Ruch JOW rozpoczyna kampanię na rzecz referendum. JOW-y nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie. Kieżun: gigantomania chorobą samorządów.


1. Ruch JOW rozpoczyna kampanię na rzecz referendum. Debata – JOW-y nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie

PAP – Kraj, 8 Cze 2015, 20:23, Wrocław (PAP) – Uświadomienie jak ważne będzie opowiedzenie się w referendum za jednomandatowymi okręgami wyborczymi – to główny cel zwolenników i współpracowników Pawła Kukiza. Przez najbliższe tygodnie będą zachęcać do udziału we wrześniowym referendum. 27 czerwca odbędzie się konwencja programowa ruchu.

W referendum, które odbędzie się 6 września, Polacy odpowiedzą na trzy pytania, dotyczące wprowadzenia JOW-ów w wyborach do Sejmu, likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz ustanowienia zasady rozstrzygania przez urzędy skarbowe wątpliwości na rzecz podatnika.

Patryk Hałaczkiewicz, szef sztabu wyborczego Pawła Kukiza w walce o prezydenturę, powiedział PAP, że w najbliższych tygodniach głównym celem jego zwolenników i współpracowników będzie uświadomienie wyborcom, jak istotne będzie referendum na rzecz JOW. „Będziemy w różny sposób przekonywać do głosowania, ale również i do zaangażowania się w propagowanie tej idei. Ruszyła nasza kolejna strona internetowa, lecz stawiamy również na bezpośrednie spotkania z mieszkańcami. Będą też ulotki i pojawimy się również w mediach” – podkreślił Hałaczkiewicz.

Jak zaznaczył, kampania referendalna to okres „gdy wszystkie ręce zostaną rzucone na pokład”. „Na układanie list do wyborów parlamentarnych mamy jeszcze sporo czasu, dlatego teraz koncentrujemy się na ruchu na rzecz JOW” – dodał Hałaczkiewicz. Jego zdaniem, ruch na rzecz JOW może spowodować wystarczającą frekwencję, by wrześniowe referendum było ważne i wiążące.

Pytany przez PAP, czy zwolennicy referendum i JOW nie obawiają się, że może się ono okazać niekonstytucyjne, Hałaczkiewicz wykluczył taki scenariusz. „Nie wyobrażamy sobie, by np. prezydent elekt Andrzej Duda, który w kampanii prezydenckiej często mówił, że chce słuchać głosu Polaków i wskazywał m.in. na instytucję referendum, teraz miałby negować jego potrzebę, czy twierdzić, że jest ono niezgodne z konstytucją” – mówił Hałaczkiewicz.

Hałaczkiewicz, który w poniedziałek wieczorem w Warszawie wziął udział w debacie „Dokąd zmierza Trzecia Siła” zapowiedział, że 27 czerwca w Lubinie odbędzie się konwencja programowa ruchu związanego z Pawłem Kukizem. Jak dodał, na konwencji zostaną przedstawione najważniejsze tezy programowe ruchu. Prezydent Lubina Robert Raczyński zapewnił, że program nie będzie miał 100 stron i że będzie go można przeczytać w 15 minut.

Wśród tez programowych są – według liderów ruchu – m.in.: wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, walka z biurokracją, w tym likwidacja 1,5 tysiąca „zbędnych” urzędów i agend, likwidacja finansowania partii z budżetu, walka z „niechlujnym prawem”, reorganizacja systemu sądownictwa, zniesienie wszystkich przywilejów emerytalnych oraz wprowadzenie emerytur obywatelskich.

Liderzy ruchu przekonywali, że Polska potrzebuje radykalnej zmiany, ponieważ politycy nie identyfikują się z wyborcami, ani ze swoim regionem. „System wyborczy w Polsce jest fikcyjny, tworzy klany polityczne” – stwierdził Hałaczkiewicz. „Chcemy przełamać niemoc w Polsce” – dodał Raczyński. Ich zdaniem, ponad połowę Polaków nie interesuje kwestia aborcji, czy dostępności in vitro. „Polska ma znacznie ważniejsze problemy” – ocenił Hałaczkiewicz. Zadeklarował też, że ruch Kukiza nie będzie zamykał się na lewicę.

Radny sejmiku dolnośląskiego i bliski współpracownik Kukiza Tymoteusz Myrda ocenił w rozmowie z PAP, że najbliższe tygodnie mogą się okazać kluczowe dla ustroju RP. „My na pewno nie będziemy stali z boku w tym okresie, a dyskusje o konstytucyjności referendum na rzecz JOW, czy np. bojkot tego plebiscytu zostawiamy tym partiom i ugrupowaniom politycznym, którym nie zależy na zmianie w Polsce” – podkreślił Myrda.

Prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział zwrócenie się z wnioskiem ws. referendum w poniedziałek 11 maja, dzień po pierwszej turze wyborów prezydenckich, w której minimalnie przegrał z kandydatem PiS Andrzejem Dudą.

Komorowski uzasadniał złożenie wniosku tym, że ponad 20-proc. poparcie dla Pawła Kukiza – który za jeden ze sztandarowych postulatów ma wprowadzenie JOW-ów – to ważny sygnał mówiący „o oczekiwaniu liczącej się części opinii publicznej na zmiany dotyczące relacji między obywatelem a państwem i wzmocnienia mechanizmów, które pozwalają obywatelom wpływać bezpośrednio na bieg spraw w Polsce”.

21 maja Senat wyraził zgodę na zarządzenie przez prezydenta Komorowskiego referendum ogólnokrajowego.

Zgodnie z art. 125 konstytucji, wynik referendum ogólnokrajowego jest wiążący jeżeli wzięło w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania.

Na mocy obowiązywania obecnej ustawy zasadniczej w Polsce przeprowadzono do tej pory tylko jedno referendum, dotyczące przystąpienia do Unii Europejskiej. Zagłosowało w nim 58,85 proc. uprawnionych, z czego 77,45 proc. powiedziało „tak” akcesji Polski do UE. (PAP)

ros/ mrr/mok/

…Tymczasem praktyka dotycząca JOWów jasno pokazuje co za tą „zmianą” idzie…

PAP – Kraj, 26 Maj 2015, 18:59, Warszawa (PAP) – Jednomandatowe okręgi wyborcze deformują wynik wyborczy, nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie – uważają uczestnicy wtorkowej debaty na Uniwersytecie Warszawskim pt. „JOW-y: szansa czy zagrożenie?”.

Prowadząca debatę dr Anna Materska-Sosnowska zastrzegła, że dotyczy ona systemu większościowego proponowanego przez Pawła Kukiza, który osiągnął trzeci wynik w I turze wyborów prezydenckich. Chodzi więc o najprostszy system wyborczy, w którym w każdym jednomandatowym okręgu wyborczym (na które podzielony jest kraj) jest jeden zwycięzca, który uzyskuje największa liczbą głosów – on zdobywa mandat, a głosy oddane na pozostałych kandydatów (którzy zdobyli mniej głosów) nie mają znaczenia przy podziale mandatów.

Dr Małgorzata Kaczorowska (UW) podkreślała, że w wynik głosowania w JOW-ach wpisana jest „genetyczna deformacja wyborcza”. Przywołała wybory, które 7 maja odbyły się w Wielkiej Brytanii. Partia Konserwatywna zdobyła w nich 36,8 proc. głosów i jednocześnie 50,8 proc. mandatów w parlamencie – jest to 331 mandatów w 650 osobowym parlamencie. Z kolei laburzyści otrzymali 30,4 proc. głosów – 35,7 proc. mandatów, czyli 232.

Kaczorowska zaznaczyła, że gdyby głosy przeliczono w skali kraju w systemie proporcjonalnym – Partia Konserwatywna zdobyłaby jedynie 239 mandatów, a Partia Pracy 198 mandatów. Partia UKIP, która zdobyła 12,6 proc. głosów i tylko jeden mandat, uzyskałaby 82 mandaty gdyby głosy przeliczono proporcjonalnie.

Ekspertka uważa, że to jak zadziała system większościowy w danym kraju zależy od wielu czynników: liczby partii politycznych, ich siły, charakterystyki ideowej, wielkości okręgów. Jednak – zaznaczyła – deformacja wyniku w Wielkiej Brytanii nie jest przypadkiem odosobnionym. Według niej, skutki wprowadzenia JOW-ów to m.in. brak szans dla nowych prądów i ruchów politycznych, brak sprawiedliwej reprezentacji, ale to także możliwość przypisania odpowiedzialności wybranemu w okręgu politykowi oraz stabilne rządy.

Dr Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że wynik wyborów przeprowadzonych w JOW-ach byłby sztuczny m.in. ze względu na stabilną geografię polityczną w Polsce oraz możliwość manipulowania granicami okręgów wyborczych.

Przekonywał, że wprowadzenie JOW-ów nie musi oznaczać zmiany zachowań wyborców. „Z całym szacunkiem dla tęsknot za lepszą polityką, którą miałyby przynieść JOW-y, za piękną ideą, za opowieścią jak +Władca Pierścieni+, może kryć się rzeczywistość tak okrutna jak w +Grze o Tron+” – powiedział.

Według Flisa w Polsce bardzo silny jest podział terytorialny wynikający z historii, który przekłada się na preferencje wyborcze. Oznacza to, że po wprowadzaniu JOW-ów np kandydaci PiS nie mieliby szans na Pomorzu Zachodnim, kandydaci PO na Lubelszczyźnie, a prowadzenie kampanii wyborczej miałoby sens jedynie w okręgach niestabilnych. Jak powiedział, przykłady z innych krajów pokazują, że w takich stabilnych okręgach niezależnie od wystawionego kandydata, wynik jest przesądzony jeszcze przed wyborami.

Zwrócił też uwagę, na zróżnicowanie Polski pod względem frekwencji. PO – jak mówił Flis – wygrywa niedużą różnicą głosów na dużych obszarach o niskiej frekwencji, z kolei PiS większą przewagą głosów na obszarach o większej frekwencji. W rezultacie – jak wynika z wyliczenia Flisa – gdyby za jeden okręg wyborczy uznać powiat, na JOW-ach skorzystałaby PO.

Flis ocenił, że nawet przy założeniu uczciwości przy wyznaczaniu jednomandatowych okręgów wyborczych, w dalszym ciągu podział rodziłby kontrowersje. Podał przykład powiatu słupeckiego, powiatu konińskiego i miasta Konin. Flis uważa, że ze względu na liczebność mieszkańców powiatów i miasta, podziału na okręgi wyborcze można by dokonać przynajmniej na cztery sposoby, a w zależności do przyjętego podziału: PO, PiS i PSL otrzymałyby po jednym mandacie lub: 2 – PiS i 1-PO, lub: 2- PO i 1 – PiS lub: 1-PSL i 2- PiS.

Flis uważa przy tym, że aby wprowadzić JOW-y w wyborach do Sejmu, musiałoby się w nim „znaleźć sporo samobójców”, którzy głosowaliby za pozbawieniem siebie pracy (utrata mandatu w przyszłych wyborach w związku ze startem w z góry przegranym okręgu).

Podał także przykład Lubina, w którym w ubiegłorocznych wyborach samorządowych wprowadzono jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do rady miasta. Komitet urzędującego burmistrza zdobył 55 proc. głosów i jednocześnie 22 mandaty w liczącej 23 członków rady. Opozycja zdobyła poparcie 22 proc. wyborców, ale nie zdobyła mandatu. Ostatni mandat przypadł samodzielnemu kandydatowi.

M.in. o to, czy są wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, Polacy odpowiedzą 6 września w ogólnokrajowym referendum. (PAP)

kno/mok/

…na temat JOWów pisałem już sporo więc zamiast się powtarzać polecam lekturę: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. oraz: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.

Mimo tego co napisałem polecam w pierwszej kolejności wyciągnięcie samodzielnych wniosków z tego co już wiemy na temat JOWów (o których to faktach informują cytowane komunikaty prasowe) i zastanowienie się komu są one tak naprawdę potrzebne, skoro nie wymienią już zasiedziałych od kilkunastu lat lokalnych klik, rządzących na zmianę ze wszystkich opcji politycznych, które w celu dojenia podatników dogadują się ze sobą bez problemu i zadłużają nas również lokalnie na nie małe kwoty (o czym więcej w dalszej części postu).

JOWy tylko zabetonują dla nich ciepłe posadki, na które będą się wspólnie i w porozumieniu wybierać dożywotnio (tak jak to ma miejsce do tej pory). Stworzą również okazję innym cwaniakom przeflancowanym w „bezpartyjność” (których stać na prowadzanie kosztownej kampanii) dopchać się do lokalnych układów i koryta. Na tym kierunku polecam lekturę o kadrach które stoją za Panem Kukizem w jego „walce z systemem” 😉 czyli artykuł „Matka Kurka”:  Zacznijcie się śmiać z „antysystemowego” Kukiza, bo za chwilę będziecie płakać! że zacytuję fragment (na zachętę):

„…Po konflikcie z Piotrem Dudą, Kukiz rzuca wszystkie majdany i wiece związkowe, by związać się z dolnośląskimi baronami samorządowymi, wiecznymi działaczami „bezpartyjnymi”, którzy od 15 lat zaliczają kolejne komitety. Od tego miejsca zaczyna się kariera jeszcze nie istniejącego Ruchu Kukiza i samego marionetkowego przywódcy starej kliki. Rzutem na taśmie pod koniec sierpnia 2014 roku, na dwa miesiące przed wyborami samorządowymi, powstaje KW Bezpartyjni Samorządowcy. Bezpartyjność i „ruchowość społeczna” to są znaki firmowe tego towarzystwa, które od zawsze posiadało legitymacje kilku partii, a spora część od lat 90-tych żyje z kasy podatnika. Bezpartyjni Samorządowcy wywodzą się z byłego Komitetu Rafała Dutkiewicza, który opuścili po tym jak Dutkiewicz postanowił pójść na wybory razem z PO…”

i jako trafne podsumowanie tego chytrego planu jeszcze jeden fragment z tego samego blogera:

„…Przy tym projekcie wszystkie prywatyzacje, i NFI i OFE wydają się skokami na skarbonkę dziecka, bo mówimy o zmianach konstytucyjnych przygotowujących grunt pod aksamitną rewolucję, która zdmuchnie ze sceny politycznej każdą opozycję nie zgadzającą się na układ z jedną, czy drugą sitwą. I tak pod naiwnymi hasełkami trafiającymi do serduszek, ale już nie do rozumku nawianych obywateli, najwięksi polityczni cwaniacy usiłują oddać władzę w ręce ludu. Starsi pamiętają, że taki ustrój nazywa się wprawdzie demokracją, ale z dodatkiem ludowa…”

JOW – krótko i na temat:

„…W Polsce, po wprowadzeniu JOW, kandydat zdobywający największą liczbę głosów w okręgu, zdobywa 1/460 władzy ustawodawczej. Do rządu, tym bardziej jednoosobowego, w Polsce nie kandyduje nikt. W JOW zwycięzca bierze jedną czterystasześćdziesiątą część możliwości wybrania premiera i jego ministrów, których sam nie może wskazać, bo robi to ten premier.

Pomysł, że w sytuacji Polski może to cokolwiek zmienić, zaliczam do innowacji w stylu dodawania szafranu do szamba, z nadzieją, że domowników czeka biesiada, jak u mamy.

JOW jest receptą na sukces. Sukces chwilowy Pawła Kukiza, żaden inny. Z pewnością zaś, przypomina liberum veto, czy też celowe rozczłonkowanie polityczne Polski przed zaborami.

Dużo by jeszcze mówić, ale po co? Zaprzeczcie jednej czterystasześćdziesiątej możliwości wybrania prezesa rady i jego ministrów, to będziemy rozmawiali dalej…”

PMKudlicki • naszeblogi.pl 

…o tym jak się sprawuje demokracja w terenie wszystkim nam najbliższym („samorządnym”) opowie prof. Kieżun… (Odys)

2. Kieżun: gigantomania chorobą samorządów.

PAP – Kraj, 26 Maj 2015, 7:00, Warszawa (PAP) – Od lat obserwujemy w samorządach gigantomanię: niekontrolowane mnożenie etatów i rozrastanie jednostek organizacyjnych – mówi PAP ekonomista prof. Witold Kieżun. „To jest całkowicie nieuzasadnione rozwojem gospodarczym” – podkreśla ekspert. I postuluje likwidację powiatów.

Przy okazji 25. rocznicy pierwszych wyborów do rad gmin prof. Kieżun ocenia, że samorządu nie udało się uchronić przed tym, na co cierpi cała polska administracja – przed gigantomanią, czyli – według niego – nadmiernym rozrastaniem się jednostek organizacyjnych.

Jednym z przejawów owej gigantomanii – zdaniem eksperta – był powrót do idei powiatów. Dla przywrócenia tych jednostek samorządu w 1999 roku nie było innego uzasadnienia innego niż polityczny – mówi Kieżun. „To miała być – i jest – struktura służąca zapewnieniu stanowisk ludziom władzy i budowaniu podstaw elektoratu w terenie. Wówczas mówiono mi o tym otwarcie: budujemy powiaty, to będzie nasz teren wyborczy, tam będziemy mieć swoich ludzi” – zaznaczył.

Jak mówił, odbudowanie powiatów było działaniem „wbrew zdrowemu rozsądkowi i ogólnoświatowym trendom”. „Likwidację średnich szczebli samorządu obserwowałem w latach 80. jako ekspert ONZ w Burundi. A potem przyjechałem do Polski i z przerażeniem zobaczyłem, że odbudowujemy powiaty” – powiedział. W jego ocenie gminy i województwa wystarczyłyby dla decentralizacji państwa.

„Stworzono też – równolegle do państwowych urzędów wojewódzkich – samorządowe jednostki tego szczebla” – zaznaczył profesor. Jak tłumaczył, w wyniku tej reformy funkcjonują państwowe urzędy wojewódzkie kierowane przez mianowanego przez premiera wojewodę i samorządowe wojewódzkie urzędy marszałkowskie. „To jest fenomen w skali światowej” – podkreślił.

„Jak się spojrzy z kolei na strukturę wewnętrzną obu urzędów, to na każdym szczeblu są wydziały, które zajmują się tym samym i nikt nie wie, jakie są odrębne kompetencje” – mówił.

Według niego zatrudnienie w administracji samorządu terytorialnego między 1990 r. a 2007 r. wzrosło o ponad 250 proc. „I ta liczba po każdych wyborach się zwiększa” – przekonuje. „W tych jednostkach zatrudnionych jest bardzo wielu pracowników i oni, by zachować pracę, szukają sobie zajęcia. To powoduje np. masę zmian przepisów szczegółowych, one co roku się zmieniają” – mówił.

Prof. Kieżun uważa, że walkę z gigantomanią należy zacząć od likwidacji powiatów. Co jednak ze zwolnionymi pracownikami? „To bardzo proste” – odpowiada Kieżun. „Wystarczyłoby czerpać z pozytywnych doświadczeń innych państw. W Kanadzie w ramach reformy administracji zwolniono 45 tysięcy pracowników. Nie pozostawiono ich jednak samym sobie. Dano im dwukrotnie tańsze kredyty na rozwinięcie własnej działalności albo możliwość współuczestniczenia w już istniejącej działalności. To kapitalnie zdało egzamin” – mówił. Dodaje jednak: „U nas to jest o tyle niemożliwe, że nawet gdybyśmy chcieli dać kredyty, to nie mamy banków, które mogłyby je dać. Są raptem trzy banki polskie, a żaden bank zagraniczny nie da dwa razy tańszego kredytu”.

Ekspert proponuje, by kompetencje powiatów przekazać gminom. „To wszystko w myśl generalnej zasady, że najważniejszym ośrodkiem władzy jest ten, który jest najbliższy obywatelowi. Po przejęciu kompetencji powiatów gminy powinny zostać odpowiednio rozbudowane. Dlaczego po prawo jazdy mamy jechać do powiatu? Czy nie możemy załatwić tego we własnej gminie?” – mówił Kieżun.

Prof. Kieżun podkreśla, że samorządy obciąża także dominacja partii w życiu publicznym. Profesor uważa, że w wyborach samorządowych nie powinny być wystawiane listy partyjne. „Na listach powinny być osoby mające realne kompetencje do zarządzania gminą czy województwem” – zaznaczył. Ekspert jest za wyłanianiem osób zarządzających gminą i województwem w wyborach bezpośrednich, w jednomandatowych okręgach wyborczych; dotyczy to także wojewodów.

„Administracja jest pełna ludzi bez kwalifikacji” – mówił profesor. „Wprowadzenie racjonalnego systemu doboru kadr wymaga przede wszystkim zmiany myślenia i podwyższenia poziomu etyki. Na wszystkich poziomach, nie tylko tym samorządowym. Nie do akceptacji jest powierzanie funkcji ministrów czy wiceministrów osobom bez żadnej wiedzy, którzy nigdy w administracji nie pracowali. Najważniejsze jest, by byli lojalni wobec swojego przełożonego, reszty się nauczą. I potem wchodzi minister do gabinetu i nie wie, co ma robić. Prosi sekretarkę, by mu powiedziała” – mówił.

„Jesteśmy też niesłychanie zapóźnieni. W 2015 r. administracja w Polsce jest minimalnie zinformatyzowana, co sprawia, że wszystko trzeba załatwiać osobiście w urzędzie” – dodaje.

Profesor podkreśla, że reforma samorządu wymaga dokonania szczegółowej analizy przez specjalistów od teorii zarządzania.

Kieżun jest zdania, że błędem było powierzenie reformy samorządowej wyłącznie prawnikom, bez zaangażowania teoretyków zarządzania. Według niego skutkiem tego jest m.in. nadmierne obciążanie samorządów zadaniami. „Jedną z podstawowych zasad teorii zarządzania publicznego jest dostosowanie zadań do możliwości. To oznacza, że na wszystkie obciążenia muszą być odpowiednie środki pieniężne. Tymczasem stale do samorządów przychodzą zarządzenia, że trzeba coś zrobić, ale nie daje się na to pieniędzy” – mówił.

Rozmawiała Magdalena Cedro (PAP)

mce/ as/

PS… „Zachodniopomorskie Ostrowice mogą być pierwszą gminą w Polsce, która zostanie zlikwidowana z powodu bardzo wysokiego zadłużenia. Jej tereny mogą zostać włączone do Drawska Pomorskiego. Takie rozwiązanie proponuje rządowi wojewoda Marek Tałasiewicz (…) By mieć pieniądze na spłaty rat kredytów w 2013 r., wójt Ostrowic sprzedał prywatnej firmie na zasadzie leasingu jeden wodociąg, urządzenia kanalizacyjne i oczyszczalnię ścieków. Regionalna Izba Obrachunkowa oceniła to jako działanie niegospodarne. Gmina sprzedała urządzenia, a później za ich dzierżawę musiała dużo płacić (już je odkupiła). W połowie ubiegłego roku RIO, która badała finanse gminy za lata 2011-2013, stwierdziła: „gmina nie posiada finansowej racji bytu”, „nie ma pieniędzy na podstawową egzystencję”, „nie jest w stanie samodzielnie realizować zadań własnych”. Izba krytycznie oceniła fakt, że na bieżące potrzeby Ostrowice zaciągały drogie pożyczki w parabankach…” 

…i w podobnej sytuacji jest wiele gmin w Polsce (których włodarze jeszcze się chwalą że „inwestują” – co z tego że na kredyt który przekracza możliwości finansowe podmiotu), tyle że to póki co tajemnica RIO i innych instytucji „nadzorujących” budżety samorządów, które przez lata przymykają oko na lokalnych „gospodarzy” zamiast od pierwszych sygnałów niegospodarności ostro reagować wprowadzając chociażby zarząd komisaryczny… Nie(samo)rządem Polska stoi!  (Odys)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. i to: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.


1. Ukraina – Rząd otrzymał prawo wstrzymywania spłaty zadłużeniaPutin: Rosja mogłaby już zażądać od Ukrainy spłaty długu. Miedwiediew: zajmiemy twardą postawę w razie niewypłacalności Ukrainy

19.05. Kijów (PAP) – Ukraiński parlament przyjął we wtorek ustawę, dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego, zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. W uzasadnieniu wyjaśniono, że celem tych działań jest obrona interesów narodowych.

Rząd wniósł projekt ustawy do Rady Najwyższej we wtorek, prosząc deputowanych, by go poparli w związku z trudną sytuacją gospodarczą oraz – jak to ujęto – dla obrony państwa przed „atakami nieżyczliwych kredytodawców”. Rada Ministrów zapewniła jednak, że prawo ogłoszenia moratorium na spłatę zadłużenia nie będzie miało wpływu na zobowiązania kredytowe Ukrainy.

„Jest to bardzo trudny dokument, który albo da szansę porozumienia się z kredytodawcami, albo otworzy możliwość ogłoszenia bankructwa technicznego” – oświadczył Jurij Łucenko, szef frakcji prezydenckiego Bloku Petra Poroszenki.

Premier Arsenij Jaceniuk, prosząc posłów o poparcie rządowego projektu ustawy, oświadczył, że w ciągu najbliższych czterech lat Ukraina powinna zwrócić 30 mld dolarów zadłużenia zagranicznego i spłacić 17 mln dolarów pożyczek wewnętrznych, na co obecnie nie ma pieniędzy.

Jaceniuk zapewnił, że decyzja parlamentu, zezwalająca na ogłoszenie moratorium na spłatę zadłużenia, „jest prawem”, z którego rząd może skorzystać lub nie. Wyjaśnił też, że Ukraina chce zwrócić długi, jednak – jak podkreślił – „na warunkach, które proponuje ukraiński rząd i państwo”.

Szef rządu wyjaśnił, że jego kraj znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, wynikającej z utraty zaanektowanego przez Rosję Krymu oraz z konfliktu z separatystami we wschodnich obwodach. Zaznaczył, że zadaniem parlamentu jest odciążenie gospodarki i przyszłych pokoleń od zadłużenia w wysokości 40 mld dolarów, zaciągniętego przez ekipę obalonego w ubiegłym roku prezydenta Wiktora Janukowycza. Premier podkreślił, że obecnie Ukraina winna jest swym partnerom ogółem 70 mld dolarów.

W ubiegłym tygodniu Jaceniuk oświadczył, że zagraniczni kredytodawcy muszą się zgodzić na „uzasadniony” układ zaoferowany przez władze Ukrainy w rozmowach na temat restrukturyzacji około 23 mld dolarów zadłużenia kraju.

Stanowisko to przekazał, gdy grupa największych posiadaczy ukraińskich obligacji ponownie zgłosiła obiekcje do jakiegokolwiek umorzenia kapitałowej części długu, a resort finansów Ukrainy zarzucił kredytodawcom, że nie chcą negocjować w dobrej wierze.

Przemawiając wówczas w parlamencie, Jaceniuk oświadczył, że posiadacze obligacji powinni wziąć pod uwagę fatalny stan ukraińskich finansów.

„Kraj jest w stanie wojny. Straciliśmy 20 proc. naszej gospodarki. Zwróciliśmy się do kredytodawców, przedstawiając im jasne stanowisko w kwestii procedury i warunków restrukturyzacji” – mówił premier. „Prosimy, apelujemy i nalegamy, żeby zewnętrzni kredytodawcy wzięli pod uwagę obecną sytuację i przyjęli propozycję ukraińską, która jest uzasadniona i która jest sposobem na przyjście Ukrainie z pomocą” – dodał.

Propozycja przedstawiona przez władze w Kijowie zakłada m.in. wydłużenie okresu zapadalności obligacji i redukcję części kapitałowej zadłużenia.

W zeszłym tygodniu komitet kredytodawców, w skład którego wchodzi firma inwestycyjna Franklin Templeton i który reprezentuje inwestorów posiadających ukraińskie obligacje wartości ok. 10 miliardów dolarów poinformował, że przedłożył nowe, szczegółowe propozycje dotyczące restrukturyzacji, ale plan ten w dalszym ciągu wyklucza redukcję kapitałową.

Ukraina ma niewiele czasu na porozumienie się z kredytodawcami, ponieważ Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by porozumienie w sprawie restrukturyzacji zadłużenia zostało zawarte zanim zakończy się najnowszy przegląd programu ratunkowego dla Ukrainy wartego 17,5 mld USD; kierownictwo MFW ma się nim zająć w czerwcu. Od wyników przeglądu zależy wypłacenie Ukrainie drugiej transzy wysokości ok. 2,5 mld USD. Pieniądze te są Ukrainie pilnie potrzebne.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP) jjk/ agy/ kar/

20.05. Moskwa (PAP) – Rosja mogłaby już żądać od Ukrainy przedterminowego uregulowania jej zadłużenia, ale nie czyni tego ze względu na prośbę Kijowa i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) – powiedział w środę prezydent Władimir Putin.

Jak wyjaśnił Putin na spotkaniu z członkami rosyjskiego rządu, Rosja zainwestowała część swoich rezerw w państwowe obligacje ukraińskie. „Mamy prawo już dawno żądać przedterminowej spłaty tych środków, ze względu na to, że według warunków naszego porozumienia w przypadku, gdy łączny poziom długu publicznego Ukrainy przewyższy 60 procent PKB, to pojawia się prawo do przedterminowej spłaty (zadłużenia)” – powiedział.

Dodał, że „zgodnie z prośbą ukraińskich partnerów oraz MFW” Rosja nie korzysta z tego prawa. „Nie chcemy pogłębiać i tak już trudnej sytuacji gospodarczej naszych partnerów i sąsiadów” – oznajmił.

Polecił, by sytuacją, jaka powstała w związku z długiem Kijowa, zajął się premier Dmitrij Miedwiediew. Konsultacje na ten temat ma prowadzić minister finansów Rosji Anton Siłuanow. „Słyszymy oświadczenia osób oficjalnych o tym, że rozpatrywana jest możliwość nieoddawania kredytów wziętych przez poprzednie władze (Ukrainy). Chcemy poznać zamiary naszych partnerów” – powiedział Putin.

Zadłużenie Ukrainy, o którym mówił prezydent Rosji, to 3 mld dolarów, które Moskwa w grudniu 2013 roku, tj. jeszcze przed odsunięciem od władzy poprzedniego prezydenta Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku, zainwestowała w ukraińskie obligacje państwowe. Pożyczkę tę Kijów dostał na spłatę długów za gaz kupiony w Rosji.

Putin skomentował także decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Zdaniem Putina władze w Kijowie wykazały się „niskim poziomem profesjonalizmu, ogłaszając faktycznie nadchodzące bankructwo”.

Miedwiediew ze swej strony podkreślił, że Moskwę niepokoi nie tylko sprawa długu państwowego, ale także długu komercyjnego, tj. zaciągniętego przez stronę ukraińską w rosyjskich bankach. Wysokość tego zadłużenia premier Rosji oszacował na 25 mld dolarów.(…)

(PAP) mal/ awl/ mmp/ mc/

23.05. Moskwa (PAP/Reuters,TASS,Interfax-Ukraina) – Rosja zajmie twarde stanowisko w przypadku, gdy Ukraina zadecyduje o niespłacaniu długów zaciągniętych przez jej poprzednie władze – oświadczył premier Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie wyemitowanym w sobotę w telewizji państwowej.

„Jeśli formułować to w ten sposób, to byłaby to niewątpliwie niewypłacalność Ukrainy. W tym przypadku zajęlibyśmy tak twarde stanowisko, jak to tylko możliwe, i bronilibyśmy naszych interesów narodowych” – powiedział Miedwiediew w programie informacyjnym „Wiesti” w państwowej telewizji Rossija.

Miedwiediew skomentował decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Ocenił, że w odniesieniu do Rosji te długi „nie są całkiem komercyjne”, bowiem „były zaciągane w naszych bankach, w tym tych z udziałem państwa”. Te długi „nie są nam obojętne, będziemy je egzekwować” – dodał.

Dodał także, że samo podjęcie przez Radę Najwyższą takiej decyzji, nawet jeśli nie będzie realizowane w praktyce, może być uważane za podstawę do zażądania przedterminowej spłaty kredytów.(…)

 (PAP) awl/ woj/ arch.

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. Robert Potocki: PostMajdanowa (de)oligarchizacja i Samobójcze prawo serii.

2. Ekspertka PISM o Partnerstwie Wschodnim i „szczycie minimum” w RydzeAmbasador UE w Rosji: partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło.

20.05. Warszawa (PAP) – Nadchodzący szczyt Partnerstwa Wschodniego zapoczątkuje dłuższy trend powolnego wycofywania się UE ze Wschodu, bo kraje „28” są coraz mniej zainteresowane integracją tego regionu z Unią. Będzie to szczyt minimum – mówi PAP ekspertka PISM Elżbieta Kaca.

Analityczka przekonuje jednak, że nie oznacza to fiaska tej zapoczątkowanej w 2009 roku z inicjatywy Polski i Szwecji polityki UE wobec wschodnich sąsiadów: Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Armenii, Azerbejdżanu i Białorusi, lecz jedynie jej osłabienie.

Czwartkowo-piątkowe spotkanie w Rydze odbędzie się w cieniu kryzysu imigracyjnego na południu UE i dyskusji o kwotach odnośnie do przyjmowania uchodźców. Do priorytetów szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini nie należy PW, lecz walka z przemytnikami ludzi oraz angażowanie się w relacje UE z Rosją – uważa Kaca.

„Będzie to szczyt minimum. Właściwie chodzi o to, żeby Unia nie wycofała się z tego, co już zostało zrobione i podtrzymała dotychczasowe zobowiązania, głównie w kwestiach kontynuowania liberalizacji procesu wizowego i wdrażania umów o pogłębionych strefach wolnego handlu oraz finansowych” – wyjaśnia ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jej zdaniem nie ma szans na to, by w deklaracji końcowej pojawiły się zapisy dotyczące perspektywy członkostwa w Unii dla krajów PW. „Zgodnie z przeciekami zapisy są mocno osłabione, bo państwa członkowskie obawiają się antagonizowania Rosji poprzez przedstawienie ambitnej polityki Partnerstwa Wschodniego” – mówi Kaca.

Jak wyjaśnia, w ocenie wielu państw, zwłaszcza na południu UE, sugerowanie perspektywy członkostwa przez ostatnie kilka lat sprawiło, że wzrosły społeczne oczekiwania krajów Partnerstwa Wschodniego. Tymczasem „Unia nie mogła realnie zaproponować takiej możliwości” – mówi.

Przedstawiciele tych państw członkowskich UE winą za kryzys ukraiński obarczają właśnie PW. „Uważają, że teraz absolutnie nie możemy kontynuować polityki obietnic. Ich zdaniem należy jak najbardziej realnie przedstawić krajom PW sytuację i sprowadzić Partnerstwo do klasycznej polityki zagranicznej, a nie polityki pseudorozszerzeniowej. W kontekście kryzysu ukraińskiego deklaracja będzie oddawała taki sposób myślenia” – tłumaczy ekspertka.

Jak dodaje, krążą pogłoski, że UE wycofa się z wprowadzonej w 2011 roku tzw. zasady more for more, polegającej na tym, że kraje najlepiej wywiązujące się z reform mogą liczyć na większe środki finansowe. Jednak ekspertka tłumaczy, że zasada ta jest już wdrożona na siedem lat i będzie obowiązywała do 2020 roku, kiedy kończy się obecna perspektywa budżetowa UE. Może być po prostu w mniejszym stopniu stosowana względem niektórych krajów.

Rezygnując z more for more, Unii może chodzić o wysłanie sygnału, że PW jest wyłącznie gospodarczą inicjatywą, bez charakteru politycznego, oraz o „wycofanie się z dowartościowywania najlepszych krajów”. „Dałoby im to do zrozumienia, że nie powinny spodziewać się, iż za wielkimi osiągnięciami będą szły większe obietnice i środki” – mówi.

„Najpewniej chodzi o to, że Polska i kraje, które walczą o PW, postulowały znaczne zwiększenie pieniędzy dla państw, które wdrażają handlową część umowy stowarzyszeniowej. Komisja Europejska chce się bronić przed takimi rozwiązaniami, likwidując more for more” – uważa Kaca.

Zdaniem ekspertki PISM na szczycie w Rydze „nie należy spodziewać się rewolucji ani konkretnych zmian jeśli chodzi o PW”. Powodem jest m.in. prowadzony obecnie przegląd polityki sąsiedztwa. Do końca czerwca potrwają publiczne konsultacje, których rezultaty zostaną ogłoszone jesienią i dopiero wtedy zostaną podjęte decyzje na temat ewentualnych zmian. „Nie należy wiązać z tym jednak wielkich nadziei. Nie ma konstruktywnych pomysłów, by coś zmieniać” – zastrzega.

Szczyt w Rydze „pokaże trend osłabienia zainteresowania Unii pogłębioną integracją regionu wschodniego z UE; w ciągu najbliższych kilku lat będziemy świadkami dłuższego trendu polegającego na powolnym politycznym wycofywaniu się UE ze Wschodu” – ocenia ekspertka. „Będzie chodziło jedynie o promowanie pogłębionej integracji gospodarczej” – dodaje.

Kaca przewiduje, że UE będzie podtrzymywać współpracę z krajami PW na poziomie technicznym, a stosunki z tymi państwami będą przypominały relacje Unii z Turcją, z tą różnicą, że Ankara otrzymała perspektywę członkostwa. „Turcy wdrażali warunki, ale teraz wszystko się rozbija o kwestie polityczne” – przypomina analityczka. Gdy kraje PW osiągną reżim bezwizowy, na co w najbliższych latach szanse mają Gruzja i Ukraina, i z czego od roku korzystają obywatele Mołdawii, oraz gdy będą już w pełni obowiązywały umowy o wolnym handlu, nadejdzie okres zniechęcenia Unią, co obserwujemy w Turcji.

Zdaniem ekspertki UE stawiała krajom PW zbyt duże wymagania, oferując im w zamian relatywnie niewielkie zyski, w dodatku głównie długoterminowe. „A te kraje potrzebują konkretnych zachęt” – przekonuje.

„Poza ruchem bezwizowym w PW nie ma rozwiązań typu win-win” – ocenia Kaca. Choć Unia domaga się od krajów PW kompleksowych reform, np. administracji publicznej, całego sektora energii czy transportu, bądź utworzenia systemu niezawisłego sądownictwa, to niedostatecznie monitoruje wdrażanie tych zmian. „UE naciska na zmianę prawa i powoływanie nowych instytucji, ale kompletnie nie monitoruje wdrażania tych reform, wręcz nie chce patrzeć, jak są one wprowadzane w życie. Po sześciu latach funkcjonowania PW efekt jest taki, że mamy większość rezultatów na papierze, a realnie niewiele się zmienia” – mówi Kaca.

„Trzeba skończyć z tą iluzją” – podkreśla. Ekspertka proponuje zmniejszenie pieniędzy wydawanych za pomocą wsparcia budżetowego i przerzucenie się na granty, przetargi dla biznesu, NGOsów, konkretne projekty infrastrukturalne, czy też zwiększenie środków dla małych i średnich przedsiębiorstw, których funkcjonowanie w krajach oligarchicznych jest utrudnione.

Julia Potocka (PAP) jhp/ ap/

Robert Potocki: Partnerstwo (bez) złudzeń: przypadek Ukrainy, fragment:

„…Ukraina i Gruzja oczekiwały dwóch zasadniczych deklaracji: (1) potwierdzenia perspektywy przyszłego członkowstwa w UE i uznania całego dotychczasowego procesu tranzycji systemowej obu wspomnianych państw oraz (2) określenia daty i zasad wprowadzenia ruchu bezwizowego [1]. O ile w przypadku Kijowa kunktatorstwo to jest w pełni zrozumiałe, gdyż władze państwowe od czasu EuroRewolucji ciągle w sposób „niemrawy” wprowadzają reformy, zaś „dylemat niepewności” sprawia, że należy liczyć się z określonymi napięciami społecznymi, czy też napływem uchodźców w przypadku eskalacji wojny noworosyjskiej, o tyle w przypadku Tbilisi musi to już budzić wątpliwości, gdyż z jednej strony Gruzja może – pomimo zamrożenia konfliktów w Osetii Południowej i Abchazji – uchodzić za pioniera okcydentalizacji przestrzeni poradzieckiej, a z drugiej – brak większego zaangażowania Brukseli w regionie Morza Czarnego zmusza władze państwowe w Tbilisi do balansowania między euratlantyzmem a eurazjatyzmem [2].

(…)Ostatecznie też w deklaracji końcowej zapowiedziano liberalizację ruchu granicznego dla krajów Partnerstwa Wschodniego, choć bez skonkretyzowania terminów, co można uznać za porażkę dyplomatyczną prezydenta Petra Poroszenki, który liczył na dyplomatyczny sukces w obliczu pogarszającej się kondycji finansowej kraju [4]. Równie niejednoznacznie brzmiały zapewnienia o uznaniu „aspiracji europejskich”, zwłaszcza, że powyższa deklaracja nie musi oznaczać poparcia dla procesu akcesji w sytuacji, gdy zasadniczym celem Unii Europejskiej nie jest zjednoczenie Starego Kontynentu. Także stwierdzenie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska:„nikt nie obiecywał, że Partnerstwo Wschodnie będzie automatyczną drogą do członkostwa [Unii Europejskiej]” nie skłania do nadmiernego optymizmu w tym wymiarze.(…)

Od momentu powstania zasadniczym celem istnienia Partnerstwa Wschodniego było zacieśnienie relacji bilateralnych z krajami, które znajdują się na peryferiach Unii Europejskiej w celu stworzenia w obrębie jej „bliskiej zagranicy” strefy bezpieczeństwa i stabilności społeczno-politycznej. Teoretycznie pozwalało to na wypracowanie nowych form współpracy i kooperacji na szczeblu regionalnym, ze szczególnym uwzględnieniem umów stowarzyszeniowych oraz tworzeniem pogłębionych i kompleksowych stref wolnego handlu. Nie bez znaczenia był również fakt, że wypracowanie wspomnianych instrumentów oddziaływania politycznego poprzedzał proces dostosowawczy poszczególnych krajów do wymogów i standardów unijnych. Najskuteczniejszą formułą zewnętrznego inspirowania procesów tranzycji była oczywiście perspektywa członkostwa, która jednak w przypadku Partnerstwa Wschodniego została odłożona ad Kalendas Graecas…”

polecam lekturę całości tu: geopolityka.org

podobne: Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE oraz: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). i to: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

20.05. Wilno (PAP) – Litewskie partnerstwo strategiczne z Polską podupadło – ocenił ambasador UE w Moskwie Vygaudas Uszackas, b. szef MSZ Litwy. W wywiadzie dla prywatnej telewizji litewskiej wyraził nadzieję, że przywódcy Litwy dołożą starań, by odbudować relacje z Polską.

„Z żalem przyznaję, że deklarowane partnerstwo strategiczne z Polską o ile nie poniosło fiaska, to znacznie podupadło” – powiedział Uszackas litewskiej telewizji Lietuvos Ryto.

Jego zdaniem „należy koniecznie usunąć zadrażnienia, które nagromadziły się w wyniku naszej bezczynności i braku woli politycznej”. „Jak długo można rozmawiać o zalegalizowaniu pisowni polskich nazwisk ? Sądzę, że musimy się wywiązać z naszych zobowiązań” – wskazał Uszackas.

Ambasador ocenił, że należy aktywizować współpracę polityczną, kulturalną i gospodarczą. „Prokremlowscy politolodzy rosyjscy w rozmowach ze mną czasami żartują, że Litwini nie potrafią ułożyć sobie relacji z Polską i w ten sposób służą nie swoim, a czyimś interesom” – powiedział ambasador UE.

„Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że Polska jest naszym partnerem strategicznym bez względu na to, czy tak ją określamy, czy nie” – kontynuował Uszackas. Przypomniał, że Polska „jest najbliższą sąsiadką Litwy z czterdziestomilionowym rynkiem konsumentów i największym w Europie Wschodniej państwem członkowskim NATO, z którym łączą nas relacje historyczne”.

Ambasador przyznał, że w historii narodów polskiego i litewskiego są bolesne karty. Jednocześnie podkreślił, że „po tym, gdy wstąpiliśmy do UE i NATO, gdy stoją przed nami wspólne wyzwania, którym musimy podołać, jednym z najważniejszych zadań polityki zagranicznej jest odbudowa i normalizacja relacji polsko-litewskich”.

Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP) aki/ awl/ ala/

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament? oraz: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat. i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

3. Powstanie mołdawsko-rumuński batalion sił pokojowych.

22.05. Kiszyniów (PAP/Interfax-Ukraina) – Ministrowie obrony Rumunii i Mołdawii uzgodnili w Bukareszcie, że oba kraje w najbliższym czasie utworzą wspólny batalion sił pokojowych. Opowiedziano się też za włączeniem w skład batalionu żołnierzy z Polski i Ukrainy – podał w piątek resort obrony Mołdawii.

„W działaniu batalionu planuje się wykorzystanie znacznego doświadczenia rumuńskich żołnierzy, nabytego przez nich w trakcie wypełniania misji pokojowych i ćwiczeń międzynarodowych” – czytamy w oświadczeniu mołdawskiego ministerstwa obrony po spotkaniu szefa tego resortu Viorela Cibotaru z rumuńskim ministrem obrony narodowej Mirceą Dusą.

„Mołdawia traktuje Rumunię jako swego strategicznego partnera w wojskowo-politycznym dialogu. Chcemy i gotowi jesteśmy zabezpieczyć ciągłość tego procesu, aby nasza armia była profesjonalna i aktywna” – napisano w oświadczeniu. W rumuńskich uczelniach wojskowych podnosi kwalifikacje wielu oficerów mołdawskich.

Według komunikatu ostatnie spotkanie ministrów obrony Mołdawii i Rumunii stanowiło „nowy etap w umacnianiu wojskowo-politycznych więzi między Mołdawią a Rumunią i stało się płaszczyzną dyskusji i wymiany opinii o stanie i perspektywach dwustronnej współpracy”.

W Rumunii przeprowadzono niedawno ćwiczenia z udziałem pododdziałów sił zbrojnych gospodarzy, żołnierzy z Wielkiej Brytanii, USA i Mołdawii. Kolejne ćwiczenia w tym kraju mają odbyć się w czerwcu. (PAP)

jo/ ap/

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową.

4. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.

24.05.2015, Berlin (PAP) – Zdaniem tygodnika „Der Spiegel” Rosja nie planuje – wbrew temu, co twierdzą władze w Kijowie – nowej ofensywy w Donbasie, lecz wręcz przeciwnie – szuka wyjścia z konfliktu o Ukrainę. Podczas niedawnych rozmów USA-Rosja nie było mowy o Krymie.

Wieloletni korespondent „Spiegla” w Moskwie Christian Neef w materiale w najnowszym wydaniu tygodnika zwraca uwagę na ostatnie wypowiedzi prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, w których jest mowa o przygotowywaniu przez Kreml ofensywy przeciwko Ukrainie. Autor zauważa, że pretekstem do „wojowniczych wypowiedzi” Poroszenki było zatrzymanie dwóch żołnierzy rosyjskich oddziałów specjalnych, pojmanych przez siły rządowe na wschodzie kraju.

„To, że rosyjskie kierownictwo wysyła bojowników na Ukrainę i kłamie (zaprzeczając), od dawna wiadomo” – czytamy w „Spieglu”. Nie usprawiedliwia to jednak – zdaniem Neefa – mówienia o rosyjskiej „ofensywie”. Jak twierdzi niemiecki dziennikarz, jest wręcz przeciwnie – „Moskwa idzie na ustępstwa”.

Na potwierdzenie tej tezy Neef przytacza wypowiedz szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, który powiedział, że tereny opanowane przez separatystów mają pozostać częścią Ukrainy i że należy wspierać Poroszenkę. „Der Spiegel” dodaje, że Rosja oficjalnie pożegnała się z projektem „Noworosji”, co związane jest z „upadkiem ekonomicznym” Rosji. „Dlaczego Kreml miałby inwestować w Ukrainę jeszcze więcej krwi i pieniędzy?” – pyta Neef.

„Wojenna retoryka” jest natomiast – zdaniem „Spiegla” – w interesie Poroszenki. „Kraj znajduje się w obliczu bankructwa, a dług zagraniczny wzrósł do 40 mld dolarów (…)” – pisze Neef. W tej sytuacji „wojenna melodia” jest pożądana – nie tylko, aby podsycać patriotyczne nastroje, lecz także, aby ostrzec Zachód (przed zbliżeniem z Rosją).

„Der Spiegel” zwraca uwagę, że Waszyngton podjął na nowo dialog z Moskwą, gdyż jest zainteresowany kooperacją z Rosją w sprawie Syrii. Amerykanie mają ponadto przedstawić propozycję dotyczącą Ukrainy wschodniej. W czasie niedawnej wizyty sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego w Moskwie ani razu nie padło słowo „Krym” – czytamy w „Spieglu”. (PAP)

lep/ mc/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję i raport Niemcowa. oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.


Dudek o Dudzie: najbardziej spektakularna kariera polityczna w III RP

PAP – Kraj 24 Maj 2015, 23:13, Warszawa (PAP) – Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich to chyba najbardziej spektakularna kariera polityczna w dziejach III RP – powiedział PAP politolog prof. Antoni Dudek. W jego ocenie to także „początek nowej epoki w dziejach politycznych III Rzeczypospolitej”.

„Andrzej Duda był politykiem PiS na pewno jakoś rozpoznawalnym w ubiegłym roku i gdzieś tam dostrzegalnym, ale na pewno nie był w tej trójce czy czwórce najważniejszych. I nagle w ciągu tak naprawdę kilkunastu tygodni kampanii wyrósł na prezydenta RP” – powiedział prof. Dudek komentując dla PAP wynik niedzielnych wyborów prezydenckich.

W jego ocenie to oczywiście sukces Dudy i jego sztabu, ale także efekt sprzyjającej koniunktury. „To znaczy pewnego niezadowolenia czy zmęczenia nie tylko prezydenturą Komorowskiego, ale też ośmioma latami rządów PO. Z drugiej strony jeśli chodzi o Bronisława Komorowskiego to jednak myślę, że powinno powstać kilka porządnych prac politologicznych analizujących tę myślę jedną z najbardziej sensacyjnych porażek. Bo pamiętamy jeszcze dwa-trzy miesiące temu dyskusje czy Komorowski wygra w pierwszej turze czy dopiero w drugiej, ale praktycznie nikt nie brał pod uwagę możliwości, że nie wygra” – mówił politolog.

Jego zdaniem na porażkę Komorowskiego wpłynęła także pewna „mała aktywność jego prezydentury” i błędy, które popełnił podczas kampanii. „Najpierw lekceważąc przeciwnika, a później kiedy po pierwszej turze jakby się zmobilizował, to pierwsze jego ruchy znowu mu odbierały głosy. Mam na myśli pomysł z referendum, czym zrobił prezent głównie Pawłowi Kukizowi, a sobie +strzelił w stopę+. I tak naprawdę pomijając pierwszą debatę telewizyjną, w której rzeczywiście wypadł lepiej, to właściwie przez te dwa tygodnie nie zrobił wiele, by przełamać negatywny dla siebie trend” – podkreślił Dudek.

Negatywnie ocenił także ostatnie decyzje Komorowskiego np. zapowiedź, że będzie łagodził reformę emerytalną. „Myślę, że tak naprawdę nie było to przekonywujące dla większości wyborców, bo było odbierane jako próba licytacji z Dudą na +kiełbasę wyborczą+. I to w ostatniej chwili nie brzmiało zbyt wiarygodnie i raczej nie zachęcało do głosowania na Komorowskiego. Także to ciąg błędów, z których na część nie miał on wpływu, ale moim zdaniem mógł te wybory wygrać. On je przegrał z powodu błędów swoich i swojego sztabu wyborczego. One odebrały mu jakąś liczbę wyborców, która moim zdaniem by wystarczyła, by nie przegrać” – zaznaczył politolog.

Według niego zwycięstwo Dudy to początek nowej epoki w dziejach politycznych III Rzeczypospolitej, dlatego że „to się nie skończy na zmianie prezydenta”. „Moim zdaniem jednak w jesiennych wyborach PiS będzie miał bardziej komfortową pozycję. To oczywiście nie znaczy, że je wygra, ale będzie miał – i to jest efekt bardziej pierwszej tury niż drugiej – z kim robić koalicję. Bo niewątpliwie ten ruch Kukiza, który ma wszelkie szanse wejść do Sejmu, będzie miał bliżej do PiS-u niż do PO” – zaakcentował Dudek.

W jego ocenie dla PO ten wynik oznacza „potężne kłopoty i trzęsienie ziemi”. „Oczywiście to nie przesądza wprost wyniku jesiennych wyborów parlamentarnych, ale na pewno zwycięstwo Komorowskiego miało być lokomotywą, która miała pociągnąć PO do zwycięstwa, a tymczasem będzie dokładnie odwrotnie. Zacznie się teraz festiwal oskarżeń, kto bardziej zawinił i pojawi się sam problem Bronisława Komorowskiego, który coś będzie musiał ze sobą zrobić. Będzie w końcu byłym prezydentem z dużym jednak społecznym poparciem. On będzie teraz poważnym politykiem PO, do której prawdopodobnie wróci i jakąś rolę będzie w niej odgrywał. Być może stanie się jednym z kandydatów do przywództwa, bo raczej na emeryturę polityczną się nie wybierze. Więc sytuacja w PO się jeszcze bardziej skomplikuje” – mówił politolog.

„Ale trzeba pamiętać, że wbrew pozorom zwycięstwo Dudy nie oznacza, że PiS nie będzie miał żadnych problemów. Bo pamiętajmy, że teraz w PiS pojawi się coś, czego nigdy nie było. Wokół Dudy powstanie jakby drugi ośrodek przywódczy partii. To nieuchronne. Czym innym był Lech Kaczyński, który był bratem Jarosława i ich współpraca jakoś nie iskrzyła. Sytuacja z Andrzejem Dudą jest inna, chociaż mówi się, że jest marionetką w ręku Jarosława Kaczyńskiego i teraz zobaczymy czy to prawdziwa opinia. Ale nawet gdyby sam Duda chciał Kaczyńskiego słuchać pamiętajmy, że wyrośnie wokół niego pewne otoczenie. Kancelaria Prezydenta to będzie ośrodek, w którym się znajdzie podejrzewam wielu polityków PiS lub nie tylko, którzy może niekoniecznie będą uważali, że trzeba słuchać Kaczyńskiego i będą na Dudę oddziaływać. W PiS więc też się zmieni pewien układ sił. Także ten wynik wyborów przynosi wielkie zmiany na wielu polach” – podsumował Dudek. (PAP) akn/ pro/

źródło: stooq.pl

podobne:  Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Do Polski Racjonalnej: Zatrzymajmy ich bieg! „Majestat” prezydenta idzie na całość – za duży na debatę, w sam raz na wojewódzką żenadę. Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 466. i to: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! a także: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) polecam również: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?

Najpierw żartobliwie…

„Takiej podłości nie znała historia ludzkości! Ktoś ukradł z magazynu Młodzieżowej Orkiestry Młodych Demokratów im. Stefana Niesiołowskiego niemal wszystkie instrumenty. Pozostały tylko dudy. I na tych dudach Młodzi Demokraci grają dziś smutne piosenki…”

…i krótka rymowanka

Pewnego pięknego dzionka o wpół do dwunastej,
Wybrał się Car ochoczo na wycieczkę do miasta,
O którym dużo „wiedział” i ciepło wspominał,
Gdyż w zamku na jego temat historie czytywał

Jak się skończyła wycieczka możecie (rzecz jasna)
Domysleć się moi mili z poniższego obrazka

Car i wycieczka do miasta

„…Naturalnie rodzi się pytanie – czy Duda wygrał czy Dekoder przegrał? Mimo wszystko raczej to drugie.

Kampania Dekodera pokazała jedynie oderwanie władzy od rzeczywistości. Opisywałem na bieżąco, wiec nie będę się powtarzał. Oni naprawdę uwierzyli we własną propagandę. I własne sondaże, według których Dekoder miał momentami 376% poparcia. Czegoś takiego jeszcze w historii świata nie widziano. Najśmieszniejsze jest to, że kampania Dekodera kosztowała 19 milionów złotych. 19 milionów za najgorsze widowisko w historii. Z drugiej strony ośmiorniczki w każdym z kilkunastu Bronkobusów muszą kosztować. Olanie pierwszej debaty również dało jasny sygnał za kogo się bezrobotny uważa.

Wypuszczenie z klatki po pierwszej turze Stefka Szczawiożercy i obrażanie przez niego elektoratu Kukiza była już wizerunkowym mistrzostwem świata.

Przede wszystkim jednak Dekoderowi dostało się za całokształt rządów PO. Afery, podatki, arogancję, kupę kamieni i wieczne zadowolenie z siebie.

Na szczęście nic do tych głąbów nie dociera. A nie przepraszam. Dociera. „My jesteśmy zajebiści, ale społeczeństwo nie dorosło do demokracji” – tak można w skrócie streścić wypowiedzi elyt z ostatnich 24 godzin. Tak trzymać! Nic nie zmieniać!

A Duda? Każdorazowe wyjście do ludzi nie było klęską. Z ludźmi rozmawiać potrafił, kawę dał. Tanie? Może, ale za to skuteczne. Pomogło mu też to, że część ludzi zagłosowałoby na żelazko gdyby było kontrkandydatem dla Dekodera…”

całość tu: dws24.pl

A teraz mniej żartobliwie bo problem jest na prawdę poważny…

„Gdyby przeciwnikiem B.Komorowskiego było żelazko głosował bym na żelazko – zgrabnie ujął W.Cejrowski  dylemat wielu w Polsce (…) Jeden wygrał bo zadłuży na więcej.  Przegranych będzie 38 milionów.(…)

Żaden nie miał pomysłu aby coś usprawnić. Zrobić coś co przyniesie od razu wymierne korzyści.  Co gdyby tak zabrać się za emerytury mundurowe? Albo w ogóle doprowadzić przerost państwowego zatrudnienia przynajmniej do poziomu sprzed Tuska? Wywalenie na przykład połowy sług publicznych, jako oczywiście zbędnych, na ulicę,  od gminnych straży miejskich po generałów których więcej od szeregowców i po kolesi w radach nadzorczych. Nie tylko kolosalne oszczędności dla budżetu. Także gwarancja że wydajność pracy pozostałych skokowo wzrośnie a uprzejmość wystrzeli w kosmos. Wszystko nagle da się załatwić, i to pronto. W razie czego redukcja metodą losową, kręcenie pustą butelką po piwie na stole (…) Że to tylko teoria? Może i tak. Ale to w sam raz dla państwa istniejącego tylko teoretycznie, co przecież  jego funkcjonariusze otwarcie przyznają.(…)

(…)Feeria obietnic wyborczych za które inni mają płacić.  Wyborcza licytacja kto rozda więcej nie swojego. Tu  500 zł miesięcznie na każde dziecko! 30 mld rocznie, puff! Poszło. Tam „bezpłatne” przedszkola! 4 mrd rocznie, puff! Jeszcze gdzie indziej obniżenie wieku emerytalnego! 15.5 mrd rocznie, puff!  Sama czelność głoszenia temu podobnych haseł świadczy o traktowaniu elektoratu jaką ciemną masę której wcisnąć można wszystko bo wyboru masa wbrew pozorom w zasadzie nie ma. Inna sprawa że najwyraźniej sama wierzy iż używana za parawan przez obu kandydatów polska polityka demograficzna nie jest tym czym jest –  ponurym nonsensem. To cul de sac, trick na wyciągnięcie pieniędzy. (dobry artykuł A.Wielomskiego w Najwyższym Czasie, Nr.20)

Przygnieciona podatkami, socjałem i regulacjami gospodarka nigdy przecież nie wchłonie tych ekstra dzieci, nawet jeśli udałoby się je naprodukować. Naprzód będą kosztowały krocie aby je ubrać i wychować a potem i tak wylądują w Niemczech, UK czy Norwegii, może dalej...

całość tu: dwagrosze.com

…Na Dudę głosowałem bo Komorowski to dla mnie kryminał. Już pisałem wcześniej że mam nadzieję iż urwie się PISowcom ze smyczy i sam zacznie robić coś dla Polaków (a nie będzie kolejnym partyjniakiem), ale to tylko nadzieja (nic poważnego). Ocenię go po czynach i mam nadzieję że nie zrealizuje żadnej ze swoich populistycznych obietnic bo rozdawnictwo to oczywisty rabunek Polaków. W najgorszym wypadku jeśli okaże się niekreatywny to ufam że przynajmniej będzie skutecznie blokował niekorzystne dla gospodarki i obywateli socjalistyczne ustawy (bo jego zaplecze polityczne to w przeważającej większości socjalistyczni rabusie) również te przychodzące do nas z UE (zwłaszcza w kwestiach energetycznych, naprawiając błędy ś.p. Lecha Kaczyńskiego który poszedł na współpracę/ustępstwa Niemcom w tej kwestii w 2008 roku w ramach tzw. „pakietu energetycznego” otwierając drogę do dekarbonizacji Polski).

Dodałbym do tego jeszcze życzenie, aby nowy Pan prezydent był w końcu mężem stanu z prawdziwego zdarzenia a nie jakimś zlepkiem „głosów ludu”. Głosem ludu może sobie być ktoś kto nie ma koncepcji na silne państwo i nie ma własnego zdania, więc musi się słuchać innych i dogadzać elektoratowi obiecując gruszki na wierzbie i ucząc ludzi postawy roszczeniowej. Prezydent powinien rozumieć czym jest państwo i czego mu potrzeba żeby było silne a ludzie się bogacili (a wręcz na odwrót, bo pierwsze zależy od drugiego). Prezydent powinien być NIEZALEŻNY od kaprysu środowisk politycznych i „woli ludu”. Powinien stać na straży własności prywatnej, wolności no i przede wszystkim sprawiedliwości (mądrego prawa)… Jeśli Duda zacznie się słuchać ludzi to dojdziemy do momentu że krzykliwa mniejszość (ta najbardziej zwyrodniała) będzie dyktować (nie)prawość i (nie)porządek zgoła taki, jakiego normalny człowiek sam by sobie nigdy nie zafundował. Słowem prezydent ma być PRZYWÓDCĄ. Kimś za kim ludzie pójdą a nie będą mu palcem pokazywać co ma robić żeby zachować urząd, PRZYKŁADEM do naśladowania a nie delegatem do załatwiania często sprzecznych ze sobą próżnych interesów różnych „lódów”.

Tymczasem osobiście nie widzę żadnego światełka w tunelu, dopóki z Polaków nie zostanie zdjęty ciężar „kapitalizmu kompradorskiego” i babilońskie uzależnienie od UE, którego PIS jest niestety gorącym zwolennikiem. Jeśli państwo PISu pozostanie w takim samym stopniu socjalistyczne jak dotychczas (na co się zapowiada) to nic się nie zmieni. Kto wie jak działa ekonomia ten musi zdawać sobie sprawę z tego co nas czeka jeśli PIS zrealizuje swoje groźby (zwane obietnicami).

Fascynować się węgierską drogą, a zrozumieć o co w niej idzie i pójść za tym przykładem to dwa różne światy, ale że decydują czyny a nie słowa to zaczekam na konkrety (choć słowa zapowiadają bardzo kosztowne dla obywateli konkrety). Na tej podstawie nie wróżę Polakom niczego dobrego, bo partia która utrzymuje że ZUS jest ok, służba zdrowia musi pozostać publiczna, zaś państwo ma wydawać więcej na obywateli (wiadomo z czym to się wiąże skoro państwo NIE MA SWOICH PIENIĘDZY) to kolejna lewicowa chucpa. Bo PIS to nie jest prawica. Ich program gospodarczy oparty jest o redystrybucję w ramach „sprawiedliwości społecznej” (a więc uprawia LEWICOWY socjalizm) i etatyzm w zarządzaniu gospodarką. Partia ta co prawda uderza w nuty narodowe i patriotyczne, ale na ile jest to autentyczne to można zweryfikować na podstawie wepchnięcia nas do eurosojuza i podpisanie traktatu lizbońskiego (o wysługiwaniu się pewnemu lobby narodowemu zza oceanu nie wspominając). Jak ktoś potrafi to pod patriotyzm podciągnąć to ja nie mam pytań… (Odys)

i komentarz znaleziony w internecie pod którym się podpisuję:

Prawda jest taka, że Duda nie zostałby wybrany na prezydenta, gdyby nie głosy elektoratu Kukiza, Korwina, Brauna i innych antysystemowców. Ci ludzie głosowali na mniejsze zło. Wyborcy tych panów w żaden sposób nie utożsamiają się z Dudą ani PIS, ale na tle fatalnego i szkodliwego Komorowskiego uznali, że nie ma innego wyjścia jak przerwać ten gordyjski węzeł, który od 8 lat dusi i tłamsi większą część Narodu Polskiego. Niestety, smutne jest to, że spora część Polaków głosuje tak (albo w ogóle nie głosuje), że ludzie rozsądni i mający pojęcie o ekonomii, polityce, prawie i historii, potem muszą wybierać pomiędzy tyfusem a cholerą. Socjalistów z PIS olewam ciepłym moczem i w wyborach parlamentarnych pójdę zagłosować na Korwina.

Cieszę się przez łzy, że Duda został prezydentem, ale to jego wolę widzieć na stanowisku prezydenta, ponieważ dość mam samowładztwa PO i Komorowskiego, który z empatią seryjnego mordercy przyklepywał uchwalane przez PO ustawy szkodliwe dla Polaków.

Posłużę się dwoma cytatami Niccolo Machiavellego:
”Ludzie wybierają najczęściej rozwiązania pośrednie, które są najgorsze ze wszystkich, a to dlatego, że nie potrafią być ani całkiem źli, ani całkiem dobrzy” – u nas w Polsce tak właśnie myśli i robi duża część ludzi, którzy wybierają polityków...”

PS… jedno jest pewne – obecny „establiszmęt” boi się przede wszystkim utraty synekur a nie rozliczeń (ostrzegam i zapowiadam tym którzy liczą na czystki i „sprawiedliwość” – nie doczekacie się tego i przygotujcie się na rozczarowanie), bo nowe władze z pewnością będą zwalniać najbardziej zagorzałych fanatyków i pomagierów obecnej władzy, ze stanowisk będących w jakikolwiek sposób pochodnymi administracji publicznej. Oberwą również te pozabudżetowe biznesy którym obecna władza fundowała kontrakty za publiczne pieniądze dając im się obłowić w zamian za POplecznictwo, zaczynając od dziennikarzy tzw. „mediów publicznych”…

„Czerwony jak burak, kryjący frustrację Kraśko. Lis z miną chłopca, któremu zabrano zabawki. Skompromitowany Karolak. Choć to już na nim nie zrobi większego wrażenia, po tylu pomyjach wylanych za grę w filmowych gniotach. Przegrana misja dużej części funkcjonariuszy TVNu. Spakowani pracownicy jednej z najdroższych kancelarii prezydenckich w Europie. Niedowierzanie zadowolonych z życia sytych misiów, którym „jakieś gówniarstwo” Polskę przejęło. I to samo zobojętnienie na politykę lemingów i innych fajnopolaków. To widoki jakie czekają nas po ogłoszeniu wyników wyborów. W przypadku wygranej Dudy…”

całość tu: pikio.pl

podobne: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnej. Niemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce. USA na „szybkiej ścieżce” negocjacyjnej TTIP i TTP. Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi.


1. KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnejNiemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce.

PAP – Świat 19 Maj 2015, 16:42 Bruksela (PAP) – Komisja Europejska wszczęła we wtorek procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Zdaniem KE przepisy te ograniczają swobodę świadczenia usług i przepływ dóbr na rynku UE.

Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, jeśli Niemcy nie usuną uchybienia.

W komunikacie KE zaznacza, że w pełni popiera wprowadzenie w Niemczech ustawowej płacy minimalnej. „Komisja uważa jednak, że zastosowanie ustawy o płacy minimalnej do wszystkich operacji transportowych na terenie Niemiec ogranicza w nieproporcjonalny sposób swobodę świadczenia usług i wolny przepływ dóbr” – poinformowała KE.

Komisja ocenia, że nieuzasadnione jest w szczególności wymaganie płacy minimalnej w przypadku przewozów tranzytowych oraz „niektórych operacji transportu międzynarodowego”, gdyż „tworzy to nieproporcjonalne bariery administracyjne, które uniemożliwiają właściwe funkcjonowanie rynku wewnętrznego”. „Komisja uważa, że dostępne są bardziej proporcjonalne środki, które zagwarantują ochronę socjalną pracownikom i zapewnią uczciwą konkurencję, a jednocześnie pozwolą na swobodny przepływ usług i dóbr” – oceniła KE.

Komunikat nie precyzuje, co dokładnie kryje się pod określeniem „niektóre operacje transportu międzynarodowego”. Według źródeł w przypadku kabotażu płaca minimalna może być wymagana.

W styczniu br., po interwencji Polski i kilku innych krajów, Komisja Europejska zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienia w sprawie nowych przepisów o płacy minimalnej, z których wynika, że także zagraniczni kierowcy ciężarówek przejeżdżający przez Niemcy tranzytem mają otrzymywać minimalne wynagrodzenie w wys. 8,5 euro za godzinę. Berlin zawiesił stosowanie swych przepisów do czasu wyjaśnienia sprawy z KE, utrzymuje jednak, że nowe regulacje są zgodne z unijnym prawem.

Polskę, która ma drugą największa flotę samochodów ciężarowych w całej UE, taka interpretacja niemieckich przepisów uderza szczególnie mocno. Firmy z naszego kraju, a także innych państw Europy Wschodniej, mogą konkurować ze swoimi zachodnimi odpowiednikami niższymi stawkami dla kierowców.

W marcu w Polsce oraz w Brukseli odbyły się protesty firm transportowych przeciwko niemieckim przepisom. Narzekają one nie tylko na wysokość stawek, które Niemcy chcą im narzucić, ale też na obciążenia biurokratyczne, wiążące się m.in. z tłumaczeniem dokumentów dotyczących pracowników na język niemiecki.

Komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska oceniła niedawno w Parlamencie Europejskim, że sprawa niemieckiej płacy minimalnej „mogłaby zniszczyć jednolity rynek”. „Tu nie chodzi o płacę minimalną, my w Komisji Europejskiej jesteśmy wielkimi zwolennikami płacy minimalnej. Ale ta sprawa dotyczy dodatkowych obciążeń biurokratycznych dla zagranicznych firm, które działają na niemieckim rynku w sektorze transportu. To sprawa dotycząca jednolitego rynku” – powiedziała Bieńkowska na spotkaniu z komisją PE ds. rynku wewnętrznego.

Z Brukseli Anna Widzyk (PAP) awi/ agy/ kar/

podobne: Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec) oraz: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny)

PAP – Biznes 23 Maj 2015, 9:50 Warszawa (PAP) – Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej. Z badania wynika, że 96 proc. niemieckich firm zainwestowałoby w Polsce ponownie – przekonuje szef Zrzeszenia Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (DIHK) dr Eric Schweitzer.

Schweitzer odwiedził Polskę w związku z obchodami 20-lecia Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jak mówił, od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej polsko-niemieckie relacje handlowe nabrały impetu, podobnie jak inwestycje. „Stabilne stosunki gospodarcze pomiędzy Polską a Niemcami są wyrazem dobrej współpracy obydwu krajów. W ubiegłym roku osiągnęły one nowy rekordowy poziom 87 miliardów euro. Polska zalicza się do dziesięciu czołowych rynków eksportowych Niemiec, z kolei Niemcy są zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Polski” – powiedział PAP.

Schweitzer podkreślił, że niemieccy inwestorzy są już obecni w Polsce od wielu lat. „Teraz do Polski wchodzą przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa niemieckie i są one zadowolone ze swoich decyzji inwestycyjnych. Przeprowadzona w Polsce ankieta Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej pokazuje, że 96 proc. firm zainwestowałoby w Polsce ponownie. Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej” – mówi.

Pytany, jaki wpływ na sytuację gospodarczą jego kraju będzie miało negocjowane obecnie Transatlantyckie Porozumienie Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) odpowiada, że Niemcy – jako kraj eksportujący – mają wysokie oczekiwania wobec tej umowy. „USA są dla Niemiec największym rynkiem eksportowym poza UE, z jeszcze większym potencjałem – zatem zniesienie barier handlowych da tu wyraźny efekt. TTIP powinno przy tym pomóc przede wszystkim średnim firmom. Podmiotom gospodarczym chodzi na przykład o zniesienie przymusu podwójnej certyfikacji pomimo jednakowego poziomu ochrony, czy też o uproszczenie procedur celnych. Poza tym USA są dla Europy strategicznie ważnym partnerem w kształtowaniu światowej gospodarki jutra” – mówił.

W ocenie Schweitzera obecnie sytuacja na niemieckim rynku pracy jest dobra – zatrudnienie wysokie, jak nigdy dotąd. „Płaca minimalna pozostawi wprawdzie swoje ślady. Jej wprowadzenie nastąpiło w czasie, w którym rynek pracy funkcjonuje dobrze. Dlatego nie zaobserwowaliśmy dotąd żadnych negatywnych efektów, które w większym stopniu wpływałyby na zatrudnienie. Szczególnym obciążeniem dla firm jest biurokracja i niepewność prawa. Odczuli to już również polscy przewoźnicy w odniesieniu do przejazdów tranzytowych przez Niemcy, chociaż Unia Europejska jeszcze bada tę sprawę” – wskazał.

We wtorek Komisja Europejska wszczęła procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Decyzję KE z zadowoleniem przyjął resort infrastruktury i rozwoju. Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Jeśli Niemcy nie usuną uchybienia, procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Jak dodaje, również Niemcy odczuły skutki konfliktu z Rosją. „W roku 2014 niemiecki eksport do Rosji spadł o około 18 procent, co wiąże się również z wprowadzeniem sankcji. Zresztą sama rosyjska gospodarka znajduje się w ciężkiej sytuacji z powodu braku modernizacji, słabego rubla, wycofywania się kapitału z Rosji i niskich cen ropy naftowej. Niemieckie przedsiębiorstwa próbują wyrównać te straty na innych rynkach świata” – powiedział.

Od 20 lat RFN pozostaje pierwszym partnerem handlowym Polski. Jak informuje polski resort gospodarki, udział Niemiec w polskim eksporcie ogółem przekroczył w 2014 r. 26 proc. i odpowiednio 22 proc. w imporcie. Obroty handlowe w 2014 r. rosły bardzo dynamicznie – polski eksport powiększył się o ponad 9 proc., osiągając historycznie najwyższą wartość. Polski import wzrósł odpowiednio o prawie 7 proc.

Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec eksport do Polski stanowił w 2013 roku 3,9 proc. niemieckiego eksportu, co sytuowało nasz kraj na 9 pozycji wśród głównych niemieckich odbiorców (za największymi gospodarkami UE, USA i Chinami, ale przed takimi dużymi gospodarkami jak Rosja, Hiszpania czy Turcja). Natomiast w łącznym imporcie niemieckim w 2013 r. import z Polski stanowił 4 proc., co dało nam 11. miejsce wśród głównych dostawców towarów do Niemiec.

Polska ma wysokie, dodatnie saldo handlu z Niemcami w wysokości ponad 6 mld euro. Warto zaznaczyć, że strona niemiecka wykazuje również w swoich oficjalnych danych dodatnie dla siebie saldo handlu z Polską, co wiąże się z zaliczaniem do swojego eksportu dostaw do Polski z krajów trzecich, odprawianych celnie na granicy UE w portach niemieckich.

W strukturze towarowej polskiego eksportu dominują części i akcesoria do pojazdów samochodowych, meble, silniki spalinowe, pojazdy samochodowe, miedź rafinowana, druty, aparatura odbiorcza dla telewizji, konstrukcje do budowy mostów i łodzie. Największy udział w imporcie mają maszyny i urządzenia mechaniczne, metale, pojazdy oraz tworzywa sztuczne, a w szczególności części i akcesoria do pojazdów samochodowych, pojazdy samochodowe, oleje ropy naftowej, części do silników, leki, wyroby walcowane i artykuły z żeliwa lub ze stali, okucia, maszyny i urządzenia mechaniczne. (PAP) luo/ son/

podobne: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji

…Trudno nie być zadowolonym z inwestycji w kraju który nie posiada konkurencyjnej gospodarki a jego siła robocza wyemigrowała głównie pracować na niemiecką gospodarkę. Wszystko dzięki „unijnym” regulacjom, które są narzucane wszystkim naokoło, ale Niemcy mają je gdzieś. Trudno się jednak temu dziwić, skoro UE to ich projekt uczynienia z otaczających Niemcy gospodarek peryferyjnymi (dostawcą surowców, bądź produktów nisko przetworzonych) aby tylko nie zdechły i były rynkiem zbytu dla niemieckiej produkcji (Deutschland über alles! oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców)… Odys

polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.

2. USA – Senat zgodził się na „szybka ścieżkę” w negocjacjach handlowych.

PAP – Świat 23 Maj 2015, 4:02 Waszyngton (PAP) – Mimo sporych zastrzeżeń Demokratów, Senat USA przyjął w piątek ustawę, która wyznacza administracji Baracka Obamy priorytety w negocjacjach handlowych z UE oraz krajami Azji i Pacyfiku i przewiduje tzw. szybką ścieżkę aprobaty umów handlowych przez Kongres.

Ustawa uchwalona stosunkiem głosów 62:37 jest dużym zwycięstwem administracji i osobiście prezydenta Baracka Obamy, który od dłuższego czasu apelował o jej uchwalenie.

Ustawa, pod warunkiem, że uzyska jeszcze poparcie Izby Reprezentantów (gdzie napotka najprawdopodobniej na silny opór), znacznie ułatwi Obamie prowadzenie negocjacji handlowych, które są jednym z priorytetów jego drugiego mandatu w Białym Domu. Tymczasem do końca nie było wiadomo, czy ustawę poprą Demokraci, których większość podziela obawy związków zawodowych, że umowy handlowe, a zwłaszcza liberalizacja handlu z Azją, są zagrożeniem dla krajowej produkcji i miejsc pracy w USA.

Przyjęta w Senacie ustawa, o którą Obama apelował od ponad roku, zakłada, że po zakończeniu przez administrację USA negocjacji handlowych, Kongres będzie mógł w głosowaniu zaaprobować lub odrzucić umowę, ale nie będzie mógł już wnosić do niej poprawek. Bez takich gwarancji administracja miałaby znacznie mniejsze pole manewru w negocjacjach. Partnerzy nie chcieliby bowiem iść na ustępstwa, obawiając się, że Kongres i tak zmieni później to, co zostało ustalono z rządem USA.

Administracja USA prowadzi obecnie negocjacje dwóch dużych umów handlowych. Pierwsza to Transatlantycka Umowa o Wolnym Handlu i Inwestycjach z Unią Europejską (TTIP), która jak oceniają unijni dyplomaci w Waszyngtonie, jest wciąż na etapie dość „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”.

Znacznie bardziej posunięte, praktycznie już na ukończeniu są negocjacje w sprawie Umowy o Partnerstwie Transpacyficznym (tzw. TPP), która obejmuje, poza USA, 11 krajów Azji i Pacyfiku – Australię, Brunei, Kanadę, Chile, Japonię, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur i Wietnam – ale bez Chin. I to na tej umowie skoncentrowały się w ostatnim czasie dyskusje w Kongresie na temat potencjalnych negatywnych konsekwencji umów handlowych dla amerykańskich pracowników. Demokraci wskazywali, że na skutek liberalizacji handlu i przenoszenia przedsiębiorstw za granicę amerykański sektor przemysłowy stracił 5 mln miejsc pracy od 1994 roku.

Ostatecznie, po intensywnych rozmowach w ostatnich dniach, administracji USA udało się przekonać Demokratów do poparcia ustawy o szybkiej ścieżce.

Obama obiecywał im, że „podpisze tylko taką umowę, która pomoże zwykłym Amerykanom”. Zgoda na „szybka ścieżkę”, nie daje mu jednak żadnych gwarancji, że uzyska niezbędną większość na akceptację już wynegocjowanych umów handlowych. Część parlamentarzystów domaga się, by w umowie TTP przyjąć zapisy umożliwiające karanie partnerów handlowych USA, którzy „manipulują walutami” (chodzi o rzekome sztuczne utrzymywanie niskiego kursu wymiany swojej waluty na dolary, by uczynić swój eksport bardziej opłacalnym).

Paradoksalnie Obama może w sprawie umów TTP,czy TTIP liczyć bardziej na opozycję, gdyż Republikanie są tradycyjnie partią bardziej prorynkową i przychylną umowom o wolnym handlu. Ale znacznie więcej uwagi, zarówno administracja jak i Republikanie, poświęcają umowie z Azją, a nie umowie z UE.

Wielu obserwatorów, w tym także unijni dyplomaci w Waszyngtonie, przyznaje, że prace nad umową TTIP z UE są wciąż na etapie „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”. Powątpiewali więc, by Obamie udało się do końca kadencji sfinalizować negocjacje z UE uwagi na piętrzące się trudności.

W UE wiele kwestii wywołuje społeczne wątpliwości, jak np. mechanizm rozwiązywania sporów na linii inwestor – państwo, czy sprawa żywności modyfikowanej genetycznie (GMO), w tym np. przemysłowych metod hodowli kurczaków i obecności hormonów wzrostu w wołowinie. Z kolei USA, które liczą na znaczny wzrost importu swych towarów rolnych, wykluczają, by umowa handlowa z UE mogła nie obejmować rolnictwa.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP) icz/ jm/

…Amerykanie przyspieszają wiązanie ze sobą gospodarczo Europy, bo Chiny również na tym kierunku przyspieszają (o czym więcej tu: Jacek Bartosiak i geopolityka: Niemcy-Chiny-Rosja-USA) w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Widać jednak że ważniejszy kierunek to Azja, gdzie USA umyśliła sobie oderwać od Chin ich naturalnych partnerów handlowych. Póki co Niemcy (w ramach UE) mają w czym wybierać 🙂 (Odys)

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO. i to: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Kolejny etap globalizacji. W 2014 r. zacznie powstawać projekt ws. strefy wolnego handlu UE-USA

3. OECD: Pogłębia się rozwarstwienie między biednymi a bogatymi.

PAP – Świat 21 Maj 2015, 15:37 Paryż (PAP/AFP,AP,Media) – Pogłębia się przepaść między biednymi a bogatymi – wynika z najnowszego raportu OECD. W 34 krajach członkowskich organizacji najbogatsze 10 proc. ludności posiada 9,6 razy więcej niż najbiedniejsze 10 proc. Takie rozwarstwienie zagraża wzrostowi gospodarczemu.

Według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), który opublikowano w czwartek w Paryżu, nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi osiągnęły rekordowy poziom.

„Osiągnęliśmy punkt krytyczny. Nierówności w krajach OECD, jeszcze nigdy od kiedy zaczęliśmy je mierzyć, nie były tak duże” – powiedział sekretarz generalny organizacji Angel Gurria, prezentując raport u boku komisarz UE ds. zatrudnienia Marianne Thyssen.

Standardowa miara nierówności nie istnieje, ale większość wskaźników sugeruje, że podczas kryzysu finansowego tempo pogłębiania się nierówności spadło, natomiast obecnie znowu się zwiększa. Według raportu dzieje się tak, ponieważ w krajach o największych nierównościach występuje jeszcze głębsza przepaść w poziomie edukacji, co skutkuje mniej wykfalifikowana siłą roboczą.

Jednym z czynników, które składają się na rosnącą nierówność jest wzrost tzw. pracy niestandardowej, obejmującej umowy śmieciowe i samozatrudnienie. Według OECD od połowy lat 90. do 2013 roku ponad połowa wszystkich tworzonych miejsc pracy w 34 państwach członkowskich dotyczyła pracy niestandardowej. Gospodarstwa domowe zależne od takiej pracy wykazują wyższy wskaźnik ubóstwa niż pozostałe i to właśnie prowadzi do narastania nierówności. Jednocześnie ponad połowa zatrudnionych na umowach śmieciowych to ludzie poniżej 30. roku życia.

Ponadto systemy podatkowe i zasiłków są coraz mniej skuteczne pod względem redystrybucji dochodu.

Według raportu jednym z nielicznych obszarów, na których nierówności nie pogłębiały się w ostatnich 30 latach, jest Ameryka Łacińska, mimo że wyjściowy poziom nierówności był tam o wiele wyższy.

OECD podkreśla, że największe znaczenie dla zahamowania rozwarstwiania się społeczeństw ma aktywność skierowana na podnoszenie standardów życia najbiedniejszych grup ludności, zwłaszcza 40 procent najuboższych – twierdzi BBC.

Profesor Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2001 roku za analizę rynków z asymetrią informacji, powiedział BBC, że nierówności nie są wynikiem braku edukacji. „W ostatnich 15 latach widzimy, iż dochody nawet tych, którzy ukończyli szkołę wyższą, stoją w miejscu. Prawdziwym problemem jest to, że zasady gry są ułożone dla monopolistów, prezesów korporacji”.

„Obecnie prezesi dostają z grubsza 300 razy więcej niż zwykli robotnicy, a ten mnożnik wynosił niegdyś 20, 30. Żaden wzrost produktywności nie usprawiedliwia takiej zmiany relatywnego wynagrodzenia” – podkreślił Stiglitz.

Jak pisze AFP, dla zmniejszenia nierówności i stymulowania wzrostu OECD zaleca rządom promowanie w pracy równości między płciami, zwiększenie dostępności stabilnych miejsc pracy i zachęca do inwestowania w edukację i szkolenie.

Najwyraźniejsze nierówności w krajach OECD, mierzone współczynnik Giniego, występują w Chile (0,50), Meksyku (0,48), Turcji (0,41), USA (0,40) i Izraelu (0,38), a najmniejsze w Danii, Słowenii, Słowacji i Norwegii (0,25) oraz w Czechach (0,26). W Polsce współczynnik Giniego wyniósł w 2012 roku 0,30 i był niższy niż średnia dla krajów OECD, wynosząca 0,32.

Nierówności widać wyraźnie w wielkich rozwijających się gospodarkach, ale w niektórych krajach są one skutecznie redukowane, zwłaszcza w Brazylii – zaznaczono w raporcie.

Redystrybucja poprzez opodatkowanie jest również skutecznym sposobem na zmniejszenie nierówności – głosi raport i dodaje, że skuteczność mechanizmów redystrybucji w ostatnich dziesięcioleciach zmalała w wielu krajach. (PAP) klm/ ap/

…co za lewacki bełkot usprawiedliwiający lewicowe podejście do gospodarki… Na początek trzeba sobie powiedzieć że same nierówności nie są niczym złym. To naturalny skutek różnic jakie występują między ludźmi w ich zdolnościach, predyspozycjach i efektywności w pracy fizycznej oraz umysłowej. Problemem nie są nierówności ale brak efektu zrównoważonego rozwoju na wszystkich poziomach społecznych. Spora część ludzi jest po prostu pozbawiona partycypacji w bogaceniu się i to nie ze względu na brak wykształcenia bo przecież nie brakuje ludzi wykształconych żyjących w biedzie.

Bardziej pracowity i lepiej przystosowany umysłowo do pracy człowiek ma nie tylko prawo zarabiać więcej, ale ma również większe prawo do zajmowania eksponowanego i odpowiedzialnego stanowiska na rynku pracy. To właśnie tacy ludzie napędzają gospodarkę ciągnąc innych za sobą i tworząc miejsca pracy. Przecież to właśnie bogaci tworzą miejsca pracy! Skoro potrafili się dorobić to stanowią doskonały przykład na to że samemu można się dorobić (wystarczy naśladować ludzi sukcesu). Problem nie leży w samym istnieniu nierówności ale właśnie w ich sztucznym niwelowaniu (tzw. redystrybucji) która jest jawną niesprawiedliwością a ponadto jest nieefektywna i szkodliwa dla gospodarki a najbardziej dla najuboższych, ponieważ zaniża poziom rozwoju zrównując zdolnych i pracowitych z mniej zdolnymi i mniej pracowitymi. Środki przesuwane z efektywnych do nieefektywnych grup pracowników są po prostu przejadane i marnowane. Na dodatek często odbywa się to w sposób przymusowy i kosztowny za pośrednictwem aparatu państwowego który wycina sobie (przy pomocy podatków i „składek” na różnego rodzaju przymusowe fundusze jak zdrowotny czy emerytalny) z tego tortu cudzej pracy spory kawałek dla siebie tylko dlatego żeby resztę oddać w swoim mniemaniu pokrzywdzonym ludziom. Główną przyczyną nie są „umowy śmieciowe” czy samozatrudnienie (co za bzdura! żeby zarabianie na siebie wskazywać jako problem). Problemem pogłębiających się nierówności jest rabunkowa polityka państwa które tak naprawdę zabrane na „redystrybucję” pieniądze obywateli w części przeżera (na administrację), a w drugiej marnuje (na państwowe często nikomu niepotrzebne „inwestycje”) lub po prostu kradnie (korupcja i defraudacja).

Jedyna uwaga z którą się zgadzam to nadmierny rozrost różnego rodzaju monopoli. Tyle że ich powstawanie nie ma nic wspólnego z istnieniem nierówności jako takiej, a jest spowodowane interwencjonizmem państwowym który tworzy prawo chroniące pewne grupy interesów przed konkurencją – często właśnie pod pretekstem „wyrównania” jakichś szans na rynku, albo pod pozorem ochrony „strategicznych interesów”, uniemożliwiając tym samym normalną konkurencję która jest naturalnym mechanizmem antymonopolowym… Za pogłębianie się nierówności odpowiadają rządy i ich niekompetencja w tworzeniu takich a nie innych warunków prawnych dla prowadzenia biznesu.

Proszę zauważyć, że choć wśród krajów rozwiniętych największy odsetek ich władz stanowią rządy socjalistów – teoretycznie walczących o „sprawiedliwy podział dóbr”, to efekt ich polityki jest dokładnie odwrotny od deklarowanego, bo tak właśnie działa tzw. „redystrybucja”. Jest to tylko pretekst dla ordynarnego złodziejstwa a wytworzone w ten sposób skrajne nierówności wykorzystuje się do napuszczania biednych na bogatych. Polecam lekturę ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli... (Odys)

podobne: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Szczyt (hipokryzji) w Petersburgu czyli… „G20″ o „stymulowaniu wzrostu gospodarczego” a także: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.  polecam również: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty).


Najpierw o tzw. „debacie” tefałenu…

Dr Gacek: debata wyrównana, z lekkim wskazaniem na Dudę.

PAP – Kraj, 22:39, 21.05. Białystok (PAP) – Wyrównana, z lekkim wskazaniem na Andrzeja Dudę – tak czwartkową telewizyjną debatę prezydencką ocenił socjolog polityki dr Marcin Gacek z Uniwersytetu Śląskiego. Jego zdaniem Duda wygrał w części dotyczącej polityki zagranicznej i wewnętrznej, Komorowski zaś lepiej wypadł w części gospodarczej.

„Nie ulega wątpliwości, że ta debata była wyrównana. Myślę, że przejdzie do historii stwierdzenie Andrzeja Dudy, że +ludzie są moimi ekspertami+. To było oczywiście trochę pod publiczkę, ale to był przekaz emocjonalny, bardzo dobry” – powiedział PAP dr Gacek.

Jego zdaniem w debacie obaj kandydaci kierowali się do swoich wyborców. „Ja ją sobie określiłem 2:1 na korzyść Dudy” – powiedział Gacek, dodając, że to zwycięstwo jest „nieznaczne”.

Podkreślił, że debata może w znaczący sposób wpływać na postawy wyborców jedynie wtedy, gdy jeden kandydat nokautuje drugiego, a taka sytuacja ani w pierwszej, ani w drugiej debacie nie miała według niego miejsca. Mówił, że walka odbywała się „łeb w łeb”. „Były mocne ciosy (…). To był taki klincz, takie przepychania, to nie był nokaut” – dodał.

Zaznaczył jednak, że to nie wynik debaty będzie decydował o tym na kogo w niedzielę Polacy oddadzą głos w drugiej turze wyborów prezydenckich, a decydować będą głosy osób niezadowolonych z PO i prezydenta lub przeciwników Jarosława Kaczyńskiego.

„W tej chwili walka toczy się o płynny elektorat. Będą dwa negatywne uczucia: absolutne zniechęcenie, można by powiedzieć pewnego rodzaju wstręt do tego, co robiła PO i co robił Bronisław Komorowski w kampanii wyborczej. Jego zmiany nastawienia, szybkość płynięcia z prądem była nie do przyjęcia szczególnie dla wielu młodych wyborców. A z drugiej strony nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego” – powiedział dr Gacek. Dodał, że odkąd sztab Bronisława Komorowskiego zaczął się liczyć z tym, że prezydent może przegrać wybory, „cały czas uderza w Andrzeja Dudę przez nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego, pokazywanie, że Duda nie jest samodzielny”.

„Przez te ostatnie dwa dni będzie się toczyło, która z tych emocji wygra. Czy więcej pójdzie do wyborów ludzi, którzy boją się i nienawidzą Kaczyńskiego – bo ci, którzy teraz zmieniają decyzję, to są ci, którzy nienawidzą Kaczyńskiego w moim przekonaniu – czy tych, którzy bardziej wybierają uczucie zniechęcenia, wstręt do tego, co się dzieje. Dla tych ludzi ta debata nie była tak ważna” – ocenił Gacek.

Ekspert uważa, że bardzo trafnym posunięciem Andrzeja Dudy, które wyprowadziło Komorowskiego z równowagi, było postawienie na samym początku debaty chorągiewki z logo Platformy Obywatelskiej na pulpicie Bronisława Komorowskiego. Gacek powiedział, że był to „emocjonalny przekaz”.

„Niewątpliwie zaskoczyła mnie flaga. To był strzał w moim przekonaniu mistrzowski. Szczególnie, że zaskoczył wszystkich, bo i Komorowski musiał szybko tę flagę oddać Monice Olejnik, Monika Olejnik musiała ją postawić na podłodze. Nie chciałbym daleko idących wniosków wyciągać, ale może to było symboliczne” – powiedział Gacek. Zaznaczył jednocześnie, że prezydent Bronisław Komorowski nie mógł się inaczej zachować, chyba że sam odstawiłby flagę, nie podając jej prowadzącej. Dziennikarka też musiała ją odłożyć. Bronisław Komorowski został w ocenie dr. Gacka „zostawiony bez wyboru” w sprawie chorągiewki.

Dr Marcin Gacek zwrócił uwagę, że przyjęcie zaproszenia przez Dudę do debaty w TVN uwiarygadnia go w oczach wyborców. „To tak, jakby Komorowski przyjął zaproszenie do Kukiza albo do Radia Maryja” – porównał Gacek. (PAP)

kow/ jra/

podobne: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?)

Co można powiedzieć o tym widowisku? Chorongiefka bulu i nadzieji – Max Kolonko o debacie w TVN

21.05. Londyn (PAP/Media) – Kandydat na prezydenta Andrzej Duda będzie zabiegał o większe przekazanie władzy państwom członkowskim Unii Europejskiej, zacznie też intensywny dialog na temat „przekalibrowania” stosunków Polski z Niemcami – pisze „Financial Times”.

Materiał z wypowiedziami polityka, zatytułowany „Duda apeluje o odebranie pełnomocnictw Brukseli” brytyjski dziennik opublikował w czwartek po południu na swej stronie internetowej.

Duda, który „niespodziewanie minimalnie zwyciężył w pierwszej turze wyborów i przed niedzielną drugą turą toczy zacięty wyścig z piastującym obecnie urząd Bronisławem Komorowskim, powiedział, że jego wizja UE zakłada zrewidowanie rozłożenia kompetencji decyzyjnych pomiędzy Brukselą a państwami członkowskimi i +wzmocnienie gwarancji suwerenności w ramach prawodawstwa krajowego+” – relacjonuje „FT”.

Dziennik cytuje słowa Dudy: „jest sprawą kluczową, by utrzymać polityczną równość pomiędzy państwami członkowskimi, która jest fundamentalna dla wspólnoty. Jednocześnie należy przeciwdziałać naturalnym tendencjom do tworzenia hierarchii wewnątrz UE”.

„FT” ocenia, że brytyjski premier David Cameron „prawdopodobnie znajdzie w Dudzie sojusznika w swej próbie renegocjacji stosunków z Brukselą”.

Londyński dziennik wskazuje, że kwestia stałych baz NATO to jeden z obszarów, w których Polska i Niemcy różnią się. Duda powiedział, że „będzie dążył to przekalibrowania stosunków Warszawy z Berlinem by upewnić się, iż nie jest to relacja +kosztem interesów Polski+” – pisze „FT”.

Cytuje wypowiedź kandydata: „Są pewne kwestie, w których mamy z Niemcami wspólne interesy i są inne, w których ich nie mamy. Dyplomacja pomiędzy dobrymi sąsiadami nie oznacza przytakiwania sobie wzajemnie. Dzisiaj musimy zacząć negocjować z Niemcami, by przekonać ich do zmiany zdania w pewnych kluczowych sprawach, szczególnie co do rozmieszczenia baz NATO w Polsce i sojuszniczej infrastruktury obronnej, polskiej obecności przy stole rozmów o Ukrainie i polityki wobec Rosji oraz klimatu i energii, zwłaszcza dekarbonizacji”.

„FT” zauważa, że przed wyborami prezydenckimi Duda był „względnie nieznanym politykiem”, jednak jego „energiczna kampania wykorzystała silne rozczarowanie obecnym rządem”. Zdaniem dziennika wygrana Dudy „byłaby prawdopodobnie zwiastunem zwycięstwa prawicowego Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych w październiku, zmieniającego potencjalnie postawę Polski wobec UE”. (PAP)

awl/ ap/ bk/

Muszę przyznać że deklaracje Pana Dudy napełniają mnie pewnego rodzaju pozytywnym odczuciem. Działania ukierunkowane na odebranie Brukseli (i Niemcom) mocy decyzyjnej wobec Polski mogą Dudzie zjednać wiele środowisk dotychczas niechętnych PISowi. Zaś sam Duda ma zadatki na niezależnego męża stanu na fotelu prezydenta Polski…

Jeśli chodzi o to co może a czego nie może prezydent, to w praktyce (jak historia pokazuje) jest to urząd niemal wyłącznie do reprezentowania i blokowania takich czy innych ustaw, ale tylko jeśli mamy do czynienia z takimi ludźmi jacy do tej pory mieli okazję „rządzić” naszym „nieszczęśliwym krajem”. Bo też oni wszyscy „rządzili” byle jak! – nie wychodząc ponad to co „konieczne” by się nikomu nie narażać. Byli strażnikami żyrandola, tj. pilnowali kompromisu między partykularnymi interesami różnych środowisk politycznych, oraz interesu tego środowiska z którego się „ideowo” wywodzili. Ci ludzie byli po prostu reprezentantami klik politycznych, ale nie narodu (choć to on teoretycznie tych ludzi na prezydentów wybierał). Gdyby jednak na tym stanowisku (przypadkiem 🙂 ) znalazł się człowiek z charyzmą, pryncypialny, cieszący się powszechnym poważaniem i szacunkiem, albo który potrafiłby przekonać naród do swoich racji stając się symbolem jego interesów (a nie jakiejś sitwy sejmowej), to dzięki ogromnemu poparciu mógłby DOSŁOWNIE WSZYSTKO. Żaden sejm czy senat nie ośmieliłby się takiemu prezydentowi podskakiwać, i przegłosowałby absolutnie wszystko w ramach prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej. Raz że ze strachu przed narodem który się ze swoim prezydentem identyfikuje do tego stopnia że byłby w stanie poprzeć go nawet na ulicy jeśli trzeba, a dwa – politycy sami chętnie by się przyłączyli do tego co sobą taki prezydent reprezentuje, jako jego stronnicy.

Reasumując, jestem za tym żeby Pan Duda urwał się prezesowi PIS i robił naszą politykę narodową a wtedy być może uda mu się skończyć z dzieleniem Polski na „racjonalną” i „radykalną” czego dokonał Pan Komorowski szczując jednych Polaków na drugich…

Słowem – Polska potrzebuje dyktatora – Max Kolonko, ale czy takim (oczywiście w narodowym i wolnościowym wydaniu) będzie Pan Duda to czas pokaże. W najgorszym wypadku Komorowski (który poczynił już pewne przygotowania) nie zostanie już dyktatorem. Należy się jednak liczyć z tym że i nasi sąsiedzi i „sojusznicy” będą robić wszystko co w ich mocy, żeby Polska pozostała bezwolnym narzędziem w ich rękach, i dobrowolnie nie dopuszczą do tego żeby odbudowała swoją mocarstwową pozycję. Pan Kolonko słusznie zwrócił uwagę na bardzo istotny element drogi do niezależności. Otóż aby pozytywny scenariusz miał w ogóle szansę się rozpocząć, Polska potrzebuje korzystnego dla siebie zbiegu politycznych okoliczności (co już się kiedyś zdarzyło). Potrzebujemy jednoczesnego kryzysu w Niemczech i w Rosji, przy równoległym uwolnieniu potencjału Polaków (dojściu do władzy patriotów) i wtedy mielibyśmy szansę na wybicie się na prawdziwą niepodległość. Na Węgrzech się udało, więc może i nam się poszczęści tyle że trzeba być na to przygotowanym.

Trzeba sobie jednak powiedzieć że deklaracja Pana Dudy odnośnie przekalibrowania stosunków Warszawy z Berlinem by upewnić się, iż nie jest to relacja +kosztem interesów Polski+ może być elementem całkiem innego scenariusza (pisanego za oceanem). O tym właśnie (między innymi) mówi Pan Bartosiak w swoim wykładzie.

Myśl przewodnia to wielki projekt gospodarczy Chin („jedwabny szlak”) które z tzw. zachodu wyłuskują dla siebie Niemcy, które z kolei już zerwały się ze smyczy USA i prowadzą w Europie własną politykę gospodarczą i bezpieczeństwa (we współpracy z Rosją). Według Pana Bartosiaka USA czują się zagrożone przez rosnącą potęgę Chin i widzą w nich głównego rywala dla swoich żywotnych interesów. Będą zatem próbowały zagarnąć Europę dla siebie, przy jednoczesnym szachowaniu Niemiec i pozyskaniu Rosji przeciwko Chinom. Rosja bowiem też coraz bardziej uzależnia się od Pekinu i będąc słaba demograficznie stoi przed zagrożeniem kolonizacji z tego kraju. Na dodatek ugrzęzła jedną nogą na Ukrainie (na której Chiny zamyślały dzierżawić ogromne połacie żyznej gleby), więc gra teraz na przeczekanie sankcji i ofertę współpracy z USA. Rosja zdaje sobie sprawę że bez niej USA nie ma nawet co marzyć o pokonaniu Chin…

PAP – Świat 22 Maj 2015, 9:43 Waszyngton (PAP/Media) – Wysiłki podejmowane przez USA w celu wznowienia współpracy z Rosją w Moskwie przyjmowane są nie jako oferta konstruktywnego partnerstwa, lecz oznaka słabości i zachęta do wymuszania ustępstw – ocenia „Washington Post” w piątkowym komentarzu redakcyjnym.

Przypomina o spotkaniu sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego z prezydentem Rosji Władimirem Putinem i szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem przed tygodniem. Administracja Baracka Obamy stara się w ten sposób po raz kolejny pokazać, że „może układać się z Putinem bez sprzeniewierzania się interesom i sojusznikom USA oraz bez kapitulowania przed rosyjskim przywódcą i jego imperialistycznymi zamiarami” – pisze waszyngtoński dziennik.

Dotychczasowe rezultaty tych starań nie zachęcają – zauważa gazeta. Na wschodniej Ukrainie ogłoszone w lutym zawieszenie broni między prorosyjskimi separatystami i ukraińskimi siłami rządowym jest stale naruszane, a Moskwa niezmiennie wspiera prezydenta Syrii Baszara el-Asada mimo licznych dowodów na to, że syryjski reżim wznowił ataki z użyciem broni chemicznej przeciw ludności cywilnej.

„Zamiast potwierdzać życzeniowe myślenie Kerry’ego, że współpraca (amerykańsko-rosyjska) jest możliwa, ekipa Putina utrzymuje, że USA spuściły z tonu, a Obama uznawszy, że nie udało mu się zmienić rosyjskiej polityki za pomocą sankcji i izolacji, zgodził się zabiegać o względy Kremla i pójść wobec niego na znaczące ustępstwa. Rosyjskie media i przedstawiciele władz wskazują, że podczas niedawnych rozmów Kerry nie zakwestionował rosyjskiej aneksji Krymu” – podkreśla „WP”.

„Obamie może się wydawać, że wznowienie kontaktu z Rosją pomoże mu (…) w osiągnięciu porozumienia atomowego z Iranem i jednocześnie w uniknięciu kolejnej eskalacji konfliktu na Ukrainie. Jednak na Putina bardziej podziała pokazanie, że kolejna agresja spotka się w Donbasie ze stanowczym oporem (np. poprzez dostarczenie broni ukraińskim siłom) i wzmocnienie sankcji gospodarczych” – ocenia gazeta.

„Oceniając po retoryce Moskwy, wysiłki Kerry’ego jedynie utwierdziły Putina w przekonaniu, że amerykańskie władze ostatecznie zgodzą się na wszystkie warunki, jakie im postawi” – pisze „Washington Post”.(PAP) akl/ kar/

Buńczuczne prężenie muskułów przez oba kraje trwa, jednak to nie zmienia faktu że potrzebują siebie nawzajem by móc skutecznie stawić czoła rosnącej dynamicznie chińskiej potędze. I to może być z kolei zła informacja dla nas, bo przedmiotem dogoworu może stać się Polska. USA zrobią bowiem wszystko by utrzymać swoją pozycję hegemona na arenie międzynarodowej.

O tym dlaczego grozi Polsce druga Jałta, i czy mamy jakąś alternatywę. O tym dlaczego geografia predestynuje nas do wielkości, i o scenariuszu wybicia się Polski na niepodległość w bardzo ciekawych szczegółach odpowiada Pan Jacek Bartosiak.

Bezpieczeństwo Polski na arenie międzynarodowej – mec. Jacek Bartosiak – 18.05.2015, Białystok

podobne: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.  oraz:  Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?  i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: Chiński Plan Marshalla? Rosja zamierza skorzystać. Iran (i nie tylko) członkiem AIIB polecam również: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

Na potwierdzenie słów Pana Bartosiaka komunikat prasowy: Polska kluczowa dla kolejowego Nowego Jedwabnego Szlaku.

23.05. Szanghaj (PAP) – Kolej towarowa Chiny-Europa zyskuje coraz większą popularność, a jako część inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku znajduje się na liście priorytetów chińskiego rządu. To szansa dla Polski, gdyż przejeżdżają przez nią wszystkie pociągi – oceniają eksperci.

Pociągi towarowe kursujące pomiędzy chińskimi a europejskimi miastami przewiozły w 2014 roku o 200 proc. więcej kontenerów niż w roku wcześniejszym, a silny trend wzrostowy prawdopodobnie utrzyma się w nadchodzących latach – powiedzieli PAP pracownicy chińskiego oddziału firmy logistycznej DHL w Szanghaju. Transport kolejowy – reklamowany jako trzy razy szybszy niż morski i czterokrotnie tańszy od lotniczego – jest szczególnie opłacalny w przypadku towarów o wysokiej wartości oraz wszędzie tam, gdzie istotny jest czas dostawy.

„Nowy Jedwabny Szlak to ogromna szansa dla naszego kraju. Kreujemy się jako miejsce inwestycji logistycznych dla całej Europy” – ocenił w rozmowie z PAP Andrzej Juchniewicz z szanghajskiego biura Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ).

W latach 2011-14 regularne połączenia kolejowe z Europą uruchomiło kilka chińskich miast, w tym Chongqing, Chengdu i Suzhou. Jako element Nowego Jedwabnego Szlaku, połączenia te są silnie promowane przez chińskie władze, a każde duże chińskie miasto stara się uruchomić własne.

Pociągi do Europy jeżdżą korytarzem zachodnim – przez Kazachstan, Rosję i Białoruś – albo korytarzem północnym, omijającym Kazachstan. W obu wariantach przejeżdżają przez Polskę, a część z nich ma w Polsce stacje końcowe. Mogą na tym skorzystać m.in. polscy przewoźnicy kolejowi i samochodowi.

„Polska ma największą, najmłodszą i najtańszą flotę samochodów ciężarowych w całej wspólnocie europejskiej. Mnóstwo towarów trafia do Warszawy lub Łodzi (pociągiem), a następnie są rozprowadzane ciężarówkami do różnych miast Europy” – powiedział PAP kierownik działu wartości dodanej z chińskiego biura DHL Zafer Engin, uznawany za jednego z pionierów transportu kolejowego między Chinami a Europą.

„To naprawdę ekscytujące, ponieważ w 2000 lat temu, kiedy istniał pierwszy Jedwabny Szlak, Polska nie była jego częścią. Znajdowaliśmy się na peryferiach cywilizacji antycznej. Tym razem jesteśmy w samym środku” – ocenił menedżer z chińskiego oddziału DHL Konrad Godlewski.

Andrzej Juchniewicz z PAIiIZ wyraził nadzieję, że w przyszłości pociągami na dużą skalę będą jeździły do Chin polskie produkty eksportowe, szczególnie żywność. Tymczasem obecnie zdecydowana większość kontenerów przewożonych pociągami jedzie z Chin do Europy, a po stronie europejskiej przewoźnicy mają problemy z zapełnieniem składów towarami.

Opłacalność transportu kolejowego z Chin do Europy wynika m.in. z tego, że połączenia te są subsydiowane przez lokalne rządy chińskich miast. Dopłacając do pociągów, władze miast pośrednio dofinansowują również chiński eksport. Natomiast w Europie nikt nie dopłaca do pociągów jadących do Chin.

Nowy Jedwabny Szlak to gigantyczny projekt lansowany przez administrację prezydenta Chin Xi Jinpinga od jesieni 2013 roku. Składa się on z „jednego pasa i jednego szlaku”, które oznaczają odpowiednio sieć połączeń morskich i lądowych Chin z Europą – ich największym partnerem handlowym.

Jak zauważa kierownik projektu UE-Chiny z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Marcin Kaczmarski, inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku nie ogranicza się do budowy infrastruktury logistycznej. Staje się ona kluczowym narzędziem chińskiej polityki zagranicznej i budowania miękkiej siły (soft power) tego kraju.

„Koncepcji Szlaku towarzyszy oprawa informacyjno-propagandowa, obejmująca imprezy kulturalne, spotkania eksperckie, trasy turystyczne. Uruchomiona została specjalna strona agencji informacyjnej Xinhua. Chińscy eksperci lansują określenia w rodzaju +chińska wersja Planu Marshalla+. Koncepcja to rodzaj +opakowania+ chińskiej ekspansji gospodarczej poprzez nadanie jej atrakcyjnego kształtu” – ocenił Kaczmarski w komentarzu opublikowanym na stronie internetowej OSW.

Z Szanghaju Andrzej Borowiak (PAP) anb/ ksaj/ kar/

…prawda że przyjemna perspektywa? Prawda że teraz staje się jasne dlaczego tak naprawdę Niemcom zależy na wprowadzeniu płacy minimalnej na swoim terytorium również dla pracodawców z zagranicy, co przypadkiem najbardziej uderzyło w polskich przewoźników 😉 Mało tego! Chodzi również o konkurencyjną cenowo polską żywność wokół której od dawna trwają dziwne gierki Niemiec (do spółki z Rosją) Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

podobne: Słabszy niemiecki przemysł. Merkel po raz 7. w Chinach

USA - Chiny - dług

USA – Chiny – dług

Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki.


Orban broni konsultacji ws. imigracji i prawa do debaty nad karą śmierci.

19.05. Bruksela (PAP) – Podczas wtorkowej debaty w PE premier Węgier Viktor Orban bronił prawa do dyskusji na temat kary śmierci oraz konsultacji społecznych w sprawie imigracji. To tematy, które niepokoją część europosłów. Orban skrytykował również propozycje KE dotyczące imigracji.

KE zamierza pod koniec maja zaproponować uruchomienie systemu rozmieszczania uchodźców w różnych krajach UE, aby złagodzić skutki fali imigracji w regionie Morza Śródziemnego. Zdaniem Orbana propozycja KE „jest po prostu absurdalna, graniczy z obłędem”.

„Obłędem jest wprowadzanie sztucznych kwot podziału między państwa członkowskie. Kwoty tylko zachęcą więcej ludzi do przybycia do Europy. To także zachęta dla osób trudniących się przemytem ludzi” – powiedział premier Węgier podczas wtorkowej debaty w PE poświęconej sytuacji w tym kraju. „Chcemy sami decydować, czy chcemy przyjmować imigrantów” – dodał.

Węgierski rząd w ramach konsultacji społecznych rozesłał obywatelom formularz z pytaniami na temat migracji. Węgrzy mają m.in. odpowiedzieć, czy wzrost zagrożenia terroryzmem może mieć związek z błędami w unijnej polityce migracyjnej. W liście towarzyszącym kwestionariuszowi Orban pisze, że „nie można dopuścić, by imigranci ekonomiczni zagrażali pracy i zarobkom Węgrów”.

„Powinniśmy pytać obywateli, co o tym sądzą” – powiedział we wtorek w PE Orban. „Węgry nie podpisały żadnego porozumienia w sprawie tego, o czym można mówić, a o czym nie, na temat czego wolno przeprowadzać konsultacje, a na temat czego nie” – dodał.

Premier Orban, a także niektórzy węgierscy europosłowie przytaczali dane, z których wynikało, że na Węgrzech odnotowano 20-krotny wzrost liczby imigrantów, głównie Albańczyków z Kosowa.

Premier Węgier ocenił, że Europa powinna pozostać kontynentem Europejczyków, a Węgry krajem Węgrów. Jego zdaniem jest to zgodne z wartościami europejskimi, w tym z zasadami ojców-założycieli UE.

„Węgrzy mówią prosto z mostu o trudnych rzeczach, jak kara śmierci czy imigracja. Nie owijamy w bawełnę” – zaznaczył szef węgierskiego rządu. „Uważamy, że poprawny politycznie dyskurs nie zbliży nas do rozwiązań” – dodał.

Jak wskazał, należy rozróżniać imigrantów ekonomicznych od osób ubiegających się o azyl. „Imigranci ekonomiczni szukają lepszego życia. Niestety, na Węgrzech nie możemy zapewnić pracy wszystkim imigrantom” – powiedział.

Viktor Orban bronił również prawa do dyskusji na temat przywrócenia kary śmierci. Pod koniec kwietnia, komentując zabójstwo młodej kobiety, które wstrząsnęło opinią publiczną na Węgrzech, Orban opowiedział się za dyskusją na temat najwyższego wymiaru kary. Jego rzecznik wyjaśnił potem, że Węgry nie zamierzają przywracać kary śmierci, a toczy się jedynie debata na ten temat. „Nie chcę żyć w czasach porównywalnych do średniowiecza, kiedy o pewnych rzeczach nie można mówić. To kwestia swobody myśli i poglądów” – powiedział we wtorek Orban, odnosząc się do krytyki, jaka spadła na jego rząd po tej wypowiedzi.

„Jakiekolwiek zmiany powinny być zgodne z przepisami europejskimi i węgierskimi. To nie są decyzje wykute w kamieniu, tylko decyzje ludzkie, które podlegają także zmianie. Tak wygląda demokracja” – dodał.

Wiceprzewodniczący KE i komisarz ds. rządów prawa i Karty Praw Podstawowych Frans Timmermans przypomniał, że artykuł 2. Karty praw podstawowych Unii Europejskiej zakazuje orzekania i wykonywania kary śmierci.

„Ponowne wprowadzenie kary śmierci będzie sprzeczne z wartościami UE” – powiedział komisarz. „Komisja zrozumiała, że węgierski rząd nie przewiduje powrotu do kary śmierci i będzie przestrzegał wszystkich traktatów” – dodał. Timmermans zaznaczył, że gdyby Budapeszt podjął kroki w kierunku przywrócenia kary śmierci, reakcja KE byłaby natychmiastowa.

Wiceprzewodniczący KE ocenił, że konsultacje publiczne mogą być ważnym narzędziem prowadzenia polityki cieszącej się poparciem społeczeństwa. „Niemniej jednak konsultacje oparte na zniekształconych przesłankach nie mogą stanowić właściwych podstaw dla polityki” – zaznaczył komisarz. „Mówienie o tym, że imigranci stanowią zagrożenie dla miejsc pracy, wprowadza w błąd” – dodał.

Manfred Weber, przewodniczący chadeckiej Grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należy także partia Orbana Fidesz, ocenił, że „wiele zwrotów w kwestionariuszu może być kwestiami zapalnymi”. „Rozróżnianie na tych w Brukseli i na tych w Budapeszcie – to nie może znaleźć poparcia EPL” – powiedział Weber.

Orbana bronił inny europoseł EPL, Esteban Gonzalez Pons. „Parlament Europejski nie powstał po to, by osądzać jakiekolwiek państwo członkowskie” – oświadczył.

Węgierski rząd krytykowali m.in. socjaliści i liberałowie. Gianni Pittella, przywódca socjaldemokratów w PE, ocenił, że mówienie o imigracji i terroryzmie, jakby były powiązane, czy też traktowanie kary śmierci jako odstraszacza są „szkodliwe dla wartości europejskich”. „To banalizacja demokracji, która ją osłabia – ocenił Pittella. – To pusta demokracja, która zamienia demokrację czy wolność w puste slogany pozbawione sensu”.

Przemawiająca w imieniu liberałów z grupy ALDE Sophia in ‚t Veld oświadczyła: „EPL stoi murem za Orbanem, a my, ALDE, odrzucamy politykę pana Orbana”. Z kolei szef liberałów Guy Verhofstadt wskazał, że kara śmierci to nie jest sprawa podlegająca władzom krajowym, „to kwestia naszej cywilizacji”.

Węgierski socjaldemokrata Peter Niedermueller ocenił, że „Orban opisuje Węgry jako kraj ksenofobiczny, ale one takie nie są”. Jego zdaniem rząd Orbana szuka głosów tych, którzy głosują na skrajną prawicę. „To nie Węgry powinny się wstydzić, lecz polityka węgierska” – powiedział europoseł.

Z kolei Zanda Kalnina-Lukaszevica, występująca w imieniu reprezentującej unijne rządy Rady UE, poinformowała, że „Rada jeszcze nie omawiała sytuacji na Węgrzech i nie ma w tej sprawie stanowiska”. (PAP)

fdu/ cyk/ mc/

źródło: stooq.pl

podobne: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów. oraz: „Zanim przyjdą eurosceptycy” czyli biegunka legislacyjna w PE, efekt – szlaban dla mocnych odkurzaczy (i kolejne plany regulacji). Związkowcy palą unijne flagi (żądają rekompensat za sankcje).

…bezczelność demokratów i pseudoliberałów z UE wpychających swoje czerwone łapska w prawo do samostanowienia narodów o porządku prawnym na ich terytorium przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Można tylko powtórzyć za Panem Korwin-Mikke: „a poza tym UE musi upaść!” i modlić się aby to nastąpiło jak najszybciej. Tymczasem owoce działalności Orbana na rzecz własnego narodu są na Węgrzech aż nadto widoczne.

Polityka prowadzona przez Wiktora Orbana, premiera Węgier z centroprawicowego Fideszu, okazała się na tyle skuteczna, że wyprowadzono finanse publiczne na prostą, dzięki czemu w przyszłorocznym budżecie Węgrów czekają obniżki podatków.

Jak informuje serwis wyborcza.biz, w I kwartale br. PKB Węgier wzrósł o 3,4 procent, a bezrobocie w marcu było o 0,5 pkt proc. niższeOrban niż przed rokiem i wynosiło 7,4 procent. Za rządów Orbana zmniejszono deficyt i zadłużenie publiczne.

W przyszłorocznym budżecie zaplanowano szereg obniżek podatków:
– stawka podatku dochodowego PIT zostanie obniżona z 16 do 15 procent,
– wzrosną ulgi podatkowe dla rodzin,
– stawka VAT od wieprzowiny zostanie zmniejszona z 27 do 5 procent,
– obniżka VAT-u dla innych artykułów spożywczych,
samorządy mają dostać prawo do zwalniania lekarzy rodzinnych z płacenia lokalnych podatków od prowadzenia działalności gospodarczej,
– ulgi podatkowe dla szybko rozwijających się przedsiębiorstw oraz firm użyteczności publicznej inwestujących w infrastrukturę,
– obniżka podatku bankowego z obecnych 0,53 procenta do 0,31 procenta sumy bilansowej banku.

źródło: nczas.com

podobne: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim

„Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.


Komuda: program „Pierwsza praca” jest skazany na sukces.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Uruchomienie programu „Pierwsza praca”, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces – powiedział PAP ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Łukasz Komuda. Program przedstawił w piątek Bronisław Komorowski.

Komuda zwrócił uwagę, że prezydent w Polsce nie jest władzą wykonawczą. „To nie on kształtuje, nie on realizuje i finansuje politykę zatrudnienia. Ale ma inicjatywę” – podkreślił.

„Inicjatywa dotyczy rynku pracy, który jest najważniejszym i chyba jednym z bardziej szwankujących elementów naszej gospodarki. Dlatego doceniam tę inicjatywę, chociaż jej ogłoszenie na tydzień przed drugą turą wyborów prezydenckich oczywiście budzi pewnego rodzaju zdziwienie i refleksję. Tym bardziej, że – podczas kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego – najtrudniejsza sytuacja młodych do 24. roku życia na rynku pracy, kiedy bezrobocie sięgało (w tej grupie wiekowej – PAP) 30 proc. – była dwa lata temu. W ostatnim kwartale ubiegłego roku bezrobocie to wyniosło 22 proc. i bardzo gwałtownie teraz spada” – ocenił.

Rząd – jak mówił – chce uruchomić „jeden z największych programów aktywizacji zawodowej, instrument, który ma wesprzeć pewien fragment naszego rynku pracy w chwili, kiedy bezrobocie w Polsce spadło, i zamierza na to wydać blisko 1/4 tego, co wydaje z Funduszu Pracy co roku na aktywną i bierną politykę zatrudnienia, czyli na instrumenty typu zasiłki czy prace publiczno-pożyteczne”. „To jest ogromne uderzenie. Oczywiście tylko duże uderzenia mają swój efekt” – podkreślił.

Jego zdaniem uruchomienie programu, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces. „Niezależnie, czy ten program w ogóle ruszy, to na koniec 2016 r. bezrobocie wśród młodych może być na absolutnie minimalnym poziomie, spaść poniżej 16 proc.” – podkreślił. Jak mówił, sprzyja też temu m.in. demografia i koniunktura. „Sytuacja gospodarcza jest całkiem niezła. Warto pamiętać, że bezrobocie porusza się w cyklach, od stycznia ubiegłego roku zaczęliśmy cykl spadków bezrobocia. Bezrobocie będzie spadać przez co najmniej trzy najbliższe lata” – dodał.

Ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych ma jednak pewne wątpliwości. „Jeżeli zatrudnimy 100 tys. młodych ludzi tak naprawdę za darmo, bo pracodawca otrzyma pełen koszt zatrudnienia takiej osoby, czy to jednak nie będzie konkurencja w postaci praca za darmo w stosunku do tych osób, które są na rynku i takiej szansy nie otrzymają. Czy to nie spowoduje tego, że obniżone zostaną wynagrodzenia albo wręcz zwolnieni zostaną ludzie, którzy nie mogą skorzystać z tego programu z różnych powodów” – zaznaczył.

Gwarancję 2-letniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych ludzi ma dać zaprezentowany w piątek program „Pierwsza praca”. W ocenie prezydenta Bronisława Komorowskiego, pozwoli to m.in. na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych w naszym kraju.

Program „Pierwsza praca” jest elementem zapowiadanej przez prezydenta strategii „Dobry start dla młodych”. Zakłada m.in. gwarancję dwuletniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych osób już w 2016 r. Jest skierowany do absolwentów szkół zawodowych, ponadgimnazjalnych i wyższych, którzy nie ukończyli jeszcze 30 lat i bezskutecznie szukają zatrudnienia. Będzie finansowany z Funduszu Pracy i Środków Europejskich.

„Program +Pierwsza praca+ jest adresowany do młodych ludzi i do pracodawców. Wydaje się być atrakcyjny i pozwalający na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych ludzi” – powiedział prezydent przedstawiając ten program w piątek w Warszawie. Podkreślił, że Polska jest obecnie w UE wiceliderem, jeśli chodzi o obniżanie bezrobocia młodych ludzi.(PAP)

dol/ mhr/ abr/

PROM: „Pierwsza praca” pomoże młodym, ale nie odmieni ich złej sytuacji.

15.05. Warszawa (PAP) – Zmniejszenie kosztów pracy młodych to dobre rozwiązanie, które pomoże im znaleźć pracę; trzeba jednak kompleksowych zmian, a nie jednej konferencji prasowej w trakcie kampanii – ocenia prezydencki projekt rzecznik Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych Maciej Górski.

„Cieszymy się, że prezydent wyszedł z taką propozycją. Ogromnym plusem tej kampanii jest to, że problemy młodych ludzi są podnoszone. Dzięki temu lepiej widać, że coś jest nie tak, że młodzi emigrują, nie mogąc znaleźć pracy po studiach” – powiedział w piątek rzecznik PROM. Zaznaczył jednak, że propozycja ta wydaje mu się zgłoszoną „trochę na szybko”.

„Zaskakuje nas, że propozycja niosąca za sobą tak daleko idące konsekwencje finansowe, jest zgłaszana w taki sposób. To nie jest problem, który pojawił się nagle. Sytuacja młodych ludzi jest katastrofalna od zawsze. To jest też problem wyższej edukacji i wielu innych dziedzin, którego nie rozwiąże się jedną konferencją prasową” – zaznaczył Górski.

Rzecznik PROM zwrócił uwagę, że głównym problemem pokolenia wchodzącego na rynek pracy są wysokie koszty zatrudnienia, które skłaniają pracodawców do zatrudniania bardziej doświadczonych pracowników: „Istnieje wiele barier w prawie pracy, np. bardzo wysokie składki podnoszące koszty pracy. Dobrze, że prezydent chce obniżyć koszty pracy młodych ludzi, to faktycznie obniży pewną barierę w ich zatrudnianiu. Niemniej nie jest to coś, co można rozwiązać od tak”.

Górski zaznaczył, że liczy, iż program nie jest jedynie „zagrywką pod kampanię wyborczą” i będzie kontynuowany w przyszłości: „Potrzeba tu skoordynowanej polityki rządu. To musi być długofalowa polityka, a nie doraźne działanie w ramach kampanii wyborczej. Prezydent nie ma kompetencji, by wdrożyć takie rozwiązanie, dlatego dobrze, że ma tutaj wsparcie ministerstwa pracy”.

Ważny – zdaniem rzecznika – jest też problem szkolnictwa wyższego: „Prezydent powinien zwrócić uwagę, że pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych ludzi, ponieważ uważają, że są niedostatecznie wykwalifikowani. Potrzeba bardziej kompleksowego spojrzenia, a nie tylko wyeliminowania jednego elementu”.

Górski zwrócił również uwagę, że państwowe interwencje na rynku pracy nie są najskuteczniejszymi narzędziami poprawy sytuacji: „Państwo może wpompować ogromne pieniądze, a efektów nie widać. Popatrzmy na program +Mieszkanie dla Młodych”, który jest programem działającym pod potrzeby deweloperów, a nie młodych ludzi. Nasze państwo nie ma za wiele pieniędzy i powinny one być wydawane w sposób przemyślany. Sposób zgłoszenia tego pomysłu rodzi obawy, że to nie będą mądrze wydane pieniądze” – podsumował rzecznik PROM.

(…)PAP rcze/ dol/ gma/ źródło: stooq.pl

Andrzej Sadowski i Cezary Kaźmierczak (15.07.2015 Polsat News)

podobne: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek. a także: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy oraz: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. i to: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz polecam również: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. oraz: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. i jeszcze: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)

Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.

„…pośród ok. 3 milionów ludzi, którzy wyemigrowali z Polski do zachodnich krajów starej Unii Europejskiej, przeważają nie ludzie w średnim wieku, nie renciści i emeryci, lecz ludzie młodzi, zwykle między 25 a 35 rokiem życia. Większość z nich albo do Polski już nigdy nie wróci, albo podejmie próbę nieudaną i powrócą do swoich nowych „ojczyzn”, nie mając nad Wisłą ani pracy, ani mieszkania, ani domu. Warto by zmierzyć ten odsetek emigrujących, rekrutujących się z młodego pokolenia. Jeśli bowiem od wskaźnika dzietności na poziomie 1,5 odejmiemy te dzieci, które wszedłszy w dorosłe życie, emigrują z naszego kraju, to rzeczywisty współczynnik obniży się zapewne gdzieś do ok. 1,0. Osoby te wprawdzie nominalnie zachowują polskie obywatelstwo, ale rozwijają inne kraje, pracują na ich PKB, tam płacą podatki i składki emerytalno-rentowe.

Państwo polskie i naród polski nie mają z ich pracy żadnych korzyści. Tylko ekipa Donalda Tuska ma z tego powodu na twarzy ironiczny uśmieszek, że wyeksportowawszy nadmiar siły roboczej, „rozwiązuje” w kraju problem bezrobocia, co wycisza napięcia społeczne i pozwala rządzącym spokojnie patrzeć na następne wybory. Bo przecież tylko o wynik wyborczy tutaj toczy się gra!

Sytuacja gdy 1/3 rodzących się dziś Polaków wyemigruje za granicę powoduje, że jakakolwiek polityka pronatalistyczna pozbawiona jest sensu. Przy istniejącym bizantyjsko-socjalistycznym systemie podwojenie dzietności wcale nie spowoduje rozwiązania kryzysu demograficznego, a jedynie podwoi liczbę emigrantów do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Innymi słowy: w istniejącej infrastrukturze prawno-ekonomicznej wszelka kampania demograficzna może przynieść korzyść nie i Polakom, lecz Wielkiej Brytanii i Niemcom. Oto z Polski przybędzie świeża fala tanich i nieźle wykształconych robotników. Anglicy i Niemcy nie będą musieli prowadzić wymyślnej polityki demograficznej, gdyż to Polacy zapłacą składki na niemieckie i angielskie emerytury. Ich dzieci zostaną zgermanizowane i zanglicyzowane i po polskości zostaną im tylko brzmiące odmiennie nazwiska.

Jest jeszcze gorzej, a mianowicie czynna polityka demograficzna ze strony Państwa Polskiego zwiększa jedynie podatki. Wyobraźmy sobie, że rząd osiągnął rzeczywisty sukces (tak, wiem, że to trudne do wyobrażenia) i dzietność podwoiła się. Ależ to by dopiero była katastrofa! Rzecz w tym, że polski podatnik zapłaciłby za becikowe, przedłużone zasiłki dla matek wychowujących dzieci. Będzie musiał zapłacić za setki tysięcy ewentualnych dzieci uczących się w żłobkach, przedszkolach, szkołach i na wyższych uczelniach.

Na zwiększoną dwukrotnie liczbę dzieci musielibyśmy wydać gigantyczne pieniądze, aby je ubrać, wykarmić, zapewnić im edukację. I co z tego, jeśli rządy PO-PiS-u nie są zdolne do stworzenia systemu gospodarczego w którym dzieci te, wszedłszy w dorosłe życie, znajdą pracę lub założą własną firmę. Przygnieciona podatkami, przepisami i biurokratami polska gospodarka nie wchłonie tych ludzi. Najpierw zwiększą armię bezrobotnych, a potem wyjadą do Berlina czy Londynu…”

całość tu: nczas.com

podobne: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI.


1. Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego – prawomocne.

05.05. Warszawa (PAP) – Prawomocna jest już decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie o podjęciu procesu odwoławczego b. szefa MSW Czesława Kiszczaka ws. stanu wojennego. We wtorek SA oddalił zażalenie obrony Kiszczaka na wznowienie sprawy zawieszonej w 2013 r. z powodu jego złego zdrowia.

Prokurator IPN Bogusław Czerwiński liczy, że teraz SA bezzwłocznie wyznaczy termin procesu odwoławczego Kiszczaka. IPN będzie wnosił o utrzymanie wyroku skazującego sądu I instancji. Obrońca, który wnosi do SA o uniewinnienie, mówi o pozbawieniu Kiszczaka prawa do obrony.

„Wszystko wskazuje, że termin rozprawy będzie wyznaczony na 15 czerwca” – powiedział PAP sędzia Jerzy Leder, rzecznik SA ds. karnych. „To pierwszy wolny termin” – dodał.

2 kwietnia br. SA „odwiesił” proces odwoławczy 89-letniego Kiszczaka, skazanego nieprawomocnie na 2 lata więzienia w zawieszeniu w sprawie wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. SA wydał wtedy takie postanowienie w związku z najnowszą opinią lekarzy, którzy uznali, że stan zdrowia psychicznego podsądnego „znacznie utrudnia” jego uczestnictwo w czynnościach procesowych. Proces podjęto, bo biegli nie uznali, że stan zdrowia podsądnego to uniemożliwia, lecz tylko utrudnia, a pod pewnymi warunkami proces jest możliwy.

O podjęcie sprawy wnosił prok. Czerwiński. Obrońca Kiszczaka mec. Grzegorz Majewski złożył zażalenie na tę decyzję, bo jego zdaniem zdrowie Kiszczaka uniemożliwia proces apelacyjny.

Troje sędziów SA uznało, że zażalenie jest niezasadne. Jak mówił w jawnym uzasadnieniu postanowienia sędzia SA Marek Motuk, według biegłych zaburzenia u Kiszczaka procesów poznawczych są na średnim poziomie; rozumie on też przekazy werbalne. Według SA umożliwia to stanięcie oskarżonego przed sądem II instancji.

Obrona powoływała się w zażaleniu m.in. na to, że jeden z psychiatrów uznał, iż Kiszczak nie jest zdolny do udziału w rozprawie, a SA odmówił przesłuchania tego biegłego. Sędzia Motuk powiedział, że obrona odwoływała się do stwierdzenia wyjętego z kontekstu, bo kompleksowa opinia całego zespołu biegłych pozwala na sądzenie Kiszczaka.

Samo posiedzenie w sprawie było niejawne, bo dotyczyło danych wrażliwych o zdrowiu.

Prok. Czerwiński wyraził satysfakcję z decyzji SA. Podkreślił, że pion śledczy IPN nie godził się z zawieszeniem tej sprawy.

„Decyzja SA oznacza pozbawienie mojego klienta prawa do obrony” – skomentował dla PAP mec. Majewski. Podkreślił, że będzie to dla niego argument do wystąpienia o złożenie przez uprawnione podmioty kasacji do Sądu Najwyższego, po ewentualnym utrzymaniu wyroku skazującego przez SA (obronie nie przysługuje kasacja od wyroku w zawieszeniu; może ją zaś złożyć RPO, minister sprawiedliwości czy prokurator generalny).

Ocenił, że Kiszczak nie będzie w stanie powiedzieć w SA jednego słowa. „Nawet ze mną nie mógł ostatnio rozmawiać” – oświadczył adwokat. Nie zgodził się ze słowami sędziego co do wyrwania z kontekstu fragmentu opinii biegłych. „Ją trzeba podzielić na dwie części” – dodał, podtrzymując, że SA powinien przesłuchać psychiatrę.

Mec. Majewski podkreślił, że to SA zdecyduje, jak zrealizować wniosek biegłych, by na sali sądu była cisza i spokój, czego nie może zakłócać „ani szept rozmów, ani szum kamer”. Dodał zarazem, że chciałby aby proces był jawny dla mediów.

W 2012 r. Kiszczak został skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny.

W 2013 r. SA zawiesił badanie jego apelacji z uwagi na złe zdrowie Kiszczaka. Mec. Majewski mówił wiele razy, że od 20 lat badania pokazują zaawansowanie chorób Kiszczaka. Według obrony nasiliły się objawy neurologiczne wraz z utratą słuchu; jest też podejrzenie choroby Alzheimera. Sam Kiszczak mówił kilka lat temu sądowi, że „nie wie, co się dzieje na sali”.

W lipcu 2014 r. SA, na wniosek IPN, zlecił ponowne badania lekarskie b. szefa MSW. IPN domagał się badań m.in. po tym, jak prasa pokazała, że Kiszczak uczestniczył w maju w uroczystościach pogrzebowych gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W październiku ub.r. Kiszczak odmówił stawienia się na badania; twierdził, że zdrowie nie pozwala mu pojechać do Gdańska.

W grudniu ub.r. policja wykonała decyzję SA o doprowadzeniu Kiszczaka na badania do Gdańska, których unikał. B. szefa MSW zabrała z jego warszawskiego mieszkania karetka w asyście policji.

W 2007 r. pion śledczy IPN oskarżył dziewięć osób – członków władz przygotowujących stan wojenny oraz Rady Państwa PRL, która formalnie w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wprowadziła stan wojenny i wydała odpowiednie dekrety (do czego nie miała prawa podczas trwającej sesji Sejmu).

Proces ruszył w 2008 r.; kilku podsądnych zmarło; sprawy innych wyłączano wobec ich złego zdrowia. W 2011 r. sąd zawiesił sprawę 90-letniego wówczas Jaruzelskiego z powodu złego stanu zdrowia. Był on oskarżony o kierowanie tą grupą przestępczą oraz o podżeganie członków Rady Państwa do przekroczenia ich uprawnień.

W 2012 r. SO orzekł, że stan wojenny nielegalnie wprowadziła tajna grupa przestępcza o charakterze zbrojnym pod wodzą gen. Jaruzelskiego w celu likwidacji NSZZ „Solidarność”, zachowania ustroju komunistycznego oraz osobistych pozycji we władzach PRL. Kiszczaka skazano na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w grupie przestępczej przygotowującej stan wojenny. Od takiego zarzutu uniewinniono b. I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, bo – jak uznał sąd – „opowiadał się za politycznym rozwiązaniem sytuacji”. W 2013 r. SA prawomocnie oddalił apelację IPN od uniewinnienia Kani (wtedy badanie apelacji Kiszczaka zawieszono z powodu jego zdrowia).

W 1992 r. Sejm uchwalił, że stan wojenny był nielegalny. W 1996 r. Sejm, głosami ówczesnej koalicji SLD-PSL, nie zgodził się, by Jaruzelski, Kiszczak i inni sprawcy stanu wojennego odpowiadali przed Trybunałem Stanu. W 2011 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że dekrety o stanie wojennym przyjęto niezgodnie nawet z prawem PRL.

W 2013 r. SA prawomocnie utrzymał decyzję SO o zawieszeniu – z powodu złego stanu zdrowia – innego procesu Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni „Wujek” w 1981 r. SO, po zapoznaniu się z opinią psychologa i psychiatrów, uznał że uszkodzenia jego systemu nerwowego są „trwałe i postępujące”. Według biegłych Kiszczak nie rozumie pytań i nie może udzielać precyzyjnych odpowiedzi.

W poniedziałek oskarżająca Kiszczaka katowicka prokuratura podała, że wysłała do SO w Warszawie wniosek o podjęcie także i tego procesu. Powołano się na najnowszą opinię o zdrowiu Kiszczaka, przeprowadzoną w związku z procesem ws. stanu wojennego. Prok. Czerwiński ocenia, że nowa opinia „może otwierać drogę sądowi także i w tym procesie”. Mec. Majewski zapowiada, że zwróci się do SO o przesłuchanie autorów opinii.

Rzeczniczka SO poinformowała PAP, że w najbliższych dniach zostanie wyznaczony termin rozpoznania wniosku prokuratury. (PAP)

sta/ pz/

podobne: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. oraz: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny.

2. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały w połowie maja ma trafić do sądu.

09.05. Łódź (PAP) – W połowie maja do warszawskiego sądu powinien trafić akt oskarżenia ws. zabójstwa 17 lat temu b. szefa policji gen. Marka Papały. Jedynym podejrzanym o zbrodnię jest 40-letni Igor M. ps. Patyk, wówczas członek gangu złodziei samochodów. Grozi mu dożywocie.

Nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Prokuratura-ma-dowody-na-to-dlaczego-to-samochod-gen-Papaly-usilowa no-ukrasc.mp4

Według łódzkiej prokuratury gen. Papała zginął w wyniku napadu rabunkowego i był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy chcieli ukraść akurat jego auto. Śledczy utrzymują natomiast, że nie ma dowodów, aby było to zabójstwo na zlecenie, ani żeby w ogóle w tej sprawie było zlecenie zabójstwa gen. Papały.

Prowadzone od ponad pięciu lat przez łódzką prokuraturę apelacyjną (trwające w sumie 17 lat) śledztwo ws. zabójstwa gen. Marka Papały przedłużone jest do końca maja i w połowie tego miesiąca prawdopodobnie zostanie zamknięte. Śledczy w ostatnim czasie przesłuchali w Wielkiej Brytanii świadka, którego szukali od ponad dwóch lat – deklarował on, że złoży zeznania, ale nie przyjedzie do Polski. Jego zeznania miały służyć weryfikacji wyjaśnień jednego z podejrzanych.

„Świadek ten został przesłuchany, a jego zeznania były o tyle istotne, że umożliwiły nam dotarcie do kolejnego świadka, którego również przesłuchaliśmy” – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi i jeden z prowadzących śledztwo prok. Jarosław Szubert. Według prokuratury były to jedne z ostatnich dowodów zebranych w śledztwie. „Jesteśmy w trakcie pisania decyzji końcowej w tej sprawie. Prawdopodobnie będzie ona gotowa w połowie maja” – dodał Szubert.

Według łódzkiej prokuratury do zabójstwa b. szefa policji doszło w 1998 r. w wyniku napadu rabunkowego z użyciem broni palnej, a sprawcy zamierzali ukraść jego samochód Daewoo Espero. Podczas napadu Igor M. miał oddać do Papały śmiertelny strzał. Zdaniem śledczych były szef policji był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy prawdopodobnie nie wiedzieli, że auto należało do niego.

Według Szuberta prokuratura ma dowody, które wyjaśniają dlaczego złodzieje chcieli ukraść auto należące właśnie do b. szefa policji, dlaczego akurat ten samochód i w tym czasie był im potrzebny.

„Zgromadziliśmy materiał dowodowy, który zawiera odpowiedź na pytanie, z jakich powodów tego dnia, ten samochód te osoby usiłowały ukraść. W tym zakresie informacji znajduje się też odpowiedź na pytanie, z jakich powodów usiłowano dokonać kradzieży tego samochodu grożąc użyciem broni palnej” – powiedział w rozmowie z PAP Szubert. Zaznaczył jednocześnie, że prokuratura na tym etapie postępowania nie ujawnia tych informacji, bo najpierw musi się z nimi zapoznać sąd.

Z ustaleń śledztwa wynika jednak, że „Patyk” – jeszcze przed zabójstwem – w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

Igor M., który w chwili zdarzenia miał 24 lata, jest obecnie jedynym podejrzanym o zabójstwo b. szefa policji. Rok temu prokuratura – po uzyskaniu nowych dowodów – zmieniła zarzut wobec drugiego z zamieszanych w tę sprawę – 37-letniego obecnie Mariusza M. (w chwili zabójstwa miał 21 lat).

On także – według śledczych – był na miejscu zbrodni i brał udział w próbie kradzieży auta. Obecnie ma zarzut usiłowania rozboju na szkodę gen. Papały, ale nie jest już podejrzany o udział w zabójstwie. „Patykowi” grozi dożywocie, a Mariuszowi M. – do 15 lat więzienia. Obaj nie przyznają się do winy.

Oprócz nich w śledztwie podejrzani są jeszcze trzej członkowie gangu złodziei samochodów: Tomasz W. oraz bracia Robert i Dariusz J., którym zarzuca się kradzieże aut. Braciom J. również grożą kary do 15 lat więzienia, a Tomaszowi W. do 12 lat pozbawienia wolności.

Kamil Szubański (PAP)

szu/ bk/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01 hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Sprzymierzeńcem zbrodni (gen. Papały) jest czas, czyli… „Ciepło, ciepło…” (Stanisław Michalkiewicz)

3. Prokuratura odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów.

08.05. Warszawa (PAP) – Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła podjęcia śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów – poinformował w piątek PAP rzecznik prokuratury Przemysław Nowak. Odmówiono postępowania, ponieważ takiego czynu nie popełniono – zaznaczył.

Pod koniec lutego „Gazeta Wyborcza” napisała, że MSW rozważało, czy „afera podsłuchowa” nie była „spiskiem generałów” – działaniami byłych i obecnych szefów służb wymierzonymi w ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. „GW” pisała, że dochodzeniem zajmowała się wydzielona latem 2014 r. grupa policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji oraz oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W sprawie „spisku generałów” MSW, policja i SKW zaprzeczyły, aby podejmowały takie działania. Także ówczesny minister Sienkiewicz zaprzeczył, jakoby wiedział o działaniu grupy w MSW.

Prokuratura zajęła się sprawą sprawdzając, czy można podjąć śledztwo. W czwartek zdecydowano o jego niepodejmowaniu – poinformował w piątek PAP Nowak.

Rzecznik wyjaśnił, że w ramach postępowania w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego poprzez inwigilację bezpośrednią oraz kontrolę operacyjną Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, rzecznika CBA i byłych szefów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Biura Ochrony Rządu i SKW stwierdzono, że takiego czynu nie popełniono.

Prokurator przypomniał, że w gazecie wskazano, że to z inicjatywy byłego ministra Bartłomieja Sienkiewicza powołana została specjalna grupa złożona z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP oraz SKW, której celem miało być ustalenie, czy za nielegalnymi nagraniami w warszawskich restauracjach stoi szef CBA oraz byli szefowie ABW, SKW oraz BOR.

Według gazety wobec tych osób stosowano pracę operacyjną, w tym bezpośrednią inwigilację, a zgoda na kontrolę operacyjną miała być uzyskiwana bez zachowania obowiązujących przepisów, np. wskazując ich numery telefonów, jako numery osób nieznanych.

Prokuratura wystąpiła do redakcji o materiały, na podstawie których napisano artykuł, ale redakcja ich nie ujawniła, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską – poinformował PAP rzecznik. Prokuratura zwróciła się z pytaniami w tej sprawie do Komendy Głównej Policji i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, BOR, ABW, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Prokuratury Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Komendy Stołecznej Policji i resortu spraw wewnętrznych.

Rzecznik prokuratury zaznaczył, że odpowiedzi tych instytucji są niejawne, ale ze zgromadzonego materiału dowodowego nie wynika, aby został popełniony taki czyn, polegający na podejmowaniu czynności operacyjno-rozpoznawczych wobec szefa CBA, rzecznika Biura i byłych szefów trzech innych służb przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych KGP i SKW.

W tzw. aferze podsłuchowej praska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo dotyczące podsłuchiwania od lipca 2013 r. w dwóch stołecznych restauracjach w sumie kilkudziesięciu osób, w tym polityków i biznesmenów. Zarzuty współudziału w nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom przedstawiono dwóm biznesmenom: Markowi Falencie i Krzysztofowi R. oraz dwóm pracownikom restauracji, gdzie dokonano podsłuchów – Łukaszowi N. i Konradowi L. Za taki czyn grozi do 2 lat więzienia. Część podsłuchanych w warszawskich restauracjach rozmów prowadzonych przez polityków i biznesmenów została opisana w 2014 r. w tygodniku „Wprost”.(PAP)

ago/ jbr/

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: Państwo prawa: PKW łamanie przepisów, sfałszowany protokół wyborczy. Epilog „afery podsłuchowej”. Mariusz Kamiński przed sądem. Sprawa Ziętary: śledztwo w sprawie nacisków na świadków, Gawronik na wolności. Prawo o zawiązkach zawodowych do zmiany. i jeszcze: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?

4. W dodatku prokuratura umorzyła śledztwo ws. nieprawidłowości przy tworzeniu raportu z weryfikacji WSI przez Antoniego Macierewicza. Zdaje się że już po raz drugi.

podobne: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? a także: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? oraz: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.


1. Rosja – Putin: hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świataGlukhovsky: Rosja wskrzesza stare zwycięstwa, bo nowych nie maUkraina – Poroszenko: świat bojkotuje Rosję

09.05. Moskwa (PAP) – Podczas uroczystości upamiętniających 70. rocznicę pokonania III Rzeszy prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył w sobotę, że hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świata, który nie od razu dostrzegł śmiertelne zagrożenie w ideologii nazizmu.

Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw.

Prezydent Rosji powiedział to przemawiając podczas defilady wojskowej na Placu Czerwonym w Moskwie, upamiętniającej 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w II wojnie światowej.

Tę największą w historii Rosji paradę Putin odebrał w towarzystwie weteranów tamtej wojny, premiera Dmitrija Miedwiediewa i ministra obrony, generała armii Siergieja Szojgu. Ten ostatni wcześniej sprawdził gotowość wojsk do defilady.

Wśród zgromadzonych na trybunie obok Mauzoleum Lenina byli przywódcy 23 z zaproszonych 68 państw, w tym m.in. prezydenci Chin, Indii, RPA, Egiptu, Kuby, Kazachstanu, Azerbejdżanu i Serbii. Byli tam także sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun i szefowa UNESCO Irina Bokowa.

Ze względu na rolę Rosji w konflikcie na Ukrainie zdecydowana większość liderów krajów zachodnich nie przyjęła zaproszenia od Putina na obchody Dnia Zwycięstwa. Kilku – m.in. prezydent Czech Milosz Zeman i premier Słowacji Robert Fico – przyjęło zaproszenie na uroczystości, jednak nie przyszło na Plac Czerwony, by obserwować paradę, uznaną na Zachodzie za demonstrację siły.

Prezydent Rosji podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów. Zarazem wyraził wdzięczność sojusznikom za wkład w rozgromienie nazizmu.

„Wielkie Zwycięstwo na zawsze pozostanie heroicznym szczytem historii naszego kraju. Wszelako pamiętamy o naszych sojusznikach z antyhitlerowskiej koalicji. Jesteśmy wdzięczni narodom Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych za ich wkład w zwycięstwo. Jesteśmy wdzięczni antyfaszystom różnych państw, którzy ofiarnie walczyli w oddziałach partyzanckich i w podziemiu, w tym w samych Niemczech” – powiedział.

Putin oznajmił, że po 70 latach historia znów apeluje do świata o rozsądek i czujność. „Nie powinniśmy zapominać, że idee rasowej dominacji i wyjątkowości doprowadziły do najkrwawszej z wojen” – wskazał.

Podkreślił że „to Związek Radziecki przyjął na siebie najcięższe uderzenia wroga”. „To tutaj zostały ściągnięte doborowe wojska nazistów, skoncentrowana była cała ich wojskowa potęga, to tutaj odbyły się największe, decydujące bitwy II wojny światowej” – powiedział.

Prezydent Rosji przestrzegł przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Oświadczył, że w ostatnich dziesięcioleciach często ignorowane były fundamentalne zasady współpracy międzynarodowej. „Widzimy próby budowy jednobiegunowego świata. Widzimy jak nabiera obrotów myślenie w kategoriach bloków wojskowych. Wszystko to podważa stabilność światowego rozwoju” – wskazał.

Putin ocenił, że powstałe po II wojnie światowej instytucje międzynarodowe, które – jak zauważył – stworzyły podstawy powojennego ładu światowego, udowodniły swoją skuteczność w rozwiązywaniu sporów i konfliktów.

„Pamiętamy historyczne spotkanie sojuszników na Łabie. Pamiętamy zaufanie i jedność, które stały się naszą wspólną spuścizną, przykładem zjednoczenia narodów w imię pokoju i stabilności. To właśnie te wartości legły u podstaw powojennego ładu światowego” – powiedział.

W historycznej części defilady maszerowali żołnierze w mundurach z lat II wojny światowej, w tym kozaków. Wśród uczestników tej części parady były też pododdziały sił zbrojnych Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Chin, Indii, Kazachstanu, Kirgistanu, Mongolii, Serbii i Tadżykistanu.

Następnie przez Plac Czerwony przedefilowało ponad 16,5 tys. żołnierzy i oficerów, reprezentujących wszystkie rodzaje sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, a także kadeci oraz wykładowcy i słuchacze akademii, uniwersytetów, instytutów i uczelni wojskowych. Wśród uczestników parady byli też żołnierze i oficerowie wojsk wewnętrznych MSW, ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych i Służby Granicznej Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Przez Plac Czerwony przejechało również ponad 190 transporterów opancerzonych, wozów bojowych, czołgów, dział samobieżnych i wyrzutni rakietowych. A nad nim przeleciały 143 samoloty i śmigłowce bojowe.

Po raz pierwszy przy takiej okazji pokazane zostały wielogłowicowe pociski balistyczne dalekiego zasięgu na mobilnych wyrzutniach RS-24 Jars, czołgi T-14 Armata, skonstruowane na tej samej platformie wozy bojowe piechoty T-15 i transportery opancerzone Kurganiec-25, samobieżne dwulufowe armato-haubice Koalicja-SW, wozy bojowe desantu BMD-4M, transportery opancerzone desantu Rakuszka, transportery opancerzone Bumerang, transportery opancerzone z napędem na sześć kół Tajfun-U (Ural) i mobilne przeciwpancerne wyrzutnie rakietowe Kornet-D (na bazie samochodów opancerzonych zwiadu Tygrys).

W zmechanizowanej części parady zaprezentowały się też same samochody Tygrys, opancerzone transportery z napędem na sześć kół Tajfun-K (Kamaz), transportery opancerzone BTR-82A, czołgi T-90A, samobieżne haubice Msta-S, rakiety operacyjno-taktyczne Iskander-M, systemy rakiet przeciwlotniczych Tor-M2U i Buk-M2, baterie przeciwrakietowe i przeciwlotnicze S-400 Triumf oraz Pancir-S.

Przez Plac Czerwony przejechały także legendarne czołgi T-34 i samobieżne haubice SU-100 z lat II wojny światowej.

Na lotniczą część defilady złożył się przelot na wysokości od 150 do 500 metrów 143 śmigłowców i samolotów. Wystartowały one z 12 lotnisk w europejskiej części FR.

Jako pierwszy pokazał się ponaddźwiękowy bombowiec strategiczny Tu-160, za którego sterami siedział dowódca sił lotniczych FR generał Wiktor Bondariew. Później nad Placem Czerwonym zaprezentowały się śmigłowce wielozadaniowe Mi-8AMTSz, ciężkie transportowe Mi-26, ciężkie bojowe Mi-35 oraz szturmowe Mi-28N i Ka-52 Aligator, a także szkolno-treningowe Ansat-U.

Przeleciały również w różnych konfiguracjach bombowce strategiczne Tu-160, Tu-95MS i Tu-22M3, samoloty transportowe Ił-76 i An-124 Rusłan, samoloty-cysterny Ił-78, jak również szturmowo-bombowe Su-24, szturmowe Su-25, myśliwce przechwytujące Su-27, myśliwce frontowe MiG-29SMT, ciężkie myśliwce przechwytujące MiG-31, wielozadaniowe Su-30, Su-34 i Su-35, a także szkolno-treningowe Jak-130.

Ostatnim akcentem moskiewskiej defilady, którą trwała 1 godzinę i 20 minut, a którą dowodził dowódca wojsk lądowych FR generał Oleg Saljukow, był przemarsz 1000-osobowej orkiestry Garnizonu Moskiewskiego.

Po paradzie Putin i jego zagraniczni goście przeszli do Parku Aleksandrowskiego, gdzie na Grobie Nieznanego Żołnierza wspólnie złożyli girlandę z kwiatów. Później razem udali się na Kreml, gdzie prezydent Rosji wydał uroczyste przyjęcie, upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Parady wojskowe w sobotę odbyły się też w 30 innych miastach FR, w tym Petersburgu, Smoleńsku, Bałtijsku, Murmańsku, Tule, Wołgogradzie (d. Stalingradzie), Noworosyjsku i Władywostoku, a także w Sewastopolu i Kerczu na Krymie oderwanym przez Rosję od Ukrainy w marcu 2014 roku.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ lm/ pz/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję oraz: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem).

09.05. Warszawa (PAP) – Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego, bo nowszych zwycięstw nie było – mówi PAP rosyjski pisarz i dziennikarz Dmitrij Glukhovsky.

Udostępniamy nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Glukhovsky-o-paradzie-w-Moskwie-Rosja-wskrzesza-stare-zwyciestwa-bo -nowych-nie-ma.mp4

Rosja ma dziś z wielką pompą świętować zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami; elementem pokazu siły ma być m.in. parada wojskowa na niespotykaną skalę.

„Mimo braku świeżych zwycięstw co roku Dzień Zwycięstwa obchodzony jest coraz huczniej. Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego – bo nowszych zwycięstw nie było” – podkreśla Glukhovsky.

„To, co stało się na Krymie jest prezentowane jako zwycięstwo: Rosja podnosząca się z kolan, próbująca odbudować imperium. Ale myślę, że w wielu aspektach dzieje się tak tylko na użytek wewnętrzny. Przygląda się temu świat, ale adresatami są obywatele rosyjscy, efektem ma być mobilizacja społeczeństwa” – dodaje.

Glukhovsky podkreśla, że im gorzej funkcjonuje gospodarka, tym „więcej propagandy potrzeba, aby sprawić, żeby ludzie zapomnieli, że żyje im się gorzej niż jeszcze niedawno”. „A zatem parada z okazji Dnia Zwycięstwa jest przeznaczona przede wszystkim do użytku wewnętrznego w Rosji” – konkluduje pisarz.(PAP)

ajw/ laz/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01

hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit oraz: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?

Czemu służą parady wojskowe? Jednym do straszenia wrogów bez których nie potrafią sobie zorganizować życia politycznego we własnym kraju, innym służą do kultywowania tradycji oręża i historii.

I wszystko by było dobrze gdyby tak w jednym jak i w drugim wypadku kończyło się na przedstawieniu. Tymczasem historia pokazuje że w pierwszym przypadku nie zawsze kończy się tylko na „demonstracji siły”. Ci pierwsi udowodnili bowiem już nie raz na przestrzeni dziejów, że potrafią nie tylko maszerować po placu czerwonym, ale zapędzali się często na tereny swoich sąsiadów, wsławiając się w „wyzwalaniu” (czyt. zaborze) sporej części Europy wschodniej w tym Polski z tragicznymi dla niej skutkami. Mało tego! Do tej pory ci „wyzwoliciele” lubują się w poniżaniu Polski traktując nas jako przedmiot swojej imperialnej polityki (do spółki rzecz jasna z innymi krajami jak np Niemcy a czasem Amerykanie), grożąc rakietami rozmieszczonymi nad granicą i wpieprzając się co i rusz do tego czy jako kraj suwerenny też możemy sobie kupić rakiety czy nie możemy, tylko dlatego że Polska śmie należeć do innego bloku gospodarczo politycznego.

Najsmutniejsze jest to że w ramach polityki ogłupiania własnego narodu, który „funduje” władzy tego rodzaju megalomańskie imprezy, w innej branży na odcinku tej samej propagandy brakuje pieniędzy żeby zapłacić ludziom za uczciwą pracę przy wystrzeleniu w kosmos rakiety… (Odys)

09.05. Kijów (PAP) – Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko uznał w sobotę, że nieobecność przywódców światowych na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie jest wyrazem poparcia dla jego kraju, który walczy ze wspieranymi przez Rosję separatystami w Donbasie.

„Ukrainę popiera cały świat. Jednym z przejawów tego poparcia jest szeroki bojkot międzynarodowy dzisiejszej parady na Placu Czerwonym w Moskwie” – powiedział podczas uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Kijowie.

Prezydent oświadczył, że Ukraina już nigdy nie będzie świętowała zwycięstwa nad nazizmem według pisanych w Rosji scenariuszy, które – jak powiedział – przewidują „zimnokrwiste wykorzystywanie Dnia Zwycięstwa dla wywyższania ekspansjonistycznej polityki wobec sąsiadów, by utrzymać ich w swojej orbicie wpływów i by odrodzić imperium”.

Z okazji święta Poroszenko odznaczył medalami państwowymi ponad 3,1 tysiąca żołnierzy, którzy walczą z separatystami prorosyjskimi na wschodzie kraju.

Tego dnia w centrum Kijowa zorganizowano także flash mob, którego uczestnicy ułożyli z pustych pudełek kartonowych hasło: Pamiętamy, Zwyciężamy, 1939-1945. Organizatorzy akcji nawoływali, by do tych pudełek składać pomoc dla żołnierzy, którzy walczą na wschodzie.

Uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Kijowie zakończą się w późnych godzinach wieczornych, kiedy to w parkach stolicy odbędzie się maraton orkiestr wojskowych. Jeden z głównych parków, Marijinski, zajmie orkiestra Wojska Polskiego. W innych zagrają orkiestry z Estonii, Litwy, Jordanii i Serbii.

Wbrew oczekiwaniom władz podczas obchodów Dnia Zwycięstwa na Ukrainie nie doszło do prowokacji, przed którymi ostrzegano od wielu dni. W Odessie nad Morzem Czarnym odbyła się jednak manifestacja zwolenników polityki prorosyjskiej, podczas której kilkuset jej uczestników wykrzykiwało: „Precz z juntą!” i „Banderowskie diabły – precz z Odessy!”.

W piątek Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony uprzedziła, że w trakcie uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa, organizowanych na zajętych przez prorosyjskich separatystów ziemiach wschodniej Ukrainy, może dojść do krwawych wydarzeń z ofiarami wśród ludności cywilnej.

Ich celem miało być zerwanie mińskich porozumień (pokojowych) i wznowienie działań bojowych w Donbasie. Według ukraińskich mediów w miastach opanowanych przez siły prorosyjskie było w sobotę spokojnie.đđđđđđ Na Ukrainie od połowy kwietnia obowiązują wzmożone środki bezpieczeństwa w związku trwającymi tu obecnie tzw. świętami majowymi; środki te wprowadzono w obawie przed próbami destabilizacji sytuacji w kraju. Szczególnym nadzorem objęte zostały granice, zwłaszcza z Rosją.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ kar/

podobne: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię).

2. Niemcy i Rosjanie oddali w Berlinie cześć żołnierzom Armii CzerwonejMerkel złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Moskwie.

09.05. Berlin (PAP) – Kilkanaście tysięcy osób – Niemców i Rosjan – oddało w sobotę w Berlinie cześć żołnierzom Armii Czerwonej poległym w II wojnie światowej. Główne uroczystości w 70. rocznicę zakończenia wojny odbyły się na cmentarzach-pomnikach w Treptow i Tiergarten.

10 tys. osób uczestniczyło w rocznicowych obchodach zorganizowanych pod pomnikiem w Treptow we wschodniej części miasta – miejscu spoczynku 7 tys. żołnierzy poległych w walce o Berlin.

Wieńce i czerwone goździki składali ambasadorowie akredytowani w Niemczech. Szef dyplomatycznej placówki Rosji, Władimir Grinin, powiedział, że pamięć o zakończeniu wojny jest bardzo ważna – „dla nas i dla wszystkich”.

Uczestnicy powiewali rosyjskimi flagami, niektórzy nieśli transparenty ze zdjęciami kombatantów. Obecni byli też członkowie i sympatycy popieranego przez Władimira Putina klubu motocyklistów „Nocne Wilki”.

Centralnym punktem nekropolii jest mierzący 11 metrów posąg żołnierza trzymającego jedną ręką uratowane dziecko i opierającego się o miecz, którym wcześniej roztrzaskał swastykę.

Kilka tysięcy ludzi przyszło pod pomnik żołnierzy radzieckich w Tiergarten nieopodal Bramy Brandenburskiej. Groby żołnierskie przykrył dywan z wieńców i kwiatów. Tutaj także uczestnicy powiewali flagami – rosyjskimi, radzieckimi z sierpem i młotem, a także flagami samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL).

Biorący udział w obchodach Niemcy nieśli transparenty z napisami „Dziękujemy żołnierzom sowieckim za wyzwolenie”. Grupa „Nocnych Wilków” ograniczyła się do pamiątkowych zdjęć na tle czołgów i armat będących elementem pomnika.

Kobieta z flagą ukraińską, która pojawiła się w okolicach pomnika, została wyzwana przez kilka osób od faszystek i zdrajczyń.

Były premier Brandenburgii Matthias Platzeck, kierujący obecnie Forum Niemiecko-Rosyjskim, podkreślił, że narody ZSRR złożyły podczas wojny „największą daninę krwi”. Polityk SPD powiedział, że Niemcy wykazali się podczas wojny „niewyobrażalnym okrucieństwem”. Żołnierze Armii Czerwonej, którzy zmarli w niemieckiej niewoli, powinni jego zdaniem zająć w niemieckiej pamięci takie samo miejsce jak ofiary Holokaustu. Jak zaznaczył, nauką z wojny powinien być sprzeciw wobec nacjonalizmu i rasizmu. Zaapelował do Rosjan, by również w swoim kraju walczyli z nacjonalizmem i „militaryzacją życia”.

Dzień Zwycięstwa stał się pretekstem do wyjścia na ulicę dla neonazistów i skrajnej prawicy. Uczestnicy wiecu pod dworcem głównym w Berlinie domagali się odwołania sankcji wobec Rosji i wycofania wojsk amerykańskich z Europy. „Ami go home” – skandowali neonaziści. Wśród narodowych flag niemieckich widoczne były też flagi tzw. DRL, a nawet flaga zakonu krzyżackiego.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ ksaj/ kar/

Jeśli ktoś jest zdziwiony przyjazną reakcją Niemców wobec swoich historycznych pogromców – przypominającą syndrom sztokcholmski – to polecam lekturę: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

10.05. Moskwa (PAP) – Kanclerz Niemiec Angela Merkel w towarzystwie prezydenta Rosji Władimira Putina w niedzielę złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla.

Niemiecka kanclerz oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów żołnierzy radzieckich, którzy polegli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy. Witając szefową rządu Niemiec w swojej rezydencji, prezydent Rosji opowiedział się za jak najszybszym rozwiązaniem problemów występujących w relacjach między dwoma krajami.

„Wiele uczyniliśmy, by stosunki między Rosją i Niemcami rozwijały się pomyślnie. Wiele udało nam się osiągnąć. Dzisiaj występują znane problemy. Im szybciej skończą negatywnie oddziaływać na rozwój naszych relacji, tym lepiej. Będziemy do tego dążyć” – oznajmił Putin, nawiązując do sankcji nałożonych przez kraje zachodnie na Rosję i kontrsankcjach strony rosyjskiej.

„Mam nadzieję, że podczas naszego dzisiejszego spotkania uda nam się porozmawiać również o stosunkach dwustronnych, o rozwoju relacji Rosji z Unią Europejską. I o najostrzejszych problemach międzynarodowych, w tym o sytuacji na Ukrainie” – powiedział.

Merkel ze swej strony oświadczyła, iż jest rada, że jej spotkanie z prezydentem Rosji doszło do skutku. „Dobrze, że spotkaliśmy się w Moskwie, aby porozmawiać o naszych stosunkach dwustronnych, relacjach Rosji z Unią Europejską i – oczywiście – integralności terytorialnej Ukrainy” – powiedziała, podkreślając konieczność rozwiązywania problemów środkami dyplomatycznymi.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

W czwartek szefowie MSZ Rosji i Niemiec, Siergiej Ławrow i Frank-Walter Steinmeier, oddali w Wołgogradzie, dawnym Stalingradzie, hołd ofiarom II wojny światowej. Steinmeier wskazał na skalę cierpień zadanych tam cywilom i żołnierzom przez Niemcy hitlerowskie.

Wcześniej dwaj ministrowie w Rossoszkach pod Wołgogradem złożyli wieńce na terenie zespołu memorialnego upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej poległych pod Stalingradem. W Rossoszkach znajduje się też kwatera z grobami żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w walkach o Stalingrad w latach 1942-1943.

Ławrow oznajmił po spotkaniu ze Steinmeierem, że Moskwa wiąże duże nadzieje z niedzielnymi rozmowami Putina z Merkel. „Sytuacja w Europie nie jest dziś spokojna, rozwija się według nie najbardziej pozytywnego scenariusza. W związku z tym przywiązujemy szczególną wagę do rozwoju dialogu między Moskwą a Berlinem” – wyjaśnił.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ ksaj/ dym/

podobne: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy? oraz: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją.

3. Putin w obecności Merkel usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow„Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina.

10.05. Moskwa (PAP) – Prezydent Rosji Władimir Putin w niedzielę usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”.

Prezydent Rosji powiedział to na wspólnej z kanclerz Niemiec Angelą Merkel konferencji prasowej po ich rozmowach w Moskwie. Merkel przyleciała w niedzielę do stolicy Rosji, aby uczcić pamięć obywateli ZSRR, którzy w latach II wojny światowej zginęli w walce z hitlerowskimi Niemcami.

Pytany o obawy Polski i krajów bałtyckich dotyczące systemu bezpieczeństwa, którego budowę proponuje Rosja, Putin oznajmił, że „strach jest wewnętrznym stanem tych, którzy się boją”. „Nie należy żyć fobiami przeszłości, lecz patrzeć w przyszłość” – poradził.

W tym kontekście przywołał pakt Ribbentrop-Mołotow. Według niego „ZSRR podjął wiele starań, aby przeciwstawić się faszyzmowi w Europie”. „Wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem” – oznajmił, dodając, że właśnie to zmusiło Związek Radziecki do podjęcia kroków mających na celu niedopuszczenie do bezpośredniej konfrontacji z Niemcami, czego wynikiem był pakt Ribbentrop-Mołotow. „Sensem tego paktu było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR” – powiedział.

„Pragnę przypomnieć, że po podpisaniu układu monachijskiego sama Polska podjęła działania, zmierzające do zaanektowania części czeskiego terytorium. Wyszło na to, że po pakcie Ribbentrop-Mołotow i rozbiorze Polski ona sama padła ofiarą polityki, którą próbowano prowadzić w Europie” – podkreślił.

Putin dodał, że „wszystko to trzeba mieć na uwadze, niczego nie zapominać”. „Skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” – oznajmił.

Merkel nie zgodziła się z oceną prezydenta Rosji. „Pakt Ribbentrop-Mołotow trudno zrozumieć, jeśli nie uwzględni się tajnego protokołu do niego. Z tego punktu widzenia uważam, że to było niewłaściwe, że zostało to uczynione bezprawnie” – oświadczyła.

Podkreśliła, że „zarzewiem II wojny światowej były narodowosocjalistyczne Niemcy”. „I my, Niemcy, ponosimy za to odpowiedzialność. Jest to nasza historyczna odpowiedzialność. Stale będziemy o tym przypominać. I o tym, że z naszej winy straciły życie miliony ludzi i że Armia Czerwona odegrała decydującą rolę w wyzwoleniu Niemiec” – powiedziała.

Putin podziękował Merkel za przyjazd do Moskwy. „Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy. Zawsze mieliśmy tam wielu stronników i przyjaciół. Do dzisiejszych Niemiec odnosimy się jak do partnera i przyjaznego kraju. Jest więc naturalne, że kanclerz przyjechała” – oznajmił.

Prezydent Rosji oświadczył, że rozumie decyzje tych liderów, którzy nie przybyli do Moskwy na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa, jednak uważa, że doraźna koniunktura polityczna jest mniej ważna niż fundamentalne problemy związane z podtrzymaniem pokoju i stabilności. „To ich wybór, ich decyzje” – wskazał.

Zwrócił też uwagę, że w sobotnim przyjęciu na Kremlu brali udział weterani wojenni z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i innych krajów. „To oni byli głównymi uczestnikami uroczystości. Jestem rad, że byli z nami” – powiedział.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

Wizytę rozpoczęła od złożenia – w towarzystwie Putina – wieńca przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla. Merkel oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów obywateli radzieckich, którzy zginęli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po tej uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy, jednym z głównych tematów których była sytuacja na Ukrainie.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ kar

podobne: Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym. Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku. Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni ale prawdę zataili. Putin wykorzystuje tragedię smoleńską (podobnie jak Stalin używał Katynia) do rozgrywek politycznych.

10.05. Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Der Tagesspiegel” w komentarzu dotyczącym obchodów 70. rocznicy końca wojny krytykuje pomijanie przez Niemców zbrodni ZSRR. Gdyby Stalin był jedynym zwycięzcą wojny, cała Europa stałaby się kolonią karną – pisze autor komentarza.

„O Hitlerze powiedziano już wszystko. Jego duchowy brat – Stalin wypada natomiast zaskakująco dobrze, pomimo tego, że według różnych szacunków z jego rozkazu zamordowano od 9 do 22 mln ludzi, w większości obywateli ZSRR” – pisze autor komentarza Harald Martenstein.

Komentator ubolewa, że ofiary Stalina nie mają nawet swego dnia pamięci. 23 sierpnia, dzień przypominający o pakcie Ribbentrop-Mołotow, obchodzony jest w Europie „w sposób wyważony i niezauważalny”.

Jak zaznacza autor, właśnie teraz odsłonięto w Rosji nowy pomnik „masowego mordercy”, Stalina. „To dowód na to, co to znaczy wygrać wojnę. Jeżeli jako masowy morderca wygrasz wojnę, to wszystko jest w porządku” – pisze Marteinstein.

Stalin unicestwił średnią klasę chłopską mordując 600 tys. osób. W ramach kolektywizacji komuniści zagłodzili 14,5 mln ludzi, jako pierwsze umierały dzieci, zginęło też 3,5 mln Ukraińców. Nikt nie pielęgnuje pamięci o tym ludobójstwie.

„Jestem wdzięczny za to, że Hitler przegrał wojnę i że nie muszę żyć w kraju nazistowskim. Ale jestem też wdzięczny za to, że ZSRR nie był jedynym zwycięzcą w tej wojnie. Gdyby Stalin sam wygrał tę wojnę, cała Europa stałaby się kolonią karną” – czytamy w „Tagesspieglu”.

„Koniec Hitlera był wyzwoleniem. Po jego pokonaniu, w okupowanej przez Sowietów części Europy rozpoczęła się budowa nowego systemu ucisku” – pisze Marteinstein.

Autor zarzuca niemieckim mediom i niemieckiej klasie politycznej, że przejęły język i rytuały z czasów NRD, które z kolei pochodzą z czasów stalinowskich – „Związek Radziecki nas wyzwolił, pokonał Hitlera, za to powinniśmy mu być dozgonnie wdzięczni”.

Martenstein przypomina, że osłabiona „morderczą orgią Stalina” Armia Czerwona mogła w 1942 roku prowadzić wojnę tylko dzięki dostawom broni i sprzętu z USA.

„To, że Niemcy są dziś wolnym krajem, zawdzięczamy przede wszystkim temu, że zimną wojnę wygrały Stany Zjednoczone, a nie ZSRR” – konkluduje Martenstein. Gdyby historia potoczyła się inaczej, w Berlinie odbywałyby się ciągle jeszcze defilady wojskowe i apele. Istniałby też wódz, któremu nikt bez narażenia się na niebezpieczeństwo nie może się sprzeciwić” – tłumaczy komentator.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ lm/ dym/

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych.

4. Łukaszenka: Białoruś odeprze dowolną agresję.

09.05. Mińsk (PAP) – Białoruska armia i naród są gotowe odeprzeć dowolną agresję zewnętrzną i ochronić niepodległość kraju – oświadczył w sobotę prezydent Alaksandr Łukaszenka, przyjmując w Mińsku paradę wojskową z okazji 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej.

„Potencjał białoruskiej armii jest obecnie oceniany przez ekspertów wojskowych jako jeden z najwyższych we wschodniej Europie. Wykonano ogromną pracę, aby wzmocnić gotowość bojową armii oraz wojsk obrony terytorialnej. Wzrosła konkurencyjność sektora obronnego gospodarki. Stworzono nowe, obiecujące rodzaje broni i sprzętu wojskowego” – zaznaczył.

Podkreślił, że Białoruś buduje swój mocny i bezpieczny dom, prowadząc pokojową politykę zewnętrzną. Przy tym zaznaczył, że „białoruska armia została poddana bardzo głębokiej modernizacji, by móc odpowiedzieć na dowolne współczesne wyzwania”.

Według niego wielu ludzi zapomniało o naukach wynikających z II wojny światowej i obecnie „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.

„Świat i Europa zbliżają się do niebezpiecznej granicy. Musimy zapamiętać najważniejszą naukę II wojny światowej: nie ma nic cenniejszego od pokoju. Żadne ambicje, żadne rachuby, żadne interesy nie są warte tego, by składać ofiarę z życia ludzkiego” – zaznaczył.

Uznał też za „głęboko symboliczne”, że w sobotniej paradzie w Mińsku maszerują obok siebie żołnierze z Rosji i z USA.

W mińskiej paradzie wzięła udział 40-osobowa orkiestra wojskowa sił powietrznych USA. Wśród zagranicznych żołnierzy zdecydowanie dominowali jednak Rosjanie, którzy stanowili około jedną trzecią uczestniczących w niej ponad 5 tys. wojskowych.

Podczas parady zaprezentowano 250 jednostek sprzętu wojskowego, z czego rekordowa liczba także pochodziła z Rosji. Mieszkańcy Mińska mogli zobaczyć m.in. czołgi T-90, a w powietrzu samoloty Jak-130 i Su-34. Zaprezentowana została również po raz pierwszy najnowsza broń produkcji białoruskiej, m.in. wieloprowadnicowa wyrzutnia rakietowa Polonez.

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska (PAP)

mw/ lm/ ura/

podobne: UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec Rosji. Wojna handlowa Rosji i Kazachstanu. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią Rosji. Białoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy. Rosja sprzedała rakiety S-400 Chinom i znosi embargo dla Iranu. Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem.

źródło: stooq.pl

Najpierw o faktach historycznych: Prof. Materski: pakt Ribbentrop-Mołotow porozumieniem typowo ofensywnym.

10.05. Warszawa (PAP) – Pakt Ribbentrop-Mołotow nie był porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym – tak historyk Wojciech Materski skomentował słowa prezydenta Rosji Władimira Putina, który usprawiedliwiał pakt oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR.

„Sposób stawiania kwestii paktu Ribbentrop-Mołotow przez Putina to nie jest sprawa nowa. Cała tzw. polityka historyczna jego ekipy od pierwszej kadencji prezydenckiej jest skierowana na tezę, że pakt był odpowiedzią na konferencję monachijską w kwestii Czechosłowacji, do której ZSRR nie został zaproszony, że tym samym był izolowany w Europie, decyzje miały zapadać poza nim i można się domyślić, że przeciwko niemu” – powiedział PAP w niedzielę członek Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych prof. Wojciech Materski.

Jak mówił, w tej narracji ZSRR chcąc przeciwdziałać izolacji, musiał „zacieśnić stosunki z Niemcami”, bo to wymuszała sytuacja, jaka się wytworzyła w Europie i polityka mocarstw zachodnich, które nie wprowadzały ZSRR w najważniejsze decyzje. „I dlatego pewne kwestie dotyczące bezpieczeństwa własnego kraju Moskwa musiała wyjaśniać w bezpośrednich kontaktach z Niemcami. To takie zawracanie głowy, bo te bezpośrednie sprawy, które Moskwę jakoby miały interesować są przedstawiane w aspekcie polityki bezpieczeństwa, że te bezpośrednie kontakty z Niemcami miały to bezpieczeństwo ZSRR zwiększyć” – mówił Materski.

Tymczasem – jak zaznaczył – pakt Ribbentrop-Mołotow nie był żadnym porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym. „Tajny protokół, który był jego integralną częścią wyraźnie wskazywał, że zanim jeszcze doszło do konfliktu, oba państwa zaczęły dzielić między siebie łupy wojenne. To była sprawa oczywista, niemniej pakt ten przedstawia się kłamliwie nie jako wyraz dążeń do ekspansji terytorialnej, ale dążenie do zabezpieczania państwa przed wciągnięciem w wojnę. I to nie tylko w takich wypowiedziach okazjonalnych, ale również w rosyjskich podręcznikach szkolnych i uniwersyteckich. Jako wymuszone przez sytuację zachowanie mające zapewnić bezpieczeństwo ZSRR w 1939 r., by znalazł się poza konfliktem. A tymczasem znalazł się w samym centrum konfliktu, bo był jedną ze stron, które agresywnie dokonywały rozbioru Europy” – przypomniał historyk.

Jego zdaniem więc taka interpretacja jest nie do przyjęcia, podobnie jak pojawiająca się teza, że geneza II wojny zaczyna się od deklaracji polsko-niemieckiej z 1934 r., którą Rosjanie nazwali paktem Piłsudski-Hitler. „To właśnie było typowo defensywne porozumienie zawarte w ramach tzw. polityki równowagi między ZSRR a Niemcami. W 2009 r. w kontekście obchodów wybuchu wojny propaganda rosyjska usiłowała narzucić taką interpretację, że od 1934 r. można mówić o początku genezy II wojny i że pakt Ribbentrop-Mołotow był podobnym typem porozumieniem. W sensie dokumentu jawnego tak, ale on był grą pozorów, a właściwą zmowę agresorów zawierały tajne klauzule. Od tej oczywistej dla wszystkich interpretacji paktu Rosja się odcina, usiłuje ją zafałszować i stąd są takie wypowiedzi” – mówił Materski.

Odwołanie się Putina do zajęcia przez Polskę części Czechosłowacji i stwierdzenie, że „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie” to w ocenie Materskiego „faul interpretacyjny”.

„Po Monachium, kiedy nastąpiła zapaść państwa czechosłowackiego, Polska rzeczywiście przyłączyła się do jego rozbioru. Ale przyłączyła w granicach związanych z rzadko pamiętanymi wydarzeniami z 1919 r. Bezpośrednio po odzyskaniu przez Polskę niepodległości między lokalnymi radami na Śląsku Zaolziańskim doszło do porozumienia, na podstawie którego region podzielono na część czechosłowacką i polską. Część polska była w naszych granicach do wojny polsko-bolszewickiej i kiedy sytuacja na tym froncie była bardzo trudna, wojska czeskie wkroczyły i zaanektowały ten obszar” – dodał historyk.

„I w tym sensie akcja polska kojarzyła się z działaniami Hitlera w tym okresie. Jednak miała charakter nie agresji, lecz rewindykacji – zapewne trudnej do obrony, ale z pewnością nieporównywalnej do zmowy czerwonego i brunatnego totalitaryzmu. To jest kwestia często wyciągana przez Rosjan w ramach polemiki z Polakami. Chodzi też o to, że co prawda Polska padła ofiarą totalitaryzmu niemieckiego i sowieckiego, ale sama też miała swoje grzechy i jak wyraźnie dał do zrozumienia Putin – zasłużyła na swój los. Zapewne w jego mniemaniu na deportacje i mord katyński też zasłużyła” – podkreślił Materski.

Komentując słowa Putina, że „skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” zaznaczył, że Rosja zawsze wolała „dogadywać się z poszczególnymi państwami niż mieć przeciwko sobie koalicję”. „Znacznie trudniej jest rozmawiać z Unią Europejską niż z oddzielnymi krajami – jednym dać, innym zabrać, jednym pogrozić, drugim wynagrodzić. Typowa polityka +dziel i rządź+” – zaakcentował historyk.

Według niego obecnie kanclerz Merkel ma bardzo trudną sytuację. „Z jednej strony rozumie, że to polityka agresywna, na którą nie można pozwolić, z drugiej wie, że to jest jednak kolosalny rynek i na dziś, i na przyszłość, że nie można nadmiernie zaostrzać stosunków. Ma więc trudną sytuację. Jednak Merkel dba o imponderabilia i o to, żeby ważne kwestie polityczne i bezpieczeństwa chociaż były nazwane albo zasugerowane. Nie udaje przynajmniej, że ich nie ma” – powiedział Materski.

W jego ocenie generalnie jeśli chodzi o politykę historyczną Putina w wystąpieniu tym nie ma nic nowego. „Jeśli chodzi o stosunki rosyjsko-niemieckie to jest to moment dosyć trudny. Wizyta Merkel w Moskwie nie daje jasnego sygnału czy się zmienia polityka wobec Rosji. Raczej jednak nie. My jesteśmy bardzo uczuleni na wszelkie sygnały wskazujące zbliżenie, alians rosyjsko-niemiecki. Dlatego się temu tak dokładnie przyglądamy, niekiedy może przesadzając” – podsumował Materski. (PAP)

akn/ ura/

podobne: Niezawisimaja Gazieta przypomina Rosjanom że 17 września ZSRR wbił nóż w plecy Polski. Piotr Szubarczyk: Brunatno-czerwona apokalipsa.

„…Nie było agresora i „wyzwoliciela”. Było dwóch agresorów, jednakowo bezwzględnych. Były porównywalne, nieodwracalne straty wśród Polaków po obydwu stronach. A potem jeszcze były ofiary powojennego dominium sowieckiego w Polsce.

II wojna światowa rozpoczęła się we wrześniu 1939 na podstawie tajnego porozumienia Niemiec i Sowietów o IV rozbiorze państwa polskiego i jego ostatecznej likwidacji, co „gwarantują dwa najpotężniejsze państwa tej ziemi”, jak zapewniał chełpliwie Hitler w październiku 1939 roku. Dwa, nie jedno…

Te dwa zbrodnicze państwa będą ściśle współpracowały w dziele eksterminacji Narodu Polskiego. Planowo, na podstawie tajnego protokołu do układu granicznego z 28 września 1939 roku. Zbrodnia katyńska i zbrodnie niemieckie na polskiej inteligencji lat 1939-1940 były skoordynowane w czasie. Coraz więcej na to wskazuje…”

…To co świętują Rosjanie, czyli „Zwycięstwo ZSRRu nad hitlerowskimi Niemcami” nie było naszym zwycięstwem, i nie ma tu ŻADNYCH wspólnych wartości jakie z Rosją moglibyśmy świętować. Zbrodniczy ZSRR i zbrodnicza Rzesza napadły w sojuszu na Polskę a to że się później między sobą pogryźli nie wniosło dla naszego narodu żadnej wartości, co udowodniły kolejne dziesięciolecia rządów pachołków Moskwy w Polsce.

Ten czas „pobiedy” to zatem koniec gehenny pod butem jednego oprawcy na rzecz drugiego (jeszcze gorszego). Początek straszliwych mordów i represji w imię ideologii którą Stalin zamierzał zanieść reszcie Europy (tak jak 20 lat wcześniej próbował to zrobić Lenin) ale mu się nie udało. Wojna nie skończyła się dla nas ani zwycięstwem ani wyzwoleniem – skończyła się dla nas zaborem. I nie tylko dla nas ponieważ komuniści opanowali (okupowali) całą wschodnią Europę, przez co do dziś Rosja utrzymuje w tzw. bloku postsowieckim swoje wpływy (agenturalne). Zwycięstwo armii czerwonej to m.in. gwałty, rabunki i mordy na Polakach przez prawie pół wieku! Zachód rzecz jasna był sojusznikiem ZSRR ale wcześniej tym sojusznikiem były hitlerowskie Niemcy, które do spółki z ZSRR (na podstawie paktu Ribbentrop Mołotow) napadły i rozebrały Polskę. Choć byliśmy po stronie zwycięzców to wojnę przegraliśmy – sprzedani przez tzw. „sojuszników” z zachodu w niewolę innym „sojusznikom” ze wschodu (tzw. „wyzwolicielom”). Skutki tego były dla nas opłakane, bo Polska została wymordowana (z elit i nie tylko), zgwałcona, ograbiona i zniewolona na niemal pół wieku, czego konsekwencje odczuwamy do dziś…

A teraz najlepsze kwiatuszki z wydarzenia o którym mowa w komunikatach prasowych. Trzy cytaty:

„…Prezydent Rosji Władimir Putin usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”…”

…podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów…”

…Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw…”

Na podstawie tylko tych trzech cytatów można sobie dokładnie obejrzeć jak INSTRUMENTALNIE władze Rosji traktują historyczne fakty, i w jak specyficzny sposób na tej podstawie rozumieją „bezpieczeństwo dla wszystkich państw”. Pomijanie Polski w szeregu sojuszników antyhitlerowskiej koalicji i przypisywanie jej roli prowodyra „hitlerowskiej zawieruchy”, albo sugerowanie że sama jest sobie winna napaści przez wrogie państwa, przy jednoczesnym wybielaniu zbrodniczej roli jednego z agresorów i przerabianiu tej roli ze zbrodniczej na „wyzwoleńczą” trąci skrajnym cynizmem i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest to ordynarne kłamstwo podszyte na dodatek nieskrywaną pogardą, a przekaz takiego stawiania sprawy jest jasny – „bezpieczeństwo dla wszystkich” to bezpieczeństwo Rosji, kosztem wolności innych i ich prawa do samodecydowania o kierunkach zbliżenia politycznego (jeśli nie są zbieżne z rosyjską racją stanu). Jest to typowo imperialistyczne zachowanie.

Obłudnym do szpiku kości jest wzywanie świata do „systemu równego bezpieczeństwa”, podczas kiedy samemu ma się gdzieś jakąkolwiek równość i prawa innych narodów do samostanowienia – dając im do zrozumienia że są tylko przedmiotem. Czy to za pomocą machiny wojennej, czy też wciągania w kontakty handlowe na zasadzie klientelizmu, gdzie jedynym rodzajem współpracy jaką Rosja uważa za słuszną jest podporządkowanie się jej wpływom na jej warunkach. W przeciwnym wypadku jest się wrogiem Rosji, którego należy upokarzać również za pomocą przekłamywania historycznych faktów.

Ale tak to już jest z putinowską Rosją, że kiedy widzi w tym interes dla siebie to potrafi grać bardzo nieczysto. Tak jak z drugiej strony (kiedy widzi korzyść gdzie indziej) potrafi „upominać” się nawet o obce interesy – jak np. o nasze ofiary z II wojny światowej (pamiętając wtedy rzecz jasna o Polakach jako sojusznikach ZSRRu), wycierając sobie nimi gębę (jak np. w kwestii zbrodni Ukraińców na Wołyniu), rzecz jasna po to tylko żeby nas skłócić czy to z Ukrainą czy z Litwą czy z kimś innym. To prosta i perfidna strategia (dziel i rządź) od lat stosowana przez Rosję na arenie międzynarodowej. Populizm „ocieplania wizerunku” za pomocą „zatroskania” o mniejszości narodowe w krajach gdzie Rosja ma swoje interesy do załatwienia to jednak tylko pozory przyjaźni. Za nim idą bowiem konkretne polityczne cele i trzeba być tego świadomym, gdyż nie był to pierwszy raz kiedy Putin manipuluje faktami z historii żeby usprawiedliwić zbrodnie ZSRR i armii czerwonej – na których legendzie opiera narodową tożsamość Rosjan.

Rosjan ale nie słowian, a już na pewno nie Polaków! Ci którzy daliby sobie rękę uciąć za to że Putin jest wobec Polski przyjaźnie nastawiony nie mieliby już k… ręki 😀 (jak mawiał klasyk). Nie rozumiem zatem jak ktoś kto od lat (i w zasadniczych dla Polski kwestiach) nie szanuje obiektywnej prawdy, naginając ją z premedytacją do wrogich Polsce celów politycznych, może się cieszyć wśród niektórych Polaków tak wielką sympatią.

Tym samym życzę wszystkim putinofilom mieniącym się „polskimi patriotami”, żeby przejrzeli na oczy i zastanowili się nad swoim uwielbieniem dla człowieka który Polskę i Polaków ma gdzieś. Nie jest on i nigdy nie będzie naszym przyjacielem. Przyjaźnie nastawiony lider państwa nigdy by nie postąpił tak jak postąpił (i od lat postępuje) Putin opowiadając kłamstwa na temat tego jaką rolę odegrała Polska w II wojnie światowej i jaka była prawdziwa relacja między naszym krajem a ZSRR. Człowiek z tego typu podejściem do prawdy nie jest wzorem „chrześcijanina” ani żadnych cnót. Jest wzorem wyrafinowanego i bezwzględnego polityka, który patrzy wyłącznie swojego interesu – czego mu oczywiście wyrzucać nie można, ale tego w jaki sposób realizuje ten interes i że jest to skrajnie nieuczciwe (oparte na jawnej wrogości którą nazwać należy szowinizmem) nie należy sobie w żaden sposób usprawiedliwiać.

Na koniec wisienka apropos usprawiedliwiania. Polecam przyjrzeć się jeszcze jednej dość istotnej wypowiedzi Putina, cytuję „…Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy…” Tego rodzaju retoryka powinna zapalić już nie tylko żółtą, ale nawet czerwoną lampkę dając mocno do myślenia wszystkim „fanom” Putina. O ile jeszcze myśleć i kojarzyć potrafią, do czego zmierza tego rodzaju retoryka w kwestii ofiar II wojny światowej (bez sentymentów i emocji) 🙂 (Odys)

polecam również: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. oraz: „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez” i to: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Radni wystawiają rachunek„Puls Biznesu” Samorządy znów się zadłużą.

02.04.2015 (IAR) – Gminy w całym kraju zatwierdzają podwyżki opłat za dostawę wody i odbiór ścieków, które w nowych taryfach podsuwają im spółki wodociągowe. O sprawie pisze Dziennik Gazeta Prawna.

Jak czytamy w nim, wiele podwyżek weszło w życie 1 kwietnia. Radnym nie przeszkadza to, że i tak płacimy niemało. Z ubiegłorocznych danych firmy doradczej EY wynika, że rocznie jest to 2 procent domowego budżetu. Dla porównania: w Niemczech 0,8 procent, a w Grecji 0,2 procent.

Woda i ścieki to nie koniec. Wzrosły też opłaty za wywóz śmieci i komunikację miejską. Gminy zazwyczaj tłumaczą się niezbędnymi modernizacjami. UOKiK podejrzewa jednak, że w wielu przypadkach samorządy wykorzystują pozycję monopolisty.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/vey/łp

podobne: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy. oraz: Likwidacja progu ostrożnościowego: „Zadłużeniowy szantaż” dla krótkookresowych korzyści.

14.04.2015 (IAR) – Nowe inwestycje i coraz większe dziury w budżecie. Ten rok przyniesie istotny, 12-procentowy wzrost zadłużenia samorządów w państwach naszego regionu. Tak wynika z badania agencji Standard&Poor’s, o którym pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w dzienniku, samorządy w tej części Europy czeka na pewno wzrost zadłużenia spółek komunalnych. Standard&Poor’s spodziewa się, że będzie ono wyższe o 6 procent i sięgnie 42,5 miliardów euro. Jest to spowodowane tym, że lokalne władze coraz więcej zadań inwestycyjnych zlecają własnym spółkom, co pozwala im uniknąć zaliczenia długu do nowego limitu zadłużenia.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. i to: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu.

…co tu komentować. Klasyczny przykład (konsekwencja) wydawania cudzych pieniędzy.

„… Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów.

Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

2. cynik9: Rentowność polskiego długu w CHF ujemna. Gigantyczne koszty obsługi długu.

Awansowaliśmy do wąskiego grona emitentów długu z ujemną rentownością – pieją z zachwytu nad ministrem Szczurkiem media. Powodem piania ma być to że min. Szczurek dołożył ostatnio do polskiego zadłużenia zagranicznego blisko 2.5 miliarda złotych, sprzedając emisję rządowych krótkoterminowych obligacji we franku szwajcarskim. Obligacje musiały być chodliwe skoro rentowność sprzedanej emisji wyniosła ciut poniżej zera – minus 0.213% dokładnie. Oznacza to praktycznie że rząd zainkasuje o CHF3.7 mln więcej niż suma CHF580 mln którą będzie musiał zwrócić za 3 lata. Do tego nie będzie musiał płacić żadnych odsetek. Czy to dobrze czy źle?

Na powierzchni wygląda to na świetny deal. Min. Szczurek znalazł gdzieś grupę dzięciołów której opylił po fenomenalnie wysokiej cenie papier który prawdopodobnie za 3 lata warty będzie jedynie frakcję dzisiejszej ceny. Za te postrzyżyny dzięcioły w dodatku zdrowo mu płacą, a nie on im. Gdzie znalazł tylu? Tego nie wiemy. Pewne clue stanowi tu pewnie fakt że blisko połowę emisji nabyły podmioty polskie… 😉

Naszym zdaniem byłoby dużo lepiej gdyby min. Szczurek polski dług raczej redukował i tym się chwalił, zamiast wciągać naród w bagno jeszcze większego zadłużenia, nad parametrami którego nie ma w dodatku żadnej kontroli.(…) 

(…) czy negatywna rentowność obligacji w obcej walucie ma w tej sytuacji w ogóle jakieś znaczenie? Być może ma jedno – jest  kanarkiem w kopalni ostrzegającym przed nieuniknionym kolapsem. Negatywne rentowności oznaczają naszym zdaniem terminalną fazę mega bańki którą kończy się długa, sekularna hossa w długu suwerennym. W porównaniu do nadchodzącego kolapsu długu suwerennego kryzys 2008 wspominany będzie jako niedzielny piknik w parku.

Jeżeli minister Szczurek musiał nas bardziej zadłużać to pewnie lepiej że sprzedał dług dzięciołom drogo zamiast sprzedawać go tanio. Gorzej że sprzedał go w znacznej mierze dzięciołom polskim. Negatywne rentowności nie są jednak nigdy powodem do zadowolenia i nie są oznaką zdrowia. Są raczej symptomem choroby trawiącej system  i miernikiem obłędu inwestoriatu który nie kojarzy że mniej straci zaszywając po prostu franki szwajcarskie w siennik niż płacąc min. Szczurkowi za ich przechowanie. To dużo bezpieczniejsza opcja.

całość tu: twonuggets.com

podobne: Rabunek OFE nie pomógł, zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło. Nierząd podniesie rządowi PKB. Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś. oraz: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. i to: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.

„Tylko w ubiegłym roku obsługa długu krajowego i zagranicznego pochłonęła 34,4 mld zł. W tym roku może być niestety gorzej. Wydana przez Ministerstwo Finansów broszura pt. „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018” przewiduje, że w roku 2015 relacja kosztów obsługi długu do PKB wyniesie 1,8 proc. Jeśli wierzyć oficjalnym prognozom w 2015 roku polski PKB wyniesie ok. 550 mld USD, co licząc po kursie 3,70 zł daje nam 2 bln 35 mld zł. Wspomniane 1,8 proc. to 36,6 mld zł, czyli grubo ponad dwa miliardy złotych więcej niż wyniosły koszty obsługi długu w 2014 roku.

W kontekście powyższego warto odnotować, że zapadalność (czyli moment, kiedy dług należy oddać) w tym roku osiągnie aż 78,1 mld zł pożyczek i obligacji zaciągniętych w latach poprzednich. Uwzględniając dotychczasową politykę rządu polegającą na ciągłym rolowaniu zapadalnego długu (tj. zaciąganiu nowych pożyczek na poczet spłaty starych) niewykluczone, że ekipa Platformy pobije w tym roku rekord pod względem wysokości zaciągniętych długów, a tym samym jeszcze mocniej wyśrubuje koszty obsługi zadłużenia naszego kraju. Niestety za spłatę tych zobowiązań nie będą odpowiadali zaciągający je politycy lecz zwykli polscy podatnicy. Rząd będzie potrzebował coraz większej ilości pieniędzy, aby móc zaspokoić zagranicznych wierzycieli. W jaki sposób to uczyni? Nie inaczej jak tylko łupiąc Polaków fiskalnie jeszcze mocniej niż dotychczas. By żyło się lepiej!”

źródło: niewygodne.info.pl

podobne: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach i to: Budżetowa ciuciubabka reaktywacja, czyli… Zadłużamy was dalej i co nam zrobicie?

3. „Nasz Dziennik” Państwo trzyma się za kieszeń„Puls Biznesu” Wojna o podatki„Puls Biznesu” Rząd nie lubi się dzielić z podatnikami„Nasz Dziennik” Fiskus łupi rodzinę.

20.04.2015 (IAR) – Prokuratura Generalna zniechęca ludzi ograbionych przez PRL do walki o zwrot swojego mienia – pisze „Nasz Dziennik”.

Jej szef Andrzej Seremet 10 kwietnia podpisał pismo, które wysłane zostało do wszystkich prokuratur. Zlecił w nim prokuratorom zainteresowanie się sygnałami o nieprawidłowościach w postępowaniach dotyczących restytucji mienia bądź uzyskania odszkodowań za mienie przejęte przez państwo po II wojnie światowej.

Zdaniem Andrzeja Seremeta, w całym kraju może dochodzić do patologii dotyczących reprywatyzacji. Zwraca też uwagę na brak ustawy, która regulowałaby zwrot przejętego mienia.

Z informacji Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że w ciągu ostatnich 2 lat zarejestrowano 30 postępowań wyjaśniających dotyczących restytucji mienia przejętego przez państwo w drodze nacjonalizacji lub wywłaszczenia.

Więcej o tym – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/vey/dyd

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

20.04.2015 (IAR) – Organ rządu przeciwko prezydenckiemu projektowi zmian w ordynacji podatkowej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Chodzi o zaproponowane przez Bronisława Komorowskiego zmiany mające zwiększyć ochronę podatników przed fiskusem.

Jak czytamy w gazecie, pełniący pomocniczą rolę Stały Komitet Rady Ministrów zaakceptował dokument ostro krytykujący projekt i rekomendujący Radzie Ministrów zablokowanie nad nim prac w Sejmie. Komitet stwierdził, że propozycje są nieprecyzyjne, mogą powodować spory między podatnikami, a organami skarbowymi i uderzyć w dochody budżetu państwa oraz stanowić zagrożenie dla stabilności finansów publicznych.

Szef Pracodawców RP Andrzej Malinowski wyraził nadzieję, że Ewa Kopacz nie odrzuci zmian zaproponowanych przez głowę państwa. Dodał, że są one oczekiwane przez podatników, a premier przyznawała, że nie jest przeciwna wprowadzeniu rozstrzygania wątpliwości na korzyść obywateli.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/dyd

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?).

21.04.2015 (IAR) – Choć rząd ma pozytywne prognozy dla polskiej gospodarki i chce, by nasz kraj wyszedł z unijnej procedury nadmiernego deficytu, to nie planuje rychłej obniżki podatków. Pisze o tym wtorkowy „Puls Biznesu”.

Dziennikarze dotarli do szczegółów projektu programu konwergencji, który rząd musi przesłać do końca miesiąca do Brukseli. Wynika z niego, że minister finansów liczy na przyspieszenie tempa wzrostu PKB z obecnych 3,4 procent do 4 procent, ale dopiero za trzy lata. Mateusz Szczurek ma też nadzieję, że do 2018 roku dług publiczny spadnie do 49,1 procenta PKB, z 51,7 procenta w tym roku. Kilka dni temu minister zapowiedział, że będzie chciał uwolnić Polskę z unijnej procedury nadmiernego deficytu, która zabrania podejmowania działań obniżających dochody budżetu.

„Puls Biznesu” pisze, że ta procedura była do tej pory dla rządu wygodnym wytłumaczeniem, gdy wywoływany był temat obniżki podatków. Jak jednak wynika z programu konwergencji, tej w najbliższym czasie nie będzie. Ale są też plusy – nie wzrosną obciążenia dla branży tytoniowej i spirytusowej. Zyska też budżetówka, której rząd chce wreszcie odmrozić płace.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. polecam również: Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki

28.04.2015 (IAR) – Choć zrobili wszystko zgodnie z informacją uzyskaną od urzędnika i byli przekonani, że przysługuje im zwolnienie z podatku, to okazało się, że tak nie jest. Teraz muszą zapłacić kilkanaście tysięcy złotych. O fiskusie łupiącym rodzinę pisze „Nasz Dziennik”.

Gazeta opisuję historię małżeństwa z Krakowa, które najpierw kupiło małe mieszkanie, zaciągając kredyt. Później okazało się, że małżonkom potrzebne jest większe lokum. Mieszkanie sprzedali ze sporym zyskiem, by wkrótce kupić nowe. Z opinii uzyskanej w urzędzie skarbowym wynikało, że jeżeli wszystkie pieniądze ze sprzedaży przeznaczone zostaną na zakup nowego lokum, to małżeństwo zostanie zwolnione z obowiązku płacenia 19-procentowego podatku od dochodu.

Zgodnie z ustnym zapewnieniem urzędnika, pan Przemysław i jego żona wydali wszystkie pieniądze ze sprzedaży pierwszego mieszkania. Tymczasem po 5 latach skarbówka zmieniła sposób interpretacji przepisów. Nagle okazało się, że małżeństwo musi zapłacić zaległy podatek wraz z odsetkami – w sumie około 14 tysięcy złotych.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Nasz Dziennik/Siekaj

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

4. Innowacje muszą stać się udziałem MSPZwiązkowcy z „Polskiej Miedzi”bedą protestować w Warszawie

25.04.2015 (IAR) – Zbyt mało firm inwestuje w innowacje, badania i rozwój. Taka jest konkluzja raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości poświęconego innowacyjnej przedsiębiorczości.

Minister gospodarki zwrócił uwagę, że dziś zupełnie inaczej rozumiemy same innowacje. „Nie tak dawno jak w sektorze piekarniczym wymieniliśmy piec 25-letni na 5-letni to zaliczaliśmy do wielkiego efektu. Dzisiaj mówimy zupełnie o czymś innym” – stwierdził Janusz Piechociński. Wicepremier zauważył, że najbardziej innowacyjne są firmy o dużym kapitale. „Teraz trzeba wejść w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, aby to u nich dokonał się postęp techniczno-technologiczny” – powiedział Janusz Piechociński. Dodał, że innowacyjność to także postawa, mentalność i proeksportowość.

Minister gospodarki przyznał, że na skutek problemów z eksportem na wschód zmniejszyła się liczba przedsiębiorstw sprzedających swoje produkty i usługi za granicą. To zdaniem Janusza Piechocińskiego przełożyło się również na mniejszą skłonność do inwestowania, zwłaszcza we wschodniej Polsce. Jak mówił wicepremier wśród małych i średnich firm w tym regionie utraciliśmy też potencjał chęć wychodzenia poza lokalny czy krajowy rynek.

IAR/Tomasz Marciniuk/jp

podobne: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność”  oraz: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

…tak jest! Trzeba żeby państwo wejszło (najlepiej siłom) do sektora MŚP i ustawą nakazało innowacje (proponuję posadzić w każdej firmie urzędasa żeby tego pilnował) 😀 Tymczasem „przyjazna” polskiej przedsiębiorczości polityka rządu dokonuje dalszych „postępów” na polu jej wspierania (a tym samym „rozwoju” i opłacalności innowacyjności) tak że nawet taki potentat i perspektywiczna firma jak KGHM ma po dziurki w nosie państwowej troski o polski biznes (dość też wspomnieć o ostatnim przetargu na helikoptery dla wojska gdzie polski zakład ze Świdnika musiał obejść się smakiem)…

16.04.2015 (IAR) – Związkowcy z „Polskiej Miedzi” podejmują kolejną próbę walki z podatkiem od niektórych kopalin. Taką daninę największy dolnośląski koncern musi płacić jako jedyny w Polsce.

Chodzi o ponad 6 milionów złotych dziennie. Pojutrze z Lubina do Warszawy wyjedzie kilkaset osób, by przypomnieć rządowi, że poprzez taki wzrost kosztów, praca wielu oddziałów przestała być opłacalna – podkreśla Leszek Hajdacki, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

„Jedziemy w najbliższą sobotę do Warszawy, żeby przed ministerstwem skarbu i przed ministerstwem finansów powiedzieć, że się mylą, że powinni jeszcze raz rozpatrzyć problem i nie patrzeć w kategoriach bliskiego czasu, ale przyszłości całego regionu” – mówi związkowiec.

Reprezentanci załogi w Radzie Nadzorczej wystosowali specjalną petycję do ministrów: skarbu państwa i finansów. Pozostali członkowie Rady – odmówili złożenia podpisów pod dokumentem. Strona rządowa od początku obowiązywania podatku podkreśla, że wpływy z KGHM-u poprzez budżet centralny trafiają do biedniejszych regionów naszego kraju – głównie na wschodzie.

IAR/Legnica, Andrzej Andrzejewski/Radio Wrocław//moc/buch

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję i raport Niemcowa.


1. Ukraina Deputowany mówi o szantażu Achmetowa.

24.04.2015 (IAR) – Ukraiński deputowany Mustafa Najem twierdzi, że oligarcha Rinat Achmetow szantażuje władze w Kijowie wykorzystując do tego demonstracje górników ze swojego koncernu DTEK. Firma przekonuje, że te oskarżenia nie są zgodne z prawdą.

Od kilku dni niezadowoleni z polityki rządu pracownicy kopalni należących do koncernu DTEK protestują w Kijowie. Dołączają do nich także inni demonstranci, według mediów, opłacani przez związany z Rinatem Achmetowem Blok Opozycyjny, czyli dawną Partię Regionów.

Deputowany Bloku Petra Poroszenki i były dziennikarz śledczy Mustafa Najem twierdzi, że dotarł do wewnętrznego dokumentu koncernu DTEK, z którego wynika, że głównym celem tych działań jest zatrzymanie reformy rynku energetycznego i zachowanie dla firmy Rinata Achmetowa pozycji monopolisty w dostawach węgla dla elektrowni. Dodatkowe dochody ze sprzedaży tego surowca, dotowanego przez państwo, mają być przeznaczone na pokrycie kredytów.

DTEK twierdzi, że dokument nie jest prawdziwy, a informacja jest elementem walki „gospodarczo – politycznej” z koncernem.

Ukraińskie władze od pewnego czasu prowadzą walkę z oligarchami. Swoje wpływy stracił już Dmytro Firtasz. Rządzący starają się także ograniczyć ambicje Ihora Kołomojskiego, który został usunięty ze stanowiska gubernatora obwodu dniepropietrowskiego, a władze próbują odzyskać kontrolę nad zarządzanymi przez jego ludzi państwowymi koncernami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/mg

podobne: Ukraina: coraz mniej Ukrainy w Donbasie, zmiany na scenie politycznej, czystki we władzach i wojna oligarchów (Poroszenko umacnia swoje wpływy?) USA: rezolucja w sprawie broni dla Ukrainy.

2. Ukraina: Rada Najwyższa przyjmuje uchwałę dotyczącą wojny. USA oferują dodatkową pomoc Ukrainie

21.04.2015 (IAR) – Ukraińska Rada Najwyższa przyjęła uchwałę „O odsieczy zbrojnej agresji Federacji Rosyjskiej i pokonaniu jej następstw”. Ma ona stać się podstawą do ewentualnego wysunięcia roszczeń prawnych wobec Moskwy.

Deputowani uznali, że agresja rozpoczęła się 20 lutego zeszłego roku, czyli w momencie rozpoczęcia rosyjskiej aneksji Krymu. W tekście dokładnie opisano jej przebieg, a także rozwój sytuacji w Zagłębiu Donieckim. Podkreślono, że w kwietniu zeszłego roku „kontrolowane, kierowane i finansowane przez służby specjalne Federacji Rosyjskiej grupy bandytów” ogłosiły utworzenie samozwańczych republik. W uchwale zaznaczono, jakie straty materialne i osobowe, także wśród cywilów, poniosła Ukraina. Deputowani wymienili umowy i zobowiązania międzynarodowe, które łamie Rosja. Apelują jednocześnie do Moskwy o wycofanie wojsk i niewspieranie bojówkarzy.

Parlamentarzyści twierdzą, że przyjęty dokument może stać się podstawą do międzynarodowych pozwów Kijowa przeciwko Moskwie, między innymi do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Ani Ukraina, ani Rosja nie ratyfikowały jednak Statutu Rzymskiego, na którego podstawie prowadzone są sprawy w tej instytucji. Kijów uznaje tylko niektóre jego akty.

Pod koniec stycznia Rada Najwyższa przyjęła uchwałę uznającą Rosję za agresora. Dzisiejsza uchwała jest jej kontynuacją i precyzuje następstwa działań Moskwy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/em/

21.04.2015 (IAR) – Stany Zjednoczone przekażą Ukrainie dodatkowe środki w wysokości blisko 18 milionów dolarów. Pieniądze mają zostać przeznaczone na pomoc humanitarną dla dotkniętego działaniami wojennymi Donbasu. O decyzji amerykańskich władz poinformował wiceprezydent Joe Biden ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenkę.

Politycy rozmawiali o obecnej sytuacji na wschodzie Ukrainy, a także omówili podejmowane przez rząd w Kijowie reformy. Jak czytamy w wydanym przez Biały Dom komunikacie, Joe Biden z zadowoleniem przyjął nominację nowego szefa Biura Antykorupcyjnego na Ukrainie. Zachęcał także Poroszenkę do kolejnych reform systemu prawnego, w tym reformy sądownictwa i wprowadzenia ustaw antymonopolowych.

Pierwszym szefem ukraińskiego Biura Antykorupcyjnego został Artem Sytnyk. Biuro ma walczyć z korupcją na najwyższych szczeblach władzy.

iar/rtrs + wcześniejsze/kry

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

3. Putin w filmie „Prezydent” tłumaczy politykęRostisław Iszczenko: Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję. Raport Niemcowa.

26.04.2015 (IAR) – Rosja zrobi wszystko w obronie swoich interesów – to słowa prezydenta Władimira Putina. Padają one w filmie poświęconym 15. rocznicy jego rządów. Film zatytułowany „Prezydent” pokazano na kanale telewizyjnym „Rossija-1”. Pierwsi mogli go zobaczyć mieszkańcy Dalekiego Wschodu Rosji. W europejskiej części kraju na ekranach pojawi się wieczorem /g.20.30 czasu obowiązującego w Polsce/.

Putin powiedział w filmie, że celem zachodnich sankcji wobec Moskwy jest próba powstrzymywania Rosji. „Ta polityka jest znana od stuleci, niczego nowego w niej nie ma” – dodał rosyjski przywódca. Stwierdził, że przyłączenie Krymu do Rosji było – jak się wyraził – „historyczną sprawiedliwością” i niczego nie żałuje. Putin przyznał, że sam swego czasu wierzył, iż po rozpadzie Związku Radzieckiego i upadku ideologicznych przeszkód Moskwie uda się ułożyć dobre relacje z Zachodem. Jednak – jego zdaniem – sytuacja się nie zmieniła, gdyż są jeszcze geopolityczne interesy. Zaznaczył, że partnerzy na Zachodzie powinni byli zrozumieć, iż takie państwo jak Rosja musi mieć własne geopolityczne interesy, których konsekwentnie broni. Podkreślił też, że należy dbać o wzajemny szacunek i szukać rozwiązań możliwych do zaakceptowania przez obie strony.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Moskwa/em/

podobne: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem).

Strategiczny plan Putina

Zbliżający się do zakończenia proces tworzenia regularnej armii Noworosji i likwidacja atamańszczyzny, a także stopniowe budowanie mniej więcej wydolnej regionalnej struktury władzy postawiły na nowo pytanie o dalszy los donieckiej i ługańskiej republik ludowych. Właśnie w tym momencie zaktywizowali się zwolennicy sekty wyznającej tezę, że Władimir Putin „spławił” Noworosję. Trzeba całą duszą nienawidzić W. Putina, żeby przyznawany nawet przez największych panikarzy proces przekształcania się pospolitego ruszenia w armię traktować jako „spławienie” Noworosji. Gdyby była taka wola ze strony W. Putina, Noworosji już dawno by nie było. W kwietniu-maju 2014 roku, nawet w sierpniu, można było spokojnie powiedzieć: „Tak, Krym uratowaliśmy, ale na resztę sił nie starczyło”. Na fali patriotycznego uniesienia, w związku z przywróceniem Krymu, społeczeństwo spokojnie przełknęłoby odmowę wsparcia Noworosji. I żaden pułkownik rezerwy FSB, choćby był on Eugeniuszem Sabaudzkim, lordem Marlborough, Napoleonem Bonaparte iAleksandrem Suworowem w jednej osobie, z dwudziestoma kolegami nie byłby w stanie zatrzymać armii (nawet takiej jak ukraińska) bez rosyjskiej pomocy.

Tymi, których zamierza się „spławić”, armii się nie tworzy. To jednak nie znaczy, że w kwestii noworosyjskiej nieobecne są ukryte intencje, że przyszłość tego tworu politycznego jest już świetlana. (…)

Rosji potrzebna jest cała Ukraina

Już w 2004 roku było oczywiste, że Moskwa walczy o całą Ukrainę. W innym przypadku Noworosja mogłaby pojawić się już w okresie pierwszego (juszczenkowskiego) przewrotu. W 2004 roku, w przeciwieństwie do  charkowskiego bałaganu w 2014 roku, w pełni udanie odbył się siewierodoniecki zjazd deputowanych wszystkich szczebli. Znalezienie jakiegoś „wodza” i wykreowanie go przez rosyjskie media nie byłoby wówczas problemem. Reszta to kwestia techniczna. Tym bardziej, że wtedy jeszcze nie hulały po kraju zbrojne bandy neonazistów, władza w Kijowie nie mogła zostać zalegalizowana bez „trzeciej tury” wyborów, a argumentów siłowych przeciwko południowemu-wschodowi stolica i Ukraina Zachodnia nie miały.

Sytuacja w 2004 roku zasadniczo różniła się od sytuacji w roku 2014 tylko jednym: możliwość walki środkami politycznymi jeszcze nie została przekreślona i odsunięcie Wiktora Juszczenki wraz z jego reżimem możliwe było drogą pokojową, w rezultacie wyborów, co nastąpiło później. Zatem nie było konieczności tworzenia na wschodzie wojennej bazy oporu wobec Kijowa. Żądza politycznego rewanżu u Wiktora Janukowycza i kompanii, jego wymuszona orientacja na prorosyjski elektorat, jedyny zdolny przywrócić go do władzy, okazały się wystarczające.

Rywalizując z UE w kwestii traktatu stowarzyszeniowego, Moskwa walczyła o całą Ukrainę. Inaczej nie byłoby sensu wywierać twardej presji ekonomicznej na Kijów, demonstrując mu już w sierpniu 2013 roku co wydarzy się po podpisaniu traktatu o stowarzyszeniu z UE. Przecież rozpad Ukrainy i nieuchronne katastrofalne skutki ekonomiczne (W. Janukowycz nie Arsenij Jaceniuk, jemu Zachód nie dałby nawet tego co daje A. Jaceniukowi) były gwarantowane. Tym bardziej, że właśnie miasta ukraińskiego południowego-wschodu, ściśle związane z miejscowym przemysłem, pierwsze odczułyby opłakane rezultaty i tak nienawistnego im traktatu o stowarzyszeniu.  

Także po lutowym przewrocie 2014 roku Moskwa kontynuowała i kontynuuje walką o całą Ukrainę. Krym trzeba było zająć nie dlatego, że miejscowi Rosjanie są bardziej „ruscy” od tych w Doniecku czy Charkowie. Nie dlatego też, że Krym powstał. Powstał Charków, a krymscy liderzy, charakteryzujący się wyjątkowym serwilizmem w odniesieniu do Kijowa, gotowi byli bezwarunkowo poddać półwysep juncie. Jednak na Krymie stacjonowała Rosyjska Flota i banderowcy jechali tu nie po to, żeby zabić prorosyjskich aktywistów, lecz aby sprowokować flotę do oddania strzałów. Wówczas główny cel – wciągnięcie Rosji w konflikt zbrojny na Ukrainie – zostałby osiągnięty. Oto dlaczego Krymowi trzeba było naprędce nadać status rosyjskiego terytorium. Teraz już to „kijowska junta”, jeśli spróbuje przebić się przez Przesmyk Perekopski, stanie się agresorem, wkraczającym na rosyjską ziemię. USA i UE mogą nie uznać przyłączenia Krymu do Rosji de iure, ale de facto jest to już rosyjska ziemia i z tym wszyscy muszą się liczyć.  

W ogóle, wszelkie działania Rosji w czasie narastającego przez ostatnie 10 lat ukraińskiego kryzysu świadczą o zamiarze Moskwy włączenia Ukrainy w swój eurazjatycki projekt nie częściowo, lecz w całości. Do przewrotu w 2014 roku rzecz szła o to, aby Ukraina stała się jedną z ważniejszych części składowych Unii Celnej, a więc i Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. To znaczy, że Rosja liczyła na ustanowienie i umocnienie w Kijowie przyjaznej ekipy politycznej, która rozpoczęłaby politykę wzajemnie korzystnej współpracy ekonomicznej. Nie przewidywano bezpośredniego podporządkowania politycznego Kijowa, tak jak nie przewiduje się politycznego podporządkowania Mińska czy Astany.(…) 

(…) Ukraina nie może wejść w skład euroazjatyckich projektów integracyjnych w charakterze samodzielnego państwa, ponieważ tego państwa już nie ma, a na jego odbudowę trzeba byłoby przeznaczyć zbyt wiele czasu, sił i środków. To znaczy, że zostaje jej jedyny wariant – integracja z euroazjatycką przestrzenią jako część Rosji. 

(…) Ukraina swoje możliwości samodzielnego rozwoju państwowego wyczerpała. Własnym siłami z tego chaosu, w jaki wciągnęły kraj jego władze już się nie wydostanie. 

Co więcej, każdy zachowany kawałek samodzielnej Ukrainy będzie wrogi wobec Ruskiego Świata i będzie stwarzał problemy Rosji, Unii Europejskiej i rosyjsko-europejskiej współpracy. Wroga u bram pozostawiać nie należy. Dlatego Rosja nie ma alternatywy dla wariantu włączenia ukraińskiego terytorium i pozostałej tam ludności w skład własnego państwa. Przy tym niewykluczone, że jakieś pograniczne, zachodnie terytoria mogą zostać przyłączone do terytoriów europejskich sąsiadów (żeby się zbyt nie oburzali), ale możliwe, że na tym etapie rosyjskie kierownictwo rozpatruje rozbiór Ukrainy jako niepożądany.

Oświadczenia Kremla o przywiązaniu do idei pozablokowej i federacyjnej Ukrainy (w starych granicach, ale bez Krymu) jawią się jako danina na rzecz dyplomatycznych konwencji, a nie realny plan. Kto jest w stanie zmusić do życia w jednym państwie ludność Donbasu i Galicjan, którzy wywołali wojnę domową przeciw Donbasowi? Żeby kraj znów nie został pogrążony w krwawej wojnie domowej, należałoby w nim utrzymywać korpus ekspedycyjny rozdzielający zwaśnione strony. W istocie, aby zachować Ukrainę, należałoby ją okupować.

(…) Od chwili obalenia „patriotów” statystyczny Galicjanin pogodzi się z tym, że Ukraińcy sami sobą rządzić nie są w stanie. Niech więc rządzi ktoś z zewnątrz. Ponieważ Zachód okazał się niezdolny do wzięcia na siebie odpowiedzialności za Ukrainę, zostaje tylko Rosja. (…)

Czasowy projekt?

(…) Myślę, że właśnie tymczasowością, nawet krótkoterminowością projektu Noworosja objaśnić można fakt, że za wyjątkiem struktur niezbędnych dla prowadzenia efektywnych działań wojennych pozostałych organów państwa jakoś stworzyć „nie udaje się”. (…) Po co tworzyć struktury państwowe, skoro wkrótce przyjdzie je demontować? Po co kompletować kadry kierownicze Noworosji spośród kompetentnych i ambitnych specjalistów, skoro nie przewidziano dłuższej egzystencji Noworosji? Potrzebni są ludzie, którzy pokornie odejdą w stosownym czasie i nie zaczną walczyć o zachowanie noworosyjskiej quasi-panstwowości, wkładając starszym towarzyszom kij między szprychy.

Jaka jest rola obecnej Noworosji?

Po pierwsze, jak już powiedzieliśmy, organizuje ona ośrodek sprzeciwu wobec „junty” na ukraińskim terytorium. Po drugie, formuje armię wyzwoleńczą, zdolną przeprowadzić pochód na Kijów jak tylko „junta” zacznie się sypać, co niebawem nastąpi. Po trzecie, ktoś powinien złożyć wniosek o wstąpienie w skład Rosji w imieniu całej Ukrainy. Przecież nie obwodami będą ją przyjmować…

Zatem wyzwolenie Ukrainy od nazizmu przeprowadzą formalnie ukraińskie wojska. Armia Noworosji to taka sama strona wojny domowej, jak i armia Kijowa. Czyli nie ma mowy o zewnętrznym wtargnięciu, a o wewnętrznej walce. Zwycięzca w wojnie domowej legitymizuje się już przez sam fakt zwycięstwa. Dodatkowa legitymizacja nie jest mu już potrzebna. Nowy ukraiński rząd ma prawo do każdego zewnątrzpolitycznego wyboru. Przy tym decyzję o ustanowieniu jedności państwowej Ukrainy i Rosji można będzie przedstawić jako wymuszoną, spowodowaną stanem katastrofy humanitarnej, w jaką pogrążył Ukrainę nazistowski reżim i z której nie da się wyjść o własnych siłach.(…) 

Istnieją więc podstawy, aby sądzić, że Noworosja to projekt doraźny, obliczony na czas wojny domowej i powołany dla zapewnienia militarnego zwycięstwa i prawno-międzynarodowych podstaw dla likwidacji neonazistowskiego państwa kijowskiego, bez formalnego wikłania Rosji w ten proces. (…)” (Tłum. Jacek C. Kamiński)

polecam lekturę całości tu: geopolityka.org

„(…)12 maja opozycyjnie nastawiona Republikańska Partia Rosji – Partia Wolności Narodowej (Parnas) publicznie zaprezentowała w Moskwie raport Putin. Wojna w materiałach Borysa Niemcowa (Moskwa 2015) [5] będący próbą odpowiedzi na pytanie o stopień zaangażowania Federacji Rosyjskiej w konflikt na wschodzie Ukrainy (wojnę noworosyjską). Sam pomysł narodził się w umyśle Borysa Niemcowa pod koniec 2014 roku, który chciał się w ten sposób odnieść do oficjalnej retoryki Kremla.(…)

Wspomniany dokument zaczyna się od postawienia zasadniczego pytania: W jakim celu Władimir Putin prowadzi wojnę na Ukrainie?

Nie trzeba być zbytnim geniuszem, aby zauważyć, iż tego rodzaju sformułowanie niesie w sobie duży ładunek emocjonalny, zaś dalsza narracja ma charakter wartościujący. „Od jesieni 2011 roku notowania społeczne Władimira Putina zaczęły znacząco maleć. W przededniu wyborów prezydenckich pojawił się [zatem] scenariusz, która dopuszczał ewentualność porażki wyborczej w I turze. Taka opcja zawierała w sobie znaczne ryzyko osłabienia [osobistej] pozycji Putina i zakwestionowania legitymizmu jego władzy. (…)

W tej sytuacji W. Putin, aby poprawić swój medialny wizerunek odwołał się do nacjonalizmu wielkoruskiego i niczym „złodziej”, korzystający z niemocy sąsiada zawładnął fragmentem jego gospodarstwa (Krym), zaś w innej części wywołał „burdę rodzinną” (Donbas). Autorzy raportu sugerują następnie, iż wojna noworosyjska miała dwie podstawowe przyczyny. Po pierwsze – chodziło o stworzenie parapaństwa, które mogłoby z czasem zostać inkorporowane w skład Rosji (lub stać się buforem w przypadku porzucenia przez Ukrainę polityki wielowektorowości). Po drugie – chodziło o wypracowanie dogodnej (kosztem sąsiada) pozycji negocjacyjnej z Zachodem, w przypadku, gdyby ten zareagował na aneksję Krymu (uznanie zdobyczy, w zamian za „wygaszenie” konfliktu donbaskiego).

Aby to odpowiednio „rozegrać” reżim autorytarny zdecydował się na rozpoczęcie bezprecedensowej kampanii propagandowej oraz wojny informacyjnej, w której główną narrację sprowadzono do konieczności obrony rzekomo prześladowanej ludności rusofońskiej przed „neonazistowską juntą”, uosabianą przede wszystkim przez narodowych radykałów z Prawego Sektora. Równocześnie rozpoczęto kampanię nienawiści wobec wszystkich wpływowych krytyków wspomnianej interpretacji. Przykładem domniemanych czystek etnicznych był zatem przypadek „ukrzyżowanego chłopca ze Słowiańska”, kiedy to rosyjski Kanał I wyemitował opowieść anonimowej kobiety o rzekomym przybiciu nastoletniego dziecka przez żołnierzy ukraińskich do tablicy ogłoszeń. Cała historia, koniec końców, okazała się nieudolną mistyfikacją, zaś domniemany świadek został rozpoznany na kolejnych materiałach filmowych jako telewizyjna „turystka Putina” [7].

(…) Autorzy ponadto wspominają, iż Rosja tym samym złamała trzy porozumienia międzynarodowe: (1) Memorandum Budapesztańskie z 5 XII 1994 roku, (2) Układ o przyjaźni, współpracy i przyjaźni z Ukrainą z 21 V 1997 roku oraz (3) Układ o granicy państwowej z 28 I 2003 roku.

Kontynuatorzy pracy B. Niemcowa nie pozostawiają także złudzeń co do obecności żołnierzy armii rosyjskiej na terenie wschodniej Ukrainy, zwłaszcza, że to im przypisuje się główną rolę w powstrzymaniu ofensywy sił rządowych w sierpniu 2014 roku oraz powstrzymanie upadku fantazmatu noworosyjskiego [10]. Jako dowód przytaczają fakt wzięcia do niewoli 10 żołnierzy 331. Pułku z 98. Gwardyjskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej (informacja o jeńcu Sergieju Kozłowie) oraz przytaczają relację kombatanta z 5. Samodzielnej Brygady Pancernej (Dorżi Batomunkujew). Autorzy raportu nie ukrywają także faktu, iż na początku lutego zgłosili się do polityka krewni poległych w Donbasie – głównie pod Iłowajskiem i Debalcewem. W tej pierwszej bitwie ponoć poległo ok. 150 ludzi. Według ich relacji „ochotnicy” zwalniali się czasowo z wojska, aby w ten sposób zamaskować ich obecność na terytorium Ukrainy. Gwarantowano im odpowiednie uposażenie i odpowiednią rekompensatę rodzinom w przypadku ich śmierci – 2 mln rubli (ponad 40 tys. USD). Jednakże do skrytobójstwie B. Niemcowa, zastraszeni krewni, zrezygnowali ze swych roszczeń [11].

„Sukcesy militarne separatystów we wschodniej Ukrainie wynikają ze stałej obecności elementów armii rosyjskiej. Jednak znacząca rolę w siłach zbrojnych Zjednoczonych Republikach Ludowych odgrywają także tzw. ochotnicy ciągle przybywający z Rosji w rejon konfliktu wojennego” – piszą autorzy raportu

(…)Współtwórca raportu, ekonomista Siergiej Aleksaszenko ocenia, że co najmniej 53 mld rubli z budżetu federalnego zostało przeznaczonych na podtrzymanie konflikt na Ukrainie w przeciągu pierwszych dziesięciu miesięcy trwania wojny noworosyjskiej. 21 mld rubli przeznaczono zatem na wysłanie 6 tys. kontraktorów do Donbasu. 25 mld rubli wydano na wsparcie 30 tys. separatystów, zaś 7 mld rubli – na wozy bojowe, broń lekką i naprawę uszkodzonego sprzętu. Kolejne 88 mld rubli Kreml wydał na utrzymanie uciekinierów z rejonów ogarniętych wojną. Raport mówi też o gigantycznych kosztach aneksji Krymu (2,75 bln rubli). Równie bardzo poważne są konsekwencje wojny dla zwykłych Rosjan. Nałożone przez kraje UE i USA sankcje i kontrsankcje wprowadzone przez Moskwę sprawiły, że obywatele stracili, według eksperta, blisko 2,75 bln rubli. W sumie koszta zaangażowania rosyjskiego na Ukrainie ocenia się na 57 mld USD, czyli więcej niż wydano na przygotowanie do zimowych igrzysk w Soczi, najdroższej w historii olimpiady [17].
* * *
Śmierć czołowego rosyjskiego okcydentalisty władze państwowe pozwoliła organom bezpieczeństwa, pod pretekstem prowadzonego dochodzenia, na przejęcie materiałów roboczych wspomnianego raportu oraz zarekwirowanie twardych dysków ze stosownymi danymi i informacjami. Nie powstrzymało to jednak jego współpracowników przez zaniechaniem pracy i w końcu opublikowaniem wyników dochodzenia w formie elektronicznej, czy też drukowanej…” 

całość tu: geopolityka.org

podobne: Niemcow zginął za pomoc USA?

polecam również: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem. oraz: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię). i to: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.

Ukraina - UE - USA - Rosja

Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.


1. Hiszpania apeluje do UE o walkę z nielegalną imigracjąMasowy napływ imigrantów do Włoch – kraj domaga się pomocy od Unii EuropejskiejUE zwołuje spotkanie ws. imigrantów

20.04.2015 (IAR) – Hiszpania apeluje do Brukseli o skuteczne działania w walce z nielegalną imigracją. Półwysep Iberyjski jest po Włoszech miejscem, do którego przybywa najwięcej imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Zdaniem hiszpańskiego rządu, odpowiedzialność za tych imigrantów powinna wziąć na siebie cała Unia Europejska, a nie tylko jej południowe kraje.

Miejscami najczęściej wybieranymi przez nielegalnych imigrantów są Ceuta i Melilla (czyt. melija) – hiszpańskie miasta na terenie Maroka, a także Andaluzja i Wyspy Kanaryjskie. W tamtejszych Ośrodkach Wsparcia przebywa 3-krotnie więcej osób niż jest tam przewidzianych miejsc. Na Morzu Śródziemnym zakończył się okres sztormów. Hiszpański rząd ostrzega, że dobra pogoda będzie teraz wykorzystywana przez mafie przemycające imigrantów. „Słowa już nie wystarczą, trzeba działać” – powiedział premier Mariano Rajoy. Dodał, że obowiązkiem Europejczyków jest zrobić wszystko, aby na Morzu Śródziemnym nie dochodziło do tragedii.

Ceute i Melillę miał odwiedzić dzisiaj Dimitris Awramopulos – unijny komisarz ds. imigracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa. Jednak po ostatniej katastrofie – utonięcia co najmniej 700 imigrantów – jego wizyta została przełożona.

Informacyjna Agencja Radiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/em/

Trzeba to powiedzieć wprost – Włochy mają już dość migrantów z Afryki Północnej. W zeszłym roku do tego kraju poprzez drogę morską mogło przybyć nawet 200 tysięcy uchodźców a tegoroczne wskaźniki wyglądają bardzo niepokojąco.

W ostatnim tygodniu do Włoch przybyło aż 11 tysięcy osób. Kraj ocenia sytuację jako krytyczną i zaczyna sprzeciwiać się masowemu napływowi imigrantów. Niektórzy politycy twierdzą nawet, że w kraju po prostu nie ma już dla nich miejsca a łodzie wypełnione uchodźcami powinno się odsyłać z powrotem do ogarniętej wojną Libii.

Coraz częściej słychać oskarżenia ze strony Włoch, że Europa w ogóle nie reaguje na krytyczną sytuację i nikt nie chce udzielić pomocy temu państwu. Unia Europejska jak dotąd w żaden sposób nie pomogła a w przeszłości wyraziła nawet sprzeciw wobec planów, które zakładały ograniczenie masowej imigracji.

Z obecnych szacunków wynika, że w tym roku będzie jeszcze gorzej – do Włoch może przybyć nawet pół miliona imigrantów. Wygląda więc na to, że pozostają tylko dwa rozwiązania – albo Włosi przestaną przyjmować uchodźców z Afryki, albo Unia Europejska zaproponuje podzielenie się nimi wśród państw europejskich (zmianynaziemi.pl)

19.04.2015 (IAR) – Unia Europejska zwołuje nadzwyczajne spotkanie ministrów spraw zagranicznych i wewnętrznych w związku z tragedią na Morzu Śródziemnym. U wybrzeży Libii zatonął statek z około 700 imigrantami na pokładzie. Szefowa unijnej demokracji Federica Mogherini wezwała europejskie rządy do pomocy uchodźcom z Afryki, którzy próbują przedostać się do Europy w poszukiwaniu lepszych warunków życia. „Musimy wspólnie chronić życie ludzkie, chronić nasze granice i zwalczac nielegalny przemyt imigrantów” – powiedziała.

Francuski prezydent Francois Hollande wezwał do większego nadzoru na morzu, w obliczu – jak powiedział :”prawdopodobnie największej katastrofy w ostatnich latach”. W wywiadzie dla francuskiej telewizji podkreślił, że Unia musi działać w obliczu rosnącej liczby przypadków masowych utonięć imigrantów.

Pewna w tej chwili jest jedynie liczba 28 osób ocalonych. Według jednych źródeł tragedia miała miejsce 60 mil od Libii, według innych tylko 20, czyli jeszcze na libijskich wodach terytorialnych.

Na widok nadpływającej portugalskiej jednostki, pasażerowie kutra zgromadzili się na jednej burcie, w wyniku czego natychmiast wywrócił się on do góry dnem. Na pokładzie było co najmniej 700 osób, może nawet więcej.

W pierwszych komentarzach włoscy politycy winę za tragedię przypisują opieszałości Unii Europejskiej, która lekceważy wciąż problem nielegalnych imigrantów docierających do Włoch, a więc do Europy, droga morską.

W akcji poszukiwawczej uczestniczą włoskie służby przybrzeżne, marynarka wojenna Malty i statki handlowe.

Przez włoską wyspę Lampedusę, dziesiątki tysięcy imigrantów z Afryki próbuje się co roku przedostać do Europy. Najczęściej przemierzają oni morze zatłoczonymi, przestarzałymi statkami, które nie spełniają podstawowych wymagań bezpieczeństwa.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/afp/nyg

2. Wlk. Bryt.: Farage wini Camerona za tragedię na wodach Libii. Opinie: Borońska-Hryniewiecka o polityce imigracyjnej UEOpinie: Wilk – UE nie ma polityki imigracyjnej.

20.04.2015 (IAR) – Lider antyimigracyjnej brytyjskiej partii UKIP wini premiera Davida Camerona za ostatnią tragedię u wybrzeży Libii. Zdaniem Nigela Farage’a, obecną falę imigracji przez Libię i Morze Śródziemne uruchomiła brytyjsko-francuska pomoc w obaleniu pułkownika Kadafiego.

Nigel Farage wysunął ten zarzut w programie telewizji BBC, sprowokowany pytaniem, czy nawet w obliczu śmierci setek imigrantów nadal obstaje przy zamykaniu granic i sprzeciwia się wspólnej unijnej reakcji na ogólnoeuropejski problem. „To właśnie europejska reakcja stanowi przyczynę tego problemu. To fanatyzm Sarkozy’ego i Camerona doprowadził do bombardowań Kadafiego i całkowitej destabilizacji Libii. I trzeba uczciwie powiedzieć: to my bezpośrednio wywołaliśmy ten problem” – powiedział Farage. Statystyka potwierdza tę opinię o tyle, że w ostatnich latach rządów pułkownika Kadafiego umowa włosko-libijska istotnie ograniczała nielegelne rejsy przez Morze Środziemne.

Brytyjski wicepremier – liberał Nick Clegg – odparł atak Farage’a mówiąc, że nie wstydzi się interwencji przeciwko brutalnemu dyktatorowi. A konserwatywny wiceminister spraw wewnętrznych James Brokenshire uznał, że lider UKIP wykorzystuje tragedię do celów politycznych. Jednak Nigel Farage oświadczył również, że poprze przyjęcie „pewnej liczby uchodźców z Libii, zwłaszcza tamtejszych chrześcijan” dodając, że ich sytuacja stała się niezośna i nie mają się gdzie podziać.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

20.04.2015 (IAR) – W czwartek nadzwyczajny szczyt krajów Unii w sprawie imigracji. Po kolejnej tragedii uciekinierów z Afryki na Morzu Śródziemnym, politycy Wspólnoty będą zastanawiać się co zrobić ze zwiększającą się falą uchodźców z południa.

Unia potrzebuje solidarnej polityki imigracyjnej – podkreśla ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Karolina Borońska-Hryniewiecka. Następuje potrzeba „europeizacji” polityki azylowej, imigracyjnej, bezpieczeństwa – dodaje ekspert.

Jednym z pomysłów na zacieśnianie współpracy mogłoby być obowiązkowe przyjmowanie imigrantów przez kraje UE. Polska na razie nie deklaruje, czy przyjmie uchodźców z Afryki. Karolina Borońska-Hryniewiecka ocenia, że sprawa imigrantów z południa może być elementem transakcji wiązanej – kraje południa Europy mogą powiedzieć „nie” w sprawie przedłużenia sankcji wobec Rosji, jeśli kraje północy nie wykażą dobrej woli w sprawie imigrantów.

We wczorajszej katastrofie na Morzy Śródziemnym mogło zginąć 700 osób, choć według niektórych źródeł, to zbyt niskie szacunki.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Katarzyna Ingram/łp

20.04.2015 (IAR) – Unia Europejska nie ma żadnej polityki imigracyjnej – tak uważa Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej i były wieloletni pracownik ONZ. Ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej zastanawiają się w Luksemburgu, w jaki sposób poradzić sobie z falą nielegalnych imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Wszystko po kolejnych przypadkach łodzi z migrantami, które toną na Morzu Śródziemnym. Wczoraj u wybrzeży Libii zginęło co najmniej 700 osób.

Wojciech Wilk mówi Polskiemu Radiu, że sytuację mogłaby poprawić wspólna polityka imigracyjna Unii Europejskiej, której w tej chwili nie ma. W ten sposób potencjalni migranci wiedzieliby, czy mają szanse znaleźć schronienie w Europie. „Taką politykę ma Kanada czy Stany Zjednoczone. To są dokumenty, które ułatwiają działalność instytucjom państwowym, a dla osób szukających osiedlenia się, są jasnym kryterium. Unia Europejska nie ma takiej polityki. Pomimo, że kryzys migrantów, przepływających przez Morze Śródziemne trwa 10 lat, taka polityka nie została wypracowana” – mówi ekspert.

Wojciech Wilk podkreśla też, że Unia powinna zaangażować się także w pomoc dla regionów, gdzie toczy się wojna. Jak mówi ekspert, trzeba w zdecydowany sposób walczyć z przemytem ludzi. „Unia Europejska powinna pomóc tym ludziom albo w tych krajach, gdzie toczą się konflikty albo w bezpośrednim sąsiedztwie, tak aby uchodźca z Libii mógł otrzymać pomoc w Tunezji, zamiast podejmować niebezpieczną podróż przez Morze Śródziemne. Transport migrantów jest całkowicie kontrolowany przez organizacje przestępcze lub organizacje, mogące być powiązane z ekstremistami islamskimi z Libii” – wyjaśnia Wojciech Wilk.

W sumie ocenia się, że tylko od początku roku w Morzu Śródziemnym utonęło co najmniej 1600 imigrantów.

Eksperci podkreślają, że wśród migrantów są głównie uchodźcy z Libii i Syrii, gdzie toczą się wojny albo osoby, które chcą uciec przed biedą w krajach afrykańskich.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/wcześn./pbp

3. UE – pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

15.04.2015 (IAR) – Problematyczne są dla Polski unijne pomysły dotyczące imigracji z Afryki. W przyszłym miesiącu Komisja Europejska przedstawi nową strategię, która ma pomóc Unii w rozwiązaniu palącego problemu. Od kilku lat na stary kontynent próbują się przedostać uchodźcy z afrykańskich państw, wstrząsanych protestami. Narzekają kraje Południa, które nie radzą sobie z falą imigrantów.

O solidarną odpowiedź wszystkich państw i przyjmowanie uchodźców u siebie apeluje Komisja Europejska. „Musimy zrozumieć, że bezprecedensowy napływ uchodźców to nowa sytuacja i musimy się do niej dostosować. Wzywam kraje członkowskie, by wykazały się solidarnością, decydując się na konkretne działania” – mówił w Parlamencie Europejskim komisarz do spraw imigracji Dimitris Awramopoulos.

Czy Bruksela będzie zmuszać unijne kraje do przyjmowania imigrantów? Polska na pewno się nie zgodzi. „Polska uważa, że może to nastąpić za zgodą rządu, a więc nic obowiązkowego, tylko dobrowolnie” – powiedziała europosłanka Barbara Kudrycka.

Pojawił się też pomysł, by liczba przyjętych w danym kraju imigrantów była uzależniona od liczby mieszkańców. To też się Polsce nie podoba. „Nam zależy na tym, aby bardziej brać pod uwagę zakres opieki socjalnej, poziom dochodu narodowego, a nie liczbę ludności, czy liczbę imigrantów” – podkreśliła europosłanka Barbara Kudrycka.

Uzależnienie liczby przyjętych imigrantów od liczby ludności w danym kraju spowodowałoby, że ten ciężar spadłby między innymi na Polskę, która wprawdzie duża, ale biedniejsza jeśli porównać ją z małą Austrią. Co ciekawe podobno to rząd w Wiedniu zaproponował, by brać pod uwagę wielkość, a nie zamożność kraju.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

źródło: stooq.pl

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” oraz: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. i to: W tym ubóstwie jest metoda czyli… cynik9 o zaletach bycia niedorozwiniętym (gospodarczo) a także:  Cameron ostrzega przed ekstremizmem islamskim (będzie interwencja lądowa w Iraku?). Biskup Manchesteru wypomina władzom wojnę w Iraku, która pogorszyła sytuację chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa.


Wyborczy czwartekKontrkandydaci podsumowują prezydenta

16.04.2015 (IAR) – Zakłócone spotkanie Bronisława Komorowskiego w Lublinie, nowy pomysł na pomnik smoleńsku – tym razem autorstwa Korwin-Mikkego, Andrzej Duda na Pomorzu. Do wyborów został niespełna miesiąc, a kandydaci intensyfikują swoje wysiłki, by zdobyć poparcie.

Prezydent rozpoczął podróż Bronkobusem po Lubelszczyźnie. Był w Kozienicach, gdzie mówił o energetyce. W Lublinie czekali na niego jego przeciwnicy z ugrupowania KORWIN, którzy wyposażeni w gumowe krzesła, zakłócili prezydentowi spotkanie z wyborcami. Bronisław Komorowski pod jego koniec musiał już mocno nadwyrężać głos, by być usłyszanym.

Jego konkurent z PiS odwiedzał w tym czasie Pomorze. W Tczewie Andrzej Duda mówił o tym, że ma wizję prezydentury innej niż dotychczasowa, prowadzona przez Bronisława Komorowskiego – prezydentury „aktywnej, odważnej ale rozważnej”. Jak dodał, Polska potrzebuje prezydenta, który będzie umiał twardo walczyć o polskie interesy, a nie będzie się tylko uśmiechał i czekał na poklepanie po plecach.

Uwagę na siebie zwrócił dziś także Janusz Korwin-Mikke. Ogłosił, że znalazł odpowiednie miejsce na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej. 12 kilometrów od Pałacu Prezydenckiego. Zaproponował, aby powstał on na skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wigury oraz 17 stycznia. Korwin-Mikke uważa, że to byłoby idealne, a zarazem symboliczne miejsce. 200 metrów dalej jest lotnisko, z którego startował Tu-154M. „Tu jest piękna panorama, widok na pomnik Żwirki i Wigury z daleka. Cała piękna zielona oś. Tu jest miejsce, gdzie można zrobić rondo i postawić na nim wielki pomnik”- mówił.

Jeszcze przed ogłoszeniem tego pomysłu Korwin-Mikkemu dostało się od szefa PiS. Jarosław Kaczyński stwierdził, że lider partii KORWiN jest „elementem patologii polskiego życia publicznego”.

Dążenie do gruntownej zmiany systemu politycznego w Polsce zapowiada z kolei kandydat na prezydenta, Grzegorz Braun. Reżyser, publicysta i niezależny kandydat ostro krytykował pozostałych polityków podczas wizyty w Rzeszowie. Nowy system władzy chce oprzeć na tradycyjnych wartościach: wierze, rodzinie i własności. „Wiara nie byle jaka, święta, katolicka, rodzina polska, normalna, własność polska, polski pieniądz w polskich kieszeniach” – powiedział Grzegorz Braun Również w Rzeszowie o wyborach mówił Leszek Miller. Szef SLD dementował doniesienia mediów, że jego partia może wycofać poparcie dla Magdaleny Ogórek, którą do wyborów wystawiła.

Szef Sojuszu liczy na to, że kandydatka popierana przez jego ugrupowanie przejdzie do drugiej tury. Bo – jak zaznaczył Leszek Miller – najlepszym sondażem poparcia będą wybory. Zapewnił, że Sojusz będzie intensywnie pracował na rzecz Magdaleny Ogórek.

W Kaliszu i Ostrowie Wielkopolskim przekonywał dziś do głosowania na siebie kandydat na prezydenta Adam Jarubas z PSL-u. W Kaliszu mówił między innymi, że prezydent powinien prowadzić politykę propolską a nie prounijną i być strażnikiem dobrego imienia naszego kraju. Podkreślał także, że politycy często posługują się zgrabnymi formułkami, za którymi nic się nie kryje.

Paweł Kukiz, ostatnio notujący coraz większe poparcie w sondażach, dziś chwalił się w mediach społecznościowych poparciem znanych osób, między innymi Mariusza Pudzianowskiego i aktorki Joanny Jabłczyńskiej.

Marian Kowalski z Ruchu Narodowego odwiedził Szczecin, a Jacek Wilk z Kongresu Nowej Prawicy apelował w mediach społecznościowych o wsparcie swojej kampanii. Paweł Tananjo z Demokracji Bezpośredniej.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 10 maja. O fotel prezydenta RP walczy jedenastu kandydatów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/łp

15.04.2015 (IAR) – Prezydent podsumowuje kadencję, konkurenci podsumowują prezydenta. Bronisław Komorowski dokonał rozrachunku 5 lat prezydentury i nazwał siebie prezydentem wszystkich Polaków.

Według kandydata PiS Andrzeja Dudy, Bronisław Komorowski nie może tak siebie nazywać, bo sam podzielił Polskę na Polskę racjonalną i radykalną.

Prezydenturę Duda ocenił jako „festiwal niespełnionych obietnic”. Zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że podpisał wszystkie ustawy, których zażądał od niego rząd Donalda Tuska – bez względu na skutki społeczne. Wymienił między innymi podwyżkę VAT na ubranka dla dzieci z 8 do 23 procent. Według Dudy, prezydent odpowiada też za zmianę w polityce zagranicznej jeśli chodzi o stosunek do Rosji, za zgodę na dekarbonizację polskiej gospodarki oraz likwidację kolejnych gałęzi przemysłu.

„Ta prezydentura mogła być bardziej aktywna” – uważa z kolei kandydat PSL, Adam Jarubas. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreślił, że gdyby pozytywnie ocenił ostatnie 5 lat, sam nie zdecydowałby się na start w wyborach. Prezydentowi zarzucał, że nie znalazł rozwiązania problemu emigracji zarobkowej.

Popierana przez SLD Magdalena Ogórek mówi o pięciu latach biernej prezydentury. Jej zdaniem, Bronisław Komorowski powinien wykazać większą aktywność ustawodawczą i blokować „złe prawo”. „Pod tym względem ta prezydentura nie zdała egzaminu” – mówi Magdalena Ogórek.

Szef sztabu Janusza Korwin-Mikkego Przemysław Wipler zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że jego pięcioletnia kadencja to zwiększenie zadłużenia Polski, emigracja tysięcy Polaków, wydłużenie wieku emerytalnego i kilkanaście ustaw podnoszących podatki. Zarzucił mu też „usługową postawę” wobec rządu. Jego zdaniem był on prezydentem drugiego planu, bardziej „technicznym” niż dawny kandydat PiS na premiera Piotr Gliński. „Takim po prostu „wsi spokojna, wsi wesoła”, siedzę sobie z boku, nie ingeruję i jakoś tak to leci” – mówił poseł Wipler.

Bronisław Komorowski podsumował swoją kadencję w pięciu blokach. To bezpieczeństwo, rodzina, konkurencyjna gospodarka, dobre prawo i nowoczesny patriotyzm. Podsumowując 5 lat rządów zwrócił uwagę, że to on stworzył model prezydentury otwarty na wszystkich obywateli.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. i to: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta… a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. polecam również: Wywiad z Grzegorzem Braunem kandydatem prawicy na prezydenta i skrót z programu politycznego. i jeszcze: Co z tym Korwinem czyli…”8 mitów i kłamstw o Korwinie” oraz: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

Zamiast mojego będzie komentarz z humorem autorstwa Dzień s Skrócie

BronKom podsumował swoją pierwszą kadencję. „Stworzyłem model prezydentury otwartej na obywateli”… Ile to obywatelskich projektów ustaw Pan Prezydent postanowił pomóc przeforsować? O ile pamiętam większość spłonęła w kominku czy przeszła przez niszczarkę. O ile nie wszystkie. Miał również celne spostrzeżenia: „wielką falę emigracji z lat 2005-2007 szczęśliwie mamy już za sobą”. Oczywiście! Rok 2007 skończył się 8 lat temu, więc obecni emigranci się do niej nie zaliczają. Geniusz, prawdziwy geniusz jak mawia Czerepach.

Ponadto dowiedzieliśmy się, że Dekoder opiera swoją prezydenturę na pięciu fundamentach: bezpieczeństwo (dlatego nie ma armii), rodzina (dlatego mamy ujemny przyrost naturalny), konkurencyjna gospodarka (co?), dobre prawo (i przyjazne urzędy skarbowe) i nowoczesny patriotyzm (ożeł morze!). To samo w sobie jest śmieszne…”  

🙂

Fragment audycji „Usłysz swojego prezydenta” w TOK FM, w której wziął udział Grzegorz Braun. Odnosi się on do ostatnich wydarzeń, a także odpowiada na pytania dotyczące jego postulatów wyborczych.

UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec Rosji. Wojna handlowa Rosji i Kazachstanu. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią Rosji. Białoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy. Rosja sprzedała rakiety S-400 Chinom i znosi embargo dla Iranu. Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem.


1. UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec RosjiRosja i Kazachstan na wojennej ścieżce.

13.04.2015 (IAR) – Krytyczne uwagi, a nawet i obraźliwe komentarze. Nie ustają spory i tarcia między zwolennikami i przeciwnikami przedłużania unijnych sankcji wobec Rosji. Do ostatecznej decyzji Wspólnoty w tej sprawie pozostały 2 miesiące.

Politycy z kilku unijnych krajów coraz częściej i głośniej krytykują sankcje nałożone na Rosję. Ostatnio zrobił to premier Grecji podczas wizyty w Moskwie. „Znane jest stanowisko greckiego rządu – sankcje szkodliwe, to droga donikąd” – powiedział Aleksis Tsipras. Na greckiego premiera posypała się krytyka między innymi ze strony przywódców krajów bałtyckich. Prezydent Estonii w wywiadzie dla jednego z brytyjskich dzienników poszedł jeszcze dalej i nazwał sympatyków Rosji w Unii Europejskiej pożytecznymi idiotami. Ale przedłużenie sankcji wobec Moskwy, które wygasają w lipcu, stoi pod znakiem zapytania. „Kiedy szefowie państw i rządów spotkają się w czerwcu i w tym czasie nie dojdzie do eskalacji konfliktu na Ukrainie, wtedy będzie duża presja ze strony kilku krajów, by te sankcje znieść” – skomentował w rozmowie z Polskim Radiem ekspert brukselskiego Centrum Studiów nad Polityką Europejską Karel Lannoo. W tej grupie oprócz Grecji są Austria, Cypr, Węgry, Włochy i Słowacja. W obozie gołębi była też Hiszpania, choć nie wiadomo czy w nim pozostanie. Hiszpański minister spraw zagranicznych skrytykował ostatnio premiera Grecji za jego wypowiedzi dotyczące sankcji. Wystarczy jednak sprzeciw jednego, unijnego kraju, by restrykcje nie zostały przedłużone.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/sk

podobne: UE podzielona w sprawie sankcji (Rosja znosi embargo dla „swoich”). Co z wieprzowiną z Białorusi? Przeceniana rola Rosji w polskim handlu. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.

13.04.2015 (IAR) – Rosja i Kazachstan idą na wojnę handlową. Według dziennika „Kommiersant”, sprawa jest poważna, bowiem z kazachstańskich sklepów znikają niemal wszystkie rosyjskie produkty spożywcze.

Między Rosją a Kazachstanem i Białorusią nie ma granic. Te trzy kraje stworzyły, na wzór Unii Europejskiej, Euroazjatycką Wspólnotę Gospodarczą, której początkiem była Unia Celna. Tymczasem wraz ze słabnącym rublem władze w Astanie postanowiły odciąć się od rosyjskiego rynku. Najpierw zostało wprowadzone embargo na tanie produkty ropopochodne. Kazachstan pod tym względem jest samowystarczalny i jeszcze sporo zarabia na eksporcie surowców energetycznych. W ostatnich dniach okazało się, że kazachstańskim urzędnikom nie smakują rosyjskie: mleko, sery, masło i mięso. Moskwa nie pozostała dłużna i wysłała na „front” swoje służby sanitarne, które już znalazły różnego rodzaju naruszenia norm w sprowadzanych z Kazachstanu: nabiale, warzywach i owocach. Podobne wojny handlowe Rosja toczyła, kilka lat wcześniej, z Białorusią. Jednak w opinii ekspertów, dziś sytuacja jest znacznie trudniejsza dla Moskwy, która prawie rok temu odcięła się od najpotrzebniejszych towarów z krajów Unii Europejskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dw

podobne: Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Sankcje Moskwy irytują Białoruś.

2. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią RosjiBiałoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy.

02.04.2015 (IAR) – Białoruś nigdy nie stanie się częścią Rosji – oświadczył prezydent Aleksander Łukaszenka. Fragmenty jego wywiadu dla agencji prasowej Bloomberg opublikowała białoruska „Biełta”.

Prezydent Łukaszenka powiedział, że w Rosji jest wielu polityków myślących w sposób imperialny i widzących Białoruś w składzie ich państwa. „Nasza odpowiedź jest stanowcza: Nie będziemy północno-zachodnim regionem Rosji”. Według białoruskiego przywódcy jego krajowi nie grożą również konflikty z wielkim sąsiadem.

Aleksander Łukaszenka przyznał, że ze strony Kremla były sugestie przyłączenia Białorusi. Mińsk odpowiadał jednak zdecydowanie „Byliśmy, jesteśmy i pozostaniemy suwerennym państwem”. Prezydent deklaruje, że w razie potrzeby Białorusini będą bronić swojego kraju. „Będziemy walczyć z Europejczykami, Amerykanami, Rosjanami – z każdym, kto chciałby zawłaszczyć ten kawałek ziemi na którym powinni żyć Białorusini” – zapowiedział Łukaszenka. Jego zdaniem prezydent Władimir Putin nie dąży do odtworzenia imperium. Rosjanie jednak mają taką mentalność, że jeśli ktoś będzie ich drażnił – mogą podjąć przeciw niemu adekwatne działania – przestrzega polityk.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/zr

15.04.2015 (IAR) – Rosyjskie wojska ćwiczą na Białorusi. Na poligonie pod Brześciem, a więc niedaleko polskiej granicy, zakończył się drugi etap rosyjsko-białoruskich manewrów wojsk desantowych.

Rosyjscy spadochroniarze z Pskowa wraz z białoruskimi skoczkami trenowali walkę z grupami dywersyjnymi i zwiadowczymi przeciwnika. Manewry mają służyć zacieśnieniu współpracy między siłami zbrojnymi Rosji i Białorusi.

Mińska agencja prasowa „Biełta” – powołując się na źródła wojskowe – podała, że w ćwiczeniach, które potrwają do jutra, weźmie udział ponad 400 żołnierzy i 50 jednostek sprzętu bojowego.

Wcześniej media informowały, że na Białoruś przybył nowy rosyjski samolot szkolno-bojowy Jak-130. W sumie Rosja ma dostarczyć Białorusi 4 takie maszyny, na których białoruscy lotnicy szkolić się będą do latania na najnowszych rosyjskich samolotach bojowych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/moc

podobne: Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. oraz: Rosja sprzedaje Iskandery, ćwiczenia przy granicy z Estonią. i to: Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin.

3. Izrael testuje Procę Dawida. Izrael krytykuje umowę z Iranem. Netanjahu rozmawiał z Putinem.

01.04.2015 (IAR) – Izrael testuje nową tarczę antyrakietową. Miejscowe Ministerstwo Obrony podało, że instalacja pod nazwą Proca Dawida pomyślnie przeszła sprawdzian, co może oznaczać, że będzie gotowa do działania w przyszłym roku. Izraelskie media nie wykluczają, że może to być odpowiedź na ewentualną umowę nuklearną świata z Iranem. Izraelskie władze twierdzą bowiem, że jeśli porozumienie zostanie podpisane, to Teheran będzie mógł bez przeszkód wyprodukować broń jądrową.

Jak relacjonuje z Jerozolimy wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, Proca Dawida, nazywana też po hebrajsku Magiczną Różdżką, ma być trzecim spośród nowoczesnych systemów antyrakietowych Izraela. Pierwszy, czyli Żelazna Kopuła, sprawdził się w czasie ubiegłorocznej wojny w Strefie Gazy, kiedy to udało się przechwycić większość rakiet, wystrzelonych przez Hamas z Gazy. O ile jednak Kopuła jest systemem bliskiego zasięgu, to Proca Dawida będzie mogła strącić pociski nawet z odległości 200 kilometrów. Media spekulują, że nowy system ma być przede wszystkim ochroną przed ewentualnymi atakami z Iranu.

Według izraelskiego Ministerstwa Obrony, testy Procy Dawida przeprowadzono w ubiegłym tygodniu oraz we wtorek i zakończyły się one sukcesem. Szczegóły nie są jednak podawane do publicznej wiadomości, choć resort umieścił na stronie internetowej krótki film z testów.

Proca Dawida to wspólny projekt izraelskich i amerykańskich firm zbrojeniowych. W marcu Izrael poprosił Stany Zjednoczone o ponad 300 milionów dolarów na dofinansowanie projektu.

Teraz nową tarczę antyrakietową czekają jeszcze ostateczne testy. Jeśli się powiodą, Proca Dawida będzie mogła zostać uruchomiona.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski, Jerozolima/em/

03.04.2015 (IAR) – Izraelski rząd stanowczo sprzeciwia się umowie nuklearnej zIranem – oświadczył premier Izraela Benjamin Netanjahu. Po tym jak społeczność międzynarodowa podpisała wczoraj wstępne porozumienie z Teheranem, izraelski premier w trybie pilnym zwołał posiedzenie rządu. Netanjahu jest najbardziej zagorzałym przeciwnikiem porozumienia atomowego.

Po posiedzeniu rządu Benjamin Netanjahu powtórzył, że porozumienie zawarte w Lozannie zagraża bezpieczeństwu Izraela i całego Bliskiego Wschodu. Izraelski premier podkreślił, że porozumienie nie spowoduje zamknięcia ani jednego ośrodka atomowego i nie zniszczy ani jednej wirówki. Zamiast tego daje Iranowi międzynarodową legitymację do prowadzenia dalszych prac, a zniesienie sankcji pozwoli rozwijać program atomowy.

Benjamin Netanjahu podkreślił, że Iran otwarcie domaga się wymazania Izraela z mapy świata i dlatego Izrael w żadnym wypadku nie zaakceptuje porozumienia z Lozanny. Netanjahu zażądał, by świat zawarł nową, lepszą umowę, która skutecznie uniemożliwi Teheranowi rozwijanie programu atomowego i zmusi do uznania istnienia Izraela.

Jeszcze w nocy izraelski premier rozmawiał telefonicznie z amerykańskim prezydentem Barackiem Obamą.

Jak relacjonuje z Jerozolimy wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, izraelska prasa różni się w komentarzach po wczorajszej umowie w Szwajcarii. Część ekspertów popiera premiera Netanjahu. Jednak niektórzy eksperci twierdzą, że władze Izraela niepotrzebnie straszą i że zgoda Iranu na międzynarodowe inspekcje skutecznie powstrzyma Teheran przed dalszymi pracami nuklearnymi.

Zgodnie z umową zawartą w Lozannie, Iran zmniejszy o 70 procent liczbę wirówek i nie będzie wzbogacał uranu powyżej 3,67 procent przez co najmniej 15 lat. Nie będzie też budował nowych ośrodków nuklearnych. Teheran nie będzie też przetrzymywał materiałów, z których można skonstruować bombę i zezwoli na międzynarodowe kontrole.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski, Jerozolima/mcm/

14.04.2015 (IAR) – Izrael jest głęboko zaniepokojony zniesieniem przez Rosję embarga na dostawy systemów antyrakietowych dla Iranu. Premier Izraela Benjamin Netanjahu poinformował o tym w rozmowie telefonicznej rosyjskiego prezydenta Władimira Putina.

Wczoraj rosyjski prezydent podpisał dekret, który umożliwia sprzedaż do Iranu systemów rakiet ziemia-powietrze S-300. Transakcja została wstrzymana pięć lat temu po wprowadzeniu przez ONZ sankcji wobec Teheranu. Embargo zostało zdjęte w kilkanaście dni po podpisaniu przez Iran wstępnej umowy nuklearnej ze społecznością międzynarodową.

Izraelski rząd jest najbardziej zagorzałym krytykiem umowy z Lozanny. Premier Benjamin Netanjahu powiedział rosyjskiemu prezydentowi, że władze w Jerozolimie są głęboko zaniepokojone decyzją Moskwy. Podkreślił, że sprzedaż zaawansowanej broni tylko zachęci Iran do jeszcze większej agresji w regionie i przyczyni się do dalszego spadku bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.

Wcześniej władze w Jerozolimie zapowiadały, że nie będą bezczynne wobec umowy z Lozanny, choć nie precyzowały, co to zapowiedź miałaby oznaczać. Wojskowi informowali w ostatnich dniach o pomyślnych testach nowej tarczy antyrakietowej średniego zasięgu, nazywanej Procą Dawida.

Porozumienie z Lozanny ma na razie charakter polityczny. W ostatnich dniach pojawiły się wątpliwości, czy uda się podpisać ostateczną umowę. Irańskie władze zapowiedziały, że jej warunkiem jest bowiem natychmiastowej zniesienie wszystkich sankcji. Społeczność międzynarodowa tymczasem chce stopniowego znoszenia restrykcji.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Haaretz/GPO/wcześn./mcm/

podobne: Rosyjskie wojska na Ukrainie i Krymie. Ukraina się zbroi, kraje NATO i wydatki wojskowe. Wyciek tajnych dokumentów ws Iranu, negocjacje programu nuklearnego (Obama krytykuje nerwową reakcja Izraela). Irak – kolejna ofensywa przeciwko Państwu Islamskiemu. oraz: Izrael – Pomyślna próba antyrakiety Strzała 3 i to: Kryzys ukraiński: rozmowy w Moskwie, konwencja w Monachium, w środę Mińsk (reaktywacja), zaniżona liczba ofiar wojny. Bliski Wschód: sukcesy w walce z islamistami, Iran sceptyczny ws umowy nuklearnej, program atomowy Syrii.

4. Rosja pierwszy raz sprzedała rakiety S-400.

14.04.2015 (IAR) – Moskwa pierwszy raz zdecydowała się sprzedać systemy rakietowe S-400. Jak informują rosyjskie media, cztery dywizjony tych nowoczesnych rakiet trafią do Chin.

Do tej pory chińska armia kupowała starsze systemy typu S-300. Najnowsze modele S-400 „Tryumf” pozostawały na wyposażeniu rosyjskich wojsk. Według rosyjskich ekspertów, znaczna część produkcji wciąż będzie trafiać na rodzimy rynek. Sprzedając systemy rakietowe do Chin, Moskwa zapewnia, że robi to wyłącznie ze względu na strategiczną współpracę z Pekinem. Przy okazji rosyjskie media przypominają, że prezydent Władimir Putin zniósł embargo na dostawy rakiet S-300 dla Iranu. Wkrótce ma zostać zrealizowany kontrakt na kwotę około 800 milionów dolarów. Rosjanie pod względem sprzedaży broni plasują się na drugim miejscu, po Stanach Zjednoczonych. Jednak różnica między tymi krajami jest ogromna. W ubiegłym roku USA sprzedały broń za prawie 24 miliardy dolarów. Natomiast Rosja za 10 miliardów dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/ dw

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Bankowy Tytuł Egzekucyjny niezgodny z konstytucją (ZBP ostrzega przed skutkami jego likwidacji). Banki pracują nad innym zabezpieczeniem kredytów. Znienawidzony ECB: ujemne stopy procentowe i „atak” na szefa.


1. Będzie drożej po zniesieniu BTEPrawniczka – Banki pracują nad innym zabezpieczeniem kredytówZBP ostrzega przed skutkami likwidacji bankowego tytułu egzekucyjnego.

14.04.2015 (IAR) – „To nowa rzeczywistość. Rzeczywistość na pewno droższa”. Tak ocenia dzisiejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego Związek Banków Polskich.

Trybunał uznał Bankowy Tytuł Egzekucyjny za niezgodny z konstytucją. Według sędziów narusza on konstytucyjną zasadę równości.

Bankowe Tytuły Egzekucyjne wystawiają banki, które następnie zwracają się do sądów o nadanie im klauzuli wykonalności. Na wydanie dokumentu sądy mają trzy dni. Wnioski skierowane przez banki oceniają jedynie pod względem formalnym. W uzasadnieniu swojego wyroku trybunał podkreślił, że BTE to daleko idący przywilej, dzięki któremu bank jest sędzią w swojej sprawie, tzn, że sam wydaje tytuł egzekucyjny, pomijając przy tym merytoryczne rozpatrzenie sprawy.

Poseł Ryszard Kalisz, który reprezentował stronę Sejmu wyrok określił jako kontrowersyjny. Według niego banki nie będą chciały tracić i zwiększać swojego ryzyka. Poseł przypuszcza, że będą stosowały zabezpieczenia w postaci weksli, albo w postaci zapisu w akcie notarialnym o poddaniu się egzekucji. „To nowy czas w systemie bankowym” – podsumował Ryszard Kalisz.

Jerzy Bańka wiceprezes Związku Banków Polskich uważa, że ten wyrok jest wsparciem dla klientów, którzy unikają spłaty zaciągniętych w bankach kredytów. Dodaje, że na wyroku ucierpią rzetelni klienci, zwiększą się bowiem koszty związane z uzyskaniem kredytu. „Praktyką powszechną stanie się przyjmowanie od klientów oświadczeń o poddaniu się egzekucji w formie aktu notarialnego. To oświadczenie będzie składane przed notariuszem. Niestety będzie kosztowało, a opłaty będą ponosić wszyscy klienci” – tłumaczy Jerzy Bańka.

Trybunał Konstytucyjny odroczył wykonanie wyroku do 1 sierpnia przyszłego roku.

IAR/Monika Gosławska/sk

15.04.2015 (IAR) – Banki mogą starać się o dodatkowe zabezpieczenie kredytu hipotecznego. To efekt wczorajszego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że Bankowy Tytuł Egzekucyjny jest niezgodny z konstytucją.

Prawniczka z kancelarii Crido Legal Agnieszka Mitręga podkreśla, że banki już rozpoczęły przygotowania do wprowadzenia dodatkowych zabezpieczeń kredytu. Jej zdaniem, będą one proponowały poddanie się egzekucji komorniczej za pośrednictwem artykułu 777 Kodeksu Postępowania Cywilnego. Kredytobiorca poprzez umowę notarialną będzie musiał zobowiązać się do dobrowolnego poddania się egzekucji, jeżeli nie będzie spłacał zobowiązania w terminie. Według prawniczki, rozwiązanie to da instytucjom finansowym takie same uprawnienia jak Bankowy Tytuł Egzekucyjny, a koszty z nim związane mogą ponieść klienci banków. Ekspertka w rozmowie z IAR twierdzi, że banki mają jeszcze inne możliwości. Wśród nich Agnieszka Mitręga wymienia dodatkowe zastawy, poręczenia lub weksle.

Zdaniem prawniczki, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego ma wpływ na wszystkich hipotecznych kredytobiorców. Rozmówczyni IAR radzi sprawdzenie umów kredytowych. Jeżeli widnieje w nich zapis o możliwości zmiany zabezpieczenia to należy liczyć się z tym, że bank może skorzystać z tego prawa.

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że obecne przepisy dotyczące Bankowego Tytułu Egzekucyjnego będą obowiązywać do 1 sierpnia przyszłego roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Karol Tokarczyk/dyd

Warszawa, 22.04.2015 (ISBnews) – Likwidacja bankowego tytułu egzekucyjnego (bte) wpłynie negatywnie nie tylko na banki, ale również na klientów. Po likwidacji bte, począwszy od 1 sierpnia 2016 r. banki będą korzystać z oświadczeń o poddaniu się egzekucji w drodze aktu notarialnego, co spowoduje dodatkowe koszty oraz wydłużenie czasu uzyskania kredytu, oceniają przedstawiciele Związku Banków Polskich (ZBP).

„Ta zmiana regulacyjna uderza w klientów – paradoksalnie nie w tych, którzy zaciągają kredyt wiedząc od razu, że nie mają zamiaru ich spłacić, ale w tych, którzy nie spłacają kredytów z różnych powodów losowych. Głównym instrumentem, który będzie służył przyspieszeniu i zapewnieniu efektywności dochodzenia należności banku będzie praktyka wystawiania przez kredytobiorców weksli in blanco dla niskokwotowych kredytów. W przypadku kredytów hipotecznych i kredytów dla przedsiębiorstw banki będą korzystały z oświadczeń o poddaniu się egzekucji w drodze aktu notarialnego. To będzie rodzić dodatkowe koszy” – powiedział wiceprezes ZBP mecenas Jerzy Bańka podczas konferencji prasowej.

Podkreślił, że o ile samo wystawienie weksla in blanco nie wiąże się obecnie z opłatami, to już samo postępowanie sądowe jest związane z kosztami, które będą w wyroku przenoszone na dłużników-kredytobiorców.

„Te sprawy będą w 99,9% wygrywane przez banki, bo tu sprawa jest prosta – dług albo jest, albo go nie ma” – podkreślił Bańka.

Przy kredytach o wyższych kwotach banki będą stosowały instrument przewidziany w art. 777 Kodeksu Postępowania Cywilnego, tj. oświadczenie o poddaniu się egzekucji. Jest ono składane w formie aktu notarialnego i wiąże się z opłatą.

„W związku z tym, że to podnosi koszty kredytu, skierowaliśmy wniosek do ministra sprawiedliwości w zakresie zmiany taksy notarialnej i ustalenie stawki na maksymalnym poziomie, tj. 50 zł tak, aby zneutralizować wyrok Trybunału” – powiedział wiceprezes ZBP.

Bańka poinformował, że według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w 2009 roku, w szczycie kryzysu, w Polsce zostało wystawionych ok. 900 tys. bankowych tytułów egzekucyjnych. Obecnie liczba bte wystawionych przez banki to 300-500 tys. rocznie.

„Należy pamiętać, że liczba wystawionych bankowych tytułów egzekucyjnych nie jest jednoznaczna z liczbą wszczętych postępowań. Szacujemy, ze co najmniej 1/3 przypadków to taka sytuacja, gdy nie ma wszczętej egzekucji” – podkreślił prezes ZBPP Krzysztof Pietraszkiewicz.

Dodał, że sektor bankowy w krótkim czasie jest w stanie dostosować się do nowej sytuacji i udzielania kredytów w nowych warunkach, jednak Związek w tej sprawie oczekuje stanowiska Komisji Nadzoru Finansowego, Ministerstwa Finansów, a także Komitetu Stabilności Finansowej.

„To nie jest tylko kwestia relacji bank-klient kredytobiorca, ale również bank-deponent. Z naszego punktu widzenia ważne jest bezpieczeństwo depozytów, dlatego oczekujemy stanowiska instytucji, które na straży tego bezpieczeństwa stoją” – podkreślił prezes.

W ub. tygodniu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że „umożliwienie bankom wystawiania bankowych tytułów egzekucyjnych jest niezgodne z zasadą równego traktowania” oraz, że art. 96 ust. 1 i art. 97 ust. 1 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe (dotyczący bte) są niezgodne z art. 32 ust. 1 konstytucji. Przepisy tracą moc obowiązującą z dniem 1 sierpnia 2016 r.

(ISBnews)

podobne: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?). oraz: Frankowicze pozywają banki i chcą się na nich odegrać. Banki pracują nad pomocą.

2. Atak na szefa Europejskiego Banku Centralnego. cynik9: Dymy nad Frankfurtem początki wiosny w EUropie? Ujemne stopy procentowe Strefa euro jeszcze stoi. Na głowie. 

15.04.2015 (IAR) – Atak na szefa Europejskiego Banku Centralnego. Konferencję Mario Draghiego przerwała protestująca kobieta.

Podczas konferencji Draghi odczytywał komunikat z kartki. Wtedy na biurko wskoczyła kobieta w czarnej koszulce z hasłem „Koniec dyktatury EBC” i rozsypała konfetti. Takie też słowa skandowała pod adresem Draghiego. Napastniczka została niebawem obezwładniona przez ochroniarzy, a Mario Draghi kontynuował konferencję prasową.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/skynews/AFP/Reuters/to/magos

źródło: stooq.pl

„…W takiej atmosferze dymów i gazów łzawiących banksterka zmuszona jest świętować swoją parapetówę – po wyrzuceniu $1.4 mld pieniędzy podatnika ECB wprowadza się do swojej nowej siedziby.  Ale na wszelki wypadek tylnym wejściem,  przednie jest zbyt niebezpieczne.  Ciężko chyba znaleźć lepszą ilustrację  moralnej dekadencji euro imperium i  poronionego projektu wspólnej waluty,  oraz  alienacji  mas od klasy ich handlerów.

Podkreśla to zwłaszcza kuriozalne usunięcie przez ECB z ceremonii otwarcia przedstawicieli prasy.  Wątpliwe aby jakikolwiek  inny bank  centralny  pochwalić się  mógł tego typu zagraniem.  Normalnie bankierzy znani są  z parcia na szkło i na okładki.   A tu taki zawód.    Ach, ta demokracja, zawsze się plącze pod nogami i tylko przeszkadza w biznesie…”

całość tu: dwagrosze.com

„Banki stojące na nogach pożyczają ludziom cenny kapitał. Tyle to wiemy. Ceną kapitału są stopy procentowe. Ludzie muszą ten cenny kapitał bankom stojącym na nogach zwrócić wraz z pewną nadwyżką. No a co jeśli kapitał nie jest dłużej cenny? Co jeśli nie jest nawet za darmo, ale dostępny jest po stopach procentowych które są ujemne?

Oh, la, la, wtedy mamy wyższą alchemię finansów – banki stojące na głowie. Bank stojący na głowie tym się różni od banku stojącego na nogach że zamiast otrzymywać od dłużnika spłaty PLUS nadwyżkę płaci mu jeszcze za grzeczność dokonania spłaty. Czyli dłużnik oddaje bankowi netto  mniej niż wziął.

Okazuje się że sytuacja taka, do niedawna czysto teoretyczna, zaczyna autentycznie występować w praktyce. Donosi o tym Wall Street Journal. W sympatycznej Portugalii na przykład stopy procentowe pożyczek hipotecznych powiązane są ze średnią wartością 3-y albo 6-cio miesięcznego Euribor, stopy procentowej po której banki strefy euro pożyczają  kapitał między sobą. Odkąd w marcu ECB zaczął masową akcję rozcieńczania waluty  skupem obligacji ich rentowność w EU spadła. Wraz z nią spadł Euribor, stąd obie stopy są praktycznie na zerze. Jeśli spadną poniżej zera wraz ze spreadem płaconym przez klienta bank będzie dopłacał klientowi… Przypadki takie odnotowano już w Hiszpanii.  Ale cóż robić?  Aby zbankrutowane PIIGS mogły pożyczać na rynkach finansowych na zero procent świat zaiste musi stać na głowie…”

całość tu: dwagrosze.com

podobne: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. oraz: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. i to: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński