa służą do przerzucania kosztów wojny wywołanej przez konsorcja na narody…” (coryllus – Skąd się biorą wojny?)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Idąc tym tropem można powiedzieć że mamy do czynienia – jak to celnie określił jeden z czytelników bloga z którego pochodzi powyższy fragment – z „wojną koncernów rolniczych i wydobywczych przeciw medycznym i przemysłowym(mechanicznym)” o ziemię i zasoby naturalne, czyli z agresywną eksploatacją (połączoną z ludobójstwem) terenów spornych dla „inwestorów” z państw poważnych. Najtrudniej pogodzić się z tym że ta kolonizacja odbywa się przy pełnej aprobacie rządów krajów kolonizowanych mieniących się „narodowymi”, będącymi w rzeczywistości bandą płatnych zbirów wynajętych do pilnowania „zasobów” i tworzenia legitymacji prawnej dla kolonizacji. O czym więcej tu: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. i tu: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

W zamian za pełnioną funkcję nadzorcy obcego interesu, czyli tzw. „rządy” legitymizowane na arenie międzynarodowej w ramach „święta demokracji” (dającym okupowanym narodom złudzenie suwerenności) partycypują w zyskach z tego procederu, i cieszą się bezkarnością kiedy kradną coś dla siebie na własną rękę. Co zdolniejsi/zasłużeni znajdują później zatrudnienie w międzynarodowych korporacjach, albo pełnią zaszczytne funkcje w międzynarodowych instytucjach politycznych i finansowych, jako rezerwa kadrowa gotowa do instalacji wszędzie tam gdzie wymagana jest „interwencja społeczności międzynarodowej” i zdolna do największej podłości by przysłużyć się swoim mocodawcom. Tę pospolitą rządzę władzy i bogactwa maskuje się i usprawiedliwia różnego rodzaju „postępowymi” ideami, wśród których prym wiodą utopijne lewicowe inżynierie społeczne – tym łacniej łykane przez społeczeństwa im bardziej są zubożane i terroryzowane przez „rządy” i ich zleceniodawców – korporacje… (Odys)

„…Cargill Inc, Archer Daniels Midland (ADM/Topfer), Continental, Luis Dreyfus, Bunge, Con Agra, Pills-bury (własność Grand Metropolitan).

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilewer i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością…

…Rolnicy, którzy kupują ziarno GM, są uzależniani od wielkich korporacji. Modyfikowane ziarna są bowiem opatentowane. Rolnik po zebraniu nasion z pola nie ma prawa ich wysiewać w kolejnym sezonie. Musi je kupować co roku. W przeciwnym razie grożą mu procesy sądowe i wielkie kary, włącznie z więzieniem. Musi także płacić koncernom opłaty technologiczne i licencyjne. Człowiek pozbawiony jest wolności wyboru, a z powodu wyniszczenia gleby musi kupować ziarno wraz z nawozem od Monsanto i jego pestycydami. Jest to obłąkany zaklęty krąg…

…Na Ukrainie Monsanto, Cargill i Dupont zainwestowały już setki milionów dolarów budując zakłady nasienne. Przez ostatnie 20 lat tworzyły silne podwaliny dla swojego biznesu w tym kraju. Widać to chociażby w składzie członków zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Nasiennego. To stowarzyszenie, w którym znajduje się również Dupont i Monsanto, ma na celu wdrażanie „nowych technologii” i „najlepszych odmian i hybryd na Ukrainie”.

Ukraińskie Towarzystwo Nasienne chce także „brać aktywny udział w pracach legislacyjnych Ukrainy związanych z rozwojem rynku nasiennego.” A to oznacza, że międzynarodowi giganci będą mieli nie tylko możliwość wdrażania swoich technologii na Ukrainie, ale także zmiany prawa. W 2012 r. zniesiono obowiązkowe znakowanie produktów zawierających GMO na Ukrainie. Zrobiono to w niecałe dwa lata, po tym jak obowiązek ten wszedł w życie…

Cargill w Polsce prowadzi działalność w następujących obszarach: żywienie zwierząt, produkcja syropów skrobiowych, glutenu oraz alkoholu etylowego, handel zbożami i śrutą sojową oraz słonecznikową, import olejów, tłuszczów roślinnych, soków i koncentratów, proszków kakaowych. 2011 r. Cargill zakończył proces przejęcia Provimi, globalnej firmy działającej w branży żywienia zwierząt. W 2008 r. Cargill zakończył budowę młyna w Bielanach Wrocławskich. W 2007 r. Cargill nabył LNB, spółkę zajmującą się produkcją premiksów, której własnością jest między innymi zakład w Kiszkowie. W 2015 r. Cargill oraz Dossche uzgodniły warunki przejęcia przez Cargill działalności w zakresie produkcji pasz, prowadzonej w Polsce przez firmę Dossche. W Polsce już 80 proc. centrali nasiennych należy do Cargill…

…Monsanto Polska to producent najskuteczniejszych środków ochrony roślin oraz hodowca nasion rzepaku ozimego i dostawca nasion rzepaku ozimego i kukurydzy wspierających rolnictwo gospodarstw wielkoobszarowych oraz rodzinnych. Działa także przez powiązane ze sobą firmy Polska Federacja Biotechnologii, Niezależna Agencja Prasowa, Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa, GBE Polska, Komisja ds. GMO, Telewizja Polska, Gazeta Wyborcza i Komitet Biotechnologii PAN. Spółka Agora wprowadziła w swoim systemie dodawania komentarzy do artykułów filtr powodujący, że komentarze zawierające słowo „monsanto” nie mogą być dodawane…

…Henryk Pająk w kolejnej swej książce „A Naród śpi” pisze: „W amerykańskich fermach Smithfielda hoduje się przemysłowo -„obozowo” – trzodę zdegenerowaną genetycznie, karmioną przyspieszaczami hormonalnymi. W grudniu 1999 r., choć już podjęli decyzje o zagładzie „Animexu”, w periodyku Animexu zapewniali, nie ukrywając swych manipulacji w genetyce: (…) pomożemy swoim partnerom obniżyć koszty produkcji, ułatwimy dostęp do nowej genetyki…” (Henryk Pająk, „A Naród śpi”, Wydawnictwo Retro, Wydanie II).

26 września 2013 roku Smithfield Foods została przejęta przez chiński Shuanghui International Holding. Animex, warszawskie przedsiębiorstwo, jest producentem mięs i wędlin, oraz właściciele, marek Krakus, Morliny i innych...” (Stanisław Bulza)

dużo więcej tu: Wielkie koncerny kolonizują świat podobne: Joanna Blythman: Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

warto przy okazji przypomnieć sobie inną sprawę, od której zaczęła urzędowanie „dobra zmiana” rencyma swojego prezydenta:

„…POLSKA jest jedynym krajem w Europie, który nigdy nie podpisał Europejskiej Konwencji Bioetycznej. Co to oznacza? W tej Konwencji jest niezwykle ważna rezolucja mówiąca, że ludzkie życie i zdrowie są wartościami najwyższymi, i w żadnym przypadku nie można ich poświęcać dla ogólnego dobrego samopoczucia. To W POLSCE swobodnie bada się na ludziach każdy nowy lek i szczepionki. Cóż, można powiedzieć, że POLSKA jest poligonem doświadczalnym dla każdej firmy farmaceutycznej…

…W 16 krajach europejskich nie ma przymusu szczepień. W 13 krajach europejskich jak i w  Rosji są odszkodowania dla ofiar za niepożądane skutki uboczne szczepionek, zaś W POLSCE szczepienia są nie tylko przymusowe, ale również nie ma żadnych odszkodowań dla ofiar niepożądanych skutków ubocznych szczepionek.

Pomimo tak wielu oświadczonych, wykazanych i potwierdzonych skutków ubocznych szczepionki HPV (Gardasil), POLSKI RZĄD PRZEGŁOSOWAŁ WPROWADZENIE TEJ FATALNEJ SZCZEPIONKI. Ważne jest by wspomnieć, że ogromna większość członków Parlamentu W POLSCE głosowała za ta kontrowersyjną szczepionką. Z pośród 432 parla-mentarzystów, aż 406 zagłosowało za śmiertelną szczepionką HPV, 25 było przeciwnych, zaś tylko 1 wstrzymał się od głosu. Na dodatek Senat przegłosował ją także! I w końcu nowy prezydent POLSKI, Andrzej Duda, podpisał nowe prawo, zgodnie z którym szczepionka HPV (Gardasil) MA BYĆ PRZYMUSOWA W POLSCE OD POCZĄTKU 2017…” (Prof. Maria Majewska Z zagranicy: Totalitarna polityka szczepień w Polsce)

„…Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym szczepienia przeciwko HPV są obowiązkowe, podkreślam jedynym. Jak pamiętamy nasz kolega Toyah rozpisywał się kiedyś tutaj bardzo szeroko o podłości producentów leków, szczególnie tych, którzy oszukują ludzi w sprawie skuteczności, bądź nieskuteczności preparatów antyrakowych. Ten temat szalenie się podobał ludziom, szczególnie tym nieco starszym. Mamy dziś inny temat, obowiązkowe szczepienia małych dziewczynek przeciwko chorobie, na którą one z pewnością nie zachorują, no chyba, że spotkają na swojej drodze kogoś z redakcji Krytyki Politycznej. Szczepionki te nie są „na zawsze” o ile pamiętam, a jedynie na kilka lat, potem działać przestają i zagrożenie infekcją brodawczaka jest takie samo jak było. Interesuje mnie więc kilka kwestii, po pierwsze co Toyah myśli o tym, że Polska jest jedynym krajem gdzie to gówno jest obowiązkowe. Ciekawi mnie to, bo on właśnie był tu swego czasu specjalistą od brudnych intencji firm produkujących leki. I my doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli na jakimś obszarze coś jest obowiązkowe, a do tego zagrożone wysoką karą to nie ma mowy, czy krył się za tym święty Mikołaj. Ciekawi mnie jak prezydent wszystkich Polaków mógł spokojnie podpisać ustawę, w której jak byk stoi, że ci co nie zaszczepią dziecka będą płacić karę od 5 do 50 tysięcy złotych. Sfera naszej wolności poszerzyła się tak, że już prawie nie możemy już oddychać. Nie dość, że nie można wyciąć krzaka na własnej ziemi, to jeszcze nie można zabezpieczyć życia i zdrowia dziecka przez złodziejami z korporacji. Nie sądzę, żeby prezydent mi odpowiedział, proszę więc Toyaha, który jest jego największym tutaj admiratorem, by mi te kwestie wyjaśnił. Mam również nadzieję, że sprawa szczepionek przeciwko HPV nie zostania zamieciona pod dywan, ale będzie szeroko dyskutowana, mam nadzieję, że córka pana prezydenta w geście solidarności z tymi wszystkimi dziesięcioletnimi dziewczynkami, które muszą się zaszczepić, bo inaczej ich rodzice zostaną ograbieni, również sobie tę szczepionkę wstrzyknie do organizmu. Wstrzyknie sobie, prawda? Mam nadzieję, że nic jej się po tym nie stanie, że będzie zdrowa, urodzi dzieci i dożyje późnego wieku. Życzę jej tego z całego serca. Mam również nadzieję, że – oby to się nigdy nie wydarzyło – kiedy coś się stanie jakiemuś dziecku z powodu tej szczepionki, ojciec tego dziecka będzie miał okazję porozmawiać z prezydentem Dudą, tak jak on mógł sobie pogadać z Tomaszem Lisem…” (coryllus – Prezydent wszystkich korporacji)

„…W latach 2003-2013, czyli w okresie, w którym wprowadzono na polski rynek wiele nowych szczepionek niemowlęcych (Hib, pneumokoki, meningokoki, rotawirusy, ospa wietrzna, grypa, szczepionki 5 i 6-cioskładnikowe), lawinowo wraz ze wzrostem „wyszczepialności” wzrastała liczba hospitalizowanych niemowląt, która w ciągu 10 lat wzrosła o 52% (ze 199 tys. do 320 tys. rocznie!). Organy odpowiedzialne nie podają przyczyn tej zapaści zdrowotnej,a zdarzenia te nie trafiają do rejestru NOP mimo, że w przypadku dzieci poniżej roku, szczepionych co kilka tygodni, w większości dzieją się w bezpośrednim związku czasowym ze szczepieniem.

To jest właśnie jak na dłoni widoczny „sukces” zdrowia publicznego i polityki szczepień, prowadzonej wobec dzieci w oparciu o przymus i z całkowitym pominięciem dobra każdego konkretnego dziecka indywidualnie. Jednocześnie środowisko medyczne udaje, że nic się nie dzieje, choć taka lawina nie mogła przejść niezauważona dla systemu opieki medycznej!..” (Justyna Socha – Szczepienia – List otwarty do najwyższej izby lekarskiej ministerstwa zdrowia i społeczeństwa)

podobne: Dzieci będą szczepione szczepionkami niedopuszczonymi do obrotu!

polecam również: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony oraz: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra „STOP NOP”. Kto ma rację?

