IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?


„…Usiłuje się wbić i utrwalić taką teorię, że demokracja w Polsce równa się Trybunał Konstytucyjny i być może niedługo będzie się używać zamiennie tych pojęć czyli Trybunał będzie nazywać się demokracją…” (Mieczysław Ryba)

a przecież chodzi o to że…

„Powinniśmy mieć zasady gotowe do zastosowania w każdej okoliczności” (Epiktet z Hierapolis)

tymczasem…

„Ślepy i nierozważny jest ten, co zdaje się na łaskę przypadku” (Seneka)

Z natłoku bełkotu informacyjnego jaki wylał się przez ostatnie tygodnie na głowy zainteresowanych polityką Polaków (podkreślam, bo nie wszystkich to interesuje), warto wyłowić cztery (dosłownie) najistotniejsze (moim zdaniem) sprawy, które rzutują w dość konkretny sposób na jakość (standardy) rządów które już odeszły, oraz na rządy które będą nam towarzyszyć przez najbliższe lata. I nie jest to niestety wyłącznie towarzyszenie na zasadzie jakiejś fikcji rodem z programu rozrywkowego w TV. Nie chodzi tu bowiem o standardy jako pewnego rodzaju kulturę polityczną (to akurat najmniejszy problem, łatwy do załatwienia jednym kliknięciem pilota od telewizora), ale o uchwalane właśnie prawo (jak i to które ciągle obowiązuje), które należy jak najbardziej do świata realnego ze wszystkimi tego konsekwencjami i kosztami dla nas obywateli, na teraz i na przyszłość.

Przepychanki na temat kto, co i na kiedy „planuje”, kto komu przeszkadza, co psuje, i czy zrobi to rano czy w nocy, to wyłącznie element propagandowej walki obu stron mający mobilizować poszczególne elektoraty do większej aktywności w „kibicowaniu” swoim przedstawicielom ustawowym”. Informacyjnych konkretów wynikających z tych wszystkich „działań” dla poważnie podchodzącego do spraw państwowych (i obywatelskich) Polaka nie uświadczysz. Tego typu „wiedza” i niusy, choć niejednokrotnie zabawnie formułowane przez lekkopiórych komentatorów brzmią bowiem z obu stron histerii tak samo propagandowo. Dla szarego ludzia nic z tego nie wynika inie jest do niczego potrzebne. Służy to wyłącznie dworakom i fanatykom obu obozów, by mogli upuścić napięcia ze swoich nadętych/nakręconych głów, tudzież do wyprowadzania „niezadowolonych” na ulice w celu napuszczenia ich na siebie, a być może sprowokowania jakiejś ulicznej bitki.

Jakkolwiek nie przykładać wagi do większości komentarzy płynących z obu stron barykady poprzez tzw. „media głównego nurtu” (mocno zaangażowane każde w swoją rację – zgodnie z zapotrzebowaniem obozu któremu służą) należy sobie powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z wojną o interesy partyjne, a nie jak nam to każda ze stron próbuje przedstawić z walką o prawa obywateli. Obecna opozycja walczy o utrzymanie wpływów i bardzo ją boli odrywanie przysłowiowego „ryja od koryta”, zaś obecny obóz rządzący mocno wyposzczony po 8 latach bycia w opozycji, jako zwycięzca w „demokratycznych wyborach” dąży w sposób dla siebie naturalny do odzyskania (kosztem poprzedników) jak największej władzy, stołków, praw i przywilejów. Tymczasem retoryka tak jednych jak i drugich nie dotyczy istoty rzeczy, o której pisze Pan Michalkiewicz… (Odys)

„…dopiero konflikt, jaki w naszym nieszczęśliwym kraju rozgorzał na tle zagrożeń demokracji, pozwolił zobaczyć, ilu na świecie jest durniów, a przynajmniej – ilu jest hipokrytów. Rzecz w tym, że w demokracji – jak wiadomo – decyduje Większość, bo demokracja kieruje się zasadą: im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Jest to nic innego, jak tyrania Większości. Tymczasem banda idiotów, z jakich składa się zdecydowana większość tak zwanych elit politycznych, nie mówiąc już o konfidentach poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, udaje że tej prostej, niczym budowa cepa prawdy nie pojmuje, albo – co gorsza – nie pojmuje jej naprawdę i bredzi coś o konieczności poszanowania przez Większość praw Mniejszości. Tymczasem taka konieczność nie tylko nie ma nic wspólnego z demokracją, ale wprost zasadę demokratyczną podważa, bo albo przyjmujemy za demokratami, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja, albo uznajemy jakieś prawa Mniejszości, które trzeba respektować bez względu na Liczbę. Otóż ochrona praw Mniejszości nie wynika z zasady demokratycznej, tylko z zasady nomokratycznej (nomos to po grecku: prawo), z której wynika, że słuszność Racji nie zależy od Liczby – jak chcieliby demokraci – tylko od zgodności z nie poddającymi się żadnym głosowaniom zasadami…

…No dobrze – ale co jest praworządne, to znaczy – jaką treść powinny mieć akty prawne, by mogły być uznane za praworządne?

Na właściwy trop naprowadza nas sformułowanie języka potocznego, w jakim wspomniana ustawa byłaby skomentowana. Powiedziano by o niej, że owszem, może i jest demokratyczna, ale nie jest w porządku. To sformułowanie języka potocznego sugeruje istnienie jakiegoś porządku, który w dodatku ma charakter nadrzędny nad porządkiem demokratycznym. (…)  pierwszym warunkiem, jakiemu powinno odpowiadać stanowione prawo, to wykonalność. Prawo obiektywnie niewykonalne, nie będzie mogło wejść w życie…

prawo, żeby było wykonalne, nie może abstrahować od tego, jacy ludzie są, nie może abstrahować od naturalnych właściwości ludzi. Naturalnych – a więc takich, których nie ustanowiła żadna władza publiczna i żadna władza publiczna, nawet demokratyczna, nie jest w stanie ich uchylić. Jakie to są właściwości? Ano, ludzie mają naturalną zdolność do świadomego wybierania. Jest to bardzo ważna właściwość, nie tylko odróżniająca gatunek ludzki od innych gatunków przyrodniczych, ale będąca też warunkiem sine qua non wszelkiej odpowiedzialności. Inną ważną właściwością naturalną człowieka jest wrażliwość na piękno – z czego wynika cała kultura. Kolejną ważną właściwością natury ludzkiej jest zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim – z czego zrodziły się cywilizacje. Ale najważniejszą właściwością, z której wynikają wszystkie pozostałe, jest życie.

Mamy zatem katalog ważnych cech ludzkiej natury, które prawo stanowione powinno respektować, żeby w ogóle było wykonalne. Ale nie tylko respektować. Ponieważ są to właściwości bardzo ważne, prawo stanowione nie powinno również w nie godzić – jeśli ma dobrze służyć ludziom, a tak chyba powinno być. Skoro tak, to musimy przełożyć te właściwości natury ludzkiej na język prawa. Jeśli chodzi o życie, nie ma z tym problemu; prawo radzi sobie językowo z życiem bez trudu. Zdolność do świadomego wybierania w języku prawa nazywa się wolnością, zaś zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim nazywa się własnością. Ciekawe, że zdolność do odczuwania piękna nie daje się przełożyć na język prawa, chociaż takie próby były podejmowane, na przykład w postaci „socrealizmu”. Mamy zatem katalog praw naturalnych – bo żadnego z nich nie ustanowiła władza publiczna – w postaci życia, wolności i własności. Tworzą one porządek, z którym powinno być zgodne prawo pozytywne, by mogłoby być uznane za praworządne pod względem treści. Od razu widać, że jest to porządek niedemokratyczny, bo prawa naturalne z istoty nie poddają się żadnemu głosowaniu. Co więcej – przekonujemy się, że demokracja może być bezpieczna o tyle, o ile zakotwiczona jest w porządku niedemokratycznym, jakim jest porządek praw naturalnych. Widać zatem, że kwik, jaki podnosi się nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju i w wielu ościennych krajach w obronie demokracji w Polsce, to lament ignorantów…(Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Obrońcom demokracji pro memoria

podobne: Konwulsje zdychającej III RP w obronie „demokratycznego państwa prawa”  i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

A teraz przejdę do wspomnianych istotnych wg mnie kwestii, o których były jakieś wzmianki w mediach, ale nie pod tym kątem pod jakim powinny być komentowane i relacjonowane obywatelom, więc sam je skomentuję…

1. Wojciech Sumliński i wyrok na III RP.

„Wydarzenia, które do historii przejdą jako sprawa Sumlińskiego, rozpoczęły się wiosną 2008 r. Znany dziennikarz śledczy, wówczas zajmujący się przede wszystkim badaniem okoliczności mordu na ks. Jerzym Popiełuszce i niejasności związanych z późniejszym śledztwem, został poddany całej serii represji, które doprowadziły go do próby samobójczej…

Sprawa ciągnie się tygodniami, miesiącami, wreszcie – latami. Z dala od centrum Warszawy (sądy na ul. Kocjana znajdują się na dalekiej Woli, zaledwie trzy przystanki od granic miasta), a przede wszystkim z dala od zainteresowania mediów. Obserwując rozprawy od grudnia 2013 r., znam sytuacje, gdy ważne, choćby z racji problemów z pamięcią nadających się do podręczników medycyny, zeznania ministra Grasia bądź byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka odbywały się bez udziału choćby jednego dziennikarza. Przez wiele miesięcy jedynym źródłem informacji o przebiegu procesu był starannie prowadzony blog Andera, później dołączyły do niego relacje na kilku portalach, a także nadawane na żywo przez autora niniejszego tekstu korespondencje na Twitterze. Do lata 2015 r., kiedy odbyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego, media zainteresowały się sprawą chyba tylko raz – gdy w sądzie pojawił się Antoni Macierewicz.

Bronisław Komorowski, postać w sprawie Sumlińskiego kluczowa, czeka wciąż na wyjaśnienie swojej roli w tym zdarzeniu. Przesłuchanie, które zgromadziło większość ważnych mediów, lecz nie zostało przez nie praktycznie odnotowane, niewiele wyjaśniło.

Z zeznań świadków wiemy jedynie, że Komorowski był zainteresowany propozycją dostępu do tajnego aneksu, jaką miał mu złożyć Tobiasz. Tego, że był on centrum prowokacji wobec dawnej komisji weryfikacyjnej WSI, której ostatnim akordem jest proces Sumlińskiego, domyślać się możemy z zeznań innych osób, a przede wszystkim z wypowiedzi i książek samego Wojciecha Sumlińskiego.

Istotne dla pokazania dwuznacznej roli byłego prezydenta okazały się niedawne zeznania Krzysztofa Winiarskiego, który zeznał, że Komorowski podczas rozmowy dotyczącej spłaty zobowiązań państwa wobec powiązanego ze służbami biznesmena w zamian za przekazanie haków na polityków PiS u, pytał również o Wojciecha Sumlińskiego. W tym samym czasie zastępca szefa ABW Jacek Mąka miał proponować udział w prowokacji wymierzonej przeciwko dziennikarzowi, innemu ważnemu świadkowi – Tomaszowi Budzyńskiemu, emerytowanemu oficerowi tej agencji. Wkrótce potem doszło do zatrzymania, które stanowi oficjalny początek opisywanej sprawy…

…Wydany w środę wyrok zaskoczył. Zaskoczył z punktu widzenia praktyki sądowej Trzeciej Rzeczypospolitej. Sędzia Stanisław Zdun skazał Aleksandra L. na cztery lata więzienia bez zawieszenia, równocześnie uniewinniając Wojciecha Sumlińskiego. Wyrok był więc całkowitym przeciwieństwem oczekiwań prokuratury, uzasadnienie zaś całkowitym zaprzeczeniem jej narracji. Zdun powtórzył wszystkie pozapolityczne elementy z mów obrońców, wykazał całkowitą niewiarygodność zeznań L., a przede wszystkim nieżyjącego Leszka Tobiasza. Tobiasz jest tu głównym czarnym charakterem, autorem prowokacji, niemającym jednak żadnych dowodów. L. jest współwykonawcą, a w najlepszym razie ofiarą prowokacji Tobiasza, co jednak nie zwalnia go od odpowiedzialności za próby płatnej protekcji, jakie zostały udowodnione w postępowaniu. Na udział Sumlińskiego w tych samych próbach nie znaleziono natomiast żadnych dowodów. Czyn L. był haniebny – jak mówił sędzia Zdun – i zagrażał bezpieczeństwu kraju. Oprócz więzienia sąd zdecydował również o grzywnie, gdyż, jak zwrócił uwagę sędzia Zdun, L. nadal pobiera wysokie świadczenia. Z obawy o możliwość ucieczki skazanego za granicę zastosowano wreszcie środek zapobiegawczy w postaci odebrania paszportu…

…Jest to historyczny dzień dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. I nie tylko dla niego, przekonaliśmy się bowiem, że człowiek, mający do dyspozycji głównie własne zasady moralne, wiarę i determinację, a przy tym wsparcie kilku podobnych sobie zapaleńców (i oczywiście najbliższych), nie jest bez szans w starciu z niepokonaną machiną zakorzenionej w PRL u niesprawiedliwości.

Równocześnie jednak jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego, które przez lata próbowało sprawę zamilczeć. Obok patologii służb sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów. Rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznie – niech to będzie kolejny optymistyczny wniosek ze środowego wyroku.” (Krzysztof Karnkowski • Gazeta Polska Codziennie)

całość tu: Wyrok na III RP

podobne: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. oraz: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego… pisze bezczelnie Pan Karnowski, który reprezentuje dokładnie to samo środowisko, tylko z innej (rzekomo „prawej i sprawiedliwej”) mańki. Wystarczy sobie bowiem przypomnieć niedawne równie haniebne przemilczanie przez tzw. „media niezależne” (do których Pan Karnowski się samozwańczo zalicza) rozprawy na której zeznawał ważny świadek w procesie Sumlińskiego – niejaki Winiarski, którego zeznania uznano publicznie w owych mediach jako NIEWIARYGODNE:

„…Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej…” (całość tu: Parasol ochronny nad Komorowskim?),

…czy to nie jest wystarczający powód do tego żeby fala obrzydzenia zalała każdego przyzwoitego człowieka, jeśli ludzie wywodzący się ze środowiska tzw. „niezależnych mediów” wycierają sobie gębę procesem człowieka, do którego ułaskawienia przyczynił się świadek uznany przez tych samych ludzi za „niewiarygodnego”? Przyganiał kocioł garnkowi Panie Karnowski. Zgadzam się ze stwierdzeniem że sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów… i że rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznietyle że jak to się ma do „was”, którzy odegraliście w tej patologii również swoją niechlubną rolę… (Odys)

2. „Skandal w MON” i „nocne wtargnięcie do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”.

„…Decyzją ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza do dyspozycji szefa MON zostali przeniesieni płk Krzysztof Dusza i gen. Piotr Pytel. Całe przedpołudnie trwała medialna histeria na temat wejścia do pomieszczeń Centrum Kontrwywiadu NATO…

…Część kierownictwa miała mieć podpisane wieloletnie kontrakty opiewające na około 20 tys. zł miesięcznie. Okazało się również, że część kadry mają stanowić byli żołnierze Wojskowych Służb Informacyjnych.

…Mieliśmy utracić wiarygodność, a „sprawa odbije się szerokim echem” i „będą tego bolesne konsekwencje”. Minister Tomasz Siemoniak publicznie przepraszał Słowaków, którzy z nami współtworzyli CEK. Do wyrazów potępienia przyłączyli się politycy innych partii opozycyjnych.

I taka jatka medialna trwała do południa, kiedy to z kwatery głównej NATO nadszedł komunikat, że wszelkie decyzje w sprawie CEK należą do Polski, ponieważ Centrum nie jest w strukturach Sojuszu.

Warto zwrócić uwagę, że w nagonce na Służbę Kontrwywiadu Wojskowego umknęła najważniejsza kwestia – co było powodem nocnego wejścia do pomieszczeń CEK. Otóż odwołani szefowie CEK nie chcieli przyjąć swoich dymisji do wiadomości, nie zamierzali opuścić zajmowanych biur i nie chcieli przekazać dokumentów. Stąd nocna interwencja.” (niezalezna.pl)

źródło: Kompromitacja szczujni

„…Dufny w siłę swoich partyjnych opiekunów – nie podporządkował się aktualnym wojskowym przełożonym, a fizycznie odsunięty od urzędu – udał się na skargę do swoich rzeczywistych mocodawców.

To niespotykany ewenement – wysokiej rangi oficer wyznaczony na szefa Centrum Ekspertskiego Wywiadu NATO – nie zna podstawowych reguł obowiązujących w każdej armii świata od czasów babilońskich. Jeżeli płk Dusza poczuł się pokrzywdzony – miał do dyspozycji służbową drogę odwoławczą. Może zresztą z niej nie korzystać po odejsciu do cywila i dochodzić swoich praw w sądach poiwszechnych. Oczywiście w każdym razie obowiazuje go wojskowa tajemnica, zdradzenie której skutkuje poniesieniem kary do najwyższej włącznie. W chwili obecnej mamy stan buntu, który powinien powodować degradację oficera i szybkie wydalenie ze służby. Niezależnie od tego powinien ponieść karę za narażenie na szwank dobrego imienia polskich wojskowych służb specjalnych.

Jednakze większą jeszcze szkodę dla wizerunku tych służb i Wojska Polskiego wyrządzili byli ministrowie ON z ramienia PO, a szczególnie niejaki Siemoniak. Abstrahuję od tego, że razem z Tuskiem ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za doprowadzenie do znacznego osłabienia gotowości bojowej naszej armii (…) Odkładał w nieskończoność realizację projektu WISŁA, NAREW, czy śmigłowcowego. Teraz jednak Siemoniak dopuscił się – nie wacham się powiedzieć – zdrady interesów Polski. Nie sprawdził stanu faktycznego, tylko w mediach wygłasza bzdury, że Macierewicz zaatakował placówkę NATO zainstalowaną w Polsce. Tak może powiedzieć tylko nieuświadomiony dureń, a nie były minister ON…” (Janusz40 • blogpress.pl)

całość tu: Skandaliczne i kretyńskie wypowiedzi byłego szefa MON

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał „wojny na haki”. a także: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? i to: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”). i jeszcze: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega.

Po pieniądzach jakie miały się w tym paśniku przewalać, i po tym jak centrum dowodzenia NATO odcięło się od całego „projektu” nazwanego szumnie „Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”(?), jestem bardziej skłonny do wniosku że ten kwik (kolejny w ostatnich tygodniach) jest prędzej spowodowany bólem odrywania ryja od koryta poprzedniej władzy, niż ma cokolwiek wspólnego z troską o państwo przed jego „osłabianiem”, czy z „wstydem” przed naszymi sojusznikami, skoro najważniejszy organ (czyli wspomniane centrum dowodzenia NATO) jasno dał do zrozumienia że ma tę sprawę gdzieś, i że całe to CEK nie ma z NATO nic wspólnego (poza nazwą). Pozostaje zatem pytanie czy nowy MON nie powinien przypadkiem całe to towarzystwo (a nie tylko dwóch funkcjonariuszy) dyscyplinarnie i ze skutkiem natychmiastowym rozwiązać, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na konkretne cele wojska… (Odys)

„…Tylko w Republice Okrągłego Stołu było możliwe kooptowanie, korumpowanie, uwłaszczanie i dopuszczanie do zyskownych interesów, głównie kosztem majątku narodowego, części postsolidarnościowych elit. Tylko w takiej republice było możliwe wykreowanie ogromnej części elity biznesu i pieniądza w oparciu o fundusze i z pomocą tajnych służb – na początku tych peerelowskich, a potem tych z rodowodem III RP. Tylko w takiej republice autorytetami zostawały osoby dające legitymację, gwarancje i ideologiczne uzasadnienia pookrągłostołowemu porządkowi. Tylko w Republice Okrągłego Stołu możliwa była negatywna selekcja w nauce, kulturze czy głównych mediach.

Zakończenie istnienia Republiki Okrągłego Stołu byłoby nie tylko aktem historycznej sprawiedliwości, ale także pozbyciem się ogromnego brzemienia (tych wszystkich uprzywilejowanych kast i grup interesów) hamującego rozwój Polski i dobrobyt przeciętnych ludzi… 

Opór beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu jest oczywisty i był łatwy do przewidzenia. W innym systemie większość z nich byłaby po prostu nikim. Oni walczą o życie, o byt, o status majątkowy i prestiż społeczny, o uprzywilejowaną pozycję swoich dzieci, o wpływy i możliwości życiowe. Oceniam grupę beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu na około milion osób. Ale ona ma ogromne wpływy i możliwości, zarówno z powodu posiadania pieniędzy i innych zasobów, jak i znajomości, wpływu na media czy możliwości urabiania opinii publicznej i hodowania sobie uzależnionej klienteli. Oni wiedzą, że bój to jest ich ostatni. I odwrotnie, obóz zmiany skupiony wokół PiS też wie, że jeśli nie teraz, to Republika Okrągłego Stołu będzie trwać w Polsce przez kolejne dziesiątki lat. To jest naprawdę poważna sprawa. Znacznie poważniejsza niż wynikałoby z medialnego przekazu, który istotę i znaczenie tej gry próbuje ukryć albo rozwodnić.” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: To nie jest zwykła polityczna walka. Gra się toczy o likwidację Republiki Okrągłego Stołu

…więc ja z uporem maniaka będę zadawał to pytanie, które każdy myślący obywatel, a przede wszystkim płatnik na te wszystkie urzędnicze paśniki powinien sobie zadać. Panie Janecki (i reszto „rozliczaczy”) – czy wraz z usuwaniem osób o których bez przerwy słyszymy z ust polityków obecnie rządzącego obozu (mieniącego się być prawem i sprawiedliwością), obóz ten nie powinien zgodnie z Pańską intencją jednocześnie likwidować tych wszystkich szkodliwych i nikomu nie potrzebnych stanowisk/urzędów i „służb”, których to poprzednia władza niegospodarnie namnożyła? Czy też jako podatnicy (o których dobro i portfele tak bardzo Pan Janecki się troszczy) mamy się zadowolić tym, że kilku się wyrzuci a na ich miejsce zatrudni „właściwie myślących” z „jedynie słusznego” obecnie, politycznego klucza (wmawiając ludziom że „nowi” nie będą „partyjni”)? Co komu przyniesie zmiana na stanowisku jednej kosztownej świnki na drugą? Obywatelowi nic z tego powodu w portfelu nie przybędzie, zwłaszcza jeśli nowe władze wcale nie zamierzają zaciskać pasa państwowej hydrze, a wręcz przeciwnie. Retoryka  nowej władzy to typowo etatystyczny bełkot socjalistów z naciskiem na „uszczelnienie systemu fiskalnego” (do którego wiadomo kto wpłaca a kto korzysta), po to by móc się umościć na nowych włościach i dalej popuszczać pasa, co może okazać się w niedalekiej przyszłości bardzo kosztowne dla podatników… (Odys)

podobne: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę?

…Czy to właśnie z tego powodu PIS potrzebuje zniszczyć ideę (uprawnienia) Trybunału Konstytucyjnego – ostatniego bezpiecznika między zapisanymi w Konstytucji prawami własności i wolności obywateli, a zakusami pazernej władzy, po to by móc swobodnie się na nie zamachnąć jak już nowej władzy zabraknie do pierwszego?

Dlatego na koniec trzecia ważna informacja i najważniejsza moim zdaniem kwestia, bo naruszająca w sposób bezpośredni nasze obywatelskie prawa do bezpieczeństwa przed nieodpowiedzialnymi politykami. Bo to że dwa obozy polityczne się ścierają (nie robiąc sobie przy tym zbyt wielkiej krzywdy 🙂 ), nie jest aż tak istotne dopóki są zajęte sobą a obywatele nic na tym nie tracą (poza rzecz jasna finansowaniem tego zoo bo już nawet nie cyrku). Gorzej kiedy „przy okazji” tej walki naruszane są fundamentalne zasady chroniące nas – obywateli przed tą całą wścieklizną polityczną… (Odys)

3. Prokurator Generalny: TK nie ma prawa orzekać ws. uchwał Sejmu.

W uzasadnieniu, do którego dotarł portal Polityce.pl stwierdza, że TK przekroczyłby swoje kompetencje orzekając ws. uchwały Sejmu.

Zakwestionowane [przez grupę posłów wnioskującą do TK– red.) uchwały nie są aktami normatywnymi, lecz aktami stosowania prawa. Kompetencje kontrolne Trybunału Konstytucyjnego obejmują wyłącznie ocenę aktów normatywnych i nie rozciągają się na akty stosowania prawa, choćby wydawano je powołując się wprost na kwestionowane przepisy

— podkreśla Prokurator Generalny.

Przywołuje jednocześnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2001 roku:

Trybunał kilkakrotnie już podkreślał, iż jego właściwość rozciąga się na akty normatywne, nie obejmuje natomiast aktów indywidualno-konkretnych. Trybunał posługuje się przy tym materialną definicją aktu normatywnego, co oznacza, iż chodzi o akty zawierające normy generalne i abstrakcyjne, które charakteryzują się cechą powtarzalności. Nie mają tych cech akty adresowane do indywidualnego podmiotu, dotyczące konkretnej sprawy czy sytuacji, których stosowanie ma charakter jednorazowy.

W nawiązaniu do powyższego wyroku, Prokurator Generalny stwierdza, że TK nie ma prawa wyrokować w sprawie sędziów. Nie może więc stwierdzić, czy Sejm legalnie unieważnił wybór „platformerskiej piątki”, ani czy legalnie wybrał ich następców…”

źródło: wpolityce.pl

Ja tylko chciałbym zwrócić uwagę na wielce frapujący problem dotyczący (a jakże! bo to w końcu na czasie) „nieopatrznego” obrzydzania Polakom przez obecną władzę instytucji TK. Które jest prowadzone z rozmysłem na zdyskredytowanie, aby nikt po trybunale nie płakał kiedy zostanie zlikwidowany/zmarginalizowany/sparaliżowany. Ja doskonale rozumiem potrzebę czyszczenia wymiaru sprawiedliwości, służb bezpieczeństwa, i resortów administracji z wrażego (post)komunistycznego elementu bo jest on niewiarygodny i tu moja PEŁNA zgoda. Nie rozumiem tylko (a raczej rozumiem 🙂 ale o tym dopowiem tylko jak ktoś zapyta) dlaczego PIS wylewa dziecko z kąpielą którym jest właśnie instytucja TK (nie mylić z poszczególnymi sędziami) – tj. organ który został stworzony po to by stać na straży zgodności z Konstytucją (w której zapisane są również NASZE – OBYWATELI prawa i wolności) wszelkich aktów prawnych, na które mogliby wpaść kiedykolwiek (a nie tylko za obecnej władzy) jacykolwiek politycy.

Otóż zohydzenie tej instytucji w taki sposób w jaki to robi PIS, lekceważąc sobie jej postanowienia, bez merytorycznego uzasadnienia, a bazując wyłącznie na „niejasnych” procedurach prawnych, a przede wszystkim żerując na populizmie hasła „koniecznych zmian” (koniecznych dla kogo? w jakim wymiarze? i co w zamian?) jest bardzo niebezpieczne właśnie dla nas zwykłych obywateli. Oto właśnie nie Pan Prokurator „Genialny” zawyrokował że uchwały Sejmowe nie podlegają rozpatrywaniu przez TK pod względem ich zgodności z Konstytucją (pomimo tego że są aktami niższego rzędu od Konstytucji właśnie). Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego rozstrzygnięcia. Jeśli bowiem Konstytucja ma pozostać najwyższym z możliwych aktem prawa powszechnie obowiązującego, to odebranie TK prawa orzekania o zgodności z Konstytucją aktów niższego rzędu (a takim aktem prawa jest również uchwała Sejmu) umożliwia Sejmowi (tj. politykom) uchwalanie w przyszłości (całkowicie bezkarnie!) prawa niezgodnego z Konstytucją! I nikt już nie będzie w stanie powstrzymać posłów przed tego rodzaju zakusami. To oznacza że nasze wolności zapisane w Konstytucji mogą być BEZPRAWNIE i BEZKARNIE naruszane przez polityków jeśli tylko takie bezprawie będzie głosowane w formie uchwały Sejmu.

Jak dla mnie nie ma się z czego cieszyć. Broń nas teraz Panie Boże przed zachłannością i totalitarnymi zakusami polityków (w tej czy w przyszłej kadencji). Tymczasem władza sobie „pozwala” i nadaje kolejne uprawnienia przepalając bezpiecznik jakim między sejmem a obywatelami jest TK. To że ten Trybunał zachowywał się w wielu kwestiach nie jak obrońca naszych praw a raczej jak sługus polityków w niczym nie zmienia faktu że sama instytucja jest potrzebna. Wystarczy TYLKO zmienić sposób wybierania sędziów do tego organu w taki sposób by TK przestał być ciałem politycznym. Tymczasem nie widzę korzyści dla nas szarych obywateli z tego, że Kaczyński i sp-ka sparaliżują ten organ całkowicie. Jeśli ktoś takowe widzi to chętnie się dowiem jakie. Powinno się naprawić funkcjonowanie TK (bo to prawda że on źle funkcjonuje) ale nie można go paraliżować, robiąc jednocześnie furtkę dla samowoli polityków w postaci potencjalnych złych uchwał (mało jeszcze złego prawa krąży w obiegu? No to teraz hulaj dusza!). Czy ktokolwiek z wychwalających obecną władzę jest w stanie zagwarantować Polakom teraz (i na przyszłość) że żaden sejm nie naruszy naszych praw? Sędziowie przychodzą i odchodzą ale złe prawo i furtka dla chciwych polityków pozostanie.

Bo choć „prawo jest prawo”, to co zrobimy biedne żuczki jeśli ktoś kiedyś „zgodnie z prawem” uchwałą sejmową przepchnie pomysł że obywatel winien jest państwu cały swój dorobek? Na jakim prawie się wtedy oprzemy, i kto stawi opór pazerności polityków? Gdzie jest prezydent?! Czemu w tak ważnej sprawie nie wykazuje własnej inicjatywy, ale zachowuje się jak rezydent-marionetka (Kaczyńskiego), szkodząc zarówno swojemu wizerunkowi jak i powadze urzędu. Prezydent jako „obrońca obywateli” powinien stawiać tamę zbytnim zakusom władzy ustawodawczej, tymczasem po „ułaskawieniu” Kamińskiego ten człowiek wyświadcza (a raczej popełnia) kolejne „przysługi” obecnej władzy w imię partykularnych partyjnych interesów. Pomijając milczeniem takie kwiatuszki do kożucha jak palenie świec chanukowych przez tego „katolika”, czy firmowanie Owsiaka przekazaniem mu prezydenckich nart… (Odys)

„…największy koszt polityczny pierwszego okresu rządów PiS poniósł właśnie Andrzej Duda – przede wszystkim dlatego, że został zmuszony do wsparcia pacyfikacji Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy mógł w tej sprawie wystąpić jako choćby pozorny rozjemca, z jednej strony nie rezygnując z neutralizacji niechętnych nowej władzy tendencji w TK, ale z drugiej – promując dobre ustrojowo rozwiązania, takie jak choćby proponowany przez klub Kukiz ’15 wybór sędziów TK większością dwóch trzecich głosów. Zamiast tego bez oporów (na zewnątrz, bo wewnątrz pałacu takie były) podpisał błyskawicznie przygotowaną przez PiS i firmowaną przez posła Piotrowicza nowelizację, a następnie – co było gigantycznym błędem i prawdopodobnie przyklei się do wizerunku prezydentury na zawsze – zaprzysiągł nowych sędziów w środku nocy. Jeżeli Duda ma dziś problem z opinią prezydenta partyjnego (podkreślam: prezydent partyjny to co innego niż prezydent z wyrazistymi poglądami politycznymi, co jest całkowicie normalne), to właśnie z tego powodu. Tak więc szkody wizerunkowe, jakie poniósł Duda, były związane z poważnym sporem ustrojowym, w którym prezydent miał szansę odegrać rolę bynajmniej nie marionetkową…” (Łukasz Warzecha • wpolityce.pl) całość tu: Narty dla Owsiaka, czyli błąd prezydenta

podobne: TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego. oraz: Rola prezydenta RP

tymczasem na dniach…

4. TK powtórzył (potwierdził) stanowisko Prokuratora Generalnego ograniczając sobie samemu możliwość badania pod względem zgodności z Konstytucją Uchwał Sejmowych:

„…W piątek TK informował, że odwołał zapowiedzianą na 12 stycznia rozprawę w sprawie tych 10 uchwał Sejmu. W poniedziałek TK ujawnił zaś, że w czwartek, 7 stycznia, 10 sędziów TK umorzyło merytorycznie sprawę tych 10 uchwał. Skargę złożyła grupa posłów PO, do której przyłączył się RPO Adam Bodnar.
Oceniając uchwały o braku mocy prawnej wyboru 5 sędziów przez poprzedni Sejm, TK ustalił, że nie mogą być one uznane za akty normatywne. Trybunał uznał zatem, że postępowanie w tym zakresie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia.
Z kolei uchwały o ponownym wyborze 5 sędziów TK zaliczył do „kategorii uchwał nieprawotwórczych, przez które Sejm miałby realizować funkcję kreacyjną w odniesieniu do organów władzy publicznej”, wobec czego nie mogą one zostać uznane za akty normatywne. TK stwierdził, że również w tym zakresie postępowanie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia…”  (całość tu: Trybunał Konstytucyjny umorzył sprawę dot. powołania 5 sędziów)

…zanim to jednak nastąpiło, miała miejsce osobliwa rozmowa między Panem Dudą (prezydentem) a przewodniczącym TK prof. Rzeplińskim, który tak jak wcześniej odgrażał się że będzie stał na straży zgodności z Konstytucją prawa stanowionego przez PIS tak teraz zmienił gwałtownie zdanie. I tak jak on nie chce powiedzieć dlaczego mu się odwidziło tak Pan Duda nie chce zdradzić opinii publicznej czego dotyczyła wspomniana rozmowa:

„…Jeszcze nie minęło 48 godzin od godzinnej, poufnej rozmowy prezesa Trybunału Konstytucyjnego, pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego z panem prezydentem Andrzejem Dudą, a już Trybunał Konstytucyjny odroczył termin rozpatrywania skarg na uchwały sejmu dotyczące wyboru sędziów Trybunału. Posiedzenie, które miało rozpocząć się 12 stycznia, zostało odroczone, póki co, bez wyznaczenia następnego terminu. Ani pan prezydent, ani pan prezes Trybunału, którego przesłuchaniu I stopnia poddał mianowany na proroka mniejszego (i stąd ten tylko I stopień, bo do przesłuchań II i III stopnia trzeba mieć specjalne zezwolenie od RAZWIEDUPR-a), nie puścił farby, co właściwie spowodowało, że prześwietny, niezawisły – bo jakże by inaczej – Trybunał Konstytucyjny – jednak odroczył rozpatrywanie zasadności tych wszystkich skarg – bo przecież od strony konstytucyjnej żadna zmiana nie nastąpiła. Konstytucja jest cały czas taka sama, jak była i przedtem, podobnie jak teorie sławnych jurysprudensów – na przykład pana profesora Zolla, czy pani profesor Ewy Łętowskiej.

Inna rzecz, że ci jurysprudensi, owszem kombinują, ale w granicach wyznaczonych przez starszych i mądrzejszych. Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…

Ciekawe tedy, co zobaczył pan prof., Andrzej Rzepliński podczas godzinnej rozmowy za zamkniętymi drzwiami u pana prezydenta, któremu pan minister Antomi Macierewicz mógł przecież to i owo powiedzieć na temat zawartości Zasobu Zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej, w którym Wojskowe Służby Informacyjne zdeponowały dane swoich konfidentów w przekonaniu, że nigdy, a w każdym razie nieprędko ujrzą one światło dzienne. Ale co jeden człowiek zakrył, to drugi odkryje i pewnie dlatego i z pana prezesa Rzeplińskiego zaczyna uchodzić powietrze i Trybunał spuszcza z tonu…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ujrzał ducha?

…długo na reakcję samego Rzeplińskiego nie trzeba było czekać. Szybko okazało się że niewzruszalne zasady „demokratycznego państwa prawa” są jednak do obejścia, i że mogą one być przedmiotem „kompromisu”, choć wcześniej zapowiadano walkę o ich niewzruszalność do upadłego 🙂

„…Rzepliński podkreślił, że ws. TK czeka na ruch ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Zaprzysiężenie przez prezydenta jednego z trzech sędziów wybranych przez PO i objęcie przez niego urzędu, oznaczałoby, że prezydent zdecydował, że ci trzej wybrani 8 października przez PO zostaną sukcesywnie sędziami. To otworzyłoby mi drogę do działania – twierdzi prezes Trybunału…” (Rzeczpospolita, wpolityce.pl)

całość tu: Prof. Rzepliński: „To nie był skok na Trybunał, ale głupota. Posłom PO wydawało się, że będą bez wysiłku rządzić po wyborach”

…Powstaje pytanie – jakież to wynikły „równiejsze” okoliczności że nawet prawo okazało się wobec nich mniej równe? Trochę światła na tę tajemniczą i nagłą zmianę stanowiska o 180 stopni Pana Rzeplińskiego (i części Trybunału) może rzucić kwestia związana z zapytaniem jakie swojego czasu złożył z mównicy sejmowej Pan Zygmunt Wrzodak…

„…Zdaniem byłego już posła w ministerstwie sprawiedliwość są zeznania płk. Pietruszki, który miał w obecności prof. Rzeplińskiego zeznawać nt. zleceniodawców mordu bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz miał mówić kto chciał zabić biskupa Gulbinowicza!…

…Spisano na tę okoliczność odpowiedni dokument w obecności pana Rzeplińskiego i nieżyjącego już pana Nowickiego. Pan płk Pietruszka pokazuje cały mechanizm zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Pan płk Pietruszka mówi, kto z MSW zlecił zamordowanie i zamordował Piotra Bartoszcze. To przesłuchanie było w obecności pana Rzeplińskiego. Co zrobił z tą informacją pan prof. Rzepliński?

Następnie pan Rzepliński, słuchając wypowiedzi pana płk. Pietruszki, który mówił wprost, że generał Kiszczak kazał mu poddać się uwięzieniu, ponieważ on musi chronić pana gen. Jaruzelskiego i pana Kiszczaka. Pan Pietruszka zgodził się na więzienie, bo sąd był w tym momencie ustawiony i prokuratura ustawiona. I rzeczywiście taki wyrok, jaki ustawili przed rozprawą, dostał pan Pietruszka. Pan generał Kiszczak obiecał panu płk. Pietruszce stopień generała po wyjściu z więzienia.

Myślę, że tę informację posiada pan prof. Rzepliński. Pan prof. Rzepliński pod tymi zeznaniami pana esbeka Pietruszki podpisał się i te dokumenty są w Ministerstwie Sprawiedliwości…” (całość tu: Czy prezes TK, prof. Rzepliński ukrywa morderców ks. Popiełuszki?)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

…Pytanie jest proste. Czy Pan Duda i włodarze PISu dysponują taką wiedzą, a jeśli tak to czemu jej nie ujawniają skoro pragną sprawiedliwości a nie politycznych gierek? Tymczasem zamiast rozliczać poprzedni układ nowe władze same wchodzą w podejrzane „dile” i „kompromisy”, trzymając ciemne sprawki poprzedników pod kloszem w archiwach MSW, MON i IPN dla swoich politycznych interesów. Bawią się jak mafiozi szantażując i grając teczkami z ludźmi, którzy powinni ponieść za swoje czyny odpowiedzialność a nie zajmować intratne i odpowiedzialne stanowiska państwowe. Czym w związku z tym różni się PIS od PO którą wielu włodarzy z obecnej partii rządzącej nazywa „układem”, „mafią” tudzież „zdradą narodową”. W związku z powyższym należy sobie postawić kolejne pytanie…(Odys)

5. Kto tu w końcu jest postkomunistą i czy patriota może być socjalistą?

„…Bardzo wielu komentatorów biadoli nad upadkiem autorytetu Trybunału. Wydaje się jednak, że zamieszanie wokół TK może mieć pozytywne konsekwencje.

Pierwszą jest zauważalny dla dość szerokiego grona Polaków upadek mitu niezawisłości sądu konstytucyjnego. Okazało się bowiem, iż jest on wyłącznie „zawisły”, i to na wpływach korzeniami sięgających PRL. W tym gronie, które część żurnalistów propagandystów prezentuje jako „mędrców”, są ludzie czujący się jak ryba w wodzie w czasach braku wolności i sprawiedliwości, czyli w państwie komunistycznym. Ba, jest nawet doradczyni zbrodniarza komunistycznego Czesława Kiszczaka. To doprawdy niezwykła sytuacja – zgodność prawa z konstytucją ma w demokratycznym państwie oceniać prawnik doradzający politykowi odpowiedzialnemu za mordowanie ludzi. Ktoś, kto nie miał oporów przed usługiwaniem zleceniodawcy zabójstw i prześladowań, ma dzisiaj wyznaczać standardy praworządności! Jaka jest wiarygodność takiego przedstawiciela Temidy? Dokładnie taka, jaką miały sądy w PRL.

Po drugie: zaangażowanie polityczne sędziów Trybunału pokazało jak na dłoni jedną z największych patologii polskiego sądownictwa, czyli służalczość wobec grup interesu. W komunistycznej rzeczywistości sądy oddawały się komunistyczno-bezpieczniackim klikom, w rzeczywistości postkomunistycznej niektóre pozostawały wierne dotychczasowym panom, inne szukały nowych patronów. Nie przez przypadek to właśnie składy sędziowskie były najważniejszym i najskuteczniejszym wsparciem zbrodniarzy komunistycznych w unikaniu sprawiedliwości. Sam Kiszczak mógł się wykpić kserokopią zwykłego zwolnienia lekarskiego i latami drwić z tych, którzy próbowali doprowadzić go do poniesienia kary za zbrodnie.

Doprawdy, niewiele (a być może nic) dzieli słynnego sędziego na telefon z Gdańska od szefostwa dzisiejszego Trybunału, które przymykało oczy na łamanie prawa przez posłów ubiegłej kadencji wyłącznie dlatego, że beneficjentami tego procederu byli ich polityczni patroni. Nawet jeśli w najbliższych tygodniach prezes Rzepliński i jego ekipa rakiem wycofywają się z konfrontacji z parlamentem, sprawy nie można uznać za zakończoną. Większość rządząca musi przygotować kompleksową reformę czy wręcz sanację wymiaru sprawiedliwości, która obejmie również Trybunał.

Postkomunizm w polskich sądach wreszcie musi się skończyć. (Katarzyna Gójska-Hejke • Gazeta Polska)

źródło: Trzeba skończyć z postkomunizmem w sądach

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…no i ja się gorąco zgadzam z Panią Katarzyną. Potrzeba gruntownych i rzetelnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, przede wszystkim jego odpolitycznienia i urządzenia sądów na kształt służby cywilnej ODPOLITYCZNIONEJ (odpowiedzialnej przed lokalną społecznością, której służą), do tego kadencyjnej w swoim urzędowaniu i pozbawionej przywilejów nietykalności. Problem polega jednak na tym, że PIS wcale nie dąży do tego rodzaju regulacji, i nie chce walczyć z postkomunizmem a wręcz przeciwnie. Własnymi „rencyma” utrwala „znienawidzony” system dążąc do centralizacji władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej w jednym upolitycznionym i upartyjnionym ręku. Gwarantują to zmiany w prawie dotyczące poluzowania służbom specjalnym możliwości inwigilacyjnych, koncentracji prokuratury w ręku polityka (Ministra Sprawiedliwości), i paraliż TK który jak się okazuje nie może badać pod względem zgodności z konstytucją uchwał sejmowych (sic!), gwarantując potencjalną swobodę posłów w uchwalaniu prawa pod siebie. Dodając do tego na wskroś socjalistyczny program gospodarczy, wzrost ucisku fiskalnego, oraz dalsze zadłużanie państwa można to co robi PIS nazwać spokojnie postkomuną właśnie. Co to jest bowiem postkomunizm? Jest to właśnie zamordyzm, etatyzm, socjalizm a przede wszystkim tzw. demokracja, która dopóki istnieje ze swoją fasadą wyborów, to biednym ludziom się wydaje że są wolni, a zamordyzm etatyzm i socjalizm to dla nich coś pożytecznego a wręcz koniecznego jeśli tylko „nasi” stoją na czele, bo tylko nasi są w stanie w tym samym systemie zaprowadzić porządek, praworządność o sprawiedliwości nie wspominając. Patologia z którą rzekomo zamierzano się rozliczać jest więc utrwalana, i nie ma w związku z tym (przy okazji) co liczyć na pociągnięcie do odpowiedzialności poprzedniej ekipy (za dokładnie to samo), o czym pisałem tu: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

PIS demagogicznie gra na emocjach, wymachując podatnemu na czerwoną płachtę komuny ludowi, po to żeby go zmobilizować i zyskać poparcie dla tandetnie zamaskowanych pod płaszczykiem „reform społecznych” czysto partyjnych planów, których średnio rozgarnięty elektorat zwolenników/niewolników tej partii nie dostrzega (lub nie chce dostrzec). Póki co wystarczą mu bowiem pseudo patriotyczne hasła, i tępa satysfakcja z kwiku odrywanych od koryta, znienawidzonych politycznych przeciwników nazywanych ogólnie „III RP”. Kiedy już ci wszyscy biedni ludzie zorientują że zostali po raz kolejny oszukani i ograbieni (z zapisanych w konstytucji własności i wolności) będzie niestety za późno. Zaślepieni hasłem „zmiana” nie widzą że jedyna „zmiana” jaka się w związku z ordynarną walką o stołki dokonuje to wymiana „elit” które z tego systemu będą korzystać. Czy dzięki temu będzie już odtąd tylko „prawie i sprawiedliwie”? Śmiem wątpić (a dlaczego to już pisałem tu: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i tu: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?).

Tym to sposobem wpis zatoczył koło, bo o tym na czym powinna polegać zmiana i sprawiedliwy system rządzenia państwem pięknie opisał Pan Michalkiewicz we fragmencie który pozwoliłem sobie przytoczyć na początku tego przydługiego wpisu. Na koniec jeszcze fragment z „coryllusa”… (Odys)

„…Państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych. Czyli wokół problemów – ile komu, jak już wszystko się ukradnie. Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję.
(…) Nie mogą powiedzieć, że demokracja jest oszustwem, muszą kokietować wyborców i kłamać, że pozałatwiają wszystkie ich sprawy. Jeśli rozumieją ryzyko, będą bardzo ostrożni, jeśli nie ich działanie prędzej czy później doprowadzi ich do śmierci. W tym pierwszym przypadku – jeśli będą ostrożni – rozczarują tych wszystkich, którzy oczekują zmian, w drugim po prostu znikną. Jakby nie było, następna u steru będzie już prawdziwa lewica, z Zandbergiem na czele, a tego możemy zwyczajnie nie przeżyć. (…)
Problem socjalistów-patriotów polega na tym, że nie rozumieją oni iż są pewnym etapem. Tak jak małorolny chłop, którego obdzielili ziemią dziedzica nie rozumie, że jego gospodarstwo to tylko etap przejściowy pomiędzy latyfundium a polem golfowym, lub między latyfundium a nieużytkiem celowo nieużytkowanym. Z tymi małorolnymi jest kłopot, albowiem oni są najwierniejszymi sojusznikami socjalistów. Oni są zawsze przeciwko establishmentowi, bo ten w końcu musi zrozumieć, że dla państwa prawdziwego nie ma innej drogi jak obniżanie kosztów produkcji żywności, co wiąże się z komasacją gruntów. Z małorolnymi jest kłopot, bo człowiek musi jeść, w dodatku w każdych warunkach, nawet kiedy panuje realny socjalizm, czyli prawdziwa herezja. Małorolny wtedy ocaleje, pod warunkiem, że nie mieszka w Rosji, ocaleje, bo ktoś musi produkować żywność na rynek wewnętrzny. Żywność, która dystrybuowana jest nielegalnie rzecz jasna, ale za wiedzą i pozwoleniem władz. I to on będzie przekaźnikiem socjalistycznych złudzeń dalej w przyszłość. Identycznie jest z socjalistą patriotą, który będzie opowiadał o bohaterstwie tych co ginęli w kazamatach, a wcześniej rzucali bomby, będzie organizował rocznice, miesięcznice i co tam jeszcze, machał flagą i wznosił okrzyki, a jak dostanie jakieś ekstra pieniądze to postawi pomnik żołnierzy wyklętych przez banki. I co najgorsze i najważniejsze, będzie przygotowywał kolejne pokolenia do ponoszenia krwawych ofiar bez nadziei na sukces i nazywał to edukacją patriotyczną…” (coryllus)

całość tu: Czy socjalista może być dobrym patriotą?

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Reklamy

Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku? Rosja odrzuca oskarżenia o zestrzelenie Boeinga. Podejrzany o morderstwo Litwinienki chce zeznawać. Niemcow zginął za pomoc USA?


1. Polskie służby chętnie i bez odpowiedniej kontroli sięgają po dane PolakówSpeckomisja o rosyjskiej wojnie propagandowej.

19.03.2015 (IAR) – Blisko dwa miliony dwieście tysięcy razy, swobodnie i bez większego nadzoru polskie służby sięgały po dane obywateli znajdujące się w posiadaniu firm telekomunikacyjnych– podała Fundacja Panoptykon. Informacja dotyczy ubiegłego roku.

Panoptykon- organizacja zajmująca się monitorowaniem działań państwa w sferze nowych technologii – zwraca uwagę, że inne dane na ten temat przedstawia Urząd Komunikacji Elektronicznej, a inne – większe – same służby.

Zapytań służb jest więcej niż w ubiegłych latach, a skala zainteresowania szeroka i systematycznie wzrasta – mówi, IAR Katarzyna Szymielewicz prezes Fundacji Panoptykon. Dwa lata temu było ich około milion siedemset siedemdziesiąt tysięcy.

Obawy fundacji budzi fakt, iż w Polsce służby nie muszą prawie w ogóle swoich żądań uzasadniać. Nie wiadomo, więc, czy pytania padają w sprawach najwyższej wagi, czy są wykorzystywane przy rzeczach błahych lub prewencyjnie – dodaje Katarzyna Szymielewicz: Padają pytania o billingi, dane na temat imienia i nazwiska, adresu i innych informacji podanych przez klienta w umowie z operatorem telekomunikacyjnym oraz zlokalizowanie samego urządzenia. Tak naprawdę nie ma znaczenia czy wykorzystywany jest podsłuch, czy pytanie o billing lub o lokalizację – wskazuje Katarzyna Szymielewicz. Jej zdaniem wszystkie te dane mówią o nas tak samo dużo. Dlatego wiedza jak się poruszamy i z kim rozmawiamy nie powinna być dostępna służbom bez kontroli zewnętrznej instytucji.

Panoptykon apeluje, aby szybko stworzyć odpowiednie prawo, które podda kontroli to, jakie informacje służby zdobywają od firm telekomunikacyjnych i ujednolici sposób raportowania o zbieraniu tych wiadomości. To nie skala zapytań jest najważniejsza, ale odpowiednia niezależna kontrola nad tym zjawiskiem – podkreśla Katarzyna Szymielewicz Oprócz policji z danych telekomunikacyjnych w Polsce ochoczo korzystają Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Straż Graniczna oraz instytucje kontroli skarbowej. Najwięcej pytań w tej kwestii zadaje policja około milion siedemset w ubiegłym roku. Policjanci tłumaczą, że mają swoją wewnętrzną kontrolę nad wykorzystaniem tych danych. Jednak to tylko kontrola wewnętrzna – zwraca uwagę Panoptykon.

Katarzyna Szymielewicz uważa, że zmiany trzeba wprowadzić szybko, a nadzorem nad służbami mógł by się zająć sąd.

W lipcu ubiegłego roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że cała sytuacja jest niezgodna z konstytucją. Dał ustawodawcom półtora roku na zmianę przepisów.

IAR/Grzegorz Maciak /buch

podobne: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów oraz: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

19.03.2015 (IAR) – Speckomisja o rosyjskiej wojnie propagandowej. Jej przewodniczący Marek Biernacki z PO powiedział, że rząd zamierza dofinansować służby specjalne, by mogły efektywniej tej wojnie przeciwdziałać. Podkreślił, że większośc z nas nie zdaje sobie sprawy z istnienia wojny propagandowej w cyberprzestrzeni. To widać po Ukrainie – powiedział. Dodał, że Rosja konsekwntnie działa w tej dziedzinie od 2012 roku.

Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, pułkownik Dariusz Łuczak też mówił o trwającej rosyjskiej wojnie propagandowej. Jego zdaniem, każdy sam powinien umieć ocenić, czy padł jej ofiarą. Dodał, że większość naszej społeczności nie zdaje sobie sprawy, iż przeciwnik stosuje tego typu metody.

Pułkownik Łuczak nie odpowiedział, jaką kwotą należałoby dofinansować nasze służby, by skutecznie przeciwdziałać wojnie propagandowej. Zasłonił się tajemnicą.

IAR/Naukowicz/tk

podobne: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem). i to: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle).

2. Jednak odczytano treść nośnika utopionego w Wiśle. Polaków czeka ogromny wstrząs. Zbliża się polityczne tsunami.

„Wiadomość o niemożliwości odczytania treści nośnika utopionego w Wiśle przez zatroskanych o swój los kelnerów okazała się nieprawdziwa. Czego nie mogli dokonać specjaliści wynajęci przez ABW, udało się trzem policjantom, zajmującym się na co dzień identyfikacją samochodów, na podstawie dźwięku ich silników. Często bowiem zapis obrazu zawodzi, ale piraci drogowi nie mogą się czuć bezpiecznie, ponieważ zostaną rozpoznani na podstawie analizy głosu motoru. I właśnie owi policjanci, na razie wciąż anonimowi, podjęli się rozwiązania umoczonej Wiśle zagadki i w znacznym stopniu rzecz im się udała.

Ich dokonanie może mieć wielką wagę dla dalszych losów państwa, albowiem odtworzono, prawie w całości kolejne rozmowy w znanej restauracji, w tym tak ważnych osób, jak Radosław Sikorski i Bartłomiej Sienkiewicz. Wprawdzie obaj już występowali w tym upiornym teatrzyku cenionego restauratora, ale były to duety z innymi jeszcze politykami. Poznane wczoraj treści pochodzą ze spotkania byłego ministra spraw wewnętrznych z byłym ministrem spraw zagranicznych. Na razie podajemy tylko nieliczne fragmenty odcyfrowanej rozmowy, zachowując resztę do wykorzystania w najbliższym czasie(…)

Bar. Sien. – A Ty, jak zaproponowałeś Araba do Madrytu? Też pękłeś. Donek wszystkim opowiadał, że to jego strzał w dziesiątkę. Bał się, że gdy Arab nie wyjedzie może wszystko spartolić. Wołodia proponował radykalniejsze rozwiązanie, ale tym razem Donek stchórzył. Już po śmierci chorążego Musia popadał w stany depresyjne. Tyle tych samobójstw! Nawet ruski ambasador się dziwił…

Rad. Sik. – Tym się nie przejmuj. Oni zawsze dziwią się programowo, ważne, że ich zdziwienia teraz stale pasują do naszych. Ktoś to, myślisz, koordynuje?

Bar. Sien. – Nie udawaj durnia, gdyby było inaczej, już dawno bylibyśmy tam, gdzie chciałby Jarek. Ale jego niedoczekanie!…”

całość tu: wpolityce.pl

podobne: Stanisław Michalkiewicz o przepychankach trzech stronnictw i wznowieniu śledztwa w sprawie zaniedbań w przygotowaniu podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego (z tajemniczą śmiercią świadka w tle). Lista śmierci by Krysztopa. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

3. Nowacka: Wyciek stenogramów pokazuje słabość państwaNiemcy: wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?

08.04.2015 (IAR) – Polskie władze nie stanęły na wysokości zadania w sprawie katastrofy smoleńskiej – uważa Barbara Nowacka z Twojego Ruchu. Córka Izabeli Jarugi Nowackiej, która zginęła 5 lat temu w katastrofie polskiego Tupolewa, skomentowała w ten sposób wyciek do mediów nowych ustaleń w sprawie katastrofy.

To pokazuje słabość państwa, które po raz kolejny nie stoi na wysokości zadania – powiedziała Barbara Nowacka w radiowej Trójce.

„Nie jest dobrze, że poważny dokument, jeśli go traktować poważnie, wycieka do mediów nie dając wcześniej możliwości dodatkowych ekspertyz” – powiedziała. Dodała, że samo dopuszczenie do wycieku przez prokuraturę pokazuje słabość państwa, bo – jak podkreśliła – sądy i służby chroniące bezpieczeństwa obywateli powinny być najszczelniejsze.

Barbara Nowacka krytykuje też władze za to, że nie informują rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o ważnych sprawach dotyczących śledztwa.

„Dostajemy informacje na przykład o tym, że powołano nowego tłumacza, nowego biegłego, natomiast o nowych zapisach z kokpitu dowiadujemy się z mediów” – powiedziała Nowacka.

Wczoraj radio RMF ujawniło nowe stenogramy z kokpitu Tu154M. Z zapisów czarnych skrzynek, które na nowo udało się odczytać biegłym wynika, że na pokładzie prezydenckiego samolotu mogło dochodzić do nacisków na pilotów, a w kokpicie do ostatniej chwili były osoby trzecie.

Prokuratura Wiojskowa zapowiedziała postępowanie w sprawie wycieku informacji do mediów.

Trójka/IAR/moc/nyg

podobne: Psy się gryzą na podwórzu a kruk krukowi oka nie wykole… oraz: Kolejna rocznica „katastrofy w Smoleńsku” – zimna wojna trwa.

08.04.2015 (IAR) – Niemiecki wywiad ma informacje o tym, że przyczyną katastrofy pod Smoleńskiem mógł być zamach przeprowadzony przez rosyjskie służby specjalne. Ujawnia to w swojej najnowszej książce niemiecki dziennikarz śledczy Juergen Roth. Publikacja pod tytułem „Verschlussakte S” trafia dziś do niemieckich księgarń.

Roth przytacza w książce depeszę sporządzoną w marcu ubiegłego roku przez agenta niemieckiego wywiadu BND. Czytamy w niej, że możliwym wytłumaczeniem katastrofy samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem jest, z dużym prawdopodobieństwem, zamach z użyciem materiału wybuchowego. Miał on zostać przeprowadzony przez działającą w Połtawie na Ukrainie komórkę Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej kierowaną przez Dymytra S. Komórka ta działała pod przykrywką ukraińskiej służby SBU.

Agent niemieckiego wywiadu powołuje się przy tym na dwa źródła. Jedno w polskim rządzie, a drugie w rosyjskich służbach specjalnych. W depeszy ma być także mowa o tym, że zlecenie zamachu mógł wydać wysoki rangą polski polityk, który kontaktował się w tej sprawie z moskiewskim generałem FSB Jurijem D.

W ocenie autora depeszy wniesienie ładunku wybuchowego na pokład rządowego Tupolewa nie było możliwe bez udziału polskich współpracowników. Opisując relacje świadków katastrofy pod Smoleńskiem, dziennikarzy, ekspertów i polityków, między innymi Antoniego Macierewicza, autor książki twierdzi, że wiele wskazuje na to, iż w rządowym samolocie doszło do eksplozji.

Juergen Roth ocenia jednak, że przedwczesne jest wyciąganie wniosku, iż był to zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jego zdaniem równie przedwczesne jest jednak także kategoryczne twierdzenie, że zamachu nie było.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/kry

…cyrk nie z tej ziemi… Na podstawie „wycieku” ze stenogramów z kokpitu już od wczoraj środowisko PO trąbi że zamachu nie było (swoją drogą „ciekawa” logika, w jaki sposób na podstawie jakiejś kopii zapisów nagrania z kokpitu komuś wyszło że przyczyna katastrofy była taka a nie inna 🙂 ), a dziś ktoś przywalił z grubej rury „danymi z niemieckiego wywiadu”, wprost oskarżając Rosjan o „sprawstwo kierownicze”… I bądź tu człowieku mądry ! Zwłaszcza że wrak i czarne skrzynki od kilku ładnych lat ciągle pozostają w Rosji – co jest największym skandalem i daje do myślenia bardziej niż spekulacje na temat stenogramów z kopii zapisu, czy „przeciek z niemieckiego wywiadu” 😉 (Odys)

4. Londyn – Podejrzany o morderstwo Litwinienki chce zeznawaćNiemcow mógł zginąć za pomoc USA. Rosja odrzuca oskarżenia o zestrzelenie Boeinga

20.03.2015 (IAR) – Niespodziewany zwrot w londyńskim śledztwie w sprawie zabójstwa Aleksandra Litwinienki. Jeden z głównych podejrzanych chce zeznawać. Dmitrij Kowtun – lub ktoś za niego się podający – napisał do prowadzących śledztwo i poprosił o szansę przedstawienia swojej wersji. Kowtun nie przyjechałby na Wyspy z Rosji. Wszystko miałoby to się odbyć dzięki technice wideo.

To Kowtuna i jego towarzysza Andrieja Ługowoja brytyjska policja oskarża o dodanie zabójczego polonu do herbaty Litwinienki. Badająca wypadki z 2006 roku policja domagała się ekstradycji obu mężczyzn, ale Rosjanie nie chcieli nawet o tym słyszeć. „Istnieje już wystarczająco wiele przesłanek, by powiązać ich z tą śmiercią. Chodzi szczególnie o radioaktywny szlak prowadzący z Moskwy do Londynu i z powrotem” – mówi Polskiemu Radiu dr Peter Duncan, specjalista od Rosji z University College London.

Wcześniej oskarżyciele przedstawili w Londynie dowody mają pokazywać, że ów szlak wiódł przez Niemcy. Kowtun, wyposażony w truciznę, miał przylecieć do stolicy Wielkiej Brytanii przez Hamburg. Tam spotkał się ze swoją byłą żoną.

Prawnik wdowy po Litwinience Ben Emmerson ma tymczasem wątpliwości. I pyta czy to nie będzie inscenizacja, w której Kowtun przeczyta po prostu okrągłe zdania, które napisali jego mocodawcy.

Publiczne dochodzenie trwa w Londynie od końca stycznia. Po latach kluczenia, brytyjski rząd dał w końcu na nie zielone światło w połowie zeszłego roku.

Większość komentatorów przekonana jest, że decyzja ta miała związek z wydarzeniami na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Adam Dąbrowski, Londyn/kry

08.04.2015 (IAR) – Rosyjski biznesmen chce złożyć zeznania w sprawie śmierci byłego agenta FSB. Dmitrij Kowtun jest poszukiwany listem gończym, przez brytyjski wymiar sprawiedliwości, pod zarzutem współudziału w zabójstwie byłego agenta rosyjskiej służby bezpieczeństwa Aleksandra Litwinienki.

Litwinienko uciekł w 2000 roku z Rosji do Wielkiej Brytanii. Przez kilka lat pobytu na emigracji dał się poznać jako zagorzały przeciwnik prezydenta Władimira Putina. Były pułkownik Federalnej Służby Bezpieczeństwa zmarł w listopadzie 2006 r. W jego krwi wykryto radioaktywny polon.

Prowadzący śledztwo brytyjscy policjanci twierdzą, że Litwinienkę zamordowano na polecenie rosyjskich służb. Dokonać tego mieli biznesmen Dmitrij Kowtun i deputowany Andriej Ługawoj. Obaj spotkali się z Litwinienką w Londynie, tuż przed jego śmiercią.

Według telewizji Rossija24, Kowtun jest gotów złożyć zeznania w tej sprawie, bowiem jak zaznacza -„byłego agenta FSB otruto do spotkania z nim”. Biznesmen podkreśla, że jeśli otrzyma w brytyjskim sądzie status jednego z uczestników procesu, to w krótkim czasie przygotuje wszystkie potrzebne dokumenty i wynajmie firmę prawniczą, aby móc wystąpić przed londyńskim wymiarem sprawiedliwości.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mg

podobne: Śmierc Petroniusza – zemsta Nerona? Borys Bieriezowski nie żyje

22.03.2015 (IAR) – Bliska współpraca ze Stanami Zjednoczonymi mogła być powodem zabójstwa Borysa Niemcowa – podaje niemiecka gazeta „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”. Opozycyjny polityk pomagał Amerykanom w opracowaniu listy Rosjan, którzy mieli zostać objęci sankcjami po aneksji Krymu.

Gazeta przypomina, że rosyjskie organy ścigania ogłosiły już sukces w sprawie zabójstwa Niemcowa. Zatrzymano kilku podejrzanych Czeczenów sugerując islamskie podłoże zbrodni. Ale – jak czytamy – motyw zabójstwa mógł być zupełnie inny. Gazeta, powołując się na źródła w aparacie bezpieczeństwa podaje, że Niemcow miał bliskie kontakty z Amerykanami i dzieląc się swoją wiedzą pomagał im tworzyć listy Rosjan objętych sankcjami. Chodziło o zakazy wizowe i zamrożenie kont w bankach. Jak czytamy, sankcje okazały się dla rosyjskich polityków bardziej dotkliwe niż przypuszczano. Otoczenie Putina obwiniało za to Niemcowa. Jego śmierć może mieć związek z tą sprawą – powiedział gazecie polityk rosyjskiej opozycji Władimir Milow. Gazeta przypominam, że Niemcow już wcześniej pomagał Amerykom i spotykał się z amerykańskimi politykami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/jp

podobne: Rosja: pogrzeb Niemcowa to pogrzeb epoki, tymczasem główny świadek zabójstwa opuścił Rosję. Michalkiewicz o męczeństwie za demokrację.

20.03.2015 (IAR) – Rosja odrzuca oskarżenia o udział w zestrzeleniu w lipcu zeszłego roku Boeinga 777. Moskwa nazywa „kłamstwem” doniesienia holenderskich dziennikarzy, którzy twierdzą, że na miejscu katastrofy znaleźli elementy rosyjskiej rakiety Buk.

Holenderska ekipa telewizji RTL w listopadzie odnalazła na miejscu katastrofy metalowe elementy. Z ekspertyz przeprowadzonych na zlecenie dziennikarzy wynika, że w samolot malezyjskich linii lotniczych trafiła rakieta Buk. Tego typu uzbrojenie znajduje się na wyposażeniu zarówno rosyjskiej, jak i ukraińskiej armii. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdzi, że nie ma nic wspólnego z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu, a fragmenty rakiety pokazane przez holenderskich dziennikarzy wskazują na pociski Buk – M1, które znajdują się na wyposażeniu armii Ukrainy.

„To kłamstwa” – tak odnosi się do publikacji holenderskich dziennikarzy rzecznik rosyjskiego resortu obrony Igor Konaszenkow.

Boeing, jak się przypuszcza został zestrzelony 17 lipca ubiegłego roku rakietą ziemia – powietrze. Maszyna spadła na terytorium Ukrainy, kontrolowane przez prorosyjskich separatystów. W katastrofie zginęło 298 osób.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dabr

podobne: Ukraina. Kto zestrzelił Boeinga? Pomyłka czy prowokacja? Czarne skrzynki w rękach separatystów. Gaza: Izrael rozpoczął ofensywę, Hamas grozi odwetem. oraz: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy?

źródło: stooq.pl

…widać duże ciśnienie pewnych środowisk (związanych z USA) w Polsce i za granicą by uderzyć w Rosję. Podgrzewa się i próbuje umiędzynarodowić „katastrofę smoleńską”, oraz wyciąga się inne domniemane a niewyjaśnione do tej pory tajemnicze zbrodnie rosyjskiego wywiadu. Problem z „katastrofą smoleńską” polega jednak na tym, że wrak i czarne skrzynki pozostają pod „opieką” rosyjskich władz, które nie zawahają się użyć tych dowodów przeciwko polskim władzom jeśli poczują się zagrożone (stąd powszechna mobilizacja we władzach PO by wykluczyć wersję o jakimkolwiek zamachu, nawet jeśli był inicjowany przez Rosję)… Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie.


„Rząd pod­jął nie­dawno decy­zję o skie­ro­wa­niu Kon­wen­cji do raty­fi­ka­cji i nie­ba­wem zaj­mie się tym Pol­ski Par­la­ment. Wokół tej Kon­wen­cji trwa dys­ku­sja, która uka­zuje głę­bo­kie róż­nice sta­no­wisk. Środo­wi­ska femi­ni­styczne, w tym sto­wa­rzy­sze­nie Kon­gres Kobiet optują za jej raty­fi­ka­cją twier­dząc, że wzmocni ona ochronę kobiet. Kościół kato­licki, liczne orga­ni­za­cje pro­ro­dzinne i kobiece wska­zują nato­miast na ide­olo­giczny cha­rak­ter Kon­wen­cji, która zmie­rza ich zda­niem do pod­wa­że­nia zna­cze­nia mał­żeń­stwa, rodziny czy tra­dy­cyj­nej kul­tury, pod­kre­śla­jąc, że nasz kraj posiada wystar­cza­jące instru­menty prze­ciw­dzia­ła­nia przemocy.

W tej sytu­acji cało­ściowy raport uka­zu­jący w szcze­gól­no­ści kon­sty­tu­cyjne zastrze­że­nia odno­śnie Kon­wen­cji jest nie­zwy­kle ważny.

Z całym rapor­tem można zapo­znać się tutaj.

Koń­cowe wnio­ski Raportu są następujące:

Kon­wen­cja CAHVIO zawiera sze­reg roz­wią­zań budzą­cych istotne wąt­pli­wo­ści, zwłasz­cza natury konstytucyjnej.

1. Prze­pisy prawa pol­skiego zapew­niają kobie­tom, co naj­mniej jed­na­kowy stan­dard ochrony jak roz­wią­za­nia kon­wen­cyjne. Wyniki badań prze­pro­wa­dzo­nych przez Agen­cję Praw Pod­sta­wo­wych pozwa­lają twier­dzić, że sto­so­wane w Pol­sce roz­wią­za­nia są znacz­nie sku­tecz­niej­sze niż dzia­ła­nia podej­mo­wane w opar­ciu o zało­że­nia przy­świe­ca­jące Kon­wen­cji CAHVIO.

2. Sys­tem aksjo­lo­giczny zawarty w Kon­wen­cji, zakła­da­jący dzia­ła­nia z zakresu inży­nie­rii spo­łecz­nej, jest nie do pogo­dze­nia z pol­skim porząd­kiem konstytucyjnym.

3. Kon­wen­cja nie sta­nowi sku­tecz­nego instru­mentu zapo­bie­ga­nia i zwal­cza­nia prze­mocy wobec kobiet, ponie­waż twórcy Kon­wen­cji nie ziden­ty­fi­ko­wali rze­czy­wi­stych zagro­żeń i źródeł prze­mocy, uzna­jąc za źródło prze­mocy wobec kobiet nie­równe rela­cje wła­dzy pomię­dzy kobietą a męż­czy­zną i jed­no­cze­śnie cał­ko­wi­cie igno­ru­jąc lub mar­gi­na­li­zu­jąc czyn­niki, które real­nie warun­kują zacho­wa­nia prze­mo­cowe, takie jak 1) pro­blem alko­ho­li­zmu i innych uza­leż­nień 2) ero­zja czyn­ni­ków chro­nią­cych oraz 3) obec­ność prze­mocy w środ­kach maso­wego przekazu.

4. Doświad­cze­nia wyni­ka­jące z funk­cjo­no­wa­nia mecha­ni­zmu moni­to­ru­ją­cego bliź­nia­czej ide­owo ame­ry­kań­skiej Kon­wen­cji Belém do Pará wska­zują, że mająca dzia­łać na mocy Kon­wen­cji CAHVIO grupa GREVIO może słu­żyć wywie­ra­niu pre­sji w kie­runku lega­li­za­cji i upo­wszech­nie­nia aborcji.

5. Roz­wią­za­nia kon­wen­cyjne stwa­rzają kon­tekst nor­ma­tywny mogący pro­wa­dzić do roz­chwia­nia aksjo­lo­gicz­nych pod­staw pol­skiego ustroju, otwie­ra­jąc furtkę do kwe­stio­no­wa­nia chro­nio­nego kon­sty­tu­cyj­nie modelu rodziny oraz praw rodzi­ców do wycho­wa­nia swo­ich dzieci zgod­nie z wła­snymi przekonaniami.

6. Kon­wen­cja wpro­wa­dza dys­kry­mi­na­cję męż­czyzn i tym samym jest sprzeczna z kon­sty­tu­cyjną zasadą rów­no­ści wobec prawa oraz zasadą rów­no­ści płci.

7. Kon­wen­cja budzi istotne wąt­pli­wo­ści z per­spek­tywy kon­sty­tu­cyj­nych gwa­ran­cji prawa do obrony i prawa do sądu.

8. Raty­fi­ka­cja Kon­wen­cji wią­za­łaby się z pono­sze­niem przez Pol­skę istot­nych obcią­żeń finansowych.

Z tych wszyst­kich wzglę­dów raty­fi­ka­cja Kon­wen­cji CAHVIO jest wysoce nie­wska­zana” (s.57).”

źródło: konwencjinie.pl

„Jestem trendy, bo się badam” kontra „Styczeń miesiącem bez chorowania!” czyli o tym jak chora władza poucza lekarzy jak i za ile (nie)leczyć pacjentów. Placówki medyczne i problemy z ochroną prywatności. Skarga NRL na pakiet onkologiczny.


1. Jestem trendy, bo się badamCo mają zrobić pacjenci po Nowym RokuLekarze: sytuacja w POZ to czubek góry lodowejZwiązek Zawodowy Lekarzy grozi strajkiem.

30.12.2014 (IAR) – Jak zachęcić Polaków do badań profilaktycznych – zastanawiają się specjaliści. Na imiennych zaproszeniach, wysyłanych w ramach narodowego programu – które bardzo często trafiają od razu do kosza – mamy hasło: „Badam się, mam pewność”. Można je zastąpić innym: „Jestem trendy, bo się badam”. Przecież chodzi o wykreowanie mody na badania profilaktyczne, bo dane statystyczne są alarmujące i zawstydzające.

Według najnowszych danych, opublikowanych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – PZH, w Polsce mamy bardzo niską wyleczalność nowotworów.

Doktor Krzysztof Kuszewski twierdzi, że głównym powodem tej sytuacji jest późne zgłaszanie się chorego do lekarza. Według prowadzonych przez niego badań, pacjent przychodzi do gabinetu dopiero po dwóch miesiącach od wystąpienia wyraźnych objawów. Zdarzają się jednak także tacy, którzy czekają tysiąc pięćset dni.

Urszula Jaworska, prezes fundacji swojego imienia, mówi, że potrzebujemy edukacji i zachęty do badań – albo karania za ich brak. Według niej, trzeba rozważyć podwyższenie składki ubezpieczeniowej za brak badań profilaktycznych. Urszula Jaworska zaznacza, że Polacy lekceważą profilaktykę, a gdy już są chorzy, stają się roszczeniowi.

Profesor Magdalena Bielska-Lasota podkreśla, że trzeba przywrócić zaufanie do programów profilaktycznych poprzez kontrolę efektów zdrowotnych. Według niej, wyniki skriningów powinny być analizowane i publikowane. Wówczas aktywność społeczeństwa i uczestnictwo w badaniach będą większe.

Po względem wskaźnika tak zwanej 5-letniej przeżywalności zajmujemy przedostatnie miejsca w Europie. Najgorzej jest w przypadku raka szyjki macicy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Barbara Góra/dabr

„…Jak zachęcić Polaków do badań profilaktycznych – zastanawiają się specjaliści… chodzi o wykreowanie mody na badania profilaktyczne, bo dane statystyczne są alarmujące i zawstydzające…” 

Zawstydzające jest według mnie to co się już dzieje w służbie zdrowia i to nie z winy pacjentów a z winy chorego (jak sama służba zdrowia) systemu. Jak tu się badać „profilaktycznie” skoro ciężko się dostać do lekarza? Co to znaczy że „Polacy lekceważą profilaktykę”? Czy profilaktyczne stanie w kolejkach zwiększy czy zmniejszy efektywność leczenia, które pozostawia wiele do życzenia i coraz bardziej upodabnia się do masowego szlachtowania zwierząt – jak najwięcej, w jak najszybszym czasie i w jak najmniej dotkliwy finansowo dla NFZ sposób.

rys.  Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Oczywiście że lepiej jest zapobiegać jak leczyć, ale przepraszam bardzo! Stan publicznej służby zdrowia nie pozwala ani na skuteczne zapobieganie ani na skuteczne leczenie. I czyja to jest wina że brakuje lekarzy, a do tych którzy funkcjonują w tym systemie kolejki są niebotyczne. Czyja to wina że na samo leczenie obowiązują limity bo jest niedofinansowane w należytym stopniu? Oddać ludziom pieniądze jakie obowiązkowo płacą w postaci składki a wtedy będzie można zwalić całą winę za roszczeniowość na pacjenta. A tak, skoro państwo wzięło na siebie zobowiązanie leczenia „za darmo” (i przyzwyczaiło do tego pacjentów) to i niech z tego „darmowego” funduszu wygeneruje jakąś część na profilaktykę i  w swoim stylu (jak to tylko państwo potrafi) niech zmusza ludzi do stania w kolejkach zawczasu 🙂 Pretensje do garbatego że ma dzieci proste, gdy tymczasem…

30.12.2014 (IAR) – Od 2 stycznia część gabinetów lekarzy rodzinnych będzie zamknięta. Co mają zrobić chorzy, gdzie szukać pomocy. Minister zdrowia, do którego należy zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom radzi, aby szukać otwartych gabinetów i zgłaszać się do szpitali.

Zapowiedział też wprowadzenie awaryjnego planu B. Zakłada on, że jeżeli gabinety zostaną zamknięte, chorych będą przyjmować szpitalne oddziały ratunkowe i izby przyjęć. NFZ zapłaci za taką wizytę 45 zł. Poradę będzie można uzyskać również w nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej. Minister Arłukowicz przypomniał, że każdy może 3 razy zmienić lekarza rodzinnego w ciągu roku.

Doktor Marek Twardowski zapowiedział, że lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego nie będą przyjmować również pacjentów prywatnie.

Minister Arłukowicz mówił wczoraj, że prawie 70 procent lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej podpisało kontrakty na przyszły rok. Natomiast według Porozumienia Zielonogórskiego, ponad 40 procent lekarzy zamknie swoje gabinety od 2 stycznia. W niektórych województwach ponad 90 procent jest zrzeszonych w Porozumieniu.

IAR Joanna Stankiewicz/magos

05.01.2015 (IAR) – To czubek góry lodowej. Tak o sytuacji w podstawowej opiece zdrowotnej mówi Konstanty Radziwiłł z Naczelnej Izby Lekarskiej. Wystąpił on na wspólnej konferencji prasowej z przedstawicielami Porozumienia Zielonogórskiego i Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Wiceprezes OZZL Zdzisław Szramik powiedział, że organizacja rozważa organizację ogólnopolskiego strajku.

Konstanty Radziwiłł przekonywał, że wprowadzenie pakietu onkologicznego i kolejkowego to „przejaw klasycznej arogancji władzy”. Zaznaczał, że odpowiedzialni za reformę założyli, iż nie będzie konsultacji społecznych. Jak podkreślił, podpisanie kontraktów przez lekarzy nie uzdrowi sytuacji.

To nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że jak w końcu dojdzie do podpisania kontraktów przez wszystkich lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej to będzie już sprawa posprzątana, a minister będzie mógł odtrąbić sukces, tak na pewno nie będzie, dlatego że reforma, której elementem są zmiany w POZ, została źle przygotowana – argumentował Konstanty Radziwiłł.

Prezes Porozumienia Zielonogórskiego Jacek Krajewski poinformował, że w związku z niepodpisaniem kontraktów z NFZ na 2015 rok zamkniętych jest około 1,5 tysiąca przychodni, a nie pracuje 5 tysięcy lekarzy. Najwięcej nieczynnych placówek jest w województwie lubuskim – około 75 procent. Jak dodał szef Porozumienia Zielonogórskiego, mniej więcej połowa placówek nie działa w województwach: podkarpackim, lubelskim, podlaskim, opolskim oraz warmińsko-mazurskim.

Jacek Krajewski, zapytany przez IAR, wyjaśniał, że otworzenie gabinetów bez podpisania kontraktu z NFZ-em oznaczałoby zmuszenie pacjentów do płacenia za wizytę. Nie chcemy przyjmować pacjentów komercyjnie, pacjentom płacącym składki zdrowotne należy się nieodpłatne przyjmowanie – zaznaczył prezes Porozumienia Zielonogórskiego, dodając, że to po stronie ministra zdrowia leży teraz zapewnienie bezpłatnych świadczeń.

Pod koniec zeszłego roku lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego nie doszli do porozumienia z resortem zdrowia. Kością niezgody były stawki dla lekarzy rodzinnych oraz wprowadzenie pakietów: onkologicznego i kolejkowego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Barbara Góra/kd/dabr

05.01.2015 (IAR) – Lekarze rozważają organizację ogólnopolskiego strajku.

Powiedział o tym na konferencji prasowej wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Zdzisław Szramik. Konferencję zorganizowano po fiasku rozmów lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia.

IAR/zr/mitro/

źródło: stooq.pl

Najpierw fragment komentarza autorstwa Pana Stanisława Janeckiego:

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz twierdzi, że działa w imieniu pacjentów, natomiast lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego myślą wyłącznie o „kasie”. I część opinii publicznej to kupuje. Tymczasem nie ma nawet cienia dowodu na to, że minister Arłukowicz cokolwiek zrobił dla pacjentów – od początku swego urzędowania w resorcie zdrowia. Podobnie zresztą jak jego poprzedniczka, a obecnie szefowa, Ewa Kopacz. Podobnie zresztą jak urzędujący o ponad siedmiu lat rząd Platformy Obywatelskiej. Zakładanie, że ta władza robi cokolwiek dla ludzi, w tym dla pacjentów, jest albo żartem (ponurym), albo kpiną.

W „Głównych nurtach marksizmu” Leszek Kołakowski stwierdził, że komunizm niczego nie robi dla ludzi, lecz wyłącznie dla utrwalenia i utrzymania dyktatorskiej władzy i kontroli nad społeczeństwem. Jeśli zdarzy się coś, co jest mimo wszystko korzystne dla społeczeństwa, to dzieje się to albo przypadkowo, albo jest ubocznym skutkiem rywalizacji z systemem demokratycznym, albo wynika z taktyki etapu. I te spostrzeżenia Kołakowskiego doskonale pasują do tego, co od ponad siedmiu lat robią rządy PO. Generalnie chodzi o to, żeby coraz więcej kosztów przerzucać na społeczeństwo, a nie je z niego zdejmować. Jeśli chodzi o ministerstwo zdrowia, to przecież po to w 2007 r. była tzw. reforma systemu leków refundowanych (dzieło minister Ewy Kopacz). Chodziło o zwiększenie udziału pacjenta i relatywne zmniejszenie udziału budżetu w finansowaniu leków refundowanych. A obecnie forsowane przez ministra Arłukowicza pakiety onkologiczny i kolejkowy są tylko formą przerzucenia odpowiedzialności za kłopoty na inne podmioty oraz na tzw. obiektywne trudności.

Gdy rząd PO konfiskował pieniądze zgromadzone w OFE i wydłużał czas pracy przyszłym emerytom, chodziło wyłącznie o przerzucenie na pracujących odpowiedzialności za przyszłe świadczenia. Chodziło też o umycie przez władzę rąk, bo nie była i nie jest w stanie zgromadzić żadnych emerytalnych rezerw w oparciu o majątek narodowy i bogactwa naturalne. Nie jest w stanie nawet zachować tego, co już zgromadzono w OFE, dlatego te pieniądze skonfiskowano i są one obecnie przeżerane. A przeciętni ludzie nie mają szans na oszczędzanie na przyszłe emerytury, bo rząd POpodniósł podatki, w tym VAT oraz akcyzę. Obserwujemy proces wzrostu wydatków na utrzymanie samego państwa, czyli na utrzymanie nowej warstwy pasożytniczej czy też nowej klasy próżniaczej (skądinąd to określenie samego Donalda Tuska sprzed okresu jego rządów), a jednocześnie przerzucanie kolejnych kosztów na ludzi, czyli na konsumentów, rodziców, pacjentów, kierowców itp.

Skoro przez ponad siedem lat ministrowie zdrowia Kopacz i Arłukowicz nie zrobili niczego, co faktycznie poprawiłoby sytuację pacjentów, oczekiwanie, że nagle teraz to się zmieniło, nie ma najmniejszego sensu i podstaw. Rząd i resort zdrowia nie prowadzą żadnej racjonalnej polityki zdrowotnej, tylko przerzucają kolejne koszty na pacjentów i gaszą kolejne pożary wynikające z nieudolności i braku długofalowego planu. A lekarze są tylko kolejnym wrogiem ludu, czyli władzy, która musi mieć coraz to nowego „wroga klasowego”…”

…i to tyle w zasadzie co do „racjonalnego” podejścia Pana Janeckiego, wobec tego co się dzieje i na co jest nastawiona władza w tym konflikcie MZ (Arłukowicza) kontra – jak to się w „mendiach” z uporem maniaka powtarza – „tylko 1/5 lekarzy w Polsce”. Pomijając skąd propaganda wzięła tę „tylko 1/5” niezadowolonych z ugody lekarzy, jakby ci którzy podpisali te umowy zrobili to bo im się jej warunki albo „reforma” podobają, trzeba sobie wyraźnie powiedzieć że „…To nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że jak w końcu dojdzie do podpisania kontraktów przez wszystkich lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej to będzie już sprawa posprzątana, a minister będzie mógł odtrąbić sukces, tak na pewno nie będzie, dlatego że reforma, której elementem są zmiany w POZ, została źle przygotowana…” 

Według „mendiów” i polityków tylko 1/5 lekarzy” jest zła a reszta jest dobra bo zgodziła się na doraźne rozwiązanie propagandowe chowając „mordę w kubeł” i trwając w patologicznym systemie. Tymczasem jest zupełnie inaczej! Ci co podpisali umowy (czy aneksy do wcześniejszych umów) po cichu solidaryzują się wyraźnie z tą „1/5” uparciuchów i część z nich zapowiada wypowiedzenie NIEKORZYSTNYCH umów, a Związek Zawodowy Lekarzy zapowiada strajk ogólnopolski. „Z niewolnika nie ma pracownika” – mimo że komuna udowodniła to w całej rozciągłości, to „publiczna służba zdrowia” dalej funkcjonuje na komunistycznych zasadach systemu nakładowo rozdzielczego, z przymusową reglamentacją i redystrybucją „składek”, które nie mają szans pokryć realnych kosztów funkcjonowania niewydolnego sytemu z jego biurokratyczną naroślą w postaci NFZ, o zaspokojeniu potrzeb czysto medycznych na właściwym poziomie nie wspominając, ponieważ RACHUNEK EKONOMICZNY na to nie pozwala, bo „z pustego i Salomon nie naleje”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Najgorsze jest to że media i politycy nie chcą tego przyznać! Zamiast wyjaśnić Polakom o co tak naprawdę chodzi, wolą kłamać i manipulować wylewając przy tym krokodyle łzy, nad tym co wszyscy pacjenci sami dobrze widzą. Bez mediów wiadomo że „służba zdrowia” nie funkcjonuje prawidłowo i że cierpią na tym pacjenci. Powtarzanie tych banałów w kółko nie posuwa jednak tego problemu do przodu ani na jotę! Mało tego, media w tej sprawie od początku stronniczo stają w obronie obecnego „darmowego” systemu, czyli w obronie tych wszystkich polityków (a konkretnie rządu), którzy ten system stworzyli i są tu największym pasożytem, oraz winowajcą. I choć Pan Janecki reprezentuje media „opozycyjne” do „prorządowych” to popełnia ten sam błąd. Z tego co napisał wynika, że wystarczy zmienić rządy z PO na PIS a sytuacja zostanie w sposób cudowny uzdrowiona. W jego mniemaniu pacjenci „ubezpieczeni” przymusowo w systemie „darmowej” publicznej służby zdrowia obecnie ponoszą koszt nieudolnej władzy PO a za PISu by tego kosztu nie ponosili. Toż to jakieś pomyje intelektualne 🙂

W dalszej części cytowanego artykułu (którego całość dostępna jest tu: wpolityce.pl) można wyczytać że: „…Jak na dłoni widać, na czym polega filozofia władzy PO. A polega ona na zwalnianiu państwa z kolejnych obowiązków i ich przerzucaniu na obywateli oraz na szczuciu jednych grup społecznych i podmiotów politycznych na inne…”… czyli generalnie chodzi o to, że to PO jest winne a nie patologiczny system drenowania kieszeni płatników przez kołchoźniczy państwowy monopol. Pan Janecki w durnowaty sposób wyciera sobie gębę państwem, jakby nie wiedział skąd państwo wzięło pieniądze na „darmową” służbę zdrowia i że to ZAWSZE płaci obywatel a nie państwo. Jak można mówić o przerzucaniu na kogoś kosztów, które od początku są przez tego kogoś ponoszone! Problem jest w tym że system na zasadzie którego się to odbywa jest patologią, bazującą na błędnym przekonaniu że jest „darmowy” i że nie musi się finansowo dopinać.

Mamy tu do czynienia nie tylko z klasycznym myśleniem życzeniowym i pomijaniem brutalnej rzeczywistości wynikającej z prostej ekonomii – że nic nie ma za darmo (ani nawet za pół darmo), ale również z nie gorszą manipulacją od rządowej. Redaktor Janecki nie dość że nie podał prawdziwej przyczyny problemu, to udaje że leży on nie w systemie a w braku woli politycznej tych którzy nim obecnie zawiadują. A przecież nie jest ważne kto miesza herbatę i w którą stronę miesza skoro CUKRU NIE MA! Wbijanie demagogicznych szpil przez Pana Janeckiego w jakąś opcję polityczną nie powinno przesłaniać ludziom myślącym istoty problemu, którą jest NIEDOFINANSOWANIE w sposób racjonalny służby zdrowia (głównie z powodu niskich nakładów „per capita” na jednego pacjenta), ale przede wszystkim(!) patologiczny system monopolu państwowego z jego biurokratyczną strukturą, która przeżera istotną część pieniędzy PRZYMUSOWO zabieranych „składkowiczom” nie wspominając już o tym, że nie wszyscy się dokładają do wspólnego wora, za to chętnie z tego wora czerpią.

Ale „dziennikarze” już od dawana dokonują fałszywych interpretacji faktów, celowo dezinformując obywateli dla politycznych celów, zamiast ich informować i dokształcać w kwestii procedur i ekonomii funkcjonowania państwa i jego „darmowych usług”… Dziennikarze to dziś funkcjonariusze państwowi wysługujący się co najmniej partyjnym klikom. Bo albo pracują w upolitycznionej TV „publicznej” albo w „prywatnej” ale koncesjonowanej przez państwo, więc niejako muszą bronić etatystycznych rozwiązań w jego (nie)działalności, takich jak „publiczna służba zdrowia” czy ZUS. Nic więc dziwnego, że czy to rząd ma problemy czy opozycja, to sam system centralnego i przymusowego sterowania czy to gospodarką czy „usługami użyteczności publicznej”, jest tak przez jedną jak i drugą stronę politycznego sporu chronione. Przez to dziennikarze są tak samo wiarygodni jak politycy 🙂 Kto tego nie ogarnia ten jest godny pożałowania…

Człowiek myślący powinien zatem czerpać informacje z różnych źródeł i SAMEMU dokonywać interpretacji tego co się wokół niego dzieje i za co płaci… Tymczasem dla niektórych obywateli – jak za komuny! – to co jeden czy drugi polityk z partii z którą sympatyzuje powie z telewizora, albo napisze w gazecie jest jedyną prawdą. Mało kto potrafi tę „prawdę” zweryfikować w oparciu o to co się dzieje w rzeczywistości (zwłaszcza że dzieje się inaczej 🙂 ). Potem mamy takie efekty że co innego obiecują władze a co innego dzieje się w rzeczywistości…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

NFZ trzyma kasę i wszystkich (i lekarzy i pacjentów) za jaja… Ale nadchodzi koniec tej patologii bo system właśnie zaczyna się rozłazić w szwach. System którego nie stworzyli ani pacjenci (okradani przy pomocy „składek” na „ubezpieczenie zdrowotne”) ani lekarze (choć w pewnej części się dołożyli firmując go swoją pracą) którzy w tym systemie i w jego ramach prawnych muszą funkcjonować, a na których próbuje się zrzucić całą odpowiedzialność dlatego że głośno mówią o tym że ten system się NIE SPRAWDZA, co widać gołym okiem a będzie coraz gorzej.

Tych lekarzy którzy podpisali umowy na nowych warunkach w nadziei na łatwy pod ochroną patologicznego prawa zysk, można nazwać bez kozery współudziałowcami złodziejstwa i patologii. Czemu zgodzili się piłować gałąź na której sami siedzą? To oczywiste – po części nie stać ich na bycie bezrobotnymi, a w pewnej części dali się przekupić obietnicą dodatkowych dopłat jakie obiecał Pan Arłukowicz dla POkornych. Wezmą tyle co da minister i dalej będą (nie)leczyć ludzi, sterczących i beczących jak bydło w coraz dłuższych kolejkach do dojenia (bo będą musieli odwalać robotę za tych którzy swe przychodnie zamknęli), żeby jak najwięcej z tych groszy w kasie NFZ zostało.

Poszczególne rządy stworzyły ten niewydolny system, udając że na służbę zdrowia nie trzeba pieniędzy bo musi być „za darmo” (chociaż nigdy nie była ani nie jest za darmo!). Ludzi się oszukuje że leczenie musi być tanie, choć te usługi nigdy do tanich nie należały, zwłaszcza kiedy z systemu korzysta więcej ludzi niż do niego wpłaca. Lekarz to też zawód i mimo że według niektórych dobrze opłacany, to dziwnym trafem lekarzy w Polsce ubywa. To jest wystarczający dowód na to, że to co „musi być darmowe” prędzej czy później staje się nieopłacalne i droższe w utrzymaniu niż jest warte i że nikt poza politykami i urzędasami na tym nie korzysta, a już najmniej pacjenci od których NA BIEŻĄCO pobiera się „składki” ale w kolejkach karze czekać nawet kilka lat!

Czemu w prywatnych przychodniach nie ma kolejek? Bo ludzie płacą od ręki a nie z „publicznej” puli która po prostu nie starcza na leczenie na wysokim poziomie dla wszystkich. Pamiętajmy o tym że społeczeństwo się starzeje a bezrobocie jest wysokie więc pula pieniędzy wpływających do kasy państwowej z tytułu „składek na ubezpieczenie zdrowotne” MALEJE i będzie maleć! Niedługo lekarze nie będą w stanie za tę kasę nikogo leczyć i co im kto zrobi? Zmusi pistoletem żeby leczyli „za darmo” albo za pół darmo z więzienia? Niby jak? 🙂 Proszę zmusić sprzedawcę luksusowych aut żeby sprzedawał je za pół ceny i jeszcze ponosił odpowiedzialność za ich użytkowanie a po rozbiciu auta zwracał pieniądze… a do takich właśnie wniosków doszło państwo „reformując” służbę zdrowia w Polsce… I to już doszło do takiego stopnia że lekarze powiedzieli dość… Nawet jak się teraz dogadają to za rok (albo wcześniej) będzie to samo! To samo dzieje się w ZUSie i w innych patologicznie funkcjonujących instytucjach (nie)użyteczności publicznej… Marnotrawstwo i oszukiwanie społeczeństwa przez władzę żeby to marnotrawstwo ukryć ma miejsce ciągle od ponad 25 lat…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Problemy się nawarstwiają i w końcu to wszystko się rozsypie. I nie zmieni tego faktu napuszczanie pacjentów na lekarzy ani krokodyle łzy że tak być nie powinno. Ale jest i prawda na ten temat jest zupełnie inna od tej jaką nam serwują media i politycy. Prawda jest brutalna i prosta jak rachunek z 2+2 gdzie wynikiem prawidłowym jest wyłącznie 4 (a nie „prawie 5” czy „prawie 3”) tylko nikt nie chce jej głośno powiedzieć i dlatego warto posłuchać co lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego (i nie tylko!) mają do powiedzenia bo to oni leczą ludzi a nie politycy. Jak ktoś woli słuchać polityków zamiast lekarzy to niech idzie się leczyć do Arłukowicza, Kopaczowej i panów redaktorków z kłamliwych mediów 🙂

„Publiczna służba zdrowia” to w pierwszej kolejności biurokratyczny NFZ który NIKOGO NIE LECZY. Ten sam problem jest z tzw. ZUSem, i całą resztą pasożytniczych hydr które są OBOWIĄZKOWE i kosztują podatnika nie małe pieniądze, które są po drodze przez te „instytucje” (nie)POżydku publicznego w sporej części PRZEJADANE. Efekt funkcjonowania tych tworów jest taki, że NIEZALEŻNIE od tego kto rządzi na leczenie, emerytury i całą resztę zobowiązań (podobno darmowych 😀 ) zostają jakieś ochłapy. Stąd rosnące kolejki w przychodniach, ogromny dług publiczny i dziura w ZUS. Za rok PIS będzie przerabiał dokładnie to samo! o ile nie podniesie składek na „ubezpieczenie zdrowotne” – czyli zrobi to czym Pan Janecki tak się teraz demagogicznie brzydzi, a co jest NIEZBĘDNE dla dopięcia ekonomicznego rachunku funkcjonowania „służby zdrowia” w Polsce… (Odys)

Polecam dyskusję: Robert Gwiazdowski o służbie zdrowia

 2. Janik: trzeba podnieść składkę zdrowotną.

05.01.2015 (IAR) – Kolejny polityk mówi o konieczności podniesienia składki zdrowotnej. Po politykach PSL, takie rozwiązanie sugeruje Krzysztof Janik, były wicepremier i członek Rady Krajowej SLD. Jego zdaniem, to jeden ze sposobów na znalezienie większych pieniędzy na opiekę zdrowotną.

Krzysztof Janik powiedział w radiowej Trójce, że zamieszanie z podpisywaniem kontraktów lekarskich z NFZ nie jest nowym problemem. Za późno zabieramy się do projektowania usług medycznych, zawsze jest to robione w ostatnich dniach grudnia – stwierdził polityk SLD. Jak dodał, potrzebna jest także dobra wycena przez państwo usług medycznych. Mnie się marzy, żeby to były usługi nie zamawiane ryczałtowo, ale płatne po wykonaniu, oczywiście bez limitów, jednak mamy za mało pieniędzy” – podkreślał gość radiowej Trójki.

Fundusze jednak się znajdą, po pierwsze niewątpliwie trzeba troszeczkę podnieść składkę zdrowotną, czy do 11 procent, nie wiem, trzeba by to policzyć – powiedział Krzysztof Janik. Dodał, że należy też obniżyć koszty funkcjonowania państwa. Jako zły przykład wskazał rozrost administracji. Mówił, że w ciągu ostatnich 15 lat liczba urzędników wzrosła z 400 do 700 tysięcy. Z powrotem administracja państwowa jest najpotężniejszym zakładem pracy – ubolewał były wicepremier.

Członek Rady Krajowej SLD stwierdził również, że potrzebna jest dyskusja na poziomie gmin, odpowiadających za placówki podstawowej opieki zdrowotnej. Zapytajmy wójtów, czy te pieniądze w gminach można lepiej zagospodarować – mówił Krzysztof Janik. W jego ocenie, należy także zróżnicować stawkę za pacjenta w różnych miejscach Polski.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Trójka/kd /buch

3. GIODO najwięcej problemów z ochronią danych zdrowotnychNRL: skarga konstytucyjną ws. pakietu onkologicznego.

30.12.2014 (IAR) – Placówki medyczne to instytucje mające obecnie najwięcej problemów z ochroną prywatności. Takie informacje przedstawił w rozmowie z IAR Andrzej Lewiński, pełniący obowiązki Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Jak podkreśla Andrzej Lewiński uchybienia dotyczą głównie zbyt szerokiego dostępu do wrażliwych informacji o pacjencie. W wielu placówkach medycznych historie chorób są dostępne dla osób nieuprawnionych. Jak przypomina GIODO niedawno w jednym ze śląskich miast firma medyczna wyprowadzając się z dawnej siedziby pozostawiła dokumentację pacjentów. Materiały znaleźli pracownicy kolejnej firmy zasiedlającej lokal i powiadomili o tym zdarzeniu biuro Generalnego Inspektora ochrony Danych Osobowych. Jak zaznacza pełniący obowiązki GIODO Andrzej Lewiński – podobną sytuacją, około roku temu, było znalezienie kart pacjentów na śmietniku .Trudno pogodzić się z faktem, że organa ścigania traktują takie zdarzenia jako czyny o niskiej szkodliwości – mówi inspektor, dodając, że pozyskanie danych medycznych przez niepowołane osoby może mieć bardzo poważne konsekwencje. Wyjaśnia, że może to być wstęp do kradzieży tożsamości, ponieważ do kompletu danych medycznych wystarczy pozyskać informacje finansowe i wówczas możliwe jest popełnianie przestępstw na przykład zawieranie umów na konto rzeczywistego właściciela danych. Andrzej Lewiński podkreśla, że trudno z całkowitą pewnością ocenić co jest przyczyną tego że służba zdrowia słabo chroni dane pacjentów. Zaznacza, że z powodu postępu technologicznego, w systemach informatycznych będzie jeszcze więcej danych o pacjentach, na przykład diagnozowanych zdalnie. Zastępca Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych zaznacza, że lekarze i placówki medyczne mają obowiązek prawny zadbać zabezpieczenie przesyłanych danych pacjentów oraz o bezpieczeństwo sprzętu służącego do przechowywania i bieżącego przetwarzania danych.

Pocieszające jednak jest to, że świadomość w tej dziedzinie wzrasta – mówi pełniący obowiązki GIODO. Andrzej Lewiński dodaje, że o wiele lepiej z ochroną danych radzą sobie ubezpieczyciele i instytucje finansowe, które znacznie rzadziej są przedmiotem skarg.

Od nowego roku za ochronę danych w firmach będą odpowiadać Administratorzy Bezpieczeństwa Informacji, wkrótce wejdą w życie także przepisy rozporządzenia unijnego o ochronie prywatności, które wprowadzą sankcje finansowe z łamanie prawa w tej dziedzinie.

IAR Bożena Falkowska/magos

05.01.2015 (IAR) – Naczelna Rada Lekarska zastanawia się nad złożeniem skargi konstytucyjnej w sprawie pakietu onkologicznego.

Przedstawiciel Rady – Konstanty Radziwiłł – powiedział na konferencji prasowej, że pakiet onkologiczny może sprawić, iż pacjentom chorym na przykład na choroby serca byłoby trudniej rozpocząć terapię, niż osobom chorym na raka. Byłoby to sprzeczne z konstytucyjną zasadą równego dostępu do ochrony zdrowia.

Konstanty Radziwiłł wyraził też poparcie dla lekarzy, którzy nie zgadzają się na warunki zaproponowane im przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Powiedział, że zaproponowana przez rząd reforma leczenia onkologicznego jest obarczona podstawową wadą: nie przeznaczono na nią dodatkowych pieniędzy. Dodał, że reformę przeprowadzono bez konsultacji ze środowiskiem medycznym, co jest sprzeczne z zasadami państwa demokratycznego. Zdaniem przedstawiciela Naczelnej Rady Lekarskiej, jedynym dobrym rozwiązaniem byłoby wstrzymanie wprowadzenia w życie pakietu onkologicznego i rozpoczęcie rozmów z lekarzami. Rozmowy te powinny jednak dotyczyć nie kontraktów z NFZ-em, ale przyszłego kształtu systemu ochrony zdrowia.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Siekaj/zr

źródło: stooq.pl

Fragment Listu lekarki z 30-letnim stażem, który obnaża „prawdomówność” Ministra Zdrowia:

„…Postanowiłam napisać list z prośbą o przesłanie go dalej jak najliczniejszej grupie ludzi.3 stycznia po Dzienniku oglądałam rozmowę z politykami na temat sytuacji, jako zaistniała w POZ. Prowadząca wielokrotnie powtarzała, że nie rozumie postępowania Porozumienia Zielonogórskiego. Cała sprawa została sprowadzona do nadmiernych żądań finansowych, braku odpowiedzialności i krzywdzenia pacjentów.Jak pewnie wszyscy zauważyli do tej rozmowy nie został zaproszony nikt ze strony lekarzy a o tym, czego chcą lekarze wypowiadał się autorytatywnym głosem przedstawiciel PO. Przekłamania i oszczerstwa są poważne. Poważne jest także to, o co walczy Porozumienie Zielonogórskie.

Bardzo poważnym problemem POZ (myślę, że nie tylko) są starzejący się lekarze. W województwie opolskim średnia wieku lekarza pracującego w POZ przekroczyła 57 lat. Gdyby w tej chwili z systemu odeszli emeryci, to system by się zawalił. Młodych kształcących się lekarzy jest niewielu. Miesięcznie przyjmuję ponad 1200 pacjentów. Średnio 50-70 osób dziennie. Zdarzają się dni gdzie tych pacjentów przyjmuję i 100. Każdego roku dochodzi nowa praca. Część jest widoczna dla wszystkich, bo większą część czasu patrzę w monitor i stukam w klawiaturę. Dużej części państwo nie widzicie. Skraca się czas poświęcony na kontakt z pacjentem, a wydłuża czas biurokratyczny. Lekarze i tak nie są w stanie prowadzić kartotek w sposób zgodny z przepisami i bezpieczny dla siebie, bo starają się wypełnić swoje podstawowe zadanie leczenia pacjentów.

W nowej umowie jest kilka niemożliwych do przyjęcia zadań. Jest ona skierowana przeciwko pacjentom i stawia pacjentów i lekarzy naprzeciwko siebie. Tylko razem jesteśmy w stanie zawalczyć o wspólne dobro. Po pobieżnej lekturze nasuwają mi się liczne uwagi. Pierwsza sprawa – pakiet kolejkowy. Wszystkiego nie wiem, ale to do czego doszłam jest bulwersujące. Lekarz endokrynolog jak wszyscy wiedzą leczy najczęściej choroby tarczycy. W nowej umowie to lekarz POZ będzie zobowiązany do leczenia niedoczynności tarczycy. Wszyscy państwo, którzy jesteście pod kontrolą poradni endokrynologicznej, teraz wrócicie do POZ. Lekarz nie będzie mógł państwa skierować do specjalisty. Rozwiązany problem kolejki u endokrynologa? Ma pan minister sukces? Łagodny przerost gruczołu krokowego też w gestii lekarza POZ. Zniknie kolejka do urologa? Takich jednostek chorobowych wrzuconych do POZ jest więcej.

Na wykonanie tych zadań lekarz POZ nie dostaje żadnych dodatkowych pieniędzy, a minister może zaoszczędzić na wykupieniu tych wizyt u specjalistów. Tyle że specjaliści mieli wykupioną konkretną ilość wizyt, a my nie mamy limitu. Przyjąć należy wszystkich pacjentów. Niestety nie potrafię już w sposób bezpieczny dla pacjentów przyjmować większej liczby ludzi. Liczni moi koledzy mają już przyjmowanie na godzinę. Pacjent endokrynologiczny na kontrolnej wizycie będzie musiał zająć 30 minut tak jak u specjalisty….”

i dalej:

„…Dotąd dawałam skierowanie na kolonoskopię. U większości pacjentów były polipy, które lekarze od razu usuwali. Wszyscy Ci pacjenci to potencjalni chorzy na raka. Radość z wyleczenia i uniknięcia tragedii. Teraz spośród tych pacjentów mam wybrać lepszych i dać im zieloną książeczkę. Wszystkim nie mogę. Jeżeli nie dam komuś u kogo, w trakcie stania w jeszcze dłuższej kolejce, rozwinie się rak to  pacjent będzie miał żal do mnie a nie do ministra, a ja będę musiała z tym żyć.

Dlaczego nie mogę dać wszystkim?

Bo muszę mieć trafienia! Trafienia to jest określenie ministra na pacjenta z chorobą nowotworową. Wydam 30 książeczek Pacjent przejdzie diagnostykę i teraz oceni moją pracę urzędnik. Jeżeli będę miała 0-1 trafienia to zostanę skierowana na karne szkolenie, a za wykonaną pracę mi nie zapłacą. Czyli badając w kierunku choroby nowotworowej 30 pacjentów nie znajdę u nikogo rozwiniętego raka to będę ukarana szkoleniem i finansowo. Teraz badam nawet stu ludzi, żeby wykryć u jednego raka. Moja sytuacja się poprawi jeżeli będę miała 2 trafienia dostanę wtedy 20 złotych i nie będę karana upokarzającym szkoleniem. Ta kwota rośnie i przy stosunku jedno trafienie na pięć sięga ponad 100 złotych. Cały czas cytuję umowę!

Staniemy więc z pacjentem po przeciwległej stronie – on będzie się cieszył, że nie ma raka, ja będę miała poważny problem. Będę więc unikała zielonych książeczek jak ognia, albo wydam je wszystkim. Jeżeli nie wydam to minister wygrał, bo lekarze są źli i nie chcą pracować, jak wydam to nie wytrzymam finansowo (bo za tą diagnostykę zapłacę z puli POZ) i dołożę do pracy kolejne wypisywanie książeczek, sprawozdań. Wydłuży się więc kolejka pacjentów u mnie. Wąskie gardło w postaci zbyt małej ilości zakontraktowanych kolonoskopii pozostaje. Tyle, że teraz za to odpowiadam ja nie minister….”

polecam lekturę całości tu: wirtualnapolonia.com bo sprawa jest bardzo poważna:

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

O co więc chodzi tym wszystkim patologom zakochanym w systemie nakładowo-rozdzielczym w ataku na Zielonogórskie Porozumienie? O zniszczenie zalążka NORMALNEJ relacji pacjent – lekarz gdzie urzędnik nie jest do niczego potrzebny! Nie dajmy się skłócić z lekarzami na pstryknięcie palcami kłamców z rządu i demagogów z opozycji, którzy zbijają na tej sprawie kapitał polityczny!

Tymczasem rząd wie lepiej… (Odys) 😉

„Postępowa opinia całego świata należycie oceniła zbrodnię pacjentów-dywersantów, którzy na początku roku pojawili się w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej, by wbijać szpilki Ministrowi Arłukowiczowi i destabilizować system zdrowotny Polski Ludowej. Każdy świadomy chłop, robotnik i inteligent wie bowiem dobrze, że z chorobą należy poczekać do czasu, gdy wszystkie przychodnie przedłużą kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. W innym przypadku chorowanie to antyrządowa awantura. Dlatego też Partia i Rząd Ludowy rozważają wprowadzenie w życie nowego pomysłu racjonalizatorskiego i ustanowienie miesiąca stycznia – już na stałe – miesiącem bez chorowania. Pozwoli to uniknąć raz na zawsze niepotrzebnych kolejek i skarg. By żyło się lepiej! By żyło się lepiej wszystkim!” Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 427: Styczeń miesiącem bez chorowania!

podobne: „Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie…” (wyniki badań tajne, rośnie ilość błędów lekarskich). NIK o NFZ i o rehabilitacji: rosnące kolejki, niska jakość usług, nielegalne opłaty. Leczenie ponad granicami. oraz: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) i to: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ. a także: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej. polecam również: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane.

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta.


Świadek Bronisław Komorowski miał wyraźne problemy z wyjaśnieniem rozbieżności w swoich wcześniejszych zeznaniach.

Bronisław Komorowski zeznawał w wielogodzinnym przesłuchaniu jako świadek w procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i b. oficera Wojskowych Służb Informacyjnych, pułkownika Aleksandra L. [Lichockiego].

Oficera WSI, mającego kontakty z sowieckimi i później rosyjskimi służbami specjalnymi, oraz Bronisława Komorowskiego, wcześniej – posła, później Marszałka Sejmu, a teraz sprawującego urząd Prezydenta, oskarżono o płatną protekcję przy weryfikacji b. żołnierza WSI. Świadek Komorowski prowadził rozmowy z Aleksandrem L. celem zorganizowania wykradzenia najbardziej tajnego dokumentu w RP – Aneksu do Raportu o Rozwiązaniu WSI. Ten 800-stronicowy dokument, zawiera informacje przedstawiające kompromitujące związki Komorowskiego z WSI.

Komorowski jako jedyny poseł głosował przeciwko rozwiązaniu WSI, czyli agentury rosyjskiej sterującej politykami oraz strategicznymi sektorami obronności i przemysłu w Polsce. Aneks zawierał informacje o roli Komorowskiego w pracach WSI, które poprzez swoje rozliczne odnogi kontrolowały największe inwestycje w RP i zmalwersowały nawet setki miliardów złotych. Według wszelkich dostępnych danych, za tajemniczymi zgonami, morderstwami czy tzw. samobójstwami wielu dziesiątek kluczowych osób, stały czynniki związane z WSI.

rys. Andrzej Mleczko

rys. Andrzej Mleczko

Pomimo zgody Sądu na szeroką transmisję telewizyjną, Kancelaria Prezydenta nie dopuściła do transmisji z przebiegu przesłuchania dziennikarzy telewizyjnych innych stacji, poza TVP, TNV24 i Polsatem. Jednak służalczy dziennikarze tych stacji wyłączyli kamery i zaprzestali transmisji już po kilku minutach, gdy zorientowali się w nieprzyjaznym dla świadka Komorowskiego przebiegu rozprawy. Tylko dzięki redaktorowi Telewizji Republika, który swoim telefonem komórkowym re-transmitował przebieg procesu, społeczeństwo mogło zapoznać się z procesem.

Komorowski podczas przesłuchania “przebił” w swoich zeznaniach nawet Pawła Grasia, który podczas słynnych zeznań odpowiedział na 77 pytań – “nie pamiętam”. Świadek Komorowski jeśli już cokolwiek pamiętał, to kłamał – podsumował red. Wojciech Sumliński, który zadawał Komorowskiemu pytania.

źródło: bibula.com

„…informuję, iż:

Kłamstwem są twierdzenia powielane w przestrzeni publicznej, iż to Prokuratura zabiegała o przesłuchanie w tej sprawie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Było dokładnie odwrotnie – jestem w posiadaniu dokumentów jednoznacznie potwierdzających, że prokuratura robiła wszystko, by Prezydent nie zeznawał w tej sprawie w Sądzie. Gdy zabiegi Prokuratury w tym względzie zakończyły się fiaskiem i gdy okazało się, że Prezydent Bronisław Komorowski  (którego potajemne spotkania z dwoma oficerami służb tajnych były pierwszą przyczyną tej historii) w związku z moim wnioskiem zmuszony będzie do złożenie zeznań w Sądzie, w dniu 1 grudnia br. Prokuratura złożyła wniosek o wyłączenie jawności rozprawy.

Działania Prokuratury – podobnie jak ograniczenie przez Kancelarię Prezydenta do minimum dostępności dla mediów i publiczności uczestnictwa w tej nie mającej precedensu rozprawie – postrzegam, jako chęć ukrycia przed opinią publiczną prawdy o – delikatnie rzecz ujmując – niepochlebnej roli Prezydenta RP w tej sprawie oraz w ogóle o całej tej historii.  Gdy także i ten wniosek Prokuratury zakończył się niepowodzeniem, w trybie pilnym zostałem wezwany na dzień 12 grudnia do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie (pod rygorem przymusowego doprowadzenia) do kancelarii tajnej, gdzie przedstawiono mi kilkustronicowe pismo z zapisem szeregu spraw i wątków, o których mówienie publiczne – jak mnie poinformowano – będzie złamaniem tajemnicy państwowej, za co grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. I zapewne tylko przez „przypadek” większościowy zakres rzeczonych spraw i wątków dotyczył Bronisława Komorowskiego. Ponieważ nie chcę występować, jako adwokat we własnej sprawie, wnioski z przedstawionej powyżej sekwencji zdarzeń pozostawiam Czytelnikom.

Wojciech Sumliński

Źródło: niepoprawni.pl

„…Nie postawiono więc – jak należało – głośno i dobitnie pytań ws. afery marszałkowej, które po przesłuchaniu prezydenta natychmiast nasuwają się niczym zmarszczka na czoło Tomasza Nałęcza.

1) Jak jest możliwe, by Bronisław Komorowski nie pamiętał, czy czytał aneks do raportu z likwidacji WSI? Tak twierdził w czwartek. Dokument dotyczący ponoć wielu bliskich mu ludzi, a przede wszystkim jego samego! Od lat jeden z najtajniejszych w Polsce, który przeszedł już do legendy! Przecież gdyby im to powiedziano, to nie uwierzyłyby nawet dzieci, z którymi następnego dnia po zeznaniach prezydent w asyście kwiatu żurnalistyki zdobił bombki.

2) Dlaczego o próbie przehandlowania mu owego mega-tajnego dokumentu nie poinformował oficjalnie służb specjalnych? Opowieści o tym, że ustnie przekazał sprawę Pawłowi Grasiowi (ciekawe, przy którym śmietniku) to przestrzeganie procedur podobne do pilnowania bezpieczeństwa lotów przez Tomasza Arabskiego.

3) Czy spotykał się z pułkownikami sam czy z kimś? Bo Paweł Graś, Krzysztof Bondaryk i Leszek Tobiasz twierdzą w zeznaniach co innego niż pan prezydent? I w jakiej kolejności gościł w swoim biurze byłych oficerów WSI? To ważna kwestia, o której szerzej w obszernej relacji z rozprawy. W 2008 r. mówił w prokuraturze, że pierwszy przyszedł L., w 2009 – że Tobiasz. A w ubiegłym tygodniu stwierdził, że… podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania. Jak go nie lubić?

4) Dlaczego w ogóle podjął rozmowy i odbywał kolejne spotkania z ludźmi WSI płk. L. i płk. Tobiaszem (który przed blisko trzema laty zatańczył się na śmierć) zamiast od razu formalnie przekazać sprawę odpowiednim służbom? Czy dlatego, że jednak był szalenie zainteresowany treścią aneksu?

5) Dlaczego dziś twierdzi, że nie był zainteresowany treścią aneksu, skoro w prokuraturze zeznał: „Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją . Umówiliśmy się, że on odezwie się, gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów.”

6) Dlaczego Komorowski nie zechciał odpowiedzieć na pytanie, kiedy zapoznał się z aneksem, zasłaniając się tajemnicą państwową? Wojciech Sumliński twierdzi, że stało się to tuż po katastrofie smoleńskiej. CZYTAJ WIĘCEJ: Sumliński: „Komorowski buszował po pałacu prezydenckim już 10 kwietnia. Wtedy czytał aneks do raportu WSI

To kwestie podstawowe, jest jeszcze wiele innych nieścisłości w prezydenckich zeznaniach i zadziwiających luk w pamięci pierwszego obywatela. Pozwalam sobie je podsumować, bo sprawa ma szalenie istotny wymiar, tak polityczny, jak i medialny…”

całość tu: wpolityce.pl

podobne: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? oraz: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. polecam również: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

Trafnie zauważył Stanisław Janecki

„…Czwartek 18 grudnia 2014 r. powinien przejść do historii nie tylko mediów w Polsce, ale i samej III RP. Główne media zademonstrowały wówczas absolutne oddanie władzy, czyli świadomie i z pełnym wyrachowaniem stały się narzędziem rządzących zamiast reprezentować opinię publiczną. Nie tylko zablokowano relacje z przesłuchania prezydenta Komorowskiego, ale też informacje o nocnym zamachu na lasy państwowe jako dobro narodowe i próbę zmiany w tym celu konstytucji. Przemilczano przyjęty właśnie budżet, tak jakby projekt dochodów i wydatków państwa był nic nie znaczącym świstkiem papieru. Kompletnie zmanipulowano przekaz z debiutu Donalda Tuska w roli przewodniczącego Rady Europejskiej, ukrywając krytyczne opinie o tym oraz przemilczając miałkość jego propozycji i liczenie się nie z interesem Polski oraz Ukrainy, lecz Niemiec i takich prorosyjskich państw jak Włochy, Francja czy Grecja. Ukryto informacje o ogromnym zamieszaniu wokół tzw. pakietu onkologicznego, czyli groźbie paraliżu dużej części służby zdrowia.(…)

…Zablokowano opinii publicznej dostęp do informacji o możliwości składania fałszywych zeznań, o dziwnych związkach z oficerami WSI, proponującymi złamanie prawa itp. Dla wyborców to kluczowe informacje dla oceny wiarygodności, prawdomówności i uczciwości Bronisława Komorowskiego. Ich ukrycie i zmanipulowanie oznacza złamanie fundamentalnych zasad obowiązujących media oraz faktyczne działanie w interesie konkretnego kandydata i otwartą służalczość wobec władzy…” (18 grudnia 2014 r. to czarny czwartek polskich mediów i klęska demokracji w wersji IIIRP)…”

cytat z Georgea Orwella:

Oto moje przesłanie dla lewicowych dziennikarzy i do intelektualistów -“ generalnie. Pamiętajcie, że zawsze płaci się za nieuczciwość i tchórzostwo. Nie myślcie, że przez całe lata będziecie liżącymi buty propagandystami sowieckiego reżimu, a potem nagle powrócicie do duchowej przyzwoitości. Gdy się raz stało k…ą, jest się zawsze k…ą.

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”  oraz: Kłamstwo „postępu”: „Ludzie! Jesteście zajebiści!”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Wczoraj przed sądem zeznawał Prezydent IIIRP, niejaki Dekoder. Jaki był więc główny temat w mediach? Oczywiście posłanka Pawłowicz i jej żarcie w sejmie. Całkowicie logiczne przecież.

Dekoder zeznawał w procesie Wojciecha Sumlińskiego i byłego oficera WSI płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję przy weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Zeznawał w Pałacu Prezydenckim, a nie w sądzie, ale pal licho. Transmitowała to wydarzenie aż jedna stacja telewizyjna: TV Republika. Reszta postanowiła zakodować. Zresztą TV Republikę też próbowano zakodować. Transmisja odbyła się więc przez telefon jednego z dziennikarzy. Ale przecież baba zjadła w sejmie sałatkę.

A co zeznał Dekoder? Nic mądrego. Zaskoczeni? „Nie wiem, nie znam, nie pamiętam”. Sztywno Bronek. Szacunek Ludzi Ulicy!..” (Dzień w skrócie – niemal codzienny, subiektywny przegląd wydarzeń 19 grudnia)

…parafrazując wypowiedź bohatera powieści Dołęgi-Mostowicza „Kariera Nikodema Dyzmy”, można śmiało powiedzieć że „Szkoda sałatki” a Komorowski… nie ważne! 😉

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Nie ma się co dziwić że Pan Komorowski Broni-się jak umie i że w maskowaniu jego „dziwnej” nieporadności pomagają mu media (nie)wiadomego pochodzenia 😉 Reprezentuje on bądź co bądź swoją (nie)powagą (czy to się komuś POdoba czy nie) jakiś elektorat, u którego ma „znaczne poparcie” cokolwiek by nie zrobił i czego by nie powiedział – więc czemu miałby się tłumaczyć jakiejś „mniejszości”? Czyja to wina że tak sobie pozwala? To proste! Bo bezkarność rozzuchwala i będzie rozzuchwalać coraz bardziej skoro „wyborcy” w „większości” tego właśnie sobie życzą (Dwa badania… jeden wniosek – „Dupa blada” oraz: CBOS: coraz więcej Polaków czuje się lekceważonych przez władzę, ale ponad połowa nie wie, co było ważne w 2013 roku.)

Odkąd bowiem wymyślono demokrację, każdy baran (pardon! oczywiście „wyborca”) może sobie wybierać takiego osła jaki mu pasuje (już Arystoteles to wiedział). Zapotrzebowanie na Dyzmów  jest więc ciągle wysokie (tu sondaże nie kłamią!) zwłaszcza że w każdym Polaku czai się potencjalny Dyzma, do czego rzecz jasna nikt się nie przyzna 😉 (Elektryczne Gitary – Doktor Dyzma) a dzięki czemu Polska przeżywa pod panowaniem Pana Komorowskiego „złoty wiek” („w bulu i nadziei” 😛 )

…Odys

podobne: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy.


Na początek materiał filmowy PodziemnaTV: Robią nas w konia: W obronie Premiera Tuska p.o.Pinokia, który wreszcie był szczery!

i fragment artykułu Pana Janeckiego:

„…Wszystkim rozsądnym ludziom w Polsce wydawało się, że ustawa budżetowa na 2014 r. jasno określiła, iż deficyt budżetowy wyniesie w tym roku nieco ponad 47,5 mld zł, co będzie stanowić trochę mniej niż 3,5 proc. PKB. A na 2015 r. optymistycznie zaplanowano deficyt w wysokości 2,7 proc. PKB. Ten spadek poniżej 3 proc. zawdzięczalibyśmy głównie temu, że od września 2014 r. wchodzi w UE nowa metodologia liczenia deficytu, ale to i tak nie zmienia faktu, że Polska ma deficyt i będzie go miała.

Okazało się jednak, że Polacy są w „mylnym błędzie`” – jak to określał klasyk Lech Wałęsa. Oto bowiem 27 sierpnia każdy mógł usłyszeć, jak premier Donald Tusk mówi w Sejmie:

W ramach możliwości, jakie daje wysiłek polskiego podatnika, chcę sensownie, wspólnie z wami, podzielić tę ciągle niedużą nadwyżkę, jaką dysponujemy.

I tu właśnie pojawia się – niczym u radzieckich uczonych, towarzysza Stalina i pracodawcy Aleksandra Kwaśniewskiego – nasza odwrócona rzeka. Premier Tusk nie mówił o niższym deficycie, lecz o „nadwyżce”. A potem tę „nadwyżkę” podchwycili politycy rządzącej koalicji oraz większość dziennikarzy i komentatorów. Okazało się, że wolą Donalda Tuska mamy jakąś tajemniczą „nadwyżkę”, choć przecież cały czas mamy deficyt, czyli niedobór.

Odezwały się wprawdzie jakieś głosy tych, którzy nie byli w stanie dostrzec „nadwyżki”, mimo że bardzo dobrze życzą emerytom i rencistom, którzy mają z tej „nadwyżki” skorzystać, ale te głosy zabrzmiały słabo. Bo przecież „nadwyżka” kojarzy się wyłącznie z radością i entuzjazmem, oznaczając sukces. Natomiast „deficyt” jest może i prawdziwy, ale strasznie depresyjny. Mieliśmy więc sytuację jak w „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Tam prof. Bladaczka był przekonany, że wszystkich uczniów zachwyca poezja Juliusza Słowackiego. A tu niejaki Gałkiewicz hardo rzucił profesorowi w twarz, że jego Słowacki nie zachwyca, podobnie zresztą jak pozostałych uczniów.

Pewnie z powodu „nadwyżki” Donalda Tuska tkwilibyśmy w dysonansie poznawczym, a nawet w jakiejś schizofrenii, ale od czego uniwersalny klucz interpretacyjny i oświecający, jakim jest twórczość Stanisława Barei…

…Jak w praktyce działa odwrócenie Wisły przez Donalda Tuska, czyli znalezienie „nadwyżki” w deficycie? Wyjaśnia to sobowtór Misia – węglarz Stanisław Paluch (grany przez Stanisława Tyma):

To jest tak, że jeżeliby nam ktoś, na przykład, rozumiesz, porwał naszą furę i by go złapały, to nam muszą oddać samolot, rozumiesz? To jest właśnie tradycja. Że nam muszą oddać!

Na co ojciec zasadniczo Marysi, ale właściwie Tradycji zareagował pytaniem:

No, kiego wała nam samolot? A furę?

Furę też

— uspokaja Stanisław Paluch.

I już wiemy, gdzie jesteśmy razem z Donaldem Tuskiem w dziele odwracania Wisły. „Nadwyżka” to ten oddany samolot za porwaną furę. A sama fura, czyli „deficyt” też oczywiście istnieje. A właściwie istnieje tylko fura, bo samolot, czyli „nadwyżka” funkcjonuje tylko w wyobraźni Donalda Tuska. I wszystko się zgadza, bo to taka „nowa, świecka tradycja”. A właściwie nie całkiem nowa, lecz siedmioletnia.” 

Stanisław Janecki   (całość tu: wpolityce.pl)

podobne: Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…” oraz:  Andrzej Talarek: “Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu i to: Papier wszystko przyjmie czyli… Po nierealnych założeniach krótkowzroczny budżet.

„…Coraz gorsze dane ekonomiczne skłaniają rząd do rewizji założeń do przyszłorocznego budżetu, który bez faktycznych reform rządzącym będzie trudno zatwierdzić bez olbrzymiego deficytu. Lipcowy wskaźnik koniunktury PMI (49,4) pokazał już recesję w przemyśle. Wiadomością najgorszą jest zaś chyba ta, że 5 sierpnia wielkość długu III RP – wyświetlana na tzw. Liczniku Długu Publicznego w Warszawie – przekroczyła już bilion złotych (!). Wg odpowiedzialnej za ten licznik fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, szacunkowa wielkość jawnego długu publicznego – po uwzględnieniu wahań kursu złotego – urośnie do końca grudnia tego roku aż do 1032 miliardów zł (!). Bo niestety ten jawny dług publiczny Polski rośnie aż o prawie 202 mln zł na dobę (!) i na koniec roku sięgnie już poziomu prawie 28 tys. zł na mieszkańca – licząc łącznie z dziećmi i starcami. Wg ekonomistów z FOR, te wyliczenia nie uwzględniają umorzenia państwowych obligacji przejętych przez ZUS z OFE, ponieważ sędziowie z Trybunału Konstytucyjnego jeszcze nie raczyli wypowiedzieć się, mimo upływu ponad ośmiu miesięcy, czy ta księgowa operacja rządu była zgodna z prawem III RP, czy nie.

A co z ogromnym długiem ukrytym, szacowanym przez niektórych ekonomistów na blisko 4 biliony zł? Wg FOR, szacunkowa wartość długu ukrytego, czyli głównie przyszłych zobowiązań emerytalnych i rentowych, wyniosła na koniec roku 2013 aż ok. 3164 mld zł (ten licznik długu ukrytego pokazuje wartości w cenach stałych). Ma ona zmaleć na koniec roku 2014 do 3102 mld zł (w cenach stałych z roku 2013). Ten spadek ma wynikać z tego, że państwo w tym roku wypłaci więcej na emerytury (co trochę zredukuje istniejące zobowiązania emerytalne) niż przyjmie tzw. emerytalnych składek. Skąd ZUS i państwo pozyskają tak olbrzymie środki w okresie najbliższych 20 czy 30 lat?”

Tomasz Myslek (źródło: nczas.com)

podobne: Cukiernik: Zderzenie propagandy PO z rzeczywistością – Najwyższy Czas! oraz: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach i to: Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. a także: OFE i ZUS czyli – spirala zadłużenia kręci się coraz szybciej.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Kret kretem, ale tajemnica najważniejsza!


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Jakiś czas temu popełniłem wpis – Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac. Dużo czasu nie minęło a mamy już pierwsze efekty tej współpracy, które to efekty będą miały nieprzyjemne konsekwencje dla pewnego dziennikarza, albowiem:

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego skierowała do prokuratury sprawę opublikowanego w tygodniu „Sieci” artykułu. Witold Gadowski opisywał w nim niezwykle niepokojącą sytuację, w której polskie służby nie zatrzymały szpiega rozpracowującego środowisko polskich nacjonalistów.

W tekście „Szpieg, kret i podwójny krawiec…” Gadowski pisał o rosyjskich agentach inwigilujących polskie organizacje narodowościowe III RP. Jednym z jego „bohaterów” był Aleksander Samożniew, który w Polsce podawał się za rosyjskiego dziennikarza. Choć mężczyzna został rozpracowany przez polskie służby, które ustaliły, że jest agentem werbującym dla rosyjskiego wywiadu, nie złapano go, pozwalając mu uciec z kraju.

Gadowski przypomniał również książkę Siergieja Trietiakowa, który pisał o jednym z polskich dyplomatów, jako o współpracowniku rosyjskiego wywiadu. „Profesor” miał również zostać zdekonspirowany, a dowody jego zdrady miały trafić do Agencji Wywiadu. Gadowski pisał jednak, że mężczyzna nigdy nie został złapany, mógł swobodnie działać do przejścia na rządową emeryturę. Gadowski wskazuje, że „Profesor” musiał korzystać z osłony kreta, którzy działał w kierownictwie polskich służb. Zdaniem dziennikarza ten sam kret mógł potem ochraniać Samożniewa oraz mieć na koncie więcej zdrad. Do dziś jednak nie udało się ustalić, czy zdrajca działa w polskich służbach, ani kim jest.

Sprawą artykułu w „Sieci” zainteresował się poseł PiS Marek Opioła. W związku z publikacją skierował do premiera Donalda Tuska interpelację. Pytał w niej m.in.:

Kiedy Agencja Wywiadu otrzymała od służb amerykańskich informacje o osobie wymienionej w artykule jako ˝Profesor˝ i jej powiązaniach z sowieckim/rosyjskim wywiadem?

Czy prezes Rady Ministrów został poinformowany o podejrzeniach w sprawie ˝Profesora˝?

Jakie zostały podjęte działania w celu wyjaśnienia informacji uzyskanych od służb sojuszniczych? Która służba specjalna prowadziła te działania?

Czy ˝Profesor˝ posiada poświadczenie bezpieczeństwa osobowego? Jeśli tak, to do jakiej klauzuli?

Czy we wcześniejszych latach było wobec niego prowadzone postępowanie sprawdzające w ramach procedury poświadczenia bezpieczeństwa osobowego? Która służba specjalna je prowadziła? Jaka była data wydania kolejnych poświadczeń?

Czy zidentyfikowano jakiekolwiek osoby pracujące na rzecz ˝Profesora˝ czy też z góry przyjęto wygodną hipotezę, iż działał on sam?

Czy osoby, od których ˝Profesor˝ uzyskiwał wrażliwe dane, dalej pracują w służbach oraz w administracji państwowej?

Czy obecne kontakty ˝Profesora˝ są w dalszym ciągu monitorowane przez służby kontrwywiadowcze?

Czy rosyjski szpieg/szpiedzy, na których istnienie w strukturze ABW wskazuje ww. tygodnik, został zidentyfikowany?

Czy po ucieczce osoby opisanej w artykule jako Samożniew w UOP/ABW prowadzono działania wyjaśniające, których celem była weryfikacja tezy o przecieku?

Czy osoba, która mogła być źródłem przecieku (de facto dokonała zdrady państwa), nie została zidentyfikowana i kontrwywiad nie prowadził działań poszukiwawczych aż do skutku?

Czy osoba, która mogła być źródłem przecieku, została zwolniona ze służby czy też toleruje się jej obecność, aby skandal z ich ujawnieniem nie ukazał Polski w negatywnych świetle w oczach sojuszników?

Czy uwzględniono, że osoba w polskich służbach, która ostrzegła Samożniewa, mogła budować siatkę swoich współpracowników wewnątrz polskich służb specjalnych? Czy taką hipotezę postawiono? Jak ją zweryfikowano?

Na te pytania na początku maja odpowiedział w imieniu Prezesa Rady Ministrów szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Pismo ministra jest zaskakująco krótkie.

Informuję, że w związku z opublikowaniem w tygodniku ˝W sieci˝ artykułu Witolda Gadowskiego pt. ˝Szpieg, ‚kret’ i ‚Podwójny Krawiec’…˝ p.o. szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego powołał zespół dla wyjaśnienia okoliczności ujawnienia przedmiotowej informacji. W toku prac zespół ustalił, iż treści zawarte we wspomnianym wyżej artykule stanowiły informacje niejawne. W związku z powyższym ABW skierowała do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 265 § 1 K.k. (mowa w nim o karach za ujawnienie tajemnicy państwowej – red.)

– czytamy

Pismo szefa MSW oznacza, że dziennikarzem, który napisał, że w polskich służbach może działać kret, obecnie zajmie się być może prokuratura. ABW doniosła bowiem na Witolda Gadowskiego.Jeśli w tej sprawie zostanie wszczęte śledztwo on oraz jego informatorzy mogą mieć kłopoty.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy donos na dziennikarza jest jedyną reakcją ABW i MSW w tej sprawie. Czy minister Sienkiewicz oraz szef ABW pokusili się o to, by sprawdzić czy w polskich służbach kryje się kret, zdrajca, szpieg rosyjski? Czy ta sprawa w ogóle ich zainteresowała? Pismo, jakie szef MSW przesłał w tej sprawie do Sejmu, nie rozwiewa wątpliwości.

Z zainteresowaniem patrzymy również na wydarzenia dotyczące SKW, które opisał w zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa poseł Tomasz Kaczmarek. Z jego informacji wynika, że szef wojskowego kontrwywiadu Janusz Nosek przekazał osobom nieuprawnionym tajne dane, zawierające informacje o żołnierzach, operacjach oraz współpracownikach wojskowych służb. Kiedy tą sprawą zajmie się Bartłomiej Sienkiewicz nadzorujący w imieniu premiera wojskowe służby?

źródło: wpolityce.pl

podobne: Handlarz bronią jeździł po świecie, a faktury za hotele, czartery i restauracje wysyłał Polskiemu Holdingowi Obronnemu

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

… jak widać na przykładzie, każda „brudna łapa” mieszająca we współpracy pomiędzy „polskimi” a rosyjskimi  służbami wywiadowczymi zostanie ucięta… Ponieważ priorytetem jest aby walka z „odradzającym się faszyzmem” była objęta ścisłą tajemnicą za której ujawnienie grozi kara z art. 265 § 1 K.k.  Komuś we „władzach” najwyraźniej priorytety się poprzestawiały, ale tak już jest w socjalizmie że służby specjalne służą przede wszystkim ochronie nieudolnej władzy przed narodem. I dlatego na pierwszym miejscu jest ściganie za naruszanie przez obywateli procedur jakie stoją na straży bezkarności władzy.

…Odys

polecam również: Złodziej złodzieja złodziejem pogania w Ministerstwie Sprawiedliwości i w Agencji Wywiadu. i to: CIA kłamała w sprawie tajnych więzień. Tortury nie dostarczały danych wywiadowczych.

Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym


W grudniu 2011 roku w programie Pana Jana Pospieszalskiego „Bliżej” wyemitowano fragment filmu autorstwa Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka: „Towarzysz generał idzie na wojnę„. Fragment dotyczył dokumentu z archiwum „Stasi” (NRDowskiego wywiadu), konkretnie telegramu Horsta Neubauera, (ambasadora NRD w PRL) wysłanego 2 grudnia 1981 roku do kierownictwa wschodnioniemieckiej partii komunistycznej. Neubauer po rozmowie ze Stanisławem Cioskiem pisze, że Bronisław Geremek informował ówczesną władzę komunistyczną – konkretnie Pana Stanisława Cioska, (ówczesnego ministra ds. związków zawodowych) o potrzebie „pacyfikacji obozu solidarnościowego”:

Tow. Ciosek, minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi, oświadczył w rozmowie z 1 grudnia [1981 roku]:

„Część wpływowych doradców „Solidarności” zrozumiała obecne położenie i zmianę sytuacji. Boją się bardziej niż sądzimy i zaczynają ratować własną skórę. Odbyłem właśnie osobliwą rozmowę z szefem sztabu ekspertów „Solidarności” [Bronisławem] Geremkiem (bliskie związki z międzynarodówką socjaldemokratyczną, osobiste kontakty z Krayskim i innymi). Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy „Solidarnością” w obecnej formie i realnym socjalizmem [jest] niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieunikniona. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Organy władzy państwowej muszą zlikwidować aparat „Solidarności”. Po konfrontacji siłowej „Solidarność” mogłaby powstać na nowo, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego charakteru i bez ambicji sięgania po władzę. Być może – kontynuował Geremek – zostaną zachowane siły umiarkowane, takie jak Wałęsa. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w oparciu o odmienną sytuację polityczną kontynuować określone procesy demokratyzacji.”

Należy tu koniecznie zaznaczyc, że jest to relacja osoby trzeciej a do samej treści owej notatki i znajdujących się w niej sformułowań Pan Ciosek się nie przyznaje. Natomiast co do faktu, że tego typu rozmowy (Cioska z Neubauerem i wcześniejsza Geremka z Cioskiem) miały miejsce, nie należy zbytnio oponowac, gdyż Ciosek był odpowiedzialny w rządzie za rozmowy czy szerzej „kontakty z Solidarnością i związkami zawodowymi”. Jak mówi Pan dr Grzegorz Majchrzak (IPN):

…Pewne jest, że Ciosek z Geremkiem wielokrotnie w tamtym czasie rozmawiali przy okazji negocjacji (a właściwie prób negocjacji, bo de facto nie chciały ich władze PRL). Są dwie możliwości interpretacji słów doradcy Solidarności: albo Geremek mówi o swojej koncepcji, która była zbieżna z koncepcją władz, albo mówi o koncepcji władzy i wtedy jest sensacją jego tak szczegółowa wiedza o zamierzeniach władzy. Notabene w dalszym fragmencie szyfrogramu (nie przytoczonym w programie) Geremek mówi o możliwości „postawienia do dyspozycji Polski” 5 miliardów dolarów przez zachodnie kręgi gospodarcze. Taka pomoc byłaby tylko wtedy możliwa, gdyby władze nie wypowiedziały militarnej walki z narodem.

Ważny jest tu cały kontekst tej rozmowy. Mamy tutaj jednak do czynienia z relacją z trzeciej ręki. Nie wiemy zatem czy i ewentualnie na ile słowa Geremka zostały zniekształcone.

Nie dziwię się postawie Cioska, gdy publicznie mówi, że ten dokument to śmieć. Gdy 10 lat temu w swoim artykule cytowałem wypowiedź Cioska o Wałęsie, powołując się niemieckie tajne dokumenty, to on po tym artykule zadzwonił do mnie i zaprzeczył, że powiedział słowa: „Wałęsa jest parszywym cynicznym i zakłamanym człowiekiem. Nawet czasowa współpraca z tym durniem i łajdakiem nie jest możliwa”. To była wypowiedź z 16 grudnia 1981 r. Ciosek powiedział mi, że on nigdy nie używał takiego języka…

Przypuszczam, że obie rozmowy (Cioska z Neubauerem i wcześniejsza Geremka z Cioskiem) miały miejsce. W podległym Cioskowi Biurze ds. Współpracy ze Związkami Zawodowymi zachowało się sporo ciekawych materiałów. Wielu dokumentów jednak tam brak, np. dokumentacji rozmów z działaczami Solidarności dotyczących powołania neoSolidarności, a wiemy, że takie rozmowy poprzez niego i jego współpracowników były prowadzone. Nie ma też notatek z rozmowy czy rozmów z Geremkiem – dodaje.

Należałoby się więc zastanowic czemu tych notatek tam nie ma skoro rozmowy były prowadzone a raczej co takiego w nich było skoro się nie zachowały. Istnieje też trzecia możliwośc – że notatek takich w ogóle nie sporządzono. To z kolei może prowadzic do domysłów o czym mianowicie w takim razie rozmawiano, jeżeli nie o negocjacjach.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Faktem jest, że szereg „domniemywań” jakie padły z ust zgromadzonych w studiu gości w trakcie emisji programu, jak i sam dokument o którym wspominałem na początku, stały się pretekstem, do wytoczenia przez Marcina Geremka procesu cywilnego Janowi Pospieszalskiemu „o naruszenie dóbr osobistych”. 25 czerwca 2012 roku odbył się kolejny etap rozprawy. O tyle osobliwej, że samego dokumentu nikt do tej pory w sposób skuteczny nie podważył a Pan Pospieszalski pokazał materiał filmowy sporządzony przez osoby trzecie. Czy to powód żeby człowieka ciągac po sądach za to że pokazał szerszej publiczności to co od dawna krąży w internecie i było już przedtem kilka razy publikowane?

A tu ciekawy komentarz do samej sprawy jak i „huczku” medialnego jaki miał miejsce zaraz po edycji programu:

Dokument miał powstać na podstawie relacji samego Cioska. Co warto podkreślić – choć wielokrotnie odzywały się głosy, że jest to fałszywka, nie zostało to nigdy naukowo dowiedzione. Były to jedynie głosy publicystyczne, nie oparte na żadnych dowodach.

Co by to oznaczało, gdybyśmy żyli w normalnym kraju? Po pierwsze – jeden dokument z niemieckiego archiwum nie jest także niepodważalnym dowodem. Raczej ciekawym punktem wyjścia do dalszych badań i dociekań. I tak tylko należy go potraktować.

Z drugiej jednak strony nie jest to żaden powód do podnoszenia larum i używania wielkich słów o hańbie, kalaniu itp. Jeśli ktoś uważa, że wyciąganie tego dokumentu jest bezzasadne albo potrafi w naukowy sposób wskazać, dlaczego nie może on być prawdziwy, niech przedstawi swój pogląd.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Ludzie – także ci zaangażowani w opozycję – nie byli przecież herosami bez skazy. Ich życiorysy są skomplikowane, a ich drogi bywają poplątane. Ktoś w jakimś okresie mógł być oportunistą, mógł nawet wejść we współpracę, żeby potem w innych momentach zachować się bardzo przyzwoicie. Jak sądzę, nikt rozsądny nie może twierdzić, że sam Lech Wałęsa poprzez okres swojego życia, opisany w książce Cenckiewicza i Gontarczyka, oraz czas sprawowania urzędu prezydenta, kompletnie przekreślił swoje inne dokonania. Tyle że jego pomnikowy wizerunek już dawno spękał i skruszał. I dobrze – dla mnie Wałęsa stał się przez to o wiele ciekawszą postacią. (Choć nie mam wątpliwości, że w filmie Wajdy nie zostanie z tego nic.)

Nie zajmuję się tutaj jednak oceną dokumentu, pokazanego w filmie Brauna, bo to sprawa dla historyków, a nie publicystów. Publicyści mogą skonsumować dopiero rezultat badań. Na razie mamy – znany już zresztą od paru lat – papier z niemieckich archiwów, sporządzony na użytek wewnętrzny. Na jego podstawie można stawiać ostrożne tezy, pamiętając, że historycy mogą zweryfikować w przyszłości jego autentyczność.

Tymczasem co dostajemy? Rzecz jasna, uaktywnia się „Gazeta Wyborcza”, piórem samego faktycznego naczelnego, czyli Jarosława Kurskiego. W komentarzu – w którego tytule słowo „Profesor” jest zresztą napisane wielką literą, co bardzo charakterystyczne (to taki gazetowowybroczy system czczenia salonowych świętych) – Kurski sięga po klasyczny dla swojego pisma arsenał środków stylistycznych: „[…] Nie pierwszy to raz weterani IV RP plują na groby ludzi, którzy sami obronić się już nie mogą. Robią to z intencją, że znużona tym opinia publiczna w końcu przywyknie i wówczas błoto zacznie się przyklejać. Być może mowa nienawiści to cena demokracji i wolności, o którą sam Geremek walczył m.in. jako więzień stanu wojennego? […]

Nie wiem tylko, jak program Pospieszalskiego można godzić z misją telewizji publicznej? Chyba że przyjąć, że »misją TVP« jest odzieranie z godności zmarłych bohaterów polskiej rewolucji wolnościowej”.

Czyli charakterystyczna dla takich sytuacji w „GW” egzaltacja i styl „Trybuny Ludu”. Zamiast rzeczowej dyskusji, frazesy o pluciu i poniewieraniu. Cel jasny i absolutnie czytelny: grzebanie w przeszłości salonowych świętych jest zabronione. Dokładnie tak samo „Wyborcza” zachowywała się w przypadku Cenckiewicza, Gontarczyka czy Zyzaka.

Nawiasem mówiąc, Kurski mocno naciąga fakty, pisząc w komentarzu, że „Program miał być o 13 grudnia, ale był o Bronisławie Geremku – znienawidzonym przez prawicę współtwórcy polskiej demokracji”. Każdy, kto ten program widział, wie, że wątek Geremka pojawił się w 28. minucie 41-minutowej audycji (czyli w trzech czwartych), po czym nastąpił ostry spór na jego temat między Andrzejem Celińskim a Bronisławem Wildsteinem, dotyczący raczej odbioru samej sprawy, a nie przeszłości Geremka. Ale tego typu naginanie rzeczywistości to norma.

Gdyby jednak chodziło tylko o gazetę, nie byłoby tragedii. W końcu nikomu nie można zabronić się kompromitować. Na tym się jednak nie skończyło. Wkrótce odezwał się prezes TVP Juliusz Braun, wydając – już po pierwszych groźnych pomrukach nasrożonego salonu – czołobitny i hołdowniczy adres przepraszający, skierowany do Fundacji im. Geremka. Wyjątkowo uderzający jest kontrast pomiędzy reakcją Brauna na sprawę Geremka a wielotygodniowym brakiem reakcji na sprawę Nergala. Prezes TVP za zatrudnienie tego ostatniego nigdy nie przeprosił; przyznał jedynie, że jego zatrudnienie „było błędem”, ale i to po tygodniach młotkowania z wielu stron. (Tu pozdrawiam Krzyśka Leskiego, który na Twitterze usiłował mi wmawiać, że te reakcje są porównywalne.)

Napisał Braun: „Działalność tego wielkiego Polaka [Bronisława Geremka] zawsze darzyłem wielkim szacunkiem, traktując znajomość z Nim jako honor i wyróżnienie. Niestety, audycja wyemitowana 8 grudnia naruszyła nie tylko zasady rzetelności dziennikarskiej, lecz także reguły zwykłej ludzkiej przyzwoitości. […]

Treści zawarte w audycji wyemitowanej niemal w przeddzień 30. rocznicy stanu wojennego, zniesławiające pamięć Człowieka o wielkich zasługach dla Polski i Europy, nie znajdują usprawiedliwienia […]”.

Tu wypada spytać, w jaki sposób TVP ma realizować misję, której częścią jest również prezentowanie rezultatów badań historycznych – w tym także tych dla niektórych niewygodnych – jeśli jej prezes uznaje niektóre postaci historyczne za „wielkich Polaków”, którzy – jak można rozumieć – są objęci immunitetem od historycznych dociekań? Chciałbym się także dowiedzieć, w jaki sposób audycja Pospieszalskiego naruszyła „zasady zwykłej ludzkiej przyzwoitości”, bo ja, jako żywo, takiego naruszenia nie dostrzegłem. Ostatni cytowany akapit jest świadectwem tak strachliwej czołobitności, że miłosiernie powstrzymam się od jego komentowania.

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

Piszę o tym wszystkim nie dlatego, że chciałbym, aby o Bronisławie Geremku można było teraz mówić jako o „zdrajcy”. Daleki jestem od wyciągania takich wniosków z jednego papieru. Nie mogę natomiast zgodzić się na to, aby istnieli w najnowszej polskiej historii jacyś z góry zadekretowani święci, których przeszłości nie można badać, których nie wolno tykać, których pomnikowości nie wolno kwestionować, a jeśli ktoś się na to odważy, zostanie obrzucony obelgami i ustawiony na pozycji osoby, która „plugawi”, „opluwa”, „zniesławia”, a więc nie ma sensu z nią dyskutować. Przećwiczyliśmy to w przypadku książek o Wałęsie. Teraz mamy powtórkę w mniejszej skali, więc warto sobie powtórzyć, na czym polega w takich sprawach normalność. 

źródło: wpolityce.pllukaszwarzecha.salon24.plfronda.pl

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Łajdacy się obrazili”… ale prawda jest niepodzielna.  polecam również: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. a także: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). i jeszcze: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”.

Odzyskać wolnorynkowców. „Mówienie o tym, że w Polsce mamy gospodarkę wolnorynkową, jest zwyczajnym kłamstwem” | wPolityce.pl


Nie trzeba specjalnie bystrego obserwatora, żeby zauważyć, że wśród partii parlamentarnych żadna nie chce walczyć z socjalizmem, który triumfalnie powrócił do Polski wraz z hasłem „wchodzimy do Unii”. Z każdym rokiem zwiększa się tylko liczba różnego rodzaju przepisów, których zadaniem jest ścisłe regulowanie tego co i jak wolno nam produkować, hodować, kupować, sprzedawać, czy też kontrola czy za dużo nie palimy, czy odpowiednio się szczepimy i jak wychowujemy nasze dzieci. Każda nasza czynność podlega ścisłej kontroli. Nad naszym życiem czuwają tysiące urzędników, którzy na różne sposoby mogą (mają do tego uprawnienia i również środki przymusu) ingerować w nasze życie. Państwo czuwa też nad tym, abyśmy się zbytnio nie wzbogacili. Opodatkowane więc jest wszystko, każda nasza czynność jest ściśle kontrolowana pod względem finansowym przez różne instytucje państwowe, samorządowe czy też jakieś inne stowarzyszenia, które mają uprawnienia instytucji państwowych. Ot, choćby taki Polski Instytut Sztuki Filmowej, który tak naprawdę ściśle kontroluje jakie filmy w Polsce mogą być kręcone i nawet jaką mogą te filmy mieć długość (z tą długością filmu to nie jest żart!).

Pracujemy, kupujemy, mieszkamy, oglądamy, odpoczywamy i cały czas płacimy. Płacimy podatki, abonamenty, opłaty klimatyczne, opłaty drogowe, akcyzy. Państwo wydziera nam co najmniej połowę tego co wypracujemy. Jak ładnie skomentował to zjawisko Robert Gwiazdowski:

Chłop dla pana w XVI w. pracował 104 dni w roku i to był feudalny wyzysk. My na początku XXI w. pracujemy dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 164 dni i to jest sprawiedliwość społeczna!

W takiej sytuacji mówienie o tym, że w Polsce mamy gospodarkę wolnorynkową, jest zwyczajnym kłamstwem. I kto tak mówi, że w Polsce mamy wolny rynek jest kłamcą. Mamy gospodarkę socjalistyczną…

całośc tu Odzyskać wolnorynkowców. „Mówienie o tym, że w Polsce mamy gospodarkę wolnorynkową, jest zwyczajnym kłamstwem” | wPolityce.pl | codziennie ważne informacje ze świata polityki.

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiuszw

…Od „prawa” do lewa kłamią i kradną na potegę od 20 lat. Postokrągłostołowy układ stanowi „twarde prawo” które jest dla „NICH” (zabezpiecza ich interesy) a nie dla nas i które dziś nakazuje Tobie Polaku pracowac na ich „lepsze życie” do usranej śmierci. Bo na to poszły te miliardy tak naprawdę. Nie na autostrady czy stadiony, orliki, „schetynówki” i innego rodzaju „propagandowe pomysły”, które dziś straszą powiększającym się zadłużeniem samorządów. To był tylko pretekst żeby kolejny raz wyciągnąc miliardy waszych pieniędzy z waszych (miedzy innymi) emerytur! Macie dośc? Chcecie zmian? Apeluję do młodych bo do „starych” dopóki nie uderza sie w piers (za swoje decyzje 20 lat temu i za to że nie stanęli po stronie Olszewskiego i Mikke) i nie zmienią sposobu myślenia z „życzeniowego” na „realistyczny” nie ma co apelowac.

Apeluję do was młodzi obywatele tego kraju. Przepędźcie „bandę czworga”! Nie wybierajcie mniejszego zła jakim jest PIS bo to ta sama bajka co PO. Populiści którzy obiecują że znajdą pieniądze ale nie chcą powiedziec skąd. Chcą naprawiac państwo które z założenia jest złe a którego funkcjonowanie kosztuje nas niemałe pieniądze i to bez względu na wyniki jego „zarządzania”. Trzeba zwrócic Polakom ich własnośc a nie umacniac czy centralizowac władzę która jest źródłem korupcji i rozpasania urzędniczego na każdym szczeblu od sołectwa w samorządzie do ministerstw w rządzie. Precz z urzędnikami, precz z władzą która pasożytuje na pracy ludzi z prywatną inicjatywą. Dośc fasadowych „rzadów” spółek gdzie kliki z rządowymi układzikami czają sie na rządowe kontrakty aby wydrenowac dziesiatki (a przez lata tysiące!) miliardów pieniędzy podatników.

To władza jest złem, urzędy są złem, socjal jest zły, związki są złe. Po co nam to wszystko? Po co nam ta banda nierobów? Któremu przedsiębiorcy do prowadzenia firmy jest potrzebny jakikolwiek urzędnik? Przedsiębiorcy jest potrzebna swoboda i niski podatek a nie „państwo” ze swoim „prawem” które tylko go ogranicza i nie pozwala mu inwestowac własnych pieniędzy, zatrudniac ludzi u siebie za dobre pieniądze i wydawac tego co zarobi na towary innych przedsiębiorców – owoców pracy innych ludzi. PIS wam zapewni to samo co PO, tyle że na swoich zasadach i ze swoją bandą darmozjadów. Pora skończyc z socjalizmem i życzeniowym podejściem do życia drodzy obywatele. „Starzy” stracili szanse na wolnośc…a nas skazali na niewole i prace do końca życia.

Wybierajcie JKM i Nową Prawicę która już dawno apeluje o „wolnosc i praworzadnosc”. JKM to nie  „oszołom w muszce”. Przeczytajcie co proponuje i wybierajcie. Socjalizm i prace do śmierci na emeryturę Pana Wałęsy, Tuska, Komorowskiego, Rostowskiego, Kaczyńskiego, Błaszczaka, Hoffmana, Kalisza, Milera, Kwaśniewskiego, Pawlaka, Sawickiego, Kłopotka, Palikota, Grodzkiego, Biedronia i innych „celebrytów” którzy znani są z tego że są znani… albo zdecydujcie się na walkę o liberalizm (którego nigdy w Polsce nie było!) i prace z której owoców będziecie korzystac przede wszystkim wy sami i wasze dzieci.

…Odys

%d blogerów lubi to: