Kropla amerykańskiego LNG w morzu potrzeb bezpieczeństwa Polski czyli… ile i kogo kosztuje propaganda o „niezależności energetycznej od Rosji”?


„…Oczywiście od przybytku głowa nie boli i gaz dla Polski z dwóch źródeł lepszy jest niż z jednego, a z trzech lepszy niż z dwóch. Port gazowy w Świnoujściu jest istotny niekoniecznie tym że pozwoli uniezależnić się od Gazpromu ile przede wszystkim tym że wymusi na negocjatorach nowego kontraktu z Rosjanami lepsze warunki. Dotychczasowy kontrakt jest podobno skrajnie dla Polski niekorzystny bo płacone ceny należą do najwyższych na świecie. Tak być może, nie sprawdzaliśmy. Jednak media huczące o „niezależności energetycznej od Rosji” nie huczą jakoś o tym jak to Gazprom wykorzystywał swój monopol zmuszając polskich negocjatorów pod groźbą pistoletu do podpisania niekorzystnej umowy. Ani też organa kontrolne nie pogoniły nigdy niefortunnych negocjatorów i nie badały czy czasem nie okazano im nadmiernej wdzięczności w jakiś sposób.

Jaką zatem gwarancję mamy że coś się zmieniło i że amerykański gaz, wolny od podtekstu politycznego, tym razem wynegocjowano układem dla Polski korzystnym? „W Sieci” żadnych gwarancji nie potrzebuje bo samo wie najlepiej. Po raz pierwszy amerykański gaz zaczął być konkurencyjny – pieje z zadowoleniem, nie podając jednak dla pewności źródeł. Dalsza lektura ujawnia że jedynym źródłem jest chyba tylko fobia antyrosyjska duetu Karnowski & Karnowski, bo artykuł sam stwierdza że cyt. spółka [Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo – przyp. cynik9] nie ujawniła wtedy i – jak zapowiedziała – nie ujawni ceny, jaką zapłaciła za amerykański gaz. Jej przedstawiciele zapewniali jedynie, że jest ona korzystna. Również wicepremier, minister finansów Mateusz Morawiecki ocenił, że gaz ze Stanów Zjednoczonych jest wynegocjowany po bardzo dobrych cenach.

No więc znowu mamy rządowe dzięcioły rozsiewające propagandę o „bardzo dobrych” cenach, tak dobrych że dla dobra ogółu lepiej ich plebsowi nie ujawniać. Nie chce nam się szukać wypowiedzi wicepremiera Pawlaka z okresu kiedy to on dzielnie negocjował umowę z Gazpromem ale chętnie się założymy że też mówił o dobrych cenach, może nawet o bardzo dobrych. Co więc od tego czasu się zmieniło? Hmm, zmieniły się dwie rzeczy. Raz, zmienił się przede wszystkim hegemon i zakres swobody jaki pozostawia wasalom. Dwa, za Pawlaka nikt przynajmniej nie bredził bez żadnych podstaw o „konkurencyjności” rosyjskiego gazu.

Niestety, szansa jest dobra że „pierwszy amerykański statek z LNG” nie jest niczym więcej niż propagandową ściemą jednostkowej transakcji do której „traderzy w londyńskim biurze wychwycili możliwość i do niej doprowadzili”. Wiemy więc przynajmniej na jakiej podstawie gaz znalazł się w Świnoujściu. Nie mamy oczywiście nic ani przeciwko temu ani nawet przeciwko całej flotylli amerykańskich statków dostarczających do Świnoujścia regularnie amerykański gaz przez cały rok. Pod jednym wszakże warunkiem – że gaz będzie tańszy od rosyjskiego. Wymaga to jednak nie „traderów w Londynie” – co zakrawa na kpinę – ale poważnych międzyrządowych negocjacji i negocjatorów mających na względzie w pierwszym rzędzie dobro swojego kraju.

Problem z tym jest taki że wg naszej ograniczonej wiedzy tańszy gaz z USA do Polski jest ekonomicznie mało prawdopodobny. Oczywiście czasowo, dla propagandowego efektu, ktoś może kogoś podpłacić, na przykład “traderów w Londynie”, i przywieźć ładunek gazu za pół darmo, o reszcie kosztów wygodnie zapominając. „Pierwszy amerykański statek LNG ” w Świnoujściu może w tym kontekście pełnić ważną rolę miotły pod drzwiami zbliżających się negocjacji z Gazpromem nt nowego układu.

To jest, o ile przynajmniej nikt nie weźmie na poważnie rzekomej “konkurencyjności”. Faktem jest bowiem że gaz płynący z odkręconego kurka na gazpromowej rurze w normalnych warunkach powinien być w Polsce sporo tańszy niż gaz z dalekiej Ameryki, naprzód pracowicie skraplany($), potem przewożony przez pół świata($) i na koniec rozprężany. Nie wątpimy także że po wyciśnięciu z Gazpromu świetnej, długoterminowej umowy dla Polski w 2018 negocjatorzy polscy nie omieszkają wynegocjować podobnie korzystnego dla kraju układu z hegemonem amerykańskim. W razie czego także przy pomocy innej miotły pod drzwiami, w charakterze której chętnie wystąpi tym razem Gazprom…” (cynik9 – Negocjowanie taniego gazu)

podobne: Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek) oraz: Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego?  i to: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. polecam również: Dostawy gazu do Polski zgodne umową i z zapotrzebowaniem. 45% „braki” wynikały z prawa Gazpromu do odmowy realizacji zwiększonego zapotrzebowania. Komu zależało na wywołaniu histerii? oraz: Raport KE: średnia cena gazu w UE kilkukrotnie wyższa niż w USA i jeszcze: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?

W ogóle ta cała polityka (w zasadzie propaganda) orientowania się na USA jakoby alternatywy wobec Rosji jest bardzo dyskusyjna i cienkimi nićmi szyta zważywszy np. na tego rodzaju informacje:

„…Jak donosi USA Today, kandydat prezydenta Trumpa na nowego szefa Federalnego Biura Śledczego (FBI) może mieć związki z rosyjskimi Rosnieftem i Gazpromem.

Christopher Wray to absolwent Uniwersytetu Yale i wieloletni federalny prokurator oraz urzędnik Departamentu Stanu. Jednocześnie jednak założył firmę King & Spalding, która reprezentuje Rosnieft i Gazprom, czyli największe spółki energetyczne w Rosji.

Według byłego agenta MI^ Christophera Steela Rosnieft miał oferować poprzez doradcę z czasów kampanii prezydenckiej, Cartera Page’a, 19 procent udziałów w spółce w zamian za zniesienie sankcji wobec Rosji, które zostały wprowadzone po nielegalnej aneksji Krymu i agresji na wschodzie Ukrainy.

USA Today przypomina też, że Rosnieft był zaangażowany w szereg projektów wydobywczych, z których Exxon Mobil musiał wycofać się wraz z wprowadzeniem sankcji i według informacji tej amerykańskiej spółki stracił na tym miliard dolarów. Tymczasem były szef Exxona jest obecnie sekretarzem stanu USA w administracji Trumpa. Chodzi o Rexa Tillersona…” (Wojciech JakóbikUSA Today: Kandydat na szefa FBI powiązany z Gazpromem i Rosnieftem)

W marcu tego roku (2017) media donosiły że Władimir Putin spotkał się z nowym szefem amerykańskiego giganta naftowego ExxonMobil Darrenem Woodsem, po tym jak jego poprzednik (wspomniany Tillerson) został szefem dyplomacji w rządzie Donalda Trumpa. To oczywiście może nic nie znaczyć i nie mieć żadnego wpływu na naszą próbę wybicia się na niezależność od Rosji pod skrzydła USA, ale ja w to absolutnie nie wierzę. Cała historia bicia piany nad amerykańskim tankowcem w polskim gazoporcie przypomina kwiatek do przysłowiowego kożucha, tudzież listek figowy próbujący ukryć nagą prawdę („business as usual”) o której więcej tu: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy i na co od wielu lat zwracam uwagę po szybkim wygaszeniu przez amerykanów projektu łupkowego w Polsce, wcześniej przez nich samych rozbuchanego (Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?)… I to jest wersja „optymistyczna”, bo jest jeszcze inna o której tu: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja. Jak to mówią „nihil novi sub sole„, i w tym wypadku liczy się wyłącznie to czy polski rząd wykorzysta ową propagandę do tego żeby Polacy przynajmniej za ten gaz mniej płacili… (Odys)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

Reklamy

Kiedy koniec II wojny? czyli… amerykańscy żołnierze w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej. Wasalizacja, pożyteczni idioci i slalom między folkslistami. Sens dyslokacji wojsk z daleka od wschodnich rubieży. Zaniedbany kierunek – Białoruś.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

5.11.2016, Warszawa

Na szczycie NATO w Warszawie w lipcu 2016 r. ustalono, że Sojusz wyśle do Polski i państw bałtyckich cztery wielonarodowe batalionowe grupy bojowe. Większość żołnierzy batalionu, który przyjedzie do Polski, ma pochodzić z USA. Dodatkowo Stany Zjednoczone zapowiedziały, że wyślą do Europy Środkowo-Wschodniej – w ramach współpracy dwustronnej – brygadę pancerną i pododdział śmigłowców. Brygada przez większość czasu mają znajdować się w Polsce, ale będą też ćwiczyć w innych państwach wschodniej flanki NATO.

Do tej pory oficjalnie poinformowano, że batalion będzie stacjonował w Orzyszu i sąsiednim Bemowie Piskim (Warmińsko-Mazurskie) oraz że przybędzie do Polski w kwietniu 2017 r. Brygadowa Grupa Bojowa (ang. Armored Brigade Combat Team, ABCT) miała natomiast trafić do zachodniej Polski, nie podawano jednak konkretnych garnizonów. Jak mówił szef MON Antoni Macierewicz, amerykańska brygada przybędzie do Polski w styczniu 2017 r. Z kolei szef Pentagonu Ash Carter mówił o lutym 2017 r.

„W styczniu 2017 r. do Polski zostaną przerzucone pododdziały i sprzęt ABCT. W początkowym okresie zostanie ona rozlokowana na obszarze zachodniej Polski, pomiędzy Drawskiem Pomorskim, a Żaganiem. Następnie część z jej elementów zostanie rozmieszczona w innych miejscach rejonu wschodniej flanki NATO. Sukcesywnie pewne elementy ABCT zostaną rozlokowane także w kilku innych lokalizacjach. W ramach pierwszej rotacji dowództwo brygady oraz bataliony inżynieryjny i wsparcia, 3 Batalion 29 Pułku Artylerii i 4 Batalion 10 Pułku Kawalerii będą stacjonowały w obiektach wojskowych w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu” – poinformowało w sobotę MON w komunikacie.

Resort potwierdził, że batalionowa grupa bojowa zostanie rozmieszczona w Orzyszu w kwietniu. Z kolei w marcu do Polski mają przybyć „wydzielone siły” wyposażonej w śmigłowce brygady lotnictwa bojowego sił lądowych USA.

Jak podano w komunikacie MON, batalion NATO będzie współdziałał m.in. z 15 Brygadą Zmechanizowaną w Giżycku (jeden z jej batalionów stacjonuje w Orzyszu). W październiku Carter powiedział, że amerykański batalion będzie „pod taktyczną kontrolą” polskiej brygady.

„Szczegóły przerzutu i pobytu sił Stanów Zjednoczonych w Polsce są uzgadniane od dłuższego czasu. Wszystko jest na dobrej drodze ku realizacji. Trwa proces koordynacji i przygotowań przerzutu wojsk amerykańskich do Polski. Jednocześnie trwają konsultacje odnośnie możliwości lokalizacji dodatkowych miejsc składowania sprzętu (APS)” – podało MON w komunikacie.

Żołnierze batalionowych grup bojowych będą co kilka miesięcy podlegali rotacji. Oddziały te będą wielonarodowe, ale w każdym będzie tzw. państwo ramowe, czyli odpowiedzialne za wystawienie większości sił i dowodzenie całością. W Polsce państwem ramowym będą Stany Zjednoczone, na Litwie – Niemcy, na Łotwie – Kanada, a w Estonii – Wielka Brytania.

Prócz Amerykanów w skład batalionu w Polsce będą wchodzili żołnierze z Rumunii i Wielkiej Brytanii. Polska z kolei wyśle żołnierzy do batalionu na Łotwie oraz pododdział do Rumunii (NATO wzmacnia swoją obecność wojskową nie tylko w Polsce i krajach bałtyckich, lecz także na flance południowo-wschodniej).

Trzon batalionu w Polsce będą stanowili żołnierze 2 Pułku Kawalerii USA, który na co dzień stacjonuje w Niemczech. Jak mówił w październiku Carter, do Polski przyjedzie ok. 900 żołnierzy, w tym elementy dowództwa, trzy kompanie manewrowe wyposażone w kołowe transportery opancerzone Stryker, bateria artylerii oraz pododdziały przeciwczołgowe, saperskie i inżynieryjne. Z kolei sobotni komunikat MON mówi o ponad 800 amerykańskich żołnierzach.

Koordynacją działań batalionów będzie się zajmować wielonarodowe dowództwo dywizji w Elblągu. Obecnie znajduje się tam dowództwo 16 Dywizji Zmechanizowanej.

Według komunikatu MON amerykańska Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa (ABCT) będzie liczyła ok. 4 tys. żołnierzy. Oddziały z USA będą miały rotacje co dziewięć miesięcy. Jako pierwsza przyjedzie do Polski 3 Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa z 4 Dywizji Piechoty. Oddział stacjonuje na co dzień w Fort Carson w stanie Kolorado.

Pod koniec października Carter poinformował, że pierwsze ćwiczenia brygada będzie miała w Polsce. Następnie jej pododdziały wielkości kompanii zostaną wysłane do Bułgarii, Rumunii i państw bałtyckich. Kompanie pozostaną w państwach bałtyckich dopóki nie przyjadą do nich wielonarodowe bataliony NATO, o których rozmieszczeniu Sojusz zdecydował na szczycie w Warszawie w lipcu.

Według Cartera w czerwcu brygada przeprowadzi ćwiczenia pod kryptonimem Saber Strike w Polsce i państwach bałtyckich. W lipcu przemieści się znów do Bułgarii i Rumunii na ćwiczenia Swift Response i Saber Guardian, podczas których kompania czołgów zostanie wysłana na drugą stronę Morza Czarnego – na ćwiczenia Nobel Partner w Gruzji. Rafał Lesiecki (PAP)

5.01.2017, Londyn (PAP/Media)

– Na Litwie, Łotwie i w Estonii zostało rozmieszczonych kilkudziesięciu żołnierzy sił specjalnych USA – podały w czwartek brytyjskie media. „Independent” pisze, że ich zadaniem ma być szkolenie miejscowych wojsk a także udział w działalności wywiadowczej CIA.
Zdaniem „Independenta”, siły specjalne USA zostały rozmieszczone w ostatnich miesiącach przy granicy z Rosją w ramach „trwałej” obecności amerykańskich wojsk w krajach bałtyckich.

Rozmieszczenie potwierdził cytowany wcześniej przez dziennik „New York Times” szef amerykańskiego dowództwa operacji specjalnych generał Raymond Thomas, który powiedział, że kraje bałtyckie desperacko poszukują pomocy USA w powstrzymaniu potencjalnej rosyjskiej agresji. „Są na śmierć przerażeni Rosją i wcale tego nie kryją” – dodał.

…”Independent” podkreśla, że rozmieszczenie żołnierzy pozwala stronie amerykańskiej monitorować działania Rosji w obawie przed dalszą destabilizacją po aneksji przez nią ukraińskiego Krymu w 2014 roku. Jest to także wyraźny sygnał pod adresem Rosji. „Czy Rosjanie wiedzą, że tam jesteśmy? – powiedział w +NYT+ generał Thomas. – Tak”…. (PAP) kot/ ap/

14.01.2017, Żagań (PAP)

Amerykańskie siły w regionie wzmocni też 10 Brygada Lotnictwa Bojowego, która w lutym rozpocznie przebazowanie z Fort Drum w stanie Nowy Jork. Przywiezie ok. 10 ciężkich śmigłowców transportowych Chinook, 50 Black Hawków i ok. 1,8 tys. żołnierzy. Do brygady dołączy batalion z Fort Bliss z południowego zachodu USA, z ok. 400 ludźmi i 24 śmigłowcami bojowymi Apache.

Dowództwo brygady lotniczej będzie się mieścić w bawarskim Illesheim, a wysunięte bazy śmigłowców znajdą się na Łotwie, w Rumunii i Polsce, w Powidzu (Wielkopolskie).

Po pierwszych ćwiczeniach w Polsce i rozlokowaniu pododdziałów w Bułgarii, Rumunii i krajach bałtyckich, amerykańskie kompanie pozostaną tam dopóty, dopóki na miejsce nie przybędą wielonarodowe bataliony NATO.

Sojusznicze wzmocnienie regionu, potwierdzone na warszawskim szczycie NATO, zakłada, że od kwietnia w Polsce i regionie ma być obecna także wielonarodowa batalionowa grupa bojowa, podlegająca dowództwu NATO. Jej siły mają być umieszczone głównie w Orzyszu i pobliskim Bemowie Piskim. Trzonem wielonarodowej jednostki będzie ok. 800 żołnierzy z ok. 70 wozami Stryker z amerykańskiego batalionu kawalerii pancernej, stacjonującego na co dzień w bawarskim Vilseck (PAP) mmd/ jbp/

podobne: USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO oraz: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.

13.01.2017, Wilno (PAP) – Rozlokowanie czołgów USA w Europie Środkowej i Wschodniej to proporcjonalna odpowiedź na agresywne działania Rosji wobec państw bałtyckich i całego NATO – powiedziała przebywająca na Litwie zastępczyni sekretarza generalnego Sojuszu Rose Gottemoeller.
„Działania Rosji w ciągu ostatnich lat jak zajęcie Krymu, wzmacnianie potencjału wojskowego na zachodzie wzbudzają nasze zaniepokojenie” – powiedziała w piątek Gottemoeller w wywiadzie dla agencji prasowej BNS.

Zaznaczyła zarazem, że „NATO nie widzi bezpośredniej groźby rosyjskiej inwazji na terytorium Sojuszu Północnoatlantyckiego”. „W ostatnich latach NATO wiele zrobiło wzmacniając obronę przed wszystkim, co mogłoby zagrażać Sojuszowi” – powiedziała Gottemoeller.

Wskazała również, że „w naszym interesie jest też utrzymanie dialogu z Rosją w celu pozyskiwania informacji”. „Utrzymaniem dialogu są zainteresowane obie strony – powiedziała Gottemoeller. – Rosjanie mówią, że ich niepokój wzbudza to, co robi NATO. Dlatego też powinniśmy mieć możliwość informowania się nawzajem”.

„Nikt nie jest zainteresowany, by kryzys przerósł w konflikt” – podkreśliła.

Minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkeviczius podczas piątkowej konferencji prasowej, która zakończyła dwudniowe nieformalne spotkanie ekspertów ds. bezpieczeństwa, mówiąc o dialogu z Rosja wskazał, że „nie powinien on być jedynie +zasłoną dymną+ dla bezczynności”. „Czasami takie ceremonialne spotkania stwarzają wrażenie, że odbywa się jakiś dialog, nawet współpraca, a w rzeczywistości nic się nie dzieje – powiedział Linkeviczius. Podkreślał, że „taka sytuacja jest nie do przyjęcia i byłaby złą praktyką”.

Szef litewskiego MSZ oczekuje, że w rozmowie z Rosją „zostaną zachowane zasadnicze wartości” i że „nie będzie podziału na jakieś strefy interesów”.

W piątek w Trokach koło Wilna zakończyło się dwudniowe nieformalne spotkanie ekspertów ds. polityki bezpieczeństwa „Snow Meeting”. W tegorocznym, dziesiątym już spotkaniu, wzięło udział ponad 100 polityków i ekspertów z krajów UE i NATO, m.in. sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Krzysztof Szczerski. Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP)

podobne: Szwedzi i polski karabinek. Poparcie dla powszechnej służby wojskowej, tylko 1/3 gotowa jest bronić kraju. Palikot: zwiększanie wydatków na wojsko nic nie da. Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce. Litwa przywraca zasadniczą służbę wojskową. Zachód zaczyna szkolić ukraińskich żołnierzy. Rosja odwołuje alarm bojowy. oraz: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA

No i powstał problem… Taki że natychmiast przybrały na sile pełzające do tej pory gdzieś w odmętach szaleństwa internetu głosy oburzenia piętnujące „podległość” i „wasalizację” Polski (jakbyśmy do tej pory byli niepodlegli i samorządni) nawiązujące bez umiaru do czasów kiedy to stacjonowała u nas Armia Czerwona. Największa krytyka płynie oczywiście ze strony ludzi zatroskanych o nasze złe stosunki z Rosją, tj. z państwem którego przywódca otwarcie nawiązuje (Rosyjska „durnoj sintez”) do upadłego imperium radzieckiego zwiększając od lat militarny potencjał („Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?), które swojego czasu gnębiło i okupowało „bratnie narody” od Bałtyku po Morze Czarne – w tym własnie Polskę. Nie wspominając o tym jak „pokojowo i przyjaźnie” zaprezentowało się w ostatnich latach na bratniej (podobno) Ukrainie (Krymie i w Donbasie), a wcześniej w Gruzji. Jeśli tak ma wyglądać ta cała „słowiańszczyzna” to ja dziękuję.

Rozumiem że krytyków amerykańskiej obecności w Polsce interesuje nasza niezależność (bez żadnych obcych wojsk), bo mnie też to interesuje. Nie zamierzam jednak latać z banerami czy miotłą za amerykańskimi żołnierzami stacjonującymi w Polsce. Chciałbym też dać pod rozwagę następujący problem – Polska nie istnieje w próżni, i to nie my kazaliśmy Putinowi się zbroić i napadać sąsiednie kraje. Nie rozumiem w związku z tym po co tylu Polaków rezonuje pro rosyjską propagandą, która stara się nas przekonać że obecność jakiejś brygady na naszym terenie (a nie Rosji) to prowokacja, i  że to uniemożliwia jakiekolwiek porozumienie. W jaki niby sposób „okupacja” Polski przez jakąś brygadę psuje/kasuje nam taką możliwość? Jeśli Rosja chce z nami pokojowych układów to nic nie stoi na przeszkodzie żeby się w ten sposób zachowywać, bo to w końcu nie Rosja jest „okupowana”. Tymczasem od dość dawna trwa straszenie Polski, że jak zaczniemy się zbroić to Moskwa „odpowie stosownie do zagrożenia”. Jeśli chcesz mieć Putinie wpływ na politykę obronną sąsiedniego kraju pod groźbą użycia rakiet i wojska, to się nie dziw że sąsiad ów ze strachu szuka wsparcia i reakcji u sojuszników. Ocieplenie relacji zależy więc przede wszystkim od Rosji, bo jest to kraj od Polski silniejszy i tę siłę demonstrujący. Putin doskonale wie co konkretnie mogłoby Polaków do Rosji przekonać i uspokoić. Pytanie czemu tego nie robi, i jakim prawem uważa że Polska nie może prowadzić samodzielnej polityki obronnej (NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat)… (Odys)

„…należy uznać, że o wiele lepsza jest sytuacja, gdy w Polsce stacjonują wojska amerykańskie, niż gdyby były to wojska rosyjskie (choć najlepsza byłaby sytuacja, gdyby nie stacjonowały żadne wojska).

…ktoś „sprytny” zauważył, że amerykańskie wojsko zostanie dyslokowane głównie w zachodnich obszarach Polski. Nie omieszkał nawet stwierdzić, że Amerykanie przybyli „bronić Niemiec” zamiast Polski.

Problem polega na tym, że Amerykanie nie przybyli tu nikogo aktywnie „bronić”. Ich obecność jest zaledwie pokazową manifestacją obecności USA w tym regionie świata i formą sygnału dla Władymira Putina i jego kliki móiącego: „Biały Dom nie zamierza rezygnować ze strefy wpływów w Europie”. Tylko tyle i aż tyle.

Po drugie zaś, każdy, kto choć odrobinę zna się na wojskowości, zrozumie, że terytorium Polski to niesłychanie płytki obszar operacyjny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował bronić go przy samej granicy, ryzykując natychmiastowe zniszczenie w pierwszym ataku, lub okrążenie i odcięcie związków taktycznych od zaplecza logistycznego.

Ewentualna obrona tak płytkiego terytorium musi polegać na rozpoznaniu kierunków natarcia przeciwnika na przedpole i skierowaniu tam związków taktycznych znajdujących się na bezpiecznej głębokości „frontu”. Więc nawet, gdyby Amerykanie zgromadzili nie jedną, ale 10 ABCT w Polsce, nie dyslokowaliby ich do Suwałk i Lublina.

Jednak niektórzy Polacy zdają się wciąż, mimo nauczki z roku 1939 sądzić, że wojna obronna polega na obwarowaniu każdego metra granicy” (źródło: Wasalizacja?)

…jeśli więc chcemy się w ten sposób bronić, to sami powinniśmy o to zadbać uzbrajając i szkoląc swoich obywateli – w pierwszej kolejności zamieszkujących tereny przygraniczne. Czemu przez te ponad ćwierćwiecze „wolnej” Polski tego nie zrobiono? Czemu kraj mający tak przykre doświadczenia z sąsiadującymi państwami do tej pory jest rozbrojony? Przez ten czas wyrosły już niemal dwa pokolenia młodych ludzi a my nie dorobiliśmy się własnej armii zdolnej nie tyle do rozbicia, co choćby do zniechęcenia agresora ze względu na potencjalne straty jakie mógłby ponieść próbując okupować przeszkolonych i uzbrojonych po zęby kilkadziesiąt milionów ludzi.

Kuriozalna zatem jest sytuacja kiedy w świetle tych zaniedbań i braków, niektórzy odmawiają Polsce prawa nawet do tego niewielkiego kontyngentu (bądź co bądź sojuszniczych wojsk), który daje taką szansę (z racji potencjału jaki za nim stoi). Pomijam z niesmakiem brednie o tym że tych kilka tysięcy żołnierzy przyjechało rzekomo okupować Polskę. Zwłaszcza że ich obecność jest tymczasowa, a miejsce dyslokacji powszechnie znane… Sugerowanie zatem że jest to korpus ekspedycyjny który ma zaatakować Rosję jest naprawdę godne politowania… Podobnie jak teza że Putin ma prawo czuć się sprowokowany, i „żebyśmy się nie zdziwili” kiedy „prewencyjnie” uderzy. I to mówią zadeklarowani patrioci tłumacząc ewentualną AGRESJĘ na własny kraj. Tymczasem jak widać Putin nie uderzył, ale sam z prowokacji nie zrezygnował, co i rusz naruszając przestrzeń powietrzną państw sąsiadujących, i co jakiś czas ogłaszając dla armii jak nie stan podwyższonej gotowości bojowej to manewry – gdzie ćwiczy się warianty zaczepne, nie wspominając o wycelowaniu w Polskę rakiet Iskander i zapowiedzi dozbrojenia tego potencjału… (Odys)

podobne: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię) oraz: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie

Kluczowe znaczenie przy ocenie prawdopodobieństwa wybuchu wojny mają: wysoka gotowość bojowa armii rosyjskiej, która regularnie od dwóch lat bierze udział w kolejnych manewrach oraz skłonność kierownictwa na Kremlu (różniąca skądinąd obecne władze Rosji od władz sowieckich) do działań o wysokim stopniu ryzyka. Wysoki stopień gotowości bojowej armii rosyjskiej oznacza, że Moskwa może zaskoczyć NATO nagłą operacją zaczepną… 

…Gros sił tak naszych, jak i naszych sojuszników stacjonować będzie na zachodnim brzegu Wisły. Powyższe ma – wbrew pozorom – sens, gdyż celem takiego, a nie innego rozmieszczenia sprzętu jest uniknięcie sytuacji, gdy najcenniejsze siły znalazłyby się w kotle, który Rosjanie stworzyliby uderzając z dwóch kierunków, tj. z Białorusi i Obwodu Kaliningradzkiego (OK)…. 

W scenariuszu ew. wojny z naszym udziałem rosyjski system A2/AD oznaczałby, iż Kreml – na początku konfliktu zbrojnego – mógłby za pomocą systemów S-300, S-400 i innych uniemożliwić lub zasadniczo utrudnić działania NATO’wskiego lotnictwa, którego rolą byłoby zwalczanie sił rosyjskich oraz wzmacnianie i przerzut dod. sił dla ew. znajdujących się w kotle sił NATO. Rozmieszczenie większości sił na wschód od linii Wisły bez możliwości – na początku konfliktu – wsparcia ich z powietrza oznaczałoby zatem tyle, co skazanie ich na klęskę. Dyslokacja sił z dala od ew. linii frontu to tym samym logiczne założenie operacyjne, w ramach którego pozwala się Rosjanom rozwinąć operacyjnie z dala od ich zaplecza i poza zasięgiem A2/AD. Unieszkodliwienie potencjału A2/AD jest skądinąd – przy pomocy broni precyzyjnej – możliwe, ale zajmie min. kilka dni. Kluczowe jest, by w tym czasie nie wykrwawić własnych sił. Do kontruderzenia sił NATO na Rosjan doszłoby zatem, ale dopiero po zneutralizowaniu najcenniejszych rosyjskich systemów ofensywnych…

logiczne jest tworzenie jednostek OT, z tym zastrzeżeniem, że muszą być to profesjonalnie wyszkolone siły, a nie kiepsko wyszkolone pospolite ruszenie. Nielogiczne byłoby natomiast przerzucanie znacznych sił na wschód. W tym kontekście krytykuje się np. decyzję o zmianie dyslokacji czołgów Leopard będących na wyposażeniu naszych Sił Lądowych do Wesołej pod Warszawą. Zapomina się jednak, że mowa jest o zaledwie jednym batalionie czołgów i że ew. rosyjska ofensywa nie może nie napotkać żadnego oporu aż do linii Wisły…

Nie da się ukryć, że Polska nie jest tak bezpieczna jak była jeszcze kilka lat temu, gdy taki tekst jak powyższy budziłby jedynie wzruszenie ramion. Zagrożenia są poważne, ale z drugiej strony prawdopodobieństwo wojny nie jest wysokie…” (Witold Jurasz całość tu: Wojska USA w Polsce. Dyslokacja z dala od wschodnich rubieży ma sens)

podobne: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości oraz: Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit

„…po 12 września 1990 roku, kiedy w Moskwie został podpisany traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec, potocznie zwany „traktatem 2 plus 4”, Niemcy stały się wyznawcami politycznej doktryny, która można nazwać „europeizacją Europy”. Polega ona na delikatnym – bo tu na żadne gwałtowne ruchu nie ma na razie miejsca – ale cierpliwym i metodycznym wypychaniu Stanów Zjednoczonych z europejskiej polityki, zwłaszcza z kierowniczej roli. Niemcy bowiem, jako państwo poważne (bo państwa, jak wiadomo, dzielą się na poważne i pozostałe), nie zapominają, że na skutek dwukrotnego wtrącenia się Stanów Zjednoczonych do europejskiej polityki, przegrały dwie wojny, które przecież mogły wygrać. Nawróciły się też na linię polityczną kanclerza Bismarcka, która polega na tym, że Niemcy kierują Europą w porozumieniu z Rosją. Zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia jest strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, wyznaczające ramy europejskiej polityki. Oczywiście USA wcale nie zamierzają poddawać się doktrynie „europeizacji Europy”. Prezydent Obama, który najpierw, „przekonany” przez izraelskiego prezydenta Szymona Peresa, wycofał Stany Zjednoczone z aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, co doprowadziło do proklamowania 20 listopada 2010 roku w Lizbonie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja, czyli ustanowienia politycznego porządku lizbońskiego, w 2013 roku przywrócił aktywną politykę amerykańską w tej części Europy i zapalając zielone światło dla politycznego przewrotu na Ukrainie, wysadził porządek lizboński w powietrze. W takiej sytuacji również Rosja skorzystała z okazji, by załatwić niektóre swoje sprawy, co zirytowanego prezydenta Obamę skłoniło do prób montowania antyrosyjskiej krucjaty w Europie. Taka krucjata bez udziału Niemiec byłaby własną karykaturą – więc w Niemczech pojawiły się wątpliwości, czy przeczekać prezydenta Obamę i trzymać się strategicznego partnerstwa z Rosją, czy też machnąć na nie ręką i przyłączyć się do krucjaty. Myślę, że argumentem, który mógłby być dla Niemców decydujący, mogłaby być obietnica amerykańskiej zgody na rewizję postanowień konferencji w Poczdamie odnośnie tzw. „ziem utraconych”. Konferencja ta nadała tym obszarom status tymczasowy – odsyłając do traktatu pokojowego, którego Niemcy z Polską nie zawarły, chociaż w traktacie „2 plus 4” zrzekły się roszczeń terytorialnych wobec innych krajów i w wykonaniu jego postanowień 14 listopada 1990 roku podpisały z Polską traktat graniczny. Można by zatem uznać, że przynajmniej w tym zakresie II wojna światowa zakończyła się w listopadzie 1990 roku – ale czy to można być do końca tego pewnym? W stosunkach międzynarodowych bardzo popularna, o ile nie obowiązująca jest klauzula rebus sic stantibus. Zasadę tę opisuje art. 62 konwencji wiedeńskiej w prawie traktatów z 1969 roku, która weszła w życie w roku 1980. W tej klauzuli chodzi o to, że zawarty traktat można wypowiedzieć, jeśli sprawy przybrały inny obrót, niż w w momencie zawierania traktatu. Znakomitym przykładem zastosowania tej klauzuli są traktaty zawierane przez rząd USA z Indianami. Wprawdzie wspomina się tam, że uzgodnione ustalenia będą obowiązywały, „dopóki trawa będzie rosła, a rzeki płynęły” – ale kiedy sprawy przybierały inny obrót, to wszystko wyglądało całkiem inaczej, chociaż co do trawy i rzek nic się nie zmieniło. Ale bo też te sprawy, podobnie jak pory roku, nie zależą od rządów, podczas gdy wszystkie inne – niestety tak. W rezultacie trudno ustalić datę zakończenia II wojny, zwłaszcza, że porządek lizboński też został wysadzony w powietrze.” (Stanisław Michalkiewicz – Prawdziwy koniec II wojny)

podobne: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej i to: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium  polecam również: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„…żeby być w polityce międzynarodowej partnerem, rząd musi panować przynajmniej nad własnym państwem. W przypadku Polski tak nie jest, a ponieważ każdy to widzi, Polska jest rozgrywana na zasadzie divide et impera. Ale nie na tym polega specyfika Volkslisty rosyjskiej. Ta specyfika polega na rosyjskich oczekiwaniach wobec Polski – że mianowicie zaakceptuje ona bez zastrzeżeń status „bliskiej zagranicy”. To bywa rozmaicie nazywane w zależności od sezonu; raz to jest „słowiańszczyzna”, innym razem – „bratnia wspólnota socjalistyczna”, a teraz nawet jako „obrona cywilizacji” – ale za każdym razem, od XVIII wieku, chodzi o to samo. Różnica jest taka, że Rosja raz przyciska nas do swego serduszka mocniej, a innym razem – słabiej. Jak przyciska nas mocno, to nie możemy nawet złapać oddechu, a jak słabiej, to niektórym nawet wydaje się, że są wolni. Ryzyko polega na tym, że nigdy nie wiemy, jak to będzie, bo też nie od nas to będzie zależało, tylko od tego, kto akurat stanie na czele Rosji. Tłumaczyłem to w roku 1996 delegacji Dumy rosyjskiej, która akurat bawiła w Warszawie. Jeden z deputowanych był ciekaw, dlaczego Polska chce przyłączyć się do NATO. Powiedziałem, że – po pierwsze – tylko NATO przewiduje obecność amerykańskiego wojska na terenie Niemiec. Dopóki to wojsko tam jest, to mamy coś w rodzaju gwarancji, że Niemcy nie zrobią niczego okropnego. Jeśli pewnego dnia amerykańskie wojsko z Niemiec zniknie, to być może Niemcy i wtedy nie zrobią niczego okropnego, ale już żadnej gwarancji nie będziemy mieli. Po drugie – chcielibyśmy zachować niepodległość i albo nam się to uda, albo nie. Może bowiem nam się to nie udać, bo coś okropnego zrobi Rosja. To nie musi być zaraz tragedia, chociaż oczywiście wolelibyśmy utrzymać niepodległość. Gdyby – powiedziałem – w Rosji panowała rynkowa gospodarka i liberalne prawo, gdyby Rosja nie próbowała przerabiać nas ani na „ludzi sowieckich”, ani na jakichś „Słowian”, gdyby na czele Rosji stał ktoś taki, jak Sergiusz Witte, albo Piotr Stołypin, to jakoś byśmy to wytrzymali. Gdyby jednak na czele Rosji znowu stanął ktoś taki, jak Józef Stalin, to – powiedziałem – wy sami najlepiej wiecie, że trzeba uciekać od was jak najdalej. Więc na wszelki wypadek chcemy przyłączyć się do NATO, żeby w razie czego mieć gdzie uciekać.

Jak z tego wynika, za przynależnością do NATO , czyli za Volkslistą amerykańską, przemawiają pewne argumenty, które byłyby jeszcze mocniejsze, gdyby Polska mogła uzyskiwać korzyści z przynależności do Paktu, do którego wnosi ważny aport. Przyczyny niemożności uzyskiwania tych korzyści leżą po stronie polskiej, a nie po stronie NATO i te przyczyny Polska powinna wyeliminować. W przeciwnym razie państwo nasze będzie wodzone za nos już nawet nie przez Niemcy, ale nawet przez Ukrainę, która znakomicie opanowała sztukę obcinania kuponów od prezentowania się w charakterze państwa specjalnej troski, no a przede wszystkim woli namawiać się z Niemcami, niż z rządem w Warszawie który nie wiadomo, czy panuje nawet nad swoimi sekretarkami. Jest to szczególnie ważne teraz, kiedy Niemcy wykorzystują pretekst Brexitu, by przywracać w Unii pruską dyscyplinę, a zapowiedzi tworzenia unijnych sił szybkiego reagowania i marynarki wojennej z rozbudowanymi dowództwami oraz „międzynarodowej” straży granicznej budzą podejrzenia, że USA próbując skaptować Niemcy do antyrosyjskiej krucjaty, mogą pozwolić na budowę europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, czyli na uwolnienie Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. L’appetit vient en mangeant, co się wykłada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie jest wykluczone, że Niemcy spróbują załatwić jeszcze jedną sprawę, a mianowicie – amerykańską zgodę na rewizję postanowień konferencji w Poczdamie odnośnie „ziem utraconych”…” (Stanisław Michalkiewicz, całość tu: Slalom między Volkslistami)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę i to: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„…w stosunkach międzynarodowych występują dwie sprzeczne tendencje. Z jednej strony mamy dążenie państw do utrzymania własnej suwerenności, co skutkuje stanem anarchii w stosunkach międzynarodowych, a z drugiej – tendencję do przezwyciężania stanu anarchii poprzez porządkowanie tych stosunków, czy to poprzez tworzenie imperiów, czy to przez tworzenie międzynarodowych instytucji. I kiedy wydawało się, że w stosunkach międzynarodowych zaczyna dominować tendencja porządkująca, 21 kwietnia 2000 roku Prezydent Rosji W. Putin ogłosił doktrynę wojenną, w której zwracał uwagę na „marginalizację” ONZ i OBWE oraz podejmowanie operacji wojskowych bez upoważnienia Rady Bezpieczeństwa (chodziło o b. Jugosławię). Wkrótce nastąpił tak zwany „atak terrorystyczny” na Stany Zjednoczone, dzięki czemu ekipa tzw. „neokonserwatystów”, czyli Żydów, którzy z trockistów stali się konserwatywnymi marranami, podsunęła prezydentowi Bushowi doktrynę obronną, według której USA przyznały sobie prawo prewencyjnych uderzeń na państwa uznane przez nie za „zbójeckie”. Ta doktryna przekreśliła zarówno 3 jak i 8 zasadę Karty Atlantyckiej. Zasada 3 głosiła swobodę każdego państwa do wyboru własnej formy rządu, a zasada 8 wyrażała „wiarę”, że wszystkie państwa „będą musiały zgodzić się na wyrzeczenie się przemocy”. W rezultacie stosunki międzynarodowe ponownie zostały zdominowane przez stan anarchii, co zauważył nowy prezydent USA Donald Trump oświadczając, że będzie kierował się przede wszystkim interesem Ameryki.

Na deklarację Donalda Trumpa zareagował niezwłocznie Wiktor Orban oświadczając, że skoro Stany Zjednoczone zamierzają kierować się przede wszystkim własnym interesem, to Węgry będą robiły to samo w przekonaniu, że skoro takie postępowanie jest dobre dla USA, to musi być tak samo dobre dla Węgier. Nie jest wykluczone, że ma rację, chociaż warto zwrócić uwagę, że z uwagi na to, że – po pierwsze – USA mają rozmaite interesy w Europie Środkowo-Wschodniej i że – po drugie – będą próbowały je realizować bez względu na to, czy Węgrom będzie się to podobało, czy nie, więc – po trzecie – Węgry będą mogły skutecznie realizować własne interesy państwowe o tyle, o ile potrafią zharmonizować je z interesami amerykańskimi w tej części Europy. To nie jest niemożliwe, chociaż oczywiście będzie wymagało od Węgier pewnej elastyczności. Wszystko, co dotyczy Węgier, dotyczy również Polski, chociaż nie da się ukryć, że w odróżnieniu od Węgier, Polska nie wykazuje dostatecznej elastyczności. W jakim stopniu jest to skutkiem konieczności rywalizowania rządu o względy Naszego Najważniejszego Sojusznika ze starymi kiejkutami, które za napiwek podejmą się każdego łajdactwa, a w jakim – niechęci Jarosława Kaczyńskiego do Rosji, to sprawa osobna. Gdyby jednak udało się przekonać ekipę Donalda Trumpa, który najwyraźniej nie jest entuzjastą niemieckiej hegemonii w Europie, do koncepcji „heksagonale” – ale uzupełnionej i poprawionej, to znaczy – ze Stanami Zjednoczonymi jako protektorem – to wcale nie musielibyśmy aż tak bardzo martwić się powrotem do stanu anarchii w stosunkach międzynarodowych.” (Stanisław Michalkiewicz – O pożytkach z anarchii)

podobne: USA nakładają sankcje na Węgry za wspieranie Rosji! oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Pamiętajmy o tym że Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Można się na nie gniewać, ale taka jest brutalna rzeczywistość. Jeśli chcemy być bezpieczni i wolni od bycia przedmiotem/pionkiem obcej/wrogiej polityki zagranicznej to sami musimy o to zadbać. Póki co sprawa naszej samodzielności nie przedstawia się najlepiej, o czym więcej tu: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?  oraz tu: Romuald Szeremietiew: Wiarygodność obrony i tu: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? a sam Optymizm nie zastąpi nam Polski.

Nie ma się więc co obrażać na obecność w Polsce wojsk amerykańskich, a już zupełnie bezcelowe jest dorabianie do tego faktu teorii spiskowej, tudzież pokrętnej „logiki” jakoby ta obecność była dla nas zagrożeniem, albo że psuje w sposób szczególny nasze interesy z Rosją czy (według nowego zarzutu) z Chinami. Trzeba bowiem spojrzeć realnie na te interesy, i na to co się z nimi wiąże, co można na dziś określić jako uzależnienie od rosyjskiego gazu, i póki co wielkie plany bycia rynkiem zbytu/przeładownią dla chińskich towarów. Obecność wojsk amerykańskich ani jednemu ani drugiemu nie zagraża. Teorie o tym że Chińczycy i Rosjanie ze względu na jakąś brygadę zrezygnują z robienia interesów w Polsce (albo że z tego powodu pójdą na wojnę z USA) jest równie naiwne jak to, że ich obecność w Polsce ma charakter czysto biznesowy. To że my chcemy mieć z tych kontaktów jakieś korzyści, nie ma też nic wspólnego z intencjami i celami obu państw (Jakóbik: Nowy Jedwabny Szlak z grą służb w tle). Niezrozumienie tej sytuacji można tłumaczyć tym, że albo ktoś nie zna realiów geopolityki, albo patrzy na nie przez romantyczno-idealistyczną wizję własną (a często podsuniętą propagandę), przez co ma zaburzone postrzeganie miejsca i siły Polski na arenie międzynarodowej (nie widzi tła – koncertu mocarstw) jest więc niepoprawnym marzycielem. Tych zaś którzy są zainteresowani podniecaniem obywateli „wasalizacją” czy „okupacją”, próbując stawiać relacje geopolityczne na ostrzu noża za pomocą przeinaczeń i chaosu informacyjnego należy się miano pożytecznego idioty, albo agenta wpływu jeśli pracuje na korzyść wrogiej Polsce propagandzie. Zwłaszcza jeśli taki ktoś stara się przekonać jak największą liczbę ludzi do tego, że nasze rozbrojenie jest najlepszą gwarancją pomyślności w dialogu, bo w ten sposób nikt obcy nie czuje się zagrożony (stara śpiewka jurgieltników jeszcze z czasów przedrozbiorowych I RP).

Tu pytanie do Putinolubów… Jeśli wierzycie w dobre intencje Prezydenta Rosji to czego się boicie? A jeśli się boicie gwałtownej reakcji ze strony Rosji to po co stręczycie Polakom ten kraj jako partnera, a jego przywódcę stawiacie za wzór męża stanu? Jeśli podobają się wam porządki w Rosji to w sumie powinniście się cieszyć z potencjalnego ataku, bo wreszcie będziecie mogli żyć w swoim wymarzonym świecie – pod prawdziwą okupacją i dyktaturą. Po co to udawanie że chodzi wam o dobro Polski i jej niezależność, skoro utożsamiacie się z Putinem i „słowiańszczyzną” to przyjmijcie na klatę konsekwencje takiego poddaństwa… Powinniście się cieszyć na okoliczność tego co zapowiedział pewien Sienkiewicz: “Nie będzie żadnego państwa polskiego. (…) Przyjdzie ktoś z zewnątrz i zarządzi tym burdelem”. Często powtarzacie że polskie władze pełne są ludzi którzy „bardziej nienawidzą Rosję niż kochają Polskę”, tymczasem sami zachowujecie się (pomimo doświadczeń komuny – a może właśnie dlatego) jak ludzie którzy bardziej niż kochają Polskę nienawidzą USA… (Odys)

„…sympatie prokomunistyczne wśród wysokich urzędników II RP – jest jej największą tajemnicą. Do dziś nie można wyjaśnić ilu było czerwonych kretów w urzędach i armii, a to z tego względu, żeby nie zniszczyć mitu odrodzonej po 120 latach niewoli Polski. Skąd oni się tam brali? No stąd, że ZSRR był, jest i jeszcze długo będzie dla wielu ludzi szalenie atrakcyjny intelektualnie, w przeciwieństwie do organizacji takich jak Kościół Katolicki. Dlaczego tak? Bo ZSRR dawał ludziom szansę na spełnienie ich marzeń. Oni tak to widzieli. Program komunistów był programem wielkiej budowy, która miała ulepszyć świat. A jak się komuś zawróci w głowie wizją, to on już się z tej hipnotycznej fazy nie wydobędzie nigdy. Będzie myślał już tylko o budowie wielkich miast na stepie, o piecach Magnitogorska i o tamach przegradzających rzeki Azji. Nie zrozumie, że komunizm to nie żadna budowa, ale piekło metodycznego zniszczenia wszystkiego dookoła. Nie zrozumie, bo komunizm jest atrakcyjny intelektualnie i stwarza złudzenia jakich nie może dać nikt, nawet Hollywood. Ono bowiem lansuje postawy indywidualne, komuniści zaś wprowadzają do mózgu złudzenie współdziałania w grupie, w której to uwiedziony intelektualnie urzędnik II RP widzi dla siebie miejsce przywódcze, albowiem wie, że dopiero tam docenią jego niezwykłe zdolności. Oczywiście, że docenią, a jak już je wykorzystają strzelą mu w łeb z bliskiej odległości, ale tej klauzuli akurat nie będzie w kontrakcie…” (coryllus – O atrakcyjności intelektualnej Polski i innych organizacji)

podobne: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

Wracając do realiów i właściwych proporcji – to nie Polska dyktuje warunki i kierunek działań Rosji, ale zmuszona jest reagować na jej politykę. Z racji tej PRZYCZYNY i naszej słabości jesteśmy niestety skazani na asystę takiego sojusznika który może skutecznie odstraszyć potencjalnego agresora. Nie chodzi tu o pewność obrony (tej nigdy mieć nie będziemy dopóki nie będziemy dysponować własnymi siłami) ale o niepewność wrogów, którzy z racji na fizyczną obecność USA w Polsce nie mają tego komfortu jaki mieli Hitler i Stalin kiedy napadali na nas w 39 r.

Nie chodzi też o to żeby spocząć na cudzych laurach i odtrąbić sukces, tak jak nie chodzi o to by wymachiwać cudzą szabelką i grozić Rosji wojną, bo Polska nie szuka wojny z nikim. To że próbujemy zadbać o własne bezpieczeństwo jest prostą i oczywistą reakcją na to że Rosja już od dawna wdrożyła i wydaje kupę forsy na modernizację i zwiększenie własnego potencjału wojennego. Na dodatek w przeciwieństwie do Polski wykazuje agresją wobec sąsiadów, oraz prowokacjami grożąc użyciem „wszelkich sił i środków” dla rzekomej „obrony” własnych interesów… jakby Polska stanowiła część Rosji (nie daje wam do myślenia takie stawianie sprawy Putinoluby?). Nie chodzi o to by kogoś napadać, ale żeby odstraszać potencjalnych agresorów, których na przestrzeni dziejów Polsce nigdy nie brakowało. Polecam wszystkim miłośnikom Putina żeby pojechali do Rosji i namówili tego człowieka żeby sam się rozbroił i nie straszył nikogo Iskanderami. Chce nas przekonać o swojej dobrej woli? Niech odda wrak TUtki i otworzy sowieckie archiwa. Tymczasem zalecam wszystkim podnieconym amerykańską obecnością w Polsce kilka głębokich wdechów i odwyk od bajek o dobrym i bezbronnym misiu z Rosji.

Tym którzy potraktują ten wpis jako pochwałę amerykańskiej w Polsce działalności, albo moją naiwną wiarę w szczerość i bezinteresowność ich intencji polecam lekturę: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?) i ciekawy kawałek z historii zamierzchłej… (Odys)

„…w roku 1790 zawarto sojusz z Prusami, który miał wyzwolić Polskę z moskiewskiej opresji, prócz tego wprowadzono podatek dziesiątego grosza i zastosowano ten sam podatek wobec dóbr kościelnych, tyle, że w wymiarze podwójnym. Do tego przyjęto ustawę o niepodzielności ziem Rzeczpospolitej. Ustawę tę wyszydził nawet człowiek tak naiwny jak Paweł Jasienica, nie ma więc potrzeby byśmy się nią tutaj zajmowali. Sojusz z Prusami nazywa BenjaminVaughan wyzwoleniem Polski! I porównuje go w dodatku do rewolucji we Francji! A jakby tego było mało Polska jest w jego memorandum wymieniona na miejscu pierwszym. Ciekawe czemu?

…Prusy przed pierwszym rozbiorem to spłachetek piachu nad morzem, nawet po przyłączeniu Śląska to jest europejskie byle co, z czym liczyć się nie trzeba. Być może owa teoretyczna słabość Prus plus osoba Benjamina skłoniły Koronę do zakończenia wojny. No, a wtedy pozostało już tylko wzmocnić Prusy czyimś kosztem i sprawa załatwiona. USA ma nowego partnera w Europie. Taka jest moja wersja, ale pozostaje jeszcze wyjaśnić dlaczego Korona zgodziła się na pokój. Tę kwestię naświetlił wczoraj Jacek. Otóż twierdzi on, że Korona za nic nie mogła zgodzić się, by Moskwa podporządkowała sobie cały obszar Rzeczpospolitej, bo kolidowało to z interesami Korony na Bałtyku. Prusy zaś, teoretycznie słabe i małe, stanowiły ważny czynnik brytyjskiej polityki w regionie, były ogranicznikiem wpływów Moskwy, pod jednym wszakże warunkiem – Rzeczpospolita musiała zostać zgładzona. Zmierzamy więc wprost do konkluzji, że Stany Zjednoczone powstały kosztem i na trupie Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a do tego przejęły jej tradycję republikańską. Organizacją zaś, która wytransferowała te idee za ocean było Towarzystwo Rewolucji, założone w Londynie na rok przed wybuchem rewolucji we Francji…” (coryllus całość tu: Prawicowi intelektualiści i wielka rewolucja)

Do tego „ciekawostka”:

„Udo Ulfkotte był dziennikarzem, który ujawnił fakt, że tak on jak i jego koledzy pracowali na żołdzie wywiadu amerykańskiego. W swej książce zatytułowanej „Gekaufte Journalisten“ – „Skorumpowani dziennikarze”, wydanej w roku 2014 opisał metody, przy pomocy których CIA sugeruje treści artykułów, oraz instruuje i opłaca dziennikarzy niemieckich (również i włoskich) by popierali w mass-mediach politykę amerykańską…” (dakowski.pl – Udo Ulfkotte pro memoria, podobne: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową)

…a teraz wybierajcie którzy z nich są lepsi… a raczej należałoby powiedzieć gorsi i co wam da okopanie się na tych pozycjach. Ja tymczasem pozwolę sobie zacytować coś daleko bardziej ważniejszego… (Odys)

„…W połowie XVII wieku próbowano Polskę rozwalić za pomocą szeroko zakrojonej operacji znanej w historii jako „potop szwedzki” plus towarzyszące mu inne wojny przed i po potopie. Nie udało się, mimo że zaangażowanie militarne naszych przeciwników i środki w to zainwestowane naprawdę było duże.
Ponad sto lat później pokroili Rzeczpospolitą bez jednego wystrzału. Pomijamy miłosiernym milczeniem insurekcję Kościuszki, bo to sabotaż, wstyd i żenada. Błagam tylko, aby nie mówić o braku wojska, przynajmniej nie na tym blogu. O armiach imperialnych i rewolucyjnych, żeśmy już tu podyskutowali.
Według mnie przez ponad sto lat pozwoliliśmy sobie zwątpić we własną doktrynę. Pozwoliliśmy, aby potem ją nam odebrali i zastąpili „oświeceniem”. Niech piekło pokłonie oświecenie! Od XVIII wieku, od czasu instalacji oświecenia z narodu pewnego własnej tożsamości staliśmy się narodem aspirującym. Dziś jesteśmy już tylko biednymi aspirantami stojącymi w kolejce… Te aspiracje Coryllus bez przerwy nam demaskuje.
Wystarczy czytać Jasienicę wspomnianego wyżej przez Gospodarza, który jest dla wielu obowiązkowym stylem myślenia. I nie chodzi o to, co pisze, tylko o to, co każe robić. Aspirować, aby być jak inne kraje! To z tą trucizną trzeba walczyć!
Trzeba nam odzyskać własną narrację naszej historii zwłaszcza tej z czasów przedrozbiorowych. Nasza obecne błędy wynikają z zaszczepionej nam mentalności, że musimy się zapisać do klubu „starszych i mądrzejszych”, że musimy przezwyciężyć skazę i klątwę jaką był ustrój I Rzeczpospolitej. Nie był to ustrój doskonały, ale żadne wewnętrzne fatum nad nim nie ciążyło. Zaciążyło nad nami to, że daliśmy sobie w oświeceniu przetrącić duchowy i moralny kręgosłup. Potem dalej był socjalizm itd...” (mniszysko 13 stycznia 2017 o 11:36)

…i lekturę tego: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Jesteśmy między młotem a kowadłem i póki co nie możemy nic z tym zrobić, możemy się co najwyżej spierać która ze stron chce nas bardziej zniewolić, ale ja nie widzę sensu w takiej dyskusji. Uważam tylko że większym zagrożeniem dla Polski jest mimo wszystko Putinowska (podkreślam ten „przymiotnik”) Rosja bo według jej doktryny jesteśmy „bliską zagranicą” bez prawa do samodzielnej polityki zbrojeniowej i energetycznej (w czym Moskwa współpracują ściśle z Berlinem).

Z racji tego że nie mam najmniejszego wpływu na globalną ani lokalną politykę, mogę tylko marzyć o własnej drodze i dawać na nią przykłady z naszej własnej zamierzchłej historii, co staram się robić zachowując zdrowy dystans do wieszania nas przez nasze „elity” u obcych klamek. Tego typu fakty dokonane traktuję wyłącznie jako przykrą konieczność. Nie raz wspominałem co musiałoby się stać żebyśmy mogli w miarę bezpiecznie podążyć własną drogą… W skrócie chodzi o korzystny zbieg geopolitycznych okoliczności (co już się kiedyś zdarzyło). Potrzebujemy jednoczesnego kryzysu w Niemczech i w Rosji, przy równoległym uwolnieniu potencjału Polaków i nie wpadnięciu pod koła jakiegoś innego walca (o czym więcej tu: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP). Chcieć nie zawsze znaczy móc, ale co powinniśmy zrobić trzeba już dziś gdzieś sobie zapisywać i na podstawie tego dobierać sobie przywódców i kształcić przyszłe pokolenia. I tu chciałbym z całą mocą podkreślić, że pokojowe odblokowanie polskiego potencjału gospodarczego nie zależy aż tak od naszych sojuszników, jak od tego kogo sami stawiamy za sterami naszego państwa. Jest to więc zadanie leżące w każdej chwili w naszym zasięgu. Kompletnie niezależne od przynależności do międzynarodowych dętych instytucji, w których złudne nadzieje pokładają nasze „elity”, a które służą wyłącznie formatowaniu podwójnej moralności za pomocą „światowej opinii publicznej” …(Odys)

10.01.2017, Warszawa (PAP) 

Polska ma znaczące poparcie i duże szanse na niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – powiedział we wtorek minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Szef MSZ, który przebywa w Nowym Jorku, po spotkaniu z ambasadorami państw należących do RB ONZ powiedział TVP Info, że większość ambasadorów przychylnie odnosi się do polskiej kandydatury.

„Nastawienie jest bardzo pozytywne, w zasadzie można powiedzieć, że wielu z nich już gratuluje Polsce” – powiedział minister. Zastrzegł, że „jeszcze wiele miesięcy, wiele pracy i przekonywania”.

„Jesteśmy krajem, który jest producentem bezpieczeństwa, a nie konsumentem, w związku z tym szanse na wybór nas są bardzo duże” – dodał szef MSZ, który uczestniczył w specjalnym posiedzeniu zainicjowanym przez Szwecję, a poświęconym debacie nad sposobami rozwiązania konfliktów. Przypomniał, że od lat 50. ub. wieku w operacjach pokojowych na całym świecie wzięło udział ponad 70 tys. polskich żołnierzy.

Minister poinformował, że ma w planie spotkanie z Henrym Kissingerem i rozmowę telefoniczną z gen. Michaelem Flynnem, wymienianymi jako przyszli doradcy prezydenta Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa. Dodał, że zamierza im „przedstawić nasze spojrzenie na sytuację bezpieczeństwa w całej Europie”.

Waszczykowski był też pytany o sytuację w polskim Sejmie. Wyraził przekonanie, że sprawy wewnętrzne powinny takie pozostać. „To, co się dzieje w Polsce, powinno zostać w Polsce i nie powinno być przenoszone. Dopóki te sprawy toczą się w naszym kraju, i toczy się normalna – chociaż być może w niektórych sytuacjach nienormalna – rywalizacja polityczna, zamknięta w naszych domowych, wewnętrznych kwestiach, to jest oczywiste, że tak wygląda często rywalizacja polityczna” – podkreślił. (PAP) brw/ par/ jbr/

11.01.2017, Nowy Jork (PAP)

…Minister zwrócił uwagę, że chodzi głównie o to, by status bezpieczeństwa Polski, Europy Środkowej były równe statusowi bezpieczeństwa Europy Zachodniej. Nie chodzi jednak o odtwarzanie układu zimnowojennego kiedy na granicach stały niemal milionowe armie, lecz o symboliczne zabezpieczenie i dowód obrony na wypadek zagrożenia. Szef MSZ uznał, że Polska to otrzymuje.

Waszczykowski zapewniał też, że Polska jako sąsiad Rosji jest zainteresowana ułożeniem z nią poprawnych, a może kiedyś przyjacielskich relacji. Klucze do tego leżą w Moskwie – dodał. To Rosja bowiem nie chce rozwiązać zagadki katastrofy smoleńskiej, nie chce współpracować i oddać wraku samolotu.

Jak dodał z jego rozmów z doradcami Trumpa wynika, że chcieliby, aby Rosja powstrzymała się od łamania prawa i anektowania terytoriów.

„Słyszałem dzisiaj z ust jednego z moich rozmówców, że jest nie do zaakceptowania, aby Rosja prowadziła taką działalność wojskową na terenie Bliskiego Wschodu. Kiedy Henry Kissinger był decydentem w latach siedemdziesiątych byłoby to nie do zaakceptowania. Myślę, że czyny jednak będą inne niż wypowiedzi retoryczne, a Twitter nie jest dla mnie źródłem wiedzy” – wskazał Waszczykowski.

W nawiązaniu do debaty w Radzie Bezpieczeństwa na temat rozwiązywania konfliktów międzynarodowych pytany przez PAP ocenił, że najciekawsze było wystąpienie amerykańskiej ambasador przy ONZ Samanthy Power.

„Twierdząc, że żegna się już najprawdopodobniej z tym stanowiskiem pozwoliła sobie na pewną szczerość. Uznała, że przez lata dyplomaci, ambasadorowie, przedstawiciele Rady Bezpieczeństwa opowiadają eufemizmy. Mówią językiem żargonowym. Nie wskazują palcem. Jeśli mówi się o tym, aby powstrzymać się od użycia broni, powinno się wskazać do kogo się to adresuje itp.” – tłumaczył.

Waszczykowski zauważył też, że rosyjski ambasador przy ONZ Witalij Czurkin odrzucił w swym wystąpieniu zarzuty o zmianę przez jego kraj architektury bezpieczeństwa i agresję wobec Ukrainy.

Polski minister wyraził przy tym obawę, że świat może zaakceptować zajęcie Krymu w zamian za spokój we wschodniej części Ukrainy.

„To może nie być porozumienie domówione, ale na zasadzie fait accompli, faktów dokonanych, a wiele państw uzna, że nie ma atmosfery dla odzyskania Krymu dla Ukrainy” – przestrzegał.

Porównując sytuację do podziału Niemiec uzupełnił, że dzisiejsi władcy Kremla nie są wieczni. W Rosji też może dojść do transformacji, demokratyzacji w sposób pokojowy i powstania rządu, który odwróci tendencję łamania prawa międzynarodowegoZ Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ lm/ pro/

„Białoruś ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa Zachodu. Ewentualne jej zajęcie przez Rosję – np. przy okazji manewrów Zapad 2017 – zmieniłoby zasadniczo sytuację strategiczną w regionie. Ewentualny przerzut sił rosyjskich w planowanej przez Kreml ilości (zamówiono do przerzutu sił aż 4200 platform kolejowych, co wystarcza do transportu 3 ciężkich dywizji) oznaczałby, że państwa bałtyckie byłyby realnie zagrożone w stopniu do tej pory nieznanym. Z punktu widzenia znacznie silniejszej od państw bałtyckich Polski sytuacja również uległa by dramatycznej zmianie, bowiem po raz pierwszy od chwili wstąpienia do NATO na granicy RP znalazłoby się rosyjskie zgrupowanie o realnym potencjale ofensywnym…

…Wydaje się, że połączenie świadomości zagrożenia na najwyższym poziomie politycznym w kraju wraz z wyraźnym wsparciem dla pomysłu nawiązania dialogu Warszawy z Mińskiem ze strony sojuszników przeważyło szalę. Powyższe nie zmienia faktu, że musi niepokoić fakt, iż przez lata prowadzono na kierunku białoruskim politykę całkowicie bezrefleksyjną i co gorsza nieskuteczną. Nie sposób nie zadać sobie pytania, skąd brało się wieloletnie ignorowanie faktu, iż gra nie toczy się o demokrację w sąsiednim kraju, a o bezpieczeństwo własnego. Konsekwentnie ignorowano zagrożenie, którego zapowiedzią były ogłaszane publicznie plany dyslokacji lotnictwa rosyjskiego na Białorusi. Nie przejmowano się faktem, iż w pobliżu granicy może dojść do potężnych, potencjalnie nam zagrażających, manewrów. Niestety odpowiedzi na pytania, czemu tak się działo nie napawają optymizmem. Więcej w nich bowiem ludzkiej małości, braku umiejętności refleksji i grupowych interesów niż wielkiej polityki. Nie brak wśród środowisk przeciwnych dialogowi z Mińskiem ludzi świadomych rosyjskiego zagrożenia, choć właśnie to zagrożenie powinno być punktem wyjścia dla konstatacji o konieczności dialogu z Mińskiem…

…W dniach 23 – 26 stycznia doszło w Warszawie do gry wojennej, którą kierował Naczelny Dowódca Sił Operacyjnych NATO (SACEUR) w latach 2013 – 2016 generał Philip M. Breedlove. Gra odbywała się w reżimie zachowania poufności, ale jak poinformowały media do udziału w grze, w charakterze obserwatora, zaproszony został ekspert z Białorusi. Fakt ten w połączeniu ze scenariuszem gry świadczyły o chęci wysłania sygnału do Mińska (a niewykluczone, że zarazem i do Moskwy) o tym, że Zachód nie planuje obalania reżimu w Mińska, chce dialogu z władzami Białorusi, nie planuje działań ofensywnych na kierunku białoruskim, ale też, zdając sobie sprawę z ofensywnych scenariuszy rozważanych w Moskwie, planuje działania na wypadek negatywnego rozwoju zdarzeń. NATO musi bowiem zakładać, że ew. rosyjski atak czy to na państwa bałtyckie czy tym bardziej Polskę, zostałby wyprowadzony właśnie z terytorium RB. Historycznie tzw. brama smoleńska i dalej równiny na Białorusi to tradycyjne miejsce do ew. działań zbrojnych.  Tym samym o bezpieczeństwie państw bałtyckich i Polski decyduje – z racji zarówno politycznych, militarnych, jak i geograficznych – to, co stanie się z Białorusią…” (całość tu: Polska – Białoruś, czyli o polityce w cieniu gry mocarstw)

podobne: Ośrodek Analiz Strategicznych: Potencjał militarny Białorusi oraz: Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły” i to: UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec Rosji. Wojna handlowa Rosji i Kazachstanu. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią Rosji. Białoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy. Rosja sprzedała rakiety S-400 Chinom i znosi embargo dla Iranu. Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem.

rys. Andrzej Krauze

O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy


„…Dzięki nowemu surowcowi mieliśmy być drugą Norwegią, a może Katarem, uniezależnić się od gróźb przykręcania rosyjskiego kurka, a przede wszystkim w końcu osiągnąć wielki, tak bardzo potrzebny sukces gospodarczy. Miliardy, ba, nawet biliony metrów sześciennych najczystszego paliwa kopalnego miały wyprzeć z rynku czarne złoto, a więc węgiel. No bo skoro w Stanach Zjednoczonych się udało, to dlaczego nie w Polsce?

Cały boom nakręcili po części Amerykanie. Jak przypomina portal PolskieLupki.pl, w 2009 r. ogłoszono, że według rządowej amerykańskiej agencji Energy Information Administration (EIA) w polskich łupkach kryć może się aż 5,3 bln m sześc. gazu. Według firm konsultingowych było go nieco mniej, ale liczby i tak przyprawiały o zawrót głowy. Advanced Resources International szacowała nasze złoża na 3 bln m sześc., a Wood McKenzie na 1,4 bln m sześc. Zupełnie inaczej potencjał złóż gazu łupkowego w naszym kraju widziała amerykańska służba geologiczna, według której wydobywane zasoby to jedynie 38,1 mld m sześc. Ale tą ostatnią wartością nikt się szczególnie nie przejął – wszyscy bowiem chcieliśmy wierzyć, że będziemy mieć łupkowe eldorado.

Nasze złoża Państwowy Instytut Geologiczny oszacował dopiero w raporcie z marca 2012 r. Wartości były znacznie niższe niż prezentowane przez Amerykanów (z wyjątkiem ich służby geologicznej). PIG oszacował polskie złoża na 346–768 mld m sześc. To przynajmniej dwa razy więcej niż krajowe złoża gazu konwencjonalnego szacowane wtedy na 145 mln m sześc. Przy rocznym zużyciu błękitnego paliwa w naszym kraju na poziomie ok. 16 mld m sześc. gaz z łupków mógłby starczyć na 35–65 lat. Ale przede wszystkim pozwoliłby się nam uniezależnić od importu, głównie z Rosji.

Ponieważ w Stanach Zjednoczonych gaz łupkowy stał się faktem, wypierając z rynku węgiel (i znacząco przyczyniając się do kryzysu w branży górniczej), do Polski zjechali najwięksi światowi gracze. Wśród nich m.in. amerykańskie koncerny takie jak ExxonMobil, MarathonOil, BNK Petroleum, Chevron czy ConocoPhilips (w polskiej spółce Lane Energy miał 70 proc. udziałów), a także kanadyjski Talisman czy brytyjski 3Legs Resources. Do gry weszły też rodzime firmy: PGNiG, Lotos Petrobaltic czy Orlen Upstream. W szczytowym momencie w 2012 r. wydanych było 115 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego. Jak informuje resort środowiska, do końca lipca tego roku wygaszono już 87. Trudno więc nie zadać sobie pytania – co poszło nie tak. 

Z danych resortu środowiska wynika, że według stanu na 31 lipca 2016 r. w Polsce obowiązuje 28 koncesji na poszukiwanie i/lub rozpoznawanie złóż gazu z łupków. Koncesje te zostały udzielone na rzecz dziewięciu polskich i zagranicznych podmiotów. Do 1 sierpnia 2016 r. firmy wykonały 72 otwory rozpoznawcze. Zdaniem ekspertów to kilka lub kilkanaście razy za mało. By potwierdzić i obecność, i możliwość komercyjnego wydobycia, potrzeba przynajmniej kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy takich odwiertów…” (Karolina Baca-PogorzelskaPolskie (g)łupki, czyli jak nie zostaliśmy drugim Katarem)

Na polskie eldorado mieliśmy mnóstwo chętnych z całego petroświata profesjonalistów (Wśród chętnych na łupkowe koncesje Marathon Oil są Orlen i Breitling Oil), i fantastyczne według nich (i nie tylko) perspektywy, a potem po zaledwie kilkudziesięciu odwiertach (których miarodajność nie dość że pozostaje utajniona, to jest na dodatek co najmniej dyskusyjna) nastąpiła spora rewizja szacunków potencjału złóż i ucieczka inwestorów. Powstaje pytanie co się takiego stało miedzy poszczególnymi raportami? Jaka wiedza (tudzież siła/interesy) zadecydowała o tak gwałtownej zmianie w zasadzie „na gębę”?

Kolejne pytanie – na co (obok Amerykanów) liczyli Rosjanie podkupując po cichu koncesje poszukiwacze? Czy ze zmianą optyki Exxon’a na perspektywiczność naszego gazu z łupków, miała coś wspólnego bezprecedensowa umowa jaką ta firma podpisała 15.06.2012 r. (Amerykanie znowu nie znaleźli „łupków” w Polsce) z rosyjskim Rosneft w obecności samego Putina? Zaraz potem Exxon wycofał się z Polski dając jednocześnie dość głośno do zrozumienia całemu światu, że nie ma u nas czego szukać, co kilka tygodni później potwierdziła wspomniana amerykańska służba geologiczna. Exxon wolał nawet rosyjską zmarzlinę – Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce. Zaś kilka tygodni temu… (Odys)

„Pierwszy raz od nałożenia przez USA sankcji na Rosję Władimir Putin spotkał się z szefem amerykańskiego giganta naftowego ExxonMobil. Jego poprzednik został szefem dyplomacji w rządzie Donalda Trumpa…

W 2012 r. kierowany przez Tillersona koncern Exxon zawarł wyceniany na 500 mld dol. sojusz strategiczny z rosyjskim Rosnieft. W zamian za udziały w arktycznych złożach Amerykanie mieli przekazać Rosjanom pieniądze i technologie na eksploatację tych zasobów, a także na wydobycie ropy naftowej z łupków na Syberii.

Sojusz Exxon i Rosnieft dostał błogosławieństwo Putina, a wkrótce po jego zawarciu prezydent Rosji przyznał Tillersonowi Order Przyjaźni – najwyższe rosyjskie odznaczenie dla cudzoziemców.

Ale po agresji Rosji na Ukrainę plany współpracy Exxon z Rosnieft odłożono na półkę. Waszyngton nałożył sankcje na Rosnieft, zakazując Amerykanom przyznawania nowych pożyczek rosyjskiemu koncernowi i pomagania mu w eksploatacji złóż w Arktyce i w łupkach. Na czarną listę USA wpisały też szefa Rosnieft Igora Sieczina…” (Putin spotkał się z szefem amerykańskiego koncernu ExxonMobil)

Ktoś może oczywiście powiedzieć że to tylko interesy, gdzie decyduje przede wszystkim opłacalność inwestycji. W takim razie po co Amerykanie i Rosjanie bawili się w kupowanie polskich koncesji na poszukiwanie czegoś czego opłacalności nie zamierzali nawet zweryfikować? I czego (mimo wszystko) szukają ci którzy zdecydowali się jednak w Polsce pozostać?… (Odys)

podobne: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami oraz: San Leon rezygnuje z Turcji na rzecz polskiego gazu z łupków. Total z Polski wychodzi. i to: Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego? a także: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.

„…zadzwonił do mnie pewien człowiek i powiedział, że mapy geologiczne Polski są fikcją. To są rzeczy podrzucane ludziom do zabawy, żeby się mieli czym podniecać. Rzeczywistość jest zupełnie inna, albo ujmując rzecz wprost – utajniona. Oto w przemądrej księdze zatytułowanej „Historia polskiego przemysłu naftowego” przeczytać możemy, że w krajach członkowskich RWPG ZSRR był jednym krajem, gdzie można było po korzystnych cenach nabywać pełny asortyment sprzętu i urządzeń do górnictwa i eksploatacji złóż. Chodzi o te wszystkie ciężarówki, świdry i całą resztę urządzeń, których nie można tak po prostu przenieść w góry na plecach, o cały ten hardware. Jeśli zaś idzie o software, czyli urządzenia do interpretacji wyników badań, to wszystkie one znajdowały się w ZSRR, a więc wszystkie wyniki badań, jakie wówczas przeprowadzono na wydobytym materiale znajdowały się w ZSRR, a częściowo w Budapeszcie, bo tam także mieli takie urządzenia. W Polsce ich nie było. W Polsce był tylko towarzysz Afrykan Kisłow. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy krakowscy geofizycy zakupili centralę sejsmiczną GSC-1000 wyprodukowaną w USA. Tak się jednak składało, że największe odkrycia geologiczne na terenie powojennej Polski dokonane zostały w pierwszych latach po wojnie, mam tu na myśli miedź i siarkę. Później zaś karmieni byliśmy już tylko złudzeniami. Mój rozmówca twierdził, że umowa obejmująca współpracę z ZSRR uniemożliwiała jakiekolwiek skutecznie poszukiwania złóż, ze szczególnym wskazaniem na złoża ropy naftowej.

Dowiedziałem się też, że istnieje coś takiego, jak Strefa Teisseyre’a-Tornquista zwana też linią Teisseyre’a-Tornquista. Przebiega ona w poprzek terytorium dzisiejszej Polski. Ale ciągnie się też dalej. Na jednym jej końcu znajdują się złoża ropy w Morzu Północnym przy wybrzeżach Norwegii, a na drugim zagłębie Ploeszti (…) Trudno przypuścić powiedział mój rozmówca, by akurat na terenie Polski tej ropy nie było…

Mój rozmówca twierdził, że po wojnie nie gromadzono w Polsce rdzeni wiertniczych, że były one rozsypywane na polu, tam gdzie dokonywano odwiertów. Dziś mamy kilka magazynów tych rdzeni, rozsianych po kraju, a w nich ponad 500 tysięcy kilometrów rdzeni. To wszystko leży w drewnianych pudełkach i czeka na opisanie, a dane czekają na zdigitalizowanie. Być może już nie czekają, a są zdigitalizowane, bo mój rozmówca powoływał się na stan sprzed kilku lat. W tych magazynach leżą też rdzenie należące do firm prywatnych, które prowadzą wiercenia na terenie Polski, ale interpretacja ich jest utajniona i nie można publikować wyników tych badań. Centralny magazyn rdzeni wiertniczych dopiero się ponoć buduje.

Tak więc – twierdzi mój rozmówca – gawędy o złożach metali rzadkich, gazie łupkowym i innych cennych pokładach, to ściema, podawana po to, byśmy się nie zajmowali rzeczami ważnymi, czyli znajdującą się pod nami ropą naftową. Złoża te zapewne zostaną ujawnione w chwili kiedy cała gospodarka światowa przestawi się na inny niż ropopochodne paliwa napęd. No, ale zobaczymy…

…a gdzie są te wyniki badań geologicznych dotyczących Polski, co je towarzysz Kisłow wysyłał do ZSRR w latach powojennych? Czy nadal są w Moskwie? Możliwe. Nie da się jednak wykluczyć, że ktoś, za opłatą, skopiował je sobie i teraz siedzi, gdzieś w kantorku, skryty przed wzrokiem profanów i interpretuje je, hej, interpretuje, aż wióry lecą….nam jednak o tym nic nie powie…” (coryllus – Towarzysz Afrykan Kisłow rozsypuje rdzenie)

To że łupkowa rewolucja okazała się niewypałem, albo podpuchą mającą zniechęcić potencjalnych (zwłaszcza rodzimych) poszukiwaczy skarbów (na co wiele poszlak i faktów wskazuje) nie jest aż takie najgorsze. Zwłaszcza jeśliby się okazało że całą tę mistyfikację zorganizowano ze strachu przed polskim potencjałem. To by bowiem oznaczało że ten potencjał rzeczywiście jest, i że może kiedyś zostać uruchomiony. Najgorsze jest to że w tym cyrku współpracowali ze sobą z jednej strony nasz największy sojusznik, a z drugiej strony przeciwnik… Poszukiwanie utrudniała też Unia Europejska, oraz brak jednoznacznych przepisów koncesyjno-wydobywczych dla potencjalnych poszukiwaczy w Polsce… Jakby się wszyscy zmówili nie tylko przeciw łupkom, ale przeciw jakiemukolwiek grzebaniu w polskiej ziemi… (Odys)

podobne: Antyłupkowa koalicja? Rosjanie mają koncesje, ale gazu nie szukają. PE utrudnia poszukiwanie i wydobycie  oraz: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja? i to: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. a także: IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.

„…żadnego zezwolenia na swobodne wydobycie ropy przez Polskę, nawet w tej szczątkowej, okrojonej, peerelowskiej Polsce nie ma i nie będzie nigdy. Bo gdy Polska zacznie u siebie wydobycie, to spłyną do polskich złóż zasoby ropy z całego obszaru. A to znaczy nie jedną, ale dwie rzeczy:

— jest wielkie morze ropy pod Polską (patrz notka); to wiadomo od dawna
— wydobycie będzie łatwe, bo ciśnienie w złożu umożliwia ciągnięcie ropy na powierznię nieomal bez pomp, samym ciśnkeniem górotworu i tym „spływaniem skądinąd”, a więc przy niewielkich inwestycjach
— trzecia sprawa (ostrożny geolog nie powiedział Gabrielowi tego przez telefon) to jest czysta ropa w tych polskich złożach, zawierająca minimum siarki. Spalasz ją, rafinujesz ją, przetwarzasz ją — bez zanieczyszcania środowiska. Nie mam dowodów na czystość złóż pod Polską, więc cicho to zaznaczę.

Mam natomiast dowód na coś innego. Granice „nowej peerelowskiej Polski” ustalano kilka razy, dziko fałszując nawet te okropne granice Curzona-Namiera. Najpierw odcięto Lwów, choć Lwów zawsze był w angielskich papierach „etno” — polski. Nie mógł inny być, przy 92% ludności rdzennie polskiej, powiat 88%. Stolica kraju Warszawa miała,.zależnie który spis wziąć, poniżej 65% polskiej ludności; reszta to żydzi, rosyjskiego i niemieckiego pochodzenia mieszkańcy. Więc odebranie Polsce Lwowa to już była machinacja, nie uzasadniona niczym ludzkim, za to usasadniona zasobami węgla i ropy, które eksploatuje się płytko spod ziemi.
Tę „poprawioną o Lwów” granicę poprawiano jeszcza czterokrotnie. Za każdym razem odcinając od Polski złoża rozpoznane, przed wojną jeszcze, jako nadające się do łatwej eksploatacji, już nawet ujęte w jakimś polskim planie perspektywicznym, by tam stawiać szyby (także gazowe, przez Lwów biegły wybudowane w celu dostawy bieżącej gazu i dostaw perspektywicznych gazociągi) i wieże wyciągowe kopalń węgla kamiennego. Ostatnie pasmo rozpoznanych w 1939r. złóż odcięto od Polski bodaj w 1948 roku (to jest do sprawdzenia, nazwali to „przyjacielską wymianą małych skrawków terenu”), a ja widziałem mapy tych granic ze złożami, znajdującymi się pod ziemią. Na tych „przyjacielskich skrawkach” węgiel był płytko.
Co oznacza, że są gdzieś w Polsce potomkowie lwowskich geologów, którzy te mapy w 1938 i 1939 roku zrobili. Możliwe, że zachowali mapy dziadka, szkice wyniesione z pracy.

Na koniec: imienia tow. Afrykana nie słyszałem, jego skisłego nazwiska też nie, nigdy. Ten pilnujca nadrzędności interesów obcych, by się czasem „ci Polacy” nie wzbogacili na własnych (?) złożach, nie był sam; on nie działał sam. Przy oglądaniu lwowskich map mówili przyjaciele Rodziców wprost o tym, ale nie wymieniali nazwisk. Stąd wiem o sprawie, potwierdzam co mówił wspaniały geolog, telefoniczny rozmówca Coryllusa, ale nie poznałem, kto pilnował...” (A-Tem – 10 lutego 2017)

podobne: Józefa Sokołowska: Co wiemy o zasobności polskich łupków. Szczęśniak: zmiany w Polskim LNG to próba przyspieszenia otwarcia gazoportu polecam również: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. i jeszcze: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje

„…Po długiej przerwie inwestycyjnej udało się w latach 2008-2011 oddać do eksploatacji trzy nowe bloki węglowe: Pątnów 460 MW, Łagisza 460 MW oraz Bełchatów 858 MW. Ponieważ nie są to inwestycje wystarczające aby zastąpić odłączane jednostki w następnych latach podjęto decyzję, aby ogromnym wysiłkiem finansowym uruchomić budowę bloków w elektrowni Kozienice 1075 MW, elektrowni Opole 2 x 900 MW, elektrowni Jaworzno III 1000 MW oraz Turów 450 MW. Te uruchomione oraz jeszcze budowane (węglowe) jednostki wytwórcze to bloki o parametrach nadkrytycznych z „rodziny 600° C” tzn. parametrów z górnego przedziału osiąganych dziś temperatur dla materiałów konstrukcyjnych i gwarantowanej sprawności na poziomie ponad 45-46%. Pozwalają one na ograniczenie emisji CO 2 do poziomu 750 kg/MWh. Niestety tak wysokiej klasy jednostki nie wpisują się w przygotowane unijne rozwiązanie dotyczące tzw. „ujednolicania” mechanizmów wsparcia.

W pakiecie zimowym pojawił się bowiem zmieniony zapis paragrafu  23 pkt. 4, który w nowej wersji wprowadza kryterium emisyjności CO2 na poziomie 550 gr/kWh (od 2022 r.). Cytując: „…Generation capacity for which a final investment decision has been made after [OP: entry intro force] shall only be eligible to participate In a capacity mechanism if its emissions are below 550gr CO 2/ kWh. Generation capacity emitting 550gr CO 2/ kWh or more shall not be committed in capacity mechanisms 5 years after the entry into force of this Regulation…”.

Zobacz także: Niemcy rozpoczęli testy morskich magazynów energii

Zmienione brzmienie paragrafu od razu zyskało w unijnych kuluarach nazwę “antypolskiego” ponieważ  wyklucza możliwość skorzystania Polski z narzędzia jakim jest tzw. „rynek mocy”. Jest to sytuacja dla polskiego sektora energetycznego wyjątkowo niekorzystna bo obecne ceny energii na rynku hurtowym są stosunkowo niskie i nie sprzyjają impulsom inwestycyjnym, a proces odbudowy mocy musi być kontynuowany…

Dla polskiego sektora energetycznego, który obecnie ponosi olbrzymie wydatki zarówno na budowę nowych mocy, jak i odbudowę krajowych sieci przesyłowych oraz dystrybucyjnych szczególnie niebezpieczne są propozycje kar finansowych za brak realizacji celów klimatycznych. Zgodnie z propozycją, z płaconych kar powstanie swoisty fundusz klimatyczny w postaci platformy finansowej. Ze zgromadzonych w platformie środków będą wspierane inwestycje energetyczne w OZE, ale co ważne w obecnym kształcie dokumentu nie zostało określone czy platforma finansowa będzie realizować inwestycje zlokalizowane na obszarze kontrybuującego państwa członkowskiego. Oznacza to, że w przypadku nie spełnienia kryteriów z notyfikowanego planu taki kraj płaciłby karę czyli de facto wspierałby realizację inwestycji innego kraju kosztem własnego.

Z doniesień medialnych wynika, że kraje wiodące w UE jak Niemcy silnie lobbowały za wymogiem tworzenia regionalnych rynków mocy (systemu elektrowni rezerwowych, w którym producenci otrzymują zapłatę za gotowość do produkcji). Starania naszych sąsiadów nie wynikają tylko z troski o kształt Unii Energetycznej, ale z faktu wysokiego udziału w niemieckim bilansie energetycznym energii produkowanej przez farmy wiatrowe, co warto zaznaczyć także jest sporym problemem dla Polski ze względu na niekontrolowane przepływy kołowe. W zeszłym roku polski regulator URE zgłosił interwencje do europejskiego stowarzyszenia regulatorów ACER ponieważ sytuacja tzw. zapychania polskich sieci energią z niemieckich farm wiatrowych jest nagminna. Co istotne stan taki spowodowany jest zbyt słabą siecią przesyłową austriacko-niemiecką, a koszty tego ponosi polski podatnik ponieważ musimy „przepychać” ogromne ilości energii do Niemiec ponosząc znaczące koszty redsipachingu przez polskiego operatora czyli PSE.

Kolejnym problemem dla polskiego sektora jak wykluczenie biomasy jako źródła OZE, o ile nie jest wykorzystywana w wysokosprawnej kogeneracji. Jest to swoistego rodzaju kuriozum, że niektóre kraje UE wyrażając swoje niezadowolenie z przyjęcia niskich (ich zdaniem) wymogów dla produkcji energii z OZE, jednocześnie oponują przeciw współspalaniu biomasy, która skutecznie obniża emisję i nie powinna być w żaden sposób dyskryminowana jako element transformacji miksu paliwowego i właściwie ogranicza swobodę wyboru lokalnych zasobów jak słusznie przedłożono w stanowisku PKEE...” (defence24.pl, Dr Przemysław Zaleski – Polska zmuszona do finansowania zielonej rewolucji w Niemczech)

podobne: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.  a także: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło i to: 20 stopień zasilania czyli, jak jest lato to musi być… bez prądu(?) Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW? Polityka energetyczna Polski. polecam również: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? i jeszcze: Rada energetyczna UE-USA. Wspólne wysiłki ws. bezpieczeństwa energetycznego i… ochrony klimatu oraz: Szczęśniak: Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Tania benzyna w USA tymczasem w Polsce ciągle za droga i to: „Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii a także: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

„Od wielu lat węgiel jako źródło pozyskiwania energii jest niesamowicie piętnowany. Mimo dostępności technologii ograniczającej emisje trujących cząstek to właśnie węglowi przypisuje się największy wpływ na ocieplenie klimatu, później przemianowane na zmiany klimatu. Zabieg marketingowy związany ze zmianą nazwy był konieczny, gdyż po blisko 20 latach okazało się, że klimat w ujęciu globalnym wcale się nie ociepla.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że za ponad 90% emisji CO2 odpowiadają oceany oraz środowisko naturalne. Spalanie paliw kopalnych generuje od 4,5% do 5%, w zależności od źródeł. Oznacza to, że jeśli zredukujemy emisję CO2 generowaną przez człowieka o 20%, całkowita emisja zmniejszy się o zaledwie 1%. Co ciekawe, efekt ten może być łatwo zniwelowany jedną większą eksplozją wulkanu na Islandii czy w Indonezji.

Twarde dane danymi, ale prawda musi być po naszej stronie. W każdym razie cała szopka z emisją CO2 miała służyć kontroli wielkości produkcji w poszczególnych krajach pod płaszczykiem troski o środowisko naturalne. Dwutlenek węgla został okrzyknięty gazem szkodliwym, jeżeli nie trującym. Niestety, większość ludzi kupiła przekaz bez zadawania zbędnych pytań.

Za sprawą handlu prawami do emisji CO2, które jeszcze 3 lata temu były zmonopolizowane przez JP Morgan oraz Goldman Sachs, niektóre kraje, które w efekcie uwarunkowań gospodarki emitowały duże ilości CO2, musiały kupować na aukcjach prawa do dodatkowych emisji. Ceny rosły, natomiast spadała konkurencyjność danego kraju.

Największym przegranym całej szopki z CO2 stał się węgiel, od którego postanowiono odejść, zastępując go tzw. czystą energią odnawialną mimo kompletnego braku uzasadnienia ekonomicznego. W każdym razie głównym winnym wszelkich huraganów czy anomalii pogodowych miał stać się węgiel.

Efekt był taki, że ceny surowca zaczęły spadać, a kompanie zajmujące się wydobyciem węgla zaczęły generować potężne straty doprowadzając do 90% spadków cen akcji największych producentów węgla.

Ceny węgla, jak i spółek z sektora węglowego zanotowały dno przed rokiem, podobnie zresztą jak cały sektor surowcowy. Od tego czasu notowania wielu z nich zdążyły się potroić. Mimo to, ich ceny są nadal blisko 70% poniżej szczytów z 2011 roku, czyli tam gdzie były w 2009 roku po pęknięciu bańki na rynku surowców.

Na temat węgla zdecydowałem się napisać kilka słów ze względu na fakt, że w obliczu problemów gospodarczych coraz więcej państw zaczyna wycofywać się z traktatów dotyczących ograniczeń emisji CO2, co z kolei powinno przełożyć się na wyższe ceny surowca. Ostatecznie to właśnie węgiel nadal stanowi główne źródło produkcji energii elektrycznej.

W ostatnim czasie prezydent USA Donald Trump podpisał dekret o tzw. „niezależności energetycznej”. Oznacza on wycofanie się z polityki Obamy, który chciał zapobiegać „globalnym zmianom klimatu”. Nie bez znaczenia jest fakt, że to właśnie Stany Zjednoczone dysponują największymi złożami węgla na świecie.

Podobne zresztą podejście promowane jest w Azji, w której stawia się na rozwój gospodarczy i zysk odkładając na bok kwestie ochrony środowiska czy abstrakcyjnych praw do emisji CO2. Nie jest zresztą żadną tajemnicą, że krajom azjatyckim (Chiny, Indie, Indonezja) przyznano prawa do emisji dwutlenku węgla na nieporównywalnie wyższym poziomie niż Unii Europejskiej.

Kolejnym czynnikiem przemawiającym za powrotem do węgla jest silny lobbing największych producentów węgla jak chociażby Australii, której władze wprost komunikują społeczeństwu, że albo idziemy w kierunku redukcji CO2, niszczymy miejsca pracy albo zmienimy obecną politykę. Zważywszy na problemy ekonomiczne wynikłe z globalnego spowolnienia gospodarczego nie mam złudzeń, że absolutnym priorytetem będzie ochrona miejsc pracy i stopniowe luzowanie praw do emisji CO2. W podobnym tonie wypowiadają się nie tylko władze Australii, ale również Kanady, Tajlandii, Indonezji oraz Polski. Ostatecznie tzw. zielona energia nie ma szans na zastąpienie energetyki węglowej, a przynajmniej nie na przestrzeni najbliższych 3-4 dekad.

Nie zapominajmy także, że UE w obecnym kształcie jest czwartym konsumentem węgla na świecie, a państwa UE importują rocznie ponad 200 mln ton surowca. Surowca, który przy zniesieniu wielu barier mógłby być wydobywany w Europie

…ceny węgla w relacji do cen ropy naftowej przez długi czas oscylowały na poziomie 1:1. Dziś ta relacja wynosi 1:1,58. Węgiel w relacji do ropy jest po prostu drogi. Pytanie brzmi: czy to węgiel jest drogi, czy to ropa naftowa jest nadal wybitnie tania?…” (Trader21 – Światełko w tunelu dla węgla)

„…O węglu kamiennym opowiadam na każdym prawie spotkaniu autorskim. Czynię to z premedytacją, podkreślając zawsze jak uboga i zakłamana jest literatura przedmiotu, podkreślając, że nie istnieje coś takiego jak popularna historia węgla kamiennego. Węgiel występuje w literaturze jedynie jako paliwo dla wielkiego przemysłu napędzającego Imperium Brytyjskie, albo – w odsłonie XX wiecznej – jako paliwo dla przemysłu napędzającego imperium sowieckie. I tyle, wcześniej węgiel nie istniał, a jeśli istniał to jego rola była marginalna. Mnie się już nie chce tu powtarzać wszystkich opowiedzianych w II tomie Baśni jak niedźwiedź historii, nie chce mi się wspominać pierwszej wielkiej odkrywki węglowej w Europie, datowanej na rok 1113. Powiem tylko, że kiedy już się nagadam o tym węglu, tak że bolą mnie szczęki, wstaje zwykle jakiś staruszek i mówi, że lepiej byłoby gdybym poruszał jakieś bardziej współczesne tematy…

…Zakazali palenia węglem w Krakowie, tak jak wcześniej zakazali tego w Londynie i Paryżu. Co łączy te dwa zakazy? Otóż one są wydane ze skrajnie różnych powodów. W dawnych czasach handel i pozyskanie węgla były – przypuszczam, bo badań żadnych dotyczących tego problemu nie ma – domeną domów bankierskich, które poprzez tę branżę, ale także inne, wpływały na dwory i decyzje królów. Historia mafii węglowych jest stara i głęboka, a słowo „węglarze” nie oznacza bynajmniej umorusanych producentów węgla drzewnego kryjących się po lasach

…Dlaczego zakazano palenia węglem w Krakowie? Bo leży on zbyt blisko Śląska, gdzie już wkrótce na nowo zacznie się eksploatacja węgla kamiennego, tyle, że będzie on ze Śląska wywożony gdzieś dalej i nie trafi do Krakowa, w którym obowiązuje wspomniany zakaz. Warszawa będzie miała możliwość palenia węglem, bo tu zakazu nie będzie i miasto stołeczne kupi sobie ten węgiel od Rosjan po prostu. Polska, jak przypuszczam, będzie miała mocno ograniczone możliwości gospodarowania własnymi zasobami, bo zostały one sprywatyzowane i będą przeznaczone dla kogo innego. Kiedy zaś ktoś spróbuje się szarpać przyjdzie do niego wezwanie z sądu. Są jeszcze inne aspekty tej sprawy. Otóż produkcja kotłów i systemów grzewczych w Polsce to poważny sektor gospodarki. Wielu ludzi radzi sobie tam świetnie, a wybór kotłów węglowych i innych jest naprawdę duży. To wszystko powoli będzie likwidowane, bo daje zbyt wielu osobom wolność i pieniądze. Kraków to tylko początek tej antyindustrialnej rewolucji, tego równania wszystkiego z ziemią. Ja rozumiem, że to sejmik małopolski zdecydował o tym niepaleniu węglem, ale nie wierzę w to, by uczynił to ów sejmik z własnej nie wszczepionej wcześniej przez nikogo głupoty…” (coryllus – O masonach co rządzą światem)

podobne: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać i to: Bezsensowny, szkodliwy dla rynku pracy i rodzin podatek, który wcale nie pomagał środowisku, już nie istnieje. Australia bez podatku węglowego a także: Coraz bliżej do kopalni węgla w Nowej Rudzie. Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem polecam również: Nowa polityka klimatyczna USA – zapowiedź  i jeszcze: Czy Sahara znów się zazieleni czyli… „problem” z CO2 oraz: „Zimne słońce”, handel „pozwoleniami na emisję CO2” i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski i to: Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią.

Gwałtowny spadek cen ropy spotęgowany zachodnimi sankcjami wpłynął bardzo negatywnie na kondycję rosyjskiego sektora naftowego. Znalazło to odzwierciedlenie nie tylko we wstrzymaniu bądź niedofinansowaniu wielu projektów wydobywczych w Arktyce czy Syberii Wschodniej, ale również w przetasowaniach do jakich zaczęło dochodzić na rynkach gdzie od dekad dominowali Rosjanie. Najbardziej wymownym tego przykładem jest pierwsza w historii umowa długoterminowa PKN Orlen i Saudi Aramco na dostawy surowca z Arabii Saudyjskiej do Polski.

Zobacz także: „Tylko PR?”. Saudyjska ropa w Polsce zmienia wszystko [3 DOWODY]

Proces budowania kontaktów biznesowych przez Irańczyków, Saudyjczyków etc. na tradycyjnych rosyjskich rynkach trwa. Płocki koncern realizuje np. kontrakty krótkoterminowe zawarte z Irańską Narodową Kompanią Naftową, które mogą niebawem przekształcić się w długookresową współpracę na rynkach: czeskim, litewskim, polskim. Spółka aktywnie rozgląda się również za surowcem z innych regionów świata np. Iraku. Ropa z irackiego Kurdystanu docierała w ubiegłym roku np. do kontrolowanych przez Orlen Możejek.

Zobacz także: Kurdyjska ropa uderzy w tranzyt rurociągiem Przyjaźń?

Z działań płockiego potentata zaczynają korzystać również inni regionalni gracze. Nierosyjskim surowcem interesują się w coraz większym stopniu: węgierski gigant MOL, a ostatnio nawet białoruski Belorusneft. W obu przypadkach występuje duża synergia interesów wspomnianych firm z Orlenem. Niewykluczone, że MOL wspólnie z polską spółką będzie sprowadzać irańską ropę przez chorwacki terminal Omisalj, a kolejna dostawa spot z Iranu do Polski i na Białoruś zostanie zrealizowana za pomocą jednego tankowca…” (defence24.pl, Piotr Maciążek – Rosyjska kontrofensywa: plan utrzymania Polski w „naftowej strefie wpływów”)

podobne: Tania ropa: dla jednych szansa dla innych kłopot, petrolandy walczą o przetrwanie. Nord Stream 2 kontra dywersyfikacja, który projekt upadnie? Połączenie elektroenergetyczne z Litwą rozpoczyna pracę. Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej oraz: Polska gospodarka: Lista strategicznych podmiotów. Wzmocnienie nadzoru, wzrost wartości i prywatyzacja. Koszty „ambitnej” polityki w Możejkach. Rząd upraszcza prawo budowlane (czy aby na pewno?) i to: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?) a także: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).

Paweł Kuczyński – Dark Industry

Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy


Michał Dziekan – Źle dla ciebie dobrze dla nas

„…Exchange Stabilization Fund to dowód, że w rozwiniętym kraju zwykli obywatele mogą być bardzo daleko od pełnej wiedzy na temat systemu. ESF jest podmiotem anonimowym, który nie jest poddawany żadnej kontroli, co umożliwia mu prowadzenie działalności, która w normalnych warunkach spotkałaby się z oporem Kongresu USA. Całkowita niezależność ESF pokazuje, że obywatele USA mają niewielki wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Mogą oczywiście wybrać prezydenta, podczas gdy banki dyktują, kto ma zostać sekretarzem skarbu…

…Najwięcej informacji dotyczących wysiłków propagandowych ESF/CIA pochodzi z lat 70-tych. W 1973 roku The Washington Star opisał relacje łączące CIA z dziennikarzami. Szczegółowe informacje na ten temat pochodziły od dyrektora agencji – Williama Colby’ego.

Kongres zareagował powołaniem dwóch komisji w tej sprawie. Jak stwierdzono w raporcie jednej z nich, relacje łączące media z CIA były tak zróżnicowane, że oddzielenie ich od siebie było niemożliwe.

Przechodząc do konkretów, komisja poinformowała, że CIA korzystało w tamtym okresie z usług ponad 700 nauczycieli akademickich oraz absolwentów, którzy okazjonalnie pisali książki bądź tworzyli inne materiały używane następnie do siania propagandy.

Należy pamiętać, że były to kompletnie inne czasy, książki miały znacznie większą siłę rażenia. Szef CIA ds. tajnych operacji stwierdził w notatce, że „książki różnią się od innych sposobów propagandy. Pojedyncza książka jest w stanie znacząco zmienić spojrzenie czytelnika na określone kwestie. Nie da się tego porównać z innym medium”.

Powiązania agencji z mediami i środowiskiem akademickim wywołały oczywiście oburzenie opinii publicznej. W połowie lat 70-tych dyrektor CIA oświadczył, że jakiekolwiek kontakty z dziennikarzami zostały natychmiast zakończone. Dziwnym trafem w tym samym czasie lista płac nie będącego pod niczyją kontrolą ESF wzrosła z 300 do 500 osób. Dziennikarze oraz wykładowcy przeskoczyli zatem z jednej listy płac na drugą, znajdując się od tej pory poza zasięgiem Kongresu.

Propaganda w praktyce

Burza wokół propagandowej sieci CIA rozpętała się w latach 70-tych, jednak wówczas było już za późno. Wszystko, co najważniejsze, miało miejsce dekadę wcześniej.  

W latach 60-tych podstawy ekonomii został wywrócone do góry nogami. Klasyczna szkoła została zastąpiona keynesizmem. Zgodnie z ekonomią klasyczną deficyt budżetowy musi prowadzić do szkodliwej inflacji. Do początku lat 60-tych była to oczywistość. Zdziwienie wywoływały osoby domagające się od państwa wyższych wydatków. Dlaczego? Ponieważ deficyt musiał prowadzić do inflacji, a ta z kolei do zubożenia zwykłych obywateli.

Jednocześnie taki sposób myślenia stanowił zagrożenie dla ESF. Postanowiono zatem skorzystać z sieci propagandy, aby ustalić nowe zasady ekonomii. Od tej pory deficyt nie oznaczał już inflacji, lecz permanentny rozwój gospodarczy – o recesji nie mogło być mowy.

To w tamtym okresie stworzono mit niebezpiecznej deflacji. W wydaniu New York Times z 11 września 1962 roku pojawiła się wypowiedź Pera Jacobssona, dyrektora MFW, który przekonywał, że należy mniej martwić się odpływem złota z USA, a bardziej groźbą globalnej deflacji.

Propaganda uderzyła z ogromną siłą. MFW przekonywał, że od teraz należy podchodzić do deflacji z tak wielką ostrożnością, z jaką wcześniej traktowano inflację. Z perspektywy czasu widać, jak istotny był to moment. Nie da się zaprzeczyć, że plan przyniósł efekt. Ostatecznie dziś większość osób uważa, że deflacja jest bardziej niebezpieczna od inflacji.

Zmiana myślenia umożliwiła dalsze ratowanie dolara. Pod koniec lat 60-tych do pomocy zaangażowano Japonię, która zaczęła skupować ogromne ilości amerykańskich obligacji. Inni „sojusznicy” nabywali amerykańską broń. USA za jednym razem wzmacniały rangę waluty oraz zdobywały coraz większą przewagę w branży militarnej.

Na początku lat 80-tych propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Zaczęto wmawiać społeczeństwu, że nie ma żadnego powiązania między deficytem a inflacją. Stany Zjednoczone poszły w kierunku gigantycznych deficytów, natomiast inflacja była niższa niż w latach 70-tych. W ten sposób „udowodniono” brak powiązania miedzy deficytem a inflacją. Dolar zaczął się umacniać, a zyski ESF rosły.

Jak to możliwe, że dolar był drukowany w tak dużych ilościach, a inflacja nie występowała? Oczywiście taka była specyfika systemu petrodolara, dzięki któremu Amerykanie nabywali dobra niemal za darmo

…Stosunkowo często wspominamy o ESF w odniesieniu do interwencji na rynkach finansowych. W naszej opinii informacje zawarte w artykule jednoznacznie pokazują, że zasięg oddziaływania funduszu jest ogromny. Trudno przypuszczać, aby ESF omijał rynki finansowe, których kondycja jest niezwykle istotna dla systemu.

Przez wszystkie lata istnienia ESF dolar był niszczony. Obecnie amerykańska gospodarka jest w dramatycznej kondycji, rośnie odsetek osób które potrzebują wsparcia socjalnego, natomiast rola dolara z roku na rok jest coraz mniejsza. Cudów nie będzie – dolar utraci ostatecznie status waluty rezerwowej. Pytanie brzmi: ile informacji na temat działań ESF wyjdzie na jaw?

Naszym zdaniem niewiele. Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zwykłych mieszkańców USA, kraj ten będzie obecny przy tworzeniu fundamentów pod nowy system. Może się zatem okazać, że osoby, które do tej pory umożliwiały istnienie i działalność ESF, już wkrótce będą współodpowiedzialne za kreowanie nowego systemu opartego na SDR-ach.” (Zespół Independent Trader – Czym naprawdę jest Exchange Stabilization Fund?)

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku  oraz:  Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko polecam również:  Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i jeszcze:  Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

„Jeżeli to prawda… że świat dzieli się na banksterów i gangsterów to nasza sytuacja wygląda tak: nie istnieją realnie państwa demokratyczne. Istnieją tylko dekoracje zarządzane przez banki, które to dekoracje – parlamenty, rządy, narody, związki wyznaniowe, służą temu by banki mogły generować zyski. Pytanie więc czy kapitał ma narodowość jest z założenia głupie. Nie ma jej, a jeśli już się przy tym upieracie, to z pewnością nie jest to narodowość polska. Nie istnieją polskie banki, obojętnie jakimi byśmy się złudzeniami nie karmili. System tego nie zaplanował i już, jeśli zaś istnieją to niebawem istnieć przestaną, ich aktywa zaś zostaną przejęte. Prawdopodobnie bezszelestnie. I nikt tego nawet nie zauważy. Stwarzanie złudzeń dotyczących siły finansowej rodzimych banków, jeśli istnieje, musi się więc wiązać z jakimiś planami na przyszłość. Jakimi? Zapewne dotyczącymi konfliktu pomiędzy lokalnymi „niezależnymi” potencjami, który to konflikt stanie się kolejnym sposobem na powiększenie zysku banków.

 Jeśli nie istnieją państwa demokratyczne to znaczy, że nie istnieje polityka zagraniczna rządów. Jest ona fikcją. Ministrowie spraw zagranicznych zaś są powoływani po to, by przekazywać do lokalnych oddziałów Banku Rezerw Federalnych polecenia i sugestie…

Rządy jednak istnieją. Po co? Po to by prowadzić politykę wewnętrzną, czyli tresować poddanych, lub jak wolicie obywateli. Innej funkcji nie mają i mieć nie mogą. Służą także do prowokowania sytuacji generujących zyski i obsługi lokalnych instytucji finansowych. Jaki jest plan? Tego nie wiem. Mówią jednak, że zbliża się wojna z Iranem. Iran zaś to jedno z państw gangsterów, czyli takich państw, w których nie rządzą mafie międzynarodowe, ale lokalne. Inne tego typu państwa to Rosja, Chiny i Izrael. I fakt, że jedne z nich są zorganizowane w sposób demokratyczny a inne w sposób zamordystyczny nie ma żadnego znaczenia. Państwa gangsterskie mogą walczyć lub współpracować z banksterami. Jak rozwija się sytuacja zależy zawsze od bangsterów i od tego co rozumieją oni akurat pod pojęciem zysku. Tak więc wojna z Iranem może być wojną o ropę, ale nie musi…

Putin pozwoli na wojnę z Iranem, wytarguje Kaukaz i pacyfikację Polski oraz zaprowadzenie tu rządów swojej mafii. Pieniądze zmienią właściciela i wszyscy będą szczęśliwi. Na jakiś dość długi czas oczywiście. Do następnej katastrofy i następnego przetasowania. Europa popatrzy na nas ze smutkiem, ale też z radością, że tak małym kosztem udało jej się zażegnać kryzys. Będzie dobrze. W Iranie zatriumfuje demokracja, tak jak już zatriumfowała w Afryce północnej. Napisali ostatnio – naprawdę – że cała ta rewolucja zaczęła się od jakiegoś tunezyjskiego sklepikarza. Tak po prostu. Granice wstydu zostały więc przekroczone po raz kolejny.

Warto się zastanowić czy wobec dominującej roli banków przyjedzie taki moment, że państwa narodowe zostaną zlikwidowane. Moim zdaniem nie. Bo przynoszą one zbyt duże zyski. Nie zostaną zlikwidowane także państwa gangsterskie. Są bardzo potrzebne. Jeśli jakiegoś zabraknie, bo zawali się wskutek łapczywości lokalnych kacyków, stworzy się nowe. Banksterzy są poza tym jak wampiry – nie mogą wyjść na światło dzienne, bo zginą. Muszą żyć w ukryciu. Ujawnienie się zaprzeczy istocie ich obecności na Ziemi. Muszą mieć więc jakieś przekonujące dekoracje…” (coryllus – Jeżeli to prawda)

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem a także: BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Jakiś czas temu doszło jednak do ujawnienia (się) tego co powinno być ukryte, a więc do potwierdzenia fasadowości instytucji zwanej „demokratycznym państwem”… Jak śpiewa poeta „poczuli siłę i czas”, więc nie muszą się dłużej ukrywać. Zwłaszcza że niewielu dostrzegło i zrozumiało wyjątkowość tej informacji…(Odys)

Zdaniem Barniera porozumienie w sprawie dostępu londyńskiego City do wspólnego rynku może być niezbędne, aby uniknąć utraty stabilności finansowej w Europie.

Brytyjskie dziennik „Guardian” napisał, że Barnier miał powiedzieć na zamkniętym spotkaniu z europosłami, że „musimy wykonać bardzo konkretną pracę w tym obszarze”. „Aby uniknąć niestabilności finansowej, (…) będzie musiała zostać nawiązana specyficzna, szczególna relacja” – miał powiedzieć były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. Dzienniki powołuje się na wewnętrzną notatkę z tego spotkania i pisze, że to zapowiedź specjalnej umowy regulującej pozycje Londynu jako jednego z centrów finansowych dla Europy i rozliczeń we wspólnej walucie, euro. Zdaniem „Guardiana” to także zapowiedź odejścia Brukseli od „twardego Brexitu”...” (źródło rp.pl: Unia musi dogadać się z londyńskim City)

„…W związku z tym potrzebne są dwa traktaty negocjacyjne dotyczące Brexitu, jeden dla Korony, a drugi dla City. To jest z mojego punktu widzenia informacja wręcz fantastyczna. Podał ją wczoraj Puls Biznesu, ale póki co nikt z tak zwanych publicystów się nawet na ten temat nie zająknął. To co wymsknęło się panu Michelowi Barnierowi, zostało natychmiast zdementowane, jako błąd w tłumaczeniu czy inna jakaś bzdura. Nie pamiętam już kto powiedział, że nie wierzy w wiadomości nie zdementowane, ale nie jest to w tym momencie istotne – zdementowali znaczy prawda. Drugi raz nie zdementują, bo się ośmieszą już całkiem…

City nie jest Anglią, a królowa nie ma tam nic do powiedzenia, kiedy przekracza granicę tego dziwnego obszaru staje się po prostu Elżbietą Windsor i ma słuchać co jej bankierzy mówią. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie posłuchała. Cóż więc teraz? Jasne jest, że Brexit będzie przebiegał dwoma torami – jawnym i tajnym, od czasu do czasu słyszeć będziemy tylko jakieś dziwne dźwięki dochodzące z zaplecza. Może się także okazać, że City nigdy nie wyjdzie z UE i będzie po prostu finansowym łącznikiem pomiędzy wyautowaną Koroną, a interiorem finansowym Unii do niedawna zwanym kontynentem. Co z nami wobec tego? To zależy co postanowią ci ludzie których teraz City straszy i jakimi metodami zaczną obniżać koszty. Mam nadzieję, że nie będą potrafili ich obniżyć i strach przed Arabami zwycięży w ich sercach strach przed City. Wtedy jest szansa, że nic nam się nie stanie, a tamci przyślą tu parę drobnych, żebyśmy popatrzyli jak wzrasta potęga gospodarcza naszego kraju i żeby każdy miał już nie 500+ ale wręcz 1000+ na dziecko. Jeśli UE przestraszy się bardziej City, może się okazać, że najpierw rozprawi się z Arabami, a potem za pośrednictwem pana Putina z nami, bo za bardzo fikamy i domagamy się zbyt wiele, zamiast iść do roboty na szwalnię i czekać na deputat szarego mydła, jak to bywało dawnymi laty.

Jakby tego było mało wicekról Ameryki Donald Trump zapowiedział, że nie przyjedzie do Davos, a więc cały ten lewacki burdel zaczyna mieć się z pyszna i szuka tak zwanych nowych dróg rozwoju. Skoro nie będzie Trumpa, na miejscu ma się pojawić prezydent Chin. Ciekawe co na to powiedzą zwolennicy jedwabnego szlaku i „zbliżenia” z Chinami. Wybuchną entuzjazmem czy nie? Chiny miałby dać nowe gwarancje temu, co przed chwilą nazwałem lewackim burdelem i wyasygnować świeżą kasę na zasiłki dla Arabów, żeby ci podpuszczeni przez City nie poucinali głów unijnym urzędnikom i nie latali z tymi czerepami po ulicach miast. Ciekawe czy coś od tych Chińczyków wydębią, czy przyjedzie ten prezydent i wyjedzie wzruszywszy ramionami, bo okaże się, jak już nie raz bywało, że izolacja jest dla Chin lepszym wyjściem niż angażowanie się w niepewne interesy z obyczajowymi i finansowymi aferzystami…” (coryllus – Czy City wyjdzie z Unii?)

Opisana przez coryllusa wizja wpisuje się dość „dobrze” w ambicje londyńskiego City, które streszczają się w następującej kwestii: „…Brexit wzmocni pozycję City jako jedynej stolicy finansów konkurencyjnej wobec Nowego Jorku” (całość: Część przedstawicieli City za Brexitem)

podobne: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin polecam również:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Adam Wycichowski niewolnik – pierwsza gwiazdka

„Przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, ten sam, który w trybie ekspresowym wyznaczył na 21 grudnia ubiegłego roku posiedzenie Komisji Europejskiej poświęcone ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej – tym razem, podczas kolejnej Konferencji Monachijskiej, wygłosił opinię, że wypracowanie nowego modelu stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią zajmie „więcej niż 24 miesiące”. Skąd przewodniczący Juncker może wiedzieć takie rzeczy, skoro negocjacje UE z Wielką Brytanią jeszcze się nie zaczęły – tajemnica to wielka. Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się…

…mamy dwie możliwości: albo obydwie instytucje wynegocjowane porozumienie zatwierdzą, albo nie. Powiedzmy jednak, że zatwierdziły. Wtedy zainteresowane państwo opuszcza szczęśliwą rodzinę unijną na warunkach wynegocjowanych i zatwierdzonych. No dobrze – ale co dzieje się w przypadku, gdy albo negocjacje nie doprowadzą do porozumienia, albo nawet doprowadzą, ale nie zostanie ono zatwierdzone? Wtedy zainteresowane państwo też może opuścić Unię Europejską, ale dopiero po 2 latach. 2 latach – czyli 24 miesiącach, o których z obfitości serca wspomniały usta Jana Klaudiusza Junckera! Po cóż Unii Europejskiej te 24 miesiące? Wyjaśnić to można odwołując się do innej instytucji traktatu lizbońskiego, mianowicie tzw. „klauzuli solidarności”. Stanowi ona, że w razie pojawienia się zagrożenia demokracji w jakimś kraju członkowskim, Unia Europejska, na prośbę państwa zagrożonego, może udzielić mu „bratniej pomocy” w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji. A skąd wiadomo, że zagrożenia dla demokracji się pojawiły? No cóż; czyż potrzeba lepszego dowodu na zaistnienie tych zagrożeń, jak ów wniosek o wystąpienie z Unii? Nie potrzeba – a 24 miesiące chyba wystarczą, by te zagrożenia usunąć. A skąd będziemy mieli pewność, że zostały one usunięte? Stąd, że rząd ustanowiony w następstwie „bratniej pomocy” natychmiast wniosek o wystąpienie z Unii wycofa. Ciekawe, czy Jan Klaudiusz Juncker, wspominając o czasie nawet dłuższym niż 24 miesiące, miał na myśli właśnie tę mitręgę, czy też ta freudowska pomyłka przytrafiła mu się bez żadnej konkretnej intencji?” (Stanisław Michalkiewicz – Domyślajmy się!)

„…z ulgą i nadzieją witamy plany Angeli Merkel Europy dwóch prędkości. Mogą być śmiało nawet trzy, albo i więcej. Naturalnie pod warunkiem że J. Kaczyński nie zwariuje w międzyczasie i nie będzie starał się kraju zakwalifikować na pasmo najszybszego ruchu…

…Umiarkowana prędkość w dobrym kierunku jest lepsza niż ekspresowe pogłębianie euro integracji w złym, na co nalega Frau Merkel.

Jej celem, jak się zdaje, jest ekspresowe sprowadzenie reszty Afryki i Bliskiego Wschodu do serca Europy, zanim śpiące społeczeństwo niemieckie ocknie się aby bronić swojej tożsamości. Na czas tej turbo integracji Niemiec z islamem ich sąsiedzi zrobią dobrze jeśli zwolnią i odgrodzą się nawet od powstającego kalifatu płotem, jak Orban. Zbyt szybka integracja nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Wręcz przeciwnie, rozsadzić może kohezję społeczną i doprowadzić do przyspieszonego rozkładu Niemiec z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Ten rodzaj odwróconego Drang nach Osten, jak kto woli, leży w interesie ich sąsiadów. Nie bardzo więc wiemy czemu J. Kaczyński się tym martwi choć jednocześnie słusznie wskazuje palcem na Merkel jako na sprawczynię katastrofy i na role w tym jej piona w Brukseli Tuska, bezkrytycznie wentylującego niemieckie groźby pod adresem innych o astronomicznych karach za każdego nie przyjętego „uchodźcę”.

Interesujący jest timing tego pędu Angeli ku większej integracji. Wygląda to na reakcję euro establishmentu na Brexit, decyzję mających dość integracji Brytyjczyków i ich pragnienie aby się właśnie od kontynentu odintegrować. Czemu służyć ma przeciwstawienie się temu narzuconą przez Niemcy przyspieszoną integracją? Temu oczywiście aby stworzyć fakty dokonane przez co gotowość innych do próbowania kolejnego exitu z euro raju odpowiednio osłabnie. Wątpimy jednak czy strategia ta odniesie sukces.” (cynik9Europa dwóch prędkości)

„…Zaczęliście od powiedzenia nam, że musimy zapłacić rachunek, całe 52 miliardy funtów – kwota wyraźnie wzięta z powietrza, faktycznie forma żądania okupu. Moglibyście zauważyć, że włożyliśmy netto ponad 200 miliardów funtów w ten projekt, jesteśmy w istocie udziałowcami tego budynku i całej reszty majątku, i naprawdę to wy powinniście złożyć nam ofertę nie do odrzucenia, byśmy wyszli. A jak zawsze uroczy pan Verhofstadt, główny negocjator Parlamentu, w swojej rezolucji, nad którą mamy głosować później, mówi nam, że nie wolno nam omawiać potencjalnych umów handlowych z nikim innym na świecie, dopóki nie opuścimy Unii Europejskiej. Nie ma to żadnych zupełnie podstaw w prawie traktatowym i jest to tak, jakby powiedzieć, że nie możesz zaaranżować sobie mieszkania, na czas gdy wyjdziesz z więzienia…

…I oczywiście pan Tusk, którego nie ma dziś z nami – podejrzewam, że nadal płacze, wyglądał na dosyć załzawionego, nieprawdaż, po tym jak ambasador brytyjski doręczył list w zeszłym tygodniu – mówi nam w swoim memorandum, że wszelkie przyszłe umowy handlowe muszą zapewnić, że UK nie może mieć przewagi konkurencyjnej. To wszystko jest niemożliwe, a dokładacie do tego hipokryzję, że z jednej strony mówicie, że UE będzie negocjować jako jedność, a klauzula 22 dokumentu Tuska mówi, że w istocie Gibraltar, że Hiszpanie mogą mieć całkowite weto wobec całej umowy, jeśli nie będą usatysfakcjonowani suwerennością Gibraltaru. My wierzymy w narodowe samostanowienie – waszym celem i ambicją jest zniszczenie demokracji państwa narodowego. Gibraltar jest zdecydowanie rzeczą nie do przyjęcia na obecnych warunkach.

Okazaliście tymi żądaniami, że jesteście mściwi, paskudni. Mogę jedynie powiedzieć: dzięki Bogu, że wychodzimy. Zachowujecie się jak mafia. Myślicie, że jesteśmy zakładnikiem. Nie jesteśmy, wolno nam odejść…

…daje się nam żądanie okupu. Ale co musi być bardzo trudne dla was wszystkich do pojęcia, to że istnieje większy świat, tam na zewnątrz, niż Unia Europejska. 85 procent światowej gospodarki jest poza Unią Europejską. I jeśli chcecie nie mieć żadnej umowy, jeśli chcecie zmusić nas do odejścia od stołu, to nie my na tym ucierpimy. Wiecie, my nie musimy kupować niemieckich samochodów, nie musimy pić francuskiego wina, nie musimy jeść belgijskiej czekolady. Jest wielu innych ludzi, którzy nam to dostarczą. Powrót do taryf narazi miejsca pracy setek tysięcy ludzi żyjących w Unii Europejskiej, a jednak co mówicie, to że chcecie przedłożyć interesy Unii Europejskiej ponad interesy waszych obywateli i waszych firm. I jeśli będziecie dalej iść tą drogą, to nie tylko Zjednoczone Królestwo uruchomi artykuł 50, będzie jeszcze wiele kolejnych.” (karasekUS, Nigel Farage: UE jak mafia… niech będzie gangsterzy)

podobne: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego

W przeciwieństwie do państw takich jak Polska (a w zasadzie ich elit politycznych) wiecznie do czegoś aspirujących, zatroskanych o swój wizerunek „zagranico”, państwa poważne (a do takich należy Wielka Brytania) mają to do siebie że potrafią uzasadnić swoje racje, nawet jeśli argumenty na owe racje wydają się nieco „przestarzałe”. Demonstrując tym samym wyższość i przywiązanie do własnego porządku i dorobku prawno cywilizacyjnego… (Odys)

„…w portalu Obserwator finansowy ukazał się tekst Jacka Ramotowskiego zatytułowany Wielkie banki przygotowują się do brexitu. I w tym tekście znajduje się taki oto fragment:

Na wniosek Giny Miller brytyjski Sąd Najwyższy orzekł w listopadzie, że rząd nie może złożyć notyfikacji zamiaru opuszczenia Unii bez zgody parlamentu. Rząd odpowiednią ustawę przedstawił, ale nie zawiera ona szczegółów. Domaga się upoważnienia go do uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego i podjęcia negocjacji zgodnie z tzw. klauzulą Henryka VIII z 1539 roku. Klauzula ta pozwala na zmianę, a nawet uchylenie ustawy bez zgody parlamentu.

Można uchylić ustawę bez zgody parlamentu, bo są odpowiednie narzędzia prawne w tradycji legislacyjnej na Wyspie. Tylko kto o tym decyduje? Wczoraj myśleliśmy, że król. A jeśli tak, to sądziłem, że będą z tym brexitem czekać, aż pani Ela odłoży łyżkę i na tronie zasiędzie Harry czy może te drugi, bardziej piegowaty. Dziś z rana okazało się, że w takich sprawach decyduje tajna rada, a skład tajnej rady możecie sobie znaleźć w sieci, bo nie jest on znowu aż tak tajny. No, ale jak napisałem na początku nie będzie trzeba sięgać po klauzule z roku 1539, bo już jest po sprawie, brexit rozpocznie się przed końcem marca.

Widzimy na tym przykładzie jak poważna jest tradycja polityczna Wielkiej Brytanii i jak serio traktuje się tam decyzje. Oczywiście, ktoś powie, że od dawna wiadomo było, że wyjdą potrzebowali tylko uzasadnienia. No, ale potrafią to uzasadnienie znaleźć i za jego pomocą przymusić Izbę Lordów to uległości. To jest właśnie poważna polityka.

Popatrzmy teraz jak poważna polityka wygląda u nas. Poważną polityką są w Polsce kwestie dotyczące 500+ i strajku nauczycieli o 10 procentową podwyżkę, poważną polityką jest nieudany skok na stanowisko szefa PE, a także powracające stale gawędy o tym czy uzbroić Polaków czy też może pozostawić ich bez broni, a za to zorganizować obronę terytorialną. Za poważną wewnętrzną politykę w Polsce uchodzi medialna propaganda najgorszego gatunku, taka jaką zaprezentował w najnowszej, jeszcze nie wydrukowanej Gazecie Polskiej Tomasz Sakiewicz. Na okładce widzimy tramwaj z czasów okupacji, z którego wychyla się Angela Merkel, a na pierwszym planie stoi Donald Tusk w mundurze esesmana. Proszę bardzo https://twitter.com/GPtygodnik/status/841348170584076289

W środku jak widzicie mamy tradycyjną, znaną nam z tygodników wydawanych za Gierka, mapkę przedstawiającą potencjał wojenny krajów Europy, z tym, że odwrotnie niż wtedy zagrożeniem nie jest zachód a Rosja. Mamy więc tu połączenie dwóch poetyk. Nachalnej propagandy i pseudonaukowej strategii. Każdy oczywiście, kto to skrytykuje zostanie z miejsca nazwany ruskim agentem. Bo ten manewr także jest wpisany w mechanizm działań poważnej polityki wewnętrznej w Polsce. Jeśli do tego dodamy to, co powiedziała pani Fotyga niedawno, w związku ze sprawą uzbrojenia Polaków, to mamy komplet. Powiedziała – przypomnę tylko – że w Polsce, odwrotnie niż w USA nie ma tradycji noszenia broni. Gadałem o tym wczoraj z Jackiem i on powiedział w pewnym momencie, że w Polsce jest za to tradycja noszenia ołowianych kul w potylicy. Ja zaś pomyślałem, że to dobry bon mot, bo on opisuje czynną nad Wisłą i wiecznie żywą tradycję potyliczną. Mamy nawet taki prawicowy portal – Wpotylicę. Prowadzą go bracia Karnowscy…” (coryllus – O tradycji politycznej i tradycji potylicznej)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.

„…ma się w Rzymie odbyć uroczysty „szczyt” Unii Europejskiej, na którym delegacja polska ma znowu pokazać europejsom” nie tylko, jakie z nich palanty, ale stanąć na nieubłaganym gruncie europejskiej jedności, a także – jedności euroatlantyckiej. W związku ze szczytem pani premier Szydło żałośliwym tonem wygłosiła specjalne orędzie do narodu, informując, co i jak. Ten żałośliwy ton wynika, jak przypuszczam, z trudności położenia w jakim znalazła się nie tylko ona, ale całe PiS wobec swoich wyznawców. Z jednej strony pan prezes Kaczyński chciałbym im zaimponować przedstawieniem, jak to pod jego przywództwem Polska „wstaje z kolan” i tak dalej, ale z drugiej strony targa nim jaskółczy niepokój, że jak tylko spróbuje wstać, to nie dostanie forsy, od której nasi Umiłowani Przywódcy uzależnili nie tylko Polskę, ale i samych siebie. Przed taką możliwością ostrzegł panią premier Szydło francuski prezydent Hollande, zauważając, że „wy macie zasady, a my – subwencje”. Wprawdzie pani premier skwitowała to lekceważącą uwagą, że prezydent Hollande ma zaledwie 4 procent poparcia, ale procenty to jedna rzecz, a forsa, to rzecz druga. Ale cóż; wobec wyznawców trzeba trzymać fason („on tu jeden trzyma fason ponad Żydów podłą zgrają i on jeden nie jest mason, chociaż – czego nie gadają?” – powiada poeta), więc pani premier zapowiedziała, że jeśli polskie żądania nie zostaną w Rzymie spełnione, to Polska nie podpisze końcowej deklaracji. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to scenę spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty z cesarzem Napoleonem III. Charlotta chciała namówić Napoleona na interwencję w Meksyku, gdzie powstańcy oprymowali jej męża, cesarza Maksymiliana. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, więc Charlotta użyła ostatecznego w jej mniemaniu argumentu, oświadczając, że jeśli nie będzie interwencji, to oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się wtedy Napoleonowi, na co Charlotta najpierw dostała spazmów, potem zaczęła wyrzucać francuskiemu cesarzowi jego niskie pochodzenia, aż wreszcie zwariowała. Takie rzeczy pokazują, że w polityce światowej sprawy tragiczne sąsiadują z komicznymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Czyżby znowu moralne zwycięstwo?)

podobne: Dwie prawdy zamiast polityki oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego)


Jacek Malczewski - W tumanie

Jacek Malczewski – W tumanie

„…Jeszcze przed zawieszeniem broni p. A. Tyszkiewicz w przewidywaniu, że Niemcy będą musieli kraj opuścić, a Rosjanie go nie zajmą, opracował projekt współżycia czterech głównych nasz kraj zamieszkujących elementów: polskiego, białoruskiego, litewskiego i żydowskiego. Zakomunikowawszy swój elaborat kilku przedstawicielom każdej z trzech chrześcijańskich grup, udał się także do pewnego rabina, uchodzącego za bardzo wpływowego pośród wileńskiego żydostwa, którego nazwiska w tej chwili sobie nie przypominam1. Mędrzec Izraela, któremu odczytał cały swój memoriał, gdy skończył czytanie, powiedział mu z tą zewnętrzną proroczą powagą, którą kiedyś tak wyśmienicie sobie przyswajał sławny aktor Żółkowski w sztuce „Żydzi”, mniej więcej dosłownie: „Wszystko, co pan graf mi przeczytał, może być bardzo interesujące z punktu widzenia teoretycznego; ale z praktycznego ja sądzę, że to żadnego skutku mieć nie może. Kiedy pan graf pofatygował się wniknąć w rozmaite fazy tej wielkiej wojny, w jej przebieg i w jej rezultaty, to mógł się już przekonać, że walczyły między sobą i wzajemnie się wyniszczały rozmaite narody i państwa chrześcijańskie, ale prawdziwymi triumfatorami będziemy bez wątpienia my. I my także pomyśleliśmy o przedmiocie, który pana grafa interesuje, i mamy nasz własny plan. Ale on się od pańskiego bardzo różni.”…

…Kilka dni po zawieszeniu broni 11 listopada 1918 roku odwiedził Orłowskiego baron Maurycy de Rothschild, ambitny członek parlamentu światowo mu znany, i nie bez pewnej uroczystości mu oświadczył, że udaje się do niego jako do wybitnego członka Kolonii polskiej z ostrzeżeniem, które może mieć dla jego, Orłowskiego, ojczyzny duże znaczenie. Osobiście p. Rothschild, pamiętając, że aż do końca XVIII wieku Polska była najbardziej w Europie tolerancyjnym dla Żydów państwem, życzyłby sobie, żeby kwestia żydowska zupełnie nie była na Kongresie poruszana, lecz pozostawiona układom w samej Warszawie między obywatelami obu wyznań, mojżeszowego i chrześcijańskiego, które potrafią dojść do zgody. Ale ten pogląd nie jest wśród Izraela ogólnie przyjęty. Między chrześcijanami panuje przekonanie, że całe żydostwo na całym świecie jest absolutnie solidarne i w kwestiach politycznych maszeruje jak jeden człowiek. To jest wielki błąd: bo istnieje cały szereg zagadnień, co do których panuje między samymi Żydami wielka rozbieżność; np. w kwestiach socjalnych i ekonomicznych, on, Rothschild Żyd, i p. Lejba Trocki także Żyd, idą w zupełnie przeciwnych kierunkach.

Lecz jest jeden punkt, na którym rzeczywiście cały naród Izraela jest do ostatniego człowieka absolutnie solidarny, mianowicie kiedy idzie o honor Izraela. Np. w historycznej sprawie Dreyfusa bardzo mało Żydów dbało o to, czy jakiś p. Alfred Dreyfus będzie, czy nie będzie gnił dożywotnie na „Wyspie Diabła”. – Ale żaden Żyd na całym świecie nie mógł dopuścić, aby było sądownie przyznane i stwierdzone, że oficer Żyd może być zdrajcą swego munduru. Dlatego wówczas Izrael wystąpił rzeczywiście jak jeden człowiek i zwyciężył.

Otóż teraz występuje casus zupełnie analogiczny. Jeśli na Kongresie oficjalnym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej będzie (nie wymieniając nazwiska) ten „były od miasta Warszawy członek Dumy Państwowej Rosyjskiej”, który zyskał wszechświatowy rozgłos jako zajadły antysemita, to cały Izrael i p. Rothschild sam będą uważali taką nominację za policzek wymierzony w twarz całego ich narodu i stosownie do tego postąpią. Hrabia Orłowski powinien wiedzieć, że wpływy żydowskie na postanowienia Kongresu pokojowego są bardzo wielkie. Niechaj wie z góry i uprzedzi, kogo należy, że kiedy Polska będzie oficjalnie reprezentowana przez tego pana, to Izrael zastąpi jej drogę ku wszystkim jej celom, a one są nam znane. „Wy nas znajdziecie na drodze do Gdańska, na drodze do Śląska pruskiego i do Cieszyńskiego, na drodze do Lwowa, na drodze do Wilna i na drodze wszelkich waszych projektów finansowych. Niech pan hrabia to wie i stosownie do tego postąpi.”…

…Gdy Orłowski skończył swoją opowieść, zapytałem go: „A cóż, czy powtórzyłeś tę całą rozmowę z Rothschildem p. Romanowi Dmowskiemu?” – „Nie, bo to było bardzo drażliwe, ale uprzedziłem jego bliskiego przyjaciela Jana Żółtowskiego.” – O ile znam zacnego, ale do przesady delikatnego p. Jana Żółtowskiego, to musiał on tego polecenia nie spełnić. Zresztą pytanie, czy nawet uprzedzony i gotów do osobistego poświęcenia p. Dmowski mógłby z licznych innych względów usunąć się bez znacznej szkody dla sprawy. Tylko prawdopodobnie miałby się na ostrożności i uniknąłby pewnych antysemickich manifestacyj, które Żydów i ich Kongresowych szabesgojów jeszcze bardziej rozjątrzyły. – „W każdym razie uprzedzam ciebie, Ksawery, że ponieważ żadnego zastrzeżenia o poufnym charakterze swojej opowieści nie zrobiłeś, to ja jej przyznaję takie znaczenie historyczne, że zachowuję sobie prawo ją przy okoliczności rozgłosić.” – „A rozgłaszaj sobie, kiedy chcesz!”. Otóż i rozgłaszam.” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski i traktat wersalski)

podobne: Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.

Po wielkiej wojnie wszystkich
Gdy świat sam siebie złupił
Na krwawym targowisku
Czekamy kto nas kupi
Najlepszych z nas wybili
A reszcie mało trzeba
Zbyt dużośmy przeżyli
By móc się dobrze sprzedać…

„…W roku 1919 Lewis Namier, dawny Ludwik Bernstein-Namierowski reprezentował Wielką Brytanię na kongresie pokojowym w Paryżu, gdzie ustalano granice państw w nowej Europie. Był tam również Roman Dmowski, którego Namier pamiętał jeszcze ze Lwowa i nienawidził serdecznie za postawę, jaką lwowska endecja wobec niego przyjęła. Bohater nasz zwalczał ze wszystkich sił pomysły, by granica Polski przesunięta była maksymalnie na wschód, Andrzej Zięba wiąże to nie tylko z niechęcią wobec polskości jako takiej, ale także z niechęcią do spolonizowanej rodziny, której majątki pozostać musiałyby za kordonem, gdyby jego pomysły wcielono w życie. Dmowskiego w Paryżu zwalczał Namier szczególnie zajadle i podstępnie. Ponoć posunął się nawet do tego, że zafałszował przebieg linii Curzona, przesuwając ją głęboko na zachód w ten sposób, by Lwów został po stronie bolszewickiej Rosji. Nie wahał się przy tym argumentować na rzecz niepodległości Ukrainy, co było wyjątkowym fałszem z jego strony, albowiem wielokrotnie dawał dowody na to, że nie wierzy w istnienie żadnego narodu ukraińskiego. Twierdził otwarcie, że cały wschód Rzeczypospolitej powinien po prostu należeć do Rosji Sowieckiej, co było oczywiście w całości zgodne z planami politycznymi Wielkiej Brytanii.

Całe szczęście wojna z Rosją nie potoczyła się po myśli Ludwika Namiera i polityków Brytyjskich. Ze skorygowanej ponoć przez niego linii Curzona skorzystali za to po II wojnie światowej politycy wielkiej trójki, którzy wyznaczyli granicę Polski tak, jak to widzimy na mapach dzisiaj. Dzięki czemu Lwów jest miastem ukraińskim.

Aspiracje Namiera zostały przez Brytyjczyków wykorzystane, a on sam po spełnieniu swojej roli przesunięty został w cień. W czasie drugiej wojny światowej, choć szukał towarzystwa Polaków przebywających na emigracji, nie miał już żadnego wpływu na politykę brytyjską wobec Polski. Nie musiał mieć, bo to co w Polsce było najbardziej wartościowe i pełne, czyli wielka własność ziemska której nienawidził, nie istniało. Zostało zlikwidowane przez obydwu okupantów. Właściciele dóbr na Podolu zostali zamordowani lub uciekli za granicę, to samo dotyczyło szlachty litewskiej, o której tak pięknie pisał Michał Kryspin Pawlikowski. Pozostał tylko lud, który Namier kokietował swoją fałszywą miłością, lud który niczego nie rozumiał i niczego nie chciał poza ochłapami z porozbijanych pańskich stołów. Politycy Wielkiej Brytanii, USA i Rosji poradzili sobie po II wojnie światowej bez Namiera. Mógł on więc spokojnie zająć się pisaniem swoich oszukanych pamiętników. Potrzebny był tylko wtedy, kiedy w Polsce istniała jeszcze jakaś siła i jakaś własność, która mogła zatrzymać plany wielkich tego świata. Kiedy jej zabrakło, sfrustrowany młodzieniec którym Namier pozostał do końca życia, przestał być potrzebny…

…Nie sposób pozostawić bez słowa jeszcze jednego aspektu działalności Lewisa Namiera. Otóż odrzucony przez polskich nacjonalistów stał się syjonistą, nacjonalistą żydowskim. (…) Nie wiem czy go zaakceptowali, przypuszczam że nie, bo w każdym takim przypadku – czy to polskim, czy brytyjskim, czy syjonistycznym – działa ten sam mechanizm odrzucenia. W jego istnienie jednak Lewis Namier nie uwierzył do końca życia.” (fragment książki Gabriela Maciejewskiego „Baśń jak niedźwiedź”)

podobne: Piotr Szubarczyk: „Pakt Hitler – Stalin”. Powersalski porządek świata jako przyczyna II Wojny Światowej oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa

…Na wzgórzach jak w teatrze
Ruchome horyzonty
Możemy stąd wypatrzeć
Ruiny naszych świątyń
Na placu pośród ruin
Krzyżują się poglądy
Szczekają beczą plują
Psy owce i wielbłądy…

„…Dlaczego tego nie uczą w szkołach? Czy to nie dziwne? Na oczach zdumionego świata, jakiś urzędas, który ledwo pięć lat jest poddanym Jego Królewskiej Mości, fałszuje linię wyznaczoną przez byłego lorda gubernatora Indii i nic się nie dzieje! Rząd brytyjski nie protestuje, Dmowski nie woła – zaraz panowie, to skandal, jak można uprawiać taką hucpę! Dlaczego? Może dlatego, że Dmowski nie miał zbyt wielkiego sentymentu do Kresów? Nie to co Sienkiewicz i Piłsudski. Ja nie próbuję nawet zgadywać. No, ale jak w takim razie uwierzyć, że Namier dokonał tego fałszerstwa przeciwko Dmowskiemu, który był takim samym doktrynerem jak on, tyle, że z przeciwnie ustawionym wektorem.
Całe szczęście sprawa przynależności Lwowa rozstrzygnęła się w tamtych czasach nie w czasie dyplomatycznych pogawędek, ale w boju. Gorzej było ze sprawą Mińska, nie wiemy czy pan Namier także maczał w tym palce czy podstawili tam kogoś innego, bardziej przekonującego. Trudno jednak uwierzyć, by korekty granic na wschodzie odbywały się w tamtych czasach, bez udziału urzędników Korony.
Kwestia sfałszowania linii Curzona nie została w Polsce podniesiona chyba nigdy, a na zachodzie oszustwo to nazwano po prostu linią Curzona B. I tak już zostało. Nie pytajcie mnie dlaczego. Domyślać się możemy, że Namier, człowiek który wspierał ruch syjonistyczny, wydawał pieniądze swoich żon i te pochodzące z budżetu Korony, na żydowskie bojówki, jest dziś autorytetem nie do ruszenia. Nie można go tak po prostu potępić i nazwać kanciarzem politycznym. Był wybitnym naukowcem, przyjacielem Freuda, pionierem psychohistorii, obojętnie co by to nie oznaczało. Wychował kilku równie jak on wybitnych historyków, którzy stali się po wojnie podporą lewicy. Nienawidził Niemiec i pisał, że już przed wojną zauważył, że Niemcy są zagrożeniem dla całej europejskiej cywilizacji. Jaka szkoda, że nie zauważył zagrożenia sowietów, jaka szkoda, że nie pisał o głodzie na Ukrainie i o likwidacji Polaków na Białorusi po podpisaniu traktatu ryskiego. Co za wybiórcze podejście do historii….” (coryllus – Pan Bernstein-Namier ziomal Sienkiewicza)

podobne: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną oraz: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

…Ci bardziej doświadczeni
Co ich sprzedano nieraz
Na gołej siedzą ziemi
Nie chcą się z nikim spierać
A są wśród nich uczeni
Artyści rzemieślnicy
I chłopi są bez ziemi
I mówcy bez mównicy…

„…Pan Piłsudski mocno nastawał na to, że prosty lud na Kresach właściwie nie jest polskim, żadnego patriotyzmu polskiego odczuwać nie może i trzeba by było wyjaśnić, co Polska tej ludności przyniesie, aby ją do siebie przywiązać i zyskać jej dobrowolne uznanie. Ponieważ na tej myśli zatrzymywał się z niemałym naciskiem, zabrałem głos i powiedziałem mniej więcej: że jeśli pan Naczelnik Państwa pod tym, co Polska przyniesie tym obcoplemieńcom, szczególnie Białorusinom, rozumie, jakieś ideały, porywy uczuciowe, głośne hasła patriotyczne, polityczne, nawet socjalne, religijne itd., jest pewne że ona im właściwie nic nie przyniesie i przynosić im tego nie warto, bo ci ludzie, których (przynajmniej Białorusinów) dobrze znam, są na te wszystkie pobudki ideowe najkompletniej nieczuli. – Ale za to ci ludzie są wielce praktyczni. Doskonale rozumieją, co im jest potrzebne i korzystne. Nie są jeszcze kulturalni, ale potrzebę kultury już głęboko odczuwają i namiętnie do niej dążą. A tu właśnie Polska może im dać dobro dla nich nieocenione, którego ani od Rosji carskiej, ani od niemieckich okupantów, jeszcze bardziej od bolszewików nie doznali, tj. dobrą i praktyczną administrację. W ogóle we wszystkich krajach polityka, formy rządowe itp. interesują często do namiętności tylko sfery inteligentne lub półinteligentne. Lecz administracja interesuje do żywego najskromniejszego pachołka na wsi. On już czuje, że mu są potrzebne najrozmaitsze dogodności życiowe, których ani on sam, ani jego gmina dostarczyć mu nie mogą, lecz tylko państwo. On już potrzebuje i to coraz gwałtowniej dobrych dróg komunikacyjnych, szkół, szpitali, poczt, dobrych sądów, dobrej policji, instytucyj asekuracyjnych, kas oszczędnościowych itd. itd. To wszystko należy nie do dziedziny polityki, ani do form zewnętrznych rządu, ale do administracji. Niech Polska tym ludnościom obcoplemiennym, pozbawionym dotychczas tak polskiego jak i rosyjskiego patriotyzmu, ale potrzebującym i pragnącym we wszystkich kierunkach postępu, przyniesie to, co się nazywa dobrą administracją, to one się do niej prędko przywiążą i będą jej broniły tak, jak chłop i prostak niemiecki, którzy dali Wilhelmowi II wyssać prawie ostatnią kroplę ich krwi i potu nie dlatego, żeby im szło o wielkość domu Hohenzollernów lub o „Deutschland über alles”, ale dlatego, że niemiecka administracja im dostarczyła masy codziennie odczutych korzyści i wygód, bez których nie mogliby się już obejść. Inaczej mówiąc, czuli się akcjonariuszami ogromnego stowarzyszenia, które im dawało dużą dywidendę…” (coryllus – Piłsudski hipnotyzuje Hipolita Milewskiego)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

…Nie w cenie nasza wiedza
Ambicje i talenty
Kupcy orzechy jedzą
I mają wzrok niechętny
Handlarze chodzą z kijem
Prostują słabe grzbiety
A kupcy wino piją
I patrzą na kobiety…

„…wbrew szablonowym demagogicznym twierdzeniom wartość, produkcyjność i twórczość większych narodów nigdzie nie zależała i jeszcze nie zależy od gatunku jego plebsu. Zależy wyłącznie od jego warstwy czołowej, tak zwanej elity, stosunkowo nielicznej; bez jej kilkusetwiekowej pracy i wysiłków ten plebs jeszcze by się składał z prawdziwego stada dwunożnych stworzeń okrytych zwierzęcymi skórami, żyjących pod szałasami z gałęzi, broniących swego życia od drapieżników za pomocą kamieni lub kołów drewnianych. Otóż w końcu XVIII wieku, jeśli plebs kresowy różnił się swoją gwarą domową i po części obyczajami od rdzennie polskiego, to warstwa czołowa i tu, i tam była do takiego stopnia zlana i zrównana, jak się tego jeszcze wtenczas nie zauważało między południowymi i północnymi Francuzami lub Niemcami. – Nawet, i to jest także zjawisko ogólnoeuropejskie u wszystkich większych narodów, ta wschodnia elita polska miała uczucie patriotyczne raczej silniejsze niż zachodnia. Dawał się też u niej zauważyć fenomen, którego po dziś dzień nie można nie zauważyć u innych narodów europejskich, mianowicie: że jakościowo ta elita kresowa przedstawia nie mniejszą lecz raczej większą wartość specyficzną niż wśród ludności od granic kraju bardziej oddalonej

…od jesieni 1920 r., dzięki już opisanemu systematycznemu odpolszczaniu Kresów oraz zbrodniczemu traktatowi w Rydze, dokonywuje się to, co można by nazwać „rozwodem Jadwigi z Jagiełłą”. I to nieodwołalnie, bez możebności przyszłego pogodzenia, bo z jednej strony nikt już temu cieśli senatora Korostowcewa, który jesienią 1920 roku pytał się z przerażeniem, co to za człowiek ten Białorus i skąd on się wziął, nie wyjmie z głowy, że tym Białorusinem jest on sam, i że między nim a Polakiem jest antagonizm nie tylko klasowy (o czym zawsze wiedział) lecz i narodowościowy, a z drugiej strony, kiedy Rzeczpospolita Polska, co jest rzeczą najdalej jednego pokolenia, wyzuje z majątków całą szlachtę polską kresową, wszystkich tych „Niedobitowskich na bastionie wschodnim” Marii Rodziewiczówny, którzy jeszcze się pazurami trzymają tej swojej gleby, co dzień pod nimi się kurczącej jak skóra szagrynowa Balzaka, to z nimi na wieki wieków zgaśnie ten płomień polskości, który się tam wbrew wszystkim gwałtom rosyjskim utrzymywał i nawet rósł aż do czasów ostatnich. Na to, żeby wśród danej ludności wyrobiła się „śmietana” narodowa, potrzebne są liczne pokolenia: na to, żeby wyschła, jak to widzimy obecnie w Rosji, wystarcza jednego…

…Naród polski posiada niezaprzeczony dar szybkiego asymilowania sobie cudzych myśli i metod; bogatą wyobraźnię, dowcip oraz niezwykłą proporcję „spryciarzy”. To już wyklucza myśl o idiotyzmie. Ale potęga i twórczość narodów nie zależą od ich zalet umysłowych, lecz od ich zalet charakteru…

…W 1914 roku dawny legendowy patriotyzm polski, zwykle niedorzeczny lecz zawsze bezinteresowny, był po stu dwudziestu latach daremnych cierpień wyczerpany do dna. Choć wydawano go dalej jako pretekst, lecz podkładem jego była w najlepszym z lepszych razie chęć popisu, a u ogromnej większości bądź u socjalistów-terrorystów, bądź u narodowców różnych odcieni ten niby patriotyzm już nie był romantycznym, lecz utilitarnym, dążącym do opanowania czy gwałtem, czy drogą strategii politycznej „talerza z masłem” w różnych jego kształtach; to pociąga za sobą usuwanie od niego konkurencyjnych firm. Stąd „agentury”, które były, są i będą…” (Fragment tekstu – Hipolit Korwin Milewski. Rozwód Jadwigi i Jagiełły)

podobne: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego. oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?   i to: (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.

…Na dachach naszych domów
Posągi obcych bogów
Przed nimi my w pokłonach
Na naszym własnym progu
Przeżyliśmy! – To słowo
Z wszystkiego nas rozlicza
Dozorcy krzyk nad głową
Zapędza nas do życia.

Jacek Kaczmarski „Targ” (muzyka) 

poprzednio: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ.

„…Mamy więc samych chrześcijan i narodowców, wydawców i milionerów, którzy popierają ideę polskiej szkoły i marzą o tym, by Polska była wolna. Mamy też dwory i zakładane w nich szkoły, o których mało piszą autorzy z dworów się wywodzący, bo im się ten temat wydaje nudny i nie mają aż takiego poczucia misji, jak socjaliści i ludzie idący z postępem…

…Czy wobec tego uda nam się tu teraz zbudować opozycję pomiędzy bogatymi i oświeconymi członkami społeczeństwa polskiego, wywodzącymi się z gmin starozakonnych, ludźmi sponsorującymi oświatę, ochronki, pisarzy, domy dla robotników, ludźmi całym sercem kochającymi Polskę, a rozwydrzonym ziemiaństwem, które do lisa i zająca strzelało kulą i posyłało trumny do numeru jakichś biednych obsesjonatów, opętanych myślą o śmierci? Jasne, że się nie uda. Już tłumaczę dlaczego. Prócz jednych i drugich istniał tam jeszcze ktoś trzeci, ktoś kogo w początkowym okresie reprezentował wróg Dmowskiego – Piłsudski, ale i on znalazł się w końcu w grupie zarządzanej przez Józefa Bernsteina. Co nie znaczy, że jego macierzysta drużyna została rozwiązana. Przeciwnie, ona się umocniła i została dofinansowana przez innych sponsorów. Należeli do owej drużyny ludzie tacy jak Feliks Dzierżyński, w Polsce, a Rosji zaś Włodzimierz Lenin i Lew Trocki. Potem kiedy się wszystko wymieszało, po wojnie i rewolucji, pojawił się w tej grupie ktoś jeszcze, mało znaczący działacz nazwiskiem Ozjasz Szechter. I on, całkiem niespodziewanie stał się symbolem naszych czasów, a także symbolem opozycji w łonie patriotów polskich, bo co do tego, że Ozjasz był patriotą, nie można mieć żadnych wątpliwości. Wygląda ta opozycja następująco: z jednej strony papa Bernstein, jego czarnoziemy, gorzelnie, jego fabryki kontakty i jego plany jakże budujące, a z drugiej papa Szechter. On też ma plany i budżet, ale jest jedynie jego dysponentem i nie zawiaduje niczym osobiście, my zaś traktujemy go dziś tutaj jedynie jako symbol. Jest papa Szechter częścią wielkie piramidy finansowanej przez tych samych ludzi, którzy załatwili pracę w komisji pokojowej w Paryżu Lewisowi Namier’owi rodem z Woli Okrzejskiej. Być może on sam o tym nie wie, ale my wiemy, bo w książce wybitnego brytyjskiego historyka Normana Davisa zatytułowanej „Orzeł biały, czerwona gwiazda” znajdujemy zdanie: Piłsudskiemu brakowało ogłady intelektualnej bolszewików. Naprawdę, Norman tak napisał, jego miłość do Polski i Polaków jest bowiem znana szeroko w świecie.

Czas pokazał, że wybory papy Bernsteina były niestety chybione, nie rozumiał on bowiem wszystkiego. Nie sposób jednak odmówić mu szczerych intencji. Jego pomyłka co do nadchodzących czasów brała się pewnie stąd, że był zbyt bogaty i czuł się zbyt pewnie. Co innego papa Szechter, on był czujny i wiedział skąd wiatr wieje. Opozycja, którą tu zarysowałem przekłada się na dwie wizje Polski. Wizję demokratyczną i wizję jeszcze bardziej demokratyczną. My zaś możemy sobie wybrać, która nam bardziej odpowiada, oświecona, reformatorska, zasobna wizja papy Bernsteina, który nie wahał się wydziedziczyć swojego syna renegata, czy rewolucyjna i bardziej dynamiczna wizja papy Szechtera. Decydować musimy teraz, nie ma wyjścia, za progiem kolejne wybory.

Nie podoba Wam się, co? Chcielibyście trzeciego wyjścia? Chcielibyście z Zalutyńskim kulą do lisów strzelać? Prowokacje w teatrach urządzać? Toasty z Hallerem wznosić? Niedoczekanie, do nauki…do pracy na rzecz ojczyzny trzeba Was zagonić, wartości pozytywne powinniście krzewić, potęgę kraju budować….Tak właśnie…i jeszcze te, mieszkania na kredyt kupować, w osiedlach dla młodych małżeństw, co nie mają się gdzie podziać. Podobne całkiem do tych co je Wawelberg, ten wydawca Sienkiewicza, w dawnych czasach budował.

Aha, byłbym zapomniał, Polską Macierzą Szkolną kieruje dziś żona znanego działacza narodowego i matka równie znanego działacza narodowego i katolickiego pani Giertychowa.” (coryllus – Żydzi i polski patriotyzm)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Ostatnia chudoba - Aleksander Kotsis

Ostatnia chudoba – Aleksander Kotsis

 

 

 

Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?


Adam Wycichowski niewolnik - przy jednym stole

Adam Wycichowski niewolnik – przy jednym stole

„Perypetie w związku z umową między Unią Europejską i Kanadą „o wolnym handlu” pokazują, jak trudno jest budować, a cóż dopiero – utrzymać imperium przy zastosowaniu procedur demokratycznych. Demokratyczne imperium to rodzaj contradictio in adiecto, co niedobrze rokuje dla Unii na przyszłość. Jedynym wyjściem jest przywrócenie pruskiej dyscypliny przy demokratyczne fasadzie – jak było w Związku Sowieckim w czasach wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina. I chyba w tym kierunku Unia Europejska będzie ewoluować, na co przed wielu laty zwrócił uwagę Guy Sorman mówiąc, że kapitalizm jest w każdym kraju odmienny, podczas gdy socjalizm wszędzie jest taki sam. Najwidoczniej żadnego innego być nie może i tyle. Inna sprawa, czy umowa CETA jest rzeczywiście umową o wolnym handlu, czy o czymś zgoła innym – bo umowa licząca ponad 1000 stron nie może być umową o wolnym handlu. Umowa o wolnym handlu powinna składać się z dwóch zdań i aneksu. Zdanie pierwsze mogłoby brzmieć następująco: w stosunkach między UE i Kanadą przywraca się zasady wolnego handlu. Zdanie drugie – uchyla się wszelkie regulacje sprzeczne z tymi zasadami. Aneks zaś powinien zawierać wykaz regulacji uchylonych w tym trybie i pewnie ważyłby z 50 kilogramów. Bo zasady wolnego handlu są nastepujące: sprzedający może sprzedać co chce, komu chce, gdzie chce, ile chce i kiedy chce, zaś kupujący może kupić co chce, u kogo chce, ile chce i kiedy chce. Wszystko co więcej – od złego pochodzi. Skoro umowa CETA liczy ponad 1000 stron, podobno ustanawia jakieś „limity” i „procedury”, to już choćby do samego przestrzegania wszystkich jej postanowień, tych „limitów” i „procedur” musi być stworzony potężny aparat biurokratyczny, coś w rodzaju Ministerstwa Wolnego Rynku pod kierownictwem profesora Biedy-Nędzarkiewicza…” (Stanisław Michalkiewicz – Czekając na salwę)

…cała impreza zaczęła się jeszcze w minionym tysiącleciu a dokładnie 16 czerwca 1999 r. w restauracji luksusowego hotelu w Ottawie , gdzie ambasador Kanady przy UE pan Jean –Pierre Juneau wydał uroczystą kolację z udziałem 30 przedstawicieli firm i polityków Kanady i UE, w tym z udziałem m.in. pana Sergio Marchi Ministra ds. Handlu w rządzie Jeana Chretiena Kanada i sir Leona Brittana, również poddanego Jej Królewskiej Mości i od 1995 r. wiceprzewodniczącego Unii Europejskiej oraz komisarzem ds. stosunków zewnętrznych.
No i na tym obiedzie powołany został do życia The Canada Europe Roundtable for Business ( Kanadyjsko-Europejski Okrągły Stół dla Biznesu) w skrócie CERF. Wśród zachwyconych inicjatorów odnajdujemy takie firmy jak: ACCIONA, ALCATEL, BASF, MERCEDES BENZ, THYSSEN KRUPP, SIEMENS, RIO TINTO, GlaxoSmithKline, BOREALIS, ASTRA ZENECA i parę innych.

Zachwyceni biesiadnicy wybrali na stałych przewodniczących CERF kolejnych dwóch poddanych Jej Królewskiej Mości: pana  Roya MacLarena byłego ministra wielu rządów Kanady ale przede wszystkim w latach 1996-2000 Wysokiego Komisarza Kanady z ramienia Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii , Irlandii Północnej. Oraz wg Bloomberga – członek Komitetu Wykonawczego legendarnej Trilateral Commission (Komisja Trójstronna)  założonej przez dobrego pana Davida Rockefellera w 1973 r.  przedstawianej jako „…prywatna, pozarządowa organizacja założona  przez 325 osób prywatnych z Europy, Japonii i Północnej Ameryki w celu promowania bliższej współpracy między tymi rejonami. Obecnie rozszerza swoją działalność poza trzy pierwotnie zakreślone obszary…”.

Wśród wybitnych przedstawicieli Komisji Trójstronnej (wg stanu na 15 września 2015 r.) wymienia się m.in. Madelaine Albright – była Sekretarz Stanu USA, Michael Bloomberg, właściciel agencji Bloomberg, Henry Kissinger były Sekretarz Stanu USA, David Rockefeller – fundator, Paul A.Volcker były szef Federalnej Rezerwy no i mnóstwo innych fajnych ludzi…

A jak już „wszystko między niemieckim biznesem i poddanymi Królowej było dopięte” – rozpoczęła się operacja Brexit, dzięki czemu Wielka Brytania może uczestniczyć w zyskach ale już nie ryzykuje szkód wynikających z tej totalnie bezczelnej ” umowy” , która jest po prostu przywróceniem kolonializmu gospodarczego.

Liczy ona sobie aż 1600 stron. Ale najważniejsze postanowienia zawierają wielkość 3 -5 stron. Okazuje się, że w „sekcji  4”  na stronach  158-161 CETA , która wprowadza „Ochronę Inwestycji dla zagranicznych inwestorów i gwarancje „poprawnego traktowania oraz pełnej ochrony i bezpieczeństwa”. CETA pozwala zagranicznym korporacjom pozywać rządy państw przed trybunały arbitrażowe (gdzie siedzą tacy „Rzeplińscy z Oxfordów), jeśli mają roszczenia z tytułu poniesienia strat z powodów następujących:
– państwo narusza zobowiązanie „nie-dyskryminowania” zgodnie z CETA, sekcja 3, strona 156 f,

– lub z powodu naruszenia /złamania zagwarantowanej ochrony/protekcji inwestycji.

Ta gwarancja istnieje tylko w jedną stronę – PAŃSTWO  NIE MOŻE POZWAĆ FIRMY INWESTORA w tych „inwestor-państwo”- arbitrażach.  Na przykład gdy okaże się , że przez produkty firmy M-o wytrute zostały pszczoły i idziemy umierać z głodu.  Albo mamy raka. Ale firma  X. na przykład firma klinik aborcyjnych może zaskarżyć ustawodawstwo Rzeczpospolitej Polskiej za przepisy „ograniczające aborcję” – jako „działające na szkodę jej interesów”.  I chyba o takie myki chodzi. Czego nie można przeprowadzić główną bramą, to  Niemce, ich wierny Tusk i poddani Królowej – wcisną oknem od piwnicy.

Jak podaje docent wiki, takie zaskarżenia inwestorów dokonują się od lat na podstawie postanowień prawa międzynarodowego. Znane są 514 przypadki wg stanu na 2012 r. , głównie z USA, Holandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. 
Natomiast ta niesymetryczność – jest nowością  I opowieści naszych pluszaków, sorry, bojowych polityków i europosłów, jak to będzie można wybronić państwo przed Siemensem przy pomocy jednego „sędziego Rzeplińskiego” albo innego „sędziego Stępnia” – w takim „mieszanym arbitrażu” w składzie 15 osób– jest groteską.
Natomiast przestępstwem jest  stręczenie umowy jawnie niesymetrycznej na korzyść międzynarodowych korporacji, które zasady korupcji politycznej i prawnej mają opanowane do perfekcji i dzięki temu rosną w siłę…(pink panther)

polecam lekturę całości tu: Historia CETA czyli ludzie Królowej, niemiecki biznes i TRI-COMMISION

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO.

„…City i Korona wychodzą spod rządów durniów z Brukseli narzucających kwoty mleka, co jest owocem a co rybą i inne szczegółowe rozwiązania korzystne dla Francji i Niemiec by wrócić od strony Kanady. Wystarczy powiedzieć sobie głośno, że głową państwa w Kanadzie jest królowa brytyjska a Kanada jest członkiem brytyjskiej wspólnoty narodów (Commonwealth). Urywa się Korona spod dyktatu wspólnej polityki zachowując dostęp do gospodarki UE o jakim do tej pory nawet nie marzyła (np możliwość pozywania przez korporacje państw utrudniających im rabunek społeczeństw). To nazywamy na tym blogu państwem poważnym.” (cortes 30 października 2016 o 17:22)

„…W II wojnie światowej, stary brytyjski sojusznik – Rosja– miał doprowadzić do dewastacji Europy wschodniej, po to, by brytyjskie zboże z Kanady mogło zalać rynki światowe. Kooperujące zaś z rządem USA koncerny farmaceutyczne potrzebowały darmowych królików doświadczalnych, na których można by było przeprowadzić szereg eksperymentów potrzebnych do rozwoju nowoczesnej medycyny. I takie laboratoria ochoczo zbudowali oszukani przez Amerykanów Niemcy, wierny i wypróbowany przyjaciel najstarszych amerykańskich elit. Dlaczego USA wygrały wojnę z Wielką Brytanią, chociaż potencjał ZSRR był o wiele większy i tańszy do uzyskania niż to co mieli Niemcy? Ponieważ Brytyjczycy wdali się w przepychankę z Żydami o Palestynę. I to ich kosztowało chwilową utratę pozycji współlidera lidera, na którą wysunął się ZSRR. Nie trwało to zbyt długo i teraz wracamy do początków. Zaczyna się nowa kłótnia w rodzinie, którą my będziemy postrzegać całkiem inaczej, będziemy ją opisywać w sposób zgubny dla nas i dla naszych dzieci, bo nikt, żaden mędrzec nie podsunie nam tej prostej formuły, która wyjaśnia wszystko – państwa służą do przerzucania kosztów wojny wywołanej przez konsorcja na narody…” (coryllus – Skąd się biorą wojny?)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Idąc tym tropem można powiedzieć że mamy do czynienia – jak to celnie określił jeden z czytelników bloga z którego pochodzi powyższy fragment – z „wojną koncernów rolniczych i wydobywczych przeciw medycznym i przemysłowym(mechanicznym)” o ziemię i zasoby naturalne, czyli z agresywną eksploatacją (połączoną z ludobójstwem) terenów spornych dla „inwestorów” z państw poważnych. Najtrudniej pogodzić się z tym że ta kolonizacja odbywa się przy pełnej aprobacie rządów krajów kolonizowanych mieniących się „narodowymi”, będącymi w rzeczywistości bandą płatnych zbirów wynajętych do pilnowania „zasobów” i tworzenia legitymacji prawnej dla kolonizacji. O czym więcej tu: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. i tu: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

W zamian za pełnioną funkcję nadzorcy obcego interesu, czyli tzw. „rządy” legitymizowane na arenie międzynarodowej w ramach „święta demokracji” (dającym okupowanym narodom złudzenie suwerenności) partycypują w zyskach z tego procederu, i cieszą się bezkarnością kiedy kradną coś dla siebie na własną rękę. Co zdolniejsi/zasłużeni znajdują później zatrudnienie w międzynarodowych korporacjach, albo pełnią zaszczytne funkcje w międzynarodowych instytucjach politycznych i finansowych, jako rezerwa kadrowa gotowa do instalacji wszędzie tam gdzie wymagana jest „interwencja społeczności międzynarodowej” i zdolna do największej podłości by przysłużyć się swoim mocodawcom. Tę pospolitą rządzę władzy i bogactwa maskuje się i usprawiedliwia różnego rodzaju „postępowymi” ideami, wśród których prym wiodą utopijne lewicowe inżynierie społeczne – tym łacniej łykane przez społeczeństwa im bardziej są zubożane i terroryzowane przez „rządy” i ich zleceniodawców – korporacje… (Odys)

„…Cargill Inc, Archer Daniels Midland (ADM/Topfer), Continental, Luis Dreyfus, Bunge, Con Agra, Pills-bury (własność Grand Metropolitan).

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilewer i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością…

…Rolnicy, którzy kupują ziarno GM, są uzależniani od wielkich korporacji. Modyfikowane ziarna są bowiem opatentowane. Rolnik po zebraniu nasion z pola nie ma prawa ich wysiewać w kolejnym sezonie. Musi je kupować co roku. W przeciwnym razie grożą mu procesy sądowe i wielkie kary, włącznie z więzieniem. Musi także płacić koncernom opłaty technologiczne i licencyjne. Człowiek pozbawiony jest wolności wyboru, a z powodu wyniszczenia gleby musi kupować ziarno wraz z nawozem od Monsanto i jego pestycydami. Jest to obłąkany zaklęty krąg…

…Na Ukrainie Monsanto, Cargill i Dupont zainwestowały już setki milionów dolarów budując zakłady nasienne. Przez ostatnie 20 lat tworzyły silne podwaliny dla swojego biznesu w tym kraju. Widać to chociażby w składzie członków zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Nasiennego. To stowarzyszenie, w którym znajduje się również Dupont i Monsanto, ma na celu wdrażanie „nowych technologii” i „najlepszych odmian i hybryd na Ukrainie”.

Ukraińskie Towarzystwo Nasienne chce także „brać aktywny udział w pracach legislacyjnych Ukrainy związanych z rozwojem rynku nasiennego.” A to oznacza, że międzynarodowi giganci będą mieli nie tylko możliwość wdrażania swoich technologii na Ukrainie, ale także zmiany prawa. W 2012 r. zniesiono obowiązkowe znakowanie produktów zawierających GMO na Ukrainie. Zrobiono to w niecałe dwa lata, po tym jak obowiązek ten wszedł w życie…

Cargill w Polsce prowadzi działalność w następujących obszarach: żywienie zwierząt, produkcja syropów skrobiowych, glutenu oraz alkoholu etylowego, handel zbożami i śrutą sojową oraz słonecznikową, import olejów, tłuszczów roślinnych, soków i koncentratów, proszków kakaowych. 2011 r. Cargill zakończył proces przejęcia Provimi, globalnej firmy działającej w branży żywienia zwierząt. W 2008 r. Cargill zakończył budowę młyna w Bielanach Wrocławskich. W 2007 r. Cargill nabył LNB, spółkę zajmującą się produkcją premiksów, której własnością jest między innymi zakład w Kiszkowie. W 2015 r. Cargill oraz Dossche uzgodniły warunki przejęcia przez Cargill działalności w zakresie produkcji pasz, prowadzonej w Polsce przez firmę Dossche. W Polsce już 80 proc. centrali nasiennych należy do Cargill…

…Monsanto Polska to producent najskuteczniejszych środków ochrony roślin oraz hodowca nasion rzepaku ozimego i dostawca nasion rzepaku ozimego i kukurydzy wspierających rolnictwo gospodarstw wielkoobszarowych oraz rodzinnych. Działa także przez powiązane ze sobą firmy Polska Federacja Biotechnologii, Niezależna Agencja Prasowa, Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa, GBE Polska, Komisja ds. GMO, Telewizja Polska, Gazeta Wyborcza i Komitet Biotechnologii PAN. Spółka Agora wprowadziła w swoim systemie dodawania komentarzy do artykułów filtr powodujący, że komentarze zawierające słowo „monsanto” nie mogą być dodawane…

…Henryk Pająk w kolejnej swej książce „A Naród śpi” pisze: „W amerykańskich fermach Smithfielda hoduje się przemysłowo -„obozowo” – trzodę zdegenerowaną genetycznie, karmioną przyspieszaczami hormonalnymi. W grudniu 1999 r., choć już podjęli decyzje o zagładzie „Animexu”, w periodyku Animexu zapewniali, nie ukrywając swych manipulacji w genetyce: (…) pomożemy swoim partnerom obniżyć koszty produkcji, ułatwimy dostęp do nowej genetyki…” (Henryk Pająk, „A Naród śpi”, Wydawnictwo Retro, Wydanie II).

26 września 2013 roku Smithfield Foods została przejęta przez chiński Shuanghui International Holding. Animex, warszawskie przedsiębiorstwo, jest producentem mięs i wędlin, oraz właściciele, marek Krakus, Morliny i innych...” (Stanisław Bulza)

dużo więcej tu: Wielkie koncerny kolonizują świat podobne: Joanna Blythman: Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

warto przy okazji przypomnieć sobie inną sprawę, od której zaczęła urzędowanie „dobra zmiana” rencyma swojego prezydenta:

„…POLSKA jest jedynym krajem w Europie, który nigdy nie podpisał Europejskiej Konwencji Bioetycznej. Co to oznacza? W tej Konwencji jest niezwykle ważna rezolucja mówiąca, że ludzkie życie i zdrowie są wartościami najwyższymi, i w żadnym przypadku nie można ich poświęcać dla ogólnego dobrego samopoczucia. To W POLSCE swobodnie bada się na ludziach każdy nowy lek i szczepionki. Cóż, można powiedzieć, że POLSKA jest poligonem doświadczalnym dla każdej firmy farmaceutycznej…

…W 16 krajach europejskich nie ma przymusu szczepień. W 13 krajach europejskich jak i w  Rosji są odszkodowania dla ofiar za niepożądane skutki uboczne szczepionek, zaś W POLSCE szczepienia są nie tylko przymusowe, ale również nie ma żadnych odszkodowań dla ofiar niepożądanych skutków ubocznych szczepionek.

Pomimo tak wielu oświadczonych, wykazanych i potwierdzonych skutków ubocznych szczepionki HPV (Gardasil), POLSKI RZĄD PRZEGŁOSOWAŁ WPROWADZENIE TEJ FATALNEJ SZCZEPIONKI. Ważne jest by wspomnieć, że ogromna większość członków Parlamentu W POLSCE głosowała za ta kontrowersyjną szczepionką. Z pośród 432 parla-mentarzystów, aż 406 zagłosowało za śmiertelną szczepionką HPV, 25 było przeciwnych, zaś tylko 1 wstrzymał się od głosu. Na dodatek Senat przegłosował ją także! I w końcu nowy prezydent POLSKI, Andrzej Duda, podpisał nowe prawo, zgodnie z którym szczepionka HPV (Gardasil) MA BYĆ PRZYMUSOWA W POLSCE OD POCZĄTKU 2017…” (Prof. Maria Majewska Z zagranicy: Totalitarna polityka szczepień w Polsce)

„…Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym szczepienia przeciwko HPV są obowiązkowe, podkreślam jedynym. Jak pamiętamy nasz kolega Toyah rozpisywał się kiedyś tutaj bardzo szeroko o podłości producentów leków, szczególnie tych, którzy oszukują ludzi w sprawie skuteczności, bądź nieskuteczności preparatów antyrakowych. Ten temat szalenie się podobał ludziom, szczególnie tym nieco starszym. Mamy dziś inny temat, obowiązkowe szczepienia małych dziewczynek przeciwko chorobie, na którą one z pewnością nie zachorują, no chyba, że spotkają na swojej drodze kogoś z redakcji Krytyki Politycznej. Szczepionki te nie są „na zawsze” o ile pamiętam, a jedynie na kilka lat, potem działać przestają i zagrożenie infekcją brodawczaka jest takie samo jak było. Interesuje mnie więc kilka kwestii, po pierwsze co Toyah myśli o tym, że Polska jest jedynym krajem gdzie to gówno jest obowiązkowe. Ciekawi mnie to, bo on właśnie był tu swego czasu specjalistą od brudnych intencji firm produkujących leki. I my doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli na jakimś obszarze coś jest obowiązkowe, a do tego zagrożone wysoką karą to nie ma mowy, czy krył się za tym święty Mikołaj. Ciekawi mnie jak prezydent wszystkich Polaków mógł spokojnie podpisać ustawę, w której jak byk stoi, że ci co nie zaszczepią dziecka będą płacić karę od 5 do 50 tysięcy złotych. Sfera naszej wolności poszerzyła się tak, że już prawie nie możemy już oddychać. Nie dość, że nie można wyciąć krzaka na własnej ziemi, to jeszcze nie można zabezpieczyć życia i zdrowia dziecka przez złodziejami z korporacji. Nie sądzę, żeby prezydent mi odpowiedział, proszę więc Toyaha, który jest jego największym tutaj admiratorem, by mi te kwestie wyjaśnił. Mam również nadzieję, że sprawa szczepionek przeciwko HPV nie zostania zamieciona pod dywan, ale będzie szeroko dyskutowana, mam nadzieję, że córka pana prezydenta w geście solidarności z tymi wszystkimi dziesięcioletnimi dziewczynkami, które muszą się zaszczepić, bo inaczej ich rodzice zostaną ograbieni, również sobie tę szczepionkę wstrzyknie do organizmu. Wstrzyknie sobie, prawda? Mam nadzieję, że nic jej się po tym nie stanie, że będzie zdrowa, urodzi dzieci i dożyje późnego wieku. Życzę jej tego z całego serca. Mam również nadzieję, że – oby to się nigdy nie wydarzyło – kiedy coś się stanie jakiemuś dziecku z powodu tej szczepionki, ojciec tego dziecka będzie miał okazję porozmawiać z prezydentem Dudą, tak jak on mógł sobie pogadać z Tomaszem Lisem…” (coryllus – Prezydent wszystkich korporacji)

„…W latach 2003-2013, czyli w okresie, w którym wprowadzono na polski rynek wiele nowych szczepionek niemowlęcych (Hib, pneumokoki, meningokoki, rotawirusy, ospa wietrzna, grypa, szczepionki 5 i 6-cioskładnikowe), lawinowo wraz ze wzrostem „wyszczepialności” wzrastała liczba hospitalizowanych niemowląt, która w ciągu 10 lat wzrosła o 52% (ze 199 tys. do 320 tys. rocznie!). Organy odpowiedzialne nie podają przyczyn tej zapaści zdrowotnej,a zdarzenia te nie trafiają do rejestru NOP mimo, że w przypadku dzieci poniżej roku, szczepionych co kilka tygodni, w większości dzieją się w bezpośrednim związku czasowym ze szczepieniem.

To jest właśnie jak na dłoni widoczny „sukces” zdrowia publicznego i polityki szczepień, prowadzonej wobec dzieci w oparciu o przymus i z całkowitym pominięciem dobra każdego konkretnego dziecka indywidualnie. Jednocześnie środowisko medyczne udaje, że nic się nie dzieje, choć taka lawina nie mogła przejść niezauważona dla systemu opieki medycznej!..” (Justyna Socha – Szczepienia – List otwarty do najwyższej izby lekarskiej ministerstwa zdrowia i społeczeństwa)

podobne: Dzieci będą szczepione szczepionkami niedopuszczonymi do obrotu!

polecam również: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony oraz: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra „STOP NOP”. Kto ma rację?

„…Charakterystyczne jest, że zwolennicy wszelkich, w tym zbrodniczych utopii, nigdy nie widzą siebie w roli członka postulowanej przez siebie rzekomo idealnej społeczności. Hitler i jego pretorianie nie spełniali w najmniejszym stopniu kryteriów ustawy norymberskiej. Każdemu z wielkich i mniejszych zbrodniarzy, a także z większych czy mniejszych głupców wydaje się zawsze , że osobiście go nie dotkną skutki własnych decyzji, że dzięki wyjątkowej roli społecznej, koneksjom czy zgromadzonej fortunie zdoła się im wymknąć. Zwolennikom aborcji nie przychodzi do głowy, że sami też mogliby być „usunięci”. Zwolennicy eutanazji nie rozumieją, że ich też może dotknąć przymusowe zakończenie ich ziemskiej egzystencji. Wystarczy, że- jak w Holandii- komisja lekarska uzna, że pomimo dobrego stanu zdrowia komfort ich życia jest niezadawalający. Hitlerowi nie przychodziło zapewne do głowy, że gdyby poddano go ocenie zgodnej z jego własnym ustawodawstwem, przy jego aparycji jako element mniej wartościowy rasowo powinien zakończyć życie w obozie pracy.

Sowiecki agent, zastępca członka, a potem członek KC , wieloletni poseł na sejm PRL, Ignacy Loga –Sowiński , zwolennik zimnej wojny i wyścigu zbrojeń, a także energetyki jądrowej, w swojej willi przy ulicy Szarotki w Warszawie urządził schron przeciwatomowy, w którym on i jego rodzina dzięki zapasom żywności i wody mogliby przetrwać nawet rok. Wiem o tym bo przechwalał się swymi osiągnięciami przed sąsiadami , a nawet pozwalał im zwiedzać swój podziemny pałac. Optymizm Logi- Sowińskiego co do szans przeżycia ataku jądrowego może tłumaczyć fakt, że miał on tylko wykształcenie niepełne podstawowe, uzupełnione potem formalnie do wykształcenia średniego w bliżej nieokreślonej placówce oświatowej. Trudniej mi natomiast zrozumieć optymizm wykształconych zwolenników GMO w Polsce.

Zapewne tak jak cytowany naukowiec i większość bogatych ludzi w USA uważają, że zaopatrując się w sklepach z drogą żywnością ekologiczną osobiście unikną zagrożenia, natomiast tania żywność modyfikowana przeznaczona będzie dla ubogich. Nie rozumieją, że w żadnym kraju nie da się wydzielić stref upraw GMO, gdyż pyłki roślin modyfikowanych mogą przenosić się na setki kilometrów zanieczyszczając inne uprawy. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że liberalizacja handlu z Kanadą czy z USA spowoduje napływ taniej modyfikowanej żywności do Polski i w konsekwencji likwidację upraw żywności zdrowej. Polska jest jednym z nielicznych krajów posiadających tradycyjne rolnictwo. Jest to jej ogromny atut ekonomiczny. Mieszkańcy krajów, które dopuściły do zniszczenia swego rolnictwa przez rolnictwo przemysłowe chętnie kupują produkty polskie. Dla producentów tych krajów polskie rolnictwo jest jednak niewątpliwie niepożądaną konkurencją i chętnie widzieliby jego likwidację.

Nie śmiem sugerować, że za poglądami zwolenników GMO stoi potężne lobby producentów żywności modyfikowanej podobnie, że na poglądy lekarzy mają wpływ producenci szczepionek. Wolę przyjąć, że są po prostu i po ludzku głupi. Uważają zapewne, że uprzywilejowana pozycja społeczna zapewnia im nietykalność, że mają swój prywatny pakt z Niebiosami. Zbyt często jednak lęki zwykłych ludzi uważane przez oświeconych za prymitywny przesąd okazują się usprawiedliwione.” (Izabela Brodacka Falzmann )

całość tu: GMO Strachy na Lachy)

podobne: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji.

„…Nasze pokolenie ojczyzny nie stworzyło. Ono ją zastało w postaci stworzonej przez pokolenia poprzednie i z tego tytułu spoczywa na nas obowiązek przekazania tego dziedzictwa pokoleniom następnym, tym, które przyjdą po nas, w postaci ubogaconej, a przynajmniej – nie uszczuplonej. Dlatego taka ważna jest postawa konserwatywna, nastawiona na ochronę tego dziedzictwa oraz na jego ubogacanie przez rozmaite nowości – ale takie, które nie działają na nie niszcząco. Nie wszystko bowiem co jest nowe – jest zarazem dobre. Trafiają się tam rzeczy szkodliwe, zarówno takie, których szkodliwy charakter można rozpoznać natychmiast, jak i takie których opłakane skutki ujawniają się dopiero po latach. Dlatego otwierając się na nowości, powinniśmy działać z rozeznaniem, którego brakuje czcicielom nieubłaganego postępu. Mają oni ambicję poprawiania świata, to znaczy – reformowania tego, co już zastali…

…Cywilizacja łacińska, która również nas wykołysała, wspiera się na trzech filarach: greckim stosunku do prawdy, zasadach prawa rzymskiego i etyce chrześcijańskiej, jako podstawie systemu prawnego. Dzisiaj każdy z tych filarów jest atakowany przez zwolenników nieubłaganego postępu; grecki stosunek do prawdy – przez relatywizm, wypływający z poglądu, że obiektywnej prawdy nie ma. Taki pogląd nie wytrzymuje krytyki już na pierwszy rzut oka, bo przynajmniej to zdanie – że mianowicie prawdy nie ma – musi być prawdziwe. A skoro tak, to… – i tak dalej. Zasady prawa rzymskiego – na przykład: volenti non fit iniuria, co się wykłada, że chcącemu nie dzieje się krzywda – podważane są i niszczone przez socjalistów i komunistów. Pod pretekstem obrony pokrzywdzonych, wtrącają ich w coraz głębszą i sroższą niewolę, której tamci nawet nie zawsze są świadomi. Przykładem niech będzie rewolucja bolszewicka w Rosji, o której mówiono, że może i zdjęła ludziom z nóg kajdany – ale razem z butami. Wreszcie chrześcijański filar łacińskiej cywilizacji atakowany jest przez odwiecznych wrogów chrześcijaństwa, którzy posługują się rozmaitymi pretekstami – ostatnio w postaci uprzejmości – niby żeby nikogo nie urażać. W tym celu zasady etyki chrześcijańskiej są metodycznie i cierpliwie usuwane z podstaw systemu prawnego – czego jesteśmy świadkami również w naszym nieszczęśliwym kraju. A przecież nikt chyba nie ma złudzeń, że tak zwane „wściekłe kobiety” nie zbudują nam nowej cywilizacji, nawet jeśli będzie wspierał je naczelny redaktor żydowskiej gazety dla Polaków – bo takie zadanie przerasta i to znacznie, zarówno jego, jak i ich możliwości. Przed tymi wszystkimi zagrożeniami powinniśmy cywilizacji łacińskiej bronić – i tak oto od refleksji nad przemijaniem przeszliśmy do polityki – bo od polityki uciec niepodobna…” (Stanisław Michalkiewicz – Przemijanie i polityka)

podobne: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł).  oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

„…Mamy oto zdemaskowanego zdrajcę – Kiszczaka, ale to nie koniec. Dorota Kania powiedziała, że w kolejnym tomie Resortowych dzieci, znajdują się informacje, które pokażą nam czym naprawdę była III RP. Nie przypuszczałem, że jest jeszcze ktoś, kto nie wie czym była III RP, po siedmiu latach rządów PO. No, ale okay, niech będzie. Są ludzie, którzy uwielbiają się zaczytywać w tego rodzaju rzeczach i ja im nie będę bronił. Wiem jednak, że konsekwencji politycznych ani ta, ani inne demaskatorskie książki nie będą miały żadnych, albowiem są one w istocie ofertą współpracy, a nie demaskacją. Kania zaś, Targalski i inni autorzy tego dzieła, to tacy sami funkcjonariusze rewolucji jak Michnik i Pacewicz. To zaś co nam proponują pod nazwą „demaskacji”, jest jedynie próbą wygaszenia konfliktów w rodzinie i ma charakter presji. Powiem tak – jeśli tamci, są rzeczywiście potomkami zbrodniarzy, katów i przestępców politycznych, to taką presją mogą się co najwyżej podetrzeć. Tym wygodniej im to przyjdzie, że właśnie jakaś pani napisała biografię Luny Brystygierowej, w której to biografii udowadnia, że Luna nikogo osobiście nie zabiła i nikogo osobiście nie torturowała. Wszystko zaś co się jej przypisuje to są legendy. Ponoć ma na to dowody. Dowody, prawda, przeciw dowodom…dokumenty przeciw dokumentom….Ponadto profesorowie Ruchniewicz i Frieszke wraz z kolegami idą na wojnę z polityką historyczną obecnego rządu, czyli z tym do czego usiłują się podpiąć Kania z Targalskim. W ich oddziale jest między innymi ten pan, co był konsultantem Pokłosia. Tak więc możemy sobie wyobrazić jaka to będzie batalia i jakimi problemami się będzie zajmować. Powtórzę jeszcze raz – to jest próba utrzymania się – mam na myśli jedną i drugą grupę – na czele pochodu rewolucji. Nie możemy nawet spoglądać w tamtą stronę, bo sypią tam bardzo tanią paszę. W zasadzie jest to walka o to, kto – dysponując państwowymi pieniędzmi – będzie formatował historię. Precz z tym. Trzeba to powiedzieć wyraźnie, precz bo za chwilę dojdzie do targów, albo prowokacji, o jakich nie śniło się tym biednym idiotom…” (coryllus – Wolność, równość, szyderstwo)

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

„…problemem polskich polityków nie jest realizacja wizji i misji, ale zwycięstwo w kolejnych wyborach oraz podniesienie oglądalności mediów publicznych, ludziom ze zbioru zastrzeżonego nic się nie stanie. Przeciwnie, będą oni zapraszani do telewizji, by tam dyskutować z Semką i Ziemkiewiczem o naszej skomplikowanej historii oraz coraz bardziej świetlanej przyszłości. I to będzie marchewka. Żeby podnieść oglądalność tych wszystkich programów, które już niebawem zobaczymy, do blogosfery wydelegowano Sowińca. Zapowiada on, że wkrótce zrobi porządek na Powązkach i napisał nawet list do prezydenta Dudy, w którym domaga się degradacji generała Jaruzelskiego do stopnia szeregowca. To byłoby posunięcie ze wszech miar słuszne, ale trzeba by rzecz posunąć dalej i zdegradować wszystkich. Takiego na przykład Grzegorza Korczyńskiego też. Żeby widać było wyraźnie jak wygląda zbiór zastrzeżony dla nieboszczyków oraz dlaczego się go zastrzega. Możecie sobie myśleć co chcecie, ale według mnie nigdy to nie nastąpi. Prezydent nie zdegraduje Jaruzelskiego, ani nikogo poza nim, a na Powązkach nie dojdzie do żadnego sprzątania, poza tym zwyczajnym, związanym z grabieniem liści. Nie o to, bowiem chodzi, celem jest zgoda pomiędzy wszystkimi frakcjami obozu socjalistycznego oraz wspólna zaduma nad Polską. Dlaczego tak? Bo kiedy już do tej zgody dojdzie i tę zadumę będziemy mogli obejrzeć na telebimach, jasne już dla wszystkich będzie, że o żadnych istotnych zmianach nie ma mowy, a ci państwo, co tak mądrze gadają, nie mają żadnych możliwości decyzyjnych. Nie mogą nic. Cała władza jest poza nimi. Gdyby było inaczej natychmiast znów skoczyliby sobie do gardeł. Mają za to święty spokój i dożywotnie pensje dla siebie i rodziny, mają także pewność, że póki będą się trzymać ustalonej narracji nic złego im się nie stanie. Byle tylko gadali, gadali, gadali…” (coryllus – O zgodę między socjalistami)

podobne: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów

„…Unia Europejska zmłotowała Walonię, dzięki czemu umowa „o wolnym handlu” między Kanadą i Unią została podpisana. Teraz w poszczególnych nieszczęśliwych krajach rozpocznie się żmudny proces ratyfikacji, za którą w naszym nieszczęśliwym kraju opowiedział się zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i obóz płomiennych szermierzy miłości ojczyzny. Pokazuje to, że jeśli nawet gwoli emocjonalnego rozhuśtywania jak nie jednej to drugiej części opinii publicznej obóz zdrady i zaprzaństwa musi z obozem płomiennych szermierzy toczyć zażarte spory, to przecież w sprawach ważnych czy to dla Naszej Złotej Pani, czy to dla innych starszych i mądrzejszych, obydwa obozy działają ręka w rękę. Świadczy to o trwałości i mocy położonych przez generała Kiszczaka fundamentów III Rzeczypospolitej, na czele z niepisaną, ale za to fundamentalną zasadą konstytucyjną – że mianowicie my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych. W praktyce politycznej oznacza to, że jeśli nawet się kopiemy, to tylko po kostkach – ale nie wyżej…” (Stanisław Michalkiewicz – Akcja „Znicz” dla demokracji)

jako uzupełnienie – Żeby w Polsce nie został stworzony zalążek jakiejś siły, inne rządy popierają socjalistów i etatystów! – Stanisław Michalkiewicz o objawach osłabienia międzynarodowej powagi i znaczenia Polski podczas dyskusji po wykładzie „Islamizacja Europy” w Kole 15.10.2016 r.

To że szalbierstwo „CETA” staje bardziej jawne i wiele „tajnych” do tej pory umów i układów polityczno – gospodarczych zostanie „skonkretyzowanych”, a wiele „tajnych” teczek personalnych ujrzy światło dzienne, to nic innego jak nadawanie pozoru legalności szalbierstwu które właśnie ma miejsce kosztem obywateli, poświęcanych na ołtarzu „postępu”, gdzie teoria „zbitej szyby” i „koniunktury nakręcanej wojną” wciąż są popularne i mieszają ludziom w głowach „tłumacząc” zasadność owych poświęceń. Bez żadnej refleksji nad kolumną „kosztów” – ludobójstwem, truciem, wandalizmem i kradzieżą.

Oprócz oczywistych skutków problem polega więc również na tym, że „nasza” obecna ekipa rządząca (czyli Ci którzy obiecali chronić Polaków przed szalbierstwem i obiecali zwrócić im władzę nad krajem) robią zupełnie co innego – tj. to samo co POprzednicy. Raz – wysługując się obcym interesom, a dwa – odstawiając szopkę zwaną „walką z komuną” która ma odwrócić uwagę od dużo poważniejszych (nie)działań. Miało być inaczej a wyszło jak zwykle czyli: „My nie ruszamy waszych Wy nie ruszacie naszych” oraz „wiele musi się zmienić żeby wszystko zostało po staremu” . Oni nigdy z Magdalenki nie wyszli, a jedyną kwestią sporną jest kolejność dziobania resztek z tego co rabują obcy, i uzasadnienie dla tego pasożytnictwa w postaci „polityki historycznej”, do której klucz leży w „Zbiorze Zastrzeżonym” IPNu (i nie tylko) a wobec której każda ze stron tubylczej sceny politycznej ma swoje plany (zgodnie z rodowodem politycznym i zaleceniami obcych dworów).

Najważniejsze jest żeby się „pięknie różnić” poglądem na socjalizm z ludzką twarzą. Który z jednej strony reprezentuje legenda Kiszczaka z ekipą „ludzi honoru” (od mokrej roboty) a z drugiej legenda Gierka z ekipą „dobrej zmiany” (od ciężkiej roboty). Mało kto kojarzy że druga ekipa bez zbrodni popełnionej przez tą pierwszą (co ustalono wspólnie w Magdalence) nie przetrwałaby na „rynku” ze swoją polityką społeczną. No to mamy kolejną odsłonę spektaklu „socjalizm tak, wypaczenia nie” i mało kto kojarzy że to drugie jest nieodzowną konsekwencją tego pierwszego… (Odys)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji.

Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE.


„…składka, która od wejścia Polski do UE do końca 2015 r. wyniosła około 160 mld zł, nie jest jedynym kosztem, jaki ponosi nasz kraj w związku z członkostwem. Do tego dochodzą koszty związane z nakładanymi przez Brukselę coraz to bardziej bzdurnymi regulacjami, a także koszty dotyczące pozyskiwania unijnych dotacji: niepotrzebne wydatki na gigantyczną liczbę biurokratów (w urzędach zajmujących się rozdzielaniem unijnej „pomocy”, w urzędach, najczęściej samorządowych, które biorą dotacje, oraz u beneficjentów prywatnych), którzy zarabiają znacznie więcej niż średnia w gospodarce, prefinansowanie i współfinansowanie funduszy przez budżet oraz beneficjentów, koszty przygotowania wniosków o dotacje (także tych odrzuconych), obligatoryjne kredyty związane z inwestycjami współfinansowanymi z unijnych dotacji. Do tego dochodzi również tworzenie korupcjogennego styku na linii państwo–sektor prywatny. Wymienione koszty mają znaczny wpływ na wzrost polskiego długu publicznego. To wszystko powoduje, że patrząc na stronę finansową, Polska traci na byciu członkiem Unii Europejskiej.

…Oczywiście to kłamstwo, że wszystko to „sfinansowano ze środków UE”. Jeśli już, to współfinansowano. Dodajmy do tego co najmniej trzy uwagi. Po pierwsze, nie „ze środków UE”, tylko z pieniędzy zabranych pod państwowym przymusem unijnym podatnikom. Proszę zauważyć, że Unia nie ma fabryk ani nie jest właścicielem firm usługowych, więc nie zarabia pieniędzy, a wszystko, co ma i rozdaje, musiała komuś najpierw zabrać. Po drugie, to tylko jedna strona medalu. W dużej mierze są to inwestycje na kredyt, czyli z pieniędzy, których samorządy czy firmy nie mają, a skoro nas na to nie stać, to nie powinniśmy inwestować ponad nasze możliwości. Lepiej zainwestować mniej, z oszczędności, ale z głową i sensownie, nie zadłużając przyszłych pokoleń. Tym bardziej że inwestycje, o których Pan mówi, nie przyniosą zysków w przyszłości, to są inwestycje konsumpcyjne…

…To, czy rozwijalibyśmy się szybciej poza Unią, to sprawa bardziej tego, kto rządziłby Polską, a nie faktu członkostwa lub jego braku w Unii. Gdyby Polska nie była w Unii, to trzeba by przyjąć jakąś inną strategię rozwoju. Optymalnym rozwiązaniem byłoby przyjęcie modelu szwajcarskiego, o czym pisałem swego czasu w miesięczniku „Opcja na Prawo”. Będąca członkiem EFTA Szwajcaria, która ma z Brukselą podpisane osobne umowy, nie musi przyjmować unijnych regulacji – np. sama ustala wysokość akcyzy na paliwa i VAT może mieć na poziomie 2,5 proc. i 8 proc. zamiast minimalnych unijnych stawek 5 i 15 proc. Nie płaci składek członkowskich, nie utrzymuje unijnej biurokracji, nie musi starać się o żadne bezsensowne i szkodliwe dotacje. Ma własną mocną walutę (nikt jej nie zmusza, by przyjęła euro, na co zgodziła się Polska, przystępując do UE) i zdrowe finanse publiczne. Z drugiej strony szwajcarska gospodarka korzysta na wolnym handlu, swobodnym przepływie ludzi (układ z Schengen) i kapitałów z UE i może też podpisywać umowy wolnohandlowe z krajami trzecimi. Poza tym jeśli spojrzy się na twarde dane statystyczne, to człowiek przestaje być już takim optymistą odnośnie do wzrostu gospodarczego Polski „dzięki Unii”. Otóż jak napisałem w mojej książce, w latach 2004–2013 średnioroczny wzrost gospodarczy Polski wyniósł niecałe 4 proc., podczas gdy w dekadzie poprzedzającej wstąpienie naszego kraju do UE – sięgnął 4,6 proc. Co ciekawe, poza Unią także szybciej wzrastał polski eksport i import. W latach 1995–2004 wartość handlu zagranicznego po uwzględnieniu inflacji wzrosła o 130 proc., podczas gdy w latach 2004–2013 – o zaledwie 69 proc. Warto dodać, że wszystkie dotacje z UE w ciągu 10 lat wyniosły zaledwie niecałe 3 proc. PKB Polski.

Niestety dane statystyczne twardo wskazują, że kiedy Polska była poza Unią Europejską, płace w naszym kraju wzrastały aż dwa razy szybciej. Otóż zgodnie z danymi GUS­u, w latach 1995–2004 średnie wynagrodzenie brutto w Polsce po uwzględnieniu inflacji (realnie) zwiększyło się aż o 56 proc., podczas gdy w latach 2004–2014, kiedy Polska była już członkiem Unii, wzrosło zaledwie o 26 proc. Ale jeszcze gorzej, jeśli spojrzymy na siłę nabywczą niektórych produktów. W 2004 r. za średnią pensję netto można było kupić 1358 m3 gazu ziemnego wraz z przesyłem, a w 2014 r. już tylko 1022 m3, co oznacza spadek o 25 proc. (UE nie pomogła Polsce w walce z Rosją o niższe ceny tego surowca). W roku przystąpienia do UE za średnią płacę krajową Polak mógł kupić 558 l oleju napędowego, a w 2014 r. – tylko 499 l tego paliwa (UE wymusiła wzrost akcyzy). W 2004 r. za średnie wynagrodzenie netto można było nabyć 1200 bochenków chleba, 1200 l mleka, 112 kg żółtego sera lub 142 kg wołowiny, a w roku 2014 już tylko 680 bochenków, 850 l mleka, 82 kg żółtego sera lub 94 kg wołowiny. Jeśli chodzi o papierosy, to w 2004 r. za średnią pensję netto można było kupić 340 paczek, a w zeszłym – 209.

Nigdy nie będzie dobrze, jeśli o inwestycjach będzie decydował urzędnik, który się na nich nie zna i za nic nie odpowiada. Dlatego dotacje idą na obiekty, które potem trzeba utrzymywać (stadiony, filharmonie, opery, aquaparki, muzea), na fotoradary, na niepotrzebne szkolenia, które zniszczyły całkowicie rynek szkoleń, czy na lekcje gender w przedszkolach. Mimo wzrostu wartości bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce w ciągu 10 lat członkostwa spadł udział przemysłu w wytwarzaniu polskiego PKB z około 22 proc. do zaledwie 18 proc. To unijne regulacje – bezpośrednio lub pośrednio – w znacznym stopniu są odpowiedzialne za likwidację polskiego górnictwa, hutnictwa, rybołówstwa, stoczni, cementowni czy cukrowni…

…przy większości dotacji istnieje konieczność brania kredytu, nawet jeśli beneficjent go nie potrzebuje. W efekcie brania unijnych dotacji łączne zadłużenie polskich samorządów na koniec 2014 r. przekroczyło 72,1 mld zł, co oznacza, że w ciągu 10 lat wzrosło aż o 290 proc.! Coraz więcej samorządów posiłkuje się nawet bardzo niekorzystnymi chwilówkami (może to dotyczyć nawet 300 gmin!), inne czeka wkrótce bankructwo. Na przykład zadłużenie gminy Ostrowice w województwie zachodniopomorskim jest trzy razy większe od jej rocznych dochodów! Kto spłaci te kredyty wraz z gigantycznymi odsetkami?

Unijne regulacje wraz z dotacjami to odmiana centralnego sterowania gospodarką. To ingerencja w rynek, która go zniekształca, narusza jego równowagę i powoduje nieuczciwą konkurencję. W efekcie podmioty działające na rynku są mniej wydajne, niż gdyby istniała wolność w tym zakresie. Ponadto z powodu regulacji wszystko jest znacznie droższe, niż byłoby bez tych regulacji. I nie chodzi tu tylko o akcyzę od paliw czy papierosów, która bardzo wywindowała ceny tych produktów. Czy ktoś pamięta, że jeszcze w 2004 r. paczka papierosów kosztowała średnio 4,6 zł, a litr benzyny bezołowiowej 3,2 zł? Cena metra mieszkania wzrosła o 65 proc. W wyniku prowadzenia absurdalnej wspólnej polityki rolnej znacznie wzrosły ceny mleka, cukru i innych produktów spożywczych. Bez uwzględniania inflacji od 2004 r. ceny chleba wzrosły o 200 proc., wołowiny aż o 164 proc., ziemniaków o 114 proc., a niektórych ryb o ponad 200 proc. Dotacje wymuszają państwowe planowanie i inwestycje jak za PRL­u. Ponadto zachęcają do różnego rodzaju patologii na styku polityki i gospodarki. A to praca, a nie dotacje, buduje dobrobyt i myślę, że uprawnione jest twierdzenie, iż z powodu konieczności wchłaniania unijnych dotacji rozwijamy się wolniej, niż gdyby ich nie było!…” (Tomasz Cukiernik)

całość tu: Odkrywamy prawdę! Niewygodny bilans 11 lat członkostwa Polski w UE: Polacy zbiednieli przez Unię Europejską!

podobne: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9) oraz: Mit „unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą! i to: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). a także: Sadowski: Dotacje tworzą dług, a nie dobrobyt i jeszcze: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. polecam również: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. oraz: POPISowo udupione fundusze. Wszyscy brali, nikt nie kontrolował – zapłaci jak zwykle podatnik. i to: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu i jeszcze: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE*

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?


Kiedy jedno państwo najeżdża inne i destabilizuje lokalny porządek narzucając swój, to musi się liczyć z tym że w sposób naturalny przyczynia się do powstania ruchu oporu oraz chęci odwetu na najeźdźcach… Właśnie tak powstaje terroryzm… (Odys)

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.  oraz: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

„…No i stało się, co się stać musiało! Zgromadzeni na placu wściekli Belgowie ścisnęli w dłoniach różnokolorowe kredy i bez komendy zaczęli …..wypisywać na miejskim bruku hasła o miłości i pokoju!!

Jeszcze kilku radykałów uzbroi swoje fejsbukowe monidła w czarno-żółto-czerwone pasy. Jakaś pani komisarz europejska demonstracyjnie uroni łzę na transmitowanej konferencji prasowej. Jacyś zdziczali cywile zorganizują marsz w obronie praw człowieka z transparentami „Je suis Belge” i akt krwawego rewanżu się wreszcie dopełni.

Europa nie pozostawi Belgów samym sobie, kipiąc ze wściekłości. Zdruzgotana pani Merkel wygłosi płomienną mowę, uzasadniając sens kontynuacji amerykańsko-izraelskiej polityki integracji. Wielu prezydentów przytuli ze współczuciem swoich ambasadorów Belgii. Kontynent rozświetli się bolesnymi płomykami zniczy, poutykanymi w dywany kwiatów.

Ktoś ustanowi żałobę narodową, ogłaszając dzień 22 marca dniem walecznego narodu belgijskiego. Inny zarządzi minutę ciszy. Napuchnięta z boleści pani Bieńkowska kolejny raz ogłosi potrzebę natychmiastowego rozbrojenia europejczyków. Firmy reklamowe już zaczną przygotowywać poręczne, składane transparenty z czarnymi napisami; „Je suis Espagnol”, „Je suis Norvegien” itp., by w razie czego nie dać nawet odetchnąć brutalnym muzułmanom…” (Leszek Posłuszny • prawica.net)

całość tu: „Je suis idiot”

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?

„…Na własne oczy widzimy, że te tak zwane państwa nie służą obywatelom, służą jakiemuś wyższemu, a nieznanemu i nie Bożemu bynajmniej porządkowi. Poznajemy to po zachowaniu się policji w Niemczech i Belgii, która nie potrafi zapewnić minimum komfortu ludziom zwanym obywatelami. Ci zresztą już od dawna nimi nie są, to niewolnicy korporacji, trudno to na razie poznać, bo nikt jeszcze nie dał znaku do masowego przemieszczania dużych grup europejskich niewolników. Póki co przesuwane są inne masy, te lokalne, zakorzenione mogą jeszcze chwilę pobyć u siebie. No, ale nie mogą już liczyć na bezpieczeństwo…

…Media bowiem, tak jak dawniej wszyscy rewolucyjni agitatorzy pochylają się z troską nad niedolą człowieka prostego, chcą go upodmiotowić, dając mu do ręki pilot, tak jak dawniej demokraci chcieli upodmiotowić lud, dając mu do ręki kartkę wyborczą. Do czego to doprowadziło widzimy dzisiaj, to socjotechniki, o jakiej się faraonom nie śniło. Bomby wybuchają na lotniskach, a dziennikarze apelują do ludzi, żeby nie pogrążyli się w islamofobii i nie używali mowy nienawiści. Tu nie chodzi o mowę nienawiści, ale o nazwanie rzeczy po imieniu, co jest trudne albowiem trzeba się przyznać do totalnej bezradności i jasno sobie powiedzieć, że demokracja i Unia to projekty oszukane wymierzone wprost w pojedynczego człowieka…” (coryllus)

źródło: O Duchu Świętym, który nie myli się nigdy

podobne: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  

W związku z powyższym wydarzeniem „polski rząd” w końcu zadeklarował „zdecydowanie” przeciwne stanowisko w kwestii „przymusowej kwoty uchodźców” jaką zobowiązała się przyjąć poprzednia ekipa. Tylko czy naprawdę trzeba było do tego (póki co deklaracji niepopartej wypowiedzeniem wcześniejszej umowy) aż tak dramatycznego wydarzenia? (Odys)

„Nie widzę możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci – powiedziała w rozmowie z Superstacją premier Beata Szydło. Deklarację od razu okrzyknięto jako przełomową. Sęk w tym, że słowa szefowej rządu nie wieszczą żadnego przełomu, a przydzieleni Polsce – za zgodą koalicji PO-PSL – imigranci trafią do naszego kraju, jak tylko UE upora się z problemem ich rejestracji i weryfikacji. Bo zobowiązanie wciąż funkcjonuje

dopóki osoby, które napływają z Bliskiego Wschodu do Europy nie będą odpowiednio weryfikowane, to ciężko mówić o jakiejś ich relokacji czy dystrybucji pomiędzy kraje członkowskie UE.

To oznacza, że żadnej zmiany polityki imigracyjnej nie ma. Polski rząd od tygodni bowiem wije się, by z jednej strony nie podpaść UE, a z drugiej zyskać poparcie społeczeństwa, które nie chce, by do naszego kraju trafili islamscy, nielegalni imigranci. Tym bardziej zaskakiwać może ton narracji mediów wspierających rząd, mówiących o zmianie stanowiska wobec migrantów…” 

całość tu: Zmiana imigracyjnej polityki polskiego rządu tylko iluzoryczna. Będzie weryfikacja, pojawią się też imigranci

Czas pokaże ile z tego „zdecydowania” pozostanie kiedy trzeba będzie rzeczywiście wypowiedzieć umowę jaką zawarli z UE POprzednicy. Przy okazji pamiętajmy o tym jakie stanowisko zajął „polski rząd” wobec pomysłu swobodnego „przemytu” osób z terenów Turcji (już za pół roku), w ramach niedawno zawartego układu „w sprawie uchodźców” między EU a Turcją. Jeśli bowiem te ustalenia wejdą w życie, to wystarczy że każdy migrant (którego dziś Turcja zobowiązała się za gruba kasę przetrzymać) będzie się posługiwał tureckim paszportem, a za pół roku będziemy mieli do czynienia z całkowicie legalną falą obcych na nasze terytorium… (Odys)

„…Wg tego co rozumiemy z doniesień prasowych, ideą przewodnią układu ma być odsyłanie uchodźców z Europy do Turcji, w sprzeczności z dotychczasowymi deklaracjami kanclerz Merkel że każdy jest mile widziany w jej ojczyźnie. Za ich przyjęcie EU zapłaci tureckiemu satrapie przez nos. Satrapa z kolei odwdzięczy się za to wysyłając w miejsce jednego przysłanego innego „uchodźcę” i, z tego co rozumiemy, za to płacić unii nie zamierza. Czyli w „uchodźcach” mamy jeden za jednego, netto nic się nie zmieni. Jedynie klan Erdogana zamiast na Syrii obłowi się na EU. Okay, „wir schaffen das”.

Okazuje się jednak że nie tylko „das” ale i coś innego, znacznie poważniejszego. Wygląda mianowicie na to że Erdoganowi udało się wyciąć w negocjacjach sztuczkę zwaną „red herring” – czerwony śledź.

Czerwony śledź jest zmyłką, nieznaczącym czy nawet całkowicie zmyślonym punktem którego kalkulowane poświęcenie przez jedną stronę negocjacji ma odwracać uwagę drugiej od rzeczy naprawdę ważnej, często o zasadniczym znaczeniu. Otóż strona unijna zgodziła się także na – uwaga – otwarcie granic Schengen dla 76 milionów Turków już za parę miesięcy. To jest dopiero bomba atomowa o której ci którzy „negocjowali” z Erdoganem nie bardzo pewnie zdają sobie sprawę. Zapomnij wkrótce o „uchodźcach” syryjskich! Znikną oni w tłumie milionów „uciekinierów” kurdyjskich!..” (cynik9)

całość tu: Cykliczne wariactwa Niemiec czyli czerwony śledź po kurdyjsku

W sumie mam gdzieś to co sobie na łeb sprowadzają eurokraci. Problem mam z tym że polski (nie)rząd godzi się na tego rodzaju „wspólne stanowisko”. Mimo potrząsania szabelką nikt z obecnego rzekomo „polskiego establiszmentu” nie potrafi jak do tej pory wziąć przykładu z Orbana (na którego w innych kwestiach łatwo się jest powoływać) by powiedzieć swoim obywatelom konkretnie i zdecydowanie „nie przyjmiemy ANI JEDNEGO nachodźcy”. PIS gra z nami w jakąś ciuciubabkę i klei durnia z jednej strony deklarując „szlaban” a z drugiej bredząc coś o jakichś „procedurach kontrolnych” które jeśli zostaną dopracowane to Polska ma wziąć te 7 tys. obcych… CYRK. Tymczasem okazuje się że cynik9 może mieć rację z tymi Kurdami… (Odys)

…„Dzień po tym, w którym zostało ogłoszone, że takie ogromne kwoty, 6 miliardów zostanie przekazane Turcji, Turcja ogłosiła swój projekt militarny; poprawienia stanu armii, który będzie kosztować niecałe 6 miliardów. Krótko mówiąc sfinansowaliśmy Turcji zmodernizowanie swojej armii”

Lider partii KORWiN w Szczecinie wypowiedział się również na temat sytuacji Kurdów, o których solidarnie milczą kraje europejskiej i Stany Zjednoczone: „Turcja uzyskała ciche przyzwolenie, żeby eliminować Kurdów. Oni do tej pory rzekomo walcząc z państwem islamskim, dużą część swoich sił zaangażowali do walki z Kurdami.”

całość tu: Paweł Szut: porozumienie Unii Europejskiej z Turcją zagraża Polsce! Czekają nas zamachy terrorystyczne?

„…31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z okazji oficjalnej wizyty w Paryżu Recep Tayyip Erdoğana by zorganizować tajne spotkanie w Pałacu, z prezydentem syryjskich Kurdów, Salihem Muslimem. Zdradzając tureckich Kurdów i ich lidera Abdullaha Öcalana, Salih Muslim zgodził się by zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu, który miał być utworzony przy okazji obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Bachara el-Assada.

To było podczas walki o Kobane. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daesh. Ich zwycięstwo nad dżihadystami miało potrząsnąć polityczną szachownicą – każdy kto naprawdę chciał walczyć z dżihadystami musiał dołączyć do Kurdów. Ale syryjscy Kurdowie swoją narodowość zdobyli dopiero na początku wojny – do tej pory byli tureckimi uchodźcami politycznymi w Syrii, wypędzonymi z kraju podczas represji w latach 1980. Wtedy członkowie NATO uważali PKK, główną kurdyjską formację w Turcji, za organizację terrorystyczną. Ale od tego czasu rozróżniali między „złymi” tureckimi PKK i „dobrymi” syryjskimi YPG, pomimo że te dwie organizacje są ściśle ze sobą powiązane…

…Na spotkaniu UE-Turcja, i niezależnie od wszelkich podejmowanych tam decyzji, prezydent Erdoğan wygłosił przemówienie w TV z okazji 101 rocznicy bitwy o Çanakkale („bitwa o Dardanele” – zwycięstwo Imperium Osmańskiego nad sojusznikami) i dla upamiętnienia ofiar ataku dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Powiedział:

„Nie ma powodu żeby bomby które wybuchły w Ankarze nie mogły wybuchnąć w Brukseli albo w innym mieście europejskim (…) Tutaj apeluję do wszystkich krajów które otworzyły ramiona, i które, pośrednio albo bezpośrednio, wspierają organizacje terrorystyczne. Karmicie węża w swoim łóżku, i ten karmiony przez was wąż w każdej chwili może was ukąsić. Może oglądanie w TV tych bomb które wybuchają w Turcji nic dla was nie znaczy – ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, to na pewno zrozumiecie co my czujemy. Ale wtedy będzie za późno. Przestańcie wspierać te działania, których nigdy nie tolerowalibyście w swoich krajach, chyba że wycelowane są na Turcję”. [3]

Cztery dni później, ataki miały miejsce w Brukseli…” (Thierry Meyssan, tłum. Ola Gordon)

całość tu: Przyczyna ataków w Paryżu i Brukseli

podobne: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”  oraz: Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji)  i to: Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów  a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.  i jeszcze: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

Tymczasem jedyną rzeczą na którą stać „polski rząd” wobec kryzysu imigracyjnego (na własne życzenie), który na dobrą sprawę jeszcze nie zdążył nas bezpośrednio dotknąć, to „stanowcza reakcja” na rzekomy „wzrost poczucia zagrożenia terroryzmem w Polsce” z powodu… oddalonego od nas setki kilometrów epicentrum (sic!) Oto w ciągu kilkudziesięciu godzin po zamachu w Belgii, nasi „nowi” umiłowani przywódcy zdążyli w podskokach zaprezentować gotowy projekt „specustawy” zwanej „antyterrorystyczną”, która po wprowadzonej nie tak dawno w życie innej zwanej „inwigilacyjną”, jest kolejnym ogniwem do łańcuszka na szyję Polaków, zwiększającym jednocześnie uprawnienia służb specjalnych w Polsce, dla zapewnienia nam „bezpieczeństwa” przed terrorem od którego podobno nawet w Polsce zdołała zgęstnieć atmosfera. No ale zanim się to zagrożenie zmaterializuje w rzeczywistość, to już dziś (zaocznie) poczujmy się wszyscy bezpieczniej, bo tak jak ustawa „inwigilacyjna” tak i „antyterrorystyczna” stanowi dość ciekawy konglomerat przepisów, uprawniających resort siłowy i bezpieczeństwa do chwytania za mordę obywateli polski, jakby ta kwestia była rzeczywiście priorytetem i naglącą potrzebą przeciętnego Polaka, o czym więcej tu: Specustawa antyterrorystyczna wzbudza obawy, nie znamy jej konkretów – Jacek Wilk, Stanisław Tyszka. Tymczasem szaleństwo przedkładania bezpieczeństwa nad zdrowym rozsądkiem prowadzi do takich kwiatków – Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… 🙂 (Odys)

„…Skłonienie paru islamskich fanatyków do wysadzenia się w centrum Paryża, Brukseli czy Warszawy może być łatwe. Bezpośrednie konwekwencje tego są też łatwe do skalkulowania. Ale jest to jedynie cyferblat zegara. Dużo istotniejsze jest zrozumienie mechanizmu który za tym stoi, kto za to płaci i kto pociąga za sznurki. A przez to – kto unią naprawdę rządzi i w jakim kierunku ją steruje. Czy rzeczywiście rządzą nią durnie stojący nominalnie na jej czele? Czy czasem nie wykonują oni jedynie czyichś poleceń?

Bo jeśli to pierwsze to może lepiej aby durnie nie brali się jednak za wydawanie rozkazów… W przeciwnym razie wiadomo od razu jakie te rozkazy będą. Belgijski Trybunał Konstytucyjny odebrał tamtejszym służbom prawo do inwigilacji. Nasz TK je ograniczył. To uniemożliwia zbieranie danych o terrorystach – skarży się na przykład polski min. sprawiedliwości Ziobro. No właśnie, ktoś się gdzieś wysadził więc już twórzmy państwo totalitarne, co zamach to krok do przodu, kontrolujące wszystkich i wszystko. Pod każdym kamieniem kryć się może przecież terrorysta. Zlikwidujmy każdą ostoję prywatności i umiaru, dajmy państwu totalną kontrolę nad każdą transakcją, bo każde €100 może przecież służyć „finansowaniu terroryzmu”. Jeszcze inne głosy nawołują o odwrót od Schengen i o powrót kontroli granicznych. Odgródźmy się drutem kolczastym od wszystkich i sprowadźmy handel do zera bo Mohammed N. się wysadził na, dajmy na to, Okęciu. Well, obawiać się można że na tym się zakończy skoro durnie rządzący Niemcami otwarcie importują do siebie miliony islamitów, rozsadzając tym unię od środka. Ale powiedzmy otwarcie – nie to oznaczać miała dobra idea bloku ekonomicznego bez granic, ani też nie miała ona oznaczać wolności przekraczania zewnętrznej granicy EU przez byle jihadistę z kałachem. Schengen znosił tylko granice wewnętrzne unii i nie zakładał wewnątrz unijnego wariactwa Niemców.

O to dokładnie chodzi terrorystom w bezpośrednim efekcie ich starań – o sianie niepewności i o permanentny stan wyjątkowy, o podważenie naszego sposobu życia, naszej kultury, naszych tradycji. O chór przestraszonych durniów nagabujących rząd aby „coś zrobił”. Jednocześnie liżmy nogi Brukseli i otwierajmy się na przyjęcie tysięcy najeźdźców rozdzielanych z klucza przez tamtejszych psychopatów. Cała unia zaś kolektywnie niech liże nogi Erdogana, niech go przekupuje miliardami euro i zniesieniem granic dla nowych milionów, zamiast jednego pocisku cruise w sam środek sułtańskiego pałacu w Ankarze.

Społeczeństwo nie-durniów nigdy nie da sobie narzucić zalewu obcego elementu. Prędzej wykatapultuje się z unijnego domu wariatów i szariatów. Kalifat berliński proszę bardzo, Frau Merkel, sie schaffen das. Ale nie my. Kalifat warszawski – po naszym trupie. Wtedy tylko pan Ziobro nie będzie musiał zbierać ani danych o terrorystach których nie będzie, ani o trupach których będzie jeszcze mniej. Terroryzm jak tasiemiec, musi mieć swojego żywiciela. Bez żywiciela nie ma terroryzmu.

A jeżeli chodzi o bombardowanie żywicieli terroryzmu to czemu nie? Choćby jutro. Byle by najpierw upewnić się czy aby żywiciel zbombardować się da. Bo czasem może nie być durniem…” (cynik9)

całość tu: EU, durnie i rozkazy czy Europa jest jeszcze do odratowania?

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  oraz: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy i jeszcze: Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu. Manewry i rozbudowa infrastruktury wojskowej na Arktyce polecam również: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie  i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki  a także: USA: szkolenie syryjskich rebeliantów. Belgowie w szeregach Państwa Islamskiego

jako żywo z teorii Noam’a Chomsky STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

„Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.”

Należy sobie w związku z powyższym zadać pytanie, czy niedawny zamach w Brukseli (a wcześniej w Paryżu) to w pełni uzasadniony powód do tego żeby służbom w Polsce (podobno ciągle postkomunistycznym i w większości niezweryfikowanym – jak twierdzi „nowa” władza) nadawać kolejne nadzwyczajne, i niebezpieczne nawet dla zwykłego obywatela uprawnienia? Mam co do tego poważne wątpliwości. Wygląda to na kreowanie i wykorzystywanie przez obecną władzę poczucia zagrożenia terroryzmem, po to by nadać sobie specjalne uprawnienia do inwigilacji własnych obywateli. Jest to typowe działanie każdej lewicowej władzy, która nie jest pewna swoich „pro społecznych” rządów tudzież reform. W związku z czym będąc świadomą wynikających z tego tytułu zagrożeń dla siebie, szykuje zawczasu  narzędzia do monitorowania i pacyfikacji ewentualnego niezadowolenia, a nawet buntu swoich niedawnych wyborców, o czym trafnie pisał swojego czasu Reisman… (Odys):

„…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butemW rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.

…Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partiiPowodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia…” (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Należałoby też zapytać „prawych i sprawiedliwych” również o to, jak się ma to co robią obecnie do obietnicy „dobrej zmiany” na polu przywrócenia Polakom poczucia godności, oraz nienaruszalności swobód obywatelskich i wolności od państwowej hydry, którą to belkę PIS bezustannie widział w oku POprzedniej ekipy rządzącej? (o czym więcej tu: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów i tu: “Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z “mową nienawiści” oraz tu: „Pałowanie w technicolorze” czyli… Monitoring PO prawdzie i jeszcze tu: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?). Czemu PIS buduje państwo policyjne? Czy naprawdę robi to ze strachu przed terrorem, czy też może ze strachu przed własnymi obywatelami… (Odys)

podobne: Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  i to: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?  i jeszcze: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.  a także: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

Na koniec coś na poprawienie humoru (albo jak kto woli na ból zderzenia z brutalną rzeczywistością)  To coś różowe w środku czyli drugie oblicze szefa brukselskiej Policji 😉

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.


1. Ukraina – Rząd otrzymał prawo wstrzymywania spłaty zadłużeniaPutin: Rosja mogłaby już zażądać od Ukrainy spłaty długu. Miedwiediew: zajmiemy twardą postawę w razie niewypłacalności Ukrainy

19.05. Kijów (PAP) – Ukraiński parlament przyjął we wtorek ustawę, dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego, zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. W uzasadnieniu wyjaśniono, że celem tych działań jest obrona interesów narodowych.

Rząd wniósł projekt ustawy do Rady Najwyższej we wtorek, prosząc deputowanych, by go poparli w związku z trudną sytuacją gospodarczą oraz – jak to ujęto – dla obrony państwa przed „atakami nieżyczliwych kredytodawców”. Rada Ministrów zapewniła jednak, że prawo ogłoszenia moratorium na spłatę zadłużenia nie będzie miało wpływu na zobowiązania kredytowe Ukrainy.

„Jest to bardzo trudny dokument, który albo da szansę porozumienia się z kredytodawcami, albo otworzy możliwość ogłoszenia bankructwa technicznego” – oświadczył Jurij Łucenko, szef frakcji prezydenckiego Bloku Petra Poroszenki.

Premier Arsenij Jaceniuk, prosząc posłów o poparcie rządowego projektu ustawy, oświadczył, że w ciągu najbliższych czterech lat Ukraina powinna zwrócić 30 mld dolarów zadłużenia zagranicznego i spłacić 17 mln dolarów pożyczek wewnętrznych, na co obecnie nie ma pieniędzy.

Jaceniuk zapewnił, że decyzja parlamentu, zezwalająca na ogłoszenie moratorium na spłatę zadłużenia, „jest prawem”, z którego rząd może skorzystać lub nie. Wyjaśnił też, że Ukraina chce zwrócić długi, jednak – jak podkreślił – „na warunkach, które proponuje ukraiński rząd i państwo”.

Szef rządu wyjaśnił, że jego kraj znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, wynikającej z utraty zaanektowanego przez Rosję Krymu oraz z konfliktu z separatystami we wschodnich obwodach. Zaznaczył, że zadaniem parlamentu jest odciążenie gospodarki i przyszłych pokoleń od zadłużenia w wysokości 40 mld dolarów, zaciągniętego przez ekipę obalonego w ubiegłym roku prezydenta Wiktora Janukowycza. Premier podkreślił, że obecnie Ukraina winna jest swym partnerom ogółem 70 mld dolarów.

W ubiegłym tygodniu Jaceniuk oświadczył, że zagraniczni kredytodawcy muszą się zgodzić na „uzasadniony” układ zaoferowany przez władze Ukrainy w rozmowach na temat restrukturyzacji około 23 mld dolarów zadłużenia kraju.

Stanowisko to przekazał, gdy grupa największych posiadaczy ukraińskich obligacji ponownie zgłosiła obiekcje do jakiegokolwiek umorzenia kapitałowej części długu, a resort finansów Ukrainy zarzucił kredytodawcom, że nie chcą negocjować w dobrej wierze.

Przemawiając wówczas w parlamencie, Jaceniuk oświadczył, że posiadacze obligacji powinni wziąć pod uwagę fatalny stan ukraińskich finansów.

„Kraj jest w stanie wojny. Straciliśmy 20 proc. naszej gospodarki. Zwróciliśmy się do kredytodawców, przedstawiając im jasne stanowisko w kwestii procedury i warunków restrukturyzacji” – mówił premier. „Prosimy, apelujemy i nalegamy, żeby zewnętrzni kredytodawcy wzięli pod uwagę obecną sytuację i przyjęli propozycję ukraińską, która jest uzasadniona i która jest sposobem na przyjście Ukrainie z pomocą” – dodał.

Propozycja przedstawiona przez władze w Kijowie zakłada m.in. wydłużenie okresu zapadalności obligacji i redukcję części kapitałowej zadłużenia.

W zeszłym tygodniu komitet kredytodawców, w skład którego wchodzi firma inwestycyjna Franklin Templeton i który reprezentuje inwestorów posiadających ukraińskie obligacje wartości ok. 10 miliardów dolarów poinformował, że przedłożył nowe, szczegółowe propozycje dotyczące restrukturyzacji, ale plan ten w dalszym ciągu wyklucza redukcję kapitałową.

Ukraina ma niewiele czasu na porozumienie się z kredytodawcami, ponieważ Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by porozumienie w sprawie restrukturyzacji zadłużenia zostało zawarte zanim zakończy się najnowszy przegląd programu ratunkowego dla Ukrainy wartego 17,5 mld USD; kierownictwo MFW ma się nim zająć w czerwcu. Od wyników przeglądu zależy wypłacenie Ukrainie drugiej transzy wysokości ok. 2,5 mld USD. Pieniądze te są Ukrainie pilnie potrzebne.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP) jjk/ agy/ kar/

20.05. Moskwa (PAP) – Rosja mogłaby już żądać od Ukrainy przedterminowego uregulowania jej zadłużenia, ale nie czyni tego ze względu na prośbę Kijowa i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) – powiedział w środę prezydent Władimir Putin.

Jak wyjaśnił Putin na spotkaniu z członkami rosyjskiego rządu, Rosja zainwestowała część swoich rezerw w państwowe obligacje ukraińskie. „Mamy prawo już dawno żądać przedterminowej spłaty tych środków, ze względu na to, że według warunków naszego porozumienia w przypadku, gdy łączny poziom długu publicznego Ukrainy przewyższy 60 procent PKB, to pojawia się prawo do przedterminowej spłaty (zadłużenia)” – powiedział.

Dodał, że „zgodnie z prośbą ukraińskich partnerów oraz MFW” Rosja nie korzysta z tego prawa. „Nie chcemy pogłębiać i tak już trudnej sytuacji gospodarczej naszych partnerów i sąsiadów” – oznajmił.

Polecił, by sytuacją, jaka powstała w związku z długiem Kijowa, zajął się premier Dmitrij Miedwiediew. Konsultacje na ten temat ma prowadzić minister finansów Rosji Anton Siłuanow. „Słyszymy oświadczenia osób oficjalnych o tym, że rozpatrywana jest możliwość nieoddawania kredytów wziętych przez poprzednie władze (Ukrainy). Chcemy poznać zamiary naszych partnerów” – powiedział Putin.

Zadłużenie Ukrainy, o którym mówił prezydent Rosji, to 3 mld dolarów, które Moskwa w grudniu 2013 roku, tj. jeszcze przed odsunięciem od władzy poprzedniego prezydenta Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku, zainwestowała w ukraińskie obligacje państwowe. Pożyczkę tę Kijów dostał na spłatę długów za gaz kupiony w Rosji.

Putin skomentował także decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Zdaniem Putina władze w Kijowie wykazały się „niskim poziomem profesjonalizmu, ogłaszając faktycznie nadchodzące bankructwo”.

Miedwiediew ze swej strony podkreślił, że Moskwę niepokoi nie tylko sprawa długu państwowego, ale także długu komercyjnego, tj. zaciągniętego przez stronę ukraińską w rosyjskich bankach. Wysokość tego zadłużenia premier Rosji oszacował na 25 mld dolarów.(…)

(PAP) mal/ awl/ mmp/ mc/

23.05. Moskwa (PAP/Reuters,TASS,Interfax-Ukraina) – Rosja zajmie twarde stanowisko w przypadku, gdy Ukraina zadecyduje o niespłacaniu długów zaciągniętych przez jej poprzednie władze – oświadczył premier Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie wyemitowanym w sobotę w telewizji państwowej.

„Jeśli formułować to w ten sposób, to byłaby to niewątpliwie niewypłacalność Ukrainy. W tym przypadku zajęlibyśmy tak twarde stanowisko, jak to tylko możliwe, i bronilibyśmy naszych interesów narodowych” – powiedział Miedwiediew w programie informacyjnym „Wiesti” w państwowej telewizji Rossija.

Miedwiediew skomentował decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Ocenił, że w odniesieniu do Rosji te długi „nie są całkiem komercyjne”, bowiem „były zaciągane w naszych bankach, w tym tych z udziałem państwa”. Te długi „nie są nam obojętne, będziemy je egzekwować” – dodał.

Dodał także, że samo podjęcie przez Radę Najwyższą takiej decyzji, nawet jeśli nie będzie realizowane w praktyce, może być uważane za podstawę do zażądania przedterminowej spłaty kredytów.(…)

 (PAP) awl/ woj/ arch.

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. Robert Potocki: PostMajdanowa (de)oligarchizacja i Samobójcze prawo serii.

2. Ekspertka PISM o Partnerstwie Wschodnim i „szczycie minimum” w RydzeAmbasador UE w Rosji: partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło.

20.05. Warszawa (PAP) – Nadchodzący szczyt Partnerstwa Wschodniego zapoczątkuje dłuższy trend powolnego wycofywania się UE ze Wschodu, bo kraje „28” są coraz mniej zainteresowane integracją tego regionu z Unią. Będzie to szczyt minimum – mówi PAP ekspertka PISM Elżbieta Kaca.

Analityczka przekonuje jednak, że nie oznacza to fiaska tej zapoczątkowanej w 2009 roku z inicjatywy Polski i Szwecji polityki UE wobec wschodnich sąsiadów: Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Armenii, Azerbejdżanu i Białorusi, lecz jedynie jej osłabienie.

Czwartkowo-piątkowe spotkanie w Rydze odbędzie się w cieniu kryzysu imigracyjnego na południu UE i dyskusji o kwotach odnośnie do przyjmowania uchodźców. Do priorytetów szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini nie należy PW, lecz walka z przemytnikami ludzi oraz angażowanie się w relacje UE z Rosją – uważa Kaca.

„Będzie to szczyt minimum. Właściwie chodzi o to, żeby Unia nie wycofała się z tego, co już zostało zrobione i podtrzymała dotychczasowe zobowiązania, głównie w kwestiach kontynuowania liberalizacji procesu wizowego i wdrażania umów o pogłębionych strefach wolnego handlu oraz finansowych” – wyjaśnia ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jej zdaniem nie ma szans na to, by w deklaracji końcowej pojawiły się zapisy dotyczące perspektywy członkostwa w Unii dla krajów PW. „Zgodnie z przeciekami zapisy są mocno osłabione, bo państwa członkowskie obawiają się antagonizowania Rosji poprzez przedstawienie ambitnej polityki Partnerstwa Wschodniego” – mówi Kaca.

Jak wyjaśnia, w ocenie wielu państw, zwłaszcza na południu UE, sugerowanie perspektywy członkostwa przez ostatnie kilka lat sprawiło, że wzrosły społeczne oczekiwania krajów Partnerstwa Wschodniego. Tymczasem „Unia nie mogła realnie zaproponować takiej możliwości” – mówi.

Przedstawiciele tych państw członkowskich UE winą za kryzys ukraiński obarczają właśnie PW. „Uważają, że teraz absolutnie nie możemy kontynuować polityki obietnic. Ich zdaniem należy jak najbardziej realnie przedstawić krajom PW sytuację i sprowadzić Partnerstwo do klasycznej polityki zagranicznej, a nie polityki pseudorozszerzeniowej. W kontekście kryzysu ukraińskiego deklaracja będzie oddawała taki sposób myślenia” – tłumaczy ekspertka.

Jak dodaje, krążą pogłoski, że UE wycofa się z wprowadzonej w 2011 roku tzw. zasady more for more, polegającej na tym, że kraje najlepiej wywiązujące się z reform mogą liczyć na większe środki finansowe. Jednak ekspertka tłumaczy, że zasada ta jest już wdrożona na siedem lat i będzie obowiązywała do 2020 roku, kiedy kończy się obecna perspektywa budżetowa UE. Może być po prostu w mniejszym stopniu stosowana względem niektórych krajów.

Rezygnując z more for more, Unii może chodzić o wysłanie sygnału, że PW jest wyłącznie gospodarczą inicjatywą, bez charakteru politycznego, oraz o „wycofanie się z dowartościowywania najlepszych krajów”. „Dałoby im to do zrozumienia, że nie powinny spodziewać się, iż za wielkimi osiągnięciami będą szły większe obietnice i środki” – mówi.

„Najpewniej chodzi o to, że Polska i kraje, które walczą o PW, postulowały znaczne zwiększenie pieniędzy dla państw, które wdrażają handlową część umowy stowarzyszeniowej. Komisja Europejska chce się bronić przed takimi rozwiązaniami, likwidując more for more” – uważa Kaca.

Zdaniem ekspertki PISM na szczycie w Rydze „nie należy spodziewać się rewolucji ani konkretnych zmian jeśli chodzi o PW”. Powodem jest m.in. prowadzony obecnie przegląd polityki sąsiedztwa. Do końca czerwca potrwają publiczne konsultacje, których rezultaty zostaną ogłoszone jesienią i dopiero wtedy zostaną podjęte decyzje na temat ewentualnych zmian. „Nie należy wiązać z tym jednak wielkich nadziei. Nie ma konstruktywnych pomysłów, by coś zmieniać” – zastrzega.

Szczyt w Rydze „pokaże trend osłabienia zainteresowania Unii pogłębioną integracją regionu wschodniego z UE; w ciągu najbliższych kilku lat będziemy świadkami dłuższego trendu polegającego na powolnym politycznym wycofywaniu się UE ze Wschodu” – ocenia ekspertka. „Będzie chodziło jedynie o promowanie pogłębionej integracji gospodarczej” – dodaje.

Kaca przewiduje, że UE będzie podtrzymywać współpracę z krajami PW na poziomie technicznym, a stosunki z tymi państwami będą przypominały relacje Unii z Turcją, z tą różnicą, że Ankara otrzymała perspektywę członkostwa. „Turcy wdrażali warunki, ale teraz wszystko się rozbija o kwestie polityczne” – przypomina analityczka. Gdy kraje PW osiągną reżim bezwizowy, na co w najbliższych latach szanse mają Gruzja i Ukraina, i z czego od roku korzystają obywatele Mołdawii, oraz gdy będą już w pełni obowiązywały umowy o wolnym handlu, nadejdzie okres zniechęcenia Unią, co obserwujemy w Turcji.

Zdaniem ekspertki UE stawiała krajom PW zbyt duże wymagania, oferując im w zamian relatywnie niewielkie zyski, w dodatku głównie długoterminowe. „A te kraje potrzebują konkretnych zachęt” – przekonuje.

„Poza ruchem bezwizowym w PW nie ma rozwiązań typu win-win” – ocenia Kaca. Choć Unia domaga się od krajów PW kompleksowych reform, np. administracji publicznej, całego sektora energii czy transportu, bądź utworzenia systemu niezawisłego sądownictwa, to niedostatecznie monitoruje wdrażanie tych zmian. „UE naciska na zmianę prawa i powoływanie nowych instytucji, ale kompletnie nie monitoruje wdrażania tych reform, wręcz nie chce patrzeć, jak są one wprowadzane w życie. Po sześciu latach funkcjonowania PW efekt jest taki, że mamy większość rezultatów na papierze, a realnie niewiele się zmienia” – mówi Kaca.

„Trzeba skończyć z tą iluzją” – podkreśla. Ekspertka proponuje zmniejszenie pieniędzy wydawanych za pomocą wsparcia budżetowego i przerzucenie się na granty, przetargi dla biznesu, NGOsów, konkretne projekty infrastrukturalne, czy też zwiększenie środków dla małych i średnich przedsiębiorstw, których funkcjonowanie w krajach oligarchicznych jest utrudnione.

Julia Potocka (PAP) jhp/ ap/

Robert Potocki: Partnerstwo (bez) złudzeń: przypadek Ukrainy, fragment:

„…Ukraina i Gruzja oczekiwały dwóch zasadniczych deklaracji: (1) potwierdzenia perspektywy przyszłego członkowstwa w UE i uznania całego dotychczasowego procesu tranzycji systemowej obu wspomnianych państw oraz (2) określenia daty i zasad wprowadzenia ruchu bezwizowego [1]. O ile w przypadku Kijowa kunktatorstwo to jest w pełni zrozumiałe, gdyż władze państwowe od czasu EuroRewolucji ciągle w sposób „niemrawy” wprowadzają reformy, zaś „dylemat niepewności” sprawia, że należy liczyć się z określonymi napięciami społecznymi, czy też napływem uchodźców w przypadku eskalacji wojny noworosyjskiej, o tyle w przypadku Tbilisi musi to już budzić wątpliwości, gdyż z jednej strony Gruzja może – pomimo zamrożenia konfliktów w Osetii Południowej i Abchazji – uchodzić za pioniera okcydentalizacji przestrzeni poradzieckiej, a z drugiej – brak większego zaangażowania Brukseli w regionie Morza Czarnego zmusza władze państwowe w Tbilisi do balansowania między euratlantyzmem a eurazjatyzmem [2].

(…)Ostatecznie też w deklaracji końcowej zapowiedziano liberalizację ruchu granicznego dla krajów Partnerstwa Wschodniego, choć bez skonkretyzowania terminów, co można uznać za porażkę dyplomatyczną prezydenta Petra Poroszenki, który liczył na dyplomatyczny sukces w obliczu pogarszającej się kondycji finansowej kraju [4]. Równie niejednoznacznie brzmiały zapewnienia o uznaniu „aspiracji europejskich”, zwłaszcza, że powyższa deklaracja nie musi oznaczać poparcia dla procesu akcesji w sytuacji, gdy zasadniczym celem Unii Europejskiej nie jest zjednoczenie Starego Kontynentu. Także stwierdzenie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska:„nikt nie obiecywał, że Partnerstwo Wschodnie będzie automatyczną drogą do członkostwa [Unii Europejskiej]” nie skłania do nadmiernego optymizmu w tym wymiarze.(…)

Od momentu powstania zasadniczym celem istnienia Partnerstwa Wschodniego było zacieśnienie relacji bilateralnych z krajami, które znajdują się na peryferiach Unii Europejskiej w celu stworzenia w obrębie jej „bliskiej zagranicy” strefy bezpieczeństwa i stabilności społeczno-politycznej. Teoretycznie pozwalało to na wypracowanie nowych form współpracy i kooperacji na szczeblu regionalnym, ze szczególnym uwzględnieniem umów stowarzyszeniowych oraz tworzeniem pogłębionych i kompleksowych stref wolnego handlu. Nie bez znaczenia był również fakt, że wypracowanie wspomnianych instrumentów oddziaływania politycznego poprzedzał proces dostosowawczy poszczególnych krajów do wymogów i standardów unijnych. Najskuteczniejszą formułą zewnętrznego inspirowania procesów tranzycji była oczywiście perspektywa członkostwa, która jednak w przypadku Partnerstwa Wschodniego została odłożona ad Kalendas Graecas…”

polecam lekturę całości tu: geopolityka.org

podobne: Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE oraz: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). i to: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

20.05. Wilno (PAP) – Litewskie partnerstwo strategiczne z Polską podupadło – ocenił ambasador UE w Moskwie Vygaudas Uszackas, b. szef MSZ Litwy. W wywiadzie dla prywatnej telewizji litewskiej wyraził nadzieję, że przywódcy Litwy dołożą starań, by odbudować relacje z Polską.

„Z żalem przyznaję, że deklarowane partnerstwo strategiczne z Polską o ile nie poniosło fiaska, to znacznie podupadło” – powiedział Uszackas litewskiej telewizji Lietuvos Ryto.

Jego zdaniem „należy koniecznie usunąć zadrażnienia, które nagromadziły się w wyniku naszej bezczynności i braku woli politycznej”. „Jak długo można rozmawiać o zalegalizowaniu pisowni polskich nazwisk ? Sądzę, że musimy się wywiązać z naszych zobowiązań” – wskazał Uszackas.

Ambasador ocenił, że należy aktywizować współpracę polityczną, kulturalną i gospodarczą. „Prokremlowscy politolodzy rosyjscy w rozmowach ze mną czasami żartują, że Litwini nie potrafią ułożyć sobie relacji z Polską i w ten sposób służą nie swoim, a czyimś interesom” – powiedział ambasador UE.

„Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że Polska jest naszym partnerem strategicznym bez względu na to, czy tak ją określamy, czy nie” – kontynuował Uszackas. Przypomniał, że Polska „jest najbliższą sąsiadką Litwy z czterdziestomilionowym rynkiem konsumentów i największym w Europie Wschodniej państwem członkowskim NATO, z którym łączą nas relacje historyczne”.

Ambasador przyznał, że w historii narodów polskiego i litewskiego są bolesne karty. Jednocześnie podkreślił, że „po tym, gdy wstąpiliśmy do UE i NATO, gdy stoją przed nami wspólne wyzwania, którym musimy podołać, jednym z najważniejszych zadań polityki zagranicznej jest odbudowa i normalizacja relacji polsko-litewskich”.

Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP) aki/ awl/ ala/

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament? oraz: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat. i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

3. Powstanie mołdawsko-rumuński batalion sił pokojowych.

22.05. Kiszyniów (PAP/Interfax-Ukraina) – Ministrowie obrony Rumunii i Mołdawii uzgodnili w Bukareszcie, że oba kraje w najbliższym czasie utworzą wspólny batalion sił pokojowych. Opowiedziano się też za włączeniem w skład batalionu żołnierzy z Polski i Ukrainy – podał w piątek resort obrony Mołdawii.

„W działaniu batalionu planuje się wykorzystanie znacznego doświadczenia rumuńskich żołnierzy, nabytego przez nich w trakcie wypełniania misji pokojowych i ćwiczeń międzynarodowych” – czytamy w oświadczeniu mołdawskiego ministerstwa obrony po spotkaniu szefa tego resortu Viorela Cibotaru z rumuńskim ministrem obrony narodowej Mirceą Dusą.

„Mołdawia traktuje Rumunię jako swego strategicznego partnera w wojskowo-politycznym dialogu. Chcemy i gotowi jesteśmy zabezpieczyć ciągłość tego procesu, aby nasza armia była profesjonalna i aktywna” – napisano w oświadczeniu. W rumuńskich uczelniach wojskowych podnosi kwalifikacje wielu oficerów mołdawskich.

Według komunikatu ostatnie spotkanie ministrów obrony Mołdawii i Rumunii stanowiło „nowy etap w umacnianiu wojskowo-politycznych więzi między Mołdawią a Rumunią i stało się płaszczyzną dyskusji i wymiany opinii o stanie i perspektywach dwustronnej współpracy”.

W Rumunii przeprowadzono niedawno ćwiczenia z udziałem pododdziałów sił zbrojnych gospodarzy, żołnierzy z Wielkiej Brytanii, USA i Mołdawii. Kolejne ćwiczenia w tym kraju mają odbyć się w czerwcu. (PAP)

jo/ ap/

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową.

4. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.

24.05.2015, Berlin (PAP) – Zdaniem tygodnika „Der Spiegel” Rosja nie planuje – wbrew temu, co twierdzą władze w Kijowie – nowej ofensywy w Donbasie, lecz wręcz przeciwnie – szuka wyjścia z konfliktu o Ukrainę. Podczas niedawnych rozmów USA-Rosja nie było mowy o Krymie.

Wieloletni korespondent „Spiegla” w Moskwie Christian Neef w materiale w najnowszym wydaniu tygodnika zwraca uwagę na ostatnie wypowiedzi prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, w których jest mowa o przygotowywaniu przez Kreml ofensywy przeciwko Ukrainie. Autor zauważa, że pretekstem do „wojowniczych wypowiedzi” Poroszenki było zatrzymanie dwóch żołnierzy rosyjskich oddziałów specjalnych, pojmanych przez siły rządowe na wschodzie kraju.

„To, że rosyjskie kierownictwo wysyła bojowników na Ukrainę i kłamie (zaprzeczając), od dawna wiadomo” – czytamy w „Spieglu”. Nie usprawiedliwia to jednak – zdaniem Neefa – mówienia o rosyjskiej „ofensywie”. Jak twierdzi niemiecki dziennikarz, jest wręcz przeciwnie – „Moskwa idzie na ustępstwa”.

Na potwierdzenie tej tezy Neef przytacza wypowiedz szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, który powiedział, że tereny opanowane przez separatystów mają pozostać częścią Ukrainy i że należy wspierać Poroszenkę. „Der Spiegel” dodaje, że Rosja oficjalnie pożegnała się z projektem „Noworosji”, co związane jest z „upadkiem ekonomicznym” Rosji. „Dlaczego Kreml miałby inwestować w Ukrainę jeszcze więcej krwi i pieniędzy?” – pyta Neef.

„Wojenna retoryka” jest natomiast – zdaniem „Spiegla” – w interesie Poroszenki. „Kraj znajduje się w obliczu bankructwa, a dług zagraniczny wzrósł do 40 mld dolarów (…)” – pisze Neef. W tej sytuacji „wojenna melodia” jest pożądana – nie tylko, aby podsycać patriotyczne nastroje, lecz także, aby ostrzec Zachód (przed zbliżeniem z Rosją).

„Der Spiegel” zwraca uwagę, że Waszyngton podjął na nowo dialog z Moskwą, gdyż jest zainteresowany kooperacją z Rosją w sprawie Syrii. Amerykanie mają ponadto przedstawić propozycję dotyczącą Ukrainy wschodniej. W czasie niedawnej wizyty sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego w Moskwie ani razu nie padło słowo „Krym” – czytamy w „Spieglu”. (PAP)

lep/ mc/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję i raport Niemcowa. oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnej. Niemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce. USA na „szybkiej ścieżce” negocjacyjnej TTIP i TTP. Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi.


1. KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnejNiemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce.

PAP – Świat 19 Maj 2015, 16:42 Bruksela (PAP) – Komisja Europejska wszczęła we wtorek procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Zdaniem KE przepisy te ograniczają swobodę świadczenia usług i przepływ dóbr na rynku UE.

Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, jeśli Niemcy nie usuną uchybienia.

W komunikacie KE zaznacza, że w pełni popiera wprowadzenie w Niemczech ustawowej płacy minimalnej. „Komisja uważa jednak, że zastosowanie ustawy o płacy minimalnej do wszystkich operacji transportowych na terenie Niemiec ogranicza w nieproporcjonalny sposób swobodę świadczenia usług i wolny przepływ dóbr” – poinformowała KE.

Komisja ocenia, że nieuzasadnione jest w szczególności wymaganie płacy minimalnej w przypadku przewozów tranzytowych oraz „niektórych operacji transportu międzynarodowego”, gdyż „tworzy to nieproporcjonalne bariery administracyjne, które uniemożliwiają właściwe funkcjonowanie rynku wewnętrznego”. „Komisja uważa, że dostępne są bardziej proporcjonalne środki, które zagwarantują ochronę socjalną pracownikom i zapewnią uczciwą konkurencję, a jednocześnie pozwolą na swobodny przepływ usług i dóbr” – oceniła KE.

Komunikat nie precyzuje, co dokładnie kryje się pod określeniem „niektóre operacje transportu międzynarodowego”. Według źródeł w przypadku kabotażu płaca minimalna może być wymagana.

W styczniu br., po interwencji Polski i kilku innych krajów, Komisja Europejska zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienia w sprawie nowych przepisów o płacy minimalnej, z których wynika, że także zagraniczni kierowcy ciężarówek przejeżdżający przez Niemcy tranzytem mają otrzymywać minimalne wynagrodzenie w wys. 8,5 euro za godzinę. Berlin zawiesił stosowanie swych przepisów do czasu wyjaśnienia sprawy z KE, utrzymuje jednak, że nowe regulacje są zgodne z unijnym prawem.

Polskę, która ma drugą największa flotę samochodów ciężarowych w całej UE, taka interpretacja niemieckich przepisów uderza szczególnie mocno. Firmy z naszego kraju, a także innych państw Europy Wschodniej, mogą konkurować ze swoimi zachodnimi odpowiednikami niższymi stawkami dla kierowców.

W marcu w Polsce oraz w Brukseli odbyły się protesty firm transportowych przeciwko niemieckim przepisom. Narzekają one nie tylko na wysokość stawek, które Niemcy chcą im narzucić, ale też na obciążenia biurokratyczne, wiążące się m.in. z tłumaczeniem dokumentów dotyczących pracowników na język niemiecki.

Komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska oceniła niedawno w Parlamencie Europejskim, że sprawa niemieckiej płacy minimalnej „mogłaby zniszczyć jednolity rynek”. „Tu nie chodzi o płacę minimalną, my w Komisji Europejskiej jesteśmy wielkimi zwolennikami płacy minimalnej. Ale ta sprawa dotyczy dodatkowych obciążeń biurokratycznych dla zagranicznych firm, które działają na niemieckim rynku w sektorze transportu. To sprawa dotycząca jednolitego rynku” – powiedziała Bieńkowska na spotkaniu z komisją PE ds. rynku wewnętrznego.

Z Brukseli Anna Widzyk (PAP) awi/ agy/ kar/

podobne: Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec) oraz: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny)

PAP – Biznes 23 Maj 2015, 9:50 Warszawa (PAP) – Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej. Z badania wynika, że 96 proc. niemieckich firm zainwestowałoby w Polsce ponownie – przekonuje szef Zrzeszenia Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (DIHK) dr Eric Schweitzer.

Schweitzer odwiedził Polskę w związku z obchodami 20-lecia Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jak mówił, od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej polsko-niemieckie relacje handlowe nabrały impetu, podobnie jak inwestycje. „Stabilne stosunki gospodarcze pomiędzy Polską a Niemcami są wyrazem dobrej współpracy obydwu krajów. W ubiegłym roku osiągnęły one nowy rekordowy poziom 87 miliardów euro. Polska zalicza się do dziesięciu czołowych rynków eksportowych Niemiec, z kolei Niemcy są zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Polski” – powiedział PAP.

Schweitzer podkreślił, że niemieccy inwestorzy są już obecni w Polsce od wielu lat. „Teraz do Polski wchodzą przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa niemieckie i są one zadowolone ze swoich decyzji inwestycyjnych. Przeprowadzona w Polsce ankieta Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej pokazuje, że 96 proc. firm zainwestowałoby w Polsce ponownie. Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej” – mówi.

Pytany, jaki wpływ na sytuację gospodarczą jego kraju będzie miało negocjowane obecnie Transatlantyckie Porozumienie Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) odpowiada, że Niemcy – jako kraj eksportujący – mają wysokie oczekiwania wobec tej umowy. „USA są dla Niemiec największym rynkiem eksportowym poza UE, z jeszcze większym potencjałem – zatem zniesienie barier handlowych da tu wyraźny efekt. TTIP powinno przy tym pomóc przede wszystkim średnim firmom. Podmiotom gospodarczym chodzi na przykład o zniesienie przymusu podwójnej certyfikacji pomimo jednakowego poziomu ochrony, czy też o uproszczenie procedur celnych. Poza tym USA są dla Europy strategicznie ważnym partnerem w kształtowaniu światowej gospodarki jutra” – mówił.

W ocenie Schweitzera obecnie sytuacja na niemieckim rynku pracy jest dobra – zatrudnienie wysokie, jak nigdy dotąd. „Płaca minimalna pozostawi wprawdzie swoje ślady. Jej wprowadzenie nastąpiło w czasie, w którym rynek pracy funkcjonuje dobrze. Dlatego nie zaobserwowaliśmy dotąd żadnych negatywnych efektów, które w większym stopniu wpływałyby na zatrudnienie. Szczególnym obciążeniem dla firm jest biurokracja i niepewność prawa. Odczuli to już również polscy przewoźnicy w odniesieniu do przejazdów tranzytowych przez Niemcy, chociaż Unia Europejska jeszcze bada tę sprawę” – wskazał.

We wtorek Komisja Europejska wszczęła procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Decyzję KE z zadowoleniem przyjął resort infrastruktury i rozwoju. Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Jeśli Niemcy nie usuną uchybienia, procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Jak dodaje, również Niemcy odczuły skutki konfliktu z Rosją. „W roku 2014 niemiecki eksport do Rosji spadł o około 18 procent, co wiąże się również z wprowadzeniem sankcji. Zresztą sama rosyjska gospodarka znajduje się w ciężkiej sytuacji z powodu braku modernizacji, słabego rubla, wycofywania się kapitału z Rosji i niskich cen ropy naftowej. Niemieckie przedsiębiorstwa próbują wyrównać te straty na innych rynkach świata” – powiedział.

Od 20 lat RFN pozostaje pierwszym partnerem handlowym Polski. Jak informuje polski resort gospodarki, udział Niemiec w polskim eksporcie ogółem przekroczył w 2014 r. 26 proc. i odpowiednio 22 proc. w imporcie. Obroty handlowe w 2014 r. rosły bardzo dynamicznie – polski eksport powiększył się o ponad 9 proc., osiągając historycznie najwyższą wartość. Polski import wzrósł odpowiednio o prawie 7 proc.

Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec eksport do Polski stanowił w 2013 roku 3,9 proc. niemieckiego eksportu, co sytuowało nasz kraj na 9 pozycji wśród głównych niemieckich odbiorców (za największymi gospodarkami UE, USA i Chinami, ale przed takimi dużymi gospodarkami jak Rosja, Hiszpania czy Turcja). Natomiast w łącznym imporcie niemieckim w 2013 r. import z Polski stanowił 4 proc., co dało nam 11. miejsce wśród głównych dostawców towarów do Niemiec.

Polska ma wysokie, dodatnie saldo handlu z Niemcami w wysokości ponad 6 mld euro. Warto zaznaczyć, że strona niemiecka wykazuje również w swoich oficjalnych danych dodatnie dla siebie saldo handlu z Polską, co wiąże się z zaliczaniem do swojego eksportu dostaw do Polski z krajów trzecich, odprawianych celnie na granicy UE w portach niemieckich.

W strukturze towarowej polskiego eksportu dominują części i akcesoria do pojazdów samochodowych, meble, silniki spalinowe, pojazdy samochodowe, miedź rafinowana, druty, aparatura odbiorcza dla telewizji, konstrukcje do budowy mostów i łodzie. Największy udział w imporcie mają maszyny i urządzenia mechaniczne, metale, pojazdy oraz tworzywa sztuczne, a w szczególności części i akcesoria do pojazdów samochodowych, pojazdy samochodowe, oleje ropy naftowej, części do silników, leki, wyroby walcowane i artykuły z żeliwa lub ze stali, okucia, maszyny i urządzenia mechaniczne. (PAP) luo/ son/

podobne: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji

…Trudno nie być zadowolonym z inwestycji w kraju który nie posiada konkurencyjnej gospodarki a jego siła robocza wyemigrowała głównie pracować na niemiecką gospodarkę. Wszystko dzięki „unijnym” regulacjom, które są narzucane wszystkim naokoło, ale Niemcy mają je gdzieś. Trudno się jednak temu dziwić, skoro UE to ich projekt uczynienia z otaczających Niemcy gospodarek peryferyjnymi (dostawcą surowców, bądź produktów nisko przetworzonych) aby tylko nie zdechły i były rynkiem zbytu dla niemieckiej produkcji (Deutschland über alles! oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców)… Odys

polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.

2. USA – Senat zgodził się na „szybka ścieżkę” w negocjacjach handlowych.

PAP – Świat 23 Maj 2015, 4:02 Waszyngton (PAP) – Mimo sporych zastrzeżeń Demokratów, Senat USA przyjął w piątek ustawę, która wyznacza administracji Baracka Obamy priorytety w negocjacjach handlowych z UE oraz krajami Azji i Pacyfiku i przewiduje tzw. szybką ścieżkę aprobaty umów handlowych przez Kongres.

Ustawa uchwalona stosunkiem głosów 62:37 jest dużym zwycięstwem administracji i osobiście prezydenta Baracka Obamy, który od dłuższego czasu apelował o jej uchwalenie.

Ustawa, pod warunkiem, że uzyska jeszcze poparcie Izby Reprezentantów (gdzie napotka najprawdopodobniej na silny opór), znacznie ułatwi Obamie prowadzenie negocjacji handlowych, które są jednym z priorytetów jego drugiego mandatu w Białym Domu. Tymczasem do końca nie było wiadomo, czy ustawę poprą Demokraci, których większość podziela obawy związków zawodowych, że umowy handlowe, a zwłaszcza liberalizacja handlu z Azją, są zagrożeniem dla krajowej produkcji i miejsc pracy w USA.

Przyjęta w Senacie ustawa, o którą Obama apelował od ponad roku, zakłada, że po zakończeniu przez administrację USA negocjacji handlowych, Kongres będzie mógł w głosowaniu zaaprobować lub odrzucić umowę, ale nie będzie mógł już wnosić do niej poprawek. Bez takich gwarancji administracja miałaby znacznie mniejsze pole manewru w negocjacjach. Partnerzy nie chcieliby bowiem iść na ustępstwa, obawiając się, że Kongres i tak zmieni później to, co zostało ustalono z rządem USA.

Administracja USA prowadzi obecnie negocjacje dwóch dużych umów handlowych. Pierwsza to Transatlantycka Umowa o Wolnym Handlu i Inwestycjach z Unią Europejską (TTIP), która jak oceniają unijni dyplomaci w Waszyngtonie, jest wciąż na etapie dość „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”.

Znacznie bardziej posunięte, praktycznie już na ukończeniu są negocjacje w sprawie Umowy o Partnerstwie Transpacyficznym (tzw. TPP), która obejmuje, poza USA, 11 krajów Azji i Pacyfiku – Australię, Brunei, Kanadę, Chile, Japonię, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur i Wietnam – ale bez Chin. I to na tej umowie skoncentrowały się w ostatnim czasie dyskusje w Kongresie na temat potencjalnych negatywnych konsekwencji umów handlowych dla amerykańskich pracowników. Demokraci wskazywali, że na skutek liberalizacji handlu i przenoszenia przedsiębiorstw za granicę amerykański sektor przemysłowy stracił 5 mln miejsc pracy od 1994 roku.

Ostatecznie, po intensywnych rozmowach w ostatnich dniach, administracji USA udało się przekonać Demokratów do poparcia ustawy o szybkiej ścieżce.

Obama obiecywał im, że „podpisze tylko taką umowę, która pomoże zwykłym Amerykanom”. Zgoda na „szybka ścieżkę”, nie daje mu jednak żadnych gwarancji, że uzyska niezbędną większość na akceptację już wynegocjowanych umów handlowych. Część parlamentarzystów domaga się, by w umowie TTP przyjąć zapisy umożliwiające karanie partnerów handlowych USA, którzy „manipulują walutami” (chodzi o rzekome sztuczne utrzymywanie niskiego kursu wymiany swojej waluty na dolary, by uczynić swój eksport bardziej opłacalnym).

Paradoksalnie Obama może w sprawie umów TTP,czy TTIP liczyć bardziej na opozycję, gdyż Republikanie są tradycyjnie partią bardziej prorynkową i przychylną umowom o wolnym handlu. Ale znacznie więcej uwagi, zarówno administracja jak i Republikanie, poświęcają umowie z Azją, a nie umowie z UE.

Wielu obserwatorów, w tym także unijni dyplomaci w Waszyngtonie, przyznaje, że prace nad umową TTIP z UE są wciąż na etapie „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”. Powątpiewali więc, by Obamie udało się do końca kadencji sfinalizować negocjacje z UE uwagi na piętrzące się trudności.

W UE wiele kwestii wywołuje społeczne wątpliwości, jak np. mechanizm rozwiązywania sporów na linii inwestor – państwo, czy sprawa żywności modyfikowanej genetycznie (GMO), w tym np. przemysłowych metod hodowli kurczaków i obecności hormonów wzrostu w wołowinie. Z kolei USA, które liczą na znaczny wzrost importu swych towarów rolnych, wykluczają, by umowa handlowa z UE mogła nie obejmować rolnictwa.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP) icz/ jm/

…Amerykanie przyspieszają wiązanie ze sobą gospodarczo Europy, bo Chiny również na tym kierunku przyspieszają (o czym więcej tu: Jacek Bartosiak i geopolityka: Niemcy-Chiny-Rosja-USA) w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Widać jednak że ważniejszy kierunek to Azja, gdzie USA umyśliła sobie oderwać od Chin ich naturalnych partnerów handlowych. Póki co Niemcy (w ramach UE) mają w czym wybierać 🙂 (Odys)

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO. i to: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Kolejny etap globalizacji. W 2014 r. zacznie powstawać projekt ws. strefy wolnego handlu UE-USA

3. OECD: Pogłębia się rozwarstwienie między biednymi a bogatymi.

PAP – Świat 21 Maj 2015, 15:37 Paryż (PAP/AFP,AP,Media) – Pogłębia się przepaść między biednymi a bogatymi – wynika z najnowszego raportu OECD. W 34 krajach członkowskich organizacji najbogatsze 10 proc. ludności posiada 9,6 razy więcej niż najbiedniejsze 10 proc. Takie rozwarstwienie zagraża wzrostowi gospodarczemu.

Według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), który opublikowano w czwartek w Paryżu, nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi osiągnęły rekordowy poziom.

„Osiągnęliśmy punkt krytyczny. Nierówności w krajach OECD, jeszcze nigdy od kiedy zaczęliśmy je mierzyć, nie były tak duże” – powiedział sekretarz generalny organizacji Angel Gurria, prezentując raport u boku komisarz UE ds. zatrudnienia Marianne Thyssen.

Standardowa miara nierówności nie istnieje, ale większość wskaźników sugeruje, że podczas kryzysu finansowego tempo pogłębiania się nierówności spadło, natomiast obecnie znowu się zwiększa. Według raportu dzieje się tak, ponieważ w krajach o największych nierównościach występuje jeszcze głębsza przepaść w poziomie edukacji, co skutkuje mniej wykfalifikowana siłą roboczą.

Jednym z czynników, które składają się na rosnącą nierówność jest wzrost tzw. pracy niestandardowej, obejmującej umowy śmieciowe i samozatrudnienie. Według OECD od połowy lat 90. do 2013 roku ponad połowa wszystkich tworzonych miejsc pracy w 34 państwach członkowskich dotyczyła pracy niestandardowej. Gospodarstwa domowe zależne od takiej pracy wykazują wyższy wskaźnik ubóstwa niż pozostałe i to właśnie prowadzi do narastania nierówności. Jednocześnie ponad połowa zatrudnionych na umowach śmieciowych to ludzie poniżej 30. roku życia.

Ponadto systemy podatkowe i zasiłków są coraz mniej skuteczne pod względem redystrybucji dochodu.

Według raportu jednym z nielicznych obszarów, na których nierówności nie pogłębiały się w ostatnich 30 latach, jest Ameryka Łacińska, mimo że wyjściowy poziom nierówności był tam o wiele wyższy.

OECD podkreśla, że największe znaczenie dla zahamowania rozwarstwiania się społeczeństw ma aktywność skierowana na podnoszenie standardów życia najbiedniejszych grup ludności, zwłaszcza 40 procent najuboższych – twierdzi BBC.

Profesor Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2001 roku za analizę rynków z asymetrią informacji, powiedział BBC, że nierówności nie są wynikiem braku edukacji. „W ostatnich 15 latach widzimy, iż dochody nawet tych, którzy ukończyli szkołę wyższą, stoją w miejscu. Prawdziwym problemem jest to, że zasady gry są ułożone dla monopolistów, prezesów korporacji”.

„Obecnie prezesi dostają z grubsza 300 razy więcej niż zwykli robotnicy, a ten mnożnik wynosił niegdyś 20, 30. Żaden wzrost produktywności nie usprawiedliwia takiej zmiany relatywnego wynagrodzenia” – podkreślił Stiglitz.

Jak pisze AFP, dla zmniejszenia nierówności i stymulowania wzrostu OECD zaleca rządom promowanie w pracy równości między płciami, zwiększenie dostępności stabilnych miejsc pracy i zachęca do inwestowania w edukację i szkolenie.

Najwyraźniejsze nierówności w krajach OECD, mierzone współczynnik Giniego, występują w Chile (0,50), Meksyku (0,48), Turcji (0,41), USA (0,40) i Izraelu (0,38), a najmniejsze w Danii, Słowenii, Słowacji i Norwegii (0,25) oraz w Czechach (0,26). W Polsce współczynnik Giniego wyniósł w 2012 roku 0,30 i był niższy niż średnia dla krajów OECD, wynosząca 0,32.

Nierówności widać wyraźnie w wielkich rozwijających się gospodarkach, ale w niektórych krajach są one skutecznie redukowane, zwłaszcza w Brazylii – zaznaczono w raporcie.

Redystrybucja poprzez opodatkowanie jest również skutecznym sposobem na zmniejszenie nierówności – głosi raport i dodaje, że skuteczność mechanizmów redystrybucji w ostatnich dziesięcioleciach zmalała w wielu krajach. (PAP) klm/ ap/

…co za lewacki bełkot usprawiedliwiający lewicowe podejście do gospodarki… Na początek trzeba sobie powiedzieć że same nierówności nie są niczym złym. To naturalny skutek różnic jakie występują między ludźmi w ich zdolnościach, predyspozycjach i efektywności w pracy fizycznej oraz umysłowej. Problemem nie są nierówności ale brak efektu zrównoważonego rozwoju na wszystkich poziomach społecznych. Spora część ludzi jest po prostu pozbawiona partycypacji w bogaceniu się i to nie ze względu na brak wykształcenia bo przecież nie brakuje ludzi wykształconych żyjących w biedzie.

Bardziej pracowity i lepiej przystosowany umysłowo do pracy człowiek ma nie tylko prawo zarabiać więcej, ale ma również większe prawo do zajmowania eksponowanego i odpowiedzialnego stanowiska na rynku pracy. To właśnie tacy ludzie napędzają gospodarkę ciągnąc innych za sobą i tworząc miejsca pracy. Przecież to właśnie bogaci tworzą miejsca pracy! Skoro potrafili się dorobić to stanowią doskonały przykład na to że samemu można się dorobić (wystarczy naśladować ludzi sukcesu). Problem nie leży w samym istnieniu nierówności ale właśnie w ich sztucznym niwelowaniu (tzw. redystrybucji) która jest jawną niesprawiedliwością a ponadto jest nieefektywna i szkodliwa dla gospodarki a najbardziej dla najuboższych, ponieważ zaniża poziom rozwoju zrównując zdolnych i pracowitych z mniej zdolnymi i mniej pracowitymi. Środki przesuwane z efektywnych do nieefektywnych grup pracowników są po prostu przejadane i marnowane. Na dodatek często odbywa się to w sposób przymusowy i kosztowny za pośrednictwem aparatu państwowego który wycina sobie (przy pomocy podatków i „składek” na różnego rodzaju przymusowe fundusze jak zdrowotny czy emerytalny) z tego tortu cudzej pracy spory kawałek dla siebie tylko dlatego żeby resztę oddać w swoim mniemaniu pokrzywdzonym ludziom. Główną przyczyną nie są „umowy śmieciowe” czy samozatrudnienie (co za bzdura! żeby zarabianie na siebie wskazywać jako problem). Problemem pogłębiających się nierówności jest rabunkowa polityka państwa które tak naprawdę zabrane na „redystrybucję” pieniądze obywateli w części przeżera (na administrację), a w drugiej marnuje (na państwowe często nikomu niepotrzebne „inwestycje”) lub po prostu kradnie (korupcja i defraudacja).

Jedyna uwaga z którą się zgadzam to nadmierny rozrost różnego rodzaju monopoli. Tyle że ich powstawanie nie ma nic wspólnego z istnieniem nierówności jako takiej, a jest spowodowane interwencjonizmem państwowym który tworzy prawo chroniące pewne grupy interesów przed konkurencją – często właśnie pod pretekstem „wyrównania” jakichś szans na rynku, albo pod pozorem ochrony „strategicznych interesów”, uniemożliwiając tym samym normalną konkurencję która jest naturalnym mechanizmem antymonopolowym… Za pogłębianie się nierówności odpowiadają rządy i ich niekompetencja w tworzeniu takich a nie innych warunków prawnych dla prowadzenia biznesu.

Proszę zauważyć, że choć wśród krajów rozwiniętych największy odsetek ich władz stanowią rządy socjalistów – teoretycznie walczących o „sprawiedliwy podział dóbr”, to efekt ich polityki jest dokładnie odwrotny od deklarowanego, bo tak właśnie działa tzw. „redystrybucja”. Jest to tylko pretekst dla ordynarnego złodziejstwa a wytworzone w ten sposób skrajne nierówności wykorzystuje się do napuszczania biednych na bogatych. Polecam lekturę ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli... (Odys)

podobne: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Szczyt (hipokryzji) w Petersburgu czyli… „G20″ o „stymulowaniu wzrostu gospodarczego” a także: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.  polecam również: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.


„…Przez spadek światowych cen LNG Unia Europejska ma przygotować nową strategię budowy terminali na gaz skroplony. Plan ma zostać ogłoszony w lipcu tego roku. W tej sferze Bruksela ma współpracować z USA i Kanadą. Ten proces będzie postępował bez względu na przyszłość negocjacji Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowo-Inwestycyjnego, które mogłoby go przyspieszyć, ale nie jest niezbędne. W Kongresie trwa lobbing za szeregiem ustaw o liberalizacji eksportu węglowodorów amerykańskich, w tym najciekawszej, LNG for NATO Act. Kanada, która również może eksportować LNG do Europy nie ma tu żadnych ograniczeń. Do listy mogą dołączyć Australia i eksporterzy z Afryki.

Chociaż obecnie utrzymujący się niski poziom ceny ropy naftowej może nie przetrwać 2015 roku, to nie jest już głównym czynnikiem decydującym o spadku cen LNG. Kluczowa jest rosnąca podaż gazu i spadek zapotrzebowania w niektórych częściach globu. Są to wspaniałe warunki do rewizji portfela umów przez klientów europejskich, którzy nie koniecznie kupią więcej, ale na pewno mądrzej, zmniejszając zależność od głównego dostawcy. Komisja Europejska pragnie, aby kraje Unii dotarły do co najmniej trzech różnych źródeł dostaw.

Śledztwo antymonopolowe może doprowadzić do rewizji istniejących umów gazowych. Może zmniejszyć widełki lub zlikwidować klauzulę obowiązkowego minimum zakupu take or pay. Niezależnie od tego nowe umowy gazowe (polska wygasa w 2022 roku) będą najprawdopodobniej podporządkowane standardom, które ma zamiar wyznaczyć Bruksela. Dzięki temu skończy się nadpodaż surowca na polskim rynku spowodowana właśnie przekontraktowaniem PGNiG, które musi kupować określoną ilość gazu z Rosji, choć go nie potrzebuje lub chciałoby zmienić klienta. Wtedy będą możliwe większe zakupy przez terminal w Świnoujściu, co przełoży się na zwiększenie rentowności tego obiektu…” (Wojciech Jakóbik)

polecam lekturę całości

podobne: Józefa Sokołowska: Co wiemy o zasobności polskich łupków. Szczęśniak: zmiany w Polskim LNG to próba przyspieszenia otwarcia gazoportu. oraz: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i to: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) a także: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku polecam również: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

USA, gaz, LNG

Wojciech Jakóbik Blog

Corpus Christi LNG Corpus Christi LNG

Chociaż gaz skroplony dopiero za jakiś czas trafi do Europy to rynek zaczął sprzyjać temu procesowi.

View original post 723 słowa więcej

Co przyniesie TTIP? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO.


„…Przebrzmiały protesty w sprawie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), ale mówi się, że  zostawiła ona swoje córki w postaci TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) oraz CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement). CETA już czeka na ratyfikacje, natomiast TTIP jest tworzone w wielkiej tajemnicy –nie znamy zapisów, jakie w nim zaproponowano i obawiamy  się  skutków społecznych i gospodarczych, jakie ten traktat handlowy między UE a USA może spowodować.  Toteż pojawiły się masowe protesty, także w Polsce, na skutek których odtajniono wytyczne, jakimi się kierują negocjatorzy tej największej transatlantyckiej umowy. W dokumencie, który de facto jeszcze nie powstał i jest negocjowany, mowa jest o przygotowaniu do „stworzenia norm globalnych” wymiany handlowej. Czy to oznacza, że WTO już nie wystarcza? Na czym polegałaby wyższość TTIP nad WTO?

 Katarzyna Śledziewska: WTO jest porozumieniem multilateralnym, w którego ramach dokonuje się liberalizacji handlu światowego na zasadach regulowanych przede wszystkim przez klauzulę najwyższego uprzywilejowania (KNU). Oznacza to, że jeśli dajemy przywileje jakiemukolwiek z państw-członków WTO, to te same przywileje winniśmy przekazać innym państwom-członkom WTO. To jest tzw. niepreferencyjna liberalizacja handlu, koncentrująca się przede wszystkim na towarach i usługach.

WTO jest kontynuacją  GATT – układu ogólnego w sprawie ceł i handlu. Jednak od samego początku GATT wiadomo było, że państwa liberalizują politykę handlową dyskryminacyjnie – czyniły tak np. państwa afrykańskie, a  Belgia, Luksemburg, Holandia utworzyły unię celną i na zasadach dyskryminacyjnych liberalizowały między sobą handel.

Kiedy podpisywano GATT, uważano, że te umowy będą krokiem do liberalizacji, spowodują, że państwa będą liberalizować handel najpierw w grupach, a później dojdzie do całkowitej liberalizacji. Pierwszą grupą była EWG, a wcześniej – EWWiS (Europejska Wspólnota Węgla i Stali).

Liczba takich ugrupowań stopniowo narastała, ale jednocześnie w ramach GATT wprowadzano kolejne liberalizacje handlu światowego. Okazało się, że pewne państwa są gotowe szybciej od innych liberalizować handel, a za tym idzie fala wielostronnej liberalizacji.

Od 1995, kiedy powstało WTO, handel światowy – jeśli chodzi o przepływ towarów przemysłowych – jest praktycznie zliberalizowany. Ale problemem są  bariery celne, jak i świadectwa pochodzenia, czego WTO nie jest w stanie zharmonizować.

Z drugiej strony, mamy kwestie pozahandlowe, jak np. ochrona środowiska, własność intelektualna czy prawo pracy. To wszystko ma wpływ na koszty produkcji i pośrednio – na konkurencyjność towarów i kierunki handlu. Z uwagi na wyrafinowane i złożone problemy handlu coraz trudniej jest uzyskać w ramach WTO postęp w negocjacjach światowych. Dla państw rozwijających się te zobowiązania są bowiem coraz trudniejsze do spełnienia.

Mimo postępu  technologicznego, komunikacyjnego, transportowego istnieją więc ciągle przeszkody w handlu międzynarodowym, a zakres liberalizacji jest niewystarczający. Stąd też wzięła się potrzeba zawierania umów bilateralnych pomiędzy państwami, skoro proces umów wielostronnych wyhamował. Takich umów zawarto ok. 300, a UE jest tu liderem.

Polska już wcześniej uczestniczyła w tych procesach, podpisując z EWG w 1992 r. tzw. umowę przejściową, która później stała się układem europejskim, a dotyczącą  liberalizacji handlu. (Było to przygotowanie do akcesji Polski do UE). Wcześniej Polska zawarła też porozumienia handlowe z krajami Grupy Wyszehradzkiej – CEFTA (Central European Free Trade Agreement ), ale i Litwą, Łotwą, Estonią, Turcją,  krajami EFTA (European Free Trade Association), Wyspami Owczymi. Czyli na tej arenie byliśmy b. aktywni, podobnie jak inne państwa z Europy centralnej po rozpadzie bloku wschodniego.

A.L.: Ale  czy to znaczy, że WTO przestało obowiązywać?

K.Ś.: WTO zaczęło spełniać nieco inną rolę niż początkowo. Stało się bardziej zewnętrznym regulatorem, zajmuje się rozstrzyganiem sporów między państwami na tle handlowym. Spełnia też rolę arbitra współpracy handlowej, gospodarczej na świecie.

A.L.: Czy TTIP jest zupełnie nowym porozumieniem, niezależnym od WTO?

K.Ś.: TTIP nie jest czymś nowym. To, że przypisuje się tej umowie wielkie znaczenie polityczne wynika z faktu, iż UE i USA mają bardzo duże ambicje, żeby wprowadzić bardziej wyrafinowane instrumenty liberalizacji handlu. Chodzi m.in. o to, żeby uregulować standardy. I można się tylko dziwić, że taką umowę zaczęto negocjować dopiero teraz. Bo skoro tych dwustronnych umów jest tak dużo, a  główni gracze na świecie jeszcze nic ze sobą nie negocjowali, to można tylko zapytać: dlaczego TTIP powstaje tak późno?

Niemniej należy pamiętać, że TTIP nie przyniesie pełnej liberalizacji w handlu, że jest bardzo wiele wyłączeń,  choćby polityka rolna.

A.L.: Czym zatem jest TTIP?

K.Ś.: TTIP ma dotyczyć zarówno przepływu towarów jak i usług, ma także pozwalać na swobodny przepływ inwestycji i kapitału. Jest to typowo handlowa umowa i najbardziej zaawansowana, regulująca coraz większe obszary – choćby prawa własności intelektualnej. I chociaż tego jeszcze nie wiemy – może się okazać, że bardziej zaawansowana będzie umowa,  jaką USA negocjują z państwami obszaru Pacyfiku. USA były bowiem zawsze za umowami multilateralnymi, rzadko zawierały umowy dwustronne.

A.L.: Jakie są (będą) obszary rozbieżnych interesów, które spowolnią proces tworzenia ostatecznego kształtu tej umowy?

K.Ś.: Jeżeli chodzi o UE, a w tym Polskę, to dużym problemem są różne koszty produkcji, zwłaszcza w przemysłach energochłonnych, bo w USA koszty energii są dużo niższe. Dodatkowo, jesteśmy obszarem, który jest poddany dużej liczbie regulacji.

A.L.: Ale my nie będziemy stroną przy podpisywaniu TTIP – stroną będzie UE. Zgodnie z Traktatem Lizbońskim,  KE decyduje o polityce handlowej wszystkich państw członkowskich…

K.Ś.: Już od chwili naszej akcesji do UE polityka handlowa była w gestii UE, tyle że jej zakres był mniejszy. Od 2004 uczestniczymy w unii celnej, co oznacza, że przyjęliśmy cła UE i oddaliśmy w ręce KE nasze suwerenne prawo do prowadzenia własnej polityki handlowej. Taka jest zasada, kiedy się wchodzi do unii celnej. Tyle że od 2009 r. zakres polityki handlowej będącej w gestii UE jest bardzo rozszerzony – nie tylko o przepływ towarów i usług, ale i o inwestycje. 

A.L.: Czyli właściwie nasze stanowisko w sprawie TTIP nie ma znaczenia?

K.Ś.: Ma znaczenie, bo jesteśmy państwem członkowskim i możemy w ramach dyskusji w PE wyrażać swoje opinie co do treści zawieranych umów. Problem polega na tym, że tego typu umowy negocjuje KE i musi to robić w pełnej tajemnicy, aby nie ujawniać przedwcześnie swoich propozycji wobec USA. Mamy też wpływ na ich przyjmowanie, gdyż te umowy muszą być ratyfikowane przez nasz parlament. KE przed negocjacjami nie może nie brać pod uwagę stanowisk państw członkowskich. Trzeba jednak pamiętać, że Polska ma prawo nie podpisać tego traktatu.

A.L.: To, co budzi największe obawy w tym traktacie to mechanizm ISDS, w którym zawarty jest arbitraż w sprawach spornych między koncernami a państwami. Czyli konfliktów nie rozstrzygają sądy, ale międzynarodowy trybunał arbitrażowy, którego członków powołują strony konfliktu i którego procedowanie jest inne niż sądów.

K.Ś.: To jest związane z rozstrzyganiem sporów przy inwestycjach, ale tutaj nie ustalono ostatecznych rozwiązań, nie wiemy jak to będzie wprowadzone. Nie wiemy zatem, czy ten arbitraż  będzie rozwiązaniem niebezpiecznym dla państw europejskich, gdzie prawo jest stanowione inaczej niż w USA. Stąd pewnie i ta obawa, że skoro my nie mamy doświadczenia, a zostaną wprowadzone rozwiązania znane prawnikom USA, to będziemy przegrywać.

A.L.: A rolnictwo i produkcja żywności? Tutaj różnice są ogromne i trudne porozumienie.

K.Ś.: Na pewno będzie budzić kontrowersje, bo zarówno USA jak i UE bardzo chronią swój sektor rolny. To, czego obawiają się mieszkańcy Europy, to dopuszczenie przez KE na unijny rynek drobiu amerykańskiego, produkowanego w sposób nieakceptowany przez UE, nie spełniający norm unijnych.

A.L.: Karmiony hormonami, dezynfekowany chlorem, itp.

K.Ś.: Równie duże kontrowersje budzą organizmy GMO. Jest takie nastawienie, aby ich do Europy nie wpuszczać. Jednak z tego, co wiem, polscy przedsiębiorcy boją się, że nawet jeśli będzie zakaz, to kontrola żywności może nie być szczelna, co będzie furtką do liberalizacji handlu. Ale jeśli my nie wpuścimy żywności amerykańskiej, USA nie wpuści też  europejskiej żywności na swoje terytorium. Czyli nie powinniśmy wówczas liczyć na eksport żywności na tamten rynek.

A.L.: Kolejną sprawą budzącą niepokój Europejczyków jest ochrona zdrowia. Jest to związane z odmiennymi zasadami patentowania w UE i USA oraz prywatyzacją placówek medycznych, co w przypadku państw biedniejszych mogłoby zrujnować służbę zdrowia.

K.Ś.: Ciekawe były przecieki z umowy, jaką USA negocjują w regionie Pacyfiku. USA zależy na szczelnej ochronie przemysłu farmaceutycznego, co chce osiągnąć m.in. poprzez wydłużenie ochrony na leki stosowane od dawna, ale co jakiś czas występujące w nowej formie podania. Ale i ochronie usług medycznych, gdyż w USA można patentować technologie, zatem i procedury medyczne, takie jak sposób operowania, leczenia psychologicznego, itd. I to zostało zapisane w umowie z państwami regionu Pacyfiku. Wprowadzenie do Europy takich zapisów wywróciłoby systemy opieki medycznej we wszystkich państwach. W Europie nie patentuje się bowiem procedur medycznych. Jest tu pytanie, czy ten obszar należy do TTIP wprowadzać, podobnie jak rolnictwo.

A.L.: Internauci i informatycy obawiają się z kolei  rozwiązań z zakresu własności intelektualnej oraz ochrony danych osobowych.

K.Ś.: Informatycy obawiają się patentowania programów informatycznych – ale nb. wiele osób, jeśli stworzy dobre programy wyjeżdża do USA, żeby je tam opatentować i czerpać z tego korzyści. W Europie jest jednak inne podejście.

Ale choć świat cyfrowy ma coraz większe znaczenie dla rozwoju gospodarki, ja bym jednak widziała większe zagrożenie w TTIP dla przemysłów tradycyjnych, choćby dla przemysłu chemicznego. Bo z jednej strony, mamy wysokie ceny energii, a z drugiej – bardzo wiele uregulowań (np. związanych z ochroną środowiska), co zwiększa koszty produkcji. W przypadku liberalizacji handlu – taki przemysł nie będzie konkurencyjny. Ale na tym etapie trudno przesądzać kształt traktatu, który z pewnością będzie obszernym dokumentem (traktat NAFTA liczy 2 tys. stron, a dotyczy tylko liberalizacji przepływu towarów, w mniejszym stopniu usług). Jednak nie da się przez takim traktatem uciec.

A.L.: Czy przeciętny Kowalski winien się bać zapisów tego traktatu?

K.Ś.: Przeciętny Kowalski powinien się interesować takim traktatem, gdyż  TTIP może mieć bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę. Dzięki niemu pojawią się nowe rynki zbytu, będzie możliwość swobodnego wyjazdu do pracy.

A.L.: Teraz też można wyjeżdżać, z czego skorzystało już ponad 2 mln Kowalskich…

K.Ś.: Tak, ale USA są bardziej atrakcyjnym rynkiem dla działalności gospodarczej. (Oczywiście TTIP nie da nam wiz i nie powinniśmy tego oczekiwać). Jest to więc szansa na rozwój. Trzeba jednak pamiętać, że zarówno UE jak i USA mają problem ze sprostaniem globalnemu rynkowi. Bo jest stagnacja, jeśli chodzi o współpracę gospodarczą na świecie –   maleje w niej udział zarówno USA jak i UE. Stąd TTIP jest pomysłem na pobudzenie tej współpracy, stworzenia nowych standardów w handlu światowym, może uregulować na nowych zasadach światowy handel.

A.L.: TTIP ma ponoć zlikwidować też bezrobocie…

K.Ś.: KE zamówiła prognozy skutków wprowadzenia TTIP – ta dla całej UE jest bardzo pozytywna. Podobną prognozę zrobiono dla Polski, z której wynika, że w niektórych sektorach – np. chemicznym – może nastąpić spadek produkcji i spadek zatrudnienia. Wszystko więc zależy od tego, co zostanie wynegocjowane w polityce energetycznej – czy będziemy mogli kupować tani gaz z USA, co pozwoliłoby nam obniżyć koszty produkcji i uzyskać większą konkurencyjność naszych wyrobów. Skutki TTIP mogą więc być i negatywne dla Polski. Trzeba też pamiętać, że UE nie negocjuje umów w interesie Polski, ale całego obszaru UE.

A.L.: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad został opublikowany w Nr 11 (194), listopad 2014 miesięcznika „Sprawy Nauki”.

źródło: geopolitics.org.pl

„Setki tysięcy ludzi na całym świecie wzięło udział w ponad 500 protestach przeciwko umowie handlowej Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi. Jej przeciwnicy uważają, że wdrożenie zawartych tam regulacji jest w interesie korporacji transnarodowych oraz w celu ułatwienia dostępu amerykańskich towarów i firm do rynków europejskich.

Nasi władcy wyciągnęli wnioski z nieudanego wdrożenia postanowień ACTA i treść umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) jest tajna. Mimo to do organizacji pozarządowych docierają sygnały, że celem nowego prawa będzie uprzywilejowana pozycja korporacji, na przykład poprzez konieczność rozstrzygania ewentualnych sporów handlowych przed amerykańskimi sądami. Istnieją też obawy, że USA zaleje Europę swoją żywnością GMO, która nie jest tam nawet w żaden sposób znakowana.

Do działań przeciwko umowie o wolnym handlu między USA i UE dołączyło ostatnio wiele ruchów społecznych, w tym organizacji ekologicznych i związków zawodowych. Największa demonstracja przeciwko TTIP odbyła się w Madrycie, gdzie według organizatorów, wzięło w niej udział około 50 tysięcy ludzi. Aktywiści wznosili okrzyki takie jak „Nie jesteśmy towarem – jesteśmy ludźmi!”, „Nie będziemy płacić za to porozumienie”, „Zatrzymajcie TTIP, bez względu na koszty”, „To porozumienie to zamach” czy też po prostu „Nie dla pszenicy GMO”.

Protesty trwają również w Niemczech, Francji i wielu innych krajach, ale telewizje dezinformacyjne zapomniały o tym donieść. Licznie gromadzącym się manifestantom nie podobają się między innymi pomysły odnośnie obniżenia wymagań dla standardów żywnościowych i ochrony środowiska w przedsiębiorstwach.

Tysiące demonstrantów nie zgadzają się na to, że istnieje ryzyko, iż TTIP w znacznym stopniu ograniczy nasze i tak już szczątkowe prawa obywatelskie otwierając furtkę do nadużyć ze strony korporacji amerykańskich, które zyskają prawo do rozstrzygania sporów prawnych z innymi podmiotami lub obywatelami i to na własnych zasadach, w obrębie jurysdykcji sądów za Atlantykiem.

Ponadto przeciwnicy umowy krytykowali to, że nie jest ona dyskutowana publicznie tylko proceduje się ją w sposób tajny, w zaciszu gabinetów biurokratów z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Można podejrzewać, że tajność ustaleń ma jakiś cel, na przykład ukrycie przed opinią publiczną potencjalnie dla niej niebezpiecznych zapisów.

Chyba tylko nieliczni konsumenci telewizyjnej propagandy sukcesu, wierzą w to, że umowa TTIP będzie czymś pozytywnym, co w znaczący sposób poprawi konkurencyjność UE i USA. Wszystko wskazuje na to, że będzie ona wykorzystywana do pacyfikowania konkurencji dla transnarodowych korporacji. Z kolei poprzez otwarcie rynku unijnego na żywność GMO, umowa TTIP ma szanse stać się ważnym aktem prawnym mającym stymulować depopulację poprzez zwiększenie ilości przypadków chorób onkologicznych”

źródło: zmianynaziemi.pl

podobne: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Globalna gospodarka. Ekonomiczne konsekwencje po mistrzostwach dla Brazylii. Rozmowy o handlu UE z USA

„…Właściwie rzecz jest częścią większego procesu, obejmującego kilka podobnych umów – pomiędzy Unią Europejską a Kanadą, pomiędzy USA a państwami azjatyckimi etc. Wszystkie one mają uwolnić świat od „pozataryfowych barier” dla wolnego handlu. Czytaj: w jak największym stopniu usunąć wszelkie przepisy, regulacje, normy, prawa konsumenckie, pracownicze czy prawa człowieka, które przeszkadzają koncernom w maksymalizowaniu zysków.
Szczegóły toczących się negocjacji objęte są paranoiczną, omalże sowiecką tajemnicą – nie znają ich nawet rządy państw, których zgoda teoretycznie będzie niezbędna dla wejścia traktatu w życie (choć szykowana jest, jak się zdaje, ścieżka obejścia ewentualnych sprzeciwów), a nielicznym dopuszczonym do sekretu dygnitarzom nie wolno robić żadnych notatek ani nikomu mówić, z czym zapoznali się w tajnej czytelni.
A sprawa negocjowana jest w praktyce po wszystkich stronach przez lobbystów ponadnarodowych korporacji. Po stronie USA niezależność demokratycznych w teorii władz od takich lobbies pokazał już kryzys bankowy (polecam po raz kolejny film „Inside Job” Charlesa Fergusona), a co do Komisji Europejskiej – jest przecież kierowana przez luksemburskiego cwaniaczka od wielkiego „optymalizowania podatków” w tamtejszych bankach, a w jej składzie zasiada bezwstydnie sześciu jawnych lobbystów, którzy zanim trafili do europejskiej władzy wykonawczej, latami byli brukselskimi przedstawicielami korporacji finansowych handlujących żywnością i energią.
Naiwnym mówi się, że chodzi o wolny rynek. Że wolny handel to rozwój, postęp, wyjście świata z biedy. To gadki dla frajerów – takie same jak opowiadano w wieku XIX, uzasadniając „misję białego człowieka” w Afryce i na innych kolonizowanych kontynentach.
Wolny handel to świetna sprawa tam, gdzie jest wolny rynek, a wolny rynek jest tam, gdzie jest wolna konkurencja, równość szans. W świecie oligopolu potężnych korporacji, zabezpieczonych przed mechanizmami rynku i konkurencji przez cesarskie i królewskie przywileje i monopole… pardon, przez regulacje demokratycznych rządów, które demokratycznie wygrały wybory dzięki otrzymanej od tychże koncernów kasie – o żadnym wolnym rynku nie ma mowy. To czysty feudalizm, wyzysk i ekonomiczna przemoc, sprowadzająca wszystko na świecie do zasady, że ten, kto ma więcej pieniędzy, może zrobić z tym, co ma ich mniej, a zwłaszcza tym, co nie ma ich wcale, co chce.
Można się domyślać, że w tej tajności chodzi o skrócenie do minimum batalii o wciśnięcie TTiP Europie i Ameryce. Wprawdzie po obu stronach oceanu większość wyborców, jeśli coś o sprawie wie, to jest jej mocno przeciwna, ale „demokracja liberalna” dawno już nauczyła się sobie radzić z głosem głupich mas, nie rozumiejących, co jest dla nich dobre. W grze są niewyobrażalne pieniądze i łatwo się domyślić, że gdy już lobbyści obu stron ten globalny szwindel wynegocjują, to rzucone one zostaną na pijar, na korumpowanie lokalnych rządów i miażdżenie oporu…” (Rafał Ziemkiewicz – Globalny szwindel w cieniu małpiarni)

KE: zielone światło dla 19 GMO.

24.04.2015 (IAR) – Na unijnym rynku pojawią się nowe produkty genetycznie modyfikowane. Komisja Europejska dała zielone światło dla importu 17 rodzajów kukurydzy, soi, bawełny i rzepaku stosowanych jako żywność i pasza oraz 2 rodzajów goździków.

Jak czytamy w komunikacie Komisji „wszystkie GMO, jakie zostały zaakceptowane są bezpieczne”. Przeszły bowiem pełną procedurę autoryzacji, w tym kluczową ocenę Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności. Ostateczną decyzję w tej sprawie podjęła Komisja Europejska, gdyż państwa członkowskie nie były w stanie przegłosować jasnego stanowiska. Dotychczas na liście produktów wykorzystywanych jako pasza i żywność, które uzyskały zgodę na import do Wspólnoty było 58 organizmów. W tym tygodniu Bruksela zaproponowała, aby państwa członkowskie miały większą swobodę w zakresie ograniczania lub zakazywania stosowania GMO na swoim terytorium nawet po tym jak zostaną one zatwierdzone przez Unię Europejską. Aby to zrobić trzeba będzie jednak udowodnić, że powody takiego wyłączenia są inne niż te wynikające z ryzyka dla zdrowia lub środowiska. Propozycja Komisji w tej sprawie musi być jeszcze przyjęta przez unijne kraje oraz Parlament Europejski.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/K.P.

…prawdziwie to „wolna ręka”, skoro musi być zgodna z unijnymi normami 😀

podobne: PO cichu (1 „Ruch”em) wprowadzono przepisy o stosowaniu GMO w Polsce (UE zostawiła państwom wolną rękę). Nowy Program Rozwoju Obszarów Wiejskich okiem eksperta. oraz: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji. i to: 19 krajów UE (przeciw 5) apeluje o niedopuszczenie do uprawy kukurydzy GMO, ale to za mało.

 Koń Trojański

Wlk. Bryt. krytykuje UE za wejście na Ukrainę ale żołnierzy wyśle. Rosyjskie bombowce koło Kornwalii, brak gotowości obronnej. Co z porozumieniem z Mińska? Był plan rosyjskiej agresji na Ukrainę? Rosja sprzedaje Iskandery, ćwiczenia przy granicy z Estonią. Litwa: wraca powszechny pobór do wojska.


1. Rosyjskie bombowce koło KornwaliiWlk. Bryt.: Brak gotowości obronnejWlk. Bryt.: Unia weszła na Ukrainę „jak lunatyk”W. Bryt. wyśle żołnierzy na Ukrainę.

19.02.2015 (IAR) – Ministerstwo obrony w Londynie poinformowało o przechwyceniu dwóch rosyjskich bombowców strategicznych Tu-95 „Niedźwiedź” u południowo-zachodnich wybrzeży Anglii. Myśliwce Typhoon królewskich sił powietrznych RAF wystartowały wczoraj wieczorem, kiedy Rosjanie zbliżyli się do wybrzeży Kornwalii. Była to już kolejna taka prowokacja.

W styczniu również dwa „Niedźwiedzie” znalazły się nad Kanałem La Manche na południe od Bornemouth, co spowodowało wezwanie rosyjskiego ambasadora do MSZ w Londynie. Dzisiejsze wydania „Timesa” i „Daily Telegrapha” przynoszą wypowiedźż brytyjskiego ministra obrony, że takie loty nie mają precedensu od czasu zakończenia Zimnej Wojny. Minister Michael Fallon, który rozmawiał w nocy z dziennikarzami obu gazet na pokładzie samolotu, w drodze do Sierra Leone, powiedział, że jego zdaniem nie jest to jednak nowa Zimna Wojna: „Kiedy czołgi przekraczają granicę Ukrainy, kiedy porwany zostaje estoński strażnik graniczny, kiedy nad Kanałem La Manche latają samoloty, a po Morzu Północnym pływają okręty podwodne – to wygląda na jej podgrzewanie.”

Brytyjski minister obrony dodał, że widzi „bliskie i realne niebezpieczeństwo” powtórzenia przez Rosję scenariusza ukraińskiego na Litwie, Łotwie i w Estonii. „Niepokoi mnie Putin. Niepokoi mnie jego presja na państwa bałtyckie, to, jak wypróbowuje NATO” – cytują ministra Fallona „Times” i „Daily Telegraph”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/mcm/

20.02.2015 (IAR) – Brytyjscy wojskowi biją na alarm w sprawie braku gotowości kraju na wypadek konfliktu z Rosją. W środę wykryto dwa rosyjskie bombowce strategiczne u wybrzeży południowej Anglii, ale premier David Cameron zbagatelizował to mówiąc: „Podejrzewam, że Rosjanie chcieli nam tym dać jakiś sygnał, ale nie sądzę, aby to zasługiwało na reakcję”.

Były szef sztabu brytyjskiego lotnictwa Michael Graydon powiedział dziś jednak radiu BBC: „Premier ma absolutnie rację – to jest sygnał. To prowokacja. Gdybyśmy byli silniejsi, bardziej zdecydowani, Rosjanie mniej by się do tego palili”. Premier Cameron uspokajał, że Wielka Brytania dysponuje nowoczesnym lotnictwem zdolnym odstraszyć Rosjan. Generał Graydon podkreślał jednak: „Zostało nam obecnie 7 dywizjonów myśliwskich, a wkrótce może ich być sześć. Siły RAF zmniejszyły się o połowę od 2010 roku”. Generał Graydon dodał, że w momencie rozpadu ZSRR brytyjskie lotnictwo dysponowało 16 dywizjonami myśliwców. Od tego czasu spadła też liczba okrętów Marynarki Królewskiej – z 50 do 19, a liczebność armii ze 150 do 102 tysięcy, z dalszą redukcją planowaną na ten rok. Były szef sztabu generalnego Lord Richard Dannatt pisze w opublikowanym dziś liście do „Timesa”: „Inni europejscy członkowie NATO oczekują od Wielkiej Brytanii roli przywódczej. Chodzi nie tylko o naszą obronę, lecz o obronę całej Europy”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

20.02.2015 (IAR) – Brytyjska Izba Lordów gani rząd w Londynie i całą unijną dyplomację w związku z konfliktem ukraińskim. Komisja Izby Lordów do spraw Unii Europejskiej uznała, że Unia weszła na Ukrainę „jak lunatyk”, proponując jej układ stowarzyszeniowy i wykazując „katastrofalne niezrozumienie nastrojów w przededniu kryzysu”.

Komisja podkreśla, że Londyn, jako jeden z czterech sygnatariuszy Memorandum Budapeszteńskiego, nie wywiązał się z gwarancji zachowania całości terytorialnej Ukrainy w zamian za wyrzeczenie się przez nią poradzieckiej broni atomowej. Całe zachodnie podejście do Rosji opierało się na błędnym założeniu, że zmierza ona ku demokracji – uważa Komisja Izby Lordów. A wynikiem tego błędu było kompletne nieprzygotowanie na agresywną postawę Kremla, aneksję Krymu i obecny konflikt na wschodzie Ukrainy. Stąd mocne słowo „lunatyk” w raporcie Komisji.

Były brytyjski ambasador w Moskwie, Sir Andrew Wood powiedział jednak BBC, że również Rosja porusza się w tym konflikcie po omacku. „Rosja jest w stanie – by tak rzec – „zamrożonej anarchii”. To nie jest w pełni państwo. Rosjanie zaczęli awanturę na Ukrainie, ale nie wiedzą, jak ją skończyć”. Ambasador Wood zgodził się z oceną Komisji Izby Lordów, że sytuacja jest groźna, a brytyjskiemu MSZ i całej unijnej dyplomacji potrzebny jest pilny zastrzyk wiedzy i ekspertyzy na temat Rosji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

24.02.2015 (IAR) – Wielka Brytania wyśle na Ukrainę personel wojskowy, który pomoże szkolić tamtejszą armię. Zapowiedział to brytyjski premier David Cameron dodając, że nastąpi to już w marcu.

Cameron oświadczył w jednej z komisji parlamentarnych, że jeśli nie uda się zatrzymać Rosji na Ukrainie, to może dojść do destabilizacji sytuacji w Mołdawii i krajach bałtyckich. Dodał, że Brytyjczycy będą szkolić ukraińską piechotę, aby podnieść jej wartość bojową. Będą też prowadzić inne szkolenia, od rozpoznania taktycznego przez logistykę po pomoc medyczną.

Według strony internetowej dziennika „Guardian”, misja szkoleniowa miałaby liczyć 75 żołnierzy.

Reuters 24 02 17.36/”Guardian”/Internet/Siekaj/ab/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba i to: Co powstrzyma Putina? Wlk. Brytania rewiduje umowę energetyczną z Rosją. oraz: Ukraińskie wojsko zacieśnia okrążenie wokół Doniecka. Separatyści proponują zawieszenie broni. Rosja przekazała Ukrainie 5 oficerów i negocjuje „pomoc humanitarną”. Merkel, Obama i Cameron ostrzegają przed prowokacją.

2. Apel szefów dyplomacji Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec o przestrzeganie porozumień z Mińska.

24.02.2015 (IAR) – Szefowie dyplomacji Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji zaapelowali o przestrzeganie porozumienia z Mińska. Tematem ich rozmów w Paryżu była też ewentualna misja obserwatorów OBWE na Ukrainie. Spotkanie odbyło się z inicjatywy francuskiego ministra spraw zagranicznych Laurenta Fabiusa.

Nie doszło do konsensusu politycznego w sprawie potępienia ofensywy prorosyjskich separatystów na Debalcewe. Natomiast czterej ministrowie byli zgodni co do tego, że strony konfliktu powinny bezwarunkowo i całkowicie dostosować się do przyjętych w Mińsku zobowiązań. Przede wszystkim chodzi o wycofanie broni ciężkiej ze strefy buforowej, oddzielającej pas okupowany przez separatystów od ziem kontrolowanych przez władze w Kijowie, i o natychmiastowe zaprzestanie walk. Komentatorzy podkreślają, że ten drugi punkt jest naruszany przez oddziały prorosyjskich bojowników, którzy szturmują strategiczny port Mariupol położony nad Morzem Azowskim. To ważne miejsce dla Rosji. Pozwoli jej na utworzenie połączenia lądowego z anektowanym Krymem. Według francuskich mediów, większość mieszkańców półwyspu w rok po aneksji jest zadowolona ze zmiany narodowości, mimo że nie mogą płacić kartami bankowymi, nie ma zagranicznych inwestycji i dochodzi do masowych zwolnień. Przeciwnicy są w różny sposób prześladowani.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.

3. Nowaja Gazieta: był plan rosyjskiej agresji na UkrainęRosja chce sprzedawać Iskandery. Ćwiczenia przy granicy z Estonią.

24.02.2015 (IAR) – Rok temu w Rosji rozważano możliwość aneksji południowo-wschodnich regionów Ukrainy. Artykuł na ten temat opublikowała na swoich stronach internetowych „Nowaja Gazieta”. Redakcja powołuje się na dokument, który w okresie od 4 do 12 lutego 2014 roku miał trafić na Kreml. Dziennik domniemuje, że autorem notatki mógł być oligarcha Konstantin Małofiejew – jeden z rosyjskich biznesmenów wspierających finansowo krymskich i donieckich separatystów.

Tajemniczy dokument zawiera siedem punktów, koncentrujących się na sytuacji społeczno-politycznej Ukrainy i ewentualnych działaniach Rosji. W punkcie pierwszym zwrócono uwagę na polityczne i moralne „bankructwo prezydenta Janukowycza i jego rządzącej rodziny” podkreślając, że Unia Europejska chce to wykorzystać, aby „połknąć” Ukrainę. Dalej autor pyta, czy Rosja jest gotowa wziąć udział w takiej intrydze. W drugim punkcie znalazła się sugestia dla władz Rosji, aby włączyły się w międzynarodową intrygę, zapobiegając „utracie terytorialnej integralności” Ukrainy, a jednocześnie zabezpieczając rosyjskie interesy w tym kraju. W punkcie trzecim wspomniano o integracji Krymu i obwodów południowo-wschodniej Ukrainy z Rosją. Mechanizm aneksji miałby odpowiadać międzynarodowym, a szczególnie unijnym normom. W kolejnych punktach autor zaznacza, że Rosja musiałaby stworzyć odpowiednią otoczkę polityczno-prawną – tak, aby „uprawomocnić ten proces i moralnie uzasadnić”. Dodaje też, że Rosja powinna zaaranżować na Ukrainie akcję na rzecz federalizacji, wykorzystując do celów propagandowych ukraińskie media. Podsumowując treść dokumentu „Nowaja Gazieta” stwierdza, że rekomendacje autorów, dotyczące przejęcia przez Rosję części terytorium Ukrainy, zostały zrealizowane w praktyce.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

podobne: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. oraz: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej.

24.02.2015 (IAR) – Rosja chce sprzedawać zagranicznym kontrahentom systemy rakietowe typu „Iskander”. Informację taką miał przekazać agencji Interfax wiceszef agencji odpowiedzialnej za eksport broni. Igor Sewastianow wyjaśnił, że chodzi o systemy typu „Iskander – E”.

Wiceszef Rosoboroneksportu nie ujawnił, kto jest potencjalnym kontrahentem. Rosyjskie media przypominają, że kilka lat temu mocno zaawansowane rozmowy na ten temat były prowadzone z władzami Syrii. Jednak pod silną międzynarodową presją Moskwa musiała przerwać negocjacje. Jeśli tym razem dojdzie do podpisania umowy, będzie to pierwszy przypadek sprzedaży tego typu rakiet zagranicznym partnerom.

„Iskander” to lądowy pocisk balistyczny krótkiego zasięgu na mobilnej platformie. Służy do rażenia strategicznych obiektów przeciwnika, głównie lotnisk, węzłów łączności i stanowisk dowodzenia. Rosja nigdy nie potwierdziła, ale też nie wykluczyła, że „Iskander” może przenosić oprócz głowic konwencjonalnych również głowice jądrowe. Na wyposażeniu rosyjskich sił zbrojnych są systemy typu „Iskander – M”, których zasięg wynosi 500 km. Natomiast wersja eksportowa „Iskander – E” nie przekracza zasięgiem 250 km.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

25.02.2015 (IAR) – Ćwiczenia rosyjskich wojsk powietrzno-desantowych przy granicy z Estonią i Łotwą. Uczestniczy w nich prawie dwa tysiące żołnierzy.

Jak poinformowała rzeczniczka rosyjskiego ministerstwa obrony Irina Krugłowa, ćwiczenia w rejonie Pskowa potrwają do soboty. W ich trakcie zostanie przeprowadzony desant półtora tysiąca spadochroniarzy. Mają oni między innymi zająć i zniszczyć lotnisko, należące do fikcyjnego wroga.

Estonia, która obchodziła wczoraj dzień niepodległości, zorganizowała w Narwie przy granicy z Rosją defiladę, w której uczestniczyły amerykańskie pojazdy wojskowe. Litwa z kolei zapowiedziała częściowe przywrócenie poboru do wojska. Zastępca naczelnego dowódcy sił NATO w Europie, generał Adrian Bradshaw, powiedział w ubiegłym tygodniu, że Rosja może podjąć próbę zajęcia terytorium któregoś z państw Sojuszu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) AFP ang. 25 02 14.29/Interfax/Internet/Siekaj/dyd

podobne: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.

4. Na Litwie znów powszechny pobór do wojska.

24.02.2015 (IAR) – Na Litwie znów powszechny pobór do wojska. Prezydent Dalia Grybauskaite oświadczyła, że w obliczu rosyjskiej agresji pobór rozpocznie się od jesieni.

„Na okres 5 lat musimy koniecznie przywrócić zasadniczą służbę wojskową.” – powiedziała prezydent na konferencji prasowej. W trybie pilnym w Wilnie została zwołana Państwowa Rada Obrony. Planuje się, że corocznie na okres 9 miesięcy mundur założy 3,5 tysiąca młodych ludzi. Te plany musi jeszcze potwierdzić litewski Sejm. Obowiązkowy pobór do wojska na Litwie został zlikwidowany w 2008 roku.

Minister obrony Juozas Olekas zaznaczył, że co roku liczebność sił zbrojnych będzie się zwiększała o 450 żołnierzy. Obecnie siły zbrojne w tym kraju liczą 8 tysięcy żołnierzy zawodowych, około 4,5 tysiąca ochotników i ponad 2 tysiące personelu cywilnego. Niedawno wojsko wyposażono w dodatkowy sprzęt przeciwlotniczy i przeciwpancerny. Rozważana jest możliwość nabycia haubic i transporterów opancerzonych.

W tym roku budżet ministerstwa obrony kraju wynosi 425 milionów euro, czyli 1,11 setnych procent Produktu Krajowego Brutto.

IAR/ Renata Widtmann, Wilno/zr

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową.

źródło: stooq.pl

Wojna, profity

Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.


1. PE chce uderzyć w Rosatom. Mogherini chce resetu w relacjach z Rosją.

(EurActiv/Interfax/Wojciech Jakóbik)

„Minister gospodarki Rosji Aleksiej Uljukajew ocenił, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że aktywa jego kraju zostaną uznane za śmieciowe. Agencja S&P zapowiedziała prezentację danych na temat rosyjskiej gospodarki na połowę stycznia. Fitch obniżył już ocenę 13 największych rosyjskich firm z BBB do BBB- z perspektywą negatywną. Wśród nich zalazły się Gazprom, Gazprom Nieft i Łukoil. Zmienił także perspektywę Novateku i Tatnieftu ze stabilnej na negatywną.

Wall Street Journal otrzymał przeciek z wewnętrznych rozmów w Unii Europejskiej na temat możliwości zdjęcia sankcji z Rosji w celu ochrony jej gospodarki. Przywódcy europejscy mieliby się zgodzić na zniesienie obostrzeń pod warunkiem, ze Rosja zatrzyma przemoc w Donbasie. Dziennik miał dotrzeć do nieoficjalnego dokumentu na ten temat.

Pierwotne warunki wycofania sankcji uwzględniały wycofanie wojsk rosyjskich z Ukrainy. Rosja nie spełniła tego warunku a nawet nie wprost przyznaje, że przeniosła część arsenału nuklearnego na Krym.

Zdaniem byłego ministra finansów Rosji Aleksieja Kudrina, który angażuje się obecnie w obronę praw obywatelskich Rosjan, warunkiem zdjęcia sankcji byłoby uznanie aneksji Krymu przez Rosję, a do tego szybko nie dojdzie. Dlatego zdaniem Kudrina sankcje zostaną utrzymane jeszcze przez długi czas.

W obiegu medialnym pojawiła się jednak propozycja Wysokiej Przedstawiciel ds. Zagranicznych i Bezpieczeństwa UE Federici Mogherini. Została wysłana do przywódców państw członkowskich. Ma zakładać podział sankcji na dwa pakiety. Pierwszy ma być powiązany z aneksją Krymu a drugi z „destabilizacją wschodniej Ukrainy”. Oznaczałoby to, że po zatrzymaniu ataku najemników rosyjskich w Donbasie część obostrzeń mogłaby zostać zdjęta. Paczka dotycząca Krymu miałaby dotyczyć tylko zakazu wizowego dla oficjeli krymskich, samozwańczych władz oraz zakazu inwestycji UE na półwyspie. W zamian Mogherini chciałaby domagać się od Rosjan wznowienia spotkań na szczeblu politycznym w sprawie Państwa Islamskiego, Libii, planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu, rozmów atomowych z Iranem i Koreą Północną. Miałoby także dojść do wznowienia współpracy UE i Rosji w sektorze energetycznym.

Spekulacjom WSJ daje odpór przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który zapewniał 13 stycznia w Parlamencie Europejskim, że decyzja odnośnie dalszych sankcji wobec Rosji zostanie podjęta dopiero w marcu, kiedy wygaśnie część obostrzeń przyjętych do tej pory. Wtedy też ma odbyć się oficjalna dyskusja na ten temat. Decydować mają liderzy UE, a nie ministrowie spraw zagranicznych.

Jutro 15 stycznia Parlament Europejski będzie głosował nad rezolucją potępiającą Rosję za „agresywną i ekspansyjną politykę” oraz wzywającą do przyjęcia nowych sankcji dopóki Rosjanie nie zaczną przestrzegać zawieszenia broni w Donbasie. Europosłowie stwierdzają w dokumencie, że Rosja zagraża integralności terytorialnej Ukrainy i stanowi potencjalne zagrożenie dla Unii Europejskiej. Mimo ostrego języka, jak podaje portal EurActiv.com frakcja Zielonych wywalczyła wykluczenie zapisu o wsparciu UE dla akcesji Ukrainy do NATO.

Nowe sankcje proponowane przez parlamentarzystów miałyby dotyczyć sektora atomowego i uderzyłyby w interesy Rosatomu budującego nowe reaktory w krajach europejskich. Miałyby także uwzględniać dalsze obostrzenia dla dostępu rosyjskich banków i firm do zachodniego kapitału.

Deputowani mają także z zadowoleniem przyjąć decyzję Rosji o wycofaniu z projektu gazociągu South Stream, który miałby posłużyć do wykluczenia Ukrainy z tranzytu gazu do Europy.

Głosowanie nad rezolucją odbędzie się jutro, 15 stycznia, w godzinach popołudniowych. Dyskusja Rady Ministrów Spraw Zagranicznych UE ma odbyć się w poniedziałek 19 stycznia.

Tłem ostatnich rozmów Ukraina-Rosja-Francja-Niemcy było wznowienie walk na wschodzie Ukrainy, które zniweczyło szanse na porozumienie. W ataku artyleryjskim ze strony rosyjskich najemników zginęło 12 cywili wysadzonych pociskiem razem z autobusem w którym się znajdowali. Unia Europejska i USA potępiły atak. Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała do śledztwa mającego wskazać sprawców.”

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać polecam również: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”

2. Wojciech Jakóbik i Teoria spiskowa nt. spadku cen ropy. Jest dokładnie tak, jak za czasów ZSRR. Wywiad dla Onetu.

Z Wojciechem Jakóbikiem, ekspertem Instytutu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym portalu Biznesalert.pl, rozmawia Przemysław Henzel.

Przemysław Henzel: W ostatnim czasie światowe rynki notują największe spadki cen ropy od dobrych kilku lat. Co doprowadziło do tak ostrej zniżki? Czy kilka miesięcy temu coś wskazywało na spadki cen, które obserwujemy dziś?

Wojciech Jakóbik: Obniżka wynika z przerostu podaży nad popytem na ropę naftową na globalnych rynkach. Rewolucja łupkowa w Ameryce Północnej strąciła z pantałyku tradycyjnych dostawców z Bliskiego Wschodu i szerzej, państw zrzeszonych w OPEC. Ten proces był widoczny od dłuższego czasu, ale jego najważniejszy efekt widzimy właśnie teraz. To dla państw kartelu naftowego może nie jest zaskoczeniem, ale na pewno jest ciosem, bo sprawia, że tracą udziały na rynku. Arabia Saudyjska, która jest mniej zależna od handlu ropą, wybiera walkę o klienta niską ceną. Wenezuela i Iran, będące klasycznymi „petrostate”, są zagrożone bankructwem.

A co z rewolucją łupkową w USA? Amerykańska rewolucja łupkowa zaczęła się przecież stosunkowo niedawno; czy może to oznaczać, że czekają nas jeszcze większe spadki cen ropy w najbliższych tygodniach?

Amerykańska rewolucja zainicjowała nadpodaż w ten sposób, że USA miały więcej węglowodorów u siebie, a zatem zaczęły mniej sprowadzać z innych krajów, przez co więcej surowca zostało na rynku. Następną fazą będzie spodziewana liberalizacja eksportu ropy naftowej i gazu z USA, która sprawi, że nadwyżki surowca z Ameryki trafią do klientów w Azji i Europie. Wtedy efekt taniejącej ropy zostanie spotęgowany. Zapowiedzią tej fali było poluzowanie zakazu eksportu przez Baracka Obamę na kondensat ropy naftowej dla kilku firm. Rynek zareagował błyskawicznie spadkiem cen. Nadzieją na tanie surowce jest dlatego Transatlantyckie Partnerstwo Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) negocjowane przez USA i UE. Zawiera rozdział poświęcony energetyce i uwzględnia pełną liberalizację eksportu.

Jakie mogą być polityczne konsekwencje spadków cen ropy na świecie? Spadki cen ropy oznaczają zapewne spore kłopoty dla państw uzależnionych od wpływów z eksportu ropy takich jak Rosja czy państwa zrzeszone w OPEC.

Ostatnie niepokoje społeczne w Wenezueli, kraju zmarłego Hugo Chaveza, były spowodowane głównie krachem systemu socjalnego zasilanego petrodolarami. To nowe realia, w których przetrwa silniejszy. Z kolei, w Iranie taniejąca ropa dodaje wiatru w skrzydła stronnictwu prezydenta Hassana Rouhaniego, który apeluje o reformy i otwarcie na Zachód.

Wobec kryzysu solidarności w OPEC zaczyna się klasyczna walka rynkowa, w której wygrają najsilniejsi, najsprytniejsi i najbardziej bezwzględni. „Petrostate” odpokutują wieloletni brak reform. Zwykli Rosjanie będą głodować, ale dzięki rezerwom największe firmy i system oligarchiczny przetrwają na kroplówce. Specyfika społeczna tego kraju nie daje dużych szans na niepokoje, jak w Wenezueli, lub szans na zwycięstwo zwolenników reform jak w Iranie. Rosjanie są niechętni protestom, szanują swą władzę jako coś świętego, nawet jeżeli skazuje ich ona na cierpienie. To orientalny pierwiastek rosyjskiej mentalności, który blokuje przemiany. Jak długo trwały i jak liczne były protesty spowodowane wyrokiem dla braci Nawalnych?

Jeśli chodzi o Rosję, nie brakuje opinii, że do spadku cen ropy nie doprowadziły czynniki rynkowe, lecz spisek, w którym miałyby jakoby uczestniczyć Stany Zjednoczone oraz państwa OPEC. Jakie jest Pańskie zdanie na ten temat? Dlaczego ta „teoria spiskowa” tak dobrze przyjęła się właśnie w Rosji?

Kreml wspaniale wykorzystuje retorykę „oblężonej twierdzy”. Pod tym względem jest dokładnie tak jak za najlepszych czasów ZSRR, gdy problemy gospodarcze tłumaczono Reaganowską „stonką”. Być może Amerykanie umówili się na coś z Arabią Saudyjską. Spotkania oficjeli rzeczywiście się odbywały. Należy jednak pamiętać, że na rynku ropy dla Arabów to właśnie oni tworzący nową konkurencję, to oni, dzięki swojej ropie łupkowej, są głównym zagrożeniem, a nie Rosja. Proste tłumaczenia nie bronią się wobec drobiazgowej analizy współzależności, za to trafiają na podatny grunt w społeczeństwie rosyjskim, dzięki kremlowskim mediom…”

całość pod linkiem w podtytule… źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach oraz: Andrzej Szczęśniak: Jak powstały petrodolary. i to: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. Amerykanie częściowo znoszą zakaz eksportu ropy.  a także: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

…Poniekąd w kontrze (dla tezy że „to tylko gra rynkowa”) poniekąd jako uzupełnienie (o „papierowy” oręż) kolejny ciekawy artykuł Tradera21… Z przestrogą, że kto wchodzi w drogę USA ten ma się czego bać…

3. Trader21: Wojny finansowe.

„…Wzrost gospodarczy w Rosji w latach 2010 – 2013 oscylował pomiędzy 4-5% rocznie, co jest bardzo dobrym wynikiem. W ciągu jednak ostatnich 2 lat spadł w okolice 1%.

Bezrobocie w Rosji wynosi obecnie 5,2%, dług publiczny w relacji do PKB zaledwie 13%. Co ważne, po 6-ciu miesiącach spadków cen ropy oraz sankcji gospodarczych deficyt budżetowy wyniósł zaledwie 0,5%, co jest wynikiem praktycznie nieosiągalnym w UE. Najsłabszym punktem jest nadmierne uzależnienie gospodarki od cen surowców (głównie ropy). Generalnie sytuacja gospodarcza Rosji jest niezła.

Gdy rozpoczynała się wojna finansowa z Rosją rezerwy walutowe kraju przekraczały 500 mld USD. Na fali wyprzedaży rubla bank centralny próbował interweniować. Kilkakrotnie wyprzedawano dolary, aby skupić za nie ruble. Mimo iż bank centralny w ciągu roku pozbył się 1/6 swoich rezerw, to kurs dolara wzrósł z 36 do 58 rubli obecnie. Generalnie w obecnych realiach wszelkie działania banku centralnego przeciwko zmasowanym atakom spekulacyjnym są bezcelowe. Siła globalnych instytucji finansowych jest bowiem zdecydowanie większa od możliwości pojedynczego banku centralnego.

Poza znacznymi rezerwami dolarów Rosja posiada szóste największe rezerwy złota na świecie wynoszące 1100 ton. Pod względem wielkości rezerw złota do wielkości gospodarki wynik ten plasuje Rosję bardzo wysoko pod względem oparcia waluty na złocie i co ważne, rosyjskie złoto znajduje się w Rosji.

Mamy zatem relatywnie dobre dane gospodarcze, stabilne fundamenty oraz trwałą nadwyżkę w handlu zagranicznym, a mimo to kurs waluty się załamuje. Jak to się dzieje?

Schemat ataku walutowego od kilku lat jest taki sam i składa się z kilku faz:

1. W pierwszej kolejności globalne instytucje finansowe kontrolowane przez USA zajmują krótkie pozycje na walucie kraju będącego celem ataku. Dla dużych inwestorów jest to sygnał, że coś się będzie działo. Lepiej poinformowani (commercials) zapewne coś wiedzą, a skoro zazwyczaj mają rację, to może warto skopiować ich ruchy.
Tym sposobem wywołuje się na rynkach walutowych samonapędzającą się presję na daną walutę.

2. Gdy już jesteśmy przygotowani aby zarobić na ataku parę groszy służalcze media zaczynają nagonkę na gospodarkę danego kraju. Zważywszy, że 6 największych koncernów medialnych kontroluje około 1500 stacji telewizyjnych akcja nie jest zbyt trudna do przeprowadzenia.

3. W tym momencie zaczyna się bardzo poważny odpływ kapitału z danego kraju. Inwestorzy sprzedają akcje zaniżając ich ceny. Pozbywają się obligacji windując ich rentowność. Krajową walutę natychmiast zamieniają na waluty uznane jako oazy bezpieczeństwa CHF, USD zaniżając tym samym kurs lokalnej waluty.

4. Gdy sytuacja nabiera tempa do akcji włączają się agencje ratingowe straszące groźbą bankructwa kraju i zazwyczaj obniżają rating zarówno największych korporacji, jak i kraju do poziomu śmieciowego.

5. W przypadku Rosji dodatkowo zastosowano także atak na cenę ropy, gdyż znaczna część zarówno gospodarki, jak i budżetu bazuje na dochodach ze sprzedaży ropy. Rosyjski gaz także jest wyceniany w oparciu o ceny ropy.

6. Poza psychozą na rynkach finansowych wywołaną obawą o ekonomiczną przyszłość kraju dołożono także aspekt niepewności związany ze zbrojnym konfliktem wiszącym w powietrzu.

Doprowadziło to do sytuacji, w której kurs rubla zaledwie w ciągu 3,5 miesiąca spadł  50 % z 36,6 do 73,2 RUB / USD. Na początku grudnia drastycznie podniesiono stopy procentowe z 10,5% do 17%, co na chwile wyhamowało spadki.

Wielu inwestorów o mocnych nerwach dostrzegło okazję. Mamy bowiem walutę, która straciła 50% swojej wartości i jest pewna szansa, że za jakiś czas odrobi część strat. Nawet jeżeli kurs rubla się nie zmieni, to krótkoterminowe odsetki od obligacji płacące 17% są dość kuszące. Dla mnie jednak ryzyko jest zbyt duże.

Kurs rubla

Czy obecnie mamy już koniec spadków rubla?…”

źródło: independenttrader.pl 

całość pod linkiem w podtytule. Jak zwykle polecam lekturę dyskusji i komentarzy pod artykułem…

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! oraz: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii. i to: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś.

sankcje

Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.


1. Rosja sprzedaje Indiom broń i reaktory atomowe. Czy porozumienia z Chinami i z Turcją, zdezorganizują NATO? Nowa doktryna wojenna.

11.12.2014 (IAR) – Rosja i Indie podpisały kilkadziesiąt umów, wartych miliardy dolarów. Tak o wizycie Władimira Putina w Delhi informują rosyjskie media. Dziennikarze podkreślają, że Indie są dla Rosji jednym z kluczowych partnerów gospodarczych w Azji.

Już na początku rosyjsko-indyjskiego szczytu premier Narendra Modi zapewnił Włdimira Putina, że Rosja pozostanie głównym dostawcą uzbrojenia dla indyjskiej armii. „Doceniamy przyjaźń i zaufanie indyjskich partnerów” – oświadczył gospodarz Kremla. Z podpisanych w Delhi umów wynika, że Rosja w ciągu 20 lat wybuduje w Indiach 12 reaktorów jądrowych. Moskwa chwali się, że odpowiadać one będą najostrzejszym kryteriom bezpieczeństwa. Oprócz tego koncern Rosnieft przez 10 lat będzie sprzedawał ropę indyjskim odbiorcom. Oba kraje podejmą też współpracę w przemyśle kosmicznym. Część komentatorów krytycznie oceniła obecność w delegacji Władimira Putina przedstawiciela władz anektowanego Krymu. O przylocie Siergieja Aksjonowa nie było powiadomione indyjskie MSZ. Według komentatorów, rosyjska delegacja postawiła władze Indii w niezręcznej sytuacji przed planowaną na styczeń wizytą Baracka Obamy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

podobne: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

„Reakcje Rosji wobec wojny ekonomicznej, jaką wypowiedziały jej państwa członkowskie NATO, przypominają klasyczną wojnę. Moskwa uległa jednostronnym sankcjom, by lepiej wciągnąć przeciwnika na wybrany przez nią teren i jednocześnie, by zabezpieczyć sobie przyszłość. Zawarła porozumienia z Chinami i z Turcją, by zdezorganizować NATO. Tak, jak w wypadku wojen z Francją lub z Niemcami, początkowe porażki mogą jej zagwarantować ostateczne zwycięstwo…

…1 grudnia W. Putin również udał się do Ankary. Oddzielając kwestie ekonomiczne od politycznych, przestawił długo przygotowywaną propozycję: bezprecedensowy sojusz ekonomiczny między obydwoma narodami. Dobrze rozumiejąc, że ta nieoczekiwana propozycja była jedynym wyjściem wobec Waszyngtonu, prezydent R. T. Erdogan podpisywał wszystkie, przygotowane przez Rosjan, dokumenty. Zgadzał się na wzmocnienie czarnomorskiego gazociągu, łączącego jego kraj z Rosją; zakup po dobrej cenie rosyjskiego gazu i nawet cywilnych reaktorów jądrowych dla zasilania swojego przemysłu, dostarczanie Rosji produktów rolniczych, mimo istnienia embarga ze strony wszystkich pozostałych krajów atlantyckich itp.

Dla NATO, turecki program zamienił się w koszmar.

W. Putin z pewnością nie zmienił zdania na temat R. T. Erdogana, który w kręgach rosyjskich uważany jest za „podrzędnego kryminalistę”, który dołączył do Braci Muzułmańskich, zaś do władzy został wyniesiony dzięki CIA i który zachowuje się dziś, jak prawdziwy szef mafii. Jednak rosyjski prezydent nawykł do oligarchów czy przywódców krajów Środkowej Azji, którzy są niewiele lepsi. Sam przecież wspiął się na Kreml w otoczeniu Borysa Jelcyna i Borysa Bierezowskiego.

Ze swej strony R. T. Erdogan wie, że swoją władzę zawdzięcza NATO i że dziś wystawia się mu rachunek. Odstępstwa przychodzą mu bez trudności: jest sojusznikiem politycznym Waszyngtonu i gospodarczym Moskwy. Wie, że nigdy żadne państwo nie wyszło z Sojuszu, ale wyobraża sobie, że w tej podwójnej grze utrzyma się przy władzy.

Spójrzmy teraz na strategię W. Putina….

…Pierwszą odpowiedzią W. Putina było podpisanie największego w historii kontraktu z chińskimi partnerami, zwracając przyszłość swego w kierunku Dalekiego Wschodu. Następnie wykorzystał Turcję przeciwko NATO, by obejść zachodnie „sankcje” handlowe. Czy to z Chinami, czy to z Turcją, Rosja sprzedaje swoją energię za lokalną walutę lub w wymianie barterowej, ale nigdy za dolary.

Rosyjscy eksperci szacują, że Waszyngton będzie interweniować, jeśli kurs ropy utrzyma się przez ponad 6 miesięcy poniżej 60 USD za baryłkę. Dwa miesiące temu, zarządzająca rosyjskim bankiem centralnym Elwira S. Nabiulina, potwierdziła przed Dumą, że jest przygotowana na taki scenariusz, a rezerwy w podległej jej instytucji są wystarczające.

Choć na razie Rosja mocno odczuwa natowski atak ekonomiczny, sytuacja może się w konsekwencji, odwrócić za 6 miesięcy. By utrzymać swoje panowanie nad światem, Waszyngton byłby zmuszony interweniować w celu podwyższenia cen ropy. W międzyczasie ta wojna zablokuje Unię Europejską i NATO, podczas gdy Rosja przekieruje swoją gospodarkę w stronę chińskiego sojusznika. Ostatecznie Rosja działa tu tak, jak działała zawsze. Niegdyś, stosowała „taktykę spalonej ziemi”, kiedy Francja Napoleona lub hitlerowskie Niemcy ją zajmowały. Niszczyła swoje własne bogactwa na obszarach zajmowanych przez nieprzyjacielskie armie i nieustannie wycofywała się daleko na wschód, by następnie wrócić i wymieść wyczerpanych zbyt głęboką penetracją zaborców.”

całość tu: geopolitics.org.pl

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. oraz:  Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. i to: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. a także: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji). polecam również: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin.

26.12.2014 (IAR) – Zwiększenie zdolności bojowej NATO oraz destabilizacja sytuacji w kraju. To najważniejsze zagrożenia według uaktualnionej, rosyjskiej doktryny wojennej. Dokument podpisał prezydent kraju, Władimir Putin.

NATO wymienione jest w rozdziale traktującym o największych zagrożeniach zewnętrznych. Jak czytamy, chodzi o „rozszerzanie siłowego potencjału Sojuszu Północnoatlantyckiego”, a także „przybliżenie wojennej infrastruktury państw – członków NATO do granic Federacji Rosyjskiej” oraz „dalszego rozszerzenia bloku”.

Zagrożenie destabilizacją sytuacji w kraju, między innymi przez terrorystów, jest z kolei zawarte w doktrynie jako najważniejsze niebezpieczeństwo, grożące Rosji „od wewnątrz”.

IAR/kremlin.ru/jj

podobne: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

2. Le Monde uważa, że Putin przegrał wojnę ekonomicznąRosyjski RTS od swojego dołka w zaledwie 3 dni zyskał 32%!

17.12.2014 (IAR) – Putin przegrał wojnę gospodarczą – pisze francuski popołudniowy dziennik Le Monde. Gazeta jest zdania, że sytuacja, w jakiej znalazł się rubel, może niepokoić giełdy na całym świecie.

Spadek wartości rubla i oscylowanie ceny ropy naftowej za baryłkę w pobliżu 60 dolarów to – zdaniem dziennika Le Monde – główne przyczyny porażki polityki prowadzonej przez prezydenta Rosji. Dziennik pisze o obawach Rosjan, wykupujących dewizy, byle by tylko uciec od niepewnej waluty rosyjskiej, która straciła połowę ze swojej wartości. To „uderzenie ekonomicznego tsunami” odczuły także giełdy zachodnie, na przykład w Paryżu, której notowania wirują, bo do kryzysu rosyjskiego dokładają się jeszcze grecki i notowania na rynku paliw. Tymczasem o ile Angela Merkel i prezydent Francois Hollande wyciągają pomocną dłoń do Putina, co skwapliwie zauważyły media nad Sekwaną, o tyle Kongres amerykański zaostrza ton wobec Kremla. Niedawno w wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej France 24 minister spraw zagranicznych Rosji Sergiej Ławrow tłumaczył, że rusofobia Kongresu jest wynikiem tego, iż 80% kongresmenów nie wychyliło nosa poza Stany Zjednoczone.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy? oraz: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś. i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

To z czym mieliśmy do czynienia w tym tygodniu, to był być może największy zwrot wydarzeń i powrót byków w historii rynków kapitałowych. Rosyjski RTS od swojego dołka w zaledwie 3 dni zyskał 32%!

Na wykresie powstał najdłuższy, tygodniowy, dolny cień w historii ludzkości – prawdopodobnie jeszcze nigdy żaden rynek nie zawrócił z tak wielką siłą w przeciągu zaledwie jednego tygodnia.

Ktoś stracił, a ktoś zarobił obrzydliwie wielkie pieniądze. Pojawienie się tak agresywnego popytu nie może jednak dziwić analityków fundamentalnych, bowiem indeks rosyjski jest najtańszy na świecie pod każdym względem. Na uwagę zasługuje szczególnie Schiller P/E (tzw. CAPE) który wynosi w tej chwili zaledwie 5,2 w porównaniu z 28 dla USA i 13 dla Polski. Zwykłe C/Z kształtuje się na poziomie 7, natomiast C/WK równe jest 0,8 przy stopie dywidendy 5%.

(Albert Rokicki – Longterm.pl)

podobne: Obama złożył deklarację bezpieczeństwa dla Polski.Tymczasem Rosja dostaje po kieszeni a Europa (wschodnia) rykoszetem.

3. Miliony z Waszyngtonu na wzmocnienie EuropyObama ogłosił wznowienie stosunków dyplomatycznych z Kubą. Dalsze sankcje wobec Krymu.

13.12.2014 (IAR) – 175 milionów dolarów z USA dla Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii do września 2017 roku na wzmocnienie ich zdolności obronnych. W ramach nowego budżetu obronnego Stanów Zjednoczonych, kraje bałtyckie oraz Ukraina mają dostać wsparcie w szkoleniu i wyposażeniu swoich armii. W osobnym pakiecie Ukraina, tym razem w zestawieniu z Mołdawią i Gruzją ma korzystać z funduszu w wysokości 57 milionów dolarów, dzięki któremu USA chcą wzmocnić swoje relacje wojskowe z tymi krajami.

Dodatkowe 635 milionów dolarów ma pójść na inne programy wojskowe w Europie, w ramach ogłoszonego w czerwcu w Warszawie przez Baracka Obamę European Reassurance Initiative czyli wzmocnienia Europy w obliczu napiętych stosunków z Rosją.

IAR/defensenews.com/łp/ab

podobne: Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich. oraz: Siemoniak o szpicy NATO. Niemcy dostarczą żołnierzy do obrony Polski. Co dała Polsce misja w Afganistanie?

17.12.2014 (IAR) – Historyczny zwrot w relacjach amerykański-kubańskich. Prezydent Barack Obama ogłosił wznowienie stosunków dyplomatycznych z Kubą oraz złagodzenie embarga handlowego.

Prezydent Barack Obama w telewizyjnym wystąpieniu poinformował, że polecił sekretarzowi stanu natychmiastowe rozpoczęcie rozmów na temat wznowienia stosunków dyplomatycznych z Kuba. W najbliższych miesiącach, Waszyngton zamierza otworzyć ambasadę w Hawanie.

„Ostatnich 50 lat pokazało, że polityka izolacji jest nieskuteczna. Czas na nowe podejście” – mówił amerykański prezydent.

Barack Obama ogłosił też złagodzenie embarga handlowego wobec Kuby. Rząd USA rozszerzy grupę osób mogących podróżować na Kubę i zezwoli na posługiwanie się tam amerykańskimi kartami kredytowymi. Osoby wracające z Kuby będą mogły przywieźć produkty o wartości do 400 dolarów.

„Nie spodziewam się, że zmiany na Kubie nastąpią w jeden dzień. Jestem jednak przekonany, że polityka zaangażowania będzie lepiej służyć naszym wartościom i skuteczniej pomoże kubańczykom się zmienić wchodząc w XXI wiek” – dodał Barack Obama.

Decyzję Baracka Obamy ostro krytykują republikanie. Senator Marco Rubio powiedział, że prezydent USA jest nie tylko naiwny ale również, że jego decyzje są szkodliwe dla kraju.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Wałkuski, PR Waszyngton/dj

podobne: Bezpośrednie starcie w Strefie Gazy. Kwestia Irańskiego atomu. Merkel łagodzi napięcie z Waszyngtonem (CIA przeniesie się do Warszawy?). Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej. oraz: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu.

19.12.2014 (IAR) – Stany Zjednoczone zakażą eksportu towarów, technologii i usług na Krym. Zapowiedział to Barack Obama, wzywając Rosję, by zakończyła okupację półwyspu. Prezydent USA upoważnił też departament skarbu, by nałożył sankcje na osoby i firmy, działające na Krymie. Obama oświadczył, że ma to zapewnić przejrzystość amerykańskim przedsiębiorstwom, które mają interesy w tym regionie świata. Zapewnił też, ze Stany Zjednoczone nie zaakceptują rosyjskiej okupacji Krymu.

Wczoraj sankcje wobec Krymu zaostrzyła Unia Europejska. Zostanie wprowadzony zakaz działalności europejskich firm turystycznych na półwyspie. Jest również zakaz kupowania i finansowania firm na półwyspie przez Europejczyków. To ma utrudnić Rosjanom plany odbudowania Krymu. Wspólnota wprowadziła również zakaz sprzedaży technologii wykorzystywanych przy wydobyciu ropy i gazu. To także ma uderzyć w Rosję, która chce mieć dostęp do złóż ropy naftowej na Morzu Czarnym, ale potrzebuje do tego europejskich, nowoczesnych technologii.

Daily Mail&rtr/IAR/dw/to/

podobne: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. oraz: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. i to: USA nakładają sankcje na Węgry za wspieranie Rosji!

4. Czeczeńskie bataliony wspierają Ukraińców i separatystówTurczynow nie wyklucza stanu wojennego. Wzmocnienia zdolności obronnych kraju

12.12.2014 (IAR) – Zbrojne grupy Czeczenów po obu stronach rosyjsko-ukraińskiego konfliktu.

Po stronie separatystów walczy między innymi batalion „Smierć” złożony z Czeczenów – żołnierzy lub oficerów armii rosyjskiej i służb specjalnych. Na kurtkach i czapkach mają naszywki w kolorach flagi czeczeńskiej – zielono-biało-czerwonej. Są to tak zwani „Kadyrowcy”. Nazwa pochodzi od popieranego przez Moskwę prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa.

Po stronie ukraińskiej walczą żołnierze czeczeńskiego batalionu im. Dżochara Dudajewa. Dowódca oddziału, Isa Munajew twierdzi, że w ten sposób spłaca dług, ponieważ :”kiedy nam było ciężko i bardzo potrzebowaliśmy pomocy, bratni naród Ukrainy udzielił wsparcia mojemu narodowi, mojej ojczyźnie, Czeczeńskiej Republice Iczkerii”.

Isa Munajew widzi wiele wspólnego miedzy obecną sytuacją w Ukrainie i tym co działo się w Czeczenii w 1994 roku. Przekonuje, że wówczas jego naród też myślał, że nic złego się nie wydarzy. Jednak życie pokazało, że Moskwa sama się nie zatrzyma. Dlatego należy połączyć wysiłki i walczyć aż do zwycięstwa.

Czeczeński dowódca jednoznacznie ocenia działania „kadyrowców’. Jego zdaniem są to zdrajcy ojczyzny. Przestrzega również Rosjan, że „jeśli nie wyzbędą się choroby pod nazwą „rusizm” i Władimira Putina to zapłacą bardzo wysoką cenę.

Na początku grudnia, na kilka godzin przed orędziem prezydenta Rosji Putina, w Groznem doszło do ataku. Grupa uzbrojonych mężczyzn porwała kilka taksówek na przedmieściach, zabiła trzech policjantów drogówki i zajęła budynek Domu Prasy w centrum stolicy. Eksperci ds. Kaukazu ostrzegają, że to może oznaczać wznowienie konfliktu w Republice Czeczeńskiej. Do tej pory udawało się Rosji gasić ten konflikt poprzez znaczące dotacje i nadanie wielu uprawnień prorosyjskiemu prezydentowi Ramzanowi Kadyrowowi.

IAR/Radio Swoboda/iwa/zr

podobne: Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach. i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem.

26.12.2014 (IAR) – Sekretarz Ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa dopuszcza możliwość wprowadzenia stanu wojennego, jeśli nie uda się rozwiązać konfliktu w Zagłębiu Donieckim drogą pokojową.

Aleksander Turczynow powiedział to w wywiadzie dla telewizji Kanał 5. Sekretarz Rady zastrzegł, że prezydent ma pełną świadomość sytuacji w kraju i nie będzie podejmował pochopnych decyzji. Jeśli jednak zajdzie taka potrzeba – nie zawaha się skorzystać ze swych uprawnień. „Gdy dojdzie do wniosku, że nie ma innego wyjścia – wprowadzi stan wojenny, a Rada Bezpieczeństwa przygotuje stosowny dokument.” – oświadczył Aleksander Turczynow.

Dodał, że najważniejszym zadaniem jego kraju jest obecnie stworzenie silnej, dobrze wyszkolonej i wyposażonej armii. „Musimy sobie jasno powiedzieć, że walczymy nie ze zbrojnymi grupami separatystów, lecz z Rosją. Prowadzone są wprawdzie rozmowy o wycofaniu rosyjskich wojsk z terytorium Ukrainy, lecz Kreml liczy się tak naprawdę tylko z silnymi – podkreślił polityk.

IAR/Interfax Ukraina/Kanał5/zr

29.12.2014 (IAR) – Zaplanowane w budżecie Ukrainy na rok 2015 zwiększenie wydatków na siły zbrojne ma się przyczynić do wzmocnienia zdolności obronnych kraju. Premier Arsenij Jaceniuk wielokrotnie informował społeczeństwo, iż w okresie rządów Wiktora Janukowycza ukraińska armia została rozkradziona.

Walerij jest żołnierzem kontraktowym. Został skierowany do działań w ramach operacji antyterrorystycznej przez swoje wojskowe dowództwo. Szczerze opowiada, iż kontraktowi żołnierze są źle wyposażeni, a dowództwo specjalnie się tym nie przejmuje: „Wszystkich ich interesują pieniądze, a nie to jak ich podwładni będą ubrani, czy będą się mogli gdzieś ogrzać, czy będą mieli co jeść. Dla nich ważniejsze jest nabijanie kabzy, aniżeli zapewnienie swoim żołnierzom tego, co jest potrzebne”. Walerij nie ma także wątpliwości, że powstające od lata tego roku bataliony ochotnicze są w lepszej sytuacji. Jego zdaniem jest znacznie lepiej być ochotnikiem, aniżeli służyć w armii kontraktowej. „Wolontariusze, którzy rzeczywiście służą narodowi ukraińskiemu i ukraińskiemu państwu zapewniają im właściwie wszystko”. Podobne opinie usłyszeć można i od innych żołnierzy. Dlatego miejscowi komentatorzy są zdania, iż Ukrainie potrzebne są oprócz pieniędzy na siły zbrojne, także głębokie reformy w armii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Krzysztof Renik, Zaporoże/mg

podobne: Koziej o konflikcie na Ukrainie. Jaceniuk mówi „wojna”, ale Poroszenko o „operacji antyterrorystycznej” i zaznacza że wszystko jest pod kontrolą. Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front. Zachód nie powstrzyma Rosji. oraz: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Putin i Poroszenko zadowoleni z rozejmu. Kijów nie cofnie procesów autonomizacji Donbasu. Kolej na Naddniestrze? i to: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię.

 polecam również: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i złotem) a także: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

źródło stooq.pl

Paweł Kuczyński - Dyktator

Paweł Kuczyński – Dyktator