Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

Reklamy

Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja


rys. Andrzej Krauze

„…kiedy pani Dżugaszwili oczekiwała narodzin dziecięcia trwała w najlepsze wojna rosyjsko-turecka 1877-1878, której wynikiem był pokój zawarty 3 marca 1878 r. na przedmieściach Konstantynopola w San Stefano pomiędzy przedstawicielami Rosją a Imperium Osmańskim. Na mocy tego traktatu powstało państwo Bułgaria (po 500 latach tureckiego panowania) oraz w zamian za reparacje wojenne Imperium Osmańskie odstępowało Rosji szereg miast na południowo wschodnim Kaukazie (Ardahan, Artvin, Kars, Olti, Beyazit, Alashkert) oraz miasto-twierdzę Batum na wybrzeżu Morza Czarnego. Ponadto Rosja otrzymała północną Dobrudżę, którą przekazała Rumunii w zamian za Besarabię.

Pan premier Disraeli był skrajnie zdegustowany, podobnie jak Austro-Węgry, nie mówiąc o Serbii, w efekcie doszło do słynnego Kongresu Berlińskiego (3 czerwca – 4 lipca 1878), na którym dobre imperia podzieliły sobie cały świat a przy okazji skorygowały porozumienie rosyjsko-tureckie.
Minister Spraw Zagranicznych Królowej Wiktorii markiz Salisbury ubłagał , sorry, wymusił, aby port Batum stał się „wolnym miastem” na jakieś 10 lat a Rosjanie mieli zabronione budowanie fortyfikacji wojskowych i uzbrajanie miasta.
W efekcie w dniu 25 sierpnia 1878 r. generał Dymitr Iwanowicz Światopełk-Mirski wjechał na czele rosyjskiej armii a Derwisz Pasza oddał mu klucze do miasta.

I się zaczęło. W niedalekim Baku dyszącym ropą naftową pan inżynier Iwan Ilimow wyjął kwity z rozrysowanym planem budowy rurociągu Baku-Batumi , uzyskał poparcie samego Dymitra Mendelejewa i już w 1884 inżynier Władimir Szukow wyrysował projekt techniczny rurociągu…

książę Golicyn zasugerował carowi, iż miejscowego kapitału jest trochę za mało, aby rozwinąć wydobycie stosownie do zasobów i aby wykorzystać rurociąg.

Pierwszym dużym graczem okazała się firma Branobel, stworzona przez synów imigranta ze Szwecji poddanego carów pana Immanuela Nobla, wynalazcy min podwodnych i dostawcy broni dla cara Mikołaja I, który osobiście interesował się wynalazkami pana Nobla starszego. Była to spółka zarejestrowana w St Petersburgu przez braci Ludwika (główny udziałowiec), Alfreda i Roberta Noblów oraz generałów rosyjskich (i baronów kurlandzkich, speców od kawalerii): Petera i Aleksandra von Bilderling. Zaczęli od produkcji broni Berdanka i jakichś armat w Iżewsku ale kiedy na horyzoncie pojawił się inżynier Władimir Szukow, w maju 1879 r. powstała spółka akcyjna „Tovarishchestvo Nephtanavo Proisvodtsva Bratiev Nobel” z kapitałem 3 mln rubli: 600 akcji po 5000 rubli akcja. Największymi udziałowcami byli Ludwik Nobel -1,61 mln rubli i gen. Peter von Bilderling- 0,93 mln rubli.

Krótkie rurociągi były budowane z pól roponośnych już od lat 70-tych. Sytuacja się zmieniła w związku z budową kolei południowo kaukaskiej w 1883 r. W listopadzie 1886 r. grupa przemysłowców z Baku zwróciła się do rządu o zgodę na budowę rurociągu trans-kaukaskiego. Sprawy szły błyskawicznie. Nie bez związku z faktem, że w ślad za firmą Branobel w 1883 r. pojawiła się firma The Caspian Black Sea Oil Industrial and Trading Society panów Rothschild, których na miejscu reprezentował pan Alfonse R. Ci rzucili na stół jakieś 6 mln dobrych złotych carskich rubli i zaczęli przejmować miejscowe mniejsze firmy już wydobywające ropę

…Dzięki dynamicznym przemysłowcom i wynalazcom wydobycie ropy w Baku 1898 r. przekroczyło poziom wydobycia ropy naftowej w USA i osiągnęło poziom ok. 8 mln ton. W roku 1901 było to już 11 mln ton i 51% światowej produkcji i 95% produkcji ropy w Rosji. Wzrost liczby szybów wiertniczych przedstawiał się następująco: 1873- 9, 1879 – 251, 1900 – 1710.
No a tam, gdzie przemysłowcy-burżuje oraz robotnicy tam i rewolucjoniści. Przynajmniej w carskiej Rosji.
Więc już w listopadzie 1901 r. komitet R.S.D.L.P. w Tyflisie wysłał Józefa Stalina do Batumi celem zorganizowania pierwszego „kółka rewolucyjnego”. W styczniu 1902 r. ukrywający się Józef Stalin organizuje w Batumi (16 tysięcy mieszkańców, 1 tysiąc robotników w przemyśle petrochemicznym) – podziemną drukarnię.
W styczniu –lutym 1902 towarzysz Stalin, który ma robotę w rafinerii u Rotshchildów od 1901 r. organizuje pierwsze strajki w zakładach Mantyszewa

Generalnie należy zauważyć pewną prawidłowość w podróżach przemysłowców z branży rafineryjnej i rewolucjonistów rosyjskich między Rosją a Londynem. Spośród pierwszych pięciu Kongresów Partii Socjaldemokratycznej Rosji – trzy odbyły się w Londynie. Jeden w Sztokholmie, jeden w Brukseli-Londynie.

Natomiast właściciele firm rafineryjnych z Baku i Batumi, zapewne niezbyt pewni spokoju w regionie wobec oszałamiających sukcesów takich rewolucjonistów jak niedoszły pop Józef Dżugaszwili, którego policja tajna i jawna nie mogła całymi latami złapać w dwóch –trzech małych miasteczkach przemysłowych – podjęli decyzję o utworzeniu w 1912 r. holdingu o nazwie Russian General Oil Corporation – z siedzibą – w Londynie.

W skład którego weszły m.in. takie firmy jak: A.I. Mantashev & Co., G.M. Lianozov Sons, Moscow-Caucasus-Trade Company, Caspian Partnerschip, Russian Petroleum Society, Absheron Petroleum Society i 15 innych podmiotów, w tym banków. Jak łatwo zauważyć, nie ma tu ani Branobel, ani firm panów Rotschild.

W 1914 r. holding miał kapitał wielkości 120 mln rubli. Podjął próbę zakupu znacznej ilości akcji Branobel w 1916 r., ale kontroli nie przejął. Za to Branobel dokonał przejęcia holdingu Russian General Oil Corporation ale też firmy pana Mantasheva , G.M. Liazonov Sons i paru innych.

Co ciekawe, w maju 1920 r. zanim bolszewicy weszli do Baku , rodzina Nobel zdołała sprzedać 50% swoich udziałów w Branobel – do Standard Oil z New Jersey pana Rockefellera. I podobno zdołała zachować piękne zbiory jajek Faberge, chociaż rodzina carska nie uratowała nawet życia.

A po rewolucji Szwecja stała się korytarzem tranzytowym dla wywozu z Rosji Sowieckiej tego, co dało się wywieźć, głównie złota i jubilerki…

…W dniu 3 marca 1918 r. rząd bolszewicki podpisał w Brześciu Litewskim traktat z właśnie przegrywającymi wojnę: Niemcami, Austro-Węgrami, Bułgarią i Imperium Osmańskim. W traktacie tym bolszewicy wyrazili zgodę na następujące żądania państw centralnych: scedowali Państwa Bałtyckie na rzecz Niemiec jako państwa wasalskie, uznali „istnienie niepodległej Ukrainy” oraz scedowali okręg Kars na południowym Kaukazie na rzecz Imperium Osmańskiego, który to okręg zamieszkały głównie przez Ormian został zdobyty przez Rosję w wojnie 1878-1879. Ponieważ w listopadzie 1918 r. państwa centralne się poddały, ustalenia traktatu w Brześciu Litewskim – nie weszły w życie. Na zachodnim froncie. Albowiem w sprawach kaukaskich bolszewicy przeszli sami siebie…

kiedy po II WW ZSRR chciało jako zwycięzca odebrać lekkomyślnie sprezentowane Turcji terytoria, ale nagle się okazało, że to się nie podoba USA i Wielkiej Brytanii a Turcja wskoczyła do NATO i Ormianie mogą sobie popatrzeć na Ararat przez granicę. W dodatku prezent terytorialny stworzył granicę bezpośrednią między Turcją a Iranem na terytoriach kurdyjskich ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Oczywiście rurociąg Baku Batumi w wyniku wojny i rewolucji został zniszczony, podobnie jak większość wież wiertniczych i rafinerii.

Co ma do tego śp. Inżynier Witold Zglenicki, który stworzył podwaliny wydobycia ropy z dna morskiego? Inżynier Zglenicki ur. w 1950 r. k Kutna ukończył ze znakomitym wynikiem Instytut Górniczy w Petersburgu i otrzymał 1891 r. posadę w Urzędzie Probierczym w Rydze a następnie na własną prośbę przeniósł się na identyczne stanowisko rządowe w Baku. W ciągu zaledwie 10 lat czyli do przedwczesnej śmierci na cukrzycę zdołał oznaczyć 31 obszarów roponośnych na lądzie i bliżej nieznaną ilość takich obszarów podmorskich. Ustalił złoża rud: żelaza, pirytu, barytu, kobaltu, molibdenu, węgla, manganu, miedzi, soli kamiennej, złota, srebra i arsenu.
W wolnej chwili zaprojektował urządzenie do podmorskich wierceń i wydobycia ropy naftowej oraz opracował technikę wydobycia, na podstawie której do dzisiaj pracują wszystkie platformy wydobywcze na świecie. Przyrząd do pomiarów prostopadłości wiercenia otworów górniczych – wynalazł i podarował tym wszystkim Noblom i Rothschildom – za frico.

Za te wszystkie niesamowite osiągnięcia car awansował go do stopnia pułkownika ale co ważniejsze dzisiaj – obdarował go prawami do działek naftowych na lądzie i na Morzu Kaspijskim. Sam zresztą kupił sobie też troszkę. Spisał przed śmiercią testament, w którym podstawowy zapis stanowi, że majątek przechodzi na ustanowioną fundację a dochody z fundacji mają być przekazywane do Kasy im. Mianowskiego, która ma realizować zadania społeczne jakie sobie postawił do realizacji: wybudowanie w każdej guberni Królestwa Polskiego – kościoła katolickiego oraz szkoły technicznej dla niezamożnej młodzieży jak również finansowanie laboratoriów badawczych.

Po śmierci Człowieka, który jako jedyny pomyślał, że miasto Baku zasługuje na wodociąg i go wybudował, wszystko poszło nie tak... (Pink Panther, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów i inżynier Zglenicki)

podobne: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! oraz: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? a także: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy polecam również: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) i jeszcze: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…W 1869 r. przedstawiciel wybitnego rosyjskiego rodu Koczubejów, Siergiej Wiktorowicz Koczubej m.in. odpowiedzialny w imieniu imperium za przygotowanie programu budowy kolei żelaznych a konkretnie dostarczenia szyn – za kwotę 24 tysiące funtów odsprzedał parę tysięcy hektarów gruntów na południu Rosji na północ od Morza Azowskiego – pod budowę odlewni żeliwa skromnemu panu Hudgesowi. Który w wolnej chwili w 1870 r. coś tam poumacniał w twierdzy Kronsztadt.
Pod gruntami był węgiel i rudy żelaza a same grunta były nad wyraz żyzne. I płynęła rzeczka. Na tym terenie pan Hudges pojawił się wraz z rodziną (6 synów, 2 córki i małżonka), angielskimi specjalistami w liczbie około 200, pastorem anglikańskim, nauczycielami i lekarzami. Przypłynął w 6 statków, które wiozły również urządzenia do wyposażenia odlewni, kopalń i czego tam jeszcze. W 1872 r. wyprodukował pierwszą surówkę hutniczą (pig iron). W wolnej chwili wybudował: szpital, szkołę, kościół anglikański św. George’a i św. Davida. Miejscowość nazywała się początkowo Hugdesówka (Youzówka). Pan Hugdes zasadniczo był półanalfabetą i podpisywał się drukowanymi literami. Zmarł w 1879 r. ale interes przejęło 4 spośród jego 6 synów i pod koniec 1913 r. kompleks produkował 74% całej rosyjskiej produkcji żeliwa.
Kiedy tak myślimy o tym roku 1869 i przybyciu Johna Hudgesa na Sicz Zaporoską, warto sobie uświadomić, że właśnie wtedy w wyniku klęski Powstania Styczniowego – władze rosyjskie skonfiskowały ok. 1600 polskich majątków ziemskich, które „poszły w dobre ręce”, skasowane zostały wszystkie klasztory w Królestwie a na zesłanie poszło w żelaznych łańcuchach na nogach i rękach 40.000 dobrych Polaków. No a Kronenberg dostał carski medal czy co tam.
No i zostało zlikwidowane Królestwo Kongresowe a na to miejsce pojawił się Priwislanskij Kraj z językiem rosyjskim jako urzędowym i wiele miast utraciło prawa.
Ciekawe, ilu polskich szlacheckich synów już szczęśliwie wyzutych z majątków załapało się do zakładów Hudgesa na robotników w Doniecku.
Kiedy nadeszła rewolucja październikowa, rodzina Hudgesów uciekła do Wielkiej Brytanii. Najprawdopodobniej została w pełni spłacona przez bolszewików. W 1924 r. Hudgesówka została nazwana Stalino a w 1961 – Donieck.

Okazuje się, że nie tylko Donieck jest związany z brytyjskimi przemysłowcami. Również Ługańsk ma zagranicznego założyciela: brytyjskiego przemysłowca z pochodzenia Francuza Charlesa Gascoigne’a , ur. 1739 r. W 1760 r. przystąpił do firmy pod nazwą Carron Company w Edynburgu a w 1765 był już jej dyrektorem i wspólnikiem. Firma dostarczała m.in. jakieś straszne armaty dla marynarki królewskiej a Gascoigne miał takie szczęście, że brytyjski admirał Samuel Greig, który doradzał carycy Katarzynie II w zakresie modernizacji floty  w Krondsztadcie, którego gubernatorem był od roku 1775. Greig przekonał ją o konieczności posiadania własnej produkcji dział na wyposażenie okrętów wojennych i zaprotegował  Gascoigne’a.  Gascoigne przyjechał w 1786 i początkowo modernizował zakłady metalurgiczne w Karelii oraz rozwinął produkcję armat.  W latach 1788-1789 dostarczył carycy 386 armat, za co został nagrodzony orderem św. Włodzimierza 4 stopnia plus wynagrodzenie w walucie lokalnej  w przeliczeniu na funty ok. 2.500.  W 1790 r. został wysłany na południe w celu zbadania kopalin w rodzaju rud żelaza i węgla.

W tej sprawie też się wykazał i do 1795 r. zdołał skompletować urządzenia dla zakładów metalurgicznych i kopalń a w czasie wojny z Napoleonem Ługańsk był jednym z najważniejszym z dostawców broni dla armii rosyjskiej.  Gascoigne zmarł w 1806 r. W XIX i XX w. Ługańsk stał się centrum przemysłu ciężkiego, ze szczególnym uwzględnieniem szyn kolejowych i lokomotyw.

Obaj założyciele Doniecka i Ługańska zostali stosownie uhonorowani pomnikami w marmurze  i złocie.  Oba miasta są pod pewnymi względami całkowicie samowystarczalne i w jakiś tajemniczy sposób nie widać determinacji Kijowa aby odzyskać te ważne dla gospodarki ośrodki.  Powstały tam „republiki”, które niby nie są uznawane, ale jednak jakoś SĄ uznawane.

Nie muszę chyba wspominać, że pomniki obu Anglików pozostają w poszanowaniu, w przeciwieństwie do grobów naszych Rodaków na zachodniej Ukrainie, gdzie napis „SS Hałyczyna” pozostaje nietknięty na pomniku Pomordowanych.  Naszemu burmistrzowi byle policaj ukrainski może jednostronnie cofnąć wizę wjazdową a pamiątki po wielkich Bohaterach jak Hetman Stanisław Żółkiewski są z premedytacją niszczone.

A tyle razy powtarzano mi, że powinniśmy brać przykład z pragmatycznych Czechów i że sojusz z W Węgrami jest wręcz koniecznością.

Narody mają wybór. Jedni się bogacą i inwestują w bogactwo a inni zaczadzają się rewolucyjnymi ideami. Ciekawe, że zarówno kapitał jak i rewolucyjne idee pochodzą z tego samego kraju tylko kierowane są na inne adresy…” (Pink Panther – Donieck i Ługańsk: europejskie prezenty dla Rosji i Wyszegrad)

podobne: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem) i jeszcze: Kosmici wylądowali na Ukrainie! Kukła Poroszenko nadał obywatelstwo trzem innym kukłom żeby mogły zostać ministrami w nowym rządzie oraz: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej i to: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego a także: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej polecam również: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” i jeszcze: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! oraz: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w „państwo opiekuńcze”

„…W 2014, jak donosi Oakland Institute, 1,6 miliona hektarów ziemi  na Ukrainie znajdowało się pod kontrolą obcych/zagranicznych korporacji. Rok później ta liczba wzrosła do ok 2,2 miliona hektarów. O takiej ilości wiadomo na pewno, jednak istnieje też duża szara strefa – nie wiadomo kto jest właścicielem ziemi  i nie jest łatwo to ustalić.

Korporacje i akcjonariusze tych korporacji, które kontrolują  ziemię na Ukrainie pochodzą z wielu różnych krajów, np.

  • duńska firma “Trigon Agri” posiada 52 000 ha. Jak powstało “Trigon Agri”? Fundusz założycielski stanowił kapitał pochodzący od “high net  worth individuals” (osób najbardziej zamożnych) obywateli Finlandii. Firma jest notowana na giełdzie w Sztokholmie, a jej największymi akcjonariuszami są JPM Chase (UK 9,5%), Swedbank (Szwecja, 9,4 %); UB Securities (Finlandia, 7,9 %); Euroclear Bank (Belgia, 6,6 %); and JP Morgan Clearing Corp (USA, 6,2 %).
  • The United Farmers Holding Company, której właścicielami są inwestorzy z Arabii Saudyjskiej, kontroluje 33 000 ha za pośrednictwem Continental Farmers Group PLC.
  • Agro Generation posiada 120 000 ha, jest zarejestrowana jako korporacja we Francji, natomiast jej największym akcjonariuszem jest SigmaBleyzer – firma inwestycyjna z Teksasu.
  • NCH Capital – amerykański fundusz emerytalny jest w posiadaniu 450 000 ha ziemi na Ukrainie. Firma powstała w 1993 roku i jest jednym z najwcześniejszych inwestorów na Ukrainie – zaraz po rozpadzie ZSRR. W ciągu ostatnich 10 lat systematycznie bierze w dzierżawę małe działki (wielkości 2-6 ha) i łączy je w wielkie farmy, które rozpoczynają produkcję przemysłową. Dokumenty dzierżawy dają firmie prawo pierwokupu ziemi, gdy zostanie uchylone moratorium na sprzedaż ziemi na Ukrainie.

Jest też duża część korporacji, w których zarząd składa się zarówno z ukraińskich jak i zagranicznych inwestorów. Często firmy te są zarejestrowane w rajach podatkowych takich jak Luksemburg, Cypr lub Austria. Na czele tych firm można również spotkać ukraińskich oligarchów, jak np. w UrkLandFarming, kontrolującej 650 000 ha ziemi, gdzie 95% udziałów należy do Olega Bahmatyuka (pozostałe 5% do amerykańskiej firmy Cargill). Są to dane z 2015 roku. Niestety rok później passa trochę opuściła pana Olega gdyż bank,  Fiansowa Inicjatywa, którego jest właścicielem nie oddał pożyczki w wysokości $160 milionów zaciągniętej w banku centralnym. Sąd nakazał zamrozić ziemię należącą do Bahmatiuka. Inny oligarcha, piąty na liście najbogatszych, Yuriy Kosiuk, jest prezesem jednego z największych ukraińskich przedsiębiorstw rolnych MHP. W ich posiadaniu jest ponad 360 000 ha.

 Kryzys polityczny na Ukrainie sprawił, że firmy z dużymi udziałami ukraińskimi mają poważne problemy. Na przykład zarejestrowana na Cyprze firma Mriya Agro Holding (300 000ha), której właścicielami w 80% jest ukraińska rodzina Guta (pozostałe 20% dostępne dla inwestorów na giełdzie we Frankfurcie) przestała spłacać raty dwóch euroobligacji. Oczywiście znaleźli się chętni do pomocy. Najpierw amerykańska firma Blackstone Group i ukraińska Dragon Capital. Jednak wycofali się już po miesiącu. W końcu założono międzynarodową komisję składającą się głównie z amerykańskich i brytyjskich inwestorów (m.in. CarVal – oddział inwestycyjny firmy Cargill), która przejęła 50% długu firmy Mriya.

Podobnie ma się sprawa z inną ukraińską firmą Sintal Agriculture Public Ltd, zarejestrowaną na Cyprze, notowaną na giełdzie we Frankfurcie (150 000 ha). Firma zaprzestała obrotu akcjami w 2014 roku “do odwołania”.

 Daje się zauważyć pewien trend. Firmy z dużym wkładem ukraińskim mają kłopoty, ale w pomoc przychodzą im korporacje i finansiści zachodni. Jeśli sytuacja rozwinie się podobnie jak w Rumunii jest duża szansa, że dojdzie do przejęcia kontroli nad tą ziemią przez firmy zachodnie. W Rumunii, podobnie jak na Ukrainie, istniał zakaz sprzedaży ziemi rolnej cudzoziemcom jednak luki w ustawodawstwie umożliwiły uzyskanie kontroli nad ziemią firmom zagranicznym w wyniku postępowania upadłościowego…” (DrzewoPitagorasa, szkolanawigatorow.pl – Kto jest właścicielem ziemi na Ukrainie?)

Tu warto przypomnieć że jeszcze we wrześniu 2013 roku serwisy informacyjne donosiły o docelowo 3 mln hektarów gruntów rolnych, które miały trafić w ręce Chin, a dzięki wartemu miliardy juanów projektowi Chińczycy mieli się stać „największym farmerem” na Ukrainie:

„…Projekt związany jest z dążeniem Państwa Środka do zachęcenia krajowych spółek do gospodarowania na zagranicznych polach uprawnych, z uwagi na fakt, że popyt na żywność za Wielkim Murem rośnie w równym tempie z postępującą urbanizacją kraju.

Zgodnie z 50-letnim projektem, początkowo Ukraina udostępni w dzierżawę, co najmniej 100 tys. hektarów – wielkość porównywalną do powierzchni Hongkongu – terenów rolnych o glebach wysokiej jakości we wschodnim regionie Dniepropietrowskim. Spożytkowane mają one być głównie pod uprawę zbóż i hodowlę świń.

Produkcja ma być sprzedawana dwóm chińskim państwowym koncernom zbożowym po preferencyjnych cenach.

W przypadku powodzenia projektu, może on być rozszerzony potencjalnie do 3 mln hektarów. Stanowi to 5 proc. całej ziemi na Ukrainie i 9 proc. użytków rolnych. Jest to więcej od powierzchni 50 państw na świecie i porównywalne m.in. z powierzchnią Belgii, Armenii czy stanu Massachusetts

…W kwietniu 2009 r. Chiny posiadały nieco ponad 2 mln hektarów ziemi rolnej za granicą. Tym samym 3 mln hektarów obecnie kupionych oznaczałoby ogromny projekt” – ocenia Ding Li, starszy pracownik naukowy w Anbound Consulting z Pekinu.

Umowa została podpisana ponoć już w czerwcu pomiędzy Xinjiang Production and Construction Corps. a KSG Agro, wiodącą spółką rolniczą na Ukrainie. Wartości transakcji nie ujawniono, ale dziennik Kiev Post pisał w zeszłym miesiącu, że będzie to „więcej niż 2,6 mld USD”, nazywając inwestycję bezprecedensową w sektorze rolnym na Ukrainie…” (PulsBiznesu – Chiny „kupiły” 5 proc. Ukrainy)

…a potem wybuchł Majdan… (Odys)

podobne: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem a także: Podczas gdy Ukrainę czeka ciężka droga „vulture funds” robią interes życia polecam również: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i jeszcze: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji.

Andrzej Krauze

Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”


Ivan Vladimirov - Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

Ivan Vladimirov – Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

„…W filmiku na youtubie o krótkim życiu towarzysza Yakowa Swierdłowa, który wydał rozkaz zabójstwa Cara Mikołaja II i jego Rodziny w 39 min. podany zostaje spis zawartości sejfu Yakowa Swierdłowa, zmarłego nieoczekiwanie „od grypy hiszpanki”. Spis jest podpisany przez samego Genrika Jagodę. Otóż klasyczny idealista komunistyczny , zresztą nr 2 zaraz po Leninie, zostawił w tajnym sejfie (który musiał otworzyć wyciągnięty na tę okazję z celi „fachowiec”) m.in złotych monet carskich na kwotę 108.525 rubli, jubilerskich detali 705, kredytowe bilety carskie na kwotę 750.000 rubli, pewna liczba paszportów na różne nazwiska, jeden na nazwisko niemieckie. Łącznie złota było prawie 100 kg. A tymczasem włamu dokonano w poszukiwaniu „głowy cara”, którą miał sobie zażyczyć „na pamiątkę”.” (pink panther – 10 stycznia 2017)

Film o dzielnym tow. Swierdłowie (Jakow Swierdłow Krwawy mechanik władzy radzieckiej) unaocznia czym dla władzy lódowej był ploretariat, i do czego tak naprawdę była komunistom potrzebna mantra o „sprawiedliwości społecznej”, „równości” i innych tym podobnych nośnych dla prostych umysłów klasy robotniczej hasłach. Jakiż wstyd musiał trawić tych wszystkich idealistów, kiedy zamiast „romantycznej” pamiątki z bojowych rewolucyjnych dokonań Swierdłowa (zakonserwowanej w słoiku z formaliną), odkryto w jego sejfie dowody na pospolitą bandyterkę i złodziejstwo. Taki to był idealista, na dodatek hobbysta, numizmatyk i podróżnik (biorąc pod uwagę paszporty).

A oto historia Heńka G… czyli dokonania „idealisty” w skali mikro… (Odys)

„…24 maja. Dziś cała krew we mnie zawrzała, kiedy egzekutorzy rozłożyli się u nas w mieszkaniu. Przyszło dwóch nażartych chamów i kazali sobie od razu zapłacić 57 zł i 54 grosze. Nie było ani grosza w domu. To oni nie czekali długo i zaczęli wyrzucać wszystko z szafy na podłogę i zabrali zegar. Matka zeszła z łóżka i zaczęła ich prosić, i płakać, żeby nie zrobili śmieci, i wszystkiego, żeby poczekali, to się przyniesie pieniądze, ale oni odepchnęli matkę i powiedzieli, że jeszcze protokół spiszą, że przeszkadza.. Pożyczono 30 złotych i dano mu, ale on krzyknął „nie wezmę” i odrzucił pieniądze. […]

25 maja. Zwróciłem się do J.K., który jest sekretarzem w Związku Młodzieży Komunistycznej i powiedziałem, że chce przystąpić do „pracy”. […] Chcę walczyć z kapitalizmem, który wydał takich darmozjadów, jak tamci egzekutorzy! […]

23 lutego 1931. Znowu wyciągnąłem pamiętnik, żeby zapisać ważny fakt. Wczoraj byłem w Łazienkach z Lonią i ona sama mi zaproponowała, że jeśli chcę, mogę z nią spółkować. Położyliśmy się na trawie, tam ją wychędożyłem. Ale wśród tego, złapał mnie policjant za kark i podniósł mnie […]. Policjant powiedział, że płacę złotówkę „za obrazę moralności”. Lonia nie przestraszyła się, dała mi 50 groszy i powiedziała, żebym ja też dał 50 gr. I tak zrobiłem. Lonia była potem zadowolona i powiedziała mi, że postąpiliśmy, jak prawdziwi komuniści.[…]

2 kwietnia 1931. Ładna historja z tą Dorką! Przychodze do niej i proszę, żeby mi dała małą pożyczkę, a ona daje mi chętnie 15 złotych i prosi, żebym z nią poszedł na spacer, bo ma mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Schodzimy i ona mi mówi, że spodziewa się wkrótce mieć dziecko! W pierwszej chwili patrzałem na nią jak na obłąkaną, a ona powiada mi, że już była w tej sprawie u doktora i on jej powiedział, że jest w drugim miesiącu. Potem Dorka powiedziała: „Przecież nie zaprzeczysz, że to dziecko jest z ciebie?”. Powiedziałem, że nie jestem wcale pewny, to ona się rozpłakała i powiedziała, że tylko mnie się oddała. […]

7 maja 1931. Dorka popełniła samobójstwo! Ja wiedziałem, że ona nie przetrzyma. Czytam w gazecie o tem i czytam nekrolog – i wcale nie przejmuje się, jakbym ja jej nie znał.[…] Czytam tę wzmiankę i nie czuję żadnego wyrzutu sumienia, ani politowania – jakby była zupełnie obca! Ostatni raz widziałem się z Dorką w ogrodzie[…]

14 marca 1932. Byłem dziś na cmentarzu („szłojszem” po ojcu) i spotkałem matkę Dorki i rozmawiałem z nią. Powiedziała, że nie może zapomnieć o jej śmierci; i ze znaleziono list Dorki zaadresowany do mnie, gdzie pisze, że ona mnie jeszcze kocha i żebym o niej nie zapomniał nawet po jej śmierci. Byłem szczęśliwy, jak się już ta stara odczepiła ode mnie! […]

 Oto mamy bezpośrednią relację z czasów, gdy owo pokolenie, które tak bardzo nam zalazło za skórę, się, że się tak wyrażę, dopiero hartowało. Mogę się oczywiście mylić, natomiast wydaje mi się, że tu właśnie możemy znaleźć nie jedną, nie dwie, ale wiele naprawdę odpowiedzi na dręczące nas pytania.

No i refleksja druga. Po ciężką cholerę organizacja tak z całą pewnością cwana, jak nowojorski Institute for Jewish Reasearch publikuje tekst tak w gruncie rzeczy antysemicki? Otóż mamy i na to pytanie odpowiedź, w dodatku udzieloną przez samych zainteresowanych we wstępie do wspomnień owego Heńka G. Otóż wedle relacji autorów tego opracowania, Heniek to absolutny wyjątek. Heniek to „człowiek pozbawiony idealistycznych złudzeń, który staczał się w stronę społecznego marginesu. [Heniek, choć trudno mu odmówić inteligencji] był zarazem prymitywny, niedojrzały emocjonalnie, brutalny, ogarnięty obsesją seksualną. […] Być może, że działalność w grupie komunistów (do której trafił w sposób raczej przypadkowy) uchroniła go przed całkowitym stoczeniem się do świata przestępczego, ale z drugiej strony nadała jego brutalnym zachowaniom ideologiczne uzasadnienie”.

A zatem (niesamowite, prawda?) i tu dostajemy odpowiedź na każde nasze pytanie, na każdą naszą wątpliwość. Heniek to wyjątek. Można by wręcz powiedzieć, że klasyczny. Autentyczny klasyk. I to wszystko. Dziękuję.” (toyah)

więcej przygód Heńka G. do przeczytania tu: toyah1.blogspot.com –  Z pamiętnika najmłodszego syna Bencjona Segala

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

…A zatem plan doprowadzenia powszechnej szczęśliwości do każdego jednego egzemplarza ludu pracującego miast i wsi był generalnie dobry, tylko Heniek i Swierdłow wszystko zepsuli swoją nadgorliwością. Szczerość w ujawnianiu tego typu przypadków ma zaś za zadanie pozbawić nas czujności niczym powiedzonko o piekle co to jest dobrymi chęciami wybrukowane. Cały problem polega jednak na tym że komunizm (tak jak piekło) z zasady był i pozostaje generatorem prymitywizmu i zbrodniczych skłonności. Nic tu nie pomoże idealizowanie i załamywanie rąk nad wyjątkami, bo fakty historyczne krzyczą same za siebie. Milionami pomordowanych w katowniach oraz z głodu. Wrogiem komuny jest bowiem jak na czyste zło przystało sama komuna… (Odys)

„…rosyjskie gangi okazały się po wielkiej wojnie na tyle mocne, a ich członkowie na tyle zdecydowani, że ludzie pokroju Baumana nie mieli z nimi szans. Trzeba by było bowiem dokonać konfrontacji bezpośredniej, a na to nikt nie mógł sobie pozwolić. To co Memches kwituje zdaniem

W komunizmie dostrzega przypuszczalnie ambitne zadanie budowy nowego, lepszego świata, w którym zostaną przezwyciężone wszelkie podziały między narodami i między klasami społecznymi.

Jest w rzeczywistości konfrontacją pomiędzy funkcjonariuszem tajnej policji i propagandy, a oficerem frontowym. Ten ostatni w rzeczywistości przewalających się frontów, masowych egzekucji, nieliczenia się z życiem i mieniem ludzi, powszechnym rabunkiem i brakiem jakikolwiek zasad, poza tą jedną, która stanowi, że rządzi siła, ma po prostu przewagę. I dlatego pan Zygmunt przeżywa swoje rozczarowania, którymi ekscytuje się Filip Memches. Gdyby oficer frontowy był choć trochę mniej brutalny i mniej zdecydowany pan Zygmunt wysłałby go do piachu i dalej opowiadałby o swojej chęci zbudowania lepszego świata

prześledźmy jak realnie wyglądało wychowanie żydowskiej młodzieży, oraz do jakich zadań ją przeznaczano. To jest wielka nauka, którą powinniśmy sobie wszyscy przyswoić. Ja w celu wyjaśnienia tego, celowo ukrywanego fenomenu, nie będę sięgał do żadnych pism laickich uniwersalistów, ale do pięknych i uwodzicielskich powieści. Moimi ulubionymi zaś są te napisane przez kapitana UB Izabelę Czajkę Stachowicz, która nie zrobiła co prawda tak wielkiej kariery, jak jej kolega Zygmunt, ale swoje zasługi miała.” (coryllus – Zygmunt Bauman – żydowski idealista)

podobne: Próbna matura z…. Baumana (sic!), czyli jak „polska edukacja” pomaga kreować „ałtorytety” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

Ivan Vladimirov - В подвалах ЧК

Ivan Vladimirov – В подвалах ЧК

Zestawiając te wszystkie wyznania i fakty w nich zawarte otrzymujemy „prawidłowość” nie do podważenia. Znika idealizm a naszym oczom ukazuje się cała naga prawda o każdym jednym socjaliście i legendzie komunizmu. Który jeśli nie brał bezpośrednio udziału w gwałtach, rabunku i mordach, to tuszował te sprawy albo zajmował się ideową propagandą by wybielać tych „walczących o lepsze jutro” na pierwszej linii frontu. Normalnym ludziom pozostaje czerpać z tych opowieści wiedzę i cytować wszystkim zakłamanym „ałtorytetom”, które również dziś stręczą nam tę „ideologię” z „romantycznym” zadęciem i w nieutulonym żalu, jak to zabrakło zrozumienia i że gdyby nie głupi opór oraz „wyjątki” to już dziś mielibyśmy raj na ziemi.

Jak to napisał toyah – nie trzeba nam produkować żadnych własnych „przemyśleń” o żydach i komunistach (chyba tylko po to żeby zostać zniszczonym jako antysemita) bo sami się ci wszyscy degeneraci przyznają do tego co robili i w imieniu czego. Trzeba natomiast każdemu któremu łazi po głowie bratanie się czy cywilizowanie patologii, która ciągle imponuje jednemu z drugim „oczytaniem” i „kulturą osobistą” z racji zaczadzenia opium „humanizmu”, tudzież z uwagi na „ambicję” „podyskutowania” sobie z Sierakowskim czy innym nawiedzonym, otóż trzeba takim ludziom rzucać w twarz ww fakty i żądać zajęcia jednoznacznego stanowiska, żeby nie udawali durniów co to niby chcą dobrze tyle że kolejny raz „nie wiedzą co czynią”. Albo się wyciąga wnioski z owoców komunizmu/socjalizmu, albo kończy się na ich ołtarzu jako nawóz, zhańbionym do końca świata (a może i na wieczność) za służbę wcielonemu złu. Nie da się bowiem bezkarnie zwalić wszystkiego na Stalina, po czym zaprosić sieroty po nim jak gdyby nigdy nic do wspólnego stołu, by urządzać świat według kolejnego kompromisu, który oznacza ni mniej ni więcej jak ustępstwo wobec zła. Dopóki „lewa” strona nie zrozumie komu/czemu służy i się nie nawróci (nie wyrzeknie) to nie ma o czym rozmawiać… Ich tożsamość jest toksyczna i wroga z samego założenia nie tylko dla polskości, ale całej ludzkości. Traktowanie ich jako równych z uwagi na „demokratyczne państwo prawa” jest nie tylko błędem, ale w swojej konsekwencji zbrodnią, która prędzej czy później zamieni się w przykrą niespodziankę… (Odys)

podobne: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym oraz: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„…Najpierw zrobią z kościoła pomnik narodowy, miejsce zbeszczeszczone i pozbawione duszy, preparat martwy, taki, jakim jest dziś św. Marcin w Neapolu, albo Certosa w Pawji, albo Sainte Chapelle w Paryżu. Mszy nikt tam nie odprawia, modlić się nikt nie będzie; głupi strażnik będzie oprowadzał trzody głupszych jeszcze turystów, którzy kapelusza nie zdejmą, gapiąc się na gro­bowce, albo oglądając relikwie św. Piotra, przeniesione do zakrystii i tam w szklanej umieszczone skrzyni. I to będzie pierwsza faza. Potem pomyślą sobie, że szkoda tak ogromnego gmachu na muzealne jakieś zbiory, i urządzą tu miejsce ludowej zabawy; po kaplicach będą różne sklepy, kupczyki będą pić piwo przed mar­murową Madonną Michała Anioła; wszędzie będą bufety, wido­wiska w kościele, w kopule, a na konfesji apostoła ulicznica śpie­wać będzie nierządne piosenki. W dnie świąteczne orkiestra za­gra kankana monstre na osobnym rusztowaniu za ołtarzem, a jakiś clown przebrany za papieża, otoczony orszakiem histrionów, bę­dzie udawał, że błogosławi naród. To będzie druga faza. Potem potem pokaże się szpara w kopule, więc starą kamienną kopułę zniosą i zastąpią imitacją z żelaza; niedługo jednak spostrzegą się, że nie warto starego gmachu konserwować, więc zrównają z ziemią, założą fabrykę pudrety, a w Chicago zbudują z blachy pomalowanej ogromny model tej bazyliki, aż się sprzykrzy i będzie rozprzedany na bruch.

To będzie koniec

…Za rzecz najgroźniejszą w rewolucji rosyjskiej uważam wypowiedzenie wojny Bogu. Niszcząc ideę Boga, tym samem niszczy się ideę człowieka, jako istoty, noszącej w sobie obraz i podobieństwo Boże. Myślą i duszą człowiek sięga ponad materię; bolszewizm, wypleniając z duszy jego wyższe idealne pierwiastki, deptał ją, plugawił, bestializował. Czy można wyobrazić sobie podlejszy cel? Starałem się to nieraz wykazać, w słowa moje wkładałem całą moc uczucia, naiwnie sądziłem, że niejednemu otworzą się oczy. Były grochem, rzuconym o ścianę, bo kto, powtórzę słowa znakomitego Niemca, ma dziś czas mieć duszę, kogo wzrusza walka o Boga, o duszę?

I słusznie w kołach emigracji rosyjskiej w Paryżu postawiono przed kilku laty kwestię bolszewizmu na nowej płaszczyźnie. „Za­gadnieniem epoki naszej” – mówił prof. Piotr Struwe – „dzielącym ludzkość na dwa przeciwległe i wzajemnie wykluczające się światy, jest wolność, jest uczucie wolności. Jedni ją czują, inni nie. Komu uczucia tego brak, ten jest urodzonym niewolnikiem, i miejsce jego jest w państwie sowietów”. Tę myśl z właściwą sobie siłą i plastycznością rozwinął Miereżkowski: „Brak czucia wolności” – powiedział – „odbija się na obliczu tego, kto go nie zna. On jest czymś zupełnie innym, niż ja jestem, nie tylko du­chowo, ale fizjologicznie, on innymi oddycha płucami. To, czym ja żyję, czym płonę, co kocham, to jego zabija, w atmosferze wol­ności on się dusi. Jesteśmy świadkami powstawania nowego ga­tunku istot; fizycznie są to niby ludzie, moralnie – nie; to antropoidy, stoimy przed straszliwą grozą inwazji antropoidów”.

Zdawałoby się, że elementarne, z naturą człowieka zrośnięte uczucie godności ludzkiej nie zamarło jeszcze, że żyje w tych nawet, co się wyrzekli Boga i duszy. Więc zapłoną oburzeniem, gdy im ktoś pieczęć podłości przyłoży do twarzy i nazwie ich, ponieważ duszą się w atmosferze wolności, istotami tylko fizycznie podobnymi do człowieka, lecz pozbawionymi tego, co człowieka człowiekiem czyni. Gdzie tam! „Zrąb nowej twórczej siły” – czytamy w polskim pisemku komunistycznym – to maszyna przetwarzająca człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Więc zamiast Boga – maszyna, człowiek-maszyna, czy automat, więc „człowiek wyzuty z indywidualności, z sumienia, człowiek z men­talnością szpiega, z duszą kata, a poddany dyscyplinie katorgi”, słowem człowiek spodlony – oto ideał człowieka nowego. Roz­mowę z nim możnaby streścić w następujący sposób: „Czyżbyście chcieli być idiotami moralnymi i nie wstydzicie się tego?” – Cze­go się mamy wstydzić? Co wy zidioceniem moralnym nazywa­cie, jest najwyższym celem historii. Właśnie chodzi nam o czło­wieka bezforemnego, plastycznego, jak glina udeptana, pozba­wionego więzi narodowej, tradycyjnej, pozbawionego wewnętrz­nej autonomicznej więzi moralnej, odpowiedzialnego tylko przed zwierzchnikiem”. Innymi słowy, spodlone, zdziczałe stado ludzi i kij dyktatora, czyniący porządek w tym zdziczałym i spodlonym stadzie

Gdy się imperium Rzymskie rozpadało, zawładnęli nim bar­barzyńcy, ale przyjęli religię i cywilizację ginącego świata. Cywi­lizacja nasza rozpadnie się – przepowiedział to już Ernest Renan – od wewnętrznego barbarzyństwa, i to – dodam – w po­staci najohydniejszej, jaka da się pomyśleć; źle mówię, dotychczas nic podobnego nie dawało się pomyśleć. Przyznawano się do gwał­tów, do okrucieństw, upatrując w tym dowód energii w dąże­niu do celu. Ale kto stawiał świadomie spodlenie powszechne jako cel, kto do własnej podłości triumfalnie się przyznawał?

Przed tym zjawiskiem niechybnego rozkładu i końca stoimy bezsilni i bezradni. Ale trwajmy w oporze naszym. Może jakiś nowy przypadek, zamiast gubić, tym razem uratuje nas.” (magazynzapisz.wordpress.com, Marian Zdziechowski, „W obliczu końca”, Wilno 1938)

podobne: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos a także: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu” i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm

Walka o Kościół to walka o godność osoby ludzkiej (stworzonej na obraz i podobieństwo Boga). Walka z Kościołem prowadzi więc w prostej drodze do usunięcia owej godności spośród poszukiwanych charyzmatów oraz powszechnego użycia, oraz do „zincitatuizowania” sumień (od konia którego Kaligula obrał senatorem) obyczajów i relacji międzyludzkich. Uzależnienia wolnych ludzi od kaprysu „elit”.
Bo władza może być albo święta – w służbie/ochronie owej godności, albo świecka ze wszystkimi tej „świeckości” (oświecenia) konsekwencjami – równaniem w dół aż do zrównania „nieba” z piekłem na ziemi, zgodnie z wolą człowieka który siłą „większości głosów” ogłosi się demokratycznie bogiem… Innej możliwości, jak sama historia pokazuje nie było, nie ma i nie będzie. Kult władzy/siły oparty o „uświęconą” tzw. „prawem” „rację większości” kończy się zawsze tak samo… (Odys)

rys. Andrzej Krauze

„…nie budujmy świeckich panteonów, bo nawet się nie zorientujemy kiedy podmienią nam bóstwa w nich ustawione. Widać to było doskonale po wojnie, kiedy to bohaterów prawdziwych zastąpili Nowotko i Finder.

Dlaczego polska państwowość nie istnieje bez Kościoła lub jest wtedy jedynie namiastką państwowości, jakimś protektoratem? Ponieważ kościół to dziś jedyna jawna organizacja o charakterze uniwersalnym, która głosi dobrą nowinę.

Państwo zaczyna się od doktryny. W czasach, które opisuję w II tomie Baśni, wszystkie prawie kraje w Europie próbowały uciec od doktryny Kościoła lub zawłaszczyć ją i zbudować własną doktrynę o takim charakterze. Państwo bez doktryny nie istnieje. Pamiętajmy o tym. Jeśli nie ma doktryny staje się łupem innych. W XVI wiecznej Europie trzy potęgi, prócz Kościoła miały doktrynę uniwersalną, imperialną, doktrynę nie tyle podboju, co objęcia opieką całego świata. Były to: Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Turcja i Moskwa, która rozpoczęła swoją karierę od zbierania ziem ruskich, ale wkrótce ją udoskonaliła i została III Rzymem. To są gracze najmocniejsi, nawet jeśli wydają się chwilowo słabi. Tak ich oceniamy po latach. Siłę czerpały owe organizacje właśnie z doktryny. Żeby dokonywać ekspansji wszystkie trzy musiały walczyć z Kościołem. Moskwa miała swój Kościół, więc początkowo jej wojna z doktryną Kościoła Katolickiego prowadzona była na poziomie najprostszym i najbardziej czytelnym. Była to wojna z Litwą po prostu. Turcy walczyli z papieżem, ponieważ, o czym mało kto pamięta, ich doktryna była doktryną cezariańską. Turcy już od czasów seldżuckich mówili od sobie – Rumi czyli Rzymianie. Sułtan zaś był cesarzem Rumu czyli Rzymu. Rzymem zaś był Konstantynopol. Turcy mówili o sobie w ten sposób jeszcze przed podbiciem Bizancjum, a więc ich doktryna i organizacja były celowo i dobrze zaplanowane. Turcja nie atakowała Europy z pozycji barbarzyńskich, ale z pozycji wyższej cywilizacji, która narzuca swoje prawa i obyczaje, słabszym i gorzej działającym organizacjom. Warto o tym pamiętać, bo oznacza to, że nie mogło być zgody pomiędzy papieżem a sułtanem. Nigdy i na żadnej płaszczyźnie. Papież dysponował bowiem konkurencyjnym w stosunku do sułtańskiego Rzymem, którego mógł nie utrzymać bez pomocy wojsk obcych. Tych zaś dostarczali Niemcy, ale robili to nieszczerze i mieli w tym zbożnym dziele konkurencję. Papieże, przynajmniej ci przytomniejsi zadawali sobie sprawę z tego, że walka pomiędzy cesarstwem niemieckim, a Rzymem nie skończyła się nigdy i każdy niemiecki cesarz, chce podporządkować sobie stolicę apostolską, a potem uzbrojony w dwie doktryny; świecką i religijną, obydwie obejmujące cały znany świat, przystąpić do rozmaitych korekt granic i rabunku mienia na niespotykaną dotąd skalę. Byli więc Niemcy ukrytymi, operującymi na bardzo głębokim poziomie sojusznikami Imperium Otomańskiego w walce z Rzymem. W I połowie XVI wieku, którą opisuję w II tomie Baśni polegało to na systematycznym niszczeniu dwóch królestw, które stanowiły dla papieża oparcie na wschodzie, królestw, które nie połączyły się w jedno, choć była taka szansa i przez to obydwa musiały ponieść klęskę. Węgry padły pierwsze, bo znajdowały się na pierwszej linii walki pomiędzy papieżem a sułtanem. Węgry były krajem papieskim, krajem, który swoją doktrynę opierał na łączności z Kościołem. Niemcy zaś chcieli Kościół podporządkować sobie. To się nie mogło udać bez zniszczenia i podziału Węgier. Cesarze gotowi byli dla tej idei podpisać pakty z diabłami siedzącymi w najgłębszych kręgach piekła, nie tylko z sułtanem. I to właśnie się dokonało. Na oczach zdumionej Europy.

Polska, przez obecność na tronie dynastii litewskiej, której relacje ze stolicą apostolską są głęboko nieuczciwe, usiłuje wydobyć się spod wpływu Rzymu nie rozumiejąc, że oznacza to wprost podział kraju i jego rabunek. Niemcy bowiem nie są zainteresowani utrzymywaniem monarchii polsko- litewskiej w całości. Oni ją wręcz ignorują, tak jakby jej w ogóle nie widzieli. Wydobycie się spod wpływów Rzymu oznacza wprost dostanie się pod bezpośredni wpływ Niemców. Oraz Moskwy, która cały czas porozumiewa się z cesarzami. Podział Polski nie dokonał się z kilku powodów, z których każdy znajdował się daleko poza jej granicami. Był także jeden powód krajowy, który jest cały czas lekceważony w opracowaniach historycznych. Nie może tego zrozumieć nawet ktoś taki jak Jasienica. Oto polska szlachta doskonale zdaje sobie sprawę co się wyrabia na świecie i za nic nie chce by władza królów z dynastii jagiellońskiej sięgała tam gdzie nie powinna. Potem zaś, za nic nie chce by na tronie zasiadł Niemiec.

W Europie są też inne kraje i inne doktryny. Jest Francja, najstarsza córka Kościoła, którą niemiecka propaganda tamtych czasów opisuje w barwach najczarniejszych i straszliwych. Francuzi i ich królowie doskonale jednak rozumieją sytuację i doskonale wiedzą, że kraje, które nie posiadają doktryny uniwersalnej są skazane na zagładę. Oni zaś nie mają takiej doktryny, mają Kościół i dynastię. Kościół ten został nie tak dawno podporządkowany dynastii i teraz, w I połowie XVI wieku zanosi się na to, że zginie wraz z nią. Francja więc wkracza do Włoch, by tam stanąć po stronie słabego papieża przeciwko cesarzowi. Akcja ta jest opisywana jako przejaw nieodpowiedzialności i głupoty królów z Paryża. Ci którzy tak piszą są po prostu durniami. Nie można ich inaczej nazwać. Francja toczy we Włoszech uporczywą wojnę o przeżycie, o wszystko. Przegrywa kampanię za kampanią i dalej ładuje pieniądze w te wojny, bo od tego zależy czy kraj przetrwa. Podobnie czynił później król Stefan w Inflantach, tam również wojna toczyła się o wszystko, choć na pozór rzecz wcale tak nie wyglądała. Francji zarzuca się nacjonalizm, tak jakby nie istniało na świecie Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Francja nie może sobie pozwolić w tamtych czasach na doktrynę narodową, bo zginie. Jest jednak ktoś kto może sobie pozwolić na taką doktrynę, ktoś kto konstruuje ją w dodatku tak, że zapewnia sobie i swoim poddanym sukces i bezwzględną przewagę. Tym krajem jest Anglia, która szybko zamienia się w Wielką Brytanię. Brytyjska doktryna podboju nie opiera na na cezariańskich mrzonkach. Anglicy nie chcą sobie nikogo podporządkowywać i brać zań odpowiedzialności przed historią, Panem Bogiem czy kimś jeszcze. Anglicy chcą panować w oparciu o własne wybraństwo, chcą eksploatować inne kraje i zwozić ich bogactwa do siebie. I to właśnie czynią od początku stulecia XVI do roku 1945. Swoją doktrynę zaś opierają na Starym Testamencie i na wybraństwie Żydów. I to oni wygrywają bezapelacyjnie, choć oczywiście mają kilka słabszych momentów. Chcę podkreślić, że w tamtych czasach nie istnieje, jak to się czasem pisze w polskich książkach, żadna polska doktryna narodowa. Gdyby taka istniała zginęlibyśmy, chyba że byłaby ona oparta na wybraństwie analogicznym do tego które pożyczyli sobie od Żydów Anglicy. Szlachta uważa się co prawda za grupę elitarną i wybraną, ale zawsze podkreśla swoją przynależność do Kościoła. Jest więc częścią organizacji uniwersalnej, częścią średniowiecznego jeszcze, zjednoczonego Kościoła. Szlachta, która przystępuje do obozu reformacyjnego zaś, czyni to wiedziona koniunkturalizmem. Liczy na upadek i podział monarchii polsko-litewskiej.

Po co ja to wszystko piszę w dodatku pod tak mało zachęcającym tytułem? Czynię to ponieważ uważam, że to jest właśnie właściwy sposób omawiania spraw dotyczących Polski, historii i patriotyzmu. Sposób, którego nie ukradnie nam żaden tajniak, ani żaden sprzedawca, bo oni są na to zwyczajnie za głupi. Jeśli zaś pozostaniemy przy wywieszaniu flag i machaniu nimi od czasu do czasu, na komendę w dodatku, to będzie z nami naprawdę źle. Uważajmy więc i nie unikajmy trudnych wyzwań. To nas uratuje.” (coryllus – Zdejmijcie flagi, bo)

podobne: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…Wielu ludziom w Polsce i nie tylko wydaje się, że owym źródłem władzy jest jakaś poważna struktura urzędnicza, albo mafijna, albo mundurowa. Co w sumie na jedno wychodzi. To są złudzenia, w dodatku niebezpieczne, bo każda taka struktura może być zlikwidowana w dwa dni, bez specjalnego kłopotu. Potrzebna jest do tego jedynie determinacja i wroga wobec struktury, ale skrajnie wroga i niszcząca, doktryna…

…istniejące do dziś stowarzyszenie „Czaszka i piszczele”, z którego wywodzą się tacy politycy jak George Bush, zainicjowało swoją działalność okradając grób innego charyzmatycznego Indianina – Geronimo. Im także potrzebny był charyzmat. Dobrze bowiem wiedzą ci nowocześni, bogaci i lekko zblazowani ludzie, że bez charyzmatu wszelkie aspiracje do władzy można potłuc o kant sami wiecie czego. Warto w tym miejscu zapytać, dlaczego oni po prostu nie poszli po błogosławieństwo do tego swojego kościoła tylko rozkopywali groby biednych Indian, którym wcześniej ukradli ziemię. To chyba jasne? Bo ich charyzmat nie ma nic wspólnego z kościołem, ani z tamecznym, ani z Kościołem Katolickim

Co na to Polacy?…

…chcą być nowocześni i uważają, że będą tacy poprzez realizację swoich, całkowicie nie przystających do realiów aspiracji. Polacy utrzymują, że ich polityczna tradycja, tradycja Unii polsko litewskiej, koresponduje z politycznym projektem nazywanym Unią Europejską. To jest absolutna brednia i fałsz, a widać to choćby po tym, że w Unii polsko-litewskiej chodziło o to, by obywatele posiadali coraz więcej i bogacili się wskutek tego posiadania, w tej zaś nowej unii chodzi o coś przeciwnego. O to, by posiadanie było dla obywatela ciężarem oraz o to, by miast bogacić się obywatel zadłużał się coraz bardziej w banku

…Piewcy fałszywego, aspiracyjnego charyzmatu, wierzą także, że istniało coś co nosi dziś roboczą nazwę „polityki jagiellońskiej”. Chodzi o to, by pod jednym berłem zgromadzić jak najwięcej krajów Europy środkowo wschodniej. Pisząc „berłem” szydzę, bo wiadomo, że nie ma mowy o berle, za to jest mowa o parlamencie, procedurach, strukturach, koafiurach i całej reszcie. Otóż nie było żadnej polityki jagiellońskiej. Ową nicość maskuje się w podręcznikach historii fałszywym i oślizłym potworkiem językowym, czyli sławną „polityką dynastyczną Jagiellonów”. Cóż to jest polityka dynastyczna? To jest budowanie złudzenia, że będąc półpogańskim, dzikim Litwinem, zdeprawowanym przez włoskich pederastów i zadłużonym po uszy, można przeciwstawić się niemieckim bankom, cesarzowi, który swoje charyzmaty bierze wprost z Rzymu, Turkom uważającym się za nowych Rzymian od czasu zdobycia Konstantynopola, oraz miastom takim jak Gdańsk, Lubeka, czy Nowogród Wielki, które dyktują ceny zboża na świecie. To są niemożliwe rzeczy proszę Państwa. Polityka dynastyczna Jagiellonów jeśli nawet przyjmiemy, że istniała, polegała na mniej lub bardziej chętnym podporządkowywaniu się decyzjom silniejszych. Po upadku zaś Węgier w roku 1526 Jagiellonom pozostało już tylko słuchanie co mówi do nich cesarz, albo Turcy, albo Gdańsk, a najczęściej na słuchaniu tego co mówi do nich Albrecht Hohenzollern. To co dziś w Polsce nazywa się „polityką jagiellońską” jest w istocie polityką Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, a raczej Jana Zamojskiego, bo Zygmunt III był organicznie niezdolny do prowadzenia działań politycznych. Polityka ta oparta była o charyzmat Kościoła, w dodatku o ten najważniejszy, czyli misyjny, którego realizacją zajmowały się najważniejsze w Kościele struktury – zakony. W naszym przypadku chodziło o Jezuitów. I to był szalenie ważny moment, bo od razu widać było, że wszystkim w kraju się polepszyło, a ci co mieli słabsze albo oszukane charyzmaty dostali ataku wściekłości. Początkowo ruchy zmierzające do likwidacji charyzmatycznej Rzeczypospolitej były rachityczne, ale w końcu stały się nieco bardziej zdecydowane, a prawdziwych rumieńców nabrały one w roku 1648, kiedy to – jak piszą współcześni mędrcy – zbuntowali się Kozacy i chłopstwo, bo szlachta ich gnębiła i nie chciała utrzymywać kozackiego rejestru, w liczbie 30 tysięcy wojska. Ciekawe co by powiedzieli ci wyrozumiali pseudobadacze, gdyby dziś ktoś im kazał utrzymywać bandę najemników, ot tak na wszelki wypadek, bez żadnej gwarancji, że najemnicy ci nie zdenerwują się bezczynnością i nie napadną na kraj, który im płaci. Albo, że ktoś nie przebije stawki, albo, że oni sami nie zażądają więcej, bo się będą nudzić. Albo, że nie sprowokują wojny z sułtanem jak to już nie raz bywało, bo ile można siedzieć i czekać aż coś się zacznie.
Jeśli już mówimy o buncie biednych, oszukanych Kozaków, porównajmy wpierw pewne liczby. Sicz zaporoska była osadą liczącą stale mniej więcej 3 tysiące mieszkańców, samych mężczyzn. Chmielnicki zaś wyprowadził w roku 1648 w pole aż 17 wielkich pułków, czyli około 50 tysięcy ludzi. Skąd on ich wziął mili Państwo na tych dzikich polach i jakimi drogami oni tam doszli? Toż pielgrzymka ta widoczna być musiała z kosmosu. Ważniejsze zaś pytanie brzmi: kto za ich obecność w szeregach armii Chmielnickiego płacił. Skąd wzięły się pieniądze na te zaciągi. Bo oczywiste jest, że były to zaciągi, a nie żaden spontaniczny bunt oszukanych szeregowców.
Dziś jak widzimy nie jest tak łatwo, albowiem sytuacja różni się znacznie od tej z XVII wieku. Oto wtedy na unię polsko-litewską napadli w kolejności wymienionej: Kozacy, Moskwa, Szwedzi, Węgrzy. A kiedy już się wszystko uspokoiło i szło na lepsze, przyszli jeszcze Turcy. No, a teraz my wraz ze Szwedami, Węgrami, Niemcami oraz całą resztą próbujemy przekonać Kozaków, że powinni się do nas przyłączyć. Nie wysyłamy do nich jednak już jezuitów z sakramentami, których oni zabijali, ale posła Kowala. Jemu proponuje się grzecznie udział w programie kulinarnym, ale to wszystko na razie. O przystąpieniu do unii mowy nie ma bo jak powiedziałem sytuacja jest inna i Chmielnicki z Krzywonosem dziś są na nic. A do stracenia jest znacznie więcej niż wtedy. Dobrze o tym wiemy. No i charyzmaty już nie te.” (coryllus – O fałszywych doktrynach i fałszywej historii)

podobne: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! i to: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. oraz: Jacek Drozd: „Sarmacki Katyń” – bitwa pod Batohem (czerwiec 1652) a także: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie  polecam również: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie i jeszcze: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. PostMajdanowa (DE) oligarchizacja i Samobójcze prawo serii  oraz: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

Polityka mi wisi dorodnym kalafiorem.
Błogosławieni cisi i ci, co pyszczą w porę.
Historia mnie nie bierze, literatura nudzi.
Ja tam już w nic nie wierzę, a już na bank – nie w ludzi.

Adam Wycichowski niewolnik

Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!

A jak się urządzili ci z władz i z opozycji?
Ten bił, a tego bili – obydwaj dziś w policji.
Więc żaden mnie nie skusi na byle ćmoje-boje.
Błogosławieni głusi i ci, co słyszą swoje.

Nawet drzewa, by przeżyć, korzenie
Zapuszczają głęboko pod ziemię.

Katabas kirchę wznosi nie dla nas, a dla Pana.
Więc jakby sam się prosił by z glana kapelana.
Mnie tego nikt nie wrzepi, ja chcę mieć święty spokój.
Błogosławieni ślepi i ci, co widzą w mroku.

Nawet drzewa rosną w ciemnościach
W dupie mają – na czyich kościach.

Dla mnie się liczy kasa, kwatera i gablota.
Jak trafię skórę – klasa – pierogi wyłomotam.
Wykaże test, żem HIV-nik, to w żyłę – i odjadę.
Błogosławieni sztywni i ci, co żyją z czadem.

Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.

Jacek Kaczmarski – „Odpowiedź na ankietę Twój system wartości”
4.2.1995

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania oraz: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ i to: dwa cytaty z coryllusa i jeden z Kaczmarskiego. „A Ty siej…”

AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.


Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

„…nie można pogodzić dwóch narodów za pomocą wodewilu, w którym widać jak odrąbuje się ludziom głowy. Dwa narody można pogodzić, jak się ma dobrego arbitra, na przykład Izrael albo USA. Taki arbiter przyjdzie, wyciągnie z kieszeni paczkę dolarów i powie, że wszyscy mają trzymać ręce przy sobie, mordy w kubłach i grzecznie słuchać co się do nich mówi, bo będzie źle. O, w takich okolicznościach wszyscy szybko się pogodzą i przestaną myśleć o głupstwach. Co innego film, albo inne produkcje artystyczne, one nie doprowadzą do żadnej zgody, a to z tego względu, że ich sens zostanie przez taką zgodę zanegowany. One mogą – w ramach promocji i reklamy – zamarkować jakieś dochodzenie do prawdy, jakieś nieszczere uśmiechy i uściski, po to, żeby zwiększyć sprzedaż i oglądalność. To jest ważna funkcja, ale nie ma ona, z czego powinniśmy zdawać sobie sprawę, wpływu na realne relacje na poziomie państwowym pomiędzy Polską i Ukrainą, bo te regulowane są w sposób opisany troszkę wyżej…

…Oto producenci i dystrybutorzy prowadzą nas wprost na manowce oskarżeń zbiorowych, które – o czym dobrze wiemy – są z powodzeniem wykorzystywane także wobec nas. Powiem to najprościej jak umiem – nie ma win zbiorowych i nie ma zbiorowych sprawców. Są ludzie mający nazwiska, motywacje, budżety i cele, które realizują według napisanych przez kogoś instrukcji. To jest jedyny sposób na dochodzenie prawdy, wszystkie inne są narzędziami propagandowymi, które można używać w dowolny sposób, przeciwko dowolnym ludziom. Szczególnie jeśli chce się przy tym zwiększyć sprzedaż jakiegoś produktu. Takie pozycjonowanie sił działających w dramatycznych momentach historii, jakie widzimy w filmie Wołyń służy jedynie temu, by rozgrywać tu i teraz różne grupy polityczne, działające w stanie silnego wzmożenia emocjonalnego. Smarzowski już na samym początku powiedział, że jest to film wymierzony w nacjonalizm. I ja już trzeci raz piszę, że nie chodzi o nacjonalizm ukraiński, bo ten jest dobrze wymieszany z internacjonalizmem i socjalizmem, z czego sami działacze ukraińscy nie bardzo zdają sobie sprawę. Chodzi o nasz nacjonalizm, bo to film zrobiony w Polsce i w Polsce dystrybuowany. To co dzieje się na ekranie będzie mieć swoje reperkusje w życiu realnym, ponieważ film ten powstał z jawnym zamysłem propagandowym. Tak więc podsumujmy – pozorna zgoda posłuży zwiększeniu sprzedaży, oskarżenie zaś nacjonalizmu en masse posłuży do walenia pałką po łbie tego co uważane jest w Polsce za ruch nacjonalistyczny. Mylą się ci, którzy sądzą, że film ten upamiętnia ofiary. Nie upamiętnia, albowiem podobnie jak sprawcy nie są one tam wymienione z imienia i nazwiska. To ważne, albowiem mamy do czynienia ze sprawą poważną, z ludobójstwem mianowicie. A wobec takiego wydarzenia należy się zachowywać ze stosowną powagą. Czy ktokolwiek tak czyni? Nie… 

…Film Wołyń jest typową publicystyczną pułapką, z której nie ma dobrego wyjścia. Wielu ludzi ekscytuje się tym, że jest antypolski i zrównuje ofiary ze zbrodniarzami, a oni by chcieli, żeby wreszcie ktoś powiedział, że Polacy to ofiary i należy im się cześć i pamięć. Proszę Państwa, takie rzeczy nie są możliwe i wcale nie z tego względu, że Smarzowski miał inne zlecenie. Nie można pokazać żadnej prawdy i oddać nikomu żadnej sprawiedliwości, jeśli stoimy wyłącznie na gruncie emocji. Tego zaś domaga się większość polskich krytyków filmu. Żeby było jeszcze więcej jednoznacznych emocji. Mamy więc z jednej strony manipulację, a z drugiej emocjonalną bezradność. Większość świadków tamtych wydarzeń, była w roku 1943 i 44 dziećmi, ich świat był światem maluchów, które nagle zostały wrzucone do piekła. Dorośli nie żyją, historia jest programowana przez polityków dla doraźnych potrzeb, a rynek filmu i książki działa jeszcze inaczej. Wszystkie zaś te sfery mają być zasilane tymi właśnie dziecięcymi emocjami, które w świadkach rzezi wołyńskiej nie wystygły? Czy wyście powariowali?…

Na koniec jeszcze jedno. Odnalazłem w sieci taką oto wypowiedź pana Tymy

Rosja manipuluje historią, trzyma na smyczy, również finansowej, polskie
organizacje nacjonalistyczne. Jeśli tak dalej pójdzie, ucierpią na tym
nie tylko mniejszość ukraińska w Polsce i, nie daj Boże, polska
mniejszość na Ukrainie, ale też polskie państwo.

…Pan Tyma wystąpił w programie razem z księdzem Zaleskim i bawił się tam nieźle. Uznał więc, mniemam, że po załatwieniu kwestii sprzedażowych będzie można dalej pisać i mówić, że polskiej organizacje patriotyczne, bez żadnego rozróżniania ich i klasyfikacji, chodzą na pasku Rosji. To jest niesłychanie wygodne z punktu widzenia organizacji ukraińskich i dość ambarasujące z naszego punktu widzenia. Oto na Ukrainie można organizować imprezy poświęcone dywizji SS, bo to taki patriotyzm, a w Polsce nie można organizować imprez patriotycznych, bo to taki faszyzm. Do zatarcia tych różnic służy również film Wołyń…” (coryllus)

źródło: O istotnych powodach nakręcenia filmu Wołyń

„…Ukraiński nacjonalizm według Igora Janke podsycany był tym, że nie mieli, oj nie mieli Ukraińcy szans, by pracować w dobrych zawodach i robić kariery w II RP. I przez to właśnie musieli się srodze zemścić. Odbijanie tych argumentów jest równie idiotyczne co one same, bo ktoś napisał, że Polacy nie mieli też za dużych szans na to, by robić kariery w zaborze pruskim, a jednak nie dokonywali masowych mordów na Niemcach. Tak wygląda poziom dyskusji, która w opinii recenzentów ma doprowadzić do pojednania. Gdybym chciał się w tę dyskusję wpisać dodałbym, że mój dziadek mieszkając przed wojną przy stacji w Nałęczowie, chodził codziennie do roboty wąskimi torami do Karczmisk, a wszystko za dwa złote dniówki. I też żadnej kariery nie zrobił, a po siekierę nie sięgnął. Idźmy dalej tym tropem, a będziemy tłumaczyć każdego durnia z przyrodzonymi deficytami, któremu przyjdzie pewnego dnia do głowy, żeby zarąbać sąsiada – bo nie miał możliwości zrobienia kariery

…właścicielem kanału dystrybucji filmu Wołyń jest Gazeta Wyborcza, która będzie na tej dystrybucji zarabiać. Każdy więc głos podnoszący temperaturę emocji wokół tego filmu jest głosem oddanym na Adama Michnika. Niestety spirala została nakręcona już tak, że nie ma znaczenia właściwie czy ja się to włączę czy nie. Oni i tak są zarobieni. Jeśli idzie o dystrybucję na świecie to jej warunki, jak mniemam, będą omawiane szczegółowo z każdym zainteresowanym dystrybutorem, pokazy zaś filmu Wołyń, będą zorganizowane tak, by nie robić za dużej wiochy. To oczywiście spowoduje kolejny wybuch emocji i banda durniów zacznie wołać, że odcina się ludzi od prawdy o tym jak Ukraińcy mordowali Polaków. Te, jakże poważne ograniczenia dystrybucyjne powodują, że film Wołyń nie ma w zasadzie innej funkcji niż deprawacyjna. To znaczy, że zamiast wyjaśniać, zaciemnia, zamiast tłumaczyć bełkoce, zamiast pokazać winnych pokazuje motłoch, a przez te działania wzbudza falę emocji, które nie doprowadzą do niczego strasznego, jak się niektórym wydaje, będą tylko pożywką dla słabych umysłów przez najbliższe miesiące i posłużą do odwrócenia uwagi od spraw o wiele istotniejszych…

…Ukraińscy nacjonaliści to socjaliści domagający się tak zwanego sprawiedliwego podziału ziemi według kryteriów etnicznych. Ich największym wrogiem był polski pan, ale od czasu kiedy Józef Piłsudski z kolegami, współpracując z niejakim Petlurą, przekonali wszystkich, że polskiego pana da się unieważnić podatkami i reformą rolną, ukraiński nacjonalizm rozszerzył pojęcia wroga pozostając przy formule etnicznej jako jedynej ważnej przy ustalaniu co jest czyje. Jak wiadomo tego rodzaju pomysły mogą się rozprzestrzeniać albo nie. Wszystko zależy kto jest właścicielem kanału dystrybucji tych treści. Jeśli to ustalimy będziemy mogli zrobić prawdziwy film o przyczynach ludobójstwa na kresach. Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne w II RP, jak wszystkie organizacje świata, miały swój budżet, statut i cele. Te zaś były realizowane za pomocą tego budżetu. Należy koniecznie sprawdzić kto był sponsorem tego budżetu, jaki procent całości należał do polskiej, tajnej policji politycznej, a jaki do innych tajnych policji. To ważne w ocenie wypadków. Tych, którzy się będą w tym miejscu oburzać spieszę poinformować, że w II RP było sporo wpływowych osób popierających aspiracje autonomiczne Ukraińców, co w każdym pojedynczym przypadku czynione było bez zrozumienia. Dziś zaś, i to jest tak zwana ironia tak zwanego losu, spotyka się z pełnym zrozumieniem i akceptacją. Ludzie zaś którzy te ukraińskie aspiracje popierali byli zawsze z przekonania socjalistami-rewolucjonistami…” (coryllus)

całość tu: O deprawacyjnej funkcji filmów fabularnych

„…sympatie prokomunistyczne wśród wysokich urzędników II RP – jest jej największą tajemnicą. Do dziś nie można wyjaśnić ilu było czerwonych kretów w urzędach i armii, a to z tego względu, żeby nie zniszczyć mitu odrodzonej po 120 latach niewoli Polski. Skąd oni się tam brali? No stąd, że ZSRR był, jest i jeszcze długo będzie dla wielu ludzi szalenie atrakcyjny intelektualnie, w przeciwieństwie do organizacji takich jak Kościół Katolicki. Dlaczego tak? Bo ZSRR dawał ludziom szansę na spełnienie ich marzeń. Oni tak to widzieli. Program komunistów był programem wielkiej budowy, która miała ulepszyć świat. A jak się komuś zawróci w głowie wizją, to on już się z tej hipnotycznej fazy nie wydobędzie nigdy. Będzie myślał już tylko o budowie wielkich miast na stepie, o piecach Magnitogorska i o tamach przegradzających rzeki Azji. Nie zrozumie, że komunizm to nie żadna budowa, ale piekło metodycznego zniszczenia wszystkiego dookoła. Nie zrozumie, bo komunizm jest atrakcyjny intelektualnie i stwarza złudzenia jakich nie może dać nikt, nawet Hollywood. Ono bowiem lansuje postawy indywidualne, komuniści zaś wprowadzają do mózgu złudzenie współdziałania w grupie, w której to uwiedziony intelektualnie urzędnik II RP widzi dla siebie miejsce przywódcze, albowiem wie, że dopiero tam docenią jego niezwykłe zdolności. Oczywiście, że docenią, a jak już je wykorzystają strzelą mu w łeb z bliskiej odległości, ale tej klauzuli akurat nie będzie w kontrakcie…” (coryllus)

całość tu: O atrakcyjności intelektualnej Polski i innych organizacji

Dlatego propaganda „zarządzających stadem” ciągle wtłacza nam do mózgownicy jak należy czytać dzieje historii, i z którym wykwitem nacjonalizmu” należy nam się pojednać a który stanowczo potępić i zwalczać.

Rzeźnik

Rzeźnik

Tym oczywiście właściwym z którym winniśmy się pojednać jest „nacjonalizm” u którego źródeł leży socjalizm – umiłowana ideologia „drugiej” a w konsekwencji „czwartej”, tudzież „piątej” już eRPe (nie wyłączając z tego zaszczytnego grona „czeciej”). Albowiem tylko ten system dzięki wdrażaniu „sprawiedliwości społecznej” (czyt. redystrybucji zagrabionego) i „równości” (w biedzie) jest w stanie stłumić i wykorzenić „prawdziwą” przyczynę nacjonalizmu którą ci chorzy ludzie widzą w „braku możliwości zrobienia kariery” przez „prostego chłopa”. Trzeba wszystkim zrobić tak „dobrze i równo” żeby już nikt nie myślał o mordowaniu sąsiada za to że ma więcej i lepiej, przynajmniej nie bez stosownego zezwolenia mającego znamiona „prawa i sprawiedliwości”. Dlatego „zarządzający stadem” zrobią wszystko żeby prosty człowiek nigdy się nie dowiedział, że za całym tym bestialstwem stoi zorganizowana grupa przestępcza mająca swój budżet i kanały dystrybucji prowadzące wprost do ludzi i rządów zwanych po prostu socjalistami.

Złodziej wie dlaczego kradnie i nigdy nie nazwie tego sprawiedliwością. Socjalista zawsze znajdzie wytłumaczenie dla swoich zbrodniczych planów, a kiedy rewolucyjny walec zmiażdży już dostateczną liczbę „nawozu historii” bez chwili wahania wskaże nieubłaganym palcem „prawa i sprawiedliwości” winnych tej masakry. Wskaże oczywiście na kogoś innego – „wroga” tzw. „ludu” czyli posiadacza/kułaka i innych którzy czegoś się dorobili. Co prawda ta taktyka bazuje na najprymitywniejszych instynktach ludzkich podsycając takie uczucia jak zawiść, zazdrość i chciwość. Ale to nie prości ludzie i nie ich emocje organizują bandy zwyrodnialców w sprawnie naoliwiony krwią ludzką rewolucyjny walec. Robią to (za)rządy i ich propaganda. Biedni ludzie mają wiedzieć tylko to, że bieda i niski status społeczny to wystarczający powód do odwiedzenia sąsiada z siekierą w ręku.

Dlatego właśnie choć ukraiński nacjonalizm jest zły to jednak nie do końca, i z tego też względu „wszyscy” którzy nie chcą się dzielić tym na co sami ciężko pracowali, mają coś za uszami. I dlatego chociaż „dobra zmiana” twierdzi że walczy z komuną to w rzeczywistości robi coś zupełnie innego. Bo komunizm tłumiąc (z natury) każdą formę spontanicznej ludzkiej aktywności (jak powiada Pan Michalkiewicz m.in. tu Kijem i marchewką) przy okazji tłumi te nikczemne, a jak wiemy z różnych antypolskich ośrodków zarządzania emocjami w naszym kraju (jak chociażby Gazeta Wyborcza) – w mrocznych zakamarkach duszy narodu polskiego drzemią straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu. Nieważne że te demony to tylko taki szczur, ważne że jak już się go wypuści czy to z lewej czy z „prawej” strony klatki, to zawsze uruchomi stada niewyżytych „nacjonalistów” i „prawdziwych patriotów” (jak o sobie mówią) gotowych na pstryknięcie palcami „drugiej strony” (której żywo nienawidzą) skompromitować prawicę ku uciesze lewej strony mocy, która ma później pretekst do nazywania Polaków narodem faszystów i antysemitów. Tak to „sze kręci”…  (Odys)

„…Chodzi o to, by wywołać jak najwięcej jak najbardziej prymitywnych reakcji antysemickich. Nie sądzę, by inną motywacją kierował się Adam Michnik mówiąc reporterowi Der Spiegel, że jego rodzice zginęli w holocauście, choć przecież żadnego holocaustu na oczy nie oglądali. To samo jest z Zychowiczem, który wyszperał tę rzekomo zapomnianą zbrodnię i mówi, że nie można znaleźć dołu ze szczątkami, a powołuje się przy tym na licznych świadków potwierdzających udział AK w tej zbrodni. To są rzeczy, jak mawiają niektórzy, szyte. A ja dodam jeszcze, że robione na tam zwanego chama. Na chama Michnik okłamuje dziennikarza, na chama Zychowicz wciska nam ten kit, a jedynymi osobami, które zwracają na ów fakt uwagę są blogerzy. Reszta milczy. Jak myślicie dlaczego? Powiem najprościej jak umiem – bo to jest jedna banda. Milczą, bo nie wiedzą co powiedzieć i jaka będzie mądrość kolejnego etapu. Ja zaś przypuszczam to co napisałem na początku, że zaczyna się walenie kijem po kratach, czyli wywoływanie reakcji mającej udowodnić z góry założoną tezę. Dlatego właśnie każdy prowokator, który będzie tu wpisywał rewelacje o prowokacjach żydowskich mających doprowadzić do zagłady narodu polskiego będzie przeze mnie wyrzucany.

Mamy jak wiecie całą kastę gawędziarzy, którzy zajmują się wyłącznie opowiadaniem o przeniewierstwach żydów. Niektórzy zajmują się tym z pasji, a inni bo nie mają nic ciekawszego do roboty, są też pewnie tacy, którzy dostają za to jakiś grosz. Wszyscy jednak mają jeden wspólny mianownik – zajmują się tym bo wolno. Gdyby nie było wolno przerzuciliby się na coś innego. Z moich obserwacji wynika, że ludzie zajmujący się nachalnym, demonstracyjnym antysemityzmem, gotowi zawsze reagować na wszelkie prowokacje, to etatyści. To znaczy mają zabezpieczone tyły, przychodzi do nich emerytura, albo dostają niemałą pensję i z wyżyn tej stabilizacji oceniają resztę. Nie wiem jaki procent wśród nich to byli funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa współpracujący niegdyś z tymi samymi żydami, o których dziś piszą – chazaria, nie wiem jaki procent z nich to wojskowi, ale zakładam, że spory.

Jeśli z jednej strony mamy więc Michnika z jego chamską prowokacją i Zychowicza z jego tandetą, to z drugiej czekają już na nas nachalni antysemici gotowi wskazać nam wroga, któremu my rzecz jasna nie możemy nic zrobić, poza tym, że sobie pogadamy. W zasadzie alternatywa, przed którą stoimy jest jasna – powinniśmy się do kogoś lub czegoś przyłączyć. No więc nie ma na to zgody, przynajmniej na tym blogu. Nie ma zgody na ten sposób zarządzania stadem…” (coryllus)

całość tu: O istotnych funkcjach nachalnego antysemityzmu a o tym co zrobił wspomniany Zychowicz tuAK=UPA czyli przyrodniczy film o żydach

Aż się prosi wymienić nazwy blogów i stron o których wspomina coryllus (z których „oferty informacyjne” sam kiedyś korzystałem) w ramach przestrogi dla „młodych”, ale nie będę im robił reklamy, ani ryzykował że ktoś przeze mnie załapie bakcyla. W końcu rozstaliśmy się dawno temu po kilku osobliwych wymianach poglądów, po których do tej pory mam niesmak i nie chce mi się do tego bagna wracać. Łatwo ich rozpoznać po knajackim języku jakiego używają w „polemice” i po zianiu jawną nienawiścią do tych którzy mają odmienne zdanie od ichniego, nie wspominając o sztandarowej myśli przewodniej jak na załączonym poniżej obrazku… (Odys)

podobne: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. oraz: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i to: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? polecam również: Jacek Kaczmarski: „Pięć sonetów o umieraniu komunizmu” i jeszcze: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

Żydzi

Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Czy Polska, pozbawiona przez ostatnie dwa stulecia podmiotowości i skazana na egzystowanie jako strefa buforowa pomiędzy Niemcami a Rosją, jest w stanie wybić się na niepodległość, stając się przywódcą bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej? Czy może zrealizować się nowa koncepcja Międzymorza, którego liderem byłby właśnie nasz kraj? Czy budowa projektu politycznego na kształt dawnej Rzeczypospolitej, który mógłby zapewnić wolność, stabilność i bezpieczeństwo pokaleczonym narodom doświadczonym straszliwie przez totalitaryzmy XX wieku, nie przerasta aby naszych możliwości?”.

Poniżej zestaw kilku artykułów w których poszczególni autorzy starają się spojrzeć na faktyczną sytuację Polski, zwracając uwagę na kierunki w których powinna szukać korzystnych dla siebie rozwiązań geopolitycznych, a jako uzupełnienie lektury: Wykład Michalkiewicza: „Quo vadis Polsko?”/Referat Brauna oraz: Radosław Pyffel: Polska & Chiny – kto, jak i kiedy skorzysta na współpracy?

Świat stał się multipolarny, w którym Ameryka jest niekwestionowanym najsilniejszym mocarstwem, ale już nie hegemonem globalnym, jakim pozostawała po zakończeniu „zimnej wojny”. Obecnie nie da się sprawować dyktatury geopolitycznej przy pomocy lotniskowców, jak to miało miejsce w przypadku Jugosławii. Jednak istotą tej „erozji” jest wzrost siły Rosji…

Zauważmy, że większość krajów Europy Zachodniej nie podziela istnienia militarnego rosyjskiego zagrożenia, jak Polska, a raczej opowiada się za balansem równowagi sił między Rosją a NATO. Nie chcą, aby wzrost napięć militarnych hamował współpracę we wszystkich dziedzinach. Niemcy są zdecydowanym przeciwnikiem budowy i rozbudowy baz wojskowych w Polsce. Dlatego właśnie szef polskiej dyplomacji wskazał Wielką Brytanię jako pierwszego sojusznika w Europie – kraj o podobnie silnym nastawieniu rusofobicznym, który podziela polską wizję bezpieczeństwa europejskiego oraz będący naszym ważnym sojusznikiem w dotychczas podejmowanych decyzjach w NATO. Wielka Brytania to też główny przedstawiciel Ameryki w Unii Europejskiej.

Dla naszej „dalekosiężnej polityki wschodniej” potrzebne są właśnie takie stosunki z Ameryką, jakie posiada Wielka Brytania. Są to najbardziej sojusznicze stosunki, jakie Stany Zjednoczone posiadają w świecie i takie relacje minister W. Waszczykowski chce uzyskać dla Polski…

…Należy sądzić, że montowany układ sojuszniczy USA-Wielka Brytania-Polska ma stać się tym „silnym aktywem międzynarodowym”, które zapewnią Polsce na forum Unii współkształtowanie „dalekosiężnej polityki wschodniej”. Wzmocnieniem „polskich aktywów międzynarodowych” ma być zaproponowany projekt „utworzenia regionalnego sojuszu opartego na Grupie Wyszehradzkiej”. O tym projekcie w 2012 roku mówił: „podmiotową pozycję (Polski) można odbudować przez odzyskanie roli rzecznika interesów państw regionu, odrestaurowanie intensywnej współpracy z państwami nordyckimi, bałtyckimi czy Grupą Wyszehradzką. Prócz podjęcia wysiłków na rzecz zbudowania autonomicznego regionu (np. karpackiego) w naszej części UE. Przez powrót do roli wiarygodnego promotora europejskich ambicji państw bałkańskich i wschodnioeuropejskich. Przez powrót do polityczno-wojskowej i gospodarczej, zwłaszcza w dziedzinie energetyki, współpracy z USA”.

Przy tego rodzaju pomysłach warto zdawać sobie sprawę, że „budowanie autonomicznego regionu w naszej części UE”, to nic innego, jak harce na obrzeżach unii, które sprawiają dla centrum w Brukseli poważne kłopoty wobec wcześniej wymienionych wyzwań, rozsadzających integralność Unii.

Minister W. Waszczykowski chce „odzyskać podmiotowość polskiej polityki zagranicznej”, ale nie mówi, jakimi aktywami dysponuje. Wygląda na to, że chce je uzyskać przez sojusznicze relacje w układzie USA-Wielka Brytania-Polska, które faktycznie jeszcze nie istnieją. Postrzega ten sojusz, jako strategiczną siłę, zwróconą przeciwko Rosji. Jedyne jednak, co Polska może wnieść do takiego sojuszu, to politykę wymierzoną przeciwko Rosji. Trudno tu mówić o jakiejś podmiotowości, raczej o byciu narzędziem amerykańskiej geopolityki, której częścią jest rywalizacja z Rosją. Tym samym nasze bezpieczeństwo uzależniamy od geopolitycznych relacji na linii Ameryka-Rosja, na które nie mamy wpływu. Warto tu przypomnieć chińską maksymę „nie wchodzę do gry politycznej, jeżeli nie posiadam właściwych dla niej aktywów”.

Uzależniamy nasze bezpieczeństwo od geopolitycznej gry Ameryki, której znaczna część interesów znalazła się już nad Morzem Chińskim. To tam rozgrywają się obecnie geostrategiczne interesy USA, nie w Europie. Taka lokalizacja może wymusić powstanie porozumienia rosyjsko-amerykańskiego w sprawie Ukrainy, zaś przy proponowanej polityce W. Waszczykowskiego, która jest faktycznie polityką niszczenia solidaryzmu politycznego Unii, Polska w rezultacie może znaleźć się w „szarej strefie”…(Wojciech Domosławski)

całość tu: Niebezpieczna utopia w polskiej polityce zagranicznej

„…III RP jest państwem słabym, znajdującym się w strefie wpływów dwóch mocarstw euroazjatyckich i dlatego – satelickim. Zrozumienie tego stanu rzeczy utrudnia fakt, że nie istnieje jedno centrum władzy politycznej a także to, że część mocarstw starannie skrywa swoje hegemonialne dążenia. Polska leży na peryferiach Zachodu, który, jak zauważa Immanuel Wallerstein, nie ma jednolitego centrum politycznego. Stąd nie podlegamy wpływom jednego mocarstwa, lecz wielu. Na dodatek zależność od niektórych państw przeceniamy, a od innych ledwie dostrzegamy.

…Dominacja gospodarczo-polityczna Niemiec w regionie jest dominacją z upoważnienia Stanów Zjednoczonych. Już w 1989 r. w Waszyngtonie zdecydowano, że w zachodniej części Eurazji Niemcy sprawować będą przywództwo w imieniu USA. Taki był sens amerykańskiej koncepcji „partnerstwa w przywództwie” (partnership in leadership). Wówczas politycy nad Potomakiem byli świadomi ograniczoności zasobów amerykańskiego imperium i dlatego zdecydowali się tworzyć taki układ równowagi, w którym część mocarstw by im podlegała i w ich zastępstwie reprezentowała ich interesy w określonych regionach świata. Niemcy przykładnie wpisują się w realizacje tego strategicznego paradygmatu. Co istotne dzięki współpracy euroatlantyckiej ich globalna waga się powiększa.

Waszyngton i Berlin nie obnoszą się ze swoją współpracą w przywództwie, albowiem od dawna elity polityczne obu państwa deklarują, że polityka równowagi sił i koncert mocarstw to generalnie złe praktyki na arenie międzynarodowej. Manifestowanie ich miałoby negatywny wpływ na wizerunek obu państw. Z tego też powodu „partnerstwo w przywództwie” jest nad Wisłą zazwyczaj niedostrzegane. Zresztą polskie elity polityczne nigdy nie grzeszyły zbytnim zmysłem politycznego realizmu. Dlatego wygodnie im wierzyć w ideologię amerykańskiego przywództwa, które rzekomo na celu tylko i wyłącznie zaprowadzenie dobra, pokoju i dobrobytu na świecie.

Nasza zależność od Rosji jest tematem tabu. Zupełnie nie mieści się w głowach naiwnych Polaków. No bo przecież skoro Zachód, czyli Amerykanie i Niemcy walczą niestrudzenie o wolność i demokrację na arenie międzynarodowej, to na pewno nas obronią przed „imperium zła” oraz nie pozwolą, aby w naszym regionie mogło ono realizować swoje nieczyste interesy. O, sancta simplicitas! Zapominamy, że dla Stanów Zjednoczonych największym koszmarem nie jest wcale odbudowa imperium przez W. Putina, ale jakikolwiek scenariusz dezintegracji postimperialnej Rosji. Wywołałoby to ogromną destabilizację w Eurazji i groziłoby tym, że część ogromnego arsenału jądrowego wpadłaby w niepowołane ręce. Trzeba więc robić wszystko, aby temu zapobiec. Gdyby w grę wchodziło sprzedanie interesów państw środkowoeuropejskich, to z pewnością uznane by to było w Waszyngtonie za niewyśrubowaną cenę. Rozumie to Berlin i dlatego współpraca Niemiec i Rosji trwa w najlepsze. Wspólnym, sztandarowym projektem obydwu mocarstw jest zmonopolizowanie handlu surowcami energetycznymi w naszej części Europy. Służyć temu ma m.in. rozbudowa gazociągu Nord Stream. Jej celem jest utrzymanie uzależnienia naszego regionu od rosyjskiego gazu. Obydwa mocarstwa mają też nadzieje, że gazociąg ten zablokuje powstanie nowego gracza w regionie, czyli Polski.

