O etosie żołnierza i ułańskiej fantazji szarej piechoty czyli… Polacy w kampanii hiszpańskiej i bitwa o Fuengirolę roku 1810


January Suchodolski – Bitwa pod Fuengirolą

„Jak wiadomo polska jazda jest najlepsza na ziemi a polska husaria w Kosmosie, więc nikt nie zwraca uwagi na piechociarzy, co jest wielką niesprawiedliwością. Wszyscy słyszeli o bitwach pod Kircholmem i Kłuszynem. Ostatnio hitem jest polska husaria pod Wiedniem w 1683 r. A bardzo rzadko i tylko mimochodem wspomina się zwycięską bitwę o Fuengirolę w Hiszpanii, stoczoną w 1810 r. przez polskich żołnierzy z 4 Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego z dziesięciokrotnie silniejszymi ( w ludziach) wojskami brytyjsko-niemiecko-hiszpańskimi i wspieranych przez artylerię i okręty.

A piechota „ta szara piechota” zupełnie zapomniana. No chyba, że twórcy polityki historycznej III RP chcą pokazać zdjęcia polskich piechociarzy idących do niemieckiej niewoli w 1939 r. Jest też jeszcze problem wizerunkowy i problem wydawania pieniędzy Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, który cierpi na taki brak scenariuszy filmowych, że wydaje kasę na podrasowane życiorysy Brystygierowej czy Wisłockiej Michalinki.

Dokładnie 200 lat temu cała Europa żyła wyczynem 400 żołnierzy polskiej piechoty i 57 francuskich dragonów pod dowództwem kapitana Franciszka Młokosiewicza w dniach 14-15 października 1810 r. na pięknym kawałku wybrzeża hiszpańskiego na wschód od Gibraltaru – w miejscowości Fuengirola.

Który to wyczyn zniszczył wizerunek wspaniałej armii brytyjskiego Imperium zaledwie 5 lat po bitwie pod Trafalgarem. I zapewne dlatego tyle filmów o tej bitwie pod Trafalgarem i o Horatio Nelsonie i jego tłustej kochance i chudej żonie. Chyba żeby przykryć totalny obciach, jakiego niezwyciężona brytyjska armia doznała od załogi maleńkiego starego zameczku, składającej się ze 100 polskich piechociarzy z Czwartego Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego i 11 francuskich dragonów. Przepraszam, poprawka: 10 dragonów francuskich i jednego O’Callagana z Cullaville, Irlandczyka w służbie francuskiej w stopniu pułkownika, który musiał uciekać z Irlandii jako członek nielegalnej organizacji patriotycznej United Irishmen (Zjednoczeni Irlandczycy), walczącej z okupacją brytyjską.

…w niedalekim Gibraltarze generał brytyjski Andrew Thomas Blayney, 11 lord Blayney, dowódca 89 regimentu piechoty postanowił powtórzyć sukces Napoleona z Tulonu i wziąć z zaskoczenia Malagę. Gibraltar leży od Malagi zaledwie 140 km drogą lądową. Ale ponieważ w tamtych czasach Hiszpania nie żyła jeszcze z turystyki, wybrzeże nie miało drogi lądowej , więc brytyjski strateg postanowił wykorzystać do akcji słynne brytyjskie okręty, których ci był u Brytyjczyków dostatek…

…w dniu 14 października 1810 r. pchnął tę swoją „brytyjską Armadę” do zatoki Cala Moral, znajdującej się w odległości 2 km na południowy zachód od Fuengiroli. Wysadził tam na plaży wojsko brytyjskie, 5 ciężkich dział , w tym jedno 32-funtowe obsługiwane przez 96 brytyjskich kanonierów. Sam również wysiadł z okrętu i ruszył na czele połączonych sił brytyjsko-hiszpańskich drogą lądową a okręty płynęły równolegle. Stanowiły one ubezpieczenie artyleryjskie , bowiem HMS Rodney posiadał na pokładzie 74 działa.

Bezpośredni atak na Fuengirolę zaczął się od tego, że hiszpańscy patrioci zaatakowali stado krów pilnowanych przez polskich piechurów na łące pod twierdzą i zabijając dwóch z nich oraz porywając bydło. Była godzina 13. W reakcji na prowokację Hiszpanów 40 polskich żołnierzy wyskoczyło z bronią z twierdzy goniąc Hiszpanów i bydło. W tym momencie kapitan Młokosiewicz zobaczył na horyzoncie brytyjskie okręty i cofnął pogoń natychmiast.

O godzinie 14:00 brytyjska wyprawa lądowa dotarła pod zamek a generał lord Blayney wysłał emisariusza do zamku z żądaniem poddania. Na co kapitan Młokosiewicz odpowiedział: „Przyjdźcie i sobie weźcie”.

W tym momencie brytyjskie okręty otworzyły ogień a polska załoga musiała błyskawicznie opanować obsługę czterech starych dział, bowiem Hiszpanie uciekli. Optymistom szczęście sprzyja i sierżant Zakrzewski piechociarz w roli artylerzysty spisał się rewelacyjnie – zatapiając na wejściu jedną kanonierkę i szarpiąc parę innych. W tych okolicznościach przyrody Brytyjczycy wycofali się poza zasięg ognia polskich dział a twierdzę ostrzeliwały dwie brytyjskie fregaty.

Czas mijał i piechota brytyjsko –hiszpańska po przegrupowaniu ruszyła w regularnym ataku na twierdzę. Polska artyleria i piechota otworzyły ogień kładąc trupem dowódcę II batalionu 89 elitarnego Pułku Piechoty brytyjskiej Connaught Rangers i paru innych Anglików a z kolei wśród obrońców – ranny został sam dowódca Młokosiewicz i 13 żołnierzy oraz zostało zabitych trzech innych.

Nadeszła noc i wojsko brytyjskie nieco się wycofało a generał Blayney zarządził sprowadzenie na ląd dodatkowych dział celem urządzenia pod twierdzą stałych stanowisk artyleryjskich i zniszczenia jednej ze ścian muru obronnego zamku Sohail. Normalnie jak w II tomie „Potopu” Henryka Sienkiewicza Szwedzi pod Jasną Górą, tylko w znacznie lepszych warunkach pogodowych i krajobrazowych.

Tej nocy działy się i inne rzeczy mrożące krew w żyłach: załoga niedalekiej placówki w Mijas pod dowództwem porucznika Chełmickiego na odgłos wielogodzinnej kanonady od strony Fuengiroli – jak pisze docent wiki :”… prześliznęła się przez brytyjskie linie wokół zamku..” i dołączyła do obrońców twierdzy Sohail. Z kolei major Bronisz w Alhaurin zawiadomiony o ataku – wymaszerował ze swoimi siłami wczesnym rankiem 15 października 1810 r. w stronę Mijas i tam natrafił na oddział hiszpańsko –niemiecki w liczbie 450 sołdata, wysłany przez lorda Blayneya dla obsadzenia placówki Mijas.

Więc piechota polska „poszła na bagnety” i starła w proch dwukrotnie silniejszy oddział, po czym ruszyła na ratunek załodze Fuengiroli.

Od wczesnego poranka 15 października trwał silny brytyjski ostrzał artyleryjski zamku, w wyniku którego zniszczona została jedna z wież. Dopłynął też na miejsce HMS Rodney i „ten drugi okręt hiszpański” i wysadziły dodatkowe 932 żołnierzy piechoty brytyjskiej z I batalionu 82 pułku.

W tej sytuacji kapitan Młokosiewicz postanowił wykonać atak wyprzedzający na pozycje artylerii brytyjskiej całą posiadaną siłą w liczbie 130 żołnierzy, zostawiając rannych do pilnowania bramy.

Atak był takim zaskoczeniem, że hiszpański regiment obsadzający wzgórze z armatami z przewagą 10:1 czyli w liczbie około 1.300 sołdatów rozproszył się i wycofał. A polscy żołnierze opanowali jedną baterię armat – odwrócili te armaty i zaczęli ostrzeliwać siły brytyjskie. Mimo tego, że Polacy uczyli się obsługiwać te armaty „w biegu”, narobili potwornego zamieszania w oddziałach wroga, utrudniając znacznie przegrupowanie. Ostrzał ten trwał około pół godziny, czyli w tych warunkach – niemal wieczności. W ciągu pół godziny generał lord Blayney ogarnął swoje wojsko i rozkazał uderzyć na „polską baterię” ale Polacy wysadzili zapasy prochu tej baterii i już mieli zamiar wycofać się do twierdzy, kiedy lewą flankę Brytyjczyków zaatakował oddział majora Ignacego Bronisza, który nadszedł z odległego o 30 km Alhaurin, po drodze rozbijając oddział niemiecko-hiszpański.

Nastąpiło w siłach brytyjskich kolejne zamieszanie i odwrócenie uwagi od oddziału kapitana Młokosiewicza, który przegrupował swoje 130 osobowe „siły” i uderzył na brytyjskie wojsko – z prawej strony. W ataku brali udział również francuscy dragoni z twierdzy z 21 regimentu – w liczbie 30. Historia zapewnie wie, czy francuscy dragoni wystąpili jako kawaleria czy jako piechota, ale ja nie znalazłam informacji na ten temat.

Działo się to wszystko w czasie, kiedy HMS Rodney wysadzał 932 sołdatów I batalionu 82 Pułku i ci żołnierze wobec panującego chaosu – również się załamali…

…Wojskowy bilans bitwy jest następujący: po stronie polskiej 20 zabitych i 100 rannych , natomiast po stronie brytyjskiej: 40 zabitych, 70 rannych, 177 wziętych do polskiej niewoli , w tym dowódcę całej ekspedycji, utrata kanonierki, 5 dział, 300 karabinów, 60 tysięcy sztuk amunicji – plus ośmieszenie totalne i utrata twarzy.

Początkowo nikt nie chciał uwierzyć w tak porażające zwycięstwo trzech małych garnizonów piechoty polskiej z siłami posiadającymi taką przewagę. Generał Sebastiani przybył ze swoimi wojskami z Malagi w dniu 16 października 1810 r. i dopiero kiedy na własne oczy zobaczył „teatr wojny” wysłał raport do marszałka Soulta a Cesarz Francuzów czyli Napoleon Bonaparte odznaczył 18 grudnia 1810 r. Kapitana Franciszka Młokosiewicza , majora Ignacego Bronisza i porucznika Eustachego Chełmickiego – Legią Honorową. Ten to umiał docenić wojsko, bo sam był fachowcem najlepszym w branży do czasu, aż nie docenił „czynnika pogodowego”.

Kapitan Młokosiewicz był na ustach całej Europy, zwłaszcza w świecie wojskowym i negatywny wizerunek Polaków jako żołnierzy nie mógł być już wykorzystywany w propagandzie brytyjskiej. Co było czynione w propagandzie brytyjskiej wcześniej. Jego fanem był na przykład młodszy brat cara rosyjskiego wielki książę Mikołaj Romanow, przyszły car Mikołaj I.

Kapitan Franciszek Młokosiewicz walczył jeszcze „pod Napoleonem” m.in. w odwrocie pod Berezyną i w Bitwie Narodów pod Lipskiem w 1813 r. Następnie służył w 1815 r. w stopniu majora w Korpusie Inwalidów Królestwa Kongresowego.

W 1817 r. złożył dymisję i ożenił się. Pierwszą żoną była Anna Sokołowska posiadająca majątek w Omięcinie koło Radomia. Drugą żoną była pani Anna Janikowska primo voto Guźniewska, z którą miał troje dzieci: Konstantego, Ludwika i córkę Helenę.

Z pierwszego małżeństwa miał jedno dziecko, podobno syna. Ale w takim wypadku powstaje problem genealogiczny, bowiem wg bazy danych Geni Franciszek Młokosiewicz miał też córkę Annę, która była drugą żoną Leona Potockiego, syna Stanisława Floriana Potockiego. Z tego małżeństwa urodziła się Leonia Potocka herbu Pilawa Złota, która wyszła za mąż za pana Henryka Dobrzańskiego h. Leliwa i mieli oni troje dzieci, w tym syna Henryka juniora. Ten zaś ożenił się z panną Marią Lubieniecką h. Rola i tak dochodzimy do ich dwojga dzieci: pani Leonii Pappèe i Henryka Dobrzańskiego III, czyli Majora „Hubala”.

Zanim urodzili się ci wszyscy potomkowie a raczej potomkinie, to major Franciszek Młokosiewicz zdążył jeszcze „przystąpić do służby czynnej” w Powstaniu Listopadowym, gdzie uzyskał stopień pułkownika. Miał wtedy 62 lata. W bitwie pod Kałuszynem brał udział w ataku na prawą flankę wojsk rosyjskich, po którym uzyskał nominację na generała. Kiedy już Paskiewicz atakował Warszawę, Generał Młokosiewicz bronił Woli.
Po upadku Warszawy, rozejrzał się po całym kraju i zapewne pomyślał sobie „po co nam to było” i – poprosił o dymisję, złożył przysięgę na wierność Mikołajowi i wrócił do Omięcina. Mikołaj nigdy mu tego nie zapomniał i nagrodził go szlachectwem Królestwa Polskiego. Herb generała Młokosiewicza nosił nazwę Fuengirola i podobno (wg Szenica) :”… w polu czerwonym kamienna baszta sześcioboczna z blankami, w bramie baszty złoty lew w prawo spięty, miecz w prawej łapie do cięcia trzymający, w szczycie hełmu pół lwa jak w tarczy, w prawo paszczą w tył obrócony…”.

Co tu dużo mówić, każdy chciałby mieć taki herb…” (Pink Panther, źródło: szkolanawigatorow.pl – Kpt. Młokosiewicz, gen. Blayney, Fuengirola i masakra wizerunkowa Brytanii)

… i tylko jedno pytanie… Dlaczego o tej historii, która miała jak czytamy swój dalszy ciąg dzięki dziedziczeniu krwi dzielnego Młokosa w kolejnych pokoleniach (aż do „szalonego majora” Hubala), nie ma ani słowa w polskich podręcznikach? (Odys)

podobne: Niemożliwe? Nie dla Polaków, czyli…od Somosierry do Monte Cassino oraz: „Ci cholerni cudzoziemcy” i „Niepotrzebni bohaterowie” czyli… Polscy lotnicy w bitwie o Anglię. i to: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją a także: „Śmierc przed nimi – w nich gromy – a wicher ich goni!” Szarża pod Rokitną 1915

Mariusz Kozik – Czwartak (Road to Fuengirola. 4 Pułk Piechoty Liniowej 1807-1815)

Warto pamiętać też o tym, że choć polski żołnierz wysługiwał się w tamtym czasie francuskiemu imperializmowi (w nadziei że ten przywróci Polskę do życia), to starał się zachować ludzkie odruchy względem wrogów Cesarza, za co w rewanżu spotykała Polaków osobliwa ze strony Hiszpanów sympatia/wdzięczność… (Odys)

III

„Po ukończonej kampanii w Niemczech r. 1809, dwa szwadrony pułku gwardyi ułanów, zostały odkomenderowane z garnizonu Chantylli pod Paryżem do Hiszpanii, w którym to czasie i z innych pułków kawaleryi gwardyi, tyleż poszło na tę wyprawę żołnierzy.
Oddziały te połączyły się z korpusem francuzkim pod komendą marszałka Bessiera, który miał utrzymywać na wodzy prowincyje północne Hiszpanii, a szczególniej starą Kastyliję, gdzie największa liczba była geryllasów, a nadto zwiastowały zawsze przybycie Napoleona do Hiszpanii, co było dla powstańców nie małym postrachem; – nim jednak ta kawaleryja gwardyi poszła w czynną kampaniją, miała przeznaczone miasto Castroherix (przypuszczalnie Castrojeriz – przyp. Pitrek) na dwu-miesięczny spoczynek, tak z trudów kampanii niemieckiej, jako i po odbytym uciążliwym marszu.
Miasto to położone w żyznej i kwiecistej okolicy Kastylii, odległe od Burgos ośm mil hiszpańskich, zamożne, ludne, a szczególniej odznaczające się wielką liczbą urodziwych Hiszpanek, nader przyjemny dla ułanów polskich zwiastowało spoczynek. Jako też w krótkim czasie przy łagodnym obchodzeniu się naszych żołnierzy, zawiązały się zabawy, związki przyjazne, a szczególniej intrygi miłosne, które na długi czas po wymarszu Polaków, zostawiły smutek w sercach czułych Hiszpanek. Po kilkunastodniowym pobycie, mogliśmy spokojnie na kwaterach zasypiać, gdyż sami mieszkańcy naszego komendanta o zbliżaniu się geryllasów uwiadamiali, mimo tego, szwadron służbowy był zawsze gotowy do boju, i kiedy w chwilach łagodnego wieczora, jedni wojskowi pod oknami pięknych Hiszpanek śpiewali nadwiślańskie pieśni, albo przy muzyce gitary, tańczyli z niemi bolero, inni z nabitą bronią około miasta pilnie patrolowali.
Tak dnia jednego na imieniny szefa szwadronu Stokowskiego, oficerowie zrobiwszy składkę, zaprosili najznakomitszych mieszkańców na wesołą tertulę: wieczorem pokoje alkadego ubrane w kwiaty, zajaśniały rzęsistem światłem, trębacze pułkowi zagrali fanfarę i wkrótce ujrzeliśmy zaproszonych gości; byli między nimi poważne matrony, w niedzielnych sukniach ojcowie, i w strojnych mantylach nadobne Hiszpanki; – zabrzęczały gitary i przy śpiewie sygidyllów, tańczyły młode dziewice z kastanietami zajmujące fantango; a kiedy sorbety, pomarańcze i zawsze ulubioną Hiszpanom czekoladę roznoszą obficie, stanęliśmy polskim zwyczajem z pełnemi madery kielichy, pijąc zdrowie solenizanta, a wtenczas przy odgłosie trębaczy i krzyku Hiszpanek, dwudziestu żołnierzy z karabinków dali ognia na wiwat. – Trwała uprzejma wesołość, zapomnieli Hiszpanie o zaciętej wojnie, o nienawiści, o geryllasach, nie myśleli w tej chwili, że może niebawem będziemy mieli z ich synami krwawą przeprawę…

nakoniec gdyśmy po odebranym rozkazie opuszczali ten wesoły spoczynek, udając się do Valladolid, wszyscy mieszkańcy nas o ćwierć milę za miasto odprowadzili, gdzie przy muzyce trębaczy, przyjaznych pożegnaniach i łzach czułych Hiszpanek, spełniliśmy po kilka kielichów wina, idąc na nową przygodę z miłym wspomnieniem pobytu w Castroherix.

IV.

Kiedy po krwawym utłumieniu powstania w Madrycie w roku 1808 przez wojska francuskie pod wodzą Murata, duch zemsty ogarnął całą Hiszpaniję, a lud uchwycił za oręż, wtenczas we wszystkich prowincyjach tego kraju utworzyły się zbrojne hufce pod nazwiskiem geryllasów na wytępienie Francuzów i wojna przybrała morderczą postać; gdziekolwiek bowiem zdarzyło się tym powstańcom ująć żołnierza francuskiego kończył on w ich rękach życie w strasznych męczarniach; dlatego wojska francuskie działając równie w tym duchu, rozstrzeliwali geryllasów bez żadnego wyjątku w miejsce niewoli.
W takim stanie rzeczy smutno było częstokroć patrzyć na starców, kobiety i dzieci, które na wieść zbliżającego się oddziału Francuzów, przejęci strachem, opuszczali swoje siedziby, unosząc z sobą co mieli najdroższego, niepomni nawet gdzie znajdą schronienie lub gdzie ich noc ciemna zaskoczy.

Tak dnia jednego szwadron pułku gwardyji polskich ułanów, będąc w przedniej straży oddziału francuskiego pod komendą jenerała Rocigeta, ścigał w górach Biskai hufiec geryllasów zostający pod wodzą walecznego Miny; przeszedłszy skaliste góry i dzikie wąwozy, żołnierze polscy zoczyli zieloną dolinę, a śród tej zamożne miasteczko Ordunia, z którego w przeciwną stronę uchodzili żołnierze Miny a z niemi strwożeni mieszkańcy. Poszedł szwadron polski w pogoń, lecz geryllasy uszli w niedostępne ustronia, zostawując nieszczęśliwych mieszkańców po drodze tych żołnierze polscy nawracali do domów, zaręczając im pewność życia i majątku; na samym czele tego szwadronu pędził podoficer Markiewicz z ośmiu żołnierzami a oddaliwszy się od swej komendy, między tłumem uciekających napotkał podeszłą Hiszpankę przystojnie ubraną z dwoma przecudnej urody córkami, a przy tych trzy muły naładowane ich najdroższym majątkiem; gdy te kobiety zoczyły polskiego żołnierza, upadły na kolana i w straszliwej rozpaczy, sądząc się być bliskie utraty życia, drżącemi rękami podawały mu worki z pieniędzmi; wstrzymał konia nasz podoficer, spojrzał na nich z uczuciem litości, rzekłszy po hiszpańsku te słowa: „Jo soj Polaco” (ja jestem Polakiem), a wziąwszy przestraszone Hiszpanki pod swoją opiekę, z nietkniętym majątkiem odprowadził do ich mieszkania. Pamiętne były te słowa w Ordunie, bo kiedy we dwa lata powtórnie wkroczyliśmy do Hiszpanii i ścigając geryllasów stanęli na rynku tego miasteczka; mieszkańcy niosąc nam żywność z radosnym uczuciem witali Polaków; była między niemi i owa Hiszpanka ze swemi córkami, a ta dostrzegłszy Markiewicza już wtenczas będącego w oficerskim mundurze, witała go ze łzami wdzięczności, nazywając go swym obrońcą, swym synem. Zjak szczerą chęcią życzyliśmy w tem miejscu przyjaznym choć dzień jeden wypocząć, ale nielitościwa trąba, po dwugodzinnym spoczynku, znów dała hasło do marszu i znów poszliśmy za geryllasami w góry i wąwozy, gdzie miłe przyjęcie mieszkańców Orduni przebiegło jak sen zwodniczy…

V.

…kiedy kołnierze nasi unieśli się w inną stronę, a on cięty w rękę upuścił pałasz i koń ugodzony śmiertelnym wystrzałem z pistoletu, padł pod nim; wtenczas karabinijery leżącemu na ziemi, zadawszy w głowę kilka śmiertelnych ciosów, uszli za swoimi, a on okryty ranami, bez zmysłów obok swego konia, przez noc całą leżał, bez żadnego ratunku; ze świtem, gdy cokolwiek odzyskał przytomność, usłyszał głos ludzki; myśląc, że koledzy przychodzą mu w pomoc, zaczął się dźwigać, lecz niestety! zamiast kolegów, ujrzał kilkunastu chłopów hiszpańskich z dwoma mułami, niosących z pobojowiska różne sprzęty wojskowe; dostrzegłszy rannego i widząc, że jeszcze żyje, rzucili się z krzykiem zemsty, chcąc go zamordować, lecz jeden, poznawszy mundur, zawołał: „Dajcie pokój, to jest Polak!” te słowa złagodziły dzikich Hiszpanów; wziąwszy go na muła, przyszli z nim do rozległej włości, gdzie go oddali do klasztoru, lecz tam zamiast ratunku, został wtrącony do ciemnego lochu, a tak straciwszy ostatnią nadzieję, znękany na ciele i umyśle, oczekiwał oziemble chwili, która miała zakończyć jego niedolę.
Gdy szczęśliwym zdarzeniem w parę dni po tym wypadku, przechodził kapitan francuzki z rannemi (o którym mówiłem), i pod tą samą wioską w gorących godzinach południa, kazał wypocząć żołnierzom; na wieść przybyłych, uradowani Hiszpanie, wybiegli tłumem z wioski, chcąc się nacieszyć widokiem rannych Francuzów, lecz w tej zgrai szyderczej różnego wieku i płci, była młoda Hiszpanka, która pod pozorem widzenia z-blizka obozu, przebiegłszy obok komendanta oddziału, wyrzekła prędkim lecz cichym głosem te słowa: W klasztorze jest Polak, a przyłożywszy palec na usta, na znak milczenia znikła w tłumie ciekawych; zrozumiał ją kapitan francuzki, wziął dwunastu żołnierzy, poszedł do klasztoru i przemocą wydobył z ciemnego więzienia nieszczęśliwego…”

więcej wspomnień z kampanii hiszpańskiej tu: Stanisław Hempel, Wspomnienia wojskowe

Dla wielu z tych ludzi bycie polskim żołnierzem oznaczało jednocześnie bycie człowiekiem, zaś wszechobecny katolicyzm narodu z którym przyszło im walczyć zmuszał niejednokrotnie do refleksji nad słusznością dochodzenia własnej wolności kosztem wolności Hiszpanów.  Stanowiliśmy jednak wierny i skuteczny element znienawidzonej przez obrońców machiny wojennej Napoleona. Byliśmy najeźdźcami, i nie zawsze było tak wesoło i różowo jak wspomina Hempel. Służbę „wskrzesicielowi Polski” traktowali bowiem Polacy bardzo poważnie. Dopiero w miarę „postępów” owej krwawej służby w której nie było nic rycerskiego, zaczął kiełkować w nich bunt. Zwłaszcza gdy zauważyli że są przez Francuzów traktowani instrumentalnie, oraz wykorzystywani do brudnej roboty… (Odys)

Wizja Napoleona – Wojciech Kossak

„Za cezurę w polskich zmaganiach z Hiszpanią Robert Bielecki uznał 1809 rok, gdy

prysły już iluzje, że walcząc z powstańcami, walczą o własną ojczyznę. Ci, którzy mogą to uczynić, biorą dymisję [chodzi tylko o oficerów – A.N.], wracają do kraju bądź przenoszą się do oddziałów polskich stojących we Francji. Ci natomiast, których rozkaz cesarski zmusił do pozostania w Hiszpanii przekształcili się z wolna w żołnierzy armii okupacyjnej. Zdają sobie oni sprawę, że słuszność leży po stronie powstańców i znacznie rzadziej niż Francuzi uczestniczą w mordach, gwałtach i grabieżach popełnianych na ludności cywilnej. Wojna jednak jest tak zaciekła, że nie mogą pozostać na uboczu wydarzeń. Zmusza ich do tego obawa własne bezpieczeństwo, przeświadczenie, że chwila słabości i współczucia dla Hiszpanów może kosztować ich samych utratę życia, powstańcy bowiem często nie czynią różnicy między Francuzami i Polakami, traktując wszystkich żołnierzy Napoleona jak najeźdźców swej ojczyzny

Polskich wyższych oficerów dodatkowo męczyło rozbicie większych jednostek i poczucie, że Francuzi łatwiej szafują polskim (czy niemieckim) mięsem armatnim. Najmocniej protestował dowódca 4 pułku, Feliks Potocki, którego list utkwił w papierach marszałka Davouta, mimo że zaadresowany był (13 kwietnia 1809 roku w Manzanares) bezpośrednio do Napoleona: 

Sire,
Spełnienie Waszej Cesarskiej Mości jest świętym obowiązkiem każdego dobrego Polaka. Zasłużyć sobie – przez nasze oddanie i staranne wypełnianie obowiązków – na aprobatę naszych zwierzchników i łaskawość wyzwoliciela, któremu zawdzięczamy Oyczyznę naszą, to dla nas niezłomne życzenie; to ono kazało nam opuścić domostwa nasze. Jednak Sire! Wola nie wystarczy gdy brak środków jej spełnienia, gdy paraliżuje się w naszych rękach wszystkie zasoby; gdy zatruwa się wszystkie źródła moralnej zachęty.
Czułem się w obowiązku przedstawić – za pośrednictwem pana generała Savary gorycz, jaką sprawia nam nasza sytuacja. Od tego czasu meldowałem bezpośrednio – jako dowódcy wojsk – Jego Wysokości Wicekonetablowi [czyli Berthierowi – A.N.] o niszczących środkach użytych do dezorganizacji trzech pomocniczych pułków polskich. Jeszcze teraz trwają wysiłki, by zrzucić na nas, bośmy cudzoziemcy, całą ohydę postępowania armii francuskiej z mieszkańcami tego kraju. Posiadanie funkcji bez możliwości godnego wypełniania związanych z nią obowiązków, nie jest moim celem, Sire! I nie może pogodzić się z mym charakterem. To nie jest służba ani memu krajowi, ani Waszej Cesarskiej Mości.
Zbyt cierpię naocznie obserwując pomiatanie dowodzonym przeze mnie pułkiem, jego degradację i wyniszczenie, a nie mogę temu zaradzić. Błagam Waszą Cesarską Mość by powierzył go komuś innemu, a mnie pozwolił powrócić do domu, poświęcić skromne środki służbie mojemu krajowi i spokojności mej rodziny. 

List ten znalazł się u Davouta (nie wiemy, czy był czytany przez Napoleona) zapewne z racji starań żony pułkownika, Zofii, która jeszcze
w początku marca, korzystając z warszawskiej dawnej znajomości, zabiegała u marszałka o zgodę na dymisję pułkownika. Podkreślając, że nie wypełnia woli męża, a własną, pisała w bardzo osobistym liście: „uważam, że jest, wiem że jest nieszczęśliwy w Hiszpanii, a nie mam ani odwagi ani oddania, by walczyć z cierpieniem tych, których kocham”. Ani zabiegi Potockiego „po drodze służbowej”, ani działania żony nic nie przyniosły, dopiero rana, którą odniósł 11 sierpnia 1809 roku, przyniosła pułkownikowi zwolnienie już po miesiącu. Umarł dwa lata później jako ostrożny przeciwnik Napoleona, podejrzewany o udział (jeśli nie o kierownictwo) w antynapoleońskich knowaniach lat 1810–181132.
Hiszpania to nie tylko beznadziejna, niekończąca się kadencja walk i wyczekiwania, to także tęsknota za krajem i bliskimi. (…) W pamiętnikach weteranów (dla lat 1810–1812 poza Sułkowskim i braćmi Hemplami prawie nie mamy listów) znaleźć możemy wszystko.
Wspomnienia mówią często o poprawnym współżyciu, a nawet, jak w okupowanym przez szwoleżerów Castrogeriz, „intrygach miłosnych, które na długi czas po wymarszu Polaków zostawiły smutek w sercach uroczych Kastylianek”. Może przyciągali dziewczęta dlatego, że byli bardzo młodzi i emanowali egzotyką? A może i dlatego, że doświadczeni okupacją własnego kraju, lepiej od Francuzów czy Niemców rozumieli uczucia gospodarzy – tych akceptujących nowy reżim, jak i jego wrogów. „Hiszpanie zawojowani, lecz silni dobrą sprawą”, przyznawał po latach ułan nadwiślański Kajetan Wojciechowski. A oficer szwoleżerów Józef Załuski – trochę z przekory, trochę dla uniknięcia prowokacji miejscowych, odśpiewał im na balu hiszpańską pieśń ze słowami:

„Do broni spieszcie patrioci
walczyć, umierać lub zwyciężyć.
Wojna zawsze niegodziwemu tyranowi!
nienawiść wieczna bezbożnemu Francuzowi!”

Po incydencie (wyobraźmy sobie popłoch lokalnych władz!) ustały ponoć nagabywania Polaków i wezwania do dezercji, tym bardziej że krzyże na kokardach i piersiach oraz niedzielne marsze żołnierzy do kościoła, nieznane „heretyckim” Francuzom, podobały się konserwatywnej hiszpańskiej prowincji. Choć, jeśli wierzyć Załuskiemu, najstarsi i tak sarkali na „polityczne msze” z Polakami w czapkach i mamelukami w turbanach…
Jak to bywa przy dłuższym postoju okupantów, obie strony uczyły się siebie nawzajem i w obopólnym interesie dbały o bezpieczeństwo. We wspomnianym Castrogeriz o pojawieniu się partyzantów Alcado (wójt) zaalarmował ponoć Polaków podczas balu (grali na nim pułkowi muzykanci). „Po tej wyprawie – wspominał Chłopicki – powróciwszy do Castrohix znów śpiewaliśmy sygidylle i krakowiaki, tańczylismy bolero i upędzaliśmy się często za geryllasami”. „Woyna bardzo jest zabawna, iednego dnia tańcujemy a drugiego się bijemy”, skomentował tę naturalną dla młodości mieszankę szwoleżer Staś Hempel…

(…)

Spędziliśmy trzy lata naszej młodości na nauce wojny w Hiszpanii, 1808, 1810, 1811, wkroczyliśmy do tego kraju pełni zaufania w potęgę i szczęście naszego wskrzesiciela, opuszczaliśmy Hiszpanią dużo rozczarowani. Cóż się pozostało Francji z zamierzonego podboju Hiszpanii? Dym i popiół, te godła znikomości, chcę mówić: cygarry. Do roku 1808 nie znał kontynent Europy tej namiętności hiszpańskiej, od tej chwili dopiero ta zdobycz Francji rozeszła się po całej Europie41.”

źródło: Andrzej Nieuważny „Pozostały tylko … cygarry”. Opinie polskich weteranów o wojnie w Hiszpanii w świetle ich korespondencji

Kiedyś gdzieś czytałem że Napoleon pokłócił się o „dyscyplinę” w cesarskiej armii z marsz. Davout który był zwolennikiem porządku i surowego karania swawoli żołnierskiej na podbitych terenach. Z kolei przez niektórych biografów charakteryzowany był jako bezwzględnie (dosłownie) posłuszny Cesarzowi, i do tego stopnia w niego zapatrzony, że gdyby mu rozkazał spalić Paryż to rozkaz byłby wykonany.

No właśnie. Z kim myśmy się zadawali. To tak jakby wojsko II RP współpracowało z bolszewikami w ich podbojach… Coś nie do pomyślenia, a przecież analogia i perspektywa niemal identyczna. „Świętość” sprawy naszej niepodległości wobec tego całego okrucieństwa (na dodatek w służbie rewolucji) jest niestety słabym argumentem na usprawiedliwienie środków jakich żeśmy się imali by tę „świętość” osiągnąć.

Może to właśnie dlatego Polska nie zasłużyła sobie „u góry” na wskrzeszenie w tamtym czasie, a Księstwo Warszawskie musiało upaść. Potem zaś było już tylko gorzej. Nie wiem czy nie gorzej jak to przy czym pomagaliśmy wcześniej Francuzom w Hiszpanii (i w innych miejscach jak np Santo Domingo). Z perspektywy czasu nasze dalsze dzieje wyglądają jak dopust Boży i pokuta za złożenie „sprawy narodowej” na ołtarzu napoleońskich ambicji… (Odys)

podobne: „Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju!”. Prawdziwe oblicze kampanii rosyjskiej z 1812 roku oraz: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” i to: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Edouard Detaille – Polski Szwoleżer-Lansjer Gwardii Cesarskiej z fajką

Reklamy

Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze”


Adam Wycichowski niewolnik – doktryna dla każdego

„W popularnej i cenionej przez polskich czytelników książce doktor Ewy Kurek zatytułowanej Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945 znajdujemy ciekawą typologię win. Podczas badania reakcji poszczególnych grup narodowościowych na zagładę Żydów w czasie II wojny światowej, Karl Jaspers wyłożył nam, jakie i ile rodzajów winy możemy wyodrębnić, kiedy człowiek postawiony jest wobec sytuacji niedającej się objąć ani rozumem, ani sercem…

żyjemy w czasach permanentnego kwestionowania praw naturalnych, w czasach, w których prawa narodów są jedynie parawanem dla realizacji celów globalnych. Okazuje się bowiem, że to ujęcie winy politycznej dane nam przez Jaspersa czyni zbrodniarzami jedynie kacyków lokalnych, zmanipulowanych lub wręcz podpuszczonych ku czynom niegodnym. Całkowicie zaś pozostawia poza winą przywódców organizacji globalnych, którzy nie przewodzą narodom, ale scentralizowanym i hierarchicznym strukturom, które – w większości – zajmują się dystrybucją. Nikt przecież nie obarcza polityczną winą producentów i handlarzy broni, ani firm farmaceutycznych produkujących środki wczesnoporonne. Nikt nie stawia ich przed sądem i nie skazuje. To jest w ogóle wykluczone z zakresu odpowiedzialności, jaki wyznaczony został przez Jaspersa w obszarze winy politycznej…

Czynnikiem dyscyplinującym człowieka w zakresie winy moralnej jest sumienie. Nie usprawiedliwia go zaś od niej w zasadzie nic. Jeśli czyni źle i popełnia zbrodnie, nie może być wytłumaczony w żaden sposób, a kiedy próbuje się tłumaczyć, jego sumienie zapuszcza jadowite zęby w krtań nieszczęśnika i przypomina mu o jego podłych postawach. Przyjaciele zaś lub wspólnota, do której należy, pilnują, by sumienie wgryzło się dostatecznie głęboko i mocno. Książka Ewy Kurek poświęcona jest relacjom pomiędzy Polakami i Żydami i wynika z niej jasno, że tylko Polacy jednoznacznie stawiali kwestię winy moralnej za zbrodnie popełnione na Żydach. Ci zaś relatywizowali swoją moralną winę jak mogli. Mieli potrzebne do tego narzędzia i pojęcia, których skuteczność jest po prostu miażdżąca. Żyd wydający innego Żyda Niemcom na śmierć, nie ponosi winy moralnej. Być może ponosi winę kryminalną, z której jednak opowiadał się będzie przed sądem, a nie przed społecznością złożoną z jakichś przybłędów nierozumiejących ani głębi, ani celowości rozważań dotyczących winy. Być może ponosi winę polityczną, ale wtedy można ukazać jego postawę na tle innych postaw, nierzadko gorszych, nierzadko bardziej jednoznacznych i podłych i w ten sposób zrelatywizować jego winę polityczną. Winy moralnej jednak nie ponosi z całą pewnością i Ewa Kurek wyjaśnia nam tę kwestię już na samym wstępie. Otóż historia Żydów sięga tak daleko w przeszłość, mechanizmy rządzące tą społecznością są tak trwałe, dojrzałe, precyzyjne i pewne, że żadne, a już z pewnością moralne ich kwestionowanie nie wchodzi w grę. Moralność i wypływająca z niej wina przynależą do rzesz aspirujących dopiero ku posiadanym przez Żydów od dawna urządzeniom narodów. To jest rzecz przypisana Niemcom, którzy muszą się z nią mozolić, bo wpadli w pułapkę pychy i fascynacji siłą. To jest rzecz przypisana Polakom, którzy są jak dzieci i lubią, kiedy się ich nagradza, a czasem strofuje za wyimaginowane przewinienia. Nie jest to jednak w żaden sposób rzecz, która stosuje się do Żydów, narodu posiadającego najstarszą, najgłębszą i najmocniejszą na ziemi tradycję.

Wymieńmy jeszcze jeden rodzaj winy wyszczególniony przez Jaspersa i powróćmy do rozważań na temat winy moralnej.

Jaspers wyszczególnia jeszcze winę metafizyczną, która wynika z prostej solidarności między ludźmi, a jedynym jej sędzią jest Bóg. Jak to się ma do winy moralnej, ocenianej przez plemię za pomocą narzędzia zwanego sumieniem? O jakiej solidarności między ludźmi pisze niemiecki filozof? Jest tylko jeden system religijny, który wprost mówi o tej solidarności, a deklaracja ta zwarta jest między innymi w słowach pieśni – przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowaliTylko chrześcijaństwo nie stawia żadnych barier i warunków wstępnych, które trzeba spełnić, by zasłużyć na szacunek i miłość bliźniego. Ta bowiem wypływa wprost z miłości Boga do każdej istoty ludzkiej…

…Mamy oto tę typologię win. Czemu ona służy poza dyscyplinowaniem Niemców? Zapewne temu, by lekceważyć winę metafizyczną, umieszczoną na samym końcu, a podnosić znaczenie winy moralnej, obecnej w życiu ziemskim na każdym kroku. Czy przed Jaspersem pojęcie winy moralnej nie było znane? Oczywiście, że było, a prasa, szczególnie ta brukowa, szermowała nim nie gorzej niż ulicznicy kamieniami rzucanymi w powozy nielubianych polityków. Skoro jest moralna wina, to musi być i moralny sprawca. A jeśli jest wyszczególniony sprawca moralny, to jest pewne, że nie jest on tożsamy ze sprawcą faktycznym, czyli kryminalnym. Tak więc na długo przed Karlem Jaspersem brukowa prasa zdemaskowała istotny sens pojęcia winy moralnej, który nie jest bynajmniej piękny i głęboki, ale praktyczny i dwoisty

…Napiszę wprost – zwolennicy winy metafizycznej, czyli solidarności międzyludzkiej, są w tym przypadku od razu na pozycji straconej. Jeśli obarczy się ich winą moralną, to po to właśnie, by wybielić i ochronić sprawcę faktycznego, będącego najczęściej elementem jakiejś gry prowokacyjnej. Zwolennicy zaś hierarchii win nakreślonej przez Jaspersa – kiedy się ich obarcza winą moralną – z miejsca zostają uniewinnieni. Jeśli ciekawią Was szczegóły tych rozgraniczeń, musicie niestety zmierzyć się z objętością trzech tomów tej książki. Nic nie poradzę. Mam nadzieję, że uda mi się zamknąć jej treść tymi dwoma klamrami – uniewinnieniem moralnego sprawcy i jego potępieniem. Do dzieła więc. Zaczynamy od głośnej w początkach XX wieku sprawy hrabiego Bogdana Ronikiera.” (coryllus – Moralna wina, moralni sprawcy)

podobne: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. oraz: Holokaust jako przedsiębiorstwo zakłamywania historii, pedagogiki wstydu i wyłudzania pieniędzy od Polaków i to: Robert Cisek: Pokłosie czyli… inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty a także: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena) i jeszcze: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART” polecam również: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Andrzej Krauze

„…Polską rządzą i doją ją cwaniacy, którzy najsprawniej zdołali się skomunikować z pańszczyźnianą mentalnością tak zwanych „mas”. Skuteczność tych rządów opiera się na odwołaniu do najniższych emocji polactwa: pazerności (na unijna kasę – naiwnie postrzeganą jako bezinteresowny dar), pogardzie (dla tej drugiej, gorszej Polski – moherów, patriotów i innych „zakompleksionych”), pysze (że się przynależy do „lepszych”, bardziej „europejskich”) i strachu (że się ta stabilizacja na kredyt skończy, i że przyjdą straszni inkwizytorzy i zaczną za popełnione świństwa karać)…

…Co nie znaczy, że przyzwoitość jest w polityce tak zupełnie nic nie warta. Przeciwnie, jest towarem bardzo pokupnym. Zgodnie bowiem z powszechnie znaną maksymą markiza de la Rochefoucauld, występek zmuszony jest składać cnocie hołd, zwany hipokryzją. Ludzie chętniej kierują się niskimi pobudkami niż się do nich przyznają – dlatego zawsze dobrze jest cwaniactwo, judzenie i inne podłe sprawy ubrać w szaty cnoty. A nic lepiej temu nie służy niż mieć w swojej szajce kogoś niekwestionowanej prawości, kogoś o wielkich zasługach, kogoś nader szacownego. Warto takiemu zapłacić każdą żądaną przez niego walutą, aby zechciał nas podżyrować i stanowić alibi dla wszystkich naszych świństw, gdyby przypadkiem miały one komuś przeszkadzać.
Jeśli kogoś to, co tu piszę, razi cynizmem i bezceremonialnością – to proszę, niech sam sobie zada pytanie: kiedy właściwie dowiedział się, że Władysław Bartoszewski jest tak wielki i czcigodny, jak jest? Czy wtedy, kiedy był on współpracownikiem i członkiem komitetu honorowego Lecha Kaczyńskiego? Czy wtedy, gdy był ministrem u Krzaklewskiego? Podejrzewam jednak, że później. Dopiero wtedy, gdy przeszedł na ciemną (czy, inaczej patrząc, „jedynie słuszną”) stronę mocy, gdy jednoznacznie opowiedział się po stronie PO i obsypał jej przeciwników inwektywami, z nieszczęsnym „bydłem” na czele…

Dopóki Bartoszewski starał się być autorytetem ponadpartyjnym, nikt jego ogromnych zasług nie kwestionował, ale też nikt ich nie promował ani nie podkreślał. Dopiero gdy zaangażował się wyraźnie, zabrała się do tej promocji ogromna maszyna propagandowa, dopiero wtedy zaczęły się wywiady, okładki kolorowych pism, nagrody rozmaitych Gali i Viv, zachwyty… Zasłużone, nie przeczę – ale jednak samo w sobie świadczy to, że przyzwoitość na tym łez padole wartości nabiera dopiero wtedy, gdy zostanie umiejętnie zmonetyzowana.

…Bartoszewski znał swoją cenę i uważał, że świat powinien też ją znać i zapłacić, a jak już pisałem – dopóki kojarzono go z obozem Kaczyńskich, był w debacie publicznej wyciszany. (…) Myślałem wtedy i myślę do dziś – jakiż skarb mieli Kaczyńscy w jego osobie! Wystarczyłaby tylko odrobina celebry, odrobina docenienia i okazania szacunku, powierzenie mu spraw polsko-niemieckich i polsko-żydowskich, na czym się przecież znakomicie znał i na czym mu zależało. Ale nie – nie tylko, idioci, nie umieli takiego człowieka politycznie wykorzystać, ale jeszcze głupio go do siebie zrazili. Bartoszewski bardzo przeżył wypowiedź Antoniego Macierewicza, że wszyscy ministrowie spraw zagranicznych przed Anną Fotygą służyli interesom obcych mocarstw, a nie Polski – a nie była to jedyna zniewaga, jakiej z tej strony doznał. Tu jest przyczyna, dla której tak mocno, jak nigdy wcześniej, zaangażował się w partyjną nawalankę, i zyskaną medialną oprawę dla swego autorytetu wykorzystał do dość niskich połajanek czy wręcz bluzgów.
Akcja powoduje reakcję. Nikt nie lubi, gdy się go nazywa bydłem, więc Bartoszewski po stronie, którą atakował, zaczął budzić silną niechęć. (…) No, ale właśnie te nieżyczliwe mu głosy i zachowania były prawdziwym zyskiem dla środowiska, które zrażonego do prawicy Bartoszewskiego pozyskało i używało. I które nadal go używa(Rafał Ziemkiewicz całość tu: Bartoszewski, czyli przyzwoitość zmonetyzowana)

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? a także: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). polecam również: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

„…Władysław Bartoszewski został zatrzymany na Żoliborzu 19 września 1940 roku w masowej obławie zorganizowanej przez Niemców. Przypadkowo dostał się do Oświęcimia w tym samym transporcie co Witold Pilecki. 21/22 września 1940 roku obaj stali się więźniami niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (Konzentrazionlager Auschwitz I, numer obozowy 4427, natomiast Witold Pilecki, który do obozy poszedł z własnej woli miał nr 4859).

Ewenementem jest to, że Bartoszewski został zwolniony z obozu został 8 kwietnia 1941 roku, ponoć przez zły stan zdrowia. Jego wersja wydarzeń jest taka, że stało się to możliwe dzięki działaniom Polskiego Czerwonego Krzyża.

Jednak więźniowie Auschwitz wspominali, że z tego piekła na ziemi wychodziło sporo osób, które zdecydowało się na kolaborację z Niemcami i na donoszenie na Polaków. To, że Bartoszewski donosił potwierdzają liczne relacje osób, które miały z nim styczność. Mimo to elitom III RP nie przeszkadzała niejasna przeszłość rzekomego „profesora”, który został wylansowany jako jeden z „autorytetów moralnych”.

To właśnie ten „autorytet”, wraz z Geremkiem i Mazowieckim, był przeciwny odznaczeniu jednego z najbardziej odważnych Polaków, Witolda Pileckiego, Orderem Orła Białego…” (źródło: 8 kwietnia 1941 r. Bartoszewski został wypuszczony z Auschwitz ze względu na „zły stan zdrowia”)

Ś.p. Bartoszewski (cytując Słonimskiego) powiedział kiedyś że: „warto być przyzwoitym”. Nie wiem co sam przez to rozumiał, ale szkoda że akurat jemu przyzwoitość nigdy nie podpowiedziała żeby zakazać innym nazywania go „profesorem”, i żeby nie wykorzystywać tego że był w Auschwitz jako swoistego immunitetu nietykalności, tudzież licencji na bezkarność w bezczelności odmawiania honoru ludziom takim jak Pilecki. To musiało być prawdziwe nieszczęście dla tego ulubieńca fortuny. Podobnie jak wynoszenie rzekomego zagrożenia ze strony Polaków ponad dokonania niemieckiego okupanta, i nazywanie Polaków „ochrzczonym motłochem”, z których to opinii nigdy się nie wytłumaczył ani nie przeprosił. Więcej na jego temat można wyczytać guglując „epitafium dla profesora bydłoszewskiego”, a stanie się jasność że słowa o przyzwoitości w ustach tego człowieka to czysta kpina (oczywiście z niego samego), co można skwitować cytatem: „Zestarzałeś się w przewrotności i teraz wychodzą na jaw dawne twe grzechy” (księga Daniela 13, 52).

Z racji tego że Pan Bartoszewski jest dziś już po drugiej stronie, to od ludzi nic mu w zasadzie nie grozi poza opiniami rzecz jasna. Z całą pewnością Bóg zważy go sprawiedliwie w swej mądrości. Wracając jednak do historii to tu nie ma świętych krów. Prawda o dokonaniach tego człowieka powinna być odkrywana i podawana do powszechnej wiadomości, zwłaszcza tam gdzie jest zafałszowana, więc tak czy siak wisi na pamięci o nim jak młyńskie kamienie, o co sam zadbał nie poczuwając się do jakichkolwiek wyjaśnień.

Niezmiernie ważne jest bowiem na jakiej podstawie, i jakie argumenty Pan „profesor” zważył w swej „przyzwoitości”, aby wysunąć ową tezę o większym strachu przed Polakami jak Niemcami… Jakby w ogóle nie był w Auschwitz, nie słyszał o gettcie, powstaniach i pacyfikacji, holokauście Żydów i Polaków, ani o ludziach takich jak Reinefarth, czy Dirlewanger… Nawet jeśli nie słyszał to przyzwoitość byłego więźnia i „profesura” nakazywała dowiedzieć się czegoś na ten temat, by nie opowiadać głupstw i nie szargać dobrego imienia Polaków „en masse”… (Odys)

polecam wysłuchać: Powstanie Warszawskie: Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński (czyta G. Braun)

i jeszcze: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski a także: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości” polecam również: Szwagrzyk i „Wyklęci”, romantycy czy realiści? Czy postokrągłostołowe rozbójnicze elity to jest to o co walczyli? Legenda NSZ i próba jej oczernienia przez PRL. Brygada Świętokrzyska.

rys. Arkadiusz Gacparski

Ciekawe czy słyszał też cokolwiek o dokonaniach jednego z naszych sojuszników na polu pracy przymusowej… (Odys)

„…Rozmawiamy więc dziś o czymś, co jest znane powszechnie pod nazwą workhouse, która oczywiście w języku polskim nie występuje, a którą by można chyba najbardziej sensownie przetłumaczyć, jako dom, czy obóz pracy. Otóż początki owych workhouses sięgają jeszcze roku 1388 , kiedy to na Wyspach wprowadzono ustawę pod nazwą Statute of Cambridge, a której oryginalnym celem było zapewnienie Koronie rąk do pracy, tak bardzo potrzebnych od czasu, gdy wielka zaraza znana powszechnie jako „Czarna Śmierć” wybiła niemal połowę mieszkańców kraju. Myśl była taka, by tych którzy wyrwali się z rąk śmierci i z różnych przyczyn, zamiast siedzieć na miejscu, porzucali swój dom, swoją wieś, czy w ogóle swoją okolicę, i snuli się po świecie, zatrzymać na miejscu i zmusić do pracy. Niektórzy Brytyjczycy dziś nawet jeszcze uważają, że to właśnie tamta ustawa pomogła zdefiniować coś, co mimo że w owych latach mogło jeszcze takiego akurat wrażenia nie robi, setki lat później przybrało kształt państwa opiekuńczego, a więc państwa, któremu los człowieka nie jest obojętny.

Pierwsze jednak workhouses pojawiły się dopiero za czasów Elżbiety I. W średniowieczu brytyjska biedota otrzymywała naturalną pomoc ze strony Kościoła, który ową pomoc traktował jako część swojego naturalnego chrześcijańskiego obowiązku. Jednak po tym, jak w latach 30-tych XIV wieku Henryk VIII kazał zburzyć i spalić wszystkie klasztory, a mnichów wymordować, biedni i bezradni zostali wydani na łaskę losu…

…w roku 1834 wprowadzono nową ustawę, a raczej poprawkę do ustawy wcześniejszej, która zafunkcjonowała pod nazwą New Poor Law, a której podstawowy pomysł sprowadzał się do tego, by każdego, kto nie zgodzi się zamieszkać w workhousie, pozbawić wszelkiej publicznej pomocy.  Pojawił się też pomysł, by owe, jak je tu nazwaliśmy, „domy pracy”, a więc z praktycznego punktu widzenia, jak najbardziej klasyczne obozy koncentracyjne, były prowadzone z bardziej biznesową perspektywą, co oczywiście musiało się sprowadzać do tego, by – użyjmy tego słowa – osadzeni świadczyli pracę jedynie za jedną miskę chudego mleka z minimalną ilością płatków owsianych. (Gdyby ktoś miał pewne skojarzenia, to owszem, tę właśnie dzienną porcję płatków miał na myśli Oliver Twist Dickensa, gdy wygłosił swoje słynne zdanie: „Please, Sir, I want some more”). Większość z osadzonych zresztą była zatrudniona przy pracach nie wymagających żadnych zdolności poza odpornością na śmierć z wyczerpania, a więc takich jak rozbijanie kamieni, ekstrakcja pakułów, czy wreszcie kruszenie kości do produkcji nawozu. Ta ostatnia praca została zresztą ostatecznie mieszkańcom workhousów odebrana, kiedy władze dowiedziały się, że podczas kruszenia gnijących kości dochodzi między robotnikami do ciężkich walk o zdobycie choćby szczypty szpiku…

…Wciąż pojawia się tu i ówdzie opinia, że faktycznie na klasyczny workhouse należy patrzeć jak na swego rodzaju przytułek, gdzie wszyscy ci, którzy inaczej by niechybnie zmarli z głodu, mogli znaleźć schronienie, a zatem wypada nam je też traktować, jako jednak bardziej wybawienie, niż przekleństwo. Są jednak co najmniej dwa powody, by tę opinie odrzucić, jak najgorszą zarazę. Przede wszystkim, jeśli przyjrzymy się całej historii Brytyjczyków, ostatnią rzeczą, jakiej się po nich można spodziewać, będzie współczucie dla ludzi biednych i bezradnych. Wręcz przeciwnie, oni akurat dali wielokrotnie dowody na to, że dla nich człowiek biedny i bezradny nadaje się wyłącznie do tego, by go wykorzystać do końca, a następnie pozwolić mu zdechnąć gdziekolwiek…

…W relacjach historyków powtarza się wielokrotnie uwaga, że życie jakie oferował workhouse było tak ciężkie, po to, by ono dla tych co żyli jeszcze na ulicy stanowiło demonstrację tego, co ich czeka, jeśli się za siebie nie wezmą. Z drugiej jednak strony istnieją wciąż spisane wspomnienia ludzi, żyjących w tamtych czasach, i z tego co oni opowiadają, wynika, że było wielu, którzy woleli umrzeć, niż trafić w to straszne miejsce, a jednak trafiali, wyciągani z domów, zbierani z ulic, często w ramach klasycznych łapanek.

I wcale nie trzeba było być biednym, by się tam znaleźć…

…o tym, co się tam działo można opowiadać bardzo długo, jednak dziś dla nas najważniejsze są dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że w tych czystych i zadbanych celach, czy to z głodu czy z przepracowania, czy wreszcie od ran zadanych przez „opiekunów”, umierało się niemal równie często, jak w kupie ludzkich odchodów na ulicy. Po drugie, każdy workhouse zaprojektowany był w taki sposób, by od samego początku zwożone tam rodziny były rozdzielane i to rozdzielane tak, że mężczyźni, kobiety i dzieci, choćby i niemowlęta, mieszkali w osobnych częściach kompleksu, i nierzadko owo rozdzielnie było tak skuteczne, że wiele z tych rodzin już do śmierci nie miało okazji się spotkać ponownie: wspomniana wcześniej Jennifer Worth opowiada historię młodej prostytutki zabranej z ulicy z zaawansowaną ciążą, której tuż po rozwiązaniu dziecko odebrano, jako własność Korony, a ja samą wypuszczono w świat, gdzie ostatecznie z rozpaczy straciła rozum. No i może przede wszystkim – i to jest również fakt potwierdzony wielokrotnie – należy pamiętać, że wiele z dzieci tam umieszczanych, było następnie wysyłanych za granicę do kolonii, by tam już na służbie Imperium budować jego potęgę…” (Krzysztof Osiejuk, więcej tu: szkolanawigatorow.pl – Workhouse, czyli jak Imperium budowało Auschwitz)

Warto tu wspomnieć o tym że ten pomysł znajdował później wielu naśladowców…

„Prawny zakaz „włóczęgostwa” odegrał ogromną rolę w kształtowaniu się amerykańskiego społeczeństwa. Na Południu pozwolił on de facto zachować de iure zniesione niewolnictwo – Afroamerykanie zyskali wolność, ale gdy próbowali opuścić plantację swojego pana, natychmiast popełniali przestępstwo „włóczęgostwa”, za które w majestacie prawa można ich było ukarać np. niewolniczą pracą.
Sąd Najwyższy uznał w 1972 roku zakaz włóczęgostwa za mętny i jako taki gwałcący prawo obywateli do uczciwego procesu. Zamiast tego zaczęto więc używać innego, tym razem już bardzo precyzyjnego pojęcia, którego znowu nie da się chyba przełożyć na polski. To „loitering”, czyli „remaining in place for no apparent purpose”. źródło: http://wo.blox.pl/2008/08/Land-of-the-imprisoned.html

(autor wspomina, że pojęcie włóczęgi w powyższym kontekście wywodzi się z Anglii)

Polska też podjęła próbę karania włóczęgów – pojawia się w polskim (II RP) ustawodawstwie pojęcie domu pracy (czyż to nie workhouse?) – z rozróżnieniem na domy pracy przymusowej i dobrowolnej.

Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 14 października 1927 r. o zwalczaniu żebractwa i włóczęgostwa.

Stara, dobra Anglia, ileż ona dała Światu…” (Wolfram)

…gdy się zestawi wyżej wymienioną historię z tym że ktokolwiek mógł w ogóle opuścić Auschwitz (nie wnikając już z jakiego powodu gdyż jest to wystarczająco podejrzane), to ciężko nie zrewidować poglądów na temat lepszych i gorszych „nacji”, bez uwzględnienia w tej historii swoistego „kamienia węgielnego” w postaci „domów pracy” rodem z Imperium Brytyjskiego. Trzeba też być dalece „niedoinformowanym” próbując ustawiać Polskę wyżej w tym konglomeracie oprawców i wyzyskiwaczy o dość „zasłużonej” w tej kwestii „tradycji”. Wobec zaistniałych faktów byłoby to wręcz skrajnym cynizmem i podłością… A przecież „warto być przyzwoitym” a przynajmniej starać się zachować obiektywizm i właściwe proporcje… (Odys)

oraz: Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy i to: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł)  a także: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem polecam również: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji

i jeszcze: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady

Kajko i Kokosz

Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy.


Zaczęło się od „kontrowersyjnego” do dziś meldunku „Montera” o którym można przeczytać na portalu Historycy.org tu Czy Powstanie Warszawskie było potrzebne? Na zachętę fragment z dyskusji:

„…Meldunki zawierające ocenę sytuacji z dnia nawet jeszcze 27 lipca są o tyle nieistotne, że ostateczna decyzja zapadła dopiero 31 lipca, i to w sposób nagły – najwyraźniej na podstawie oceny dokonanej samodzielnie przez Montera, tylko pytanie – na podstawie jakich meldunków? Skąd? Z jakiego czasu? Jest relacja, jakoby Monter sam pojechał na Pragę (nie do Falenicy czy Miłosnej, tylko na Pragę, czyli w ówczesnych realiach całkiem blisko) i miał usłyszeć (od kogo?) że „niedaleko widziano sowieckie czołgi”. Ale tak naprawdę konkretów brak…” (Darth Stalin)

„…Skutki, jakie spowodował ten meldunek oraz ich zrozumienie, to zagadnienia nieporównanie istotniejsze niż zastanawianie się, co w danym momencie robił ten bądź inny sowiecki batalion. Ten meldunek stał się przysłowiowym języczkiem u wagi i składając go Monter przesądził o losie miasta i jego mieszkańców. I z tej odpowiedzialności nic go nie zwolni. Zatem proszę jednak o odpowiedź: dlaczego Monter złożył swój meldunek na półtorej godziny przed planowanym zebraniem, w obecności dwóch innych ludzi najmocniej nalegających na przyjęcie rozwiązania zbrojnego, a w nieobecności tych, którzy mogliby znowu zasiać u Bora wątpliwości w tej kwestii. Dlaczego Monter, co nie było ani jego obowiązkiem ani zadaniem, opatrzył meldunek komentarzem, że „jeśli nie przystąpimy do walki, to będzie za późno”? To są momenty kluczowe i warto się nad nimi zastanawiać…

…co rozegrało się w kluczowych chwilach pomiędzy akowskimi decydentami, bo to jest najistotniejszy moment i zastanawiam się przede wszystkim, jak ocenić postępowanie tych ludzi. Bo można to widzieć na kilka różnych sposobów:

1. Dokonali oni niewłaściwej oceny sytuacji
2. Dokonali oceny właściwej, ale uznali, że i tak trzeba działać (osobiście uważam, że tak właśnie było)

…interesują mnie okoliczności podjęcia decyzji o wybuchu powstania oraz o rozpoczęciu tej akcji w określonym terminie i dążę do uzyskania odpowiedzi na pytanie: czy Bór uległ manipulacji oficerów, którzy dążyli do rozpoczęcia działań zbrojnych.

…Wątek ten (nacisków ze stronu Okulickiego, Pełczyńskiego i Montera) przewija się w zbyt wielu relacjach i opracowaniach, by przejść nad nim do porządku dziennego. Ja osobiście sądzę, że rzeczywiście w KGAK ścierały się różne koncepcje co do dalszego postępowania wobec sukcesów sowieckich i szybkiego zbliżania się Armii Czerwonej do Warszawy…

…Okulicki, Pełczyński i Chruściel byli zdecydowani działać bez względu na pewne konsekwencje, bowiem uważali, że samo powstanie jest konieczne (rezultat bezpośredni powstania jest mniej istotny, liczy się jego wydźwięk propagandowy). Według mnie był to ciężki błąd i zachowanie irracjonalne. Jak słusznie zauważyłeś, decyzja bezpośrednio nie należała do nich, ale oni decydowali o tym, kiedy powstanie zacząć. W moim przekonaniu, gdyby kierowali się przesłankami racjonalnymi (nie powstanie dla demonstracji, lecz powstanie mające konkretne cele), być może dokonaliby właściwszej oceny co do właściwego terminu rozpoczęcia walk. Trudno powiedzieć, na ile to było możliwe, wysuwam to tylko jako pewną supozycję. I pozostaję przy mojej ogólnej ocenie, że ci trzej oficerowie zachowali się tu nieodpowiedzialnie. Zastanawia mnie natomiast, na ile był w to umoczony Bór-Komorowski. Osobiście wydaje mi się, że odpowiedzialność rozkłada się bardziej na wymienionych trzech oficerów, choć sam Bór szlachetnie podkreślił w wywiadzie, że decyzja należy do dowódcy i dowódca ponosi odpowiedzialność. Jeśli się z tym zgodzić (a w zasadzie wypada się zgodzić) to winą Bora było to, że uległ naciskom…” (adso74)

a teraz o skutkach tego zrywu….

„Film dokumentalny (2008) o niemieckich zbrodniach popełnionych na Polakach w czasie Powstania Warszawskiego na Woli. W filmie m.in. fragmenty niemieckich kronik propagandowych nakręconych w czasie Powstania, wypowiedzi nieosądzonego zbrodniarza – H.Reinefartha – kata Warszawy, wspomnienia kobiety która przeżyła swoją egzekucję będąc w 9 miesiącu ciąży (trójka pozostałych jej dzieci została zamordowana), oraz wspomnienia innych świadków i uczestników wydarzeń.”

12 ton – Oni tam wszyscy są. (Powstanie Warszawskie)

Od 40 do 60 tys. mieszkańców warszawskiej Woli zginęło w dniach 5-7 sierpnia 1944 r. w masowych egzekucjach dokonywanych przez oddziały niemieckie na rozkaz Hitlera w celu „oczyszczenia Warszawy z ludności cywilnej”. W tym roku mija 69 lat od tamtych wydarzeń. Poniższe relacje to fragmenty zeznań osób, które „rzeź Woli” przeżyły. Zeznania zostały złożone przed prokuratorami Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.

Władysław Pec, kontroler MZK, ur. 23 stycznia 1900 r.
Zeznanie z dnia 29 IV 1947 r.

W dniu 5 sierpnia 1944 r. około 12-tej Niemcy podpalili fabrykę makaronów, zaczęło w piwnicy robić się zbyt gorąco, ludność cywilna wyszła w liczbie 57 mężczyzn i nieco więcej kobiet z dziećmi. Ja i 10 mężczyzn ukryliśmy się jeszcze w piwnicy, po chwili jednak żandarmi przeszukujący piwnicę wykryli nas przy pomocy psa i wyciągnęli na podwórze. (…) Po odejściu kobiet z podwórza nam mężczyznom kazano stanąć pod parkanem murowanym z rękoma podniesionymi do góry, potem nastąpiły salwy z karabinu maszynowego. Strzelający celował w głowę. Otrzymałem postrzał w rękę, w okolicy kostki. (…) Zalała mnie krew z podniesionej ręki i upadłem. Gdy salwy i jęki ucichły, usłyszałem pojedyncze strzały. Żandarmi chodzili pomiędzy trupami, trącali leżących nogą, sprawdzając, czy kto jeszcze żyje, po czym dobijali pojedynczymi strzałami.
Po pewnym czasie leżąc z twarzą zakrytą okrwawioną ręką usłyszałem gwar od strony ulicy, potem salwy, jęki, błagania o litość i pojedyncze strzały. Zorientowałem się, że przybyła nowa grupa do rozstrzelania. Potem przyprowadzono jeszcze pięć razy grupy do rozstrzelania, przywaliły mnie dwa trupy. Egzekucja trwała do godz. 18-tej z przerwami na dobijanie i doprowadzenie coraz nowych grup.
(…) Leżałem pod trupami bez ruchu (bojąc się dobicia) aż do godz. 12 w nocy. Potem, ze względu na to, że panowała cisza, wyczołgałem się z fabryki makaronów do domu przy ul. Płockiej 25, który stał w płomieniach.

Ks. Bernard Filipiuk, ksiądz.
Zeznanie z dnia 20 III 1946 r.

5 sierpnia Niemcy znowu wkroczyli do Szpitala Wolskiego już w większej liczbie (…) rozeszli się po całym szpitalu i pod groźbą karabinów zaczęli z łóżek wyrzucać chorych, kobiety, mężczyzn, wszystkich bez wyjątku.
(…) Na dziedzińcu fabrycznym ustawiono nas po 12 osób. Takich dwunastek naliczyłem sześć w tej partii ludzi, w której ja byłem. (…) Padła salwa, a ja przewróciłem się razem z ks. Żychoniem, który mnie słabego po operacji trzymał cały czas pod rękę – on mnie też za sobą pociągnął.
Od razu zorientowałem się, że żyję i nie jestem ranny, ale zacząłem udawać trupa, wiedząc, że gestapowiec dobija żyjących. Gdy do mnie podszedł, kopnął mnie w kolana, zaklął i strzelił do głowy z rewolweru – kula przeszła koło ucha. Byłem więc uratowany. Po tym stale rozstrzeliwano następne dwunastki ludzi.
(…) Muszę podkreślić, że nie tylko sami mężczyźni zostali rozstrzelani przy ul Górczewskiej ze mną, ale też były i kobiety, choć zasadniczo gestapowcy wybierali z fabryki samych mężczyzn. Myślę, że były to żony, matki i córki, które przyłączyły się same do swych najdroższych – najbliższych, prowadzonych na śmierć. Chciały widocznie zginąć razem ze swymi ukochanymi. W mojej dwunastce razem ze mną była kobieta. Na ręku trzymała dziecko małe, które mogło mieć rok. Z tym dzieckiem została rozstrzelana. Prosiła gestapowca, aby najpierw zabił dziecko, a potem ją. Uśmiechnął się tylko i nic nie odrzekł. Dziecko to długi czas po rozstrzelaniu kwiliło i płakało, słyszałem to, a jego kwilenie krew mi w żyłach mroziło.

Janina Józefa Mamontowicz, lat 26, zam. ul. Wolska 59, m. 9
Zeznanie z dnia 15 I 1946 r.

W dniu 5.VIII.1944 r. wpadł do naszego domu oddział około 6 uzbrojonych żołnierzy niemieckich rzucając granaty do mieszkań i wołając, by mieszkańcy wychodzili (raus). Wyszłam prowadząc dwóch moich synków, Zygmunta lat 9 i Tadeusza lat 6. (…) Żołnierze zapędzili naszą grupę pomiędzy mieszkaniem dozorczyni a trzepakiem otaczając ja dookoła, ograbili nas z kosztowności. Na środku podwórka ustawili karabin maszynowy, dali do nas salwę. (…) Gdy strzały seryjne umilkły, posłyszałam pojedyncze strzały z pistoletu.
Zobaczyłam, iż żołnierze chodzą pomiędzy zwłokami dobijając z pistoletu lub kolbą karabinu żyjących jeszcze, którzy poruszali się lub jęczeli. Syn mój Zygmunt musiał się poruszyć, ponieważ, już odchodząc od miejsca, gdzie leżeliśmy, żołnierz niemiecki strzelił mu dwa razy w skroń, po czym syn mój skonał.
Zaraz po odejściu żołnierzy podniosłam się razem z synem Tadeuszem, który także żył i nie był ranny. (…) W grupie ocalałych po egzekucji przeszłam na II piętro naszego domu nr 23 przy ul. Płockiej. Znajdowało się tam w pewnej łazience okno wychodzące na teren sąsiedniej posesji fabryki makaronów i cykorii, mieszczącej się przy ul. Wolskiej 60. Wyskoczyłam oknem pierwsza prosząc siostrę, by mi wyrzuciła dziecko. Jednakże siostra zdenerwowana przeżyciami wyskoczyła sama, a za nią Kołaczówna i Biernacki, zostawili mojego synka, który pomimo nawoływań wyskoczyć nie chciał i pozostał sam w płonącym domu.”

źródło: „Zbrodnie okupanta hitlerowskiego na ludności cywilnej w czasie powstania warszawskiego w 1944 roku (w dokumentach)”, Wydawnictwo MON

Dominik Tomczyk - Pomnik Powstania Warszawskiego (1944)

Dominik Tomczyk – Pomnik Powstania Warszawskiego (1944)

W roku 1944, po konferencji i układzie w Teheranie, sprawa Polska była już przegrana definitywnie, a utrata suwerenności na rzecz ZSSR – przesądzona. Polska została uznana za część ceny, jaką Zachód godzi się zapłacić Stalinowi za pomoc w pokonaniu Niemiec. Oficjalnie ustaleń konferencji polskiemu rządowi nie przekazano aż do listopada, ale istnieją relacje dowodzące, że kanałami prywatnymi i wywiadowczymi rząd londyński szybko zyskał wiedzę o sytuacji.
W związku z ubitym w Teheranie dilem zmienił się znacząco stosunek do sojuszniczej Polski zachodnich polityków i prasy. Nie było już mowy o wyrazach podziwu, zachwytach nad bohaterstwem ani duserach o „wzorcu dla wolnego świata”, jakimi karmiono Polaków do czasu agresji Hitlera na Sowiety. Nieustannie pojawiały się za to oskarżenia, że Polacy uchylają się od walki z Niemcami, że są cichymi sojusznikami Hitlera i piątą kolumną w antyniemieckiej koalicji… 

…Po Teheranie i Katyniu każdy odpowiedzialny polski rząd powinien, w imię żywotnych polskich interesów, wygasić w kraju walkę z Niemcami, ograniczając ją do ochrony ludności cywilnej. W sposób oczywisty narzucało się zawarcie z Niemcami, na poziomie np. wywiadowczym, cichego porozumienia, na mocy którego AK powstrzymałaby się od ataku na niemieckie zaplecze, a Niemcy w zamian – od eksterminowania Polaków. Oczywistym interesem Polski było w tej sytuacji powstrzymanie się od sabotowania frontu wschodniego, aby obaj nasi wrogowie wykrwawiali się tam wzajemnie jak najdłużej…

Nie miał oczywiście, bo wobec sytuacji geostrategicznej nie mógł mieć znaczenia fakt, iż polscy przywódcy do samego końca dochowywali lojalności swym sojuszniczym zobowiązaniom oraz trzymali się stanu prawnego, zgodnie z którym Polska nie znajdowała się w stanie wojny z ZSSR, atak dokonany 17 września 1939 był „wkroczeniem” mającym na celu ochronę ludności polskiej przed Niemcami, a oczywiste zbrodnie sowieckie na Polakach oficjalnie nie miały miejsca. Z tego samego powodu polskie Państwo Podziemne nie prowadziło żadnych zorganizowanych akcji przeciwko komunistycznej agenturze.
Nie do końca jest prawdą, że polski rząd nie miał żadnego pomysłu. Miał, tylko że był to pomysł krańcowo naiwny. Nadal realizowaliśmy naszkicowaną przez generała Sikorskiego koncepcję „kapitału krwi”, zakładająca, że po pokonaniu Niemiec państwa koalicji antyhitlerowskiej wynagrodzone zostaną w proporcji do wysiłku włożonego w wojnę, mierzonego poniesionymi ofiarami. Polacy starali się więc wzmożonym wysiłkiem i spektakularną ofiarnością (Monte Cassino) przekonać sojuszników, że ich oskarżenia o wycofywanie się Polski z walki z Niemcami są bezpodstawne. Do tych samych argumentów odwoływali się także inicjatorzy powstania w Warszawie. Krańcowe poświęcenie okazane w walce z Niemcami miało wzruszyć zachodnią opinię publiczną i skłonić zachodnie rządy, żeby jakoś wzięły nas w obronę przed Sowietami…

…Z kolei, by poprawić postrzeganie Polski przez „sojusznika naszych sojuszników” i zademonstrować mu dobrą wolę, podjęto akcję „Burza”, nakazując Armii Krajowej i strukturom państwa podziemnego na obszarach zajmowanych przez Armię Czerwoną udzielanie jej zbrojnej pomocy przez atak na tyły niemieckie, połączony z całkowitą dekonspiracją i ujawnieniem „wyzwolicielom” wszystkich struktur. Dowódcom i przedstawicielom cywilnym Delegatury Rządów nakazano witanie wkraczających „w roli gospodarzy”. Pierwsze doświadczenia akcja „Burza” przyniosła na Wołyniu – wszyscy „witający” zostali przez sowietów aresztowani i wywiezieni w nieznanym kierunku (do dziś miejsca ich kaźni i pochówku nie są znane), odziały AK rozbrojone i częściowo wymordowane na miejscu, częściowo wywiezione – incydentalnie część szeregowców wcielano do tzw. ludowego wojska względnie bezpośrednio do Amii Czerwonej. Wiedząc o tym, Komenda Główna AK ponowiła rozkaz do wykonania „Burzy” na Wileńszczyźnie, potem w Małopolsce Wschodniej, na Lubelszczyźnie – wszędzie z takim samym skutkiem.
W ten sposób, wyjąwszy kilka oddziałów, których dowódcy łamiąc dyscyplinę wojskową odmówili wykonania rozkazu, budząca taki niepokój Stalina AK na większości obszaru kraju praktycznie przestała istnieć jako zorganizowana siła – w lesie pozostały jej rozproszone szczątki, dając początek drugiej konspiracji, zwanej dziś „żołnierzami wyklętymi”…

…Pułapka zastawiona przez Stalina i Zachód była prosta i nawet niektórzy politycy w Londynie zdawali sobie z niej sprawę. Jeśli w Warszawie nie wybuchnie powstanie, a oddziały AK wyjdą z miasta, to Sowieci w chwili wkroczenia nakażą demonstrację zbrojną swojej komunistycznej partyzantce, nazwą to wyzwolicielskim powstaniem ludowym i przed całym światem ogłoszą niezbity dowód, że, jak to od dawna wszyscy podejrzewali, faszystowski rząd w Londynie i AK po cichu współpracują z Niemcami. Jeśli natomiast Londyn i AK dadzą hasło do przeprowadzenia „Burzy” także w stolicy, to Armia Czerwona wskutek skomplikowanej sytuacji operacyjnej i konieczności podciągnięcia odwodów będzie zmuszona wstrzymać ofensywę na czas potrzebny Niemcom do pacyfikacji miasta i po zajęciu ruin dorżnie ewentualnie pozostające tam niedobitki.
Wobec takiego dylematu w Londynie postanowiono nie podejmować żadnej decyzji, de facto cedując ją na lokalnych dowódców w Warszawie. Wódz naczelny, Kazimierz Sosnkowski, zalecił, by powstania nie rozpoczynać, i z tym zaleceniem wysłano jako kuriera do kraju Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który jednak, jak sam wspominał, na miejscu poddał się ogólnemu entuzjazmowi i stwierdził, że powstanie wybuchnąć musi, bo zbyt długo się do niego przygotowywano i nie tylko żołnierze, ale cała ludność oczekuje odwetu na Niemcach.
Daty wybuchu powstania, wyznaczonego na godz. 17.00 1 sierpnia 1944 roku nie udało się utrzymać w tajemnicy. Niemcy przygotowali się do niego doskonale, zajmując i fortyfikując wszystkie strategiczne punkty w mieście. Nie udało się także dozbroić oddziałów szturmowych, których wyposażenie było symboliczne – generał Chruściel poradził żołnierzom, żeby kto nie ma broni brał „siekierę, łom albo kamień” i zdobył ją na wrogu.
Wieczorem 1 sierpnia nie było już wątpliwości, że próba powstania zakończyła się masakrą pierwszego rzutu, żadnego z wyznaczonych celów natarcia nie udało się zrealizować, a straty przekraczają najgorsze obawy. Zgodnie z planem, należało w tej sytuacji oderwać się od nieprzyjaciela i wyprowadzić pozostałe siły z miasta, co komendanci poszczególnych okręgów zaczęli robić, a komendant Żoliborza zdołał nawet wykonać całkowicie. Komenda Główna nakazała jednak kontynuować Powstanie, mimo braku szans, sił i perspektyw, motywując to potrzebą zademonstrowania światu niezłomnej polskiej woli walki.
Ponieważ Stalin odmówił samolotom zachodnich aliantów korzystania z lotnisk i tankowania w zajętej przez Sowietów strefie, możliwości zrzutu broni dla Powstania z Zachodu były czysto symboliczne – niemniej, sam Stalin, mimo ogłoszenia powstania akcją wymierzoną przeciwko ZSSR, zadbał, aby trawiący Warszawę płomień nie wygasł za wcześnie, podsycając go ograniczonymi zrzutami broni i samobójczym desantem części 1 Dywizji LWP. (Desant ten przedstawiano potem jako rzekomą samowolę dowódcy dywizji, Berlinga – jest to oczywisty fałsz, dywizja nie miała w ogóle środków przeprawowych, przydzieliło je dowództwo sowieckie.)
Niemcy likwidowali otoczone i podzielone ich pozycjami miasto dzielnica po dzielnicy, wykorzystując brak koordynacji działań i słabość powstańców.
Prowadzona z bezprzykładnym bohaterstwem, beznadziejna walka trwała 63 dni, do wyczerpania ostatnich możliwości oporu. Rozmiary oczekiwanego odwetu określa liczba strat niemieckich, według różnych szacunków, od tysiąca do 1,5 tysiąca żołnierzy i esesmanów. Straty powstańców wyniosły od 15 do 18 tysięcy zabitych, zginęło też ok. 180 tysięcy cywilnych mieszkańców miasta, z czego co najmniej 50 tysięcy wymordowanych w ramach wielkich akcji eksterminacyjnych (m.in. „rzeź Woli”). Pół miliona ocalałych cywili wypędzono. Historyczna stolica Polski uległa prawie całkowitemu zniszczeniu wraz z zabytkami i skarbami kultury narodowej – ocalałe resztki zniszczyli po 1945 roku komuniści w ramach tzw. odbudowy miasta, wyburzając resztki „burżuazyjnej” zabudowy pod nowe, stalinowskie założenia architektoniczne…

…Polska utraciła w II wojnie światowej 12 proc. obywateli – nieporównanie więcej niż którekolwiek z innych biorących w niej udział państw. Zwycięskie mocarstwa, ustalając powojennym porządek, nie wzięły pod uwagę „kapitału krwi” i potraktowały nas dokładnie tak samo, jak pozostałe państwa regionu, walczące po stronie Hitlera lub nie biorące udziału w konflikcie.
Powstanie Warszawskie pozostaje do dziś epizodem historii praktycznie nieznanym na Zachodzie i notorycznie mylone jest z rozpaczliwą próbą stawienia zbrojnego oporu podjętą przez Żydów przeciwko likwidacji warszawskiego getta w 1943.
Tak wyglądają w największym skrócie fakty dotyczące rocznicy obchodzonej z roku na rok coraz huczniej i coraz bardziej ustawianej w centrum polskiej narracji historycznej jako wzorzec dla przyszłych pokoleń. Staram się nie dodawać do nich żadnego komentarza. Wnioski pozostawiam czytelnikom.
—–
PS. Zainteresowanym pozwolę sobie przypomnieć, że więcej na ten temat znaleźć mogą w mojej książce „Jakie Piękne Samobójstwo”. (Rafał Ziemkiewicz)

źródło: Interia (całość tu: PUŁAPKA 1944)

„…Powstaje bowiem serial o żołnierzach wyklętych. Mamy już trailer. Możemy się z tego trailera dowiedzieć, że to będzie dokładnie taki sam fajans, jak to Miasto 44, ze wszystkimi standardowymi widokami, przeznaczonymi dla młodej wrażliwości, którą trzeba oswajać z myślą o bohaterskiej śmierci na jakimś śmietniku. Widzimy zadzierżystego oficera, jego podwładnych, widzimy zmontowane komputerowo niebo pełne niemieckich samolotów, a także bohaterską walkę kończącą się uwięzieniem. Potem jednak przychodzi wolność i mamy znowu bohaterską walkę oraz równie bohaterskie przedzieranie się do krainy wolności czyli na zachód. Śnieg nas przysypie z takimi narracjami….Te filmy są dokładnie takie jak przed II wojną światową. Tak samo fałszywe, tak samo płaskie i tak samo beznadziejne. I tak samo chwalone przez gromadę podnieconych histeryczek, które muszą oglądać tych żołnierzyków, bo to je wprowadza wprost w stan nirwany. Porzućmy to, bo doprowadzimy się w ten sposób do kolejnej katastrofy. Propaganda filmowa jest ściśle związana z polityką i zdradza, wprost, albo ogródkami, cele tej polityki. Celem polityki realizowanej przez serial o wyklętych jest zdewastowanie kolejnego pokolenia i odebranie mu szansy.

…Czego ty znowu chcesz – zapyta ktoś. Mamy wreszcie prawdziwe, patriotyczne filmy upamiętniające naszych bohaterów. Już mówię czego chce. Propaganda nie ma charakteru obronnego, jest to za każdym razem akcja zaczepna wymierzona w kogoś. Jeśli chcecie mi powiedzieć, że serial o wyklętych jest wymierzony w Rosjan, to już teraz możecie położyć sobie kompres na głowę. Jeśli tak jest, to z miejsca fakt ów zostanie wykorzystany przeciwko nam. To jasne. A czego ja chcę? Filmu o Rettinegrze na przykład. Chcę filmu o tym dlaczego Monter przyszedł do kwatery głównej z wiadomością, że widział ruskie czołgi, choć ich wcale nie widział. Chcę filmu o zerwaniu rokowań z von dem Bachem wskutek otrzymania informacji z Londynu, że nadchodzi pomoc i uruchomiony będzie most lotniczy. Chcę filmu, w którym mordercy polskich dzieci nie będą jakimiś nołnejmami, ale wymieni się ich z nazwiska i oskarży wprost o spowodowanie tej zbrodni. Tego się jednak nie doczekamy, bo byłoby to oskarżenie przeciwko polityce łatwej. Ta zaś jest wiecznie żywa. I nie ma nic prostszego dla polityka niż przeznaczyć na śmierć jedno czy dwa pokolenia młodzieży. (coryllus)

całość tu: Propaganda żydowska i polska

 

podobne: Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki. oraz: „Musimy zerwać z poprawnością patriotyczną”. Powstanie Warszawskie prowokacją (z ukraińskim kryzysem w tle). i to: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć” a także: Powstanie warszawskie: Polemika trzech Piotrów (Gursztyna i Gontarczyka z Zychowiczem)

Pomnik Powstania Warszawskiego 1944

Pomnik Powstania Warszawskiego 1944

„Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami” czyli… „Przyszedł pan hrabia z pieczątkami” i kwestia odszkodowań wojennych


„…Sierpień 2014, podberliński dom spokojnej starości. Opa Franz, pogodny staruszek dobiegający setki, wierci się w fotelu przed telewizorem. Drżą mu ręce, gdy odstawia na nocny stolik kubek z herbatą. Uśmiecha się do dziewczyny, która pochylona szczelnie okręca jego artretyczne stopy kraciastym wełnianym pledem. Opa Franz jest sklerotykiem – utracił pamięć kilka lat temu. Czegóż potem nie wyczyniał! Trzeba go było oddać pod opiekę specjalistów, wynająć osobistą pielęgniarkę, tę dziewczynę z Warszawy. Polki są pracowite, w lot chwytają, czego od nich się wymaga. I najważniejsze: żądają za swoją pracę mniej niż Niemki. A Opa Franz? Nie wie już nawet, czy nazywa się Müller, Schmidt czy Schneider. Nie rozpoznaje swoich dzieci i wnuków. Cała przeszłość stała się dlań białą kartą.

Czasem śni mu się jeszcze dziwaczny sen, ten sam co zawsze, teraz jednak całkowicie niezrozumiały. Ma dwadzieścia lat, w czarnej skrzynce ze skrzydłami unosi się nad płonącym miastem, wypatruje dachów ze znakiem krzyża, czerwonego krzyża. Kiedy znajdzie się tuż nad budynkiem oznaczonym w taki sposób, pociąga za dźwignię, a z czarnej skrzynki wypadają kawałki metalu i fruną w dół. Teraz leci nad ulicą, bardzo nisko. Dobrze widzi postacie ludzkie. Nie wie, dlaczego chowają się w bramach kamienic. Chciałby do nich pomachać, zawołać: „Hej, tu jestem! Przed kim uciekacie?”. Za swoimi plecami słyszy rytmiczny klekot, ludzie na ulicy padają. Właśnie wtedy Franz jęczy przez sen, a pielęgniarka zrywa się ze swojej kozetki i gładzi go po rozpalonym czole, po starych, kościstych dłoniach.

Co tydzień dzwonią do niej z Polski. „Jak ci tam jest, wnusiu? – odzywa się w słuchawce drżący kobiecy głos. – Nie wolałabyś do nas wrócić?”. I zawsze coś o drugiej wojnie, o powstaniu. „Babciu, przeszłość to przeszłość, liczy się tu i teraz – odpowiada wnuczka. – Przecież trzeba jakoś żyć”.

Teraz, kiedy pomogła Franzowi umościć się w fotelu, kiedy zawinęła mu nogi w koc, włącza telewizor. Staruszek lubi transmisje sportowe. Nie wiadomo, ile pojmuje z tego wszystkiego, ale zawsze się uśmiecha i mruczy pod nosem. Dziś początek mistrzostw świata w pływaniu. Spiker przedstawia drużyny. Kobieta chwyta kubek z nocnego stolika i wychodzi do kuchni. Na ekranie ekipa polskich pływaków. W tle wesoły głos spikera: „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”. Gromki śmiech publiczności. Brawa.

„Naszymi samochodami” – powtarza bezmyślnie Opa Franz. Ot, arytmetyka historii…”

całość tu: Ćwiczenia z arytmetyki

podobne: Gotz Aly: „Każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia Europy”. Państwo opiekuńcze za łupy wojenne. oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?) a także: Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych i to: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. i jeszcze: Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem

„…Skoro mamy taką sytuację, że polski rząd, zamiast troszczyć się o narodowe interesy, daje się rozprowadzać sprytniejszym od siebie, my akurat możemy najwyżej pójść do kościoła i pomodlić się za Ojczyznę i za tych, co dla tej Ojczyzny z niemieckich i rosyjskich rąk ponieśli śmierć. A ja, być może, jeszcze mogę napisać dzisiejszy tekst, licząc na to, że jak najwięcej ludzi go przeczyta i dzięki temu, przynajmniej w tym miejscu, wspomniany spokój nie będzie aż tak krystaliczny. 17 września będziemy pamiętać dzień, gdy Polska została podpalona przez Sowietów. Ale to jeszcze wciąż przed nami. Dziś myślmy o Niemcach. 

Na tę właśnie okazję mam przygotowanych kilka obrazków. Najpierw wyobraźmy sobie jak mówi zły Niemiec, wybitny prawnik, gubernator Hans Frank:

„Gdy kiedyś wygramy wojnę, nie mam nic przeciw temu, aby zrobić siekaninę z Polaków i Ukraińców i z tego wszystkiego, co się tu wałęsa – zrobić z nimi to, co się tylko będzie podobało”.

Teraz kolej na dobrego Niemca, hrabiego (!) Clausa von Stauffenberga, który mówi o mieszkańcach Generalnej Guberni tak:

„To niewyobrażalna hołota. Bardzo dużo Żydów i bardzo dużo mieszańców. Ci ludzie będą posłuszni jedynie pod knutem. Tysiące jeńców wojennych wykorzysta się dla naszego rolnictwa. W Niemczech na pewno będą użyteczni, pracowici, posłuszni i skromni”.

I na koniec spójrzmy na Niemca ani złego ani dobrego. Na zwykłego, porządnego Niemca. Nie wiemy, jak się nazywa, jak wygląda, nawet nie słyszymy jego głosu. Wchodzimy na teren Muzeum w Oświęcimiu i, wśród najróżniejszych pamiątek, widzimy dokument stwierdzający, że pewien człowiek został skazany na trzy dni karceru za to, że zrobił kupę za barakami, zamiast w toalecie. Dokument jest sporządzony bardzo starannie, jest dobrze zachowany, a na dokumencie widzimy pięć pieczątek i sześć podpisów. Pięć niemieckich pieczątek i sześć niemieckich podpisów, poświadczających, że więzień faktycznie zrobił tę kupę i że kara została nałożona zgodnie z przepisami.

I oto, za trzy dni będziemy obchodzić rocznicę tego dnia, gdy do Polski przyjechali niemieccy prawnicy, niemieccy arystokraci, niemieccy urzędnicy, ze swoimi porządnie wykonanymi pieczątkami i swoimi pięknymi piórami, umoczonymi w porządnym niemieckim atramencie. I rozpoczęli budowę Nowej Europy.

17 września dopiero za trzy tygodnie. Na razie pamiętajmy o tych.” (Toyah, źródło: szkolanawigatorow.pl – Przyszedł pan hrabia z pięczątkami)

„…Frank Walter Steinmeier ocenił, że Polska nie ma żadnych podstaw prawnych do tego, aby domagać się od Niemiec reparacji za II wojnę światową. Według szefa niemieckiej dyplomacji, ta sprawa jest już „prawnie i politycznie zamknięta”.

Tak stanowcza reakcja nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę gigantyczne pieniądze, których Polska mogłaby się domagać. Według różnych szacunków mowa jest o kwotach od niemal biliona do nawet kilku bilionów dolarów. Zakładając pierwszy scenariusz to ponad sześciokrotnie więcej, niż wynosi nasz produkt krajowy brutto, to także ponad połowa rocznego niemieckiego PKB.

Powołane po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów na potrzeby żądań reparacyjnych przygotowało bilans strat materialnych Polski. Kolej straciła 84 proc. majątku, energetyka – 65 proc., poczta i telekomunikacja – 62 proc., szkolnictwo – 60 proc., górnictwo – 42 proc. Spośród 30 tys. fabryk ocalało 10 tys., jednak i w tych zachowanych połowa budynków była zniszczona. Zniszczono też 30 proc. lasów. Z okupowanej Polski Niemcy wywieźli lub wykorzystali na miejscu na potrzeby wojennej gospodarki ponad 200 mln ton węgla kamiennego, milion ton soli potasowej, 500 tys. ton rudy żelaza, 100 tys. ton fosforytów. Pod koniec lat 40. PKB Polski wyniósł 8 mld zł (w cenach przedwojennych), podczas gdy w 1939 r. sięgał 18 mld zł.

Największe zniszczenia majątkowe dotyczyły ośrodków miejskich. Wśród tych najpoważniejsze miały miejsce w Warszawie, gdzie zniszczono m.in. 80 proc. zabudowy miejskiej i aż 90 proc. obiektów przemysłowych, jakie do wybuchu wojny zlokalizowane były w polskiej stolicy. W ujęciu szczegółowym, stan zniszczeń Warszawy przedstawiał się jeszcze bardziej porażająco. I tak m.in. zniszczeniu uległo 100 proc. mostów, 90 proc. budynków przemysłowych, 90 proc. obiektów zabytkowych, 90 proc. obiektów służby zdrowia, 70 proc obiektów oświatowych, 50 proc. elektrowni, 46 proc. gazowni. W ogromnym stopniu zniszczone zostały również wszystkie miejskie sieci w Warszawie. Zniszczeniu uległo 85 proc. sieci tramwajowej, 70 proc. sieci telefonicznej, 65 proc. sieci elektrycznej, 30 proc sieci wodociągowej, 28,5 proc. sieci kanalizacyjnej. Z równie potężnymi zniszczeniami w czasie II wojny światowej mamy do czynienia w przypadku innych polskich miast.

Tak naprawdę dopiero w ostatnich kilkunastu latach władze polskich miast podjęły wysiłki, aby dokonać pełniejszego bilansu swoich strat w czasie II wojny światowej. Taką inicjatywę podjął m.in. śp. Lech Kaczyński, gdy był prezydentem Warszawy (2002-2005). Według raportu z 2004 orku straty w samej stolicy oszacowano na 54 mld dolarów amerykańskich (według raportu z 2004 r.).” (fakt.pl)

podobne: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze” i to: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

„…Są w ojczyźnie rachunki krzywd,obca dłoń ich też nie przekreśli…”

Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”).


1. Tadeusz Płużański: A co z komunistycznymi „księgowymi”?

Oskar Groening, 94-letni Niemiec, został skazany na cztery lata więzienia. Choć w Auschwitz był „tylko” strażnikiem. Konfiskował bagaże przywożonych tu ludzi. Dlatego nazywany jest „buchalterem z Auschwitz” lub „księgowym”. Mimo to sąd uznał Groeninga za winnego pomocy w masowym mordzie co najmniej 300 tys. ludzi, głównie węgierskich Żydów, od maja do czerwca 1944 r. Zdaniem sędziów usprawiedliwieniem nie może być to, że nikogo osobiście nie zabił.

Ale w Polsce też mamy wielu takich „księgowych” – tylko komunistycznych (ale jaka to różnica?). Zacznijmy od człowieka, który miał wyższą funkcję od Groeninga. To Ryszard Mońko, w czasach stalinowskich zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego, który zarządził m.in. egzekucję rtm. Witolda Pileckiego. Od wielu lat mieszka w Hrubieszowie jako dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.

Albo jeszcze większa „szycha” – Jan Ptasiński, stalinowski wiceminister bezpieczeństwa i zastępca komendanta głównego MO, który w listopadzie 1954 r. mówił: „Duży jest wkład aparatu w dzieło utrwalania władzy ludowej. Te osiągnięcia zawdzięczamy mądremu kierownictwu naszej partii”.

Nie możemy oczywiście zapomnieć o kolejnym nadzorcy bezpieki – Czesławie Kiszczaku. Powinien być ścigany nie tylko za złamanie komunistycznego prawa przy wprowadzaniu stanu wojennego, ale z racji pełnionej funkcji PRL-owskiego szefa MSW, czyli „głównego księgowego”.

I w końcu Stefan Michnik, który jako stalinowski sędzia wojskowy ma na koncie co najmniej dziewięć wyroków śmierci na niepodległościowców z AK, NSZ i WiN. Dziś ich szczątków poszukujemy na „Łączce” Powązek Wojskowych.

Po latach „księgowy” Michnik osiadł w Szwecji, gdzie został bibliotekarzem na uniwersytecie w Uppsali. Oskar Groening po wojnie pozostał w Niemczech, gdzie pracował w hucie szkła, z czasem awansując na kierownika ds. personelu. Zbierał znaczki.

I jeszcze jedna różnica między Groeningiem a zbrodniarzami komunistycznymi. Niemiecki oprawca przyznał, że czuje się „moralnie współodpowiedzialny” za zbrodnie i błaga o wybaczenie.

Czy kiedykolwiek takie słowa padły z ust Jaruzelskiego czy Kiszczaka? Ci zawsze kłamali, że są niewinni. A podlegli im funkcjonariusze wykonywali tylko rozkazy przełożonych.

Tadeusz Płużański • se.pl (źródło: wzzw.wordpress.com)

…jak na zawołanie po Jaruzelskim, Kiszczaku, Kociołku i innych którzy uniknęli rozliczenia za swoje zbrodnie, mamy kolejny przykład jak w diametralnie inny sposób podchodzi się u nas do poczucia sprawiedliwości – nawet w obliczu udowodnionej przed sądem krzywdy…Odys

2. Ubek uniknie więzienia.

„Tadeusz Żelazowski (ur. ok. 1926) – polski funkcjonariusz komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, śledczy UB. Według teczki osobowej do UB zgłosił się na ochotnika. Był oficerem śledczym Wydziału Śledztw Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego m. st. Warszawy. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

7 października 2014 roku Tadeusz Żelazowski został uznany z oskarżenia Instytutu Pamięci Narodowej i Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, winnym popełnienia zbrodni komunistycznych i zbrodni przeciwko ludzkości, i skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia X Wydział Karny w Warszawie na karę łączną 3 lata pozbawienia wolności. Żelazowski został uznany winnym używania przemocy fizycznej i psychicznej wobec przesłuchiwanych działaczy organizacji harcerskiej „Orlęta” w latach 1951-1952 w tym obrażania, bicia, kopania i grożenia przesłuchiwanym przy użyciu pistoletu podczas wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchań.

W postępowaniu odwoławczym z lipca 2015 roku, Sąd zmienił zasądzony wyrok orzekając w stosunku do Tadeusza Żelazowskiego karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyrok jest prawomocny. (Wikipedia).

więcej tu: wzzw.wordpress.com

podobne: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie). polecam również: „The Soviet Story”: Jaruzelski podrasował swój życiorys. Czerwone pomniki samosiejki.

„…Wikipedia twierdzi, że dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. Dysonans może pojawić się także wtedy, gdy zachowania nie są zgodne z postawami. A dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że dziś niemiecki sąd skazał na karę 4 lat pozbawienia wolności Oskara Gröninga, lat 94, który jako księgowy zajmował się selekcja rzeczy odebranych więźniom Auschwitz-Birkenau. Był tylko księgowym! A jednak nikt nie krzyknął „odpieprzcie się od księgowego”, nie było też głosów żeby zostawić w spokoju biednego, schorowanego człowieka… Gdzie nagle zaginęli wszyscy zwolennicy „chrześcijańskiego miłosierdzia”? I jak taki leming ma to zrozumieć. O ile w ogóle cokolwiek zrozumieć będzie chciał…” (DWS24.pl 15 lipca 2015 roku)

…ale czemu tu się dziwić skoro ten stan bezprawia został uformowany i jest firmowany przez „wolnościowe legendy”, które wysługiwały się (i dalej się wysługują) owej zarazie. Jest to bowiem oczywista konsekwencja sprzedania się obecnych tzw. „elit”, odpowiedzialnych za tworzenie i egzekwowanie prawa w Polsce swojego czasu komunistycznemu reżimowi (za różnego rodzaju przywileje udziału w łupach z rabunku i mordów na wielu prawych Polakach).

Bezczelność i bezkarność tego stanu rzeczy jest też niestety ugruntowana w niesłabnącej estymie, jaką owe „legendy” cieszą się do dziś wśród sporej części zwykłych Polaków – nawet w obliczu UDOWODNIONYCH faktów zdrady i zaprzaństwa. Więc jak może dojść do zmiany na górze jeśli na dole obywatel nie potrafi połączyć tych dwóch stanów rzeczy pod pojęciem niesprawiedliwość? Nie może. I nic się w tej kwestii nie zmieni dopóki ludzie nie przestaną tego bezprawia firmować własną ręką i słowem, udzielając poparcia i bezkrytycznie spijając kłamstwa z ust ludzi takich jak np Buzek (alias TW „Karol”)… Odys

3.  TW „Karol” był najwyżej ulokowanym tajnym współpracownikiem służb specjalnych komunistycznego aparatu represji we władzach ruchu „Solidarność”…

„Jerzy Buzek został zwerbowany przez Wywiad Wojskowy PRL w roku 1971 przed wyjazdem na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii (1971-72r). Informacja na ten temat zawarta jest w zachowanych aktach.

Pierwszym zadaniem agenta było zdobycie dla Układu Warszawskiego najnowszych technologii utylizacji gazów bojowych. Po powrocie do kraju, w końcu 1972 roku, Jerzy Buzek złożył stosowny raport. Wobec podejrzenia o przewerbowanie agenta przez MI 5 (siostrzane do CIA służby brytyjskie). Wywiad PRL zrezygnował z użycia agenta „na kierunku państw kapitalistycznych”. W związku z tym przekazano agenta do dyspozycji Służby Bezpieczeństwa. Użyty przez Służbę Bezpieczeństwa po wydarzeniach 1976 r (protesty na uczelniach) do operacji rozpracowania środowisk akademickich m.in. w ramach sprawy obiektowej „Politechnika”. Chodzi o Politechnikę Gliwicką. Działania te koordynował przede wszystkim Wydział III KW MO Katowice.

Nagrodą za efektywną pracę było umożliwienie przyznania tytułu naukowego docenta. Jerzy Buzek posiadał minimum 3 „teczki” , pierwszą, gdy był rozpracowywany, drugą założył Wywiad, trzecią Służba Bezpieczeństwa, nadając kryptonim Tajny Współpracownik (TW) „Karol”. Natomiast w ramach każdej z wymienionych, występowały m.in. teczka personalna oraz teczka pracy tzw. operacyjna. Po strajkach sierpniowych 1980 roku Jerzego Buzka skierowano do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Najpoważniejszym sukcesem agenta TW „Karol” stały się działania manipulacyjne podczas I-szego Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, gdzie jako współprowadzący obrady m.in. doprowadził do uchwalenia słynnej Odezwy do Narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Celem autorów z komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL była prowokacja i uzyskanie bezpośredniej pomocy (z interwencją zbrojną włącznie) od ZSRR, zaniepokojonego rozszerzaniem się wolnościowej „zarazy” na inne kraje socjalistyczne. Agent otrzymał za to zadanie wysoką nagrodę finansową. W 1985 podpisał kolejny ważny dokument złożony w teczce operacyjnej TW „Karol”.

Charakterystyczną rolę Jerzy Buzek odgrywa w aresztowaniu przywódców Śląskiego podziemia solidarnościowego. Poznaje wyjątkowo lokal, w którym ukrywa się Tadeusz Jedynak. Wkrótce zostaje w nim aresztowany tenże lider władz regionalnych i krajowych. Następnie Jerzy Buzek poznaje mieszkanie, w którym ukrywa się następny szef regionalnych struktur „Solidarności”- Jan Andrzej Górny. Po kilku godzinach lokal okrąża ogromna liczba samochodów SB oraz cywilnych i mundurowych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL. Poszukiwanego przez 7 lat listem gończym Prokuratury Wojskowej czołowego działacza podziemnych struktur, w tym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” aresztowano… bez rewizji lokalu ! Buzek niezauważony, z torbą pełną związkowych pieniędzy, bez kłopotu opuszcza po kwadransie „kocioł”…” (Irek Cezary Tuniewicz  pressmania.pl)

całość tu: Jerzy Buzek, TW „Karol”

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). i jeszcze: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym. Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku. Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni ale prawdę zataili. Putin wykorzystuje tragedię smoleńską (podobnie jak Stalin używał Katynia) do rozgrywek politycznych.


1. Historycy: Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym.

03.04.2015 (IAR) – Polacy w 1940 roku byli mordowani w trybie specjalnym – przypominają historycy. 75 lat temu NKWD rozpoczęło wywóz polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. 3 kwietnia 1940 ruszyły pierwsze transporty śmierci z jeńcami z Kozielska do Katynia.

Był to początek zbrodni, której dokonano w Katyniu, Charkowie i Miednoje. NKWD wymordowało wówczas blisko 22 tysiące obywateli polskich wziętych do niewoli po agresji ZSRR na Polskę w 1939 roku.

Jak przypomina profesor Wojciech Materski, polscy jeńcy zostali objęci na rozkaz Stalina specjalną procedurą. To był tryb – wyjaśnia historyk – w którym nie trzeba było stawiać wniosku na forum sądowym, fatygować prokuratora, obrońcy, oskarżonych. Po prostu „trzech panów” zamykało się w pomieszczeniu, brało odpowiednie dokumenty i tworzyło listy śmierci. W ten sposób – dodaje profesor Materski – skazano i wymordowano od 4 kwietnia do 15 maja 1940 roku prawie 22 tysiące ludzi, bez formalnego wyroku, bez procedur, które dawałby szansę na obronę. Założenie było jedno – przypomina naukowiec – „polscy jeńcy są kontrrewolucjonistami, są niebezpieczni, niepotrzebni trzeba ich zabić”.

Historyk Witold Wasielewski podkreśla, że egzekucje przeprowadzono z makabryczną precyzją. Poszczególnych oficerów sprowadzano do celi więzienne w piwnicy, tam z zaskoczenia strzelano im w tył głowy. Następnie przez specjalne okienko zwłoki wyrzucano na stojącą przy budynku ciężarówkę.

Wśród zamordowanych w ten bestialski sposób byli nie tylko oficerowie Wojska Polskiego, ale także policjanci, urzędnicy, uczeni, profesorowie wyższych uczelni, artyści, lekarze, nauczyciele i prawnicy.(…)

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Witold Banach/dabr

podobne: 70. rocznica ujawnienia zbrodni katyńskiej. i to: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków!

2. MSZ: Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni katyńskiej ale prawdę zataili. Kunert: Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku.

02.04.2015 (IAR) – Brytyjczycy w czasie II wojny wiedzieli kto dokonał zbrodni katyńskiej, ale prawdę zataili. Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowało 62 brytyjskie dokumenty z lat 1942-1980 dotyczące tej zbrodni. Wynika z nich, że zarówno Winston Churchill, jak i jego następcy w imię poprawnych stosunków ze Związkiem Radzieckim, nie chcieli ujawnić tragicznej dla Polaków prawdy.

Historyk MSZ Piotr Długołęcki wyjaśnia, że archiwalia jednoznacznie dowodzą, że Brytyjczycy mieli pełną wiedzę o zbrodni z 1940 roku popełnionej przez sowietów na polskich jeńcach. Strona brytyjska dysponowała dokumentami przekazanymi przez polskie władze, materiałami swojego wywiadu, a także przechwyconymi niemieckimi depeszami, z których jasno wynikało, kto dokonał zbrodni. Brytyjczycy mieli też wgląd w materiały niemieckiej komisji lekarskiej, która prowadziła prace w Katyniu.

MSZ wśród dokumentów opublikował między innymi utajniony przez Churchilla raport Owena O’Malleya z 1943 roku, który jednoznacznie wskazywał na odpowiedzialność sowietów.

Piotr Długołęcki tłumaczy, że wśród archiwaliów znalazły się też dokumenty z lat 50-tych ubiegłego wieku. Ukazują one między innymi stosunek Brytyjczyków do przedstawicieli Komisji Śledczej Kongresu USA do Zbadania Zbrodni Katyńskiej pod przewodnictwem Raya Maddena. Pracownicy Foregin Office – tłumaczy badacz – piętrzyli problemy administracyjne, nie przekazali Amerykanom żadnych dokumentów, a także nie wskazali miejsca pobytu świadków, którzy przebywali w Wielkiej Brytanii.

Piotr Długołęcki wyjaśnia, że opublikowane dokumenty z lat 70-tych ubiegłego wieku ukazują też niechęć Brytyjczyków do budowy pomnika katyńskiego w Londynie. Historyk wyjaśnia, że w sprawie budowy pomnika protestowały ambasady PRL-u i Związku Radzieckiego, a te protesty Brytyjczycy przyjmowali z „bardzo dużą życzliwością”. Strona brytyjska – podkreśla badacz – robiła wszystko, by zahamować tę inicjatywę i nie dopuściła do budowy pomnika w centrum Londynu. W efekcie powstał on na obrzeżach miasta na kościelnej działce.

Dokumenty ukazują też zmianę polityki brytyjskiej po 1979 roku, po dojściu do władzy Margaret Thatcher.

Archiwalia zostały opublikowane na kilka dni przed 75 rocznicą rozpoczęcia rozstrzeliwania ponad 21 tysięcy polskich jeńców, którzy trafili do sowieckiej niewoli w 1939 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/K.P.

podobne: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina. oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa.

03.04.2015 (IAR) – Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku – uważa gość radiowej Jedynki profesor Andrzej Kunert. Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dodaje, że Katyń w niesłychanie wyrazisty sposób pokazuje, że niestety można w imię wielkich interesów poświęcać prawdę.

Profesor Kunert mówił, że Katyń był też kłamstwem założycielskim Polski Ludowej. Naturalną konsekwencją tej zbrodni było stworzenie, przy ogromnym udziale władz sowieckich, nowych, alternatywnych struktur komunistycznej władzy w Polsce. Historyk podkreślił ponadto, że zbrodnia katyńska była wymierzona w Drugą Rzeczpospolitą. „Mocodawcy świetnie zdawali sobie sprawę, kto jest najmocniejszym przeciwnikiem systemu” – skonstatował.

Poranny gość Polskiego Radia zapewnił, że mauzoleum upamiętniające ofiary zbrodni komunistycznych na Powązkach zostanie zbudowane w planowanym terminie. Dzisiaj w Rada ogłosi ostatecznego zwycięzcę konkursu na projekt mauzoleum. Decyzję podejmuje Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, bo w konkursie organizowanym przez SARP na koncepcję architektoniczną mauzoleum zwycięzca naruszył prawa autorskie. Narodowy pogrzeb polskich bohaterów ma odbyć się we wrześniu.

Informacyjna Agencja Radiowa/Jedynka/esz

3. Historycy: Stalin sprytnie wykorzystał ujawnienie informacji o zbrodni katyńskiej przez Niemców. Rosja wykorzystuje tragedię smoleńską do rogrywek politycznychOpinie: Kowal: teorie spiskowe to wynik sposobu prowadzenia śledztwa smoleńskiego.

13.04.2015 (IAR) – Stalin sprytnie wykorzystał ujawnienie informacji o zbrodni katyńskiej przez Niemców – przypominają historycy. Dziś obchodzimy dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, który przypada w rocznicę ujawnienia przez Niemców informacji o odnalezieniu masowych mogił polskich oficerów w lesie katyńskim, zamordowanych przez Sowietów. 11 kwietnia 1943 roku Agencja Transocean nadała komunikat o odnalezieniu zwłok kilku tysięcy polskich żołnierzy. 13 kwietnia informacje te powtórzyło Radio Berlin, tego dnia również w okupowanej Polsce usłyszano o makabrycznym odkryciu.

Historyk doktor Sławomir Kalbarczyk tłumaczy, że dla polskich władz na uchodźstwie było to tragiczne potwierdzenie podejrzeń co do losu polskich jeńców, jednak Stalin potrafił niewygodną prawdę wykorzystać. Stalin uważał, że polskie władze w Londynie sprzymierzyły się z Niemcami i oskarżają o zbrodnię Sowietów. Tym samym – tłumaczy doktor Kalbarczyk – przywódca Związku Radzieckiego „nie widział innej możliwości jak tylko zerwanie kontaktów z rządem polskim”.

Choć Polska była w koalicji antyhitlerowskiej ze Związkiem Radzieckim to Stalin, przy biernej postawie Brytyjczyków i Amerykanów, zdecydował się na ten krok i oznajmił to w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku. Tym samym, niemiecka kampania pomogła Stalinowi tworzyć nowe, zależne od niego polskie władze – wyjaśnia historyk doktor Marcin Przegiętka. Jak tłumaczy w tamtym czasie, krótko przed ujawnieniem informacji o zbrodni, w Moskwie doszło do utworzenia Związku Patriotów Polskich, z którego w przyszłości wywodził się rząd pozostający w ścisłej współpracy z Sowietami.

Zarazem – tłumaczy doktor Kalbarczyk – w odpowiedzi na niemiecką kampanię informacyjną, Sowieci rozpoczęli już 15 kwietnia 1943 roku akcję propagandową, która miała z nich zdejmować odpowiedzialność za zbrodnię. Sowieci twierdzili, że polskich jeńców, pracujących na terenach, które zajęli Niemcy w 1941 zamordowali, ci którzy informację ujawnili czyli właśnie Niemcy.

Taka wersja zbrodni katyńskiej była podtrzymywana do 1990 roku kiedy to 13 kwietnia ówczesne władze radzieckie przyznały, że blisko 22 tysiące polskich jeńców wojennych zostało z rozkazu Stalina rozstrzelanych wiosną 1940 roku przez NKWD.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/sk

podobne: Katyń przeszkadzał koalicji zachodu z ZSRR oraz: Adam Wielomski: Błędy polityki generała Sikorskiego. Dlaczego Polska nie dogadała się z ZSRR? i to: Poncjusz Piłat mieszka w Strasburgu czyli… Jałta nie pierwsza i nie ostatnia.

10.04.2015 (IAR) – Podobnie jak zbrodnię katyńską, Rosja wykorzystuje tragedię Smoleńską do rozgrywek politycznych. Tak uważa poranny gość Polskiego Radia Katowice, Zbigniew Gołasz z katowickiego oddziału IPN.

Zwraca on uwagę, że fakt przetrzymywania przez stronę rosyjską pięć lat głównego dowodu w śledztwie – czyli wraku samolotu oraz brak chęci wydania go Polsce, świadczy o tym, że Rosji nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. „To wygodne narzędzie w rozgrywkach politycznych” – dodaje Zbigniew Gołasz.

Od katastrofy prezydenckiego Tupolewa pod Smoleńskiem mija dzisiaj pięć lat. W wypadku zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z żoną, a także ostatni prezydent RP na uchodźstwie, generałowie, parlamentarzyści, urzędnicy państwowi, duchowni, przedstawiciele rodzin katyńskich, załoga i funkcjonariusze BOR. W wielu miejscach w kraju odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary tragedii.

IAR/Dorota Stabik, Jerzy Zawartka PR Katowice/jj

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych. oraz: Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?

10.04.2015 (IAR) – W opinii Kowala istnieje ścisły związek pomiędzy pojawieniem się teorii spiskowych dotyczących katastrofy, a sposobem prowadzenia śledztwa w tej sprawie. Począwszy od tego, że nie mamy czarnych skrzynek i bazujemy na tym, co dadzą nam Rosjanie, a zaufanie do nich jest zerowe.

Były sekretarz stanu w MSZ zwraca też uwagę, że teorie spiskowe towarzyszą niemal wszystkim wielkim wydarzeniom na świecie, więc nie ma się dziwić ich pojawianiu, choć w przypadku katastrofy smoleńskiej ten termin nie do końca w jego opinii pasuje. To raczej różne wersje wypadku, których nie da się ani w pełni udowodnić, ani zanegować, ponieważ materiał dowodowy znajduje się w Rosji. Brak zaufania do śledztwa i kolejne wersje wydarzeń owocują rozmaitymi interpretacjami – uważa Paweł Kowal. Jednocześnie sami eksperci w jego opinii mogą w takich warunkach określać jedynie prawdopodobieństwo przyczyn katastrofy, a nie jej faktycznie przyczyny.

Katastrofa rządowego Tu-154 miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku. Zginęło w niej niemal 100 spośród najważniejszych w państwie osób. Celem ich lotu było uczestnictwo w obchodach 70 rocznicy zbrodni katyńskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa/P.Pawełek/buch

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

…To już 5 lat odkąd w Polsce mamy do czynienia z jednej strony z potrzebą kultu mitu „męczeństwa smoleńskiego” – lansowanym przez PIS dla potrzeb politycznych obarczenia prominentnych działaczy PO „współudziałem w morderstwie”, z drugiej zaś z zachowawczą (uległą wobec Rosji czy ze strachu czy z innych pobudek to już mniejsza o to) postawą środowiska PO, które boi się wyjaśniania tej tragedii i odpowiedzialności przed polskim społeczeństwem za własną nieudolność. Zamiast tego PO woli straszyć swój elektorat i resztę społeczeństwa złym Putinem, udając że wszelkie naciski na zwrot wraku to niemal wypowiedzenie wojny Rosji.

Tymczasem wrak i czarne skrzynki są w rękach Rosji, a jej służby prawdopodobnie znają przyczynę tragedii smoleńskiej (taj jak prawdopodobnie znają ją Amerykanie). Wiedza ta (a w zasadzie nasza niewiedza), pozwala Rosji szermować do woli dowodami w tej sprawie i rozgrywać co jakiś czas polską scenę polityczną. Rosja z oczywistych dla siebie powodów (sianie chaosu, dezinformacji i strachu w polskim społeczeństwie) nie widzi konieczności by rozwiewać jakiekolwiek wątpliwości Polaków w tej sprawie.

Osobiście z czystym sumieniem mogę powiedzieć tylko tyle, że NIE WIEM do tej pory co było przyczyną tragedii. Bo to nie jest kwestia prawdopodobieństwa czy wiary w jakąś z wersji. Tu albo się coś wie albo nie, bo dopiero na podstawie wiedzy można szermować oskarżeniami i rozliczeniami a co dopiero prawdą i faktami do których klucze w postaci wraku i czarnych skrzynek trzyma Rosja… Odys

podobne: Kolejna rocznica „katastrofy w Smoleńsku” – zimna wojna trwa oraz: Telefony w sprawie Smoleńska i to: Stanisław Michalkiewicz: „Z gadzinowego funduszu” czyli… NPW albo „brzoza warszawska”.

źródło: stooq.pl

Rajmund Gałecki - Katyń-Smoleńsk 1940-2010

Rajmund Gałecki – Katyń-Smoleńsk 1940-2010

W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady.


Oczywiście że Putin jest przyjacielem pewnej grupy mocno sytuowanych środowisk władzy i pieniądza pochodzenia żydowskiego. A skąd się wzięli w Rosji oligarchowie tacy jak Pan Mosze Kantor? Może nie tyle skąd się wzięli bo Putin ich przecież nie sprowadził, ale jak to się stało że Putin dba o ich interesy? Czy nie powinien ich wszystkich przepędzić zgodnie z jedynie słusznym kryterium że „to oni za wszystkim stoją”?

Holokaust jest tak samo politycznie wykorzystywany przez Putina jak i przez obłudny zachód by promować „swoich” żydów – swoje interesy (klik politycznych). To samo dotyczy tzw. „nowego porządku świata” w którego kierunku Putin mrugnął pojednawczo okiem w słynnym przemówieniu (na Konferencji Wałdajskiej w Soczi – o czym więcej tu: Putin pionkiem Rothschildów) że mogą sobie zaprowadzać porządek o ile uwzględnią w nim interes Rosji. I nie mam mu tego za złe (bliższa koszula ciału – „jak nie możesz ich pokonać to się przyłącz”). Dziwię się tylko co niektórym wyczulonym na masonerię i żydów „specjalistom” (których nie brakuje również na tym forum) że czasami tak bezkrytycznie wychwalają Putina jakby im co najmniej „laskę” zrobił. Co mnie trochę niepokoi ale i trochę bawi, kiedy czytam ich komentarze zajadle atakujące żydów bez próby zauważenia pewnej dwulicowości również u Putina. A przecież fakty są takie jakie widać a nie jak się je stronniczo zinterpretuje. To rozróżnienie na swoich żydów i obcych żydów przecież w polityce istnieje… Wszak każdy ma dziś prawo do „swojego żyda” 🙂 więc czemu Putin ma być gorszy?

Wracając do artykułu. Nie wiem czy żydom grozi exodus z Europy, ale wiem że każdy jeden złodziej, malwersant, profan i morderca powinien gnić w więzieniu niezależnie od tego czy jest żydem, czy nie-żydem (podział prosty ale to „oni” sami go serwują, chcąc się od nas nie-żydów odgrodzić). Z racji tego że „prawo unijne” zakazuje wypędzania kogokolwiek z uwagi na pochodzenie to nie sądzę żeby to żydom czy nie-żydom groziło, więc niech Pan Kantor nie przesadza. Zresztą skoro zachód tak już im obrzydł (sami zrobili z niego żmijowisko i gnojowisko) to z pewnością Pan Putin „przyjaciel środowisk żydowskich” przyjmie ich wszystkich z otwartymi rękoma choćby po to żeby zagrać zachodowi na nosie i udowodnić jak wielkim jest wrogiem nazizmu (który żydów mordował) 🙂

Co innego jeśli chodzi o to że żydom i nie żydom coraz trudniej żyć ze sobą w zgodzie – bo to jest prawda. I niestety! Tak jak na tzw. „zachodzie” przyczyniają się do tego lewackie środowiska polityczno-społeczne („dziwnie” ale jednak sympatyzujące z żydami właśnie, bądź wprost mające pochodzenie żydowskie), tak samo na świecie (a zwłaszcza na bliskim wschodzie nie dalej jak po sąsiedzku z żydami – w Palestynie!) żydzi SAMI antagonizują się z rdzenną ludnością lokalną, która ma prawo domagać się od gości POSZANOWANIA w pierwszej kolejności swoich praw i obyczajów. Więc to nie jest tak że to świat oszalał z nienawiści do żydów. Bo tam gdzie żyją oni zasymilowani z ludnością lokalną, (a pełno ich przecież po świecie), tam nie słychać o antysemityzmie poza jakimiś sporadycznymi wybrykami (źli ludzie żyją wszędzie i nie legitymują się narodowością). Więc problemem nie jest świat, a wygląda na to że winne są same środowiska żydowskie, które gdzie indziej zachowują się jak ludzie a gdzie indziej próbują rżnąć „rasę panów”. Wygląda więc na to że albo żydzi przyjmą to do wiadomości że pępkiem świata mogą być WYŁĄCZNIE dla siebie, albo ktoś im zrobi drugi pępek w brzuchu kiedy przesadzą ze swoim „przedsiębiorstwem holokaust” i „antysemityzmem”, które zaczynają przybierać postać szowinizmu – żydowskiego właśnie, by atakować inne narody, podważać ich etykę, kulturę, religię i prawo do samostanowienia. I to nie jest groźba a czysty fakt. Żydzi sami siebie w końcu wypędzą i zorganizują sobie sami drugi holokaust, jeśli nie zaprzestaną konfrontowania się z prawem do SAMOSTANOWIENIA poszczególnych narodów, które obrały sobie za cel do wyzyskiwania i kolonizacji.

Pod artykułem jeden z dyskutantów zamieścił definicję pasożyta… (z Encyklopedii Britannica):

“Pasożytnictwo – jednostronna relacja żywicielska pomiędzy dwoma różnymi organizmami, mniej lub bardziej szkodliwa a często nawet wyniszczająca dla gospodarza, w której cały wysiłek pasożyta koncentruje się na pobieraniu pokarmu, w rezultacie czego występuje często zjawisko uprymitywnienia lub degeneracji”.

Zdolność do modyfikacji

Ta właściwość jest ważną cechą grup pasożytniczych w historii ludzkości. Wykazywały one zadziwiającą zdolność do zmian i przystosowania się, niezbędnych do osiągnięcia pasożytniczego celu. Wypracowały one niezwykle wyrafinowane i skomplikowane techniki i metody, pozwalające im pozostawać przy gospodarzu i żyć na jego koszt. Wypracowały one niesamowite zdolności adaptacyjne, przejawiające się w wielu formach, aby pozostawać w określonym miejscu.

Według Webster’s Third International Dictionary, “pasożyt w społeczeństwie przypomina pasożyta biologicznego w uzależnieniu swojej egzystencji od kogoś innego, bez użytecznego i odpowiedniego uczestniczenia w wysiłkach utrzymania się”

Po co ten cytat? Ano w kontekście takiego oto wydarzenia, można powiedzieć że już historycznego – Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART”.

Odwrócę więc ostrzeżenie Pana Kantora. Bo ostatnimi laty przyglądając się temu co się dzieje w Europie w wymiarze politycznym, gospodarczym, etycznym i kulturowym, stwierdzam z pełnym przekonaniem że to cywilizacji zachodu (tej w której Europa ale i USA wyrosły na potęgi gospodarcze tj. – łacińskiej) grozi exodus, i niestety środowiska żydowskie o zabarwieniu lewicowo lewackim wiodą temu „holokaustowi” prym. Począwszy od sankcjonowania przez samozwańcze elity polityczne zaczadzone ideologią lewicową dosłownej eksterminacji narodów (które rzekomo reprezentują) od dzieci poczętych po starców (aborcja i eutanazja), poprzez rewolucję marksistowską w sferze kulturalno-obyczajowej (luzowania hedonizmowi i rozpasaniu seksualnemu), a skończywszy na gospodarczym a raczej finansowym zniewoleniu i rabunku setek milionów ludzi zamieszkujących tzw. „Unię Europejską” i USA…Musimy nauczyć się rozmawiać z żydami o konkretach! Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie... (Odys)

podobne: „Virtus est perfecta ratio” Cyceron… a „Gdy rozum śpi budzą się demony” Goya oraz: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. i to: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu. a także: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”. oraz: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów. i to: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli.

Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady.

27.01.2015 (IAR) – To nie była niewiedza, tylko zła wola. Tak o bierności Zachodu wobec Zagłady mówi brytyjski historyk profesor Michael Fleming.

O ile w 1942 roku sytuacja militarna aliantów nie pozwala na wiele, o tyle już w późniejszym okresie można było zrobić więcej, na przykład zbombardować linie transportowe prowadzące do Auschwitz – przekonuje rozmówca Polskiego Radia. „Widzimy, co działo się w sierpniu 1944 roku, gdy samolot za samolotem leciał nad Warszawę podczas Powstania Warszawskiego. To byłoby możliwe, gdyby istniały: polityczne zaangażowanie i wola. Ale ich nie było. Alianci być może troszczyli się o Żydów, ale nie aż tak” – ironizuje brytyjski historyk.

Profesor Fleming mówi Polskiemu Radiu, że na Wyspach istniała subtelna presja ze strony rządu, by wieści o losie Żydów nie trafiały na pierwsze strony gazet. Jak podkreśla, doniesienia o Holocauście postrzegane były jako problematyczne dla brytyjskiej opinii publicznej. Mogły podobno pogłębić obecny tu antysemityzm. Poza tym swój interes miała tu też brytyjska prasa. Redaktorzy mieli sprzedawać gazety. A historia Holocaustu często nie była uważana za interesującą dla czytelników.

Jednocześnie profesor Fleming zauważa, że najważniejszym źródłem informacji o Auschwitz i Holocauście były źródła polskie. Jego zdaniem, nie bez znaczenia były tu: szeroki skład Rządu na Uchodźstwie, a także niechęć niektórych polityków i działaczy do Żydów. Politycy o umiarkowanych poglądach musieli liczyć się z poglądami nacjonalistów.

„Mamy dowody, że informacje były wypuszczane przez polski rząd, ale możemy mieć wątpliwości co do podejmowania wysiłków zmierzających do dotarcia z nimi na wyższe szczeble” – mówi historyk.

Profesor Fleming pracuje obecnie na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie. Wcześniej wykładał na Oksfordzie i Uniwersytecie Londyńskim. Jest też sekretarzem przy brytyjskim Instytucie Studiów Polsko-Żydowskich. O wynikach swoich badań pisze w wydanej w zeszłym roku przez University of Cambridge książce „Auschwitz, the Allies and Censorship of the Holocaust”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Adam Dąbrowski/Londyn/dabr

„…podkreślić należy, że kiedy w październiku 1940 roku generał Stefan „Grot” Rowecki przez zwolnionego więźnia otrzymał pierwszy raport Witolda z Auschwitz i wysłał go do Londynu – zarówno w Anglii, jak i w Ameryce informacje te uznano za przesadzone….” i to tyle na temat wywodów profesora Fleminga o tym że „…informacje były wypuszczane przez polski rząd, ale możemy mieć wątpliwości co do podejmowania wysiłków zmierzających do dotarcia z nimi na wyższe szczeble…”.

Tym więźniem o którym mowa w cytacie był rzecz jasna sam rotmistrz Pilecki. Który DOBROWOLNIE dał się zamknąć w Auschwitz. Z pobytu tam sporządził raport, z którym państwa zachodnie się ZAPOZNAŁY a co dalej z tą wiedzą zrobiły to już nie był „niestety” problem Polski, bo Polska znajdowała się pod okupacją, pokonana, zdziesiątkowana i tak samo eksterminowana przez nazistów jak żydzi. Więc niepotrzebnie Pan Fleming bredzi o wątpliwych wysiłkach względem Polski, za to słuszne są jego pretensje względem zachodu, który tak jak miał w nosie losy polskich żydów i polaków mordowanych na równi z innymi słowiańskimi nacjami w obozach koncentracyjnych, tak w nosie miał los Polaków pomordowanych swojego czasu przez sowiety w Katyniu.

Tymczasem z okazji 70 rocznicy „wyzwolenia” obozu w Auschwitz…

„…Wśród oficjeli będzie dwunastu prezydentów, pięciu premierów, czterech następców tronu i dwie koronowane głowy. Watykan reprezentować będzie metropolita krakowski, ksiądz Stanisław Dziwisz. O uroczystościach powiadomiono łącznie 50 krajów, wbrew temu jednak, co twierdzą Rosjanie, zaproszenia imienne wystosowano tylko do byłych więźniów obozu.

Co ciekawe, zaproszenia nie dostała rodzina rotmistrza Witolda Pileckiego. Ponoć „zabrakło miejsca i organizatorzy uroczystości zmuszeni byli dokonywać wyboru”. Kiepskie tłumaczenie, biorąc pod uwagę, że wg. Pawła Sawickiego z biura prasowego Muzeum, taka na przykład lista państw biorących udział w obchodach jest otwarta i każdy mógł zgłosić swój akces.

Brak zaproszenia uderza zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że Pilecki nie był byle więźniem. Poszedł do obozu dobrowolnie dając się schwytać podczas łapanki, po to żeby organizować wewnątrz ruch oporu i raportować aliantom o sytuacji. To właśnie z jego notatek świat po raz pierwszy dowiedział się o „ostatecznym rozwiązaniu”. Pilecki spędził w obozie prawie trzy lata, zajmując się między innymi organizacją ucieczek. W 1943 roku sam uciekł, po czym walczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie został zamordowany przez komunistów.

Może jednak nie chodzi o brak miejsca? Rotmistrz Pilecki jest postacią niewygodną z wielu względów. Po pierwsze – przypomina światu o tym, że alianci mając wszelkie informacje o tym, co dzieje się w Auschwitz (wśród nich także amerykańscy Żydzi, stanowiący w dużej mierze zaplecze finansowe prezydentów USA) i mając możliwość wywołania wewnątrz obozu powstanianie wydali na nie zezwolenia.

Po drugie – Pilecki podczas pobytu w obozie poznał między innymi Władysława Bartoszewskiego. „Profesor” – co wielokrotnie wychodziło przy różnych okazjach – boi się zaś, żeby rotmistrz nie odebrał mu palmy hitlerowskiego męczennika. Bartoszewski sabotował nawet pośmiertne przyznanie Pileckiemu Orderu Orła Białego!

Po trzecie – Auschwitz w chwili obecnej kojarzony jest głównie z zagładą Żydów, często niesłusznie wyolbrzymianą w stosunku do zagłady innych narodów. Ze środowiskami żydowskimi też przede wszystkim liczy się dyrekcja Muzeum. Tymże środowiskom zależy na zawłaszczeniu tragedii obozu na wyłączność i raczej nie są skłonne honorować kogoś, o kim pamięć mogłaby „przyćmić” blask głównych bohaterów dramatu.

Z tego między innymi powodu środowiska żydowskie walczyły z krzyżami na oświęcimskim żwirowisku, sugerującymi że w Auschwitz ginęli również chrześcijanie. Jednocześnie wtorkową ceremonię otwierać będzie szofer, czyli żydowski ceremonialny barani róg, którego dźwięk wzywać ma do pokuty…” Jan Kołakowski

za wirtualnapolonia.com

Na koniec kilka słów odnośnie samego „wyzwalania” tego obozu, jak również w kontekście głośnych już słów Pana Grzegorza Schetyny pełniącego nieszczęśliwie funkcję MSZ naszego kraju (o tym że wyzwalali go Ukraińcy), ale i nie tylko w tym kontekście, bo niejako wracając do początku tego przydługiego już wpisu czyli do Rosji, a głównie do propagandy jaką się posługuje na okoliczność dni rocznicowych by podkreślić bohaterską postawę „bohaterskiej armii czerwonej”…

28.01.2015 (IAR) – Rosja przeciwko stawianiu w jednym szeregu katów i ofiar nazizmu. Rada Federacji, izba wyższa rosyjskiego parlamentu, przyjęła uchwałę potępiającą fałszowanie historii. Chodzi głównie o obarczanie Niemiec i ZSRR jednakową winą za rozpętanie II wojny światowej.

Uchwałę przyjęto w związku z 70 rocznicą wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau. Rosyjski senat zaznaczył w dokumencie, że cała społeczność międzynarodowa powinna przeciwdziałać próbom zniekształcania historii. Przedstawiając projekt uchwały, szef komisji spraw zagranicznych Konstantin Kosaczow przypomniał niedawne oświadczenia szefa polskiej dyplomacji Grzegorza Schetyny, dotyczące wyzwolenia obozu Auschwitz przez żołnierzy ukraińskich. -„Oświęcim wyzwoliła Armia Czerwona i nikomu nie przychodziło do głowy, aby dzielić ją na narodowości” – stwierdził rosyjskie senator. W podobnym tonie wypowiedział się prezydent Federacji Wspólnot Żydowski Rosji Aleksander Boroda, który w rozmowie z Polskim Radiem skrytykował wszelkiego rodzaju działania podważające historyczne fakty.

W przyjętej dziś uchwale Rada Federacji wyraziła zaniepokojenie próbami obarczania Związku Radzieckiego i hitlerowskich Niemiec jednakową winą za rozpętanie II wojny światowej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/moc

…Ja tam nie wiem kto z jakiego pochodzenia (czy w walonkach czy w lakierkach) „wyzwalał” obozy koncentracyjne bo w paszporty nikomu z tych „wyzwalaczy” nie zaglądałem… Wiem jedno. To „wyzwolenie” było tak samo bohaterskie jak wyzwalanie całej reszty Polski przez krasnoarmiejców… Propagandowe kłamstwo! Jak można w ogóle używać tego rodzaju słowa w stosunku do okupanta Polski (niezależnie od tego jakie nacje służyły w tym wojsku)…
Jeden okupant wycofywał się przed drugim okupantem na zachód, pozostawiając ludzi na wcześniej zajętych terenach samym sobie, więc siłą rzeczy obozy też pozostawiano SAMYM SOBIE, bo nie walczono o nie jak o strategiczne dla działań militarnych obiekty. „Wyzwalały” się więc one niejako same w wyniku wycofywania się armii niemieckiej. W to miejsce wkraczała armia sowietów i tyle ich bohaterskiego czynu. Do obozów wchodzono głównie w celu zbierania dowodów na zbrodnie wojenne hitlerowców, by wykorzystać je do własnej propagandy i kreować się na bohaterów i wyzwolicieli. Takie „post factum” to żadne bohaterstwo (przynajmniej dla mnie). Faktem natomiast są konsekwencje wyzwolenia Polski przez tych „gierojów”, którzy zachowywali się na naszych terenach jak barbarzyńcy po PODBOJU! (a nie po „wyzwoleniu”). Nie muszę też chyba przypominać, że „wyzwolone” obiekty były później ponownie użyte przez owych „wyzwalaczy” do własnej „wyzwoleńczej” działalności na rzekomo „wyzwolonych” terenach wobec rzekomo „wyzwolonej” ludności. Na czym polegała ta działalność przypominać chyba nie trzeba. Do dziś los sporej liczby „wyzwolonych” jest nieznany, a odkopywanie anonimowych grobów spotyka się z trudnościami „natury formalnej”.

Tak jak nie trawię faktu wykorzystywania przez propagandę nazistowską zbrodni katyńskiej do kreowania się na obrońcę przed barbarzyństwem sowieckim, tak nie trawię wykorzystywania przez propagandę sowiecką zbrodni jakiej naziści dokonywali w obozach jenieckich… Przyganiał kocioł garnkowi – obie strony siebie warte!

Zaś co do słów Pana Schetyny, to są one tak głupie i niewarte uwagi (chyba tylko jako przykład własnej ignorancji) że nie warto się nimi zajmować. W jaki sposób Pan Schetyna doszedł do wniosku że to właśnie Ukraińcy „wyzwalali” ten obóz, a nie np. jacyś zakaukascy koczownicy których było pełno w Armii Czerwonej, nie mam pojęcia… Każdy mały polityk na poczet propagandy (szkoda że znowu obcej) potrafi zrobić z siebie durnia i jemu się to udało. Szkoda bo stało się to ze szkodą dla wizerunku Polski którą bądź co bądź Pan Schetyna reprezentuje…(Odys)

podobne: O „wyższości” holokaustu.IL nad holokaustem.PL oraz: Mówienie o „polskich obozach” w rocznicę pierwszego transportu Polaków do Auschwitz jest niedopuszczalne! a także: Robert Cisek: Pokłosie czyli… inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty. i to: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny.

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Wirtualna Polonia

MoszeKantorCzechy: forum o ofiarach Holocaustu


Żydom grozi exo­dus z Eu­ro­py
– ostrzegł pre­zes Eu­ro­pej­skie­go Kon­gre­su Żydów Mosze Kan­tor. Swoje obawy wy­po­wie­dział pod­czas roz­po­czę­te­go w cze­skiej Pra­dze forum o ofia­rach ho­lo­cau­stu. 

View original post 102 słowa więcej

USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba


1. ONZ: USA krytykuje plan Putina„Sueddeutsche Zeitung”: niemiecka oferta dla Putina. Polityka ustępstw wobec Rosji może być niebezpieczna

21.01.2015 (IAR) – Ambasador USA przy ONZ nie zostawia suchej nitki na planie pokojowym Władimira Putina. Samantha Power mówiła na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa w Nowym Jorku, że Putin chce Donbas okupować.

„Plan pokojowy Putina trzeba nazwać po imieniu – rosyjskim planem okupacji.” – mówiła Power. Jej zdaniem, rosyjski prezydent chce w ten sposób „zalegitymizować” podległość Moskwie terytoriów na wschodzie Ukrainy, a także stacjonujących tam rosyjskich żołnierzy i sprzętu wojskowego.

Plan Putina, ogłoszony przez rzecznika Kremla w ubiegłym tygodniu, zakładał między innymi wycofanie przez obie strony ciężkiej artylerii do wyznaczonej linii oraz wpłynięcie na separatystów, by działali na rzecz „uniknięcia dalszych ofiar wśród cywilów.” Rosja przesłała te pomysły listownie Ukrainie, jej prezydent odrzucił ten plan.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/AFP./wcześn/to/łp

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego.

23.01.2015 (IAR) – Niemcy są gotowe do rozmów z Moskwą na temat utworzenie europejsko-rosyjskiej strefy handlowej. Donosi o tym dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Warunkiem jest jednak załagodzenie przez Rosję konfliktu na Ukrainie.

Gazeta przytacza wypowiedź kanclerz Angeli Merkel, która na forum ekonomicznym w Davos miała powiedzieć, że jest gotowa do rozmów na temat strefy handlowej. Zastrzegła jednak, że warunkiem jest opracowanie kompleksowego rozwiązania kryzysu na Ukrainie. W podobnym tonie miał wypowiadać się także niemiecki wicekanclerz Sigmar Gabriel. Jak czytamy, polityk sugerował, że Unia Europejska musi zastanowić się co zaoferować Rosji po zakończeniu wojny i że Moskwie powinno się zaproponować jakieś wyjście. Gabriel także zastrzegał jednak, że Rosja musi przestrzegać porozumienia pokojowego z Mińska.

„Sueddeutsche Zeitung” nazywa stanowisko niemieckich władz dyskretną ofertą złożoną prezydentowi Rosji w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Wojciech Szymański,Berlin/dyd

23.01.2015 (IAR) – Istnieje obawa, że Berlin będzie walczył mocniej o własne interesy, niż o stabilizację – uważa Juliusz Sabak, ekspert serwisu Defence24.pl. Jak donosi niemiecka prasa – politycy tego kraju sugerują, że Unia Europejska powinna zaproponować Rosji dodatkowe korzyści w przypadku zakończenia wojny na wschodzie Ukrainy.

Juliusz Sabak jest wobec nowej koncepcji dość sceptyczny. Niemcy, w jego opinii, zdają się poszukiwać rozwiązania, które bardziej poprawi stosunki niemiecko-rosyjskie niż rosyjsko-unijne, także sytuacja na Ukrainie nie jest tu traktowana najpoważniej. Ekspert uważa, że może to doprowadzić do rozłamu w polityce europejskiej względem Rosji. Już teraz wyraźne są sygnały zarówno z samych Niemiec, gdzie odbywają się protesty o wymowie pacyfistycznej, jak i z Unii Europejskiej, która sama zaczyna czuć ciężar sankcji ekonomicznych.

Niemiecki rząd skłania się obecnie ku ustępstwom wobec Rosji, ale wprowadzenie takiej polityki mogłoby oznaczać niebezpieczny precedens, który – jak uważa Sabak – mógłby stwarzać nowe zagrożenia. Ekspert wyraża obawę o kraje bałtyckie, jak również terytoria, na których znajdują się istotne dla Rosji złoża.

Jak donosi „Sueddeutsche Zeitung”, o gotowości do podjęcia rozmów o utworzeniu z Rosją wspólnej strefy handlu mówiła w Davos Angela Merkel. W podobnym tonie wypowiadał się także wicekanclerz Niemiec.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/K.P.

podobne: Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. oraz: Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. i to: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy?  a także: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

2. Prezydent przeciw rozważaniu bezpośredniego wsparcia militarnego dla Ukrainy.

22.01.2015 (IAR) – Prezydent przeciw rozważeniu ewentualnego bezpośredniego wsparcia polskiego wojska dla Ukrainy. Bronisław Komorowski komentował w rozmowie w TVPInfo słowa byłego opozycjonisty Zbigniewa Bujaka, który uznał, że „byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku”. Do tych słów odniósł się też kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda, który stwierdził, że „to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się nad nią dobrze zastanowić”.

Według Bronisława Komorowskiego, to niepoważna i groźna ocena, szczególnie, że pada z ust pretendenta do roli zwierzchnika sił zbrojnych. Prezydent powiedział, że powadze Polski nie służy opinia kraju, który mógłby w ogóle rozważać scenariusze samodzielnej od Unii Europejskiej i NATO drogi politycznej wobec Ukrainy. Zdaniem prezydenta, Ukrainie służyć może zwartość Unii i NATO we wspieraniu Kijowa w umacnianiu suwerenności. Bronisław Komorowski dodał, że nie sądzi, by ktokolwiek na Ukrainie liczył na wygraną przy użyciu swoich czy obcych żołnierzy z Rosją.

Bronisław Komorowski odniósł się też do oburzenia, jakie w Moskwie wywołały słowa polskiego szefa MSZ. Grzegorz Schetyna zwrócił uwagę na to, że obóz Auschwitz-Birkenau wyzwalali też Ukraińcy walczący w Armii Czerwonej.

Prezydent stwierdził, że należy uszanować, że to Rosjanie stanowili największą grupę wtedy walczącą. Zastrzegł, ze lepiej się skupić na przeżyciu pamięci o likwidacji obozu w Auschwitz i dramatycznym doświadczeniu ludobójstwa. „Nie warto tego plątać w sumie dosyć nie na miejscu, nie w tej chwili istotne spory natury historycznej” – dodał.

IAR/tvpinfo/lp/ab

podobne: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim.  oraz: Polski sprzęt dla „szpicy” NATO. Broń dla Ukrainy na własną rękę. Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność. Rosja zbuduje własne „Mistrale”. i to: Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie.

3. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie.  Z.Brzeziński o Rosji.

21.01.2015 (IAR) – Rosja zwiększyła swoje siły na Ukrainie – potwierdza NATO i ponawia apel do Moskwy o wycofanie wojsk.

Szef Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg mówił o zwiększonej liczbie czołgów, artylerii i systemach obrony powietrznej. Nie chciał jednak komentować wypowiedzi ukraińskiego prezydenta i podawać dokładnej liczby wojsk i sprzętu. Petro Poroszenko powiedział dziś w Davos, że na wschodzie Ukrainy rozmieszczonych jest ponad 9 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a także ponad 500 rosyjskich czołgów, transporterów opancerzonych i jednostek artylerii. Rosja odrzuciła te oskarżenia. Natomiast Sojusz kolejny raz obwinił Moskwę o łamanie wrześniowego porozumienia z Mińska. Sekretarz generalny NATO podkreślił, że utrzymywanie przedz Rosję wojsk na wschodzie Ukrainy nie przyczynia się do pokojowego rozwiązania konfliktu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr

podobne: Ukraińska armia weszła do Ługańska. Sytuacja z kolumną humanitarną i wojskową (USA nie potwierdzają rosyjskiej agresji). Czechy: ćwiczenia lotnictwa NATO. Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

22.01.2015 (IAR) – Zbigniew Brzeziński apeluje do Stanów Zjednoczonych i NATO o rozlokowanie wojsk na Litwie, Łotwie i w Estonii. Podczas przesłuchania w amerykańskim Senacie wyraził obawę, że Władimir Putin zechce powtórzyć scenariusz krymski w krajach bałtyckich.

Zbigniew Brzeziński uważa, że jeśli Władimir Putin zechce zająć kraje bałtyckie, to nie będą one w stanie przeciwstawić się rosyjskiej agresji. „Jedyny wiarygodny i pokojowy sposób na wzmocnienie regionalnego bezpieczeństwa, to rozlokowanie kontyngentów NATO” – powiedział. Według Zbigniewa Brzezińskiego, wysłanie takich jednostek na Litwę, Łotwę i Estonię nie stanowiłoby zagrożenia dla Rosji, ale sprawiłoby, że w razie inwazji Moskwa ryzykowałaby konfliktem z NATO. Zbigniew Brzeziński zaapelował też o rozlokowanie przez USA i ich sojuszników sprzętu wojskowego w Polsce oraz przekazanie Ukrainie broni defensywnej. „Putin igra z ogniem finansując i zbrojąc lokalną rebelię, a czasami interweniując militarnie bezpośrednio w celu zdestabilizowania Ukrainy ekonomicznie i politycznie, i zniszczenia europejskich aspiracji tego kraju” – powiedział Zbigniew Brzeziński. Zaproponował też dla Ukrainy model fiński, w którym kraj ten pozostanie neutralny militarnie, ale utrzyma związki gospodarcze z Zachodem.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/em/

podobne: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA. oraz: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów polecam również: Bębny wojny? Korea Północna testuje rakiety. Manewry lotnicze w Rosji. USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO. Wywiad USA prognozuje wkroczenie Rosjan na wschodnią Ukrainę i to: Zmiany planów obronnych NATO

4. Irak – nowa ofensywa Kurdów. Sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Kerry po spotkaniu ws. walki z Państwem IslamskimByli francuscy żołnierze walczą pod sztandarem Państwa Islamskiego

21.01.2015 (IAR) – Iraccy Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy kraju. Chcą w ten sposób odciąć radykałom z Państwa Islamskiego drogi zaopatrzenia z ich baz w Syrii na tereny w Iraku.

Kurdyjscy żołnierze przegnali w ostatnim czasie radykałów z okolicy tamy w Mosulu. Zaopatruje ona w prąd niemal całą prowincję Anbar czyli tereny w Iraku, gdzie fanatycy z Państwa Islamskiego mają największe wpływy. Teraz ofensywa Kurdów postępuje dalej na południe, by odciąć radykałom drogi transportu zaopatrzenia.

Tymczasem od poniedziałku koalicja pod wodzą Amerykanów dokonała już ponad 20 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego. Dotychczasowe bombardowania miały wyraźnie osłabić radykałów, choć generałowie podkreślają, że potrzeba jeszcze wiele czasu, zanim będzie można mówić o sukcesie.

Z kolei ONZ ostro potępiła tzw. sądy koraniczne, które ustanowili islamiści na podbitych terenach. „Mamy wiele informacji o kobietach na których dokonano egzekucji w Mosulu i w innych miastach, po wyrokach tzw. sądów religijnych” – mówi rzeczniczka ONZ-owskiego Biura Praw Człowieka Ravina Shamdasani.

ONZ twierdzi, że na należących do islamistów stronach pojawiły się ostatnio zdjęcia kamienowanych kobiet i krzyżowanych mężczyzn.

Od czasu, gdy niemal rok temu sunniccy rebelianci zaczęli przejmować kolejne tereny w Syrii i w Iraku, pojawiają się doniesienia o dokonywanych przez nich czystkach etnicznych na jazydach, chrześcijanach czy szyitach. Po ustanowieniu kalifatu islamiści wprowadzili własne sądy, walutę i kodeks zachowań. Za jego złamanie grożą surowe kary.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/UN/kry

podobne: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji)Pełzająca interwencja w Iraku. oraz: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku i to: Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe. polecam również: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. a także: Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) oraz: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

22.01.2015 (IAR) – Amerykanie ogłaszają sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Źródła dyplomatyczne twierdzą, że do tej pory w Iraku i w Syrii zabito 6 tysięcy radykalnych bojowników i połowę dowództwa fanatycznej organizacji.

Zarówno z Iraku, jak i z Syrii w ostatnich dniach nadchodzą dobre wieści. Od środy Amerykanie i koalicjanci dokonali w sumie 31 nowych nalotów na pozycje radykałów. Dyplomaci twierdzą, że połowa dowództwa Państwa Islamskiego została wybita, a w sumie zginęło już 6 tysięcy bojowników. Irakijczycy poinformowali dzisiaj o zabiciu dowódcy radykałów w prowincji Anbar na zachodzie kraju.

Wczoraj Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy Iraku niedaleko Mosulu. Chodzi o to, by operującym w Iraku islamistom odciąć drogi zaopatrzenia z Syrii. Wcześniej informowano, że fanatyków wygnano z rejonu strategicznej tamy w Mosulu. Eksperci ostrzegają jednak, że Państwo Islamskie łatwo nie daje za wygraną i w każdej chwili może chcieć wrócić na tereny, z których przegnano bojowników.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry informował na konferencji w Londynie, że od sierpnia, gdy rozpoczęła się ofensywa przeciwko radykałom, siły koalicyjne dokonały niemal dwóch tysięcy nalotów.

W ubiegłym roku fanatyczni bojownicy, którzy nazwali się Państwem Islamskim, rozpoczęli zajmowanie kolejnych terenów w Iraku i Syrii. W podbitych miejscach ustanowili islamski kalifat i wprowadzili nowe, surowe zasady postępowania. Z Iraku i Syrii systematycznie dochodzą informacje o torturach, masowych egzekucjach czy gwałtach, jakich dopuszczają się radykałowie. ONZ twierdzi nawet, że bojownicy krzyżują i kamienują nieposłusznych sobie ludzi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Arabiya/CNN/em/

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Bliski Wschód: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji).

22.01.2015 (IAR) – W Londynie zakończyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych 21 państw koalicji walczącej z Państwem Islamskim. Współprzewodniczący obrad, amerykański sekretarz stanu John Kerry dał do zrozumienia, że koalicja 60 państw obecnych na pierwszej takiej naradzie w grudniu w Brukseli ani nie stopniała, ani się nie rozpadła, a dzisiejsze spotkanie miało charakter grupy roboczej.

John Kerry podkreślił, że dzięki wysiłkom irackiej armii, kurdyjskich peszmergów i lotnictwa koalicji udało się zatrzymać dalsze postępy Państwa Islamskiego, które określa arabskim skrótem DAESH (wym. dasz). „Siły lądowe, wsparte przez prawie 2 tysiące uderzeń powietrznych, odbiły z rąk DAESH ponad 700 kilometrów kwadratowych. Trwają szkolenia w Iraku; doradcy koalicyjni intensyfikują swoje wysiłki, aby utworzyć 12 nowych brygad irackich. A tej wiosny rozpoczniemy szkolenie sił syryjskiej opozycji w obozach w Arabii Saudyjskiej, Turcji i Katarze” – powiedział John Kerry. Dodał, że koalicja nie zajmuje się tylko walką z Państwem Islamskim. „Myślimy również, jak pomóc ofiarom DAESH w odbudowie ich życia, kiedy DAESH odejdzie do historii. To ma krytyczne znaczenie” – powiedział amerykański sekretarz stanu i wymienił pomoc w odbudowie administracji i rządów prawa, dostawy wody i energii oraz pomoc humanitarną dla wielu ofiar Państwa Islamskiego, zwłaszcza kobiet i dziewcząt.

Jutro John Kerry podejmie temat walki z dżihadyzmem i radykalizacją na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. oraz: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS i to: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

22.01.2015 (IAR) – Kilkudziesięciu byłych francuskich żołnierzy walczy pod sztandarem tak zwanego Państwa Islamskiego. Takie informacje przyniosła rozgłośnia RFI.

Wiadomość starał się zbagatelizować minister obrony Jean-Yves Le Drian, który twierdzi, że to marginesowe zjawisko. Tymczasem według informacji zebranych przez media można mówić o kilkudziesięciu osobach, które na terenach zajętych przez tak zwane Państwo Islamskie biorą udział bezpośrednio w walce, zajmują się szkoleniem młodych ochotników przybywających z Francji lub prowadzą instruktaż zastosowania ładunków wybuchowych. W Syrii i w Iraku przebywa ponad tysiąc obywateli francuskich – kobiet i mężczyzn. Ponad połowa z nich walczy z bronią w ręku. Byli francuscy żołnierze, którzy są w oddziałach dżihadystów, albo przeszli na islam, albo wychowali się we Francji w tradycji i kulturze arabsko-muzułmańskiej. Są niezwykle niebezpieczni, gdyż znają tajemnice operacyjne armii francuskiej i jej procedury bojowe. To dotkliwa wiadomość dla znacznej części polityków domagających się wprowadzenia obowiązkowej i powszechnej służby wojskowej, widząc w niej formę wychowania obywatelskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach.

5. Rozmowy USA-Kuba.

21.01.2015 (IAR) – W Hawanie trwają kubańsko-amerykańskie negocjacje na temat wznowienia stosunków dyplomatycznych pomiędzy oboma krajami. Rozmowy rozpoczęły się od sporu o amerykańską politykę imigracyjna wobec uciekinierów z Kuby.

Przedmiotem sporu podczas rozmów w Hawanie jest zasada zwana „mokra stopa, sucha stopa” pozwalająca na uzyskanie azylu w USA wszystkim Kubańczykom , którzy dotrą na amerykańską ziemię. Kubańskie władze uważają, że zasada ta promuję nielegalną imigrację i zachęca do niebezpiecznych wyprawy przez Cieśninę Florydzką. Przedstawiciele rządu Castro usłyszeli jednak od Amerykanów, że na razie nie ma mowy o zmianie tych przepisów.

Mimo sporu o imigrację rozpoczęte w Hawanie negocjacje mają historyczny wymiar. Są one częścią rozpoczętego przez Baracka Obamę procesu normalizacji stosunków z Kubą. W ubiegłym tygodniu prezydent USA złagodził embargo wobec Kuby i zapowiedział otwarcie ambasady w Hawanie. O tym także amerykańska delegacja rozmawia z kubańskimi władzami.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/łp

Podobne: Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej.

źródło: stooq.pl

polecam również: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Syria oskarża Izrael o naloty. Palestyński minister zabity. Protest Izraela przeciwko wszczęciu dochodzenia przez Trybunał Haski ws. ewentualnych zbrodni wojennych.


1. Syria chce ukarania IzraelaIzrael: palestyński minister zabity

08.12.2014 (IAR) – Syryjskie władze chcą, by ONZ ukarała Izrael za dwa wczorajsze naloty na okolice lotniska w Damaszku. Izraelskie władze nie komentują informacji, jakoby to ich lotnictwo stało za atakami, które miały zniszczyć obiekty militarne i składowiska broni.

W niedzielny wieczór mieszkańcy Damaszku usłyszeli dwie głośne eksplozje w rejonie stołecznego lotniska. Syryjskie media oraz należąca do libańskiego Hezbollahu telewizja Al-Manar podały, że nalotów dokonało izraelskie lotnictwo. Nikomu nic się nie stało, ale bomby zniszczyły wojskowe instalacje, w tym składowiska broni.

Syryjskie władze poprosiły Sekretarza Generalnego ONZ o nałożenie sankcji na Izrael za rzekome wtargnięcie na teren ich kraju. Ministrowie spraw zagranicznych Syrii oraz Iranu określili naloty jako „akt agresji”, choć z ust polityków nie padły zapowiedzi odwetu. Wyjaśnień zażądała też Rosja.

Władze w Izraelu nie komentują informacji, jakoby to ich lotnictwo stało za nalotami. Minister wywiadu Yuval Steinitz podkreślił jednak, że jego kraj zrobi wszystko, by nowoczesna broń nie dostała się w ręce terrorystów. Podejrzewa się, że zaatakowane składy miały być przeznaczone dla libańskiego Hezbollahu, walczącego w Syrii po stronie prezydenta Baszara al-Asada.

Od początku wojny w Syrii w 2011 roku Izrael przeprowadził kilka ataków na syryjskie cele wojskowe, w obawie przed dozbrajaniem Hezbollahu przez Damaszek. Do ostatniego nalotu doszło w regionie Al-Kunajtiry, na północnych stokach okupowanych przez Izrael Wzgórz Golan. Izrael nigdy nie przyznał się do przeprowadzenia ataków.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/RTR/Haaretz/jj

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. oraz: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. i to: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. a także: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… 

10.12.2014 (IAR) – Palestyński minister zginął na Zachodnim Brzegu. Minister Ziad Abu Ein uczestniczył w proteście przeciwko wysiedleniom Palestyńczyków. Zmarł w wyniku ran odniesionych ran.

55-letni minister bez teki brał udział w demonstracji Palestyńczyków, którzy sprzeciwiali się izraelskim wysiedleniom. Aktywiści chcieli zasadzić drzewo oliwne w pobliżu jednego z żydowskich osiedli, ale w pewnym momencie doszło do starć z grupą 15 izraelskich żołnierzy. Według świadków, palestyński minister został uderzony kanistrem z benzyną. Lekarze stwierdzili zgon mężczyzny na skutek powikłań po kontakcie z dużą ilością trujących substancji.

Izraelskie władze zapowiedziały dokładne wyjaśnienie sprawy. Palestyński prezydent Mahmud Abbas potępił „barbarzyński akt” i zarządził trzydniową żałobę. Palestyńczycy wstrzymali też spotkania z izraelskimi władzami dotyczące bezpieczeństwa.

Wszystko dzieje się w bardzo napiętym czasie na terenach izraelsko-palestyńskich. W ostatnich zamieszkach i zamachach w Jerozolimie i w innych miejscach zginęło co najmniej 11 Izraelczyków oraz 13 Palestyńczyków, a w samej Jerozolimie wprowadzono podwyższone środki bezpieczeństwa.

Ostatnie kontrowersje wywołały m.in. żądania ultraortodoksyjnych środowisk żydowskich, które domagają się dostępu do świętych dla muzułmanów miejsc na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Atmosferę dodatkowo podgrzały starania izraelskich władz o wprowadzenie do konstytucji określenia Izraela jako „państwo żydowskie”. Wewnętrzny spór o tę ostatnią kwestię doprowadził do rozwiązania parlamentu i rozpisania przedterminowych wyborów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/Haaretz/Al-Jazeera/dw

podobne: Izrael – Palestyna. USA naciskają i zapowiadają rewizję swojej roli w procesie pokojowym. oraz: Na co liczy Izrael wkraczając zbrojnie do Strefy Gazy?

2. MTK: dochodzenie ws. ewentualnych zbrodni wojennych na terytoriach palestyńskich. Izrael – krytyka Trybunału Haskiego.

16.01.2015 (IAR) – Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze zbada czy w Palestynie dochodziło do zbrodni wojennych.

W tej sprawie otwarto wstępne dochodzenie. To pierwszy krok, który może skutkować postawieniem zarzutów palestyńskim i izraelskim przywódcom.

Pod koniec grudnia zeszłego roku prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas podpisał Statut Rzymski. Te dokumenty są niezbędne, by Palestyna mogła przystąpić do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Stanie się to 1 kwietnia tego roku.

Wstępne dochodzenie przed MTK nie ma statusu śledztwa. Trybunał zbiera informacje na temat możliwych przestępstw i innych zagadnień, które pomogą ustalić czy należy wszcząć śledztwo.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/AFP/Reuters/AP/kd/sk

17.01.2015 (IAR) – Izraelski premier ostro o Trybunale w Hadze. Benjamin Netanjahu skrytykował decyzję prokuratorów Trybunału, którzy wczoraj poinformowali, że zbadają, czy na terenach palestyńskich nie popełniono zbrodni wojennych. Izraelski premier powiedział, że to skandal i absurd.

Benjamin Netanjahu oświadczył, że Izrael odrzuca decyzję Międzynarodowego Trybunału Karnego, bo stoi ona w sprzeczności z prawem międzynarodowym. Izraelski premier twierdzi, że sędziowie nie mogą się zajmować sprawą Palestyńczyków, bo ci nie mają własnego państwa. Netanjahu podkreślił, że Izrael zawsze przestrzegał najwyższych norm prawa międzynarodowego.

Wczoraj prokuratorzy zdecydowali, że zajmą się sprawą domniemanych zbrodni wojennych z ubiegłorocznej wojny w Strefie Gazy. „To oznacza, że biuro prokuratora będzie zbierało informacje na temat domniemanych zbrodni wojennych, które miały zostać popełnione od lipca 2014 roku i zdecyduje, czy jest podstawa do rozpoczęcia formalnego śledztwa” – podkreśla Emeric Rogier z biura prokuratora w Hadze.

Decyzja Trybunału zapadła po tym, jak Palestyńczycy złożyli wniosek o członkostwo w Trybunale i zażądali zbadania zbrodni popełnionych w Gazie.

Sekretarz Generalny ONZ zapowiedział, że Autonomia Palestyńska stanie się członkiem Międzynarodowego Trybunału Karnego od kwietnia. Palestyńczycy chcą pozwać Izrael nie tylko za domniemane zbrodnie wojenne, ale także za żydowskie osiedla na terenach arabskich.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/GPO/UN/wcześn./dyd

podobne: Palestyńczycy do Trybunału Karnego. W odpowiedzi Izrael zamraża palestyńskie pieniądze i chce wstrzymania pomocy dla Palestyńczyków.

źródło: stooq.pl

Żydzi - Racja stanu

rys. Filastin

Palestyńczycy do Trybunału Karnego. W odpowiedzi Izrael zamraża palestyńskie pieniądze i chce wstrzymania pomocy dla Palestyńczyków.


1. Palestyńczycy do Trybunału Karnego.

03.01.2015 (IAR) – Palestyńczycy chcą, aby Międzynarodowy Trybunał Karny zająć się izraelskimi zbrodniami z ostatniej wojny w Strefie Gazy. Przedstawiciele Autonomii Palestyńskiej poinformowali, że złożyli w Hadze wniosek o przyjęcie ich do grona członków Trybunału oraz wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności Izraela w związku z wydarzeniami sprzed pół roku. Władze Izraela zaapelowały do Trybunału, aby wniosek odrzucić.

Już kilka dni temu Palestyńczycy zapowiedzieli wystąpienie o członkostwo w Trybunale. Taką możliwość dało im przyznanie przed dwoma laty statusu państwa-obserwatora w ONZ. Palestyńczycy chcą w ten sposób dochodzić swoich praw przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości. Chodzi im zarówno o działania zbrojne Izraela, ale także o budowane na terenach palestyńskich żydowskie osiedla.

Po tym jak Rada Bezpieczeństwa ONZ odrzuciła rezolucję, wzywającą Izrael do wycofania się z terenów palestyńskich, ambasador Autonomii przy ONZ Rijad Mansur nie tylko złożył wniosek o członkostwo w Trybunale, ale także wniosek o ukaranie Izraela. „Złożyliśmy do biura w Hadze list, w którym domagamy się działań w sprawie zbrodni popełnionych w Gazie. Zachowujemy sobie także prawo do występowania w sprawie innych, izraelskich zbrodni z przeszłości” – dodał Mansur.

Przedstawiciele Trybunału potwierdzili, że otrzymali wniosek i zapowiedzieli, że na jego rozpatrzenie potrzeba co najmniej 60 dni. Izrael zaapelował do sędziów, by odrzucili wniosek. Wcześniej premier Izraela zapowiadał kroki odwetowe wobec Palestyńczyków. Decyzję władz Autonomii Palestyńskiej potępiły także Stany Zjednoczone.

Eksperci są podzieleni w opiniach, czy Trybunał powinien przyjąć Autonomię Palestyńską jako swojego członka, a tym samym, czy powinien zająć się palestyńskimi wnioskami o ukaranie Izraela. Część specjalistów twierdzi bowiem, że tylko państwa z pełnymi prawami w ONZ mogą domagać się działań Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Jazeera/UN/jp

2. Izrael zamraża palestyńskie pieniądze. Chce wstrzymania pomocy dla Palestyńczyków.

03.01.2015 (IAR) – Izrael zamraża wypłaty pensji dla Palestyńczyków. To odpowiedź na starania Palestyńczyków, by pozwać izraelskie władze przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze. Palestyńskie władze oświadczyły, że zamrożenie pieniędzy jest zbrodnią wojenną.

Izraelskie władze zdecydowały o wstrzymaniu blisko pół miliona szekli, czyli ponad 125 miliardów dolarów. To pieniądze zebrane w grudniu z podatków i opłat. To właśnie izraelskie urzędy zbierają w imieniu władz Autonomii Palestyńskiej publiczne opłaty. Ma to być zapowiedziany wcześniej przez izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu krok odwetowy za złożenie przez Palestyńczyków aplikacji do Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Wstrzymanie pieniędzy oznacza, że państwowi urzędnicy, nauczyciele czy lekarze na Zachodnim Brzegu a także w Strefie Gazy nie dostaną wypłaty. W przeszłości Izrael wielokrotnie decydował się na podobne kroki, a Palestyńczycy przez kilka miesięcy nie dostawali pieniędzy. Teraz, palestyński negocjator Saab Erekat oświadczył, że najnowsza decyzja władz w Jerozolimie to „nowa zbrodnia wojenna”.

Wcześniej, Palestyńczycy poinformowali, że chcą walczyć z Izraelem w międzynarodowych trybunałach i złożyli wniosek o przystąpienie do Trybunału w Hadze. Wysłali też dokument o zajęcie się przez sędziów domniemanymi zbrodniami wojennymi, jakich Izrael miał się dopuścić w czasie ubiegłorocznej wojny w Strefie Gazy.

Izraelski premier oświadczył, że oczekuje, iż Trybunał w Hadze odrzuci wniosek Palestyńczyków, z uwagi na fakt, iż dokument nie został złożony przez oficjalne państwo.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/Haaretz/dj

05.01.2015 (IAR) – Kolejne ostre kroki Izraela przeciwko Palestyńczykom. Władze Izraela zapowiedziały, że zwrócą się do Stanów Zjednoczonych o wstrzymanie wielomilionowej pomocy finansowej dla Autonomii Palestyńskiej. Wcześniej zagroziły Palestyńczykom pozwami do Międzynarodowego Trybunału Karnego. To odpowiedź na prośbę władz Autonomii Palestyńskiej o przyjęcie do grona członków haskiego Trybunału.

W ciągu zaledwie kilku godzin izraelskie władze ogłosiły dwa poważne kroki odwetowe wobec Palestyńczyków. Dyplomaci poinformowali, że zwrócą się do amerykańskich kongresmenów o wstrzymanie wartej 400 milionów dolarów rocznie pomocy dla Autonomii Palestyńskiej. Izrael ma duże szanse na przeforsowanie tego pomysłu, bo większość w Kongresie mają przychylni Izraelczykom Republikanie.

Wcześniej izraelski premier Benjamin Netanjahu zapowiedział pozwy przeciwko władzom Autonomii Palestyńskiej do Trybunału Karnego w Hadze za zbrodnie Hamasu w czasie wojny w Gazie. Z kolei w sobotę Izrael zamroził pieniądze na wypłaty dla palestyńskich urzędników, nauczycieli i innych pracowników budżetówki.

Wszystko to jest reakcją na złożenie prośby o członkostwo Autonomii Palestyńskiej w Międzynarodowym Trybunale Karnym. Palestyńczycy zapowiedzieli, że będą chcieli pozwać Izrael za zbrodnie wojenne oraz za budowę żydowskich osiedli na terenach palestyńskich. Trybunał ma rozpatrzyć wniosek najwcześniej w ciągu dwóch miesięcy, ale nie jest pewne, czy przychyli się do prośby Palestyńczyków.

Po najnowszych decyzjach Izraela, przedstawiciele władz Autonomii Palestyńskiej oświadczyli, że izraelski rząd zamierza „wziąć Palestyńczyków głodem” i że jest to kolejna zbrodnia wojenna.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/Haaretz/BBC/Al-Jazeera/nyg

źródło: stooq.pl

podobne: Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie. oraz: Izrael planuje zawłaszczenie palestyńskiej ziemi. i to: Na co liczy Izrael wkraczając zbrojnie do Strefy Gazy? a także: Rośnie liczba ofiar w Gazie. Izrael ostrzeliwuje cywilne budynki i ogłasza dodatkową mobilizację. polecam również:  Izrael – żołnierze odmawiają służby. Nie chcą być narzędziem w nadużyciach.

Izrael - Palestyna - rys. Tom Janssen

Izrael – Palestyna – rys. Tom Janssen

Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli.


1.Putin Kacap nad kacapami.

„…Władimir Władimirowicz Putin (…) Jest prawdziwym dzieckiem Związku Sowieckiego i w swej polityce często nawiązuje do jego tradycji, a przede wszystkim carskiej i sowieckiej polityki zagranicznej. Ingerował i ingeruje w życie byłych republik sowieckich (Mołdawaia, Gruzja, Ukraina, Białoruś, Kazachstan), a jak potrzeba, nawet zbrojnie w niektórych tych państwach. Jego marzeniem jest odbudowanie potęgi i znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej. Jak przystało na prawdziwego polityka rosyjskiego jest on do szpiku kości antypolski, chociaż jest w tym pewna wina także strony polskiej – za pchanie nosa tam gdzie nie potrzeba, gdzie to nie leży w polskim interesie narodowym (jak np. wspieranie banderowskiej, a więc antypolskiej Ukrainy). Np. za poparcie przez Polskę nacjonalistycznej tzw. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie w 2004 roku zemścił się na nas kilkatrotnie. I tak np. w trakcie obchodów 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej, 9 maja 2005 roku w swoim okolicznościowym przemówieniu nie wymienił Polski wśród najważniejszych sojuszników ZSRR w koalicji antyhitlerowskiej; w tymże samym roku w miejsce zniesionego święta rewolucji październikowej ustanowił nowe święto państwowe „Dzień Jedności Narodowej”, obchodzony obecnie każdego roku 4 listopada w rocznicę wypędzenia w 1612 roku wojsk polskich z Moskwy oraz  10 listopada 2005 roku wprowadził zakaz importu produktów mięsnych pochodzących z Polski, a zimą 2005 roku bez podania przyczyny przerwał dostawy gazu do Polski. Jednocześnie odmówił uznania za ludobójstwo zbrodni katyńskiej. Władze rosyjskie podjęły też wiele innych kroków, które spowodowały pogorszenie stosunków polsko-rosyjskich, m.in. totalne upodlenie Polaków przez Rosję po katastrofie polskiego samolotu rządowego w Smoleńsku, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, ciągłe utrudnianie zwrotu Polsce samolotu i czarnych skrzynek. Za współudział Polski w zamachu stanu na Ukrainie (usunięcie od władzy prez. Janukowycza) na początku 2014 roku, Putin zastosował wobec Polski różnego rodzaju sankcje gospodarcze. Jednakże najbardziej spodlił się swoją wypowiedzią na temat czwartego rozbioru Polski, który dokonali Hitler i Stalin w 1939 roku.

Otóż Polska Agencja Prasowa (5.11.2014) podała informację, że Putin na spotkaniu z młodymi historykami poświęconym polityce zagranicznej ZSRR przed II wojną światową powiedział, że w zawartym 23 sierpnia 1939 roku przez III Rzeszę i ZSRR traktacie, popularnie zwanym paktem Ribbentrop-Mołotow, nie było nic złego, gdyż takie były wówczas metody polityki zagranicznej, i że Polska dostała to, na co zasłużyła przez udział w zajęciu części Czechosłowacji w 1938 roku – za udział w rozbiorze Czechosłowacji.

To właśnie tą wypowiedzią Putin zasłużył sobie najwięcej na tytuł kacapa nad kacapami.

Żaden pokojowo nastawiony naród nie zasługuje na to, aby być podbitym przez inny naród, grabiony i mordowany oraz wysiedlany przez najeźdźcę. Taka filozofia to mentalność  kacapska – barbarzyńskiego Wschodu i jego brata – hitleryzmu.

Jakby Putin nie był głupim kacapem, to by wiedział, że Polska nie zainicjowała i nie przeprowadziła rozbioru Czechosłowacji. W faktycznym rozbiorze Czechosłowacji, który dokonał się na konferencji w Monachium  (stąd „Układ monachijski”) odbytej w dniach 29–30 września 1938 roku uczestniczyły tylko Niemcy, Włochy, Wielka Brytani i Francja.   w 1938 roku Polska nie zajęła CZESKIEJ ziemi, zamieszkałej przez Czechów. Polska odzyskała historyczną ziemię POLSKĄ – Zaolzie, zamieszkałą głównie przez Polaków, którą Czesi, wbrew lokalnej umowie polsko-czeskiej, wykorzystując ciężkie położenie odrodzonego państwa polskiego, zajęli zbrojnie na początku 1919 roku. Gdyby Polska nie zajęła tej ziemi, to zajął by ją Hitler i tamtejsi Polacy mogli zostać niewolnikami hitlerowskiej Rzeszy po wsze czasy, gdyby 1000-letnia Rzesza stała się faktem. To właśnie wobec Czechosłowacji można by było powiedzieć, parafrazując Putina, że Czesi dostali to, na co sobie zasłużyli.(…) Polska miała większe prawa historyczne do zajęcia Zaolzia niż Rosja do zajęcia Krymu! Jestem ciekawy jakby zareagował towarzysz Putin, gdyby np. Parlament Europejski stwierdził w oficjalnym dokumencie, że przez rozbiór Ukrainy (zajęcie Krymu) Rosja zasłużyła sobie na zniknięcie z mapy politycznej Europy – na wymazanie z historii ludzkości, a tamtejsi Rosjanie na taki los jaki zgotował Stalin Polakom na Kresach w latach 1939-41!..”

całość tu: wirtualnapolonia.com

polecam również: Piotr Szubarczyk: „Pakt Hitler – Stalin”. Powersalski porządek świata jako przyczyna II Wojny Światowej. oraz: Kampania wrześniowa 1939 r. Eugeniusz Januła: Słowacja – trzeci agresor. i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

„Jakby Putin nie był głupim kacapem, to by wiedział…”

… właśnie najgorsze jest to że on DOSKONALE WIE o tym wszystkim a i jeszcze o wielu innych rzeczach. To tylko my udajemy przed sobą że przecież gdyby wiedział to… No właśnie co? Byłoby inaczej? A kiedy to było nam z Rosją po drodze? 🙂 Putin o tym właśnie wie i historię naszych krajów zna doskonale, kto i kiedy był agresorem a kto się bronił (i przed czym).

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Dlatego wie jak dymać nas na gazie byśmy i my wiedzieli kim dla niego jesteśmy (kraje leżące dalej od Polski na trasie tranzytu płacą przecież mniej od nas tylko dlatego że nie noszą nazwy Polska!). Wie również o podkupywaniu i podkopywaniu branży łupkowej, która jest zagrożeniem dla rosyjskiej polityki uzależnienia nas energetycznie, czyli: 1) zgarnianie koncesji poszukiwawczych przez podstawione przez Rosjan firmy; 2) dogadywanie się w tym procederze z amerykańcami którzy nie zdążyli nawet porządnie oszacować polskich złóż, by po chwili podpisać kontrakty na projekty wydobywcze we współpracy z rosyjskimi firmami, (na ile jest to biznes a na ile polityka kupczenia przez USrańców interesem Polski Bóg jeden wie, ale swojego czasu po tzw. „resecie” interesów USA we wschodniej Europie między USA i Rosją doszło do jawnej współpracy również energetycznej).
Wie i o innych rzeczach jak np. próba sięgnięcia swojego czasu za pośrednictwem giełdy po Spółkę „Azoty”, która jest ważnym ogniwem polskiej gospodarki gazem (jeden z największych odbiorców tego surowca)… To wszystko są elementy gry politycznej w postaci próby podporządkowania sobie Polski przez Rosję.

Należy oczywiście pamiętać o „pomocy”, jakiej udzielają Rosji w tych wszystkich kwestiach „nasze” nieudolne władze. Jak np. odwlekanie w czasie uchwalenia jednoznacznych i korzystnych dla poszukiwaczy złóż „łupkowych” przepisów (łącznie z podatkowymi), jak i podejrzanie długa budowa gazoportu, w którym Polska mogłaby przyjmować skroplony gaz z innych źródeł (pomijam tu strasznie niekorzystną dla Polski umowę na katarski gaz, po cenach dalece niekonkurencyjnych wobec rosyjskiej oferty). Czy te wszystkie „potknięcia” polskich decydentów około „bezpieczeństwa energetycznego” (a i kilka jeszcze innych związanych z pogrążeniem polskiego węgla na rzecz unijnej fiksacji na punkcie obniżania emisji CO2) to tylko przejaw „polskiego rozgardiaszu”, czy też może wpływ agentury. Nie mam pojęcia (ani dowodów) na taką działalność, ale założę się (i po owocach poznaję) że tak jak durniów i złodziei, tak i agentów w Polsce z pewnością nie brakuje, bo nigdy nie brakowało (również rosyjskich na co Caryca Katarzyna II broniła swojego czasu „demokracji szlacheckiej” w Rzeczypospolitej, tak jak teraz jej bronią POPISy i cała reszta socjaldemokratycznej hołoty)…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Putin durniem nie jest. To my sami robimy z siebie „niewiedzących” (bo tak łatwiej żyć). Nie potrafimy też odróżnić i podchodzić na zimno do tego, że interes Polski był od zawsze w sprzeczności z interesem Rosji a w związku z tym obrażanie się na Rosję czy Putina za to jakimi są w stosunku do nas, jest po prostu niepoważne. Putin jest „władcą” Rosji a nie Polski, a w związku z tym będzie się zawsze zachowywał (dla nas) jak „głupi”, albo hipokryta w kwestiach spornych czy to w dyplomacji, czy w handlu a w końcu wobec historii w której nasze narody niejednokrotnie ze sobą rywalizowały. Oczywiście to nie przeszkadza Putinowi w przybieraniu kiedy trzeba maski „zatroskanego” losem Polaków. Nie zawaha się on bowiem przed żadnym draństwem wobec Polski, kiedy widzi w tym korzyść dla Rosji… Przykład? Proszę bardzo…. „Głos Rosji” (cóż za wymowna nazwa 🙂 ) upomina się o krzywdę Polaków…

2. „Głos Rosji” o tragedii wołyńskiej: komu służy ta cisza?

„Ma­sa­kra Po­la­ków na Wo­ły­niu – kto ko­rzy­sta na zmo­wie mil­cze­nia?” – pyta w swoim ar­ty­ku­le dzien­ni­kar­ka „Głosu Rosji”, Sve­tla­na Kal­my­ko­va. Swój tekst roz­po­czy­na od su­ge­stii, że ukra­iń­ska pu­blicz­na te­le­wi­zja w ogóle nie wspo­mi­na o tym wy­da­rze­niu. „Hi­sto­ry­cy i wła­dze Ki­jo­wa nie po­win­ny mówić o tym gło­śno; cho­dzi o to, by ukryć strasz­ną praw­dę o zbrod­niach po­peł­nio­nych przez UPA. Ale Pol­ska też mil­czy na temat tych fak­tów, choć co naj­mniej 35 ty­się­cy Po­la­ków zo­sta­ło be­stial­sko za­mor­do­wa­nych (do­kład­na licz­ba ofiar rzezi wo­łyń­skiej nie jest znana; sza­cu­je się, że łącz­nie na Wo­ły­niu mogło zgi­nąć nawet ok. 100 tys. Po­la­ków – przyp.​red.)”.

Jak pisze „Głos Rosji”, ma­sa­kra wo­łyń­ska różni się od in­nych zbrod­ni et­nicz­nych przez jej szcze­gól­nie okrut­ny cha­rak­ter. „Jed­nost­ki UPA na­pa­da­ły na oko­licz­ne wsie i go­spo­dar­stwa rolne na­le­żą­ce do Po­la­ków i do­ko­ny­wa­ły be­stial­skich eg­ze­ku­cji. Ma­sa­kro­wa­li całą po­pu­la­cję: od nie­mow­ląt do star­ców. Prze­bi­ja­no oczy, ćwiar­to­wa­li ciała…” – pisze dzien­ni­kar­ka „Głosu Rosji”.

Do­da­je, że ma­sa­kra nie miała na celu ni­cze­go in­ne­go, jak po­zby­cia się Po­la­ków. Przy­po­mi­na, iż ofia­ra­mi byli też Żydzi, Ro­sja­nie.

Jeśli cho­dzi o Wołyń, to trze­ba przede wszyst­kim za­kwe­stio­no­wać za­sad­ność pol­skich władz do tego te­ry­to­rium. Wielu pol­skich po­li­ty­ków wciąż jest prze­ko­na­nych, że za­chod­nia Ukra­ina jest czę­ścią Pol­ski – w tych sło­wach spra­wę ko­men­tu­je na­to­miast Wła­di­mir Ołen­czen­ko z ro­syj­skiej Aka­de­mii Nauk.

„Głos Rosji” przy­po­mi­na rów­nież, że w cza­sie ostat­nich 20 lat ukra­iń­skie wła­dze ani razu nie po­tę­pi­ły dzia­łań UPA i OUN. „Było wręcz prze­ciw­nie” – czy­ta­my w ar­ty­ku­le, któ­re­go au­tor­ka wspo­mi­na, że były pre­zy­dent Ukra­iny, Wik­tor Jusz­czen­ko, uznał na­cjo­na­li­stę Ste­pa­na Ban­de­rę za „bo­ha­te­ra na­ro­do­we­go”…”

całość tu: wirtualnapolonia.com

…prawda że wzruszające? A jakie pouczające! Zwłaszcza wobec załatwienia (przy okazji) kwestii przynależności terytorialnej Wołynia, choć jeszcze nie tak dawno Putin proponował Polsce rozbiór Ukrainy a sam interweniował (oczywiście nieoficjalnie) w Donbasie w obronie mniejszości rosyjskiej (jakby na Wołyniu polskiej mniejszości nie było 🙂 ). Wylazła tu cała perfidia imperialistycznych ciągot Rosjii do dzielenia i rządzenia bez względu na fakty.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

To miło że „Głos Rosji” pamięta o krzywdach Polaków doznanych od UPA na Wołyniu. Jestem za to osobiście na prawdę wdzięczny zwłaszcza że nikt z „naszych” „umiłowanych przywódców” (co również z wielką troską wytyka rosyjska gazeta) nie potrafi się o to u Ukraińców upomnieć… Ale czy „Głos Rosji” mógłby przy okazji poprosić, lub w równie dobitny sposób zapytać Putina o Katyń i całą masę zbrodni popełnianych w „wyzwolonej” przez ZSRR Polsce (niechby chociaż przestał przy każdej rocznicy opowiadać o tym że w 39 tym ZSRR Polskę wyzwoliło). Może chociaż oddałby wrak Tupolewa? Albo pal licho tę historię którą przecież sami dobrze znamy (bez łaski Putina), niechby chociaż otworzył nam archiwa KGB i GRU na temat zdrajców i konfidentów z czasów PRL, którzy do dziś nie zostali rozliczeni za swoją zbrodniczą działalność, a ciągle żyją pousadzani w różnych organach władzy państwowej i sądowniczej… A potem bardzo chętnie będę czytał i dziękował za to jak Rosja troszczy się o nasze nierozliczone historie z innymi sąsiadami.

Hipokrytów nie cierpię strasznie. Pytanie do dziennikarki „Głosu Rosji” brzmi: a kto korzysta w Rosji i w Polsce na zmowie milczenia w sprawach przeze mnie wymienionych a nie rozliczonych? Niech się Rosja rozliczy z nami bez udawania naszych przyjaciół i zatroskanych naszą krzywdą której nie jest ani żyrantem ani nie dostała upoważnienia żeby się za nas czegoś dopominać… Jak ktoś nie widzi o co w tej gierce Putinowi chodzi to ja mocno współczuję… „Zobaczyła żaba że konia podkuwają i sama łapę podstawia” 🙂

Powtarzam że nie mam za złe tego, że medium Putina pamięta o krzywdzie Polaków, miło mi jest to czytać i wiedzieć że Rosjanie też mogą o tym przeczytać. Ale ten tekst nie został napisany po to, żeby się upomnieć za nas o naszą krzywdę, ale został napisany dla politycznych celów Rosji (to widać gołym okiem!). Chodzi o to by podsycać nieufności między nami a naszą najbliższą zagranicą (Ukrainą), co nie jest w naszym interesie tak samo jak nie jest w naszym interesie rozwój banderyzmu na Ukrainie, ale nie możemy zamieniać jednego na drugie! Musimy do obu spraw zachować zimny i zdrowy dystans, i nie dać się omamić „dobrą wolą” Kremla. Tak jak należy z uwagą przyglądać się temu co robi Poroszenko na Ukrainie (bo on tam teraz hospodar, z nadania to z nadania ale Janukowycz też był z nadania), tak z JESZCZE WIĘKSZĄ uwagą należy przyglądać się temu co robi Putin… Ja wiem że on w Donbasie i na Krymie broni interesów Rosji (ma do tego „prawo” – silniejszego 😉 ), ale nie dajmy się zwieść że on chce przy okazji ująć się za naszą krzywdą bo to bzdura.

Putin będzie rzecz jasna jeszcze nie raz sobie nami gębę wycierał – aż do skutku (obyśmy tego skutku nigdy nie musieli odczuć na własnej skórze)… Nie dajmy się nabierać na pojednawcze gesty, bo gdyby Putin na prawdę chciał z nami pojednania (a nie wyłącznie sterowania nami we własnym interesie jak jedną ze swoich „republik”) to mógłby nas sobie zjednać w jednej chwili załatwiając jedną z tych spraw o których wspomniałem.

…Czy w związku z tym należy Putinowi jak niektórzy uważają pomóc? (Odys)

3. Lachy pomogą Putinowi, ale tylko w Chrystusie.

„W trudnym, czy może nawet przełomowym momencie dla Rosji, Lechici wyciągają rękę sąsiedzkiego porozumienia w stronę Rosjan. Nie może być inaczej, od losów Rosji zależą obecnie losy i naszej całej Lechickiej Cywilizacji, a nie tylko strzępów dawnego PRL, z którego jesteśmy wypędzani przez zagranicznych właścicieli naszych ziem. Patrzenie na ludobójstwo Rosjan, którzy wyniszczani – znikają z mapy narodów – nie jest czymś obojętnym dla nas. Pomoc w potrzebie jest to dla nas ważną – fundamentalną – postawą katolicką, a także i narodową, bo i my również jesteśmy na tej samej liście śmierci. Podając więc rękę Rosjanom podtrzymujemy nasz własny obóz, czyli pomagamy samym sobie.

Rosja swoim potencjałem przestrzennym i ideowym, sięgającym od naszej części Europy, aż po granice z Japonią, jest  ustalonym i przewidywalnym dla nas elementem stabilizacji cywilizacyjno – politycznej, który jako taki daje nam niezbędne zaplecze geopolityczne. Bez Rosji skutecznie kontrolującej swe tradycje strefy wpływów i nasze relacje z naszymi sąsiadami musiałyby ulec jeszcze gwałtowniejszej zmianie i to na naszą niekorzyść. Pozytywny fakt oparcia się Polski o ten wielki mur rosyjski jest niezbity i jako taki jest częścią  konstrukcji naszego i państwa, i zapleczem terytorialno-biologicznym naszego narodu. Osłabienie tego muru nie leży w polskim interesie!

Jest faktem bezdyskusyjnym, że tak historycznie, jaki współczesne relacje Polski z Rosją były i są bardzo trudne. Ale jest bardzo wiele okoliczności historycznych, które są w Polsce przemilczane, czy wręcz zakłamane, a nie zawsze stawiają one Rosję w bezdyskusyjnie niekorzystnym świetle, a Polskę w roli niewinnej ofiary. O ile rola Rosji w rozbiorach jest omawiana już na poziomie szkoły podstawowej, to rola Polski Piłsudskiego w ustanowieniu imperium bolszewickiego jest całkowicie nieznana. A jest przecież oczywiste to, że bez destruktywnej roli Piłsudskiego w stosunku Białej Rosji, bolszewia nigdy by nie mogła rozlać swego rakowego polipa na tak gigantycznych obszarach i nigdy nie mogłaby ustanowić Kraju Rad. Piłsudski odegrał w stosunku do Białych taką samą rolę zbrodniczego sabotażysty, jak zaraz potem państwa ościenne w stosunku do Polski w 20 roku, kiedy to utrudniały one dostawy zaopatrzenia wojennego do Polski. W tym kontekście porównywanie opresji carskich w okresie rozbiorowym z okresem bolszewizmu – jego ludobójstwem –  nie daje nam walorów cnoty w jakichkolwiek historycznych porównaniach. I nie popadajmy  tu w polski fetysz indywidualizmu polegający na tym, że Polak nie poczuwa się do odpowiedzialności za ogół, lub za władzę zwierzchnią – to typowo polski grzech, zwany w teologii katolickiej „grzechem cudzym”. Każda władza, nawet najbardziej brutalna  czy obca nie stanowi usprawiedliwienia dla pasywnego społeczeństwa, którym ona poniewiera. Społeczeństwo ma głęboko moralny – teologiczny –  obowiązek zwalczać niemoralną władzę ze wszytkach sił i każdymi środkami. To dlatego, że zło czynione przez władzę spada – w oczach Stwórcy – na konto grzechów tego społeczeństwa. Tusk swoimi zbrodniami przeciw Polsce obciąża nasze sumienia i to my Polacy mamy na rękach krew niewinnych, bo nie potrafimy tego bandyty obalić. I podobnie było z Polską Piłsudskiego – krew narodów Rosji pokalała nasze ręce. Pomnik bolszewika gwałcącego polską ciężarną kobietę był bardzo autentyczny, ale tylko w swej doraźnej wymowie. Bo takich zgwałconych ciężarnych kobiet było wiele, także i w Rosji – Rosjanek gwałconych przez te zwierzęta, z którymi Polska zawarła pakt pokojowy, nie popadajmy więc w samookłamywanie się.

Dziś nie chodzi jednak o rozliczenia historyczne, ale o ratowanie Polski przed rozpadem – to plan minimum, a plan maximum to – miedzy innymi – otwarcie opcji poszerzenia naszych granic terytorialnych, a nie dotyczy to jedynie granic wschodnich. Ta obecna trudna rola Rosji, która w końcu chyba przestała się zgadzać na swe przerażające upokorzenia, sprawia, że Rosja potrzebuje sojuszników do tego, aby moc stawić czoła globalistom.

Polska takim sojusznikiem Rosji może zostać – i to mimo obecnych władz w Warszawie. Władze kacyków unijnych Tuska, Komorowskiego i reszty tej swołoczy niższego żołdu, dawno już utraciły tytuł legalności konstytucyjno-prawnej i zerwanie listka wstydu z tych bandziorów nie musi być trudne czy tym bardziej niemożliwe. A taka okoliczność – strach – jest chyba brana pod uwagę przez obecnych przedstawicieli okupantów, którzy chyłkiem wprowadzają przepisy o prawie do wprowadzenia na teren Polski obcych „sił porządkowych”. I w takim kontekście to te nagłe manewry NATO są chyba bardziej wymierzone w Polskę niż w Rosję. Bo kto wie, czy przy okazji tych manewrów, nie zostaną ustanowione jakieś stale przyczółki baz, będących zapleczem dla Gladio, albo Izraela. Byłoby to ustanowienie w Polsce ośrodków zbrojnych i policyjnych, i wojskowych, które byłyby gotowe do akcji przeciw Polakom.

Jest zupełnie możliwe, że Rosja może sobie sama poradzić z tym strasznie rozrośniętym nowotworem, ale niewątpliwie będzie to okupione ogromnymi szkodami cywilizacyjno- mentalnymi, a co nie wyjdzie nam samym na dobre. Problem ten ma bardzo wiele aspektów. Weźmy jeden z nich:  tak w Polsce, Rosji , czy w innych krajach używa się błędnych pojęć: Zachód, Europa etc. Rosyjscy demagodzy od Putina  atakują „Zachód”, a  zachodnie politruki tego „Zachodu” bronią. Zaś ani jedni, ani drudzy nie mają racji.  „Zachód” nie jest pojęciem geograficznym czy narodowościowym , a jest pojęciem ściśle cywilizacyjnym  – „Zachód”, „Zachodniość” tzn. Prawo Rzymskie w połączeniu z wyznaniem katolickim. A według tego prostego kryterium obecna Francja nie jest już Zachodem, ani też Zachodem nie jest np.  Bundesrepublika Angeli Merkel. A tak jest już od dawien dawna i jest to proces dynamiczny. „Zachód” zaczął umierać na zachodzie z chwilą ustabilizowania się tam protestantyzmu, którzy żadnym chrześcijaństwem nigdy nie był, a jest jedynie „judaizmem z wieprzowiną”, jak to definiował filozof Heine. Podobnie jest z drugim członem symbiozy tworzącej „Zachód”-  z widzialnym Kościołem Świętym. Z chwilą pogodzenia się  papieży z okupacją narodów katolickich przez zbory protestanckie w krajach zachodnich Święty Kościół Katolicki, w swej widzialnej postaci, rozpoczął okres swego upadku, a którego najlepszą ilustracją jest obecny błazen ubrany na biało , który jak cyrkowa małpa jest obwożony białym jeepem wśród prostackiej gawiedzi.

Oprócz więc całego ogromu pomieszania, jesteśmy dodatkowo w sytuacji rozwoju błędnych pojęć, nadużywanych przez krzykaczy obu stron, które to pojęcia – z czasem, na trwale –  mogą się zakorzenić w naszej świadomości, a co nie byłoby korzystne dla jasnego rozumienia sytuacji. Zachód jest dodatkowo zaatakowany przez orient, a głównym jego przedstawicielem jest judaizm, który ma wybitną zdolność do podszywania się pod przeróżne instytucje, idee czy wyznania, a nawet osoby fizyczne.   Trzeba zatem spróbować spokojnego spojrzenia na te problemy. W pierwszym rzędzie – w  rozważaniach czy ocenach – rozdzielać narody od ich nielegalnej władzy, a nawet struktury państwowe, które są już zupełnie obcego pochodzenia, a w Polsce – co szczególnie ważne – nawet od jej okupantów. Należało by ideę , wiarę odróżnić od jej fałszywej powłoki, żydów usunąć ośrodków nominalnie polskich, tzn.  ożywić hasło „Polska dla Polaków”

…Kiedy więc Lechici na nowo rozpoczną budowę Pospolitego Ruszenia, musi to być Ruszenie pod wezwaniem Jezusa Chrystusa Króla Polski. Rozmowy zaś w Rosjanami muszą odbywać się w Chrystusie Królu. Między Lachem a Rosjaninem:  Chrystus, w Chrystusie i dla Chrystusa.

….a Putin? …. Putin jak chce, może się do nas przyłączyć, pomożemy mu, ale pod warunkiem, że  w Jezusie Chrystusie Królu Polski.”

całość tu: wirtualnapolonia.com

…Na początek chciałem autora zapytać o co chodzi w tym nazywaniu Polaków „Lachami”? Przecież to jednoznacznie pogardliwe określenie, używane z lubością od wieków wobec nas przez wschodnią swołocz… Podobnie jak nadużywane (ot dla samej dzikiej satysfakcji, podbudowania własnej wyższości czy może innej sytuacji materialnej? – nie wiem) przez niektórych „rodaków” słowo „goj” – charakterystyczne z kolei dla swołoczy żydowskiej… Czy to normalne żeby osoby podające się za polskich patriotów używały takich określeń wobec innych Polaków, na mańkę tych, którzy „stoją za wszystkim” i przed którymi nas się przestrzega, oraz na mańkę tych w których niedźwiedzi uścisk nas się wpycha? Ale wracając do rzeczy to chciałem zapytać o jakiej Rosji rozmawiamy?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

O tej która jest „w żalu po śmierci Mikulskiego”? A może o tej z „czterech pancernych”? Albo o tej, która według WYRAŹNYCH słów samego Putina zgodzi się na NWO ale pod swoimi warunkami? Czy też może o tej, w której Putin nakłada na Polaków sankcje gospodarcze? (bo chyba Putin zdaje sobie sprawę że „polski rząd” wyżywi się sam, a jedyne co Rosja osiągnie tymi sankcjami to rosnąca nieufność właśnie zwykłych Polaków wobec Rosji) A może chodzi o tę Rosję, która wiecznie po kryjomu knuje ze swoimi agentami którzy tu pozostali po „obaleniu komuny” by pilnować interesu i kombinować jak nas wydymać na gazie i ropie, oraz jak podkupić polskie firmy za pośrednictwem użyciem „lichwiarskiej” giełdy? W jaki sposób Rosja zamierza stosując te wszystkie zagrywki przekonać jednocześnie Polaków do tego że widzi w Polsce (tak jak to się w artykule przedstawia) „sojusznika” (i do jakiej konkretnie sprawy?).

Czy Rosja, która ma prawo dbać o swój interes (ja to wszystko rozumiem i nie dziwię się wcale) „musi” nam wiecznie podsrywać i traktować jak dziwkę, nie różniąc się w tej materii NICZYM od tzw. „zachodu”, którym z tego samego powodu (niewolenia państw narodowych) pogardza? „Wiódł ślepy kulawego” i „przyganiał kocioł garnkowi” 🙂 Ruski nacjonalizm w miejsce brukselskiej babilońskiej niewoli… Ot! z deszczu pod rynnę.

Silna Rosja jest w takim samym polskim interesie jak silna Ukraina czy Niemcy… Niech się zagryzą wszyscy na śmierć, byle Polska chociaż raz nie dała się wepchać w jakąś awanturę. Bo w interesie Polski jedynie silnym państwem jest POLSKA (tylko i wyłącznie). Poprawne kontakty handlowe i dyplomatyczne proszę bardzo! Nigdy jednak nie przytulę do serca narodu, który w większości uważa że 17 września 1939 r. dokonało się „wyzwolenie Polski” i że cały powojenny okres PRLu (przywiezionego w teczce z Moskwy), to był okres normalnych stosunków polsko-rosyjskich (a tak dziś uważa Putin chwalący się i pielęgnujący pamięć ZSRR – najbardziej zbrodniczego wroga i okupanta Polski).

Ja tam nikomu nie zabraniam myśleć jak Pan Cierpisz, ale mnie z tą „logiką” i z tym „wielkim rosyjskim murem” o który jak pisze autor powinniśmy się oprzeć jakoś nie jest po drodze, albowiem ten mur to miejsce polskiej kaźni której Putin nie chce obiektywnie potępić. Więc dopóki w Rosji nie nastąpi zgodne z prawdą rozliczenie swojej historii i porzucenie zapędów imperialistycznych wobec sąsiadów, to nie może sobie Rosja wymagać zrozumienia/poparcia u Polaków dla jej obecnej racji stanu (a już nie daj Boże jakiejś pomocy), która jest wbrew temu co sugeruje autor sprzeczna z Polską racją. „Co było a nie jest nie pisze się w rejestr” to lewackie myślenie a katolicka zasada przebaczenia i pojednania nie występuje tam gdzie nie ma żalu za grzechy, zadośćuczynienia i postanowienia poprawy. Nie chcę żyć ciągle przeszłością. Piłsudski zrobił źle nie pomagając Białej Rosji, ale czy przypadkiem Piłsudski nie był socjalistą, i czy pomimo tego nie walczył przede wszystkim o Polskę niepodległą z tą samą bolszewią której nie pomógł Białej Rosji zniszczyć? Czy przy pomocy wybitnych dowódców nie powstrzymał jej ostatecznie zamiast ją po prostu wpuścić do Polski? I co to za sugestie o „grzechu cudzym” pomieszanym z „pasywnym społeczeństwem, którym władza poniewiera”? Gdzie tu odpowiedzialność samych Rosjan za bolszewię? Panie Cierpisz Pan bredzisz! To nie my powinniśmy się za bolszewię kajać, a Rosjanie którzy dali sobie ją narzucić i jeszcze za nią poszli wpieriod mordując, rabując, gwałcąc i pustosząc wszystko na swojej drodze. A zatem dopóki Rosja nie rozliczy się najpierw sama ze SWOIMI demonami (dziś chyba może już to zrobić więc czemu tego nie robi?), a zwłaszcza z tymi które nękały Polskę, to dyskusja o pojednaniu we wspólnej krzywdzie jest (przynajmniej dla mnie) marzeniem ściętej głowy. Jak wspomniałem nie chcę Rosji wypominać „zamierzchłej historii”. Niech Putin odda Tupolewa, otworzy archiwa ZSRR dotyczące tych wszystkich „żydów” (wszak przecież tylko o nich idzie nieprawdaż?) którzy mordowali Polaków i rabowali nasz narodowy dobytek (i do dziś rabują!). Na co Putin czeka skoro to nasz wspólny wróg? Czemu on tych ludzi chroni zamiast pomóc nam i jednocześnie sobie zyskując dzięki temu dozgonną sympatię narodu polskiego? No czemu?! Czemu utrzymuje Polskę w „zażydzeniu” i czemu Pan sugerujesz że tak „zażydzony” polski(?) naród powinien Putinowi pomóc?
Póki nie nastąpi ze strony Rosji akt dobrej woli (chociażby w traktowaniu Polski jak PARTNERA a nie jak k… do rżnięcia), to nie ma co od Polaków wymagać że Putin ze swoimi „jajami” (a i owszem w interesie Rosji coś tam w spodniach ma 🙂 ale TYLKO w tym interesie) będzie wystarczająco godny zaufania… Z sąsiadem zawsze w zgodzie żyć trzeba (zwłaszcza z silniejszym!), ale zachłystywanie się tym jaki to on nam potrzebny silny (choć nas wyzyskuje do spółki z USraelem i Niemcami) i sprawny trąci co najwyżej (nie dokończę… każdy niech sobie sam dopowie)
Polecam lekturę – „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Oczywiście że nie możemy też stawiać Rosji żadnych żądań (w sumie będę pisał za siebie żeby nie wejść w „deklaratywny” ton Pana Cierpisza że oto „MY” Putinowi pomożemy 🙂 co brzmi jeszcze bardziej fantazyjnie od domagania się przeze mnie prostej sprawiedliwości dziejowej od Rosji – co mogłoby nasze narody zbliżyć bardzo szybko! bez niepotrzebnego rzucania kamieni na szaniec)… albowiem nie jestem naiwny a tylko sobie głośno fantazjuję, nie mniej do tego uprawniony od Pana Cierpisza, który tu wchodzi w buty jakichś „MY” i już niemal wysyła kontyngent polskich patriotów żeby Putinowi „w imię Chrystusa” (którym sobie Putin poprzez kupioną Cerkiew próbuje pysk wytrzeć) pomóc. Guzik mnie obchodzi że on jakieś idiotki z „Pussy coś tam” zamknął na życzenie Cerkwi do pierdla (albo traktujemy to jako coś normalnego, albo rzeczywiście powinniśmy teraz Putina ogłosić świętym 🙂 ) czy że zabronił homoparad, bo to są jego problemy w Rosji która po pierwsze jak widać też ma problemy z moralnością i też pomału dziczeje zarażona „zachodem” (tak samo jak i my).

Pytanie jak to się stało, że mimo panowania w Rosji tak „bogobojnego” nieprzesiąkniętego zgnilizną zachodu Cara, Rosja została doprowadzona do tak marnego stanu w jakim się obecnie znajduje (i nie mam tu na myśli zbilansowanego budżetu). tj. zdemoralizowana i wyludniona, zagrożona przez chińskie osadnictwo i skłócona z Europą? Czy to nie sam Putin i jego „biała gwardia” odpowiada za ten stan rzeczy. Przecież on na zmianę z Miedwiediewem rządzi już tyle lat! Jak to w ogóle możliwe, że jeden człowiek musi ogarniać i myśleć za cały naród, bo mu się inaczej państwo rozleci? Dlaczego ten rosyjski naród jest taki bezbronny i tak bardzo UZALEŻNIONY od surowców (a w zasadzie od jednego). Kto ten rosyjski naród tak skundlił? Gdzie ta rosyjska „biała” inteligencja i czemu brata się z bolszewikami/KGBistami a nie z narodem? Czemu oni wszyscy trzymają dolary na kontach zagranicznych i na zachód posyłają swoje dzieci do nauki skoro ten zachód zły i należy z nim walczyć? Oczywiście z czystego pragmatyzmu, więc proszę Pana Panie Cierpisz nie opowiadaj Pan bajek o jakiej moralnej wyższości Putinowskiej Rosji bo to bzdury są. Posłużę się cytatem znalezionym w internecie. Pisze „abc” 22/12/2014:

„…jak można traktować kraj który śpi na ropie i gazie, do tego ma dostęp do cennych metali, a mimo to nie potrafi wyprodukować zwykłych dóbr konsumpcyjnych? Nie potrafi nawet jabłek wyhodować (może i potrafi – ale magazyny do przechowywania to już za trudna technologia).
Nie ma nawet technologi, która pozwoli utrzymać i rozwijać wydobycie ropy i gazu? Musi polegać na tym strasznym zachodzie.

Jak traktować tak wielki i bogaty surowcowo kraj z potencjałem ekonomicznym mniejszym od kaliforni? jak traktować kraj który był jeszcze niedawno lubiany przez ukraińców a teraz jest przez nich nienawidzony? Jak traktować kraj którego nie lubią i trzymają dystans wszyscy sąsiedzi? Tak wiem spisek ameryki. Ale trzeba być niezłym „fool” aby dopuścić do takiej sytuacji.
Do tego odgrażanie się się że jak Europa i USA nie chce to polecimy schować się pod spódnicę do Chin tylko pokazuje słabość Rosji. Chiny może ich przygarną ale nie za darmo.

Rosja idzie na dno. Można się obrażać na Amerykę, śmiać z bycia kolonią Waszyngtonu itd. Ale to Rosja idzie na dno. To rosjanie właśnie zaczną mieć problemy życia codziennego. To Rosjanie maja ogromne dysproporcje w majatku (od bogaczy do biedoty) i to biedota będzie miała puste żołądki. A jak wiadomo to od pustych żoładków zaczyna się przewroty. I na nic wyśmiewanie przez zaciśnięte zęby że to sponsorowane z USA. Przewrót to przewrót.
A Rosja to państwo silne słabością swoich obywateli. Piekło libertarianina, raj socjalisty. To musi upaść…”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Zamiast dowalać Polakom od tej strony że „zaniedbują” Rosję skupmy się na tym co możemy najpierw dla siebie zrobić. Mnie interesuje Polska a nie Rosja (na pewno nie „taka”), ale taka Polska w której to nie Putin nam niesie „pomoc” (zamykając Maleńczuka czy Nergala – co mi po tym?) ale gdzie sami sobie pomagamy (w pierwszej kolejności), tak że Maleńczuki, Nergale i cała ta zsatanizowana i zlewaczona gawiedź siedzi jak trusia i zajmuje się sobą w swoim środowisku, i polskiej tradycji nie rusza nie ze strachu przed Putinem a z szacunku do wypływającej z tej tradycji siły narodu. To jest nasz priorytet – POLSKA na pierwszym miejscu! Zanim wyruszymy z „krucjatą” na wschód, żeby się znowu wykrwawić za tych którzy nie są nam ani braćmi (słowiańszczyzna? a co to za nowe/stare pogaństwo?) bo ani długu u nich żadnego nie mamy, ani podziękowania nie ma co oczekiwać, za to krzywdy do tej pory ani nie uznane ani nie zadość uczynione a co najwyżej pogarda (dla „lachów”)… Lubię „styl” Putina bo podoba mi się jako mąż stanu i życzyłbym sobie kogoś takiego (z takim kategorycznym podejściem do interesu narodowego) na polskim tronie (a nie w parlamencie – „parle” mowa, przemówienie), który raz określiłby Polskę jako kraj wolny od wszelkich obcych wpływów i danin na ich rzecz (czy to z krwi czy to z pracy) a obywatelom dał WOLNOŚĆ i własność nad tym co tylko będą w stanie wypracować… A Rosja? Rosja sobie poradzi i bez nas i bez Ukrainy (do której teraz musiałaby dopłacać miliardy a co za nią i w porozumieniu z nią będzie robił „zachód” również za nasze pieniądze) w którą też w głupi sposób się uwikłała, tak że Putin bidulek nie wie teraz jak się z tego wyplątać bez strat na budżecie (który mu się rozsypuje po spadkach ropy i deprecjacji Rubla) i na prestiżu (głównie u swoich rzekomo „białych” sztabowców). Jeśli wybuchnie wojna to będzie to taka sama wina Putina jak i USA (większa rzecz jasna przypadnie temu kto zacznie). Jeśli nie wybuchnie to tylko od szybkości omiatania pałką milicyjną będzie zależało jak długo Putin utrzyma porządek w Rosji przy tak spadających dochodach państwa z powodu niskich cen ropy i słabej walucie. Oby sobie poradził i nie musiał używać armii ani milicji żeby utrzymać porządek.

W związku z tym wiem też doskonale dlaczego Putin puszcza oko do NWO 🙂 i nie mam mu tego za złe (bliższa koszula ciału – „jak nie możesz ich pokonać to się przyłącz”), ale rozpatruję ten przypadek jako niemal jedyny na tym forum (zdziwiony że żaden z uczulonych na masonerię i żydów „specjalistów” których na nim nie brakuje, nie zauważył tego gestu 🙂 ) i to mnie trochę niepokoi a trochę bawi, zwłaszcza w kontekście słów Pana Cierpisza o tym że „Rosja potrzebuje sojuszników do tego, aby moc stawić czoła globalistom”. Natomiast póki widzę te niuanse to nie mogę nad nimi przejść do porządku dziennego. Co nie znaczy że nie zostawiam sobie furtki pewnej tolerancji na to co ma do zaoferowania Polsce Rosja, bom nie jest na tyle głupi ani też zajadle pamiętliwy, żeby nie kalkulować ekonomicznie, albo żeby się (jak robią to nasi „umiłowani przywódcy” głównie z opozycji) uzbrojonemu w kałacha szabelką odgrażać. Rosja to ogromny rynek zbytu i źródło względnie tanich jak ktoś umie negocjować z Rosjanami surowców (zwłaszcza energetycznych, od których się sami uzależniliśmy za sprawą „umiłowanych przywódców”)…

Wybierać nam między zachodem a wschodem nie trzeba (wiemy co Polskie to tego się trzymajmy i zróbmy najpierw u siebie porządek zanim „pomożemy” Putinowi podbić NWO 🙂 ) ale że niestety w ten sposób mówić można by było dopiero w normalnych warunkach, w których nasz naród się obecnie nie znajduje, to i nie musimy sobie trawić głowy na wybór, bo już za nas wybrano (tego też jestem tego świadomy) i szkoda tylko, że owej beztroski nie można również rozciągnąć na konsekwencje owego wyboru. Pomyślałem więc sobie, że co mi szkodzi napisać o moich wątpliwościach odnośnie „pomaganiu Putinowi w imię Chrystusa” i że warto pewne sprawy sobie wyjaśnić zawczasu (choćby i w założeniach) żeby być np. gotowym na jak to się mówi „najlepsze”, co każdemu może się jak ślepej kurze ziarno trafić, a co Polsce się czasem na przestrzeni dziejów trafiało („gdzie dwóch się bije” i gdzie „każdy swego”)…

W skrócie chodzi tylko o to że jak dla mnie to Putin jest tak samo (tylko w innym wymiarze) „dobry” dla nas jak ten „zachód” cały (nie interesuje mnie i nie mam zamiaru się kłócić czy mniej czy bardziej – co za różnica)… Polacy powinni Reja pamiętać „że swój język mają” i swoich wartości winni pilnować zamiast przyklejać się czy to do babilonu czy to do bizancjum…. Jako wolny człowiek mam prawo wątpić w to co Pan Cierpisz nastręczył w swoim artykule. Zwłaszcza że….

4. Polityka rosyjska wobec Polaków (Aleksander Gella) czyli Bracia Moskale nigdy nie istnieli (Andrzej Talaga).

„…Metodą wspólną dla wszystkich trzech zaborców były wysiłki, w pewnym stopniu udane, zaadoptowania do własnych usług najmożniejszych rodów, a umniejszania prawa całej pozostałej masy szlachty polskiej. Najradykalniej sprawę załatwiła Rosja. Już Katarzyna II specjalnym dekretem podzieliła szlachtę polską na sześć kategorii, narzucając restrykcje na szlachtę wyznania rzymskokatolickiego. Umożliwiło to carom kreowanie nowej szlachty — urzędniczej, podzielonej według nomenklatury zbliżonej do rosyjskiej. Katarzyna również rozpoczęła deportacje rodzin szlacheckich z Polski w głąb Rosji już w dwa lata po I Rozbiorze. Pierwszymi ofiarami tej polityki byli konfederaci barscy. Obliczano te ofiary na 3 do 6 tysięcy. Wcielano ich do pułków kozackich. Karol Lubicz Chojecki, jeden (lub jedyny) szczęśliwy, któremu udało się zbiec i ,,idąc po gwiazdach” powrócić do Polski, podaje ich liczbę na 5.600. Pozostały po nich ślady w zachowanych czysto polskich szlacheckich nazwiskach w zruszczonych rodzinach rozsypanych na terenach zachodniej Syberii. Po upadku Powstania Kościuszkowskiego, Katarzyna II rozkazała [Ukaz z 7 IX 1794 r.) polskich jeńców, oraz nawet Polaków z wojska rosyjskiego przenieść do garnizonów w głębi imperium. Natychmiast po III Rozbiorze rozszerzyła ten rozkaz na „włóczących się” byłych wojskowych polskich. W rok później zaakceptowała plan rozbicia całej tzw. szlachty czynszowej, zależnej ekonomicznie od magnaterii. Był to projekt hr. Zubowa, który „zatroskany” o przyszłość tej warstwy uzależnionej od magnatów polskich, (którym ta drobna szlachta przestała być potrzebna jako masa wyborców) zaplanował dla niej przeniesienie nad południową granicę imperium, aby tam z tych ludzi znanych z bitności — dla celów obrony państwa — utworzyć klasę ,,nie tylko rolników, ale i wojskowych”. Na szczęście te pierwsze masowe deportacje przerwało objęcie tronu przez Pawła I w 1797 r. Wówczas to delegacja szlachty guberni bracławskiej złożyła podczas jego koronacji, petycję do tronu, w której pisała: Ludzie obojej płci tak z poddaństwa, jako też nawet ze szlacheckiego urodzenia w znacznej tysiąców liczbie przez różne wojskowych komendy, a nawet i partykularne osoby, częścią podstępnymi sposobami, lecz najczęściej otwartą przemocą i siłą z tego kraju są zabrani i albo w głąb Rosji, albo najwięcej na stepy Besarabii przez partykularne osoby zaprowadzeni zostali…

Autorzy petycji prosili cara o powrót tych przesiedleńców. Później już, gdy dogasało Powstanie Listopadowe, car Mikołaj I, w październiku 1831 r. rozkazał przesiedlić na tzw. linię kaukaską lub do obwodu kaukaskiego — 5000 rodzin szlacheckich z guberni podolskiej, aby później … osadników tych przeznaczyć do służby wojskowej. Za tymi pierwszymi tysiącami poszło wiele następnych. Policzyć wszystkich — nie sposób! (Najwięcej danych zebrał cytowany tu prof. Henryk Mościcki). Stawiających opór wcielano do ,,stanu Kozaków”. Tym oczyszczeniem z elementu polskiego ziem przyłączonych do Rosji, kierował carski Komitet Zachodni. Wielkorządcy i gubernatorowie byli wyko-nawcami planów Komitetu. W 1831 r. tylko z Podola wysiedlono 1.200
rodzin szlacheckich. Opisujący gubernię podolską, oficer sztabowy Twieritinow kilkakrotnie wspomina o corocznym przesiedlaniu, czasem całych wsi do gubernii małą ludność posiadających. Nielepiej działo się na Litwie, gdzie z siedmiu tylko gubernii w latach 1832-1849, ,.według starannych obliczeń prof. Korzona”, ekspatriowano około 54 tysiące ,,odnodworców”, czyli najuboższą szlachtę osiadłą na małych kawałkach własnych lub czynszowych gruntów oraz tę, która utrzymywała się ze służby po większych dworach.

Najokrutniejszy okres niszczenia elementu polskiego na Litwie i Rusi nastąpił dopiero po 1863 r (…) Rozbijano w ten sposób przede wszystkim najuboższe grupy szlachty. Domagała się składania tych dowodów już Katarzyna II, ponowił je Paweł I; Aleksander I przedłużył pierwotny termin (11 1808 r.) na czas nieograniczony, ale Mikołaj I  znów polecał parokrotnie (w r. 1826, 1828, 1829, 1830) dokonania ścisłe) rewizji spisów szlacheckich… Ten proces niszczenia stanu szlacheckiego miał najostrzejsze formy na ziemiach zabranych, włączonych w organizm administracyjny imperium. Natomiast w Królestwie Kongresowym ciosem zasadniczym  wymierzonym w stan szlachecki, było dopiero ustanowienie urzędu Heroldii 1 stycznia 1836 r. (…)

„Zrezygnujmy więc z tego „gdybania” i zatrzymajmy się na przeglądzie strat obliczalnych. Nie mam nic nowego do dorzucenia do tego, co już dawno zostało obliczone przez wielu historyków powstania. Ale przypominając te dane, chciałbym pomóc współczesnemu czytelnikowi uświadomić sobie smutną prawdę, że jeszcze po 1832 r. Polska była dla Rosji ciągle tylko powaloną, ale żyjącej potęgą; carat wiedział, iż nawet na ziemiach włączonych do państwa moskiewskiego, depcze po żyjącej tkance polskiej kultury, tak trudnej do wchłonięcia, gdyż tak silnej i rażąco odmiennej. Po roku 1864 zaborca wiedział, że nareszcie złamał stos pacierzowy swego powalonego rywala i, że odtąd musi go już tylko systematycznie rusyfikować. Mógł więc sobie pozwolić na terror, który był niemożliwy bez uprzedniego fizycznego zniszczenia infrastruktury polskiego życia narodowego. Na „ziemiach zabranych” udało mu się to w dużym stopniu. Popatrzmy więc przez chwilę na rosyjskie zyski z powstania oczyma Moskala. Bezcenne są w tej mierze urzędowe listy Michała Mikołajewicza hr. Murawiewa, zwanego przez swych współczesnych po prostu „Wieszatiel”. Chociaż był wielkorządcą tylko „Kraju północno-zachodniego”, czyli terenów b. Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednakże opinie, sugestie i opisy posunięć tego wielkorządcy stanowią obraz całej polityki Moskwy w stosunku do pokonanego narodu polskiego, a tyle tylko różne od innych, że wyrażone z w pełni poufną szczerością barbarzyńcy.

Chociaż tylko na Litwie, Żmudzi i Białorusi represje rosyjskie przy-brały formę tak totalnego niszczenia polskości, niemniej jednak prof. Henryk Mościcki, który przed 60-ma laty listy „Wieszatiela” wybrał i ogłosił w przekładzie, miał rację pisząc, iż posiadają one symbolicz-ne niemal znaczenie w dziejach konfliktu polsko-rosyjskiego. A co najsmutniejsze dla nas, to fakt, iż za rządów Murawiewa i dzięki jego metodom, wykopana została na ziemiach Litwy i Białorusi przepaść pomiędzy Polakami i innymi grupami narodowościowymi, przesądzająca na przyszłość szanse Polski na tych ziemiach. To był trwały „zysk” rosyjski z polskiej matieży. Chociaż na tych listach opierało się wielu historyków w ostatnim półwieczu piszących o roku 1863, sądzę, iż warto podać tu garść fragmentów z tej korespondencji, które lepiej niż wszelki pośredni opis obrazują polski los w „Kraju północno-zachodnim”. Zanim jeszcze powstanie upadło, 7 stycznia 1864 r., generał piechoty Murawiew przesłał: „Do Pana Ministra Dóbr Państwa” A. A. Zielenoja …spis osób… uczestniczących w buncie… wraz z sugestiami, które przytoczę w skrócie:

1. Postarać się, by jak najwięcej majątków przeszło w ręce Rosjan. Tylko tym sposobem można dopiąć tego, że osiądzie w kraju tu-tejszym znaczna ilość właścicieli pochodzenia rosyjskiego, którzy, tworząc w pewnych miejscowościach ścisłą masę, będą mieli możność przeciwdziałania występnym zamiarom obywateli polskich, aby oderwać od Rosji jej gubernie północnozachodnie.
2. Z przesłanego Waszej Ekscelencji spisu osób, uczestniczących w buncie, raczy Pan zauważyć, że tylko bardzo nieznaczna ich część jest właścicielami samodzielnymi; większa zaś część są to dzieci przy rodzicach żyjących, a przeto nie korzystają z praw samodzielnych właścicieli. Okoliczności tej nie należy uważać za przypadkową: wglądając w system powstania, musimy zauważyć, że rodzice umyślnie zostawali w swoich majątkach, aby zaopatrywać bandy, w których były ich dzieci, w pieniądze, żywność i inne środki, licząc, że przytem unikną wszelkiej odpowiedzialności za czyny swoich dzieci…
(tu następuje rada, jak tych rodziców zmusić tylko do zamiany (majątków!  na pieniądze lub papiery wartościowe).
3. Zmusić osoby, które zostały wysłane drogą administracyjną za szkodliwy wpływ na społeczeństwo do oddalonych gubernii wielkorosyjskich, aby sprzedały w ciągu roku majątki… Obywatele ci, którzy zwykle należeli do najbardziej wpływowych osób w gubernii, dopomagali buntowi, jeżeli nie otwarcie, to wszystkimi zależnymi od nich środkami materialnymi i moralnymi i ich obecność w kraju tutejszym będzie zawsze szkodliwa dla rządu i spokoju publicznego.
4. Rozciągnąć przepisy o sprzedaży przymusowej także i na majątki, które nie podlegają konfiskacie, lecz które są pod sekwestrem

W konkluzji zmuszony jestem dodać, że dopóki obywatele Polacy zostaną w liczbie obecnej, nie można będzie uważać kraju tutejszego za zupełnie uspokojony i wyzwolony z czynników buntu.

Narzekając na „uprzednie błędy rządu”, które Rosję za drogo kosztują, dobry Rosjanin, Murawiew, już miesiąc później (1 lutego 1864 r.) przedstawiał temuż samemu ministrowi Zielenojowi swój pogląd historycznopolityczny na „Kraj zachodniopółnocny”.
… czas postawić jasno pytanie, czy Rosja ma tutaj istnieć, czy nie. Wielu z naszych mężów stanu nie ma odwagi wypowiedzieć szczerze swego zdania i działa dwuznacznie, obawiając się utraty popularności europejskiej, zapominając o Rosji. Czas nam nareszcie opamiętać się i przekonać, że kraj tutejszy od wieków był rosyjski i takim winien zostać, że żywioł polski jest tu napływowy i powinien być ostatecznie i stanowczo zduszony; teraz pora jest odpowiednia, aby z nim skończyć, gdyż inaczej Rosja straci bezpowrotnie Kraj Zachodni i stanie się Moskowią tj. tym, do czego chcą doprowadzić Rosję Polacy i większa część Europy. Czyż można na to pozwolić? Ale, niestety, jest wielu Rosjan, którzy współczują Polakom, i dlatego takie są wahania w działalności rządu i niezgodność w systemach zarządu prowincji południowych i północnozachodnich.

Wychowany na początku XIX wieku ten urzędnik carski był już nauczony, że „kraj tutejszy od wieków był rosyjski…” Ale poza tym, co było wpływem rosyjskiej szkoły, widzimy, jakim elementem ludzkim posługiwał się carat w dobijaniu powalonego przeciwnika. Murawiew zdawał sobie sprawę z tego co robi, i bał się opinii publicznej nawet w Petersburgu. Toteż już na początku tłumienia powstania 23 kwietnia 1863 r. prosił swego zwierzchnika i powiernika w stolicy: „Póki ja się tu z nimi załatwiam, należy o tym w Petersburgu nie rozgłaszać”. W następnym roku, 7 stycznia, komentował swe sankcje ekonomiczne:
Niektórym wydać się mogą pomienione środki uciążliwymi, przede wszystkiem myśleć jednak należy o Rosji i starać się, aby usunąć możliwość buntu w przyszłości: dlatego też nie można pozwolić na żadne pojednanie z żywiołem polskim, lecz trzeba go doprowadzić do tego stanu, żeby nie szkodził spokojowi i całości Rosji.

Murawiew rozprawiał się z polskością przede wszystkim przez uderzenie w drobną szlachtę, kler katolicki i stan urzędniczy. 7 marca 1864 r. pisał do ks. W. A. Dołgorukowa:

Obywatele zaś Polacy, szlachta tutejsza, księża, urzędnicy wyznania katolickiego i pozostała nieszlachta, prawie wszyscy, bez wyjątku, zawsze byli i będą jawnymi wrogami Rosji. Oni to przejęci tym uczuciem nieubłaganej nienawiści do nas i pragnieniem powszechnym swoich i wszystkich nieprzyjaciół naszych w Europie zachodniej, przez ciągłe knowania, na które pozwoliła słaba i błędna działalność naszego rządu, dążyli nieustannie do oderwania Kraju Zachodniego od Rosji, by odepchnąwszy nas do granic Azji, zrobić z nas, jak się wyrażają pogardliwie, dawną Moskowię lub Mongolię; gdyż wiedzą dobrze, że w razie utraty gubernii zachodnich, stracić będziemy musieli i stanowisko swoje w Europie.(…) 

…w tym samym liście do ks. Dołgorukowa doradzał, iż:

ze względu na sam pożytek państwa, konieczne jest spowodowanie rozłamu pomiędzy tą ludnością a innymi, wrogimi rządowi stanami, a zwłaszcza obywatelami ziemskimi pochodzenia polskiego. Powinniśmy bez wahania iść tą drogą, nie zważając na żadne protesty, i osadzać tu narodowość rosyjska przez zupełne zduszenie żywiołu polskiego… 

…Wiedział również „Wieszatiel”, że nie dość jest fizycznie pokonać Polaków. 25 grudnia ostrzegał: „Powinny działać wszystkie połączone siły rosyjskie, aby ten kraj przyłączyć na zawsze do Rosji, nie tylko orężem, ale i przez zlanie moralne”.

Powołując się na błędy poprzednich rządów w postępowaniu z Polakami, w których ręku była cała władza administracyjna kraju, dowodził (w liście urzędowym do ministra spraw wewnętrznych P. A. Wałujewa, z 22 stycznia 1864), iż wynikały one:

… ze zbytniego zaufania do obłudnych oznak przywiązania do Rządu ze strony  t u b y l c ó w .  (podkr. — A. G.), którym powierzone były wszystkie gałęzie zarządu w kraju, i kierując się wskazówkami doświadczenia, okupionego krwią i ciężkiemi ofiarami ze strony Rosji, uznałem za konieczne, aby zapewnić na przyszłość spokój w kraju, zastosować środek stopniowego zastępowania urzędników krajowych pochodzenia polskiego przez rodowitych Rosjan, będąc stanowczo przekonany, że rząd nie może, ani teraz ani w przyszłości, nigdy liczyć na wierność i przywiązanie urzędników krajowców i że dopóki we wszystkich warstwach administracji miejscowej nie będzie osadzony żywioł rosyjski, dopóty panowanie rosyjskie w tym kraju nie stanie na trwałym fundamencie.

Jako sprawny urzędnik okupacyjny, Murawiew wiedział, że należy się w podbitym kraju rozprawić przede wszystkim z wpływami elity społecznej…”

całość tu: Aleksander Gella „Naród w defensywie”  Londyn 1987 /fragmenty/

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…jeden znamienny cytat z Michała Mikołajewicza hr. Murawiewa na który chciałbym zwrócić szczególną uwagę brzmi: „nie można pozwolić na żadne pojednanie z żywiołem polskim, lecz trzeba go doprowadzić do tego stanu, żeby nie szkodził spokojowi i całości Rosji.” …Kto bowiem myśli że to „dawno i nieprawda”, tego proszę żeby najpierw dotarł z tym przekonaniem do rosyjskich władz na wszystkich szczeblach, i przekonał przede wszystkim ich żeby przestali tak myśleć. Pospolici Rosjanie to naprawdę mili i życzliwi ludzie, ale kiedy zaczynamy z nimi rozmawiać o polityce, historii i narodowych relacjach, to zamieniają się oni w większości właśnie w takich „Wieszatieli”. Wyrafinowanych bezkrytycznych stronników interesów rosyjskich – choć sami z tego nic nie mają – gotowi na pstryknięcie swoich władz iść po trupach ludzi, z którymi jeszcze przed chwilą skłonni byli się bratać i wódkę pić, a to dlatego że tak są uczeni przez swoją zwierzchność, z której choć się jej boją (i może właśnie dlatego!) są dumni, przeciwko której choć są przez nią uciskani (oczywiście nie w swoim mniemaniu – wot! znajesz szto eta „rasijskaja dusza”?) nigdy samodzielnie nie wystąpią… (Odys)

„Autorytarna władza i jej poczynania to emanacja potrzeb oraz interesów narodu rosyjskiego. Nie inaczej było w przeszłości, choć niemal każdy Polak znał i zna przecież jakiegoś porządnego Rosjanina, którego do duszy przytul. Walory jednostek nie przekładają się jednak na działania wspólnoty. Rosjan można wręcz uznać za wzorcowy zły naród generalnie dobrych ludzi. W naszych sporach i konfliktach z Moskwą za przeciwnika mamy zatem nie władzę rosyjską – obecnie Putina – ale Rosjan, którzy poprzez ową władzę realizują swoje cele” – pisze Talaga.

Talaga odważnie pisze, że to nie Putin stworzył obecne społeczeństwo rosyjskie, ale ”obecny prezydent tylko odpowiedział 
na potrzeby narodu”. Czyli na co? „Rosyjski sposób postrzegania państwa, jego pozycji, stosunków międzynarodowych, który my uznajemy za patologiczny, nie zmieniał się wraz z bogaceniem się i rozrostem klasy średniej. Działo się tak bowiem dzięki państwu, a nie indywidualnej przedsiębiorczości, klasa średnia zaś to albo urzędnicy, albo menedżment średniego szczebla firm kontrolowanych przez państwo. Ci ludzie wcale nie pożądają ani demokracji, ani wolnego rynku czy wolnej konkurencji; przeciwnie – to zjawiska groźne dla ich karier i zdobytych już zasobów. Biedniejsi zaś w miażdżącej większości chcą od państwa opieki, regularnego wypłacania godziwych pensji i świadczeń, nic więcej”.

I co ważne, a o czym mało kto pamięta: „Dopóki reżim realizuje interesy obu grup, będzie trwał, jeśli przestanie – zastąpi go inny, jeszcze bardziej paternalistyczny, czyli w rosyjskim rozumieniu skuteczniejszy”.

Andrzej Talaga nie ma złudzeń: „Nie ma zatem braci Moskali. Żyjemy w różnych cywilizacjach, mamy rozbieżne zapatrywania oraz cele. Nie my i rosyjska władza, tylko my i rosyjski naród”. Z tego zatem trzeba zdać sobie jak najszybciej sprawę. Dlatego tak zrozumiałe są protesty np. resteuratora, który nie chce obsługiwać Rosjan. Rosja nie będzie nigdy ani na jotę podobna do cywilizacji chrześcijańskiej, bądź europejskiej. Wszelkie próby podejmowane przez Rosję jako obrończynię ładu chrześcijańskiego (prawosławnego) są kłamstwem wykreowanym na potrzeby chwili, czyli zmylić przeciwnika, narzucić mu zamazany obraz, by później odsłonić upiorną czaszkę. Talaga kończy pisząc: „Myśl polityczna zakładająca, że może on kiedyś usunąć reżim na Kremlu i dołączyć do cywilizacji, jest ślepą uliczką. Nasze i ich państwa, emanacje swoich narodów, powinny układać się jedynie na zasadzie gry interesów, wiedząc, że są sobie nieprzychylne na najbardziej fundamentalnym poziomie. Przy całej miłości do indywidualnych Rosjan jako ludzi, rzecz jasna”.

Philo

„…Dlaczego jednak Rosjanie popierają ekspansjonizm i retorykę wojenną, przecież nie gwarantuje im przychodów, nie jest niezbędny dla dobrego życia? Bierze się to zapewne z wszechobecnego od wieków w Rosji poczucia cywilizacyjnej niższości, które zawsze było rekompensowane potęgą militarną i polityczną, nigdy zaś osiągnięciami ekonomicznymi czy intelektualnymi. Tak też jest dzisiaj…” (Andrzej Talaga)

Całość tu: „Rzeczpospolita

…Otóż właśnie!

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Już to kiedyś pisałem więc tylko powtórzę. Rosji nie należy się przesadnie bać, ale też nie należy przytulać jej do piersi bez ubrania się wcześniej w pancerz. Należy ją po prostu szanować jako groźnego przeciwnika i silniejszego sąsiada. Należy utrzymywać z nią poprawne stosunki dyplomatyczne (nigdy nie traktować z góry, ale też nie wolno się przed nią płaszczyć – gorzej od wrogów Rosjanie traktują tylko tchórzy) i zabiegać o kontakty handlowe niezależnie od tego jak bardzo się nie lubimy, bo lubić się nie musimy! Szanujmy Rosjan nawet jeśli oni nas nie za bardzo chcą szanować (to przecież nic nie kosztuje!)… Wreszcie stanowczo acz taktownie rozmawiajmy z nimi o tym co nas boli, bez wołania o pomstę do Boga (prośmy go by dał nam siłę się bronić), bez bezmyślnego i śmiesznego wygrażania jej szabelką (czy jak to mawia Pan Michalkiewicz „groźnego kiwania palcem w bucie”). Przestańmy też wchodzić między interes Rosji a tzw. „zachodu” zwłaszcza że jedna i druga strona traktuje nas we wzajemnych interesach instrumentalnie dogadując się często ponad naszą racją stanu. Czy musimy za każdym razem stawać po czyjejś stronie tylko nie po swojej, w dodatku bezinteresownie ponosząc za to za każdym razem koszt w postaci takiego lub innego ubytku na gospodarce? Czy Polska musi ciągle ponosić jakieś zobowiązania za którymi zamiast wymiernych korzyści idą tylko straty?

I na koniec jak zacząłem od Pana Mariana Kałuskiego tak na nim skończę. Mam nadzieję że po zestawieniu tych kilku artykułów, przynajmniej niektórzy zaczną odróżniać rusofilstwo od postawy patriotycznej z perspektywy polskiej racji stanu, ale też realnego podejścia do problemu Rosji, której polityką nie należy być zdziwionym a zawsze trzeba sobie zdawać sprawę, że żeby grozić Rosji albo wpychać do jej interesów swój nochal to trzeba najpierw mieć silne argumenty, albo przynajmniej posiadać argument siły, a zatem:

„…Prawdziwy agent Putina na pewno nie kąsał by tak swego pana, jak ja to czynię poniżej. Nie, ja nie jestem niczyim agentem. Po prostu jako Polak dbam o polskie interesy, czego o sobie nie mogą powiedzieć ani Kazimierz Wóycicki, ani Paweł Kowal, ani prawie wszyscy politycy współczesnej Polski. Bo albo są pachołkami USA, albo ukraińskich banderowców, albo Niemiec i Unii Europejskiej. Albo są po prostu głupcami do potęgi trzeciej. I cwaniaczkami – krwiopijcami polskich podatników.”

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach.


„…Do odkrycia płytko przysypanych mogił doszło w ubiegłym tygodniu (23 IX) w pobliżu Doniecka; w miejscowościach, gdzie były rozmieszczone przed powstańczą kontrofensywą na przełomie sierpnia i września ukraińskie bataliony obrony terytorialnej, zwane przez „rosyjskojęzycznych” nacgwardią, a także faszystami lub banderowcami. Te miejscowości zostały odbite przez armię powstańczą w czasie najnowszej miniofensywy, której celem było zniszczenie albo wyparcie z pozycji artylerii wojsk rządowych, ostrzeliwującej osiedla mieszkaniowe na północy Doniecka. Gdy tylko okazało się, że rozmiary mordu, przypominającego jako żywo wyczyny SS i NKWD, przekroczyły najgorsze obawy, powstańcy i miejscowa ludność wezwali świadków o statusie międzynarodowym. Na wniosek delegata rosyjskiego ONZ rozpoczęła procedurę rozpatrywania wniosku w sprawie międzynarodowego dochodzenia w tej sprawie. Oto materiał filmowy na ten temat w języku angielskim:

https://www.youtube.com/watch?v=yEF4fgvxjpc

Ukraińskie środki masowego przekazu jak na razie milczą na ten temat. Jeszcze bardziej zastanawiające jest ignorowanie go przez dziennikarzy z państw zachodnich. Na konferencję prasową przedstawicieli Rosji, którzy zgłosili tę sprawę do Biura Sekretariatu ONZ d/s Praw Człowieka w Genewie nie przyszedł nikt z nich. Dzisiaj, pod wpływem wczorajszego oświadczenia łotewskiego prawnika i obrońcy praw człowieka Einarsa Graudinsa, ten mur milczenia zaczął się kruszyć na rzecz twierdzenia jakoby ofiar było znacznie mniej, a setki zamordowanych to rosyjski wymysł. Natomiast prokuratura generalna w Kijowie rozpoczęła śledztwo w sprawie działalności Centralnego Biura Śledczego Federacji Rosyjskiej, prowadzącego szereg dochodzeń w sprawie zbrodni wojennych przeciw ludności Donbasu. Odezwali się już za to dziennikarze obywatelscy z krajów UE, m. in. publikując ten oto materiał filmowy w języku rosyjskim, z obszernym komentarzem i tłumaczeniem na niemiecki:

http://www.extremnews.com/nachrichten/weltgeschehen/6f5b150b0fa1ce8

całość tu: wirtualnapolonia.com

…Materiały to rzecz jasna rosyjskie doniesienia prasowe, i należy podejść do tych relacji z równą dozą nieufności jak wobec ukraińskich odpowiedników, ale zastanawiające jest jedno – całkowite pomijanie tego tematu w polskich i zachodnich mediach „głównego ścieku”, które potrafią przecież zajmować się CAŁYMI GODZINAMI tematami dużo mniej ważnymi (osądzając i skazując „winnych” bez ruszania się ze studia telewizyjnego – Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie?) a tu milczą jak zaklęte. To daje do myślenia, tak jak zadziwiająca cisza wokół śledztwa w sprawie zestrzelenia malezyjskiego samolotu (gdzie od początku stanowczo wmawiano opinii publicznej winę tylko jednej strony zanim jeszcze dotarto na miejsce wraku) i na temat wielu innych incydentów w których równie dobrze jak separatyści mogły brać udział ochotnicze bataliony Ukraińców, bądź regularne wojska.  (Odys)

fragment artykułu Ronalda Laseckiego: Ukraina potrzebuje reinterpretacji praw człowieka jako praw wspólnotowych

„…Istnieją dwa wymiary problematyki związanej z przestrzeganiem praw człowieka podczas obecnego kryzysu na Ukrainie. Pierwszym z nich jest filozofia prawa, drugim natomiast metapolityczny fundament ustroju Republiki Ukraina. Błędne założenia przyjęte w obydwu tych obszarach mają decydujący wpływ na dzisiejsze problemy Ukrainy. Do ich rozwiązania nie wystarczą działania doraźne, lecz potrzebne będą rozwiązania strukturalne…

…Legitymizacja współczesnego państwa ukraińskiego wyprowadzana jest z rozpoznania etnocentrycznie rozumianego narodu ukraińskiego jako ostatecznego podmiotu władzy. Stwierdzenia takie znaleźć można już w Deklaracji suwerenności państwowej USRR z 16 lipca 1990 r. (w punkcie I.) [9], wpisane zostały one również do Konstytucji Ukrainy z 28 czerwca 1996 r. (artykuły 5. oraz 10–13 i Preambuła), która (ze zmianami z 21 lutego 2014 r.) pozostaje do dziś najwyższym źródłem prawa na Ukrainie [10]. Jakobińskie rozumienie państwa jako état-nation zakorzenione jest też w historycznej tradycji ukraińskiej myśli ustrojowej [11].

Za koncepcją tą opowiedzieli się na początku lat 1990’ czołowi przedstawiciele ukraińskiej inteligencji humanistycznej – zarówno emigracyjnej jak i krajowej. Znaleźli się wśród nich Orest Mirosławowicz Subtelny, Bohdan Osadczuk, Siergiej Oleksandrowicz Jakielczuk, Roman Szporluk, Natalia Nikołaywna Jakowenko, Oksana Stefanywna Zabużko, Mykoła Riabczuk, Wasyl Mykołajowycz Szklar, Jarosław Hrycak i inni.

Koncepcja ta zyskała z czasem dominującą pozycję w ukraińskiej sferze informacyjnej, oświatowej, kulturalnej, literackiej, w środkach masowego przekazu, a nawet w sferze politycznej. Kolejne pokolenia Ukraińców, po odzyskaniu niepodległości państwowej, wychowywane były w narracji nacjonalistycznej, w której legitymizację i istotę państwowości ukraińskiej tłumaczono w duchu nowoczesnego état-nation. Grupy potencjalnie zainteresowane przeciwstawieniem się nacjonalistycznej koncepcji ukraińskiej tożsamości nie były w stanie wytworzyć konkurencyjnej wobec nacjonalizmu narracji tożsamościowej, która byłaby atrakcyjna zarówno dla społeczności rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy, jak i dla jej mieszkańców ukraińskojęzycznych.

Zrodziło to sytuację, w której elity humanistyczne zachodniej i naddnieprzańskiej Ukrainy przyjęły stosunek do mieszkańców wschodniej i południowej części państwa, który nosił wszelkie cechy syndromu postkolonialnego. Tak więc M. Riabczuk odmawia mieszkańcom wschodniej i południowej części państwa miana Ukraińców, nazywając ich „kreolami”. Z lekceważeniem i poczuciem wyższości wypowiadają się na ich temat O. Zabużko i J. Hrycak. W. Szklar nazywa Zagłębie Donieckie „gangreną Ukrainy” [12]. Ukraińskie elity uważają mieszkańców wschodniej i południowej części państwa za niezdolnych do przezywania uczuć narodowych i obywatelskich, za „zdegenerowane bydło”, za niezdolnych do uczestniczenia we wspólnocie narodowej „nie-Ukraińców”, za ludność zapóźnioną w swojej obywatelskiej świadomości i przez to niezdolną do zrozumienia prawdziwych celów ukraińskiego ruchu narodowego i niepodległościowego [13].

Ukraiński projekt nacjonalistyczny prowadzi zatem do wykluczenia ze wspólnoty politycznej połowy obywateli państwa, którzy nie mówią po ukraińsku bądź nie identyfikują się z naddnieprzańską bądź galicyjską tradycją polityczną…”

fragment artykułu: Konrada Rękasa: Prawa człowieka na Ukrainie po Euromajdanie

podobne: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem.

„…Chyba najlepszym symbolem obecnego załamania systemu ochrony praw człowieka i obywatela na Ukrainie – jest „afera” z wystawą „Ukraina za Czerwoną Linią”, pokazaną w warszawskim hotelu Victoria przy okazji kolejnego spotkania OBWE. Nie dość, że podczas dyskusji konferencyjnych starano się unikać wszelkich odniesień do katastrofy humanitarnej w Noworosji – to jeszcze postarano się usunąć wszelkie ślady zbrodni wojennych, dokonywanych przez armię ukraińską.

Paradoksalnie jednak, osiem miesięcy po Euromajdanie, pora na rozmowę o poszanowaniu praw człowieka na Ukrainie – jest wyjątkowo dobra. Pomimo bowiem cenzorskich zapędów „Gazety Wyborczej”, stacji telewizyjnych, czy samych zachodnich właścicieli stołecznego hotelu – na świecie poza Polską na jaw wychodzą kolejne fakty związane ze zbrodniami i naruszeniami podstawowych praw i wolności, dokonywanymi pod egidą władz kijowskich. Co ciekawe, równolegle Rada Najwyższa, w związku z polityczną częścią umowy stowarzyszeniowej z UE – pospiesznie przyjmuje i nowelizuje całe pakiety ustaw, deklaratywnie stawiających Ukrainę w forpoczcie postępu i demokracji. Rzecz jasna – na papierze. Równolegle bowiem, z perspektywy minionych miesięcy widać, że mamy do czynienia nie z „tragicznymi wypadkami”, związanymi z toczoną wojną i quasi-rewolucyjną sytuacją polityczną – ale ze świadomą budową państwowości z naruszeniem tej części praw obywatelskich, która związana jest z ochroną tożsamości narodowej, etnicznej, językowej i religijnej, słowem – z podstawami wspólnoty (na co słusznie w swych obserwacjach zwraca uwagę Ronald Lasecki.

Sięgając tylko do doniesień z ostatnich tygodni, dowiadujemy się m.in., że nawet Amnesty International zmuszona była przyznać, że tzw. bataliony ochotnicze („Gwardia Narodowa”) walczące po stronie Kijowa przeciw republikom ludowym – dopuszczały się licznych przestępstw wojennych. Raport AI potwierdza zarówno konkretne naruszenia praw obywatelskich przez bojców z Batalionu Ajdar, jak i krytykuje sam fakt niepodlegania „dobrowolców” jednolitemu dowództwu wojskowemu i brak elementarnej dyscypliny w ich szeregach. Bardzo niechętnie i równoważąc to propagandowo krytyką wojsk powstańczych, ale jednak – przyznał te krępujące dla propagandystów z Polski fakty sam Salil Shetty, sekretarz generalny AI. Również eksperci Międzynarodowej Grupy Konsultacyjnej, pracującej na Ukrainie pod auspicjami Rady Europy – zmuszeni byli skrytykować władze kijowskie za „niedostateczną współpracę” przy prowadzonych postępowaniach, których jednym z celów było m.in. ostateczne wyjaśnienie okoliczności i wskazanie odpowiedzialnych za dokonaną przez banderowców zbrodnię całopalenia w Domu Związków w Odessie, 2 maja 2014 r. (jej cudownie ocalałego świadka, Olega Muzykę gościliśmy niedawna w Warszawie na jednym z towarzyszących spotkaniu OBWE paneli dyskusyjnych).

Kolejne godziny przynoszą następne informacje, przyjmowane z pewnym skrępowaniem przez OBWE: o masowych grobach odkrywanych na terenach opuszczonych przez siły kijowskie, w tym zwłaszcza banderowskich „dobrowolców”. Oprócz pochowanych tam cywilów, ewidentnie ofiar egzekucji – odnajdywane są ciała zaginionych, zwłaszcza kobiet, porywanych przez „Gwardię Narodową” na zajmowanych terenach noworosyjskich. Wreszcie nawet przez media z Polski przebiła się zapowiedź pozwu rodzin ofiar katastrofy malezyjskiego Boeinga 777 skierowanego przeciw… państwu ukraińskiemu, które ewidentnie prowokacyjnie nie zamknęło korytarzy powietrznych nad terenem działań wojennych, a nawet wprost skierowało pasażerski samolot na zakończony tragedią kurs.

Gwałcenie praw człowieka jest zatem na Ukrainie codzienną, akceptowaną przez państwo praktyką – a jednocześnie obecne kadłubowe organy tego państwa biją rekordy szybkości jeśli chodzi o dostosowywanie ustawodawstwa do prawoczłowieczych standardów unijnych. Przy czym – co dziwić nie powinno, absolutnym priorytetem jest przede wszystkim zniesienie przyjętych za prezydentury Wiktora Janukowycza przepisów mających na cele ochronę moralności publicznej. Są one zastępowane prawnymi zakazami dyskryminacji – zwłaszcza na tle seksualnym i płciowym, co w realiach wojny domowej i licznych naruszeń podstawowego prawa człowieka – prawa do życia, wydaje się dość zasadniczym pomyleniem priorytetów…”

źródło: geopolityka.org

podobne: Ostrzał cywilów na Ukrainie bez konsekwencji prawnych. Putin rozgrywa Unię Europejską. Siły Ukraińców słabną, a Rosja będzie podsycać konflikt. Gen. Pacek o militarnym wsparciu Ukrainy. Niemiecka gazeta nie chce wojsk NATO na wschodzie. oraz:  Ukraina i prawa człowieka: Ukraiński batalion Ajdar dopuszcza się zbrodni. „Słup hańby” i okrucieństwa separatystów.

polecam również: Rosja zajmuje Krym bez walki. Zachód (i NATO) póki co kiwa palcem w bucie. Czy Polskę stać na wojnę z Rosją?

…z pewnością zbrodnie dokonywane na wschodzie Ukrainy mają mocodawców zarówno po jednej jak i po drugiej stronie. W rejonie walk działa bowiem wiele grup „samodzielnych”, które albo od początku nie uznają nad sobą ani zwierzchności Kremla ani Kijowa, albo uważają że nie muszą słuchać swoich zwierzchników (z różnych „osobistych” powodów – Prawy Sektor grozi marszem na Kijów. oraz:  Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Z tym że tak jak ciągle słyszymy o zbrodniach popełnianych przez „Rosjan”, tak prawie wcale nie można uświadczyć w tzw. „publicznych mediach” informacji o tym czego dokonują „Ukraińcy”. Takie wybiórcze podejście do problemu jest nie tylko skrajną hipokryzją, ale próbą zadania podwójnej śmierci samym ofiarom zbrodniczej działalności jaka ma miejsce na wschodzie Ukrainy. Setki tysięcy uchodźców które zamiast schronić się w Kijowie uciekły do Rosji, nie wybrały przecież tego kierunku tylko dlatego że miały bliżej.

…Odys

by Ryohei Hase

by Ryohei Hase

Izrael – żołnierze odmawiają służby. Nie chcą być narzędziem w nadużyciach.


12.09.2014 (IAR) – Bezprecedensowa sytuacja w izraelskiej armii. Grupa 43 rezerwistów odmówiła służby w armii, twierdząc, że nie chcą być narzędziem w nadużyciach, jakich armia dopuszcza się wobec Palestyńczyków. Żołnierze napisali w tej sprawie list do premiera Benjamina Netanjahu i do wojskowych dowódców.

Rezerwiści pochodzą z elitarnej izraelskiej jednostki wywiadowczej 8200. W grupie 43 buntowników są major oraz dwóch kapitanów. W liście otwartym napisali oni, że służba w armii ma powstrzymywać przemoc wobec niewinnych cywilów. Tymczasem, jak twierdzą, służba w armii stała się narzędziem izraelskiej przemocy wobec Palestyńczyków.

Żołnierze twierdzą, że działania wywiadowcze wobec Izraelczyków są limitowane, gdy tymczasem Palestyńczycy są obiektem nieustannego śledzenia. Gromadzone przez armię informacje szkodzą cywilom i przyczyniają się do pogłębiania podziałów między Izraelczykami a Palestyńczykami. Dlatego właśnie rezerwiści odmówili służby. Jak twierdzą, zebranie 43 podpisów pod listem zabrało im rok i rozpoczęło się jeszcze przed wybuchem niedawnej wojny w Strefie Gazy.

To pierwszy od wielu lat przypadek buntu w izraelskiej armii. W Izraelu służba wojskowa jest obowiązkowa dla każdego, z wyjątkiem ortodoksyjnych Żydów. Większość osób, po zakończeniu służby, pozostaje w rezerwie.

Izraelska armia twierdzi, że nie zna zarzutów, jakie pojawiły się w liście buntowników. Przepytywani przez media wojskowi dowódcy twierdzą, że armia przez cały czas zachowuje wysokie standardy moralne.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/AFP/Haaretz/mcm/

źródło: stooq.pl

podobne: Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie. oraz: Izrael planuje zawłaszczenie palestyńskiej ziemi. i to: Gwatemala: wyrzucono społeczność ortodoksyjnych Żydów

Misja - Mariusz Lewandowski

Misja – Mariusz Lewandowski

Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.


1. Arabia Saudyjska – koalicja przeciwko islamistom.

11.09.2014 (IAR) – Dziesięć krajów arabskich zgodziło się współpracować z Amerykanami w walce z radykałami z Państwa Islamskiego. Takie oświadczenie opublikowano po rozmowach amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej. Stało się to w kilkanaście godzin po orędziu prezydenta Baracka Obamy, który zapowiedział dalsze naloty na pozycje islamistów nie tylko w Iraku, ale także w Syrii.

Czołowy amerykański dyplomata podróżuje po Bliskim Wschodzie, by zebrać sojuszników do wspólnej walki z radykałami. Po rozmowach w Arabii Saudyjskiej do koalicji przystąpiły m.in. Katar, Egipt, Jordania, Liban, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska. Wszystkie te kraje obiecały powstrzymać przepływ broni i bojowników do Iraku i Syrii. Teraz John Kerry leci jeszcze do Turcji, by przekonać do współpracy władze w Ankarze.

Intensywną walkę z islamistami, ogłoszoną przez Baracka Obamę, popierają także mieszkańcy stolicy Iraku, Bagdadu. „To krok naprzód. Popieramy takie działania, bo Państwo Islamskie to terroryści. Będziemy walczyć, by przepędzić ich z Iraku” – mówi jeden z mieszkańców Bagdadu Fawzi.

Radykałowie opanowali w ostatnich miesiącach tereny nie tylko na północy Iraku, ale także w Syrii. Amerykański prezydent zagroził, że lotnictwo może bombardować także cele w Syrii. Władze w Damaszku ostrzegły jednak, że każdy taki nalot musi być z nimi konsultowany. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji – głównego sojusznika prezydenta Baszara al-Asada, oświadczyło z kolei, że naloty w Syrii będą aktem agresji, bo nie ma w tej sprawie rezolucji ONZ. Rosja ma w Narodach Zjednoczonych prawo weta.

Prezydent Barack Obama zapowiedział w nocy wysłanie na pogranicze syryjsko-irackie kolejnych 475 amerykańskich żołnierzy. Do tej pory amerykańskie lotnictwo dokonało już ponad 150 nalotów na pozycje fanatyków w Iraku.

W ubiegłym tygodniu do koalicji przystąpiło też dziewięć krajów NATO, w tym Polska. Nie wiadomo na razie, w jaki sposób Warszawa chce włączyć się w walkę z islamistami, bo prezydent Bronisław Komorowski oświaczył, że polscy żołnierze nie zostaną wysłani do Iraku. W nalotach nie chcą też wziąć udziału Niemcy.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/Al-Jazeera/Haaretz/eurovision/em/

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę. a także: Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich. i to: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

2. Syryjski minister: naloty bedą aktem agresji.

11.09.2014 (IAR) – Naloty lub jakakolwiek interwencja obcych wojsk na terytorium Syrii będą uznane za akt agresji. W ten sposób na wczorajsze słowa Baracka Obamy odpowiedział minister syryjskiego rządu, Ali Haidar. Jak dodał, wszelkie takie działania muszą być wcześniej skonsultowane z władzami Syrii.

Prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawił plan pokonania radykałów z Państwa Islamskiego, zakładający między innymi ataki z powietrza w Iraku i Syrii. Obama ogłosił, że Stany Zjednoczone staną na czele szerokiej koalicji przeciwko rebeliantom.

Wiadomo już, że operacji aktywnie nie wesprą Niemcy i Wielka Brytania. Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier powiedział na konferencji prasowej, że do tej pory nie dostał żadnego oficjalnego wniosku w tej sprawie. Jednocześnie wykluczył, że niemieckie samoloty wezmą udział w nalotach.

Podobne stanowisko przedstawił jego brytyjski odpowiednik. Philip Hammond zaznaczył, że Wielka Brytania w pełni popiera działania Stanów Zjednoczonych na rzecz stworzenia międzynarodowej koalicji, która ma pokonać Państwo Islamskie. Jednocześnie zaznaczył jednak, że jego kraj nie wesprze amerykańskich nalotów na miejsca opanowane przez rebeliantów.

.Tymczasem Amerykanie szukają poparcia dla operacji przeciwko islamistom. Sekretarz stanu John Kerry odwiedził dziś w tej sprawie Arabię Saudyjską. Kerry w najbliższym czasie ma rozmawiać także z przedstawicielami Egiptu, Jordanii, Libanu i Turcji

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/Internet/rtr/md/ab

podobne: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… „Uderz w Syrię a nożyce się odezwą” i to: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii oraz: Cameron ostrzega przed ekstremizmem islamskim (będzie interwencja lądowa w Iraku?). Biskup Manchesteru wypomina władzom wojnę w Iraku, która pogorszyła sytuację chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

3. Opinie: Górak-Sosnowska: Dżihadyści śmieją się z działań USAFrancuscy islamiści biorą udział w egzekucjach w Syrii.

11.09.2014 (IAR) – W środowym przemówieniu Barack Obama ogłosił strategię walki z Państwem Islamskim. Jak mówi IAR Katarzyna Górak – Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego to przemówienie nie oznacza nic nowego ani dla nas, ani dla dżihadystów.

Z tego co obserwowałam na mediach społecznościowych dżihadystów z Kalifatu wynika, że oni się śmieją z tego, że z jednej strony Stany Zjednoczone wypowiadają wojnę, a z drugiej nie są w stanie wystawić żołnierzy, żeby tę wojnę prowadzić – opisuje ekspertka.

We wspomnianym przemówieniu Barack Obama zapowiedział walkę z dżihadystami także na terenie Syrii. Dla Stanów Zjednoczonych, które jednocześnie walczą z Państwem Islamskim i reżimem syryjskiego prezydenta Baszara al Asada, problem polega na tym, jak walczyć z Państwem Islamskim nie wspierając Asada – tłumaczy Katarzyna Górak-Sosnowska.

Jak mówi rozmówczyni IAR, pojawia się pytanie, którą opozycję należy wspierać. Różne są odcienie opozycji – dodaje.

Barack Obama podczas przemówienia podkreślał, że Stany w walce z dżihadystami mają wsparcie międzynarodowej koalicji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Katarzyna Ingram/nyg

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów i to: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku.

11.09.2014 (IAR) – Młodzi Francuscy fanatycy islamscy biorą udział w egzekucjach publicznych w Syrii. Takiego zdania jest sędzia zajmujący się walką z terroryzmem.

Od dawna było wiadomo, że u boku fundamentalistów islamskich w Syrii w dżihadzie walczą także młodzi Francuzi. Teraz jednak, w kilka dni po ogłoszeniu wiadomości o zgładzeniu izraelsko-amerykańskiego dziennikarza Stevena Sotloffa, francuski sędzia zajmujący się zwalczaniem terroryzmu ujawnił, iż ochotnicy z Francji są szkoleni nie tylko, aby brać udział w walkach, lecz również w obcinaniu głów wziętym do niewoli wrogom lub porwanym zakładnikom. Część francuskich islamistów bierze udział w publicznych egzekucjach. Tak było po zdobyciu przez terrorystów muzułmańskich położonego nad północnym brzegiem Eufratu miasta Ar Rakka, które fundamentaliści ogłosili stolicą kalifatu. Z Francji do Syrii, według sędziego, udają się by brać udział w dżihadzie, nie tylko mężczyźni, ale także nastolatki i kobiety. Przeciwko 370 Francuzkom i Francuzom toczy się postępowanie. Są oni oskarżeni o działalność terrorystyczną.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/mcm/

podobne: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”.

4. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri.

11.09.2014 (IAR) – Islamiści z organizacji Boko Haram zdobywają coraz większą część terytorium Nigerii. Tym razem udało im się otoczyć Maiduguri, stolicę położonego w północno-wschodniej części kraju stanu Borno.

Według relacji miejscowych, ostatecznym celem islamistów jest całkowite zajęcie miasta. Mieszkańcy proszą rząd o przysłanie dodatkowych oddziałów armii.

W Nigerii trwa krwawy konflikt między władzami a islamistami. Od początku roku radykałowie z Boko Haram zabili kilka tysięcy osób, porwali też kilkaset dzieci. Bojówkarze przejęli władzę w wielu miejscach w północno-wschodniej Nigerii. Z tego powodu pojawiają się obawy, że rząd wkrótce może w pełni utracić kontrolę nad regionem. W strachu przed islamistami setki ludzi opuściły swoje domy, uciekając do innych miast oraz do sąsiedniego Kamerunu.

Celem radykałów z Boko Haram jest wprowadzenie szariatu i przekształcenie Nigerii w państwo islamskie.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/Internet/md/ab

5. Izrael – zbrodnie wojenne w Gazie.

11.09.2014 (IAR) – Izrael wszczął formalne dochodzenie w sprawie pięciu incydentów w czasie wojny w Strefie Gazy. Prokurator wojskowy podejrzewa, że izraelscy żołnierze mogli dopuścić się nadużyć. Z kolei organizacja praw człowieka Human Rights Watch oskarżyła izraelską armię o popełnienie w Gazie zbrodni wojennych.

Izraelski prokurator wojskowy rozpoczął badanie pięciu przypadków, które mogą okazać się przestępstwami. Chodzi m.in. o zbombardowanie i zabicie czwórki palestyńskich chłopców grających w piłkę na plaży w Gazie. „Wzywam ONZ i Ban Ki Muna do wyjaśnienia tego, co się stało. To jest moje prawo, by poznać prawdę” – mówił dzień po tragedii ojciec chłopców Mohammad Bakir w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia w Gazie. Wojskowy prokurator bada także m.in. sprawę ostrzelania przez izraelskie wojsko szkoły ONZ w Beit Hanun oraz domniemaną kradzież rzeczy osobistych z jednego z palestyńskich domów w Szedżaiji.

Organizacja praw człowieka Human Rights Watch oskarżyła tymczasem Izrael o popełnienie w Gazie zbrodni wojennych. Chodzi o trzy przypadki ostrzelania szkół ONZ, w których chronili się cywile – w Beit Hanun, Rafah i w Dżebaliji. „Była piąta nad ranem, kiedy zaczął się ostrzał. Wszyscy spali. Wtedy na jedną z klas spadł pocisk. Obudziłem moją rodzinę i natychmiast zaciągnąłem wszystkich do środka, do innej klasy” – mówił w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia w kilka godzin po ostrzale Muhammad, jeden z uchodźców, który mieszkał w szkole.

Human Rights Watch zarzuca izraelskiej armii, że ta z premedytacją zaatakowała cywilów. Wojskowi twierdzili wówczas, że odpowiadają na ataki ze strony Hamasu. Wojna w Gazie trwała 50 dni i była najdłuższym i najbardziej krwawym konfliktem Izraela z Hamasem. Kosztowała życie co najmniej 2147 Palestyńczyków i 73 Izraelczyków. Po zakończeniu wojny rozpoczęły się rozliczenia. Sekretarz Generalny ONZ wszczął dochodzenie w sprawie ostrzałów szkół Narodów Zjednoczonych, a Rada Praw Człowieka ONZ powołała własną komisję, która ma wyjaśnić domniemane zbrodnie izraelskiej armii i palestyńskiego Hamasu. Władze Autonomii Palestyńskiej zagroziły pociągnięciem Izraela do odpowiedzialności przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/HRW/Haaretz/wcześn./ab

podobne: Rośnie liczba ofiar w Gazie. Izrael ostrzeliwuje cywilne budynki i ogłasza dodatkową mobilizację.

UE - USA

Ukraina i prawa człowieka: Ukraiński batalion Ajdar dopuszcza się zbrodni. „Słup hańby” i okrucieństwa separatystów.


08.09.2014 (IAR) – Amnesty International apeluje do władz w Kijowie, aby dokładnie zbadały wszelkie przypadki naruszeń praw człowieka ze strony walczących po stronie rządowej. Organizacja podkreśla, że chodzi głównie o batalion Ajdar działający w obwodzie ługańskim.

Sekretarz generalny Amnesty International Salil Shetty odwiedził Kijów, aby spotkać się z władzami i porozmawiać na temat tego, co dzieje się na froncie. Na konferencji prasowej wielokrotnie podkreślał, że naruszenia są z obydwu stron, na razie jednak przygotowano raport o tych ze strony ukraińskiej.

Amnesty International ma informacje o dziesiątkach takich przypadków, do których dochodzi na północy obwodu ługańskiego, gdzie działa batalion Ajdar. Chodzi o naruszenia praw człowieka, takie jak porwania, znęcanie się, nielegalne zatrzymanie i – być może – także o egzekucje.

W sytuacji wojny, ewentualne przestępstwa wojenne popełniane przez Ukraińców to w ukraińskich mediach temat tabu, choć wiadomo, że się zdarzają. Informują one za to o licznych naruszeniach praw człowieka, których dopuszczają się separatyści i wspierające ich wojska. O przestępstwach ze strony ukraińskiej mówią chętnie rosyjskie media, ale ich materiały prezentują często przejaskrawiony obraz ukraińskich okrucieństw. Zdarza się, że są produktem chorych fantazji producentów, jak na przykład „ukrzyżowany przez krwawych banderowców” 3-letni chłopczyk ze Słowiańska.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/mcm/

08.09.2014 (IAR) – Owinięta w ukraińską flagę była kopana, wyzywana i poniżana przez mieszkańców Doniecka. Nagranie z udziałem Iriny Dowgań pod koniec sierpnia obiegło cały świat. Prorosyjscy separatyści oskarżyli ją o współpracę z ukraińską armią, przywiązali do słupa i zachęcali przechodniów do bicia jej, na koniec pozorując egzekucję.

Dzięki staraniom dziennikarzy, Irina Dowgań jest już bezpieczna i przebywa wraz z rodziną w Kijowie. Dwa tygodnie po „słupie hańby” mówi Polskiemu Radiu dla Zagranicy, że separatyści nie mają litości dla zatrzymanych przez nich osób. „Byłam przez nich traktowana jak rzecz. Najstraszniejsze było zastraszanie na tle seksualnym. Znęcano się nade mną, opisując, co się ze mną stanie, jeśli nie złożę żądanych przez nich zeznań. To było najgorsze. W porównaniu do tych gróźb, nawet fizyczne znęcanie się nade mną, tj. bardzo mocne uderzenia np. kolbami pistoletów, strzały obok szyi, czy mocne uderzenia w głowę nie były dla mnie tak straszne”- mówi Polskiemu Radiu.

Irina Dowgań zwraca uwagę, że w Ługańsku czy Doniecku bardzo łatwo trafić do aresztu. Opowiedziała historię człowieka, na którego telefonicznie doniesiono, że miał rzekomo molestować dzieci. Separatyści po 15-20 minutach wieźli już go do aresztu. „Słyszałam to wszystko. Słyszałam jak go bito. Bardzo głośno krzyczał. Słyszałam jak zaczęli go rozbierać i mówiono o gwałcie. To było nawet straszniejsze niż to, czego doświadczałam osobiście. Krzyczałam razem z tym człowiekiem. Z potwornego strachu. Nie będąc tam, nawet nie jesteście świadomi do jakiego bezprawia i barbarzyństwa tam teraz dochodzi” – mówi Irina Dowgań.

Dodaje, że wielu spośród oprawców to mieszkańcy kaukaskich republik, wchodzących w skład Federacji Rosyjskiej – Osetyńczycy czy Czeczeni. Udało jej się też rozpoznać Rosjanina – po sposobie mówienia.

IAR/Polskie Radio dla Zagranicy/jj

podobne: Ostrzał cywilów na Ukrainie bez konsekwencji prawnych a także: Parada jeńców w Doniecku kontra czystki etniczne. oraz: Ukraiński batalion samowolnie opuścił front. Rosja i Ukraina wymieniły się jeńcami. Putin domaga się zmiany statusu wschodniej Ukrainy. Izrael planuje zawłaszczenie palestyńskiej ziemi. i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem.

źródło: stooq.pl

Piekło Dantego Przedsionek - Męczarnię takiej podłej treści znoszą w tym miejscu te dusze mizerne, Które bez hańby żyły i bez cześci - Amos Nattini

Piekło Dantego Przedsionek – Męczarnię takiej podłej treści znoszą w tym miejscu te dusze mizerne, Które bez hańby żyły i bez cześci – Amos Nattini