Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego)


Za rękę prowadzony
Gdzie szyldy i neony
Patrzyłem z zachwytem na świat dookoła mnie.
Tu lody i cukierki,
Tam piwo i serdelki
Z głośników zaś strażacka orkiestra w trąby dmie.

Paweł Kuczyński – Journey

I ludzie tacy żywi
I wszyscy są szczęśliwi
I czuję niejasno, że też ze szczęścia drżę…
Chcę śmiać się, cieszyć, gadać
I bawić się, lecz nadal
Za rękę mnie prowadzą i jeszcze nie wiem gdzie.

Wesołe miasteczko! Tu słońca z tektury
Wciąż skrzą się światłością żarówek tysiąca.
I wtedy, gdy niebo zaciągną burz chmury,
I wtedy, gdy nie ma już słońca.
W wesołym miasteczku w powietrzu jest radość,
Tu ten dziś się śmieje kto wczoraj chciał łkać
I nigdy tym śmiechom nie stanie się zadość,
Nawet kiedy nie będzie już z czego się śmiać.

Gabinet krzywych luster –
Znikają oczy usta,
A za to rosną uszy i ogromnieje brzuch!
A obok już inaczej:
Twarz cała jakby płacze
I tułów pokręcony, wystarczy tylko ruch.

A potem karuzela
I coraz szybciej, śmielej,
I już mi nie przeszkadza, że ciągle w kółko gna!
Pod niebem z ziemi szydzę
I świat pod sobą widzę
I wiatr mi świszcze w uszach, orkiestra marsza gra!

Luis Quiles – Master of puppets

Wesołe miasteczko! Tu słońca z tektury
Wciąż skrzą się światłością żarówek tysiąca.
I wtedy, gdy niebo zaciągną burz chmury,
I wtedy gdy nie ma już słońca.
W wesołym miasteczku w powietrzu jest radość,
Tu ten dziś się śmieje kto wczoraj chciał łkać
I nigdy tym śmiechom nie stanie się zadość,
Nawet kiedy nie będzie już z czego się śmiać.

Gdy spłynę już spod nieba
Na ziemi stanąć trzeba –
Niełatwo; zamęt w głowie, kolana dziko drżą.
Strzelnica się podsuwa,
Więc staję biorę spluwę.
Pojawia się sylwetka – niweczę strzałem ją!

Ktoś obok w cieniu stoi,
Podsuwa mi naboje,
Ja mierzę, strzelam, mierzę i strzelam raz po raz!
Wyjmuje ktoś spod lady
Ordery z czekolady
I dla mnie – rozgrzanego – już przestał istnieć czas…

Wesołe miasteczko! Tu słońca z tektury
Wciąż skrzą się światłością żarówek tysiąca.
I wtedy, gdy niebo zaciągną burz chmury,
I wtedy gdy nie ma już słońca.
W wesołym miasteczku w powietrzu jest radość
Tu ten dziś się śmieje kto wczoraj chciał łkać
I nigdy tym śmiechom nie stanie się zadość,
Nawet kiedy nie będzie już z czego się śmiać.

Więc rzucam broń i pędzę!
Gdzie – nie wiem – byle prędzej,
Orkiestrą huczy głowa, a w skroniach tętni krew!
I widzę beczkę śmiechu –
Wskakuję bez oddechu,
Wiruję! Wpadam w otchłań! I nie ma mnie!

Jest śmiech.

Jacek Kaczmarski„Ballada o wesołym miasteczku”

„…wszelkie pomocowe ideologie, wszelkie współczucia okazywane biednym i potrzebującym, które nie mają kontekstu religijnego, a jedynie doczesny służą wojnie i dewastacji. Cały socjalizm w Polsce służył temu, by zdewastować lokalne inicjatywy gospodarcze i zniszczyć więzi – finansowe i religijne – spajające niewielkie społeczności, łączące się potem w naród. Nigdy dość przypominania o tym. Kiedy zaś już się udało to zrobić, wyzwoleni od złego pana parobcy i chłopi szli w kamasze, albo do fabryk, sam zaś pan szedł na żebry lub do piachu. Tym zaś wyzwolonym już i szczęśliwym, socjalizm natychmiast proponował wpłacanie składek na kasę chorych i ubezpieczenia powszechne i przymusowe. – Alternatywą – mówili socjaliści – jest żebranie pod kościołem. Może nie zawsze? Może gdyby nie było socjalistów i ich oszukanej gawędy dałoby się zorganizować wszystko inaczej? Może jakaś opcja została usunięta sprzed naszych oczu, a na jej miejsce wstawiono Żeromskiego i jego fałszywe współczucie? Będziemy się nad tym zastanawiać. Jedno jest w tym wszystkim najistotniejsze – ubezpieczenia właśnie. O ile mnie pamięć nie myli, znany działacz komunistyczny Adolf Warski także pracował w towarzystwie ubezpieczeniowym. Niestety informacja ta już zniknęła z wikipedii. Pisałem o tym kiedyś w tekście o Newerlym.

Zniszczenie społeczności lokalnych, niezadłużonych i połączonych tysiącznymi, drobnymi zależnościami otworzyło drogę do serc i umysłów oszustom na masową skalę. I to jest istotny sens działania socjalizmu. Ludzie zajmujący się ubezpieczeniami są moim zdaniem kluczowym elementem gangów socjalistycznych, ale my ich nie widzimy, bo podchodzimy do kwestii socjalizmu bardzo emocjonalnie. Tak jest on zresztą skonstruowany, ma stymulować emocje. Do tego są socjalizmowi potrzebni pisarze i poeci, bez nich ten kosmiczny przekręt się nie obejdzie i dlatego mamy do dziś te wszystkie świeckie kulty, które objawiały się nam co roku, we wrześniu, w postaci nowej listy lektur szkolnych…” (coryllus – O treściach istotnych i tych drugich)

podobne: Szewczak: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP… Jeśli tak to jak nazwać ZUS? Michalkiewicz podaje rozwiązanie oraz: Studiować każdy może… ale nie każdy widzi w tym sens. Inteligencki etos żeromszczyzny i to: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

„…Po co ludowi oświata? To jest fetysz największy i najbardziej czczony do dziś. No, ale po co ona jest? Po co chłop ma czytać? No po to, powiedzą zwolennicy oświaty ludowej, żeby go stary Szczerbic nie oszukiwał, żeby mu nie potrącał z dniówki i żeby chłop mógł się zapoznać z najnowszymi trendami światowej polityki. A po co Szczerbic miałby oszukiwać chłopa? On go wynajął do pracy, dał mu mieszkanie w czworakach, zakazał chlać na umór, wypłacał dniówkę, a także serwituty, żeby chłop miał co jeść i gdzie spać, a także czym się ogrzać. No tak, powie zwolennik oświaty ludowej, ale w ten sposób Szczerbic odgradzał lud od cywilizacji i jej zdobyczy, nie pozwalał chłopom robić karier w korporacjach i wyjeżdżać do miast, gdzie mogliby zaciągać korzystne kredyty na zakup mieszkań własnościowych. To prawda, stary był z całą pewnością przeciwny takim imprezom. Obstawiamy tę opcję w ciemno, choć przecież za dużo o nim nie wiemy.

Jakie argumenty mają jeszcze za pazuchą zwolennicy oświaty ludowej? No, takie, że jak ktoś umie czytać to przeczyta i nie da się w ten sposób oszukać nikomu, bo będzie wiedział co jest napisane. Wszyscy umiemy czytać i pisać, niektórzy nawet w obcych językach i co? Nie dajemy się oszukiwać? Nie chcę ciągnąć tych rozważań w powyższym tonie, bo wszyscy wiemy o co chodzi i po raz nie wiem który powracamy do tych samych konkluzji. Nie ważne kto i co pisze, ważne kto i gdzie tę pisaninę dystrybuuję. Ważne jest także jak ona jest promowana. Autorów można wystrugać z czegokolwiek, przykład Twardocha jest tu najwyraźniejszy. A do tego jeszcze znajdą się zawsze frajerzy gotowi, na podstawie li tylko poruszanych przez takiego wystruganego tematów, ogłosić go jednostką wybitną. Bo przecież jasne, że jak ktoś pisze o Panu Bogu, dylematach księży, rozważa różne poważne kwestie religijne, to nie może mieć złych zamiarów, o nie. Kiedy się już ma autorów, deprawuje się ich pieniędzmi i za pomocą usłużnej i opłaconej prasy czyni wielkimi. Później zaś można już wszystko. Rzecz najważniejsza to wykreowanie odbiorcy, który nie rozumie po co i dlaczego czyta – o to postarają się już dziewczyny niosące kaganek oświaty pod strzechy, różne siłaczki i ABC dobre panie. Odbiorca nie posiadający własności jest niewolnikiem dystrybutora. W naszych okolicznościach chłop oświecony za pomocą groszowych broszurek stał się niewolnikiem Bolesława Hirszfelda i Bronisława Natansona, albowiem to oni kontrolowali kanały dystrybucji literatury dla ludu…” (coryllus – Oświata ludowa, czyli mądrości Stefana Ż)

podobne: Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach oraz: Nobel Dylana i promocja obłędu za publiczne pieniądze w „fabryce bestselerów” czyli… Paranienormalny(ch) „klub literata i literatki” i to: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet?

„…Moja córka, na przykład, czyta sobie książki Holly Webb o zwierzętach. To znaczy o małych dziewczynkach, które ratują zwierzęta. To są same emocje i ja nie mogę zupełnie tych książek znieść, bo nawet najprostsze manipulowanie emocjami rozwala mi zupełnie dzień. A tam są same nieszczęścia, szantaże podprogowe i wielkie, kocie oczy, patrzące na człowieka tak, że ma ochotę uciekać na biegun północny. Wszystko kończy się dobrze, ale jakie to ma znaczenie…każdy kto kiedykolwiek się wzruszał poważnie wie, że żadnego. Z dziecięcego serca nie da się usunąć takich śladów.

No więc ona czyta sobie Holly Webb, a razem czytamy Pana Samochodzika. Ja już dostaję drgawek od tego Samochodzika, ale czytam twardo, bo ona go uwielbia. Najbardziej niestety lubi te książki, które mnie wprawiają w osłupienie ze względu na charakter zawartych tam treści. „Pan Samochodzik i Winnetou” czytamy już chyba czwarty raz i znoszę to niestety coraz gorzej. O wiele rzadziej czytaliśmy moją ulubioną „Tajemnicę tajemnic”. Na szczęście oboje zgadzamy się, że „Niesamowity dwór” jest bardzo dobry i wracamy do niego równie często jak do „Winnetou”. No i jeszcze „Księga strachów”, którą ona uwielbia ze względu na demoniczną ciotkę Zenobię, funkcjonariuszkę kontrwywiadu wojskowego PRL. No ale to wszystko są książki, które były już napisane kiedy ja przyszedłem na świat. Podobnie jak książki o przygodach Tomka Wilmowskiego, które także wielu z nas tutaj obecnych czytało w dzieciństwie. Wciągamy w te treści nasze małe dzieci z jednego powodu – nie ma nic lepszego. I to jest naprawdę straszne. A nie dość, że nie ma nic lepszego, to jeszcze nie ma sprecyzowanej misji jaką miałby spełniać książki dla dzieci. Ta cała Holly Webb ma po prostu wzruszać i od wzruszeń uzależniać małe dziewczynki. Samochodzik miał nakłaniać chłopców do tego, by zostawali ormowcami i współpracowali z tajną, komunistyczną, policją. Tomek Wilmowski i jego przyjaciele, byli jak mniemam, agentami wywiadu cesarskich Niemiec i Wielkiej Brytanii. Jeśli zaś idzie o bardziej współczesne produkcje dla dzieci, to w zasadzie zostają tylko książki okultystyczne, importowane z krajów anglosaskich i nic więcej. Nie będę o tym pisał, bo wszyscy wiemy o co chodzi i wielokrotnie kwestie te tutaj omawialiśmy. Chodzi mi to, jaki charakter powinny mieć polskie książki dla dzieci. O czym powinny traktować i jakie postawy miałby kształtować w małych obywatelach Rzeczpospolitej. Celowo używam takich podniosłych słów, albowiem co roku mamy to narodowe czytanie z udziałem prezydenta i ono, jak mniemam służy właśnie temu, by kształtować postawy i dawać przykład młodym ludziom. No, ale co czyta prezydent? Tak zwaną klasykę. Ta zaś już niebawem zostanie podzielona na książki potrzebne i ważne – Gombrowicz, Żeromski – i książki nieważne i przestarzałe – Prus, Sienkiewicz. Te ostatnie jako wrogie nowemu społeczeństwu zostaną usunięte z kanonu. Być może prezydent czyta także jakieś książki dla dzieci, ale ja nic o tym nie wiem. Bo i niby jakie miałby czytać? Przecież nie Samochodzika, który był poza oficjalnym, szkolnym obiegiem, choć wszyscy się w nim zaczytywali. Za dużo tam milicji…” (coryllus, całość tu: szkolanawigatorow.pl – O książkach dla dzieci)

podobne: Quo vadis „polska” edukacjo? czyli… Mickiewicz i Sienkiewicz w odstawkę oraz: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) i to: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu a także: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji

„Sukces socjalizmu polega między innymi na tym, że składa on programowe obietnice kobietom. One są całkowicie bez pokrycia, ale wywołują niezwykle silne emocje. Kobieta zaś w stanie emocjonalnego wzburzenia zdolna jest w zasadzie do wszystkiego. Poproszone o pomoc dziewczyny z dworków i pałaców, gotowe są poświęcać swój czas i życie dla, przepraszam najmocniej panie, piździelców takich jak Stefan Żeromski. I to jest jeszcze pół biedy, bo wtedy przynajmniej widzimy, że są one świadome czynów, których się podejmują. Tak było z nieszczęśliwą Faustyną Morzycką, która zapisała się na kurs rzucania bombami. Gorzej znacznie jest w przypadku dziewcząt młodych, które działają nie w ramach jakichś emocjonalnych poświęceń, ale dlatego, że ekscytuje je sam udział w akcji. Weźmy taką Wandę Krahelską, największą bohaterkę ruchu socjalistycznego. Dlaczego największą? Bo nie trafiła bombą w Skałłona. Potem zaś, w czasie procesu sam Skałon robił wszystko, żeby ludziom, którzy chcieli go zabić nic się nie stało. Niestety nie wiemy ile za to wziął. Wracajmy jednak do Krahelskiej. We wszystkich podręcznikach piszą, że Krahelska postanowiła wziąć udział w zamachu na gubernatora, bo jej narzeczony został doprowadzony do samobójstwa nieludzkimi metodami śledczych. To z całą pewnością nie jest prawda. Śledczy czy żandarm mógł pobić kolbą albo wyciorem jakiegoś biednego Szmula z Nalewek, mógł zaprawić piąchą jakąś Ryfkę, ale przed uderzeniem narzeczonego Krahelskiej to on się trzy razy zastanawiał nad tym, czy mu się to opłaca. Nie wiemy dlaczego ten narzeczony targnął się na życie. Być może Krahelska kopnęła go w plecy, bo ją znudził, bo nie rozumiał emocji, które grają w jej sercu. On zaś nie mógł tego zrozumieć i targnął się na życie. Krzywicki Ludwik pisze nam wprost, że Krahelska na pytanie – dlaczego rzuciła bombą w Skałona odpowiadała zawsze jednakowo – bo dostałam taki rozkaz. Ani razu nie wspomniała o narzeczonym. Dorobiono tę legendę później.

Krahelska jest tutaj przykładem najbardziej wyrazistym. Oto rewolucja rekrutuje zdecydowane, żądne emocjonalnych przygód, dziewczyny, które się po prostu śmiertelnie nudzą. I tylko socjalizm podnosi temperaturę ich emocji do właściwego poziomu

…celem cząstkowym socjalizmu, było zagospodarowanie emocji kobiet. Te zaś od razu zostały dobrze rozpoznane, co widać na przykładzie Krahelskiej, oraz Paszkowskiej. Ta pierwsza przeżyła wszystkie reżimy i zmarła w czasach całkiem nam nieodległych, otoczona nimbem bohaterstwa, choć przecież nie trafiła bombą w Skałona. Tej drugiej nikt nie proponował małżeństwa, rozumiejąc przecież, że nie takich emocji pani Maria poszukuje. Socjalizm oferował dziewczynom akceptację totalną. Pytanie istotne jednak brzmi – czy inni nie oferowali takiej samej akceptacji? Faustyna Morzycka, wychowanica dyrektora i założyciela nałęczowskiego sanatorium, mogła robić co chciała i nikt się, w tej epoce gorsetów i falbanek, nie wtrącał w jej życie. Była kobietą dojrzałą i świadomą. Z innymi było podobnie. Jedyne co miał do zaoferowania socjalizm naprawdę, to cyrograf” (coryllus – Co zrobić z kobietami?)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli oraz: O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli i to: Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość

Petrisan – Mózg

„…w sprawie Ronikiera, niczym w soczewce skupiają się wszystkie problemy epoki. Jest tam morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, próba rabunku i wyłudzenia, okup zapłacony w złocie, obłęd, feminizm, Tworki, wątki parareligijne, Feliks Dzierżyński i angielscy tłumacze literatury podłej i pokrętnej. Jest także podpis prezydenta ułaskawiający mordercę Ronikiera i czyniący zeń człowieka niewinnego. Aha, byłbym zapomniał – jeszcze dom gry i spółdzielnia spożywców. Same, jak powiadam, najważniejsze rzeczy, soczewka epoki…

…Mnie najbardziej urzekł w tej historii wątek filmowy. Oto uniewinniony przez Mościckiego Ronikier, morderca młodego chłopca, spekulant żywnością w czasie wojny, oszust matrymonialny, właściciel nielegalnego kasyna, zostaje doproszony jako konsultant do kolaudacji filmowych…

…Bogdan hrabia Ronikier oceniał polską produkcję filmową międzywojnia źle. Uważał, że filmy są słabe, nieautentyczne emocjonalnie i płaskiej. No, ale one takie były. On zaś na temat emocji i wzruszeń wiedział wszystko. Doprowadzał do histerii odziane od stóp do głów niewiasty, które przychodziły na salę sądową i opisywał Dzierżyńskiego, który kocha szczerze i prawdziwie. Ktoś powie – sam przed chwilą napisałeś, że był tandeciarzem. No tak, ale w całkiem innym znaczeniu niż te filmy. On z tej tandety uczynił sposób na życie i mnóstwo ludzi mu wierzyło. Nie wiadomo dokładnie, w którym momencie zorientował się, że w zasadzie chodzi tylko o to, by dość wcześnie przekroczyć pewną granicę, za którą już wszystko jest możliwe i wszystko się udaje. Grunt zaś to się nie przejmować. Jego sposób na przetrwanie i zdobycie pieniędzy brał się wprost z dobrej znajomości skorumpowanego, carskiego systemu policyjno-sądowego, a także z dobrej znajomości deficytów emocjonalnych kobiet i mężczyzn. Ronikier dobrze wiedział, że nie ma takiego szaleństwa, które by zostało zlekceważone na sali sądowej przez prokuratora i adwokatów, jeśliby za nim stał choć cień nadziej na godziwą łapówkę. Dlatego robił co chciał i mówił co chciał, a ludziom się to szalenie podobało…

….I sami zobaczcie, tylko wokół tematów związanych z przełomem stuleci XIX i XX można by zrobić osobny rynek książek, filmów, gier, komiksów i czego tam jeszcze chcecie. My zaś dostajemy jakieś seriale w typie „Belle epoque”, które są znacznie gorsze od filmu „Gehenna”, a z „Jego ekscelencją subiektem” nie mają po prostu startu. Mamy te idiotyczne naśladownictwa nie wiadomo czego właściwie, które mają w nas wzbudzić co? Nostalgię? Jakieś emocje? Żarty. Jak Bogdan hrabia Ronikier wkraczał na salę sądową, dziewczyny piszczały niczym później na koncertach Beatlesów. Dziś zaś nikt nie umie nawet zrobić o tym filmu. Bo nikt nie wie o czym miałby być ten film. Tyle jest w tej sprawie tajemnic. I teraz dochodzimy do konkluzji najważniejszej – ci wszyscy twórcy, filmowcy i artyści, którzy usiłują nas bawić to oszuści. Tylko, że oni nie przekroczyli nigdy tej niewidzialnej granicy, za którą znalazł się Ronikier we wczesnych bardzo latach życia. Oni marzą o tym, by ich oszustwa, jakże przecież nędzne, były kupowane w pakietach gwarantowanych przez państwo. Tak się nie da. Wiedzą o tym wszyscy, którzy choć raz w życiu próbowali wygrać coś naprawdę.” (coryllus – Pan hrabia wkracza na kolaudację)

podobne: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche oraz:  (bez)wstyd Jakóbiak i Ellen za dychę czyli… uważaj na świat stojący otworem. „Pochwała łotrostwa” i „Traktacik o wyobraźni” (Kaczmarskiego) i to: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości” a także: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

„…Przypomniano wczoraj stary wywiad artystki Szczot, która w latach osiemdziesiątych pojechała do Zielonej Góry. Artystka Szczot mówi w tym wywiadzie wprost, że jedzie do Zielonej Góry, żeby załatwić sobie trasę koncertową po ZSRR. Pan dziennikarz zaś mówi do niej, że skoro stawia sprawę tak otwarcie, musi wiedzieć, że na festiwalu w Jarocinie zostałaby wygwizdana. Ona zaś rzecze na to, że Jarocin jej nie interesuje, bo to nędza i wiocha. I teraz zobaczcie jak budowane jest napięcie w tym wywiadzie i jaką alternatywę miała ta cała Szczot – albo Zielona Góra organizowana przez towarzyszy z betonu, albo Jarocin organizowany przez dzieci towarzyszy z betonu, takich jak Chełstowski i Owsiak. I nic więcej. Pokazywane to zaś jest jak wybór między biedą a jakością i między niewolą a wolnością.

Dziś jest podobnie. Oto zmarł wybitny Artysta – Zbigniew Wodecki. Na twitterze Magda Ogórek napisała coś w stylu – odszedł cicho i spokojnie, a inni w tym czasie z hałasem uprawiają politykę. W sensie, że Magda jest nasza i odnosi się dyskretnie oraz krytycznie do postawy artystki Szczot i innych. Nie wiem co się działo na twitterze, ponoć wylała się fala hejtu na Magdę, ale widziałem co napisał portal WP. To mianowicie, że Magda zachowała się obrzydliwie komentując w ten sposób śmierć Wodeckiego. Pan dziennikarz, o przepraszam, mediaworker, użył nawet sformułowania „słuszna krytyka internautów”. Wreszcie internauci mają swoje pięć minut i mogą uprawiać słuszną krytykę, która tym różni się od niesłusznej, że tamta dotyczy artystki Rodowicz i tego szajbusa Jakubika. Słuszna krytyka internautów jest prawie tak samo mocna, jak słuszna linia naszej partii, o której pisano w gazetach w czasach kiedy artystka Szczot wybierała się do Zielonej Góry. My zaś czytając to wszystko, sami nie wiedząc kiedy, podeszliśmy do kasy na dziwnej małej stacyjce i kręcąc głową z niedowierzaniem powiedzieliśmy do kasjerki w okienku – normalny do krainy wiecznych łosi poproszę. Przed nami bowiem zarysowała się alternatywa taka – albo Magda, albo artystka Szczot. I nic więcej.

To wbrew wszystkim pozorom nie jest wcale śmieszne, jest groźne, albowiem prowadzi do rzeczy dla nas tutaj szalenie niebezpiecznej. Do uzależnienia publiczności , nie tylko estradowej, ale każdej właściwie, od comiesięcznych wypraw do krainy wiecznych łosi, gdzie już na pierwszej stacji można spotkać Waltera Chełstowskiego, który w towarzystwie niedźwiedzia Wojtka struga sobie relaksacyjnie patyki pod wielkim zbiornikiem na deszczówkę.

