Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie.


„…wielu osobom demokracja kojarzy się z wolnością. Jednak Ojcowie Założyciele Stanów Zjednoczonych (którzy poprzez Konstytucję USA zrobili bardzo wiele dla zapewnienia swobody jednostkom) mieli na temat demokracji całkiem inne zdanie. Uważali ją za system, w którym „dwóch wilków i owca wspólnie decydują, co zjedzą na kolację”. Demokracja była więc dla nich synonimem tyranii, tyle że ze strony większości. Konstytucja Stanów Zjednoczonych pełniła w owej sytuacji kluczową rolę, ponieważ nadawała prawa obywatelom, a jednocześnie utrudniała życie politykom i blokowała im możliwość manipulowania najważniejszymi zasadami, które stanowiły fundament wolnego społeczeństwa. Mówiąc wprost: chroniła mniejszość przed tyranią ze strony większości.

Niestety, obsesja polityków dotycząca poszerzania władzy doprowadziła do tego, że zaczęli oni wpływać na sądy mające za zadanie dokonywać interpretacji konstytucji. To z kolei sprawiło, że doprowadzono do zmian prawnych, których autorzy konstytucji nigdy by nie zaakceptowali.

Należy zdać sobie sprawę z faktu, iż pewne kwestie w demokracji są postrzegane w zupełnie inny sposób. Pierwszym przykładem może być progresywne opodatkowanie. Wyższe daniny nałożone na najbogatszych (stanowiących mniejszość) sprawiają, że szybko słabnie opór ze strony uboższej części społeczeństwa. Druga kwestia, to nieelastyczne prawo pracy, które zwiększa stabilność zatrudnionych (czyli większości), natomiast utrudnia sytuację osób poszukujących pracy lub dopiero wchodzących na rynek. Większość społeczeństwa jest zdziwiona tym, że kiedyś król mógł dysponować tak ogromną władzą. I jednocześnie, niemal nikt nie przejmuje się obecnie nieograniczonymi możliwościami, jakie zostały przekazane w ręce większości.

…Demokracja, oczywiście, sprzyja powstawaniu państwa opiekuńczego. Politycy bardzo chętnie składają obietnice w trakcie kampanii wyborczych, które naturalnie muszą się wiązać z nowymi podatkami. W społeczeństwie jednak, nadal panuje przekonanie, że nowości, które oferują kandydaci startujący w wyborach, nie będą nas nic kosztować. Duże państwo wiąże się z rosnącymi wydatkami publicznymi. Sprawdźmy zatem najpierw, jak wyglądała sytuacja w tej kwestii, na początku XX wieku.

Źródło: Marc Faber, tradingeconomics.com

Powyższy wykres przedstawia wydatki publiczne, w odniesieniu do PKB poszczególnych państw w 1870 oraz 1913 roku. Dla porównania, zaznaczony został również obecny poziom wydatków publicznych w USA (38 procent) oraz w strefie euro (48 procent).

Na rok przed wybuchem I Wojny Światowej, średni poziom wydatków publicznych w tej grupie państw wynosił zaledwie 13 procent PKB. Oczywiście, większość pieniędzy przekazywana była na utrzymanie i rozwój wojska.

Warto zwrócić w tym miejscu uwagę na dane dotyczące państw skandynawskich, które dziś słyną z bardzo szerokiej opieki socjalnej. W 1870 roku ich wydatki publiczne nie przekraczały 6 procent PKB, natomiast przed I Wojną Światową były niższe niż 10 procent PKB. Był to jeden z fundamentów ich późniejszego sukcesu. Obecne pokolenia niestety, najwyraźniej zapomniały, gdzie leżą źródła bogactwa państw skandynawskich. Zwiększenie roli państwa musiało poskutkować wzrostem długu publicznego, co jednoznacznie widać na poniższym wykresie:

Źródło: Marc Faber, tradingeconomics.com

W przypadku wielu państw dług publiczny, na przestrzeni stu lat, wzrósł z 10 do 100 procent. Krajem wyróżniającym się w tej kwestii jest Hiszpania, która jeszcze w 1975 roku szczyciła się długiem w wysokości 10 procent PKB, a kilka miesięcy temu zadłużenie tego kraju przekroczyło wielkość rocznego PKB.

Państwo opiekuńcze powstaje na kanwie politycznych obietnic, których realizacja musi być opłacana pieniędzmi z podatków. Wspomniane wyżej progresywne opodatkowanie w Stanach Zjednoczonych zostało wprowadzone w 1913 roku, a więc w tym samym roku, w którym pojawiła się Rezerwa Federalna. Był to moment, który ułatwił politykom późniejsze podnoszenie podatków i uspokajanie mas tłumaczeniem na zasadzie: „bogaci zapłacą więcej”. Progresywne opodatkowanie, z całą pewnością, stanowi jedno z największych zagrożeń dla własności prywatnej, ponieważ stwarza tylko pozory walki z nierównościami społecznymi, a w rzeczywistości poszerza jedynie najuboższą część społeczeństwa.

Warto wspomnieć również o podatku dochodowym, który pojawił się w XIX wieku, z tym że, w tamtym okresie państwo pobierało jedynie od 1 do 7 procent z dochodu obywatela. Dzisiaj, bez problemu znajdziemy państwa, w których podatek dochodowy dochodzi do 40, a nawet 50 procent. Państwo opiekuńcze ma możliwość rozrastania się, dzięki pokazywaniu obywatelowi pozornych korzyści płynących z zasady: „Ty zarabiasz, my redystrybuujemy”. Kiedy system ten się umacnia, większość osób przestaje wierzyć w pomoc, jaka mogłaby płynąć ze strony rodziny czy fundacji charytatywnych, a wszystko dlatego, że w kieszeniach obywateli zostaje coraz mniej pieniędzy. Główny problem polega na tym, że prawdziwym celem państwa opiekuńczego nie jest niesienie pomocy najsłabszym. Chodzi wyłącznie o to, aby przejąć kontrolę nad większością, uzależnić ludzi od państwa. Taki system, z zadziwiającą łatwością, wytwarza w ludziach przekonania, że pieniądze rosną na drzewach. Na okrągło powtarza się terminy takie jak: „bezpłatna służba zdrowia” czy „bezpłatna edukacja”. Jednocześnie znika jakiekolwiek poczucie odpowiedzialności za samego siebie. Skoro państwo zadba o nas niezależnie od sytuacji, to jaki jest sens oszczędzania czy wychowywania dzieci?

Rekordowe zadłużenie

Kiedy kończą się wpływy z podatków, a jednocześnie nie widać końca politycznych obietnic, nie ma innego wyjścia niż zadłużanie państwa. W nie tak odległej przeszłości, wysoki dług publiczny wiązał się z działaniami wojennymi. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Źródło: Marc Faber

Jak widać na powyższym wykresie, w trakcie XXI wieku globalny dług wzrasta w nieprawdopodobnym tempie i stanowi już trzykrotność PKB, wypracowywanego przez wszystkie gospodarki świata.

Do niedawna, wstrzymywano się z zaciąganiem długu z dwóch kluczowych powodów. Były nimi stopy procentowe oraz obowiązek spłacenia zadłużenia. Obecnie, gospodarka funkcjonuje w otoczeniu zerowych stóp procentowych, które hamują jakiekolwiek opory przed zwiększaniem zadłużenia. Z kolei sam obowiązek spłaty również nie jest  odczuwalny – rządy wybierają rolowanie długu i unikają zmierzenia się z konsekwencjami swoich działań. Poniższy wykres pokazuje ogromny wzrost długu publicznego w stosunku do PKB w ciągu ostatnich 30-35 lat, czyli bardzo krótkiego okresu czasu. Tak drastyczne powiększenie się zadłużenia, począwszy od lat osiemdziesiątych, było możliwe dzięki zerwaniu w 1971 roku ostatniego powiązania między złotem a dolarem.

Źródło: Marc Faber

Niebieską linią zaznaczono wysokość globalnego długu w bilionach dolarów (lewa skala), natomiast czerwony kolor określa poziom zadłużenia, jako procent światowego PKB (prawa skala). Jeszcze w 1980 roku globalny dług nie przekraczał 100 procent światowego PKB. Obecny poziom jasno pokazuje, że jakakolwiek równowaga została porzucona, a dzisiejsze społeczeństwo konsumuje na koszt przyszłych pokoleń. W momencie krachu, milionom ludzi przyjdzie żyć na niższym, niż do tej pory poziomie, co oczywiście spotka się z ogromnym niezadowoleniem, ale będzie nieuniknione…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Przerośnięte państwo gwarancją problemów)

podobne: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. i to” Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji. i jeszcze: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. a także: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji polecam również: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków) oraz: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie i jeszcze: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?
 

Reklamy

Obniżenie ratingu Polski w praktyce. Nie ma darmowych obiadów więc kto zapłaci za długi i „sprawiedliwy kurs” CHF? Kryzys z deflacją w tle. Przyjdzie czas na złoto.


Ciężar kredytu

Ciężar kredytu

Rynki finansowe i politycy to w pewnym sensie dwie frakcje, które ze sobą konkurują, ale nie mogą bez siebie żyć. Jedni wydają pieniądze, a drudzy to finansują i na tym zarabiają…

„Ryzyko kredytowe na średnim poziomie. Dobra wiarygodność finansowa i wystarczająca zdolność do obsługi zobowiązań. Podwyższona podatność na niekorzystne warunki gospodarcze.”

Jak widać z opisu, S&P nie obawia się o obecną sytuację gospodarczą Polski, tylko o pogorszenie sytuacji w przyszłości. Analitycy agencji w uzasadnieniu swojej decyzji, jako główny powód podają fakt, że w październiku w wyborach parlamentarnych zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, którego decyzje polityczne mogą doprowadzić do destabilizacji czołowych instytucji państwowych i w konsekwencji spowodować osłabienie naszej gospodarki, co w konsekwencji ma oznaczać problemy z obsługą zadłużenia.

Czego obawia się agencja Standard & Poor’s?
Jest kilka elementów, które zagrażają naszej sytuacji gospodarczej i mogą budzić pewne wątpliwości. Oto kilka z nich:

1. Destabilizacja polskiego sektora bankowego.

…Kursy Getin Noble, Alior Banku, BOŚ znajdują się obecnie w okolicy swoich historycznych minimów. Jednym z powodów przeceny jest oczywiście dyskontowanie wpływu nowego podatku, jaki wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość ,w kolejnych latachNiestety, nie jest to powód jedyny. Z czasem banki przerzucą nowy podatek na klientów, więc w długim terminie to nie będzie miało aż tak dużego znaczenia….

…W piątek Prezydent zaprezentował projekt kolejnej ustawy, która mocno uderzy w banki. Tym razem dotyczy ona kredytów w walucie zagranicznej, przede wszystkim we franku szwajcarskim. Według ustawy, każdy kredytobiorca ma uzyskać możliwość przewalutowania swojego zobowiązania po „kursie sprawiedliwym”.

…Pojawiają się pierwsze szacunki ze strony banków, że może to stanowić w sumie nawet 34 mld zł. Zysk całego sektora bankowego w 2015 roku to 10 mld zł. (…) Liczby pokazują, że nowa ustawa Prezydenta może całkowicie zdestabilizować sektor bankowy. W najlepszym wypadku doprowadzi do masowego podnoszenia opłat i wstrzymania akcji kredytowej, a w najgorszym nawet do kryzysu całego sektora bankowego i potrzeby masowego dokapitalizowania banków.

2. Dług Polski w obcej walucie.

…Jak wynika z oficjalnych danych Skarbu Państwa, dług w walucie obcej to około 35,3% całości zadłużenia. Wystarczy, że doświadczymy w najbliższym czasie mocniejszego osłabienia polskiej waluty, powyżej 10%, a pierwszy próg ostrożnościowy zostanie szybko aktywowany. Wtedy, zgodnie z konstytucją nie ma możliwości zwiększania wydatków, a więc plany dotyczące nowych ustaw staną pod znakiem zapytania. Sytuacja finansowa kraju znacznie się pogorszy. UE ponownie nałoży na nas procedurę nadmiernego deficytu.

3. Obniżenie wieku emerytalnego.

Po projekcie ustawy o „frankowiczach” nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Prezydent przygotuje ustawę obniżającą wiek emerytalny. Ta ustawa zwiększy wydatki budżetowe związane z finansowaniem ZUS i oczywiście przyspieszy rozbiór OFE. Przyspieszy zbliżanie się stosunku długu do PKB do okolic 55%.

4. 500 zł na dziecko

…w krótkim terminie Rząd nie ma pomysłu jak to sfinansować. W ekonomii nie ma darmowych obiadów i nowe podatki firmy przerzucą na nas konsumentów. Istnieje więc poważna obawa, że pomysł zostanie sfinansowany w inny sposób, np. poprzez NBP.

5. Zagrożenie niezależności NBP

Wkrótce wygasną mandaty członków Rady Polityki Pieniężnej. Nowych członków wybierze m.in Prezydent, Parlament i Senat. Po wydarzeniach z Trybunałem Konstytucyjnym chyba już nikt nie ma wątpliwości, że to będzie najbardziej upolityczniona Rada Polityki Pieniężnej w historii Polski. Nikt nie będzie zachowywał pozorów zatrudniania fachowców i obiektywnych specjalistów. Jeżeli nowa RPP będzie prowadzić ekspansywną politykę monetarną, zależną od Rząd, to polska waluta może zanurkować (czyli dotkną nas konsekwencje opisane w punkcie 2).

Co obniżenie ratingu Polski oznacza w praktyce?

…Inwestorzy instytucjonalni i finansowi z całego świata, którzy inwestują globalnie, zamiast zatrudniać własne sztaby analityków polegają na analizach agencji. W swoich strategiach inwestycyjnych zapisują, że inwestują przykładowo tylko w papiery o ratingu A+ i lepsze. Jeżeli rating Polski spada, to w tym momencie wszystkie firmy inwestycyjne zgodnie ze swoimi zapisami strategii muszą przebudować swoje portfele. Docelowo Ci inwestorzy w przyszłości już nie będą kupować polskich obligacji, przez co popyt się zmniejszy, a więc ich oprocentowanie wzrośnie. Będziemy musieli w związku z tym więcej zapłacić za swoje długi, przez co prawdopodobieństwo tego, że szybciej dojdziemy do progu ostrożnościowego jest większe.

Wpływ na współczynniki wypłacalności

…Im mniejszy rating tym większe ryzyko, a więc firmy ubezpieczeniowe i banki inwestycyjne mogą mieć w swoich portfelach mniej polskich obligacji i tutaj też nie ma dyskusji, tak po prostu jest. Przez to popyt jest mniejszy i oprocentowanie musi być wyższe.

…Prawda jest taka, że jesteśmy średnio zamożnym krajem na dorobku i nie stać nas na uszczęśliwienie wszystkich. Możemy się zgadzać z decyzją S&P lub nie, ale nie powinniśmy jej ignorować.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Standard & Poor’s tnie rating Polski. Co to oznacza w praktyce?

„…Standard and Poor’s (S&P) to najbardziej skorumpowana z kilku agencji ratingowych, przyłapana swojego czasu na procederze przekształcania scheissu w złoto, a konkretnie na przerabianiu nic nie wartych obligacji „subprime” w klejnoty z najwyższym rankingiem i najwyższą ceną. Za to Standard and Poor’s (S&P) zdrowo beknął płacąc karę. Nie jest jednak pewne czy wyciągnął z tego jakieś nauki.

Oczywiście myślący inwestor sam sobie szkodzi polegając w swoich prywatnych rachubach i poczynaniach na rankingach skorumpowanych agencji. Wierz własnym oczom i własnemu rozumowi, a ignoruj resztę. Nie znaczy to jednak aby ranking Standard and Poor’s (S&P) nie miał znaczenia. Ma znaczenie i to duże.

Wypuszczające obligacje rządy, główne banki czyli tzw. primary dealers w tych obligacjach, banki centralne oraz organizacje takie jak IMF czy Bank Światowy, tworzą jeden wielki ekosystem o charakterystykach organizacji mafijnej. Z jednej strony do mafii należeć musisz, na zasadzie sklepikarza w złej dzielnicy muszącego płacić comiesięczną „opiekę” miejscowemu gangowi. Mafia w zamian prowadzi coś w rodzaju ulicznego ATM – gdzie rząd może w każdej chwili podjąć potrzebną mu gotówkę. W ciepłej atmosferze wzajemnych kontaktów mafiosi znają się dobrze i przestrzegają pewnych reguł.

…Jak by się nie ustatkował to są na to inne metody, jak na przykład odcięcie mu dopływu tlenu, ergo dostępu do rynków kapitałowych, a/k/a do wspomnianego ATM. Do urabiania opornych służą m.in. właśnie rankingi długu Standard and Poor’s (S&P) i dwóch innych makerów. Rating gorszy oznacza ostrzeżenie i trudniejszy dostęp do rynków kapitałowych; kraj musi płacić wyższe odsetki czyli kredyt staje się droższy. Rating zły znaczy że jego obligacje mają status śmieciowy i że nikt, oprócz ryzykantów, ich nie kupi. A jak rząd nie dostanie dostępu do życiodajnego ATM to go mogą wywieźć na taczkach, na czym się jego kadencja skończy…

Tak jak niegdyś grupa targowickich zdrajców w Sankt Petersburgu tak i teraz mafia banksterska z aparatczykami unijnymi w Brukseli i ich pozujący na „obrońców demokracji” agenci w kraju knują obalenie legalnego rządu poprzez sprowokowanie kryzysu finansowego w Polsce. Kiedy dwie pozostałe agencje, Fitch i Moody’s, też zaczną obniżać polski rating, w sytuacji gdy nijak się to nie ma do realiów gospodarczych, to sytuacja może się szybko zaognić. Złoty spadnie głęboko a kraj wpaść może w kryzys jakiego nie widział od lat, zwłaszcza na tle globalnego spowolnienia i prawdopodobnej recesji.” (cynik9)

całość tu: Wojna polsko unijna. PLN pierwszą ofiarą podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.

…chodzi o to że sam rating (niezależnie od tego czy zrobiony na polityczne zamówienie czy nie) nie jest szkodliwy ani dla realnej gospodarki ani dla państwa jako instytucji, jeśli funkcjonują w sposób zdrowy/normalny w oparciu o własny, zaoszczędzony i wypracowany na rynku wewnętrznym kapitał. Nikt jeszcze od tego typu prowokacji nie zamknął firmy ani nie przestał uprawiać ziemniaków. Od takiego notowania nie zależy ani pomyślność firm ani budżetu państwa. Problem staje się realny kiedy państwo i gospodarka potrzebują kapitału z zewnątrz w postaci KREDYTU na inwestycje oraz na kosztowne zobowiązania budżetowe, które w wypadku deficytu są finansowane z długu (tym bardziej kosztownego im większy deficyt i zadłużenie). Wtedy zagrożenie jest jak najbardziej realne, ponieważ instytucje finansowe które udzielają kredytów inwestycyjnych/finansują deficyty państw, budują swoje portfele inwestycyjne na podstawie ratingów (niezależnie od tego czy są robione na polityczne zamówienie czy też nie) i mogą w związku z tym nie chcieć pożyczać, albo będą sobie życzyć większej „premii” za ryzyko (większych odsetek od udzielonej pożyczki).

Co to oznacza dla budżetu i gospodarki opartej o kredyt nie trzeba chyba wyjaśniać. Słaba gospodarka do tego sterowana centralnie (a taką jest Polska) nie jest w stanie sama udźwignąć kredytowania wydumanych wydatków państwa (a PIS ma tutaj dość ambitne plany), więc państwo zmuszone jest zadłużać się za granicą. Gdyby nie musiało, albo gdyby prowadziło zbilansowaną gospodarkę wydatkowania środków publicznych to mogłoby sobie na taki ranking (a co za tym idzie na kapitał zagraniczny) gwizdać. A tak to tylko patrzeć jak polski rząd zacznie tańczyć jak mu lichwiarze zagrają – rzecz jasna na własne pazerne/nieodpowiedzialne życzenie! (Odys)

Dla uzupełnienia jak zwykle ciekawy wywiad Trader21 dla dla NTV – Po co nam agencje ratingowe (27.01.2016) 

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? a także: PKB spada, dług względem PKB rośnie, deficyt w górę, OFE do „golenia” – perspektywa negatywna polecam również: Agencja ratingowa „Fitch” obniża perspektywę ratingów Polski. Ekonomiści: to sygnał dla rządu. i jeszcze: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

„…Dlaczego kredyty we franku szwajcarskim to problem dla całej gospodarki?
Może się mylę, ale nie słyszałem głosów na temat tego, że kredyty we franku szwajcarskim stanowią problem dla kredytobiorców, którzy brali je w 2004 roku, kiedy kurs CHFPLN wynosił 3 zł, a ceny nieruchomości były niskie. Problem odczuwają kredytobiorcy, którzy brali kredyt w 2007 i 2008 roku, gdy na rynku panowała odmienna sytuacja od tej z 2004 roku, czyli wysokie ceny nieruchomości i niski kurs CHFPLN.

Nieefektywne inwestycje
Kredytobiorcy we franku szwajcarskim z 2007 i 2008 roku mają klasyczny problem z finansowaniem nietrafionej inwestycji. Ich mieszkania nie są po prostu warte tej ceny, jaką zapłacili w 2007 i 2008 roku. Co prawda ich cena w PLN nie zmieniła się, ale w CHF drastycznie spadła. Każdy kto zrealizuje nietrafioną inwestycję musi ponieść straty z nią związane. W tym przypadku straty przyjmują charakter dużo wyższych rat kredytu w przyszłości, niż gdyby zaciągnęli dług w walucie polskiej.

Przeinwestowanie
Inną kwestią jest też to, że kredytobiorcy we franku szwajcarskim eksploatowali swoją zdolność kredytową do granic możliwości. Tutaj w grę wchodzi ekonomia behawioralna i wiele pułapek mentalnych, jakie nam zagrażają5. Zamiast kupić mieszkanie o powierzchni 60 m2, na które pozwalała im zdolność kredytowa w walucie krajowej, decydowali się na zakup mieszkania o wielkości 80 m2, w przypadku kredytu walutowego. To tylko potęguje koszty i skalę tego jak bardzo inwestycja okazała się nietrafiona i jak duże koszty kredytobiorcy muszą obecnie ponosić. W związku z tym około 250 tys. kredytobiorców w CHFPLN, którzy zdecydowali się na kredyt pomiędzy 2007-2009 rokiem musi płacić dużo wyższe, raty niż gdyby zaciągnęli zobowiązanie w krajowej walucie oraz ponosić koszt dodatkowo zakupionego metrażu, na który ich w rzeczywistości nie było stać.

Underwater mortgage
Problemem kredytobiorców we franku szwajcarskim nie są jedynie wyższe raty kredytu, ale też w wielu przypadkach tak zwane zjawisko hipoteki pod wodą, która odbiera zdolność kredytową. Przez to kredytobiorcy we franku szwajcarskim, którzy nie mają problemu z regulowaniem swoich zobowiązań i tak nie mają zdolności kredytowej, gdyby chcieli zaciągnąć dodatkowe zobowiązanie. Wartość ich kredytu w PLN, pomimo wielu lat spłacania, wciąż przekracza wartość nieruchomości, na którą kredyt był brany. To zmniejsza potencjał do dalszych inwestycji w naszym kraju i przez to obniża nasz potencjalny wzrost gospodarczy

…Jak to mawiał Milton Friedman, w ekonomii nie ma darmowych obiadów. Za finansowanie gospodarki z oszczędności zagranicznych, zbyt duże i nietrafione inwestycje musimy w jakiś sposób zapłacić

Teraz zostaliśmy ze zobowiązaniami, które musimy w jakiś sposób pokryć. Tutaj nie ma jednego dobrego rozwiązania. Najlepiej koszty borykania się z problemem rozbić po trochu na samych kredytobiorców, banki, budżet i być może NBP. Koszty są duże, ale w ten sposób rozłożony proces sprawi, że na pewno nie zdestabilizuje to gospodarki. Ryzyko systemowe jednak wreszcie zniknie i wtedy możemy jako kraj zabrać się za punkt pierwszy planu wyjścia z długów i przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Mam tu na myśli budowanie silnych polskich firm, które mogą konkurować na rynku globalnym.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kredyty we Franku Szwajcarskim – historia prawdziwa podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

„…Za rozwiązanie problemu z kredytami w CHF mogą zapłacić tylko trzy strony: kredytobiorcy, banki albo budżet państwa. Projekt ustawy Prezydenckiej zakłada, że ostatecznie to właśnie budżet państwa zapłaci za restrukturyzację kredytów. Banki, które poniosą straty na restrukturyzacji kredytu, będą mogły liczyć na 20% obniżkę podatku od aktywów. Skumulowana strata będzie mogła być odliczana przez wiele lat, aż zostanie w całości pokryta. Krótko mówiąc, to budżet zapłaci za restrukturyzację, ale koszt ten zostanie rozbity w czasie.

W krótkim terminie jednak to właśnie banki muszą same ponieść koszt restrukturyzacji i jednocześnie płacić 80% należnego podatku od aktywów bankowych. Tutaj nie trzeba być wielkim znawcą bankowości, aby domyślić się, że same będą zmuszone przerzucać wyższe koszty na klientów. Także podsumowując w długim terminie koszt restrukturyzacji kredytów poniesie budżet państwa poprzez mniejsze wpływy z nowo uchwalonego podatku od aktywów bankowych, ale koszt ten zostanie on rozbity w czasie. W krótkim terminie banki będą musiały nowe obciążenie pokryć same lub poprzez podwyżkę opłat dla klientów…” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kto właściwie zapłaci za „sprawiedliwy kurs” CHF? 

…no i właśnie to zawsze się tak kończy. Można udawać że jakiś „budżet” albo „państwo” spłaci za ludzi ich długi, ale prawda jest taka że to my obywatele zapłacimy za pazerność innych obywateli i „filantropię” tzw. państwa które będzie udawać że pomaga za swoje, choć swoich pieniędzy nigdy nie posiadało i nie posiada bo tylko żre. Więc ja w przeciwieństwie do autora nie podzielam poglądu o tym że należałoby rozłożyć czyjeś zobowiązania na innych (niby jakim prawem?). Kto ma długi niech je spłaca. Bez kary za pazerność ludzie i banki które im bezmyślnie tych kredytów udzielają, nigdy nie zmądrzeją i nie wyrwą się z pętli myślenia „róbta co chceta” (bezkarnie) bo przyjdzie św. Mikołaj „budżet” albo inny dobry wujek Duda i wszystko za was lekką rączką zapłaci. Bo w tym momencie to nie tylko długi kredytobiorców są spłacane ale jak można przeczytać spłacone będą również banki. Czemu społeczeństwo składające się głównie z ludzi którzy nie mają kredytów i całe życie uczciwie oszczędzają, ma ponosić koszta fanaberii jakichś dyletantów i jeszcze być szantażowane groźbą utraty depozytów jeśli banki nie zostaną spłacone?  (Odys)

podobne: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce).

„…Każde zaciągnięte zobowiązanie powoduje, że wydajemy pieniądze, których jeszcze nie zarobiliśmy. Dzisiaj konsumujemy nasze przyszłe przychody. Widzimy zatem, że konsumenci zaciągając długi, nakręcają teraźniejszy popyt kosztem przyszłego. Starając się sprostać wymaganiom rynku, firmy zwiększają swoje możliwości produkcyjne, zaciągając kolejne zobowiązania. Dzięki temu, pracownicy przedsiębiorstw zarabiają więcej pieniędzy, a będąc jednocześnie konsumentami, zaciągają dodatkowe długi. Dostali przecież podwyżkę, więc mogą sobie na to pozwolić. Trwa to do czasu, zanim skumulowane odsetki zdławią popyt, a wiele rodzin i firm straci płynność, i zbankrutuje.

Harry Dent ma zatem rację, wieszcząc nadchodzącą deflację. Objawi się ona z powodu bankructw na różnych poziomach, w zależności od rodzaju podmiotu. Dług rządowy zostanie odpisany, zmniejszając tym samym ilość i wartość obligacji w obiegu (jak będzie to miało miejsce w Puerto Rico). Korporacje przestaną spłacać swoje zobowiązania, a syndyk zlicytuje ich aktywa trwałe. Długi osobiste natomiast będą zaspokajane przez zajęcia komornicze dóbr i kont bankowych. Wtedy, ilość pieniędzy używanych przez społeczeństwo drastycznie się zmniejszy, gdyż zostaną „wessane” przez banki pod spłatę należności. To z kolei, spowoduje problemy z płynnością jeszcze większej liczby podmiotów.

Dzisiaj właśnie, dzięki nieustannemu przyrostowi długu, państwa i korporacje są w stanie rolować swoje zobowiązania. Nie będzie to jednak trwało wiecznie. Podaż nowych pieniędzy okaże się niewystarczająca, a sytuacja będzie się pogarszać z każdym dniem, zanim nastąpi odpis niespłacalnych długów...

Jeśli dodamy do tego rozrost sektora publicznego i dłuższy okres życia, mamy coraz większe obciążenia kosztów pracy dla mniejszej liczby młodych ludzi. Tendencja ta nie jest jednakowa na całym świecie. Kraje rozwijające się w Afryce i Azji mają dodatni przyrost naturalny i to dzięki nim populacja ludzi na świecie wzrasta. Rosnąca różnica między tymi krajami a Europą, będzie miała coraz większy wpływ na pogłębienie się problemu płynności finansowej krajów zachodnich w nadchodzących latach.

Postępujący proces starzenia się społeczeństw byłby zdecydowanie mniejszy, gdyby nie państwowy powszechny system emerytalny, który został wprowadzony w poprzednim stuleciu. Rozerwanie międzypokoleniowych więzi rodzinnych niszczy już nie tylko finanse publiczne, ale również cywilizację łacińską, na której Europa wyrosła ponad przeciętność.

Kończą się możliwości manewru banków centralnych

Wiemy już, że wzrost gospodarczy sponsorowany długiem jest silniejszy, ale pociąga za sobą nieubłagany kryzys. Deflacja jest pewna i to ona, prędzej czy później, kończy cykl kredytowy. Kryzys będzie tym głębszy, im większa ilość podmiotów gospodarczych i państw dopełni jednocześnie cykl. Mimo to, istnieją możliwości przedłużania degradacji bilansów firm i banków, gdy odsetki urosną do zbyt dużych poziomów. Większość z nich została już wykorzystana, na przykład przez: obniżenie stóp procentowych, gwarancje rządowe dla banków pod zabezpieczenie długów, luzowanie standardów przyznawania kredytów, czy drukowanie pieniędzy. Jedyne, czego banki centralne oficjalnie jeszcze nie zrobiły na dużą skalę, to rozdawanie banknotów obywatelom. W rzeczywistości, robią to „pod przykrywką” już od dawna. Przykładem na to są rządowe programy pomocowe w postaci food stamps, bądź zatwierdzany przez kongres duży deficyt budżetowy, który uzupełnia popyt przez zlecenia rządowe.

W normalnym państwie rozbuchane wydatki publiczne poważnie dławią wszelki rozwój gospodarczy, ale w USA jest inaczej. Proces ten zmienia międzynarodowy status dolara. Inflacja, która powstaje ze zwiększania bazy monetarnej przez zamówienia rządowe, jest eksportowana za granicę wraz z walutą. To właśnie ten mechanizm utrzymuje Stany Zjednoczone na powierzchni, pomimo około 30% deficytu budżetowego każdego roku. Z tego właśnie powodu udaje się tak długo odciągnąć w czasie nieunikniony krach, który przyjdzie, gdy skończą się możliwości rolowania długów.” (Trader21)

całość tu: Co nas czeka – wielka deflacja czy hiperinflacja

podobne: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz:  „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. a także: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) polecam również: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i jeszcze: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.

„…Dziać się mogą ciekawe rzeczy bo FED nigdy nie trzymał stóp procentowych na zerze przez aż tak długo. Nigdy też nie zaczynał podwyżek w sytuacji kiedy gospodarka w sposób widoczny zmierza ku recesji w której stopy raczej się redukuje, a nie podwyższa. Ale z czego tu redukować skoro są dalej praktycznie zero, bo 0.25% żadnej wiosny nie czyni. Jak widać, co krok to jakaś nowość…

Brak zainteresowania złotem wśród inwestorów kompensują na szczęście rządy, dzięki czemu jest zawsze o czym pisać… 😉

Rząd grecki na przykład wykazuje wprost nadzwyczajne zainteresowanie złotem swoich obywateli. Do tego stopnia nawet że od 2016 będą oni musieli składać szczegółowe zeznania majątkowe deklarując w którym materacu trzymają ile złota a który przeznaczony jest do trzymania wyłącznie gotówki. Najwyraźniej zdaniem greckich socjalistów bessa w złocie kiedyś się skończy (w czym mają rację) a wtedy listy obywateli i ich złotych posiadłości mogą dla polującego na każde euro reżimu okazać się nadzwyczaj pożyteczne. A że EU przejmuje właśnie nie tylko granice Grecji ale też i resztę kraju to adaptacja tego pomysłu na całą unię może być jedynie kwestią czasu.

Znamienne jest że kiedy dawno temu pisaliśmy o inwestowaniu w złoto nikt dobrze nie rozumiał po co nabywać je anonimowo… Obecnie Grecy przynajmniej to zrozumieli, choć dla niektórych poza Grecją jest to prawdopodobnie nadal greka. Tym bardziej że dyskusja przeszła raczej na temat po co w ogóle je nabywać. Przypuszczamy że temat ten z czasem okaże się równie oczywisty jak zakup anonimowy choć i tu dla wielu będzie za późno…” (cynik9)

całość tu: Zainteresowanie złotem wzmaga się choć w Europie na razie wśród rządów 

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. oraz: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? i to: Cypr. Precedens już jest… kto następny?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.


Po ośmiu latach rządów PO i PSL zwycięzcy najbliższych wyborów otrzymają w spadku największą w historii dziurę budżetową i rozdęty aparat urzędniczy, korzystający z luksusów za pieniądze podatników. Jeśli będą chcieli zreformować państwo, w pierwszej kolejności trzeba będzie naprawić system finansów publicznych.

Po nas choćby potop!

60 miliardów złotych – tyle rocznie kosztuje utrzymanie wszystkich polskich urzędników (prawie 900 tysięcy osób łącznie z pracownikami szczebla samorządowego). Na tę potężną kwotę składają się nie tylko pensje biurokratów (12 zwykłych plus obowiązkowa „trzynastka”), lecz również dziesiątki milionów złotych wydawane na ich przywileje: samochody służbowe (liderem jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z ponad 500 samochodami służbowymi, których utrzymanie kosztuje rocznie ponad 20 milionów złotych), wyjazdy zagraniczne pod pozorem szkoleń lub konferencji międzynarodowych (tutaj rekordzistą jest Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – jego pracownicy wyjeżdżali m.in. do Korei Południowej).

Praca armii urzędników przynosi skutki odwrotne od zamierzonych: problemy, z którymi mają walczyć biurokraci, nasilają się; patologii społecznych jest coraz więcej, a same urzędy coraz częściej znajdują się w zainteresowaniu prokuratury ścigającej afery. Zdrowy rozsądek i nieubłagane prawa ekonomii nakazują zwolnić natychmiast około 95-98% urzędników państwowych, jednak żadna z politycznych ekip nie odważyła się na to. Wszystko dlatego, że biurokraci i ich rodziny to betonowy elektorat rządzącej partii. Są zainteresowani jedynie utrzymaniem swoich „ciepłych posadek” i płynących z tego korzyści, a to może im zagwarantować jedynie partia rządząca. Dlatego więc w każdych wyborach armia urzędników karnie stawia się przy urnach i głosuje na swoich pracodawców. Ten klientelizm polityczny kosztuje podatnika 60 miliardów złotych rocznie plus kilkakrotność tej sumy z tytułu efektów działania aparatu urzędniczego – tj. angażowania czasu i energii podatnika na sprawy zupełnie niepotrzebne.

W błoto

Tyle samo, bo 60 miliardów złotych rocznie, kosztują odsetki od polskiego długu zagranicznego, którego historia sięga czasów Edwarda Gierka. Kwota rośnie z każdym rokiem, bo rządy Tuska i Kopacz zadłużyły państwo do granic nieznanych w historii…”

…do pouczającej lektury całości, gdzie autor zwraca uwagę również na marnotrawstwo tzw. „środków publicznych”, na ucieczkę za granicę polskiego kapitału przed nadmiernym fiskalizmem „własnego” państwa, oraz na chaos w systemie prawa i bezpieczeństwie Polski zapraszam tu: Leszek Szymowski – Spadek po Platformie

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.  i to: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

Tomasz Cukiernik – PO zawiodła przedsiębiorców.

PO naruszyła fundamentalne bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej. Wprowadziła do praktyki podatkowej pojęcie nagłej zmiany interpretacji bez zmiany prawa, co wiąże się z naliczaniem odsetek pięć lat wstecz. Tego nie było ani za AWS, ani za SLD, ani za PiS. Ten wynalazek wiceministra finansów Jacka Kapicy był głównym powodem, dla którego przedsiębiorcy odwrócili się od PO – powiedział w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Z kolei dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha powiedział w Polskim Radiu, że szkodliwe regulacje przynoszą „straty polskim przedsiębiorcom, idące w dziesiątki miliardów złotych rocznie”.

Dzisiaj polski przedsiębiorca, prawie dwa miesiące ze swojego życia poświęcać na obowiązki administracyjne, które nie służą ani administracji, ani jemu. Zamiast ten czas wykorzystywać do budowania firmy, zwiększać skalę swojej aktywności, to ją marnuje na czynności kompletnie nikomu niesłużące. Dlatego ciągle mamy tak duży dystans do innych gospodarek krajów Unii Europejskiej, ze względu na czas, który nieefektywnie wykorzystujemy – uważa Sadowski.

Prezes Kaźmierczak przypomina ponadto, że PO nie uprościła systemu podatkowego i nie ograniczyła biurokracji, a „w dodatku PO zapowiedziała, że obniży podatki, po czym je podwyższyła”. Wylicza też ofiary rządów PO.

– Tymi ofiarami są firmy zajmujące się skażaniem alkoholu na skalę przemysłową, które zaczęły padać, gdy wiceminister Kapica zmienił dopuszczalne metody skażania. W pułapkę wpędzono importerów samochodów z homologacją oraz przedsiębiorców zajmujących się montażem szaf. Przypuszczono atak na firmy szkoleniowe i badawcze – mówi Kaźmierczak w „Rz”. – Niszczenia firm nie przypominam sobie za rządów PiS. Za to obniżono wtedy koszty pracy i VAT na materiały budowlane, co było jedną z przyczyn boomu budowlanego – dodaje.” 

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? polecam również: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i jeszcze: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków

Trader21 – Czy obietnice wyborcze są realne czy raczej zbankrutują Polskę?

„Dwa dni temu w Polsce miały miejsce wybory parlamentarne. Wyniki zna większość z Was. Dla mnie sama idea demokracji parlamentarnej jest poważnie wypaczona. Wybieramy przedstawicieli, którzy mają w teorii nas reprezentować. Problem jest taki, że władza korumpuje, politycy obiecują cuda, byleby tylko zostać wybranym, a społeczeństwo w zasadzie nigdy nie rozlicza polityków z obietnic. Problemów z efektywnością systemu, w którym żyjemy, jest wiele. Ja odniosłem się zaledwie do kilku z nich, poświęcając więcej uwagi obietnicom wyborczym składanym przez największe partie.

Obiecuj, obiecuj, obiecuj…

Najważniejszym problemem demokracji parlamentarnej jest to, że do władzy najczęściej dochodzi ten, kto najskuteczniej sprzeda nam obietnice bez pokrycia. Im więcej nam się obiecuje, tym więcej środków niezbędnych jest na realizację obietnic. Skąd pochodzą te środki? Oczywiście: z naszych podatków, ale tego większość populacji, zaślepiona obietnicami prezentów wyborczych, już nie widzi.

Magiczne 90 dni

Jeżeli partie polityczne, które wygrywają wybory, rzeczywiście zamierzają przeprowadzić faktyczne zmiany – muszą to zrobić w ciągu pierwszych 90 dni od objęcia władzy. Jeżeli tego nie zrobią, zapomnijcie o ich realizacji. Skąd bierze się 90 dni? Otóż, część zmian (reform) wymaga niepopularnych decyzji. Im szybciej się je przeprowadzi, tym większa szansa, że przykre – aczkolwiek konieczne – konsekwencje zmian zostaną zapomniane (czy wybaczone) do kolejnych wyborów.

Największym problemem polityków jest to, że już w momencie objęcia władzy zaczynają myśleć o kolejnych wyborach. Taka sytuacja paraliżuje ich przed wprowadzeniem koniecznych (aczkolwiek niepopularnych) zmian – nawet jeżeli są one absolutnie konieczne.

Główny problem – nadmierny rząd

Ogromnym problemem, z którego nie zdajemy sobie sprawy, jest nadmierny udział rządu w życiu publicznym. Gdy tylko pojawia się problem, politycy od razu proponują rozwiązania, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie rozdmuchany rząd, czy zbędne regulacje – są głównym źródłem problemów.

W krajach o najwyższym poziomie wolności gospodarczej udział rządu w gospodarce (wydatki rządowe / PKB) jest minimalny i kształtuje się na poziomie między 5-15%. Dla porównania: w Polsce jest to 41%.

W krajach, które najszybciej się rozwijają – sektor rządowy jest minimalny i koncentruje się wyłącznie na zapewnieniu sprawnego sądownictwa, policji, straży pożarnej oraz odpowiada za infrastrukturę drogową czy energetyczną. Im wyższy jest udział rządu w relacji do stanu gospodarki, tym częściej rząd przejmuje funkcje sektora prywatnego, obniżając efektywność kraju i marnując kapitał.

Zwiększenie wydatków rządowych zawsze finansowane jest z naszych pieniędzy

Kiedykolwiek słyszymy, że: „rząd sfinansuje”…, „rząd przyzna”… itp. musimy zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy. Im więcej rząd zamierza wydać, tym więcej musi nam zabrać. Rząd nie ma pieniędzy sam z siebie. Ma tylko środki, które nam zabiera z podatków lub z dodruku waluty, co z kolei uderza w nas ukrytym podatkiem inflacyjnym.

W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na połowę czerwca. Oznacza to, że państwo zabiera nam ok. 44% naszych dochodów. Jeżeli przyjąć, że przeciętne gospodarstwo domowe dysponuje kwotą 4000 zł netto / m-c – okazuje się, że kolejne 3150 zł oddajemy państwu w postaci podatków, za które otrzymujemy wątpliwej jakości usługi. Czy są one rzeczywiście tyle warte? Oczywiście, że nie! Po prostu, państwo marnotrawi większość naszych pieniędzy.

Ocena obietnic wyborczych

Zważywszy na fakt, iż jestem apolityczny, odniosę się do najważniejszych propozycji wyborczych – zarówno partii, która wygrała niedzielne wybory, jak i do partii konkurencyjnych…

[zachęcam do pouczającej lektury szczegółów na stronie Tradera – Odys]

…Jak pokazały ostatnie wybory – wygrywa ten, kto więcej obieca. Nie liczą się konkrety. Jak to kiedyś słusznie określił jeden polityk: „Ciemny lud to kupi”. Problem z obietnicami jest taki, że część z nich powinno się zrealizować, a na to potrzeba środków.

Podatki są na tyle wysokie, że ich podnoszenie przyniesie skutek odwrotny do założonego. Na ich obniżkę – politykom nie znającym praw ekonomii – brakuje odwagi. Pozostaje zatem zwiększenie zadłużenia, które nie uderza w polityków personalnie, lecz jest ogromnie destruktywne dla gospodarki.

Politycy, którzy wygrali wybory, zapowiedzieli inwestycje warte 1,4 bln zł. Nie wiem, co mieli na myśli, gdyż kwota ta odpowiada 60% PKB. Jeżeli rządowe programy inwestycyjne mają opiewać chociaż na 10% wymienionej kwoty, to w połączeniu z innymi, obiecanymi wydatkami – deficyt dosłownie eksploduje.

NBP nie może wprost dodrukować złotówek, aby finansować deficyt. Rząd może jednak wyemitować obligacje, które skupi Bank Gospodarstwa Krajowego za pieniądze pochodzące z NBP. Formalnie, nie łamiemy Konstytucji, ale efekt jest ten sam: większa podaż pieniądza.

Problem jest jednak taki, że spora część polskiego zadłużenia jest w rękach zagranicznych instytucji finansowych. Jeżeli plany zwiększenia zadłużenia wzbudzą w nich obawy, to z dużym prawdopodobieństwem pozbędą się polskich obligacji, co podniesie koszt obsługi długu oraz doprowadzi do osłabienia się polskiej waluty. Aby temu przeciwdziałać, Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy procentowe, co w sytuacji ogromnego zadłużenia Polaków, doprowadzi do załamania gospodarczego. Efekt takich działań opisywałem w wywiadzie dotyczącym Ukrainy.

Źródło: www.finanse.mf.gov.pl

Przed nami pierwsze 90 dni rządu, w trakcie których okaże się, czy obietnice wyborcze były tylko narzędziem do kupienia głosów, aby przeprowadzić prawdziwe reformy, czy jednak politycy (podobnie jak ich poprzednicy) zamierzają pchać kraj w kierunku nieuchronnego bankructwa. Na koniec jeszcze raz podkreślam, iż powyższe poropozycje pochodzą od różnych ugrupowań politycznych od których się dystansuję. (Trader21)

podobne: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. i to: Papier wszystko przyjmie czyli… Po nierealnych założeniach krótkowzroczny budżet. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

Oczekując na „przełom” Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    7 listopada 2015

„…kiedy w roku 1997 wybory wygrała AWS i utworzyła koalicję z Unią Wolności, to okazało się, że nie ma jak wynagrodzić swego zaplecza politycznego. W tej sytuacji charyzmatyczny premier Buzek nie miał innego wyjścia, jak wprowadzić cztery wiekopomne reformy, których następstwem było skokowe zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, no i oczywiście – wzrost kosztów funkcjonowania państwa o prawie 100 miliardów złotych. Wśród tych wiekopomnych reform była reforma ochrony zdrowia, polegająca na stworzeniu 16 terytorialnych Kas Chorych i siedemnastej – „mundurowej”.

Synekury objęli swoi ludzie – oczywiście z prawnymi gwarancjami nieusuwalności, zwłaszcza na wypadek zmiany rządu. Toteż kiedy w roku 2001 rząd Leszka Millera chciał wepchnąć tam swoich ludzi, to nie było innego wyjścia, jak zreformować reformę; w miejsce Kas Chorych utworzony został Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terytorialnymi – i tak dalej. Była to instytucja całkiem nowa, toteż synekury obsadzili już właściwi ludzie. W tej sytuacji bez zdziwienia podczas kampanii wyborczej wysłuchałem deklaracji, że nowy rząd po raz kolejny zreformuje ochronę zdrowia; w miejsce NFZ przywróci Kasy Chorych – i tak dalej. No naturalnie, jakże by inaczej! Ale taka intencja to ogromny znak zapytania dla tych, którzy spodziewają się „przełomu” w postaci odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego. Wielu takich nie ma, między innymi dlatego, że większość obywateli wierzy, iż rząd bierze pieniądze z piwnic Narodowego Banku Polskiego, gdzie kocą się one, niczym w beskidzkich opowieściach o Ondraszkowych talarach i cała sztuka polega na tym, żeby rząd podzielił się tymi talarami z biednymi ludźmi.

Więc wielu zwolenników odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego nie ma, ale trochę ich jednak jest. Jeśli oni też spodziewają się „przełomu”, to mogą się go nie doczekać, bo przełom w tej dziedzinie mógłby polegać na przywróceniu ustawy o działalności gospodarczej w brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku, uchyleniu wszystkich regulacji sprzecznych z ta ustawą i rozmontowaniu znacznej części aparatu biurokratycznego, stworzonego w następstwie ustaw, które teraz byłyby uchylone. Obawiam się, że w tej akurat dziedzinie żadnego „przełomu” nie będzie, nawet gdyby nie było Unii Europejskiej z dyrektywami Komisji Europejskiej, które stanowią podstawę większości współczesnego polskiego ustawodawstwa. A przecież ona jest i żadna osobistość ze zwycięskiej formacji akurat tutaj nie przewiduje żadnej rewolucji.

W związku z tym naszły mnie wspomnienia z kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej w czerwcu roku 2003. Płomienni zwolennicy Anschlussu, wśród których było wielu działaczy PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, argumentowali, że jeśli nie dojdzie do Anschlussu, to wylądujemy „we Władywostoku”, a w najlepszym razie – w „Białorusi”. Zwracałem wówczas uwagę, że taka np. Szwajcaria nie jest w UE, bo nie chce, a cóż złego byłoby, gdyby Polska upodobniła się do Szwajcarii? No tak – słyszałem w odpowiedzi – ale Szwajcaria jest bogatym krajem, podczas gdy Polska – nie. – Owszem – odpowiadałem – Szwajcaria jest bogatym krajem, ale przecież nie dlatego, że zapisała się do Unii, tylko, że się dobrze rządzi. No to my też spróbujmy dobrze się rządzić, a nie łudźmy się nadziejami, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka. Stało się jednak inaczej, a co się stało, to się nie odstanie. W tej sytuacji oczywiście też można liczyć na „przełom”, ale taki – wedle stawu grobla.” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

…tymczasem okazuje się że można inaczej! a populizm o jaki jest oskarżane środowisko wolnościowe może być realnym programem naprawczym państwa. Oto bowiem Brytyjczycy postanowili prawnie usankcjonować jeden z pomysłów „szalonego Korwina”- Parlament UK przegłosował ustawowy zakaz deficytu budżetowego. Ktoś w końcu zrozumiał to o czym JKM i środowiska wolnościowe mówią w Polsce od lat – czym jest dług i że to właśnie zadłużanie się jest szaleństwem… nic nie szkodzi że dopiero w 23 lata po Korwinie, bo lepiej późno niż wcale 🙂

„Konserwatyści obiecywali, że po wyborach będą chcieli wprowadzić odpowiedzialność budżetową zabraniającą zadłużania państwa. Przegłosowana ustawa mówi, że od 2019 roku budżet będzie musiał wychodzić na 0, a w późniejszym czasie tworzyć nadwyżki.

Zakaz tworzenia deficytu budżetowego oznacza, że państwo odcina się od życia „ponad stan”. Całe funkcjonowanie państwa ma być pokrywane z przychodów, na trudniejsze czasy ma być tworzona rezerwa budżetowa. O chęć trwania w deficycie konserwatyści oskarżali głównie laburzystów – tymczasem nawet bardziej umiarkowani laburzyści nie sprzeciwili się wprowadzonym ograniczeniom. Pomimo dyscypliny partyjnej 21 posłów laburzystów wstrzymało się od głosu.

Zapisy ustawy mówią, że budżet ma zostać zrównoważony najpóźniej w 2019 roku, później wszystkie kolejne lata mają zamykać się nadwyżką lub przynajmniej zrównaniem wydatków i przychodów budżetowych.

Ustawa przewiduje możliwość rozluźnienia regulacji jeżeli Wielka Brytania znajdzie się w niezwykłej sytuacji. George Osborne mówił podczas wystąpienia dotyczącego dyscypliny budżetowej: „Prawda jest taka, że wieczny deficyt budżetowy to nie społeczne współczucie tylko ekonomiczne okrucieństwo i Wielka Brytania nie chce mieć z tym nic wspólnego”.

…u nas niestety nie wygląda to najlepiej, a zważywszy na wspomniane wyżej plany dalszego rozdawnictwa może być już tylko gorzej… Parodia (a wręcz bezczelność) takiego np. „500 zł. na dziecko” polega m.in. na tym że w tym samym czasie oprócz tzw. „becikowego”…

„…dziecko to przy narodzeniu otrzymuje obywatelstwo polskie – razem z zadłużeniem ok. 70.000 złotych. I dług ten rośnie. Rośnie dlatego, że rządzi nami Lewica. Rządzą (tfu!) Demokraci. Wszyscy ci z PiS, PO, SLD, PSWL, SP i RP – to Lewica. Oni powołują się na Wolę (tfu!) Ludu, na (tfu!): „społeczeństwo”. A „społeczeństwo” chce się zadłużać i bawić się, zadłużać i żreć, zadłużać i pić…

Prawica mówi o Narodzie. Naród to nasi Przodkowie, którzy przekazali nam Zasady. Np. „Pamiętaj rozchodzie żyć z przychodem w zgodzie”. To nasze dzieci. Nasze wnuki. Nasze prawnuki… To jest Naród!

Niestety: przodkowie, dzieci, wnuki i prawnuki nie mają prawa głosu. Więc „społeczeństwo” robi, co chce. Zadłuża bez cienia litości.
Kongres Nowej Prawicy broni praw naszych dzieci i wnuków. Już w 1992 roku w Sejmie domagałem się zakazu zadłużania Polski. Niestety – przegrałem, bo Prawica i Centro-Prawica miały w Sejmie raptem kilkunastu posłów.
Dziś ludzie zaczynają rozumieć absurd tego zbrodniczego systemu. Niech Dzień Dziecka Zadłużonego będzie okazją do uświadomienia sobie, że państwem powinny rządzić Zasady, a nie (tfu!) Wola Ludu.
Brońmy praw naszych dzieci – przed „społeczeństwem”!”  (Janusz Korwin-Mikke)

podobne: Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.  oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.


1. Ukraina – Rząd otrzymał prawo wstrzymywania spłaty zadłużeniaPutin: Rosja mogłaby już zażądać od Ukrainy spłaty długu. Miedwiediew: zajmiemy twardą postawę w razie niewypłacalności Ukrainy

19.05. Kijów (PAP) – Ukraiński parlament przyjął we wtorek ustawę, dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego, zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. W uzasadnieniu wyjaśniono, że celem tych działań jest obrona interesów narodowych.

Rząd wniósł projekt ustawy do Rady Najwyższej we wtorek, prosząc deputowanych, by go poparli w związku z trudną sytuacją gospodarczą oraz – jak to ujęto – dla obrony państwa przed „atakami nieżyczliwych kredytodawców”. Rada Ministrów zapewniła jednak, że prawo ogłoszenia moratorium na spłatę zadłużenia nie będzie miało wpływu na zobowiązania kredytowe Ukrainy.

„Jest to bardzo trudny dokument, który albo da szansę porozumienia się z kredytodawcami, albo otworzy możliwość ogłoszenia bankructwa technicznego” – oświadczył Jurij Łucenko, szef frakcji prezydenckiego Bloku Petra Poroszenki.

Premier Arsenij Jaceniuk, prosząc posłów o poparcie rządowego projektu ustawy, oświadczył, że w ciągu najbliższych czterech lat Ukraina powinna zwrócić 30 mld dolarów zadłużenia zagranicznego i spłacić 17 mln dolarów pożyczek wewnętrznych, na co obecnie nie ma pieniędzy.

Jaceniuk zapewnił, że decyzja parlamentu, zezwalająca na ogłoszenie moratorium na spłatę zadłużenia, „jest prawem”, z którego rząd może skorzystać lub nie. Wyjaśnił też, że Ukraina chce zwrócić długi, jednak – jak podkreślił – „na warunkach, które proponuje ukraiński rząd i państwo”.

Szef rządu wyjaśnił, że jego kraj znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, wynikającej z utraty zaanektowanego przez Rosję Krymu oraz z konfliktu z separatystami we wschodnich obwodach. Zaznaczył, że zadaniem parlamentu jest odciążenie gospodarki i przyszłych pokoleń od zadłużenia w wysokości 40 mld dolarów, zaciągniętego przez ekipę obalonego w ubiegłym roku prezydenta Wiktora Janukowycza. Premier podkreślił, że obecnie Ukraina winna jest swym partnerom ogółem 70 mld dolarów.

W ubiegłym tygodniu Jaceniuk oświadczył, że zagraniczni kredytodawcy muszą się zgodzić na „uzasadniony” układ zaoferowany przez władze Ukrainy w rozmowach na temat restrukturyzacji około 23 mld dolarów zadłużenia kraju.

Stanowisko to przekazał, gdy grupa największych posiadaczy ukraińskich obligacji ponownie zgłosiła obiekcje do jakiegokolwiek umorzenia kapitałowej części długu, a resort finansów Ukrainy zarzucił kredytodawcom, że nie chcą negocjować w dobrej wierze.

Przemawiając wówczas w parlamencie, Jaceniuk oświadczył, że posiadacze obligacji powinni wziąć pod uwagę fatalny stan ukraińskich finansów.

„Kraj jest w stanie wojny. Straciliśmy 20 proc. naszej gospodarki. Zwróciliśmy się do kredytodawców, przedstawiając im jasne stanowisko w kwestii procedury i warunków restrukturyzacji” – mówił premier. „Prosimy, apelujemy i nalegamy, żeby zewnętrzni kredytodawcy wzięli pod uwagę obecną sytuację i przyjęli propozycję ukraińską, która jest uzasadniona i która jest sposobem na przyjście Ukrainie z pomocą” – dodał.

Propozycja przedstawiona przez władze w Kijowie zakłada m.in. wydłużenie okresu zapadalności obligacji i redukcję części kapitałowej zadłużenia.

W zeszłym tygodniu komitet kredytodawców, w skład którego wchodzi firma inwestycyjna Franklin Templeton i który reprezentuje inwestorów posiadających ukraińskie obligacje wartości ok. 10 miliardów dolarów poinformował, że przedłożył nowe, szczegółowe propozycje dotyczące restrukturyzacji, ale plan ten w dalszym ciągu wyklucza redukcję kapitałową.

Ukraina ma niewiele czasu na porozumienie się z kredytodawcami, ponieważ Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by porozumienie w sprawie restrukturyzacji zadłużenia zostało zawarte zanim zakończy się najnowszy przegląd programu ratunkowego dla Ukrainy wartego 17,5 mld USD; kierownictwo MFW ma się nim zająć w czerwcu. Od wyników przeglądu zależy wypłacenie Ukrainie drugiej transzy wysokości ok. 2,5 mld USD. Pieniądze te są Ukrainie pilnie potrzebne.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP) jjk/ agy/ kar/

20.05. Moskwa (PAP) – Rosja mogłaby już żądać od Ukrainy przedterminowego uregulowania jej zadłużenia, ale nie czyni tego ze względu na prośbę Kijowa i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) – powiedział w środę prezydent Władimir Putin.

Jak wyjaśnił Putin na spotkaniu z członkami rosyjskiego rządu, Rosja zainwestowała część swoich rezerw w państwowe obligacje ukraińskie. „Mamy prawo już dawno żądać przedterminowej spłaty tych środków, ze względu na to, że według warunków naszego porozumienia w przypadku, gdy łączny poziom długu publicznego Ukrainy przewyższy 60 procent PKB, to pojawia się prawo do przedterminowej spłaty (zadłużenia)” – powiedział.

Dodał, że „zgodnie z prośbą ukraińskich partnerów oraz MFW” Rosja nie korzysta z tego prawa. „Nie chcemy pogłębiać i tak już trudnej sytuacji gospodarczej naszych partnerów i sąsiadów” – oznajmił.

Polecił, by sytuacją, jaka powstała w związku z długiem Kijowa, zajął się premier Dmitrij Miedwiediew. Konsultacje na ten temat ma prowadzić minister finansów Rosji Anton Siłuanow. „Słyszymy oświadczenia osób oficjalnych o tym, że rozpatrywana jest możliwość nieoddawania kredytów wziętych przez poprzednie władze (Ukrainy). Chcemy poznać zamiary naszych partnerów” – powiedział Putin.

Zadłużenie Ukrainy, o którym mówił prezydent Rosji, to 3 mld dolarów, które Moskwa w grudniu 2013 roku, tj. jeszcze przed odsunięciem od władzy poprzedniego prezydenta Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku, zainwestowała w ukraińskie obligacje państwowe. Pożyczkę tę Kijów dostał na spłatę długów za gaz kupiony w Rosji.

Putin skomentował także decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Zdaniem Putina władze w Kijowie wykazały się „niskim poziomem profesjonalizmu, ogłaszając faktycznie nadchodzące bankructwo”.

Miedwiediew ze swej strony podkreślił, że Moskwę niepokoi nie tylko sprawa długu państwowego, ale także długu komercyjnego, tj. zaciągniętego przez stronę ukraińską w rosyjskich bankach. Wysokość tego zadłużenia premier Rosji oszacował na 25 mld dolarów.(…)

(PAP) mal/ awl/ mmp/ mc/

23.05. Moskwa (PAP/Reuters,TASS,Interfax-Ukraina) – Rosja zajmie twarde stanowisko w przypadku, gdy Ukraina zadecyduje o niespłacaniu długów zaciągniętych przez jej poprzednie władze – oświadczył premier Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie wyemitowanym w sobotę w telewizji państwowej.

„Jeśli formułować to w ten sposób, to byłaby to niewątpliwie niewypłacalność Ukrainy. W tym przypadku zajęlibyśmy tak twarde stanowisko, jak to tylko możliwe, i bronilibyśmy naszych interesów narodowych” – powiedział Miedwiediew w programie informacyjnym „Wiesti” w państwowej telewizji Rossija.

Miedwiediew skomentował decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Ocenił, że w odniesieniu do Rosji te długi „nie są całkiem komercyjne”, bowiem „były zaciągane w naszych bankach, w tym tych z udziałem państwa”. Te długi „nie są nam obojętne, będziemy je egzekwować” – dodał.

Dodał także, że samo podjęcie przez Radę Najwyższą takiej decyzji, nawet jeśli nie będzie realizowane w praktyce, może być uważane za podstawę do zażądania przedterminowej spłaty kredytów.(…)

 (PAP) awl/ woj/ arch.

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. Robert Potocki: PostMajdanowa (de)oligarchizacja i Samobójcze prawo serii.

2. Ekspertka PISM o Partnerstwie Wschodnim i „szczycie minimum” w RydzeAmbasador UE w Rosji: partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło.

20.05. Warszawa (PAP) – Nadchodzący szczyt Partnerstwa Wschodniego zapoczątkuje dłuższy trend powolnego wycofywania się UE ze Wschodu, bo kraje „28” są coraz mniej zainteresowane integracją tego regionu z Unią. Będzie to szczyt minimum – mówi PAP ekspertka PISM Elżbieta Kaca.

Analityczka przekonuje jednak, że nie oznacza to fiaska tej zapoczątkowanej w 2009 roku z inicjatywy Polski i Szwecji polityki UE wobec wschodnich sąsiadów: Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Armenii, Azerbejdżanu i Białorusi, lecz jedynie jej osłabienie.

Czwartkowo-piątkowe spotkanie w Rydze odbędzie się w cieniu kryzysu imigracyjnego na południu UE i dyskusji o kwotach odnośnie do przyjmowania uchodźców. Do priorytetów szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini nie należy PW, lecz walka z przemytnikami ludzi oraz angażowanie się w relacje UE z Rosją – uważa Kaca.

„Będzie to szczyt minimum. Właściwie chodzi o to, żeby Unia nie wycofała się z tego, co już zostało zrobione i podtrzymała dotychczasowe zobowiązania, głównie w kwestiach kontynuowania liberalizacji procesu wizowego i wdrażania umów o pogłębionych strefach wolnego handlu oraz finansowych” – wyjaśnia ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jej zdaniem nie ma szans na to, by w deklaracji końcowej pojawiły się zapisy dotyczące perspektywy członkostwa w Unii dla krajów PW. „Zgodnie z przeciekami zapisy są mocno osłabione, bo państwa członkowskie obawiają się antagonizowania Rosji poprzez przedstawienie ambitnej polityki Partnerstwa Wschodniego” – mówi Kaca.

Jak wyjaśnia, w ocenie wielu państw, zwłaszcza na południu UE, sugerowanie perspektywy członkostwa przez ostatnie kilka lat sprawiło, że wzrosły społeczne oczekiwania krajów Partnerstwa Wschodniego. Tymczasem „Unia nie mogła realnie zaproponować takiej możliwości” – mówi.

Przedstawiciele tych państw członkowskich UE winą za kryzys ukraiński obarczają właśnie PW. „Uważają, że teraz absolutnie nie możemy kontynuować polityki obietnic. Ich zdaniem należy jak najbardziej realnie przedstawić krajom PW sytuację i sprowadzić Partnerstwo do klasycznej polityki zagranicznej, a nie polityki pseudorozszerzeniowej. W kontekście kryzysu ukraińskiego deklaracja będzie oddawała taki sposób myślenia” – tłumaczy ekspertka.

Jak dodaje, krążą pogłoski, że UE wycofa się z wprowadzonej w 2011 roku tzw. zasady more for more, polegającej na tym, że kraje najlepiej wywiązujące się z reform mogą liczyć na większe środki finansowe. Jednak ekspertka tłumaczy, że zasada ta jest już wdrożona na siedem lat i będzie obowiązywała do 2020 roku, kiedy kończy się obecna perspektywa budżetowa UE. Może być po prostu w mniejszym stopniu stosowana względem niektórych krajów.

Rezygnując z more for more, Unii może chodzić o wysłanie sygnału, że PW jest wyłącznie gospodarczą inicjatywą, bez charakteru politycznego, oraz o „wycofanie się z dowartościowywania najlepszych krajów”. „Dałoby im to do zrozumienia, że nie powinny spodziewać się, iż za wielkimi osiągnięciami będą szły większe obietnice i środki” – mówi.

„Najpewniej chodzi o to, że Polska i kraje, które walczą o PW, postulowały znaczne zwiększenie pieniędzy dla państw, które wdrażają handlową część umowy stowarzyszeniowej. Komisja Europejska chce się bronić przed takimi rozwiązaniami, likwidując more for more” – uważa Kaca.

Zdaniem ekspertki PISM na szczycie w Rydze „nie należy spodziewać się rewolucji ani konkretnych zmian jeśli chodzi o PW”. Powodem jest m.in. prowadzony obecnie przegląd polityki sąsiedztwa. Do końca czerwca potrwają publiczne konsultacje, których rezultaty zostaną ogłoszone jesienią i dopiero wtedy zostaną podjęte decyzje na temat ewentualnych zmian. „Nie należy wiązać z tym jednak wielkich nadziei. Nie ma konstruktywnych pomysłów, by coś zmieniać” – zastrzega.

Szczyt w Rydze „pokaże trend osłabienia zainteresowania Unii pogłębioną integracją regionu wschodniego z UE; w ciągu najbliższych kilku lat będziemy świadkami dłuższego trendu polegającego na powolnym politycznym wycofywaniu się UE ze Wschodu” – ocenia ekspertka. „Będzie chodziło jedynie o promowanie pogłębionej integracji gospodarczej” – dodaje.

Kaca przewiduje, że UE będzie podtrzymywać współpracę z krajami PW na poziomie technicznym, a stosunki z tymi państwami będą przypominały relacje Unii z Turcją, z tą różnicą, że Ankara otrzymała perspektywę członkostwa. „Turcy wdrażali warunki, ale teraz wszystko się rozbija o kwestie polityczne” – przypomina analityczka. Gdy kraje PW osiągną reżim bezwizowy, na co w najbliższych latach szanse mają Gruzja i Ukraina, i z czego od roku korzystają obywatele Mołdawii, oraz gdy będą już w pełni obowiązywały umowy o wolnym handlu, nadejdzie okres zniechęcenia Unią, co obserwujemy w Turcji.

Zdaniem ekspertki UE stawiała krajom PW zbyt duże wymagania, oferując im w zamian relatywnie niewielkie zyski, w dodatku głównie długoterminowe. „A te kraje potrzebują konkretnych zachęt” – przekonuje.

„Poza ruchem bezwizowym w PW nie ma rozwiązań typu win-win” – ocenia Kaca. Choć Unia domaga się od krajów PW kompleksowych reform, np. administracji publicznej, całego sektora energii czy transportu, bądź utworzenia systemu niezawisłego sądownictwa, to niedostatecznie monitoruje wdrażanie tych zmian. „UE naciska na zmianę prawa i powoływanie nowych instytucji, ale kompletnie nie monitoruje wdrażania tych reform, wręcz nie chce patrzeć, jak są one wprowadzane w życie. Po sześciu latach funkcjonowania PW efekt jest taki, że mamy większość rezultatów na papierze, a realnie niewiele się zmienia” – mówi Kaca.

„Trzeba skończyć z tą iluzją” – podkreśla. Ekspertka proponuje zmniejszenie pieniędzy wydawanych za pomocą wsparcia budżetowego i przerzucenie się na granty, przetargi dla biznesu, NGOsów, konkretne projekty infrastrukturalne, czy też zwiększenie środków dla małych i średnich przedsiębiorstw, których funkcjonowanie w krajach oligarchicznych jest utrudnione.

Julia Potocka (PAP) jhp/ ap/

Robert Potocki: Partnerstwo (bez) złudzeń: przypadek Ukrainy, fragment:

„…Ukraina i Gruzja oczekiwały dwóch zasadniczych deklaracji: (1) potwierdzenia perspektywy przyszłego członkowstwa w UE i uznania całego dotychczasowego procesu tranzycji systemowej obu wspomnianych państw oraz (2) określenia daty i zasad wprowadzenia ruchu bezwizowego [1]. O ile w przypadku Kijowa kunktatorstwo to jest w pełni zrozumiałe, gdyż władze państwowe od czasu EuroRewolucji ciągle w sposób „niemrawy” wprowadzają reformy, zaś „dylemat niepewności” sprawia, że należy liczyć się z określonymi napięciami społecznymi, czy też napływem uchodźców w przypadku eskalacji wojny noworosyjskiej, o tyle w przypadku Tbilisi musi to już budzić wątpliwości, gdyż z jednej strony Gruzja może – pomimo zamrożenia konfliktów w Osetii Południowej i Abchazji – uchodzić za pioniera okcydentalizacji przestrzeni poradzieckiej, a z drugiej – brak większego zaangażowania Brukseli w regionie Morza Czarnego zmusza władze państwowe w Tbilisi do balansowania między euratlantyzmem a eurazjatyzmem [2].

(…)Ostatecznie też w deklaracji końcowej zapowiedziano liberalizację ruchu granicznego dla krajów Partnerstwa Wschodniego, choć bez skonkretyzowania terminów, co można uznać za porażkę dyplomatyczną prezydenta Petra Poroszenki, który liczył na dyplomatyczny sukces w obliczu pogarszającej się kondycji finansowej kraju [4]. Równie niejednoznacznie brzmiały zapewnienia o uznaniu „aspiracji europejskich”, zwłaszcza, że powyższa deklaracja nie musi oznaczać poparcia dla procesu akcesji w sytuacji, gdy zasadniczym celem Unii Europejskiej nie jest zjednoczenie Starego Kontynentu. Także stwierdzenie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska:„nikt nie obiecywał, że Partnerstwo Wschodnie będzie automatyczną drogą do członkostwa [Unii Europejskiej]” nie skłania do nadmiernego optymizmu w tym wymiarze.(…)

Od momentu powstania zasadniczym celem istnienia Partnerstwa Wschodniego było zacieśnienie relacji bilateralnych z krajami, które znajdują się na peryferiach Unii Europejskiej w celu stworzenia w obrębie jej „bliskiej zagranicy” strefy bezpieczeństwa i stabilności społeczno-politycznej. Teoretycznie pozwalało to na wypracowanie nowych form współpracy i kooperacji na szczeblu regionalnym, ze szczególnym uwzględnieniem umów stowarzyszeniowych oraz tworzeniem pogłębionych i kompleksowych stref wolnego handlu. Nie bez znaczenia był również fakt, że wypracowanie wspomnianych instrumentów oddziaływania politycznego poprzedzał proces dostosowawczy poszczególnych krajów do wymogów i standardów unijnych. Najskuteczniejszą formułą zewnętrznego inspirowania procesów tranzycji była oczywiście perspektywa członkostwa, która jednak w przypadku Partnerstwa Wschodniego została odłożona ad Kalendas Graecas…”

polecam lekturę całości tu: geopolityka.org

podobne: Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE oraz: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). i to: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

20.05. Wilno (PAP) – Litewskie partnerstwo strategiczne z Polską podupadło – ocenił ambasador UE w Moskwie Vygaudas Uszackas, b. szef MSZ Litwy. W wywiadzie dla prywatnej telewizji litewskiej wyraził nadzieję, że przywódcy Litwy dołożą starań, by odbudować relacje z Polską.

„Z żalem przyznaję, że deklarowane partnerstwo strategiczne z Polską o ile nie poniosło fiaska, to znacznie podupadło” – powiedział Uszackas litewskiej telewizji Lietuvos Ryto.

Jego zdaniem „należy koniecznie usunąć zadrażnienia, które nagromadziły się w wyniku naszej bezczynności i braku woli politycznej”. „Jak długo można rozmawiać o zalegalizowaniu pisowni polskich nazwisk ? Sądzę, że musimy się wywiązać z naszych zobowiązań” – wskazał Uszackas.

Ambasador ocenił, że należy aktywizować współpracę polityczną, kulturalną i gospodarczą. „Prokremlowscy politolodzy rosyjscy w rozmowach ze mną czasami żartują, że Litwini nie potrafią ułożyć sobie relacji z Polską i w ten sposób służą nie swoim, a czyimś interesom” – powiedział ambasador UE.

„Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że Polska jest naszym partnerem strategicznym bez względu na to, czy tak ją określamy, czy nie” – kontynuował Uszackas. Przypomniał, że Polska „jest najbliższą sąsiadką Litwy z czterdziestomilionowym rynkiem konsumentów i największym w Europie Wschodniej państwem członkowskim NATO, z którym łączą nas relacje historyczne”.

Ambasador przyznał, że w historii narodów polskiego i litewskiego są bolesne karty. Jednocześnie podkreślił, że „po tym, gdy wstąpiliśmy do UE i NATO, gdy stoją przed nami wspólne wyzwania, którym musimy podołać, jednym z najważniejszych zadań polityki zagranicznej jest odbudowa i normalizacja relacji polsko-litewskich”.

Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP) aki/ awl/ ala/

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament? oraz: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat. i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

3. Powstanie mołdawsko-rumuński batalion sił pokojowych.

22.05. Kiszyniów (PAP/Interfax-Ukraina) – Ministrowie obrony Rumunii i Mołdawii uzgodnili w Bukareszcie, że oba kraje w najbliższym czasie utworzą wspólny batalion sił pokojowych. Opowiedziano się też za włączeniem w skład batalionu żołnierzy z Polski i Ukrainy – podał w piątek resort obrony Mołdawii.

„W działaniu batalionu planuje się wykorzystanie znacznego doświadczenia rumuńskich żołnierzy, nabytego przez nich w trakcie wypełniania misji pokojowych i ćwiczeń międzynarodowych” – czytamy w oświadczeniu mołdawskiego ministerstwa obrony po spotkaniu szefa tego resortu Viorela Cibotaru z rumuńskim ministrem obrony narodowej Mirceą Dusą.

„Mołdawia traktuje Rumunię jako swego strategicznego partnera w wojskowo-politycznym dialogu. Chcemy i gotowi jesteśmy zabezpieczyć ciągłość tego procesu, aby nasza armia była profesjonalna i aktywna” – napisano w oświadczeniu. W rumuńskich uczelniach wojskowych podnosi kwalifikacje wielu oficerów mołdawskich.

Według komunikatu ostatnie spotkanie ministrów obrony Mołdawii i Rumunii stanowiło „nowy etap w umacnianiu wojskowo-politycznych więzi między Mołdawią a Rumunią i stało się płaszczyzną dyskusji i wymiany opinii o stanie i perspektywach dwustronnej współpracy”.

W Rumunii przeprowadzono niedawno ćwiczenia z udziałem pododdziałów sił zbrojnych gospodarzy, żołnierzy z Wielkiej Brytanii, USA i Mołdawii. Kolejne ćwiczenia w tym kraju mają odbyć się w czerwcu. (PAP)

jo/ ap/

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową.

4. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.

24.05.2015, Berlin (PAP) – Zdaniem tygodnika „Der Spiegel” Rosja nie planuje – wbrew temu, co twierdzą władze w Kijowie – nowej ofensywy w Donbasie, lecz wręcz przeciwnie – szuka wyjścia z konfliktu o Ukrainę. Podczas niedawnych rozmów USA-Rosja nie było mowy o Krymie.

Wieloletni korespondent „Spiegla” w Moskwie Christian Neef w materiale w najnowszym wydaniu tygodnika zwraca uwagę na ostatnie wypowiedzi prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, w których jest mowa o przygotowywaniu przez Kreml ofensywy przeciwko Ukrainie. Autor zauważa, że pretekstem do „wojowniczych wypowiedzi” Poroszenki było zatrzymanie dwóch żołnierzy rosyjskich oddziałów specjalnych, pojmanych przez siły rządowe na wschodzie kraju.

„To, że rosyjskie kierownictwo wysyła bojowników na Ukrainę i kłamie (zaprzeczając), od dawna wiadomo” – czytamy w „Spieglu”. Nie usprawiedliwia to jednak – zdaniem Neefa – mówienia o rosyjskiej „ofensywie”. Jak twierdzi niemiecki dziennikarz, jest wręcz przeciwnie – „Moskwa idzie na ustępstwa”.

Na potwierdzenie tej tezy Neef przytacza wypowiedz szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, który powiedział, że tereny opanowane przez separatystów mają pozostać częścią Ukrainy i że należy wspierać Poroszenkę. „Der Spiegel” dodaje, że Rosja oficjalnie pożegnała się z projektem „Noworosji”, co związane jest z „upadkiem ekonomicznym” Rosji. „Dlaczego Kreml miałby inwestować w Ukrainę jeszcze więcej krwi i pieniędzy?” – pyta Neef.

„Wojenna retoryka” jest natomiast – zdaniem „Spiegla” – w interesie Poroszenki. „Kraj znajduje się w obliczu bankructwa, a dług zagraniczny wzrósł do 40 mld dolarów (…)” – pisze Neef. W tej sytuacji „wojenna melodia” jest pożądana – nie tylko, aby podsycać patriotyczne nastroje, lecz także, aby ostrzec Zachód (przed zbliżeniem z Rosją).

„Der Spiegel” zwraca uwagę, że Waszyngton podjął na nowo dialog z Moskwą, gdyż jest zainteresowany kooperacją z Rosją w sprawie Syrii. Amerykanie mają ponadto przedstawić propozycję dotyczącą Ukrainy wschodniej. W czasie niedawnej wizyty sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego w Moskwie ani razu nie padło słowo „Krym” – czytamy w „Spieglu”. (PAP)

lep/ mc/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję i raport Niemcowa. oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Radni wystawiają rachunek„Puls Biznesu” Samorządy znów się zadłużą.

02.04.2015 (IAR) – Gminy w całym kraju zatwierdzają podwyżki opłat za dostawę wody i odbiór ścieków, które w nowych taryfach podsuwają im spółki wodociągowe. O sprawie pisze Dziennik Gazeta Prawna.

Jak czytamy w nim, wiele podwyżek weszło w życie 1 kwietnia. Radnym nie przeszkadza to, że i tak płacimy niemało. Z ubiegłorocznych danych firmy doradczej EY wynika, że rocznie jest to 2 procent domowego budżetu. Dla porównania: w Niemczech 0,8 procent, a w Grecji 0,2 procent.

Woda i ścieki to nie koniec. Wzrosły też opłaty za wywóz śmieci i komunikację miejską. Gminy zazwyczaj tłumaczą się niezbędnymi modernizacjami. UOKiK podejrzewa jednak, że w wielu przypadkach samorządy wykorzystują pozycję monopolisty.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/vey/łp

podobne: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy. oraz: Likwidacja progu ostrożnościowego: „Zadłużeniowy szantaż” dla krótkookresowych korzyści.

14.04.2015 (IAR) – Nowe inwestycje i coraz większe dziury w budżecie. Ten rok przyniesie istotny, 12-procentowy wzrost zadłużenia samorządów w państwach naszego regionu. Tak wynika z badania agencji Standard&Poor’s, o którym pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w dzienniku, samorządy w tej części Europy czeka na pewno wzrost zadłużenia spółek komunalnych. Standard&Poor’s spodziewa się, że będzie ono wyższe o 6 procent i sięgnie 42,5 miliardów euro. Jest to spowodowane tym, że lokalne władze coraz więcej zadań inwestycyjnych zlecają własnym spółkom, co pozwala im uniknąć zaliczenia długu do nowego limitu zadłużenia.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. i to: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu.

…co tu komentować. Klasyczny przykład (konsekwencja) wydawania cudzych pieniędzy.

„… Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów.

Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

2. cynik9: Rentowność polskiego długu w CHF ujemna. Gigantyczne koszty obsługi długu.

Awansowaliśmy do wąskiego grona emitentów długu z ujemną rentownością – pieją z zachwytu nad ministrem Szczurkiem media. Powodem piania ma być to że min. Szczurek dołożył ostatnio do polskiego zadłużenia zagranicznego blisko 2.5 miliarda złotych, sprzedając emisję rządowych krótkoterminowych obligacji we franku szwajcarskim. Obligacje musiały być chodliwe skoro rentowność sprzedanej emisji wyniosła ciut poniżej zera – minus 0.213% dokładnie. Oznacza to praktycznie że rząd zainkasuje o CHF3.7 mln więcej niż suma CHF580 mln którą będzie musiał zwrócić za 3 lata. Do tego nie będzie musiał płacić żadnych odsetek. Czy to dobrze czy źle?

Na powierzchni wygląda to na świetny deal. Min. Szczurek znalazł gdzieś grupę dzięciołów której opylił po fenomenalnie wysokiej cenie papier który prawdopodobnie za 3 lata warty będzie jedynie frakcję dzisiejszej ceny. Za te postrzyżyny dzięcioły w dodatku zdrowo mu płacą, a nie on im. Gdzie znalazł tylu? Tego nie wiemy. Pewne clue stanowi tu pewnie fakt że blisko połowę emisji nabyły podmioty polskie… 😉

Naszym zdaniem byłoby dużo lepiej gdyby min. Szczurek polski dług raczej redukował i tym się chwalił, zamiast wciągać naród w bagno jeszcze większego zadłużenia, nad parametrami którego nie ma w dodatku żadnej kontroli.(…) 

(…) czy negatywna rentowność obligacji w obcej walucie ma w tej sytuacji w ogóle jakieś znaczenie? Być może ma jedno – jest  kanarkiem w kopalni ostrzegającym przed nieuniknionym kolapsem. Negatywne rentowności oznaczają naszym zdaniem terminalną fazę mega bańki którą kończy się długa, sekularna hossa w długu suwerennym. W porównaniu do nadchodzącego kolapsu długu suwerennego kryzys 2008 wspominany będzie jako niedzielny piknik w parku.

Jeżeli minister Szczurek musiał nas bardziej zadłużać to pewnie lepiej że sprzedał dług dzięciołom drogo zamiast sprzedawać go tanio. Gorzej że sprzedał go w znacznej mierze dzięciołom polskim. Negatywne rentowności nie są jednak nigdy powodem do zadowolenia i nie są oznaką zdrowia. Są raczej symptomem choroby trawiącej system  i miernikiem obłędu inwestoriatu który nie kojarzy że mniej straci zaszywając po prostu franki szwajcarskie w siennik niż płacąc min. Szczurkowi za ich przechowanie. To dużo bezpieczniejsza opcja.

całość tu: twonuggets.com

podobne: Rabunek OFE nie pomógł, zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło. Nierząd podniesie rządowi PKB. Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś. oraz: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. i to: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.

„Tylko w ubiegłym roku obsługa długu krajowego i zagranicznego pochłonęła 34,4 mld zł. W tym roku może być niestety gorzej. Wydana przez Ministerstwo Finansów broszura pt. „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018” przewiduje, że w roku 2015 relacja kosztów obsługi długu do PKB wyniesie 1,8 proc. Jeśli wierzyć oficjalnym prognozom w 2015 roku polski PKB wyniesie ok. 550 mld USD, co licząc po kursie 3,70 zł daje nam 2 bln 35 mld zł. Wspomniane 1,8 proc. to 36,6 mld zł, czyli grubo ponad dwa miliardy złotych więcej niż wyniosły koszty obsługi długu w 2014 roku.

W kontekście powyższego warto odnotować, że zapadalność (czyli moment, kiedy dług należy oddać) w tym roku osiągnie aż 78,1 mld zł pożyczek i obligacji zaciągniętych w latach poprzednich. Uwzględniając dotychczasową politykę rządu polegającą na ciągłym rolowaniu zapadalnego długu (tj. zaciąganiu nowych pożyczek na poczet spłaty starych) niewykluczone, że ekipa Platformy pobije w tym roku rekord pod względem wysokości zaciągniętych długów, a tym samym jeszcze mocniej wyśrubuje koszty obsługi zadłużenia naszego kraju. Niestety za spłatę tych zobowiązań nie będą odpowiadali zaciągający je politycy lecz zwykli polscy podatnicy. Rząd będzie potrzebował coraz większej ilości pieniędzy, aby móc zaspokoić zagranicznych wierzycieli. W jaki sposób to uczyni? Nie inaczej jak tylko łupiąc Polaków fiskalnie jeszcze mocniej niż dotychczas. By żyło się lepiej!”

źródło: niewygodne.info.pl

podobne: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach i to: Budżetowa ciuciubabka reaktywacja, czyli… Zadłużamy was dalej i co nam zrobicie?

3. „Nasz Dziennik” Państwo trzyma się za kieszeń„Puls Biznesu” Wojna o podatki„Puls Biznesu” Rząd nie lubi się dzielić z podatnikami„Nasz Dziennik” Fiskus łupi rodzinę.

20.04.2015 (IAR) – Prokuratura Generalna zniechęca ludzi ograbionych przez PRL do walki o zwrot swojego mienia – pisze „Nasz Dziennik”.

Jej szef Andrzej Seremet 10 kwietnia podpisał pismo, które wysłane zostało do wszystkich prokuratur. Zlecił w nim prokuratorom zainteresowanie się sygnałami o nieprawidłowościach w postępowaniach dotyczących restytucji mienia bądź uzyskania odszkodowań za mienie przejęte przez państwo po II wojnie światowej.

Zdaniem Andrzeja Seremeta, w całym kraju może dochodzić do patologii dotyczących reprywatyzacji. Zwraca też uwagę na brak ustawy, która regulowałaby zwrot przejętego mienia.

Z informacji Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że w ciągu ostatnich 2 lat zarejestrowano 30 postępowań wyjaśniających dotyczących restytucji mienia przejętego przez państwo w drodze nacjonalizacji lub wywłaszczenia.

Więcej o tym – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/vey/dyd

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

20.04.2015 (IAR) – Organ rządu przeciwko prezydenckiemu projektowi zmian w ordynacji podatkowej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Chodzi o zaproponowane przez Bronisława Komorowskiego zmiany mające zwiększyć ochronę podatników przed fiskusem.

Jak czytamy w gazecie, pełniący pomocniczą rolę Stały Komitet Rady Ministrów zaakceptował dokument ostro krytykujący projekt i rekomendujący Radzie Ministrów zablokowanie nad nim prac w Sejmie. Komitet stwierdził, że propozycje są nieprecyzyjne, mogą powodować spory między podatnikami, a organami skarbowymi i uderzyć w dochody budżetu państwa oraz stanowić zagrożenie dla stabilności finansów publicznych.

Szef Pracodawców RP Andrzej Malinowski wyraził nadzieję, że Ewa Kopacz nie odrzuci zmian zaproponowanych przez głowę państwa. Dodał, że są one oczekiwane przez podatników, a premier przyznawała, że nie jest przeciwna wprowadzeniu rozstrzygania wątpliwości na korzyść obywateli.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/dyd

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?).

21.04.2015 (IAR) – Choć rząd ma pozytywne prognozy dla polskiej gospodarki i chce, by nasz kraj wyszedł z unijnej procedury nadmiernego deficytu, to nie planuje rychłej obniżki podatków. Pisze o tym wtorkowy „Puls Biznesu”.

Dziennikarze dotarli do szczegółów projektu programu konwergencji, który rząd musi przesłać do końca miesiąca do Brukseli. Wynika z niego, że minister finansów liczy na przyspieszenie tempa wzrostu PKB z obecnych 3,4 procent do 4 procent, ale dopiero za trzy lata. Mateusz Szczurek ma też nadzieję, że do 2018 roku dług publiczny spadnie do 49,1 procenta PKB, z 51,7 procenta w tym roku. Kilka dni temu minister zapowiedział, że będzie chciał uwolnić Polskę z unijnej procedury nadmiernego deficytu, która zabrania podejmowania działań obniżających dochody budżetu.

„Puls Biznesu” pisze, że ta procedura była do tej pory dla rządu wygodnym wytłumaczeniem, gdy wywoływany był temat obniżki podatków. Jak jednak wynika z programu konwergencji, tej w najbliższym czasie nie będzie. Ale są też plusy – nie wzrosną obciążenia dla branży tytoniowej i spirytusowej. Zyska też budżetówka, której rząd chce wreszcie odmrozić płace.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. polecam również: Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki

28.04.2015 (IAR) – Choć zrobili wszystko zgodnie z informacją uzyskaną od urzędnika i byli przekonani, że przysługuje im zwolnienie z podatku, to okazało się, że tak nie jest. Teraz muszą zapłacić kilkanaście tysięcy złotych. O fiskusie łupiącym rodzinę pisze „Nasz Dziennik”.

Gazeta opisuję historię małżeństwa z Krakowa, które najpierw kupiło małe mieszkanie, zaciągając kredyt. Później okazało się, że małżonkom potrzebne jest większe lokum. Mieszkanie sprzedali ze sporym zyskiem, by wkrótce kupić nowe. Z opinii uzyskanej w urzędzie skarbowym wynikało, że jeżeli wszystkie pieniądze ze sprzedaży przeznaczone zostaną na zakup nowego lokum, to małżeństwo zostanie zwolnione z obowiązku płacenia 19-procentowego podatku od dochodu.

Zgodnie z ustnym zapewnieniem urzędnika, pan Przemysław i jego żona wydali wszystkie pieniądze ze sprzedaży pierwszego mieszkania. Tymczasem po 5 latach skarbówka zmieniła sposób interpretacji przepisów. Nagle okazało się, że małżeństwo musi zapłacić zaległy podatek wraz z odsetkami – w sumie około 14 tysięcy złotych.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Nasz Dziennik/Siekaj

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

4. Innowacje muszą stać się udziałem MSPZwiązkowcy z „Polskiej Miedzi”bedą protestować w Warszawie

25.04.2015 (IAR) – Zbyt mało firm inwestuje w innowacje, badania i rozwój. Taka jest konkluzja raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości poświęconego innowacyjnej przedsiębiorczości.

Minister gospodarki zwrócił uwagę, że dziś zupełnie inaczej rozumiemy same innowacje. „Nie tak dawno jak w sektorze piekarniczym wymieniliśmy piec 25-letni na 5-letni to zaliczaliśmy do wielkiego efektu. Dzisiaj mówimy zupełnie o czymś innym” – stwierdził Janusz Piechociński. Wicepremier zauważył, że najbardziej innowacyjne są firmy o dużym kapitale. „Teraz trzeba wejść w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, aby to u nich dokonał się postęp techniczno-technologiczny” – powiedział Janusz Piechociński. Dodał, że innowacyjność to także postawa, mentalność i proeksportowość.

Minister gospodarki przyznał, że na skutek problemów z eksportem na wschód zmniejszyła się liczba przedsiębiorstw sprzedających swoje produkty i usługi za granicą. To zdaniem Janusza Piechocińskiego przełożyło się również na mniejszą skłonność do inwestowania, zwłaszcza we wschodniej Polsce. Jak mówił wicepremier wśród małych i średnich firm w tym regionie utraciliśmy też potencjał chęć wychodzenia poza lokalny czy krajowy rynek.

IAR/Tomasz Marciniuk/jp

podobne: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność”  oraz: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

…tak jest! Trzeba żeby państwo wejszło (najlepiej siłom) do sektora MŚP i ustawą nakazało innowacje (proponuję posadzić w każdej firmie urzędasa żeby tego pilnował) 😀 Tymczasem „przyjazna” polskiej przedsiębiorczości polityka rządu dokonuje dalszych „postępów” na polu jej wspierania (a tym samym „rozwoju” i opłacalności innowacyjności) tak że nawet taki potentat i perspektywiczna firma jak KGHM ma po dziurki w nosie państwowej troski o polski biznes (dość też wspomnieć o ostatnim przetargu na helikoptery dla wojska gdzie polski zakład ze Świdnika musiał obejść się smakiem)…

16.04.2015 (IAR) – Związkowcy z „Polskiej Miedzi” podejmują kolejną próbę walki z podatkiem od niektórych kopalin. Taką daninę największy dolnośląski koncern musi płacić jako jedyny w Polsce.

Chodzi o ponad 6 milionów złotych dziennie. Pojutrze z Lubina do Warszawy wyjedzie kilkaset osób, by przypomnieć rządowi, że poprzez taki wzrost kosztów, praca wielu oddziałów przestała być opłacalna – podkreśla Leszek Hajdacki, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

„Jedziemy w najbliższą sobotę do Warszawy, żeby przed ministerstwem skarbu i przed ministerstwem finansów powiedzieć, że się mylą, że powinni jeszcze raz rozpatrzyć problem i nie patrzeć w kategoriach bliskiego czasu, ale przyszłości całego regionu” – mówi związkowiec.

Reprezentanci załogi w Radzie Nadzorczej wystosowali specjalną petycję do ministrów: skarbu państwa i finansów. Pozostali członkowie Rady – odmówili złożenia podpisów pod dokumentem. Strona rządowa od początku obowiązywania podatku podkreśla, że wpływy z KGHM-u poprzez budżet centralny trafiają do biedniejszych regionów naszego kraju – głównie na wschodzie.

IAR/Legnica, Andrzej Andrzejewski/Radio Wrocław//moc/buch

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego).


1. Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie.

16 grudnia 2014 r. rubel wpadł w konwulsje i zanotował niespotykanie głęboki spadek wartości, a dzień ten szybko nazwano „czarnym wtorkiem”. Nastąpiło to tuż po tym, jak centralny bank Rosji podjął całkowicie zaskakującą dla rynku decyzję o podwyższeniu stóp procentowych aż do 17 pkt proc. Na przekór panicznym, płynącym z wielu stron nawoływaniom o interwencję, szefowa banku centralnego uznała, że tym razem nie będzie walczyć z rynkiem. – Spekulantom należy się zimny prysznic – miała wtedy powiedzieć. Dziś Elwira Nabiullina, bo o niej mowa, triumfuje – wszystko wskazuje na to, że groźba katastrofy gospodarczej Rosji została zażegnana, a rubel mozolnie, ale konsekwentnie umacnia się w stosunku do dolara.

Obecnie za dolara płaci się ok. 57,5 rubla, co oznacza, że od „czarnego wtorku” rubel umocnił się o niemal jedną piątą. To najlepszy wynik wśród walut gospodarek rozwijających się.

Nie oznacza to jednak, że Rosja kryzys ma już za sobą, wręcz przeciwnie. Gospodarka tego kraju szybko zmierza w stronę głębokiej recesji, inflacja szaleje, wpływy budżetowe z powodu taniej ropy są tak mizerne, że Kreml musiał zarządzić drastyczne cięcia wydatków, a sektor bankowy chwieje się w posadach. Ale grożący Rosji jeszcze w grudniu krach gospodarczy, porównywalny do załamania z 1998 r. najprawdopodobniej został zażegnany.

Po zaskakującej podwyżce w połowie grudnia, Nabiullina w nowym roku podjęła kolejne, także nieoczekiwane przez rynek zmiany wysokości stóp procentowych. W styczniu nagle obcięła je do 15 proc., a w marcu do 14 proc. To pokazało, że szefowa banku centralnego nie poddaje się presji rynku, lecz odgrywa na nim kluczową rolę i trzeba się z nią liczyć.

Gdy pod koniec roku doradcy Putina mocno naciskali na wprowadzenie kontroli przepływu kapitału, Nabiullina nie tylko ostro się temu przeciwstawiła, ale także przeforsowała wcześniejsze, niż planowano uwolnienie kursu rubla.

To był przełomowy moment, ponieważ przekonała wówczas Putina do zastosowania rynkowego rozwiązania problemu, który zagrażał całemu systemowi bankowemu Rosji – ocenił szef rosyjskiego oddziału banku UBS Rair Simonyan, cytowany przez Bloomberga.

Warto pamiętać, że gdy szefowa banku centralnego podejmowała te wszystkie decyzje, były one niezwykle ryzykowne, ponieważ sytuacja gospodarcza w Rosji była wtedy bardzo dynamiczna i nieprzewidywalna, a groźba gwałtownych wydarzeń o skali porównywalnej z „czarnym wtorkiem” wisiała niemal cały czas.

Kilka dni temu minister finansów Anton Siłuanow stwierdził, że najgorsze Rosja ma już za sobą. Wprawdzie w ostatnich miesiącach tego typu deklaracje rosyjskich decydentów, będące próbami zaczarowania rzeczywistości, były dla nich raczej ośmieszające, tym razem nie sposób się nie zgodzić z ministrem.

Po zwycięskiej grudniowej konfrontacji, Elwira Nabiullina już nie musi rzucać na rynek miliardów dolarów z rezerw, by ratować rubla, rosyjska waluta radzi sobie już sama. Teraz szefowa banku centralnego może skoncentrować się na działaniach zmierzających do ożywienia strupieszałej gospodarki. Jej największym problemem jest utrzymanie przy życiu banków, które nie tylko zostały w dużej mierze odcięte od kapitału, ale także zmagają się z lawinowo rosnącą liczbą złych kredytów…”

całość tu: biztok.pl

podobne: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś. oraz: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.

…być może właśnie w celu ratowania sektora bankowego Putin zdecydował się na dość ryzykowny ale bardzo śmiały a może nawet zbawienny (jeśli w odpowiedni sposób pokierowany) dla rosyjskiej gospodarki krok…

2. Trader21: Czy Putin znacjonalizował Bank Centralny Rosji?

„Kilka dni temu w mediach na moment pojawiła się informacja, iż Putin znacjonalizował Bank Centralny Rosji. Takie wydarzenie miałoby ogromne znacznie na gruncie politycznym gdyż oznaczałoby wyłom w zarządzanym przez rodzinę Rotschildów globalnym systemie monetarnym?

Najwidoczniej słowa „Dajcie mi kontrolę nad pieniądzem, a nie będzie mnie interesować kto stanowi prawo” wydają się przechodzić do lamusa.” (źródło informacji i komentarz w postaci materiału filmowego tu: independenttrader.pl)

…Putin może się cieszyć z suwerenności tylko wtedy kiedy użyje waluty (z głową!) raz – do rozwoju gospodarki Rosji, by była ona na tyle silna żeby mogła z kolei wspierać rubla w jego suwerennym umacnianiu się (wzroście „wartości” względem obcych walut), a dwa – nie zacznie się zwiększanie ilości nowych rubli w obiegu. W przeciwnym wypadku obywatele Rosji będą mieli przekichane. Najważniejsze jest bowiem JAK i do czego Putin wykorzysta suwerenność rubla. Jeśli nakupuje za nowy dodruk broni i innych niekonsumpcyjnych „dóbr”, to ja dziękuję za taką „suwerenną politykę” 🙂 Stalin już kiedyś przerabiał gospodarkę Rosji na tory „rozwoju” (przemysłu zbrojeniowego) i wiadomo jak to się skończyło. Gdyby jednak ktoś nie wiedział, to polecam obejrzeć G. Brauna „Transformacja”.

Ogłosić suwerenność banku centralnego a wykorzystać tę suwerenność z korzyścią dla własnego kraju to dwie różne kwestie. Wykładnią jest ZAWSZE bogacenie się narodu (nie wspominając o równym dostępie obywateli do rynku – w tym przedsiębiorczości, jak i o innych swobodach obywatelskich), wzrost gospodarczy a przez to wzrost prestiżu takiego państwa (narodu) a w związku z tym również jego waluty na arenie międzynarodowej. Sama nacjonalizacja banku jeszcze wiosny nie czyni. Dopiero konkretna polityka monetarna wskaże w jakim kierunku idzie Rosja ze swoją walutą. I to dopiero będzie informacja warta uwagi oraz dalszego śledzenia ze względu na skutki. Równie ważna (o ile nie ważniejsza) będzie też reakcja banksterki na ten ruch, bo dopiero „jakaś” reakcja będzie oznaczała że coś rzeczywiście ważnego zaszło. Wiele psów zrywało się już z łańcucha tylko po to żeby zdechnąć z głodu. Pożywiom uwidzim.

krótki tekst autorstwa Pana Michalkiewicza o tym jak „to” (system pieniądza „uznaniowego”) działa…

„…o ile dawny dziedzic był rzeczywiście właścicielem ziemi, a więc realnie istniejącej wartości, to bank jest pośrednikiem w dystrybucji pieniądza fiducjarnego, kreowanego przez banki emisyjne dosłownie z niczego. Banki emisyjne produkują z niczego walutę, którą obywatele muszą posługiwać się pod rygorem odpowiedzialności sądowej na zasadzie wydawanych przez rządy przepisów o prawnym środku płatniczym. Warto zwrócić uwagę, że rządy przeważnie są właścicielami banków emisyjnych, z którymi wchodzą w rodzaj przestępczej zmowy na szkodę własnych obywateli. Fiducjarny pieniądz produkowany przez bank emisyjny i rozprowadzany przez banki komercyjne, które w banku emisyjnym „pożyczają”, jest wprawdzie fikcyjny, ale już ludzka praca, za te pieniądze kupowana, jest już prawdziwa, podobnie jak naprawdę dokonuje się przechwytywanie własności. Wygląda na to, że pańszczyźniany ucisk na naszych oczach się odradza, przybierając tylko bardziej zakamuflowane, bardziej skomplikowane formy i doprowadzając państwo do degeneracji. Przybiera ono postać organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, której funkcjonariusze w osobach Umiłowanych Przywódców, skaczą z gałęzi na gałąź przed finansowymi grandziarzami…” http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3352

podobne: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…Więc wszystko zależy od tego, do czego władza używa narzędzia jakim jest pieniądz. Nie wystarczy że bank centralny jest „suwerenny”. Pańszczyzna nie istnieje tylko wtedy kiedy wyzyskuje obcy, istnieje również wtedy kiedy wyzyskuje „swój”. Jeśli ktoś patrzy tylko na to kto kradnie, zaś samą „zasadę” uznaje za konieczną czy dobrą to jego „wszystko jest w porządku” należy tłumaczyć wedle powiedzonka – „jak w ruskim czołgu” 😉

Bogactwo bierze się z PRACY (najlepiej nisko opodatkowanej) a nie z pieniądza czy „suwerenności” jakiegoś emitenta papierków. Historia globu jest przebogata durniami którzy udowodnili na organizmie własnych krajów co się dzieje z „wartością” pieniądza (i gospodarką) kiedy go gwałtownie przybywa (bez pokrycia w pracy i realnym dobru). Pieniądz jest jak układ krwionośny który zapewnia/ułatwia płynność wymiany handlowej (dostarcza dobra w odpowiednie dla nich miejsca – tak jak krew roznosi tlen). Jego psucie/rozrzedzanie najpierw doprowadza do osłabienia sprawności całego gospodarczego organizmu („kapitał” zaczyna wypierać/zastępować pracę ludzi kreatywnych, przemieszczając zysk nieuczciwie w kierunku tych którzy nie wnoszą do gospodarki nic poza spekulacją), po czym dochodzi do martwicy poszczególnych jego członków (całych gałęzi/branży które z racji nieuczciwego transferu zysku z pracy nie potrafią już na siebie zarabiać, bądź im się to nie opłaca) a w konsekwencji do paraliżu całego ekosystemu gospodarki. Sam pieniądz bez sprawnej i prężnie działającej gospodarki nie znaczy nic – nikogo nie nakarmi, nie dostarczy energii, nie zaspokoi żadnej potrzeby. Gdyby pieniądz i jego „niezależność” była dobrem samym w sobie (które nie wymaga pokrycia w innym dobru) to już dziś mielibyśmy raj na ziemi, (tyle tego „dobra” krąży po świecie) i jedynym problemem byłaby dostępność celulozy do „drukarek” (obecnie liczba zer w komputerach 🙂 ) „by żyło się lepiej”. Tymczasem dzieje się inaczej a nadprodukcja pieniądza która się czasem „przypadkiem” zdarza, służy wyłącznie obrabowaniu ludzi którzy coś wartościowego posiadają (nawet jeśli to jest „bezwartościowe” złoto 🙂 ) przez tych którzy ten pieniądz kreują. Kryzysy finansowe to przywilej tej bandy lichwiarzy niezależnie od ich „niezależności”. Ten system (w obecnym wydaniu) to wąż który pomału bo pomału ale jednak zjada swój ogon (dzięki pazerności rządów i banksterki).

PS. Na koniec chcę zaznaczyć że to co napisałem to tylko opis tego jak działają banki i czym jest pieniądz. Nie jest to krytyka tego co rzekomo zrobił Putin z bankiem centralnym Rosji. Gdyż samo zagadnienie o którym traktuje informacja nie jest ani złe ani dobre (to zależy również dla kogo), i dopiero przyszłość pokaże w jaki sposób Rosja wykorzysta odzyskanie banku centralnego i czy będzie to dobre czy może złe… (Odys)

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! i to: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

3. Dave Hodges: Putin pionkiem Rothschildów.

„…W mediach alternatywnych Putin jest otaczany swego rodzaju kultem. Dla nich jest osobą, która przeciwstawia się finansowej międzynarodówce, posyłając ją do piekła. Według tych pełnych dobrych intencji, ale błądzących analityków Putinowi powiodło się tam, gdzie inni polegli (np. JFK, Hussein). Romantyczny wizerunek rycerskiego Putina jeżdżącego po świecie i ratującego go przed międzynarodową lichwą – nic nie jest bardziej dalekie od prawdy. Czy Putin zdaje sobie z tego sprawę czy nie, podąża za wytycznymi dużych chłopców z BRM i wszystko przebiega zgodnie z ich planami.

Artykuł wskazuje, iż na pierwszy rzut oka Putin przeciwstawia się międzynarodowej bankowości, jednakże w rzeczywistości, na głębszym poziomie, pozostaje on pod jej kontrolą.

Punkt początkowy

Wielu z alternatywnych mediów popełnia błąd twierdząc, że banksterzy tworzą jeden, skonsolidowany podmiot w zupełności dążący do jednego, czyli stworzenia pojedynczego systemu gospodarczego, który kontroluje planetę poprzez zarządzanie długiem. Ogólnie jest to prawda. Jednak międzynarodowa bankowość jest podzielona i gdy cele nie są spełniane, widzimy powstające podziały – to właśnie dzieje się obecnie.

Zanim zaczniemy analizować w jaki sposób Putin jest przesuwany po światowej szachownicy, zerkniemy pokrótce jak zorganizowana jest finansowa międzynarodówka.

Poziom pierwszy: Bank Rozrachunków Międzynarodowych

Międzynarodowy banking ma trzy główne poziomy. Dyrektorzy generalni tej wielkiej ekonomicznej sieci, z Banku Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei, siedzą u szczytu stołu. BRM zarządza światową ekonomią poprzez manipulowanie kursami wymiany walut (np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy), ustalając oprocentowanie kredytów, wybierając czy poszczególnym krajom ma być „lepiej” czy „gorzej”, itd. Misją BRM jest prowadzenie banków centralnych z całego świata w kierunku Nowego Porządku Światowego, któremu również przewodzi.

Można powiedzieć, że zarówno znane jak i nieznane siły władają planetą.

Poziom drugi: banki centralne

Drugi poziom władzy składa się z banków centralnych, w tym Rezerwy Federalnej, która jest niewybieralną kliką prywatnych bankierów, którzy wydarli Kongresowi kontrolę finansową i kontrolują pieniądze narodu. I tak jest w każdym państwie. Oczywistym jest, że jeśli dany podmiot kontroluje pieniądze narodu, to równocześnie kontroluje tych, którzy używają pieniędzy, a to poprzez ustanowienie zniewalającego, drapieżnego systemu długu. Nauczyłeś się tej zasady już jako nastolatek, gdy rodzice mówili Ci: „Dopóki będziesz mieszkał w tym domu, będziesz robił to co mówimy.” Kompetencje budżetowe określają kto kontroluje zachowanie. Banki centralne z całego świata otrzymują rozkazy z Banku Rozrachunków Międzynarodowych, ponieważ monetyzacja waluty fiducjarnej, którą kontroluje każdy bank centralny, jest determinowana przez BRM.

Zupełnie zgodne z prawdą jest więc stwierdzenie, że banki centralne są rządcami narodów i reprezentują średni szczebel zarządzania w hierarchii.

Poziom trzeci: narodowe sektory bankowe

Trzecim poziomem tego przeklętego systemu są finansowe instytucje narodowe [Narodowe – w znaczeniu takim, iż mają swoją siedzibę na terytorium danego państwa – Minutus]. W naszym przypadku to np. Goldman Sachs, inne pomniejsze biura maklerskie Wall Street, jak również megabanki (np. Bank of America, Chase, Wells Fargo, etc.). Plany opracowywane przez BRM są realizowane przez te instytucje.

Domy inwestycyjne dzień po dniu wykonują zarządzenia z góry, czyli z BRM.

No i mamy wszystkich pozostałych, którzy są baranami, które nic niewiedzą o tym jak to wszystko funkcjonuje. Nie wstrzymuj oddechu po nagłym oświeceniu. Większość z nas ma zbyt wyprane mózgi przez system, aby osiągnąć ten poziom świadomości.

Plan zbudowania Nowego Porządku Światowego

Od roku 1944, kiedy w Bretton Woods ustanowiono dolara światową walutą rezerwową, Stany Zjednoczone Ameryki stały się policjantem świata, w rezultacie czego Amerykanie cieszyli się ekonomiczną dominacją, ponieważ w celu zakupienia energii reszta świata musi za nią zapłacić dolarami kupionymi od Rezerwy Federalnej. Po tym jak świat odszedł od standardu złota na rzecz waluty fiducjarnej, USA jest jedynym krajem posiadającym wypłacalną walutę i nasz standard życia jest tego odzwierciedleniem.

Amerykanom pozwolono cieszyć się tym najbardziej korzystnym statusem, ponieważ stało się to naszym zadaniem, w imieniu BRM, skonsolidować koalicję banków centralnych w celu wtłoczenia do tego systemu narodów, które tego nie chcą. Kiedy jakiś kraj, jak np. Libia lub Irak, próbuje opierać się tej polityce banków centralnych wciągania go w niewolę długu, jego przywódcy są mordowani, a jego obywatele stają się niewolnikami zakontraktowanego długu. W rezultacie tego USA prowadzą niekończące się wojny, mają ogromny dług i reputację „Wielkiego Szatana”.

Praktycznie wszystkie kraje na świecie uległy tej tyrani, z wyjątkiem Rosji i Chin. W mniejszym stopniu także Indie stały się problematyczne dla BRM, odkąd dołączyły do Rosji i Chin, używając waluty narodowej i/lub złota do prowadzenia handlu między sobą, odrzucając „wymaganego” dolara.

Jeśli BRM zamierza zrealizować swoje marzenie o Nowym Porządku Świata, gospodarki Rosji, Chin i USA muszą zostać zniszczone. Kiedy świat zostanie zrujnowany, z chaosu wyłoni się porządek. Putin jest główną siłą napędową w tym procesie…”

całość tej interesującej pod linkiem: ussus.wordpress.com

…o tym że Putin puszcza oko do idei „nowego porządku świata” można było wyczytać pomiędzy wierszami słynnego już przemówienia na Konferencji Wałdajskiej w Soczi, gdzie sens jego ambicji i planów można streścić w następujących słowach:

„…Rosja nie zamierza blokować tych,którzy wciąż próbują skonstruować nowy porządek świata (NWO)  ani tych prób udaremniać. New World Order, może powstawać o ile nie będzie rzutować na kluczowe interesyRosji. Rosja wolałaby stać z boku i przyglądać się przyjmując na swą głowę tyle guzów ile można wytrzymać. Ale ci, którzy usiłują wciągnąć Rosje w ten proces lekceważąc przy tym jej interesy, mogą poznać na czym polega prawdziwe znaczenie słowa ból.” i dalej:

„Jest jeszcze szansa skonstruowania nowego porządku świata,który pozwoli uniknąć wojny światowej. Ten nowy porządek świata z konieczności musi obejmować Stany Zjednoczone- ale musi ich dotyczyć na takich samych zasadach jak wszystkich innych: przy pełnym przestrzeganiu prawa międzynarodowego i umów międzynarodowych; powstrzymaniu się od wszystkich działań jednostronnych; przy pełnym poszanowaniu suwerenności innych narodów…” (całość tu: Putin. Zabawa skończona, odłóżcie zabawki)

…słowem NWO tak – Rosja nie będzie go blokować(!) ale na zasadach uwzględniających jej interes. Jakiś czas temu Trader21 zwrócił uwagę na to że:

„…Mamy zatem kulminację kilku zjawisk:

– bezprecedensowa koncentracja majątku w rękach 1% populacji powiązanej z sektorem finansowym

–  narastające nierówności zbliżone do poziomu grożącego wybuchem rewolucji społecznej w dobie łatwiejszej wymiany informacji

– banki centralne są technicznymi bankrutami

– znaczna część sektora finansowego jest technicznym bankrutem utrzymywanym przy życiu ogromną ilością środków płatniczych prosto z banków centralnych

– system ostatecznie zawali pod ciężarem niespłacalnych długów

W takiej sytuacji zastanawiam się czy elita finansowa nie uznała, że w obecnych okolicznościach bezpieczniej będzie oddać tymczasowo kontrolę nad podażą pieniądza z powrotem w ręce rządów i bezpiecznie pozostać w cieniu. Po krótkotrwałym zamieszaniu spowodowanym resetem długów można by przywrócić stabilizację monetarną, dzięki której bez większych problemów 1% społeczeństwa zachowa majątek na niezmienionym poziomie. Przy okazji całe niezadowolenie społeczne można by skierować w innym kierunku jak najdalej od winnych obecnej sytuacji…” (Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem)

…w świetle tego co napisał Dave Hodges powyższe kwestie zdają się raczej zazębiać i uzupełniać niż kłócić ze sobą, pomimo pozornej sprzeczności interesów Rosji i zachodu. Putin (tj. Rosja) jest tu jakby nie patrzeć pewnym elementem szerszego planu. Pomimo tego że może rzeczywiście Rosja gra na niezależność (i być może dostała na to zezwolenie), to ta „niezależność” mieści się tak czy siak w ramach „nowego światowego porządku” (nowego rozdania) w którym Putin stara się wywalczyć dla Rosji dogodną pozycję. Na ile niezależną (i czy jest to w ogóle możliwe) czas pokaże… (Odys)

podobne: Z Putinem źle (bez Putina gorzej?) Rozmowy pokojowe ws. Górnego Karabachu. Ofiary wojny w Syrii. Ukraina prosi ONZ o siły pokojowe, manifestacja Donieck to Ukraina. Grupa Wyszehradzka o Ukrainie.  a także: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. i jeszcze: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady.

4. Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes. Aleksandr Zapolskis: Kredyt od MFW dla Ukrainy – jak zamaskować jej niewypłacalność? 

29.03.2015 (IAR) – W przyfrontowym Mariupolu na Ukrainie pogarsza się sytuacja gospodarcza. Małe i średnie przedsiębiorstwa zawiesiły swoją działalność bądź też w ogóle ją zakończyły.

Działacz społeczny Maksym Borodin podkreśla, że wielu z jego kolegów z Mariupola, którzy mieli swoje firmy, wyjechało z miasta obawiając się kolejnego szturmu i wybuchu prawdziwej wojny w ich mieście.

Wadym Iljew, który kieruje jednym z mariupolskich centrów handlowych, powiedział Polskiemu Radiu, że wielu najemców rezygnuje z pomieszczeń. Klientów brak. „Ludzie są w depresji. Nie kupują, bo ich to nie interesuje” – zaznacza.

W mieście jest wiele zamkniętych sklepów, ogłoszeń o sprzedaży biznesu i wynajmie pomieszczeń.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Mariupol/Kijów/em/

podobne:  Ukraina: Wojna destabilizuje sytuację gospodarczą.

„W 2015 roku Ukraina powinna zapłacić zagranicznym wierzycielom 11 mld USD, w roku 2016 – 5 mld USD, w 2017 – kolejne 8 mld USD. W ten sposób, za trzy lata Kijów będzie musiał znaleźć 24 mld USD! Międzynarodowy Fundusz Walutowy w połowie marca wypłacił jeszcze Ukrainie 5 mld USD. Według dyrektor zarządzającej Funduszem Christine Lagarde, to dopiero pierwsza transza nowego programu „międzynarodowej pomocy gospodarczej” w wysokości 17 mld USD, w przeliczeniu na rok 2018 włącznie. Czy to dużo, czy mało i czy to pomoże Ukrainie?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, konieczne jest przeanalizowanie aktualnego stanu finansów tego kraju, w tym – obecnego stanu jego zewnętrznego i wewnętrznego zadłużenia.

W sumie Ukraina posiada ok. 76 mld USD długu, z czego około 34 mld USD to pożyczki od zagranicznych państw, jak również pożyczki otrzymane od podmiotów prywatnych w ramach gwarancji państwowych. W 2015 r., Ukraina powinna spłacić zagranicznym wierzycielom około 11 mld USD, w 2016 r. – 5 mld USD, a w 2017 r. – kolejne 8 miliardów W ten sposób, za trzy lata Kijów będzie musiał znaleźć 24 mld USD! Pozostaje oczywistym, że wspomniane wcześniej 17 mld USD do tego celu nie wystarczy. Nie jest też tajemnicą, że obecny rząd ukraiński odkłada problem zadłużenia na „wieczne jutro”, mając nadzieję na znalezienie rozwiązania w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Jednak ta nadzieja jest dość iluzoryczna. Przyjęty przez państwo budżet na 2015 rok jest uderzający. Jest w nim kwota przeznaczona na wydatki, ale nie ma żadnego planu zdobycia dochodów. Budżet sporządzony został bazując na kursie o wartości 17 UAH za 1 USD, choć dziś faktycznie kurs osiągnął poziom 22 UAH. Oznacza to, że oficjalnie założony deficyt budżetowy z 3,7% PKB zwiększy się do 4,3%. Ukraińskie Ministerstwo Finansów szacuje całkowite PKB Ukrainy w 2015 roku na 1,72 bln UAH lub 83 mld USD (po przeliczeniu według kursu w wysokości 21 UAH za 1 USD). Dlatego też, w celu sfinansowania wszystkich planowanych wydatków w bieżącym roku, Ukraina potrzebuje co najmniej 3,56 mld USD. Oczywiście pod warunkiem, że chociaż część budżetu zostanie zrealizowana zgodnie z planem. W świetle tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie, pogorszenia jej sytuacji gospodarczej oraz całkowitego zaprzestania produkcji, możliwość realizacji budżetu według wcześniejszych planów już teraz budzi bardzo poważne wątpliwości(…)

(…)Gorzką ironią jest fakt, że Zachód pomaga Ukrainie tylko w słowach, w publicznych wystąpieniach przed kamerami telewizyjnymi. W rzeczywistości Ukraina robi wszystko wyłącznie na własny koszt. W 2014 roku Zachód „dał” Ukrainie 9 mld USD, a „wziął” ponad 14 mld USD. W 2015 roku obiecują przekazać Ukrainie 10 mld USD, ale tylko na podstawowe zobowiązania Ukraina musi zwrócić co najmniej 11 mld USD. Czyli zewnętrzni wierzyciele właściwie natychmiast odbierają wszelką pomoc, którą uroczyście wręczają. A co z kosztami? Zgodnie z wytycznymi MFW planuje się je obcinać. Bez względu na dalsze uchybienia wobec zobowiązań społecznych, takich jak wypłaty emerytur, zasiłków i dotacji.

Potrzebne pieniądze planuje się uzyskać poprzez masową wyprzedaż resztek własności państwowej. W bieżącym roku Ministerstwo Polityki Rolnej i Żywności Ukrainy planuje prywatyzację 254 przedsiębiorstw państwowych do niego należących. Następne 158 przedsiębiorstw zostanie zrestrukturyzowanych, a później także wystawionych na sprzedaż. To w sumie ¾ państwowych aktywów rolnych na Ukrainie.

Tak właśnie wygląda pomoc finansowa otrzymywana przez Ukrainę. Bardziej przypomina ona zwykły rabunek. Wydaje się, że do kraju spływają miliardy, ale poza zwiększeniem kwoty długu do niczego więcej nie prowadzą. Chociaż nie – pozwalają one ukraińskiemu rządowi nadal prowadzić wojnę domową przeciwko własnemu narodowi. Pozwalają także inwestorom zagranicznym jeszcze trochę obrabować kraj. Tylko trochę. Według statystyk, ostatnia pożyczka z MFW stanowi 24% kwoty kredytu Ukrainy. Czyli Ukraina otrzymała 10 mld USD, a następnie musi je zwrócić w 2015 r. Ukraina powinna dostać od MFW te 10 mld euro i dodatkowo około 2,5 mld USD…”

całość tu: geopolityka.org

podobne: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy. oraz: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy i to: Podczas gdy Ukrainę czeka ciężka droga „vulture funds” robią interes życia. a także: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).   oraz: Ukraina: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności.

5. Wojciech Jakóbik: Kijów walczy o reformy energetyczne. 

„…Unia Europejska wspiera refomry na Ukrainie udzielając jej kolejnych pożyczek i wsparcia doradczego. Przyjęła nową pomoc finansową w wysokości 1,8 mld euro do końca tego roku. Dodatkowo Międzynarodowy Fundusz Walutowy ma przekazać 17,5 mld dolarów pożyczki w ciągu 10 lat.

Warunkiem kontynuacji współpracy są postępy w reformach na Ukrainie, z których istotne miejsce zajmują te poświęcone sektorowi energetycznemu.

Chociaż sytuacja nad Dnieprem jest napięta, utrudnia ją dodatkowo spór oligarchów o reformy energetyczne. Przeciwko sobie stanęli prezydent Petro Poroszenko i postrzegany jako najsilniejszy z możnych Ukraińców Igor Kołomojski. Obecnie wygląda na to, że inicjatywę przejmuje ten pierwszy. Generalnie Kijów próbuje wpisać spór interesów poszczególnych grup w ramy instytucjonalne i prawne. To próba cywilizowania istniejących tarć.

Kołomojski uznał, że jego wtargnięcie do biur Ukrnafty i Ukrtransnafty było zagraniem mającym zapewnić mu zainteresowanie medialne. Przez obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej zostało jednak odebrane jako rozpaczliwa próba utrzymania wpływu na koncerny, które na mocy reform energetycznych Unii Europejskiej mają działać w sposób przejrzysty i pod pełną kontrolą państwa. Do tej pory oligarcha był nieoficjalnym decydentem w firmie. Choć Kołomojski broni się, twierdząc, że Poroszenko w rzeczywistości zastępuje jego ludzi swoimi, to rząd Arsenija Jaceniuka informuje, że do zarządu firmy mają wejść obcokrajowcy, gwarantujący bezstronność. Świadczyłoby to o rzeczywistej woli zmian we władzy lub o nadchodzącym konflikcie prezydent-rząd o interesy Kołomojskiego, znanego z dużego wpływu na partię premiera Front Narodowy. Kołomojski zrezygnował także z funkcji gubernatora obwodu dniepropietrowskiego.

– Państwo odzyskuje kontrolę nad sektorem – deklaruje premier Arsenij Jaceniuk. Jego słowa wzmacnia zatrzymanie dwóch wysokich urzędników państwowych, którzy w zamian za część zysków mieli przyznać prawo rosyjskim Sojuzowi i Łukoilowi na  Tymczasem Igor Kołomojski zapowiada, że być może zwróci się do sądu arbitrażowego w Londynie przeciwko Naftogazowi, aby uzyskać zwrot pieniędzy za nieopłacone dostawy gazu na przestrzeni lat szacowane na 10,5 mld m3. Naftogaz jest głównym udziałowcem Ukrnafty, drugim jest Kołomojski. Oligarcha tłumaczy zadłużeniem Naftogazu niemożność wypłaty dywidend i podatków przez Ukrnaftę. Nie wiadomo, czy jest to tłumaczenie wiarygodne…”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Ukraina: zmiany na scenie politycznej i wojna oligarchów (Poroszenko umacnia swoje wpływy?) oraz: Wojciech Jakóbik: Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego. polecam również: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Kosmici wylądowali na Ukrainie! Kukła Poroszenko nadał obywatelstwo trzem innym kukłom żeby mogły zostać ministrami w nowym rządzie. a także: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. i jeszcze: Zagraniczne firmy będą mogły mieć udziały w ukraińskich gazociągach.

 Banksterzy, bail-out

Frankowicze pozywają banki i chcą się na nich odegrać. Banki pracują nad pomocą.


1. Frankowicze pozywają bankFrankowicze mają plan odegrania się na bankach.

23.02.2015 (IAR) – Frankowicze mają plan odegrania się na bankach. Zadłużeni w szwajcarskiej walucie, chcą zlikwidować konta i zabrać oszczędności z banków, w których zaciągnęli kredyty. Zamierzają je przenieść do placówek, które nie udzielały kredytów walutowych i do podobnego kroku namawiają swoich znajomych i rodziny.

Frankowicze w ten sposób chcą ukarać banki, które nie godzą się na przewalutowanie kredytów i nie chcą z nimi negocjować. „Chcemy zmusić banki, żeby zaczęły traktować nas poważnie i zaczęły negocjować” – mówi Arkadiusz Wilczyński ze stowarzyszenia na rzecz osób poszkodowanych przez banki „Pro Futuris”.

Frankowicze stanowią niemałą grupę pół miliona klientów. Co miesiąc płacą za prowadzenie konta, ubezpieczenie karty, czy opłaty za przelewy. „Zabranie mikroopłat, będzie chyba bardziej przemawiało do banków, niż protesty na ulicach, czy pozwy indywidualne i zbiorowe” – zwraca uwagę w rozmowie z IAR profesor Mariusz Andrzejewski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Pomysł na likwidacje kont, zadłużeni we frankach skopiowali ze Stanów Zjednoczonych. Kilka lat temu, gdy banki w USA podniosły opłaty za konta i bankomaty, kredytobiorcy zaczęli zamykać swoje rachunki i przenosić pieniądze do innych placówek. W ślad za nimi poszli ich znajomi i rodziny. Banki szybko wycofały się z podwyżek.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Pawlica/ab

24.02.2015 (IAR) – Frankowicze nie odpuszczają bankom. Warszawski sąd zajmie się dziś (24.02) ich pierwszym pozwem – przeciwko Getin Noble Bank. Dotyczy on umów kredytowych podpisywanych na podobnych zasadach. Kancelaria, która podjęła się reprezentowania grupy kredytobiorców, uważa, że pozew ma duże szanse na powodzenie, bo sądy antymonopolowe potwierdziły już nieprawidłowości w obliczaniu rat kredytów walutowych.

Do pozwu przystąpiło ponad 90 osób, a ma przystąpić jeszcze 200. Kredytobiorcy zarzucają w nim bankowi, że zastrzegł sobie dowolność w ustalaniu kursu indeksacji. Chodzi o zmianę wartości kredytu w stosunku do kursu waluty.” Uważamy, że nie może być tak, że podpisuje z bankiem umowę i nie wiem, według jakich kryteriów będzie ustalany w przyszłości kurs” – mówi Mariusz Korpalski z kancelarii prawnej Komarnicka i Korpalski, która reprezentuje klientów w pozwie przeciwko bankowi.

Kancelaria chce, żeby sąd uznał takie zapisy za nieuczciwe. W jednym z wariantów może się nawet okazać, że cała umowa kredytowa jest nieważna.

Zanim jednak dojdzie do procesu z bankiem, sąd musi uznać pozew zbiorowy. To znaczy musi orzec, że ponad 90 osób ma wspólną podstawę roszczenia wobec banku. Początek pierwszej rozprawy o 13:00.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Ksenia Maćczak/dabr

2. Prace nad pomocą dla frankowiczów trwająKaczyński o kredytach we frankach

24.02.2015 (IAR) – Banki pracują nad pomocą dla osób, które zaciągnęły kredyty mieszkaniowe we frankach szwajcarskich. Ostateczne propozycje rozwiązań zostaną przedstawione do 11 marca.

W połowie stycznia, kiedy Szwajcarski Bank Centralny ogłosił, że uwalnia kurs tej waluty wobec euro, przełożyło się to na duże zamieszanie na rynkach i giełdach. Od razu odczuły to osoby, które mają kredyty w helweckiej walucie, bo ich raty wzrosły.

Szef Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz powiedział, że w tym i w następnym tygodniu ZBP czeka szereg spotkań w tej sprawie – między innymi w Ministerstwie Finansów, w NBP, w KNF-ie. Zaznaczył, że banki podjęły już działania mające na celu ulżyć osobom, które zaciągnęły kredyty na mieszkania we frankach szwajcarskich. Wymienił niektóre z nich – na przykład wprowadzenie ograniczeń dotyczących rat. Oprócz tego, banki poinformowały, że odstąpiły od żądania doubezpieczenia tych kredytów, uelastyczniły też proces restrukturyzacji zobowiązania, jeśli zachodzi taka potrzeba. Chodzi na przykład o zmianę kalendarza spłat czy stosowania krótkich wakacji kredytowych.

Od 2000 roku zaciągnięto w naszym kraju 770 tysięcy kredytów we frankach szwajcarskich na mieszkania, z czego 210 tysięcy zostało już spłaconych.

IAR K.P./sk

24.02.2015 (IAR) – Jarosław Kaczyński uważa, że kredyty we frankach były pomysłem na to, jak „ściągnąć skórę z polskich obywateli”. Prezes PiS powiedział, że według jego wiedzy w sprawie tak zwanych „frankowiczów” nie jest potrzebna pomoc państwa, tylko egzekwowanie obowiązującego prawa.

„W tych operacjach żadnych franków nie było” – stwierdził Jarosław Kaczyński. Dodał, że nie było to tak, że polskie banki pożyczały franki i później przy nieco wyższym procencie pożyczały te franki już zmienione na złotówki Polakom. Była to bowiem – dodał – operacja wirtualna.

W tej sytuacji zdaniem Jarosława Kaczyńskiego nie ma żadnego powodu żeby polskie państwo uznawało jakiekolwiek inne zobowiązania, niż te, które powstały w momencie zawarcia umowy.

Jarosław Kaczyński dodał, że jeżeli PiS dojdzie do władzy i okaże się, że „jest tak jak mówi choćby senator Bierecki”, to ci, którzy zapłacili już więcej niż się należało pierwotnie będą musieli uzyskać zwrot. Ci którzy zapłacili tyle ile się należało pierwotnie, już nie mają żadnych długów. A ci, którzy jeszcze nie zapłacili, będą płacić według pierwotnej umowy”.

Kredyty we we frankach zaciągnęło w Polsce ponad pół miliona osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/I.Szczęsna/nyg

źródło: stooq.pl

…otóż to… prześwietlać umowy pod kątem ich zgodności z prawem, ewentualnie wspierać pozwy kredytobiorców tam gdzie nieprawidłowości zostały wykryte. Niech banki płacą z własnej kieszeni za nadużywanie swojej pozycji (jeśli się takowego nadużycia dopuściły). Nie powinno się kosztem tego hazardu (jakim jest kredyt) obciążać podatników i dopłacać do szaleństwa tym którzy pożyczali pieniądze (przecież zrobili to z własnej woli, więc czemu ktoś inny ma ponosić tego koszty?)

…Odys

podobne: Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB) oraz: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” i to: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii. a także: SKOK na Wołomin! W bankach wyłudzenia, ale bankowcy patrzą w przyszłość z optymizmem. polecam również: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt. i koniecznie to: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.


1. Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromisNiemcy odrzucają wniosek Grecji ws. pomocy finansowej.

19.02.2015 (IAR) – Grecja prosi Brukselę o kolejną pożyczkę, ale na swoich warunkach. Komisja Europejska ma nadzieję na kompromis, jednak Niemcy odrzucają propozycje rządu w Atenach.

Jutro o 15.00 spotykają się ministrowie finansów strefy euro, którzy ponownie spróbują uzgodnić kompromisowe rozwiązanie dotyczące wsparcia dla Grecji.

Rząd w Atenach w pisemnym wniosku poprosił o przedłużenie o 6 miesięcy międzynarodowej pomocy finansowej. Nie zgodził się jednak na kolejne, znaczne oszczędności, które do tej pory były warunkiem finansowego wsparcia. Zobowiązał się natomiast do trzymania w ryzach budżetu i zapowiedział gotowość do ustępstw.

Komisja Europejska nazwała grecką propozycję pozytywnym sygnałem. „Przewodniczący Juncker uważa, że ten wniosek może utorować drogę do rozsądnego kompromisu w interesie stabilności całej strefy euro” – powiedział rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas.

Komisja daje do zrozumienia, że kompromis jest możliwy, tymczasem Niemcy odrzucają pomysły Grecji. Berlin od początku przeciwnym był zmianom w dotychczasowym pakiecie pomocowym. Na ulgowe traktowanie Grecji nie zgadzają się też kraje Południa, głównie Hiszpania.

Jeśli nie będzie zgody na udzielenie kolejnej pożyczki, to w przyszłym miesiącu Grecja nie otrzyma pieniędzy, co może doprowadzić ją do bankructwa. Ateny są pod finansową „kroplówką” od 2010 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr

19.02.2015 (IAR) – Niemcy odrzucają wniosek władz w Atenach o przedłużenie programu pomocowego dla Grecji. Niemieckie ministerstwo finansów poinformowało, że wniosek nie zawiera żadnej istotnej propozycji rozwiązania problemu.

Niemcy z niecierpliwością czekały na ruch Aten w sporze o przyszłość programu pomocowego dla Grecji. Ale wniosek o przedłużenie programu, który Grecy w końcu wysłali do Brukseli, nie spodobał się w Berlinie. Rzecznik niemieckiego ministerstwa finansów przekazał, że władze w Atenach próbują zapewnić sobie tymczasowe finansowanie, nie spełniając warunków programu pomocowego. Na to nie ma zgody Berlina. Kanclerz Niemiec Angela Merkel już wczoraj mówiła, że Niemcy nie będą pomagać Grecji bezwarunkowo. Podkreślała, że europejska solidarność nie jest drogą jednokierunkową. „Solidarność i własny wysiłek to dwie strony tego samego medalu” – mówiła.

Z końcem lutego wygasa obecny program pomocowy dla Grecji, który przewiduje wielomiliardowe kredyty dla Aten, w zamian za reformy i poważne oszczędności. Nowe władze Grecji nie chcą narzuconej z zewnątrz polityki zaciskania pasa. Potrzebują jednak europejskich pieniędzy, bo bez nich kraj zbankrutuje.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/mcm/

Trader21: Grecka tragedia – bankructwo czy dalsze zadłużanie kraju?

„…W ciągu ostatnich 6 lat, czyli od rozpoczęcia kryzysu sławnych południowców nieustannie słyszymy o kolejnych fazach ratowania krajów pogrążonych w depresji gospodarczej.

Z ratowaniem kraju ma to w zasadzie mało wspólnego. Chodzi wyłącznie o przekazanie kolejnych transz kredytu, z którego spłacane są długi względem banków umoczonych w greckich obligacja rządowych.

Ostatecznie, głównymi wierzycielami Grecji są banki niemieckie, francuskie, włoskie oraz hiszpańskie. Poza drastycznym pogorszeniem stanu życia, przyrostem zadłużenia nic specjalnie się w Grecji nie zmieniło w efekcie tzw. programów oszczędnościowych narzuconych przez Trojkę (ECB, Komisję Europejską i MFW). Głównym celem „działań ratunkowych” nie było wyprowadzenie greckiej gospodarki na prostą, lecz niedopuszczenie do rozpadu strefy euro.

Gospodarka grecka przed wybuchem kryzysu była i nadal pozostaje ogromnie zbiurokratyzowana. Wydatki rządowe odpowiadają za prawie 60% PKB. Dla porównania w Polsce współczynnik ten wynosi 43%, podczas gdy optymalny poziom waha się pomiędzy 10-15%. Tu leży główny problem Greków.

Od czasu wybuchu kryzysu dług grecki w zasadzie się podwoił z 110 % do około 200% w zależności od metodologii liczenia. Co gorsza, zatrudnienie na przestrzeni 5 lat spadło z 4,6 mln do 3,5 mln osób (spadek o 24%!!!). Skoro Grecy i tak zazwyczaj skutecznie uchylali się przed płaceniem nadzwyczaj wysokich podatków, to jakim cudem obecnie mamy zakończyć kryzys grecki(…)

(…)Obecna sytuacja przypomina zabawę w kto pierwszy ustąpi. Grecja szantażuje Europę bankructwem. Trojka konsekwencjami odstąpienia od reform i spłaty długu.

Aktualna sytuacja jest jednak beznadziejna niezależnie jak by na nią patrzeć. W grecką gospodarkę wpompowano od rozpoczęcia kryzysu 240 mld euro. Są to środki całkowicie stracone, ale nikt nie chce tego oficjalnie przyznać(….)

(…)Obecnie jednak rząd Grecji zdał sobie sprawę z mądrości zawartej w powiedzeniu: „Zadłuż się na milion, a będziesz miał problem. Zadłuż się na miliard, a problem będzie miał twój wierzyciel.”

W mojej ocenie, dziś karty rozdaje Grecja i doskonalone zdaje sobie sprawę, że albo będzie dalej dotowana na koszt europejskiego podatnika albo rozwali całą Europę. Brzmi to ostro, ale w mojej ocenie nie ma w tym przesady.

Jeżeli dług grecki nie zostanie częściowo odpisany lub jego spłata nie zostanie zawieszona, to Grecji za moment skończą się pieniądze. Nawet jeżeli pominiemy koszt obsługi astronomicznego długu, to w budżecie Grecji i tak zabraknie środków na obsługę przerośniętego sektora publicznego. Drastyczny spadek z podatków w połączeniu z fatalnym stanem gospodarki i ogromnym socjałem ostatecznie zawsze kończy się tak samo. Bankructwem.(…)

Konsekwencje dla UE

W sytuacji wyjścia Grecji z UE już po kilku godzinach usłyszelibyśmy, iż Chińczycy są zainteresowani dokapitalizowaniem Grecji w zamian za zacieśnienie współpracy handlowej. Rosja zapewne natychmiast zniosłaby sankcje, aby poszerzyć swoje strefy wpływu a jednocześnie zachęcić kolejne kraje do wyjścia z UE.

Z punktu widzenia władz UE taka decyzja będzie oznaczać prawdziwą katastrofę. Odcięte od kapitału banki greckie zamrożą lub przejmą resztki depozytów klientów. Będzie to dopiero początek problemów sektora bankowego. Większość bowiem greckiego długu znajduje się w rękach banków niemieckich, francuskich, włoskich oraz hiszpańskich.

Panika natychmiast rozleje się na pozostałe kraje UE.

a)    Po pierwsze Włochy, Hiszpania, Irlandia czy Portugalia są w sytuacji nie wiele lepszej niż Grecja. Porzucenie wspólnej waluty i odcięcie się od długu przez jeden kraj stworzy precedens, który szybko znajdzie naśladowców w kolejnych krajach.

Kapitał zacznie błyskawicznie uciekać z sektora bankowego w zagrożonych krajach kierując się do Niemiec, Austrii, Luxemburga czy Holandii. Szwajcaria w takiej sytuacji zapewne wprowadzi kontrolę kapitału, by zatrzymać transfery w kierunku franka.

b)   Po drugie banki w Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii będą ostatecznie zmuszone pokazać straty wynikające z odpisów na długu greckim. Aby zapobiec groźbie kaskadowego bankructwa EBC może uruchomić bezprecedensową falę dodruku i skupić złe długi, a ich ciężar przerzucić na podatników w drodze przyszłej inflacji.

Na tym etapie mielibyśmy koniec euro jakie znamy. Kraje o solidnych finansach jak Niemcy, Austria, Holandia, Finlandia, Luxemburg i Estonia utworzyłyby nowy blok wspólnej waluty, podczas gdy kraje południa powróciłyby do walut narodowych.

Dla zbankrutowanej Europy sytuacja taka oznaczałaby gospodarczą katastrofę,  począwszy od rozpadu części struktur unijnych, poprzez pogrzebanie oszczędności ulokowanych w funduszach emerytalnych, kończąc na cypryzacji części depozytów ulokowanych w bankach najbardziej dotkniętych kryzysem.(…)

(…)Niestety przez ostatnie dwie dekady polityka monetarna w Europie bazowała na celu wyższym, jakim było ustanowienie strefy wspólnej waluty oraz dalsza centralizacja władzy. Realia ekonomiczne całkowicie pominięto, czego konsekwencje widzimy właśnie na przykładzie greckiej tragedii.

Trader21

…jak zwykle polecam lekturę całego artykułu a także komentarzy pod nim (link w podtytule)… Jest to wiedza której nie uświadczycie Państwo ani z telewizji, ani z gazet które nie są zainteresowane publikowaniem tego rodzaju analiz rzeczywistości, a zwłaszcza wskazywaniem przyczyn kryzysu, który nie skończył się wraz z szumnymi deklaracjami polityków i części „ekspertów”. To towarzystwo wzajemnej adoracji jest bowiem żywo zainteresowane istnieniem i stymulowaniem rozpasania finansowego jaki prezentuje sobą grecki rząd (i cała reszta zadłużonych po uszy państw), jak i dalszym żerowaniem na narodowych gospodarkach pasożytniczych tworów jakimi są EBC, UE, MFW i kilka innych mniej znanych ale równie groźnych i pazernych na majątek jaki wypracowują setki milionów ludzi na całym świecie. (Odys)

2. Madryckie osiedla otwierają Banki ŻywnościFinansowe kłopoty Włochów.

19.02.2015 (IAR) – Mieszkańcy Madrytu stawiają czoła konsekwencjom trwającego szósty rok kryzysu. Na osiedlach stolicy Hiszpanii powstały lokalne Banki Żywności, które pomagają najbardziej potrzebującym.

Lokalne banki działają na 11 madryckich osiedlach. Zajmują opuszczone garaże, zaplecza sklepów i lokale. Pomagają bezrobotnym rodzinom. Żeby jednak móc korzystać z ich zasobów, każda z potrzebujących pomocy rodzin uczestniczy w pracach banku. Co tydzień ma przydzielane obowiązki – odbiera, wydaje albo rozwozi dary.

„Bank najbardziej potrzebuje żywności. Ale nie tylko szukamy też wsparcia finansowego i kierowców, którzy pomagają w transporcie” – informuje kierująca osiedlowym bankiem.

Rozdzielaną tam żywność przekazują lokalne sklepy i mieszkańcy osiedla. Dwa razy w roku organizowane są dobroczynne aukcje. Dzięki inicjatywie, żywność otrzymuje prawie 5 tysięcy najbiedniejszych mieszkańców Madrytu.

Informacyjna AgencjaRadiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/mcm//Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

19.02.2015 (IAR) – Co czwarta włoska rodzina ma kłopoty finansowe, a w przypadku połowy z nich trudności te są poważne. Informuje o tym główny urząd statystyczny w najnowszym raporcie zatytułowanym „My, Włochy”, który ukazał się dziś w Rzymie W finansowych tarapatach jest jedna czwarta rodzin, czyli czternaście i pół miliona osób. Kryteria, jakie o tym decydują, to niemożność sprostania takim wydatkom, jak spłata kredytu mieszkaniowego, opłata za czynsz czy za prąd, wodę i gaz. 40 procent twierdzi, że nie nie znalazłoby pieniędzy na niespodziewany wydatek w wysokości 800 euro. We Włoszech pracuje 60 procent osób w tzw. wieku produkcyjnym, czyli od 20 do 64 lat. 34 procent rodzin skarży się na jakość powietrza w miejscu zamieszkania. Statystyczny Włoch ma do dyspozycji 32 metry kwadratowe zieleni miejskiej, a na każdy tysiąc Włochów przypada 908 samochodów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/mcm.

źródło: stooq.pl

podobne: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? oraz: Greckie zamieszanie, coraz trudniejsze negocjacje z „Troiką”, demonstracja poparcia dla rządu. Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona. i to: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). a także: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. polecam również: Oblicza eurosocjalizmu. Hiszpański Caritas bije na alarm. oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy.


Szczyt UE o głównie Ukrainie, ale też o Grecji i terroryzmie.

12.02.2015 (IAR) – Konflikt na Ukrainie to główny temat unijnego szczytu w Brukseli. Europejscy przywódcy mają rozmawiać o wynikach rozmów pokojowych w Mińsku. Zrelacjonują je niemiecka kanclerz i francuski prezydent. Natomiast sytuację na Ukrainie ma przedstawić prezydent Petro Poroszenko, który został zaproszony na szczyt. Europejscy liderzy będą rozmawiać także o walce z terroryzmem, pojawi się również zapewne sprawa zadłużenia Grecji. Na szczyt do Brukseli leci premier Ewa Kopacz.

Przebieg dyskusji na temat Ukrainy zależy od wyniku rozmów w Mińsku. W przypadku kompletnego fiaska powróci sprawa zaostrzenia sankcji gospodarczych wobec Rosji – zapowiedział wysoki rangą unijny urzędnik. W podobnym tonie wypowiadał się minister do spraw europejskich Rafał Trzaskowski. „Jeżeli chodzi o nowe sankcje, będziemy analizować taką możliwość, po to, żeby w marcu podjąć decyzje adekwatnie do sytuacji na Ukrainie” – dodał.

W przypadku fiaska rozmów pojawi się także temat dostaw broni na Ukrainę, ale w tej sprawie państwa członkowskie są podzielone. Gdyby jednak uzgodnione zostało w Mińsku nawet jakieś mgliste porozumienie, to europejscy przywódcy będą czekać na jego realizację.

Unia Europejska, nauczona doświadczeniem po wrześniowym porozumieniu z Mińska, które nie jest przestrzegane, nie będzie się natomiast spieszyć z łagodzeniem sankcji. Warunkiem jest zaprzestanie walk na wschodzie Ukrainy i przestrzeganie porozumienia.

Drugi temat unijnego szczytu to walka z terroryzmem. Przywódcy mają zaapelować do Parlamentu Europejskiego o przyspieszenie prac nad przepisami dotyczącymi gromadzenia danych pasażerów linii lotniczych. Mają też wezwać do lepszej ochrony granic zewnętrznych. Nie było zgody na postulat Francji, by wprowadzić systematyczne kontrole paszportowe Europejczyków przekraczających granice Unii.

Na szczycie pojawi się także zapewne problem greckiego zadłużenia. Nowy, lewicowy rząd zapowiedział, że nie zgodzi się na kolejne oszczędności narzucone przez międzynarodowych pożyczkodawców. Ateny chcą natomiast pomocy finansowej i dyskusji o redukcji części długu. Wczorajsze posiedzenie ministrów finansów strefy euro na ten temat nie przyniosło rezultatów.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/ab

podobne: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. oraz: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy

Ukraina IMF o rozmowach w Kijowie.

12.02.2015 (IAR) – (Lagarde wypowiedziała się w Brukseli) Ukraina otrzyma od Międzynarodowego Funduszu Walutowego 17,5 miliarda dolarów. Kredyt został udzielony na 4 lata. Wraz ze środkami z innych źródeł Ukraina otrzyma w ciągu 4 lat 40 miliardów dolarów. Oznacza to, że oddala się ryzyko bankructwa Ukrainy.

Szefowa MFW Christine Lagarde powiedziała w Brukseli, że ukraińskie władze pokazały gotowość do reformowania państwa, między innymi, zgodziły się na podwyżkę cen surowców energetycznych dla ludności do poziomu zbliżonego do rynkowego. „Jesteśmy przekonani, że reformy są ambitne, ale realistyczne” – dodała.

Ze swej strony premier Arsenij Jaceniuk powiedział, że uzgodniony program przewiduje, że w przyszłym roku ukraińska gospodarka zanotuje wzrost. Dodał, że zmiany czekają Ukraińców nie tylko w sferze energetyki, ale także planowane są reformy w innych sferach: wydatki państwowe zostaną zmniejszone (m.in. zmniejszona liczba urzędników), dokończona reforma emerytalna (zmniejszenie liczby wypłacanych wysokich emerytur), a wydatki na inwestycje zostaną zwiększone. „To nie jest plan reform MFW, a plan reform Ukrainy” – dodał szef rządu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/pbp

podobne: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji.  oraz: Ukraina: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności. i to: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych?

Grecja rozmawia o pomocy finansowej.

13.02.2015 (IAR) – Grecja rozmawia o pomocy finansowej z międzynarodowymi kredytodawcami. Dziś w Brukseli rozpoczęły się negocjacje rządu w Atenach z przedstawicielami Unii Europejskiej, Europejskiego Banku Inwestycyjnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Czasu na porozumienie jest niewiele, a w przypadku fiaska rozmów Grecji grozi niewypłacalność.

Problemy zaczęły się, gdy nowy rząd w Atenach powiedział, że zrywa rozmowy z ekspertami tak zwanej trojki i nie godzi się na dalsze oszczędności, ale oczekuje pomocy finansowej w innej formie, by uniknąć bankructwa. Na razie Ateny wywalczyły, że w Brukseli nikt już nie mówi: trojka. Choć rozmowy prowadzone są z tymi samymi ekspertami co w przeszłości, to teraz nazywa się ich przedstawicielami unijnych instytucji. Tak ustalono wczoraj, na marginesie unijnego szczytu. Na nim spodziewano się kłótni greckiego premiera z niemiecką kanclerz, ale nie doszło do niej. „Pogratulowałam mu zwycięstwa w wyborach. Powiedziałam też, że jestem gotowa do współpracy. To była przyjazna wymiana zdań” – powiedziała Angela Merkel. Po rozpoczęciu negocjacji jeden z unijnych urzędników nie wykluczył, że być może przyjęty będzie nowy program pomocowy dla Grecji. Nie ma natomiast zgody na rezygnację z reform. Przeciwne są zwłaszcza takie kraje jak Hiszpania, Portugalia, Irlandia, które otrzymały finansową pomoc, ale musiały przeprowadzić reformy, wdrożyć znaczne oszczędności i nie widzą powodów, dla których Grecja miałaby być traktowana inaczej.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/em/

podobne: Greckie zamieszanie, coraz trudniejsze negocjacje z „Troiką”, demonstracja poparcia dla rządu. Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona. i to: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? oraz: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń.

źródło: stooq.pl

Greckie zamieszanie, coraz trudniejsze negocjacje z „Troiką”, demonstracja poparcia dla rządu. Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona.


Greckie zamieszanieCoraz trudniejsze negocjacjekilkutysięczna demonstracja poparcia dla rządu.

Wydaje się, że w ostatnim czasie sentyment na światowych giełdach dyktowany jest przez dwa wydarzenia. Jednym z niech jest cena ropy naftowej, która ma niebagatelne znacznie dla spółek surowcowych i cen ich akcji. Druga z kolei dotyczy losów Grecji, które potrafią się szybko i dynamicznie zmieniać.

Dzisiaj przed sesją oba te czynniki negatywnie wpływały na rynki. Cena ropy zniżkowała po wcześniejszym znacznym odreagowaniu, gdyż jej zapasy w USA dynamicznie rosną. Nadpodaż na tym rynku wciąż więc występuje i wywiera negatywną presję na ceny samej ropy oraz akcji spółek z nią kojarzonych. Z kolei w przypadku Grecji doszło do zaskakującego zwrotu akcji związanego z zaprzestaniem przez EBC przyjmowania greckich obligacji skarbowych jako zabezpieczenia pożyczek dla tamtejszych banków. Warto w tym miejscu przypomnieć, że z uwagi na śmieciowy rating tych obligacji, EBC niejako z definicji nie powinien ich uznawać za wiarygodne zabezpieczenie, ale dotychczas robił to bazując na specjalnie przygotowanej uchwale. Teraz postanowił inaczej, co uważać można za groźbę skierowaną wobec nowych władz w Atenach, aby Ci nie obiecywali sobie zbyt dużo po ustępstwach Troiki. Hellada miałaby więc złagodzić swoje stanowisko negocjacyjne. Inwestorzy musieli na tego typu doniesienia zareagować negatywnie, gdyż lekko wzrosło prawdopodobieństwo „Grexitu” , czyli opuszczanie przez Grecję strefy euro. Nie jest ono jednak duże, podobnie jak samo nieprzyjmowanie przez EBC obligacji jako zabezpieczenia nie stanowi dla banków ogromnego problemu z uwagi, że dotychczas chętniej finansowały się one awaryjną linią kredytową dostępną w lokalnym banku centralnym, która pozostaje dostępną. Samo zamieszanie na chwilę obecną jest więc burzą w szklance wody, choć oczywiście może mieć swoje dalekosiężne konsekwencje. Te jednak zależą od decyzji polityków, a nie EBC… (Łukasz Bugaj – DM BOŚ)

DM BOŚ – Biznes 5 Lut 2015, Powietrze z greckiego balona ulatuje dość szybko – jeszcze dwa dni temu inwestorzy byli zadowoleni faktem, że Grecy chcą rozmawiać o swoim zadłużeniu, nie zważając na fakt, że forsowane przez nich propozycje zostały przyjęte przez europejskich polityków z pewnym dystansem. To wszystko wpisuje się w element trudnych negocjacji, gdzie obie strony mogą skorzystać z różnych narzędzi. W zeszłym tygodniu greccy politycy wpierw próbowali dać do zrozumienia, że nie podoba im się pomysł nałożenia nowych sankcji przez UE na Rosję (później się z tego wycofali, podobnie jak też starali się dementować możliwość pozyskania finansowania z Moskwy). Później głośno sprzeciwiali się dotychczasowej formule inspektorów z Troiki, zapowiadając, że ci „panowie” nigdy już nie wjadą do Aten, a także grozili zerwaniem negocjacji ws. wydłużenia w czasie programu pomocowego. Jednak w kolejnych dniach zaczęli łagodzić stanowisko, co mogłoby świadczyć o słabości ich pozycji w negocjacjach. Wprawdzie europejskim politykom nie byłby na rękę scenariusz Grexitu, ale to Grekom czas biegnie szybciej. Program pomocowy wygasa z końcem lutego, a w kolejnych miesiącach trzeba spłacić grube miliardy euro z dotychczasowego zadłużenia. Tymczasem Syriza próbuje od nowa zdefiniować grecki problem i zastosować wobec niego niesprawdzone gospodarcze rozwiązania – w ostatnich komentarzach pisałem, że pomysł na obligacje perpetual oparte o wzrost gospodarczy to ukryta forma „strzyżenia” pożyczkodawców. Stąd też teraz przyszedł czas na „kontr-atak” z drugiej strony. Wczorajsza decyzja Europejskiego Banku Centralnego, który od 11 lutego zawiesi akceptowanie greckiego długu jako zabezpieczenia pod finansowanie udzielane greckim bankom, to mocny argument w negocjacjach. Teoretycznie takie ryzyko mogło zaistnieć dopiero w końcu lutego, gdyby program pomocowy nie został przedłużony. Tymczasem ECB już teraz podał, że ma coraz większe obawy związane z pozytywnym obrotem spraw w negocjacjach Greków, chociaż jak dodał nie jest to uderzenie w greckie banki. Te mogą teraz zaciągać pożyczki w greckim banku centralnym, który z kolei będzie mógł finansować się w ECB poprzez tzw. ELA, czyli nadzwyczajną linię płynnościową. Pytanie jednak o jej limitowanie i inne potencjalne ograniczenia, które z czasem mógłby wprowadzić ECB. Pewnym złagodzeniem wymowy wczorajszego komunikatu jest to, że ECB będzie co 2 tygodnie przeprowadzał rewizję zasad finansowania dla Greków. To, przynajmniej teoretycznie może oznaczać, ze zostaną one złagodzone. Czyli mamy mocny element w negocjacjach…

Dzisiaj greccy przedstawiciele spotkają się z niemieckim ministrem finansów Wolfgangiem Schauble – to spotkanie najpewniej ustawi plan przed rozmowami z kanclerz Angelą Merkel. Rozmowy będą trudne, a komunikaty lakoniczne. To jakie podejście mają Niemcy dobrze obrazuje komentarz Jensa Weidmanna z Bundesbanku, który poparł decyzję ECB twierdząc, że finansowanie przez ELA (nadzwyczajną linię płynnościową) powinno być teraz standardem, a politycy powinni brać większą odpowiedzialność za swoje decyzje. Analizując wpływ dzisiejszych wydarzeń na rynek trzeba jednak zaznaczyć, że druga strona (pożyczkodawcy) wielkie działa wytoczyła już wczoraj. Teraz to z tego balona schodzi powietrze i … euro od kilku godzin odreagowuje wczorajszą przecenę.

Dzisiaj Komisja Europejska zaprezentowała najnowsze prognozy makroekonomiczne. I tak inflacja w tym roku ma wynieść -0,1 proc. (mocna rewizja względem wcześniejszych +0,8 proc.), a w przyszłym odbije do 1,3 proc. (wobec 1,5 proc. szacowanych wcześniej). Co ciekawe eksperci KE podnieśli prognozę tegorocznego wzrostu gospodarczego do 1,3 proc. z 1,1 proc. za sprawą spodziewanego pozytywnego wpływu niskich cen surowców. To, ze coś jest w tym na rzeczy świadczą chociażby dzisiejsze ranne dane z Niemiec – zamówienia w przemyśle wzrosły w grudniu aż o 4,2 proc. m/m. Niemniej dzisiejszy komunikat KE niewiele wnosi do obrazu euro względem innych walut – uzasadnia ostatnią decyzję ECB ws. QE i w zasadzie bardziej interesuje inwestorów zainteresowanych europejskimi aktywami, czyli operujących na rynkach akcji… (Marek Rogalski – DM BOŚ)

05.02.2015 (IAR) – Tysiące ludzi zgromadziły się przed greckim parlamentem w Atenach. Demonstracja to wyraz poparcia dla działań nowego rządu Aleksisa Tsiprasa, lidera SYRIZY.

To ugrupowanie obiecuje kres polityki cięć i oszczędności narzuconej przez troikę – czyli Komisję Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny. Na placu Syntagma w czwartkowy wieczór zgromadziło się około 5 tysięcy osób. To pierwsza prorządowa demonstracja – powiedział AFP jeden z manifestujących. Uczestnicy zgromadzenia podkreślają, że cieszą się z podtrzymania przez rząd Tsiprasa obietnic z kampanii wyborczej. Pojawiają się transparenty „nie jesteśmy kolonią Merkel” czy „wspieramy nasz rząd”.

Demonstracja została zwołana po środowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego, który nie będzie udzielał kredytów pod zastaw jej obligacji. Oznacza to, że greckie banki będą finansowane przez tamtejszy bank centralny.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/AFP/Macropolis.gr/Twitter/kd/dyd

Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona do stopnia B.

06.02.2015 (IAR) – Agencja ratingowa Standard and Poor’s obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Grecji z B do stopnia B- (B minus). Ostrzegła przy tym Ateny, że mają coraz mniej czasu na osiągnięcie porozumienia z wierzycielami.

Jak podkreślili eksperci ratingowi, przedłużanie rozmów z wierzycielami mogłoby doprowadzić do dalszego osłabiania stabilności finansowej w kraju. Mogłoby bowiem spowodować wypłaty depozytów przez Greków.

Jak ostrzegła agencja, może ponownie obniżyć notę Grecji z uwagi na obawę o „ograniczenie płynności” greckich banków.

W ocenie agencji, w najgorszym scenariuszu, Ateny mogłyby stracić dostęp do takich instrumentów jak „pożyczkodawca ostatniej instancji” . Chodzi o sytuację w której bank centralny pożycza bankowi komercyjnemu środki finansowe pod zastaw bezpiecznych papierów dłużnych w związku z odpływem depozytów z banku komercyjnego. Utrata takiego dostępu mogłaby zaś skutkować wykluczeniem Grecji ze strefy euro.

Informacyjna Agencja Radiowa.euronews.com/nyg

źródło: stooq.pl

podobne: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń. oraz: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. i to: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

rys. Grzegorz Radziewicz - Bankrut

rys. Grzegorz Radziewicz – Bankrut

Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów).


Czarny poniedziałek w Brukseli.

08.12.2014 (IAR) – Czarny poniedziałek w Brukseli. Rotacyjny strajk, organizowany w ostatnich tygodniach w różnych prowincjach Belgii, tym razem sparaliżuje stolicę i okolice. To protest związkowców przeciwko polityce oszczędnościowej rządu.

Dziś zamknięte będą niektóre sklepy, banki, urzędy, w szkołach odwołano część lekcji. Z zajezdni nie wyjedzie dziś zdecydowana większość pociągów kursujących na trasach krajowych. Odwołana została część połączeń międzynarodowych, na przykład do Londynu, Paryża i Amsterdamu.

Strajk obejmie też komunikację miejską – autobusy, metro i tramwaje. Na międzynarodowym lotnisku w Brukseli odwołanych zostało 40 procent lotów. Spodziewane są też blokady związkowców na drogach.

„Najlepsza rada będzie taka: proszę się trzymać z daleka od Brukseli” – mówi stołeczna policja.

Dzisiejsza akcja protestacyjna, choć uciążliwa, jest dopiero zapowiedzią prawdziwego paraliżu w całej Belgii za tydzień. Na 15-ty grudnia trzy największe centrale związkowe zapowiedziały strajk generalny.

Informacyjna Afgencja Radiowa/IAR/Beata Płomecka, PR Bruksela/dj

podobne: Atak euro i polosocjalizmu. Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Będzie wspólny protest przewoźników i sadowników? oraz: „Pięknie rośnie bezrobocie…”  Czy „zacznie się” we Włoszech? i to: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3).

Hiszpanie przestali oszczędzać.

08.12.2014 (IAR) – Tylko co czwartego Hiszpana stać na oszczędzanie, a ponad 40 procent społeczeństwa wcale nie odkłada pieniędzy – wynika z badań przeprowadzonych przez Adicae, Stowarzyszenie Krytycznych Konsumentów.

Jeszcze 8 lat temu, czyli przed rozpoczęciem kryzysu, w Hiszpanii oszczędzało ponad 60 procent rodzin. Poziom bezrobocia wynosił wtedy 8,3 procent, czyli trzy razy mniej niż teraz. Od tego czasu w Hiszpanii spadła siła nabywcza pieniądza i średnio o 10 procent zmalały pensje. Dlatego teraz na oszczędzanie może sobie pozwolić jedynie co czwarta rodzina, a 17 procent dorosłego społeczeństwa musi pożyczać, żeby dotrwać do końca miesiąca.

Zdecydowana większość, prawie 60 procent Hiszpanów, nie jest w stanie sprostać nieoczekiwanym wydatkom.

Bardziej od rodowitych mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego zaradni są imigranci. Mimo że poziom bezrobocia w tej grupie przekracza 35 procent, co drugi z nich zapewnia, że miesięcznie odkłada 100 euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ewa Wysocka/Barcelona/mcm/dj

podobne: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. “Troika” wróciła do Hiszpanii. oraz: 40 tysięcy bezdomnych w Hiszpanii. Katalonia chce niepodległości

Wlk. Brytania: Szokująca skala głodu.

08.12.2014 (IAR) – Opublikowany dziś w Wielkiej Brytanii raport postuluje walkę z marnotrawstwem żywności i powołanie komitetu do spraw głodu wśród najuboższych mieszkańców kraju. W jego skład miałoby wejść kilku ministrów i przedstawiciele organizacji dobroczynnych. Raport opracowało grono posłów ze wszystkich partii.

Organizacja Trussel Trust, prowadząca banki żywności, twierdzi, że w tym roku skorzysta z nich milion Brytyjczyków. 4 lata temu było to zaledwie 40 tysięcy. Wolontariuszka Trustu, Alison Inglis-Jones powiedziała telewizji Channel Four: „Widuję ludzi z różnych środowisk przychodzących codziennie z prośbą o żywność. To nie ustaje. A ich liczba stale rośnie”. Telewizja BBC dotarła do rodziny, w której kilkunastoletnia córka powiedziała: Mogę wyżyć bez jedzenia. Raz już nawet przeżyłam na czczo tydzień”. Zwierzchnik Kościoła anglikańskiego, arcybiskup Canterbury Justin Welby poparł dziś raport na konferencji prasowej mówiąc, że był zaszokowany odwiedzając banki głodu, bardziej niż odwiedzając obozy uchodźcze w Afryce: „Widywałem dużo gorsze warunki, ale fakt, że to jest u nas? – my czegoś takiego nie uznajemy, to trzeba zatrzymać”. Analitycy zwracają uwagę na mnogość przyczyn głodu w Wielkiej Brytanii: stagnację najniższych zarobków, wzrost cen energii i czynszu, ograniczenia zasiłków, ich powolne przyznawanie i karanie osób, które nie dopełniają wszystkich warunków przyznawania świadczeń zawieszeniem wypłaty zasiłków.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: Brytyjczycy w długach po uszy oraz: Brytyjski biznes chce, by kraj został w UE, ale na nowych warunkach i to: Godfrey Bloom i dzień przeciętnego podatnika.

Grecja nadal pod finansową kroplówką.

08.12.2014 (IAR) – Grecja nadal pod finansową kroplówką. Władze w Atenach miały nadzieję, że od stycznia zakończy się międzynarodowy nadzór w zamian za pakiet pomocowy. Dziś w Brukseli ministrowie finansów strefy euro zdecydowali jednak o przedłużeniu go o dwa miesiące. Nie ma bowiem porozumienia w sprawie reform w Grecji, których oczekują międzynarodowi pożyczkodawcy. Od nich uzależniona jest wypłata ostatniej transzy wsparcia. „Pewien postęp został zrobiony przez greckie władze, ale nie ma podstaw, by zakończyć pakiet pomocowy. Dlatego zdecydowaliśmy o jego przedłużeniu o dwa miesiące. To pozwoli na podjęcie wszystkich działań i wypłatę miliarda ośmiuset milionów euro” – powiedział szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem. Międzynarodowi pożyczkodawcy oczekują dalszych cięć wydatków, bo bez nich – jak wyliczono – w greckim budżecie zabraknie dwóch i pół miliarda euro. Sprawa ma także wymiar polityczny. Premier Antonis Samaras obiecał zakończenie programu pomocowego w tym roku. Niedotrzymana obietnica może być wykorzystana przez radykalną lewicową Syrizę, która dąży do przejęcia władzy, zapowiada zerwanie z polityką zaciskania pasa i reformami narzuconymi z zewnątrz.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/em/

podobne: MFW: Grecja zapewne będzie potrzebować dalszej pomocy oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

Nacjonaliści w Szwecji rosną w siłę.

08.12.2014 (IAR) – Antyimigracyjna partia Szwedzkich Demokratów może najwięcej zyskać na spowodowanym przez siebie skróceniu kadencji obecnego parlamentu w Sztokholmie. Ugrupowanie sprzeciwiające się liberalnej polityce przyjmowania uchodźców doprowadziło do sytuacji, w której mniejszościowy, lewicowy rząd premiera Stefana Löfvena nie był w stanie przegłosować własnego budżetu. W tej sytuacji Szwedzi pójdą do urn w marcu, zaledwie pół roku po ostatnich wyborach we wrześniu.

Według najnowszego sondażu, opublikowanego przez serwis thelocal.se, Szwedzcy Demokraci mają szansę znacznie poprawić swój wynik wyborczy z jesieni. Zamiast 13 procent, mogą otrzymać 18 procent głosów. A to oznaczałoby pogłębienie obecnego kryzysu, w którym ani lewica, ani prawica nie mają większości potrzebnej do samodzielnych rządów. Jednocześnie zarówno socjaldemokraci jak i prawicowa koalicja odżegnują się od możliwości współpracy z nacjonalistami i zapewniają o swoim poparciu dla otwartej polityki wobec imigrantów.

Wybory w Szwecji zaplanowano na 22 marca przyszłego roku.

IAR/thelocal.se/łp

źródło: stooq.pl

podobne: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. polecam również:  Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce. i to: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem oraz: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

…Belgowie żarli na zapas i teraz mają konsekwencje swojej hulaszczej socjalistycznej brewerii. Jak ktoś był w Brukseli to wie co się tam dzieje, i ilu z tych ludzi na ulicach to normalni autochtoni a ilu spośród nich to dzicz z importu żerująca na socjalu… Rząd oczywiście też nie jest święty, bo prócz zadłużenia wewnętrznego produkował masowo zagraniczne (na rzecz m.in. USA), ale niestety całej winy na lichwiarzy i układających się z nimi rządzących marnotrawców zwalić nie można… To w końcu wszystko na życzenie obywateli, którzy brali od państwa i banków pieniądze i żyli ponad stan aż im się uszy trzęsły. Wina elit politycznych, które zamiast powstrzymać rozdawnictwo samo się w nim pławiło jest oczywista jako tych którzy będąc odpowiedzialnymi za finanse państwa pozwoliły na jego zadłużenie. Konsekwencje będą straszne dla wszystkich, bo ci którzy na tym zarobili raczej nie unikną rzezi jeśli ludzie będą całkiem zdesperowani. Podobny raj zgotowali sobie Hiszpanie, Grecy i do niedawna ideał socjalistów – Szwecja. Nawet Wielka Brytania nie zdołała się uchronić przed patologią rozdawnictwa co skończyło się dokręcaniem śruby dla najmniej zamożnych, ale przede wszystkim dla niezaradnych życiowo…

Cytując klasyka: „…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?…” ()

…obrazek adekwatny do sytuacji w krajach, gdzie populistyczne rządy socjaluchów doprowadziły ludzi do wrzenia… Prawa natury już niedługo nie dadzą się kontrolować.

…Odys

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

„Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.


„Wygląda na to, że po Niemcach kolejny europejski kraj zamierza wejść na ścieżkę wojenną z Europejskim Bankiem Centralym.  W ekstremalnie zadłużonych Włoszech rozpoczęło się właśnie zbieranie głosów za przeprowadzeniem referendum, w którym obywatele mieliby się opowiedzieć za porzuceniem wspólnej waluty oraz powrotem do lira.

Inicjatorem referendum jest Beppe Grillo lider eurosceptycznej partii Five Star Movement, drugiej siły politycznej we Włoszech. Beppe zamierza zorganizować referendum podobne do przeprowadzonego w 1997 roku, kiedy to Włosi zgodzili się na wprowadzenie euro. Nieoficjalnie mówi się, że inicjatywa ma poparcie 2/3 parlamentu.  Poparciem parlamentu raczej bym się nie ekscytował, bowiem gdy przyjdzie do głosowania siły stojące za euro zrobią wszystko, aby do referendum w ogóle nie dopuścić lub je zmarginalizować.

Na razie, póki co trwa zbieranie głosów i, co ważne inicjatywa ma spore poparcie wśród społeczeństwa. Odnośnie obecnej sytuacji gospodarczej Grillo nie przebiera w słowach. 

„Opuścimy strefę euro niszcząc system bankowy stworzony przez szumowiny. Umieramy jako kraj. Potrzebujemy planu B dla Europy, która przeobraziła się w koszmar. Stworzymy go i wdrożymy w życie. Naszym wrogiem nie jest Rosja, czy ISIS. Jest nim Europejski Bank Centralny.

Wyjście Włoch ze strefy euro zakończy wywłaszczanie z narodowej suwerenności w całej Europie. Suwerenność należy do ludzi, nie do EBC, Trojki (MFW, Komicja Europejska i EBC), czy Niemieckiego Banku Centralnego. Narodowe waluty muszą wrócić pod kontrolę rządów. Nie powinny one być kontrolowane przez banki komercyjne.

Nie pozwolimy na niszczenie naszej gospodarki, ani aby włoscy robotnicy stali się niewolnikami europejskich banków. Euro niszczy włoską gospodarkę. Od 1997 roku włoska produkcja skurczyła się o 25%. Setki włoskich firm zostało sprzedanych zagranicznym koncernom.”

Od rozpisania referendum do ewentualnego powrotu do lira jeszcze daleka droga, ale to co się dzieje we Włoszech doskonale obrazuje nastroje w Hiszpanii, Portugalii, Grecji czy Francji. W każdym z tych krajów coraz większe poparcie zyskują partie eurosceptyczne.

We Francji Marie Le Pen właśnie zażądała sprowadzenia do kraju całego francuskiego złota. Poza tym całe środowisko francuskie zbulwersowane jest naciskami Brukseli oraz  Waszyngtonu nakazującymi wstrzymanie wydania Rosji drugiego okrętu typu Mistral. W całej sprawie nie chodzi wyłącznie o ewentualne kary, jakie Francja musiałaby zapłacić tytułem odszkodowań. Prawdziwą ceną byłoby zniszczeje francuskiego sektora zbrojeniowego stanowiącego znaczną część gospodarki. Jaki kraj związałby się kontraktami z krajem, który bez specjalnego wyjaśnienia nie wywiązuje się z umowy?

O karze, jaką nałożono na bank BMP Paribas oraz tajemniczej śmierci Prezesa Total opowiadającego się za odejściem od dolara także nie zapomniano. Nowo mianowany prezes koncernu petrochemicznego Total zaczyna wypowiadać się w równie ostrych słowach przeciwko systemowi  petrodolarowi, co jego zmarły poprzednik.

Nawet w przypadku Niemiec, które utrzymują spójność Europy oraz strefy euro coraz więcej na znaczeniu zyskują partie eurosceptyczne. Tendencja ta narosła po wprowadzeniu sankcji przeciwko Rosji. Niemcy są największym globalnym eksporterem i na sankcjach gospodarczych kraj ten traci ogromne kwoty.

Wielki biznes nie jest zainteresowany utrudnieniami w handlu, zwłaszcza że 300 tys. miejsc pracy uzależnionych jest od współpracy handlowej z Rosją. W zeszłym tygodniu Henrich Weiss Prezes Rady Nadzorczej SMS, firmy telekomunikacyjnej zatrudniającej 13 tys. pracowników zerwał sojusz z Angelą Merkel i jej CDU otwarcie popierając eurosceptyczną partię AFD opowiadającą się za odłączeniem się od Brukseli i przede wszystkich zakończeniem wojny na sankcje narzuconej przez USA.

Nie jest to odosobniony przypadek. W zeszłym miesiącu z Premierem Miedwiediewem spotkała się delegacja prezesów niemieckich firm m.in. BASF, Bayer, EON oraz wielu innych. Głównym tematem rozmów było zakończenie sankcji.

W obecnej sytuacji albo niemieckie władze zaczną dogadywać się z wielkim biznesem i skończą wojnę na sankcje wymuszoną przez USA albo po kolejnych wyborach władzę przejmą ugrupowania antyeuropejskie.

Generalnie mamy do czynienia z powolnym rozpadem UE. Im bardziej władze UE próbują wdrażać rozwiązania sprzeczne z interesami obywateli, tym silniejszy rodzi się opór w poszczególnych krajach.

Gdyby w referendum we Włoszech obywatele opowiedzieli się za powrotem do lira, politycy zrobiliby co w ich stanie, aby odwlec zmiany w czasie.  Otwarcie jednak należy powiedzieć, że gdyby Włochy porzuciły euro natychmiast stałyby się celem ataku finansowego. Doszłoby do skokowej dewaluacji lira, inflacja osiągnęłaby wynik dwucyfrowy a gospodarka skurczyłaby się o kilka, kilkanaście procent w ciągu pierwszego roku. Po okresie problemów i resecie ogromnych długów, kraj ten wróciłby na ścieżkę zdrowego wzrostu gospodarczego.

Patrząc z szerszej perspektywy, wyjcie choćby jednego kraju ze strefy euro doprowadziłoby do reakcji łańcuchowej, definitywnego końca euro i być może UE w obecnej formie. Tzw. twardy trzon Unii, czyli Niemcy, Austria, Holandia, Luxemburg oraz Finlandia najprawdopodobniej utworzyłyby pewien blok silnych krajów posługujących się wspólną walutą.

W mojej ocenie, wszystkim krajom strefy euro takie rozwiązanie wyszłoby na dobre. Im większe uprawniania, szczególnie monetarne zyskuje EBC, tym z większym marnotrawstwem kapitału mamy do czynienia. Nie bez przyczyny najbogatsze kraje w Europie, czyli Szwajcaria oraz Norwegia pozostają poza UE czy strefą euro. Krajem małym można w miarę efektywnie zarządzać zgodnie z potrzebami społeczeństwa. Im większy kraj, tym większa siła rządu przekładającego interes korporacji nad interes jednostki.

Kluczowe dla najbliższej przyszłości okaże się referendum w Szwajcarii. Sondaże jednoznacznie wskazują, że wynik referendum będzie negatywny. Osobiście, mam jednak nadzieję, że zwycięży szwajcarski pragmatyzm i ostatecznie kraj Helwetów zapoczątkuje odwrót od papierowych walut niszczonych zgodnie z wolą polityczną.

„Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność. Gdy ludzie boją się rządu mamy tyranię” – Thomas Jefferson

Trader21

źródło: independenttrader.pl

podobne: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce. oraz: Ruch „5-ciu gwiazdek” na scenie politycznej Włoch… i to: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami, ale Le Pen i Korwin-Mikke nie będą razem. a także: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

02.12.2014 (IAR) – Szwecji grozi upadek rządu. Opozycyjna, populistyczna partia Szwedzkich Demokratów zapowiedziała odrzucenie na jutrzejszym posiedzeniu parlamentu rządowego projektu budżetu. Jeśli tak się stanie, to upadnie mniejszościowy, czerwono-zielony rząd.

Jutro na tym samym posiedzeniu parlamentu liberalno-konserwatywna opozycyjna koalicja czterech partii, zwana aliansem, ma zaprezentować własną wersję budżetu. Koalicja ta rządziła w Szwecji przez minionych osiem lat i utraciła władzę po wrześniowych wyborach. Niespodziewanie okazało się jednocześnie, że dotychczas marginesowa, ultraprawicowa i populistyczna partia Szwedzcy Demokraci otrzymała spore poparcie, stając się trzecią siłą polityczna w kraju. Nie przyjęta do aliansu z racji antyimigranckich, a nawet neonazistowskich poglądów części jej członków pozostała osamotnionym ugrupowaniem, mogącym jednak odgrywać rolę języczka u wagi podczas parlamentarnych głosowań.

Tak się właśnie obecnie dzieje. Szwedzcy Demokraci zapewniają, że poprą budżet aliansu, jeśli nie będzie on proimigrancki. W przeciwnym razie też go odrzuci.

Socjaldemokratyczny premier Stefan Loefven późnym popołudniem wezwał partie aliansu do rozpoczęcia natychmiastowych rokowań, by odsunąć groźbę kryzysu rządowego i sukcesu ultraprawicy. Premier oświadczył, że Szwecja znalazła się w najtrudniejszej politycznie sytuacji w swej całej powojennej historii.

Jeśli negocjacje nie dadzą efektu, niewykluczone, że jutro rząd Loefvena poda się do dymisji.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Michał Haykowski/Sztokholm/dabr

źródło: stooq.pl

…oczywiście dla pismaków każda partia która chce NORMALNOŚCI jest populistyczna. Populistyczne nie są tylko te gnioty polityczne które swoimi NIEREALNYMI pomysłami na gospodarkę doprowadziły poszczególne kraje Europy do rachitycznego „wzrostu” gospodarczego (w rzeczywistości do REALNEJ recesji), ogromnego zadłużenia, nałożyły na Europę horrendalne koszta walki z emisją CO2, doprowadziły do kilkudziesięciu procent bezrobocia wśród młodych ludzi w takich krajach jak Włochy, Hiszpania, Portugalia (a już niedługo inne kraje)  i do kilku innych jeszcze pomniejszych skutków jak chociażby ucieczkę kapitału za granicę przed złodziejskim opodatkowaniem (Francja – 75% podatek dla najbogatszych)… te partie i środowiska lewicowe które do tego doprowadziły (i ciągle im mało!) nie są rzecz jasna populistyczne, a są nimi według pismaków te które się temu sprzeciwiają… Boże widzisz i nie grzmisz.

Nazywanie neonazistami ugrupowania które chce normalizacji polityki imigracyjnej (zakończenia morderczego dla szwedzkiej gospodarki rozdawnictwa dla przyjezdnych – Bankrutujący „raj” Szwecji) jest kłamstwem daleko wykraczającym poza uczciwość, nawet wobec nieznajomości przez pismaków i polityków znaczenia takiego pojęcia jak populizm. Do wiadomości nieuków nacjonalizm to nie jest neonazizm i tak samo nie jest nim polityka antyimigracyjna oparta o likwidację socjalu dla przyjezdnych.

…Odys

Eurokajdany

Druga transza deregulacji zawodów. Zmiany w prawie spadkowym. Będą nowe papiery korporacyjne.


1. Druga transza deregulacji wchodzi w życie.

10.08.2014 (IAR) – Ten projekt ma w sumie uwolnić ponad 250 zawodów. Na razie uwolnionych zostało 51 a dziś ( 10.08 ) dołączyły kolejne. W życie wchodzi bowiem większość przepisów drugiej transzy ustawy deregulacyjnej. Dotyczy ona 96 zawodów, w których wymaga się obecnie posiadania różnego typu uprawnień państwowych. Chodzi m.in. o: architektów, urbanistów, inżynierów budowlanych i osoby usługowo prowadzące księgi rachunkowe czy doradców podatkowych.

Jednak nie wszystkie zawody od dziś będą uwolnione. Te dotyczące kolei i metra a także biegłego rewidenta – 10 grudnia.

Resort sprawiedliwości informuje, że największe protesty dotyczyły zderegulowania zawodu urbanisty. Do tego stopnia, że samorząd złożył skargę do Trybunału Konstytucyjnego.

Deregulacja była sztandarowym projektem poprzedniego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, który na polecenie premiera nadzorował przygotowanie trzech pakietów nowelizacji ustaw. Pierwsza transza, obejmująca 51 zawodów weszła w życie rok temu. Teraz w Sejmie trwają prace nad III ustawą deregulacyjną, która ma ułatwić dostęp do kolejnych ponad stu zawodów. Przewidziano w niej uwolnienie zawodów związanych m.in.: z ochroną przeciwpożarową (np. strażak, inżynier pożarnictwa); rynkiem kapitałowym i towarowym; rzeczoznawstwem w zakresie jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Obejmie też profesje związane z konserwacją zabytków, tłumaczy przysięgłych oraz zawody związane z geologią i górnictwem.

Na razie jednak Ministerstwo Sprawiedliwości zbiera dane i uwagi do pierwszej transzy by móc ocenić czy spełniła pierwotne założenia. Jarosław Gowin zapowiadając swój sztandarowy projekt, przekonywał że już pierwsza transza przyniesie od 50 do 100 tysięcy miejsc pracy. Tyle, że analitycy finansowi podkreślają, że być może dopiero za parę lat.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ksenia Maćczak/sk

podobne: Praca. W Sejmie – trzecia transza deregulacyjna.

…tymczasem…

W wyniku nacisków lobby fizjoterapeutycznego w Ministerstwie Zdrowia kończą się prace nad projektem ustawy o zawodzie fizjoterapeuty, która zablokuje aktualnie szeroki dostęp do zawodu.

Jak informuje serwis wPolityce.pl, w projekcie ustawy przewidziano m.in. obligatoryjną przynależność do samorządu zawodowego, wprowadzono różne stopnie specjalizacji oraz określono kompetencje osób wykonujących ten zawód.

Prof. Zbigniew Śliwiński z Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii wyjaśniał, że celem ustawy jest m.in. utrudnienie dostępu do zawodu osobom, które nie mają do tego uprawnień, tak aby pacjenci byli bezpiecznie leczeni.

Połowie PO zapewnili, że około 25 sierpnia złożą w Sejmie projekt ustawy w tej sprawie.

Źródło: wpolityce.pl

…bo tak to już właśnie jest z tą deregulacją. Rząd w wielu miejscach scedował prawo do regulacji (np. w kwestii zaliczania kursów, egzaminów czy uprawnień/certyfikacji) na tzw. „samorządy zawodowe”, które są żywo zainteresowane staniem na straży „status quo” sprzed deregulacji. Rząd pozbył się pijarowsko odpowiedzialności trzymania za pysk setek profesji i ma teraz czyste ręce. Teraz kto inny będzie regulował rynek zawodów „wrażliwych społecznie” . Osobiście uważam że z „wolnym uprawianiem” wielu z nich nie będzie tak różowo jak się to nam przedstawia i w wielu branżach wszystko zostanie po staremu 🙂 „Obligatoryjna przynależność do samorządu zawodowego” skutecznie bowiem betonuje rynek pracy w danej branży. Taki „samorząd” jest bowiem często i gęsto obsadzony przez odpowiednio „zasłużonych” dla władzy ludzi, którzy wiedzą NAJLEPIEJ kto się nadaje do danego zawodu a kto nie… Kto „nie swój” ten nie ma co szukać w „samorządzie” a nie będąc w „samorządzie” (nie mając jego akceptacji w środowisku) nie zrobi kariery. (Odys)

2. Rząd zmienia prawo spadkowe.

12.08.2014 (IAR) – Spadek bez niespodzianek. Rząd przyjął nowelizację projektu prawa o dziedziczeniu spadkowym, przygotowaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Nowela zakłada, że spadkobierca będzie odpowiadał za długi tylko do wartości spadku. W świetle nowych przepisów, jeśli spadkobierca w ciągu 6 dni od dnia, w którym dowiedział się o śmierci spadkodawcy, nie złoży oświadczenia o odrzuceniu spadku lub przejęciu go wprost – będzie to równoznaczne z przyjęciem spadku z dobrodziejstwem inwentarza, czyli ograniczeniem odpowiedzialności za długi.

Nowe prawo oznacza kolejną zmianę. Stan majątku spadkowego przy dziedziczeniu z dobrodziejstwem inwentarza nie będzie ustalany przez komornika – jak dotąd. Spadkobiercy będą mogli sami składać prywatny wykaz inwentarza, sporządzony na formularzu przygotowanym przez ministra sprawiedliwości. Jeśli z wykazem nie zgodzą się wierzyciele, spisu inwentarza – na ich wniosek – będzie mógł dokonać komornik.

Rządowe rozwiązania wejdą w życie 6 miesięcy po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/komunikat/to/mitro/

3. Rząd przyjął projekt ustawy o obligacjach, będą nowe papiery korporacyjne.

Warszawa, 12.08.2014 (ISBnews) – Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o obligacjach, przedłożony przez ministra finansów, podało Centrum Informacyjne Rządu (CIR).Wśród nowych rozwiązań znalazły się m. in. możliwość emisji obligacji przez spółki zagraniczne i celowe orazobligacje wieczyste i podporządkowane.

„Zaproponowano rozwiązania, których celem jest wsparcie rozwoju rynku długoterminowych nieskarbowych papierów dłużnych. Chodzi o stworzenie warunków, aby emisja obligacji komercyjnych mogła pełnić rolę dodatkowego, w stosunku do kredytów bankowych, źródła pozyskania kapitału. Kiedy do tego dojdzie przedsiębiorstwa zyskają łatwiejszy dostęp do dodatkowego źródła finansowania rozwoju” – czytamy w komunikacie po posiedzeniu rządu.

Przewidziano też rozwiązania, które zakładają zwiększenie pewności i bezpieczeństwa obrotu przez jednoznaczne rozstrzygnięcie wątpliwości dotyczących niektórych obowiązujących przepisów, aby uczestnicy rynku mieli pewność, że prawidłowo z nich korzystają.

„Rozszerzono zakres projektowanej regulacji o: podmioty zagraniczne (umożliwiono im emisję obligacji na podstawie nowej ustawy) i spółki celowe (tworzone specjalnie na potrzebę emisji obligacji). W przypadku tych podmiotów obowiązujące przepisy są niejednoznaczne. Do projektu ustawy wprowadzono także instytucję zgromadzenia obligatariuszy, jako reprezentacji ogółu uprawnionych z obligacji danej serii wobec emitenta” – czytamy dalej.

Rozszerzono zakres instrumentów dostępnych emitentom. Chodzi o możliwość emisji obligacji wieczystych (nie podlegają wykupowi, a świadczenie emitenta względem obligatariuszy polega na zapłacie odsetek w formie renty wieczystej) i obligacji podporządkowanych (obligacje z których zobowiązania w przypadku upadłości lub likwidacji emitenta podlegają zaspokojeniu w kolejności wskazanej w warunkach emisji).

„Nowe regulacje będą dotyczyć głównie: emitentów, nabywców obligacji komercyjnych (w szczególności: banków, zakładów ubezpieczeń, funduszy inwestycyjnych i emerytalnych) oraz organizatorów emisji, czyli głównie banków. Projektowana ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2015 r. Jednocześnie przestanie obowiązywać ustawa z 1995 r. Do obligacji wyemitowanych przed dniem wejścia w życie nowych regulacji będą stosowane dotychczasowe przepisy” – podsumowano.

(ISBnews)

podobne: Open Finance: Fundusze obligacji korporacyjnych w zachodnim wydaniu

źródło: stooq.pl

Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro”.


1. Radomskie szpitale toną w długach.

09.07.2014 (IAR) – Radomskie szpitale toną w długach. Brakuje pieniędzy na pensje dla pracowników, zakup sprzętu i leków. Kredyty bankowe mają pomóc wybrnąć z kłopotów, ale pogarszają i tak już złą sytuację.

Radomski Szpital Specjalistyczny przez najbliższe dwa miesiące będzie wypłacał pracownikom pobory niższe o 10 procent. Jak mówi Anna Kwiecień, wiceprezydent miasta, finanse placówki są w tak złym stanie, że decyzja o wzięciu kredytu, wydaje się być jedyną rozsądną..

W przeciwnym razie komornicza egzekucja jest tylko kwestią czasu, bo szpital zalega z zapłatą za sprzęt i leki.

W podobnej sytuacji jest Mazowiecki szpital Specjalistyczny. Wystarcza na pensje, ZUS i podatki, ale dostawcy muszą czekać na pieniądze. Placówka wzięła pożyczkę na początku roku, ale odpowiedzialna za placówkę Luiza Staszewska przyznaje jednak, że pieniędzy nadal brakuje.

Zdaniem dyrekcji obu szpitali powodem kłopotów jest zła polityka finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia, który ustala nierealne limity przyjęć pacjentów i niekorzystnie wycenia procedury medyczne.

IAR/A.Orzeł/Radom/buch

podobne: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane.

2. Godek: Zostało zrealizowane zlecenie polityczne na profesora Chazana.

09.07.2014 (IAR) – Zostało zrealizowane zlecenie polityczne na profesora Bogdana Chazana – tak decyzję prezydent Warszawy o odwołaniu profesora ze stanowiska dyrektora szpitala św. Rodziny w Warszawie ocenia Kaja Godek z fundacji Pro – Prawo do życia. Jej zdaniem obecnie w szpitalu dyrektorem zostanie ktoś, kto nie będzie widział nic złego w tym, że zabija się dzieci”. Kaja Godek dodaje, że nie wiadomo, czy zostały złamane procedury, bo sprawa klauzuli sumienia jest w Trybunale Konstytucyjnym.

Zdaniem działaczki, nawet jeśli faktycznie stwierdzono pewne nieprawidłowości, to w ocenie profesora powinien liczyć się ogrom dobra, jakie zrobił przez 10 lat. „Społeczeństwo i warszawianki cenią szpital na Madalińskiego – pani Gronkiewicz-Waltz dziś zaczęła niszczenie tego szpitala” – podsumowała Godek.

Hanna Gronkiewicz-Waltz decyzję o odwołaniu profesora Chazana podjęła po kontroli w szpitalu św. Rodziny. Kontrola wykazała nieprawidłowości co – jak tłumaczyła w czasie konferencji prezydent stolicy – było powodem do rozwiązania umowy z dyrektorem placówki. Kontrola oceniła decyzję profesora w sprawie odmowy przeprowadzenia uzasadnionej aborcji w jego szpitalu, a także nieudzielenia informacji, gdzie kobieta taki zabieg może przeprowadzić.

Profesor powołał się na tak zwaną klauzulę sumienia, która daje mu prawo do odmówienia przeprowadzenia zabiegu, ale jednocześnie nakazuje wskazanie szpitala, do którego może się zgłosić. W rezultacie pacjentka urodziła dziecko z licznymi wadami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Dorota Piotrowska/jj

…ładny mi szpital św. Rodziny w którym zabija się najmłodszych jej członków a ludziom którzy odmawiają zabijania odmawia się prawa do wykonywania zawodu lekarza. Profesor Chazan powoływał się na klauzulę sumienia (którego wolność gwarantuje Konstytucja), tłumaczył także całkiem słusznie, że wskazanie innego lekarza byłoby współudziałem w aborcji. Ale to jak widać zupełnie niezrozumiałe dla logików o „lewackim” podejściu do ludzkiego życia, jak i to że prof. Chazan oferował kobiecie pomoc po urodzeniu dziecka. W ich mniemaniu miał obowiązek sam zabić albo wskazać innego potencjalnego zabójcę.

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Łajdacy się obrazili”… ale prawda jest niepodzielna.

3. Kardynał Nycz broni i popiera prof. Chazana.

09.07.2014 (IAR) – Kardynał Kazimierz Nycz „głęboko zaniepokojony” zapowiedzią odwołania profesora Bogdana Chazana z funkcji dyrektora stołecznego szpitala św. Rodziny. Metropolita warszawski odniósł się do słów prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz, która ogłosiła, że raport w sprawie funkcjonowania placówki daje podstawy do odwołania prof. Chazana.

Jak pisze arcybiskup Nycz, „Profesor Chazan ma stracić stanowisko z tego powodu, że odwołał się do klauzuli sumienia, która potwierdza jedno z podstawowych praw człowieka – wolność sumienia”. Zdaniem kardynała, to groźny precedens, uderzający w prawa nie tylko katolików, ale i wszystkich ludzi. „Prawo stanowione nie może zmuszać lekarzy do działań wbrew ich sumieniu. Lekarz nie może ponosić konsekwencji z powodu odwołania się do klauzuli sumienia. Jeśli takie sytuacje zachodzą, należy udoskonalić prawo, a nie karać lekarza” – czytamy w oświadczeniu.

Metropolita warszawski wyraża pełne poparcie dla postawy prof. Bogdana Chazana. „Prowadzony przez niego szpital cieszy się dobrą opinią i wdzięcznością pacjentów, jest chwalony za dobre funkcjonowanie. Profesor stanął w obronie życia od samego poczęcia, ryzykując utratę stanowiska i inne, przykre dla siebie konsekwencje” – pisze kardynał Nycz. Wezwał też kompetentne władze do skorygowania zapisu o klauzuli sumienia w taki sposób, by nie kolidował on z prawem wolności religii.

IAR/archidiecezja.warszawa.pl/jj

podobne: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji.

„…Profesor Bogdan Chazan, dyrektor Szpitala Św. Rodziny w Warszawie, który kierując się prawem i obowiązkiem sumienia, odmówił zabicia oraz współdziałania w zabiciu dziecka nienarodzonego, żyjącego w łonie matki, urasta do rangi symbolu – symbolu zmagania się ciemności cywilizacji śmierci z kulturą życia – mówił już w sobotę na rozpoczęcie pielgrzymki ks. bp Stanisław Napierała z Kalisza. Przypominał, że zmuszanie kogoś, zwłaszcza zaś lekarza, do łamania tego obowiązku, a w konsekwencji do zadawania gwałtu jego sumieniu i wykraczaniu przeciwko naturalnemu porządkowi, jest „działaniem w najwyższym stopniu nagannym i poważnym przestępstwem”. – Nie ci, którzy podpisali i podpisują Deklarację Wiary, zasługują na naganę, lecz ci, którzy przeciw nim w jakikolwiek sposób występują – przestrzegał ks. bp Napierała. A ks. abp Zimowski podkreślał, że sumienia nie można zawiesić na wieszaku wraz z ubraniem, wchodząc do pracy, do biura, do szpitala...” (Czas próby sumień)

„…postępek prof. Chazana wzbudził potężny klangor. W tym klangorze wybijają się dwa sprzeczne poglądy: pierwszy – że lekarz ma w podskokach wykonywać obowiązki nałożone nań przez obowiązujące w państwie prawo, a drugi – że prawo – prawem, ale ostatnią instancją jest sumienie.

Klangor ten jest elementem komunistycznej rewolucji, jaka w Europie prowadzona jest pod auspicjami Unii Europejskiej według strategii zaproponowanej przez Antoniego Gramsciego. Celem tej rewolucji jest wyhodowanie człowieka sowieckiego oraz zbudowanie mu totalitarnego państwa, bo w innym środowisku człowiek sowiecki czułby się źle. Człowiek sowiecki tym się różni od normalnego, że wyrzekł się wolnej woli, tzn. m.in. sumienia, na rzecz państwa. Co państwo mu każe, to jest dobre. Jak mu na przykład każe palić Żydami w piecach, to będzie palił, albo jak mu każe mordować wariatów lub inwalidów, to będzie ich mordował w poczuciu pierwotnej niewinności. Z kolei państwo totalitarne nie toleruje innej władzy poza własną – a więc np. władzy rodzicielskiej, a zwłaszcza – władzy sumienia. Z tego powodu pan prof. Chazan, który wraz z trzema tysiącami innych lekarzy podpisał „klauzulę sumienia”, to znaczy – deklarację, iż sumienie będzie dlań ostatnią instancją, wzbudza taki niepokój i taką wrogość w środowiskach komunistycznych rewolucjonistów, bo jeśli by taka postawa się upowszechniła, to rewolucja może się nie udać.

Socjalizm bohatersko walczy z problemami nie znanymi w innym ustroju – mawiał Stefan Kisielewski. Gdyby nie było państwowej służby zdrowia – której domagała się i którą wspiera również większość lekarzy – to na przykład szpital „Rzeź Niewiniątek” robiłby skrobanki taśmowo, podczas gdy szpital „Dzieciątka Jezus” by ich nie robił. Szkoda, że lekarze, zarówno stawiający dzisiaj na sumienie, jak i stawiający na obowiązujące prawo, na skutek zaczadzenia socjalistyczną propagandą wcześniej o tym nie pomyśleli. W rezultacie dzisiaj o tym, jak mają leczyć pacjentów, dyktują im biurwy z Narodowego Funduszu Zdrowia.”

Stanisław Michalkiewicz (źródło: wirtualnapolonia.com)

„…Nie chce mi się rozwodzić o pani wiceprzewodniczącej PO, przypominać jej wywiadów sprzed kilku lat, jak to wysoko ceni Ojca Świętego za jego kategoryczną postawę w obronie życia poczętego, jak to kandyduje by zanieść do Sejmu Ducha Świętego itp. Mam o tej pani wyrobione zdanie, nie jest zresztą jedyną hipokrytką w partii rządzącej – moim skromnym, sama przynależność do PO powinna skutkować ekskomuniką z automatu, ale nie mnie decydować. Dzisiaj o czym innym. O tym, jak was władza wodzi za nos i wpuszcza w religijną wojnę, żeby odwrócić uwagę od taśmowego i korupcyjnego bagna, w którym się pogrąża.

Nawet publicystka „Gazety Wyborczej” nie mogła odmówić profesorowi oczywistej racji. Wymóg, by skierował pacjentkę na aborcję, nawet jeśli istnieje taki przepis, sprzeczny jest z klauzulą sumienia i z konstytucją. Jest też nie do obrony przed sądem – bo nie ma żadnego systemu informacji, które placówki wykonują takie zabiegi, nie można więc tej wiedzy od nikogo wymagać i egzekwować. Od siebie dodam, że jest też niepotrzebny. Lekarzy, którzy argumenty praktyczne uważają za ważniejsze od sumienia, nie brak, i odkąd istnieje aborcyjny kompromis nikt nigdy nie miał problemu ze znalezieniem takowego, choćby w internecie. Tylko ta jedna pani udała się – zapewne przez kogoś skierowana – akurat do tego szpitala i tego profesora, o którym wszyscy w warszawskim medycznym światku wiedzą, że aborcji nie przeprowadza i nie pomaga w niej. I uparła się, że właśnie on ma to zrobić!...” Rafał Ziemkiewicz: Aby do jesieni

…słówko dopełnienia. Pora żeby Kościół odzyskał rezon i użył narzędzi jakimi został obdarowany przez samego Chrystusa… Z pewnością postawa proaborcyjna jest tematem do rozważenia ostrego potępienia z ambony i w oficjalnym tekście Z IMIENIA I NAZWISKA. Biskupi powinni się zdecydować czy taka osoba która szykanuje obrońcę życia jakim jest doktor Chazan i wprost karze go za zachowanie z duchem 5 przykazania, zasługuje na bycie w Kościele… Niech sobie Pani Gronkiewicz poszuka innego wyznania które życie ludzkie ma za nic – najlepiej jakiś bolszewicki odłam. Komu skrzydła…komu rogi, czyli… kto i po co udaje Katolika?

…i komentarz znaleziony w internecie dobrze moim zdaniem wyjaśniający w czyim interesie matka została nakręcona na zabicie własnego dziecka… pisze  ~zorro

Dlaczego naprawdę zaatakowano lekarza? – W sprawie ataku na prof. Bogdana Chazana wychodzi na wierzch coraz więcej faktów. Można przypuszczać, że cała sprawa ma drugie dno, nagonka na tego fachowca i jego pacyfikacja oznaczają coś więcej niż tylko odwet za podpisanie przez prof. Chazana słynnej Deklaracji Wiary katolickich lekarzy i odmówienie zabicia dziecka pacjentce Szpitala im. Świętej Rodziny. Dziecko, które media głównego nurtu próbują zdehumanizować i potraktować jak produkt medialny, jest wynikiem zapłodnienia metodą pozaustrojową, popularnie nazywaną in vitro. To pokazuje, jak pojawienie się tego małego pacjenta i człowieka na świecie rozwścieczyło i zagroziło bytowi lobby, które mogło, gdyby sprawa wyszła na jaw wcześniej, stracić dużą ilość pieniędzy. Kobiety, które zobaczyłyby „efekt produkcji” człowieka, mogłyby się zawahać, a co najmniej poważnie zastanowić, czy chcą podjąć to ryzyko. Dziecko miało zostać zabite, a sprawa zniknąć w czeluściach zapomnienia. Tymczasem jest. Żyje. Przy okazji całej sprawy wyszło na jaw, jak naprawdę wygląda „szlachetne” leczenie niepłodności przez kliniki in vitro i do czego doprowadził flagowy projekt rządu Donalda Tuska i ministra Arłukowicza. Dla nich te dzieci to tylko produkty, które jeśli się nie udadzą, można bezkarnie unicestwić, a każdego, kto się temu przeciwstawi, zniszczą. Przygnieceni rodzice nie mogą się nawet odwołać do wymiaru sprawiedliwości, są pozostawieni sami sobie ze swoim nieszczęściem. Dlatego prof. Chazan naraził się przemysłowi zagłady (. Jest zbyt ważną osobą, aby sprawa nie poruszyła opinii publicznej, dlatego przeprowadzono atak wyprzedzający, wykorzystując historię nieszczęśliwych ludzi, którzy szukali, zranieni swoim nieszczęściem sprawiedliwości. Media głównego nurtu działały na zlecenie, skupiając uwagę opinii publicznej na sprawie „konieczności aborcji” chorego dziecka i na „nieludzkim” Chazanie, ukrywając przy tym fakt, że dziecko przyszło na świat w konsekwencji zapłodnienia metodą in vitro. Dyktatura relatywizmu moralnego ukryła kwestię odpowiedzialności moralnej, zarówno rodziców za całe wydarzenie, rządu, jak i specjalistów kliniki, gdzie dokonano produkcji tego małego człowieka. Dziś natomiast na czołówkach gazet jest „zły” Chazan, a nie klinika in vitro. A wszystko w sposób podejrzany zbiega się z raportem rządowym na temat projektu dofinansowywania zapłodnienia in vitro z naszych podatków. Na zabiegi wydano 72,4 mln złotych, zaklasyfikowano 8,6 tys. par, uzyskano 2,5 tys. ciąż, z czego na świat przyszło tylko 214 dzieci!. Jest to wynik szokujący. Ponadto raport nie uwzględnia informacji, ile dzieci przyszło na świat chorych. Katastrofa zapłodnienia pozaustrojowego w tym kontekście nie mogła zostać upubliczniona. Sprawa Chazana mogła zdemaskować kolejną porażkę -genialnych projektów rządowych, a także zaszkodzić intratnemu biznesowi pasożytującemu na nieszczęściu niepłodnych rodziców. Im więcej osób dowie się dziś o tym zamachu, tym więcej potencjalnych rodziców uniknie tragedii, jaką przeżywają ci, którzy zdecydowali się na zabieg in vitro. Człowiek, który odkrył tę prawdę, stał się wrogiem publicznym numer jeden, w wyniku propagandy proaborcyjnych środowisk i klinik dokonujących zapłodnienia metodą in vitro. Należało go zatem zawczasu uciszyć i wyeliminować. Nie udało się. Dziś potrzeba wielkiej modlitwy za prof. Chazana, tego odważnego człowieka, który zagroził potężnemu lobby. Modlitwa potrzebna jest także za dziecko, za jego rodziców, potrzeba modlitwy za lekarzy, którzy mają dziś decydujący wpływ na to, czy chore dzieci się narodzą, czy zostaną zamordowane z zimną krwią.

…Trudno określić, jak często zdarzają się błędy w in vitro, ponieważ lekarze zrobią wszystko, aby nie wyszły one na jaw. Mogą też dużo zrobić, aby te, które zostaną ujawnione, zostały jak najszybciej wyciszone w ugodach (np. pod warunkiem nieujawniania nazwy kliniki lub nazwiska lekarza). Zawsze mogą mieć nadzieję, że ciąża zakończy się niepowodzeniem (poronieniem), a ich „pomyłka” nigdy nie ujrzy światła dziennego. Również aborcja skutecznie zaciera ślady. Pacjentkę można przecież przekonać do aborcji. Można sfałszować dokumentację, przekonując, że dziecko jest bardzo chore i „załatwić” aborcję eugeniczną.

Czy dlatego właśnie środowisku in vitro tak zależy, aby lekarze nie powoływali się na sumienie? Zależy na tym, aby każdy szpital musiał wykonać aborcję? (całość tu: Klinika in vitro pozwana. Milion odszkodowania NATALIA DUEHOLM)

polecam wykład Prof. dr hab. Andrzej Kochańskiego, genetyka i specjalisty genetyki klinicznej i laboratoryjnej o medycznych konsekwencjach zapłodnienia pozaustrojowego.

polecam również: Lekarze z KSLP chcą, by zakazano in vitro. oraz: in vitro eliminuje ludzkie istnienia

…Na koniec zasadnicze pytanie – czy ludzie płacą składki na zabijanie czy na leczenie? I czemu na to pierwsze są pieniądze a na drugie pieniędzy nie ma? Ministerstwo Zdrowia czy śmierci? Polecam również: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci.

…Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….


1. Sienkiewicz o nieistniejącym państwie

16.06.2014 (IAR) – Prezes NBP i szef MSW – o słabości państwa i wielkim biznesie. W jednym z opublikowanych przez tygodnik „Wprost” fragmentów rozmowy między Markiem Belką a Bartłomiejem Sienkiewiczem pojawia się kwestia przetargu banku na produkcję monet groszowych.

Prezes Belka mówi, że bank chciał zrezygnować z monet. Ostatecznie, zamiar się nie udał.

„Tutaj Jacek (Rostowski) zachował się po prostu jak c… No i tam uległ jakimś tam tego i zaczął walkę” – mówi Belka. Przy okazji odkrywa stosunki panujące na styku biznesu i państwa.

„Żeśmy stwierdzili, dlaczego by nie urynkowić tego procesu, czyli zapytanie ofertowe żeśmy wysłali do trzech mennic, w tym polskiej” – mówi Marek Belka.

„Trzymajcie kciuki, aby ta była najtańsza” – mówi Sienkiewicz o firmie należącej do jednego z najbogatszych Polaków, Zbigniewa Jakubasa.

Marek Belka tłumaczy, że „tylko problem jest taki, że jak wygrają, no to będą bardzo drodzy, a jak przegrają, to będą bardzo tani”.

„A my nie chcemy, żeby oni przegrali, ale żeby byli bardzo tani. No i jesteśmy w związku z tym w d…” – mówi Belka. Według niego to określenie pasuje do negocjacji z biznesmenem, który „już uważa, żeśmy go okradli”.

Sienkiewicz radzi, żeby wpłynąć na biznesmena: „To może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie”. Według Belki, biznesmen to rozumie, ale „on jest przyzwyczajony do tego, że jak ma partnera państwowego, to znaczy że ma c… przed sobą, a on sam gra twardych ludzi”.

„Jemu wszystko wolno, a państwowemu nic nie wolno” – tłumaczy Marek Belka.

Szef MSW wskazuje na problemy z działaniem państwa w takich sytuacjach. Według ministra spraw wewnętrznych, szwankuje współpraca między poszczególnymi instytucjami państwowymi.

„Moje pierwsze doświadczenie jest banalne. Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność. Tylko jakoś nikt nie chce korzystać z tej…” – tłumaczy Sienkiewicz.

Jednocześnie wskazuje, że pracuje w MSW nad współpracą między kilkoma instytucjami policyjnymi i skarbowymi.

„To będzie bardzo przyzwoite narzędzie także do naszych gier z takimi tłustymi misiami, którzy uważali, że są kompletnie bezkarni” – mówi Sienkiewicz.

Pełna rozmowa – dostępna w nowym wydaniu „Wprost”.

IAR/Wprost/łp/dj

2. Belka o Amber Gold

16.06.2014 (IAR) – W jednym z fragmentów rozmowy między Markiem Belką a Bartłomiejem Sienkiewiczem pojawia się sprawa piramidy finansowej. Minister Sienkiewicz komentuje sposób, w jaki z aferą korupcyjną poradził sobie rząd Hiszpanii. Belka zastanawia się, w jaki sposób podobna sytuacja wyglądałaby w Polsce.

„Chociaż była podobna. Tylko, jak to zawsze mówią, jaki kraj, taki terroryzm, więc jaki kraj, takie awantury. Młody Tusk się okazuje jest zatrudniony w firmie, k…, nie wiadomo jakiej” – mówi Belka w kontekście pracy syna premiera dla związane z Amber Gold upadłej już linii lotniczej OLT.

Marek Belka deklaruje, że kilka miesięcy przed upadkiem Amber Gold informował premiera o sprawie: „Zadzwoniłem do Donalda i powiedziałem mu, że sprawa Amber Gold jest dość poważna, że jest to piramida finansowa, ale poważniejsza ze względu na to, że oni są właścicielami tego szybko rozwijającego się OLT Express”.

Marek Belka dodaje, że w sprawie OLT chodziło o również o interes lokalnych lotnisk. Bartłomiej Sienkiewicz przyznaje w tym wątku, że prywatne linie są opłacane, by korzystać z peryferyjnych portów lotniczych.

„Dlatego my ich dotujemy pod stołem, żeby w ogóle był jakiś ruch lotniczy” – mówi minister.

IAR/Wprost/łp/dj

3. Sienkiewicz o BOR i PIR, Belka o BGŻ

16.06.2014 (IAR) – W jednym z opublikowanych przez tygodnik „Wprost” fragmentów rozmowy między Markiem Belką a Bartłomiejem Sienkiewiczem pojawia się kwestia Biura Ochrony Rządu i sztandarowej inwestycji rządu.

Prezes Belka mówi, że Polskie Inwestycje Rozwojowe mogłyby przejąć potencjalnie wystawiony na sprzedaż (lipiec 2013) przez zagranicznych inwestorów BGŻ. Wcześniej, prezes NBP podkreślał, że większość naszego rynku bankowego opanowana jest przez kapitał zagraniczny.

„Polska nie może pozwolić, żeby kawał polskiego państwa, bo BGŻ to nie jest tylko kawał systemu finansowego, to kawał państwa, żeby po prostu poszedł w ręce jakiegoś, znów nie wiadomo, inwestora” – mówi Belka.

Według prezesa NBP dla Polskich Inwestycji Rozwojowych byłby to osiągalny zakup. Sienkiewicz jednak rozwiewa nadzieje: „Polskie Inwestycje Rozwojowe są, niestety, jak to się górnolotnie nazywa i bardzo eufemistycznie… Ich po prostu nie ma”.

„To ch.., d.. i kamieni kupa” – rymuje Sienkiewicz.

Panowie rozmawiają też o Biurze Ochrony Rządu. Sienkiewicz tłumaczy, że to instytucja niereformowana od lat, a pracujący w niej ludzie są pod parasolem ochronnym najważniejszych osób w państwie. Jednocześnie jednoznacznie wskazuje, że BOR jest nie do ruszenia w związku z wiedzą, jaką posiadają jego funkcjonariusze: „Nie bardzo mogę sobie pozwolić na głębokie reformy w służbie, od której dyskrecji zależy wiele, he, he, istotnych decyzji w tym kraju na kwartał przed wyborami, bo to jest samobójstwo, he, he”.

Więcej – w tygodniku „Wprost”.  IAR/”Wprost”/łp/dj

4. Maliszewski: to jest mała afera, do wygaszeniaTusk nie ugasił pożaru

16.06.2014 (IAR) – To jest raczej mała afera, do wygaszenia. W ten sposób sprawę podsłuchów, na kilka godzin przed konferencją prasową premiera, komentuje politolog Norbert Maliszewski.

Ekspert spodziewa się, że premier Tusk spróbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od tematu nagranych rozmów. Skupi się raczej na kwestiach bezpieczeństwa państwa. Na pewno też negatywnie wypowie się o uczestnikach nagrań ujawnionych przez tygodnik „Wprost”, być może Bartłomiej Sienkiewicz zostanie odsunięty z funkcji ministra spraw wewnętrznych Norbert Maliszewski powiedział, że ze względu na to, iż nie wiemy, kto jest autorem tych nagrań, trudno wskazać osobę czy instytucję, która na ich ujawnieniu zyskała. Z pewnością o pewnym triumfie może tu mówić opozycja. Jednak z pewnością nie ma ona nic wspólnego z ujawnieniem treści rozmów, bo jej bardziej odpowiadałby termin przed wyborami.

Premier do tej pory nie skomentował sprawy. W sobotę zapewnił jedynie, że sprawy nie lekceważy. Na Twitterze napisał, że „sprawa jest przykra” i zapowiedział, że dzisiaj o 15:00 odniesie się publicznie do sprawy na konferencji prasowej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Kamil Szwarbuła/dyd

16.06.2014 (IAR) – …Zdaniem eksperta nadal mamy dość spore pole do spekulacji. Nie wiadomo kto nagrywał, czy i kto pojawi się w nowych taśmach. Chociaż premier starał się bagatelizować sprawę, Polacy nie będą się czuli bardziej bezpiecznie.

Norberta Maliszewskiego trochę zdziwiło to, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz nie poniósł odpowiedzialności politycznej za to co mówił. Premier nawet wyznaczył go do wyjaśnienia okoliczności powstania tych nagrań i znalezienia odpowiedzialne za to osoby. Zdaniem Maliszewskiego Sienkiewicz powinien być w jakiś sposób odsunięty od tej sprawy, szczególnie że w kancelarii premiera jest zaufany człowiek Tuska – Jacek Cichocki – jako były szef MSW znający się na sprawie.

Nie dziwi natomiast zupełne odsunięcie Sławomira Nowaka. Zdaniem politologa polityczny czyściec byłego ministra transportu z pewnością wydłużył się teraz o kolejne kilka lat.

Zdaniem Norberta Maliszewskiego posunięcia Donalda Tuska pozwolą mu zareagować w przyszłości, kiedy być może pojawią się kolejne nagrania z podsłuchów. W razie czego minister Sienkiewicz i tak może stracić stanowisko i stać się kozłem ofiarnym. Jeżeli natomiast nic więcej się nie wydarzy, to będziemy mieć do czynienia z rozwadnianiem sytuacji.

W najbliższym czasie największym beneficjentem obecnego zawirowania politycznego będzie opozycja. Szczególnie, że zdaniem politologa będziemy mieć tutaj do czynienia z serialem, który będzie mieć wiele odcinków. I to jest właśnie wina Donalda Tuska, który dzisiaj nie zakończył fabuły.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Kamil Szwarbuła/pbp

5. Eksperci zaskoczeni brakiem dymisji ministra Sienkiewicza

16.06.2014 (IAR) – Eksperci są zaskoczeni brakiem dymisji Bartłomieja Sienkiewicza. Po ujawnieniu afery taśmowej premier nie odwołał ministra spraw wewnętrznych. Skrytykował język ujawnionych rozmów i polityków, którzy w rządzie już nie są. Oszczędny był natomiast w ocenie szefa Narodowego Banku Centralnego, choć podkreślił, że w jego rozmowie z Bartłomiejem Sienkiewiczem nie widzi nic niezgodnego z prawem.

Socjolog, profesor Henryk Domański podczas debaty w radiowej Jedynce, wyraził zdziwienie decyzją premiera, ponieważ spodziewał się, że Donald Tusk będzie się liczył z opinią publiczną, która oczekiwała tej dymisji.

Z kolei socjolog, profesor Radosław Markowski uważa, że najważniejszą kwestią, która obciąża ministra Sienkiewicza w tej sprawie jest pytanie: kto nagrał rozmowy polityków i jak do tego mogło dojść. Właśnie zdaniem naukowca minister Sienkiewicz powinien stracić stanowisko nie za to o czym rozmawiał z prezesa NBP lecz za to, że jako minister spraw wewnętrznych dopuścił do powstania tych nagrań.

Natomiast politolog, doktor Rafał Chwedoruk uważa, że premier wręcz bał się odwołać Bartłomieja Sienkiewicza. Zdaniem eksperta minister Sienkiewicz ma bardzo mocna pozycję i nie da się go w łatwy sposób „wystawić za drzwi”. To uważa politolog pociągnęłoby za sobą poważne zmiany w rządzącej ekipie, a na „to premier Tusk jest za słaby”.

Ponadto, zdaniem doktora Chwedoruka, taśmy ujawniły wiele słabych elementów naszego państwa, a także pokazały, że politycy i urzędnicy czują się dość bezkarnie.

Choć afera taśmowa jest głośno komentowana i budzi duże społeczne emocje to profesor Henryk Domański uważa, że ta sprawa nie zaszkodzi Platformie Obywatelskiej. Zdaniem naukowca po pierwsze ponieważ takie afery w Polsce spowszedniały, po drugie zbyt mało przekonująca jest opozycja. Zdaniem profesora, mimo tej afery elektorat PO nie zmieni preferencji i nie zagłosuje na PiS.

Zdaniem profesora Markowskiego, skutki afery podsłuchowej będą rozłożone w czasie, a sytuację mogłaby poprawić rzetelna rozmowa polityków wszystkich partii, którzy wspólnie zgodzą się, że „coś z podsłuchami trzeba zrobić bo one nie służą niczemu dobremu”.

Tygodnik „Wprost” o aferze podsłuchowej napisał w sobotę na stronie internetowej. Redakcja stopniowo publikowała też nagrania rozmów między szefem NBP a ministrem spraw wewnętrznych, oraz między byłym ministrem transportu Sławomirem Nowakiem a byłym wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. W tej ostatniej Nowak próbował przekonać Parafianowicza, by wykorzystał swoje wpływy i zablokował kontrolę skarbową majątku jego żony. Parafianowicz zgodził się na to i zapowiedział interwencję.

PR1/ Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/pbp

6. Kamiński: Belka i Sienkiewicz – Trybunał Stanu, Nowak – prokuratura

16.06.2014 (IAR) – Marek Belka i Bartłomiej Sienkiewicz mogą stanąć przed Trybunałem Stanu. Tak treść nagrań ujawnionych przez „Wprost” ocenia były szef CBA Mariusz Kamiński. Wiceprezes PiS-u był gościem radiowej Jedynki.

Według Kamińskiego, z nagrań upublicznionych przez „Wprost” wynika, że minister spraw wewnętrznych oraz prezes NBP omawiali sposób obejścia zapisów w konstytucji. Prawo polskie zabrania finansowania deficytu budżetowego ze środków NBP, a panowie rozmawiali o tym w jaki sposób Bank Centralny może wykupić obligacje państwowe, czyli de facto zmniejszyć dług publiczny.

Mariusz Kamiński przypomniał, że w rozmowie wielokrotnie padło stwierdzenie o konieczności takich działań, które pozwolą Platformie Obywatelskiej wygrać kolejne wybory. Były szef CBA nie ma też wątpliwości, że Bartłomiej Sienkiewicz występuje w tej rozmowie jako emisariusz Donalda Tuska i w jego imieniu prowadzi negocjacje z Markiem Belką.

Mariusz Kamiński odniósł się też do nagrania rozmowy Sławomira Nowaka z wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. Polityk PiS-u zwrócił uwagę na obietnice składane przez wiceministra pomocy w powstrzymaniu działań kontroli skarbowej wobec żony Nowaka. Zdaniem byłego szefa CBA sprawą tą powinna natychmiast zająć się prokuratura.

Pytany o zachowanie premiera w tej sprawie, Mariusz Kamiński prognozuje, że szef rządu będzie starał się rozmywać sprawę.

PR1/IAR/jp/nyg

PS… Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeszukała kilka miejsc, by znaleźć materiały, które mogą być dowodem w sprawie nagrań ujawnionych przez Wprost. – Działania trwają od soboty, są już pierwsze ich efekty – poinformował IAR rzecznik ABW Maciej Karczyński. Ustalono bowiem osoby – wraz z ich adresami – które mogą mieć związek z nagraniami. Przeszukania są prowadzone pod kątem zabezpieczenia ewentualnego materiału dowodowego…

Ktoś podrzucił kolejną świnię ABW? Czy można tę służbę oskarżać że nie upilnowała przed bezprawnym nagrywaniem decydentów na ważnych stanowiskach (w tym własnego ministra)? A może to ona sama sprokurowała i wywołała skandal żeby się pozbyć Sienkiewicza? Może to konkurencyjna firma (tzw. „soldateska” z WSI) odpowiada za kompromitację ABW? Dużo pytań a co wiemy na pewno?

…kluczowe jak dla mnie stwierdzenie to niestety fakt, że takie afery w Polsce spowszedniały a ich wygaszenie odbywa się w sposób „naturalny” (co słusznie zauważył Kamiński), jak na bantustan przystało. No bo za co tu wieszać? Za knajpiany język? Albo załatwianie „ważnych interesów państwa” w jakiejś Bogu ducha winnej restauracji? Że ktoś nagrał całą tę dyskusję a potem puścił to w obieg?  (jakby to był pierwszy przeciek). Za szopki w TV z odpytywaniem po kilku dniach „głównych zainteresowanych”, którzy zdążyli się dobrze do swych ról przez weekend przygotować? (po co głupi Kraśko odpytuje na temat podsłuchów jakiegoś restauratora?) Kto i po co się oburza na FAKT, że nasze państwo to „ch.., d.. i kamieni kupa”? Gratuluję zapłonu 😀 (słodkich snów książęta! już po aferze i możecie spać dalej!). Obrażać się na prawdę o „teoretycznym państwie” nie ma sensu. Jedyny sens z tej całej afery to fakt ujawnienia prac nad ustawką prawną pod ratowanie państwa przez NBP za pomocą skupu obligacji…

…Jak donosi Wprost w lipcu 2013 r. Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz spotkał się w restauracji z Markiem Belką. Sienkiewicz zarysował Belce scenariusz załamania finansowego Państwa do 2015 r. (kliknij tutaj). Jako lekarstwo rozmówcy rozważali niestandardowe działanie – skup przez NBP polskich obligacji skarbowych

…W sierpniu 2013 r. Ministerstwo Finansów ujawniło projekt założeń do zmiany ustawy o NBP (kliknij tutaj). W projekcie znajduje się niepozorne zdanie: „Proponuje się stworzenie możliwości sprzedaży i kupna dłużnych papierów wartościowych przez NBP także poza operacjami rynku otwartego.” Zdanie to ma charakter rewolucyjny. To postulat umożliwienia bankowi centralnemu nabywania polskich obligacji skarbowych w celu emisji złotego i zapewnienia płynności rynkowi polskich papierów skarbowych na wzór operacji luzowania ilościowego Rezerwy Federalnej w Stanach Zjednoczonych

…Związek Banków Polskich uznał (kliknij tutaj), że „proponowane zmiany […] powinny mieć charakter umożliwienie działań niestandardowych podejmowanych przez Narodowy Bank Polski w nadzwyczajnej sytuacji budżetowej”. ZBP zaproponował ograniczenie takiej możliwości do 2-4 lat od wejścia w życie nowelizacji. To sensacyjne stanowisko. Wynika z niego, że w ZBP nie wyklucza załamania budżetowego w latach 2015-2019. Potwierdza to realność krytycznego scenariusza omawianego na spotkaniu Sienkiewicza i Belki w lipcu 2013 r. Wygląda na to, że rząd wie. NBP wie. Bankowcy wiedzą. Tylko nas „zapomniano” poinformować o możliwym głębokim kryzysie w roku wyborów prezydenckich i parlamentarnych” (całość tu: Patriotyczna gra Belki)

Desperacja z jaką strona rządowa zwraca się po cichu do Marka Belki, żeby ustalić kwestię o której mowa to prawdziwy powód do zagrania larum. I nie mam tu na myśli samego dogadywania zmian ustawowych w niecny sposób i „przysługi za przysługę” (pozbycie się Rostowskiego i obsadzenie MF kimś innym) a sam pomysł skupowania długu, ułatwiającego dalsze zadłużanie państwa na koszt podatników. Świadczy to dobitnie o ostatnich podrygach całego systemu wydatków publicznych państwa. Dlaczego tę kwestię rozpatruje się po kryjomu skoro jest to taki dobry pomysł i idzie o „ratowanie państwa”? 😉 Dlaczego wszyscy komentatorzy bagatelizują ten wątek, traktując go jako poboczny (w mediach krzyczy się tylko o pierdołach które wymieniłem wcześniej). Czemu nikt nie kojarzy tej księgowej sztuczki z tym co robi np. amerykański FED? (a za jego pośrednictwem taka np. Belgia 🙂 – Malutka Belgia ratuje obligacje USA). Pan Urbaś pyta czemu nie możemy sami skupować swojego długu i dorabiamy innych – a ja się pytam jakim prawem państwo w ogóle się (NAS!) zadłuża.

Fajne państwo już upadło, tylko my jeszcze o tym nie wiemy… To o czym pisze Pan Urbaś czyni wielce prawdopodobną jedną z teorii – ujawnienie całej afery ma na celu doprowadzenie do wcześniejszych wyborów i oddania steru bankrutującego państwa tzw. „opozycji”, zanim opinia publiczna się domyśli o co tak naprawdę chodzi. Zmiana prowadzącego (PIS za PO) magdalekowego układu który betonuje większość polskiej sceny politycznej zanim się on rozleci jest bardzo PO na rękę. PIS i tak wygra przyszłe wybory więc lepiej je urządzić teraz póki elektorat całkiem się od PO nie odwrócił. Wcześniejsze wybory uprzedzą również wzrost popularności prawdziwej opozycji do tego co się od 25 lat w Polsce dzieje czyli KNP, które dziś ma zaledwie 7% poparcia, ale do wyborów mogłoby na fali niezadowolenia przejąć większość elektoratu obu skompromitowanych partii i je wygrać. Jest to bowiem jedyna partia która zaczyna się masowo kojarzyć wyborcom jako anty systemowa. Od lat bowiem środowisko skupione wokół Pana Korwin-Mikke ostrzega przed tym co nas być może już w niedalekiej przyszłości czeka – przed spektakularnym bankructwem.  Na takich ludzi u sterów państwa PO ani PIS nie mogą sobie pozwolić. Do czego zresztą przyznał się osobiście Pan Tusk „ex cathedra” ogłaszając że jako szef rządu i Platformy ma za zadanie nie dopuścić do zwycięstwa eurosceptyków (chodziło o wybory do PE) bo to jest naprawdę poważne zagrożenie.

 …Czas oczywiście zweryfikuje wszystkie teorie…. Sprawa ma tyle wątków (a i zdaje się pokrywać swoim rozmachem aferę Kwaśniewskich oraz uchwalenie przez Sejm wypłat z ZUSu dla „weteranów holokaustu„), że naprawdę można się zastanawiać nad tym czemu ktoś ją właśnie teraz odpalił. Taśmy „Wprost” (autor póki co nieznany 😉 ) to sprawa rozwojowa i na dzień dzisiejszy nie wiadomo gdzie nas ta królicza nora doprowadzi i czy nie na manowce. Póki co nikt nie stracił, więc może chodziło tylko o to żeby nas pomału przyzwyczajać do kolejnych rewelacji jakie zostaną ujawnione.

…Odys

Podziemna TV Robią nas w konia: Afera taśmowa a rzeczywistość – wojna gangów III RP

podobne: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel.

rys. - Jerzy Wasiukiewicz

rys. – Jerzy Wasiukiewicz