Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wygląda na to, że ominą nas dobrodziejstwa jednolitego podatku. Głównym powodem rezygnacji z tego projektu jest jego wpływ na drobnych przedsiębiorców, którzy płaciliby niemal dwukrotnie wyższą stawkę niż obecnie. Projekt poległ w dużej mierze ze względu na to, że był tym czym miał nie być. Założenia mówiły o uproszczeniu podatku dla osób fizycznych by wszystkie daniny złączyć w jedną. Po drodze powstał dziwny kompromis mający spełniać założenia sprawiedliwości społecznej, który gwałtownie skomplikował cały projekt. Efektem był chaos i kolejne niedotrzymane terminy. Grabarzem projektu okazał się kalendarz. Mamy 21 grudnia, a projektu nie dało się już skończyć by obowiązywał od 2017 roku. Na szczęście w budżecie nie zapisano dodatkowych wpływów, które miały pochodzić z tej unifikacji.

Rekordowy deficyt w 2017 roku

Na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce niemal 60 miliardowy deficyt budżetowy. To najwyższa wartość jaka kiedykolwiek trafiła do ustawy budżetowej. Wartość ta ma jeden podstawowy negatywny skutek. Będziemy się musieli najprawdopodobniej silnie zadłużyć za granicą. Pomysł przeniesienia zadłużenia wewnątrz kraju poprzez nakłonienie obywateli do reinwestowania środków z programu 500+ w obligacje okazał się niemal zupełnym fiaskiem. Analitycy zwracają uwagę, że silne uzależnienie od kredytowania z zewnątrz może powodować jego mniejszą stabilność. W efekcie jeżeli inwestorzy będą tracić zaufanie koszty kredytu mogą istotnie wzrosnąć co dalej pogłębi deficyt i osłabi złotego(internetowykantor.pl – Bez ważnej zmiany w podatkach. Rekordowy deficyt)

podobne:  „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?

„…Jeżeli więc mimo rządów pobożnego PiS-u piekło zagrozi Polakom to przynajmniej nie w 2017.  PiS-owi nie uda się tym docisnąć  podatkowo samo zatrudnionych tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy.

Skorygowanie tej kapitalistycznej anomalii  wprowadzonej  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samo zatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u – było punktem honoru PiS-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.  PiS zdeterminowany był furtkę tę zamknąć i owinąć ją do tego drutem kolczastym.

Łączenie wszystkiego w jeden wysoki podatek „jednolity” miało pomóc Janosikowi Morawieckiemu w jego planach „odpowiedzialnego rozwoju” i „mobilizacji” kapitału polskiego.  Od dawna twierdziliśmy że  o ile dobra zmiana  jakimś cudem zmobilizuje tym polski kapitał to tylko do ucieczki zagranicę.  Wolnego kapitału polskiego od tego z pewnością nie przybędzie lecz przeciwnie, będzie go mniej.

Tym bardziej że dobra zmiana wyrzuca do kratki ściekowej nawet ten kapitał którego nie ma i który musi pożyczać  na swoje rozdawnictwo 500+.  Nic dziwnego że na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce prawie 60 miliardowy deficyt budżetowy.  W międzyczasie Janosik Morawiecki wymyśla nowe metody finansowego terroru.  Jego najnowszym pomysłem jest projekt ustawy o centralnej bazie rachunków  Jak widać socjaliści PiS-u tak nawykli do „centralizmu demokratycznego” za komunizmu że w głowie im się nie mieści aby cokolwiek mogło nie być „centralne”.  Potrzebna jak psu piąta noga ustawa przewiduje nowy centralny urząd,  najpewniej z paroma setkami centralnych biurw,  śledzący centralnie  wszelkie możliwe miejsca w których ludzie pochować jeszcze mogli jakąś wartość.  Centralnym zadaniem urzędu będzie centralne informowanie o tym innych urzędów centralnych(cynik9 – Dobra zmiana bierze się za bitcoiny)

podobne: Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych oraz: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi

…Pani minister Rafalska w kwestii rozdawnictwa 500+ niedawno stwierdziła co następuje:

“Każda dyskusja na temat wprowadzenia programu zaczynała się od zarzutu, że rodziny na pewno zmarnotrawią pieniądze, wydadzą na alkohol. Dziś wiemy, że to problem marginalny. Średnio zmiana pieniędzy na inne świadczenia, bony, usługi dotyczy miesięcznie 600 rodzin. Przy skali programu to margines – wyjaśniała Rafalska. – To dowód, że rodziny same najlepiej wiedzą na co wydawać te pieniądze – mówiła minister.”

Mając więc dowód na to że rodziny same najlepiej wiedzą jak wydawać swoje pieniądze, Pani minister chwali program rządowy który sprowadza się do zabierania owych pieniędzy tymże rodzinom pod przymusem w ramach tzw. „pomocy rodzinie”… Prawda że logiczne? Oczywiście że nie, bo tu chodzi o inną „logikę”:

„…Tylko w ten sposób może potem błaznować w roli św. Mikołaja i rozdawać je intelektualnej elicie narodu. Tylka ta elita, dziwnym zbiegiem okoliczności, sama wie najlepiej  na co je wydać i pomocy Rafalskiej przy tym jakoś nie potrzebuje.  Wystarczy że troszczy się ona o kasę. Trochę wprawdzie gorzej u tej elity z wiedzą jak tę kasę samemu zarobić ale od czego w końcu elity mają  PiS i jego czerwoną ministrę?” (cynik9 – Na co wydać swoje pieniądze)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

Mamy zatem czarno na białym przyznanie się polityków do uprawiania bezczelnego procederu przekupywania podatników za ich pieniądze. I chociaż nie będzie tego procederu (póki co) ułatwiał „jednolity podatek”, to kierunek uzależnienia obywatela od  „redystrybucji” zostanie utrzymany w inny sposób – w ramach tzw. „uszczelniania” obecnie obowiązującego systemu podatkowego… (Odys)

„…Od 1 stycznia 2017 r. mali oraz średni przedsiębiorcy będą podlegali obowiązkowi składania comiesięcznego pliku JPK_VAT (ewidencja zakupu i sprzedaży VAT). Pierwsze sprawozdania ww. przedsiębiorcy będą musieli złożyć do 25 lutego 2017 r. Obecnie JPK przesyłają już duże firmy.

Zaliczenie do określonej grupy przedsiębiorców zależy od liczby zatrudnianych osób oraz od wielkości obrotów firmy.

Rozszerzenie katalogu podmiotów, które mają obowiązek raportowania, ma za zadanie pozyskanie bieżącej informacji o transakcjach podlegających opodatkowaniu VAT. Umożliwi to szybką i skuteczną identyfikację wyłudzeń oraz unikania opodatkowania…” (inforfk.plNowy obowiązek dla małych i średnich przedsiębiorców)

…natomiast pod pretekstem „procesu elektronizacji i usprawnienia obrotu gospodarczego, a także upowszechnienia płatności bezgotówkowych” i „prac nad systemem fiskalizacji online”, zaplanowano że…

„…kasy fiskalne od stycznia 2018 roku będą podłączone online i będą automatycznie przesyłać dane o sprzedaży do centralnego repozytorium prowadzonego przez MF. Jednocześnie, kasy poza wydawaniem papierowych paragonów klientom będą wysyłać elektroniczne paragony zainteresowanym użytkownikom, którzy wyrażą na to zgodę i zarejestrują się. Pośredniczyć w tym będzie przygotowywana przez KIGEiT platforma dystrybucji paragonów elektronicznych z kas fiskalnych bezpośrednio do konsumentów. System ten ma gwarantować pełną anonimowość przesyłanych danych. Najprostszą formą będzie przekazanie paragonu elektronicznego na pocztę e-mail lub sms, czy też do aplikacji mobilnych” – wyjaśniono…

Ministerstwo uzasadnia wprowadzenie obowiązkowych e-paragonów ograniczeniem szarej strefy. Według resortu „wyniki analizy ekonometrycznej wskazują, że przyrost liczby aktywnych kas fiskalnych w relacji do liczby aktywnych przedsiębiorstw w Polsce o 0,1 prowadzi średnio do spadku udziału szarej strefy w PKB o 0,33 pkt. proc.” MR powołuje się też na doświadczenia innych państw, takich jak Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Gruzja – gdzie wprowadzenie systemu rejestrowania sprzedaży za pomocą kas fiskalnych poprawiło wpływy z VAT. Resort rozwoju liczy także na „zwiększenie akceptacji płatności bezgotówkowych oraz zapewnienie konsumentom dostępu do paragonów elektronicznych w jednym miejscu”. (PAP) mick/ je/ (stooq.pl – MR: podpisano porozumienie ws. utworzenia platformy e-paragonów)

„…od przyszłego roku wszystkie firmy mają przesyłać co miesiąc do policji skarbowej wszystkie faktury, stany magazynowe nawet wyciąg z konta.
Totalna kontrola wszystkich, zapewne już na poziomie ogólnopolskiej bazy danych za pomocą algorytmów, które mają wyłapać podejrzane rzeczy.
Do wytypowanych nieszczęśników zapuka policja skarbowa, które może wlezć wszędzie nawet do miejsc niepowiązanych z prowadzoną działalnością, zażądać dowolnych dokumentów również niepowiązanych z prowadzoną działalnością, wejść oczywiście bez uprzedzenia jak dotychczas.
Jeśli “gestapo” uzna że jakaś faktura jest lipna wg ich kryteriów można iść na 25 lat do więzienia, do dyspozycji mają też konfiskate rozszerzoną, czyli trzeba udowodnić im pochodzenie majątku, który posiadamy nawet i 20 lat, pod groźbą jego odebrania.

Na dodatek, jeśli komuś nie do śmiechu, ministerstwo finansów, które tak dzielnie walczy z hazardem, że od lipca będzie nakazywało blokować tysiące domen rozmaitych kasyn online, samo staje się takowym organizując loterie paragonową, ciekawe czy zablokują sami siebie.” (Szelo)

Mamy więc do czynienia z konkretnym krokiem w kierunku upieczenia jeszcze jednego półgęska umożliwiającego nadzór nad obywatelem i jego własnością tj. ze stopniowym eliminowaniem gotówki, w walce z którą najciekawszy przypadek wydarzył się w Indiach… (Odys)

„…Banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii, stanowiące 86% gotówki będącej w obiegu, z dnia na dzień przestały być w Indiach legalnym środkiem płatniczym. Premier Narendra Modi ogłosił swoją decyzję 8 listopada, kiedy cały świat emocjonował się wyborami w USA. Szef rządu Indii stwierdził, że przyczyną zmian jest „walka z unikaniem opodatkowania oraz szarą strefą”

…Na stronie Ministerstwa Rozwoju można znaleźć dokument dotyczący „zwiększania obrotu bezgotówkowego”. Zgodnie z jego założeniami, udział gotówki w transakcjach na obszarze Polski, ma spaść w ciągu 5 lat z 21,5% do 15%. W tym celu rozważane jest m.in. obniżenie limitu transakcji gotówkowych.

Jeden ze sposobów na przekonanie Polaków do obrotu bezgotówkowego, zakłada wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych. W przypadku transakcji elektronicznych, stawki podatku VAT miałyby zostać obniżone o 1 punkt procentowy, do 22% i 7%…

…Wszystko odbywa się pod pięknie brzmiącymi przykrywkami, ale prawdziwym motywem jest możliwość grabienia ludzi na skalę większą niż kiedykolwiek w historii.

Ogromna liczba krajów boryka się dziś z problemem zadłużenia. Wycofanie gotówki byłoby dla polityków wymarzonym rozwiązaniem. Społeczeństwo bezgotówkowe umożliwia wprowadzenie negatywnych stóp procentowych. Obywatele byliby zmuszeni do płacenia za trzymanie pieniędzy w bankach, a zadłużenie zostałoby zredukowane. Z kolei rządy mogłyby zapożyczać się po zerowym koszcie. Co stałoby zatem na przeszkodzie, aby politycy mogli dalej zadłużać obywateli i sponsorować za to coraz bardziej absurdalne wydatki? Można jedynie domyślać się, jakie obietnice wyborcze pojawiłyby się w programach poszczególnych partii.

Czego możemy spodziewać się obecnie? Z pewnością walka z gotówką zmobilizuje przezorną część społeczeństwa do ucieczki w metale szlachetne. Potwierdzają to wydarzenia w Indiach.

Warto zaznaczyć, że sposób wprowadzenia zmian w Indiach nie wyglądał rozsądnie z punktu widzenia elit, gdyż wywołał wściekłość ludzi. Można zatem zakładać, że był to eksperyment – co stanie się, jeśli w jednym momencie zdelegalizujemy większość banknotów. Nie zmienia to faktu, że większość zmian mających na celu walkę z gotówką, to mniej odczuwalne działania (wycofanie pojedynczego nominału, obniżenie limitu transakcji gotówkowych). Ich wychwycenie wymaga od społeczeństwa większej czujności. To tzw. powolne gotowanie żaby – jeśli walka z gotówką będzie prowadzona etapowo, to ludzie nie zauważą zmian.

Jeśli w przyszłości dojdzie do wycofania gotówki, będzie to prawdopodobnie połączone z wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. Zostanie on ustawiony na takim poziomie, aby zapewnić najbiedniejszym minimum potrzebne do przeżycia, a jednocześnie pozbawić masy motywacji do wyjścia na ulicę.” (Zespół Independent Trader – Walka z gotówką przybiera na sile)

podobne: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: Cynik9: Szaleństwo dobermanów czyli… Wielki Brat chodzi po suficie

Cytowany wyżej cynik9 założył że wraz z rezygnacją rządu z „jednolitego podatku”, nie dojdzie do „oskładkowania” ostatniej już grupy pracowników zwolnionej w Polsce z ZUSowskiego haraczu. Niestety rząd wcale z tego pomysłu nie zrezygnował, i już niedługo wszyscy pracownicy będą „sprawiedliwie” (bo po równo) okradani… (Odys)

Umowy o dzieło to ostatnia z form zatrudnienia, przy których nie trzeba płacić składek ZUS. Ale już niedługo. Rząd, który dokonał przeglądu systemu ubezpieczeń społecznych, wprost zaleca w nim rozważenie „rozszerzenia katalogu tytułów podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym” o osoby wykonujące pracę na podstawie tego rodzaju umowy.

Przegląd jest już oficjalnym dokumentem przyjętym przez Radę Ministrów i niebawem zajmie się nim Sejm. Można się więc wkrótce spodziewać szczegółowych propozycji w tej sprawie. Ozusowanie umów o dzieło byłoby próbą załatania dziury w systemie. Do 2015 r. z tej formy korzystało rocznie około 200 tys. pracujących – takich, dla których była to jedyna podstawa zatrudnienia. Można zakładać, że w 2016 r. popularność dzieła jeszcze wzrosła po tym, jak składkami na ubezpieczenie społeczne obłożono wszystkie umowy-zlecenia (wcześniej to one były podstawowym typem tzw. umowy śmieciowej; w 2015 r. na ich podstawie pracowało ponad milion osób)…” (Czytaj więcej tu: praca.interia.pl – PiS łata dziury w systemie. Oskładkuje umowy o dzieło)

To oczywiście w żaden sposób nie naprawi niewydolnego systemu „ubezpieczeń społecznych”. Dlatego też rząd szykuje kolejną jego reformę. Cytuję:

„…Zapewne zdajecie sobie sprawę, że nie chodzi o to żeby emerytury były wyższe. Istnieje na przykład koncepcja, że aby dostać emeryturę trzeba będzie przepracować 15 lat. Jak ktoś przepracuje mniej, mimo, że ZUS będzie podprowadzał swoją cześć, to dostanie emeryturę w wysokość 0 złotych (słownie: zero złotych). Pieniędzy oczywiście nie odzyska tez w inny sposób. Mówiąc wprost – Państwo ukradnie mu w majestacie prawa całkiem sporo pieniędzy. A… jest też szansa, że to ile wpłacamy do najukochańszej instytucji Polaków też nie ma znaczenia, bo wszyscy dostaniemy tyle samo. Czyli tyle żeby w miarę szybko umrzeć i nie obciążać systemu…” (DWS24.pl13 lutego 2017 roku)

Więc jak ktoś myślał że pomysł obcinania emerytur dotknie tylko UBeków, to ma teraz dowód na zwodniczość tego rodzaju autosugestii. Ja lojalnie ostrzegałem że precedens z UBeckimi emeryturami to tylko rozgrzewka przed nabraniem prędkości w mieleniu przez wielkie koło „sprawiedliwości społecznej” własności ludzi którzy niczym sobie na tego rodzaju „Prawo i Sprawiedliwość” nie zasłużyli.

Wychodzi więc na to że PIS jako naturalnie socjalistyczny projekt/partia nie tylko kontynuuje reformy zapoczątkowane przez takich samych ideologicznie poprzedników (Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…”), ale wykazuje się na dodatek dużo bardziej bezwzględną kreatywnością  wymyślając coraz to nowe i perfidne w swej naturze sposoby rabunku… „Domiar podatkowy”, „solidarność podatkowa”, czy kolejna „reforma emerytalna” nie są bowiem żadną nowością, ale zdecydowanie się na ich wdrożenie jak również stworzenie narzędzi w postaci „centralnej bazy rachunków”, „e-paragonu” i „oskładkowanie” ostatniej już formy zatrudnienia, z całą pewnością ułatwi PISowi sięgnięcie głębiej do kieszeni Polaków. „Damy radę!” nabiera całkiem realnych kształtów…(Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz oraz: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych. i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

„…„sprawiedliwość społeczna”, to elegancka nazwa rozmaitych łajdactw, przeważnie – rabunku maskowanego pozorami legalności. Gdybym z pistoletem w ręku zgłosił się do bogatszego ode mnie i pod groźbą użycia broni zażądał od niego natychmiastowego podzielenia się ze mną majątkiem, to każdy sąd uznałby to za rabunek. Jeśli jednak wynajmę sobie posła i ministra, opłacając ich walutą głosów wyborczych, to ten sam czyn zostanie uznany za realizację „sprawiedliwości społecznej”. A przecież istota czynu pozostaje taka sama. Niestety nie rozumie tego nawet papież Franciszek, który niedawno pochwalił komunistów, że myślą według zasad nauki Chrystusowej. Jest to oczywista nieprawda, bo Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy komuniści mówią: „bierz!” Ale żeby dać, to najpierw trzeba mieć, a zatem warunkiem sine qua non praktykowania chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego, jest własność prywatna. Tymczasem podstawowym punktem programu komunistycznego jest właśnie likwidacja własności prywatnej, zatem między chrześcijaństwem a komunizmem istnieje sprzeczność nie do pokonania…” (Stanisław Michalkiewicz – Hołota panoszy się w Sejmie)

podobne: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo i to: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

Jeśli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić do czego tego rodzaju polityka potrafi doprowadzić, albo uważa że to jakaś wirtualna rzeczywistość i że nie ma żadnego związku między deficytem/długiem a polityką fiskalną oraz własnością, to polecam jeszcze jedną lekturę… (Odys)

„…decyzją rządu B. Szydło w Ostrowicach wprowadzono pod koniec 2016 zarząd komisaryczny. Ma to być przygotowaniem do rozparcelowania gminy między bardziej poczytalnych sąsiadów…

…Samorząd gminy, jak małpa z brzytwą, pożyczał zresztą chaotycznie nie tylko na infrastrukturę.  Raz były to szkoły, innym razem prąd do latarni. Wreszcie w ramach kolejnej reorganizacji postanowił sięgnąć po najnowsze zdobycze finansowej inżynierii, co gminę  ostatecznie pogrążyło. Pozbył się mianowicie swojego majątku związanego z wodociągami po to aby go z powrotem zaleasować. Potem, w sytuacji podbramkowej, gmina w panice ratowała sytuację bieżącą odkupując ten majątek za znacznie większą kwotę. Ktoś sprytny się obłowił, gmina zaś pozostała z workiem.

Uwagę przyciągają 3 miliony złotych które gmina wydaje rocznie na obsługę długów. Na długu 35M oznacza to zwrot bliski 10%, który w obecnych warunkach niskich stóp procentowych jest prawdziwym klejnotem. Wkłada go do swojej kieszeni prawdopodobnie przedsiębiorczy finansista gminy, parabank z którym samorząd robił interesy. Przewija się w papierach skupująca długi spółka z Łodzi  której burmistrz genialnym posunięciem sprzedał część długów gminy. Pewnie myślał że nie musi ich dłużej spłacać…

Jest w tej historii coś niepokojącego, i nie jest tym bynajmniej bankructwo. Bywają sytuacje nieprzewidziane, są popełniane błędy i owszem, od czasu do czasu ktoś bankrutuje. Świat się na tym nie kończy. Tym niepokojącym czynnikiem jest natomiast chocholizm niewielkiej społeczności niezdolnej do samodzielnego rządzenia się,  połączony z  porażającą bezmyślnością jej wybranych decydentów. Gdyby mieszkańcom gminy socjalizm nie przerwał witalnego nerwu łączącego portfel z mózgiem i sami musieliby płacić za swoje wodociągi czy kanalizację to wnet by odkryli że cudów nie ma i że ich na to nie stać. Znaleźli by rozwiązania alternatywne, lepsze  i przede wszystkim mieszczące się w budżecie. Ale nie, mimo sygnałów zbliżającej się katastrofy i ratowania się ryzykownymi pożyczkami zarząd gminy parł z programem daleko przekraczającym jej finansowe możliwości. Zamiast wdepnąć na hamulec uciekał się do coraz bardziej ryzykownych gimnastyk finansowych, robiąc biznes z parabankami. Nikomu jakoś te partnerskie związki lisa z drobiem nie wydały się podejrzane. Nikomu nie zaświeciła się czerwona lampka ostrzegawcza. I wiadomo dlaczego – bo to nie ich pieniądze,  tylko pożyczone(cynik9 – Polski Detroit)

podobne: gigantomania chorobą samorządów. oraz: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu i to: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. a także: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. polecam również: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy

Adam Wycichowski niewolnik - emerytury gwiezdne

Adam Wycichowski niewolnik – emerytury gwiezdne

Reklamy

Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji.


Ramiona do nieba wzniesione wzburzeniem
Łacina spieniona na wargach,
Żył sznury na skroniach, przekrwione spojrzenie
Przekleństwo, modlitwa lub skarga.

Pod nos podtykane i palce i pięści,
Na racje oracji trwa bitwa,
Szablistą polszczyzną tnie, świszcze i chrzęści
Przekleństwo, skarga, modlitwa.

Ref. „Czas ratować państwo chore,
Szlag mnie trafia – ergo sum!
Po sąsiadach partię zbiorę,
Uczynimy szum!”

Jacek Kaczmarski „Elekcja”

„…Wyborcza wygrana Donalda Trumpa określana jest mianem „szokującej”. Wiele osób przypomina, że przedwyborcze sondaże dawały pewne zwycięstwo Hillary Clinton. Przekonanie o jej zwycięstwie było tak silne, że za dolara postawionego na byłą Sekretarz Stanu można było wygrać zaledwie 22 centy. Pytanie brzmi: co się stało?

We wtorek do głosu doszli zwyczajni obywatele. Mowa o przeciętnych Amerykanach, którzy być może jeszcze łapią się do klasy średniej, a może już z niej wypadli, po tym jak zostali ograbieni przez państwo. W dniu wyborów nie interesowały ich opinie ekspertów. Zwracali uwagę głównie na to, co działo się przez ostatnie 8 lat – spadające realne dochody, wysoką inflację, utratę nieruchomości. To wszystko sprawiło, że Amerykanie zażądali zmian.

Osobna kwestia to przedwyborcze sondaże. Wynik głosowania jednoznacznie pokazuje, że badanie opinii publicznej to tylko kolejne narzędzie do manipulowania wyborcami.

…O ile sama wygrana Trumpa jest dla wielu zaskoczeniem, to już reakcja rynków była do przewidzenia. W przypadku wygranej Hillary Clinton inwestorzy oczekiwali kontynuacji polityki prowadzonej za kadencji Baracka Obamy. Porażka byłej Sekretarz Stanu doprowadziła do wzrostu niepewności, co zazwyczaj wiąże się z odpływem kapitału do bezpieczniejszych aktywów, takich jak metale szlachetne.

Prędzej czy później recesja zawita do Stanów Zjednoczonych. Należy jednak pamiętać, że będzie to efekt polityki gospodarczej oraz monetarnej USA w ostatnich 15-20 latach, a nie samego wyboru Donalda Trumpa na prezydenta.

Ostateczny wynik wyborów w USA to efekt mobilizacji wśród klasy średniej, która w ostatnich latach mocno się uszczupliła. Widać wyraźnie, że amerykańskie społeczeństwo się buntuje. Jeszcze osiem lat temu uwierzono w potrzebę wybrania „pierwszego czarnoskórego prezydenta USA”. W kolejnych wyborach przekonano ludzi, że jest on „mniejszym złem”. Tym razem establishment promował „pierwszą kobietą w fotelu prezydenta USA”. Najwyraźniej jednak cierpliwość Amerykanów się wyczerpała.

Przy okazji wyborów miliony ludzi przekonały się, jak znaczący jest poziom zakłamania głównych mediów. Pozytywnym aspektem jest tutaj oczywiście rosnąca skala oddziaływania Internetu, który wielu osobom umożliwił dostęp do prawdziwych informacji.

Z perspektywy Polski nie było wymarzonego kandydata. Prezydencja Trumpa może przynieść zacieśnienie współpracy na linii USA-Rosja, co nie wyjdzie nam na dobre. Trzeba jednak pamiętać, że wybór Clinton zwiększyłby zagrożenie konfliktem na globalną skalę. Zwróćmy uwagę, że oficjalnie między USA a Rosją nie ma żadnej wojny, a jednak doszło do exodusu ludności cywilnej w Syrii. Co w przypadku, gdyby między mocarstwami faktycznie wybuchła wojna? Bardzo prawdopodobne, że to właśnie na terenie Polski doszłoby do eskalacji działań militarnych.

Głosowanie w USA stanowiło również niezłą okazję do zakupu metali oraz shortowania akcji w Stanach Zjednoczonych. Rynki były przekonane co do zwycięstwa Clinton, co znalazło odzwierciedlenie w notowaniach. Z tego powodu, poziom ryzyka wspomnianej inwestycji był stosunkowo niski.

Na koniec warto podkreślić, że wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy jeszcze półtorej roku temu były nie do pomyślenia. W czerwcu elity pozwoliły na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Teraz Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Niewykluczone, że celem nadrzędnym jest dalsza destrukcja systemów monetarnych. Winą za ich upadek zostaliby wówczas obarczeni rządzący promujący protekcjonizm. Stanowiłoby to argument za powrotem do procesu globalizacji, a także ustanowieniem SDR-ów jako globalnej waluty rezerwowej.” (Zespół Independent Trader – Co oznacza wygrana Trumpa?)

Crying Statue of Liberty, by NOK Crew

Crying Statue of Liberty, by NOK Crew

Nie „wierzę” w sportową złość tłumu wynikającą z racjonalnego podejścia i zrozumienia/rozliczenia tego kim są i co robią politycy na taką skalę jak to sugeruje IT. Tego rodzaju „instynktem samozachowawczym” wykazuje się niestety niewielki margines wyborców i dotyczy to niestety każdego dyzmokratycznego kraju zwanego dla niepoznaki „cywilizowanym” z powodu panowania w nim demokracji. No może poza Szwajcarią której obywatele udowodnili wielokrotnie że nie myślą kategoriami jak „zabrać bogatym i dać biednym” i wiedzą że rolą państwa nie jest zaprowadzanie „sprawiedliwości społecznej”. W innych wypadkach wierzę natomiast w cyniczne i „wyrafinowane” manipulowanie i sterowanie anty nastrojami wyborców, żerowanie na zawiści i w celowe rozhuśtywanie negatywnych emocji którego próbkę można przeczytać tu:

„…przez świat idzie rebelia.
Rebelia wkurzonych. Wkurzonych na to, że się o nich nie pamięta. Wkurzonych, że się ich nie słucha. Wkurzonych, że nie mają szansy wykrzyczenia, bo już od dawna nie mają najmniejszej nawet szansy wypowiedzenia swojego zdania. Wkurzonych, bo niemających nic do gadania.

Rebelia zawiedzionych. Zawiedzionych po kolejnych, kolejnych i jeszcze kolejnych wyborach, po których miało być inaczej. Po wyborach, których hasłem była przecież ZMIANA. Po wyborach, w których startowali ludzie, którzy mówili, że ich rozumieją i że zrobią wszystko, aby ich nie zawieść.

Rebelia oburzonych. Oburzonych na pazerność, zwyczajną głupotę, wykorzystywanie stanowisk, oderwanie się od ludzi, zapomnienie, że to dzięki nim, dzięki ich głosowi wyborczemu są tam gdzie są. Oburzonych na pustosłowie, frazesy, grę emocjami ze strony klasy politycznej. Wciąż zresztą tej samej, niezmiennej od dziesięcioleci…

…Rebelia przegranych. Pozbawionych pracy, którą mają inni. Pracy, którą zabrali im inni. Obcy. Dlatego, że mają inny kolor skóry albo urodzili się w lepszych rodzinach, albo po prostu tylko dlatego stanowią część kasty, establishmentu. Przegranych tak bardzo, że nie mają nie tylko od pierwszego do pierwszego, ale w ogóle nie mają już niczego. I niczego już większego ani trwalszego mieć nie będą. Nigdy nie nadrobią dystansu, nie osiągną tego poziomu, który mają tamci, dla których śpiewa Beyoncé…”  (wszystkoconajwazniejsze.pl Eryk Mistewicz – Rebelia)

Rebelia pozbawionych pracy… którą mają inniktórą zabrali im inni… Niech mi ktoś wytłumaczy co autor miał na myśli bo zgłupiałem. Kto to są ci „inni” i co to znaczy że „zabrali pracę” i komu? Poza tym to nie jest racjonalny powód do tego żeby się buntować przeciwko władzy skoro winni są „obcy”? Być może autorowi chodzi o to że skoro władza nie potrafi zabronić pracy tym „innym”, to powinna z ustawy „gwarantować” pracę tym którym jest ona „zabierana”? Najlepiej na państwowym etacie i na „legalnej” umowie za nie mniej niż 6 tysi, (bo za mniejsze stawki pracują tylko kretyni) od której zadowolony lód płaciłby stosowne podatki i składki żeby mieć „godną emeryturę”… No i jeszcze żeby ta władza słuchała się lódu jak coś nie przypasi bo inaczej… bunt!

Ale czy przypadkiem ludzie sami nie wybierali do tej pory (jak słusznie zauważa autor po kolejnych, kolejnych i jeszcze kolejnych wyborach, po których miało być inaczej) właśnie takich polityków którzy im tego typu bzdury obiecywali? Czy nie jest prawdą że po każdych wyborach część elektoratu (co z tego że swojaków) jednak dostaje to co obiecano i partycypuje w obietnicach? Czy to wina władzy że tego rodzaju „opieka” nie dotyczy wbrew obietnicom „wszystkich”? Czy też może jest to wina samych wyborców, którzy tej oczywistości w sposób uporczywy nie potrafią przyswoić, więc od wyborów do wyborów wybierają ludzi z tej samej klasy politycznej… niezmiennej od dziesięcioleci, którzy obiecują im to samo, po to tylko żeby po raz kolejny rozczarować się i irytować na… siebie? Jak w takim razie traktować tego rodzaju manifest, który odwraca uwagę od właściwej przyczyny złego stanu rzeczy, skupia się natomiast na skutkach i to z nich układa argument do potrzeby zmian. Czy frustracja grupy obywateli zawiedzionych własnymi oczekiwaniami (na które ciągle się nabierają bo ktoś im powiedział to co chcieli usłyszeć) to właściwy powód do zmiany elit rządzących? Może to właśnie ci „oburzeni” powinni zacząć myśleć racjonalnie, skoro politycy „nie potrafią”? Do jakiej zmiany prowadzi tego rodzaju „logika” i motywacje? Do adekwatnych. Przy okazji… Beyonce (i pozostałych spontanicznie zaangażowanych „ałtorytetów”) słuchają równie chętnie tak „inni” jak i „wkurzeni na innych”, nie wspominając o komentatorach którzy żerują na emocjach jednych i drugich bez wskazania tym biednym ludziom remedium i alternatywy…(Odys)

Wracając do patologii na którą warto się wściekać, ale i rozliczać:

„…Do Polski nie przenika nawet 10% zalewu informacji, komentarzy i dyskusji, jaki rozpoczął się od 30 października 2016 r. kiedy dyrektor FBI James Comey zawiadomił o uzyskaniu nakazu sądowego na przeszukanie prywatnego komputera byłego kongresmana demokratycznego Anthony’ego Weinera DODATKOWO na mejle Humy Abedin ,w związku ze śledztwem dot. prywatnego serwera Hillary Clinton. Te mejle Huma Abedin wysyłała z prywatego komputera męża do Hillary Clinton Sekretarza Stanu USA. Anthony Weiner pozostaje w śledztwie w związku z jego powrotem do brzydkiego (a w obecnych okolicznościach również kryminalnego) wysyłania swoich zdjęć erotycznych (półnago i w towarzystwie 2 letniego synka jego i Humy Abedin) do 15 letniej dziewczynki. Anthony Weiner ma lat 52 i długą kartotekę bojownika o prawa LGBT i wdrożenie Obamacare. Nawiasem, chodzi o mejle, które miały być skasowane przez „kogość” (Abedin/Clinton?) PO zawiadomieniu przez FBI o wszczęciu śledztwa w sprawie „serwera w łazience” a PRZED wejściem FBI w jego posiadanie…

…Po silnym uderzeniu, jakim było ponowne wszczęcie śledztwa przez dotąd spolegliwego FBI, nastąpiło drugie wcale nie lżejsze.Członkini Narodowego Komitetu Demokratycznego, który jest zaledwie trzyosobową „egzekutywą” w Partii Demokratycznej „na cały kraj” – Donna Brazile, jednocześnie komentatorka CNN – została wylana przez CNN z zawstydzających okolicznościach. Okazało się, że znalezione zostały dowody wskazujące na to, że Donna Brazile dostarczyła do komitetu wyborczego Hillary Clinton pytania, jakie miały być zadane obojgu kandydatom w trakcie chyba trzeciej debaty publicznej – na kilka dni PRZED debatą.

Jakby nieszczęść dla Hillary było mało, to media, w tym FOX NEWS ujawniły, że Prokurator Generalna mianowana w zeszłym roku przez Prezydenta Obamę – pani Loretta Lynch usiłowała wywierać jakieś naciski na dyrektora FBI Jamesa Comey’a w sprawie „zaistniałych okoliczności”. Poszlaką w tej sprawie ma być ujawniony „okrzyk za kulisami” dyrektora Comey;a o treści „ Czy (Pani) wydaje mi POLECENIE???!!?”…” (pink panther)

całość interesującej lektury tu: HILLARY, HUMA, WEINERGATE, FBI, CNN, SOROS czyli HITCHCOCK 2016

…Jest więc wielce prawdopodobne że część funkcjonariuszy z FBI postanowiła powiedzieć dość tej hucpie i zbuntowała się przeciwko wykorzystywaniu firmy do krycia prywatnych grzechów i przestępstw Pani Clinton, w efekcie czego internet zalała fala „przecieków”… (Odys)

Po pierwsze wskazuje się na silne powiązania czołowych przedstawicieli Demokratów z organizacjami terrorystycznymi. Wiele na ten temat mówią związki Humy Mahmood Abedin – doradczyni Clinton – z terrorystycznymi organizacjami i praniem brudnych pieniędzy. Urodzona w 1976 roku w Stanach Zjednoczonych Abedin, dwa lata później przeniosła się wraz z rodziną do Arabii Saudyjskiej, by powrócić do USA w wieku 18 lat na studia w George Washington University. Jej rodzice byli mocno zaangażowani w działalność sieci Bractwa Muzułmańskiego, jak i organizacje finansujące struktury związane z Al Kaidą. Abedin miała pośredniczyć w kontaktach między handlarzami bronią a establishmentem Demokratów. Sugeruje się, że w handel ten pośrednio była zaangażowana Fundacja Clintonów, uzyskująca wielkie darowizny od Arabów.

Duża liczba agentów FBI zagroziła ujawnieniem tajnych informacji dotyczących przestępstw rodziny Clintonów w przekonaniu, że kolejna prezydencja – tym razem Hillary Clinton – wiązałaby się z okropną falą przestępczości na najwyższych szczeblach władzy. Były asystent dyrektora FBI James Kallstrom powiedział niedawno, że „rodzina Clintonów to rodzina przestępcza. Jest jak zorganizowana siatka przestępcza. Fundacja Clintonów to szambo (….). Daj Boże, że położymy kres takim ludziom jak Clinton w Białym Domu”.

Najnowsze e-maile Podesta-Clinton ujawnione przez WikiLeaks wskazują także na szereg niewymownie odrażających praktyk, jakich dopuszczali się Clintonowie i ludzie z ich najbliższego otoczenia. Chodzi m.in. o uczestnictwo w rytuałach satanistycznych organizowanych przez satanistyczną „artystkę” Marinę Abramovic. Chodzi wreszcie o powiązanie Clintonów i ich otoczenia z pedofilią. Istnieje między innymi ścisły związek Clintonów między innymi z miliarderem, szefem funduszy hedgingowych (skazanym za pedofilię) Jeffreyem Epsteinem, w którego rezydencji na Manhattanie i prywatnej nieruchomości na Karaibach odbywały się przestępcze praktyki z udziałem demokratycznych polityków, celebrytów. Bill i Hillary Clintonowie wielokrotnie odwiedzili „Sex Slave Island” pozostającą poza jurysdykcją władz. Więziono tam dzieci i nastolatki wykorzystywane seksualnie.

Śledztwo w sprawie kongresmena Anthony’ego Weinera i najnowsze rewelacje pochodzące z jego komputera wskazują, że na najwyższych szczeblach władzy w Waszyngtonie od wielu lat panuje przyzwolenie na seksualne wykorzystywanie dzieci przez polityków i ich wpływowych przyjaciół. Rzadko kiedy tego typu przestępstwa wyciekają w sposób, który kończy się ściganiem jak w przypadku republikańskiego kongresmena Dennisa Hasterta, który wykorzystywał nastoletnich chłopców. Hastert był tylko wierzchołkiem góry lodowej.

E-maile między Hillary Clinton i jej byłą doradczynią Cheryl Mills wskazują na ścisły związek ze sprawą Laury Silsby, która została aresztowana i oskarżona o uprowadzenie dzieci i handel dziećmi na Haiti po tym jak wyspa została zniszczona przez huragan w styczniu 2010 roku. Silsby i dziewięć innych osób podających się za misjonarzy nieistniejącego chrześcijańskiego sierocińca, zatrzymały władze podczas próby przemycenia 33 haitańskich dzieci poza wyspę. Były prezydent Bill Clinton pełnił funkcję specjalnego wysłannika ONZ na Haiti. Przez pewien czas udawało mu się chronić przestępczy proceder Silsby.” (bignewsnetwork.com, newsweek.com, thenewwamerican.com, cns.com, pch24.pl)

całość tu: Zbuntowani agenci FBI o grzechach Clintonów)

podobne: Czym (jeszcze) żyje Ameryka?

Powiedzmy sobie szczerze. W świetle tego co ujawniono w ostatnich dniach kampanii prezydenckiej trudno było Trumpowi przegrać. I nie mam tu na myśli wrażliwości na patologię i zło jaką według niektórych komentatorów mieli kierować się „oburzeni” wyborcy. Gdyby tak rzeczywiście było to na Clintonową zagłosowałby jakiś naprawdę niewielki margines psychopatów (reszta zwolenników zostałaby w domach). Tymczasem pomimo szokujących informacji większość Amerykanów (o zgrozo!) oddała swój głos „jak gdyby nigdy nic” właśnie na demokratkę. Tylko dzięki „niedyskrecji” pewnych ludzi przewaga Clintonowej stopniała do tego stopnia, że „system” zwany „głosem elektorskim” umożliwił Trumpowi zwycięstwo. Jaką rolę w tym wszystkim odegrały same służby (wszak „przecieki” nie spadają z nieba 🙂 ) czyli teoretycznie swoi (administracja Obamy) nie wiem, ale wygląda na to że to oni byli języczkiem u wagi. Czy zrobili to z pobudek patriotycznych czy też może mieli dość wysługiwania się kryminalistom (licząc jednocześnie na punkty u nowej władzy) nie ma w zasadzie znaczenia.

Należy jednak rozważyć inną motywację i postawić pytanie, czy cała ta akcja z wysypaniem Clintonów nie jest przypadkiem ucieczką do przodu samego systemu – amputacją zgniłej kończyny by resztę organizmu zachować przy życiu, wykazując jednocześnie przydatność i uwiarygadniając w oczach „opinii publicznej” same służby które ostatecznie „zachowały się jak trzeba”. Jeśli więc ktoś gmerał w bardziej bezpośredni sposób przy tej sensacji to musiało być to uzgodnione z obozem demokratów.  Czy w związku z tym Trump był rzeczywiście celem, czy może tylko efektem „spontanicznego buntu obywateli”, który to „bunt” dominuje w medialnych komentarzach jako główna przyczyna jego zwycięstwa. Czy to rzeczywiście naród go wybrał w sposób autonomiczny, czy też został on amerykanom podsunięty jako fałszywa alternatywa. Wybory zostały wygrane pytanie tylko przez kogo, bo póki co zwycięzcą jest wyłącznie demokracja czyli system w którym obywatele wybierają sobie nadzorcę… (Odys)

„…Zaważyła atmosfera awantury, permanentnego konfliktu w całym świecie zachodnim. Ale ten konflikt generowany przez polityków jest jednocześnie efektem frustracji społecznej i musi nieść zmianę realną. Pytanie tylko czy w dobrą stronę, bo na to społeczeństwo wpływu już może nie mieć. A więc znowu elity utraciły kontakt ze społeczeństwem, znowu przyzwyczaiły się do myśli że ład jest niezmienny, znowu społeczeństwa budzą się z letargu wywracając dotychczasowy system. Wcale nie sądzę, żeby Trump chciał ten system wywracać, ale on jest tylko efektem zmian, a nie ich powodem. Jednak to on i jego zapatrywania (wraz z grupą wpływowych ludzi którzy go popierają) nadadzą tym zmianom kierunek. To właśnie kluczowe – na kogo postawią społeczeństwa wymuszając zmianę, z wąskiego grona przedstawionego mu przez elity? To przecież elity decydują na kogo głosują tzw. demokratyczne społeczeństwa zachodnie. To efekt, który nazywam “Dekadencją demokracji”, bowiem faktycznie nie mamy wpływu na to kto będzie kandydował, wybieramy z już wybranych kandydatów

…Jeśli ktoś sądzi, że Trump rozbije te elity przeciwko którym został wybrany to jest w błędzie. Trump jest biznesmenem i jego interesem nie jest rozbijanie elit tylko dotąd lobbowanie, a dziś wymienianie ich na bliskie sobie, które zapewnią mu ważną pozycję trwale i sławę na zawsze. Niemniej część tych nowych elit będzie już pochodziła spoza dotychczasowego – stabilnego – układu. Nowy układ będzie miał zabarwienie takie jakie nada mu Trump i ludzie go wspierający. Właśnie w tym widzę największe zagrożenie.

Prezydent USA jest faktycznym liderem NATO, Wojska USA – największej potęgi militarnej świata, jednocześnie baz i dowództw rozmieszonych na każdym kontynencie, a także monopolistą w dostępie do informacji dzięki systemom takim jak Eszelon, NSA i wielu innym mechanizmom.

Te mechanizmy jako jedyne mogą skutecznie powstrzymywać Rosję, ale dziś wygrał człowiek, który nie neguje możliwości, dokonywania anschlussu w Europie gdy na danym terytorium przeważa mniejszość danej nacji. Nie ma więc nic złego w tym że Rosja dokonała anschlussu Krymu, ale idąc dalej tym tropem, dlaczego nie można by teraz przeprowadzić referendum we wschodniej Łotwie? Podobnie dlaczego Polska nie miałaby przeprowadzić referendum w południowo-wschodniej Litwie w tym w części Wilna, tam też jest wielu Polaków, którzy woleli by by ich terytorium zostało włączone do Polski (tak Trump wypowiedział się na temat woli mieszkańców Krymu), a Rosja we wschodniej części tego państwa? Niechże Niemcy dokonają referendum w niektórych powiatach na Śląsku, gdzie mieszka mniejszość niemiecka, a Węgrzy w Słowacji. Niech Albania spokojnie anektuje Kosowo itd. Wreszcie Polska niech dokona aneksji części zachodniego Londynu lub części Chicago! Chyba nie damy rady… ale to siła znów ma o tym decydować? Czy na prawdę nie widać w tym sposobie myślenia niebezpiecznego szaleństwa?

…Nic nie da oszukiwanie się, że nie słyszymy wypowiadanych przez Trumpa słów! A wiecie Państwo dlaczego? Bo słychać je świetnie na Kemlu, w Kairze, w Teheranie, w Bagdadzie, w Pekinie, w Rijadzie oraz w mieście Meksyk itd. Słowa mają znaczenie fizyczne – przekładają się na reakcje polityczne, finansowe, społeczne. Po wyborze Trumpa, Łotwa i Litwa powinny na wszelki wypadek wdrożyć plany awaryjne uniemożliwiające dokonanie referendum na ich terytorium. Przy możliwościach oddziaływania propagandowego Rosji (co Trump także otwarcie negował w przypadku wpływania na wybory w USA) w istocie jedynym sposobem jest wysiedlenie mniejszości Rosyjskiej do Rosji… ale czy to nie będzie stanowiło naruszenie jej praw? Czy taki krok nie byłby podstawą do interwencji zbrojnej?

Trump mówił że Art 5 NATO nie musi być obligatoryjny jeśli kraje członkowskie nie zmienią stosunku do swoich powinności względem NATO. Oczywiście dobrze to brzmi oceniając po “nagłówku”, aby pobudzić państwa w Europie do myślenia o obronności na poważnie. Ale z drugiej strony Trump nie powiedział czego oczekuje od tych państw. Nie określił co muszą zrobić dla NATO aby mieć gwarancję realizacji art 5. W każdej chwili można powiedzieć, że cokolwiek zrobią jednak nie wystarczy. Takie stawianie sprawy w kampanii przez Trumpa to w istocie relacje mafijne. Płaćcie za ochronę, ale jak ktoś zapłaci więcej to masz kłopot… zaraz czy to mafijne? A może to myślenie biznesowe (czy jak mawia obrońca Trumpa Max Kolonko – byznesowe), Trumpowi przecież bliskie? Każdy teraz stwierdzi, że przecież nigdy nie ma gwarancji wsparcia sojuszniczego – i to jest prawda, ale właśnie słowa mają znaczenie. Właśnie NATO jest tym co stanowi dla Rosji realną siłę powstrzymującą od ekspansji. Zmieniło się więc sporo bo z niepewności zastosowania art 5 mamy pewność, że nie zostanie zastosowany.

Nacjonaliści polscy powiedzą wreszcie, że to wszystko nieistotne bo przez ostatni rok staliśmy się potęgą z którą musi się liczyć Rosja… tu nie umiem w ogóle dyskutować, bowiem na moje pytania co sprawiło że staliśmy się potęgą odpowiedzi brak… Oczywiście proszę o sugestie, ale realnie przywiązane do faktów, a nie opowieści fantastyczne, które mogą się urealnić za 20 lat jak śmigłowiec naszej własnej produkcji (w kooperacji z Ukrainą).

Na koniec dodam, że mogę być w błędzie i Trump cały czas kłamał i oszukiwał. Oby tak było. Mam nadzieję, że w istocie nic się nie zmieni poza akcentami, bo establishment USA jest zbyt silny by pozwolić na stopniową, ale zdecydowaną zmianę kursu politycznego. Chcę w to wierzyć…” (mmilczanowski.wordpress.com)

całość tu: Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

podobne: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.

Póki co wbrew histerycznemu stanowisku części tzw. „opinii publicznej” i mających ją uwiarygodnić „ekspertów” mamy po jednej i po drugiej stronie tylko słowa. Być może pewnego rodzaju podziwu, ale na ile szczerego to już inna historia (kto siedzi w głowie Trumpa niech pierwszy rzuci kamieniem 🙂 ). Nie wiemy nic dopóki to nic się nie stanie, więc nie ma co bić piany na zapas i wpadać w panikę. Poczekajmy na konkretne decyzje które nie będą polegały na pogaduszce do kamery, ale na zapisach w budżecie (zwłaszcza w kolumnie wydatki wojskowe).

Dziś można się pokusić o inną przepowiednię – nawet jeśli Trump planuje coś wbrew „polskiej racji stanu”, to nam jak zwykle pozostanie pogodzić się z polityką sojusznika i tradycyjnie trzymać się pańskiej klamki. Na własną inicjatywę w kierunku „dogadania się” z Rosją przy obecnym układzie politycznym nie mamy co liczyć (niestety). Mam tylko nadzieję że żadna ze stron nie myśli o wojnie, a Polska nie stanie się po raz kolejny teatrem jej działań.

Będę więc obserwował postawę „nacjonalistów polskich” wobec Rosji, wiedząc jaki oficjalnie stosunek reprezentuje nowy prezydent naszego największego sojusznika. Ciekaw jestem czy „nasi” zachowają spokój/powściągliwość jak na mężów stanu przystało jeśli rzeczywiście dojdzie do ocieplenia stosunków na linii USA – Rosja… (Odys)

„…trwa festiwal wróżb i rzekomych analiz dokonywanych na podstawie tego, co Trump powiedział, czy zrobił w ciągu ostatnich 30 lat. Tymczasem on sam gada z promptera do ludzi, że znów zrobi Amerykę wielką. To jest dokładnie to samo, o czym gadał Obama – Yes we Can. Tak więc gołym okiem widać, że różnica pomiędzy Trumpem a Obamą i jego awatarem – Hilarią, nie polega na stosunku do gospodarki, Rosji, kobiet, czy nawet Ameryki. Polega ona na czymś, czego do końca nie potrafimy nazwać i opisać. Jest tak, ponieważ wszystkie nasze analizy dotyczą powierzchownej warstwy zjawiska, jakim są wybory prezydenckie w USA i cała ta demokracja. Być może jest to stosunek nowego prezydenta do Sorosa, a być może chodzi o coś głębszego. O relację pomiędzy tym Sorosem a koncernami zbrojeniowymi, które sprzedają swoje produkty armii amerykańskiej. Tak sobie tylko gdybam. Ględzenie o tym, że Trump zmieni politykę wobec Rosji i przez to kozacy znów napoją konie w Odrze albo wręcz w Łabie, nie spędza mi snu z powiek, bo dobrze pamiętam, jak „siły postępu”, które dziś wyją wniebogłosy, reagowały na reset Obamy. Dość spokojnie i bez nerwów. „Siły wstecznictwa” reprezentowane u nas przez takich osobników jak Terlikowski i Wszołek zachowywały się zgoła inaczej, obaj tu płakali, że za chwilę wejdą Rosjanie i cytowali wiersz Herberta, w którym są słowa – moja rodzinna ziemia przyjmie cię najeźdźco…Śmiechom i zabawom nie było końca. Dwie kadencje Obamy skończyły się naprężeniem stosunków, wojną w Syrii i kryzysem. Stało się tak ponieważ polityka amerykańska i w ogóle polityka silnych wobec trochę mniej silnych polega na stopniowym osłabianiu przeciwnika, przy minimalizacji kosztów tego procesu. Demokraci zaś przegrali bo na osłabianie Rosji zaczęli wydawać za dużo. Grzecznie więc odsunięto ich od pulpitu i wskazano to miejsce panu Trumpowi, który z tym swoim charakterystycznym uśmiechem zaczął się bawić tkwiącymi w nim guzikami i pokrętłami…” (coryllus – Trump, Trump, misia bela czyli rządy Ku-Klux-Klanu)

W międzyczasie z nieukrywanym rozbawieniem obserwuję histeryczne reakcje „demokratycznej” części naszej jak i światowej polityki oraz jej tuby propagandowej – lewicowych mediów, którzy po raz kolejny nie mogą się pogodzić z wynikiem tak hołubionej przez siebie demokracji 🙂 Gratulacje co prawda płyną do Trumpa szerokim strumieniem (nikt nie ośmielił się na ostentacyjną wrogość wobec głowy mocarstwa – co też jest znaczące) ale takim samym strumieniem płyną wycierane cichcem krokodyle łzy, maskowane drobnymi uszczypliwościami adresowanymi głównie do „ciemnych” białych mas z przyczep kempingowych które poszły i zagłosowały „nie tak jak trzeba”… (Odys)

Demokracja nie żyje! W USA wygrał Trump, a nie opiewana w pieśniach i mainstreamowych mediach Hilary od Clintonów. Płakała Pieńkowska, płakał Kraśko, jeszcze dzisiaj w pociągu relacji Małkinia–Warszawa Wileńska płakała jakaś baba.

Amerykańscy celebryci, wzorem naszych zapowiedzieli emigrację. Barbra Streisand stwierdziła, że wyjedzie do „dowolnego kraju, który ją wpuści lub do Kanady”. A myślałem, że niewyszukane żarty o Kanadzie w „Jak poznałem waszą matkę” są przerysowane. Na ulicach już objawił się amerykański KOD, a Kijowski już zapakował się w ponton i jest w drodze. Unia planuje wstrzymać dotację i wyrzucić Stany ze swoich struktur… Przynajmniej do czasu gdy Schultz nie uświadomi sobie, że jednak mogą im naskoczyć.

Żeby było śmieszniej Clinton dostała więcej głosów niż Trump, ale to nie obywatele wybierają prezydenta, a elektorzy. I to w zasadzie od samego początku, był więc czas przywyknąć.

Także piszę dopóki pentagram Trump-Kaczafi-Orban-Łukasznko-Putin nie zamknie Internetu, a użytkownik nie rozstrzela.

A jakos niedługo wybory w Niemczech. Gdy Merkel przegra przewiduję wzmożoną ilość samobójstw wśród oświeconych elyt. Kolejnego ciosu nie wytrzymają. W końcu nie po to jest demokracja, żeby wygrywał ktoś kto nie był namaszczony przez postępowców…” (DWS24.pl 10 listopada 2016 roku)

Adam Wycichowski (niewolnik) - teatr dla gawiedzi

Adam Wycichowski (niewolnik) – teatr dla gawiedzi

Reasumując…

Dlaczego wygrał Trump? Bo nie wygrała Clinton. A dlaczego nie wygrała mając za sobą przeważającą część tzw. „opinii publicznej”, grubą forsę, a służby wyświadczały jej przysługę za przysługą ukrywając dopóki się dało skandale (o ile nie przestępstwa) związane z jej rodziną, współpracownikami i z nią osobiście jako funkcjonariuszem publicznym? Z całą pewnością jedną z głównych przyczyn/pretekstem był negatywny „vox populi”, który jako że przybierał na fali dopiero wraz z kolejnymi „przeciekami” to można przypuszczać iż został wykreowany. Uwzględniając fakt że fizycznie więcej głosów i tak oddano na Clintonową, śmiem wątpić że sprawcą zmiany była bezpośrednia „wola lódu” czyli „demokratyczna procedura” samych wyborów, z którymi (to paradne! 😀 ) problem mają jak zwykle tzw. „demokraci” kiedy wynik głosowania nie spełnia ich oczekiwań. Otóż moim zdaniem siła tego głosu była tylko narzędziem. Skutecznym przede wszystkim dzięki powszechnemu i wolnemu dostępowi do informacji w postaci wolnego (ale szybkiego 🙂 ) internetu, który jednak bez dostępu do „przecieków” nie stworzyłby skutecznej przeciwwagi wobec propagandy CNN czyli „ClintonNewsNetwork” jak i pozostałych mediów (nie tylko tej konkretnej stacji, ale również tzw. „celebrytów”).

O takim a nie innym wyborze nie zadecydował też namysł wyborców nad tym co ich kandydaci chcieli zrobić dobrego, ale rozhuśtanie po jednej ze stron większego anty elektoratu, który z kolei umożliwił tzw. „głosom elektorskim” wymianę demokraty na republikanina. Sami kandydaci swoją postawą podczas „debat” i publicznych wystąpień pokazali na którą część „instynktu” u swoich wyborców liczą najbardziej – co będzie miało (już ma) swoje konsekwencje w postaci konfrontacji euforii z ogromnym niezadowoleniem na ulicach.

Podobieństwo w przebiegu kampanii, wpływu internetu, jak i w samym zaskoczeniu wynikiem do ostatnich wyborów jakie miały miejsce w Polsce jest uderzające. Czy podobnie jak u nas tak i w USA „dobra zmiana” okaże się fałszywką? Czas pokaże jak (nie)wiele i czy cokolwiek musi się zmienić by wszystko zostało po staremu 😉 Póki co Pan Donald Trump stoi przed wielką historyczną szansą i przed bardzo trudnym zadaniem, które nie jest niemożliwe do wykonania – wystarczy powtórzyć to co już raz kiedyś zrobił dla Ameryki inny aktor. Jeśli tego nie zrobi to znaczy że po raz kolejny wygrał system i demokracja, a Trump to żadna „dobra zmiana” tylko reakcja obronna systemu na „bunt” społeczeństwa wobec patologii w dotychczasowej polityce demokratów.

Z tego co wiem Amerykanie mają możliwość dopisywania na karcie do głosowania nazwisko innego kandydata na którego chcieliby oddać głos, tymczasem woleli wybrać z spośród tego co podsunął im system. Nie wiem czy zasługują na zmianę. Zasługują na to co sobie wybrali. Czas pokaże na co – „po owocach ich poznacie”… (Odys)

„…Warto zwrócić uwagę, że jest to znakomita ilustracja trafności spiżowej tezy wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina, że w demokracji najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniej alternatywy dla wyborców. A po czym poznać, że alternatywa została przygotowana prawidłowo? A po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane…” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. oraz: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. polecam również: CBOS: Złe nastroje społeczne. Polacy krytycznie o instytucjach państwa. Sondażowy „Pic na wodę”.

-Dosyć mamy tego, co będzie!
-Panowie szlachta po buławy!
-Niech jeden z nas na tronie siędzie
I weźmie w ręce nasze sprawy!
-Uniesiem razem władzy ciężar,
W zamian ojczyzny skarbiąc miłość!
-Wiedział nasz pradziad jak zwyciężać,
Niech zatem będzie tak jak było!

Jacek Kaczmarski „Rokosz”

 

„Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach.


rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

cytat: „Środki masowego przekazu, nawet jeżeli im nie wierzymy, jeżeli uważamy, że kłamią, mają na człowieka olbrzymi wpływ, ponieważ ustalają mu listę tematów, ograniczając w ten sposób jego pole myślenia do informacji i opinii, jakie decydenci sami wybiorą i określą. Po pewnym czasie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, myślimy o tym, o czym decydenci chcą, abyśmy myśleli (najczęściej są to sprawy błahe, lecz celowo wyolbrzymione, albo fałszywie przedstawione problemy). Dlatego ktoś, kto mniema, że myśli niezależnie, ponieważ jest krytyczny wobec treści przekazywanych mu przez środki masowego, przekazu – jest w błędzie. Myślenie niezależne to sztuka myślenia własnego, osobnego, na tematy samodzielnie wywodzone ze swoich obserwacji i doświadczeń, z pominięciem tego, co usiłują narzucić mass media.(Ryszard Kapuściński)

„…Czy my w obecnych czasach mamy jakiekolwiek pojęcie które jest dokładnie sprecyzowane i w stosunku do którego nie ma konfliktów w interpretacji? Czy „dziennikarze” wyjaśniają nam na czym polega dane pojęcie, czy po prostu tylko podgrzewają atmosferę dolewając oliwy do ognia.

Wolność słowa, populizm, państwo prawa, zamach stanu, zamach na demokrację, konstytucjonalista, prawo karne, prawo łaski, nacjonalista, ksenofob, rasista, imigrant, uchodźca, lewak, kosmopolita, sztuka, porno, wolność sztuki, mowa nienawiści, itd., itd.

Zapraszają ludzi do programów, a człowiek który obejrzy ma jeszcze większy mętlik w głowie, bo temat nie dość że nie zostanie wyjaśniony to rozciągnięty na dodatkowe płaszczyzny.

Znacie pojęcie, czy nawet słowo w stosunku do którego nie powstanie konflikt interpretacji? Może my już jesteśmy skazani na podgrzewanie atmosfery, natomiast nigdy na wypracowanie optymalnego ustawienia na kaloryferze.

Kim według mnie powinien być dziennikarz? Powinien być osobą która łączy pozyskane informacje w jedną całość która przedstawia widzom, jest źródłem spójnej, zrozumiałej informacji, wiedzy kształtującej poglądy ale jednocześnie poszerzającej horyzont widza, czytelnika na sprawy które podejmuje.

Obecnie mamy przesyt publicystów mianujących się dziennikarzami i ich współpracowników nazywanych dziennikarzami. Dziennikarze to wymierający gatunek.

Pantera śnieżna należy do rodziny kotów, gatunek zagrożony wyginięciem. Dziwne przecież na świecie jest tyle kotów. Kot to, to kot, nieprawdaż, więc po co podejmować temat.” ()

polecam lekturę całości tu: „Zawieszenie i dziewczyna”.

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

„…Nienawiść = Strach

Na przejawy racjonalnego myślenia, próby wytłumaczenia, że istnieje realne zagrożenie zamachami i ludzi męczy jak najbardziej zasadny strach przed terrorystami, ci wszyscy eksperci reagują histerycznie, oskarżając autora takich słów o nienawiść. A potem ci sami socjologowie czy dziennikarze widząc Marsz Niepodległości potrafią opowiadać, że autentycznie boją się i czują duże zagrożenie ze strony tłumu z polskimi flagami. Potrafią godzinami opowiadać o swoim strachu przed „demonami polskiego patriotyzmu” i obrażać Polskę i Polaków na różne sposoby, od wsadzania polskiej flagi w gówno, aż po zrównywanie patriotyzmu z rasizmem.

Muzułmanów z bombami się nie boją, a jeśli widzą kogoś kto się boi – to znaczy że to nienawiść. Polaków z flagami się boją, i to w żadnym stopniu nie jest uprzedzenie, ksenofobia czy polonofobia. To zwykły strach.

Myślenie tych ludzi sprowadza się więc do takiego schematu.

Muzułmanie robią zamachy – obywatel mówi, że się boi.

Pan ekspert komentuje – to nie strach. To jest nienawiść i nie wolno tego rozpowszechniać!

Polacy maszerują z flagami – Pan ekspert obraża ich, wyzywa i okazuje pogardę.

To nie jest nienawiść. To jest uzasadniony strach i należy jak najwięcej osób przekonać, że to jest zagrożenie!..”

źródło: Żelazna Logika – FOBIA

podobne: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. oraz: „Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy

cytat: „Media informacyjne natomiast podają nam treść, która, jak to ktoś policzył, w 80 procentach jest wygenerowana przez firmy PR-owskie i lobbingowe. I nie ma tam dżingla ostrzegawczego: „Kryptoreklama”. Ale nie to jest jeszcze najgorsze. Do dewaluacji słowa, do spadku wiary w wartość informacji najbardziej przyczynia się to, że jednego dnia jakiś news podawany nam jest jako kosmicznie ważny, a następnego dnia już jest zapomniany. I dodajmy do tego jeszcze tabloidy, które informują, że do Torunia przypłynął Wisłą wieloryb, w Łodzi grasuje kotojeleń, a na polu pod Suchedniowem kosmici zdradzają rolnikom tajemnicę zwycięskich numerów Totolotka. W tej sytuacji kłamstwo jest powszechne, a informacja przestaje mieć jakąkolwiek wartość.” (Tomasz Piątek)

Od czego by tu zacząć skoro absurd goni absurd?

Może od wczorajszej okładki gówna. W unijną flagę i rozpaczą, jak się traktuje taki śwety symbol. Nie przypadkowo napisałem „święty”. Otóż wszelkiego typu ekspertom przypomniało isę, ze flaga nawiązuje do chrześcijańskich korzeni Europy. Czyżby Unia Europejska miała się okazać ukrytą instytucją wyznaniową? Co z rozdziałem kościoła od państwa? Gdzie jest Ewa Kopacz ostrzegająca przed PiSowskim państwem wyznaniowym – oczywiście chwile po tym jak wstała z kolan na które padła przed Franciszkiem? Jestem pewny, że nikt na te pytania nie odpowie. Mało tego – nikt ich nie zada.

Skoro jesteśmy przy umiłowanej Unii to jej instytucje pracują. Obecnie opracowują dyrektywę określającą maksymalną wysokość… płomienia świecy. Ponadto dyrektywa wyjaśni nam w końcu czym jest świeca: „jest to rzecz, która ulega częściowemu spaleniu w temperaturze 20-27 stopni Celsjusza a jej główną funkcją jest dawanie jasnego płomienia”, a także nakłada na użytkownika świec obowiązek pilnowania czy świece są stabilne, a także stałego kontrolowania czy ryzyko oparzenia się  „jest tak niskie, jak to tylko możliwe”. Jakim cudem ludzkość przetrwała tyle tysięcy lat bez tak istotnej dyrektywy pozostanie jedna z tajemnic historii…

…Na koniec już… Niedawno GóWno opublikowało artykuł, że w poznańskiej szkole prześladowany jest uczeń z Ukrainy. Typowe GóWniane ujadanie o ksenofobii wyssanej przez „polaczków” z mlekiem matki. Dzisiaj Wirtualna Polska opublikowała artykuł z którego wynika, że nic takiego nie miało miejsca. Powołując się na rozmowę z rodzicami chłopca, oświadczenie ich prawnika i dyrekcji szkoły. Co prawda fakt, że w GóWnie prawdziwy jest tylko tytuł gadzinówki nie dziwi, ale kiedyś w swoich kłamstwach były bardziej… hm… wyrafinowane…”

całość tu: DWS – 27 listopada 2015 roku

podobne: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka. i to: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

„…Przez 4 dni Wiadomości TVP pokazały łącznie 9 minut i 48 sekund relacji z wizyty prezydenta Andrzeja Dudy do Chin. Łączny czas ujęć spotkań delegacji polskiej z Chińczykami wyniósł 3 minuty i 5 sekund, natomiast łączna długość wypowiedzi prezydenta wyniosła 48 sekund. Dłużej mówił sam korespondent, bo przez 2 minuty i 24 sekundy. Koszty wysłania polskiej ekipy telewizyjnej do Chin nie odzwierciedlały jakości przekazu z Państwa Środka.

Z przykrością należy stwierdzić, że Jacek Tacik pojechał do Chin bardziej na wycieczkę, niż po to, by relacjonować wizytę prezydenta. Wiele rzeczy zostało pokazanych byle jak, po łebkach, a niektóre w ogóle zostały pominięte jak choćby spotkanie Andrzeja Dudy z Polakami mieszkającymi w Chinach. Pozornie mało istotne wydarzenie nabiera jednak znaczenia w momencie, gdy uświadomimy sobie, że takie spotkania podczas zagranicznych wizyt stanowią ważny element polityki prezydenta. Korespondent TVP skupiał się często na rzeczach mało istotnych, takich jak historia Muru Chińskiego, czy kwestie związane z oprawą uroczystości…” 

całość tu: Andrzej Duda w Chinach

„…Niusy ważne:

1. Akcja z Lewicką, oczywiście reportaż pseudośmieszny. Trwał coś koło 3 minut. Główna teza, taka jakiej można się spodziewać. Opinie ze wszystkich stron, ale samej rozmowy wam drodzy widzowie nie pokażemy, bo jeszcze byście mogli sobie wyrobić własne zdanie. A to jest nasza rola żeby wam mówić co macie myśleć! Do tego reportaż pomieszany z pornosztuką we Wrocławiu. Obrazu komedii dopełniają słowa Knapika, który na słowa kilku polityków PiS o sztuce dał komentarz „mówią co myślą, choć nie widzieli”. I dokładnie to samo zrobił ze swoimi widzami.

2. Raport otwarcia Kancelarii Prezydenta. Znany od tygodnia ale do Faktów trafił dopiero, gdy znaleźli jakąś kontrę. Oczywiście ta kontra czyli jakiś nocleg Dubienieckiego to była główna treść reportażu. A co tam Broniu nabroił, no to tego już się z Faktów nie dowiemy. Potem jakieś bzdury o pustej szafie Macierewicza, która miała być chyba zabawną puentą. Razem jakieś 3 minuty głupot.

3. I nagle nius naprawdę istotny. Najważniejsza wizyta prezydenta RP od co najmniej roku. Andrzej Duda pojechał do Chin. Reportaż o tym trał ok. 30-40 sekund. Przebitka z Szanghaju, wypowiedź Prezydenta o nowym szlaku jedwabnym, zero puenty, zero przybliżenia tematu, bo….

4. … Wjeżdża nius dla Polski najważniejszy! Blisko trzyminutowy reportaż o wizytach zagranicznych prezydenta Francji. O proszę, Cameron przyjechał, Tusk przyjechał, jutro jedzie do USA, a w czwartek do Rosji. Zagrożenie terroryzmem i tak dalej.

5. Potem jeszcze kolejny trzyminutowy reportaż o pijanym wójcie, który udzielił ślubu i czy teraz ślub jest ważny? I jeszcze jeden dwuminutowy supernius o zmianie dyrektorki w jakiejś szkole.

Mamy zatem dwie pieczenie w tym krótkim wpisie.

1. Już wiemy jakie niusy są wg Faktów ważniejsze od wizyty prezydenta Polski w drugim największym światowym mocarstwie.
Nocleg Dubienieckiego, zepsuta szafa, pornosztuka, nowa dyrektorka jakiejś szkoły i pijany wójt – to wszystko w Faktach zyskało więcej czasu antenowego niż Prezydent Polski nawiązujący w Chinach do Nowego Szlaku Jedwabnego, który może być inwestycją kluczową dla całej Polski na kolejne dekady.

2. Wiemy też, że ważniejsze od wizyt zagranicznych prezydenta Polski, są wg Faktów, wizyty zagraniczne prezydenta Francji i o tym postanowili powiedzieć Polakom zdecydowanie więcej.

Prawdziwy popis dezinformacji. Winszuję redaktorom i gratuluję szczerze, że po takich codziennych dawkach jesteście nadal w stanie ze spokojem spoglądać sobie w lustro.”

całość tu: Żelazna Logika – Polskie media o kluczowej wizycie Andrzeja Dudy w Chinach

cytat: „Pustą głową łatwiej jest potakiwać. Myślenie to najcięższa praca, dlatego tak niewielu jej się podejmuje.”

„…Przyzwyczajacie od lat swoich widzów, że polityka to pyskówki w „Kropce nad I„, zabawne riposty w „Kawie na ławę„, ostry język w Waszych reportażach, gdzie zawsze wybieracie najbardziej wulgarne wypowiedzi z kilkunastu godzin pracy kilkuset osób.

Pokazujecie ludziom jakieś infantylne pseudozabawne reportaże o „kulisach polityki na luzie” i jednocześnie to jest cała treść Waszych programów. Albo pyskówki, albo opinie, albo dowcipy. A informacja? Przy okazji czasem się trafi ale zawsze koniecznie z omówieniem tejże.

I Wy się jeszcze dziwicie, że oglądalność telewizji spada, a młode pokolenie czerpie dla siebie informacje już tylko z Internetu? A skąd ma brać, jak u Was tylko pierdoły lecą. Chcieliście wychować sobie widza-przygłupa. Częściowo Wam się udało, bo są ludzie którzy z braku czasu są skazani na Wasze codzienne 30-minutowe streszczenia dnia i w efekcie w plebiscycie na „Wydarzenie roku”, dwukrotnie wygrywa… mama Madzi a w TOP3 jest usunięcie piersi przez Angelinę Jolie.  Faktycznie. Wydarzenia roku.
Ale nie przewidzieliście, że będzie też gigantyczna grupa ludzi, którzy z braku rzetelnej informacji w telewizji, zaczną szukać jej gdzie indziej.

Telewizja odchodzi do lamusa. Telewizja informacyjna umiera na własne życzenie ledwo osiągnąwszy pełnoletność.

I nikt po Was nie zapłacze. Nikt, bo to co serwujecie jest tak marne, że nie będzie żadnej straty dla dostępu do informacji.”

całość tu: Żelazna Logika – Stacja informacyjna z ambicjami 24-godzinnej telewizji rozrywkowej

podobne: Heglowska logika mediów w sprawie Wiplera czyli „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów”. oraz: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli…

cytat: „Kiedy przeanalizowano 14 tysięcy materiałów z jednego dnia na Google News, największego agregatora internetowego dziennikarstwa, okazało się, że wszystkie wywodzą się z 24 materiałów informacyjnych. Tak wyglądają teraz proporcje. 24 razy ktoś wykonał prawdziwą dziennikarską robotę, czyli poinformował o wydarzeniu. Reszta dopisała do tego materiały pochodne. (…) Cała ta publicystyka mogła być dobra albo zła, ale nie będziemy mieć wartościowej publicystyki bez tekstów informacyjnych. A ich wciąż ubywa”. (Andrew Nagorski)

Od czego są dziennikarze?

Jeśli od tego by prezentować nam swoje prywatne poglądy, albo z góry ustaloną „prawdę” (czy inne „fakty”), to nie potrzebują do tego gości, ekspertów, rozmówców itp. „przyzwoitek”. Niech usiądą sobie w studiu (sami) i sami sobie odpowiadają na zadane przez siebie pytania. Zgodnie ze swoją wiedzą, intencjami i w stylu jaki sobie (też sami) narzucą. A jeśli są od tego żeby zaprezentować czyjeś stanowisko, to niech nie robią ze studia rzeźni a z zaproszonych gości świń, zaś z widzów tępych konsumentów tego co przerobią na swoją modłę, co w efekcie można nazwać popularnym dla tego rodzaju „informacji” określeniem, tj. parówką. „Zaprosić” kogoś do studia po to by go urabiać, a jeśli się nie uda urobić to się go próbuje wybijać z rytmu wypowiedzi prowokacyjnym, nachalnym i bezczelnym przerywaniem (jaki sens ma „dopytywanie” przed wysłuchaniem do końca?), po to żeby ludzie siedzący przed telewizorem nie poznali przypadkiem innego punktu widzenia (poza dziennikarskim) jest oczywistą próbą manipulacji widzem… I dla każdego dziennikarza tego rodzaju „praca” powinna się zakończyć dyscyplinarnym zwolnieniem… (Odys)

„…jeśli chcemy oddać media publiczne ludziom, uspołecznić je i wyrwać z rąk politruków, to musimy solidnie się namyślić.

To, jak teraz – na powrót – skonstruujemy media publiczne, pozostanie na długie lata.

Nowy ład medialny musi bowiem służyć nie „nam” a krajowi, państwu, społeczeństwu. Z ekranów publicznej telewizji powinien przestać wylewać się potok kłamstwm kpin z obywateli i obrażania naszych przodków (np. emisja serialu „Nasze Matki, Nasi Ojcowie”).

Kanał TVP Kultura powinien zostać natychmiast przebudowany.

Za genderowo – antypolski kształt produkcji tego kanału odpowiada Katarzyna Janowska. Dla niej już nie będzie już miejsca w nowej TVP.

Z szefowania telewizyjnej „dwójce” natychmiast powinien zostać usunięty ziejący nienawiścią do opcji niepodległościowej Jerzy Kapuściński, człowiek o nikłej kulturze i niewielkich dokonaniach.

Niedawny, niezbyt rozgarnięty, prezes TVP Juliusz Braun nigdzie się nie ukryje, czeka go proces za świadome niszczenie substancji publicznej jaką jest TVP.

Przestępcze decyzje – m.in. podpisane, przez peowsko – peeselowski zarząd TVP – o zawarciu umów z podejrzaną firmą i wyrzuceniu, na jej podstawie, wielu dziennikarzy poza obręb TVP muszą zostać ocenione i na podstawie tej oceny powinny zostać sporządzone wnioski do prokuratury…

…Pora też uwolnić telewizje od najgorszych transferów w jej dziejach – maleństwo Lisów już powinno szukać sobie zajęcia daleko poza ulicą Woronicza.

Tomasz Sekielski – autor słynnych „taśm Beger”, wredna przystawka do niejakiego Morozowskiego, niech już teraz spakuje swoje manele i wraca do macierzystej stacji. Jego czas w TVP właśnie dobiega końca.

Piotr Kraśko – istnieje wielka szansa, ze wreszcie utnie się w telewizji publicznej wpływy komunistycznego klanu rodziny Kraśków – Piotr Kraśko, osobiście odpowiedzialny na uleganie Godlewskiemu i redagowanie najbardziej załganego w tej części Europy serwisu informacyjnego, już tym razem się nie wyślizga.

Stał się symbolem reżimowej propagandy i jako symbol powinien ponieść za to konsekwencje.

Do wymiany jest nie tylko całe kierownictwo TVP Info (gdzie trzeba przeprowadzić gruntowną operację plewienia peeselowskich chwaścików), ale też czołowe twarze ludzi występujących na wizji w rolach „prezenterów” i „reporterów politycznych, zwłaszcza sejmowych” , do zwolnienia są wydawcy, autorzy serwisów i autorzy propagandowych – kłamliwych – nagonek na polityków niedawnej jeszcze opozycji.

Wszyscy ci ludzie powinni stracić pracę nie za poglądy – bo te każdy dziennikarz może mieć jakie sobie chce – ale za świadome szerzenie kłamstw, fałszowanie rzeczywistości – to przecież najcięższe dziennikarskie przestępstwa…”

całość tu: Witold Gadowski – Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”  oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

…Nie mam więc żadnych zastrzeżeń co do win i uwag jakie poczynił Pan Gadowski wobec nazwisk wymienionych w artykule. Bo to właśnie ci ludzie walnie przyczynili się do tego że przestałem śledzić (i nie tylko ja) serwisy informacyjne i programy publicystyczne w tzw. „telewizji publicznej” (i nie tylko tego medium), gdyż nie było w nich ani rzetelności, ani bezstronności. Była za to wybiórczość w serwowaniu „informacji” oraz polityczna poprawność w ich interpretowaniu (to samo zresztą dotyczy największych stacji „prywatnych”). Jednak na tym się mój brak uwag kończy. Bo jeżeli Pan Gadowski upiera się przy upaństwowieniu (czyli właśnie upolitycznieniu) mediów zwanych publicznymi sądząc że to je „uspołeczni” (sic!), nie zauważając że to jest właśnie główna przyczyna i mechanizm ich stronniczości (przecież takie media NIGDY nie będą źle mówić o władzy która im płaci!), wierząc w to i przekonując (kogo?) że media państwowe mogą być bezstronne i niepodatne na wpływy polityczne to jest albo naiwny albo… (nie dokończę) 🙂

Z dedykacją dla Pana Gadowskiego i innych dziennikarzy, publicystów, autorytetów i ekspertów z samozwańczego obozu „niepokornych” (zwanych również „niezależnymi), cytat: Jeżeli my wracamy do struktur, w ramach których rząd mianuje szefa telewizji i to ma być odpolitycznienie mediów publicznych, to mamy do czynienia z taką sytuacją, ja aż milknę, że jeżeli się ma odpowiednie poparcie w mediach, to można dosłownie wszystko. Można pokazywać czarną ścianę i mówić, że jest biała.” Ich autorem jest ś.p. Lech Kaczyński – brat człowieka od którego partii Pan Gadowski domaga się rozliczeń i stworzenia od nowa mediów państwowych. Prawda że niezły paradoks?

Będąc niejednokrotnie świadkiem wybiórczej stronniczości mediów zwanych do niedawna „opozycyjnymi” (tudzież „niezależnymi” alias „niepokornymi”) jak np. TV Republika (więcej tu: Kukiz wyszedł z kina (TVRebublika) czyli… przesłuchanie prawie antysystemowca przez prawie Olejnik), bo „zaprzyjaźnionymi” z nową władzą (a do niedawną opozycją), śmiem wątpić w to, że misja „odnowy mediów publicznych” zakończy się ich powrotem do rzetelnego i bezstronnego informowania o otaczającej Polskę i Polaków rzeczywistości. Uważam że pod nowym auspicjum „media publiczne” będą tak samo upolitycznione jak do tej pory, tyle że teraz będą nas informowały z innego (rzecz oczywista) klucza, poprzez usta swoich sprawdzonych i wiernych propagandystów… (Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. oraz: Dr Hanna Karp o promocji Telewizji Republika w lewicowych mediach i to: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym! a także: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”.

„…Media w Polsce przypominają mi Koloseum – na arenie walczą gladiatorzy i od kaprysu gawiedzi zależy kto wygra a kto zginie, argumentem jest siła i widowisko, czasami ukrzyżuje się większą ilość chrześcijan, czasami wypuszczą lwy, ludziom rozda się chleb, a gdy przybędzie cezar udekoruje się arenę kwiatami, by dać namiastkę luksusu.

Nie chodzi o piękno, lecz jedynie o to, żeby nikt nie opuścił trybun. Tymczasem na zapleczu, w podcieniach, trwa handel niewolnikami, pojawiają się kolejni możni, którzy ustawiają walki i opłacają klakierów.

Koloseum zaprezentuje każdego, kto wystarczająco dużo zapłaci, aby tylko kontynuować widowisko. Tyle, że nie można spędzić na trybunach całego życia, ani też to co widzimy na arenie nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością się poza jego murami. A im głupsze i bardziej brutalne widowisko tym większe poczucie dysonansu kiedy przestaje się na to patrzeć.

Jeśli tylko wyjść poza mury amfiteatru okazuje się, że jest wiele dużo ważniejszych spraw. Jest nauka, przynosząca codziennie nowe odkrycia i potrzeba by ludzie o nich się dowiadywali, bo może właśnie nowa terapia uratuje tobie albo twojemu bliskiemu życie. Jest kultura i sztuka które cieszą, zachwycają, bawią, zmuszają do refleksji i zadumy, dzięki którym kształtuje się wewnętrzną wrażliwość. Jest edukacja, dzięki której nasze dzieci lepiej rozumieją otaczającą nas rzeczywistość, rozwijają się i kształtują na dobrych, mądrych ludzi. Jest gospodarka, którą należy rozwijać z korzyścią dla jak największych grup obywateli, nie zapominając o solidarności z tymi, którzy są na tyle nieporadni że potrzebują wsparcia. Jest prawo które należy kształtować tak, że przetrwa nasze i kolejne pokolenia, zapewniając obywatelom poczucie bezpieczeństwa, sprawiedliwości oraz możliwość wyrażania swojego zdania, w najważniejszych kwestiach dotyczących wspólnoty i działania dla dobra wszystkich, a nie tylko wybranych grup interesu kosztem pozostałych…” (Anna Białoszewska)

źródło: „Media publiczne tworzą dziś obywatele”

podobne: Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach. i to: Blizna: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

…na szczęście mamy internet i póki co wolność słowa, dzięki czemu istnieje swobodny dostęp do dość szerokiego wachlarzu pluralizmu informacyjnego, a demografia i postęp technologiczny sprzyjają rozwojowi niezależnych (od budżetu państwa) mediów elektronicznych. Jak śpiewa klasyk: „…wystarczy wsłuchać się i schylić żeby mieć, a im się nie chce…”, więc za kilkanaście lat takie TVP, Wyborcza, Polsat czy TVN będą musiały zrewidować swoją politykę (dez)informacyjną inaczej nikt (albo jakieś resztówki) po nie nie sięgnie, czyniąc ich biznes niepotrzebnym i nieopłacalnym… (Odys)

PS… „Za panowania cesarza Marka Aureliusza istniała niespotykana jak na tamte czasy swoboda wypowiedzi. Na przykład pisarz komediowy Marullus pozwalał sobie na krytykę władzy, nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Cesarz był otwarty na krytykę, co było niespotykanym przypadkiem w historii. Każdy inny cesarz rzymski skazałby pisarza na śmierć. Marek Aureliusz, nazywany „Filozofem na tronie”, pomimo swojego pochodzenia, wykształcenia, bogactwa, władzy i przywilejów, był prostym i bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Do wszelkich obowiązków podchodził z rozwagą, rządził sprawiedliwie. Był wierny dla swoich przyjaciół i rodziny, litościwy dla wrogów; hojny dla potrzebujących. Był wzorem dobrotliwego monarchy, o którym wspominał Sokrates.” (Imperium Romanum)

Żeby nie było tak całkiem sztywno 🙂 „Za chwilę dalszy ciąg programu” przedstawia: Rozmowa z posłem, czyli wywiad w Sejmie

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.


„W jednym ze swoich opowiadań Stanisław Lem wspomina o wojnie między dwoma mocarstwami, która trwała 10 lat, a potem jeszcze dodatkowo dwa – o to, kto wojnę wygrał. Całe szczęście, że do wyborów pozostało już tylko kilka dni, bo w przeciwnym razie spór o to, kto wygrał poniedziałkową debatę, zdominowałby dyskurs publiczny na długie miesiące. Wysokie Debatujące Strony przedstawiły projekty wielu wiekopomnych reform, których celem jest oczywiście przychylenie nam nieba. Niebo bowiem, czyli „tamten świat”, ma zdecydowanie lepszą reputację od tego świata. O „tamtym świecie” wiemy raczej niewiele, prawdę mówiąc – tyle, co nic – ale jedno wiemy o nim na pewno: że na „tamtym świecie” nigdy nie było, nie ma i nie będzie żadnych reform. Tymczasem ten świat co i rusz wstrząsany jest jakimiś wiekopomnymi reformami i kto wie, czy to nie w tym właśnie tkwi przyczyna takiej różnicy między obydwoma światami. Stąd dla żuka jest nauka, żeby z reformami poczynać raczej ostrożnie, chociaż z drugiej strony trudno wyobrazić sobie rządy, a zwłaszcza – kampanie wyborcze – bez inicjowania rozmaitych reform. Na szczęście już 26 października Umiłowani Przywódcy o większości pomysłów szczęśliwie zapomną i nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości.

Bolesny tym bardziej, jeśli nie uda się odblokować narodowego potencjału ekonomicznego, który od 25 lat blokowany jest przez dwa czynniki: przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego i przez postępującą biurokratyzację państwa. Kapitalizm kompradorski polega na tym, że o ostępie do rynku i możliwości działania na rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem.

Wszyscy, którzy do sitwy nie należą, wyrzucani są poza główny nurt życia gospodarczego z sektorami: finansowym, paliwowym, energetycznym i tym podobnymi – na margines, gdzie każdy może sobie coś tam dłubać, żeby przeżyć. W rezultacie narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim stopniu, ze wszystkimi tego skutkami dla narodu i państwa. Biurokratyzacja z kolei polega na mnożeniu nakazów i zakazów, na straży których ustanawia się urzędy, które z pilnowania zakazu lub nakazu muszą się utrzymać. Im więcej nakazów i zakazów, tym mniejszy zakres wolności, zwłaszcza gospodarczej, no i tym wyższe koszty funkcjonowania państwa – bo biurokraci byle czego przecież nie zjedzą. Jeśli tedy nie odblokujemy narodowego potencjału ekonomicznego, to nic nam się nie uda, bo herbata nie robi się słodsza od samego mieszania…” (Stanisław Michalkiewicz – Zanim wrócimy do rzeczywistości)

…a dlaczego herbata nie robi się słodsza? Bo parafrazując słynną wypowiedź B. Smolenia w jednym ze skeczy o pożeraniu masła, ktoś się do nas (to znaczy do obywateli) dosiadł i nam go wyżera, w zamian za to intensywnie mieszając… (Odys)

a wygląda to mniej więcej tak… Spot Partii KORWiN – Minuta PO-PiSu

„…Wśród spiżowych sentencji, jakie Józef Stalin wygłaszał na temat demokracji jest i ta, że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy jest przygotowanie wyborczej alternatywy. Prawidłowo przygotowaną alternatywę możemy poznać po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. Patrząc z tego punktu widzenia na tegoroczną polityczną alternatywę możemy powiedzieć, że została ona przez reżysera politycznej sceny przygotowana prawidłowo – podobnie zresztą, jak alternatywy polityczne w wyborach poprzednich…

…ustanowiony w naszym nieszczęśliwym kraju przez generała Kiszczaka w gronie osób zaufanych, które zaprosił on do Magdalenki ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego nawet nie drgnął, chociaż odbywały się u nas wybory w następstwie których u steru rządów zmieniały się polityczne ekipy? Może nie jest to informacja użyteczna dla niezależnej prokuratury, ale czyż tylko prokuratura ma prawo wyrabiać sobie pogląd na różne sprawy? Myślę, że nie tylko, że własny pogląd na różne sprawy mogą wyrabiać sobie również rozmaici cywile, również na podstawie łańcucha poszlak, a czyż to nie jest poszlaka wskazująca, że za każdym razem alternatywa polityczna została przygotowana prawidłowo?

Tak jest i teraz, kiedy Prawo i Sprawiedliwość, udrapowane w kostium płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, rozpiera się na prawej stronie politycznej sceny, skutecznie blokując dostęp formacjom narodowym. Platforma Obywatelska, utworzona w celu blokowania dostępu do politycznej sceny ugrupowaniom wolnorynkowym i zarazem konserwatywnym, zdążyła się zdegenerować w bezideową, skorumpowaną do szpiku kości partię władzy i jej użyteczność w tym względzie znacznie zmalała, toteż reżyser politycznej sceny na poczekaniu wykreował partię – jakże by inaczej! – „Nowoczesną” pana Ryszarda Petru, klonie pana prof. Leszka Balcerowicza. Pan prof. Balcerowicz kiedy pisał felietony, prezentował tam nieubłaganie wolnorynkowy punkt widzenia – ale kiedy zostawał ministrem finansów i wicepremierem, albo prezesem NBP, natychmiast o tamtym zapominał i rządził zgodnie z oczekiwaniami beneficjentów kapitalizmu kompradorskiego.

Tym też tłumaczę sobie fakt, że zanim jeszcze pan Petru zdążył otworzyć usta, jego partia już cieszyła się wśród ludu pracującego miast i wsi popularnością na poziomie 11 procent – a i jej szeregi napęczniały w błyskawicznym tempie. Pewne światło na to stachanowskie tempo rzuca audycja radiowa, jakiej przypadkowo wysłuchałem, z udziałem członkini tej partii. Elokwentna i rezolutna pani pochwaliła się, że w poprzednim wcieleniu należała do „Twojego Ruchu”, czyli dziwnie osobliwej trzódki biłgorajskiego filozofa, a w jeszcze wcześniejszym etapie reinkarnacji była ozdobą Samoobrony. Domyślam się tedy, że konfidenci RAZWIEDUPR-a musieli dostać rozkaz: „W prawo zwrot! Do Nowoczesności – odmaszerować!” – podobnie jak bywało w okresach poprzedzających poprzednie kampanie wyborcze. Dochodzi do tego ZLEW, w który zlały się popłuczyny po poprzednich wynalazkach, no i nieśmiertelne Polskie Stronnictwo Ludowe, które w poświęcaniu się dla Polski nie zna granic ni kordonów. Oprócz tego są stachanowcy z Partii Razem („precz z rządem, wiwat KPP i półgodzinny dzień roboczy!”), skupiającej i panią Agatę Kuleszę, znaną z filmu (GN)Ida, tłumacza z hebrajskiego i panią zajmującą się „tworzeniem zapachów” – cokolwiek miałoby to znaczyć, no i Wolność i Równość – stworzona na poczekaniu w odpowiedzi na sukces Pawła Kukiza, o którym jeszcze może nie wiedziano, że jest wypadkiem przy pracy, a jeśli nawet wiedziano, to pamiętano, że i wypadki mogą zacząć żyć własnym życiem. Tedy na wszelki wypadek, jako że strzeżonego Pan Bóg strzeże, zmobilizowani zostali nawet professores w charakterze „antysystemowców”.

W rezultacie autentyczna formacja antysystemowa, KORWIN, została zmarginalizowana i desperacko poszukuje czy nie udałoby się jej wcisnąć w jakaś szczelinę. Wygląda na to, że i tym razem system się obronił, podobnie, jak i na Białorusi, gdzie prezydentem po raz kolejny został Aleksander Łukaszenka. Wprawdzie Aleksander Łukaszenka ma w środowiskach postępowych reputację sukinsyna, w dodatku jakiegoś takiego nie naszego, ale nie da się ukryć, że jest politykiem skutecznym, tak samo, jak zwycięzcy wyborów w naszym nieszczęśliwym kraju.” (Stanisław Michalkiewicz – System się obroni)

…system broni się nie tylko w ten sposób że przygotowuje jedynie słuszną alternatywę. Bo czymże byłaby ta alternatywa bez uzasadnienia takiego a nie innego wyboru, tj. bez próby uspokojenia sumień wyborców którzy pójdą kolejny raz zagłosować (nabrać się) na TO SAMO co już od 25 już lat „wybierają” myśląc że wybierają inaczej. Problem w tym że „system” nie może kolejny raz obiecać tego samego co już tyle razy obiecywał (a spełnił tylko wobec „swoich”) więc robi to z pewną nieśmiałością, uderzając raczej w nutę że ci co teraz obiecują kłamią (tak jakby sami nie obiecywali niczego 🙂 ) bo przecież deficyt, dziura budżetowa itd. zapominając że to właśnie ich rządy ten brak kasy w kasie spowodowali. Skoro więc nie można bezczelnie po raz kolejny obiecywać gruszek na wierzbie (bez konkretnych wyliczeń – to akurat dobry zwyczaj 🙂 ), to trzeba przynajmniej obrzydzić fakty jakimi śmie się posługiwać polityczna konkurencja w ramach kampanii wyborczej/informacyjnej… (Odys)

„…Ci sami ludzie, którzy rozdzierali szaty i uciekali się do epitetów, zakrzykiwali prawdę i wydzierali dowody z ręki – bo nie wolno straszyć! – całymi dniami… uprawiają virtual reality, czy też raczej, Virtual Insanity, w którym odwołują się tylko i wyłącznie do ludzkiego strachu.
Bo jak wiadomo, strach jest emocją najsilniejszą, a coś czego nie da się obronić argumentami – należy skierować na tory emocjonalne.

No i tym samym dowiadujemy się takich rewelacji, że „demokracja jest zagrożona”, że „będzie wojna z Rosją”, że będzie „wsadzanie do więzień i pobudki o szóstej rano” i tak dalej.

Z portalu natemat.pl dowiedzieliśmy się nawet, że… giełda spada od kilku miesięcy bo Inwestorzy boją się że PiS dojdzie do władzy. I nic to że spadają wszystkie giełdy świata, a podobne akcje w przeszłości były jedynie „reakcją na rynki światowe” – link

Od jednej z dziennikarek Newsweeka dowiedzieliśmy się, że zakazane będzie czytanie i wydawanie niektórych książek. I nic to, że jak dotychczas najsłynniejsza książkowa cenzura to sprawa Pawła Zyzaka i jego książki o Lechu Wałęsie, wydanej w 2009 roku, czyli za rządów Platformy.

Od jednego z tzw. autorytetów dowiedzieliśmy się, że będą „mnożone pomniki Lecha Kaczyńskiego i zmiany nazwy ulic i oby tylko nie doszło do zmian nazw miast”. Już nawet nieważne, że facet boi się własnej wydumanej z palca hipotezy. Zabawne jest to, że jednocześnie wielu z powtarzających te tezy ludzi jest zachwyconych pomysłem zmian nazw ulic w Słupsku, bo… nie zachowany jest parytet płciowy.

Od innych dowiadujemy się, że wprowadzona zostanie inwigilacja na skalę dotychczas niespotykaną. I nic to, że to za rządów Platformy, Polska stała się europejskim liderem w dziedzinie podsłuchów i sprawdzania billingów telefonicznych, wyprzedzając np. Niemcy ponad dziesięć razy.

Wciąż słyszymy o zagrożeniu mową nienawiści, z ust ludzi, którzy na co dzień obrażają miliony Polaków swoimi twittami, tekstami czy też występami w radiu i telewizji.

W TOK FM doszło nawet do fantastycznej wymiany zdań, pomiędzy dziennikarzami. Gdzie jedna z tych osób wystraszonych i przerażonych tworzoną Virtual Insanity, wypaliła „skończy się wolność prasy!„. Na co trochę przytomniejsza dziennikarka „Do Rzeczy” dyskretnie wróciła uwagę, że to za rządów Platformy, ABW weszła do siedziby redakcji „Wprost”

Takich przykładów są setki. W najnowszym spocie, Platforma straszy wypowiedziami anonimowych internautów, gdzie wystarczy pięciominutowy research aby znaleźć podobne wypowiedzi, bynajmniej nieanonimowych czołowych polityków Platformy.
No i taki komentarz w internecie może napisać każdy, również osoba podstawiona. A pamiętać należy jak wyglądała sprawa Andrzeja Hadacza.

Wciąż słyszymy o „dusznej atmosferze”, „powszechnej inwigilacji”, „rozliczaniu”, „mowie nienawiści” i tak dalej. Za tymi sloganami, straszeniem społeczeństwa i kreowaniem Wirtualnego Szaleństwa kryje się jednak rzeczywisty strach.

Czego się boicie?

No więc kto i czego tak naprawdę się boi?

Kto i dlaczego boi się swoich ośmioletnich rządów tak bardzo, że dziś potrafi jedynie wykreować atmosferę strachu przed nadchodzącymi wyborami?

Kto i dlaczego boi się relacji z tych ośmioletnich rządów tak bardzo, że powiela i potęguję ową Virtual Insanity, po to żeby wszyscy dookoła bali się razem z nimi?

Kto i dlaczego „boi się PiS” na okładce tygodnika?

Kto i dlaczego boi się Korwina i Kukiza w Sejmie?

Odpowiadam.

Wy nie boicie się Prawa i Sprawiedliwości.

Wy boicie się prawa i sprawiedliwości.

Wy nie boicie się „prawdziwych Polaków”.

Wy boicie się zwykłych Polaków.”

całość tu: Straszenie fikcją

„…Platforma nie mogła w tych wyborach narzekać na brak wpływowych stronników, którzy bardzo chcieli jej pomóc. Niektórzy naprawdę bardzo się starali. Niestety, chęć przysłużenia się władzy za wszelką cenę odebrała im rozum, może zresztą nie było wiele do odbierania – w każdym razie bardzo chcąc pomóc, bardzo zaszkodzili. W kampanii prezydenckiej niewątpliwie na honorowe odznaki PiS zasłużyli Adam Michnik za „nie oddamy Polski gówniarzom” i Tomasz Lis za uderzenie w córkę Andrzeja Dudy twittami z fałszywego konta. Co zabawne, obu panów nic te przygody nie nauczyły, i obaj podobnie zasłużyli się także w wyborach parlamentarnych.
Jeśli bowiem „straszenie PiS-em”, które było podstawą strategii wyborczej PO, przestało działać – a że przestało nie ma już chyba wątpliwości – to w znacznym stopniu za sprawą medialnych „autorytetów”, które gorliwie, chcąc podtrzymać władzę, przekroczyły w tym straszeniu granice śmieszności. Stary skecz „Kabaretu Moralnego Niepokoju” „Jak PiS dojdzie do władzy, to…!” był niczym w porównaniu z bredniami o faszyzmie, zmienianiu nazw miast i państwie wyznaniowym, recytowanym przez histeryków pokroju Tomasza Wołka, Waldemara Kuczyńskiego czy Ireneusza Krzemińskiego.
Pewnie będę do tematu wracał, bo Bóg jeden raczy wiedzieć, co tego rodzaju wariaci zaczną wyprawiać od poniedziałku. Z jednej strony, oczywiście, każda władza może tylko marzyć, aby wizerunek opozycji tworzyły kompletne oszołomy, ośmieszające antyrządowy dyskurs – w tym sensie salony michnikowszczyzny nadal będą dla PiS pożyteczne. Z drugiej, jakaś grupa ludzi, drobny ułamek elektoratu, ale w liczbach bezwzględnych sporo, temu wariactwu ulega. Naprawdę wierzy, że po 25 października nie będzie można w Polsce głośno rozmawiać, naprawdę gotowa zamykać się w piwnicach i umrzeć ze strachu, jeśli nie daj Boże ktoś rano zapuka im do drzwi. Jest kwestią statystyki, czy znajdzie się w nich kolejny Ryszard Cyba, który naładowany tą potworną nienawiścią i histerią targnie się na czyjeś życie, w przekonaniu, że broni w tej sposób „wolności”.
Dzisiejsza w założeniu antypisowska, a w istocie antydemokratyczna proklamacja „Gazety Wyborczej” (no tak – jeśli złem jest to, że większość może przegłosować „oświecone elity”, to ostatnie hasło, do jakiego te „elity” mają prawo, to demokracja) pokazuje, że wielu szacownym idiotom naprawdę przydałby się zimny prysznic. Takowy się niewątpliwie szykuje już w niedzielny wieczór, ale pewnie będzie go jeszcze za mało. Mam nadzieję, że wystarczy „chłosta śmiechu” i spadki nakładu samoośmieszających się gazet. Jeśli i to nie, doprawdy, czeka nas ze strony salonów czas żenady…” (Rafał Ziemkiewicz – Game Over)

JKM likwiduje koryto

JKM likwiduje koryto

…nie ma nad czym się rozwodzić bo ta cała spirala nienawiści i strachu do której nikt się nie chce przyznać (zwana dla niepoznaki „dialogiem” tudzież „językiem miłości”) jest godna wyłącznie śmiechu z politowaniem. Kto się chce bać niech się boi – wolna wola! Na koniec wróćmy do sedna problemu… Tym sednem jest ODEBRANIE KORYTA ŚWINIOM (i ja tu nikogo nie „nazywam”, bo to tylko taka analogia do znanego dzieła G. Orwella… Odys)

„…Nie dajmy się podzielić na elektoraty partyjne! Wybór mamy tylko jeden – albo te same partie i środowiska w sejmie czyli status quo – albo nowi ludzie spoza sejmowego układu władzy i szansa na prawdziwe zmiany na lepsze…” (Podziemna TV)

Robią nas w konia: Wybory, partie, szyldy – podziały, zmyłki, podziały #133

PS… żeby z przytupem zakończyć ostatni dzień przed „wyborami” 23. 10. 2015 w subiektywnym skrócie

„…Dzień zaczął się od histerycznego artykułu w GóWnie podpisanego „redakcja GóWna”. Histeria porównywalna jedynie z tą znaną z Korei Północnej po śmierci któregoś z tamtejszych Kimów. A rozchodzi się o to, że jak PiS wygra demokratyczne wybory to będzie rządziła większość. Bo jak wiadomo demokracja jest dobra gdy wygrywają nasi. Znaczy ich. Bo ci nowi pewnie reklam nie będą chcieli umieszczać, urzędy nie będę tego prenumerować [Żelazna Logika: Obieg zamknięty III RP – Odys]. Zostanie McDonald’s i darmówki na przystankach. Przykra sprawa. Michnik umierający z głodu… Kusząca wizja. Choć nierealna.

Pani wiceminister sprawiedliwości osiągnęła całkiem niezły wynik. 2 promile. Tyle miała w organizmie, gdy jeździła sobie samochodem po Łodzi. Wylądowała w najbardziej luksusowych hotelu w mieście włókniarzy (dzisiaj to chyba ironiczne określenie). Najważniejsze jest godne pożegnanie ze stanowiskiem.

Moja ulubienica Marcelina z bolszewików o nazwie Razem miał dzisiaj wystąpić w Superstacji. Miała, bo stacja zaprosiła do tego samego programu Kukiza. Co więc zrobiła moja idolka? To samo co w zwyczaju miał Sir Robin z filmu „Monty Python i Święty Graal”. Nasrała w zbroję i uciekła. A teraz wyobraźcie sobie, że jest szefem MSZ i jedzie na ciężkie negocjacje np. w sprawie Ukrainy. Albo ma negocjować z rozsierdzonymi górnikami. Ładną przyszłość chcieliby nam zgotować? Na szczęście wciąż są i pozostaną błędem statystycznym.

Islamscy imigranci po przybyciu do Polski będą mieć zagwarantowane pełne świadczenia medyczne. Poza kolejności i bez składek zdrowotnych. Zapłaci za to fraje… wróć, polski podatnik. Można by o tym merytorycznie podyskutować, ale za sam fakt wspomnienia o tym byłby ktoś obwołany faszystą. W końcu wszystko w imię tolerancji. Nawet śmierć. Oczywiście śmierć własnych obywateli, bo imigrantów trzeba kochać.

Z kolei Waldek Pawlak ma ochotę chce ich imigrantów zbroić. Gdyż niewątpliwie jak dostaną broń, wrócą do siebie walczyć. Mógłby go obrzucić inwektywami, ale przecież to Pawlak z PSL. Cóż gorszego mógłbym wymyślić? Najśmieszniejsze jest to, że mówi to polityk państwa, które najchętniej odebrałoby broń własnym obywatelom. Fascynująca jest ta troska o dobre samopoczucie imigrantów kosztem własnych wyborców.

A propos. W niedzielę wybory. Dzisiaj Prezydent i premierzyca w telewizji apelowali o udział. Ja również apeluję. Idźcie i wybierzcie mądrze i w zgodzie z własnym sumieniem. Choćby po to żeby w niedzielę o 21:00 usiąść przed TVN24 i obejrzeć miny tych wszystkich Kopaczek, Kuźniarów, Hołdysów i reszty tych, którzy przez ostatnie 8 lat pluli nam w twarz i wyzywali od faszystów, kiboli i pisiorów pod hasłem „tolerancji i miłości dla wszystkich”. Osobiście już się szykuję na poniedziałek w pracy. Bo przecież „Pisiory wyłączą ci internet” i „Nikt z nami w Europie nie będzie rozmawiał”. Jakby fakt, że ktoś premierzycy powie od czasu do czasu „zrób kawę” był rozmową.

Wielkie oburzenie zapanowało, bo ktoś zadenuncjował Roberta Lewandowskiego, że po awansie na Euro pił szampana na boisku. Czyli wszystkie media w IIIRP oburzyły się bo ktoś domaga sie ścigania osoby łamiącej ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych. Czymże on różni się od innego jej uczestnika, tego z trybun? Przecież konstytucja – która, według przekazów z ostatnich tygodni, jest tak świetna, że nie wymaga żadnych zmian – mówi o równości wszystkich wobec prawa. A przecież kibice bezwzględnie karani są za mniejsze przewinienia. Wtedy te same media biją brawo. A, że ustawa jest bez sensu? Z kosmosu z Nazistami nie zleciała. Ktoś ją uchwalił. Hm… może koalicja rządząca?…”

…i tym optymistycznym akcentem świadczącym czarno na białym do dnia „ostatniego” w jak popapranej rzeczywistości żyjemy zaczynamy ciszę wyborczą 🙂 …przed iluzją zwaną „świętem demokracji”. Kosztowne show, dzięki któremu wmówiono „biednym ludziom” że mają jakiś wpływ na to co się dzieje ze sporą częścią ich dochodu a nawet życia. Mało kto się orientuje że jedyne co w ten sposób wybieramy to swoich (rzeczywistych!) panów życia i śmierci, którzy decydują na co wydać nasze pieniądze, czego uczyć nasze dzieci, co wolno nam a czego nie wolno mówić, co jest zdrowe a co nie, co jest dobre a co złe itd. itp… Prawda jest bowiem taka, że nasza wolność to mit i ten mit ma uwiarygodnić demokracja 🙂 ta sekunda w której podejmujemy „decyzję” kto przez następne lata będzie nam dyktował tempo życia i będzie jeszcze za to brał pieniądze (z naszych portfeli). O czym więcej tu: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni... Odys

a3„…Legitymacja władzy politycznej bierze się z przekonania społeczeństwa, że władza jest sprawowana zgodnie z interesem narodowym i obowiązującymi normami społecznymi. To przekonanie praktycznie już nie istnieje, gdyż nie tylko polskie społeczeństwo, lecz również „klasa polityczna” takiego przekonania nie podzielają. Przeciwnie, interes społeczny nie jest kategorią niekwestionowaną, a nawet traktowaną poważnie, zaś normy społeczne uległy znacznemu rozchwianiu. W tej sytuacji konieczne było „zawężenie” pola legitymizacji władzy do zgodności z normami prawnymi, które w istocie rzeczy są regulatorami na użytek władzy politycznej. Oznacza to, że jedynym czynnikiem legitymizacji pozostało prawo wyborcze.

Najważniejszy jednak jest problem ignorowania interesu narodowego. Zmienia on bowiem zasady ustroju politycznego, wprowadzając na miejsce służby społeczeństwu, bardziej lub mniej otwarty antagonizm władzy i społeczeństwa. Jest to fenomen niezwykle groźny i niszczący dla bytu narodowego. Jest to istota braku suwerenności narodowej.

Wtedy wybory są „grą o legitymizację” władzy zantagonizowanej ze społeczeństwem. Przykre to, ale prawdziwe…

…Sygnalizowana korozja legitymizacji władzy politycznej w Polsce jest procesem równoległym do utraty suwerenności politycznej, ekonomicznej i finansowej. W tej sytuacji konieczne jest tworzenie kolejnych scenariuszy „demokratycznych wyborów”, które miałyby na celu z jednej strony „rozgrzeszenie” dotychczasowej władzy politycznej, a z drugiej zaś odnowienie jej zniszczonego wizerunku politycznego…” (Prof. dr hab. Artur Śliwiński – Mit demokratycznych wyborów w Polsce)

podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. oraz: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i jeszcze: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i na koniec: Żeby nam się chciało tak jak nam się nie chce czyli… (nie)Wybory do parlamentu europejskiego i słówko do fejsbukowych „wolnościowców”.

20 stopień zasilania czyli, jak jest lato to musi być… bez prądu(?) Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW? Polityka energetyczna Polski.


1.Wprowadzili stopnie zasilania.

„W związku z upałami państwowa spółka, która nadzoruje 13 tys. km linii elektroenergetycznych, kolejny raz ogłosiła 19 i 20 stopień zasilania. „W związku z utrzymującą się falą upałów i sytuacją hydrologiczną w kraju wystąpiło obniżenie – poniżej poziomu wymaganego minimum – dostępnych rezerw zdolności wytwórczych, a tym samym nastąpiło zagrożenie bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej. Głównym powodem są ograniczenia zdolności wytwórczych elektrowni z uwagi na utrzymujące się, ekstremalne trudności w chłodzeniu elektrowni z otwartym obiegiem chłodzenia, ubytki na pracujących blokach, awaryjne odstawienia i przekwalifikowania na postoje awaryjne” – napisano w komunikacie.

PSE poinformowały o wystąpieniu zagrożenia bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej i o konieczności wprowadzenia ograniczeń w dostarczaniu i poborze prądu. Ogłoszone stopnie zasilania oznaczają, że duże zakłady, pod groźbą wysokich kar w wysokości do 15 procent rocznych przychodów, muszą ograniczyć pobór prądu, a tym samym zmniejszyć produkcję. Ograniczenie zużycia dotyczy około 8 tysięcy podmiotów.

W kraju brakuje prądu. Sytuacja jest ekstremalna. Fabryki przerywają produkcję, co będzie skutkowało miliardowymi stratami dla gospodarki. Będzie kolejna dziura do załatania, a gdzie kasa na obietnice polityków? Niektóre Nowosolskie fabryki dziś przerwały produkcję. 20-sty stopień zasilania, to dramat dla zakładów pracujących w ruchu ciągłym. Takie ogłaszane komunikaty o stopniach zasilania pamiętam ze stanu wojennego. Myślałem, że te czasy już nigdy nie wrócą. Kolejny dowód na nieudolność kolejnych rządów, a w szczególności ośmioletniego zarządzania gospodarką przez PSL. Polska energetyka leży” – napisał na Facebooku Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli (woj. lubuskie). „Jak ma się rozwijać polska gospodarka, gdzie mają powstawać nowe miejsca pracy? W fabrykach bez prądu? Co ja mam powiedzieć inwestorom, z którymi prowadzę zaawansowane negocjacje, kiedy zapytają mnie: „co to jest panie prezydencie 20-sty stopień zasilania”?” – pyta.”

źródło: nczas.com

 2. Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW?

„1. Pamiętacie jak na wyścigi lewicowi politycy i połowa mediów wyliczała ileż to PKB straci Polska przez wolne w Święto Trzech Króli? Albo 15 sierpnia tudzież 3 maja? Wyliczyli od 0,3% do nawet 0,7% mniejsze PKB za każden jeden taki dzień!

Jakież to niepowetowane straty dla Polski i budżetu! Tyle milyjardów przeszło koło nosa bo albo katole albo narodole zechcieli wszystkim dyktować, że dziś jest dzień wolny.

2. I gdzie teraz jesteście drogie misiaczki, skoro nie wskutek tego, że ludzie mają wolny dzień tylko bezpośrednio z powodu zaniedbań w zakresie energetyki dzisiaj wszystkie największe zakłady przemysłowe stanęły? I to nie na jeden dzień, lecz już trzeci z rzędu i nie wiadomo kiedy przywrócone zostaną do normalnego rytmu pracy.

No? Policzycie te liczby i rozedrzecie szaty jakież to straszne, gigantyczne, niemożliwe do odrobienia straty dla gospodarki?

To podpowiem wam.

1. PKB Polski to ok. 546 mld USD (dane za rok 2014).

2. Jeśli dzień przerwy to 0,3%, to licząc po dzisiejszym kursie dolara, dziennie PKB wynosi 5,6 mld zł.

3. Przemysł odpowiada za ok. 28% polskiego PKB, czyli 1,6 mld zł DZIENNIE.

4. Stanęło lub z dużym ograniczeniem pracuje 1600 największych zakładów produkcyjnych w Polsce. Ciężko to oszacować ale przyjmijmy, że dziennie sam tylko przemysł z powodu przestoju generuje o 1 mld zł PKB mniej niż zazwyczaj.

5. Koszt budowy nowego bloku elektrowni w Kozienicach to 6,4 mld zł

Zatem w dużym uproszczeniu można przyjąć, że tydzień ograniczenia dostaw energii do największych zakładów pracy kosztuje Polskę tyle ile kosztowałoby stado baranów z ulicy Wiejskiej w Warszawie postawienie nowej elektrowni o mocy 1000 MW. Przypomnijmy, że niedobory prądu obecnie to ok. kilkuset MW.”

źródło: zelaznalogika.net

3. To państwo winne jest brakom w dostawach prądu!

„…Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki, w rozmowie z RMF FM, wyjaśnił, skąd biorą się problemy z dostawami prądu. Jest to efekt wieloletnich opóźnień technologicznych, które swoje początki mają jeszcze w PRL-u.

Mamy bardzo wyeksploatowane [państwowe – TC] elektrownie o bardzo niskiej sprawności, to po pierwsze. Mamy niewydolne [państwowe – TC] górnictwo, które produkuje drogi węgiel. Mamy z trzeciej strony niewydolne [państwowe – TC] sieci elektroenergetyczne, niedoinwestowane – powiedział Chmal, dodając, że w energetyce „jest jeden wielki bałagan, nad którym, mam wrażenie, nikt nie panuje”.

Na tym przekładzie widać dokładnie, jak bezczelny i pozbawiony racjonalności jest argument niektórych polityków, którzy twierdzą, że energetyka musi pozostać w rękach państwowych, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju.

całość tu: nczas.com

4. Blackout w Polsce grozi nam od co najmniej 5 lat! Czyli „najlepsze czasy dla Polski” w praktyce.

„…Odpalasz tv i już wiesz o co chodzi. Ograniczenia w dostawie prądu, bo mamy „dwudziesty stopień zasilania”. Pan redaktor obraca sprawę w żart no bo „jak jest lato to musi być gorąco” i dodaje jeszcze, że to są sytuacje wyjątkowe i trudne do przewidzenia. Trzeba wytrzymać.

Kiwasz ze zrozumieniem głową, no bo faktycznie. Któż to mógł przewidzieć?

…O możliwości blackoutu w Polsce ja osobiście usłyszałem pierwszy raz gdzieś ok. roku 2009. Tę tajemnicę poliszynela sprzedał mi kiedyś zwykły pracownik jednej z dużych polskich elektrowni. Była to wiedza powszechna w świecie energetyków. Ale czy tylko wśród nich?…

…Dowiadujemy się też, że jedną z przyczyn pogłębiających ryzyko wystąpienia blackoutu są… unijne regulacje. Te same, które podpisał kilka lat wstecz Donald Tusk, a ostatnio potwierdziła Ewa Kopacz.

Na koniec w artykule czytamy jeszcze, że decyzje o budowie nowych bloków energetycznych są czysto polityczne i powinny być dla rządu łatwe do podjęcia, bo wszystkie największe spółki energetyczne są kontrolowane przez państwo.

PolskaKwitnie

Od kilku lat wiadomo, że prądu w Polsce zabraknie w okolicy roku 2015, a w 2016 te braki będą jeszcze większe.

Od kilku lat wiadomo, że rząd powinien coś z tym zrobić, bo bezpieczeństwo energetyczne jest jednym z jego podstawowych zadań.

Od kilku lat w spółkach podległych rządowi zasiadają ludzie skierowani tam przez Platformę.

I od kilku lat nie zrobiono kompletnie niczego aby zapobiec czemuś co musiało się wydarzyć i właśnie się wydarzyło…”

całość tu: zelaznalogika.net

podobne: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r  i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. a także: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa i jeszcze: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany oraz: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. polecam również: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom!

…ale niektórzy dalej uważają że oddanie energetyki w ręce prywatne jest niedopuszczalne, i że bezpieczeństwo energetyczne to zbyt poważna sprawa (właśnie widać 🙂 ) żeby ktoś poza państwem miał produkować prąd. I te brednie powtarzane są na żywca w okolicznościach które kolejny raz pokazują nieudolność a wręcz szkodliwość państwa na tym polu (podobnie dzieje się w innych sektorach jak chociażby ubezpieczenia społeczne, służba zdrowia, górnictwo i niemal wszędzie tam gdzie państwo posiada istotne wpływy albo monopol). Ze względu na tą kuriozalną sytuację gdzie widać ewidentnie że państwo nie potrafi zarządzać energetyką w sposób ani odpowiedzialny ani wydolny, do tego stopnia że jakiś upał potrafi ją wykończyć, tego typu uwagi że energetyka musi pozostać monopolem państwa są jak dla mnie absurdalne. Zwłaszcza ze względu na fakt podejmowania przez te same władze działań wręcz utrudniających i sabotujących funkcjonowanie polskiej energetyki o czym więcej tu: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? i tu: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. oraz tu: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą.

W związku z powyższym obawiam się że ten kryzys będzie tylko pretekstem do tego by kolejne miliardy zmarnować na państwową energetykę w ramach jej „naprawy” i „modernizacji”, zamiast stworzyć warunki dla rozwoju prywatnego sektora który nie kosztowałby podatników tyle ile kosztuje monopol państwowy (w dodatku niebezpiecznie upośledzony)

„…Mamy obecnie 20 lub 19 stopień zasilania. Klimatyzacje są wyłączne, podobnie jak schody ruchome czy windy. I wszystko inne. Część sklepów też pozamykana. Nawet IKEA. Strach pomyśleć, co musi czuć rodzina przyjeżdżająca do IKEI i odbijająca się od drzwi. Parę dni upałów wystarczyły żeby w złotym okresie historii naszego kraju uświadomić sobie jak niewiele wystarczy do całkowitego paraliżu...” (dws24.pl 11sierpnia2015roku)

…a myślałem że takie numery to tylko przy okazji powtórek serialu „Alternatywy 4” (odcinek V „20 stopień zasilania” 🙂 ). Tymczasem rzeczywistość postawiła przed rządem poważne zadanie – jak przekonać Polaków do tego, że w XXI wieku normą jest palenie świeczek zamiast świateł, i że zamiast używać wiatraków i klimatyzacji lepiej jest bardziej się pocić. Mamy lato więc niech ludzie korzystają ze słońca zamiast przesiadywać w domu czy pracy (szkoda na to prądu!). Myślę że najlepszym rozwiązaniem byłaby stosowna ustawa nakazująca oszczędność energii podczas upałów właśnie w taki sposób. Byłby to namacalny dowód „powagi” z jaką państwo „radzi sobie” z kolejnym kryzysem. Wygląda na to że stać nas na to żeby gospodarka ponosiła straty a nawet była nieczynna, jeśli tylko naszej waadzy oszczędzi to krytyki za nie wywiązanie się ze swoich energetycznych kompetencji. Zgodnie z taką ustawą wszystko będzie „pod kontrolą” a niedobór mocy nie będzie już problemem – tak jak zbicie termometru likwiduje problem gorączki 🙂 Nie powinno być żadnej rysy na ślicznym obrazku „zielonej wyspy„, która przecież przeżywa swój drugi w historii „złoty wiek„, nie może więc jednocześnie znajdować się jak twierdzą niektórzy („to nie ludzie – to wilki!”) w jakiejś tam ruinie, a co najwyżej w budowie 😉

Tylko jakim prawem w XXI wieku mamy rezygnować ze zdobyczy cywilizacyjnych, żeby jakieś bubki z rządu mogły patologię przedstawiać jako coś normalnego i  naturalnego? W końcu ludzie płacą za prąd to i mają prawo go używać w takiej ilości jaka im odpowiada i nie powinna władza z własnej niekompetencji szyć Polakom giezła z napisem „oszczędność”.

Tak oto natura pozbawiła ludzi nawet tej jednej absurdalnej obietnicy Tuska o „ciepłej wodzie w kranie”. Przyszedł upał i zamiast tę wodę podgrzać, to ją bezczelnie wychlał…(Odys)

PS… „…W dzisiejszym, stale rozwijającym się świecie energetyka i nierozerwalnie związane z nią surowce naturalne zaczynają często odgrywać ważniejszą rolę niż kwestie militarne czy nawet sama ekonomia. Temat jest niezwykle istotny dla Polski, która mimo uzależnienia (w pewnym stopniu) od Rosji, stara się szukać nowych dróg działania, podejmować inicjatywy, które jednak w ogólnym rozrachunku wydają się często nietrafione lub zaniechane. By móc poddać analizie kondycję polskiej energetyki należy pokrótce przyjrzeć się stanowi faktycznemu, temu co jest w tym wszystkim kluczowe, czyli surowcom energetycznym wykorzystywanym w Polsce…

…Jedno jest pewne – bez konkretnych modyfikacji w sposobie myślenia o bezpieczeństwie energetycznym Polski nie ma szans na rzeczywiste zmiany, które usprawnią naszą politykę. Polska nie może nadal tkwić w układzie, który najlepiej odzwierciedla stwierdzenie, iż „nasze partnerstwo energetyczne z Rosją to związek łączący alkoholika z jedynym w okolicy sklepem monopolowym”. (całość tu: Magdalena Zygmunt: Polityka energetyczna Polski czyli gra w POLITICAL FICTION) Polecam również: oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

PS… PRL – kontrola sklepu GS 🙂

Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”).


1. Tadeusz Płużański: A co z komunistycznymi „księgowymi”?

Oskar Groening, 94-letni Niemiec, został skazany na cztery lata więzienia. Choć w Auschwitz był „tylko” strażnikiem. Konfiskował bagaże przywożonych tu ludzi. Dlatego nazywany jest „buchalterem z Auschwitz” lub „księgowym”. Mimo to sąd uznał Groeninga za winnego pomocy w masowym mordzie co najmniej 300 tys. ludzi, głównie węgierskich Żydów, od maja do czerwca 1944 r. Zdaniem sędziów usprawiedliwieniem nie może być to, że nikogo osobiście nie zabił.

Ale w Polsce też mamy wielu takich „księgowych” – tylko komunistycznych (ale jaka to różnica?). Zacznijmy od człowieka, który miał wyższą funkcję od Groeninga. To Ryszard Mońko, w czasach stalinowskich zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego, który zarządził m.in. egzekucję rtm. Witolda Pileckiego. Od wielu lat mieszka w Hrubieszowie jako dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.

Albo jeszcze większa „szycha” – Jan Ptasiński, stalinowski wiceminister bezpieczeństwa i zastępca komendanta głównego MO, który w listopadzie 1954 r. mówił: „Duży jest wkład aparatu w dzieło utrwalania władzy ludowej. Te osiągnięcia zawdzięczamy mądremu kierownictwu naszej partii”.

Nie możemy oczywiście zapomnieć o kolejnym nadzorcy bezpieki – Czesławie Kiszczaku. Powinien być ścigany nie tylko za złamanie komunistycznego prawa przy wprowadzaniu stanu wojennego, ale z racji pełnionej funkcji PRL-owskiego szefa MSW, czyli „głównego księgowego”.

I w końcu Stefan Michnik, który jako stalinowski sędzia wojskowy ma na koncie co najmniej dziewięć wyroków śmierci na niepodległościowców z AK, NSZ i WiN. Dziś ich szczątków poszukujemy na „Łączce” Powązek Wojskowych.

Po latach „księgowy” Michnik osiadł w Szwecji, gdzie został bibliotekarzem na uniwersytecie w Uppsali. Oskar Groening po wojnie pozostał w Niemczech, gdzie pracował w hucie szkła, z czasem awansując na kierownika ds. personelu. Zbierał znaczki.

I jeszcze jedna różnica między Groeningiem a zbrodniarzami komunistycznymi. Niemiecki oprawca przyznał, że czuje się „moralnie współodpowiedzialny” za zbrodnie i błaga o wybaczenie.

Czy kiedykolwiek takie słowa padły z ust Jaruzelskiego czy Kiszczaka? Ci zawsze kłamali, że są niewinni. A podlegli im funkcjonariusze wykonywali tylko rozkazy przełożonych.

Tadeusz Płużański • se.pl (źródło: wzzw.wordpress.com)

…jak na zawołanie po Jaruzelskim, Kiszczaku, Kociołku i innych którzy uniknęli rozliczenia za swoje zbrodnie, mamy kolejny przykład jak w diametralnie inny sposób podchodzi się u nas do poczucia sprawiedliwości – nawet w obliczu udowodnionej przed sądem krzywdy…Odys

2. Ubek uniknie więzienia.

„Tadeusz Żelazowski (ur. ok. 1926) – polski funkcjonariusz komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, śledczy UB. Według teczki osobowej do UB zgłosił się na ochotnika. Był oficerem śledczym Wydziału Śledztw Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego m. st. Warszawy. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

7 października 2014 roku Tadeusz Żelazowski został uznany z oskarżenia Instytutu Pamięci Narodowej i Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, winnym popełnienia zbrodni komunistycznych i zbrodni przeciwko ludzkości, i skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia X Wydział Karny w Warszawie na karę łączną 3 lata pozbawienia wolności. Żelazowski został uznany winnym używania przemocy fizycznej i psychicznej wobec przesłuchiwanych działaczy organizacji harcerskiej „Orlęta” w latach 1951-1952 w tym obrażania, bicia, kopania i grożenia przesłuchiwanym przy użyciu pistoletu podczas wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchań.

W postępowaniu odwoławczym z lipca 2015 roku, Sąd zmienił zasądzony wyrok orzekając w stosunku do Tadeusza Żelazowskiego karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyrok jest prawomocny. (Wikipedia).

więcej tu: wzzw.wordpress.com

podobne: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie). polecam również: „The Soviet Story”: Jaruzelski podrasował swój życiorys. Czerwone pomniki samosiejki.

„…Wikipedia twierdzi, że dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. Dysonans może pojawić się także wtedy, gdy zachowania nie są zgodne z postawami. A dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że dziś niemiecki sąd skazał na karę 4 lat pozbawienia wolności Oskara Gröninga, lat 94, który jako księgowy zajmował się selekcja rzeczy odebranych więźniom Auschwitz-Birkenau. Był tylko księgowym! A jednak nikt nie krzyknął „odpieprzcie się od księgowego”, nie było też głosów żeby zostawić w spokoju biednego, schorowanego człowieka… Gdzie nagle zaginęli wszyscy zwolennicy „chrześcijańskiego miłosierdzia”? I jak taki leming ma to zrozumieć. O ile w ogóle cokolwiek zrozumieć będzie chciał…” (DWS24.pl 15 lipca 2015 roku)

…ale czemu tu się dziwić skoro ten stan bezprawia został uformowany i jest firmowany przez „wolnościowe legendy”, które wysługiwały się (i dalej się wysługują) owej zarazie. Jest to bowiem oczywista konsekwencja sprzedania się obecnych tzw. „elit”, odpowiedzialnych za tworzenie i egzekwowanie prawa w Polsce swojego czasu komunistycznemu reżimowi (za różnego rodzaju przywileje udziału w łupach z rabunku i mordów na wielu prawych Polakach).

Bezczelność i bezkarność tego stanu rzeczy jest też niestety ugruntowana w niesłabnącej estymie, jaką owe „legendy” cieszą się do dziś wśród sporej części zwykłych Polaków – nawet w obliczu UDOWODNIONYCH faktów zdrady i zaprzaństwa. Więc jak może dojść do zmiany na górze jeśli na dole obywatel nie potrafi połączyć tych dwóch stanów rzeczy pod pojęciem niesprawiedliwość? Nie może. I nic się w tej kwestii nie zmieni dopóki ludzie nie przestaną tego bezprawia firmować własną ręką i słowem, udzielając poparcia i bezkrytycznie spijając kłamstwa z ust ludzi takich jak np Buzek (alias TW „Karol”)… Odys

3.  TW „Karol” był najwyżej ulokowanym tajnym współpracownikiem służb specjalnych komunistycznego aparatu represji we władzach ruchu „Solidarność”…

„Jerzy Buzek został zwerbowany przez Wywiad Wojskowy PRL w roku 1971 przed wyjazdem na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii (1971-72r). Informacja na ten temat zawarta jest w zachowanych aktach.

Pierwszym zadaniem agenta było zdobycie dla Układu Warszawskiego najnowszych technologii utylizacji gazów bojowych. Po powrocie do kraju, w końcu 1972 roku, Jerzy Buzek złożył stosowny raport. Wobec podejrzenia o przewerbowanie agenta przez MI 5 (siostrzane do CIA służby brytyjskie). Wywiad PRL zrezygnował z użycia agenta „na kierunku państw kapitalistycznych”. W związku z tym przekazano agenta do dyspozycji Służby Bezpieczeństwa. Użyty przez Służbę Bezpieczeństwa po wydarzeniach 1976 r (protesty na uczelniach) do operacji rozpracowania środowisk akademickich m.in. w ramach sprawy obiektowej „Politechnika”. Chodzi o Politechnikę Gliwicką. Działania te koordynował przede wszystkim Wydział III KW MO Katowice.

Nagrodą za efektywną pracę było umożliwienie przyznania tytułu naukowego docenta. Jerzy Buzek posiadał minimum 3 „teczki” , pierwszą, gdy był rozpracowywany, drugą założył Wywiad, trzecią Służba Bezpieczeństwa, nadając kryptonim Tajny Współpracownik (TW) „Karol”. Natomiast w ramach każdej z wymienionych, występowały m.in. teczka personalna oraz teczka pracy tzw. operacyjna. Po strajkach sierpniowych 1980 roku Jerzego Buzka skierowano do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Najpoważniejszym sukcesem agenta TW „Karol” stały się działania manipulacyjne podczas I-szego Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, gdzie jako współprowadzący obrady m.in. doprowadził do uchwalenia słynnej Odezwy do Narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Celem autorów z komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL była prowokacja i uzyskanie bezpośredniej pomocy (z interwencją zbrojną włącznie) od ZSRR, zaniepokojonego rozszerzaniem się wolnościowej „zarazy” na inne kraje socjalistyczne. Agent otrzymał za to zadanie wysoką nagrodę finansową. W 1985 podpisał kolejny ważny dokument złożony w teczce operacyjnej TW „Karol”.

Charakterystyczną rolę Jerzy Buzek odgrywa w aresztowaniu przywódców Śląskiego podziemia solidarnościowego. Poznaje wyjątkowo lokal, w którym ukrywa się Tadeusz Jedynak. Wkrótce zostaje w nim aresztowany tenże lider władz regionalnych i krajowych. Następnie Jerzy Buzek poznaje mieszkanie, w którym ukrywa się następny szef regionalnych struktur „Solidarności”- Jan Andrzej Górny. Po kilku godzinach lokal okrąża ogromna liczba samochodów SB oraz cywilnych i mundurowych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL. Poszukiwanego przez 7 lat listem gończym Prokuratury Wojskowej czołowego działacza podziemnych struktur, w tym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” aresztowano… bez rewizji lokalu ! Buzek niezauważony, z torbą pełną związkowych pieniędzy, bez kłopotu opuszcza po kwadransie „kocioł”…” (Irek Cezary Tuniewicz  pressmania.pl)

całość tu: Jerzy Buzek, TW „Karol”

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). i jeszcze: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in.


fragment:

„…Lis raczył stwierdzić, że Dekoder przerżnął wybory bo miała miejsce „najbardziej zmasowana operacja zniesławiania i demolowania czyjegoś wizerunku”. Ciężko się nie zgodzić. Zarówno Dekoder jak i jego sztab zrobi wszystko żeby tych wyborów nie wygrać demolując jego wizerunek.

Dekoder podobno wpadł w depresję. Martwi się o przyszłość swoją i współpracowników. Całkiem niepotrzebnie przecież. Mogą zmienić pracę i wziąć kredyt…

Premierzyca zapowiedziała przyjęcie 10 nowych ustaw gospodarczych do końca kadencji. A kto za to zapłaci? Bo jesienią już nie PO. Ale to tylko złośliwość z mojej strony. Przecież robią to wyłącznie dla naszego dobra. A, że dopiero po 8 latach? Pośpiech przecież skazany jest jedynie przy łapaniu pcheł…”

całość tu: 8 czerwca 2015 roku

Zamiast własnego, gościnnie komentarz znajomego RF1 -05.06 (15:07)

„POSZŁA BABA PO ROZUM DO GŁOWY, A TAM PUSTO, jak w mięsnym za komunizmu- same haki. I co ciekawsze, te haki to tak bardziej pod PO-wskie żebra podchodzące, jakby dla murgrabiów, a nie Janosików, naszykowane- co ich baba chce na wrogów użyć, to się sama nimi w paluchy zacina, a potem krzyczy, że boli, a ona nawet nie wie, dlaczego- przecie haki ze szczerego złota kute, nikt na kowalach nie oszczędzał, wieszatieli chętnych do odpowiedzialnej roboty też dostatek, a tu, cholera, nie działa, no niedziała i już. Więc co robi baba? Zamiast na hakach polędwicę powiesić w ramach przynęty, albo salceson jakiś przynajmniej, ona nowych rzeźników chce zatrudniać, takich od wykręcania ofiarom rąk i umysłów, jakby jej od tego miało przybyć. Ech, chyba czas tej babie przerzucić się na oleum, korzystając z rad imć Zagłoby, bo od tego, co jej teraz w rządowej stołówce różne kucharki- psiapsiółki podają, to jej się tylko wapno na zwojach odkłada, dostęp nowych pomysłów blokując. A oleum teraz będzie najlepsze, z pierwszego wyborczego Platformy tłoczenia, wystarczy resztki po bronkach zbożowych na gęstym sicie odcedzić, precz odrzucić, oleum przepakować w nowoczesne.pl butelki, kiedyś PET- ami, a dziś PETRU- ami zwane, i używać do woli, tak długo jak się da, czyli do jesiennego grillowania całej tej przeklętej hell kitchen, która nam już osiem bez mała lat serwuje same nadpsute i odgrzewane ruskie pierogi nadziewane różnymi conchitami wurst porośniętymi sierścią, od czego tylko zgaga i womity w prostym narodzie powstają. Ale czy baba tak postąpi? Czy jadłospis zmieni?
Śmiem wątpić, wszak ona z tych, co to najlepiej- w mniemaniu własnym- wiedzą, co dla ogółu konsumentów najlepsze, ona taka bardziej nowoczesna pani domu, która, sama nic ze smakiem nie potrafiwszy ugotować, innym przypraw też dla smaku dodawać nie pozwala- nie będzie prostactwo pozaukładowe podniebień swoich niewyrobionych darmowym kminkiem rozpieszczać, dla nich tylko sól w rany i pieprz… .enie codzienne z telewizyjnych fast foodów.
Tedy nie trzeba współczuć babie i jej podkuchennym, że im się w garach przypala, bo pojęcia o polskich smakach nie mając żadnego, nawet nie próbowały się ich, zdjęte „jewropejskim” snobizmem, nauczyć, nadal nam uparcie serwując zalatujący „perfumą” kotlet z osła, żaden jej Balceron w menu już nie pomoże, choćby sobie nie wiem jak długie blond- kudły na głowie dla niepoznaki wyhodował- gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, tym bardziej, że kucharki też takie bardziej „zaradne”, dnia nie ma, żeby pełnych toreb do domów nie ciągnęły, a lodówka już pustawa, niedługo już tylko samo światło zostanie, do zgaszenia dla ostatniego uciekającego z kuchni chytrego kuchcika.
Chociaż, jak tych kuchcików znam, to ten ostatni odchodzący jeszcze po drodze żarówkę wykręci, wzorem Ferdka Kiepskiego, co to jeszcze tak niedawno publicznie chwalił się, że będzie głosował na pieczeniarza ze WSI, który, jak przyszło do szykowania menu na następne pięć lat, to 70% nalewkę, którą się w pałacowej kuchni dostojnie raczył, rozwodnił do 17% „berbeluchy”, popijanej nerwowo przez całą ekipę gdzieś na zapleczu sejmowej garkuchni, grzech czyniąc w polskiej kuchni politycznej niewybaczalny.
A i klienci też się jacyś tacy pyskaci porobili, już sanepidem straszą, już nowych mistrzów kuchni, co to bez strachu łamią przepisy, za „wydawką” chcą stawiać, licząc, że i im w końcu trochę tej ciężko wypracowanej okrasy przypadnie, już burczą, że żadne modyfikowanie pijarowsko-genetyczne tym razem kuchtom nie pomorze, bo zapamiętają sobie te upasione facjaty i taki im w październiku „posiew” zrobią, że się żaden Gronkowiec nie uchowa, choćby i waltza na szkiełku kontaktowym w rytm ody do radości odtańczył…Tedy szykować nam trzeba, Kochani, noże i widelce, żeby jesienią wyciąć z naszego jadłospisu te wszystkie nieświeże kawałki, i to wyciąć skutecznie, bo jak nam się nie uda, to później będzie nam się zgnilizną przez kolejne lata odbijać.”

Czytaj więcej na : Rafał Ziemkiewicz: Platforma Hejterów

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. oraz: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.


Dudek o Dudzie: najbardziej spektakularna kariera polityczna w III RP

PAP – Kraj 24 Maj 2015, 23:13, Warszawa (PAP) – Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich to chyba najbardziej spektakularna kariera polityczna w dziejach III RP – powiedział PAP politolog prof. Antoni Dudek. W jego ocenie to także „początek nowej epoki w dziejach politycznych III Rzeczypospolitej”.

„Andrzej Duda był politykiem PiS na pewno jakoś rozpoznawalnym w ubiegłym roku i gdzieś tam dostrzegalnym, ale na pewno nie był w tej trójce czy czwórce najważniejszych. I nagle w ciągu tak naprawdę kilkunastu tygodni kampanii wyrósł na prezydenta RP” – powiedział prof. Dudek komentując dla PAP wynik niedzielnych wyborów prezydenckich.

W jego ocenie to oczywiście sukces Dudy i jego sztabu, ale także efekt sprzyjającej koniunktury. „To znaczy pewnego niezadowolenia czy zmęczenia nie tylko prezydenturą Komorowskiego, ale też ośmioma latami rządów PO. Z drugiej strony jeśli chodzi o Bronisława Komorowskiego to jednak myślę, że powinno powstać kilka porządnych prac politologicznych analizujących tę myślę jedną z najbardziej sensacyjnych porażek. Bo pamiętamy jeszcze dwa-trzy miesiące temu dyskusje czy Komorowski wygra w pierwszej turze czy dopiero w drugiej, ale praktycznie nikt nie brał pod uwagę możliwości, że nie wygra” – mówił politolog.

Jego zdaniem na porażkę Komorowskiego wpłynęła także pewna „mała aktywność jego prezydentury” i błędy, które popełnił podczas kampanii. „Najpierw lekceważąc przeciwnika, a później kiedy po pierwszej turze jakby się zmobilizował, to pierwsze jego ruchy znowu mu odbierały głosy. Mam na myśli pomysł z referendum, czym zrobił prezent głównie Pawłowi Kukizowi, a sobie +strzelił w stopę+. I tak naprawdę pomijając pierwszą debatę telewizyjną, w której rzeczywiście wypadł lepiej, to właściwie przez te dwa tygodnie nie zrobił wiele, by przełamać negatywny dla siebie trend” – podkreślił Dudek.

Negatywnie ocenił także ostatnie decyzje Komorowskiego np. zapowiedź, że będzie łagodził reformę emerytalną. „Myślę, że tak naprawdę nie było to przekonywujące dla większości wyborców, bo było odbierane jako próba licytacji z Dudą na +kiełbasę wyborczą+. I to w ostatniej chwili nie brzmiało zbyt wiarygodnie i raczej nie zachęcało do głosowania na Komorowskiego. Także to ciąg błędów, z których na część nie miał on wpływu, ale moim zdaniem mógł te wybory wygrać. On je przegrał z powodu błędów swoich i swojego sztabu wyborczego. One odebrały mu jakąś liczbę wyborców, która moim zdaniem by wystarczyła, by nie przegrać” – zaznaczył politolog.

Według niego zwycięstwo Dudy to początek nowej epoki w dziejach politycznych III Rzeczypospolitej, dlatego że „to się nie skończy na zmianie prezydenta”. „Moim zdaniem jednak w jesiennych wyborach PiS będzie miał bardziej komfortową pozycję. To oczywiście nie znaczy, że je wygra, ale będzie miał – i to jest efekt bardziej pierwszej tury niż drugiej – z kim robić koalicję. Bo niewątpliwie ten ruch Kukiza, który ma wszelkie szanse wejść do Sejmu, będzie miał bliżej do PiS-u niż do PO” – zaakcentował Dudek.

W jego ocenie dla PO ten wynik oznacza „potężne kłopoty i trzęsienie ziemi”. „Oczywiście to nie przesądza wprost wyniku jesiennych wyborów parlamentarnych, ale na pewno zwycięstwo Komorowskiego miało być lokomotywą, która miała pociągnąć PO do zwycięstwa, a tymczasem będzie dokładnie odwrotnie. Zacznie się teraz festiwal oskarżeń, kto bardziej zawinił i pojawi się sam problem Bronisława Komorowskiego, który coś będzie musiał ze sobą zrobić. Będzie w końcu byłym prezydentem z dużym jednak społecznym poparciem. On będzie teraz poważnym politykiem PO, do której prawdopodobnie wróci i jakąś rolę będzie w niej odgrywał. Być może stanie się jednym z kandydatów do przywództwa, bo raczej na emeryturę polityczną się nie wybierze. Więc sytuacja w PO się jeszcze bardziej skomplikuje” – mówił politolog.

„Ale trzeba pamiętać, że wbrew pozorom zwycięstwo Dudy nie oznacza, że PiS nie będzie miał żadnych problemów. Bo pamiętajmy, że teraz w PiS pojawi się coś, czego nigdy nie było. Wokół Dudy powstanie jakby drugi ośrodek przywódczy partii. To nieuchronne. Czym innym był Lech Kaczyński, który był bratem Jarosława i ich współpraca jakoś nie iskrzyła. Sytuacja z Andrzejem Dudą jest inna, chociaż mówi się, że jest marionetką w ręku Jarosława Kaczyńskiego i teraz zobaczymy czy to prawdziwa opinia. Ale nawet gdyby sam Duda chciał Kaczyńskiego słuchać pamiętajmy, że wyrośnie wokół niego pewne otoczenie. Kancelaria Prezydenta to będzie ośrodek, w którym się znajdzie podejrzewam wielu polityków PiS lub nie tylko, którzy może niekoniecznie będą uważali, że trzeba słuchać Kaczyńskiego i będą na Dudę oddziaływać. W PiS więc też się zmieni pewien układ sił. Także ten wynik wyborów przynosi wielkie zmiany na wielu polach” – podsumował Dudek. (PAP) akn/ pro/

źródło: stooq.pl

podobne:  Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Do Polski Racjonalnej: Zatrzymajmy ich bieg! „Majestat” prezydenta idzie na całość – za duży na debatę, w sam raz na wojewódzką żenadę. Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 466. i to: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! a także: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) polecam również: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?

Najpierw żartobliwie…

„Takiej podłości nie znała historia ludzkości! Ktoś ukradł z magazynu Młodzieżowej Orkiestry Młodych Demokratów im. Stefana Niesiołowskiego niemal wszystkie instrumenty. Pozostały tylko dudy. I na tych dudach Młodzi Demokraci grają dziś smutne piosenki…”

…i krótka rymowanka

Pewnego pięknego dzionka o wpół do dwunastej,
Wybrał się Car ochoczo na wycieczkę do miasta,
O którym dużo „wiedział” i ciepło wspominał,
Gdyż w zamku na jego temat historie czytywał

Jak się skończyła wycieczka możecie (rzecz jasna)
Domysleć się moi mili z poniższego obrazka

Car i wycieczka do miasta

„…Naturalnie rodzi się pytanie – czy Duda wygrał czy Dekoder przegrał? Mimo wszystko raczej to drugie.

Kampania Dekodera pokazała jedynie oderwanie władzy od rzeczywistości. Opisywałem na bieżąco, wiec nie będę się powtarzał. Oni naprawdę uwierzyli we własną propagandę. I własne sondaże, według których Dekoder miał momentami 376% poparcia. Czegoś takiego jeszcze w historii świata nie widziano. Najśmieszniejsze jest to, że kampania Dekodera kosztowała 19 milionów złotych. 19 milionów za najgorsze widowisko w historii. Z drugiej strony ośmiorniczki w każdym z kilkunastu Bronkobusów muszą kosztować. Olanie pierwszej debaty również dało jasny sygnał za kogo się bezrobotny uważa.

Wypuszczenie z klatki po pierwszej turze Stefka Szczawiożercy i obrażanie przez niego elektoratu Kukiza była już wizerunkowym mistrzostwem świata.

Przede wszystkim jednak Dekoderowi dostało się za całokształt rządów PO. Afery, podatki, arogancję, kupę kamieni i wieczne zadowolenie z siebie.

Na szczęście nic do tych głąbów nie dociera. A nie przepraszam. Dociera. „My jesteśmy zajebiści, ale społeczeństwo nie dorosło do demokracji” – tak można w skrócie streścić wypowiedzi elyt z ostatnich 24 godzin. Tak trzymać! Nic nie zmieniać!

A Duda? Każdorazowe wyjście do ludzi nie było klęską. Z ludźmi rozmawiać potrafił, kawę dał. Tanie? Może, ale za to skuteczne. Pomogło mu też to, że część ludzi zagłosowałoby na żelazko gdyby było kontrkandydatem dla Dekodera…”

całość tu: dws24.pl

A teraz mniej żartobliwie bo problem jest na prawdę poważny…

„Gdyby przeciwnikiem B.Komorowskiego było żelazko głosował bym na żelazko – zgrabnie ujął W.Cejrowski  dylemat wielu w Polsce (…) Jeden wygrał bo zadłuży na więcej.  Przegranych będzie 38 milionów.(…)

Żaden nie miał pomysłu aby coś usprawnić. Zrobić coś co przyniesie od razu wymierne korzyści.  Co gdyby tak zabrać się za emerytury mundurowe? Albo w ogóle doprowadzić przerost państwowego zatrudnienia przynajmniej do poziomu sprzed Tuska? Wywalenie na przykład połowy sług publicznych, jako oczywiście zbędnych, na ulicę,  od gminnych straży miejskich po generałów których więcej od szeregowców i po kolesi w radach nadzorczych. Nie tylko kolosalne oszczędności dla budżetu. Także gwarancja że wydajność pracy pozostałych skokowo wzrośnie a uprzejmość wystrzeli w kosmos. Wszystko nagle da się załatwić, i to pronto. W razie czego redukcja metodą losową, kręcenie pustą butelką po piwie na stole (…) Że to tylko teoria? Może i tak. Ale to w sam raz dla państwa istniejącego tylko teoretycznie, co przecież  jego funkcjonariusze otwarcie przyznają.(…)

(…)Feeria obietnic wyborczych za które inni mają płacić.  Wyborcza licytacja kto rozda więcej nie swojego. Tu  500 zł miesięcznie na każde dziecko! 30 mld rocznie, puff! Poszło. Tam „bezpłatne” przedszkola! 4 mrd rocznie, puff! Jeszcze gdzie indziej obniżenie wieku emerytalnego! 15.5 mrd rocznie, puff!  Sama czelność głoszenia temu podobnych haseł świadczy o traktowaniu elektoratu jaką ciemną masę której wcisnąć można wszystko bo wyboru masa wbrew pozorom w zasadzie nie ma. Inna sprawa że najwyraźniej sama wierzy iż używana za parawan przez obu kandydatów polska polityka demograficzna nie jest tym czym jest –  ponurym nonsensem. To cul de sac, trick na wyciągnięcie pieniędzy. (dobry artykuł A.Wielomskiego w Najwyższym Czasie, Nr.20)

Przygnieciona podatkami, socjałem i regulacjami gospodarka nigdy przecież nie wchłonie tych ekstra dzieci, nawet jeśli udałoby się je naprodukować. Naprzód będą kosztowały krocie aby je ubrać i wychować a potem i tak wylądują w Niemczech, UK czy Norwegii, może dalej...

całość tu: dwagrosze.com

…Na Dudę głosowałem bo Komorowski to dla mnie kryminał. Już pisałem wcześniej że mam nadzieję iż urwie się PISowcom ze smyczy i sam zacznie robić coś dla Polaków (a nie będzie kolejnym partyjniakiem), ale to tylko nadzieja (nic poważnego). Ocenię go po czynach i mam nadzieję że nie zrealizuje żadnej ze swoich populistycznych obietnic bo rozdawnictwo to oczywisty rabunek Polaków. W najgorszym wypadku jeśli okaże się niekreatywny to ufam że przynajmniej będzie skutecznie blokował niekorzystne dla gospodarki i obywateli socjalistyczne ustawy (bo jego zaplecze polityczne to w przeważającej większości socjalistyczni rabusie) również te przychodzące do nas z UE (zwłaszcza w kwestiach energetycznych, naprawiając błędy ś.p. Lecha Kaczyńskiego który poszedł na współpracę/ustępstwa Niemcom w tej kwestii w 2008 roku w ramach tzw. „pakietu energetycznego” otwierając drogę do dekarbonizacji Polski).

Dodałbym do tego jeszcze życzenie, aby nowy Pan prezydent był w końcu mężem stanu z prawdziwego zdarzenia a nie jakimś zlepkiem „głosów ludu”. Głosem ludu może sobie być ktoś kto nie ma koncepcji na silne państwo i nie ma własnego zdania, więc musi się słuchać innych i dogadzać elektoratowi obiecując gruszki na wierzbie i ucząc ludzi postawy roszczeniowej. Prezydent powinien rozumieć czym jest państwo i czego mu potrzeba żeby było silne a ludzie się bogacili (a wręcz na odwrót, bo pierwsze zależy od drugiego). Prezydent powinien być NIEZALEŻNY od kaprysu środowisk politycznych i „woli ludu”. Powinien stać na straży własności prywatnej, wolności no i przede wszystkim sprawiedliwości (mądrego prawa)… Jeśli Duda zacznie się słuchać ludzi to dojdziemy do momentu że krzykliwa mniejszość (ta najbardziej zwyrodniała) będzie dyktować (nie)prawość i (nie)porządek zgoła taki, jakiego normalny człowiek sam by sobie nigdy nie zafundował. Słowem prezydent ma być PRZYWÓDCĄ. Kimś za kim ludzie pójdą a nie będą mu palcem pokazywać co ma robić żeby zachować urząd, PRZYKŁADEM do naśladowania a nie delegatem do załatwiania często sprzecznych ze sobą próżnych interesów różnych „lódów”.

Tymczasem osobiście nie widzę żadnego światełka w tunelu, dopóki z Polaków nie zostanie zdjęty ciężar „kapitalizmu kompradorskiego” i babilońskie uzależnienie od UE, którego PIS jest niestety gorącym zwolennikiem. Jeśli państwo PISu pozostanie w takim samym stopniu socjalistyczne jak dotychczas (na co się zapowiada) to nic się nie zmieni. Kto wie jak działa ekonomia ten musi zdawać sobie sprawę z tego co nas czeka jeśli PIS zrealizuje swoje groźby (zwane obietnicami).

Fascynować się węgierską drogą, a zrozumieć o co w niej idzie i pójść za tym przykładem to dwa różne światy, ale że decydują czyny a nie słowa to zaczekam na konkrety (choć słowa zapowiadają bardzo kosztowne dla obywateli konkrety). Na tej podstawie nie wróżę Polakom niczego dobrego, bo partia która utrzymuje że ZUS jest ok, służba zdrowia musi pozostać publiczna, zaś państwo ma wydawać więcej na obywateli (wiadomo z czym to się wiąże skoro państwo NIE MA SWOICH PIENIĘDZY) to kolejna lewicowa chucpa. Bo PIS to nie jest prawica. Ich program gospodarczy oparty jest o redystrybucję w ramach „sprawiedliwości społecznej” (a więc uprawia LEWICOWY socjalizm) i etatyzm w zarządzaniu gospodarką. Partia ta co prawda uderza w nuty narodowe i patriotyczne, ale na ile jest to autentyczne to można zweryfikować na podstawie wepchnięcia nas do eurosojuza i podpisanie traktatu lizbońskiego (o wysługiwaniu się pewnemu lobby narodowemu zza oceanu nie wspominając). Jak ktoś potrafi to pod patriotyzm podciągnąć to ja nie mam pytań… (Odys)

i komentarz znaleziony w internecie pod którym się podpisuję:

Prawda jest taka, że Duda nie zostałby wybrany na prezydenta, gdyby nie głosy elektoratu Kukiza, Korwina, Brauna i innych antysystemowców. Ci ludzie głosowali na mniejsze zło. Wyborcy tych panów w żaden sposób nie utożsamiają się z Dudą ani PIS, ale na tle fatalnego i szkodliwego Komorowskiego uznali, że nie ma innego wyjścia jak przerwać ten gordyjski węzeł, który od 8 lat dusi i tłamsi większą część Narodu Polskiego. Niestety, smutne jest to, że spora część Polaków głosuje tak (albo w ogóle nie głosuje), że ludzie rozsądni i mający pojęcie o ekonomii, polityce, prawie i historii, potem muszą wybierać pomiędzy tyfusem a cholerą. Socjalistów z PIS olewam ciepłym moczem i w wyborach parlamentarnych pójdę zagłosować na Korwina.

Cieszę się przez łzy, że Duda został prezydentem, ale to jego wolę widzieć na stanowisku prezydenta, ponieważ dość mam samowładztwa PO i Komorowskiego, który z empatią seryjnego mordercy przyklepywał uchwalane przez PO ustawy szkodliwe dla Polaków.

Posłużę się dwoma cytatami Niccolo Machiavellego:
”Ludzie wybierają najczęściej rozwiązania pośrednie, które są najgorsze ze wszystkich, a to dlatego, że nie potrafią być ani całkiem źli, ani całkiem dobrzy” – u nas w Polsce tak właśnie myśli i robi duża część ludzi, którzy wybierają polityków...”

PS… jedno jest pewne – obecny „establiszmęt” boi się przede wszystkim utraty synekur a nie rozliczeń (ostrzegam i zapowiadam tym którzy liczą na czystki i „sprawiedliwość” – nie doczekacie się tego i przygotujcie się na rozczarowanie), bo nowe władze z pewnością będą zwalniać najbardziej zagorzałych fanatyków i pomagierów obecnej władzy, ze stanowisk będących w jakikolwiek sposób pochodnymi administracji publicznej. Oberwą również te pozabudżetowe biznesy którym obecna władza fundowała kontrakty za publiczne pieniądze dając im się obłowić w zamian za POplecznictwo, zaczynając od dziennikarzy tzw. „mediów publicznych”…

„Czerwony jak burak, kryjący frustrację Kraśko. Lis z miną chłopca, któremu zabrano zabawki. Skompromitowany Karolak. Choć to już na nim nie zrobi większego wrażenia, po tylu pomyjach wylanych za grę w filmowych gniotach. Przegrana misja dużej części funkcjonariuszy TVNu. Spakowani pracownicy jednej z najdroższych kancelarii prezydenckich w Europie. Niedowierzanie zadowolonych z życia sytych misiów, którym „jakieś gówniarstwo” Polskę przejęło. I to samo zobojętnienie na politykę lemingów i innych fajnopolaków. To widoki jakie czekają nas po ogłoszeniu wyników wyborów. W przypadku wygranej Dudy…”

całość tu: pikio.pl

podobne: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa.


Wyborczy czwartekKontrkandydaci podsumowują prezydenta

16.04.2015 (IAR) – Zakłócone spotkanie Bronisława Komorowskiego w Lublinie, nowy pomysł na pomnik smoleńsku – tym razem autorstwa Korwin-Mikkego, Andrzej Duda na Pomorzu. Do wyborów został niespełna miesiąc, a kandydaci intensyfikują swoje wysiłki, by zdobyć poparcie.

Prezydent rozpoczął podróż Bronkobusem po Lubelszczyźnie. Był w Kozienicach, gdzie mówił o energetyce. W Lublinie czekali na niego jego przeciwnicy z ugrupowania KORWIN, którzy wyposażeni w gumowe krzesła, zakłócili prezydentowi spotkanie z wyborcami. Bronisław Komorowski pod jego koniec musiał już mocno nadwyrężać głos, by być usłyszanym.

Jego konkurent z PiS odwiedzał w tym czasie Pomorze. W Tczewie Andrzej Duda mówił o tym, że ma wizję prezydentury innej niż dotychczasowa, prowadzona przez Bronisława Komorowskiego – prezydentury „aktywnej, odważnej ale rozważnej”. Jak dodał, Polska potrzebuje prezydenta, który będzie umiał twardo walczyć o polskie interesy, a nie będzie się tylko uśmiechał i czekał na poklepanie po plecach.

Uwagę na siebie zwrócił dziś także Janusz Korwin-Mikke. Ogłosił, że znalazł odpowiednie miejsce na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej. 12 kilometrów od Pałacu Prezydenckiego. Zaproponował, aby powstał on na skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wigury oraz 17 stycznia. Korwin-Mikke uważa, że to byłoby idealne, a zarazem symboliczne miejsce. 200 metrów dalej jest lotnisko, z którego startował Tu-154M. „Tu jest piękna panorama, widok na pomnik Żwirki i Wigury z daleka. Cała piękna zielona oś. Tu jest miejsce, gdzie można zrobić rondo i postawić na nim wielki pomnik”- mówił.

Jeszcze przed ogłoszeniem tego pomysłu Korwin-Mikkemu dostało się od szefa PiS. Jarosław Kaczyński stwierdził, że lider partii KORWiN jest „elementem patologii polskiego życia publicznego”.

Dążenie do gruntownej zmiany systemu politycznego w Polsce zapowiada z kolei kandydat na prezydenta, Grzegorz Braun. Reżyser, publicysta i niezależny kandydat ostro krytykował pozostałych polityków podczas wizyty w Rzeszowie. Nowy system władzy chce oprzeć na tradycyjnych wartościach: wierze, rodzinie i własności. „Wiara nie byle jaka, święta, katolicka, rodzina polska, normalna, własność polska, polski pieniądz w polskich kieszeniach” – powiedział Grzegorz Braun Również w Rzeszowie o wyborach mówił Leszek Miller. Szef SLD dementował doniesienia mediów, że jego partia może wycofać poparcie dla Magdaleny Ogórek, którą do wyborów wystawiła.

Szef Sojuszu liczy na to, że kandydatka popierana przez jego ugrupowanie przejdzie do drugiej tury. Bo – jak zaznaczył Leszek Miller – najlepszym sondażem poparcia będą wybory. Zapewnił, że Sojusz będzie intensywnie pracował na rzecz Magdaleny Ogórek.

W Kaliszu i Ostrowie Wielkopolskim przekonywał dziś do głosowania na siebie kandydat na prezydenta Adam Jarubas z PSL-u. W Kaliszu mówił między innymi, że prezydent powinien prowadzić politykę propolską a nie prounijną i być strażnikiem dobrego imienia naszego kraju. Podkreślał także, że politycy często posługują się zgrabnymi formułkami, za którymi nic się nie kryje.

Paweł Kukiz, ostatnio notujący coraz większe poparcie w sondażach, dziś chwalił się w mediach społecznościowych poparciem znanych osób, między innymi Mariusza Pudzianowskiego i aktorki Joanny Jabłczyńskiej.

Marian Kowalski z Ruchu Narodowego odwiedził Szczecin, a Jacek Wilk z Kongresu Nowej Prawicy apelował w mediach społecznościowych o wsparcie swojej kampanii. Paweł Tananjo z Demokracji Bezpośredniej.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 10 maja. O fotel prezydenta RP walczy jedenastu kandydatów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/łp

15.04.2015 (IAR) – Prezydent podsumowuje kadencję, konkurenci podsumowują prezydenta. Bronisław Komorowski dokonał rozrachunku 5 lat prezydentury i nazwał siebie prezydentem wszystkich Polaków.

Według kandydata PiS Andrzeja Dudy, Bronisław Komorowski nie może tak siebie nazywać, bo sam podzielił Polskę na Polskę racjonalną i radykalną.

Prezydenturę Duda ocenił jako „festiwal niespełnionych obietnic”. Zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że podpisał wszystkie ustawy, których zażądał od niego rząd Donalda Tuska – bez względu na skutki społeczne. Wymienił między innymi podwyżkę VAT na ubranka dla dzieci z 8 do 23 procent. Według Dudy, prezydent odpowiada też za zmianę w polityce zagranicznej jeśli chodzi o stosunek do Rosji, za zgodę na dekarbonizację polskiej gospodarki oraz likwidację kolejnych gałęzi przemysłu.

„Ta prezydentura mogła być bardziej aktywna” – uważa z kolei kandydat PSL, Adam Jarubas. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreślił, że gdyby pozytywnie ocenił ostatnie 5 lat, sam nie zdecydowałby się na start w wyborach. Prezydentowi zarzucał, że nie znalazł rozwiązania problemu emigracji zarobkowej.

Popierana przez SLD Magdalena Ogórek mówi o pięciu latach biernej prezydentury. Jej zdaniem, Bronisław Komorowski powinien wykazać większą aktywność ustawodawczą i blokować „złe prawo”. „Pod tym względem ta prezydentura nie zdała egzaminu” – mówi Magdalena Ogórek.

Szef sztabu Janusza Korwin-Mikkego Przemysław Wipler zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że jego pięcioletnia kadencja to zwiększenie zadłużenia Polski, emigracja tysięcy Polaków, wydłużenie wieku emerytalnego i kilkanaście ustaw podnoszących podatki. Zarzucił mu też „usługową postawę” wobec rządu. Jego zdaniem był on prezydentem drugiego planu, bardziej „technicznym” niż dawny kandydat PiS na premiera Piotr Gliński. „Takim po prostu „wsi spokojna, wsi wesoła”, siedzę sobie z boku, nie ingeruję i jakoś tak to leci” – mówił poseł Wipler.

Bronisław Komorowski podsumował swoją kadencję w pięciu blokach. To bezpieczeństwo, rodzina, konkurencyjna gospodarka, dobre prawo i nowoczesny patriotyzm. Podsumowując 5 lat rządów zwrócił uwagę, że to on stworzył model prezydentury otwarty na wszystkich obywateli.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. i to: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta… a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. polecam również: Wywiad z Grzegorzem Braunem kandydatem prawicy na prezydenta i skrót z programu politycznego. i jeszcze: Co z tym Korwinem czyli…”8 mitów i kłamstw o Korwinie” oraz: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

Zamiast mojego będzie komentarz z humorem autorstwa Dzień s Skrócie

BronKom podsumował swoją pierwszą kadencję. „Stworzyłem model prezydentury otwartej na obywateli”… Ile to obywatelskich projektów ustaw Pan Prezydent postanowił pomóc przeforsować? O ile pamiętam większość spłonęła w kominku czy przeszła przez niszczarkę. O ile nie wszystkie. Miał również celne spostrzeżenia: „wielką falę emigracji z lat 2005-2007 szczęśliwie mamy już za sobą”. Oczywiście! Rok 2007 skończył się 8 lat temu, więc obecni emigranci się do niej nie zaliczają. Geniusz, prawdziwy geniusz jak mawia Czerepach.

Ponadto dowiedzieliśmy się, że Dekoder opiera swoją prezydenturę na pięciu fundamentach: bezpieczeństwo (dlatego nie ma armii), rodzina (dlatego mamy ujemny przyrost naturalny), konkurencyjna gospodarka (co?), dobre prawo (i przyjazne urzędy skarbowe) i nowoczesny patriotyzm (ożeł morze!). To samo w sobie jest śmieszne…”  

🙂

Fragment audycji „Usłysz swojego prezydenta” w TOK FM, w której wziął udział Grzegorz Braun. Odnosi się on do ostatnich wydarzeń, a także odpowiada na pytania dotyczące jego postulatów wyborczych.

Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta.


Świadek Bronisław Komorowski miał wyraźne problemy z wyjaśnieniem rozbieżności w swoich wcześniejszych zeznaniach.

Bronisław Komorowski zeznawał w wielogodzinnym przesłuchaniu jako świadek w procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i b. oficera Wojskowych Służb Informacyjnych, pułkownika Aleksandra L. [Lichockiego].

Oficera WSI, mającego kontakty z sowieckimi i później rosyjskimi służbami specjalnymi, oraz Bronisława Komorowskiego, wcześniej – posła, później Marszałka Sejmu, a teraz sprawującego urząd Prezydenta, oskarżono o płatną protekcję przy weryfikacji b. żołnierza WSI. Świadek Komorowski prowadził rozmowy z Aleksandrem L. celem zorganizowania wykradzenia najbardziej tajnego dokumentu w RP – Aneksu do Raportu o Rozwiązaniu WSI. Ten 800-stronicowy dokument, zawiera informacje przedstawiające kompromitujące związki Komorowskiego z WSI.

Komorowski jako jedyny poseł głosował przeciwko rozwiązaniu WSI, czyli agentury rosyjskiej sterującej politykami oraz strategicznymi sektorami obronności i przemysłu w Polsce. Aneks zawierał informacje o roli Komorowskiego w pracach WSI, które poprzez swoje rozliczne odnogi kontrolowały największe inwestycje w RP i zmalwersowały nawet setki miliardów złotych. Według wszelkich dostępnych danych, za tajemniczymi zgonami, morderstwami czy tzw. samobójstwami wielu dziesiątek kluczowych osób, stały czynniki związane z WSI.

rys. Andrzej Mleczko

rys. Andrzej Mleczko

Pomimo zgody Sądu na szeroką transmisję telewizyjną, Kancelaria Prezydenta nie dopuściła do transmisji z przebiegu przesłuchania dziennikarzy telewizyjnych innych stacji, poza TVP, TNV24 i Polsatem. Jednak służalczy dziennikarze tych stacji wyłączyli kamery i zaprzestali transmisji już po kilku minutach, gdy zorientowali się w nieprzyjaznym dla świadka Komorowskiego przebiegu rozprawy. Tylko dzięki redaktorowi Telewizji Republika, który swoim telefonem komórkowym re-transmitował przebieg procesu, społeczeństwo mogło zapoznać się z procesem.

Komorowski podczas przesłuchania “przebił” w swoich zeznaniach nawet Pawła Grasia, który podczas słynnych zeznań odpowiedział na 77 pytań – “nie pamiętam”. Świadek Komorowski jeśli już cokolwiek pamiętał, to kłamał – podsumował red. Wojciech Sumliński, który zadawał Komorowskiemu pytania.

źródło: bibula.com

„…informuję, iż:

Kłamstwem są twierdzenia powielane w przestrzeni publicznej, iż to Prokuratura zabiegała o przesłuchanie w tej sprawie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Było dokładnie odwrotnie – jestem w posiadaniu dokumentów jednoznacznie potwierdzających, że prokuratura robiła wszystko, by Prezydent nie zeznawał w tej sprawie w Sądzie. Gdy zabiegi Prokuratury w tym względzie zakończyły się fiaskiem i gdy okazało się, że Prezydent Bronisław Komorowski  (którego potajemne spotkania z dwoma oficerami służb tajnych były pierwszą przyczyną tej historii) w związku z moim wnioskiem zmuszony będzie do złożenie zeznań w Sądzie, w dniu 1 grudnia br. Prokuratura złożyła wniosek o wyłączenie jawności rozprawy.

Działania Prokuratury – podobnie jak ograniczenie przez Kancelarię Prezydenta do minimum dostępności dla mediów i publiczności uczestnictwa w tej nie mającej precedensu rozprawie – postrzegam, jako chęć ukrycia przed opinią publiczną prawdy o – delikatnie rzecz ujmując – niepochlebnej roli Prezydenta RP w tej sprawie oraz w ogóle o całej tej historii.  Gdy także i ten wniosek Prokuratury zakończył się niepowodzeniem, w trybie pilnym zostałem wezwany na dzień 12 grudnia do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie (pod rygorem przymusowego doprowadzenia) do kancelarii tajnej, gdzie przedstawiono mi kilkustronicowe pismo z zapisem szeregu spraw i wątków, o których mówienie publiczne – jak mnie poinformowano – będzie złamaniem tajemnicy państwowej, za co grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. I zapewne tylko przez „przypadek” większościowy zakres rzeczonych spraw i wątków dotyczył Bronisława Komorowskiego. Ponieważ nie chcę występować, jako adwokat we własnej sprawie, wnioski z przedstawionej powyżej sekwencji zdarzeń pozostawiam Czytelnikom.

Wojciech Sumliński

Źródło: niepoprawni.pl

„…Nie postawiono więc – jak należało – głośno i dobitnie pytań ws. afery marszałkowej, które po przesłuchaniu prezydenta natychmiast nasuwają się niczym zmarszczka na czoło Tomasza Nałęcza.

1) Jak jest możliwe, by Bronisław Komorowski nie pamiętał, czy czytał aneks do raportu z likwidacji WSI? Tak twierdził w czwartek. Dokument dotyczący ponoć wielu bliskich mu ludzi, a przede wszystkim jego samego! Od lat jeden z najtajniejszych w Polsce, który przeszedł już do legendy! Przecież gdyby im to powiedziano, to nie uwierzyłyby nawet dzieci, z którymi następnego dnia po zeznaniach prezydent w asyście kwiatu żurnalistyki zdobił bombki.

2) Dlaczego o próbie przehandlowania mu owego mega-tajnego dokumentu nie poinformował oficjalnie służb specjalnych? Opowieści o tym, że ustnie przekazał sprawę Pawłowi Grasiowi (ciekawe, przy którym śmietniku) to przestrzeganie procedur podobne do pilnowania bezpieczeństwa lotów przez Tomasza Arabskiego.

3) Czy spotykał się z pułkownikami sam czy z kimś? Bo Paweł Graś, Krzysztof Bondaryk i Leszek Tobiasz twierdzą w zeznaniach co innego niż pan prezydent? I w jakiej kolejności gościł w swoim biurze byłych oficerów WSI? To ważna kwestia, o której szerzej w obszernej relacji z rozprawy. W 2008 r. mówił w prokuraturze, że pierwszy przyszedł L., w 2009 – że Tobiasz. A w ubiegłym tygodniu stwierdził, że… podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania. Jak go nie lubić?

4) Dlaczego w ogóle podjął rozmowy i odbywał kolejne spotkania z ludźmi WSI płk. L. i płk. Tobiaszem (który przed blisko trzema laty zatańczył się na śmierć) zamiast od razu formalnie przekazać sprawę odpowiednim służbom? Czy dlatego, że jednak był szalenie zainteresowany treścią aneksu?

5) Dlaczego dziś twierdzi, że nie był zainteresowany treścią aneksu, skoro w prokuraturze zeznał: „Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją . Umówiliśmy się, że on odezwie się, gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów.”

6) Dlaczego Komorowski nie zechciał odpowiedzieć na pytanie, kiedy zapoznał się z aneksem, zasłaniając się tajemnicą państwową? Wojciech Sumliński twierdzi, że stało się to tuż po katastrofie smoleńskiej. CZYTAJ WIĘCEJ: Sumliński: „Komorowski buszował po pałacu prezydenckim już 10 kwietnia. Wtedy czytał aneks do raportu WSI

To kwestie podstawowe, jest jeszcze wiele innych nieścisłości w prezydenckich zeznaniach i zadziwiających luk w pamięci pierwszego obywatela. Pozwalam sobie je podsumować, bo sprawa ma szalenie istotny wymiar, tak polityczny, jak i medialny…”

całość tu: wpolityce.pl

podobne: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? oraz: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. polecam również: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

Trafnie zauważył Stanisław Janecki

„…Czwartek 18 grudnia 2014 r. powinien przejść do historii nie tylko mediów w Polsce, ale i samej III RP. Główne media zademonstrowały wówczas absolutne oddanie władzy, czyli świadomie i z pełnym wyrachowaniem stały się narzędziem rządzących zamiast reprezentować opinię publiczną. Nie tylko zablokowano relacje z przesłuchania prezydenta Komorowskiego, ale też informacje o nocnym zamachu na lasy państwowe jako dobro narodowe i próbę zmiany w tym celu konstytucji. Przemilczano przyjęty właśnie budżet, tak jakby projekt dochodów i wydatków państwa był nic nie znaczącym świstkiem papieru. Kompletnie zmanipulowano przekaz z debiutu Donalda Tuska w roli przewodniczącego Rady Europejskiej, ukrywając krytyczne opinie o tym oraz przemilczając miałkość jego propozycji i liczenie się nie z interesem Polski oraz Ukrainy, lecz Niemiec i takich prorosyjskich państw jak Włochy, Francja czy Grecja. Ukryto informacje o ogromnym zamieszaniu wokół tzw. pakietu onkologicznego, czyli groźbie paraliżu dużej części służby zdrowia.(…)

…Zablokowano opinii publicznej dostęp do informacji o możliwości składania fałszywych zeznań, o dziwnych związkach z oficerami WSI, proponującymi złamanie prawa itp. Dla wyborców to kluczowe informacje dla oceny wiarygodności, prawdomówności i uczciwości Bronisława Komorowskiego. Ich ukrycie i zmanipulowanie oznacza złamanie fundamentalnych zasad obowiązujących media oraz faktyczne działanie w interesie konkretnego kandydata i otwartą służalczość wobec władzy…” (18 grudnia 2014 r. to czarny czwartek polskich mediów i klęska demokracji w wersji IIIRP)…”

cytat z Georgea Orwella:

Oto moje przesłanie dla lewicowych dziennikarzy i do intelektualistów -“ generalnie. Pamiętajcie, że zawsze płaci się za nieuczciwość i tchórzostwo. Nie myślcie, że przez całe lata będziecie liżącymi buty propagandystami sowieckiego reżimu, a potem nagle powrócicie do duchowej przyzwoitości. Gdy się raz stało k…ą, jest się zawsze k…ą.

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”  oraz: Kłamstwo „postępu”: „Ludzie! Jesteście zajebiści!”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Wczoraj przed sądem zeznawał Prezydent IIIRP, niejaki Dekoder. Jaki był więc główny temat w mediach? Oczywiście posłanka Pawłowicz i jej żarcie w sejmie. Całkowicie logiczne przecież.

Dekoder zeznawał w procesie Wojciecha Sumlińskiego i byłego oficera WSI płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję przy weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Zeznawał w Pałacu Prezydenckim, a nie w sądzie, ale pal licho. Transmitowała to wydarzenie aż jedna stacja telewizyjna: TV Republika. Reszta postanowiła zakodować. Zresztą TV Republikę też próbowano zakodować. Transmisja odbyła się więc przez telefon jednego z dziennikarzy. Ale przecież baba zjadła w sejmie sałatkę.

A co zeznał Dekoder? Nic mądrego. Zaskoczeni? „Nie wiem, nie znam, nie pamiętam”. Sztywno Bronek. Szacunek Ludzi Ulicy!..” (Dzień w skrócie – niemal codzienny, subiektywny przegląd wydarzeń 19 grudnia)

…parafrazując wypowiedź bohatera powieści Dołęgi-Mostowicza „Kariera Nikodema Dyzmy”, można śmiało powiedzieć że „Szkoda sałatki” a Komorowski… nie ważne! 😉

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Nie ma się co dziwić że Pan Komorowski Broni-się jak umie i że w maskowaniu jego „dziwnej” nieporadności pomagają mu media (nie)wiadomego pochodzenia 😉 Reprezentuje on bądź co bądź swoją (nie)powagą (czy to się komuś POdoba czy nie) jakiś elektorat, u którego ma „znaczne poparcie” cokolwiek by nie zrobił i czego by nie powiedział – więc czemu miałby się tłumaczyć jakiejś „mniejszości”? Czyja to wina że tak sobie pozwala? To proste! Bo bezkarność rozzuchwala i będzie rozzuchwalać coraz bardziej skoro „wyborcy” w „większości” tego właśnie sobie życzą (Dwa badania… jeden wniosek – „Dupa blada” oraz: CBOS: coraz więcej Polaków czuje się lekceważonych przez władzę, ale ponad połowa nie wie, co było ważne w 2013 roku.)

Odkąd bowiem wymyślono demokrację, każdy baran (pardon! oczywiście „wyborca”) może sobie wybierać takiego osła jaki mu pasuje (już Arystoteles to wiedział). Zapotrzebowanie na Dyzmów  jest więc ciągle wysokie (tu sondaże nie kłamią!) zwłaszcza że w każdym Polaku czai się potencjalny Dyzma, do czego rzecz jasna nikt się nie przyzna 😉 (Elektryczne Gitary – Doktor Dyzma) a dzięki czemu Polska przeżywa pod panowaniem Pana Komorowskiego „złoty wiek” („w bulu i nadziei” 😛 )

…Odys

podobne: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Próbna matura z…. Baumana (sic!), czyli jak „polska edukacja” pomaga kreować „ałtorytety”


Pisze Patryk maturzysta z Warszawy (status z profila na fecebooku)…

Zdarzyło się 26.11.13.
Dzień jak co dzień-wstaję rano, obmyślam kolejny faszystowski plan anihilacji wszechświata i zreformowania w duchu postępu, reakcyjnego designu warszawskich drzew (komuniści zamiast liści-wleją w smutne jak pi*** brzozy, olchy, dęby, buki i bóg wie co tam jeszcze nieco rewolucyjnego wigoru) wchodzę do szkoły, zasiadam za ławą dostaję do ręki egzemplarz próbnej matury z polskiego, otwieram, a tu na drugiej stronie czeka na mnie TW Semjon znany szerzej jako towarzysz Zygmunt Bauman. Mimo świadomości w jakim systemie przyszło nam żyć muszę przyznać, że było to spotkanie cokolwiek niespodziewane. Spotkanie, które w istocie w ogóle nie powinno mieć miejsca. Każdy ma prawo do błędów i odkupienia, ale są grzechy, które zmazać można tylko najcięższą pokutą. Jednym z nich jest zdrada ojczyzny i podniesienie ręki na własny naród.
Powiedzieć o Baumanie, że „był postacią tragiczną a jego życiorys nie jest wolny od rys, ale jego twórczość intelektualna całkowicie to rekompensuje” to po prostu nieporozumienie. Zygmunt B. był po prostu zdrajcą, sowieckim politrukiem, z ramienia KBW czynnie zwalczającym polskie podziemie niepodległościowe. W późniejszych latach aktywnie współtworzył komunistyczny reżim a jego naukowy autorytet stanowił świetną legitymizację nowej władzy „opierającej się na wybitnych intelektualistach” (wystarczy przejrzeć jego twórczość z tzw. okresu polskiego).
Nigdy nie odciął się od swojej przeszłości.
Nigdy nie przeprosił za swoją działalność.
Nigdy nie okazał skruchy.
A jak Polska odpłaca człowiekowi, który własnoręcznie i z zimną krwią przyczyniał się do jej wykorzeniania i wynaradawiania? Zaprasza go na wykłady z wszelkimi honorami, podejmując jak wielki autorytet i zamieszcza fragment jego twórczości na próbnej maturze. Dodajmy, że ww. fragmentowi była podporządkowana cała część testowa matury.
Sprawiedliwość jest ślepa? Historia to jednak obłudna bestia.

________________________________

Nie wiem jaki procent maturzystów ta sytuacja zmotywowała do analogicznych przemyśleń, ale sądzę, że większy, niż tych, którzy po analizie tekstu Baumana uznali, że warto kupować Wyborczą. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Czas zdaje się działać na naszą korzyść. 

Dinozaury z pokolenia „grubej kreski” – czas na emeryturę!

Autorytet moralny - Arkadiusz Gacparski

Autorytet moralny – Arkadiusz Gacparski

…nie chce mi się po raz kolejny wylewać tych samych pomyj na „polską szkołę” bo to niczego nie zmieni ani nie naprawi sytuacji… Po co zatem publikować tego typu teksty i jątrzyć zaropiałą ranę? Po to żebyście ludzie pamiętali z czym macie do czynienia i czym „karmi się” wasze dzieci w „publicznych” szkołach za wasze pieniądze. Że uczy się je relatywizmu i tumiwisizmu, i że potem macie Państwo z tego wymierne straty w postaci wywróconego do góry nogami świata wartości waszych pociech… Brak szacunku, zchamienie, brutalność i zgnilizna moralna to jest właśnie POkłosie wbijania dzieciom do głowy od najmłodszych lat takich wzorców jakie prezentuje swoją osobą tow. Bauman i jemu podobni (Kołakowski z pistoletem, Kuroń lżący Tatarkiewicza…)

…Odys

podobne tu: Incydent z Baumanem (przyczyna przebieg i skutki), czyli dyzonans POznawczy “polskich” władz.

PS. żeby tak całkiem wisielczo i ponuro nie było fragment z Dzień w skrócie – niemal codzienny, subiektywny przegląd wydarzeń (27 listopada 2013)

…W sumie zastanawiające jest dlaczego matura przygotowana została przez wydawnictwo „Operon” i „Gazetę Wyborczą” a nie przez MEN, które chyba za edukację w RP odpowiada (przynajmniej nie słyszałem o scedowaniu tego obowiązku na Agorę). Ale to nie jest najważniejsze… Maturzyści mieli odpowiedzieć na pytania dotyczące fragmentu eseju „Wielozadaniowi” autorstwa Zygmunta Baumana. Tak, tego zygmunta Baumana. Idąc tym tropem proponuję, aby na własciwej maturze znalazły się tematy typu: 1.Rola narodów we współczesnym świecie. Na podstawie analizy fragmentu „Mein kampf” Adolfa Hitlera. 2.Rola pracy we współczesnym świecie na podstawie słów Józefa Wisarionowicza Stalina „Czego się bać, trzeba pracować”. Lansowanie Baumana przez GazWyb oczywiście nie dziwi. Dziwi zachowanie MEN. Choć może wcale nie…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze