Światy równoległe czyli Wielka Polska której mam się wstydzić kontra „Wielki Projekt” z którego mam być dumny. O Krainie „upartych niepogód”


Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 – Jan Matejko

Najpierw fragment tekstu autorstwa Stalagmit czyli:

Gospodarka dawnej Polski u szczytu potęgi (XVI-XVII w.)

„… Rzeczpospolita Obojga Narodów, czyli państwo polsko-litewskie, należało do największych krajów wczesnonowożytnej Europy. W 1582 roku Polska była krajem rozległym, liczącym sobie 867 tys. kilometrów kwadratowych powierzchni. Obejmowała rozległe, zróżnicowane pod względem przyrodniczym i geograficznym terytoria…

… Podstawowym działem polskiej gospodarki w opisywanych dwóch stuleciach było rolnictwo. Kojarzymy je zwykle z dominacją gospodarstw folwarcznych, ale tak naprawdę w Rzeczpospolitej współistniały bardzo różne formy gospodarowania. Oprócz folwarków pańszczyźnianych istniały duże gospodarstwa chłopskie, także produkujące na rynek, zwłaszcza w Wielkopolsce i na Pomorzu. Ani wielka, ani mniejsza własność ziemska nie była jednolita. Istniały wielkie latyfundia należące do magnaterii i Kościoła, a jednocześnie obok nich kwitły średnie i małego gospodarstwa szlacheckie. W całej Rzeczpospolitej pewną część ziemi rolnej posiadały także miasta. Osadzały na niej chłopów-dzierżawców, którzy zobowiązani byli do płacenia czynszu. W ogromnych majątkach Wielkiego Księstwa Litewskiego chłopi często byli zobowiązania do oddawania właścicielowi daniny w naturze: w zbożu, sianie, świniach, drobiu, miodzie, wosku i futrach. W południowo-wschodniej części państwa, na żyznych i rozległych ziemiach ukrainnych, dominowała hodowla bydła i ekstensywna uprawa zbóż. W skład typowego gospodarstwa, czy włości wchodziły zwykle nie tylko pola uprawne, ale także pastwiska, lasy, stawy i nieużytki. Przeciętny folwark szlachecki liczył 60-80 ha i przynosił swojemu właścicielowi 175-385 złotych polskich rocznego, czystego dochodu. Produkcja żywności na rynek była bardzo dochodowa, nie tylko dlatego, że wyżywienie i opał szlachty pochodziły z jej własnego majątku. Szlachta starała się rozwijać w swoich majątkach różnorodną działalność: zakładała stawy rybne, browary, młyny, folusze, tartaki, eksploatowała lasy i rozwijała hodowlę rozmaitych zwierząt.

Uprawiano przede wszystkim żyto, pszenicę i jęczmień. Nieco mniejsze znaczenie miał owies, służący głównie do karmienia koni. Powszechnie stosowano system trójpolówki i kilkukrotnej orki przed siewem zboża. Wysiewano także groch, proso i kukurydzę, która do Europy została przywieziona w 1493 roku, a do Polski trafiła okrężną drogą, przez Imperium Osmańskie i Bałkany. Spore znaczenie miały uprawy ogrodowe, obecne zarówno w szlacheckich i kościelnych, jak i w chłopskich gospodarstwach. To z nich pochodziła powszechnie spożywana w Polsce kapusta, a także marchew, ogórki, cebula, sałata, kalafiory, mak, itd. Część ziemi przeznaczano na uprawy roślin przemysłowych, takich jak rzepak, chmiel, len i konopie. Bardzo dochodowym działem gospodarki była także hodowla zwierząt. Głównym towarem eksportowym Polski zaraz po zbożu były woły. Hodowane na Wołyniu, Podolu i Ukrainie wielkie bydło stepowe było wytrzymałe i dostarczało ogromnych ilości mięsa, przy stosunkowo niskim nakładzie pracy hodowców. Bydło rasy czerwonej polskiej było mniejsze, ale rozpowszechnione na terenie ziem koronnych. Z Kresów i centralnej Polski pędzono na zachód ogromne stada wołów, przeznaczonych dla konsumentów w miastach niemieckich i położonych dalej na zachód. Woły docierały też do Gdańska, skąd mogły być transportowane jeszcze dalej na zachód. Rocznie eksportowano z Polski niekiedy nawet 45-60 tys. wołów. Hodowane w kraju bydło dostarczało też mleka i było używane jako siła robocza i pociągowa. Duże znaczenie miała hodowla owiec, dostarczających mięsa, mleka i wełny potrzebnej do wyrobu sukna. Z wielkich stad owiec słynęła Wielkopolska i tereny Podkarpacia. W lasach i ich sąsiedztwie hodowano świnie, dostarczające sporych ilości mięsa i tłuszczu. Spożywano jednak dużo mniej wieprzowiny, niż w bliższych nam czasach. Przy wszystkich gospodarstwach trzymano sporo drobiu (kur, gęsi, kaczek), który dostarczał mięsa i jajek. Jednym z głównych towarów eksportowych Polski był pierz i puch gęsi, eksportowany przez Gdańsk w ilości 100 ton rocznie. Polska słynęła w całym ówczesnym świecie z doskonałej hodowli koni. Szlachta bardzo dbała o swoje wierzchowce, interesowała się hodowlą i uszlachetnianiem różnych ras. Największym osiągnięciem tej hodowli były konie polskie, doskonałe rumaki, szczególnie użyteczne na wojnie. Oprócz nich hodowano konie neapolitańskie, hiszpańskie, perskie i tureckie. Polska eksportowała nie tylko konie wierzchowe, ale także robocze konie chłopskie…

…Mimo trudności związanych ze zmianami klimatu i wzrostem cen, wyżywienie ludności naszego kraju było lepsze, zdrowsze i bardziej obfite, niż na zachodzie. Pisze o tym zresztą ks. Starowolski:

„Pożywienie narodu naszego obfitsze jest niż prawie u wszystkich innych europejskich nacji, a na stołach możniejszych tak wyszukane, że magnaci największą część swoich dochodów na wonne korzenie i wina obracają. W dawnych czasach spożywanie żytniego chleba i piwa z jęczmienia albo pszenicy uczynionego wspólne było dla wszystkich i całkiem zwyczajne; teraz już nie tylko przedniejsi, lecz i samo pospólstwo chlebem pszennym i winem przy stole się raczy, zwłaszcza w większych miastach i tych, co bliżej Węgier leżą. I plebs nawet wiejski ma zwyczaj stół zastawiać połciami słoniny, baraniną, wołowiną, cielęciną, mlekiem, rybami, a najwięcej jarzynami, które to rzeczy na targach, także po wsiach, przy kościołach i widocznych miejscach, w świąteczne dnie są wystawiane. Atoli mieszczan i szlachty pożywienie o wiele wybredniejsze bywa, a stoły ich tuczonym drobiem wszystkich rodzajów, dalej dziką zwierzyną i ptactwem, i rybami wybornymi aż do zbytku niekiedy są zastawiane; także różnych wonnych korzeni, cukrów, win, potraw i innych zagranicznych przypraw albo łakoci bardzo dużo każdego dnia używają. Rusini i Litwini natomiast, u których jest mnóstwo ryb i miodu, obficie używają wina zmieszanego z miodem, podobnie jak piwa z pitną wodą gotowanego, nazywanego miodem. (…)”

Porównując zaś zasobność Polski z innymi krajami, zauważył:

„(…) Co do żywności zaś, to pewne jest, i owszem, iż w czasie wojen król Polski mógłby wyżywić bardzo wielu, co dla każdego jest oczywiste, boć Królestwo Polskie może inne dwa podobne królestwa, takie, jakim samo jest, nie tylko zbożem, lecz także mięsem i innymi produktami podtrzymywać. (…)”

Polska słynęła także produkcją rzemieślniczą i przemysłową, oraz obróbka różnych surowców, w które obfitował kraj. Do połowy XVII nieprzerwanie wzrastała liczba ludności, rósł poziom produkcji rolnej i zamożność społeczeństwa. Konsekwencją tej sytuacji był wzrost popytu na różnego rodzaju wyroby. W produkcji coraz powszechniej wykorzystywano wynalazki: koło wodne, tkacki kołowrotek nożny, nowe techniki w metalurgii, garbarstwie, młynarstwie, górnictwie, papiernictwie. Jakość wyrobów rzemieślniczych i przemysłowych była bardzo wysoka, a czasem nawet perfekcyjna, także pod względem artystycznym. Podstawą działalności produkcyjnej była eksploatacja lasów i górnictwo. Związki górnicze zbliżone do cechów, czyli gwarectwa, zajmowały się dobywaniem rozmaitych kruszców i kamieni na zlecenie spółek górniczych, prywatnych właścicieli dóbr i państwa.  W rudy metali i złoża kamieni budowlanych obfitowała szczególnie Małopolska oraz Podkarpacie, o czym pisał ks. Starowolski:

„(…) Nie sposób też pominąć, że przed wszystkimi województwami Królestwa Polskiego, jedno sandomierskie wyjąwszy, tylko temu przypadło w udziale mieć wszystkie metale i minerały: ołów i srebro w okolicach Olkusza, Sławkowa oraz Nowej Góry, miedź i złoto pod Nowym Targiem i w górach koło Sącza, sól kopalną pod postacią ogromnych skał w okolicach Bochni i Wieliczki, marmury różnych kolorów pod Sielcem, klasztorem karmelitów bosych, saletrę pod Wiślicą, witriol pod Bieczem, miedź i węgiel do podsycania ognia w okolicy Tenczyna, stal w okolicy Podolińca, pod Olsztynem zaś huty żelaza zwykłego i naczyń szklanych dalej także innych wiele w różnych miejscowościach. (…)” 

…Rzeczpospolita była ośrodkiem produkcji tekstylnej. W Wielkopolsce silnie rozwijało się sukiennictwo, bazujące na miejscowych stadach owiec, dostarczających dobrej wełny. Warsztaty sukiennicze znajdowały się też w Gdańsku, Małopolsce i na Mazowszu. Ubrania, sukno i płótno produkowano też w wielu gospodarstwach chłopskich i szlacheckich. W 1643 roku hetman Stanisław Koniecpolski założył w Brodach pierwszą manufakturę jedwabniczą. Produkcja włókiennicza była niezmiennie opłacalna, bo praktycznie ciągle istniał ogromny popyt na ubrania i tkaniny, w kraju i za granicą. Ubiór w Polsce był zazwyczaj bogaty, bo jak twierdzi ks. Starowolski:

„(…) I nie tylko znakomitsi urodzeniem używają zagranicznych okryć i futer, lecz także niżsi i plebejusze w jedwabie i purpurę się odziewają, (…)”

Chłopi na wsiach zajmowali się także wytwórczością różnych towarów. W czasie wolnym od zajęć rolniczych produkowali płótno, przedmioty drewniane i ceramikę. Wiele z tych wyrobów trafiało później do Gdańska. Kontrolę nad produkcją w miastach sprawowały cechy, wyznaczające ceny i mające niekiedy charakter monopoli. Szlachta starała się przełamać monopol cechowy zakładając własne miasta i tworząc jurydyki, gdzie rzemieślnicy mogli produkować bez uciążliwej kontroli gildii miejskich…

…Polskę XVI i XVII wieku można postrzegać jako kraj wielkiego handlu, leżący na przecięciu najważniejszych szlaków biegnących we wszystkich kierunkach i łączących zachodnią i północna Europę ze Wschodem i Południem. Nasz kraj był wielkim rynkiem wymiany różnych produktów, o czym możemy przeczytać w „Opisaniu Królestwa Polskiego”:

„(…) Wywozi się zatem z Polski: żyto, pszenicę, jęczmień, owies, proso, mak, różne krupy i rośliny strączkowe, wełnę, len, konopie, chmiel, skóry, łój, skóry miękko wyprawione, miód, wosk, bursztyn, smolę, popiół, belki, deski i inne materiały do budowy okrętów i wyposażania domów używane. Dalej sól, piwo, koperwas, saletrę, lazur, purpurę, miedź, ołów, żelazo, mosiądz, węgiel ziemny, kryształy, konie, woły, barany, wieprze, słoninę i inne niezliczone towary, których tak pobliscy sąsiedzi, jak i zamorskie ludy od nas potrzebują. A od nich dla odmiany do nas sprowadza się tkaniny jedwabne, złote, wełniane i lniane delikatniejsze, dywany, obicia i inne ścienne zasłony, dla koni i ludzi ozdoby, których wyrób jest u nas mniej wytworny, chociaż nie brak nam surowców, w jakie zaopatrujemy inne kraje. Sprowadzane są także perły, szlachetne kamienie, futra wspaniałe, śledzie, czyli ryby morskie, wizna i inne przetwory rybne oraz na wietrze albo słońcu suszone ryby morskie. Nadto srebro, złoto, cyna i stal, tak gotowa, jak i nie obrobiona, wina w końcu, wonne korzenie, rozmaite przyprawy do potraw i przysmaki, (…)”

Silne więzi gospodarcze łączyły Polskę zarówno z zachodnią Europą, jak i z szeroko pojętym wschodem. Pierwszą pozycję w eksporcie Rzeczpospolitej niewątpliwie zajmowało zboże (pszenica i żyto). W związku ze wzrostem liczby ludności, rozwojem miast i wytwórczości pozarolniczej w Europie pojawiła się idealna koniunktura na żywność. Głody i nieurodzaje związane z małą epoką lodową jeszcze bardziej zwiększały zapotrzebowanie na zboże i inne rodzaje pożywienia. Rolnictwo zachodnie nie mogło tego zapotrzebowania zaspokoić, więc ceny żywności rosły. Z gospodarstw ziarno trafiało na jarmarki i do portów rzecznych. Tam ładowano je na statki rzeczne: przede wszystkim wielkie, wyposażone w maszt z żaglem szkuty, o ładowności 120 ton, a także na mniejsze dubasy, komięgi i galary. Ważnym portem rzecznym i ośrodkiem składowania zboża na handel był Kazimierz Dolny nad Wisłą. Statki rzeczne budowano w miejscowości Ulanów nad Sanem. Targi zimowe, na których Gdańszczanie skupowali zboże odbywały się w Toruniu i w Lublinie. Polskie zboże trafiało najpierw do Gdańska, potem do portów niderlandzkich, a potem rozchodziło się po najdalszych zakątkach Europy, trafiało do Anglii, a nawet do Hiszpanii. Z Półwyspu Iberyjskiego napływały w zamian kruszce w postaci pieniądza złotego i srebrnego…”

…itd itp… Polecam lekturę całości tego bogatego w informacje materiału a także uzupełniające i równie ciekawe komentarze pod nim. Jak chociażby ten poniżej, dotyczący siły nabywczej polskich dukatów, i wydajności/wartości pracy na polskim rynku:

Pioter @Gospodarka dawnej Polski u szczytu potęgi (XVI-XVII w.) (18 maja 2018 18:16)

Młyn wodny, dom w mieście, konia wierzchowego, 5 krów, statek rzeczny bądź 2 łany roli wolnej od pańszczyzny; albo inaczej – podskarbi koronny musiał na to pracować 2 tygodnie, a pisarz miejski pół roku, parobek zaś 2 lata.

Dane za: Szwagrzyk JA. Pieniądz na ziemiach polskich X-XX w

Można sobie to porównać z dowolnym okresem naszej historii i samemu wyciągnąć wnioski… Oszałamiające. I my mamy się wstydzić tamtej Polski i ludzi?

Pozostaje zatem pytanie, komu to przeszkadzało? I jak to się stało że w szkole uczy się Polaków o tym że sami jesteśmy sobie winni upadku i rozbiorów tego państwa, do czego trzej (podobno) zaborcy tylko rękę przyłożyli, a i to tylko po to by nas ratować przed „chaosem wewnętrznym”, wynikającym rzekomo z warcholstwa pewnej warstwy społecznej, która najpierw przez wieki budowała  potęgę gospodarczą i militarną tego państwa, z której (jak można wyczytać) korzystały również bardzo aktywnie niższe warstwy społeczne, a która potem najwyraźniej albo się sukcesem znudziła, albo po prostu zwariowała (bo inaczej niepodobna uwierzyć w taką przemianę). Pamiętam do dziś lekcje z historii na których wbijano mi do głowy wyższość „absolutyzmu oświeconego”, nad naszą niedojrzałą złotą wolnością, z której podobno wynikły dla nas same nieszczęścia… To jest kłamstwo, bo fakty są takie, że żeby nas pokonać trzeba było dziesiątek lat wielkich wojen i najazdów niemal od wszystkich bezpośrednich sąsiadów, oraz złota  potężnych wrogów trochę dalej od naszych granic położonych. Które miały po prostu chrapkę na nasze udziały w handlu międzynarodowym, oraz bogactwo którego dorobiliśmy się sami, właśnie dzięki unikalnemu ustrojowi „złotej wolności”, która pozwała dorabiać się każdemu.

Żeby nie być gołosłownym, że komuś konkretnemu to przeszkadzało, polecam tekst Pani Ewy Rembikowskiej o potopie szwedzkim, ale nie tylko: Między nimi nic nie było, czyli kto finansował Jana Amosa Komenskiego? Natomiast co do skali najazdów z którymi musieli się zmagać nasi przodkowie (bo nie był to tylko „potop szwedzki”), oraz zniszczeń i ich skutków „ubocznych”, polecam lekturę książki Andrzeja Gliwy, zatytułowanej znacząco – „Kraina upartych niepogód” (do kupienia w wydawnictwie Klinika Języka a interesująca dyskusja w tym temacie tu: Gabriel Maciejewski i dr Andrzej Gliwa o książce)

„…W książce przedstawiono szczegółowo wszystkie większe operacje militarne wojsk nieprzyjacielskich, które dotknęły zachodniej części województwa ruskiego, łącznie z niezwykle niszczącymi inkursjami tatarskimi z lat 20. XVII wieku, wyprawą tatarsko-kozacką z 1648 roku, najazdem rosyjsko-kozackim z 1655 roku, inwazją szwedzką z 1656 roku, najazdem transylwańsko-kozackim z 1657 roku oraz grabieżczymi operacjami ord tatarskich z 1672 roku i ostatnim w dziejach najazdem ordyńców z Budżaku z 1699 roku, który miał miejsce już po zawarciu traktatu pokojowego w Karłowicach. Przeprowadzone badania w oparciu o niezwykle bogaty i różnorodny materiał empiryczny, w tym tzw. źródła masowe (abiuraty, rejestry poborowe, lustracje królewszczyzn) stawiają duży znak zapytania nad ogólnym i przyjmowanym dotąd powszechnie przez historyków paradygmatycznym modelem przebiegu zjawiska zniszczeń wojennych na terytorium Rzeczypospolitej w XVII wieku…”

Nic więc nie stało na przeszkodzie, by w 123 lata po rozwiązaniu i całkowitym niemal zaoraniu tego co stanowiło o sile I Rzeczypospolitej, wszystkie zainteresowane strony zgodziły się na kontrolowany powrót Polski na polityczną mapę. Tak powstała II RP. Niby Polska, ale już w zupełnie innym kształcie, o innym ustroju (politycznym i gospodarczym), oraz z zupełnie inną od „przeklętej Pańskiej” wizją społeczeństwa obywatelskiego. Nazwano to szyderczo „odzyskaniem niepodległości” która jak się skończyła wszyscy wiemy, ale nie wszyscy kojarzymy jak, do czego, i przez kogo została wykorzystana… Której „stulecie” (o tempora o mores!) szumnie będziemy obchodzić już za rok. A którą nie tylko moim zdaniem utraciliśmy bezpowrotnie po upadku tej pierwszej Wielkiej Rzeczypospolitej… (Odys)

Zapraszam więc z tej okazji do kolejnej lektury:

„…Nasza historia, rozgrywa się w roku 1933, w Galicji, która ma dobrze ugruntowane tradycje gangsterskie. Mamy od kilkunastu lat wolne państwo, stojące na straży sprawiedliwości. W państwie tym, komisarz policji planuje w sposób niezwykle profesjonalny zamordowanie oficera wojska polskiego. Przypadkiem ginie także kolega tego oficera – Jan Chudzik, dziadek naszej koleżanki Joli. Za podżeganie do zabójstwa komisarz policji dostaje pięć lat więzienia, a dwaj sprawcy mordu po dwa lata. Wychodzą jeszcze przed wojną. Sam zaś główny planista zostaje dyskretnie usunięty z tego świata, co oznacza tyle jedynie, że nie on był głównym graczem. A kto? Na to pytanie mógłby może odpowiedzieć premier Buzek, tylko kto go zapyta?

Kolejna okoliczność – w czasie trwania procesu, poważnego procesu, demaskującego wprost nieistnienie państwa, za które młodzi Polacy już wkrótce będą masowo oddawać życie, prowadzeni na rzeź przez równie jak oni sami niezorientowanych przywódców, w czasie tego procesu rozkręca się inny proces. Jest to proces osłonowy, proces wodewilowy, a jego bohaterką jest kobieta – Rita Gorgoń. O tym drugim procesie pisze się do dzisiaj, jako o tak zwanej ciekawostce sądowej. I to jest wyraz poważnego zidiocenia moim zdaniem, a także demaskacja roli, jaką wśród nas odgrywają tak zwani popularyzatorzy historii.

Mamy przed oczami dowód wprost wskazujący na to, że w państwie rządzą organizacje niejawne. Nie może być bowiem tak, iż komisarz policji zleca zamordowanie oficera wojska. To są rzeczy nie do pomyślenia w strukturze zwanej państwem, albowiem natychmiast włączają się systemy alarmowe i zaczyna działać mechanizm oczyszczania szeregów. To znaczy komisarz zostaje skazany, potępiony, zdegradowany, a jego imię i nazwisko znika z kartotek, annałów, broszur i w ogóle ze wszystkiego. Potomkowie zaś komisarza mają nielichy kłopot, bo muszą coś zrobić ze swoim życiem. Tymczasem u nas jest odwrotnie. To potomkowie ofiary mają kłopot, a potomek komisarza „jest odwiedzony” przez premiera. Oznacza to, ta sytuacja, że równoległe światy istnieją. Struktura zaś, którą my uznajemy za rzeczywistość prawno-polityczną jest fikcją. A skoro tak, to jej bohaterowie, wszyscy jak jeden, z rotmistrzem Pileckim na czele są po prostu skończonymi durniami i frajerami. O co innego bowiem chodzi, nie o oddawanie bezmyślnie życia za tę fikcję…

… Słuchajmy więc uważnie co mówi minister Gliński, jakie deklaracje składane są w czasie konferencji Polska Wielki Projekt, bo to są rzeczy istotne dla naszego życia. I oni tam, chcąc nie chcąc, muszą się wysypać ze swoimi wobec nas planami. Zwróćcie uwagę na jedną jeszcze bardzo charakterystyczną okoliczność. Jak traktowani są działacze narodowi, endeccy przez socjalistów? Tak jak ci, którzy targnęli się na życie amerykańskiego oficera, co mogliśmy nie raz oglądać w westernach. To są ludzie nie zasługujący na nic, ani na współczucie, ani na dobre słowo, po prostu na nic. Na śmierć jedynie i na różne szyderstwa.” (CoryllusOczywiście że równoległe światy istnieją!)

Jedna rzecz wiedzieć, druga co z tą wiedzą zrobić i jak jej używać, nie dając jednocześnie głowy pod tzw. topór. Poza tym jak to ktoś dobrze określił w jednym z komentarzy pod tym tekstem – my nie mamy czołgów, ani nawet prokuratorów, a oni mają. To oczywiście nie oznacza że należy takie informacje kisić i modlić się aż ktoś inny nada im odpowiednią rangę, ale w obecnych okolicznościach tzw. przyrody, jest to w zasadzie wszystko co leży w zasięgu mocy zwykłego człowieka. Woli politycznej informowania społeczeństwa na te tematy nie ma, i być nie może. Z prostego powodu, który  każdy kto śledzi uważnie wydarzenia bieżące z pewnością zauważył (chodzi o sentyment obecnej „dobrej zmiany” nie tylko do wąsów Piłsudskiego).Ten sam problem dotyczy również informowania Buzka czy innego Glińskiego w temacie protegowanych przez nich osób. Doskonale wiadomo jaka będzie ich reakcja, nawet zakłając że dowiedzą się w ten sposób prawdy. Być może to co robi coryllus i ludzie skupieni wokół jego dzieła, zaczęło lub zacznie jakąś przemianę w ludziach, którzy kiedyś coś będą mogli, ale to wszystko co jestem sobie w stanie na dzień dzisiejszy wyobrazić, i życzyć… Każdy człowiek który czyta tego rodzaju informacje, sam wie co może, a na co go nie stać, by w tej i innych sprawach coś zrobić, o czym trochę pisałem tu: O szukaniu prawdy w oczekiwaniu na Paruzję czyli jak zrobić miejsce dla Chrystusa Króla we współczesnym świecie kultu państwa opiekuńczego.

Kolejna kwestia to ofiara nieszczęsnego Pileckiego i innych pomordowanych miedzywojniaków, którzy z jednej strony walczyli z bolszewią, ale z drugiej  reprezentowali sanacyjną czyli socjalistyczną tradycję władzy w Polsce. Osobiście już jakiś czas temu doznałem podobnego (co dziś dosadnie coryllus nazwał) przebudzenia, właśnie z racji tego co do mnie docierało na temat tamtej Polski/władzy, i nawet próbowałem nieśmiało w ten sposób rysować rzeczywistość, ale reakcja na te próby była tylko jedna. Zrozumiałem wtedy całą perfidię oficjalnej narracji na temat międzywojnia, i jaką rolę odgrywają w tej perfidii „wyklęci”. Oni zabezpieczają oficjalną propagandę  „kultu bałwanów” z II RP, w niemożliwy póki co do przeskoczenia sposób.

Staram się więc, rozmawiając na temat tych żołnierzy, pomijać milczeniem polityczny program/cel podziemia antykomunistycznego (bo mi często przypomina słynne bliższe naszym czasom „solidarnościowe” postulaty), i w zasadzie wszystko to, co stoi ponad koniecznością walki tych ludzi po prostu o przeżycie. Do czego mieli absolutne prawo, gdyż komuna na nich po prostu polowała. Do rozprawy z II RP (czyli obozem sanacji), a także z tzw. „ruchem narodowo wyzwoleńczym” pozostały takie argumenty jak: herezja wspomnianego świeckiego kultu, rabunek dokonany na ziemianach (którego sztandarowym przykładem była niesławna reforma/wywłaszcenie), oraz tropy potwierdzające opłacanie i wywoływanie różnych awantur na naszym terenie przez obce państwa. W które to awantury wkręciło się niestety  na przestrzeni wieków sporo uczciwych i szczerych Polaków, płacąc za to często najwyższą cenę (W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców)

PS… Pewnie takich spraw jak Chudzika było w II RP więcej, ale i ta jedna wystarczy by raczej unikać, jak przykładać rękę do współpracy z władzą i jej propagandystami, którzy takie historie, a przede wszystkim całą tą fikcję „niepodległości” osłaniają swoją „powagą”. Czasem kłócąc się między sobą, o pierwszeństwo w czerpaniu korzyści z nadzoru nad „tą ziemią” (to na poziomie lokalnych gangów)… W jakim celu obcy wspierają taką władzę też wiemy. Tak wygląda wymiar materialny. Jest jeszcze ten drugi wymiar, nadrzędny, w którym gra idzie o stworzenie takich warunków bytowania na ziemi, żeby jak najwięcej ludzi uległo zbydlęceniu i trafiło do piekła. Dlatego Wielka Polska musiała zostać zniszczona, i zastąpiona innym Wielkim Projektem… (Odys)

„…Kolega mój uświadomił mi wczoraj, że niestety nie możemy się pozbyć państwa, bo na jego miejscy natychmiast zjawi się inne państwo, które narzuci nam swoją wolę. Nie możemy też ustąpić UE i stać się jej częścią, bo prawdopodobnie czeka nas eksterminacja. Powolna albo szybka, to już zależy od rozwoju wypadków. Ja zaś dodam, że nie możemy też wzorem Kondeusza zrobić frondy, bo nazwa została już dawno ukradziona przez lewicę, która generalnie ma skłonności do jumy i obsikiwania nieswoich terenów. Żeby w ogóle być traktowanym podmiotowo musimy mieć przede wszystkim swoje znaki i nie występować pod znakami państwa. Jeśli już oczywiście nie mamy własności, a niestety nie mamy. No i musimy głosić swoją prawdę jasno i wyraźnie, choćby nie wiem jakie armaty przeciwko nam zataczano. Tylko w takim wypadku jest szansa, że państwo zacznie się z nami liczyć. Jest to jednak szansa mała jak nas uczy przykład Jana Chudzika. Szanse duże były w czasach Kondeusza, no ale on miał majątek i talenty wojskowe. Pierwszego nie mamy, a drugie nie ma dziś znaczenia. Zostaje nam tylko sfera propagandy. Niestety nikt z nas nie potrafi malować scen batalistycznych w duchu Ferrero-Dalmau, a szkoda. Czekamy więc na rozwój wypadków, jak ci żołnierze pod Rocroi. Ponoć wielu przeżyło, wycofali się ze sztandarami, w zwartym szyku…” (Coryllus O kryteriach oceny obrazów i polityki albo czy Polskę stać na politykę państwową)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela) i to: Socjalizm w służbie niepodległości czyli jak powstała „wolna Polska” i dlaczego wybito ziemiaństwo (krótka lekcja z historii) a także: O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego) polecam również: Wacława Sobieskiego „Pańska buta” do „Rokoszu” Jacka Kaczmarskiego. Szlachta (nie) pracuje! i jeszcze:  (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka.

Artur Grottger – Ostatnia przestroga (Szkoła szlachcica polskiego)

Reklamy

Socjalizm w służbie niepodległości czyli jak powstała „wolna Polska” i dlaczego wybito ziemiaństwo (krótka lekcja z historii)


Paco Pomet – Fin de siècle

Szanowni goście znajomi i przyjaciele…

Oto najkrótsza i zarazem najtreściwsza z możliwych (i całkiem za darmo, poza poświęconym czasem) lekcja z historii Polski i świata, ale nie tylko bo również z gospodarki, polityki i ekonomii. Gorąco polecam lekturę całości i kolportaż tych treści gdzie się tylko da… W imieniu autora (Pana Gabriela Maciejewskiego) dziękuję każdemu kto zechce tę wiedzę rozpowszechnianiać… (Odys)

„…Problem socjalny został światu narzucony przez wielkie przemysłowe centra. W stuleciu XVII pozyskiwano taniego robotnika do wielkich warsztatów rujnując duże obszary całych królestw i pozbawiając ludność jakichkolwiek szans na przeżycie. Wtedy ludność ta szła do wielkich miast i tam dostawała pracę, czyli szansę. W stuleciach późniejszych wojny też wybuchały, ale nikt nie był na tyle głupi, by dewastować kraj i mordować ludzi tysiącami. Aktywa przejmowano, a ludność wędrowała do wielkich ośrodków przemysłowych sama, wskutek wiary, że jako nowa klasa poruszy z posad bryłę świata. Prawdziwy kłopot zaczął się wtedy, kiedy wielki przemysł USA zażądał mas całych taniego robotnika, który nie dość, że tani to będzie jeszcze posłuszny i gotowy do życia w nędzy przez wiele lat, a potem do nieokiełznanej konsumpcji towarów wytwarzanych na rynku amerykańskim. Pozyskiwanie robotnika nie było łatwe, albowiem monarchie europejskie broniły się przed utratą siły roboczej i zmniejszeniem populacji. Wtedy włączoną opcję – antagonizm socjalny i narodowościowy, a także religijny plus demokracja. Najpierw zjednoczono Włochy przeciwko papieżowi i wywieziono masy włoskiego robotnika do chilijskich kopalń. Potem zaś na tej samej zasadzie, dosłownie naśladując wszystkie posunięcia Cavoura, próbowano wywołać rewolucję w Polsce. Ta zaś nie miała nigdy innego celu jak ten, by masy taniego robotnika opuściły kraj. W sprawę tę zaangażowano wielu bardzo ludzi, którzy uprawiając publicystykę i widząc, jak bajkowe i wygodne, aczkolwiek narażone na jakieś tam szykany, jest życie w Europie Środkowo wschodniej rozpoczęli swoją oszukańczą działalność. Przekonanie ziemian do socjalizmu odbyło się poprzez ideę niepodległości. Wielcy ziemianie na wschodzie Europy byli dla przemysłu największym zagrożeniem. Po pierwsze dlatego, że dawali ludności stabilizację bytową, dawali pracę i organizowali życie całych, dużych nieraz bardzo lokalnych populacji. W ideę socjalną wierzyli też miejscowi żydowscy przemysłowcy, którzy w swoim kogucim, naiwnym sprycie, myśleli, że jak się postawią ziemianom, albo się wżenią w ich środowisko, to podniosą kulturę kraju, a do tego jeszcze przy tym zarobią miliony i naród ich zostanie wywyższony. To wszystko działo się w czasie kiedy Rotszyldowie już szykowali kolonizację Palestyny i mówili wyraźnie, że nie ma dla poważnych Żydów miejsca w Europie wschodniej. Nasi jednak jakby ogłuchli. Być może mieli dostęp nie do tych informacji co trzeba. Wielkie majątki ziemskie prowadzące gospodarkę ekstensywną, nie miały żadnej potrzeby zaciągania kredytów na usprawnienie gospodarstwa, bo i tak wszystko co zostało wyprodukowane można było na miejscu sprzedać. To się oczywiście nie podobało producentom maszyn sprzedawanych na kredyt. Cała więc propaganda niepodległościowa od roku 1863 została przestawiona na tory socjalne, cała też zaczęła głosić antagonizm pomiędzy wielką własnością a ludem. Tego antagonizmu zaś tam nie było do czasów reformy rolnej. Ktoś powie, no dobrze, ale dlaczego oni uwierzyli w ten socjalizm? Bo byli naśladowcami najlepszych zachodnich wzorów, bo wiedzieli, że mają za dużo i myśleli, że jak się podzielą, to nic się nie stanie, bo socjaliści mieli bojówkę, nie liczącą się z nikim i z niczym, gotową mordować, bo wielu z nich było wprzęgniętych w tajne organizacje, których celem była zmiana oblicza świata. Można te organizacje nazywać masonerią, ale przymusu nie ma. Piłsudski, tak jak napisałem, był człowiekiem Włodzimierza Zubowa, ten zaś koordynował działania socjalistów na całym obszarze Królestwa Polskiego i Rosji w oparciu o skorumpowanych dworzan i urzędników carskich. I jeszcze jedna – najważniejsza – rzecz. Nikt nie wiedział dokładnie po co ma być wskrzeszona Polska. Wszystkim się zdawało, że po to, by oświeceni obywatele podnosili kulturę ludu prostego i prowadzili go ku ziemskiemu szczęściu. Bankierzy z USA i GB dewastowali duże obszary świata, po to, by przyjąć do swoich fabryk najtańszego robotnika, zapłacić mu grosze, za które on następnie powinien zakupić produkowane przez nich towary. To był dokładnie ten sam mechanizm co w Polsce, gdzie dziedzic z Żydem karczmarzem rozpijali chłopa, ale rozdęty do niewyobrażalnych rozmiarów, no i oferta była szersza, bo prócz wódki była jeszcze zagrycha. Tyle, że cholernie droga, ale za to w ładnym papierku.

Napiszę jeszcze raz – nie było dobrej odpowiedzi na pytanie – dlaczego ma powstać wolna Polska. Odpowiedź, której dzisiaj udziela nam prof. Andrzej Nowak – że wolność, że swoboda, że coś tam jeszcze, jest odpowiedzią, jakiej udzielali sobie bogaci ziemianie zakładając Towarzystwo Rolnicze. To jest odpowiedź – pułapka. Tamci mają lepszą – wolna Polska ma powstać w granicach przez nich wyznaczonych po to, by wielka własność została zdegradowana i nie stanowiła przeszkody w pozyskiwaniu niewolnika, to jest chciałem rzez, taniego robotnika. Ten zaś proces nadzorować powinna socjalistyczna bojówka, lub bojówki zwane partiami politycznymi. I tak się właśnie działo. Tak wyglądały realia II RP, ale wielu wydawało się, że oto idziemy do sukcesu. Szliśmy na śmierć, przy wtórze okrzyków wznoszonych przez oszalałe wariatki, które widziały już siebie wśród triumfatorek głoszących postępowe idee, wśród nauczycielek chłopskich i robotniczych dzieci, na uniwersytetach i politechnikach, gdzie powstają nowe wynalazki, generalnie w realiach, które w sposób dokładny powielać miały realia sukcesu wielkich tego świata, czyli tych, którzy dla swojego dobra zdewastowali nasz kraj i wynajęli socjalistów po to, by ci trwale mącili nam w głowach i nie dopuścili do tych głów jednej sensownej myśli. A także by pilnowali, żeby proces pozyskiwania tegoż taniego robotnika nigdy nie ustał. Tak sprawy mają się już od dawna, od roku 1863 i na razie nie widać szans na to, by się zmieniły. Polityka zaś polska dziś polega na tym, by tani robotnik wyjeżdżał tam gdzie go potrzebują, ale jednocześnie, by ludzie, którzy go od nas pobierają nie wpadli na pomysł, że można bezkarnie zniszczyć nasz kraj, czyniąc z niego pustynię. To jest clou polityki polskiej dziś i do tego służą podatki, kredyty oraz propaganda państwowa. Reszta to didaskalia… ” (coryllus – O powierzchownym rozumieniu historii. Telokowi) 

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: Dwie drogi stycznia 1863 czyli jak zaprowadzić komunizm (ludziom którzy niczego nie rozumieją) a także: Wekslowanie żeromszczyzny polecam również: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest. i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

…Na dachach naszych domów
Posągi obcych bogów
Przed nimi my w pokłonach
Na naszym własnym progu
Przeżyliśmy! – To słowo
Z wszystkiego nas rozlicza
Dozorcy krzyk nad głową
Zapędza nas do życia. 

Jacek Kaczmarski, Targ 

Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę (rozmowa z dr Stanisławem Krajskim).


Mariusz Lewandowski

Mariusz Lewandowski

Każda cywilizacja póki jest żywotną, dąży do ekspansji, toteż gdziekolwiek zetkną się z sobą dwie cywilizacje żywotne, walczyć z sobą muszą. Wszelka cywilizacja żywotna, nie obumierająca, jest zaczepna. Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona. Jeżeli cywilizacje mieszczą się obok siebie w obojętnym spokoju, widocznie obie pozbawione są sił żywotnych. Wypadek taki kończy się często kompromisem w jakiejś mieszance mechanicznej, w której nastaje obopólna stagnacja, a z niej wytworzy się z czasem istne bagnisko cywilizacyjności. Z reguły walka cywilizacji trwa długo. Sąsiadujące cywilizacje zachodzą jedna na drugą i pierwiastki tej mogą przechodzić w tamtą, wytwarzając mieszankę cywilizacyjną w stopniu mniejszym lub większym. Cywilizacja słabnąca przyjmuje coraz więcej składników cywilizacji o mocniejszym naporze. Jest to wprowadzenie ciała obcego we własny organizm, z czego muszą nastąpić schorzenia. Ani społeczeństwo nie może być urządzane równocześnie według rozmaitych struktur społecznych, ani państwo zaprowadzić u siebie rozmaitych państwowości. Gdy zabraknie współmiemości, upaść musi wszelkie zrzeszenie, od najdrobniejszych do największych, od rodziny aż do cywilizacji. Musi zachodzić jednolitość metody zrzeszenia; mieszanka psuje strukturę. Świadczy o tym cała historia powszechna…

Rozmaite mieszanki europejskie w tym zawsze były zgodne, że wykluczają etykę z życia publicznego. Sprzymierzały się też cywilizacje bizantyńska, turańska i żydowska i tworzyły rozmaite sojusze przeciwko cywilizacji łacińskiej. W Europie wytworzył się istny zator cywilizacyjny, dzięki panowaniu mieszanek cywilizacyjnych.” (źródło: Feliks Koneczny, fragment książki „O ład w historii”)

podobne: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?  oraz: W rocznicę śmierci: Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą marszałka Piłsudskiego. Jan Emil Skiwski „Piłsudski a Polska wieczna” (cywilizacja a tolerancja). i to: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. a także: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a. i jeszcze: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

Masoneria kiedyś i dziś. Pytania i odpowiedzi – dr Stanisław Krajski – 30.03.2016

„Aby zrozumieć islam musimy wiedzieć czym w istocie islam jest, a czym nie jest. Pomocne przy tej analizie będzie poznanie podstawowych pojęć jakimi posługuje się gnoza, która w każdej religii rozróżnia dwa poziomy wiary: egzoteryzm i ezoteryzm – wg gnostyków są to dwie nałożone na siebie warstwy religii…

Dlaczego to ma dla nas znaczenie? Ponieważ rozróżnienie pomiędzy nauczaniem egzoterycznym a ezoterycznym jest prawdziwe tylko w religiach powiązanych z misteriami szatańskimi, które – jako że są tajemnicami zła – aby przetrwać, potrzebują mrocznego kręgu „oświecenia” (ezoteryzm) oraz szaty kłamstwa, która tą mroczną prawdę ukrywa przed niewtajemniczonymi (egzoteryzm). Religie te istotnie zawierają w sobie poziom wewnętrzny, który musi pozostać ukryty, dostępny tylko dla „oświeconych”…

…Przyjrzyjmy się bliżej jak wyglądają gnostyckie warstwy w islamie, czyli jaki jest poziom egzoteryczny islamu – poziom kłamstwa, oraz jak wygląda poziom ezoteryczny – prawdy o islamie. Dzięki temu poznamy czym w istocie Islam jest, a czym nie jest

…W wersetach „makkiah”, spisanych w Mekce gdy Mahomet żył ze społecznością Żydów i chrześcijan, można znaleźć elementy łączące Żydów i chrześcijan z wiarą muzułmańską. Mahomet oraz jego zwolennicy byli mniejszością, krytykowali inne wierzenia, ale czynili to pokojowo. „Objawienia”, które Mahomet wtedy otrzymał , głosiły osądzenie niewiernych w przyszłości. Allah pewnego dnia ukarze tych, którzy odrzucili Mahometa, ale dopóki to się nie stanie należy żyć z niewiernymi pokojowo i tolerować ich. Dlatego w tych wersetach mowa o tolerancji i harmonii pomiędzy różnymi religiami, a sury wzywają do miłości, pokoju i cierpliwości:

„Nie ma przymusu w religii (…)” (Koran 2:256).

„Powiedzcie. O wy – niewierni! Ja nie czczę tego, co wy czcicie,  ani wy nie jesteście czcicielami tego, Co ja czczę.  Ja nie jestem czcicielem tego, co wy czcicie, ani wy nie jesteście czcicielami tego, co ja czczę.  Wy macie waszą religię, a ja mam moją religię” (Sura 109).

Ponieważ taka pokojowa strategia nie przysporzyła Mahometowi wielu zwolenników z czasem ją zmienił. W okresie gdy Mahomet przebywał w Medynie stworzył coś na kształt teokratycznego państewka; stał się wówczas bardzo bogaty i potężny, ale już nie tak tolerancyjny. W tym okresie wiele pokojowych wersów zostało przez niego po prostu anulowanych…

W Koranie, Allah mówi:

„Kiedy znosimy jakiś znak albo skazujemy go na zapomnienie, przynosimy lepszy od niego lub jemu podobny. Czyż ty nie wiesz, że Bóg jest nad każdą rzeczą wszechwładny?!” (2:106).

Tłumaczenie angielskie wg Taqi-ud-Din & dra Muhammad’a Muhsi Khan z 1998 lepiej oddaje sens tego wersu:

„Whatever a Verse (revelation) do We abrogate or cause to be forgotten, We bring a better one or similar to it. Know you not that Allâh is able to do all things?”.

Użyty jest czasownik „abrogate”, czyli „unieważnić, odwołać”. A zatem oznacza to, iż jeśli Allah odwoła jakiś wers, to da w zamian wers lepszy. Fragment ten stanowi podstawę dla koranicznej doktryny „naskh”, czyli unieważnienia. Dotyczy ona przypadków, kiedy w Koranie znajdują się wersy, które sobie zaprzeczają. I tak, zgodnie z obietnicą Allaha wersy, które zostały przez niego objawione później, są lepsze i unieważniają wcześniejsze.

Tym samym wszystkie wersy pokojowe, zgodnie z zasadą „naskh” (dla której teologiczne uzasadnienie stanowi wers 2:106) zostały anulowane przez tzw. „wersy miecza”. Ponad to, zgodnie z nauką islamską 9-ta sura Koranu jest ostatnią z objawionych Mahometowi. W całości jest ona poświęcona zagadnieniu: jak muzułmanin powinien postępować w stosunku do niewiernych? W tej właśnie surze znajduje się większość „wersów miecza”. Oto przykładowe wersety Koranu z okresu medyńskiego.

„Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Boga (w Allaha) i w Dzień Ostatni, który nie zakazują tego, co zakazał Bóg i Jego Posłaniec, i nie poddają się religii prawdy – spośród tych, którym została dana Księga – dopóki oni nie zapłacą daniny własną ręką i nie zostaną upokorzeni.” (9:29).

„Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Boga i Jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się rękę i nogę naprzemianległe, albo też zostaną wypędzeni z kraju. Oni doznają hańby na tym świecie i kary bolesnej w życiu ostatecznym.” (5:53).

„Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta. A potem albo ich ułaskawicie, albo żądajcie okupu, aż wojna złoży swoje ciężary. Tak jest! Lecz jeśliby zechciał Bóg, to Sam zemściłby się na nich, lecz On chciał doświadczyć jednych przez drugich. A co do tych, którzy zostaną zabici na drodze Boga, to On nie uczyni ich uczynków daremnymi.” (47:4).

Egzoteryzm islamski czyli czym islam nie jest

Jak zatem jest możliwe, że tak wielu muzułmanów zachowuje się i żyje, jakby powyższych zasad i nakazów nie znało? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy właśnie w gnozie. Na poziomie egzoterycznym islamu, czyli na poziomie kłamstw o tym, czym islam jest, obowiązują „pokojowe wersety” z Mekki. Niewtajemniczeni „muzułmanie” wierzą, iż islam faktycznie jest religią pokoju, tolerancji i miłości. Mają oni dobrą wolę, są pobożni, i szczerze wyznają zasady tolerancji i koegzystencji – innymi słowy, wielu z tych, którzy wierzą w pokojowy islam nie jest rozmyślnymi oszustami, a raczej sami są ofiarami islamskiego oszustwa. Ta nieświadoma grupa wiernych stanowi parasol ochronny dla prawdziwych muzułmanów, których celem jest dżihad, czyli święta wojna. W zależności od etapu ekspansji islamu, o czym napiszemy później, prawdziwi islamiści kłamią, twierdząc i wmawiając ludziom zachodu, że islam to pokojowa religia…

…Nazywa się to „al-tagyyja”, co oznacza „zapobiegać”. Muzułmanin może więc kłamać, aby zapobiec szkodzie własnej, lub islamu, by ochronić własną religię…

islam daje swoim wyznawcom możliwość kłamania bez zaciągnięcia grzechu. Jeśli zatem w chwili obecnej jestem pokojowym muzułmaninem, bez żadnego problemu natury moralnej czy teologicznej mogę zamienić się, jeśli uznam to za lepsze, w muzułmanina siłą nawracającego niewiernych…”

całość tu: Islam – religia ojca kłamstwa

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą oraz: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? polecam również: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

islam wykształcił zupełnie inną, od zachodniej, strukturę relacji między społeczeństwem, polityką i religią. Islam nie zna w ogóle rozdziału na sferę religijną i sferę polityczną. Benedykt XVI przypomniał, że idea rozdzielenia państwa i Kościoła pojawiła się dopiero dzięki chrześcijaństwu. Wcześniej mieliśmy do czynienia z tożsamością ustroju politycznego i religii. Tymczasem islam swym zasięgiem ogarnia wszystkie sfery życia. Koran to prawo religijne, które reguluje uniwersum życia politycznego i gospodarczego, zabiegając o to, by także cały porządek społeczny był porządkiem islamskim. Szariat wyznacza od początku do końca kształt społeczeństwa. Co gorsza, religia islamska zakłada sztywny i sprzeczny z naszym dzisiejszym myśleniem o społeczeństwie system prawa karnego i wszelkich stosunków życiowych. Wszak islam jednoznacznie podporządkowuje kobietę mężczyźnie…

„Musimy mieć jasność, że islam – tłumaczył Benedykt XVI – to nie jest jakieś wyznanie, które można wkomponować w przestrzeń swobód pluralistycznego społeczeństwa. Ktokolwiek tak to przedstawia – a dziś czasami się to zdarza – ten patrzy na islam przez pryzmat chrześcijańskiego modelu i nie widzi, jaki islam rzeczywiście jest sam w sobie”.

Benedykt XVI odpowiadając na pytanie Seewalda o powody umocnienia się pozycji islamu na całym świecie sformułował następującą diagnozę. Wyznawcy islamu widząc kryzys moralny Zachodu, jego głębokie sprzeczności i wewnętrzną bezradność myślą: kraje zachodnie nie mogą już głosić swego przesłania moralnego; religia chrześcijańska spasowała – właściwie już nie istnieje; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki, ani wiary; nasza tożsamość jest czymś lepszym, nasza religia utrzymuje swój status; mamy przesłanie moralne, którego niezłomnie się trzymamy od czasów Proroka, i powiemy światu, jak można żyć. Słowem, odkąd islam zaczął uważać się za religię bardziej żywotną od chrześcijaństwa i za religię przyszłości, u muzułmanów pojawiło się nowe poczucie dumy, która jest źródłem ich siły. Chrześcijanie będą się musieli z tą siłą islamu zmierzyć – ostrzegał Papież.

Dialog z islamem, wskazywał Benedykt XVI, jest trudny, gdyż wobec braku jednoczącej instancji, musi się odbywać zawsze z jego konkretnymi odłamami. „Nikt nie może wypowiadać się w imieniu całego islamu – nie ma czegoś takiego jak wspólnie uregulowana przez wszystkie odłamy ortodoksja” – tłumaczył Papież. Oprócz głównego podziału na sunnitów i szyitów, islam ukazuje różnorakie warianty, wśród których jest niestety – islam ekstremistyczny, terrorystyczny.

…zastanawiał się też nad przyczynami „erupcji” islamu we współczesnym świecie i udzielił odpowiedzi niejako antycypującej swój ratyzboński wykład. Czy przypadkiem nie mamy tu bowiem do czynienia z patologicznym usamodzielnieniem się uczuć? Ich hipertrofią kosztem rozumu? A przecież rozum i wiara powinny się wzajemnie umacniać, ponieważ „rozum oczyszcza i porządkuje religię, a objawienie i wiara wyzwalają cały potencjał rozumu” (zob. „Wiara i rozum odrzucają przemoc i totalitaryzm”, przemówienie podczas spotkania z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej, 19.03.2009 r.). Prawdziwa religia musi zatem wyrzec się wszelkich form przemocy, zarówno ze względu na zasady wiary, jak i prawego rozumu.

Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.(Agnieszka Kanclerska • wpolityce.pl)

całość tu: Benedykta XVI głos rozsądku o islamie

podobne:  Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? oraz: Izrael krytykuje Watykan za uznanie państwowości Palestyny. Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł) i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

PS… „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak” (Winston Churchill)

Mariusz Lewandowski - Konkwista III

Mariusz Lewandowski – Konkwista III

Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Czy Polska, pozbawiona przez ostatnie dwa stulecia podmiotowości i skazana na egzystowanie jako strefa buforowa pomiędzy Niemcami a Rosją, jest w stanie wybić się na niepodległość, stając się przywódcą bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej? Czy może zrealizować się nowa koncepcja Międzymorza, którego liderem byłby właśnie nasz kraj? Czy budowa projektu politycznego na kształt dawnej Rzeczypospolitej, który mógłby zapewnić wolność, stabilność i bezpieczeństwo pokaleczonym narodom doświadczonym straszliwie przez totalitaryzmy XX wieku, nie przerasta aby naszych możliwości?”.

Poniżej zestaw kilku artykułów w których poszczególni autorzy starają się spojrzeć na faktyczną sytuację Polski, zwracając uwagę na kierunki w których powinna szukać korzystnych dla siebie rozwiązań geopolitycznych, a jako uzupełnienie lektury: Wykład Michalkiewicza: „Quo vadis Polsko?”/Referat Brauna oraz: Radosław Pyffel: Polska & Chiny – kto, jak i kiedy skorzysta na współpracy?

Świat stał się multipolarny, w którym Ameryka jest niekwestionowanym najsilniejszym mocarstwem, ale już nie hegemonem globalnym, jakim pozostawała po zakończeniu „zimnej wojny”. Obecnie nie da się sprawować dyktatury geopolitycznej przy pomocy lotniskowców, jak to miało miejsce w przypadku Jugosławii. Jednak istotą tej „erozji” jest wzrost siły Rosji…

Zauważmy, że większość krajów Europy Zachodniej nie podziela istnienia militarnego rosyjskiego zagrożenia, jak Polska, a raczej opowiada się za balansem równowagi sił między Rosją a NATO. Nie chcą, aby wzrost napięć militarnych hamował współpracę we wszystkich dziedzinach. Niemcy są zdecydowanym przeciwnikiem budowy i rozbudowy baz wojskowych w Polsce. Dlatego właśnie szef polskiej dyplomacji wskazał Wielką Brytanię jako pierwszego sojusznika w Europie – kraj o podobnie silnym nastawieniu rusofobicznym, który podziela polską wizję bezpieczeństwa europejskiego oraz będący naszym ważnym sojusznikiem w dotychczas podejmowanych decyzjach w NATO. Wielka Brytania to też główny przedstawiciel Ameryki w Unii Europejskiej.

Dla naszej „dalekosiężnej polityki wschodniej” potrzebne są właśnie takie stosunki z Ameryką, jakie posiada Wielka Brytania. Są to najbardziej sojusznicze stosunki, jakie Stany Zjednoczone posiadają w świecie i takie relacje minister W. Waszczykowski chce uzyskać dla Polski…

…Należy sądzić, że montowany układ sojuszniczy USA-Wielka Brytania-Polska ma stać się tym „silnym aktywem międzynarodowym”, które zapewnią Polsce na forum Unii współkształtowanie „dalekosiężnej polityki wschodniej”. Wzmocnieniem „polskich aktywów międzynarodowych” ma być zaproponowany projekt „utworzenia regionalnego sojuszu opartego na Grupie Wyszehradzkiej”. O tym projekcie w 2012 roku mówił: „podmiotową pozycję (Polski) można odbudować przez odzyskanie roli rzecznika interesów państw regionu, odrestaurowanie intensywnej współpracy z państwami nordyckimi, bałtyckimi czy Grupą Wyszehradzką. Prócz podjęcia wysiłków na rzecz zbudowania autonomicznego regionu (np. karpackiego) w naszej części UE. Przez powrót do roli wiarygodnego promotora europejskich ambicji państw bałkańskich i wschodnioeuropejskich. Przez powrót do polityczno-wojskowej i gospodarczej, zwłaszcza w dziedzinie energetyki, współpracy z USA”.

Przy tego rodzaju pomysłach warto zdawać sobie sprawę, że „budowanie autonomicznego regionu w naszej części UE”, to nic innego, jak harce na obrzeżach unii, które sprawiają dla centrum w Brukseli poważne kłopoty wobec wcześniej wymienionych wyzwań, rozsadzających integralność Unii.

Minister W. Waszczykowski chce „odzyskać podmiotowość polskiej polityki zagranicznej”, ale nie mówi, jakimi aktywami dysponuje. Wygląda na to, że chce je uzyskać przez sojusznicze relacje w układzie USA-Wielka Brytania-Polska, które faktycznie jeszcze nie istnieją. Postrzega ten sojusz, jako strategiczną siłę, zwróconą przeciwko Rosji. Jedyne jednak, co Polska może wnieść do takiego sojuszu, to politykę wymierzoną przeciwko Rosji. Trudno tu mówić o jakiejś podmiotowości, raczej o byciu narzędziem amerykańskiej geopolityki, której częścią jest rywalizacja z Rosją. Tym samym nasze bezpieczeństwo uzależniamy od geopolitycznych relacji na linii Ameryka-Rosja, na które nie mamy wpływu. Warto tu przypomnieć chińską maksymę „nie wchodzę do gry politycznej, jeżeli nie posiadam właściwych dla niej aktywów”.

Uzależniamy nasze bezpieczeństwo od geopolitycznej gry Ameryki, której znaczna część interesów znalazła się już nad Morzem Chińskim. To tam rozgrywają się obecnie geostrategiczne interesy USA, nie w Europie. Taka lokalizacja może wymusić powstanie porozumienia rosyjsko-amerykańskiego w sprawie Ukrainy, zaś przy proponowanej polityce W. Waszczykowskiego, która jest faktycznie polityką niszczenia solidaryzmu politycznego Unii, Polska w rezultacie może znaleźć się w „szarej strefie”…(Wojciech Domosławski)

całość tu: Niebezpieczna utopia w polskiej polityce zagranicznej

„…III RP jest państwem słabym, znajdującym się w strefie wpływów dwóch mocarstw euroazjatyckich i dlatego – satelickim. Zrozumienie tego stanu rzeczy utrudnia fakt, że nie istnieje jedno centrum władzy politycznej a także to, że część mocarstw starannie skrywa swoje hegemonialne dążenia. Polska leży na peryferiach Zachodu, który, jak zauważa Immanuel Wallerstein, nie ma jednolitego centrum politycznego. Stąd nie podlegamy wpływom jednego mocarstwa, lecz wielu. Na dodatek zależność od niektórych państw przeceniamy, a od innych ledwie dostrzegamy.

…Dominacja gospodarczo-polityczna Niemiec w regionie jest dominacją z upoważnienia Stanów Zjednoczonych. Już w 1989 r. w Waszyngtonie zdecydowano, że w zachodniej części Eurazji Niemcy sprawować będą przywództwo w imieniu USA. Taki był sens amerykańskiej koncepcji „partnerstwa w przywództwie” (partnership in leadership). Wówczas politycy nad Potomakiem byli świadomi ograniczoności zasobów amerykańskiego imperium i dlatego zdecydowali się tworzyć taki układ równowagi, w którym część mocarstw by im podlegała i w ich zastępstwie reprezentowała ich interesy w określonych regionach świata. Niemcy przykładnie wpisują się w realizacje tego strategicznego paradygmatu. Co istotne dzięki współpracy euroatlantyckiej ich globalna waga się powiększa.

Waszyngton i Berlin nie obnoszą się ze swoją współpracą w przywództwie, albowiem od dawna elity polityczne obu państwa deklarują, że polityka równowagi sił i koncert mocarstw to generalnie złe praktyki na arenie międzynarodowej. Manifestowanie ich miałoby negatywny wpływ na wizerunek obu państw. Z tego też powodu „partnerstwo w przywództwie” jest nad Wisłą zazwyczaj niedostrzegane. Zresztą polskie elity polityczne nigdy nie grzeszyły zbytnim zmysłem politycznego realizmu. Dlatego wygodnie im wierzyć w ideologię amerykańskiego przywództwa, które rzekomo na celu tylko i wyłącznie zaprowadzenie dobra, pokoju i dobrobytu na świecie.

Nasza zależność od Rosji jest tematem tabu. Zupełnie nie mieści się w głowach naiwnych Polaków. No bo przecież skoro Zachód, czyli Amerykanie i Niemcy walczą niestrudzenie o wolność i demokrację na arenie międzynarodowej, to na pewno nas obronią przed „imperium zła” oraz nie pozwolą, aby w naszym regionie mogło ono realizować swoje nieczyste interesy. O, sancta simplicitas! Zapominamy, że dla Stanów Zjednoczonych największym koszmarem nie jest wcale odbudowa imperium przez W. Putina, ale jakikolwiek scenariusz dezintegracji postimperialnej Rosji. Wywołałoby to ogromną destabilizację w Eurazji i groziłoby tym, że część ogromnego arsenału jądrowego wpadłaby w niepowołane ręce. Trzeba więc robić wszystko, aby temu zapobiec. Gdyby w grę wchodziło sprzedanie interesów państw środkowoeuropejskich, to z pewnością uznane by to było w Waszyngtonie za niewyśrubowaną cenę. Rozumie to Berlin i dlatego współpraca Niemiec i Rosji trwa w najlepsze. Wspólnym, sztandarowym projektem obydwu mocarstw jest zmonopolizowanie handlu surowcami energetycznymi w naszej części Europy. Służyć temu ma m.in. rozbudowa gazociągu Nord Stream. Jej celem jest utrzymanie uzależnienia naszego regionu od rosyjskiego gazu. Obydwa mocarstwa mają też nadzieje, że gazociąg ten zablokuje powstanie nowego gracza w regionie, czyli Polski.

Najbardziej paradoksalny jest fakt, że to właśnie polskie elity polityczne mimo werbalnej wrogości wobec Rosji od lat wspierają dominację Moskwy na środkowoeuropejskim rynku surowców energetycznych. Jesteśmy jednym z jej najważniejszych klientów, ponieważ prawie całość importowanego gazu i ropy pochodzi właśnie stamtąd. Od roku 1993 wiąże nas umowa z Rosją na dostawy gazu ziemnego i jeśli jest ona renegocjowana to z reguły na gorsze dla nas warunki. Jest ona wymownym świadectwem faktu, że rządzący naszym krajem establiszment torpedował wszelkie posunięcia dywersyfikacyjne, aby utrwalać zależność od Rosji. Takie są niestety fakty.

W Polsce nie rozumiemy, dlaczego tak często mocarstwa zachodnie przedkładają interesy „barbarzyńskiego” imperium kosztem swych mniejszych sojuszników. Zapominamy o regułach koncertu mocarstw, które polegają na tym, że kraje mniejsze i średnie stanowią rodzaj łupu mocarstw. Ich przydatność sprowadza się do tego, że mocarstwa na ich koszt zawierają miedzy sobą kompromisy

…Tisze budziesz, dalsze jedziesz – mówi znane rosyjskie przysłowie. Zamiast krzyczeć, że zamierzamy prowadzić politykę wymierzoną w interesy Niemiec i Rosji, a potem bezradnie przyglądać się temu, jak Berlin i Moskwa skutecznie blokują nasze inicjatywy, lepiej skupić się na realizacji konkretnego przedsięwzięcia. Są bowiem takie dziedziny, w których autonomiczna polityka zagraniczna jest możliwa. Taką okazję daje polityka energetyczna. W jej wypadku nasze geopolityczne położenia, które z reguły było przekleństwem, okazuje się być wielką szansą. Ze względu na swoje centralne położenie Polska może być samodzielnym graczem na europejskim rynku surowców energetycznych, przede wszystkim gazu ziemnego. Chodzi o to, aby mogła dysponować nadwyżkami gazu, które następnie sprzedawałaby z zyskiem…” (Krzysztof Rak)

całość tu: Polska dyplomacja – między mirażem potęgi, a pokusą appeasementu.

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

„…Polska i Węgry współpracują skutecznie w ramach polityki bezpieczeństwa NATO. Razem rozbudowują infrastrukturę gazową i nadal bronią się przed ambitną polityką klimatyczną. Schodząc jednak do konkretów, coraz więcej różni nasze nacje. Kością niezgody jest stosunek do Moskwy, z którą Orban flirtuje, by grać na nosie Komisji Europejskiej. Chociaż spotkanie z Kaczyńskim zapowiada być może współpracę w opieraniu się Komisji razem z Polakami, ci potrzebują Brukseli do obrony przez projektami Moskwy, jak Nord Stream 2 i dezintegracją polityki wspólnotowej: partykularyzmami w Europie Zachodniej w relacjach z Moskwą, próbami rewizji polityki sankcji. W przeciwieństwie do Węgrów, którym na sankcjach nie zależy, a na Nord Stream 2 mogą się zgodzić pod pewnymi warunkami, Polacy mają wiele do stracenia na utracie posłuchu w Komisji Europejskiej, która do tej pory wspierała nas w wyżej wymienionych kwestiach.

Romantyczny sojusz Polski i Węgier przetrwał setki lat. Rośnie także popularność idei Międzymorza, czyli współpracy państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Mało kto dziś wspomina, że u jej gruntu leży właśnie antyrosyjskość, promocja ruchów wyzwoleńczych, czyli swoistych Majdanów, i rozpruwanie Imperium po szwach narodowościowych. Takiego Międzymorza nie poprą współczesne Węgry i wiele nacji regionu, którym zależy na dobrych relacjach z Rosjanami.

Przekuwanie sojuszu polsko-węgierskiego w pragmatyczną współpracę będzie tym trudniejsze, im bardziej rozchodzić się będą te kraje w podejściu do integracji europejskiej i stosunku do Rosji. No chyba, że czeka nas Budapeszt w Warszawie i rewizja polskiej polityki zagranicznej na kształt zmian wprowadzonych przez Wiktora Orbana na Węgrzech. Tu jednak stanie na przeszkodzie antyrosyjski rys polityki Kaczyńskiego. Zmiana linii byłaby trudna do zaakceptowania także z punktu widzenia elektoratu partii Prawo i Sprawiedliwość podnoszącej wciąż kwestię niewyjaśnionych przyczyn katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, brat-bliźniak Jarosława. Z tego względu Orban może być dla niego taktycznym „bratankiem”, ale prawdopodobnie nie zostanie nowym, strategicznym „bratem”.” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kaczyński, Orban – dwa bratanki? 

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i to: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? a także: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę.

„…Gdybym miał w obrazie odmalować ówczesną tragedię polityczną Kraju, przedstawiłbym naród w postaci pochodu, który z pieśnią na ustach, na przemian męczeńską i triumfalną, gnany jest przez siepaczy hitlerowskich w przepaść bolszewicką, a po bokach kroczące szpalery „autorytetów” konspiracji, pilnujących z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł.” – pisał Mackiewicz.

Jakkolwiek „siepaczy hitlerowskich” zastępują dziś szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele, a „przepaść bolszewicka” ma być zaledwie koleiną, wytyczoną politycznym „georealizmem” – obraz nakreślony przez pisarza powinien przerażać swoją aktualnością.

Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.

Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.

Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski, wkracza obecnie w kolejną fazę, w której Rosja i Niemcy mogą liczyć na wsparcie eurołajdaków i pełną współpracę ze strony „elit” III RP. Projekt Prusy Wschodnie – utrzymywania za wszelką cenę otwartej granicy z Kaliningradem, jest symbolem trwałości nowego przymierza i już dziś prowadzi do reaktywacji historycznych demonów. Z kolei, „awans” udzielony jednemu z wysokich przedstawicieli reżimu dowodzi, że cały aparat unijny zostanie zaangażowany w utrwalenie obecnego status quo i będzie zabiegał o utrzymanie Polski w orbicie Moskwy i Berlina.

W ostatnich latach przynajmniej kilkakrotnie mogliśmy dostrzec prawdziwe intencje „wolnego świata”. Entuzjazm, z jakim na Zachodzie powitano zwycięstwo wyborcze Platformy, w roku 2007 i 2011, nie wypływał przecież z troski o polskie sprawy i nie był efektem wysokiej oceny przymiotów politycznych i intelektualnych przedstawicieli rządu Tuska. Podkreślano przede wszystkim, że pragmatyzm nowej władzy pozwoli poprawić relacje z Rosją i wygasić „polską rusofobię”. To dlatego, natychmiast po tragedii smoleńskiej pojawiły się na Zachodzie głosy nawołujące do pojednania polsko-rosyjskiego, zaś niemieckie media nie ukrywały, że „napięcia pomiędzy Polską a Rosją oznaczają dla Berlina kłopoty”. Życzliwość komisarzy i polityków Zachodu, a w szczególności serdeczności Angeli Merkel, mają bardzo konkretny wymiar. W równym stopniu dotyczy on świadomości, że reżim III RP jest tworem wyjątkowo słabym i podatnym na unijne naciski, jak przekonania, że nie będzie on przeciwstawiał się Rosji ani tworzył przeszkód w realizacji polityki pojałtańskiej.

Warto sobie uświadomić, że po roku 1939, 1945 i 1989, kolejna data w polskiej historii nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych draństw, zdrady i zawiedzionych nadziei. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.

Byłoby fatalnie, gdyby Polacy odrzucili tę lekcję historii.

Zbyt łatwo zapomnieliśmy, że postawę Zachodu wobec Sowietów/Rosji wyznaczyły słowa Churchilla o gotowości „sprzymierzenia się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Tym diabłem był wówczas Stalin, mający obronić Europę przez Hitlerem-szatanem. Gdy „diabeł” wykrwawił „szatana” na ziemiach oddalonych od europejskich stolic, przyjęto dogmat, iż każdy, kto występuje przeciwko diabłu, będzie odtąd wrogiem cywilizowanej Europy. Rok 1989 i propagandowe ogłoszenie „upadku komunizmu” stanowił naturalną kontynuację tej mitologicznej postawy wobec „diabła”. Jego przejście na „stronę światłości” powitano jako ostateczne zwycięstwo nad szatanem totalitaryzmu i konsekwencję wspólnej walki z demonem – Hitlerem. Przyczyną tej zbiorowej mistyfikacji była m.in. konieczność moralnego usprawiedliwienia sojuszu z międzynarodowym komunizmem. Bez tego usprawiedliwienia, ideowa wykładnia wojny z Hitlerem, nie byłaby możliwa, albo co najmniej utrudniona. Dzięki niej, dokonano rozgrzeszenia hańby „ładu jałtańskiego”, zaaprobowano farsę procesu w Norymberdze i zapomniano komunistom zbrodnie ludobójstwa, przy których bledną wyczyny Hitlera.

…Wprawdzie historia przyznała rację Mackiewiczowi i obnażyła cynizm i nielojalność aliantów, to przecież pisarza skazano na zapomnienie i marginalizację. Tryumf zaś święcą mitomani, deliberujący o „zwycięstwie Polski w II wojnie światowej” oraz umacnianiu sojuszu z państwami Zachodu. Niezależnie – czy mówią dziś o „zakopywaniu Polski aż po sam czubek głowy, razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”, czy postulują „pogłębianie integracji europejskiej i budowanie polskiej pozycji w Unii Europejskiej” – reprezentują tę samą sektę utopistów i mistyfikatorów, którzy od dziesiątków lat niszczą nasze marzenia o niepodległości.

Trzeba wielkiego zaślepienia, by po doświadczeniach zaborów, wojen i 50-letniej okupacji – nie dostrzec klęski podobnych koncepcji.

Ich twórcy, nie tylko nie wierzą w potencjał Polaków i możliwość zbudowania silnej państwowości, ale porażeni własną niemocą, uczynili z naszego położenia geograficznego, najtrwalsze kajdany. Bo jeśli nie „współpraca” z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie „zbliżenie” z Zachodem, to moskiewski jasyr.

Przekleństwo georealizmu będzie nam ciążyć tak długo, jak długo dajemy wiarę, że Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle. cdn.” (Aleksander Ścios całość tu: NUDIS VERBIS – 1 Diagnoza)

podobne:  „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i to: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. oraz: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.

„…w roku 2013, po kilkuletniej przerwie spowodowanej „resetem” dokonanym 17 września 2009 roku przez prezydenta Obamę w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, Stany Zjednoczone powróciły do aktywnej polityki w Europie Wschodniej. Polska ponownie trafiła pod amerykańską kuratelę i ponownie podjęła się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, co objawiło się w postaci postępowania, polegającego na żyrowaniu przez Polskę w ciemno wszystkiego, co zrobią tamtejsi Umiłowani Przywódcy w rodzaju Arszenika Jaceniuka. Piotra Poroszenki, czy największej osobliwości w postaci Michała Saakaszwiliego. Kontynuacją tego było zadeklarowanie kijowskim dygnitarzom przez pana prezydenta Dudę 4 miliardów złotych pożyczki, żeby mogli sobie jeszcze przez jakiś czas z czego pokraść. Już mniejsza o to, w jaki sposób pan prezydent uzbiera taką sumę („nie mam głowy, jak ty to uzbierasz” – śpiewała Izabela Trojanowska), bo ważniejsze jest pytanie, czy jesteśmy skazani na bęcwalstwo, czy też z powrotu USA do aktywnej polityki w Europie Wschodniej Polska mogłaby uzyskać jakieś korzyści?

Skoro Polska już podjęła się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to byłoby bardzo niedobrze, gdyby tę rolę odgrywała za darmo – jak to było za prezydenta Kaczyńskiego. Polska – po pierwsze – powinna uzyskać od Stanów Zjednoczonych zapewnienie, że USA nie będą wywierały na Polskę żadnych nacisków w sprawie realizacji tak zwanych „roszczeń majątkowych”, jakie Żydzi wysuwają wobec naszego nieszczęśliwego kraju, a po drugie – że ponieważ Polska, wychodząc naprzeciw amerykańskim oczekiwaniom i podejmując się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, siłą rzeczy stała się państwem frontowym, to oczekiwalibyśmy, że USA potraktują Polskę tak samo, jak traktują inne państwo frontowe, to znaczy Izrael. W praktyce chodziłoby o finansową kroplówkę w wysokości 4 mld dolarów rocznie, plus udogodnienia wojskowe, z jakich korzysta Izrael. I jedna i druga sprawa ma żywotne znaczenie z punktu widzenia polskich interesów państwowych i uważam, że władze polskie powinny starać się uczynić z tego probierz jakości stosunków amerykańsko-polskich. Postępowanie przeciwne oznaczałoby polską zgodę na instrumentalne traktowanie naszego państwa, a byłoby niedobrze, gdyby politycy amerykańscy przyzwyczaili się, że Polskę nie tylko można, ale tak właśnie trzeba traktować.

Wprawdzie sojusz amerykańsko-polski ma wszelkie znamiona sojuszu egzotycznego (polega on na tym, że jeśli jeden sojusznik traci niepodległość, to drugi może nawet tego nie zauważyć), ale o ile tej egzotyki nie możemy wyeliminować z uwagi na okoliczności obiektywne, to przecież możemy ją zmniejszać przez odpowiednie postępowanie, w którym również Polonia amerykańska mogłaby oddać Polsce wielką przysługę. Warto zwrócić uwagę, że zapowiedzi rozlokowania m.in. na terenie Polski amerykańskiego wojska „w sile brygady pancernej”, czy urządzenie tu amerykańskich magazynów ciężkiej broni, to nie to samo. Ani bowiem te wojska nie będą podlegały polskim władzom, tylko będą wykonywały rozkazy przywódców amerykańskich, ani broń tu zmagazynowana nie będzie mogła być wykorzystana przez Polskę bez zgody jej właścicieli. Dlatego Polska jest zainteresowana modernizacją WŁASNYCH sił zbrojnych, które nie tylko stanowią element sił zbrojnych NATO, ale w dodatku są rozlokowane na wschodnim skraju obszaru obrony Paktu Atlantyckiego. Ich wzmocnienie leży zatem w interesie wszystkich członków NATO, a jednocześnie wychodzi naprzeciw polskim interesom państwowym. I tylko takie zgrywanie interesów Paktu Atlantyckiego z polskimi interesami państwowymi pozwoli Polsce na uzyskiwanie korzyści z faktu uczestnictwa w NATO.

Obecne podróże pani premier Beaty Szydło, prezentowane przez życzliwą państwową telewizję jako dyplomatyczna ofensywa, stwarzają dobrą okazję do zastanowienia się nad jeszcze jedną sprawą, a mianowicie – powrotem do Heksagonale – jednak uzupełnionego i poprawionego…

…Chodzi oczywiście o tak zwane „Międzymorze”, to znaczy Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Słowenię, Chorwację, Serbię, Rumunię i Bułgarię – a więc państwa leżące między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zamieszkuje je ponad 80 milionów ludzi, a więc mniej więcej tylu, ilu w samych Niemczech. Międzymorze nie stanowiłoby więc zagrożenia dla nikogo, natomiast mogłoby spełniać rolę sojuszu realnego dla swoich uczestników pod warunkiem uniknięcia błędu popełnionego podczas poprzedniej próby pod nazwą „Heksagonale”, która nie miała dostatecznie silnego lidera, czy ściślej – protektora. O tym właśnie pisał m.in. we wspomnianym artykule Jan Nowak-Jeziorański – że „ze Stanami Zjednoczonymi na czele”. Brak tego protektora sprawił, że Niemcy z łatwością tę inicjatywę storpedowały i próżnię polityczną, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji stamtąd sowieckiego imperium, zaczęły wypełniać poprzez rozszerzanie na wschód Unii Europejskiej, której były niekwestionowanym politycznym kierownikiem. W tej sytuacji współpraca polityczna w ramach Grupy Wyszehradzkiej, powinna być m.in. skierowana na przekonywanie polityków amerykańskich do koncepcji Międzymorza nie tylko jako zapory przed ewentualną rosyjską ekspansją w kierunku zachodnim, ale również jako przeciwwagi dla strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które miałoby wyznaczać ramy polityki europejskiej. Wydaje się, że obecna sytuacja sprzyja powrotowi do tamtej – ale uzupełnionej i poprawionej – koncepcji. Polska polityka zagraniczna uzyskałaby wtedy perspektywę szerszą niż dotychczasowe zadaniowanie starych kiejkutów – a to byłaby niewątpliwie „dobra zmiana”. (Stanisław Michalkiewicz – Szumią morza trzy)

podobne: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej  polecam również: Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu  oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„…Kacper Kujawski: Czy uważa pan że w obecnych realiach geopolitycznych jest realne utworzenie intermarium – ta perspektywa jest ostatnio trendem w myśli amerykańskiej polityki zagranicznej jako osłabienie tandemu Rosja – Niemcy.

Nie tylko realne, ale i docelowo konieczne. Rzecz w tym, kto będzie tym międzymorzem rządził? Czy będzie to rzeczywista reaktywacja Wielkiej Rzeczypospolitej (czego nieodzownym momentem musi być podniesienie Korony polskiej), czy też ukonstytuowanie się „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym” od Odessy, Konstancy i Kiszyniowa do Wrocławia i Szczecina – ? Uwaga: sytuacji nie ułatwia fakt, że to drugie będą nam zapewne sprzedawać właśnie w opakowaniu propagandowym „polityki jagiellońskiej” – wmawiając przy tym naiwnym słuchaczom, że jej istotą jest rzekomo „wielokulturowość”. Pamiętajmy więc, że „wielokulturowość”, owszem, w sensie respektowania staropolskich reguł nieingerencji państwa w sprawy prywatne: „wolnoć Tomku, w swoim domku”. Ale co innego sprawy publiczne, w których rządzić będą albo zasady cywilizacji łacińskiej wywiedzione z katolickiego personalizmu, albo kolektywistyczny trybalizm.

Wszelkie przymierza, ma się rozumieć, muszą być oparte na wspólnocie interesów. Róbmy więc dobre interesy z kim się tylko da. Zastrzegam, że moje suygestie nie zakładają gwałtownego zrywania jakichkolwiek kontaktów, które już działają. Ale trzeba wszystko widzieć we właściwych proporcjach. Warto np. zauważyć, że jeśli już o interesy chodzi, to np. z USA mamy wymianę handlową na tym samym poziomie, co z Belgią – więc, z całym szacunkiem, nie tu jest klucz do naszego wzrostu gospodarczego. Gdzie go zatem szukać? Przede wszystkim: znieść żelazną kurtynę, którą pod dyktando UE i USA utrzymujemy na naszej wschodniej granicy – należy do tego dążyć ze wszystkich sił, a przemawiają za tym wszelkie względy ekonomiczne i geostrategiczne. Mówiłem o tym wielkokroć, nie powtórzę tu kompletnej argumentacji – ale w najbliższym otoczeniu to Białoruś (!) jest ostatnim otwartym jeszcze dla nas oknem możliwości. Jeśli mamy kiedyś doprowadzić do nowego otwarcia w kontaktach z Moskwą – to właśnie via Mińsk. Oczywiście prezydent Łukaszenka musiałby najpierw zobaczyć, że ma w Warszawie z kim rozmawiać – co po latach odrzucania wszelkich ofert z jego strony i retransmitowania przez nas na Wschód demokratycznego frazesu nie będzie wcale takie oczywiste. Oczywiście jest Budapeszt. Ale trzeba budować dłuższą oś: droga do Mińska wiedzie być może przez Ankarę z jednej, a Sztokholm z drugiej strony. Aby obronić nasza suwerenność musimy szukać wyjścia z pułapki geopolitycznej w jakiej tkwimy od stuleci. Pilnie należy zacząć wykorzystywać wszelkie możliwości w relacjach handlowych z Chinami. Obsługa europejskiej końcówki „nowego szlaku jedwabnego” to wspaniała perspektywa – nic dziwnego, że wszyscy inni chcieliby czerpać z tego profity (to nb podstawowa współczesna przesłanka koncepcji „kondominium” na naszym terytorium)…” (Grzegorz Braun, całość w wywiadzie dla Polskiego Piekiełka)

„…Projekty Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS) oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji (AIIB) stały się punktami uwagi dla praktycznie wszystkich krajów na świecie. Nowy Jedwabny Szlak doskonale wpisuje się również w koncepcję Międzymorza w Europie Środkowo-Wschodniej… 

Nowa koncepcja skupia się przede wszystkim na Ukrainie, Białorusi i Litwie, jako hubie łączącym Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym i praktycznie całkowicie pomija Polskę oraz Rosję. W takim układzie, rozwiązanie to najbardziej uderza jednak w interesy Polski. Ukraińska megalomania umieszcza ponownie dzikie pola w sercu Europy zapominając, że dla Chin priorytetem jest wymiana handlowa z Europą, a nie z państwami byłego ZSRR. Następstwem takiego procesu jest z kolei apel ukraińskich władz o większe zaangażowanie Niemiec i Chin w procesy gospodarcze na Ukrainie oraz wsparcie rozwoju infrastruktury. Nie trzeba tutaj dużej wyobraźni, aby zrozumieć, że historia zatacza tutaj właśnie duże koło i niedługo może się okazać, że perspektywa współpracy Niemcy-Rosja-Ukraina-Chiny będzie wyjątkowo kusząca dla nowych władz Ukrainy…

…Bardzo ciekawa jest ukraińska koncepcja połączenia Nowego Jedwabnego Szlaku z państwami Unii Europejskiej. Nie biegnie ona bowiem, jak dotychczas przez Lwów do Polski, lecz na północ w kierunku Białorusi. Prowadzi przez Mińsk i Wilno aż do litewskiego portu w Kłajpedzie. Jest to właśnie wschodni projekt Międzymorza bez udziału Polski. Historycznie rzecz ujmując – jest to powstanie Wielkiego Księstwa Litewskiego (dzięki wsparciu Chińskiej Republiki Ludowej), w jego pierwotnych granicach, czyli od Bałtyku i Żmudzi przez Galicję Wschodnią aż po Odessę. Pierwsze sygnały dotyczące takiej koncepcji już wiele lat temu wysyłał Aleksander Łukaszenka.

Koncepcja ta, w której Ukraina staje się hubem, komplikuje teoretycznie eksport do Unii Europejskiej. Jednakże projektantom nie zabrakło tutaj wyobraźni. Pojawiły się nawet delikatne sugestie, że w najbliższym czasie możliwa jest również zmiana granic na Pomorzu oraz Śląsku. Ukraińcy wskazują, że póki co – na Ukrainie nie ma sił politycznych nawołujących do zwrotu Lwowa do Polski – natomiast w Polsce działa liczna partia „Autonomii Śląska”, której celem jest „powrót do Niemiec”. Nie będę tutaj oceniał ile jest w tym kłamstwa, a ile prawdy, lecz uznam, że bezsporny jest fakt, iż prowadzenie „polityki historycznej” i rewizjonistycznej, to broń, która ścina w obu kierunkach. W realnej perspektywie rozpadu Unii Europejskiej takie mechanizmy polityczne oraz kolorowe rewolucje wspierane z zewnątrz – powinny być szczególnie poważnie potraktowane. Ewentualne zmiany geopolityczne miałyby nastąpić w okolicznościach rozpadu Unii Europejskiej, co stawiałoby gospodarkę Niemiec w centrum nowego układu sił w Europie Zachodniej. Nowe granice i nowy rozkład linii transportowych umożliwiałby nie tylko połączenie drogą morską, lecz również drogą lądową od Wilna do Kaliningradu oraz w kierunku Hamburga.

Nie jest to niestety pierwszy objaw ukraińskiej megalomanii i nacjonalizmu, gdzie punktem odniesienia dla interesów Ukraińców jest współpraca ukraińsko-niemiecka, kosztem dobrych relacji z Polską. Z tych koncepcji wynika bowiem jasno, że Ukraina przedkłada współpracę z Niemcami i Białorusią z całkowitym pominięciem Polski(Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Ukraina proponuje Międzymorze bez Polski

podobne: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło  a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.

„…Anglia nie ma wiecznych wrogów, ani wiecznych przyjaciół, ale za to ma wieczne interesy. Polacy też mają swoje interesy i właśnie od ich respektowania zależy nasz dobrobyt i samo istnienie. Ale te interesy trzeba jasno wyartykułować.

pytanie USA czy Chiny jest zasadne – pod warunkiem zachowania własnej podmiotowości. Ktoś powie, że to pomylony pomysł, bo interesy USA i Chin się wykluczają, a my jesteśmy zbyt słabi. To prawda, że wykluczają, ale nie na terenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, która oddziela Niemcy od Rosji. Tę ścianę, lub współcześnie – mur, chcą zbudować Amerykanie i Chińczycy. Jeżeli Niemcy oficjalnie piszą o polsko-amerykańskiej zmowie, to musi ona już mieć realne kształty. Ponadto działania polskiego rządu wskazują na takie poparcie. I niezależnie od politycznej opcji należy „kuć żelazo póki gorące”. Jak mawiał Piłsudski, stwarzać fakty dokonane.

Przy tak zarysowanym planie musi pojawić się pytanie, jaką cenę ma takie poparcie? Do czego więc Polacy się zobowiązali wobec Amerykanów, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że w polityce nic nie ma za darmo. A skoro tak jest, a interes Amerykanów i Chińczyków na terytorium Polski pokrywa się z naszym, to może warto przyjąć propozycję chińską 16+1 i w ten sposób wzmocnić swoją pozycję przetargową wobec nie tylko Europy Środkowo-Wschodniej, ale również wobec Rosji i Niemiec, a także samych Amerykanów i Chińczyków.

…Oczywiście takie rozwiązanie będzie budziło opór Rosjan, Niemiec, ale również i USA. Ale z Amerykanami to nie my powinniśmy negocjować, lecz Państwo Środka, które jest zainteresowane wzmocnieniem Europy Środkowo-Wschodniej – oczywiście dla swoich celów. Ale te cele, warto przypomnieć, że w wyjściowej pozycji pokrywają się z naszymi. Dlaczego nie mamy skorzystać z okazji i wejść na drogę ku lepszej Polsce, tym bardziej, że w amerykańskiej świadomości dyplomatycznej już żyje wizja Polski, jako lidera Europy Środkowo-Wschodniej. Stworzył ją Stratfor, prywatna agencja wywiadu George’a Friedmana. Siła tej koncepcji będzie zależała od siły poparcia państw tego regionu.

Polska chcąc obronić swoją godność i wolność, musi wcześniej wejść w odpowiednie sojusze odporowo-obronne i wyłonić z siebie elity na odpowiednim poziomie, które potrafią myśleć po polsku, wyczuć odpowiedni moment i zastosować odpowiednią taktykę. Koncepcja „z nikim” nie oznacza samodzielnie lub samotnie. (Ryszard Surmacz • wpolityce.pl całość tu: WSTAJEMY Z KOLAN I NIE MAMY DROGI ODWROTU)

podobne: „Między Niemcami a Rosją”, czyli Polska niepodległa w trzech scenariuszach  i to: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy? a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ.

„…12 lutego 2016 roku w Monachium weszliśmy w nową erę. Tak jak XX wiek rozpoczął się od upadku potęgi Europy kontynentalnej i zakończył ostatecznie epokę imperializmu kolonialnego, tak XXI wiek rozpoczyna się od upadku chrześcijaństwa i zakończy się upadkiem całej zachodniej cywilizacji.

Konferencja w Monachium przejdzie do historii podobnie jak konferencje w Teheranie, Jałcie czy Poczdamie. Nieoficjalne doniesienia mówią o tym, że Stany Zjednoczone porozumiały się z Rosją w sprawie podziału stref wpływów w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W zamian Rosja zobowiązała się do pohamowania rozwoju gospodarczego Chin w Kierunku Europy, poprzez blokadę wszystkich projektów transportowo-lądowych, w tym Nowego Jedwabnego Szlaku. Jednocześnie Niemcy potwierdziły swoje zaangażowanie we wsparcie gospodarcze dla Rosji i zagwarantowały odbiór gazu i innych surowców rosyjskich przez następne dekady. Mniej więcej w tym samym czasie zniesiono sankcje gospodarcze dla Białorusi, co de facto umożliwiło zniesienie sankcji na Rosję, gdyż teraz jej towary będą płynąć przez Białoruś z nowymi etykietami. Innymi słowy, Stany Zjednoczone zdecydowały się również zrekompensować Niemcom i Rosji straty materialne związane z izolacją Chin poprzez oddanie wolnej ręki w Europie Środkowo-Wschodniej oraz odstąpieniem od dalszego wsparcia Turcji na Bliskim Wschodzie.

Ustalenia i umowy w zakresie nowego ładu na świecie odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Podczas, gdy mocarstwa światowe ustalały podział swoich stref wpływów – polscy politycy topili się w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. W nowym układzie sił gwarantem stabilizacji są Stany Zjednoczone, Niemcy i Rosja. Natomiast najbardziej poszkodowane i pominięte są trzy kraje: Polska, Turcja i Chiny. Pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Rumunia, Czechy, Węgry i Słowacja – nie były praktycznie w ogóle brane pod uwagę jako istotne elementy rosyjskiej strefy wpływów.

Ktoś, kto był obecny na konferencji w Monachium mógł odnieść wrażenie, że cofnął się w czasie o 25 lat. Była to konferencja, na której nieustannie obecne były takie hasła jak: walka z terroryzmem, nowa zimna wojna, nowy układ sił, Syria, Turcja, Irak, ISIS. Najbardziej wyeksponowanymi elementami wyposażenia były flagi USA, Rosji, Niemiec i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Polityków Europy Środkowo-Wschodniej celowo ustawiono na świeczniku w centrum dyskusji z osobami o trzeciorzędnym znaczeniu. Kluczowe decyzje podejmowane były za zamkniętymi drzwiami.

Nowy układ sił zakłada, że Rosja zapewni spokój w Syrii i w Iranie, natomiast USA zapewnią spokój w Iraku i jego peryferiach. Jednocześnie Rosja otrzymała wolną rękę w regionie Europy Wschodniej (były bufor ZSRR), w zamian za dopilnowanie, aby Nowy Jedwabny Szlak nigdy nie powstał. USA będą blokować morskie drogi rozwoju Chin, a Rosja będzie blokować lądowe drogi rozwoju Chin. Rosja zobowiązała się do odstąpienia z agresywnej polityki wobec Japonii, natomiast USA skasowały wszystkie swoje projekty w Europie Środkowo-Wschodniej. Nigdy w Polsce nie powstaną amerykańskie bazy i nigdy w Polsce nie będzie stałej obecności wojsk NATO z USA lub Europy Zachodniej.

Zaskoczeni?

Gdzie jest tarcza antyrakietowa? Gdzie jest szpica NATO? Zamiast wielkich projektów pozostały do dzisiaj wielkie, puste obietnice. Zbliża się do końca druga kadencja Baracka Obamy i poza wspólnymi ćwiczeniami kilku tysięcy żołnierzy – nie wprowadzono ŻADNYCH rozwiązań, które mogłyby zapewnić nam bezpieczeństwo przed Niemcami lub Rosją… 

…Amerykanie mają jedną, bardzo prostą zasadę, którą kierują się w polityce i bezpieczeństwie: biznes…” (Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Zdrada w Monachium

…Pan Różyński zwraca uwagę na dość przykre ale rzeczywiste fakty, które wynikają choćby z obserwacji tego co się stało na Ukrainie (doszło tak naprawdę do rozbioru tego kraju) i tego co się dzieje w Syrii, gdzie doszło do zaangażowania się sił zewnętrznych w jej sprawy wewnętrzne, i gdzie na jej granicy „doszło do powstania” tzw. „państwa” islamskiego”, które stało się dla USA i Rosji pretekstem do „bohaterskiej” interwencji. Pomimo oficjalnej wrogości między USA i Rosją, oba kraje już od dłuższego czasu działają jakby w cichym porozumienia na obu kierunkach/frontach (kosztem wspomnianych państw) w których wewnętrzne sprawy mocno się zaangażowały. To ciche porozumienie spowodowane jest moim zdaniem „zagrożeniem” jakie dla swoich interesów obie strony widzą w osobie nowego hegemona na międzynarodowej scenie politycznej – Chin. Polska jak zwykle jest tu tylko pionkiem, który jedna strona chętnie poświęci dla zadowolenia drugiej, żeby tylko uratować ważniejsze figury na szachownicy, czyli własny interes. W tej sytuacji uważam że powinniśmy jak najszybciej otworzyć swój rynek interesów na Chiny (i nie mam tu na myśli ścisłej współpracy politycznej ani militarnej).

Uważam że w obecnym niekorzystnym układzie dogadywania się USA z Rosją ponad naszym interesem, tylko w sytuacji kiedy ktoś spoza tandemu Rosja/USA będzie miał u nas swój żywotny interes, wspomniane państwa będą zmuszone podbić własną ofertę by zjednać sobie Polskę i zacząć ją traktować jako ważnego partnera w kontaktach bilateralnych. Kierując się logiką opartą o zasadę konkurencji – skoro wszyscy widzą w Polsce geopolitycznie strategiczny klucz do rozgrywek w Europie, to właśnie tym powinniśmy grać. Nie tylko z USA, ale również z Rosją i Chinami. Skoro Amerykanie nie kierują się wobec nas sympatiami a wyłącznie własnym interesem (i dość na to przykładów), to dziwię się że mimo tej świadomości tak chętnie poświęcamy dla nich własną rację stanu, tym bardziej kiedy USA co i raz oddaje Polskę rosyjskim wpływom. Uważam że nie warto w ciemno (i za darmo) iść za USA kiedy tylko im to pasuje. Zwłaszcza że do tej pory niczego w zamian nie otrzymaliśmy, a kolejny raz wymachujemy papierowymi gwarancjami ryzykując konflikt zbrojny z sąsiadem, podczas gdy USA notorycznie odmawia nam baz wojskowych i broni antyrakietowej. Nie wspominając o tym że jesteśmy ciągle energetycznie uzależnieni od Rosji.

Faktem jest że Chiny mając w planach projekt gospodarczy pod nazwą „jedwabny szlak” (Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku), widzą w nim Polskę jako istotny kraj tranzytowo przeładunkowy dla swoich towarów. Być może gdyby zainwestowały w infrastrukturę, tudzież otworzyły u nas filie swoich firm, zmieniłaby się optyka postrzegania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Chodzi o to żeby Chiny miały u nas swój kawałek tortu, i to na tyle duży żeby Rosja i USA zastanowiły się czy warto destabilizować kraj w którym ktoś taki jak Chiny ma swoje żywotne interesy.

W międzyczasie dobrze by było gdyby PIS zmienił swoją politykę wewnętrzną. Zamiast zadłużać kraj, podnosić podatki, zmuszając w ten sposób Polaków do emigracji, trzeba uwolnić potencjał naszego narodu, który bogacąc się mógłby udźwignąć koszt utrzymania silnej i o wysokim morale armii. Tyle że od bandy socjalistów o lepkich łapach na pieniądze obywateli nie da się tego wymagać. Czeka nas zatem powolne zwijanie się narodu (zwłaszcza jak dziura w ZUSie zacznie pochłaniać wszystkie daniny publiczne) w którym będzie narastać frustracja wobec „elit” politycznych i coraz większe rozczarowanie krajem. Czeka nas degrengolada gospodarcza, antypatriotyczna i moralna, bo urządzanie spędów/wieców z racji katastrofy smoleńskiej to za mało żeby wyzwolić w Polakach miłość i oddanie dla kraju. Obstalowanie bezrobotnych z własnego zaplecza politycznego na czyszczonych po POprzednikach stanowiskach to nie jest ten cud gospodarczy na który czekają miliony rodaków w Polsce i za granicą, a 500 + tylko przyspieszy załamanie się finansów państwa.

Jakkolwiek się potoczą zakulisowe ustalenia w Monachium, i czy rzeczywiście Polska została (nie)jawnie sprzedana przez USA Rosji w zamian za jej pozyskanie do szachowania rozwoju Chin, tak w niczym nie zmienia to faktu że obok „zdrady” Amerykanów mamy przede wszystkim problem z Rosją, która ciągle traktuje Polskę jako „swoją zagranicę” i raz za razem podnosi lament kiedy Polska próbuje budować swoje bezpieczeństwo w oparciu o USA. Tylko ślepiec może nie widzieć tego, że choć Rosja pogardliwie odnosi się do naszej zależności od USA, to bardzo chętnie widziałaby środek ciężkości zależności naszego kraju we własnych łapach.

Proszę zwrócić uwagę również na to że choć rusofilskie środowiska traktowały i prezentowały Rosję w oczach opinii publicznej jako ostatnią linię obrony przed „NWO”, to Rosja po raz kolejny pokazała że jej „sprzeciw” i „opór” przeciwko temu projektowi był wyłącznie grą, by wywalczyć dla siebie jak najlepszą pozycję w nowym rozdaniu (o czym więcej tu: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). Rosja weźmie udział w każdym korzystnym dla niej układzie jeśli się jej tylko dobrze zapłaci (albo zrekompensuje koszty)… (Odys)

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.  i to: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. a także: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka?  polecam również: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?


Kiedy jedno państwo najeżdża inne i destabilizuje lokalny porządek narzucając swój, to musi się liczyć z tym że w sposób naturalny przyczynia się do powstania ruchu oporu oraz chęci odwetu na najeźdźcach… Właśnie tak powstaje terroryzm… (Odys)

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.  oraz: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

„…No i stało się, co się stać musiało! Zgromadzeni na placu wściekli Belgowie ścisnęli w dłoniach różnokolorowe kredy i bez komendy zaczęli …..wypisywać na miejskim bruku hasła o miłości i pokoju!!

Jeszcze kilku radykałów uzbroi swoje fejsbukowe monidła w czarno-żółto-czerwone pasy. Jakaś pani komisarz europejska demonstracyjnie uroni łzę na transmitowanej konferencji prasowej. Jacyś zdziczali cywile zorganizują marsz w obronie praw człowieka z transparentami „Je suis Belge” i akt krwawego rewanżu się wreszcie dopełni.

Europa nie pozostawi Belgów samym sobie, kipiąc ze wściekłości. Zdruzgotana pani Merkel wygłosi płomienną mowę, uzasadniając sens kontynuacji amerykańsko-izraelskiej polityki integracji. Wielu prezydentów przytuli ze współczuciem swoich ambasadorów Belgii. Kontynent rozświetli się bolesnymi płomykami zniczy, poutykanymi w dywany kwiatów.

Ktoś ustanowi żałobę narodową, ogłaszając dzień 22 marca dniem walecznego narodu belgijskiego. Inny zarządzi minutę ciszy. Napuchnięta z boleści pani Bieńkowska kolejny raz ogłosi potrzebę natychmiastowego rozbrojenia europejczyków. Firmy reklamowe już zaczną przygotowywać poręczne, składane transparenty z czarnymi napisami; „Je suis Espagnol”, „Je suis Norvegien” itp., by w razie czego nie dać nawet odetchnąć brutalnym muzułmanom…” (Leszek Posłuszny • prawica.net)

całość tu: „Je suis idiot”

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?

„…Na własne oczy widzimy, że te tak zwane państwa nie służą obywatelom, służą jakiemuś wyższemu, a nieznanemu i nie Bożemu bynajmniej porządkowi. Poznajemy to po zachowaniu się policji w Niemczech i Belgii, która nie potrafi zapewnić minimum komfortu ludziom zwanym obywatelami. Ci zresztą już od dawna nimi nie są, to niewolnicy korporacji, trudno to na razie poznać, bo nikt jeszcze nie dał znaku do masowego przemieszczania dużych grup europejskich niewolników. Póki co przesuwane są inne masy, te lokalne, zakorzenione mogą jeszcze chwilę pobyć u siebie. No, ale nie mogą już liczyć na bezpieczeństwo…

…Media bowiem, tak jak dawniej wszyscy rewolucyjni agitatorzy pochylają się z troską nad niedolą człowieka prostego, chcą go upodmiotowić, dając mu do ręki pilot, tak jak dawniej demokraci chcieli upodmiotowić lud, dając mu do ręki kartkę wyborczą. Do czego to doprowadziło widzimy dzisiaj, to socjotechniki, o jakiej się faraonom nie śniło. Bomby wybuchają na lotniskach, a dziennikarze apelują do ludzi, żeby nie pogrążyli się w islamofobii i nie używali mowy nienawiści. Tu nie chodzi o mowę nienawiści, ale o nazwanie rzeczy po imieniu, co jest trudne albowiem trzeba się przyznać do totalnej bezradności i jasno sobie powiedzieć, że demokracja i Unia to projekty oszukane wymierzone wprost w pojedynczego człowieka…” (coryllus)

źródło: O Duchu Świętym, który nie myli się nigdy

podobne: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  

W związku z powyższym wydarzeniem „polski rząd” w końcu zadeklarował „zdecydowanie” przeciwne stanowisko w kwestii „przymusowej kwoty uchodźców” jaką zobowiązała się przyjąć poprzednia ekipa. Tylko czy naprawdę trzeba było do tego (póki co deklaracji niepopartej wypowiedzeniem wcześniejszej umowy) aż tak dramatycznego wydarzenia? (Odys)

„Nie widzę możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci – powiedziała w rozmowie z Superstacją premier Beata Szydło. Deklarację od razu okrzyknięto jako przełomową. Sęk w tym, że słowa szefowej rządu nie wieszczą żadnego przełomu, a przydzieleni Polsce – za zgodą koalicji PO-PSL – imigranci trafią do naszego kraju, jak tylko UE upora się z problemem ich rejestracji i weryfikacji. Bo zobowiązanie wciąż funkcjonuje

dopóki osoby, które napływają z Bliskiego Wschodu do Europy nie będą odpowiednio weryfikowane, to ciężko mówić o jakiejś ich relokacji czy dystrybucji pomiędzy kraje członkowskie UE.

To oznacza, że żadnej zmiany polityki imigracyjnej nie ma. Polski rząd od tygodni bowiem wije się, by z jednej strony nie podpaść UE, a z drugiej zyskać poparcie społeczeństwa, które nie chce, by do naszego kraju trafili islamscy, nielegalni imigranci. Tym bardziej zaskakiwać może ton narracji mediów wspierających rząd, mówiących o zmianie stanowiska wobec migrantów…” 

całość tu: Zmiana imigracyjnej polityki polskiego rządu tylko iluzoryczna. Będzie weryfikacja, pojawią się też imigranci

Czas pokaże ile z tego „zdecydowania” pozostanie kiedy trzeba będzie rzeczywiście wypowiedzieć umowę jaką zawarli z UE POprzednicy. Przy okazji pamiętajmy o tym jakie stanowisko zajął „polski rząd” wobec pomysłu swobodnego „przemytu” osób z terenów Turcji (już za pół roku), w ramach niedawno zawartego układu „w sprawie uchodźców” między EU a Turcją. Jeśli bowiem te ustalenia wejdą w życie, to wystarczy że każdy migrant (którego dziś Turcja zobowiązała się za gruba kasę przetrzymać) będzie się posługiwał tureckim paszportem, a za pół roku będziemy mieli do czynienia z całkowicie legalną falą obcych na nasze terytorium… (Odys)

„…Wg tego co rozumiemy z doniesień prasowych, ideą przewodnią układu ma być odsyłanie uchodźców z Europy do Turcji, w sprzeczności z dotychczasowymi deklaracjami kanclerz Merkel że każdy jest mile widziany w jej ojczyźnie. Za ich przyjęcie EU zapłaci tureckiemu satrapie przez nos. Satrapa z kolei odwdzięczy się za to wysyłając w miejsce jednego przysłanego innego „uchodźcę” i, z tego co rozumiemy, za to płacić unii nie zamierza. Czyli w „uchodźcach” mamy jeden za jednego, netto nic się nie zmieni. Jedynie klan Erdogana zamiast na Syrii obłowi się na EU. Okay, „wir schaffen das”.

Okazuje się jednak że nie tylko „das” ale i coś innego, znacznie poważniejszego. Wygląda mianowicie na to że Erdoganowi udało się wyciąć w negocjacjach sztuczkę zwaną „red herring” – czerwony śledź.

Czerwony śledź jest zmyłką, nieznaczącym czy nawet całkowicie zmyślonym punktem którego kalkulowane poświęcenie przez jedną stronę negocjacji ma odwracać uwagę drugiej od rzeczy naprawdę ważnej, często o zasadniczym znaczeniu. Otóż strona unijna zgodziła się także na – uwaga – otwarcie granic Schengen dla 76 milionów Turków już za parę miesięcy. To jest dopiero bomba atomowa o której ci którzy „negocjowali” z Erdoganem nie bardzo pewnie zdają sobie sprawę. Zapomnij wkrótce o „uchodźcach” syryjskich! Znikną oni w tłumie milionów „uciekinierów” kurdyjskich!..” (cynik9)

całość tu: Cykliczne wariactwa Niemiec czyli czerwony śledź po kurdyjsku

W sumie mam gdzieś to co sobie na łeb sprowadzają eurokraci. Problem mam z tym że polski (nie)rząd godzi się na tego rodzaju „wspólne stanowisko”. Mimo potrząsania szabelką nikt z obecnego rzekomo „polskiego establiszmentu” nie potrafi jak do tej pory wziąć przykładu z Orbana (na którego w innych kwestiach łatwo się jest powoływać) by powiedzieć swoim obywatelom konkretnie i zdecydowanie „nie przyjmiemy ANI JEDNEGO nachodźcy”. PIS gra z nami w jakąś ciuciubabkę i klei durnia z jednej strony deklarując „szlaban” a z drugiej bredząc coś o jakichś „procedurach kontrolnych” które jeśli zostaną dopracowane to Polska ma wziąć te 7 tys. obcych… CYRK. Tymczasem okazuje się że cynik9 może mieć rację z tymi Kurdami… (Odys)

…„Dzień po tym, w którym zostało ogłoszone, że takie ogromne kwoty, 6 miliardów zostanie przekazane Turcji, Turcja ogłosiła swój projekt militarny; poprawienia stanu armii, który będzie kosztować niecałe 6 miliardów. Krótko mówiąc sfinansowaliśmy Turcji zmodernizowanie swojej armii”

Lider partii KORWiN w Szczecinie wypowiedział się również na temat sytuacji Kurdów, o których solidarnie milczą kraje europejskiej i Stany Zjednoczone: „Turcja uzyskała ciche przyzwolenie, żeby eliminować Kurdów. Oni do tej pory rzekomo walcząc z państwem islamskim, dużą część swoich sił zaangażowali do walki z Kurdami.”

całość tu: Paweł Szut: porozumienie Unii Europejskiej z Turcją zagraża Polsce! Czekają nas zamachy terrorystyczne?

„…31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z okazji oficjalnej wizyty w Paryżu Recep Tayyip Erdoğana by zorganizować tajne spotkanie w Pałacu, z prezydentem syryjskich Kurdów, Salihem Muslimem. Zdradzając tureckich Kurdów i ich lidera Abdullaha Öcalana, Salih Muslim zgodził się by zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu, który miał być utworzony przy okazji obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Bachara el-Assada.

To było podczas walki o Kobane. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daesh. Ich zwycięstwo nad dżihadystami miało potrząsnąć polityczną szachownicą – każdy kto naprawdę chciał walczyć z dżihadystami musiał dołączyć do Kurdów. Ale syryjscy Kurdowie swoją narodowość zdobyli dopiero na początku wojny – do tej pory byli tureckimi uchodźcami politycznymi w Syrii, wypędzonymi z kraju podczas represji w latach 1980. Wtedy członkowie NATO uważali PKK, główną kurdyjską formację w Turcji, za organizację terrorystyczną. Ale od tego czasu rozróżniali między „złymi” tureckimi PKK i „dobrymi” syryjskimi YPG, pomimo że te dwie organizacje są ściśle ze sobą powiązane…

…Na spotkaniu UE-Turcja, i niezależnie od wszelkich podejmowanych tam decyzji, prezydent Erdoğan wygłosił przemówienie w TV z okazji 101 rocznicy bitwy o Çanakkale („bitwa o Dardanele” – zwycięstwo Imperium Osmańskiego nad sojusznikami) i dla upamiętnienia ofiar ataku dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Powiedział:

„Nie ma powodu żeby bomby które wybuchły w Ankarze nie mogły wybuchnąć w Brukseli albo w innym mieście europejskim (…) Tutaj apeluję do wszystkich krajów które otworzyły ramiona, i które, pośrednio albo bezpośrednio, wspierają organizacje terrorystyczne. Karmicie węża w swoim łóżku, i ten karmiony przez was wąż w każdej chwili może was ukąsić. Może oglądanie w TV tych bomb które wybuchają w Turcji nic dla was nie znaczy – ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, to na pewno zrozumiecie co my czujemy. Ale wtedy będzie za późno. Przestańcie wspierać te działania, których nigdy nie tolerowalibyście w swoich krajach, chyba że wycelowane są na Turcję”. [3]

Cztery dni później, ataki miały miejsce w Brukseli…” (Thierry Meyssan, tłum. Ola Gordon)

całość tu: Przyczyna ataków w Paryżu i Brukseli

podobne: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”  oraz: Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji)  i to: Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów  a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.  i jeszcze: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

Tymczasem jedyną rzeczą na którą stać „polski rząd” wobec kryzysu imigracyjnego (na własne życzenie), który na dobrą sprawę jeszcze nie zdążył nas bezpośrednio dotknąć, to „stanowcza reakcja” na rzekomy „wzrost poczucia zagrożenia terroryzmem w Polsce” z powodu… oddalonego od nas setki kilometrów epicentrum (sic!) Oto w ciągu kilkudziesięciu godzin po zamachu w Belgii, nasi „nowi” umiłowani przywódcy zdążyli w podskokach zaprezentować gotowy projekt „specustawy” zwanej „antyterrorystyczną”, która po wprowadzonej nie tak dawno w życie innej zwanej „inwigilacyjną”, jest kolejnym ogniwem do łańcuszka na szyję Polaków, zwiększającym jednocześnie uprawnienia służb specjalnych w Polsce, dla zapewnienia nam „bezpieczeństwa” przed terrorem od którego podobno nawet w Polsce zdołała zgęstnieć atmosfera. No ale zanim się to zagrożenie zmaterializuje w rzeczywistość, to już dziś (zaocznie) poczujmy się wszyscy bezpieczniej, bo tak jak ustawa „inwigilacyjna” tak i „antyterrorystyczna” stanowi dość ciekawy konglomerat przepisów, uprawniających resort siłowy i bezpieczeństwa do chwytania za mordę obywateli polski, jakby ta kwestia była rzeczywiście priorytetem i naglącą potrzebą przeciętnego Polaka, o czym więcej tu: Specustawa antyterrorystyczna wzbudza obawy, nie znamy jej konkretów – Jacek Wilk, Stanisław Tyszka. Tymczasem szaleństwo przedkładania bezpieczeństwa nad zdrowym rozsądkiem prowadzi do takich kwiatków – Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… 🙂 (Odys)

„…Skłonienie paru islamskich fanatyków do wysadzenia się w centrum Paryża, Brukseli czy Warszawy może być łatwe. Bezpośrednie konwekwencje tego są też łatwe do skalkulowania. Ale jest to jedynie cyferblat zegara. Dużo istotniejsze jest zrozumienie mechanizmu który za tym stoi, kto za to płaci i kto pociąga za sznurki. A przez to – kto unią naprawdę rządzi i w jakim kierunku ją steruje. Czy rzeczywiście rządzą nią durnie stojący nominalnie na jej czele? Czy czasem nie wykonują oni jedynie czyichś poleceń?

Bo jeśli to pierwsze to może lepiej aby durnie nie brali się jednak za wydawanie rozkazów… W przeciwnym razie wiadomo od razu jakie te rozkazy będą. Belgijski Trybunał Konstytucyjny odebrał tamtejszym służbom prawo do inwigilacji. Nasz TK je ograniczył. To uniemożliwia zbieranie danych o terrorystach – skarży się na przykład polski min. sprawiedliwości Ziobro. No właśnie, ktoś się gdzieś wysadził więc już twórzmy państwo totalitarne, co zamach to krok do przodu, kontrolujące wszystkich i wszystko. Pod każdym kamieniem kryć się może przecież terrorysta. Zlikwidujmy każdą ostoję prywatności i umiaru, dajmy państwu totalną kontrolę nad każdą transakcją, bo każde €100 może przecież służyć „finansowaniu terroryzmu”. Jeszcze inne głosy nawołują o odwrót od Schengen i o powrót kontroli granicznych. Odgródźmy się drutem kolczastym od wszystkich i sprowadźmy handel do zera bo Mohammed N. się wysadził na, dajmy na to, Okęciu. Well, obawiać się można że na tym się zakończy skoro durnie rządzący Niemcami otwarcie importują do siebie miliony islamitów, rozsadzając tym unię od środka. Ale powiedzmy otwarcie – nie to oznaczać miała dobra idea bloku ekonomicznego bez granic, ani też nie miała ona oznaczać wolności przekraczania zewnętrznej granicy EU przez byle jihadistę z kałachem. Schengen znosił tylko granice wewnętrzne unii i nie zakładał wewnątrz unijnego wariactwa Niemców.

O to dokładnie chodzi terrorystom w bezpośrednim efekcie ich starań – o sianie niepewności i o permanentny stan wyjątkowy, o podważenie naszego sposobu życia, naszej kultury, naszych tradycji. O chór przestraszonych durniów nagabujących rząd aby „coś zrobił”. Jednocześnie liżmy nogi Brukseli i otwierajmy się na przyjęcie tysięcy najeźdźców rozdzielanych z klucza przez tamtejszych psychopatów. Cała unia zaś kolektywnie niech liże nogi Erdogana, niech go przekupuje miliardami euro i zniesieniem granic dla nowych milionów, zamiast jednego pocisku cruise w sam środek sułtańskiego pałacu w Ankarze.

Społeczeństwo nie-durniów nigdy nie da sobie narzucić zalewu obcego elementu. Prędzej wykatapultuje się z unijnego domu wariatów i szariatów. Kalifat berliński proszę bardzo, Frau Merkel, sie schaffen das. Ale nie my. Kalifat warszawski – po naszym trupie. Wtedy tylko pan Ziobro nie będzie musiał zbierać ani danych o terrorystach których nie będzie, ani o trupach których będzie jeszcze mniej. Terroryzm jak tasiemiec, musi mieć swojego żywiciela. Bez żywiciela nie ma terroryzmu.

A jeżeli chodzi o bombardowanie żywicieli terroryzmu to czemu nie? Choćby jutro. Byle by najpierw upewnić się czy aby żywiciel zbombardować się da. Bo czasem może nie być durniem…” (cynik9)

całość tu: EU, durnie i rozkazy czy Europa jest jeszcze do odratowania?

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  oraz: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy i jeszcze: Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu. Manewry i rozbudowa infrastruktury wojskowej na Arktyce polecam również: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie  i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki  a także: USA: szkolenie syryjskich rebeliantów. Belgowie w szeregach Państwa Islamskiego

jako żywo z teorii Noam’a Chomsky STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

„Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.”

Należy sobie w związku z powyższym zadać pytanie, czy niedawny zamach w Brukseli (a wcześniej w Paryżu) to w pełni uzasadniony powód do tego żeby służbom w Polsce (podobno ciągle postkomunistycznym i w większości niezweryfikowanym – jak twierdzi „nowa” władza) nadawać kolejne nadzwyczajne, i niebezpieczne nawet dla zwykłego obywatela uprawnienia? Mam co do tego poważne wątpliwości. Wygląda to na kreowanie i wykorzystywanie przez obecną władzę poczucia zagrożenia terroryzmem, po to by nadać sobie specjalne uprawnienia do inwigilacji własnych obywateli. Jest to typowe działanie każdej lewicowej władzy, która nie jest pewna swoich „pro społecznych” rządów tudzież reform. W związku z czym będąc świadomą wynikających z tego tytułu zagrożeń dla siebie, szykuje zawczasu  narzędzia do monitorowania i pacyfikacji ewentualnego niezadowolenia, a nawet buntu swoich niedawnych wyborców, o czym trafnie pisał swojego czasu Reisman… (Odys):

„…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butemW rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.

…Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partiiPowodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia…” (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Należałoby też zapytać „prawych i sprawiedliwych” również o to, jak się ma to co robią obecnie do obietnicy „dobrej zmiany” na polu przywrócenia Polakom poczucia godności, oraz nienaruszalności swobód obywatelskich i wolności od państwowej hydry, którą to belkę PIS bezustannie widział w oku POprzedniej ekipy rządzącej? (o czym więcej tu: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów i tu: “Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z “mową nienawiści” oraz tu: „Pałowanie w technicolorze” czyli… Monitoring PO prawdzie i jeszcze tu: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?). Czemu PIS buduje państwo policyjne? Czy naprawdę robi to ze strachu przed terrorem, czy też może ze strachu przed własnymi obywatelami… (Odys)

podobne: Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  i to: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?  i jeszcze: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.  a także: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

Na koniec coś na poprawienie humoru (albo jak kto woli na ból zderzenia z brutalną rzeczywistością)  To coś różowe w środku czyli drugie oblicze szefa brukselskiej Policji 😉

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.


„Inwazje barbarzyńców” to wyrażenie, po które chętnie sięgają włoscy i francuscy historycy, by opisać powszechne zjawisko lawinowego przemieszczania się heterogenicznej ludności kontynentu euroazjatyckiego w IV i V w. n.e., które zakończyło się jej osiedleniem na terytoriach w większości przypadków należących do Cesarstwa Rzymskiego, różniących się od obszarów, z których pochodziły owe ludy. Warto nadmienić, że w kulturze niemieckiej dla opisania tego zjawiska migracyjnego stosuje się natomiast bardziej neutralne i łagodne określenie: „wędrówka ludów” (Völkerwanderungen).

Biorąc pod uwagę wolę jednostek migrujących, należy rozróżnić tzw. migrację dobrowolną (gdy jednostka dobrowolnie podejmuje decyzję o przemieszczeniu, dążąc do poprawy własnych warunków ekonomicznych), a także przymusową (jako skutek ograniczeń politycznych lub prześladowań czy też działań wojennych lub katastrof naturalnych).

Czynniki wypychające tzn. skłaniające do emigracji, mogą być zatem różnorodne. Jednym z najważniejszych jest czynnik ekonomiczny, o którym mowa, gdy w miejscu pochodzenia możliwości zatrudnienia są nikłe, a standard życia jest niższy niż w miejscu przeznaczenia. Istnieją również tzw. polityczne czynniki wypychające: wojny, konflikty etniczne, prześladowania itp.

Wśród czynników sprzyjających ruchom migracyjnym należy wymienić czynniki społeczne, bazujące na istnieniu swego rodzaju sieci, która zapewnia wsparcie migrantom niedawno przybyłym do kraju przeznaczenia. Taką siecią stosunków społecznych może być społeczność rodaków, która już wcześniej osiedliła się w danym kraju…

…K. Greenhill wyróżnia trzy odrębne kategorie strategicznie zaplanowanych migracji: wywłaszczające, eksportowe i zmilitaryzowane. „Zaplanowanymi migracjami wywłaszczającymi są te, których głównym celem jest zawłaszczenie terytorium lub własności innej grupy/grup czy też eliminacja grupy/grup stanowiących zagrożenie dla etnopolitycznej i gospodarczej przewagi strony, która zorganizowała migrację (lub migracje); przypadek ten obejmuje zjawiska powszechnie znane jako czystki etniczne. Zaplanowanymi migracjami eksportowymi są migracje organizowane, by umocnić wewnętrzną pozycję polityczną (poprzez wydalenie politycznych dysydentów i innych wewnętrznych przeciwników) czy też usunąć lub zdestabilizować jeden lub więcej rządów zagranicznych. Wreszcie, zaplanowane migracje zmilitaryzowane to takie, które zwykle zostają zastosowane podczas konfliktu zbrojnego, by zyskać przewagę militarną nad przeciwnikiem – poprzez zdezorganizowanie lub zniszczenie jego centrum dowodzenia, infrastruktury logistycznej i zdolności operacyjnych – lub też celem umocnienia własnych struktur bojowych poprzez zdobycie dodatkowego personelu lub zasobów” [6].

Mówiąc o fali nielegalnej imigracji, która wstrząsnęła Europą w 2015 roku, prezydent Czech Milos Zeman posłużył się schematem stworzonym przez byłą asystentkę J. Kerry’ego. „Tak zwany kryzys migracyjny – powiedział M. Zeman podczas swojej oficjalnej wizyty w Pardubicach – jest zorganizowaną inwazją, która ma na celu niszczenie europejskich struktur społecznych, kulturowych, gospodarczych i politycznych. To jest dobrze zorganizowana inwazja, nie spontaniczny ruch. Dojdzie do tego, że czeskie wojsko będzie musiało interweniować, by bronić granic Republiki Czeskiej”.

Jak stwierdziła amerykańska profesor w komentarzu z dnia 11 grudnia 2000 r. dotyczącym wojny w Kosowie: „Zmieniła się sama natura wojny; teraz uchodźcy są narzędziem wojny” (“The nature of war itself has changed; now the refugees are the war”).

„Zaplanowane migracje przymusowe” (coercive engineered migrations) wykorzystują zatem niekonwencjonalną broń, która, podobnie jak inne niekonwencjonalne metody walki (terroryzm, manipulacja medialna, hakerstwo, zakłócenia na rynkach akcyjnych), jest stosowana w prowadzeniu wojny, zwanej przez dwóch znanych chińskich polemologów „wojną bez ograniczeń”. Niezwykle ciekawy i nie bez znaczenia jest fakt, że dwaj polemolodzy porównują George’a Sorosa do Osamy Bin Ladena [7]: o cieszącym się złą sławą „filantropie” wspomniał premier Węgier Viktor Orban w jednym z wywiadów w węgierskim radiu Kossuth Rádió, mówiąc o napływie tzw. uchodźców pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy: „Jego nazwisko – stwierdził V. Orban – jest prawdopodobnie najmocniejszym przykładem spośród osób, które popierają wszystko, co zaprzecza tradycyjnemu europejskiemu stylowi życia”, natomiast aktywiści jego organizacji, oferując praktyczną pomoc i wsparcie prawne nielegalnym imigrantom, „niezamierzenie stają się częścią międzynarodowej siatki zajmującej się przemytem ludzi”…” (Claudio Mutti)

całość tu: Migracje

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” i jeszcze: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…No i wreszcie zejdźmy na jeszcze niższy poziom tych piekielnych kręgów. Wędrówka ludów, której ofiarą padają najzamożniejsze państwa starej Europy, jest następstwem wypadku przy pracy, to znaczy – przy operacjach pokojowych, misjach stabilizacyjnych i wojnie o pokój i demokrację, jaką Stany Zjednoczone prowadzą tu i tam – przede wszystkim zaś w krajach, które w przeszłości, słusznie, czy niesłusznie, uważane były za zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wskutek pogrążenia tych krajów w stanie krwawego chaosu, potencjalne zagrożenie dla Izraela z ich strony zmalało do zera, zaś ubocznym skutkiem tego chaosu jest właśnie wędrówka ludów ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy. Co najmniej 70 procent „uchodźców” stanowią młodzi mężczyźni przed ukończeniem 30 lat – a więc najbardziej zdolni do walki. Ewakuacja setek tysięcy, a może nawet i miliona takich mężczyzn ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy jeszcze bardziej zmniejsza potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, ale zwiększa zagrożenie dla Europy. Czy to nie jest przypadkiem amerykańsko-żydowska odpowiedź zarówno na doktrynę „europeizacji Europy”, której wyznawcami po roku 1990 stały się Niemcy i Francja, jak i pogróżki Jakuba Delorsa z roku 1989, kiedy jako ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej odgrażał się, że celem UE jest wypowiedzenie Stanom Zjednoczonym „wojny ekonomicznej?” Czyżby Europa próbowała rozpocząć strategiczne przeciwnatarcie od sprowokowania mężczyzn „o wyglądzie…” – i tak dalej, do wsadzenia niemieckim panienkom rąk pod spódnice? I tego też wykluczyć nie można tym bardziej, że już starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, zauważyli, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom.” (Stanisław Michalkiewicz: Inter pedes puellarum)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

„…Ogromna armada rusza do ziemi obiecanej, do Europy, po swoją ostatnią szansę. Bramy raju – bramy Zachodu zostały dla nich otwarte… Droga wiedzie znad Gangesu w kierunku Sokotry i Suezu i dalej przez Morze Śródziemne do portów Zachodu… Ale Egipt zamyka Kanał Sueski, a salwa z torpedowca zawraca statki z uciekinierami na południe. To długa droga dookoła Afryki. Może pordzewiałe parowce armady zechcą zatrzymać się gdzieś w połowie drogi? Rząd RPA zapowiada, że żaden ciemnoskóry znad Gangesu nie postawi żywy nogi na afrykańskiej ziemi… Mimo to Afrykanerzy w poczuciu przyzwoitości dostarczają statkom paki z żywnością. Te jednak są wyrzucane do morza… Uciekinierzy nie chcą ich, płyną dalej. Nie Afryka jest przecież celem. A Europa? Europa dyskutuje. Media bezrefleksyjnie reagują bezwarunkowym odruchem humanitaryzmu. Pytania, co stanie się z nami, kiedy ten milion wyjdzie na brzeg, zagłuszane są dźwiękami koncertów i krzykiem celebrytów…

W latach siedemdziesiątych francuski pisarz Jean Raspail roztoczył wizję, co mogłoby się stać za trzydzieści lat (Obóz świętych)… Można rzec – wizję nie tyle futurystyczną, co profetyczną – i jakże niepokojącą.

Wtedy – w latach siedemdziesiątych książki nie przyjęto z aplauzem; i nic dziwnego, bo i dzisiaj głosy sprzeciwiające się przyjmowaniu uchodźców są oceniane jako nieprawomyślne, wręcz antyhumanitarne… W książce Raspaila – kiedy armada stała się faktem – to znaczy kiedy dzioby jej pordzewiałych statków zaryły w skały i piaski Lazurowego Wybrzeża, we francuskich nadmorskich kurortach nie pozostał już nikt, nie licząc pewnego profesora, garstki długowłosych dzieci-kwiatów, ortodoksyjnych lewicowców i kilku benedyktyńskich mnichów na granicy demencji… Francuzi po prostu uciekli na północ… Ci sami Francuzi, którzy codziennie przysłuchiwali się wywodom na temat konieczności i obowiązku przyjęcia uciekinierów znad Gangesu. Ci sami, którzy wywieszali transparenty: Wszyscy jesteśmy ludźmi znad Gangesu. I ci sami którzy, potępiali przejawy niechęci wobec każdego, kto mówił inaczej niż głos z telewizyjnych ekranów i codziennych gazet… Zapakowali swoje żony i dzieci do samochodów i w pośpiechu opuścili swoje jasne domy, tłumacząc, że tak trzeba i nie pamiętając, że gdy armada była jeszcze daleko ich dzieci pisały szkolne wtpracowania w rodzaju: Rodzina uciekinierów znad Gangesu prosi o gościnę w moim domu…

Wizja Raspaila sięga dalej – pisarz ujawnia prawdopodobny mechanizm społeczny – ilustruje zjawisko i… straszy.

Może rzeczywiście doczekamy czasów, że będziemy się bać we własnych domach, że przeinterpretujemy pojęcia: odpowiedzialności, miłosierdzia, braterstwa, słabości i siły; nasze rządy staną się bezsilne, a nasze armie nie będą w stanie reagować?

W końcu prognozy demograficzne przywołane przez Raspaila budzą nie tylko niepokój. Siedem miliardów ludzi, w tym tylko siedemset milionów białych, których trzecia cześć – przeważnie ludzi starych będzie zamieszkiwać Europę. I oni mają przeciwstawić się czterystu milionom przybyszów z Bliskiego Wschodu czekających po drugiej stronie Morza Śródziemnego?…” (Roland Maszka)

całość tu: „Prawomyślność i hipokryzja. Czytając Jeana Raspaila”

„…Kontrolowane media zachodnie stawały początkowo na głowie aby tylko nie ujawnić szczegółów. Najpierw chodzić miało tylko o „chuliganów” obmacujących parę dziewczynek tylko w Kolonii. Ani słowa o tym że nie byli to żadni „chuligani” ale Merkel Jugend najnowszej generacji. Podkreślano też że wśród zatrzymanych było aż dwóch Niemców a nawet jeden Amerykanin. Koloru skóry dla pewności nie ujawniono.

Ale potem mleko się rozlało. Zorganizowanych grup Merkel Jugend napastujących kobiety w szeregu miastach nie dało się zamieść pod dywan. Zaczęła w końcu mówić o tym miejscowa telewizja, choć rozdarcie lewackiego serca dalej trudno ukryć. I tak praktyczni Niemcy  chcą zwiększać zatrudnienie w policji na przykład. Bardziej humanitarni od nich Belgowie, których policja dalej nie może złapać sprawców masakry w Paryżu, stawiają przede wszystkim na lekcje wychowania seksualnego w obozach dla uchodzców. No kidding. Oto czego „uchodźcom” głównie potrzeba! Jako podręcznik proponujemy w takim razie Życie seksualne dzikich Malinowskiego, uzupełniony może zajęciami praktycznymi na dworcu w Kölln…

…Media i kosmopolityczna elita dobrze zna olbrzymie ryzyko związane z masową imigracją ale woli tego nie zauważać. Gdy tragedia się wydarzy, jak ostatnio w Paryżu, winny jest zawsze „represyjny klimat” we Francji.

Lewicowe elity sprowadziły na nas wszystkich olbrzymie niebezpieczeństwo wpuszczając zbyt wiele ludzi którzy nie mogą zostać zintegrowani. W odróżnieniu od popularnej opinii, ludzie nie zmieniają się emigrując, zabierają swój kulturalno-religijny bagaż ze sobą.

Współczesne elity utraciły łączność ze swoimi krajami i zostawiły swoje populacje z konsekwencjami narzuconego [przez siebie] multi-kulti i globalizmu…” (cynik9)

całość tu: Merkel Jugend świętuje Nowy Rok na dworcu w Kölln

„…głupek polski, który przyrównał rząd PIS-u do Państwa Islamskiego nawet nie zauważył, że strzelił swojej partii w kolano i przy okazji walnął w pysk całe polskie lewactwo i bojowniczki feminizmu na dodatek! Bo te właśnie środowiska najbardziej zabiegają o przyjęcie do Polski emigrantów islamskich, którzy ponoć uciekają przez Państwem Islamskim. Skoro Państwo Islamskie już mamy nad Wisłą, to jaki uciekinier zechce się tu osiedlić ?

Zapewne z tej przyczyny słowa głupka polskiego o Państwie Islamskim nad Wisłą nie są rozpowszechniane przez media niemieckie, którym zależy na tym, by jak najwięcej islamskich imigrantów upchać w Polsce. Szczególnie teraz – po upojnej nocy sylwestrowej, która dała Niemcom przedsmak kalifatu, który będzie ostatnim akordem polityki multi-kulti Angeli Merkel. Angela oraz inne kobiety ( w tym feministki) mogą jednak liczyć na wiele praw, które im kalifat przyniesie (link).

Na przykładzie Kolonii sami Niemcy zorientowali się, że poruszonej przez Angelę Merkel lawiny nie da się powstrzymać, jak i utworzenia Wielkiego Kalifatu Niemieckiego w samym centrum Europy. Oto w Kolonii hordy arabskich przybyszy dały pokaz „kultury”, która wkrótce zaleje Niemcy mimo prób cenzurowania wiadomości o gwałtach i rabunkach na kobietach, które znalazły się w pobliżu katedry Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny oraz dworca kolejowego. Watahy podpitej hołoty z Południa osaczały niemieckie kobiety molestując je, zdzierając odzienie i rabując. Na 120 zgłoszeń (do tej pory), dwa to gwałty. Inni wyznawcy Proroka bezcześcili w tym czasie średniowieczne sanktuarium, jedne z największych na świecie, załatwiając w jego pobliżu oraz na jego murach swoje potrzeby fizjologiczne. Policja oczywiście nie interweniowała, a niemiecka prasa milczała co dowodzi, że postępowa głupota dotarła do nas z Niemiec.

Mimo to, Niemcy nadal chcieliby nas pouczać o demokracji i o tym, jak walczyć z faszyzmem, ksenofobią oraz brakiem empatii dla zaproszonych przez Angelę Merkel gości. Nie byłem więc zaskoczony, gdy kolejny głupek rodzaju żeńskiego na łamach niemieckiego Newsweeka (ale wydawanego w języku polskim), zaczął nawoływać do cenzurowania informacji o wydarzeniach w Niemczech, gdyż nie tylko w Kolonii doszło do zderzenia postępowej kultury lewackiej z kulturą z Południa. Takie informacje, to byłaby woda na młyn dla całej prawicy, która tylko czeka na takie wiadomości – wyjaśnił głupek polski – zawodowa feministka, wspierająca multi-kulti na łamach polsko-języcznego Newsweeka. Wniosek z tego przekazu jest jeden: Trzeba bez rozgłosu pozwolić wyhasać się zdrowym i młodym wyznawcom Proroka, których przecież zaprosiła do Niemiec sama Angela Merkel ! Natomiast kobietom, które nie zamierzają brać udziału we „współżyciu kultur” (jak to okresliła Merkel) zaleca się chodzić w grupach i na odległość wyciągniętego ramienia od wyznawcy Proroka.

Za to już bez żadnej cenzury opublikowano w pro-niemieckich mediach wiadomość o ucieczce z Polski boksera Salety. Salecie bowiem tak obili mózg, że wybrał wolność w Tajlandii. A więc w kraju, gdzie władzę w 2014 roku przejęła junta wojskowa. Wiadomość o ucieczce Salety paradoksalnie najbardziej zaszkodzi planowi Angeli Merkel umieszczenia w Polsce 7 tysięcy imigrantów z Południa. Kto się bowiem zdecyduje na osiedlenie w kraju, gdzie panuje większy reżim niż w Tajlandii ? Tylko głupek kompletny…” (Kapitan Nemoniepoprawni.pl)

całość tu: Głupek polski po zderzeniu z PIS-em

„…I druga rzecz. Część Niemców nie akceptując medialnej propagandy zaczęła spontanicznie budować – wzorem polskiej prawicy – niezależny od głównego nurtu mediów drugi obieg. Dziś w niemieckim internecie nietrudno znaleźć memy z przekreślonym logiem ARD i ZDF. To wyraz sprzeciwu społeczeństwa. Media grały swoje, a ludzie wokół siebie widzieli co innego.

Niewygodnie dla władzy informacje i opinie zaczęły krążyć zwłaszcza po mediach społecznościowych. Być może nie jest to jeszcze poruszenie na miarę polskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale ciosy zaczęły padać. W odpowiedzi rząd Merkel pod pozorem walki z „mową nienawiści” wymusił na Facebooku, Twitterze i Google podpisanie kontrowersyjnego porozumienia. Podejrzane posty mają być usuwane w ciągu 24 godzin, a sama procedura ma ruszyć lada dzień. Łatwo się domyślić, co przede wszystkim będzie usuwane.

Na koniec nie sposób nie postawić pod adresem niemieckich mediów kilku pytań. Jak nazwać solidarne milczenie mainstreamu, kiedy na policję zgłaszały się setki kobiet molestowanych i zgwałconych przez mężczyzn „o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej”? Co takiego się stało, że te media milczały? Dlaczego milczały tak długo? Dlaczego dopiero masowe pojawienie się pokrzywdzonych kobiet na policji doprowadziło do ujawnienia tych informacji w mediach? Czy spóźniona reakcja mediów wynikała z nacisków władz państwowych, dla których gwałty w Kolonii są ostatnią rzeczą, na którą czekały? Pytania te są istotne, bo w gruncie rzeczy dotyczą powrotu cenzury, a tym samym stanu niemieckiej demokracji…” (Krzysztof Kunertwpolityce.pl)

całość tu: Nokaut dziennikarstwa w Niemczech

„…Ktoś nie poświęcający wiele uwagi otaczającemu go światu, zadowalający się potocznym wyobrażeniem postępu, demokracji i ogólnie pojmowanej „europejskości”, może się zdziwić – no, jak to możliwe? To tysiąc bandziorów szaleje po niemieckich miastach, rozpędzając bez wysiłku zniewieściałą policję, i bezkarnie gwałci oraz rabuje niczym Armia Czerwona po 1945 – i nic o tym nie mówią w telewizji, nie piszą w gazetach? No, przecież to Zachód, przecież wolność słowa, przecież nie ma tam cenzury?!
„Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle…” – chciałoby się zaśpiewać piosenkę ze starego kabaretu. Nie, media niemieckie wcale nie są wolne, rzetelne ani uczciwe, i co więcej, nie odbiegają pod tym względem od średniej europejskiej. Dla człowieka, który choć trochę interesował się w ostatnich latach sprawami publicznymi, to żadne odkrycie.
Ukrycie głęboko pod suknem takiego niusa, jak sylwestrowe napaści, nie jest żadnym precedensem. A czy zanim załamała się gospodarka Grecji, mógł się przeciętny Europejczyk dowiedzieć z gazet lub telewizji o nadchodzącej katastrofie, choć fachowcy widzieli ją już kilka lat wcześniej? Czy dotarły do niego jakiekolwiek wątpliwości co do wspólnej waluty? Czy jest uczciwie informowany o rzeczywistym wpływie ludzkiej działalności na klimat i o tym, kto i jakie biliony dolarów zarabia na rzekomej walce z ociepleniem? Czy mógł sobie kiedykolwiek na ten temat wyrobić własne zdanie?
Nie, w tych sprawach i w dziesiątku innych obywatel Zachodu poddany był i jest propagandowemu praniu mózgu dokładnie tak samo, jak obywatel PRL – karmiony dzień po dniu obrazami spuszczanej surówki, terkoczących na polach traktorów, kwitnącego dobrobytu i zadowolonych włókniarek (w latach siedemdziesiątych) albo, odwrotnie, wizjami szalejącego na ulicach bandytyzmu, chaosu i nędzy wywołanej ciągłymi strajkami rozwydrzonej „ekstremy Solidarności”, gdy ta sama telewizja urabiała grunt pod stan wojenny.
Rozciągnięcie tej samej medialnej osłony na cios imigracyjnym młotem, którym europejska oligarchia chciała skruszyć państwa narodowe, zwłaszcza w środkowej Europie, było może tym jednym krokiem za daleko. Euro czy klimat nie mogą prostemu obywatelowi dać po mordzie, a „uchodźcy” jak najbardziej, co sprawiło, że teraz nawet najgłupszy przeżuwacz medialnej papki odczuć musiał jakimś dyskomfort. Inna sprawa, czy na długo. Media w Europie pozostają wciąż w pewnych rękach i na pewno włożą wiele wysiłku w odbudowanie instynktów baraniego stada, dyrygowanego sprawnie z gabinetów polityków i szefów ponadnarodowych korporacji…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Wymacane Niemcy, wymacana wolność słowa.

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)


„…najnowsza historia Polski została już w całości opisana? Nie ma już w niej nic do odkrycia?

– Wręcz przeciwnie. Właściwie przyzwoicie nie została opisana w ogóle. Jest w niej nadal wiele niewyjaśnionych zagadek i tajemnic. Wiele poglądów i teorii, w które wszyscy głęboko wierzymy, nie ma nic wspólnego z prawdą. W dużej mierze to wina polskich historyków, o których, mówię to z bólem, mam bardzo złe zdanie.

Dlaczego?

– To grupa osób o bardzo zachowawczym sposobie myślenia. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że w rzeczywistości mogło być inaczej, niż im się wydaje. A poglądy i teorie wyrabiali sobie, czytając prace swoich poprzedników pracujących w warunkach komunistycznego zniewolenia. Polscy historycy to grupa skostniała intelektualnie.

Oskarżam polskich historyków o brak wyobraźni i elastyczności, o niemożność oderwania się od schematów. A w pokoleniu 60-latków są to schematy wypracowane w PRL. Wszyscy jesteśmy ich więźniami. Powtarzamy w kółko stereotypowe, błędne sądy i przekazujemy je naszym wychowankom. Środowisku polskich historyków potrzebny jest silny, ozdrowieńczy wstrząs. Może byłby nim proces lustracyjny.

To jaki powinien być dobry historyk?

– Powinien być otwarty na nowe koncepcje. Powinien do badanych problemów podchodzić na nowo, odrzucając wszystko, co napisano w PRL. Powinien stawiać najbardziej szalone tezy i pytania, bo w szaleństwie jest zalążek geniuszu. Praca historyka polega na zadawaniu pytań, a nie powtarzaniu w kółko tych samych odpowiedzi.

Mój postulat jest następujący: wymażmy całkowicie całą pisaną historię Polski po 1939 roku i napiszmy ją od nowa!

Panie profesorze, czym powinni się zająć historycy II wojny światowej?

Przykład pierwszy z brzegu. Grot-Rowecki i jego aresztowanie. Grono historyków zajmujących się Armią Krajową ze względów patriotyczno-dżentelmeńskich do dziś nie ujawnia prawdy o tym, jak generał wpadł w ręce gestapo. A są ślady, które wskazują na osobę bliską córce Grota, jej narzeczonego, który miał to zrobić dla pieniędzy. Mało tego, najrozsądniejsi z oficerów gestapo wcale nie byli zadowoleni z tego aresztowania. To wcale nie był dla nich, tak jak my twierdzimy, wielki sukces. Zatrzymanie dowódcy AK, a co za tym idzie zamęt i reorganizacja ugrupowania, burzyło bowiem cały system kontroli, jaką Niemcy sprawowali nad podziemiem.

Kontroli?

– Mamy dwie legendy podziemia niepodległościowego. Podziemie podczas II wojny światowej i podziemie solidarnościowe podczas stanu wojennego. Przykra prawda jest jednak taka, że jedno i drugie było w 80 procentach rozpracowane przez policje polityczne.

Dlaczego więc w obu przypadkach nie zlikwidowano tych organizacji?

– Bo każda dobra policja polityczna, a zarówno w SB, jak i gestapo byli wysokiej klasy fachowcy, uważa, że rozpracowany przeciwnik jest mniej niebezpieczny, bo niczym nie może zaskoczyć. Można go kontrolować, a czasami nawet inspirować jego działania poprzez wkręconą w jego szeregi agenturę (w przypadku „Solidarności” armia TW, których ujawniono w ostatnich latach, to tylko wierzchołek góry lodowej). Rozbicie istniejącej struktury podziemnej poprzez masowe aresztowania powoduje zaś, że przeciwnik podejmuje działalność samorzutną, nieprzewidywalną. A więc z punktu widzenia służb specjalnych bardziej niebezpieczną. Z czasem zaś założy nowe struktury, które trzeba będzie na nowo rozpracowywać. Po co zadawać sobie tyle trudu?

Tak rozumowali Niemcy w okupowanej Polsce?

– Owszem. Poza tym w gestapo znajdowali się też rozsądni ludzie, co nie zmienia faktu, że byli zbrodniarzami, którzy uważali, iż prędzej czy później, gdy do Europy zacznie się zbliżać sowiecki walec, trzeba się będzie z Polakami jakoś dogadać. Pewne niepisane porozumienia i układy zawierano zresztą i wcześniej. Sprowadzały się mniej więcej do tego, że obie organizacje robią swoje, ale od pewnego poziomu nie robią sobie krzywdy.

A jak wyglądała kwestia infiltracji AK przez Sowiety?

– Obawiam się, że jeszcze gorzej. Sowieccy agenci w szeregach polskich władz i polskiej armii podziemnej mieli wielkie wpływy. Wykorzystywali to, że AK z czasem zaczęła skręcać mocno w lewo. Polskie podziemie ostatecznie nie podjęło w końcu działań zgodnych z niemieckimi interesami, ale z sowieckimi. Choćby nieszczęsna operacja Burza z powstaniem warszawskim na czele. Na powstaniu zyskała tylko jedna strona – Sowiety. Należy sobie zadać pytanie, czy Stalin mógł, a jeżeli tak, to w jaki sposób, wpłynąć na to, że Warszawa akurat 1 sierpnia 1944 roku stanęła do walki. Odpowiedź na to pytanie mogłaby się okazać szokująca.

Wstydliwą dla podziemia sprawą jest chyba również kwestia jego budżetu.

– O tak, to bardzo niewygodny temat. Z Londynu szedł do kraju strumień pieniędzy. Znaczna ich część była jednak wydawana na cele prywatne, czyli po prostu defraudowana. Kolejna część trafiała zaś do kas rozmaitych partyjek, koterii i grupek. A kto w podziemiu miał pieniądze, rozdawał karty.

W Polsce mamy również tendencję do robienia bohaterów z ludzi, którzy na to nie bardzo zasługują.

Wiem, do czego pan pije – Sikorski. Rzeczywiście nie był to mąż stanu. Sytuacja, w której się znalazł, znacznie go przerosła. Abstrahując od tego, kto i dlaczego go zabił, jako premier i naczelny wódz nie zdał egzaminu. Ale i wcześniej miał poważne grzechy na sumieniu. Mam o nim bardzo negatywne zdanie. Myślę, że w okresie międzywojennym był agentem francuskim, a przynajmniej tak się zachowywał, jakby nim był. Działał na szkodę państwa polskiego i jako taki powinien zostać prawomocnie skazany. Udzielał Francuzom bardzo wyczerpujących informacji o polskim wojsku, w 1938 roku skłonny był te same informacje przekazać Czechom. Naciskał na Francuzów, żeby żądali dymisji Becka. Zachowywał się niezbyt pięknie.

A Anders?

– Anders również nie był postacią bez skazy i mało nadaje się na bohatera narodowego. W 1941 roku na Łubiance mówił NKWD wszystko, co chciała usłyszeć.

(…)

Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?

– Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.

Jakie tajemnice kryją dzieje służb specjalnych PRL?

– Tysiące tajemnic! W tej sprawie naprawdę mało wiemy. Choćby, wydawałoby się szalona, sprawa tak zwanych matrioszek, czyli agentów podstawianych do armii Andersa czy później Berlinga. To jest mniej więcej to samo, co pokazano w Stawce większej niż życie. Zamiana Kowalskiego na podobnego do niego Iwanowa. Uczono faceta języka polskiego oraz biografii osoby, którą miał zastąpić.

(…)

…Niewykluczone, że wszystkie tak zwane wydarzenia, do których dochodziło w PRL, były prowokacjami służb. Poznań 56, Grudzień 70, Czerwiec 76, a wreszcie Sierpień 80. W każdym z tych wypadków jest to bardzo prawdopodobne. My teraz budujemy wokół tamtych wydarzeń patriotyczne ołtarze, a rzeczywistość mogła być zupełnie inna. Tak samo można zresztą postawić hipotezę, że powstanie listopadowe było prowokacją, a powstanie styczniowe to już z pewnością.

(…)

– Rezydent sowieckiego wywiadu w Polsce gen. Pawłow, notabene jeden z najmądrzejszych ludzi w KGB, w swoich pamiętnikach pisał, że już w połowie lat 70. dostał polecenie z Moskwy, żeby nie budować już agentury sowieckiej w partii władzy. Nie miało to już sensu. Kazano mu wziąć się do opozycji, która być może kiedyś przejmie władze. Agentura umieszczona wewnątrz Solidarności zostaje odpowiednio poinstruowana, służby rozgrywają swoją partię. A potem już idzie samo: Okrągły Stół, wybory, wyprowadzenie sztandaru PZPR i utworzenie nowego układu. Z ludźmi bezpieki na górze, a właściwie w cieniu. Czyli to, o czym mówiłem: fasadowa historia i prawdziwe ośrodki decyzyjne, o których zwykły śmiertelnik nic nie wie. Dzisiejsze partie polityczne mogą być nie tylko zinfiltrowane, ale nawet stworzone przez sowiecki, a później rosyjski wywiad. I nie muszą to być partie lewicowe…”

całość tu: niezlomni.com

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. oraz: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki. a także: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni  polecam również: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina. oraz: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”. i jeszcze: Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem.

Gloria Steinem - Prawda

Gloria Steinem – Prawda

Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko.


„Ten krótki film pokazuje prawdziwą funkcję sektora bankowego – tworzenie wiecznego długu. Pozwoli Wam on zrozumieć, że to bankierzy tworzą dług, jednocześnie się na nim bogacąc. Gdy system upada a długi nie mogą być dłużej obsługiwane, rządy spłacają długi bankierów z publicznych pieniędzy. Cel jest jeden – zrobić z nas wszystkich niewolników długu.”

Podstawa bankowości – kreowanie permanentnego długu.

..film to co prawda fikcja literacka, ale przemyca pewne oczywiste prawdy i mechanizmy które mają miejsce w rzeczywistości. Należy jednak zwrócić uwagę i umiejętnie filtrować tego typu przekazy, by nie dać się z kolei wmanewrować w inną koleinę na którą zwraca uwagę jeden z komentatorów na blogu „tradera21″… (Odys)

Pisze „Bagracz” /2015-06-08 21:58:48

„To truizm, żeby mieć kontrolę, trzeba zadbać o stabilne środowisko. Bo tylko w takim środowisku, przy odpowiedniej koncentracji władzy, można zachować kontrolę.
Jeśli rzeczy zaczynają się dziać zbyt gwałtownie i zbyt silnie, zaczynają wymykać się spod kontroli. Czyli z definicji, kontrolę się traci.
Obecna sytuacja w żadnym razie nie wskazuje na to, że środowisko jest stabilne. Błąd czy utrata kontroli? Bardzo wątpię by było to, jak twierdzą niektórzy, zaplanowane.
Absolutnie nic na to nie wskazuje. Nie widać nic co mogłby poprawić stabilność systemu oprócz dalszego zwiększania opresyjności. Co doprowadzić musi do jeszcze większej niestabilności w dłuzszym terminie.
Ja nie mam żadnego zaufania do masmediów. Szczgólnie amerykańskich. To nie jest uprzedzenie, tylko logika.
Nie wydaje mi się by w takim filmie sprzedawano kuchenne tajemnice. Nie widziałem całości, ale nie pasują mi te kwestie z dialogów.
Obecnie dużo łatwiej wykreować niespłacalny dług za pomocą demokracji i socjalu niż wojen. I taniej. Po co zatem te bajania o lekkiej broni i Chinach?
Chiny i Rosja budują obecnie własny system rozliczeń. W założeniu poza kontrolą USA. Głównie z powodu nachalnej i bezczelnej kontroli oraz gróźb ze strony USA. Jeśli ktoś myśli, że totalna kontrola da mu przewagę bez żadnych konsekwencji, w postaci prób uniknięcia tej kontroli, tym silniejszych im więkza kontrola, to oczywiscie jest w błędzie.”

jako uzupełnienie – Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów?

…Polecam lekturę jak zwykle ciekawej dyskusji i innych komentarzy pod zadanym tematem na blogu „tradera21” tu: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych. Jeśli ktoś ma ochotę na podobną lekturę to polecam poniższe linki bo temat ciągle aktualny (a wręcz nabierający rozpędu): „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. i to: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. oraz: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko i jeszcze: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Franciszek C. Kulon - Co jeszcze zepsuć

Franciszek C. Kulon – Co jeszcze zepsuć

Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?)


Olechowski w TVN24biś o 4xTAK

Jaka piękna UStawka! w TVN 🙂 Biedna Pani redaktor jako głos „lódu” oskarża szarą eminencję PO „oszukaliście NAS?” 😀

Proszę państwa zaczęło się spuszczanie do kibla projektu pt. „Platforma Obywatelska” (szlak najprawdopodobniej przetrze Pan Komorowski) i przygotowywanie alternatywy dla „elektoratu buntu” czyli uwiarygodnianie ciasteczkowego POtwora alias Kukiza (i tonie na żarty! skoro sam Olechowski bierze w tym udział).  Wszystko rzecz jasna dzięki wałkowanym do znudzenia JOWom (wszak tego chce właśnie „lód”!) na temat których paradoksalnie fakty są zatrważające, bo zdecydowanie anty obywatelskie, o czym więcej tu: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! gdzie jeden z ciekawszych fragmentów brzmi tak:

„… w ostatnich wyborach do Senatu: na sto mandatów jedynie trzy uzyskali kandydaci niezależni. „Tyle że zarówno Marek Borowski jak Włodzimierz Cimoszewicz startowali wprawdzie z własnego komitetu, ale byli po cichu wspierani przez PO, która nie wystawiła przeciwko nim kontrkandydatów i popierała ich w sposób nieformalny” – dodał.

Drugą kwestią podkreślaną przez zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych – mówił konstytucjonalista – jest to, że przy takim systemie partie polityczne nie mają decydującego wpływu na wystawianie kandydatów. „To też jest fikcją, bo jeżeli znowu spojrzymy na Wielką Brytanię, to tam właśnie organizacje partyjne decydują, kto w którym okręgu zostanie wystawiony. Bardzo często kandydaci, którzy są popierani przez władze partyjne, otrzymują okręgi, gdzie szanse na mandat są duże, natomiast kandydaci niewygodni dostają miejsca w tych okręgach, w których dana partia raczej szans na mandat nie ma” – powiedział Uziębło…”

Ciekawe nieprawdaż? Tymczasem Kukiz zachowuje się jakby o tych oczywistych inklinacjach/patologiach (potwierdzonych praktycznie nawet w tak „cywilizowanych” demokracjach jak brytyjska!) nie wiedział! Głupi? Czy też może…. staliśmy się ofiarą kolejnej zasłony dymnej (dobry glina kontra zły glina) w postaci pretekstu do wprowadzenia JOWów (z woli „lódu”), które ostatecznie zabetonują polską scenę polityczną na rzecz obecnego układu, w obronie przed wzrostem liczby wyborców niezadowolonych z obecnego stanu rzeczy – paradoksalnie zebranego pod nazwiskiem kandydata który tę scenę betonować POMAGA.  Owoce już widać! Powstał wygodny dla władzy „elektorat buntu” (wcześniej to słowo „mendiom” i „ałtorytetom” przez grdykę nie przeszło a teraz jest USILNIE lansowane 🙂 ). Już to kiedyś widziałem i nie dam się drugi raz nabrać…

„Kto ma uszy niechaj słucha” bo alternatywa by wybory zostały wygrane już jest gotowa i będzie to schetynowe ciasteczko 😉 Muszę przyznać że w świetle powyższych faktów kompletnie nie rozumiem tej euforii wśród rzekomo antysystemowego elektoratu.

Najbardziej jednak nie rozumiem ludzi, którzy mieniąc się „antysystemowymi” atakują JKMa, który z systemem walczy już tyle lat (i to zanim ktokolwiek o jakimś tam Kukizie usłyszał), i robi to po dziś dzień z taką samą bezkompromisową zaciętością. Atakowanie go i odmawianie mu dobrych intencji, przy jednoczesnym bezkrytycznym ich cedowaniu na człowieka który zdążył popełnić już nie jeden polityczny „błąd” jest dla mnie kuriozalne. Gdzie tu logika w argumentowaniu, że temu się należy szansa a tamtemu nie. Zwłaszcza że dorobek ideowy i programowy JKMa to esencja wolnościowego myślenia, zaś Kukiz to socjalistyczny populizm (bardzo na rękę obecnemu układowi).

Nie rozumiem kompletnie „argumentów” typu „JKM nic nie zrobił”, „JKM zmarnował szansę”, kiedy po pierwsze – nie miał nawet okazji żeby rządzić, czy żeby którykolwiek ze swoich STAŁYCH od lat postulatów wprowadzić w życie(!) (a już go niektórzy  rozliczają?!), po drugie – NIGDY się nie skur… wchodząc w układy z post magdalenkowcami, solidaruchami, związkowcami i socjaluchami, po trzecie – NIGDY nie zmienił poglądów, po czwarte – od ZAWSZE na pierwszym miejscu stawia wolność obywateli a nie „umiejętne korzystanie z instytucji państwowych i publicznych pieniędzy/funduszy UE”, po piąte – jest ZNIENAWIDZONY i ATAKOWANY przez wszystkie siły polityczne, po szóste to on (a nie Kukiz) wniósł nieoceniony wkład w rozwój i rozpowszechnianie myśli wolnościowej (i antysystemowej) oraz w budowanie struktur które dalej z mozołem kontynuują jego pracę. Ale nieeee to nie JKM jest wiarygodny a Kukiz, który sam nie wie w co wierzy i czego chce oprócz „obalenia układu” (jakby JKM tego nie chciał 😀 ).

W związku z powyższym oskarżanie JKMa o to że „nic nie zrealizował”, całkowicie takich „krytyków” dyskredytuje. Próbują oni bowiem zadać kłam SPRAWIEDLIWOŚCI, która należy się JKMowi jak psu buda. Sterczy ona FAKTAMI w internecie i w terenie w postaci rzeszy nawróconych na wolnościowe myślenie ludzi. Nie wiem czemu „ciasteczkowi” ludzie negują to wszystko, ale zastanawianie się nad tym jest zbyteczne – wystarczy że to robią (czego nawet uzasadnić logicznie nie potrafią) a już dają o sobie pewne świadectwo. Najzabawniejsze że negują to na czym właśnie Kukiz się usadowił 🙂 Na konkretnej robocie którą wykonał ktoś zupełnie inny, a komu bezczelnie odmawiają mandatu do sprawowania władzy bo według nich „niczego nie dokonał” (ergo. nie podziałał na emocje jak sobie tego tłum życzył i jeszcze powiedział prawdę o JOWach).

Być może to jest właśnie problem – najważniejszy bunt a potem „jakoś to będzie” (ergo brak kręgosłupa ideowego). Niczego się nie nauczył jeden z drugim z 25 letniej historii rządów socjalistycznych ciemiężycieli. Dalej panuje powszechna niewiedza gdzie tkwi prawdziwy problem i gdzie jest wróg. Wszak gdyby jeden z drugim wiedział, NIGDY nie zagłosowałby na „człowieka od JOWów”, czy innego „demokratę”. JOWami nie przywróci się normalności, a zmiana dla samej zmiany (z kości na ości) bez patrzenia na konsekwencje tego co rzeczywiście Kukiz proponuje to ślepa uliczka. Skoro tak to niech sobie głosują na kolejną „słuszną alternatywę” – jedno wielkie nihil novi. Skoro o wiarygodności kandydata ma świadczyć „poparcie” tłumu, który jeszcze nie tak dawno głosował za PO i Komorowskim (bo to jemu Kukiz „zabrał” głosy) to rzeczywiście – cokolwiek się stanie będzie słuszne, nawet jeśli „alternatywa” jest jednocześnie szalupą dla starego układu.

Moim zdaniem jednak nie zasługuje ani na poparcie ani na „szacunek” coś, co ma w programie mechanizm utrwalania układu na polskiej scenie politycznej. Jeśli dla kogoś stary wolnościowy wiarus jakim jest JKM (z jego ponad 25 letnią walką z układem) jest „niewiarygodny”, za to wiarygodny jest Kukiz (którego „dobre intencje” nijak się mają do faktów czym są JOWy) już lansowany w mediach korytowego nurtu, nie tylko dlatego że „zebrał” więcej głosów (wiadomo czyich i wiadomo dlaczego) ale dlatego że jest „demokratą” to ja nie mam o czym dyskutować z kimś takim.

Wystrzegajcie się ludzie wszelkiego rodzaju demokratów bo oni są za tym żeby małpa dalej latała sobie z brzytwą. 25 lat DEMOKRACJI udowodniło czym ten system jest. Bo demokracje mamy (czy ktoś uważa że w połowie czy w 1/4 bo nie jest zadowolony z jej wyników to już jego problem, ale ona jest!) bo ludzie od 25 lat mają PRAWO GŁOSU! Problemem jest jak z tego prawa korzystają a korzystają tak jak „umieją”… I co? Umieją? 🙂 Myślicie zatem że jak będą JOWy to raptem wyborcy zaczną się przykładać i będą wybierać bardziej świadomie? Na jakiej podstawie zakładacie taki scenariusz? A może ot tak zmienią poglądy? To dlaczego do tej pory tego nie zrobili? Przecież nikt im nie zabronił wybierać inaczej i głosować na partie spoza systemu. Więc czemu po prostu nie wybierają inaczej? Znacie takie powiedzenie, że gdyby wybory miały coś zmienić już dawno byłyby zakazane? Nieee? To zastanówcie się nad tym. Podpowiadam – NIE DA SIĘ wyedukować 30 paru milionów ludzi żeby wybierali dobrze, a przecież bez tego nie można oczekiwać cudów (innych jak opartych na populizmie zwanym „kiełbachą wyborczą” – bo tym się karmi tłum!). Nie powinno się zatem dawać jakiegokolwiek prawa głosu ludziom jeśli nie potrafią prawidłowo wybrać. Owszem można im pozostawić takie prawo, ale tylko do wybierania lokalnego kacyka – w małym okręgu gdzie wszyscy się znają i wiedzą co kto zacz. Wtedy nawet jak źle wybiorą to ich błąd będzie kosztował TYLKO ICH a nie cały naród. Kto zgadnie dlaczego prawo jazdy daje się TYLKO tym ludziom którzy potrafią prowadzić samochód? 😉 (Odys)

PS… ktoś powie: „ale przecież ani TVN ani żadna stacja reżimowa nie promuje Kukiza i nie lansuje jego ugrupowania”. No to ja odpowiadam – oczywiście że nie! 😀 Byliby durniami gdyby w sposób bezpośredni wspierali Kukiza. Wspierają JOWy! i to wystarczy żeby „mądrzy ludzie” „wiedzieli co trzeba”. JOWy są teraz numerem jeden POtrzeb życiowych „zbuntowanych Polaków”! Więc kto krytykuje JOWy (a zrobił to JKM mając absolutną rację!) ten jest wrogiem nr1 , bo nie chce żeby władza trafiła do „lódu” (taki jest właśnie przekaz publiczny).

Powiem krótko – kto zdradził KORWiNa dla JOWów, ten ma na sumieniu utopienie jedynej na polskiej scenie politycznej formacji partyjnej prawdziwie antysystemowej, a przede wszystkim wolnościowej która miała szansę być językiem u wagi dyktującym (ale nie wpisującym się w obecny beton) tak PO jak i PISowi swoją wolę o ile chciałyby te formacje mieć większość zdolną do rządzenia.

PS’… śmiem twierdzić że ten kto doradzał JKMowi ustąpienie na rzecz Kukiza i macanie się z jego „ruchem” jest wilkiem w owczej skórze.

podobne: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i to: Podpatrzone na Interii: „Janusz Korwin Mikke to ostatnia deska ratunku komunistycznej bezpieki” (ale nie tak jak to sobie wyobrażają PISiaki).

Demokracja, kukła

Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do przytomności 🙂 Jeśli nie z powodu tego co napisałem, to może po obejrzeniu materiału filmowego Michalkiewicz o JOW (i Kukizie) 

 

Co przyniesie TTIP? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO.


„…Przebrzmiały protesty w sprawie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), ale mówi się, że  zostawiła ona swoje córki w postaci TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) oraz CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement). CETA już czeka na ratyfikacje, natomiast TTIP jest tworzone w wielkiej tajemnicy –nie znamy zapisów, jakie w nim zaproponowano i obawiamy  się  skutków społecznych i gospodarczych, jakie ten traktat handlowy między UE a USA może spowodować.  Toteż pojawiły się masowe protesty, także w Polsce, na skutek których odtajniono wytyczne, jakimi się kierują negocjatorzy tej największej transatlantyckiej umowy. W dokumencie, który de facto jeszcze nie powstał i jest negocjowany, mowa jest o przygotowaniu do „stworzenia norm globalnych” wymiany handlowej. Czy to oznacza, że WTO już nie wystarcza? Na czym polegałaby wyższość TTIP nad WTO?

 Katarzyna Śledziewska: WTO jest porozumieniem multilateralnym, w którego ramach dokonuje się liberalizacji handlu światowego na zasadach regulowanych przede wszystkim przez klauzulę najwyższego uprzywilejowania (KNU). Oznacza to, że jeśli dajemy przywileje jakiemukolwiek z państw-członków WTO, to te same przywileje winniśmy przekazać innym państwom-członkom WTO. To jest tzw. niepreferencyjna liberalizacja handlu, koncentrująca się przede wszystkim na towarach i usługach.

WTO jest kontynuacją  GATT – układu ogólnego w sprawie ceł i handlu. Jednak od samego początku GATT wiadomo było, że państwa liberalizują politykę handlową dyskryminacyjnie – czyniły tak np. państwa afrykańskie, a  Belgia, Luksemburg, Holandia utworzyły unię celną i na zasadach dyskryminacyjnych liberalizowały między sobą handel.

Kiedy podpisywano GATT, uważano, że te umowy będą krokiem do liberalizacji, spowodują, że państwa będą liberalizować handel najpierw w grupach, a później dojdzie do całkowitej liberalizacji. Pierwszą grupą była EWG, a wcześniej – EWWiS (Europejska Wspólnota Węgla i Stali).

Liczba takich ugrupowań stopniowo narastała, ale jednocześnie w ramach GATT wprowadzano kolejne liberalizacje handlu światowego. Okazało się, że pewne państwa są gotowe szybciej od innych liberalizować handel, a za tym idzie fala wielostronnej liberalizacji.

Od 1995, kiedy powstało WTO, handel światowy – jeśli chodzi o przepływ towarów przemysłowych – jest praktycznie zliberalizowany. Ale problemem są  bariery celne, jak i świadectwa pochodzenia, czego WTO nie jest w stanie zharmonizować.

Z drugiej strony, mamy kwestie pozahandlowe, jak np. ochrona środowiska, własność intelektualna czy prawo pracy. To wszystko ma wpływ na koszty produkcji i pośrednio – na konkurencyjność towarów i kierunki handlu. Z uwagi na wyrafinowane i złożone problemy handlu coraz trudniej jest uzyskać w ramach WTO postęp w negocjacjach światowych. Dla państw rozwijających się te zobowiązania są bowiem coraz trudniejsze do spełnienia.

Mimo postępu  technologicznego, komunikacyjnego, transportowego istnieją więc ciągle przeszkody w handlu międzynarodowym, a zakres liberalizacji jest niewystarczający. Stąd też wzięła się potrzeba zawierania umów bilateralnych pomiędzy państwami, skoro proces umów wielostronnych wyhamował. Takich umów zawarto ok. 300, a UE jest tu liderem.

Polska już wcześniej uczestniczyła w tych procesach, podpisując z EWG w 1992 r. tzw. umowę przejściową, która później stała się układem europejskim, a dotyczącą  liberalizacji handlu. (Było to przygotowanie do akcesji Polski do UE). Wcześniej Polska zawarła też porozumienia handlowe z krajami Grupy Wyszehradzkiej – CEFTA (Central European Free Trade Agreement ), ale i Litwą, Łotwą, Estonią, Turcją,  krajami EFTA (European Free Trade Association), Wyspami Owczymi. Czyli na tej arenie byliśmy b. aktywni, podobnie jak inne państwa z Europy centralnej po rozpadzie bloku wschodniego.

A.L.: Ale  czy to znaczy, że WTO przestało obowiązywać?

K.Ś.: WTO zaczęło spełniać nieco inną rolę niż początkowo. Stało się bardziej zewnętrznym regulatorem, zajmuje się rozstrzyganiem sporów między państwami na tle handlowym. Spełnia też rolę arbitra współpracy handlowej, gospodarczej na świecie.

A.L.: Czy TTIP jest zupełnie nowym porozumieniem, niezależnym od WTO?

K.Ś.: TTIP nie jest czymś nowym. To, że przypisuje się tej umowie wielkie znaczenie polityczne wynika z faktu, iż UE i USA mają bardzo duże ambicje, żeby wprowadzić bardziej wyrafinowane instrumenty liberalizacji handlu. Chodzi m.in. o to, żeby uregulować standardy. I można się tylko dziwić, że taką umowę zaczęto negocjować dopiero teraz. Bo skoro tych dwustronnych umów jest tak dużo, a  główni gracze na świecie jeszcze nic ze sobą nie negocjowali, to można tylko zapytać: dlaczego TTIP powstaje tak późno?

Niemniej należy pamiętać, że TTIP nie przyniesie pełnej liberalizacji w handlu, że jest bardzo wiele wyłączeń,  choćby polityka rolna.

A.L.: Czym zatem jest TTIP?

K.Ś.: TTIP ma dotyczyć zarówno przepływu towarów jak i usług, ma także pozwalać na swobodny przepływ inwestycji i kapitału. Jest to typowo handlowa umowa i najbardziej zaawansowana, regulująca coraz większe obszary – choćby prawa własności intelektualnej. I chociaż tego jeszcze nie wiemy – może się okazać, że bardziej zaawansowana będzie umowa,  jaką USA negocjują z państwami obszaru Pacyfiku. USA były bowiem zawsze za umowami multilateralnymi, rzadko zawierały umowy dwustronne.

A.L.: Jakie są (będą) obszary rozbieżnych interesów, które spowolnią proces tworzenia ostatecznego kształtu tej umowy?

K.Ś.: Jeżeli chodzi o UE, a w tym Polskę, to dużym problemem są różne koszty produkcji, zwłaszcza w przemysłach energochłonnych, bo w USA koszty energii są dużo niższe. Dodatkowo, jesteśmy obszarem, który jest poddany dużej liczbie regulacji.

A.L.: Ale my nie będziemy stroną przy podpisywaniu TTIP – stroną będzie UE. Zgodnie z Traktatem Lizbońskim,  KE decyduje o polityce handlowej wszystkich państw członkowskich…

K.Ś.: Już od chwili naszej akcesji do UE polityka handlowa była w gestii UE, tyle że jej zakres był mniejszy. Od 2004 uczestniczymy w unii celnej, co oznacza, że przyjęliśmy cła UE i oddaliśmy w ręce KE nasze suwerenne prawo do prowadzenia własnej polityki handlowej. Taka jest zasada, kiedy się wchodzi do unii celnej. Tyle że od 2009 r. zakres polityki handlowej będącej w gestii UE jest bardzo rozszerzony – nie tylko o przepływ towarów i usług, ale i o inwestycje. 

A.L.: Czyli właściwie nasze stanowisko w sprawie TTIP nie ma znaczenia?

K.Ś.: Ma znaczenie, bo jesteśmy państwem członkowskim i możemy w ramach dyskusji w PE wyrażać swoje opinie co do treści zawieranych umów. Problem polega na tym, że tego typu umowy negocjuje KE i musi to robić w pełnej tajemnicy, aby nie ujawniać przedwcześnie swoich propozycji wobec USA. Mamy też wpływ na ich przyjmowanie, gdyż te umowy muszą być ratyfikowane przez nasz parlament. KE przed negocjacjami nie może nie brać pod uwagę stanowisk państw członkowskich. Trzeba jednak pamiętać, że Polska ma prawo nie podpisać tego traktatu.

A.L.: To, co budzi największe obawy w tym traktacie to mechanizm ISDS, w którym zawarty jest arbitraż w sprawach spornych między koncernami a państwami. Czyli konfliktów nie rozstrzygają sądy, ale międzynarodowy trybunał arbitrażowy, którego członków powołują strony konfliktu i którego procedowanie jest inne niż sądów.

K.Ś.: To jest związane z rozstrzyganiem sporów przy inwestycjach, ale tutaj nie ustalono ostatecznych rozwiązań, nie wiemy jak to będzie wprowadzone. Nie wiemy zatem, czy ten arbitraż  będzie rozwiązaniem niebezpiecznym dla państw europejskich, gdzie prawo jest stanowione inaczej niż w USA. Stąd pewnie i ta obawa, że skoro my nie mamy doświadczenia, a zostaną wprowadzone rozwiązania znane prawnikom USA, to będziemy przegrywać.

A.L.: A rolnictwo i produkcja żywności? Tutaj różnice są ogromne i trudne porozumienie.

K.Ś.: Na pewno będzie budzić kontrowersje, bo zarówno USA jak i UE bardzo chronią swój sektor rolny. To, czego obawiają się mieszkańcy Europy, to dopuszczenie przez KE na unijny rynek drobiu amerykańskiego, produkowanego w sposób nieakceptowany przez UE, nie spełniający norm unijnych.

A.L.: Karmiony hormonami, dezynfekowany chlorem, itp.

K.Ś.: Równie duże kontrowersje budzą organizmy GMO. Jest takie nastawienie, aby ich do Europy nie wpuszczać. Jednak z tego, co wiem, polscy przedsiębiorcy boją się, że nawet jeśli będzie zakaz, to kontrola żywności może nie być szczelna, co będzie furtką do liberalizacji handlu. Ale jeśli my nie wpuścimy żywności amerykańskiej, USA nie wpuści też  europejskiej żywności na swoje terytorium. Czyli nie powinniśmy wówczas liczyć na eksport żywności na tamten rynek.

A.L.: Kolejną sprawą budzącą niepokój Europejczyków jest ochrona zdrowia. Jest to związane z odmiennymi zasadami patentowania w UE i USA oraz prywatyzacją placówek medycznych, co w przypadku państw biedniejszych mogłoby zrujnować służbę zdrowia.

K.Ś.: Ciekawe były przecieki z umowy, jaką USA negocjują w regionie Pacyfiku. USA zależy na szczelnej ochronie przemysłu farmaceutycznego, co chce osiągnąć m.in. poprzez wydłużenie ochrony na leki stosowane od dawna, ale co jakiś czas występujące w nowej formie podania. Ale i ochronie usług medycznych, gdyż w USA można patentować technologie, zatem i procedury medyczne, takie jak sposób operowania, leczenia psychologicznego, itd. I to zostało zapisane w umowie z państwami regionu Pacyfiku. Wprowadzenie do Europy takich zapisów wywróciłoby systemy opieki medycznej we wszystkich państwach. W Europie nie patentuje się bowiem procedur medycznych. Jest tu pytanie, czy ten obszar należy do TTIP wprowadzać, podobnie jak rolnictwo.

A.L.: Internauci i informatycy obawiają się z kolei  rozwiązań z zakresu własności intelektualnej oraz ochrony danych osobowych.

K.Ś.: Informatycy obawiają się patentowania programów informatycznych – ale nb. wiele osób, jeśli stworzy dobre programy wyjeżdża do USA, żeby je tam opatentować i czerpać z tego korzyści. W Europie jest jednak inne podejście.

Ale choć świat cyfrowy ma coraz większe znaczenie dla rozwoju gospodarki, ja bym jednak widziała większe zagrożenie w TTIP dla przemysłów tradycyjnych, choćby dla przemysłu chemicznego. Bo z jednej strony, mamy wysokie ceny energii, a z drugiej – bardzo wiele uregulowań (np. związanych z ochroną środowiska), co zwiększa koszty produkcji. W przypadku liberalizacji handlu – taki przemysł nie będzie konkurencyjny. Ale na tym etapie trudno przesądzać kształt traktatu, który z pewnością będzie obszernym dokumentem (traktat NAFTA liczy 2 tys. stron, a dotyczy tylko liberalizacji przepływu towarów, w mniejszym stopniu usług). Jednak nie da się przez takim traktatem uciec.

A.L.: Czy przeciętny Kowalski winien się bać zapisów tego traktatu?

K.Ś.: Przeciętny Kowalski powinien się interesować takim traktatem, gdyż  TTIP może mieć bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę. Dzięki niemu pojawią się nowe rynki zbytu, będzie możliwość swobodnego wyjazdu do pracy.

A.L.: Teraz też można wyjeżdżać, z czego skorzystało już ponad 2 mln Kowalskich…

K.Ś.: Tak, ale USA są bardziej atrakcyjnym rynkiem dla działalności gospodarczej. (Oczywiście TTIP nie da nam wiz i nie powinniśmy tego oczekiwać). Jest to więc szansa na rozwój. Trzeba jednak pamiętać, że zarówno UE jak i USA mają problem ze sprostaniem globalnemu rynkowi. Bo jest stagnacja, jeśli chodzi o współpracę gospodarczą na świecie –   maleje w niej udział zarówno USA jak i UE. Stąd TTIP jest pomysłem na pobudzenie tej współpracy, stworzenia nowych standardów w handlu światowym, może uregulować na nowych zasadach światowy handel.

A.L.: TTIP ma ponoć zlikwidować też bezrobocie…

K.Ś.: KE zamówiła prognozy skutków wprowadzenia TTIP – ta dla całej UE jest bardzo pozytywna. Podobną prognozę zrobiono dla Polski, z której wynika, że w niektórych sektorach – np. chemicznym – może nastąpić spadek produkcji i spadek zatrudnienia. Wszystko więc zależy od tego, co zostanie wynegocjowane w polityce energetycznej – czy będziemy mogli kupować tani gaz z USA, co pozwoliłoby nam obniżyć koszty produkcji i uzyskać większą konkurencyjność naszych wyrobów. Skutki TTIP mogą więc być i negatywne dla Polski. Trzeba też pamiętać, że UE nie negocjuje umów w interesie Polski, ale całego obszaru UE.

A.L.: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad został opublikowany w Nr 11 (194), listopad 2014 miesięcznika „Sprawy Nauki”.

źródło: geopolitics.org.pl

„Setki tysięcy ludzi na całym świecie wzięło udział w ponad 500 protestach przeciwko umowie handlowej Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi. Jej przeciwnicy uważają, że wdrożenie zawartych tam regulacji jest w interesie korporacji transnarodowych oraz w celu ułatwienia dostępu amerykańskich towarów i firm do rynków europejskich.

Nasi władcy wyciągnęli wnioski z nieudanego wdrożenia postanowień ACTA i treść umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) jest tajna. Mimo to do organizacji pozarządowych docierają sygnały, że celem nowego prawa będzie uprzywilejowana pozycja korporacji, na przykład poprzez konieczność rozstrzygania ewentualnych sporów handlowych przed amerykańskimi sądami. Istnieją też obawy, że USA zaleje Europę swoją żywnością GMO, która nie jest tam nawet w żaden sposób znakowana.

Do działań przeciwko umowie o wolnym handlu między USA i UE dołączyło ostatnio wiele ruchów społecznych, w tym organizacji ekologicznych i związków zawodowych. Największa demonstracja przeciwko TTIP odbyła się w Madrycie, gdzie według organizatorów, wzięło w niej udział około 50 tysięcy ludzi. Aktywiści wznosili okrzyki takie jak „Nie jesteśmy towarem – jesteśmy ludźmi!”, „Nie będziemy płacić za to porozumienie”, „Zatrzymajcie TTIP, bez względu na koszty”, „To porozumienie to zamach” czy też po prostu „Nie dla pszenicy GMO”.

Protesty trwają również w Niemczech, Francji i wielu innych krajach, ale telewizje dezinformacyjne zapomniały o tym donieść. Licznie gromadzącym się manifestantom nie podobają się między innymi pomysły odnośnie obniżenia wymagań dla standardów żywnościowych i ochrony środowiska w przedsiębiorstwach.

Tysiące demonstrantów nie zgadzają się na to, że istnieje ryzyko, iż TTIP w znacznym stopniu ograniczy nasze i tak już szczątkowe prawa obywatelskie otwierając furtkę do nadużyć ze strony korporacji amerykańskich, które zyskają prawo do rozstrzygania sporów prawnych z innymi podmiotami lub obywatelami i to na własnych zasadach, w obrębie jurysdykcji sądów za Atlantykiem.

Ponadto przeciwnicy umowy krytykowali to, że nie jest ona dyskutowana publicznie tylko proceduje się ją w sposób tajny, w zaciszu gabinetów biurokratów z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Można podejrzewać, że tajność ustaleń ma jakiś cel, na przykład ukrycie przed opinią publiczną potencjalnie dla niej niebezpiecznych zapisów.

Chyba tylko nieliczni konsumenci telewizyjnej propagandy sukcesu, wierzą w to, że umowa TTIP będzie czymś pozytywnym, co w znaczący sposób poprawi konkurencyjność UE i USA. Wszystko wskazuje na to, że będzie ona wykorzystywana do pacyfikowania konkurencji dla transnarodowych korporacji. Z kolei poprzez otwarcie rynku unijnego na żywność GMO, umowa TTIP ma szanse stać się ważnym aktem prawnym mającym stymulować depopulację poprzez zwiększenie ilości przypadków chorób onkologicznych”

źródło: zmianynaziemi.pl

podobne: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Globalna gospodarka. Ekonomiczne konsekwencje po mistrzostwach dla Brazylii. Rozmowy o handlu UE z USA

„…Właściwie rzecz jest częścią większego procesu, obejmującego kilka podobnych umów – pomiędzy Unią Europejską a Kanadą, pomiędzy USA a państwami azjatyckimi etc. Wszystkie one mają uwolnić świat od „pozataryfowych barier” dla wolnego handlu. Czytaj: w jak największym stopniu usunąć wszelkie przepisy, regulacje, normy, prawa konsumenckie, pracownicze czy prawa człowieka, które przeszkadzają koncernom w maksymalizowaniu zysków.
Szczegóły toczących się negocjacji objęte są paranoiczną, omalże sowiecką tajemnicą – nie znają ich nawet rządy państw, których zgoda teoretycznie będzie niezbędna dla wejścia traktatu w życie (choć szykowana jest, jak się zdaje, ścieżka obejścia ewentualnych sprzeciwów), a nielicznym dopuszczonym do sekretu dygnitarzom nie wolno robić żadnych notatek ani nikomu mówić, z czym zapoznali się w tajnej czytelni.
A sprawa negocjowana jest w praktyce po wszystkich stronach przez lobbystów ponadnarodowych korporacji. Po stronie USA niezależność demokratycznych w teorii władz od takich lobbies pokazał już kryzys bankowy (polecam po raz kolejny film „Inside Job” Charlesa Fergusona), a co do Komisji Europejskiej – jest przecież kierowana przez luksemburskiego cwaniaczka od wielkiego „optymalizowania podatków” w tamtejszych bankach, a w jej składzie zasiada bezwstydnie sześciu jawnych lobbystów, którzy zanim trafili do europejskiej władzy wykonawczej, latami byli brukselskimi przedstawicielami korporacji finansowych handlujących żywnością i energią.
Naiwnym mówi się, że chodzi o wolny rynek. Że wolny handel to rozwój, postęp, wyjście świata z biedy. To gadki dla frajerów – takie same jak opowiadano w wieku XIX, uzasadniając „misję białego człowieka” w Afryce i na innych kolonizowanych kontynentach.
Wolny handel to świetna sprawa tam, gdzie jest wolny rynek, a wolny rynek jest tam, gdzie jest wolna konkurencja, równość szans. W świecie oligopolu potężnych korporacji, zabezpieczonych przed mechanizmami rynku i konkurencji przez cesarskie i królewskie przywileje i monopole… pardon, przez regulacje demokratycznych rządów, które demokratycznie wygrały wybory dzięki otrzymanej od tychże koncernów kasie – o żadnym wolnym rynku nie ma mowy. To czysty feudalizm, wyzysk i ekonomiczna przemoc, sprowadzająca wszystko na świecie do zasady, że ten, kto ma więcej pieniędzy, może zrobić z tym, co ma ich mniej, a zwłaszcza tym, co nie ma ich wcale, co chce.
Można się domyślać, że w tej tajności chodzi o skrócenie do minimum batalii o wciśnięcie TTiP Europie i Ameryce. Wprawdzie po obu stronach oceanu większość wyborców, jeśli coś o sprawie wie, to jest jej mocno przeciwna, ale „demokracja liberalna” dawno już nauczyła się sobie radzić z głosem głupich mas, nie rozumiejących, co jest dla nich dobre. W grze są niewyobrażalne pieniądze i łatwo się domyślić, że gdy już lobbyści obu stron ten globalny szwindel wynegocjują, to rzucone one zostaną na pijar, na korumpowanie lokalnych rządów i miażdżenie oporu…” (Rafał Ziemkiewicz – Globalny szwindel w cieniu małpiarni)

KE: zielone światło dla 19 GMO.

24.04.2015 (IAR) – Na unijnym rynku pojawią się nowe produkty genetycznie modyfikowane. Komisja Europejska dała zielone światło dla importu 17 rodzajów kukurydzy, soi, bawełny i rzepaku stosowanych jako żywność i pasza oraz 2 rodzajów goździków.

Jak czytamy w komunikacie Komisji „wszystkie GMO, jakie zostały zaakceptowane są bezpieczne”. Przeszły bowiem pełną procedurę autoryzacji, w tym kluczową ocenę Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności. Ostateczną decyzję w tej sprawie podjęła Komisja Europejska, gdyż państwa członkowskie nie były w stanie przegłosować jasnego stanowiska. Dotychczas na liście produktów wykorzystywanych jako pasza i żywność, które uzyskały zgodę na import do Wspólnoty było 58 organizmów. W tym tygodniu Bruksela zaproponowała, aby państwa członkowskie miały większą swobodę w zakresie ograniczania lub zakazywania stosowania GMO na swoim terytorium nawet po tym jak zostaną one zatwierdzone przez Unię Europejską. Aby to zrobić trzeba będzie jednak udowodnić, że powody takiego wyłączenia są inne niż te wynikające z ryzyka dla zdrowia lub środowiska. Propozycja Komisji w tej sprawie musi być jeszcze przyjęta przez unijne kraje oraz Parlament Europejski.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/K.P.

…prawdziwie to „wolna ręka”, skoro musi być zgodna z unijnymi normami 😀

podobne: PO cichu (1 „Ruch”em) wprowadzono przepisy o stosowaniu GMO w Polsce (UE zostawiła państwom wolną rękę). Nowy Program Rozwoju Obszarów Wiejskich okiem eksperta. oraz: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji. i to: 19 krajów UE (przeciw 5) apeluje o niedopuszczenie do uprawy kukurydzy GMO, ale to za mało.

 Koń Trojański

Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym. Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku. Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni ale prawdę zataili. Putin wykorzystuje tragedię smoleńską (podobnie jak Stalin używał Katynia) do rozgrywek politycznych.


1. Historycy: Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym.

03.04.2015 (IAR) – Polacy w 1940 roku byli mordowani w trybie specjalnym – przypominają historycy. 75 lat temu NKWD rozpoczęło wywóz polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. 3 kwietnia 1940 ruszyły pierwsze transporty śmierci z jeńcami z Kozielska do Katynia.

Był to początek zbrodni, której dokonano w Katyniu, Charkowie i Miednoje. NKWD wymordowało wówczas blisko 22 tysiące obywateli polskich wziętych do niewoli po agresji ZSRR na Polskę w 1939 roku.

Jak przypomina profesor Wojciech Materski, polscy jeńcy zostali objęci na rozkaz Stalina specjalną procedurą. To był tryb – wyjaśnia historyk – w którym nie trzeba było stawiać wniosku na forum sądowym, fatygować prokuratora, obrońcy, oskarżonych. Po prostu „trzech panów” zamykało się w pomieszczeniu, brało odpowiednie dokumenty i tworzyło listy śmierci. W ten sposób – dodaje profesor Materski – skazano i wymordowano od 4 kwietnia do 15 maja 1940 roku prawie 22 tysiące ludzi, bez formalnego wyroku, bez procedur, które dawałby szansę na obronę. Założenie było jedno – przypomina naukowiec – „polscy jeńcy są kontrrewolucjonistami, są niebezpieczni, niepotrzebni trzeba ich zabić”.

Historyk Witold Wasielewski podkreśla, że egzekucje przeprowadzono z makabryczną precyzją. Poszczególnych oficerów sprowadzano do celi więzienne w piwnicy, tam z zaskoczenia strzelano im w tył głowy. Następnie przez specjalne okienko zwłoki wyrzucano na stojącą przy budynku ciężarówkę.

Wśród zamordowanych w ten bestialski sposób byli nie tylko oficerowie Wojska Polskiego, ale także policjanci, urzędnicy, uczeni, profesorowie wyższych uczelni, artyści, lekarze, nauczyciele i prawnicy.(…)

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Witold Banach/dabr

podobne: 70. rocznica ujawnienia zbrodni katyńskiej. i to: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków!

2. MSZ: Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni katyńskiej ale prawdę zataili. Kunert: Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku.

02.04.2015 (IAR) – Brytyjczycy w czasie II wojny wiedzieli kto dokonał zbrodni katyńskiej, ale prawdę zataili. Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowało 62 brytyjskie dokumenty z lat 1942-1980 dotyczące tej zbrodni. Wynika z nich, że zarówno Winston Churchill, jak i jego następcy w imię poprawnych stosunków ze Związkiem Radzieckim, nie chcieli ujawnić tragicznej dla Polaków prawdy.

Historyk MSZ Piotr Długołęcki wyjaśnia, że archiwalia jednoznacznie dowodzą, że Brytyjczycy mieli pełną wiedzę o zbrodni z 1940 roku popełnionej przez sowietów na polskich jeńcach. Strona brytyjska dysponowała dokumentami przekazanymi przez polskie władze, materiałami swojego wywiadu, a także przechwyconymi niemieckimi depeszami, z których jasno wynikało, kto dokonał zbrodni. Brytyjczycy mieli też wgląd w materiały niemieckiej komisji lekarskiej, która prowadziła prace w Katyniu.

MSZ wśród dokumentów opublikował między innymi utajniony przez Churchilla raport Owena O’Malleya z 1943 roku, który jednoznacznie wskazywał na odpowiedzialność sowietów.

Piotr Długołęcki tłumaczy, że wśród archiwaliów znalazły się też dokumenty z lat 50-tych ubiegłego wieku. Ukazują one między innymi stosunek Brytyjczyków do przedstawicieli Komisji Śledczej Kongresu USA do Zbadania Zbrodni Katyńskiej pod przewodnictwem Raya Maddena. Pracownicy Foregin Office – tłumaczy badacz – piętrzyli problemy administracyjne, nie przekazali Amerykanom żadnych dokumentów, a także nie wskazali miejsca pobytu świadków, którzy przebywali w Wielkiej Brytanii.

Piotr Długołęcki wyjaśnia, że opublikowane dokumenty z lat 70-tych ubiegłego wieku ukazują też niechęć Brytyjczyków do budowy pomnika katyńskiego w Londynie. Historyk wyjaśnia, że w sprawie budowy pomnika protestowały ambasady PRL-u i Związku Radzieckiego, a te protesty Brytyjczycy przyjmowali z „bardzo dużą życzliwością”. Strona brytyjska – podkreśla badacz – robiła wszystko, by zahamować tę inicjatywę i nie dopuściła do budowy pomnika w centrum Londynu. W efekcie powstał on na obrzeżach miasta na kościelnej działce.

Dokumenty ukazują też zmianę polityki brytyjskiej po 1979 roku, po dojściu do władzy Margaret Thatcher.

Archiwalia zostały opublikowane na kilka dni przed 75 rocznicą rozpoczęcia rozstrzeliwania ponad 21 tysięcy polskich jeńców, którzy trafili do sowieckiej niewoli w 1939 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/K.P.

podobne: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina. oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa.

03.04.2015 (IAR) – Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku – uważa gość radiowej Jedynki profesor Andrzej Kunert. Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dodaje, że Katyń w niesłychanie wyrazisty sposób pokazuje, że niestety można w imię wielkich interesów poświęcać prawdę.

Profesor Kunert mówił, że Katyń był też kłamstwem założycielskim Polski Ludowej. Naturalną konsekwencją tej zbrodni było stworzenie, przy ogromnym udziale władz sowieckich, nowych, alternatywnych struktur komunistycznej władzy w Polsce. Historyk podkreślił ponadto, że zbrodnia katyńska była wymierzona w Drugą Rzeczpospolitą. „Mocodawcy świetnie zdawali sobie sprawę, kto jest najmocniejszym przeciwnikiem systemu” – skonstatował.

Poranny gość Polskiego Radia zapewnił, że mauzoleum upamiętniające ofiary zbrodni komunistycznych na Powązkach zostanie zbudowane w planowanym terminie. Dzisiaj w Rada ogłosi ostatecznego zwycięzcę konkursu na projekt mauzoleum. Decyzję podejmuje Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, bo w konkursie organizowanym przez SARP na koncepcję architektoniczną mauzoleum zwycięzca naruszył prawa autorskie. Narodowy pogrzeb polskich bohaterów ma odbyć się we wrześniu.

Informacyjna Agencja Radiowa/Jedynka/esz

3. Historycy: Stalin sprytnie wykorzystał ujawnienie informacji o zbrodni katyńskiej przez Niemców. Rosja wykorzystuje tragedię smoleńską do rogrywek politycznychOpinie: Kowal: teorie spiskowe to wynik sposobu prowadzenia śledztwa smoleńskiego.

13.04.2015 (IAR) – Stalin sprytnie wykorzystał ujawnienie informacji o zbrodni katyńskiej przez Niemców – przypominają historycy. Dziś obchodzimy dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, który przypada w rocznicę ujawnienia przez Niemców informacji o odnalezieniu masowych mogił polskich oficerów w lesie katyńskim, zamordowanych przez Sowietów. 11 kwietnia 1943 roku Agencja Transocean nadała komunikat o odnalezieniu zwłok kilku tysięcy polskich żołnierzy. 13 kwietnia informacje te powtórzyło Radio Berlin, tego dnia również w okupowanej Polsce usłyszano o makabrycznym odkryciu.

Historyk doktor Sławomir Kalbarczyk tłumaczy, że dla polskich władz na uchodźstwie było to tragiczne potwierdzenie podejrzeń co do losu polskich jeńców, jednak Stalin potrafił niewygodną prawdę wykorzystać. Stalin uważał, że polskie władze w Londynie sprzymierzyły się z Niemcami i oskarżają o zbrodnię Sowietów. Tym samym – tłumaczy doktor Kalbarczyk – przywódca Związku Radzieckiego „nie widział innej możliwości jak tylko zerwanie kontaktów z rządem polskim”.

Choć Polska była w koalicji antyhitlerowskiej ze Związkiem Radzieckim to Stalin, przy biernej postawie Brytyjczyków i Amerykanów, zdecydował się na ten krok i oznajmił to w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku. Tym samym, niemiecka kampania pomogła Stalinowi tworzyć nowe, zależne od niego polskie władze – wyjaśnia historyk doktor Marcin Przegiętka. Jak tłumaczy w tamtym czasie, krótko przed ujawnieniem informacji o zbrodni, w Moskwie doszło do utworzenia Związku Patriotów Polskich, z którego w przyszłości wywodził się rząd pozostający w ścisłej współpracy z Sowietami.

Zarazem – tłumaczy doktor Kalbarczyk – w odpowiedzi na niemiecką kampanię informacyjną, Sowieci rozpoczęli już 15 kwietnia 1943 roku akcję propagandową, która miała z nich zdejmować odpowiedzialność za zbrodnię. Sowieci twierdzili, że polskich jeńców, pracujących na terenach, które zajęli Niemcy w 1941 zamordowali, ci którzy informację ujawnili czyli właśnie Niemcy.

Taka wersja zbrodni katyńskiej była podtrzymywana do 1990 roku kiedy to 13 kwietnia ówczesne władze radzieckie przyznały, że blisko 22 tysiące polskich jeńców wojennych zostało z rozkazu Stalina rozstrzelanych wiosną 1940 roku przez NKWD.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/sk

podobne: Katyń przeszkadzał koalicji zachodu z ZSRR oraz: Adam Wielomski: Błędy polityki generała Sikorskiego. Dlaczego Polska nie dogadała się z ZSRR? i to: Poncjusz Piłat mieszka w Strasburgu czyli… Jałta nie pierwsza i nie ostatnia.

10.04.2015 (IAR) – Podobnie jak zbrodnię katyńską, Rosja wykorzystuje tragedię Smoleńską do rozgrywek politycznych. Tak uważa poranny gość Polskiego Radia Katowice, Zbigniew Gołasz z katowickiego oddziału IPN.

Zwraca on uwagę, że fakt przetrzymywania przez stronę rosyjską pięć lat głównego dowodu w śledztwie – czyli wraku samolotu oraz brak chęci wydania go Polsce, świadczy o tym, że Rosji nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. „To wygodne narzędzie w rozgrywkach politycznych” – dodaje Zbigniew Gołasz.

Od katastrofy prezydenckiego Tupolewa pod Smoleńskiem mija dzisiaj pięć lat. W wypadku zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z żoną, a także ostatni prezydent RP na uchodźstwie, generałowie, parlamentarzyści, urzędnicy państwowi, duchowni, przedstawiciele rodzin katyńskich, załoga i funkcjonariusze BOR. W wielu miejscach w kraju odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary tragedii.

IAR/Dorota Stabik, Jerzy Zawartka PR Katowice/jj

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych. oraz: Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?

10.04.2015 (IAR) – W opinii Kowala istnieje ścisły związek pomiędzy pojawieniem się teorii spiskowych dotyczących katastrofy, a sposobem prowadzenia śledztwa w tej sprawie. Począwszy od tego, że nie mamy czarnych skrzynek i bazujemy na tym, co dadzą nam Rosjanie, a zaufanie do nich jest zerowe.

Były sekretarz stanu w MSZ zwraca też uwagę, że teorie spiskowe towarzyszą niemal wszystkim wielkim wydarzeniom na świecie, więc nie ma się dziwić ich pojawianiu, choć w przypadku katastrofy smoleńskiej ten termin nie do końca w jego opinii pasuje. To raczej różne wersje wypadku, których nie da się ani w pełni udowodnić, ani zanegować, ponieważ materiał dowodowy znajduje się w Rosji. Brak zaufania do śledztwa i kolejne wersje wydarzeń owocują rozmaitymi interpretacjami – uważa Paweł Kowal. Jednocześnie sami eksperci w jego opinii mogą w takich warunkach określać jedynie prawdopodobieństwo przyczyn katastrofy, a nie jej faktycznie przyczyny.

Katastrofa rządowego Tu-154 miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku. Zginęło w niej niemal 100 spośród najważniejszych w państwie osób. Celem ich lotu było uczestnictwo w obchodach 70 rocznicy zbrodni katyńskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa/P.Pawełek/buch

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

…To już 5 lat odkąd w Polsce mamy do czynienia z jednej strony z potrzebą kultu mitu „męczeństwa smoleńskiego” – lansowanym przez PIS dla potrzeb politycznych obarczenia prominentnych działaczy PO „współudziałem w morderstwie”, z drugiej zaś z zachowawczą (uległą wobec Rosji czy ze strachu czy z innych pobudek to już mniejsza o to) postawą środowiska PO, które boi się wyjaśniania tej tragedii i odpowiedzialności przed polskim społeczeństwem za własną nieudolność. Zamiast tego PO woli straszyć swój elektorat i resztę społeczeństwa złym Putinem, udając że wszelkie naciski na zwrot wraku to niemal wypowiedzenie wojny Rosji.

Tymczasem wrak i czarne skrzynki są w rękach Rosji, a jej służby prawdopodobnie znają przyczynę tragedii smoleńskiej (taj jak prawdopodobnie znają ją Amerykanie). Wiedza ta (a w zasadzie nasza niewiedza), pozwala Rosji szermować do woli dowodami w tej sprawie i rozgrywać co jakiś czas polską scenę polityczną. Rosja z oczywistych dla siebie powodów (sianie chaosu, dezinformacji i strachu w polskim społeczeństwie) nie widzi konieczności by rozwiewać jakiekolwiek wątpliwości Polaków w tej sprawie.

Osobiście z czystym sumieniem mogę powiedzieć tylko tyle, że NIE WIEM do tej pory co było przyczyną tragedii. Bo to nie jest kwestia prawdopodobieństwa czy wiary w jakąś z wersji. Tu albo się coś wie albo nie, bo dopiero na podstawie wiedzy można szermować oskarżeniami i rozliczeniami a co dopiero prawdą i faktami do których klucze w postaci wraku i czarnych skrzynek trzyma Rosja… Odys

podobne: Kolejna rocznica „katastrofy w Smoleńsku” – zimna wojna trwa oraz: Telefony w sprawie Smoleńska i to: Stanisław Michalkiewicz: „Z gadzinowego funduszu” czyli… NPW albo „brzoza warszawska”.

źródło: stooq.pl

Rajmund Gałecki - Katyń-Smoleńsk 1940-2010

Rajmund Gałecki – Katyń-Smoleńsk 1940-2010

Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego).


1. Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie.

16 grudnia 2014 r. rubel wpadł w konwulsje i zanotował niespotykanie głęboki spadek wartości, a dzień ten szybko nazwano „czarnym wtorkiem”. Nastąpiło to tuż po tym, jak centralny bank Rosji podjął całkowicie zaskakującą dla rynku decyzję o podwyższeniu stóp procentowych aż do 17 pkt proc. Na przekór panicznym, płynącym z wielu stron nawoływaniom o interwencję, szefowa banku centralnego uznała, że tym razem nie będzie walczyć z rynkiem. – Spekulantom należy się zimny prysznic – miała wtedy powiedzieć. Dziś Elwira Nabiullina, bo o niej mowa, triumfuje – wszystko wskazuje na to, że groźba katastrofy gospodarczej Rosji została zażegnana, a rubel mozolnie, ale konsekwentnie umacnia się w stosunku do dolara.

Obecnie za dolara płaci się ok. 57,5 rubla, co oznacza, że od „czarnego wtorku” rubel umocnił się o niemal jedną piątą. To najlepszy wynik wśród walut gospodarek rozwijających się.

Nie oznacza to jednak, że Rosja kryzys ma już za sobą, wręcz przeciwnie. Gospodarka tego kraju szybko zmierza w stronę głębokiej recesji, inflacja szaleje, wpływy budżetowe z powodu taniej ropy są tak mizerne, że Kreml musiał zarządzić drastyczne cięcia wydatków, a sektor bankowy chwieje się w posadach. Ale grożący Rosji jeszcze w grudniu krach gospodarczy, porównywalny do załamania z 1998 r. najprawdopodobniej został zażegnany.

Po zaskakującej podwyżce w połowie grudnia, Nabiullina w nowym roku podjęła kolejne, także nieoczekiwane przez rynek zmiany wysokości stóp procentowych. W styczniu nagle obcięła je do 15 proc., a w marcu do 14 proc. To pokazało, że szefowa banku centralnego nie poddaje się presji rynku, lecz odgrywa na nim kluczową rolę i trzeba się z nią liczyć.

Gdy pod koniec roku doradcy Putina mocno naciskali na wprowadzenie kontroli przepływu kapitału, Nabiullina nie tylko ostro się temu przeciwstawiła, ale także przeforsowała wcześniejsze, niż planowano uwolnienie kursu rubla.

To był przełomowy moment, ponieważ przekonała wówczas Putina do zastosowania rynkowego rozwiązania problemu, który zagrażał całemu systemowi bankowemu Rosji – ocenił szef rosyjskiego oddziału banku UBS Rair Simonyan, cytowany przez Bloomberga.

Warto pamiętać, że gdy szefowa banku centralnego podejmowała te wszystkie decyzje, były one niezwykle ryzykowne, ponieważ sytuacja gospodarcza w Rosji była wtedy bardzo dynamiczna i nieprzewidywalna, a groźba gwałtownych wydarzeń o skali porównywalnej z „czarnym wtorkiem” wisiała niemal cały czas.

Kilka dni temu minister finansów Anton Siłuanow stwierdził, że najgorsze Rosja ma już za sobą. Wprawdzie w ostatnich miesiącach tego typu deklaracje rosyjskich decydentów, będące próbami zaczarowania rzeczywistości, były dla nich raczej ośmieszające, tym razem nie sposób się nie zgodzić z ministrem.

Po zwycięskiej grudniowej konfrontacji, Elwira Nabiullina już nie musi rzucać na rynek miliardów dolarów z rezerw, by ratować rubla, rosyjska waluta radzi sobie już sama. Teraz szefowa banku centralnego może skoncentrować się na działaniach zmierzających do ożywienia strupieszałej gospodarki. Jej największym problemem jest utrzymanie przy życiu banków, które nie tylko zostały w dużej mierze odcięte od kapitału, ale także zmagają się z lawinowo rosnącą liczbą złych kredytów…”

całość tu: biztok.pl

podobne: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś. oraz: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.

…być może właśnie w celu ratowania sektora bankowego Putin zdecydował się na dość ryzykowny ale bardzo śmiały a może nawet zbawienny (jeśli w odpowiedni sposób pokierowany) dla rosyjskiej gospodarki krok…

2. Trader21: Czy Putin znacjonalizował Bank Centralny Rosji?

„Kilka dni temu w mediach na moment pojawiła się informacja, iż Putin znacjonalizował Bank Centralny Rosji. Takie wydarzenie miałoby ogromne znacznie na gruncie politycznym gdyż oznaczałoby wyłom w zarządzanym przez rodzinę Rotschildów globalnym systemie monetarnym?

Najwidoczniej słowa „Dajcie mi kontrolę nad pieniądzem, a nie będzie mnie interesować kto stanowi prawo” wydają się przechodzić do lamusa.” (źródło informacji i komentarz w postaci materiału filmowego tu: independenttrader.pl)

…Putin może się cieszyć z suwerenności tylko wtedy kiedy użyje waluty (z głową!) raz – do rozwoju gospodarki Rosji, by była ona na tyle silna żeby mogła z kolei wspierać rubla w jego suwerennym umacnianiu się (wzroście „wartości” względem obcych walut), a dwa – nie zacznie się zwiększanie ilości nowych rubli w obiegu. W przeciwnym wypadku obywatele Rosji będą mieli przekichane. Najważniejsze jest bowiem JAK i do czego Putin wykorzysta suwerenność rubla. Jeśli nakupuje za nowy dodruk broni i innych niekonsumpcyjnych „dóbr”, to ja dziękuję za taką „suwerenną politykę” 🙂 Stalin już kiedyś przerabiał gospodarkę Rosji na tory „rozwoju” (przemysłu zbrojeniowego) i wiadomo jak to się skończyło. Gdyby jednak ktoś nie wiedział, to polecam obejrzeć G. Brauna „Transformacja”.

Ogłosić suwerenność banku centralnego a wykorzystać tę suwerenność z korzyścią dla własnego kraju to dwie różne kwestie. Wykładnią jest ZAWSZE bogacenie się narodu (nie wspominając o równym dostępie obywateli do rynku – w tym przedsiębiorczości, jak i o innych swobodach obywatelskich), wzrost gospodarczy a przez to wzrost prestiżu takiego państwa (narodu) a w związku z tym również jego waluty na arenie międzynarodowej. Sama nacjonalizacja banku jeszcze wiosny nie czyni. Dopiero konkretna polityka monetarna wskaże w jakim kierunku idzie Rosja ze swoją walutą. I to dopiero będzie informacja warta uwagi oraz dalszego śledzenia ze względu na skutki. Równie ważna (o ile nie ważniejsza) będzie też reakcja banksterki na ten ruch, bo dopiero „jakaś” reakcja będzie oznaczała że coś rzeczywiście ważnego zaszło. Wiele psów zrywało się już z łańcucha tylko po to żeby zdechnąć z głodu. Pożywiom uwidzim.

krótki tekst autorstwa Pana Michalkiewicza o tym jak „to” (system pieniądza „uznaniowego”) działa…

„…o ile dawny dziedzic był rzeczywiście właścicielem ziemi, a więc realnie istniejącej wartości, to bank jest pośrednikiem w dystrybucji pieniądza fiducjarnego, kreowanego przez banki emisyjne dosłownie z niczego. Banki emisyjne produkują z niczego walutę, którą obywatele muszą posługiwać się pod rygorem odpowiedzialności sądowej na zasadzie wydawanych przez rządy przepisów o prawnym środku płatniczym. Warto zwrócić uwagę, że rządy przeważnie są właścicielami banków emisyjnych, z którymi wchodzą w rodzaj przestępczej zmowy na szkodę własnych obywateli. Fiducjarny pieniądz produkowany przez bank emisyjny i rozprowadzany przez banki komercyjne, które w banku emisyjnym „pożyczają”, jest wprawdzie fikcyjny, ale już ludzka praca, za te pieniądze kupowana, jest już prawdziwa, podobnie jak naprawdę dokonuje się przechwytywanie własności. Wygląda na to, że pańszczyźniany ucisk na naszych oczach się odradza, przybierając tylko bardziej zakamuflowane, bardziej skomplikowane formy i doprowadzając państwo do degeneracji. Przybiera ono postać organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, której funkcjonariusze w osobach Umiłowanych Przywódców, skaczą z gałęzi na gałąź przed finansowymi grandziarzami…” http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3352

podobne: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…Więc wszystko zależy od tego, do czego władza używa narzędzia jakim jest pieniądz. Nie wystarczy że bank centralny jest „suwerenny”. Pańszczyzna nie istnieje tylko wtedy kiedy wyzyskuje obcy, istnieje również wtedy kiedy wyzyskuje „swój”. Jeśli ktoś patrzy tylko na to kto kradnie, zaś samą „zasadę” uznaje za konieczną czy dobrą to jego „wszystko jest w porządku” należy tłumaczyć wedle powiedzonka – „jak w ruskim czołgu” 😉

Bogactwo bierze się z PRACY (najlepiej nisko opodatkowanej) a nie z pieniądza czy „suwerenności” jakiegoś emitenta papierków. Historia globu jest przebogata durniami którzy udowodnili na organizmie własnych krajów co się dzieje z „wartością” pieniądza (i gospodarką) kiedy go gwałtownie przybywa (bez pokrycia w pracy i realnym dobru). Pieniądz jest jak układ krwionośny który zapewnia/ułatwia płynność wymiany handlowej (dostarcza dobra w odpowiednie dla nich miejsca – tak jak krew roznosi tlen). Jego psucie/rozrzedzanie najpierw doprowadza do osłabienia sprawności całego gospodarczego organizmu („kapitał” zaczyna wypierać/zastępować pracę ludzi kreatywnych, przemieszczając zysk nieuczciwie w kierunku tych którzy nie wnoszą do gospodarki nic poza spekulacją), po czym dochodzi do martwicy poszczególnych jego członków (całych gałęzi/branży które z racji nieuczciwego transferu zysku z pracy nie potrafią już na siebie zarabiać, bądź im się to nie opłaca) a w konsekwencji do paraliżu całego ekosystemu gospodarki. Sam pieniądz bez sprawnej i prężnie działającej gospodarki nie znaczy nic – nikogo nie nakarmi, nie dostarczy energii, nie zaspokoi żadnej potrzeby. Gdyby pieniądz i jego „niezależność” była dobrem samym w sobie (które nie wymaga pokrycia w innym dobru) to już dziś mielibyśmy raj na ziemi, (tyle tego „dobra” krąży po świecie) i jedynym problemem byłaby dostępność celulozy do „drukarek” (obecnie liczba zer w komputerach 🙂 ) „by żyło się lepiej”. Tymczasem dzieje się inaczej a nadprodukcja pieniądza która się czasem „przypadkiem” zdarza, służy wyłącznie obrabowaniu ludzi którzy coś wartościowego posiadają (nawet jeśli to jest „bezwartościowe” złoto 🙂 ) przez tych którzy ten pieniądz kreują. Kryzysy finansowe to przywilej tej bandy lichwiarzy niezależnie od ich „niezależności”. Ten system (w obecnym wydaniu) to wąż który pomału bo pomału ale jednak zjada swój ogon (dzięki pazerności rządów i banksterki).

PS. Na koniec chcę zaznaczyć że to co napisałem to tylko opis tego jak działają banki i czym jest pieniądz. Nie jest to krytyka tego co rzekomo zrobił Putin z bankiem centralnym Rosji. Gdyż samo zagadnienie o którym traktuje informacja nie jest ani złe ani dobre (to zależy również dla kogo), i dopiero przyszłość pokaże w jaki sposób Rosja wykorzysta odzyskanie banku centralnego i czy będzie to dobre czy może złe… (Odys)

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! i to: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

3. Dave Hodges: Putin pionkiem Rothschildów.

„…W mediach alternatywnych Putin jest otaczany swego rodzaju kultem. Dla nich jest osobą, która przeciwstawia się finansowej międzynarodówce, posyłając ją do piekła. Według tych pełnych dobrych intencji, ale błądzących analityków Putinowi powiodło się tam, gdzie inni polegli (np. JFK, Hussein). Romantyczny wizerunek rycerskiego Putina jeżdżącego po świecie i ratującego go przed międzynarodową lichwą – nic nie jest bardziej dalekie od prawdy. Czy Putin zdaje sobie z tego sprawę czy nie, podąża za wytycznymi dużych chłopców z BRM i wszystko przebiega zgodnie z ich planami.

Artykuł wskazuje, iż na pierwszy rzut oka Putin przeciwstawia się międzynarodowej bankowości, jednakże w rzeczywistości, na głębszym poziomie, pozostaje on pod jej kontrolą.

Punkt początkowy

Wielu z alternatywnych mediów popełnia błąd twierdząc, że banksterzy tworzą jeden, skonsolidowany podmiot w zupełności dążący do jednego, czyli stworzenia pojedynczego systemu gospodarczego, który kontroluje planetę poprzez zarządzanie długiem. Ogólnie jest to prawda. Jednak międzynarodowa bankowość jest podzielona i gdy cele nie są spełniane, widzimy powstające podziały – to właśnie dzieje się obecnie.

Zanim zaczniemy analizować w jaki sposób Putin jest przesuwany po światowej szachownicy, zerkniemy pokrótce jak zorganizowana jest finansowa międzynarodówka.

Poziom pierwszy: Bank Rozrachunków Międzynarodowych

Międzynarodowy banking ma trzy główne poziomy. Dyrektorzy generalni tej wielkiej ekonomicznej sieci, z Banku Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei, siedzą u szczytu stołu. BRM zarządza światową ekonomią poprzez manipulowanie kursami wymiany walut (np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy), ustalając oprocentowanie kredytów, wybierając czy poszczególnym krajom ma być „lepiej” czy „gorzej”, itd. Misją BRM jest prowadzenie banków centralnych z całego świata w kierunku Nowego Porządku Światowego, któremu również przewodzi.

Można powiedzieć, że zarówno znane jak i nieznane siły władają planetą.

Poziom drugi: banki centralne

Drugi poziom władzy składa się z banków centralnych, w tym Rezerwy Federalnej, która jest niewybieralną kliką prywatnych bankierów, którzy wydarli Kongresowi kontrolę finansową i kontrolują pieniądze narodu. I tak jest w każdym państwie. Oczywistym jest, że jeśli dany podmiot kontroluje pieniądze narodu, to równocześnie kontroluje tych, którzy używają pieniędzy, a to poprzez ustanowienie zniewalającego, drapieżnego systemu długu. Nauczyłeś się tej zasady już jako nastolatek, gdy rodzice mówili Ci: „Dopóki będziesz mieszkał w tym domu, będziesz robił to co mówimy.” Kompetencje budżetowe określają kto kontroluje zachowanie. Banki centralne z całego świata otrzymują rozkazy z Banku Rozrachunków Międzynarodowych, ponieważ monetyzacja waluty fiducjarnej, którą kontroluje każdy bank centralny, jest determinowana przez BRM.

Zupełnie zgodne z prawdą jest więc stwierdzenie, że banki centralne są rządcami narodów i reprezentują średni szczebel zarządzania w hierarchii.

Poziom trzeci: narodowe sektory bankowe

Trzecim poziomem tego przeklętego systemu są finansowe instytucje narodowe [Narodowe – w znaczeniu takim, iż mają swoją siedzibę na terytorium danego państwa – Minutus]. W naszym przypadku to np. Goldman Sachs, inne pomniejsze biura maklerskie Wall Street, jak również megabanki (np. Bank of America, Chase, Wells Fargo, etc.). Plany opracowywane przez BRM są realizowane przez te instytucje.

Domy inwestycyjne dzień po dniu wykonują zarządzenia z góry, czyli z BRM.

No i mamy wszystkich pozostałych, którzy są baranami, które nic niewiedzą o tym jak to wszystko funkcjonuje. Nie wstrzymuj oddechu po nagłym oświeceniu. Większość z nas ma zbyt wyprane mózgi przez system, aby osiągnąć ten poziom świadomości.

Plan zbudowania Nowego Porządku Światowego

Od roku 1944, kiedy w Bretton Woods ustanowiono dolara światową walutą rezerwową, Stany Zjednoczone Ameryki stały się policjantem świata, w rezultacie czego Amerykanie cieszyli się ekonomiczną dominacją, ponieważ w celu zakupienia energii reszta świata musi za nią zapłacić dolarami kupionymi od Rezerwy Federalnej. Po tym jak świat odszedł od standardu złota na rzecz waluty fiducjarnej, USA jest jedynym krajem posiadającym wypłacalną walutę i nasz standard życia jest tego odzwierciedleniem.

Amerykanom pozwolono cieszyć się tym najbardziej korzystnym statusem, ponieważ stało się to naszym zadaniem, w imieniu BRM, skonsolidować koalicję banków centralnych w celu wtłoczenia do tego systemu narodów, które tego nie chcą. Kiedy jakiś kraj, jak np. Libia lub Irak, próbuje opierać się tej polityce banków centralnych wciągania go w niewolę długu, jego przywódcy są mordowani, a jego obywatele stają się niewolnikami zakontraktowanego długu. W rezultacie tego USA prowadzą niekończące się wojny, mają ogromny dług i reputację „Wielkiego Szatana”.

Praktycznie wszystkie kraje na świecie uległy tej tyrani, z wyjątkiem Rosji i Chin. W mniejszym stopniu także Indie stały się problematyczne dla BRM, odkąd dołączyły do Rosji i Chin, używając waluty narodowej i/lub złota do prowadzenia handlu między sobą, odrzucając „wymaganego” dolara.

Jeśli BRM zamierza zrealizować swoje marzenie o Nowym Porządku Świata, gospodarki Rosji, Chin i USA muszą zostać zniszczone. Kiedy świat zostanie zrujnowany, z chaosu wyłoni się porządek. Putin jest główną siłą napędową w tym procesie…”

całość tej interesującej pod linkiem: ussus.wordpress.com

…o tym że Putin puszcza oko do idei „nowego porządku świata” można było wyczytać pomiędzy wierszami słynnego już przemówienia na Konferencji Wałdajskiej w Soczi, gdzie sens jego ambicji i planów można streścić w następujących słowach:

„…Rosja nie zamierza blokować tych,którzy wciąż próbują skonstruować nowy porządek świata (NWO)  ani tych prób udaremniać. New World Order, może powstawać o ile nie będzie rzutować na kluczowe interesyRosji. Rosja wolałaby stać z boku i przyglądać się przyjmując na swą głowę tyle guzów ile można wytrzymać. Ale ci, którzy usiłują wciągnąć Rosje w ten proces lekceważąc przy tym jej interesy, mogą poznać na czym polega prawdziwe znaczenie słowa ból.” i dalej:

„Jest jeszcze szansa skonstruowania nowego porządku świata,który pozwoli uniknąć wojny światowej. Ten nowy porządek świata z konieczności musi obejmować Stany Zjednoczone- ale musi ich dotyczyć na takich samych zasadach jak wszystkich innych: przy pełnym przestrzeganiu prawa międzynarodowego i umów międzynarodowych; powstrzymaniu się od wszystkich działań jednostronnych; przy pełnym poszanowaniu suwerenności innych narodów…” (całość tu: Putin. Zabawa skończona, odłóżcie zabawki)

…słowem NWO tak – Rosja nie będzie go blokować(!) ale na zasadach uwzględniających jej interes. Jakiś czas temu Trader21 zwrócił uwagę na to że:

„…Mamy zatem kulminację kilku zjawisk:

– bezprecedensowa koncentracja majątku w rękach 1% populacji powiązanej z sektorem finansowym

–  narastające nierówności zbliżone do poziomu grożącego wybuchem rewolucji społecznej w dobie łatwiejszej wymiany informacji

– banki centralne są technicznymi bankrutami

– znaczna część sektora finansowego jest technicznym bankrutem utrzymywanym przy życiu ogromną ilością środków płatniczych prosto z banków centralnych

– system ostatecznie zawali pod ciężarem niespłacalnych długów

W takiej sytuacji zastanawiam się czy elita finansowa nie uznała, że w obecnych okolicznościach bezpieczniej będzie oddać tymczasowo kontrolę nad podażą pieniądza z powrotem w ręce rządów i bezpiecznie pozostać w cieniu. Po krótkotrwałym zamieszaniu spowodowanym resetem długów można by przywrócić stabilizację monetarną, dzięki której bez większych problemów 1% społeczeństwa zachowa majątek na niezmienionym poziomie. Przy okazji całe niezadowolenie społeczne można by skierować w innym kierunku jak najdalej od winnych obecnej sytuacji…” (Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem)

…w świetle tego co napisał Dave Hodges powyższe kwestie zdają się raczej zazębiać i uzupełniać niż kłócić ze sobą, pomimo pozornej sprzeczności interesów Rosji i zachodu. Putin (tj. Rosja) jest tu jakby nie patrzeć pewnym elementem szerszego planu. Pomimo tego że może rzeczywiście Rosja gra na niezależność (i być może dostała na to zezwolenie), to ta „niezależność” mieści się tak czy siak w ramach „nowego światowego porządku” (nowego rozdania) w którym Putin stara się wywalczyć dla Rosji dogodną pozycję. Na ile niezależną (i czy jest to w ogóle możliwe) czas pokaże… (Odys)

podobne: Z Putinem źle (bez Putina gorzej?) Rozmowy pokojowe ws. Górnego Karabachu. Ofiary wojny w Syrii. Ukraina prosi ONZ o siły pokojowe, manifestacja Donieck to Ukraina. Grupa Wyszehradzka o Ukrainie.  a także: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. i jeszcze: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady.

4. Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes. Aleksandr Zapolskis: Kredyt od MFW dla Ukrainy – jak zamaskować jej niewypłacalność? 

29.03.2015 (IAR) – W przyfrontowym Mariupolu na Ukrainie pogarsza się sytuacja gospodarcza. Małe i średnie przedsiębiorstwa zawiesiły swoją działalność bądź też w ogóle ją zakończyły.

Działacz społeczny Maksym Borodin podkreśla, że wielu z jego kolegów z Mariupola, którzy mieli swoje firmy, wyjechało z miasta obawiając się kolejnego szturmu i wybuchu prawdziwej wojny w ich mieście.

Wadym Iljew, który kieruje jednym z mariupolskich centrów handlowych, powiedział Polskiemu Radiu, że wielu najemców rezygnuje z pomieszczeń. Klientów brak. „Ludzie są w depresji. Nie kupują, bo ich to nie interesuje” – zaznacza.

W mieście jest wiele zamkniętych sklepów, ogłoszeń o sprzedaży biznesu i wynajmie pomieszczeń.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Mariupol/Kijów/em/

podobne:  Ukraina: Wojna destabilizuje sytuację gospodarczą.

„W 2015 roku Ukraina powinna zapłacić zagranicznym wierzycielom 11 mld USD, w roku 2016 – 5 mld USD, w 2017 – kolejne 8 mld USD. W ten sposób, za trzy lata Kijów będzie musiał znaleźć 24 mld USD! Międzynarodowy Fundusz Walutowy w połowie marca wypłacił jeszcze Ukrainie 5 mld USD. Według dyrektor zarządzającej Funduszem Christine Lagarde, to dopiero pierwsza transza nowego programu „międzynarodowej pomocy gospodarczej” w wysokości 17 mld USD, w przeliczeniu na rok 2018 włącznie. Czy to dużo, czy mało i czy to pomoże Ukrainie?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, konieczne jest przeanalizowanie aktualnego stanu finansów tego kraju, w tym – obecnego stanu jego zewnętrznego i wewnętrznego zadłużenia.

W sumie Ukraina posiada ok. 76 mld USD długu, z czego około 34 mld USD to pożyczki od zagranicznych państw, jak również pożyczki otrzymane od podmiotów prywatnych w ramach gwarancji państwowych. W 2015 r., Ukraina powinna spłacić zagranicznym wierzycielom około 11 mld USD, w 2016 r. – 5 mld USD, a w 2017 r. – kolejne 8 miliardów W ten sposób, za trzy lata Kijów będzie musiał znaleźć 24 mld USD! Pozostaje oczywistym, że wspomniane wcześniej 17 mld USD do tego celu nie wystarczy. Nie jest też tajemnicą, że obecny rząd ukraiński odkłada problem zadłużenia na „wieczne jutro”, mając nadzieję na znalezienie rozwiązania w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Jednak ta nadzieja jest dość iluzoryczna. Przyjęty przez państwo budżet na 2015 rok jest uderzający. Jest w nim kwota przeznaczona na wydatki, ale nie ma żadnego planu zdobycia dochodów. Budżet sporządzony został bazując na kursie o wartości 17 UAH za 1 USD, choć dziś faktycznie kurs osiągnął poziom 22 UAH. Oznacza to, że oficjalnie założony deficyt budżetowy z 3,7% PKB zwiększy się do 4,3%. Ukraińskie Ministerstwo Finansów szacuje całkowite PKB Ukrainy w 2015 roku na 1,72 bln UAH lub 83 mld USD (po przeliczeniu według kursu w wysokości 21 UAH za 1 USD). Dlatego też, w celu sfinansowania wszystkich planowanych wydatków w bieżącym roku, Ukraina potrzebuje co najmniej 3,56 mld USD. Oczywiście pod warunkiem, że chociaż część budżetu zostanie zrealizowana zgodnie z planem. W świetle tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie, pogorszenia jej sytuacji gospodarczej oraz całkowitego zaprzestania produkcji, możliwość realizacji budżetu według wcześniejszych planów już teraz budzi bardzo poważne wątpliwości(…)

(…)Gorzką ironią jest fakt, że Zachód pomaga Ukrainie tylko w słowach, w publicznych wystąpieniach przed kamerami telewizyjnymi. W rzeczywistości Ukraina robi wszystko wyłącznie na własny koszt. W 2014 roku Zachód „dał” Ukrainie 9 mld USD, a „wziął” ponad 14 mld USD. W 2015 roku obiecują przekazać Ukrainie 10 mld USD, ale tylko na podstawowe zobowiązania Ukraina musi zwrócić co najmniej 11 mld USD. Czyli zewnętrzni wierzyciele właściwie natychmiast odbierają wszelką pomoc, którą uroczyście wręczają. A co z kosztami? Zgodnie z wytycznymi MFW planuje się je obcinać. Bez względu na dalsze uchybienia wobec zobowiązań społecznych, takich jak wypłaty emerytur, zasiłków i dotacji.

Potrzebne pieniądze planuje się uzyskać poprzez masową wyprzedaż resztek własności państwowej. W bieżącym roku Ministerstwo Polityki Rolnej i Żywności Ukrainy planuje prywatyzację 254 przedsiębiorstw państwowych do niego należących. Następne 158 przedsiębiorstw zostanie zrestrukturyzowanych, a później także wystawionych na sprzedaż. To w sumie ¾ państwowych aktywów rolnych na Ukrainie.

Tak właśnie wygląda pomoc finansowa otrzymywana przez Ukrainę. Bardziej przypomina ona zwykły rabunek. Wydaje się, że do kraju spływają miliardy, ale poza zwiększeniem kwoty długu do niczego więcej nie prowadzą. Chociaż nie – pozwalają one ukraińskiemu rządowi nadal prowadzić wojnę domową przeciwko własnemu narodowi. Pozwalają także inwestorom zagranicznym jeszcze trochę obrabować kraj. Tylko trochę. Według statystyk, ostatnia pożyczka z MFW stanowi 24% kwoty kredytu Ukrainy. Czyli Ukraina otrzymała 10 mld USD, a następnie musi je zwrócić w 2015 r. Ukraina powinna dostać od MFW te 10 mld euro i dodatkowo około 2,5 mld USD…”

całość tu: geopolityka.org

podobne: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy. oraz: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy i to: Podczas gdy Ukrainę czeka ciężka droga „vulture funds” robią interes życia. a także: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).   oraz: Ukraina: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności.

5. Wojciech Jakóbik: Kijów walczy o reformy energetyczne. 

„…Unia Europejska wspiera refomry na Ukrainie udzielając jej kolejnych pożyczek i wsparcia doradczego. Przyjęła nową pomoc finansową w wysokości 1,8 mld euro do końca tego roku. Dodatkowo Międzynarodowy Fundusz Walutowy ma przekazać 17,5 mld dolarów pożyczki w ciągu 10 lat.

Warunkiem kontynuacji współpracy są postępy w reformach na Ukrainie, z których istotne miejsce zajmują te poświęcone sektorowi energetycznemu.

Chociaż sytuacja nad Dnieprem jest napięta, utrudnia ją dodatkowo spór oligarchów o reformy energetyczne. Przeciwko sobie stanęli prezydent Petro Poroszenko i postrzegany jako najsilniejszy z możnych Ukraińców Igor Kołomojski. Obecnie wygląda na to, że inicjatywę przejmuje ten pierwszy. Generalnie Kijów próbuje wpisać spór interesów poszczególnych grup w ramy instytucjonalne i prawne. To próba cywilizowania istniejących tarć.

Kołomojski uznał, że jego wtargnięcie do biur Ukrnafty i Ukrtransnafty było zagraniem mającym zapewnić mu zainteresowanie medialne. Przez obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej zostało jednak odebrane jako rozpaczliwa próba utrzymania wpływu na koncerny, które na mocy reform energetycznych Unii Europejskiej mają działać w sposób przejrzysty i pod pełną kontrolą państwa. Do tej pory oligarcha był nieoficjalnym decydentem w firmie. Choć Kołomojski broni się, twierdząc, że Poroszenko w rzeczywistości zastępuje jego ludzi swoimi, to rząd Arsenija Jaceniuka informuje, że do zarządu firmy mają wejść obcokrajowcy, gwarantujący bezstronność. Świadczyłoby to o rzeczywistej woli zmian we władzy lub o nadchodzącym konflikcie prezydent-rząd o interesy Kołomojskiego, znanego z dużego wpływu na partię premiera Front Narodowy. Kołomojski zrezygnował także z funkcji gubernatora obwodu dniepropietrowskiego.

– Państwo odzyskuje kontrolę nad sektorem – deklaruje premier Arsenij Jaceniuk. Jego słowa wzmacnia zatrzymanie dwóch wysokich urzędników państwowych, którzy w zamian za część zysków mieli przyznać prawo rosyjskim Sojuzowi i Łukoilowi na  Tymczasem Igor Kołomojski zapowiada, że być może zwróci się do sądu arbitrażowego w Londynie przeciwko Naftogazowi, aby uzyskać zwrot pieniędzy za nieopłacone dostawy gazu na przestrzeni lat szacowane na 10,5 mld m3. Naftogaz jest głównym udziałowcem Ukrnafty, drugim jest Kołomojski. Oligarcha tłumaczy zadłużeniem Naftogazu niemożność wypłaty dywidend i podatków przez Ukrnaftę. Nie wiadomo, czy jest to tłumaczenie wiarygodne…”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Ukraina: zmiany na scenie politycznej i wojna oligarchów (Poroszenko umacnia swoje wpływy?) oraz: Wojciech Jakóbik: Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego. polecam również: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Kosmici wylądowali na Ukrainie! Kukła Poroszenko nadał obywatelstwo trzem innym kukłom żeby mogły zostać ministrami w nowym rządzie. a także: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. i jeszcze: Zagraniczne firmy będą mogły mieć udziały w ukraińskich gazociągach.

 Banksterzy, bail-out

Z Putinem źle (bez Putina gorzej?) Rozmowy pokojowe ws. Górnego Karabachu. Ofiary wojny w Syrii. Ukraina prosi ONZ o siły pokojowe, manifestacja Donieck to Ukraina. Grupa Wyszehradzka o Ukrainie.


1. Opinie: Zniknięcie Putina, może to celowy polityczny zabiegPutin ucina spekulacjeRosyjskie służby: zabójstwo Niemcowa miało zdyskredytować władze.

13.03.2015 (IAR) – Może to być celowy polityczny zabieg Putina, albo kolejna operacja plastyczna rosyjskiego prezydenta – tak kilkudniowe zniknięcie Władimira Putina komentuje Maria Przełomiec – dziennikarka, specjalistka od spraw wschodnich. Jak zaznacza, zniknięcie na jakiś czas ze sceny, to zabieg znany z historii autorytarnych rządów w Rosji. Jak podkreśla Władimir Putin mógł pójść wzorem Iwana Groźnego, który też zniknął na pewien czas, po to by po jakimś czasie się pojawić i sprawdzić kto ze świty jest lojalny i zewrzeć szyki. Dziennikarka podejrzewa, że Władimir Putin może wystąpić publicznie z odświeżonym wizerunkiem na przykład w rocznicę przyłączenia Krymu do Rosji. Zdaniem Marii Przełomiec, niewykluczone jest również, że Putin poświęcił kilka dni na przeprowadzenie kolejnej operacji plastycznej.

Gra polityczna ze zniknięciem Putina, zdaniem Marii Przełomiec, może być również skierowana wobec zachodu, po to by ocieplić wizerunek prezydenta Rosji. Niebezpieczne będzie, jak podkreśla, jeśli po zjawieniu się Putina wielu na zachodzie odetchnie z ulgą i zacznie się zastanawiać, czy naciski na Rosję nie są zbyt intensywne, bo zamiast Putina mógł przyjść ktoś gorszy. Dziennikarka zaznacza, że dywagacje o chorobie, bądź zniknięciu prezydenta Rosji zawsze budzą pytania o to jak naprawdę wygląda władza na Kremlu. Jak dodaje, pytanie brzmi czy Putin działa autonomicznie, czy też że, co bardziej prawdopodobne, za Putinem stoją rosyjskie służby specjalne i rządzi tak naprawdę klika, a niejedna osoba.

Od kilku dni nie milkły spekulacje na temat stanu zdrowia Władimira Putina. Gospodarz Kremla od 5 marca nie był widziany publicznie. Część komentatorów twierdzi, że rosyjski przywódca jest chory, a inni zastanawiają się czy wewnątrz obozu rządzącego nie toczy się walka o jego odsunięcie od władzy. Służby prasowe Kremla poinformowały, że dziś Putin miał rozmawiać z przewodniczącym Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej. Zdjęcia z tego wydarzenia, do którego miało dojść w podmoskiewskiej rezydencji prezydenta, pokazała państwowa telewizja.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko /buch

13.03.2015 (IAR) – Prezydent Rosji ucina spekulacje co do swojego stanu zdrowia i zapowiada w najbliższych dniach spotkania. Dziś miał rozmawiać z przewodniczącym Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej. Służby prasowe Kremla poinformowały też o planowanej na 16 marca rozmowie Putina z prezydentem Kirgistanu, Almazbekiem Atambajewem. Mają się spotkać w Petersburgu.

Od kilku dni nie milkną w Rosji spekulacje na temat stanu zdrowia Władimira Putina. Gospodarz Kremla od 5 marca nie był widziany publicznie. Część komentatorów twierdzi, że rosyjski przywódca jest chory, a inni zastanawiają się czy wewnątrz obozu rządzącego nie toczy się walka o jego odsunięcie od władzy.

Tymczasem były doradca Putina, a obecnie jego zagorzały przeciwnik Andriej Iłłarionow jest przekonany, że w Moskwie zawiązany został „spisek generałów”, którzy chcą odsunąć obecnego prezydenta od władzy. Były urzędnik sugeruje, że obóz Putina, określany jako „partia krwi i mamony” przegrał wewnętrzną batalię ze zwolennikami partii „wielkiej krwi”. Tym samym daje do zrozumienia, że generałowie występujący przeciwko Putinowi dążą do rozpętania krwawego konfliktu.

IAR/wcześniej/ria/łp/sk

…tzw. „zachodnia opinia publiczna” do tego stopnia zdurniała od tej rusofobii, że uzależniła się od tego że zawsze musi być jakiś diabeł którym można by straszyć demoludy zachodu. Nie jest w stanie przeżyć ani jednego dnia bez człowieka którego cały cywilizowany świat musi się bać lub nienawidzić. Wystarczyło że ich „pupil” na chwilę schował się przed kamerami a już równowaga ideologii opartej o wieczne wojowanie (do którego ciągle potrzeba jakiegoś groźnego luda) by móc zadymić postępujący kryzys gospodarczy nie miała na czym się oprzeć. Bo wszystkie te żałosne spekulacje snute na poczet przyszłych wydarzeń, bez wcześniejszego potwierdzenia czegokolwiek na temat stanu fizycznego, tudzież miejsca przebywania Władimira Władimirowicza są po prostu żałosne i świadczą wyłącznie o tym że tzw. „zachód” nie potrafi żyć swoim życiem, a sporą część swojego istnienia uzależnia od tego co powie lub zrobi „zimny czekista”. Czy to nie smutna konstatacja?

Syndrom zbitego psa, tudzież psychozy maniakalno depresyjnej jaka udzieliła się mediom, politykom, i tzw. ekspertom doprowadził ich do takiego stanu napięcia, że uknuto już kilka teorii na to co się stało z wrogiem publicznym numer 1… Jakim więc rozczarowaniem musiał okazać się fakt że Putin jednak żyje i ma się dobrze i że do żadnych „dramatycznych wydarzeń” nie dojdzie. Co interesujące niektórzy nawet przyszli po rozum do głowy i zaczęli się zastanawiać nad zgubnymi skutkami bezkrólewia w Rosji… Koniec końców wyszło na to że chociaż z Putinem źle, to bez Putina jeszcze gorzej 😀 Swoją drogą mógłby Putin znikać częściej. Ten bezdech na którym świat musiał przez ostatnie dni żyć mógł się znacznie przyczynić do spadku emisji CO2 😉 (Odys)

podobne: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli.

13.03.2015 (IAR) – Zabójstwo Borysa Niemcowa miało zdyskredytować rosyjskie władze. Według agencji Interfax, taką wersję prowadzący śledztwo przyjął za priorytetową. Opozycyjny polityk został zastrzelony w centrum Moskwy wieczorem 27 lutego.

Informatorzy agencji Interfax przekonują, że organizatorom zabójstwa chodziło o destabilizację sytuacji w Rosji. Wskazują przy tym, że ślady prowadzą do zagranicznych zleceniodawców. W związku z tą sprawą zatrzymano pięciu domniemanych zabójców, z których jeden – Zaur Dadajew początkowo przyznał się do winy. Jednak kilka dni temu odwołał zeznania twierdząc, że on i inni podejrzani byli torturowani. „Nowaja Gazieta” sugeruje, że w zatrzymaniu podejrzanych nie wszystko jest jasne i oczywiste. Według dziennika, wpadli oni przypadkowo, w trakcie operacji antynarkotykowej. Gazeta zauważa również, że zatrzymanych było więcej niż pięciu i nie wiadomo co stało się z pozostałymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mcm/

podobne: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy?

2. W Mińsku rozmowy pokojowe ws. Górnego Karabachu.

13.03.2015 (IAR) – W Mińsku odbyły się rozmowy w sprawie uregulowania sytuacji w Górskim Karabachu. To kolejne konsultacje w ramach Mińskiej Grupy OBWE . W trwającym ponad 20 lat konflikcie między Armenią a Azerbejdżanem zginęło około 30- tysięcy osób.

Andrzej Kasprzyk – specjalny wysłannik szefa OBWE, który uczestniczył w spotkaniu i jest obserwatorem przestrzegania rozejmu w Górskim Karabachu powiedział Polskiemu Radiu, że w ostatnim czasie dochodziło tam częściej do wymiany ognia. „W zeszłym roku zginęło 60 osób po obu stronach konfliktu . To bardzo wysoka cyfra, gdyż w poprzednim roku było 14 ofiar. I w tym roku zaczęło się też niedobrze. Oceniam, że zginęło już 21 osób. Tak więc kraje Grupy Mińskiej muszą robić wszystko co możliwe, żeby doprowadzić do przerwania tej spirali” – mówi Kasprzyk.

Minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej zaproponował przeprowadzenie w Mińsku konferencji pokojowej w sprawie Górskiego Karabachu.

Mińska Grupa OBWE, która zajmuje się rozwiązaniem konfliktu liczy 9 państw, a współprzewodniczącymi są przedstawiciele USA, Rosji i Francji.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/mcm/

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Rosja kończy ćwiczenia wojskowe. Koziej, Pisarski: scenariusze zachowania Rosji wobec Ukrainy. Braun o podżeganiu do wojny – POPIS Kowala.

3. Syria – świat nie chce zakończenia wojny.

13.03.2015 (IAR) – Ostre słowa pod adresem wspólnoty międzynarodowej w sprawie wojny domowej w Syrii. Koalicja ponad 100 organizacji pomocowej twierdzi, że światowym mocarstwom nie zależy na zakończeniu krwawego konfliktu. Na kilka dni przed czwartą rocznicą syryjskiej wojny koalicja opublikowała raport z ktorego wynika, że sytuacja w Syrii dramatycznie się pogarsza, a światu brakuje dobrej woli, by doprowadzić do zakończenia wojny.

Raport zatytułowany „Upadająca Syria” przynosi dramatyczne dane. W ciągu ostatniego roku w Syrii zginęło 76 tysięcy osób, a natychmiastowej pomocy potrzebuje niemal 5 milionów osób. Tymczasem pomoc humanitarna dla mieszkańców terenów ogarniętych wojną systematycznie zmniejsza się.

Autorzy raportu twierdzą, że winę za taki stan rzeczy ponoszą przede wszystkim światowe mocarstwa skupione w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, które nie chcą zaangażować się w rozwiązanie konfliktu. „Rezolucje Rady Bezpieczeństwa nie przyniosły ani ochrony ani pomocy ludziom w Syrii” – podkreśla Daniel Gorevan z brytyjskiej organizacji Oxfam.

Przedstawiciele ONZ także krytykują światowe mocarstwa za brak dobrej woli. Rzecznik Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych Stephane Dujarrić ponownie zaapelował o skuteczne działania świata. „Zakończenie konfliktu to nasz obowiązek, jeśli chcemy ugasić ogień ekstremizmu, przetaczającego się przez region” – mówił Dujarrić.

W niedzielę minie czwarta rocznica rozpoczęcia protestów, które doprowadziły do wojny domowej w Syrii. Od tego czasu w Syrii zginęło co najmniej 220 tysięcy osób. Połowa mieszkańców całego kraju uciekła ze swoich domów, z czego ponad 4 miliony osób wyjechały z Syrii do sąsiednich krajów lub do Europy. Straty materialne szacuje się na 220 miliardów dolarów, a bez pracy pozostaje ponad połowa mieszkańców.

Konflikt doprowadził też do powstania radykalnych islamskich grup, które zajęły tereny w Syrii i utworzyły kalifat Państwa Islamskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/UN/Al-Jazeera/jp

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. oraz: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. i to: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… „Uderz w Syrię a nożyce się odezwą”

4. Ukraina prosi ONZ o siły pokojoweManifestacja Donieck to UkrainaGrupa Wyszehradzka o Ukrainie.

13.03.2015 (IAR) – Ukraina prosi ONZ o przysłanie sił pokojowych do Zagłębia Donieckiego. Odpowiednie „wstępne pismo” zostało skierowane przez władze w Kijowie do Organizacji.

Dokument ma charakter wstępny, ponieważ na wprowadzenie sił pokojowych musi się zgodzić parlament (Rada Najwyższa). Dopiero potem do ONZ trafi ostateczna prośba. Ukraińcy nie chcą, aby w operacji uczestniczyli Rosjanie jako agresor, dlatego wątpliwe jest, aby Moskwa mająca prawo weto w Radzie Bezpieczeństwa zgodziła się na wysłanie misji.

Mimo obowiązującego już niemal miesiąc zawieszenia broni na wschodzie wciąż padają strzały. W ciągu minionej doby w 58 atakach separatystów 2 wojskowych zostało rannych. Sztab poinformował też, że według wywiadu 80 – 85% bojówkarzy stanowią rosyjscy najemnicy. Służba Bezpieczeństwa twierdzi, że Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji wysyłała do ukraińskich urzędników państwowych mejle z wirusami pozwalającymi na dostęp do dysków twardych komputerów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/mcm/

podobne: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową. i to: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA. oraz: Ukraina – Rosja, wzajemne oskarżenia. Separatyści oddają czarne skrzynki. UE: zamiast sankcji wobec Rosji, „misja cywilna” na Ukrainę.

13.03.2015 (IAR) – „Donieck to Ukraina” – pod takim hasłem odbyła się w Kijowie kilkusetosobowa manifestacja. Wzięli w niej udział głównie mieszkańcy Zagłębia Donieckiego, którzy musieli uciec ze wschodu po tym, jak opanowali go wspierani przez Moskwę bojówkarze.

Manifestacja odbyła się równo rok po tym, jak w czasie patriotycznej demonstracji w Doniecku został zabity przez prorosyjskich dresiarzy miejscowy aktywista Dmytro Czerniawski. Jego matka podkreślała, że dla całej ich rodziny Zagłębie Donieckie było i będzie częścią Ukrainy. „Mam nadzieję, że pokonamy to zło, które napadło na nasz kraj i wszystko będzie dobrze.” – zaznaczyła.

Motyw powrotu Zagłębia Donieckiego pod kontrolę Kijowa pojawiał się właściwie w każdym przemówieniu w czasie demonstracji. „Donieck to Ukraina niezależnie od tego, że nasz dom jest teraz okupowany i nie możemy tam wrócić. Ale jestem pewna, że niedługo nam się to uda.” – podkreślała organizatorka manifestacji Diana Berg.

Rok temu w Zagłębiu Donieckim odbywały się prorosyjskie manifestacje. Później pojawiły się oddziały bojówkarzy, coraz lepiej uzbrojone – według Kijowa i Zachodu dzięki pomocy Rosji. Ogłoszono powstanie samozwańczych republik: donieckiej i ługańskiej. Zajmują one odpowiednie 1/3 i 1/5 obwodów donieckiego i ługańskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/mg

podobne: Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. i to: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem). oraz: Poroszenko i Putin dogadali rozejm i wstępne warunki porozumienia. Federalizacja Ukrainy, autonomia dla Doniecka i Ługańska, wymiana jeńców. Mimo porozumienia UE nakłada sankcje a Rosja zapowiada odpowiedź.

13.03.2015 (IAR) – Unijne sankcje na Rosję powinny być utrzymane – tak uważają ministrowie spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej. Szefowie dyplomacji Polski, Czech, Węgier i Słowacji rozmawiali w Szczyrbskim Plesie na Słowacji o sytuacji na wschodzie a także o bezpieczeństwie energetycznym Europy Środkowej. W spotkaniu wzięli też udział ministrowie z krajów bałtyckich i nordyckich.

Ministrowie uważają, że nie ma powodów, by zdejmować nałożone przez Brukselę sankcje na Moskwę. Równocześnie jednak przyznali, że sytuacja w Zagłębiu Donieckim nieco się poprawiła. „Nie jest idealnie, ale jest lepiej niż przed porozumieniem w Mińsku. Zawieszenie broni jest kruche, są przypadki łamania go, ale zarówno liczba incydentów jak i rannych jest znacznie mniejsza niż poprzednio” – argumentował gospodarz spotkania w Szczyrbskim Plesie, słowacki minister Miroslaw Lajczak.

Ministrowie rozmawiali też o stacjonowaniu wojsk amerykańskich w krajach na wschodzie NATO. „Obecność amerykańskiej armii, regularne ćwiczenia Amerykanów i naszych żołnierzy, zwiększenie misji patrolowych, to wszystko jest niezwykle istotne” – mówił minister spraw zagranicznych Łotwy Edgards Rinkevicz.

Polski minister Grzegorz Schetyna mówił, że politycy rozmawiali też o interkonektorach gazowych czyli połączeniach, które mają sprawić, że kraje Europy Środkowej będą w mniejszym stopniu zależne od Rosji.

Wnioski ze spotkania ministrowie przekażą w najbliższy poniedziałek podczas spotkania szefów dyplomacji krajów Unii Europejskiej w Brukseli.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/MSZ/RTR/

podobne: Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu.

źródło: stooq.pl

Paweł Kuczyński - Naboje

Paweł Kuczyński – Naboje

Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.


1. PE chce uderzyć w Rosatom. Mogherini chce resetu w relacjach z Rosją.

(EurActiv/Interfax/Wojciech Jakóbik)

„Minister gospodarki Rosji Aleksiej Uljukajew ocenił, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że aktywa jego kraju zostaną uznane za śmieciowe. Agencja S&P zapowiedziała prezentację danych na temat rosyjskiej gospodarki na połowę stycznia. Fitch obniżył już ocenę 13 największych rosyjskich firm z BBB do BBB- z perspektywą negatywną. Wśród nich zalazły się Gazprom, Gazprom Nieft i Łukoil. Zmienił także perspektywę Novateku i Tatnieftu ze stabilnej na negatywną.

Wall Street Journal otrzymał przeciek z wewnętrznych rozmów w Unii Europejskiej na temat możliwości zdjęcia sankcji z Rosji w celu ochrony jej gospodarki. Przywódcy europejscy mieliby się zgodzić na zniesienie obostrzeń pod warunkiem, ze Rosja zatrzyma przemoc w Donbasie. Dziennik miał dotrzeć do nieoficjalnego dokumentu na ten temat.

Pierwotne warunki wycofania sankcji uwzględniały wycofanie wojsk rosyjskich z Ukrainy. Rosja nie spełniła tego warunku a nawet nie wprost przyznaje, że przeniosła część arsenału nuklearnego na Krym.

Zdaniem byłego ministra finansów Rosji Aleksieja Kudrina, który angażuje się obecnie w obronę praw obywatelskich Rosjan, warunkiem zdjęcia sankcji byłoby uznanie aneksji Krymu przez Rosję, a do tego szybko nie dojdzie. Dlatego zdaniem Kudrina sankcje zostaną utrzymane jeszcze przez długi czas.

W obiegu medialnym pojawiła się jednak propozycja Wysokiej Przedstawiciel ds. Zagranicznych i Bezpieczeństwa UE Federici Mogherini. Została wysłana do przywódców państw członkowskich. Ma zakładać podział sankcji na dwa pakiety. Pierwszy ma być powiązany z aneksją Krymu a drugi z „destabilizacją wschodniej Ukrainy”. Oznaczałoby to, że po zatrzymaniu ataku najemników rosyjskich w Donbasie część obostrzeń mogłaby zostać zdjęta. Paczka dotycząca Krymu miałaby dotyczyć tylko zakazu wizowego dla oficjeli krymskich, samozwańczych władz oraz zakazu inwestycji UE na półwyspie. W zamian Mogherini chciałaby domagać się od Rosjan wznowienia spotkań na szczeblu politycznym w sprawie Państwa Islamskiego, Libii, planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu, rozmów atomowych z Iranem i Koreą Północną. Miałoby także dojść do wznowienia współpracy UE i Rosji w sektorze energetycznym.

Spekulacjom WSJ daje odpór przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który zapewniał 13 stycznia w Parlamencie Europejskim, że decyzja odnośnie dalszych sankcji wobec Rosji zostanie podjęta dopiero w marcu, kiedy wygaśnie część obostrzeń przyjętych do tej pory. Wtedy też ma odbyć się oficjalna dyskusja na ten temat. Decydować mają liderzy UE, a nie ministrowie spraw zagranicznych.

Jutro 15 stycznia Parlament Europejski będzie głosował nad rezolucją potępiającą Rosję za „agresywną i ekspansyjną politykę” oraz wzywającą do przyjęcia nowych sankcji dopóki Rosjanie nie zaczną przestrzegać zawieszenia broni w Donbasie. Europosłowie stwierdzają w dokumencie, że Rosja zagraża integralności terytorialnej Ukrainy i stanowi potencjalne zagrożenie dla Unii Europejskiej. Mimo ostrego języka, jak podaje portal EurActiv.com frakcja Zielonych wywalczyła wykluczenie zapisu o wsparciu UE dla akcesji Ukrainy do NATO.

Nowe sankcje proponowane przez parlamentarzystów miałyby dotyczyć sektora atomowego i uderzyłyby w interesy Rosatomu budującego nowe reaktory w krajach europejskich. Miałyby także uwzględniać dalsze obostrzenia dla dostępu rosyjskich banków i firm do zachodniego kapitału.

Deputowani mają także z zadowoleniem przyjąć decyzję Rosji o wycofaniu z projektu gazociągu South Stream, który miałby posłużyć do wykluczenia Ukrainy z tranzytu gazu do Europy.

Głosowanie nad rezolucją odbędzie się jutro, 15 stycznia, w godzinach popołudniowych. Dyskusja Rady Ministrów Spraw Zagranicznych UE ma odbyć się w poniedziałek 19 stycznia.

Tłem ostatnich rozmów Ukraina-Rosja-Francja-Niemcy było wznowienie walk na wschodzie Ukrainy, które zniweczyło szanse na porozumienie. W ataku artyleryjskim ze strony rosyjskich najemników zginęło 12 cywili wysadzonych pociskiem razem z autobusem w którym się znajdowali. Unia Europejska i USA potępiły atak. Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała do śledztwa mającego wskazać sprawców.”

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać polecam również: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”

2. Wojciech Jakóbik i Teoria spiskowa nt. spadku cen ropy. Jest dokładnie tak, jak za czasów ZSRR. Wywiad dla Onetu.

Z Wojciechem Jakóbikiem, ekspertem Instytutu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym portalu Biznesalert.pl, rozmawia Przemysław Henzel.

Przemysław Henzel: W ostatnim czasie światowe rynki notują największe spadki cen ropy od dobrych kilku lat. Co doprowadziło do tak ostrej zniżki? Czy kilka miesięcy temu coś wskazywało na spadki cen, które obserwujemy dziś?

Wojciech Jakóbik: Obniżka wynika z przerostu podaży nad popytem na ropę naftową na globalnych rynkach. Rewolucja łupkowa w Ameryce Północnej strąciła z pantałyku tradycyjnych dostawców z Bliskiego Wschodu i szerzej, państw zrzeszonych w OPEC. Ten proces był widoczny od dłuższego czasu, ale jego najważniejszy efekt widzimy właśnie teraz. To dla państw kartelu naftowego może nie jest zaskoczeniem, ale na pewno jest ciosem, bo sprawia, że tracą udziały na rynku. Arabia Saudyjska, która jest mniej zależna od handlu ropą, wybiera walkę o klienta niską ceną. Wenezuela i Iran, będące klasycznymi „petrostate”, są zagrożone bankructwem.

A co z rewolucją łupkową w USA? Amerykańska rewolucja łupkowa zaczęła się przecież stosunkowo niedawno; czy może to oznaczać, że czekają nas jeszcze większe spadki cen ropy w najbliższych tygodniach?

Amerykańska rewolucja zainicjowała nadpodaż w ten sposób, że USA miały więcej węglowodorów u siebie, a zatem zaczęły mniej sprowadzać z innych krajów, przez co więcej surowca zostało na rynku. Następną fazą będzie spodziewana liberalizacja eksportu ropy naftowej i gazu z USA, która sprawi, że nadwyżki surowca z Ameryki trafią do klientów w Azji i Europie. Wtedy efekt taniejącej ropy zostanie spotęgowany. Zapowiedzią tej fali było poluzowanie zakazu eksportu przez Baracka Obamę na kondensat ropy naftowej dla kilku firm. Rynek zareagował błyskawicznie spadkiem cen. Nadzieją na tanie surowce jest dlatego Transatlantyckie Partnerstwo Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) negocjowane przez USA i UE. Zawiera rozdział poświęcony energetyce i uwzględnia pełną liberalizację eksportu.

Jakie mogą być polityczne konsekwencje spadków cen ropy na świecie? Spadki cen ropy oznaczają zapewne spore kłopoty dla państw uzależnionych od wpływów z eksportu ropy takich jak Rosja czy państwa zrzeszone w OPEC.

Ostatnie niepokoje społeczne w Wenezueli, kraju zmarłego Hugo Chaveza, były spowodowane głównie krachem systemu socjalnego zasilanego petrodolarami. To nowe realia, w których przetrwa silniejszy. Z kolei, w Iranie taniejąca ropa dodaje wiatru w skrzydła stronnictwu prezydenta Hassana Rouhaniego, który apeluje o reformy i otwarcie na Zachód.

Wobec kryzysu solidarności w OPEC zaczyna się klasyczna walka rynkowa, w której wygrają najsilniejsi, najsprytniejsi i najbardziej bezwzględni. „Petrostate” odpokutują wieloletni brak reform. Zwykli Rosjanie będą głodować, ale dzięki rezerwom największe firmy i system oligarchiczny przetrwają na kroplówce. Specyfika społeczna tego kraju nie daje dużych szans na niepokoje, jak w Wenezueli, lub szans na zwycięstwo zwolenników reform jak w Iranie. Rosjanie są niechętni protestom, szanują swą władzę jako coś świętego, nawet jeżeli skazuje ich ona na cierpienie. To orientalny pierwiastek rosyjskiej mentalności, który blokuje przemiany. Jak długo trwały i jak liczne były protesty spowodowane wyrokiem dla braci Nawalnych?

Jeśli chodzi o Rosję, nie brakuje opinii, że do spadku cen ropy nie doprowadziły czynniki rynkowe, lecz spisek, w którym miałyby jakoby uczestniczyć Stany Zjednoczone oraz państwa OPEC. Jakie jest Pańskie zdanie na ten temat? Dlaczego ta „teoria spiskowa” tak dobrze przyjęła się właśnie w Rosji?

Kreml wspaniale wykorzystuje retorykę „oblężonej twierdzy”. Pod tym względem jest dokładnie tak jak za najlepszych czasów ZSRR, gdy problemy gospodarcze tłumaczono Reaganowską „stonką”. Być może Amerykanie umówili się na coś z Arabią Saudyjską. Spotkania oficjeli rzeczywiście się odbywały. Należy jednak pamiętać, że na rynku ropy dla Arabów to właśnie oni tworzący nową konkurencję, to oni, dzięki swojej ropie łupkowej, są głównym zagrożeniem, a nie Rosja. Proste tłumaczenia nie bronią się wobec drobiazgowej analizy współzależności, za to trafiają na podatny grunt w społeczeństwie rosyjskim, dzięki kremlowskim mediom…”

całość pod linkiem w podtytule… źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach oraz: Andrzej Szczęśniak: Jak powstały petrodolary. i to: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. Amerykanie częściowo znoszą zakaz eksportu ropy.  a także: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

…Poniekąd w kontrze (dla tezy że „to tylko gra rynkowa”) poniekąd jako uzupełnienie (o „papierowy” oręż) kolejny ciekawy artykuł Tradera21… Z przestrogą, że kto wchodzi w drogę USA ten ma się czego bać…

3. Trader21: Wojny finansowe.

„…Wzrost gospodarczy w Rosji w latach 2010 – 2013 oscylował pomiędzy 4-5% rocznie, co jest bardzo dobrym wynikiem. W ciągu jednak ostatnich 2 lat spadł w okolice 1%.

Bezrobocie w Rosji wynosi obecnie 5,2%, dług publiczny w relacji do PKB zaledwie 13%. Co ważne, po 6-ciu miesiącach spadków cen ropy oraz sankcji gospodarczych deficyt budżetowy wyniósł zaledwie 0,5%, co jest wynikiem praktycznie nieosiągalnym w UE. Najsłabszym punktem jest nadmierne uzależnienie gospodarki od cen surowców (głównie ropy). Generalnie sytuacja gospodarcza Rosji jest niezła.

Gdy rozpoczynała się wojna finansowa z Rosją rezerwy walutowe kraju przekraczały 500 mld USD. Na fali wyprzedaży rubla bank centralny próbował interweniować. Kilkakrotnie wyprzedawano dolary, aby skupić za nie ruble. Mimo iż bank centralny w ciągu roku pozbył się 1/6 swoich rezerw, to kurs dolara wzrósł z 36 do 58 rubli obecnie. Generalnie w obecnych realiach wszelkie działania banku centralnego przeciwko zmasowanym atakom spekulacyjnym są bezcelowe. Siła globalnych instytucji finansowych jest bowiem zdecydowanie większa od możliwości pojedynczego banku centralnego.

Poza znacznymi rezerwami dolarów Rosja posiada szóste największe rezerwy złota na świecie wynoszące 1100 ton. Pod względem wielkości rezerw złota do wielkości gospodarki wynik ten plasuje Rosję bardzo wysoko pod względem oparcia waluty na złocie i co ważne, rosyjskie złoto znajduje się w Rosji.

Mamy zatem relatywnie dobre dane gospodarcze, stabilne fundamenty oraz trwałą nadwyżkę w handlu zagranicznym, a mimo to kurs waluty się załamuje. Jak to się dzieje?

Schemat ataku walutowego od kilku lat jest taki sam i składa się z kilku faz:

1. W pierwszej kolejności globalne instytucje finansowe kontrolowane przez USA zajmują krótkie pozycje na walucie kraju będącego celem ataku. Dla dużych inwestorów jest to sygnał, że coś się będzie działo. Lepiej poinformowani (commercials) zapewne coś wiedzą, a skoro zazwyczaj mają rację, to może warto skopiować ich ruchy.
Tym sposobem wywołuje się na rynkach walutowych samonapędzającą się presję na daną walutę.

2. Gdy już jesteśmy przygotowani aby zarobić na ataku parę groszy służalcze media zaczynają nagonkę na gospodarkę danego kraju. Zważywszy, że 6 największych koncernów medialnych kontroluje około 1500 stacji telewizyjnych akcja nie jest zbyt trudna do przeprowadzenia.

3. W tym momencie zaczyna się bardzo poważny odpływ kapitału z danego kraju. Inwestorzy sprzedają akcje zaniżając ich ceny. Pozbywają się obligacji windując ich rentowność. Krajową walutę natychmiast zamieniają na waluty uznane jako oazy bezpieczeństwa CHF, USD zaniżając tym samym kurs lokalnej waluty.

4. Gdy sytuacja nabiera tempa do akcji włączają się agencje ratingowe straszące groźbą bankructwa kraju i zazwyczaj obniżają rating zarówno największych korporacji, jak i kraju do poziomu śmieciowego.

5. W przypadku Rosji dodatkowo zastosowano także atak na cenę ropy, gdyż znaczna część zarówno gospodarki, jak i budżetu bazuje na dochodach ze sprzedaży ropy. Rosyjski gaz także jest wyceniany w oparciu o ceny ropy.

6. Poza psychozą na rynkach finansowych wywołaną obawą o ekonomiczną przyszłość kraju dołożono także aspekt niepewności związany ze zbrojnym konfliktem wiszącym w powietrzu.

Doprowadziło to do sytuacji, w której kurs rubla zaledwie w ciągu 3,5 miesiąca spadł  50 % z 36,6 do 73,2 RUB / USD. Na początku grudnia drastycznie podniesiono stopy procentowe z 10,5% do 17%, co na chwile wyhamowało spadki.

Wielu inwestorów o mocnych nerwach dostrzegło okazję. Mamy bowiem walutę, która straciła 50% swojej wartości i jest pewna szansa, że za jakiś czas odrobi część strat. Nawet jeżeli kurs rubla się nie zmieni, to krótkoterminowe odsetki od obligacji płacące 17% są dość kuszące. Dla mnie jednak ryzyko jest zbyt duże.

Kurs rubla

Czy obecnie mamy już koniec spadków rubla?…”

źródło: independenttrader.pl 

całość pod linkiem w podtytule. Jak zwykle polecam lekturę dyskusji i komentarzy pod artykułem…

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! oraz: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii. i to: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś.

sankcje

Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.


Zanim Państwo przeczytają dalej proponuję na początek materiał filmowy: Jacek Bartosiak – o sytuacji Polski i Świata w obliczu konfliktu USA – Chinyktóry trochę trwa ale obiecuję że nie będą się Państwo nudzić (o ile takie tematy jak alternatywna wersja historii kogoś rajcują 🙂 )

…a teraz równie ciekawa lektura, w zasadzie polemika wspomnianej w tytule „teorii spiskowej” autorstwa Piotra Siarki stojącej w kontrze (wręcz perfidnie 😉 ) do „zdrowo rozsądkowej” analizy Trader21…. do rzeczy:

„Na blogu Tradera 21 i w większości komentarzy pod artykułami przedstawiona jest teza, że w przyszłości nastąpi krach/reset światowej gospodarki, co w konsekwencji wywinduje ceny złota/srebra mocno w górę. Pytanie dlaczego więc, pomimo logicznych argumentów, tak się nie dzieje; a wręcz przeciwnie – ceny metali zjeżdżają w dół?

Wydaje mi się, że prowadzący bloga oraz większość czytelników popełnia kilka błędów. Pierwszy z nich polega na utożsamianiu posiadanej wiedzy z dziejową koniecznością. Czyli posiadanie przekonania o własnej racji (i to rozsądnie uzasadnionej) prowadzić powinno – zdaniem Tradera i innych – na rynkach do określonych zachowań (czytaj: do wzrostu cen metali). Jest to typowy błąd. 

Np. większość ludzi popełnia go przy zwalczaniu swoich nawyków. Ludzie mają różne problemy np. z alkoholizmem, paleniem papierosów. Większości ludzi wydaje się, że jak już ustalą przyczynę problemu, to sam fakt jego zrozumienia spowoduje jego pokonanie; np. skoro wiem że za dużo palę, to teraz łatwo rzucę palenie poprzez dozowanie papierosów. Nic z tych rzeczy. Sama wiedza człowieka nie pokona jego charakteru, bo charakter/nawyki są silniejsze od wiedzy.

Tak samo jest z wiedzą ekonomiczną. Co z tego, że wiem jak funkcjonuje świat gospodarki i jak powinien funkcjonować, skoro nie mam wpływu na jego (nie)racjonalne zachowania. Co z tego że wiem, iż spółka X jest świetna, perspektywiczna i tania, skoro inni nie mają tej świadomości i nie inwestują w nią – i w konsekwencji ponosimy straty na jej akcjach, pomimo iż obiektywnie powinniśmy odnieść finansowy sukces. 

Ten sam błąd popełnił prof. Rybiński, który rozsądnie prawił, ustalił rozsądną strategię, ale koniec końców jego fundusz fatalnie prosperuje (dzisiaj coś ok. 50% straty na kapitale, nie licząc utraconych zysków!).

I tutaj dochodzimy moim zdaniem do drugiego błędu – niedocenieniem światowej elity finansowej. Jest ona oskarżana o manipulowanie cenami metali, że nie wspomnę o oskarżeniach o wywoływaniu przez nią wojen, czyli ogólnie obwiniana jest o knucie i spiskowanie. Ale jakoś nikt nie ciągnie tego tematu. A mianowicie nikt nie zastanawia się jakie są jej cele i niby dlaczego miałaby ona poddać się bez walki? Jak daleko może się ona posunąć w swoich działaniach? Jaki jest więc cel finansjery? Moim zdaniem jej celem jest ekonomiczny podbój świata.

Po pierwsze – leży to w ich interesie ekonomicznym (bo wtedy nie miałaby konkurencji i można by wszystko zrobić, w tym jeszcze więcej zarobić; nawet reset będzie im niestraszny).

Po drugie – bo taka jest natura hegemona (albo my ich albo oni nas).

Po trzecie – nadchodzący reset (o tym poniżej). Pytanie kto stoi na przeszkodzie hegemonii USA? Na pewno kraje arabskie (tzn. były, bo są już spacyfikowane przez arabskie rewolucje), Iran (ma ostatnią szansę na poprawę – czyli wejść w sojusz z USA). Najważniejszymi przeciwnikami są Rosja i Chiny. Trzeba więc je „zjeść”. A że są duże, to należy zjeść je po kawałku. Na początek Rosja, bo jest słabsza i mniej rozsądna. Najpierw była więc rewolucja na Ukrainie, aby wyszarpać ją Rosji. Rosja wkracza na Krym i do Donbasu i tu okazała swój brak rozsądku. W „odwecie” Zachód nałożył sankcje oraz obniżył ceny ropy i w ogóle surowców (piszę o odwecie w cudzysłowu, bo Ukraina obchodzi Zachód tyle co zeszłoroczny śnieg na Wołyniu).

Dzięki temu Zachód może osiągnąć kilka celów naraz. Po pierwsze – doprowadzić do degradacji ekonomicznej Rosji, a może nawet do jej upadku i podziału. Po drugie – wyeliminowania zagrożenia militarnego ze strony Rosji (co nastąpi przy upadku ekonomicznym). Po trzecie – uniemożliwi eksport surowców z Syberii do Chin (nowy „demokratyczny” rząd rosyjski anuluje kontrakty z Chinami). Po czwarte – pogłębienie spadków na złocie. Rosja ratując się będzie wyprzedawać to co może, a że niewiele ma do zaoferowania światu, to będzie sprzedawać m.in. złoto. To tylko pogłębi spadek cen złota.

Później przyjdzie czas na Chiny. I nagle dowiemy się o tragicznej sytuacji Mongołów w Mongolii Wewnętrznej, Ujgurów w Xinjiangu oraz oczywiście o Tybetańczykach. Zapewne pojawi się Richard Gere z apelem o wolny Tybet (lub jakiś inny celebryta). Powstanie zapewne jakaś akcja społeczna na facebooku w obronie czegoś tam. W mediach poznamy prawdziwe historie torturowanych przedstawicieli mniejszości (bo do tej pory jakoś nie mogą się przebić w TV). Dowiemy się także o prześladowaniach chrześcijańskich kościołów.

Cywilizowany świat z przerażeniem stwierdzi, że Chiny są państwem… totalitarnym, zawyje z oburzenia i wprowadzi sankcje (USA wespół z UE, Australią, Kanadą, Rosją – tak, tak już z tą nową Rosją lub tym co po niej zostanie, Wietnamem, Japonią, Koreą Pd, Tajwanem, Filipinami). Pretekst zawsze się znajdzie. Może to być zatarg Chin z Wietnamem, Japonią lub cokolwiek innego. Dodatkowo rozpowszechni się argument, że oprócz racji moralnej stoi za nami także racja ekonomiczna.

Bojkot Chin spowoduje bowiem szansę na reindustrializację Europy i USA. Połączenie tych dwóch racji da silną motywację społeczeństwu zachodniemu do bojkotu Chin i popierania swoich władz. W końcu nic nie przemawia tak do przekonania jak własny interes. Co będzie dalej? Chińczycy mając pętlę na szyi będą wyprzedawać złoto, co tylko obniży jeszcze bardziej jego cenę.

Społeczeństwo przed resetem należy zniechęcić do złota (w czym pomogą spadki cen). W zamian należy dać społeczeństwu inne możliwości inwestowania. Będzie to – moim zdaniem – jeszcze jeden, wielki, ostatni już boom ekonomiczny (przydadzą się dodrukowywane dolary).

Nikt nie będzie inwestował w złoto, kiedy będzie można zarobić na giełdzie lub na nieruchomościach kilkanaście procent rocznie. Giełdy będą więc rosnąć jak szalone, rynki nieruchomości będą ostro gnały do góry. Wtedy jak „właściwi” ludzie skupią tanio złoto, a ludzie zostaną zapakowani w bańki inwestycyjne – właśnie wtedy będzie można zrobić to co się przewiduje.

Czyli zresetować gospodarkę, oczyścić ją z długów, zmienić zasady polityki społecznej (poprzez likwidację socjału) i wtedy wprowadzić nowy pieniądz, być może oparty na złocie. W każdym bądź razie złoto przyda się przy przechodzeniu z jednej rzeczywistości ekonomicznej w drugą. Ludzie którzy zainwestują w akcje i nieruchomości w wyniku krachu zostaną praktycznie pozbawieni swojego majątku.

Reasumując ceny złota powinny spadać aż do momentu rozprawienia się z Rosją i Chinami. Kiedy to nastąpi? Wydaje się że Zachód ma niewiele czasu. Gdzieś do ok. 2020-2025. Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze – demografia; społeczeństwa zachodnie będą zmuszone do utrzymania dużej ilości emerytów z baby boomu, co będzie ponad siły. To będzie dużo emerytów i stosunkowo duże emerytury + wysokie koszty opieki medycznej. Po drugie – emeryci z baby boomu aby utrzymać poziom życia (i przy okazji leczyć się: wydatki na leki, sanatoria, płatne procedury medyczne) zaczną sprzedawać swoje precjoza, m.in. domy, mieszkania (lub zamieniać na mniejsze), akcje, obligacje, wyciągać lokaty z banków.

Spowoduje to więc spadki wartości większości aktywów i wyzwoli oczekiwania na jeszcze większe spadki. Młodsze pokolenia nie posiadają oszczędności na zakupy tychże aktywów. Jedyne co posiadają to długi hipoteczne; poza tym wielu młodych ludzi nie ma rozsądnej pracy (rozumianej jako w miarę pewna i dobrze płatna). Wszystko to zniechęci do inwestowania (po co inwestować w dom, skoro za kilka lat będzie można kupić go taniej; albo będzie można go po prostu odziedziczyć – kłania się niska dzietność). Pokolenie urodzone w latach 1946-1964 właśnie przechodzi na emerytury (licząc 65 lat wieku emerytalnego, to mamy lata 2011-2029).

Po trzecie – nadmierne zadłużenie państw, które non stop rośnie, co ujawni się zapewne dopiero właśnie za kilka lat, gdy inflacja pójdzie do góry i wzrosną koszty obsługi długu. Po czwarte – wynika to z cyklu pokoleniowego/finansowego. Ile lat bowiem można nabierać ludzi na pusty pieniądz? To obecne młode pokolenie po prostu zbuntuje się (rewolucja?), bo narzuca się na nie olbrzymie koszty nie dając nic w zamian. Muszą bowiem utrzymywać emerytów, sami nie posiadając stałej pracy. Muszą także spłacać zadłużenie krajowe, które to pieniądze poszły w dużej mierze na konsumpcję poprzednich pokoleń. Wszystko to plus słabo płatna praca (dobrze jeśli w ogóle jest) powoduje, że nie mają warunków do posiadania dzieci. W zamian obiecuje się im niskie emerytury i nawołuje do oszczędzania na starość. Tak więc cykl pokoleniowy powinien domknąć się z cyklem pieniężnym.

Odchodzenie starego pokolenia połączy się chyba z odejściem starego pieniądza. Przedstawiona teoria ma jedną zaletę i kilka wad. Zaleta to: spiskowość tej teorii, a wiadomo że spiskowe teorie najlepiej tłumaczą rzeczywistość. Jedną z wad tej teorii jest to samo, co sam zarzuciłem na wstępie Traderowi 21 – a mianowicie próba racjonalizowania pewnych faktów i na ich podstawie prognozowanie przyszłości. Ale nie jest źle, bo prognozy mają to do siebie, że niektóre nawet się sprawdzają.”

Piotr Siarka

…to oczywiście nie koniec, bo jest jeszcze odpowiedź Tradera21, ale o tym do poczytania tu: independenttrader.pl Jak zwykle gorrrąco polecam 🙂

…komentarza nie będzie bo nie chcę dodatkowo gmatwać tego o czym trzej Panowie opowiadają… Każdy ze scenariuszy jest możliwy (zwłaszcza że już się realizują) a z historii wiadomo że wojny konwencjonalne są zawsze poprzedzane wojną gospodarczą która obecnie trwa na całego… No może dwa/trzy zdania od siebie dodam 😛 a w zasadzie zsyntetyzuję to co Panowie powiedzieli (napisali) i o czym od dłuższego czasu w kilkudziesięciu (o ile nie w kilkuset) postach już pisałem (m. in. tu: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli), albo zamieszczałem za pośrednictwem innych źródeł (jak tu: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem).

Wygra oczywiście ten „kto się nie boi wojen” (cytując klasyka). Rosja jest tu kluczem do Chin, które wygrywają obecnie wojnę handlową z USA. Stąd tak Amerykanom zależy na podpisaniu z UE umowy „transatlantyckiej” w skrócie TTIP by zawczasu zablokować Chinom ten rynek, na co z kolei Chiny odpowiadają dominacją w Afryce. Rosja właśnie jest dociskana (zmiękczana) ceną ropy, sankcjami gospodarczymi i przedłużającym się konfliktem na Ukrainie, żeby była na tyle słaba by nie dyktować „nowego ładu” po tym jak już się zacznie, ale na tyle silna żeby pomóc Amerykanom w rozprawie z Chinami. Dlatego m.in. nie doszło jeszcze między obiema siłami do konfrontacji siłowej na Ukrainie 😉 (NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?) i to: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej.)

Gdzie tu nasz interes? NIGDZIE! Najwyższy czas nie dać się wciągnąć w żadną awanturę – niech się sami leją raz bez Polski. Tak jak słusznie zauważa Jacek Bartosiak wejść powinniśmy na końcu i tylko w wypadku potrzeby obrony. Kluczem do budowy potęgi Polski to rzecz jasna kwitnąca gospodarka która jest fundamentem KAŻDEJ liczącej się siły militarnej i która jest magnesem dla słabszych państw do ściślejszego wiązania się w sojusze gospodarcze, polityczne i militarne, ale póki co wygląda to marnie – Romuald Szeremietiew: Czy będziemy solidarni w obronie?

…Odys

polecam również: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” i to: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. polecam również: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja? oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową. i to: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

Gyuri Lohmuller - Bitwa Gigantów

Gyuri Lohmuller – Bitwa Gigantów