Chodzi o to, by każda decyzja publiczności, decyzja dotycząca wyboru wykonawcy, książki, filmu, każda podkreślam, była kontrolowana. Stąd pomysł, by powołać w związku z tym Opolem jakąś specjalną komisję weryfikacyjną, która będzie za budżetowe pieniądze orzekać, kto jest, a kto nie jest dobrym artystą… 

…Tym mniej zorientowanym podpowiadam raz jeszcze – to jest konwencja, której celem jest zamach na pieniądze nastolatków. Jedyny pomysł bowiem jaki mają koncerny na promocję tak zwanej kultury, to rozklepanie jej na małe, prawie przezroczyste placki, łatwo strawne dla każdego. To się oczywiście wiąże z degradacją publiczności

Tymczasem państwo oddaje wszystko walkowerem. I mówi wprost – mamy w nosie publiczność i zróżnicowanie oferty. Liczy się kasa, która ma trafić do Roberta Glińskiego. Wobec tak postawionej kwestii w zasadzie nie wiadomo co robić. Państwo bowiem, które oddaje walkowerem mecz propagandowy jest po prostu na zejściu, obojętnie jak dobrze by nie wyglądało. Ja sobie zdaję sprawę, że różni macherzy od kultury, zaraz mnie wyszydzą, bo ja nigdy nawet na oczy nie widziałem takich pieniędzy jakie oni pobierają w miesiąc za sprzedaż biletów do krainy wiecznych łosi. No, ale to nie może tak być proszę Państwa, że my się jako grupa musimy określać wobec zgrai oszustów i naciągaczy, którzy podsuwają nam fałszywe alternatywy…” (coryllus – Kraina wiecznych łosi)

podobne: O naturze zła czyli… „Wehikułem czasu” po „krainie grzybów”. O towarzyskich uwikłaniach, hodowli człowieków, sutenerach, detektywach, „piwnicy” w Ministerstwie Kultury i „Eurowizji” oraz: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) i to: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu a także: Dom Zły czyli Jarocin, gacie Chajzera, siekiera z Wołynia i pusty łeb mordercy jako symbole dobroczynności.

„…Co takiego uwodzicielskiego jest w wyprodukowanym przez demokratyczne gangi socjalizmie, że ludzie słysząc o nim głupieją. Oto – mawiają zwolennicy demokracji i socjalizmu, a także wolnych wyborów, gdzie wyborcami koniecznie muszą być pozbawieni wszystkiego i zadłużeni nędzarze – kiedy jest dziki kapitalizm to przepaść pomiędzy bogactwem a biedą ogromnieje i jest nie do zasypania. Człowiek zaś wolny i uczciwy, a także wrażliwy nie może na to spokojnie patrzeć. Musi działać i odbierać bogatym, by dawać biednym ( a dziś musi ratować uchodźców). Teraz rzecz najważniejsza. Taka przepaść pomiędzy bogatymi, a biednymi rzeczywiście rośnie, ale tylko w jednym ustroju – w demokracji. Nie wierzycie chyba w to, że w wilhelmińskich Niemczech robotnikowi żyło się źle…

…Monarchie łagodzą kryzysy uruchamiając rynki wewnętrzne – taka hipoteza mi się nasunęła. Być może nie jest ona prawdziwa, ale coś w tym musi być. My oczywiście nic o tym nie wiemy, ale w Polsce, nad Wisłą, było sporo przykładów działania małych rynków lokalnych, które dawały ludziom chleb i zatrudnienie. Kłopot z nimi był taki, że one koncentrowały się wokół dworu i kościoła, a do tego – przy dobrej organizacji wszystko co produkował folwark przetwarzane było na miejscu. Potem zaś sprzedawane w sieci sklepów należących do dworu. Ho, ho, tak, tak…bywały takie rzeczy, ale ja na razie nie zdradzę gdzie, bo to będzie w II tomie Baśni. No więc jeśli tak było i chłop z takiego folwarku nie miał ochoty wyjeżdżać, bo nie dość, że dostawał wypłatę w srebrze, to jeszcze miał darmowy opał, nie mógł być przydatny wielkim fabrykom rozwijającym się w państwach demokratycznych. Nie był też dobrym klientem. No bo jak mu sprzedać papierosy jak on sam pracuje na plantacji tytoniu, a po zbiorach może sobie za psi grosz kupić tego tytoniu na całą zimę od właściciela. Jak takiemu sprzedać piwo, jak właściciel zbudował browar i sprzedaje swoje piwo po okolicy, a pracownicy browaru mają rabat 10 proc. na butelce. Taki człowiek się do niczego nie nadaje, trzeba go wyrwać ze środowiska, w którym żyje, wykorzenić, ograbić i złożyć kilka propozycji nie do odrzucenia. Nie było to takie trudne. Każdy bowiem chce mieć więcej, a socjaliści chcą mieć najwięcej. Można było więc jednemu z drugim wyklarować, że jak się plantacje tytoniu podpali, browar okradnie, dziedzica powiesi, to wtedy wszystkim będzie się żyło lepiej, a do tego będzie można pojechać niemieckim statkiem do Nowego Jorku po dolary. Żyć nie umierać. Złudzenie to trwało do I wojny. Potem była euforia niepodległości, a potem korekta socjalistycznego planu naprawy świata, a której końcówkę załapaliśmy się prawie wszyscy, z wyjątkiem najmłodszych.

Powtórzmy więc jeszcze raz na koniec – w monarchii, gdzie rządzi pomazaniec i działają organizacje kościelne nie ma kryzysów. Jedyny kryzys jaki może nastąpić to wojna czyli atak z zewnątrz. No i rewolucja, czyli atak od wewnątrz, poprzedzony propagandowym przygotowaniem artyleryjskim, dzięki któremu robotnik otrzymujący od kapitalisty mieszkanie i opał dowiaduje się, że jest nędzarzem i musi koniecznie pozbawić kapitalistę życia i majątku, by trochę mu się poprawiło. Zwróćmy teraz uwagę na coś jeszcze istotniejszego – nie istnieje żadna korekta planów socjalistycznych. To znaczy zmiany są nieodwracalne, a jak ktoś zaczyna przypominać młodzieży, jak drzewiej bywało, jest karcony przez średnie pokolenie albo wprost przez policję polityczną. Bo gasi ducha i chce powrotu „złych czasów”. Tak to niestety działa. Możemy jedynie wybierać przyszłość, która jest coraz bardziej upiorna. Z krótkimi przerwami na eksploatację taniego, cudzoziemskiego robotnika, które nazywane są okresami prosperity. Taki okres mamy właśnie teraz. Nie wiem ile on potrwa, ale wiem czym się zakończy – wojną i rewolucją. Tym razem islamską. I tak w koło Macieju.”  (coryllus – O nowej Baśni raz jeszcze)

podobne: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos oraz: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech i to: Prof. Mieczysław Ryba: Rola Kościoła Katolickiego w kształtowaniu elit w XIX i XX wieku a także: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

W skromnej skorupce z błotka
Żyła sobie istotka
Miała rączki i nóżki
I małe zręczne paluszki
Ojojoj małe zręczne paluszki.

Michał Dziekan – Mniej znaczy więcej

I w owej skorupce wiotkiej
Wiodła żywocik swój słodki.
Aż raz mruknęła – cholera!
To błotko mnie uwiera!

Rozbiła błotko młotkiem
I świat ujrzała słodki
I łąkę pełną stokrotek
A na niej mnóstwo innych istotek.

Istotki piszczały, prychały,
Po pyszczkach się drapały.
Potem zaklęły krewko
I zbudowały państewko
Ojojoj zbudowały państewko.

Nauczyły się owe istotki
Nosić kapturki i botki,
Wycięły wszystkie stokrotki
I poustawiały płotki.

Podzieliły się na klasy:
Pierwsza klasa – grubasy
Druga klasa – bimbasy
Trzecia klasa – chudziasy.
Ojojoj strasznie chude chudziasy.

Tyrają biedne chudziasy,
Gdy w totka grają grubasy
Bimbają sobie bimbasy
Szczęśliwe po wieczne czasy!
Ojojoj szczęśliwe po wieczne czasy!

Aż krzyknął chudzias: Jezus Maria!
Stworzymy proletariat!
I on to nas uchroni
Od wyzyskiwaczy srogich!
Ojojoj bardzo srogich.

Świat się zmienił od tego czasu:
Schudł grubas, tyrają bimbasy,
A proletariat utył
W polityce obkuty!

I morał stąd wynika
Nie licz na wyrobnika!

Jacek Kaczmarski„Ballada o istotkach”

PS…

„…Bodzio puszczał się nieraz w kawały ryzykowne. Tak na przykład było na premierze jakiejś sztuki futurystycznej w Reducie, w okresie gdy mieściła się ona w gmachu Teatru Wielkiego. Na scenie snuły się jakieś niesamowite zjawy i rozlegały się nieartykułowane wycia. W pierwszym rzędzie siedział Bodzio w towarzystwie Rudego, Tadeusza, Janka Bochwica, Tosia Januszkowskiego, Wiktora Piotrowskiego o jeszcze paru innych darmozjadów litewskich obijających wtedy bruki warszawskie. Zanim futurystyczną szmirę dociągnięto do połowy pierwszego aktu, Bodzio wstał i oznajmił głosem tubalnym:
Dość tego skandalu! Chodźmy na kolację! Nigdy by za czasów Skałona nie ośmielono się wystawić takiej bzdury na scenie cesarskiej. No, ale cóż – wszystko jest dziś możliwe w tych nowych republikach – litewskiej, łotewskiej…cygańskiej…” (coryllus – Żydzi i polski patriotyzm)

Franciszek Kostrzewski – Pożar wsi

Reklamy

„New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą.


Banksterzy

„…W niniejszym eseju będącym fragmentem książki zatytułowanej Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu, Lawrence W. Reed, obala mit zbawiennej roli polityki New Dealu jako remedium na kryzys. Patrząc na dzisiejsze zakusy rządzących, którzy chcą doprowadzić do ogólnoświatowego programu wyjścia z kryzysu, tekst może być wielce pouczający.

W 1932 roku Franklin Delano Roosevelt wygrał wybory prezydenckie, uzyskawszy 472 głosy elektorskie w porównaniu do zaledwie 59 głosów, jakie zebrał urzędujący Herbert Hoover. Program wyborczy Partii Demokratycznej, na której czele stał Roosevelt, głosił: „Uważamy, że program wyborczy partii to umowa z ludem, i jej warunków partia, której powierzono władzę, ma wiernie przestrzegać”. Partia domagała się 25-procentowej redukcji wydatków federalnych, zrównoważonego budżetu, racjonalnego obrotu złotem, „aby zapobiec wszelkiemu ryzyku”, wycofania się rządu z obszarów, które przynależą raczej przedsiębiorstwom prywatnym, a także położenia kresu „ekstrawagancjom” programów Hoovera w zakresie polityki rolnej. Oto co obiecał kandydat na prezydenta, Roosevelt. Ale nie ma to wiele wspólnego z tym, czego późniejszy prezydent Roosevelt rzeczywiście dokonał

…Niefortunnie rozpoczął prezydenturę, potępiając w przemówieniu inauguracyjnym wielki kryzys za „niegodziwych handlarzy walutami”. Nie powiedział nic na temat niegospodarności FED i niewiele o szaleństwach Kongresu, które przyczyniły się do pogłębienia problemów. W rezultacie zaś jego działań gospodarka pogrążyła się w kryzysie na resztę dekady

W maju 1935 roku na Uniwersytecie Harvarda Douglas powiedział jasno, że Ameryka staje w obliczu doniosłego wyboru:

Czy wybierzemy podporządkowanie się nas samych – tego wielkiego kraju – despotyzmowi biurokracji, kontrolowaniu każdego naszego działania, zniszczeniu równości, którą osiągnęliśmy, wreszcie zredukowaniu nas do położenia zubożałych niewolników państwa? Czy też będziemy uparcie trwać przy wolnościach, o które człowiek walczył przez ponad tysiąc lat? Ważne jest, by zrozumieć wielkość problemu, jawiącego się przed nami. (…) Jeżeli nie wybierzemy bezwzględnej, despotycznej biurokracji, kontrolującej nasze życie, niweczącej rozwój, obniżającej standard życia (…) wówczas stanie się jasne, że funkcja rządu federalnego w warunkach demokracji ma polegać na ograniczeniu swojej aktywności do tych obszarów, których demokracja dotyczy, na przykład obrony narodowej, utrzymywania prawa i porządku, ochrony prawa i własności, zapobiegania nieuczciwości i (…) ochrony społeczeństwa przed (…) partykularnymi interesami poszczególnych środowisk.

Taryfy celne nałożone przez ustawę Smoota-Hawleya oraz niegodziwość opartej na wyzysku polityki monetarnej, prowadzonej przez FED, to główni winowajcy odpowiedzialni za powstanie warunków, które dały Rooseveltowi pretekst do tymczasowego pozbawienia deponentów ich pieniędzy, zaś urlop dla banków nie wpłynął na zmianę tych podstawowych zasad. „Ponad 5 tysięcy banków, które działały w momencie ogłoszenia „urlopu”, nie otworzyło ponownie swoich podwojów po jego zakończeniu, a ponad 2 tysiące z nich nie zrobiły tego już nigdy” – donoszą Friedman i Schwartz.

…”Prawie wszystkie upadłe banki stanowe przestrzegały praw systemu bankowego”, czyli praw, które zakazywały bankom otwierania nowych filii i tym samym różnicowania swoich ofert oraz zmniejszania ryzyka. Powell pisze: „Chociaż Stany Zjednoczone ze swymi prawami systemu bankowego zanotowały upadłość tysięcy banków, to w Kanadzie, gdzie pozwolono bankom na rozszerzanie ich działalności, nie upadł ani jeden bank…” Co ciekawe, krytycy kapitalizmu, którzy uwielbiają winą za wielki kryzys obarczać rynek, nigdy nie wspominają o tym fakcie.

Kongres najpierw udzielił prezydentowi władzy do przejęcia prywatnych zasobów złota należących do amerykańskich obywateli, a następnie do odgórnego ustalenia ceny złota. Pewnego ranka Roosevelt, jedząc śniadanie w łóżku, zdecydował wraz z sekretarzem skarbu państwa o zmianie stosunku złota do banknotów dolarowych. Po oszacowaniu swoich możliwości Roosevelt ustanowił 21-procentową podwyżkę cen, ponieważ „to szczęśliwa liczba”. Morgenthau w swoim pamiętniku napisał: „Gdyby ktoś wiedział, w jaki sposób w rzeczywistości ustalamy cenę złota poprzez kombinację szczęśliwych liczb, sądzę, że byłby przerażony”. W 1933 roku Roosevelt własnoręcznie storpedował konferencję ekonomiczną w Londynie, zwołaną na wniosek innych znaczących krajów w celu obniżenia wysokości taryf celnych i przywrócenia parytetu złota.

Do wczesnych lat trzydziestych XX wieku Waszyngton wraz ze swoim beztroskim bankiem centralnym starli na miazgę standard złota. Odrzucenie parytetu złota przez Roosevelta usunęło większość pozostałych czynników hamujących nieograniczoną ekspansję pieniądza i kredytów, co kraj w późniejszych latach przypłacił deprecjacją waluty. Senator Carter Glass ujął to dobrze, kiedy na początku 1933 roku ostrzegał Roosevelta: „To hańba, sir. Ten potężny rząd, mocny dzięki zasobom złota, łamie swoje obietnice dotyczące wypłacania owego złota wdowom i sierotom, którym sprzedał obligacje rządowe z zobowiązaniem zapłaty złotą monetą po aktualnym kursie wartości. Łamie obietnicę wykupienia rządowych banknotów przy pomocy złotych monet po aktualnym kursie ich wartości. To hańba, sir”…

…W pierwszym roku Nowego Ładu Roosevelt zaproponował, by przeznaczyć na wydatki 10 miliardów dolarów, podczas gdy dochody wynosiły zaledwie 3 miliardy dolarów. Pomiędzy rokiem 1933 a 1936 wydatki rządowe zwiększyły się o ponad 83 procent. Federalny dług gwałtownie wzrósł o 73 procent.

Franklin Delano Roosevelt namówił Kongres do powołania w 1935 roku rządowej agencji ubezpieczenia społecznego, Social Security Administration, oraz do ustanowienia w 1938 roku po raz pierwszy w kraju prawa do pełnej pensji minimalnej. Podczas gdy do dzisiaj ogół społeczeństwa wyraża pełne uznanie za te dwa posunięcia, wielu ekonomistów ma inny punkt widzenia. Prawo do pensji minimalnej wypiera z rynku pracy wiele osób niedoświadczonych, młodych, niewykwalifikowanych i społecznie upośledzonych. (Na przykład uchwalone w 1933 roku, jako część innej ustawy, klauzule płacy minimalnej spowodowały wyrzucenie z pracy około pół miliona czarnoskórych). Natomiast współczesne badania i oceny ujawniają, że agencja Social Security stała się tak strasznym i długotrwałym ubezpieczeniowym koszmarem, że albo będzie musiała zostać sprywatyzowana, albo i tak już wysokie podatki, potrzebne do utrzymywania jej na powierzchni, będą musiały wzrosnąć do kosmicznych rozmiarów.

Roosevelt przeprowadził uchwalenie Ustawy o pomocy rolnikom (Agricultural Adjustment Act, AAA), która ściągała z przetwórców rolnych nowy podatek, a następnie używała tego dochodu do nadzorowania masowego niszczenia wartościowych upraw i uboju bydła. Federalni przedstawiciele nadzorowali ponury spektakl niszczenia poprzez przyoranie zupełnie dobrych pól z uprawą bawełny, pszenicy i kukurydzy (trzeba było nakłaniać muły do tratowania plonów; przyuczono je przecież, by szły pomiędzy zagonami). Zdrowe bydło, owce i świnie były wybijane i grzebane w masowych dołach. Minister rolnictwa Henry Wallach osobiście wydał rozkaz uboju sześciu milionów prosiąt, zanim urosną do rozmiaru dorosłych świń. Po raz pierwszy administracja płaciła też rolnikom za to, aby nie podejmowali pracy. Nawet gdyby AAA pomogła rolnikom, zmniejszając dostawy i podnosząc ceny, mogłaby to zrobić jedynie kosztem milionów innych ludzi, którzy musieli płacić te ceny albo zadowalać się mniejszą ilością jedzenia.” (Lawrence W. Reed)

źródło: Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu

podobne: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił a także: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…analogia do dzisiejszych działań „dobrej zmiany” jest niemal 100% o czym więcej tu: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. i tu: Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz tu: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i jeszcze tu: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

…a to jeszcze nie koniec ponieważ…

Szykuje się kolejna „dobra zmiana” w Polsce, tym razem w podatkach. Dobro zmiany polega na dobrym przysoleniu podatkowym samo zatrudnionym, tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy. Socjalistyczne drony w rządzie chcą tym skorygować kapitalistyczną  anomalię  wprowadzoną  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samozatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.

Teraz wszystko to ma być połączone w jeden wysoki podatek „jednolity”.  Jak to dokręcanie podatkowej śruby pomóc ma nadpremierowi Morawieckiemu w realizacji jego dalekosiężnych planów „odpowiedzialnego rozwoju” i mobilizacji kapitału polskiego jasne nie jest.  Wolnego kapitału polskiego od tego nie przybędzie ani go to do niczego nie zmobilizuje.  Wręcz przeciwnie, będzie go mniej.  Bredząc o „finansowym uprzywilejowaniu najbogatszych” socjaliści PiS-u nie rozumieją że wypłaszają tym kapitał na dużą skalę, zubażając kraj w istocie a nie wzbogacając. Odpowiedzialnego rozwoju nie finansuje się nieodpowiedzialnymi posunięciami typu bolszewickiego. Ten kto zagranicą złożył jakiś kapitał i rozważał wykorzystanie go w kraju ma jeszcze jeden argument aby dać sobie spokój z myślą o powrocie

Rząd PiS-u najwyraźniej myśli że zwiększone obciążenia pozostaną bez wpływu na aktywność gospodarczą, że przedsiębiorca głębiej jedynie wciśnie czapkę i że zwiększone stawki będzie potulnie płacił. Nie rozumie że prowadzenie działalności gospodarczej jest delikatnym aktem równowagi między podejmowanym ryzykiem  a potencjalną nagrodą za to. Zmniejsz tę nagrodę a wielu podziękuje za ryzyko,  szukając bardziej zielonych połonin gdzie indziej albo przechodząc do podziemia…  

Za 20 lat namnożone jej rządowym programem 500+ zygoty przypomną to pakując manatki i udając się same na emigrację, byle dalej od jednolitego, socjalistycznego piekła… Dawno będzie wtedy po kaczyńskim rządzie i znowu w modzie będzie załamywanie rąk nad niedostatkiem „polskiego kapitału” i nad niepatriotyczną emigracją. Być może niedobitki PiS-u przypomną wtedy złotą myśl prezesa że “Polsce potrzeba nowych Gatesów“, najprawdopodobniej jako jednolitego wsadu do przekręcenia przez podatkową wyżymaczkę…” (cynik9)

źródło: Jednolity atak na przedsiębiorców

podobne: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„Przeczytałem wczoraj wywiad z ministrem Sasinem w Rzeczpospolitej. W zasadzie brak mi słów. Pan minister mówi bowiem o sprawiedliwości społecznej. O tym, że nowy system podatkowy powinien realizować elementarne zasady tej całej sprawiedliwości. Mam w związku z tym pytanie – kiedy, zdaniem ministra Sasina takie zasady były realizowane? Kiedy to było, ta cała sprawiedliwość społeczna, za której było wszystkim tak dobrze, że teraz musimy do tego wracać? Za Gomółki czy za Gierka? W swojej nieopisanej naiwności myślałem, że o sprawiedliwości społecznej nie usłyszę już nigdy w życiu, że teraz to będziemy już traktowani serio i nikt nam kitu wciskał nie będzie. Myliłem się. Jeden minister gada o sprawiedliwości, drugi buduje montownie niemieckich samochodów, w których zostaną zatrudnieni ukraińscy pracownicy, częściowo wykształceni w polskich technikach, tyrający za pół stawki, wypłacanej via niemiecka kasa przez polskiego podatnika. Pracownicy ci znajdą tę robotę poprzez pośrednika, który zedrze z nich wcześniej haracz i żegnani ze łzami w oczach przez swoje rodziny na Ukrainie, przyjadą na Dolny Śląsk. Pośrednikiem tym będą zapewne różne działające w Polsce fundacje, które deklarują, że jedyną ich misją jest przychylanie nieba biednym i potrzebującym. Trzeci zaś minister dostał nagrodę „Patriota roku”. Były kiedyś nagrody – człowiek roku. Nie wiem czy pamiętacie. Chyba Albin Siwak taką dostał. Ja, nie ukrywam, jestem poważnie zszokowany rozwojem wypadków. Aha, dodałbym jeszcze ojca jednego z ministrów, który wychodzi i świadom przecież zasobności własnej rodziny, mówi, że trzeba wprowadzić eutanazję, bo on nie chce być ciężarem dla dzieci.

Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość społeczna. To o czym mówi Sasin nosi inną zgoła nazwę i od sprawiedliwości jest niesłychanie odległe. To się nazywa „przerzucanie kosztów utrzymania”. Oni chcą przerzucić koszta utrzymania przemysłu na barki podatnika, a co za tym idzie zrównać wszystkich ludzi do poziomu brudnych proli, którzy piją dżin zwycięstwa i palą papierosy zwycięstwa. To jest numer ćwiczony od początku świata, albowiem od początku świata ludzkość boryka się dwoma tylko problemami – jak utrzymać tanią produkcję i kontrolę nad wszystkimi wartościowymi rzeczami na świecie. Wszystko inne to są didaskalia, którymi my się ekscytujemy zupełnie niepotrzebnie. Tym dwóm aspektom poświęcone są wszystkie publikacje ekonomiczne, historyczne, a niekiedy także religijne. I teraz kiedy słyszymy z ust ministra Sasina słowa „sprawiedliwość społeczna” to wiemy, że chodzi o to, by jedynym pracodawcą w Polsce było państwo i niemieckie koncerny wpuszczone tu przez Morawieckiego. Żeby ten horror najpierw stworzyć, a potem utrzymać wystarczy wręczać co roku nagrodę „patrioty roku” i kręcić filmu o patriotyzmie, a także o naszej skomplikowanej historii, oraz wydawać patriotyczne tygodniki, w których patriotyczni dziennikarze pisać będą o perspektywach rozwoju przemysłu tekstylnego produkującego patriotyczną odzież. Nie wygrzebiemy się z tego nigdy.

Sprawiedliwość społeczna nie jest kokieterią wobec ludu pracującego jak się wydaje osobom naiwnym i dotkniętym psychicznymi dysfunkcjami. Sprawiedliwość społeczna to kokieteria wobec wielkich inwestorów, którzy muszą gdzieś znaleźć miejsce dla ulokowania swojej produkcji. Ta zaś musi być tania. Tylko obszary i grupy upośledzone, zdewastowane i ubogie, a także permanentnie oszukiwane przez swoich zarządców nadają się do takiej operacji. Kłopot w tym jedynie, by to co jest katastrofą, przedstawić im jako szansę. I my taki właśnie spektakl oglądamy przed naszymi oczami. Socjalizm, czyli inaczej bandytyzm zapośredniczony, przechodzi kolejne przeobrażenie i nie jest to ostatnia faza jego istnienia. Nie ma się co łudzić…” (coryllus)

całość tu: Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą 

Warto tu wspomnieć kulisach sukcesu „dobrej zmiany” w ramach otwarcia Fabryki Mercedesa w Jaworze, która powstała dzięki „publicznemu wsparciu” czyli za NASZE pieniądze zrabowane w podatkach. PodziemnaTV: Robią nas w konia: PiS DA… NIEMCOM #158. I warto zestawić tę wiedzę z faktem, że ta sama władza od jakiegoś czasu ostro krytykuje działalność kapitału zagranicznego z Niemiec w Polsce… a wyjdzie Szydło z Morka (Odys)

i jeden uzupełniający komentarz. Pisze JK24 października 2016 o 10:20

Przy okazji Sasin powiedział, że dążą do zatrudnienia na umowę o pracę, by pracownicy nie zakładali własnej działalności gospodarczej. Wydaje mi się, że jak pracownicy zakładają własną działalność gospodarczą to widzą jak na dłoni jakie są obciążenia fiskalne (PIT, CIT, ZUS we wszelkich odmianach). Po co mają to wiedzieć. Jak mają umowę o pracę to nie będą sobie tym głowy zaprzątać i będą się interesować ile dostają „na rękę”. Że ich „na rękę” jest obłożone chorendalnym podatkiem to będzie problem pracodawców. A jak ci zaczną narzekać to się stwierdzi, że kapitalistyczni, zagraniczni, magnaccy, ziemiańscy czy jacy tam kolwiek krwiopijcy chcą przerzucić koszty na pracowników i po zawodach.

podobne: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i jeszcze: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. polecam również: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”.


05.02. Waszyngton (PAP) – W piątek w USA ponownie zacznie obowiązywać zakaz dalszego zadłużenia kraju powyżej określonego limitu, a rząd ostrzega, że ma środki na bieżące wydatki tylko do końca lutego. Republikanie mówią, że zgodzą się na podniesienie limitu, ale stawiają warunki.

W USA na nowo rozgorzała debata o zadłużeniu kraju. Po 16-dniowym paraliżu rządu w październiku Kongres zgodził się zawiesić do 7 lutego, czyli do najbliższego piątku, wynoszący 16,7 bilionów dolarów pułap zadłużenia. Jeśli nie zostanie on podniesiony, to jak ostrzegł kilka dni temu minister finansów Jack Lew, pod koniec lutego może zabraknąć środków, by finansować bieżące wydatki.

Jeśli Kongres pułapu nie podniesie, po jego ponownym wprowadzeniu 7 lutego będzie on równy aktualnemu długowi publicznemu USA, który w poniedziałek wynosił nieco poniżej 17,3 bln dolarów.

Lew apelował do Kongresu o jak najszybsze podniesienie limitu zadłużenia. Parlamentarzyści zapewniają, że chcą uniknąć powtórki październikowego kryzysu budżetowego i nie dopuszczą do niewypłacalności kraju, ale w środę wciąż nie było porozumienia między Republikanami a Demokratami w tej sprawie.

Ministerstwo finansów ogłosiło już we wtorek, że od piątku zaczną obowiązywać „nadzwyczajne środki”, by oszczędzać dostępne w kasie państwa fundusze i odsuwać groźbę częściowej niewypłacalności. Od południa w piątek rząd czasowo wstrzyma też sprzedaż papierów skarbowych USA władzom stanowym i lokalnym.

Ośrodek badawczy Bipartisan Policy Center, który przeprowadził wnikliwą analizę finansów państwa i zadłużenia, prognozuje, że jeśli limit długu nie zostanie podniesiony, to moment, w którym państwo nie będzie już w stanie wywiązywać się ze swych wszystkich zobowiązań, nastąpi między 28 lutego a 25 marca. Już 14 marca „w najbardziej optymistycznym scenariuszu” zabrakłoby 5 mld dolarów – przekonuje BPC.

Jak donoszą amerykańskie media, Republikanie wciąż nie wypracowali wspólnej strategii, jakie warunki postawić Demokratom w zamian za zgodę na podniesienie limitu zadłużenia. Część kongresmenów znowu domaga się ograniczenia znienawidzonej reformy o ochronie zdrowia Obamacare. Chcą uchylenia zapisów ustawy o Affordable Care Act, które umożliwiłyby w przyszłości wsparcie przez państwo tych firm ubezpieczeniowych, którym w wyniku reformy groziłoby bankructwo.

Inni Republikanie domagają się natomiast, by w zamian za zgodę na podniesienie limitu zadłużenia rząd zgodził się na budowę kontrowersyjnego ropociągu Keystone XL, dzięki któremu kanadyjska ropa będzie mogła płynąć do USA.

Ale są też kongresmeni, jak Raul Labrador z Idaho, którzy apelują, by po prostu przyjąć „czystą” ustawę o podniesieniu długu, gdyż „wyborcy mają już dość tego politycznego teatru”.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)

icz/ dmi/ mc/                                                          …źródło: stooq.pl

05.02. Waszyngton (PAP) – Raport Kongresowego Biura ds. Budżetu (CBO) na nowo pobudził Republikanów do walki z reformą ochrony zdrowia w USA (tzw. Obamacare). CBO szacuje, że w wyniku reformy liczba godzin pracy Amerykanów zmaleje do 2021 r. o sumę odpowiadającą 2,3 mln pełnych etatów.

Republikanie natychmiast ogłosili, że Kongresowe Biuro ds. Budżetu potwierdziło, iż Obamacare, flagowy projekt prezydenta Baracka Obamy, który od jesieni zaczął wchodzić w życie, jest szkodliwy dla gospodarki, gdyż zlikwiduje ponad 2 mln miejsc pracy. „Potwierdziło się to, co wiedzieliśmy od dawna: Obamacare ma bardzo negatywny wpływ na wzrost gospodarki” – powiedział republikański senator Bob Corker. Wielu komentatorów przewiduje, że raport CBO „to nowe paliwo” zagrzewające Republikanów do walki z Obamacare podczas kampanii przed jesiennymi wyborami do Kongresu.

Komentatorzy, którzy bronią Obamacare, zwracają jednak uwagę, że CBO nie stwierdziło, że reforma zlikwiduje 2,3 mln miejsc pracy, ale że w jej wyniku ludzie dobrowolnie będą mniej pracować o liczbę godzin odpowiadającą w sumie 2,3 mln etatów.

„Szacowana redukcja wynika niemal wyłącznie ze spadku netto ilości pracy, którą pracownicy decydują się wykonywać, a nie ze spadku netto popytu firm na pracę. To przejawi się niemal w całości w postaci obniżenia aktywności zawodowej i liczby przepracowanych godzin w stosunku do sytuacji, jaka miałaby miejsce w przeciwnym wypadku (gdyby reforma Obamacare nie weszła w życie – PAP), a nie we wzroście bezrobocia” – głosi analiza neutralnego politycznie CBO.

Innymi słowy, to nie biznes zlikwiduje miejsca pracy, ale pracownicy sami uznają, że odejdą z pracy albo będą pracować krócej, w niepełnym wymiarze godzin. Zdaniem CBO głównym czynnikiem, który wpłynie na takie decyzje, są zawarte w ustawie o reformie (Affordable Care Act) „zachęty”, a mianowicie dotacje państwa na wykup ubezpieczenia dla najmniej zarabiających pracowników.

Te dotacje dla osób wykupujących polisy mają formę ulg podatkowych, których wielkość zależy od wysokości zarobków. By kwalifikować się do tej pomocy, część pracowników będzie wolała pracować mniej i mniej zarabiać, by nie stracić ulgi podatkowej. Podobne mechanizmy, zniechęcające do pracy w pełnym wymiarze godzinowym, występują także przy pomocy socjalnej dla najuboższych (jak talony żywieniowe), uzależnianej od wysokości pensji. Ponadto, jak szacuje CBO, część osób w wieku przedemerytalnym też może zdecydować się na wcześniejsze odejście z pracy, gdyż Obamacare zapewni im zachowanie ubezpieczenia zdrowotnego.

CBO szacuje, że w ramach reformy około 6 mln osób dotychczas nieubezpieczonych wykupi prywatne polisy do 31 marca (końcowy termin na wykup polisy, by być objętym ochroną w 2014 roku). Ponadto 8 mln dodatkowych osób uzyska ochronę w ramach federalnego programu Medicaid dla najuboższych. CBO szacuje, że w kolejnych latach te liczby wzrosną do odpowiednio 25 mln i 13 mln.

Liczbę osób, które w 2013 roku nie miały żadnego ubezpieczenia, szacuje się w USA na prawie 50 mln, czyli 15 proc. społeczeństwa. Reforma zaadresowana została głównie do tych, którym ubezpieczenia zdrowotnego nie zapewnia pracodawca albo którzy pracują na własny rachunek, ale nie było ich dotąd stać na ubezpieczenie. Reforma zakłada też, że towarzystwa ubezpieczeniowe będą musiały przyjąć wszystkich, którzy się do nich zgłoszą, czyli także osoby już chore, którym dotychczas ubezpieczeń odmawiano lub od których żądano znacznie wyższych składek. Młodzi będą mogli pozostać na ubezpieczeniu rodziców do 26. roku życia (dotychczas obowiązywał limit 19 lat lub – w przypadku kontynuowania nauki – 22 lat).

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)

icz/ dmi/ mc/                                                          …źródło: stooq.pl

…to nie biznes zlikwiduje miejsca pracy, ale pracownicy sami uznają, że odejdą z pracy albo będą pracować krócej, w niepełnym wymiarze godzin…

…ahaaa… czyli wszystko w porządku bo miejsca pracy są, tylko trzeba się zwolnić albo mniej pracować… mmm taka „logika” 🙂 …no to wszystko w porządku! Muszę przyznać że tego typu retoryka to czysta paranoja. I że niby CBO które takie bzdury wypisuje to „neutralna politycznie” instytucja? Reeeeaaallyyy? 😀

…By kwalifikować się do tej pomocy, część pracowników będzie wolała pracować mniej i mniej zarabiać, by nie stracić ulgi podatkowej. Podobne mechanizmy, zniechęcające do pracy w pełnym wymiarze godzinowym, występują także przy pomocy socjalnej dla najuboższych…

…kolejny kwiatek! Lepiej nie pracować i liczyć na drapane bo inaczej drapane przepadnie SIC! Co to k..wa za komuna jakaś? Widzę że w tych USA idiotyzm tamtejszej „elity politycznej” galopuje coraz szybciej. Przepisy ZNIECHĘCAJĄCE do pracy w pełnym wymiarze! To mógł wymyśleć tylko demokrata.

…Reforma zakłada też, że towarzystwa ubezpieczeniowe będą musiały przyjąć wszystkich, którzy się do nich zgłoszą, czyli także osoby już chore, którym dotychczas ubezpieczeń odmawiano lub od których żądano znacznie wyższych składek…

…wolny rynek usług medycznych w całej krasie… To ma być reforma? Proszę mnie ubezpieczyć bo jak nie to proces i guzik mnie obchodzi że splajtujecie?.. Zamknąłbym taki biznes od razu i niech sobie szukają innego frajera który będzie ryzykował za pół darmo.

Konkluzja: nic dziwnego że po raz kolejny elity polityczne USA będą zmuszone podnieść limit zadłużenia. Nie ma odważnych żeby powiedzieć dość szaleństwu i ciąć wydatki… Tak nieodpowiedzialna polityka podnoszenia kosztów programów socjalnych (zdrowotnych?) premiujących nieróbstwo i gwałcących podstawy ekonomii po prostu musi kosztować. USA stają co raz bardziej ryzykownym miejscem do inwestycji… Dług nie zmaleje od ciągłego podnoszenia limitu, więc problem za jakiś czas znowu wróci a koniec tej zabawy może być tylko jeden.

…Odys

podobne tu: Kryzys budżetowy w USA

Obamacare

Obamacare

cynik9: „Jak zostać starym i biednym” czyli… idea reformy emerytalnej kontra wykonanie.


Rok 2013 zamknął praktycznie trwający od 1999 epizod „polskiej reformy emerytalnej”. Zamknięcie odbyło się po partacku – tak jak partacka była cała „reforma”. Skandalu nie nazwano skandalem, przekrętu przekrętem. Winnych nie wskazano, poszkodowanym szkód nie zwrócono. OFE spacyfikowano w niezwykłym pośpiechu i jakby w pół-konspiracji, tak aby tylko nie narazić unijnych synerkur ani tych którzy są odpowiedzialni za ten niewypał ani tych którzy wkrótce je obejmą a którzy odpowiedzialni są za konsekwencje jego partackiego rozbrajania. Rachunek za to wpłynie dobrze już po tym jak obejmie ich unijny immunitet.

Biorąc przykład z premiera Tuska chcieliśmy również zamknąć rozdział emerytalny w 2GR, bo praktycznie nie ma już o czym pisać. Do pewnych reminescencji natchnął nas jednak drogi czytelnik który porządkując strych natknął się na stare egzemplarze GW z 1998 (HT- B). W jednym z nich znalazł pouczający artykuł pod tytułem Jak zostać starym i bogatym. Nie jest to, broń Boże,  jakaś aluzja pod adresem pana redaktora Michnika… 😉      Chodzi raczej o pranie umysłów mas o sutych emeryturach jakie wszystkim zapewnić miała wprowadzana wówczas reforma emerytalna charyzmatycznego premiera Buzka.

Rzeczywistość okazała się mniej różowa. Sute emerytury wprawdzie są, owszem. Zapewnili je sobie charyzmatyczny premier Buzek w europarlamencie, garść innych sprawców fiaska w radach nadzorczych OFE oraz zagraniczna banksterka zrabująca przyszłych emerytów skandalicznie wysokimi opłatami. Nikt w rządzie nie wskazał wówczas że jest to zwykły rabunek.

Dla reszty emerytalnych baranów pędzonych państwowym biczem na prywatne strzyżenie emerytury będą znacznie mniej sute.  A właściwie, po faktycznym wykończeniu OFE i przejęciu ich wkładów przez ZUS,  trudno w ogóle mówić o emeryturach „prywatnych” z OFE.  Najpewniej ostanie się jedynie to co kapnie emerytowi z bankrutującego ZUS-u, przy czym przeciętny emeryt ma lepszą szansę na przeżycie do wieku emerytalnego niż ZUS na przeżycie aby mu ją wypłacać. Kolejne wielkie przedsięwzięcie socjału skończy się tym czym zwykle – minimalną kroplówką dla ubogich i szukaniem winnych.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Gdzie poszło coś wspak, nie tak jak powinno? Otóż wspak poszło wcześnie, na długo przed wprowadzaniem reformy emerytalnej. Poszło wspak brakiem lustracji i usunięciem rządu premiera Olszewskiego. Brak lustracji – w odróżnieniu od Niemiec – uniemożliwił wyczyszczenie polskiej stajni Augiasza i budowanie przyszłości kraju na nowym, solidnym fundamencie. Cała reszta jest tego pochodną, sprawą w przeważającej mierze moralności, zaufania, przekonań i motywacji tych dochodzących do władzy. Ludzie powiązani z dawnym reżimem nie mogli zbudować prawidłowej konstrukcji Polski na skrzywionym, komunistycznym fundamencie. I zbudowali to co zbudowali – socjalistyczno/quasi rynkowego mutanta o organizacji czysto mafijnej. Zabrakło rządu który reprezentowałby interesy Polaków – do końca i bezkompromisowo.

Reforma emerytur była bez wątpienia w ich interesie. Ale wypaść mogła i powinna zupełnie inaczej. I filar ZUS-u był jej nieodzownym elementem, z uwagi na konieczność zapewnienia ciągłości pokoleniowej i długiego okresu przejściowego. Tego nie neguje nikt. Ale wśród koterii dawnych aparatczyków, TW i  przekonanych socjalistów zabrakło kropki nad i – powiedzenia że celem nadrzędnym reformy i jej przejściowego okresu 25 lat jest eliminacja socjału ZUSu oraz przejście na całkowicie prywatne emerytury. Docelowo – żadnego ZUSu ale też żadnego bólu głowy państwa o emerytury.

Podobnie idea prywatnego filara emerytalnego (filar III) w którym każdy indywidualnie buduje swoje emerytalne oszczędności była w założeniu słuszna. Na początku może niewielkie, z czasem wkłady na IKE urosłyby do znacznych rozmiarów zapewniając godziwe emerytury ich właścicielom.

Ale w Polsce nie mogło się obyć na tych dwóch filarach, państwowym/przejściowym i prywatnym/docelowym, i na długim okresie przejściowym w którym przechodzimy z jednego do drugiego. Mafia bankowa do spółki z posłusznym jej  rządem wykoncypowała  dodatkową hybrydę – OFE. Był to filar tzw. „drugi” w którym składki są dalej nie tylko obowiązkowe – co można sobie wyobrazić – ale także przymusowo inwestowane jedynie przez wybranych przez rząd uprzywilejowanych operatorów oraz tylko w wybrane przez państwo instrumenty.

Z ideału instytucji wolnorynkowo inwestujących dobrowolnie powierzony im kapitał emerytalny ludzi gdziekolwiek OFE stały się maszynami do generowania gwarantowanych zysków dla ich zagranicznych operatorów kosztem polskich emerytów. Z jednej strony strzygły naganiane przez państwo w ich kierunku masy,  z drugiej pobierały od tego wysokie i niczym nie uzasadnione opłaty. O żadnej konkurencji nie było praktycznie mowy. W dodatku środki ze strzyżenia szły nie na osiągnięcie maksymalnie wysokiego zwrotu  dla ich właścicieli, co jest psim obowiązkiem każdego prywatnego funduszu inwestycyjnego,  lecz na finansowanie potrzeb wybujałego socjału państwa i jego rozrzutności.  Jak inaczej nazwać można przymusowe inwestowanie oszczędności emerytalnych Kowalskiego w  odrębny i socjalnie destrukcyjny system emerytur mundurowych czy górniczych,   bailouty zagranicznych bankrutów czy korpusy ekspedycyjne do każdej burdy na świecie?

OFE mogły zająć ważne miejsce w polskim systemie emerytalnym, ale nie zajęły. W postaci która ujrzała światło dzienne w 1999 były one przekrętem, w którym dobro milionów Polaków ustąpiło miejsca gwarantowanym zyskom garstki zagranicznych banków i paru ich krajowym poplecznikom w radach nadzorczych.

Rząd premiera Tuska ma niewątpliwie rację zwijając tę pasożytniczą strukturę.  Niestety, czyni to znowu połowicznie i po partacku, zwiększając a nie zmniejszając socjał i zwiększając a nie zmniejszając szansę na gigantyczne odszkodowania które przyjść może kiedyś płacić odciętym od koryta bankom.

OFE rząd powinien zlikwidować klinicznie czysto, przejrzyście i demokratycznie aż do bólu – rękami obywateli, samemu umywając ręce. Wystarczyłoby gdyby dał obywatelom prawdziwy wybór: reszta środków z OFE  do ZUS-u albo na prywatne konto emerytalne IKE. Jeśli ufasz państwu i chcesz przekazać mu swoje pieniądze – ok. Ale jeżeli nie ufasz to proszę bardzo, przelejemy na twoje konto IKE  saldo z OFE i cześć. Martw się dalej o nie sam, inwestuj w to w co ci się żywnie podoba.   Skorzystaj nawet dobrowolnie z pomocy  OFE,   przynajmniej tym którym niewidzialna ręka rynku nie podcięła jeszcze  gardła.  Nie zawracaj tylko więcej głowy nam w rządzie.

Tymczasem wybór jaki rząd premiera Tuska daje Polakom:  okaleczone  OFE  bądź  ZUS,  oznacza nadal szkodliwy przymus i pogłębia jedynie socjalistyczną patologię,  nie rozwiązując niczego.

źródło: dwagrosze.com

podobne tu: Czy rząd chce obrzydzić ludziom OFE? Szkodliwe kierunki zmian.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Raport o sytuacji ZUS”. Piramida finansowa bankrutuje.


fragment:

Zdaniem Fundacji Republikańskiej oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców  Zakład Ubezpieczeń Społecznych ( a właściwie Fundusz Ubezpieczeń Społecznych) zbankrutuje w ciągu 5 – 8 lat. Tak wynika z raportu „Raport o sytuacji ZUS”, w którym obie organizacje podważają rządowe prognozy dotyczące sytuacji systemu emerytalnego.

Ich zdaniem prognoza dotycząca powszechnego systemu emerytalnego przedstawiona przez ZUS, nie powinna być traktowana jako realistyczna, a system finansów publicznych czekają – w kontekście zobowiązań emerytalnych – znacznie poważniejsze wyzwania.

W perspektywie średnio i długoterminowej nie jest możliwe wypłacanie obecnie gwarantowanych świadczeń emerytalnych bez strukturalnych reform systemu emerytalnego, bądź bez zwiększonej presji fiskalnej, co w efekcie zabija polską gospodarkę – uważa Marcin Chłudziński, prezes Fundacji Republikańskiej.

Raport pokazuje ile pieniędzy co roku dopłacanych jest do FUS. Uwzględnia nie tylko dotacje, ale też pożyczki budżetowe oraz kwoty przekazywane z Funduszu Rezerwy Demograficznej. ( w przyszłym roku dodatkowe wsparcie z publicznej kasy wyniesie prawie 70 mld zł licząc z nieoddanymi pożyczkami z lat poprzednich). Autorzy przypominają o wysokości długu ukrytego ( ok 200 proc. PKB) czyli zobowiązań, jakie ma państwo wobec przyszłym emerytów i rencistów oraz podważają racjonalność prognoz finansowych FUS przedstawianą przez ZUS.

– Aby zwiększyć wydolność systemu, należałoby zwiększyć liczbę odprowadzających składki, zwiększyć podstawy (np. wzrost płac) lub zwiększyć składki. Żadna z tych opcji nie wchodzi w grę w obecnej sytuacji – przekonuje Mariusz Pawlak, Główny Ekonomista ZPP.

Organizacje zwracają uwagę na to, ze w prognozach finansowych FUS (zaakceptowanych przez rząd)przyjęty jest stały wzrost gospodarczy, nie przejmując się zupełnie istnieniem cyklów koniunkturalnych. Co więcej założono, że w średniej i długiej perspektywie bezrobocie spada ( a potem jest na niskim jedocyfrowym poziomie), a płace zawsze rosną realnie bez względu na to jak szybko rośnie gospodarka.

Dzięki takim mało realistycznym założeniom, w prognozie ZUS pojawiły się wyniki wypłacalności zgodnie z którymi nie dochodzi do drastycznego (w wariancie bazowym) pogorszenia salda systemu emerytalnego działającego w oparciu o model repartycyjny. – tłumaczą autorzy opracowania…

całość tu: ekonomia.rp.pl

polecam: KNP: ogłosić bankructwo i znieść obowiązek ubezpieczeń społecznych!

rys.  Andrzej Mleczko

rys. Andrzej Mleczko

„Rządowe ubezpieczenie, nazywane ubezpieczeniem społecznym, w przeciwieństwie do ubezpieczeń oferowanych przez prywatne firmy ubezpieczeniowe nie opiera się na skrupulatnych rachunkach matematycznych i statystycznych, szacujących stopień ryzyka oraz wysokość składki ryzyko to pokrywającej. Prowadzony bowiem przez rząd program „ubezpieczenia społecznego” nie ma wystarczającej ilości aktywów niezbędnych do pokrycia ich pasywów. Inaczej mówiąc, wydatki na cele ubezpieczenia społecznego i pokrycia kosztów pracy administracji tej instytucji znacznie przekraczają możliwości finansowe ZUS-u. Dlatego ZUS musi korzystać z kredytów komercyjnych, by pokrywać istniejące zobowiązania związane z rozrastającą się wciąż biurokracją ZUS-owską i świadczeniami emerytalno-rentowymi.”… „Bez wątpienia przymusowe składki na ZUS łamią nasze podstawowe prawa ludzkie. Łamią nie tylko prawa człowieka, ale i postanowienia naszej Konstytucji. Zmusza się nas bowiem do takiego stanu, kiedy to nie możemy dobrowolnie decydować o naszym życiu i majątku. Robi to za nas rząd i państwo. Przeciętna długość życia w Polsce dla mężczyzn to 71 lat (kobiety żyją zwykle kilka lat dłużej), czyli przeciętnemu Polakowi po prawie 40 latach płacenia składek na ZUS zostaje tylko… sześć lat życia na głodowej emeryturze, która nie tylko nie pozwala mu na wykupienie wszystkich lekarstw przepisanych przez lekarza ale i nie starcza na opłacenie czynszu, rachunków za prąd i gaz. ZUS właściwie już zbankrutował, choć, oczywiście, zachowuje wszelkie pozory, i udaje, że wszystko jest w najlepszym porządku. Zupełnie jak ów kredytobiorca robiący dobrą minę do złej gry, kiedy bierze kolejny kredyt na spłacenie starego kredytu, którego nie udało mu się dotąd spłacić o własnych siłach.”… fragment „ZUS, czyli piramida finansowa” Źródło: Twój REGION Europy nr7

…ZUS jak klasyczna piramida… Najpierw została wzniesiona potem i łzami całego narodu… Po czym została „klasycznie” ograbiona przez złodziei z których część to byli nadzorcy budowy… Ludziom natomiast POzostawiono puste sarkofagi… we wiadomym celu… ZUS od dawna jest bankrutem, utrzymuje się tylko dlatego że jeszcze więcej pieniędzy które traci jest rabowane ludziom pod postacią długu jakie państwo w naszym imieniu zaciąga. Każdy kto zachwala ten system jako „sprawiedliwy”, „nowoczesny” i jedyny możliwy do realizacji w „cywilizowanym państwie” jest albo pożytecznym idiotą, albo płatnym kłamcą.

Polecam lekturę – Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z “Folwarku zwierzęcego” czyli… oraz: Umiesz liczyć, licz na siebie czyli… cynik9 i „Liczenie na ZUS”

…OdysPiramida finansowa

OFE destabilizują finanse publiczne… w takim razie jak nazwac to co robi ZUS


Raport: OFE destabilizują finanse publiczne

26.06.2013 (IAR) – Działanie Otwartych Funduszy Emerytalnych destabilizuje finanse publiczne. Taką tezę wygłosił minister finansów Jacek Rostowski, który wraz z ministrem pracy Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem przedstawił raport z przeglądu systemu emerytalnego.

(jak w tytule… jak zatem nazwac to co robi z finansami publicznymi ZUS który odpowiada za około 95% długu wynikającego z tzw. „ubezpieczenia emerytalnego”? czemu to właśnie ZUS zaciąga kredyty komercyjne żeby pokryc zobowiązania wynikające z wypłaty emerytur? dlaczego zmusza się OFE do inwestowania w obligacje państwowe? czemu w ogóle państwo się  w ten sposób zadłuża? no i najlepsze – czy to OFE czy rząd uchwala co roku „deficyt finansów publicznych”? Hipokryzja Panie Rostowski – jak zwykle zresztą)

Minister powiedział, że przeprowadzona w 1999 roku reforma emerytalna była wyjątkowo udana, gdyż wprowadziła zdefiniowaną składkę emerytalną. Jednak stworzenie kapitałowego filaru systemu emerytalnego znacząco zwiększyło dług publiczny. W ubiegłym roku relacja długu do PKB wyniosła, według standardów Unii Europejskiej, ponad 55 procent. Gdyby natomiast nie utworzono OFE, to nie przekroczyłaby 40 procent. Niższe byłyby też koszty obsługi długu publicznego.

(a to dziwne, bo utworzenie OFE które podobno destabilizują finanse publiczne było efektem owej „wyjątkowo udanej reformy”… widzę tu poważny brak konsekwencji i jakby nie patrzec gwałt na logice! Nie wiem też na jakiej podstawie wnioskuje się że koszty obsługi długu publicznego byłyby niższe bez OFE, skoro to OFE przejęło od państwa na siebie owe koszta w momencie kiedy zostały powołane – czy nie na tym m.in. polegała owa „wyjątkowo udana reforma”?)

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że po zmianach w OFE, wprowadzonych w roku 2011, wskaźniki waloryzacji w ZUS-ie wyniosły 14 procent, a stopa zwrotu 11 procent. Były one korzystniejsze od analogicznych wskaźników OFE. Minister podkreślił, że w latach 1999-2012 ZUS pozwolił emerytom zaoszczędzić więcej, niż OFE. Działanie funduszy było też dużo droższe niż działanie Funduszu Rezerwy Demograficznej w ZUS. Kosiniak-Kamysz dodał, że w roku 2008 na skutek światowego kryzysu finansowego OFE straciły około 20 miliardów złotych. Pobierały jednak opłaty na niezmienionym poziomie dwóch miliardów złotych.

(świetnie… tyle że w ZUSie nie ma ŻADNYCH oszczędności… nie wiem o jakich oszczędnościach mówi Pan Kosiniak Kamysz, ale myślę że doskonale wie na czym polega idea piramidy finansowej 😉 …no i ktoś jednak zagwarantował ustawowo w tej „wyjątkowo udanej reformie” że OFE zamiast pobierac opłatę od zysków, pobiera ją niezależnie od koniunktury na rynkach – same sobie tego nie zapisały w ustawie… Zapomniał też dodac Pan Kamysz – pewnie przez roztargnienie –  że w perspektywie tych kilkunastu lat funkcjonowania OFE było więcej okresów kiedy OFE zarabiały. Po za tym OFE kupowały również obligacje rządowe więc wypadałoby dziękowac im za to że „wspierały” Skarb Państwa w czasie kryzysu 😉 )

komentarz znaleziony w internecie, pisze Paweł:  …nikt nie mówi ile kosztuje ZUS, nikt nie liczy kosztów funkcjonowania ZUS, 2 mld opłat za OFE, a ile kosztowało utrzymanie armii urzędników, biurowców itd ZUS? Ciekawe że nikt tego nie pokazuje. Zgadzam sie że OFE mogłby nie kupować polskich papierów skarbowych, ale oznacza to że ich ceny spadną (wzrosną rentowności), czy nasz Drogi rząd zdaje sobie sprawę? To podstawy ekonomii. I jeśli anulujemy ten dług, to gwarantuję że rząd zadłuży się ponownie aż do limitu, tak to działa i wyda bezsensownie te pieniądze które pożyczy. Wiec niech zostanie tak jak jest, zmniejszajmy koszt składki przekazywanej do ZUS jak tylko się da, wprowadźmy pełna konkurencję OFE i tyle. Bez żadnych dodatkowych idiotycznych kombinacji, bo na takich kombinacjach na pewno nie wyjdziemy dobrze.

Abstrahując od tego całego zamieszania z „wariantami” na „reformę systemu emerytalnego”, które miało na celu papierowe zbicie zadłużenia – co do intencji bowiem nie mam żadnych wątpliwości bo po całym tym wieszaniu psów na giełdzie i marnotrawstwie system kapitałowy zostanie utrzymany 😉 –  proponuję lekturę artykułu „cynika9”, który jak zwykle traktuje problem poważnie a nie populistycznie…

O emerytalnym waleniu głową w ścianę  oszczędzajta albo nie oszczędzajta

wpolityce.pl prof. Rybiński po raz kolejny miesza pojęcia rzeczowego argumentu z wyznawaną przez siebie nirwaną której nie ma i nie będzie. Po obiecującej zapowiedzi przedstawienia „kilku kluczowych argumentów” [rozumiemy że przeciwko rządowym planom likwidacji OFE] okazuje się że najbardziej kluczowym argumentem jest wiara Rybińskiego w mityczny „drugi filar”, który nie byłby obecną grupą OFE ale jednym, pasywnie inwestującym „super OFE” – funduszem indeksowym replikującym „globalny benchmark inwestycyjny”.

Miło  jest oczywiście skonstatować że dawny  obrońca systemu („Ja zostaję w tym systemie bo ja chcę w nim zostać, to jest dla mnie dobre”) zmienił zdanie i że już nie chce w nim zostać.  Nie wiadomo tylko czy jest to wynik klapy zapowiadanego pozwu zbiorowego w obronie OFE czy też autentyczna zmiana poglądów.   Wątpliwe jest w każdym razie czy opowiadanie się za wydumaną opcją której NIE MA na stole – mitycznym jednym funduszem emerytalnym, i  naturalnie wciąż obowiązkowym,  przydaje temu „kluczowemu argumentowi”  wiarygodności.

Fakty są takie że rząd Tuska demontuje prywatne OFEs aby ratować budżet. Jest to ruch przewidywany na tym blogu od lat i wynikający z przekonania że żadna wystarczająco duża góra forsy nie zostanie pozostawiona w spokoju przez rząd w problemach. Rząd Tuska nie jest tu zresztą wyjątkiem. Rządy innych republik bananowych, w rodzaju Argentyny, robiły dokładnie to samo anektując prywatne plany emerytalne. Nie ma się też co łudzić że gdyby rząd Tuska zastąpiony został „rządem ekspertów”  Kaczyńskiego to sytuacja byłaby inna. Byłaby dokładnie taka sama – rząd potrzebuje środków a OFE je mają. A więc… do dzieła. Inna byłaby tylko retoryka. Zamiast brutalnego zawłaszczenia byłby patriotyczny refren wspomagania ojczyzny w potrzebie.

Prof. Rybiński ma prawdopodobnie rację w swoich prognozach dotyczących ZUSu sztrandującego w końcu gdzieś na skałach w kryzysie. Jednak receptą na ból głowy od walenia nią o ścianę nie jest walenie w inną ścianę.  Receptą na kolaps socjalistycznego systemu emerytur państwowych nie jest więcej socjalizmu,  jest po prostu odrzucenie go. W szczególności zaś – odrzucenie socjalistycznego przymusu.  Jeden „dobry”  przymusowy  OFE  Rybińskiego („Emerytury muszą być przymusowe„) byłby niczym innym jak jeszcze jedną narzucaną przez państwo obowiązkową strukturą,  jeszcze jednym workiem kapitału w zasięgu łap państwa, narażonym na kolejne zawłaszczenie.   Byłby dalej waleniem głową w ścianę,  tyle że w inną.

Zamiast więc czekać na nirwanę jednego funduszu OFE  czy nie lepiej jest dać sobie w końcu spokój z socjalizmem i zrobić po prostu istniejące OFEs dobrowolne? Jednym ruchem pan premier mógłby zrobić pożyteczny krok,  uszczęśliwiając masy Polaków i odwracając wyborcze notowania swojej partii.

Prawdopodobnie z czternastu OFEs ostałyby się dwa lub trzy,  wszystkie tanie jak barszcz,  jak chce tego Rybiński, bo autentycznie  konkurujące o klienta który może ale nie musi skorzystać z ich usług.  Chcesz – oszczędzasz i wybierasz sobie taki OFE który ci najbardziej pasuje. Nie chcesz to nie wybierasz sobie żadnego i sam się zajmujesz swoimi oszczędnościami emerytalnymi.  Możesz je zainwestować gdzie ci się żywnie podoba,  w akcje, obligacje, nieruchomości,  złoto.  Nawet w fundusz Eurogeddon… ;-).   A co jeśli w ogóle nie chcesz oszczędzać na emeryturę?  Okay, i do tego masz prawo więc nie oszczędzasz. Na swoją odpowiedzialność.

W końcu jeśli z inwestycją w swój własny dom czy mieszkanie dałeś sobie radę bez pomocy rządu to po ci pomoc tego rządu w inwestowaniu swoich emerytalnych centów?  Skoro ludzie nie przepijają masowo domów czemu mieliby przepijać  oszczedności emerytalne?  Prawda jest taka że socjalizm musi kultywować uzależnioną od siebie klasę niewolników. Bez tego skurczyłby się i zmarniał.  To właśnie jest brudnym sekretem tyrad socjalistów przeciwko  ludziom troszczącym się o emeryturę we własnym zakresie.  Rząd nie powinien się w ogóle do tego wtrącać,  nie powinien  w ogóle być częścią równania, poza może podatkowym uprzywilejowaniem długoterminowych oszczędności w tym kierunku. Twoja emerytalna przyszłość jest w końcu twoim własnym biznesem,  nie rządu i nie współobywateli.

Jeżeli kryzys planów emerytalnych w państwach zachodu,  w tym farsa „polskiej reformy emerytalnej” Buzka i Góry,  czegoś uczy to tego że państwo opiekuńcze jakie znaliśmy jest zbankrutowane, sorry. Obiecanych państwowych emerytur nie będzie.  Co najwyżej będzie może jakaś ciepła rządowa zupka na skwerku. Róbta więc co chceta,  obywatele. Oszczędzajta, nie oszczędzajta, wszystko jedno. Rząd nie będzie was dłużej grabił „składkami emerytalnymi”,  nie będzie nic więcej obiecywał. Nie spodziewajcie się też że cokolwiek od rządu dostaniecie. Nie dostaniecie nic. Rząd jest po to aby rządzić a nie martwić się czyimiś emeryturami za 30 lat.   Fair deal?

Nam się wydaje że tak…

podobne: ZUS vs. OFE czyli kto kłamie i dlaczego. oraz: „Raport o sytuacji ZUS”. Piramida finansowa bankrutuje.

polecam również: cynik9: “Jak zostać starym i biednym” czyli… idea reformy emerytalnej kontra wykonanie. oraz: Rostowski znowu w „akcji”, czyli OFErmy rozPOznanie bojem i reakcje rynku akcji

…brutalne rozliczenie cynika9 z rzeczywistością nie napawa optymizmem, ale hej! Kto sieje burzę ten zbiera gromy… Ludzie ludziom zgotowali ten los, bo jak się głosuje za oszustami to trzeba tego konsekwencje w końcu kiedyś zebrac.

…Odys

rys.  Andrzej Mleczko

rys. Andrzej Mleczko

O analfabetyzmie ekonomicznym, czyli… wysokich kosztach braku wiedzy.


artykuł Pana Jana Cipiura „Wysokie koszty braku wiedzy ekonomicznej„, fragment:

„...W bardzo zamierzchłych czasach do oceny perspektyw życiowej pomyślności wystarczała obserwacja wód Nilu. Jeśli rzeka wzbierała w odpowiednim czasie jak należy, to nawodnione sowicie tereny przybrzeżne dawały obfite plony. Niska woda zapowiadała nieuchronny głód i biedę. Dzisiaj ważnych czynników, zależności i mechanizmów przyczynowo-skutkowych są całe tysiące, ale chęć ich zgłębienia lub choćby tylko omiecenia wzrokiem – bardzo nikła. Skutek takiego stawiania sprawy jest przykry. Najczęściej sprowadza się do wniosku poniewczasie, że mało mam, bo wiem też niezbyt wiele.

Okazuje się, że tam, gdzie państwo wydaje na cele socjalne więcej, wiedza jest mniejsza.  Skoro dają pieniądze – trzeba brać, a nie pytać skąd się one biorą.

Trud wielki byłby z obalaniem tezy, że im większa wśród obywateli wiedza i znajomość mechanizmów finansowych, tym powodzenie gospodarcze kraju lepsze. Są na to dowody intuicyjne, a także przykłady sprzed wieków z centrów bogactwa skupionych w Europie i Ameryce. Są jednak również świeże szacunki naukowe oparte na badaniach.

Według jednego z nich („Optimal Financial Literacy and Saving for Retirement”, Lusardi, Michaud, Mitchell, 2011), najlepsze efekty daje finansowe dokształcanie młodziaków. Wymieniona trójka naukowców amerykańskich stwierdziła, że po uzyskaniu zrębów wiedzy finansowej szanse młodych na pomyślność majątkową w dalszej przyszłości wzrastają w sposób istotny, a nawet spektakularny. W grupie niedorostków niechętnych zbyt długiej edukacji, kursy podstawowej wiedzy finansowej przeprowadzone jeszcze przed podjęciem przez nich pracy zarobkowej mogą dać skutki dochodzące do 82 proc. wartości ich początkowego stanu posiadania. W grupie absolwentów amerykańskiego college’u wskaźnik ten wynosi równie zauważalne 56 proc.

…Wszędzie na świecie poziom wiedzy finansowej wśród ludności jest tak mizerny, że bez obaw o przesadę można mówić o analfabetyzmie. Co ciekawe, naukowcy nie dostrzegają zróżnicowania poziomu wiedzy finansowej ze względu na stopień rozwoju gospodarczego. Jeśli zatem chodzi o rozporządzanie pieniędzmi i w ogóle zasobami, to mieszkańcy państw najbogatszych nie są w swej masie mądrzejsi od ludów zamieszkujących kraje na dorobku.

…Ponieważ w Polsce ogólnokrajowych badań z odpowiednim certyfikatem nie było, to łudzić się jeszcze można, że stopień nadwiślańskiego analfabetyzmu finansowego jest mniejszy, niż wszędzie gdzie indziej. Należałoby zatem oczekiwać na przykład, że w odpowiedzi na hipotetyczne indagacje dotyczące bezpieczeństwa państwowego (ZUS/FUS) systemu emerytalnego w opozycji do II filaru uosabianego przez OFE z całą pewnością większość badanych dałaby wyraz pamięci o tym, kto i jak zmarnotrawił przed 1989 r. środki, które mogły być, a nie były odkładane na poczet przyszłych zobowiązań emerytalnych. Przyszłych, to w tym ujęciu – obecnych i jak najbardziej realnych. Była to dygresja lokalna dotycząca praktycznych korzyści z odpowiedniej wiedzy finansowej w społeczeństwie.

istnieje silny dobroczynny związek między indywidualną orientacją w sprawach finansowych, a osobistym i zbiorowym powodzeniem ekonomicznym. Istnieje też powszechny konsensus, że wiedza obywateli jest wszędzie stanowczo zbyt niska i należałoby ją podnosić.

Są co najmniej trzy podstawowe czynniki niesprzyjające temu dziełu: niechęć i niewiara ogółu uczniów, czy kursantów we własne możliwości poznawcze, jak również brak uniwersalnej metody podnoszenia kwalifikacji i orientacji. Trzeci powód jest z kategorii „last but not least” – to wielki i zaostrzający się wśród ekonomistów podział w kwestii co dobre dla gospodarki i ludzi, a co bardzo niedobre, bo np. etatystyczne albo na drugim biegunie, neoliberalne. To odstręcza tak bardzo, jak odstręczałby spór ciągniony przez dekady bez widocznych szans na rozstrzygnięcie, czy 2+2 to cztery, czy może minus cztery.”

…Moja konkluzja jest taka. Wbrew temu co większośc „wyszczekanych” ludzi o sobie myśli w kwestii posiadanej wiedzy ekonomicznej, należy stwierdzic z całą stanowczością (za artykułem w którym jest to opisane) że ich wiedza jest ZEROWA. Ekonomia jest można powiedziec w pewnych zasadniczych kwestiach nauką ścisłą, kiedy chodzi o pewne NIEZMIENNE zależności takie jak popyt – podaż, cena sprzedaży – koszty produkcji, czy chociażby bilansowanie zobowiązań – zadłużanie się. Więc albo się ją prawidłowo rozumie, albo nie. Kiedy ktoś potrafi pojąc te zależności (przyczynowo skutkowe) to można z nim całkiem rozsądnie porozmawiac o przyczynach takiego kryzysu, wpływie opodatkowania na gospodarkę, niewydolności systemu emerytalnego a nawet o rynkach kapitałowych (bez wnikania w techniczne szczegóły, ograniczając się do tzw. „analizy fundamentalnej”) – ponieważ w ekonomii wszystko ma swoją przyczynę i skutek…

Niestety większośc ludzi tych najprostszych zależności jakie wymieniłem nie jest w stanie ogarnąc. Mało tego! Często firmuje z zacietrzewieniem poglądy całkowicie zaprzeczające tym elementarnym zasadom ekonomii… Potem wychodzą takie kwiatki w postaci kategorycznych „konkluzji” (często nie poparte żadnymi sensownymi argumentami), że „OFE kradnie”, „emerytura z OFE jest za niska”, „ZUS gwarantuje emeryturę”, „na koncie w ZUSie są pieniądze a w OFE jakieś papiery”, „państwo płaci”, „państwo gwarantuje”, „państwo daje pracę”, „darmowa służba zdrowia”, „darmowa edukacja”, „prywaciarze to złodzieje”, „deficyt jest dobry”, „tani dług” itd.. itp. Ludzie dla poparcia tych „racji” są w stanie zakrzyczec adwersarza sięgając po takie banały (które zwą argumentami) jak „sprawiedliwośc społeczna”, „równośc ekonomiczna”, i cała seria „prawa do…” – których siła przekazu bazuje tylko i wyłącznie na emocjonalnym podejściu do problemu a budowana jest na życzeniowym pojmowaniu gospodarki. Nie są w stanie przekonac takiego delikwenta logiczne kontrargumenty oparte właśnie na wskazaniu przyczyn i skutków pewnych decyzji i przykłady w nawiązaniu do pewnych znanych z przeszłości schematów (które ciągle się powtarzają tyle że pod innymi nazwami i pokrętną terminologią). Tacy „ekonomiści” idą w zaparte, aż do momentu takiego nacechowania swoich wywodów emocjami, że wymianę poglądów zastępuje wybuch furii któremu towarzyszy zalewanie adwersarza stekiem wyzwisk i personalnych insynuacji.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Za analfabetyzmem ekonomicznym idą niestety dużo poważniejsze konsekwencje jak indywidualne nieprzyjemności związane z „wymianą poglądów”. Konsekwencje te są bowiem bardziej namacalne jak kilka niecenzuralnych słów i daleko bardziej rozległe bo  dosięgają całych społeczności… Przez tego typu patologie i błędnie umiejscowione „pretensje” ludzie w Polsce od 20 lat wybierają ten sam system społeczno-gospodarczy jaki w Polsce zainstalował komunizm – oparty na państwowej własności i monopolu prawnym w każdej niemal istotnej dla społeczeństwa kwestii, który to monopol nie ma nic wspólnego z „dobrobytem”, „porządkiem publicznym”, „sprawiedliwością” czy „równością” wobec prawa obywateli. Większośc Polaków jest przekonana, że komunizm polegał tylko na mordowaniu ludzi, politycznych procesach i więzieniach, pustych półkach w sklepach (bez wnikania dlaczego!), cenzurze wypowiedzi. Przez to bardzo wąskie postrzeganie złodziejskiej rzeczywistości komunistycznej (z punktu widzenia wiedzy ekonomicznej), bez wyciągania wniosków ze skutków gospodarczych „panowania” tego ustroju, ludzie nie potrafią zauważyc analogii to obecnej rzeczywistości, w której przecież występują te same patologie w zarządzaniu gospodarką, jak: monopole państwowe (według zwolenników kapitalizmu, prywatne monopole praktycznie nie występowałyby przy całkowicie wolnym rynku) ograniczenia obrotu kapitałowego – np. przez kontrolę państwa nad systemem bankowym, interwencjonizm i protekcjonizm państwowy (subsydiowanie, regulacja cen, dotacje, subwencje), nierówne traktowanie podmiotów przez prawo, w szczególności przez różne opodatkowanie,  ograniczenia w wolnym obrocie towarami i usługami (koncesje, zezwolenia, monopole), władzę biurokracji. Są to przecież warunki, które wykluczają kapitalizm, na który się dziś bezmyślnie zrzuca całą odpowiedzialnośc za rosnące bezrobocie, upadłosc firm, niskie zarobki, podwyższenie wieku emerytalnego i inne niekorzystne dla gospodarki tendencje jak rosnące opodatkowanie, coraz wymyślniejsze regulacje prawne, zadłużenie, które są skutkiem centralnego sterowania gospodarką i zachłannością z jednoczesną niegospodarnością aparatu państwowego. Kapitalizmu i liberalizmu gospodarczego w Polsce – za wyjątkiem krótkiego epizodu obowiązywania ustawy Wilczka – nigdy nie było, za to był i ciągle jest socjalizm ze wszystkimi negatywnymi dla polskiej gospodarki skutkami.

Lekarz żeby wyleczyc chorobę musi najpierw postawic prawidłową diagnozę – mówiąc kolokwialnie zidentyfikowac przeciwnika. Tym przeciwnikiem dla polskiej gospodarki jest socjalizm. Zwalczanie analfabetyzmu ekonomicznego pozwoliłoby ludziom na bardziej realne postrzeganie mechanizmów zachodzących w polskiej gospodarce od ponad 20 lat, i prawidłową identyfikację zagrożeń które doprowadzają ją do takiego stanu w jakim jest obecnie…(Odys)

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech oraz: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią i to: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli a także: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu polecam również: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy? i jeszcze: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność