O szukaniu prawdy w oczekiwaniu na Paruzję czyli jak zrobić miejsce dla Chrystusa Króla we współczesnym świecie kultu państwa opiekuńczego.


Najwyższy Czas!, NR 13-14, 19 MARCA-1 KWIETNIA 2018 Z ojcem JACKIEM GNIADKIEM SVD, misjonarzem werbistą, rozmawia Rafał Pazio, s. 7-8. – Zmartwychwstanie to również czas pokuty, spowiedzi. Czy katolik powinien wyznać na spowiedzi popieranie socjalizmu, nawet takie z pozoru nieświadome, kiedy żyje w systemie państwa opiekuńczego? – Powinien wiedzieć, jakie są konsekwencje popierania partyjnych programów…

Daniel Gerhartz - Reverence (kościół)

Daniel Gerhartz – Reverence

„…W jednej z wypowiedzi Ksiądz sformułował taką myśl, że Chrystus nie rozumiałby naszego świata. Czy to powód do pesymizmu, bo jednak żyjemy w tym świecie?

– Chrystus działał zdroworozsądkowo. Najlepiej świadczą o tym przypowieści, w których nawiązuje do ekonomii. Podejrzewam, że dzisiaj Jezus miałby problem, jak używać przykładów z ekonomii i mówić do człowieka, który przesiąknięty jest Marksem i Keynesem. Jak trafić z takim przekazem do człowieka, który żyje w wymyślonym przy biurku świecie? Czy dzisiaj Jezus powiedziałby nam przypowieść o pracownikach w winnicy? Czy nie zawahałby się przez moment, mając przed sobą jako słuchaczy działaczy związków zawodowych? Czy powiedziałby nam przypowieść o kupcu, który szukał pięknych pereł, znalazł tę najcenniejszą, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją? Jak mówić w ten sposób do ludzi, którzy wyeliminowali ze swojego języka pojęcie ryzyka? Czy powiedziałby nam przypowieść o talentach, w czasach kiedy agenda zrównoważonego rozwoju stała się najważniejszym celem polityków i wkradła się na salony watykańskich purpuratów? Dzisiaj brakuje nam zdrowego rozsądku w ekonomii i prosty język Jezusa nie trafia do większości.

– Czy państwo staje się dzisiaj bożkiem? Mamy do czynienia z kultem państwa? Czy to niebezpieczne?

– Bardzo niebezpieczne. Wskazywał na to Voegelin, o którym wspomniałem wcześniej. Państwo zastępuje dzisiaj ludziom religię, a oni bardzo często tego nie zauważają. Bardzo wielu z nas jest uzależnianych od pomocy państwa i wierzy, że państwo ma rozwiązania na wszystkie ich problemy. Wtedy państwo staje się rodzajem bożka, wokół którego tańczą, jak Żydzi na pustyni wokół wyrzeźbionego przez nich złotego cielca.

– Jak katolik powinien otworzyć się na tajemnicę odkupienia?

– Zbawcze wydarzenie Jezusa Chrystusa jest dla nas darem od naszego Ojca w Niebie. Jest uniwersalne i nie ogranicza się do jednego narodu lub rasy. Nie można go kupić. Można je tylko przyjąć. Ale aby je przyjąć, musimy wyrzucić z siebie wszystko to, co nas zniewala, i zrobić miejsce dla Chrystusa. Takie działanie jest zawsze wymianą. Po to mieliśmy Wielki Post, by wyjść jeszcze raz na pustynię i nauczyć się od Tego, który przez 40 dni był kuszony przez Szatana, co to znaczy być na nowo ludźmi wolnymi. Musimy to ciągle robić, i ponieważ wolność, którą Bóg obdarzył ” nas w sakramencie chrztu, zdążyliśmy już wielokrotnie rozmienić na drobne…” (Ks. Jacek Gniadek) całość tu: Zrobić miejsce dla Chrystusa)

podobne: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos oraz: Duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów czyli „Na tropie ukrytego Boga”… Niby, możesz… wszystko? i to: Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu (Frederic Bastiat o równowadze handlowej). Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności. a także: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna. i jeszcze: „Roztargnieni pod specjalną ochroną” czyli prawo w służbie niesprawiedliwości (krótka lekcja z WOSu na temat władzy realnej)

Daniel Gerhartz - He Wraps Himself in Light (ubrany w światło powrót Jezusa)

Daniel Gerhartz – He Wraps Himself in Light

…Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? [Odpowiedział Jezus:] Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu…” (z Ewangelii wg św. Jana)

Rekolekcje wielkopostne ks. prof. Guza cz.I (Tuba Cordis 2015). O łasce wiary która dąży do poznania absolutnego, świata, drugiego człowieka i Boga Stwórcy. Podobne – Rektor KUL wzywa do poszukiwania prawdy

„… Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. 

3 Mocą bowiem łaski, jaka została mi dana, mówię każdemu z was: Niech nikt nie ma o sobie wyższego mniemania, niż należy, lecz niech sądzi o sobie trzeźwo – według miary, jaką Bóg każdemu w wierze wyznaczył. Jak bowiem w jednym ciele mamy wiele członków, a nie wszystkie członki spełniają tę samą czynność – podobnie wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami. Mamy zaś według udzielonej nam łaski różne dary: bądź dar proroctwa – [do stosowania] zgodnie z wiarą; bądź to urząd diakona – dla wykonywania czynności diakońskich; bądź urząd nauczyciela – dla wypełniania czynności nauczycielskich; bądź dar upominania – dla karcenia. Kto zajmuje się rozdawaniem, [niech to czyni] ze szczodrobliwością; kto jest przełożonym, [niech działa] z gorliwością; kto pełni uczynki miłosierdzia, [niech to czyni] ochoczo. 

Miłość niech będzie bez obłudy! Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem! 10 W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi! W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie! 11 Nie opuszczajcie się w gorliwości! Bądźcie płomiennego ducha! Pełnijcie służbę Panu! 12 Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie – wytrwali! 13 Zaradzajcie potrzebom świętych! Przestrzegajcie gościnności! 

14 Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! 15 Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. 16 Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych! 

17 Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi!4 18 Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi! 19 Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem5: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan – ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. 20 Jeżeli pragnie – napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. 
21 Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!…” (Z listu św Pawła apostoła do Rzymian)

 

Reklamy

Socjalizm w służbie niepodległości czyli jak powstała „wolna Polska” i dlaczego wybito ziemiaństwo (krótka lekcja z historii)


Paco Pomet – Fin de siècle

Szanowni goście znajomi i przyjaciele…

Oto najkrótsza i zarazem najtreściwsza z możliwych (i całkiem za darmo, poza poświęconym czasem) lekcja z historii Polski i świata, ale nie tylko bo również z gospodarki, polityki i ekonomii. Gorąco polecam lekturę całości i kolportaż tych treści gdzie się tylko da… W imieniu autora (Pana Gabriela Maciejewskiego) dziękuję każdemu kto zechce tę wiedzę rozpowszechnianiać… (Odys)

„…Problem socjalny został światu narzucony przez wielkie przemysłowe centra. W stuleciu XVII pozyskiwano taniego robotnika do wielkich warsztatów rujnując duże obszary całych królestw i pozbawiając ludność jakichkolwiek szans na przeżycie. Wtedy ludność ta szła do wielkich miast i tam dostawała pracę, czyli szansę. W stuleciach późniejszych wojny też wybuchały, ale nikt nie był na tyle głupi, by dewastować kraj i mordować ludzi tysiącami. Aktywa przejmowano, a ludność wędrowała do wielkich ośrodków przemysłowych sama, wskutek wiary, że jako nowa klasa poruszy z posad bryłę świata. Prawdziwy kłopot zaczął się wtedy, kiedy wielki przemysł USA zażądał mas całych taniego robotnika, który nie dość, że tani to będzie jeszcze posłuszny i gotowy do życia w nędzy przez wiele lat, a potem do nieokiełznanej konsumpcji towarów wytwarzanych na rynku amerykańskim. Pozyskiwanie robotnika nie było łatwe, albowiem monarchie europejskie broniły się przed utratą siły roboczej i zmniejszeniem populacji. Wtedy włączoną opcję – antagonizm socjalny i narodowościowy, a także religijny plus demokracja. Najpierw zjednoczono Włochy przeciwko papieżowi i wywieziono masy włoskiego robotnika do chilijskich kopalń. Potem zaś na tej samej zasadzie, dosłownie naśladując wszystkie posunięcia Cavoura, próbowano wywołać rewolucję w Polsce. Ta zaś nie miała nigdy innego celu jak ten, by masy taniego robotnika opuściły kraj. W sprawę tę zaangażowano wielu bardzo ludzi, którzy uprawiając publicystykę i widząc, jak bajkowe i wygodne, aczkolwiek narażone na jakieś tam szykany, jest życie w Europie Środkowo wschodniej rozpoczęli swoją oszukańczą działalność. Przekonanie ziemian do socjalizmu odbyło się poprzez ideę niepodległości. Wielcy ziemianie na wschodzie Europy byli dla przemysłu największym zagrożeniem. Po pierwsze dlatego, że dawali ludności stabilizację bytową, dawali pracę i organizowali życie całych, dużych nieraz bardzo lokalnych populacji. W ideę socjalną wierzyli też miejscowi żydowscy przemysłowcy, którzy w swoim kogucim, naiwnym sprycie, myśleli, że jak się postawią ziemianom, albo się wżenią w ich środowisko, to podniosą kulturę kraju, a do tego jeszcze przy tym zarobią miliony i naród ich zostanie wywyższony. To wszystko działo się w czasie kiedy Rotszyldowie już szykowali kolonizację Palestyny i mówili wyraźnie, że nie ma dla poważnych Żydów miejsca w Europie wschodniej. Nasi jednak jakby ogłuchli. Być może mieli dostęp nie do tych informacji co trzeba. Wielkie majątki ziemskie prowadzące gospodarkę ekstensywną, nie miały żadnej potrzeby zaciągania kredytów na usprawnienie gospodarstwa, bo i tak wszystko co zostało wyprodukowane można było na miejscu sprzedać. To się oczywiście nie podobało producentom maszyn sprzedawanych na kredyt. Cała więc propaganda niepodległościowa od roku 1863 została przestawiona na tory socjalne, cała też zaczęła głosić antagonizm pomiędzy wielką własnością a ludem. Tego antagonizmu zaś tam nie było do czasów reformy rolnej. Ktoś powie, no dobrze, ale dlaczego oni uwierzyli w ten socjalizm? Bo byli naśladowcami najlepszych zachodnich wzorów, bo wiedzieli, że mają za dużo i myśleli, że jak się podzielą, to nic się nie stanie, bo socjaliści mieli bojówkę, nie liczącą się z nikim i z niczym, gotową mordować, bo wielu z nich było wprzęgniętych w tajne organizacje, których celem była zmiana oblicza świata. Można te organizacje nazywać masonerią, ale przymusu nie ma. Piłsudski, tak jak napisałem, był człowiekiem Włodzimierza Zubowa, ten zaś koordynował działania socjalistów na całym obszarze Królestwa Polskiego i Rosji w oparciu o skorumpowanych dworzan i urzędników carskich. I jeszcze jedna – najważniejsza – rzecz. Nikt nie wiedział dokładnie po co ma być wskrzeszona Polska. Wszystkim się zdawało, że po to, by oświeceni obywatele podnosili kulturę ludu prostego i prowadzili go ku ziemskiemu szczęściu. Bankierzy z USA i GB dewastowali duże obszary świata, po to, by przyjąć do swoich fabryk najtańszego robotnika, zapłacić mu grosze, za które on następnie powinien zakupić produkowane przez nich towary. To był dokładnie ten sam mechanizm co w Polsce, gdzie dziedzic z Żydem karczmarzem rozpijali chłopa, ale rozdęty do niewyobrażalnych rozmiarów, no i oferta była szersza, bo prócz wódki była jeszcze zagrycha. Tyle, że cholernie droga, ale za to w ładnym papierku.

Napiszę jeszcze raz – nie było dobrej odpowiedzi na pytanie – dlaczego ma powstać wolna Polska. Odpowiedź, której dzisiaj udziela nam prof. Andrzej Nowak – że wolność, że swoboda, że coś tam jeszcze, jest odpowiedzią, jakiej udzielali sobie bogaci ziemianie zakładając Towarzystwo Rolnicze. To jest odpowiedź – pułapka. Tamci mają lepszą – wolna Polska ma powstać w granicach przez nich wyznaczonych po to, by wielka własność została zdegradowana i nie stanowiła przeszkody w pozyskiwaniu niewolnika, to jest chciałem rzez, taniego robotnika. Ten zaś proces nadzorować powinna socjalistyczna bojówka, lub bojówki zwane partiami politycznymi. I tak się właśnie działo. Tak wyglądały realia II RP, ale wielu wydawało się, że oto idziemy do sukcesu. Szliśmy na śmierć, przy wtórze okrzyków wznoszonych przez oszalałe wariatki, które widziały już siebie wśród triumfatorek głoszących postępowe idee, wśród nauczycielek chłopskich i robotniczych dzieci, na uniwersytetach i politechnikach, gdzie powstają nowe wynalazki, generalnie w realiach, które w sposób dokładny powielać miały realia sukcesu wielkich tego świata, czyli tych, którzy dla swojego dobra zdewastowali nasz kraj i wynajęli socjalistów po to, by ci trwale mącili nam w głowach i nie dopuścili do tych głów jednej sensownej myśli. A także by pilnowali, żeby proces pozyskiwania tegoż taniego robotnika nigdy nie ustał. Tak sprawy mają się już od dawna, od roku 1863 i na razie nie widać szans na to, by się zmieniły. Polityka zaś polska dziś polega na tym, by tani robotnik wyjeżdżał tam gdzie go potrzebują, ale jednocześnie, by ludzie, którzy go od nas pobierają nie wpadli na pomysł, że można bezkarnie zniszczyć nasz kraj, czyniąc z niego pustynię. To jest clou polityki polskiej dziś i do tego służą podatki, kredyty oraz propaganda państwowa. Reszta to didaskalia… ” (coryllus – O powierzchownym rozumieniu historii. Telokowi) 

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: Dwie drogi stycznia 1863 czyli jak zaprowadzić komunizm (ludziom którzy niczego nie rozumieją) a także: Wekslowanie żeromszczyzny polecam również: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest. i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

…Na dachach naszych domów
Posągi obcych bogów
Przed nimi my w pokłonach
Na naszym własnym progu
Przeżyliśmy! – To słowo
Z wszystkiego nas rozlicza
Dozorcy krzyk nad głową
Zapędza nas do życia. 

Jacek Kaczmarski, Targ 

Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

„Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)


Zaczyna się niewinnie… Od wyszydzenia i odrzucenia „starego porządku” przez niedojrzałe intelektualnie ale „ambitne” siły postępu. Błędy przeszłości wynikające z niedostosowania się do nowoczesności – taka jest oficjalna wersja „potrzeby zmian”. Romantyczna walka „młodych gniewnych” ze skostniałym ciemnogrodem jest tym co tłumaczy każde „nowoczesne” łajdactwo… No ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie naiwna wiara w dobre chęci rewolucjonistów, kult młodości jako samoistnej wartości, i w przekonanie że „każdemu się należy” (z cudzego)… (Odys)

„Wreszcie dowiedzieliśmy się, na czyich ideach opiera swoje pomysły wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Na Kongresie Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” Morawiecki spotkał się z prof. Marianą Mazzucato, która jest autorką książki „Przedsiębiorcze państwo”, w której stara się udowodnić, że wszelkie wynalazki i innowacje technologiczne nie wynikają z istnienia wolnego rynku, ale z działalności państwa i jego urzędników.

Podczas dyskusji panelowej o gospodarce, będącej częścią Kongresu Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” wraz z profesor Marianą Mazzucato z University College w Londynie wicepremier przekonywał, że dla innowacji państwo jest niezwykle ważne.

 Zobacz także: 88 procent przedsiębiorców pesymistycznie patrzy na Polską gospodarkę. Zobacz, dlaczego biznesmeni nie uwierzyli w slajdy Morawieckiego [KOMENTARZ]

Morawiecki chce innowacyjności, dzięki urzędnikom

Morawiecki podkreślił, że państwo z jednej strony chce wspierać innowacyjność, ale drugiej należy myśleć o różnych systemach opodatkowania tych wynalazków.

No bo jeśli myślimy, że te wynalazki, które widzimy dzisiaj (…), są wynalazkami jednej osoby czy też zespołu, to nie jest prawda…” (Radek Piwowarczykwolnosc24.pl)

podobne: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. oraz: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” i to: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

Ivan Vladimirov – Развлечения подростков в императорском саду Петрограда (samowola podrostków w parku)

„…Do poznawania rzeczywistości, o czym mimo licznych w kraju uniwersytetów nie każdy wie, potrzebne są narzędzia. Nie chodzi mi oczywiście o takie narzędzia jak piła motorowa czy kielnia. Chodzi mi o metodę. Narzędzia bywają dobre i złe. Można je wykorzystywać właściwie lub na opak, można nawet – chcąc wprowadzić ludzi w błąd – sprzedawać im narzędzia, które do niczego się nie nadają, ale wyglądają bardzo dobrze i ludzie wierzyć będą, że one posłużą im właściwie.

Jeśli na przykład chcemy dowiedzieć się czegoś o socjalizmie i komunizmie, jego celach i metodach poszukujemy pism socjalistów i komunistów, czytamy je i zdobywamy potrzebną wiedzę. Dowiadujemy się z tych pism, że socjaliści chcieli dobrze, a komuniści jeszcze lepiej albowiem bolał ich niesprawiedliwy podział dóbr i chcieli je podzielić od nowa. Tak to z grubsza wyglądało. Jest to oczywiście kłamstwo, które zostało wielokrotnie skompromitowane, ale wraca ponieważ od ostatniej kompromitacji minęło dużo czasu i ludzie wszystko zapomnieli, a do tego dorosły nowe roczniki, którym można sprzedawać dawne komunistyczne utopie w nowym europejskim opakowaniu i oni to kupiąSą młodzi, ideowo lub konsumpcyjnie nastawieni do życia i leniwi jak jasna cholera, a podprogowy przekaz komunistów – być może ich najważniejszy przekaz – jest taki: nie będziesz się musiał chłopie narobić, a wszystko ci samo łatwo przyjdzie. O trudzie i walce komuniści mówią tylko na początku, potem jest już tylko konsumpcja owoców zwycięstwa, czyli vodka and ogórcy…” (coryllusVodka and ogórcy albo czytajcie literaturę postępową!)

a oto wielokrotnie już przez socjalistów i komunistów odgrzewana oferta (nie do odrzucenia) dla obywateli/niewolników. Tym razem udrapowana w „narodowe” barwy, więc pozytywny do niej stosunek jest jednocześnie deklaracją patriotyzmu… a kto nie z nami ten wiadomo… albo zdrajca, albo jeszcze gorzej bo „ruski agent”… (Odys)

4.02.2017, Toruń (PAP) – Najpierw państwo, później własność i rynek – mówił w sobotę w Toruniu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że zadaniem rządu PiS jest stworzenie szerokiej sfery swobód. Według niego w Polsce problemem jest niska skłonność przedsiębiorców do inwestowania i innowacji.

Prezes PiS wziął udział w konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. W konferencji uczestniczył też m.in. wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów minister Henryk Kowalczyk. Obecni byli też prezesi PKN Orlen – Wojciech Jasiński i PKO Banku Polskiego – Zbigniew Jagiełło oraz wiceprezesi BOŚ Banku – Anna Milewska i PZU – Andrzej Jaworski.

Jarosław Kaczyński mówił o wolności gospodarczej i czynnikach ją ograniczających. Odniósł się też do tematu głównego konferencji, czyli odpowiedzialności przedsiębiorców. Jak zaznaczył, ma ona dwa poziomy. „Po pierwsze to zdanie sobie sprawy z tego, że istnieje państwo, że istnieją inni, że to wszystko trzeba brać pod w uwagę. Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje” – powiedział.

Jak dodał, czasem podczas spotkań z przedsiębiorcami słyszał postulaty, które sprowadzały się do tego, by odrzucić te ograniczenia, w tym dotyczące relacji z pracownikami. „Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie, jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone, to po prostu powinien zająć się czymś innym – mówił prezes PiS.

Po drugie, mówił Kaczyński, odpowiedzialność przedsiębiorców wiąże się też ze „zobowiązaniami wobec wspólnoty”. „Do państwa należy to, żeby ten rozwój był możliwie sprawiedliwy, by nie prowadził do zbyt wielkich różnic społecznych, by korzyści z niego odczuwały wszystkie większe grupy społeczne, wszyscy, którzy pracują. Natomiast do przedsiębiorców – i to jest ich ogromna odpowiedzialność – należy to wszystko, co jest potrzebne, by ten rozwój następował. A tu mamy dwa problemy” – powiedział Kaczyński.

Pierwszy z nich „to problem skłonności do inwestowania i związanego z tym ryzyka”. „To jest kwestia, która w Polsce stoi, bo skłonność do inwestowania jest niewielka” – powiedział. Druga kwestia to skłonność przedsiębiorców do wprowadzania innowacji, „z którą też jest w tej chwili nie najlepiej”.

Kaczyński powiedział, że po odejściu od systemu komunistycznego Polska „weszła w fazę wolności anarchicznej”, a potem przeszła do „fazy bardzo daleko idącego ograniczenia wolności”.

„Zadanie, które stoi dzisiaj przed nami, stoi także przed tym rządem, przed premierem, ministrem rozwoju Mateuszem Morawieckim, to jest doprowadzenie tego stanu do sytuacji, którą można by określić jako racjonalną. To znaczy mamy ideę szybkiego rozwoju, także ideę sprawiedliwości – tę ideę realizujemy – mamy pewien kontekst kulturowy w Polsce, mamy także kontekst zewnętrzny związany przede wszystkim z Unią Europejską i musimy w tym szukać możliwie szerokiej sfery swobód, wolności” – powiedział Kaczyński.

Według niego to jest szansa na powtórzenie „wielkiej aktywności założycielskiej trwającej od połowy lat 80-tych, a bardzo intensywnie od końca lat 80-tych i w pierwszych latach 90-tych” i na to, że „ten proces, który wtedy przyniósł Polsce około sześciu milionów miejsc pracy i przyniósł ruszenie z miejsca po latach spadków PKB, mógłby być powtórzony”.

„To jest szansa, przed którą stoimy nie mając jednocześnie złudzeń, że możemy w Polsce stworzyć system libertariański, że polskiej kulturze można narzucić taki zupełnie skrajny indywidualizm” – dodał prezes PiS.

Według prezesa PiS „jeśli spojrzeć na ostatnie 27 lat, to można powiedzieć, że najpierw mieliśmy do czynienia z taką swobodą, w wielkiej mierze anarchiczną”. „Taką, która po części była w ogóle nieregulowana i nieobjęta działalnością państwa. Znaczna część tej wybuchającej w końcu lat 80. i 90. działalności gospodarczej początkowo nie była objęta, albo w minimalnym stopniu objęta, ograniczeniami związanymi z podatkami” – powiedział Kaczyński.

Jego zdaniem ten stan „w niemałej mierze” trwa po dziś dzień. „W szczególności, jeśli chodzi o działalność podmiotów zagranicznych. Mamy tutaj do czynienia z takimi elementami kolonialnymi, jeżeli chodzi o nasz kraj. Mamy do czynienia z sytuacją, w której te przedsiębiorstwa nie przestrzegają pewnych reguł prawnych, ale także moralnych. Krótko mówiąc, funkcjonują w sposób, który w ich własnych krajach byłby absolutnie niemożliwy do przyjęcia” – podkreślił prezes PiS.

Kaczyński zaznaczył, że relacja między państwem, rynkiem i własnością definiuje wolność gospodarczą. Według niego „na pierwszym miejscu trzeba wymienić państwo, bo bez państwa nie mógłby istnieć rynek, ale przede wszystkim nie mogłaby istnieć własność”.

„Dam państwu bardzo prosty przykład i to – może zaskoczę – ze świata zwierząt. Nie tak dawno opisywano, były zdjęcia takiego wydarzenia. Otóż dwa wilki upolowały sarnę. Przybył niedźwiedź przepędził wilki, pożarł sarnę. Czyli prawo własności wobec tej sarny zostało siłą zakwestionowane. Załóżmy, że to jest Mandżuria, tam żyją takie wielkie tygrysy, mógłby przybyć tygrys i próbować zakwestionować prawo niedźwiedzia. Nie wiadomo, kto by wygrał, w każdym razie mógłby próbować. Takie relacje istniałyby wtedy, gdyby nie było państwa, gdyby państwo nie mogło gwarantować własności” – mówił prezes PiS.

„Najpierw państwo, później własność, bez której nie może być wolności jednostki, no i rynek. Czy rynek może istnieć bez państwa? Nie może istnieć bez państwa, państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu. Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz” – mówił prezes PiS.

Kaczyński podkreślił, że musi też istnieć pewien poziom bezpieczeństwa socjalnego, który jest zapewniany przez państwo, a także pewien poziom bezpieczeństwa osobistego oraz zdolność do działań antykryzysowych ze względu na zmiany koniunktury.

„Państwo musi dysponować zasobami, czyli musi ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Czyli wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi być przejęta przez państwo i to jest konieczność obiektywna, dyskutowalna tylko w tym zakresie, w jakim stawiamy pytanie o to, jak wielkie te podatki mają być i jaką metodą mają być ściągane” – mówił prezes PiS.

Kaczyński ocenił, że nie jest to jedyne ograniczenie wolności gospodarczej. „Takie ograniczenia muszą istnieć także ze względu na to wszystko, co można odnieść do innych jednostek (…) ich prawo do życia, prowadzenia działalności gospodarczej. Inni stanowią też pewne ograniczenia, które muszą znaleźć wyraz w przepisach prawa, muszą być egzekwowane przez państwo” – powiedział.

Kaczyński zaznaczył, że jednostki żyją we wspólnotach, a te „tworzą sytuacje, które można określić, jako wymogi a te wymogi – jeżeli tylko są egzekwowane przez państwo – to są ograniczeniami wolności”.

W jego ocenie poszczególne gospodarki narodowe „podlegają pewnej idei ogólnej, idei regulatywnej”. „Te idee to szybki rozwój, sprawiedliwość społeczna. To nie jest tylko idea czysto komunistyczna, to jest także idea, która jeśli ją traktować, jako dążenie do zmniejszenia różnic społecznych, funkcjonowała i funkcjonuje w różnych innych niekomunistycznych ustrojach” – tłumaczył prezes PiS. Jako przykład podał Skandynawię.

„Jest idea równowagi społecznej. Można odwołać się tutaj przede wszystkim do amerykańskiego +New Deal’u+. To nie była koncepcja jakoś mocno związana z ideą sprawiedliwości, natomiast mocno związana z koncepcją odzyskania po kryzysie społecznej i ekonomicznej równowagi” – powiedział. Jak dodał, są też różnego rodzaju idee związane z religią, w szczególności w państwach muzułmańskich, które też wpływają na działalność gospodarczą.

„Są w końcu idee związane z koncepcją państwa, które przede wszystkim szuka siły militarnej, i to może być zarówno w wersji ofensywnej, jak w wypadku państw komunistycznych, a w szczególności Związku Sowieckiego czy dzisiaj w dalszym ciągu Korei Północnej, ale może to też być idea defensywna, jak w wypadku Izraela” – powiedział.

Jak mówił prezes PiS, te idee związane są także z określeniem zakresu gospodarczych swobód. Podkreślił, że swoboda gospodarcza zawsze podlega daleko idącym ograniczeniom. „Te ograniczenia są różne w różnych momentach. Dzisiaj na przykład ograniczeniem, które nas wszystkich bardzo dotyka, nie będę tutaj dyskutował, na ile jest słuszne, na ile jest niesłuszne, jest ograniczenie związane z ekologią” – mówił Kaczyński.

Prezes PiS mówił też o zjawisku „inżynierii prawnej szczególnie wokół prawa handlowego”. „Tutaj jest to bardzo ważne pytanie, w jakiej mierze trzeba to ograniczyć, w jakiej można to ograniczyć, w jakiej mierze cały ten system finansowy, który został skonstruowany po wojnie a później poddany różnego rodzaju daleko idącym przemianom, nie powinien być jeszcze raz zakwestionowany; na ile trzeba zadać pytanie o to, czy nie należałoby go zmienić” – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Przed rozpoczęciem konferencji odbyła się manifestacja kilkudziesięcioosobowej grupy KOD, z transparentami ruchu i biało-czerwonymi flagami. Grupa rozeszła się, gdy zaczęła się debata. (Kaczyński: najpierw państwo, potem własność i rynek. PAP – Biznes 4 Lut 2017)

„…własność, rozumiana jako władza nad rzeczą, a także rynek, jako wymiana dóbr, zaistniały wcześniej, niż państwo. Jakiś człowiek oswoił dzikiego konia i przez to zyskał nad nim władzę. To był jego koń i to wcale nie dlatego, że jakieś „państwo” o tym zadecydowało, tylko dlatego, że to on schwytał i ujeździł tego konia, nabywając władzę nad nim dzięki włożonej w to pracy. Podobnie rolnik, który wyhodował zboże, posiadł nad nim władzę w postaci możliwości zrobienia zeń użytku według własnej woli nie dlatego, że jakieś „państwo” mu tę władzę nadało, tylko dlatego, że to on je wyhodował, to znaczy – włożył w jego wyhodowanie swoją pracę. To jest legitymacja własności, a nie – jak to z rozbrajającą szczerością powiedziała w rozmowie z Robertem Mazurkiem ówczesna faworyta prezesa Kaczyńskiego, pani Elżbieta Jakubiak – „zaświadczenie” wydane przez urząd. Dlatego właśnie właściciel ma władzę nad rzeczą, to znaczy – możliwość zrobienia z niej użytku, jaki sam uważa za stosowny. Skoro tak, to może swoją rzecz również wymienić na cudzą, jeśli właściciel innej rzeczy też wyrazi objawi taką intencję. Spotkanie takich dwóch właścicieli i osiągnięte przez nich porozumienie w sprawie wymiany należących do nich rzeczy tworzy rynek. Jak widzimy, wbrew temu, co mówił pan prezes Kaczyński, „państwo” wcale nie było, ani nie jest potrzebne ani do powstania własności, ani do zaistnienia wymiany rzeczy, czyli rynku. Przykład z sarną, wilkami, niedźwiedziem i tygrysem wcale nie dowodzi ani konieczności istnienia państwa, ani – tym bardziej – jego pierwotnego charakteru względem własności i rynku. Jeśli ma czegokolwiek dowodzić, to najwyżej tylko tego, że pan prezes Kaczyński nie rozumie, o czym mówi.

Ale chociaż nie rozumie, to w tej ignorancji jest metoda. Nadawanie „państwu” charakteru pierwotnego zarówno względem własności, jak i rynku, jest prezesowi Kaczyńskiemu potrzebne do uzasadnienia konieczności pierwszeństwa „państwa” nad gospodarką, to znaczy – wytwarzaniem i wymianą dóbr...

…Państwo monopolizuje przemoc, podobnie jak właściciel monopolizuje władzę nad rzeczą i z tym „towarem” wchodzi na rynek, ale nie po to, by cokolwiek wymieniać, tylko po to, by zawłaszczać. Ponieważ rozsądek, a także hipokryzja nakazuje udrapowanie przemocy w jakiś kamuflujący kostium, „państwo” chętnie drapuje się w kostium sprawiedliwości…

…Jedyną gwarancją autentyczności weryfikacji wzajemnych oczekiwań jest dobrowolny charakter umowy, a to oznacza, że przy tym sposobie rozumienia sprawiedliwości, może być ona praktykowana jedynie w warunkach wolności

…Tymczasem pan prezes Kaczyński, eksponując „państwo” jako źródło własności i organizatora rynku, forsuje zupełnie inny model państwa i inny model ustawodawstwa. O ile wcześniej można było tylko podejrzewać, że jego ideałem jest przedwojenna sanacja, to po toruńskim wykładzie mamy w tym względzie całkowitą pewność. Model państwa według prezesa Kaczyńskiego doskonale wpisuje się w artykuł 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, gdzie czytamy, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. To znaczy, że to „państwo” a więc – urzędniczy aparat państwa wyznacza owe „ramy” i metodami władczymi „kształtuje” w ich obrębie nie tylko stosunki gospodarcze, ale całe „życie społeczeństwa”. Według ust. 2, to „państwo” zapewnia mu (tj. społeczeństwu” – SM) „swobodny rozwój”, a gdy dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki. Nie ulega wątpliwości, że ocena, czy „dobro powszechne” czegoś wymaga, czy nie, należy do wyłącznych kompetencji „państwa”, które wtedy „nadaje kierunek” całemu społeczeństwu. Czy w sytuacji, gdy „państwo” działając w sposób sobie właściwy, to znaczy – rozkazując i wymuszając spełnienie swoich rozkazów siłą – „nadaje kierunek”, można jeszcze mówić o „swobodnym rozwoju”?

W tym kontekście przedstawiony przez ministrów rządu pani premier Beaty Szydło program „repolonizacji”, będący w istocie programem renacjonalizacji gospodarki, nie pozostawia wątpliwości, że długofalowym celem Prawa i Sprawiedliwości jest przywrócenie w Polsce ustroju socjalistycznego tyle, że bez Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Bardzo możliwe, że prezes Kaczyński wyczuł tęsknotę znacznej części polskiego społeczeństwa za państwem socjalistycznym w którym, „czy się stoi, czy się leży”, każdy jakoś tam spadnie na cztery łapy. Warto zwrócić uwagę, że ci, którzy nie bali się wolności, w większości z Polski wyjechali, a tym, którzy zostali, socjalizm specjalnie nie przeszkadza, przeciwnie – nawet napawa nadzieją na życie beztroskie. Bardzo możliwe, że ten Manifest Socjalistyczny, w powiązaniu z inicjatywami skierowanymi na opanowanie samorządów terytorialnych i programami rozdawnictwa, przyniesie PiS-owi wyborcze zwycięstwo – ale przywrócenie socjalizmu w naszym nieszczęśliwym kraju nie doprowadzi do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, skutecznie zablokowanego zarówno przez ustanowiony w 1989 roku model kapitalizmu kompradorskiego, przez postępującą biurokratyzację państwa i przez niemiecki projekt Mitteleuropa z roku 1915. Powiem więcej – widoczna coraz bardziej tendencja do renacjonalizacji i przywrócenia wiodącej roli „państwa” w gospodarce stanie się kolejnym czynnikiem blokującym narodowy potencjał, skutecznie zniechęcając ludzi przedsiębiorczych do inwestowania – bo po cóż i w co właściwie inwestować w sytuacji, kiedy właśnie nadchodzą bolszewicy?” (Stanisław Michalkiewicz – Manifest Socjalistyczny)

Przed wojną centralny Bank Polski był niezależny i prywatny! – Stanisław Michalkiewicz

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica” oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych a także: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne polecam również: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów

Dobrze to sobie zapamiętajmy, żeby wiedzieć komu i za co podziękować kiedy już manifest komunistyczny zacznie zbierać swoje żniwo:

 „Najpierw państwo, później własność”
to państwo powinno być szafarzem, a nawet kreatorem wolności”
Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje”
Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie(…) to po prostu powinien zająć się czymś innym”

…zanim jednak posłucha „dobrej rady” by zająć się „czymś innym”, niech najpierw sprawdzi czy ma stosowne zezwolenie, oraz zastanowi się czy jest gotowy podporządkować się regułom gry ustalonym przez starszych i mądrzejszych… Takim np. o jakich piszą tu: Ministerstwo Sprawiedliwości: 3 lata za ubój świni bez zgłoszeniagdzie możemy wyczytać: „Ministerstwo Zbigniewa Ziobry proponuje także, aby sądy karały bezwzględnie finansowo takich rolników na cele związane z ochroną zwierząt. Propozycja kar ma wahać się od 1000 do nawet 100 tys. zł!…” Genialne nieprawdaż? I wcale nie chodzi mi o wysokość kary. Niech tam niektóre (niejadalne) zwierzęta też coś mają z tytułu „nielegalnego” mordowania współbraci… Taka tam przenośnia…Bo to nie jest tak że można zająć się czymś innym i mieć ich wszystkich z głowy. Nawet jak się nie chce grać w jednej drużynie ze zwycięzcami, to i tak trzeba się stosować do ich reguł bo inaczej… wiadomo… (Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

„…Nie chodzi bowiem nawet o to, że Prawo i Sprawiedliwość, dzięki poparciu amerykańskiemu oraz uruchomieniu programów rozdawniczych może wygrać następne wybory przynajmniej w stopniu umożliwiającym samodzielne ustanowienie rządu, tylko przede wszystkim o to, że uruchamiając wspomniane programy rozdawnicze, PiS wprowadził nasz naród i nasze państwo na jednokierunkową ulicę, którą można zmierzać już tylko ku swemu przeznaczeniu. Rzecz w tym, że w rozumieniu prawa, program rozdawniczy w rodzaju „rodzina 500 plus”, wyposaża swoich beneficjentów w tak zwane „prawa nabyte”. Wprawdzie ustawa dezubekizacyjna pokazuje, że kiedy trzeba, a ściślej – kiedy można takie posunięcie zaprezentować jako realizację sprawiedliwości dziejowej, to prawodawcy specjalnie się nie krępują prawami nabytymi, ale w przypadku wspomnianego programu rozdawniczego sytuacja jest inna. Po pierwsze – krąg osób uprawnionych jest na tyle szeroki, że mało kto ośmieliłby się zamachnąć na ten przywilej, a po drugie – gdyby nawet taki desperat się znalazł, to niezawisłe sądy natychmiast podważyłyby legalność takiego zamachu i musiałby wycofać się z podwiniętym ogonem. Oznacza to, że nawet taki desperado musiałby realizować program, który nie tylko uważa za sprzeczny z ideą wolności, ale w dodatku – za zabójczy dla państwa, zwłaszcza na dłuższą metę.

Program ten jest sprzeczny z ideą wolności, bo w sposób trwały uzależnia obywateli od państwa, w dodatku zmuszając ich do popierania programu zwiększania dochodów budżetowych – ponieważ realizacja tego programu wymaga utrzymania wysokiego, a nawet – rosnącego budżetu, gdyż w kolejce czekają następne programy w rodzaju „mieszkanie plus”, a przecież i to nie jest ostatnie słowo. Według zasady Murphy’ego, jeśli może stać się coś złego, to na pewno się stanie, a cóż dopiero w sytuacji, kiedy właśnie od tego, czy się stanie, zależy zwycięstwo wyborcze? Program ten jest sprzeczny i ideą wolności również z tego powodu, że realizowany jest za pieniądze pożyczone. Jak wiadomo, koszty programu „rodzina 500 plus” wynoszą ok. 24 mld złotych rocznie, a zaplanowany w ustawie budżetowej na rok 2017 deficyt wynosi prawie 60 mld złotych. Jasne jest więc, że zarówno pierwszy, jak i wszystkie następne programy rozdawnicze będą realizowane za pieniądze pożyczone, to znaczy – kosztem wydatnego powiększenia długu publicznego. Dług publiczny naszego nieszczęśliwego kraju powiększa się o prawie 500 mln zł na dobę, a to znaczy, że go nie spłacamy, tylko „obsługujemy”. Według oficjalnych informacji, koszty obsługi długu publicznego wyniosą w roku bieżącym ponad 30 miliardów złotych. Mamy wszelako do czynienia z fenomenem, że dług wprawdzie rośnie, ale koszty jego obsługi spadają, nawet do „rekordowo niskiego poziomu”. Ale nie takie fenomeny zdarzały się u nas w przeszłości, kiedy Edward Gierek zafundował społeczeństwu iluzję dobrobytu na kredyt – oczywiście dopóki wszystko się nie skawaliło. Zatem – jak tam z tymi kosztami obsługi jest naprawdę – to zostanie nam objawione w stosownym czasie. Tak czy owak, koszty te rozkładają się na obywateli i jeśli nawet przyjąć za dobrą monetę oficjalną informację, to oznacza to, iż na jednego obywatela rzeczywiście mieszkającego w Polsce przypada ok 800 zł rocznie. Zatem 5-osobowa rodzina tylko na obsługę długu publicznego musi zapłacić 4000 zł, rocznie – a przecież są jeszcze inne koszty. Oznacza to, że rządy kupują poparcie polityczne za cenę wpychania obywateli w coraz głębszą niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Niewolniczą – bo istota niewolnictwa polega na tym, że niewolnik musi pracować na swojego pana. Pracować, czyli oddawać mu coraz większą część bogactwa, które swoją pracą wytwarza. Właśnie w taką zależność obywatele są wpychani przez własne, „wrażliwe społecznie” rządy…” (Stanisław Michalkiewicz – Ucieczka od wolności)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

W ten sposób dochodzi do werbunku na masową skalę… Jest budżet, to jest i siła – idea trwalsza od spiżu więc któż przeciw nam? (Odys)

Ilya Repin – Demonstration on October 17, 1905

„…Myślą, myślą i wymyślają niesprawiedliwość społeczną. Stąd już tylko krok do uzbrojonych band próbujących ową niesprawiedliwość zlikwidować, band zwanych trybunałami rewolucyjnymi lub jakoś podobnie. Bandy owe wprowadzają najpierw ubezpieczenia społeczne, a potem śrubują podatki. Kiedy okazuje się, że i to za mało, żeby utrzymać wszystkich, którzy postanowili w myśl zilustrowanej na początku drugim zdaniem doktryny, żyć z kradzieży i rabunku, bandy usiłują przywrócić system feudalny. Żeby było co jeść po prostu. To się udaje, ale trzeba do tego zlikwidować to, co doprowadziło do powstania najpierw teorii o niesprawiedliwość społecznej, a potem samych band, żyjących w komforcie i lenistwie, czyli technologię. Po likwidacji niepotrzebnych nowemu społeczeństwu feudalnemu i szkodliwych nowinek takich jak ciepła woda w kranie, kibelek dla każdej rodziny i wolna prasa, okazuje się jednak, że system oparty na rabunku dalej nie działa. Czołowi teoretycy niesprawiedliwości społecznej siadają więc kołem i zaczynają myśleć co jest nie tak. No i wymyślają, że skoro feudalizm nie działa jak trzeba to należy powrócić do tego co było przed nim, czyli – jak powiedział jeden mądry – do niewolnictwa…

…Niewolnicy mają jednak zwyczaj buntować się co jakiś czas, a socjaliści chcieliby ciągle więcej i więcej, systemy więc zaczynają erodować. Dochodzi w końcu do przełamania kordonów i wszystko się miesza. Raby uwiązane dotąd do ziemi, kawalerki i tokarki ruszają obejrzeć socjalizm, a wychuchani w biurach i korporacjach durnie jadą obejrzeć wyjałowiony step, czyli tak zwane pozostałości po imperium. Wszyscy są zadowoleni, ale do czasu. Przychodzi bowiem moment, kiedy znów trzeba się zastanawiać nad tym co robić z tą masą ludzi, która pałęta się z kąta w kąt i samą siłą rozpędu tylko zaczyna obrastać w jakieś dobra, jakaś gotówka im się z kieszeni wysypuje i coś tam usiłują kupować sobie w sklepach. Zaczyna się więc wymyślanie nowych programów gospodarczych dla państw będących w kryzysie.

I tu dochodzimy do sedna. Wymyślanie owo nie jest niczym innym jak próbą kolejnego rabunku ludzi, którym nie dało się wcześniej – ze względu na poprzednią rabunkową doktrynę – nic zarobić. Programy gospodarcze – przy udziale wspomnianej już propagandy – zaczynają pełnić funkcję taką, jaką w systemie feudalnym pełniły prawdy objawione czyli są gwarancją istnienia tegoż systemu. Każdy chcący się dorwać do władzy idiota zaczyna swoją perorę od programu gospodarczego, który podaje w punktach. W punktach napisanych mu przez jakiegoś oszusta przecież, bo nie przez niego samego. Punkty te są boleśnie przewidywalne, wręcz tożsame z innymi punktami, innych programów, często zatytułowanych dla niepoznaki biegunowo różnymi od tego obecnego przymiotnikami. To bowiem co się tam wpisze w tym programie jest dalece bez znaczenia. Ważne jest jedno; pracujemy i zarabiamy, albo nie pracujemy i kradniemy. Tyle…(coryllus – Program gospodarczy jako figura retoryczna)

„…chrześcijanin powinien przestrzegać Dekalogu, a tam jest 10 przykazanie, zakazujące nawet pożądania cudzej rzeczy. Niektórzy uważają, że właśnie to przykazanie jest dowodem na wszechwiedzę Pana Boga, który jeszcze w głębokiej Starożytności przewidział pojawienie się socjalistów i specjalnie przeciwko nim sformułował to przykazanie. Zauważmy bowiem, że ekscytowanie w ludziach pożądania cudzego mienia należy do istoty ideologii socjalistycznej, co w najkrótszy sposób przedstawił Włodzimierz Eljaszewicz Ulianow, znany jako „Lenin”, wołając: „grab nagrabliennoje!” – bo według socjalistów, własność jest kradzieżą. Tymczasem Pan Bóg, zakazując pielęgnowania w sobie takiej pożądliwości, wiedział, co robi. Człowiek, który nie potrafi opanować pożądania cudzego mienia, prędzej, czy później złamie przykazanie siódme, zabraniające kradzieży, a być może – również piąte, zakazujące mordowania – jeśli właściciel zechce swojej własności bronić. Rewolucja bolszewicka, rzucając hasło gwałtownej zmiany stosunków własnościowych, doprowadziła do ludobójstwa na skalę niespotykaną, ani przedtem, ani potem. Aleksander Sołżenicyn wspomina, że komunistyczny eksperyment doprowadził do zagłady co najmniej 100 milionów ludzi, a wobec tego ogromu liczba ofiar holokaustu, to znaczy – liczba Żydów zamordowanych podczas II wojny światowej, wydaje się stosunkowo niewielka. W jaki zatem sposób chrześcijanin może jednocześnie być socjalistą – tajemnica to wielka, którą można wyjaśnić tylko w ten sposób, że nie ma w takim postępowaniu żadnej logiki.” (Stanisław Michalkiewicz – Czarny sztandar anarchii czerwieni się ze wstydu)

podobne: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

Z uwagi na dwie siły działające w świecie – tj. dobro i zło (które jest BRAKIEM dobrego działania), lub (jeśli ktoś jest „niewierzący” i nie przemawia do jego wyobraźni tego rodzaju „wartościowanie”) w oparciu o prosty mechanizm pracy/budowania albo kradzieży/niszczenia, nasze działanie można sprowadzić do dokonywania prostego w zasadzie wyboru. Albo sami, w oparciu o własne siły budujemy strukturę opartą o dobro i pracę, albo „ktoś” inny zbuduje dla nas (i za nas) strukturę opartą na tej drugiej „alternatywie”… Oczywiście naszym kosztem bo nikt obcy mający na względzie swój interes nie będzie sobie odbierał od pyska żeby nam dogadzać. Nie było bowiem w historii takiego państwa które z własnej woli oddałoby się w wyzysk innemu, wmawiając przy tym bezczelnie własnemu narodowi że to dobry interes… Nie było do czasu powstania tzw. Unii Europejskiej, która jest doktryną wrogą pracy i budowaniu czegokolwiek poza uzależnieniem od kredytu.

Można tu oczywiście dywagować nad tym czy aby w dobie powszechnie obserwowanego skoku cywilizacyjnego i dobrobytu (w porównaniu ze stanem posiadania/konsumpcji przed przystąpieniem Polski do UE) jest na co narzekać, ale zamiast wyliczać szczegółowo kolejny raz te same wielokrotnie już przypominane zarzuty (można przeczytać tu: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE), posłużę się pytaniem i cytatem. Pytanie brzmi – co czeka rodzinę której ojciec alkoholik wziął na swoje „potrzeby” pożyczkę (i to u gangsterów) pod zastaw rodzinnego domu? Cytat zaś brzmi tak:

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.” (Frédéric Bastiat)

Efektem istnienia „demokratycznego państwa prawa” i fruktów z tego tytułu płynących w gardła poszczególnych grup interesów przyssanych do koryta, jest również społeczne potępienie dla unikania opodatkowania. W myśl zasady którą wielu praworządnych obywateli z dumą wyznaje że „to, co jest legalne, musi być dobre” (inaczej: „Biało-czerwoni biorą paragony!”). Dzięki tego rodzaju wartościowaniu (propagandzie) skarb państwa istnieje w świadomości Polaków jako obiektywne dobro, a rabunek mienia dokonywany przez państwo na tychże obywatelach na konto owego „skarbu” cieszy się powszechną estymą.

W świetle już podjętych a także zaplanowanych konkretnych administracyjnych decyzji na kierunku zwanym „uszczelnianie” (Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro), każdego kto traktuje cytowaną deklarację i sugestie w niej zawarte jako troskę o obywatela (który „bez państwa sobie nie poradzi”) należy traktować jako sprzymierzeńca systemu kradzieży zuchwałej.

Polecam z tej okazji wykład: ANATOMIA KRADZIEŻY – POJĘCIA PODSTAWOWE CZ. 7a Odcinek jest rozwinięciem części siódmej pojęć podstawowych wiedzy społecznej i mówi o systemie zalegalizowanej i społecznie akceptowanej formy kradzieży, jaką jest kreacja pustego pieniądza umożliwiającego anonimowe okradanie anonimowych producentów przez anonimowe elity pasożytnicze. (Krzysztof Karoń). Pamiętajmy jednak o tym że system stworzony przez banki (podobnie jak dilerzy narkotyków) nie zmuszają ludzi do uzależniania się od łatwej gotówki. Wielu ludzi nie musi się zapożyczać, tak jak nie musi wybierać do władzy tych którzy „stymulują” gospodarkę w ten sposób, zapożyczając całe narody i to na kilka pokoleń… Wystarczy że robią to agenci i pożyteczni idioci, naprawdę nie musimy im w tym pomagać własnoręcznie… (Odys)

„…W prawdziwym świecie było bowiem i jest nadal tak: grupa posiadających legitymacje obcych wywiadów gangsterów zdobywa władzę nad dużym terytorium, na przykład nad Polską. Ponieważ nie są oni elementem obcym, ale lokalnym trudno im cokolwiek zarzucić. Rządy jednak jakie wprowadzają, nie są emanacją stosunków lokalnych, które ukształtowały się na przestrzeni stuleci. One te stosunki i ich konsekwencje całkowicie ignorują, wprowadzając swoje porządki, co polega głównie na zabieraniu jednym i dawaniu drugim, tym, którzy dotąd nic nie mieli lub mieli za mało by aspirować do czegokolwiek. Przez swój udział w pracach socjalistycznych gangów zasłużyli się jednak i uważają, że należy im się udział, w budowie nowego, lepszego społeczeństwa.
Ludzie ci, nawet nie mogą dostrzec jak są oszukiwani i o co toczy się gra. Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody…

…Nie tak dawno usłyszałem, że w roku 1938 czy 39 bolszewicy przygotowywali plan utworzenia marionetkowego państwa polskiego, po odcięciu kresów rzecz jasna. Państwo to miało powstać w oparciu o istniejące struktury urzędnicze i wojskowe czyli w oparciu o agenturę i pożytecznych idiotów. Premierem zaś rządu w tym państwie miał być Stefan Starzyński, znany socjalista i członek kilku wpływowych mafii. Ministrem wojny miał być oczywiście wspomniany już Juliusz Rómmel. Jeśli dotrze do nas cała groza tych informacji, nie będziemy już mogli mówić o kodzie kulturowym i nie będziemy traktować wspomnień oszukanych idealistów jako recepty na naprawę państwa.
Dlaczego elity urzędniczo wojskowe tak się zachowywały? Bo nic poza etatem nie posiadały. To jest odpowiedź najprostsza. Chęć zaś utrzymania etatu jest siłą przemożną, dla której człowiek zrobi wszystko. Myślę, że są tacy, którzy sprzedaliby własne dzieci, byle tylko móc każdego ranka jeździć tramwajem do pracy w ministerstwie.
Pisząc „elity urzędniczo wojskowe nic nie posiadały” mam na myśli nie tylko dobra ruchome i nieruchome, ale także plan, czyli to co czasem nazywamy tu doktryną. Elity istotne, a nie te które opisuje Vermeer, nie miały żadnego planu. Ich plan polegał na tym, by stać po stronie silniejszego, bo ten gwarantuje posadę. Okazało się jednak, że tragizm polskich losów jest głębszy niż mogli to sobie wyobrazić panowie Starzyński i Rómmel. Polega on na tym, że póki w Polsce produkować będzie się cokolwiek, od kalafiorów poczynając, na turbinach lotniczych kończąc, kraj nasz zawsze będzie spychany w pułapkę. Przynętą zaś w tej pułapce będzie kod kulturowy powiązany ściśle z kodem kulturowym (to jest dla wszystkich intelektualistów oczywiste) demokracji zachodnich. No więc Polska aspiruje i musi dorastać, a kiedy już dorośnie to ją okradają i piorą po łbie, bo nie o to chodziło. I na to przychodzi pan o nicku Vermeer i pisze: czy aby nie jesteśmy zbyt idealistyczni? Czy nie powinniśmy czasem trzymać się realizmu? Czyli co? Mamy iść na włam? Mamy się sprzedać i udawać, że nic się nie dzieje? Mamy się zastanawiać czy z Niemcami czy z Rosją? Czy może mamy wszyscy emigrować?…

…Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny…” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu oraz: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą polecam również: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego

Zadziwiająca jest ta „potrzeba” przekonania się kolejny raz na własnej skórze co znaczy obranie wspomnianej wyżej metody „gospodarowania” (rządzenia), i jeszcze dorabianie jej twarzy rzekomej sprawiedliwości. Zadziwiająca jest też pretensja jaka później towarzyszy romantycznemu uniesieniu, kiedy po raz kolejny rwąc koszulę na piersi i z pianą na ustach udajemy się na barykady, żeby (jak się nam wmawia) szlachetnie zginąć w walce z reżimem, „dając przykład” kolejnym pokoleniom („za wolność naszą i waszą”) jak NIE należy postępować żeby nie znaleźć się w sytuacji najpierw niewolnika, a potem kata tych których samemu się wybierało… Choć nikt nas nie zmuszał, a wszyscy wiedzą że kradzież to grzech… Kończy się na prawnie usankcjonowanej przemocy, choć nie tak żeśmy się z władzą umawiali.

Dzięki tej patologicznej zależności Pan Kaczyński mógł pozwolić sobie na bezkarne udzielenie urzędnikom „dobrej zmiany” instrukcji, czym powinni się kierować w wypadku wystąpienia konfliktu interesów na linii państwo – obywatel. Najpierw K… My!…(Odys)

polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

Ivan Vladimirov – Погром винного магазина (rabunek sklepu z alkoholem)

 

Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli


Paweł Kuczyński

„Któż widok ten opisać zdoła? Fiedin, Simonow, Szołochow? Ach, któż w ogóle go wytrzyma!?”

Mowa o kobietach z tzw. „Manify”, które nagrały spot reklamowy pod szumnie brzmiącym hasłem „Dość Kompromisów”, jako zapowiedź protestu tegoż środowiska przeciwko „przemocy władzy”. Linku do filmu nie zamieszczę, jak ktoś chce to sam znajdzie. Jest to bowiem materiał dla ludzi o naprawdę mocnym żołądku. Nie polecam… ale z drugiej strony trochę jednak polecam, jako skuteczne antidotum na ten cały ruch „praw kobiet”. Niech każdy zobaczy z jakimi ludźmi mamy do czynienia, i co takiego z okazji „dnia kobiet” chcą nam wcisnąć. Nie chodzi tu rzecz jasna ani o wolność anim tym bardziej o opresję, ani nawet o estetykę czy higienę osobistą. To są tylko narzędzia służące dużo głębszemu ale i prostemu jak przysłowiowy cep zamysłowi. O tym kto i ile pieczeni zamierza na tym smrodzie (bo tak to trzeba nazwać) ugotować pisze coryllus i Pan Michalkiewicz… (Odys)

…Ten film atakuje już nie tylko emocje, ale po prostu zmysły i łatwo przez to udowodnić jak jest kłamliwy, bezczelny i chamski. Twórcom tego oszukańczego manifestu wolności wydaje się, że zdewastują ludziom mózgi poprzez zmysł wzroku. I tu są w błędzie. To jest przekaz adresowany przede wszystkim do powonienia. I choćbyście nie wiem jak długo namawiali kobiety do chodzenia przez tydzień z tą samą podpaską, do niegolenia pach i nóg, do grzebania sobie w majtkach i temu podobnych ekstrawagancji, choćbyście zwyciężyli na wszystkich możliwych frontach, wystarczy potem raz jednej z drugą powiedzieć prosto w oczy, że śmierdzi i jest pozamiatane. Pójdzie się grzecznie umyć, nie zapomni o zębach, nie będzie grzebać w majtkach i kupi sobie coś ładnego, żeby wyglądać może nie jak dama, ale jak miła i sympatyczna koleżanka…

…To jest regularna promocja brudu, ten zaś degraduje każdą istotę. Sens zaś takiej degradacji nie jest bynajmniej powierzchowny i nieważny. Sens degradacji higienicznej ma wymiar religijny i jest związany z miejscem w hierarchii. Wie o tym każdy kto otarł się o kulturę więzienną. Oto przed nami adeptki nowych kultów, które zaczną zaraz namawiać dziewczyny do kąpieli w szambie. Po co bowiem włazić do tego zanieczyszczonego chlorem basenu? Jest tyle naturalnych akwenów pełnych rojącego się życia. Bratajmy się z nim!

Oczywiście, tak daleko się ci ludzie nie posuną. Chodzi przecież w istocie o sprzedaż. O nowy kanał dystrybucji. A co się będzie sprzedawać to wkrótce zobaczymy. Według mnie ciuchy, może jeszcze filmy i……tak, tak, to nie żart…..kosmetyki. Oni bowiem doskonale wiedzą, że ze smrodem przegrają. Wszystko można wybaczyć, ale wydzielania przykrego zapachu nie. Promowanie smrodu spowoduje, że ze swoich nor wylezą takie monstra, przy których narzeczony Marii Peszek wyda się motylem z gatunku Papilio machaon…

…Jeśli ktoś usiłuje zmienić obyczajowość kobiet, to znaczy nakłonić je do zwiększenia swojej wolności osobistej, do łamania stereotypów i wyzwolenia się spod jakiejś tyranii, zawsze ma taki sam plan. Ten plan nie różni się niczym od planów jakie mieli wobec kobiet herezjarchowie zebrani w 1167 roku w Saint Felix. Chodzi o zapędzenie ich do roboty, zdegradowanie do roli psa podwórzowego w jakimś nowym całkiem systemie, a także o dopuszczenie na rynek tekstyliów nowych wzorów odzienia, najczęściej skrajnie uproszczonego, produkowanych przez nowych nakładców. To się nie zmienia od stuleci, albowiem oszukiwanie kobiet, tak indywidualne jak i masowe to jest profesja…” (coryllus – Kobiety czy woły? Wybór należy do ciebie!)

No właśnie… Po ile dziś chodzi kilogram wołowiny? Feministkom i ich mocodawcom chodzi bowiem o to, żeby kobieta oprócz pełnienia roli woła roboczego (nazywanej dla niepoznaki „karierą kobiety sukcesu”), wyglądała jeszcze jak ten wół tj. jak te panie ze spotu którym nie chce się o siebie zadbać. Nieogolona, śmierdząca, i jeszcze tę obleśność manifestująca. Żeby sama siebie poniżała w hierarchii (które ZAWSZE będą istnieć, tak jak ambicja), jak współwięzień który się nie myje. Stanie się przez to łatwa, prosta i potulna w eksploatacji/konsumpcji, nie tylko dla różnych alfonsów drobniejszego płazu jak wspomniany Papilo machaon, ale zwłaszcza dla tych którzy dziedziczą tradycje zapisane w pewnym manifeście (o którym więcej tu: O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli).

„Męska” część tej promocji liczy z pewnością na to, że dzięki tak urządzonemu światu mniej zdecydowani mężczyźni uciekną od wstrętnych kobiet do „ślicznych chłopców”, a zdesperowane kobiety ustawią się w kolejce do tych na których wcześniej nawet by nie spojrzały… Dwie pieczenie na jednym ogniu…Wszyscy przegrywają… poza kasynem.

Mam nadzieję że nigdy do tego nie dojdzie, a świat kobiet będzie nienachalnie piękny i pachnący, świadomy swej wyjątkowej roli (która jest jednocześnie władzą), przez co nie musi niczego manifestować ani nikomu dorównywać, bo samą swoją obecnością w naturalny sposób panuje nad sytuacją. Nie koniecznie rządzi 🙂 bo od czego „ma” mężczyznę? To jest dla mnie (i podejrzewam że nie tylko dla mnie) „Zapach kobiety” ala Carlos Gardel, w myśl pewnej prawdy że Piękna ko­bieta po­doba się oczom, dob­ra ko­bieta – ser­cu. Pier­wsza jest klej­no­tem, dru­ga – skar­bem…  (Odys)

podobne: Przeznaczenie czyli… o Kobiecie i jej sercu oraz: dobrze że jesteś… kobietą i fragment z pamiętnika Adama i to: Posiąść kobietę a także: W jedności siła. Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się i uzupełniają

„W filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru” jest scena rozmowy Agnieszki z ubekiem, który w swoim czasie „opiekował się” Mateuszem Birkutem, a obecnie działa w branży rozrywkowej, to znaczy – prowadzi stadko striptiserek. Myślę, że Andrzej Wajda nie bez kozery powierzył filmowemu ubekowi akurat takie zajęcie. Najwyraźniej wiedział, że bezpieczniacy mają do kurewstwa jakąś charakterologiczną predylekcję. W przeciwnym razie nie zostaliby bezpieczniakami – bo kurewstwo jest nie tylko charakterystyczną, ale integralną częścią tego zawodu, która z czasem schodzi do poziomu instynktów. Bezpieczniak gotów jest służyć, to znaczy – nadstawić się każdemu, kto pozwoli mu umoczyć pysk w melasie – no a kurwa – tak samo. Toteż wreszcie doszło do tego, do czego w tej sytuacji dojść musiało – że Wojskowe Służby Informacyjne, które na zlecenie zagranicznych central wywiadowczych przygotowują w naszym nieszczęśliwym kraju polityczny przewrót, a być może nawet kolejny rozbiór Polski w nadziei, że mocodawcy zagwarantują im możliwość dalszego pasożytowania na mniej wartościowym narodzie tubylczym, w charakterze proletariatu zastępczego zmobilizowały sobie kobiety. Oczywiście nie wszystkie, tylko te głupsze – bo te mądrzejsze na takie plewy złapać by się nie dały. A na jakie plewy? Ano – że są oprymowane przez „męskie szowinistyczne świnie”, od dominacji których uwolnią je dopiero płomienni rewolucjoniści w typie Sławomira Sierakowskiego, który rzeczywiście sprawia wrażenie osoby bezpiecznej. Co z tego płomienni rewolucjoniści będą mieli – to jedna sprawa, bo co będą mieli bezpieczniacy z Wojskowych Służb Informacyjnych – tej gangreny na ciele naszego narodu – to jasne. Będą mieli mięcho armatnie, czyli tak zwany proletariat zastępczy, którego potrzebowali w sytuacji, gdy tradycyjny proletariat, czyli pracownicy najemni, stracił cały smak do rewolucji pod ubeckim przewodem.

Poprzednio bowiem żydokomuna, będąca przewodnią siłą rewolucji, stawiała na wyzwolenie proletariatu, to znaczy – pracowników najemnych. Służyć miała temu gwałtowna zmiana stosunków własnościowych, to znaczy – likwidacja własności prywatnej. Własność prywatna bowiem dostarczała ludziom autonomii względem władzy publicznej. Likwidacja własności prywatnej sprawiła, że wszyscy zostali władzy ;publicznej podporządkowani podwójnie – jako obywatele i jako ludzie zmuszeni do korzystania z rzeczy przez tę władzę przejętych. Na tym między innymi polega totalitaryzm – że jednostka jest pozbawiona wszelkiej przestrzeni wolności. Władzę publiczną zaś obsiadła żydokomuna, przypisująca sobie znajomość nieubłaganych praw historii. Z tej racji miała „winka i pieczyste, sosy i smaki zawiesiste, jajca kładzione, z octem, świeże…” – jak to opisywał poeta Franciszek Villon dodając, że „nie są podobni do mularzy, którzy mur wznoszą w wielkim trudzie. Tu się pomocnik nie nadarzy; sami se zżują, dobrzy ludzie”. Toteż nic dziwnego, że tradycyjny proletariat wkrótce się na tej całej rewolucji poznał i odwrócił od niej plecami. Inna rzecz, że zawsze był dla żydokomuny sojusznikiem nieszczerym. O czym bowiem marzył proletariusz? Żeby jak najszybciej przestać być proletariuszem, to znaczy – żeby się czegoś dorobić. A kiedy mu się to udało, to natychmiast stawał się nieprzejednanym wrogiem żydokomuny, nie bez przyczyny podejrzewając, ją, że chce mu odebrać to, czego z takim trudem się dorobił. I żydokomuna szóstym zmysłem to wyczuwała, bo na nikogo nie ziała taką nienawiścią, jak właśnie na „drobnomieszczanina”, czyli wzbogaconego proletariusza. Ale ponieważ żydokomuna bez proletariatu funkcjonować nie może, bo bez przerwy musi kogoś „wyzwalać”, to na proletariat zastępczy upatrzyła sobie kobiety – im głupsze – tym lepiej. Nic zatem dziwnego, że Wojskowe Służby Informacyjne, ta gangrena na ciele naszego narodu, idąc ręka w rękę z żydokomuną, podburzają te żałosne istoty do buntu – właściwie nie bardzo wiadomo, przeciwko komu.

Warto zwrócić uwagę, kim są najbardziej aktywne feministki, jak np. pani Kinga Dunin, Manuela Gretkowska, czy Paulina Młynarska. To osoby w gruncie rzeczy nieszczęśliwe, którym życie się nie ułożyło, prawdopodobnie na skutek podporządkowania go postępackiemu doktrynerstwu. Każda z nich jest kobietą – jak to się kiedyś mawiało – „z przeszłością”, to znaczy – z nieudanymi związkami z rozmaitymi nieudacznikami, których najwyraźniej musiały dobierać sobie w korcu maku. Cóż dobrego może wydać z siebie związek łajzy z łajzą? Nic – tylko katastrofę…” (Stanisław Michalkiewicz – Alfonsi z Wojskowych Służb Informacyjnych)

podobne: Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? a także: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. i jeszcze: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz) oraz: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja „publicznej TV” i zdrada „Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki. i to: „Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY”

WSI wyprowadzają kobiety na ulice w „czarnych marszach”, alfonsi zawsze to robili! – Michalkiewicz

…a teraz o innej śmierdzącej sprawie której próbowano przyprawić gębę walki z naturą

„…Ekolog, jak sama nazwa wskazuje, to naukowiec, ktoś, kto skończył ekologię – dział biologii – obronił pracę dyplomową i może się wylegitymować wiedzą, a nie tylko dobrymi chęciami. Nazywanie „ekologami” maniaków, którzy przykuwają się do drzew albo odprawiają różne uliczne rytuały religijne „klimatyzmu” to coś takiego, jakby anarchistów robiących zadymy podczas szczytów G-20 nazywać „ekonomistami”.
Fałsz, ale powszechny, ugruntowany – jak nazywanie narodowych socjalistów „skrajną prawicą”. Na dodatek ta „ekologia” dziwnie przyciąga w pierwszej kolejności ten szczególny typ osobników, którzy „kochają ludzkość, ale ludzi nienawidzą”. Takich, którym czułe serca każą „adoptować pszczołę”, roztkliwiać się na cierpieniem wigilijnego karpia etc., ale zabicie dziecka tylko dlatego, że mamie-celebrytce nie chce się przeprowadzać do większego mieszkania, nie budzi w nich już najmniejszego sprzeciwu, a wręcz entuzjazm.
Trudno nie przypomnieć w tym kontekście, że bardzo zagorzałym „ekologiem” był także wybitny socjalista, Adolf Hitler. Nie tylko on sam w sensie osobistych nawyków – nienawidził „mięsożerców”, co okazywał im boleśnie, i nawet swoją sukę, chwalił się, nauczył wegetarianizmu (w istocie biedną Blondie dokarmiały ukradkiem sekretarki), ale także jego partia. Ustawa o ochronie zwierząt przyjęta przez NSDAP w połowie lat trzydziestych do dziś pozostaje dla „ekologów” wzorcową, i, powiedzmy sobie szczerze, była istotnie pełna autentycznej troski o komfort zwierząt hodowlanych czy np. koni. Zresztą była w tym jakaś diabelska logika – pies czy koń na pewno nie jest Żydem, a z ludźmi to nigdy nie wiadomo.
Toteż gdy zieloni rozpoczynają jakąś histerię, że matka ziemia płacze, bo coś tam, od razu się najeżam i sprawdzam, czy aby nie jest to kolejna piramidalna bzdura. Zwykle przeczucie mnie nie myli. Ot, jak choćby teraz z tym cyrkiem o rzekomym wycinaniu drzew przez PiS. Kto rozsądny, od razu się domyśli, że jeśli histerię nakręca michnikowszczyzna, ringiery-szpringiery i tefałeny, a za autorytety robią tak tęgie mózgi jak p. Korwin-Piotrowska, to musi to być ściema. I oczywiście. Zadałem sobie trud prześledzenia, o co konkretnie chodzi w tym czy innym przypadku latających po internecie zdjęć wyciętych drzew – za każdym razem okazywało się, że „dowód”, mający szarpać serce naiwnych, nie ma nic wspólnego ze sprawą. Symbolem ściemy – bo powiedzmy wyraźnie, że to propagandowa ściema, taka sama jak „Ziobro zabiera dzieciom internet” – służyć może zdjęcie tulącej się do urżniętego pniaka wiewiórki, która przez złego Kaczora i jego „szyszkodnika” straciła domek. Chlip, chlip, serce pika jak klapa u śmietnika…

…wyobraźmy sobie, że stosowne ministerstwo upraszcza przepisy dotyczące utylizacji zajeżdżonych samochodów. Czy ktoś na poważnie twierdzi, że ludzie dotąd zadowoleni ze swych samochodów nagle rzucą się je prasować na złom – bo można? Twierdzenie, że ktoś nagle zacznie na swojej działce rżnąć zdrowe drzewa, nie zagrażające zwaleniem się na dom czy innym nieszczęściem, tylko dlatego, że PiS pozwolił, jest przecież równie głupie. Ludzie, ogarnijcie się, na litość Boską – jak można być tak naiwnym, by dawać się tefałenom wkręcać w tę histerię z du… powiedzmy, z dużego palca wyssaną?…(Rafał Ziemkiewicz – Oszuści z klubu wiewiórka)

podobne: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać. i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS.

…i o jeszcze jednej historii związanej z instrumentalnym traktowaniem kobiet, która niewiele różni się od tragedii wiewiórki, tyle że jest mniej zabawna… (Odys)

„…Pora na omówienie innego rodzaju dzielnych dziewczyny, bo niech się Wam nie zdaje, że siedzą one tylko w Gazecie Wyborczej i okolicach, a także po więzieniach, czekając na jakąś prawdziwą przygodę. Oto Onyx przesłał mi dziś z rana http://film.onet.pl/portrety-wojenne-kobiety-zwiastun-serii/qmwsxf

…Patrzę na to i zastanawiam się, co myśmy, po tylu latach zrozumieli z II wojny światowej? Co zrozumieliśmy z poświęcenia ludzi, którzy oddawali życie za nie swoją sprawę łudząc się, że w ten sposób wywalczą wolność, a także co zrozumieliśmy z postawy i wściekłości okupantów, którzy zwalczali dzielne dziewczyny nie dając im żadnej szansy. Myślę, że nic. Absolutnie i dokładnie nic, a widzę to w tym filmie, a także w zapowiedzi nowego Teleranka, w którym dzieciaki ubrane w koszulki z wizerunkiem jakiegoś zamordowanego przez UB żołnierza entuzjazmują się nową formułą programu. To wszystko służy jedynie przygotowaniom pod kolejną wielką dewastację naszej wspólnoty. Niczemu więcej. A mało tego – jest ściśle sprzęgnięte z poczynaniami dzielnych dziewczyn co marzą o poślubieniu seryjnego mordercy. Oszuści bowiem, poważni oszuści, nie mogą sobie pozwolić na działania w jednym tylko paśmie emocji, muszą obstawiać wszystkie opcje. Wszystkie to znaczy tak naprawdę dwie i one obydwie mają jedną rzecz wspólną – dzielne dziewczyny nie mają prawdziwych rodzin. I nie zamierzają się dla nich poświęcać. Lepiej wyjść za mąż za bandytę, albo dać się zakatować w więzieniu. To są postawy właściwe i godne szacunku. Ah, przepraszam, to nie wszystko – dzielne dziewczyny nie interesują się także polityką. Ona jest brudna, podła i mało ma wspólnego ze światem autentycznych kobiecych emocji…” (coryllus – Nasze dzielne dziewczyny?)

podobne: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.

Korzystając z okazji chciałem życzyć wszystkim naszym dzielnym Paniom w dniu ich święta (i na dalsze dni też), żeby nie musiały nigdy ponosić takich ofiar, i żeby nie dawały się jak ofiary traktować. Żeby rezolutnością i szlachetną kobiecością porywały męską rycerskość, ku swojej obronie, wsparciu, i na pociechę w codziennych zmaganiach z życiem (a nie umieraniem) związanych. Niech wam dobry Bóg darzy.

Na koniec (żeby za ciężko nie było 🙂 ) życzę również by nie zabrakło wam i wokół was tego wszystkiego co podkreśla waszą wyjątkowość… Zostawiam z Poświatowską

„Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz an mnie tak poważnie, jakbyś w moich
oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem
żadną świątynią, tylko lasem i łąką – drżeniem liści,
które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu szumi
potok, to jest czas, który ucieka, a ty pozwalasz mu
przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu.
I kiedy cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają
nie tknięte, a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd
wiem, że masz bardzo piękne usta”

Pamiętajcie żeby zawsze nosić w sercu szminkę, bo nigdy nie wiadomo kiedy zajdzie wam drogę jakiś miś z godnym naręczem kwiatów 🙂

Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”)


Gustave Dore - St. Francis Of Assisi

Gustave Dore – St. Francis Of Assisi

„…Jakże wspaniałe jest świadectwo Franciszka, który udał się z krzyżowcami do Egiptu w 1219 roku i stanął przed sułtanem Melek-El-Kamelem. Franciszek, praktykujący prawdziwą miłość bliźniego, chciał nawrócenia dla niego i jego poddanych. Zaczął więc nauczać o Bogu jedynym, o tajemnicy Trójcy Świętej, o konieczności nawrócenia się na chrześcijaństwo. Nie widząc jednak reakcji słuchaczy, zaproponował sułtanowi, że potwierdzi prawdziwość swej wiary rzucając się w ogień. Do tego samego wezwał duchownych muzułmańskich. Jednak ci propozycji nie przyjęli.
Za to sułtan poddał naszego świętego innej próbie. Melek-El-Kamel chciał się dowiedzieć, jaka jest naprawdę wiara i cześć Franciszka dla Ukrzyżowanego. Polecił zatem przez całą salę, w której miał gościć zakonnika, rozciągnąć dywan ozdobiony na całej powierzchni licznymi krzyżami. Sułtan twierdził, że jeżeli Biedaczyna z Asyżu przejdzie po krzyżach, znieważy swojego Boga, jeżeli zaś nie przejdzie, będzie to oznaczało, że go obraża. Wezwany Franciszek, będąc pod natchnieniem Ducha Świętego, przeszedł po dywanie i zbliżył się do sułtana. Ten uradowany, iż złapał świętego na bezczeszczeniu symbolu swej wiary, rzekł: – Wy, chrześcijanie, czcicie krzyż jako szczególny znak waszego Boga. Jak zatem nie lękałeś się podeptać tego znaku? A Franciszek odparł: – Powinniście pamiętać, że razem z naszym Panem zostali ukrzyżowani dwaj łotrzy. My mamy krzyż Jezusa Chrystusa, naszego Boga i Zbawiciela i ten krzyż czcimy, i ten przyciskamy do serca z całą pobożnością. Krzyż Chrystusa przeszedł do nas, u was zostały krzyże łotrów i nie mam żadnego lęku, by te krzyże deptać. 
Zaraz potem sułtan, chcąc złapać Franciszka na niekonsekwencji, zapytał chytrze: – Wasz Bóg uczy w Ewangelii, by nie odpłacać złem za zło, by nie odbierać płaszcza od tego, kto go wam zabierze… Tym bardziej więc chrześcijanie – wierni tym przykazaniom – nie powinni nachodzić ziem przez nas zabranych. I tutaj święty Franciszek odpowiedział bez wahania: – Wy nie znacie całej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa, w której gdzie indziej czytamy: „Jeśli twe oko gorszy ciebie, wyłup je i odrzuć daleko od siebie”. Znaczy to, że każdy człowiek, nawet tak bliski i drogi, jak oko w naszej głowie, powinien być od nas oddzielony, jeśli usiłuje odłączyć nas od wiary i od miłości naszego Boga. Dlatego chrześcijanie sprawiają wam przykrości i biją się o ziemie, które niesłusznie zajmujecie, bluźniąc przez swój kult imieniu Chrystusa. Jeśli natomiast powstałoby w was pragnienie miłowania i wyznawania Stwórcy i odkupiciela świata, chrześcijanie miłowaliby was jak siebie samych.*
Po takich słowach, św. Franciszek zyskał podziw i uznanie. Melek-El-Kamel nie chciał, żeby Franciszek go opuścił. Kiedy jednak Biedaczyna z Asyżu stanowczo postanowił wrócić do swojego świata, sułtan chciał podarować mu złoto i drogie kamienie. Święty – wierny ubóstwu – nie wziął niczego. Jedynie na znak przyjaźni przyjął róg z kości słoniowej, by mógł nim wzywać swych braci.
Na pożegnanie sułtan prosił, by Franciszek nie zapominał o nim w swych modlitwach.

…14 września 1224 roku, w uroczystość podwyższenia Krzyża Świętego, podczas jednej z ekstaz Franciszkowi ukazał się Ukrzyżowany Chrystus w otoczeniu skrzydeł serafińskich. Doświadczenie Bożej obecności przeszyło ciało i duszę świętego. Ból towarzyszył szczęściu, a rozkosz – cierpieniu. Kiedy ekstaza się skończyła, Franciszek zauważył ślady krwi tryskające z ran na jego rękach i nogach. Były to rany z wyraźnymi śladami po gwoździach. Tak Król Wszechświata odbił na ciele swego umiłowanego sługi swoje rany…”

źródło: ŚW. FRANCISZEK Z ASYŻU – odważny świadek Chrystusa

podobne: „Wszystko zgodnie z księgą”… W słowach proroka słychać krzyk Boga o sprawiedliwość oraz: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan a także: Wiara to nie ozdoba a „judeochrześcijaństwo” nie istnieje (tak jak przemoc „w imię Boga”)

Gustave Dore - Krzyż

Gustave Dore – Krzyż

„Głównym zniekształceniem, jakiemu poddana została postać świętego Franciszka, jest ukazywanie go jako osoby sentymentalnej, głupkowatej, bez charakteru, zgodliwej i niezdolnej do stawienia czoła konfliktom. Ogólnie mówiąc: jako poczciwiny, czyli taki rodzaj człowieka, który w imię źle rozumianej i nieokreślonej miłości do tego stopnia sympatyzuje z błądzącymi i grzesznikami, że odrzuca potępienie grzechu i jego mężne zwalczanie (samego siebie czyniąc w ten sposób współwinnym, najpierw biernym, następnie zaś czynnym!). Uważa się, jakoby święty z Asyżu miał wynaleźć model apostolatu oparty na samym składaniu świadectwa, przy odrzuceniu nie tylko wszelkiej polemiki czy potępiania, ale też nakazów i zakazów, nawet motywowanych wymaganiami moralnymi czy religijnymi. Obecnie, w epoce odrzucającej wszelką formę krzywdzącej krytyki niepodlegającej dyskusji „godności ludzkiej”, a zatem pokojowego współżycia pomiędzy narodami, taki wzór miałby być jedynym dopuszczalnym .

Podobnemu wyobrażeniu Serafickiego Świętego całkowicie zaprzecza jego mężna i surowa postawa, jego żywiołowa i wymagająca nauka – słowem: całe jego konsekwentne i bezkompromisowe życie. Święty Franciszek wypowiadał się i postępował nie tylko w sposób łagodny, ale też surowy; potrafił harmonijnie łączyć lub równomiernie przeplatać oba style bycia, zgodnie z okolicznościami i możliwościami, wzbudzając nie tylko sympatię, ale też onieśmielenie i strach. Jego współcześni wspominali, że głosząc swoje nauki „Franciszek miał w sobie coś z budzącej postrach duszy świętego Jana Chrzciciela (…). Nigdy nie miał zahamowań, aby grozić swoim słuchaczom niezłomnym wyrokiem Bożym”.

„Nie milczał w kwestii ludzkich grzechów, które obrażały Boga i bliźniego. Bóg udzielił mu takiej łaski, że ktokolwiek, pokorny czy potężny, na sam jego widok lub zaledwie go słysząc, bał się jego świętości i żywił względem niego taką cześć, że nawet jeśli był przezeń upominany i czuł przed nim wstyd, to i tak napełniał się otuchą (…) i z czasem wracał do Pana” .

Franciszek ostrzegał na przykład, że „niewielu jest takich, którzy pragną przyjmować Pana i dostąpić przez Niego zbawienia” , ponieważ większość ludzi – łącznie z wiernymi! – nie wypełnia chrześcijańskiego obowiązku nienawiści względem wad i grzechów . Nie ograniczał się też do potępiania zła abstrakcyjnego, co często czyni się w dzisiejszych czasach, aby uniknąć krytyki i nieprzyjemności, lecz oskarżał i potępiał konkretne zło – czyli błądzących i grzeszników. Zwłaszcza jeśli były to osoby publiczne i stanowiły źródło skandali.

W istocie „uciekał przed kompromisem. Nie taił win innych ludzi, lecz bezlitośnie je obnażał; nie znajdował wytłumaczenia, lecz jedynie gorzkie wymówki dla tych, którzy żyli w grzechu (…). Nie bojąc się posądzenia o popadanie w sprzeczność, z całą szczerością głosił prawdę, tak, że nawet ludzi uczonych, znanych, o wysokiej pozycji społecznej, ogarniał w jego obecności zbawienny strach” .

Pewnego razu, gdy sprzeciwiło mu się kilku młodzieńców z Perugii, Franciszek ostrzegł ich, że ich arogancja i brutalność obrócą się przeciwko nim. Zakończył zaś swój atak następującą groźbą: „Nie ujdzie wam to płazem! (…) Ponieważ nie nauczyliście się niczego po dobroci, nauczy was gniew!”…

…Seraficki Ojciec usprawiedliwiał własny rygor twierdzeniem, że nie robi nic innego, jak tylko naśladuje Zbawiciela: w istocie Bóg karze tych, których miłuje, a zatem „kiedy Pan miłuje człowieka, nigdy nie waha się ukarać go w tym życiu”  w celu zachowania go od wiecznego potępienia. Dlatego też Franciszek zarysował surowość, jaką dobry przełożony powinien okazywać względem swoich braci: „Nie powinien nigdy odstępować od stanowczej normy sprawiedliwości; (…) powinien uważać, aby nadmierna ustępliwość nie powodowała nadużyć, ani zbytnia pobłażliwość nie skutkowała upadkiem dyscypliny. Słowem, powinien odwodzić braci od popełniania zła, jednocześnie pozwalając się miłować przez wszystkich” …”

Powyższy tekst jest fragmentem książki Guido Vignellego pt.: „Święty Franciszek odkłamany”. Włoski autor rozprawia się na jej łamach z mitami, które przez wieki narosły wokół postaci świętego. Oprócz rozdziału „Święty Franciszek nie był poczciwiną”, czytelnicy książki mogą dowiedzieć się, że nie był również między innymi: pacyfistą, ekumenistą, miłośnikiem islamu, propagatorem ekologizmu i nie występował przeciwko krucjatom.

źródło: Święty Franciszek nie był poczciwiną!

podobne: „Nie będzie lania wody. Kardynał Bergoglio nazywał rzeczy po imieniu!”  i to: Bóg to trzy filary: miłość Boga do człowieka, miłość człowieka do Boga, i strach człowieka przed Bogiem. a także: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?)  oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych i jeszcze: Posłuszeństwo w Kościele czyli… Katolicyzm zobowiązuje (a jeszcze bardziej Bóg)

Wykład o. Andrzeja Zająca „Skąd znamy św. Franciszka” wygłoszony 14 lutego 2017 roku w Krakowie w auli bł. Jakuba Strzemię przy klasztorze Ojców Franciszkanów. Z innym fałszywym mitem rozprawia się dr hab. Roman Konik na wygłoszonym w bydgoskim Sacre-Coeur wykładzie pt. W obronie Świętej Inkwizycji

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad

„…W Bogu jest prawo, ześrodkowanie wszystkich praw, w człowieku obowiązek ześrodkowania wszystkich obowiązków. Człowiek nazywa prawem swoim korzyść, jaka dla niego płynie z wypełnionego obowiązku obcego; wyraz prawo, na ustach jego błędnym orzeczeniem, skoro zaś posunie się on dalej i swoje błędne orzeczenie przemieni w teorię, teoria ta burze na świat sprowadza…

…Z katolicyzmem nie ma przejawu, któryby się nie wmieścił w porządek hierarchiczny przejawów, ani rzeczy któraby w porządek hierarchiczny rzeczy nie weszła. Rozum przestaje tam być racjonalizmem, bliżej mówiąc przestaje być ową latarnią świecącą sama przez się, a której nikt nie zapala i ukazuje się nam jako cudowna jasność zawierająca w sobie, razem wydająca poza siebie, wspaniałe światło dogmatu, najczystsze odbicie Boga, światła wiekuistego istniejącego samo przez się.

Co się tyczy wolności, wolność katolicka nie jest prawem sama w sobie ani też transakcją w kszałcie swoim zewnętrznym, nie zachowuje sie ona za pomocą wojny, nie powstaje z umowy, nie nabywa się podbojem. Wolność katolicka to nie bachantka pijana jako wolność demagogiczna; nie idzie ona pomiędzy narody przystrojona niby królowa jak wolnosć parlamentarna; trybunowie nie służą jej za dworzan; szmer tłumów jej nie usypia; nie ma armii stałych składających się z gwardzistów narodowych; na wozie triumfalnym rewolucji miękko rozpierać się nie lubi.

Przykazanie boskie są chlebem żywota. Tam gdzie katolicyzm włada, Bóg je podaje zarówno rzadzącym i rządzonym, sobie zostawiając prawo nie mogące być ustąpionym, do posłuszeństwa ze strony rządzących i ze strony rządzonych. Pod wezwaniem tudzież w obecności Boga panujący i poddany zawierają jakoby małżeństwo uświęceniem zbliżające się w istocie swojej do sakramentu raczej niż do umowy. Przykazania boskie wiążą obie strony. Poddany przyjmuje obowiązek słuchania z miłością panującego, którego Pan Bóg postawił, a postawiony panujący przyjmuje obowiązek władania z miłością i łagodnością poddanymi, których Bóg oddał w jego ręce. Kiedy poddani nie przestrzegają posłuszeństwa i miłości, Pan Bóg dopuszcza tyranię, kiedy panujący nie przestrzega miłości i łagodności, Pan Bóg dopuszcza rewolucję. Tyranie zwracają poddanych do posłuszeństwa, rewolucję zwracają panujących do łagodności. Oto podobnie jak człowiek wyprowadza złe z dobrego, które jest dziełem bożym, Pan Bóg wyprowadza dobre ze złego, które jest dziełem ludzkim. Dzieje nie są niczym innym, jak opowiadaniem o rozmaitych kolejach tej olbrzymiej walki między dobrem a złem, między wolą bożą, a wolą ludzką, między Bogiem najmiłosierniejszym a człowiekiem zbuntowanym.

Tam gdzie przykazania boże są ściśle wykonywane, gdzie książęta rządzą łagodnie, a ludy słuchają, łagodność i posłuszeństwo ożywiając miłością, to obopólne poddanie się rozporządzeniom bożym, wywiązuje się w pewien porządek społeczny, w pewiem ład towarzystki, w pewną pomyślność zarazem osobistą i wspólną, które nazywam stanem wolności. Stan to wolności rzeczywiście, bo sprawiedliwość tam panuje, a właśnie sprawiedliwość czyni nam wolnymi. Oto, na czym się zasadza wolność dzieci bożych, wolność katolicka. Wolność ta nie jest rzeczą określoną, szczegółową i konkretną, nie stanowi części składowej organizmu politycznego ani się liczy między rozmaite instytucje towarzyskie. Jest to coś innego a razem coś więcej; jest to przypadek ogólny dobrego rozporządzenia wszystkich instytucji, jakoby zdrowie ogólne organizmu, które więcej znaczy niż jeden członek zdrowy; jakoby życie ogólne ciała towarzyskiego i politycznego, droższe od życia jednej kwitnącej instytucji. Wolność katolicka równie jak dwie rzeczy, o których mowa, rzeczy wyśmienite między najwyśmienitszemi, znajdując się wszędzie, nie znajduje się wyłącznie w żadnej pojedynczej części. Wolność ta jest tak święta, że ją każda niesprawiedliwość rani, tak mocna a zarazem tak krucha, że z jednej strony wszystko ją ożywia, z drugiej najmniejsze nieporządne wstrząśnienie zachwiewa; tak kochająca że ludzi do miłości prowadzi; tak łagodna, że pokój między ludźmi czyni; tak cicha i skromna, że choć przyszła z nieba by zapewnić szczęście wielu, znana jest mało od kogo, niczyich oklasków nie wywołuje; sama ona nie wie jak się nazywa, a jesli wie to milczy i dzieje się, że świat nie zna jej imienia…

…Nic dziwnego, że tak sprzecznymi idąc drogami, katolicyzm i filozofizm tak odmienne dają owoce. Od osiemnastu wieków w katolicyzm na swój sposób dyskutuje, a ten sposób zapewnił mu zwycięstwo w każdej dyskusji. Wszystko wobec niego przemija, rzeczy czasowe i sam czas, on tylko jeden nie przemija. Katolicyzm pozostaje tam, gdzie go Pan Bóg postawił, niewzruszony wśród wielkich zawieruch, jakie sprawia życie ogólne. On jeden zyje życiem właściwym w świecie, w którym wszelkie życie jest do czasu. Na ciemnym padole, gdzie śmierć wszechwładna panuje, do niego jednego dostąpić jej nie wolno. By dać dowód sił swoich raz onn sobie powiedział: wybiorę wiek barbarzyński i cudami go moimi uświetnię; i wybrał trzynaste stulecie i ozdobił je czterema pomnikami najwspanialszymi z pomników, jakie wzniósł geniusz ludzki. Pomnikami, o których mówię były: Summa teologiczna Świętego Tomasza, Kodex de las Partidas Alfonsa Mądrego, Boska komedia Dantego i Katedra kolońska.

Racjonalizm od czterech tysięcy lat dyskutuje po swojemu, i cóż zostawił by unieśmiertelnił pamięć swoją? Oto zostawił dwa nieśmiertelne pomniki, Panteon, w którym leżą poobalane wszystkie filozofie i Panteon, w którym leżą poobalane wszystkie konstytucje.

Co się tyczy parlamentaryzmu, niepodobna mi o nim mówić. Zapytam się tylko, co by się z nim stało w narodzie prawdziwie katolickim, tam gdzie człowiek wie od swojego urodzenia, że winien jest Panu Bogu rachunek ze słów nieużytecznych?”

źródło: Juan Donoso Cortes – List do wydawcy dziennika Heraldo [1852]

podobne: Ks. Mariusz Sztaba: Jan Paweł II o wolności jako darze i zadaniu w życiu społecznym oraz: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? i to: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania  polecam również: Duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów czyli „Na tropie ukrytego Boga”… Niby, możesz… wszystko? a także: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości.

Jean Leon Gerome - Moses on Mount Sinai

Jean Leon Gerome – Moses on Mount Sinai

„…Nowożytna Anglia była pierwszym prawdziwie policyjnym państwem na świecie, a skutki działań owego państwa pierwsi odczuli na własnej skórze właśnie angielscy katolicy. Wobec odstąpienia króla Henryka od Kościoła, wobec pozwolenia na grabież mienia kościelnego i klasztornego, wobec całej tej ohydy spustoszenia, jaka przeszła przez Anglię ostatnich Tudorów, katolicy nie mogli zachowywać się biernie. A skoro nie mogli, okrzyknięto ich zdrajcami stanu i zmuszono do emigracji, tych zaś, którzy pozostali prześladowano w sposób, przy którym wszystkie szykany doświadczane przez innowierców na kontynencie, to bułka z masłem

…Wielu zostało złamanych, ale większość umierała za wiarę. Pamięć o nich została pogrzebana na kilka stuleci, w czasie których protestancka propaganda, podkreślała upiorną rolę jaką w dziejach odegrało Święte Oficjum, całkowicie pomijając prześladowania jakimi gnębiono katolików. Wspomnienia ojca Johna Gerarda, należą do nielicznych ocalałych relacji z tego czasu. Noszą one tytuł „Łowcy księży” i w zasadzie skupiają się na drobiazgowych opisach życia wspólnot katolickich w Anglii dobry elżbietańskiej, które żyły w ciągłym zagrożeniu. Co mogło spotkać katolika w Anglii za panowania dobrej królowej Elżbiety, katolika, który nie był księdzem, a jedynie zwykłym poddanym? Przede wszystkim konfiskata majątku ruchomego i nieruchomego, a gdyby uporczywie trwał przy swojej wierze – także śmierć. Mężczyzn zabijano podobnie jak księży, ale dla kobiet przygotowywano coś specjalnego….” (papug.pl coryllus – Łowcy księży)

„…Zaprowadzono mię więc pod jeden z ogromnych filarów drewnianych, wspierających szerokie sklepienie podziemia, i zaopatrzonych u góry w mocne obręcze żelazne. Włożono mi na ręce kajdanki, i kazano wstąpić na matę rusztowania, na dwa czy trzy stopnie wysokie. Potem mi podniesiono w górę ramiona, wpuszczono gruby drąg żelazny naprzód w obręcze kajdan moich w ręku, a następnie we wspomniane wyżej obręcze u góry filaru, i żelaznymi klinami takowy przymocowano. Dopełniwszy tych przygotowań, usunięto mi spod nóg stopień, na którym stałem, wskutek czego ciało moje pozostało zawieszone w powietrzu za ręce. Ponieważ jednak i tak jeszcze końcami palców u nóg lekko dotykałem ziemi, a nie było sposobu podnieść mię wyżej, innego przeto użyto środka, i ziemię spod nóg mi odgarniono…” (Fragment książki do kupienia tu: Księgarnia Coryllusa)

podobne: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  oraz: Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła i to: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).

Gustave Dore - The Christian Martyrs

Gustave Dore – The Christian Martyrs

Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Uważam, że stan wojenny trwa — dla każdego — przez całe życie, od narodzin do śmierci. Zawsze istnieją nowe wyzwania, zawsze jest konieczność wyboru: pomiędzy aktywnością i biernością, buntem i posłuszeństwem, myśleniem i jedzeniem. I dlatego kiedyś śpiewaliśmy o niewoli, teraz — o tym, co zrobić z wolnością” — mówił po latach Jacek Kaczmarski w jednym ze swoich wywiadów dla „Gazety Wyborczej”.

Nadał tym samym egzystencjalny charakter wywołującemu wypieki na twarzach Polaków pojęciu stanu wojennego. Można zauważyć u niego chęć pokazania innej twarzy niż tylko „barda stanu wojennego” czy też „barda Solidarności”. To wieczne szufladkowanie jest zresztą niesłuszne i dławiło poetę, czego dowodem jest m.in. powyższy cytat. Kaczmarski miał świadomość, że jego piosenki będą narażone na uporczywe prześwietlanie w poszukiwaniu podtekstów z komunistycznej przeszłości. Najlepszym dowodem na to są słynne Mury uznane na przekór autorowi za hymn „Solidarności”:

Patrzy na równy tłumów marsz,
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną, rosną, rosną,
Łańcuch kołysze się u nóg…

Musimy jednak pamiętać, że twórczość Jacka to nie tylko Mury, Obława czy Zbroja, lecz także dokonania późniejsze, które są całkowicie wolne od aluzji do czasów komuny, choćby dlatego, że powstały znacznie później (Wojna postu z karnawałem, Dwie skały). Jacek powinien więc pozostać w pamięci słuchaczy nie tylko jako „bard panny S”, ale przede wszystkim — genialny poeta, który sformułował swoją wielowątkową i oryginalną twórczością swoisty system filozoficzny opierający się na szacunku do historii i dziedzictwa narodowego oraz na podkreślaniu niepowtarzalności człowieka.

Powyższy wstęp wydał mi się niezbędny, ponieważ tematem, który pragnę przedstawić, będzie wizja stanu wojennego w twórczości Kaczmarskiego. Trzeba jednak zaznaczyć, jak ważna jest pamięć o równie doskonałej poetycko, a odmiennej tematycznie części dorobku poety, co z kolei stanowi dobry pretekst, by zachęcić do szerszego zapoznania się z jego dziełem. Jednakże aby uciec od stereotypu także przy prezentowaniu zagadnienia stanu wojennego (tego grudniowego, politycznego, a nie metafizycznego), nacisk położę na teksty mniej znane szerokiemu gronu odbiorców, niemniej godne uwagi. Pokażę ich wartość przez prezentację czterech różnych wizji stanu wojennego. Będą to: przeczucia nadchodzących niepokojów (Krzyk), kronikarski punkt widzenia na tak ważne i nie do końca zabliźnione wydarzenia (List do redakcji „Prawdy” z trzynastego grudnia 1981 roku), komentarz w zgrabnej, dowcipnej formie (Ballada pozytywna, Świadectwo) oraz sformułowanie głębszych prawd ogólnych (Młody las).

Kolejne pokolenie emigrantów

Należy chyba zacząć od wyjaśnienia faktu, który wyzyskiwany jest do wytykania Kaczmarskiemu „antypolskości” czy „tchórzostwa’ — jego emigracji w 1981 roku. Nie wszyscy są świadomi, że stan wojenny zastał Jacka za granicą. Kaczmarski ze swoimi kolegami muzykami — Zbyszkiem Łapińskim i Przemkiem Gintrowskim — wyjechał do Francji na koncerty. Okazało się, że jest duże zapotrzebowanie na ich twórczość, więc Gintrowski i Łapiński wrócili do Polski, by odwołać krajowe występy. Jacek został, ponieważ tylko on znał język francuski. Niestety, jego koledzy już nie powrócili, gdyż 13 grudnia 1981 roku ogłoszono stan wojenny i granice zostały zamknięte. Jacek natychmiast sprzeciwił się decyzji władz, zaangażował się w życie emigracji i koncertował pod jej banderą. Tym samym odciął sobie drogę powrotu do ojczyzny. Oskarżenia, sformułowane m.in. przez Waldemara Łysiaka w Rzeczpospolitej kłamców. Salon i przez Jerzego Urbana w Alfabecie Urbana, że Kaczmarski uciekł, bo stchórzył i z bezpiecznej perspektywy pluł na naród polski, są co najmniej nietrafione, a na pewno nierzetelne. Łatwość ferowania takich wyroków jest bezdyskusyjna, warto jednak znać sprawę, którą się tak jednoznacznie komentuje.

Jacek na emigracji nie mniej przysłużył się Polsce, aniżeli inni, którzy pozostali w kraju. Koncertami na rzecz polskiej opozycji wspierał tych, którzy zostali objęci terrorem. Szybko stał się więc twórcą zakazanym. Jego tomiki były powielane w domowych warunkach i przekazywane z rąk do rąk. To samo działo się z kasetami, potajemnie kopiowanymi. Mój ojciec do dziś wspomina, z jakim namaszczeniem słuchano piosenek Jacka:

To nic, że jakość była koszmarna, najważniejsze, że uczestniczyliśmy w opozycyjnym przedsięwzięciu. Przyjmowaliśmy z łaknieniem poetycki wyraz czasów niepokoju, bo ten niepokój właśnie nas dotykał.

Płyty winylowe Jacka były niemal niedostępne. Nagrany w 1981 roku (będącym czasem przyduszenia systemu komunistycznego) longplay Krzyk był oczywiście zakazany. Jednak poradzono sobie z jego kolportowaniem: „Solidarność” Polskich Nagrań ukryła prawie cały nakład tego albumu, by następnie wydawać go w kopertach wokalistki Eleni. Rozsyłano tego zmyślnego konia trojańskiego godzącego w komunę po świecie. Kaczmarski mógł rozbrzmiewać dzięki temu również w okupowanym przez własne siły, zmęczonym i przerażonym kraju. Po zakończeniu stanu wojennego nadal tworzył na emigracji, pracując np. w Radiu Wolna Europa (od 1984 r.).

Poważnie

Przejdźmy jednak do sedna — do wizji, które poeta wykreował przed wprowadzeniem stanu wojennego bądź w trakcie jego trwania.

Pierwszym ważnym dla tej tematyki utworem jest piosenka Krzyk z 1978 roku. Młody Kaczmarski daje w niej wyraz metafizycznego bólu, który towarzyszy pokoleniom rozszczepionym ważkimi wydarzeniami politycznymi. Tekst zainspirowany jest przez znany obraz Edvarda Muncha — Krzyk.

Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze?
Dlaczego drążą w świetle ciemne korytarze?
Dlaczego ciągle muszę biec nad samym skrajem?
Dlaczego z mego głosu mało tak zostaje?

Sam Kaczmarski tak się wypowiadał o swojej piosence w wywiadzie dla Radia Wrocław z 2001 r.: Chodziło mi oczywiście o krzyk, o zaznaczenie tego i lęku istnienia, i przerażenia światem, i wyrażenia buntu jednocześnie.

Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A czy ktoś zrozumie to?!
Nie kończy się ten straszny most
I nic się nie tłumaczy wprost.
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno!

Tekst wydaje się przepowiednią, głosem człowieka, który czuje, że zbliża się nieokreślone niebezpieczeństwo. Ogarnięty psychozą strachu (oddaną również szaleńczym rytmem piosenki), próbuje zdławić te przypuszczenia.

Kim jest ten człowiek, który ciągle za mną idzie?
Zamknięte oczy ma i wszystko nimi widzi!
Wiem, że on wie, że ja się strasznie jego boję,
Wiem, że coś mówi, lecz zatkałam uszy swoje!

Podmiot liryczny nie pozostawia jednak żadnych wątpliwości:

Lecz wiem, że już nadchodzi czas,
Gdy będzie musiał każdy z was,
Uznać ten krzyk, ten krzyk, ten krzyk z mych niemych ust
Za swój!!!

W okresie „solidarnościowego karnawału” (sierpień 1980–jesień 1981) społeczeństwo polskie czuło podświadomie nadchodzące niebezpieczeństwo. Każdy podejrzewał, że coś jest na rzeczy, ale nikt nie wiedział, o co dokładnie może chodzić. Sam Kaczmarski też nie jest wyrocznią, ale swoim wierszem doskonale oddał nastrój, jaki towarzyszył zapewne wówczas wielu ludziom powątpiewającym w zmianę na lepsze. Bardzo szybko okazało się też, że poeta miał rację, wyśpiewując zapamiętale swoje obawy w „niemym krzyku”.

Kolejnym ciekawym, mniej znanym tekstem, jest nawiązujący bezpośrednio do grudniowych wydarzeń List do redakcji „Prawdy” z trzynastego grudnia 1981 roku.

Nie chciałbym być Polakiem,
Polakiem być — to wstyd.
Nie można ufać takim,
Co drugi z nich to Żyd.
Co trzeci to literat
Na żołdzie CIA,
Co czwarty ksiądz, a teraz
Spiskują wszyscy trzej.

Wiersz jest wyrazem negatywnej postawy wobec władzy, która poddała się presji Wschodu i w imię własnego interesu zdradziła ideał wolnej ojczyzny.

Nie chciałbym być Polakiem,
Tam nawet w partii smród.
Im wille z Cadillakiem
Budują zamiast hut.
A w Centralkomitecie
Trwa wciąż frakcyjny spór!
Kto słyszał, by na świecie
Do takich doszło bzdur!?

To swoisty zawadiacki kuksaniec w bok wszystkich, którzy uważali, że polityka Rosji wobec Polaków przyniesie wymierne korzyści. Wiersz streszcza w sobie niemal wszystkie ważne wydarzenia, które zaszły przed trzynastym grudnia (założenie KOR-u i „Solidarności”, komentarz do programu polityki na przyszłość, widmo interwencji), toteż można pokusić się o stwierdzenie, że to swoiste sprawozdanie z sytuacji społecznej i politycznej panującej wówczas w Polsce.

Nie chciałbym być Polakiem,
Tam z brudnych swoich nor
Wypełzło trzech łajdaków
I założyło KOR.
Demagogiczne hasła
Zalały cały kraj
I proszę: nie ma masła,
A nawet kurzych jaj!
W Dierżyńskowo ojczyźnie
Bezkarni parę lat?!
Solidarność w Socjalizmie?!
Tego nie widział świat.

Kaczmarski nadaje jednak tekstowi charakter autoironiczny, gdyż autorem listu okazuje się Rosjanin, który kończy słowami:

I chyba na tym koniec.
Papieros w ręku drga…
A, jeszcze podpis: pionier —
Iwan, liet szest’, Moskwa.

Fakt, że kronikarzem czyni Kaczmarski Rosjanina dodaje całemu opisowi pikanterii i ciekawego posmaczku ironicznego nakłaniania do poznania prawdy, kto w ich [Polaków] dziejach przyjaciel im, kto wróg.

Z przymrużeniem oka

Jacek nie był tylko, jak można by sądzić po lekturze poprzedniego tekstu, zaciekłym protagonistą katastrofizmu wyłaniającego się ze stanu wojennego. Potrafił odnaleźć w wydarzeniach grudniowych aspekty skłaniające do uśmiechu. Utworem tego typu jest Ballada pozytywna. Autor Obławy formułuje w nim krytyczną ocenę postawy tej części społeczeństwa, która położyła uszy po sobie i zaczęła gorliwie merdać ogonem przed komunistyczną władzą (niczym pies wobec swojego pana w balladzie). O przyczynach powstania tej piosenki i poetyckiej wizji pójścia na rękę władzom najlepiej opowie nam sam Jacek:

„To jest czysto publicystyczny tekst. Reakcja na pierwsze wypowiedzi ludzi ważnych i w Polsce, i na Zachodzie. W Polsce to była wypowiedź prymasa Glempa, że należy podejść pozytywnie do zjawiska stanu wojennego, oczywiście prymas miał na myśli uniknięcie rozlewu krwi i pewną wewnętrzną siłę społeczeństwa, ale odebrane to było jednak i na emigracji, i przez ludzi w podziemiu jako szukanie kompromisu z władzami polskimi. A na Zachodzie wtórował mu Andrzej Walicki, mówiąc, że dobrze się stało. I w tym samym mniej więcej czasie obie te wypowiedzi dotarły do mnie do Paryża, a młody, zdenerwowany i przejęty tym, co się dzieje w kraju, musiał zareagować — i stąd ta piosenka „Ballada pozytywna”, i stąd jej forma rosyjskich czastuszek” (z rozmowy w Radiu Wrocław z 2001 r.).

Od pierwszych słów poeta ostro ocenia opisywaną postawę:

Położymy płasko uszy,
Pysk na kłódkę, ogon w ruch.
Skowyt niech się tłucze w duszy,
Kasza niech napełnia brzuch.

Przecież tylko o to chodzi,
Żeby hołdów było dość.
Ta dłoń skarci, co nagrodzi —
Jeden kształt ma kij i kość.

Jakże złośliwe są więc słowa refrenu tej piosenki, które wytykają naszą specyficzną ludzką słabość dochodzącą do głosu w chwilach, w których zmuszeni jesteśmy opowiedzieć się po którejś ze stron. Powtarzamy wtedy z wściekłością, że najważniejsze jest, abyśmy mieli spokój:

Nikt mi nigdy tego nie da, co mi moja buda da!
Buda moja! Buda moja! Buda moja! Buda ma!
[…]
Jeśli kochasz swoją budę,
To pokochaj łańcuch swój!
Śmierdzi gnojem twój ogródek?
— Przecież to twój własny gnój!

Poeta wskazuje też, że po rezygnacji z oporu (bo tak jest rzeczywiście łatwiej) pozostanie niewygodne piętno, umniejszające nasze przyszłe zasługi:

Gdy zapomnisz już, żeś w pola
Jął pod płotem tunel ryć,
Wtedy, ile tylko wola —
Będziesz wyć mógł, wyć i wyć!

A prócz wycia nie zostanie już… nic

Kolejnym tekstem napisanym z przymrużeniem oka, który miał przekazać prawdę o impertynencji władzy polskiej i często absurdalnych wydarzeniach zaszłych w kraju, jest Świadectwo maj‘82.

Jaja w kraju niewyjęte —
Solidarność dała ciała,
Spawacz gra w bambuko z Glempem,
Partia trzyma się na pałach.
W dzień handelek czym podleci,
Za to w nocy ostra bania —
Pieniądz tańszy już od śmieci,
Milion poszedł bez gadania.
ZOMO tanio się sprzedaje,
Buce tępe i uczynne,
Za dwa Króle, czyli Cwaję,
Sami wiozą na melinę.
Starczy z okna się wychylić,
Krzyknąć: pokot ma pragnienie!
A już dwaj pod drzwiami byli
Z odpowiednim obciążeniem!
[…]
A tu całkiem kadr jak z Wajdy:
Człowiek, sztandar, dymu chmury.
Bracie, ale były rajdy!
Potem pojechałem w góry.
[…]
Paszport? Paszport mam wojenny,
Własność Pana Generała.
Nawet ci nie podam ceny,
Przyjm, że się mnie WRONA bała.
Tam nie wracaj, grunt spalony,
Nie ma życia, stan krytyczny.
Słuchaj, czy na paszport WRONY
Dadzą azyl polityczny?

Piosenkę tę napisał Kaczmarski po usłyszeniu relacji pierwszego Polaka, który przyjechał z Polski dotkniętej stanem wojennym. Żeby utwór był zrozumiały dla publiki środowisk polonijnych, które nie znały slangowych zwrotów używanych w ówczesnej Polsce, Jacek przed wykonywaniem Świadectwa zwykł podawać dowcipny słowniczek, który jest jednym z ciekawszych materiałów dotyczących życia w okresie stanu wojennego. A brzmiał tak:

„Zwrot „jaja niewyjęte” określa sytuację tak śmieszną i absurdalną, że nie powinna się ona wydarzyć, a jednak się wydarzyła. Zwrot „dać ciała” jest to eufemizm, oznacza inny zwrot, bardziej dosadny, aczkolwiek podobny, który z kolei oznacza sytuację upadlającego podporządkowania z lekkim odcieniem erotycznym. „Spawacz” jest to jedno z wielu przezwisk Jaruzelskiego ze względu na jego ciemne okulary. „Bambuko” — jest to gra, ongiś nosząca nazwę chruszczówka, która spośród wszystkich innych gier wyróżnia się tym, że nie posiada reguł. Wygrywa tę grę ten, kto narzuci swoje, wymyślone przez siebie reguły przeciwnikowi. „Melina” — miejsce zakupu alkoholu. „Bania” — stan upojenia alkoholowego. „Cwaja” — banknot o walorze dwóch tysięcy złotych. Dlatego cwaja, ponieważ jest na nim dwóch królów: Kazimierz Odnowiciel i Bolesław Chrobry. Dlaczego Bolesław Chrobry, nikt nie wie, Kazimierz Odnowiciel dlatego, że banknot wszedł w obieg w okresie odnowy. „Pokot” — typowe słowo stanu wojennego. Pokot jest to grupa ludzi zgromadzona w jednym pomieszczeniu, tak jak my, ale w odróżnieniu od nas nie mogąca się rozejść do domów, ponieważ jest już godzina policyjna. W związku z tym wszyscy zmuszeni są nocować pokotem na podłodze. Z czasem pokot stał się jedną z bardziej ulubionych form życia towarzyskiego. „Wrona” — wiadomo, „Zomo” — wiadomo. „Buc” — osobnik o niskim poziomie intelektualno-moralnym. „Kasprowy” — luksusowy hotel w Zakopanem.”

Refleksyjnie?

Na koniec jeszcze jeden bardzo głęboki i ważny tekst pt. Młody las, pochodzący z 2 marca 1982 r.

Gdy wycinają młody las
I cieknie sok z przeciętych pni
Nie gaśnie żadna z ważnych gwiazd
Nic nie wstrzymuje biegu dni
I słychać tylko siekier jęk
Bo nie jest skargą drzew ich trzask
W tej ciszy godność jest i lęk
Gdy wycinają las

Kaczmarski za pomocą analogii do lasu, w którym wycinane są zdrowe drzewa, pragnie pokazać dławiący charakter wszelkich form ucisku. Represje stanu wojennego i całego systemu komunistycznego stają się brutalnym pozbawianiem „gniazd”, w których człowiek może istnieć w warunkach wolności umożliwiającej jego rozwój.

A kiedy zwożą młody las
Gałęzi rośnie gęsty stos
Za którymś ze strąconych gniazd
W rozpaczy ptak gdzieś krzyczy w głos
[…]
A kiedy palą młody las
To słychać jęk i pisk i huk
I dym przesłania słońca blask
A żar ogromny zwala z nóg

Autor Arki Noego pozostawia jednak nadzieję na odnowę energii zdegradowanego społeczeństwa. To na przyszłych gruzach odrodzą się nowe, silniejsze pokolenia, które poszanują wartość wolnego państwa.

Po karczowisku błądzi wiatr
Popiół rozwiany ogień zgasł
Odeszli drwale do swych chat
I rośnie młody las

Kaczmarski formułuje więc myśl, że nic nie jest w stanie zabić ducha normalności we wszystkich ludziach. Nic nie przerobi ich umysłów na jednostajną papkę. Zawsze dojdzie bowiem do odnowy — niemoc jednego pokolenia może stać się podstawą do stworzenia wielkości drugiego.

Życie po 13 grudnia

Tak oto przeprowadza nas Jacek Kaczmarski po stanie wojennym — jednej z kolein najnowszej historii Polski. Podkreśla raz poważnie, raz z humorem jego znaczenie. W czasie trwania stanu wojennego dawał nadzieję uciśnionym ludziom, a dzisiaj nam — kolejnym pokoleniom po spalonym już „młodym lesie” — daje możliwość zapamiętania tamtych wydarzeń poprzez zagłębienie się we wspaniałe poetyckie obrazy, które wykreował. Wszak, jak śpiewał w swojej późniejszej Nadziei śmiełowskiej:

Trzeba wciąż żywić nadzieję jakąś,
Wbrew sobie — sobą żywić ją trzeba.

Niech te słowa pozostaną w naszej świadomości, a twórczość Kaczmarskiego towarzyszy w poznawaniu zawiłych meandrów historii. Warto bowiem spojrzeć razem z poetą — z perspektywy niesamowitości.

Jacek Kaczmarski (ur. 22 III 1957; zm. 10 IV 2004). Poeta, prozaik, publicysta, jeden z najbardziej znanych polskich twórców i wykonawców poezji śpiewanej. Przez ponad 25 lat działalności artystycznej stworzył liczne utwory o tematyce politycznej, historycznej, społecznej, filozoficznej. Do najbardziej znanych należą: Mury, Obława, Nasza klasa, Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego.”

źródło: histmag.org, Jacek Kaczmarski — poetycka pamięć o stanie wojennym

poprzednio: Rokosz i Elekcja  podobne: Jacek Kaczmarski oraz: Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie a także: Czego uczy nas Konstytucja 3 maja i kto powinien siedzieć na miejscu „Stańczyka” (Matejki).”Kasandra” Jacka Kaczmarskiego. polecam również: Ks. Jacek Gniadek: „Każdy jest migrantem”. Władysław Panasiuk: „Ptak w koronie” i to: Jacek Kaczmarski: „Mury” do obrazu „Wiezień wolności” Mariusza Lewandowskiego

do posłuchania według kolejności w tekście: KrzykList do redakcji PrawdyBallada pozytywnaŚwiadectwoMłody lasNadzieja śmiełowska

Bassam Alemam - Trigger

Bassam Alemam – Trigger

Co niektórym się wydaje że skoro nie są zamknięci w obozach/więzieniach, i nikt nie dybie na ich życie pałą, dołkiem i odwróconym stołkiem to są wolni. Zwłaszcza jeśli mogą robić co chcą, gdyż uważają ten przywilej za istotę wolności, chociaż za tzw. komuny też robili co chcieli 🙂 (tyle że wtedy nie było to takie „modne” jak dziś). Na tym właśnie polega zwycięstwo dzisiejszego systemu który podobno „obalił komunę” – na przekonaniu u tzw. większości że niewolnictwo zostało zniesione. Tymczasem Niewolnictwo nie zostało zniesione ale znacjonalizowane! tj. „usystematyzowane” w sprawnie działającą maszynę autodestrukcji „nowoczesnego człowieka” (po ówczesnym go wykorzystaniu zwanym „ścieżką kariery do sukcesu”)… (Odys)

„…Nic siłą, nic przemocą, nic bezpośrednio. Zabieramy tylko tyle miodu, ile nie zauważą. Czynimy tak dlatego, że każdy osobnik Homo Sapiens ma własną, indywidualną piramidę potrzeb. Każdy chce realizować swoje cele. Jeśli mu się przy tej piramidzie potrzeb majstruje, to może się zbuntować, napsuć rzeczy wokół i jeszcze sobie i innym krzywdę zrobić. Mimo to gatunek dokonuje nieustającej ekspansji, zajmuje nowe przestrzenie, rozmnaża się…

 …To, że gatunek zajmuje przestrzeń i tępi wilki, wieloryby i mamuty, to oczywiście każdy jakoś na swój sposób rozumie i czuję się dumny będąc członkiem społeczności tak wszechwładnej, ale jednocześnie mamy świadomość, że te nowe-lepsze tereny zajmą konkretni osobnicy, a na te nowe-gorsze pognają batem resztę. Dlatego każdy, realizując swoją piramidę potrzeb, chce być bardziej w tych lepszych, niż w tych gorszych.

Piramidy potrzeb realizują zwierzęta. Żerują, kopulują, odpoczywają. Na przykład w warunkach optymalnych Homo Sapiens żre srogo, kopuluje i nic nie robi. Po prostu spędza całe dnie w grupie, milcząc lub coś opowiadając. Naprawdę tak żyją ludzie, jak mają właściwe warunki. Tacy nie wytwarzają żadnej mocy swobodnej – wytwarzają minimum, jakie potrzebują na podtrzymanie procesów życiowych.

Jednak my jesteśmy inni. Wytwarzamy olbrzymie nadwyżki mocy swobodnej – mamy szerszą piramidę potrzeb. Chcemy, pragniemy, pożądamy wszystkiego. Jesteśmy chciwi i zachłanni. Jesteśmy indywidualistami w grupie. Chcemy więcej, lepiej, szybciej. Jesteśmy wyjątkiem w świecie zwierząt – wytwarzamy olbrzymie nadwyżki mocy swobodnej, które pożytkujemy zmieniając świat zastany w narzędzia do zmieniania świata.

Pan Wojciech Cejrowski odwiedza ostatnie ludy, jakie są na etapie tych pierwszych narzędzi jakie w ogóle mieliśmy. To z tego etapu stworzyliśmy to wszystko, co nas otacza, aż po nanotechnologię. To wszystko zaczyna się od wyplatania koszyków i gładzenia kamieni. To jest właśnie skumulowana nadwyżka mocy swobodnej.

Celem korelatora w takiej sytuacji będzie kierowanie tej nadwyżki mocy swobodnej na ekspansję. Ale że trzeba skumulować olbrzymie ilości mocy, aby przebyć ocean (i może się to nie udać), to żaden pojedynczy osobnik się tego nie podejmie, ponieważ koliduje to z jego indywidualnymi potrzebami. Nie jest to w jego interesie, mimo że z korzystnego rezultatu jak najbardziej chciałby skorzystać. Taki dylemat więźnia.

Ten problem musi rozwiązać korelator. Trzeba to zorganizować tak, aby żaden indywidualny osobnik nie połapał się, że jest nadmiernie dojony z mocy i miał poczucie realizacji swoich potrzeb.

Pierwszy, wymieniony ustrój syntetyczny (zaplanowany, skonstruowany, wykonany) został przetestowany na podludziach i nie zadziałał. Wyciągnięto z niego pewne elementy do montażu u ludzi. Tylko ludzie się połapali, że to nie jest w ich indywidualnych celach i spadło wytwarzanie mocy. Więc nie są realizowane cele korelatora.

Trzeba w takiej sytuacji przestać kombinować z wymyślaniem ustrojów i ich testowaniem w naturze, tylko wziąć jakiś gotowy z natury i zastosować tak, jak się da. Musi być to ustrój generujący nadwyżki, zdolny do dalekiej ekspansji, adaptacyjny do warunków, gotowy na lokalne straty

…Obszary wiejskie – zbędne utrapienie z ludnością wykazującą wszelkie wady. Osiadli, zasiedzieli, z własnymi zasobami, prawie nic nie potrzebującymi od zewnętrznego świata, wytwarzającymi olbrzymie nadwyżki na potrzeby ludności i nieprzydatne w ekspansji. Usidla się ich kontyngentami, dotacjami, dopłatami do rolnictwa, paliwem dla rolnictwa, najróżniejszą siecią udziwnionych powiązań ubezpieczeniowych i wypieraniem upraw naturalnych (a nawet ekstensywnych) przez zmodyfikowane intensywne. Docelowo całkowicie zbędny archaizm.

Obszary miejskie. Najistotniejsze miejsca efektywnego wytwarzania nadwyżek przy najniższych kosztach (populacja skomasowana w klatkach, z szybkim i efektywnym dostępem do stanowisk pracy). Ludność pozbawiona przestrzeni do gromadzenia zasobów czy uprawiania korzystnego hobby (majsterkowania, mogą sobie pograć w piłkę, a najlepiej jakby grali na konsoli – nie trzeba im wtedy boiska). Docelowo ludność pozbawiona pojazdów (brak uprawnień do kierowania, pojazdy zajmują miejsce, parkingi, samo utrapienie) w środowisku z komunikacją publiczną, ograniczeniami ruchu i wypożyczaniem miejskich (kolektywnych) rowerów.

Obszary z kolejnymi zakazami poruszania się pojazdów spalinowych i promowaniem absurdów, opłat za parkingi, za drogi. Ograniczenia ruchu powoli izolują ludność miejską od wpływu złych, zewnętrznych wzorców. Obszar wykluczający rozrodczość – brak przestrzeni.

Celem tego obszaru jest wydajne i tanie dokładanie mocy swobodnej w sztucznym środowisku nastawionym na efektywne wykorzystanie zasobu biologicznego…

i jeszcze niech się cieszy, że jest w grupie egalitarnej młodych wykształconych z dużego miasta. A na starość do małego, spokojnego miasteczka, do instytucjonalnej umieralni. No i żeby nie marnował zasobów na potomstwo – w weekend ma się napić, odstresować z samicą bez rezultatu i do pracy w poniedziałek. Czas wolny w pracy (przerwy) odliczyć mu od czasu pracy, to posiedzi tam dłużej za tyle samo, a jeszcze do tego będzie w miarę wypoczęty

…najistotniejsza do regulowania jest dzietność. W gospodarce wytwarzającej nadwyżki i zapewniającej dziedziczenie środków bardzo korzystnym jest, aby do systemu dostarczać biedaków mogących rozpocząć wspinaczkę w drabinie społecznej, a usuwać zamożnych, którym nie ma już nic do zaoferowania bez zmniejszenia mocy swobodnej zabieranej na realizację jedynie słusznych projektów.

Ponieważ ustrój, gdzie takich zamożnych kułaków wywożono do lasu, się nie utrzymał, nowym rozwiązaniem problemu jest ograniczenie dzietności tak, aby nie miał kto pozycji społecznej dziedziczyć.

Dzietność można ograniczyć poprzez odsunięcie w czasie „właściwego momentu”, stawiając po drodze mapetowi targety (dom, lodówka, samochód, kariera), które osiągnie bądź nie w wieku, kiedy jego szanse rozrodcze będą statystycznie nieistotne. Co ciekawe 30 latki, jak jest za późno, chcą mieć dzieci i czasu im starcza na góra jedno (o ile jeszcze w ogóle mogą je mieć), natomiast 18 latkom (w krajach „rozwiniętych”) to nie w głowie.

„Pszczoła robotnica – samica pszczela o uwstecznionych narządach rozrodczych, przystosowana do wykonywania prac na rzecz rodziny pszczelej.”

Przytomnym ciągiem rozwojowym jest rozmnażanie Homo Sapków tam, gdzie robią to tanio – na peryferiach cywilizacji, gdzie nie ma dostępu do edukacji i narodzi się wielu bardzo zdrowych, przeczesanych przez warunki naturalne osobników. Nie zużywają do tego żadnych zewnętrznych zasobów, takich jak dzieci w krajach rozwijających się (konsola, własny pokój, rower) czy rozwiniętych (do tego jeszcze skuter, wyjazdy na narty, na ciepłe wyspy). Rozmnażać takich jest najtaniej. Nawet jak jest ich po kilkanaście na samicę, która może zacząć w wieku 13 lat i dożyć 30 – co zupełnie wystarcza i dalej nie kosztuje jej utrzymanie.

Rozsądnym następstwem jest transport tej ludności w różnych kierunkach. Młodych samców do małych miast terenów industrialnych (migracja w Chinach choćby), aby stanowili tam niewymagającą, tanią siłę roboczą, poświęcając się pracy przez kilkanaście godzin na dobę i eksploatując się biologicznie.

Oczywiście przymuszanie ich do takiej pracy nie daje rezultatów (spadek wydajności), więc muszą być motywowani własną piramidą potrzeb, a to będzie przede wszystkim zapewnienie sobie lokum (więc wywindujmy im ceny nieruchomości wysoko, ale tak żeby było to do spłacenia w okresie aktywności biologicznej) oraz potomstwa. Relacje w nowym miejscu nawiążą dopiero po jakimś czasie, jeszcze dłużej im zajmie stworzenie funkcjonalnej rodziny przy takim katorżniczym wyzysku biologicznym. W najlepszym wypadku taki robotnik będzie miał kilkoro dzieci. A zazwyczaj nie zapewni nawet zastępowalności.

Dzieci tego osobnika (czyli już trzecie pokolenie od wylęgarni) odziedziczą po nim mało warte lokum (choć pracował na nie całe życie), schorowanego lub umierającego rodzica, jakieś wykształcenie lepsze niż rodzic. I cel aby dzieciom żyło się lepiej – trzeba wspiąć się po drabinie społecznej dalej. Ale tych ludzi nie ma już o wiele więcej (najwyżej dwukrotnie więcej), niż przybyło z rejonu wysiedleń.

Ci osobnicy chcą porzucić to miejsce bytowania (a na ich miejsce już przybywają nowi z wylęgarni), aby polepszyć swój byt (wszak zdobyli jakieś wykształcenie) i ruszają prosto do wielkiego miasta…

„Zadaniem form płciowych jest rozmnażanie w kolonii, natomiast formy bezpłciowe wykonują prace służące utrzymaniu gniazda (kasta robotnic), działaniom poza gniazdem (kasta robotnic-zbieraczek) i obroną gniazda (kasta żołnierzy). U mrówek i pszczół kasta robotników to niepłodne robotnice (osobniki żeńskie), a w przypadku termitów są to zarówno niepłodne osobniki żeńskie jak i męskie.”

…brzmi znajomo? Reszta tu: zarobmy.se UstRÓJ

…konkluzja? Ta cała inżynieria została stworzona  przede wszystkim po to żeby „małpoludy” nie stały się samowystarczalne i nie zakłóciły tą swoją samorządnością „porządku” który polega na pasożytnictwie samozwańczych elit na całej reszcie uczestników rynku. Korporacje są tu niewątpliwą siłą napędową, a demokratyczne (koniecznie! bo to demokracja utrzymuje niewolników w poczuciu decydowania o własnym losie i daje mandat społeczny „ustawowym przedstawicielom”) rządy stwarzają korporacjom w majestacie tzw. „prawa” (tj. pod przymusem) stosowne warunki do żerowania na swoich „wyborcach”. Rządy służą też temu, żeby tych którzy produkują na własny użytek zmusić do uczestnictwa w systemie – tj. płacenia daniny za to że coś robią na własną rękę.

Typowe pasożytnictwo. No i system lubi/musi wiedzieć kto, jaki i gdzie kit z okien wydłubuje, a to po to z kolei żeby nie wyrosła mu pod nosem jakaś nowa i konkurencyjna wobec monopolu (korporacji) branża. Dlatego wrogiem człowieka są wszystkie rządy które zamiast zajmować się ochroną obywatela przed wyzyskiem, same w tym procederze uczestniczą pod płaszczykiem tzw. „sprawiedliwości społecznej”, która rzekomo ma na celu „opiekę państwa nad obywatelem” a w rzeczywistości kończy się ścisłą „opieką” nad zasobami które ten człowiek samodzielnie wytwarza – tj. pospolitą kradzieżą (w postaci coraz wyższych podatków i tzw. „składek” na cokolwiek i pod byle pretekstem zwanym często „interesem społecznym”). Człowiek obrabowany ze swojej sił nabywczej nie ma szans na samodzielny rozwój.

W związku z powyższym, można się pokusić o stwierdzenie że korpo dyktuje tempo przemian tzw. „prawa” w tzw. „państwie”. Nie zapominajmy jednak o tym, że w parlamencie siedzą i podnoszą za tymi wszystkimi ustawkami łapy konkretni ludzie, wybrani „w demokratycznych wyborach” spośród autochtonów a nie z zarządów międzynarodowych korporacji. To parlament a nie korpo ostatecznie wprowadza owo prawo nawet jeśli jest ono lobbowane, i to rząd wraz z podległym mu aparatem egzekwuje później wykonanie tego „prawa” w praktyce.
Wina złodzieja jest zawsze ewidentna, ale gdyby „lokaj” którego nieopatrznie zatrudniliśmy we własnym domu i daliśmy mu do niego klucze nie otworzył drzwi złodziejowi, to mógłby on co najwyżej zdechnąć pod drzwiami z głodu.
Z całą pewnością winę ponoszą parlamenty i „nasze” władze. Które na dobrą sprawę przysięgały służyć komu innemu a potem „pstryk” i traktat lizboński podpisany, „pstryk” i mamy CETA, itd.itp. Dopóki ci ludzie nie ponoszą za swoją działalność żadnej odpowiedzialności, to będą się pchać na poważne stanowiska różne szumowiny – choćby po to żeby się później wynająć korpo (o ile od początku nie są przez nie podstawieni)… (Odys)

podobne: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku. oraz: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu. i to: Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu. Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności. a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców) polecam również: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach. i jeszcze: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?  oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Alex Andreev - Lupus

Alex Andreev – Lupus

Obce lasy przemierzam, serce szarpie mi krtań!
Nie ze strachu – z wściekłości, z rozpaczy!
Ślad po wilczych gromadach mchy pokryły i darń,
Niedobitki los cierpią sobaczy!
Z gąszczu żaden kudłaty pysk nie wyjrzy na krok,
W ślepiach obłęd lęk chciwość lub zdrada!
Na otwartych przestrzeniach dawno znikł wilczy trop,
Wilk wie dobrze czym pachnie zagłada!

Słyszę wciąż i uszom nie wierzę,
Lecz potwierdza co krok wszystko mi:
Zwierzem jesteś i żyjesz jak zwierzę,
Lecz nie wilki, nie wilki już wy!

Myśli brat, że bezpieczny, skoro schronił się w las,
Lecz go ściga nie bóg! Ściga człowiek!
Śmigieł świst nad głowami, grad pocisków i wrzask,
Co wyrywa źrenice spod powiek!
Strzelców twarze pijane w drzew koronach znad luf,
Wrzący deszcz wystrzelonych ładunków!
To już nie polowanie, nie obława, nie łów!
To planowe niszczenie gatunku!

Z rąk w mundurach, z helikopterów
Maszynowa broń wbija we łby
Czarne kule i wrzask oficerów:
Wy nie wilki, nie wilki już wy!

Kto nie popadł w szaleństwo, kto nie poszedł pod strzał
Jeszcze biegnie klucząc po norach,
Lecz już nie ma kryjówek, które miał, które znał,
Wszędzie wściekła wywęszy go sfora!
I pomyśleć, że kiedyś ją traktował jak łup,
Który niewart wilczych był kłów!
Dziś krewniaka swym panom zawloką do stóp,
Lub rozszarpią na rozkaz bez słów!

Bo kto biegnie – zginie dziś w biegu!
A kto stanął – padnie gdzie stał!
Krwią w panice piszemy na śniegu:
My nie wilki, my mięso na strzał!

Ten skowyczy trafiony, tamten skomli na wznak,
Cóż ja sam? Nic tu zrobić nie mogę.
Niech się zdarzy co musi się zdarzyć i tak,
Kiedy pocisk zabiegnie mi drogę!
Starą ranę na karku rozszarpuje do krwi,
Ale póki wilk krwawi – wilk żyw!
Więc to jeszcze nie śmierć! Śmierć ostrzejsze ma kły!
Nie mój tryumf, lecz zwycięstwo – nie ich!

Na nic skowyt we wrzawie i skarga!
Póki w żyłach starczy mi krwi
Pierwszy bratu skoczę do gardła,
Gdy zawyje – nie wilki już my!

Jacek Kaczmarski – „Obława II”

Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury.


Luis Quiles - Cenzura

Luis Quiles – Cenzura

„…Odruch (auto)cenzorski wywołuje każda uświadomiona sobie zależność. Ta zależność jest z natury rzeczy nieodłączną cechą każdej relacji społecznej. Instynkt samozachowawczy każe nam w związku z tym komunikować się w taki sposób z otoczeniem, aby nie prowokować reakcji, mogących zagrozić naszemu bezpieczeństwu lub narazić nas na utratę osiągniętego – dzięki właśnie tym relacjom – statusu społecznego czy materialnego dostatku.

Jedną z takich relacji jest PRACA NAJEMNA. Wspomniany instynkt powstrzymuje ludzi przed mówieniem czegokolwiek złego o swym pracodawcy, nawet gdyby to było najszczerszą prawdą. W kontaktach z najbliższym otoczeniem (w miejscu pracy i często poza nim) przeprowadzamy zatem selekcję informacji po to, aby niczym się swemu pracodawcy nie narazić. Do cenzury sensu stricto dochodzi jednak dopiero w warunkach o wiele bardziej specyficznych. Warunki takie spełnia praca w mediach, czyli w tzw. środkach masowego przekazu. Jeśli bowiem odruchową selekcję informacji rodzi każda uświadomiona sobie zależność od pracodawcy, to o ile silniejszy musi być ów odruch w warunkach pracy, której PRODUKT składa się wyłącznie z INFORMACJI. A przecież to właśnie w celu wytworzenia tego rodzaju produktu peerelowscy dziennikarze i redaktorzy wynajmowali się do pracy w reżimowych i w wasalskich mediach…

…Podstawowym– choć niepisanym, bo dla każdego oczywistym– kryterium cenzorskimw peerelowskich mediach była ochrona interesu pracodawcy (ew. koncesjodawcy),którym w peerelowskich warunkach był komunistyczny reżim. Powodem stosowania przez dziennikarzy i redaktorów tego kryterium nie było wyłącznie istnienie tego urzędu, lecz banalny fakt, że ludzie ci, idąc do pracy w reżimowych lub w koncesjonowanych przez ów reżim mediach pragnęli pracę tę po prostu zachować, aby następnie móc w tych mediach robić kariery i korzystać z przywilejów, jakie ta praca gwarantowała. Usilnie zatem dbać musieli o to, aby się niczym temu pracodawcy nie narazić. Nie mogli – idąc do tej pracy – nie być tego świadomi. Jeśli zatem z własnej i nieprzymuszonej woli na tę właśnie pracę się decydowali, oznaczało to ni mniej ni więcej, że obowiązującą w niej cenzurę akceptowali oraz że jej kryteria przyjmowali za własne. Potwierdzali to zresztą, składając następnie podpisy pod tymi wstępnie już przez siebie i przez redakcje ocenzurowanymi tekstami i wreszcie poprawionymi przez radców z GUKPPiW. Afirmowali w ten sposób system peerelowskiej cenzury, dostarczając przy okazji formalnego alibi radcom z GUKPPiW

Postpeerelowscy dziennikarze narzucają opinii publicznej wygodną dla siebie interpretację omawianego zjawiska, wedle której ofiarą „zewnętrznego cenzora” byli w PRL dziennikarze, publicyści czy artyści. Pragną bowiem, aby wyglądało na to, że to nie masowy odbiorca (społeczeństwo) wytwarzanego przez nich produktu – przekazu medialnego – pada ofiarą cenzury. Aby to osiągnąć spłycają perspektywę oglądu poznawczego, co pozwala na podmianę obiektu oddziaływania cenzury po to, by odwrócić uwagę od ostatecznego, końcowego celu jej manipulacyjnego oddziaływania. W rzeczywistości dziennikarze nie byli obiektem manipulacji cenzorskiej lecz tylko jednym z jej współpodmiotów. Prawdziwym obiektem cenzorskiej manipulacji (jej ofiarą) był natomiast masowy odbiorca. Biorąc udział w tym haniebnym procederze, dziennikarze nie byli przecież pozbawiani dostępu do pełnej (dostępnej im już) informacji. To oni sami przecież – wspólnie z redaktorami i radcami GUKPPiW – dostępu do tejże samej informacji pozbawiali swych czytelników, widzówi słuchaczy – całe zatem polskie społeczeństwo. Hipokryzja służąca uciszaniu głosu sumienia, każe im nie dopuszczać do świadomości możliwości istnienia innej – prawidłowej – definicji cenzury. A brzmi ona tak:

CENZURA JEST SELEKCJĄ INFORMACJI PRZEZNACZONYCH DO MASOWEGO ROZPOWSZECHNIANIA…

(salon24.pl T. Strzyżewski – AUTOCENZURA jako fundament każdej cenzury)

Tomasz Strzyżewski w 1977 uciekł do Szwecji, gdzie wydał „Czarną księgę cenzury w PRL” demaskującą mechanizmy instytucjonalnej cenzury w Polsce ludowej (był pracownikiem w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk). (…) „Errata do biografii: Tomasz Strzyżewski” Grzegorza Brauna odkrywa niejasną atmosferę wśród „opozycyjnych” środowisk szwedzkiej Polonii, gdzie silną pozycję mieli bracia Smolarowie i odpowiada na pytanie, czy Eugeniusz Smolar był kontaktem operacyjnym służb bezpieczeństwa o pseudonimie „Korzec”.

podobne: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. oraz: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

„…kultura możliwa jest jedynie w społeczeństwie klasowym. Kiedy dewastuje się społeczeństwo klasowe kultura zamienia się w aspirację. To jest mniej więcej to samo, o czym pisałem tu przedwczoraj, ale ujęte od innej strony. Powiedział też ten mój kolega, że w czasach dawniejszych nikt nie miał pomysłu na totalną dewastację kultury, czyli klas, a dokonywano tego jedynie na pewnych obszarach, nieraz dość sporych, które nosiły nazwę herezji. Pomysł na likwidację społeczeństwa klasowego jest pomysłem stosunkowo nowym, a ja mogę dodać od siebie, że jego totalny charakter, jest niestety złudzeniem. Zwiększył się jedynie obszar, na którym montuje się tę pułapkę, a zwiększył się, że można było złapać w nią nawet najbardziej cwane i przebiegłe szczury.

Likwidacja społeczeństwa klasowego załatwia sprawę najważniejszą – ukrywa istotne hierarchie i nazywa to równością. Nie jest to żadna równość, po prostu nie widzimy struktury, która rządzi i przez to nie możemy w niej awansować. W zamian za to podsuwa ludziom hierarchie fałszywe – bądźmy, jak syte społeczeństwa zachodu, na przykład, albo – aspirujmy do tej czy innej lokalnej kultury. Aspirować można w nieskończoność i to zawsze będzie śmieszne – patrz Pacewicz z biało czerwoną opaską. Jeśli bowiem nie ma realnej możliwości poprawienia swojego życia, każda aspiracja jest kabaretem dla idiotów. Można się oczywiście bronić przed tym i wmawiać sobie, że jest inaczej, ale jedna konfrontacja z przedmiotem aspiracji załatwia sprawę…

…Oto facebook będzie negocjował z przedstawicielami środowisk narodowych. Nie mam słów. Ci durnie pójdą negocjować z pracownikami fejsbuka, a wcześniej dali się wkręcić w zabawę pod tytułem „cenzura stron faszystowskich”. To jest manifestacja słabości i podległości wprost. Jak można negocjować z fejsbukiem? Poprzez adwokatów jedynie i na sali sądowej. Inaczej człowiek przyznaje się do wyssanych z palca zarzutów i obelg jakimi obrzucił go fejsbuk. Nikt tego jednak nie zrozumie, ponieważ nie znajdujemy się w sferze zdrowej, ludzkiej kultury, znajdujemy się w obszarze chorych, socjalistycznych aspiracji, kiedy oferta od hierarchii takiej jak FB traktowana jest niczym dar niebios i nie można jej po prostu odrzucić. Jeden z komentatorów umieścił pod tą informacją znamienny bardzo wpis, zapytał czy spotkanie będzie z kimś na poziomie czy z lewakami-cenzorami…Cóż tu dodawać…” (coryllus – Wolność, równość, szyderstwo)

podobne: O „wolności słowa” w internecie… a także: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? polecam również: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i jeszcze: Marek Gajowniczek: „Piana na rzece” do grafiki Andrzeja Krauze: „Wolnośc słowa”

Czym w zasadzie jest ten cały fejsbuk że tylu wydawałoby się poważnych ludzi aspiruje do tego żeby być jego częścią? Ano tym:

„1. Kasowanie stron i banowanie użytkowników, którzy zostaną uznani za nie spełniający standardów. (…)

2. Segregowanie treści w dowolny sposób. (…)

3. Możliwość ustawienia algorytmów co ma się wyświetlać userom, obcinanie zasięgów w sztuczny sposób. (…)

4. Wpisy sponsorowane. (…)

5. Odlajkowywanie. (…)

6. Nie działające powiadomienia (…)

7. Sugerowanie postów (…)

8. Filtrowanie wpisów (…)

9. Ukrywanie w wynikach wyszukiwania 

(…)

1. Facebook jest dziś największym portalem internetowym. Stał się przestrzenią, w której obok selfie i kotów ścierają się również poglądy użytkowników, a większość ludzi czerpie stąd informacje. Jakakolwiek cenzura, machinacje przy zasięgach – prowadzą do dominacji w dyskursie określonych postaw

2. To dzięki social media nagłośnione zostały sprawy takie jak słynny Sylwester w Kolonii. To social media weryfikują często nieprawdziwe informacje podawane w dużych mediach i przyłapują je na manipulacji. To social media przywróciło równowagę we wpływie na postrzeganie rzeczywistości pomiędzy ludźmi, a mediami masowymi.

3. Facebook operując w Polsce musi respektować polskie prawo

4. Facebooka nie obowiązuje prawo prasowe i można rozpowszechniać w jego przestrzeni dowolne historie (prawdziwe, o przeinaczonym sensie czy nawet całkowicie zmyślone) na dowolny temat. Czy to jeszcze jest wolność słowa?

Nie trudno jest wyobrazić sobie celowe rozprzestrzenianie fejków, kupowanie im zasięgów i podbijanie przez fejkowe konta. A mając świadomość że administracja może pewne treści użytkownikom pokazywać, a inne przed nimi ukrywać czy wręcz likwidować – to wszystko razem prowadzi do niebezpiecznych wniosków.

Facebook (pod wpływem pieniędzy ale też chęci cenzury lub propagowania treści przez administratorów) ma możliwość realnego wpływania na rzeczywistość i jednocześnie przy doborze informacji kieruje się własnymi standardami, będąc praktycznie wyjętym spod jurysdykcji prawnej.

Innymi słowy, jest to narzędzie które w rękach nieodpowiednich ludzi, może być gigantyczną maszynką propagandową, właściwie niemożliwą do zweryfikowania. Chyba nie o to chodziło…” (ŻelaznaLogika – 9 możliwości Facebooka w dobieraniu treści dla użytkownika wbrew jego woli)

DOKŁADNIE O TO CHODZIŁO… Cytuję: „…Pan Zuckerberg uważa, że jego gówno ma połączyć wszystkich „entreprenełrów” (cokolwiek to znaczy) na świecie. Ja uważam, że to gówno ma przede wszystkim za zadanie odmóżdżać całe masy ludzkie i m.in. tych co mają prawicowe poglądy dosłownie obrócić w tępych reakcjonistów, którzy zamiast czytać książki, codziennie przewijają kilometry taniego gówna na FB i Twitter, czegoś co nie wymaga refleksji tylko podobnie jak wiele filmików na YT wyprowadza ludzi z równowagi o tym jaka to niesprawiedliwość na świecie się dzieje.
Korzystanie z tych mediów jest wydaje mnie się jeszcze bardziej zabójcze dla świadomości niż reżimowa telewizja, bo stwarza pozory czynnego udziału, a to jest jedna wielka melasa komentarzy…”

Chodzi o skanalizowanie w jednym miejscu wszystkich możliwych aktywności jak największej liczby ludzi, łącznie z patologicznymi by mogły znaleźć bezpieczne ujście w inny sposób jak na ulicy. Chodzi też o to by podsuwać ludziom jako atrakcyjne (dzięki złudzeniu masowości) i urabiać ich w „jedynie słusznych poglądach” a jednocześnie cenzurować i zwalczać poglądy niesłuszne i zagrażające tym pierwszym. Fejsbuk jest również po to by topić i „znikać” wszystko co ważne w masie bełkotu i oderwanych od rzeczywistości „informacji” zwanych szumem, tudzież będącymi zwykłym kiczem i tandetą w ramach tzw.”rozrywki”.

W świetle tego czym rzeczywiście jest ten cały fejsbuk, jedyne co można zrobić to potraktować poważnie siebie zostawiając całe to środowisko daleko w tyle. Najlepiej po cichu i bez egzaltacji. Inaczej można skończyć jak „narodowcy” i MaxK. który informuje kogo tylko może że jest na jakiejś wojnie (UWAGA) o „lajki” i „wolność słowa” z portalem którym sam (rzekomo) gardzi za manipulację, oraz anty wolnościową i lewacką politykę. Jakby te lajki i ich liczba świadczyły o jakiejś racji, sile głosu, albo miały wpływ na rzeczywistość inną od wirtualnej. Jakby rzeczywiście wierzył w to że Pana Zuckerberga to obejdzie i że zmieni zdanie tj. politykę jaką na SWOIM produkcie z premedytacją uprawia.

Jestem ciekaw jak czują się ci wszyscy biedni ludzie którzy sponsorują oba projekty (fejsia i maksia) dodając im swoją powagą wiarygodności w przekonaniu że wspierają coś ważnego. Lepiej by było dla nich wpłacać na program Pani Jaworowicz bo nie wiedzą co czynią. No ale to jest efekt tego o czym wspomina coryllus – socjalistycznej rewolucji „równościowej”, dzięki której każdy świr ulegając tej iluzji może poczuć się tak samo ważny jak sam Lis czy Rachoń, przekonany o tym że dzięki komentarzowi zamieszczonemu na takim czy innym portalu ma szansę zająć ich miejsce.

Jeśli „aspirujący” do elity „poważni” ludzie którzy mają jakiś wpływ na opinię publiczną nie przestaną się w ten sposób wygłupiać to „…To co zostanie nam w ręku i co będzie pociechą na długie lata pustki i coraz bardziej dojmującej tępoty, to aspiracja, czyli picie kawy z obłupanej filiżanki z odgiętym finezyjnie paluszkiem”… coś ala Gadowski i pisanie na cyfrowy Berdyczów w nadziei że wynegocjujemy od gwałciciela żeby nas trochę mniej używał. Powodzenia… (Odys)

podobne: Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność. oraz: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu

…poza tym warto pamiętać o tym że… „…nie jesteśmy właścicielami tej przestrzeni, nie jesteśmy nawet gośćmi, co najwyżej użytkownikami.

Ale też to, że jesteśmy użytkownikami serwisów społecznościowych, nie znaczy, że mamy w związku z tym do nich prawa. Po zamieszczeniu tam słów czy nagrań przestajemy w zgodzie z regulaminem być ich właścicielami. Nie możemy nimi dowolnie dysponować. Przekazujemy prawa do nich właścicielom Facebooka, Instagramu, Twittera, Google Plus, LinkedIn, Pinterestu i czego tam jeszcze używamy…

Administrator serwisu w każdej chwili może nas bez najmniejszego problemu z niego wyrzucić. Może usunąć to, co wyprodukowaliśmy i co często z wielką pieczołowitością przez lata sobie gromadziliśmy: urywki zdań, zdjęcia, nagrania, rysunki… — jeśli nie zostały zapisane w innym miejscu, tracimy je w ciągu kilku sekund. Bez jakiejkolwiek szansy nie tylko na rekompensatę, ale nawet na wyjaśnienie. Nie — bo nie. Nie mamy pani, pana (cyfrowego) płaszcza, i co nam pani, pan zrobisz?

Możemy pisać — na cyfrowy Berdyczów. Standardowe — przygotowane przez najlepsze kancelarie prawne — odpowiedzi już na nas czekają.

Administrator może nawet, w poszukiwaniu modelu ekonomicznego, zaprzepaścić całe zaufanie, jakie do niego mieliśmy, i całą zawartość naszej „szuflady pamięci” po prostu sprzedać. Łącznie z komunikacją, którą — jak nam się wydawało — ukryliśmy przed publicznym dostępem

…To, co robimy w sieci, jest naszą zabawą, podejmowaną przez nas w naszym czasie wolnym (albo w czasie, który podkradamy naszemu pracodawcy, naszym rodzinom, naszym dzieciom) z zyskiem dla tych, którzy nam tę zabawę umożliwiają. Produkujemy wartościowy dla nich „content”, treść. Ale też oddajemy im wiedzę o nas samych.

Tak, to przecież oczywiste, bezpłatna poczta mailowa również nie należy do nas. Nie do nas należą przesyłane słowa, zdjęcia, emocje. Nie są naszą własnością. A tak naprawdę upewnijmy się, czy jeszcze są tam, gdzie do niedawna były. I czy na pewno dobrze je zabezpieczyliśmy, aby należały do nas i abyśmy tylko my mieli do nich dostęp, aby nie mogły być analizowane, przetwarzane, dotykane. Nie, naprawdę nie chodzi o bardziej skomplikowane hasło dostępu, ale o to, do kogo te dane należą, kto jest ich absolutnym, stuprocentowym dysponentem…

…Możemy wymagać szacunku wyłącznie, jeśli za coś płacimy. Jeśli mamy nasze zasoby na bezpłatnych serwerach do nas nienależących, niczego nie mamy i niczego wymagać nie możemy. Co więcej, jesteśmy niewolnikami tych, którzy na naszych danych robią swoje biznesy. Łączą nasz adres e-mail, miejsca, w których się logujemy, tematykę poruszaną w mailach, inne serwisy, do których mamy dostęp, zdjęcia, strony dla dorosłych, dane karty bankowej i ostatnie operacje na koncie, umawiane wizyty lekarskie, wyniki badań analitycznych krwi, zamawiane książki, siatkę relacji ze znajomymi, nasze mniejsze i większe słabostki, polityczne afilacje, plany wakacyjne — z naszym adresem, numerem PESEL i, co od dawna już w tym procesie jest oczywiste, dawno bowiem nastąpiło z uwagi na inercję państwa, naszym imieniem i nazwiskiem” (wszystkoconajwazniejsze.pl Eryk Mistewicz  Korporacje nowych mediów pokazują inną twarz)

podobne: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej.

Pretensje o to że nas ktoś obcy i wrogo nastawiony nie chce u siebie gościć a co najwyżej wykorzystać i zostawić z dzieckiem są co najmniej niepoważne. Zwłaszcza kiedy się SAMI takiemu komuś w łapy ładujemy. I taka jest różnica między dawną a dzisiejszą cenzurą… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik - wolna debata

Adam Wycichowski niewolnik – wolna debata

W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.


Stanisław Bagieński - Polonia prowadząca do boju (kopia Władysław Brech)

Stanisław Bagieński – Polonia prowadząca do boju (kopia Władysław Brech)

„…Dewastacja struktury klanowej jest pierwszym i najważniejszym celem rewolucji. Zastępuje się ją hierarchiami branżowymi, czyli de facto w całym społeczeństwie wprowadza się porządek mafijny lub jak kto woli wojskowy. Ma to zapewnić wszystkim równe szanse. Jak wiemy z praktyki, zapewnia to szanse tylko najbardziej brutalnym, podstępnym i bezwzględnym oraz ich potomkom. Doświadczenie uczy, że jakikolwiek ruch przeciwko takim tendencjom natychmiast zostaje zauważony i jest atakowany z największa furią. Furia ta wynika wprost z faktu, że państwo socjalistyczne, a od roku 1918 innego nie mamy, jest protektoratem jedynie. To jest myśl, od której powinniśmy wyjść snując nasze rozważania o wolności i własności. Czym była zamiana niewoli na wolność w roku 1918, a także czym była zamiana tej wolności na nową wolność, nazywaną później niewolą po roku 1945? Żeby poczynić tu jakieś spostrzeżenia, musimy rzecz całą przenieść na grunt ekonomiczny. Wolność oznacza realnie wolność dostępu do produktów wytwarzanych poza granicami „uwolnionego” kraju, a także wolność w dostępie kapitałów i organizacji spoza granic tego kraju, do jego wewnętrznych zasobów, w tym ludzi. By dobrze ów dostęp wykorzystać należy zmierzyć się z lokalną strukturą, która nie rozumie istoty wolności w wydaniu socjalistycznym i się rzuca jak nie przymierzając wesz na grzebieniu. Trzeba tym ludziom zafundować zimny prysznic w postaci podatków, dać im coś do zabawy potem, by nie stracili całkiem nadziei, dawali się nadal oszukiwać i nie zaczęli strzelać na oślep do niewinnych osób. O ile w latach 1945 – 1989 socjaliści zarządzający naszym protektoratem dobrze rozumieli sytuację i właściwie przygotowali wszystko do zmiany dekoracji oraz wolnego zagospodarowywania zasobów przez hierarchie zewnętrze, o tyle po roku 1918 nikt za bardzo nie miał pojęcia co się dzieje. Po roku 1945 każdy z wewnętrznego kręgu rodzin czerpiących siłę z państwa-protektoratu wiedział gdzie są trąfy i o co chodzi tak naprawdę – o uzyskanie maksymalnie niskich kosztów pracy, poprzez propagandę i zastraszanie, a także o tanią eksploatację surowców. Po roku 1918 masa ludzi żyła złudzeniami i tych ludzi należało się pozbyć, bo byli naprawdę niebezpieczni. Uczyniono to w kilku etapach, wśród których proces w Brześciu wydaje się być najbardziej spektakularny. Najśmieszniejsze jest to, że nikt z ówczesnych gangsterów nie zdawał sobie sprawy z najważniejszego, to znaczy z faktu, że wolność oznacza wolność dostępu do produktów z jednej strony i wolność dostępu do zasobów z drugiej. Rozmawialiśmy ostatnio o jednym z najważniejszych zasobów kraju – o armii. To jest najbardziej wyrazisty przykład. Armia, do której idą służyć członkowie silnych rodzin, jest nie do zwalczenia. Trzeba ją eliminować odstrzeliwując każdego pojedynczego żołnierza. Armia, w której służą ludzie połączeni powierzchownymi więzami, nawet jeśli ma komendę podawaną w jednym tylko języku, jest zasobem jedynie. Tym bardziej jest tym zasobem im bardziej państwo jest protektoratem. Zasób zaś można wykorzystywać na różne sposoby. Można go zmarnować całkiem, albo tylko trochę. Można go załadować do wagonów i przewieźć w inne miejsce, albo obiecać coś – walkę ze wspólnym wrogiem – i zasób sam się przeniesie ryzykując życie i oszczędności. Powiedzmy to jeszcze raz wprost – jeśli państwo nie ma pomysłu na siebie, to znaczy doktryny, jego armia zostanie potraktowana jako zasób przez inne państwa, które taką doktrynę mają. Tak było z armią polską na zachodzie w latach 1939 – 1944 i tak było z armią w PRL. U samego spodu tych wszystkich nieszczęść leży dewastacja struktury klanowej. Nie możemy o tym zapominać…” (coryllus – Siła polskich rodzin)

„…konsorcja rzadko prowadzą wojny samodzielnie, nie muszą tego robić, bo czynią to za nie armie państw posiadających doktrynę imperialną lub jakąkolwiek, może być wymyślona na poczekaniu. Jeśli takie, wystrugane tu na poczekaniu narzędzie przyłożymy do czasów nam nieco bliższych otrzymamy ciekawe wyniki. Możemy na przykład opisać II wojnę światową jako konflikt Wielkiej Brytanii ze Stanami Zjednoczonymi prowadzony rękami Niemców i Rosjan. Oto dwie potęgi starego kontynentu pożerając wcześniej żywiołki drobniejszego płazu stają do walki ze sobą, ale nie każdy widzi, że obydwa są golemami, którym ktoś wsunął w usta karteczkę z czarodziejskim słowem, dzięki któremu potwory mogą się poruszać. Każdy kto stanie im na drodze musi liczyć się z najgorszym, dlatego państwa posiadające polityków prawdziwych schodzą golemom z drogi. Państwa zaś posiadające polityków idiotów szarżują na jednego lub drugiego golema w pełnym pędzie. Dlaczego to czynią? Albowiem otrzymały gwarancje pomocy, od właścicieli golemów. Ci zaś są jedynie pośrednikami i wyrazicielami życzeń konsorcjów, które zainstalowane są na ich terenie. Są gwarancją, że to nie konsorcja będą ponosić koszta wojny, ale narody…

…Nie trwało to zbyt długo i teraz wracamy do początków. Zaczyna się nowa kłótnia w rodzinie, którą my będziemy postrzegać całkiem inaczej, będziemy ją opisywać w sposób zgubny dla nas i dla naszych dzieci, bo nikt, żaden mędrzec nie podsunie nam tej prostej formuły, która wyjaśnia wszystko – państwa służą do przerzucania kosztów wojny wywołanej przez konsorcja na narody. Koniec. Żyliśmy przez jakiś czas złudzeniem przemożnej siły organizacji politycznych, a złudzenie to dawały na takie zjawiska, jak zimna wojna, upadek tak zwanego komunizmu i inne nieistotne duperele. Wracamy do starego świata, w którym jawnie już rządzić będą kompanie. Widać to choćby po klasie obojga kandydatów na urząd prezydenta USA – agresywnej wariatki i erotomana gawędziarza. To są figuranci, którzy będą wykonywać polecenia swoich szefów. Nie wiemy jakie ci szefowie mają plany, ale możemy się domyślać. I moja rada jest taka, przyjmijmy te wszystkie umowy CETA i inne, jak zjemy trochę modyfikowanej żywności nic nam się może nie stanie, najwyżej niektórych rozboli brzuch. Alternatywą bowiem może być ogryzanie kory z drzew gdzieś w tajdze lub tu u nas, tyle, że na terenach ogrodzonych drutem kolczastym. I marną będzie pociechą fakt, że kora jest ekologicznie czysta, zawiera różne potrzebne do życia substancje, a również garbniki, znakomicie wpływające na likwidację złogów jelitowych. Kiedyś dawno temu, w czasach gdy straszono nas chińską inwazją, Andrzej Rosiewicz śpiewał taką piosenkę – jedzcie ryż, to będziecie mieli bardziej skośne oczy, to się jeszcze może przydać, to się jeszcze kiedyś może przydać, czasem lepiej trochę wydać, by w przyszłości uniknąć przykrości…

Pamiętajmy o tym że cud zwycięskiej wojny z bolszewizmem nie był zasługą ówczesnych elit (za kilkoma rzecz jasna wyjątkami) którym później tak bezgranicznie zaufano, postawiono na piedestał i uczyniono symbolami które do dziś straszą w szkołach i muzeach dzieci i „dorosłych” na okoliczność rocznic odzyskania przez nich (dla narodu) „niepodległości”. Cud dokonał się przede wszystkim ogromnym wysiłkiem prostych ludzi/obywateli/żołnierzy i raczej na przekór temu czym zajmowały się ówczesne elity (zwłaszcza o lewicowym rodowodzie) którym pachniały zdobycze socjalizmu i demokracja i aż przebierali nogami na wieść że rewolucja się zbliża. Zwycięstwo nad armią bolszewików nie rozwiązywało niestety istoty problemu jakim była „równość klasowa”, etatyzm, i „redystrybucja” zagrabionego w ramach systemu „opieki społecznej”, którą zaprowadzał w Polsce nie kto inny jak Piłsudski i jego ekipa. Naród który przetrwał bohatersko śmiertelny bój z bolszewikami dając opór sile zbrojnej rewolucji nie oparł się samej idei. Wybrał sobie do władzy socjalistów z polskim paszportem i płacił później przez nos na ich kosztowne programy, które do dziś po niemal 100 latach (o zgrozo!) ciągle pokutują w narodowej pamięci jako „zbawcze” i „wybitne”. Dopiero co odzyskana niepodległość podziałała na ówczesnych jak znieczulenie/opium pozbawiając czujności na zarazę którą wydawało się że przegoniono skutecznie kontrofensywą znad Wieprza. Mało kto po tej hekatombie miał siłę i odwagę walczyć z okrytą nimbem bohaterstwa na polu walki z bolszewikami ekipą Piłsudskiego. Nieliczni wnosili do debaty publicznej głos sprzeciwu wobec bezprawia do jakiego dochodziło na masową skalę w „wolnej i niepodległej ojczyźnie”. Parcelacja ziem, kolektywizacja, rekwizycje i ucisk fiskalny – taki był efekt rządów „swoich” czyli tzw. „elit” II eRPe. Nie wspominając o tym o czym napisał coryllus – o rozbijaniu struktury klanowej polskich rodzin zwłaszcza tych z tradycjami ziemiańskimi, wychowanych w sarmackim poczuciu obowiązku że niepodległość to ja i moja własność (a nie „polski” urzędnik na etacie). Pozostałym resztkom dawnej szlachty którzy chcieli coś robić na własny rachunek (ludziom spoza systemu), tzw. „własność państwowa” z jej monopolami skutecznie wybiła z głowy ambicje konkurowania na wyższym poziomie jak „zezwolenia”, „kontyngenty” i „koncesje”. Za zrabowane majątki kupowano sobie ploretariat i zatrudniano na etatach zubożałą inteligencję, wciągając ich do spółki i uzależniając od „publicznego”. Ta nowa „szlachta gołota” była wdzięczna państwu za pracę i chętnie czerpała z tego na czym zbywało władzy przy okazji różnych „reform” i wielkich projektów (jak piramida zwana COP), za które płacili „burżuje” i „panowie”.  Czy to co się obecnie dzieje za tzw. „dobrej zmiany” nie jest żywcem wzięte z tamtych czasów? Jest, a obecna władza jeszcze się tym chwali. Dla tych co Misia nie pamiętają… (Odys):

– Powiedz mi, po co jest ten miś?

– Właśnie, po co?

– Otóż to. Nikt nie wie po co i nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?

– Protokół zniszczenia.

Zapamiętaj: Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach.

…a oto miś na miarę „naszych” (czasów)…

„…wicepremier Sellin i minister kultury Gliński ogłosili, że rząd przyjął wieloletni program o nazwie „Niepodległa”. Celem tego programu jest wzmocnienie poczucia obywatelskiej wspólnoty Polaków. Nie bardzo można się było zorientować co to znaczy póki nieco tego hasła nie uszczegółowiono. Oto owe szczegóły:

stabilizacja bytowa środowisk twórców i instytucji kultury, wzbogacanie kultury popularnej elementami kultury wysokiej, rozwój przemysłów kreatywnych oraz kształtowanie świadomości społecznej i wzmacnianie polskiej „wspólnoty politycznej” poprzez inwestycje w dziedzictwo (dobra kultury, nauki i sztuki, w tym zabytkowe obiekty).

Nie wiem czy zgadzacie się ze mną, ale te szczegóły dadzą się streścić w jednym zdaniu: kasa dla swoich. Cóż to bowiem jest stabilizacja bytowa środowisk twórców i instytucji kultury? To oznacza pieniądze dla tych, co będą realizowali pomysły zgodne z linią rządu

niepodległość i rocznica jej odzyskania służy jako gadżet do załatwiania spraw współczesnych, a nie do zadumy nad przeszłością. Ktoś powie, że to dobrze. Tak, pod warunkiem, że się jej używa z godnie z przeznaczeniem. To zaś nie zachodzi moim zdaniem i zajść nie może. Dowodów na to jest aż nadto dużo…” (coryllus – Logo stulecia czyli zbuduj sobie instynkt)

…inny miś za te pieniądze to „3- miesięczne kursy samoobrony dla kobiet na wypadek wojny”. Pamiętajcie więc drogie Panie czego się będzie od was wymagać po tym jak już zostaniecie przeszkolone i „zaksięgowane” w poszczególnych garnizonach…(Odys)

„…organizacje globalne, głównie finansowe, ale także polityczne, takie jak Imperium Brytyjskie, próbują rozwalać silne organizacje regionalne, które aspirują do zarządzania globalnego, takie jak Rosja. Czynią to nie bezpośrednio, ale za pomocą podporządkowanych sobie organizacji lokalnych, którym sprzedają pewne złudzenia. Przez cały czas przy tym są owe globalne struktury gotowe do negocjacji ze swoim regionalnych przeciwnikiem, oczywiście kosztem swoich dotychczasowych partnerów lokalnych. Ludzie zaś zarządzający strukturami lokalnymi, takimi jak Polska dostają od swoich partnerów i sojuszników różne wytyczne, które mają zagwarantować maksymalnie duże korzyści z tychże negocjacji pomiędzy organizacją globalną i regionalną. To jest podstawa rozważań politycznych od zawsze. Niektórzy z polityków lokalnych zdają sobie sprawę z takich uwarunkowań i ci nie traktują swoich sojuszników zbyt serio, ale podejmują także rozmowy o charakterze tajnym ze swoimi największymi wrogami, uzyskując w ten sposób bezwzględne umocnienie swojej pozycji. Inni zaś uważają, że obietnice składane przez organizacje globalne są wiążące w każdych okolicznościach. Ktoś powie, że nie zawsze można negocjować z wrogami, bo oni się domagają ustępstw, dlatego właśnie trzeba szkolić obronę terytorialną i uczyć dziewczyny samoobrony na wypadek wojny. A dlaczego tylko dziewczyny? A dlaczego tylko oddziały samoobrony, skoro sensowniej byłoby przeszkolić i uzbroić wszystkich zdolnych do tego ludzi, tak kobiety jak i mężczyzn? No dlatego, że takie masowe uzbrajanie i przeszkalanie zagroziłoby pozycji polityków lokalnych. Utworzenie zaś samoobrony oraz dziewczęcych brygad ninja spowoduje, że co prawda się nie obronimy, ale za to powstanie siła, która podczas okupacji skutecznie uniemożliwi jakikolwiek porozumienia pomiędzy okupantem a lokalną ludnością. Co prawda odbędzie się to kosztem życia i mienia tejże ludności, ale jak powiedziałem, pozycja rządu emigracyjnego, który uciekając przez Zaleszczyki znów znajdzie się w Londynie, będzie o niebo lepsza. Może uda się wytargować granicę na Wiśle z jednej strony i na Warcie z drugiej…” (coryllus – O złudzeniach czyli Zaleszczyki ministra Macierewicza)

Cena jaką za „sanacyjnego” misia i naiwną wiarę w propagandę słuszności „przemian społecznych” w postaci likwidacji „pańskiej Polski” („zaszlachtowania szlachty”) czyli defakto skasowania wielkiej własności prywatnej zapłacili Polacy była straszna. Najpierw krwawiąc przez nos na futrowanie ekipy Piłsudskiego, by potem zrujnowani pójść za tymi ludźmi na wojnę z Hitlerem w interesie „sojuszników”. W tym czasie owe „elity” co to nie chciały oddać „ani guzika” siedziały sobie na emigracji i kibicowały „ofierze z polskiej krwi” która miała nam gwarantować niepodległą po zakończeniu wojny Polskę. Jak się ta historia skończyła wiemy z historii właśnie, i do dziś ponosimy konsekwencje tamtych urojeń (o czym więcej tu: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?). Dzięki czemu „najlepszy” wybór przed jakim kolejny raz stajemy to albo „CETA” albo ogryzanie kory z drzew… za drutami rezerwatu dla frajerów. Gotowi w imię „tradycji powstańczej” i jak się okazuje dzięki rewolucji bolszewickiej której podobno zawdzięczamy niepodległość (jak był się łaskaw wypowiedzieć w telewizorze jeden z propagandystów „dobrej zmiany”) do kolejnych poświęceń, w przekonaniu o tym że na tym polega wolność… i patriotyzm. (Odys)

podobne: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

„…Rewolucja to dewastacja i oni wszyscy razem zajmują się dewastowaniem tak zwanego starego porządku, na którym chcą zbudować coś nowego. Rzecz jasna nie może się to udać, albowiem ludzie zajmujący się zawodowo niszczeniem niczego nigdy nie zbudują. Ani rodziny, ani państwa, ani nawet lojalności współpracowników, która zawsze będzie wymuszona, albo będzie miała charakter zmowy przeciwko komuś. Inaczej być nie może. Z tej tradycji – z tradycji sojuszu rewolucjonistów z tajną policją wyrasta niestety duch polskiej niepodległości. I albo będziemy się tym ekscytować i co jakiś czas zastanawiać się dlaczego znów ubyło 10 milionów ludzi, albo to zmienimy.

Jak wiemy rewolucja roku 1905 nie służyła odzyskaniu niepodległości Polski. Ona służyła dewastacji i terrorowi, który był przygotowaniem pod to, co nastąpiło w roku 1917…

…powtórzmy raz jeszcze potrzebna była rewolucja, która zakwestioniowała porządek prawny i pozwoliła bezkarnie strzelać do ludzi, denuncjować ich i rabować ich mienie. Czasy to dawne, nic dziś nie jest takie jak wówczas, żadna dzisiejsza miara nie pasuje do tamtych czasów. Jedno nam tylko pozostało – świadomość, że porządek prawdy jest ochroną dla własności, a co za tym idzie dla tego wszystkiego co z własności wypływa – kultury i siły. No więc jeszcze raz musimy sobie powtórzyć to, o czym tu zawsze gadamy, albo rząd i prawo będą chroniły własność i wtedy będziemy mogli mówić o niepodległości, albo rząd i prawo będą własność ograniczać i wtedy będziemy mówili o pucowaniu bałwanów rewolucji, ubieraniu ich w jakieś szmaty i koronowaniu papierowymi kotylionami w czasie różnych rewolucyjnych świąt. To jest naprawdę proste i klarowne rozróżnienie. Innego nie mamy i nie ma się co oszukiwać.” (coryllus – Czy Stołypin był ojcem niepodległej Polski?)

„…Po 1918 państwo polskie nie zwróciło ziemianom majątków odebranych im przez zaborcow i przystąpiło niszczenia tej wielkiej własności, która pozostała. Teraz Polak nie może kupić sobie ziemi, ale u durniow wzbudza to zachwyt, że to niewielka cena wobec ochrony ziemi przed wykupem ze strony obcych…” (Basia 13 listopada 2016)

o czym więcej tu: Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie ziemii” w postaci ustawki o „ustroju rolnym”. Czy państwo działa na ślepo?polecam również: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

Oto patriotyzm – założyć koszulkę albo bluzę lub inną biżuterię z symbolem Polski Walczącej (do niedawna można było uzupełnić taki zestaw o kij bejsbolowy że stosownym patriotycznym emblematem) i pójść raz do roku w „marszu niepodległości” by wyrazić „dumę narodową”. Przez resztę zaś roku popierać socjalistów i ich kolejną rewolucję, bo nie nasyłają policji na maszerujących i dają 500 na drugie i kolejne dziecko. Mało który z tych patriotów kojarzy że ta „dobra zmiana” (wszak mamy tu do czynienia ze zmianą skoro wycieranie sobie gęby wyklętymi nie jest już obciachem – teraz jest modą) co i rusz wysyła i nasyła policję skarbową i komorników w większości na polskie firmy, po to by od tych samych patriotów we wszelkiego rodzaju podatkach, składkach i opłatach wycisnąć około 80% dochodu, dzięki czemu owa „dobra zmiana” jest absolutnym monopolista treści i propagandy jaką tylko uzna dla siebie pożyteczna.
Tak oto niezwykle tanim kosztem „piosenki i chorągiewki” które są dostatecznie tanie by było na nie stać raz do roku każdego obrabowanego patriotę, mają ludziska przekonanie o tym że żyją wreszcie w wolnym kraju, i nic ich nie przekona że białe jest czerwone – chyba że na własnej skórze odczują „garbowanie ekonomów” z tzw skarbówki albo inny domiar podatkowy który jest w stanie zniknąć ich miejsce pracy jednym podpisem… (Odys)

 „…Proszę Państwa, nie da się w Polsce, kraju gdzie spłonęła większość archiwów, pisać historii, na aksjomatyczym stwierdzeniu – jeśli nie ma źródeł pisanych to nie ma historii. Ta bowiem nie jest gablotą pełną zasuszonych egzotycznych motyli, to jest zatęchła piwnica, pełna pełzających, żywych gadów i popiskujących szczurów. Wobec takiego jak powyżej sformułowania misji historyków, palenie archiwów staje się natychmiast narzędziem kształtowania świadomości Polaków, które będzie konsekwentnie stosowane przez naszych wrogów. To jest do udowodnienia już dziś, a będzie i w przyszłości. Taka jest specyfika naszego regionu. Jeśli dodamy do tego niechęć tychże historyków do wydawania i komentowania źródeł, oraz ich przemożne parcie ku popularyzacji historii w najgorszych i najbardziej osłuchanych rejestrach, oczom naszym ukaże się wymieniona na początku szkoła idiotów i ofiar. Z jednej strony mamy strażników pamięci, których guzik obchodzą manipulacje filmowców, bo to nie ich budżet, z drugiej mamy profesora wariatuńcia, co będzie opowiadał o religijności Ziuka Piłsudskiego i jego przywiązaniu do kultu maryjnego. Ludzie ci mają jeden cel, wyraźnie wytknięty – zdeprawować młodzież. Nakręcić tym biednym dzieciom we łbach, po to, by byli gotowi do ponoszenia ofiar. Spośród tych omamionych zaś, Sławomir Cenckiewicz wybierze kilku najlepiej rokujących i z nich uczyni elitę. Do czego ona będzie służyć? Do niczego. Zostanie podkupiona albo przejęta przez organizacje większe, mocniejsze i mające bardziej dalekosiężne plany niż IPN, Wytwórnia Papierów Wartościowych i Urząd Rady Ministrów razem wzięte.

I teraz ważna rzecz – czy oni wszyscy, ci głosiciele wielkości i chwały państwa naszego, zadumani nad cierpieniami narodu i głoszący swoje poglądy, w których świetlana przyszłość zajmuje miejsce najbardziej eksponowane o tym wiedzą? Oczywiście, że tak. Wiedzą i dlatego z taką zaciekłością bronią tej hagady, bo tylko przez nią wiedzie droga ku poczekalni, z której wywołuje się ludzi przeznaczonych do lepszego życia. Kłopot w tym, że ta droga nie jest naszą drogą. I choć jest ona wąska nie wiedzie do Królestwa Niebieskiego, ale w kierunku dokładnie przeciwnym.(coryllus – Szkoła idiotów i ofiar)

…i dlatego w dniu takim jak dziś trzeba się modlić o roztropność rodaków, bo bez zrozumienia historii łatwo jest oberwać przeszłością jak bumerangiem w potylicę… (Odys)

Boże! Coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
I tarczą swojej zasłaniał opieki
Od nieszczęść, które przywalić ją miały
Przed Twe ołtarze zanosim błaganie,
Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie!

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. i to: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP. a także: Spór o mit założycielski II RP, czyli dlaczego świętujemy 11 listopada? Komu służyła Rada Regencyjna? polecam również: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP

Adam Wycichowski niewolnik - nadzieja żywych

Adam Wycichowski niewolnik – nadzieja żywych

Jacek Kaczmarski: „Epitafium dla księdza Jerzego”… nienasyconym (w rocznicę morderstwa)


„W duchu miłości, a nie prze­mocy, człowiek gotów jest przyjąć na­wet naj­trud­niej­szą, naj­bar­dziej wy­magająca prawdę.”…a prawda was wyzwoli”

 

Mariusz Lewandowski - Paruzja

Mariusz Lewandowski – Paruzja

księdzu Jerzemu (błogosławionemu)

 

prawda do dziś nie poznana

bo każdy może mieć własną

choć skatowano człowieka

 

wolność gdy źle rozumiana

tam tylko poważa się własną

więc uwięziono człowieka

 

miłość wciąż przekłamywana

gdy nie ma nic ponad własną

dlatego zabito człowieka

 

lecz sprawiedliwość czeka

…nienasyconych

 

nienasyceni – Odys, 19 października 2016

podobne: 30 rocznica zabójstwa człowieka zagrażającego komunie. „Prawdę o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki poznają dopiero ci, którzy jeszcze się nie urodzili”. Wojciech Sumliński „Lobotomia 3.0”. oraz: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną. i to: Dzień sądu do Deus Vult i Empatii a także: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie)

Jacek Kaczmarski – „Epitafium dla księdza Jerzego” poprzednio: Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)

(NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka.


Szymona Kobylińskiego gawędy o broni i mundurze - Polish-Lithuanian Commonwealth - costumes of the military leaders, 16th-18th centuries

Szymona Kobylińskiego gawędy o broni i mundurze – Polish-Lithuanian Commonwealth – costumes of the military leaders, 16th-18th centuries

„Polak zawsze wesołym w królestwie swym jest, śpiewa, tańcuje swobodnie, nie mając na sobie niewolnego obowiązku żadnego”, „Polak, jako orzeł bez pętlic, na swej przyrodzonej, pod królem swym bujam w swobodzie”, „Polak w siermiędze na wole na harc przeciwko tej niewoli wyjechał”. Ta afirmacja wolności, bycia „orłem bez pętlic” jest również związana z pogardą lub co najmniej poczuciem wyższości względem „zniewolenia”. Polacy są więc „wolnymi królami”, „ilko widzisz Polaków, tylko widzisz swobodnych panów” w przeciwieństwie do mieszkańców innych mocarstw, którzy „nie mają obrony przeciwko zwierzchności książęcia swego”. Wolność daje odwagę, płoszy zniewalający strach („zajęczego serca jest niewola”). Człowiekowi o godności nieniewolniczej, człowiek uzależniony, podległy „ustępować musi jako lwowi ustępują sarny”. Wolność pozostaje w pismach Orzechowskiego wartością centralną, niemal synonimem polskości, wartością, która nobilituje, wyróżnia; jest fundamentem nie tylko ustroju Rzeczypospolitej, gwarantem trwania tego „wiecznego królestwa”, ale wręcz tożsamości jej obywateli.

„Mnie wolnego słuchaj Polaka, wzywam cię do siebie, wolności swej przyrodzonej i błogosławieństwa swego szczodrobliwie i wiernie użyczam tobie, nie dla siebie, ale dla samego ciebie, w społeczność swą cię biorę, z niewolnika wolnym wolnością swą cię czynię (…)” (Na tropie – Quincunx polski)

…Okres od powstania Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego (1569) do rebelii Chmielnickiego rozpoczętej w 1648 roku był szczytowym, jeśli chodzi o pozycję w świecie, sytuację gospodarczą kraju, ale też znaczenie szlachty polskiej i możliwości jej wpływu na dzieje Europy. Z tych właśnie lat pochodzą charakterystyczne opisy tej grupy: „Na każdą wzmiankę o męstwie i chwale na największe niebezpieczeństwo się narażają, w ogóle bowiem odwagą i śmiałymi czynami jaśnieć pragną; gnuśny nawet za leniwego do oręża uchodzić nie chce. Lud ten waleczny, śmiercią gardząc, chwałę wojenną nad inne przenosi; lecz nie są u niego i nauki bez czci stosownej. Język łaciński używany bywa powszechnie: nie ma prawie szlachcica, który by nim nie władał”.

„Szlachta ta wybija się spośród wszystkich innych narodów: Po pierwsze dlatego, że można z całą ścisłością stwierdzić, iż szlachty w Polsce jest więcej niż we Francji, Anglii i Hiszpanii razem wziętych. Po wtóre z uwagi na jej rozsądek i zręczność. Po trzecie szlachta polska jest polecenia godna jeszcze z powodu cechującej ją odwagi i zręczności w rzemiośle wojennym. Pod tym względem może iść w zawody z każdą inną szlachtą na świecie. Nie ma narodu, który by równie dobrze i cierpliwie znosił mrozy i upały, i wszelkie trudy – jak Polacy. Przypuszczam, że powodem tego jest Ich skłócenie z sąsiadami, a przeto przyzwyczajanie od dziecka do niewygód wojennych. Należy podkreślić jeszcze i to, że nawet w czasie pokoju i w czasie przebywania w domu sposób ich życia bardziej przypomina tryb obozowy niż domowy”.

„Żołnierze nasi do tego stopnia żądni są sławy i nie dbają o życie, iż nie przeraża ich ani sztuka, ani potęga wojenna innych narodów. Stąd też w ogóle gardzimy śmiercią na wojnie, gdyż przez nią możemy stać się nieśmiertelni”.

„U nas w Polsce z łaski Bożej w tej mierze liepsze jest opatrzenie. Nie masz ci skarbów ni podatków tak wielkich [jak w innych krajach], alie jest jedna rzecz, którą ze wszystkich panów skarby król polski zrówna i dobrze przewyszy, to jest liudu rycerskiego ku wszeliakiej potrzebie łacne i snadne nabycie, tak iż nie tylko sobie i Koronie tą rzeczą pomóc może, alie też i sąsiadom, alie i przyjaciołom pomagali królowie polscy, a bez utrapienia poddanych, boć wojna najbardziej skarby królów niszczy”.

Nie tylko z przytoczonych źródeł wynika, że Rzeczpospolita była wówczas państwem rozległym, zamożnym, z minimalną liczbą fortec, z niskimi podatkami, z liczną i świetnie przygotowaną do walki, patriotyczną klasą rycerską. Owa gotowość brała się nie tylko z tego, że każdy szlachcic miał prawo posiadać wszelkiego rodzaju broń, w której posługiwaniu ćwiczył się od dzieciństwa. Owa gotowość wynikała również z etosu szlachty polskiej, etosu rycerskiego, którego charakterystycznymi cechami były uwielbienie dla kawalerii, walka dla sławy, walka w otwartym polu, twarzą w twarz z nieprzyjacielem, walka w obronie Rzeczypospolitej. opierała się na wykorzystaniu tych wszystkich uwarunkowań.

W obliczu wojny odwoływano się do uczuć szlachty – obrońców Rzeczypospolitej. Jeśli tylko oceniła, że toczy się ona w interesie kraju, że jest to wojna obronna (czyli sprawiedliwa), a nie agresywna (czyli niesprawiedliwa), to, nie szczędząc swej krwi i majątków, szlachta wsiadała na koń, wypełniając szeregi armii…

Pokonano Szwedów, Moskwicinów, Siedmiogrodzian i Kozaków. Ale nowa wojna domowa – rokosz Lubomirskiego (walka między stronnictwem królewskim a popierającą Jerzego Sebastiana Lubomirskiego szlachtą) – zmarnowała owoce zwycięstw nad Kozakami i Moskalami. W efekcie zawarty w 1667 roku rozejm w Andruszowie oznaczał dla nas duże straty terytorialne i przypieczętował utratę dominującej pozycji Rzeczypospolitej w tej części Europy.

Dwie dekady wojen odbiły się katastrofalnie na demografii i gospodarce kraju. Populacja zmniejszyła się z jedenastu do ledwie siedmiu milionów ludzi. A gospodarka ucierpiała tak bardzo, że dopiero po półtora wieku wróciła do stanu sprzed 1648 roku. Wojny te pokazały jednak olbrzymią żywotność społeczeństwa szlacheckiego, które nawet w wydawałoby się beznadziejnej sytuacji (niemal kompletne opanowanie kraju przez wrogów i ucieczka polskiego króla za granicę) potrafiło się zorganizować i przejść do ofensywy, odzyskując państwo…

…Rzeczpospolita była osłabiona, ale pozostała podmiotem polityki międzynarodowej, dysponującym sporym potencjałem. I to nie tylko obronnym, lecz również zaczepnym. Najbardziej spektakularny tego przykład to odsiecz Wiednia w 1683 roku. Siła ówczesnego państwa wynikała z woli walki jego obywateli, czyli wciąż hołdującej ideałom rycerskim szlachty. Była to jego wielka zaleta, ale też wielka słabość. Gdy inne państwa zdecydowanie wkraczały w epokę licznych, utrzymywanych permanentnie armii stałych (co było możliwe dzięki bezwzględnie egzekwowanym wysokim podatkom oraz przymusowemu poborowi rekruta), państwo polsko-litewskie zbytnio się nie zmieniało.

Powszechna zgoda sejmujących stanów (czyli króla, senatu i izby poselskiej) była niezbędna, by podjąć decyzję o wypowiedzeniu wojny. Przekonanie szlachty co do słuszności wojny było niezbędne, by ją skutecznie prowadzić (to szlachta decydowała o podatkach i to ona wypełniała szeregi armii). Wystarczyło więc uderzyć w jedność szlachty, zaszczepić w niej zwątpienie w słuszność sprawy, za którą miała walczyć, by skutecznie rozbroić kraj, a nawet obrócić jego mieszkańców przeciw sobie. Tak się stało na początku XVIII wieku, w czasie wojny północnej, kiedy Rzeczpospolita podzieliła się na dwa obozy, które przy pomocy swych sojuszników i protektorów (Rosji i Szwecji) wzajemnie się zwalczały.

Z drugiej strony brak silnych struktur państwowych (czego przejawem było coraz częstsze, aż w końcu permanentne zrywanie sejmów) nie stanowił przeszkody w obronie kraju. Szlachta potrafiła się zorganizować (zawiązywała konfederacje) i z patriotycznymi hasłami na ustach walczyła o to, co uważała za korzystne dla Rzeczypospolitej…” (Radosław Sikora: „Szlachta. Droga do wielkości”Tekst pochodzi z wyd.5 (1/2016) Niezależnego Magazynu Strategicznego PARABELLUM.)

„Ideologia polskiej szlachty w dobie dążenia do uzyskania złotej wolności, kształtowała się gwałtownie, lecz nie charakteryzowała się żadnym zbiorem zasad. W czasach panowania Zygmunta Augusta brać walczyła o egzekucję praw i silniejszą władzę dla rad koronnych i sejmików. Dążenie do ukształtowania państwa na wzór rzymski miało zaowocować utworzeniem się państwa osobliwego politycznie na tle absolutystycznej Europy. Wkrótce rządy w państwie miały przypominać organizację prawną Republiki Rzymskiej z królem – princepsem na czele, rządzoną przez senat, rady koronne, sejmy i sejmiki szlacheckie. Nim jednak zakończyła się dynastia jagiellońska i zwołano pierwszy sejm konwokacyjny, głosem nobilów miał przemówić Stanisław Orzechowski, swoje poglądy wywodzący zarówno z tradycji antycznych, jak i katolickich, a łączący swoje idee polityczne, jak się okazało zbieżne z zamierzeniami polskiej szlachty, z mitem sarmackim…

…Historyk formułował w swoim drugim politycznym dialogu zasady funkcjonowania Rzeczypospolitej. Określał rolę samego państwa, jako kraju katolickiego i łączył ją nierozerwalnie ze sprawą obyczaju i tradycji, które miały niejako podtrzymywać Rzeczpospolitą. Wszystkie prawa zawarte w dialogu Orzechowski zilustrował geometrycznym przedstawieniem zależności politycznych państwa w postaci ostrosłupa. Na jego szczycie biskup umieścił równolegle papieża i prawo, jako najwyższą władzę w hierarchii, jaką wyznaczał. Istotnym faktem historycznym wspierającym tę ideę były ciągłe spory polskiego stronnictwa papieskiego z opozycją cesarstwa narodu niemieckiego, zapamiętane dobrze przez szlachtę jeszcze z czasów panowania dynastii Piastów. Po środku piramidy politycznej Stanisław Orzechowski umiejscowił króla, oraz analogicznie biskupa i sądy, zrównując tym samym zakres ich władzy. Oznaczało to tym samym, że nie godzi się z tym, jakoby to król i jego magnacka rada, sprawowali najwyższą władzę w Rzeczypospolitej, wyjętą spod jurysdykcji praw, których egzekucji domagała się szlachta. U podstawy ostrosłupa historyk umieścił wiarę i sejm, na równi z ołtarzem i ziemskim sejmikiem. Figura opisywała system władzy jako całość, a naruszenie hierarchii, według tej swoistej geometrycznej metafory Orzechowskiego, mogło spowodować obalenie stabilności całego państwa…

…Idee głoszone przez Orzechowskiego nie oscylowały jedynie wokół spraw religii katolickiej. Quincunx determinował postawy obywateli Rzeczypospolitej, implikował wcielanie w życie postaw sarmackich, określonych powinnościami szlachcica-rycerza, ziemianina i gospodarza oraz obrońcy wiary chrześcijańskiej tudzież strażnika prawa i kultury narodowej. Legalizm, który w czasach oświecenia stanie się przedmiotem drwiny i krytyki a symbolem warcholstwa, w czasach kształtowania się polskiego sarmatyzmu stanowił jeden z najistotniejszych wykładników porządku prawnego. Niebezzasadne przekonanie szlachty o wyjątkowości polskich realiów politycznych powodowało, że sejmokracja, tak później krytykowana przez działaczy oświeceniowych, podpierała idee państwowości, opierającej się na wolności praktycznie nieznanej w dobie XVI-wiecznej Europy, rządzonej przez dynastie absolutystyczne…

…Szlachta gloryfikowała dawne prawa, zwyczaje i obyczaje, była przekonana o swej odrębności kulturalnej i narodowej, dostrzegała wyjątkowość polskiego ustroju państwowego, który uważała za dziedzictwo wywalczone przez przodków. (…)To przekonanie o odrębności charakteru narodowego stało się powszechne. Pisma z początków XVII wieku, a zwłaszcza z doby rokoszowej, wskazują, jak dalece pogłębił się tradycjonalny sposób rozumowania u szlachty. Twierdziła ona, że nie prawa są złe, ale ludzie je psują, bo odchodzą od obyczajów przodków, i że nie można wprowadzać żadnych zmian, gdyż prawa i ustrój to spadek zostawiony przez ojców. Dlatego też za słuszne uważano wszystko, co miało za sobą tradycję i dawność. Być może wpływały na to specyficzne cechy polskiego ustroju, tak różnego od krajów sąsiednich. Wzorowano się tedy jedynie na czasach antycznych i własnej tradycji, sięgającej czasów piastowskich.
Istotnie zgodnie ze zdaniem formułowanym przez Tadeusza Ulewicza dla polskiej szlachty realia tworzące polską Sarmację, z jej niezbywalnymi wartościami, stanowiły obszar nieskończonych pól elizejskich ciągnących się od Morza Północnego, aż po Góry Kaukazu… 

…Dzięki kodyfikacji Orzechowskiego szlachcic – Sarmata, uzyskał rodzaj kodeksu, czy też katechizmu postępowania. Sama szlacheckość zobowiązywała odtąd do przestrzegania zasad prawa, religii i obyczaju. Ulewicz zaznacza, że mimo iż Sarmatę należy utożsamić ze szlacheckim stanem społeczeństwa polskiego, to niewykluczone było włączenie do tej grupy także mieszczanina, czy nawet chłopa, co zgodnie z tradycją Rzeczypospolitej (również tą poprzedzającą schyłek złotego wieku) stawało się możliwe dzięki zasłudze dla państwa lub męstwu na polu bitwy, którego dokazywanie rozumiano jako kolejną zasadę postępowania szlachcica, co także zbiegało się z kanonem czerpiącym swoje źródło jeszcze z czasów piastowskich, a mających odbicie we wzorcowych dla obywateli Rzeczypospolitej dziejach starożytnych. Tego rodzaju nadania szlachectwa uchwalał sejm i była to praktyka wcale nierzadka w owych czasach…

…Istotą współegzystencji stanu szlacheckiego było przestrzeganie praw, tj. szeroko rozumianej wolności i swobód szlacheckich wspartych na podbudowie wcześniejszych, sygnowanych przez polskich monarchów, przywilejów. Tu należałoby wymienić ich najistotniejsze i fundamentalne przykłady, mowa więc o:
– Przywileju Koszyckim, wydanym w 1374 przez Ludwika Węgierskiego w celu zapewnienia sukcesji w Polsce jednej z jego córek; przywilej zwalniał szlachtę od podatku poradlnego, z wyjątkiem 2 groszy rocznie z łanu chłopskiego; uchwalał nadzwyczajne podatki wymagające w egzekucji każdorazowej zgody całego stanu szlacheckiego; król zobowiązał się do obsadzania urzędu starostów Polakami oraz do wykupu z niewoli rycerzy, którzy dostali się do niej w czasie wyprawy zagranicznej;
– Przywileju Czerwińskim, nadanym szlachcie przez Władysława II Jagiełłę w 1422; zabraniał on królowi m.in. konfiskować lub zajmować majątki szlachty bez wyroku sądowego, łączyć w jednym ręku stanowisk starosty i sędziego, zobowiązywał sądy do opierania wyroku na prawie pisanym;
– Przywilejach Nieszawskich, wymuszonych w 1454 przez szlachtę na Kazimierzu IV Jagiellończyku; zapewniały one szlachcie, iż bez jej zgody król nie będzie wydawać nowych praw i zwoływać pospolitego ruszenia oraz nakładać nowych podatków; zawierały też postanowienia wymierzone przeciw chłopom i mieszczaństwu; umocniły pozycję szlachty;
– Przywileju Cerkwickim, nadanym w 1454 zgromadzonej na pospolite ruszenie szlachcie wielkopolskiej przez Kazimierza IV Jagiellończyka; zakazywał on łączenia urzędu starosty z innymi godnościami; zapewnił szlachcie nieustanawianie nowych podatków i niepowoływanie pospolitego ruszenia bez zgody sejmików ziemskich;
– Ustawie Nihil Novi konstytucji sejmu z 1505, zakazującej królowi wydawania ustaw bez zgody senatu i izby poselskiej; konstytucja unieważniała przywilej mielnicki 1501, który miał ugruntować rządy możnowładztwa, i przeniosła punkt ciężkości na sejm, przez co przewagę w państwie uzyskała szlachta; król mógł wydawać samodzielne edykty tylko w sprawach miast królewskich, Żydów, lenn, chłopów w królewszczyznach i w sprawach górniczych;
– Artykułach Pacta Conventa, umowie prawnej szlachty z nowo obieranym królem; prawa te były warunkiem elekcji; zawierały zobowiązania elekta dotyczące polityki zagranicznej, spraw finansowych, wojska i in.; po raz pierwszy sformułowane w 1573, część z nich nabrała charakteru ustawy zasadniczej;
– Artykułach Henrykowskich, ustawie określającej podstawowe zasady ustroju Rzeczypospolitej, ułożonych w czasie bezkrólewia 1573, zaprzysiężonych kolejno przez wszystkich elektów łącznie z paktami konwentami; w artykułach henrykowskich król uznawał wolną elekcję, zrzekał się tytułu dziedzica, zobowiązywał się nie załatwiać spraw wojny i pokoju bez udziału senatu, nie nakładać podatków ani powoływać pospolitego ruszenia bez zgody sejmu, co 2 lata zwoływać sejm; szlachta uzyskała prawo wypowiadania posłuszeństwa, jeśli król nie będzie przestrzegał praw i jej przywilejów.

…Orzechowski określał powinność sarmacką i tłumaczył ją w sposób zgodny z poglądami szlachty, wychodził naprzeciw tradycji sięgającej czasów stricte rycerskich, a wiązał ją z wartościami pielęgnowanymi niejako w domyśle przez obywateli Rzeczypospolitej, nadając im formę prawie paraboliczną i niezbywalną, bo spisaną na podobieństwo szlacheckiego kodeksu. Jego dzieło kontynuowali kolejni historycy, korzystając z Quincunxa, jako podstawy całej ideologii sarmackiej, znajdującej w dialogach biskupa swój najpełniejszy wyraz. Rozprawa z pozoru jedynie teologiczna i prokościelna okazała się nie nazbyt zawoalowaną wykładnią państwowości, tradycji, obyczaju i archetypu szlachcica polskiego.” (Alicja Przepiórka – Quincunx Orzechowskiego a idea sarmatyzmu)

„Od dziesięcioleci obcy mówią o polskim rozmamłaniu, gnuśności, nieumiejętności czy też niemożności wykańczania spraw, lenistwie, niezgulstwie, ba, nawet jest określenie improductive slave, przy czym pod określeniem tego Słowianina ma się na myśli Polaka (bo już na pewno nie Czecha).
Z drugiej strony możemy poszczycić się osiągnięciami przeczącymi owej gnuśności czy rozleniwieniu. Grunwald, Kłuszyn, rozbijanie kilkakroć liczniejszego przeciwnika pod Kircholmem, Chocimiem. Także konstytucją Nihil novi, Neminem captivabimus, artykułami henrykowskimi, Konstytucją 3 Maja. A unia lubelska, hadziacka? Mówi się o tolerancji wyznaniowej (Konfederacja Warszawska) i narodowościowej (Rzeczpospolita Obojga, a w istocie co najmniej Pięciorga Narodów).
Tylko co z tych zwycięstw, jeśli większość z nich nie została wyzyskana politycznie; co z tych praw, jeśli były omijane, nadużywane, szarpane; co z tych unii, jeśli druga praktycznie nie została zrealizowana, a pierwsza rozpadła się (co prawda po 200 latach, a właściwie 400, jeśli liczyć od unii krewskiej); co z owych tolerancji, jeśli nadal popularne jest utożsamienie Polak-katolik?
Więc może ta tolerancja wynikała z obojętności, czyli letnich uczuć religijnych i narodowych, niedoróbki polityczne z lenistwa, rozpad Rzeczypospolitej z fuszerki albo zaniechania w swoim czasie koniecznych napraw? Ba, ale dlaczego? Próbuje na to znaleźć odpowiedź Jacek Wegner w książce „Biesy sarmackie”. Sarmackie, gdyż w pewnym okresie dziejów nasi przodkowie zaczęli uważać się za potomków legendarnych czy też rzeczywistych Sarmatów. Kim w istocie byli Sarmaci – o to badacze wiodą spory, ale powiada się, że nasza kultura ma sarmackie podstawy. Pojęcie to obrosło negatywami. Sarmacki, czyli ciemny, zacofany, nietolerancyjny, szowinistyczny, zaściankowy. Ba, ale to ci nasi sarmaccy przodkowie umyślili owe neminem captivabimus, artykuły henrykowskie, pojęcie rzeczy pospolitej, czyli wspólnej, w której prawosławni zasiadali w sejmach, protestant mógł stać na czele izby poselskiej albo być „starszym nad armatą”, a wszyscy czuli się w całej Europie, jak u siebie w domu (acz w Rzeczypospolitej przystojniej było mieszkać…). Więc autor pokazuje sprawiedliwie obie strony sarmatyzmu. Tę naganną i tę wzniosłą, a szale tej wagi równoważą się. Skąd jednak te ciągłe niedoróbki polityczne, militarne, gospodarcze i wszelkie inne w działalności państwa. Na zdrowy rozum niczym nie wytłumaczalne. Bo dla każdego z konkretnych zaniechań da się znaleźć jakiś powód. Lecz całość nie układa się w jakieś jedno logiczne wytłumaczenie. Tedy autor cierpliwie szuka syntezy, wyjaśniającej dlaczego tak akurat przebiegała nasza historia. Czyni to wielce dociekliwie, przytacza na każdą okoliczność mnóstwo przykładów. Ale i on w pewnych momentach staje bezradny. Zatem winne są jakieś siły nadprzyrodzone, jakieś biesy, które od wieków hulają po naszym narodzie? Jednak to żadne wytłumaczenie, bo jest defetystyczne: „tak już jest, więc my nie jesteśmy winni, bo tacy jesteśmy”, zatem zrzucające odpowiedzialność za klęski błędy na los i uciekające od odpowiedzialności.
Tedy autor żmudnie analizuje dalej. Tak, my jesteśmy winni! Ponieważ za dobrze nam się żyło i przegapialiśmy momenty, kiedy trzeba było brać się do remontu. Zresztą inne narody też miały swoje biesy. Jedne na czas zdołały poradzić sobie z nimi, inne nie, u jeszcze innych ponownie ukazują się ich biesy. Historia trwa; nic nie jest skończone i dane raz na wieki. A właśnie! Bo też autor, gdy śledzi owe biesy z XVI, XVII, XVIII stulecia, idzie ich tropem i dochodzi do czasów obecnych, wręcz dosłownych, bo wprost do 2003 roku. Te biesy sarmackie sprzed trzech czy czterech wieków, nadal są obecne wśród nas. Przykłady z tamtych stuleci przedziwnie są podobne do współczesnych nepotyzmów, korupcji, zdrad, lokajstwa, prywaty. Czas najwyższy wyegzorcyzmować je. Szansa jest, bo przecież historia to nauczycielka życia, więc powinniśmy wiedzieć co czynić. Ba, ale do tego trzeba woli politycznej! A tej nie ma, gdyż naprawa współczesnej Rzeczypospolitej znalazłaby się w konflikcie z interesami indywidualnymi, grupowymi, partyjnymi, a kto przy zdrowym rozumie wyrzekałby się korzyści? Że państwo?… Moja chata z kraja. Bardzo to bogata książka i trudno tu wymienić wszystkie wątki w niej poruszane, zwłaszcza że zasupłują się one ze sobą. Lecz przecież autor daje ostateczną diagnozę, a czyni to w stylu potoczystych gawęd, które w tej książce często gorzko zapierającej dech w piersiach i skłaniającej do zarwania nocy, bo trudno od niej oderwać się, sprawiają, że wreszcie zaczynamy w pełni rozumieć, że jeśli nie poradzimy sobie z tymi starymi, a może nowymi, wygenerowanymi z tych starych biesami, wówczas…” (Marek Arpad-Kowalski – Dwa oblicza Sarmatów)

podobne: Wacława Sobieskiego „Pańska buta” do „Rokoszu” Jacka Kaczmarskiego. Szlachta (nie) pracuje! oraz: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu. i to: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby? a także: Czego uczy nas Konstytucja 3 maja i kto powinien siedzieć na miejscu „Stańczyka” (Matejki).”Kasandra” Jacka Kaczmarskiego. polecam również: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i jeszcze: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. oraz: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

Dariusz Kaleta - Moja Sarmacja

Dariusz Kaleta – Moja Sarmacja

W kolejną rocznicę napaści nazistów… o agenturze wpływu w ramach przymusowej „szkoły publicznej”, oraz o patriotyzmie w ramach edukacji domowej.


Bassam Alemam

Bassam Alemam – Komunizm

„…Zacznijmy od historii. Cała laicka przebudowa szkolnictwa w Polsce rozpoczęła się jeszcze przed I wojną światową, jej motorem były kariery kobiet na zagranicznych uniwersytetach i możliwość zobaczenia szerokiego świata. Za własne pieniądze rzecz jasna. Drugim ważnym elementem było krzewienie oświaty wśród ludu. Na to złapali się wszyscy, a szczególnie nieposażne dziewczyny. Jak nie można znaleźć męża, to trzeba uczyć dzieci wiejskie po kryjomu i wtedy człowiek będzie miał trochę satysfakcji. Pomiędzy rokiem 1907 a 1920 stworzono w kraju sieć nauczycielek i nauczycieli, którzy gotowi byli wypruwać z siebie żyły dla nowych idei. Nie mieli oni pojęcie, że są częścią republikańskiego planu laicyzacji szkolnictwa, który w Polsce powiódł się tylko częściowo, bo jednak księża i zakonnice zbyt mocno byli wpisani w lokalny krajobraz. Oferta tych świeckich bakałarzy, póki nie została poparta przez państwo, nie była specjalnie atrakcyjna, a i z dostępnością nie było najlepiej, bo programy te dotyczyły szkół prywatnych, dostępnych za pieniądze bynajmniej nie małe. No, ale ludzie, którzy po dworach, wsiach, szkołach, często z narażeniem życia, a na pewno wśród niewygód nieśli kaganek oświaty, byli prawdziwymi agentami wpływu. Byli warstwą, która – raz stworzona – mogła się tylko rozrastać i domagać coraz więcej. W naszych okolicznościach nie jest jeszcze najgorzej, bo póki co nauczyciele nie oszaleli całkiem, godzą się na wszystko co im się zaproponuje, pracują prawie za darmo, i uczą te dzieci jak potrafią. Szkolnictwo zaś katolickie zostało rozwalone na całym świecie, albo pozwolono mu egzystować, po to, by – jak w Polsce za komuny – mogły się tam uczyć dzieci aparatczyków. Ludzie, o których piszę byli prawdziwymi, zdecydowanymi na wszystko agentami wpływu, a ich wpływ był przemożny. Dotyczył bowiem jednostek, którym głęboko w serca zapadały prawdy głoszone przez „profesorów” i „profesorki”. Kiedy ich wychowankowie dorośli, kiedy stali się starzy tak jak mój świętej pamięci ojciec, mówili o swoich preceptorach – wspaniali ludzie. Wiejskim dzieciom bowiem bardzo niewiele trzeba, by je oczarować i zachęcić do lektury określonych treści. Tamto – jestem o tym głęboko przekonany – było sprawą poważną i wiarygodną. Każdy z nich poświęcał własne życie dla sprawy i był w nią zaangażowany całym sercem. No, a dziś, czy dziś ludzie określani mianem agentów wpływu mają na coś wpływ? Tak, z pewnością, tym większy im większą chwalą się oglądalnością na YT – to jest wyobrażenie powszechne. Tyle, że to brednia. Ludzie, których określa się słowem – agent wpływu – nie mają wpływu na nic. Klikalność zaś na tubie czy gdzieś możecie sobie wsadzić sami wiecie gdzie. Klikalność uzyskuje każdy bałwan, który robi przed kamerą coś dziwnego. Nie ma ona przełożenia absolutnie na nic, nie można z nią iść do wyborów, nie można urządzić spędu na stadionie, bo do tego potrzebny jest co najmniej ojciec Boshobora, jeśli nie papież. Do tego dochodzi weryfikacja takiego agenta. Co innego w nagraniu na tubie, a co innego w rzeczywistości. W większości przypadków demaskacja następuje natychmiast, a ilość zwolenników spada w sposób niezwykle widowiskowy. To jest niby jasne, ale jednak nie jest jasne. Powód tych niejasności jest prosty – ludzie, którzy nie występują publicznie i nie czarują widzów, a bardzo by chcieli, mają o tym procederze wyobrażenia całkiem fałszywe. No, ale się ich nie pozbędą, bo przecież sami chcieliby mieć swój program, a tęsknota w ich duszy zagłusza wszystko. Kiedy więc widzą Brauna, Kolonkę, czy nawet tego głupiego Jabłonowskiego, wołają od razu – agent wpływu, agent wpływu….Na co ma wpływ ten agent? Takie jest moje pytanie na dziś. Moim zdaniem na nic. Jeśli komuś się zdaje, że mocarstwo takie jak Rosja buduje sieć agentów wpływu, którzy dokonują tego swojego wpływu oddzieleni od publiczności monitorem, serwisem społecznościowym i swoją uprzywilejowaną pozycją, to musi chyba ochłonąć. Nie ma żadnego wpływu jeśli pomiędzy wpływającym a wpływakiem (copyright by Stanisław Ulam) są jacyś pośrednicy. No, a jeśli spróbujecie zlikwidować tych pośredników, okaże się, że wymienieni agenci – z wyjątkiem może Brauna, padną bez czucia po jednym tournée, nie za długim w dodatku, a wyplatać będą już takie bzdury, że wokół nich zostanie wyłącznie gimbaza i wrogowie.

Ktoś powie – no, ale oni emitują jednak jakieś treści. Oczywiście, a publiczność domaga się ich natychmiastowej weryfikacji. Jeśli ta nie następuje, traci zainteresowanie. Oczywiście, przychodzi nowa publiczność, której się zdaje, że kogo jak kogo, ale jej nabrać się na nic nie da. Po jakimś czasie odchodzi znudzona lub zdegustowana. Tak to wygląda od kuchni. Oczywiście, nie oznacza to, że w Polsce nie ma żadnych agentów wpływu i oni nie mają rzeczywistych możliwości kształtowania opinii. Są i mają, jestem tego pewien, no, ale my ich nie widzimy, bo jesteśmy zajęci demaskowaniem Brauna, Kolonki i Jabłonowskiego…” (coryllus – Na co mają wpływ agenci wpływu?)

podobne: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz:  Czego (nie)uczy „tradycyjna” szkoła czyli… nie wszystko musisz wiedzieć. Definicje, pojęcia, słowa i stereotypy według cybernetyki. Niech mi ktoś powie co mam myśleć.

PitońTV – Patriotyzm

„…dlaczego właściwie 1 września dzieci pójdą do szkoły?

Składa się na to szereg zagadkowych przyczyn. Po pierwsze ta, że panuje tak zwany obowiązek szkolny. Rodzice muszą posyłać dzieci do szkoły, bo w przeciwnym razie „król srogie głosi kary”. Warto na chwilę zatrzymać się nad tym przymusem edukacyjnym – dlaczego właściwie został wszędzie wprowadzony, chociaż edukacja – podobnie jak ubezpieczenia społeczne – powszechnie i bez zastrzeżeń uważana jest za wielkie dobro i zdobycz ludu pracującego miast i wsi? Najwyraźniej musi tkwić w tym jakiś podstęp. I rzeczywiście. Państwowy monopol edukacyjny ma na celu nie tyle może edukowanie kolejnych pokoleń, co ich tak zwane „duraczenie”, elegancko zwane indoktrynacją. Trick polega na tym, że duraczenie zostało z edukacją organicznie powiązane i na przykład obok wiadomości z nauk przyrodniczych, w szkołach faszeruje się Bogu ducha winne dzieci rozmaitymi wynalazkami w rodzaju genderactwa, które z żadną nauką nie ma oczywiście nic wspólnego. Wprawdzie są ludzie, którzy z genderactwa doktoryzują się i habilitują, ale cóż z tego, skoro za moich czasów studenckich, kiedy to – jak zauważył prof. Władysław Tatarkiewicz – za sprawą Lenina i Stalina „marksizm (…) został przyjęty powszechnie i bez zastrzeżeń”, wielu ambicjonerów doktoryzowało się i habilitowało z „centralizmu demokratycznego”, a więc czegoś, czego nigdy nie było, nie ma i nie będzie?

Jestem przekonany, że Umiłowani Przywódcy chętnie całkowicie zrezygnowaliby z edukacji na rzecz duraczenia, ale powstrzymuje ich przed tym instynkt samozachowawczy. Jego potężne działanie przedstawił w „Dzienniku 1954” Leopold Tyrmand opisując, jak to z lotniska na Okęciu wystartował pasażerski samolot. Gdy już osiągnął wysokość przelotową, z kabiny pilotów wyszedł młody człowiek w ZMP-owskim mundurze i przemówił: „obywatele, gratuluję wam! Ten samolot konserwatywni inżynierowie przeznaczyli do kasacji, ale nasza ZMP-owska brygada wyremontowała go i oto lecimy! W samolocie zapanował nieopisany lament, kobiety zaczęły mdleć, a lecący akurat wysoki partyjny dygnitarz wstał i wrzasnął: dość tych błazeństw! Natychmiast lądować!” No cóż; socjalistyczne współzawodnictwo inaczej wygląda na bezpiecznej ziemi, a inaczej – na wysokości 10 kilometrów. Dlatego właśnie z programów szkolnych nie zostały całkowicie wyeliminowane przedmioty ścisłe i nauki przyrodnicze, bo domy i mosty nie mogą się walić, samoloty nie mogą spadać, a chorych ktoś jednak musi leczyć.

Ten dozwolony margines ludzie dobrej woli, których na szczęście też nigdzie nie brakuje, próbują wykorzystać a nawet rozszerzyć dla dobra młodych pokoleń. Przykładem takich udanych starań są próby przywrócenia edukacji klasycznej, to znaczy – nawiązującej do wzorów, metod, a przede wszystkim – celu edukacji, wypracowanego w starożytnej Grecji i Rzymie. Przedmiotem edukacji były tzw. „sztuki wyzwolone” w postaci „trivium”, czyli gramatyki, dialektyki i retoryki oraz „quadrivium” w postaci arytmetyki, geometrii, astronomii i muzyki. Sztuki wyzwolone odróżniały się od sztuk pospolitych, że te pierwsze, w odróżnieniu od tych drugich, nie wymagały wysiłku fizycznego, a jedynie – intelektualnego. Z tego rozwinęły się pozostałe dyscypliny, m.in. sztuki mechaniczne: ars victuaria (sztuka żywienia), ars lanificaria (sztuka odziewania), ars architectura (sztuka schronienia), ars suffragatoria (sztuka transportowania), ars medicinaria (sztuka leczenia), ars negotiatoria (sztuka negocjowania) i ars militaria (sztuka wojenna). Celem edukacji klasycznej było nie tylko wyposażenie ucznia w zasób wiadomości, ale też, a może nawet przede wszystkim, wyrobienia w nim umiejętności wykorzystania posiadanych wiadomości, prawidłowego wnioskowania, słowem – samodzielnego myślenia. Do tego modelu edukacyjnego próbują nawiązywać szkoły katolickie, wśród nich – na przykład Gimnazjum i Liceum im. świętego Tomasza z Akwinu w Józefowie koło Warszawy, prowadzone przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X.

Ten cel edukacyjny niekoniecznie musi być dobrze widziany we współczesnym świecie, w którym coraz wyraźniej widać, iż państwowy monopol edukacyjny nastawiony jest raczej na coś innego – mianowicie na wyrobienie w uczniach umiejętności rozwiązywania testów, to znaczy – wytypowania jednej spośród kilku podsuniętych tam możliwości. To jest całkiem inny cel, bo – po pierwsze – chodzi o trafienie w odpowiedź oczekiwaną przez autora testu – a niekoniecznie o odpowiedź prawdziwą. Nie jest to nastawione na wyrobienie umiejętności myślenia samodzielnego, tylko przeciwnie – myślenia kontrolowanego, myślenia ukierunkowanego. Po drugie – ta umiejętność ma charakter losowy i pewne sukcesy edukacyjne można osiągnąć również z szympansami. Jak zauważył w powieści „Ostatni brzeg” australijski admirał, jeśli nieskończenie wiele małp będzie bawiło się maszynami do pisania, to w końcu któraś napisze „Króla Leara”. Szczerze mówiąc, wydaje się to niemożliwe, ale zanim się to ponad wszelką wątpliwość okaże, to ileż eksperymentów nas jeszcze czeka?

I wreszcie powszechny charakter edukacji. Powszechność wyraża się nie tylko w tym, że obowiązkiem szkolnym objęci są wszyscy, ale również w tym – co niestety wychodzi naprzeciw rozpowszechnionemu w naszej epoce zabobonowi, że wszyscy są tacy sami – że program edukacyjny dla chłopców i dla dziewcząt jest taki sam, w związku z czym obowiązującą normą jest koedukacja, to znaczy – wspólne kształcenie chłopców i dziewcząt. I tak dobrze, że władze oświatowe jeszcze dostrzegają różnice między płciami, bo pod naciskiem propagatorów genderackiego zabobonu są one systematycznie zacierane – ale podobnie jak w przypadku klasycznego modelu edukacji, ludzie dobrej woli próbują ocalić co się tylko da. Dlatego we wspomnianym wyżej Gimnazjum i Liceum im. świętego Tomasza z Akwinu w Józefowie wprawdzie nie ma separacji uczniów według płci, ale w realizowaniu programu nauczania uwzględniane są naturalne różnice i predyspozycje chłopców i dziewcząt, żeby – jak to ujął pan dr Artur Górecki – przygotować ich „do podjęcia przez nich w sposób odpowiedzialny, ról w życiu rodzinnym, społecznym i politycznym.”

Nie bez powodu wspomniałem wyżej o ubezpieczeniach społecznych, bo to właśnie one przyczyniły się, o ile nie sprawiły, że ponieważ posiadanie dzieci przestało się opłacać, to ludzie przestali przywiązywać wagę nie tylko do posiadania, ale również – do wychowania dzieci i chętnie spychają to na kogoś innego. Na szczęście nie wszyscy, na szczęście coraz więcej docenia wagę osobistego wkładu w wychowanie, no bo – powiedzmy sobie szczerze – czy jest coś ważniejszego od prawidłowego ukształtowania własnych dzieci? Dlatego, skoro mimo „groźnych telegramów” dzieci 1 września jednak do szkoły pójdą, warto pomyśleć, dokąd je posłać i w jakim celu. (Stanisław Michalkiewicz – Chociaż „groźne telegramy”)

„…Państwo Adam i Joanna Komaszyło postawili na edukację domową dwa lata temu, gdy ich starsza córka Kinga rozpoczynała naukę w klasie pierwszej. Jak podkreślają, nie bez znaczenia było tu przyjęte w sakramencie małżeństwa zobowiązanie do „wychowania po katolicku potomstwa, którym nas Bóg obdarzy”.

…Nauczanie domowe jest nie tylko najlepszą metodą uchronienia dziecka od powszechnie obowiązującego zdeprawowanego systemu edukacji, który prawie nic już nie ma wspólnego z edukacją klasyczną i nauczaniem w duchu chrześcijańskim, ale i najdoskonalszym sposobem wykształcenia człowieka szlachetnego, godnego naśladowania Polaka, a przede wszystkimi dobrego katolika, czemu sprzyja obecność dzieci na łonie ogniska domowego – wskazują.

Jak dodają, nauczanie dzieci w systemie edukacji domowej wiąże się z przekształceniem funkcjonowania rodziny na sposób tradycyjny, obecny od wieków w cywilizacji chrześcijańskiej, w którym matka zgodnie ze swoim wzniosłym i niezastąpionym powołaniem opiekuje się dziećmi. – Przede wszystkim to ona dba o ich edukację i wyrobienie moralne i jest odpowiedzialna za wytworzenie religijnej atmosfery w domu, koniecznej do rozkwitu życia Bożego w duszach – wskazują.

Państwo Komaszyło nie kryją, że ich dotychczasowe doświadczenie potwierdzają, że dokonali właściwego wyboru. – Plusem systemu jest niewątpliwie efektywność nauki i oszczędność czasu, gdyż jest to nauka indywidualna, nakierowana na konkretnego ucznia i dostosowana do jego indywidualnych cech. Zaoszczędzony czas z powodzeniem można poświęcić na zajęcia dodatkowe, np. szkołę muzyczną. Nauczanie jest także wolne od narzuconych przez państwowy system ideologii niezgodnych z wiarą katolicką, gdyż to sam rodzic decyduje o tym czego będzie nauczane jego własne dziecko. Nauczanie daje także możliwość przekazania dziecku wiedzy, której system państwowy nie przewiduje w swoim programie – dodają.

Także obecność dziecka w domu nie pozostaje bez znaczenia. – Naturalna dla dziecka atmosfera domowa pozytywnie wpływa na przyswajanie nauki i podsyca chęć zdobywania wiedzy. Uczeń nie myśli o tym, aby jak najszybciej skończyły się zajęcia z powodu tęsknoty za domem i rodziną. Nie boi się zadawać pytań. Nasza córka wielokrotnie chciała uczyć się dłużej w momencie, gdy mieliśmy już kończyć zaplanowaną na dany dzień naukę – wspominają.

Co ważne, wszystkie dzieci uczone w systemie edukacji domowej, żyjące na co dzień w zgodzie z rodzeństwem oraz pozostałymi członkami rodziny, także starszym pokoleniem, z babcią czy dziadkiem, bardzo łatwo nawiązują kontakt z innymi dziećmi, są bardziej śmiałe, jednocześnie pełne szacunku do innych osób, bardzo dobrze ukształtowane społecznie.

– Nasze dzieci mają szeroki kontakt z innymi dziećmi naszych przyjaciół, znajomych oraz rodzin uczących swoje dzieci w domu. Efektywna nauka sprawia, że mają więcej czasu na zabawy z innymi dziećmi na podwórku. Wraz z innymi rodzicami nauczającymi w domu organizujemy raz w tygodniu dodatkowy dzień wspólnych zajęć. Zapewnia nam go nasza Szkoła św. Kazimierza Królewicza, działająca przy Duszpasterstwie Tradycji Katolickiej w Białymstoku, która jest platformą umożliwiającą nam nauczania w systemie edukacji domowej – mówią.

Oczywiście edukacja domowa wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami. Konieczna jest tu duża systematyczność i wytrwałość, trzeba umieć utrzymać dyscyplinę nie tylko wobec dziecka, ale i wobec siebie. To jednak owocuje w wychowaniu dzieci. – Dużo uwagi trzeba poświęcić dobrej organizacji życia rodzinnego i efektywnego wykorzystania czasu, aby podołać wszystkim obowiązkom rodzinnym. Początki na pewno są trudne, ale z czasem wypracowuje się co raz lepszy porządek w funkcjonowaniu rodziny. Bardzo pomocna i owocna okazuje się również współpraca z innymi rodzinami uczącymi w domu – wskazują.

…Z danych resortu edukacji wynika, że wśród rodziców powoli rośnie zainteresowanie edukacją domową. Jeszcze u progu roku szkolonego 2015/16 taką formą edukacji objętych było6 974 uczniów. W marcu tego roku liczba uczniów, których rodzice wzięli na swe barki odpowiedzialność za kształcenie swoich dzieci wzrosła do 7064.” (Marcin Austyn – Systemowa obróbka edukacyjna? Niekoniecznie)

podobne: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” oraz: Izabela Brodacka: Jesteśmy idiotami??” – Przez uprzejmość nie zaprzeczę czyli i to: Edukacja domowa – prawdziwie szkolna tradycja. Literatura pomocnicza. a także: Wczesna edukacja szkolna nie jest dobra dla dziecii jeszcze: Edukacja domowa lekiem na „szkołę” czyli… sam sobie pościel a się wyśpisz. polecam również: Wielkie żarcie się kończy! Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie. oraz: Tradycja Szkoły Rycerskiej w Liceum Akademickiego Korpusu Kadetów w Łysej Górze.

Antoine de Saint-Exupery (szkoła, wiedza, nauka, dzieci, edukacja, istota rzeczy)

Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym.


Na poczatek materiał filmowy: Grzegorz Braun Przesądy polskiej inteligencji

„…Demokracja nie ma absolutnie żadnego udziału w gospodarce rynkowej, rozwoju przemysłu, podniesieniu poziomu życia, wynalazkach technicznych i odkryciach naukowych, wzroście produktywności – wszystko to nastąpiło wyłącznie dzięki temu, że nadal w demokracji istnieją prawa własności, choć gwałcone są w stopniu nieporównywalnie większym niż miało to miejsce w dawnych monarchiach

…Ponieważ , niezależnie od formy państwa, uczestnictwo w aparacie państwowym jest zawsze uczestnictwem w podziale cudzej własności, to im mniejsza konkurencja w dziedzinie władzy (monarchia dziedziczna), im węższa grupa rządząca (arystokratyczna oligarchia), im mniej ludzi ma prawa wyborcze (cenzus wyborczy) , tym lepiej, bo tym mniej aspirantów do uczestnictwa w podziale cudzej własności. Ogólna zasada brzmi zatem: „im bardziej demokratyczne jest państwo, tym gorzej”, albowiem każdy krok w kierunku większej demokratyzacji, to krok w kierunku większej redystrybucji dochodów i majątków…

…Król jako prywatny „właściciel” monopolistycznego „protection racket” opodatkowuje poddanych i narusza prawa własności, ale ma bodźce, aby te naruszenia ograniczać, aby „inwestować”, „akumulować kapitał”, aby poprawiać, a przynajmniej nie pogarszać, położenia swojego ludu. Jest bardziej racjonalnym homo economicusem, który troszczy się o swoją domenę, o wzrost jej wartości. U wybieralnych i wymienialnych władców demokratycznych ta motywacja jest słabsza, gdyż obiektywna sytuacja skłania ich do maksymalizowania dochodów w trakcie dość krótkiego czasu, kiedy uczestniczą we władzy. Jako tymczasowi zarządcy publicznej własności (państwa jako publicznej firmy) „przejadają kapitał”, trwonią go i marnotrawią, dokonują błędnej alokacji środków, powiększają deficyt budżetowy etc. Muszą tak robić, bo inaczej ryzykują, że jeśli nie skonsumują natychmiast , to nie skonsumują nigdy

demokracja jest największym wynalazkiem z zakresu techniki rządzenia i organizacji władzy mającym na celu poszerzenie obszaru państwowej przemocy i wyzysku, stworzenie jak największej przestrzeni dla działania władzy (opodatkowania i regulowania) a równocześnie zapewniającym stabilizację systemu politycznego. Demokratyczna struktura decyzyjna jest najlepszym ze znanych nam sposobów wyzyskiwania i wywłaszczania poddanych, wspaniale działającą maszynerią do zwiększenia dochodów państwa, utrzymywania ich na wysokim poziomie i rozdzielania przez aparat państwowy, który posługuje się metodą „dziel i rządź” w sposób tak doskonały, że dawni monarchowie, widząc to, mogliby tylko westchnąć z zazdrości[12]. Redystrybucja bogactwa i dochodów na skalę masową nie jest jakąś przypadłością demokracji , którą można wyeliminować, ale należy do jej istoty, jest nieusuwalną częścią jej definicji. Partie, grupy i frakcje zaangażowane w „demokratyczną konkurencję” rywalizują tylko w jednej dziedzinie: kto przechwyci więcej zasobów od poddanych i najsprawniej je podzieli. Aby ustabilizować poziom dochodów państwa na możliwie najwyższym poziomie, stosuje się takie metody redystrybucji, które można najlepiej „sprzedać” opinii publicznej np. metodę polegającą na oferowaniu poddanym coraz większej ilości dóbr takich jak edukacja, opieka społeczna, opieka zdrowotna, autostrady, etc. Ta funkcja producenta dóbr stanowi osłonę dla jeszcze wyższych podatków, jeszcze większej redystrybucji dochodów, jeszcze większej regulacji życia ekonomicznego.
Dlaczego demokracja okazała się tak doskonałą techniką wyzysku i wywłaszczania, i skąd bierze się jej stabilność polityczna? Dzieje się tak z kilku powodów. Przede wszystkim z powodu istnienia powszechnego prawa wyborczego, które daje każdemu poddanemu (każdemu z nas) prawo do wyciagnięcia ręki po własność każdego innego poddanego. Każdy z nas może mieć nadzieję, że wejdzie do jednej z większości zmieniających się u władzy, aby móc panować, wywłaszczać i wyzyskiwać. Państwo demokratyczne odwołuje się do istniejącego w naszej duszy pożądania, aby władać innymi ludźmi i dominować nad nimi, stwarza nam szansę zaspokojenia naszej osobistej żądzy władzy, jeśli nie teraz to następnym razem ( „ I ty zostaniesz prezydentem, premierem, ministrem, posłem”). Rozpatrując rzecz na płaszczyźnie bardziej wymiernej niż psychologiczna, możemy stwierdzić, że systematyczna polityka redystrybucji ma uczynić nas wszystkich wspólnikami w rabunku ewentualnie paserami. Hasło „demokratyzacji” to nic innego jak zaproszenie nowych ludzi do partycypacji w podziale łupu…

…Porównując oba ustroje Hoppe posługuje się zaczerpniętym z ekonomii pojęciem „preferencji czasowej” ( time preference), które odnosi się do stopnia, w jakim jednostka preferuje teraźniejsze dobra ponad przyszłe (wysoka preferencja czasowa) lub dobra przyszłe nad dobra teraźniejsze (niska preferencja czasowa). Oczywiście już samo powstanie państwa, jego struktura i zasady funkcjonowanie są wyrazem „wysokiej preferencji czasowej”, ale w monarchii, interpretowanej jako prywatna własność należąca do rodziny i przekazywana w spadku, istnieje instytucjonalna tendencja do obniżania „preferencji czasowej”, natomiast w demokracji, interpretowanej jako publiczna własność zarządzana i nieprzekazywalna spadkobiercom, tendencja jest odwrotna…

…demokracja jako rząd publiczny charakteryzujący się wyższą niż monarchia preferencją czasową i posiadający największą zdolność do podatkowego wywłaszczania i redystrybucji dochodów – pozwalają zrozumieć i wyjaśnić dlaczego przejście od monarchii do demokracji oznacza stały wzrost podatków, stały wzrost przepisów i regulacji, stały wzrost liczby urzędników a zatem wzrost „stopy wyzysku”[13].
Hoppe wskazuje na ważny fakt, że demokratyzacja przynosi podwyższenie poziomu „preferencji czasowej” nie tylko wśród rządzących, ale w całym społeczeństwie (ryba psuje się od głowy, ale w końcu psuje się cała), a tym samym przyczynia się do upowszechnienia postaw infantylnych (dzieci mają bardzo wysoką preferencję czasową) i hedonistyczno-konsumpcyjnych. Demokracja, zdaniem niemieckiego ekonomisty, promuje moralny relatywizm, potęguje negatywne zjawiska społeczne typu rozwody, nieślubne dzieci, przemoc dorosłych wobec dzieci, przemoc dzieci wobec rodziców, przemoc w małżeństwie, aborcja, homoseksualizm[14], powoduje pogorszenie się obyczajów i właściwych form zachowania. W demokracji rośnie także przestępczość, bo przestępcy mają niezwykle wysoki poziom „preferencji czasowej”, co harmonijnie współgra z ogólnosystemową tendencją. Obalenie monarchii, brzmi surowy werdykt Hoppego, przyniosło jedynie infantylizację i barbaryzację życia społecznego; demokratyzacja okazała się procesem „decywilizowania narodów”[15]

…W ładzie naturalnym wszystkie ideologie i koncepcje finansowane dziś przez państwo (np. przez państwowe uniwersytety) takie jak feminizm, kult homoseksualizmu, sekularyzm, moralny relatywizm, multikulturalizm, neomarksizm, etc. etc. będą mogły funkcjonować wyłącznie jako prywatne opinie sprzedawane na wolnym rynku. Cała kontrkulturowa superstruktura lewicy rozpadnie się w jednej chwili, jeśli pozbawiona zostanie bazy ekonomicznej zapewnianej jej dziś przez państwo. Rozwiązane zostaną kwestie rasowe, bo nie będzie ani przymusowej segregacji, ani przymusowej integracji rasowej. Przestanie istnieć problem imigracji[19] .
W ładzie naturalnym, przewiduje Hoppe, nastąpiłaby automatycznie odbudowa „kulturalnej i moralnej normalności”, choć oczywiście prawa własności ludzi „kulturalnie i moralnie nienormalnych” byłyby szanowane, ale wyłącznie oni sami ponosiliby koszty swojej „nienormalności”, dzisiaj finansowanej przez państwo…

…Hoppe zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że przejście od demokracji do „ładu naturalnego” nie jest czymś, co może dokonać się łatwo i bezboleśnie. Państwo demokratyczne opanowało wszak najistotniejsze z punktu widzenia utrzymania władzy dziedziny życia społeczno-ekonomicznego takie jak edukacja, komunikacja i propaganda oraz, co szczególnie ważne, zmonopolizowało w swoich rękach bankowość tworząc banki centralne, czyli Wydziały d/s Fałszowania Pieniędzy (terminologia profesora Hoppego – T.G.) , i emisję pieniądza. Weszło ponadto w strategiczny sojusz z bankierami prywatnymi i wielkim biznesem w celu sprawniejszego wyzyskiwania poddanych i lepszego kontrolowania ich politycznych zachowań.
Ideologii demokratycznego Lewiatana posługującego się sloganami typu „dobro wspólne”, „dobra publiczne”, „zapewnienie bezpieczeństwa” nikt dziś nie kwestionuje. Zlanie się w jedno państwa i społeczeństwa czyni władzę mniej widzialną, bezosobową, zdepersonalizowaną, ukrywa ją pod „rządami prawa”, „demokratycznym konsensusem” itp. , co osłabia szanse oporu poddanych; inaczej niż w monarchii, gdzie lud jest realną opozycją właśnie z tego powodu, że władza jest spersonalizowana i odpowiedzialna, istnieje jasno wytyczona granica pomiędzy nią a rządzonymi, co powoduje zachowanie bardziej wyrazistej „świadomości klasowej”. Opór wobec demokratycznej tyranii maleje też z powodu, wspomnianej wyżej, techniki przekształcania i kanalizowania oporu poddanych poprzez odblokowanie, via wybory powszechne, ujścia dla tkwiącej w nich (w nas) żądzy władzy.
Demokracja jest, zdaniem Hoppego, niereformowalna,[20] żadnego sensu nie mają próby opanowania na drodze wyborów lub rewolucji aparatu państwowego, gdyż niczego by to nie zmieniło. Ale Hoppe jest przekonany, że demokratyczne państwo czeka nieuchronny upadek, zatem ład naturalny musi być koncepcyjnie dopracowany jako teoretyczna i realna alternatywa. Po „końcu demokracji” nie będzie restauracji monarchii, ale nastanie Nowe Średniowiecze. Hoppe używa pojęcia „ład naturalny” właśnie ze względu na jego średniowieczno-scholastyczne konotacje. Historia rozpoczęła się od względnie bezpaństwowego ładu feudalnego i do tego ładu powróci…”

całość tu: Gabiś: Hoppe o monarchii, demokracji i ładzie naturalnym

podobne: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.  oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz. i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?

Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego. Bez racjonalnego oglądu świata – a to zapewnia jedynie nauka – nie ma logicznie podejmowanych decyzji. Zasadniczą rolę pełnią wtedy emocje, afekty, zabobony, demagogia i mitomaństwo. O upolitycznionym religianctwie nie wspominając.

Jak stwierdza prof. Stefan Opara (Tyrania złudzeń. Studia z filozofii polityki), „te przestrogi sprzed 2,5 tysiąca lat brzmią dziś dziwnie aktualnie. Elity Zachodu radzą sobie z wadami demosu poprzez coraz bardziej nachalną manipulację i teatralizację wyborów – cała bowiem władza ludu sprowadza się do sezonowego dziś udziału w głosowaniu referendalnym lub na kandydatów do parlamentu czy do samorządów. Manipulacja polega głównie na stosowaniu technik marketingowych i na presji wszechwładnych mediów wtłaczających ludowi dowolne opinie. Gdy brakuje faktów, fabrykuje się je w całości lub częściowo…” (więcej tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

podobne: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Czemu PIS broni demokracji? i to: Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

…patologiczny mechanizm epatowania obywateli wartością „demokratycznego państwa prawa”, zasadza się na nieuzasadnionym identyfikowaniu demokracji jako gwaranta/warunku wolności. A przecież w tym systemie chodzi o nic innego jak o narzucanie przez tzw. „ustawową większość” (kto liczyć potrafi ten wie że nie jest to żadna większość) całej reszcie czyli tzw. „mniejszości” swojej woli, którą obecnie kształtuje patologiczna ideologia centralnego zawiadowania gospodarką (tj. mieniem prywatnym) i ingerowanie w życie społeczne nie wykluczając spod kurateli państwa prywatnych relacji międzyludzkich (co się szumnie nazywa „opieką państwa nad obywatelem”). Pal licho gdyby prawo tworzone w tym systemie było sprawiedliwe, uczciwe i równe dla wszystkich, albo żeby w ulegało zmianom w tym właśnie kierunku. Niestety jest dokładnie na odwrót! Prawo tworzone w tym chaosie (gdzie odpowiedzialność za jego tworzenie rozmywa się na kilkuset „posłów” i setki tysięcy urzędników) jest tak naprawdę wynikiem widzimisię poszczególnych klik politycznych, reprezentujących „prywatne” grupy interesów dla zapewnienia sobie przewagi w terenie (czy to w formie władzy, czy w formie monopolu gospodarczego). „Demokratyczne państwo prawa” jest zatem emanacją realnej władzy „elit” wywodzących się z tych klik.

Tworzenie prawa w systemie „demokratycznego państwa prawa”, dokonuje się w zależności (i pod pretekstem) „społecznego poparcia” dla takich czy innych „interesów grup społecznych”, by być ostatecznie narzuconym w sposób całkowicie niedemokratyczny bo etatystyczny („nakazowo rozdzielczy”) przez aparat państwa który sprawuje REALNĄ władzę. Prawo to (a raczej lewo) jest więc często nie dość że wewnętrznie niespójne (bo różne kliki w różnym czasie mają chrapkę na różne rozwiązania pod SWÓJ interes polityczny), ale jest przede wszystkim sprzeczne z ideą „pożytku publicznego”, a to dlatego że cały ten system ma tylko jeden spójny cel i wspólny mianownik – dzielić społeczeństwo na uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych, oraz rządzić tymi drugimi (za ich pieniądze skumulowane w tzw. „budżecie państwa”) przez tych pierwszych (mieniących się ustawowymi przedstawicielami).

Na tym gruncie podziału społecznego dokonuje się BEZKARNIE (bo „zgodnie z prawem”) pospolity rabunek ludzi z tego na co sami ciężko (teraz już można powiedzieć że całe życie) pracują. Cała ta demokracja odbywa się więc wbrew podstawowym zasadom ekonomii, wbrew prawu naturalnemu, etyce i wbrew logice. To tak jak uczynić złodzieja wspólnikiem na własnym majątku. Przez to jest owa demokracja całkowitym zaprzeczeniem wolności, a mieni się być „ostoją” życia społecznego i gospodarczego. Nijak się taki układ nie opłaca, ale jeśli ktoś DOBROWOLNIE się na taki dil godzi, to niech się nie dziwi że ktoś za niego (i wbrew niemu) decyduje o wolnościach i prawach (zwłaszcza w sferze własności), bo właśnie sam się tego prawa zrzekł „dla dobra ogółu”, który to ogół ma jego indywidualne potrzeby gdzieś. Tym to sposobem mamy zakrojony na szeroką skalę konflikt milionów indywidualnych PRYWATNYCH interesów różnych grup zawodowych i społecznych (górników, stoczniowców, pielęgniarek, nauczycieli, urzędników, i wreszcie sektora prywatnego który za to wszystko płaci), które zamiast być załatwiane na gruncie prywatnym (dobrowolnej umowy miedzy usługodawcą a usługobiorcą), stają się (w zależności od potrzeb rozgrywki miedzy politykami) „interesem państwowym”, gdzie każdy z tych interesów dąży do wymuszenia u państwa pierwszeństwa swojego interesu przed interesem całej reszty. Jako że te interesy są ad hoc sprzeczne to państwo nimi w sposób sprzeczny zawiaduje, zaburzając tym samym naturalny proces rynkowy, przyczyniając się do pogłębiania niesprawiedliwości (bo żeby komuś dać to trzeba najpierw innemu zabrać), i do coraz większego zakresu reglamentacji „środków publicznych”. I to tyle na temat wolności w demokracji… (Odys – Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?)

do obejrzenia: Demokracja po polsku. (Historia Bez Cenzury)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Do przyjaciół narodowców. Naród a państwo czyli… Ile jest z narodowca w socjaliście? i to: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

„…Elita, to coś niezależnego, bo: wolna czyli w zupełnej pełni odpowiada za wszelkie własne czyny /aż do kary śmierci i przepadku całego mienia włącznie/, posiadajaca własność dzięki której nie musi chodzić przed nikim na zadnich nogach, no i ceniąca własne i cudze życie: dająca żyć innym i sobie.Politycy to nie są elity. Profesorowie to nie są elity. Etatyści to nie są elity. Elity nie mają pryncypałów i nie potrzebują autorytetów.

…gdy Rzeczpospolita była u szczytu swej potęgi, to w Polsce nie było partii politycznych…

Czemu służą politycy? Ano wyłącznie dwóm rzeczom. Po pierwsze mają nas dzielić byśmy byli wiecznie podzieleni i najlepiej gdy skłóceni. Po drugie mają nam / narastająco/ reglamentować – zgodnie z talmudem przysługujące nam jako niewinnym ludziom, nasze darowane nam przez Stwórcę Wszystkie Trzy Prawa Naturalne /Prawa Boże/: Prawo do Życia, Prawo do Właności i Prawo do Wolności. Na zachętę mogą nas bezkarnie skubać /chcą naszego dobra/.

Dlatego lepiej jest gdy jest dziesięć partii a nie sto. Lepiej pięć niż dziesięć. Lepiej trzy niż pięć. Lepiej dwie niż trzy. Lepiej jedna niż dwie. A najlepiej gdy jak niegdyś: wreszcie nie będzie żadnej. Sejmiki ziemskie i sejm walny starczą w zupełności. Z Intronizowanym Wiadomym Władcą i Jego Władającymi nad wszystkim Prawami

…już w Rzeczypospolitej szlacheckiej – władcy byli pierwszymi pośród równych, każdy szlachcic mógł był zostać „królem”, ale to Bóg był królem, Jezus Chrystus…

Intronizacja jest zaś potrzebna po to, aby nad wszelkimi przepisami wymyślanymi przez jakichkolwiek urzędników /zwanymi prawami stanowionymi/, nad wszelkimi takimi przepisami stały bezpośrednio w Konstytucji zapisane ich Wysokości Wszystkie Trzy Prawa Naturalne!
Władca może być duchowy, nieobecny cieleśnie w naszej fizycznej rzeczywistości, Prawa Mają Rządzić ! Nie teoretycznie. lecz naprawdę! Gdy niegdyś król jechał na wyprawę i opuszczał kraj, to kto rzadził? Jego Prawa, w pewnym uproszczeniu: prawa władcy.

Jeśli nie uda się nam podporządkować wszelkich urzędniczych przepisów Prawom Naturalnym zwanym Prawami Bożymi, to zginiemy na zawsze w oceanach ciągle wymyślanych wobec nas reglamentacjach Praw Naturalnych w wielomilionowych ilościach..
Te Wszystkie Trzy Prawa Naturalne, to Ich Wysokości:
– Prawo do Życia,
– Prawo do Własności,
– Prawo do Wolności.
Z nich się wywodzą wszelkie systemy wartości we wszelkich cywilizacjach i zawsze albo je szanują, albo naruszają.

Obecnie w polskim prawie cywilnym nie ma nawet definicji własności, więc z czym do ludzi /do Polaków/…
Prawo do Wolności, to nie samowolka /że „robię co chcę”/, przeciwnie, prawie niczego nie wolno… Prawo do Wolnosci, to inaczej nic innego jak to, że Każdy z Was odtąd w całej zupełności odpowiada za wszystkie swoje czyny, aż do utraty gardła i całego mienia. To czyni ludzi odpowiedzialnymi i dorosłymi. I poważnymi. To postawi Polskę na nogi, uczyni Was prędko milionerami bez specjalnego starania, a takich uporczywie pracowitych ludzi jak pan Gabriel zrobi prędko multimilionerami /aż strach pomyśleć, bo nadmiar kasy może niektórego właściciela kompletnie zdemoralizować, ale mogą równie dobrze być zaczynem wielkiego dobra wspólnego w swoich środowiskach!/..

Gdy w Polsce zaczną rządzić Prawa Naturalne, to Polska stanie na nogi w parę tygodni.
Żaden władca ziemski jak chce drogi pan Barun jest nam zaś niepotrzebny. Słudzy Polsce są potrzebni by tego dokonać, nie panowie. Panów mamy nadto: panowie to cały lud polski liczący obecnie niecałe 30 milionów w kraju, reszta na razie zwiała.
Żeby było dla każdego jasne, o co chodzi z Tymi Prawami Naturalnymi, to potrzebna jest rzecz jasna Intronizacja, jako wybór władcy przed którym warto się mocno pokłonić, azaliż przed byle kim nie warto padać na kolana…” (WJD – 18 czerwca 2016 o 01:22)

podobne: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków). oraz: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

„Bez Rycerstwa Niepokalanej nie będzie katolickiej Polski, nie będzie w ogóle Polski do dnia ostatecznego. Stabilny, mądry, Boży Naród – tylko taki może przetrwać wszystkie dzieje świata, aż do zamknięcia historii stworzenia. Jeżeli nie będzie tej wierności, to nie będzie Polski” (ks. prof. Tadeusz Guz – Konferencja cz. 1 – 28 maja 2016 r.)

Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit.


rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

„Gdy lud rzekł – chcę być wolny – zawsze wolnym został

Dedykujemy tę myśl Jakuba Jasińskiego uczestnikom referendum brytyjskiego…    Bo nie chodzi tu o gospodarkę, o zyski tu  czy straty tam,  co podkreśla establishment.  Zwłaszcza jeśli  ubolewa nad tym także wielki filantrop  Soros,  strasząc armageddonem i wszelkimi możliwymi plagami.

Chodzi o wolność i suwerenność,  plain and simple. Cała reszta jest tego pochodną.  Chodzi o to aby o własnych sprawach, takich jak kontyngenty „uchodzców” do przyjęcia, decydował naród a nie obce interesy.  Nie chodzi o separację, chodzi o opcję udziału lub nie, decydowaną przez suwerenny kraj a nie biuro polityczne w Brukseli.   Błędny głos w wyborach można skorygować co cztery lata.   Błędnego  głosu  w tym referendum skorygować się nie da.

Alternatywą nie jest żaden armageddon  ani żadna odizolowana wyspa pośrodku Altantyku.  Alternatywą – najgorszą z  kilku możliwych – jest status Szwajcarii. Nie jest to może pełen ideał ale z całą pewnością dużo lepiej niż pozłacana nawet kajuta na tonącym euro Titanicu…” (cynik9)

całość tu: Wolnym zostać

„…Jak Brytyjczycy dogadają się z Unią? Czy wybiorą model norweski czy całkowite wyjście ze struktur „wspólnoty”? Wielu chce straszyć i rozpaczać nad utraconymi przez Wielką Brytanię korzyściami handlowymi, jednak zapominają jednocześnie, że wiążą się z tym też potencjalne korzyści z otwarcia na resztę świata. Stany Zjednoczone, Chiny, Brazylia i wiele innych krajów, z którymi Brytyjczycy mogą handlować. A i kraje Unii nie będą wcale chętne na wojnę celną i regulacyjną z Wyspiarzami. Juncker et consortes mogli straszyć potwornymi konsekwencjami przed referendum, w nadziei na to, że Anglicy sie przelękną i wybiorą opcję „remain”. Ale w konfrontacji z faktem dokonanym, przyjmą moim zdaniem o wiele łągodniejszą retoryke i zrobią wiele, jeśli nie wszystko, byle tylko załagodzić perturbacje gospodarcze i ułatwić handel europejskim importerom i eksporterom z Londynem. Wszak obie strony liczą tutaj straty w razie nieudanych negocjacji, a nie tylko jedna.

Ci zaś, którzy boją się „tłumów Polaków wracających z Wysp” wyrzuconych przez brytyjskich nacjonalistów, również przesadzają, gdyż po pierwsze Anglicy potrzebują siły roboczej, a po drugie, już dziś wielu imigrantów spoza Unii żyje i pracuje na Wyspach i nie grozi im deportacja.

Zakończyć więc wypada optymistycznie: nie warto siać paniki i załamywać rąk, bowiem nic szczególnego się nie stało. Unię czeka reforma, albo dalszy rozpad i to jest najważniejsze, a trwające w tle negocjacje z Brytyjczykami powinny być przestrogą dla eurokratów, że państwa członkowskie nie muszą bezwolnie godzić się na wszystko, co podyktuje im Bruksela. Tylko ze świadomością, że „nie istnieje scenariusz zbyt straszny aby nie mógł sie wydarzyć” można pchnąć Europę we właściwym kierunku. Unia potrzebuje teraz stanowczych, silnych eurosceptyków, którzy powściągną na każdym kroku federacyjne i antywolnorynkowe zapędy brukselskich elit wskazując palcem na case Londynu. Jeśli ta nauczka nie zostanie wykorzystana, Unię czeka stopniowa agonia albo nawet szybki upadek na podobieństwo reakcji łańcuchowej.” (Rafał Trabski)

całość tu: Brexit!

podobne: Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? oraz: „To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE i to: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce a także: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. i jeszcze: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a polecam również: Emocje wokół obsady unijnych stanowisk. Wielka Brytania nie chce federalisty na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Od rana skocznie i radośnie pogrywa sobie w mojej głowie „Marsz angielskich grenadierów” 🙂

„…Brexit: The Movie naświetla niebezpieczeństwa członkostwa w UE. Zadaje pytanie, czy bezpiecznym jest pozwalać sterować sobą przez odległych biurokratów pozostających poza kontrolą? Czy jest bezpiecznym wiązanie się z krajami dryfującymi w stronę ruiny finansowej? Ukazuje samolubną biurokrację, cynizm polityczny, brak odpowiedzialności, przywileje, kumoterstwo, korupcje.

Brexit: The Movie patrzy w przyszłość twierdząc, zdecydowanie i przekonująco, że jest bezpieczniej i mądrzej żyć w kraju, który jest wolny, niezależny, samorządny…” („Brexit” DLACZEGO BRYTYJCZYCY CHCĄ WYJŚĆ Z UE? pełna wersja z tłumaczeniem na polski)

A teraz słowo do wolnościowców (eurosceptyków)… ale do tych prawdziwych a nie „trochę socjalistów”, którzy będą się spuszczać nad proroctwami jakie to wielkie zmiany dla Polski nadejdą bo UE „będzie musiała się naprawić”, i że czeka ją jakaś ożywcza reforma. Otóż nie nadejdą żadne zmiany dopóki pozwalamy u siebie rządzić ludziom którzy jedzą UE (i innym zagranicznym dworom) z ręki, nie zwracając uwagi na realne koszta tego paktu z diabłem. Nie zważają bo dla nich liczą się granty i nic nie znaczące „salonowe” zaszczyty. Nie liczą się realne koszta, liczby i fakty dobijania „unijnymi normami” oraz tzw. „prawem” polskiego potencjału ludzkiego i gospodarczego (Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE), ani zadłużenie jakie zostało wygenerowane przy okazji wydawania „funduszy unijnych”, którymi zostały obciążone nasze lokalne społeczności (Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów…). Bo gdyby liczyły się fakty zamiast kłamliwej propagandy, to już dawno mielibyśmy w Polsce rzetelnie poinformowaną opinię publiczną, a w konsekwencji presję na podobne do brytyjskiego referendum… (Odys)

podobne: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9) oraz: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia?

„There’s no such thing as a free lunch” Wielka Brytania była zawsze dla UE płatnikiem netto .To znaczy, że wpłacała więcej niż otrzymywała.  To ułatwiło obywatelom GB ich rozsądną decyzję.W Polsce rzadko kto zastanawia się jak naprawdę wygląda nasz bilans korzyści z członkostwa w UE. Polska jest podobno płatnikiem brutto, to znaczy wpłaca do kasy unijnej mniej niż otrzymuje. Jeżeli nawet to prawda pieniądze otrzymujemy wyłącznie na projekty zgodne z ideologią  i praktyką biurokratycznej machiny UE.  Dotacje na infrastrukturę oznaczają między innymi najdroższe stadiony świata, baseny w małych miejscowościach, których utrzymanie przekracza możliwości samorządów, zupełnie zbędne orliki ze śmierdzącą brudnymi skarpetami sztuczną trawą, powstające obok zwykłych, od lat używanych, tradycyjnych  boisk.  Podnosi się zwykle argument znaczenia unijnych dotacji dla rolników. Tymczasem powinniśmy rozumieć, że dotacje niszczą rolnictwo zamiast je rozwijać. Przede wszystkim likwidowana jest konkurencja produktów i usług prowadząca do poprawy ich jakości.  Pomijając takie idiotyzmy jak wymagana przepisami unii krzywizna banana czy zaliczanie ślimaków do ryb dotacje unijne są nieracjonalne,  wymuszane najczęściej przez grupy nacisku.
Dam przykład z dziedziny, na której się znam, z hodowli koni. Dotacje na hodowlę hucułów spowodowały rozpowszechnienie się tej sympatycznej lecz mało użytecznej i prymitywnej rasy na nizinach. Miejscem hucułów są bieszczadzkie połoniny. To koniki silne, wytrzymałe, mało wymagające, nie mają jednak żadnego znaczenia sportowego ani tym bardziej wyścigowego. Poważny jeździec nie wybierze sobie hucuła do konkursu skoków. Nadają się wyłącznie dla dzieci i turystów. Populacja hucułów była  dotąd regulowana w naturalny sposób przez użyteczność tej rasy. Hodowane w nadmiernych ilościach, po zniesieniu dotacji powędrują do rzeźni.
Nasze prawdziwe „korzyści” z przynależności do UE to haracz płacony za emisję CO2, likwidacja naszych stoczni,  bezprawne  interwencje w sprawy wewnętrzne naszego kraju, narzucanie nam uchodźców. Ukoronowaniem tego bezprawia jest bezczelna propozycja płacenia przez nas 250 tysięcy euro za każdego uchodźcę nieprzyjętego.
Jak dotąd propozycje zreformowania tego upiornego eurokołchozu jakim jest UE przypominały rewizjonistyczne projekty reformowania socjalizmu. Unia tak  – wypaczenia  nie, a wypaczenia to unijna biurokracja, oraz jej interwencje w sprawy państw narodowych.
Jednak jak się okazuje Niemcy i Francja chcą zarządzać kryzysem wywołanym przez Brexit przyspieszając i pogłębiając integrację czyli praktycznie likwidując państwa narodowe. Ku memu zdumieniu politycy polscy jednym głosem wyrażają troskę o przyszłość unii zamiast korzystając z okazji  iść za przykładem Anglików. Szczytem hipokryzji jest zachwalanie korzyści z utworzenia unijnej straży granicznej, która skutecznie będzie bronić państw Unii przed imigrantami, a jednocześnie zapominanie, że to przecież Niemcy wywołały ten kryzys zapraszając ich do Europy.
Wartości, którym hołduje UE to wartości czysto lewackie. W dodatku wprowadzane  są w życie (jak to zawsze w przypadku lewackich wartości bywało) zdecydowanie wybiórczo. Niemcy futrując na przykład stocznię w Rostoku jednocześnie nakazywały  likwidację stoczni polskich. Hołdowanie tym utopijnym wartościom sprowadziło na unię potworny kryzys imigracyjny. Spowodowało rakowaty rozrost unijnej biurokracji.  Pewien brytyjski polityk powiedział: „Unia to szlachetna idea, ale nie nadaje się do zastosowania w życiu”. Komunizm też był podobno szlachetną ideą, ale jak wiemy sprowadził na świat same nieszczęścia. Nie wątpię, że komunizm był bardzo korzystny dla partyjnych notabli. Dla zwykłego człowieka oznaczał jednak zniewolenie, rabunek i ucisk. Jak mawiali Rosjanie : „всē для народа,  но ты не получишь”. (Izabela Brodacka Falzmann – Czekam na Polexit)

Nie po to swojego czasu wszystkie znaczące siły polityczne stręczyły Polakom UE (dla osobistych korzyści tzw. „elit politycznych”) żeby teraz się z tego wycofywać, na co słusznie zwraca uwagę Pan Michalkiewicz:

„…Skoro tedy role zostały rozdane, a emploi ustalone, to nawet jeśli jakaś pamiętliwa Schwein przypomni sobie, że w 2003 roku Anschluss do Unii Europejskiej stręczyła nie tylko Platforma Obywatelska, ale również Prawo i Sprawiedliwość, albo, że 1 kwietnia 2008 roku za ustawą upoważniającą prezydenta do ratyfikowania traktatu lizbońskiego głosowali nie tylko posłowie Platformy Obywatelskiej, ale również wielu posłów Prawa i Sprawiedliwości z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele – to nawet wtedy nic strasznego jeszcze się nie stanie, bo zawsze można powiedzieć: no tak, i my i oni robiliśmy to samo, ale jeśli dwóch robi to samo, to wcale nie jest to samo. Platforma Obywatelska, jeśli już cokolwiek robi, to robi to z wrodzonej predylekcji do zdrady i zaprzaństwa, podczas gdy Prawo i Sprawiedliwość, jeśli już cokolwiek robi, to robi to z gorącej miłości do ojczyzny i płomiennego patriotyzmu. Słowem – jak mawiano w Hitlerjugend – „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty” i nie zaszkodzi mu nic, nawet Rassenschande…” (całość tu: Będzie jak za Gierka?)

Więcej na ten temat Brexit – komentarz Grzegorza Brauna. podobne: Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE).

„Wielu ekspertów i polityków cierpi ostatnio na ostrą odmianę kaca. Brexit przeszedł. Wszystko w co wierzyli i o czym przekonywali odnośnie nieprawdopodobnego przypadku Brytyjczyków wybierających suwerenność ponad stabilizację legło w gruzach. Gorzej nawet, fora internetowe bezlitośnie kronikują każdy wypowiedziany nonsens i każdą sknoconą prognozę które pozostaną tam na lata. Trudno będzie później wyłgać się i wybielić życiorys dowodząc że było się za a nawet przeciw.

Złożony z samych ekspertów portal wsieci.pl na przykład poważnie rozważa podobno zmianę swojej nazwy na „wkacu.pl”. Całość po-brexitowych opinii produkujących brexitsię tam ekspertów składa się na rodzaj interesującego potpourri w poczekalni u psychiatry. Jedni chcą unię reformować metodą, jak się zdaje, stania na głowie i wachlowania uszami. Do tego sprowadzają się postulaty oddolnej reformy zabetonowanej na dobre w Brukseli mafii. Drudzy, jak ex (na szczęście) prezydent Komorowski, dowodzą bez ładu i składu konieczności dalszego „zacieśniania integracji” unijnej. Przypomina to nieco zacieśnienianie przyjaźni polsko-radzieckiej której nie można było nigdy zacieśnić wystarczająco. Może zresztą nie bez swoistej logiki bo w końcu każdy wisielec nie marzy o niczym bardziej niż o dalszym zacieśnianiu. Męczy się wówczas krócej…

pod „naprawianiem” min. Waszczykowski ma na myśli coś innego. Chce mianowicie „nowego zdefiniowania suwerenności państw członkowskich”. Ale znowu nie zdradza jak. Uznanie że prezydent Kaczyński podpisując traktat lizboński nie popełnił aktu zdrady zrzekając się na rzecz obcego państwa suwerenności narodowej do chronienia której był konstytucyjnie zobowiązany? Zaprzeczyć że cały sejm go w tym poparł? Czyżby chciał odkręcić teraz ten akt i zacząć przywracać krajowi utraconą suwerenność? Nigdy na to wprawdzie nie za późno ale to dopiero pachnie nam fanaberią, a może nawet wizją bratniej pomocy na którą sejm też się przecież zgodził…

Przede wszystkim jednak min. Waszczykowski chce „zbadać jakie argumenty dotarły do społeczeństwa brytyjskiego i przekonały je do głosowania za wyjściem z Unii”. Nie wiemy jednak czy jest tutaj cokolwiek do badania. Suwerenność, panie Waszczykowski, suwerenność. Albo się ją ma, i naród decyduje, i to nawet bez braterskiej pomocy. Albo się jej nie ma i nawija się wtedy bez sensu o jej „nowym zdefiniowaniu” a decyduje Schultz z Junckerem i biuro polityczne w Brukseli…” (cynik9 – Gigantyczny kac pobrexitowy)

Pamiętajmy więc o WSZYSTKICH stręczycielach tego niewolniczego i kosztownego projektu. Nie dajmy się nabrać na lep słodkich słówek o jakiejś „misji uzdrowieńczej” jaką rzekomo Polska ma do wykonania wobec tworu, który z SAMEGO ZAŁOŻENIA był i pozostaje utopią. W której to „unii” NIC ważnego nie zależy od takich narodów jak Polska a wszystko od takich jak Niemcy i Francja, które przy wykorzystaniu „wspólnotowych” mechanizmów doglądają WŁASNEGO interesu (i trudno im się dziwić), narzucając swoją wolę polityce i gospodarkom innym „mniej poważnym” państwom. Nie dajmy sobie wmówić że tkwienie w patologii nowego związku socjalistycznego (republik europejskich) leży w naszym narodowym interesie, tylko dlatego że propaganda rządu i opozycji zapewnia nas o powszechnym „dobrobycie i bezpieczeństwie” z tej przynależności.

Bagno można oczyścić tylko w jeden sposób – przez jego wysuszenie (czytaj – odcięcie UE i eurokratów od pieniędzy podatników suwerennych narodów). Mądrzy ludzie piją wodę z własnego i własnoręcznie oczyszczonego zbiornika. Nie udają z fałszywej grzeczności wobec samozwańczej „zachodniej elity” (a raczej z powodu kompleksów i braku pomysłu na własne państwo), że to co im się podaje do picia jest gwarancją zdrowia niczym najczystszej próby woda, skoro w rzeczywistości śmierdzi bagnem i wywołuje biegunkę…(Odys)

„…Ponieważ od ćwierćwiecza rządzą nami politycy owładnięci mitologią „integracji europejskiej” i utrzymywania „dobrosąsiedzkich relacji” z Niemcami i Rosją, zewsząd dobiega lament nad rzekomo fatalnymi skutkami Brexitu i „osłabienia spoistości” Unii Europejskiej

...Łatwo dostrzec, że w obliczu takich wydarzeń, cała tzw. klasa polityczna III RP mówi jednym, całkowicie zgodnym głosem. Nie ma różnicy, między biadoleniem Andrzeja Dudy, lamentami Kwaśniewskiego i wywodami poprzedniego lokatora Belwederu…

…W III RP nie wolno głosić prawdy, że nie mamy interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE. Nie wolno również przypominać, że akces unijny nie jest formą nierozwiązywalnego sakramentu i winien być oceniany wyłącznie według polskich, narodowych racji.

Od czasu narzucenia Europie „ładu jałtańskiego”, polityka „georealistów” stanowi największą barierę dla naszych dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.

Istota polityki prowadzonej dziś pod auspicjami UE nie polega bowiem na zapewnieniu bezpieczeństwa i równego rozwoju państwom Europy Wschodniej, lecz na zabezpieczeniu interesów najbogatszych graczy Unii (ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec) oraz zagwarantowaniu Rosji „miejsca wśród narodów świata”. W oczach Zachodu, koegzystencja z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Dlatego „ceną spokoju” brukselskich eurołajdaków jest dziś Ukraina, a jutro być może Polska.

Łatwo zapomnieliśmy, że w ostatnich ośmiu latach III RP spełniała rolę rosyjskiego konia trojańskiego. Analiza tego okresu pozwala zrozumieć, że swoje europejskie interesy Rosja realizuje poprzez Unię Europejska i sojusz z Niemcami. Podstawowym elementem tej polityki była ekspansja Gazpromu na rynki europejskie. W ślad za nią podążały zastępy rosyjskich agentów i przedsiębiorców, powiązanych ze służbami specjalnymi. Dlatego w ostatnich latach, Moskwa nie tylko nie dostrzegała zagrożenia w procesie „integracji”, ale reżim Putina był żywotnie zainteresowany jak najściślejszym współdziałaniem Warszawy i Brukseli

…Wrzawa związana z Brexitem powinna też uświadomić, że głównym problem Europy są Niemcy i ich agresywna, ekspansywna polityka, obliczona na ustanowienie „internacjonalistycznej wspólnoty” pod protektoratem niemieckim. To państwo nie tylko przejęło główne nici decyzyjne w strukturach Unii Europejskiej, ale od wielu lat próbuje narzucać dyktat krajom byłego Bloku Wschodniego i wspólnie z Rosją dąży do odbudowy sowieckiego imperium.

Każda akceptacja tej polityki, wyrażana przez czynniki polskie, jest aktem głupoty, ocierającym się o zdradę i tak powinna być traktowana przez ludzi świadomych zagrożeń.

Tylko lewackiemu szaleństwu i historycznej ignorancji przywódców Zachodu zawdzięczamy, że Niemcy znów mogą dyktować warunki współistnienia państw europejskich i narzucać swoją wolę krajom doświadczonym hitlerowską butą. To, co niemieccy politycy zaproponowali Europie nazajutrz po Brexicie – rząd europejski, przyjmowanie uchodźców i koniec państw narodowych, jest wyrazem niebywałej pogardy i przeświadczenia o wyższości racji niemieckich nad innymi. Jeszcze większym absurdem jest przyzwolenie, by Berlin decydował o gwarancjach udzielanych nam przez NATO i mógł blokować rozwiązana korzystne dla Polski.

Dyktat niemiecki zawsze prowadził Europę do katastrofy. Szczęśliwie, gdy będzie to kataklizm polityczny, polegający na rozpadzie współczesnej konstrukcji unijnej. Tragicznie, gdy zgoda na nadzór niemiecki nad UE i pakt Moskwa – Berlina doprowadzi do kolejnej konfrontacji militarnej i zniewolenia państw byłego Bloku Wschodniego.

Od wielu lat Unia Europejska staje się narzędziem służącym realizacji interesów niemieckich…” (Aleksander Ścios)

całość tu: BREXIT A SPRAWA POLSKA

podobne: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”  oraz: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. i to: Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska. a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. i jeszcze: UE wycofuje się z polityki wschodniej.

W kontekście tego co pisze Pan Ścios odnośnie sojuszu niemiecko-rosyjskiego bardzo (nie)ciekawy scenariusz odnośnie Polski po „Brexicie” snuje dr. Brzeski –  NAI: Co może się zdarzyć po Brexicie?

Nie dajmy się też wciągać w jałowe dyskusje i wróżenie z fusów co też dobrego lub złego wyniknie z Brexitu dla samego projektu UE i jej szkodliwych inżynierii politycznych, społecznych, czy finansowych jakie pod pretekstem „norm” i „standardów” narzucono Polsce. Co obecnie jest dalej kontynuowane pod płaszczykiem „dobrej zmiany”, której propagandowa reżimówka w postaci TVP (zwanej dla niepoznaki „narodową tiwi”) ostatnie dni przed referendum poświęciła na kreowanie dobrego wizerunku tej patologii, powołując się nawet o zgrozo na opinię/przestrogę Pana Sorosa (tego samego którego krytykowano za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski i ratowanie GW), przekłamując jednocześnie intencje oraz motywacje eurosceptyków. Tu odsyłam raz jeszcze do wspomnianego wcześniej filmu „Brexit” DLACZEGO BRYTYJCZYCY CHCĄ WYJŚĆ Z UE? (pełna wersja z tłumaczeniem na polski) każdego kto chce poznać PRAWDZIWE powody gniewu ŚWIADOMEJ części społeczeństwa brytyjskiego.
Ludziom prawym i przyzwoitym powinno być kompletnie obojętne jak na tę „zuchwałość” Brytyjczyków zareaguje patologiczna instytucja jaką jest UE, i jej propagandowe ekspozytury w postaci „elit” politycznych zniewolonych w eurokołchozie narodów. Mnie osobiście interesuje jak Brytyjczycy zagospodarują to co odzyskali.
Bazujmy na faktach a są one następujące – Oto jeden z narodów doszedł do wniosku że ma dość politycznej dominacji zgrai samozwańczych „elit europejskich” i wyraził wolę SAMOSTANOWIENIA o swojej polityce, prawie i gospodarce. To jest wartość nie do przecenienia i zupełnie nie do zagadania przez jakikolwiek argument zwolenników UE.

Na koniec słowo do dzielnego narodu. Sons of Britain… I salut You 🙂 God save Great Britain!… (Odys)
Braveheart (1995) – Best scene – William Wallace’s speech (HD)

W Hiszpanii nie ma rządu a gospodarka rośnie. Opłacalność „ekonomi trynitarnej” kontra interwencjonizm państwowy.


socjalizm-vs-kapitalizm

„Impas rządowy w Hiszpanii trwa. Ugrupowanie o największym społecznym poparciu, czyli prawicowa Partia Ludowa nie była w stanie utworzyć większościowego rządu. Mutatis mutandis upadł wcześniej niedoszły gabinet Partii Socjalistycznej. W związku z tym po czterech miesiącach negocjacji, nie doszło do utworzenia nowego rządu. Kolejne wybory odbędą się w czerwcu. Informację o tym, iż nie ma możliwości powołania nowego rządu podjął król Filip VI. Co ciekawe jednak, podkreśla się, iż brak rządu nie wpływa obecnie w zły sposób na stan gospodarki. Jest wręcz przeciwnie – wzrosła ilość kredytów hipotecznych oraz kredytów dla biznesu, o czym informuje Antonio Garcia Cantera z banku Santander. To jednak nie koniec dobrych wieści, gdyż statystyki wskazują na jednoczesny wzrost sprzedaży detalicznej o 4.4%. Okazuje się więc, że brak rządu przez te kilka miesięcy nie zaszkodził gospodarce, a wręcz przeciwnie. Weryfikacja nastąpi w momencie wybrania nowego rządu.” (http://namzalezy.pl/)

źródło: W Hiszpanii od kilku miesięcy nie ma rządu, a gospodarka rośnie

podobne: Liberalizm – to działa! Czyli „Europa kładzie się do trumny” oraz: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów. i to: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów. a także: Eurokołchoz: w budżecie brakuje a hiszpańskie wioski na sprzedaż polecam również: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność.

„…Nawet małe dziewczynki wiedzą, że kupowanie czegoś opłaca się tylko do pewnego momentu – a gdy cena przekroczy pewien pułap, zakup jest błędem. Dokładnie to samo się dzieje, gdy przedsiębiorca chce zakupić czyjąś pracę. Do pewnego momentu jest gotów zapłacić, ale gdy jej cena wzrośnie powyżej pewnego poziomu, jej wynajmowanie traci sens. Tym poziomem jest oczywiście koszt zatrudnienia alternatywnego wobec pracy rozwiązania – w tym przypadku maszyny. Nie rozumieją tego jednak (albo raczej udają, że nie rozumieją) związki zawodowe i różni „intelektualiści” pracujący dla rządów, oraz sami politycy, którym wydaje się, że można dowolnie żonglować cenami na rynku i nie stanowią one żadnej użytecznej informacji dla przedsiębiorców, pracowników i konsumentów. Upierają się więc, że wystarczy zatem podnieść jedną z tych cen, aby jeden z uczestników wymian rynkowych – w tym przypadku pracownicy – skorzystał. Ignorowanie procesów rynkowych jest jednak niemożliwe, co pokazują niezliczone przykłady podobne do postępowania sieci restauracji fast-food Wendy’s…” (Rafał Trabski – Wendy’s kontra idioci)

podobne: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)  oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii.

„…Ludwig von Mises (†1973) pokazał, że system rynkowy ujęty w ramy prawne i kontrolowany przez ograniczony rząd szanujący własność prywatną, jest zdolny postawić zupełnie różne i wolne podmioty na rynku w pozycji twórczej współpracy i wymiany. Jego subiektywistyczna teoria wartości tłumaczy istotę tej wymiany, która stanowi podstawowy element ludzkiego działania. Wymiana jest to otrzymywanie przez obie strony dóbr bardziej przez nie cenionych i pozbywanie się dóbr mniej wartościowych z ich punktu widzenia w danym momencie czasu. To przeciwieństwo stanowiska znanego od czasów Arystotelesa (†322 p.n.e.), że dobra są wymieniane tylko za towary o takiej samej wartości. Austriacki ekonomista wykazał wyraźnie, że wartość nie zawiera się w rzeczach, ale zależy od obopólnej zgody kupującego i sprzedającego na wolnym rynku i jest nierozerwalnie związana z aktualnym wyborem. Wartość rzeczy zależy więc od celu, jaki człowiek przypisuje swojemu działaniu, i który znany jest tylko jemu. Międzyosobowa wymiana dóbr i usług zawiązuje więzy, które jednoczą ludzi w społeczeństwo.

Murray Newton Rothbard (†1995), amerykański ekonomista i uczeń Misesa, rozpoczął jeden ze swoich wykładów od postawienia pytania: „Co jest przeciwieństwem komunizmu?”. Z sali wykładowej padła od razu odpowiedź, że jest nim kapitalizm. To pierwsza odpowiedź, która ciśnie się każdemu z nas na usta. Rothabrd poprawiał zaskoczonych studentów i wyjaśnił, że przeciwieństwem kolektywizmu jest tylko indywidualizm. Wolna ekonomia – tak o właściwe pojętym kapitalizmie pisał w encyklice społecznej Centesimus annus (1991) bł. Jan Paweł II – to wspólnota potrzebujących siebie nawzajem ludzi, bez której nie byłoby wolnorynkowej wymiany. Mises był zdecydowanym obrońcą jednostki przed uciskiem ze strony państwa, ale w żadnym wypadku nie oznacza to, że afirmuje on bezwzględny indywidualizm. Austriacki ekonomista ma świadomość tego, że najbezpieczniejszym miejscem dla człowieka jest społeczność. Każda jednostka na wolnym rynku wie, że jej własny interes jest najlepiej zabezpieczony wtedy, gdy swoje działanie dostosuje do wymagań społecznej współpracy w ramach pokojowego podziału pracy. Każda transakcja w systemie niezakłóconej gospodarki rynkowej jest zawsze korzystna zarówno dla kupującego, jak i sprzedającego, gdyż w przeciwnym wypadku nigdy by do niej nie doszło. Ekonomia nie jest więc grą o sumie zerowej. Warunkiem wymiany jest zawsze przestrzeń wolności wyznaczona granicami własności prywatnej. Poprzez wolność rynek staje się społecznym urządzeniem do realizacji dobra wspólnego, gdzie człowiek – jako osoba rozumna i wolna – sam może o sobie stanowić i stawać się darem dla innych

…Tylko Bóg nie kieruje się własnym interesem i poczuciem dyskomfortu, ponieważ bezinteresowny i samospełniający się czyn stanowi integralną część Jego samego i Jego relacji do człowieka i świata. Człowiek zawsze działa w poczuciu odczuwalnego niezadowolenia i pragnienia zmiany tego stanu na lepszy. Bezinteresowne działanie nie jest więc do końca możliwe, ale rynkowa współpraca, w której każdy uczestnik widzi sukces, a nie porażkę swojego partnera jako środek do osiągnięcia swojego własnego celu, jest krokiem w nieustannym budowaniu pokojowego społeczeństwa i wspólnoty miłości, której wzorem jest Trójjedyny Bóg…” (Ks. Jacek Gniadek – Ekonomia trynitarna)

podobne: Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu. Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności. oraz: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) i to: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

Jan Paweł II (mieć, być, bogactwo)