„…Charakterystyczne jest, że zwolennicy wszelkich, w tym zbrodniczych utopii, nigdy nie widzą siebie w roli członka postulowanej przez siebie rzekomo idealnej społeczności. Hitler i jego pretorianie nie spełniali w najmniejszym stopniu kryteriów ustawy norymberskiej. Każdemu z wielkich i mniejszych zbrodniarzy, a także z większych czy mniejszych głupców wydaje się zawsze , że osobiście go nie dotkną skutki własnych decyzji, że dzięki wyjątkowej roli społecznej, koneksjom czy zgromadzonej fortunie zdoła się im wymknąć. Zwolennikom aborcji nie przychodzi do głowy, że sami też mogliby być „usunięci”. Zwolennicy eutanazji nie rozumieją, że ich też może dotknąć przymusowe zakończenie ich ziemskiej egzystencji. Wystarczy, że- jak w Holandii- komisja lekarska uzna, że pomimo dobrego stanu zdrowia komfort ich życia jest niezadawalający. Hitlerowi nie przychodziło zapewne do głowy, że gdyby poddano go ocenie zgodnej z jego własnym ustawodawstwem, przy jego aparycji jako element mniej wartościowy rasowo powinien zakończyć życie w obozie pracy.

Sowiecki agent, zastępca członka, a potem członek KC , wieloletni poseł na sejm PRL, Ignacy Loga –Sowiński , zwolennik zimnej wojny i wyścigu zbrojeń, a także energetyki jądrowej, w swojej willi przy ulicy Szarotki w Warszawie urządził schron przeciwatomowy, w którym on i jego rodzina dzięki zapasom żywności i wody mogliby przetrwać nawet rok. Wiem o tym bo przechwalał się swymi osiągnięciami przed sąsiadami , a nawet pozwalał im zwiedzać swój podziemny pałac. Optymizm Logi- Sowińskiego co do szans przeżycia ataku jądrowego może tłumaczyć fakt, że miał on tylko wykształcenie niepełne podstawowe, uzupełnione potem formalnie do wykształcenia średniego w bliżej nieokreślonej placówce oświatowej. Trudniej mi natomiast zrozumieć optymizm wykształconych zwolenników GMO w Polsce.

Zapewne tak jak cytowany naukowiec i większość bogatych ludzi w USA uważają, że zaopatrując się w sklepach z drogą żywnością ekologiczną osobiście unikną zagrożenia, natomiast tania żywność modyfikowana przeznaczona będzie dla ubogich. Nie rozumieją, że w żadnym kraju nie da się wydzielić stref upraw GMO, gdyż pyłki roślin modyfikowanych mogą przenosić się na setki kilometrów zanieczyszczając inne uprawy. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że liberalizacja handlu z Kanadą czy z USA spowoduje napływ taniej modyfikowanej żywności do Polski i w konsekwencji likwidację upraw żywności zdrowej. Polska jest jednym z nielicznych krajów posiadających tradycyjne rolnictwo. Jest to jej ogromny atut ekonomiczny. Mieszkańcy krajów, które dopuściły do zniszczenia swego rolnictwa przez rolnictwo przemysłowe chętnie kupują produkty polskie. Dla producentów tych krajów polskie rolnictwo jest jednak niewątpliwie niepożądaną konkurencją i chętnie widzieliby jego likwidację.

Nie śmiem sugerować, że za poglądami zwolenników GMO stoi potężne lobby producentów żywności modyfikowanej podobnie, że na poglądy lekarzy mają wpływ producenci szczepionek. Wolę przyjąć, że są po prostu i po ludzku głupi. Uważają zapewne, że uprzywilejowana pozycja społeczna zapewnia im nietykalność, że mają swój prywatny pakt z Niebiosami. Zbyt często jednak lęki zwykłych ludzi uważane przez oświeconych za prymitywny przesąd okazują się usprawiedliwione.” (Izabela Brodacka Falzmann )

całość tu: GMO Strachy na Lachy)

podobne: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji.

„…Nasze pokolenie ojczyzny nie stworzyło. Ono ją zastało w postaci stworzonej przez pokolenia poprzednie i z tego tytułu spoczywa na nas obowiązek przekazania tego dziedzictwa pokoleniom następnym, tym, które przyjdą po nas, w postaci ubogaconej, a przynajmniej – nie uszczuplonej. Dlatego taka ważna jest postawa konserwatywna, nastawiona na ochronę tego dziedzictwa oraz na jego ubogacanie przez rozmaite nowości – ale takie, które nie działają na nie niszcząco. Nie wszystko bowiem co jest nowe – jest zarazem dobre. Trafiają się tam rzeczy szkodliwe, zarówno takie, których szkodliwy charakter można rozpoznać natychmiast, jak i takie których opłakane skutki ujawniają się dopiero po latach. Dlatego otwierając się na nowości, powinniśmy działać z rozeznaniem, którego brakuje czcicielom nieubłaganego postępu. Mają oni ambicję poprawiania świata, to znaczy – reformowania tego, co już zastali…

…Cywilizacja łacińska, która również nas wykołysała, wspiera się na trzech filarach: greckim stosunku do prawdy, zasadach prawa rzymskiego i etyce chrześcijańskiej, jako podstawie systemu prawnego. Dzisiaj każdy z tych filarów jest atakowany przez zwolenników nieubłaganego postępu; grecki stosunek do prawdy – przez relatywizm, wypływający z poglądu, że obiektywnej prawdy nie ma. Taki pogląd nie wytrzymuje krytyki już na pierwszy rzut oka, bo przynajmniej to zdanie – że mianowicie prawdy nie ma – musi być prawdziwe. A skoro tak, to… – i tak dalej. Zasady prawa rzymskiego – na przykład: volenti non fit iniuria, co się wykłada, że chcącemu nie dzieje się krzywda – podważane są i niszczone przez socjalistów i komunistów. Pod pretekstem obrony pokrzywdzonych, wtrącają ich w coraz głębszą i sroższą niewolę, której tamci nawet nie zawsze są świadomi. Przykładem niech będzie rewolucja bolszewicka w Rosji, o której mówiono, że może i zdjęła ludziom z nóg kajdany – ale razem z butami. Wreszcie chrześcijański filar łacińskiej cywilizacji atakowany jest przez odwiecznych wrogów chrześcijaństwa, którzy posługują się rozmaitymi pretekstami – ostatnio w postaci uprzejmości – niby żeby nikogo nie urażać. W tym celu zasady etyki chrześcijańskiej są metodycznie i cierpliwie usuwane z podstaw systemu prawnego – czego jesteśmy świadkami również w naszym nieszczęśliwym kraju. A przecież nikt chyba nie ma złudzeń, że tak zwane „wściekłe kobiety” nie zbudują nam nowej cywilizacji, nawet jeśli będzie wspierał je naczelny redaktor żydowskiej gazety dla Polaków – bo takie zadanie przerasta i to znacznie, zarówno jego, jak i ich możliwości. Przed tymi wszystkimi zagrożeniami powinniśmy cywilizacji łacińskiej bronić – i tak oto od refleksji nad przemijaniem przeszliśmy do polityki – bo od polityki uciec niepodobna…” (Stanisław Michalkiewicz – Przemijanie i polityka)

podobne: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł).  oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

„…Mamy oto zdemaskowanego zdrajcę – Kiszczaka, ale to nie koniec. Dorota Kania powiedziała, że w kolejnym tomie Resortowych dzieci, znajdują się informacje, które pokażą nam czym naprawdę była III RP. Nie przypuszczałem, że jest jeszcze ktoś, kto nie wie czym była III RP, po siedmiu latach rządów PO. No, ale okay, niech będzie. Są ludzie, którzy uwielbiają się zaczytywać w tego rodzaju rzeczach i ja im nie będę bronił. Wiem jednak, że konsekwencji politycznych ani ta, ani inne demaskatorskie książki nie będą miały żadnych, albowiem są one w istocie ofertą współpracy, a nie demaskacją. Kania zaś, Targalski i inni autorzy tego dzieła, to tacy sami funkcjonariusze rewolucji jak Michnik i Pacewicz. To zaś co nam proponują pod nazwą „demaskacji”, jest jedynie próbą wygaszenia konfliktów w rodzinie i ma charakter presji. Powiem tak – jeśli tamci, są rzeczywiście potomkami zbrodniarzy, katów i przestępców politycznych, to taką presją mogą się co najwyżej podetrzeć. Tym wygodniej im to przyjdzie, że właśnie jakaś pani napisała biografię Luny Brystygierowej, w której to biografii udowadnia, że Luna nikogo osobiście nie zabiła i nikogo osobiście nie torturowała. Wszystko zaś co się jej przypisuje to są legendy. Ponoć ma na to dowody. Dowody, prawda, przeciw dowodom…dokumenty przeciw dokumentom….Ponadto profesorowie Ruchniewicz i Frieszke wraz z kolegami idą na wojnę z polityką historyczną obecnego rządu, czyli z tym do czego usiłują się podpiąć Kania z Targalskim. W ich oddziale jest między innymi ten pan, co był konsultantem Pokłosia. Tak więc możemy sobie wyobrazić jaka to będzie batalia i jakimi problemami się będzie zajmować. Powtórzę jeszcze raz – to jest próba utrzymania się – mam na myśli jedną i drugą grupę – na czele pochodu rewolucji. Nie możemy nawet spoglądać w tamtą stronę, bo sypią tam bardzo tanią paszę. W zasadzie jest to walka o to, kto – dysponując państwowymi pieniędzmi – będzie formatował historię. Precz z tym. Trzeba to powiedzieć wyraźnie, precz bo za chwilę dojdzie do targów, albo prowokacji, o jakich nie śniło się tym biednym idiotom…” (coryllus – Wolność, równość, szyderstwo)

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

„…problemem polskich polityków nie jest realizacja wizji i misji, ale zwycięstwo w kolejnych wyborach oraz podniesienie oglądalności mediów publicznych, ludziom ze zbioru zastrzeżonego nic się nie stanie. Przeciwnie, będą oni zapraszani do telewizji, by tam dyskutować z Semką i Ziemkiewiczem o naszej skomplikowanej historii oraz coraz bardziej świetlanej przyszłości. I to będzie marchewka. Żeby podnieść oglądalność tych wszystkich programów, które już niebawem zobaczymy, do blogosfery wydelegowano Sowińca. Zapowiada on, że wkrótce zrobi porządek na Powązkach i napisał nawet list do prezydenta Dudy, w którym domaga się degradacji generała Jaruzelskiego do stopnia szeregowca. To byłoby posunięcie ze wszech miar słuszne, ale trzeba by rzecz posunąć dalej i zdegradować wszystkich. Takiego na przykład Grzegorza Korczyńskiego też. Żeby widać było wyraźnie jak wygląda zbiór zastrzeżony dla nieboszczyków oraz dlaczego się go zastrzega. Możecie sobie myśleć co chcecie, ale według mnie nigdy to nie nastąpi. Prezydent nie zdegraduje Jaruzelskiego, ani nikogo poza nim, a na Powązkach nie dojdzie do żadnego sprzątania, poza tym zwyczajnym, związanym z grabieniem liści. Nie o to, bowiem chodzi, celem jest zgoda pomiędzy wszystkimi frakcjami obozu socjalistycznego oraz wspólna zaduma nad Polską. Dlaczego tak? Bo kiedy już do tej zgody dojdzie i tę zadumę będziemy mogli obejrzeć na telebimach, jasne już dla wszystkich będzie, że o żadnych istotnych zmianach nie ma mowy, a ci państwo, co tak mądrze gadają, nie mają żadnych możliwości decyzyjnych. Nie mogą nic. Cała władza jest poza nimi. Gdyby było inaczej natychmiast znów skoczyliby sobie do gardeł. Mają za to święty spokój i dożywotnie pensje dla siebie i rodziny, mają także pewność, że póki będą się trzymać ustalonej narracji nic złego im się nie stanie. Byle tylko gadali, gadali, gadali…” (coryllus – O zgodę między socjalistami)

podobne: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów

„…Unia Europejska zmłotowała Walonię, dzięki czemu umowa „o wolnym handlu” między Kanadą i Unią została podpisana. Teraz w poszczególnych nieszczęśliwych krajach rozpocznie się żmudny proces ratyfikacji, za którą w naszym nieszczęśliwym kraju opowiedział się zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i obóz płomiennych szermierzy miłości ojczyzny. Pokazuje to, że jeśli nawet gwoli emocjonalnego rozhuśtywania jak nie jednej to drugiej części opinii publicznej obóz zdrady i zaprzaństwa musi z obozem płomiennych szermierzy toczyć zażarte spory, to przecież w sprawach ważnych czy to dla Naszej Złotej Pani, czy to dla innych starszych i mądrzejszych, obydwa obozy działają ręka w rękę. Świadczy to o trwałości i mocy położonych przez generała Kiszczaka fundamentów III Rzeczypospolitej, na czele z niepisaną, ale za to fundamentalną zasadą konstytucyjną – że mianowicie my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych. W praktyce politycznej oznacza to, że jeśli nawet się kopiemy, to tylko po kostkach – ale nie wyżej…” (Stanisław Michalkiewicz – Akcja „Znicz” dla demokracji)

jako uzupełnienie – Żeby w Polsce nie został stworzony zalążek jakiejś siły, inne rządy popierają socjalistów i etatystów! – Stanisław Michalkiewicz o objawach osłabienia międzynarodowej powagi i znaczenia Polski podczas dyskusji po wykładzie „Islamizacja Europy” w Kole 15.10.2016 r.

To że szalbierstwo „CETA” staje bardziej jawne i wiele „tajnych” do tej pory umów i układów polityczno – gospodarczych zostanie „skonkretyzowanych”, a wiele „tajnych” teczek personalnych ujrzy światło dzienne, to nic innego jak nadawanie pozoru legalności szalbierstwu które właśnie ma miejsce kosztem obywateli, poświęcanych na ołtarzu „postępu”, gdzie teoria „zbitej szyby” i „koniunktury nakręcanej wojną” wciąż są popularne i mieszają ludziom w głowach „tłumacząc” zasadność owych poświęceń. Bez żadnej refleksji nad kolumną „kosztów” – ludobójstwem, truciem, wandalizmem i kradzieżą.

Oprócz oczywistych skutków problem polega więc również na tym, że „nasza” obecna ekipa rządząca (czyli Ci którzy obiecali chronić Polaków przed szalbierstwem i obiecali zwrócić im władzę nad krajem) robią zupełnie co innego – tj. to samo co POprzednicy. Raz – wysługując się obcym interesom, a dwa – odstawiając szopkę zwaną „walką z komuną” która ma odwrócić uwagę od dużo poważniejszych (nie)działań. Miało być inaczej a wyszło jak zwykle czyli: „My nie ruszamy waszych Wy nie ruszacie naszych” oraz „wiele musi się zmienić żeby wszystko zostało po staremu” . Oni nigdy z Magdalenki nie wyszli, a jedyną kwestią sporną jest kolejność dziobania resztek z tego co rabują obcy, i uzasadnienie dla tego pasożytnictwa w postaci „polityki historycznej”, do której klucz leży w „Zbiorze Zastrzeżonym” IPNu (i nie tylko) a wobec której każda ze stron tubylczej sceny politycznej ma swoje plany (zgodnie z rodowodem politycznym i zaleceniami obcych dworów).

Najważniejsze jest żeby się „pięknie różnić” poglądem na socjalizm z ludzką twarzą. Który z jednej strony reprezentuje legenda Kiszczaka z ekipą „ludzi honoru” (od mokrej roboty) a z drugiej legenda Gierka z ekipą „dobrej zmiany” (od ciężkiej roboty). Mało kto kojarzy że druga ekipa bez zbrodni popełnionej przez tą pierwszą (co ustalono wspólnie w Magdalence) nie przetrwałaby na „rynku” ze swoją polityką społeczną. No to mamy kolejną odsłonę spektaklu „socjalizm tak, wypaczenia nie” i mało kto kojarzy że to drugie jest nieodzowną konsekwencją tego pierwszego… (Odys)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji.

W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.


Stanisław Bagieński - Polonia prowadząca do boju (kopia Władysław Brech)

Stanisław Bagieński – Polonia prowadząca do boju (kopia Władysław Brech)

„…Dewastacja struktury klanowej jest pierwszym i najważniejszym celem rewolucji. Zastępuje się ją hierarchiami branżowymi, czyli de facto w całym społeczeństwie wprowadza się porządek mafijny lub jak kto woli wojskowy. Ma to zapewnić wszystkim równe szanse. Jak wiemy z praktyki, zapewnia to szanse tylko najbardziej brutalnym, podstępnym i bezwzględnym oraz ich potomkom. Doświadczenie uczy, że jakikolwiek ruch przeciwko takim tendencjom natychmiast zostaje zauważony i jest atakowany z największa furią. Furia ta wynika wprost z faktu, że państwo socjalistyczne, a od roku 1918 innego nie mamy, jest protektoratem jedynie. To jest myśl, od której powinniśmy wyjść snując nasze rozważania o wolności i własności. Czym była zamiana niewoli na wolność w roku 1918, a także czym była zamiana tej wolności na nową wolność, nazywaną później niewolą po roku 1945? Żeby poczynić tu jakieś spostrzeżenia, musimy rzecz całą przenieść na grunt ekonomiczny. Wolność oznacza realnie wolność dostępu do produktów wytwarzanych poza granicami „uwolnionego” kraju, a także wolność w dostępie kapitałów i organizacji spoza granic tego kraju, do jego wewnętrznych zasobów, w tym ludzi. By dobrze ów dostęp wykorzystać należy zmierzyć się z lokalną strukturą, która nie rozumie istoty wolności w wydaniu socjalistycznym i się rzuca jak nie przymierzając wesz na grzebieniu. Trzeba tym ludziom zafundować zimny prysznic w postaci podatków, dać im coś do zabawy potem, by nie stracili całkiem nadziei, dawali się nadal oszukiwać i nie zaczęli strzelać na oślep do niewinnych osób. O ile w latach 1945 – 1989 socjaliści zarządzający naszym protektoratem dobrze rozumieli sytuację i właściwie przygotowali wszystko do zmiany dekoracji oraz wolnego zagospodarowywania zasobów przez hierarchie zewnętrze, o tyle po roku 1918 nikt za bardzo nie miał pojęcia co się dzieje. Po roku 1945 każdy z wewnętrznego kręgu rodzin czerpiących siłę z państwa-protektoratu wiedział gdzie są trąfy i o co chodzi tak naprawdę – o uzyskanie maksymalnie niskich kosztów pracy, poprzez propagandę i zastraszanie, a także o tanią eksploatację surowców. Po roku 1918 masa ludzi żyła złudzeniami i tych ludzi należało się pozbyć, bo byli naprawdę niebezpieczni. Uczyniono to w kilku etapach, wśród których proces w Brześciu wydaje się być najbardziej spektakularny. Najśmieszniejsze jest to, że nikt z ówczesnych gangsterów nie zdawał sobie sprawy z najważniejszego, to znaczy z faktu, że wolność oznacza wolność dostępu do produktów z jednej strony i wolność dostępu do zasobów z drugiej. Rozmawialiśmy ostatnio o jednym z najważniejszych zasobów kraju – o armii. To jest najbardziej wyrazisty przykład. Armia, do której idą służyć członkowie silnych rodzin, jest nie do zwalczenia. Trzeba ją eliminować odstrzeliwując każdego pojedynczego żołnierza. Armia, w której służą ludzie połączeni powierzchownymi więzami, nawet jeśli ma komendę podawaną w jednym tylko języku, jest zasobem jedynie. Tym bardziej jest tym zasobem im bardziej państwo jest protektoratem. Zasób zaś można wykorzystywać na różne sposoby. Można go zmarnować całkiem, albo tylko trochę. Można go załadować do wagonów i przewieźć w inne miejsce, albo obiecać coś – walkę ze wspólnym wrogiem – i zasób sam się przeniesie ryzykując życie i oszczędności. Powiedzmy to jeszcze raz wprost – jeśli państwo nie ma pomysłu na siebie, to znaczy doktryny, jego armia zostanie potraktowana jako zasób przez inne państwa, które taką doktrynę mają. Tak było z armią polską na zachodzie w latach 1939 – 1944 i tak było z armią w PRL. U samego spodu tych wszystkich nieszczęść leży dewastacja struktury klanowej. Nie możemy o tym zapominać…” (coryllus – Siła polskich rodzin)

„…konsorcja rzadko prowadzą wojny samodzielnie, nie muszą tego robić, bo czynią to za nie armie państw posiadających doktrynę imperialną lub jakąkolwiek, może być wymyślona na poczekaniu. Jeśli takie, wystrugane tu na poczekaniu narzędzie przyłożymy do czasów nam nieco bliższych otrzymamy ciekawe wyniki. Możemy na przykład opisać II wojnę światową jako konflikt Wielkiej Brytanii ze Stanami Zjednoczonymi prowadzony rękami Niemców i Rosjan. Oto dwie potęgi starego kontynentu pożerając wcześniej żywiołki drobniejszego płazu stają do walki ze sobą, ale nie każdy widzi, że obydwa są golemami, którym ktoś wsunął w usta karteczkę z czarodziejskim słowem, dzięki któremu potwory mogą się poruszać. Każdy kto stanie im na drodze musi liczyć się z najgorszym, dlatego państwa posiadające polityków prawdziwych schodzą golemom z drogi. Państwa zaś posiadające polityków idiotów szarżują na jednego lub drugiego golema w pełnym pędzie. Dlaczego to czynią? Albowiem otrzymały gwarancje pomocy, od właścicieli golemów. Ci zaś są jedynie pośrednikami i wyrazicielami życzeń konsorcjów, które zainstalowane są na ich terenie. Są gwarancją, że to nie konsorcja będą ponosić koszta wojny, ale narody…

…Nie trwało to zbyt długo i teraz wracamy do początków. Zaczyna się nowa kłótnia w rodzinie, którą my będziemy postrzegać całkiem inaczej, będziemy ją opisywać w sposób zgubny dla nas i dla naszych dzieci, bo nikt, żaden mędrzec nie podsunie nam tej prostej formuły, która wyjaśnia wszystko – państwa służą do przerzucania kosztów wojny wywołanej przez konsorcja na narody. Koniec. Żyliśmy przez jakiś czas złudzeniem przemożnej siły organizacji politycznych, a złudzenie to dawały na takie zjawiska, jak zimna wojna, upadek tak zwanego komunizmu i inne nieistotne duperele. Wracamy do starego świata, w którym jawnie już rządzić będą kompanie. Widać to choćby po klasie obojga kandydatów na urząd prezydenta USA – agresywnej wariatki i erotomana gawędziarza. To są figuranci, którzy będą wykonywać polecenia swoich szefów. Nie wiemy jakie ci szefowie mają plany, ale możemy się domyślać. I moja rada jest taka, przyjmijmy te wszystkie umowy CETA i inne, jak zjemy trochę modyfikowanej żywności nic nam się może nie stanie, najwyżej niektórych rozboli brzuch. Alternatywą bowiem może być ogryzanie kory z drzew gdzieś w tajdze lub tu u nas, tyle, że na terenach ogrodzonych drutem kolczastym. I marną będzie pociechą fakt, że kora jest ekologicznie czysta, zawiera różne potrzebne do życia substancje, a również garbniki, znakomicie wpływające na likwidację złogów jelitowych. Kiedyś dawno temu, w czasach gdy straszono nas chińską inwazją, Andrzej Rosiewicz śpiewał taką piosenkę – jedzcie ryż, to będziecie mieli bardziej skośne oczy, to się jeszcze może przydać, to się jeszcze kiedyś może przydać, czasem lepiej trochę wydać, by w przyszłości uniknąć przykrości…

Pamiętajmy o tym że cud zwycięskiej wojny z bolszewizmem nie był zasługą ówczesnych elit (za kilkoma rzecz jasna wyjątkami) którym później tak bezgranicznie zaufano, postawiono na piedestał i uczyniono symbolami które do dziś straszą w szkołach i muzeach dzieci i „dorosłych” na okoliczność rocznic odzyskania przez nich (dla narodu) „niepodległości”. Cud dokonał się przede wszystkim ogromnym wysiłkiem prostych ludzi/obywateli/żołnierzy i raczej na przekór temu czym zajmowały się ówczesne elity (zwłaszcza o lewicowym rodowodzie) którym pachniały zdobycze socjalizmu i demokracja i aż przebierali nogami na wieść że rewolucja się zbliża. Zwycięstwo nad armią bolszewików nie rozwiązywało niestety istoty problemu jakim była „równość klasowa”, etatyzm, i „redystrybucja” zagrabionego w ramach systemu „opieki społecznej”, którą zaprowadzał w Polsce nie kto inny jak Piłsudski i jego ekipa. Naród który przetrwał bohatersko śmiertelny bój z bolszewikami dając opór sile zbrojnej rewolucji nie oparł się samej idei. Wybrał sobie do władzy socjalistów z polskim paszportem i płacił później przez nos na ich kosztowne programy, które do dziś po niemal 100 latach (o zgrozo!) ciągle pokutują w narodowej pamięci jako „zbawcze” i „wybitne”. Dopiero co odzyskana niepodległość podziałała na ówczesnych jak znieczulenie/opium pozbawiając czujności na zarazę którą wydawało się że przegoniono skutecznie kontrofensywą znad Wieprza. Mało kto po tej hekatombie miał siłę i odwagę walczyć z okrytą nimbem bohaterstwa na polu walki z bolszewikami ekipą Piłsudskiego. Nieliczni wnosili do debaty publicznej głos sprzeciwu wobec bezprawia do jakiego dochodziło na masową skalę w „wolnej i niepodległej ojczyźnie”. Parcelacja ziem, kolektywizacja, rekwizycje i ucisk fiskalny – taki był efekt rządów „swoich” czyli tzw. „elit” II eRPe. Nie wspominając o tym o czym napisał coryllus – o rozbijaniu struktury klanowej polskich rodzin zwłaszcza tych z tradycjami ziemiańskimi, wychowanych w sarmackim poczuciu obowiązku że niepodległość to ja i moja własność (a nie „polski” urzędnik na etacie). Pozostałym resztkom dawnej szlachty którzy chcieli coś robić na własny rachunek (ludziom spoza systemu), tzw. „własność państwowa” z jej monopolami skutecznie wybiła z głowy ambicje konkurowania na wyższym poziomie jak „zezwolenia”, „kontyngenty” i „koncesje”. Za zrabowane majątki kupowano sobie ploretariat i zatrudniano na etatach zubożałą inteligencję, wciągając ich do spółki i uzależniając od „publicznego”. Ta nowa „szlachta gołota” była wdzięczna państwu za pracę i chętnie czerpała z tego na czym zbywało władzy przy okazji różnych „reform” i wielkich projektów (jak piramida zwana COP), za które płacili „burżuje” i „panowie”.  Czy to co się obecnie dzieje za tzw. „dobrej zmiany” nie jest żywcem wzięte z tamtych czasów? Jest, a obecna władza jeszcze się tym chwali. Dla tych co Misia nie pamiętają… (Odys):

– Powiedz mi, po co jest ten miś?

– Właśnie, po co?

– Otóż to. Nikt nie wie po co i nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?

– Protokół zniszczenia.

Zapamiętaj: Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach.

…a oto miś na miarę „naszych” (czasów)…

„…wicepremier Sellin i minister kultury Gliński ogłosili, że rząd przyjął wieloletni program o nazwie „Niepodległa”. Celem tego programu jest wzmocnienie poczucia obywatelskiej wspólnoty Polaków. Nie bardzo można się było zorientować co to znaczy póki nieco tego hasła nie uszczegółowiono. Oto owe szczegóły:

stabilizacja bytowa środowisk twórców i instytucji kultury, wzbogacanie kultury popularnej elementami kultury wysokiej, rozwój przemysłów kreatywnych oraz kształtowanie świadomości społecznej i wzmacnianie polskiej „wspólnoty politycznej” poprzez inwestycje w dziedzictwo (dobra kultury, nauki i sztuki, w tym zabytkowe obiekty).

Nie wiem czy zgadzacie się ze mną, ale te szczegóły dadzą się streścić w jednym zdaniu: kasa dla swoich. Cóż to bowiem jest stabilizacja bytowa środowisk twórców i instytucji kultury? To oznacza pieniądze dla tych, co będą realizowali pomysły zgodne z linią rządu

niepodległość i rocznica jej odzyskania służy jako gadżet do załatwiania spraw współczesnych, a nie do zadumy nad przeszłością. Ktoś powie, że to dobrze. Tak, pod warunkiem, że się jej używa z godnie z przeznaczeniem. To zaś nie zachodzi moim zdaniem i zajść nie może. Dowodów na to jest aż nadto dużo…” (coryllus – Logo stulecia czyli zbuduj sobie instynkt)

…inny miś za te pieniądze to „3- miesięczne kursy samoobrony dla kobiet na wypadek wojny”. Pamiętajcie więc drogie Panie czego się będzie od was wymagać po tym jak już zostaniecie przeszkolone i „zaksięgowane” w poszczególnych garnizonach…(Odys)

„…organizacje globalne, głównie finansowe, ale także polityczne, takie jak Imperium Brytyjskie, próbują rozwalać silne organizacje regionalne, które aspirują do zarządzania globalnego, takie jak Rosja. Czynią to nie bezpośrednio, ale za pomocą podporządkowanych sobie organizacji lokalnych, którym sprzedają pewne złudzenia. Przez cały czas przy tym są owe globalne struktury gotowe do negocjacji ze swoim regionalnych przeciwnikiem, oczywiście kosztem swoich dotychczasowych partnerów lokalnych. Ludzie zaś zarządzający strukturami lokalnymi, takimi jak Polska dostają od swoich partnerów i sojuszników różne wytyczne, które mają zagwarantować maksymalnie duże korzyści z tychże negocjacji pomiędzy organizacją globalną i regionalną. To jest podstawa rozważań politycznych od zawsze. Niektórzy z polityków lokalnych zdają sobie sprawę z takich uwarunkowań i ci nie traktują swoich sojuszników zbyt serio, ale podejmują także rozmowy o charakterze tajnym ze swoimi największymi wrogami, uzyskując w ten sposób bezwzględne umocnienie swojej pozycji. Inni zaś uważają, że obietnice składane przez organizacje globalne są wiążące w każdych okolicznościach. Ktoś powie, że nie zawsze można negocjować z wrogami, bo oni się domagają ustępstw, dlatego właśnie trzeba szkolić obronę terytorialną i uczyć dziewczyny samoobrony na wypadek wojny. A dlaczego tylko dziewczyny? A dlaczego tylko oddziały samoobrony, skoro sensowniej byłoby przeszkolić i uzbroić wszystkich zdolnych do tego ludzi, tak kobiety jak i mężczyzn? No dlatego, że takie masowe uzbrajanie i przeszkalanie zagroziłoby pozycji polityków lokalnych. Utworzenie zaś samoobrony oraz dziewczęcych brygad ninja spowoduje, że co prawda się nie obronimy, ale za to powstanie siła, która podczas okupacji skutecznie uniemożliwi jakikolwiek porozumienia pomiędzy okupantem a lokalną ludnością. Co prawda odbędzie się to kosztem życia i mienia tejże ludności, ale jak powiedziałem, pozycja rządu emigracyjnego, który uciekając przez Zaleszczyki znów znajdzie się w Londynie, będzie o niebo lepsza. Może uda się wytargować granicę na Wiśle z jednej strony i na Warcie z drugiej…” (coryllus – O złudzeniach czyli Zaleszczyki ministra Macierewicza)

Cena jaką za „sanacyjnego” misia i naiwną wiarę w propagandę słuszności „przemian społecznych” w postaci likwidacji „pańskiej Polski” („zaszlachtowania szlachty”) czyli defakto skasowania wielkiej własności prywatnej zapłacili Polacy była straszna. Najpierw krwawiąc przez nos na futrowanie ekipy Piłsudskiego, by potem zrujnowani pójść za tymi ludźmi na wojnę z Hitlerem w interesie „sojuszników”. W tym czasie owe „elity” co to nie chciały oddać „ani guzika” siedziały sobie na emigracji i kibicowały „ofierze z polskiej krwi” która miała nam gwarantować niepodległą po zakończeniu wojny Polskę. Jak się ta historia skończyła wiemy z historii właśnie, i do dziś ponosimy konsekwencje tamtych urojeń (o czym więcej tu: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?). Dzięki czemu „najlepszy” wybór przed jakim kolejny raz stajemy to albo „CETA” albo ogryzanie kory z drzew… za drutami rezerwatu dla frajerów. Gotowi w imię „tradycji powstańczej” i jak się okazuje dzięki rewolucji bolszewickiej której podobno zawdzięczamy niepodległość (jak był się łaskaw wypowiedzieć w telewizorze jeden z propagandystów „dobrej zmiany”) do kolejnych poświęceń, w przekonaniu o tym że na tym polega wolność… i patriotyzm. (Odys)

podobne: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

„…Rewolucja to dewastacja i oni wszyscy razem zajmują się dewastowaniem tak zwanego starego porządku, na którym chcą zbudować coś nowego. Rzecz jasna nie może się to udać, albowiem ludzie zajmujący się zawodowo niszczeniem niczego nigdy nie zbudują. Ani rodziny, ani państwa, ani nawet lojalności współpracowników, która zawsze będzie wymuszona, albo będzie miała charakter zmowy przeciwko komuś. Inaczej być nie może. Z tej tradycji – z tradycji sojuszu rewolucjonistów z tajną policją wyrasta niestety duch polskiej niepodległości. I albo będziemy się tym ekscytować i co jakiś czas zastanawiać się dlaczego znów ubyło 10 milionów ludzi, albo to zmienimy.

Jak wiemy rewolucja roku 1905 nie służyła odzyskaniu niepodległości Polski. Ona służyła dewastacji i terrorowi, który był przygotowaniem pod to, co nastąpiło w roku 1917…

…powtórzmy raz jeszcze potrzebna była rewolucja, która zakwestioniowała porządek prawny i pozwoliła bezkarnie strzelać do ludzi, denuncjować ich i rabować ich mienie. Czasy to dawne, nic dziś nie jest takie jak wówczas, żadna dzisiejsza miara nie pasuje do tamtych czasów. Jedno nam tylko pozostało – świadomość, że porządek prawdy jest ochroną dla własności, a co za tym idzie dla tego wszystkiego co z własności wypływa – kultury i siły. No więc jeszcze raz musimy sobie powtórzyć to, o czym tu zawsze gadamy, albo rząd i prawo będą chroniły własność i wtedy będziemy mogli mówić o niepodległości, albo rząd i prawo będą własność ograniczać i wtedy będziemy mówili o pucowaniu bałwanów rewolucji, ubieraniu ich w jakieś szmaty i koronowaniu papierowymi kotylionami w czasie różnych rewolucyjnych świąt. To jest naprawdę proste i klarowne rozróżnienie. Innego nie mamy i nie ma się co oszukiwać.” (coryllus – Czy Stołypin był ojcem niepodległej Polski?)

„…Po 1918 państwo polskie nie zwróciło ziemianom majątków odebranych im przez zaborcow i przystąpiło niszczenia tej wielkiej własności, która pozostała. Teraz Polak nie może kupić sobie ziemi, ale u durniow wzbudza to zachwyt, że to niewielka cena wobec ochrony ziemi przed wykupem ze strony obcych…” (Basia 13 listopada 2016)

o czym więcej tu: Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie ziemii” w postaci ustawki o „ustroju rolnym”. Czy państwo działa na ślepo?polecam również: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

Oto patriotyzm – założyć koszulkę albo bluzę lub inną biżuterię z symbolem Polski Walczącej (do niedawna można było uzupełnić taki zestaw o kij bejsbolowy że stosownym patriotycznym emblematem) i pójść raz do roku w „marszu niepodległości” by wyrazić „dumę narodową”. Przez resztę zaś roku popierać socjalistów i ich kolejną rewolucję, bo nie nasyłają policji na maszerujących i dają 500 na drugie i kolejne dziecko. Mało który z tych patriotów kojarzy że ta „dobra zmiana” (wszak mamy tu do czynienia ze zmianą skoro wycieranie sobie gęby wyklętymi nie jest już obciachem – teraz jest modą) co i rusz wysyła i nasyła policję skarbową i komorników w większości na polskie firmy, po to by od tych samych patriotów we wszelkiego rodzaju podatkach, składkach i opłatach wycisnąć około 80% dochodu, dzięki czemu owa „dobra zmiana” jest absolutnym monopolista treści i propagandy jaką tylko uzna dla siebie pożyteczna.
Tak oto niezwykle tanim kosztem „piosenki i chorągiewki” które są dostatecznie tanie by było na nie stać raz do roku każdego obrabowanego patriotę, mają ludziska przekonanie o tym że żyją wreszcie w wolnym kraju, i nic ich nie przekona że białe jest czerwone – chyba że na własnej skórze odczują „garbowanie ekonomów” z tzw skarbówki albo inny domiar podatkowy który jest w stanie zniknąć ich miejsce pracy jednym podpisem… (Odys)

 „…Proszę Państwa, nie da się w Polsce, kraju gdzie spłonęła większość archiwów, pisać historii, na aksjomatyczym stwierdzeniu – jeśli nie ma źródeł pisanych to nie ma historii. Ta bowiem nie jest gablotą pełną zasuszonych egzotycznych motyli, to jest zatęchła piwnica, pełna pełzających, żywych gadów i popiskujących szczurów. Wobec takiego jak powyżej sformułowania misji historyków, palenie archiwów staje się natychmiast narzędziem kształtowania świadomości Polaków, które będzie konsekwentnie stosowane przez naszych wrogów. To jest do udowodnienia już dziś, a będzie i w przyszłości. Taka jest specyfika naszego regionu. Jeśli dodamy do tego niechęć tychże historyków do wydawania i komentowania źródeł, oraz ich przemożne parcie ku popularyzacji historii w najgorszych i najbardziej osłuchanych rejestrach, oczom naszym ukaże się wymieniona na początku szkoła idiotów i ofiar. Z jednej strony mamy strażników pamięci, których guzik obchodzą manipulacje filmowców, bo to nie ich budżet, z drugiej mamy profesora wariatuńcia, co będzie opowiadał o religijności Ziuka Piłsudskiego i jego przywiązaniu do kultu maryjnego. Ludzie ci mają jeden cel, wyraźnie wytknięty – zdeprawować młodzież. Nakręcić tym biednym dzieciom we łbach, po to, by byli gotowi do ponoszenia ofiar. Spośród tych omamionych zaś, Sławomir Cenckiewicz wybierze kilku najlepiej rokujących i z nich uczyni elitę. Do czego ona będzie służyć? Do niczego. Zostanie podkupiona albo przejęta przez organizacje większe, mocniejsze i mające bardziej dalekosiężne plany niż IPN, Wytwórnia Papierów Wartościowych i Urząd Rady Ministrów razem wzięte.

I teraz ważna rzecz – czy oni wszyscy, ci głosiciele wielkości i chwały państwa naszego, zadumani nad cierpieniami narodu i głoszący swoje poglądy, w których świetlana przyszłość zajmuje miejsce najbardziej eksponowane o tym wiedzą? Oczywiście, że tak. Wiedzą i dlatego z taką zaciekłością bronią tej hagady, bo tylko przez nią wiedzie droga ku poczekalni, z której wywołuje się ludzi przeznaczonych do lepszego życia. Kłopot w tym, że ta droga nie jest naszą drogą. I choć jest ona wąska nie wiedzie do Królestwa Niebieskiego, ale w kierunku dokładnie przeciwnym.(coryllus – Szkoła idiotów i ofiar)

…i dlatego w dniu takim jak dziś trzeba się modlić o roztropność rodaków, bo bez zrozumienia historii łatwo jest oberwać przeszłością jak bumerangiem w potylicę… (Odys)

Boże! Coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
I tarczą swojej zasłaniał opieki
Od nieszczęść, które przywalić ją miały
Przed Twe ołtarze zanosim błaganie,
Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie!

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. i to: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP. a także: Spór o mit założycielski II RP, czyli dlaczego świętujemy 11 listopada? Komu służyła Rada Regencyjna? polecam również: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP

Adam Wycichowski niewolnik - nadzieja żywych

Adam Wycichowski niewolnik – nadzieja żywych

„New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą.


Banksterzy

„…W niniejszym eseju będącym fragmentem książki zatytułowanej Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu, Lawrence W. Reed, obala mit zbawiennej roli polityki New Dealu jako remedium na kryzys. Patrząc na dzisiejsze zakusy rządzących, którzy chcą doprowadzić do ogólnoświatowego programu wyjścia z kryzysu, tekst może być wielce pouczający.

W 1932 roku Franklin Delano Roosevelt wygrał wybory prezydenckie, uzyskawszy 472 głosy elektorskie w porównaniu do zaledwie 59 głosów, jakie zebrał urzędujący Herbert Hoover. Program wyborczy Partii Demokratycznej, na której czele stał Roosevelt, głosił: „Uważamy, że program wyborczy partii to umowa z ludem, i jej warunków partia, której powierzono władzę, ma wiernie przestrzegać”. Partia domagała się 25-procentowej redukcji wydatków federalnych, zrównoważonego budżetu, racjonalnego obrotu złotem, „aby zapobiec wszelkiemu ryzyku”, wycofania się rządu z obszarów, które przynależą raczej przedsiębiorstwom prywatnym, a także położenia kresu „ekstrawagancjom” programów Hoovera w zakresie polityki rolnej. Oto co obiecał kandydat na prezydenta, Roosevelt. Ale nie ma to wiele wspólnego z tym, czego późniejszy prezydent Roosevelt rzeczywiście dokonał

…Niefortunnie rozpoczął prezydenturę, potępiając w przemówieniu inauguracyjnym wielki kryzys za „niegodziwych handlarzy walutami”. Nie powiedział nic na temat niegospodarności FED i niewiele o szaleństwach Kongresu, które przyczyniły się do pogłębienia problemów. W rezultacie zaś jego działań gospodarka pogrążyła się w kryzysie na resztę dekady

W maju 1935 roku na Uniwersytecie Harvarda Douglas powiedział jasno, że Ameryka staje w obliczu doniosłego wyboru:

Czy wybierzemy podporządkowanie się nas samych – tego wielkiego kraju – despotyzmowi biurokracji, kontrolowaniu każdego naszego działania, zniszczeniu równości, którą osiągnęliśmy, wreszcie zredukowaniu nas do położenia zubożałych niewolników państwa? Czy też będziemy uparcie trwać przy wolnościach, o które człowiek walczył przez ponad tysiąc lat? Ważne jest, by zrozumieć wielkość problemu, jawiącego się przed nami. (…) Jeżeli nie wybierzemy bezwzględnej, despotycznej biurokracji, kontrolującej nasze życie, niweczącej rozwój, obniżającej standard życia (…) wówczas stanie się jasne, że funkcja rządu federalnego w warunkach demokracji ma polegać na ograniczeniu swojej aktywności do tych obszarów, których demokracja dotyczy, na przykład obrony narodowej, utrzymywania prawa i porządku, ochrony prawa i własności, zapobiegania nieuczciwości i (…) ochrony społeczeństwa przed (…) partykularnymi interesami poszczególnych środowisk.

Taryfy celne nałożone przez ustawę Smoota-Hawleya oraz niegodziwość opartej na wyzysku polityki monetarnej, prowadzonej przez FED, to główni winowajcy odpowiedzialni za powstanie warunków, które dały Rooseveltowi pretekst do tymczasowego pozbawienia deponentów ich pieniędzy, zaś urlop dla banków nie wpłynął na zmianę tych podstawowych zasad. „Ponad 5 tysięcy banków, które działały w momencie ogłoszenia „urlopu”, nie otworzyło ponownie swoich podwojów po jego zakończeniu, a ponad 2 tysiące z nich nie zrobiły tego już nigdy” – donoszą Friedman i Schwartz.

…”Prawie wszystkie upadłe banki stanowe przestrzegały praw systemu bankowego”, czyli praw, które zakazywały bankom otwierania nowych filii i tym samym różnicowania swoich ofert oraz zmniejszania ryzyka. Powell pisze: „Chociaż Stany Zjednoczone ze swymi prawami systemu bankowego zanotowały upadłość tysięcy banków, to w Kanadzie, gdzie pozwolono bankom na rozszerzanie ich działalności, nie upadł ani jeden bank…” Co ciekawe, krytycy kapitalizmu, którzy uwielbiają winą za wielki kryzys obarczać rynek, nigdy nie wspominają o tym fakcie.

Kongres najpierw udzielił prezydentowi władzy do przejęcia prywatnych zasobów złota należących do amerykańskich obywateli, a następnie do odgórnego ustalenia ceny złota. Pewnego ranka Roosevelt, jedząc śniadanie w łóżku, zdecydował wraz z sekretarzem skarbu państwa o zmianie stosunku złota do banknotów dolarowych. Po oszacowaniu swoich możliwości Roosevelt ustanowił 21-procentową podwyżkę cen, ponieważ „to szczęśliwa liczba”. Morgenthau w swoim pamiętniku napisał: „Gdyby ktoś wiedział, w jaki sposób w rzeczywistości ustalamy cenę złota poprzez kombinację szczęśliwych liczb, sądzę, że byłby przerażony”. W 1933 roku Roosevelt własnoręcznie storpedował konferencję ekonomiczną w Londynie, zwołaną na wniosek innych znaczących krajów w celu obniżenia wysokości taryf celnych i przywrócenia parytetu złota.

Do wczesnych lat trzydziestych XX wieku Waszyngton wraz ze swoim beztroskim bankiem centralnym starli na miazgę standard złota. Odrzucenie parytetu złota przez Roosevelta usunęło większość pozostałych czynników hamujących nieograniczoną ekspansję pieniądza i kredytów, co kraj w późniejszych latach przypłacił deprecjacją waluty. Senator Carter Glass ujął to dobrze, kiedy na początku 1933 roku ostrzegał Roosevelta: „To hańba, sir. Ten potężny rząd, mocny dzięki zasobom złota, łamie swoje obietnice dotyczące wypłacania owego złota wdowom i sierotom, którym sprzedał obligacje rządowe z zobowiązaniem zapłaty złotą monetą po aktualnym kursie wartości. Łamie obietnicę wykupienia rządowych banknotów przy pomocy złotych monet po aktualnym kursie ich wartości. To hańba, sir”…

…W pierwszym roku Nowego Ładu Roosevelt zaproponował, by przeznaczyć na wydatki 10 miliardów dolarów, podczas gdy dochody wynosiły zaledwie 3 miliardy dolarów. Pomiędzy rokiem 1933 a 1936 wydatki rządowe zwiększyły się o ponad 83 procent. Federalny dług gwałtownie wzrósł o 73 procent.

Franklin Delano Roosevelt namówił Kongres do powołania w 1935 roku rządowej agencji ubezpieczenia społecznego, Social Security Administration, oraz do ustanowienia w 1938 roku po raz pierwszy w kraju prawa do pełnej pensji minimalnej. Podczas gdy do dzisiaj ogół społeczeństwa wyraża pełne uznanie za te dwa posunięcia, wielu ekonomistów ma inny punkt widzenia. Prawo do pensji minimalnej wypiera z rynku pracy wiele osób niedoświadczonych, młodych, niewykwalifikowanych i społecznie upośledzonych. (Na przykład uchwalone w 1933 roku, jako część innej ustawy, klauzule płacy minimalnej spowodowały wyrzucenie z pracy około pół miliona czarnoskórych). Natomiast współczesne badania i oceny ujawniają, że agencja Social Security stała się tak strasznym i długotrwałym ubezpieczeniowym koszmarem, że albo będzie musiała zostać sprywatyzowana, albo i tak już wysokie podatki, potrzebne do utrzymywania jej na powierzchni, będą musiały wzrosnąć do kosmicznych rozmiarów.

Roosevelt przeprowadził uchwalenie Ustawy o pomocy rolnikom (Agricultural Adjustment Act, AAA), która ściągała z przetwórców rolnych nowy podatek, a następnie używała tego dochodu do nadzorowania masowego niszczenia wartościowych upraw i uboju bydła. Federalni przedstawiciele nadzorowali ponury spektakl niszczenia poprzez przyoranie zupełnie dobrych pól z uprawą bawełny, pszenicy i kukurydzy (trzeba było nakłaniać muły do tratowania plonów; przyuczono je przecież, by szły pomiędzy zagonami). Zdrowe bydło, owce i świnie były wybijane i grzebane w masowych dołach. Minister rolnictwa Henry Wallach osobiście wydał rozkaz uboju sześciu milionów prosiąt, zanim urosną do rozmiaru dorosłych świń. Po raz pierwszy administracja płaciła też rolnikom za to, aby nie podejmowali pracy. Nawet gdyby AAA pomogła rolnikom, zmniejszając dostawy i podnosząc ceny, mogłaby to zrobić jedynie kosztem milionów innych ludzi, którzy musieli płacić te ceny albo zadowalać się mniejszą ilością jedzenia.” (Lawrence W. Reed)

źródło: Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu

podobne: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił a także: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…analogia do dzisiejszych działań „dobrej zmiany” jest niemal 100% o czym więcej tu: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. i tu: Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz tu: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i jeszcze tu: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

…a to jeszcze nie koniec ponieważ…

Szykuje się kolejna „dobra zmiana” w Polsce, tym razem w podatkach. Dobro zmiany polega na dobrym przysoleniu podatkowym samo zatrudnionym, tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy. Socjalistyczne drony w rządzie chcą tym skorygować kapitalistyczną  anomalię  wprowadzoną  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samozatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.

Teraz wszystko to ma być połączone w jeden wysoki podatek „jednolity”.  Jak to dokręcanie podatkowej śruby pomóc ma nadpremierowi Morawieckiemu w realizacji jego dalekosiężnych planów „odpowiedzialnego rozwoju” i mobilizacji kapitału polskiego jasne nie jest.  Wolnego kapitału polskiego od tego nie przybędzie ani go to do niczego nie zmobilizuje.  Wręcz przeciwnie, będzie go mniej.  Bredząc o „finansowym uprzywilejowaniu najbogatszych” socjaliści PiS-u nie rozumieją że wypłaszają tym kapitał na dużą skalę, zubażając kraj w istocie a nie wzbogacając. Odpowiedzialnego rozwoju nie finansuje się nieodpowiedzialnymi posunięciami typu bolszewickiego. Ten kto zagranicą złożył jakiś kapitał i rozważał wykorzystanie go w kraju ma jeszcze jeden argument aby dać sobie spokój z myślą o powrocie

Rząd PiS-u najwyraźniej myśli że zwiększone obciążenia pozostaną bez wpływu na aktywność gospodarczą, że przedsiębiorca głębiej jedynie wciśnie czapkę i że zwiększone stawki będzie potulnie płacił. Nie rozumie że prowadzenie działalności gospodarczej jest delikatnym aktem równowagi między podejmowanym ryzykiem  a potencjalną nagrodą za to. Zmniejsz tę nagrodę a wielu podziękuje za ryzyko,  szukając bardziej zielonych połonin gdzie indziej albo przechodząc do podziemia…  

Za 20 lat namnożone jej rządowym programem 500+ zygoty przypomną to pakując manatki i udając się same na emigrację, byle dalej od jednolitego, socjalistycznego piekła… Dawno będzie wtedy po kaczyńskim rządzie i znowu w modzie będzie załamywanie rąk nad niedostatkiem „polskiego kapitału” i nad niepatriotyczną emigracją. Być może niedobitki PiS-u przypomną wtedy złotą myśl prezesa że “Polsce potrzeba nowych Gatesów“, najprawdopodobniej jako jednolitego wsadu do przekręcenia przez podatkową wyżymaczkę…” (cynik9)

źródło: Jednolity atak na przedsiębiorców

podobne: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„Przeczytałem wczoraj wywiad z ministrem Sasinem w Rzeczpospolitej. W zasadzie brak mi słów. Pan minister mówi bowiem o sprawiedliwości społecznej. O tym, że nowy system podatkowy powinien realizować elementarne zasady tej całej sprawiedliwości. Mam w związku z tym pytanie – kiedy, zdaniem ministra Sasina takie zasady były realizowane? Kiedy to było, ta cała sprawiedliwość społeczna, za której było wszystkim tak dobrze, że teraz musimy do tego wracać? Za Gomółki czy za Gierka? W swojej nieopisanej naiwności myślałem, że o sprawiedliwości społecznej nie usłyszę już nigdy w życiu, że teraz to będziemy już traktowani serio i nikt nam kitu wciskał nie będzie. Myliłem się. Jeden minister gada o sprawiedliwości, drugi buduje montownie niemieckich samochodów, w których zostaną zatrudnieni ukraińscy pracownicy, częściowo wykształceni w polskich technikach, tyrający za pół stawki, wypłacanej via niemiecka kasa przez polskiego podatnika. Pracownicy ci znajdą tę robotę poprzez pośrednika, który zedrze z nich wcześniej haracz i żegnani ze łzami w oczach przez swoje rodziny na Ukrainie, przyjadą na Dolny Śląsk. Pośrednikiem tym będą zapewne różne działające w Polsce fundacje, które deklarują, że jedyną ich misją jest przychylanie nieba biednym i potrzebującym. Trzeci zaś minister dostał nagrodę „Patriota roku”. Były kiedyś nagrody – człowiek roku. Nie wiem czy pamiętacie. Chyba Albin Siwak taką dostał. Ja, nie ukrywam, jestem poważnie zszokowany rozwojem wypadków. Aha, dodałbym jeszcze ojca jednego z ministrów, który wychodzi i świadom przecież zasobności własnej rodziny, mówi, że trzeba wprowadzić eutanazję, bo on nie chce być ciężarem dla dzieci.

Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość społeczna. To o czym mówi Sasin nosi inną zgoła nazwę i od sprawiedliwości jest niesłychanie odległe. To się nazywa „przerzucanie kosztów utrzymania”. Oni chcą przerzucić koszta utrzymania przemysłu na barki podatnika, a co za tym idzie zrównać wszystkich ludzi do poziomu brudnych proli, którzy piją dżin zwycięstwa i palą papierosy zwycięstwa. To jest numer ćwiczony od początku świata, albowiem od początku świata ludzkość boryka się dwoma tylko problemami – jak utrzymać tanią produkcję i kontrolę nad wszystkimi wartościowymi rzeczami na świecie. Wszystko inne to są didaskalia, którymi my się ekscytujemy zupełnie niepotrzebnie. Tym dwóm aspektom poświęcone są wszystkie publikacje ekonomiczne, historyczne, a niekiedy także religijne. I teraz kiedy słyszymy z ust ministra Sasina słowa „sprawiedliwość społeczna” to wiemy, że chodzi o to, by jedynym pracodawcą w Polsce było państwo i niemieckie koncerny wpuszczone tu przez Morawieckiego. Żeby ten horror najpierw stworzyć, a potem utrzymać wystarczy wręczać co roku nagrodę „patrioty roku” i kręcić filmu o patriotyzmie, a także o naszej skomplikowanej historii, oraz wydawać patriotyczne tygodniki, w których patriotyczni dziennikarze pisać będą o perspektywach rozwoju przemysłu tekstylnego produkującego patriotyczną odzież. Nie wygrzebiemy się z tego nigdy.

Sprawiedliwość społeczna nie jest kokieterią wobec ludu pracującego jak się wydaje osobom naiwnym i dotkniętym psychicznymi dysfunkcjami. Sprawiedliwość społeczna to kokieteria wobec wielkich inwestorów, którzy muszą gdzieś znaleźć miejsce dla ulokowania swojej produkcji. Ta zaś musi być tania. Tylko obszary i grupy upośledzone, zdewastowane i ubogie, a także permanentnie oszukiwane przez swoich zarządców nadają się do takiej operacji. Kłopot w tym jedynie, by to co jest katastrofą, przedstawić im jako szansę. I my taki właśnie spektakl oglądamy przed naszymi oczami. Socjalizm, czyli inaczej bandytyzm zapośredniczony, przechodzi kolejne przeobrażenie i nie jest to ostatnia faza jego istnienia. Nie ma się co łudzić…” (coryllus)

całość tu: Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą 

Warto tu wspomnieć kulisach sukcesu „dobrej zmiany” w ramach otwarcia Fabryki Mercedesa w Jaworze, która powstała dzięki „publicznemu wsparciu” czyli za NASZE pieniądze zrabowane w podatkach. PodziemnaTV: Robią nas w konia: PiS DA… NIEMCOM #158. I warto zestawić tę wiedzę z faktem, że ta sama władza od jakiegoś czasu ostro krytykuje działalność kapitału zagranicznego z Niemiec w Polsce… a wyjdzie Szydło z Morka (Odys)

i jeden uzupełniający komentarz. Pisze JK24 października 2016 o 10:20

Przy okazji Sasin powiedział, że dążą do zatrudnienia na umowę o pracę, by pracownicy nie zakładali własnej działalności gospodarczej. Wydaje mi się, że jak pracownicy zakładają własną działalność gospodarczą to widzą jak na dłoni jakie są obciążenia fiskalne (PIT, CIT, ZUS we wszelkich odmianach). Po co mają to wiedzieć. Jak mają umowę o pracę to nie będą sobie tym głowy zaprzątać i będą się interesować ile dostają „na rękę”. Że ich „na rękę” jest obłożone chorendalnym podatkiem to będzie problem pracodawców. A jak ci zaczną narzekać to się stwierdzi, że kapitalistyczni, zagraniczni, magnaccy, ziemiańscy czy jacy tam kolwiek krwiopijcy chcą przerzucić koszty na pracowników i po zawodach.

podobne: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i jeszcze: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. polecam również: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.


Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

„…nie można pogodzić dwóch narodów za pomocą wodewilu, w którym widać jak odrąbuje się ludziom głowy. Dwa narody można pogodzić, jak się ma dobrego arbitra, na przykład Izrael albo USA. Taki arbiter przyjdzie, wyciągnie z kieszeni paczkę dolarów i powie, że wszyscy mają trzymać ręce przy sobie, mordy w kubłach i grzecznie słuchać co się do nich mówi, bo będzie źle. O, w takich okolicznościach wszyscy szybko się pogodzą i przestaną myśleć o głupstwach. Co innego film, albo inne produkcje artystyczne, one nie doprowadzą do żadnej zgody, a to z tego względu, że ich sens zostanie przez taką zgodę zanegowany. One mogą – w ramach promocji i reklamy – zamarkować jakieś dochodzenie do prawdy, jakieś nieszczere uśmiechy i uściski, po to, żeby zwiększyć sprzedaż i oglądalność. To jest ważna funkcja, ale nie ma ona, z czego powinniśmy zdawać sobie sprawę, wpływu na realne relacje na poziomie państwowym pomiędzy Polską i Ukrainą, bo te regulowane są w sposób opisany troszkę wyżej…

…Oto producenci i dystrybutorzy prowadzą nas wprost na manowce oskarżeń zbiorowych, które – o czym dobrze wiemy – są z powodzeniem wykorzystywane także wobec nas. Powiem to najprościej jak umiem – nie ma win zbiorowych i nie ma zbiorowych sprawców. Są ludzie mający nazwiska, motywacje, budżety i cele, które realizują według napisanych przez kogoś instrukcji. To jest jedyny sposób na dochodzenie prawdy, wszystkie inne są narzędziami propagandowymi, które można używać w dowolny sposób, przeciwko dowolnym ludziom. Szczególnie jeśli chce się przy tym zwiększyć sprzedaż jakiegoś produktu. Takie pozycjonowanie sił działających w dramatycznych momentach historii, jakie widzimy w filmie Wołyń służy jedynie temu, by rozgrywać tu i teraz różne grupy polityczne, działające w stanie silnego wzmożenia emocjonalnego. Smarzowski już na samym początku powiedział, że jest to film wymierzony w nacjonalizm. I ja już trzeci raz piszę, że nie chodzi o nacjonalizm ukraiński, bo ten jest dobrze wymieszany z internacjonalizmem i socjalizmem, z czego sami działacze ukraińscy nie bardzo zdają sobie sprawę. Chodzi o nasz nacjonalizm, bo to film zrobiony w Polsce i w Polsce dystrybuowany. To co dzieje się na ekranie będzie mieć swoje reperkusje w życiu realnym, ponieważ film ten powstał z jawnym zamysłem propagandowym. Tak więc podsumujmy – pozorna zgoda posłuży zwiększeniu sprzedaży, oskarżenie zaś nacjonalizmu en masse posłuży do walenia pałką po łbie tego co uważane jest w Polsce za ruch nacjonalistyczny. Mylą się ci, którzy sądzą, że film ten upamiętnia ofiary. Nie upamiętnia, albowiem podobnie jak sprawcy nie są one tam wymienione z imienia i nazwiska. To ważne, albowiem mamy do czynienia ze sprawą poważną, z ludobójstwem mianowicie. A wobec takiego wydarzenia należy się zachowywać ze stosowną powagą. Czy ktokolwiek tak czyni? Nie… 

…Film Wołyń jest typową publicystyczną pułapką, z której nie ma dobrego wyjścia. Wielu ludzi ekscytuje się tym, że jest antypolski i zrównuje ofiary ze zbrodniarzami, a oni by chcieli, żeby wreszcie ktoś powiedział, że Polacy to ofiary i należy im się cześć i pamięć. Proszę Państwa, takie rzeczy nie są możliwe i wcale nie z tego względu, że Smarzowski miał inne zlecenie. Nie można pokazać żadnej prawdy i oddać nikomu żadnej sprawiedliwości, jeśli stoimy wyłącznie na gruncie emocji. Tego zaś domaga się większość polskich krytyków filmu. Żeby było jeszcze więcej jednoznacznych emocji. Mamy więc z jednej strony manipulację, a z drugiej emocjonalną bezradność. Większość świadków tamtych wydarzeń, była w roku 1943 i 44 dziećmi, ich świat był światem maluchów, które nagle zostały wrzucone do piekła. Dorośli nie żyją, historia jest programowana przez polityków dla doraźnych potrzeb, a rynek filmu i książki działa jeszcze inaczej. Wszystkie zaś te sfery mają być zasilane tymi właśnie dziecięcymi emocjami, które w świadkach rzezi wołyńskiej nie wystygły? Czy wyście powariowali?…

Na koniec jeszcze jedno. Odnalazłem w sieci taką oto wypowiedź pana Tymy

Rosja manipuluje historią, trzyma na smyczy, również finansowej, polskie
organizacje nacjonalistyczne. Jeśli tak dalej pójdzie, ucierpią na tym
nie tylko mniejszość ukraińska w Polsce i, nie daj Boże, polska
mniejszość na Ukrainie, ale też polskie państwo.

…Pan Tyma wystąpił w programie razem z księdzem Zaleskim i bawił się tam nieźle. Uznał więc, mniemam, że po załatwieniu kwestii sprzedażowych będzie można dalej pisać i mówić, że polskiej organizacje patriotyczne, bez żadnego rozróżniania ich i klasyfikacji, chodzą na pasku Rosji. To jest niesłychanie wygodne z punktu widzenia organizacji ukraińskich i dość ambarasujące z naszego punktu widzenia. Oto na Ukrainie można organizować imprezy poświęcone dywizji SS, bo to taki patriotyzm, a w Polsce nie można organizować imprez patriotycznych, bo to taki faszyzm. Do zatarcia tych różnic służy również film Wołyń…” (coryllus)

źródło: O istotnych powodach nakręcenia filmu Wołyń

„…Ukraiński nacjonalizm według Igora Janke podsycany był tym, że nie mieli, oj nie mieli Ukraińcy szans, by pracować w dobrych zawodach i robić kariery w II RP. I przez to właśnie musieli się srodze zemścić. Odbijanie tych argumentów jest równie idiotyczne co one same, bo ktoś napisał, że Polacy nie mieli też za dużych szans na to, by robić kariery w zaborze pruskim, a jednak nie dokonywali masowych mordów na Niemcach. Tak wygląda poziom dyskusji, która w opinii recenzentów ma doprowadzić do pojednania. Gdybym chciał się w tę dyskusję wpisać dodałbym, że mój dziadek mieszkając przed wojną przy stacji w Nałęczowie, chodził codziennie do roboty wąskimi torami do Karczmisk, a wszystko za dwa złote dniówki. I też żadnej kariery nie zrobił, a po siekierę nie sięgnął. Idźmy dalej tym tropem, a będziemy tłumaczyć każdego durnia z przyrodzonymi deficytami, któremu przyjdzie pewnego dnia do głowy, żeby zarąbać sąsiada – bo nie miał możliwości zrobienia kariery

…właścicielem kanału dystrybucji filmu Wołyń jest Gazeta Wyborcza, która będzie na tej dystrybucji zarabiać. Każdy więc głos podnoszący temperaturę emocji wokół tego filmu jest głosem oddanym na Adama Michnika. Niestety spirala została nakręcona już tak, że nie ma znaczenia właściwie czy ja się to włączę czy nie. Oni i tak są zarobieni. Jeśli idzie o dystrybucję na świecie to jej warunki, jak mniemam, będą omawiane szczegółowo z każdym zainteresowanym dystrybutorem, pokazy zaś filmu Wołyń, będą zorganizowane tak, by nie robić za dużej wiochy. To oczywiście spowoduje kolejny wybuch emocji i banda durniów zacznie wołać, że odcina się ludzi od prawdy o tym jak Ukraińcy mordowali Polaków. Te, jakże poważne ograniczenia dystrybucyjne powodują, że film Wołyń nie ma w zasadzie innej funkcji niż deprawacyjna. To znaczy, że zamiast wyjaśniać, zaciemnia, zamiast tłumaczyć bełkoce, zamiast pokazać winnych pokazuje motłoch, a przez te działania wzbudza falę emocji, które nie doprowadzą do niczego strasznego, jak się niektórym wydaje, będą tylko pożywką dla słabych umysłów przez najbliższe miesiące i posłużą do odwrócenia uwagi od spraw o wiele istotniejszych…

…Ukraińscy nacjonaliści to socjaliści domagający się tak zwanego sprawiedliwego podziału ziemi według kryteriów etnicznych. Ich największym wrogiem był polski pan, ale od czasu kiedy Józef Piłsudski z kolegami, współpracując z niejakim Petlurą, przekonali wszystkich, że polskiego pana da się unieważnić podatkami i reformą rolną, ukraiński nacjonalizm rozszerzył pojęcia wroga pozostając przy formule etnicznej jako jedynej ważnej przy ustalaniu co jest czyje. Jak wiadomo tego rodzaju pomysły mogą się rozprzestrzeniać albo nie. Wszystko zależy kto jest właścicielem kanału dystrybucji tych treści. Jeśli to ustalimy będziemy mogli zrobić prawdziwy film o przyczynach ludobójstwa na kresach. Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne w II RP, jak wszystkie organizacje świata, miały swój budżet, statut i cele. Te zaś były realizowane za pomocą tego budżetu. Należy koniecznie sprawdzić kto był sponsorem tego budżetu, jaki procent całości należał do polskiej, tajnej policji politycznej, a jaki do innych tajnych policji. To ważne w ocenie wypadków. Tych, którzy się będą w tym miejscu oburzać spieszę poinformować, że w II RP było sporo wpływowych osób popierających aspiracje autonomiczne Ukraińców, co w każdym pojedynczym przypadku czynione było bez zrozumienia. Dziś zaś, i to jest tak zwana ironia tak zwanego losu, spotyka się z pełnym zrozumieniem i akceptacją. Ludzie zaś którzy te ukraińskie aspiracje popierali byli zawsze z przekonania socjalistami-rewolucjonistami…” (coryllus)

całość tu: O deprawacyjnej funkcji filmów fabularnych

„…sympatie prokomunistyczne wśród wysokich urzędników II RP – jest jej największą tajemnicą. Do dziś nie można wyjaśnić ilu było czerwonych kretów w urzędach i armii, a to z tego względu, żeby nie zniszczyć mitu odrodzonej po 120 latach niewoli Polski. Skąd oni się tam brali? No stąd, że ZSRR był, jest i jeszcze długo będzie dla wielu ludzi szalenie atrakcyjny intelektualnie, w przeciwieństwie do organizacji takich jak Kościół Katolicki. Dlaczego tak? Bo ZSRR dawał ludziom szansę na spełnienie ich marzeń. Oni tak to widzieli. Program komunistów był programem wielkiej budowy, która miała ulepszyć świat. A jak się komuś zawróci w głowie wizją, to on już się z tej hipnotycznej fazy nie wydobędzie nigdy. Będzie myślał już tylko o budowie wielkich miast na stepie, o piecach Magnitogorska i o tamach przegradzających rzeki Azji. Nie zrozumie, że komunizm to nie żadna budowa, ale piekło metodycznego zniszczenia wszystkiego dookoła. Nie zrozumie, bo komunizm jest atrakcyjny intelektualnie i stwarza złudzenia jakich nie może dać nikt, nawet Hollywood. Ono bowiem lansuje postawy indywidualne, komuniści zaś wprowadzają do mózgu złudzenie współdziałania w grupie, w której to uwiedziony intelektualnie urzędnik II RP widzi dla siebie miejsce przywódcze, albowiem wie, że dopiero tam docenią jego niezwykłe zdolności. Oczywiście, że docenią, a jak już je wykorzystają strzelą mu w łeb z bliskiej odległości, ale tej klauzuli akurat nie będzie w kontrakcie…” (coryllus)

całość tu: O atrakcyjności intelektualnej Polski i innych organizacji

Dlatego propaganda „zarządzających stadem” ciągle wtłacza nam do mózgownicy jak należy czytać dzieje historii, i z którym wykwitem nacjonalizmu” należy nam się pojednać a który stanowczo potępić i zwalczać.

Rzeźnik

Rzeźnik

Tym oczywiście właściwym z którym winniśmy się pojednać jest „nacjonalizm” u którego źródeł leży socjalizm – umiłowana ideologia „drugiej” a w konsekwencji „czwartej”, tudzież „piątej” już eRPe (nie wyłączając z tego zaszczytnego grona „czeciej”). Albowiem tylko ten system dzięki wdrażaniu „sprawiedliwości społecznej” (czyt. redystrybucji zagrabionego) i „równości” (w biedzie) jest w stanie stłumić i wykorzenić „prawdziwą” przyczynę nacjonalizmu którą ci chorzy ludzie widzą w „braku możliwości zrobienia kariery” przez „prostego chłopa”. Trzeba wszystkim zrobić tak „dobrze i równo” żeby już nikt nie myślał o mordowaniu sąsiada za to że ma więcej i lepiej, przynajmniej nie bez stosownego zezwolenia mającego znamiona „prawa i sprawiedliwości”. Dlatego „zarządzający stadem” zrobią wszystko żeby prosty człowiek nigdy się nie dowiedział, że za całym tym bestialstwem stoi zorganizowana grupa przestępcza mająca swój budżet i kanały dystrybucji prowadzące wprost do ludzi i rządów zwanych po prostu socjalistami.

Złodziej wie dlaczego kradnie i nigdy nie nazwie tego sprawiedliwością. Socjalista zawsze znajdzie wytłumaczenie dla swoich zbrodniczych planów, a kiedy rewolucyjny walec zmiażdży już dostateczną liczbę „nawozu historii” bez chwili wahania wskaże nieubłaganym palcem „prawa i sprawiedliwości” winnych tej masakry. Wskaże oczywiście na kogoś innego – „wroga” tzw. „ludu” czyli posiadacza/kułaka i innych którzy czegoś się dorobili. Co prawda ta taktyka bazuje na najprymitywniejszych instynktach ludzkich podsycając takie uczucia jak zawiść, zazdrość i chciwość. Ale to nie prości ludzie i nie ich emocje organizują bandy zwyrodnialców w sprawnie naoliwiony krwią ludzką rewolucyjny walec. Robią to (za)rządy i ich propaganda. Biedni ludzie mają wiedzieć tylko to, że bieda i niski status społeczny to wystarczający powód do odwiedzenia sąsiada z siekierą w ręku.

Dlatego właśnie choć ukraiński nacjonalizm jest zły to jednak nie do końca, i z tego też względu „wszyscy” którzy nie chcą się dzielić tym na co sami ciężko pracowali, mają coś za uszami. I dlatego chociaż „dobra zmiana” twierdzi że walczy z komuną to w rzeczywistości robi coś zupełnie innego. Bo komunizm tłumiąc (z natury) każdą formę spontanicznej ludzkiej aktywności (jak powiada Pan Michalkiewicz m.in. tu Kijem i marchewką) przy okazji tłumi te nikczemne, a jak wiemy z różnych antypolskich ośrodków zarządzania emocjami w naszym kraju (jak chociażby Gazeta Wyborcza) – w mrocznych zakamarkach duszy narodu polskiego drzemią straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu. Nieważne że te demony to tylko taki szczur, ważne że jak już się go wypuści czy to z lewej czy z „prawej” strony klatki, to zawsze uruchomi stada niewyżytych „nacjonalistów” i „prawdziwych patriotów” (jak o sobie mówią) gotowych na pstryknięcie palcami „drugiej strony” (której żywo nienawidzą) skompromitować prawicę ku uciesze lewej strony mocy, która ma później pretekst do nazywania Polaków narodem faszystów i antysemitów. Tak to „sze kręci”…  (Odys)

„…Chodzi o to, by wywołać jak najwięcej jak najbardziej prymitywnych reakcji antysemickich. Nie sądzę, by inną motywacją kierował się Adam Michnik mówiąc reporterowi Der Spiegel, że jego rodzice zginęli w holocauście, choć przecież żadnego holocaustu na oczy nie oglądali. To samo jest z Zychowiczem, który wyszperał tę rzekomo zapomnianą zbrodnię i mówi, że nie można znaleźć dołu ze szczątkami, a powołuje się przy tym na licznych świadków potwierdzających udział AK w tej zbrodni. To są rzeczy, jak mawiają niektórzy, szyte. A ja dodam jeszcze, że robione na tam zwanego chama. Na chama Michnik okłamuje dziennikarza, na chama Zychowicz wciska nam ten kit, a jedynymi osobami, które zwracają na ów fakt uwagę są blogerzy. Reszta milczy. Jak myślicie dlaczego? Powiem najprościej jak umiem – bo to jest jedna banda. Milczą, bo nie wiedzą co powiedzieć i jaka będzie mądrość kolejnego etapu. Ja zaś przypuszczam to co napisałem na początku, że zaczyna się walenie kijem po kratach, czyli wywoływanie reakcji mającej udowodnić z góry założoną tezę. Dlatego właśnie każdy prowokator, który będzie tu wpisywał rewelacje o prowokacjach żydowskich mających doprowadzić do zagłady narodu polskiego będzie przeze mnie wyrzucany.

Mamy jak wiecie całą kastę gawędziarzy, którzy zajmują się wyłącznie opowiadaniem o przeniewierstwach żydów. Niektórzy zajmują się tym z pasji, a inni bo nie mają nic ciekawszego do roboty, są też pewnie tacy, którzy dostają za to jakiś grosz. Wszyscy jednak mają jeden wspólny mianownik – zajmują się tym bo wolno. Gdyby nie było wolno przerzuciliby się na coś innego. Z moich obserwacji wynika, że ludzie zajmujący się nachalnym, demonstracyjnym antysemityzmem, gotowi zawsze reagować na wszelkie prowokacje, to etatyści. To znaczy mają zabezpieczone tyły, przychodzi do nich emerytura, albo dostają niemałą pensję i z wyżyn tej stabilizacji oceniają resztę. Nie wiem jaki procent wśród nich to byli funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa współpracujący niegdyś z tymi samymi żydami, o których dziś piszą – chazaria, nie wiem jaki procent z nich to wojskowi, ale zakładam, że spory.

Jeśli z jednej strony mamy więc Michnika z jego chamską prowokacją i Zychowicza z jego tandetą, to z drugiej czekają już na nas nachalni antysemici gotowi wskazać nam wroga, któremu my rzecz jasna nie możemy nic zrobić, poza tym, że sobie pogadamy. W zasadzie alternatywa, przed którą stoimy jest jasna – powinniśmy się do kogoś lub czegoś przyłączyć. No więc nie ma na to zgody, przynajmniej na tym blogu. Nie ma zgody na ten sposób zarządzania stadem…” (coryllus)

całość tu: O istotnych funkcjach nachalnego antysemityzmu a o tym co zrobił wspomniany Zychowicz tuAK=UPA czyli przyrodniczy film o żydach

Aż się prosi wymienić nazwy blogów i stron o których wspomina coryllus (z których „oferty informacyjne” sam kiedyś korzystałem) w ramach przestrogi dla „młodych”, ale nie będę im robił reklamy, ani ryzykował że ktoś przeze mnie załapie bakcyla. W końcu rozstaliśmy się dawno temu po kilku osobliwych wymianach poglądów, po których do tej pory mam niesmak i nie chce mi się do tego bagna wracać. Łatwo ich rozpoznać po knajackim języku jakiego używają w „polemice” i po zianiu jawną nienawiścią do tych którzy mają odmienne zdanie od ichniego, nie wspominając o sztandarowej myśli przewodniej jak na załączonym poniżej obrazku… (Odys)

podobne: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. oraz: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i to: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? polecam również: Jacek Kaczmarski: „Pięć sonetów o umieraniu komunizmu” i jeszcze: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

Żydzi

Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?


Adam Wycichowski (niewolnik) - jak w banku

Adam Wycichowski (niewolnik) – jak w banku

„…Aby nie dopuścić do bankructw poszczególnych krajów banki centralne zaczęły skupować dług, windując ceny obligacji, tym samym sztucznie zaniżać wysokość wypłacanych odsetek. Kilkanaście miesięcy temu po raz pierwszy w historii rentowność obligacji rządowych spadła poniżej zera. W przypadku Japonii dotyczy to nawet papierów wartościowych z 30-letnim okresem zapadalności. Przez wiele dekad uznawano, że taka sytuacja nigdy nie będzie mieć miejsca, tymczasem dzisiaj obligacje gwarantujące stratę są już jednym z elementów świata finansów

…Warto uświadomić sobie, co tak naprawdę oznacza negatywne oprocentowanie obligacji. Jeśli rentowność obligacji wynosi – 1%, to pożyczając np. 100 tys. złotych, rząd musi oddać jedynie 99 tys. złotych. Nawet nie uwzględniając inflacji, inwestor nabywa obligacje gwarantujące stratę. Jest to oczywiście chora sytuacja, jednak część inwestorów utrzymuje swoją aktywność na rynku. Dzieje się tak, ponieważ mają oni nadzieję, że rentowność obligacji nadal będzie spadać, a więc rosnąć będą ich ceny. Jeśli inwestycji dokonuje się nie z powodu atrakcyjnej wyceny, ale tylko po to, by odsprzedać drożej kolejnemu głupiemu, to mamy niezbity dowód na obecność bańki spekulacyjnej. Tak było w 2001 roku, kiedy ludzie rzucali się na akcje firm technologicznych nieprzedstawiających żadnej wartości, zakładając, że zdążą je sprzedać, zanim dojdzie do spadków. Podobnie określić można sytuację na rynku chińskim z 2015 roku, kiedy na giełdzie pojawiło się mnóstwo nowych inwestorów, skuszonych wzrostem cen akcji, a nie ich rzeczywistą wartością.

Duży wpływ na obecną sytuację mają działania banków centralnych, które stały się największymi kupcami obligacji. Doprowadza to do nieprawdopodobnych absurdów…

…Znaczna część inwestorów, którzy chcą obronić się przed inflacją, przenosi swój kapitał na rynek akcji. W efekcie po raz kolejny usłyszeliśmy o rekordach notowanych przez amerykańskie indeksy, co ma być dowodem na znakomitą kondycję gospodarki

…Jedną z ofiar negatywnie oprocentowanych obligacji staną się fundusze emerytalne, które nie będą w stanie wypracować zysków dla swoich klientów. Jako że są one zwolnione z podatku, ustawodawcy najprawdopodobniej zmuszą je do okazania wdzięczności i zainwestowania np. 50% kapitału w „bezpieczne” obligacje. W drugiej kolejności rząd wywrze wpływ również na indywidualne konta emerytalne. Ostatecznie dojdzie do sytuacji, w której emerytom nie pozostanie nic innego, jak tylko zwrócić się po pomoc bezpośrednio do państwa. Będzie to dalszy ciąg trwającego od wielu dekad procesu, polegającego na uzależnianiu obywateli od woli polityków. Jego odzwierciedleniem jest poziom wydatków publicznych, które stale rosną w stosunku do PKB

…Negatywne oprocentowanie jest kolejnym dowodem na to, że polityka banków centralnych nie przynosi pozytywnych efektów. Nigdy w historii dodruk pieniądza nie okazał się skuteczny i tym razem również nie będzie wyjątku – gospodarki po prostu nie da się uzdrowić w ten sposób. Zapewne już wkrótce będziemy mieć do czynienia ze stagflacją. Oznacza to zerowy wzrost gospodarczy wynikający z ogromnego ciężaru długu, a także przyspieszającą inflację, której kontrolowanie stanie się dla rządów niewykonalne…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Obligacje rządowe gwarantem straty

podobne: Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko. oraz: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił i to: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Obecny system, w którym drukuje się walutę opartą na długu, doszedł do końca swojej drogi. Bez konkretnych zmian nie da się go dłużej utrzymać. Przyrost waluty i jeszcze szybszy wzrost zadłużenia spowodowały, że suma zobowiązań Amerykanów jest około 5 razy większa, niż ilość dolarów w obiegu. Tak duża dysproporcja powoduje, że nawet jeśli FED dodrukuje duże ilości pieniędzy, to i tak dług będzie większy niż ilość waluty. Wynika to bezpośrednio z rezerwy cząstkowej, ponieważ każdy kolejny dolar tworzony jest wraz z należnością w stosunku do systemu bankowego. To właśnie z powodu tego mechanizmu bankierzy centralni zawodzą w rozkręceniu wysokiej inflacji, a waluta zamiast szybko się dewaluować, utrzymuje względną siłę nabywczą.

Rozwiązaniem tego problemu, zgodnie z pierwszym pomysłem Bernanke, jest rozdanie ludziom dużej ilości pieniędzy. Aby móc wdrożyć taki plan w życie, trzeba by przeprowadzić daleko idące zmiany prawne. Przede wszystkim rząd musiałby odzyskać władzę nad pieniądzem w taki sposób, aby móc go drukować bez długu, przy eliminacji pośredników (czyli banków komercyjnych – tzw. primary dealers – oraz banku centralnego, u którego rząd zaciąga zobowiązanie pod wykreowaną walutę)…

…Rząd, gdy dysponuje nieograniczoną podażą waluty, może nakręcić inflację i skutecznie dewaluować długi. Aby przeprowadzić całą akcję, nie są konieczne żadne zmiany prawne czy zgoda społeczeństwa. Wystarczy rozkręcić rządowe rozdawnictwo, czy to z pomocą głębokich inwestycji infrastrukturalnych, czy powszechnych programów socjalnych.

Słabo wyedukowane ekonomicznie społeczeństwo, co najwyżej przyklaśnie politykom i stanie się świadkiem rządowego rozdawnictwa. Zanim ukażą się wszystkie konsekwencje, program zostanie zakończony, a założona dewaluacja waluty zostanie osiągnięta. Na programie nie ucierpi zaufanie do sektora bankowego, ponieważ ten nie będzie uczestniczył w tym procederze. Obejdzie się również bez kaskady bankructw banków, a więc i bail-inów  czy bail-outów. Dewaluacji zostanie poddana każda forma pieniądza, tak elektronicznego, jak i papierowego, dzięki czemu dalej będzie można wykonywać kolejne posunięcia, w celu zupełnego wyeliminowania gotówki z obiegu…

…Po osiągnięciu wyznaczonych celów, bankierzy centralni zrzucą winę za wysoką inflację na nieodpowiedzialne działania polityków i umocnią tym samym swoją pozycję, jako stabilizatora systemu monetarnego. Długi zostaną zdewaluowane i uda się uniknąć spektakularnych bankructw dużych korporacji czy banków inwestycyjnych (ich bankructwo mogłoby zagrozić stabilności finansowej całego świata). Najważniejsze trendy w dzisiejszej bankowości (z rozrośniętym sektorem finansowym) czy dążeniem do eliminacji gotówki, zostaną utrzymane. Winą za trudną sytuację zostanie obarczona aktualnie rządząca ekipa, która zostanie sprawnie podmieniona na kolejną. Ben Bernanke lobbuje obecnie w Japonii za dokładnie takim rozwiązaniem. To właśnie Japonia ma stać się polem doświadczalnym, na którym mogłoby zostać wdrożone nowe rozwiązanie monetarne, zanim zostanie ono wprowadzone na całym świecie.” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Kolejne szaleństwa Bena Bernanke

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) i to: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

 W 1992 roku Janusz Korwin-Mikke zaproponował z mównicy sejmowej, aby wprowadzić do konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Niestety, pomysł polityka został przez pozostałych posłów wyśmiany, a dzisiaj przychodzi nam zmagać się z konsekwencjami ich decyzji. Dzięki deficytowi (czyli wydawaniu większej ilości pieniędzy, niż udało się zebrać w podatkach), rząd może finansować dodatkowe programy socjalne, zatrudniać kolejnych urzędników czy zwiększyć skalę inwestycji strukturalnych. Wszystko ma jednak swoją cenę. Oprócz oczywistych następstw, czyli zwracania pożyczkodawcom kwoty większej niż wartość pożyczki – w postaci odsetek od obligacji, uzależnienie państwa od zewnętrznego finansowania ma szereg konsekwencji politycznych…

…Oficjalny dług publiczny wynosi obecnie 899 mld PLN i stanowi to 51,3% w stosunku do PKB kraju. Zadłużenie denominowane w walutach obcych to – w przeliczeniu na PLN – kwota o wartości 291 mld.

Oprócz oficjalnej wysokości długu publicznego istnieje jeszcze realne zadłużenie państwa. Szacuje się, że jego wysokość przekracza ponad 1 bln PLN, ale na potwierdzenie tej liczby nie mamy żadnych konkretnych danych. Problem polega na tym, że zobowiązania zostały ukryte w spółkach skarbu państwa lub instytucjach użyteczności publicznej (na poziomie centralnym i regionalnym). Wykorzystywane są do tego takie jednostki jak Krajowy Fundusz Drogowy (który uprzednio wyłączono z podmiotów wliczanych do bilansu długu). Z kolei urzędnicy miejscy korzystają z np. spółek świadczących usługi komunikacji miejskiej, do których przerzuca się część zobowiązań miast.

Oprócz długu jawnego – czyli oficjalnego – Polska posiada również dług ukryty. Chodzi przede wszystkim o sumę różnego rodzaju świadczeń socjalnych, czyli umów państwa z obywatelem, na wypłacenie mu pieniędzy w dłuższym okresie czasu. Najważniejsze w tej kategorii są zobowiązania ZUS–u, które opiewają na kwotę znacznie przekraczającą 3 bln PLN. Środki te nie są jednak uwzględniane, ponieważ sama wypłata jest uzależniona od decyzji polityków i nie posiada konkretnego terminu zapadalności. W tej sytuacji najbardziej spodziewany bieg wydarzeń przedstawia się następująco: gdy państwo popadnie w problemy finansowe, znaczna część zobowiązań ukrytych zostanie anulowana, najprawdopodobniej poprzez silną dewaluację złotówki…

…Skoro kapitał zagraniczny posiada w Polsce około 60% udziałów (w sektorze bankowym i pozabankowym), to tak naprawdę większość z 350 mld PLN długu w rękach rezydentów znajduje się nadal w posiadaniu podmiotów z kapitałem zagranicznym. Zobowiązania polskiego rządu, z puli oficjalnego długu, to łącznie około 700 mld PLN, które znajdują się w rękach zagranicznych. Podsumowując – prawie 80% obligacji skarbowych jest w posiadaniu obcego kapitału!

…Znaczna część długu publicznego jest w posiadaniu instytucji z USA. Stamtąd też pochodzą najważniejsze agencje ratingowe. Płynność finansowa Polski jest zatem uzależniona od Zachodu. Gdyby polski rząd zaczął prowadzić politykę zagraniczną niezgodną z wytycznymi Waszyngtonu czy Brukseli, zostalibyśmy zapewne zaatakowani bronią ekonomiczną. Atak zostałby przeprowadzony w bardzo prosty sposób: najpierw zrzucono by na rynek część polskich obligacji (wyraźnie obniżając ich cenę, ale podnosząc tym samym ich rentowność). Agencje ratingowe szybko obniżyłyby wówczas oceny stabilności polskiej gospodarki, przez co nasiliłyby odpływ kapitału z Polski. W konsekwencji wszelki opór na Wiejskiej zostałby szybko złamany poprzez wyższe koszty obsługi długu publicznego i trudności w znalezieniu kupców na nowe emisje obligacji.

Podsumowanie

Konsekwencje odrzucenia postulatu Korwin–Mikkego o zakazie ustalania budżetu z deficytem, stają się coraz bardziej widoczne. Polska jest praktycznie w 100% zależna od zewnętrznych ośrodków decyzyjnych i kaprysów rynków kapitałowych. Jeśli nie rozwiążemy problemu z przyszłym finansowaniem państwa, to nie mamy szans na żadne suwerenne posunięcia, czy to w polityce gospodarczej, czy zagranicznej.

Nawet jeśli polski rząd będzie wykonywał polecenia z zagranicy co do joty, to kryzysu na rynku długu nie da się uniknąć, a coraz wyższe koszty finansowania państwa (przez ograniczony dostęp do rynków długu) dodatkowo obciążą społeczeństwo. I gdyby nawet rząd zdecydował się na inflacyjne wyjście z długów (co uderzy najmocniej w klasę średnią posiadającą oszczędności), to późniejsza podwyżka stóp procentowych, wprowadzona przez Radę Polityki Pieniężnej w celu opanowania sytuacji, jest nieunikniona. Posunięcie takie bezpośrednio uderzy w osoby obciążone wysokimi kredytami…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: W czyich rękach spoczywa polski dług?

podobne: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. a także: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie.

„…W oczekiwaniu na ten moment nie mogę powstrzymać uczucia żalu, że w 1990 roku nie udało nam się (nam, to znaczy – Unii Polityki Realnej) przekonać opinii publicznej do pomysłu utworzenia Funduszu Emerytalnego z 30 procent akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Wielokrotnie prezentowaliśmy ten pomysł nawet za pośrednictwem telewizji, ale zdecydowana większość opinii publicznej nie uwierzyła nam, tylko nadymanym zarozumialcom w rodzaju pana Andrzeja Celińskiego, który nawet i dzisiaj demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, Oni o żadnym „Funduszu Emerytalnym” nie chcieli nawet słyszeć, bo w przeciwnym razie ich protektorowie z wywiadu wojskowego nie tylko przestaliby ich nadymać, ale jeszcze przełożyli przez kolano i przypomnieli, skąd wyrastają im nogi. Warto dodać, że i pan prezes Jarosław Kaczyński też nie chciał słyszeć o żadnym „Funduszu Emerytalnym”. W rezultacie „prywatyzowane” przedsiębiorstwa państwowe zostały z błogosławieństwem soldateski viribus unitis rozkradzione i obecnie Funduszu Emerytalnego nie ma już z czego stworzyć.

Tymczasem bankructwo systemu wisi nad nami i coś trzeba z tym zrobić. Sprawy zaszły tak daleko, że nie ma już rozwiązań dobrych; są już tylko same złe. To, które poniżej przedstawię, też jest złe. Ono ma tylko taką zaletę, że inne są od niego jeszcze gorsze. Pomysł polega na zlikwidowaniu przymusu ubezpieczeń społecznych. One byłyby nadal możliwe, ale wyłącznie jako dobrowolne. Gdyby tak zatem od 1 stycznia 2018 roku znieść przymus ubezpieczeń społecznych, to z tą chwilą ustałby dopływ tzw. „składek” do systemu, bo przecież żaden normalny człowiek nie zrobiłby tego głupstwa. Tymczasem państwo ma zobowiązania, które zaciągnęło wcześniej i z których musi się wywiązać. Nie ma zatem innego wyjścia, jak tego samego dnia ustanowić podatek celowy na emerytury i renty. W pierwszych latach byłby on tej samej, a w porywach nawet większej wysokości co „składka” emerytalna, ale w miarę upływu czasu ta wysokość by się zmniejszała, aż wreszcie po 40 latach można by ten zupełnie już symboliczny podatek zlikwidować. Wadą tego rozwiązania jest to, że dwa pokolenia (pokolenie, to 25-30 lat) obywateli zostałoby obciążonych nieekwiwalentnym świadczeniem – zwłaszcza pokolenie pierwsze, bo drugie już nieznacznie. Bez żadnej swojej winy, bo grzech zaniechania popełniło pokolenie poprzednie – dzisiaj pławiące się w rozmaitych „legendach”. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to nie dwa – ale wszystkie następne pokolenia będą obciążone świadczeniem rosnącym – bez względu na jego formalną podstawę. Oczywiście do momentu dopóki się nie zbuntują, nie poślą tych starców-wampirów do wszystkich diabłów – wśród nich również rozwydrzone damy, które dzisiaj tak pilnują swoich „wagin” i „macic”, żeby potem wyciągać proszalną rękę do cudzych dzieci. – aż wreszcie w katolickim społeczeństwie pojawi się masowe poparcie dla legalizacji eutanazji.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Dwie wiadomości

ZUS jest agendą państwową, i jest zainteresowany, byśmy żyli krótko! – Stanisław Michalkiewicz

Rząd nie ma już nic do sprzedania, więc musi nas zadłużać u lichwiarzy – Stanisław Michalkiewicz

Mamy narzędzie, które już raz użyliśmy, by odblokować potencjał gospodarczy – Stanisław Michalkiewicz

podobne:  Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz: Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.  i to: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?

Olivier Bonhomme

Olivier Bonhomme