Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE). Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad.


Związek Radziecki był krajem otwarcie ateistycznym i antyreligijnym. Radzieccy przywódcy powtarzali za Karolem Marksem, że „religia to opium dla ludu” i głosili „wiarę w siłę człowieka”. Po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej z 1917 roku Włodzimierz Lenin nakazał wymordować tysiące księży i zamknął większość rosyjskich kościołów. Do walki z religią powołano Związek Wojujących Bezbożników, którego celem było zniszczenie Cerkwi prawosławnej i innych grup religijnych oraz wychowanie młodzieży w duchu ateistycznym.

…Nieoczekiwanie po latach represji w 1941 roku Rosyjski Kościół Prawosławny został odbudowany jako instytucja publiczna przez Józefa Stalina, który potrzebował poparcia Cerkwi w prowadzeniu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej oraz starał się uwiarygodnić w oczach brytyjskich i amerykańskich sojuszników. Religia była wówczas władzom potrzebna, aby w warunkach wojny wzmocnić postawy patriotyczne. Otwarto przy tym na nowo wiele świątyń i zwolniono pozostających jeszcze przy życiu wszystkich księży z łagrów.

Po zakończeniu wojny władze radzieckie powróciły znowu do polityki wojującej ateizacji. Po 1947 roku zakazano rodzicom wychowywania dzieci w duchu religijnym. Zabroniono chodzenia do Cerkwi osobom w wieku poniżej 19 lat. Nastąpiła przyspieszona brutalna ateizacja w anektowanych przez Związek Radziecki wschodnich terenów II Rzeczypospolitej oraz na Litwie, Łotwie i Estonii.

Zadaniem radzieckich tajnych służb była infiltracja organizacji kościelnych oraz pilnowanie porządku w Kościele. Po podporządkowaniu Cerkwi prawosławnej władzy radzieckiej, organy bezpieczeństwa i aparat wywiadowczy zaczął wykorzystywać kler do prowadzenia swoich działań operacyjnych. Głównie KGB (ros. Komitiet Gosudarstwiennoj Biezopasnosti, czyli Komitet Bezpieczeństwa Państwowego) wykorzystywało prawosławnych duchownych do prowadzenia operacji dezinformacyjnych i szerzenia sowieckiej propagandy za granicą. Ponadto duchowni Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego na Zachodzie zajmowali się inwigilacją środowisk emigracyjnych oraz typowaniem kandydatów do werbunku przez KGB.

Agentami lub współpracownikami KGB w okresie istnienia Związku Radzieckiego była połowa lub nawet niektóre źródła podają 80% duchowieństwa prawosławnego. W książce „Archiwum Mitrochina I: KGB w Europie i na Zachodzie” na stronie 752 autorzy napisali: „Jeden z najbardziej znanych duchownych – dysydentów lat siedemdziesiątych, ojciec Dmitrij Dudko, wyjaśniał: „Sto procent duchownych było zmuszonych do współpracy z KGB w mniejszym lub większym stopniu i do przekazywania jakichś informacji. W przeciwnym razie zostaliby pozbawieni możliwości pracy w parafii”. Mniejszości udało się jednak oprzeć naciskom KGB. W grudniu 1991 roku, na krótko przed rozwiązaniem Związku Sowieckiego, Anatolij Olejnikow, ostatni zastępca przewodniczącego KGB, stwierdził w wywiadzie, że współpracy ze służbami odmawiało od piętnastu do dwudziestu procent duchownych Kościoła prawosławnego, do których się zwracano. Odważna mniejszość, która oparła się wszelkim naciskom KGB, miała oczywiście zamkniętą drogę do awansu. W Kościele prawosławnym najbardziej skompromitowanym współpracą z KGB elementem była jego hierarchia”.

…Według autorów książki „Dezinformacja” na stronie 273 podana została informacja, że wielu współczesnych hierarchów w czasach ZSRR współpracowało z KGB: „27 stycznia 2009 roku siedmiuset delegatów zgromadzonych na synodzie w Moskwie otrzymało listę zawierającą trzech kandydatów: metropolitę smoleńskiego Cyryla (tajnego członka KGB o pseudonimie „Michałkow”), metropolitę mińskiego Filareta (pracującego dla KGB pod pseudonimem „Ostrowski”) oraz metropolitę kałuskiego Klimenta (o pseudonimie operacyjnym „Topaz”). Gdy w katedrze Chrystusa Zbawiciela rozbrzmiały dzwony oznajmiające wybór nowego patriarchy, zwycięzcą okazał się Cyryl („Michałkow”). Niezależnie od tego, jakim był przywódcą dla swojego Kościoła, z całą pewnością spośród wszystkich kandydatów miał największe wpływy w świecie religijnym poza Rosją. W 1971 roku KGB wysłało go do Genewy jako przedstawiciela Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego na będącej narzędziem sowieckiej propagandy Światowej Radzie Kościołów. W 1975 roku KGB wprowadziło go do Komitetu Centralnego Rady, która stała się marionetką Kremla. W 1989 roku KGB mianowało go szefem Wydziału Zewnętrznych Stosunków Cerkiewnych Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Gdy został wybrany na patriarchę, wciąż piastował te stanowiska”.

…Państwo rosyjskie wspiera Cerkiew Prawosławną, zwraca świątynie wiernym i pomaga finansowo w ich odbudowie. Znamienne jest, że obecny prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin oficjalnie uczestniczy w obrzędach kościelnych w czasie świąt prawosławnych. W tym miejscu należy przypomnieć, że Władimir Putin był szefem FSB (ros. Fiederalnaja Służba Biezopasnosti, czyli Federalna Służba Bezpieczeństwa), która była poprzedniczką KGB odpowiedzialnej za penetrację organizacji kościelnych oraz pilnowanie porządku w Kościele. Władimir Putin w czasach Związku Radzieckiego był oficerem wywiadu zagranicznego KGB i przez prawie piętnaście lat służył w Niemieckiej Republice Demokratycznej.” (Krzysztof Krasowski – Mezalians Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej z KGB)

„…Wielu księży współpracowało z komunistyczną bezpieką i praktycznie wszyscy powiązani z dawnymi władzami byli wypychani na czołowe stanowiska w polskim kościele.

Do dnia dzisiejszego nie doszło do lustracji np. biskupów. Czy dzisiaj, banda starych ubeków może kontrolować kościół poprzez zawartość jakieś szafy? Moim zdaniem tak.

Myśląc o prawdziwym polskim kościele od razu przychodzą mi do głowy nazwiska księży: Stanisław Małkowski, Tadeusz Isakowicz-Zaleski czy Jacek Międlar. Wszyscy oni byli w pewnym stopniu dyskryminowani przez kościelne władze, zabierano im parafie, zabraniano wypowiadać się publicznie. A to właśnie oni są autorytetami dla Polaków…

…W styczniu 2015 roku profesor Andrzej Rzepliński otrzymał z rąk kard. Kazimierza Nycza wysokie papieskie odznaczenie, „w dowód uznania dla zaangażowania w pracę na rzecz Kościoła”.

Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża) został ustanowiony przez papieża Leona XIII 17 lipca 1888 r. dla upamiętnienia 50-lecia jego kapłaństwa. Przyznawany jest przez papieża na wniosek biskupa diecezjalnego. Krzyż, obok odznaczenia honorowego Benemerenti, jest szósty rangą co do starszeństwa odznaczeń watykańskich.

Facet, który jest dzisiaj symbolem patologicznych rządów Platformy Obywatelskiej, który przez lata należał do PZPR i prawdopodobnie ukrywa morderców bł. ks. Jerzego Popiełuszki, dostępuje tak wysokiego zaszczytu

…nie atakuję Kościoła Katolickiego, atakuję hierarchów, którym osobiste racje przesłaniają dobro ojczyzny. Kościół robi w Polsce wspaniałą robotę, od walki o życie nienarodzonych i prowadzenie żłobków, przedszkoli, szkół aż po pomoc ludziom umierającym w hospicjach.” (Darek Matecki – Kompromitacja hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce!)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)

„…ujawnienie wszystkich okoliczności zbrodni na ks. Popiełuszce oznaczałaby konieczność rozliczenia sprawców.

Dziś ustalenie prawdy może być łatwiejsze? Jaruzelski i Kiszczak nie żyją…

Oni rzeczywiście wymknęli się ziemskiemu osądowi. Jednak wielu innych wciąż żyje. Może się okazać, że prawda nie jest dla nikogo wygodna. Widać mataczenie, ukrywanie, sfingowanie procesu. Ktoś również z tzw. naszej strony musi być w to umoczony. Jestem tego pewna. Również po „naszej” stronie widać choćby zaniechania

u zarania transformacji popełniono grzech. To przekłada się dziś choćby na to, jak postrzegana jest scena polityczna, jak oceniane są zmiany tego, co dzieje się w Polsce. Widać, że z nami wszystkimi stało się coś złego. Trudno powiedzieć, czy to kwestia tresury komunistycznej, w której żyliśmy. Możliwe. Widać, że diabeł ma łatwy dostęp do nas, do człowieka. Lepiej nie myśleć, nie szukać rzeczy przykrych. Wtedy musielibyśmy coś zmienić…

…Zginęli również członkowie rodziny adwokatów rodziny ks. Jerzego. Pełnomocnicy mówili za dużo, za otwarcie, więc ich uciszono. Matkę mecenasa Piesiewicza zamordowano za pomocą takiej samej pętli, jakiej użyto przy okazji zabójstwa ks. Popiełuszko. To było niczym pieczęć na całej sprawie.

…Myśmy Okrągły Stół budowali na zabójstwach trzech księży. Pogodziliśmy się z tym. To kim my jesteśmy? Na jednej zbrodni nigdy się nie kończy. Zawsze są następne…” (Stanisław Żarynwpolityce.pl – Maria Dłużewska: Okrągły Stół budowaliśmy na zabójstwach trzech księży)

„…Każdy, kto nosi w sobie pragnienie wolnej Polski, musi zrozumieć, że sprawa zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki nie jest „tematem historycznym” ani „kwestią polityczną”, lecz wciąż żywą, nieprzedawnioną rzeczywistością, która ukształtowała fundamenty III RP i nadal decyduje o naszej przyszłości.

Przez 30 lat, w oparciu o farsę tzw. procesu toruńskiego wmawiano Polakom, że winni tej zbrodni ponieśli już karę. Ówczesna władza stworzyła powtarzaną do dziś legendę o wyłącznej winie czterech funkcjonariuszy SB i na tym kłamstwie oparła koncepcję „historycznego kompromisu” katów z ofiarami. Legendę uwiarygodnili sami esbecy, do końca odgrywając swoje role. W niezmienionej formie, kłamstwo to narzucone siłą komunistycznej propagandy, zostało przyjęte i zaakceptowane w III RP, stając się fundamentem komunistycznej sukcesji. Odtąd wszystkie środowiska uczestniczące w zmowie milczenia przyjęły na siebie rolę zakładników zbrodni oraz odpowiedzialność za ukrywanie prawdziwych sprawców i mocodawców.  Depozyt ten do dziś daje gwarancję bezkarności komunistycznym oprawcom i stanowi „aksjologiczne spoiwo” łączące funkcjonariuszy bezpieki, ludzi Kościoła i „demokratycznej opozycji”…

Wszelkie próby zdemaskowania prawdziwych okoliczności zabójstwa, były i są skutecznie blokowane. To jedna z najistotniejszych wskazówek, jak z fundamentalną i żywą sprawą mamy do czynienia. W niewyjaśnionych okolicznościach ginęli świadkowie, innych zastraszano i nakłaniano do milczenia. Ludzi, którzy wykazali dość odwagi, by naruszyć tajemnicę tej zbrodni nazwano szaleńcami i fantastami. Odmówiono im prawa do zajmowania się tematem, przemilczano ich argumenty, szykanowano lub skazano na zapomnienie. Tak postąpiono z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, tak również potraktowano księdza Stanisława Małkowskiego i Wojciecha Sumlińskiego.

Jeśli ktoś mówi dziś o potrzebie „dobrych zmian” i chce odbudowy autentycznej wspólnoty narodowej, musi też podjąć wyzwanie związane z tajemnicą zbrodni założycielskiej III RP. Tylko prawda o tym – kto naprawdę zabił księdza Jerzego, kim byli mocodawcy zbrodni i ludzie towarzyszący esbeckim porywaczom, może zburzyć fundament, na których wspiera się triumwirat morderców, tchórzy i donosicieli. Bez zrozumienia tego obowiązku, próżne są deklaracje patriotyzmu i wierności polskim ideałom, próżne epatowanie walką z patologiami tego państwa…” (Aleksander Ścios – ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA)

podobne: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną.

„…ilustracją postępów kultu Świętego Spokoju był niechętny stosunek wyższego duchowieństwa do projektu zmiany konstytucji, zgłoszonego przez Romana Giertycha. (…) zmiana konstytucji miała polegać na rozciągnięciu ochrony życia człowieka „od poczęcia do naturalnej śmierci”. Domyślałem się wtedy, że prawdziwą intencją Romana Giertycha było zablokowanie w ten sposób możliwości ratyfikowania przez Polskę traktatu lizbońskiego, bo gdyby ta zmiana konstytucji została dokonana, to traktat lizboński, podobnie jak inne regulacje unijne, byłby z polską konstytucją właśnie z tego powodu oczywiście niezgodny. Jak pamiętamy, w pierwszym odruchu przedstawiciele Episkopatu stanęli na nieubłaganym gruncie „kompromisu” i dopiero gdy ktoś musiał im zwrócić uwagę, że nie można głosić w tej sprawie „kompromisu” i jednocześnie grzmieć na „cywilizację śmierci”, to się zreflektowali. Ta sytuacja ilustruje też głęboki kryzys przywództwa, jaki po śmierci Prymasa Stefana Wyszyńskiego trapi nasz nieszczęśliwy kraj…” (Stanisław Michalkiewicz – Szpital imienia Króla Heroda)

polecam lekturę: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.

„…Apologetyczna postawa sporej grupy duchownych wobec UE nie może być usprawiedliwiana nieznajomością tego tworu politycznego.

Już 28.05.2003 roku Rada Europy zadecydowała, że projekt Konstytucji europejskiej będzie się odwoływał do cywilizacji greckiej, rzymskiej i prądów filozofii Oświecenia. Biskup sandomierski Edward Frankowski objaśniał, że dowodzi de facto jej masońskich źródeł. Mimo to biskupi w komunikacie z 322 Konferencji Episkopatu Polski nawoływali: „wierni a także wszyscy ludzie dobrej woli winni uwzględnić głos papieża w swoich wyborach” (co oznaczało poprzeć akcesję). List Episkopatu oprotestowało 28 profesorów, wskazywali na zagrożenia dla katolickiego kraju: aborcją, eutanazją, propagowaniem homoseksualizmu, zachęcaniem dzieci do nieposłuszeństwa wobec rodziców itp. Biskupi wiedzieli więc o zagrożeniach dla chrześcijańskiej cywilizacji. Reszty złudzeń winna pozbawić decyzja Rady Europy z 25.01.2006 roku, kiedy opowiedziała się ona przeciw osądzeniu komunizmu, który przecież stanowił kontynuację Rewolucji Francuskiej czyli praktyczną realizację „prądów Oświecenia”. Po sukcesie w referendum biskupi dodatkowo wystosowali list ostrzegawczy, w którym stwierdzali że: pasterze Kościoła w Polsce odrzucają fundamentalizm religijny jako postawę niezgodną z Ewangelią.

Ludzie wsi i małych miasteczek pytani, dlaczego popali akcesję bardzo często odpowiadają: bo tak kazał nam Kościół. W sześć lat do aneksji naszej Ojczyzny do Unii Europejskiej oglądamy tragiczne skutki tamtej decyzji. Zlikwidowane stocznie, porty, flota pasażerska i rybacka, kopalnie, zakłady produkcyjne zniszczone tak, że pozostał „kamień na kamieniu”, sprzedane banki, sanatoria, rozebrane koszary, zlikwidowane wojsko itd. Zadłużenie państwa, według prof. Artura Śliwińskiego wynosi ponad 3 biliony złotych (odpowiada to zadłużeniu przeciętnej rodziny na kwotę 285 tys. złotych).

Ponad dwa miliony młodych ludzi, wykształconych przecież kosztem polskiego społeczeństwa, wyemigrowało. Nie będą pracować dla Polski i w większości nie ułożą sobie harmonijnego życia rodzinnego.

Wielebni hierarchowie, stręczyciele „Euro-raju”! Jeśli biją w Was jeszcze polskie serca, to wierzę, że patrząc na zniszczenie mojej, a przecież także Waszej Ojczyzny, uderzycie się w piersi i powiecie mea culpa.

Czy wobec mnogości sformułowanych względem przedstawicieli Kościoła zarzutów winniśmy odejść od Kościoła? Po trzykroć – NIE! Duchowieństwo polskie ponosiło w przeszłości ogromne ofiary dla narodu; w drugiej wojnie światowej wymordowano 28% księży i zakonników. Ofiara ich życia zobowiązuje nas do trwania w „Ojców wierze”. Wiara jest obok kultury SPOIWEM Narodu. Boskie przykazania porządkują życie obywateli, a w konsekwencji i życie zbiorowe. Odejście od Kościoła, to byłby dopiero prawdziwy triumf wrogów jego i naszej Ojczyzny. Twórcy ateistycznej Unii Europejskiej pełnię władzy opanują dopiero po całkowitym upadku Kościoła…” całość tu:  Księżą w służbie SB

podobne: „Non possumus!” – odpowiedź biskupów na próby podporządkowania Kościoła komunistom oraz: Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce)  i to: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

„…Nie potrzeba wielkiej wnikliwości by widzieć, że konkretne nadużycia czy występki, których dopuszczają się niektórzy duchowni, stają się pretekstem do niezwykle silnych i wyrafinowanych ataków na cały Kościół. (…) ma nie tylko przyjaciół, ale i zajadłych wrogów, dla których każdy pretekst jest dobry, by szkalować i oczerniać wszystkich chrześcijan. A przecież problemy i nadużycia moralne występują nie tylko w obrębie Kościoła katolickiego. Istnieją wszędzie! W ostatnim okresie odbywa się uporczywe nie tyle oczyszczanie, ile przeczyszczanie Kościoła. Ci, którzy nas atakują, próbują wmówić, upowszechnić i utrwalić określone skojarzenie. Ich strategia polega na tym, że Kościół katolicki trzeba kojarzyć z pedofilią, a księży – z pedofilami. Powtarzanie tego miliony razy ma zapaść w pamięć do tego stopnia, że sam widok księdza będzie wywoływał skojarzenia z pedofilią. To element odwiecznej antykościelnej strategii, która w naszych czasach, mając do dyspozycji środki masowego przekazu oraz internet, próbuje mnożyć i nasilać antychrześcijańskie emocje. I jeszcze jedna sprawa. Zarzucana pedofilia to w przytłaczającej większości przypadków wyrafinowana odmiana pederastii, czyli homoseksualizmu. Ale na temat homoseksualizmu panuje nie tyle absolutna cisza, co coraz bezczelniej odbywa się jego forsowanie.…” (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski – Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła – Najwyższy Czas!)

podobne: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu. oraz: Biskupi przeciwko pedofilii. Rygorystyczne normy postępowania mają oczyścić Kościół.

„…Kiedy Chrystus w symbolicznej chwili zakładał Swoje wielkie stowarzyszenie, nie wybrał na kamień węgielny ani błyskotliwego Pawła, ani mistyka Jana, ale krętacza, snoba, tchórza – słowem, człowieka. I na tej opoce zbudował Swój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogły. Runęły wszystkie królestwa i imperia, bo w niezmiennej wrodzonej słabości były zakładane przez silnych i wspierane przez silnych. Ale Kościół Chrystusowy, jako jedyny, został zbudowany na słabym człowieku i dlatego nic go nie zniszczy…” (Gilbert Keith Chesterton)

Na pytanie Jezusa z którym swojego czasu zwrócił się on do apostołów „czy i wy chcecie odejść?” św. Piotr odpowiedział „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,63) „(…) Św. Piotr nie był przygotowany, by odpowiedź na to pytanie. Wszystko wydarzyło się jeszcze przed śmiercią Chrystusa na krzyżu, Jego Zmartwychwstaniem i przed Zesłaniem Ducha Świętego. Wyboru nie dokonuje nigdy człowiek posiadający wystarczającą wiedzę, ale konkretny niedoskonały człowiek w określonym miejscu i czasie. Idealny homo religiosus nie istnieje…” (Ks. Jacek Gniadek: Uwierzyliśmy i poznaliśmy).

Musimy zdawać sobie sprawę z tego że czarne owce (grzesznicy) istnieli w Kościele od zawsze. Niektórzy z nich próbują celowo siać zgorszenie w celu rozbicia jego jedności kompromitując ideę i nastawiając tym samym wiernych przeciwko kapłanom. Jednak to w żaden sposób nie podważa wartości i sensu misji do której kościół został powołany (nie przez byle kogo). Pozostaje ona zawsze wolna od swądu szatana, choć niewątpliwie była, jest i będzie przez niego atakowana, obrzydzana i spotwarzana (również od środka). Dopóki jednak Kościół będzie wiernie i niezmiennie głosił naukę Chrystusową, bez odchodzenia od jej litery to sama idea nigdy nie zostanie pozbawiona sensu a jej źródło będzie wciąż dla wszystkich tak samo jasne i jednoznaczne. Nie przekreślają grzechy człowieka słuszności nauki Jezusa. Nie są też one w stanie osłabić miłości Boga do grzeszników. Od nas zależy czy damy jej szansę zaistnieć w naszym życiu… (Odys)

„…Jezus jest Dobrym Pasterzem, tak Dobrym Pasterzem, że nie opuszcza człowieka nawet jak idzie złą drogą i w złym kierunku. Pamiętacie historię uczniów idących do Emaus? Ci uczniowie uciekają od Chrystusa, uciekają od Jerozolimy, są w błędzie, zakłamują się w tej drodze nawzajem, a Chrystus co robi? a idzie z nimi w złym kierunku. Chrystus jest takim Pasterzem, że pójdzie z Tobą w złym kierunku. I Chrystus idący z tymi uczniami do Emaus nie krzyczy na nich: co wy robicie, gdzie wy idziecie, tylko stawia im pytania: a co się stało?, a dlaczego wy idziecie?, a jakie to się rzeczy wydarzyły? Chce z nich wydobyć prawdę, poucza ich i łamie dla nich i dla nas chleb. Bóg powiedział kiedyś takie słowa do człowieka, niektórzy mówią, że jest to najradośniejsze zdanie w Biblii, coś w tym jest, to zdanie brzmi: Będę z Tobą na wszystkich drogach twego życia…” (Ks. Piotr Pawlukiewicz – Domodlić się do miłości takiej, że może istnieć bez odpowiedzi)

…Jezus dał klucze Swojego Kościoła ludziom mając pełną świadomość naszej grzesznej natury. Oszalał? Pomylił się? To niemożliwe, bo skoro jest Bogiem to doskonale wiedział co robi. Dał wyraźny sygnał wszystkim słabym, że służy swoją miłością przede wszystkim właśnie im. Nie po to jednak by ich utwierdzać w słabości, lecz by im wskazać drogę do walki z nią w celu ostatecznego („na końcu”) pokonania. I nawet jak na tej drodze upadamy to NIGDY nie jest za późno na to żeby się podnieść (przykład „dobrego łotra” na krzyżu). Od naszej woli tylko zależy czy na tę drogę się zdecydujemy… (Odys)

„…Jesteśmy Kościołem grzeszników, i my grzesznicy jesteśmy powołani do tego byśmy dali się przemienić, odnowić, uświęcić przez Boga. Była w historii taka pokusa, byli ludzie którzy mówili: Kościół jest tylko Kościołem czystych, tych którzy są całkowicie konsekwentni, a innych trzeba oddalić. To nieprawda! To herezja! Kościół który jest święty nie odrzuca grzeszników, nie odrzuca nas wszystkich, nie odrzuca ponieważ wzywa wszystkich, przyjmuje ich, jest otwarty również na tych którzy są najdalej, wszystkich wzywa, by pozwolili się objąć miłosierdziem, czułością i przebaczeniem Ojca, który wszystkim daje możliwość spotkania z Nim, podążania drogą do świętości…”  (Franciszek)

…to oczywiście nie oznacza wcale że Kościół pozwoli sobie kiedykolwiek na popuszczanie grzechowi (usprawiedliwianie zła) i zacznie naginać Boże prawo, czy dostosowywać wynikającą z niego naukę i zasady do woli grzeszników jak to sobie pokrętnie tłumaczą „zatroskani” o frekwencję w świątyniach fałszywi „przyjaciele”, nawołujący do większej „otwartości” pod którym to hasłem rozumieją przymykanie oka na grzech. O tym nie ma mowy. Jest mowa o szansie na nawrócenie (powrotu na łono Kościoła) każdego grzesznika. To jest jedyna dopuszczalna otwartość, ale dopiero po przyznaniu się do winy, odrzuceniu grzechu i bezwarunkowym zaufaniu w Boże miłosierdzie. W sprawiedliwość która ani nie przymyka oka ani nie puszcza go do złego. Nie ma słowa w nauce Jezusa o jakichkolwiek negocjacjach czy ustępstwach w kwestiach grzechu i zła. Jest za to miłość i miłosierdzie dla tych, którzy choć nie zawsze wygrywają i często upadają na tej drodze, to jednak pragną iść dalej. Świętość nie polega bowiem na tym że zawsze wygrywamy, ale na tym że ciągle się zmagamy i podnosimy z upadku. Pokusa „perfekcjonizmu” jest równie niebezpiecznemu dla wiary, jak uleganie grzechom w bezczelnym przekonaniu że Bóg i tak nam wybaczy bo taka jest jego rola. Pokusa przekonania że katolik nie ma prawa zgrzeszyć, a jeśli grzeszy to już nie jest katolikiem a hipokrytą, prowadzi prostą drogą do fałszywego pojmowania roli Kościoła na ziemi. W ten sposób rodzi się fałszywe poczucie winy i bezsensu dążenia ku dobru… (Odys)

„…pokusą budzącą największą grozę jest przekonywanie umysłów, że Kościół nie jest tym, który Chrystus rzeczywiście chciał zbudować. To kłamstwo stawiające sobie za cel rozbicie jedności Kościoła i doprowadzenie go do upadku, opiera się na fałszywym przekonaniu [niezrozumieniu istoty], że nieomylność papieża jest absolutna, a nie związana wyłącznie z kwestiami teologicznymi i doktrynalnymi. Według tego fałszywego ujęcia kapłani nie powinni się dopuszczać żadnego grzechu, nawet najdrobniejszego uchybienia. Kierując zatem uwagę na słabości lub błędy poszczególnych duchownych, zasiewa się wątpliwość i nieufność wobec całego Kościoła. Kiedy jednak Jezus go zakładał, uczynił swoich apostołów odpornymi nie na popełnianie błędów, lecz jedynie na głoszenie błędnej nauki. Hasła nieomylności i nieskazitelnej czystości, którymi się szermuje by zdyskredytować Stolicę Apostolską i naukę katolicką, mogą być uważane za dwie spośród czterech głów drapieżnego potwora, który chciałby rozbić jedność Ciała Mistycznego zamierzonego przez Chrystusa…” („Diabeł” Luciano Regolo i o. Raffaele Talmelli)

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?)

Czysto po ludzku i zgodnie z prawdą należy sobie powiedzieć że nie tylko w KK, i nie tylko na polu religii czy wiary, ale w każdej profesji czy działalności ludzkiej będącej (w zamyśle) bardziej lub mniej zaszczytną i odpowiedzialną misją publiczną, zdarzali się, zdarzają i będą się zdarzać ludzie zdegenerowani czy błądzący (bo taka jest część naszej natury a raczej tendencji). Czy w związku z tym mamy potępić w czambuł każdą działalność która opiera się na jakimś logicznym prawie czy zasadach, tylko dlatego że nie wszyscy ludzie (lub nie zawsze) potrafią się wywiązać z takiego czy innego obowiązku? Czy ktoś podnosi żądania likwidacji wymiaru sprawiedliwości, policji, szkoły, służby zdrowia itp. tylko dlatego że tam również zdarzają się zwyrodnialcy, obłudnicy, grzesznicy, przestępcy i popełniający z rozmysłem błędy? Otóż nie. Z pewnością słychać głosy o potrzebie naprawy/oczyszczenia tych instytucji, ale nie likwidacji z racji ludzkich ułomności bo byłoby to pozbawionym racjonalności wylewaniem dziecka razem z kąpielą. Tymczasem wielu mieniących się racjonalistami, właśnie tego rodzaju logikę stosuje kiedy chodzi o Kościół, atakując (przy okazji) naukę której istotą jest sprawiedliwe i najprostsze na świecie prawo, oparte o dobro i miłość Boga do ludzi. Ułomność „czynnika ludzkiego” nie ma wpływu na sens samej idei (chyba że sam ją wymyślił jako od początku złą). W każdym aspekcie ludzkiego życia i wszelkiej działalności to my (a nie ideał) jesteśmy najsłabszym ogniwem. Jak więc można na podstawie czynów ludzkich popełnianych wbrew zasadom dekalogu wnioskować że winny jest sam dekalog? Czy ktoś mówi o tym że należy zlikwidować kodeks drogowy tylko dlatego że część ludzi się do niego nie stosuje? Poza tym rzeczywistość w której żyjemy ma to do siebie że przykazania nie są narzucane siłą ani przez kościół ani przez państwo. Sama instytucja jak i jej zasady obowiązują tylko tych którzy poczuwają się do tego z własnej nieprzymuszonej woli (Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności), tymczasem kodeks drogowy z racji stanowionego przez państwo prawa jest przymusowy… (Odys)

rys. Grzegorz Radziewicz - Odwieczna wojna dobra ze złem

rys. Grzegorz Radziewicz – Odwieczna wojna dobra ze złem

Reklamy

Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)


Albert Einstein (niebezpieczeństwo, zło dobro, ignorancja, bezczynność, ludzie)

„Prawo zdeprawowane! I policja, władza państwa zdeprawowana razem z nim! Prawo, twierdzę, nie tylko odwróciło się od swojego właściwego zadania, ale zostało zmuszone do osiągnięcia całkowicie przeciwnego celu! Prawo stało się narzędziem siły każdego rodzaju chciwości! Zamiast powstrzymywać przestępstwo, prawo samo jest winne przestępstwom, które mniema się, że powinno karać! Jeśli to jest prawdziwe, to jest to poważnym faktem i moralny obowiązek wymaga ode mnie by zwrócić uwagę na to moich współobywateli.”

„Jeden z najważniejszych tekstów Fryderyka Bastiata napisany na krótko przed jego śmiercią w 1850 r. Treść niezwykle aktualna również w dzisiejszych czasach. Czyta profesjonalny lektor p. Tomasz Agencki”. Źródło: bastiat.pl

podobne: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? oraz: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

Frédéric Bastiat – Prawo

„…Sprawiedliwość nie jest zemstą. Także nasze działania na rzecz lustracji nie miały nic wspólnego z zemstą czy odwetem. To była przede wszystkim próba zbudowania nowych struktur państwa i służby publicznej, także z udziałem byłych konformistów i byłych komunistów, aż do zdrajców włącznie. Podstawowym kryterium wykluczenia z nowych struktur służby publicznej był brak wiarygodności danej osoby, uniemożliwiający dalsze pełnienie przez nią wysokiej funkcji publicznej; dopiero w drugim rzędzie prawna kwalifikacja ich czynów z przeszłości.

Ci, którzy zostali wykluczeni ze służby publicznej w procesie lustracyjnym, nie mieli owej wiarygodności, ponieważ wcześniej za plecami swoich współobywateli pracowali przeciwko nim oraz czerpali ze swojej bez wątpienia uprzywilejowanej pozycji konkretne korzyści, których inni nie mieli. Można powiedzieć, że w wyniku podjętej współpracy z dyktaturą, ich sytuacja była nieporównanie lepsza od tej, w jakiej znajdowali się wszyscy pozostali. Jeśli mieli na przykład konflikt z prawem, mogli uniknąć procesu przed sądem i kary dzięki interwencji służby bezpieczeństwa. To była oczywista forma uprzywilejowania. Mogli być także faworyzowani w pracy zawodowej, mogli mieć ułatwioną drogę kariery i często też tak właśnie było. Jest dla mnie sprawą zupełnie oczywistą, że to właśnie ten element uprzywilejowania jest argumentem na rzecz bardziej surowego potraktowania tych ludzi dzisiaj.

Tutaj nie chodzi o dokładne rozstrzygnięcie, kto z nich był dobry, a kto zły, ale o stwierdzenie, kto z nich nadal nadaje się do pracy w służbie publicznej, a kto nie. Jest to motywowane pragnieniem wyrównania krzywd i odpowiedzialnością za ustanowienie nowych struktur państwa

…Zakładam, że także w Polsce były różne rodzaje nieoficjalnej współpracy. Byli więc tacy, których zmuszano do składania podpisów, inni podpisywali dobrowolnie, jeszcze inni byli po prostu gadatliwi i nieostrożni albo kierowali się jakimś rodzajem lewicowego idealizmu. Na pewno trzeba na te wszystkie przypadki patrzeć w sposób zróżnicowany i nie można każdego nieoficjalnego współpracownika uznać od razu za łajdaka i zdrajcę. Można natomiast powiedzieć, że oni wszyscy przekroczyli pewną granicę, na którą większość ich kolegów miała baczenie

…Jaspers powiada: wina nie jest tylko problemem karno-prawnym. Jeśli zdefiniujemy ją tylko w aspekcie prawa karnego, to jedyną odpowiednią instancją do jej oceny jest sąd. Wina ma jednak również kontekst osobisty, moralny, ale wtedy sąd przestaje być odpowiednią instancją do jej rozpatrywania. Taką instancją stają się inni, przede wszystkim ci, wobec których dopuszczono się niesprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze wymiar metafizyczny i teologiczny.

Kiedy więc chodzi o wykroczenia, wymierzone w innych ludzi, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z możliwości zdobycia realnej wiedzy o nich, z przeanalizowania ich charakteru, z poszukiwania prawdy. Taka postawa w istocie czyni ludzi bezbronnymi wobec zła. Jeżeli bowiem państwo nie podejmuje swojej roli w organizowaniu warunków sprawiedliwości, to tym samym daje wyraźny sygnał, iż w istocie nie wierzy w to, aby ludzie potrafili dokonywać właściwych wyborów w krytycznych moralnie sytuacjach. A przecież chodzi tylko o to, aby dać ludziom możliwość zdobycia wiedzy, dzięki której mogą ustalić swój pogląd i właściwą ocenę, trzeba tylko otworzyć archiwa, dostarczyć informacji i ustalić, jakie kryteria będą nas wszystkich obowiązywać w dążeniu do prawdy. Nie wystarczy mieć sędziów, potrzebne są także spisane reguły, które będą ich obowiązywać.

…Jeśli weźmiemy przykład Pańskiego kraju, to zobaczymy w jak paradoksalnej sytuacji znaleźli się dzisiaj byli opozycjoniści prześladowani przez służbę bezpieczeństwa. Mogą jedynie oszołomieni przyglądać się bezradnie, jak byli funkcjonariusze robią kariery na najwyższych szczeblach państwa, a jedyne, co im pozostaje, to tylko krzyczeć z wściekłości. (…) Tym ludziom pozostała tylko wściekłość, ponieważ państwo nie wykonało swojego obowiązku, swojego podstawowego zadania, jakim jest sprawiedliwość. I należałoby wprost zapytać, dlaczego państwo w Polsce uchyliło się od tego zadania. Chciałbym na koniec wrócić jeszcze do jednej bardzo ważnej kwestii. Mówiłem wcześniej o syndromie taniej łaski. To pojęcie pochodzi od Dietricha Bonhoeffera. W swoich teologicznych pracach zwracał uwagę na to, że nie należy minimalizować aspektu boskiej sprawiedliwości. Nie można traktować Boga jak dobrego wujka, który – chyba powiedział to Wolter – po prostu ma przebaczać, bo to w końcu jest jego zawód. I w tym teologicznym kontekście Bonhoeffer sformułował problem taniej łaski. Problem ten pojawia się zawsze wtedy, kiedy ludzie nie chcą znać prawdy, kiedy nie chcą jej dociekać. Dlatego uważam, że wybaczenie, pojednanie jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie posiadamy wiedzy na temat przeszłości lub mamy jedynie okruchy tej wiedzy…” (Joachim GAUCK)

całość tu: „Sprawiedliwość jako warunek pojednania”

„Gdy wybuchł ostatni skandal z Lechem Wałęsą i tzw. szafą Kiszczaka, prezes IPN wystąpił z apelem, aby ubecy pooddawali ukradzione dokumenty. Chyba sobie żartował. Ludzie, których przez ponad ćwierć wieku nie rozliczono za mordy polityczne popełnione podczas 45 lat trwania komuny mieliby odszukać przyzwoitość w swoich sercach i potulnie odnieść władzom kartony sprywatyzowanych raportów i teczek operacyjnych? Można się modlić, aby tak się stało, ale liczyć na to raczej jest naiwnością, być może oprócz paru wyjątków.

Ponadto, dlaczego niby tajni policjanci PRL mieliby pozbywać się źródła dochodu? Przecież wyniesione akta to źródło wiedzy o konkretnych ludziach. Ludzi tych się prowadziło i przed, i po 1989 r. Właściwie tylko garstka umoczonych miała odwagę cywilną publicznie przyznać się do swoich grzechów. To świetnie załatwiało sprawę, bo wszystko wyszło na jaw i nie było na nich już haków. Ale większość zataiła swoją współpracę, a to już ze wstydu, z nadzieją, że wszystko się skończyło (przecież „padła komuna”, nie?) czy z przyzwyczajenia brnąc nadal w kłamstwo. I najważniejsze: milczano, bowiem czerpano z tego brudnego układu wymierne korzyści. Nawet gdy umoczeni ludzie wzbili się na wyżyny finansowe dzięki brudnym układom i wydawało im się, że pieniędzmi wyemancypowali się z jarzma swych oficerów prowadzących, zwykle kupując sobie potężniejszych goryli-ochroniarzy, to i tak przecież funkcjonowali w ramach stworzonego w 1989 r. układu okrągłostołowego, czyli postkomunistycznego. I w tym sensie widmo przeszłej współpracy wlokło się za nimi. Byli nadal podatni na szantaż. Ich sukces opierał się na podłości, kłamstwie i złu…

Od 27 lat ten ten sam modus operandi, to ten sam swołocz transformacji.

…czyli zachowania z systemu komunistycznego jak najwięcej form, symboli i personelu na prominentnych stanowiskach w polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze. Co krok kłaniają się nie tyle zaniedbania czy nawet zaniechania, ale wręcz kryminalna bezkarność ubeków. Bezkarność ta wpisana była w proces transformacji systemowej. Trzeba z tym zerwać, trzeba ich w końcu rozliczyć. Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo. Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego…” (prof. Marek Jan Chodakiewicz – Rozliczyć ubeków)

podobne: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. oraz: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). i to: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

A oto przykład na żywym organizmie owego modus operandi transformacji…

„Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

Ojciec i syn specjalizowali się w stosunkach polsko-izraelskich. Jako to możliwe, że rząd Beaty Szydło pielęgnuje takiego dyrektora w tak ważnym resorcie? Chcemy wierzyć, że to jedynie wypadek przy pracy.

Biogramu Piotra Puchty darmo szukać w Internecie. Oficjalne notki biograficzne podają jedynie lakonicznie, że pracę w MSZ rozpoczął w… 1985 r. Jak ustaliliśmy przez wiele lat Piotr Puchta (syn wiceszefa Wojskowych Służ Informacyjnych) pracował w Izraelu i był oficerem spec służb wojskowych kierowanych przez gen. Kiszczaka w słynnej później z czasów WSI jednostce 3362 (pod takim samym numerem co Zarząd II funkcjonowały potem WSI). Teraz jest szefem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ kierowanym przez ministra Witolda Waszczykowskiego z PiS, co potwierdziło nam biuro prasowe ministerstwa.

Historia Puchty juniora, a tym bardziej jego ojca, zapisana na kartach w IPN balansuje pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co niedopowiedziane. Chociaż sam zainteresowany dla systemu IPN nie istnieje, „Warszawskiej” udało się go znaleźć tam, gdzie się jego biogramu spodziewaliśmy…

Dziennikarskie śledztwo „Warszawskiej Gazety” wprost od Ahmada Sameha Abu Mizera opisanego w tekście „Mossad na serwerach” doprowadziło do dzisiejszego dyrektora w MSZ.

W czasach PRL Piotr Puchta pomagał w Tel Awiwie niekryteryjnemu dla bezpieki Abu Mizerowi załatwić stały pobyt w Polsce Ludowej. Palestyńczyk rozpracowywany był zarówno przez polską jak i prawdopodobnie palestyńską służbę bezpieczeństwa pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Choć był „niepożądany” ze względu na „bezpieczeństwo państwa”, Puchta zdecydował, że napisze z prośbą w jego imieniu do polskich bezpieczniaków w PRL.

To właśnie w tych teczkach z zasobów IPN „Warszawska” po raz pierwszy natrafiła na obecnego podwładnego ministra Waszczykowskiego.

Materiały, do których dotarliśmy mrożą krew w żyłach. Podobnie jak w przypadku Ahmada Sameha Abu Mizera na podstawie tej historii może powstać dobry szpiegowski film. Cały materiał opublikujemy w wydaniu papierowym „Warszawskiej” 18 marca 2016 roku.” (Magdalena Myk, Robert Wit Wyrostkiewicz – Oficer wojskowej „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” oraz: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?

Ten „przypadek” (i dwa kolejne o których również będzie mowa) wPISuje się  dość jednoznacznie w to co od wielu lat powtarzam i na co zwracałem uwagę ostatnio pisząc, że o największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą trąbić z wielką egzaltacją, jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu (więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza i tu: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta). Wpisuje się to również bardzo „niefortunnie” w niedawną „dziwną” wypowiedź Pana Dudy odnośnie tajnych współpracowników. Tego Dudy co to prezydentem (to znaczy obrońcą) „wszystkich Polaków” został i chyba już wiem co to znaczy „wszystkich”… (Odys)

„…Prezydent Andrzej Duda skomentował sprawę teczki dotyczącej Jerzego Zelnika. Dokumenty na temat aktora miały zostać znalezione w IPN. Sam Jerzy Zelnik wydał w tej sprawie oświadczenie.

Prezydent pytany o sprawę Zelnika wypowiedział się w sposób dość zaskakujący.

Jaki był wpływ pana Jerzego Zelnika na rzeczywistość po 1989 roku? Bo nie o to chodzi, czy ktoś współpracował czy nie, bo było ich wielu. Można to spokojnie pominąć, ale problem polega na tym, jaki i który z nich miał wpływ na zmiany na polską rzeczywistość po 1989 roku i na ile przeszłość agenturalna była jawna. Na ile w związku z tym można było poprzez daną osobę wywierać wpływ na polską rzeczywistość polityczną

— ocenił prezydent. Dodając, że „w przestrzeni tego wpływu pan Jerzy Zelnik nie miał zasadniczo żadnej siły sprawczej”.

Niestety z takim sposobem stawiania sprawy nie można się zgodzić…

nieszczęśliwe słowa Prezydenta Dudy uderzają w bohaterstwo tych, którzy mimo represji, szykan, niszczenia itd. oparli się bezpiece, nie dali się złamać. A takich było przecież niemało. Jak w świetle ich bohaterstwa brzmią dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy? Jak w świetle historii bohaterskich postaw oceniać słowa prezydenta…

Przecież właśnie chodzi o to, że niektórzy dali się złamać – z bardzo różnych powodów – a inni nie. I dziś tylko jedna z postaw jest godna pochwały. Postawa tych, którzy się dali złamać nie. Nie chodzi o to, by ludziom współpracującym przekreślać na całe życie, chodzi o to, by piętnować postawy, które były de facto szkodzeniem innym ludziom i szkodzeniem wolnej Polsce. Próba wskazywania, że nie ma znaczenia, czy ktoś coś podpisał w PRL-u czy nie, jest przykładaniem ręki do niszczenia jasnych wartości – rozróżnienia dobra i zła. Bo jeśli współpraca z bezpieką PRL-owską nie będzie zła, jeśli nie będzie to jednoznacznie oceniane przez Polaków, nie uda nam się zbudować jasnego katalogu wartości.

Decyzja o uwikłaniu się we współpracę z bezpieką była zła. Sugerowanie, że dziś tamte decyzje nie mają wartości moralnych jest dla społeczeństwa szkodliwe…” (Stanisław Żaryn – Bardzo nieszczęśliwe słowa prezydenta Dudy)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? i to: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

…i kolejny kwiatek…

„Nie podoba mi się to, w jaki sposób Prezydent RP Andrzej Duda potraktował księdza Stanisława Małkowskiego, usiłującego spotkać się z nim i porozmawiać o przyszłości śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Na poniższym filmie ksiądz relacjonuje ten niemiły i dający do myślenia incydent. W moim odczuciu Kancelaria Prezydenta RP zabawiła się w “głuchy telefon” z kapłanem, który przeszedł już swoje w życiu i płacił przez długie lata wysoką cenę za Prawdę i swoją walkę o Wolną Polskę. Czy tak ma wyglądać zapowiadana przez PiS “dobra zmiana”?

Same frazesy pisane przez podrzędnych kancelistów Prezydenta i odsyłanie niechcianych “petentów”, oczekujących reakcji rządzących na tę ważną sprawę, do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, to moim zdaniem jakaś chucpa, a nie “dobra zmiana”.(Uparta • niepoprawni.pl – „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta)

„…Nie może być tak, że partia, której politycy mają gęby pełne patriotycznych frazesów, nie chce podjąć śledztwa w sprawie śmierci księdza Jerzego. Trzeba zmusić (podkreślam) tych ludzi do jednoznacznych decyzji i deklaracji. To nasz obowiązek. W tej kwestii nie interesuje mnie dobre samopoczucie pana prezydenta ani „racje polityczne” ludzi PiS. Jeśli – z jakichkolwiek powodów, nie podejmą sprawy zbrodni założycielskiej III RP, trzeba ich nazwać wspólnikami matactw i winnymi haniebnego przemilczenia” (Aleksander Ścios)

…Nie pierwszego haniebnego przemilczenia/zaniedbania/zdrady (Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską i to: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego). I kolejny kamyczek prosto z ogródka „dobrej zmiany”:

„Ostatnie zmiany kadrowe w kontrolowanej przez skarb państwa Giełdzie Papierów Wartościowych wskazują, że spółka ta może stać się bezpieczną przystanią dla ludzi Marka Belki, który za kilka miesięcy kończy kadencję szefa NBP.

Już teraz intratną posadę znalazł w niej Michał Kaszuba, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Belki. Kaszuba będzie dbał o PR i marketing tej spółki kluczowej dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa – w praktyce będzie decydował o krociowym budżecie marketingowym.

Przypomnijmy, Belka (były premier z ramienia SLD, zarejestrowany przez SB jako TW) był jednym z bohaterów afery taśmowej – wraz z Bartłomiejem Sienkiewiczem omawiał sposoby zabezpieczenia interesów rządzącej wówczas PO. A będąc w NBP, otoczył się dawnymi PZPR-owskimi aparatczykami, z których część widnieje w archiwum IPN-u jako współpracownicy służb PRL-u

źródło: Przystań dla ludzi Belki

…oraz:

„…PiS przed wyborami było głównym krytykiem Marka Belki, szczególnie po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” tzw. nagrań kelnerów w „aferze ośmiorniczkowej”. Teraz nastąpiła zaskakująca zmiana frontu:

– Powiedziałam w jednym z wywiadów prasowych, że Marek Belka będzie kandydatem polskiego rządu i zgłaszamy go oficjalnie

– potwierdziła informacje MF premier na konferencji prasowej, że Belka jest oficjalnym kandydatem rządu na szefa EBOiR.

Chodzi nie tylko o bardzo prestiżowe stanowisko. Prezes EBOiR, zawiadujący dobrze wyposażoną w kapitał, międzynarodową instytucją finansową, to bardzo wpływowa osoba na europejskich salonach. EBOiR (ang. The European Bank for Reconstruction and Development – EBRD) to międzynarodowa instytucja finansowa założona w 1991 r. w celu wspierania budowy nowego ładu w Centralnej i Wschodniej Europie po zakończeniu zimnej wojny. Udziałowcami tego banku są 64 państwa oraz Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny.

Jaką grę rozgrywa PiS profesorem Markiem Belką, że chce zapewnić mu nie tylko miękkie, ale i intratne lądowanie na europejskiej placówce? Czy to może jakieś „czynniki” europejskie oczekują, że właśnie Belka zastąpi na stanowisku kończącego także w czerwcu kadencję obecnego szefa EBOR Sumy Chakrabartiego?

Wielu wyborców PiS, a sądzić można, że nie tylko tej partii, może być w szoku. Rozmawiając z nimi, lub czytając ich opinie w internecie, można szybko zorientować się, że raczej mieli nadzieję, ze Belka zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, a może nawet stanie przed Trybunałem Stanu za domniemanie przestępstwa przeciwko Konstytucji RP (Art 220, 216). Że będzie ukarany, zgodnie z prawą i sprawiedliwą linią nowej władzy. O pociągnięciu do odpowiedzialności Marka Belki za pochopne deklaracje w „aferze ośmiorniczkowej”, wyrażające gotowość NBP dodruku pustego pieniądza na życzenie byłej, rządzącej koalicji PO PSL, mówił nawet we wrześniu 2014 r. Antoni Macierewicz.

– Sienkiewicz i Belka omawiali, jak złamać istotę ustroju RP. To jest sprawa dla komisji śledczej i Trybunału Stanu

– twierdził wówczas w programie „Dziś wieczorem” w TVP Info wiceszef PiS Antoni Macierewicz, m.in. tym uzasadniając konieczność powołania komisji śledczej dotyczącej sprawy podsłuchów.

Część analityków bankowych uważało też, że Marek Belka stojąc też na czele Rady Polityki Pieniężnej wydawał w 2011 i 2013 r. bezowocnie rezerwy dewizowe NBP na podtrzymywanie kursu złotego – na interwencje na rynku walutowym, które jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie przyniosły długoterminowych rezultatów w postaci zmiany trendu kursu złotego w stosunku do walut obcych.

Belka był też za podtrzymywaniem stałej gotowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego do utrzymywania otwartej, a nie wykorzystywanej tzw. elastycznej linii kredytowej (w wys. 33,8 mld dolarów), za którą budżet musiał zapłacić za tzw. gotowość do zaciągania zobowiązań ok. 114 mln dolarów.

Jest więc co najmniej dziwne i podejrzane, że PiS nie tylko nie odciął się od swoich antybohaterów raptem z przed dwóch lat, a jeszcze winduje ich do góry…”  (Robert Azembski – PiS popiera Belkę, a niedawno widział go przed Trybunałem Stanu)

…tak oto zamiast obiecanego kryminału, lub przynajmniej wywalenia na zbity pysk i blokady kariery w instytucjach zależnych od rządu polskiego, Pan Belka został  nagrodzony i awansował z ramienia tego samego ugrupowania, którego wierchuszka (Kaczyński, Kamiński i Macierewicz) obiecywała jeszcze nie tak dawno go rozliczyć. Jest to dla mnie przykład tej samej patologii, z jakiej słynął pogardzany przez obecny establiszment były obóz rządzący. Kolejny zresztą przykład, bo od tej strony zdążyłem już się na PISie poznać, o czym więcej tu: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? Wpisuje się to zresztą w strategię transformacji ustrojowej (zaplanowanej właśnie w Magdalence), która przewidywała że trzeba będzie wiele zmienić („by wszystko zostało po staremu” 😉 ). W takim wypadku „rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach” (jak mówi Pan Michalkiewicz). Myślę że „zesłanie” Pana Belki do EBOiR, (instytucji odpowiedzialnej za budowanie „nowego ładu” w Europie Środkowo Wschodniej) zasługuje na miano „odpowiedniego stanowiska” dla tego typu zdolniachy – gotowego utopić gospodarkę własnego kraju (z pominięciem prawa) w pustym pieniądzu. Sam EBOiR ma bowiem „wybitne” osiągnięcia na polu „odbudowy” Polski ze zgliszczy komuny, jak też w budowaniu „dobrobytu” innych krajów byłego bloku wschodniego. Dość popatrzeć na ogromny jakościowy dystans jaki dzieli gospodarki państw z tego rejonu od państw „zachodnich”. No ale trudno się dziwić tym wynikom, zważywszy na grono najważniejszych udziałowców tej „międzynarodówki”… (Odys)

 „…Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi.  
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.
Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.

Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą. Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP…

jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy?

Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów…(Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

„Jeśli uczynicie z Prawa stanowionego, obowiązującego wszystkich obywateli, strażnika wolności i własności, jeśli będzie ono tylko uporządkowaniem indywidualnego prawa do uprawnionej obrony – oprzecie na Sprawiedliwości rządy racjonalne, proste, zrozumiałe dla każdego, kochane przez wszystkich, użyteczne dla wszystkich, obarczone znakomicie zdefiniowaną odpowiedzialnością, wyposażone w trudno wzruszalną stabilność.

Jeśli, przeciwnie, w interesie jednostek lub całych klas uczynicie z Prawa stanowionego narzędzie Rabunku – każdy będzie chciał przede wszystkim tworzyć to Prawo, a następnie wykorzystywać je na swą korzyść. Powstanie wielki tłok przy drzwiach Gmachu Ustawodawstwa, nastąpi zażarta walka wewnątrz, anarchia w ludzkich umysłach, rozpad wszelkiej moralności, przemoc stosowana przez zainteresowane organy, zażarte walki wyborcze, oskarżenia, wzajemne pomówienia, zawiści, niegasnące nienawiści, wprzęgnięcie w służbę niesprawiedliwej chciwości czynnika państwowego, powołanego do jej ograniczania, pojęcia prawdy i fałszu wymazane zostaną z ludzkich umysłów, pojęcia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe znikną z ludzkiej świadomości, nastąpią rządy odpowiedzialne za wszystkich i upadające pod ciężarem tak wielkiej odpowiedzialności, będą polityczne konwulsje, nieustanne bunty, zostaną ruiny, na które przyjdą próbować swych sił wszelkiego rodzaju odmiany socjalizmu i komunizmu; takie są plagi, których nie omieszka uwolnić psucie Prawa.” (Frédéric Bastiat „Rabunek a Prawo” 1850 r. Tłumaczył Marian Miszalski 2015 r. )

Pytam zatem (po raz kolejny), gdzie się zapodziało elementarne poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialność i troska o profesjonalizm/wiarygodność państwa którym „nowa władza” zarządza? Co to za „prawo” które pozwala przymykać oko na niesprawiedliwość? Tzw. „dobra zmiana” (której włodarze zapowiadali rozliczenie z patologiami poprzedniego systemu), to żadna zmiana skoro idzie drogą wyparcia i lekceważenia powinności, zarówno względem obywateli (którym obiecała „prawo i sprawiedliwość”), jak i państwa którego stery z takim przytupem i szumnymi hasłami objęła. Zastanówmy się więc, i wyciągnijmy wnioski z tego co się rzeczywiście dzieje i czemu nie dzieje się właściwie a wręcz przeciwnie… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków? polecam również: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Kaczyński i Tusk

Kaczyński i Tusk

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy).


rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Mam dla Państwa dobrą wiadomość: 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm – taki komunikat przekazała 4 czerwca 1989 roku za pośrednictwem państwowej telewizji aktorka Joanna Szczepkowska. Było w tym komunikacie znacznie więcej optymizmu niż realizmu, ale nie powinniśmy obwiniać za to akurat pani Szczepkowskiej, bo w swoim optymizmie nie była ona bynajmniej odosobniona. Cóż takiego jednak zdarzyło się w Polsce 4 czerwca 1989 roku, że nie tylko pani Szczepkowska za pośrednictwem państwowej telewizji przekazała ten komunikat, ale – przede wszystkim – że w ogóle jej na to pozwolono?

4 czerwca 1989 roku odbyły się w Polsce wybory, których ramowe wyniki zostały wcześniej ustalone podczas rozmów – jak to się wtedy nazywało – „okrągłego stołu”, ale tak naprawdę podczas rozmów, jakie generał Czesław Kiszczak w towarzystwie swych jawnych współpracowników przeprowadzał z gronem zaufanych osobistości reprezentujących tak zwaną „stronę społeczną” (w którym to gronie znajdowali się również tajni współpracownicy generała).

Zgodnie z tymi ustaleniami 65 procent posłów wybranych do sejmu miało pochodzić z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i tak zwanych „stronnictw sojuszniczych”, czyli Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, 35 procent zaś miało reprezentować „stronę społeczną”. Oprócz tego do sejmu mieli zostać wybrani posłowie z tak zwanej „listy krajowej” w liczbie trzydziestu pięciu. Kandydatów z tej listy również wystawiały PZPR i „stronnictwa sojusznicze.

Koniec komunizmu?

4 czerwca 1989 roku ponad 62 procent obywateli uprawnionych do głosowania wybrało 427 posłów – bo kandydaci umieszczeni na liście krajowej zostali przez większość zamaszyście skreśleni. Niektórzy jednak wyborcy aż tak zamaszyście całej listy krajowej nie skreślali, w związku z czym komisja wyborcza rada w radę uradziła, że kandydat Mikołaj Kozakiewicz i kandydat Adam Zieliński mandaty zdobyli, ale reszta – nie. 

Na takie dictum generał Kiszczak oświadczył, że w tej sytuacji wybory mogą być odwołane, co oznaczało, że również komunizm może zostać przywrócony. Wobec tego reprezentujący „stronę społeczną” znany również w przeszłości z „postawy służebnej” Tadeusz Mazowiecki odpowiedział, że umów należy dotrzymywać – mając oczywiście na myśli umowę zawartą z generałem Czesławem Kiszczakiem, a nie z wyborcami, którzy – podobnie jak pani Joanna Szczepkowska – myśleli, że z tym upadkiem komunizmu to wszystko naprawdę. W rezultacie Rada Państwa w trakcie wyborów zmieniła ordynację w taki sposób, by faworyci PZPR i „stronnictw sojuszniczych” jednak się do sejmu dostali. Przyszło to tym łatwiej, że w drugiej turze wyborów, 18 czerwca 1989 roku, wzięło udział już tylko 25 procent obywateli uprawnionych do głosowania. Skompletowany w ten sposób sejm oraz wybrany w swobodnym głosowaniu stuosobowy senat 19 lipca wybrały komunistycznego przywódcę generała Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta i w ten sposób „koniec komunizmu” został przypieczętowany.

Po co „obalono” komunizm?

No dobrze – ale dlaczego właściwie komunizm w Polsce, podobnie jak w innych krajach „demokracji ludowej”, został „obalony”? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się w czasie do roku 1980 i buntu, jaki znaczna część, a może nawet większość polskiego społeczeństwa podniosła przeciwko Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pod naporem tego buntu partia zaczęła się rozpadać, wytwarzając polityczną próżnię, którą natychmiast wypełniły tajne służby – wojskowe i „cywilne”, to znaczy: Służba Bezpieczeństwa. Tajne służby, tzn. wywiad i kontrwywiad wojskowy oraz SB przygotowały, przeprowadziły i administrowały wprowadzonym 13 grudnia 1981 roku stanem wojennym przy pomocy tzw. „surowych praw” – aż do połowy lat osiemdziesiątych, kiedy doszło między nimi do ostrego konfliktu.

Jego początek wyznaczyło zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki, dokonane prawdopodobnie 19 października przez trzech oficerów SB z niewyjaśnionej do dnia dzisiejszego inspiracji i w niewyjaśnionych okolicznościach, zaś koniec – zdymisjonowanie ze wszystkich stanowisk partyjnych i państwowych w maju 1985 roku generała Mirosława Milewskiego. Dygnitarz ten wspinał się po szczeblach bezpieczniackiej i partyjnej kariery od stanowiska wywiadowcy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Augustowie, gdzie brał udział w tzw. obławie suwalskiej, podczas której NKWD i UB zamordowały co najmniej pięciuset żołnierzy Armii Krajowej – aż do stanowiska ministra spraw wewnętrznych i członka Biura Politycznego KC PZPR. Z tych właśnie stanowisk został zdymisjonowany, co oznaczało, że zwycięstwo w konflikcie przypadło tajnym służbom wojskowym i że w drugiej połowie lat osiemdziesiątych wywiad i kontrwywiad wojskowy został absolutnym hegemonem na polskiej scenie politycznej – jeśli, oczywiście, nie brać pod uwagę sowieckiego KGB i GRU.

Warto zapamiętać ten moment, bo rok 1985 jest kluczowy dla historii Europy, a częściowo – również świata. W marcu 1985 roku w Genewie doszło do spotkania sowieckiego przywódcy Michała Gorbaczowa z amerykańskim prezydentem Ronaldem Reaganem, podczas którego sowiecki gensek zaproponował podjęcie rokowań ograniczających zbrojenia strategiczne. Było to wprawdzie przyznanie, że ZSRR utracił nadzieję na zwycięstwo w „zimnej wojnie”, ale przecież nie oferta „bezwarunkowej kapitulacji” – bo zarówno nuklearny, jak i konwencjonalny potencjał sowiecki pozostawał nietknięty. Politycznie oznaczało to propozycję podjęcia rokowań nad stworzeniem nowego porządku politycznego w Europie w sytuacji postępującej erozji porządku jałtańskiego z roku 1945. Oferta została przez prezydenta Reagana przyjęta, co zapoczątkowało serię dorocznych spotkań obydwu przywódców: w 1986 roku w islandzkim Rejkjaviku, w 1987 roku – w Waszyngtonie, w 1988 roku – w Moskwie i wreszcie w roku 1989, kiedy nowym amerykańskim prezydentem został Jerzy Bush ojciec – na okręcie w pobliżu Malty na Morzu Śródziemnym.

Podczas każdego z tych spotkań coraz dokładniej konkretyzowano kształt przyszłego porządku politycznego w Europie, najważniejsza zaś z tych konkretów wydawała się konieczność ewakuacji imperium sowieckiego z Europy Środkowej – co siłą rzeczy oznaczało jakąś formę politycznej emancypacji narodów zamieszkujących ową część Starego Kontynentu.

Jak hartowała się nomenklatura?

Wszystkie te wydarzenia zachodzące na najwyższej półce polityki światowej przekładały się na sytuację w Polsce. Wprawdzie w roku 1985 jeszcze socjalizm zachwalano jako najlepszy ustrój na świecie – ze Związkiem Radzieckim na czele – ale już wokół przedsiębiorstw państwowych zaczęły pojawiać się tzw. spółki nomenklaturowe. Ten przymiotnik charakteryzował krąg osób, które takie spółki tworzyły, a ściślej – które mogły je tworzyć. Praktyka systemu komunistycznego polegała bowiem na tym, że obsadzanie pewnych stanowisk na szczeblu państwowym zależało od decyzji komitetu centralnego PZPR, obsadzanie stanowisk publicznych w ramach województwa uzależnione było od decyzji komitetu wojewódzkiego partii, i tak dalej. W partyjnym żargonie mówiło się, że stanowiska te znajdują się w nomenklaturze odpowiedniego komitetu partii, przyjęło się więc nomenklaturą nazywać osoby, które takie stanowiska zajmowały albo zaliczone zostały do tzw. „rezerwy kadrowej”.

Nomenklaturowy charakter spółek oznaczał, że udział w nich mogli wziąć tylko członkowie „nomenklatury”, a więc funkcjonariusze partii, administracji, milicji, wojska, wymiaru sprawiedliwości, itp. Formalnie nie było żadnych ograniczeń, bo podstawy prawnej dostarczał przedwojenny kodeks handlowy z roku 1934, utrzymany w mocy przez cały okres PRL ze względu na potrzeby handlu zagranicznego. Partnerom handlowym z wolnego świata trudno było zawierać umowy z „państwem”, więc centrale handlu zagranicznego miały formę prawną spółek prawa handlowego, funkcjonujących na podstawie wspomnianego kodeksu. Tę właśnie możliwość „nomenklatura” wyzyskała dla tworzenia spółek nomenklaturowych, których działalność w gruncie rzeczy sprowadzała się do rozkradania majątku państwowego poprzez przechwytywanie zysku przedsiębiorstwa „od przodu i od tyłu”.

Typowa spółka, w której uczestniczyli również dyrektorzy przedsiębiorstwa, z jednej strony monopolizowała zaopatrywanie go w surowce, materiały, energię i tym podobne, z drugiej zaś monopolizowała sprzedaż wyrobów przedsiębiorstwa, w którym pozostawała bezradna załoga. Bezradna – bo na straży całego przedsięwzięcia stały surowe prawa stanu wojennego, trochę co prawda złagodzone, niemniej jednak skłaniające wszystkich do powściągliwości w reakcjach. W ten sposób środowisko władzy przygotowywało się zawczasu do zajęcia pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych – bo dla nikogo nie było tajemnicą, że kiedy Związek Sowiecki wycofa się ze Środkowej Europy, to ustrój jakiego świat nie widział, czyli „socjalizm realny” nie przetrwa ani dnia dłużej – choćby dlatego, że nikt już nie da na to pieniędzy.

Kogo wyselekcjonowała razwiedka?

Spółki nomenklaturowe stanowiły jeden nurt systemowych przygotowań do nadchodzącej transformacji ustrojowej, ale bynajmniej niejedyny. Drugim nie mniej ważnym nurtem tych przygotowań była selekcja kadrowa w strukturach podziemnych. Wtedy niewiele było na ten temat wiadomo, a prawdę mówiąc – nic, w każdym razie – nic pewnego. Dzisiaj wiadomo na ten temat znacznie więcej, między innymi za sprawą ujawnionych przez Instytut Pamięci Narodowej rozmów Jacka Kuronia z pułkownikiem Janem Lesiakiem. Wyłania się z nich polityczna oferta, jaką za pośrednictwem funkcjonariusza SB Jacek Kuroń przekazał ówczesnej władzy, czyli tajnym służbom wojskowym kierowanym przez generała Czesława Kiszczaka. Istota tej oferty sprowadzała się do sugestii, że jeśli „władza”, czyli tajne służby wojskowe, dyskretnie pomogą „nam” w wyeliminowaniu z podziemnych struktur „ekstremy”, to „my” w zamian udzielimy „władzy” gwarancji zachowania pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych i zachowania stanu posiadania, czyli tego, co „władza” sobie właśnie poprzez spółki nomenklaturowe kradnie.

Ponieważ ta właśnie oferta została przyjęta za podstawę porozumienia „okrągłego stołu”, wypada wyjaśnić, kto kryje się za zaimkiem „my”, w imieniu których przemawiał Jacek Kuroń, co to jest „ekstrema”, którą ze struktur podziemnych trzeba „wyeliminować”, no i oczywiście – dlaczego trzeba to zrobić.

Otóż „my”, w imieniu których występował Jacek Kuroń, to tzw. „lewica laicka”, to znaczy – dawni stalinowcy w pierwszym albo drugim pokoleniu. Z różnych powodów i w różnych momentach poróżnili się oni z partią, a nawet wystąpili przeciwko niej, tworząc jeden z dwóch nurtów opozycji demokratycznej w Polsce. Bo drugi nurt tworzyła właśnie „ekstrema”, to znaczy – opozycja nawiązująca do niepodległościowej tradycji II Rzeczypospolitej, do Armii Krajowej, a także – do powojennego podziemia antykomunistycznego, które „lewica laicka” bez ceregieli mordowała i na wszelkie sposoby prześladowała.

To wszystko wytwarzało między „lewicą laicką” a „ekstremą” stan pewnego napięcia, wzajemnej nieufności i oczywiście – rywalizacji. Nic zatem dziwnego, że „lewica laicka” chciała „ekstremę” wyeliminować nie tylko ze struktur podziemnych, ale przede wszystkim – z uczestnictwa w strukturach oficjalnych w ramach transformacji ustrojowej. Ten powód był jakby oczywisty – ale obok niego istniały dwa głębsze i ważniejsze.

Otóż według mniemań „lewicy laickiej” w mrocznych zakamarkach duszy narodu polskiego drzemią straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu. Dopóki komunizm tłumi każdą formę spontanicznej ludzkiej aktywności, to tłumi i te demony. Ale przecież komunizm chyli się ku upadkowi i wkrótce upadnie. I co wtedy? I CO WTEDY? Wtedy te demony wyjdą na powierzchnię – a do tego w żadnym wypadku dopuścić nie można. A w jaki sposób zapobiec tej ewentualności? Ano – trzeba zapytać specjalistów od tłumienia spontanicznej ludzkiej aktywności – przecież oni wiedzą, jak się to robi. Tak właśnie pojawiła się obiektywna konieczność porozumienia „lewicy laickiej” z tajnymi służbami wojskowymi „jak Polak z Polakiem”.

Trzecią wreszcie ważną przesłanką takiego porozumienia była okoliczność, że razwiedka wojskowa miała większe zaufanie do „lewicy laickiej” niż do „ekstremy”, do której, prawdę mówiąc, nie miała najmniejszego zaufania. Tymczasem „lewica laicka”, chociaż przejściowo może się i zbisurmaniła, to przecież zasadniczo i serce ma po lewej stronie, i dla niepodległościowych aspiracji mniej wartościowego narodu tubylczego nie ma zrozumienia – więc wszystko sprzyja historycznemu porozumieniu.

Skąd to targowisko agentur?

Zarówno proces uwłaszczenia nomenklatury jako jeden nurt systemowych przygotowań do transformacji ustrojowej, jak i selekcja kadrowa w strukturach podziemnych, w następstwie której wyłoniona została odpowiednia z punktu widzenia tajnych służb wojskowych „strona społeczna”, z którą można by odegrać przedstawienie „narodowego porozumienia” – obydwie te operacje zakończyły się całkowitym sukcesem. Jak pamiętamy, o ile pierwsza „Solidarność” powstawała od dołu do góry, to ta druga – odwrotnie: od góry do dołu, a więc – pod całkowitą kontrolą.

Ale obok przygotowań systemowych do ustrojowej transformacji trwały również intensywne przygotowania prywatne. Przecież ci wszyscy bezpieczniacy może i zdemoralizowani, ale przecież byli inteligentni i spostrzegawczy. W każdym razie na tyle, by zadać sobie pytanie następujące: Sowieci się wycofają – a ja co? Jaką mam polisę ubezpieczeniową na wypadek, gdy nieubłagany palec wskaże na mnie jako na sprawcę wszystkich komunistycznych niegodziwości? Kto mnie wtedy obroni? Jako ludzie inteligentni i spostrzegawczy domyślili się bez trudu, że kiedy Sowieci wycofają się ze środkowej Europy, to prędzej czy później nastąpi odwrócenie sojuszy. A skoro tak, to rozsądek nakazuje, by nie czekając na ten moment, już teraz przewerbować się do przyszłych sojuszników, którzy w rewanżu za tę przysługę nie dadzą swoim tajnym agentom zrobić krzywdy. I tak się stało – w rezultacie Polska została poddana penetracji ze strony państw trzecich na skalę przedtem zupełnie niespotykaną.

Zasadniczym jednak czynnikiem wyznaczającym ramy zarówno samej transformacji ustrojowej, jak i ustrojowych fundamentów III Rzeczypospolitej, jaka miała się z odmętów transformacji wyłonić, była okoliczność, że w drugiej połowie lat osiemdziesiątych hegemonem na polskiej scenie politycznej były tajne służby wojskowe. Znalazło to wyraz m.in. w prestiżowej różnicy w sposobie potraktowania SB i tajnych służb wojskowych. O ile SB została poddana „weryfikacji”, w następstwie której część funkcjonariuszy została ze służby wydalona (by zasilić szeregi zorganizowanej przestępczości), o tyle tajne służby wojskowe przeszły transformację ustrojową w szyku zwartym, jako że to one ją zaprojektowały, przeprowadziły i nadzorują aż do dnia dzisiejszego – oczywiście zmieniając nazwy w zależności od potrzeby chwili, ale nie zmieniając obyczajów, na co już dawno pewien Rzymianin zwrócił uwagę cesarzowi Wespazjanowi, mówiąc mu, iż wilk zmienia skórę, lecz nie obyczaje.

Stanisław Michalkiewicz

Tekst jest fragmentem artykułu opublikowanego w najnowszym numerze magazynu „Polonia Christiana”. Głównym tematem numeru jest transformacja ustrojowa 1989. W numerze także teksty Grzegorza Brauna, Jerzego Wolaka, Grzegorza Kucharczyka, Sławomira Skiby i Krystiana Kratiuka na ten temat.

Read more: pch24.pl

polecam: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

podobne: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”.

polecam również: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”

oraz: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

a także: Stanisław Michalkiewicz: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”… „Bądź wierny, idź”. Piotr Szubarczyk: Przesłanie Herberta


W roku 1840 Juliusz Słowacki napisał w Paryżu słynny „Testament mój”. Wiersz genialny, przesłanie dla potomnych zawierające w sobie summę doświadczeń osobistych i narodowych wieszcza i jego „Kuzynki” – jak w listach do matki nazywał Polskę, chroniąc matkę przed rosyjskimi represjami, gdyby te listy wpadły w łapy carskich cenzorów.

Było w tym wierszu tyrtejskie wezwanie do walki o świętą sprawę niepodległości: „Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec; a kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec”! Było Horacjańskie przekonanie, że non omnis moriar:„Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna, co mi żywemu na nic… tylko czoło zdobi; lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna, aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi”

 

Kongenialny

Poezja polska czekała 134 lata na równie wyrazisty i równie mistrzowski poetycki manifest ideowy. „Przesłanie Pana Cogito” (1974) Zbigniewa Herberta jest kongenialnym powtórzeniem testamentu wieszcza Juliusza Słowackiego, wzbogaconym o doświadczenia Narodu Polskiego w radosnym najpierw, a potem upiornym dla sprawy narodowej XX wieku. Jest bez wątpienia najważniejszym polskim manifestem ideowym minionego wieku. Wieku kłamstwa i zbrodni, „dialektycznego” glajszachtowania ludzi i wartości. Odnosi się do upadlającej rzeczywistości sowieckiego komunizmu. Zostało napisane na 30-lecie Polski „ludowej”, sowieckiego dominium, którego końca nie było wtedy widać. To dominium przeżywało wówczas okres pozornej prosperity opartej na kredytach z Zachodu. Poeta nie miał jednak wątpliwości, że nie zmienia to istoty systemu. Pisze uniwersalny manifest człowieczeństwa, prawdy, uczciwości, godności. Formułuje ideowe credo ludzi dzielnych, nietracących nadziei: „Idź wyprostowany wśród tych, co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch (…). Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny, w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy (…). Bądź wierny. Idź”…

W polskim nurcie

Pięć lat później do Słowackiego i do Herberta nawiąże św. Jan Paweł II, gdy żegnając się z nami – na koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny – będzie wołał na lotnisku w Balicach (10 czerwca 1979 r.): „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię ’Polska’, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością (…), abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy (…); abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości”. Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei… Bądźcie wierni, idźcie… Gdyby dodał te słowa, nawet byśmy nie zauważyli, że to cytaty! Słuchaliśmy tego papieskiego przesłania ze zdumieniem. To było takie polskie déjà vu. To był Słowacki i Herbert, i kamienie na szaniec, i bądź wierny, i święta sprawa tożsamości i niepodległości. To była Polska. To były najważniejsze słowa o polskości wypowiedziane przez świętego Papieża w tak krótkiej formie.

Jeszcze jedna rzecz łączy trzy cytowane wypowiedzi. Mają charakter testamentalny, lecz powstały na długo przed kresem ziemskiej wędrówki ich autorów. Wypowiedzieli je w pełni sił witalnych i twórczych (Słowacki na 9 lat przed śmiercią, Herbert 24 lata, św. Jan Paweł II 25 lat). Jakby w obawie, że nie zdążą tego powiedzieć później, a to ważne. W przypadku św. Jana Pawła II było to może przeczucie 13 maja 1981 roku…

Nobel nie dla Herberta

W roku 1980, po Wielkim Sierpniu, świat oszalał na punkcie Polski. Komitet Literackiej Nagrody Nobla doskonale to wyczuwał. W listopadzie czekaliśmy na Nobla dla Polaka. Dla znawców polskiej poezji współczesnej było to oczywiste! Herbert! Nobel dla poety, wyraziciela losu polskiego; dla poety zanurzonego w tradycji i kulturze cywilizacji śródziemnomorskiej i jej chrześcijańskiej kontynuacji. Ale Nobla otrzymał Czesław Miłosz – sprawny, niezwykle płodny poeta i pisarz, lecz ideowy krętacz bez tożsamości, były aparatczyk Polski sowieckiej „na odcinku kultury”. Mitoman (zakłamany wiersz „Campo di Fiori”, szkodzący do dziś sprawie polskiej), niepotrafiący się wyzwolić z młodzieńczej fascynacji komunizmem. „Wieszcz” dla środowiska „Gazety Wyborczej”. Internacjonał szydzący przy różnych okazjach z polskości, mający z nią „problem”, nieraz wprost odżegnujący się w sposób złośliwy od związków z Polską, co wykazał w swojej książce prof. Jan Majda z UJ. Profesor Bożena Chrząstowska cytowała jego niechętne polskości wypowiedzi, reasumując: „Miłosz jest w ciągłym konflikcie z polskością”. Profesor Aleksander Fiut pisał: „Miłosz oskarża tyleż naród, co jego język. Widać u niego sprzeczność pomiędzy miejscem urodzenia a kulturą przynależnościową, językiem i etnicznym pochodzeniem”… Profesor Jacek Trznadel cytował szokujące wypowiedzi Miłosza, dyskredytujące nie tylko niepodległą II RP, ale także Polskie Państwo Podziemne, AK i wojenny rząd RP na uchodźstwie!

Wtedy nie wiedzieliśmy, że w trosce o polityczną poprawność i promowanie „słusznych” autorytetów Komitet Noblowski może posunąć się jeszcze dalej. W roku 1996 literackiego Nobla otrzyma Wisława Szymborska, w powszechnej opinii polskich filologów grafomanka! Dziś nabrali wody w usta… Herbert przeżył kolejne upokorzenie. Na Nobla w roku 1996, na dwa lata przed śmiercią, nie miał już jednak zupełnie szans, ponieważ znane były jego krytyczne wypowiedzi o Miłoszu i Michniku. W tym drugim przypadku postawi kropkę nad i: „Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca. Oszust intelektualny. Ideologia tych panów, to jest to, żeby w Polsce zapanował ’socjalizm z ludzką twarzą’. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia! Jak jest potwór, to powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd, ja uciekam przez okno z krzykiem!”.

Nie na salony

Próbowano wcześniej zrobić z Herberta poetę salonowego, gdyż jako szlachetny idealista wykazał pewną naiwność w ocenie ludzi. W czasach Polski sowieckiej przyjaźnił się z Czesławem Miłoszem i miał wysokie mniemanie o Michniku jako „opozycjoniście”. Był przekonany, że oni zrozumieli zło, jakie w Polsce zasiał komunizm. Był przekonany, że świętą sprawę niepodległości rozumieją podobnie jak on sam. Boleśnie się zawiódł.

W roku 2000 powstał film Jerzego Zalewskiego „Obywatel Poeta”. Cenzorzy z TVP byli przerażeni cytowaną wypowiedzą Herberta o Michniku. Zażądali „cięć” ze względu na „wątpliwości natury etycznej”. Ocenili etykę jednego z najwybitniejszych Polaków naszych czasów. Zaaresztowali film na rok! Ostatecznie film pokazano, ale z udziałem dobranych „komentatorów”, których zadaniem było osłabienie jego wymowy.

Herbert i o Herbercie

Czytajmy Herberta, zwłaszcza cykl wierszy „Pan Cogito”, zwłaszcza „Przesłanie Pana Cogito”. Cytujmy go, wykorzystujmy te cytaty w inskrypcjach na pamiątkowych tablicach: „Bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”… „Bądź wierny, idź”… „Powtarzaj wielkie słowa, powtarzaj je z uporem jak ci, co szli przez pustynię i ginęli w piasku”… „Nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie”.

 Piotr Szubarczyk

źródło: wirtualnapolonia.com

Nie doczekał się Herbert… nie doczekała się Polska… Michnik gwałciciel prawdy i rozumu tryumfuje i tryumfują pacynki komunizmu, nimfomani socjalizmu, „nobliści” wyjęci z du.. jak królik z kapelusza i o takiej samej jak ta kuglarska sztuczka wiarygodności… Szkoda… Ale pomimo tego politpoprawnego jazgotu twórców kłamstwa i towarzyszącego mu klangoru sługusów – pustych dzwoneczków sztucznie pozłacanych, słowa Herberta wciąż docierają do oczu i uszu tych, którym prawda wyznacza kierunek, by wryć się w serce i umysł głęboko… Ci ludzie którzy zrozumieli o czym pisał nigdy nie dołączą do klęczących i bijących czołem przed głupotą, kłamstwem i zbrodnią… Dopóki Herbert przemawia z kart swojej twórczości dopóty nie będą mieli spokojnego życia ani sumień „Michniki” i ich dwory obdartusów moralnych wyzutych z polskości i godności… Czytajmy Herberta

Don Kichote - Gustave Dore

Don Kichote – Gustave Dore

…Odys

polecam również: Andrzej Talarek: O nazywaniu rzeczy i spraw po imieniu, czyli o poprawności politycznej inaczej

oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli ”Wyzwoliciele z polskości”.

a także: „Łajdacy się obrazili” ale prawda jest niepodzielna.

CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.


26.05. Warszawa (PAP) – Coraz więcej Polaków uważa, że po wyborach z 4 czerwca 1989 roku należało rozliczyć stary system i jego funkcjonariuszy; takiego zdania jest obecnie co trzeci badany (33 proc.) – wynika z sondażu CBOS. Zdaniem 48 proc. należało jednak dążyć do porozumienia ponad podziałami.

Jednocześnie ponad jedna trzecia dorosłych Polaków czerwcowych wyborów nie pamięta.

25 lat po odzyskaniu przez Polskę suwerenności 48 proc. Polaków uważa, że po wyborach z 4 czerwca 1989 roku i utworzeniu rządu należało dążyć do porozumienia ponad podziałami i włączyć wszystkie grupy społeczne i siły polityczne w budowę demokracji. 33 proc. ankietowanych sądzi jednak, że był to właściwy czas, by doprowadzić do rozliczenia starego systemu i jego funkcjonariuszy.

W ciągu ostatnich pięciu lat liczba Polaków przekonanych, że po utworzeniu rządu premier Mazowiecki powinien dążyć do rozliczenia systemu i jego funkcjonariuszy wzrosła o 10 punktów procentowych. Jednocześnie o 14 pkt. spadł odsetek tych, którzy sądzą, iż dążenie do porozumienia ponad podziałami i włączenie wszystkich do budowy nowego ustroju politycznego i gospodarczego było wówczas najwłaściwszą strategią.

O konieczności przeprowadzenia rozliczeń po wyborach w 1989 roku przekonanych jest 51 proc. wyborców PiS. 37 proc. spośród nich opowiadałoby się za podtrzymywaniem status quo. W elektoratach SLD, Twojego Ruchu, PO i PSL ci, którzy są przeświadczeni, że u progu przemian ustrojowych rozrachunek z PRL-em był ważniejszy niż budowanie porozumienia ponad podziałami, pozostają w mniejszości.

Z perspektywy ćwierćwiecza Polacy pamiętają, że wynik czerwcowych wyborów przyjęli przede wszystkim z nadzieją (41 proc.), przypominają sobie także entuzjazm oraz radość (23 proc.). Niewielu – według własnych deklaracji – zareagowało na ten wynik niepokojem i poczuciem lęku (7 proc.). Dla 5 proc. respondentów tak wysoki stopień poparcia dla kandydatów Solidarności i tak niski dla strony rządowej był przede wszystkim zaskoczeniem, nieliczni (3 proc.) czuli się nim rozczarowani.

Jednocześnie 35 proc. badanych wybrało odpowiedź: „nie pamiętam wyborów, byłem za młody, nie było mnie na świecie”.

68 proc. Polaków deklarujących obecnie, że brali udział w pierwszych częściowo demokratycznych wyborach do parlamentu, twierdzi, iż opowiedziało się za stroną solidarnościową; 6 proc. przypomina sobie, że zdecydowało się poprzeć stronę rządową, a 14 proc. pamięta, że głosowało wtedy na różnych kandydatów – zarówno strony solidarnościowej, jak i rządowej.

Jak podkreślają autorzy badania, z perspektywy dwudziestopięciolecia bilans pierwszego niekomunistycznego rządu wypada w ocenie społecznej korzystnie.

Ogromna większość Polaków (81 proc.) do sukcesów ówczesnego rządu zalicza zmianę kierunków polityki zagranicznej i otwarcie na Zachód. 65 proc. badanych docenia tę ekipę za zmianę ustroju politycznego i demokratyzację życia społecznego, 61 proc. grupa chwali reformę samorządową i wprowadzenie samorządnych gmin. Z relatywnie mniejszym zadowoleniem przyjęto wprowadzenie lekcji religii do szkół – po latach decyzja ta oceniana jest pozytywnie przez 57 proc. badanych.

Mniej jednoznaczne są opinie na temat zainicjowanych przez rząd Tadeusza Mazowieckiego reform gospodarczych. Jednak i w tej sferze działania jego gabinetu oceniane są w przeważającej mierze pozytywnie. 41 proc. zalicza do zasług jego gabinetu wprowadzenie planu Balcerowicza i rozpoczęcie przekształceń ekonomicznych. Krytyczną opinię o polityce gospodarczej tego rządu wyraża 26 proc. respondentów.

Porównanie ocen obecnych i sprzed pięciu lat pokazuje, że opinie na temat przemian politycznych i systemowych raczej się nie zmieniły. Z kolei przemiany gospodarcze, zapoczątkowane planem Balcerowicza, są obecnie nieco rzadziej oceniane pozytywnie (spadek ocen dobrych o 7 pkt. i wzrost złych o 2). Krytyczniej ankietowani zapatrują się także na przywrócenie po wielu latach religii do szkół (spadek ocen pozytywnych o 7 pkt. i wzrost negatywnych o 5 pkt.).

Z wprowadzenia lekcji religii do szkół zadowoleni są przede wszystkim zwolennicy PiS (78 proc.) oraz sympatycy PSL (65 proc.), a także wyborcy niemający sprecyzowanych sympatii partyjnych oraz osoby zapowiadające absencję wyborczą (po 57 proc.), w mniejszym stopniu zaś wyborcy PO (49 proc.). 46 proc. zdeklarowanych wyborców SLD ocenia tę decyzję negatywnie, ale tylko nieco mniej (42 proc.) ma do niej stosunek pozytywny. 75 proc. elektoratu Twojego Ruchu uważa, że była to decyzja chybiona, pozytywnie ocenia ją tylko 19 proc. zwolenników tego ugrupowania.

Plan Balcerowicza pozytywnie ocenia większość wyborców PO, Twojego Ruchu oraz PSL. Podzieleni w jego ocenie są wyborcy PiS – tyle samo zwolenników tej partii wypowiada się o tych zmianach pozytywnie, co negatywnie (po 39 proc.). Również wyborcy SLD pozostają relatywnie bardziej sceptyczni wobec planu Balcerowicza, choć przewaga głosów krytycznych jest minimalna (45 proc. ocen negatywnych wobec 44 proc. pozytywnych).

Badanie przeprowadzono 6-12 lutego 2014 roku na reprezentatywnej próbie losowej 1020 dorosłych mieszkańców Polski. (PAP)

ann/ eaw/ ura/                                          …źródło: stooq.pl

podobne: Dwa badania… jeden wniosek – „Dupa blada” oraz: Otworzyć ten układ | ekonomia24.pl a także:  Heglowska rzeczywistość: Polska przeżywa złoty wiek a Polacy lubią demokrację

rys. Zbirek

rys. Zbirek

…wygląda na to że ciągle pokutuje w głowach Polaków sentyment do wydarzeń związanych z tzw. „transformacją ustrojową”… Odsetek ludzi którzy potrafią zestawić konsekwencje pozostawienia ludzi ze starego systemu u władzy, z tym jaki to miało wpływ na porządek prawny i gospodarczy w naszym państwie jest ciągle bardzo niski. Badanie co prawda informuje o 10% wzroście poparcia dla potrzeby rozliczenia ludzi z poprzedniego systemu, ale po 25 latach od tamtych niechlubnych wydarzeń, prawie połowa ankietowanych ciągle uważa że okrągły stół to było najlepsze dla Polski rozwiązanie. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wśród ankietowanych popierających „porozumienie ponad podziałami” są zwolennicy partii które podobno z komunistycznym systemem walczyły. I tu widzę największą paranoję i zakłamanie zarówno owych partii PO i PISu – bezpośrednich dziedziczek ruchu „solidarnościowego” który partycypował przy haniebnym porozumieniu okrągłostołowym – jak i ich wyborców którzy zdają się nie dostrzegać że tak naprawdę popierają układ, który odpowiada za szereg patologii jakie przez ostatnie 25 lat gnębią kraj i ludzi którzy chcieliby w nim normalnie żyć a nie mogą. Nie mogą, bo do dziś rządzą w Polsce ludzie nierozliczeni za swą szkodliwą działalność w PRLu, którzy pozostając bezkarnymi dalej mogą uprawiać rabunek jakim charakteryzował się utopijny komunizm i jego hybryda „realny socjalizm”. Bo chodź nazwa systemu gospodarczego się zmieniła, to charakterystyczne dla starego żelazne zasady etatyzmu sprzyjające nepotyzmowi oraz nieformalnym związkom biznesu z polityką mają się w „nowym” systemie zwanym „gospodarką społeczno-rynkową” doskonale. Pranie mózgu nie zostało przerwane. Zmienił się tylko proszek do prania i tryb wirowania.

Wszystko przez to że słowo „socjalizm” dla wielu ma brzmienie sentymentalno-dobrotliwe. (Dlaczego w Polsce jest jak jest?). Prywatnie nikt o zdrowych zmysłach nie pozostawiłby na straży swojego mienia kogoś kto przez całe lata go okradał – no a w skali makro naszego kraju właśnie tego dokonano w ramach „porozumienia ponad podziałami”. Ludzie którzy się dziwią obecnej złej sytuacji a mimo to od lat głosują na partie które w tym szachrajstwie partycypowały niech się pukną w głowę i przestaną narzekać, bo każda głupota musi mieć swoje konsekwencje.

…Odys

polecam również: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? oraz: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi. a także: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki) i jeszcze: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”. na koniec: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego„Nocną zmianę”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”.


rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

fragment:

…Wprawdzie prof. Bogusław Wolniewicz słusznie twierdzi, że komunizm wcale nie został „obalony”, a tylko „mutuje”, to jednak Mieczysław Wilczek niewątpliwie zakończył egzystencję pewnej komunistycznej mutacji to znaczy – „socjalizmu realnego”. Nazwa ta pojawiła się w latach 70-tych i można było wyczuć w niej melancholijną nutkę rezygnacji: jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Socjalizm realny pojawił się w naszym nieszczęśliwym kraju oczywiście za sprawą Józefa Stalina, który gospodarczym dyktatorem Polski zrobił Hilarego Minca, jednego z trójcy wszechmogących Żydów, delegowanych przez Ojca Narodów dla tresowania mniej wartościowego narodu tubylczego w demokracji socjalistycznej. Hilary Minc miał swój gospodarczy ideał, wyrażający się w formule „planu doprowadzonego do każdego stanowiska pracy”. Żeby ten ideał mógł się ziścić, „centralny planifikator”, czyli władza polityczna, musiała mieć pełnię władzy gospodarczej, między innymi decydować o każdym „stanowisku pracy”. No i decydowała – na przykład nawet ilu szewców czy krawców ma być w mieście – nie mówiąc już o poważniejszych sprawach. W rezultacie na każde gospodarcze przedsięwzięcie potrzebne było pozwolenie władzy.

Komuna

Komuna

To znaczy – było potrzebne dopóki nomenklatura, czyli środowisko władzy nie uwłaszczyło się na rozkradanym pod osłoną „surowych praw stanu wojennego” wprowadzonych przez „człowieków honoru”, majątku państwowym. Dopóki nomenklatura nadzorowała przedsiębiorców, chciała, by ci musieli jeść jej z ręki. Kiedy jednak się uwłaszczyła, nie chciała mieć nad sobą żadnego nadzorcy. I tej potrzebie wyszedł naprzeciw Mieczysław Wilczek, podsuwając generałowi Jaruzelskiemu projekt ustawy o działalności gospodarczej. Jak sam opowiadał kiedyś Januszowi Korwinowi-Mikke i mnie, generał Jaruzelski stawiał mu tylko jeden warunek – żeby w tej ustawie nie było „nic przeciw socjalizmowi”. Toteż Mieczysław Wilczek rozmontował realny socjalizm – ale bez użycia tego słowa.

Ten demontaż polegał na tym, że ustawa o działalności gospodarczej skonstruowana została zgodnie z zasadą, że dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane. („Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach”, a „Podmioty gospodarcze mogą dokonywac czynnosci oraz działań (…) które nie są przez prawo zabronione”) Pozwolenia (koncesje) na wykonywanie działalności gospodarczej nie były już potrzebne, z wyjątkiem 11 przypadków, których wspólnym mianownikiem było albo ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego: (np. obrót bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi, wytwarzanie i obrót truciznami), albo znaczenie dla gospodarki narodowej (np. wydobywanie kopalin). Podejmujący działalność gospodarczą musiał tylko zawiadomić o tym urząd skarbowy – i to wszystko. Tym jednym pociągnięciem pióra Mieczysław Wilczek zlikwidował „socjalizm realny” w gospodarce.

Rycerze okrągłego stołu - Zbirek

Rycerze okrągłego stołu – Zbirek

Warto zwrócić uwagę, że ustawa ta, uchwalona w październiku 1988 roku, weszła w życie 1 stycznia 1989 roku, a więc na ponad miesiąc przed rozpoczęciem widowiska telewizyjnego pod tytułem „Obrady okrągłego stołu”, które rozpoczęło się – jak pamiętamy – 6 lutego 1989 roku, a więc w sytuacji gdy już było, jak to się mówi – „po herbacie”. Wspominam o tym dlatego, że przy okazji 25 rocznicy rozpoczęcia tamtego telewizyjnego widowiska, statystujące w nim osoby strasznie się nadymały, czego to nie zrobiły dla Polski i w ogóle. Więc na wieczną ich hańbę przypomnę, że jak tylko banda wyposzczonych gołodupców została dopuszczona przez razwiedkę do koryta, natychmiast zaczęła „nowelizować” ustawę Wilczka, niekiedy nawet kilka razy w roku, w ten sposób, że do istniejących pierwotnie 11 przypadków koncesjonowania działalności gospodarczej co i rusz dodawała nowe. W rezultacie po 10 latach, kiedy to niby budowany był w naszym nieszczęśliwym kraju „kapitalizm”, koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia, a więc różne formy reglamentacji, zostały przywrócone w 202 OBSZARACH działalności gospodarczej – czemu towarzyszyła narastająca biurokratyzacja gospodarki. Krótko mówiąc – pod osłoną wolnorynkowej retoryki „socjalizm realny” został w naszym nieszczęśliwym kraju przywrócony, również przy wydatnym udziale ugrupowań tzw. „antykomunistycznych”, a nawet „prawicowych”, które jeszcze i dzisiaj uwodzą łatwowierną część opinii publicznej, próbując również uzurpować sobie monopol na patriotyzm.

rys. Żukow

rys. Żukow

Stanisław Michalkiewicz

całość tu: michalkiewicz.pl

podobne: 25 lat ustawy Wilczka – ostatniego cudu gospodarczego w XX wieku

a także: Stanisław Michalkiewicz: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”.

oraz: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

polecam również: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

Dwunastu polskich bohaterów, ofiar terroru komunistycznego odzyskało nazwiska.


28.02.2014 (IAR) – Dwunastu polskich bohaterów, ofiar terroru komunistycznego odzyskało nazwiska. Na uroczystości w Belwederze z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego rodziny odebrały noty identyfikacyjne swoich krewnych.

Zidentyfikowani to: Jan Czeredys, Adam Gajdek, Roman Groński, Aleksander Adam Kita, Jerzy Miatkowski, Stanisław Mieszkowski, Antoni Olechnowicz, Marian Orlik, Zbigniew Przybyszewski, Karol Rakoczy, Edmund Tudruj, Arkadiusz Wasilewski.

Do tej pory w kwaterze Ł wydobyto szczątki ok. 200 osób.

W latach 1944-1956 wskutek terroru komunistycznego w Polsce śmierć poniosło około pięćdziesięciu tysięcy osób, straconych na mocy wyroków sądowych, zamordowanych i zmarłych w siedzibach Urzędów Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej, więzieniach i obozach, zabitych w walce lub w trakcie działań pacyfikacyjnych. Znaczną część ofiar stanowili członkowie antykomunistycznego ruchu oporu, kontynuujący walkę zbrojną do początku lat pięćdziesiątych.

Ciała ekshumowane w kwaterze Ł, tak zwanej „Łączce” cmentarza powązkowskiego to zamordowani w więzieniu mokotowskim w Warszawie żołnierze podziemia niepodległościowego oraz inne ofiary komunizmu z okresu stalinowskiego.

Prace ekshumacyjno-identyfikacyjne prowadzi interdyscyplinarny zespół naukowy, tworzony przez antropologów, archeologów, genetyków, historyków i medyków sądowych pod kierownictwem dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego (badania genetyczne koordynuje dr Andrzej Ossowski z PUM). Grupuje on specjalistów z Instytutu Pamięci Narodowej, Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa, Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów oraz Zakładów Medycyny Sądowej ze Szczecina i Wrocławia.

Ogólnopolski projekt badawczy „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944-1956″ jest efektem współdziałania wielu instytucji państwowych, przede wszystkim IPN, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Ich współpraca ma na celu ustalenie lokalizacji grobów straconych i zamordowanych w latach stalinizmu, ich ekshumacji i identyfikacji odnajdywanych szczątków. Działania te są finansowane z budżetu państwa, częściowo, np. w wypadku Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów, także wspierane przez instytucje i osoby prywatne.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/IPN/kl/ab                          …źródło: stooq.pl

01.03.2014 (IAR) – „Żołnierze Wyklęci” stają się dla nas coraz ważniejsi – oceniają historycy. Dziś po raz czwarty obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Żołnierze antykomunistycznego podziemia walczyli z sowietyzacją Polski, domagali się wolnej i niezależnej Polski i – jak tłumaczy historyk Instytutu Pamięci Narodowej Tomasz Łabuszewski – po prostu kontynuowali walkę z okupantem. Większość z nich to byli ludzie, którzy walczyli z Niemcami od 1939 roku. Z drugiej strony, tłumaczy historyk, nie mieli wyjścia, ponieważ sowieci i komunistyczne władze chciały zniszczyć tę najbardziej radykalną i patriotyczną część polskiego społeczeństwa.

W działania antykomunistycznego podziemia włączyło się ponad 200 tysięcy osób. W latach 1944-1956 wskutek terroru komunistycznego śmierć poniosło około pięćdziesięciu tysięcy z nich.

W PRL-u ci, którzy przeżyli czasy terroru nie mogli korzystać z wolności, dlatego tym bardziej cieszy ich ustanowiony 4 lata temu Narodowy Dzień Pamięci. Anna Reszoto wspomina, że jej matka spędziła 10 lat w komunistycznych więzieniach, ona za udział w Szarych Szeregach została wyrzucona ze studiów, z pracy, z mieszkania. Dlatego teraz odczuwa radość, że teraz można o tym wszystkim mówić i otwarcie wspominać tych, którzy nie złożyli broni.

W tym roku odbędą się setki uroczystości w całej Polsce, w dużych i małych miastach, miasteczkach czy wsiach, bo – jak tłumaczy Tomasz Łabuszewski – po wielu latach „Żołnierze Wyklęci” stają się lokalnymi bohaterami. To jest przede wszystkim historia bohaterów polskiej prowincji – podkreśla historyk i dodaje, że byli to ludzie z lokalnych społeczności, którzy nie chcieli się zgodzić na komunistyczne rządy i kontynuowali walkę o niepodległą Polskę. Ta historia jest bliska, bo dotyczy ojców czy dziadków, których historie młodzi ludzie odkrywają.

„Żołnierze Wyklęci” nie dość, że powracają do zbiorowej pamięci Polaków, to powoli stają się też coraz ważniejsi dla młodych ludzi – podkreśla prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński. „To pokazuje, że ci ludzie dzisiaj coś w nas wzbudzają, do czegoś inspirują, jest wśród nich wielka paleta postaw i poglądów politycznych, dlatego każdy może wśród tamtych żołnierzy znaleźć bliskich sobie ludzi” – uważa Łukasz Kamiński. Jego zdaniem, „Żołnierzy Wyklętych” można stawiać jako przykład i to działa, bo młodzież chętnie czerpie wzorce z tamtych ludzi.

Dowodem na zaangażowanie się młodzieży w upamiętnianie „Żołnierzy Wyklętych” jest choćby dzisiejsza warszawska Rowerowa Masa Krytyczna, która wystartuje z Placu Zamkowego o 11:00. Rowerzyści przejadą obok miejsc kaźni żołnierzy antykomunistycznego podziemia.

A o 17:00 przy Grobie Nieznanego Żołnierza odbędzie się Apel Poległych organizowany przez Społeczny Komitet Obchodów Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Witold Banach/dabr                 …źródło: stooq.pl

poprzednio: Młodzi pamiętają o Żołnierzach Wyklętych.

polecam również: Przywrócmy ich pamięci! Żołnierze Wyklęci

Katyn - 1940, CCCP - Franciszek C. Kulon

Katyn – 1940, CCCP – Franciszek C. Kulon

Zamordowanie generała Fieldorfa było manifestacją siły. Młodzi pamiętają o Żołnierzach Wyklętych.


gen. August Emil Fieldorf (Nil) – żołnierz Legionów, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, kampanii wrześniowej, dowódca Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej

gen. August Emil Fieldorf (Nil) – żołnierz Legionów, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, kampanii wrześniowej, dowódca Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej

24.02.2014 (IAR) – Zamordowanie generała Augusta Emila Fieldorfa, pseudonim „Nil” było manifestacją siły komunistów – oceniają historycy. Generał „Nil” został zamordowany przez komunistów 61. lat temu, 24 lutego 1953 w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej. Generał August Emil Fieldorf był między innymi organizatorem i dowódcą Kedywu Armii Krajowej, zastępcą Komendanta Głównego AK, dowódcą organizacji NIE, kawalerem Orderu Orła Białego. Wydał rozkaz likwidacji generała SS w Warszawie Franza Kutschery.

Historyk, doktor Bartłomiej Noszczak w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreśla, że komuniści nie mogli sobie pozwolić na pozostawienie w spokoju symbolu polskiego podziemia. Historyk tłumaczy, że dostrzegali w generale zagrożenie mimo deklaracji, że nie będzie włączał się w działania antykomunistycznego podziemia. Ówczesne władze obawiały się, że symbol oporu mógłby chodzić po ulicach polskich miast, a zamordowanie generała – zdaniem naukowca – było manifestacją siły.

Z kolei dyrektor Biura Edukacji IPN, doktor Andrzej Zawistowski uważa, że wyrok na generale Fieldorfie, był zarazem wyrokiem na całą Armię Krajową. Jak tłumaczy, skazanie jednego z najważniejszych dowódców polskiego podziemia, jako wroga narodu polskiego, było też wskazaniem AK jako formacji kolaborującej z Niemcami. Zdaniem Andrzeja Zawistowskiego chodziło o wpisanie do historii żołnierzy AK jako bandytów, a później ich z tej historii wymazanie.

Doktor Bartłomiej Noszczak przypomina również, że sposób w jaki został potraktowany przez komunistów generał Fieldorf pokazuje z jaką bezwzględnością traktowali żołnierzy podziemia. Generał Wojska Polskiego był torturowany i poniżany w czasie śledztwa -przypomina doktor Noszczak – a w końcu został skazany na śmierć przez powieszenie. Dla oficera powieszenie było wyjątkowo upokarzające – podkreśla naukowiec.

Nie dość, że komuniści upokorzyli generała Fieldorfa, to chcąc zatrzeć pamięć o nim, po wykonaniu wyroku ukryli jego zwłoki i do dziś nie wiadomo gdzie został pochowany.

Prawdopodobnie jego szczątki spoczywają na Powązkach, na tak zwanej kwaterze „Ł”, gdzie IPN prowadzi ekshumacje ofiar komunistycznych zbrodniarzy.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/łp    …źródło: stooq.pl

poprzednio: Pamięci Danuty Siedzikówny “Inki”, która zachowała się jak trzeba.

”Biorąc pod uwagę olbrzymi ciężar zbrodni, sąd uznał za niezbędne całkowite wyeliminowanie oskarżonego ze społeczeństwa, orzekając karę śmierci” – napisano w uzasadnieniu wyroku w sprawie gen. Augusta Fieldorfa – ”Nila”

24 lutego 1953 na generale Auguście Emilu Fieldorfie został wykonany wyrok śmierci. Generał „Nil” był organizatorem i szefem Kedywu Komendy Głównej AK, jednym z najbardziej zasłużonych żołnierzy Armii Krajowej i polskiego podziemia niepodległościowego.

– Wyrok śmierci został wykonany na podstawie sfabrykowanego oskarżenia – mówiła córka gen. Fieldorfa,Maria Fieldorf-Czarska. – Po 4 latach zostało ono umorzone z powodu braku dowodów winy, niemniej jednak wyrok śmierci na moim ojcu został wykonany.

Stracony i uniewinniony
Sylwetkę bohatera i patrioty przypomniał Andrzej Sowa w audycji z cyklu „Przed północą”, nadanej 31 marca 2005.
– W prokuraturze powiadomiono mnie, że został pozbawiony praw publicznych i w związku z tym nie wydano zwłok rodzinie i nie ujawniono miejsca pochowania – wspominała Maria Fieldorf-Czarska. – I to tak trwało, myśmy chodzili, domagali się, ale to nie odnosiło żadnego skutku. W 1957 r. umorzono postępowanie z powodu braku dowodów winy, ale powiedziano nam, że nie wiadomo, gdzie ojciec został pochowany. 
Do dziś trwają poszukiwania miejsca pochówku gen. Augusta Emila Fieldorfa. Być może prochy szefa Kedywu Komendy Gł. AK zostaną odnalezione wśród ekshumowanych szczątków na ”Łączce”, na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim. Badania te prowadzi Instytut Pamięci Narodowej.
Losy generała, podobnie jak wielu innych, którzy z narażeniem życia walczyli o wolność Polski, są wyjątkowo tragiczne. 
Wierny żołnierz Niepodległej
August Emil Fieldorf urodził się 20 marca 1895 w Krakowie. W latach 1914-1917 walczył w Legionach Polskich, następnie był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej. W listopadzie 1918 r. znalazł się w szeregach Wojska Polskiego. Od 1938 r. pełnił funkcję dowódcy 51. Pułku Strzelców Kresowych w Brzeżanach, na czele którego walczył w kampanii polskiej w 1939 r. 
Po zakończeniu działań zbrojnych, przez Węgry przedostał się do Francji, a po jej klęsce ewakuował się do Wielkiej Brytanii. W lipcu 1940 r., jako pierwszy emisariusz Naczelnego Wodza i rządu Rzeczpospolitej od czasu wybuchu wojny na Zachodzie, został wysłany do kraju. Do okupowanej Polski dotarł na początku września 1940 r. W sierpniu 1942 r. został mianowany dowódcą Kedywu – Komendy Głównej AK, którym dowodził do marca 1944 r., używając pseudonimu „Nil”. 
W rękach NKWD
Po Powstaniu Warszawskim pełniący funkcję komendanta Głównego AK gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” wyznaczył go na swojego zastępcę. 7 marca 1945 r. gen. Fieldorf został przypadkowo aresztowany przez NKWD w Milanówku pod okupacyjnym nazwiskiem Walenty Gdanicki. Nierozpoznany przez władze sowieckie został zesłany do obozu pracy na Uralu. 
Po odbyciu kary, w październiku 1947 r. powrócił do Polski i osiedlił się pod fałszywym nazwiskiem w Białej Podlaskiej. Przebywał następnie w Warszawie i Krakowie, w końcu zamieszkał w Łodzi. W odpowiedzi na ogłoszoną w 1947 r. amnestię ujawnił się w lutym 1948 r. 
Aresztowanie i proces
9 listopada 1950 r. gen. Fieldorf został zatrzymany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. 
– Ojciec był bardzo prawym człowiekiem – mówiła w audycji córka generała. – Nie znosił kłamstwa. Był bardzo dzielnym człowiek, człowiekiem honoru. Kochał bardzo ojczyznę. Wesoły, szczupły, bardzo przystojny, miał wielkie powodzenie u kobiet.

Proces gen. Fieldorfa był parodią. W uzasadnieniu wyroku napisano m.in.: „Biorąc pod uwagę olbrzymi ciężar zbrodni, sąd uznał za niezbędne całkowite wyeliminowanie oskarżonego ze społeczeństwa, orzekając karę śmierci”.
Prośba o ułaskawienie

O akt łaski do prezydenta Bieruta wystąpili ojciec i żona generała, Janina. 87-letni ojciec pisał: 
””wracam się tedy ja, zgrzybiały starzec do dostojnego obywatela Prezydenta z najgorętszą prośbą ojcowskiego serca o skorzystanie z konstytucyjnego prawa łaski w stosunku do mego syna Augusta Emila Fieldorfa. Kraków. 24.10.1952 r. Andrzej Fieldorf”.
Bolesław Bierut z prawa łaski jednak nie skorzystał.
Autorzy zbrodni
Kto dokonał tej zbrodni? – To jest Fejga Mindla Danielak, znana jako Helena Wolińska – powiedział gość programu, prof. Jan Wysocki – która korzysta z praw demokracji brytyjskiej.
A kto rozstrzeliwał skazanych? – pytał Andrzej Sowa. – Generała powieszono, znęcano się nad nim jeszcze wcześniej, dlatego że chciano go upokorzyć, chciano żeby wysłuchał wyroku na kolanach. Opierał się, to go skatowano, połamano mu kości i powieszono zwłoki. I dodał: – Z akt wynika, że ci, którzy te wyroki wykonywali, przynajmniej ci, których podpisy figurują w dokumentach, już nie żyją.
Komuniści zatarli wszelki ślad
„Domagam się urządzenia mu pogrzebu godnego bohatera walk o niepodległą Polskę. Obowiązkiem władz jest ujawnić pełną dokumentację, gdzie i jak zamordowano generała, gdzie pochowano jego szczątki, a następnie ekshumować je i urządzić pogrzeb godny bohatera walk o niepodległość Polski” – napisał słuchacz Polskiego Radia, pan Jan Ziarno z Ostrołęki.
Czy miejsce pochówku jest rzeczywiście ukrywane? – pytał autor audycji Andrzej Sowa. – Nie on jeden, tysiące podobnych ludzi w zupełnie niewiadomych miejscach spoczywa – odpowiedział historyk. – Nie sposób wskazać miejsce, gdzie został złożony do dołu śmierci. 
Symboliczny grób
Żona gen. Fieldorfa latami szukała grobu męża. Wystąpiła do ówczesnego szefa MON, gen. Jaruzelskiego z prośbą, aby pomógł ustalić miejsce pochówku. 10 marca 1972 r. usłyszała jedynie, że podjęto stosowne czynności.
– Wysłannik gen. Jaruzelskiego, kiedy zjawił się u wdowy po gen. Fieldorfie, pani Janiny, powiedział; ”Prawdopodobnie pani mąż został pochowany w jednej ze zbiorowych mogił na Powązkach. Możemy nawet dokonać ekshumacji, ale chcemy pani oszczędzić kolejnych przykrości” i do tej ekshumacji nie doszło. 
Efektem jednak tej prośby było ufundowanie przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego w 1972 r. symbolicznego grobu na Powązkach. – Długie były targi o napis na płycie nagrobnej – mówił historyk. –  Dzisiaj, gdyby to wszystko przypomnieć, to było to bardzo żenujące i wręcz ubliżające…

źródło: polskieradio.pl

„Mój Tata Generał” Artur Rojek – Generał Nil

 24.02.2014 (IAR) – Młodzi Polacy pamiętają o Żołnierzach Wyklętych. W centrum Warszawy kilkadziesiąt osób wzięło udział w happeningu, który zainicjował akcję „Upominamy się o Was”. Wszystko w 61. rocznicę zamordowania przez komunistów generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.

Przez najbliższych kilkanaście dni środowiska studenckie z całej Polski będą organizować wydarzenia poświęcone walczącym w podziemiu antykomunistycznym. Inicjatorzy akcji oczekują od władz wszystkich szczebli włączenia się w uroczystości związane z Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To święto państwowe będzie obchodzone 1 marca.

Chcemy również, by Żołnierze Wyklęci byli obecni na kartach podręczników do historii – mówi Sebastian Kaleta, koordynator akcji ze stowarzyszenia Młodzi dla Polski. Przedstawiciele młodzieżowych organizacji patriotycznych złożyli dziś pisma do najwyższych urzędów państwowych, między innymi Prezydenta RP, Kancelarii Premiera oraz Marszałków Sejmu i Senatu. Dokumenty zawierają postulaty naszej akcji z prośbą o zajęcie stanowiska w kwestii przywracania Żołnierzy Wyklętych do pamięci zbiorowej – mówi Sebastian Kaleta.

W najbliższy piątek IPN ma ujawnić kolejne nazwiska zidentyfikowanych ofiar stalinowskich represji, pochowanych w zbiorowej mogile na warszawskich Powązkach. Dotychczas udało się ustalić nazwiska 16 ofiar, między innymi majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

Informacyjna Agencj Radiowa/IAR/Karol Darmoros/ab    …źródło: stooq.pl

01.03.2014 (IAR) – Z roku na rok rośnie świadomość Polaków na temat Żołnierzy Wyklętych. Historycy podkreślają, że w upamiętnianie bohaterów podziemia antykomunistycznego włączają się przede wszystkim młodzi ludzie.

Dziś po raz czwarty obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Historyk, profesor Jan Żaryn z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego zaznacza, że w powszechnej świadomości Żołnierze Niezłomni wreszcie stali się bohaterami. Temu wzrostowi świadomości towarzyszy wielki hołd należny Żołnierzom Wyklętym i ich rodzinom – podkreśla profesor Żaryn, który stoi również na czele Społecznego Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W jego skład wchodzi ponad 90 organizacji z całego kraju.

Historyk Tadeusz Płużański cieszy się, że w uroczystości 1 marca pojawia się wiele oddolnych inicjatyw. „Widzimy wręcz erupcję patriotyzmu, w tym roku o wiele więcej młodych angażuje się w obchody tego święta, jestem zbudowany tym oddolnym, obywatelskim entuzjazmem” – mówi Tadeusz Płużański.

Michał Gawriłow ze stowarzyszenia Młodzi dla Polski podkreśla, że od kilku lat wiele wydarzeń upamiętniających Żołnierzy Wyklętych odbywa się nie tylko w dużych miastach. „Początkowo była to grupa kilkudziesięciu osamotnionych pasjonatów, a teraz mamy szereg inicjatyw, komitetów, wydarzeń w wielu miastach i miasteczkach” – dodaje Michał Gawriłow.

Pierwszy dzień marca jest dniem szczególnie symbolicznym dla żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Tego dnia w 1951 roku komuniści wykonali wyroki śmierci na siedmiu członkach kierownictwa IV Komendy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Karol Darmoros/dabr           ….źródło: stooq.pl

podobne tu: Przywrócmy ich pamięci! Żołnierze Wyklęci

Żołnierze Wyklęci

Dawid Hallmann „Chłopcy z lasu”… National Armed Forces (NSZ) 1942-….


Widzę jak przemykają pośród drzew. Widzę ich wypłowiałe mundury, ryngrafy z Matką Boską. W ich oczach tlą się resztki nadziei. Wojna okradła ich z młodości. W innych okolicznościach zamiast w borze siedzieliby na plaży z jakąś piękną dziewczyną u boku lub grali w piłkę. Tymczasem oni modlą się o następną wojnę, która zwróci niepodległość ich ojczyźnie. Pisali o nich: „faszyści”, „bandyci”, „pomocnicy Hitlera”, „zdrajcy na usługach imperializmu”, „zaplute karły reakcji”. 

Las stał się ich domem. Wyrzekli się wygody i spokoju by móc oddychać wolnością, by w leśnej głuszy śnić o suwerennej Polsce. 

Cicho! Słyszysz ich modlitwę? (NARODOWE SIŁY ZBROJNE – 70 rocznica)

…Panie Boże Wszechmogący – daj nam siły i moc wytrwania w walce o Polskę, której poświęcamy nasze życie. Niech z krwi niewinnie przelanej braci naszych, pomordowanych w lochach gestapo, NKWD i UB, niech z łez naszych matek i sióstr, wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib, niech z mogił żołnierzy naszych, poległych na polach całego świata – powstanie Wielka Polska. O Mario, Królowo Korony Polskiej – błogosław naszej pracy i naszemu orężowi. O spraw Miłościwa Pani – Patronko naszych rycerzy, by wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy zatrzepotały polskie sztandary z Orłem Białym i Twym wizerunkiem. 

Amen.

Narodowe Siły Zbrojne 1942-...

Narodowe Siły Zbrojne 1942-…

Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)


fragment:

…Pan prof. Jan Widacki, w swoim czasie podejrzewany o kłamstwo lustracyjne uważa, że śledztwo w sprawie zabójstwa Papały powinno być „umorzone”, zaś red. Paweł Wroński twierdzi z kolei, że wyrok uniewinniający oskarżonych w tej sprawie stanowi nie jest żadną porażką wymiaru sprawiedliwości, tylko przeciwnie – jej triumfem. Niby nie to samo – ale pomyślmy; jeśli w tej sprawie iustitia już zatriumfowała, to po co tu jeszcze jakieś śledztwa i procesy?

Syjonizm i Rosja

Syjonizm i Rosja

Ciekawe, że podobne nożyce odezwały się właśnie w „Gazecie Wyborczej” po ukazaniu się książki Krzysztofa Balińskiego „MSZ polski czy antypolski”. Autor, w latach 1973-2012 pracownik MSZ, były ambasador w Syrii i Jordanii, coś tam na temat MSZ musi wiedzieć. Książka potwierdza teorie spiskowe, według których MSZ jest opanowany przez dwie szajki; żydowską i bezpieczniacką, reprodukujące się już w drugim, a nawet trzecim pokoleniu. Pochodząca ze świętej rodziny pani red. Dominika Wielowieyska i Agata Nowakowska dziwują się, że człowiek „z taką obsesją antysemicką” przez tyle lat pracował w dyplomacji „wolnej Polski” i krytykują „antysemickie obelgi” – na przykład opinię, że o ile za czasów PRL decydujące było pochodzenie klasowe, o tyle w „wolnej Polsce” – „rasowe”. Autorki podważają prawdomówność Krzysztofa Balińskiego, bo był w PZPR – na tej samej zasadzie, jak w czasach biblijnych nawet niektórzy późniejsi uczniowie lekceważyli znaczenie Jezusa: „czy może być co dobrego z Nazaretu”? A przecież w PZPR był również „drogi Bronisław”, czyli prof. Bronisław Geremek, podobnie, jak Jacek Kuroń! Czyżby i oni…? Ładny interes!

Ale nie bez kozery jeszcze św. Paweł, co prawda w innym znaczeniu, niemniej jednak wspomina, że „zbawienie pochodzi od Żydów”. Czy to przypadkiem nie w „Gazecie Wyborczej” właśnie, po nominacji „właściciela strefy zdekomunizowanej” na ministra spraw zagranicznych ukazał się uspokajający materiał, że nieważne kto jest ministrem, bo ministerstwem tak czy owak kieruje ekipa skompletowana przez prof. Geremka? To samo pisze Krzysztof Baliński, dodając tylko i przytaczając rozliczne przykłady świadczące o tym, że prof. Geremek kompletując ów „zespół”, kierował się zarówno kryterium „rasowym”, jak i bezpieczniackim…

całość tu: michalkiewicz.pl

podobne: Stanisław Michalkiewicz: “Pułapki tolerancji i dialogu”, czyli komunizm “z ludzką twarzą”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Interes jak się patrzy a zespół (ciągle ten sam, co 4 lata POdmalowywany) „gra” do dziś Polakom smutną (dla Polaków) melodię, według której „trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. Owe „zmiany” były tak subtelne, że dziś już ciężko odróżnić przeciętnemu obywatelowi (którego na dodatek mało to interesuje) jedną ścianę od drugiej. Dla przypomnienia artykuł z 2009 roku o „zmianach” i „zespole” który po tzw. „transformacji ustrojowej” gra ciągle tę samą melodię…

Architekci porozumienia się tzw. ,,opozycji demokratycznej” z komunistami w Polsce w latach 80-tych skutecznie pomijają rolę spotkań w Magdalence, w tym rolę obecnego Prezydenta R. P. Lecha Kaczyńskiego. Piszę skutecznie, ponieważ ,,układ” musi mieć swojego rezydenta na tzw. ,,prawicy” w naszym kraju, ponieważ ktoś musi skutecznie kanalizować Polaków – Katolików. Wcześniej robił to Wałęsa teraz Kaczyński, który okazał się jeszcze gorliwszym sługusem interesów kosmopolitycznych rządów od tego pierwszego. ,,Okrągły stół” o którym obecnie wszystkie liberalne media (TVP lpr-wską nie pomijając) wspominają jako wielkie zwycięstwo demokracji prowadzącej do ,,zgody narodowej”.
Każdy trochę myślący Polak wie, że ,,okrągły stół” był na rękę siepaczom komunistycznym, po to aby komuniści zamienili książeczki czerwone na czekowe. Pseudo-opozycja w Polsce na czele z Michnikiem, Kuroniem, Geremkiem i Wałęsą przygotowali miękkie lądowanie dla komunistów zamiast ich rozliczenia. Oczywiście, że bez porozumienia się, światowych mocarstw  nie byłoby oddania władzy przez komunistów na rzecz ich agentów z różnych lóż masońskich zainstalowanych w Nowym Yorku czy w Paryżu i Berlinie z koordynacją w Tel Avivie. Mieli tylko jeden problem, jak ten plan mocodawców ze Wschodu i z Zachodu wdrożyć w Polsce i  właśnie do tego potrzebny był teatr pod nazwą ,,okrągły stół” gdzie komuch dobrał sobie do rozmów swojego agenta. Jak coś nie wychodziło przy ,,okrągłym stole”  rozmowy zakulisowe przenoszono do w Magdalenki.
Gdy miałem zaszczyt być posłem na Sejm, zwróciłem się z zapytaniem poselskim do ówczesnego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o ujawnienie protokołów z ,,obrad” z Magdalenki, przedstawicieli władzy i ,,opozycji”. Minister Ziobro odpowiedział mi, że spotkania w Magdalence nie były protokołowane. Nie wiem, czy rzeczywiście mógł nie wiedzieć o tym, że były protokoły albo mnie okłamał, ponieważ nie chciał rozgrzebywać roli w ,,Magdalence” Lecha Kaczyńskiego. Wyjaśniam, że protokoły z obrad w ,,Magdalence” są.
Protokulantami byli: Jacek Ambroziak, Krzysztof Dubiński, Kazimierz Kłoda. Część kopii tych protokołów posiadam. Czytając wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli władzy i pseudoopozycji, mam wrażenie jakby ci ludzie znali się od wielu lat, jakby to byli koledzy. Stronę rządową reprezentowali; Kiszczak, Ciosek, Reykowski (on wszystkie ustalenia przekazywał do Tel Avivu i od nich brał wskazówki), Sekuła, Gdula, Kwaśniewski i inni.
Ze strony tzw. opozycji udział brali: L. Kaczyński, Wałęsa, Geremek, Mazowiecki, Kuroń i inni oraz Ks. Bp. Tadeusz Gocłowski i Ks. Alojzy Orszulik. Największe kariery polityczne z tych osób które knuły w Magdalence zrobili L. Wałęsa, A. Kwaśniewski i obecny Prezydent L. Kaczyński i to jemu poświęciłem szczególnie dużo uwagi czytając protokoły, ponieważ on teraz jest Prezydentem, o pozostałych już dużo wiemy…

całość tu: Zygmunt Wrzodak: Kaczyński z Kiszczakiem w Magdalence

polecam film: Historia III RP (Przemilczane Fakty o Procesie Obalania Komuny w Polsce – 80′-89′)

podobne tu: Co takiego czczą “farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego “Nocną zmianę” i tu: Obłudnicy z pseudoprawicy oraz: Jak Kaczyński oszukuje Polaków ?

Magdalenka. Kiszczak Kaczynski Bujak. w Magdalence omawiane było że prawica nie ma prawa NIGDY dojść do władzy

Magdalenka. Kiszczak Kaczyński Ciosek Geremek Bujak Kuroń Wałęsa Michnik i inni… w Magdalence omawiane było że prawica nie ma prawa NIGDY dojść do władzy

Incydent z Baumanem (przyczyna przebieg i skutki), czyli dyzonans POznawczy „polskich” władz.


Słówko wstępu kim jest Pan Bauman…

Jak pisze o nim Wikipedia jest on „polskim socjologiem, filozofem i eseistą”,  „jeden z twórców koncepcji postmodernizmu – ponowoczesności, płynnej nowoczesności, późnej nowoczesności.”. Dalej mamy dośc oględnie napisaną karierę polityczną i naukową tego Pana, która o ile nie jest niezgodna z prawdą to jednak dla człowieka znającego jego dossier  z kilku innych źródeł (bardziej profesjonalnych i szczegółowych) budzi ona pewien niedosyt, albowiem – tu głos ma Pan Tadeusz Płużański:

„W marcu 1968 r. polscy komuniści o innych komunistach rozpowszechniali ulotki: „Bauman z Brusem i Baczką ta podstępna szajka pastwiła się nad Polską jak czerezwyczajka”. Zygmunt Bauman, Włodzimierz Brus i Bronisław Baczko – marksistowscy ortodoksyjni intelektualiści i walczący ideologowie stalinizmu – zostali potem rewizjonistami, czyli naprawiaczami komunizmu. Uznawani za ofiary wydarzeń marcowych, po 1968 r. wyjechali z PRL i nagle zostali wielce szanowanymi na świecie naukowcami. Najbardziej „zasłużony” z nich jest właśnie Bauman, bo to nie tylko ideolog zbrodniczego systemu. To także praktyk, pracownik aparatu czerwonego terroru. Karierę zaczynał w 1944 r. w… moskiewskiej milicji, potem był oficerem polityczno-wychowawczym LWP, czyli nie zwykłym żołnierzem, ale gościem, który żołnierzy indoktrynował w duchu stalinowskim. Gdy ci byli oporni, spotykały ich szykany.

Komunistyczny politruk Bauman przyjechał do Polski razem z Armią Czerwoną i NKWD, żeby instalować u nas nową władzę, czyli sowiecką okupację. Na tym jego kariera w zbrodniczym aparacie się nie skończyła. Jako funkcjonariusz okrytego wyjątkowo złą sławą Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego pacyfikował antykomunistyczne podziemie – żołnierzy wyklętych. Za walkę z „bandami” dostał medal. Jakby tej krwawej drogi było mało, to jeszcze jako agent „Semjon” przez lata współpracował ze stworzoną przez Sowietów jeszcze bardziej zbrodniczą Informacją Wojskową (kontrwywiad WP, późniejsze WSW, a następnie WSI).

podobne: Kołakowski z pistoletem, Kuroń lżący Tatarkiewicza… a ty goń bolszewika!

Przyczyna incydentu jest zatem jednoznaczna! Oto przy zgodzie władz uczelni i na zaproszenie samorządu lokalnego (z Panem Dudkiewiczem na czele) udziela się na polskiej uczelni głosu człowiekowi, który nigdy nie przeprosił (nie mówiąc o rozliczeniu przed wymiarem sprawiedliwości) za to kim był i co robił w Polsce . Mało tego! Ten człowiek dalej bezczelnie  utrzymuje że „zwalczał terroryzm” (jak stwierdził na łamach „Guardian”) chociaż wie czym był zbrodniczy komunizm któremu służył i czego w jego imię dokonywano na polskiej ziemi. Ten Pan uważa że było zasadne przykładac rękę do ścigania czy mordowania polskich patriotów którzy walczyli z sowieckim okupantem, ponieważ to ten okupant był władzą a ci których zwalczał to byli „terroryści”:

Leopold Okulicki – dowódca AK, komendant Sił Zbrojnych w Kraju; generał

Jan Stanisław Jankowski – wicepremier, Delegat Rządu na Kraj; inż. chemik

Adam Bień – pierwszy zastępca Delegata Rządu RP na Kraj; prawnik

Stanisław Jasiukowicz – zastępca Delegata Rządu RP na Kraj; dr. ekonomii

Kazimierz Pużak – przewodniczący RJN; prawnik

Kazimierz Bagiński – wiceprzewodniczący RJN; filolog

Aleksander Zwierzyński – wiceprzewodniczący RJN; dziennikarz

Eugeniusz Czarnowski – członek RJN i AK; ekonomista

Józef Chaciński – członek RJN; prawnik

Stanisław Mierzwa – członek RJN; prawnik

Zbigniew Stypułkowski – członek RJN; prawnik

Franciszek Urbański – członek RJN; urzędnik

Stanisław Michałowski – członek RJN; prawnik

Kazimierz Kobylański – członek RJN; inżynier

Józef Steller – wiceminister Departamentu Informacji Delegatury RP, pedagog

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Mając na uwadze te niezaprzeczalne fakty z życia i „dokonań” Pana Baumana, „polskie” władze i instytucje naukowe „wychowane” podobno na tradycji solidarnościowej (która z komuną walczyła) honorują jego osobę zezwalając na wykład na polskiej uczelni! Doskonale wiedzieli kogo zapraszają i jakie mogą byc tego konsekwencje (mówię tu o niezadowoleniu środowisk patriotycznych) ale mimo to a może właśnie dlatego zdecydowali się na organizację całego przedsięwzięcia…

Dlaczego sugeruję premedytację? Ano dlatego, że odpowiednio wcześnie zdecydowano się „zatrudnic” do zabezpieczenia wydarzenia tzw. antyterrorystów czyli formację uzbrojoną i przeznaczoną do bardzo konkretnych działań w sytuacji konkretnych zagrożeń (terroryzmu i zagrożenia bezpieczeństwa publicznego), które przecież ani przed prelekcją ani w jej trakcie nie miały miejsca! Tak jak nigdy wcześniej w podobnych wypadkach (prelekcjach, wiecach) nie miały miejsca żadne pobicia czy inne zagrożenia naruszenia czyjejkolwiek nietykalności cielesnej, nie wspominając o „bezpieczeństwie publicznym”. Okrzyki, skandowanie czy buczenie to nie są okoliczności uzasadniające interwencję brygady antyterrorystycznej. Chyba że chodzi wyłącznie o efekt psychologiczny wywołania wrażenia na świadkach i opinii publicznej (co właściwie miało miejsce), że oto groźni faszyści (tu też ukłon w stronę „znajomości” tematu przez politruków medialnych – co to jest faszyzm) i bandyci zostali powstrzymani przez władze w niecnym zamiarze dokonania linczu czy też może samosądu na Baumanie, którymi to insynuacjami posługują się spolegliwe media „nurtu korytowego”… Jeżeli zatem ktoś koniecznie szuka paranoi, histerii, prowokacji i metod totalitarnych, to niech poszuka ich u ludzi którzy to wszystko zaaranżowali. Narażając jednocześnie na szwank bezpieczeństwo publiczne, bo należy sobie jasno powiedziec, że antyterroryści zostali wykorzystani niezgodnie z ich przeznaczeniem. Od pilnowania porządku są służby porządkowe a nie antyterroryści którzy mogliby w tym czasie byc potrzebni zupełnie gdzie indziej. Nie muszę chyba przypominac że ludzie którzy np wzywają karetkę pogotowia do „byle” przypadku ponoszą swojej niefrasobliwości konsekwencje, ponieważ karetka to środek ostateczny, który nie może byc wykorzystywany do innych celów jak ratunkowe. Czy w związku z tym za takie wykorzystywanie służb antyterrorystycznych do durnych prowokacji na polityczne zamówienie nie należałoby kogoś pociagnąc do odpowiedzialności?

Skutki incydentu były do przewidzenia, więc suche informacje na ten temat, poniżej…

1. Premier rozmawiał z szefem MSW o incydencie na wykładzie Baumana

24.06. Warszawa (PAP) – Premier Donald Tusk spotkał się w poniedziałek z ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem; rozmowa dotyczyła incydentu w trakcie sobotniego wykładu prof. Zygmunta Baumana, który odbył się na Uniwersytecie Wrocławskim.

Z kolei minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka wystosowała list do Baumana. „To, co wydarzyło się w sobotę we Wrocławiu, jest pogwałceniem zarówno akademickiej tradycji, jak i akademickiej godności, to przekracza jakiekolwiek standardy uniwersyteckie. Nie ma i nie będzie w Polsce zgody na podobne zachowania” – podkreśliła Kudrycka.

Przypomniała, że w marcu spotkała się z rektorami wyższych uczelni, aby zastanowić się nad granicami wolności i autonomii akademickiej. „Zdecydowaliśmy wspólnie o zorganizowaniu w Krakowie Kongresu Kultury Akademickiej, podczas którego będziemy debatować nad tym, czym dziś jest uniwersytet i jego etos, co zrobić, by nie malał prestiż polskich wyższych uczelni i wykładowców, jak dbać o najwyższe akademickie standardy. Sobotnie zajścia przynoszą ujmę polskim uczelniom i czeka nas poważna dyskusja na ten temat – napisała Kudrycka.

W sobotę rozpoczęcie wykładu filozofa zakłóciła grupa kilkudziesięciu narodowców, którzy po przywitaniu Baumana przez prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza zaczęli buczeć, gwizdać i krzyczeć: „Precz z komuną”, „Dutkiewicz, kogo zapraszasz”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. („Norymberga dla komuny” – Odys)

Po kwadransie policja, na prośbę organizatorów wykładu, usunęła narodowców. Wszystkim z 15 zatrzymanych osób przedstawiono zarzuty zakłócenia spokoju i porządku. Grozi za to kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywna do 5 tys. zł.

2. Premier rozmawiał z szefem MSW o incydencie na wykładzie Baumana (update2)

24.06. Elbląg (PAP) – Instytucje państwowe, w tym MSW, będą się starały twardo egzekwować prawo wobec takich zorganizowanych grup, jak ta narodowców, która w sobotę zakłóciła wykład prof. Zygmunta Baumana – zapowiedział premier Donald Tusk. Szef rządu rozmawiał o tym incydencie z szefem MSW.

Premier – który rozmawiał z dziennikarzami podczas poniedziałkowej wizyty w Elblągu – podkreślił, że potrzebna jest współpraca samorządów i prokuratury, by do tego typu wydarzeń nie dochodziło.

„Jest najwyższy czas na poważną refleksję, jeśli chodzi o sędziów w Polsce; nie można udawać, jak niektórzy w Polsce, że jak ktoś niesie symbol swastyki, używa wulgarnych, brutalnych słów wobec polskich uczonych, że to jest lekkie wykroczenie albo że właściwie nie ma o czym mówić” – mówił premier.

„Dlatego będziemy starali się wraz z MSW, ale także z innymi instytucjami państwa niezwykle twardo egzekwować prawo szczególnie wobec tak zorganizowanych grup, bo dzisiaj one mogą się wydawać jeszcze mało groźne, chociaż ja uważam, że to jest wstęp do poważnego nieszczęścia” – podkreślił szef rządu.

Dodał, że „jeśli ludzie w Polsce nie będą mogli ze sobą rozmawiać tylko dlatego, że ktoś ma inne poglądy i przyjdzie im krzyczeć, a później bić, to wtedy jest naprawdę poważny problem”.

„Dla mnie nie ma żadnego znaczenia, kto ma jakie poglądy. Jeśli będą chcieli narodowcy rozmawiać na uczelni o swoich prawach, o swoich poglądach, to nikt nie ma prawa zakłócać spotkania. Jeśli homoseksualiści będą chcieli (…) rozmawiać o swoich problemach, to można nie zgadzać się z nimi, ale nie można ryczeć, zakłócać takiego spotkania czy ubliżać komukolwiek” – dodał premier.

Podkreślił, że „każdy ma prawo do wygłaszania swoich poglądów, szczególnie na terenie uczelni, bo uczelnia jest po to, by ludzie mogli spokojnie rozmawiać”. „Nikomu tego prawa nie można zabierać czy to jest homoseksualista, lewicowiec, nacjonalista, centrowiec” – powiedział Tusk.

Z kolei Sienkiewicz powiedział w TVN24, że wybiera się na rozmowę z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem, by „uregulować zdolność wspólnego zwalczania” nacjonalistycznych ekstremizmów. Dodał, że trudno je zwalczać, gdy np. prokurator z Białegostoku uznaje swastykę za „znak pokoju”.

Minister podkreślił, że problem takich ruchów narasta, choć z drugiej strony – mówił – „nie popadajmy w histerię, że Polska jest na krawędzi faszyzmu”. Jednocześnie przyznał, że „prymitywizm, ksenofobię i rasizm nazywa się patriotyzmem; to nie ma nic wspólnego z Polską”. „To nie są żadni patrioci” – podkreślił. „To rodzaj bandytyzmu, który trzeba zwalczać, bo oni raz krzyczą, a drugi raz biją” – powiedział o zakłócających wykład Baumana. Zdaniem ministra oni „używają Polski, a tak naprawdę ją kompromitują”.

Zdaniem szefa MSW policja jest ostatnim elementem łańcucha w zwalczaniu tych zjawisk, którym na samym początku powinny przeciwdziałać inne instytucje i społeczności lokalne. Zwrócił uwagę, że we Wrocławiu zapleczem tych środowisk są piłkarscy kibole Śląska. „Miasto ma wpływ na politykę klubu i może wymuszać pewne zachowania, np. odbieranie wejściówek” – oświadczył Sienkiewicz. Doradził prezydentowi Wrocławia „właściwą współpracę” z wojewodą w całej sprawie…

…należałoby również uwypuklic jeden z akcentów hipokryzji jaka się przejawia w tej histerycznej potrzebie zwalczania „faszyzmu” i „antysemityzmu” o jakim wypowiada się Pan Sienkiewicz… Tu cytat z portalu salon.24 – pisze „zuberegg:

…Gdyby nie komunistyczne, antysemickie czystki trwałby on (Bauman) w pzpr do samego końca…Zresztą mamy tu podwójną ironię…Żyd, komunista w antysemickiej formacji tępiący Polską niepodległość. To zresztą kolejny przykład hipokryzji, zakłamania „rozumnych”. Bronią oni komunistów przed rozliczeniem za ich czyny, a zbudowana przez nich formacja jest jedyną JAWNIE ANTYSEMICKĄ formacją zbudowaną w Polsce z jaką współcześnie mieliśmy kontakt. Formacja ta dokonała czystek antysemickich we wszystkich organizacjach państwa. Nie było drugiej takiej w historii Polski.

W dzisiejszej Polsce „rozumni” bronią członków tej partii przed rozliczeniami….Pamiętajmy o tym gdy kolejny raz ktoś z „rozumnych” będzie płakać nad „antysemityzmem” naszym kraju. Nigdzie nie było tylu antysemitów co w pzprze. Więc to środowisko należy w pierwszej kolejności prześwietlić chcąc być poważnie traktowanym w walce z antysemityzmem. 

…na koniec cytat: Przybywa ludzi, którzy mają poczucie, że są gorsi od innych. A upokarzani są gniewni i szukają środków, by gniew ten wyładować – Zygmunt Bauman… Na uczelni wrocławskiej „polskie” władze „naukowe” i samorządowe upokorzyły i zbrukały pamięc po pomordowanych Polakach a zatem zgodnie ze słowami samego Pana Baumana gniewni z tego powodu ludzie za pomocą gromkiego głosu wyładowali swój gniew.  Należy tylko ubolewac nad tym że to właśnie NOP a nie „zwykli” obywatele (przede wszystkim studenci) miał na tyle odwagi żeby głośno wyrazic sprzeciw przeciwko temu skandalowi jakim było honorowanie UBeka i NKWDzisty na polskiej uczelni.

źródło: stooq, Super Ekspress,  salon24

…Odys

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

Przywrócmy ich pamięci! Żołnierze Wyklęci


fragment artykułu z „Najwyższego Czasu” autorstwa Pana Marka Jana Chodakiewicza:

W czasie II wojny światowej Polska miała dwóch wrogów: Niemców i Sowietów. Stąd polscy żołnierze mieli obowiązek bić zarówno popleczników Hiltera, jak i Stalina, w tym tubylczych zdrajców: „Volksdeutschów i Volks-bolszewików” – jak nawoływała jedna z ulotek NSZ. Stąd „PPR – Płatne Pachołki Rosji”. Czy to znaczy, że operacja „Burza” i antysowieckie powstanie, w które się przerodziła, miały sens? Z politycznego punktu widzenia absolutnie nie. Ani z militarnego. To był beznadziejny opór. Natomiast z punktu widzenia wojskowego honoru i zrozumienia swego obowiązku – jak najbardziej.

Wojskowi przysięgali wolnej Rzeczypospolitej i rządowi RP w Londynie. Z tego powodu musieli walczyć. Naturalnie, jak na każdej wojnie, można się było poddać, ale byłoby to złamanie przysięgi. A żołnierz jest od tego, aby walczył, a nie poddawał się. Najlepiej naturalnie byłoby, gdyby udało się wycofać całą armię podziemną, AK, NSZ i BCh, przed przyjściem Sowietów na Zachód. Niestety udało się tylko Brygadzie Świętokrzyskiej. No i – paradoksalnie – niedobitkom garnizonu warszawskiego AK, którzy poszli do niemieckiej niewoli. A potem strumyczkowi Żołnierzy Wyklętych – szczególnie tych, którzy wyrwali się z czerwonych szponów do końca 1945 roku. Potem było znacznie trudniej. Ci, co zostali – walczyli. Wielu ujawniło się w ramach łże-amnestii, ale inni pozostali zacięci i uparci do końca. „Bo wolnych ludzi nic nie złamie” – jak śpiewa bard. Część padła w boju, innych sądowo zamordowała komuna. Ich rodziny napiętnowano jako „bandyckie”.

Żołnierze WyklęciIch dzieci żyją w traumie, a wnuki w niewiedzy. Większość konspiratorów antynazistowskich i antykomunistycznych nie ma swoich grobów. Grecka tragedia. Ich mordercy pozostają do dziś właściwie bezkarni. Wszelka działalność przywracająca pamięć o bohaterach jest po prostu moralnie czysta i pożądana. A więc o co chodzi zgodnemu chórowi chamokomuny i michnikowszczyzny, który potępia Żołnierzy Wyklętych? Chodzi właśnie o to, że w latach czterdziestych znaleźli się Polacy, którzy uznali, że zło trzeba nazwać po imieniu: Hitler i Stalin – i nigdy się nie poddali…

polecam lekturę całości: Chodakiewicz: Żołnierze Wyklęci. Wyrzut sumienia dla kolaborantów i spadkobierców czerwonych katów! – Najwyższy Czas!.

…zamiast komentarza film w hołdzie dla Narodowych Sił Zbrojnych – link