Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.


„Piotr Wroński, były funkcjonariusz SB, który służył m.in. w zbrodniczym Wydziale XI Departamentu I zajmującym się zwalczaniem dywersji ideologicznej, a także autor książki mającej być czymś w rodzaju „spowiedzi byłego esbeka”, 9 lipca wystąpił do IPN o ujawnienie swoich akt i „wyjęcie” ich ze zbioru zastrzeżonego. – Tą samą ścieżką powinni pójść inni, np. autor książki „Rosyjska ruletka” Marian Zacharski, musimy się dowiedzieć prawdy o latach 80tych – podkreśla w rozmowie z naszym portalem Piotr Woyciechowski…

Decyzję Wrońskiego krytykują jego koledzy ze służby, m.in. Włodzimierz Sokołowski, piszący swoje powieści sensacyjne pod pseudonimem Vincent Severski. Jego teczka także została odtajniona.

– Ja doskonale wiem, jak jest w AW, ale to nie powód by wywlekać to do gawiedzi. To nie służy Polsce. My nie jesteśmy od naprawiania, tylko do służby. Trzeba trzymać wysoko głowę i dumę, nosić gwiazdki z szacunkiem i pamiętać o tych, którzy zostali – komentował decyzje na facebookowej stronie Severski. – Po co chcesz ujawniać swoją teczkę? Rozumiem, że już ją znasz i wiesz, że warto. Czy tak? Ale jeśli nie, to możesz się rozczarować i twoi fani też. A może nie. W każdym razie przygotuj się na ostrą jazdę…”

całość tu: Były esbek chce odtajnić swoje akta

„…chodzi o tzw. „ustawę dezubekizacyjną”. Nie chcę się tu nad nią znęcać, ale ów produkt koalicji jest przykładem tzw. „sprawiedliwości społecznej”.

Wybaczcie ironię

Co jednak myśleć o akcie prawnym, który całą winę za PRL zrzuca wyłącznie na kilka tysięcy osób, na ogół zajmujących mało decyzyjne stanowiska, a w dodatku w większości zweryfikowanych pozytywnie w roku 1990 i pracujących dalej? Według ustawy, te kilka tysięcy osób wprowadziło i utrzymało lat tyle komunizm w Polsce, terroryzując nie tylko społeczeństwo, ale i nasze patriotyczne wojsko, milicję, a w tym ZOMO pałujące i polewające z niechęcią, funkcjonariuszy partyjnych, zmusiło członków WRON oraz innych gienierałów do wprowadzenia Stanu Wojennego, prokuratorów i sędziów do wydawania wyroków na opozycję, cenzorów, stronnictwa sojusznicze, złożone z członków PZPR, oddelegowanych do nich. Tą przestępczą grupę „kierowców i sprzątaczek” (chyba nie było w niej kelnerów) obalili następnie dwaj generałowie i część opozycji przy okrągłym stole. Większości dano „certyfikaty moralne” zwane weryfikacją, stwierdzające, iż są niewinni i nadają się dalej.

Czas na czystkę

Po dwudziestu latach władza doszła do wniosku, że są winni i trzeba ich ukarać, mimo wcześniejszej amnestii. Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył ją i stwierdził, że „prawa nabyte nie są święte”, chociaż dwa tygodnie wcześniej, przy innej grupie zawodowej, zagrzmiał w telewizji, że „prawa nabyte są święte”. W ten sposób TK udowodnił relatywizm oraz elastyczność w podejściu do terminów „prawo” i „święte”. Później, pewien korpulentny świeeeeeeeeeeetny prawnik z SLD, szybko zakręcił się wokół swojej osi, zalał wszystkich potokiem słów i terminów, po czym wspaniale przegrał tą sprawę w Strasburgu. SLD w wieku 45+ odetchnęło z ulgą: nareszcie znaleźli się winni słusznie minionej epoki. Pomijam tu aspekt operacyjny tego wybitnego dzieła „ustawologii”, tworzącego wspaniałą bazę werbunkową (powtarzam: dotyczyła ona również ludzi, którzy większość kariery zawodowej robili po 1990 roku).

Chciałbym też być dobrze zrozumiany

Jestem od wielu lat za kompletnym ujawnieniem teczek oraz rozliczeniem winnych, lecz rzeczywiście wszystkich. Dlatego też zaczynam od siebie i chcę się ujawnić. W tej ustawie jest jeden haczyk: akta osobowe funkcjonariuszy SB są w zbiorze zastrzeżonym IPN. Około roku 2008 część akt pracowników UOP, a potem ABW i AW, którzy pracowali przed 1989 rokiem przesłano do tej szacownej instytucji i utajniono. Odtajnić je może szef służby.

Wykonanie tej ustawy wygląda mniej więcej tak: idę sobie na emeryturę, ZER (Zakład Emerytalno-Rentowy) pyta IPN, czy mnie ukarać, IPN zwraca się do szefa służby, czy ma ujawnić akta ZER, a szef służby odpże wiem po co szefom takie odpowiada „tak lub nie”. Zależnie od humoru chyba. Niektórych moich kolegów ujawniono, mnie i kilku innych nie, mimo, że mniej więcej pracowaliśmy tak samo. Nie rozumiem intencji ustawodawcy, chociaż wydaje mi się, że wiem, do czego służy taki dobry kaganiec…”

całość tu: Postanowiłem się ujawnić. Wystąpiłem o odtajnienie swoich akt w IPN

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów. a także: Sprawiedliwośc – “Układ zamknięty” polecam również: Stanisław Michalkiewicz: “Pułapki tolerancji i dialogu”, czyli komunizm “z ludzką twarzą”. i jeszcze: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia oraz: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. i to: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”).

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Reklamy

Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”).


1. Tadeusz Płużański: A co z komunistycznymi „księgowymi”?

Oskar Groening, 94-letni Niemiec, został skazany na cztery lata więzienia. Choć w Auschwitz był „tylko” strażnikiem. Konfiskował bagaże przywożonych tu ludzi. Dlatego nazywany jest „buchalterem z Auschwitz” lub „księgowym”. Mimo to sąd uznał Groeninga za winnego pomocy w masowym mordzie co najmniej 300 tys. ludzi, głównie węgierskich Żydów, od maja do czerwca 1944 r. Zdaniem sędziów usprawiedliwieniem nie może być to, że nikogo osobiście nie zabił.

Ale w Polsce też mamy wielu takich „księgowych” – tylko komunistycznych (ale jaka to różnica?). Zacznijmy od człowieka, który miał wyższą funkcję od Groeninga. To Ryszard Mońko, w czasach stalinowskich zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego, który zarządził m.in. egzekucję rtm. Witolda Pileckiego. Od wielu lat mieszka w Hrubieszowie jako dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.

Albo jeszcze większa „szycha” – Jan Ptasiński, stalinowski wiceminister bezpieczeństwa i zastępca komendanta głównego MO, który w listopadzie 1954 r. mówił: „Duży jest wkład aparatu w dzieło utrwalania władzy ludowej. Te osiągnięcia zawdzięczamy mądremu kierownictwu naszej partii”.

Nie możemy oczywiście zapomnieć o kolejnym nadzorcy bezpieki – Czesławie Kiszczaku. Powinien być ścigany nie tylko za złamanie komunistycznego prawa przy wprowadzaniu stanu wojennego, ale z racji pełnionej funkcji PRL-owskiego szefa MSW, czyli „głównego księgowego”.

I w końcu Stefan Michnik, który jako stalinowski sędzia wojskowy ma na koncie co najmniej dziewięć wyroków śmierci na niepodległościowców z AK, NSZ i WiN. Dziś ich szczątków poszukujemy na „Łączce” Powązek Wojskowych.

Po latach „księgowy” Michnik osiadł w Szwecji, gdzie został bibliotekarzem na uniwersytecie w Uppsali. Oskar Groening po wojnie pozostał w Niemczech, gdzie pracował w hucie szkła, z czasem awansując na kierownika ds. personelu. Zbierał znaczki.

I jeszcze jedna różnica między Groeningiem a zbrodniarzami komunistycznymi. Niemiecki oprawca przyznał, że czuje się „moralnie współodpowiedzialny” za zbrodnie i błaga o wybaczenie.

Czy kiedykolwiek takie słowa padły z ust Jaruzelskiego czy Kiszczaka? Ci zawsze kłamali, że są niewinni. A podlegli im funkcjonariusze wykonywali tylko rozkazy przełożonych.

Tadeusz Płużański • se.pl (źródło: wzzw.wordpress.com)

…jak na zawołanie po Jaruzelskim, Kiszczaku, Kociołku i innych którzy uniknęli rozliczenia za swoje zbrodnie, mamy kolejny przykład jak w diametralnie inny sposób podchodzi się u nas do poczucia sprawiedliwości – nawet w obliczu udowodnionej przed sądem krzywdy…Odys

2. Ubek uniknie więzienia.

„Tadeusz Żelazowski (ur. ok. 1926) – polski funkcjonariusz komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, śledczy UB. Według teczki osobowej do UB zgłosił się na ochotnika. Był oficerem śledczym Wydziału Śledztw Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego m. st. Warszawy. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

7 października 2014 roku Tadeusz Żelazowski został uznany z oskarżenia Instytutu Pamięci Narodowej i Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, winnym popełnienia zbrodni komunistycznych i zbrodni przeciwko ludzkości, i skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia X Wydział Karny w Warszawie na karę łączną 3 lata pozbawienia wolności. Żelazowski został uznany winnym używania przemocy fizycznej i psychicznej wobec przesłuchiwanych działaczy organizacji harcerskiej „Orlęta” w latach 1951-1952 w tym obrażania, bicia, kopania i grożenia przesłuchiwanym przy użyciu pistoletu podczas wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchań.

W postępowaniu odwoławczym z lipca 2015 roku, Sąd zmienił zasądzony wyrok orzekając w stosunku do Tadeusza Żelazowskiego karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyrok jest prawomocny. (Wikipedia).

więcej tu: wzzw.wordpress.com

podobne: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie). polecam również: „The Soviet Story”: Jaruzelski podrasował swój życiorys. Czerwone pomniki samosiejki.

„…Wikipedia twierdzi, że dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. Dysonans może pojawić się także wtedy, gdy zachowania nie są zgodne z postawami. A dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że dziś niemiecki sąd skazał na karę 4 lat pozbawienia wolności Oskara Gröninga, lat 94, który jako księgowy zajmował się selekcja rzeczy odebranych więźniom Auschwitz-Birkenau. Był tylko księgowym! A jednak nikt nie krzyknął „odpieprzcie się od księgowego”, nie było też głosów żeby zostawić w spokoju biednego, schorowanego człowieka… Gdzie nagle zaginęli wszyscy zwolennicy „chrześcijańskiego miłosierdzia”? I jak taki leming ma to zrozumieć. O ile w ogóle cokolwiek zrozumieć będzie chciał…” (DWS24.pl 15 lipca 2015 roku)

…ale czemu tu się dziwić skoro ten stan bezprawia został uformowany i jest firmowany przez „wolnościowe legendy”, które wysługiwały się (i dalej się wysługują) owej zarazie. Jest to bowiem oczywista konsekwencja sprzedania się obecnych tzw. „elit”, odpowiedzialnych za tworzenie i egzekwowanie prawa w Polsce swojego czasu komunistycznemu reżimowi (za różnego rodzaju przywileje udziału w łupach z rabunku i mordów na wielu prawych Polakach).

Bezczelność i bezkarność tego stanu rzeczy jest też niestety ugruntowana w niesłabnącej estymie, jaką owe „legendy” cieszą się do dziś wśród sporej części zwykłych Polaków – nawet w obliczu UDOWODNIONYCH faktów zdrady i zaprzaństwa. Więc jak może dojść do zmiany na górze jeśli na dole obywatel nie potrafi połączyć tych dwóch stanów rzeczy pod pojęciem niesprawiedliwość? Nie może. I nic się w tej kwestii nie zmieni dopóki ludzie nie przestaną tego bezprawia firmować własną ręką i słowem, udzielając poparcia i bezkrytycznie spijając kłamstwa z ust ludzi takich jak np Buzek (alias TW „Karol”)… Odys

3.  TW „Karol” był najwyżej ulokowanym tajnym współpracownikiem służb specjalnych komunistycznego aparatu represji we władzach ruchu „Solidarność”…

„Jerzy Buzek został zwerbowany przez Wywiad Wojskowy PRL w roku 1971 przed wyjazdem na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii (1971-72r). Informacja na ten temat zawarta jest w zachowanych aktach.

Pierwszym zadaniem agenta było zdobycie dla Układu Warszawskiego najnowszych technologii utylizacji gazów bojowych. Po powrocie do kraju, w końcu 1972 roku, Jerzy Buzek złożył stosowny raport. Wobec podejrzenia o przewerbowanie agenta przez MI 5 (siostrzane do CIA służby brytyjskie). Wywiad PRL zrezygnował z użycia agenta „na kierunku państw kapitalistycznych”. W związku z tym przekazano agenta do dyspozycji Służby Bezpieczeństwa. Użyty przez Służbę Bezpieczeństwa po wydarzeniach 1976 r (protesty na uczelniach) do operacji rozpracowania środowisk akademickich m.in. w ramach sprawy obiektowej „Politechnika”. Chodzi o Politechnikę Gliwicką. Działania te koordynował przede wszystkim Wydział III KW MO Katowice.

Nagrodą za efektywną pracę było umożliwienie przyznania tytułu naukowego docenta. Jerzy Buzek posiadał minimum 3 „teczki” , pierwszą, gdy był rozpracowywany, drugą założył Wywiad, trzecią Służba Bezpieczeństwa, nadając kryptonim Tajny Współpracownik (TW) „Karol”. Natomiast w ramach każdej z wymienionych, występowały m.in. teczka personalna oraz teczka pracy tzw. operacyjna. Po strajkach sierpniowych 1980 roku Jerzego Buzka skierowano do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Najpoważniejszym sukcesem agenta TW „Karol” stały się działania manipulacyjne podczas I-szego Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, gdzie jako współprowadzący obrady m.in. doprowadził do uchwalenia słynnej Odezwy do Narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Celem autorów z komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL była prowokacja i uzyskanie bezpośredniej pomocy (z interwencją zbrojną włącznie) od ZSRR, zaniepokojonego rozszerzaniem się wolnościowej „zarazy” na inne kraje socjalistyczne. Agent otrzymał za to zadanie wysoką nagrodę finansową. W 1985 podpisał kolejny ważny dokument złożony w teczce operacyjnej TW „Karol”.

Charakterystyczną rolę Jerzy Buzek odgrywa w aresztowaniu przywódców Śląskiego podziemia solidarnościowego. Poznaje wyjątkowo lokal, w którym ukrywa się Tadeusz Jedynak. Wkrótce zostaje w nim aresztowany tenże lider władz regionalnych i krajowych. Następnie Jerzy Buzek poznaje mieszkanie, w którym ukrywa się następny szef regionalnych struktur „Solidarności”- Jan Andrzej Górny. Po kilku godzinach lokal okrąża ogromna liczba samochodów SB oraz cywilnych i mundurowych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL. Poszukiwanego przez 7 lat listem gończym Prokuratury Wojskowej czołowego działacza podziemnych struktur, w tym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” aresztowano… bez rewizji lokalu ! Buzek niezauważony, z torbą pełną związkowych pieniędzy, bez kłopotu opuszcza po kwadransie „kocioł”…” (Irek Cezary Tuniewicz  pressmania.pl)

całość tu: Jerzy Buzek, TW „Karol”

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). i jeszcze: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.


1. Milczenie nie zawsze jest złotem. Przesłanie Chrześcijan do Islamistów z ISIS.

„…15 lutego 2015r. w Libii islamscy dżihadyści zamordowali z zimną krwią 21 chrześcijan. Podcięli im gardła. Umierali z imieniem Jezusa na ustach…. Kardynał Angelo Scola mówi, że tacy ludzie jak ci chrześcijanie są „dla nas, letnich Europejczyków, nie tylko świadectwem, ale mogą nas zawstydzić. Bo jak trzeba kochać Chrystusa, by w obliczu przyłożonego sztyletu pozostać Mu wiernym.„

Oni mogli milczeć. Mogli nie mówić głośno, że wierzą w Chrystusa. Dzięki temu teraz by żyli. Uratowaliby swoje życie. Ale czy na pewno? Jezus przecież mówi, że „kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.” /Mk 8,35/ Oni to życie zachowali. Sam Chrystus wziął ich za rękę i poprowadził do domu swojego Ojca. Tak jak to już zapowiedział, że „do każdego, kto przyzna się do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie; a każdego, kto Mnie się wyprze przed ludźmi, wyprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” /Mt 10, 32-33/…”

źródło: deon.pl
Who Would Dare to Love ISIS? (A Letter from the People of the Cross)

Jeszcze nie zdążyliśmy się pogodzić, jeśli w ogóle kiedykolwiek mogłoby to nastąpić, z męczeńską śmiercią dwudziestu jeden egipskich Koptów ściętych przez barbarzyńskie brygady ISIS, gdy dżihadyści znów opublikowali kolejny film z egzekucji. Tym razem podbili stawkę i zabili trzydziestu etiopskich chrześcijan. Informatorzy z Libii potwierdzają, że zamordowani nie zgodzili się przyjąć islamu i z pełną świadomością szli na śmierć z powodu Jezusa. Podobnie jak męczennicy z Malatja. Przypomnę, że na filmie z egzekucji Koptów widać jak mężczyźni wzywają imienia Chrystusa i oddają odważnie ziemskie życie. W wyniku tej nowej tragedii, Etiopia ogłosiła trzydniową żałobę narodową. Abune Mathias I., Patriarcha Etiopskiego Kościoła Prawosławnego uznał mord chrześcijan za odrażający i tchórzliwy akt przeciwko ludzkości. Nie tylko przeciwko chrześcijanom. Egzekucja nie zelektryzowała jednak opinii publicznej na Zachodzie. Okcydent powoli przyzwyczaja się do krwawych spektakli. Możliwe, że zacznie wkrótce kwitować zabójstwa chrześcijan na tle religijnym obojętnym wzruszeniem ramion i pytaniem: „Znowu?” A może już tak robi? W każdym razie, żadnych protestów, żadnych marszów z udziałem polityków z pierwszych stron gazet, żadnych słów oburzenia raczej się nie doczekamy. Zarówno Zachód, jak i świat islamu znacząco w tej sprawie milczą, co jest oczywistym współudziałem w mordzie. Bierność także.

Jak się jednak okazuje, do zabijania w imię Mahometa nie potrzeba wcale ekstremistów. W ostatnim czasie dwunastu chrześcijan, którzy płynęli z Libii do Włoch na prowizorycznych łódkach zostało wyrzuconych w morze przez swoich muzułmańskich towarzyszy podróży. Zginęłoby niewątpliwie więcej chrześcijan, gdyby nie utworzyli żywego łańcucha.

Zginęli za wiarę w Jezusa

„Incydent” na Morzu Śródziemnych wskazuje na kilka ważnych aspektów prześladowań wyznawców Chrystusa.

Po pierwsze, zabici imigranci zginęli za wiarę w Jezusa. To nie była jakaś „awantura religijna”, jak to cynicznie podsumowała „Gazeta Wyborcza”, lecz śmierć męczeńska, ponieważ chrześcijanie zaczęli się w pewnym momencie modlić do Boga. Prosili o uratowanie ich i bezpieczne dotarcie do brzegu.

Po drugie, mordu nie dokonali żadni ekstremiści z ISIS, tylko zwykli ludzie, i tak się złożyło, że byli to muzułmanie. Po trzecie, wspomniany obrzydliwy nagłówek „Wyborczej” i zredukowanie mordu z przyczyn religijnych do „awantury” ukazuje w pełnej krasie nastroje lewaków i libertynów. Niby potępiają zabójców, ale gdzieś w oddali pobrzmiewa jakaś sadystyczna satysfakcja ze śmierci „awanturujących się”.

Po czwarte, wprawdzie imam we Włoszech – przewodniczący Unii Wspólnot Muzułmańskich Ezzedine Elzir –  określił mord na Morzu jako w pełni niedopuszczalny i niszczący dobre imię islamu (a co ma mówić?), ale, dodał swoje „ale”… . Co prawda nie wolno zabijać niewiernych, ale… tym z kolei nie wolno się modlić do innego Boga niż Allah, a już na pewno nie do Jezusa. Jest jakiś absolutny skandal w tej wypowiedzi, która, gdyby solidarność Włochów z zabitymi była silna, powinna wywołać pod jego oknami masowe marsze sprzeciwu i wyproszenie imama z kraju. Nie dość bowiem, że otwiera on furtkę do argumentacji usprawiedliwiającej muzułmańskie mordy religijne, to jeszcze pozwala sobie na jawną koranizację, korzystając z nieszczęścia konkretnych ludzi na morzu.

Po piąte, wyznawcom ideologii zwanej poprawnością polityczną kończą się powoli argumenty. Już nie można ot tak stwierdzić, że islam nie ma nic wspólnego z mordami chrześcijan. Ma i to sporo. Na łodzi pełnej imigrantów byli tak zwani umiarkowani muzułmanie.

Dla mnie niezwykle niepokojąca jest przede wszystkim obojętność świata muzułmańskiego wobec masowych mordów w imię islamu. A jeśli już ktoś się publicznie wypowie przeciw muzułmańskim zbrodniom, to od razu doda swoje „ale”. Właśnie. Żadnych słów potępienia, żadnego masowego błagania o przebaczenie, żadnych wieców sprzeciwu. Warto zwrócić uwagę, że Organizacja Współpracy Islamskiej, czyli największa, po ONZ międzynarodowa organizacja skupiająca państwa muzułmańskie nie wystosowała dotąd żadnego apelu, żadnego oświadczenia. No tak, ale zrozumiemy to lepiej, gdy przyjrzymy się waśniom wewnątrz samego świata islamu. Tam trwa również krwawa rozprawa i nie potrzeba do niej ani „krzyżowców”, ani „niewiernych”.

Pod nóż poszli najpierw chrześcijanie

Prześladowania muzułmanów, o których świat mediów mainstreamowych opowiada z uporem maniaka, wprawdzie rzeczywiście występuje, ale jest sprawą wewnętrzną samych muzułmanów. W Syrii sunnici mordują szyitów, w Iraku zabijają się nawzajem, Arabia Saudyjska ścina z satysfakcją odstępców szyickich, a w Iranie wieszani są sunnici. W Jordanii wybuchają meczety szyitów, a eksplozje finansuje Araba Saudyjska oraz Al Kaida. W większości sunnickich Pakistanie i Bangladeszu napady na „niewiernych” szyitów to codzienność. Nie zapominajmy jednak, że zaistniała sytuacja w świecie islamu następuje wówczas, gdy pod nóż poszli najpierw chrześcijanie, czyli ci, którzy ex definitione muszą zostać wyeliminowani z przestrzeni publicznej najpierw. Najlepiej fizycznie. O tym przypomina nam setna rocznica ludobójstwa, pierwszego Holokaustu w Europie, jakiego na chrześcijanach dokonali Turcy i Kurdowie w latach 1915-1917.

I oprócz Stolicy Apostolskiej ofiary nie mają swojego obrońcy. Watykan od pewnego czasu sugeruje, aby kraje Zachodu w silnej koalicji międzynarodowej zaczęły działać w imię tak zwanej sprawiedliwej wojny. Krucjaty pewnie z tego nie będzie, ale Węgry potrafiły znaleźć środki na wysłanie swoich żołnierzy do Iraku, aby bronili chrześcijańskich cywilów i uchodźców i szkolili milicje chrześcijańskie. Szef watykańskiej dyplomacji abp Paul Richard Gallagher powiedział, że „dopuszczalne jest powstrzymanie agresji poprzez działania wielostronne i proporcjonalne użycie siły”. Wiemy, że w Iraku i w Syrii powoli zaczynają tworzyć się chrześcijańskie ugrupowania paramilitarne, których zadaniem jest obrona rodzin chrześcijańskich, że docierają do nich ochotnicy z Zachodu, którzy walczą z mordercami spod sztandaru półksiężyca.

Śmiem jednak wątpić, aby USA, Francja, Wielka Brytania (w tym Polska) potrafiły wpaść na pomysł uzbrojenia chrześcijan z Iraku czy Syrii, przeprowadzać z nimi szkolenia, manewry i pomagać im w dawaniu w konkretny sposób odporu siłom zła. Wydaje się raczej, że tym, którzy rządzą dziś Zachodem bardziej zależy na zanikaniu chrześcijaństwa w jego kolebce, czyli na obszarze działalności pierwszych Apostołów, pierwszych gmin wyznawców Jezusa, obrad pierwszych soborów. To tereny rdzennie chrześcijańskie. Własność wyznawców Chrystusa, nie ISIS. Islam pojawił się na nich ponad 600 lat później. Jakże to głęboko smutne i tragiczne, że pomimo środków, którymi w krótkim czasie można by było zdławić muzułmańską rebelię, czeka się raczej, aż ona wyniszczy chrześcijaństwo. Efekt jest taki, że każdy kolejny miesiąc zakorzeniania się islamistów na tych obszarach to ich sukces w postaci nowych wyznawców bożka zagłady rekrutowanych z młodych muzułmanów żyjących w Unii Europejskiej.

Tomasz M. Korczyński

źródło: pch24.pl

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. oraz: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. i to: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”.

3. Przyjmowanie uchodźców w UE dobrowolne. Polska zadowolonaUE potroi środki na patrolowanie Morza ŚródziemnegoProf. Staniszkis: Rozwiązania w sprawie uchodźców sygnałem nieczystego sumienia.

23.04.2015 (IAR) – Przyjmowanie imigrantów przez unijne kraje jednak dobrowolne. Tak zdecydowali europejscy przywódcy na szczycie w Brukseli. W tej sprawie toczyły się ożywione dyskusje, bo państwa Południa chciały obowiązkowego rozsyłania azylanków z Afryki do do wszystkich krajów. Tłumaczyły, że nie radzą sobie z falą imigrantów, a apele o solidarne wsparcie pozostały bez odzewu.

Zgodnie z postanowieniami szczytu kraje członkowskie będą same decydowały ilu uchodźców przyjmą u siebie, bez narzucania z góry określonych limitów. „Ta solidarność musi być na miarę i możliwości każdego kraju” – podkreśliła premier Ewa Kopacz. „Cieszę się bardzo, że został zachowany zapis o dobrowolności każdego kraju” – dodała.

Polsce od początku nie podobał się pomysł obowiązkowego narzucania limitów imigrantów w poszczególnych krajach. Nie składała też żadnej oferty. Na szczycie nie zrobiły też tego inne kraje. „W konkluzji po tej burzliwej dyskusji nie ma żadnej konkretnej liczby” – powiedziała premier Kopacz.

Sprawa przyjmowania uchodźców u siebie to jedna z najbardziej delikatnych kwestii. Do tej pory większość unijnych krajów niechętnie reagowała na apele Południa. Ich pomysł obowiązkowego narzucania limitów poparły Niemcy. Holandia z kolei podkreśla, że w tej sprawie robi już wystarczająco dużo i zasugerowała, by teraz inne kraje, na przykład ze Wschodu wzięły na siebie ciężar wsparcia. Europejscy przywódcy wrócą do dyskusji na czerwcowym szczycie.

IAR/Beata Płomecka/Bruksela/zr

23.04.2015 (IAR) – Unia Europejska potroi środki na unijną misję patrolową Triton na Morzu Śródziemnym. Tak zdecydowali szefowie państw i rządów na spotkaniu w Brukseli. Celem operacji jest ograniczenie liczby imigrantów z Afryki.

Dotychczasowy budżet misji wynosił około 3 milionów euro miesięcznie. Był dużo mniejszy niż ten, którym dysponowała włoska akcja Mare Nostrum, zastąpiona przez operację unijną.

Początkowo planowano podwoić środki na ten cel ale Komisja Europejska zaproponowała, aby fundusze te jeszcze zwiększyć – podkreślał po spotkaniu szef Komisji Jean Claude Juncker. Oznacza to, ze budżet Tritona wyniesie 120 milionów euro rocznie.

Niektóre kraje członkowskie już dziś zapowiedziały, że udostępnią dodatkowe statki, helikoptery oraz personel dla wsparcia unijnej misji patrolowej.

Polska zadeklarowała wysłanie od 10 do 15 oficerów.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/zr

24.04.2015 (IAR) – Rozwiązania Unii Europejskiej w sprawie uchodźców są sygnałem jej nieczystego sumienia – uważa profesor Jadwiga Staniszkis z Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Imigranci codziennie toną w wodach Morza Śródziemnego, próbując dostać się do Europy. Przywódcy państw Wspólnoty zdecydowali o trzykrotnym zwiększeniu środków na patrolowanie Morza Śródziemnego, nie nastąpiło jednak porozumienie w sprawie solidarnego przyjmowania imigrantów.

Profesor Jadwiga Staniszkis podkreśla, że państwa zachodnie sa współwinne obecnej sytuacji w Afryce Północnej. Jak zauważa, to właśnie ten region mógł się stać miejscem „utrzymującym ludzi, miejscem odzyskiwania dumy, budowania nowych instytucji”. W jej ocenie, to ingerencja Zachodu wymusiła demokratyzację, która doprowadziła jednak do uaktywnienia konfliktów religijnych.

Profesor Staniszkis podkreśla, że sytuacja w Afryce Północnej wymaga szczególnych działań, ale nie spodziewa się ich po Unii Europejskiej. „W tej chwili Egipt wraca do punktu wyjścia, władz wojskowych, ale po drodze są ofiary, wyroki, procesy i ten klimat się całkowicie zmienił – z nadziei na rozpacz” – powiedziała profesor Staniszkis, dodając, że sytuację może pogorszyć działanie Państwa Islamskiego w regionie.

Europejscy przywódcy wrócą do dyskusji o uchodźcach na czerwcowym szczycie Unii. Premier Ewa Kopacz zadeklarowała, że nasz kraj będzie wspierać wysiłki Wspólnoty w celu unormowania sytuacji. Polska może wysłać na południe Europy od 10 do 15 oficerów straży granicznej. Wsparliby oni misję patrolowania Morza Śródziemnego i jego brzegów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Dorota Piotrowska/kd/Siekaj

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

źródło: stooq.pl

…Cynizm, populizm, zimna kalkulacja? Mniejsza z tym. Skończyło się na „wielkich słowach”, wyrażeniu „żalu”, podkreślenia „powagi sytuacji” i „potrzeby pomocy” bla bla bla. Konkrety (póki co) dotyczą uszczelnienia granic UE przed nielegalną imigracją (i bardzo dobrze). Mam nadzieję że polski podatnik nie będzie musiał w ostateczności ponosić kosztów niekompetencji i nieporadności krajów południa, tak jak te kraje nie muszą (i nie ponoszą) kosztów uchodźstwa choćby z Ukrainy które z kolei ponosi Polska (też nie ze swojej winy). Nakładanie na nasz kraj dodatkowego balastu w ramach czyjejś potrzeby wykazania się poprawnością polityczną tudzież w imię fałszywej „solidarności” to jakiś absurd. Niech sobie zachód radzi sam ze swoimi „demonami wojny” (które pomagał tworzyć maczając łapy przy „afrykańskiej wiośnie ludów”). Mam nadzieję że nasze władze (którym brakuje pieniędzy dla własnych obywateli) nie są na tyle naiwne by dać się wciągnąć w kolejne koszta, i wykorzystają z zimną krwią możliwość dobrowolnego uregulowania tej kwestii kończąc swoją „solidarność” na wielkich słowach (tak jak zwykł to robić obłudny zachód)… Odys

4. Bazelak: zmasowany atak na Polskę. Płudowski: zbyt emocjonalnie podchodzimy do oczekiwań wobec USAList otwarty do dyrektora FBI od twórców „Karskiego i władców ludzkości”.

W ostatnim czasie trwa zmasowany żydowski atak na Polskę. Powstają zakłamane i obrazoburcze filmy „Pokłosie” i „Ida”, które przedstawiają Polaków jako morderców. Do antypolskiej i antynarodowej narracji włączył się dyrektor FBI James Comey, który oskarża Polaków o kolaborację z nazistami przy Holokauście. Według słów amerykańskiego dygnitarza Polacy mordowali Żydów!

A jaka była jednak prawda? To tak zwani Żydzi, odpowiedzialni są za masowe mordy Polaków, a nie odwrotnie. To Żydzi są mordercami, a na swoich rękach mają niewinną krew tysięcy polskich mężczyzn, kobiet i dzieci.

Jak ujawniła gazeta „Maariv” żydowscy oficerowie służący w NKWD dla Rosjan przyznali się, że osobiście bestialsko wymordowali 12 tys. polskich oficerów w Katyniu. Józef Stalin osobiście wybierał oficerów, którzy mieli zabijać Polaków. Wraz z szefem NKWD, Żydem Ławrientijem Berią zaplanowali mord oficerów polskich i zdecydowali, że w większości zadanie to wykona grupa żydowskich oficerów z NKWD. Za morderstwa te byli odpowiedzialni Żydzi: major Joszua Sorokin, płk Aleksander Susłow, płk Samyun Tichonow.

Przypomnieć należy niektóre zbrodnie żydowskie z czasów II wojny światowej między innymi ludobójstwo z 8 maja 1943 roku w Nalibokach, jakim było wymordowanie 250 mieszkańców polskich wsi przez partyzantów żydowskich i sowieckich. Do historii mordu dokonanego na Polakach przez Żydów i Rosjan przeszła również zbrodnia w Koniuchach, gdzie bez litości zamordowano polskich mieszkańców wsi – mężczyzn, kobiety i dzieci.

Po wojnie Żydzi mocno udzielali się w komunistycznym UB torturując i mordując polskich bohaterów wojennych. Żydowscy zbrodniarze komunistyczni odpowiedzialni są za mordy 1650 Polaków w obozie w Świętochłowicach, gdzie prym w mordowaniu ludzi wiódł Żyd Salomon Morel i podlegli mu żydowscy kaci z UB. Żydowscy zbrodniarze odpowiedzialni są również za proces i morderstwo generała Fieldorfa Nila i rotmistrza Pileckiego, a także wielu innych polskich patriotów chowanych potem w bezimiennych grobach.

Hołubiony dzisiaj i uwielbiany w obecnej III RP Żyd major Zygmunt Baumann otrzymał krzyż walecznych za łapanki i prześladowanie polskich patriotów, żołnierzy Armii Krajowej i NSZ. Baumann organizował też napady na bezbronne rodziny żołnierzy niepodległościowych.

Czy ktoś osądził w Polsce tych żydowskich zbrodniarzy? Dlaczego Polacy nie kręcą filmów pokazujących prawdziwe oblicze Żydów i mordowanie przez nich bezbronnych Polaków? Żydzi mają na swoim koncie około 20 tysięcy niewinnie pomordowanych Polaków. Brakuje w naszej rodzimej kinematografii filmów o żydowskich mordach, a zamiast tego pluje się na groby polskich bohaterów z podziemia niepodległościowego. Polska nie powinna na to pozwalać. Mimo horroru i tragedii, jakie zafundowali naziści Żydom, to właśnie Żydzi stali się później prawdziwymi katami i mordercami, a nie Polacy. Nie dajmy się omamić żydowskiej propagandzie. Walczmy o prawdę i honor! Cześć i chwała polskim bohaterom!

Kamil Bazelak, były strongman i zawodnika MMA

źródło: stefczyk.info

23.04.2015 (IAR) – Słowo ‚przepraszam’ nie zostało użyte, ale mamy do czynienia z pewną formą przeprosin – uważa doktor Tomasz Płudowski z Collegium Civitas.

Dyrektor FBI James Comey w liście przekazanym naszemu ambasadorowi wyraził żal, z powodu powiązania Polski z Niemcami w kontekście Holokaustu.

Polska jest rozczarowana, ponieważ oczekiwaliśmy użycia słowa ‚przepraszam’ – uważa Płudowski. Wyrażenie żalu jest jednak formą przeprosin, tylko że ujętą inaczej – mówi amerykanista.

Płudowski zwraca uwagę, że stosunki polsko – amerykańskie układają się w ostatnich latach coraz lepiej, a współpraca militarna i polityczna jest coraz ściślejsza. Jednocześnie Polacy w jego opinii zbyt często kierują się emocjami w oczekiwaniach w stosunku do Stanów Zjednoczonych, co jest niepotrzebne. Wzajemne relacje mają też charakter asymetryczny – to Stany Zjednoczone bardziej są potrzebne Polsce niż na odwrót, nie jest więc w naszym interesie by się obrażać – dodaje Płudowski.

„Żałuję, że użyłem nazw konkretnych krajów, ponieważ moja argumentacja miała charakter uniwersalny i dotyczyła ludzkiej natury. (…) Państwo Polskie nie ponosi odpowiedzialności za okrucieństwa, których dopuszczali się naziści” – napisał w liście do ambasadora James Comey.

Informacyjna Agencja Radiowa/P.Pawełek/mitro/

komentarz Stanisława Michalkiewicza:

„…Warto w związku z tym zwrócić uwagę właśnie na stanowisko, jakie pan Jakub Coney zajmuje. Jest dyrektorem FBI, a więc jednej z dwóch formacji amerykańskiej razwiedki i z tego tytułu coś tam przecież musi wiedzieć. Na przykład – że rząd Stanów Zjednoczonych nieustannie wywiera na Polskę naciski, by ta jak najszybciej zadośćuczyniła żydowskim roszczeniom majątkowym, szacowanym na 60, a może nawet 65 miliardów dolarów. Dyrektor Coney musi też wiedzieć, że jednym z elementów tego nieustającego nacisku jest tzw. „pedagogika wstydu”, której Polacy poddawani są co najmniej od roku 1990, kiedy to żydowskie organizacje przemysłu holokaustu wysunęły przeciwko „narodowi polskiemu” dziwaczny zarzut, że w obliczu holokaustu zachował się „biernie”. Zarzut dziwaczny, bo oskarżyciele nie wskazywali, co właściwie naród polski miałby zrobić ponadto co zrobił, by nie zasłużyć na taką recenzję.

Potem, w ramach zapowiedzianej przez ówczesnego sekretarza Światowego Kongresu Żydów Izraela Singera operacji „upokarzania Polski na arenie międzynarodowej”, nastąpiła eskalacja tych oskarżeń; w roku 2001, podczas uroczystości w Jedwabnem, „naród Polski” został oskarżony o „współudział”, a 10 lat później – o „sprawstwo” samodzielne. Uprzejmie uważam, że FBI nie mogło o tym wszystkim nie wiedzieć tym bardziej, że agenci tej organizacji, podobnie jak agenci CIA, w „pedagogice wstydu” prawdopodobnie bezpośrednio lub pośrednio uczestniczą – na przykład nakręcając odpowiednio swoich konfidentów nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i w Polsce. Zatem jeśli nawet Amerykański Komitet Żydowski dzisiaj protestuje, a pan doktor Weiss domaga się nawet dymisji, to dyrektor Coney najprawdopodobniej wie, że to tylko takie przekomarzania, bo skoro Amerykański Komitet Żydowski i pan doktor Weiss żydowskie roszczenia majątkowe wobec Polski popierają, to muszą też godzić się na operację rozmiękczania polskiego oporu właśnie „pedagogiką wstydu”, w której oskarżenia Polaków o zbrodnie II wojny światowej pełnią ważną funkcję. Jeśli zatem oficjalnie protestują, to nie jest wykluczone, że w ukryciu zacierają ręce, iż w „pedagogice wstydu” wziął udział taki ważny dygnitarz. A ponieważ niegrzecznie byłoby zakładać, że FBI nie wie o sprawach, które dzieją się w ukryciu, zatem prawdopodobnie wie i o tym zacieraniu rączek. W takim razie dlaczego dyrektor Jakub Coney miałby się przejmować protestami nawet żydowskimi, a tym bardziej – polskimi?…”

całość tu: michalkiewicz.pl

polecam również: Profesor Jasiewicz i „kozi taniec” PANa

24.04.2015 (IAR) – Twórcy polsko-amerykańskiego filmu dokumentalnego „Karski i władcy ludzkości” skierowali list otwarty do Jamesa Comeya zachęcający go do uzupełnienia wiedzy o Holocauście. Za pośrednictwem ambasady USA przekazali dyrektorowi FBI kopię swego filmu o Karskim, który dziś, wchodzi na ekrany polskich kin.

W liście otwartym napisali między innymi, że z obrazu tego można dowiedzieć się, co w sprawie mordowania przez Niemców milionów polskich Żydów w czasie II wojny światowej zrobiło Polskie Państwo Podziemne. „Polski rząd nie podjął kolaboracji z Niemcami, co było jednym z niewielu wyjątków w okupowanej Europie” – piszą. Podkreślają, że ponad 6 tysięcy Polaków jest odznaczonym przez Izrael za ratowanie Żydów z narażeniem życia.

Reżyser Sławomir Gruenberg i producent Dariusz Jabłoński stwierdzają dobitnie: „Historia Jana Karskiego opowie Panu, co robili Polacy, by pomóc swoim sąsiadom Żydom. Karski został wyznaczony przez Polskie Podziemne Państwo, by przekraść się przez okupowaną Europę i przekazać na Zachód pierwszą informację o planowej zagładzie Żydów dokonywanej przez Niemców. Karski wykonał zadanie i opowiedział o tym wszystkim przywódcom wolnego świata, w tym przede wszystkim prezydentowi USA Franklinowi Delano Rooseveltowi, błagając ich o pomoc dla polskich Żydów. Z naszego filmu z ust Karskiego dowie się Pan, co zrobili wtedy przywódcy. Niewiele” – czytamy w liście do Jamesa Comeya.

Autorzy listu przyznają, że nie wszyscy Polacy w tych strasznych czasach umieli pokonać strach, nie wszyscy zasłużyli na miano Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. „Niektórzy z nich nie zdali egzaminu odwagi, współczucia i ludzkiej przyzwoitości. Tego nie należy ani usprawiedliwiać, ani uogólniać. Nie pozwala to nikomu nazywać Polaków wspólnikami Hitlera” – czytamy.

Twórcy filmu zamierzają doprowadzić do dystrybucji filmu do kin w USA i w Izraelu.

Joana Sławińska, pr.1 PR /K.P./Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady.

…Nie wiem w czyim imieniu Pan Płudowski udaje i kogo usiłuje przekonać że nie trzeba słowa przepraszam by choć w ten symboliczny sposób przyznać się do popełnionej podłości i zadośćuczynić szerzeniu kłamstw ale się myli. Zwłaszcza kiedy chodzi o tak daleko idące nieprzyjemne konsekwencje dla strony pokrzywdzonej (pomijając już zwykłą przyzwoitość przeproszenia za pomówienie). Nie ma w tej sprawie żadnego znaczenia kto jest komu (i w ramach czego) bardziej potrzebny, jeśli idzie o oczywistą prawdę która w końcu taki kraj jak USA kosztuje w tym wypadku najmniej. Cóż to w ogóle za logika, według której w ramach sojuszu jeden może bezkarnie szerzyć kłamliwą propagandę na temat drugiego bo jest akurat drugiej stronie „bardziej potrzebny”?

Niestety Polskę reprezentują dziś właśnie tacy ludzie jak Pan Płudowski, którzy wolą tłumaczyć krętaczy i kłamców (udając że to deszcz pada kiedy ktoś im szcza na głowę) a nawet potrafią się kajać za nie swoje winy, zamiast walczyć o dobre imię narodu który rzekomo reprezentują w kraju i za granicą. Na dodatek to tego typu ludzie dysponują dziś i rozdają pieniądze Polaków na szkalujące i antypolskie pseudo dokumentalne produkcje filmowe, gdzie utrwalany jest wizerunek Polaka antysemity i szowinisty, współsprawcy zbrodni holokaustu żydów. To tacy właśnie ludzie dają pieniądze na wybudowanie i utrzymywanie muzeum upamiętniającego tragedię narodu, który z „wdzięczności” za ten gest uprawia w tymże muzeum jawnie antypolską propagandę, by zmusić do poczucia winy i wydusić na tej podstawie z obywateli (którzy z podatków „ufundowali” owo muzeum) urojone odszkodowanie za zbrodnie które popełnił ktoś inny znany doskonale roszczeniowcom z nazwy i siedziby.

Wszystko to jak nóż w plecy dla kraju który słynął z przyjmowania Żydów, kiedy z całej „cywilizowanej” Europy (i nie tylko) przepędzano ich, rabowano i mordowano. Kraju który pozwolił im osiedlić się na swojej ziemi nadając szereg wolności i praw by mogli żyć jak u siebie, w spokoju kultywując swoją religię, tradycję i bogacąc się. Kraju w którym to hitlerowskie Niemcy (a nie Polacy!) postanowiły „ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską”. Nie dlatego że Polacy byli antysemitami, ale dlatego że było właśnie na odwrót i właśnie z tego powodu do Polski się sprowadziło i w Polsce żyło najwięcej Żydów. Kraju w którym jako jedynym okupowanym przez Niemców, za ukrywanie lub pomaganie Żydom groziła kara śmierci. Kraju z którego pomimo tej okrutnej zasady najwięcej ludzi tytułuje się „sprawiedliwym wśród narodów świata” za ratowanie Żydów od zagłady. Kraju który niestety SAM sobie zgotował pogardę – rękami i ustami łże elit, które nie dbają o polski interes narodowy bo nie potrafią one przeprowadzić prostej ekshumacji ofiar z pogromu w Jedwabnem by ujawnić prawdę o tym co rzeczywiście zaszło (kto mordował, z czyjego poruczenia i ile rzeczywiście ofiar poniosło śmierć w tej tragedii). Nie potrafimy w prosty i jednoznaczny sposób zdjąć z siebie odium wielbłąda (choć dysponujemy środkami by to zrobić) a zamiast tego nakładamy na siebie obowiązek wypłacania zobowiązań finansowych za cudze grzechy.

Polacy! Nie mamy obowiązku wstydzić się swojej historii i kajać za nie swoje grzechy. Pan Grzegorz Braun odkłamuje „pedagogikę wstydu” tu:

Zakłamana historia przez zakłamanych fałszerzy wrogiego (bo nie tylko obcego) pochodzenia. Zaniedbana i przemilczana w wielu prostych do obrony kwestiach przez tych, którzy powinni zrobić wszystko żeby bronić dobrego imienia ludzi, którzy wybrali ich i płacą im za reprezentowanie i pilnowanie godności Polski i Polaków. Ta historia w ramach „przedsiębiorstwa holokaust” właśnie zaczyna nabierać rozpędu i zbierać swoje żniwo. Ale ktoś kiedyś będzie musiał za te wszystkie zaniedbania i jawną zdradę interesów narodowych a przede wszystkim prawdy odpowiedzieć. Jeśli bowiem zaczną spływać do Polski rachunki do zapłacenia za ten cały cyrk, to ludzie już i tak dość ograbieni na bankrutujące państwo nie będę w ciszy i spokoju pogryzając suchy chleb płacić jeszcze więcej… (Odys)

podobne: Fikcja kontra fakty czyli: „Obywatel” Stuhr i jego paranoidalna wizja „polskiego” antysemityzmu, „Króle Srule i koszerna husaria”, Ziemkiewicz o „antysemityzmie” Dmowskiego. oraz: Robert Cisek: Pokłosie czyli… inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty. i to: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. a także: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena) i jeszcze: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa.

Przyjaźń - Nóż w plecy

Śledztwo w sprawie „śmierci nieustalonych osób” czyli… Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji ofiar zbrodni komunistycznych (uwaga!) na wniosek samego IPN.


1. Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji

Według informacji, do których dotarła niezalezna.pl, sprawa szczątków Żołnierzy Wyklętych pomordowanych przez komunistów została odebrana IPN i przekazana prokuraturze powszechnej. Śledztwo prowadzi prokuratura mokotowska.

Z informacji, które przekazał portalowi Tadeusz Płużański, wynika, że na cmentarzu najpierw pojawili się policjanci w cywilnych ubraniach, a następnie umundurowani funkcjonariusze, który przystąpili do „zabezpieczania” terenu ekshumacji. Prof. Krzysztof Szwagrzyk nie może brać udziału w tych czynnościach. Naukowiec został przesłuchany. Szczątki Żołnierzy Wyklętych zabrała… prywatna firma pogrzebowa, a konkretnie należąca do niej furgonetka.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk w rozmowie dla portalu PCh24.pl podkreślił, że zna powód takich działań, nie może jednak go ujawnić. – O szczegóły proszę pytać policję – stwierdził zdenerwowanym głosem.

– Co rusz się słyszy o jakiś kontrowersjach związanych z ekshumacjami. Dziwne rzeczy dzieją się w naszym państwie. Dlaczego sprawy, które powinny być zrealizowane 25 lat temu, są realizowane dopiero obecnie i napotykają takie trudności?! – mówi dla PCh24.pl Tadeusz „Tadek” Polkowski.

– Dla mnie jest to całkowicie niezrozumiałe. Żądam sprawdzenia, kto jest wnioskodawcą takiej decyzji! Czy można odebrać prowadzenie sprawy instytucji, która jest do tego powołana? – powiedział dla naszego portalu Krzysztof Bukowski, syn por. Edmunda Bukowskiego ps. „Edmund”, którego szczątki zostały zidentyfikowane jako jedne z pierwszych na powązkowskiej „Łączce”.

Policja jednak milczy. – Działamy na zlecenie prokuratury. Proszę dzwonić do Prokuratury Okręgowej – usłyszeli dziennikarze niezalezna.pl w biurze prasowym policji. Z kolei rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie powiedział: – Nie będę teraz w stanie niczego ustalić.

Teren ten jest drugim obok kwatery „Ł” Cmentarza Wojskowego Powązkowskiego w Warszawie największym polem grzebalnym ofiar terroru komunistycznego lat 1945-1956 w stolicy. Celem prac jest odnalezienie szczątków kilkuset straconych, zamordowanych i zmarłych w więzieniach i aresztach UB i Informacji Wojskowej.

Prace prowadził zespół pod kierownictwem dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka składający się ze specjalistów Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN, medyków i antropologów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz zaproszonych do współpracy naukowców i wolontariuszy.

Źródło: niezalezna.pl/PCh24.pl

2. Śledztwo w sprawie śmierci nieustalonych osób.

11.07.2014 (IAR) – Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci czterech nieustalonych osób. Chodzi o szczątki ciał jakie w ramach prowadzenia prac archeologiczno – sondażowych odkrył Instytut Pamięci Narodowej. Znajdowały się one poza oficjalnie utworzonymi grobami, na cmentarzu przy ulicy Wałbrzyskiej w Warszawie.

Ponieważ zachodzi uzasadnione podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci prokuratura rozpoczęła śledztwo – informuje prokurator Katarzyna Calów Jaszewska.

Wiadomo też, że prokuratura powoła biegłych, którzy ustalą w jakim okresie doszło do zgonów tych osób.

” Jeśli w toku prowadzonego śledztwa zostanie ustalone, że zgon miał związek ze zbrodniami komunistycznymi bądź nazistowskimi wówczas Prokuratura Rejonowa Mokotów jest zobowiązana do przekazania wszelkich materiałów ze śledztwa właściwemu oddziałowi IPN”.

Zawiadomienie o odkryciu IPN przekazał śledczym Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Zastępcy Prokuratora Generalnego.

Cmentarz przy ul. Wałbrzyskiej to miejsce, gdzie potajemnie chowano w latach 1946-48 więźniów zabitych na Rakowieckiej. Podejrzewa się, że początkowo nocne pochówki odbywały się na tzw. polu Bokusa, które w późniejszych latach zostało włączone do cmentarza. Jedna z hipotez mówi, że właśnie tam mógł zostać pochowany rotmistrz Witold Pilecki.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ksenia Maćczak/mitro/

3. Komunikat w związku działaniami organów prokuratury na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej w Warszawie.

W dniu 30 czerwca 2014 r. na cmentarzu parafialnym przy ul. Wałbrzyskiej w Warszawie rozpoczęły się prace archeologiczno-sondażowe, mające na celu określenie lokalizacji i rozmiarów obszaru, na którym w latach 1945–1948 dokonywano potajemnych pochówków ofiar terroru komunistycznego. W dniu 2 lipca 2014 r. kierujący tymi pracami pełnomocnik Prezesa IPN ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956, dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, poinformował pisemnie zastępcę prezesa IPN o odnalezieniu podczas badań szczątków ludzkich, prosząc jednocześnie o powiadomienie o tym fakcie prokuratora IPN. Tego samego dnia zastępca prezesa IPN Agnieszka Rudzińska  przekazała tę informację dyrektorowi Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, prosząc jednocześnie o podjęcie stosownych działań.

Po zapoznaniu się na miejscu przez prokuratorów IPN ze stanem prac archeologiczno-sondażowych Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu stwierdziła, że na obecnym etapie brak jest wystarczających przesłanek do podjęcia czynności przez pion śledczy IPN. W związku z tym – uznając swoją niewłaściwość – prokurator IPN, działając na podstawie art. 304 par. 2 kodeksu postępowania karnego, poinformował jednostkę organizacyjną prokuratury powszechnej o fakcie odnalezienia podczas prac archeologicznych na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej szczątków ludzkich. O przekazaniu sprawy do prokuratury powszechnej został niezwłocznie poinformowany dr hab. Krzysztof Szwagrzyk. W dniu 10 lipca 2014 r. – już po zakończeniu przez ekipę badawczą zaplanowanego etapu prac poszukiwawczych – Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów zabezpieczyła szczątki czterech osób, które w toku działań archeologicznych zostały podniesione z wykopów sondażowych.

Dr Krzysztof Persak
Dyrektor Biura Prezesa
Instytutu Pamięci Narodowe

4. Płużański: Szwagrzyk zrobił swoje i może odejść.

„Wczorajszą hucpę trzeba traktować jednoznacznie. Wszystko odbyło się na wniosek samego IPN” – mówi o przerwaniu prac IPN historyk, publicysta Tadeusz Płużański.

Stefczyk.info: Wczoraj doszło do zaskakującej sytuacji na warszawskim Służewie. Na miejsce prac ekshumacyjnych IPN weszła policja i zabezpieczyła miejsce. A dziś rzecznik IPN informuje, że 10 lipca badania się skończyły. Czy wykonano już wszystko, co zamierzał zrobić Instytut?

Tadeusz Płużański: Można powiedzieć, że rzecznik IPN powiedział prawdę. Faktycznie te prace zostały zakończone. Tyle tylko, że one zostały po prostu przerwane, na skutek zewnętrznej interwencji. Te badania miały trwać do 11 lipca, ale wczoraj przyjechała na miejsce policja i prokurator, Prokuratury Warszawa-Mokotów i oświadczył, że teraz to on prowadzi śledztwo.

Jak to? A co z ekipą IPN i prof. Szwagrzykiem?

To już nie ekipa Szwagrzyka ma się tym zajmować. Do tej pory zawsze była stosowana procedura, że od początku do końca Szwagrzyk zajmuje się tymi pracami. On jako jedyna osoba w Polsce się tym zajmuje, prowadzi ekshumacje w całym kraju. I robi to od A do Z, od ustalenia miejsca prac i badań georadarowych, po ogłoszenie nazwisk naszych bohaterów. W tym momencie jednak ktoś wymyślił, że dalej już tak nie będzie, że Szwagrzyk zrobił swoje i może odejść. Wczorajszą hucpę trzeba traktować jednoznacznie – to jest pozbawienie tej sprawy prof. Szwagrzyka i przejęcie tych czynności przez prokuraturę powszechną.

Komu na tym zależało? Kto za tym stoi?

Wszystko odbyło się na wniosek samego IPN. Tak wynika z wypowiedzi zarówno prokuratorów, jak i przedstawicieli Instytutu. Prokurator Gabrel przyznał, że to odbyło się na jego osobisty wniosek. IPN sam sobie odbiera sprawę, którą prowadził. Co szczególnie dziwne ta sprawa była przedstawiana przez ostatnie lata, również przez prezesa Kamińskiego, jako priorytetowa. Mówiono, że IPN odszukuje miejsca zamordowania naszych bohaterów, przywraca imiona i nazwiska ofiarom. Tym się chwalono wszędzie.

Teraz pokazują co innego.

Rzeczywiście mamy sytuację dokładnie odwrotną. Uznano, że IPN nie będzie się dalej tym zajmował, że czas ukręcił sprawie łeb, przekazując te czynności do zupełnie nowego podmiotu, który nigdy wcześniej się tym nie zajmował. Mowa o prokuraturze cywilnej.

To musi się skończyć problemami dla tych czynności?

Dla mnie sprawa jest zupełnie jasna. Oficjalnie mowa, że prokuratura ma pomóc. Ale wcześniej nie trzeba było pomagać. Wcześniej Szwagrzyk robił wszystko od początku do końca. IPN chce odsunąć go od tych prac, a jeśli do tego dojdzie, to położą cały projekt. To jest jedyna osoba, która się tym zajmuje w Polsce. To może skutkować tym, że nie będzie dalszych ekshumacji Żołnierzy Wyklętych, ani na Służewiu, ani na Łączce, czy w innych miejscach Polski. Ta sprawa została politycznie załatwiona.

Dlaczego IPN miałby iść taką drogą? To przecież byłoby dla niego kompromitujące?

Gdybyśmy u steru władzy mieli inne osoby, gdyby żył prezydent Lech Kaczyński, gdyby żył prezes Janusz Kurtyka do takiej hańby nie doszłoby. Oni zrobiliby wszystko, nawet wbrew naciskom w tej sprawie, by te prace się odbyły. Dziś jednak niestety mamy innych ludzi u steru władzy. Kto inny jest prezydentem, kto inny szefem IPN. Mamy również pewien układ władzy w Instytucie. Kiedyś rządził prezes, a kolegium było ciałem doradczym. Dziś jest prezes, ale rządzi Rada. Wystarczy przeczytać co obecnie mówi prof. Andrzej Friszke, żeby zorientować się o co tu chodzi.

O jakich wypowiedziach Pan mówi?

Prof. Friszke miał ostatnio dwie bardzo symptomatyczne wypowiedzi. W TVN odnosząc się do sprawy Łączki mówił, że to strasznie trudna sprawa, w której mogą wystąpić komplikacje prawne, bo będą konieczne zgody rodzin osób pochowanych nad dołami śmierci, żeby robić dalsze ekshumacje. To się rzeczywiście stało, te prace zostały zablokowane. Zapewne z dołów śmierci na Łączce nie uda się wydobyć już nikogo. Wczoraj z kolej Friszke powiedział coś równie „ciekawego”. Komentując sprawę Służewia powiedział, że bardzo dobrze, że weszła tam policja, ponieważ nie może być tak, że ktoś sobie wchodzi na cmentarz i „wykonuje jakieś wykopki”.

Jakieś wykopki?

Właśnie… Wydaje się, że prof. Friszke odkrył karty tej akcji. Chodzi o to, że Szwagrzyk jest osobą, która wedle Friszkego, wchodzi sobie jako prywatna osoba gdzieś i robi „jakieś wykopki”. To nie są już ekshumacje, ale wykopki. Poznaliśmy stosunek bardzo ważnej osoby w IPN do tego, co się dzieje. Wiemy dlaczego stało się to, co się stało.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

podobne: Dwunastu polskich bohaterów, ofiar terroru komunistycznego odzyskało nazwiska.

„…gdyby żył prezydent Lech Kaczyński, gdyby żył prezes Janusz Kurtyka do takiej hańby nie doszłoby. Oni zrobiliby wszystko, nawet wbrew naciskom w tej sprawie, by te prace się odbyły…” mówi Pan Płużański.

Szanuję Pana Płużańskiego, ale niestety nie podzielam jego przekonania, bo o ile sobie przypominam to podobne „dziwy” działy się przy innej ważnej dla pamięci narodowej ekshumacji w 2001 roku… „…gdy rozpoczęto ekshumację w Jedwabnem, Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości, a Ewa Juńczyk-Ziomecka (w latach 2006-2010 podsekretarz i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego) była dyrektorem do spraw rozwoju Muzeum Historii Żydów Polskich. Po jej telefonie Lech Kaczyński przybył na wielogodzinne rozmowy do Muzeum, po których zdecydował o zablokowaniu ekshumacji w Jedwabnem…” („Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego.)

Wracając jednak do głównego wątku, to jest w tej sprawie tyle niejasności i podejrzanych działań, głównie wokół sposobu zabezpieczenia 4 zwłok przez firmę pogrzebową, jak i brak istotnych informacji na temat czym owe zwłoki miały się wyróżniać od innych, że sformułowanie „zachodzi uzasadnione podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci” (tak jakby to nie dotyczyło całej reszty – sic!) tylko dopełnia atmosfery że coś tu śmierdzi. Jak słusznie zauważa Pan Płużański słowa prof. Friszke o „wykopkach” (ulubione powiedzonko czerwonych cyników w stosunku do prowadzonych przez IPN ekshumacji, jak i wcześniej w wypadku ofiar „katastrofy smoleńskiej”) obnażają intencje decydentów wobec ekshumacji i pozwalają domyślać się jak to się skończy – prokuratura zostanie zasypana wnioskami o wstrzymanie prac na terenie gdzie celowo na grobach „niezłomnych” złożono trumny ze zwłokami ich oprawców.

…Odys

Wizja alei suchych kości - Gustave Dore

Wizja alei suchych kości – Gustave Dore

Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy).


rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Mam dla Państwa dobrą wiadomość: 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm – taki komunikat przekazała 4 czerwca 1989 roku za pośrednictwem państwowej telewizji aktorka Joanna Szczepkowska. Było w tym komunikacie znacznie więcej optymizmu niż realizmu, ale nie powinniśmy obwiniać za to akurat pani Szczepkowskiej, bo w swoim optymizmie nie była ona bynajmniej odosobniona. Cóż takiego jednak zdarzyło się w Polsce 4 czerwca 1989 roku, że nie tylko pani Szczepkowska za pośrednictwem państwowej telewizji przekazała ten komunikat, ale – przede wszystkim – że w ogóle jej na to pozwolono?

4 czerwca 1989 roku odbyły się w Polsce wybory, których ramowe wyniki zostały wcześniej ustalone podczas rozmów – jak to się wtedy nazywało – „okrągłego stołu”, ale tak naprawdę podczas rozmów, jakie generał Czesław Kiszczak w towarzystwie swych jawnych współpracowników przeprowadzał z gronem zaufanych osobistości reprezentujących tak zwaną „stronę społeczną” (w którym to gronie znajdowali się również tajni współpracownicy generała).

Zgodnie z tymi ustaleniami 65 procent posłów wybranych do sejmu miało pochodzić z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i tak zwanych „stronnictw sojuszniczych”, czyli Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, 35 procent zaś miało reprezentować „stronę społeczną”. Oprócz tego do sejmu mieli zostać wybrani posłowie z tak zwanej „listy krajowej” w liczbie trzydziestu pięciu. Kandydatów z tej listy również wystawiały PZPR i „stronnictwa sojusznicze.

Koniec komunizmu?

4 czerwca 1989 roku ponad 62 procent obywateli uprawnionych do głosowania wybrało 427 posłów – bo kandydaci umieszczeni na liście krajowej zostali przez większość zamaszyście skreśleni. Niektórzy jednak wyborcy aż tak zamaszyście całej listy krajowej nie skreślali, w związku z czym komisja wyborcza rada w radę uradziła, że kandydat Mikołaj Kozakiewicz i kandydat Adam Zieliński mandaty zdobyli, ale reszta – nie. 

Na takie dictum generał Kiszczak oświadczył, że w tej sytuacji wybory mogą być odwołane, co oznaczało, że również komunizm może zostać przywrócony. Wobec tego reprezentujący „stronę społeczną” znany również w przeszłości z „postawy służebnej” Tadeusz Mazowiecki odpowiedział, że umów należy dotrzymywać – mając oczywiście na myśli umowę zawartą z generałem Czesławem Kiszczakiem, a nie z wyborcami, którzy – podobnie jak pani Joanna Szczepkowska – myśleli, że z tym upadkiem komunizmu to wszystko naprawdę. W rezultacie Rada Państwa w trakcie wyborów zmieniła ordynację w taki sposób, by faworyci PZPR i „stronnictw sojuszniczych” jednak się do sejmu dostali. Przyszło to tym łatwiej, że w drugiej turze wyborów, 18 czerwca 1989 roku, wzięło udział już tylko 25 procent obywateli uprawnionych do głosowania. Skompletowany w ten sposób sejm oraz wybrany w swobodnym głosowaniu stuosobowy senat 19 lipca wybrały komunistycznego przywódcę generała Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta i w ten sposób „koniec komunizmu” został przypieczętowany.

Po co „obalono” komunizm?

No dobrze – ale dlaczego właściwie komunizm w Polsce, podobnie jak w innych krajach „demokracji ludowej”, został „obalony”? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się w czasie do roku 1980 i buntu, jaki znaczna część, a może nawet większość polskiego społeczeństwa podniosła przeciwko Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pod naporem tego buntu partia zaczęła się rozpadać, wytwarzając polityczną próżnię, którą natychmiast wypełniły tajne służby – wojskowe i „cywilne”, to znaczy: Służba Bezpieczeństwa. Tajne służby, tzn. wywiad i kontrwywiad wojskowy oraz SB przygotowały, przeprowadziły i administrowały wprowadzonym 13 grudnia 1981 roku stanem wojennym przy pomocy tzw. „surowych praw” – aż do połowy lat osiemdziesiątych, kiedy doszło między nimi do ostrego konfliktu.

Jego początek wyznaczyło zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki, dokonane prawdopodobnie 19 października przez trzech oficerów SB z niewyjaśnionej do dnia dzisiejszego inspiracji i w niewyjaśnionych okolicznościach, zaś koniec – zdymisjonowanie ze wszystkich stanowisk partyjnych i państwowych w maju 1985 roku generała Mirosława Milewskiego. Dygnitarz ten wspinał się po szczeblach bezpieczniackiej i partyjnej kariery od stanowiska wywiadowcy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Augustowie, gdzie brał udział w tzw. obławie suwalskiej, podczas której NKWD i UB zamordowały co najmniej pięciuset żołnierzy Armii Krajowej – aż do stanowiska ministra spraw wewnętrznych i członka Biura Politycznego KC PZPR. Z tych właśnie stanowisk został zdymisjonowany, co oznaczało, że zwycięstwo w konflikcie przypadło tajnym służbom wojskowym i że w drugiej połowie lat osiemdziesiątych wywiad i kontrwywiad wojskowy został absolutnym hegemonem na polskiej scenie politycznej – jeśli, oczywiście, nie brać pod uwagę sowieckiego KGB i GRU.

Warto zapamiętać ten moment, bo rok 1985 jest kluczowy dla historii Europy, a częściowo – również świata. W marcu 1985 roku w Genewie doszło do spotkania sowieckiego przywódcy Michała Gorbaczowa z amerykańskim prezydentem Ronaldem Reaganem, podczas którego sowiecki gensek zaproponował podjęcie rokowań ograniczających zbrojenia strategiczne. Było to wprawdzie przyznanie, że ZSRR utracił nadzieję na zwycięstwo w „zimnej wojnie”, ale przecież nie oferta „bezwarunkowej kapitulacji” – bo zarówno nuklearny, jak i konwencjonalny potencjał sowiecki pozostawał nietknięty. Politycznie oznaczało to propozycję podjęcia rokowań nad stworzeniem nowego porządku politycznego w Europie w sytuacji postępującej erozji porządku jałtańskiego z roku 1945. Oferta została przez prezydenta Reagana przyjęta, co zapoczątkowało serię dorocznych spotkań obydwu przywódców: w 1986 roku w islandzkim Rejkjaviku, w 1987 roku – w Waszyngtonie, w 1988 roku – w Moskwie i wreszcie w roku 1989, kiedy nowym amerykańskim prezydentem został Jerzy Bush ojciec – na okręcie w pobliżu Malty na Morzu Śródziemnym.

Podczas każdego z tych spotkań coraz dokładniej konkretyzowano kształt przyszłego porządku politycznego w Europie, najważniejsza zaś z tych konkretów wydawała się konieczność ewakuacji imperium sowieckiego z Europy Środkowej – co siłą rzeczy oznaczało jakąś formę politycznej emancypacji narodów zamieszkujących ową część Starego Kontynentu.

Jak hartowała się nomenklatura?

Wszystkie te wydarzenia zachodzące na najwyższej półce polityki światowej przekładały się na sytuację w Polsce. Wprawdzie w roku 1985 jeszcze socjalizm zachwalano jako najlepszy ustrój na świecie – ze Związkiem Radzieckim na czele – ale już wokół przedsiębiorstw państwowych zaczęły pojawiać się tzw. spółki nomenklaturowe. Ten przymiotnik charakteryzował krąg osób, które takie spółki tworzyły, a ściślej – które mogły je tworzyć. Praktyka systemu komunistycznego polegała bowiem na tym, że obsadzanie pewnych stanowisk na szczeblu państwowym zależało od decyzji komitetu centralnego PZPR, obsadzanie stanowisk publicznych w ramach województwa uzależnione było od decyzji komitetu wojewódzkiego partii, i tak dalej. W partyjnym żargonie mówiło się, że stanowiska te znajdują się w nomenklaturze odpowiedniego komitetu partii, przyjęło się więc nomenklaturą nazywać osoby, które takie stanowiska zajmowały albo zaliczone zostały do tzw. „rezerwy kadrowej”.

Nomenklaturowy charakter spółek oznaczał, że udział w nich mogli wziąć tylko członkowie „nomenklatury”, a więc funkcjonariusze partii, administracji, milicji, wojska, wymiaru sprawiedliwości, itp. Formalnie nie było żadnych ograniczeń, bo podstawy prawnej dostarczał przedwojenny kodeks handlowy z roku 1934, utrzymany w mocy przez cały okres PRL ze względu na potrzeby handlu zagranicznego. Partnerom handlowym z wolnego świata trudno było zawierać umowy z „państwem”, więc centrale handlu zagranicznego miały formę prawną spółek prawa handlowego, funkcjonujących na podstawie wspomnianego kodeksu. Tę właśnie możliwość „nomenklatura” wyzyskała dla tworzenia spółek nomenklaturowych, których działalność w gruncie rzeczy sprowadzała się do rozkradania majątku państwowego poprzez przechwytywanie zysku przedsiębiorstwa „od przodu i od tyłu”.

Typowa spółka, w której uczestniczyli również dyrektorzy przedsiębiorstwa, z jednej strony monopolizowała zaopatrywanie go w surowce, materiały, energię i tym podobne, z drugiej zaś monopolizowała sprzedaż wyrobów przedsiębiorstwa, w którym pozostawała bezradna załoga. Bezradna – bo na straży całego przedsięwzięcia stały surowe prawa stanu wojennego, trochę co prawda złagodzone, niemniej jednak skłaniające wszystkich do powściągliwości w reakcjach. W ten sposób środowisko władzy przygotowywało się zawczasu do zajęcia pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych – bo dla nikogo nie było tajemnicą, że kiedy Związek Sowiecki wycofa się ze Środkowej Europy, to ustrój jakiego świat nie widział, czyli „socjalizm realny” nie przetrwa ani dnia dłużej – choćby dlatego, że nikt już nie da na to pieniędzy.

Kogo wyselekcjonowała razwiedka?

Spółki nomenklaturowe stanowiły jeden nurt systemowych przygotowań do nadchodzącej transformacji ustrojowej, ale bynajmniej niejedyny. Drugim nie mniej ważnym nurtem tych przygotowań była selekcja kadrowa w strukturach podziemnych. Wtedy niewiele było na ten temat wiadomo, a prawdę mówiąc – nic, w każdym razie – nic pewnego. Dzisiaj wiadomo na ten temat znacznie więcej, między innymi za sprawą ujawnionych przez Instytut Pamięci Narodowej rozmów Jacka Kuronia z pułkownikiem Janem Lesiakiem. Wyłania się z nich polityczna oferta, jaką za pośrednictwem funkcjonariusza SB Jacek Kuroń przekazał ówczesnej władzy, czyli tajnym służbom wojskowym kierowanym przez generała Czesława Kiszczaka. Istota tej oferty sprowadzała się do sugestii, że jeśli „władza”, czyli tajne służby wojskowe, dyskretnie pomogą „nam” w wyeliminowaniu z podziemnych struktur „ekstremy”, to „my” w zamian udzielimy „władzy” gwarancji zachowania pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych i zachowania stanu posiadania, czyli tego, co „władza” sobie właśnie poprzez spółki nomenklaturowe kradnie.

Ponieważ ta właśnie oferta została przyjęta za podstawę porozumienia „okrągłego stołu”, wypada wyjaśnić, kto kryje się za zaimkiem „my”, w imieniu których przemawiał Jacek Kuroń, co to jest „ekstrema”, którą ze struktur podziemnych trzeba „wyeliminować”, no i oczywiście – dlaczego trzeba to zrobić.

Otóż „my”, w imieniu których występował Jacek Kuroń, to tzw. „lewica laicka”, to znaczy – dawni stalinowcy w pierwszym albo drugim pokoleniu. Z różnych powodów i w różnych momentach poróżnili się oni z partią, a nawet wystąpili przeciwko niej, tworząc jeden z dwóch nurtów opozycji demokratycznej w Polsce. Bo drugi nurt tworzyła właśnie „ekstrema”, to znaczy – opozycja nawiązująca do niepodległościowej tradycji II Rzeczypospolitej, do Armii Krajowej, a także – do powojennego podziemia antykomunistycznego, które „lewica laicka” bez ceregieli mordowała i na wszelkie sposoby prześladowała.

To wszystko wytwarzało między „lewicą laicką” a „ekstremą” stan pewnego napięcia, wzajemnej nieufności i oczywiście – rywalizacji. Nic zatem dziwnego, że „lewica laicka” chciała „ekstremę” wyeliminować nie tylko ze struktur podziemnych, ale przede wszystkim – z uczestnictwa w strukturach oficjalnych w ramach transformacji ustrojowej. Ten powód był jakby oczywisty – ale obok niego istniały dwa głębsze i ważniejsze.

Otóż według mniemań „lewicy laickiej” w mrocznych zakamarkach duszy narodu polskiego drzemią straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu. Dopóki komunizm tłumi każdą formę spontanicznej ludzkiej aktywności, to tłumi i te demony. Ale przecież komunizm chyli się ku upadkowi i wkrótce upadnie. I co wtedy? I CO WTEDY? Wtedy te demony wyjdą na powierzchnię – a do tego w żadnym wypadku dopuścić nie można. A w jaki sposób zapobiec tej ewentualności? Ano – trzeba zapytać specjalistów od tłumienia spontanicznej ludzkiej aktywności – przecież oni wiedzą, jak się to robi. Tak właśnie pojawiła się obiektywna konieczność porozumienia „lewicy laickiej” z tajnymi służbami wojskowymi „jak Polak z Polakiem”.

Trzecią wreszcie ważną przesłanką takiego porozumienia była okoliczność, że razwiedka wojskowa miała większe zaufanie do „lewicy laickiej” niż do „ekstremy”, do której, prawdę mówiąc, nie miała najmniejszego zaufania. Tymczasem „lewica laicka”, chociaż przejściowo może się i zbisurmaniła, to przecież zasadniczo i serce ma po lewej stronie, i dla niepodległościowych aspiracji mniej wartościowego narodu tubylczego nie ma zrozumienia – więc wszystko sprzyja historycznemu porozumieniu.

Skąd to targowisko agentur?

Zarówno proces uwłaszczenia nomenklatury jako jeden nurt systemowych przygotowań do transformacji ustrojowej, jak i selekcja kadrowa w strukturach podziemnych, w następstwie której wyłoniona została odpowiednia z punktu widzenia tajnych służb wojskowych „strona społeczna”, z którą można by odegrać przedstawienie „narodowego porozumienia” – obydwie te operacje zakończyły się całkowitym sukcesem. Jak pamiętamy, o ile pierwsza „Solidarność” powstawała od dołu do góry, to ta druga – odwrotnie: od góry do dołu, a więc – pod całkowitą kontrolą.

Ale obok przygotowań systemowych do ustrojowej transformacji trwały również intensywne przygotowania prywatne. Przecież ci wszyscy bezpieczniacy może i zdemoralizowani, ale przecież byli inteligentni i spostrzegawczy. W każdym razie na tyle, by zadać sobie pytanie następujące: Sowieci się wycofają – a ja co? Jaką mam polisę ubezpieczeniową na wypadek, gdy nieubłagany palec wskaże na mnie jako na sprawcę wszystkich komunistycznych niegodziwości? Kto mnie wtedy obroni? Jako ludzie inteligentni i spostrzegawczy domyślili się bez trudu, że kiedy Sowieci wycofają się ze środkowej Europy, to prędzej czy później nastąpi odwrócenie sojuszy. A skoro tak, to rozsądek nakazuje, by nie czekając na ten moment, już teraz przewerbować się do przyszłych sojuszników, którzy w rewanżu za tę przysługę nie dadzą swoim tajnym agentom zrobić krzywdy. I tak się stało – w rezultacie Polska została poddana penetracji ze strony państw trzecich na skalę przedtem zupełnie niespotykaną.

Zasadniczym jednak czynnikiem wyznaczającym ramy zarówno samej transformacji ustrojowej, jak i ustrojowych fundamentów III Rzeczypospolitej, jaka miała się z odmętów transformacji wyłonić, była okoliczność, że w drugiej połowie lat osiemdziesiątych hegemonem na polskiej scenie politycznej były tajne służby wojskowe. Znalazło to wyraz m.in. w prestiżowej różnicy w sposobie potraktowania SB i tajnych służb wojskowych. O ile SB została poddana „weryfikacji”, w następstwie której część funkcjonariuszy została ze służby wydalona (by zasilić szeregi zorganizowanej przestępczości), o tyle tajne służby wojskowe przeszły transformację ustrojową w szyku zwartym, jako że to one ją zaprojektowały, przeprowadziły i nadzorują aż do dnia dzisiejszego – oczywiście zmieniając nazwy w zależności od potrzeby chwili, ale nie zmieniając obyczajów, na co już dawno pewien Rzymianin zwrócił uwagę cesarzowi Wespazjanowi, mówiąc mu, iż wilk zmienia skórę, lecz nie obyczaje.

Stanisław Michalkiewicz

Tekst jest fragmentem artykułu opublikowanego w najnowszym numerze magazynu „Polonia Christiana”. Głównym tematem numeru jest transformacja ustrojowa 1989. W numerze także teksty Grzegorza Brauna, Jerzego Wolaka, Grzegorza Kucharczyka, Sławomira Skiby i Krystiana Kratiuka na ten temat.

Read more: pch24.pl

polecam: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

podobne: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”.

polecam również: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”

oraz: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

a także: Stanisław Michalkiewicz: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Pamięci Danuty Siedzikówny „Inki”, która zachowała się jak trzeba.


Żołnierze WyklęciDo gdańskiego więzienia przy ul. Kurkowej 20 lipca 1946 r. przywieziono więźnia specjalnego i przydzielono mu osobną celę w pawilonie dla więźniów politycznych. Niezwykłe było to, że więzień specjalny był szczupłą, ładną dziewczyną, sanitariuszką 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Danuta Siedzikówna „Inka” po 13 dniach parodii „śledztwa” i „sądu” została skazana na śmierć. Przebywała samotnie w celi, czekając na wykonanie wyroku. Strażniczka więzienna, poruszona jej losem, przekazała gryps do znajomych w Gdańsku: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba…”

Danuta w roku 1945, już po przejściu frontu, odbyła kurs sanitariuszek AK, prowadzony przez żonę proboszcza prawosławnej parafii w Narewce, Białorusinkę Lubę Rutkowską. Podjęła pracę w nadleśnictwie Narewka. W czerwcu 1945 r. została niespodziewanie aresztowana, wraz ze wszystkimi pracownikami nadleśnictwa, przez NKWD-UB. Podczas ataku na konwój, dokonanego przez miejscowy pododdział AK, udało jej się zbiec. Trafiła do jednego z oddziałów odtworzonej w Białostockiem 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Ukrywa się, potem podejmuje pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w pow. Ostróda pod przybranym nazwiskiem Obuchowicz. Po przejściu 5 Brygady na Pomorze, wiosną 1946 r. ponownie podejmuje służbę jako sanitariuszka w Brygadzie „Łupaszki”. W lipcu 1946 r., na rozkaz dowódcy szwadronu ppor. Olgierda Christy „Leszka”, jedzie do Gdańska po materiały opatrunkowe. Aresztowana, na skutek zdekonspirowania lokalu kontaktowego, w nocy z 19 na 20 lipca.

Dziesięciu żołnierzy KBW uczestniczących 28 VIII 1946 r. w egzekucji oddało z odległości trzech metrów strzały do „Inki” i jej współtowarzysza niedoli, Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”, również żołnierza mjr. „Łupaszki”. „Inka” i „Zagończyk” osunęli się na ziemię, ale jeszcze żyli. Zostali dobici o godz. 6.15 strzałem w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego. Przebieg egzekucji znany jest ze szczegółowych relacji złożonych w oddziale gdańskim IPN przez żyjących do dziś świadków: ks. Mariana Prusaka (spowiednika „Inki” przed egzekucją) i Alojzego Nowickiego (ówczesnego zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku). Według tych relacji, przed egzekucją „Inka” krzyknęła „Niech żyje Polska!”. Miejsce pochówku Danuty Siedzikówny „Inki” zostało przez UB utajnione.

źródło: IPN

…polecam film o tej bohaterskiej dziewczynie: Ja jedna zginę. Inka ale na początek klimatyczny teledysk do utworu Kasi Malejonek pt. „Jedna chwila” (słowa Michał Konarski, muzyka Darek Malejonek i Maleo Reggae Rockers), pochodzącego z płyty „Panny Wyklęte”.

Danuta Siedzikówna z przestępcami nie miała nic wspólnego, choć tak traktowała V Wileńską Brygadę Armii Krajowej „ludowa” władza. Zamordowano ją 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej.

Prócz udziału w „bandzie Łupaszki”, czyli niepodległościowym oddziale mjr. Zygmunta Szendzielarza, i nielegalnego posiadania broni, komuniści oskarżyli ją – niepełnoletnią sanitariuszkę (rozstrzelano ją sześć dni przed 18. urodzinami) – o wydanie rozkazu zastrzelenia dwóch funkcjonariuszy UB. Tego „przestępstwa” nie udowodnił jej nawet podległy bezpiece „sąd” i nie potwierdziło dwóch z pięciu zeznających „dobrowolnie” w sprawie milicjantów, którym żołnierze „Łupaszki” darowali życie. Jeden zeznał nawet, że opatrzyła go po walce. Ale dla stalinowskich siepaczy nie miało to znaczenia.
W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, „Inka” napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. W tym zdaniu tkwi jasny podział na dobro i zło. Dobro – po którego stronie do końca stoi „Inka”, i zło – komunizm i jego oprawcy.

Szendzielarz, pozostający w konspiracji, tłumaczył w ulotce z marca 1946 r.: „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich (…) My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości”.

W śledztwie ubecy pytali Siedzikównę: gdzie jest „Łupaszko”? Swojego dowódcy nie wydała. Przed śmiercią zdążyła krzyknąć: „Niech żyje Polska!”, „Niech żyje „Łupaszko!”.

Słowa Danuty Siedzikówny: „Popatrz, ilu ludzi mogło zginąć. Lepiej, że ja jedna zginę”, nie sprawdziły się. W czerwcu 1948 r. UB ostatecznie rozbił Wileński Okręg AK. Major Zygmunt Szendzielarz, skazany na osiemnastokrotną karę śmierci, 8 lutego 1951 r. został stracony w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Miejsce pogrzebania „Łupaszki” i „Inki” do dziś pozostaje nieznane. Oboje walczyli z dwoma okupantami. Nie tylko dla nich sowiecki terror w polskim wydaniu okazał się nieporównanie gorszy.

źródło: Super Express

podobne: Żołnierze Wyklęci oraz: Płużański: Pilecki zamiast Che Guevary! 

Żołnierze 4. Szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK. Białostocczyzna 1945 r. W górnym rzędzie drugi od lewej (z psem) plut. Henryk Wieliczko „Lufa”. Na dole pierwsza od lewej Danuta Siedzikówna „Inka”

Żołnierze 4. Szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK. Białostocczyzna 1945 r. W górnym rzędzie drugi od lewej (z psem) plut. Henryk Wieliczko „Lufa”. Na dole pierwsza od lewej Danuta Siedzikówna „Inka”

Incydent z Baumanem (przyczyna przebieg i skutki), czyli dyzonans POznawczy „polskich” władz.


Słówko wstępu kim jest Pan Bauman…

Jak pisze o nim Wikipedia jest on „polskim socjologiem, filozofem i eseistą”,  „jeden z twórców koncepcji postmodernizmu – ponowoczesności, płynnej nowoczesności, późnej nowoczesności.”. Dalej mamy dośc oględnie napisaną karierę polityczną i naukową tego Pana, która o ile nie jest niezgodna z prawdą to jednak dla człowieka znającego jego dossier  z kilku innych źródeł (bardziej profesjonalnych i szczegółowych) budzi ona pewien niedosyt, albowiem – tu głos ma Pan Tadeusz Płużański:

„W marcu 1968 r. polscy komuniści o innych komunistach rozpowszechniali ulotki: „Bauman z Brusem i Baczką ta podstępna szajka pastwiła się nad Polską jak czerezwyczajka”. Zygmunt Bauman, Włodzimierz Brus i Bronisław Baczko – marksistowscy ortodoksyjni intelektualiści i walczący ideologowie stalinizmu – zostali potem rewizjonistami, czyli naprawiaczami komunizmu. Uznawani za ofiary wydarzeń marcowych, po 1968 r. wyjechali z PRL i nagle zostali wielce szanowanymi na świecie naukowcami. Najbardziej „zasłużony” z nich jest właśnie Bauman, bo to nie tylko ideolog zbrodniczego systemu. To także praktyk, pracownik aparatu czerwonego terroru. Karierę zaczynał w 1944 r. w… moskiewskiej milicji, potem był oficerem polityczno-wychowawczym LWP, czyli nie zwykłym żołnierzem, ale gościem, który żołnierzy indoktrynował w duchu stalinowskim. Gdy ci byli oporni, spotykały ich szykany.

Komunistyczny politruk Bauman przyjechał do Polski razem z Armią Czerwoną i NKWD, żeby instalować u nas nową władzę, czyli sowiecką okupację. Na tym jego kariera w zbrodniczym aparacie się nie skończyła. Jako funkcjonariusz okrytego wyjątkowo złą sławą Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego pacyfikował antykomunistyczne podziemie – żołnierzy wyklętych. Za walkę z „bandami” dostał medal. Jakby tej krwawej drogi było mało, to jeszcze jako agent „Semjon” przez lata współpracował ze stworzoną przez Sowietów jeszcze bardziej zbrodniczą Informacją Wojskową (kontrwywiad WP, późniejsze WSW, a następnie WSI).

podobne: Kołakowski z pistoletem, Kuroń lżący Tatarkiewicza… a ty goń bolszewika!

Przyczyna incydentu jest zatem jednoznaczna! Oto przy zgodzie władz uczelni i na zaproszenie samorządu lokalnego (z Panem Dudkiewiczem na czele) udziela się na polskiej uczelni głosu człowiekowi, który nigdy nie przeprosił (nie mówiąc o rozliczeniu przed wymiarem sprawiedliwości) za to kim był i co robił w Polsce . Mało tego! Ten człowiek dalej bezczelnie  utrzymuje że „zwalczał terroryzm” (jak stwierdził na łamach „Guardian”) chociaż wie czym był zbrodniczy komunizm któremu służył i czego w jego imię dokonywano na polskiej ziemi. Ten Pan uważa że było zasadne przykładac rękę do ścigania czy mordowania polskich patriotów którzy walczyli z sowieckim okupantem, ponieważ to ten okupant był władzą a ci których zwalczał to byli „terroryści”:

Leopold Okulicki – dowódca AK, komendant Sił Zbrojnych w Kraju; generał

Jan Stanisław Jankowski – wicepremier, Delegat Rządu na Kraj; inż. chemik

Adam Bień – pierwszy zastępca Delegata Rządu RP na Kraj; prawnik

Stanisław Jasiukowicz – zastępca Delegata Rządu RP na Kraj; dr. ekonomii

Kazimierz Pużak – przewodniczący RJN; prawnik

Kazimierz Bagiński – wiceprzewodniczący RJN; filolog

Aleksander Zwierzyński – wiceprzewodniczący RJN; dziennikarz

Eugeniusz Czarnowski – członek RJN i AK; ekonomista

Józef Chaciński – członek RJN; prawnik

Stanisław Mierzwa – członek RJN; prawnik

Zbigniew Stypułkowski – członek RJN; prawnik

Franciszek Urbański – członek RJN; urzędnik

Stanisław Michałowski – członek RJN; prawnik

Kazimierz Kobylański – członek RJN; inżynier

Józef Steller – wiceminister Departamentu Informacji Delegatury RP, pedagog

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Mając na uwadze te niezaprzeczalne fakty z życia i „dokonań” Pana Baumana, „polskie” władze i instytucje naukowe „wychowane” podobno na tradycji solidarnościowej (która z komuną walczyła) honorują jego osobę zezwalając na wykład na polskiej uczelni! Doskonale wiedzieli kogo zapraszają i jakie mogą byc tego konsekwencje (mówię tu o niezadowoleniu środowisk patriotycznych) ale mimo to a może właśnie dlatego zdecydowali się na organizację całego przedsięwzięcia…

Dlaczego sugeruję premedytację? Ano dlatego, że odpowiednio wcześnie zdecydowano się „zatrudnic” do zabezpieczenia wydarzenia tzw. antyterrorystów czyli formację uzbrojoną i przeznaczoną do bardzo konkretnych działań w sytuacji konkretnych zagrożeń (terroryzmu i zagrożenia bezpieczeństwa publicznego), które przecież ani przed prelekcją ani w jej trakcie nie miały miejsca! Tak jak nigdy wcześniej w podobnych wypadkach (prelekcjach, wiecach) nie miały miejsca żadne pobicia czy inne zagrożenia naruszenia czyjejkolwiek nietykalności cielesnej, nie wspominając o „bezpieczeństwie publicznym”. Okrzyki, skandowanie czy buczenie to nie są okoliczności uzasadniające interwencję brygady antyterrorystycznej. Chyba że chodzi wyłącznie o efekt psychologiczny wywołania wrażenia na świadkach i opinii publicznej (co właściwie miało miejsce), że oto groźni faszyści (tu też ukłon w stronę „znajomości” tematu przez politruków medialnych – co to jest faszyzm) i bandyci zostali powstrzymani przez władze w niecnym zamiarze dokonania linczu czy też może samosądu na Baumanie, którymi to insynuacjami posługują się spolegliwe media „nurtu korytowego”… Jeżeli zatem ktoś koniecznie szuka paranoi, histerii, prowokacji i metod totalitarnych, to niech poszuka ich u ludzi którzy to wszystko zaaranżowali. Narażając jednocześnie na szwank bezpieczeństwo publiczne, bo należy sobie jasno powiedziec, że antyterroryści zostali wykorzystani niezgodnie z ich przeznaczeniem. Od pilnowania porządku są służby porządkowe a nie antyterroryści którzy mogliby w tym czasie byc potrzebni zupełnie gdzie indziej. Nie muszę chyba przypominac że ludzie którzy np wzywają karetkę pogotowia do „byle” przypadku ponoszą swojej niefrasobliwości konsekwencje, ponieważ karetka to środek ostateczny, który nie może byc wykorzystywany do innych celów jak ratunkowe. Czy w związku z tym za takie wykorzystywanie służb antyterrorystycznych do durnych prowokacji na polityczne zamówienie nie należałoby kogoś pociagnąc do odpowiedzialności?

Skutki incydentu były do przewidzenia, więc suche informacje na ten temat, poniżej…

1. Premier rozmawiał z szefem MSW o incydencie na wykładzie Baumana

24.06. Warszawa (PAP) – Premier Donald Tusk spotkał się w poniedziałek z ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem; rozmowa dotyczyła incydentu w trakcie sobotniego wykładu prof. Zygmunta Baumana, który odbył się na Uniwersytecie Wrocławskim.

Z kolei minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka wystosowała list do Baumana. „To, co wydarzyło się w sobotę we Wrocławiu, jest pogwałceniem zarówno akademickiej tradycji, jak i akademickiej godności, to przekracza jakiekolwiek standardy uniwersyteckie. Nie ma i nie będzie w Polsce zgody na podobne zachowania” – podkreśliła Kudrycka.

Przypomniała, że w marcu spotkała się z rektorami wyższych uczelni, aby zastanowić się nad granicami wolności i autonomii akademickiej. „Zdecydowaliśmy wspólnie o zorganizowaniu w Krakowie Kongresu Kultury Akademickiej, podczas którego będziemy debatować nad tym, czym dziś jest uniwersytet i jego etos, co zrobić, by nie malał prestiż polskich wyższych uczelni i wykładowców, jak dbać o najwyższe akademickie standardy. Sobotnie zajścia przynoszą ujmę polskim uczelniom i czeka nas poważna dyskusja na ten temat – napisała Kudrycka.

W sobotę rozpoczęcie wykładu filozofa zakłóciła grupa kilkudziesięciu narodowców, którzy po przywitaniu Baumana przez prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza zaczęli buczeć, gwizdać i krzyczeć: „Precz z komuną”, „Dutkiewicz, kogo zapraszasz”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. („Norymberga dla komuny” – Odys)

Po kwadransie policja, na prośbę organizatorów wykładu, usunęła narodowców. Wszystkim z 15 zatrzymanych osób przedstawiono zarzuty zakłócenia spokoju i porządku. Grozi za to kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywna do 5 tys. zł.

2. Premier rozmawiał z szefem MSW o incydencie na wykładzie Baumana (update2)

24.06. Elbląg (PAP) – Instytucje państwowe, w tym MSW, będą się starały twardo egzekwować prawo wobec takich zorganizowanych grup, jak ta narodowców, która w sobotę zakłóciła wykład prof. Zygmunta Baumana – zapowiedział premier Donald Tusk. Szef rządu rozmawiał o tym incydencie z szefem MSW.

Premier – który rozmawiał z dziennikarzami podczas poniedziałkowej wizyty w Elblągu – podkreślił, że potrzebna jest współpraca samorządów i prokuratury, by do tego typu wydarzeń nie dochodziło.

„Jest najwyższy czas na poważną refleksję, jeśli chodzi o sędziów w Polsce; nie można udawać, jak niektórzy w Polsce, że jak ktoś niesie symbol swastyki, używa wulgarnych, brutalnych słów wobec polskich uczonych, że to jest lekkie wykroczenie albo że właściwie nie ma o czym mówić” – mówił premier.

„Dlatego będziemy starali się wraz z MSW, ale także z innymi instytucjami państwa niezwykle twardo egzekwować prawo szczególnie wobec tak zorganizowanych grup, bo dzisiaj one mogą się wydawać jeszcze mało groźne, chociaż ja uważam, że to jest wstęp do poważnego nieszczęścia” – podkreślił szef rządu.

Dodał, że „jeśli ludzie w Polsce nie będą mogli ze sobą rozmawiać tylko dlatego, że ktoś ma inne poglądy i przyjdzie im krzyczeć, a później bić, to wtedy jest naprawdę poważny problem”.

„Dla mnie nie ma żadnego znaczenia, kto ma jakie poglądy. Jeśli będą chcieli narodowcy rozmawiać na uczelni o swoich prawach, o swoich poglądach, to nikt nie ma prawa zakłócać spotkania. Jeśli homoseksualiści będą chcieli (…) rozmawiać o swoich problemach, to można nie zgadzać się z nimi, ale nie można ryczeć, zakłócać takiego spotkania czy ubliżać komukolwiek” – dodał premier.

Podkreślił, że „każdy ma prawo do wygłaszania swoich poglądów, szczególnie na terenie uczelni, bo uczelnia jest po to, by ludzie mogli spokojnie rozmawiać”. „Nikomu tego prawa nie można zabierać czy to jest homoseksualista, lewicowiec, nacjonalista, centrowiec” – powiedział Tusk.

Z kolei Sienkiewicz powiedział w TVN24, że wybiera się na rozmowę z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem, by „uregulować zdolność wspólnego zwalczania” nacjonalistycznych ekstremizmów. Dodał, że trudno je zwalczać, gdy np. prokurator z Białegostoku uznaje swastykę za „znak pokoju”.

Minister podkreślił, że problem takich ruchów narasta, choć z drugiej strony – mówił – „nie popadajmy w histerię, że Polska jest na krawędzi faszyzmu”. Jednocześnie przyznał, że „prymitywizm, ksenofobię i rasizm nazywa się patriotyzmem; to nie ma nic wspólnego z Polską”. „To nie są żadni patrioci” – podkreślił. „To rodzaj bandytyzmu, który trzeba zwalczać, bo oni raz krzyczą, a drugi raz biją” – powiedział o zakłócających wykład Baumana. Zdaniem ministra oni „używają Polski, a tak naprawdę ją kompromitują”.

Zdaniem szefa MSW policja jest ostatnim elementem łańcucha w zwalczaniu tych zjawisk, którym na samym początku powinny przeciwdziałać inne instytucje i społeczności lokalne. Zwrócił uwagę, że we Wrocławiu zapleczem tych środowisk są piłkarscy kibole Śląska. „Miasto ma wpływ na politykę klubu i może wymuszać pewne zachowania, np. odbieranie wejściówek” – oświadczył Sienkiewicz. Doradził prezydentowi Wrocławia „właściwą współpracę” z wojewodą w całej sprawie…

…należałoby również uwypuklic jeden z akcentów hipokryzji jaka się przejawia w tej histerycznej potrzebie zwalczania „faszyzmu” i „antysemityzmu” o jakim wypowiada się Pan Sienkiewicz… Tu cytat z portalu salon.24 – pisze „zuberegg:

…Gdyby nie komunistyczne, antysemickie czystki trwałby on (Bauman) w pzpr do samego końca…Zresztą mamy tu podwójną ironię…Żyd, komunista w antysemickiej formacji tępiący Polską niepodległość. To zresztą kolejny przykład hipokryzji, zakłamania „rozumnych”. Bronią oni komunistów przed rozliczeniem za ich czyny, a zbudowana przez nich formacja jest jedyną JAWNIE ANTYSEMICKĄ formacją zbudowaną w Polsce z jaką współcześnie mieliśmy kontakt. Formacja ta dokonała czystek antysemickich we wszystkich organizacjach państwa. Nie było drugiej takiej w historii Polski.

W dzisiejszej Polsce „rozumni” bronią członków tej partii przed rozliczeniami….Pamiętajmy o tym gdy kolejny raz ktoś z „rozumnych” będzie płakać nad „antysemityzmem” naszym kraju. Nigdzie nie było tylu antysemitów co w pzprze. Więc to środowisko należy w pierwszej kolejności prześwietlić chcąc być poważnie traktowanym w walce z antysemityzmem. 

…na koniec cytat: Przybywa ludzi, którzy mają poczucie, że są gorsi od innych. A upokarzani są gniewni i szukają środków, by gniew ten wyładować – Zygmunt Bauman… Na uczelni wrocławskiej „polskie” władze „naukowe” i samorządowe upokorzyły i zbrukały pamięc po pomordowanych Polakach a zatem zgodnie ze słowami samego Pana Baumana gniewni z tego powodu ludzie za pomocą gromkiego głosu wyładowali swój gniew.  Należy tylko ubolewac nad tym że to właśnie NOP a nie „zwykli” obywatele (przede wszystkim studenci) miał na tyle odwagi żeby głośno wyrazic sprzeciw przeciwko temu skandalowi jakim było honorowanie UBeka i NKWDzisty na polskiej uczelni.

źródło: stooq, Super Ekspress,  salon24

…Odys

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

„Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród!”… Marek Jan Chodakiewicz – „O prawicy i lewicy”


fragment:

Początki PRL

IMPORTOWANA REWOLUCJA: ONI
Wolnośc bolszewickaW Polsce po 1944 roku dokonała się importowana rewolucja, sterowana z Moskwy. Na miejscu „rewolucyjny porządek” zaprowadzała Armia Sowiecka. Na przykład na terenie zachodniej Lubelszczyzny do 1947 roku „utrwalania władzy ludowej” doglądała cała dywizja NKWD. Na czele oddziałów tłumiących powstanie antykomunistyczne stanęli Sowieci. W grudniu 1945 roku na ogólną liczbę 63 generałów „ludowego” Wojska Polskiego 54 było oficerami sowieckimi (80 proc.), a 228 na 309 pułkowników (74 proc.).
Po stronie sowieckiej stanęli polscy renegaci: rodzimi komuniści (z KPP czy PPR), oportuniści (tzw. awans społeczny), ambitni lewicowi intelektualiści oraz dawni kolaboranci z okupantem niemieckim, którzy w szeregach rewolucyjnych starali się znaleźć schronienie przed karą za zdradę (np. agenci gestapo, szmalcownicy). Posługując się aparatem państwowym, zmusili oni terrorem pewną grupę Polaków (np. rekrutów wcielonych siłą do „ludowego” WP) do służby dla swojej sprawy. W tym sensie postępowanie sowieckich komunistów przypominało mechanizm, który stosowali brytyjscy kolonialiści do tłumienia powstań i rebelii w Afryce i w Indiach, gdzie również brytyjskie wojska kolonialne wzmacniano miejscowymi zdrajcami, najemnikami i bezwolnymi rekrutami z „branki”.
W kwietniu 1945 roku komunistyczny przywódca Władysław Gomułka wiernopoddańczo zwracał się do Stalina: „Oczekujemy na Wasze polecenia”. Jednocześnie w zamkniętym gronie przyznawał, że: „Nie jesteśmy w stanie walki z reakcją [sic! z powstańcami niepodległościowymi] przeprowadzać bez Armii Czerwonej. To coś mówi o bazie [społecznej komunistów]”. Gomułce wtórował Komendant Główny komunistycznej milicji Franciszek Jóźwiak (1895–1966):

Dziś w Białostockiem, Lubelskiem i Rzeszowskiem wojska sowieckie likwidują bandy akowskie [sic! polskie oddziały niepodległościowe]. Powinny być u nas garnizony sowieckie, ale bandy akowskie [sic!] powinniśmy sami likwidować. Nasza rola militarna była niewielka i niedostateczna. Nie jesteśmy u siebie gospodarzami [podkr. M.J.C.].

Komunistyczny opozycjonista, gen. Zygmunt Berling, w liście do Moskwy komentował:

Kasta [komunistyczna] zamyka się coraz mocniej i nie ma do niej dostępu.
Sytuację pogarsza jeszcze i ten fakt, że wewnątrz idzie zażarta walka o żłoby, stanowiska, wpływy.
Dziś Polska mogła być jednym z najbardziej wiarygodnych sojuszników Zw[iązku] R[adzieckiego sic! Sowieckiego], a jest jednym z najbardziej podejrzanych źródeł kłopotów. Bo czymże innym może być państwo sojusznicze, w którym rząd przyjazny Zw. R. musi się utrzymywać przy władzy nie siłą organizacji klasy robotniczej, ale przy pomocy UB w dużych ilościach zasilonego szumowinami z [niemieckiej] policji, SS itd. i służącej wiernie sekcie, bo tylko w UB mogą oni uchronić przez wierną służbę swoje głowy [podkr. M.J.C.]. Polska partia [komunistyczna] to pozłotka na gównie [podkr. oryg.] – nic więcej.

IMPORTOWANA REWOLUCJA: MY

Opinię znakomitej większości społeczeństwa o komunistach odzwierciedlała śpiewana na melodię Roty piosenka, która do dziś niewiele straciła ze swej aktualności:

Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród.
Rozkoszne nam pomyje.
My PPR-u wierny lud,
Potężne mamy ryje.
I chcemy Polski aż po Bug.
Tak nam dopomóż wróg. […]

Wioskowy aparatczyk z Lubelszczyzny w 1948 roku lamentował:

Po każdym zebraniu gromadzkim organizacyjnym, jak im naświetli [się] sprawę, co to są pisma [komunistyczne] i czytanie, jakie to daje korzyści – dotąd to [chłop] pamięta, dokąd nie pójdzie w niedzielę do kościoła. Ludność na wsi jest bardzo religijna i bogobojna, a kler zamiast im głosić słowo Boże, to prowadzi stuprocentową politykę. Głosi z ambony o bliskiej wojnie, że ścierają się dwa światy, świat pogański – świat, który chce zniszczyć Boga i pozamykać kościoły (bardzo wnet i u nas to nastąpi), i drugi świat, co idzie z Bogiem i przy pomocy Boga i wszystkich świętych obali i zniszczy tych, co bez Boga chcą rządzić światem [podkr. M.J.C.], i na straży kościoła jest bomba atomowa. Ludność jest w stu procentach zaślepiona i zaznaczam, co pod tym względem rząd [komunistyczny] musi działać ostrożnie, bo fanatyzm religijny doszedł do tego stopnia, że na rozkaz księdza za wiarę i religię, chociaż by zginąć miał, to pójdzie za nim. O kosiciele [sic! Kościele] i o Bogu w prasie z mego opisu proszę nie wspominać.

W 1947 roku sytuację w kraju tak opisywał komunistyczny urzędnik – inspektor szkolny, w swoim raporcie z inspekcji:

Izba lekcyjna wynajęta w organistówce. Nauczycielka przedwojenna, doświadczona, partyzantka oddziałów AK, zawsze słoneczna i uśmiechnięta.
W izbie 50 uczniów klasy czwartej, szóstej i siódmej.
– Jak się nazywa kraj, w którym mieszkacie? [pyta inspektor]. Wszyscy wiedzieli.
– Jak się nazywa stolica Polski, miasto, w którym sprawuje rząd swoją władzę?
– Londyn! – głos z klasy siódmej.
– Londyn jest daleko, a może pamiętacie nazwę miasta, które naprawdę jest stolicą naszego kraju i jest bliżej waszej wsi?
Najpierw cisza, a później zgadywanka: Kraków – Warszawa, Warszawa, Kraków. W końcu dzieci klasy czwartej ustaliły, że tym miastem jest Warszawa, a klasa siódma nadal utrzymywała, że Londyn.
– A kto z was zna nazwisko, a może i imię osoby sprawującej najwyższą władzę w dzisiejszej Polsce?
– [Prezydent RP Władysław] Raczkiewicz – chóralnie odpowiedziała klasa siódma. Nikt z pięćdziesięciu uczniów nie słyszał o [komunistycznym „prezydencie”] Bolesławie Bierucie.
Nauczycielka uczyła według wytycznych reakcyjnego podziemia [sic!]. W klasie godło, orzeł z koroną, mapa Polski przedwojennej, a na stole program nauczania również przedwojenny dla szkól powszechnych III stopnia [podkr. M.J.C.].

Podobnie myśleli działacze lewicowi – niepodległościowcy z PSL Mikołajczyka. Według donosu do UB, podczas powiatowego zjazdu PSL w Płońsku w dniu 18 listopada 1945 roku: „Zabrał głos ob. Milczarek [sic! Wacław Milczarczyk] ze spółdzielni «Społem» (reakcjonista). W swym krótkim, ale złośliwym przemówieniu pałał nienawiścią do ZSRR. Wyraził się w ten sposób – my nie chcemy jakiejś 17. republiki, my chcemy niezależnej suwerennej Polski”.

POWSTANIE ANTYSOWIECKIE I KONTRREWOLUCJA

Walka o niepodległość Polski w latach 1944–1956 miała dwa główne aspekty. Politycznie i militarnie było to powstanie antysowieckie, ideologicznie zaś – kontrrewolucja241. W szeregach powstańczych stanęli sami ochotnicy; jak podaje Bohdan Urbankowski, walczyło ich dwa razy więcej niż w powstaniu styczniowym. Zryw lat 1944–1956 miał charakter ogólnonarodowy, a nie przede wszystkim szlachecki, jak w 1863 roku2. Powstańcy ogłaszali:

My, którzy ponieśliśmy tyle ofiar, nie możemy pozwolić na to, by w naszym Państwie panoszyli się Azjaci i narzucali nam swe prawa przez swych pachołków w osobie [komunistycznego prezydenta Bolesława] Bieruta, [socjalistycznego renegata premiera Edwarda] Osóbek [sic! Osóbki-Morawskiego] i im podobnych.
My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa.
Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości.
Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Nie jeden z waszych ojców, braci i kolegów jest z nami. My walczymy za świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę!
NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ I BRATERSTWO!!!
PRECZ ZE ZDRAJCAMI!, którzy zaprzedali Kraj i Naród Polski – Sowietom.

Natomiast zdrajcy, jak generał milicji komunistycznej Mykoła Diomko vel Mieczysław Moczar (1913–1986), deklarowali:

Przy boku kierownictwa naszej partii – Biura Politycznego będę stał i realizował jej linię, która prowadzi do socjalizmu.
Sentyment do człowieka jest ludzkim objawem, lecz droższa jest dla mnie idea i z nią będę maszerował, a nie z człowiekiem.
Związek Radziecki nie jest tylko naszym sojusznikiem, to jest powiedzenie dla narodu. Dla nas, dla [komunistycznych] partyjniaków Związek Radziecki jest naszą Ojczyzną, a granice nasze nie jestem wstanie dziś określić, dziś są za Berlinem, a jutro na Gibraltarze [podkr. M.J.C.].

Moczar był bezwzględny dla antysowieckich powstańców. Nawet w prywatnym liście do swego ubeckiego współtowarzysza Stefana Kilianowiczowa vel Grzegorza Korczyńskiego (1915–1971) pisał: „Grzegorz! Wyłap wszystkich skurwysynów faszystów [niepodległościowców – M.J.C.]. Bądź zdrów”.
Gomułka postulował wykorzystanie przeciwko polskim niepodległościowcom metod stosowanych przez niemieckich narodowych socjalistów: „Hitler zrobił obozy pracy, uważacie, że to jest taka faszystowska idea. Hitler włożył w to taką faszystowską ideę, a my możemy włożyć ideę ludową [sic! komunistyczną]”. Komuniści podjęli antynarodową ofensywę na wielu płaszczyznach. Uderzyli w przedsiębiorców, rzemieślników, rolników. Ale największą nienawiść żywili do swych wojskowych i politycznych przeciwników….

Marek Jan Chodakiewicz – O prawicy i lewicy – fragment – Najwyższy Czas!.

Jelity przy pracy

Napoleon mawiał: „Partia podtrzymywana bagnetami cudzoziemców zawsze jest bandą przegranych kryminalistów”

…I dziś potomkowie tego bydła wychowani w tej samej socjalistycznej doktrynie nienawiści do wszystkiego co ukształtowało Polskę na przestrzeni wieków, czyli do Kościoła Katolickiego, wiary w Boga, wierności zasadom i tradycji polskiej, kultywują tę zarazę mieniąc się samozwańczo „elitą” a będąc co najwyżej jelitem w którym nagromadziły się zwały g..na zatruwając resztę zdrowego organizmu. Tę kichę trzeba koniecznie usunąc zanim będzie za późno, zanim całkiem utopią białego orła we krwi robiąc go na czerwono… – Sprawiedliwośc – “Układ zamknięty”?

…Odys

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy) oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

polecam film: Pachołki Rosji oraz to: „Bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”… „Bądź wierny, idź”. Piotr Szubarczyk: Przesłanie Herberta