Najbardziej paradoksalny jest fakt, że to właśnie polskie elity polityczne mimo werbalnej wrogości wobec Rosji od lat wspierają dominację Moskwy na środkowoeuropejskim rynku surowców energetycznych. Jesteśmy jednym z jej najważniejszych klientów, ponieważ prawie całość importowanego gazu i ropy pochodzi właśnie stamtąd. Od roku 1993 wiąże nas umowa z Rosją na dostawy gazu ziemnego i jeśli jest ona renegocjowana to z reguły na gorsze dla nas warunki. Jest ona wymownym świadectwem faktu, że rządzący naszym krajem establiszment torpedował wszelkie posunięcia dywersyfikacyjne, aby utrwalać zależność od Rosji. Takie są niestety fakty.

W Polsce nie rozumiemy, dlaczego tak często mocarstwa zachodnie przedkładają interesy „barbarzyńskiego” imperium kosztem swych mniejszych sojuszników. Zapominamy o regułach koncertu mocarstw, które polegają na tym, że kraje mniejsze i średnie stanowią rodzaj łupu mocarstw. Ich przydatność sprowadza się do tego, że mocarstwa na ich koszt zawierają miedzy sobą kompromisy

…Tisze budziesz, dalsze jedziesz – mówi znane rosyjskie przysłowie. Zamiast krzyczeć, że zamierzamy prowadzić politykę wymierzoną w interesy Niemiec i Rosji, a potem bezradnie przyglądać się temu, jak Berlin i Moskwa skutecznie blokują nasze inicjatywy, lepiej skupić się na realizacji konkretnego przedsięwzięcia. Są bowiem takie dziedziny, w których autonomiczna polityka zagraniczna jest możliwa. Taką okazję daje polityka energetyczna. W jej wypadku nasze geopolityczne położenia, które z reguły było przekleństwem, okazuje się być wielką szansą. Ze względu na swoje centralne położenie Polska może być samodzielnym graczem na europejskim rynku surowców energetycznych, przede wszystkim gazu ziemnego. Chodzi o to, aby mogła dysponować nadwyżkami gazu, które następnie sprzedawałaby z zyskiem…” (Krzysztof Rak)

całość tu: Polska dyplomacja – między mirażem potęgi, a pokusą appeasementu.

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

„…Polska i Węgry współpracują skutecznie w ramach polityki bezpieczeństwa NATO. Razem rozbudowują infrastrukturę gazową i nadal bronią się przed ambitną polityką klimatyczną. Schodząc jednak do konkretów, coraz więcej różni nasze nacje. Kością niezgody jest stosunek do Moskwy, z którą Orban flirtuje, by grać na nosie Komisji Europejskiej. Chociaż spotkanie z Kaczyńskim zapowiada być może współpracę w opieraniu się Komisji razem z Polakami, ci potrzebują Brukseli do obrony przez projektami Moskwy, jak Nord Stream 2 i dezintegracją polityki wspólnotowej: partykularyzmami w Europie Zachodniej w relacjach z Moskwą, próbami rewizji polityki sankcji. W przeciwieństwie do Węgrów, którym na sankcjach nie zależy, a na Nord Stream 2 mogą się zgodzić pod pewnymi warunkami, Polacy mają wiele do stracenia na utracie posłuchu w Komisji Europejskiej, która do tej pory wspierała nas w wyżej wymienionych kwestiach.

Romantyczny sojusz Polski i Węgier przetrwał setki lat. Rośnie także popularność idei Międzymorza, czyli współpracy państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Mało kto dziś wspomina, że u jej gruntu leży właśnie antyrosyjskość, promocja ruchów wyzwoleńczych, czyli swoistych Majdanów, i rozpruwanie Imperium po szwach narodowościowych. Takiego Międzymorza nie poprą współczesne Węgry i wiele nacji regionu, którym zależy na dobrych relacjach z Rosjanami.

Przekuwanie sojuszu polsko-węgierskiego w pragmatyczną współpracę będzie tym trudniejsze, im bardziej rozchodzić się będą te kraje w podejściu do integracji europejskiej i stosunku do Rosji. No chyba, że czeka nas Budapeszt w Warszawie i rewizja polskiej polityki zagranicznej na kształt zmian wprowadzonych przez Wiktora Orbana na Węgrzech. Tu jednak stanie na przeszkodzie antyrosyjski rys polityki Kaczyńskiego. Zmiana linii byłaby trudna do zaakceptowania także z punktu widzenia elektoratu partii Prawo i Sprawiedliwość podnoszącej wciąż kwestię niewyjaśnionych przyczyn katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, brat-bliźniak Jarosława. Z tego względu Orban może być dla niego taktycznym „bratankiem”, ale prawdopodobnie nie zostanie nowym, strategicznym „bratem”.” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kaczyński, Orban – dwa bratanki? 

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i to: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? a także: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę.

„…Gdybym miał w obrazie odmalować ówczesną tragedię polityczną Kraju, przedstawiłbym naród w postaci pochodu, który z pieśnią na ustach, na przemian męczeńską i triumfalną, gnany jest przez siepaczy hitlerowskich w przepaść bolszewicką, a po bokach kroczące szpalery „autorytetów” konspiracji, pilnujących z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł.” – pisał Mackiewicz.

Jakkolwiek „siepaczy hitlerowskich” zastępują dziś szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele, a „przepaść bolszewicka” ma być zaledwie koleiną, wytyczoną politycznym „georealizmem” – obraz nakreślony przez pisarza powinien przerażać swoją aktualnością.

Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.

Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.

Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski, wkracza obecnie w kolejną fazę, w której Rosja i Niemcy mogą liczyć na wsparcie eurołajdaków i pełną współpracę ze strony „elit” III RP. Projekt Prusy Wschodnie – utrzymywania za wszelką cenę otwartej granicy z Kaliningradem, jest symbolem trwałości nowego przymierza i już dziś prowadzi do reaktywacji historycznych demonów. Z kolei, „awans” udzielony jednemu z wysokich przedstawicieli reżimu dowodzi, że cały aparat unijny zostanie zaangażowany w utrwalenie obecnego status quo i będzie zabiegał o utrzymanie Polski w orbicie Moskwy i Berlina.

W ostatnich latach przynajmniej kilkakrotnie mogliśmy dostrzec prawdziwe intencje „wolnego świata”. Entuzjazm, z jakim na Zachodzie powitano zwycięstwo wyborcze Platformy, w roku 2007 i 2011, nie wypływał przecież z troski o polskie sprawy i nie był efektem wysokiej oceny przymiotów politycznych i intelektualnych przedstawicieli rządu Tuska. Podkreślano przede wszystkim, że pragmatyzm nowej władzy pozwoli poprawić relacje z Rosją i wygasić „polską rusofobię”. To dlatego, natychmiast po tragedii smoleńskiej pojawiły się na Zachodzie głosy nawołujące do pojednania polsko-rosyjskiego, zaś niemieckie media nie ukrywały, że „napięcia pomiędzy Polską a Rosją oznaczają dla Berlina kłopoty”. Życzliwość komisarzy i polityków Zachodu, a w szczególności serdeczności Angeli Merkel, mają bardzo konkretny wymiar. W równym stopniu dotyczy on świadomości, że reżim III RP jest tworem wyjątkowo słabym i podatnym na unijne naciski, jak przekonania, że nie będzie on przeciwstawiał się Rosji ani tworzył przeszkód w realizacji polityki pojałtańskiej.

Warto sobie uświadomić, że po roku 1939, 1945 i 1989, kolejna data w polskiej historii nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych draństw, zdrady i zawiedzionych nadziei. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.

Byłoby fatalnie, gdyby Polacy odrzucili tę lekcję historii.

Zbyt łatwo zapomnieliśmy, że postawę Zachodu wobec Sowietów/Rosji wyznaczyły słowa Churchilla o gotowości „sprzymierzenia się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Tym diabłem był wówczas Stalin, mający obronić Europę przez Hitlerem-szatanem. Gdy „diabeł” wykrwawił „szatana” na ziemiach oddalonych od europejskich stolic, przyjęto dogmat, iż każdy, kto występuje przeciwko diabłu, będzie odtąd wrogiem cywilizowanej Europy. Rok 1989 i propagandowe ogłoszenie „upadku komunizmu” stanowił naturalną kontynuację tej mitologicznej postawy wobec „diabła”. Jego przejście na „stronę światłości” powitano jako ostateczne zwycięstwo nad szatanem totalitaryzmu i konsekwencję wspólnej walki z demonem – Hitlerem. Przyczyną tej zbiorowej mistyfikacji była m.in. konieczność moralnego usprawiedliwienia sojuszu z międzynarodowym komunizmem. Bez tego usprawiedliwienia, ideowa wykładnia wojny z Hitlerem, nie byłaby możliwa, albo co najmniej utrudniona. Dzięki niej, dokonano rozgrzeszenia hańby „ładu jałtańskiego”, zaaprobowano farsę procesu w Norymberdze i zapomniano komunistom zbrodnie ludobójstwa, przy których bledną wyczyny Hitlera.

…Wprawdzie historia przyznała rację Mackiewiczowi i obnażyła cynizm i nielojalność aliantów, to przecież pisarza skazano na zapomnienie i marginalizację. Tryumf zaś święcą mitomani, deliberujący o „zwycięstwie Polski w II wojnie światowej” oraz umacnianiu sojuszu z państwami Zachodu. Niezależnie – czy mówią dziś o „zakopywaniu Polski aż po sam czubek głowy, razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”, czy postulują „pogłębianie integracji europejskiej i budowanie polskiej pozycji w Unii Europejskiej” – reprezentują tę samą sektę utopistów i mistyfikatorów, którzy od dziesiątków lat niszczą nasze marzenia o niepodległości.

Trzeba wielkiego zaślepienia, by po doświadczeniach zaborów, wojen i 50-letniej okupacji – nie dostrzec klęski podobnych koncepcji.

Ich twórcy, nie tylko nie wierzą w potencjał Polaków i możliwość zbudowania silnej państwowości, ale porażeni własną niemocą, uczynili z naszego położenia geograficznego, najtrwalsze kajdany. Bo jeśli nie „współpraca” z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie „zbliżenie” z Zachodem, to moskiewski jasyr.

Przekleństwo georealizmu będzie nam ciążyć tak długo, jak długo dajemy wiarę, że Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle. cdn.” (Aleksander Ścios całość tu: NUDIS VERBIS – 1 Diagnoza)

podobne:  „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i to: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. oraz: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.

„…w roku 2013, po kilkuletniej przerwie spowodowanej „resetem” dokonanym 17 września 2009 roku przez prezydenta Obamę w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, Stany Zjednoczone powróciły do aktywnej polityki w Europie Wschodniej. Polska ponownie trafiła pod amerykańską kuratelę i ponownie podjęła się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, co objawiło się w postaci postępowania, polegającego na żyrowaniu przez Polskę w ciemno wszystkiego, co zrobią tamtejsi Umiłowani Przywódcy w rodzaju Arszenika Jaceniuka. Piotra Poroszenki, czy największej osobliwości w postaci Michała Saakaszwiliego. Kontynuacją tego było zadeklarowanie kijowskim dygnitarzom przez pana prezydenta Dudę 4 miliardów złotych pożyczki, żeby mogli sobie jeszcze przez jakiś czas z czego pokraść. Już mniejsza o to, w jaki sposób pan prezydent uzbiera taką sumę („nie mam głowy, jak ty to uzbierasz” – śpiewała Izabela Trojanowska), bo ważniejsze jest pytanie, czy jesteśmy skazani na bęcwalstwo, czy też z powrotu USA do aktywnej polityki w Europie Wschodniej Polska mogłaby uzyskać jakieś korzyści?

Skoro Polska już podjęła się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to byłoby bardzo niedobrze, gdyby tę rolę odgrywała za darmo – jak to było za prezydenta Kaczyńskiego. Polska – po pierwsze – powinna uzyskać od Stanów Zjednoczonych zapewnienie, że USA nie będą wywierały na Polskę żadnych nacisków w sprawie realizacji tak zwanych „roszczeń majątkowych”, jakie Żydzi wysuwają wobec naszego nieszczęśliwego kraju, a po drugie – że ponieważ Polska, wychodząc naprzeciw amerykańskim oczekiwaniom i podejmując się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, siłą rzeczy stała się państwem frontowym, to oczekiwalibyśmy, że USA potraktują Polskę tak samo, jak traktują inne państwo frontowe, to znaczy Izrael. W praktyce chodziłoby o finansową kroplówkę w wysokości 4 mld dolarów rocznie, plus udogodnienia wojskowe, z jakich korzysta Izrael. I jedna i druga sprawa ma żywotne znaczenie z punktu widzenia polskich interesów państwowych i uważam, że władze polskie powinny starać się uczynić z tego probierz jakości stosunków amerykańsko-polskich. Postępowanie przeciwne oznaczałoby polską zgodę na instrumentalne traktowanie naszego państwa, a byłoby niedobrze, gdyby politycy amerykańscy przyzwyczaili się, że Polskę nie tylko można, ale tak właśnie trzeba traktować.

Wprawdzie sojusz amerykańsko-polski ma wszelkie znamiona sojuszu egzotycznego (polega on na tym, że jeśli jeden sojusznik traci niepodległość, to drugi może nawet tego nie zauważyć), ale o ile tej egzotyki nie możemy wyeliminować z uwagi na okoliczności obiektywne, to przecież możemy ją zmniejszać przez odpowiednie postępowanie, w którym również Polonia amerykańska mogłaby oddać Polsce wielką przysługę. Warto zwrócić uwagę, że zapowiedzi rozlokowania m.in. na terenie Polski amerykańskiego wojska „w sile brygady pancernej”, czy urządzenie tu amerykańskich magazynów ciężkiej broni, to nie to samo. Ani bowiem te wojska nie będą podlegały polskim władzom, tylko będą wykonywały rozkazy przywódców amerykańskich, ani broń tu zmagazynowana nie będzie mogła być wykorzystana przez Polskę bez zgody jej właścicieli. Dlatego Polska jest zainteresowana modernizacją WŁASNYCH sił zbrojnych, które nie tylko stanowią element sił zbrojnych NATO, ale w dodatku są rozlokowane na wschodnim skraju obszaru obrony Paktu Atlantyckiego. Ich wzmocnienie leży zatem w interesie wszystkich członków NATO, a jednocześnie wychodzi naprzeciw polskim interesom państwowym. I tylko takie zgrywanie interesów Paktu Atlantyckiego z polskimi interesami państwowymi pozwoli Polsce na uzyskiwanie korzyści z faktu uczestnictwa w NATO.

Obecne podróże pani premier Beaty Szydło, prezentowane przez życzliwą państwową telewizję jako dyplomatyczna ofensywa, stwarzają dobrą okazję do zastanowienia się nad jeszcze jedną sprawą, a mianowicie – powrotem do Heksagonale – jednak uzupełnionego i poprawionego…

…Chodzi oczywiście o tak zwane „Międzymorze”, to znaczy Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Słowenię, Chorwację, Serbię, Rumunię i Bułgarię – a więc państwa leżące między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zamieszkuje je ponad 80 milionów ludzi, a więc mniej więcej tylu, ilu w samych Niemczech. Międzymorze nie stanowiłoby więc zagrożenia dla nikogo, natomiast mogłoby spełniać rolę sojuszu realnego dla swoich uczestników pod warunkiem uniknięcia błędu popełnionego podczas poprzedniej próby pod nazwą „Heksagonale”, która nie miała dostatecznie silnego lidera, czy ściślej – protektora. O tym właśnie pisał m.in. we wspomnianym artykule Jan Nowak-Jeziorański – że „ze Stanami Zjednoczonymi na czele”. Brak tego protektora sprawił, że Niemcy z łatwością tę inicjatywę storpedowały i próżnię polityczną, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji stamtąd sowieckiego imperium, zaczęły wypełniać poprzez rozszerzanie na wschód Unii Europejskiej, której były niekwestionowanym politycznym kierownikiem. W tej sytuacji współpraca polityczna w ramach Grupy Wyszehradzkiej, powinna być m.in. skierowana na przekonywanie polityków amerykańskich do koncepcji Międzymorza nie tylko jako zapory przed ewentualną rosyjską ekspansją w kierunku zachodnim, ale również jako przeciwwagi dla strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które miałoby wyznaczać ramy polityki europejskiej. Wydaje się, że obecna sytuacja sprzyja powrotowi do tamtej – ale uzupełnionej i poprawionej – koncepcji. Polska polityka zagraniczna uzyskałaby wtedy perspektywę szerszą niż dotychczasowe zadaniowanie starych kiejkutów – a to byłaby niewątpliwie „dobra zmiana”. (Stanisław Michalkiewicz – Szumią morza trzy)

podobne: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej  polecam również: Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu  oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„…Kacper Kujawski: Czy uważa pan że w obecnych realiach geopolitycznych jest realne utworzenie intermarium – ta perspektywa jest ostatnio trendem w myśli amerykańskiej polityki zagranicznej jako osłabienie tandemu Rosja – Niemcy.

Nie tylko realne, ale i docelowo konieczne. Rzecz w tym, kto będzie tym międzymorzem rządził? Czy będzie to rzeczywista reaktywacja Wielkiej Rzeczypospolitej (czego nieodzownym momentem musi być podniesienie Korony polskiej), czy też ukonstytuowanie się „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym” od Odessy, Konstancy i Kiszyniowa do Wrocławia i Szczecina – ? Uwaga: sytuacji nie ułatwia fakt, że to drugie będą nam zapewne sprzedawać właśnie w opakowaniu propagandowym „polityki jagiellońskiej” – wmawiając przy tym naiwnym słuchaczom, że jej istotą jest rzekomo „wielokulturowość”. Pamiętajmy więc, że „wielokulturowość”, owszem, w sensie respektowania staropolskich reguł nieingerencji państwa w sprawy prywatne: „wolnoć Tomku, w swoim domku”. Ale co innego sprawy publiczne, w których rządzić będą albo zasady cywilizacji łacińskiej wywiedzione z katolickiego personalizmu, albo kolektywistyczny trybalizm.

Wszelkie przymierza, ma się rozumieć, muszą być oparte na wspólnocie interesów. Róbmy więc dobre interesy z kim się tylko da. Zastrzegam, że moje suygestie nie zakładają gwałtownego zrywania jakichkolwiek kontaktów, które już działają. Ale trzeba wszystko widzieć we właściwych proporcjach. Warto np. zauważyć, że jeśli już o interesy chodzi, to np. z USA mamy wymianę handlową na tym samym poziomie, co z Belgią – więc, z całym szacunkiem, nie tu jest klucz do naszego wzrostu gospodarczego. Gdzie go zatem szukać? Przede wszystkim: znieść żelazną kurtynę, którą pod dyktando UE i USA utrzymujemy na naszej wschodniej granicy – należy do tego dążyć ze wszystkich sił, a przemawiają za tym wszelkie względy ekonomiczne i geostrategiczne. Mówiłem o tym wielkokroć, nie powtórzę tu kompletnej argumentacji – ale w najbliższym otoczeniu to Białoruś (!) jest ostatnim otwartym jeszcze dla nas oknem możliwości. Jeśli mamy kiedyś doprowadzić do nowego otwarcia w kontaktach z Moskwą – to właśnie via Mińsk. Oczywiście prezydent Łukaszenka musiałby najpierw zobaczyć, że ma w Warszawie z kim rozmawiać – co po latach odrzucania wszelkich ofert z jego strony i retransmitowania przez nas na Wschód demokratycznego frazesu nie będzie wcale takie oczywiste. Oczywiście jest Budapeszt. Ale trzeba budować dłuższą oś: droga do Mińska wiedzie być może przez Ankarę z jednej, a Sztokholm z drugiej strony. Aby obronić nasza suwerenność musimy szukać wyjścia z pułapki geopolitycznej w jakiej tkwimy od stuleci. Pilnie należy zacząć wykorzystywać wszelkie możliwości w relacjach handlowych z Chinami. Obsługa europejskiej końcówki „nowego szlaku jedwabnego” to wspaniała perspektywa – nic dziwnego, że wszyscy inni chcieliby czerpać z tego profity (to nb podstawowa współczesna przesłanka koncepcji „kondominium” na naszym terytorium)…” (Grzegorz Braun, całość w wywiadzie dla Polskiego Piekiełka)

„…Projekty Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS) oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji (AIIB) stały się punktami uwagi dla praktycznie wszystkich krajów na świecie. Nowy Jedwabny Szlak doskonale wpisuje się również w koncepcję Międzymorza w Europie Środkowo-Wschodniej… 

Nowa koncepcja skupia się przede wszystkim na Ukrainie, Białorusi i Litwie, jako hubie łączącym Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym i praktycznie całkowicie pomija Polskę oraz Rosję. W takim układzie, rozwiązanie to najbardziej uderza jednak w interesy Polski. Ukraińska megalomania umieszcza ponownie dzikie pola w sercu Europy zapominając, że dla Chin priorytetem jest wymiana handlowa z Europą, a nie z państwami byłego ZSRR. Następstwem takiego procesu jest z kolei apel ukraińskich władz o większe zaangażowanie Niemiec i Chin w procesy gospodarcze na Ukrainie oraz wsparcie rozwoju infrastruktury. Nie trzeba tutaj dużej wyobraźni, aby zrozumieć, że historia zatacza tutaj właśnie duże koło i niedługo może się okazać, że perspektywa współpracy Niemcy-Rosja-Ukraina-Chiny będzie wyjątkowo kusząca dla nowych władz Ukrainy…

…Bardzo ciekawa jest ukraińska koncepcja połączenia Nowego Jedwabnego Szlaku z państwami Unii Europejskiej. Nie biegnie ona bowiem, jak dotychczas przez Lwów do Polski, lecz na północ w kierunku Białorusi. Prowadzi przez Mińsk i Wilno aż do litewskiego portu w Kłajpedzie. Jest to właśnie wschodni projekt Międzymorza bez udziału Polski. Historycznie rzecz ujmując – jest to powstanie Wielkiego Księstwa Litewskiego (dzięki wsparciu Chińskiej Republiki Ludowej), w jego pierwotnych granicach, czyli od Bałtyku i Żmudzi przez Galicję Wschodnią aż po Odessę. Pierwsze sygnały dotyczące takiej koncepcji już wiele lat temu wysyłał Aleksander Łukaszenka.

Koncepcja ta, w której Ukraina staje się hubem, komplikuje teoretycznie eksport do Unii Europejskiej. Jednakże projektantom nie zabrakło tutaj wyobraźni. Pojawiły się nawet delikatne sugestie, że w najbliższym czasie możliwa jest również zmiana granic na Pomorzu oraz Śląsku. Ukraińcy wskazują, że póki co – na Ukrainie nie ma sił politycznych nawołujących do zwrotu Lwowa do Polski – natomiast w Polsce działa liczna partia „Autonomii Śląska”, której celem jest „powrót do Niemiec”. Nie będę tutaj oceniał ile jest w tym kłamstwa, a ile prawdy, lecz uznam, że bezsporny jest fakt, iż prowadzenie „polityki historycznej” i rewizjonistycznej, to broń, która ścina w obu kierunkach. W realnej perspektywie rozpadu Unii Europejskiej takie mechanizmy polityczne oraz kolorowe rewolucje wspierane z zewnątrz – powinny być szczególnie poważnie potraktowane. Ewentualne zmiany geopolityczne miałyby nastąpić w okolicznościach rozpadu Unii Europejskiej, co stawiałoby gospodarkę Niemiec w centrum nowego układu sił w Europie Zachodniej. Nowe granice i nowy rozkład linii transportowych umożliwiałby nie tylko połączenie drogą morską, lecz również drogą lądową od Wilna do Kaliningradu oraz w kierunku Hamburga.

Nie jest to niestety pierwszy objaw ukraińskiej megalomanii i nacjonalizmu, gdzie punktem odniesienia dla interesów Ukraińców jest współpraca ukraińsko-niemiecka, kosztem dobrych relacji z Polską. Z tych koncepcji wynika bowiem jasno, że Ukraina przedkłada współpracę z Niemcami i Białorusią z całkowitym pominięciem Polski(Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Ukraina proponuje Międzymorze bez Polski

podobne: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło  a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.

„…Anglia nie ma wiecznych wrogów, ani wiecznych przyjaciół, ale za to ma wieczne interesy. Polacy też mają swoje interesy i właśnie od ich respektowania zależy nasz dobrobyt i samo istnienie. Ale te interesy trzeba jasno wyartykułować.

pytanie USA czy Chiny jest zasadne – pod warunkiem zachowania własnej podmiotowości. Ktoś powie, że to pomylony pomysł, bo interesy USA i Chin się wykluczają, a my jesteśmy zbyt słabi. To prawda, że wykluczają, ale nie na terenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, która oddziela Niemcy od Rosji. Tę ścianę, lub współcześnie – mur, chcą zbudować Amerykanie i Chińczycy. Jeżeli Niemcy oficjalnie piszą o polsko-amerykańskiej zmowie, to musi ona już mieć realne kształty. Ponadto działania polskiego rządu wskazują na takie poparcie. I niezależnie od politycznej opcji należy „kuć żelazo póki gorące”. Jak mawiał Piłsudski, stwarzać fakty dokonane.

Przy tak zarysowanym planie musi pojawić się pytanie, jaką cenę ma takie poparcie? Do czego więc Polacy się zobowiązali wobec Amerykanów, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że w polityce nic nie ma za darmo. A skoro tak jest, a interes Amerykanów i Chińczyków na terytorium Polski pokrywa się z naszym, to może warto przyjąć propozycję chińską 16+1 i w ten sposób wzmocnić swoją pozycję przetargową wobec nie tylko Europy Środkowo-Wschodniej, ale również wobec Rosji i Niemiec, a także samych Amerykanów i Chińczyków.

…Oczywiście takie rozwiązanie będzie budziło opór Rosjan, Niemiec, ale również i USA. Ale z Amerykanami to nie my powinniśmy negocjować, lecz Państwo Środka, które jest zainteresowane wzmocnieniem Europy Środkowo-Wschodniej – oczywiście dla swoich celów. Ale te cele, warto przypomnieć, że w wyjściowej pozycji pokrywają się z naszymi. Dlaczego nie mamy skorzystać z okazji i wejść na drogę ku lepszej Polsce, tym bardziej, że w amerykańskiej świadomości dyplomatycznej już żyje wizja Polski, jako lidera Europy Środkowo-Wschodniej. Stworzył ją Stratfor, prywatna agencja wywiadu George’a Friedmana. Siła tej koncepcji będzie zależała od siły poparcia państw tego regionu.

Polska chcąc obronić swoją godność i wolność, musi wcześniej wejść w odpowiednie sojusze odporowo-obronne i wyłonić z siebie elity na odpowiednim poziomie, które potrafią myśleć po polsku, wyczuć odpowiedni moment i zastosować odpowiednią taktykę. Koncepcja „z nikim” nie oznacza samodzielnie lub samotnie. (Ryszard Surmacz • wpolityce.pl całość tu: WSTAJEMY Z KOLAN I NIE MAMY DROGI ODWROTU)

podobne: „Między Niemcami a Rosją”, czyli Polska niepodległa w trzech scenariuszach  i to: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy? a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ.

„…12 lutego 2016 roku w Monachium weszliśmy w nową erę. Tak jak XX wiek rozpoczął się od upadku potęgi Europy kontynentalnej i zakończył ostatecznie epokę imperializmu kolonialnego, tak XXI wiek rozpoczyna się od upadku chrześcijaństwa i zakończy się upadkiem całej zachodniej cywilizacji.

Konferencja w Monachium przejdzie do historii podobnie jak konferencje w Teheranie, Jałcie czy Poczdamie. Nieoficjalne doniesienia mówią o tym, że Stany Zjednoczone porozumiały się z Rosją w sprawie podziału stref wpływów w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W zamian Rosja zobowiązała się do pohamowania rozwoju gospodarczego Chin w Kierunku Europy, poprzez blokadę wszystkich projektów transportowo-lądowych, w tym Nowego Jedwabnego Szlaku. Jednocześnie Niemcy potwierdziły swoje zaangażowanie we wsparcie gospodarcze dla Rosji i zagwarantowały odbiór gazu i innych surowców rosyjskich przez następne dekady. Mniej więcej w tym samym czasie zniesiono sankcje gospodarcze dla Białorusi, co de facto umożliwiło zniesienie sankcji na Rosję, gdyż teraz jej towary będą płynąć przez Białoruś z nowymi etykietami. Innymi słowy, Stany Zjednoczone zdecydowały się również zrekompensować Niemcom i Rosji straty materialne związane z izolacją Chin poprzez oddanie wolnej ręki w Europie Środkowo-Wschodniej oraz odstąpieniem od dalszego wsparcia Turcji na Bliskim Wschodzie.

Ustalenia i umowy w zakresie nowego ładu na świecie odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Podczas, gdy mocarstwa światowe ustalały podział swoich stref wpływów – polscy politycy topili się w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. W nowym układzie sił gwarantem stabilizacji są Stany Zjednoczone, Niemcy i Rosja. Natomiast najbardziej poszkodowane i pominięte są trzy kraje: Polska, Turcja i Chiny. Pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Rumunia, Czechy, Węgry i Słowacja – nie były praktycznie w ogóle brane pod uwagę jako istotne elementy rosyjskiej strefy wpływów.

Ktoś, kto był obecny na konferencji w Monachium mógł odnieść wrażenie, że cofnął się w czasie o 25 lat. Była to konferencja, na której nieustannie obecne były takie hasła jak: walka z terroryzmem, nowa zimna wojna, nowy układ sił, Syria, Turcja, Irak, ISIS. Najbardziej wyeksponowanymi elementami wyposażenia były flagi USA, Rosji, Niemiec i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Polityków Europy Środkowo-Wschodniej celowo ustawiono na świeczniku w centrum dyskusji z osobami o trzeciorzędnym znaczeniu. Kluczowe decyzje podejmowane były za zamkniętymi drzwiami.

Nowy układ sił zakłada, że Rosja zapewni spokój w Syrii i w Iranie, natomiast USA zapewnią spokój w Iraku i jego peryferiach. Jednocześnie Rosja otrzymała wolną rękę w regionie Europy Wschodniej (były bufor ZSRR), w zamian za dopilnowanie, aby Nowy Jedwabny Szlak nigdy nie powstał. USA będą blokować morskie drogi rozwoju Chin, a Rosja będzie blokować lądowe drogi rozwoju Chin. Rosja zobowiązała się do odstąpienia z agresywnej polityki wobec Japonii, natomiast USA skasowały wszystkie swoje projekty w Europie Środkowo-Wschodniej. Nigdy w Polsce nie powstaną amerykańskie bazy i nigdy w Polsce nie będzie stałej obecności wojsk NATO z USA lub Europy Zachodniej.

Zaskoczeni?

Gdzie jest tarcza antyrakietowa? Gdzie jest szpica NATO? Zamiast wielkich projektów pozostały do dzisiaj wielkie, puste obietnice. Zbliża się do końca druga kadencja Baracka Obamy i poza wspólnymi ćwiczeniami kilku tysięcy żołnierzy – nie wprowadzono ŻADNYCH rozwiązań, które mogłyby zapewnić nam bezpieczeństwo przed Niemcami lub Rosją… 

…Amerykanie mają jedną, bardzo prostą zasadę, którą kierują się w polityce i bezpieczeństwie: biznes…” (Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Zdrada w Monachium

…Pan Różyński zwraca uwagę na dość przykre ale rzeczywiste fakty, które wynikają choćby z obserwacji tego co się stało na Ukrainie (doszło tak naprawdę do rozbioru tego kraju) i tego co się dzieje w Syrii, gdzie doszło do zaangażowania się sił zewnętrznych w jej sprawy wewnętrzne, i gdzie na jej granicy „doszło do powstania” tzw. „państwa” islamskiego”, które stało się dla USA i Rosji pretekstem do „bohaterskiej” interwencji. Pomimo oficjalnej wrogości między USA i Rosją, oba kraje już od dłuższego czasu działają jakby w cichym porozumienia na obu kierunkach/frontach (kosztem wspomnianych państw) w których wewnętrzne sprawy mocno się zaangażowały. To ciche porozumienie spowodowane jest moim zdaniem „zagrożeniem” jakie dla swoich interesów obie strony widzą w osobie nowego hegemona na międzynarodowej scenie politycznej – Chin. Polska jak zwykle jest tu tylko pionkiem, który jedna strona chętnie poświęci dla zadowolenia drugiej, żeby tylko uratować ważniejsze figury na szachownicy, czyli własny interes. W tej sytuacji uważam że powinniśmy jak najszybciej otworzyć swój rynek interesów na Chiny (i nie mam tu na myśli ścisłej współpracy politycznej ani militarnej).

Uważam że w obecnym niekorzystnym układzie dogadywania się USA z Rosją ponad naszym interesem, tylko w sytuacji kiedy ktoś spoza tandemu Rosja/USA będzie miał u nas swój żywotny interes, wspomniane państwa będą zmuszone podbić własną ofertę by zjednać sobie Polskę i zacząć ją traktować jako ważnego partnera w kontaktach bilateralnych. Kierując się logiką opartą o zasadę konkurencji – skoro wszyscy widzą w Polsce geopolitycznie strategiczny klucz do rozgrywek w Europie, to właśnie tym powinniśmy grać. Nie tylko z USA, ale również z Rosją i Chinami. Skoro Amerykanie nie kierują się wobec nas sympatiami a wyłącznie własnym interesem (i dość na to przykładów), to dziwię się że mimo tej świadomości tak chętnie poświęcamy dla nich własną rację stanu, tym bardziej kiedy USA co i raz oddaje Polskę rosyjskim wpływom. Uważam że nie warto w ciemno (i za darmo) iść za USA kiedy tylko im to pasuje. Zwłaszcza że do tej pory niczego w zamian nie otrzymaliśmy, a kolejny raz wymachujemy papierowymi gwarancjami ryzykując konflikt zbrojny z sąsiadem, podczas gdy USA notorycznie odmawia nam baz wojskowych i broni antyrakietowej. Nie wspominając o tym że jesteśmy ciągle energetycznie uzależnieni od Rosji.

Faktem jest że Chiny mając w planach projekt gospodarczy pod nazwą „jedwabny szlak” (Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku), widzą w nim Polskę jako istotny kraj tranzytowo przeładunkowy dla swoich towarów. Być może gdyby zainwestowały w infrastrukturę, tudzież otworzyły u nas filie swoich firm, zmieniłaby się optyka postrzegania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Chodzi o to żeby Chiny miały u nas swój kawałek tortu, i to na tyle duży żeby Rosja i USA zastanowiły się czy warto destabilizować kraj w którym ktoś taki jak Chiny ma swoje żywotne interesy.

W międzyczasie dobrze by było gdyby PIS zmienił swoją politykę wewnętrzną. Zamiast zadłużać kraj, podnosić podatki, zmuszając w ten sposób Polaków do emigracji, trzeba uwolnić potencjał naszego narodu, który bogacąc się mógłby udźwignąć koszt utrzymania silnej i o wysokim morale armii. Tyle że od bandy socjalistów o lepkich łapach na pieniądze obywateli nie da się tego wymagać. Czeka nas zatem powolne zwijanie się narodu (zwłaszcza jak dziura w ZUSie zacznie pochłaniać wszystkie daniny publiczne) w którym będzie narastać frustracja wobec „elit” politycznych i coraz większe rozczarowanie krajem. Czeka nas degrengolada gospodarcza, antypatriotyczna i moralna, bo urządzanie spędów/wieców z racji katastrofy smoleńskiej to za mało żeby wyzwolić w Polakach miłość i oddanie dla kraju. Obstalowanie bezrobotnych z własnego zaplecza politycznego na czyszczonych po POprzednikach stanowiskach to nie jest ten cud gospodarczy na który czekają miliony rodaków w Polsce i za granicą, a 500 + tylko przyspieszy załamanie się finansów państwa.

Jakkolwiek się potoczą zakulisowe ustalenia w Monachium, i czy rzeczywiście Polska została (nie)jawnie sprzedana przez USA Rosji w zamian za jej pozyskanie do szachowania rozwoju Chin, tak w niczym nie zmienia to faktu że obok „zdrady” Amerykanów mamy przede wszystkim problem z Rosją, która ciągle traktuje Polskę jako „swoją zagranicę” i raz za razem podnosi lament kiedy Polska próbuje budować swoje bezpieczeństwo w oparciu o USA. Tylko ślepiec może nie widzieć tego, że choć Rosja pogardliwie odnosi się do naszej zależności od USA, to bardzo chętnie widziałaby środek ciężkości zależności naszego kraju we własnych łapach.

Proszę zwrócić uwagę również na to że choć rusofilskie środowiska traktowały i prezentowały Rosję w oczach opinii publicznej jako ostatnią linię obrony przed „NWO”, to Rosja po raz kolejny pokazała że jej „sprzeciw” i „opór” przeciwko temu projektowi był wyłącznie grą, by wywalczyć dla siebie jak najlepszą pozycję w nowym rozdaniu (o czym więcej tu: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). Rosja weźmie udział w każdym korzystnym dla niej układzie jeśli się jej tylko dobrze zapłaci (albo zrekompensuje koszty)… (Odys)

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.  i to: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. a także: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka?  polecam również: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Tania ropa: dla jednych szansa dla innych kłopot, petrolandy walczą o przetrwanie. Nord Stream 2 kontra dywersyfikacja, który projekt upadnie? Połączenie elektroenergetyczne z Litwą rozpoczyna pracę. Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej.


petrodolar (dolar, ropa)

*

„…kraje Zatoki Perskiej nie zmniejszają eksportu ropy. Liderem strategii walki o rynek jest największy eksporter kartelu OPEC, czyli Arabia Saudyjska…

Pozwala to Saudyjczykom na dalszą walkę o rynek przy użyciu niskiej ceny z rywalami jak USA i Rosja. Obawiają się oni, że obniżenie eksportu zwiększyłoby rentowność wydobycia w Ameryce Północnej i utrudniło wojnę cenową. Ponadto, zmniejszenie presji na rynek stworzyłoby lukę, którą szybko mógłby wypełnić Iran, z którego USA i Unia Europejska zniosły sankcje, co umożliwiło jego powrót do eksportu surowca na Zachód. Rijad ma również wątpliwości, czy ograniczenie wydobycia przy znacznej nadpodaży na rynku miałoby w ogóle wpływ na cenę surowca.

Za ograniczeniami opowiadają się najbardziej dotknięte obniżką cen kraje OPEC na czele z Wenezuelą, która wezwała do zwołania kryzysowego spotkania karteli….

„…Rosja jest przeciwnikiem cięć wydobycia, bo nie wierzy w ich skuteczny wpływ na ceny ropy. Sieczin wskazywał także, że nagła zmiana pracy może zaszkodzić infrastrukturze wydobywczej w jego kraju.

Przeciwko cięciom opowiada się także Iran, któremu zależy na szybkim odzyskaniu udziałów na rynku europejskim, z którego wypchnęły go sankcje ONZ. Obecnie zostały one zniesione, a Teheran planuje podbój rynku. Zainteresowanie jego surowcem sygnalizowali nie tylko importerzy z Europy Zachodniej, ale także polski PKN Orlen, szukający nowych możliwości dywersyfikacji dostaw.

Porozumienie w sprawie cięć uprawdopodobniają z kolei problemy budżetowe spowodowane taniejącą ropą naftową. Kraje uzależnione od jej eksportu zużywają rezerwy walutowe, wprowadzają cięcia wydatków i sprzedają obligacje. Rozważają także różne formy prywatyzacji.

Na Zachodzie kolejne firmy naftowe notują straty, nie wyłączając gigantów, jak BP i Exxon Mobil. Agencja Standard & Poor’s obniżyła ratingi kredytowe dla Chevrona, Exxon Mobil, Continental Resoruces, Southwestern Energy i Hess. Spadł także rating europejskiego Shella. Nie ma to jednak wpływu na budżety krajów zachodnich, które nie są uzależnione od sprzedaży ropy naftowej.

Na podobną niezależność liczy Iran. To petrostate planuje zdywersyfikować gospodarkę poprzez inwestycje w eksport innych towarów. – Oczywiście spadek cen ropy to dla nas presja, ale poza tym postrzegamy go jako szansę – powiedział prezydent Hassan Rouhani w państwowej telewizji. Gotowość do podobnej przemiany deklaruje Arabia Saudyjska, która w budżecie na 2016 rok wprowadziła istotne cięcia ograniczające subsydia dla obywateli opłacane petrodolarami…

…Rosjanie planowali budżet na 2016 rok uzależniony od średniej ceny baryłki na poziomie 50 dolarów. Tymczasem w styczniu jej wartość spadła na chwilę poniżej 30 dolarów i oscyluje wokół tego poziomu. To zagrożenie dla wydatków państwa, jednak w celu utrzymania stabilności politycznej, która dla reżimu Władimira Putina jest najważniejsza, Rosjanie nie zdecydują się na reformy strukturalne. Będą dalej zużywać rezerwy walutowe i pozbywać się sreber rodowych, czyli akcji najważniejszych spółek. Te trafią i tak w ręce wybranych ludzi z otoczenia grupy trzymającej władzę…”

podobne: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy? oraz: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? i to: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu.  

„…Prywatyzacja rosyjskiej własności państwowej będzie się odbywać w trudnych warunkach, w obecnej sytuacji fiskalnej. Nie może być odkładana – powiedział minister rozwoju ekonomicznego Aleksiej Uljukajew.

W latach 2014-2015 rynek zaczął tracić, a obecnie czekamy na poprawę sytuacji. Wiemy już, że czas na działanie i nie ma na co czekać. Sytuacja fiskalna jest krytyczna. Nie należy spodziewać się szybkiej poprawy. To zmusza nas do przeprowadzenia jak najbardziej efektywnych transakcji na wyjątkowo nieprzyjaznym rynku – przyznał minister.

W tym kontekście Uljukajew przedstawił optymistyczną puentę. Jego zdaniem udane prywatyzacje z lat 2011-2013 dają nadzieję na powodzenie w 2016 roku.” 

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze!

„…Gazeta Kommiersant dotarła do szacunków makroekonomicznych rosyjskiego ministerstwa finansów, z których wynika, że plan kryzysowy w budżecie na 2016 rok jest możliwy do utrzymania przy średniej cenie ropy naftowej na poziomie 40 dolarów. Jeżeli średnia cena surowca spadnie średnio do 25 dolarów za mieszankę rosyjską Urals, budżetu nie uda się domknąć, a państwo zbankrutuje…

Zdaniem gazety dotąd nie ma planów budżetowych na ewentualność obniżki średniej ceny Urals do 25 dolarów za baryłkę. Przy takiej cenie deficyt ma znacznie przekroczyć poziom 5,1 procent PKB i wynieść według Kommiersanta 6-7 procent. Wymuszałoby to dalsze cięcia i obniżkę świadczeń dla obywateli Rosji. To z kolei oznaczałoby kolejne uderzenie w wzrost gospodarczy kraju, większy wzrost inflacji, spadek inwestycji i zysków z handlu.

W ramach walki z kryzysem rząd zamierza skorzystać z rezerw. Przy cenie 40 dolarów za baryłkę z Funduszu Bogactwa Narodowego, w którym obecnie znajduje się 3,7 bln rubli, w 2016 roku ma zniknąć 2,1 bln. Prywatyzacja ma zapewnić 873 mld rubli. Przy cenie 25 dolarów za baryłkę deficytu budżetowego nie uda się pokryć z rezerw rządu. Wtedy konieczne będą dodatkowe środki. Z tego właśnie względu rząd rozważa podwyżkę podatku od wydobycia ropy w 2017 roku…”

podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji. a także: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach

„…Ze względu na niską rentowność, rosyjskie firmy wydobycie na istniejących odwiertach, ale nie podejmują nowych. – Nowe projekty, które mogłyby przynieść zysk za 10, 15 lat, zostały praktycznie zamrożone. – Z tego względu istnieje ryzyko szybkiego zczerpania eksploatowanych już złóż. Zużycie ich bez szans na zastąpienie wydobycia nowymi odwiertami to tykająca bomba – ocenia Michaił Krutuchin, analityk Moscow Carnegie Center. – Początek szybkiego spadku wydobycia może się zacząć na koniec 2016 roku lub na początku 2017 roku. Z prognoz firm naftowych wynika, że spadnie ono z 534 mln ton w 2015 roku do 297 mln w 2035 roku.

Ten proces pogłębiają sankcje USA i Unii Europejskiej odcinające spółki od finansowania oraz technologii. Problemem może być jednak także kryzys budżetowy. Według różnych szacunków Rosjanom wystarczy rezerw na finansowanie budżetu do 2017 roku.

Podobnie jest z Arabią Saudyjską. Receptą na wypełnianie luki dochodów z ropy naftowej jest zużywanie rezerw budżetowych.Ropa naftowa zapewnia około 70 procent dochodów Królestwa. Ma ono jednak jeszcze 630 mld dolarów rezerw finansowych, które wydają w tempie 5-6 mld miesięcznie – podaje New York Times. Wprowadziło także cięcia subsydiów dla obywateli, m.in. w postaci podwyżki dotowanych cen benzyny. Rozważana jest również prywatyzacja części aktywów, w tym perły w koronie, czyli Saudi Aramco.

Chociaż życie z oszczędności pozwala Saudyjczykom na dalszą walkę o rynek ropy z konkurencją z USA i Rosji, to zagraża stabilności gospodarczej kraju. W kuluarach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos krążyła plotka o tym, że Rijad może uwolnić kurs riala w stosunku do dolara. Oto jak kryzys cen ropy zamienia się w kryzys budżetowy, a ten w kryzys gospodarczy. W BiznesAlert.pl pisaliśmy o ryzyku efektu domina na rynku walut krajów Zatoki Perskiej. Uelastycznienie kursu wprowadziły już Kazachstan i Azerbejdżan. Ten drugi kraj stanął przed widmem bankructwa.

Jeżeli w 2017 roku rozpoczną się kryzysy budżetowe krajów naftowych, w tym tych z Bliskiego Wschodu, możliwe są wojny, po które sięgają reżimy w ostateczności, gdy chcą skonsolidować społeczeństwo wokół przywódcy. Mogą wybrać izolację i poszukiwania nowego socjalistycznego modelu niezależnego od czynników zewnętrznych. Możliwe też jednak, że po raz kolejny, jak bywało w przeszłości, zwrócą się o pomoc do Zachodu. Wtedy okaże się gdzie leży zapomniany środek ciężkości światowej gospodarki.

Przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego odwiedzą Azerbejdżan, by omówić warunki możliwej pożyczki na 4 mld dolarów. Ma ona wykluczyć ryzyko bankructwa tego kraju w wyniku spadku cen ropy naftowej.

Spadek cen ropy naftowej uderzył w wartość walut krajów naftowych. MFW i BŚ szacują, że z tego względu w Ameryce Południowej możliwa jest największa recesja od lat. Zwrócenie się o pomoc do MFW rozważa nawet komunistyczna Wenezuela.

…Bank Światowy przewiduje, że w tym roku średnia cena baryłki wyniesie 37 dolarów, co będzie miało długofalowe konsekwencje. Ostrzegł, że spowolnienie gospodarcze w Chinach i innych gospodarkach potrzebujących ropy, może się pogłębić, co dodatkowo zwiększy presję na spadek cen.

Jeżeli podsumować perspektywy rozwoju gospodarczego na świecie, to nie można liczyć na rozwijające się kraje uzależnione od ropy, ani na Chiny, które są jej głównym kupcem. Motorem rozwoju gospodarczego będą te państwa, które zyskują na taniej ropie naftowej i inwestują w innowacje. Koniunktura może zatem wrócić do Europy i Stanów Zjednoczonych, pod warunkiem, że okres taniej ropy zostanie wykorzystany do wsparcia rozwoju przemysłu oraz nowych technologii…”

podobne: Andrzej Szczęśniak: Jak powstały petrodolary. oraz: Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce (Rosja gotowa poszerzyć współpracę). „Co smuci Polaków, to cieszy Turków”.

**

Co do samej Rosji, to na jej problemy z ropą zaczyna się nakładać niepewna dla rosyjskiego gazu sytuacja na rynku europejskim… (Odys)

„…Komisja prowadzi śledztwo antymonopolowe przeciwko Gazpromowi, w toku którego wysunęła już oskarżenie o nadużycia na rynku Europy Środkowo-Wschodniej, także polskim, gdzie Rosjanie są dominującym dostawcą. Bruksela oceniła, że koncern wprowadzał nieuczciwe ceny, blokował wolny przepływ gazu między rynkami i uzyskiwał nieuprawniony wpływ na lokalną infrastrukturę. Rosjanie odrzucają te oskarżenia i prowadzą dialog, w którym pragną przekonać Komisję do swoich racji.

Z informacji FAZ wynika, że Komisja Europejska zamierza pozyskać wszelkie dostępne informacje na temat relacji europejskich spółek z Gazpromem i poddać je rygorystycznej ocenie. Ma chodzić o kontrakty dłuższe niż na rok i opiewające na wolumen większy, niż 40 procent zapotrzebowania danego kraju. Według niemieckiej gazety projekt Nord Stream 2 spełnia to kryterium. FAZ przypomina, że KE chce być informowana o zapisach umów na dostawy gazu jeszcze przed ich podpisaniem. Ocenia, że przeciwko powyższym rozwiązaniom prawdopodobnie będą występować Niemcy. Popierają je Polska i inne kraje w dużym stopniu polegające na dostawach rosyjskiego gazu…”

podobne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. oraz: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności. i to: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami.

„…Ukraina domaga się nie tylko rewizji projektu gazociągu Nord Stream 2 w zgodzie z prawem unijnym, ale zablokowania go w ogóle. Premier Słowacji ocenił, że projekt jest wymierzony przeciwko Ukrainie i polityce dywersyfikacji źródeł dostaw prowadzonej przez Unię Europejską. – Jesteśmy z Ukrainą na jednym szlaki i będziemy kontynuować wspólną walkę z tym projektem – zadeklarował Lajczak.

Michaił Korczemkin z East European Gas Analysis twierdzi, że Nord Stream 2 upadnie, ale bez względu na działania Ukrainy. – Po pierwsze, Gazporm nie ma pieniędzy, firma przynosi straty – mówi ekspert cytowany przez Gazeta.ru. – Po drugie, Bruksela będzie opóźniać pozwolenia na budowę lub ostatecznie odmówi ich wydania…”

podobne: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. oraz: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce

„…rząd w Kopenhadze domaga się debaty na temat geopolitycznych skutków zgody na budowę nowego gazociągu z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie. W ten sposób Duńczycy wpisują się w apel państw Europy Środkowo-Wschodniej o to, aby zablokować projekt, bo godzi on w cele polityczne Unii Energetycznej.

Mondag Morgen podaje, że minister energetyki Danii Lars Christian Lilleholt podkreślił, że chociaż w 2009 roku jego kraj udzielił zgody na budowę pierwszego Nord Stream, który przecina jego wyłączną strefę ekonomiczną, to obecnie należy wziąć pod uwagę konsekwencje geopolityczne zgody na kolejne nitki. – To sprawa, którą musimy zaadresować w Unii Europejskiej.

Jak pisze duńska gazeta, zgoda na Nord Stream 2 oznaczałaby, że „kanclerz Niemiec Angela Merkel, całkiem paradoksalnie wzmocni pozycję rosyjskiego prezydenta Władimira Putina w Europie”, a zależność Danii od rosyjskiego gazu wzrośnie

…Dunka Margrethe Vestager, jako komisarz ds. konkurencji prowadzi śledztwo antymonopolowe przeciwko rosyjskiemu koncernowi. Być może na oziębłe stanowisko Kopenhagi ma wpływ fakt, że 22 marca 2015 roku Moskwa zagroziła wycelowaniem w duńską stolicę głowic jądrowych, jeśli Dania włączy się w program tarczy antyrakietowej NATO. Dania jest także rywalem Rosji w podboju złóż węglowodorów w Arktyce. Mimo to Gazprom zadeklarował, że w 2017 roku złoży pismo o zgodę na budowę odcinka nowej magistrali w pobliżu Bornholmu. Ma to zrobić z załącznikiem w postaci EIA, czyli Rosjanie liczą na to, że za rok będą już mieli porozumienie z Duńczykami.

Podobne obawy co Duńczycy, mają także Szwedzi. Gazeta Svenska Dagbladet alarmuje nie tylko o ryzyku środowiskowym, ale także o rosnących wpływach Rosji na Bałtyku – Nord Stream 2 to rosnące znaczenie Rosji na Morzu Bałtyckim. Eksport gazu i ropy to istotne elementy dla gospodarki tego kraju. Oznaczać to może, że w niedalekiej przyszłości wzrośnie aktywność Rosji na tym akwenie w tym także w pobliżu Gotlandii, w sąsiedztwie której ma przebiegać Nord Stream 2…”

„…Dla Niemiec, które mają w pełni zdywersyfikowany rynek tego surowca zwiększenie dostaw z Gazpromu – a tym samym zwiększenie (czasowego) uzależnienia od firmy rosyjskiej nie jest problemem. Niemcy mają jedną z najlepiej rozwiniętych giełd gazu w Europie, doskonałą infrastrukturę przesyłową, mix energetyczny ze zbilansowanym udziałem gazu i kontrakty, które pozwalają na dowolny zakup w niemal dowolnym miejscu na świecie. Mają więc już wszystko to, co Polska dopiero próbuje zbudować. NS2 to dla nich tylko jeszcze jeden dostawca, z którego w razie lepszej oferty zawsze można zrezygnować. W takiej sytuacji są także Brytyjczycy, którzy dzięki rozwiniętemu rynkowi posiadają dostęp do surowca z całego świata. Z ich punktu widzenia Nord Stream 2 nie jest narzędziem represji, ale ciekawą opcją na tanie dostawy z Rosji.

Dla Polski i innych krajów, które walczą przeciw NS2 gazociąg ten to barykada dla rozwoju rynku gazu Europy Środkowej i Wschodniej. Europejski rynek dostanie bowiem dostęp do dużych ilości taniego surowca, ale nie do nowych źródeł dostaw. To przesądzi o utrzymaniu, na lata, dominującej pozycji Gazpromu w naszej części Europy, a zatem ugruntuje przewagę Rosjan w negocjacjach cenowych.

Największym oparciem dla polskich negocjatorów jest więc argument o konieczności kontynuacji polityki dywersyfikacji potwierdzonej w Strategii Bezpieczeństwa Energetycznego Europy i koncepcji Unii Energetycznej. Komisja pracuje nad pakietem rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo dostaw do krajów Unii Europejskiej, w tym Polski. Ma odnieść się do naszego postulatu wspólnych zakupów gazu, przedstawić plan rozwoju sektora LNG i poprawy mechanizmów solidarnościowych w sytuacji zagrożenia dostaw do poszczególnych krajów.

Jeśli uzyskamy pełną zdolność do dowolnych zakupów gazu, to pojawią się też tańsze kontroferty Gazpromu, który nie pozwoli na utratę rynku Europy Środkowej…”

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu.

***

„…Krytycy projektu budowy połączenia gazowego z Norwegii do Polski przekonują, że wystarczającym źródłem dywersyfikacji dostaw gazu do naszego kraju jest terminal LNG w Świnoujściu. Prezes PGNiG Piotr Woźniak tłumaczy jaką zmianę jakościową wprowadziłyby dostawy gazociągowe norweskiego surowca.

– Gaz skroplony możemy sprowadzać z całego świata: z Norwegii, także z Ameryki, Kataru, Australii itd. Natomiast rurociągiem możemy sprowadzać gaz tylko z Rosji lub z Norwegii. Z Rosji gaz już sprowadzamy rurociągiem, zaś z kierunku północnego, czyli z Norwegii, jeszcze nie – przypomina w rozmowie z Gazetą Wyborczą. – I chcemy to zmienić, aby Polska korzystała efektywnie ze wszystkich możliwych źródeł i sposobów zaopatrzenia krajowego rynku gazowego.

Konkurencja różnych dostawców i kierunków dostaw przyczyni się w perspektywie 2022 r., kiedy kończy się kontrakt jamalski, do zwiększenia nie tylko konkurencyjności, ale także bezpieczeństwa polskiego rynku – ocenia prezes polskiej spółki gazowej…”

podobne: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. oraz: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.

„…Do końca 2014 roku rosyjski Gazprom posiadał monopol na dostawy gazu dla Litwy. W 2015 roku rozpoczął pracę pływający obiekt do regazyfikacji (FSRU) zwany także gazoportem. To statek z instalacjami pozwalającymi na odbiór gazu skroplonego i jego transport na ląd. Stacjonuje w Kłajpedzie i szczyci się symbolicznym mianem „Niepodległość”.

W tym roku FSRU ma odebrać około 12 ładunków z LNG. Litewski Litgas odbierze 4 z nich, bo zakontraktował od Statoila 540 mln m3 gazu ziemnego rocznie przez pięć lat. Lietuvos Duju Tekimas podpisał krótkoterminową umowę z Norwegami i będzie kontynuował rozmowy z rosyjskim Gazpromem. Kontrakt pozwala na odbiór około 300 mln m3 przez sześć miesięcy tego roku.

– Udział Gazpromu na litewskim rynku będzie w przyszłości zależał od oferty cenowej i warunków komercyjnych – powiedział Masiulis agencji Reuters.

Ze względu na zmiany na bałtyckim rynku gazu rosyjski Gazprom zapowiada uelastycznienie oferty. Zamierza sprzedawać więcej gazu na aukcjach, poza kontraktami długoterminowymi. Rozważa również rewizję formuły cenowej, która pozwoliłaby na zmniejszenie zależności ceny dostaw od wartości baryłki ropy naftowej…”

podobne: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. oraz: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

„…Po tym, jak testy zakończyły się sukcesem, połaczenie elektroenergetyczne LitPol Link rozpoczyna pracę. Pozwala ono na przepływ energii elektrycznej między Polską, a Litwą i jest elementem infrastruktury łączącej system elektroenergetyczny państw bałtyckich z pozostałymi systemami Unii Europejskiej…” 

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament?

źródło Wojciech Jakóbik. Całość pod linkami:

1. Upadek państw naftowych? W lutym odbędzie się szczyt OPEC na temat kryzysu cen ropy)

2. Tania ropa grozi zmierzchem wydobycia na Morzu Północnym. Rosyjski minister: Sytuacja fiskalna w Rosji jest krytyczna.

3. FAZ: Wgląd Brukseli do kontraktów gazowych obejmie też Nord Stream 2. Państwa naftowe wybierają reformy albo zużywanie rezerw.

4. Nowy kryzys urodzi się z ropy, ale będzie szansą dla Polski i Zachodu.

5. Nord Stream 2 to dla Polski barykada blokująca dywersyfikację.

6. Nord Stream 2 to recepta na katastrofę. Przy średniej cenie 25 dolarów za baryłkę upadnie budżet Rosji.

7. Norweski gaz detronizuje Gazprom na Litwie. Iran sprzeda w Europie do 300 tysięcy baryłek dziennie.

8.Dania apeluje o debatę w UE na temat Nord Stream 2. Arabia Saudyjska traci rynki ropy. Długofalowo może zyskać Polskę i dywersyfikację

„…Polska posiada kilka narzędzi antykryzysowych na wypadek wybuchu konfliktu gazowego i możliwości zakłócenia dostaw realizowanych z terytorium Białorusi i Ukrainy. Przede wszystkim w magazynach gazowych co roku przechowywane jest do 2,7 mld m3 gazu (Mogilno, Wierzchowice, Daszewo, Bonikowo, Kosakowo, Swarzów, Brzeźnica, Strachocina, Husów). Mogłyby one wraz z dostawami z Zachodu stabilizować niedobór surowca w razie gdyby wstrzymano dostawy od strony ukraińskiej (2,65 mld m3 jest presyłane przez Drozdowicze). Jeżeli natomiast konflikt gazowy objąłby również Gazociąg Jamalski biegnący przez obszar białoruski można byłoby skorzystać z tzw. fizycznego rewersu tej rury. Innymi słowy odwrócono by ciąg dostaw, z tym że w takim trybie przepustowość wynosiłaby około 5,5 mld m3. Wraz z dużym wydobyciem krajowym narzędzia antykryzysowe dają więc Polsce teoretycznie duży zapas komfortu.

Niestety w ubiegłym roku spółka Gaz System poinformowała, że dostawy gazu od strony Niemiec do Polski mogą być zagrożone w momencie wystąpienia przerw w imporcie surowca rosyjskiego. Niemieckie prawodawstwo dało bowiem pierwszeństwo działaniom służącym napełnianiu gazem lokalnych magazynów (w większości kontrolowanych przez Gazprom na mocy wymiany aktywów tego koncernu ze spółką BASF). Dopiero w drugiej kolejności realizowany będzie przesył do krajów ościennych. Sprawa ta jest obecnie dyskutowana w Polsce.

Rewolucją w zakresie bezpieczeństwa dostaw gazu do Polski jest bliskie już oddanie do komercyjnego użytku terminala LNG w Świnoujściu. Jego zdolności regazyfikacyjne będą wynosić 5 mld m3 gazu. Jednak żadna tego typu infrastruktura na świecie nie wykorzystuje więcej niż 20-30% swoich mocy (wynika to z faktu niskiego zakontraktowania tego typu instalacji). Nadużyciem jest więc twierdzenie, że zapewni on 1/3 potrzebnego Polsce gazu. Poza tym zastosowana w nim technologia powoduje, że przekształcenie skroplonego surowca w stan gazowy wymaga podgrzewania palnikami SCV, które zużywają w procesie spalania jego część – dostarczany wolumen jest więc uszczuplany…

…Ilość powstającej w Polsce infrastruktury robi wrażenie. Na szczególną uwagę zasługują jednak projekty regionalne. W ramach powstającego Korytarza Północ-Południe planuje się połączenie terminala LNG w Świnoujściu z krajami środkowoeuropejskimi i Chorwacją, gdzie ma powstać gazoport Adria na wyspie Krk. Ta sieć to kluczowa inwestycja nie tylko w kontekście bezpieczeństwa gazowego Europy Centralnej, ale także optymalizacji finansowej świnoujskiego obiektu. W ramach przyjętej strategii do 2020 r. mają powstać interkonektory: polsko-czeski i polsko-słowacki. Na ten sam rok planowane jest także połączenie Polska-Litwa, które zintegruje kraje bałtyckie z UE. Będzie ono mieć duże znaczenie także w kontekście działającego w litewskiej Kłajpedzie pływającego terminala LNG typu FSRU. Ostatnią planowaną inwestycją, w sprawie której dopiero rozpoczęto rozmowy, będzie rozbudowa mocy przesyłowych na granicy polsko-ukraińskiej. Jej głównym przeznaczeniem będzie prawdopodobnie dostarczanie gazu z Zachodu nad Dniepr…” (Arkadiusz Stanisławowski)

podobne: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem  i to: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu

całość tu: Bezpieczeństwo dostaw gazu i ropy do Polski

„…Nieuchronna wydaje się konieczność zamykania nierentownych kopalń. Ich transfer do spółek energetycznych (jak miało to miejsce w przypadku Grupy Tauron i kopalni Brzeszcze) tylko krótkookresowo może „pomóc” ukryć problemy branży górniczej. Docelowo firmy elektroenergetyczne poddane presji unijnej polityki klimatycznej potrzebują pieniędzy na inwestycje, a nie wydawania ich na nieuzasadnione ekonomicznie „ratowanie górnictwa”.
Wydaje się, że rząd nie będzie skory do, wcześniej zapowiadanego, zanegowania unijnego pakietu klimatycznego. W związku z tym zostanie zmuszony do dołożenia wszelkich starań by wypełnić wymóg udziału OZE w krajowym miksie energetycznym.
Obecnie z przyczyn technologicznych oraz związanych z bezpieczeństwem energetycznym (minimalizowanie importu) wdrażanie w Polsce „zielonej rewolucji” na wzór niemieckiej Energiewende jest niemożliwe (chodzi o absolutną dominację OZE w miksie)…” (Arkadiusz Stanisławowski)

całość tu: Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej

podobne: Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). oraz: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. a także: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje i jeszcze: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?)

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.


1. „FAZ”: Merkel i Hollande naciskali na władze Ukrainy w sprawie konstytucji

PAP – Świat, 17 Sie 2015, 10:18 Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze w poniedziałek o irytacji wśród ukraińskich polityków spowodowanej naciskami przywódców Niemiec i Francji na parlament w Kijowie w celu zmiany ustawy o decentralizacji władzy zgodnie z sugestiami Rosji.

Wiceprzewodnicząca ukraińskiego parlamentu Oksana Syroid zarzuciła kanclerz Angeli Merkel i prezydentowi Francois Hollande’owi, że 14 lipca, bezpośrednio przed pierwszym głosowaniem nad projektem ustawy o zmianach w konstytucji przewidujących decentralizację władzy w państwie, naciskali w rozmowie telefonicznej na szefa parlamentu Wołodymyra Hrojsmana, domagając się wprowadzenia zmian służących wyłącznie rosyjskim interesom.

Syroid powiedziała „FAZ”, że zmiany zostały rzeczywiście wprowadzone i zaakceptowane przez Radę Najwyższą Ukrainy. „Nasi sojusznicy narzucili nam te rozwiązania” – zaznaczyła ukraińska parlamentarzystka z proeuropejskiego klubu Samopomoc.

Wprowadzona zmiana, określana przez Syroid mianem konia trojańskiego, stanowi, że „kształt lokalnego samorządu w określonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego ustalony zostanie w odrębnej ustawie”.

Jak twierdzi posłanka, projekt „odrębnej ustawy” już istnieje i daje Moskwie wszystko, co chciała: samorząd dla obszarów opanowanych przez separatystów wraz z własną milicją oraz uprzywilejowanymi relacjami z Rosją. „Kto przyznaje separatystom samorząd i zbrojną władzę zanim Rosja wycofa swoje oddziały, ten utrwala na zawsze wpływy Moskwy we wschodniej Ukrainie” – wyjaśnia Syroid. „Konstytucja staje się tym samym bronią Rosji” – dodaje. Jej zdaniem postępowanie Berlina i Paryża jest złamaniem prawa Ukraińców do samostanowienia.

Autor materiału w „FAZ” Konrad Schuller przyznaje, że rozmowa Merkel i Hollande’a z Hrojsmanem na dzień przed zmianą projektu ustawy rzeczywiście się odbyła. Oboje „wyrazili satysfakcję z powodu włączenia fragmentów zgodnych z porozumieniem z Mińska” – czytamy na stronie internetowej biura prasowego niemieckiego rządu.

„FAZ” zwraca uwagę na obawy ukraińskich polityków przed „cichym porozumieniem” z Rosją osłabionego licznymi kryzysami Zachodu. „Wsparcie dla Ukrainy zostanie ograniczone, roszczenie Moskwy do hegemonii po cichu zostanie uznane, a w zamian prezydent (Władimir) Putin pomoże w rozwiązaniu konfliktów w Syrii, Iranie i Korei Północnej” – opisuje Schuller obawy Ukraińców. „FAZ” ostrzega, że postawa Zachodu może doprowadzić do rozbicia proeuropejskich sił w ukraińskim parlamencie.

Parlament Ukrainy wstępnie zaakceptował w połowie lipca prezydencki projekt zmian w konstytucji, który przewiduje szeroką decentralizację władzy w państwie. Posłowie zgodzili się w głosowaniu na skierowanie projektu do Trybunału Konstytucyjnego.

Wcześniej część deputowanych wyrażała obawy związane ze znajdującym się w dokumencie zapisem o „statusie samorządów” na opanowanych przez prorosyjskich separatystów obszarach Donbasu i mówiła, że na przyjęcie prezydenckiego projektu zmian w konstytucji naciskają zachodni partnerzy Ukrainy. Podczas głosowania w parlamencie obecna była m.in. wysoka rangą przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Stanu Victoria Nuland. (PAP)

lep/ mmp/ ap/ (za stooq.pl)

„…stabilny kraj został zamieniony w pokryty gruzami bantustan ogarnięty wojną domową. Na zmianach Ukraina wyszła jak Zabłocki na mydle, co nie dziwi, gdyż były one inspirowane z zewnątrz, a pomoc Zachodu we „wprowadzaniu demokracji” faktycznie okazała się podaniem tego państwa na tacy Kremlowi.

I choćby dlatego świat o Ukrainie zapomina, nie przejmuje się wojną domową. Temat nie jest trendy medialnie i politycznie, tym bardziej, że cel — dezintegracja terytorialna i polityczna — został osiągnięty. Więc jeszcze nie tak dawne sążniste reportaże telewizyjne z pola walki zostały zastąpione przez krótkie relacje o tym, że znów ktoś kogoś ostrzelał, znowu zrujnowane zostało jakieś miasteczko czy wieś.

Wojna, jej wywołanie, nigdy nie bierze się z przypadku. Zawsze jest jakiś cel. Biznesowy, czyli zarobienie na konflikcie poprzez sprzedaż uzbrojenia. Oraz polityczny, czyli zastąpienie starego układu nowym, bardziej spolegliwym, pozwalającym rozgrywać dane państwo we własnej polityce zagranicznej, także tej gospodarczej. W tym świetle rewelacje „Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 17 sierpnia o tym, że Niemcy i Francja doprowadziły niedawno do przegłosowania przez parlament w Kijowie zmian w konstytucji, przewidujących decentralizację władzy w państwie, zgodnie z interesem Rosji nie są żadnym zaskoczeniem. Z publikacji wiadomo więc np., że w lipcu, bezpośrednio przed pierwszym głosowaniem w tej sprawie, Merkel i Hollande naciskali w rozmowie telefonicznej na szefa parlamentu Wołodymyra Hrojsmana, domagając się wprowadzenia zmian służących wyłącznie Kremlowi. Żądanie to zostało oczywiście zaakceptowane.

Wiceprzewodnicząca parlamentu w Kijowie Oksana Syroid potwierdziła w rozmowie z „FAZ”, że postępowanie Niemiec i Francji jest złamaniem prawa Ukraińców do samostanowienia, a przyjęte pod naciskiem rozwiązania określiła mianem „konia trojańskiego”. W sumie słusznie, gdyż Putin dostał wszystko, co chciał. Zmiany stanowią, że kształt lokalnego samorządu w określonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego ma zostać ustalony w odrębnej ustawie, już zresztą powstałej. „Kto przyznaje separatystom samorząd i zbrojną władzę, zanim Rosja wycofa swoje oddziały, ten utrwala na zawsze wpływy Moskwy we wschodniej Ukrainie. Konstytucja staje się tym samym bronią Rosji” — kwituje Syroid.

Na tym wszystkim, rzecz oczywista, najgorzej wyszli zwykli Ukraińcy, którzy zostali potraktowani jak mięso armatnie w prorosyjskiej politycznej grze mocarstw zachodnich i Stanów Zjednoczonych. Wmówiono im, jaki to Janukowycz zły, że jak przyjdzie nowa władza, to się polepszy. A zamiast polepszenia zostali mieszkańcami kondominium francusko-niemieckiego z dyskretnym acz silnym poparciem Waszyngtonu, bo przecież nieprzypadkowo podczas głosowania ustawy w parlamencie była w nim obecna wysoka rangą przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Stanu Victoria Nuland.

Tak więc i wilk syty i owca cała. Wsparcie dla Ukrainy zostanie ograniczone, roszczenie Moskwy do hegemonii po cichu uznane, a w zamian prezydent Putin pomoże w rozwiązaniu konfliktów w Syrii, Iranie i Korei Północnej. I Ameryka też jest zadowolona, bo uczyniła z Ukrainy pole konfliktu z Rosją daleko poza własnymi granicami.

tekst opublikowany na portalu stefczyk.info Julia M. Jaskólska • jakuccy.pl  źródło: Koń trojański 

podobne: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

…Cały ten „spontaniczny przewrót” od początku pachniał ustawką Rosja-USA-UE (Niemcy, Francja) i zdradą Ukraińców przez ich własne elity. Można na ten temat znaleźć sporo opinii w internecie (osobiście już w kwietniu zeszłego roku zwracałem na to uwagę – Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej). Rozumiem że część społeczeństwa Ukrainy mogła nie mieć tej wiedzy, ale żeby tzw. elity były tym zaskoczone to świadczy wyłącznie o nich, zwłaszcza że same brały udział w procedowaniu i głosowaniu tego co im podyktowano, a o co teraz mają żal (nie wiadomo do kogo). Niestety wszystko to było do przewidzenia już od pierwszych głosów zachodu popierających federalizację Ukrainy.

Biedni Ukraińcy będą się musieli niestety przeprosić z „bratnim” narodem Rosyjskim. Na przyszłość powinni jednak uważać na co i komu pozwalają urządzać we własnym kraju „rewolucję”, nie zważając na własny interes i sens tego rodzaju przedsięwzięć. Tyle krwi przelanej i zaognionych relacji z sąsiadem tylko po to by pozostać krajem zrujnowanym, okrojonym terytorialnie i ostatecznie sprzedanym temu od kogo się uciekało. Ciekawi mnie teraz czy ktoś na Ukrainie nie będzie chciał wyciągnąć z tego konsekwencji wobec władz które do tego upokorzenia dopuściły… Czy będzie drugi Majdan?… (Odys)

podobne: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy? oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. o jeszcze: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Merkel będzie mediować „decentralizację” a także: Porozumienia genewskie sukcesem Rosji i klęską państw zachodnich. Sueddeutsche Zeitung: „Putin maszeruje, Zachód tylko reaguje”.

2. Sikorski w „FT”: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej

PAP – Świat 17 Sie 2015, 9:50 Londyn (PAP/Media) – Były szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski skrytykował w poniedziałek na łamach „Financial Times” największe państwa Unii Europejskiej za lekceważenie założeń traktatu z Lizbony i prowadzenie samodzielnej polityki zagranicznej.

Sikorski przypomniał, że sześć lat temu w życie weszły zapisy traktatu z Lizbony, który powołał m.in. stanowisko wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej bezpieczeństwa, a także urząd przewodniczącego Rady Europejskiej. Dzięki temu UE miała mówić na zewnątrz jednym głosem, a nie być reprezentowana przez największe państwa takie jak Niemcy i Francja.

„+Dwuznaczność+ nie jest tym pojęciem, którego oczekiwaliśmy w odniesieniu do europejskiej polityki zagranicznej w sześć lat od wejścia w życie traktatu z Lizbony. W czasach, kiedy pakt był negocjowany, słusznie zakładaliśmy, że w porównaniu z innymi potęgami świata wszystkie państwa Europy są małe i mogą stanowić realną siłę, tylko działając razem” – zwraca uwagę Sikorski.

Według niego wspólna polityka zagraniczna UE odniosła pewne sukcesy, ratując m.in. Gruzję przed utratą suwerenności w wyniku inwazji wojsk rosyjskich. Jednak od tego czasu doszło do zmian i powrotu do sytuacji, kiedy pierwsze skrzypce w europejskiej polityce odgrywają znowu Niemcy i Francja.

„Czy to w przypadku Syrii, czy konfliktu izraelsko-palestyńskiego, Libii czy uchodźców państwa członkowskie są bardziej widoczne niż sama UE, mimo podejmowanych prób przez szefową unijnej dyplomacji Federicę Mogherini” – zwraca uwagę Sikorski. „W sprawie Ukrainy UE nie ma nawet przy stole rozmów. W zamian za to Niemcy i Francja, które nawet nie graniczą z tym państwem, wzięły na siebie sprawę rosyjskiej agresji, osiągając zaledwie częściowy sukces” – dodał.

Źródła takiego stanu rzeczy Sikorski doszukuje się w kryzysie finansowym, który podkopał siłę UE i pokazał, że najważniejsze decyzje podejmują najbogatsi. Zdaniem byłego szefa polskiej dyplomacji szczególnie wyraźnie ilustruje to konflikt na wschodzie Ukrainy i nieprzestrzeganie porozumień z Mińska.

„Przywódcy Rosji, Chin i USA będą słuchać tylko największych państw Europy, ale nie będą skłonni do działania zgodnie z tym, co im się zakomunikuje. Jeżeli będą chcieli skontaktować się z +Europą+, nie będą nadal pewni jaki numer (telefonu) powinni wybrać” – ocenia Sikorski.

Podsumowując były szef polskiego MSZ podkreśla, że na takiej polityce traci nie tylko UE, ale także Niemcy i Francja, ponieważ w przypadku fiaska ich działań, to właśnie Berlin i Paryż będą obwiniane za porażkę. Apeluje jednocześnie o powrót do wspólnej polityki UE, przypominając, że tylko działając razem, Europa ma szansę na osiągnięcie swoich celów. (PAP)

lm/ ap/ bk/ (za stooq.pl)

…no to ja tylko przypomnę Panu Sikorskiemu że to właśnie on apelował swojego czasu do Niemiec o większą aktywność (obawiając się bezczynności tego kraju na arenie międzynarodowej) i że to on był pierwszym który swojego czasu groził Ukrainie również w interesie Niemiec i Francji. Być może Pan Sikorski miał na myśli dobro wszystkich wokół, ale za swoją naiwność i służalczość to już niestety niech ma pretensję wyłącznie do siebie, bo tylko idiota może być zaskoczony tym że oba kraje pilnują przede wszystkim swoich interesów frymarcząc interesem pozostałych państw UE. Kolejny raz Pan Sikorski dowodzi smutnej prawdy że milczenie jest złotem, choć zasadniczo racji mu odmówić nie można a co najwyżej realizmu 🙂

I niech się Pan Sikorski tak nie martwi tym że Chiny, USA czy Rosja nie będą wiedziały do kogo w Europie dzwonić za interesami. Wszystkie trzy świnki wiedzą doskonale z kim warto rozmawiać (a na kogo czasu nie warto marnować) bo w Europie wilkiem są Niemcy, bo UE to są właśnie NIEMCY 🙂 (Odys)

Dlaczego należy zmienić władzę w Polsce? – Stanisław Michalkiewicz ukazuje program dla Polski

podobne: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. oraz: Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy. a także: Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. i to: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

3. Duda: obecność NATO w Polsce powinna być bardziej namacalna i faktyczna.

PAP – Kraj, 15 Sie 2015, 11:28, Warszawa (PAP/PAP Media) – „Cel jest jeden, bardzo prosty – wzmocnienie bezpieczeństwa Polski, wzmocnienie gwarancji bezpieczeństwa dla Europy Środkowo-Wschodniej w tej sytuacji, jaka jest. Myślę, że każdy już dzisiaj widzi, że ta obecność NATO tutaj w Europie Środkowo-Wschodniej, w Polsce powinna być bardziej namacalna, powinna być faktyczna” – mówił prezydent.

„Dzisiaj rzeczywiste istnienie wschodniej flanki Sojuszu – a ja uważam, że my jesteśmy tą wschodnią flanką Sojuszu (…) – musi oznaczać także faktyczną obecność wojsk NATO na naszym terenie” – zaznaczył prezydent. „Myślę tutaj o twardej, czy tak zwanej krytycznej (…) infrastrukturze NATO – myślę tutaj o bazach, choćby polsko-amerykańskich czy innych bazach wojsk NATO” – wyjaśnił. Dodał, że chciałby, aby w tym procesie uczestniczyli polscy żołnierze. „Uważam to także za element budowy silnej polskiej armii. My naszą armię musimy wzmacniać, bo poza gwarancjami sojuszniczymi, przede wszystkim powinniśmy liczyć na siebie” – powiedział Andrzej Duda.

Zwierzchnik Sił Zbrojnych przypomniał, że jeszcze jako prezydent elekt odbył szereg spotkań m.in. z premierem Kanady oraz szefem NATO, na których podkreślał, jak widzi rozwój Sojuszu Północnoatlantyckiego i jaki stawia przed nim cel. „Negocjacje już się dla mnie rozpoczęły. Mam nadzieję, że spotkamy się z przychylnością partnerów – będę je kontynuował, bo przede mną cały szereg ważnych spotkań” – stwierdził Andrzej Duda.

Prezydent zapytany o reakcję na postulaty „drugiej strony” odpowiedział, że odbiera ją jako dobrą. „Dlatego, że nie spotkałem się ze zdecydowanym sprzeciwem, w związku z czym uważam, że temat jest otwarty i temat jest do dyskusji” – powiedział. „Jaki będzie zakres tej obecności (wojsk NATO w Europie Środkowo-Wschodniej-PAP), to oczywiście jest do ustalenia, to jest do wynegocjowania, ale chciałbym, żeby do czasu szczytu NATO w Warszawie za rok, te sprawy były przeprowadzone i stąd taka duża też spodziewana i planowana intensywność moich działań w tej sferze międzynarodowej” – podsumował prezydent.

Prezydent w „Sygnałach dnia” odniósł się także do kontrowersji wokół przetargu na zakup śmigłowców od Airbusa. „Mam takie same wątpliwości, jak podnosi wielu Polaków, jakie podnosiło także wielu polskich polityków” – powiedział. Podkreślił, że „to jest bardzo ważna przede wszystkim polska sprawa, wspólna sprawa, bo to są ogromne pieniądze podatników, które mają zostać wydane na unowocześnienie i dozbrojenie polskiej armii”.

W celu wyjaśnienia spraw związanych z przetargiem, prezydent zadeklarował chęć rozmowy z ministrem obrony narodowej Tomaszem Siemoniakiem. „Ustaliliśmy wstępnie z panem ministrem, że zaproszę pana ministra do siebie w przyszłym tygodniu po to, żeby właśnie porozmawiać m.in. na ten temat” – powiedział Andrzej Duda.

„Ale ja chciałbym z panem ministrem też szerzej rozmawiać, na temat właśnie całego tego wielkiego programu dozbrojenia polskiej armii, w jaki sposób będziemy to realizować” – podkreślił. Zdaniem zwierzchnika Sił Zbrojnych polską armię należy wyposażać w sprzęt możliwie najnowocześniejszy. „To są duże pieniądze, ale trzeba je wydać dobrze i to jest wielkie zadanie i to jest także wielka odpowiedzialność polityków przed społeczeństwem i przed polskim wojskiem, bo ono musi być bezpieczne, ono musi być dobrze wyposażone, musi być silne. Silna armia to podstawa; taka armia, żeby nikomu nie przyszło nawet do głowy podnieść na nas rękę. To jest najistotniejsze w tej chwili” – zaznaczył prezydent.

Andrzej Duda podkreślił, że „przyszłość polskiego przemysłu zbrojeniowego powinna być wielkim elementem przyszłości polskiej gospodarki”. „My mamy bardzo dobre tradycje, jeżeli chodzi o przemysł zbrojeniowy, i to nie jest tak, że my powinniśmy kupować broń wszędzie na świecie” – powiedział. Według prezydenta ważne jest, „żeby pieniądze zarabiali nasi rodacy, polscy pracownicy, tak, żeby one trafiały do polskiego budżetu”. (PAP)

amt/ mww/ je/ (za stooq.pl)

podobne: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce. oraz: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”).

„…„Sueddeutsche Zeitung” stwierdziła, że Andrzej Duda, domagając się rozlokowania w Polsce większych sił NATO, narusza kompromis osiągnięty podczas szczytu NATO w Newport, co grozi, jak twierdzi SZ, konfliktem nie tyle z Rosją co wewnątrz Sojuszu. Słowa dziennikarza niemieckiej gazety, skądinąd znanego z tego, iż nieraz wypowiadał się w duchu otwarcie prorosyjskim i bywa częstym gościem telewizji Russia Today, natychmiast podchwyciły polskie media. Niektóre cytowały tekst z „Sueddeutsche Zeitung” wyłącznie w ramach szukania sensacyjnego tytułu, inne – niestety – w ramach już rozpoczynającej się walki politycznej w Polsce. W sprawie głos zabrał jednak minister obrony Tomasz Siemoniak, który stwierdził, iż nie należy dać się „rozgrywać niemieckiej gazecie”. Można byłoby zastanawiać się nad tym skąd biorą się polskie kompleksy, które powodują, iż jeden tekst w niemieckiej gazecie jest cytowany przez niemal wszystkie portale i co kieruje ludźmi, którzy gotowi są w oparciu o taki artykuł rozpoczynać kolejną odsłonę polsko – polskiej wojny. Należałoby z drugiej strony docenić postawę ministra obrony, który swym wpisem na twitterze zapobiegł eskalacji konfliktu w tej sprawie i stanął po stronie Prezydenta wywodzącego się z zupełnie innego obozu politycznego…

…Nie należy mieć więc złudzeń. Dialog Zachodu z Rosją nie tylko będzie prowadzony, ale już trwa. I nie chodzi wcale o rozmowy nt. Ukrainy. W tle bowiem rodzi się nowy układ sił. Zmierzcha ten, który powstał w wyniku zakończenia Zimnej Wojny, który był wszakże bardziej pochodną czy też echem konfrontacji Zachodu z komunizmem, niż nowym systemem jako takim. Pierwsze skądinąd oznaki, iż ów ład jest etapem przejściowym było widać już kilka lat po naszym wejściu do NATO.

Celem Rosji niewątpliwie jest zastąpienie obecnej architektury bezpieczeństwa układem bezpieczeństwa zbiorowego, czy też – mówiąc nieco prościej – koncertem mocarstw. Zapewne Moskwa nie osiągnie w pełni zakładanych celów, ale nie można też mieć złudzeń, że Zachód układając się z Moskwą nie uzna przynajmniej części jej aspiracji. Zbyt wiele łączy bowiem Zachód z Rosją… 

…W Europie głównym graczem stają się Niemcy – tradycyjnie zbyt słabe by samodzielnie odpowiadać za kontynent i za silne, by być tylko jednym z państw UE i NATO. Wydaje się skądinąd, iż polityka Berlina i Waszyngtonu jest na tyle skoordynowana, że – w ramach pewnych ograniczeń – Biały Dom powierza jednak Urzędowi Kanclerskiemu prowadzenie polityki europejskiej wobec Rosji. To zaś oznacza, iż Moskwa będzie odgrywać poważną rolę w Europie Środkowo – Wschodniej. Im więcej bowiem Rosji w Europie, tym niejako równolegle ważniejszy w Europie jest Berlin. Polska zaś, domagając się potwierdzenia gwarancji bezpieczeństwa, narusza tworzący się układ sił…

…Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na pewien paradoks, którym jest to, iż w naszej debacie publicznej cały czas mowa jest o „europejskiej perspektywie” dla Kijowa i Mińska, a na Zachodzie w tym samym czasie dyskutuje się o czymś zgoła przeciwnym – bliższym jeśli już to raczej duchowi Monachium, niż jakiejkolwiek idealistycznej wizji poszerzania euroatlantyckiej strefy bezpieczeństwa i dobrobytu. Trudno doprawdy o bardziej wyrazisty dowód z jednej strony twardej gry Zachodu, a z drugiej naszej naiwności. Skoro jednak tak, to warto rozważyć, czy Polska powinna grać o ową europejską perspektywę, czy też może traktować to jedynie jako kartę przetargową, by potem uzyskać – w zamian za nasze ustępstwa – finlandyzację Ukrainy i Białorusi. Nie musielibyśmy przy tym wcale mówić Ukraińcom, w ślad za marszałkiem Piłsudskim, że „bardzo przepraszam (y), nie tak miało być”, gdyż Ukraińcy lepiej niż my rozumieją, że Warszawa, poza słowami, niewiele oferuje. Ukraińcy rozumieją też, że jeśli realną alternatywą dla finlandyzacji nie jest wcale integracja z Zachodem, a moskiewski dyktat to, godząc się na ów neutralny status, wygrywają. Pamiętajmy, że wygrywamy również i my. Pytaniem na inny tekst jest, czy ktoś będzie nas pytał o zgodę i czy mamy z czego, poza deklaracjami, które w polityce są nic nie warte, ustępować…

…Tak jak utrzymanie statusu Polski jako członka drugiej kategorii NATO oznacza koniec naszych ambicji w polityce wschodniej tak i – analogicznie – uznanie Białorusi i Ukrainy nie za strefę buforową, a za sferę wpływów Rosji automatycznie oznacza, iż Polska staje się strefą buforową, terytorium o które toczy się gra… 

…Na dziś wszystkie scenariusze, poza tym najbardziej dla nas optymistycznym, są nadal realne. O ile oczywiście polscy politycy, b. ministrowie, analitycy i media czy to z bojaźni, czy dla doraźnych korzyści nie będą godzić się na rozwiązania dla nas niekorzystne na etapie, gdy te są jeszcze tylko balonami próbnymi. Konieczne jest też zrozumienie przez wspomnianych wyżej polityków i analityków faktu, iż na Zachodzie mamy do czynienia co prawda z sojusznikami, ale są to sojusznicy, z którymi w pewnych sprawach mamy sprzeczne interesy…” (Witold Jurasz)

polecam lekturę całości tuNATO dwóch prędkości

„…podjęta 4 czerwca 1992 roku próba ujawnienia agentury, czyli jurgieltników w strukturach państwa polskiego, została zablokowana przez obydwie strony umowy „okrągłego stołu”: RAZWIEDUPR i wyselekcjonowaną przezeń „stronę społeczną”, której soldateska powierzyła w naszym nieszczęśliwym kraju piastowanie zewnętrznych znamion władzy… 

…W rezultacie rządów jurgieltniczych Polska nie uzyskuje nawet tych korzyści, jakie mogłaby uzyskać w związku z przynależnością do NATO i słusznie w wywiadzie dla „Financial Times” prezydent Andrzej Duda zwrócił uwagę, iż w NATO Polska traktowana jest jako „strefa buforowa”. Wynika to ze sformułowanej jeszcze w latach 60-tych przez ówczesnego sekretarz obrony Roberta McNamarę doktryny „elastycznego reagowania”: taktownie nawzajem oszczędzamy własne terytoria, więc haratamy się na przedpolach. Znaczy – w strefach buforowych. Dla obszaru przeznaczonego na „strefę buforową” żaden cymes to nie jest, nawet jeśli amerykańska, czy kanadyjska drużyna uświetni defiladę naszej niezwyciężonej armii. Nie zmienia tej sytuacji „rotacyjna obecność” sojuszniczej kompanii, czy nawet batalionu na terenie Polski, bo nawet gdyby ta obecność nie była „rotacyjna”, to i tak nie wiemy przecież, co te sojusznicze wojska zrobią. Wiemy tylko, czego na pewno nie zrobią; na pewno nie będą słuchały rozkazów rządu polskiego, tylko rozkazów własnych rządów i jeśli na przykład w chwili zagrożenia rozkażą one im się wycofać, to na pewno zrobią to z wielką skwapliwością. Dlatego też Polska nie powinna nasładzać się ani żadnymi „rotacyjnymi obecnościami” ani nawet obietnicami rozlokowania na naszym terytorium baz NATO. Trzeba bowiem pamiętać, że w podpisanym w Moskwie 12 września 1992 roku traktacie „2 plus 4” sygnatariusze zobowiązali się do nieprzesuwania baz ani ciężkiej broni NATO na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej. Traktat ten otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec, a i Polska nie powinna go podważać, bo Niemcy zobowiązały się do uznania tego traktatu za traktat pokojowy z Polską – do którego odwoływały się postanowienia konferencji czterech mocarstw w Poczdamie w roku 1945. Wreszcie Niemcy nie życzą sobie żadnych baz na terenie Polski, również z uwagi na strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. A ponieważ na takie bazy musiałoby wyrazić zgodę całe NATO, to nie ma co na to liczyć.

Dlatego jeśli USA znowu powierzyły Polsce niebezpieczną rolę amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to w rezultacie podjęcia się tej roli Polska stała się państwem frontowym. Oczekiwalibyśmy zatem od Stanów Zjednoczonych – po pierwsze – solennej obietnicy, że już nigdy, pod żadnym pozorem USA nie będą na Polskę naciskały w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych, a po drugie – że Polska zostanie przez USA potraktowana tak samo, jak inne państwo frontowe, to znaczy – Izrael. Oczekiwalibyśmy takiego samego finansowego wsparcia ze strony USA, jakie corocznie uzyskuje Izrael oraz podobnych udogodnień wojskowych. Nie po to, by instalować na polskim terytorium jakieś „bazy NATO”, nad którymi musiałaby wiecować np. Hiszpania, czy Grecja, tylko żeby wzmocnić i zmodernizować polską armię, która wprawdzie stanowi element sił sojuszniczych na wschodnim skraju obszaru obrony NATO, ale przecież musiałaby słuchać rozkazów rządu polskiego, jaki by on tam nie był.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Zamiast „strefy buforowej”

Stanisław Michalkiewicz o nowym prezydencie Andrzeju Dudzie

…cały wpis można podsumować znanym cytatem: „…a na końcu i tak wygrywają Niemcy” 😉

podobne: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ. oraz: Ośrodek Analiz Strategicznych: Potencjał militarny Białorusi. i jeszcze: UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. polecam również: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię). i to: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej. a także: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP

USA, Rosja, Unia Europejska

Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”


„…Autor omawianej książki stwierdził, że „Wojsko Polskie wczesną jesienią mogło bez większego trudu zająć cały teren przedrozbiorowej Rzeczypospolitej”. Zakładany przez niego sceanriusz jest jednak zbyt optymistyczny. W rzeczywistości Kijów i okolice były poza zasięgiem Wojska Polskiego. Denikin wkroczył tam już 31 sierpnia 1919 r., podczas gdy Polacy byli wtedy w okolicach Równego (250 km na zachód). Zychowicz pominął zupełnie fakt, że w tym czasie pomiędzy Galicją Wschodnią i zachodnim Wołyniem, opanowanymi przez Polaków, a armią Denikina, funkcjonowała jeszcze Ukraińska Republika Ludowa pod przywództwem Symona Petlury. Ukraińcy trzymali się na wschodnim Podolu i wschodniej części Wołynia. Denikin absolutnie nie uznawał ukraińskich aspiracji niepodległościowych i faktycznie toczył wojnę na dwa fronty. Do walki z armią URL jesienią 1919 r. rzucił ok. 25 tys. dobrze uzbrojnych żołnierzy. To niewątpliwie osłabiało jego siłę uderzeniową podczas ofensywy na Moskwę.

Sojusz z Denikinem oznaczałby wrogą postawę wobec Ukraińskiej Republiki Ludowej i faktyczną akceptację zajęcia środkowej Ukrainy przez Białych Rosjan. Tymczasem Piłsudskiemu zależało przede wszystkim na oderwaniu Ukrainy od Rosji, bo to właśnie pozbawiało ją mocarstwowości. Dlatego podjęta przez niego decyzja była jak najbardziej racjonalna. Dopiero po upadku Denikina można było przystąpić do rozgrywki o Ukrainę, jaką był sojusz Piłsudski-Petlura w kwietniu 1920r.

Polski przywódca zamierzał nie tylko realizować swoją koncepcję federacyjną. Stawiał także na demokratyczną „trzecią Rosję”, popierając Borisa Sawinkowa – socjalistycznego rewolucjonistę i terrorystę, który utworzył w Warszawie Rosyjski Komitet Polityczny. Jak trafnie opisał to Zychowicz, plan Piłsudskiego podzielony był na trzy etapy:

• rozbicie „Pierwszej Rosji” (białej) rękami bolszewików,
• rozbicie „Drugiej Rosji” (czerwonej) przez Wojsko Polskie,
• stworzenie „Trzeciej Rosji” (demokratycznej).

Tak więc faktyczne ciche porozumienie z bolszewikami był „elementem jego dalekosiężnej strategicznej układanki”.

Trzeba się natomiast w pełni zgodzić z dokonaną przez Zychowicza oceną przyczyn niepowodzenia „wyprawy kijowskiej” wiosną 1920 r. W polskiej literaturze utrwalił się pogląd, że winni byli sami Ukraińcy, którzy nie poparli Petlury. W rzeczywistości większość mieszkańców Ukrainy była nastawiona antybolszewicko. Zawinili przede wszystkim Polacy. Po pierwsze: cztery tygodnie to za mało czasu na sformowanie armii ukraińskiej. Po drugie: Wojsko Polskie zachowywało się często jak okupant, a nie sojusznik, zniechęcając ludność do sojuszu. Po trzecie: nie ogłoszono powszechnej mobilizacji do armii ukraińskiej i nie przekazano władzy administracyjnej w ręce Ukraińców. Popełniono też liczne błędy w dowodzeniu (np. wstrzymanie ofensywy na 10 dni, co pozwoliło bolszewikom na wycofanie się za Dniepr), w wyniku których już po miesiącu armia polska musiała opuścić Kijów.

Druga szansa na realizację koncepcji federacyjnej pojawiła się jesienią 1920 r., po polskim zwycięstwie w bitwie warszawskiej oraz późniejszym rozgromieniu bolszewików w bitwie nad Niemnem. Armia Czerwona cofała się w rozsypce, a droga na wschód praktycznie stała otworem. Od południa, z przyczółka krymskiego, bolszewików atakowali Biali Rosjanie, dowodzeni przez gen. Piotra Wrangla („Czarnego Barona”). W głębi Rosji wybuchały bunty i powstania chłopskie. Warto w tym miejscu wspomnieć o silnym ruchu powstańczym na Ukrainie, liczącym co najmniej 40 tys. partyzantów. Już w sierpniu 1920 r. połączone zgrupowania chłopskie zbliżyły się na odległość 30 km od Kijowa. Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej, walcząca po polskiej stronie, liczyła również około 40 tys. ludzi.

W momencie wejścia w życie rozejmu z bolszewikami, podpisanego w Rydze 12 października 1920r., Wojsko Polskie zajęło już Mińsk, a na południowym odcinku frontu Korosteń, położony zaledwie 140 km na zachód od Kijowa. Tymczasem Wrangel szykował się do ofensywy na południowej Ukrainie (w rejonie Zaporoża i Mariupola). Wspólnymi siłami, przy wsparciu powstańców, można było w dwa tygodnie opanować całą Ukrainę i Białoruś. Sojusznicy spotkaliby się na wschód od Kijowa, a następnie dobili ciągnących resztkami sił bolszewików. Niestety, polska delegacja na rozmowy pokojowe dążyła do jak najszybszego podpisania rozejmu z Sowietami.

W literaturze przytacza się zwykle dwa argumenty przekonujące, że tak być musiało. Po pierwsze: wyczerpana armia polska nie miała sił do dalszej walki; po drugie: naród polski miał już dosyć wojny i pragnął pokoju. Zychowicz przekonuje jednak, że wystarczył dodatkowy, zaledwie dwutygodniowy wysiłek (przysłowiowowy rzut na taśmę), aby dojść do linii Dniepru, a na to z pewnością było stać uskrzydlone zwycięstwami Wojsko Polskie. Ponadto, zawierając sojusz z Wranglerm mogliśmy liczyć na wsparcie (polityczne i materialne) ze strony Francji. Nie chodziło tutaj też o brak woli walki w narodzie, tylko o postawę większości elit politycznych – rządzących socjalistów, ludowców i endeków. Łączyła ich niechęć do polskich „obszarników„ – ziemiaństwa z ziem wschodnich oraz do koncepcji federacyjnej Piłsudskiego. Pragnęli w istocie ”Polski dla Polaków”.

Zarówno lewica, jak i endecja, uważały, że bolszewicy są „mniejszym złem„ od carskiego generała Wrangla. Dobitnie to wyraził Stanisław Grabski, gdy podpisując rozejm w Rydze rzekł: „Podpisujemy w tej chwili wyrok śmierci na armię Wrangla„ (Zychowicz skomentował tę wypowiedź następująco: „Nieszczęsny człowiek – nie rozumiał, ze podpisuje również wyrok na Polskę”). Autor recenzowanej książki słusznie podkreśla istotne różnice między Denikinem a Wranglem. ”Czarny Baron” był gotów na kompromisy ze wszystkimi potencjalnymi sprzymierzeńcami w walce przeciwko bolszewikom. Uznał nawet prawo Ukrainy do niepodległości (choć stało się to dopiero 5 listopada 1920 r., gdy Wrangel był już całkowicie przyciśnięty do muru – o czym Zychowicz nie wspomina). W każdym bądź razie sojusz z nim nie zamykał bynajmniej drogi do realizacji koncepcji federacyjnej.

Obszerną część książki poświęcono opisowi i ocenie polsko-bolszewickich rokowań pokojowych, zakończonych podpisaniem 18 marca 1921 r. traktatu w Rydze. Zychowicz poddaje ten dokument i polską delegację sejmową totalnej krytyce (moim zdaniem całkowicie słusznie). Traktat nazywa hańbą ryską, Nową Targowicą, zdradą stanu, kapitulacją zwycięzców, aktem głupoty politycznej, samobójstwem, czwartym rozbiorem Polski. Był to niewątpliwie punkt zwrotny w dziejach Polski. Umarła idea wielonarodowego mocarstwa, porzucono ideę jagiellońską. II Rzeczpospolita była tylko cieniem dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Bolszewicka delegacja w Rydze składała się z wytrawnych dyplomatów (z przewodniczącym Adolfem Joffe na czele), potrafiących wykorzystać podziały wśród Polaków. Natomiast Polska, zdaniem Zychowicza, wysłała amatorów z sejmowego klucza politycznego, w szczególności „póinteligenta„ Jana Dąbskiego i ”grabarza Rzeczyspospolitej” Stanisława Grabskiego. Doszło do sytuacji wręcz kuriozalnej. Polscy delegaci dążyli do szybkiego podpisania rozejmu, zadając cios w plecy własnej armii. A przecież to Lenin pragnął w tym momencie pokoju za wszelką cenę, aby uratować swoją władzę. Bolszewicy byli gotowi oddać Polsce całą Białoruś jako zapłatę za szybki rozejm na froncie i zrzeczenie się przez stroną polską poparcia dla niepodległościowych dążeń Ukrainy.

Trudno w to uwierzyć, ale Grabski nie przyjął takiego prezentu i chwalił się nawet, że „wyciął wrzód miński„. Jako zwolennik Polski etnicznej uznał, że w państwie polskim byłoby wtedy za dużo mniejszości narodowych. Ponadto naiwnie liczył, co potem sam przyznał, na ”utrwalenie trwałej przyjaźni politycznej z Rosją sowiecką”. W gruncie rzeczy dokonano wówczas rozbioru Białorusi. Jakże inaczej wyglądałaby dzisiejsza Białoruś, gdyby zamiast sowietyzacji i rusyfikacji uzyskała autonomię w ramach Rzeczypospolitej. Ze względów strategicznych, granica opierająca się na północy o Dźwinę i Dniepr, zaś na odcinku środkowym o bagna poleskie, byłaby również znacznie łatwiejsza do obrony.

W rozdziale zatytułowanym „Jałta ’21„, Zychowicz zwrócił uwagę na fakt niemal zupełnie zapomniany, a wyjątkowo haniebny. Otóż zdradziliśmy wtedy naszych sojuszników – Ukraińców, Rosjan, Białorusinów i Kozaków – którzy w łącznej liczbie 70 tys. żołnierzy walczyli ramię w ramię z Polakami przeciwko bolszewikom. Bez ich udziału mogłoby nie być zwycięstwa. W szczególności Polska złamała umowę sojuszniczą z Ukraińską Republiką Ludową, podpisaną 21 kwietnia 1920 r. Dla Ukraińców traktat ryski oznaczał kolejny rozbiór Ukrainy – ”nowe Andruszowo”.

W Rydze zdradzono nie tylko sojuszników, ale także (a może przede wszystkim) 1,5 miliona Polaków mieszkających na wschód od ustalonej linii granicznej. Dotyczyło to w szczególności patriotycznej szlachty zagrodowej ze wschodniej Białorusi (barwnie opisanej w powieści Floriana Czarnyszewicza „Nadberezyńcy”) oraz polskich skupisk w okolicach Kamieńca Pdolskiego, Płoskirowa i Żytomierza. Jak przekonuje Zychowicz, rozmawiając z bolszewikami z pozycji siły można było uratować nie tylko Białoruś, ale także Podole i wschodnią część Wołynia. Zapisy traktatu ryskiego o ochronie praw ludności polskiej w ZSRS były tylko pustymi słowami.

Krytyczne oceny traktatu ryskiego były już wielokrotnie formułowane w historiografii. Np. Władysław Pobóg-Malinowski nazwał go „olbrzymią klęską polityczną„ po wielkim zwycięstwie militarnym. Z kolei Norman Davies w książce „Orzeł biały, czerwona gwiazda„ napisał, iż podpisanie rozejmu w Rydze zostało przyjęte przez Lenina jako „zbawienna łaska”. Doszedł nawet do wniosku, że ”w kategoriach obiektywnych trudno mówić o jakimś zwycięstwie. Żaden z celów nieprzyjacielskich stron nie został osiągnięty”. Niemal wszyscy historycy byli jednak zgodni co do tego, że Józef Piłsudski musiał zaakceptować decyzje zapadające w Rydze i właściwie nic innego nie mógł zrobić.

Odmienną tezę wysunął przed laty Józef Mackiewicz, stwierdzając, że Piłsudski, podobnie jak endecy, wybrał kompromis z bolszewikami. Po nieudanej próbie stworzenia socjaldemokratycznej „Trzeciej Rosji”, nie chciał zwycięstwa Wrangla. Zychowicz idąc tym tropem stwierdza, że Piłsudski faktycznie nie zrobił absolutnie nic, aby storpedować rozejm w Rydze, choć miał takie możliwości. Jako zwycięski wódz cieszył się przecież ogromnym autorytetem w wojsku i społeczeństwie. Mógł osobiście interweniować w Rydze, a w ostateczności zorganizować coś w rodzaju buntu gen. Żeligowskiego, ale na większą skalę. Tymczasem było zupełnie przeciwnie, niż sądzi większość Polaków. Piłsudski świadomie wybrał szybkie zakończenie wojny, o czym świadczy ujawniony kilka lat temu przez prof. Andrzeja Nowaka dokument na temat tajnej misji wysłannika Piłsudskiego do bolszewików we wrześniu 1920 r.

Według Zychowicza, Naczelnik Państwa miał wówczas do wyboru dwa warianty korzystne dla Polski. Wariant maksymalny to całkowite pobicie bolszewików w sojuszu z Wranglem. Gdyby się nie udało jesienią 1920 r., mogło być dokończone wiosną 1921 r. Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że w momencie gdy podpisywano traktat ryski (18 marca 1921) władza bolszewicka była wciąż bardzo słaba. W całym kraju tliły się bunty chłopskie, a na wyspie Kronsztad koło Piotrogrodu wybuchło powstanie marynarzy. Dopiero wprowadzenie Nowej Ekonomicznej Polityki (NEP) było wybawieniem dla Lenina.

Wariant drugi (minimalny) polegał na szybkim dotarciu Wojska Polskiego do Dniepru i podyktowaniu bolszewikom warunków pokoju. Przyparci do muru musieli by oddać nie tylko Białoruś, ale również większą część Ukrainy. Na obszarze między Zbruczem i Dnieprem mogła powstać Ukraińska Republika Ludowa. Tak więc Piłsudski miał szansę realizacji swojej koncepcji federacyjnej. Niestety po nieudanym pierwszym podejściu (wyprawie kijowskiej) zrezygnował z drugiej próby. Zabrakło mu konsekwencji i determinacji. Wiele lat później miał powiedzieć: „Ja przegrałem życie, nie udało mi się stworzyć federacji”.

Moim zdaniem oba warianty były jak najbardziej realne. Nieopłacalny w realizacji był natomiast postulowany przez Zychowicza podbój całej Litwy i łotewskich Inflant Polskich. Militarnie było to oczywiście możliwe, ale polityczne koszty byłyby zbyt duże. Rzeczpospolita musiałaby borykać się z litewskim i łotewskim nacjonalizmem na terenach, gdzie Polacy byli jednak w zdecydowanej mniejszości. Przede wszystkim spotkałoby się to z potępieniem ze strony elit państw zachodnich, przywiązanych do propagandowego sloganu o „samostanowieniu narodów”.

W ostatniej części książki Autor opisał niezwykle obrazowo tragiczne następstwa traktatu ryskiego, czyli prawdziwy Holokaust Polaków w Związku Sowieckim. Przypomniał, że w czasie Wielkiego Głodu na Ukrainie zginęło co najmniej 60 tys. naszych rodaków. Tymczasem rząd polski, dbając o poprawne stosunki z Moskwą po zawarciu paktu o nieagresji w 1932 r., nie zrobił nic, aby ich ratować. Na dodatek, w prasie cenzurowano informacje o tej tragedii. Nawiasem mówiąc, nie wykorzystano doskonałej okazji, aby skutecznie ukrócić komunistyczną agitację o „sowieckim raju„, szerzoną wśród ukraińskich chłopów w Polsce. Później, w latach 1937–1938 w wyniku ludobójczej „akcji polskiej„ zamordowano w ZSRS 200 tys. Polaków. Ledwie 18 lat po traktacie ryskim, Rzeczpospolita utraciła ziemie na wschód od Bugu, a Polaków na tych terenach spotkały deportacje i kolejny akt ludobójstwa. Długofalową konsekwencją Rygi było także powstanie ”Polski Ludowej”. Co istotne, to wszystko było do przewidzenia. Przed takim rozwojem wydarzeń ostrzegali cytowani w książce konserwatywni politycy i publicyści, np. prof. Marian Zdziechowski. Niestety, nikt nie chciał ich słuchać…”

całość tu: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

podobne: Piotr Szubarczyk i Stanisław Cat Mackiewicz: 18 marca 1921r. Traktat ryski oraz: Gloria victoribus! czyli… 93. rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku i to: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. polecam również: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie.

Wojna Polsko-Sowiecka 1920 (Polski plakat propagandowy z 1920)

Wojna Polsko-Sowiecka 1920 (Polski plakat propagandowy z 1920)

 

Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ.


„…Polska inteligencja nie miała doświadczenia w budowaniu państwa i troszczeniu się o nie w skrajnie trudnych warunkach geopolitycznych. Powstała głównie ze zbiedniałej porozbiorowej szlachty, swoje idee brała zaś ze specyficznie odczytanego mitu romantycznego i arystokratycznych aspiracji. Chłopami się brzydziła, a mieszczańskiej klasy średniej, która zbudowała nowoczesne państwa na Zachodzie, nie rozumiała. Oczywiście, najwybitniejsi przedstawiciele polskiej inteligencji potrafili stać się jednostkami niezaprzeczalnie wielkimi, zwłaszcza w nauce, wystarczy wspomnieć polską szkołę logiczno-matematyczną, filozoficzną i socjologiczną. Inteligencja prawie zawsze operowała jednak raczej na poziomie abstrakcji niż konkretów, a w swej masie ciążyła ku dość dyletanckiej i wtórnej salonowej humanistyce…

To dlatego polscy inteligenci w dziewiętnastym wieku tak naiwnie angażowali się we wszystkie możliwe rewolucje lub też w imię „realizmu” stawali się bezwolnymi narzędziami obcej polityki. To stąd brała się kompensacyjna, mistyczna megalomania lóż emigracyjnych połączona z bolesnym zakompleksieniem wobec europejskich intelektualistów.

(…)

Częściowo w oparciu o tezy J. F. Staniłki można byłoby wręcz skonstruować katalog siedmiu, grzechów głównych inteligenckiego myślenia w polityce zagranicznej. Byłyby to 1) manichejskie (czarno-białe) postrzeganie polityki zagranicznej; 2) moralizowanie i estetyzowanie; 3) ciążenie ku obcym elitom wbrew interesom narodowym; 4) przecenianie znaczenia polityki historycznej i symbolicznej; 5) brak wiedzy o najnowszych globalnych trendach; 6) kompleks niższości; 7) dziecinny realizm historyczny.

(…)
poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy.

Polska tymczasem zamiast trwałymi interesami kieruję się raczej dość zmiennymi i etycznie zabarwionymi sympatiami. Z pozoru wydaje się, na przykład, że w naszym interesie jest zachowanie integralności europejskich granic i trzymanie Rosji na bezpieczną odległość, a najlepiej oddzielenie się od niej łańcuchem sprzymierzonych krajów. Z jednej jednak strony, wbrew naszemu dążeniu do stabilności granic na kontynencie, opowiedzieliśmy się za niepodległością Kosowa. Z drugiej zaś, wbrew naszej zasadzie budowania regionalnych sojuszy pryncypialnie obrażamy się na Węgry i Białoruś, co tylko jeszcze bardziej zbliża je do optyki Kremla. Nie chcemy zrozumieć, że kraje te w obliczu rosnącej agresywności Rosji i dość obojętnej postawy Niemiec i USA starają się uprawiać niebezpieczną politykę balansowania między mocarstwami. Możemy im w tym pomóc. Możemy np., kiedy trzeba, wzmacniać nieco ich pozycję w kontaktach z Niemcami, a w zamian za to wymagać, by one wzmacniały naszą politykę w kontaktach z Rosją. Wymagałoby to jednak kunsztu politycznego jakiego dziś brak polskim politycznym elitom.

W samej Rosji natomiast polski inteligent musi przede wszystkim przestać rozmawiać z tamtejszą inteligencją opozycyjną. O ile bowiem w Polsce mamy do czynienia z pewnym rozdźwiękiem pomiędzy inteligencją a społeczeństwem, o tyle inteligent rosyjski (zwłaszcza opozycjonista) jest po prostu obcokrajowcem w swoim własnym kraju i, co do zasady, znacznie lepiej dogaduje się ze zwykłym Francuzem czy Niemcem niż ze zwykłym Rosjaninem. Prawidłowość tę zauważył już Dostojewski i nic nie wskazuje na to, aby miała ona ulec zmianie. Należy więc sobie powiedzieć wprost, że szlachetni „bracia Moskale” w przewidywalnej przeszłości nie będą zdolni do wywierania jakiekolwiek wpływu na władzę, nie mówiąc już o jej przejęciu. Ludzie którzy okupują zaś kremlowski „wertykał wlasti” to, z grubsza rzec biorąc, przedstawiciele służb i oligarchii. Z ich szeregów będzie się też rekrutował następca Władimira Putina i to z nimi będziemy musieli twardo i rzeczowo rozmawiać jeszcze długo po tym, jak zapomnimy o konflikcie na Ukrainie.

Co powie Europa, co powie Waszyngton?

Tyle, że inteligencka polityka zagraniczna nie zna właściwie pojęcia „twardej rozmowy”. To przecież trąci jakimś dorobkiewiczowskim targowaniem się. Tymczasem inteligencka strategia negocjacyjna opiera się zwykle na okazywaniu niepohamowanej pogardy adwersarzom i równie niepohamowanej spolegliwości sojusznikom. Administracja amerykańska może, na przykład, kupić sobie zgodę polskiego rządu na niebywale niebezpieczne i raczej wątpliwe moralnie działania na naszym terenie za śmieszną sumę 15 mln dolarów. Tutaj akurat jakoś się moralnie nie wzmogliśmy.

Podobnie ze stoickim spokojem przyjęliśmy uderzający w naszą energetykę pakiet klimatyczny. Brak nam wyraźnie tupetu Wielkiej Brytanii, która raz uzyskanego od UE w latach osiemdziesiątych rabatu nie oddała nigdy, a wobec wizji Brexitu może w Brukseli uzyskać nawet dalej idące ustępstwa. W stosunkach z USA brak nam śmiałości Turcji, która postawiła sprawę jasno: udostępnimy bazy wojskowe do działań przeciwko Państwu Islamskiemu tylko jeśli otrzymamy gwarancję, że nie powstanie państwo kurdyjskie a Waszyngton da Ankarze zielone światło do działań przeciwko bazom Partii Pracujących Kurdystanu. Targu jak się zdaje dobito, potem Turcy udostępnili swoje bazy.

Polska stosuje tymczasem inną strategię: najpierw wyświadcza Waszyngtonowi przysługę, np. rusza z nim do Iraku czy Afganistanu wbrew polityce zachodniej Europy, a potem wiernie czeka na nagrodę, którą wzruszony jej szlachetnym uczynkiem Waszyngton powinien Polsce przyznać. 

(…)

W polityce i publicznym dyskursie o polityce zagranicznej realizm dobrze zinternalizowany to tymczasem realizm niemal niewidoczny. Realizm bardzo znaczący w czynach i bardzo oszczędny w słowach. Proszę sobie na przykład wyobrazić, że niemieckie wysokonakładowe gazety piszą coś w stylu: „Ach, gdybyśmy tylko z inwazją na ZSRR poczekali do wiosny 1942, albo w ogóle rozpoczęli całą wojnę dwa lata później, w 1941. Przecież bylibyśmy dziś największym mocarstwem na świecie, a Hitler byłby uważany za największego człowieka w historii ludzkości”. Albo zwizualizujmy sobie następujący passus w prasie amerykańskiej: „Ach, gdybyśmy tylko posłuchali McArthura i w 1950 zrzucili bomby atomowe na chińskie miasta, nie mielibyśmy dziś żadnej konkurencji na Pacyfiku”. Tymczasem w polskiej prasie i świetnie się sprzedających polskich książkach możemy z łatwością znaleźć wizje przymierza z Hitlerem i wspólnej wyprawy Moskwę. W tym kontekście nie powinno dziwić, że tak wielu Rosjan i Amerykanów uważa nas za kryptofaszystów, a wielu Niemców ma nas zapewne za pożytecznych idiotów, którzy z nich to odium zdejmują.

(…)

…wydaje się, że nadchodzi globalne przesilenie, które stawia przed naszym krajem nowe wyzwania, ale otwiera też przed nim nowe możliwości. By z nich skorzystać, musimy jednak mieć państwo w którym politykę zagraniczną prowadzi się w oparciu o zimną kalkulację, a nie mrzonki czy też dyletancki pseudorealizm.” (Michał Kuź)

całość tej całkiem trafnej analizy naszej polityki zagranicznej tu: „Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić” czyli o aktualności myśli J. Piłsudskiego.

podobne: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. oraz: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. polecam również: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja.

Pan Grzegorz Braun – Aternatywne Sojusze z Białorusią, Turcją i Skandynawią

„… Polska zrezygnowała z jakichkolwiek prób budowy sojuszu państw środkowoeuropejskich jako przeciwwagi dla mocarstw kontynentalnych. Zamiast tego postawiono na zbliżenie z Berlinem i Moskwą, licząc, że przywódcy tych dwóch mocarstw kontynentalnych potraktują Warszawę jak partnera – co prawda młodszego, ale zawsze.

Prezydent Komorowski ze spokojem przyglądał się więc obumieraniu naszej polityki regionalnej. Dialog polityczny z Litwą, tak intensywny za czasów Lecha Kaczyńskiego, zamarł, a relacje pomiędzy obydwoma krajami stały się tak złe, jak nigdy w historii po 1989 r.

Stosunki z Białorusią zostały de facto zawieszone. Polska przestała tolerować politykę balansowania Łukaszenki pomiędzy Moskwą a Brukselą. Co więcej świadomie postawiono na siły polityczne wewnątrz białoruskiej opozycji, które dążyły (lub udawały, iż dążą) do przewrotu politycznego w Mińsku, a nie do dialogu i ewolucji. Odrzucając „okrągłostołową” filozofię polityczną, Warszawa, w warunkach silnej władzy w Mińsku z jednej strony oraz słabej i zinfiltrowanej przez KGB opozycji z drugiej de facto wspierała scenariusz, którego jedynym możliwym końcem był scenariusz siłowy, a tym samym izolacja reżimu i jego wpadnięcie w ramiona Moskwy.

W miarę dobrze się kontakty z prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem, co jest skądinąd paradoksem zważywszy na to, iż ani z demokracją, ani z kursem politycznym Kijowa nie działo się – z polskiego punktu widzenie – dobrze.

Priorytetem stały się stosunki z Rosją i Niemcami, a właściwie tworzenie „dobrej atmosfery”. Przestaliśmy się przy tym spierać o interesy, a twardą grę zastąpiliśmy PR na wewnątrz i swoistym leseferyzmem na zewnątrz. Bronisław Komorowski jeszcze w roku 2011 przekonywał Polaków, że prezydent Rosji Miedwiediew jest partnerem „godnym zaufania”, a „ostatnie miesiące wykazały, że wypełnia obietnice i wszystko świadczy o tym, że zależy mu na dobrych relacjach z Polską i na głębokiej modernizacji Rosji”. Podobnie zachowywał się w stosunku do naszego zachodniego partnera. W roku 2014 przemawiając przed Bundestagiem mówił tylko o „pojednaniu” i „wspólnocie odpowiedzialności”, a ani słowa nie poświęcił różnicom interesów i nierozwiązywanym od dekad tzw. problemom trudnym w stosunkach dwustronnych.

(…)

Głównym powodem reorientacji polskiej strategii winna być jej zupełna nieskuteczność. Berlin w zamian za nasza zgodę na swoje przywództwo nie zaoferował niczego. Nie próbował nawet łagodzić sprzeczności interesów w stosunkach dwustronnych. Nadal forsował strategiczne partnerstwo energetyczne z Moskwą oraz niezgodną z naszymi elementarnymi interesami politykę klimatyczną. Rosjanie natomiast nawet nie starali się udawać, że traktują nas jak partnera, o czym premier Tusk boleśnie przekonał się w momencie, gdy Moskwa w styczniu 2011 roku zaskoczyła go publikacją raportu nt. katastrofy w Smoleńsku. Pełne fiasko zbliżenia z dwoma mocarstwami kontynentalnymi wyszło na jaw, gdy w 2014 roku okazało się, że dla Polski zabrakło miejsca przy dyplomatycznym stole, decydującym o przyszłości Ukrainy.

(…)

Niestety, prezydent Komorowski nie wykorzystał szansy, jaką sprezentował mu los. Co prawda w końcu roku 2014 przedstawił nową strategię bezpieczeństwa narodowego, ale nie wiadomo, dlaczego w ogóle nie brała ona pod uwagę powstałych zagrożeń. W szczególności bagatelizowała ona te ze strony Rosji…

…Doktryna bezpieczeństwa winna wyjaśniać naturę zagrożeń ze strony Rosji. Po pierwsze, tych natury geopolitycznej. Wskazać na to, że pierwszoplanowym celem Moskwy jest zniszczenie politycznej wspólnoty Zachodu. Najpierw poprzez wbicie klina w więzi transatlantyckie, co będzie skutkowało wycofaniem się Stanów Zjednoczonych z Europy i likwidacją NATO lub jego przekształceniem z sojuszu obronnego w organizację współpracy politycznej. W miejsce wspólnoty transatlantyckiej Moskwa chciałaby stworzyć sojusz eurazjatycki wraz z kontynentalnymi mocarstwami zachodnioeuropejskimi (Niemcami, Francją i Włochami) i w efekcie zastąpić istniejący system bezpieczeństwa swoistym „koncertem mocarstw”. Sukces tych zamierzeń oznaczałby dla Polski marginalizację polityczną i geopolityczne osamotnienie. Przede wszystkim jednak oznaczałby brak realnych gwarancji bezpieczeństwa.

(…)

…Polska po agresji Rosji na Ukrainę po raz pierwszy po zakończeniu zimnej wojny znalazła się w sytuacji realnego zagrożenia militarnego. Prezydent jako konstytucyjny strażnik „suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium” powinien zapomnieć o sugestii b. prezydenta Francji J. Chiraca, który sugerował, że Polska winna „siedzieć cicho” i przejść do dyplomatycznej ofensywy, której adresatem byłby Waszyngton, Berlin i Paryż. Niestety, nie zdecydował się na podjęcie asertywnej polityki i podczas szczytu Sojuszu w Newport bez słowa protestu przyjął decyzje mocarstw zachodnich o niewzmacnianiu flanki wschodniej… (Krzysztof Rak)

całość tu: Letniość nie jest polityczną cnotą

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? a także: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? i jeszcze: Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. oraz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów.

PS… „…Przypominamy, że ambasadorem Polski w Stanach Zjednoczonych jest Ryszard Sznepf, jednocześnie członek żydowskiej loży „Synów Przymierza” (B’nai B’rith Polin).

W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się też, że stanowisko ambasadora w Kijowie ma objąć obecny rzecznik prasowy MSZ, a wcześniej publicysta „Gazety Wyborczej”, Marcin Wojciechowski, ten sam, według którego „Bandera bywa demonizowany przez środowiska kresowe”. To tak jakbym ja napisał, że środowiska żydowskie demonizują postaci Adolfa Hitlera i Adolfa Eichmanna.

Przypominam, że poprzednim rzecznikiem prasowym MSZ był inny publicysta „Gazety Wyborczej”, Marcin Bosacki, który dzisiaj pełni funkcję ambasadora Polski w Kanadzie. Jak widzimy, aby pracować w polskiej dyplomacji trzeba pochodzić z zaciągu Geremka, albo być wcześniej publicystą „Gazety Wyborczej”. Niebagatelne znaczenie ma również pochodzenie etniczne. W 2012 roku polska opinia publiczna dowiedziała się, że w MSZ zatrudnionych jest 131 byłych tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych, z czego 7 kieruje naszymi placówkami za granicą…” (całość tu: Musimy odzyskać MSZ)

 Polska dyplomacja

Prawy Sektor chce referendum ws. wotum nieufności dla władz. Przemytnicy z Zakarpacia powoływani do wojska. Krucha równowaga pomiędzy klanami oligarchiczno-mafijnymi na Ukrainie.


Ukraina – Prawy Sektor chce referendum ws. wotum nieufności dla władz. Przemytnicy z Zakarpacia powoływani do wojska.

PAP – Świat, 21 Lip 2015, 22:10, Kijów (PAP) – Ok. 3 tys. osób uczestniczyło w poniedziałek wieczorem w wiecu na Majdanie Niepodległości w Kijowie; wiec zwołała nacjonalistyczna organizacja Prawy Sektor (PS) pod hasłem „Precz z władzą zdrajców”. PS chce referendum ws. wotum nieufności wobec władz.

Przywódca PS Dmytro Jarosz zapowiedział powołanie na Ukrainie lokalnych sztabów, które zajmą się przygotowaniem referendum w sprawie wotum nieufności wobec rządzących w Kijowie. Tego dnia w ukraińskiej stolicy odbył się także zjazd Prawego Sektora. Postanowiono, że organizacja nie weźmie udziału w zaplanowanych na październik wyborach samorządowych.

„Referendum powinno dotyczyć takich kwestii, jak wotum nieufności wobec władz. Chcemy, by wojna, którą Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie, została nazwana wojną, a nie operacją antyterrorystyczną. Domagamy się również całkowitej blokady okupowanych terytoriów i prosimy społeczeństwo o poparcie legalizacji ochotniczych batalionów” – mówił Jarosz do zgromadzonych w Kijowie ludzi.

Początkowo zapowiadano, że głównym hasłem wiecu będzie dymisja prezydenta Petra Poroszenki, który zdaniem PS nie realizuje haseł z protestów antyrządowych z zimy przełomu lat 2013 i 2014, które doprowadziły do obalenia ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza.

Poroszenkę ostrzeżono jedynie, by nie zarządzał państwem tak, jak należącą do niego korporacją „Roshen”, i kierował się interesami społeczeństwa, a nie oligarchów. Jarosz zapewnił, że w związku z sytuacją w kraju, który walczy z separatystami na wschodzie, nikomu nie uda się sprowokować PS do działań, które mogłyby naruszyć spokój.

Prawy Sektor zwołał wiec w Kijowie po wydarzeniach w Mukaczewie w obwodzie zakarpackim na zachodzie kraju, gdzie bojownicy PS uczestniczyli 11 lipca w strzelaninie z ludźmi obwinianego o kierowanie mafią papierosową parlamentarzysty Mychajła Łania i z milicją. Najprawdopodobniej poszło o podział rynku przemytu papierosów, choć Prawy Sektor twierdzi, że chciał zniszczyć przemytniczy biznes Łania.

W wyniku strzelaniny zginęły co najmniej dwie osoby. Niektóre doniesienia mówią też o czterech ofiarach śmiertelnych. Kilkanaście osób, w większości milicjantów, zostało rannych.

Po wydarzeniach w Mukaczewie prezydent Poroszenko wymienił władze obwodu zakarpackiego, zwalniając ze stanowisk szefa administracji obwodowej oraz miejscowych komendantów milicji i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Na czele władz obwodowych stanął Hennadij Moskal, który dotychczas był szefem obwodu ługańskiego i walczył z przemytem płynącym z obszarów kontrolowanych przez Ukrainę na tereny znajdujące się pod kontrolą prorosyjskich separatystów.

Prawy Sektor uważa, że władze wykorzystują strzelaninę w Mukaczewie, by zlikwidować ochotnicze jednostki, walczące z separatystami w Donbasie. Organizacja ma tam dwa swoje bataliony.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ mmp/ kar/

PAP – Świat 23 Lip 2015, 11:37 , Kijów (PAP) – W obwodzie zakarpackim na zachodniej Ukrainie, gdzie 11 lipca doszło do strzelaniny na tle konfliktu o podział rynku przemytu papierosów, trwa wielka mobilizacja do wojska. Szczególnym zainteresowaniem armii cieszą się przemytnicy.

Wezwania wręczane są nawet na punktach kontrolnych drogówki. W Mukaczewie, gdzie rozegrały się wydarzenia z udziałem uzbrojonych nacjonalistów z Prawego Sektora, miejscowej mafii papierosowej i milicji, w środę wezwania do wojska otrzymało prawie 90 mężczyzn – podały w czwartek media, powołując się na lokalną delegaturę MSW.

Nowy szef władz obwodowych Zakarpacia Hennadij Moskal uprzedził wcześniej, że zaproszenia do wojskowych komend uzupełnień otrzymają przede wszystkim ci, którzy pojawiają się publicznie z bronią, noszą wojskowe ubrania i mają zasłonięte maskami twarze. Do wojska pójdą także mężczyźni przyłapani na przemycie.

„Nie pozwolę na okazywanie +bohaterstwa+ poprzez walkę z miejscową ludnością, bezkarne chodzenie z bronią i straszenie ludzi. Kategorycznie powiedziałem, że jeśli zobaczycie kogoś w masce, to natychmiast ciągnijcie go do komendy uzupełnień” – mówił Moskal w niedawnym wywiadzie dla jednej z gazet.

W czwartek przedstawiciele armii czekali na mężczyzn w wieku poborowym na kontrolnych punktach milicji drogowej w Mukaczewie i w miejscowości Nyżni Worota. „Postanowiliśmy wesprzeć mobilizację do sił zbrojnych Ukrainy. Tylko pierwszego dnia mężczyznom, którzy podlegają mobilizacji, wręczono 88 wezwań do armii. Sądzę, że w wyniku naszych działań liczba ochotników wzrośnie” – zapowiedział komendant obwodowego MSW Serhij Kniaziew.

Wpływowy zakarpacki polityk, deputowany do ukraińskiego parlamentu i szef kancelarii b. prezydenta Wiktora Juszczenki Wiktor Bałoha zaalarmował tymczasem, że mobilizacja wykorzystywana jest w tym regionie w celach politycznych. Oświadczył, że gdy po mianowaniu Moskala na szefa administracji obwodu z pracy zwolnili się naczelnicy administracji rejonowych (powiatowych), po kilku dniach zaczęli oni otrzymywać wezwania do wojska. Wezwania dostali także deputowani lokalnych rad z partii Bałohy, Jedno Centrum – mówił ten polityk.

„Stalin odsyłał niepokornych do obozów koncentracyjnych, Breżniew do szpitali psychiatrycznych, Janukowycz do więzienia, a demokratyczne władze Ukrainy odsyłają ich do ATO (strefa operacji antyterrorystycznej przeciwko prorosyjskim separatystom). Wojna przestała być środkiem obrony suwerenności i jedności terytorialnej, lecz przekształciła się w instrument walki politycznej” – powiedział Bałoha. Wyraził przypuszczenie, że mobilizacja może być także wykorzystana dla walki z przeciwnikami politycznymi przed zaplanowanymi na październik wyborami samorządowymi.

Pierwsza fala tegorocznej mobilizacji na Ukrainie rozpoczęła się w styczniu i trwała 90 dni. Według ministerstwa obrony w 2015 r. poborem może zostać objętych ponad 100 tysięcy ludzi. Duża część będzie pełniła służbę na linii podziału między ukraińskimi siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami w Donbasie na wschodzie kraju.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ awl/ kar/ (za stooq.pl)

podobne: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. oraz: Jaceniuk mówi „wojna”, ale Poroszenko o „operacji antyterrorystycznej” i zaznacza że wszystko jest pod kontrolą. Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front.

„…Na niezbyt licznym wiecu na Majdanie 21 lipca wódz „prawoseków” Dmytro Jarosz ogłosił, że domagał się będzie odsunięcia od władzy P. Poroszenki w drodze… referendum. Zabrzmiało to żałośnie w momencie, gdy jego podkomendni z Zakarpacia tropieni byli w karpackich górach przez wojska rządowe niczym zwierzyna łowna.

Można jednak zakładać, że na tym konfrontacja pomiędzy „Prawym Sektorem” a ekipą Poroszenki nie zakończy się. Ten spór w majdanowej rodzinie był nieunikniony i musi zmierzać do jakiegoś przesilenia. Przypadkowa w sumie potyczka bojówki „prawoseków” z milicją w Mukaczewie 11 lipca tylko przyśpieszyła jego eskalację. Konflikt dojrzewał jednak od dłuższego czasu. Jego istota polega na tym, że P. Poroszenko na tyle opanował już sytuację polityczną w kraju, podporządkował sobie służby siłowe, że nie potrzebuje więcej pomocy ze strony kłopotliwych, bądź co bądź, sojuszników. Watahy „Prawego Sektora” były dobre, gdy szturmowały kordony „berkutowców” Wiktora Janukowycza na Majdanie i gdy pacyfikowały cywilną ludność Południowego-Wschodu w pierwszej fazie słabych jeszcze rządów majdanowych oligarchów.

Teraz jednak sojusz z jawnymi neonazistami to dla P. Poroszenki, kreującego się na „demokratycznego, europejskiego przywódcę”, pewien dyskomfort, wręcz zbędny balast. Z drugiej strony bojówkarze „Prawego Sektora”, którzy już posmakowali nieco władzy i pełni bezkarności, nie zamierzają dobrowolnie zejść ze sceny. W tym układzie możliwe są jeszcze doraźne zawieszenia broni i przejściowe sojusze, ale na dłuższą metę jedna ze stron musi wyeliminować drugą.

Na ten moment na pewno silniejszą pozycję ma ekipa P. Poroszenki, która cieszy się też poparciem ambasadora USA Geoffreya Pyatta (co w obecnych ukraińskich realiach jest czynnikiem decydującym), ale nie na tyle silną, żeby pozwolić sobie na zbrojną, krwawą rozprawę z „Prawym Sektorem”. A inną drogą niż przez „noc długich noży” ugrupowania tego nie da się poskromić. Zbyt duży arsenał broni palnej zgromadziło w swoich rękach. Do tego D. Jarosz, zdając sobie sprawę ze swojej słabości, zaczął czynić przyjazne gesty pod adresem… powstańców Donbasu, których dotąd zaciekle zwalczał. Już w pierwszych godzinach po starciu z milicją w Mukaczewie wycofał z frontu w Donbasie swoje jednostki. Zaczął przebąkiwać także o zmianie orientacji geopolitycznej. – Prawy Sektor nie występował i nie występuje o wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. Uważamy, że Ukraina powinna być podmiotem, a nie przedmiotem geopolityki. Opowiadamy się za pozablokowym statusem kraju. Tak jak górnicy Donbasu jesteśmy przeciwko temu, żeby na Ukrainie były bazy NATO, a więc jesteśmy przeciwko członkostwu Ukrainy w NATO. Rozmawiamy zarówno z ludźmi, którzy są za UE, jak i z tymi, którzy są za sojuszem z Rosją – powiedział na antenie stacji telewizyjnej „Ukraina”. Dodał także, że „Prawy Sektor” nie pójdzie już z bronią w ręku na Donbas. Wyraźnie więc zaszachował P. Poroszenkę możliwością taktycznego sojuszu z Donieckiem we wspólnym marszu na Kijów, do czego już od dawna przedstawicieli tzw. ochotniczych batalionów próbowali przekonywać liderzy antyoligarchicznego powstania na Wschodzie.

Zakarpacie beczką prochu

Jednak niezależnie od tego, jak potoczy się konfrontacja pomiędzy P. Poroszenką a D. Jaroszem w skali całej Ukrainy, uruchomiony starciem w Mukaczewie mechanizm może doprowadzić na Zakarpaciu do dalszych ruchów tektonicznych. I to już niekoniecznie z udziałem „Prawego Sektora”, przynajmniej nie w głównej roli. Rzecz w tym, że region ten znajduje się w epicentrum zainteresowań różnych, skonfliktowanych ze sobą grup interesów – poczynając od sąsiednich państw (głównie Węgier), poprzez ruchy polityczne, klany oligarchów, aż po silne organizacje przestępcze. Zresztą te ostatnie i klany oligarchów to często jedno i to samo. Równowaga społeczno-polityczna na tym terytorium była bardzo krucha.

Przypomnijmy, że awantura w Mukaczewie zaczęła się najprawdopodobniej od sporu „prawoseków” z ludźmi lokalnego oligarchy Mychajły Łanji o kontrolę nad szlakami kontrabandy do i z Unii Europejskiej. Dopiero przybycie na odsiecz gangsterom miejscowych milicjantów i zastrzelenie dwóch z nich przez neonazistów przekształciło te mafijne porachunki w konflikt militarno-polityczny. W wyniku starć zbrojnych doszło z kolei do ruchów, które zakłóciły kruchą równowagę pomiędzy klanami oligarchiczno-mafijnymi. Przede wszystkim Petro Poroszenko dla uporządkowania sytuacji mianował gubernatorem regionu Gienadija Moskala, dotąd gubernatora przyfrontowego obwodu ługańskiego (tej części, która pozostaje pod kontrolą Kijowa), znanego z twardej ręki wobec miejscowej ludności i konfliktów na tle kontrabandy ze stacjonującymi tam tzw. ochotniczymi batalionami, m.in. z osławioną licznymi zbrodniami wojennymi kompanią MSW „Tornado”.

Jeśli G. Moskal spróbuje przenieść te metody rządzenia na Zakarpacie, może spowodować wybuch niezadowolenia ludności, która w znacznej mierze żyje z kontrabandy. Wystarczy wspomnieć, że ponoć transport jednej ciężarówki z papierosami do Włoch przynosi czysty zysk w wysokości blisko pół miliona euro…”

całość tu: Jacek C. Kamiński: Widmo zbrojnego konfliktu u granic RP?

podobne: Prawy Sektor grozi marszem na Kijów. oraz: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Putin i Poroszenko zadowoleni z rozejmu. Kijów nie cofnie procesów autonomizacji Donbasu. Kolej na Naddniestrze? i to: Ukraina: coraz mniej Ukrainy w Donbasie, zmiany na scenie politycznej, czystki we władzach i wojna oligarchów (Poroszenko umacnia swoje wpływy?) USA: rezolucja w sprawie broni dla Ukrainy. a także: Ukraiński batalion samowolnie opuścił front i jeszcze: Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie? Konrad Rękas: Po co powstrzymywać Putina?

Pisałem to jakiś czas temu więc tylko powtórzę… Poroszenko ma ambicję na samodzielne rządy i dlatego konsekwentnie instaluje w terenie swoich ludzi. Wykruszanie się wpływów niedawnych prowodyrów/bohaterów Majdanu będzie się pogłębiać na jego korzyść. Do pełni szczęścia (i władzy) brakuje mu już tylko wiernej armii by móc okiełznać bądź spacyfikować ewentualnych pretendentów pokroju Kołomojskiego i ich prywatne gwardie, oraz dla podporządkowania sobie nacjonalistów (głównie z Prawego Sektora), którzy mają swoje ambicje. I to jak widać całkiem interesujące skoro romansują z buntowszczikami z Donbasu. Ciekawe co na to Putin 😉 Czyżby podejrzenia co do tego, że ten cały Prawy Sektor to rosyjska prowokacja by mieć powód do wkroczenia na Donbas dla obrony przed „odradzającym się na Ukrainie nazizmem” miała okazać się prawdą? (Odys)

Ukraina (krew)

Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.


1. Ukraina – Rząd otrzymał prawo wstrzymywania spłaty zadłużeniaPutin: Rosja mogłaby już zażądać od Ukrainy spłaty długu. Miedwiediew: zajmiemy twardą postawę w razie niewypłacalności Ukrainy

19.05. Kijów (PAP) – Ukraiński parlament przyjął we wtorek ustawę, dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego, zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. W uzasadnieniu wyjaśniono, że celem tych działań jest obrona interesów narodowych.

Rząd wniósł projekt ustawy do Rady Najwyższej we wtorek, prosząc deputowanych, by go poparli w związku z trudną sytuacją gospodarczą oraz – jak to ujęto – dla obrony państwa przed „atakami nieżyczliwych kredytodawców”. Rada Ministrów zapewniła jednak, że prawo ogłoszenia moratorium na spłatę zadłużenia nie będzie miało wpływu na zobowiązania kredytowe Ukrainy.

„Jest to bardzo trudny dokument, który albo da szansę porozumienia się z kredytodawcami, albo otworzy możliwość ogłoszenia bankructwa technicznego” – oświadczył Jurij Łucenko, szef frakcji prezydenckiego Bloku Petra Poroszenki.

Premier Arsenij Jaceniuk, prosząc posłów o poparcie rządowego projektu ustawy, oświadczył, że w ciągu najbliższych czterech lat Ukraina powinna zwrócić 30 mld dolarów zadłużenia zagranicznego i spłacić 17 mln dolarów pożyczek wewnętrznych, na co obecnie nie ma pieniędzy.

Jaceniuk zapewnił, że decyzja parlamentu, zezwalająca na ogłoszenie moratorium na spłatę zadłużenia, „jest prawem”, z którego rząd może skorzystać lub nie. Wyjaśnił też, że Ukraina chce zwrócić długi, jednak – jak podkreślił – „na warunkach, które proponuje ukraiński rząd i państwo”.

Szef rządu wyjaśnił, że jego kraj znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, wynikającej z utraty zaanektowanego przez Rosję Krymu oraz z konfliktu z separatystami we wschodnich obwodach. Zaznaczył, że zadaniem parlamentu jest odciążenie gospodarki i przyszłych pokoleń od zadłużenia w wysokości 40 mld dolarów, zaciągniętego przez ekipę obalonego w ubiegłym roku prezydenta Wiktora Janukowycza. Premier podkreślił, że obecnie Ukraina winna jest swym partnerom ogółem 70 mld dolarów.

W ubiegłym tygodniu Jaceniuk oświadczył, że zagraniczni kredytodawcy muszą się zgodzić na „uzasadniony” układ zaoferowany przez władze Ukrainy w rozmowach na temat restrukturyzacji około 23 mld dolarów zadłużenia kraju.

Stanowisko to przekazał, gdy grupa największych posiadaczy ukraińskich obligacji ponownie zgłosiła obiekcje do jakiegokolwiek umorzenia kapitałowej części długu, a resort finansów Ukrainy zarzucił kredytodawcom, że nie chcą negocjować w dobrej wierze.

Przemawiając wówczas w parlamencie, Jaceniuk oświadczył, że posiadacze obligacji powinni wziąć pod uwagę fatalny stan ukraińskich finansów.

„Kraj jest w stanie wojny. Straciliśmy 20 proc. naszej gospodarki. Zwróciliśmy się do kredytodawców, przedstawiając im jasne stanowisko w kwestii procedury i warunków restrukturyzacji” – mówił premier. „Prosimy, apelujemy i nalegamy, żeby zewnętrzni kredytodawcy wzięli pod uwagę obecną sytuację i przyjęli propozycję ukraińską, która jest uzasadniona i która jest sposobem na przyjście Ukrainie z pomocą” – dodał.

Propozycja przedstawiona przez władze w Kijowie zakłada m.in. wydłużenie okresu zapadalności obligacji i redukcję części kapitałowej zadłużenia.

W zeszłym tygodniu komitet kredytodawców, w skład którego wchodzi firma inwestycyjna Franklin Templeton i który reprezentuje inwestorów posiadających ukraińskie obligacje wartości ok. 10 miliardów dolarów poinformował, że przedłożył nowe, szczegółowe propozycje dotyczące restrukturyzacji, ale plan ten w dalszym ciągu wyklucza redukcję kapitałową.

Ukraina ma niewiele czasu na porozumienie się z kredytodawcami, ponieważ Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by porozumienie w sprawie restrukturyzacji zadłużenia zostało zawarte zanim zakończy się najnowszy przegląd programu ratunkowego dla Ukrainy wartego 17,5 mld USD; kierownictwo MFW ma się nim zająć w czerwcu. Od wyników przeglądu zależy wypłacenie Ukrainie drugiej transzy wysokości ok. 2,5 mld USD. Pieniądze te są Ukrainie pilnie potrzebne.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP) jjk/ agy/ kar/

20.05. Moskwa (PAP) – Rosja mogłaby już żądać od Ukrainy przedterminowego uregulowania jej zadłużenia, ale nie czyni tego ze względu na prośbę Kijowa i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) – powiedział w środę prezydent Władimir Putin.

Jak wyjaśnił Putin na spotkaniu z członkami rosyjskiego rządu, Rosja zainwestowała część swoich rezerw w państwowe obligacje ukraińskie. „Mamy prawo już dawno żądać przedterminowej spłaty tych środków, ze względu na to, że według warunków naszego porozumienia w przypadku, gdy łączny poziom długu publicznego Ukrainy przewyższy 60 procent PKB, to pojawia się prawo do przedterminowej spłaty (zadłużenia)” – powiedział.

Dodał, że „zgodnie z prośbą ukraińskich partnerów oraz MFW” Rosja nie korzysta z tego prawa. „Nie chcemy pogłębiać i tak już trudnej sytuacji gospodarczej naszych partnerów i sąsiadów” – oznajmił.

Polecił, by sytuacją, jaka powstała w związku z długiem Kijowa, zajął się premier Dmitrij Miedwiediew. Konsultacje na ten temat ma prowadzić minister finansów Rosji Anton Siłuanow. „Słyszymy oświadczenia osób oficjalnych o tym, że rozpatrywana jest możliwość nieoddawania kredytów wziętych przez poprzednie władze (Ukrainy). Chcemy poznać zamiary naszych partnerów” – powiedział Putin.

Zadłużenie Ukrainy, o którym mówił prezydent Rosji, to 3 mld dolarów, które Moskwa w grudniu 2013 roku, tj. jeszcze przed odsunięciem od władzy poprzedniego prezydenta Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku, zainwestowała w ukraińskie obligacje państwowe. Pożyczkę tę Kijów dostał na spłatę długów za gaz kupiony w Rosji.

Putin skomentował także decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Zdaniem Putina władze w Kijowie wykazały się „niskim poziomem profesjonalizmu, ogłaszając faktycznie nadchodzące bankructwo”.

Miedwiediew ze swej strony podkreślił, że Moskwę niepokoi nie tylko sprawa długu państwowego, ale także długu komercyjnego, tj. zaciągniętego przez stronę ukraińską w rosyjskich bankach. Wysokość tego zadłużenia premier Rosji oszacował na 25 mld dolarów.(…)

(PAP) mal/ awl/ mmp/ mc/

23.05. Moskwa (PAP/Reuters,TASS,Interfax-Ukraina) – Rosja zajmie twarde stanowisko w przypadku, gdy Ukraina zadecyduje o niespłacaniu długów zaciągniętych przez jej poprzednie władze – oświadczył premier Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie wyemitowanym w sobotę w telewizji państwowej.

„Jeśli formułować to w ten sposób, to byłaby to niewątpliwie niewypłacalność Ukrainy. W tym przypadku zajęlibyśmy tak twarde stanowisko, jak to tylko możliwe, i bronilibyśmy naszych interesów narodowych” – powiedział Miedwiediew w programie informacyjnym „Wiesti” w państwowej telewizji Rossija.

Miedwiediew skomentował decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Ocenił, że w odniesieniu do Rosji te długi „nie są całkiem komercyjne”, bowiem „były zaciągane w naszych bankach, w tym tych z udziałem państwa”. Te długi „nie są nam obojętne, będziemy je egzekwować” – dodał.

Dodał także, że samo podjęcie przez Radę Najwyższą takiej decyzji, nawet jeśli nie będzie realizowane w praktyce, może być uważane za podstawę do zażądania przedterminowej spłaty kredytów.(…)

 (PAP) awl/ woj/ arch.

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. Robert Potocki: PostMajdanowa (de)oligarchizacja i Samobójcze prawo serii.

2. Ekspertka PISM o Partnerstwie Wschodnim i „szczycie minimum” w RydzeAmbasador UE w Rosji: partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło.

20.05. Warszawa (PAP) – Nadchodzący szczyt Partnerstwa Wschodniego zapoczątkuje dłuższy trend powolnego wycofywania się UE ze Wschodu, bo kraje „28” są coraz mniej zainteresowane integracją tego regionu z Unią. Będzie to szczyt minimum – mówi PAP ekspertka PISM Elżbieta Kaca.

Analityczka przekonuje jednak, że nie oznacza to fiaska tej zapoczątkowanej w 2009 roku z inicjatywy Polski i Szwecji polityki UE wobec wschodnich sąsiadów: Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Armenii, Azerbejdżanu i Białorusi, lecz jedynie jej osłabienie.

Czwartkowo-piątkowe spotkanie w Rydze odbędzie się w cieniu kryzysu imigracyjnego na południu UE i dyskusji o kwotach odnośnie do przyjmowania uchodźców. Do priorytetów szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini nie należy PW, lecz walka z przemytnikami ludzi oraz angażowanie się w relacje UE z Rosją – uważa Kaca.

„Będzie to szczyt minimum. Właściwie chodzi o to, żeby Unia nie wycofała się z tego, co już zostało zrobione i podtrzymała dotychczasowe zobowiązania, głównie w kwestiach kontynuowania liberalizacji procesu wizowego i wdrażania umów o pogłębionych strefach wolnego handlu oraz finansowych” – wyjaśnia ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jej zdaniem nie ma szans na to, by w deklaracji końcowej pojawiły się zapisy dotyczące perspektywy członkostwa w Unii dla krajów PW. „Zgodnie z przeciekami zapisy są mocno osłabione, bo państwa członkowskie obawiają się antagonizowania Rosji poprzez przedstawienie ambitnej polityki Partnerstwa Wschodniego” – mówi Kaca.

Jak wyjaśnia, w ocenie wielu państw, zwłaszcza na południu UE, sugerowanie perspektywy członkostwa przez ostatnie kilka lat sprawiło, że wzrosły społeczne oczekiwania krajów Partnerstwa Wschodniego. Tymczasem „Unia nie mogła realnie zaproponować takiej możliwości” – mówi.

Przedstawiciele tych państw członkowskich UE winą za kryzys ukraiński obarczają właśnie PW. „Uważają, że teraz absolutnie nie możemy kontynuować polityki obietnic. Ich zdaniem należy jak najbardziej realnie przedstawić krajom PW sytuację i sprowadzić Partnerstwo do klasycznej polityki zagranicznej, a nie polityki pseudorozszerzeniowej. W kontekście kryzysu ukraińskiego deklaracja będzie oddawała taki sposób myślenia” – tłumaczy ekspertka.

Jak dodaje, krążą pogłoski, że UE wycofa się z wprowadzonej w 2011 roku tzw. zasady more for more, polegającej na tym, że kraje najlepiej wywiązujące się z reform mogą liczyć na większe środki finansowe. Jednak ekspertka tłumaczy, że zasada ta jest już wdrożona na siedem lat i będzie obowiązywała do 2020 roku, kiedy kończy się obecna perspektywa budżetowa UE. Może być po prostu w mniejszym stopniu stosowana względem niektórych krajów.

Rezygnując z more for more, Unii może chodzić o wysłanie sygnału, że PW jest wyłącznie gospodarczą inicjatywą, bez charakteru politycznego, oraz o „wycofanie się z dowartościowywania najlepszych krajów”. „Dałoby im to do zrozumienia, że nie powinny spodziewać się, iż za wielkimi osiągnięciami będą szły większe obietnice i środki” – mówi.

„Najpewniej chodzi o to, że Polska i kraje, które walczą o PW, postulowały znaczne zwiększenie pieniędzy dla państw, które wdrażają handlową część umowy stowarzyszeniowej. Komisja Europejska chce się bronić przed takimi rozwiązaniami, likwidując more for more” – uważa Kaca.

Zdaniem ekspertki PISM na szczycie w Rydze „nie należy spodziewać się rewolucji ani konkretnych zmian jeśli chodzi o PW”. Powodem jest m.in. prowadzony obecnie przegląd polityki sąsiedztwa. Do końca czerwca potrwają publiczne konsultacje, których rezultaty zostaną ogłoszone jesienią i dopiero wtedy zostaną podjęte decyzje na temat ewentualnych zmian. „Nie należy wiązać z tym jednak wielkich nadziei. Nie ma konstruktywnych pomysłów, by coś zmieniać” – zastrzega.

Szczyt w Rydze „pokaże trend osłabienia zainteresowania Unii pogłębioną integracją regionu wschodniego z UE; w ciągu najbliższych kilku lat będziemy świadkami dłuższego trendu polegającego na powolnym politycznym wycofywaniu się UE ze Wschodu” – ocenia ekspertka. „Będzie chodziło jedynie o promowanie pogłębionej integracji gospodarczej” – dodaje.

Kaca przewiduje, że UE będzie podtrzymywać współpracę z krajami PW na poziomie technicznym, a stosunki z tymi państwami będą przypominały relacje Unii z Turcją, z tą różnicą, że Ankara otrzymała perspektywę członkostwa. „Turcy wdrażali warunki, ale teraz wszystko się rozbija o kwestie polityczne” – przypomina analityczka. Gdy kraje PW osiągną reżim bezwizowy, na co w najbliższych latach szanse mają Gruzja i Ukraina, i z czego od roku korzystają obywatele Mołdawii, oraz gdy będą już w pełni obowiązywały umowy o wolnym handlu, nadejdzie okres zniechęcenia Unią, co obserwujemy w Turcji.

Zdaniem ekspertki UE stawiała krajom PW zbyt duże wymagania, oferując im w zamian relatywnie niewielkie zyski, w dodatku głównie długoterminowe. „A te kraje potrzebują konkretnych zachęt” – przekonuje.

„Poza ruchem bezwizowym w PW nie ma rozwiązań typu win-win” – ocenia Kaca. Choć Unia domaga się od krajów PW kompleksowych reform, np. administracji publicznej, całego sektora energii czy transportu, bądź utworzenia systemu niezawisłego sądownictwa, to niedostatecznie monitoruje wdrażanie tych zmian. „UE naciska na zmianę prawa i powoływanie nowych instytucji, ale kompletnie nie monitoruje wdrażania tych reform, wręcz nie chce patrzeć, jak są one wprowadzane w życie. Po sześciu latach funkcjonowania PW efekt jest taki, że mamy większość rezultatów na papierze, a realnie niewiele się zmienia” – mówi Kaca.

„Trzeba skończyć z tą iluzją” – podkreśla. Ekspertka proponuje zmniejszenie pieniędzy wydawanych za pomocą wsparcia budżetowego i przerzucenie się na granty, przetargi dla biznesu, NGOsów, konkretne projekty infrastrukturalne, czy też zwiększenie środków dla małych i średnich przedsiębiorstw, których funkcjonowanie w krajach oligarchicznych jest utrudnione.

Julia Potocka (PAP) jhp/ ap/

Robert Potocki: Partnerstwo (bez) złudzeń: przypadek Ukrainy, fragment:

„…Ukraina i Gruzja oczekiwały dwóch zasadniczych deklaracji: (1) potwierdzenia perspektywy przyszłego członkowstwa w UE i uznania całego dotychczasowego procesu tranzycji systemowej obu wspomnianych państw oraz (2) określenia daty i zasad wprowadzenia ruchu bezwizowego [1]. O ile w przypadku Kijowa kunktatorstwo to jest w pełni zrozumiałe, gdyż władze państwowe od czasu EuroRewolucji ciągle w sposób „niemrawy” wprowadzają reformy, zaś „dylemat niepewności” sprawia, że należy liczyć się z określonymi napięciami społecznymi, czy też napływem uchodźców w przypadku eskalacji wojny noworosyjskiej, o tyle w przypadku Tbilisi musi to już budzić wątpliwości, gdyż z jednej strony Gruzja może – pomimo zamrożenia konfliktów w Osetii Południowej i Abchazji – uchodzić za pioniera okcydentalizacji przestrzeni poradzieckiej, a z drugiej – brak większego zaangażowania Brukseli w regionie Morza Czarnego zmusza władze państwowe w Tbilisi do balansowania między euratlantyzmem a eurazjatyzmem [2].

(…)Ostatecznie też w deklaracji końcowej zapowiedziano liberalizację ruchu granicznego dla krajów Partnerstwa Wschodniego, choć bez skonkretyzowania terminów, co można uznać za porażkę dyplomatyczną prezydenta Petra Poroszenki, który liczył na dyplomatyczny sukces w obliczu pogarszającej się kondycji finansowej kraju [4]. Równie niejednoznacznie brzmiały zapewnienia o uznaniu „aspiracji europejskich”, zwłaszcza, że powyższa deklaracja nie musi oznaczać poparcia dla procesu akcesji w sytuacji, gdy zasadniczym celem Unii Europejskiej nie jest zjednoczenie Starego Kontynentu. Także stwierdzenie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska:„nikt nie obiecywał, że Partnerstwo Wschodnie będzie automatyczną drogą do członkostwa [Unii Europejskiej]” nie skłania do nadmiernego optymizmu w tym wymiarze.(…)

Od momentu powstania zasadniczym celem istnienia Partnerstwa Wschodniego było zacieśnienie relacji bilateralnych z krajami, które znajdują się na peryferiach Unii Europejskiej w celu stworzenia w obrębie jej „bliskiej zagranicy” strefy bezpieczeństwa i stabilności społeczno-politycznej. Teoretycznie pozwalało to na wypracowanie nowych form współpracy i kooperacji na szczeblu regionalnym, ze szczególnym uwzględnieniem umów stowarzyszeniowych oraz tworzeniem pogłębionych i kompleksowych stref wolnego handlu. Nie bez znaczenia był również fakt, że wypracowanie wspomnianych instrumentów oddziaływania politycznego poprzedzał proces dostosowawczy poszczególnych krajów do wymogów i standardów unijnych. Najskuteczniejszą formułą zewnętrznego inspirowania procesów tranzycji była oczywiście perspektywa członkostwa, która jednak w przypadku Partnerstwa Wschodniego została odłożona ad Kalendas Graecas…”

polecam lekturę całości tu: geopolityka.org

podobne: Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE oraz: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). i to: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

20.05. Wilno (PAP) – Litewskie partnerstwo strategiczne z Polską podupadło – ocenił ambasador UE w Moskwie Vygaudas Uszackas, b. szef MSZ Litwy. W wywiadzie dla prywatnej telewizji litewskiej wyraził nadzieję, że przywódcy Litwy dołożą starań, by odbudować relacje z Polską.

„Z żalem przyznaję, że deklarowane partnerstwo strategiczne z Polską o ile nie poniosło fiaska, to znacznie podupadło” – powiedział Uszackas litewskiej telewizji Lietuvos Ryto.

Jego zdaniem „należy koniecznie usunąć zadrażnienia, które nagromadziły się w wyniku naszej bezczynności i braku woli politycznej”. „Jak długo można rozmawiać o zalegalizowaniu pisowni polskich nazwisk ? Sądzę, że musimy się wywiązać z naszych zobowiązań” – wskazał Uszackas.

Ambasador ocenił, że należy aktywizować współpracę polityczną, kulturalną i gospodarczą. „Prokremlowscy politolodzy rosyjscy w rozmowach ze mną czasami żartują, że Litwini nie potrafią ułożyć sobie relacji z Polską i w ten sposób służą nie swoim, a czyimś interesom” – powiedział ambasador UE.

„Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że Polska jest naszym partnerem strategicznym bez względu na to, czy tak ją określamy, czy nie” – kontynuował Uszackas. Przypomniał, że Polska „jest najbliższą sąsiadką Litwy z czterdziestomilionowym rynkiem konsumentów i największym w Europie Wschodniej państwem członkowskim NATO, z którym łączą nas relacje historyczne”.

Ambasador przyznał, że w historii narodów polskiego i litewskiego są bolesne karty. Jednocześnie podkreślił, że „po tym, gdy wstąpiliśmy do UE i NATO, gdy stoją przed nami wspólne wyzwania, którym musimy podołać, jednym z najważniejszych zadań polityki zagranicznej jest odbudowa i normalizacja relacji polsko-litewskich”.

Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP) aki/ awl/ ala/

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament? oraz: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat. i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

3. Powstanie mołdawsko-rumuński batalion sił pokojowych.

22.05. Kiszyniów (PAP/Interfax-Ukraina) – Ministrowie obrony Rumunii i Mołdawii uzgodnili w Bukareszcie, że oba kraje w najbliższym czasie utworzą wspólny batalion sił pokojowych. Opowiedziano się też za włączeniem w skład batalionu żołnierzy z Polski i Ukrainy – podał w piątek resort obrony Mołdawii.

„W działaniu batalionu planuje się wykorzystanie znacznego doświadczenia rumuńskich żołnierzy, nabytego przez nich w trakcie wypełniania misji pokojowych i ćwiczeń międzynarodowych” – czytamy w oświadczeniu mołdawskiego ministerstwa obrony po spotkaniu szefa tego resortu Viorela Cibotaru z rumuńskim ministrem obrony narodowej Mirceą Dusą.

„Mołdawia traktuje Rumunię jako swego strategicznego partnera w wojskowo-politycznym dialogu. Chcemy i gotowi jesteśmy zabezpieczyć ciągłość tego procesu, aby nasza armia była profesjonalna i aktywna” – napisano w oświadczeniu. W rumuńskich uczelniach wojskowych podnosi kwalifikacje wielu oficerów mołdawskich.

Według komunikatu ostatnie spotkanie ministrów obrony Mołdawii i Rumunii stanowiło „nowy etap w umacnianiu wojskowo-politycznych więzi między Mołdawią a Rumunią i stało się płaszczyzną dyskusji i wymiany opinii o stanie i perspektywach dwustronnej współpracy”.

W Rumunii przeprowadzono niedawno ćwiczenia z udziałem pododdziałów sił zbrojnych gospodarzy, żołnierzy z Wielkiej Brytanii, USA i Mołdawii. Kolejne ćwiczenia w tym kraju mają odbyć się w czerwcu. (PAP)

jo/ ap/

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową.

4. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.

24.05.2015, Berlin (PAP) – Zdaniem tygodnika „Der Spiegel” Rosja nie planuje – wbrew temu, co twierdzą władze w Kijowie – nowej ofensywy w Donbasie, lecz wręcz przeciwnie – szuka wyjścia z konfliktu o Ukrainę. Podczas niedawnych rozmów USA-Rosja nie było mowy o Krymie.

Wieloletni korespondent „Spiegla” w Moskwie Christian Neef w materiale w najnowszym wydaniu tygodnika zwraca uwagę na ostatnie wypowiedzi prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, w których jest mowa o przygotowywaniu przez Kreml ofensywy przeciwko Ukrainie. Autor zauważa, że pretekstem do „wojowniczych wypowiedzi” Poroszenki było zatrzymanie dwóch żołnierzy rosyjskich oddziałów specjalnych, pojmanych przez siły rządowe na wschodzie kraju.

„To, że rosyjskie kierownictwo wysyła bojowników na Ukrainę i kłamie (zaprzeczając), od dawna wiadomo” – czytamy w „Spieglu”. Nie usprawiedliwia to jednak – zdaniem Neefa – mówienia o rosyjskiej „ofensywie”. Jak twierdzi niemiecki dziennikarz, jest wręcz przeciwnie – „Moskwa idzie na ustępstwa”.

Na potwierdzenie tej tezy Neef przytacza wypowiedz szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, który powiedział, że tereny opanowane przez separatystów mają pozostać częścią Ukrainy i że należy wspierać Poroszenkę. „Der Spiegel” dodaje, że Rosja oficjalnie pożegnała się z projektem „Noworosji”, co związane jest z „upadkiem ekonomicznym” Rosji. „Dlaczego Kreml miałby inwestować w Ukrainę jeszcze więcej krwi i pieniędzy?” – pyta Neef.

„Wojenna retoryka” jest natomiast – zdaniem „Spiegla” – w interesie Poroszenki. „Kraj znajduje się w obliczu bankructwa, a dług zagraniczny wzrósł do 40 mld dolarów (…)” – pisze Neef. W tej sytuacji „wojenna melodia” jest pożądana – nie tylko, aby podsycać patriotyczne nastroje, lecz także, aby ostrzec Zachód (przed zbliżeniem z Rosją).

„Der Spiegel” zwraca uwagę, że Waszyngton podjął na nowo dialog z Moskwą, gdyż jest zainteresowany kooperacją z Rosją w sprawie Syrii. Amerykanie mają ponadto przedstawić propozycję dotyczącą Ukrainy wschodniej. W czasie niedawnej wizyty sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego w Moskwie ani razu nie padło słowo „Krym” – czytamy w „Spieglu”. (PAP)

lep/ mc/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję i raport Niemcowa. oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.


Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków.

08.05. Lublin (PAP) – Obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków – ocenił w piątek kandydat Ruchu Narodowego na prezydenta Marian Kowalski. Zapowiedział, że jeśli zostanie wybrany to „nie dopuści do pielęgnowania relacji z banderowską Ukrainą”.

Kowalski powiedział, że w sobotę grupa polskich motocyklistów, która chciała wjechać z Białorusi na Ukrainę została na granicy zatrzymana przez ukraińskie służby graniczne. „Strona ukraińska ich nie wpuściła, żądając wyjaśnień, po co tam jadą. Zaznaczam, że to legalny przejazd zorganizowanej grupy 20-osobowej” – powiedział kandydat na konferencji prasowej zwołanej pod siedzibą konsulatu ukraińskiego w Lublinie.

„O ile na Białorusi byli przyjęci w sposób właściwy i wszelkie sprawy formalne zostały dochowane, to strona ukraińska postąpiła wobec polskich motocyklistów nieuczciwie. To potwierdza moją tezę, że obecny reżim kijowski, banderowski, jest wrogi wobec Polski” – dodał Kowalski.

Jego zdaniem ten incydent „każe wyciągnąć jak najdalej idące wnioski”. „Jeżeli będziemy nadal milczeć, jeżeli linia polityczna obecnego prezydenta, Platformy Obywatelskiej, ale i jego kontrkandydata, pana Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości, będzie nadal pro banderowska, to być może w ciągu paru lat będziemy osaczeni przez wrogów ze wszystkich stron. Na to zgody nie ma, jako prezydent nie dopuszczę do pielęgnowania relacji z banderowską Ukrainą” – mówił.

„Ukraińcy mają się zdecydować, czy będą przychylni wobec Polski, czy będą dalej wybierać do władzy polityków budujących swój etos na zbrodni wołyńskiej. Zaznaczam, że Dom Polski we Lwowie nadal nie funkcjonuje” – podkreślił.

Zdaniem Kowalskiego państwa sąsiadujące z Ukrainą „powinny zająć wspólne stanowisko. „Przynajmniej wspólnie wystąpić do władz obecnych, banderowskich, o poszanowanie praw mniejszości” – powiedział.

Kowalski podziękował dziennikarzom za relacjonowanie jego kampanii wyborczej. Zaznaczył, że Ruch Narodowy zmierza „konsekwentną drogą” do polskiego parlamentu. „Ci, co zagłosują na mnie pojutrze, mogą na mnie i na Ruch Narodowy w całej Polsce głosować do Sejmu jesienią” – zachęcał.

Nie chciał powiedzieć, kogo poprze w drugiej turze wyborów prezydenckich. „Ja na nikogo nie sceduję swoich głosów, nie jestem właścicielem niewolników” – oświadczył. (PAP)

kop/ par/

Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA.

16.05. Kijów (PAP/Interfax-Ukraina, AFP, TASS) – Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał w piątek ustawę, która uznaje prawny status uczestników walk o niepodległość kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA).

Jak poinformowała w piątek późnym wieczorem służba prasowa prezydenta Ukrainy, Poroszenko podpisał pakiet ustaw, które w kwietniu przyjęła Rada Najwyższa (parlament) Ukrainy, w tym o uznaniu prawnego statusu uczestników walk o niepodległość kraju w XX wieku.

Zgodnie z ustawą, której projekt wniósł syn komendanta UPA Jurij Szuchewycz, za bojowników walk o niezawisłość Ukrainy są uznani wszyscy ci, którzy uczestniczyli w różnorodnych formach walki o niezależność kraju w XX wieku.

„Państwo uznaje, że bojownicy o wolność w XX wieku odegrali główną rolę w odrodzeniu ukraińskiej państwowości, proklamowanej 24 sierpnia roku 1991” – głosi ustawa.

Przewiduje ona możliwość zapewnienia weteranom i ich rodzinom zniżek i innych socjalnych gwarancji, uznaje odznaczenia i stopnie wojskowe walczących o niepodległość, które przyznano im w formacjach, w jakich służyli.

Ustawa zakłada też karanie wszystkich tych, którzy okazywaliby lekceważenie dla weteranów, negowali celowość ich walki.

UPA walczyła podczas drugiej wojny światowej zarówno przeciw Niemcom, jak i ZSRR. Od wiosny 1943 roku prowadziła także działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że w wyniku działań UPA zginęło około 100 tys. Polaków.

Wśród podpisanych przez Poroszenkę ustaw znalazła się także ustawa, zakazująca propagandy komunizmu i nazizmu oraz ich symboli.

Jednym z głównych jej punktów jest uznanie komunistycznego totalitarnego reżimu lat 1917-1991 za system przestępczy, który prowadził politykę państwowego terroru. Za przestępczy uznano też nazistowski system totalitarny. Wprowadzono zakaz propagowania nazizmu, narodowego socjalizmu, związanych z nimi symboli. (PAP)

sp/arch.

IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

19.05. Kijów (PAP) – Prezesi Instytutów Pamięci Narodowej Polski i Ukrainy, Łukasz Kamiński i Wołodymyr Wiatrowycz, zapowiedzieli we wtorek w Kijowie powołanie platformy dialogu historycznego, której celem będzie badanie konfliktu polsko-ukraińskiego podczas II wojny światowej.

Deklarację tę złożyli w Narodowym Muzeum Historii Ukrainy, gdzie otwarto wystawę polskiego IPN „Zagłada polskich elit. Akcja AB – Katyń”. Ekspozycja, która trafiła na Ukrainę dzięki zaproszeniu tutejszego IPN-u, będzie prezentowana także w innych miastach.

„Chcemy, by problemy naszej bardzo trudnej przeszłości stały się przedmiotem dyskusji naukowej i by nie były one wykorzystywane przez polityków, a szczególnie przez polityków z sąsiadujących z nami (Polską i Ukrainą) krajów, do manipulowania polsko-ukraińskim konfliktem historycznym dla ich bieżących potrzeb” – mówił podczas uroczystości Wiatrowycz.

Kamiński podkreślił, że wystawa, którą IPN przywiózł na Ukrainę, dotyczy jednego z najważniejszych wydarzeń w polskiej historii współczesnej. „Zbrodnia katyńska i równoległe zbrodnie niemieckie mają dla Polaków bardzo wiele znaczeń. Jest to przede wszystkim symbol tego fragmentu drugiej wojny światowej, o którym nie wszyscy chcą pamiętać: symbol sojuszu niemiecko-sowieckiego” – powiedział.

Wystawa przypomina o losach obywateli Polski zamordowanych przez sowietów i nazistów w czasach wojennych. Opowiada o ludziach, którzy zostali zabici w ramach zbrodni katyńskiej, oraz o ofiarach akcji AB, czyli egzekucji przeprowadzonych przez Niemców wiosną 1940 r. na około 6 tys. osób należących do polskich elit kulturalnych, intelektualnych i politycznych.

Na Ukrainie znajdują się dwa polskie cmentarze katyńskie: w Charkowie i Bykowni pod Kijowem. Ten ostatni upamiętnia 3435 polskich więźniów aresztowanych i zamordowanych przez NKWD w 1940 r. i został otwarty w 2012 r. W Bykowni pochowane są także ofiary komunistycznych represji innych narodowości byłego ZSRR, choć największą grupę stanowią Ukraińcy. Liczbę spoczywających tu ludzi szacuje się na 100-120 tys.

(…)

Podczas drugiej wojny światowej UPA walczyła zarówno przeciw Niemcom, jak i ZSRR. Od wiosny 1943 r. prowadziła jednak także działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do całkowitego usunięcia jej z tych terenów. Oblicza się, że w wyniku działań UPA zginęło około 100 tys. Polaków.

Na Ukrainie antypolski aspekt działalności UPA nie jest szeroko znany. Formację tę traktuje się dziś jako jedyną organizację walczącą w II wojnie światowej pod ukraińskimi flagami narodowymi.

Platforma dialogu historycznego, której powołanie zapowiedzieli we wtorek prezesi IPN Polski i Ukrainy, będzie zajmowała się właśnie m.in. rozwiązywaniem sporów wokół działalności UPA i odkrywaniem kart historii związanych ze zbrodnią wołyńską.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ akl/ mc/ abr/

podobne: Schetyna: przejazd „Nocnych Wilków” przez Polskę to prowokacja. Załdostanow: Polacy są wojownikami, z którymi łącza nas wspólne wartości. Rosyjskie media: Ukraińcy dali w twarz polskiemu prezydentowi oraz: Rzeź wołyńska. Poliszczuk: Potępić UPA! i to: Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską.

UPA

 

USA: szkolenie syryjskich rebeliantów. Belgowie w szeregach Państwa Islamskiego. NATO i Ukraina o broni atomowej na Krymie. Putin popiera porozumienie z Mińska (rozmowy z USA o Syrii). Polsko-Niemiecka brygada zalążkiem armii europejskiej do obrony Bałtów. UE: rezolucja ws. Rosji (apel o zwrot wraku TU-154).


1. USA: w Jordanii ruszyło szkolenie umiarkowanych syryjskich rebeliantówWywiad: 70 proc. Belgów, którzy wyjechali do Syrii, dołączyło do IS.

07.05. Waszyngton (PAP/AP, Reuters) – Amerykański minister obrony Ashton Carter poinformował w czwartek, że w Jordanii ruszyło szkolenie syryjskich rebeliantów, co ma być elementem szerszego programu mającego na celu przygotowanie sił zdolnych do walki z ekstremistami z Państwa Islamskiego (IS).

Jordania ma być pierwszym z czterech miejsc szkoleniowych. Dołączyć mają Arabia Saudyjska, Katar i Turcja.

„Możemy ogłosić, że rozpoczęło się szkolenie bojowe dla grupy wielkości kompanii” – oświadczył Carter na konferencji prasowej. „Ten program jest kluczową częścią naszych wysiłków wymierzonych w IS. Oczekujemy, że druga grupa będzie mogła rozpocząć szkolenie w przyszłym tygodniu” – dodał.

Według przedstawicieli jordańskiego rządu program ruszył kilka dni temu.

Carter powiedział, że szkolenie rozpoczęło ok. 90 rebeliantów.

Z najnowszych danych Pentagonu wynika, że do udziału w szkoleniu zgłosiło się ponad 3750 syryjskich bojowników, a ok. 400 przeszło wstępną selekcję. Według agencji Associated Press w szkolenie ma być zaangażowanych w sumie ok. 450 wojskowych całej koalicji, w tym ok. 350 Amerykanów.

Przedstawiciele strony amerykańskiej poinformowali anonimowo, że syryjskich rebeliantów przez kilka miesięcy lustrowano, aby upewnić się, że odsiano wrogich bojowników czy ekstremistów.

Według agencji Reutera plany USA przewidują docelowo wyszkolenie i uzbrojenie ponad 15 tys. ludzi, co jest uważane za test strategii prezydenta USA Baracka Obamy dla Syrii, krytykowanej przez przeciwników za zbyt ograniczony charakter.

Cytowani przez tę agencję przedstawiciele administracji Obamy twierdzą, że celem programu jest jedynie osłabienie Państwa Islamskiego, ponieważ USA nie są w stanie wojny z Syrii. Natomiast krytycy obawiają się, że przeszkoleni syryjscy bojownicy mogą ostatecznie nawiązać kontakty z siłami lojalnymi wobec prezydenta Baszara el-Asada.

Właśnie od pokojowych protestów przeciwko reżimowi Asada rozpoczęła się w marcu 2011 roku wojna w Syrii. Z czasem między sobą o wpływy zaczęły walczyć zbrojnie różne organizacje rebelianckie; uaktywniły się również siły ekstremistyczne.

Szacuje się, że wojna w Syrii pochłonęła życie ponad 220 tys. ludzi.(PAP)

jhp/ ksaj/arch.

15.05. Bruksela (PAP) – 70 proc. Belgów, którzy wyjechali do Syrii, przyłączyło się tam do Państwa Islamskiego (IS). Według najnowszych danych, które ujawnił szef belgijskiego wywiadu, z kraju wyjechały 263 osoby, aby walczyć po stronie terrorystów w Syrii.

„Szacujemy, że 70 proc. Belgów, którzy są w Syrii, przyłączyło się do Państwa Islamskiego. Belgowie są wszędzie, gdzie aktywne jest IS” – przyznał szef służb bezpieczeństwa (Staatsveiligheid) Jaak Raes, cytowany w piątek przez dziennik „L’Echo”.

Słowa, które szybko obiegły belgijskie media, padły 4 maja na seminarium w Federalnym Urzędzie Ochrony Konstytucji w Berlinie. Dopiero teraz jednak nagranie z tego spotkania zostało ujawnione przez dziennikarzy.

Raes mówił na nim m.in., że zrekrutowani w Belgii bojownicy Państwa Islamskiego są lepiej zorganizowani i przeszkoleni, niż wcześniej sądzono. Przyznał, że służbom jest trudno śledzić wszystkich, którzy chcą się przyłączyć do terrorystów.

Według podanych przez niego danych z 263 obywateli Belgii, którzy wyjechali walczyć do Syrii, 56 zginęło, a 122 wróciło do kraju. Szef belgijskiego wywiadu ostrzegał, że część z bojowników, którzy wrócili z Syrii, stworzyła sieć, która może zajmować się szkoleniem i rekrutowaniem osób do komórek terrorystycznych przez lata.

Belgia ma najwyższy odsetek bojowników IS na osobę w UE. Dla porównania, z sześciokrotnie ludniejszej Wielkiej Brytanii do Syrii wyjechało ok. 700 osób.

Raes jako powód wskazał działalność belgijskiej islamistycznej grupy Sharia4Belgium, która zajmowała się rekrutowaniem bojowników do Syrii. Komórka ta została rozbita przez służby, a jej liderzy skazani w tym roku na wieloletnie więzienia. Ugrupowanie złożone z młodych salafitów było aktywne od 2010 roku i działało w wielu belgijskich miastach, a w szczególności w Antwerpii i regionie Brukseli. Sharia4Belgium dążyła do obalenia państwa belgijskiego i zastąpienia go państwem islamskim.(PAP)

stk/ ksaj/ kar/

podobne: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”. i to: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem). oraz: USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba a także: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie. polecam również:  i to: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS.

2. NATO i Ukraina obawiają się rozmieszczenia broni atomowej na Krymie„Die Welt”: Niemcy i Polacy powinni stworzyć brygadę do obrony BałtówGauck: należy z większą powagą traktować obawy Polaków i Bałtów.

13.05. Antalya (PAP/Reuters,AFP,EFE,AP) – Szefowie MSZ państw NATO i Ukrainy wyrazili w środę we wspólnym oświadczeniu „głębokie zaniepokojenie” rosyjskimi deklaracjami na temat ewentualnego rozmieszczenia w przyszłości broni nuklearnej na Półwyspie Krymskim, zaanektowanym w ub. r. przez Rosję.

„Jesteśmy głęboko zaniepokojeni oświadczeniami rosyjskiego kierownictwa w związku z ewentualnym stacjonowaniem broni nuklearnej i systemów przenoszenia (tej broni) na Krymie” – brzmi wspólne oświadczenie ministrów spraw zagranicznych 28 państw NATO i Ukrainy, wydane po spotkaniu w Antalyi na południu Turcji. W ich ocenie „byłoby to destabilizujące”.

„Potępiamy wzmocnienie na dużą skalę (sił) militarnych Rosji, które obecnie ma miejsce na Krymie”, terytorium Ukrainy, które w marcu 2014 r. zostało przyłączone do Rosji – napisano w oświadczeniu. NATO po raz kolejny potępiło „nielegalną i bezprawną aneksję Krymu” przez Rosję, której – jak podkreślono – Sojusz „nie uznaje i nie uzna”.

Wyrażono również zaniepokojenie „wysiłkami Rosji i jej potwierdzonymi planami wzrostu (obecności) wojskowej w rejonie Morza Czarnego, co mogłoby wpływać na stabilność w regionie”.

W marcu szef wydziału kontroli zbrojeń w rosyjskim MSZ Michaił Uljanow oświadczył, że Rosja ma prawo rozmieścić broń nuklearną na Półwyspie Krymskim. Zastrzegł jednocześnie, że nie wie nic o takich planach.

We wspólnym oświadczeniu szefowie MSZ państw Sojuszu Północnoatlantyckiego wezwali również Rosję do powstrzymania się od „ciągłego i rozmyślnego destabilizowania wschodniej Ukrainy”.

Szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry podkreślił, że zarówno „Rosja, jak i prorosyjscy separatyści muszą działać na rzecz przestrzegania porozumienia z Mińska”. „Naprawdę mamy nadzieję, że prezydent (Rosji Władimir) Putin, Rosja i separatyści spotkają się z ukraińskim rządem, ażeby w pełni wprowadzić w życie rozejm i poczynić postęp” w rozwiązaniu konfliktu – powiedział Kerry.

Sekretarz stanu USA zrelacjonował w środę sojusznikom z NATO swe wtorkowe spotkania w rosyjskim kurorcie Soczi z prezydentem Putinem i szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem. Oba spotkania trwały po cztery godziny. Agencja AFP zwraca uwagę, że strona amerykańska oceniła je jako „szczere i produktywne”; są one – jak pisze dalej AFP – interpretowane jako pierwsze oznaki odwilży między Moskwą a Waszyngtonem, których relacje zdecydowanie pogorszyły się wraz z wybuchem konfliktu na Ukrainie.

Szef belgijskiej dyplomacji Didier Reynders mówił w Antalyi o „konieczności podjęcia dialogu z Rosją”, przy czym zwrócił uwagę, że „trzeba pamiętać o rozbieżnościach między słowami a czynami”.

Ukraiński minister Pawło Klimkin zrelacjonował przedstawicielom 28 państw NATO obecną sytuację na wschodzie Ukrainy, gdzie zawarty „rozejm jest wciąż kruchy” – poinformował sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg. Klimkin podkreślił, że „rozmieszczenie broni atomowej na Krymie oznaczałoby pogwałcenie międzynarodowych zobowiązań Rosji”, „wielu układów, w tym układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT)”.

Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier ocenił, że „pozostało jeszcze wiele przeszkód”, by wprowadzić rozejm.

Z kolei premier Turcji Ahmet Davutoglu skrytykował Rosję za „nielegalną aneksję” Krymu, co – jak zauważa AFP – nie zdarza się często.

Rosja zaanektowała należący do Ukrainy Półwysep Krymski w wyniku referendum uznanego za nielegalne przez Kijów i wspólnotę międzynarodową.

Ministrowie spraw zagranicznych NATO będą do czwartku w Antalyi rozmawiać na temat sytuacji na Ukrainie, a także wojny domowej w Libii i zagrożeniu, jakie dla granic Turcji stanowi dżihadystyczna organizacja zbrojna Państwo Islamskie.(PAP)

cyk/ kar/

podobne: Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit oraz: Rosyjskie wojska na Ukrainie i Krymie. Ukraina się zbroi, kraje NATO i wydatki wojskowe. Wyciek tajnych dokumentów ws Iranu, negocjacje programu nuklearnego (Obama krytykuje nerwową reakcja Izraela). Irak – kolejna ofensywa przeciwko Państwu Islamskiemu.

16.05. Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Die Welt” pisze w sobotę, że wobec zagrożenia ze strony Rosji Niemcy i Polacy powinni utworzyć wspólną brygadę bojową, która mogłaby w razie potrzeby bronić państw bałtyckich, a w przyszłości stać się zalążkiem armii europejskiej.

„Dla Litwinów, Łotyszy i Estończyków jest oczywiste, że ambicje (prezydenta Rosji) Władimira Putina, obliczone na wejście do annałów historii świata, nie zostały jeszcze całkiem zaspokojone, chociaż nie przetrawił on do końca Krymu” – pisze autor komentarza Jacqes Schuster.

Prezydent Rosji – podkreśla publicysta – realizuje misję, której celem jest „odbudowa obłożnie chorego imperium i doprowadzenia go do nowej wielkości”.

Zdaniem Schustera niedawne deklaracje solidarności NATO, w tym zapowiedź powołania wojsk szybkiego reagowania, tzw. szpicy, cieszą Bałtów, jednak nie są w stanie ich całkiem uspokoić.

Komentator przypomina o tragicznych doświadczeniach historycznych Bałtów i Polaków, i stwierdza, że te narody mają pełne prawo do odczuwania lęku przed Rosją i do jedynie ograniczonego zaufania do zachodnich sojuszników.

Politycznym celem Litwy, Łotwy i Estonii jest – zdaniem Schustera – uzyskanie statusu na wzór Berlina Zachodniego z czasów zimnej wojny. Komentator przypomina, że 10 tys. żołnierzy alianckich stacjonujących w Berlinie zachodnim nie byłoby w stanie nawet przez dwa dni stawiać oporu przed pół milionem żołnierzy ZSRR rozlokowanych w NRD. Pomimo tego, wolność zachodniej części miasta była zapewniona do końca, ponieważ ani Stalin, ani Chruszczow, ani Breżniew nie wiedzieli, jak zareagują Stany Zjednoczone, gdy pierwszy amerykański żołnierz zginie od sowieckiej kuli – czytamy w „Die Welt”.

Schuster pisze, że na Kremlu coraz silniejsza staje się frakcja, która uważa, że Zachód jest obecnie słaby i należy to wykorzystać. „Brygada NATO w krajach bałtyckich mogłaby uzmysłowić Putinowi, że Europa i USA, pomimo – jak zauważa komentator – obecnej anemii, zrobią wszystko, by chronić wolność wschodnich sojuszników”.

„Berlin powinien zaproponować Warszawie stworzenie niemiecko-polskiej brygady i rozlokowanie jej we wschodniej Polsce” – pisze Schuster. Jego zdaniem jednostka powinna liczyć 2,5 tys. niemieckich i 2,5 tys. polskich żołnierzy i być wyposażona w ciężki sprzęt, pozwalający jej na obronę sojuszników w razie potrzeby. Brygada mogłaby stanowić „zalążek armii europejskiej” pod egidą NATO. W przypadku powodzenia tego projektu mogłyby do niego dołączyć z czasem inne kraje. Polsko-niemiecka brygada mogłaby też stacjonować, gdyby zaszła taka potrzeba, w krajach bałtyckich.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ cyk/ drag/

18.05. Berlin (PAP) – Prezydent Niemiec Joachim Gauck zaapelował w poniedziałek do swoich rodaków i innych krajów UE, aby z większą niż dotąd powagą traktowały obawy krajów Europy Środkowo-Wschodniej związane z kryzysem na Ukrainie i polityką Rosji.

Kraje te „oceniają zagrożenia inaczej niż my” – powiedział Gauck po spotkaniu w poniedziałek w Berlinie z prezydentem Estonii Toomasem Hendrikiem Ilvesem. „Niemcy stoją po stronie Estonii” – zapewnił prezydent Niemiec.

Gauck ostrzegł, że koncentrowanie się wyłącznie na relacjach z Rosją, bez wysłuchania opinii Polaków i Bałtów, byłoby dużym błędem. Jak zaznaczył, nie widzi obecnie w niemieckiej polityce tendencji do pomijania krajów z Europy Środkowej i Wschodniej. Niemniej, jak dodał, należy wschodnioeuropejskich partnerów „dopuszczać stale do głosu”.

Prezydent Niemiec wyraził pełne poparcie dla polityki rządu kanclerz Angeli Merkel wobec Ukrainy. „Mamy mocne argumenty przemawiające za naszą powściągliwą postawą” – powiedział Gauck.

Berlin popiera sankcje wobec Rosji, lecz równocześnie zabiega o podtrzymanie dialogu z Moskwą. Niemcy wraz z Francją doprowadziły do podpisania w połowie lutego porozumienia z Mińska, przewidującego m.in. zawieszenie broni na wschodzie Ukrainy, wycofanie ciężkiej broni i wymianę jeńców.

Z kolei Ilves podziękował Niemcom za wsparcie. „Estonia nie jest co prawda bezpośrednio zagrożona przez Rosję, jednak polityka Moskwy doprowadziła do zniszczenia zaufania (w relacjach z Rosją)” – oświadczył.

Prezydent Estonii w niedzielnym wywiadzie dla agencji dpa ocenił, że w wyniku konfliktu na Ukrainie rozpadł się ustanowiony po wojnie ład pokojowy. Ilves ostrzegł przed próbami przejścia przez niektóre kraje UE do porządku dziennego nad kryzysem i jego skutkami. Jego zdaniem zawieszenie broni na Ukrainie nie jest przestrzegane. (PAP)

lep/ agy/ mc/

podobne: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię). a także: Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich. i to: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat. oraz: Plany utworzenia wspólnej polsko-ukraińsko-litewskiej brygady.

3. Nuland: Putin zapewnił, że popiera porozumienie pokojowe na UkrainieNuland rozmawia w Moskwie o Ukrainie i o stosunkach USA-Rosja. Nuland w Moskwie: Rosja musi wstrzymać dostawy broni dla separatystówWiceszef NATO: jeśli umowa z Mińska zawiedzie Rosję czeka głębsza izolacja.

16.05. Kijów (PAP) – Asystent sekretarza stanu USA ds. Europy Victoria Nuland oświadczyła w sobotę w Kijowie, że prezydent Rosji Władimir Putin zapewnił jej zwierzchnika Johna Kerry’ego, iż jest zwolennikiem pokojowego rozwiązania konfliktu na wschodniej Ukrainie.

Przedstawicielka Departamentu Stanu poinformowała również, że Waszyngton gotów jest do głębszego zaangażowania w realizację porozumień z Mińska, których celem jest uregulowanie sytuacji w Donbasie. Ukraińskie siły rządowe od ponad roku walczą tam z prorosyjskimi separatystami.

„W Soczi Putin zapewnił sekretarza stanu Kerry’ego, że chce wypełnienia porozumień mińskich. Najważniejsze teraz, by były to nie tylko słowa, lecz i czyny” – powiedziała Nuland na konferencji prasowej.

Kerry i Putin spotkali się w miniony wtorek w Soczi. Amerykański polityk rozmawiał tam także z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem. Nuland wyjaśniała wcześniej, że przyjechała do Kijowa, m.in. po to, by zapoznać stronę ukraińską z wynikami tych rozmów.

„Naszym głównym przesłaniem było przekazanie, że USA gotowe są do głębszego zaangażowania na rzecz wypełnienia wszystkich punktów mińskich porozumień, dotyczących bezpieczeństwa, kwestii politycznych i spraw związanych z pomocą humanitarną” – zadeklarowała Nuland.

Zawarte w lutym w Mińsku porozumienia przewidywały, że na wschodniej Ukrainie dojdzie do zawieszenia broni i utworzenia strefy buforowej między stronami konfliktu. W dalszej kolejności odbyć się miały wybory samorządowe, a do końca roku Ukraina miała odzyskać kontrolę nad tą częścią granicy z Rosją, którą obecnie kontrolują separatyści.

Nuland podkreśliła, że wybory w Donbasie powinny odbywać się w zgodzie z prawem ukraińskim i standardami demokratycznymi.

„Zastanawialiśmy się, jak można wykorzystać grupę roboczą ds. politycznych (na rozmowy w Mińsku), by zapewnić, że podczas przygotowań do wyborów spełniane będą standardy OBWE, by były one wolne i demokratyczne, zgodne z konstytucją Ukrainy oraz standardami międzynarodowymi” – powiedziała przedstawicielka USA.

Podczas swej trzydniowej wizyty w Kijowie Nuland spotkała się m.in. z prezydentem Petrem Poroszenką, premierem Arsenijem Jaceniukiem, przewodniczącym parlamentu Wołodymyrem Hrojsmanem, opozycją i wysłannikami OBWE, którzy obserwują konflikt w Donbasie.

„Odlatuję z Kijowa z uczuciem optymizmu, gdyż widzę, że ciężko pracujecie w tym trudnym czasie i nie zważając na bolesne reformy działacie na rzecz utworzenia nowej, demokratycznej, europejskiej Ukrainy” – oświadczyła przedstawicielka Departamentu Stanu.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ awl/ ro/

18.05. Moskwa (PAP) – Sytuacja na wschodzie Ukrainy i problemy stosunków dwustronnych są głównymi tematami rozmów prowadzonych w poniedziałek w Moskwie przez asystent sekretarza stanu USA ds. Europy Victorię Nuland. Przebywa ona w stolicy Rosji od niedzieli.

Na oddzielne konsultacje polityczne do Moskwy przyleciał też specjalny wysłannik USA do Syrii Daniel Rubinstein. Powołując się na Ambasadę Stanów Zjednoczonych w Federacji Rosyjskiej, agencja TASS podała, że jego celem jest „głębsze, bardziej szczegółowe przedyskutowanie” sposobów uregulowania konfliktu w Syrii.

Odnosząc się do przyjazdu dwóch wysłanników Waszyngtonu do Moskwy, sekretarz prasowy prezydenta FR Dmitrij Pieskow przypomniał, że podczas zeszłotygodniowego spotkania Władimira Putina z amerykańskim sekretarzem stanu Johnem Kerrym w Soczi „mówiono o konieczności intensywniejszego dialogu (między dwoma krajami), wymiany poglądów na różnych szczeblach w roboczym trybie”.

Przed wizytą w MSZ FR, gdzie podjęli ją rosyjscy wiceministrowie spraw zagranicznych Siergiej Riabkow i Grigorij Karasin, Nuland spotkała się z przedstawicielką społeczeństwa obywatelskiego w Rosji – legendarną obrończynią praw człowieka, szefową Moskiewskiej Grupy Helsińskiej (MGH) Ludmiłą Aleksiejewą.

Szczegóły rozmów Nuland z Riabkowem i Karasinem nie są na razie znane. Wiadomo natomiast, że z Aleksiejewą rozmawiała ona o sytuacji z prawami człowieka w Rosji, w tym o obowiązującej w tym kraju „ustawie o zagranicznych agentach” i rozpatrywanej w Dumie Państwowej „ustawie o niechcianych gościach”.

Ten pierwszy akt prawny nakłada na organizacje pozarządowe (NGO) otrzymujące środki finansowe z zagranicy obowiązek występowania do Ministerstwa Sprawiedliwości FR o wpisanie do rejestru „zagranicznych agentów”. Drugi, który w piątek przeszedł drugie z trzech czytań w izbie niższej parlamentu Rosji, pozwoli w postępowaniu pozasądowym – przez Prokuraturę Generalną na podstawie wniosku Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) uzgodnionego z MSZ – uznać zagraniczne i międzynarodowe organizacje za niepożądane na terytorium Federacji Rosyjskiej.

„Mówiłam, że dla środowisk broniących praw człowieka +ustawa o zagranicznych agentach+ ma destrukcyjne znaczenie, a także o tym, że druga ustawa, nad którą obecnie pracuje Duma, stanowi próbę zburzenia społeczeństwa obywatelskiego w Rosji” – poinformowała szefowa MGH.

Według Aleksiejewej USA są zaniepokojone sytuacją z prawami człowieka i rosnącym antyamerykanizmem w Rosji. „Nuland bardzo rozsądnie powiedziała, że byłaby rada w czymś pomóc, jednak obawia się, by nie wyszło odwrotnie, by nie zaszkodziło” – powiedziała.

Jest to już druga w ciągu tygodnia wizyta Nuland w Rosji. We wtorek towarzyszyła ona Kerry’emu w podróży do Soczi, gdzie ten został przyjęty przez Putina i konferował z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem.

Od czwartku do soboty Nuland przebywała w Kijowie. Spotkała się tam z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, premierem Arsenijem Jaceniukiem, przewodniczącym parlamentu Wołodymyrem Hrojsmanem, reprezentantami opozycji i wysłannikami OBWE, którzy obserwują konflikt w Donbasie na wschodzie kraju.

Przed odlotem ze stolicy Ukrainy przedstawicielka władz USA oświadczyła, że Waszyngton gotów jest do głębszego zaangażowania w realizację porozumień z Mińska, których celem jest uregulowanie konfliktu w Donbasie.

Zawarte 12 lutego w Mińsku porozumienia przewidują rozejm na wschodzie Ukrainy, wycofanie ciężkiego uzbrojenia i utworzenie strefy buforowej między stronami konfliktu, przeprowadzenie wyborów samorządowych, ogłoszenie amnestii dla uczestników walk i uchylenie przez Kijów blokady gospodarczej Donbasu. Do końca roku Ukraina powinna odzyskać kontrolę nad tą częścią granicy z Rosją, którą obecnie kontrolują separatyści.

Porozumienia z Mińska – wynegocjowane przy pośrednictwie prezydentów Rosji i Ukrainy, a także prezydenta Francji Francois Hollande’a i kanclerz Niemiec Angeli Merkel – zakładają też przeprowadzenie reformy konstytucyjnej na Ukrainie.

Cytowany przez dziennik „Kommiersant” profesor Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie Aleksandr Domrin ocenia, że przed Nuland „postawiono zadanie przekazania Moskwie, że wizyty Kerry’ego w Soczi nie należy interpretować jako gotowości prezydenta Baracka Obamy do rezygnacji z wywierania presji na Kreml i złagodzenia stanowiska w sprawie Ukrainy w imię zbliżenia z Rosją”.

Z kolei politolog Dmitrij Trenin, którego opinię przytacza dziennik „Wiedomosti”, ocenił, że „administrację Obamy interesują Iran i Syria, dlatego będzie ona próbować pozyskać poparcie Kremla”. „Jednocześnie Waszyngton i Moskwa postarają się ustabilizować sytuację na Ukrainie, gdyż żadna ze stron nie jest zainteresowana jej eskalacją” – oświadczył politolog.

Trenin przewiduje, że „ponieważ strony mają różne poglądy na zażegnanie tego konfliktu, to prawdopodobnie spotkają się gdzieś po środku”. „Konflikt zostanie zamrożony, rozpocznie się powolny proces uregulowania – grupy kontaktowe, spotkania na szczeblu technicznym. Bez poważnego postępu, ale z gwarancją niewznawiania wojny” – oznajmił politolog, dodając, że USA będą musiały w tym celu wywrzeć poważny wpływ na swoich ukraińskich sojuszników.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ ap/

18.05. Moskwa (PAP) – Dostawy broni dla wszystkich stron konfliktu na Ukrainie powinny być wstrzymane – oświadczyła w poniedziałek w Moskwie asystent sekretarza stanu USA ds. Europy Victoria Nuland. Podkreśliła, że dotyczy to też broni, którą Rosja dostarcza separatystom.

Nuland powiedziała to na konferencji prasowej po rozmowach z rosyjskimi wiceministrami spraw zagranicznych: Siergiejem Riabkowem i Grigorijem Karasinem. Ich głównymi tematami były sytuacja na wschodzie Ukrainy i problemy stosunków dwustronnych. Przedstawicielka władz USA przebywała w Moskwie od niedzieli.

„USA konsekwentnie stoją na stanowisku, że wszystkie strony tego konfliktu powinny całkowicie wycofać broń. Powinny też wstrzymać dostawy broni, w tym tej, którą strona rosyjska dostarcza separatystom na wschodzie Ukrainy. Z naszych danych wynika, że dotąd to nie nastąpiło” – oznajmiła Nuland.

Wysłanniczka Waszyngtonu przekazała, że podczas zeszłotygodniowych rozmów szefa dyplomacji amerykańskiej Johna Kerry’ego z ministrem spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiejem Ławrowem w Soczi stronie rosyjskiej zakomunikowano, że wspieranie przez Rosję separatystów będzie traktowane jako łamanie porozumień mińskich, których celem jest uregulowanie konfliktu w Donbasie.

Oznajmiła również, że w czasie niedawnej wizyty w Kijowie uzyskała zapewnienie, że władze Ukrainy nie mają zamiaru wznawiać działań zbrojnych na wschodzie kraju, co – jak podkreśliła – również byłoby naruszeniem porozumień z Mińska.

„Rozmawiałam i z premierem (Arsenijem Jaceniukiem), i z prezydentem Ukrainy (Petrem Poroszenką). Z ich strony nie ma żadnego zamiaru podjęcia jakichkolwiek działań zbrojnych” – oświadczyła asystent sekretarza stanu USA.

Nuland oznajmiła także, iż Stany Zjednoczone, choć oficjalnie nie uczestniczą w procesie mińskim, to jednak będą zachęcać wszystkie strony do bezpośredniego dialogu.

„Chcemy, aby wszystkie strony były obecne w roboczych podgrupach, by wszystkie cztery strony również uczestniczyły w pracach grupy kontaktowej. Chcemy także, by Rosja, Ukraina i OBWE zaczęły wcielać w życie wszystkie aspekty porozumień mińskich – gospodarcze, polityczne i humanitarne” – powiedziała. „Będziemy nakłaniać wszystkie strony do udziału w tym bezpośrednim dialogu” – dodała.

„Mamy nadzieję na postęp we wszystkich czterech roboczych podgrupach w ramach grupy kontaktowej. Utrzymujemy ścisły kontakt z naszymi ukraińskimi kolegami, omawiamy ze stroną rosyjską problemy uregulowania na Ukrainie, popieramy główną rolę w tym uregulowaniu formatu normandzkiego i OBWE” – oświadczyła.

Nuland poinformowała też, że szczególną uwagę w rozmowach z Riabkowem i Karasinem poświęcono temu, jak „USA mogą wesprzeć pokojowe uregulowanie na Ukrainie, wesprzeć strony rozmów – Ukrainę, Rosję i OBWE”.

Jest to już druga w ciągu tygodnia wizyta Nuland w Rosji. We wtorek towarzyszyła ona Kerry’emu w podróży do Soczi, gdzie ten został przyjęty przez Putina i konferował z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem.

Od czwartku do soboty Nuland przebywała w Kijowie. Spotkała się tam z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, premierem Arsenijem Jaceniukiem, przewodniczącym parlamentu Wołodymyrem Hrojsmanem, reprezentantami opozycji i wysłannikami OBWE, którzy obserwują konflikt w Donbasie na wschodzie kraju.

Przed odlotem ze stolicy Ukrainy przedstawicielka władz USA oświadczyła, że Waszyngton jest gotów do głębszego zaangażowania w realizację porozumień z Mińska.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ mmp/ mc/

18.05. Budapeszt (PAP/Reuters) – Jeżeli porozumienie z Mińska, przewidujące m.in. zawieszenie broni na wschodzie Ukrainy zawiedzie, to Rosja musi liczyć się z pogłębieniem izolacji i sankcji – oświadczył w poniedziałek w Budapeszcie zastępca sekretarza generalnego NATO Alexander Vershbow.

W ocenie Vershbowa nadal nie jest jasne, czy pomimo zapewnień Rosja jest gotowa do podjęcia działań, mających na celu realizację uzgodnionego trzy miesiące temu w stolicy Białorusi porozumienia w sprawie uregulowania konfliktu w Donbasie.

„Rosja próbuje udawać, że nie jest stroną konfliktu i że to Ukraina powinna bezpośrednio porozumieć się z separatystami” – powiedział wiceszef NATO.

Ukraińskie siły rządowe poinformowały w poniedziałek o zatrzymaniu dwóch żołnierzy z oddziałów specjalnych Rosji, walczących w szeregach prorosyjskich separatystów na wschodzie kraju.

Porozumienie z Mińska zawarte zostało w połowie lutego w obecności kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Francois Hollande’a. Przewiduje rozejm, wycofanie ciężkiego uzbrojenia, odzyskanie przez władze Ukrainy kontroli nad granicą z Rosją, pomoc humanitarną dla ludności, wymianę jeńców a także przeprowadzenie zgodnie z prawem ukraińskim wyborów na terenach będących obecnie pod kontrolą prorosyjskich separatystów. Kijów zobowiązał się do zapewnienia Donbasowi większej autonomii. (PAP)

agy/ ap/arch.

podobne: Wlk. Bryt. krytykuje UE za wejście na Ukrainę ale żołnierzy wyśle. Rosyjskie bombowce koło Kornwalii, brak gotowości obronnej. Co z porozumieniem z Mińska? Był plan rosyjskiej agresji na Ukrainę? Rosja sprzedaje Iskandery, ćwiczenia przy granicy z Estonią. Litwa: wraca powszechny pobór do wojska. oraz: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową. a także: Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu. Manewry i rozbudowa infrastruktury wojskowej na Arktyce.

4. Komisja PE poparła apel o zwrot wraku Tu-154 w rezolucji nt. Rosji.

11.05. Bruksela (PAP) – W obliczu zaangażowania Rosji w konflikt na Ukrainie UE nie może rozważać powrotu do normalnych relacji z Moskwą – oceniła komisja spraw zagranicznych europarlamentu w przyjętej w poniedziałek rezolucji. Poparła też apel do Rosji o zwrot Polsce wraku Tu-154.

W rezolucji, która w czerwcu ma trafić pod głosowanie całego Parlamentu Europejskiego, wymieniono warunki, od których – zdaniem europosłów – UE powinna uzależnić współpracę z Moskwą. Pierwszym z tych warunków jest uszanowanie przez Rosję integralności terytorium Ukrainy, obejmującego również Krym, oraz pełne wdrożenie porozumienia z Mińska w sprawie rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy.

Podkreślono, że dialog z Rosją nie może toczyć się kosztem europejskich wartości, standardów i zobowiązań, wynikających z prawa międzynarodowego. Europosłowie zaapelowali też do UE o zadeklarowanie, jakie konkretne działania wobec Rosji podejmie, jeśli nadal nie będzie ona respektować swoich zobowiązań.

PE „podkreśla, że bezpośrednie i pośrednie zaangażowanie Rosji w konflikt zbrojny na Ukrainie i nielegalna aneksja Krymu, jak również pogwałcenie integralności terytorialnej Gruzji, naciski gospodarcze i polityczna destabilizacja jej europejskich sąsiadów stanowią umyślne pogwałcenie zasad demokratycznych, podstawowych wartości i prawa międzynarodowego. W tym kontekście UE nie może rozważać powrotu do normalnych relacji z Rosją” – oceniono w dokumencie.

Dodano, że UE musi kontynuować „krytyczną redefinicję” swych relacji z Moskwą, co powinno obejmować przygotowanie „planu awaryjnego”, który wykorzystując unijną „soft power”, będzie mieć na celu przeciwdziałanie agresywnej polityce rosyjskiej.

Inicjatorem rezolucji był litewski europoseł z centroprawicy Gabrielius Landsbergis. „Wysyłamy bardzo jasny sygnał dla Rosji: UE powinna spojrzeć na relacje z tym krajem z innej perspektywy” – oświadczył litewski eurodeputowany.

Do projektu jego autorstwa komisja PE przyjęła poprawkę zawierającą apel do Rosji o pełną współpracę w sprawie śledztwa dotyczącego zestrzelenia malezyjskiego samolotu pasażerskiego nad wschodnią Ukrainą w lipcu ub. roku oraz podtrzymującą apel o „natychmiastowy zwrot wraku i wszystkich czarnych skrzynek polskiego samolotu rządowego, który rozbił się koło Smoleńska” 10 kwietnia 2010 r. Do rezolucji wpisano też apel do instytucji UE, aby poruszały sprawę wraku Tu-154 we wszystkich bilateralnych kontaktach z władzami rosyjskimi.

Według źródeł w europarlamencie kompromisową wersję poprawki, którą zgłosiła grupa europosłów PiS, poparli także eurodeputowani Platformy Obywatelskiej. Pierwotna wersja poprawki, zgłoszona przez grupę eurodeputowanych PiS, zawierała jeszcze apel o przeprowadzenie niezależnego międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, jednak ten fragment został wykreślony w trakcie negocjacji między grupami politycznymi.

Jeśli rezolucja w wersji przyjętej przez komisję zostanie poparta przez cały Parlament Europejski, będzie to drugi dokument, w którym europosłowie upomną się o wrak Tu-154.

Po raz pierwszy Parlament Europejski odniósł się do tej sprawy w przyjętej w marcu rezolucji dotyczącej zabójstwa jednego z liderów rosyjskiej opozycji Borysa Niemcowa i stanu demokracji w Rosji. W preambule tejże rezolucji przypomniano, że pomimo licznych wezwań władze rosyjskie odmawiają zwrócenia Polsce wraku i czarnych skrzynek samolotu rządowego Tu-154.

Eurodeputowany PO Jacek Saryusz-Wolski ocenił w poniedziałek, że przyjęcie przez komisję PE rezolucji na temat stanu stosunków z UE-Rosja to sygnał, że Unia zaczyna lepiej rozumieć politykę Moskwy. „Od samego początku UE błędnie interpretowała intencje Putina. Byliśmy naiwni, a oczekiwania wobec Rosji braliśmy za rzeczywistość. Zachód nie słuchał uwag Europy Środkowej” – oświadczył Saryusz-Wolski, cytowany w komunikacie Europejskiej Partii Ludowej. „Czas perswazji i wahań minął, nadeszła pora na konkretne i stanowcze działania, wzmocnioną solidarność oraz politykę bezpieczeństwa i obrony” – dodał.

Z Brukseli Anna Widzyk (PAP)

awi/ mc/ malk/

podobne: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy?

źródło: stooq.pl

USA, Ukraina, Syria, Irak, Iran

Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. Robert Potocki: PostMajdanowa (de)oligarchizacja i Samobójcze prawo serii.


Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie.

18.05. Nowy Jork (PAP/Media) – Rok po wyborze na urząd prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i pół roku po wyłonieniu nowego ukraińskiego rządu kraj ten pozostaje pogrążony w politycznym i gospodarczym chaosie – pisze w poniedziałek „New York Times”.

Jak podkreśla amerykański dziennik, Ukraina stoi obecnie u progu bankructwa, a fala tajemniczych zabójstw oraz samobójstw polityków i dziennikarzy powiązanych z poprzednim reżimem zasiała strach w stolicy kraju. Ponadto na złą sytuację w kraju wpływa ciągła groźba wojny z Rosją oraz pęknięcia w proeuropejskiej koalicji, mającej większość w ukraińskim parlamencie.

„Ukraiński rząd jest tak słaby i kruchy, że nie jest w stanie przeprowadzić zmian niezbędnych do zbudowania jednolitego i niezależnego państwa” – powiedział cytowany w artykule Bruce P. Jackson, szef amerykańskiej organizacji Project on Transitional Democracies (Projekt dla Demokracji Okresu Przejściowego).

Zdaniem „NYT” oprócz mającej ogromne problemy ukraińskiej gospodarki oraz przedłużających się negocjacji z europejskimi wierzycielami, największym rozczarowaniem dla jeszcze rok temu protestujących na kijowskim Majdanie Ukraińców jest niewywiązanie się proeuropejskiego rządu i prezydenta z obietnicy położenia kresu wszechobecnej korupcji.

Pomimo powołania w ostatnim czasie Biura Antykorupcyjnego rząd premiera Arsenija Jaceniuka został posądzony o nierzetelność i brak konsekwencji w działaniu, o czym mają świadczyć choćby procesy byłych urzędników i dyrektorów przedsiębiorstw państwowych za rządów obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza, które utknęły w martwym punkcie.

„Największym problemem w kraju jest to, że nie mamy realnie funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości, nie mamy niezależnych sędziów, a wielu z obecnych to ludzie jeszcze z czasów Janukowycza. Taka sama sytuacja dotyczy prokuratorów” – uważa Jehor Sobolew, jeden z organizatorów zeszłorocznych protestów, a obecnie deputowany i przewodniczący komisji ds. walki z korupcją w Radzie Najwyższej Ukrainy.

Jak dodał, bardzo dużym problemem jest także to, że prezydent Poroszenko nie jest gotowy do rozprawienia się z tym chorym systemem.

Były ambasador USA w Moskwie, a obecnie profesor Uniwersytetu Stanforda Michael A. McFaul podkreśla, że ogólnego rozczarowania i frustracji należało się na Ukrainie spodziewać. Jak zaznaczył, zawsze w ocenie społeczeństwa to rząd będzie ponosił odpowiedzialność za zbyt wolne tempo przemian. Jednak – jak ocenił – patrząc na liczbę reform zapoczątkowanych w ostatnich 12 miesiącach przez rząd w Kijowie, można być pełnym nadziei na przyszłość, choć spraw do załatwienia pozostało bardzo wiele.

Dziennik podkreśla też, że sprawą nadrzędną dla ukraińskiego rządu jest wciąż konflikt na wschodzie Ukrainy i strach przed kolejną inwazją sił prorosyjskich, która według Kijowa może nastąpić w każdej chwili. Jednak zdaniem niektórych analityków takie prawdopodobieństwo jest obecnie niewielkie.

„Rosja po prostu oczekuje na kolejne wewnętrzne problemy Ukrainy, które odciągają ją od spraw na wschodzie kraju” – twierdzi Aleksander Baunow z centrum Carnegie w Moskwie. Jego zdaniem Putin będzie czekał, aż Ukraina sama stanie się na tyle słaba, aby móc to wykorzystać w nieodległej przyszłości. (PAP)

agy/ kar/

podobne: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).  oraz: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

1. Deoligarchizacja….

„Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko w wywiadzie, dla stacji telewizyjnej ICTV, udzielonym 28 marca 2015 roku stwierdził, że: „Podczas, gdy władze [państwowe] usiłują zaprowadzić w kraju porządek, oligarchowie usiłują wprowadzić […] chaos”. W tej sytuacji, w związku z wdrażanym obecnie programem antykorupcyjnym, którego wprowadzenia domagały się USA, kraje UE oraz międzynarodowe instytucje finansowe zapowiedział on walkę ze wszelkimi przejawami atamańszczyzny oraz deoligarchizację sfery publicznej [1]. Państwa zachodnie, w celu uwiarygodnienia Ukrainy – oprócz legitymizacji wyborczej – postulowały zwiększenie przejrzystości i transparentności struktur i procesów decyzyjnych, tak aby przyznane fundusze pożyczkowe zostały przeznaczone na określone programy modernizacyjne i pomocowe, nie zaś zawłaszczone przez określone „grupy trzymające władzę” [2].

W działania te wpisują się także zapowiedzi likwidacji „prywatnych formacji zbrojnych”, które uczestniczyły w stabilizowaniu (ugruntowaniu) władzy w regionach południowo-wschodnich lub są zaangażowane w wojnę noworosyjską. Pierwsze posunięcia prowadzą zatem do likwidacji samodzielności jednostek militarnych Prawego Sektora – zaproponowano im dość prosty wybór: (1) wchłonięcie przez siły zbrojne na zasadzie autonomii lub też (2) likwidację formacji i wstąpienie ochotników do armii, w drodze indywidualnego kontraktu [3]. Wzmiankowane wysiłki zmierzają zatem nie tylko do okcydentalizacji przestrzeni społecznej, lecz są także zapowiedzią ograniczenia władzy politycznej poszczególnych „książątek” na kresach oraz zmiany jakościowej (pokoleniowej) w elicie państwowej. Jeśli nie kryją się za tym jakieś bliżej nieokreślone interesy „reżimu Poroszenki”, to jest to przede wszystkim zapowiedź gruntownej przebudowy ukraińskiej sfery publicznej na miarę aktu niepodległości, Pomarańczowej Rewolucji czy EuroRewolucji. Czy oznacza to jednak kres paradygmatu postkomunistycznego? Co zatem będzie dalej z republiką oligarchiczną?

Wszystko zaczęło się w tym momencie, gdy podczas posiedzenia parlamentarnej komisji ds. prywatyzacji 14 marca Ihor Kołomojskiwyjawił, iż za pośrednictwem Wiktora Pińczuka przekazał ówczesnemu prezydentowi Ukrainy Łeonidowi Kuczmie 110 mln USD, w miesięcznych transzach po 5 mln USD, w zamian za możliwość zarządzania kompanią Ukrnafta [4]. Zięć byłej głowy państwa nie pozostał zresztą dłużny i odpłacił pięknym, za nadobne – i oskarżył go o zlecenie zamachu na adwokata Serhija Karpienki w 2003 roku, po tym, jak wspomniany prawnik odmówił mu pomocy w przejęciu zakładów Dnieprospecstal [5]. W obu wspomnianych sprawach organa ścigania przystąpiły do czynności sprawdzających. MSW wszczęło zresztą już postępowanie wyjaśniające w sprawie dość tajemniczej śmierci na froncie noworosyjskim byłego śledczego Prokuratury Generalnej Ihora Szołodki, który w 2005 roku prowadził już dochodzenie przeciwko I. Kołomojskiemu [6].

„Ukraińska władza – mówił Dmitrij Kulikowzawsze miała charakter oligarchiczny. Natomiast prezydent albo zajmował się uzgadnianiem interesów, albo jak [Wiktor] Janukowycz sam faktycznie był jednym z oligarchów, którzy próbowali podporządkować sobie pozostałych. Specyfika […] sytuacji polega na tym, że [Ihor] Kołomojski jako jeden z najważniejszych inwestorów Majdanu, otrzymując w rezultacie tej rewolucji władzę, postarał się odsunąć resztę. Dlatego obecnie widzimy pewien skonsolidowany oligarchiczny front, składający się z byłych towarzyszy Kołomojskiego, nastawionych przeciwko niemu. Czyli powstał taki oligarchiczny konsensus. W tym sensie Kołomojski obecnie zastępuje Janukowycza, przeciwko któremu wcześniej łączono siły.” [7].

Samo spotkanie I. Kołomojskiego z parlamentarzystami było już wydarzeniem bez precedensu, zwłaszcza, że komisja na swe zamknięte posiedzenie zaprosiła tak wpływowego oligarchę, bez mała „niekoronowanego władcę księstwa dniepropietrowskiego”, który wzmocnił swą pozycję ekonomiczną i polityczną opowiadając się zawczasu po stronie rewolucjonistów z EuroMajdanu oraz sponsorując działalność Prawego Sektora [8]. Paradoks w tym przypadku polega jednak na tym, że Rewolucja Godności była w swej istocie „rozpaczliwym wołaniem” o deoligarchizację przestrzeni publicznej, z drugiej zaś strony władze porewolucyjne oparły się, w czasie Ruskiej Wiosny, właśnie na oligarchacie, który w znacznym stopniu przyczynił się do stabilizowania i legitymizowania „nowego reżimu”, jak i uspokojenia społecznego w zdecydowanej większości południowo-wschodnich regionach kraju (poza Donbasem) [9]. Nie ulega także wątpliwości, iż przetrwanie Ukrainy zależy przede wszystkim od stabilności wewnętrznej (nawet za cenę utraty pewnych terytoriów) – czyli od powodzenia i konsekwencji wprowadzenia reform, które zapewnią zrównoważony rozwój gospodarczy i społeczny…”

polecam lekturę całości tu: geopolityka.org

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję oraz: Ukraina: coraz mniej Ukrainy w Donbasie, zmiany na scenie politycznej, czystki we władzach i wojna oligarchów (Poroszenko umacnia swoje wpływy?) USA: rezolucja w sprawie broni dla Ukrainy. i to: Rosyjska prasa dziękuje za sankcje, które mogą podzielić UE. Merkel będzie mediować „decentralizację” Ukrainy, tymczasem „rebelianci” się przegrupowują. Słowo o ukraińskich oligarchach.

2. Samobójcze prawo serii…

„Ukraińscy politycy obalanych rządów, trawieni wyrzutami sumienia, cierpiący na głęboką depresję lub w poczuciu lojalności wobec swoich przekonań i akcie heroicznego poświęcenia, by uchronić swoich bliskich przed zemstą bezwzględnych przeciwników, targają się na swoje życie. Łączy ich jednak jedno: wiedza, która mogłaby zagrozić innym wpływowym i czynnym uczestnikom ukraińskiej polityki.

Każdy głupiec potrafi popełnić morderstwo, ale trzeba być artystą, by popełnić naturalną śmierć. (Aleksander Ścios)

W I półroczu 2015 roku, na wyraźne żądanie pożyczkodawców (głównie Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Stanów Zjednoczonych) – wzorując się na reformach z lat 2004–2013 prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego (szefa Międzynarodowej Rady Konsultacyjnej ds. Reform w Kijowie) Ukraina rozpoczęła bezprecedensową, w swej historii, kampanię antykorupcyjną i demonopolizacyjną. Jej zasadniczymi przesłankami, oprócz potrzeby wzmocnienia ratingu i wizerunku międzynarodowego, są konieczność ukrócenia „szarej strefy” – także tej politycznej – zapewnienie transparentności systemu finansowego oraz wzmocnienie reżimu podatkowego. Także bez wypracowania dodatkowych źródeł dochodów, w tym z nieuniknionej – jak się zdaje – prywatyzacji całych sektorów gospodarki oraz zasobów ziemi, budżet państwowy – będący już w zasadzie na przysłowiowym „garnuszku Zachodu” może nie udźwignąć swych zobowiązań międzynarodowych, jak i obciążeń społecznych. Kwestia fiskalna stała się ponadto pretekstem do ukrócenia nieograniczonych dotąd rządów oligarchicznych (?) oraz osłabienia przeciwników politycznych kręgów niegdysiejszej „partii władzy”. Działania rządu Arsenija Jaceniuka, którego w międzyczasie pomówiono także o czerpanie prywatnych korzyści z zajmowanego stanowiska, mają również podtekst medialny, gdyż niewątpliwie wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społecznym, jak i donatorów zagranicznych. Sprawą priorytetową jest ponadto kwestia wiarygodności (i przyszłość) władz państwowych wyłonionych w wyborach 2014 roku.

Dla parlamentarzystów z Bloku Opozycyjnego (lider Jurij Bojko), złożonego głównie z dawnych członków Partii Regionów jest to jednak wyraźny sygnał odczytywany w kategoriach „politycznego odwetu” wobec polityków i funkcjonariuszy publicznych reprezentujących, obalony przez EuroRewolucję, „reżim Janukowycza”. Wspomniane ugrupowanie jest przez publicystów, komentatorów i polityków traktowane jako przysłowiowy „polityczny skansen”. Opowiada się ono bowiem za pozablokowym i wielowektorowym statusem Ukrainy, co naraża je na zarzuty o nieoficjalne sprzyjanie Rosji – za głoszenie haseł neutralności „okraszonych ruskim sosem”. „Opozycja –odnotowuje Piotr Pogorzelski – jest wystraszona. Po tym, jak prezydent [Petro Poroszenko] usunął ze stanowiska prokuratora generalnego Witalija Jaremę, za którego wszyscy przedstawiciele poprzedniego reżimu mogli spać spokojnie (także odpowiedzialni za krew na [Euro]Majdanie), jego następca Wiktor Szokin wziął się do pracy. Od 10 lutego regionałowie się pochowali […]. Nie wiadomo, jaki jest cel długoterminowy nowego prokuratora, ale krótkoterminowy to wsadzić kilka osób: sędziów, polityków Partii Regionów, aby pokazać, że nowe elity polityczne działają. Nie wszyscy chcieli czekać, aż ręce organów ścigania ich dosięgną. Przez Ukrainę przetoczyła się fala samobójstw urzędników z Partii Regionów. Wśród samobójców byli ludzie mający krew na rekach, przestępcy i osoby dokonujące machlojek politycznych” [1].(…)

(…)Wszystko wygląda zatem na to, że po zakończeniu EuroMajdanu śmierć zbiera obfite żniwo, choć niekoniecznie mogą istnieć związki przyczyno-skutkowe między wszystkimi przypadkami.

Media wspomnianą „przypadłość polityczną” wiązały przede wszystkim z zarzutami korupcyjnymi lub przypadkami nadużywania prawa przez „osoby zaufania publicznego”. Inną okolicznością są nie do końca jasne powiązania ofiar z holdingiem System Capital Management należącym do Rinata Achmetowa lub „rodziną” Wiktora Janukowycza seniora. W powyższy schemat wpisują się także morderstwa na O. Kałasznikowie – który, jak się mniema, mógł posiadać cenne informacje na temat finansowania tituszek, AntyMajdanu, czy też Ruskiej Wiosny, zaś O. Buzina – był w końcu redaktorem naczelnym dziennika „Siegodnia” należącego do imperium tego pierwszego oligarchy i dysponować określoną „wiedzą tajemną” na temat korupcji politycznej i finansowania separatystów noworosyjskich [9].

Samobójstwa, podobnie jak i skrytobójstwa – ukazały nie tylko poziom debaty politycznej na Ukrainie – lecz i wywołały ogromny szok społeczny. a równocześnie rezonans międzynarodowy. Potwierdzają przede wszystkim narrację nie tylko o komercjalizacji, lecz i niezwykłej brutalizacji tamtejszej sfery publicznej [10]. Media głównego nurtu (prorządowe) oskarżają rosyjskie służby specjalne o próbę destabilizacji kraju i podważenie zaufania obywateli do „reżimu Poroszenki”. Kolejna interpretacja wskazuje z kolei, iż „rodzina” W. Janukowycza „ucisza” poszczególnych polityków i „zaprzyjaźnionych” dziennikarzy, którzy mają coś do powiedzenia na temat kleptokracji poprzednich rządów [11]. Natomiast media rosyjskie nie mają już żadnych wątpliwości, iż wspomnianych zbrodni dokonali „naziści”, reprezentujący „juntę neobanderowską” z siedzibą w Kijowie, zwłaszcza, że do niektórych mordów przyznała się „Ukraińska Powstańcza Armia”.

Czy oznacza to, że władze państwowe w Kijowie powołały do istnienia „szwadrony śmierci”, które likwidują przeciwników nowego porządku? A może jest akcja bliżej nieokreślonej grupy ukraińskich nacjonalistów, pragnących wywołać „rewolucję narodową”? Najprawdopodobniejsza jest jednak ta wersja, iż za pomocą służb specjalnych zarówno Ukraina, jak i Rosja eliminują swoich przeciwników politycznych lub niebezpiecznych świadków.(…)

(…) procesowi tranzycji republiki oligarchicznej towarzyszy powstanie odpowiednich instytucji antykorupcyjnych, z którymi społeczeństwo obywatelskie wiąże ogromne nadzieje, gdyż nadal panuje powszechne przekonanie o kryminalizacji struktur państwowych oraz mafijnych powiązaniach między jego aparatem i funkcjonariuszami, politykami i wielkim biznesem. Nie można zatem wykluczyć i tej wersji, iż jest to także kolejna odsłona „wojny gangów” pomiędzy państwem a oligarchatem i poszczególnymi „baronami” między sobą – gdy w grę wchodzi podejrzanie długa lista potencjalnych świadków w procesach karnych. Ponieważ w grę wchodzą ogromne fundusze i wpływy polityczne oraz poczynione już określone inwestycje w polityków, wspomniana pandemia zapewne szybko się nie zakończy, zwłaszcza, że – z powodu słabości państwa – prokuratura, sądy i aparat ścigania są nadal dysfunkcyjne i podatne na wszelkie „sugestie” donatorów.”

całość tu: geopolityka.org

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Ukraina: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności. i to: Kosmici wylądowali na Ukrainie! Kukła Poroszenko nadał obywatelstwo trzem innym kukłom żeby mogły zostać ministrami w nowym rządzie. polecam również: Wojciech Jakóbik: Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego. i jeszcze: Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach.

Ukraina (krew)

Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.


1. Rosja – Putin: hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świataGlukhovsky: Rosja wskrzesza stare zwycięstwa, bo nowych nie maUkraina – Poroszenko: świat bojkotuje Rosję

09.05. Moskwa (PAP) – Podczas uroczystości upamiętniających 70. rocznicę pokonania III Rzeszy prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył w sobotę, że hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świata, który nie od razu dostrzegł śmiertelne zagrożenie w ideologii nazizmu.

Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw.

Prezydent Rosji powiedział to przemawiając podczas defilady wojskowej na Placu Czerwonym w Moskwie, upamiętniającej 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w II wojnie światowej.

Tę największą w historii Rosji paradę Putin odebrał w towarzystwie weteranów tamtej wojny, premiera Dmitrija Miedwiediewa i ministra obrony, generała armii Siergieja Szojgu. Ten ostatni wcześniej sprawdził gotowość wojsk do defilady.

Wśród zgromadzonych na trybunie obok Mauzoleum Lenina byli przywódcy 23 z zaproszonych 68 państw, w tym m.in. prezydenci Chin, Indii, RPA, Egiptu, Kuby, Kazachstanu, Azerbejdżanu i Serbii. Byli tam także sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun i szefowa UNESCO Irina Bokowa.

Ze względu na rolę Rosji w konflikcie na Ukrainie zdecydowana większość liderów krajów zachodnich nie przyjęła zaproszenia od Putina na obchody Dnia Zwycięstwa. Kilku – m.in. prezydent Czech Milosz Zeman i premier Słowacji Robert Fico – przyjęło zaproszenie na uroczystości, jednak nie przyszło na Plac Czerwony, by obserwować paradę, uznaną na Zachodzie za demonstrację siły.

Prezydent Rosji podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów. Zarazem wyraził wdzięczność sojusznikom za wkład w rozgromienie nazizmu.

„Wielkie Zwycięstwo na zawsze pozostanie heroicznym szczytem historii naszego kraju. Wszelako pamiętamy o naszych sojusznikach z antyhitlerowskiej koalicji. Jesteśmy wdzięczni narodom Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych za ich wkład w zwycięstwo. Jesteśmy wdzięczni antyfaszystom różnych państw, którzy ofiarnie walczyli w oddziałach partyzanckich i w podziemiu, w tym w samych Niemczech” – powiedział.

Putin oznajmił, że po 70 latach historia znów apeluje do świata o rozsądek i czujność. „Nie powinniśmy zapominać, że idee rasowej dominacji i wyjątkowości doprowadziły do najkrwawszej z wojen” – wskazał.

Podkreślił że „to Związek Radziecki przyjął na siebie najcięższe uderzenia wroga”. „To tutaj zostały ściągnięte doborowe wojska nazistów, skoncentrowana była cała ich wojskowa potęga, to tutaj odbyły się największe, decydujące bitwy II wojny światowej” – powiedział.

Prezydent Rosji przestrzegł przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Oświadczył, że w ostatnich dziesięcioleciach często ignorowane były fundamentalne zasady współpracy międzynarodowej. „Widzimy próby budowy jednobiegunowego świata. Widzimy jak nabiera obrotów myślenie w kategoriach bloków wojskowych. Wszystko to podważa stabilność światowego rozwoju” – wskazał.

Putin ocenił, że powstałe po II wojnie światowej instytucje międzynarodowe, które – jak zauważył – stworzyły podstawy powojennego ładu światowego, udowodniły swoją skuteczność w rozwiązywaniu sporów i konfliktów.

„Pamiętamy historyczne spotkanie sojuszników na Łabie. Pamiętamy zaufanie i jedność, które stały się naszą wspólną spuścizną, przykładem zjednoczenia narodów w imię pokoju i stabilności. To właśnie te wartości legły u podstaw powojennego ładu światowego” – powiedział.

W historycznej części defilady maszerowali żołnierze w mundurach z lat II wojny światowej, w tym kozaków. Wśród uczestników tej części parady były też pododdziały sił zbrojnych Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Chin, Indii, Kazachstanu, Kirgistanu, Mongolii, Serbii i Tadżykistanu.

Następnie przez Plac Czerwony przedefilowało ponad 16,5 tys. żołnierzy i oficerów, reprezentujących wszystkie rodzaje sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, a także kadeci oraz wykładowcy i słuchacze akademii, uniwersytetów, instytutów i uczelni wojskowych. Wśród uczestników parady byli też żołnierze i oficerowie wojsk wewnętrznych MSW, ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych i Służby Granicznej Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Przez Plac Czerwony przejechało również ponad 190 transporterów opancerzonych, wozów bojowych, czołgów, dział samobieżnych i wyrzutni rakietowych. A nad nim przeleciały 143 samoloty i śmigłowce bojowe.

Po raz pierwszy przy takiej okazji pokazane zostały wielogłowicowe pociski balistyczne dalekiego zasięgu na mobilnych wyrzutniach RS-24 Jars, czołgi T-14 Armata, skonstruowane na tej samej platformie wozy bojowe piechoty T-15 i transportery opancerzone Kurganiec-25, samobieżne dwulufowe armato-haubice Koalicja-SW, wozy bojowe desantu BMD-4M, transportery opancerzone desantu Rakuszka, transportery opancerzone Bumerang, transportery opancerzone z napędem na sześć kół Tajfun-U (Ural) i mobilne przeciwpancerne wyrzutnie rakietowe Kornet-D (na bazie samochodów opancerzonych zwiadu Tygrys).

W zmechanizowanej części parady zaprezentowały się też same samochody Tygrys, opancerzone transportery z napędem na sześć kół Tajfun-K (Kamaz), transportery opancerzone BTR-82A, czołgi T-90A, samobieżne haubice Msta-S, rakiety operacyjno-taktyczne Iskander-M, systemy rakiet przeciwlotniczych Tor-M2U i Buk-M2, baterie przeciwrakietowe i przeciwlotnicze S-400 Triumf oraz Pancir-S.

Przez Plac Czerwony przejechały także legendarne czołgi T-34 i samobieżne haubice SU-100 z lat II wojny światowej.

Na lotniczą część defilady złożył się przelot na wysokości od 150 do 500 metrów 143 śmigłowców i samolotów. Wystartowały one z 12 lotnisk w europejskiej części FR.

Jako pierwszy pokazał się ponaddźwiękowy bombowiec strategiczny Tu-160, za którego sterami siedział dowódca sił lotniczych FR generał Wiktor Bondariew. Później nad Placem Czerwonym zaprezentowały się śmigłowce wielozadaniowe Mi-8AMTSz, ciężkie transportowe Mi-26, ciężkie bojowe Mi-35 oraz szturmowe Mi-28N i Ka-52 Aligator, a także szkolno-treningowe Ansat-U.

Przeleciały również w różnych konfiguracjach bombowce strategiczne Tu-160, Tu-95MS i Tu-22M3, samoloty transportowe Ił-76 i An-124 Rusłan, samoloty-cysterny Ił-78, jak również szturmowo-bombowe Su-24, szturmowe Su-25, myśliwce przechwytujące Su-27, myśliwce frontowe MiG-29SMT, ciężkie myśliwce przechwytujące MiG-31, wielozadaniowe Su-30, Su-34 i Su-35, a także szkolno-treningowe Jak-130.

Ostatnim akcentem moskiewskiej defilady, którą trwała 1 godzinę i 20 minut, a którą dowodził dowódca wojsk lądowych FR generał Oleg Saljukow, był przemarsz 1000-osobowej orkiestry Garnizonu Moskiewskiego.

Po paradzie Putin i jego zagraniczni goście przeszli do Parku Aleksandrowskiego, gdzie na Grobie Nieznanego Żołnierza wspólnie złożyli girlandę z kwiatów. Później razem udali się na Kreml, gdzie prezydent Rosji wydał uroczyste przyjęcie, upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Parady wojskowe w sobotę odbyły się też w 30 innych miastach FR, w tym Petersburgu, Smoleńsku, Bałtijsku, Murmańsku, Tule, Wołgogradzie (d. Stalingradzie), Noworosyjsku i Władywostoku, a także w Sewastopolu i Kerczu na Krymie oderwanym przez Rosję od Ukrainy w marcu 2014 roku.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ lm/ pz/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję oraz: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem).

09.05. Warszawa (PAP) – Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego, bo nowszych zwycięstw nie było – mówi PAP rosyjski pisarz i dziennikarz Dmitrij Glukhovsky.

Udostępniamy nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Glukhovsky-o-paradzie-w-Moskwie-Rosja-wskrzesza-stare-zwyciestwa-bo -nowych-nie-ma.mp4

Rosja ma dziś z wielką pompą świętować zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami; elementem pokazu siły ma być m.in. parada wojskowa na niespotykaną skalę.

„Mimo braku świeżych zwycięstw co roku Dzień Zwycięstwa obchodzony jest coraz huczniej. Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego – bo nowszych zwycięstw nie było” – podkreśla Glukhovsky.

„To, co stało się na Krymie jest prezentowane jako zwycięstwo: Rosja podnosząca się z kolan, próbująca odbudować imperium. Ale myślę, że w wielu aspektach dzieje się tak tylko na użytek wewnętrzny. Przygląda się temu świat, ale adresatami są obywatele rosyjscy, efektem ma być mobilizacja społeczeństwa” – dodaje.

Glukhovsky podkreśla, że im gorzej funkcjonuje gospodarka, tym „więcej propagandy potrzeba, aby sprawić, żeby ludzie zapomnieli, że żyje im się gorzej niż jeszcze niedawno”. „A zatem parada z okazji Dnia Zwycięstwa jest przeznaczona przede wszystkim do użytku wewnętrznego w Rosji” – konkluduje pisarz.(PAP)

ajw/ laz/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01

hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit oraz: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?

Czemu służą parady wojskowe? Jednym do straszenia wrogów bez których nie potrafią sobie zorganizować życia politycznego we własnym kraju, innym służą do kultywowania tradycji oręża i historii.

I wszystko by było dobrze gdyby tak w jednym jak i w drugim wypadku kończyło się na przedstawieniu. Tymczasem historia pokazuje że w pierwszym przypadku nie zawsze kończy się tylko na „demonstracji siły”. Ci pierwsi udowodnili bowiem już nie raz na przestrzeni dziejów, że potrafią nie tylko maszerować po placu czerwonym, ale zapędzali się często na tereny swoich sąsiadów, wsławiając się w „wyzwalaniu” (czyt. zaborze) sporej części Europy wschodniej w tym Polski z tragicznymi dla niej skutkami. Mało tego! Do tej pory ci „wyzwoliciele” lubują się w poniżaniu Polski traktując nas jako przedmiot swojej imperialnej polityki (do spółki rzecz jasna z innymi krajami jak np Niemcy a czasem Amerykanie), grożąc rakietami rozmieszczonymi nad granicą i wpieprzając się co i rusz do tego czy jako kraj suwerenny też możemy sobie kupić rakiety czy nie możemy, tylko dlatego że Polska śmie należeć do innego bloku gospodarczo politycznego.

Najsmutniejsze jest to że w ramach polityki ogłupiania własnego narodu, który „funduje” władzy tego rodzaju megalomańskie imprezy, w innej branży na odcinku tej samej propagandy brakuje pieniędzy żeby zapłacić ludziom za uczciwą pracę przy wystrzeleniu w kosmos rakiety… (Odys)

09.05. Kijów (PAP) – Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko uznał w sobotę, że nieobecność przywódców światowych na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie jest wyrazem poparcia dla jego kraju, który walczy ze wspieranymi przez Rosję separatystami w Donbasie.

„Ukrainę popiera cały świat. Jednym z przejawów tego poparcia jest szeroki bojkot międzynarodowy dzisiejszej parady na Placu Czerwonym w Moskwie” – powiedział podczas uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Kijowie.

Prezydent oświadczył, że Ukraina już nigdy nie będzie świętowała zwycięstwa nad nazizmem według pisanych w Rosji scenariuszy, które – jak powiedział – przewidują „zimnokrwiste wykorzystywanie Dnia Zwycięstwa dla wywyższania ekspansjonistycznej polityki wobec sąsiadów, by utrzymać ich w swojej orbicie wpływów i by odrodzić imperium”.

Z okazji święta Poroszenko odznaczył medalami państwowymi ponad 3,1 tysiąca żołnierzy, którzy walczą z separatystami prorosyjskimi na wschodzie kraju.

Tego dnia w centrum Kijowa zorganizowano także flash mob, którego uczestnicy ułożyli z pustych pudełek kartonowych hasło: Pamiętamy, Zwyciężamy, 1939-1945. Organizatorzy akcji nawoływali, by do tych pudełek składać pomoc dla żołnierzy, którzy walczą na wschodzie.

Uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Kijowie zakończą się w późnych godzinach wieczornych, kiedy to w parkach stolicy odbędzie się maraton orkiestr wojskowych. Jeden z głównych parków, Marijinski, zajmie orkiestra Wojska Polskiego. W innych zagrają orkiestry z Estonii, Litwy, Jordanii i Serbii.

Wbrew oczekiwaniom władz podczas obchodów Dnia Zwycięstwa na Ukrainie nie doszło do prowokacji, przed którymi ostrzegano od wielu dni. W Odessie nad Morzem Czarnym odbyła się jednak manifestacja zwolenników polityki prorosyjskiej, podczas której kilkuset jej uczestników wykrzykiwało: „Precz z juntą!” i „Banderowskie diabły – precz z Odessy!”.

W piątek Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony uprzedziła, że w trakcie uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa, organizowanych na zajętych przez prorosyjskich separatystów ziemiach wschodniej Ukrainy, może dojść do krwawych wydarzeń z ofiarami wśród ludności cywilnej.

Ich celem miało być zerwanie mińskich porozumień (pokojowych) i wznowienie działań bojowych w Donbasie. Według ukraińskich mediów w miastach opanowanych przez siły prorosyjskie było w sobotę spokojnie.đđđđđđ Na Ukrainie od połowy kwietnia obowiązują wzmożone środki bezpieczeństwa w związku trwającymi tu obecnie tzw. świętami majowymi; środki te wprowadzono w obawie przed próbami destabilizacji sytuacji w kraju. Szczególnym nadzorem objęte zostały granice, zwłaszcza z Rosją.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ kar/

podobne: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię).

2. Niemcy i Rosjanie oddali w Berlinie cześć żołnierzom Armii CzerwonejMerkel złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Moskwie.

09.05. Berlin (PAP) – Kilkanaście tysięcy osób – Niemców i Rosjan – oddało w sobotę w Berlinie cześć żołnierzom Armii Czerwonej poległym w II wojnie światowej. Główne uroczystości w 70. rocznicę zakończenia wojny odbyły się na cmentarzach-pomnikach w Treptow i Tiergarten.

10 tys. osób uczestniczyło w rocznicowych obchodach zorganizowanych pod pomnikiem w Treptow we wschodniej części miasta – miejscu spoczynku 7 tys. żołnierzy poległych w walce o Berlin.

Wieńce i czerwone goździki składali ambasadorowie akredytowani w Niemczech. Szef dyplomatycznej placówki Rosji, Władimir Grinin, powiedział, że pamięć o zakończeniu wojny jest bardzo ważna – „dla nas i dla wszystkich”.

Uczestnicy powiewali rosyjskimi flagami, niektórzy nieśli transparenty ze zdjęciami kombatantów. Obecni byli też członkowie i sympatycy popieranego przez Władimira Putina klubu motocyklistów „Nocne Wilki”.

Centralnym punktem nekropolii jest mierzący 11 metrów posąg żołnierza trzymającego jedną ręką uratowane dziecko i opierającego się o miecz, którym wcześniej roztrzaskał swastykę.

Kilka tysięcy ludzi przyszło pod pomnik żołnierzy radzieckich w Tiergarten nieopodal Bramy Brandenburskiej. Groby żołnierskie przykrył dywan z wieńców i kwiatów. Tutaj także uczestnicy powiewali flagami – rosyjskimi, radzieckimi z sierpem i młotem, a także flagami samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL).

Biorący udział w obchodach Niemcy nieśli transparenty z napisami „Dziękujemy żołnierzom sowieckim za wyzwolenie”. Grupa „Nocnych Wilków” ograniczyła się do pamiątkowych zdjęć na tle czołgów i armat będących elementem pomnika.

Kobieta z flagą ukraińską, która pojawiła się w okolicach pomnika, została wyzwana przez kilka osób od faszystek i zdrajczyń.

Były premier Brandenburgii Matthias Platzeck, kierujący obecnie Forum Niemiecko-Rosyjskim, podkreślił, że narody ZSRR złożyły podczas wojny „największą daninę krwi”. Polityk SPD powiedział, że Niemcy wykazali się podczas wojny „niewyobrażalnym okrucieństwem”. Żołnierze Armii Czerwonej, którzy zmarli w niemieckiej niewoli, powinni jego zdaniem zająć w niemieckiej pamięci takie samo miejsce jak ofiary Holokaustu. Jak zaznaczył, nauką z wojny powinien być sprzeciw wobec nacjonalizmu i rasizmu. Zaapelował do Rosjan, by również w swoim kraju walczyli z nacjonalizmem i „militaryzacją życia”.

Dzień Zwycięstwa stał się pretekstem do wyjścia na ulicę dla neonazistów i skrajnej prawicy. Uczestnicy wiecu pod dworcem głównym w Berlinie domagali się odwołania sankcji wobec Rosji i wycofania wojsk amerykańskich z Europy. „Ami go home” – skandowali neonaziści. Wśród narodowych flag niemieckich widoczne były też flagi tzw. DRL, a nawet flaga zakonu krzyżackiego.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ ksaj/ kar/

Jeśli ktoś jest zdziwiony przyjazną reakcją Niemców wobec swoich historycznych pogromców – przypominającą syndrom sztokcholmski – to polecam lekturę: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

10.05. Moskwa (PAP) – Kanclerz Niemiec Angela Merkel w towarzystwie prezydenta Rosji Władimira Putina w niedzielę złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla.

Niemiecka kanclerz oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów żołnierzy radzieckich, którzy polegli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy. Witając szefową rządu Niemiec w swojej rezydencji, prezydent Rosji opowiedział się za jak najszybszym rozwiązaniem problemów występujących w relacjach między dwoma krajami.

„Wiele uczyniliśmy, by stosunki między Rosją i Niemcami rozwijały się pomyślnie. Wiele udało nam się osiągnąć. Dzisiaj występują znane problemy. Im szybciej skończą negatywnie oddziaływać na rozwój naszych relacji, tym lepiej. Będziemy do tego dążyć” – oznajmił Putin, nawiązując do sankcji nałożonych przez kraje zachodnie na Rosję i kontrsankcjach strony rosyjskiej.

„Mam nadzieję, że podczas naszego dzisiejszego spotkania uda nam się porozmawiać również o stosunkach dwustronnych, o rozwoju relacji Rosji z Unią Europejską. I o najostrzejszych problemach międzynarodowych, w tym o sytuacji na Ukrainie” – powiedział.

Merkel ze swej strony oświadczyła, iż jest rada, że jej spotkanie z prezydentem Rosji doszło do skutku. „Dobrze, że spotkaliśmy się w Moskwie, aby porozmawiać o naszych stosunkach dwustronnych, relacjach Rosji z Unią Europejską i – oczywiście – integralności terytorialnej Ukrainy” – powiedziała, podkreślając konieczność rozwiązywania problemów środkami dyplomatycznymi.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

W czwartek szefowie MSZ Rosji i Niemiec, Siergiej Ławrow i Frank-Walter Steinmeier, oddali w Wołgogradzie, dawnym Stalingradzie, hołd ofiarom II wojny światowej. Steinmeier wskazał na skalę cierpień zadanych tam cywilom i żołnierzom przez Niemcy hitlerowskie.

Wcześniej dwaj ministrowie w Rossoszkach pod Wołgogradem złożyli wieńce na terenie zespołu memorialnego upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej poległych pod Stalingradem. W Rossoszkach znajduje się też kwatera z grobami żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w walkach o Stalingrad w latach 1942-1943.

Ławrow oznajmił po spotkaniu ze Steinmeierem, że Moskwa wiąże duże nadzieje z niedzielnymi rozmowami Putina z Merkel. „Sytuacja w Europie nie jest dziś spokojna, rozwija się według nie najbardziej pozytywnego scenariusza. W związku z tym przywiązujemy szczególną wagę do rozwoju dialogu między Moskwą a Berlinem” – wyjaśnił.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ ksaj/ dym/

podobne: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy? oraz: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją.

3. Putin w obecności Merkel usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow„Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina.

10.05. Moskwa (PAP) – Prezydent Rosji Władimir Putin w niedzielę usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”.

Prezydent Rosji powiedział to na wspólnej z kanclerz Niemiec Angelą Merkel konferencji prasowej po ich rozmowach w Moskwie. Merkel przyleciała w niedzielę do stolicy Rosji, aby uczcić pamięć obywateli ZSRR, którzy w latach II wojny światowej zginęli w walce z hitlerowskimi Niemcami.

Pytany o obawy Polski i krajów bałtyckich dotyczące systemu bezpieczeństwa, którego budowę proponuje Rosja, Putin oznajmił, że „strach jest wewnętrznym stanem tych, którzy się boją”. „Nie należy żyć fobiami przeszłości, lecz patrzeć w przyszłość” – poradził.

W tym kontekście przywołał pakt Ribbentrop-Mołotow. Według niego „ZSRR podjął wiele starań, aby przeciwstawić się faszyzmowi w Europie”. „Wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem” – oznajmił, dodając, że właśnie to zmusiło Związek Radziecki do podjęcia kroków mających na celu niedopuszczenie do bezpośredniej konfrontacji z Niemcami, czego wynikiem był pakt Ribbentrop-Mołotow. „Sensem tego paktu było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR” – powiedział.

„Pragnę przypomnieć, że po podpisaniu układu monachijskiego sama Polska podjęła działania, zmierzające do zaanektowania części czeskiego terytorium. Wyszło na to, że po pakcie Ribbentrop-Mołotow i rozbiorze Polski ona sama padła ofiarą polityki, którą próbowano prowadzić w Europie” – podkreślił.

Putin dodał, że „wszystko to trzeba mieć na uwadze, niczego nie zapominać”. „Skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” – oznajmił.

Merkel nie zgodziła się z oceną prezydenta Rosji. „Pakt Ribbentrop-Mołotow trudno zrozumieć, jeśli nie uwzględni się tajnego protokołu do niego. Z tego punktu widzenia uważam, że to było niewłaściwe, że zostało to uczynione bezprawnie” – oświadczyła.

Podkreśliła, że „zarzewiem II wojny światowej były narodowosocjalistyczne Niemcy”. „I my, Niemcy, ponosimy za to odpowiedzialność. Jest to nasza historyczna odpowiedzialność. Stale będziemy o tym przypominać. I o tym, że z naszej winy straciły życie miliony ludzi i że Armia Czerwona odegrała decydującą rolę w wyzwoleniu Niemiec” – powiedziała.

Putin podziękował Merkel za przyjazd do Moskwy. „Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy. Zawsze mieliśmy tam wielu stronników i przyjaciół. Do dzisiejszych Niemiec odnosimy się jak do partnera i przyjaznego kraju. Jest więc naturalne, że kanclerz przyjechała” – oznajmił.

Prezydent Rosji oświadczył, że rozumie decyzje tych liderów, którzy nie przybyli do Moskwy na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa, jednak uważa, że doraźna koniunktura polityczna jest mniej ważna niż fundamentalne problemy związane z podtrzymaniem pokoju i stabilności. „To ich wybór, ich decyzje” – wskazał.

Zwrócił też uwagę, że w sobotnim przyjęciu na Kremlu brali udział weterani wojenni z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i innych krajów. „To oni byli głównymi uczestnikami uroczystości. Jestem rad, że byli z nami” – powiedział.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

Wizytę rozpoczęła od złożenia – w towarzystwie Putina – wieńca przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla. Merkel oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów obywateli radzieckich, którzy zginęli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po tej uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy, jednym z głównych tematów których była sytuacja na Ukrainie.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ kar

podobne: Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym. Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku. Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni ale prawdę zataili. Putin wykorzystuje tragedię smoleńską (podobnie jak Stalin używał Katynia) do rozgrywek politycznych.

10.05. Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Der Tagesspiegel” w komentarzu dotyczącym obchodów 70. rocznicy końca wojny krytykuje pomijanie przez Niemców zbrodni ZSRR. Gdyby Stalin był jedynym zwycięzcą wojny, cała Europa stałaby się kolonią karną – pisze autor komentarza.

„O Hitlerze powiedziano już wszystko. Jego duchowy brat – Stalin wypada natomiast zaskakująco dobrze, pomimo tego, że według różnych szacunków z jego rozkazu zamordowano od 9 do 22 mln ludzi, w większości obywateli ZSRR” – pisze autor komentarza Harald Martenstein.

Komentator ubolewa, że ofiary Stalina nie mają nawet swego dnia pamięci. 23 sierpnia, dzień przypominający o pakcie Ribbentrop-Mołotow, obchodzony jest w Europie „w sposób wyważony i niezauważalny”.

Jak zaznacza autor, właśnie teraz odsłonięto w Rosji nowy pomnik „masowego mordercy”, Stalina. „To dowód na to, co to znaczy wygrać wojnę. Jeżeli jako masowy morderca wygrasz wojnę, to wszystko jest w porządku” – pisze Marteinstein.

Stalin unicestwił średnią klasę chłopską mordując 600 tys. osób. W ramach kolektywizacji komuniści zagłodzili 14,5 mln ludzi, jako pierwsze umierały dzieci, zginęło też 3,5 mln Ukraińców. Nikt nie pielęgnuje pamięci o tym ludobójstwie.

„Jestem wdzięczny za to, że Hitler przegrał wojnę i że nie muszę żyć w kraju nazistowskim. Ale jestem też wdzięczny za to, że ZSRR nie był jedynym zwycięzcą w tej wojnie. Gdyby Stalin sam wygrał tę wojnę, cała Europa stałaby się kolonią karną” – czytamy w „Tagesspieglu”.

„Koniec Hitlera był wyzwoleniem. Po jego pokonaniu, w okupowanej przez Sowietów części Europy rozpoczęła się budowa nowego systemu ucisku” – pisze Marteinstein.

Autor zarzuca niemieckim mediom i niemieckiej klasie politycznej, że przejęły język i rytuały z czasów NRD, które z kolei pochodzą z czasów stalinowskich – „Związek Radziecki nas wyzwolił, pokonał Hitlera, za to powinniśmy mu być dozgonnie wdzięczni”.

Martenstein przypomina, że osłabiona „morderczą orgią Stalina” Armia Czerwona mogła w 1942 roku prowadzić wojnę tylko dzięki dostawom broni i sprzętu z USA.

„To, że Niemcy są dziś wolnym krajem, zawdzięczamy przede wszystkim temu, że zimną wojnę wygrały Stany Zjednoczone, a nie ZSRR” – konkluduje Martenstein. Gdyby historia potoczyła się inaczej, w Berlinie odbywałyby się ciągle jeszcze defilady wojskowe i apele. Istniałby też wódz, któremu nikt bez narażenia się na niebezpieczeństwo nie może się sprzeciwić” – tłumaczy komentator.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ lm/ dym/

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych.

4. Łukaszenka: Białoruś odeprze dowolną agresję.

09.05. Mińsk (PAP) – Białoruska armia i naród są gotowe odeprzeć dowolną agresję zewnętrzną i ochronić niepodległość kraju – oświadczył w sobotę prezydent Alaksandr Łukaszenka, przyjmując w Mińsku paradę wojskową z okazji 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej.

„Potencjał białoruskiej armii jest obecnie oceniany przez ekspertów wojskowych jako jeden z najwyższych we wschodniej Europie. Wykonano ogromną pracę, aby wzmocnić gotowość bojową armii oraz wojsk obrony terytorialnej. Wzrosła konkurencyjność sektora obronnego gospodarki. Stworzono nowe, obiecujące rodzaje broni i sprzętu wojskowego” – zaznaczył.

Podkreślił, że Białoruś buduje swój mocny i bezpieczny dom, prowadząc pokojową politykę zewnętrzną. Przy tym zaznaczył, że „białoruska armia została poddana bardzo głębokiej modernizacji, by móc odpowiedzieć na dowolne współczesne wyzwania”.

Według niego wielu ludzi zapomniało o naukach wynikających z II wojny światowej i obecnie „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.

„Świat i Europa zbliżają się do niebezpiecznej granicy. Musimy zapamiętać najważniejszą naukę II wojny światowej: nie ma nic cenniejszego od pokoju. Żadne ambicje, żadne rachuby, żadne interesy nie są warte tego, by składać ofiarę z życia ludzkiego” – zaznaczył.

Uznał też za „głęboko symboliczne”, że w sobotniej paradzie w Mińsku maszerują obok siebie żołnierze z Rosji i z USA.

W mińskiej paradzie wzięła udział 40-osobowa orkiestra wojskowa sił powietrznych USA. Wśród zagranicznych żołnierzy zdecydowanie dominowali jednak Rosjanie, którzy stanowili około jedną trzecią uczestniczących w niej ponad 5 tys. wojskowych.

Podczas parady zaprezentowano 250 jednostek sprzętu wojskowego, z czego rekordowa liczba także pochodziła z Rosji. Mieszkańcy Mińska mogli zobaczyć m.in. czołgi T-90, a w powietrzu samoloty Jak-130 i Su-34. Zaprezentowana została również po raz pierwszy najnowsza broń produkcji białoruskiej, m.in. wieloprowadnicowa wyrzutnia rakietowa Polonez.

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska (PAP)

mw/ lm/ ura/

podobne: UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec Rosji. Wojna handlowa Rosji i Kazachstanu. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią Rosji. Białoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy. Rosja sprzedała rakiety S-400 Chinom i znosi embargo dla Iranu. Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem.

źródło: stooq.pl

Najpierw o faktach historycznych: Prof. Materski: pakt Ribbentrop-Mołotow porozumieniem typowo ofensywnym.

10.05. Warszawa (PAP) – Pakt Ribbentrop-Mołotow nie był porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym – tak historyk Wojciech Materski skomentował słowa prezydenta Rosji Władimira Putina, który usprawiedliwiał pakt oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR.

„Sposób stawiania kwestii paktu Ribbentrop-Mołotow przez Putina to nie jest sprawa nowa. Cała tzw. polityka historyczna jego ekipy od pierwszej kadencji prezydenckiej jest skierowana na tezę, że pakt był odpowiedzią na konferencję monachijską w kwestii Czechosłowacji, do której ZSRR nie został zaproszony, że tym samym był izolowany w Europie, decyzje miały zapadać poza nim i można się domyślić, że przeciwko niemu” – powiedział PAP w niedzielę członek Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych prof. Wojciech Materski.

Jak mówił, w tej narracji ZSRR chcąc przeciwdziałać izolacji, musiał „zacieśnić stosunki z Niemcami”, bo to wymuszała sytuacja, jaka się wytworzyła w Europie i polityka mocarstw zachodnich, które nie wprowadzały ZSRR w najważniejsze decyzje. „I dlatego pewne kwestie dotyczące bezpieczeństwa własnego kraju Moskwa musiała wyjaśniać w bezpośrednich kontaktach z Niemcami. To takie zawracanie głowy, bo te bezpośrednie sprawy, które Moskwę jakoby miały interesować są przedstawiane w aspekcie polityki bezpieczeństwa, że te bezpośrednie kontakty z Niemcami miały to bezpieczeństwo ZSRR zwiększyć” – mówił Materski.

Tymczasem – jak zaznaczył – pakt Ribbentrop-Mołotow nie był żadnym porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym. „Tajny protokół, który był jego integralną częścią wyraźnie wskazywał, że zanim jeszcze doszło do konfliktu, oba państwa zaczęły dzielić między siebie łupy wojenne. To była sprawa oczywista, niemniej pakt ten przedstawia się kłamliwie nie jako wyraz dążeń do ekspansji terytorialnej, ale dążenie do zabezpieczania państwa przed wciągnięciem w wojnę. I to nie tylko w takich wypowiedziach okazjonalnych, ale również w rosyjskich podręcznikach szkolnych i uniwersyteckich. Jako wymuszone przez sytuację zachowanie mające zapewnić bezpieczeństwo ZSRR w 1939 r., by znalazł się poza konfliktem. A tymczasem znalazł się w samym centrum konfliktu, bo był jedną ze stron, które agresywnie dokonywały rozbioru Europy” – przypomniał historyk.

Jego zdaniem więc taka interpretacja jest nie do przyjęcia, podobnie jak pojawiająca się teza, że geneza II wojny zaczyna się od deklaracji polsko-niemieckiej z 1934 r., którą Rosjanie nazwali paktem Piłsudski-Hitler. „To właśnie było typowo defensywne porozumienie zawarte w ramach tzw. polityki równowagi między ZSRR a Niemcami. W 2009 r. w kontekście obchodów wybuchu wojny propaganda rosyjska usiłowała narzucić taką interpretację, że od 1934 r. można mówić o początku genezy II wojny i że pakt Ribbentrop-Mołotow był podobnym typem porozumieniem. W sensie dokumentu jawnego tak, ale on był grą pozorów, a właściwą zmowę agresorów zawierały tajne klauzule. Od tej oczywistej dla wszystkich interpretacji paktu Rosja się odcina, usiłuje ją zafałszować i stąd są takie wypowiedzi” – mówił Materski.

Odwołanie się Putina do zajęcia przez Polskę części Czechosłowacji i stwierdzenie, że „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie” to w ocenie Materskiego „faul interpretacyjny”.

„Po Monachium, kiedy nastąpiła zapaść państwa czechosłowackiego, Polska rzeczywiście przyłączyła się do jego rozbioru. Ale przyłączyła w granicach związanych z rzadko pamiętanymi wydarzeniami z 1919 r. Bezpośrednio po odzyskaniu przez Polskę niepodległości między lokalnymi radami na Śląsku Zaolziańskim doszło do porozumienia, na podstawie którego region podzielono na część czechosłowacką i polską. Część polska była w naszych granicach do wojny polsko-bolszewickiej i kiedy sytuacja na tym froncie była bardzo trudna, wojska czeskie wkroczyły i zaanektowały ten obszar” – dodał historyk.

„I w tym sensie akcja polska kojarzyła się z działaniami Hitlera w tym okresie. Jednak miała charakter nie agresji, lecz rewindykacji – zapewne trudnej do obrony, ale z pewnością nieporównywalnej do zmowy czerwonego i brunatnego totalitaryzmu. To jest kwestia często wyciągana przez Rosjan w ramach polemiki z Polakami. Chodzi też o to, że co prawda Polska padła ofiarą totalitaryzmu niemieckiego i sowieckiego, ale sama też miała swoje grzechy i jak wyraźnie dał do zrozumienia Putin – zasłużyła na swój los. Zapewne w jego mniemaniu na deportacje i mord katyński też zasłużyła” – podkreślił Materski.

Komentując słowa Putina, że „skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” zaznaczył, że Rosja zawsze wolała „dogadywać się z poszczególnymi państwami niż mieć przeciwko sobie koalicję”. „Znacznie trudniej jest rozmawiać z Unią Europejską niż z oddzielnymi krajami – jednym dać, innym zabrać, jednym pogrozić, drugim wynagrodzić. Typowa polityka +dziel i rządź+” – zaakcentował historyk.

Według niego obecnie kanclerz Merkel ma bardzo trudną sytuację. „Z jednej strony rozumie, że to polityka agresywna, na którą nie można pozwolić, z drugiej wie, że to jest jednak kolosalny rynek i na dziś, i na przyszłość, że nie można nadmiernie zaostrzać stosunków. Ma więc trudną sytuację. Jednak Merkel dba o imponderabilia i o to, żeby ważne kwestie polityczne i bezpieczeństwa chociaż były nazwane albo zasugerowane. Nie udaje przynajmniej, że ich nie ma” – powiedział Materski.

W jego ocenie generalnie jeśli chodzi o politykę historyczną Putina w wystąpieniu tym nie ma nic nowego. „Jeśli chodzi o stosunki rosyjsko-niemieckie to jest to moment dosyć trudny. Wizyta Merkel w Moskwie nie daje jasnego sygnału czy się zmienia polityka wobec Rosji. Raczej jednak nie. My jesteśmy bardzo uczuleni na wszelkie sygnały wskazujące zbliżenie, alians rosyjsko-niemiecki. Dlatego się temu tak dokładnie przyglądamy, niekiedy może przesadzając” – podsumował Materski. (PAP)

akn/ ura/

podobne: Niezawisimaja Gazieta przypomina Rosjanom że 17 września ZSRR wbił nóż w plecy Polski. Piotr Szubarczyk: Brunatno-czerwona apokalipsa.

„…Nie było agresora i „wyzwoliciela”. Było dwóch agresorów, jednakowo bezwzględnych. Były porównywalne, nieodwracalne straty wśród Polaków po obydwu stronach. A potem jeszcze były ofiary powojennego dominium sowieckiego w Polsce.

II wojna światowa rozpoczęła się we wrześniu 1939 na podstawie tajnego porozumienia Niemiec i Sowietów o IV rozbiorze państwa polskiego i jego ostatecznej likwidacji, co „gwarantują dwa najpotężniejsze państwa tej ziemi”, jak zapewniał chełpliwie Hitler w październiku 1939 roku. Dwa, nie jedno…

Te dwa zbrodnicze państwa będą ściśle współpracowały w dziele eksterminacji Narodu Polskiego. Planowo, na podstawie tajnego protokołu do układu granicznego z 28 września 1939 roku. Zbrodnia katyńska i zbrodnie niemieckie na polskiej inteligencji lat 1939-1940 były skoordynowane w czasie. Coraz więcej na to wskazuje…”

…To co świętują Rosjanie, czyli „Zwycięstwo ZSRRu nad hitlerowskimi Niemcami” nie było naszym zwycięstwem, i nie ma tu ŻADNYCH wspólnych wartości jakie z Rosją moglibyśmy świętować. Zbrodniczy ZSRR i zbrodnicza Rzesza napadły w sojuszu na Polskę a to że się później między sobą pogryźli nie wniosło dla naszego narodu żadnej wartości, co udowodniły kolejne dziesięciolecia rządów pachołków Moskwy w Polsce.

Ten czas „pobiedy” to zatem koniec gehenny pod butem jednego oprawcy na rzecz drugiego (jeszcze gorszego). Początek straszliwych mordów i represji w imię ideologii którą Stalin zamierzał zanieść reszcie Europy (tak jak 20 lat wcześniej próbował to zrobić Lenin) ale mu się nie udało. Wojna nie skończyła się dla nas ani zwycięstwem ani wyzwoleniem – skończyła się dla nas zaborem. I nie tylko dla nas ponieważ komuniści opanowali (okupowali) całą wschodnią Europę, przez co do dziś Rosja utrzymuje w tzw. bloku postsowieckim swoje wpływy (agenturalne). Zwycięstwo armii czerwonej to m.in. gwałty, rabunki i mordy na Polakach przez prawie pół wieku! Zachód rzecz jasna był sojusznikiem ZSRR ale wcześniej tym sojusznikiem były hitlerowskie Niemcy, które do spółki z ZSRR (na podstawie paktu Ribbentrop Mołotow) napadły i rozebrały Polskę. Choć byliśmy po stronie zwycięzców to wojnę przegraliśmy – sprzedani przez tzw. „sojuszników” z zachodu w niewolę innym „sojusznikom” ze wschodu (tzw. „wyzwolicielom”). Skutki tego były dla nas opłakane, bo Polska została wymordowana (z elit i nie tylko), zgwałcona, ograbiona i zniewolona na niemal pół wieku, czego konsekwencje odczuwamy do dziś…

A teraz najlepsze kwiatuszki z wydarzenia o którym mowa w komunikatach prasowych. Trzy cytaty:

„…Prezydent Rosji Władimir Putin usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”…”

…podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów…”

…Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw…”

Na podstawie tylko tych trzech cytatów można sobie dokładnie obejrzeć jak INSTRUMENTALNIE władze Rosji traktują historyczne fakty, i w jak specyficzny sposób na tej podstawie rozumieją „bezpieczeństwo dla wszystkich państw”. Pomijanie Polski w szeregu sojuszników antyhitlerowskiej koalicji i przypisywanie jej roli prowodyra „hitlerowskiej zawieruchy”, albo sugerowanie że sama jest sobie winna napaści przez wrogie państwa, przy jednoczesnym wybielaniu zbrodniczej roli jednego z agresorów i przerabianiu tej roli ze zbrodniczej na „wyzwoleńczą” trąci skrajnym cynizmem i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest to ordynarne kłamstwo podszyte na dodatek nieskrywaną pogardą, a przekaz takiego stawiania sprawy jest jasny – „bezpieczeństwo dla wszystkich” to bezpieczeństwo Rosji, kosztem wolności innych i ich prawa do samodecydowania o kierunkach zbliżenia politycznego (jeśli nie są zbieżne z rosyjską racją stanu). Jest to typowo imperialistyczne zachowanie.

Obłudnym do szpiku kości jest wzywanie świata do „systemu równego bezpieczeństwa”, podczas kiedy samemu ma się gdzieś jakąkolwiek równość i prawa innych narodów do samostanowienia – dając im do zrozumienia że są tylko przedmiotem. Czy to za pomocą machiny wojennej, czy też wciągania w kontakty handlowe na zasadzie klientelizmu, gdzie jedynym rodzajem współpracy jaką Rosja uważa za słuszną jest podporządkowanie się jej wpływom na jej warunkach. W przeciwnym wypadku jest się wrogiem Rosji, którego należy upokarzać również za pomocą przekłamywania historycznych faktów.

Ale tak to już jest z putinowską Rosją, że kiedy widzi w tym interes dla siebie to potrafi grać bardzo nieczysto. Tak jak z drugiej strony (kiedy widzi korzyść gdzie indziej) potrafi „upominać” się nawet o obce interesy – jak np. o nasze ofiary z II wojny światowej (pamiętając wtedy rzecz jasna o Polakach jako sojusznikach ZSRRu), wycierając sobie nimi gębę (jak np. w kwestii zbrodni Ukraińców na Wołyniu), rzecz jasna po to tylko żeby nas skłócić czy to z Ukrainą czy z Litwą czy z kimś innym. To prosta i perfidna strategia (dziel i rządź) od lat stosowana przez Rosję na arenie międzynarodowej. Populizm „ocieplania wizerunku” za pomocą „zatroskania” o mniejszości narodowe w krajach gdzie Rosja ma swoje interesy do załatwienia to jednak tylko pozory przyjaźni. Za nim idą bowiem konkretne polityczne cele i trzeba być tego świadomym, gdyż nie był to pierwszy raz kiedy Putin manipuluje faktami z historii żeby usprawiedliwić zbrodnie ZSRR i armii czerwonej – na których legendzie opiera narodową tożsamość Rosjan.

Rosjan ale nie słowian, a już na pewno nie Polaków! Ci którzy daliby sobie rękę uciąć za to że Putin jest wobec Polski przyjaźnie nastawiony nie mieliby już k… ręki 😀 (jak mawiał klasyk). Nie rozumiem zatem jak ktoś kto od lat (i w zasadniczych dla Polski kwestiach) nie szanuje obiektywnej prawdy, naginając ją z premedytacją do wrogich Polsce celów politycznych, może się cieszyć wśród niektórych Polaków tak wielką sympatią.

Tym samym życzę wszystkim putinofilom mieniącym się „polskimi patriotami”, żeby przejrzeli na oczy i zastanowili się nad swoim uwielbieniem dla człowieka który Polskę i Polaków ma gdzieś. Nie jest on i nigdy nie będzie naszym przyjacielem. Przyjaźnie nastawiony lider państwa nigdy by nie postąpił tak jak postąpił (i od lat postępuje) Putin opowiadając kłamstwa na temat tego jaką rolę odegrała Polska w II wojnie światowej i jaka była prawdziwa relacja między naszym krajem a ZSRR. Człowiek z tego typu podejściem do prawdy nie jest wzorem „chrześcijanina” ani żadnych cnót. Jest wzorem wyrafinowanego i bezwzględnego polityka, który patrzy wyłącznie swojego interesu – czego mu oczywiście wyrzucać nie można, ale tego w jaki sposób realizuje ten interes i że jest to skrajnie nieuczciwe (oparte na jawnej wrogości którą nazwać należy szowinizmem) nie należy sobie w żaden sposób usprawiedliwiać.

Na koniec wisienka apropos usprawiedliwiania. Polecam przyjrzeć się jeszcze jednej dość istotnej wypowiedzi Putina, cytuję „…Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy…” Tego rodzaju retoryka powinna zapalić już nie tylko żółtą, ale nawet czerwoną lampkę dając mocno do myślenia wszystkim „fanom” Putina. O ile jeszcze myśleć i kojarzyć potrafią, do czego zmierza tego rodzaju retoryka w kwestii ofiar II wojny światowej (bez sentymentów i emocji) 🙂 (Odys)

polecam również: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. oraz: „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez” i to: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze