Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wygląda na to, że ominą nas dobrodziejstwa jednolitego podatku. Głównym powodem rezygnacji z tego projektu jest jego wpływ na drobnych przedsiębiorców, którzy płaciliby niemal dwukrotnie wyższą stawkę niż obecnie. Projekt poległ w dużej mierze ze względu na to, że był tym czym miał nie być. Założenia mówiły o uproszczeniu podatku dla osób fizycznych by wszystkie daniny złączyć w jedną. Po drodze powstał dziwny kompromis mający spełniać założenia sprawiedliwości społecznej, który gwałtownie skomplikował cały projekt. Efektem był chaos i kolejne niedotrzymane terminy. Grabarzem projektu okazał się kalendarz. Mamy 21 grudnia, a projektu nie dało się już skończyć by obowiązywał od 2017 roku. Na szczęście w budżecie nie zapisano dodatkowych wpływów, które miały pochodzić z tej unifikacji.

Rekordowy deficyt w 2017 roku

Na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce niemal 60 miliardowy deficyt budżetowy. To najwyższa wartość jaka kiedykolwiek trafiła do ustawy budżetowej. Wartość ta ma jeden podstawowy negatywny skutek. Będziemy się musieli najprawdopodobniej silnie zadłużyć za granicą. Pomysł przeniesienia zadłużenia wewnątrz kraju poprzez nakłonienie obywateli do reinwestowania środków z programu 500+ w obligacje okazał się niemal zupełnym fiaskiem. Analitycy zwracają uwagę, że silne uzależnienie od kredytowania z zewnątrz może powodować jego mniejszą stabilność. W efekcie jeżeli inwestorzy będą tracić zaufanie koszty kredytu mogą istotnie wzrosnąć co dalej pogłębi deficyt i osłabi złotego(internetowykantor.pl – Bez ważnej zmiany w podatkach. Rekordowy deficyt)

podobne:  „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?

„…Jeżeli więc mimo rządów pobożnego PiS-u piekło zagrozi Polakom to przynajmniej nie w 2017.  PiS-owi nie uda się tym docisnąć  podatkowo samo zatrudnionych tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy.

Skorygowanie tej kapitalistycznej anomalii  wprowadzonej  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samo zatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u – było punktem honoru PiS-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.  PiS zdeterminowany był furtkę tę zamknąć i owinąć ją do tego drutem kolczastym.

Łączenie wszystkiego w jeden wysoki podatek „jednolity” miało pomóc Janosikowi Morawieckiemu w jego planach „odpowiedzialnego rozwoju” i „mobilizacji” kapitału polskiego.  Od dawna twierdziliśmy że  o ile dobra zmiana  jakimś cudem zmobilizuje tym polski kapitał to tylko do ucieczki zagranicę.  Wolnego kapitału polskiego od tego z pewnością nie przybędzie lecz przeciwnie, będzie go mniej.

Tym bardziej że dobra zmiana wyrzuca do kratki ściekowej nawet ten kapitał którego nie ma i który musi pożyczać  na swoje rozdawnictwo 500+.  Nic dziwnego że na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce prawie 60 miliardowy deficyt budżetowy.  W międzyczasie Janosik Morawiecki wymyśla nowe metody finansowego terroru.  Jego najnowszym pomysłem jest projekt ustawy o centralnej bazie rachunków  Jak widać socjaliści PiS-u tak nawykli do „centralizmu demokratycznego” za komunizmu że w głowie im się nie mieści aby cokolwiek mogło nie być „centralne”.  Potrzebna jak psu piąta noga ustawa przewiduje nowy centralny urząd,  najpewniej z paroma setkami centralnych biurw,  śledzący centralnie  wszelkie możliwe miejsca w których ludzie pochować jeszcze mogli jakąś wartość.  Centralnym zadaniem urzędu będzie centralne informowanie o tym innych urzędów centralnych(cynik9 – Dobra zmiana bierze się za bitcoiny)

podobne: Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych oraz: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi

…Pani minister Rafalska w kwestii rozdawnictwa 500+ niedawno stwierdziła co następuje:

“Każda dyskusja na temat wprowadzenia programu zaczynała się od zarzutu, że rodziny na pewno zmarnotrawią pieniądze, wydadzą na alkohol. Dziś wiemy, że to problem marginalny. Średnio zmiana pieniędzy na inne świadczenia, bony, usługi dotyczy miesięcznie 600 rodzin. Przy skali programu to margines – wyjaśniała Rafalska. – To dowód, że rodziny same najlepiej wiedzą na co wydawać te pieniądze – mówiła minister.”

Mając więc dowód na to że rodziny same najlepiej wiedzą jak wydawać swoje pieniądze, Pani minister chwali program rządowy który sprowadza się do zabierania owych pieniędzy tymże rodzinom pod przymusem w ramach tzw. „pomocy rodzinie”… Prawda że logiczne? Oczywiście że nie, bo tu chodzi o inną „logikę”:

„…Tylko w ten sposób może potem błaznować w roli św. Mikołaja i rozdawać je intelektualnej elicie narodu. Tylka ta elita, dziwnym zbiegiem okoliczności, sama wie najlepiej  na co je wydać i pomocy Rafalskiej przy tym jakoś nie potrzebuje.  Wystarczy że troszczy się ona o kasę. Trochę wprawdzie gorzej u tej elity z wiedzą jak tę kasę samemu zarobić ale od czego w końcu elity mają  PiS i jego czerwoną ministrę?” (cynik9 – Na co wydać swoje pieniądze)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

Mamy zatem czarno na białym przyznanie się polityków do uprawiania bezczelnego procederu przekupywania podatników za ich pieniądze. I chociaż nie będzie tego procederu (póki co) ułatwiał „jednolity podatek”, to kierunek uzależnienia obywatela od  „redystrybucji” zostanie utrzymany w inny sposób – w ramach tzw. „uszczelniania” obecnie obowiązującego systemu podatkowego… (Odys)

„…Od 1 stycznia 2017 r. mali oraz średni przedsiębiorcy będą podlegali obowiązkowi składania comiesięcznego pliku JPK_VAT (ewidencja zakupu i sprzedaży VAT). Pierwsze sprawozdania ww. przedsiębiorcy będą musieli złożyć do 25 lutego 2017 r. Obecnie JPK przesyłają już duże firmy.

Zaliczenie do określonej grupy przedsiębiorców zależy od liczby zatrudnianych osób oraz od wielkości obrotów firmy.

Rozszerzenie katalogu podmiotów, które mają obowiązek raportowania, ma za zadanie pozyskanie bieżącej informacji o transakcjach podlegających opodatkowaniu VAT. Umożliwi to szybką i skuteczną identyfikację wyłudzeń oraz unikania opodatkowania…” (inforfk.plNowy obowiązek dla małych i średnich przedsiębiorców)

…natomiast pod pretekstem „procesu elektronizacji i usprawnienia obrotu gospodarczego, a także upowszechnienia płatności bezgotówkowych” i „prac nad systemem fiskalizacji online”, zaplanowano że…

„…kasy fiskalne od stycznia 2018 roku będą podłączone online i będą automatycznie przesyłać dane o sprzedaży do centralnego repozytorium prowadzonego przez MF. Jednocześnie, kasy poza wydawaniem papierowych paragonów klientom będą wysyłać elektroniczne paragony zainteresowanym użytkownikom, którzy wyrażą na to zgodę i zarejestrują się. Pośredniczyć w tym będzie przygotowywana przez KIGEiT platforma dystrybucji paragonów elektronicznych z kas fiskalnych bezpośrednio do konsumentów. System ten ma gwarantować pełną anonimowość przesyłanych danych. Najprostszą formą będzie przekazanie paragonu elektronicznego na pocztę e-mail lub sms, czy też do aplikacji mobilnych” – wyjaśniono…

Ministerstwo uzasadnia wprowadzenie obowiązkowych e-paragonów ograniczeniem szarej strefy. Według resortu „wyniki analizy ekonometrycznej wskazują, że przyrost liczby aktywnych kas fiskalnych w relacji do liczby aktywnych przedsiębiorstw w Polsce o 0,1 prowadzi średnio do spadku udziału szarej strefy w PKB o 0,33 pkt. proc.” MR powołuje się też na doświadczenia innych państw, takich jak Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Gruzja – gdzie wprowadzenie systemu rejestrowania sprzedaży za pomocą kas fiskalnych poprawiło wpływy z VAT. Resort rozwoju liczy także na „zwiększenie akceptacji płatności bezgotówkowych oraz zapewnienie konsumentom dostępu do paragonów elektronicznych w jednym miejscu”. (PAP) mick/ je/ (stooq.pl – MR: podpisano porozumienie ws. utworzenia platformy e-paragonów)

„…od przyszłego roku wszystkie firmy mają przesyłać co miesiąc do policji skarbowej wszystkie faktury, stany magazynowe nawet wyciąg z konta.
Totalna kontrola wszystkich, zapewne już na poziomie ogólnopolskiej bazy danych za pomocą algorytmów, które mają wyłapać podejrzane rzeczy.
Do wytypowanych nieszczęśników zapuka policja skarbowa, które może wlezć wszędzie nawet do miejsc niepowiązanych z prowadzoną działalnością, zażądać dowolnych dokumentów również niepowiązanych z prowadzoną działalnością, wejść oczywiście bez uprzedzenia jak dotychczas.
Jeśli “gestapo” uzna że jakaś faktura jest lipna wg ich kryteriów można iść na 25 lat do więzienia, do dyspozycji mają też konfiskate rozszerzoną, czyli trzeba udowodnić im pochodzenie majątku, który posiadamy nawet i 20 lat, pod groźbą jego odebrania.

Na dodatek, jeśli komuś nie do śmiechu, ministerstwo finansów, które tak dzielnie walczy z hazardem, że od lipca będzie nakazywało blokować tysiące domen rozmaitych kasyn online, samo staje się takowym organizując loterie paragonową, ciekawe czy zablokują sami siebie.” (Szelo)

Mamy więc do czynienia z konkretnym krokiem w kierunku upieczenia jeszcze jednego półgęska umożliwiającego nadzór nad obywatelem i jego własnością tj. ze stopniowym eliminowaniem gotówki, w walce z którą najciekawszy przypadek wydarzył się w Indiach… (Odys)

„…Banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii, stanowiące 86% gotówki będącej w obiegu, z dnia na dzień przestały być w Indiach legalnym środkiem płatniczym. Premier Narendra Modi ogłosił swoją decyzję 8 listopada, kiedy cały świat emocjonował się wyborami w USA. Szef rządu Indii stwierdził, że przyczyną zmian jest „walka z unikaniem opodatkowania oraz szarą strefą”

…Na stronie Ministerstwa Rozwoju można znaleźć dokument dotyczący „zwiększania obrotu bezgotówkowego”. Zgodnie z jego założeniami, udział gotówki w transakcjach na obszarze Polski, ma spaść w ciągu 5 lat z 21,5% do 15%. W tym celu rozważane jest m.in. obniżenie limitu transakcji gotówkowych.

Jeden ze sposobów na przekonanie Polaków do obrotu bezgotówkowego, zakłada wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych. W przypadku transakcji elektronicznych, stawki podatku VAT miałyby zostać obniżone o 1 punkt procentowy, do 22% i 7%…

…Wszystko odbywa się pod pięknie brzmiącymi przykrywkami, ale prawdziwym motywem jest możliwość grabienia ludzi na skalę większą niż kiedykolwiek w historii.

Ogromna liczba krajów boryka się dziś z problemem zadłużenia. Wycofanie gotówki byłoby dla polityków wymarzonym rozwiązaniem. Społeczeństwo bezgotówkowe umożliwia wprowadzenie negatywnych stóp procentowych. Obywatele byliby zmuszeni do płacenia za trzymanie pieniędzy w bankach, a zadłużenie zostałoby zredukowane. Z kolei rządy mogłyby zapożyczać się po zerowym koszcie. Co stałoby zatem na przeszkodzie, aby politycy mogli dalej zadłużać obywateli i sponsorować za to coraz bardziej absurdalne wydatki? Można jedynie domyślać się, jakie obietnice wyborcze pojawiłyby się w programach poszczególnych partii.

Czego możemy spodziewać się obecnie? Z pewnością walka z gotówką zmobilizuje przezorną część społeczeństwa do ucieczki w metale szlachetne. Potwierdzają to wydarzenia w Indiach.

Warto zaznaczyć, że sposób wprowadzenia zmian w Indiach nie wyglądał rozsądnie z punktu widzenia elit, gdyż wywołał wściekłość ludzi. Można zatem zakładać, że był to eksperyment – co stanie się, jeśli w jednym momencie zdelegalizujemy większość banknotów. Nie zmienia to faktu, że większość zmian mających na celu walkę z gotówką, to mniej odczuwalne działania (wycofanie pojedynczego nominału, obniżenie limitu transakcji gotówkowych). Ich wychwycenie wymaga od społeczeństwa większej czujności. To tzw. powolne gotowanie żaby – jeśli walka z gotówką będzie prowadzona etapowo, to ludzie nie zauważą zmian.

Jeśli w przyszłości dojdzie do wycofania gotówki, będzie to prawdopodobnie połączone z wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. Zostanie on ustawiony na takim poziomie, aby zapewnić najbiedniejszym minimum potrzebne do przeżycia, a jednocześnie pozbawić masy motywacji do wyjścia na ulicę.” (Zespół Independent Trader – Walka z gotówką przybiera na sile)

podobne: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: Cynik9: Szaleństwo dobermanów czyli… Wielki Brat chodzi po suficie

Cytowany wyżej cynik9 założył że wraz z rezygnacją rządu z „jednolitego podatku”, nie dojdzie do „oskładkowania” ostatniej już grupy pracowników zwolnionej w Polsce z ZUSowskiego haraczu. Niestety rząd wcale z tego pomysłu nie zrezygnował, i już niedługo wszyscy pracownicy będą „sprawiedliwie” (bo po równo) okradani… (Odys)

Umowy o dzieło to ostatnia z form zatrudnienia, przy których nie trzeba płacić składek ZUS. Ale już niedługo. Rząd, który dokonał przeglądu systemu ubezpieczeń społecznych, wprost zaleca w nim rozważenie „rozszerzenia katalogu tytułów podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym” o osoby wykonujące pracę na podstawie tego rodzaju umowy.

Przegląd jest już oficjalnym dokumentem przyjętym przez Radę Ministrów i niebawem zajmie się nim Sejm. Można się więc wkrótce spodziewać szczegółowych propozycji w tej sprawie. Ozusowanie umów o dzieło byłoby próbą załatania dziury w systemie. Do 2015 r. z tej formy korzystało rocznie około 200 tys. pracujących – takich, dla których była to jedyna podstawa zatrudnienia. Można zakładać, że w 2016 r. popularność dzieła jeszcze wzrosła po tym, jak składkami na ubezpieczenie społeczne obłożono wszystkie umowy-zlecenia (wcześniej to one były podstawowym typem tzw. umowy śmieciowej; w 2015 r. na ich podstawie pracowało ponad milion osób)…” (Czytaj więcej tu: praca.interia.pl – PiS łata dziury w systemie. Oskładkuje umowy o dzieło)

To oczywiście w żaden sposób nie naprawi niewydolnego systemu „ubezpieczeń społecznych”. Dlatego też rząd szykuje kolejną jego reformę. Cytuję:

„…Zapewne zdajecie sobie sprawę, że nie chodzi o to żeby emerytury były wyższe. Istnieje na przykład koncepcja, że aby dostać emeryturę trzeba będzie przepracować 15 lat. Jak ktoś przepracuje mniej, mimo, że ZUS będzie podprowadzał swoją cześć, to dostanie emeryturę w wysokość 0 złotych (słownie: zero złotych). Pieniędzy oczywiście nie odzyska tez w inny sposób. Mówiąc wprost – Państwo ukradnie mu w majestacie prawa całkiem sporo pieniędzy. A… jest też szansa, że to ile wpłacamy do najukochańszej instytucji Polaków też nie ma znaczenia, bo wszyscy dostaniemy tyle samo. Czyli tyle żeby w miarę szybko umrzeć i nie obciążać systemu…” (DWS24.pl13 lutego 2017 roku)

Więc jak ktoś myślał że pomysł obcinania emerytur dotknie tylko UBeków, to ma teraz dowód na zwodniczość tego rodzaju autosugestii. Ja lojalnie ostrzegałem że precedens z UBeckimi emeryturami to tylko rozgrzewka przed nabraniem prędkości w mieleniu przez wielkie koło „sprawiedliwości społecznej” własności ludzi którzy niczym sobie na tego rodzaju „Prawo i Sprawiedliwość” nie zasłużyli.

Wychodzi więc na to że PIS jako naturalnie socjalistyczny projekt/partia nie tylko kontynuuje reformy zapoczątkowane przez takich samych ideologicznie poprzedników (Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…”), ale wykazuje się na dodatek dużo bardziej bezwzględną kreatywnością  wymyślając coraz to nowe i perfidne w swej naturze sposoby rabunku… „Domiar podatkowy”, „solidarność podatkowa”, czy kolejna „reforma emerytalna” nie są bowiem żadną nowością, ale zdecydowanie się na ich wdrożenie jak również stworzenie narzędzi w postaci „centralnej bazy rachunków”, „e-paragonu” i „oskładkowanie” ostatniej już formy zatrudnienia, z całą pewnością ułatwi PISowi sięgnięcie głębiej do kieszeni Polaków. „Damy radę!” nabiera całkiem realnych kształtów…(Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz oraz: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych. i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

„…„sprawiedliwość społeczna”, to elegancka nazwa rozmaitych łajdactw, przeważnie – rabunku maskowanego pozorami legalności. Gdybym z pistoletem w ręku zgłosił się do bogatszego ode mnie i pod groźbą użycia broni zażądał od niego natychmiastowego podzielenia się ze mną majątkiem, to każdy sąd uznałby to za rabunek. Jeśli jednak wynajmę sobie posła i ministra, opłacając ich walutą głosów wyborczych, to ten sam czyn zostanie uznany za realizację „sprawiedliwości społecznej”. A przecież istota czynu pozostaje taka sama. Niestety nie rozumie tego nawet papież Franciszek, który niedawno pochwalił komunistów, że myślą według zasad nauki Chrystusowej. Jest to oczywista nieprawda, bo Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy komuniści mówią: „bierz!” Ale żeby dać, to najpierw trzeba mieć, a zatem warunkiem sine qua non praktykowania chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego, jest własność prywatna. Tymczasem podstawowym punktem programu komunistycznego jest właśnie likwidacja własności prywatnej, zatem między chrześcijaństwem a komunizmem istnieje sprzeczność nie do pokonania…” (Stanisław Michalkiewicz – Hołota panoszy się w Sejmie)

podobne: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo i to: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

Jeśli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić do czego tego rodzaju polityka potrafi doprowadzić, albo uważa że to jakaś wirtualna rzeczywistość i że nie ma żadnego związku między deficytem/długiem a polityką fiskalną oraz własnością, to polecam jeszcze jedną lekturę… (Odys)

„…decyzją rządu B. Szydło w Ostrowicach wprowadzono pod koniec 2016 zarząd komisaryczny. Ma to być przygotowaniem do rozparcelowania gminy między bardziej poczytalnych sąsiadów…

…Samorząd gminy, jak małpa z brzytwą, pożyczał zresztą chaotycznie nie tylko na infrastrukturę.  Raz były to szkoły, innym razem prąd do latarni. Wreszcie w ramach kolejnej reorganizacji postanowił sięgnąć po najnowsze zdobycze finansowej inżynierii, co gminę  ostatecznie pogrążyło. Pozbył się mianowicie swojego majątku związanego z wodociągami po to aby go z powrotem zaleasować. Potem, w sytuacji podbramkowej, gmina w panice ratowała sytuację bieżącą odkupując ten majątek za znacznie większą kwotę. Ktoś sprytny się obłowił, gmina zaś pozostała z workiem.

Uwagę przyciągają 3 miliony złotych które gmina wydaje rocznie na obsługę długów. Na długu 35M oznacza to zwrot bliski 10%, który w obecnych warunkach niskich stóp procentowych jest prawdziwym klejnotem. Wkłada go do swojej kieszeni prawdopodobnie przedsiębiorczy finansista gminy, parabank z którym samorząd robił interesy. Przewija się w papierach skupująca długi spółka z Łodzi  której burmistrz genialnym posunięciem sprzedał część długów gminy. Pewnie myślał że nie musi ich dłużej spłacać…

Jest w tej historii coś niepokojącego, i nie jest tym bynajmniej bankructwo. Bywają sytuacje nieprzewidziane, są popełniane błędy i owszem, od czasu do czasu ktoś bankrutuje. Świat się na tym nie kończy. Tym niepokojącym czynnikiem jest natomiast chocholizm niewielkiej społeczności niezdolnej do samodzielnego rządzenia się,  połączony z  porażającą bezmyślnością jej wybranych decydentów. Gdyby mieszkańcom gminy socjalizm nie przerwał witalnego nerwu łączącego portfel z mózgiem i sami musieliby płacić za swoje wodociągi czy kanalizację to wnet by odkryli że cudów nie ma i że ich na to nie stać. Znaleźli by rozwiązania alternatywne, lepsze  i przede wszystkim mieszczące się w budżecie. Ale nie, mimo sygnałów zbliżającej się katastrofy i ratowania się ryzykownymi pożyczkami zarząd gminy parł z programem daleko przekraczającym jej finansowe możliwości. Zamiast wdepnąć na hamulec uciekał się do coraz bardziej ryzykownych gimnastyk finansowych, robiąc biznes z parabankami. Nikomu jakoś te partnerskie związki lisa z drobiem nie wydały się podejrzane. Nikomu nie zaświeciła się czerwona lampka ostrzegawcza. I wiadomo dlaczego – bo to nie ich pieniądze,  tylko pożyczone(cynik9 – Polski Detroit)

podobne: gigantomania chorobą samorządów. oraz: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu i to: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. a także: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. polecam również: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy

Adam Wycichowski niewolnik - emerytury gwiezdne

Adam Wycichowski niewolnik – emerytury gwiezdne

Reklamy

Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek.


Szarą strefa w polskiej gospodarce.

20.03.2015 (IAR) – W tym roku szara strefa w Polsce będzie stanowiła 19,2 procent produktu krajowego brutto – wyliczył Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Jak podkreśla Marcin Peterlik z Instytutu, ta nieformalna gospodarka, bez uiszczania należnych podatków i opłat na rzecz państwa, dotyczy wielu obszarów. Wśród nich sektora handlowego, budownictwa, rolnictwa, usług. IBnGR obejmuje swoimi badaniami także korepetycje, prace domowe, opiekę nad dziećmi, a także działalność wróżbiarską.

Badania wykazały, że główną przyczyną prowadzenia działalności w szarej strefie są nadmierne regulacje w gospodarce, wysokie podatki i skomplikowany system podatkowy oraz nieprzejrzyste, nieprzyjazne przedsiębiorcom prawo.

Marcin Peterlik zwrócił uwagę, że zjawisko szarej strefy wywiera negatywny wpływ na gospodarkę. Chodzi nie tylko o to, że budżet państwa nie uzyskuje części należnych podatków, a osoby pracujące „na czarno” nie są objęte systemem zabezpieczenia społecznego. Tracą na tym także uczciwi przedsiębiorcy, którzy muszą stawić czoła nieuczciwej konkurencji.

Z wyliczeń Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że w tym roku dzień wyjścia z szarej strefy przypadł na 11 marca. Jak wyjaśnia Marcin Peterlik, gdyby przyjąć, że od początku roku cała działalność gospodarcza jest prowadzona tylko i wyłącznie w szarej strefie, to 11 marca ta szara strefa by się skończyła. Od tego dnia produkcja odbywa się umownie już wyłącznie w oficjalnym obiegu gospodarczym – wyjaśnia Peterlik.

W ubiegłym roku dzień wyjścia z szarej strefy przypadł na 12 marca. Szara strefa ma się więc w Polsce całkiem dobrze – wynika z danych IBnGR.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Elżbieta Łukowska /ab

…otóż nie jest tak że szara strefa nie płaci podatków, bo tak czy inaczej oraz prędzej czy później wszystkie „nielegalnie” zarobione pieniądze są wydawane w sklepach albo są nimi płacone rachunki, bo nikt tych pieniędzy nie je ani nie chowa. Każdy pieniądz idzie ostatecznie na konsumpcje (tj. usługi i towary innych ludzi) która jest przecież opodatkowana.

Bo w tym kraju WSZYSTKO jest opodatkowane więc siłą rzeczy nie da się podatków całkowicie uniknąć (chyba że ktoś jest całkowicie samowystarczalny, ale wtedy nie można mieć do takiej osoby o to pretensji bo ma do tego prawo). Legalny biznes nic nie traci na szarej strefie (bo przecież istnieje i zarabia na siebie czyż nie?). Jedyną stratę jaką ponoszą „legalne” biznesy to rzecz jasna haracz jaki muszą płacić państwu, od którego nic nie otrzymują w zamian, albo otrzymują w wymiarze nie adekwatnym do tego co są zmuszeni oddawać lub „odkładać”. Jedynym poszkodowanym na szarej strefie sektorem jest pasożytniczy (utrzymujący się z podatków) sektor publiczny i to stąd ten lament nad szarą strefą 🙂

Trzeba też pamiętać o tym, że szara strefa dzięki temu że nie „odkłada” i nie oddaje państwu to i niczego od niego żądać nie może. Szara strefa utrzymuje się więc sama i to BEZKOSZTOWO dla reszty społeczeństwa. Poza tym pełni bardzo ważną funkcję społeczną, gdyż dzięki niej ludzie którzy są bez szans na legalne zatrudnienie z powodu nieopłacalności ich legalnego zatrudnienia mają w ogóle pracę. Zbyt wysokie oskładkowania umów o pracę i tzw. „płaca minimalna” uczyniły z wielu prostych prac kosztowny luksus dla pracodawców, którzy właśnie przez to musieli zrezygnować z legalnego zatrudnienia ludzi o niskich kwalifikacjach. Tak więc dzięki szarej strefie ludzie słabo wykształceni i bez pożądanych na rynku kwalifikacji mogą SAMODZIELNIE przeżyć nie prosząc państwa o wzięcie ich na garnuszek. KAŻDY zatrudniony w szarej strefie żyje tym samym na własny rachunek, nie obciążając państwa bezrobociem a podatników socjalem, więc jest to ewidentny plus pracy na czarno.

Ja proponuję zamienić całą polską gospodarkę w jedną wielką szarą strefę a sektorowi „usług publicznych” podziękować za ich mizerne i zbyt kosztowne usługi a wtedy wszystkim ludziom będzie żyło się lepiej i dostatniej bez tych wszystkich kosztów, które już dziś polskiego podatnika w składkach, podatkach, para podatkach, opłatach i innych ukrytych gwiazdkach kosztują ponad 80% dochodu. Skala wyzysku jaką państwo gnębi swoich obywateli jest jedyną i w pełni niesprawiedliwą przyczyną rozrostu szarej strefy. Dopóki etatyści tego nie zrozumieją i nie zreflektują swojej pazerności to… niech żyje szara strefa! 😉 (Odys)

podobne: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy oraz: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. i to: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz a także: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

„…Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że istnieją cztery grzechy wołające o pomstę do nieba. Jako czwarty jest wymieniona  ”niesprawiedliwość względem pracownika” (KKK 1867). Katechetyczna tradycja jest tutaj bardziej precyzyjna i stwierdza, że grzechem tym jest „zatrzymanie zapłaty pracownikom” (por Jk 5,4). To pokazuje, że niesprawiedliwość  polega na niedotrzymaniu umowy przez pracodawcę. Istotą tej relacji jest wolna umowa. Wysokość wynagrodzenia nie jest tutaj istotna, gdyż jest ona zawsze subiektywna.

Czym jest taka umowa? Ludwik von Mises (†1973), austriacki filozof i ekonomista, twierdzi, że wysokość płac za każdy rodzaj pracy zależy na rynku od podaży na pracę i materialnych czynników pracy oraz od przewidywanych przyszłych cen towarów konsumpcyjnych. Do zatrudnienie dochodzi wtedy, kiedy jednostka ceni wyżej wynagrodzenie, które odzwierciedla marginalną produkcyjność świadczonej przez nią pracy, niż pozostanie bez pracy w domu. Pracodawca patrzy na to, co pracownik wyprodukował i to jest dla niego podstawą do przyznania mu według niego słusznego wynagrodzenia. Widzimy, że praca na wolnym rynku jest złożonym procesem. Nie tylko przedsiębiorcy poszukują pracowników, ale również pracownicy potrafią czekać z podjęciem pracy na rynku.

Tak wygląda to w teorii. W praktyce proces ten jest zakłócany przez interwencję państwa, które zmusza pracodawcę do zatrudnienie pracownika legalnie, co wiąże się z dodatkowymi poważnymi fiskalnymi obciążeniami. Wielkość podatków jest zawsze wynikiem arbitralnej decyzji polityków. Podwyższanie podatków i wydawanie tych pieniędzy przez skarb państwa na bieżące wydatki, a nie do akumulacji dodatkowego kapitału przez przedsiębiorców, hamuje rozwój gospodarki i wzrost krańcowej produktywności pracy, a więc związany z nim wzrost płac. Ten rodzaj polityki fiskalnej tylko pozornie uderza w ofiary, czyli bogatych. Tracą na tym przede wszystkim biedni.

Na pierwszy rzut oka zatrudnianie na czarno jest uważane za nielegalne. Ale nie wszystko co jest nielegalne, jest samo w sobie złe i niemoralne. Często takie działanie na rynku jest próbą obrony przed państwem, które nie tylko ogranicza swobodę jednostek do kierowania się własnymi celami, ale „zabiera jednym osobom to, co do nich należy i daje innym osobom, które nie mają do tego prawa”. Francuski wolnorynkowy ekonomista Frédéric Bastiat (†1850) nazywa takie działanie legalnym rabunkiem. Prawo to daje możliwość państwu działania, jakiego przeciętny obywatel nie mógłby się sam podjąć nie popełniając przestępstwa.

Wpływ na wysokość obciążeń podatkowych mamy poprzez wybory do ciał ustawodawczych, ale we współczesnej demokracji to bardzo długa droga. Jednym ze sposobów na unikanie płacenia wysokich podatków przez pracodawcę jest zatrudnianie na czarno, a przez pracownika podjęcie nielegalnej pracy. Czy jest to grzech? To raczej desperacka ucieczka przed państwem agresorem.

Warto w tym miejscu postawić inne pytanie. A czy parlamentarzysta, który głosuje za podniesieniem podatków, nie popełnia grzechu? Czy wyborca, który oddaje głos na partie, w których programach jest podwyższenie podatków i utrzymanie instytucji banku centralnego, nie popełnia grzechu? Czy pożądanie cudzego mienia i kradzież pod przykrywką prawa to nie jest grzech ciężki? Podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia zostało ostatnio uznane przez Trybunał Konstytucyjny za zgodne z konstytucją. To zwykłe niedotrzymanie umowy. Czy nie jest to działanie wołające o pomstę do nieba? Mark Twain (†1910) określił to bardzo trafnie: „Niczyje zdrowie, wolność ani mienie nie są bezpieczne, kiedy obraduje parlament”.

Z zatrudnieniem na czarno wiąże się wiele błędnych przekonań. Do jednych z nich należy stanowisko, że zatrudnienie na czarno jest to niesprawiedliwość względem pracownika. Trudno się z tym zgodzić, gdyż nawet w przypadku tych pracowników, których krańcowa wartość produkcyjna jest znacznie wyższa niż ich zarobki, nie można powiedzieć, że są eksploatowani przez pracodawcę. Ich zatrudnienie jest oparte na obustronnej wolnej umowie z przedsiębiorcą i tak długo, jak nie używa on siły, nie można mówić o wyzysku.

Praca na czarno jest szczególnym rodzajem działalności produkcyjnej. Jest ona wyjątkowa ze względu na na jej wyjątkowy ekonomiczne charakter. Pozwala ona najmniej produktywnym jednostkom znaleźć pracę i tym samy nie stają się one ciężarem dla reszty społeczeństwa, które we współczesnym państwie żyłoby na zasiłku dla bezrobotnych. Ci, którzy chcą pomóc biednym, powinni popierać legalizację pracy na czarno. 

Człowiek  nie może być nielegalny. Każdy ma prawo mieszkać, pracować i wydawać swoje pieniądze tam, gdzie uważa to za stosowne. Te osobowe prawa każdego człowieka muszą być respektowane.

Państwo nie może ingerować w swobodę zawierania dobrowolnych umów pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą. Jego zadaniem jest kontrolowanie, czy obywatele przestrzegają reguł życia w społeczeństwie w sposób pokojowy, w tym czy dochowują zawartych umów. Nie można zrezygnować z tej formy przymusu i oprzeć społeczeństwa wyłącznie na dobrowolnym przestrzeganiu prawa i umów. Tak uważał nie tylko wcześniej wspomniany austriacki wolnorynkowy ekonomista, ale również św. To­masz z Akwinu (†1274), według którego prawo powinno zakazywać grzechów niszczących ład społeczny, do których zalicza przede wszystkim zabójstwa i kradzieże.

Kiedy byłem w liceum, każdego roku przez miesiąc wakacji pracowałem u wujka w prywatnym zakładzie stolarskim. Pracowałem nielegalnie. Zarobione przeze mnie pieniądze pozwalały mi spędzić następny wakacyjny miesiąc najczęściej na górskich szlakach. Zacząłem wtedy wydawać własne pieniądze. Poczułem ich smak. Dawało mi to ogromne zadowolenie.

Praca na czarno w czasie wakacji to był doskonały pomysł moich rodziców. Do dzisiaj wspominam ją jako prawdziwą szkołę życia w czasach PRL-u. Za zgodą rodziców pracowałem nie tylko na czarno, ale także jako dziecko. Nigdy nie miałem wyrzutów sumienia, że popełniłem grzech. Mój wujek chyba również.  

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Ks. Jacek Gniadek

Tekst pierwotnie został opublikowany na stronie autorskiej księdza Gniadka:  www.jacekgniadek.com

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech.

oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy.

a także:  Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)

polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

i jeszcze: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy.

Robert Gwiazdowski vs Jan Guz

Rabunek OFE nie pomógł, zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło. Nierząd podniesie rządowi PKB. Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś.


1. TOMASZ CUKIERNIK: Rabunek OFE niewiele dał. MF: Zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło o 1,5% kw/kw w II kw.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, mimo zrabowania z OFE ponad 150 mld zł, w przyszłym roku budżet państwa będzie musiał dopłacić do świadczeń społecznych rekordową kwotę 83 mld zł, czyli prawie 30 procent wszystkich wydatków.

W przyszłym roku dopłata z budżetu do świadczeń społecznych wzrośnie z 30 do 42 mld zł. Do tego dochodzi jeszcze m.in. 5,5 mld zł nieoprocentowanej pożyczki, 17 mld zł dopłaty do KRUS oraz kolejne 15 mld zł na emerytury mundurowych – wylicza „Rz”.

Tymczasem ZUS wesoło trwoni pieniądze przyszłych emerytów. Jak podaje „Fakt”, w hotelu Termy w Nałęczowie bawili się wszyscy najważniejsi urzędnicy z lubelskiego oddziału ZUS, a także m.in. Elżbieta Łopacińska, obecna wiceszefowa ZUS. Jak pisze gazeta, „zabawa była wyjątkowo huczna – żarty, dzikie tańce, lał się mocny alkohol”, a dla kuracjuszy zabrakło miejsca.

źródło: nczas.com

podobne: W OFE zyski i dywersyfikacja ryzyka. W ZUSie gnijące dokumenty i topniejące emerytury. oraz: „Raport o sytuacji ZUS”. Piramida finansowa bankrutuje. i to: „Rzeczpospolita” – KRUS dla każdego. „Puls Biznesu” – Zagadkowa dziura w emeryturach.

…mimo zagrabienia ogromnych pieniędzy jakie ludzie oddali na przechowanie Skarbowi Państwa (w postaci zakupu Skarbowych Papierów Wartościowych w ramach OFE) zadłużenie sektora finansów publicznych w tym sektorze wzrosło do czego przyznaje się samo Ministerstwo Finansów…

Warszawa, 12.09.2014 (ISBnews) – Zadłużenie sektora finansów publicznych po konsolidacji (tj. po wyeliminowaniu przepływów finansowych pomiędzy podmiotami należącymi do tego sektora) wyniosło na koniec II kw. 2014 roku 793,57 mld zł, czyli było o 1,5% wyższe niż kwartał wcześniej, ale o 10,1% niższe niż na koniec 2013 r., podało Ministerstwo Finansów.

„Zmiana PDP w II kwartale 2014 r. wynikała ze:

– wzrostu zadłużenia podsektora rządowego o 12.561,6 mln zł, w tym zadłużenia Skarbu Państwa (SP) o 12.459,0 mln zł,

– spadku zadłużenia podsektora samorządowego o 1.105,6 mln zł, w tym jednostek samorządu terytorialnego o 1.222,4 mln zł,

– wzrostu zadłużenia podsektora ubezpieczeń społecznych o 5,0 mln zł” – czytamy w komunikacie.

W całym I półroczu 2014 r. państwowy dług publiczny spadł o 88,73 mld zł.

„Spadek ten był głównie spowodowany umorzeniem w lutym 2014 r. skarbowych papierów wartościowych (SPW) w efekcie reformy systemu emerytalnego, co skutkowało jednorazowym obniżeniem PDP o 130.187,6 mln zł. Po wyłączeniu efektu umorzenia SPW, ale bez uwzględnienia jego wpływu na koszty obsługi długu, PDP wzrósłby o 41.460,1 mln zł” – napisano także.

W komunikacie podano, że dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (EDP) stanowiący jeden z elementów kryterium fiskalnego z Maastricht, wyniósł 830,2 mld zł, co oznacza wzrost o 1,4% kw/kw i spadek o 11,2% od początku roku.

„Podobnie jak w przypadku PDP, spadek długu EDP w I półroczu 2014 r. wynikał głównie ze spadku zadłużenia Skarbu Państwa” – podkreślono.

Ministerstwo podało także, że dług podsektora rządowego stanowił 91,6% całości państwowego długu publicznego, z tego na Skarb Państwa przypadło 91,3%. Z 8,4% przypadających na podsektor samorządowy, 8,0% stanowiło zadłużenie jednostek samorządu terytorialnego i ich związków.

„W latach 2001-2014 zaznacza się tendencja spadkowa udziału długu podsektora ubezpieczeń społecznych w PDP. Udział podsektora rządowego w PDP wzrósł w II kwartale 2014 r. z 91,3% do 91,6%” – czytamy też w komunikacie.

(ISBnews)

podobne: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach oraz: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy.

2. „Dziennik Gazeta Prawna” – Gospodarka nierządem stoi.

09.09.2014 (IAR) – 16 miliardów złotych – tyle co roku warte są polska prostytucja, przemyt, handel oraz produkcja narkotyków – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Jak pisze gazeta, GUS kończy prace nad wliczaniem czarnej strefy gospodarki do PKB. Efekty zobaczymy 23 września. Wtedy urząd zaprezentuje ostateczne i oficjalne wyniki. Ale pierwsze obliczenia są juz dostępne.

„Wstępne opracowania pokazały, że wzrost PKB z tytułu uwzględnienia działalności nielegalnej w rachunkach narodowych nie przekroczy 1 proc.” – twierdzi Witold Marek Woźniak, dyrektor departamentu informacji GUS.

Przeliczając to na konkretne kwoty, oznacza to – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej” – że nielegalna działalność nad Wisłą przynosi średnio każdego roku około 16 miliardów złotych. Bo szacowana wielkość produktu krajowego brutto na ten rok to ponad 1,69 bln zł.

Ekonomiści zwracają uwagę – pisze „Dziennik Gazeta Prawna” – że zwiększenie PKB o dochody z nierządu czy handlu i produkcji narkotyków to dobra wiadomość dla rządu, który zamierza zmniejszyć deficyt finansów publicznych poniżej 3 procent PKB w przyszłym roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/kry/K.P.

podobne: Od września polski PKB będzie wyższy – GUS wliczy dochody nielegalne do PKB. oraz: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.

Nierząd i (nie)rząd

Nierząd i (nie)rząd

…Uśmiałem się po pachy… Państwo „prawa” 😀

Po pierwsze – Kiedy mówimy o tego rodzaju „branży” jak prostytucja, przemyt i handel narkotykami to mówimy o działalności przestępczej. W takim wypadku państwo które stara się uzyskać dla siebie jakąś korzyść z procederów PRZESTĘPCZYCH czyli z CZARNEGO RYNKU należy traktować jak zwykłego alfonsa, albo „capo di tutti capi”. Takie państwo powinno samo siebie zaaresztować a nie wliczać działalność przestępczą SZKODLIWĄ DLA OBYWATELI (z której korzyści czerpią WYŁĄCZNIE przestępcy) do PKB. Toż to jakiś obłęd! 😮 😉

„Szara strefa (ang. grey market) – finansowy obszar zdrowej gospodarki państwa, którego dochody osiągane z działalności niezakazanej przez prawo, są ukrywane w całości lub w części przed organami administracji państwowej, podatkowej, celnej itp. Jest nielegalnym obrotem legalnymi towarami i usługami. Nie należy jej mylić z czarnym rynkiem, który obejmuje nielegalne towary i usługi…” (za Wikipedią)

Po drugie – jak może jakikolwiek „ekonomista” twierdzić że dochody z nierządu albo z innej działalności przestępczej w jakikolwiek sposób podnoszą państwowe PKB, skoro państwo wydaje ogromne pieniądze żeby z tą przestępczością walczyć  – z jakim skutkiem to inna historia, ale przecież obie strony rachunku wzajemnie się wykluczają, bo zysk przestępców to strata państwa. I od kiedy to jakikolwiek dochód z działalności przestępczej traktuje się jako element gospodarki „legalistycznego” tworu jakim jest państwo, albo jako czynnik realnie obniżający deficyt finansów skoro z działalności przestępczej państwo nie dostaje ANI GROSZA. Czy to jest gdzieś zaksięgowane? Czy od kontraktów na zabójstwo odprowadzane są składki? Czy diler narkotyków płaci składkę na ubezpieczenie zdrowotne? 😀

Nic więc dziwnego że normalny biznes nie chce się dzielić z JAWNYM przestępcą swoimi UCZCIWIE zarobionymi pieniędzmi i ucieka w szarą strefę. Dlaczego bowiem ludzie normalnie zarabiający na chleb zamiast pracować na utrzymanie siebie i swojej rodziny mają płacić na mafię zwaną rządem? Tzw. szara strefa to NORMALNA gospodarka, która po prostu na siebie zarabia i nie daje się okradać przestępcom w majestacie tzw. „prawa”. Niech więc się (nie)rząd dogaduje z ludźmi na swoim poziomie a uczciwych obywateli zostawi w spokoju a to że chce czerpać korzyści z przestępczości (tej samej na której zwalczanie zabiera ludziom w podatkach pieniądze) powinno obywatelom dać do myślenia, żeby w ogóle na tę mafię nie płacić ani złotówki.

Tymczasem nieodpowiedzialna działalność naszego państwa doprowadziła do tego, że na legalnym biznesie zarabia ktoś inny…

3. Białoruś zarabia na sankcjach UE i Rosji.

10.09.2014 (IAR) – Europa i Rosja nakładają na siebie kolejne sankcje, a Białoruś tymczasem czerpie z tego korzyści. Miński portal internetowy „Nawiny” pisze, że w ubiegłym miesiącu, po wprowadzeniu przez Moskwę restrykcji na produkty rolne z Zachodu, białoruski eksport do Rosji wzrósł o ponad 7 procent i to dopiero początek.

Białoruś w sierpniu o ponad połowę zwiększyła eksport serów i innych produktów mlecznych, a także kiełbas. 99 procent produkcji trafiło do Rosji. Mińsk zamierza jeszcze bardziej zwiększyć eksport w tamtym kierunku dzięki zakupowi surowców za granicą.

Alaksiej Bahdanau z Ministerstwa Rolnictwa powiedział, że już zostały przeprowadzone rozmowy z partnerami z Polski, Litwy i Łotwy. Polskie firmy najbardziej interesują się możliwościami przerobu jabłek na Białorusi. W ubiegłym roku, Rosja importowała z Polski ponad 700 tysięcy ton polskich jabłek. Teraz, Białoruś zapowiedziała, że do końca tego roku będzie mogła przerobić na soki 60 tysięcy tych owoców, czyli niemal 10 procent tego, co nasz kraj sprzedawał w Rosji.

Białorusini zaproponowali stronie polskiej nie tylko przerób surowca, ale i włożenie pieniędzy w modernizację miejscowych fabryk. To pozwoli jeszcze bardziej podnieść jakość białoruskiej produkcji do europejskiego poziomu, w efekcie czego Białorusinom łatwiej będzie eksportować swoje produkty.

„Dzięki temu skorzystają również konsumenci na Białorusi” – podkreśla portal internetowy „Nawiny”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/dj

podobne: Smród podrzuconej przez UE świni unosi się nad Ukrainą i Polską. Racja stanu sprzedana za obce interesy. i to: Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać. Spadają wpływy z akcyzy na alkohol. Rząd oszczędził na ulgach.

źródło: stooq.pl

rys. Żukow

rys. Żukow

cynik9: Burdel filarem unii? czyli zbliżające się ożywienie gospodarcze w prowincjach wschodnich


Dla najnowszego euro nonsensu Drogi Czytelnik zasugerował tytuł tak trafny że nie możemy po prostu przejść obok bez pośmiania się z rozporządzenia parlamentu europejskiego i Rady Europy  z 21 maja 2013.  Wg brukselskich dyrektyw które wejdą w życie jesienią przyszłego roku, jako „rozwój” prowincje imperium mają odtąd  raportować w swoich statystykach również gospodarkę czarną, czyli nielegalną. Dotychczas do PKB musiały wliczać jedynie część takiej działalności, obejmującej produkcję i usługi ukrywane przed państwem w celu unikania podatków lub ZUS-u.

Teraz brana pod uwagę będzie również druga część szarej strefy, do której zalicza się m.in. nierząd, kontrabandę oraz narkobiznes –   wyjaśnia zorientowana w temacie funkcjonariuszka GUS-u.

Przewidujemy wobec tego okres wzmożonych odwiedzin inspektorów skarbowych w burdelach jak Polska długa i szeroka w celach, powiedzmy, bardziej służbowych oraz wymóg wprowadzenia kas fiskalnych.  Nie da się również wykluczyć ogólnonarodowej akcji ewidencji i obrączkowania tirówek, jako że wiadomo iż statystyki wzrostu gospodarczego, w odróżnieniu od samego wzrostu, EU bierze na serio.

Domagając się uwzględnienia dochodów czarnych w PKB prowincji brukselska biurokracja ma jasny cel.  Niszcząc przedsiębiorczość i inicjatywę unijny socjalizm niszczy jednocześnie dochody białe, czyli legalne. Wraz z nimi wyparowują wpływy podatkowe, nie wyłączając centrali. Uwzględnienie dochodów czarnych prowincji jest wyjściem – prostą metodą na wykazanie że nie każda prowincja EU leży już na twarzy a zatem że z niektórych z nich można jeszcze wydoić coś ekstra.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

W szczególności spodziewać się można że w stojących tradycyjnie nierządem niektórych prowincjach wschodnich imperium uwzględnienie dochodów z burdeli, przemytu czy narkotyków spowoduje skokowy przyrost tamtejszego PKB. Co prawda tylko na papierze ale zawsze można będzie puścić w świat krzepiące wieści że EU jeszcze nie zginęła kiedy na wschodzie parę zielonych wysp gwałtownie zwiększa swój PKB. Wprawdzie głównie dzięki, pardon me, ku*wom, sutenerom i złodziejom,  ale czy będzie to dla wielu taką niespodzianką?

Nierząd i (nie)rząd

Nierząd i (nie)rząd

Kolejnego skoku PKB dozna gdy wtedy gdy unia zacznie do tego uwzględniać nielegalne dochody z oficjalnej lub mniej oficjalnej korupcji,  hazardu  i prywatyzacji. Wtedy w ogóle szansa jest spora że  dołączymy w trybie szybkim do europejskiej ekstraklasy w PKB per capita a rząd będzie mógł ogłosić że zielona wyspa ostatecznie dogoniła zachód. Nie tyle może w km autostrady na łebka ale na przykład w drenażu łebka na potrzeby unii. Wiadomo bowiem że im większe PKB tym więcej kraje wpłacają do unijnego budżetu i tym mniej z niego otrzymują, stając się w pewnym momencie płatnikiem netto. I o przyspieszenie tego procesu chodzi pewnie brukselskim wesołkom w pierwszym rzędzie. Ponadto wyższy PKB to nie tylko duma z łożenia więcej na ratowanie unii przez polskiego podatnika ale także możliwość jeszcze głębszego zapożyczania się kraju, bo można w ten sposób obejść kolejne progi ostrożnościowe. Coś czego bardziej okrężny wariant  praktykuje właśnie min. Rostowski.

No więc cóż, burdelu polski, do dzieła! Cała nadzieja Europy w twoich rękach… i nie tylko.

źródło: DwaGrosze

podobne: Francja: Nie dla „seksasystentek” dla niepełnosprawnych.

…komentarz zbędny, bo co można powiedzieć kiedy od dawna wiadomo że „nierządem POlska stoi”… rysunek za to mam odpowiedni 😉 …Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

KE wypowiada wojnę oszustom podatkowym czyli… przyganiał kocioł garnkowi.


12.06.2013 (IAR) – Komisja Europejska wypowiada wojnę oszustom podatkowym. Bruksela zaproponowała zmiany w przepisach dotyczących automatycznej wymiany informacji bankowych między unijnymi krajami.

Zgodnie z nowymi przepisami, pod lupą byłyby nie tylko oszczędności na kontach, ale także fundusze emerytalne czy dochody z papierów wartościowych. „To kolejna broń w naszym arsenale, która pozwala na skuteczną walkę z oszustwami podatkowymi” – skomentował komisarz odpowiedzialny za podatki Algirdas Szemeta. Szacuje się, że rocznie Unia Europejska traci około biliona euro przez nieuczciwych podatników.

Nowe propozycje to konsekwencja niedawnego szczytu, na którym europejscy przywódcy zlecili Komisji przygotowanie zmian w przepisach. Bruksela ma nadzieję, że zaczną one obowiązywać od stycznia 2015 roku. Jednak by tak się stało, konieczna będzie jednomyślna zgoda wszystkich krajów, a na złagodzenie tajemnicy bankowej do tej pory nie zgadzały się Austria i Luksemburg. Na majowym szczycie zadeklarowały, że są gotowe zaakceptować nowe pomysły, pod warunkiem, że te same zasady będą obowiązywać Szwajcarię, z którą konkurują na rynku usług bankowych.Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy zapowiedział niedawno rozpoczęcie rozmów o nowym porozumieniu w tej sprawie nie tylko ze Szwajcarią, ale też z innymi krajami – Andorą, San Marino i Liechtensteinem.

za pomocą KE wypowiada wojnę oszustom podatkowym – Stooq.

Comrade Bar-Barroso

Comrade Bar-Barroso

…uciekają ludzie z majątkiem przed złodziejami kont (patrz Cypr), przed fiskalizmem który tylko grabi do siebie (patrz Francja), nie dając nic w zamian prócz zadłużenia (patrz PIIGS) i kolejnych ciężarów podatkowych które niszczą konkurencję w Europie czyniąc ją bezbronną wobec agresywnego kapitalizmu z Chin czy innych krajów gdzie koszta pracy są zrównoważone a gospodarki nie zadłużone… Ja się pytam kto wyda wojnę tej bandzie socjalistów którzy są największymi oszustami jakich mogli sobie na plecy wsadzic podatnicy z całej UE?

…Odys

Dla złodziei figa z makiem – MISie mówią dośc!


„Pracodawcy, szczególnie z sektora MSP, twardo zapowiadają – po wprowadzeniu przymusu opłacania składek zusowskich od wszystkich umów zleceń będziemy się bronić – zaczniemy wzorem działań za czasów PRL-u wielkie „zmiękczanie”, czyli zmniejszymy płace, zaczniemy zwalniać, uciekać w szarą strefę, płacić pracownikom pieniądze ”do ręki”. A to oznacza, że z nadziei ministra pracy, że dzięki „ozusowaniu” pracownicy będą mieli w przyszłości większe emerytury, wyjdzie przysłowiowa… figa.”

Tak wynika z badania przeprowadzonego przez Dom Badawczy Maison na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. W badaniu pytano, jaka będzie reakcja właścicieli firm, szczególnie z sektora MSP, na związkowy pomysł przymusu opłacania składek ZUS od wszystkich umów zleceń. 

Takie rozwiązanie zakłada projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. 

Prace nad takimi zmianami to wspólna decyzja rządu, pracodawców i związkowców zasiadających w zespole ds. ubezpieczeń społecznych komisji trójstronnej. Skierowany do dalszych prac dokument został przygotowany przez resort pracy na bazie przepisów zaproponowanych przez NSZZ „Solidarność”. Projekt ma być obecnie skierowany do konsultacji….

całośc tu: Małe firmy szykują się na wojnę: Wy nam ZUS, my wam…figę

Prace nad takimi zmianami to wspólna decyzja rządu, pracodawców i związkowców zasiadających w zespole ds. ubezpieczeń społecznych komisji trójstronnej – Dokładnie tak! Wiem o tym doskonale że “nie-rzond” i tzw. “związki zawodowe” to ta sama banda socjalistycznych złodziei, którym solą w oku tzw. “umowy śmieciowe” – ostatni bastion wolności od fiskalnego wyzysku! Stąd przyjazna retoryka względem lobby związkowego i Pana Dudy, który mógł sobie “protestowac” na ulicy bez specjalnych trudności ze strony władz. Pan Duda to nie to, co ta “nacjonalistyczna hołota” – chociaż sam głośno mówi o obalaniu rządu! Pan Duda to “swojak” – bo socjalista – a władzy najwyraźniej marzy się powtórka z “transformacji ustrojowej” z lat 90-tych i “nowy” Wałęsa… Każdy nowy złodziej przy korycie dobry, byle nie “faszysta”. Bo tu nie chodzi o to żeby coś zmieniac budując, ale o “reorganizację” jak przy “postulacie” o NFZ. O “reorganizację” taką jak w powiedzonku, które mówi, że “wiele trzeba zmienic żeby wszystko zostało po staremu“ (Rząd duje w Dudę)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Chytry dwa razy traci! Jak pokazuje przykład z życia, ten kogo się ograbia ma po pewnym czasie tego ograbiania dośc i zamyka interes. Tudzież ucieka z kapitałem za granicę (jak go stac) albo w szarą strefę i ile wtedy z takiego bogatego państwo zedrze?. Bankructwo dotyka przeważnie małe i średnie całkowicie POLSKIE przedsiębiorstwa, których nie stac na “ucieczkę” z kapitałem za granicę (chocby na “nieszczęśliwy” Cypr). I kiedy padają te firmy to biedni ludzie (o których tak państwo się “troszczy”) tracą pracę i stają się jeszcze bardziej biedni nie konsumują przez co płacą mniejsze podatki i składki (albo w ogóle nie płacą jak nie mają dochodu)… Więc zastanawiam się o co Panu Rostowskiemu chodzi? Jak Pan Tusk i jego ferajna zamierzają “pomóc” tym wszystkim ludziom dożynając jednocześnie źródło “zaopatrzenia” dochodów budżetu państwa? Mówiąc szczerze wcale się nie zastanawiam – bo zastanawiac się nad głupotą jest bezcelowe. Można ją tylko wytykac palcami, albo popukac się w głowę.

…Odys