Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu


Carolina Rodriguez – interpretation of Leonardo Da Vinci Lady With an Ermine

„…Kiedyś uważałem, że sztuka absolutnie rządzi się swoimi prawami, trzeba ją sądzić zupełnie w oderwaniu od kontekstu społecznego. Z czasem zmądrzałem, wcale tak nie jest, nie ma w życiu sfer, które w całości są wydzielone, to jednak nie kłoci się z opinią, że sztuka ma własny język, jest domeną specyficznego doświadczenia. Nie sposób z niego zrezygnować bez wyrzeczenia się istotnego elementu wrażliwości ludzkiej i znaczącej sfery kultury, powtórzę jednak: nie daje nam to prawa, aby widzieć sztukę bez kontekstu, w jakim ona istnieje.

Widzę w tym podejściu zagrożenia z dwóch stron. Po pierwsze: ludziom, którzy nie znają się na sztuce, daje się argument, aby tę sztukę oceniali, niekiedy wyrządzając jej krzywdę. Z drugiej strony dostrzegam wśród artystów pokusę, aby ich dzieła – oceniane spoza artystycznego poziomu – znaczyły więcej, niż naprawdę znaczą.

Każde sformułowanie daje się hiperbolizować i prowadzić do absurdu i samozaprzeczenia. Nie chodzi mi o to, aby sztukę, ocenianą przez laika, redukować do poziomu laika, bo jest to degradacja. A jednak, nie jest to sytuacja bezdyskusyjna. Kończy się, dajmy na to, wojna, komunistyczna propaganda usiłuje zohydzić pamięć o Armii Krajowej. Tymczasem, dajmy na to, artysta pisze powieść, albo kręci film, albo wystawia sztukę, skupiając się w dziele na idącej razem z wojną degeneracji człowieka i akurat do ilustracji tego wykorzystuje oddział partyzantów. Nie przeczę, artysta jest w stanie pokazać to prawdziwie, artystycznie bez zarzutu, trzeba jednak zaznaczyć, że dzieło to wpisuje się w kompromitację najwspanialszego zrywu, jakim jest Polska Walcząca. Co ma począć człowiek, który nie ma pojęcia o sztuce, lecz odnosi się z czcią do tego, co się poddaje krytyce – nie ma on prawa czuć oburzenia?

Ten, kto tworzy sztukę, wychodzi od potrzeby tworzenia, od przymusu wewnętrznego, lecz w tym przymusie, wydaje się, zawsze pomieszkuje nadzieja, choćby na zmianę jednego człowieka…” (Bronisław Wildstein dla „Teologii Politycznej Co Tydzień” Nr 37 pt. Wildstein. Pisarz świata nieprzedstawionego„)

O tym do czego prowadzi kontestowanie sztuki w oderwaniu od rzeczywistości tu: „Kupa gówna” (w puszce) czyli traktat o „sztuce”. oraz tu: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. A o tym dlaczego kultura nie zawsze jest dobra tu: Krzysztof Karoń KULTURY DOBRE I ZŁE – WARTOŚCI – POJĘCIA PODSTAWOWE CZ. 4

Pomijając kontekst „najwspanialszego zrywu”, chodzi więc o mechanizm instrumentalnego wykorzystywania sztuki dla szemranych celów. Zacznę od najłagodniejszego z przykładów wspomnianej hiperbolizacji, absurdu i samozaprzeczenia z udziałem sztuki, którego spiritus movens stał się dokonany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (tj. za „publiczne pieniądze”) zakup kolekcji obrazów (ze słynną „Damą z gronostajem” Leonarda da Vinci) od księcia Adama Karola Czartoryskiego (za pośrednictwem fundacji)… (Odys)

„…Aby transakcja była możliwa, specjalnie zmieniono statut fundacji i urządzono czystke w zarządzie. Stojący za tym książę Adam Czartoryski zapewne zgarnie na swoje prywatne konto sporą sumę.

Jednak tragedią będzie obarczenie podatników – z których większość nie jest zainteresowana łożeniem swoich ciężko zarobionych pieniędzy na utrzymywanie kosztownych dzieł sztuki – tymi właśnie kosztami, mimo, że jak pokazuje działalność Fundacji Książąt Czartoryskich, pobierane pod przymusem haracze wcale nie są niezbędne dla finansowania kultury wyższej.

Tymczasem mamy znów patetyczne gadanie o „zachowywaniu kolekcji dla przyszłych pokoleń” i tym podobne „patriotyczne” gadki. Tymczasem prawdziwi patrioci, troszcząc sie o dobro przyszłych pokoleń, woleliby pozostawić tym pokoleniom decyzję, czy chcą kupić bądź dokładać sie finansowo do utrzymywania tej, czy innej kolekcji dzieł sztuki, czy też nie chcą – zamiast „patriotycznie” obarczać ich w przyszłości kosztami w postaci przymusu utrzymania muzeum, mogącego przecież funkcjonować całkowicie prywatnie, za środki pozyskane od dobrowolnych darczyńców.” (antistate – Czy potrzebujemy nacjonalizacji damy z gronostajem?)

podobne: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie). i to: „Śmierć i dziewczyna” czyli… Socjal Demokracja jako sztuka dymania podatnika. Czas skończyć z „coolturą” za publiczne pieniądze.

W tym samym mniej więcej czasie wszczęto śledztwo w sprawie budowy (przez poprzednią władzuchnę) Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Żeby było śmieszniej „inwestycję” skrytykowała ta sama instytucja (ministerstwo), która teraz lekką ręką wydała 100 mln EUR zamieniając własność prywatną na państwową, gdyż ta pierwsza nie była dość „narodowa”.

„Gazeta Polska” napisała” że sprawa budowy tego muzeum „mówi wiele o tym, jak gospodarowano naszymi pieniędzmi za rządów koalicji PO-PSLi że jest to „największy przekręt od II wojny światowej w Gdańsku„. Nie to co wspomniana wyżej „inwestycja”, która była równie potrzebna jak psu piąta noga, albo budowa innego muzeum (Historii Żydów Polskich) w Warszawie, które nie dość że również powstało dzięki przymusowej hojności podatnika, to jest na dodatek ośrodkiem wrogiej Polsce propagandy (o czym więcej tu: Stanisław Michalkiewicz – W Muzeum Żydów będą tresować). W skrócie – punkt widzenia na to co dobre a co złe dla obywatela, zależy od tego kto aktualnie zarządza budżetami.

Tak to sze kręczy… POprzednicy sztukę wyprowadzali (afera związana z „Gęsiarką” i „Bydłem..” które znikły z pałacu prezydenckiego za prezydenta Komorowskiego), więc „dobra zmiana” zrobi na opak i będzie ją na powrót pod strzechy zaganiać, a że większość obywateli nic na tym nie skorzysta (pewnie nawet nie wie że została ubogacona kulturowo) to już nieważne. Jak to klasyk powiedział „jeden huk” (czytaj kasa poszła).

Niestety socjalistyczna poligramota ma to do siebie że bywa mieczem obosiecznym. I tak jak jedni upatrują w sztuce okazję do „błyśnięcia” przed ciemnym lódem „pańskim” snobizmem, tak inni postanowili ów snobizm napiętnować nawiązując do całkiem innej (antypańskiej) tradycji, licząc na innego rodzaju kompleksy. I tu przechodzimy do kolejnej wersji wspomnianej hiperbolizacji, absurdu i samo zaprzeczenia z udziałem Bogu ducha winnych dzieł sztuki… (Odys)

„…partia Razem oskarża PiS o to, że wydaje pieniądze podatników na obrazy, kupione za pieniądze pochodzące z wyzysku chłopa

Najlepsze moim zdaniem jest zdanie: potomkowie chłopów nigdy nie otrzymali odszkodowania za lata pańszczyzny. Jeśli o mnie idzie to taka retoryka powinna być ścigana z urzędu. A także piętnowana jako przykład nieuctwa i głupoty. Ludzie zaś posiadający wyższe wykształcenie i firmujący takie postulaty swoim nazwiskiem winni być publicznie napiętnowani jak złodzieje i pijacy pokazani w filmie Barei, ci wiecie, którzy awanturowali się w sklepie.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Oto Zandberg i jego koledzy chcą nas przekonać, że ich przodkowie byli chłopami wyzyskiwanymi przez Czartoryskich. To jest doprawdy rzadkiego gatunku bezczelność, na którą nie nabierze się mam nadzieję nikt z potomków polskich chłopów, a jeśli się nabierze, to dobrze mu tak, durniowi jednemu.

Zrekapitulujmy więc jeszcze raz to wszystko. Każdy kto zgłasza postulat zmiany stosunków własności lub zadośćuczynienia za tak zwane krzywdy doznane w przeszłości, bez powoływania się na konkretne osoby i sytuacje, o których mogliby zaświadczyć ludzie, jest oszustem…

Stąd właśnie bierze się populizm lewicy, którego nikt oczywiście populizmem nie nazwie, to są za każdym razem słuszne postulaty. Tak będą pisać wszystkie media, nawet te zwane prawicowymi, bo prędzej ci ludzie się udławią, niż powiedzą, że złodziejstwo zwane reformą rolną było wstępem do katastrofy państwa. Oni wszyscy razem, do dziś uważają to za wstęp do sukcesu politycznego i gospodarczego, a także do powszechnej szczęśliwości wszystkich jak leci. Całę zaś zło które mamy za sobą, dokonało się za sprawą egoizmu posiadaczy, którzy nie rozumieli czym jest dobro wspólne. Tym obłędem próbują nas karmić do dziś. Mam jednak nadzieję, że nikt tego przysmaku nie ruszy nawet kijem, a co dopiero widelcem. Póki co płaczą nad odszkodowaniami dla chłopów zamienionymi na obrazy…”(coryllus – Odszkodowania dla chłopów i Ukraińców)

podobne: Nobel Dylana i promocja obłędu za publiczne pieniądze w „fabryce bestselerów” czyli… Paranienormalny(ch) „klub literata i literatki”. oraz: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie?

Dziś wiemy na podstawie źródeł historycznych że w XVI w. chłop pańszczyźniany pracował (dla pana) około 50 dni w roku, a z czasem obowiązek ten wzrósł do około 100 dni. I to według lewicy był feudalny wyzysk. Tymczasem my ludzie XXI wieku, czasu maszyn, komputeryzacji i innych usprawnień (prawa pracy, człowieka i „sprawiedliwości społecznej”), pracujemy (dla państwa) 164 dni. I to jest (według tejże lewicy) „sprawiedliwość społeczna”. W niczym też zatroskanych losem „wyzyskiwanego chłopa” dobrodziejom nie przeszkadza fakt, że jako partia mają w tym wyzysku swój udział, a to z racji wypłacanej im z budżetu wielomilionowej dotacji i jawnego wspierania przez nich wyzysku fiskalnego (wcale nie kosztem „najbogatszych”). Przejdźmy zatem do demaskowania tego o co tak naprawdę walczy Zandberg i sp.ka. Na początek przypomnijmy sobie jak to było z tymi wyzyskiwanymi (i przez kogo) chłopami… (Odys)

Thomas Couture – The Enrollment of the Volunteers of 1792

„W najpiękniejszej okolicy Francji – według Rousseau (tego na którym wzoruje się II i III RP oraz Konstytucja 3 Maja) – wieśniak kryje swój chleb i wino przed poborcami, gdyż byłby zgubiony, gdyby się dowiedziano, że on nie umiera z głodu. W niektórych prowincjach zabijano na drogach kobiety niosące chleb. Biskup szartryjski, zapytany przez króla, jak u niego żyje lud, odrzekł, że ludzie jedzą trawę jak owce i giną jak muchy. Biskup Massillon pisał do Fleury’ego: Ludność naszych wsi żyje w okropnej nędzy… Większość przez pół roku nie ma chleba jęczmiennego i owsianego, który stanowi jedyne ich pożywienie i który muszą odejmować od ust swoich i dzieci, ażeby zapłacić podatki… Murzyni naszych wysp są nieskończenie szczęśliwsi, gdyż za pracę otrzymują żywność i odzież dla siebie i swoich dzieci. Wieśniacy przestali zawierać małżeństwa, gdyż — jak mówili — nie chcą płodzić nieszczęśliwych. Nie można ich było nawet używać do pracy, gdyż przy każdej mdleli z osłabienia głodowego. W niektórych okolicach wieśniacy ścinali zielone zboże i suszyli w piecu, gdyż głód nie pozwalał im czekać dojrzałego plonu; gdzie indziej leżeli ciągle w łóżku, ażeby go znieść łatwiej. Anglik, Artur Young, podróżujący po Francji, widział ludność wychudzoną, skarlałą i tak zestarzałą w głodzie, że pewna kobieta, którą on uważał za staruszkę siedemdziesięcioletnią — tak była pomarszczona i zgarbiona — wyznała, że ma dopiero 24 lata. Prawie wszystkie dzieci umierały z powodu braku mleka w piersiach matek, a te, które ocalały, skutkiem złego pożywienia wyglądały jak kobiety brzemienne.

Zdziercą może jeszcze okrutniejszym od pana był fiskus (skarb państwa), który opodatkowywał nie tylko posiadaczów czegoś, ale również nie posiadających nic oprócz pary rąk do pracy. Jeżeli w jakiejś wsi poborcy dostrzegli chłopów otyłych lub pióra z zabitego drobiu, natychmiast podnoszono jej podatki. Pewien pan postanowił pokryć dachówką domy swoich poddanych; przestraszeni błagali go, ażeby pozostawił na dachach słomę, gdyż inaczej fiskus niewątpliwie podwyższy im podatki.” (30 grudnia 2016 andrzej)

Rewolucja Francuska i jej pseudo-religia | Prof. Adam Zamoyski

Tak właśnie prezentowały się zdobycze rewolucji proletariatu we Francji. Jak można przeczytać nie miały one nic wspólnego z idealistycznymi hasłami „wolność, równość, braterstwo…” o których do dziś uczy się dzieci na lekcjach historii. Na dodatek po łebkach bo z pominięciem fragmentu który brzmiał: „albo śmierć”, gdzie owa rewolucja odnosiła największe sukcesy. I to na masową skalę, przy pomocy głodu i nędzy w wyniku przymusowych i gwałtownych „przekształceń własnościowych”. Tu warto wspomnieć o najsłynniejszym jej wynalazku/środku do celu czyli pani gilotynie, dla której tracił głowę każdy kto nieopatrznie protestował przeciwko „uwalnianiu” (od dobytku) i „zrównywaniu” (w nędzy i głodzie).

Teraz przejdźmy do bliższej ciału Zandberga i sp-ki koszuli, czyli bolszewików. Godnych spadkobierców rewolucji francuskiej, gdzie również w imieniu i dla dobra „ludu pracującego miast i wsi” dokonywano „sprawiedliwości społecznej”, o której tak pięknie potrafią opowiadać socjaliści (nie tylko z tzw. lewicy)… (Odys)

„…Największe powstanie chłopskie przeciwko bolszewikom – Powstanie Tambowskie – z chłopską partyzantką w liczbie ok. 40.000 osób- oddolne i spontaniczne – miało miejsce w okresie 1918-1921 i zostało stłumione przez Lenina i jego kamandę a konkretnie wysłana została ekspedycja wojskowa pod dowództwem Tuchaczewskiego – 100.000 sołdata, samoloty, artyleria i nawet gazy bojowe. Ostatecznie o zwycięstwie bolszewików rozstrzygnęło założenie 7 obozów koncentracyjnych – dla rodzin podejrzanych o sprzyjanie partyzance i deportowanie całych wsi w ramach guberni. A Stalin został sekretarzem generalnym KPZR – w kwietniu 1922 r. kiedy było – pozamiatane. Armia Tuchaczewskiego wymordowała ok. 70 tysięcy chłopów a „odpryskowo” zmarło z głodu dodatkowo ok. 170.000 chłopów. Zbrodnie Stalina nie są mniejsze ale są głośniejsze, bowiem wykończył tyle samo bolszewików co tzw. zwykłych ludzi. I to za tych „bolszewików” mają do niego pretensje „partie Zachodu”. Zwłaszcza za Trockiego…”  (31.12.2016 Pink panther)

…trzeba przyznać że tępy i uparty był ten cały lud, bo nie chciał się poznać na tym co dla niego dobre. U niektórych ideologów ta oporna reakcja wywoływała prawdziwy szok i ciężkie zgryzoty. Oto fragment wspominków jednego z nich…(Odys):

„…tym większe było moje rozczarowanie i zgryzota, gdy ta proletariuszka okazała się nad wyraz krytyczna wobec władzy radzieckiej i bynajmniej z tym się przede mną nie kryła. Nie wdając się w jakieś zawiłe kwestie polityczne po prostu twierdziła, że robotnikowi za cara żyło się lepiej. Krew mnie zalewała i żółć się we mnie przelewała, więc pytałem ją, czy za cara również jeździła do domów wczasowych? Ale ona najspokojniej w świecie oświadczała mi, że urlop spędzała na wsi u krewnych i było jej tam lepiej, niż w domu wczasowym. Więc wskazywałem na potężną kostkę masła, którą dostawaliśmy do śniadania, ale jej to nie imponowało, bo za cara tego było w bród, a teraz to tylko jeszcze w domu wczasowym można tyle masła dostać, a normalnie trzeba po nie postać w kolejce. Użerałem się z nią i chudłem ze zgryzoty, bo realia ona znała jednak lepiej odemnie…

…Przeciwników kołchozów – bądź to spośród średniorolnych gospodarzy, bądź z małorolnych – władze kwalifikowały jako kułaków lub „podkułaczników”. Podczas likwidacji kułactwa jako klasy, w jednym z nimi worku znaleźli się m.in. w poważnej ilości uczestnicy rewolucji i wojny domowej, którzy otrzymali ziemię z nadziału i nie chcieli jej oddać…

Obserwacja samowoli i dowolności, z jaką wyznaczano wysokość obowiązkowych dostaw, straszliwe sceny, towarzyszące rewizjom za zbożem w zagrodach chłopskich oraz konfiskacie tzw. nadwyżek, okrucieństwo i brutalność wobec wypędzanych ze wsi kułaków i ich rodzin – wszystko to mogło napawać grozą.
Albin był rewolucjonistą i gotów był całym sercem witać tę od góry przeprowadzaną rewolucję na wsi, która tak radykalnie i skutecznie miała doprowadzić do jej socjalistycznej przebudowy. Nie mógł się jednak wyzbyć zastrzeżeń. Nie chciał ich ujawniać w otwartej dyskusji nawet wśród towarzyszy z pokoju, którzy też przecież jeździli na wieś i widzieli te same co on obrazy, ale skłonni widać byli akceptować je w imię zasadniczej słuszności generalnej linii partii. Ale mnie z tych zastrzeżeń zwierzał się. Mierził go w szczególności system bodźców materialnych dla biedoty chłopskiej za udział w ujawnianiu nadwyżek zbożowych u kułaków i zamożnych chłopów, za wstępowanie do kołchozów i aktywną postawę przy wypędzaniu kułaków z ich gospodarstw i ze wsi, co w sumie uważał za niemoralne i demoralizujące samą biedotę. Niepokoiło go też częste pakowanie do jednego worka kułaków, średniorolnych, a nawet małorolnych niechętnych kołchozom i przezwanych w związku z tym „podkułacznikami”.
Naszą codzienną lekturą była „Prawda”. Przez jakiś czas z niczym nie zmąconą radością przyjmowaliśmy optymistyczne meldunki z frontu socjalistycznej przebudowy. Ale tym większym wstrząsem okazała się dla Albina konfrontacja tej codziennej lektury „Prawdy” z brutalną rzeczywistością, którą obserwował własnymi oczami. Wszyscy zresztą, po słynnych artykułach Stalina: „Zawrót głowy od sukcesów” oraz „W odpowiedzi towarzyszom Kołchoźnikom” – uczyliśmy się w „Prawdzie” czytać między wierszami

Ivan Vladimirov – Продразверстка (rekwizycja)

…a teraz najlepsze, bo będzie o tym za jakie rzeczywiście „ideały” umierali ci wszyscy biedni ludzie, a raczej dla jakiego „dobra” ich mordowano… (Odys)

O tym, że moje prace o 1920 i 1923 roku zamierzano w 1933 r. wydać w zbiorze: „KPP w dokumentach”, dowiedziałem się dopiero z lektury książki F. Kalickiej: „Z zagadnień jednolitego frontu”x. Z resztą od czasu, gdy oddałem je do wydawnictwa w 1931 r., nigdy ich nie poszukiwałem i nie widziałem. Nie doszło do skutku również przyjęcie mnie do aspirantury. Z tego byłem zadowolony, zapadła bowiem decyzja, że wracam do kraju.
Miałem teraz dużo czasu i dużo pieniędzy (zaliczka!), które trzeba było szybko wydać. Mogłem więc częściej spotykać się z towarzyszami. Mogłem uzupełniać swoją znajomość literatury rosyjskiej i to zarówno klasyki – Turgieniewa, Gogola, Tołstoja, Czechowa i – klasyka za życia – Gorkiego (przyznam się, że najbardziej ceniłem sobie jego nowelistykę), jak i najwybitniejszych dzieł literatury radzieckiej – „Cichego Donu” Szołochowa, „Żelaznego Potoku” Serafimowicza, „Klęski” Fadiejewa, „Armii Konnej” Babla oraz tzw. „poputczikow” – Pilniaka, Sejfuliny. Jedynie mało dostępni byli w ówczesnych warunkach radzieckich – Dostojewski i Erenburg, ale o zdobycie ich dzieł nietrudno za to było w Polsce. Chodziliśmy też z Hanią jeszcze częściej niż zwykle do teatrów. Nie było sztuki w Mchacie, u Mejerholda, u Wachtangowa, Tarrowa czy w Teatrze Rewolucji, której byśmy nie obejrzeli... (Wspomnienia Romana Zambrowskiego z Międzynarodowej Szkoły Leninowskiej w Moskwie (1929–1931)

podobne: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów oraz: „Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród!”… Marek Jan Chodakiewicz – „O prawicy i lewicy” i to: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

Tak oto gdy jedni chudli ze zgryzoty z powodu szerzącego się wśród proletariatu niezrozumienia dla jedynie słusznego planu zaprowadzenia powszechnej szczęśliwości, sam proletariat chudł i umierał naprawdę. Wszystko po to by jej awangarda mogła się realizować w typowo burżuazyjnych ambicjach jak chociażby kulturalna rozrywka, z tą tylko różnicą że środki na nią pochodziły z masowego oszustwa i rabunku.

Retoryka o krzywdzie chłopa z rąk Panów, jaką posługuje się partia Razem i inni z czerwonej rodziny (łącznie z PISem, który z równą determinacją uprawia „państwo opiekuńcze” kosztem „posiadaczy”) nie dość że nie ma żadnego związku z tym czym w rzeczywistości był dwór i ziemiaństwo, to jest zwyczajną hipokryzją. Owszem zdarzało się że szlachta nadużywała swojej władzy i przywilejów wobec chłopstwa, ale skala patologii (która nie była zadekretowana żadnym manifestem) nie dorównuje temu co w imię zasadniczej słuszności generalnej linii partii robili komuniści. To że część Polaków na tę retorykę się nabrała i ciągle nabiera jest naszą narodową tragedią, a nie żadną chlubną „narodowo wyzwoleńczą” tradycją jak ją niektórzy nazywają. Jest klasycznym wypłukiwaniem narodu z poczucia realizmu i tożsamości, czyli tego co kreuje i umacnia wspólnotę interesu jakim jest własne państwo… (Odys)

„…Poczucie tożsamości, warunek skutecznego działania obywatelskiego, zaburzone jest w Polsce od ponad 200 lat przez znane zaszłości historyczne

…trzeba zacząć od budowania poczucia własnej wartości i wyrazistego poczucia granic każdego Polaka. Czy rozdzierając dziś szaty nad mentalnością polskiego rolnika, pazurami broniącego ziemi przed Europą, „bo wykupi”, pamiętamy np., że circa dwie trzecie Polaków w ostatnich pokoleniach to wypędzeni lub przesiedleni, którzy stracili domy, mieszkania, majątki, a przynajmniej poczucie zakorzenienia? To nie było 200 lat temu, w czasach „polskiej anarchii” (jeden z liczmanów służących do niszczenia pozytywnego poczucia polskości), o tym opowiadał ojciec i dziadek, o tym wie każdy młody Polak, który dziś nie ma za co kupić mieszkania. Dzieła dopełnił komunizm…

…W 1989 roku śmiertelnie zmęczeni oczekiwaniem na niepodległość Polacy byli gotowi do normalności. Wiedzieli, że normalność to nie jest utopijny brak przestępstw, ale sprawiedliwe prawa i dobrze działająca policja i sądy. To nie jest zabieranie bogatym, by dać biednym, ale przywrócenie cywilizowanych stosunków własnościowych i oddanie prawowitym właścicielom, co im się należy. To nie polowanie na czarownice, ale nazwanie zbrodni zbrodnią, a kata katem. To nie gwarancja stuprocentowego zatrudnienia, ale zakaz wyzysku. To nie nakaz kupowania w małych sklepikach, ale brak przywilejów dla supermarketów. To nie jest nierealne „zwalczenie” korupcji, tylko jawność państwa i urzędów. Społeczeństwa, które tak sobie zorganizowały życie, mają zdrową mentalność. I takiego zorganizowania państwa oczekiwali od swych elit Polacy, można to sprawdzić we wszystkich badaniach z tamtego czasu.

I właśnie wtedy, w nowo odzyskanym wolnym państwie, kandydaci na nowe elity zaczęli gwałtownie Polaków przekonywać, że są źli, bo czują się… Polakami właśnie…

Rolą prawidłowo ukształtowanych elit powinno być w pierwszym rzędzie umacnianie poczucia tożsamości obywateli. Jest to warunek podstawowy powodzenia dalszych działań: publicznego stawiania pozytywnych dla obywateli celów, a potem pobudzania i podtrzymywania energii społecznej do ich realizacji… 

Idea, że można twórczo zaangażować obywateli, odbierając im zarazem siły przez kwestionowanie podstawowych dla ich poczucia tożsamości symboli i pojęć, nie przynosi zaszczytu swoim twórcom, operacja bowiem się udała, tylko pacjentowi odechciało się żyć. Świadczy o kompletnej bezmyślności paraelit i graniczącej z pychą ich wierze we własną omnipotencję, oraz o chęci manipulowania współobywatelami. Stratedzy wojskowi wiedzą, że nawet okupacja wojenna może być względnie skuteczna, można zachować spokój w najbardziej nawet buntowniczym podbitym narodzie, gdy najeźdźca znajdzie minimum poparcia, realizując istotne wartości lub interesy podbijanego społeczeństwa (pisał o tym Clausewitz)… (Teresa Bochwic • naszeblogi.pl – To nie dzieje się od dziś)

Ivan Vladimirov – Hunger

Czy poczucie narodowej dumy i tożsamości można zbudować w oparciu o takie akcje jak wspomniana na samym początku „inwestycja”, o całej reszcie nie wspominając? Jeśli tak to czemu część rodaków słysząc o tego rodzaju „sukcesach” i ekscesach czuje się coraz bardziej wyobcowana i okradziona? I nie mam tu na myśli tej części która nie dość że nie czuje potrzeby polskości, to jeszcze w sposób ostentacyjny manifestuje wobec niej swoją wrogość aktywnie ją zwalczając. Ich bowiem nie przekona żadna wartość łącznie z odniesioną osobiście korzyścią. Mówię o tych rodakach którzy odczuwają więź z tym co im się z Polską kojarzy, ale pielęgnują to wszystko z przyzwyczajenia i od święta bo nie czują do Polski nic ponad okazjonalnym (odpustowym) sentymentem, a państwo (aparat) robi co może żeby tę tendencję utrzymać. Jednoczymy się więc co jakiś czas przy stole z okazji święta religijnego a czasem nawet państwowego, ale potem wracamy do brutalnej rzeczywistości – walki o byt… często między sobą i z owym państwem, tj. z ludźmi którzy dla niego pracują zasłaniając się przed resztą flagą (a raczej chorągiewką), rozgrywając tłuszczę dziełami sztuki albo tzw. „kulturą” za „pożyczone” albo darowane (z budżetu – ergo wyrwane tłuszczy) pieniądze.

A że chętnych na pełnienie zaszczytnej (i dobrze płatnej) misji „dziel i rządź” jest cała masa, i to zarówno z lewej jak i „prawej” strony polskiej sceny publicznej, to oczywistym jest że dla każdego starczyć grosza nie może. Stąd też każdej zmianie u żłoba towarzyszy oczywisty konflikt interesów poprzedników z następcami, bo każda ze stron ma swój cyrk i swoje małpy do nakarmienia. Konflikt ten sprzedawany jest narodowi (zarówno przez lewą jak i „prawą” stronę), jako walka o demokrację, wolność, praworządność (i inne) czyli w taki sposób, żeby biedny naród myślał że to wszystko dzieje się naprawdę w jego interesie, ale żeby się nie zorientował że przez obie strony jest tak samo bezczelnie golony. Scena tego przedstawienia na poziomie kultury i sztuki prezentuje się następująco… Od lewej występują:

„…pani Janda Krystyna, właścicielka teatrzyku piątej klepki, w którym jakoby realizuje „misję”, taką samą, jaką we wrocławskim teatrze realizował obecny poseł Nowoczesnej sprytnego pana Rysia Krzysztof Mieszkowski, a w telewizorze – pani Paulina Młynarska, co to ostatnio zasłynęła z korespondencji z Pierwszą Damą Stanów Zjednoczonych, co prawda jednostronnej, niemniej jednak. Podobnie w „Cyruliku Warszawskim” śpiewano o pewnej damie pisującej o Józefie Piłsudskim: „Zgoda z Dziadkiem znakomita! Ja codziennie o nim piszę, on – nie czyta.” Wracając do pani Jandy Krystyny i do „misji” jaką realizuje w swoim teatrzyku piątej klepki, niepodobna nie wspomnieć o słynnym spektaklu z udziałem „Rafalali”. Rafalala, trzeba nam wiedzieć, tak naprawdę nazywa się Rafał, podobnie jak opisywany przez Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima w skeczu o procesie cyrkowców fakir Ben Buja Nago Bramaputra, co to stawiał horoskopy i zdrowoskopy na dworze króla Wigwama Starego, naprawdę nazywał się Myrdzik Antoni i mieszkał w Warszawie na Solcu. Otóż „Rafalala”, która prezentuje się jako kobieta, ale za to „z penisem”, w ramach „misji” wystąpiła w teatrzyku Krystyny Jandy w monodramie „I Bóg stworzył tranwestytę”, wyreżyserowanym przez panią Monikę Powalisz, autorkę „Rapsodu dla krowy”. Hmm. Pamiętam, że w epoce „propagandy sukcesu” Edward Gierek podczas swoich gospodarskich wizyt podobno rozmawiał również z krowami, ale żeby zaraz pisać dla nich „rapsody”? Podobnie oceniał pisanie o wojnie Janusz Głowacki. W jednym ze swoich opowiadań przedstawił taki oto dialog: „ – O czym pisze ten Maks F.? – O wojnie. – O wojnie? Mnie też raz Niemcy postawili pod ścianą; zesrałem się oczywiście, ale żeby to zaraz opisywać?” Inna rzecz, że dzisiejsi pisarze nie mają łatwo, zwłaszcza, jeśli chcą dostawać rządowe subwencje. Kiedyś taki jeden z drugim pisarz pisał co tylko chciał i jak chciał, a tymczasem dzisiaj postępie geometrycznym z roku na rok przybywa tematów tabu, których albo w ogóle nie wolno poruszać, a jeśli już – to tylko w sposób dozwolony przez panią wychowawczynię. W takiej sytuacji nawet sam penis, bez kobiety może dla „ludzi kultury” stanowić łakomy kąsek, a cóż dopiero „kobieta z penisem”? To jasne – natomiast już nie jest jasne, dlaczego na taki Scheiss ministrowie kultury dawali pani Jandzie ponad milion złotych rocznie...” (Stanisław Michalkiewicz – Gówna w jedwabnych pończochach)

„…jest pan Paweł Łysak, który przez jakieś nieporozumienie, albo złośliwy zbieg okoliczności został dyrektorem Teatru Powszechnego, w którym wystawiono sztukę Stanisława Wyspiańskiego „Klątwa” w reżyserii jakiegoś bośniackiego (czy może chorwackiego – bo ona sam nie jest do końca pewny, kim właściwie jest) filuta, o reputacji „skandalisty”, a nawet „prowokatora”. Najwyraźniej jest do tego stopnia zadowolony ze swego rozumu, że nie jest w stanie pojąć, iż przedstawienie spotkało się z krytyką. Najwyraźniej uważa, że skoro „derekcja” – jak mawiał woźny Turecki – spektakl na scenę dopuściła, to publiczność może tylko podziwiać, radować się, klaskać no i oczywiście – płacić za bilety…

…Ciekawe, czy ta mania grandioza kończy się na teatrach, czy też schodzi dalej w dół, do poziomu cyrków, albo jeszcze dalej – do połykaczy ognia, czy striptiserek, zwłaszcza takich, co to „samego jeszcze znały Stalina”.

Pan Paweł Łysak bystro zauważa, że „nikt nikogo nie zmusza do oglądania „Klątwy””. To prawda, ale tylko dlatego, że jest jeszcze gorzej. Wprawdzie nikt nikogo nie zmusza do oglądania przedstawień w Teatrze Powszechnym, ani w żadnym innym – ale co z tego, skoro WSZYSCY podatnicy są ZMUSZANI i to w dodatku SIŁĄ, do składania się na nie. Teatr Powszechny w 2016 roku uzyskał 8 milionów złotych subwencji z funduszy publicznych, a to znaczy, ze każdy podatnik został obrabowany na przypadającą na niego część tej sumy…” (Stanisław Michalkiewicz – Dyrektor Paweł Łysak jako podżegacz)

„Pani reżyserowa Agnieszka Holland, znana na całym świecie…

…Na przykład – „Europa, Europa” – gdzie możemy śledzić perypetie żydowskiego młodzieńca ze swoim napletkiem na tle II wojny światowej, albo „W ciemności”, gdzie możemy obserwować dobroczynny wpływ, jaki na prymitywnego przedstawiciela mniej wartościowego narodu tubylczego wywiera towarzystwo Żydów, których ten prymityw ukrywa przed złymi „nazistami”. Wszystko to są oczywiście arcydzieła, co jakże by inaczej – ale wszystkie one bledną przed arcydziełem najnowszym w postaci „Pokotu”, w którym pani reżyserowa chwyciła byka za rogi i pokazała bożą podszewkę wszystkich epizodów, które wcześniej posłużyły za temat arcydzieł. Chodzi o obnażenie prawdziwego charakteru mniej wartościowego narodu tubylczego, który uzasadnienie dla swoich wrodzonych zbrodniczych skłonności czerpie z religii katolickiej, którą faszerują go w sobie tylko wiadomym celu przedstawiciele reakcyjnego kleru. Tak ukształtowany mniej wartościowy naród tubylczy jest zdolny do wszystkiego – również do holokaustowania dzikich zwierząt, co oczywiście stanowi tylko wprawkę i przygotowanie do zbrodni przeciwko ludzkości, na widok których cały miłujący pokój świat wstrzyma oddech ze zgrozy. Nic więc dziwnego, że arcydzieło pani reżyserowej zostało dostrzeżone w Berlinie i wynagrodzone Srebrnym Niedźwiedziem. Już tam Niemcy, którzy w ramach swojej polityki historycznej, delikatnie zdejmują z siebie odpowiedzialność za II wojnę światową i jednym susem przeskakują z grona sprawców do pierwszego szeregu ofiar złych „nazistów”, wiedzą, kogo wynagradzać i za co(Stanisław Michalkiewicz – Cmokam nad arcydziełem)

„…pani Olga Sipowiczowa, dawniej słynna „Kora”, czyli Olga Jackowska. W wypowiedzi dla tygodnika kierowanego przez znanego z żarliwego obiektywizmu redaktora Tomasza Lisa oświadczyła, że nie może pozwolić, żeby władza kazała jej czuć się we własnej ojczyźnie „jak intruz” i że PiS „niszczy jej szczęście na finiszu życia”. Ciekawe, co konkretnie ma na myśli, mówiąc o tym „szczęściu” – bo z wcześniejszych deklaracji wynikało, że „Kora” jest „socjalistką”, no a Prawo i Sprawiedliwość, ustami samego prezesa Kaczyńskiego i wicepremiera Morawieckiego właśnie ogłosiło coś w rodzaju Manifestu Socjalistycznego, a w każdym razie – Etatystycznego. Najpierw „państwo”, potem „własność”, a na końcu – „rynek”. Takie rzeczy powinny podobać się każdemu socjaliście, podobnie, jak każdej socjalistce. A jednak PiS „Korze” się nie podoba, a to znaczy, że nie chodzi tu o socjalizm, tylko o coś całkiem innego…” (Stanisław Michalkiewicz – Początek końca rządów PiS)

…albowiem jak już wyżej wspominałem, socjalizm czyli tzw. „powszechna równość” i „sprawiedliwość społeczna” jest tylko pretekstem do tego, by tacy czy inni „nasi” dorwali się do narzędzi umożliwiających podzielenie się rewolucyjnymi łupami ze „swoimi” na dole, którzy robią klakę, propagandę, a czasem demonstrując na ulicy w obronie ich „praw nabytych” – przywilejów, posad i budżetów. I to jest szanowni Państwo kryterium za pomocą którego można jednego i drugiego społecznika/artystę łatwo zdemaskować.

Ivan Vladimirov – Agitator

Taką ofertę ma dla nas lewa strona. A co z tzw. prawą? Tu też nie jest najlepiej, a patrząc z perspektywy że każdą jedną patologię firmuje się ideą „prawicy” można powiedzieć że skutki będą jeszcze gorsze… (Odys)

…Oto od jakiegoś czasu środowiska określające się jako „kresowe”, usiłują postawić w kolejnym mieście pomnik ofiar UPA na Wołyniu. Tym razem padło na Jelenią Górę, bo Przemyśl i Rzeszów pomysł odrzuciły. Pomnik ten przedstawia wielkiego orła z rozłożonymi skrzydłami, który ma na piersi wycięty krzyż…

w miejscu gdzie normalnie jest wyobrażony umęczony Chrystus mamy dziecko nabite na widły. Ponieważ my tutaj nie uprawiamy pogaństwa, a jednocześnie jesteśmy zwolennikami solidnej edukacji artystycznej, nie możemy się zgodzić, na to, by ten pomnik stanął gdziekolwiek. Ktoś powie, że to od nas nie zależy. To nie szkodzi, uważam, że trzeba wyrazić swoją opinię na ten temat. Jestem ponadto przekonany, że za tym pomnikiem nie stoi żadna szczera intencja. I nawet nie próbujcie mi tłumaczyć, że jest inaczej. Jeśli ktoś próbuje dewastować dziś nasze emocje męką dzieci, to znaczy, że ma coś do sprzedania i to coś jest nam w dodatku całkowicie niepotrzebne. Tak jest, tak było i tak będzie. Ludzie też są zawsze tacy sami i zawsze znajdzie się gromada wariatów, którzy uznają, że to jest dopiero okazja do tego, żeby zabłysnąć. Tak się ustawić na tle tego pomnika z chorągiewkami, w rocznicę rzezi wołyńskiej i jeszcze coś zaśpiewać. O, ileż to okazji do pokazania się w telewizji przed inicjatorami tej budowy, ileż to powodów do wyartykułowania różnych swoich pretensji.

Wiecie na czym polega główny i najważniejszy sukces pomysłodawców takiego badziewia? Na tym, że poprzez takie inicjatywy oni zagarniają całą pulę emocji i czują się w prawie, by demaskować zdrajców ojczyzny. Otóż zdrajcą jest każdy kto sprzeciwia się takiej szlachetnej inicjatywie. Jak można zarzucać coś ludziom, którzy chcą upamiętnić pomordowanych? Normalnie, tak samo, jak się przepędza z podwórka cyganów sprzedających te swoje fantastyczne patelnie. To jest ta sama jakość…” (coryllus – Dziecko nabite na widły profanuje krzyż)

„…Mamy więc taki schemat. Pod wysokim ciśnieniem podgrzewa się narodowe traumy, patrząc jak skraplają się emocje, potem niespodziewanie się te emocje uwalnia i one eksplodują najszczerszym idiotyzmem i bełkotem, następnie zaś kiedy porwą już wystarczającą ilość ludzi, która ogłupiała całkiem poprzebiera się w te koszulki, zakupi stosy gadżetów produkowane nie wiadomo gdzie i przez kogo, wysyła się Zychowicza, który rozpoczyna tak zwaną poważną dyskusję. No i wtedy wszyscy zaangażowani w promocję wyklętych przedstawianych tak, jak ich sobie wyobrażają reżyser Zalewski z Sakiewiczem, dostają piany z wściekłości, a ich przeciwnicy wystrojeni w szaty Katonów wioskowych, perorują o tym, że należy stanąć w prawdzie. I jest, jak mawia detektyw Rutkowski, pozamiatane. Teraz też będzie pozamiatane. Jeśli ktoś buduje pomnik Pileckiego, gdzie Pilecki wygląda jak młody Kiszczak, czymś bardzo zmartwiony, to znaczy, że ma pomieszane w głowie, albo ze szwagrem z ASP przewalił budżet. Może zresztą chodzi o to, by Pilecki był z twarzy całkiem podobny do nikogo, wtedy, w razie jakichś zawirowań, zmieni się napis na tej tablicy i przekonamy się czyj to jest naprawdę pomnik…

Mamy udawane Hollywood, udawane pomniki, stymulowany entuzjazm i reżyserowane bunty. Wszystko to w najpodlejszej jakości, żeby ktoś czasem nie pomyślał, że należy traktować je serio…” (coryllus – Pan Samochodzik, tajemniczy Ogórek i Atlanci)

„…rynek treści w Polsce związany z tym dziwnym i mało precyzyjnym słowem prawica, to w większości bieda z nędzą adresowana do nikogo. I to się nie zmieni, a przyczyna nie jest błaha bynajmniej. Ktoś zdecydował, że tak ma być i już, bo miałkość tego przekazu ma ponoć gwarantować jego zasięg. Im głupsze i bardziej beznadziejne będą te historie o wyklętych, tym więcej osób ma się na to złapać i kupić GP oraz dodatki do niej. To jest kłamstwo wyrażone wprost, albowiem będąc u władzy, tak to otwarcie nazwijmy, ludzie z GP nie potrzebują ani klientów, ani zasięgu, ani w ogóle niczego. Potrzebują pretekstu jedynie do tego, by eksploatować państwowe budżety, jak to wcześniej czyniła gazownia. Tak więc nędza którą promują, nędza przedstawiana jako jakość, wystawia świadectwo im przede wszystkim. Wczoraj w nocy pojawiła się tutaj informacja, że w nowej Gazecie Polskiej będą mieli swoje felietony Wildstein junior, Rachoń, Targalski i Matka kurka

…wszyscy ludzie z pretensjami do ilorazu powinni się od tej historii trzymać z daleka. Jak się bowiem to raz zacznie, kompromitacjom nie będzie końca. Oni bowiem są gotowi przebrać się w mundury tych żołnierzy wyklętych i fotografować się w różnych pozach…” (coryllus – Targi w systemie bytomskim to jakość sama w sobie)

„…Zastanówmy się teraz nad wartością rynkową zbiorów muzealnych. W chwili, kiedy wszystkie wartościowe rzeczy są pod kontrolą, kiedy zgromadzono je w specjalnych pomieszczeniach, gdzie ich utrzymanie jest drogie i coraz trudniej wytłumaczyć ludziom – po co je się tam trzyma, ich wartość jest umowna i zależy już tylko od propagandy lub jeśli wolicie od promocji. Czy ktoś promuje dziś sztukę chrześcijańską? Nie zauważyłem. Nawet Kościół jej nie promuje, bo uważa, że nie ma to sensu. Jest drogie, kłopotliwe i wymaga wielu konsultacji z ludźmi spoza Kościoła. Jesteśmy więc o krok od oficjalnego zanegowania wartości tej sztuki, a stanie się to poprzez zanegowanie rytuałów chrześcijańskich. Po cóż republice te zbiory, skoro nie wyróżnia się niczym chrześcijaństwa? Bo są osadzone w historii państwa? Ale teraz rozpoczyna się nowy rozdział tej historii, znacznie poważniejszy niż poprzednie i on zmieni to państwo na zawsze, tak jak zmieniła je rewolucja 1789 roku. W zasadzie wystarczy, by pojawił się teraz jakiś sprytny lewicowy demagog i wszystko idzie z dymem. Ktoś powie, że póki co mamy prawicowych demagogów. Oczywiście, Jauresa przez I wojną także zabił prawicowy ekstremista. Prawica pełni bowiem w przemianach ustrojowych i religijnych rolę zapalnika z kwasu pikrynowego. Musi być mały huczek, żeby wywołać potężną eksplozję słusznego gniewu upokorzonej ludności, która zdewastuje pół Europy w walce o swoje słuszne prawa…” (coryllus – Co się stanie ze zbiorami sztuki chrześcijańskiej?)

„…Franciszek Fiszer powiedział kiedyś, że nie będzie w Polsce dobrze, dopóki nie rozstrzela się siedmiuset tysięcy łajdaków. Na uwagę, że może nie być aż tylu łajdaków Fiszer odpowiedział, że to nic nie szkodzi, że w razie czego dobierzemy z uczciwych. Teraz nie byłoby problemu ze zgromadzeniem siedmiuset tysięcy łajdaków; wystarczyłoby zgromadzić uczestników ruchów społecznych w obronie demokracji i beneficjentów repolonizacji gospodarki – ale nie o to chodzi. Chodzi o to, aby de lege ferenda – żeby jakaś praworządna Schwein nie postawiła mi zarzutu nawoływania do wstecznego stosowania prawa – wyposażyć podatników w prawo żądania zwrotu publicznych subwencji – właśnie na zasadzie bezpodstawnego wzbogacenia. Wprawdzie obdarzeniu kogoś publiczną subwencją z reguły towarzyszy powołanie się na jakąś podstawę prawną, ale wszystkie one mają charakter pozorów legalności, bo tak naprawdę spełniają wszystkie znamiona kradzieży zuchwałej, tyle, że dokonanej z udziałem pośredników w osobach funkcjonariuszy publicznych. Ale skoro mamy zasadę równości obywateli wobec prawa, to pośrednictwo funkcjonariusza publicznego, podobnie jak sprokurowanie pozorów legalności gwoli utrudnienia, a nawet zablokowania pociągnięcia sprawców kradzieży do odpowiedzialności, wcale nie usuwa przestępczego charakteru samego czynu. Bez wyposażenia podatników w możliwość żądania zwrotu takich subwencji przynajmniej do budżetu państwa, albo budżetu samorządowego, niechby nawet na zasadzie odpowiedzialności solidarnej z urzędnikiem, który w takiej kradzieży publicznych pieniędzy uczestniczył nie będzie żadnej „dobrej zmiany”, tylko jedne hieny będą zastępowane przez inne.” (Stanisław Michalkiewicz – Gówna w jedwabnych pończochach)

Ivan Vladimirov – Burning royal eagles and portraits

„…Pora zatem podjąć stanowczą decyzję o likwidacji WSZYSTKICH publicznych subwencji dla WSZYSTKICH teatrów i innych przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego. Państwo nie ma moralnego prawa zmuszać podatników, na przykład – dróżnika spod Mławy – do składania się na rozrywki warszawskich snobów (snob to skrót dwóch łacińskich słów: sine nobilitate, czyli – bez szlachetności). Wymuszanie takiego składania się nosi wszelkie znamiona kradzieży zuchwałej, to znaczy – dokonywanej przy pomocy specjalnie w tym celu spreparowanych pozorów legalności – bez względu na to, jakimi pretekstami bywa osłaniane: „misją”, „wysoką kulturą”, czy „sztuką”. Pomijając już to, że zdjęcie majtek nawet na scenie, to żadna sztuka, państwo ma obowiązek chronić obywateli przed wszelkimi formami kradzieży, a zwłaszcza – formami zuchwałymi, więc jeśli państwowi dygnitarze, podlizując się chałturnikom w nadziei zyskania popularności i uzbierania głosów wyborczych od tego obowiązku tchórzliwie się uchylają, to stają się w ten sposób wspólnikami kradzieży i to w dodatku takimi, których beneficjenci złodziejstwa sobie wynajmują za ekspektatywę przedłużenia dygnitarstwa. To nawet jeszcze większe łajdactwo, niż sama kradzież, z czego najwyraźniej nie wszyscy zdają sobie sprawę, więc dedykuję ten felieton panu wicepremierowi i ministrowi kultury oraz dziedzictwa narodowego Piotrowi Glińskiemu, żeby się opamiętał, póki jeszcze czas.” (Stanisław Michalkiewicz – Ani grosza więcej!)

„…To co dzieje się na tak zwanym rynku kultury, ma jedynie charakter zaspokajania ambicji poszczególnych środowisk. Oni wydają tego Platona po to, żeby potem wydawać przyczynki do Platona i masturbować się tym przez lata całe na specjalnie w celu ich prezentacji organizowanych konferencjach. Polityka ministerstwa i to widać po tych dotowanych tytułach, to wprost realizacja hasła – TKM. Bez żadnej jaśniejszej myśli, bez wizji i planów. Dajo…znaczy trza brać….Podkreślmy jeszcze raz – są to pieniądze wyrzucone w błoto. Zasłonić zaś to wszystko ma Magda Ogórek i jej rzekome wyczyny na niwie odzyskiwania dóbr kultury. Tym zaś, którzy cieszą się, że będziemy mieli wreszcie tak, jak w PRL, przypominam, że to co oni nazywają PRL-em to jedynie cześć ostatniej dekady tego dziwnego państwa, cześć dekady Gierka. Wcześniej zaś była dekada Gomułki, był człowiek nazwiskiem Cyrankiewicz i był pan Bierut. No i jak to – zapyta ktoś dociekliwy – tutaj w sferze propagandy, nostalgii i sukcesów gospodarczych lansujemy późny PRL, a na koszulkach mamy wyklętych, co ten PRL zwalczali? Czy to nie jest czasem, ta no….schizofrenia? Ja na to pytanie nie odpowiem. I nikt dziś na nie nie odpowie. Wszelkie wątpliwości w tej kwestii wyjaśnić może jedynie czas…” (coryllus – Wojna o kulturę?)

…Moim zdaniem to nie jest schizofrenia, zbyt dużo tu „znaków” spowodowanych KONKRETNYM działaniem. To podążanie drogą „zgody narodowej” metodą Kingsaj dla każdego – „musimy znać wszystkie strony prawdy” (ich prawdy) i przyjąć ją za własny styl życia…

„…niewiele osób zdaje sobie sprawę, że tak zwana swoboda myśli i przekonań właściwa jest tradycji chrześcijańskiej. Pozostałe zaś, wymienione tu wyznania, to są po prostu rządy tajnych sądów kapturowych, opartych o bardzo surową regułę religijną. W zapisach tej reguły nie ma na przykład miejsca na wyobrażania w jakikolwiek sposób postaci Boga i ludzi. Ktoś powie, że istnieje kultura świecka. Nie istnieje. To jest jasne i tylko największym durniom wydaje się, że jest inaczej. Nie istnieje żadna kultura świecka, bo jej utrzymanie jest w wymiarze prostej praktyki codziennej za drogie. Kultura świecka, żeby funkcjonować musi podpierać się terrorem. Nie ma wyjścia i to było ćwiczone wielokrotnie. Bez terroru ludzie rozejdą się w różne strony i skończy się kultura świecka…” (coryllus)

…dlatego szczurołap to wcale nie jest „Zaginiony zawód„… (Odys)

oraz: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. a także: Dom Zły czyli Jarocin, gacie Chajzera, siekiera z Wołynia i pusty łeb mordercy jako symbole dobroczynności polecam również: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury i jeszcze: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

Dotacje dla przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego powinny zostać skasowane! – S. Michalkiewicz

Reklamy

AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.


Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

„…nie można pogodzić dwóch narodów za pomocą wodewilu, w którym widać jak odrąbuje się ludziom głowy. Dwa narody można pogodzić, jak się ma dobrego arbitra, na przykład Izrael albo USA. Taki arbiter przyjdzie, wyciągnie z kieszeni paczkę dolarów i powie, że wszyscy mają trzymać ręce przy sobie, mordy w kubłach i grzecznie słuchać co się do nich mówi, bo będzie źle. O, w takich okolicznościach wszyscy szybko się pogodzą i przestaną myśleć o głupstwach. Co innego film, albo inne produkcje artystyczne, one nie doprowadzą do żadnej zgody, a to z tego względu, że ich sens zostanie przez taką zgodę zanegowany. One mogą – w ramach promocji i reklamy – zamarkować jakieś dochodzenie do prawdy, jakieś nieszczere uśmiechy i uściski, po to, żeby zwiększyć sprzedaż i oglądalność. To jest ważna funkcja, ale nie ma ona, z czego powinniśmy zdawać sobie sprawę, wpływu na realne relacje na poziomie państwowym pomiędzy Polską i Ukrainą, bo te regulowane są w sposób opisany troszkę wyżej…

…Oto producenci i dystrybutorzy prowadzą nas wprost na manowce oskarżeń zbiorowych, które – o czym dobrze wiemy – są z powodzeniem wykorzystywane także wobec nas. Powiem to najprościej jak umiem – nie ma win zbiorowych i nie ma zbiorowych sprawców. Są ludzie mający nazwiska, motywacje, budżety i cele, które realizują według napisanych przez kogoś instrukcji. To jest jedyny sposób na dochodzenie prawdy, wszystkie inne są narzędziami propagandowymi, które można używać w dowolny sposób, przeciwko dowolnym ludziom. Szczególnie jeśli chce się przy tym zwiększyć sprzedaż jakiegoś produktu. Takie pozycjonowanie sił działających w dramatycznych momentach historii, jakie widzimy w filmie Wołyń służy jedynie temu, by rozgrywać tu i teraz różne grupy polityczne, działające w stanie silnego wzmożenia emocjonalnego. Smarzowski już na samym początku powiedział, że jest to film wymierzony w nacjonalizm. I ja już trzeci raz piszę, że nie chodzi o nacjonalizm ukraiński, bo ten jest dobrze wymieszany z internacjonalizmem i socjalizmem, z czego sami działacze ukraińscy nie bardzo zdają sobie sprawę. Chodzi o nasz nacjonalizm, bo to film zrobiony w Polsce i w Polsce dystrybuowany. To co dzieje się na ekranie będzie mieć swoje reperkusje w życiu realnym, ponieważ film ten powstał z jawnym zamysłem propagandowym. Tak więc podsumujmy – pozorna zgoda posłuży zwiększeniu sprzedaży, oskarżenie zaś nacjonalizmu en masse posłuży do walenia pałką po łbie tego co uważane jest w Polsce za ruch nacjonalistyczny. Mylą się ci, którzy sądzą, że film ten upamiętnia ofiary. Nie upamiętnia, albowiem podobnie jak sprawcy nie są one tam wymienione z imienia i nazwiska. To ważne, albowiem mamy do czynienia ze sprawą poważną, z ludobójstwem mianowicie. A wobec takiego wydarzenia należy się zachowywać ze stosowną powagą. Czy ktokolwiek tak czyni? Nie… 

…Film Wołyń jest typową publicystyczną pułapką, z której nie ma dobrego wyjścia. Wielu ludzi ekscytuje się tym, że jest antypolski i zrównuje ofiary ze zbrodniarzami, a oni by chcieli, żeby wreszcie ktoś powiedział, że Polacy to ofiary i należy im się cześć i pamięć. Proszę Państwa, takie rzeczy nie są możliwe i wcale nie z tego względu, że Smarzowski miał inne zlecenie. Nie można pokazać żadnej prawdy i oddać nikomu żadnej sprawiedliwości, jeśli stoimy wyłącznie na gruncie emocji. Tego zaś domaga się większość polskich krytyków filmu. Żeby było jeszcze więcej jednoznacznych emocji. Mamy więc z jednej strony manipulację, a z drugiej emocjonalną bezradność. Większość świadków tamtych wydarzeń, była w roku 1943 i 44 dziećmi, ich świat był światem maluchów, które nagle zostały wrzucone do piekła. Dorośli nie żyją, historia jest programowana przez polityków dla doraźnych potrzeb, a rynek filmu i książki działa jeszcze inaczej. Wszystkie zaś te sfery mają być zasilane tymi właśnie dziecięcymi emocjami, które w świadkach rzezi wołyńskiej nie wystygły? Czy wyście powariowali?…

Na koniec jeszcze jedno. Odnalazłem w sieci taką oto wypowiedź pana Tymy

Rosja manipuluje historią, trzyma na smyczy, również finansowej, polskie
organizacje nacjonalistyczne. Jeśli tak dalej pójdzie, ucierpią na tym
nie tylko mniejszość ukraińska w Polsce i, nie daj Boże, polska
mniejszość na Ukrainie, ale też polskie państwo.

…Pan Tyma wystąpił w programie razem z księdzem Zaleskim i bawił się tam nieźle. Uznał więc, mniemam, że po załatwieniu kwestii sprzedażowych będzie można dalej pisać i mówić, że polskiej organizacje patriotyczne, bez żadnego rozróżniania ich i klasyfikacji, chodzą na pasku Rosji. To jest niesłychanie wygodne z punktu widzenia organizacji ukraińskich i dość ambarasujące z naszego punktu widzenia. Oto na Ukrainie można organizować imprezy poświęcone dywizji SS, bo to taki patriotyzm, a w Polsce nie można organizować imprez patriotycznych, bo to taki faszyzm. Do zatarcia tych różnic służy również film Wołyń…” (coryllus)

źródło: O istotnych powodach nakręcenia filmu Wołyń

„…Ukraiński nacjonalizm według Igora Janke podsycany był tym, że nie mieli, oj nie mieli Ukraińcy szans, by pracować w dobrych zawodach i robić kariery w II RP. I przez to właśnie musieli się srodze zemścić. Odbijanie tych argumentów jest równie idiotyczne co one same, bo ktoś napisał, że Polacy nie mieli też za dużych szans na to, by robić kariery w zaborze pruskim, a jednak nie dokonywali masowych mordów na Niemcach. Tak wygląda poziom dyskusji, która w opinii recenzentów ma doprowadzić do pojednania. Gdybym chciał się w tę dyskusję wpisać dodałbym, że mój dziadek mieszkając przed wojną przy stacji w Nałęczowie, chodził codziennie do roboty wąskimi torami do Karczmisk, a wszystko za dwa złote dniówki. I też żadnej kariery nie zrobił, a po siekierę nie sięgnął. Idźmy dalej tym tropem, a będziemy tłumaczyć każdego durnia z przyrodzonymi deficytami, któremu przyjdzie pewnego dnia do głowy, żeby zarąbać sąsiada – bo nie miał możliwości zrobienia kariery

…właścicielem kanału dystrybucji filmu Wołyń jest Gazeta Wyborcza, która będzie na tej dystrybucji zarabiać. Każdy więc głos podnoszący temperaturę emocji wokół tego filmu jest głosem oddanym na Adama Michnika. Niestety spirala została nakręcona już tak, że nie ma znaczenia właściwie czy ja się to włączę czy nie. Oni i tak są zarobieni. Jeśli idzie o dystrybucję na świecie to jej warunki, jak mniemam, będą omawiane szczegółowo z każdym zainteresowanym dystrybutorem, pokazy zaś filmu Wołyń, będą zorganizowane tak, by nie robić za dużej wiochy. To oczywiście spowoduje kolejny wybuch emocji i banda durniów zacznie wołać, że odcina się ludzi od prawdy o tym jak Ukraińcy mordowali Polaków. Te, jakże poważne ograniczenia dystrybucyjne powodują, że film Wołyń nie ma w zasadzie innej funkcji niż deprawacyjna. To znaczy, że zamiast wyjaśniać, zaciemnia, zamiast tłumaczyć bełkoce, zamiast pokazać winnych pokazuje motłoch, a przez te działania wzbudza falę emocji, które nie doprowadzą do niczego strasznego, jak się niektórym wydaje, będą tylko pożywką dla słabych umysłów przez najbliższe miesiące i posłużą do odwrócenia uwagi od spraw o wiele istotniejszych…

…Ukraińscy nacjonaliści to socjaliści domagający się tak zwanego sprawiedliwego podziału ziemi według kryteriów etnicznych. Ich największym wrogiem był polski pan, ale od czasu kiedy Józef Piłsudski z kolegami, współpracując z niejakim Petlurą, przekonali wszystkich, że polskiego pana da się unieważnić podatkami i reformą rolną, ukraiński nacjonalizm rozszerzył pojęcia wroga pozostając przy formule etnicznej jako jedynej ważnej przy ustalaniu co jest czyje. Jak wiadomo tego rodzaju pomysły mogą się rozprzestrzeniać albo nie. Wszystko zależy kto jest właścicielem kanału dystrybucji tych treści. Jeśli to ustalimy będziemy mogli zrobić prawdziwy film o przyczynach ludobójstwa na kresach. Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne w II RP, jak wszystkie organizacje świata, miały swój budżet, statut i cele. Te zaś były realizowane za pomocą tego budżetu. Należy koniecznie sprawdzić kto był sponsorem tego budżetu, jaki procent całości należał do polskiej, tajnej policji politycznej, a jaki do innych tajnych policji. To ważne w ocenie wypadków. Tych, którzy się będą w tym miejscu oburzać spieszę poinformować, że w II RP było sporo wpływowych osób popierających aspiracje autonomiczne Ukraińców, co w każdym pojedynczym przypadku czynione było bez zrozumienia. Dziś zaś, i to jest tak zwana ironia tak zwanego losu, spotyka się z pełnym zrozumieniem i akceptacją. Ludzie zaś którzy te ukraińskie aspiracje popierali byli zawsze z przekonania socjalistami-rewolucjonistami…” (coryllus)

całość tu: O deprawacyjnej funkcji filmów fabularnych

„…sympatie prokomunistyczne wśród wysokich urzędników II RP – jest jej największą tajemnicą. Do dziś nie można wyjaśnić ilu było czerwonych kretów w urzędach i armii, a to z tego względu, żeby nie zniszczyć mitu odrodzonej po 120 latach niewoli Polski. Skąd oni się tam brali? No stąd, że ZSRR był, jest i jeszcze długo będzie dla wielu ludzi szalenie atrakcyjny intelektualnie, w przeciwieństwie do organizacji takich jak Kościół Katolicki. Dlaczego tak? Bo ZSRR dawał ludziom szansę na spełnienie ich marzeń. Oni tak to widzieli. Program komunistów był programem wielkiej budowy, która miała ulepszyć świat. A jak się komuś zawróci w głowie wizją, to on już się z tej hipnotycznej fazy nie wydobędzie nigdy. Będzie myślał już tylko o budowie wielkich miast na stepie, o piecach Magnitogorska i o tamach przegradzających rzeki Azji. Nie zrozumie, że komunizm to nie żadna budowa, ale piekło metodycznego zniszczenia wszystkiego dookoła. Nie zrozumie, bo komunizm jest atrakcyjny intelektualnie i stwarza złudzenia jakich nie może dać nikt, nawet Hollywood. Ono bowiem lansuje postawy indywidualne, komuniści zaś wprowadzają do mózgu złudzenie współdziałania w grupie, w której to uwiedziony intelektualnie urzędnik II RP widzi dla siebie miejsce przywódcze, albowiem wie, że dopiero tam docenią jego niezwykłe zdolności. Oczywiście, że docenią, a jak już je wykorzystają strzelą mu w łeb z bliskiej odległości, ale tej klauzuli akurat nie będzie w kontrakcie…” (coryllus)

całość tu: O atrakcyjności intelektualnej Polski i innych organizacji

Dlatego propaganda „zarządzających stadem” ciągle wtłacza nam do mózgownicy jak należy czytać dzieje historii, i z którym wykwitem nacjonalizmu” należy nam się pojednać a który stanowczo potępić i zwalczać.

Rzeźnik

Rzeźnik

Tym oczywiście właściwym z którym winniśmy się pojednać jest „nacjonalizm” u którego źródeł leży socjalizm – umiłowana ideologia „drugiej” a w konsekwencji „czwartej”, tudzież „piątej” już eRPe (nie wyłączając z tego zaszczytnego grona „czeciej”). Albowiem tylko ten system dzięki wdrażaniu „sprawiedliwości społecznej” (czyt. redystrybucji zagrabionego) i „równości” (w biedzie) jest w stanie stłumić i wykorzenić „prawdziwą” przyczynę nacjonalizmu którą ci chorzy ludzie widzą w „braku możliwości zrobienia kariery” przez „prostego chłopa”. Trzeba wszystkim zrobić tak „dobrze i równo” żeby już nikt nie myślał o mordowaniu sąsiada za to że ma więcej i lepiej, przynajmniej nie bez stosownego zezwolenia mającego znamiona „prawa i sprawiedliwości”. Dlatego „zarządzający stadem” zrobią wszystko żeby prosty człowiek nigdy się nie dowiedział, że za całym tym bestialstwem stoi zorganizowana grupa przestępcza mająca swój budżet i kanały dystrybucji prowadzące wprost do ludzi i rządów zwanych po prostu socjalistami.

Złodziej wie dlaczego kradnie i nigdy nie nazwie tego sprawiedliwością. Socjalista zawsze znajdzie wytłumaczenie dla swoich zbrodniczych planów, a kiedy rewolucyjny walec zmiażdży już dostateczną liczbę „nawozu historii” bez chwili wahania wskaże nieubłaganym palcem „prawa i sprawiedliwości” winnych tej masakry. Wskaże oczywiście na kogoś innego – „wroga” tzw. „ludu” czyli posiadacza/kułaka i innych którzy czegoś się dorobili. Co prawda ta taktyka bazuje na najprymitywniejszych instynktach ludzkich podsycając takie uczucia jak zawiść, zazdrość i chciwość. Ale to nie prości ludzie i nie ich emocje organizują bandy zwyrodnialców w sprawnie naoliwiony krwią ludzką rewolucyjny walec. Robią to (za)rządy i ich propaganda. Biedni ludzie mają wiedzieć tylko to, że bieda i niski status społeczny to wystarczający powód do odwiedzenia sąsiada z siekierą w ręku.

Dlatego właśnie choć ukraiński nacjonalizm jest zły to jednak nie do końca, i z tego też względu „wszyscy” którzy nie chcą się dzielić tym na co sami ciężko pracowali, mają coś za uszami. I dlatego chociaż „dobra zmiana” twierdzi że walczy z komuną to w rzeczywistości robi coś zupełnie innego. Bo komunizm tłumiąc (z natury) każdą formę spontanicznej ludzkiej aktywności (jak powiada Pan Michalkiewicz m.in. tu Kijem i marchewką) przy okazji tłumi te nikczemne, a jak wiemy z różnych antypolskich ośrodków zarządzania emocjami w naszym kraju (jak chociażby Gazeta Wyborcza) – w mrocznych zakamarkach duszy narodu polskiego drzemią straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu. Nieważne że te demony to tylko taki szczur, ważne że jak już się go wypuści czy to z lewej czy z „prawej” strony klatki, to zawsze uruchomi stada niewyżytych „nacjonalistów” i „prawdziwych patriotów” (jak o sobie mówią) gotowych na pstryknięcie palcami „drugiej strony” (której żywo nienawidzą) skompromitować prawicę ku uciesze lewej strony mocy, która ma później pretekst do nazywania Polaków narodem faszystów i antysemitów. Tak to „sze kręci”…  (Odys)

„…Chodzi o to, by wywołać jak najwięcej jak najbardziej prymitywnych reakcji antysemickich. Nie sądzę, by inną motywacją kierował się Adam Michnik mówiąc reporterowi Der Spiegel, że jego rodzice zginęli w holocauście, choć przecież żadnego holocaustu na oczy nie oglądali. To samo jest z Zychowiczem, który wyszperał tę rzekomo zapomnianą zbrodnię i mówi, że nie można znaleźć dołu ze szczątkami, a powołuje się przy tym na licznych świadków potwierdzających udział AK w tej zbrodni. To są rzeczy, jak mawiają niektórzy, szyte. A ja dodam jeszcze, że robione na tam zwanego chama. Na chama Michnik okłamuje dziennikarza, na chama Zychowicz wciska nam ten kit, a jedynymi osobami, które zwracają na ów fakt uwagę są blogerzy. Reszta milczy. Jak myślicie dlaczego? Powiem najprościej jak umiem – bo to jest jedna banda. Milczą, bo nie wiedzą co powiedzieć i jaka będzie mądrość kolejnego etapu. Ja zaś przypuszczam to co napisałem na początku, że zaczyna się walenie kijem po kratach, czyli wywoływanie reakcji mającej udowodnić z góry założoną tezę. Dlatego właśnie każdy prowokator, który będzie tu wpisywał rewelacje o prowokacjach żydowskich mających doprowadzić do zagłady narodu polskiego będzie przeze mnie wyrzucany.

Mamy jak wiecie całą kastę gawędziarzy, którzy zajmują się wyłącznie opowiadaniem o przeniewierstwach żydów. Niektórzy zajmują się tym z pasji, a inni bo nie mają nic ciekawszego do roboty, są też pewnie tacy, którzy dostają za to jakiś grosz. Wszyscy jednak mają jeden wspólny mianownik – zajmują się tym bo wolno. Gdyby nie było wolno przerzuciliby się na coś innego. Z moich obserwacji wynika, że ludzie zajmujący się nachalnym, demonstracyjnym antysemityzmem, gotowi zawsze reagować na wszelkie prowokacje, to etatyści. To znaczy mają zabezpieczone tyły, przychodzi do nich emerytura, albo dostają niemałą pensję i z wyżyn tej stabilizacji oceniają resztę. Nie wiem jaki procent wśród nich to byli funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa współpracujący niegdyś z tymi samymi żydami, o których dziś piszą – chazaria, nie wiem jaki procent z nich to wojskowi, ale zakładam, że spory.

Jeśli z jednej strony mamy więc Michnika z jego chamską prowokacją i Zychowicza z jego tandetą, to z drugiej czekają już na nas nachalni antysemici gotowi wskazać nam wroga, któremu my rzecz jasna nie możemy nic zrobić, poza tym, że sobie pogadamy. W zasadzie alternatywa, przed którą stoimy jest jasna – powinniśmy się do kogoś lub czegoś przyłączyć. No więc nie ma na to zgody, przynajmniej na tym blogu. Nie ma zgody na ten sposób zarządzania stadem…” (coryllus)

całość tu: O istotnych funkcjach nachalnego antysemityzmu a o tym co zrobił wspomniany Zychowicz tuAK=UPA czyli przyrodniczy film o żydach

Aż się prosi wymienić nazwy blogów i stron o których wspomina coryllus (z których „oferty informacyjne” sam kiedyś korzystałem) w ramach przestrogi dla „młodych”, ale nie będę im robił reklamy, ani ryzykował że ktoś przeze mnie załapie bakcyla. W końcu rozstaliśmy się dawno temu po kilku osobliwych wymianach poglądów, po których do tej pory mam niesmak i nie chce mi się do tego bagna wracać. Łatwo ich rozpoznać po knajackim języku jakiego używają w „polemice” i po zianiu jawną nienawiścią do tych którzy mają odmienne zdanie od ichniego, nie wspominając o sztandarowej myśli przewodniej jak na załączonym poniżej obrazku… (Odys)

podobne: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. oraz: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i to: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? polecam również: Jacek Kaczmarski: „Pięć sonetów o umieraniu komunizmu” i jeszcze: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

Żydzi

Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia!


mapa rusi czerwonej

Obszar Rusi Czerwonej na tle współczesnego podziału administracyjnego Polski. Poznaniak – własna praca na podstawie: Bogumił Szady, Geografia struktur religijnych i wyznaniowych w Koronie w II połowie XVIII w., Lublin 2010, s. 198 (źródło Wikipedia)

„Ziemia Halicka, razem z Grodami Czerwieńskimi, sięgała od Karpat do Morza Czarnego i Dunaju, obejmując dolny bieg Prutu, Seretu i Dniestru. Wyróżniała się jakością gleby i bogactwami naturalnymi a szczególnie dużą ilością żup solnych. W wiekach XII i XIII, po upadku Kijowa była obszarem najlepiej rozwiniętym ekonomicznie i kulturalnie w centrum naszego kontynentu.

Od IX wieku tereny położone nad Sanem, Dniestrem, Bugiem i górną Prypecią zajmowały zachodniosłowiańskie plemiona Wiatyczów i Radymiczów. Do takiego wniosku, opartego na wnikliwej analizie dostępnych źródeł pisanych, wyników badań archeologicznych i toponomastycznych doszła przeważająca większość historyków tamtego okresu. Poglądy, że ziemie te były zamieszkałe przez wschodniosłowiańskie plemiona Dulębów, Wołynian czy Chorwatów lub Chrobatów, zdaniem wielu nie odpowiadają prawdzie historycznej [1].

Przed rokiem 981 najstarsza granica polsko-ruska w przybliżeniu odpowiadała granicy między osadnictwem Słowian wschodnich i zachodnich, przebiegając po prawej stronie Bugu, od Brześcia na południe, w rejonie grodu Busk, tworząc głęboki łuk na pomiędzy Styrem i Horyniem i dochodziła do głównego grzbietu karpackiego wododziałem Wereszycy i Gniłej Lipy.

W bliżej nieznanych okolicznościach Wiatycze i Radymicze zostali zmuszeni do opuszczenia swoich siedzib i częściowo przenieśli się daleko na północny-wschód, a ziemie ich zostały objęte osadnictwem Lachów znad Warty i włączone do państwa pierwszych Piastów.

Grodami wiatycko-radymickimil były: Przemyśl, Wołyń, Brześć, Zwienigród oraz Drohiczyn. W przybliżeniu ich osadnictwo obejmowało dwie krainy: południową (późniejsza Ziemia Halicka z Grodami Czerwieńskimi, bardziej górzystą, leżącą u podnóża Karpat) i północną (Wołyń, kraj lasów i bagien). Dokładne określenie obecnie tych obszarów nie jest możliwe, podobnie jak i ustalenie definitywnie, jakie terytorium i jakie osady obejmowała nazwa Grodów Czerwieńskioh. Najprawdopodobniej były jednak nimi Przemyśl i Zwienigród. Gród Wołyń istniał natomiast jeszcze w IX wieku u ujścia rzeki Huczwy do Bugu. Najdawniejszy obszar Wołynia obejmował prawdopodobnie w przybliżeniu późniejsze ziemie: Łucką, Włodzimierską, Chełmską i Bełzką. Od Grodów Czerwieńskich cała południowo-zachodnia Ruś otrzymała nazwę Rusi Czerwonej. Grody Czerwieńskie zdobyte przez ks. kijowskiego Włodzimierza I w 981 r., odzyskane zostały przez Bolesława Chrobrego (992–1025) w 1018 r.. Stracone za panowania Mieszka II zostały powtórnie w 1069 r. przyłączone do Polski przez Bolesława Śmiałego (1058–1079), który utworzył pierwsze biskupstwo katolickie w Przemyślu.

Po katastrofie tego władcy Grody Czerwieńskie ostatecznie przeszły we władanie książąt ruskich z dynastii Rościsławowiczów. Nazwa Rusi Czerwonej obejmowała-odtąd wszystkie ich posiadłości zwane Rusią Halicką, po przeniesieniu stolicy w 1134 r. z Przemyśla do Halicza.

Po wygaśnięciu tej dynastii Księstwo Halickie połączone zostało z Księstwem Włodzimierskim, otrzymując nazwę Ks. Halicko-Włodzimierskiego, które w 1264 r. rozpadło się na kilka dzielnic. Od tego księstwa pochodzi późniejsza nazwa Galicji i Lodomerii, nadana ziemiom zajętym przez Austrię po I rozbiorze.

Ziemia Halicka, razem z Grodami Czerwieńskimi, sięgała od Karpat do Morza Czarnego i Dunaju, obejmując dolny bieg Prutu, Seretu i Dniestru. Wyróżniała się jakością gleby i bogactwami naturalnymi a szczególnie dużą ilością żup solnych. W wiekach XII i XIII, po upadku Kijowa była obszarem najlepiej rozwiniętym ekonomicznie i kulturalnie w centrum naszego kontynentu. Znajdując się wprawdzie na uboczu drogi handlowej Dniepr-Ilmen, łączącej Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym, lecz sąsiadując z Węgrami i Polską, bardzo wcześnie nawiązała stosunki handlowe, polityczne i kulturalne z wieloma krajami.

Ruś Czerwona weszła w skład państwa kijowskiego po raz pierwszy za panowania Jarosława I Mądrego (980–1054), który umierając, zgodnie z panującym wówczas w całej Europie obyczajem podzielił państwo między pięciu synów. Jarosław Mądry był spokrewniony z domami panującymi prawie całej Europy, popierał rozwój kultury i wzmocnienie chrześcijaństwa na Rusi, które zostało wprowadzone w 980 r. przez jego ojca Włodzimierza Wielkiego. Wzniósł w Kijowie wspaniały sobór św. Zofii i monastyr zwany Ławrą Peczerską, gdzie powstał słynny ruski latopis Nestora. Utwierdzając swoje panowanie w 1031 r., założył gród Jarosław koło Przemyśla nad Sanem. Próbował też zerwać zależność kościelną od Bizancjum, ustanawiając w 1051 r. metropolitą kijowskim Ilariona, Po jego śmierci, synowie przystąpili do walki o władzę. Kres bratobójczym wojnom położyć miała dopiero umowa zawarta w Lubeczu pod Kijowem, gdzie w 1097 r. zjechali się potomkowie Jarosława Mądrego. Ruś została podzielona na niezależne księstwa, w których władzę sprawować mieli dziedziczni książęta, spadkobiercy synów Jarosława (ks. kijowskie, ks. czernichowsko-perejasławskie, ks. twersko-pińskie, ks. wołyńskie i ks. halickie)…

…W XV wieku terytorium dawnej Rusi Czerwonej w przybliżeniu obejmowały województwa ruskie, bełskie i podolskie. Herbem pozostającej już w granicach Rzeczypospolitej aż do I-go rozbioru Ziemi Halickiej była czarna kawka w koronie z głową odwróconą w prawo, umieszczona na białym polu. Herb sięga bardzo dawnych czasów panowanie pierwszych książąt ruskich. Nazwa Halicza pochodzi od ruskiego (ukraińskiego) słowa hałka oznaczającego kawkę. Wysoka skarpa nad Dniestrem, na której starożytny gród się wznosi już przed wiekami, stała się miejscem, w którym kawki wygrzebywały swoje gniazda. Dużo gniazd. Bardzo dużo… Już w XIV wieku Halicz miał w swym herbie czarną ukoronowaną kawkę. Podobną do tej, jaką prezentowała się prowincja austriacka Galicja oraz… rodzina Polów z Wenecji, która udała się Jedwabnym Szlakiem do dwór chińskiego cesarza. Jest wysoce prawdopodobne, że autor sławnego Opisania Świata, klasyk światowego reportażu, mógł się porozumieć w języku mongolskim, a niewątpliwie łatwiej było jego ojcu poznać go w Haliczu niż w Wenecji.

A na kawkę w Wenecji nadal się woła… poli.” (całość tugeopolityka.org)

…autor co prawda nie odpowiada na pytanie skąd się wzięła Ukraina, ale i tak warto zapoznać się z rysem historycznym terenów które należały niegdyś do potężnej Rzeczypospolitej… Należały politycznie… (Odys)

„…Co to dokładnie są tereny etnicznie ukraińskie w kontekście historycznym i każdym innym? Chciałbym się także dowiedzieć, czy na terenach etnicznie ukraińskich działa prawo międzynarodowe, także to które ma zastosowanie w czasie wojny. Jeśli zaś nie działa, a wypadki na Wołyniu pokazały, że jednak nie działa, to może spróbujemy wyjaśnić dlaczego tak jest. Skąd się wzięło pojęcie granic etnicznych i kto je pierwszy wprowadził do obiegu politycznego?..

Weźmy taką sytuację: rok 1921, koniec wojny bolszewickiej, jedyne prawo jakie działa to prawo siły…

…Granica zostaje wyznaczona w miejscu skrajnie dla Polski niekorzystnym, skrajnie niekorzystnym dla białych Rosjan i skrajnie niekorzystnym dla Ukraińców, czego oni uporczywie zrozumieć nie chcą, bo im się zdaje, że poprzez tą granicę dostali jakąś szansę. Granica ta jest korzystna jedynie dla bolszewików i ludzi, którzy zamierzają z nimi współpracować. Co to znaczy współpracować z bolszewikami w latach 20 i 30 XX wieku? To znaczy kupować od nich za bezcen płody rolne i inne dobro, które bolszewicy w ramach prywatyzacji czyli rabunku odbierają innym. Innym to znaczy głównie Ukraińcom. Pieniądze zarobione w ten sposób bolszewicy przeznaczają na wódkę i narkotyki dla siebie oraz na karabiny dla służących im żołnierzy. Wódka i narkotyki są im potrzebne żeby w ogóle mogli funkcjonować, a karabiny zaś przydadzą się w czasie kolejnej wojny z Polską. Gdzie w tym czasie są Ukraińcy? Jedni umierają z głodu bo ich zboże zostało właśnie sprzedane do Wielkiej Brytanii i Niemiec, a inni montują ruch narodowy i strzelają do ministrów. Czy do ministrów bolszewickich? No skąd. To jest przecież zabronione i można za to porządnie oberwać. Oni strzelają do ministrów polskich, za co idzie się co prawda do więzienia na św. Krzyżu, ale co to jest za więzienie w porównaniu z Łubianką?
Ponieważ Ukraińcy chcą koniecznie budować własne państwo na terenach etnicznie ukraińskich, a te dziwnym trafem znalazły się w II Rzeczpospolitej dochodzi do różnych napięć i scysji. Polacy rozwalają cerkwie na Chełmszczyźnie, Ukraińcy organizują zamachy i współpracują z Niemcami utuczonymi na ukradzionym innym Ukraińcom zbożu. Ta Chełmszczyzna to również tereny etnicznie ukraińskie, niech wam się nie zdaje. Podobnie jak spore kawałki Podlasia i Małopolski. I o nie także trzeba się będzie kiedyś upomnieć w sprzyjającej historycznie chwili.
W tych strasznie opresyjnych dla Ukraińców latach II Rzeczpospolitej znajdują oni cichą przystać w dwóch krajach: w Niemczech i w Wielkiej Brytanii. To są akurat te dwa kraje, które nigdy nie potępiły głodu wywołanego przez bolszewików na terenach etnicznie ukraińskich położonych w ZSRR, o które sami Ukraińcy nigdy się nie upominali, w przeciwieństwie do Chełmszczyzny, Podlasia i Małopolski. Ci Ukraińcy, którzy emigrują z Polski to tak zwane elity. Te zaś, nie tylko na Ukrainie, ale wszędzie, w Polsce również, mają pewną charakterystyczną cechę – niesłychanie łatwo je zdeprawować… 

Na ludziach takich jak Dońcow rośnie niczym na drożdżach narodowy ruch ukraiński, którego głównym wrogiem jest Polska. Nie może być inaczej, bo ci którzy ten ruch opłacają i są zainteresowani jego rozwojem postrzegają Polskę jako wroga lub w najlepszym razie byt polityczny niepotrzebny. Czy ludzie ci uważają Ukrainę i samodzielne państwo ukraińskie za byt polityczny potrzebny? No skąd. Jak niby? Jak się udało zagłodzić ileś tam milionów Ukraińców to nie można przecież tych ludzi traktować serio. To są narzędzia. Elity ukraińskie nie rozumieją tego wcale, albo nie chcą rozumieć, bo dostają pieniądze i mają te wykłady na zachodzie, a także mogą się napawać redagowaniem pism i pisemek, co bardzo podnosi im samoocenę. Myślą poza tym emocjami i nie da się tego niestety zmienić. Stymulować ich jest niesłychanie łatwo, wystarczy nastawić płytę z pieśniami ludowymi i już płaczą, już piją i się wzruszają wprost nieprzytomnie…

…Wobec owej niezborności w myśleniu i działaniu, wobec owych chęci i aspiracji, Ukraińcy nigdy, przy zachowaniu wszelkich pozorów nie będą traktowani serio. Nawet teraz kiedy mają własne, wielkie państwo…

My, jak powiadam nie możemy z tego samego argumentu korzystać, bo zaraz okaże się, że nie ma czegoś takiego jak Polacy, a tereny etnicznie Polskie to w istocie tereny dawnej Rzeszy zamieszkałe przez jakichś podejrzanych Słowian. Szlachta zaś polska to Rusini, kilka morawsko-czeskich gangów i szczera Litwa. Tak będzie, zobaczycie…” (coryllus – Jak Ukraińcy wygrali wojnę 30 letnią)

podobne: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem. oraz: Jacek Drozd: „Sarmacki Katyń” – bitwa pod Batohem (czerwiec 1652) i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego a także: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. polecam również: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego.

„A ja Bra.ci.szkowie moi mili już tylko w spiskowe teorie wierzę …

Wierzę jak jasna cholera….. No bo weźmy na przykład ten cały Majdan. Po prawdzie i bez nikakich możemy stwierdzić, że Ludu wku…..nego i wolności pragnącego było tam ile tylko. Wymarzli się, okopcili dymem z opon, a wielu nieszczęśliwie na tamten świat kulką z luf snajperskich przeniesionych zostało. A to wszystko po co? … Wolności więcej? Bogactwa? Sprawiedliwości? Eeee. Julcia z tiurmy wyszła, Banderowce na stolce zasiedli, Niedźwiedź chytrze Krym wział, Oligarchy jak zwykle dieńgów przysposobili, a Lud Prosty co..? Nic a właściwie, jak zwykle gawno. Czemu? Ano temu, że nie o wolność sprawa cała szła, a o pożyczki, co to już podpisane były prawie. O ten geld co to w świecie nadrukowany w takiej ilości, że już nie ma gdzie go upychać. A zwłaszcza w przejętych ćwierć wieku temu postkomunistycznych krajach. Ograbione już do białej kości. No zastawić w takiej Polsce już nie ma pod co, bo na każdej chałupie, fabryce, działce H (hipoteka) wielkie już przyczepione i w księgach wieczystych zapisane… A geld zwłaszcza ten bez pokrycia leżeć nie lubi…. Tu zaś, na tej Ukrainie, wszystko takie jeszcze ślicznie bezhipoteczne, kraj piękny i żyzny, więc w razie niewypłacalności, to się w rozliczeniu gronta weźmie. Osadników się umocuje, a chętnie przyjadą bo o Araba z kałachem w tych okolicach trudniej…… Ale nic to jeszcze, bo moja stara siwa łepetyna jeszcze gorsze spiski knuje i zamyślać zaczyna, że cały ten Majdan to ukartowany był i rozpisany na nutki wiele miesięcy wcześniej. Bo czyż nie wydaje się teraz dziwne, że warunkiem podpisania stowarzyszeniowych świstków miało być wypuszczenie prawomocnie skazanej Julki ? I cała Europa murem stanęła, a co! Panna to przecież przeczysta była, Soros’owe błogosławieństwo miała…. Do tego te dziwne czasowe korelacje, a to z rozmowami z MFW, a to z Olimpiadą, a potem porozumienia 24 godzinne z opozycją, którą nasz Radek rad był tak kill’em, jednocześnie ściskając Janukowyczową rękę, która już do walizek się rwała. A teraz te fejsbookowe, sankcje i święte oburzenia… Poza kamerami zaś „wsie dawolne” gaz płynie jak płynął, statki z geldem w Hameryce czekają załadowane, Car Ruś wzmocnił, precedens rewizyjny graniczny uczynił, co nie wiedzieć czemu wzbudziło uśmiech na twarzy złotej Anieli, prawie tak szczery jak u 12 tu amerykańskich pilotów, którzy dostali gratis, wyjazd krajoznawczy do Polski. I nie ma co tu sarkać i nie ma co tu wydziwiać. Tu trzeba patrzeć obserwować i uczyć się jak w dzisiejszym świecie politykę się robi. Patrzeć i konotować ile w dzisiejszej dobie znaczą kraje, którym przewodzi Miłośnik Bigosu, w dodatku bez wąsów. Ile znaczą kraje, które nie mają już niczego poza długami, których armia to urzędnicza nieruchawa larwa, żywiąca się ustawianiem przetargów na Gawrona, który nie wiedzieć czemu miałby pływać….. Ile znaczą kraje, które są na pasku światowych lichwiarzy, bez własnego kapitału, przemysłu, armii, bez młodzieży, którą własny rząd skazał na poniewierkę po świecie. NIC nie znaczą! Są tylko żerem, albo nawozem, w zależności od potrzeb i położenia geograficznego. Nie wiem czy Was pocieszę, że póki co jesteśmy jeszcze żerem, ale czas w którym możemy stać się nawozem jest już bliski. Chyba, że bacznie przyglądając się na łapska sąsiadów, siłę Ojczyzny naszej wspólnie odbudowywać zaczniemy. Robota to długa, ciężka i odpowiedzialna, bez gwarancji sukcesu. Ale zacząć ją trzeba już dziś….. Jutro już będzie za późno” (piotruchg – Piątek, 21 marca 2014)

podobne: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie. oraz: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem). i to: Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie? Konrad Rękas: Po co powstrzymywać Putina? polecam również:  Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.

Ukraina - UE - USA - Rosja

Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli.


1.Putin Kacap nad kacapami.

„…Władimir Władimirowicz Putin (…) Jest prawdziwym dzieckiem Związku Sowieckiego i w swej polityce często nawiązuje do jego tradycji, a przede wszystkim carskiej i sowieckiej polityki zagranicznej. Ingerował i ingeruje w życie byłych republik sowieckich (Mołdawaia, Gruzja, Ukraina, Białoruś, Kazachstan), a jak potrzeba, nawet zbrojnie w niektórych tych państwach. Jego marzeniem jest odbudowanie potęgi i znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej. Jak przystało na prawdziwego polityka rosyjskiego jest on do szpiku kości antypolski, chociaż jest w tym pewna wina także strony polskiej – za pchanie nosa tam gdzie nie potrzeba, gdzie to nie leży w polskim interesie narodowym (jak np. wspieranie banderowskiej, a więc antypolskiej Ukrainy). Np. za poparcie przez Polskę nacjonalistycznej tzw. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie w 2004 roku zemścił się na nas kilkatrotnie. I tak np. w trakcie obchodów 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej, 9 maja 2005 roku w swoim okolicznościowym przemówieniu nie wymienił Polski wśród najważniejszych sojuszników ZSRR w koalicji antyhitlerowskiej; w tymże samym roku w miejsce zniesionego święta rewolucji październikowej ustanowił nowe święto państwowe „Dzień Jedności Narodowej”, obchodzony obecnie każdego roku 4 listopada w rocznicę wypędzenia w 1612 roku wojsk polskich z Moskwy oraz  10 listopada 2005 roku wprowadził zakaz importu produktów mięsnych pochodzących z Polski, a zimą 2005 roku bez podania przyczyny przerwał dostawy gazu do Polski. Jednocześnie odmówił uznania za ludobójstwo zbrodni katyńskiej. Władze rosyjskie podjęły też wiele innych kroków, które spowodowały pogorszenie stosunków polsko-rosyjskich, m.in. totalne upodlenie Polaków przez Rosję po katastrofie polskiego samolotu rządowego w Smoleńsku, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, ciągłe utrudnianie zwrotu Polsce samolotu i czarnych skrzynek. Za współudział Polski w zamachu stanu na Ukrainie (usunięcie od władzy prez. Janukowycza) na początku 2014 roku, Putin zastosował wobec Polski różnego rodzaju sankcje gospodarcze. Jednakże najbardziej spodlił się swoją wypowiedzią na temat czwartego rozbioru Polski, który dokonali Hitler i Stalin w 1939 roku.

Otóż Polska Agencja Prasowa (5.11.2014) podała informację, że Putin na spotkaniu z młodymi historykami poświęconym polityce zagranicznej ZSRR przed II wojną światową powiedział, że w zawartym 23 sierpnia 1939 roku przez III Rzeszę i ZSRR traktacie, popularnie zwanym paktem Ribbentrop-Mołotow, nie było nic złego, gdyż takie były wówczas metody polityki zagranicznej, i że Polska dostała to, na co zasłużyła przez udział w zajęciu części Czechosłowacji w 1938 roku – za udział w rozbiorze Czechosłowacji.

To właśnie tą wypowiedzią Putin zasłużył sobie najwięcej na tytuł kacapa nad kacapami.

Żaden pokojowo nastawiony naród nie zasługuje na to, aby być podbitym przez inny naród, grabiony i mordowany oraz wysiedlany przez najeźdźcę. Taka filozofia to mentalność  kacapska – barbarzyńskiego Wschodu i jego brata – hitleryzmu.

Jakby Putin nie był głupim kacapem, to by wiedział, że Polska nie zainicjowała i nie przeprowadziła rozbioru Czechosłowacji. W faktycznym rozbiorze Czechosłowacji, który dokonał się na konferencji w Monachium  (stąd „Układ monachijski”) odbytej w dniach 29–30 września 1938 roku uczestniczyły tylko Niemcy, Włochy, Wielka Brytani i Francja.   w 1938 roku Polska nie zajęła CZESKIEJ ziemi, zamieszkałej przez Czechów. Polska odzyskała historyczną ziemię POLSKĄ – Zaolzie, zamieszkałą głównie przez Polaków, którą Czesi, wbrew lokalnej umowie polsko-czeskiej, wykorzystując ciężkie położenie odrodzonego państwa polskiego, zajęli zbrojnie na początku 1919 roku. Gdyby Polska nie zajęła tej ziemi, to zajął by ją Hitler i tamtejsi Polacy mogli zostać niewolnikami hitlerowskiej Rzeszy po wsze czasy, gdyby 1000-letnia Rzesza stała się faktem. To właśnie wobec Czechosłowacji można by było powiedzieć, parafrazując Putina, że Czesi dostali to, na co sobie zasłużyli.(…) Polska miała większe prawa historyczne do zajęcia Zaolzia niż Rosja do zajęcia Krymu! Jestem ciekawy jakby zareagował towarzysz Putin, gdyby np. Parlament Europejski stwierdził w oficjalnym dokumencie, że przez rozbiór Ukrainy (zajęcie Krymu) Rosja zasłużyła sobie na zniknięcie z mapy politycznej Europy – na wymazanie z historii ludzkości, a tamtejsi Rosjanie na taki los jaki zgotował Stalin Polakom na Kresach w latach 1939-41!..”

całość tu: wirtualnapolonia.com

polecam również: Piotr Szubarczyk: „Pakt Hitler – Stalin”. Powersalski porządek świata jako przyczyna II Wojny Światowej. oraz: Kampania wrześniowa 1939 r. Eugeniusz Januła: Słowacja – trzeci agresor. i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

„Jakby Putin nie był głupim kacapem, to by wiedział…”

… właśnie najgorsze jest to że on DOSKONALE WIE o tym wszystkim a i jeszcze o wielu innych rzeczach. To tylko my udajemy przed sobą że przecież gdyby wiedział to… No właśnie co? Byłoby inaczej? A kiedy to było nam z Rosją po drodze? 🙂 Putin o tym właśnie wie i historię naszych krajów zna doskonale, kto i kiedy był agresorem a kto się bronił (i przed czym).

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Dlatego wie jak dymać nas na gazie byśmy i my wiedzieli kim dla niego jesteśmy (kraje leżące dalej od Polski na trasie tranzytu płacą przecież mniej od nas tylko dlatego że nie noszą nazwy Polska!). Wie również o podkupywaniu i podkopywaniu branży łupkowej, która jest zagrożeniem dla rosyjskiej polityki uzależnienia nas energetycznie, czyli: 1) zgarnianie koncesji poszukiwawczych przez podstawione przez Rosjan firmy; 2) dogadywanie się w tym procederze z amerykańcami którzy nie zdążyli nawet porządnie oszacować polskich złóż, by po chwili podpisać kontrakty na projekty wydobywcze we współpracy z rosyjskimi firmami, (na ile jest to biznes a na ile polityka kupczenia przez USrańców interesem Polski Bóg jeden wie, ale swojego czasu po tzw. „resecie” interesów USA we wschodniej Europie między USA i Rosją doszło do jawnej współpracy również energetycznej).
Wie i o innych rzeczach jak np. próba sięgnięcia swojego czasu za pośrednictwem giełdy po Spółkę „Azoty”, która jest ważnym ogniwem polskiej gospodarki gazem (jeden z największych odbiorców tego surowca)… To wszystko są elementy gry politycznej w postaci próby podporządkowania sobie Polski przez Rosję.

Należy oczywiście pamiętać o „pomocy”, jakiej udzielają Rosji w tych wszystkich kwestiach „nasze” nieudolne władze. Jak np. odwlekanie w czasie uchwalenia jednoznacznych i korzystnych dla poszukiwaczy złóż „łupkowych” przepisów (łącznie z podatkowymi), jak i podejrzanie długa budowa gazoportu, w którym Polska mogłaby przyjmować skroplony gaz z innych źródeł (pomijam tu strasznie niekorzystną dla Polski umowę na katarski gaz, po cenach dalece niekonkurencyjnych wobec rosyjskiej oferty). Czy te wszystkie „potknięcia” polskich decydentów około „bezpieczeństwa energetycznego” (a i kilka jeszcze innych związanych z pogrążeniem polskiego węgla na rzecz unijnej fiksacji na punkcie obniżania emisji CO2) to tylko przejaw „polskiego rozgardiaszu”, czy też może wpływ agentury. Nie mam pojęcia (ani dowodów) na taką działalność, ale założę się (i po owocach poznaję) że tak jak durniów i złodziei, tak i agentów w Polsce z pewnością nie brakuje, bo nigdy nie brakowało (również rosyjskich na co Caryca Katarzyna II broniła swojego czasu „demokracji szlacheckiej” w Rzeczypospolitej, tak jak teraz jej bronią POPISy i cała reszta socjaldemokratycznej hołoty)…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Putin durniem nie jest. To my sami robimy z siebie „niewiedzących” (bo tak łatwiej żyć). Nie potrafimy też odróżnić i podchodzić na zimno do tego, że interes Polski był od zawsze w sprzeczności z interesem Rosji a w związku z tym obrażanie się na Rosję czy Putina za to jakimi są w stosunku do nas, jest po prostu niepoważne. Putin jest „władcą” Rosji a nie Polski, a w związku z tym będzie się zawsze zachowywał (dla nas) jak „głupi”, albo hipokryta w kwestiach spornych czy to w dyplomacji, czy w handlu a w końcu wobec historii w której nasze narody niejednokrotnie ze sobą rywalizowały. Oczywiście to nie przeszkadza Putinowi w przybieraniu kiedy trzeba maski „zatroskanego” losem Polaków. Nie zawaha się on bowiem przed żadnym draństwem wobec Polski, kiedy widzi w tym korzyść dla Rosji… Przykład? Proszę bardzo…. „Głos Rosji” (cóż za wymowna nazwa 🙂 ) upomina się o krzywdę Polaków…

2. „Głos Rosji” o tragedii wołyńskiej: komu służy ta cisza?

„Ma­sa­kra Po­la­ków na Wo­ły­niu – kto ko­rzy­sta na zmo­wie mil­cze­nia?” – pyta w swoim ar­ty­ku­le dzien­ni­kar­ka „Głosu Rosji”, Sve­tla­na Kal­my­ko­va. Swój tekst roz­po­czy­na od su­ge­stii, że ukra­iń­ska pu­blicz­na te­le­wi­zja w ogóle nie wspo­mi­na o tym wy­da­rze­niu. „Hi­sto­ry­cy i wła­dze Ki­jo­wa nie po­win­ny mówić o tym gło­śno; cho­dzi o to, by ukryć strasz­ną praw­dę o zbrod­niach po­peł­nio­nych przez UPA. Ale Pol­ska też mil­czy na temat tych fak­tów, choć co naj­mniej 35 ty­się­cy Po­la­ków zo­sta­ło be­stial­sko za­mor­do­wa­nych (do­kład­na licz­ba ofiar rzezi wo­łyń­skiej nie jest znana; sza­cu­je się, że łącz­nie na Wo­ły­niu mogło zgi­nąć nawet ok. 100 tys. Po­la­ków – przyp.​red.)”.

Jak pisze „Głos Rosji”, ma­sa­kra wo­łyń­ska różni się od in­nych zbrod­ni et­nicz­nych przez jej szcze­gól­nie okrut­ny cha­rak­ter. „Jed­nost­ki UPA na­pa­da­ły na oko­licz­ne wsie i go­spo­dar­stwa rolne na­le­żą­ce do Po­la­ków i do­ko­ny­wa­ły be­stial­skich eg­ze­ku­cji. Ma­sa­kro­wa­li całą po­pu­la­cję: od nie­mow­ląt do star­ców. Prze­bi­ja­no oczy, ćwiar­to­wa­li ciała…” – pisze dzien­ni­kar­ka „Głosu Rosji”.

Do­da­je, że ma­sa­kra nie miała na celu ni­cze­go in­ne­go, jak po­zby­cia się Po­la­ków. Przy­po­mi­na, iż ofia­ra­mi byli też Żydzi, Ro­sja­nie.

Jeśli cho­dzi o Wołyń, to trze­ba przede wszyst­kim za­kwe­stio­no­wać za­sad­ność pol­skich władz do tego te­ry­to­rium. Wielu pol­skich po­li­ty­ków wciąż jest prze­ko­na­nych, że za­chod­nia Ukra­ina jest czę­ścią Pol­ski – w tych sło­wach spra­wę ko­men­tu­je na­to­miast Wła­di­mir Ołen­czen­ko z ro­syj­skiej Aka­de­mii Nauk.

„Głos Rosji” przy­po­mi­na rów­nież, że w cza­sie ostat­nich 20 lat ukra­iń­skie wła­dze ani razu nie po­tę­pi­ły dzia­łań UPA i OUN. „Było wręcz prze­ciw­nie” – czy­ta­my w ar­ty­ku­le, któ­re­go au­tor­ka wspo­mi­na, że były pre­zy­dent Ukra­iny, Wik­tor Jusz­czen­ko, uznał na­cjo­na­li­stę Ste­pa­na Ban­de­rę za „bo­ha­te­ra na­ro­do­we­go”…”

całość tu: wirtualnapolonia.com

…prawda że wzruszające? A jakie pouczające! Zwłaszcza wobec załatwienia (przy okazji) kwestii przynależności terytorialnej Wołynia, choć jeszcze nie tak dawno Putin proponował Polsce rozbiór Ukrainy a sam interweniował (oczywiście nieoficjalnie) w Donbasie w obronie mniejszości rosyjskiej (jakby na Wołyniu polskiej mniejszości nie było 🙂 ). Wylazła tu cała perfidia imperialistycznych ciągot Rosjii do dzielenia i rządzenia bez względu na fakty.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

To miło że „Głos Rosji” pamięta o krzywdach Polaków doznanych od UPA na Wołyniu. Jestem za to osobiście na prawdę wdzięczny zwłaszcza że nikt z „naszych” „umiłowanych przywódców” (co również z wielką troską wytyka rosyjska gazeta) nie potrafi się o to u Ukraińców upomnieć… Ale czy „Głos Rosji” mógłby przy okazji poprosić, lub w równie dobitny sposób zapytać Putina o Katyń i całą masę zbrodni popełnianych w „wyzwolonej” przez ZSRR Polsce (niechby chociaż przestał przy każdej rocznicy opowiadać o tym że w 39 tym ZSRR Polskę wyzwoliło). Może chociaż oddałby wrak Tupolewa? Albo pal licho tę historię którą przecież sami dobrze znamy (bez łaski Putina), niechby chociaż otworzył nam archiwa KGB i GRU na temat zdrajców i konfidentów z czasów PRL, którzy do dziś nie zostali rozliczeni za swoją zbrodniczą działalność, a ciągle żyją pousadzani w różnych organach władzy państwowej i sądowniczej… A potem bardzo chętnie będę czytał i dziękował za to jak Rosja troszczy się o nasze nierozliczone historie z innymi sąsiadami.

Hipokrytów nie cierpię strasznie. Pytanie do dziennikarki „Głosu Rosji” brzmi: a kto korzysta w Rosji i w Polsce na zmowie milczenia w sprawach przeze mnie wymienionych a nie rozliczonych? Niech się Rosja rozliczy z nami bez udawania naszych przyjaciół i zatroskanych naszą krzywdą której nie jest ani żyrantem ani nie dostała upoważnienia żeby się za nas czegoś dopominać… Jak ktoś nie widzi o co w tej gierce Putinowi chodzi to ja mocno współczuję… „Zobaczyła żaba że konia podkuwają i sama łapę podstawia” 🙂

Powtarzam że nie mam za złe tego, że medium Putina pamięta o krzywdzie Polaków, miło mi jest to czytać i wiedzieć że Rosjanie też mogą o tym przeczytać. Ale ten tekst nie został napisany po to, żeby się upomnieć za nas o naszą krzywdę, ale został napisany dla politycznych celów Rosji (to widać gołym okiem!). Chodzi o to by podsycać nieufności między nami a naszą najbliższą zagranicą (Ukrainą), co nie jest w naszym interesie tak samo jak nie jest w naszym interesie rozwój banderyzmu na Ukrainie, ale nie możemy zamieniać jednego na drugie! Musimy do obu spraw zachować zimny i zdrowy dystans, i nie dać się omamić „dobrą wolą” Kremla. Tak jak należy z uwagą przyglądać się temu co robi Poroszenko na Ukrainie (bo on tam teraz hospodar, z nadania to z nadania ale Janukowycz też był z nadania), tak z JESZCZE WIĘKSZĄ uwagą należy przyglądać się temu co robi Putin… Ja wiem że on w Donbasie i na Krymie broni interesów Rosji (ma do tego „prawo” – silniejszego 😉 ), ale nie dajmy się zwieść że on chce przy okazji ująć się za naszą krzywdą bo to bzdura.

Putin będzie rzecz jasna jeszcze nie raz sobie nami gębę wycierał – aż do skutku (obyśmy tego skutku nigdy nie musieli odczuć na własnej skórze)… Nie dajmy się nabierać na pojednawcze gesty, bo gdyby Putin na prawdę chciał z nami pojednania (a nie wyłącznie sterowania nami we własnym interesie jak jedną ze swoich „republik”) to mógłby nas sobie zjednać w jednej chwili załatwiając jedną z tych spraw o których wspomniałem.

…Czy w związku z tym należy Putinowi jak niektórzy uważają pomóc? (Odys)

3. Lachy pomogą Putinowi, ale tylko w Chrystusie.

„W trudnym, czy może nawet przełomowym momencie dla Rosji, Lechici wyciągają rękę sąsiedzkiego porozumienia w stronę Rosjan. Nie może być inaczej, od losów Rosji zależą obecnie losy i naszej całej Lechickiej Cywilizacji, a nie tylko strzępów dawnego PRL, z którego jesteśmy wypędzani przez zagranicznych właścicieli naszych ziem. Patrzenie na ludobójstwo Rosjan, którzy wyniszczani – znikają z mapy narodów – nie jest czymś obojętnym dla nas. Pomoc w potrzebie jest to dla nas ważną – fundamentalną – postawą katolicką, a także i narodową, bo i my również jesteśmy na tej samej liście śmierci. Podając więc rękę Rosjanom podtrzymujemy nasz własny obóz, czyli pomagamy samym sobie.

Rosja swoim potencjałem przestrzennym i ideowym, sięgającym od naszej części Europy, aż po granice z Japonią, jest  ustalonym i przewidywalnym dla nas elementem stabilizacji cywilizacyjno – politycznej, który jako taki daje nam niezbędne zaplecze geopolityczne. Bez Rosji skutecznie kontrolującej swe tradycje strefy wpływów i nasze relacje z naszymi sąsiadami musiałyby ulec jeszcze gwałtowniejszej zmianie i to na naszą niekorzyść. Pozytywny fakt oparcia się Polski o ten wielki mur rosyjski jest niezbity i jako taki jest częścią  konstrukcji naszego i państwa, i zapleczem terytorialno-biologicznym naszego narodu. Osłabienie tego muru nie leży w polskim interesie!

Jest faktem bezdyskusyjnym, że tak historycznie, jaki współczesne relacje Polski z Rosją były i są bardzo trudne. Ale jest bardzo wiele okoliczności historycznych, które są w Polsce przemilczane, czy wręcz zakłamane, a nie zawsze stawiają one Rosję w bezdyskusyjnie niekorzystnym świetle, a Polskę w roli niewinnej ofiary. O ile rola Rosji w rozbiorach jest omawiana już na poziomie szkoły podstawowej, to rola Polski Piłsudskiego w ustanowieniu imperium bolszewickiego jest całkowicie nieznana. A jest przecież oczywiste to, że bez destruktywnej roli Piłsudskiego w stosunku Białej Rosji, bolszewia nigdy by nie mogła rozlać swego rakowego polipa na tak gigantycznych obszarach i nigdy nie mogłaby ustanowić Kraju Rad. Piłsudski odegrał w stosunku do Białych taką samą rolę zbrodniczego sabotażysty, jak zaraz potem państwa ościenne w stosunku do Polski w 20 roku, kiedy to utrudniały one dostawy zaopatrzenia wojennego do Polski. W tym kontekście porównywanie opresji carskich w okresie rozbiorowym z okresem bolszewizmu – jego ludobójstwem –  nie daje nam walorów cnoty w jakichkolwiek historycznych porównaniach. I nie popadajmy  tu w polski fetysz indywidualizmu polegający na tym, że Polak nie poczuwa się do odpowiedzialności za ogół, lub za władzę zwierzchnią – to typowo polski grzech, zwany w teologii katolickiej „grzechem cudzym”. Każda władza, nawet najbardziej brutalna  czy obca nie stanowi usprawiedliwienia dla pasywnego społeczeństwa, którym ona poniewiera. Społeczeństwo ma głęboko moralny – teologiczny –  obowiązek zwalczać niemoralną władzę ze wszytkach sił i każdymi środkami. To dlatego, że zło czynione przez władzę spada – w oczach Stwórcy – na konto grzechów tego społeczeństwa. Tusk swoimi zbrodniami przeciw Polsce obciąża nasze sumienia i to my Polacy mamy na rękach krew niewinnych, bo nie potrafimy tego bandyty obalić. I podobnie było z Polską Piłsudskiego – krew narodów Rosji pokalała nasze ręce. Pomnik bolszewika gwałcącego polską ciężarną kobietę był bardzo autentyczny, ale tylko w swej doraźnej wymowie. Bo takich zgwałconych ciężarnych kobiet było wiele, także i w Rosji – Rosjanek gwałconych przez te zwierzęta, z którymi Polska zawarła pakt pokojowy, nie popadajmy więc w samookłamywanie się.

Dziś nie chodzi jednak o rozliczenia historyczne, ale o ratowanie Polski przed rozpadem – to plan minimum, a plan maximum to – miedzy innymi – otwarcie opcji poszerzenia naszych granic terytorialnych, a nie dotyczy to jedynie granic wschodnich. Ta obecna trudna rola Rosji, która w końcu chyba przestała się zgadzać na swe przerażające upokorzenia, sprawia, że Rosja potrzebuje sojuszników do tego, aby moc stawić czoła globalistom.

Polska takim sojusznikiem Rosji może zostać – i to mimo obecnych władz w Warszawie. Władze kacyków unijnych Tuska, Komorowskiego i reszty tej swołoczy niższego żołdu, dawno już utraciły tytuł legalności konstytucyjno-prawnej i zerwanie listka wstydu z tych bandziorów nie musi być trudne czy tym bardziej niemożliwe. A taka okoliczność – strach – jest chyba brana pod uwagę przez obecnych przedstawicieli okupantów, którzy chyłkiem wprowadzają przepisy o prawie do wprowadzenia na teren Polski obcych „sił porządkowych”. I w takim kontekście to te nagłe manewry NATO są chyba bardziej wymierzone w Polskę niż w Rosję. Bo kto wie, czy przy okazji tych manewrów, nie zostaną ustanowione jakieś stale przyczółki baz, będących zapleczem dla Gladio, albo Izraela. Byłoby to ustanowienie w Polsce ośrodków zbrojnych i policyjnych, i wojskowych, które byłyby gotowe do akcji przeciw Polakom.

Jest zupełnie możliwe, że Rosja może sobie sama poradzić z tym strasznie rozrośniętym nowotworem, ale niewątpliwie będzie to okupione ogromnymi szkodami cywilizacyjno- mentalnymi, a co nie wyjdzie nam samym na dobre. Problem ten ma bardzo wiele aspektów. Weźmy jeden z nich:  tak w Polsce, Rosji , czy w innych krajach używa się błędnych pojęć: Zachód, Europa etc. Rosyjscy demagodzy od Putina  atakują „Zachód”, a  zachodnie politruki tego „Zachodu” bronią. Zaś ani jedni, ani drudzy nie mają racji.  „Zachód” nie jest pojęciem geograficznym czy narodowościowym , a jest pojęciem ściśle cywilizacyjnym  – „Zachód”, „Zachodniość” tzn. Prawo Rzymskie w połączeniu z wyznaniem katolickim. A według tego prostego kryterium obecna Francja nie jest już Zachodem, ani też Zachodem nie jest np.  Bundesrepublika Angeli Merkel. A tak jest już od dawien dawna i jest to proces dynamiczny. „Zachód” zaczął umierać na zachodzie z chwilą ustabilizowania się tam protestantyzmu, którzy żadnym chrześcijaństwem nigdy nie był, a jest jedynie „judaizmem z wieprzowiną”, jak to definiował filozof Heine. Podobnie jest z drugim członem symbiozy tworzącej „Zachód”-  z widzialnym Kościołem Świętym. Z chwilą pogodzenia się  papieży z okupacją narodów katolickich przez zbory protestanckie w krajach zachodnich Święty Kościół Katolicki, w swej widzialnej postaci, rozpoczął okres swego upadku, a którego najlepszą ilustracją jest obecny błazen ubrany na biało , który jak cyrkowa małpa jest obwożony białym jeepem wśród prostackiej gawiedzi.

Oprócz więc całego ogromu pomieszania, jesteśmy dodatkowo w sytuacji rozwoju błędnych pojęć, nadużywanych przez krzykaczy obu stron, które to pojęcia – z czasem, na trwale –  mogą się zakorzenić w naszej świadomości, a co nie byłoby korzystne dla jasnego rozumienia sytuacji. Zachód jest dodatkowo zaatakowany przez orient, a głównym jego przedstawicielem jest judaizm, który ma wybitną zdolność do podszywania się pod przeróżne instytucje, idee czy wyznania, a nawet osoby fizyczne.   Trzeba zatem spróbować spokojnego spojrzenia na te problemy. W pierwszym rzędzie – w  rozważaniach czy ocenach – rozdzielać narody od ich nielegalnej władzy, a nawet struktury państwowe, które są już zupełnie obcego pochodzenia, a w Polsce – co szczególnie ważne – nawet od jej okupantów. Należało by ideę , wiarę odróżnić od jej fałszywej powłoki, żydów usunąć ośrodków nominalnie polskich, tzn.  ożywić hasło „Polska dla Polaków”

…Kiedy więc Lechici na nowo rozpoczną budowę Pospolitego Ruszenia, musi to być Ruszenie pod wezwaniem Jezusa Chrystusa Króla Polski. Rozmowy zaś w Rosjanami muszą odbywać się w Chrystusie Królu. Między Lachem a Rosjaninem:  Chrystus, w Chrystusie i dla Chrystusa.

….a Putin? …. Putin jak chce, może się do nas przyłączyć, pomożemy mu, ale pod warunkiem, że  w Jezusie Chrystusie Królu Polski.”

całość tu: wirtualnapolonia.com

…Na początek chciałem autora zapytać o co chodzi w tym nazywaniu Polaków „Lachami”? Przecież to jednoznacznie pogardliwe określenie, używane z lubością od wieków wobec nas przez wschodnią swołocz… Podobnie jak nadużywane (ot dla samej dzikiej satysfakcji, podbudowania własnej wyższości czy może innej sytuacji materialnej? – nie wiem) przez niektórych „rodaków” słowo „goj” – charakterystyczne z kolei dla swołoczy żydowskiej… Czy to normalne żeby osoby podające się za polskich patriotów używały takich określeń wobec innych Polaków, na mańkę tych, którzy „stoją za wszystkim” i przed którymi nas się przestrzega, oraz na mańkę tych w których niedźwiedzi uścisk nas się wpycha? Ale wracając do rzeczy to chciałem zapytać o jakiej Rosji rozmawiamy?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

O tej która jest „w żalu po śmierci Mikulskiego”? A może o tej z „czterech pancernych”? Albo o tej, która według WYRAŹNYCH słów samego Putina zgodzi się na NWO ale pod swoimi warunkami? Czy też może o tej, w której Putin nakłada na Polaków sankcje gospodarcze? (bo chyba Putin zdaje sobie sprawę że „polski rząd” wyżywi się sam, a jedyne co Rosja osiągnie tymi sankcjami to rosnąca nieufność właśnie zwykłych Polaków wobec Rosji) A może chodzi o tę Rosję, która wiecznie po kryjomu knuje ze swoimi agentami którzy tu pozostali po „obaleniu komuny” by pilnować interesu i kombinować jak nas wydymać na gazie i ropie, oraz jak podkupić polskie firmy za pośrednictwem użyciem „lichwiarskiej” giełdy? W jaki sposób Rosja zamierza stosując te wszystkie zagrywki przekonać jednocześnie Polaków do tego że widzi w Polsce (tak jak to się w artykule przedstawia) „sojusznika” (i do jakiej konkretnie sprawy?).

Czy Rosja, która ma prawo dbać o swój interes (ja to wszystko rozumiem i nie dziwię się wcale) „musi” nam wiecznie podsrywać i traktować jak dziwkę, nie różniąc się w tej materii NICZYM od tzw. „zachodu”, którym z tego samego powodu (niewolenia państw narodowych) pogardza? „Wiódł ślepy kulawego” i „przyganiał kocioł garnkowi” 🙂 Ruski nacjonalizm w miejsce brukselskiej babilońskiej niewoli… Ot! z deszczu pod rynnę.

Silna Rosja jest w takim samym polskim interesie jak silna Ukraina czy Niemcy… Niech się zagryzą wszyscy na śmierć, byle Polska chociaż raz nie dała się wepchać w jakąś awanturę. Bo w interesie Polski jedynie silnym państwem jest POLSKA (tylko i wyłącznie). Poprawne kontakty handlowe i dyplomatyczne proszę bardzo! Nigdy jednak nie przytulę do serca narodu, który w większości uważa że 17 września 1939 r. dokonało się „wyzwolenie Polski” i że cały powojenny okres PRLu (przywiezionego w teczce z Moskwy), to był okres normalnych stosunków polsko-rosyjskich (a tak dziś uważa Putin chwalący się i pielęgnujący pamięć ZSRR – najbardziej zbrodniczego wroga i okupanta Polski).

Ja tam nikomu nie zabraniam myśleć jak Pan Cierpisz, ale mnie z tą „logiką” i z tym „wielkim rosyjskim murem” o który jak pisze autor powinniśmy się oprzeć jakoś nie jest po drodze, albowiem ten mur to miejsce polskiej kaźni której Putin nie chce obiektywnie potępić. Więc dopóki w Rosji nie nastąpi zgodne z prawdą rozliczenie swojej historii i porzucenie zapędów imperialistycznych wobec sąsiadów, to nie może sobie Rosja wymagać zrozumienia/poparcia u Polaków dla jej obecnej racji stanu (a już nie daj Boże jakiejś pomocy), która jest wbrew temu co sugeruje autor sprzeczna z Polską racją. „Co było a nie jest nie pisze się w rejestr” to lewackie myślenie a katolicka zasada przebaczenia i pojednania nie występuje tam gdzie nie ma żalu za grzechy, zadośćuczynienia i postanowienia poprawy. Nie chcę żyć ciągle przeszłością. Piłsudski zrobił źle nie pomagając Białej Rosji, ale czy przypadkiem Piłsudski nie był socjalistą, i czy pomimo tego nie walczył przede wszystkim o Polskę niepodległą z tą samą bolszewią której nie pomógł Białej Rosji zniszczyć? Czy przy pomocy wybitnych dowódców nie powstrzymał jej ostatecznie zamiast ją po prostu wpuścić do Polski? I co to za sugestie o „grzechu cudzym” pomieszanym z „pasywnym społeczeństwem, którym władza poniewiera”? Gdzie tu odpowiedzialność samych Rosjan za bolszewię? Panie Cierpisz Pan bredzisz! To nie my powinniśmy się za bolszewię kajać, a Rosjanie którzy dali sobie ją narzucić i jeszcze za nią poszli wpieriod mordując, rabując, gwałcąc i pustosząc wszystko na swojej drodze. A zatem dopóki Rosja nie rozliczy się najpierw sama ze SWOIMI demonami (dziś chyba może już to zrobić więc czemu tego nie robi?), a zwłaszcza z tymi które nękały Polskę, to dyskusja o pojednaniu we wspólnej krzywdzie jest (przynajmniej dla mnie) marzeniem ściętej głowy. Jak wspomniałem nie chcę Rosji wypominać „zamierzchłej historii”. Niech Putin odda Tupolewa, otworzy archiwa ZSRR dotyczące tych wszystkich „żydów” (wszak przecież tylko o nich idzie nieprawdaż?) którzy mordowali Polaków i rabowali nasz narodowy dobytek (i do dziś rabują!). Na co Putin czeka skoro to nasz wspólny wróg? Czemu on tych ludzi chroni zamiast pomóc nam i jednocześnie sobie zyskując dzięki temu dozgonną sympatię narodu polskiego? No czemu?! Czemu utrzymuje Polskę w „zażydzeniu” i czemu Pan sugerujesz że tak „zażydzony” polski(?) naród powinien Putinowi pomóc?
Póki nie nastąpi ze strony Rosji akt dobrej woli (chociażby w traktowaniu Polski jak PARTNERA a nie jak k… do rżnięcia), to nie ma co od Polaków wymagać że Putin ze swoimi „jajami” (a i owszem w interesie Rosji coś tam w spodniach ma 🙂 ale TYLKO w tym interesie) będzie wystarczająco godny zaufania… Z sąsiadem zawsze w zgodzie żyć trzeba (zwłaszcza z silniejszym!), ale zachłystywanie się tym jaki to on nam potrzebny silny (choć nas wyzyskuje do spółki z USraelem i Niemcami) i sprawny trąci co najwyżej (nie dokończę… każdy niech sobie sam dopowie)
Polecam lekturę – „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Oczywiście że nie możemy też stawiać Rosji żadnych żądań (w sumie będę pisał za siebie żeby nie wejść w „deklaratywny” ton Pana Cierpisza że oto „MY” Putinowi pomożemy 🙂 co brzmi jeszcze bardziej fantazyjnie od domagania się przeze mnie prostej sprawiedliwości dziejowej od Rosji – co mogłoby nasze narody zbliżyć bardzo szybko! bez niepotrzebnego rzucania kamieni na szaniec)… albowiem nie jestem naiwny a tylko sobie głośno fantazjuję, nie mniej do tego uprawniony od Pana Cierpisza, który tu wchodzi w buty jakichś „MY” i już niemal wysyła kontyngent polskich patriotów żeby Putinowi „w imię Chrystusa” (którym sobie Putin poprzez kupioną Cerkiew próbuje pysk wytrzeć) pomóc. Guzik mnie obchodzi że on jakieś idiotki z „Pussy coś tam” zamknął na życzenie Cerkwi do pierdla (albo traktujemy to jako coś normalnego, albo rzeczywiście powinniśmy teraz Putina ogłosić świętym 🙂 ) czy że zabronił homoparad, bo to są jego problemy w Rosji która po pierwsze jak widać też ma problemy z moralnością i też pomału dziczeje zarażona „zachodem” (tak samo jak i my).

Pytanie jak to się stało, że mimo panowania w Rosji tak „bogobojnego” nieprzesiąkniętego zgnilizną zachodu Cara, Rosja została doprowadzona do tak marnego stanu w jakim się obecnie znajduje (i nie mam tu na myśli zbilansowanego budżetu). tj. zdemoralizowana i wyludniona, zagrożona przez chińskie osadnictwo i skłócona z Europą? Czy to nie sam Putin i jego „biała gwardia” odpowiada za ten stan rzeczy. Przecież on na zmianę z Miedwiediewem rządzi już tyle lat! Jak to w ogóle możliwe, że jeden człowiek musi ogarniać i myśleć za cały naród, bo mu się inaczej państwo rozleci? Dlaczego ten rosyjski naród jest taki bezbronny i tak bardzo UZALEŻNIONY od surowców (a w zasadzie od jednego). Kto ten rosyjski naród tak skundlił? Gdzie ta rosyjska „biała” inteligencja i czemu brata się z bolszewikami/KGBistami a nie z narodem? Czemu oni wszyscy trzymają dolary na kontach zagranicznych i na zachód posyłają swoje dzieci do nauki skoro ten zachód zły i należy z nim walczyć? Oczywiście z czystego pragmatyzmu, więc proszę Pana Panie Cierpisz nie opowiadaj Pan bajek o jakiej moralnej wyższości Putinowskiej Rosji bo to bzdury są. Posłużę się cytatem znalezionym w internecie. Pisze „abc” 22/12/2014:

„…jak można traktować kraj który śpi na ropie i gazie, do tego ma dostęp do cennych metali, a mimo to nie potrafi wyprodukować zwykłych dóbr konsumpcyjnych? Nie potrafi nawet jabłek wyhodować (może i potrafi – ale magazyny do przechowywania to już za trudna technologia).
Nie ma nawet technologi, która pozwoli utrzymać i rozwijać wydobycie ropy i gazu? Musi polegać na tym strasznym zachodzie.

Jak traktować tak wielki i bogaty surowcowo kraj z potencjałem ekonomicznym mniejszym od kaliforni? jak traktować kraj który był jeszcze niedawno lubiany przez ukraińców a teraz jest przez nich nienawidzony? Jak traktować kraj którego nie lubią i trzymają dystans wszyscy sąsiedzi? Tak wiem spisek ameryki. Ale trzeba być niezłym „fool” aby dopuścić do takiej sytuacji.
Do tego odgrażanie się się że jak Europa i USA nie chce to polecimy schować się pod spódnicę do Chin tylko pokazuje słabość Rosji. Chiny może ich przygarną ale nie za darmo.

Rosja idzie na dno. Można się obrażać na Amerykę, śmiać z bycia kolonią Waszyngtonu itd. Ale to Rosja idzie na dno. To rosjanie właśnie zaczną mieć problemy życia codziennego. To Rosjanie maja ogromne dysproporcje w majatku (od bogaczy do biedoty) i to biedota będzie miała puste żołądki. A jak wiadomo to od pustych żoładków zaczyna się przewroty. I na nic wyśmiewanie przez zaciśnięte zęby że to sponsorowane z USA. Przewrót to przewrót.
A Rosja to państwo silne słabością swoich obywateli. Piekło libertarianina, raj socjalisty. To musi upaść…”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Zamiast dowalać Polakom od tej strony że „zaniedbują” Rosję skupmy się na tym co możemy najpierw dla siebie zrobić. Mnie interesuje Polska a nie Rosja (na pewno nie „taka”), ale taka Polska w której to nie Putin nam niesie „pomoc” (zamykając Maleńczuka czy Nergala – co mi po tym?) ale gdzie sami sobie pomagamy (w pierwszej kolejności), tak że Maleńczuki, Nergale i cała ta zsatanizowana i zlewaczona gawiedź siedzi jak trusia i zajmuje się sobą w swoim środowisku, i polskiej tradycji nie rusza nie ze strachu przed Putinem a z szacunku do wypływającej z tej tradycji siły narodu. To jest nasz priorytet – POLSKA na pierwszym miejscu! Zanim wyruszymy z „krucjatą” na wschód, żeby się znowu wykrwawić za tych którzy nie są nam ani braćmi (słowiańszczyzna? a co to za nowe/stare pogaństwo?) bo ani długu u nich żadnego nie mamy, ani podziękowania nie ma co oczekiwać, za to krzywdy do tej pory ani nie uznane ani nie zadość uczynione a co najwyżej pogarda (dla „lachów”)… Lubię „styl” Putina bo podoba mi się jako mąż stanu i życzyłbym sobie kogoś takiego (z takim kategorycznym podejściem do interesu narodowego) na polskim tronie (a nie w parlamencie – „parle” mowa, przemówienie), który raz określiłby Polskę jako kraj wolny od wszelkich obcych wpływów i danin na ich rzecz (czy to z krwi czy to z pracy) a obywatelom dał WOLNOŚĆ i własność nad tym co tylko będą w stanie wypracować… A Rosja? Rosja sobie poradzi i bez nas i bez Ukrainy (do której teraz musiałaby dopłacać miliardy a co za nią i w porozumieniu z nią będzie robił „zachód” również za nasze pieniądze) w którą też w głupi sposób się uwikłała, tak że Putin bidulek nie wie teraz jak się z tego wyplątać bez strat na budżecie (który mu się rozsypuje po spadkach ropy i deprecjacji Rubla) i na prestiżu (głównie u swoich rzekomo „białych” sztabowców). Jeśli wybuchnie wojna to będzie to taka sama wina Putina jak i USA (większa rzecz jasna przypadnie temu kto zacznie). Jeśli nie wybuchnie to tylko od szybkości omiatania pałką milicyjną będzie zależało jak długo Putin utrzyma porządek w Rosji przy tak spadających dochodach państwa z powodu niskich cen ropy i słabej walucie. Oby sobie poradził i nie musiał używać armii ani milicji żeby utrzymać porządek.

W związku z tym wiem też doskonale dlaczego Putin puszcza oko do NWO 🙂 i nie mam mu tego za złe (bliższa koszula ciału – „jak nie możesz ich pokonać to się przyłącz”), ale rozpatruję ten przypadek jako niemal jedyny na tym forum (zdziwiony że żaden z uczulonych na masonerię i żydów „specjalistów” których na nim nie brakuje, nie zauważył tego gestu 🙂 ) i to mnie trochę niepokoi a trochę bawi, zwłaszcza w kontekście słów Pana Cierpisza o tym że „Rosja potrzebuje sojuszników do tego, aby moc stawić czoła globalistom”. Natomiast póki widzę te niuanse to nie mogę nad nimi przejść do porządku dziennego. Co nie znaczy że nie zostawiam sobie furtki pewnej tolerancji na to co ma do zaoferowania Polsce Rosja, bom nie jest na tyle głupi ani też zajadle pamiętliwy, żeby nie kalkulować ekonomicznie, albo żeby się (jak robią to nasi „umiłowani przywódcy” głównie z opozycji) uzbrojonemu w kałacha szabelką odgrażać. Rosja to ogromny rynek zbytu i źródło względnie tanich jak ktoś umie negocjować z Rosjanami surowców (zwłaszcza energetycznych, od których się sami uzależniliśmy za sprawą „umiłowanych przywódców”)…

Wybierać nam między zachodem a wschodem nie trzeba (wiemy co Polskie to tego się trzymajmy i zróbmy najpierw u siebie porządek zanim „pomożemy” Putinowi podbić NWO 🙂 ) ale że niestety w ten sposób mówić można by było dopiero w normalnych warunkach, w których nasz naród się obecnie nie znajduje, to i nie musimy sobie trawić głowy na wybór, bo już za nas wybrano (tego też jestem tego świadomy) i szkoda tylko, że owej beztroski nie można również rozciągnąć na konsekwencje owego wyboru. Pomyślałem więc sobie, że co mi szkodzi napisać o moich wątpliwościach odnośnie „pomaganiu Putinowi w imię Chrystusa” i że warto pewne sprawy sobie wyjaśnić zawczasu (choćby i w założeniach) żeby być np. gotowym na jak to się mówi „najlepsze”, co każdemu może się jak ślepej kurze ziarno trafić, a co Polsce się czasem na przestrzeni dziejów trafiało („gdzie dwóch się bije” i gdzie „każdy swego”)…

W skrócie chodzi tylko o to że jak dla mnie to Putin jest tak samo (tylko w innym wymiarze) „dobry” dla nas jak ten „zachód” cały (nie interesuje mnie i nie mam zamiaru się kłócić czy mniej czy bardziej – co za różnica)… Polacy powinni Reja pamiętać „że swój język mają” i swoich wartości winni pilnować zamiast przyklejać się czy to do babilonu czy to do bizancjum…. Jako wolny człowiek mam prawo wątpić w to co Pan Cierpisz nastręczył w swoim artykule. Zwłaszcza że….

4. Polityka rosyjska wobec Polaków (Aleksander Gella) czyli Bracia Moskale nigdy nie istnieli (Andrzej Talaga).

„…Metodą wspólną dla wszystkich trzech zaborców były wysiłki, w pewnym stopniu udane, zaadoptowania do własnych usług najmożniejszych rodów, a umniejszania prawa całej pozostałej masy szlachty polskiej. Najradykalniej sprawę załatwiła Rosja. Już Katarzyna II specjalnym dekretem podzieliła szlachtę polską na sześć kategorii, narzucając restrykcje na szlachtę wyznania rzymskokatolickiego. Umożliwiło to carom kreowanie nowej szlachty — urzędniczej, podzielonej według nomenklatury zbliżonej do rosyjskiej. Katarzyna również rozpoczęła deportacje rodzin szlacheckich z Polski w głąb Rosji już w dwa lata po I Rozbiorze. Pierwszymi ofiarami tej polityki byli konfederaci barscy. Obliczano te ofiary na 3 do 6 tysięcy. Wcielano ich do pułków kozackich. Karol Lubicz Chojecki, jeden (lub jedyny) szczęśliwy, któremu udało się zbiec i ,,idąc po gwiazdach” powrócić do Polski, podaje ich liczbę na 5.600. Pozostały po nich ślady w zachowanych czysto polskich szlacheckich nazwiskach w zruszczonych rodzinach rozsypanych na terenach zachodniej Syberii. Po upadku Powstania Kościuszkowskiego, Katarzyna II rozkazała [Ukaz z 7 IX 1794 r.) polskich jeńców, oraz nawet Polaków z wojska rosyjskiego przenieść do garnizonów w głębi imperium. Natychmiast po III Rozbiorze rozszerzyła ten rozkaz na „włóczących się” byłych wojskowych polskich. W rok później zaakceptowała plan rozbicia całej tzw. szlachty czynszowej, zależnej ekonomicznie od magnaterii. Był to projekt hr. Zubowa, który „zatroskany” o przyszłość tej warstwy uzależnionej od magnatów polskich, (którym ta drobna szlachta przestała być potrzebna jako masa wyborców) zaplanował dla niej przeniesienie nad południową granicę imperium, aby tam z tych ludzi znanych z bitności — dla celów obrony państwa — utworzyć klasę ,,nie tylko rolników, ale i wojskowych”. Na szczęście te pierwsze masowe deportacje przerwało objęcie tronu przez Pawła I w 1797 r. Wówczas to delegacja szlachty guberni bracławskiej złożyła podczas jego koronacji, petycję do tronu, w której pisała: Ludzie obojej płci tak z poddaństwa, jako też nawet ze szlacheckiego urodzenia w znacznej tysiąców liczbie przez różne wojskowych komendy, a nawet i partykularne osoby, częścią podstępnymi sposobami, lecz najczęściej otwartą przemocą i siłą z tego kraju są zabrani i albo w głąb Rosji, albo najwięcej na stepy Besarabii przez partykularne osoby zaprowadzeni zostali…

Autorzy petycji prosili cara o powrót tych przesiedleńców. Później już, gdy dogasało Powstanie Listopadowe, car Mikołaj I, w październiku 1831 r. rozkazał przesiedlić na tzw. linię kaukaską lub do obwodu kaukaskiego — 5000 rodzin szlacheckich z guberni podolskiej, aby później … osadników tych przeznaczyć do służby wojskowej. Za tymi pierwszymi tysiącami poszło wiele następnych. Policzyć wszystkich — nie sposób! (Najwięcej danych zebrał cytowany tu prof. Henryk Mościcki). Stawiających opór wcielano do ,,stanu Kozaków”. Tym oczyszczeniem z elementu polskiego ziem przyłączonych do Rosji, kierował carski Komitet Zachodni. Wielkorządcy i gubernatorowie byli wyko-nawcami planów Komitetu. W 1831 r. tylko z Podola wysiedlono 1.200
rodzin szlacheckich. Opisujący gubernię podolską, oficer sztabowy Twieritinow kilkakrotnie wspomina o corocznym przesiedlaniu, czasem całych wsi do gubernii małą ludność posiadających. Nielepiej działo się na Litwie, gdzie z siedmiu tylko gubernii w latach 1832-1849, ,.według starannych obliczeń prof. Korzona”, ekspatriowano około 54 tysiące ,,odnodworców”, czyli najuboższą szlachtę osiadłą na małych kawałkach własnych lub czynszowych gruntów oraz tę, która utrzymywała się ze służby po większych dworach.

Najokrutniejszy okres niszczenia elementu polskiego na Litwie i Rusi nastąpił dopiero po 1863 r (…) Rozbijano w ten sposób przede wszystkim najuboższe grupy szlachty. Domagała się składania tych dowodów już Katarzyna II, ponowił je Paweł I; Aleksander I przedłużył pierwotny termin (11 1808 r.) na czas nieograniczony, ale Mikołaj I  znów polecał parokrotnie (w r. 1826, 1828, 1829, 1830) dokonania ścisłe) rewizji spisów szlacheckich… Ten proces niszczenia stanu szlacheckiego miał najostrzejsze formy na ziemiach zabranych, włączonych w organizm administracyjny imperium. Natomiast w Królestwie Kongresowym ciosem zasadniczym  wymierzonym w stan szlachecki, było dopiero ustanowienie urzędu Heroldii 1 stycznia 1836 r. (…)

„Zrezygnujmy więc z tego „gdybania” i zatrzymajmy się na przeglądzie strat obliczalnych. Nie mam nic nowego do dorzucenia do tego, co już dawno zostało obliczone przez wielu historyków powstania. Ale przypominając te dane, chciałbym pomóc współczesnemu czytelnikowi uświadomić sobie smutną prawdę, że jeszcze po 1832 r. Polska była dla Rosji ciągle tylko powaloną, ale żyjącej potęgą; carat wiedział, iż nawet na ziemiach włączonych do państwa moskiewskiego, depcze po żyjącej tkance polskiej kultury, tak trudnej do wchłonięcia, gdyż tak silnej i rażąco odmiennej. Po roku 1864 zaborca wiedział, że nareszcie złamał stos pacierzowy swego powalonego rywala i, że odtąd musi go już tylko systematycznie rusyfikować. Mógł więc sobie pozwolić na terror, który był niemożliwy bez uprzedniego fizycznego zniszczenia infrastruktury polskiego życia narodowego. Na „ziemiach zabranych” udało mu się to w dużym stopniu. Popatrzmy więc przez chwilę na rosyjskie zyski z powstania oczyma Moskala. Bezcenne są w tej mierze urzędowe listy Michała Mikołajewicza hr. Murawiewa, zwanego przez swych współczesnych po prostu „Wieszatiel”. Chociaż był wielkorządcą tylko „Kraju północno-zachodniego”, czyli terenów b. Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednakże opinie, sugestie i opisy posunięć tego wielkorządcy stanowią obraz całej polityki Moskwy w stosunku do pokonanego narodu polskiego, a tyle tylko różne od innych, że wyrażone z w pełni poufną szczerością barbarzyńcy.

Chociaż tylko na Litwie, Żmudzi i Białorusi represje rosyjskie przy-brały formę tak totalnego niszczenia polskości, niemniej jednak prof. Henryk Mościcki, który przed 60-ma laty listy „Wieszatiela” wybrał i ogłosił w przekładzie, miał rację pisząc, iż posiadają one symbolicz-ne niemal znaczenie w dziejach konfliktu polsko-rosyjskiego. A co najsmutniejsze dla nas, to fakt, iż za rządów Murawiewa i dzięki jego metodom, wykopana została na ziemiach Litwy i Białorusi przepaść pomiędzy Polakami i innymi grupami narodowościowymi, przesądzająca na przyszłość szanse Polski na tych ziemiach. To był trwały „zysk” rosyjski z polskiej matieży. Chociaż na tych listach opierało się wielu historyków w ostatnim półwieczu piszących o roku 1863, sądzę, iż warto podać tu garść fragmentów z tej korespondencji, które lepiej niż wszelki pośredni opis obrazują polski los w „Kraju północno-zachodnim”. Zanim jeszcze powstanie upadło, 7 stycznia 1864 r., generał piechoty Murawiew przesłał: „Do Pana Ministra Dóbr Państwa” A. A. Zielenoja …spis osób… uczestniczących w buncie… wraz z sugestiami, które przytoczę w skrócie:

1. Postarać się, by jak najwięcej majątków przeszło w ręce Rosjan. Tylko tym sposobem można dopiąć tego, że osiądzie w kraju tu-tejszym znaczna ilość właścicieli pochodzenia rosyjskiego, którzy, tworząc w pewnych miejscowościach ścisłą masę, będą mieli możność przeciwdziałania występnym zamiarom obywateli polskich, aby oderwać od Rosji jej gubernie północnozachodnie.
2. Z przesłanego Waszej Ekscelencji spisu osób, uczestniczących w buncie, raczy Pan zauważyć, że tylko bardzo nieznaczna ich część jest właścicielami samodzielnymi; większa zaś część są to dzieci przy rodzicach żyjących, a przeto nie korzystają z praw samodzielnych właścicieli. Okoliczności tej nie należy uważać za przypadkową: wglądając w system powstania, musimy zauważyć, że rodzice umyślnie zostawali w swoich majątkach, aby zaopatrywać bandy, w których były ich dzieci, w pieniądze, żywność i inne środki, licząc, że przytem unikną wszelkiej odpowiedzialności za czyny swoich dzieci…
(tu następuje rada, jak tych rodziców zmusić tylko do zamiany (majątków!  na pieniądze lub papiery wartościowe).
3. Zmusić osoby, które zostały wysłane drogą administracyjną za szkodliwy wpływ na społeczeństwo do oddalonych gubernii wielkorosyjskich, aby sprzedały w ciągu roku majątki… Obywatele ci, którzy zwykle należeli do najbardziej wpływowych osób w gubernii, dopomagali buntowi, jeżeli nie otwarcie, to wszystkimi zależnymi od nich środkami materialnymi i moralnymi i ich obecność w kraju tutejszym będzie zawsze szkodliwa dla rządu i spokoju publicznego.
4. Rozciągnąć przepisy o sprzedaży przymusowej także i na majątki, które nie podlegają konfiskacie, lecz które są pod sekwestrem

W konkluzji zmuszony jestem dodać, że dopóki obywatele Polacy zostaną w liczbie obecnej, nie można będzie uważać kraju tutejszego za zupełnie uspokojony i wyzwolony z czynników buntu.

Narzekając na „uprzednie błędy rządu”, które Rosję za drogo kosztują, dobry Rosjanin, Murawiew, już miesiąc później (1 lutego 1864 r.) przedstawiał temuż samemu ministrowi Zielenojowi swój pogląd historycznopolityczny na „Kraj zachodniopółnocny”.
… czas postawić jasno pytanie, czy Rosja ma tutaj istnieć, czy nie. Wielu z naszych mężów stanu nie ma odwagi wypowiedzieć szczerze swego zdania i działa dwuznacznie, obawiając się utraty popularności europejskiej, zapominając o Rosji. Czas nam nareszcie opamiętać się i przekonać, że kraj tutejszy od wieków był rosyjski i takim winien zostać, że żywioł polski jest tu napływowy i powinien być ostatecznie i stanowczo zduszony; teraz pora jest odpowiednia, aby z nim skończyć, gdyż inaczej Rosja straci bezpowrotnie Kraj Zachodni i stanie się Moskowią tj. tym, do czego chcą doprowadzić Rosję Polacy i większa część Europy. Czyż można na to pozwolić? Ale, niestety, jest wielu Rosjan, którzy współczują Polakom, i dlatego takie są wahania w działalności rządu i niezgodność w systemach zarządu prowincji południowych i północnozachodnich.

Wychowany na początku XIX wieku ten urzędnik carski był już nauczony, że „kraj tutejszy od wieków był rosyjski…” Ale poza tym, co było wpływem rosyjskiej szkoły, widzimy, jakim elementem ludzkim posługiwał się carat w dobijaniu powalonego przeciwnika. Murawiew zdawał sobie sprawę z tego co robi, i bał się opinii publicznej nawet w Petersburgu. Toteż już na początku tłumienia powstania 23 kwietnia 1863 r. prosił swego zwierzchnika i powiernika w stolicy: „Póki ja się tu z nimi załatwiam, należy o tym w Petersburgu nie rozgłaszać”. W następnym roku, 7 stycznia, komentował swe sankcje ekonomiczne:
Niektórym wydać się mogą pomienione środki uciążliwymi, przede wszystkiem myśleć jednak należy o Rosji i starać się, aby usunąć możliwość buntu w przyszłości: dlatego też nie można pozwolić na żadne pojednanie z żywiołem polskim, lecz trzeba go doprowadzić do tego stanu, żeby nie szkodził spokojowi i całości Rosji.

Murawiew rozprawiał się z polskością przede wszystkim przez uderzenie w drobną szlachtę, kler katolicki i stan urzędniczy. 7 marca 1864 r. pisał do ks. W. A. Dołgorukowa:

Obywatele zaś Polacy, szlachta tutejsza, księża, urzędnicy wyznania katolickiego i pozostała nieszlachta, prawie wszyscy, bez wyjątku, zawsze byli i będą jawnymi wrogami Rosji. Oni to przejęci tym uczuciem nieubłaganej nienawiści do nas i pragnieniem powszechnym swoich i wszystkich nieprzyjaciół naszych w Europie zachodniej, przez ciągłe knowania, na które pozwoliła słaba i błędna działalność naszego rządu, dążyli nieustannie do oderwania Kraju Zachodniego od Rosji, by odepchnąwszy nas do granic Azji, zrobić z nas, jak się wyrażają pogardliwie, dawną Moskowię lub Mongolię; gdyż wiedzą dobrze, że w razie utraty gubernii zachodnich, stracić będziemy musieli i stanowisko swoje w Europie.(…) 

…w tym samym liście do ks. Dołgorukowa doradzał, iż:

ze względu na sam pożytek państwa, konieczne jest spowodowanie rozłamu pomiędzy tą ludnością a innymi, wrogimi rządowi stanami, a zwłaszcza obywatelami ziemskimi pochodzenia polskiego. Powinniśmy bez wahania iść tą drogą, nie zważając na żadne protesty, i osadzać tu narodowość rosyjska przez zupełne zduszenie żywiołu polskiego… 

…Wiedział również „Wieszatiel”, że nie dość jest fizycznie pokonać Polaków. 25 grudnia ostrzegał: „Powinny działać wszystkie połączone siły rosyjskie, aby ten kraj przyłączyć na zawsze do Rosji, nie tylko orężem, ale i przez zlanie moralne”.

Powołując się na błędy poprzednich rządów w postępowaniu z Polakami, w których ręku była cała władza administracyjna kraju, dowodził (w liście urzędowym do ministra spraw wewnętrznych P. A. Wałujewa, z 22 stycznia 1864), iż wynikały one:

… ze zbytniego zaufania do obłudnych oznak przywiązania do Rządu ze strony  t u b y l c ó w .  (podkr. — A. G.), którym powierzone były wszystkie gałęzie zarządu w kraju, i kierując się wskazówkami doświadczenia, okupionego krwią i ciężkiemi ofiarami ze strony Rosji, uznałem za konieczne, aby zapewnić na przyszłość spokój w kraju, zastosować środek stopniowego zastępowania urzędników krajowych pochodzenia polskiego przez rodowitych Rosjan, będąc stanowczo przekonany, że rząd nie może, ani teraz ani w przyszłości, nigdy liczyć na wierność i przywiązanie urzędników krajowców i że dopóki we wszystkich warstwach administracji miejscowej nie będzie osadzony żywioł rosyjski, dopóty panowanie rosyjskie w tym kraju nie stanie na trwałym fundamencie.

Jako sprawny urzędnik okupacyjny, Murawiew wiedział, że należy się w podbitym kraju rozprawić przede wszystkim z wpływami elity społecznej…”

całość tu: Aleksander Gella „Naród w defensywie”  Londyn 1987 /fragmenty/

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…jeden znamienny cytat z Michała Mikołajewicza hr. Murawiewa na który chciałbym zwrócić szczególną uwagę brzmi: „nie można pozwolić na żadne pojednanie z żywiołem polskim, lecz trzeba go doprowadzić do tego stanu, żeby nie szkodził spokojowi i całości Rosji.” …Kto bowiem myśli że to „dawno i nieprawda”, tego proszę żeby najpierw dotarł z tym przekonaniem do rosyjskich władz na wszystkich szczeblach, i przekonał przede wszystkim ich żeby przestali tak myśleć. Pospolici Rosjanie to naprawdę mili i życzliwi ludzie, ale kiedy zaczynamy z nimi rozmawiać o polityce, historii i narodowych relacjach, to zamieniają się oni w większości właśnie w takich „Wieszatieli”. Wyrafinowanych bezkrytycznych stronników interesów rosyjskich – choć sami z tego nic nie mają – gotowi na pstryknięcie swoich władz iść po trupach ludzi, z którymi jeszcze przed chwilą skłonni byli się bratać i wódkę pić, a to dlatego że tak są uczeni przez swoją zwierzchność, z której choć się jej boją (i może właśnie dlatego!) są dumni, przeciwko której choć są przez nią uciskani (oczywiście nie w swoim mniemaniu – wot! znajesz szto eta „rasijskaja dusza”?) nigdy samodzielnie nie wystąpią… (Odys)

„Autorytarna władza i jej poczynania to emanacja potrzeb oraz interesów narodu rosyjskiego. Nie inaczej było w przeszłości, choć niemal każdy Polak znał i zna przecież jakiegoś porządnego Rosjanina, którego do duszy przytul. Walory jednostek nie przekładają się jednak na działania wspólnoty. Rosjan można wręcz uznać za wzorcowy zły naród generalnie dobrych ludzi. W naszych sporach i konfliktach z Moskwą za przeciwnika mamy zatem nie władzę rosyjską – obecnie Putina – ale Rosjan, którzy poprzez ową władzę realizują swoje cele” – pisze Talaga.

Talaga odważnie pisze, że to nie Putin stworzył obecne społeczeństwo rosyjskie, ale ”obecny prezydent tylko odpowiedział 
na potrzeby narodu”. Czyli na co? „Rosyjski sposób postrzegania państwa, jego pozycji, stosunków międzynarodowych, który my uznajemy za patologiczny, nie zmieniał się wraz z bogaceniem się i rozrostem klasy średniej. Działo się tak bowiem dzięki państwu, a nie indywidualnej przedsiębiorczości, klasa średnia zaś to albo urzędnicy, albo menedżment średniego szczebla firm kontrolowanych przez państwo. Ci ludzie wcale nie pożądają ani demokracji, ani wolnego rynku czy wolnej konkurencji; przeciwnie – to zjawiska groźne dla ich karier i zdobytych już zasobów. Biedniejsi zaś w miażdżącej większości chcą od państwa opieki, regularnego wypłacania godziwych pensji i świadczeń, nic więcej”.

I co ważne, a o czym mało kto pamięta: „Dopóki reżim realizuje interesy obu grup, będzie trwał, jeśli przestanie – zastąpi go inny, jeszcze bardziej paternalistyczny, czyli w rosyjskim rozumieniu skuteczniejszy”.

Andrzej Talaga nie ma złudzeń: „Nie ma zatem braci Moskali. Żyjemy w różnych cywilizacjach, mamy rozbieżne zapatrywania oraz cele. Nie my i rosyjska władza, tylko my i rosyjski naród”. Z tego zatem trzeba zdać sobie jak najszybciej sprawę. Dlatego tak zrozumiałe są protesty np. resteuratora, który nie chce obsługiwać Rosjan. Rosja nie będzie nigdy ani na jotę podobna do cywilizacji chrześcijańskiej, bądź europejskiej. Wszelkie próby podejmowane przez Rosję jako obrończynię ładu chrześcijańskiego (prawosławnego) są kłamstwem wykreowanym na potrzeby chwili, czyli zmylić przeciwnika, narzucić mu zamazany obraz, by później odsłonić upiorną czaszkę. Talaga kończy pisząc: „Myśl polityczna zakładająca, że może on kiedyś usunąć reżim na Kremlu i dołączyć do cywilizacji, jest ślepą uliczką. Nasze i ich państwa, emanacje swoich narodów, powinny układać się jedynie na zasadzie gry interesów, wiedząc, że są sobie nieprzychylne na najbardziej fundamentalnym poziomie. Przy całej miłości do indywidualnych Rosjan jako ludzi, rzecz jasna”.

Philo

„…Dlaczego jednak Rosjanie popierają ekspansjonizm i retorykę wojenną, przecież nie gwarantuje im przychodów, nie jest niezbędny dla dobrego życia? Bierze się to zapewne z wszechobecnego od wieków w Rosji poczucia cywilizacyjnej niższości, które zawsze było rekompensowane potęgą militarną i polityczną, nigdy zaś osiągnięciami ekonomicznymi czy intelektualnymi. Tak też jest dzisiaj…” (Andrzej Talaga)

Całość tu: „Rzeczpospolita

…Otóż właśnie!

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Już to kiedyś pisałem więc tylko powtórzę. Rosji nie należy się przesadnie bać, ale też nie należy przytulać jej do piersi bez ubrania się wcześniej w pancerz. Należy ją po prostu szanować jako groźnego przeciwnika i silniejszego sąsiada. Należy utrzymywać z nią poprawne stosunki dyplomatyczne (nigdy nie traktować z góry, ale też nie wolno się przed nią płaszczyć – gorzej od wrogów Rosjanie traktują tylko tchórzy) i zabiegać o kontakty handlowe niezależnie od tego jak bardzo się nie lubimy, bo lubić się nie musimy! Szanujmy Rosjan nawet jeśli oni nas nie za bardzo chcą szanować (to przecież nic nie kosztuje!)… Wreszcie stanowczo acz taktownie rozmawiajmy z nimi o tym co nas boli, bez wołania o pomstę do Boga (prośmy go by dał nam siłę się bronić), bez bezmyślnego i śmiesznego wygrażania jej szabelką (czy jak to mawia Pan Michalkiewicz „groźnego kiwania palcem w bucie”). Przestańmy też wchodzić między interes Rosji a tzw. „zachodu” zwłaszcza że jedna i druga strona traktuje nas we wzajemnych interesach instrumentalnie dogadując się często ponad naszą racją stanu. Czy musimy za każdym razem stawać po czyjejś stronie tylko nie po swojej, w dodatku bezinteresownie ponosząc za to za każdym razem koszt w postaci takiego lub innego ubytku na gospodarce? Czy Polska musi ciągle ponosić jakieś zobowiązania za którymi zamiast wymiernych korzyści idą tylko straty?

I na koniec jak zacząłem od Pana Mariana Kałuskiego tak na nim skończę. Mam nadzieję że po zestawieniu tych kilku artykułów, przynajmniej niektórzy zaczną odróżniać rusofilstwo od postawy patriotycznej z perspektywy polskiej racji stanu, ale też realnego podejścia do problemu Rosji, której polityką nie należy być zdziwionym a zawsze trzeba sobie zdawać sprawę, że żeby grozić Rosji albo wpychać do jej interesów swój nochal to trzeba najpierw mieć silne argumenty, albo przynajmniej posiadać argument siły, a zatem:

„…Prawdziwy agent Putina na pewno nie kąsał by tak swego pana, jak ja to czynię poniżej. Nie, ja nie jestem niczyim agentem. Po prostu jako Polak dbam o polskie interesy, czego o sobie nie mogą powiedzieć ani Kazimierz Wóycicki, ani Paweł Kowal, ani prawie wszyscy politycy współczesnej Polski. Bo albo są pachołkami USA, albo ukraińskich banderowców, albo Niemiec i Unii Europejskiej. Albo są po prostu głupcami do potęgi trzeciej. I cwaniaczkami – krwiopijcami polskich podatników.”

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

11 lipca 1943 – Najkrwawsza niedziela w dziejach polskiego narodu. Wciąż trudno wybaczyć zbrodnię wołyńską. Uczcijmy pamięć o sprawiedliwych Ukraińcach. Zadeptana rocznica.


1. Wciąż trudno wybaczyć zbrodnię wołyńską.

11.07.2014 (IAR) – Mimo zbliżenia z Ukrainą, wciąż trudno wybaczyć sprawcom zbrodni wołyńskiej – mówią potomkowie ofiar Ukraińców. W Warszawie w 71 rocznicę „Krwawej niedzieli” odbyło się nabożeństwo w intencji ofiar ukraińskich nacjonalistów.

11 lipca 1943 roku bandy OUN-UPA zaatakowały kilkanaście polskich wsi na Wołyniu mordując tysiące Polaków.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową wyraził żal, że – jego zdaniem – politycy wciąż nie chcą jednoznacznie ocenić zbrodni wołyńskiej. Ponadto duchowny uważa, że polskie gesty wsparcia dla Ukrainy są trudne do zaakceptowania dla potomków ofiar nacjonalistów ukraińskich. Zdaniem duchownego polscy politycy popełniają tragiczne błędy i nie patrzą, że popierają ruch banderowski na Ukrainie. Ksiądz Zaleski uważa, trzeba wspierać europejskie dążenia Ukraińców ale dla rodzin pomordowanych wyjątkowo bolesne jest to, że nasi politycy nie protestują przeciwko odradzającym się na Ukrainie zbrodniczym tradycjom.

Czesław Niewiadomski pochodzący z Zaleszczyk stracił część rodziny podczas rzezi wołyńskiej. Do dziś nie może zrozumieć okrucieństwa nacjonalistów i nie akceptuje polskich gestów wobec Ukraińców. Czesław Niewiadomski tłumaczy, że na Wołyniu wydarzyła się tragedia polskiego narodu, który był bezlitośnie mordowany przez nacjonalistów ukraińskich. Dlatego – wyjaśnia kresowiak – trudno mu zapomnieć o tamtej tragedii i trudno pojąć, że Polacy teraz pomagają Ukraińcom.

Według szacunków historyków, w sumie w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło około 100. tysięcy obywateli II Rzeczpospolitej. Po stronie ukraińskiej liczba ofiar wynosi od 10. do 20. tysięcy osób, które zginęły z rąk Polaków w akcjach odwetowych i samoobrony, a także zamordowanych przez Ukraińców za udzielenie pomocy Polakom.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/gaj

źródło: stooq.pl

Jak pisze F.Budzisz  – „w latach 1943-1944 trudno jest znaleźŸć dzień w którym by nie dokonano mordów na ludnośœci polskiej , a były to dni w których zabito tysiące np. 10, 11, 12 lipca i 30 sierpnia 1943 r. Na 11 lipca 1943 przypada apogeum zbrodni ludobójstwa. Była to NAJKRWAWSZA NIEDZIELA w historii polskiego narodu. Pod względem zasięgu terytorialnego , iloœści ofiar i barbarzyństwa oprawców – zbrodnie dokonane w tę niedzielę przewyższają wszystkie inne, dokonane kiedykolwiek na ludnoœści polskiej w ciągu jednego dnia. W blisko 100 miejscowoœciach Wołynia, wsiach i osadach, w tę niedzielę najbardziej bestialskimi metodami wymordowano ponad 10 000 osób .” W siedmiu wołyńskich koœściołach nacjonaliśœci ukraińscy z OUN-UPA zabili ponad 1000  wiernych, nie oszczędzając dzieci przystępujących do Pierwszej Komunii œw.  ani księży. Rozległoœść obszaru na którym dokonano tych zbrodni i wybór momentu ich dokonania (niedziela) śœwiadczy o tym, że była to starannie zaplanowana i skoodrynowana, przez kierownictwo OUN, akcja.

A oto jedynie kilka przykładów:

11 lipca 1943 r. W okolicach RADZIWIŁŁÓW, pow. dubieński, spalono kilkanaśœcie osiedli polskich oraz wymordowano ich mieszkańców.

11 lipca 1943 r. JEZIORANY SZLACHECKIE, pow. dubieński,  nacjonaliśœci ukraińscy wymordowali 43 osoby narodowoœci polskiej .

11 lipca. 1943 r. LINIÓW, wieœ, gm. Œwiniuchy, pow. horochowski nacjonaliśœci ukraińscy wymordowali całą wieśœ…

11 lipca 1943 r. KISIELIN, siedziba gminy, pow. horochowski. Duża liczebnie banda nacjonalistów ukraińskich otoczyła zgromadzoną w tamtejszym koœciele ludnoœść polską… Czeœść ludzi wyszła z kośœcioła, wówczas zamordowane zostały 62 osoby. Pozostali — około 200 osób — przeszli na plebanię… podjęli na piętrze desperacką obronę… Po północy napastnicy wycofali się… Pomocy rannym udzielili miejscowi Ukraińcy, przeciwnicy UPA.

11 lipca 1943 r. RUDNIA, wieœ, gm. Kisielin, pow. horochowski, ludnośœć polska napadnięta przez ukraińskich nacjonalistów… cała wieœ została doszczętnie spalona. Zginęło około 100 osób.

11 lipca 1943 r. ZAMLICZE, wieśœ, folwark, gm. Chórów, pow. horochowski… Ukraińcy wymordowali 118 osób narodowoœci polskiej.

11 lipca 1943 r. GUCIN, kolonia polska, gm. Grzybowica, pow. włodzimierski, kilkusetosobowa grupa nacjonalistów ukraińskich dokonała o śœwicie napadu na kolonię. Wszystkich mieszkańców około 140 osób (35 rodzin) oprawcy spędzili do starej, nie używanej kuŸźni, którą zaryglowano, oblano obficie benzyną i podpalono. Pośœród dantejskich scen w palącej się kuźŸni, kilku mężczyzn zdołało zrobić wyłom w œścianie i czꜶć ludzi uciekła… Większośœć jednak zginęła w płomieniach. Troje dzieci Jana Krzysztonia uratowała stara Ukrainka. Następnego dnia dzieci zostały siłą zabrane i żywcem utopione w studni…

11 lipca 1943 r. KALUSÓW, kolonia polska, gm. Grzybowica, pow. włodzimierski. Grupa upowców spędziła do stodoły gospodarza Grabowskiego wszystkie kobiety, mężczyzn zaśœ do stodoły Urbaniaka, gdzie wszyscy zostali wymordowani. Ogółem wymordowano 107 osób… Podczas rzezi… kilku oprawców wpadło do domu Józefa Fili, gdzie zamordowali jego żonę lat 23, paromiesięczne dziecko rozerwali za nóżki, a szczątki położyli na stole.

11 lipca 1943 r. MIKULICZE, siedziba gminy, pow. włodzimierski, przyjechał tam na ponad 80 furmankach oddział UPA (około 600 ludzi)… Kolejno mordowali ludzi w poszczególnych domach, bądźŸ wyprowadzali całe rodziny do lasu i tam je zabijali. W ten sposób wymordowana została cała osada…

11 lipca 1943 r. BISKUPICZE, wieśœ, gm. Mikulczyce, pow. włodzimierski, nacjonaliśœci ukraińscy dokonali masowego mordu ludnoœci spędzonej do budynku szkolnego…

11 lipca 1943 r. OKTAWIN, kolonia, gm. Mikulicze, pow. włodzimierski… grupa oprawców (UPA) dokonała mordu w oktawińskim kośœciele. Po rzezi wewnątrz kośœcioła podpalono go granatami…

11 lipca 1943 r. DOMINOPOL, wieœ, gm. Werba, pow. włodzimierski, upowcy wymordowali całą ludnoœść Dominopola liczącą około 60 rodzin (około 490 osób)… Mordowali nożami, siekierami, widłami itp…

11 lipca 1943 r. TERESIN, gm. Werba, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy wymordowali w kolonii Teresin 88 osób dorosłych i 28 dzieci narodowoœści polskiej, razem 116 osób…

11 lipca 1943 r. KRYWNO, wieśœ, gm. Krymno, pow. kowelski, nacjonaliśœci ukraińscy wymordowali ludnoœść polską zgromadzoną w kośœciele na niedzielnym nabożeństwie.

11 lipca 1943 r. TURÓWKA, kolonia, gm. Korytnica, pow. włodzimierski, nacjonaliśœci ukraińscy wymordowali 49 osób ludnoœci polskiej. 22 osoby wrzucono do studni.

11 lipca 1943 r. ORZESZYN, kolonia, gm. Poryck, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy wymordowali 306 osób narodowoœści polskiej…

11 lipca 1943 r. WYDRANKA, wieœ, gm. Korytnica, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy wymordowali kilkadziesiąt osób narodowośœci polskiej.

11 lipca 1943 r. ZYGMUNTÓWKA, kolonia, gm. Mikulicze, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy wymordowali sto kilkadziesiąt osób narodowoœci polskiej…

11 lipca 1943 r. WITOLDÓWKA, kolonia, gm. Poryck, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy wymordowali kilkadziesiąt osób narodowoœci polskiej.

11 lipca 1943 r. CHRYNÓW, wieœś, gm. Grzybowica, pow. włodzimierski, nacjonaliśœci ukraińscy zaatakowali w czasie nabożeństwa rzymskokatolicki koœściół-kaplicę. Księdza Jana Kotwickiego zabili przy ołtarzu… W innym miejscu Chrynowa, w dwóch stodołach oprawcy wymordowali około 200 osób.

11 lipca 1943 r. NOWINY, wieœś, gm. Korytnica, pow. włodzimierski… Tego dnia (z rąk UPA) zginęło w Nowinach 66 osób narodowoœści polskiej.

11 lipca 1943 r. STĘZARZYCE, wieśœ, gm. Korytnica, pow. wtodzimierski, oddział UPA dowodzony przez „Krwawego Potapa” zamordował 80 Polaków.

 11 lipca 1943 r. SMOŁOWA, wieśœ, gm. Mikulicze, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy dokonali zbiorowego mordu na Polakach. Pośœród ofiar była rodzina Jana Wargackiego… żonie w ciąży rozcięto brzuch, aby „pomóc | urodzić proklatoho Lacha”… Ogółem wymordowano 19 osób. 

11 lipca 1943 r. PORYCK, miasteczko, siedziba gminy, pow. włodzimierski. Podczas nabożeństwa niedzielnego o godz. 11.30 banderowcy napadli  na ludnoœść polską zgromadzoną w miejscowym koœciele. Nawę koœścielną obrzucili granatami, a do ludzi otworzyli ogień z broni ręcznej i maszynowej powodując masakrę, pokotem kładąc wszystkich na posadzce koœcielnej. Przy ołtarzu zginęli ministranci, a ksiądz Bolesław Szawłowski został ciężko ranny  i udawał zabitego. Po tej wstępnej kanonadzie banderowcy weszli do kośœcioła i strzałami w głowę dobijali wszystkich, którzy ruszali się jeszcze… Po tej masakrze oprawcy naznosili słomy i podpalili kośœciół… W tym czasie spadł ulewny deszcz, który wygasił ogień… Ks. Szawłowski zmarł, uzupełnił grupę  500 osób, które zginęły tego samego dnia w koœściele bądźŸ obok kośœcioła…

11 lipca 1943 r. KORYTNICA, siedziba gminy, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy zamordowali ks. Karola Barana z miejscowej parafii. Po zadaniu mu wielu ciosów nożem, przecięli w poprzek ciała piłą w drewnianym korycie.

11 lipca 1943 r. ZABŁOCIE, wieśœ, gm. Grzybowica, pow. włodzimierski, nacjonaliśœci ukraińscy wymordowali 76 osób.

11 lipca 1943 r. MIKOŁAJPOL, kolonia, gm. Werba, pow. Włodzimierski, nacjonaliśœci ukraińscy wymordowali 50 osób… 

11 lipca 1943 r. WÓLKA SWOJCZOWSKA, kolonia, gm. Werba, pow. włodzimierski, nacjonaliœści ukraińscy wymordowali ludnośœć polską…

11 lipca 1943 r. SWOJCZÓW, osada, gm. Werba, pow. włodzimierski, banderowcy wymordowali kilkaset osób narodowośœci polskiej. RzeźŸ rozpoczęła się od próby wysadzenia murów miejscowego kośœcioła, co było hasłem do mordowania Polaków… zgromadzonych na niedzielnym nabożeństwie… 

11 lipca 1943 r. STASIN, kolonia polska, gm. Grzybowica, pow. włodzimierski, uzbrojony oddział upowców okrążył kolonię, do stodół spędzono i osobno kobiety z dziećmi a osobno mężczyzn, następnie wszystkich wymordowano — stosując wymyœślne tortury…

11 lipca 1943 r. ZWIERZYNIEC, kolonia, gm. Werba, pow. włodzimierski, miejscowi nacjonaliśœci ukraińscy zamordowali Łukasza i Antoninę Gaczyńskich. Łukasza żywcem wrzucono do studni i zabito kamieniami. Antoninie ucięto głowę, którą dzieci ukraińskie za włosy ciągnęły po drodze. 

11 lipca 1943 r. BOŻA WOLA, kolonia, gm. Werba, pow. włodzimierski, banderowcy żywcem wrzucili do studni Antoniego Stelmacha i dwunastu innych  młodych chłopców, którzy ponieśœli œśmierć przez utonięcie bądźŸ od kamieni wrzuconych do studni. 

Warto zaznaczyć, że w wyniku propozycji polskich œśrodowisk intelektualnych Organizacja Narodów Zjednoczonych ustanowiła dzień 11 lipca „Dniem Ludzkośœci”. Był on obchodzony po raz pierwszy przez śœwiat 11 lipca 1993 roku w 50 rocznicę wołyńskiej masakry. 

Jak już wspomniano dzień 11 lipca nie był jedynym, w którym dokonano masowych mordów na ludnoœci polskiej na Kresach Wschodnich. Na przykład 30 sierpnia 1943 we wsiach Ostrówki i Wola Ostrowiecka nacjonaliśœci ukraińscy wymordowali 1700 Polaków. Jak pisze E.Prus „To był wołyński Katyń, o którym jednak milczą encyklopedie śœwiata; milczą polskie władze i œśrodki masowego przekazu. Cisza! Gdzie jest Sejm, gdzie Senat, gdzie Rząd RP, gdzie wreszcie Prezydent reprezentujący Majestat Narodu Polskiego, tego narodu, którego 1700 przedstawicieli spoczywa w niepoœświęconej ziemi w Ostrówkach i woła, krzyczy na cały głos aby usłyszał śœwiat –  najstraszniejsze słowo rzucone w twarz naszym władzom: HAŃBA! „

Niestety polskie ofiary tych wszystkich mordów do dnia dzisiejszego nie doczekały się  żadnego oficjalnego upamiętnienia i uznania ze strony najwyższych władz państwowych III RP.

źródło: Najkrwawsza niedziela w dziejach polskiego narodu

2. Uczcijmy pamięć o sprawiedliwych Ukraińcach.

Ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów ciągle jest przemilczane przez polityków oraz najbardziej wpływowych dziennikarzy. Jak zauważa ks. Isakowicz-Zaleski na takie samo zapomnienie skazywani są uczciwi Ukraińcy, którzy w czasie wojny nie ulegli szałowi mordowania Polaków.

„Przemilczeniu podlegają także ci Ukraińcy, którzy nie tylko, że nie popierali ideologii Stepana Bandery, ale i w dramatycznych chwilach ratowali Polaków i Żydów od zagłady. Władze Izraela pamiętają o wybawicielach swoich rodaków. Władze Trzecie RP niestety nie. Wyjątkiem był śp. rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski, który podjął działania w sprawie nadania sprawiedliwym Ukraińcom medalu wzorowanego na izraelskim medalu „Sprawiedliwy wśród narodów”. Niestety po tragicznej śmierci rzecznika jego następczyni nie podjęła dalszych kroków i owa szlachetna inicjatywa upadła” – pisze ks. Isakowicz-Zaleski w artykule dla serwisu rmf24.pl

Okazuje się jednak, że to, o co nie zadbało państwo polskie, realizowane jest przez samych Kresowian i ich potomków.

„Dla przykładu, bracia Mariańscy, których jako małych chłopców uratował na Wołyniu starszy wiekiem Ukrainiec, ufundowali z własnych pieniędzy tablicę w języku polskim i ukraińskim, dedykowaną tym Ukraińcom, którzy zostali zamordowani przez UPA za ratowania swych polskich sąsiadów. 3 maja 2012 r. miałem zaszczyt ją poświęcić w Kaplicy Wołyńskiej, będącej częścią Golgoty Narodu Polskiego w Kałkowie-Godowie k. Starachowic” – relacjonuje ks. Isakowicz-Zaleski.

„Jest to przykład godny naśladowania. Służy nie tylko przypomnieniu prawdziwych bohaterów, ale i jest znakiem na przyszłość dla wszystkich młodych ludzi z Europy Wschodniej, której ziemia tyle razy była zlewana bratnią krwią” – podsumowuje kapłan.

rmf24.pl/KRESY.PL

podobne: Poliszczuk: Potępić UPA! oraz: Rzeź wołyńska: czas przemijania nie dotyczy pamięci…

3. „Zadeptana” rocznica „krwawej niedzieli”

W oce­nie ks. Ta­de­usza Isa­ko­wi­cza-Za­le­skie­go 71. rocz­ni­ca rzezi na Wo­ły­niu nie zo­sta­ła na­le­ży­cie upa­mięt­nio­na. Dla­cze­go? – Par­tie po­li­tycz­ne upar­cie trzy­ma­ją się zdez­ak­tu­ali­zo­wa­ne­go mitu Gie­droy­cia, w ra­mach któ­re­go trze­ba za­po­mnieć o Kre­sach i lu­do­bój­stwie do­ko­na­nym przez UPA, aby za­cho­wać dobre re­la­cje ze wschod­ni­mi są­sia­da­mi – głów­nie z Ukra­iną – sądzi du­chow­ny.

Ks. Isa­ko­wicz-Za­le­ski mówi One­to­wi, że nawet ci po­li­ty­cy, któ­rzy wcze­śniej opo­wia­da­li się za uzna­niem tych wy­da­rzeń za lu­do­bój­stwo, nie chcą się an­ga­żo­wać w upa­mięt­nie­nie ofiar, bo uwa­ża­ją, że to nie jest ten czas. – Odkąd po­wsta­ła III RP, a dwa lata póź­niej także nie­pod­le­gła Ukra­ina, to cały czas pol­scy po­li­ty­cy mówią „nie teraz” – do­da­je.

Po­dob­ne­go zda­nia jest Piotr Zy­cho­wicz: – Jakby tego dnia w ogóle nie było w ka­len­da­rzu. Oba­wiam się, że po raz ko­lej­ny pa­mięć o na­szych za­mę­czo­nych ro­da­kach zo­sta­ła zło­żo­na na oł­ta­rzu do­brych re­la­cji z Ki­jo­wem. Chyba uzna­no, że skoro Ro­sja­nie ata­ku­ją wschod­nie pro­win­cje Ukra­iny, to nie wy­pa­da w takim mo­men­cie wy­po­mi­nać Ukra­iń­com zbrod­ni sprzed sied­miu dekad.

We­dług niego to błąd, bo „nie cały ukra­iń­ski naród wy­ży­nał Po­la­ków sie­kie­ra­mi na Wo­ły­niu, tylko na­cjo­na­li­ści spod znaku OUN/UPA”. – Nie ma więc obaw o to, że gdy bę­dzie­my mó­wi­li o zbrod­niach tej for­ma­cji, ob­ra­żą się na nas wszy­scy Ukra­iń­cy. Na tych nie­licz­nych, któ­rzy rze­czy­wi­ście się ob­ra­żą – a więc obec­nych wy­znaw­cach ide­olo­gii Ban­de­ry – nie po­win­no nam zaś za­le­żeć. Co­kol­wiek byśmy nie zro­bi­li, oni i tak będą nie­na­wi­dzić „La­chów” – pod­kre­śla.

Z kolei zda­niem ks. Isa­ko­wi­cza-Za­le­skie­go rocz­ni­cę rzezi god­nie uczczo­no w Pol­sce, ale je­dy­nie na lo­kal­nych szcze­blach. – A w War­sza­wie była kom­pro­mi­ta­cja. Od­by­ła się msza w ko­ście­le na pl. Trzech Krzy­ży. Współ­or­ga­ni­za­to­rem był PSL, ale już wi­ce­pre­mier Ja­nusz Pie­cho­ciń­ski się nie po­ja­wił – mówi nam.

Wra­ca­jąc do wy­da­rzeń sprzed sied­miu dekad tak szef „Hi­sto­ria Do Rze­czy” jak i ks. Isa­ko­wicz-Za­le­ski ganią pol­skie przy­wódz­two z czasu II wojny świa­to­wej.

Zy­cho­wicz kry­ty­ku­je po­sta­wę kie­row­nic­twa Armii Kra­jo­wej. – Winę za to, co się stało, po­no­szą mor­der­cy. Nie zmie­nia to jed­nak faktu, że AK na Wo­ły­niu i w Ga­li­cji Wschod­niej za­wio­dła. Mimo roz­pacz­li­wych apeli o pomoc wy­sy­ła­nych przez mor­do­wa­nych Po­la­ków, Ko­men­da Głów­na AK w War­sza­wie nie zde­cy­do­wa­ła się na przy­sła­nie ja­kiej­kol­wiek re­al­nej od­sie­czy. Struk­tu­ry AK na Wo­ły­niu zo­sta­ły zaś zmo­bi­li­zo­wa­ne do­pie­ro w stycz­niu 1944 r., a więc pół roku po apo­geum mor­dów – wy­ja­śnia.

Nieco ina­czej ak­cen­ty roz­kła­da ks. Isa­ko­wicz-Za­le­ski. – Fakty są takie, że rząd Pol­ski w Lon­dy­nie jak i wła­dze Pod­ziem­ne­go Pań­stwa Pol­skie­go nie prze­wi­dzia­ły, że może dojść do lu­do­bój­stwa, mimo że od lu­te­go 1943 r. trwa­ły na­pa­dy sotni UPA na pol­skie wsie. „Krwa­wa nie­dzie­la” był dla nich cał­ko­wi­tym za­sko­cze­niem – mówi ksiądz z pod­kra­kow­skich Ra­dwa­no­wic.

Jak pod­kre­śla, „nie brano pod uwagę tego, że może dojść do cał­ko­wi­tej za­gła­dy Po­la­ków na tam­tych te­re­nach, a mor­do­wa­nie Po­la­ków bę­dzie tak sys­te­ma­tycz­ne jak Ho­lo­kaust”. – I nie­ste­ty nie przy­go­to­wa­no się na to. Słyn­na 27. dy­wi­zja wo­łyń­ska po­wsta­ła, ale już po wy­mor­do­wa­niu Wo­ły­nia i to do cał­kiem in­nych celów, czyli akcji Burza...

całość tu: wirtualnapolonia.com

polecam również: Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską.

Rzeź wołyńska. Poliszczuk: Potępić UPA!


Kisielin 11 lipca 1943 roku. Obraz namalowany przez obrońcę Włodzimierza Sławosza Dębskiego

Kisielin 11 lipca 1943 roku. Obraz namalowany przez obrońcę Włodzimierza Sławosza Dębskiego

Wiktor Poliszczuk urodził się 10 października 1925 roku w Dubnie na Wołyniu. Jego ojcem był prawosławny Ukrainiec, matka Polką. Mieszane małżeństwa były w tym czasie czymś oczywistym, co przekładało się na wzajemne dobrosąsiedzkie stosunki między Ukraińcami i Polakami. Młody Wiktor wyrastał w takiej właśnie atmosferze. Po agresji ZSRR na Polskę, jego ojciec, wójt gminy Dubno, został aresztowany przez NKWD, a w kwietniu 1940 rozstrzelany bez sądu. 13 kwietnia 1940 wraz z matką i siostrami został wywieziony do Kazachstanu, gdzie przebywał do listopada 1944. Potem rodzinę przesiedlono na wschodnią Ukrainę. W 1946 Poliszczukowie przybyli do Polski. Wiktor ukończył Liceum Pedagogiczne a potem studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Do czasu wyjazdu z Polski w 1981 roku pracował jako nauczyciel i prawnik.

Na emigracji rozpoczął pracę jako korektor techniczny w wydawanym w Toronto tygodniku diaspory ukraińskiej Nowa Droga”. Według jego słów, wówczas zainteresował się i rozpoczął badania nad nacjonalizmem ukraińskim, którego ofiarą padła siostra jego matki (zamordowana za publiczne używanie języka polskiego). Tak relacjonował swoje pierwsze przeżycia po wyemigrowaniu do Kanady:

„W Kanadzie już po pierwszych miesiącach mego tutaj pobytu zetknąłem się z wręcz zoologicznym nacjonalizmem ukraińskim, z nienawiścią do wszystkiego, co polskie. Ja, wychowany w duchu patriotyzmu ukraińskiego, ukształtowany na klasyce polskiej, ukraińskiej, rosyjskiej, zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej, nie mogłem się pogodzić z takim spojrzeniem na świat i na ludzi, dlatego też, jak i w związku ze świadomością tego, czego dopuścili się banderowcy na Wołyniu wobec ludności polskiej, podjąłem decyzję o poszukiwaniu materiałów stanowiących bazę moich badań nad nacjonalizmem ukraińskim. Temat ten pochłonął mnie całkowicie, pracowałem nad nim bezustannie”.

Poliszczuk jest autorem ponad dwustu opracowań, książek naukowych i publicystycznych, artykułów naukowych, polemik, recenzji, publikacji prasowych w języku angielskim, ukraińskim i polskim, w tym pięciu obszernych tomów z wyborem dokumentów opatrzonych wspólnym tytułem „Integralny nacjonalizm ukraiński jako odmiana faszyzmu”. Pracę doktorską („Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego według Dmytra Doncowa”) obronił w 1994 na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego, pracę habilitacyjną („Dowody zbrodni OUN i UPA”) w roku 2002 na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Jego ostatnią pracą było tłumaczenie na język polski książki Dmytro Doncowa „Nacjonalizm”.

Ideą przewodnią działań Poliszczuka było zdjęcie odium zbrodni z narodu ukraińskiego i wskazanie jednego i wyłącznego odpowiedzialnego – Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), która kierowała się zbrodniczą ideologią autorstwa Dmytro Doncowa. Wskazywał na przyczyny tego, co się wydarzyło – na neopogańską, darwinistyczną i rasistowską ideologię Doncowa.

To ta ideologia zatruła umysły wielu Ukraińców, stając się zaczynem wielkiej zbrodni, zwyrodnienia jednostek i grup. I to właśnie ta teza Poliszczuka była przyczyną wyjątkowej irytacji środowisk banderowskich, które od lat starają się „usprawiedliwić” zbrodnię, a to wskazując na uwarunkowania historyczne („polska okupacja”), a to na winę Moskwy czy Berlina, wreszcie na Polaków, którzy rzekomo „uderzyli pierwsi”. Wszyscy, tylko nie OUN. A Poliszczuk mówił – to wy, wyznawcy obłąkańczej ideologii Doncowa, jesteście odpowiedzialni za zbrodnie dokonane na Polakach, Żydach, Rosjanach, Czechach, wreszcie na samych Ukraińcach. Mówił głośno, że ofiarą szaleństwa OUN padali masowo uczciwi Ukraińcy i dlatego OUN była także organizacją antyukraińską. Oskarżając OUN, Poliszczuk bronił jednocześnie honoru narodu ukraińskiego. Niestety, jego szlachetne wysiłki nie znajdowały odzewu na Ukrainie zachodniej, ale także w Polsce. Dzisiaj można już powiedzieć, że to właśnie najbardziej bolało Wiktora Poliszczuka.

Nie był w stanie zrozumieć stanowiska polskich władz wobec problemu banderowskiego ludobójstwa. Gorące uczucia jakim darzyły go środowiska kresowe kontrastowały z chłodem ze strony czynników oficjalnych.

„Potępić UPA – prawosławnego Ukraińca posłanie do Braci Polaków w 55. rocznicę mordów wołyńskich” to książka wyjątkowa. Jest to osobisty przekaz Ukraińca Wiktora Poliszczuka…

całośc tu: nczas.com

więcej tu: Grzegorz Motyka o „ludobójczej czystce” na Wołyniu

mapa mordów

…zbrodniarz nie ma narodowości, ma tylko paszport a jego narodowością jest piekło. Żaden naród nie potrzebuje zbrodniarzy w swoich szeregach i można tylko ubolewac że tego typu ludzie mienią się Ukraińcami, Polakami, Niemcami, Rosjanami czy każdą inną nacją. To tak jakby nazywac raka żerującego w człowieku częścią życia bo rozwija się razem z organizmem i razem z nim „dorasta”… Raka się usuwa bo istotą jego „życia” jest nasza śmierc. To samo dotyczy „nacjonalistów” zbrodniarzy. Jednak żeby prawidłowo identyfikowac tego typu patologie (po to by się więcej nie powtarzały) niezbędne jest nazywanie rzeczy po imieniu i dążenie do prawdy w wyjaśnianiu przyczyn tragedii. Tego jednak ciągle nie wszyscy chcą. Pan Poliszczuk słusznie wyraża swoje oburzenie wobec polskich władz, które relatywizują problem „racją stanu” (można tak tłumaczyc wojnę obronną nigdy zaś agresję!) a co gorsza mylnie nazywając to „pamięcią narodową” gdzie żadnej rzezi nie powinno się pod to podciągac. Co to za naród który w rzezi innego narodu (do tego niewinnych cywilów!) upatruje swoją „chwałę”.  Isakowicz-Zaleski: Wołyńskie ludobójstwo zostało zamiecione pod dywan przez poprawność polityczną… Czas przemijania nie dotyczy pamięci.

…Odys

Notatka „Wypadek na Wołyniu w powiecie włodzimierskim” z 21IX 1943 r. z opisami pojedynczych wypadków mordów ukraińskich na ludności polskiej w okręgu Włodzimierz

Polecam również – Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po “głosowaniu nad prawdą” wołyńską.

Wołyń: „Warunkiem prawdziwego pojednania jest uprzednie powiedzenie prawdy, nawet najboleśniejszej”


23.05. Kijów (PAP) – Błędy polskiej polityki lat międzywojennych nie są usprawiedliwieniem zbrodni wołyńskiej, a warunkiem pojednania jest prawda – powiedział prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński w opublikowanej w czwartek rozmowie z lwowską gazetą „Wysokyj Zamok”.

Wywiad poświęcony jest 70. rocznicy rzezi na Wołyniu, która nazywana jest też w Polsce ludobójstwem, na Ukrainie zaś określana mianem „tragedii” bądź „wydarzeń” wołyńskich. Z powodu różnego podejścia do tego problemu utrudnione jest historyczne pojednanie polsko-ukraińskie.

„Warunkiem prawdziwego pojednania jest uprzednie powiedzenie prawdy, nawet najboleśniejszej. W świetle badań naszych historyków oraz ustaleń prokuratorów () w latach 1943-45 ukraińscy nacjonaliści wymordowali ok. 60 tys. Polaków na Wołyniu, 30-40 tys. w Galicji Wschodniej i ok. 6-8 tys. na innych terenach. W Polsce masakrę tę najczęściej nazywa się zbiorczym mianem zbrodni wołyńskiej. Ofiarą polskiego odwetu padło kilkanaście tysięcy Ukraińców” – powiedział Kamiński.

Jego zdaniem podstawą pojednania, o które apelowali w przeszłości i apelują dziś m.in. duchowni, jest wspólna pamięć o wszystkich ofiarach Wołynia. „Modlitwa jest niezmiernie ważna, nie może jednak zastąpić innych działań. Czy można mówić o poszanowaniu ofiar, jeśli większość z nich do dziś spoczywa w anonimowych grobach, nie oznaczonych nawet najprostszym krzyżem?” – pytał Kamiński.

Prezes IPN skomentował też projekty uchwał sejmowych ws. wydarzeń na Wołyniu, w których użyto wywołującego oburzenie niektórych środowisk ukraińskich słowa „ludobójstwo”. „Wysokyj Zamok” podkreśla, że termin ten kojarzony jest na Ukrainie przede wszystkim z Wielkim Głodem lat 1932-33, oraz zaznacza, że członkowie UPA, krytykowanej w projektowanych dokumentach Sejmu, przez wielu Ukraińców uważani są za bohaterów walczących o niepodległe państwo, a nie za zbrodniarzy.

„Hołodomor (Wielki Głód) jest uznawany w Polsce za jedną z największych tragedii w dziejach XX wieku” – powiedział Kamiński, przypominając specjalne uchwały w tej sprawie przyjęte w 2006 roku przez Sejm i Senat RP.

„Wyjątkowość tej zbrodni nie oznacza jednak, że inne zbrodnie nie mogą być opisywane w tych samych kategoriach (). Ludobójstwo jest kategorią prawną. Zbrodnia wołyńska wyczerpuje jego znamiona, zgodnie z konwencją ONZ z 1948 r. Definiuje ona ludobójstwo jako czyn +dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych+. Jeśli ktoś chce uważać żołnierzy UPA za bohaterów, musi się najpierw zmierzyć z faktami. Nie można zignorować stu tysięcy ofiar” – podkreślił prezes IPN.

Zgodził się z dziennikarzem lwowskiej gazety, że na to, co działo się w latach II wojny światowej na Wołyniu, wpływali zarówno Niemcy, jak i ZSRR. „Nikt nie zaprzecza też, że doszło do akcji odwetowych ze strony Armii Krajowej. Jeśli jednak mówimy o odpowiedzialności, to spada ona na tych, którzy rozpoczęli masowe mordy – na OUN Stepana Bandery i UPA” – podkreślił.

Kamiński zaprzeczył jednocześnie, jakoby nie było bezpośrednich dowodów, potwierdzających polską wersję zbrodni na Wołyniu. „Dziwię się, że wśród ukraińskich historyków wciąż pojawiają się głosy kwestionujące zorganizowany charakter zbrodni wołyńskiej i kwestię odpowiedzialności OUN i UPA. Prowidnyk UPA Roman Szuchewycz w lipcu 1944 roku mówił o +likwidacji ludności polskiej na Wołyniu, która zakończyła się latem 1943 r.+. Archiwalnych dokumentów ukraińskich jest tak wiele, że wystawa przygotowywana w tej chwili przez IPN z okazji 70. rocznicy tragedii będzie oparta w większości na nich” – powiedział.

Mówiąc o wpływie polityki władz międzywojennej Polski na późniejsze wydarzenia na Wołyniu prezes IPN zaznaczył, że w dyskusji na ten temat dominują opinie krytyczne; uznaje się, że była ona niesprawiedliwa wobec Ukraińców. „Żadne błędy i niegodziwości polskiej polityki okresu międzywojennego nie mogą być jednak traktowane jako usprawiedliwienie zbrodni wołyńskiej. Odpowiedzialność za masowe mordy ponoszą ich sprawcy, a nie ofiary” – oświadczył.

Kamiński stwierdził jednocześnie, że wydarzenia z przeszłości nie powinny być przedmiotem targów czy negocjacji. Była to odpowiedź na pytanie „Wysokiego Zamku” o gotowość Polski do przeproszenia Ukraińców m.in. za błędy polityki narodowościowej II RP oraz Akcję „Wisła”.

„Dyskusję na temat relacji Polaków z innymi narodami zapoczątkowała jeszcze przed upadkiem komunizmu polska opozycja. () Akcję +Wisła+ w 1990 r. potępił polski Senat, a w 2007 r. ocenę te potwierdzili we wspólnym oświadczeniu prezydenci Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko. Ofiary akcji zostały upamiętnione w wielu miejscach. Instytut Pamięci Narodowej prowadzi w tej sprawie śledztwo, traktując ją jako zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciwko ludzkości. () Sprawy te są także w sposób otwarty opisywane przez polskich historyków, w tym związanych z IPN. Polskie archiwa są dostępne dla wszystkich badaczy” – powiedział.

Zdaniem prezesa IPN pojednanie polsko-ukraińskie nie powinno być uzależniane od obecnej sytuacji politycznej, powinno wyjść poza dotychczasowe ramy dialogu, prowadzonego przez wąskie kręgi historyków, polityków i duchownych.

„Najwyższy już czas na to, aby z trudną przeszłością zmierzyły się społeczeństwa Polski i Ukrainy. Skoro w tak wielu dziedzinach udało nam się nawiązać dobre relacje, jest to możliwe także w odniesieniu do przeszłości. I obok ewangelicznego wezwania +wybaczajcie wrogom waszym+, należy też pamiętać słowa +Prawda was wyzwoli+. Powiedzenie prawdy bywa bolesne, ale wyzwala – od nienawiści” – oświadczył Kamiński w rozmowie z gazetą „Wysokyj Zamok”.(PAP)

Prezes IPN: błędy polskiej polityki nie usprawiedliwiają Wołynia – Stooq.

…Głośmy prawdę niezależnie od fałszywego poczucia wyższości. Potępiajmy konkretne zbrodnicze działania konkretnych ludzi. W interesie każdego cywilizowanego narodu jest szczere rozliczenie się najpierw z własnymi słabościami bez szczucia innych. Nikt nie zapomni o zbrodni wołyńskiej, nikt nie powinien też zapominac i usprawiedliwiac tego, czego Ukraińcy doświadczyli od naszych rodaków… (Odys)

Więcej o zbrodni wołyńskiej tu: Grzegorz Motyka o „ludobójczej czystce” na Wołyniu

Henri De Groux – Masowy grób